background image

BENTE PEDERSEN

WĘDROWNY PTAK

background image

1

- Można by pomyśleć, że się zakochałeś w tej łajbie! - powiedziała Olga, opierając się o 

jedną z portowych szop. Spojrzała w kierunku statku, który kiedyś nazywał się „Raija”, potem 

„Raisa”, a teraz znów „Raija”.

Michaił podążył wzrokiem za jej spojrzeniem.

Miał na sobie proste, połatane w wielu miejscach samodziałowe spodnie i szeroką, 

błękitną koszulę. W pasie przewiązany był kolorowym szalem. Tylko buty: skórzane, grubo 

smarowane tłuszczem zdradzały, że nie był zwykłym marynarzem. Olga wiedziała o tym, bo 

sama o nie zadbała.

Michaił nie miał jeszcze szesnastu lat, ale został już pryncypałem. Armatorem.

- Niedługo popłyniemy na zachód - powiedział cicho chłopak. Nie udało mu się cofnąć 

szybko spojrzenia, choć może powinien. Olga z pewnością znów uzna, że jest dziecinny. Ale 

naprawdę kochał ten statek! Nic nie mógł na to poradzić. Miał być na nim kapitanem!

To jego statek!

Te słowa śpiewały mu we krwi. Nie umiał jej tego wytłumaczyć. Nawet nie próbował 

opisywać uczuć, jakie wywoływał w nim statek noszący imię jego matki.

To była jego pieśń.

Muzyka jego krwi. Tylko jego. Tym nie umiał się z nikim podzielić. Nawet z Olgą.

Dziewczyna zaśmiała się. Zabrzmiało to tak smutno, że Michaił spojrzał na nią. Jakże 

chciałby cofnąć czas! Znów co prawda byłby chłopcem, ale to byłoby warte nawet tego.

Wiele rzeczy powinno było ominąć Olgę.

Olga... Szesnaście lat, ciemne loki związane tasiemką, brązowe oczy, którym nigdy nic 

nie   umknęło.   Drobna   twarz   o   zdecydowanym   wyrazie.   Ładna   na   swój   sposób.   Dumnie 

wyprostowany   kark.  Podbródek   zawsze  uniesiony  w  górę.   Wstrząsała  głową   i   trzymała   ją 

prosto zupełnie jak Raija.

Olga nauczyła się tych gestów wtedy, gdy wszyscy oprócz jego matki ją opuścili.

W jej ruchach Michaił dostrzegł to samo dziecko, porzucone przez Olega i Tonie. Jego 

matka stała się na jakiś czas matką i dla niej. Potem Tonią i Oleg wrócili i znów wzięli ją do 

siebie. Zażądali miłości, której wcześniej się wyrzekli.

Te   myśli   były  nowe dla  Michaiła.  Odkrywał   nowe  ścieżki.  Nie  mógł  teraz  iść  ich 

śladem, ale zapamiętywał je i obiecywał sobie, że kiedyś je zgłębi.

Olga miała w oczach otchłań. Zima zamroziła kąciki jej ust, luty pochylił jej ramiona.

On załatwił pieniądze na zabieg. Ona położyła się na zniszczonym stole w nędznej 

background image

lepiance.

Teraz wokół nich był maj. Późny maj. Lód schodził z Morza Białego.

Michaiłowi oczekiwanie ściskało gardło. Jego spojrzenie często podążało na zachód. 

Nie miał czasu na nic więcej poza przygotowaniami. Deptał Olegowi po piętach, chcąc nauczyć 

się jak najwięcej. Nie poświęcał ostatnio Oldze zbyt dużo czasu.

- Nie będę mogła mieć dzieci. Wiedziałeś o tym? - Brązowe oczy wpatrzyły się w jego, 

żądając uczciwej odpowiedzi.

Michaił podążył wzrokiem za lecącą mewą. Zapragnął, by też mógł tak uciec.

- Tak.

- Mama powiedziała mi dopiero dzisiaj. Michaił uderzał piętami w beczkę, na której sie-

dział, wzbudzając w niej głuche echo.

- Mogłeś mi powiedzieć! - Oskarżenie w jej głosie było niczym ostrze noża. Już ona to 

umiała.   Tylko   jego   matka   była   w   tym   lepsza   od   Olgi.   Kiedyś   podsłuchał   matkę,   gdy 

rozmawiała z kupcami. Potrafiła wytargować ceny, o jakich inni mogli tylko marzyć...

- Zabroniono mi - odparł Misza zgodnie z prawdą. Tym razem ona spuściła wzrok.

- Tak, pewnie nie mogłeś - westchnęła ledwie dosłyszalnie Olga.

Nadal   ubierała   się   w   intensywne   kolory.   Bluzkę   miała   czerwoną.   Spódnicę 

jaskrawoniebieską, że aż kłuła w oczy. Wąską talię ścisnęła brązowym paskiem tak mocno, że 

powinna mieć kłopoty z oddychaniem. Miedziana klamra u paska stanowiła okaz niezłej roboty 

rzemieślniczej.

Olga przyprawiała widza o szok. Była na swój sposób ładna, ale jej uroda uderzała 

jakby nazbyt intensywnie, gwałtownie...

- Powiedziałam mamie, że nie wyjdę za Nikołaja! Miał ochotę jej przyklasnąć. Dobrze 

było znów usłyszeć jej pełen sprzeciwu ton głosu. Brakowało mu go. Już sądził, że go nigdy nie 

usłyszy. A przecież Olga nie była Olgą bez nagłych zmian humoru, bez błyskawic bijących z 

oczu.

- Nie musisz.

- Mama mówiła, że niewielu chciałoby małżonki, tak, tego słowa użyła, małżonki, która 

nie może mieć dzieci. A dopiero teraz mi o tym powiedziała. I nawet płakała!

- Nie musisz o tym nikomu mówić - stwierdził Michaił. Nigdy nie podobała mu się 

propozycja Nikołaja, z którą wystąpił pewnej rozświetlonej zorzą polarną lutowej nocy.

-   Nikołaj   nie   dba   o   mnie   bardziej   niż   o   swoją   fajkę!   -   Olga   wstrząsnęła   głową   i 

odwróciła się do chłopaka plecami. Stała, objąwszy się ramionami jak tarczą.

Michaił   nie   mógł   nie   przyznać,   że   Olga   wyglądała   w   tym   momencie   wspaniale. 

background image

Niektórym kobietom było do twarzy z dumą. Olga do nich należała.

- On zawsze będzie czcił pamięć Jelizawiety. Zawsze będzie w niej zakochany. Ona nie 

żyje, ale on jest ciągle tak samo zakochany. Sądzę, że ma wyrzuty sumienia, gdy patrzy na 

twoją matkę.

-   Na   mamę?   -   spytał   Michaił,   oszołomiony.   Olga   odwróciła   się   i   z   pobłażliwym 

uśmiechem pogładziła go czule po policzku. Już nie osłaniała się tarczą.

- Misza, mały Misza! Dostrzegasz tylko statki, prawda? Nie zauważyłeś, że Nikołaj jest 

zadurzony w Raiji - Raisie? - Olga, zwłaszcza gdy była rozczulona, nadal używała imienia, 

które nadała opiekunce w dzieciństwie.

- Mama jest ze dwa razy starsza od Nikołaja! Chyba zwariowałaś!

Dziewczyna zaśmiała się. Gestem dała mu do zrozumienia, że chce koło niego usiąść. 

Michaił zeskoczył i podniósł ją na beczkę. Olga była tak szczupła w talii, że jego palce niemal 

się zetknęły na jej plecach. Potem sam wskoczył na beczkę. Oparli się o ścianę szopy.

-   Nikołaj   ma   tak   bezbronny   wyraz   twarzy,   gdy   patrzy   na   twoją   starą   matkę   - 

uśmiechnęła się Olga. - Ma wyrzuty sumienia, jakby Jelizawieta stała tuż obok niego. Nikołaj 

wcale nie uważa, że Raija - Raisa jest stara. A na pewno nie jest od niego dwa razy starsza! Nie 

mogłaby być jego matką!

Michaił poczuł się głupio. Jego matka była ładna, nie mógł temu zaprzeczyć. Zawsze 

uważał, że jego matka jest najpiękniejsza na świecie.

Ale trudno mu było spojrzeć na nią oczami mężczyzny, który mógł jej pożądać.

Trudno i za życia ojca, i teraz. Raija to jego matka!

Na matki nie sposób patrzeć inaczej.

- Czy uważasz, że to ważne mieć dzieci? Synów? To niesprawiedliwe, że ona zadaje 

takie pytanie!

Michaił niemal zdrętwiał z zimna, mimo że słońce świeciło mocno jak na tę porę roku.

Przecież on dopiero zaczynał się zastanawiać, w jaki sposób się robi dzieci... A ona go 

pyta, czy to ważne mieć dzieci! On jeszcze o tym nie myślał!

Często sam czuł się jak dziecko.

- Nie wiem - odparł szczerze.

-   Mama  mówi,   że   wszyscy  mężczyźni   chcą   mieć   synów  -  stwierdziła   Olga   tonem 

kobiecej mądrości. Była dorosła na inny sposób niż on. Doświadczyła czegoś, czego on sobie 

nawet nie wyobrażał.

- Matki nie zawsze mają rację - obwieścił Michaił z przekonaniem. Mimo to czuł się 

równie głupio jak przedtem. Ramię Olgi dotykało go miękko. Jego ręce były kanciaste. Ostatnio 

background image

urósł jeszcze bardziej, podczas gdy Olga pozostała niewysoka. To budziło w nim ciepło. - 

Nikołaj zapewniał, że może poczekać - dodał, gdy cisza pomiędzy nimi stała się przytłaczająca.

- Tak - odparła cicho, nie patrząc na niego.

- Nie musisz jeszcze odpowiadać - dorzucił. - Nie.

Cisza była niczym wielki, czarny ptak o ogromnych skrzydłach, które zasłaniały słońce i 

chłodziły świat.

- Nie chcę wchodzić w tę okropna rodzinę! Pamiętasz jego matkę? Tę lodowatą babę? 

Nawet nie chce mi się nazywać jej klępą, bo obrazę dla każdej szanującej się klepy stanowiłoby 

porównanie z madam Norkiną.

- Może ona umrze, zanim ty się zdecydujesz?

- A może Nikołaj zmieni zdanie? - W głosie Olgi zabrzmiała nadzieja.

Zsunęła się z beczki i znów objęła się ramionami. Nagle Michaił uświadomił sobie, że 

ona zawsze tak spała, gdy już - wtedy - zrozumiała, że Tonią i Oleg odeszli od niej. Nigdy 

wcześniej tego nie skojarzył, dopiero teraz.

- Możesz już iść z powrotem do tej swojej ukochanej! - uśmiechnęła się Olga blado i 

odeszła bez słowa pożegnania. Skraj jej spódnicy przelotnie muskał ziemię.

Michaił miał niejasne poczucie, że Olga próbowała mu powiedzieć coś, czego on nie 

umiał pojąć.

Bo on nic nie rozumiał! Sprawiało to, że czul się zdezorientowany i zły. Wydawało mu 

się, że Olga zawiodła się na nim.

Maj przeszedł w czerwiec. Michaił nie miał zbyt wiele czasu na myślenie o Oldze. 

Zresztą o niczym, co nie miało związku z jego podróżą na zachód.

Już   tak   długo   podróż   wydawała   się   ułudą.   Czymś,   o   czym   się   mówiło:   „latem”   i 

„wkrótce”.

A teraz Michaił niemal tego dotykał. Plany były gotowe. Oleg miał płynąć z nim. Sam 

siebie ze śmiechem mianował bosmanem. Powiedział, że jest kapitanem tylko na „Antonii”. 

Michaił wiedział, że Oleg postanowił tak tylko po to, żeby mu pomóc. Był mu za to wdzięczny. 

I tak czuł się mały i przerażony.

Raija płynęła z nimi. Musiała, nawet gdyby miał ją ciągnąć za włosy. Chciał z nią 

porozmawiać.

Wkrótce.

Michaił znów to odkładał. Raija pojechała do domu nad Dwiną. On do późnej nocy 

pomagał przy załadunku. To, że był pryncypałem, nie zwalniało go z niczego. Ojciec też by 

pomagał. Michaił czuł, że jako armator chce być podobny do ojca. Ale nie wiedział, czy chce 

background image

być do niego podobny jako mężczyzna.

Michaił spal w ich budynku w porcie. W lecie było to możliwe. Mimo że noce potrafiły 

jeszcze schłodzić swym oddechem, mógł napalić w piecu tak, że siedział z podciągniętymi 

rękawami. Gdyby miał jednak marznąć, zawsze mógł chwycić za jedną z butelek likieru Olega. 

Zasoby te, o których Antonia nie wiedziała, albo udawała, że nie wie, służyły do pomocy przy 

zawieraniu transakcji handlowych.

Raija uśmiechała się na myśl o tych butelkach i tajemnicy Olega. Michaił podejrzewał, 

że Antonia reagowała tak samo.

Po tym, jak w czasie tej zimy obserwował swoją matkę przy pracy, Michaił poznał ją z 

nowych i obcych stron. Zrozumiał, że kobiety posiadają cechy, których nie okazują na co dzień. 

Skoro nawet własna matka była w stanie go zaskoczyć, większość innych kobiet stanowiła dla 

niego tajemnicę.

Nawet Olga.

Właśnie tajemnicza Olga weszła do jego kantorka, niosąc razowy chleb, soloną rybę i 

masło, a w dzbanku kwas zrobiony przez Antonię.

- Mama była pewna, że umierasz z głodu - rzuciła lekkim tonem, odstawiając koszyk na 

jego   biurko.   Biurko   było   jaśniejsze   pośrodku,   wzdłuż   brzegów   i   na   rogach.   Najczęściej 

używane szuflady też były jaśniejsze od pozostałych.

Olga   usiadła   na   biurku.   Miała   na   sobie   wysokie,   sznurowane   buty,   ponad   którymi 

bielała halka przykryta czarną spódnicą. Ściskał ją ten sam skórzany pas, co zwykle. Nad nim 

błękitniała bluzka kolorem jesiennego nieba nad żółknącymi polami. Michaił szybko otrząsnął z 

siebie tę wizję. W obecności Olgi niebezpiecznie było tracić wątek.

Zaczął   jeść.   Olga   była   najwyraźniej   spragniona   towarzystwa,   bo   nie   ruszała   się   z 

miejsca. Nie chciała jedzenia, ale chętnie popijała kwas z tego samego dzbanka, co Misza. Nie 

chciało im się niepotrzebnie brudzić kubków. Akurat pod tym względem się zgadzali.

- Błagałabym, żeby z wami płynąć - rzuciła Olga, dyndając nogami - gdyby nie to, że 

macie zabrać Walerija.

A więc mogła już wymówić jego imię. Dużo czasu na to potrzebowała. Drogo musiała 

zapłacić za znajomość z nim. I on nigdy nie miał się o niczym dowiedzieć. Olga wymusiła i na 

ojcu, i na Michaile, że nic nie powiedzą.

- Przecież Nikołaj dowodzi „Antonią”. Tam znalazłoby się miejsce - rzucił Michaił bez 

zastanowienia.

- Sądzisz, że mama by mi na to pozwoliła? - spytała Olga z uśmieszkiem. - Ja i Nikołaj! 

Zgadza się, bym mu powiedziała „tak”, ale nie wysłałaby mnie razem z nim w wielomiesięczną 

background image

podróż w obce kraje! Dobrze mnie teraz pilnuje. Dba, bym nie znalazła się sam na sam z 

mężczyzną. - Westchnęła. - Bóg jeden wie, co o mnie myśli.

Michaił   jadł   w   milczeniu.   Nie   wspomniał,   że   teraz   Olga   była   sam  na  sam   z   nim. 

Wiedział, że Tonią nie zalicza go jeszcze do mężczyzn. Jego nie uznaje za zagrożenie. W 

pewien sposób było to zawstydzające, jakby był niewinną owieczką...

Olga podeszła do pieca, dołożyła kilka szczap i usiadła na sofie, podwijając pod siebie 

nogi. Wyglądała zarazem jak mała dziewczynka i jak dorosła Olga.

Michaił nadal jadł, mimo że był już syty.

- Uważasz, że jestem ładna, Misza? Chłopak zaczerwienił się, zaskoczony.

- Nooo - zawahał się - nie jesteś gorsza od innych... chyba - wykrztusił, chowając się za 

dzbanek z kwasem. Czul, że jego dłonie są ogromne, a ramiona długie jak nigdy przedtem.

- O Boże, po co go pytam? - Olga przewróciła oczami i westchnęła tak, że i ściany by jej 

współczuły.

- Jesteś... ładna na swój sposób, Olgo. Michaił trzymał oburącz dzbanek z kwasem. To-

nią pewnie obawiałaby się, czy go nie zgniecie.

Dziewczyna uśmiechnęła się, zrezygnowana.

- Znam cię, Misza, choć jest wiele rzeczy, których o tobie nie wiem. Jakie dziewczyny 

ci się podobają?.

- Dziewczyny? Nie wiem...

- Nigdy nie byłeś zakochany?

- Nie... Chyba nie. W kim miałbym się zakochać? Czy to takie ważne?

- Chodź tu! - rozkazała, poklepując miejsce obok siebie na sofie. Michaił posłuchał. Od 

dawna wiedział, że nie warto sprzeciwiać się Oldze. Nauczyła go tego, jeszcze zanim postawił 

pierwsze kroki. - Noga mi zdrętwiała. Zdejmij mi but!

Michaił rozsznurował jeden i drugi, bo oba wylądowały na jego kolanach. Olga była bez 

pończoch. Bose nogi podwinęła pod siebie i poprosiła o kwas.

- Nie chcę wyjść za Nikołaja.

- Nikt cię nie zmusza.

- Lubisz mnie?

- Ale masz pytania! Lubię cię, choć jesteś męcząca - zaśmiał się Misza nerwowo. Ona 

nie dołączyła się do żartu. Nie miał pojęcia, do czego zmierzała.

- Męczę cię teraz? - Olga weszła mu na kolana, zamykając go w rogu sofy. Usiadła 

twarzą do niego, z kolanami po obu stronach jego nóg. Spódnica ledwo przykrywała jej nogi.

- Co u diabła...? Olga objęła go za szyję i oparła czoło o jego czoło.

background image

- Męczę cię teraz? - powtórzyła pytanie. Jej oczy znalazły się tak blisko jego, że Michaił 

nie mógł odczytać ich wyrazu. Była tak blisko... pachniała sobą, świeżo, ale i inaczej.

- Do cholery, Olga, co to znaczy?

- A jak myślisz? Uśmiechnęła się i zwilżyła usta. Wpółotwartymi wargami pocałowała 

go. Przechyliła do tyłu, aż poczuł twardy kant oparcia sofy pod karkiem. Przytuliła się tak 

mocno, że prawie nie mógł oddychać. Dopiero po chwili wpadł na to, że powinien to robić 

przez nos.

Jej   miękkie   wargi...   Łaskoczący   go   koniuszek   języka   bawił   się   wewnątrz   jego   ust. 

Sprawił, że Misza poczuł mrowienie w wargach. Twarde piersi napierały na niego, uda ściskały 

jego nogi...

Michaił nic nie rozumiał.

To było przerażające. Dziwne. Nie chciał tego. Nie rozumiał. Nie chciał zrozumieć, 

czego ona chce. Nie chciał. Tego też nie.

Ale nie odsunął jej. Objął jej szczupłą talię. Dłońmi przesuwał po jej plecach, czując 

ciepło jej ciała. Nie miała nic pod bluzką.

- Dotykaj mnie! - wyszeptała. - Zobacz, jaka jestem! Puściła go jedną ręką i znów 

zaczęła całować.

Drażniła i pieściła. Wolną dłonią ujęła jego dłoń i skierowała ku dekoltowi. Rozpięła 

kilka guzików i wprowadziła jego dłoń pod materiał.

Niezgrabnie ujął jej pełną pierś. Poczuł sutek niczym twardą bazię. Ścisnął - może zbyt 

mocno...

Michaił całował Olgę z otwartymi oczami. Ona też. Patrzył w głąb jej dekoltu. Ona 

patrzyła na jego dłoń.

Jej miękkie usta kierowały nim, palce pieściły kark.

Jego druga ręka powędrowała na jej spódnicę. Znalazła kolano i przesuwała się po 

wewnętrznej stronie uda, pomiędzy jej gładką skórą a szorstkim materiałem jego spodni.

Prosiła go o zdjęcie jej butów po to, by dostrzegł, że nic nie ma na nogach! Misza 

zrozumiał to i znów się przestraszył. Ona go przerażała.

Ale Olga wiedziała, co robi.

Jego dłoń znalazła cel. Wtedy Olga uniosła się nieco i opadła na nią. Wzdychała w 

uniesieniu wprost w jego usta, gdy jego niezgrabne palce starały się jej dogodzić. Zakręciło mu 

się w głowie. Musiał zamknąć oczy i uwolnić usta od jej pocałunków. Znalazł jej szyję.

Wtedy zeszła z jego kolan i z szelestem materiału położyła się na sofie, podciągając 

spódnicę nad kolana niemal tak wysoko, że zobaczył wszystko.

background image

Przesunął się za nią, przykrywając ją sobą. Ostatnie guziki w jej bluzce odskoczyły z 

trzaskiem.   Jego   dłoń   odsunęła   spódnicę,   a   dziewczyna   rozchyliła   uda.   Szeroko   otwartymi 

oczami,   niczym   brązowymi   studniami,   wpatrywała   się   w   niego.   Mógł   się   niemal   w   nich 

przejrzeć.

Jej dłonie rozpinały jego pas. Michaił bał się. Oślepł. Ogłuchł. I pewnie oszalał.

Ona była taka wilgotna...

Bał się.

Ale Olga nie zmuszała go. Dotknęła go przez spodnie, ale on sam wydostał to, co tam 

miał. Sam wśliznął się w gniazdo, które dla niego przygotowała. I był ledwo w połowie drogi, 

gdy zaszumiało mu w uszach.

Michaił opadł na nią z palącymi wstydem policzkami. Olga pewnie pomyśli, że z niego 

dzieciak...

Ale on był dzieckiem...

Szaleństwo  pozostawiło  po  sobie   lęk.   Michaił  zapiął  bluzkę   Olgi.   Zapiął   spodnie  i 

zacisnął pas.

Pogłaskał ją po włosach.

- Jestem draniem - powiedział przez zaciśnięte usta, próbując ułożyć jej loki na miejsce. 

- Nie jestem ani trochę lepszy od Walerija. Nawet nie w połowie.

- Chciałam tego! Od początku - stwierdziła Olga stanowczo. Usiadła blisko Michaiła, 

bliżej   niż  on  chciał.   -  Nie   będzie   z  tego   dziecka   -  dodała  z  cieniem  goryczy   w  głosie.   - 

Chciałbyś mieć dzieci, Misza? - spytała cicho, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami. 

Wzrokiem prosiła o zaprzeczenie.

Ręce znów wydały mu się za długie. Jednym ramieniem objął Olgę i nie wiedział, co ma 

począć z drugim. Ona położyła głowę na jego piersi.

- Podobało ci się, co zrobiliśmy razem?

- O rany, Olga, musimy o tym jeszcze mówić? Pokiwała głową.

- Wiele o tym myślałam. Bałam się znów to zrobić. Przecież potem było tak brzydko. 

Ale przedtem było dobrze... Wtedy chciałam tego. Z Walerijem. Ale pomyślałam, że powinno 

móc być dobrze przez cały czas, nie tylko przed. I bałam się, że nie będzie. Ale nie sądziłam, że 

ty zrobiłbyś to brzydko. Chciałam przeżyć to z tobą. Jesteś na mnie zły?

Michaił westchnął.

- Tak, trochę. Nie, u diabła, nie! Nie wiem! Nigdy tak o tobie nie myślałem...

- A teraz będziesz? - Nie dawała mu spokoju pytaniami. - Będziesz o mnie myślał, gdy 

popłyniesz na zachód? Będziesz za mną tęsknił? Za tym, żeby to jeszcze ze mną zrobić?

background image

- Nie wiem, Olga, nie wiem! Nie naciskaj mnie! Może...

- Ja chcę, żebyś za mną tęsknił.

- Dlaczego? Jej śmiech brzmiał wyzywająco.

- Teraz cię przestraszę tak, Misza, żebym była pewna, że będziesz o mnie myślał w 

podróży! - Olga nabrała oddechu i oświadczyła uroczyście: - Zamierzam wyjść za ciebie za 

mąż.

- Zwariowałaś, dziewczyno? Olga pokręciła głową.

-   Dobrze   to   przemyślałam.   To   świetne   rozwiązanie.   Zatrzymamy   nasze   statki. 

Oczywiście to źle, że nie mogę mieć dzieci, ale zawsze możemy jakieś przygarnąć. Wiele jest 

biednych   rodzin,   które   nie   mają   za   co   się   utrzymać.   Znamy   się   dobrze.   Wiemy   o   sobie 

wszystko. Byłam dla ciebie tą pierwszą. I zamierzam być jedyną.

- Chyba zupełnie oszalałaś!

- No i może cię lubię - dodała z uśmiechem dziewczyna. - Obejmij mnie, Misza! Zaraz 

muszę iść. Mama nie powinna zacząć o tobie źle myśleć.

Misza objął ją posłusznie, ciesząc się niepomiernie, że Olga wkrótce sobie pójdzie.

- Raija - Raisa też jedzie - mówiła dalej. - Tata nie chciał, lecz ona tylko prasnęła ręką w 

stół i powiedziała, że to jej syn jest pryncypałem. Ależ ta twoja mama jest ładna!

Michaił westchnął. Niemal czuł się zawiedziony.

Wszyscy podejmowali decyzje za jego plecami. W jego imieniu. Dla niego. Olga. Jego 

matka.

- No to nie będę musiał jej przekonywać - rzucił. - Chcę pokazać jej Norwegię.

Włosy Olgi łaskotały jego szyję. Czuł ją niczym rozżarzony węgiel na swoich kolanach. 

Nie mógł zamknąć powiek, bo wtedy wspomnienia tego, co przed chwilą przeżył, stawały żywe 

przed oczami. Czuł się na zmianę oszołomiony i zawstydzony.

- Nie masz szansy, Misza! - Olga  pocałowała jego szyję. Wzdrygnął się, jakby go 

oparzyła. - Sądzę, że urodziłeś się dla mnie, wiesz? - Zaśmiała się cicho i mrugnęła okiem. - 

Jesteś dokładnie dziewięć miesięcy młodszy ode mnie. Zrobiono cię dla mnie!

- Wolałbym sam wybrać sobie żonę - wykrztusił Misza. Nadal czuł, jakby miał zbyt 

długie ręce.

- Oczywiście, że sam wybierzesz! Mnie!

background image

2

Już długo żeglowali. Wiatry im sprzyjały. Morze niosło ich na zachód wzdłuż ubogiego 

wybrzeża północnej Norwegii.

Już rozpoznawali okolice.

Zatrzymywali się tak rzadko, jak mogli.

Nie   popłynęli   na   zachód   Morza   Białego.   Błogosławieństwo   otrzymali   w   porcie   w 

Archangielsku. Przybył na nie mnich, którego Antonia znała z czasów, o których nikt już nie 

wspominał. Nie przywitali się zbyt serdecznie. Oleg starał się zachować obojętność, ale nie 

bardzo mu się udawało.

Walerij już nie chciał płynąć na zachód. Przysłał Raiji list, który przeczytała wszystkim. 

W zawiły sposób Walerij prosił ją o wybaczenie czegoś, o czym nikt nie miał pojęcia. Pisał, że 

chce pozostać na Wyspach Sołowieckich. Nie pragnął już niczego innego. Znalazł spokój. 

Światło, o którego istnieniu wcześniej nie wiedział.  Odnalazł  siłę w wierze.  Chciał  zostać 

mnichem.

Trudno było wyobrazić sobie Walerija jako mnicha. Olga śmiała się w głos. Nawet 

Michaił z trudem wyobrażał sobie Walerija pobożnego i pokornego, w prostym habicie.

Tylko Raija przyznała, że to dobrze, że odnalazł własną drogę. Tylko ona nie wątpiła w 

jego zapał.

Podróż od razu nabrała innego charakteru. Obecność Walerija rzuciłaby na nią cień.

Płynęli   już   kilka   tygodni.   Zdecydowani,   prowadzeni   doświadczeniem   Olega.   Z 

Michaiłem   jako   najmłodszym   pryncypałem.   Oleg   nie   pamiętał,   by   kiedykolwiek   słyszał   o 

młodszym.

Był   niedoświadczony.   Oleg   rozumiał   tych   z   załogi,   którzy   zrezygnowali   z   rejsu. 

Rozumiał też tych, którzy zostali, narzekając.

Młody chłopak obarczony taką odpowiedzialnością... To dlatego Oleg popłynął jako 

bosman. Według niektórych: jako prawdziwy kapitan.

Zrobił to dla Jewgienija. Jewgienij był jego najstarszym i najlepszym przyjacielem. 

Zasłużył na to, by Oleg przez jakiś czas czuwał nad jego synem.

Michaił i tak był całkiem rozsądny, jak na chłopaka w tym wieku. Pływał już z ojcem. 

Bawił się w porcie, od kiedy ledwo odrósł od ziemi. Więcej wiedział o statkach niż jego 

rówieśnicy. Wyrósł wśród ludzi morza. Osłuchał się z językiem marynarzy, jeszcze zanim sam 

zaczął mówić.

Był urodzony na kapitana.

background image

Ale wszyscy sądzili, że przejdzie przez wszystkie stopnie wtajemniczenia. Uważali, że 

będzie starszy, kiedy obejmie dowodzenie statkiem.

A teraz miał szesnaście lat i całą flotę pod swoim dowództwem.

I nikt nie był w stanie odwieść go od tego rejsu. Oleg nawet próbował rozmawiać o tym 

z Raiją, ale bez skutku. Była równie uparta jak syn.

Oleg domyślał się, dlaczego ona też chciała płynąć.

To nie był zwykły rejs po ryby wzdłuż wybrzeża północnej Norwegii.

Mieli ważniejsze powody.

Michaił musiał tu przypłynąć.

Raija też.

Oleg nie mógł ich powstrzymać. I nie chciał.

Raija miała prawo, by tam powrócić. By odnaleźć tych, których kiedyś zostawiła. By 

zebrać okruchy własnego niegdysiejszego życia. Wszyscy mają prawo do swojej przeszłości.

A Jewgienij przecież nie żyje.

To już go nie dotyczy. Przeżył swoje życie tak, jak chciał. Zdobył jedyną kobietę, którą 

pragnął. Uczynił ją szczęśliwą. Miał z nią syna.

Jeszcze nocą rozpoczęli wpływanie do tego fiordu. Trudno zresztą było określić porę. 

Noce miały jedynie czerwonawą poświatę. Tarcza słoneczna zbliżała się do horyzontu, potem 

jakby się odbijała i wracała na niebo, świecąc coraz jaśniej.

Teraz było późne przedpołudnie.

Długo podziwiali strome góry schodzące do morza. Tylko u ich podnóża widniał wąski 

pasek zieleni, na którym osiedlili się ludzie. Widzieli ich łodzie na kamienistym brzegu. Szopy i 

domki nieco wyżej.

Oleg   odnalazł   Raiję   stojącą   na  dziobie   statku.   Nie   miał   wcześniej   czasu,   by  z   nią 

porozmawiać.

Nadal była piękną kobietą. Zimą skończyła czterdzieści jeden lat Jej życie nie należało 

do najłatwiejszych. Gdy się lepiej przypatrzyło, dało się dostrzec zmarszczki wokół oczu i ust, 

na czole ślady po przeżytych troskach.

Ale jej włosy pozostały czarne. Oczy nadal iskrzyły się niczym węgiel.

Rozpuściła kok na karku, pozwalając, by wiatr bawił się jej długimi do pasa włosami.

Z daleka można ją było wziąć za dziewczynę. Oczywiście, z upływem łat jej ciało 

nabrało obfitszych kształtów, ale po nagłej śmierci Jewgienija znów schudła. Bardzo przeżyła 

jego stratę. Stała się jakby inna, coś obcego zagościło na jej twarzy.

Dopiero teraz Oleg uświadomił sobie, co to było. Wcześniej nie umiał tego skojarzyć.

background image

Teraz wiedział, kogo mu ona przypomina.

Kobietę, którą wzięli na pokład pewnej nocy właśnie na tym fiordzie dawno temu.

Oleg domyślił się, że ona też to pamiętała.

Wróciła jej pamięć.

- Byłaś tu wcześniej - powiedział cicho, stając obok Raiji.

- Wiem - odparła. Nie mógł dostrzec jej twarzy. Ciemne loki, żyjące własnym życiem, 

ukrywały ją przed nim.

- Obiecałem Jewgienijowi, że nigdy ci o tym nie powiem.

Dopiero teraz Raija spojrzała na towarzysza. Spojrzenie było przepastnie czarne, ale nie 

oskarżające. Raija założyła najbardziej niesforne loki za ucho.

-   I   uważam,   że   powinieneś   dotrzymać   tej   obietnicy.   To   już   nie   ma   znaczenia.   - 

Uśmiechnęła się do Olega tak, jak tylko ona potrafiła. Uśmiechem, który trafiał prosto do serca. 

- Pamiętam to, co pamiętam. Nikt nie musi mi nic opowiadać.

Wpatrzyła się w głąb fiordu. Oleg też go sobie przypominał.

- Zawsze nienawidziłam tych gór - stwierdziła zdziwiona - a teraz czuję się tu swojsko, 

jakbym wracała do domu. Czy to nie dziwne?

Oleg nie odpowiedział. Nie był w stanie. Nie mógł wydobyć głosu. Poczuł wyraźnie, że 

przyczynił się wobec niej do wielkiej niesprawiedliwości. Za późno było na przeprosiny. Gdyby 

nawet je wypowiedział, ona spojrzałaby tylko na niego swymi ciemnymi oczami i spytała: „Za 

co przepraszasz?”.

Nie potrafił tego zrobić.

Raija nigdy nie przypominała żadnej kobiety, którą znał. Oleg żałował, że Tonią nie 

płynie z nimi. Tonią może by zrozumiała Raiję.

Ale Raija była jedyną kobietą na pokładzie. Nikogo nie dziwiło, gdy kapitan zabierał ze 

sobą w rejs żonę, ale nigdy nie zdarzało się, by na statku płynęła więcej niż jedna kobieta. 

Załoga by tego nie zniosła.

Nadal zagłębiali się w fiord Lyngen. Wspomnienia napływały ku Raiji szeroką falą. 

Rozpoznawała szczyty gór. Przypominała sobie ich nazwy. Wiedziała, jak nazywają się osady, 

koło których przepływali. Po obu stronach fiordu.

Opuścili kotwicę jak najbliżej lądu.

Raija dostrzegła domek na cyplu. Dobry Boże, jakiż on mały!

Ale pamiętała, jaki był zaciszny. Przebiegła wzrokiem po zielonej trawie dochodzącej 

do ścian domu, po wydeptanej ścieżce prowadzącej do obory i na brzeg do szopy i łódki.

Zobaczyła dym idący z komina. Słaba smużka unosiła się leniwie ku niebu.

background image

Michaił podszedł do Raiji. Cały dzień stała na pokładzie. Widziała zbliżający się cypel.

Najpierw tylko go sobie wyobrażała. Potem ujrzała na własne oczy.

Teraz już nic nie widziała, bo płakała. Poczuła dłoń syna na ramieniu.

- To tu - powiedziała Raija pewnym tonem. - Spuść łódkę na wodę, Misza! Jesteśmy na 

miejscu.

-   Wcześnie   przypłynęli   w   tym   roku   -   powiedział   Reijo,   śledząc   wzrokiem   żagle 

kolorowego statku. Wydawał się płynącym kwiatem.

Już szesnasty rok obserwował rosyjskie statki.

Mattiego nie interesowały statki. Pochodził z głębi lądu i morze go nie pociągało.

Sedolf zerknął ponad ramieniem Reijo i stwierdził, że tego statku nie pamięta.

- Ale i tak trudno dopatrzyć się pomiędzy nimi różnicy - dodał. - Przemalowują je chyba 

co roku. I nie można się zorientować w tych ich literach. Nawet jak znasz swoje, i tak nie 

rozczytasz tego, co tam skrobią. Ich litery przypominają ślady wron na śniegu...

Mężczyźni poświęcili dzień na przygotowanie narzędzi do wyrębu. Ostrzyli siekiery, 

wymieniali trzonki, gdzie było trzeba. Przygotowywali toporki i noże. Byli sami w domu, 

podczas gdy Elise i Ida z dziećmi gospodarowały w domu Idy i Sedolfa. Lepiej, żeby dzieci nie 

kręciły się pod nogami, gdy tyle niebezpiecznych narzędzi leżało wokół.

Mieli ścinać drzewa na nowy dom Mattiego i Elise. Miejsce, za które w swoim czasie 

Ida i Sedolf podziękowali, Reijo oddał swojej wychowanicy i jej mężowi, bratu Raiji. Mattiemu 

z trudem przyszło przyjęcie daru, wolałby budować swój dom na ziemi, którą kupił.

Ale nie mógł odmówić. Ten, kto nic nie posiada, nie może odmawiać. Będzie miał dług 

wobec Reijo. Mógł trafić dużo gorzej.

Tam, na polanie, gdzie góry nie przytłaczały aż tak bardzo, zamierzał postawić swój 

dom. Z widokiem na lasy i fiord, i na niebo. Lepszego i szerszego widoku nie mogli mieć w 

Finlandii. Do rzeki było daleko, ale w pobliżu polany płynął strumyk. Reijo obiecał, że pogłębią 

go i będą mieli studnię.

Reijo po stracie Heleny chciał być czymś ciągle zajęty. - Wydaje mi się, że spuszczają 

łódkę - rzucił Sedolf. - Płyną tu. Pewnie po wodę. Dziwne, że tak blisko zakotwiczyli.

- Tak - potwierdził Reijo. Zerknął raz i drugi, ale nie chciał, by młodzi wzięli go za 

starego głupca.

Już kilka lat temu pogodził się z rzeczywistością. Strata Heleny nie zmieniła tego.

- Jest z nimi kobieta - zaśmiał się Matti, ale nagle jego twarz stężała, potem rozjaśniła 

się. - No, u diabła! - rzucił i popędził na dwór.

Reijo popatrzył przez okno i zrozumiał, dlaczego Matti zniknął. W łódce było troje 

background image

ludzi. Potężny mężczyzna wiosłował. Drugi, szczupły, siedział za plecami kobiety.

Jej włosy powiewały na wietrze niczym skrzydła kruka.

Raija siedziała z twarzą zwróconą ku lądowi. Domek nie wydawał się większy, nawet 

gdy się zbliżyli. Ściany już dawno nie były smołowane, zauważyła. Smużka dymu unosiła się z 

komina i niknęła pod niebem.

Raija nie mogła uzmysłowić sobie, co czuła.

Może pewnego dnia wydobędzie to wspomnienie i nazwie swoje uczucia. Teraz nie była 

w stanie.

Oczy patrzyły.

Uszy nasłuchiwały. Dźwięki były tak znane... Rytmiczne uderzenia wioseł o wodę. 

Twarz Olega, jego oczy wpatrzone w nią intensywnie. Wydawał się rozumieć więcej z tego, co 

ona przeżywała, niż ona sama.

Misza siedział za nią. On też patrzył na ląd. Raija cieszyła się, że nie widzą siebie 

nawzajem. Nie chciała, by syn zajrzał w głąb jej duszy.

Powinna przypłynąć całkiem sama. Ale Misza stanowił część całości. Oleg też. Od 

samego początku.

Dno łódki zaszurało o kamienie. Przybijali do lądu. Oleg odłożył wiosła i wyskoczył do 

wody. Wciągnął łódkę na brzeg.

Raija   stanęła   niepewnie   na   kiwającym   się   podłożu.   Czuła,   że   Michaił   ją   wspiera. 

Uniosła spódnicę, gdy wychodziła z łódki. Zamoczyła buty, ale to się nie liczyło.

A więc znów tu stała. Jej stopy stały na ziemi, do której należała - i nie należała.

Postaci mężczyzn przed domem... Rozpoznała dwóch z nich. Trzeci trzymał się z tyłu. 

Został na schodach domu, gdy dwaj pierwsi pobiegli na brzeg.

Antti też przypominał skałę, a Reijo był podobny do ojca. Kiedyś jego włosy były 

niczym łan zboża w słoneczny dzień. Teraz, gęste i krótko przycięte, połyskiwały srebrem 

księżyca. Oczy jak zielone klejnoty. Teraz wiedziała, do czego mogła je porównać. Jej usta 

wymawiały słowa, których nie wypowiadała wcześniej pomiędzy ścianami z bali w Lyngen. 

Reijo miał oczy jak szmaragdy. Może po upływie tych lat bez tak iskrzącego spojrzenia, ale 

Raija była pewna, że nic się nie zmieniło.

Nie mogła uwierzyć, kogo jeszcze zobaczyła. Była przekonana, że Matti będzie chciał 

wrócić do domu. Do Finlandii.

Matti zawsze miał ojczyste lasy we krwi.

Matti podszedł dwa kroki przed Reijo. Miał szerokie barki, ale zbyt szczupłe. Ojciec też 

był taki. Dziwne, jak bardzo synowie przypominali swych ojców. Patrzyła na nich i widziała 

background image

Erkkiego i Anttiego.

Jej stopy chciały poczuć coś innego niż tylko kamienie. Wiatr rozwiewał jej włosy. 

Panowała cisza. Nikt nic nie mówił. Oleg i Misza nie poruszali się.

Także Matti i Reijo zatrzymali się.

Było tak cicho...

Raija ruszyła czas. Jej stopy przeszły po piasku, po soczystej trawie. Stanęły przed tym, 

którego oczy tak przypominały jej oczy. Który uśmiechał się jej uśmiechem.

Pokręcili   głowami   w   zadziwieniu.   Ich   uśmiech   pokonał   lata.   Był   poszukujący, 

niedowierzający...

Rozpoznający.

- Siostro! - powiedział Matti, otwierając ramiona. Otoczyły ją mocnym uściskiem. Jego 

mięśnie były twarde.

- Masz za długie włosy, mały Matti! - potargała mu je, śmiejąc się i ściskając go. Ich 

śmiech zbliżał ich do siebie. Pomagał pokonywać dzielący ich czas.

Matti nie chciał jej puścić, lecz nagle przypomniał sobie o Reijo. Cofnął ręce z ramion 

Raiji i odszedł na bok. Nie zasłaniał już tego drugiego.

Raija poczuła dreszcz. Pozostał jej jeszcze kawałek drogi do przejścia. Zrozumiała teraz, 

dlaczego   Wasilij   już   od   pierwszego   wejrzenia   wydał   jej   się   tak   znajomy.   W  jego   oczach 

rozpoznała oczy Reijo: zielone, przejrzyste, zamyślone, przenikające... Pełne tajemnicy, której 

nigdy nie rozwiązała ani u Wasilija, ani u Reijo.

Pozwolił, by podeszła. Nie uczynił żadnego gestu, by jej dotknąć. Nie obejmował jej 

inaczej niż tym swoim przenikliwym spojrzeniem.

- Wiele czasu upłynęło, Reijo - powiedziała. Już tak dawno nie mówiła po fińsku. Tylko 

w myślach bawiła się słowami, które odnalazła nocą po śmierci Jewgienija.

- Tak, wiele.

- Wróciłam. Pokiwał głową.

- Widzę.

- To długa historia.

Reijo przeczesał palcami włosy. Raija poznała ten gest z dawnych czasów, widziała go 

tysiące razy przedtem. Nagle tyle pamiętała.

-   Większość   historii,   których   warto   wysłuchać,   jest   długa   -   powiedział.   -   A   gdzie 

Jewgienij?

- Nie żyje - odparła Raija sztywno. - Umarł jesienią zeszłego roku. Tragicznie.

Reijo pokiwał głową.

background image

- Nie mam do niego żalu - westchnął. - Skłamał. Wrócił i powiedział mi, że nie żyjesz. 

Wiedziałaś o tym?

Raija pokręciła głową.

- Masz tylko syna?

- Miałam jeszcze córkę - Raija nie chciała ujawniać swego bólu. - Umarła. To część 

mojej historii. Nie będę jej teraz opowiadać, ale pragnę, byś jej wysłuchał. Chociaż nie chcę 

niszczyć ci życia...

Przez twarz Reijo przeleciał uśmiech, jednocześnie czuły i gorzki, zrezygnowany.

- Nigdy nikogo nie znalazłeś? - pytanie zabrzmiało niczym okrzyk, niczym prośba o 

wybaczenie. - Może dobrze, że nigdy nie łączyła nas wielka namiętność, że nie było pomiędzy 

nami wielkiego uczucia! Od jesieni wiele o tobie myślałam. Marzyłam, byś znalazł kogoś, kogo 

pokochałbyś wielką miłością. Ty nie powinieneś być sam, Reijo!

- Ona nie żyje - rzucił Reijo. Cień bólu przemknął po jego twarzy. Dał świadectwo 

wielkiej  miłości. - To też długa historia, Raiju. Czy mamy czas, by wymienić się długimi 

opowieściami? Czy tym razem statek zaczeka? Mam w sobie wiele bólu. Wolę bronić się przed 

nowym cierpieniem. Za nic nie chcę dać się znów zranić.

- Nikogo nie zranię, jeśli przestąpię próg twojego domu?

Reijo pokręcił głową. Słońce operowało w srebrze jego włosów. Bruzdy zmarszczek 

także świadczyły o jego przejściach. Jego słowa mogły je wytłumaczyć. Tak, jak jej słowa 

miały wyjaśnić jej zmarszczki.

Odwróciła się do Olega i Miszy. Wywołała uśmiech na twarz. Wciągnęła i ich w swój 

krąg. Pokazała im tę cześć jej życia.

- Mój młodszy brat - powiedziała z czułością w głosie. Byli do siebie tak podobni, że 

nietrudno było się tego domyślić. - Matti. I Reijo. Był moim mężem, gdy stąd wyjeżdżałam. - 

Nabrała głęboko powietrza. - Chyba wobec Boga i władz nadal jesteśmy małżeństwem. Nie 

jestem Raisą Bykową, tylko Raiją Kesaniemi. Przykro mi, Misza... To mój syn, Michaił - 

przeszła znów na fiński. - I mój najstarszy rosyjski przyjaciel, Oleg Jurków. On mówi po 

norweska Misza tylko po rosyjsku.

Matti wyciągnął dłoń i uścisnął dłoń Olega i Miszy.

- U diabła, Raija - uśmiechnął się zażenowany. - Nie bałaś się duchów, gdy wybierałaś 

mu imię!

- Jewgienij je wybrał - odparła cicho. - To też część historii.

Reijo też się przywitał. Uśmiechnął się ciepło, niemal po ojcowsku, do Miszy.

- Podobny do ciebie, Raiju. Teraz nawet bardziej niż ostatnio. To twoje cechy przebijają 

background image

się we wszystkich twoich dzieciach. Różne twoje cechy w każdym z nich. Misza jest bardzo 

podobny do Idy.

Raija zachwiała się, nagle zabrakło jej powietrza. Reijo schwycił ją, objął ramionami. 

Spojrzeli sobie w oczy. Wcześniej się oceniali. Powstrzymali się. Próbowali przykładać ramię i 

wyważać drzwi, za którymi stało to drugie.

Teraz już to nie było możliwe. Zamki pękły. Żadne z nich nie musiało szukać klucza, 

który zardzewiał i zaginął.

Drzwi stanęły otwarte na oścież.

Ramiona Reijo wokół talii Raiji. Jej ramiona na jego karku. Oboje unieśli brwi - on 

proste, a ona wygięte w łuk. Policzek otarł się o policzek. Skóra rozpoznała skórę.

- Jeden rok - powiedział Reijo głosem grubym ze wzruszenia. Odsunął lekko Raiję i 

przyjrzał się jej, przekrzywiając głowę. Patrzył na jej twarz, próbował dostrzec minione lata. - 

Nadal jesteś tak piękna, że mógłby minąć tylko jeden rok. - Uśmiechnął się. - Tęskniłem za 

tobą, ty urwisie. Nie chciałem uwierzyć, że nie żyjesz. Nawet po rozmowie z Jewgienijem. 

Nawet po tym, gdy się dowiedziałem, że dałaś mu syna. Tęskniłem za tobą, Raiju. O Boże, 

jakże ja za tobą tęskniłem!

- A dzieci? - spytała Raija bez tchu, patrząc ponad ramieniem Reijo na mężczyznę 

siedzącego na schodach domu. To nie był Knut. Jej starszy syn był blondynem, a ten miał 

ciemne włosy.

- Knut i Maja są w Finlandii. - Reijo uśmiechnął się przelotnie i pogładził Raiję po 

policzku.   Gdy   już   odważył   się   jej   dotknąć,   było   to   dobre   uczucie.   Była   prawdziwa   pod 

opuszkami jego palców. Nie znikała, nawet gdy zamykał oczy. Nie rozwiewała się w powietrzu, 

nawet gdy jej nie dotykał. - Ailo też jest w Finlandii - dodał z bólem, który zawsze towarzyszył 

wzmiankom o Ailo. - Ida i Elise są tu. Elise wyszła za twojego brata. Jak zawsze mamy 

zawikłane relacje rodzinne!

Raija   szeroko   otwartymi   oczami   wpatrzyła   się   w   Mattiego.   Ten   rozłożył   ręce   i 

uśmiechnął się szeroko.

-   Taka   ładna   wyrosła   z   niej   dziewczyna!   -   powiedział   tonem   usprawiedliwienia.   - 

Wszystko odbyło się bardzo przyzwoicie!

Reijo uśmiechnął się pod nosem i skinął głową w stronę domu:

- To  mąż  Idy,  Sedolf. Świetny  chłopak  ze złej  strony  fiordu.  -  Pogładził   Raiję  po 

włosach. - Nadal jak jedwab - stwierdził ze zdziwieniem. Odnalazł w nich siwe ślady, ale i tak 

jej nie postarzały, tylko dodawały uroku. - Jesteś kobitą z piekła rodem, która nie brzydnie z 

latami! Ty nie blakniesz. Jak, u licha, ty to robisz, co? - Westchnął. - Jeszcze kilka dokumentów 

background image

nie jest całkiem w porządku w naszej rodzinie. Nie tylko my namieszaliśmy. Ida wyszła za 

Ailo.

Raija poczuła, jakby grunt usuwał jej się spod nóg. To brzmiało tak właściwie: jej córka 

i syn Mikkala!

To   stanowiło   właściwe   zakończenia   bajki.   Ale   przecież   na   schodach   domu   Reijo 

siedział ciemnowłosy mężczyzna, nie Ailo, a jednak mąż Idy.

- Powiedziałeś przecież, że Ailo jest w Finlandii?

- Ida ma dokumenty zaświadczające, że Ailo nie żyje - odrzekł Reijo. - Nasza córka jest 

bardziej twoja niż moja. To jej historia. Sama niech ci opowie. Nazywa ją „Sagą o mężczyźnie 

w masce”. Masz już wnuki, kochana. Jesteś babcią! To też długa historia.

Raija   zadrżała.   Wsparła  się   o   Reijo,   gdy   odwróciła   się   do   syna   i   Olega.   W  wielu 

miejscach czuła się jak w domu. Tutaj też. Z dłonią Reijo ściskającą jej dłoń. Z jego ramieniem 

wspierającym jej ramię. Stał w jej cieniu.

- Zostaję tu - rzuciła do Michaiła i Olega. - Płyńcie z powrotem na „Raiję”. Ja muszę ich 

spotkać - sama.

- Ale to też moja rodzina! - powiedział Michaił, prostując kark. Raija rozpoznała w tym 

swój ruch, choć zwykle widziała w synu więcej z cech Jewgienija.

- Tak, to też twoi krewni, mój Miszo. Spotkasz się z nimi. Ale teraz muszę być sama. To 

moje życie. Kiedyś moje. Odrzuciłam je, wybrałam inne drogi niż te, które wiodły tutaj.

-   To   tata   milczał!   -   Misza   wreszcie   wykrzyczał   swój   gniew.   -   On   to   przemilczał. 

Kłamał!

Raija pokiwała głową.

- Tak, ja wiem. Wiem, dziecko. Ale przedtem ja dokonałam wyboru. Ja. Nie twój ojciec. 

Nikt inny. I tego też nie żałuję. To długa historia, którą ci opowiem. Zanim poznasz swoje 

rodzeństwo...

Michaił uważnie patrzył na matkę. Żałował, że nie rozumiał nic z tego, o czym oni 

mówili po fińsku. Wreszcie pokiwał głową.

- Wrócę wieczorem - powiedział.

- Dobrze. Raija puściła dłoń Reijo i pocałowała syna w oba policzki, zanim odszedł. 

Oleg pogładził ją po głowie.

- Cieszę się, że ich odnalazłaś - rzucił szczerze.

- Ja też, Oleg. Raija patrzyła za nimi, jak płynęli w stronę statku.

Stała na brzegu i napawała się widokiem. Reijo stanął za nią i położył jej ręce na 

ramionach. Jego oddech musnął jej ucho.

background image

- Poślę Mattiego i Sedolfa po Idę. Mieszka na twojej ziemi. Teraz będziemy ścinać nasz 

pierwszy las, Raiju. Twój i mój.

- Jesteś podobny do swojego ojca.

- Wiem - rzucił Reijo z uśmiechem. - On też cię bardzo kochał, Raiju.

background image

3

Dłonie   Raiji   wielokrotnie   gładziły   zniszczoną   powierzchnię   stołu.   Z   czułością, 

szacunkiem, zupełnie jakby dotykała czegoś uświęconego...

Reijo po drugiej stronie stołu, z jedną dłonią przykrywającą drugą. Patrzył na nią. Twarz 

miał poważną i spokojną.

- Jesteś zły? - spytała nagle. - Nienawidzisz mnie? Nienawidziłeś?

- Nie - odparł, opierając podbródek o rękę. - Nienawiść to strata czasu. Ja nie miałem 

czasu. Czułem, że masz swoje powody, by zostać. - Zamilkł na dłuższą chwilę. - Ale czekałem 

wiele lat. I nigdy nie uwierzyłem, że nie żyjesz. Pogodziłem się z tym, że cię nie ma, ale nie, że 

nie żyjesz. Rozumiesz?

- Pamiętasz Kallego? - spytała Raija z powagą. - To mi się też przytrafiło. Wtedy... 

Kalle   chyba   najbardziej   chciał   uciec   od   wszystkiego.   Zawsze   wybierał   najłatwiejsze 

rozwiązania.   Nigdy   nie   wierzyłam,   że   możliwe   jest   po   prostu   stracić   przeszłość.   Nie 

rozumiałam tego. Ale potem mnie to spotkało. Może dlatego, że potrzebowałam ucieczki. A 

gdy Jewgienij umarł, wszystko do mnie powróciło. Nie umiem tego wytłumaczyć. Przedtem 

czułam to jako skałę, lodowatą ciemność, która mnie zatrzymywała za każdym razem, gdy 

próbowałam przez nią przejść. Ale skała po śmierci Jewgienija rozstąpiła się! Wszystkie sny i 

fragmenty   przeszłości,   których   nie   rozumiałam,   nagle   stały  się   częścią   całości.   Byłam  jak 

naczynie, które znów się napełniło. Tak długo byłam pusta, Reijo...

- Co z Jewgienijem? On wiedział...

- Jewgienij milczał - odparła Raija zrezygnowanym tonem. - Oleg milczał. Antonia 

milczała. Nie było więcej wtajemniczonych. Oni byli moimi najbliższymi. Ten zawód boli 

najbardziej.

Raija   nie   wspomniała   o   Miszy.   Na   nim   wymuszono   milczenie.   Rozumiała   to. 

Zobaczyła, jak on wyraźnie się odprężył, gdy zrozumiał, że pamięć jej wróciła. Spoczywała na 

nim zbyt duża odpowiedzialność. - Nie ma zbyt wielu ludzi, którzy mnie nigdy nie zawiedli - 

uśmiechnęła się Raija. Ostrożnie dotknęła palcem dłoni Reijo. - Ty tego nigdy nie zrobiłeś. 

Wasilij też nie. Tylko wy. A ja zawiodłam wszystkich. Wszystkich.

- Wasilij?

- Jego też kochałam - odparła Raija. - Na swój sposób. On był ojcem mojej córeczki 

Natalii.   Nadal   boli   mnie   wspomnienie   o   niej.   Ona   też   jest   częścią   historii,   którą   chcę   ci 

opowiedzieć. Teraz tylko trochę, by uwolnić nieco bólu. Wasilija... Wasię... straciłam. Popełnił 

samobójstwo. Aż tak było to dla niego poważne. Cały Archangielsk traktował mnie jak wdowę 

background image

po   nim,   jakby   nie   było   w   tym   ani   trochę   mojej   winy.   Natalia   umarła.   Jewgienij   umarł. 

Odprowadziłam moich najbliższych na cmentarz. Tam, na wschodzie, pozostał mi tylko Misza.

- Tutaj masz wielu.

- Nie wiem - odparła. - Śnię Mikkala. To nie są zwykłe sny. On do mnie przychodzi 

wtedy, gdy odpływam. Natalia go widziała w morzu.

Reijo wzdrygnął się, ale nic nie powiedział.

- Chciałabym być z nim pochowana - mówiła dalej Raija. - Umarłemu pewnie wszystko 

jedno, ale często o tym myślę, że chcę spocząć razem z nim w grobie. Z Mikkalem.

- Ty też przychodziłaś do mnie w moich snach - odezwał się Reijo ochryple. - Prosiłaś, 

bym zadbał, żebyś spoczęła w morzu.

Spojrzała na niego pytająco.

- Straciliśmy ciało Mikkala - wyjaśnił Reijo. - Straciliśmy łódkę z jego ciałem. Zatonęła 

w morzu...

- Opowiedz mi! Reijo opowiedział o podróży na wschód wzdłuż wybrzeża Finnmarku. 

Była to opowieść pełna bólu. Ravna im wybaczyła. Powiedziała, że morze to dobre miejsce na 

grób. Wyznała, że staje nad grobem syna za każdym razem, gdy staje nad brzegiem morza.

- To wiele tłumaczy. - Raija zbladła. Dłonią obracała nerwowo jeden z guzików bluzki, 

aż   go   urwała.   Bluzkę   miała   jasnoniebieską,   spódnicę   o   ton   ciemniejszą.   Reijo   uważał,   że 

wygląda w tych kolorach bezbarwnie. Powinna nosić intensywne kolory, w których sama by 

promieniowała.

- Przecież nie mogłam tego wiedzieć... Jej słowa zawisły w powietrzu pomiędzy nimi. 

Nie mogła tego wiedzieć. Ale wiedziała. Nie potrafili te go wytłumaczyć.

- Coś jest. Potem - dodała Raija pewnym tonem. - Jest druga strona. Naprawdę. Ja tam 

wędrowałam.

Wracałam w mrozie, tak jak kiedyś. Ale teraz jest mi trudniej. Nie chcę wracać.

- Pamiętasz, że nie chciałem w to uwierzyć? - uśmiechnął się Reijo. Miał czterdzieści 

dwa lata, ale wyglądał młodziej, zwłaszcza gdy się uśmiechał. Można było w twarzy dorosłego 

odnaleźć młodzieńca. - Maja też to miała. Uratowała moje życie. Przyszłaś do niej we śnie i 

dałaś jej ten... dar.

- Też to śniłam. - Raija wyciągnęła dłonie i dotknęła go chłodnymi palcami. Jego dłonie 

były tak ciepłe! Ciepłe, szorstkie, dobre dłonie.

- Ida też coś ma - dodał Reijo. - Jakąś nadwrażliwość. Przeczucia.

Raija milczała. Stół pomiędzy nimi tak naprawdę ich nie rozdzielał, a raczej spajał. Gdy 

myślała o wspólnocie, przede wszystkim przechodził jej przez myśl stół, a nie łóżko. Rodzina 

background image

zgromadzona wokół stołu na posiłek - to był dla niej symbol wspólnoty.

Ten stół kiedyś był jej. Teraz tak myślała o innym stole.

- Dzieci? - To pytanie przyszło jej z wielkim trudem, ale już nie mogła czekać. Reijo 

opowiadał tak ostrożnie...

- W skrócie? - spytał, ściskając jej dłonie. Reijo już jako chłopak był małomówny. Jego 

oczy   obserwowały.   Mógł   wiele   przekazać   uściskiem   dłoni,   uśmiechem,   mrugnięciem   oka. 

Upływające lata rysowały zmarszczki, ale nie były w stanie zmienić człowieka. Raija czuła 

wyraźnie,   że   Reijo   nadal   jest   jej   przyjacielem.   Najlepszym,   jakiego   kiedykolwiek   miała. 

Najlepszym, jakiego ktokolwiek mógł mieć.

- Z Elise i Mattim było najmniej kłopotów. Starał się też o nią pewien Simon Bakken, 

pamiętasz jego krewnych? Ale  Elise wiedziała,  kogo chce. A Matti okazał  się porządnym 

mężem. Pojechali zaraz po ślubie do Finlandii. Niedawno wrócili. Nie było im tam lekko. 

Wrócili z czworgiem dzieci. Dwoje tam pochowali. - Reijo uśmiechnął się przelotnie i potarł jej 

dłonie kciukiem. - Mają Eija - Marię, Reino, Mikaela i Inkeri Raiję.

- Babcia? - Raija pokręciła głową. - Nie czuję się aż tak stara...

- Masz więcej wnucząt, babciu! - zaśmiał się, drocząc się. Ale zamilkł, gdy dostrzegł jej 

zagubione spojrzenie. - Mamy jedno wspólne, no i Mikkal, gdyby żył... Mały Mikkal. Podobny 

do ciebie jak dwie krople wody. To synek Idy i Ailo. Urodziła bliźniaki. Dziewczynka umarła 

w zeszłym roku. Ida ciężko to przeżyła. Nazywaliśmy ją małą Raiją. Niezwykle podobna do 

Mikkala. Już jako noworodki miały ukształtowane twarze. Nie mogły się nazywać inaczej! 

Musiały nosić wasze imiona. - Reijo westchnął. - Ida wyszła za Ailo. On wyruszył na wschód, a 

wylądował w Finlandii. Maja tam była. Potrzebowała go. Pomiędzy nimi istniała więź...

- Byli rodzeństwem... - rzuciła Raija.

- Tak, byli rodzeństwem - powtórzył Reijo. - Przeszli przez wiele cierpienia. Ailo został 

poważnie poparzony. Ida ci opowie. Mówi, że on już nie ma twarzy, że to tylko maska. On już 

nie wrócił. Maja napisała, że Ailo nie żyje. Ida i Sedolf zakochali się w sobie. Jej córeczka 

umarła. I wtedy pojechali do Finlandii...

Reijo puścił dłonie Raiji. Musiał wstać i przejść po izbie. Dzień był jasny, ale trzymał 

się   z   dała.   Reijo   dołożył   do   paleniska.   Ściany   z   bali   nie   dopuszczały   zbyt   dużo   ciepła   z 

zewnątrz.

- Mówię o wszystkich naraz... Sedolf jest kuzynem Simona. Maja zaszła w ciążę z 

Simonem. Pobrali się niechętnie. On wylądował w więzieniu i wrócił odmieniony.

Reijo usiadł obok Raiji i objął ją ramieniem. Pamiętał to uczucie z dawnych czasów, 

znał   jej   barki,   zaokrąglenie   ramienia.   Jego   dłoń   tak   dobrze   tam   pasowała.   To   spotkanie 

background image

przywołało 'wszystkie wspomnienia.

-   Maja   sądziła,   że   ja   potrafiłbym   wypełnić   jej   pustkę.   Były   chwile,   że   i   ja   w   to 

wierzyłem. Byłem samotny. To jest coś więcej niż uczucie. To ból tak konkretny, że niemal 

można go dotknąć. - Uśmiechnął się blado. - No i tu opowieść się plącze. To tak, jak gdy używa 

się zbyt wiele kolorów przy tkaniu. Zlewają się w jedno, jak gęsto rosnące krzaki. Knut po-

wędrował do Finnmarku. Simon też. To było przed Idą i Ailo. Matti pojechał do Finlandii z 

Elise. Ta opowieść to istny gąszcz!

- Dobrze opowiadasz.

-   Pamiętasz   dziewczynę   z   lochów   Vardo?   -   spytał   nagle   Reijo.   -   Finka.   Nieduża 

blondynka, niczym się nie wyróżniająca. Ale miała w sobie coś dobrego. Nazywała się Anjo. 

Ona cię pamięta.

Raija pokręciła głową.

- Mało stamtąd pamiętam. To nadal czarna plama. Opowiadałam o tym Mikkalowi, ale 

to było dawno. Nie przypomnę sobie tego, nie chcę.

- Chłopcy się spotkali. Ailo był z Knutem. Poznali Anjo i młodego Fina, Heino. - Reijo 

zamilkł na chwilę. - To był syn Petriego. Petri pojechał do Finnmarku szukać ciebie i tam 

zmarł. Heino chciał odnaleźć ojca i ciebie. Nienawidził cię za to, że ojciec nie mógł o tobie 

zapomnieć.

Raija zbladła. Pozostawiła wiele kręgów na wodzie. Mętnej wodzie...

- Odnaleźli złoto Kallego. Knut rozdzielił je wśród wszystkich. Ożenił się z Anjo. Ona 

jest niemal w naszym wieku, ale jeśli któreś z naszych dzieci jest naprawdę szczęśliwe, to 

właśnie Knut. Mają dwoje dzieci, Karla i Ailę. Trzy latka i niecały rok... Mieszkają u Mai. 

Porzucili wszystko po tej stronie granicy. Simon umarł na północy. Knut wrócił do domu z żo-

ną, Ailo i Heino. Ailo i Ida byli dla siebie stworzeni. A Heino roztopił lodową powłokę Mai. 

Nigdy wcześniej wiosna nie przyszła gwałtowniej... Pobrali się i pojechali na południe, do 

Finlandii.   Dobrze   im   się   powodziło,   aż   Heino   zginął   w   pożarze,   zresztą   to   było   bardziej 

zawikłane. Maja wyszła niespodziewanie za mąż za fińskiego arystokratę. Jest teraz panią na 

wyspie Hailuoto, niedaleko Oulu. Jest panią Marią Runefelt. William to dobry człowiek. Mają 

syna - Williama Henrika Reijo.

- Więc ty też pozostawiłeś ślad - uśmiechnęła się Raija. - W sercach...

Zażenowany Reijo udał, że nie słyszy.

- Ailo znalazł schronienie pod opiekuńczymi skrzydłami Mai. Ma żonę, Annę Kajsę. To 

córka z nieprawego loża ojca Williama. Wiesz, biedni ludzie zawsze ulegali bogatym... Knut, 

Anjo i dzieci też u niej są.

background image

Spojrzał na Raiję. Niemal czuł jej ból. Było jej ciężko.

- Helena przybyła znikąd - powiedział Reijo ciepłym tonem. Mówienie o niej sprawiało 

ból,   ale  zarazem  dobrze  było  dać się  pochłonąć  wspomnieniom.  Zanurzyć się  w  czułości. 

Zanurzyć po szyję. Tak pragnął móc cofnąć czas! Wrócić, dotknąć tego, co było. Ale Helena 

nie żyje. - To część mojej historii, Raiju. Była Finką. Młodsza od Idy. Ale z nią nigdy nie czu-

łem się staro. Miała w sobie tyle radości! Dobra, ciepła... Mam syna, Raiju. Ivar Antti. Ma rok. 

Jakoś moje dzieci chowają się bez matek... Po tamtej stronie fiordu zeszła lawina. Jumala jeden 

wie, dlaczego Helena wypłynęła łódką w taką mgłę. Mnie nie było w domu. Wyrzuciło ją na ląd 

na naszym brzegu.

Reijo spojrzał poważnie na Raiję. Chciał być uczciwy aż do bólu. Wiedział, że jego 

słowa mogą ją dotkliwie zranić.

-  Gorzej   było  stracić   ją  niż  ciebie,   Raiju.  Moja  radość  zależała   od  niej.  Drzwi   do 

największego i najbardziej czułego uczucia są teraz zamknięte. Zaryglowane. Ona ma klucze. 

Utonęły wraz z nią. To jej twarzy będę szukał po tamtej stronie, jeśli istnieje. Teraz będę 

wierzył, że tak. Nic innego mnie tu nie trzyma. Wierzę, że ona tak po prostu nie zniknęła. Że 

gdzieś jest, gdzieś indziej. Że kiedyś ją obejmę. No i Ivar. On mnie potrzebuje. Chcę widzieć, 

jak dorasta. To mnie trzyma przy życiu. Daje sens dniom. Nie oczekuję więcej od życia. Ty 

powróciłaś z przeszłości, Raiju.

Wiedziała. Zrozumiała, co jej przekazał. Wiedziała, jakie inne słowa mógł wybrać.

- Jestem brudna - stwierdziła. - Wszystko mnie swędzi. Rozgrzejesz dla mnie saunę, 

Reijo?

Zaśmiał   się   i   delikatnie   pogłaskał   palcami   jej   policzek.   Nie   była   to   już   skóra 

dziewczyny, ale nadal zachowała miękkość.

- Napalę tak, że pęknie - obiecał. - Niewiele się zmieniłaś, Raiju.

Zdążyli  jeszcze  podzielić  się  wieloma  myślami,  zanim sauna  się rozgrzała.  Raija z 

podwiniętymi  nogami  siedziała  na ławie  w kuchni.  Pamiętała te niezliczone razy,  gdy tak 

siadała, dzieląc śmiech i smutek. Razem z Reijo. Razem z Anttim.

Myślała o tych z jej dzieci, które też tak siadywały. Starała się je sobie wyobrazić, ale 

mimo to były nadal nierzeczywiste. Okruchy czegoś, do czego nie miała prawa.

Nie było jej tu wtedy.

Dla nich nie żyła.

- Czy dobrze zrobiłam, że wróciłam? - spytała nagle. - O Boże, Reijo, może ja tego 

wcale nie przemyślałam? Uważasz, że nie powinnam? Czułam, że muszę. I chyba nie myślałam 

o was...

background image

- Ja się cieszę, że wróciłaś - przyznał Reijo szczerze i z powagą. - Mimo wszystko, 

Raiju.

- Powinnam wziąć ze sobą coś na zmianę! - Raija rozłożyła ręce. - Ale gdy zobaczyłam 

ten dom, o niczym już nie myślałam. Musiałam na ląd.

- Spaliłem ubrania Heleny - rzucił Reijo. - Były porządne, ale nie mógłbym znieść 

widoku kogokolwiek innego w nich. Ty nie zostawiłaś po sobie tyle, by starczyło na ognisko.

Patrzył   na  nią  przez   dłuższą   chwilę.   Nagle   stali   się   dla   siebie   kimś   nowym.   Raija 

zawstydziła się jakby. Nie było to jak na nią zwyczajne. Kiedyś była swobodną i szalona jak 

wiosenne wiatry, które bez pytania ogałacały ziemię z zimowej szaty.

- Mógłbym popłynąć po twoje rzeczy, ale możesz coś od nas pożyczyć. Jest ubranie, 

które Ida dała Elise. Powinno na ciebie pasować. Nasza córka ma podobną figurę do twojej. 

Nadal trzymasz się młodo, Raiju.

- Ty też niewiele się zmieniłeś, Reijo! - zaśmiała się Raija. - Znasz mnie aż nadto 

dobrze. Widzisz, jak teraz się boję?

- Może pójdziesz sama? Pokręciła głową.

- Nie stanowimy dla siebie zagrożenia, Reijo. I po tym, co narozrabialiśmy, to nawet nie 

będzie grzech...

Ujęli się za ręce i razem przeszli przez podwórze. Wyglądali na parę, która dzieliła stół i 

łoże wystarczająco długo, by znać się na wskroś. Nawet szli tym samym rytmem.

No i przecież była to prawda.

- Nigdy nie widziałem twoich ran jako blizn. - Reijo potrząsnął głową, bliski łez.

Mikkal płakał nad nimi, a potem je pieścił. Jewgienij i Wasilij tak samo. Na niej samej 

już nie robiły wrażenia. Stały się jej częścią. Znała je - białawe i poskręcane.

Teraz   pamiętała   nawet,   w   jaki   sposób   powstały.   Wiedziała,   które   powstały   po 

poparzeniu, które po uderzeniach szpicrutą. Jej ciało zostało naznaczone. Ale jej dusza nigdy 

się nie ugięła w lochach twierdzy Vardo.

Jej skóra nadal nosiła te ślady, ale nie dała się uznać za czarownicę. Wyszła z tego 

dumnie wyprostowana. Może bardziej niż przedtem.

-  Anjo  opowiadała  nam,  co  ci  robili  -  powiedział  Reijo cicho.  Jego   spojrzenie  nie 

odrywało się od blizn. Znał ciało Raiji. Już go nie kusiło, choć kiedyś marzył o nim. Kochał je - 

myślami, dłońmi, ustami, skórą - duszą i ciałem.

Jej nagość nie budziła w nim pożądania. Te blizny wywoływały w nim tylko czułość.

- Anjo opowiadała - powtórzył. - A ja pamiętałem rany, krew, twój ból. Podeszłe ropą 

oparzenia. Ślady po pejczu, po nożu... A Anjo ubrała je w słowa.

background image

- Tej części historii ci nie opowiem. Więcej razy nie mogę, Reijo. - Raija zmusiła się do 

położenia   na   jednej   z   pólek.   Nie   na   tej   najwyższej,   tam   gorąco   uderzało   jak   ściana.   Nie 

rozumiała, jak Reijo mógł tam wysiedzieć. Nie wyglądało na to, by ciężka para wodna jakoś mu 

szkodziła. - Przecież miałam wrócić - powiedziała wreszcie. Spojrzała przelotnie na Reijo. Jego 

ciało wydawało się nadal zwarte. Widać było, że dużo chodził bez koszuli tego lata. Na plecach 

był ciemniejszy niż na brzuchu, a nogi miał białe. Mężczyźni właśnie tak wyglądali po lecie. - 

Wtedy nie uciekałam na zawsze, Reijo. Miałam wrócić. Wiedziałam, że się jakoś ułoży. Zawsze 

byliśmy sobie bliscy, zawsze byliśmy przyjaciółmi. Uważałam, że to równie dobra podstawa 

jak namiętność. Ona wszystko w końcu pożera, jak ogień suchą trawę.

- Wiem, że tego chciałaś - odparł Reijo łagodnie. - Teraz wiem.

Włosy przykleiły mu się do czoła, pociemniałe. Raija dostrzegła, że mu się przerzedziły, 

linia czoła podeszła wyżej.

- Nie miałaś nad tym władzy - dodał.

- Ja miałam wrócić - powiedziała Raija cicho. Para wodna dochodziła do sufitu. Raija 

dostrzegała ślady po ociosywaniu belek siekierą. - Miałam być matką.

Reijo nie mógł dostrzec jej uśmiechu, ale słyszał go w jej glosie. Wiedział, że ona 

najbardziej oskarżała siebie. Wiedział, że oskarża siebie o to, czego nie była winna.

- Całą zimę zajęło mi układanie fragmentów w całość. Czułam się, jakbym siedziała nad 

dwunastoma   potłuczonymi   szklankami.   I   miałam   jej   poskładać...   Całą   zimę   trwało,   zanim 

zrozumiałam i mogłam spojrzeć w przeszłość bez goryczy. I nie mogłam się tym z nikim 

podzielić.

- Nie mamy wpływu na nasze życie - powiedział Reijo. - Nawet nie możemy wpływać 

na najważniejsze zmiany, Raiju. Kiedyś wierzyłem, że los leży w moich rękach, że jest niczym 

glina, którą mogę ugniatać, jak tylko chcę. Życie to nie glina. To zbiór ścieżek. Dla jednych 

wielu, dla innych kilku. Dla nas kręcą się one w sposób niezwykły. Moja ścieżka wiodła przez 

piękne tereny. Teraz stoję na polanie. Nigdy nie sądziłem, że tu dotrę. Myślę, że tu kiedyś 

byłem, ale las się przecież zmienia, prawda? Wszystko rośnie, coś znika. Nic nie jest dokładnie 

takie samo, jak dawniej. Ja też nie jestem ten sam. Patrzę z innej perspektywy. Patrzę oczami, 

które widziały wiele od ostatniego czasu. Jumala, chyba rozumiesz, co mam na myśli?

- Może.

- Nie wyrzekłbym się czasu z Heleną. Reijo skurczył się w sobie po wypowiedzeniu jej 

imienia. Ból zastygł w twarzy. Oczy pod jasnymi brwiami ściemniały.

- A może ta ścieżka była równie dobra jak inne? - rzuciła Raija, siadając i sięgając po 

chochlę z wodą. Polała nią kamienie. Zasyczało, para uniosła się ciężko i położyła, gorąca, na 

background image

skórze. Zapiekła.

- Ona rozświetlała wszystko wokół siebie - powiedział Reijo. - Przybyła ze świata, który 

w niczym nie przypominał naszego. Nie umiała szorować podłogi ani prać ubrań. Przypaliła 

strasznie dużo garnków, zanim nauczyła się gotować. Płakała nad swoim pierwszym chlebem. 

Jadłem go i sądziłem, że stracę na nim wszystkie zęby... Ale robiłem to dla niej. Próbowała. 

Starała się. Była jednym z najbardziej upartych ludzi, których znałem w życiu. - Uśmiechnął 

się, odprężony. Spojrzał Raiji w oczy. - Może w tym przypominała ciebie. Ale poza tym wcale. 

Była delikatna, ciepła i ustępliwa.

- No, ja na pewno nie jestem ustępliwa! - Raija zlizała pot z górnej wargi. Smakował 

morzem. Niemal unosiła się na parze wodnej.

- Na pewno ciebie nie przypominała - Reijo wiedział, że Raija nie atakowała Heleny. 

Słuchała. Dobrze było opowiedzieć o Helenie komuś, kto nic o niej nie wiedział.

Opowiadał więc. O tym, jak nastała w ich życiu. Jak z niego odeszła.

Tajemniczo.

Opowiadał jej o ranach, które nosił w sercu i duszy. Jak rozdrapywał te rany, zrywał 

cienkie warstwy strupów, by utrzymywać pamięć o niej. Opowiadał Rraiji o bólu.

- Boję się, że nadejdzie dzień, gdy już nie poczuję bólu. Nie chcę go utracić. Nadal chcę 

go czuć niczym szpony drapieżnego ptaka w moim sercu. Boję się, że o niej zapomnę. Ona na 

to nie zasłużyła.

- Ból znika - powiedziała Raija bez ogródek. Wiedziała, że on nie chce tego słyszeć, ale 

przedstawiła mu swój ból. W całej okazałości. Oboje niczego przed sobą nie ukrywali.

W parę wodną popłynęły nowe fragmenty tej  połowy życia,  którą spędzili  osobno. 

Obrazy. Szybkie szkice. Wybierali je bez zwracania uwagi na kolejność wydarzeń, zupełnie 

jakby zrywali kwiaty na łące. Szli tam, dokąd prowadziły ich oczy, na skróty, w poprzek... Taki 

bukiet zawsze będzie ładny. Wiązanka polnych kwiatów nie może być inna.

Chwile z ich życia nie przypominały może rumianków, dzwonków czy jaskrów, ale i tak 

nie mogli wstydzić się swojego bukietu.

- Jewgienij postawił wszystko na jedną kartę. - Reijo potrząsnął głową. Nie umiał wczuć 

się   w   sytuację   mężczyzny,   który   dał   Raiji   pełną   garść   kłamstw.   Który   trzymał   się 

konsekwentnie tych kłamstw aż do śmierci. Który z własnej woli dał się wplątać w lepką sieć, 

którą sam rozwinął.

-   Brak   mi  słów.   Muszę  przyznać,  że   trochę  go  podziwiam.   To   wymagało   wielkiej 

odwagi. To nie twoja wina, Raiju, że dla ciebie mężczyźni tracą głowę. Cieszę się, że Ida trafiła 

na Sedolfa. Już zaczynała za bardzo przypominać ciebie, Mały Kruku...

background image

Nie sądziła, że ktokolwiek jeszcze nazwie ją tym przydomkiem. Właściwe było, gdyby 

to mówił Mikkal. To było jego pieszczotliwe imię dla niej. Od pierwszego dnia, gdy stanęli 

twarzą w twarz. Ona, zapłakana ośmiolatka, i on, czternastolatek, który bez chwili wahania 

wziął na siebie odpowiedzialność za nią. Który obiecał, że będzie zawsze o nią dbał.

Mały Kruk.

Może ona właśnie nim się stała?

- Czy dzieci mają do mnie żal? Zawiodłam ich bardziej niż ciebie. Matti i tak mnie 

kocha, jesteśmy tej samej krwi. Ty wybaczasz. Liczyłam na to, bo ty jesteś takim przyjacielem, 

który nigdy, przenigdy nie zawodzi.

- Mai tu nie ma, Raiju. Przykro mi to mówić, ale cieszę się, że jej nie spotkasz. Ze 

względu na Maję. Teraz jest jej dobrze, jest szczęśliwa. Udało jej się wypchnąć ciebie ze 

świadomości. Jej nie powinnaś ruszać, Raiju!

- Oto mój najgłębszy smutek...

- Maja powinna się dowiedzieć, że żyjesz. Ale nie - spotkać. Ja też kocham Maję. Stała 

się moją ulubienicą, może bardziej niż Ida.

- Chcesz, bym odpłynęła, Reijo?

- A chciałaś zostać?

- Nie wiem - odparła Raija.

background image

4

- Dlaczego on tak gna? - Elise osłoniła oczy dłonią i patrzyła, jak Matti popędza konia 

niczym szalony woźnica. Sedolf trzymał się mocno wozu obiema rękami. Obaj wyglądali na 

zadowolonych figlarzy.

- Tata? Może coś z tatą? - Ida zerwała się, otrzepała spódnicę i poprawiła grzywkę. 

Nadal   starała   się   ładnie   wyglądać,   gdy   nadchodził   Sedolf.   -   Nie,   oni   się   szczerzą   - 

odpowiedziała   sama   sobie,   ściągając   brwi,   pomiędzy   którymi   utworzyła   się   podwójna 

zmarszczka.

Elise dostrzegła ją i przypomniała sobie, u kogo ją widywała dawno temu... Wzruszył ją 

ten widok.

Matti objął Elise i okręcił ją wokół w rytm jakiegoś tańca, aż spódnica jej zafurkotała. 

Ucałował ją soczyście w oba policzki, puścił i szybko podniósł w górę Idę.

- Chyba całkiem już zwariowałeś! - prychnęła Ida. - Postaw mnie na ziemi, Matti!

- Co za dzień, gołąbeczki! - śmiał się Matti, spełniając prośbę siostrzenicy.

Sedolf   stał   oparty o  wóz  i  uśmiechał  się  pogodnie.   Nie  spuszczał   jednak  czujnego 

spojrzenia z żony.

- Co się stało? - Ida patrzyła to na jednego, to na drugiego. Nawet dzieci przestały się 

bawić i zerkały na dorosłych.

Matti nabrał powietrza. To, co w nim wzbierało, znalazło ujście w słowach pędzących 

niczym wodospad:

- Ona wróciła! Jumala, sam nie mogę w to uwierzyć! Ale ona wróciła! Raija jest na 

cyplu!

- Kto? - spytała Ida, choć słowa Mattiego niemal namacalnie wisiały w powietrzu. 

Jednak musiała spytać: - Kto?

- Twoja matka - odpowiedział Sedolf, podchodząc do Idy. Objął ją, pogłaskał, ustami 

dotknął   jej   czoła.   Jego   spojrzenie   miało   siłę   odbijającą   jej   własną,   o   której   na   chwilę 

zapomniała. - Przypłynął rosyjski statek, moja Ido. Twoja matka jest na brzegu. Jesteś do niej 

podobna, nietrudno ją poznać. A chłopak jest już niemal dorosły.

- A on? Jej Rusek? O Boże, co na to tata? Biedny tata! Dlaczegóż, u diabła, Helena 

musiała umrzeć?

- Raija! - niemal śpiewał Matti. - Nasza Raija! - Kręcąc głową, usiadł na ziemi, by zaraz 

się zerwać. - Raija, Elise! Nigdy wcześniej nie doświadczyłem, by ktoś powrócił z zaświatów. 

Nigdy w takie coś nie wierzyłem. Może też nie całkiem wierzyłem, że Raija nie żyje, ale nie 

background image

miałem nadziei na cud. To się nie zdarza. Ale to naprawdę ona! Raija!

Elise nic nie odpowiadała. Milczała, pełna niedowierzania. Próbowała pojąć coś, co 

zakrawało na szaleństwo. Sen w środku dnia! Nieoczekiwany, nagły. Raija...

- A tata? - domagała się odpowiedzi Ida. - Boże jedyny, dlaczego ona to robi ojcu? Czy 

już nie cierpiał wystarczająco z jej powodu? Chyba musi to rozumieć?

- Reijo otworzył dla niej ramiona - odparł Sedolf spokojnie. Na ustach miał uśmiech 

pełen czułości.

- Nie bądź Mają! - poprosił Matti. Nie chciał, by jego radość przesłoniły jakieś cienie. - 

Reijo ją objął.

- Dopiero co pochowaliśmy Helenę! - Ida wysunęła się z objęć Sedolfa i odgrodziła się 

przed nim, splatając przed sobą ramiona. Odwróciła się do nich plecami.

Matti i Sedolf wymienili spojrzenia. Dopiero co widzieli takie same gesty, to samo 

wstrząśnięcie głową...

- Reijo się ucieszył - wytłumaczył Matti, nie zwracając uwagi na mur, który wzniosła 

Ida. Położył dłonie na jej ramionach, przyłożył policzek do jej włosów. - Posłuchaj swojego 

starego, mądrego wujka - uśmiechnął się, próbując zmienić jej niespodziewany nastrój. - Reijo 

jest pełen ciepła, mała. Stali o kilka kroków od siebie, aż wreszcie nie było pomiędzy nimi 

dystansu.

- Nie wierzę ci - upierała się Ida, nadal dumnie wyprostowana.

- To nie było płomienne spotkanie - mówił Matti, gładząc ją po policzku. Ida pozwalała 

mu na to, choć nie dawała się rozbroić. - Nie takie. Ale oni nadal żywią do siebie uczucie. Inny 

rodzaj miłości...

Matti pamiętał Mikkala. Pamiętał Raiję i Mikkala razem. Jednak według niego nigdy 

wcześniej Raija i Reijo nie wydawali się sobie bliżsi niż właśnie teraz. To nie był ogień palący 

skórę,   tylko   coś   delikatnego   i   wielkiego.   Czułość.   Bliskość.   Coś   większego   niż   przyjaźń. 

Poczucie wspólnoty w przestrzeni, której nikt nie mógł ograniczyć. Właśnie taką otwartą, wiel-

ką wspólnotę dzielili Raija i Reijo.

Nadal.

- Ty i Ailo także dzielicie ból - odezwał się opornie Sedolf. - To nie jest do tego 

podobne, Ida. To, co dzielicie z Ailo, czy tego chcecie, czy nie, jest nowsze, bardziej bolesne, a 

poza tym jesteście innymi ludźmi. Ona nie jest tobą, Ida. A Reijo to nie Ailo. To, co ty czujesz, 

nie jest tym, co czują oni. Ty zostawiłaś dużo bólu w Finlandii. Jeśli tam wrócisz, nadal go 

znajdziesz. Ale Reijo i twoja matka spotkali się radośnie. Matti nie kłamie. Jest tak, jak on 

mówi: to inny rodzaj miłości.

background image

- Nie wierzę wam - upierała się Ida. Trzymała się tego jak skały. Gniew wzbierał w niej 

jak wody przypływu. - Dlaczego ona wróciła? Czy nie mogłaby nie żyć? O Boże, nie to miałam 

na myśli, tylko czy nie mogła tam pozostać?

- Ja chcę się z nią zobaczyć! - odezwała się Elise. - Czy mogę? Czy ona tego chce? 

Muszę ją zobaczyć!

- Ona chce - Matti pokiwał głową. Nadal trzymał Idę za ramiona.

- Teraz - zażądała Elise.

- Ja nie chcę - rzuciła Ida. - Nie mogę. Zapadła cisza. Nikt się już Idzie nie sprzeciwiał.

Nikt nie próbował przekonywać. Matti puścił ją. Jej chłód aż poczuł na swoich dłoniach. 

Sedolf został z Idą. Cicho poprosił Mattiego i Elise, żeby pojechali. Niczego nie obiecywał. 

Pozostał obok Idy, nie naruszając jej szańców obronnych.

Wóz zaskrzypiał, odjeżdżając. Jeszcze długo go słyszeli. Mikkal nie rozumiał, dlaczego 

Matti, Elise i ich dzieci tak nagle zniknęli. Kolana Sedolfa wynagrodziły mu trochę ten zawód.

- Dlaczego ja tak to odbieram? - Ida odwróciła się gwałtownie w stronę męża. - Przecież 

nie jestem Mają! To nie jest nienawiść. Nie możesz sądzić, że jej nienawidzę. Ale po prostu nie 

mogę... Nie mogę, Sedolf! Rozumiem, że tata się cieszy, a jednocześnie nie rozumiem. Przecież 

tak niedawno umarła Helena...

- Ona nie jest rywalką Heleny - odparł Sedolf. - Nie byłaby nią, nawet gdyby Helena 

żyła.

Ida westchnęła. Czuła się samotna, bezsilna. Nie pragnęła jego objęć. Musiała sama 

poszukać rozwiązania.

- Chyba pójdę się przejść - powiedziała.

Raija wykręcała włosy. Stała, bosa, na podwórku, w cudzym ubraniu. Czuła, że to 

obejście stało się dla niej w pewien sposób obce.

Reijo nie dopiął koszuli. Z sauny nadal unosił się słaby dym.

-   Pamiętam,   jak   kiedyś   tak   stałaś   -   odezwał   się,   zaczesując   włosy   palcami.   -   To 

przedziwne, ile takich drobiazgów powraca mi w pamięci, gdy ciebie widzę. One gdzieś tam 

leżały i nawet mi się nie przypominały. Ale teraz wiele powraca. Twoje włosy na wietrze...

- Ja to nie tylko włosy!

- Tak, wiem. Ale stanowią najwyraźniejszą część obrazu przedstawiającego ciebie. Gdy 

próbowałem wyobrazić sobie twoją postać, nie potrafiłem nadążyć za upływem lat. Nie mogłem 

cię postarzyć...

Reijo uśmiechnął się. Patrzył na Raiję badawczo. Światło nie było dla niej łaskawe, ale 

to mu nie przeszkadzało.

background image

- Teraz widzę, że mogłem wyobrazić sobie twoje zmarszczki, każdą z nich. Pamiętam, 

jak się uśmiechałaś i w jaki sposób twój uśmiech mógł wyrzeźbić te linie koło oczu, koło ust. 

Wiem, jak marszczyłaś brwi, by powstały te dwie kreski pomiędzy nimi. Widzę twoje lata. 

Lata, kiedy ja żyłem tutaj. Czas przeszedł przez nasze twarze w innych butach. Pozostawił inne 

ślady. To dziwne, Raiju. Minęło przecież tyle lat. A teraz wydaje mi się, że tak niedawno 

wyjechałaś.

- Mam dwa życia - powiedziała Raija, wstrząsając głową. Reijo widział ten ruch u 

wszystkich dzieci. Jedynie u Idy przyprawiło go to o najmocniejszy dreszcz. Ida nie mogła 

pamiętać matki. Był to ruch, który otrzymała wraz z krwią, a nie podpatrzony. - Jedno, zanim 

zapomniałam - mówiła dalej Raija - i drugie, od wypadku do śmierci Jewgienija.

- A teraz? - spytał Reijo.

- To przedłużenie jednego z nich - odparła z powagą. - Nie jestem pewna, którego. Ale 

to ciąg dalszy. Ścieżki prowadzą dalej.

Reijo nie pytał, dokąd. Albo nie chciał, albo sam się domyślał.

Zbliżali się do siebie. Oboje to wyczuwali. Ich bliskość była nadwrażliwa. Nawet słońce 

i wiatr jej szkodziły.

- Oto są! - Reijo uświadomił sobie, że poczuł ulgę. Niemal go to rozzłościło. Przecież to 

była Raija! Pomimo Że dzielące ich lata chwilami wydawały się nie do przejścia, Raija stała 

przed nim tak bliska, że wydawała się częścią niego samego. Świadomość tego sprawiała mu 

niemal ból. Reijo wolał mieć na to inne słowo, ale nie umiał go znaleźć.

Jego radość była tak wielka, że aż bolesna.

- To więcej, niż się mogłam spodziewać - wykrztusiła Raija, wciąż obejmując szczupłe 

ciało Elise. Ona też była jej dzieckiem. Pamięta jeszcze dziewczynkę o krągłych ramionach i 

włosach jak łan zboża w lipcu. Zmieniła się, ale nadal pozostała Elise. Jej dziecko. Jedyne, 

które wybrała.

Matti przytulał całą gromadkę dzieci o czujnych oczach. Patrzyły na mamę, która w 

jednej chwili stała się niczym obca. Płakała na ramieniu tej nieznanej, ładnej pani, o której im 

powiedziano, że jest ich ciocią i babcią. Nic nie rozumiały. Dobrze, że ramiona taty się nie 

zmieniły. Mimo że mówił im te dziwne rzeczy, sam się nie zmienił. Targał im włosy tak samo 

jak zawsze i mówił, że ta pani nazywa się Raija i jest jego siostrą. I prawie mamą mamy. 

Zupełnie, jakby mógł istnieć ktoś taki jak prawie mama...

- Prawdziwa ciocia i prawie babcia - tłumaczył Matti, ale to nie pomagało.

- Nie wiem, czy mogę w to wierzyć - powiedziała Raija. Jej słowa brzmiały dla dzieci 

trochę dziwnie, ale  wypowiadała je po fińsku. Coś  w ich  melodii  było obce, ale to tylko 

background image

pomagało wyobrazić sobie ją jako kogoś, kto przybył z nieznanej im bajki.

- Tak jest dobrze. Tak dobrze! - musiała to powtórzyć, żeby jej uczucie stało się realne. 

Przekonać sama siebie, że mówi prawdę. Po chwili dodała: - Nic dobrego nigdy nie trwało dla 

mnie zbyt długo.

- Możesz wyciągnąć ręce - odezwał się Reijo.

Palce Raiji zaczęły chwytać powietrze. Dzieci Elise i Mattiego roześmiały się, rzucając 

ukradkowe spojrzenia na tą dorosłą, niemal starą panią, która robiła takie głupie rzeczy. Bawiła 

się w kota albo drapała powietrze. Przecież to niemożliwe!

- Nie wiem, czy ja mogę mieć cokolwiek w rękach - powiedziała Raija. Przeleciała 

wzrokiem po dorosłych. Z trudem mogła patrzeć na dzieci. Przypominały jej ból z przeszłości. 

Ból, od którego tak tanio się wykręciła.

Czy miała teraz zapłacić? Oczekiwano tego po niej?

To   Matti   wypowiedział   przy   wszystkich   te   słowa.   Te,   które   Reijo   litościwie   tylko 

wspomniał. Matti nie zrobił tego ze złej woli, nie po to, by ją zranić. Został tak wychowany, by 

widzieć wszystko w klarownych liniach. Pamiętał, że sama Raija żądała tego od niego pewnej 

zimy w środku Finlandii.

- Po tym całym czasie nie możesz tak po prostu odpłynąć. Bardziej czujesz się w domu 

tam na wschodzie czy tu?

- Nie wiem - odparła po długiej chwili namysłu. - Teraz sama nie wiem, gdzie się czuję 

jak w domu. Może nigdzie?

- Tu zawsze jest dla ciebie miejsce - powiedział Reijo, choć nie musiał. Raija wiedziała, 

że on nadal ją wspiera, nawet w czas sztormów.

- Jeszcze żyją tacy, którzy mnie pamiętają. - Raija wielokroć o tym myślała, gotowa 

niemal z tego powodu zrezygnować z podróży.

- No i co z tego? - spytał Matti bez zastanowienia.

- Reijo ożenił się z Heleną - odparła Raija cicho. - Urodził im się syn. Ja dla nich nie 

żyłam, braciszku. Ale naprawdę żyłam, nadal żyję. Też wyszłam za mąż. Ani Reijo, ani ja nie 

mogliśmy tego zrobić. Według prawa nadal jesteśmy małżeństwem. To wielki grzech. Ludzie 

nie przeoczą tego. Nie tutaj. Nie, jeśli chodzi o mnie.

- Nie mów tak - mruknął Reijo. Skrzywił twarz w uśmiechu. On też zdążył o tym 

pomyśleć, ale nie widział tego tak czarno jak Raija. - Oni jeszcze mogą cię zaskoczyć, ci nasi 

ludzie znad fiordu. Nie jest tu tak ciasno, jak myślisz. Są tacy, którzy potrafią patrzeć szeroko, 

wspiąć się na szczyty gór. A nawet na płaskowyżu można znaleźć takich, którzy mają wąskie 

horyzonty. Nie oceniaj ich zbyt surowo!

background image

Raija nie odpowiedziała. Zresztą Reijo tego nie żądał.

Ich spojrzenia odczuwała na skórze. Nie umiała na nie odpowiedzieć. Słowa pozostały 

niewypowiedziane, lecz wyraźne jak kręgi na wodzie.

- Będziemy ścinać drzewa na dom Mattiego - powtórzył Reijo to, co mówił w saunie. - 

Potem będę wypalał dziegieć. Nie ustawię zbyt wielkiego mielerza. Nie wierzę, że obecność 

kobiet przynosi temu nieszczęście. Już kiedyś pomagałaś przy tym, Raiju, córko Erkkiego. 

Byłaś dokładna i porządna, gdy tak postanowiłaś.

- Nie lubię się ukrywać - odparła, mimo że nadal nie udzieliła ostatecznej odpowiedzi.

- Musisz dać szansę Idzie! - Elise nie mogła dłużej milczeć na ten temat.

- Statek będzie stał tak długo, jak ja będę chciała - oznajmiła Raija stanowczo.

Znów to uczucie rozpoznawania! Reijo stwierdził, że Raija coraz bardziej staje się sobą 

z dawnych czasów. Wychodziła z zasłon oddalenia. Ukazała swoją władczość niczym ostrze 

noża. Nie było to dla niego niczym nowym. Piętnastoletnia Raija była równie zdecydowana. Jej 

ostry języczek niejeden raz wychłostał jego lub Kallego.

Nie można się aż tak zmienić.

- Ale ja nie chcę się ukrywać! I nie przyjechałam tu, by komukolwiek zaszkodzić. Zrobił 

się z tego obosieczny miecz. Sądziłam, że potrafię wybrać...

- Cokolwiek wybierzesz - rzucił Reijo z mocą - nie będziesz musiała się ukrywać. 

Musimy o tym porozmawiać. Ty i ja. Dotychczas tylko wspominaliśmy, moja mała Raiju.

Wymienili   spojrzenia.   Niczego   nie   postanowili.   Nadal   pozostawało   im   wiele   do 

opowiedzenia.

Dzień przeszedł w wieczór. Niebo założyło sukienkę o różowych brzegach, przejrzyście 

niebieską na górze. Gdyby się podeszło wystarczająco blisko, można by zajrzeć prosto do raju.

Statek leżał ciężko na wodach fiordu. Załamywał na sobie fale, tworząc nowe wzory na 

lustrze, w którym odbijało się niebo. Małe fale przeszkadzały niebu uwierzyć, że i tam ono 

sięga.

Jedli, siedząc wokół stołu o zniszczonym blacie. Różne wiatry przyniosły ich do tego 

domku na cyplu, ale byli tu na swoim miejscu. Łamali ciemny chleb i moczyli w zupie rybnej. 

Mogli posmarować go masłem. W każdym kęsie spożywali dary Boże.

Ramię   przy   ramieniu.   Dotykali   się   nawzajem,   bo   zrobiło   się   ciasno.   Przywoływali 

wspomnienia sprzed lat. Ale wtedy byli to inni ludzie. Inna wspólnota.

Panował spokój. Nawet cisza nie była wymuszona, lecz odprężająca. Spojrzenia na 

twarze innych nie wymuszały tematów, których jeszcze nie mogli poruszać. Stanowili całość. 

Przynajmniej   w   czasie   tego   posiłku.   W   czasie   wieczoru.   Dalej   nie   sięgali.   Nie   należało 

background image

wypłaszać czasu z jego gęstwiny. Nawet ptaszki czuły się najbezpieczniej w gnieździe ukrytym 

przed ludzkimi oczami.

Ida nie była zła. Nie była zła na Raiję. Tym razem nie. Ale czuła „coś”.

Coś, co popędziło ją w góry przez brzozowy zagajnik i podmokłe łąki. Co podarło jej 

spódnicę, zmoczyło nogi, na których brakowało już miejsca na nowe zadrapania.

Coś...

Spocona, zdyszana, zmoczona aż po uda, z podrapanymi do krwi dłońmi, wreszcie 

usiadła.

Na kamieniu, który nie znał niczego poza widokiem, niebem i górą, poza mchem, który 

pokrywał go delikatną wilgocią, śpiewem ptaków, chmurami, które albo płynęły po niebie, albo 

ściskały chłodem. Może to nie tak mało?

Wszystko leżało pod nią. Statek ze wschodu także. Ten statek, na który jej ojciec czekał 

przez połowę życia. Na który w końcu przestał czekać.

Dlaczego przyjechała właśnie teraz?

Za późno na bycie matką. Nikt nie nadrobi tylu lat.

Ida   zapłakała.   Siedziała,   mając   cały   swój   świat   pod   sobą,   piękny,   skąpany   w 

promieniach słońca.

Ona powinna przypłynąć w deszczu! We mgle! Przekraść się na ląd otulona mgłą, tak 

jak uciekła pod osłoną nocy.

Wiatr wiejący łagodnie znad fiordu osuszył jej łzy. Nie ocierała ich.

Cisza śpiewała w jej uszach, szeptała melodie, które przemawiały do jej duszy. Ale nic 

nie było w stanie uciszyć tego „czegoś”.

Przygniatało jej piersi. Było niczym hak, na który nadziała się jak ryba.

Trudne, ciężkie, niedobre...

Ludzie podpłynęli już, by pohandlować z Rosjanami. Łódki krążyły wokół statku.

To bolało.

Z komina domku na cyplu unosił się dym. Szara smużka, która opowiadała o zacisznym 

wnętrzu, w którym jej nie było.

To bolało.

Ida dostrzegała ludzi na pokładzie statku. Jej serce też biło mocniej, gdy rosyjskie statki 

zawijały   do   fiordu.   Najpierw   dlatego,   że   przejęła   tęsknotę   ojca.   Potem   chciała   zyskiwać 

wrażenia z innego świata, choć nawet nie rozmawiała z załogą.

W końcu nadeszły marzenia o tym bracie, którego miała gdzieś tam, na wschodzie. O 

tym, którego nie było jej dane poznać.

background image

Ból. To bolało. Długo bolało. Myśli mogły też spowodować rany równie łatwo jak 

cienkie rzemienie ciężkiego plecaka.

Była za daleko, by rozróżnić kogoś na pokładzie. Ludzi z osady poznawała po ich 

łódkach. Czy umiałaby poznać jego? Czy ten brat jest na tyle podobny do nich, by go poznała? 

Czy istniało coś takiego jak więź krwi, która łączyła ze sobą krewnych?

Ida nie wiedziała.

Tkwiło w niej tyle bólu. Tyle tego „czegoś”, czego nie chciała nazwać.

Była przemoczona, przepocona, włosy miała przyklejone do czoła. Wieczór dmuchnął 

zimnym powietrzem tak, że zaczęła szczękać zębami. Łzy ogrzewały jej policzki tylko przez 

chwilę.

Złość uderzyła w nią samą. Czy miała tu siedzieć jak naburmuszone dziecko? Płakać aż 

do nocy? Zapiekły ją dłonie, gdy ocierała oczy i nos. Spódnicy nie pomogło już otrzepanie z 

gałązek. Ubranie kleiło się do niej zimno.

Ale kark nadal umiała trzymać prosto. Plecy przypominały młodą sosnę, która potrafiła 

oprzeć się każdemu wiatrowi.

Dumnie jak królowa zaczęła schodzić w dół. Uważnie stawiała kroki, nie gnała jak 

wtedy, pod górę. Wszystko, co widziała w dole, było jej. Nie miała powodów, by od tego 

uciekać. Nic nie mogło jej stamtąd wygnać.

To nadal siedziało w niej. Ciężkie, czarne. Nienazwany ból. Coś.

Ida wyszła z lasu ponad cyplem. Stanęła oblana różowozłotą, letnią poświatą wieczoru. 

Wdychała rześkie powietrze przywracające zdrowy rozsądek. Kumagi były tak mokre, że zdjęła 

je i przewiesiła przez ramię za kolorowe rzemyki. Odwlekała spotkanie. Zbocze było nierówne i 

niezbyt wygodne, by chodzić po nim na bosaka. Dlatego szła, powoli przebywając ten kawałek, 

który zwykle pokonywała biegiem.

Ida trzymała myśli na uwięzi. Niemal ją oślepiały. Nie chciała patrzeć na ściany z bali, 

które oddzielały ją od nich. To zawsze był jej dom rodzinny. Zawsze czuła się tu mile widziana.

Tylko nie teraz.

Tym razem stała poza.

Weszła   prosto   na   chłopaka,   który   szedł   od   strony   morza.   Ubrany   porządnie,   na 

niebiesko. Był dużo wyższy od niej, o długich kończynach. Może trochę za szczupły, ale to 

pewnie wina wieku. Z latami powinien nabrać mięśni.

Wszystkie jej myśli krążyły wokół wyglądu tego chłopaka. Ida stała bosa na trawie. 

Wstrząsnęła głową, odgarniając grzywkę z oczu. Zobaczyła, że on powtarza jej gest i potem 

dłonią zaczesuje swoje czarne, gęste włosy do tyłu. Na próżno, zaraz znów opadły mu na czoło.

background image

Był ciemnooki i ładny. Może nawet za ładny. Nos. Uśmiech. Mrok w spojrzeniu.

Oczywiście, że istniały więzy krwi! Oczywiście, że go poznała! Aż ją to przeraziło i 

położyło się ciężarem na sercu.

Ale on był jej bratem. Nigdy nic złego jej nie zrobił. Nie prosił się na ten świat.

Ida pokonała dzielącą ich odległość. Objęła go ramionami, ufając, że on ją zrozumie. 

Nie wiedziała, czy on rozumie ich język, zresztą nie była pewna, czy uda jej się wydobyć głos. 

Ale musiała go objąć. I poczuła związek krwi, gdy on delikatnie pogładził ją po włosach.

Ida zamknęła oczy i poczuła, że jej ból nie jest bezdenny.

Gdy cofnęła ramiona, skinęła głową w stronę drzwi. On pokiwał głową w odpowiedzi.

Dłoń Idy odnalazła dłoń Michaiła.

To był jej dom. Nie musiała pukać.

background image

5

Nie potrzebowali ich przedstawiać. Raija zrozumiała, że Reijo nie przesadzał - Ida była 

do niej podobna. No i do Michaiła. Nie dałoby się zataić ich pokrewieństwa.

Jej dzieci.

Ramię przy ramieniu, w drzwiach. Ręka w rękę. Ida z mokrymi kumagami wiszącymi w 

drugiej dłoni. Michaił w wysokich butach do konnej jazdy. To Antonia zaraziła ich wszystkich 

swoimi zwyczajami.

Ida, niemal jak młoda Raija... Inne kolory, ale równie intensywne.

Raija zrozumiała, co Reijo miał na myśli, gdy mówił, że Ida najbardziej ze wszystkich 

jest jej dzieckiem. I dlaczego cieszył się, że trafiła na Sedolfa. Jednak mimo wszystko Raija 

żałowała, że to nie Ailo.

To wydawało się takie słuszne. Niczym zadośćuczynienie za wszystko, za życie, jakie 

przeżyli ona i Mikkal. Za wszystko, co odrzucili.

Raija podniosła się powoli. Jej dwudziestoletnia córka... To dziecko, którego właściwie 

nigdy nie poznała. Nawet pamiętała uśmiech na jej okrągłej twarzyczce, rude kosmyki włosów, 

iskrzące się zielono oczy. Pamięta, jak podobna była do Reijo wtedy, maleńka i zależna od niej. 

Otoczona jej miłością i opieką.

Dawno temu.

To Ida najbardziej ze wszystkich jej dzieci została pozbawiona matki. Tu najbardziej 

było widać zawód, jaki sprawiła. Gorycz... Raija wystarczająco dobrze znała Reijo, by wierzyć 

jego słowom, że żadne z jej dzieci jej nie nienawidziło. Reijo umiał je od tego odwieść.

Ida   i   Michaił.   Tacy   podobni.   Z   tak   różnym   dzieciństwem.   Trzymający   się   w   tak 

naturalny sposób za ręce.

Reijo ujął dłoń Raiji. Podniósł się i pociągnął ją za sobą. Szedł pierwszy. Wspierali się 

nawzajem.

- Oto nasza córka, Raiju - powiedział. Ciepło płynące z jego dłoni było tak dobre, 

zapewniające bezpieczeństwo. Puścił ją tylko po to, by ją objąć ramieniem. - Jest równie piękna 

jak matka - dodał i położył dłoń na ramieniu Idy, uśmiechając się do niej krzepiąco.

- I równie mądra jak jej ojciec, mam nadzieję... - Słowa Raiji brzmiały niepewnie. 

Czuła, jakby spotykała siebie samą. Też była kiedyś tak dumna, butna, uparta.

Nie  przypuszczała,  że  któreś   spotkanie  będzie  aż  tak  trudne.  Ida  nie  pomagała  jej. 

Puściła   tylko   dłoń   Michaiła.   Wydawało  się,   jakby  tych   dwoje   stało  po  przeciwnej   stronie 

barykady. Jej dzieci, które sama urodziła.

background image

Nawet spojrzenie Miszy wydało jej się oskarżające. Zupełnie jakby on też ją oceniał.

- Ida, nie umiem przejść słowami nad tą przepaścią, ale muszę cię objąć. Pozwolisz mi?

Ida pokiwała głową. Pozwoliła, by otoczyły ją ramiona tej kobiety, która była jej matką. 

Poczuła jej zapach. Nie mogła nawet porównać go ze wspomnieniami, bo nawet jeśli istniały, 

zostały zagłuszone przez wszystkie późniejsze.

Raija chciałaby ją trzymać w ramionach jeszcze długo, ale wszystko w Idzie wyrażało 

sprzeciw. To Raija narzuciła jej tę bliskość, której ona nie chciała. Jeszcze nie. Nie taką.

Więc   Raija   się   wycofała.   Poczuła   dłoń   Reijo   na   ramieniu.   Jego   palce   gładziły   ją 

uspokajająco. Jego wymowne gesty - równie stare jak ich przyjaźń. Takie, jaki był Reijo: znany 

i dający poczucie bezpieczeństwa.

-   Minęło  tyle   czasu  -   rzuciła   Ida   niepewnie.   Nie   tłumaczyła   więcej.   Nie   wiedziała 

zresztą, czy tego po niej oczekują. Nie chciała spełniać żadnych oczekiwań, szczególnie tych, 

których mogła spodziewać się ze strony matki. Na Reijo nawet nie patrzyła. Nie mogła znieść 

tego, że wziął stronę Raiji. Nie mogła patrzeć na to, co on okazywał Raiji. Ida nawet nie chciała 

wiedzieć, co to jest.

- Już poznałaś Michaiła - wydobyła z siebie Raija. - Jesteście tacy podobni...

Może to nie był niebezpieczny temat?

- Jego poznałam, tak. - Ida potrafiła wyrazić wiele przy pomocy niewielu słów. - Jego 

było miło spotkać. Dużo o nim myślałam, od kiedy dowiedziałam się, że istnieje. Będę miała 

czas na poznanie go? Chyba nie mówi żadnym z języków, które znam, prawda?

- Statek pozostanie tu tak długo, jak Raija zechce - powtórzył Reijo słowa Raiji.

- Doprawdy? - Pytanie zawisło w ciszy. Miało wymowę, której Ida nie chciała mu dać. 

Dziwny posmak w ustach...

- Dlaczego musiałaś tu przyjechać? - spytała. Może nie powinna, ale z przemilczanej 

goryczy rosną tylko chwasty i dławią wszelkie dobro.

- Ida! - rzucił Reijo oburzony. Już dawno nie widziała u niego takiego spojrzenia.

- Ona ma prawo pytać - sprzeciwiła się Raija przygnębiona. Pobladła.

Zapadła cisza. W powietrzu wisiało ciężkie oskarżenie. Ida wiedziała, że skierowane 

jest przeciwko niej. Oni byli źli na nią, a nie na Raiję!

Jej matka pławiła się w ich współczuciu i zrozumieniu. Żadne z nich nie wypowiedziało 

słowa: zawód...

Raija usiadła. Dłońmi gładziła stół. Czuła, jakby dotykała żyjącego przyjaciela.

Reijo stał przy Idzie, czujny, jakby miał zamiar zareagować, gdyby córce przyszło coś 

szalonego do głowy. Aż tak nie był jej pewny. Aż tak mało ją rozumiał...

background image

Michaił żałował, że nie może wtopić się w ścianę. Wyczuwał konflikt. Widział napięcie 

w twarzach. Słyszał ostry ton głosu dziewczyny, która okazała się być jego siostrą. Widział 

bezsilność Raiji. Chciał móc jej bronić, ale nie mógł. Przynajmniej wtedy, gdy stał za plecami 

swojej siostry. Było to dla niego całkiem nowe i silne uczucie: czuć się związanym z kimś ta-

kimi więzami.

Mieć rodzeństwo.

- Mam wytłumaczenie, dlaczego dopiero teraz przypłynęłam. Dlaczego teraz stało się 

dla mnie ważne odnalezienie was.

Ida patrzyła uważnie na Raiję. Poznała ubranie. Widziała wcześniej smużkę dymu z 

sauny. Widziała rozczochrane włosy ojca. Coś ścisnęło się jej w brzuchu.

Przecież   Helena   jeszcze   nie   tak   długo   leży   w   grobie!   Jak   on   mógł?   Co   takiego 

nadzwyczajnego jest w tej Raiji?

Oczywiście,   jest   ładna,   ale   nic   takiego,   co   powalało   na   kolana.   Nie   widziała   nic 

szczególnego w jej rysach. I nie rozumiała, dlaczego twarz matki wydała jej się taka zwyczajna 

i znajoma.

- Nie jest ci dobrze tam, w Rosji? - Ida skrzyżowała ramiona na piersi. Kumagi wisiały 

niczym broń gdzieś koło jej kolan. - Jeżeli masz władzę nad statkiem, chyba nie możemy cię 

żałować. Wspięłaś się w hierarchii. My niczego nie możemy ci ofiarować. Nadal jesteśmy 

biedni.

- Ida! - ojciec ponownie ją upomniał. - Ida, wystarczy. Już od dobrej chwili wystarczy.

- To was straciłam - powiedziała Raija, ściskając krawędź stołu. Czy ona też była taka 

uparta i nieprzejednana w młodości? Tak, odpowiedziało coś w niej, tak... - Najważniejsze dla 

mnie było odnalezienie was.

- My też cię straciliśmy - odparła Ida twardym tonem. - Pogodziliśmy się z tym, że cię 

nie ma. Długie lata trwało, zanim się od ciebie uwolniliśmy. Pomyślałaś o tym?

- My się cieszymy, że cię znów widzimy, Raiju! - Reijo próbował łatać to, co Ida 

rozerwała. Szybko znalazł łaty, pomyślała Ida. - My tak nie myślimy.

- Ida tak - odparła Raija. - I ma do tego całkowite prawo. Nasza córka jest dorosła. 

Nigdy przy niej nie byłam. Ty musiałeś być dla niej i ojcem, i matką. I dla moich dzieci. Nigdy 

nie będę mogła podziękować ci odpowiednio za wszystko, co dla mnie uczyniłeś. I nigdy nie 

będę mogła prosić o wybaczenie tego, co zrobiłam tobie i moim dzieciom. Nigdy. Żądałabym 

zbyt wiele.

Zamilkła na chwilę, wodząc wzrokiem od Reijo przez Elise do Idy.

- Może Ida ma rację. Może powinnam była tam zostać. Mogę tylko powiedzieć, że 

background image

myślałam o sobie. Że nie potrafiłabym się czuć kompletna, nie mogłabym umrzeć, gdybym tu 

nie przyjechała. Czułam, że muszę...

- Ja się cieszę, że przyjechałaś! - powiedział Reijo, kładąc nacisk na każde słowo. Jego 

zielone oczy pociemniały z gniewu. Spojrzał ostro na córkę. - Nawet Helena by to zrozumiała - 

dodał. Pojmował, z czego mogła się wziąć połowa goryczy Idy. - Nic nie działoby się inaczej, 

gdyby Helena żyła.

- Może tylko nie rozpaliłbyś w saunie - odgryzła się Ida. Niczego nie zamierzała owijać 

w bawełnę. Sam Reijo wychował ją tak, by była szczera. Co prawda zwykle wymagał, by to 

nikogo nie raniło. To, co mogło sprawić przykrość, należało powiedzieć w inny sposób. Ale 

poza tym był zwolennikiem nazywania rzeczy po imieniu.

- Nie muszę się przed tobą tłumaczyć, Ida! - Reijo zbliżał się niebezpiecznie do granicy 

swego prawdziwego gniewu. - Mimo że dorosłaś, nadal jesteś moją córką i żądam od ciebie 

szacunku!

Ida pochyliła głowę. Przełknęła ślinę. Wiedziała, że przesadziła. Pewnie by tego nie 

powiedziała, gdyby Sedolf tu był. On umiał sprawić, że trzymała się w ryzach. Wydobywał z 

niej najlepsze cechy. Poskramiał przebłyski charakteru szalonej dziewczyny, które nadal w niej 

drzemały. Nie szkodziły, dopóki nie wpadała w złość.

- Nie powinnam tego powiedzieć - przyznała cichutko. - Przepraszam. Tych myśli nie 

powinnam wypowiadać. Wybacz mi.

- W porządku - Reijo nie był pamiętliwy. To mu wystarczyło. Nie chciał tego przeciągać 

i   bardziej   ją   upokarzać.   I   on,   i   pozostali   wiedzieli   jasno,   że   Ida   świadomie   skierowała 

przeprosiny tylko do niego. Raiji nie prosiła o wybaczenie.

Ale Reijo znał dobrze swoją córkę. Była ulepiona z tej samej gliny, co Raija. Różnica 

polegała   na   tym,   że   Raija   była   starsza.   Krawędzie,   które   nadal   ostre   u   Idy,   u   Raiji   się 

wygładziły.

Idy nie dało się do niczego zmuszać, bo wtedy sprzeciwiała się ze zdwojoną siłą. A to 

mogło okazać się bolesne dla wszystkich.

- Pójdę do domu - oznajmiła Ida. - Nic już więcej nie powiem. I nie oczekuję też żadnej 

odpowiedzi.

- Bardzo chcę z tobą porozmawiać - odezwała się Raija. Nadal siedziała, ale widać było, 

że się odprężyła. Już nie ściskała krawędzi stołu. - Chcę odpowiedzieć na twoje pytania, Ido. 

Masz do tego prawo.

- Może jutro. - Ida wstrząsnęła głową, rozczesując palcami swoje wilgotne, splątane 

włosy.

background image

Raiję aż zakłuło w sercu. Poczuła, jakby widziała siebie samą. To były jej ruchy! Młoda 

Raija widoczna była we wszystkich ruchach Idy.

-   Będziesz   tu   jutro?   Raija   pokiwała   głową.   Lata   życia   nauczyły   ją   ostrożności   w 

składaniu obietnic. Ale tej musi dotrzymać.

- Odwiozę cię, ty mała oso! - Matti zerwał się na nogi. Spojrzeniem poprosił Elise, by 

pozostała. - Twój stary, połamany podagrą wujek podwiezie cię do domu. Ja wiem, że dałabyś 

radę pójść sama. Ale jesteś teraz tak rozogniona, że mogłabyś użądlić sama siebie. Lepiej więc, 

byś żądło wbiła we mnie. Moja gruba skóra zniesie wszystko.

Z cudem graniczyło, że Ida mu się nie sprzeciwiła. On był wujkiem Mattim i nadal 

ceniła go wysoko. Poza tym czuła zmęczenie. Bolały ją nogi. Ciało wołało o spędzenie choć 

godziny w gorącej saunie. Nie odmówiłaby, o, nie! Ale Sedolf chyba nie był aż tak domyślny. 

Pewnie zaczynał się niepokoić. Powinna wrócić, zanim wyruszy na jej poszukiwanie.

Wypuściła   Mattiego   pierwszego.   Pamiętała,   by   życzyć   wszystkim   dobrej   nocy.   Do 

Michaiła nawet się uśmiechnęła, otrzymując w odpowiedzi od przyrodniego brata lustrzane 

odbicie własnego uśmiechu.

Wywołało to w niej przedziwne emocje.

- Uważasz, że powinnam być dla niej milsza?

Ida   objęła   wzrokiem   wieczorny   krajobraz.   Podobały   jej   się   kolory,   które   słońce 

malowało na jej górach.

- Powinnaś.

- Ty masz chociaż o niej wspomnienia, wujku Matti!

Ida   siedziała   na   koźle   obok   Mattiego.   Łokcie   oparła   na   kolanach;   nie   musiała   się 

trzymać, bo jechali powoli.

- Ja jej nie pamiętam. Łatwiej było myśleć o niej łagodnie i miło, gdy nie miałam 

żadnych prawdziwych wspomnień. Człowieka z marzeń można kształtować dokładnie tak, jak 

się chce. Łatwiej było mieć mamę z marzeń niż tą, która siedzi przy stole obok taty.

- To był kiedyś też jej stół.

- Ja nie uważam, by ona jeszcze miała do niego prawo.

Matti objął Idę ramieniem i przytulił. W rodzie Alatalo nie szczędzono sobie dotyku. 

Matti obcował z tym od dzieciństwa. Dopiero po nagłej śmierci ojca i ponownym zamążpójściu 

matki uściski zniknęły. Przez moment Matti zastanowił się, jak się wiedzie jego matce. W 

drodze na północ nie zatrzymali się w Tornedalen. Przejechali przez dolinę, nie zatrzymując się 

w żadnej zagrodzie, jak obcy.

Zastanawiał się, czy Kari jest do niego podobny.

background image

- Sądzisz, że ona tu zostanie? - spytała Ida. Matti otrząsnął się ze swoich myśli.

- A jakże by mogła? - Matti odpowiedział jej pytaniem. Sam wiedział, co powiedział 

Raiji, ale wiedział też, jak przedstawia się rzeczywistość. - Sama pomyśl, Ida! Ona nie jest 

głupia, oboje mają głowy na karku. Jak mogłaby zostać? Dla wszystkich tutaj ona nie żyje. Od 

razu by powstały o niej legendy. Ci, którzy ją pamiętają, nie są jeszcze tak starzy. Nie sądzisz 

chyba, że jej nie poznają? Sądzisz, że można znać twoją matkę, i po prostu ją zapomnieć? Aż 

tak bardzo się nie zmieniła. Ja od razu ją poznałem, gdy kiedyś pojawiła się koło kościoła w 

Tornedalen. Ona nie może zostać, to niemożliwe. Sama powiedziała, że nie może niszczyć 

życia Reijo.

Ida   westchnęła   i   oparła   głowę   o   ramię   wuja.   Może   schudł   przez   te   lata   szukania 

szczęścia na południu Finlandii, ale ramię miał nadal silne.

I nadal był rozsądny.

- We mnie nie ma złości - tłumaczyła Ida. - Nie sądzę. Nie nienawidzę jej. Nawet nie 

wiem, czy będę jej nie lubić. Ale nie chcę też jej lubić. Nie mam ochoty jej zrozumieć. Nie chcę 

jej wysłuchać!

- Jesteś do niej podobna.

- Chyba mam oczy! - odcięła się Ida zirytowana.

-   Nie   mam   na   myśli   wyglądu.   Oczywiście,   twarz   i   ciało   macie   podobne,   choć 

przypominasz też Reijo. Może bardziej w tym, czego nie widać, Idusiu. Ty masz naturę Raiji. 

Ona nigdy nie wybaczyła mamie małżeństwa z Akim. Potrafiła być uprzejma i pokazywała 

gładką twarz. Tobie może przychodzi to z większym trudem. Jesteś nieprzejednana. Dla ciebie 

każda rzecz jest albo dobra, albo zła. Ona pewnie też w głębi serca tak myślała. Ale potrafiła 

udawać tak, by nie uznano jej za nieuprzejmą. Ale nie przesadzała. Ja dobrze wiedziałem, co 

ona naprawdę uważa. Mama też. Według Raiji małżeństwo mamy z Akim to był zawód. To, że 

przeszła z biedy do domu gospodarza. Ze u pasa zawiesiła ciężki pęk kluczy. Dla mnie były to 

ciężkie  lata, ale już nie głodowałem. Dlatego rozumiem mamę. Ona nie wyszła za mąż z 

miłości, tylko z rozsądku. I może zasłużyła na wybaczenie. Przez całe życie ciężko pracowała. 

Za życia taty harowała. Wiele ich łączyło, ale bieda to wymazała. Ona zasłużyła na te klucze, 

na masło na chlebie, na mięso kilka razy w tygodniu. Ale dla Raiji i tak był to zawód.

- Dlaczego mi to opowiadasz, Matti?

- Sądziłem, że powinnaś o tym wiedzieć.

- Ida myśli albo na czarno, albo na biało - tłumaczyła Elise. Starała się załagodzić 

konflikt, bo zbyt wszystkich kochała, by przyjąć go do wiadomości. - Reijo nie wychował nas, 

byśmy myśleli o tobie z goryczą.

background image

- Wiem. - Raija usiadła, wygładzając dłońmi spódnicę. Materiał był gładki i znoszony. - 

Poznaję to myślenie na czarno i biało, wiem, skąd ona je ma. Z latami pojawi się więcej 

kolorów. Ida jest jeszcze młoda. Trudno jej z tym. - Uśmiechnęła się do Elise. - Tobie się udało, 

kochana. Nie masz naszej krwi. Pochodzisz z łagodniejszego rodu.

- Tu nie chodzi tylko o ród - odezwał się Reijo. Czuł zawód. - Ale choćby o dobre 

maniery.

- Ona jest dorosła!

- Chodzi mi o szacunek - mówił dalej Reijo. - Może nie wbijałem im tego do głów, ale 

nauczyli się zasad. I nauczyli się szanować starszych, przodków. Ida powinna to wiedzieć!

-   Ty   też   nie   pochodzisz   od   Alatalo   -   powiedziała   Raija   łagodnie.   -   Jesteś   z   rodu 

Kesaniemi. To też łagodniejszy ród.

- Za dużo usprawiedliwiasz. - Reijo nie chciał spojrzeć łaskawiej na Idę. Zawiódł się na 

córce.

- Ja dopiero z latami zaczęłam dostrzegać więcej barw - tłumaczyła Raija.

Ivar wyszedł z grupki dzieci i potargał ojca za nogawkę. Uśmiechnął się, pokazując 

kilka ząbków.

- Powinieneś już dawno być w łóżku, łobuzie uśmiechnął się do malca Reijo i wziął go 

na ręce. Jego głos stał się łagodny niczym miód.

Oczy Raiji przesłoniła melancholia. Przypomniała sobie Reijo stojącego tak z Knutem. 

Gdy odzyskała pamięć, wszystko trafiło na miejsce. Fragmenty wspomnień tworzyły nad nią 

gwiaździste niebo. Gdziekolwiek by spojrzała, nachodziły ją nowe wspomnienia.

Elise zaczęła zaganiać oporne dzieci do łóżka.

Raija   nalała   miodu   i   poczęstowała   Michaiła.   Poprosiła,   by   coś   zjadł,   ale   on   tylko 

odłamał kawałek razowego chleba. Jego oczy wędrowały wzdłuż ścian. Po raz pierwszy był w 

norweskim domu. Ich szopy na Soroya nie liczyły się. To był prawdziwy dom.

To też był dom jego matki.

Reijo przekazał Ivara w ramiona Elise. Mały nie protestował. Też był zmęczony. Dzień 

przyniósł za wiele wrażeń jak dla rocznego człowieka.

- Muszę wrócić na statek - oznajmiła Raija po cichej rozmowie z Michaiłem. Niczego 

mu nie tłumaczyła dokładnie, wypytała tylko o handel. - Nie powinniśmy kupować tu za dużo 

ryby, bo może się zepsuć. A musimy też popłynąć na południe. Może.

- Ale tu potrzeba mąki. - Reijo uśmiechnął się lekko. - Nie mam ryby na wymianę, ale 

mogę zapłacić.

- Nie będziesz mi za nic płacił, Reijo Kesaniemi! - Raija wstrząsnęła głową. - Ty 

background image

dostaniesz za darmo. I tak mój dług się nie zmniejszy.

- A wrócisz? Nie możesz znów zniknąć. Dziś w nocy statek nie podniesie kotwicy i nie 

odpłynie... - Reijo otrząsnął się z bolesnych wspomnień.

- Pewnych rzeczy nie powtórzę, Reijo. A tym razem nie mam przed czym uciekać. I nie 

wracam z przeszłości. Tego nie powtórzę. Przyjechałam. Te lata, które minęły, istnieją. Wrócę 

na ląd jutro rano. Ty chyba nadal wcześnie wstajesz?

- Poranny połów nie czeka - uśmiechnął się Reijo. - Moje zwyczaje pozostały te same. I 

to nie fiord zabrał mi Helenę. To coś innego, nad czym nie mam władzy. Ten kawałek morza 

jest mój. Napawam się nim w spokoju co rano. Rozmawiam z niebem, morzem i samym sobą. 

Zdarza się, że uzyskuję niezłe odpowiedzi, najczęściej od siebie. Morze i niebo to małomówni 

kumple.

- Ja jeszcze nadal nie lubię morza. - Raija zapatrzyła się na widok z okna. Wody fiordu 

Lyngen były o wiele mniejsze niż Morze Białe.

Tak   się   kiedyś   bała   wód   fiordu.   A   teraz   spędziła   tygodnie   na   pokładzie   statku. 

Odzwyczaiła się od chodzenia po podłodze, która się nie kołysała.

Ale nadal nie lubiła morza.

-   Morze   nie   jest   dla   kobiet   -   uśmiechnął   się   Reijo   półgębkiem.   Raija   nie   podjęła 

wyzwania.

Rozległo się pukanie. Żadne z nich nie zauważyło, by ktokolwiek się zbliżał, jednak do 

domku prowadziło wiele ścieżek.

Raija   siedziała   nieporuszona,   patrząc   pytająco   w   stronę   Reijo.   Wzrok   Michaiła 

wędrował pomiędzy nimi. Nadal z trudem rozumiał sytuację, wiele zgadywał.

- Do diabła! - mruknął Reijo. - Idź do alkowy!

- Do diabła! - odpowiedziała, wstrząsając głową. Uśmiechała się lekko, na twarzy nie 

było śladu strachu. Oczy miotały czarne błyskawice. Siedziała tak samo jak Reijo, z nie po 

kobiecemu szeroko rozstawionymi nogami. - Czyżbyś nie wpuszczał gości do środka, Reijo 

Kesaniemi? - spytała wyzywająco. Reijo ochrypłym głosem rzucił „proszę!”.

-   Nie   sądziłem,   że   będziesz   w   domu   -   rzucił   przybysz.   Był   w   wieku   Reijo.   Miał 

jaśniejsze od niego włosy, przechodzące w siwe, czuprynę nadal gęstą. Szczupły, niewysoki. 

Mieszkańcy ziemi nad fiordem nie bywali wysocy. Raija popatrzyła na niego przez zmrużone 

powieki. Kogoś jej przypominał. Jego sposób chodzenia, ruchy, ręce...

Mężczyzna   minął   wzrokiem   Reijo,   zamykając   za   sobą   drzwi.   Szczęka   mu   opadła, 

ukazując  braki  w uzębieniu.  Dopiero   gdy już zamknął  usta,  Raija  skojarzyła,  kogo  on  jej 

przypominał. I kim jest. To kuzyn Kallego, Kristoffer! Kalle mógłby wyglądać jak on, gdyby 

background image

żył.

- Raija? - spytał z niedowierzaniem Kristoffer. Zbladł, z głowy ściągnął czapkę, by mieć 

co gnieść w dłoniach. Spojrzeniem szukał pomocy u Reijo, ale ten siedział, milcząc, przy stole. 

Jeden kącik ust drgał mu w zapowiedzi uśmiechu.

- U diabła... nie, nie mogę przeklinać! Przecież niedługo umrę, więc nie powinienem. Ty 

nie żyjesz! To nie jest Raija! To pewnie jej córka! - stwierdził z ulgą. - Właśnie! Córka Raiji, ta, 

która pojechała do Finlandii. Słyszeliśmy, że wyszłaś za mąż niejeden raz... Maju, no właśnie, 

Maja.   Ale...   -   znów   pytający   wzrok   powędrował   ku   Reijo,   lecz   i   tym   razem   nie   uzyskał 

pomocy. - Boże! Też nie powinienem nadużywać Jego imienia... to niedobrze, moja dusza nie 

zazna spokoju. Przecież ona miała te blizny. Boże, Reijo, u ciebie w domu są duchy? Przecież 

ona nie żyje! Wszyscy wiemy, że nie żyje!

- Ja nie jestem duchem, Kristoffer - Raija wstała i podeszła do niego, choć ten cofnął się 

do drzwi. Ujęła go za rękę, zanim uciekł. Uścisnęła go na dowód, że żyje. - Minęło wiele czasu. 

Lata pozostawiły ślady także na tobie. Ale nadal tak przypominasz Kallego, że nie mogłabym 

się pomylić.

-   Raija?   -   wyszeptał.   Patrzył   na   Reijo   spojrzeniem,   w   którym   mieszały   się 

niedowierzanie i strach.

- Nie jestem żadnym duchem - powtórzyła ze smutnym uśmiechem. - Ale nie wiem na 

pewno,   czy   nadal   jestem   Raiją.   Tam,   na   wschodzie,   nazywam   się   Raisa   Bykowa.   Statek 

zakotwiczony na fiordzie należy do mnie.

background image

6

- Nie sądziłem, że wieści rozejdą się aż tak szybko - powiedział Reijo przygnębionym 

tonem, gdy biegnący Kristoffer był już tylko ciemnym kształtem na brzegu morza. - Nawet nie 

powiedział,  dlaczego  przyszedł  - zaśmiał  się. - Niezłym byłaś  duchem,  Raiju. Myślisz,  że 

bardziej by zbladł, gdyby spotkał czarta?

Nie zdołali wytłumaczyć sytuacji, nawet niczego nie próbowali tłumaczyć temu, który 

posiadał teraz ziemię Elvejordów.

- Co ludzie powiedzą? - wyszeptał do nich na odchodnym.

- Co ludzie powiedzą? - powtórzyła jego pytanie Raija smutnym tonem. Pogładziła 

Reijo po policzku i po włosach. Włosy były inne w dotyku niż w młodości. Dziwne, nawet to 

jej się przypomniało!

-  Nie  wiem  - Reijo pokręcił  głową.  -  Ale  ty  wiedziałaś,  które  drzwi  prowadzą  do 

alkowy. Wolałaś zostać i pokazać się. To wymagało odwagi. I twojej, i mojej. Teraz mogę tylko 

powiedzieć, że podziwiam twoją odwagę. Ale doprawdy nie wiem, czy ty jednak zachowałaś 

rozsądek, Alatalo.

- Ściśle rzecz biorąc, jestem Kesaniemi. - Raija pobladła. - Nie mam już własnego 

nazwiska, Reijo. Czy to był błąd?

- Już za późno, by coś zmienić, kochana. Kristoffer dawno już nie biegał tak szybko od 

czasu, gdy zdzierał kumagi za Elen. To będzie niczym pożar na suchym pastwisku. Już dawno 

nie mieli o czym gadać od czasu...

Zamilkł.

Od czasu śmierci Heleny. Od przybycia Mattiego i Elise. Wygląda na to, że to głównie 

jego rodzina zagrzewa plotkarzy w osadzie do pracy.

Raija oparła policzek o jego ramię. Było jej ciężko na sercu. Chyba już taki jej los, by 

parzyć sobie palce. Nie żyłaby, gdyby wciąż nie czuła jakiegoś bólu.

-   Płyniemy   na   statek,   Misza   -   rzuciła   nagle.   Poczuła,   że   musi   się   stąd   wyrwać. 

Potrzebowała samotności. Chciała pomyśleć o domu nad Dwiną, przywołać z pamięci jego 

zapach, odgłosy. Jej dom. Chciała usłyszeć wokół siebie rosyjski, ten galopujący język, który 

łaskotał jej podniebienie. - Przypłynę jutro rano, Reijo. Muszę. Może powinnam była zostać 

rozpoznana. Może to mnie powstrzyma przed ucieczką...

- Tego nigdy nie wiemy - odparł Reijo równie poważnym tonem. - Ty zawsze miałaś 

swoje powody, choć nie zawsze je rozumiałem. Nie możesz mnie już zawieść. Ale na pewno się 

ucieszę, gdy jutro rano zobaczę statek. Nie będę czuwał, żeby się upewnić. Na to już za późno. 

background image

Ale ucieszy mnie, jeśli dotrzymasz słowa, Mały Kruku.

- Znalazłaś to, czego szukałaś? - Oleg przyszedł do jej kajuty i zadawał pytania, które 

trafiały w sedno. Michaił bał się ich zadać. Wciąż czekał, by ona sama opowiedziała.

Niewiele było do opowiadania.

- Znalazłam wiele osób, Oleg. Nie sądziłam, że spotkam Mattiego. Ożenił się z moją 

wychowanką. Mają dzieci, wśród nich córkę, którą nazwali Inkeri Raija. Niedługo skończy dwa 

latka.   Jest   tam   też   chłopczyk,   Mikkal,   mój   wnuk.   Zarazem   wnuk   tego,   kogo   kochałam 

niezwykle mocno.

Raija nalała koniaku do szklanki Olega i sobie odrobinę na dno.

- Pamiętasz te strzały, gdy uciekałam? Dzień wcześniej, zanim weszłam na pokład. Były 

skierowane do mnie. A on mnie osłonił. Tyle dla niego znaczyłam. A może byłoby lepiej, 

gdyby trafiły mnie...

Raija   westchnęła.   Długo   patrzyła   na  Michaiła.   Ujrzenie   go   obok   Idy  było  dla   niej 

wstrząsem.   Wtedy  uświadomiła   sobie,   że   on  jest  podobny  do  niej   samej.  Zwykle   w  synu 

doszukiwała się cech Jewgienija. Zawsze widziała w nim Jewgienija Bykowa.

Alatalo.

Michaił odziedziczył wiele cech rodu Alatalo.

- Miał na imię Mikkal. Słyszysz, jak podobne są wasze imiona? Ale to nie ja wybrałam 

twoje dla ciebie. To twój ojciec. Bóg jeden wie, dlaczego.

Przełknęła łyczek koniaku, krzywiąc się. Poczuła, jak grzeje jej usta, przełyk...

- Był moją pierwszą miłością. Może tego nie zrozumiesz, Misza, nie wiem. Nie umiem 

ci przekazać, ile on dla mnie znaczył. Mój ojciec pewnego zimowego dnia wyprowadził mnie z 

domu. Pochodzę z biedoty, rodzice nie mogli mnie dłużej utrzymywać. Mróz ściął zboże tej 

jesieni, i poprzedniej. Wysłali mnie na północ, do nadmorskiego kraju, powierzając opiece 

lapońskiej rodziny. Miałam osiem lat i rozumiałam, że już ich więcej nie zobaczę. Ani mamy, 

ani taty, ani braciszka, który nie miał jeszcze roku, leżał w kołysce i patrzył na mnie najbardziej 

brązowymi oczkami w Tornedalen. Płakałam, gdy patrzyłam na oddalającego się ojca. Zima się 

kończyła, padał śnieg z deszczem. Wypłakiwałam oczy na tym deszczu i wietrze. Otulona 

byłam brązowym szalem mojej mamy, kumagi miałam mokre. Wtedy podszedł on i przytulił 

mnie. Miałam osiem lat. Zapłakana dziewczynka o szarpanych wiatrem czarnych włosach. On 

miał   czternaście   lat.   Powiedział,   że   zawsze   się   będzie   mną   opiekował.   Odważył   się   mnie 

przytulić. Nazwał Małym Krukiem. On też miał czarne włosy. Twarz kanciastą, ale ładną. 

Niezwykłe oczy: brązowo - bursztynowe. Nigdy wcześniej takich nie widziałam, dopiero u Mai. 

Jego rodzice mieli zabrać mnie do Norwegii i znaleźć rodzinę, która by mnie przygarnęła.

background image

Raija zamrugała powiekami. Nie chciała pozwolić na łzy. Półmrok kajuty ukrywał przed 

nią twarze Olega i Miszy. Zresztą nie chciała spojrzeć im w oczy. Nie chciała zobaczyć, jakie 

wrażenie robi na nich historia jej życia. Może nie była najpiękniejsza, ale była jej. Własna.

-   Zostałam   u   Ravny   i   Pehra   jako   młodsza   siostra   Mikkala.   Byłam   za   młoda   na 

cokolwiek innego. Za mała, by pojmować coś z uczuć. Ale Mikkal rozumiał, był sześć lat 

starszy. Miał gorącą krew. Jego ojciec odesłał mnie, gdy miałam trzynaście lat. Zamieszkałam 

tu, nad fiordem Lyngen. W Skibotn. Gdy miałam piętnaście lat, zaszłam w ciążę z Mikkalem. I 

wyszłam za przyjaciela Reijo, Kallego. Karl był Norwegiem. Moja opiekunka też. Może już 

wtedy powinnam wyjść za Reijo, nie wiem. Ale on był Finem, i nie wypadało. Urodziła się 

Maja. Mikkal też się ożenił i urodził mu się syn, Ailo. Później się spotkaliśmy.

Oleg napełnił szklanki do połowy. Wyjął też szklankę dla Michaiła.

- Chłopak jest już wystarczająco dorosły, Raiju - Raiso. A do twojej historii potrzeba 

czegoś mocniejszego...

Pokiwała głową. Przełknęła łyk trunku. Zastanawiała się, ile z tej historii Oleg już znał. 

Co   przekazał   mu   Jewgienij.   Co   opowiedział   Miszy.   Jej   pozostało   tylko   opisanie   im 

wszystkiego, co wreszcie poskładała w całość.

- Karl zaginął na morzu. Ja wzięłam do siebie Elise. Jej ojciec był na tej samej łodzi, co 

Kalle, a matka z rozpaczy odebrała sobie życie. Knut urodził się zimą. Reijo musiał odebrać 

poród, a był strasznie pijany. Nigdy nie widziałam, by ktoś równie szybko wytrzeźwiał! Reijo 

wprowadził się do mnie. Niedługo potem wyruszyliśmy na północ. Zimą. Było bardzo ciężko. 

Pojawił się Karl, który jednak przeżył. Mówił coś o złocie i przed śmiercią dał mi mapę. 

Wyszłam za Reijo. Ale przez cały czas Mikkal istniał. Ofiarował mi swoje życie. Jego żona 

postradała rozum i wspólnota osądziła, że jest wolny. Ale ja nie mogłam z nim być. - Pokręciła 

głową. - Przypłynął rosyjski statek. Jednego z załogi postrzelono, ja wycięłam mu kulę. To był 

twój   wujek,   Misza.   Aleksiej.   Chyba   nigdy   nie   widziałam   piękniejszego   mężczyzny   -   Jej 

uśmiech   sprawił,   że   cienie   zatańczyły.   Szklanki   posyłały   iskry,   które   chwytały   od   lampy. 

Poziom złocistego koniaku w naczyniu Raiji nie zmniejszał się.

- Następnego lata twój ojciec podpalił mój sklep.

Nasze   pierwsze   spotkanie   było   awanturą,   krzyczałam   na   niego,   wściekła...   Potem 

odszedł Reijo. Ida urodziła się zimą, w Wigilię. Ruda. Nigdy nie miałam dziecka, które by tak 

wrzeszczało, jak ona. Popłynęłam na wschód z twoim ojcem i Aleksiejem. Miałam wyjść za 

twojego wuja. Pewnego razu pomiędzy nimi powstała bójka. Aleksiej upadł, uderzył się w gło-

wę i umarł. Twój ojciec już wtedy poprosił mnie o rękę, ale ja zeszłam na ląd na wschodzie 

Finnmarku. Przezimowałam w lepiance razem z dziećmi. Bóg jeden wie, jak to przeżyliśmy. 

background image

Wiosną najęłam się jako kucharka dla fińskich rybaków. Oskarżono mnie o czary i wtrącono do 

lochu w Vardo. Blizny na moim ciele pochodzą stamtąd. Wreszcie wrzucono mnie do wody, by 

udowodnić, że jestem czarownicą. Gdy wypłynęłam, czekali na mnie Reijo, Petri i Santeri. No i 

Mikkal. Zorganizowali mi ucieczkę. Ścigano mnie i nie miałam wyboru. Uciekłam z Mikkalem 

i jego synem na płaskowyż. Reijo zajął się moimi dziećmi. My powędrowaliśmy do Finlandii i 

odnalazłam moją matkę i brata. Ojciec dawno nie żył. Spędziliśmy razem całą zimę: ja, Mikkal, 

Ailo i Matti. Dobrze nam było, ale musiałam wrócić. Przybyliśmy na czas jesiennego jarmarku. 

Postanowiłam, że zostanę w domku na cyplu. Mikkal wiedział o tym. Nie mogliśmy razem żyć 

tak, by kogoś nie ranić. Zawsze był ktoś, kto nas potrzebował bardziej niż my siebie nawzajem. 

Zawsze poświęcaliśmy tę drugą osobę. Miałam zostać z Reijo. Byłam mu to winna. I moim 

dzieciom. Nie zdążyłam długo z nimi być. Zdołałam tylko je zawieść, nic innego.

Raija przełknęła jednym haustem zawartość szklanki. Skrzywiła się. Trunek był mocny, 

grzał w brzuchu. Ale znieczulił język tak, by mogła opowiedzieć o tym, co bolało.

- Ten mężczyzna z twierdzy Vardo musiał być szalony. Ten, który mnie torturował. 

Śledził   mnie,   od   kiedy   zniknęłam.   Odnalazł   mnie   wśród   jarmarcznych   bud.   Chciał   mnie 

zastrzelić. Mikkal zasłonił mnie sobą. Umarł na moich rękach, z ustami przy moich ustach. 

Ofiarował za mnie swoje życie. A ja znów uciekłam. Reijo zawiózł mnie na rosyjski statek 

czekający na wodach fiordu. Mniej więcej tu, gdzie zakotwiczyliśmy. Bosmanem był Oleg 

Jurków, a kapitanem pewien Jewgienij Byków. Miałam zostać rok i potem wrócić.

- Ja opowiedziałem Miszy o tej podróży na wschód - rzekł Oleg. - Opowiedziałem, jak 

to, co się zdarzyło, mogło się zdarzyć. O jego ojcu. O tobie. O tym, jak uratowałaś mu życie. O 

dziecku, które straciłaś.

- Tata też mi trochę opowiedział - rzucił Michaił ochryple. Nie czuł się dorosły. Nawet 

nie teraz, ze szklanką koniaku w dłoniach i ogniem w żołądku. - Wybierał, co mi powiedzieć. 

Przekazał to na swój sposób. Sprawił, że przyrzekłem milczenie. Ale po tym, jak tu byliśmy, 

obiecałem sobie, że cię tu kiedyś przywiozę. Uważałem, że masz do tego prawo. Jestem na 

niego zły!

Michaił pochylił głowę i ujrzał odbicie swojej twarzy w powierzchni koniaku. Zakołysał 

szklanką, by nie patrzeć sobie w oczy.

- Nie powinieneś być zły na Jewgienija. Ja mu wybaczyłam - powiedziała Raija. - On 

nie mógł żyć inaczej. Za bardzo mnie kochał. My byliśmy dla niego wszystkim.

- Byłaś z tatą. Z Wasilijem. Wujkiem Aleksiejem... - Michaił nie chciał spojrzeć na 

matkę. Utkwił wzrok w szafce ze szklankami, ponad głową Raiji. - Wyszłaś za mąż za Kallego. 

Potem za Reijo. No i jeszcze ten... Mikkal.

background image

- Było ich więcej - ucięła Raija głosem ostrym niczym świeżo naostrzony nóż. - Nie tak 

wielu więcej, ale kilku wam nie wymieniłam. Jesteś moim synem, ale nie masz prawa znać 

wszystkich stron mojego życia. Coś zachowuję dla siebie. Wyliczyłam tych, którzy pozostawili 

jakieś ślady. Może nigdy mnie nie zrozumiesz. Jesteś mężczyzną i nigdy całkowicie nie zrozu-

miesz kobiety. Ale jesteś moim synem. Coś ze mnie jest też i w tobie, czy tego chcesz, czy nie. 

Nie   jestem   jak   inne   matki.   Zawsze   najbardziej   byłam   sobą,   a   mniej   matką.   Mniej   żoną. 

Najbardziej byłam Raiją.

- Więc jego kochałaś najbardziej? Tego Mikkala?

Raija poszukała wzrokiem oczu syna. Teraz widziała w nim Jewgienija. Dziwne, jak to 

może się zmienić. Gdy stali obok siebie z Idą, wyraźnie widziała ich podobieństwo do siebie, 

cechy rodu Alatalo.

- Kochałam ich wszystkich - powiedziała. - Wypełniali różne przestrzenie mojego serca. 

W każdym z nich coś było. Żaden nie był podobny do drugiego.

- Wasia był podobny do Reijo! - Michaił dostrzegł to, co i ona zauważyła.

- Może tak - zgodziła się. Jej syn miał bystre spojrzenie. Dobrze było wiedzieć coś 

takiego. Raija ceniła tę cechę, mogła pomóc mu w życiu. Niebezpiecznie jest być ślepym.

- Czy najbardziej kochałaś Mikkala?

- Zasługiwaliśmy na siebie - Raija unikała bezpośredniej odpowiedzi na jego pytanie. - 

Może byliśmy sobie przeznaczeni i zostaliśmy ukarani za to, że uciekaliśmy od swego losu. Już 

nie   wiem.   Wielu   rzeczy   nie   rozumiem,   mój   Miszo.   Im   bardziej   się   starzeję,   tym   mniej 

rozumiem. Gdy miałam piętnaście lat, uważałam, że wiem, co jest dla mnie najlepsze. Dla 

Mikkala. Dla nas wszystkich. Ale z tego wszystkiego powstało najwięcej bólu. Skrzywdziłam 

każdego, do kogo się zbliżyłam. Nigdy nie rozświetliłam mu życia, a raczej go oparzyłam. Ale 

chciałam dobrze! I żadnemu z nich nie kłamałam. Nigdy nie wyznałam miłości, gdy jej nie 

czułam. Zawsze byłam ostrożna, jeśli chodziło o to słowo. Nawet twojemu ojcu nie skłamałam. 

On nigdy nie zrozumiał, co czułam do Wasi, ale mi wybaczył. Może dlatego, że czuł, że jest 

wobec mnie winny, nie wiem. Ale ja nie kłamałam.

- Ja tego nie rozumiem - przyznał Michaił szczerze. Już nie myślał o kłamstwie ojca, 

jakoś się z tym pogodził. Obiecał tylko sobie, że nigdy tak nie postąpi. Kłamstwo pociągało za 

sobą jedynie zło. - Nie rozumiem tego z mężczyznami. Jak to było możliwe? Przecież nie 

jesteś... łatwa.

- Nie jestem rozwiązła? - Raija użyła mocnego słowa, aż syn się zaczerwienił. - Nie, nie 

jestem - odpowiedziała sobie sama. - Nie umiem tego wytłumaczyć. Mogę tylko powtórzyć, co 

już mówiłam. Zawsze najbardziej byłam Raiją.

background image

- Przecież nie mogłaś kochać ich wszystkich?

- Jesteś taki młody, Misza! - westchnął Oleg. - Tak strasznie młody! Żebyś wiedział, ile 

spojrzeń   może   pochwycić   twoje!   Ile   kobiet   chciałbyś   objąć.   Za   iloma   będziesz   tęsknić. 

Większości nie dostaniesz, niektóre dostaniesz w marzeniach. A niektóre w rzeczywistości. O 

niektórych zapomnisz. Ale nadal jesteś młody...

-   Istnieje   wiele   rodzajów   miłości   -   stwierdziła   Raija   cicho.   -   Jest   wiele   sposobów 

kochania drugiego człowieka. Ja kochałam wielu mężczyzn. Może zbyt wielu, ktoś mógłby 

powiedzieć. Raz wróżyła mi ciotka Mikkala, albo ciotka jego ojca, już nie pamiętam dokładnie. 

Była stara i mówili, że jest szalona. Może była szamanką. Powiedziała, że w moim życiu będzie 

więcej mężczyzn niż dzieci. - Raija zaśmiała się i dodała żartobliwie: - Dzieci też nazbierałam 

niezłą   gromadkę,   mimo   wszystko.   Ale   mężczyzn   było   więcej.   Jej   wróżba   sprawdziła   się. 

Powiedziała, że nigdy nie osiągnę szczęścia. Widziała dla mnie ból. Powiedziała, że poświęcę 

dziecko. Gdyby wiedziała, ile ich było! I widziała Reijo jako przyjaciela - na zawsze. Wtedy są-

dziłam, że mówi o Mikkalu. - Raija nabrała oddechu. - Pamiętasz mężczyznę, którego Natalia 

widziała w morzu? Pamiętasz, jak mi pomógł?

Michaił   pokiwał   głową.   Były   takie   obszary   w   życiu   matki,   które   akceptował   bez 

rozumienia.   Wiele   go   niepokoiło.   Ale   Natalia   widziała   jakiegoś   mężczyznę   i   potrafiła   go 

opisać. Teraz przypomniał sobie, że dopiero co usłyszał podobny opis. Chwilę potrwało, zanim 

zrozumiał, kogo kiedyś opisywała jego siostrzyczka.

- Ja tego też nie pojmuję - przyznała Raija, blada. - Ale Natalia widziała Mikkala. Ja też 

go widziałam. Był młody... Czekał na mnie. Przygotował wszystko. Już wiele razy czułam 

pokusę odejścia razem z zorzą polarną.

- Z zorzą polarną? - Michaił poczuł mdłości. Nie chciał myśleć. Nie chciał wiedzieć 

tego, do czego go zmuszała. Coś, co było czymś jednym, okazywało się czymś zupełnie innym. 

Nie wierzył w to, co ona prawie powiedziała. A może wtedy, kiedyś, naprawdę uderzyła się w 

głowę za mocno?

Michaił i w to nie chciał wierzyć. Nie sądził, by jego matka była szalona.

Ale różniła się od innych matek.

Sama to powiedziała. Zawsze najbardziej była Raiją.

Nie wiedział tylko, czy właśnie taką matkę chciał mieć.

Chciał mieć po prostu mamę! Nadal jej potrzebował. Nie był gotów dorosnąć, nie tak 

szybko.

- Mikkal czeka na mnie w Saivo - powiedziała, jakby mówiła o jakimś kraju, do którego 

się podróżuje.

background image

Michaił wiedział lepiej. To była obca nazwa wzięta z języka, który był dla niego obcy. 

Języka z przeszłości należącej do Mikkala.

Michaił źle się czuł, wymawiając imię Mikkala nawet w myślach. Brzmiało podobnie 

do jego własnego, choć z akcentem na innej sylabie. Jego imię było niczym krok w dzikim 

tańcu, a tego mężczyzny - podmuchem wiatru na płaskowyżu północy.

Dźwięk był podobny. I jego ojciec sam je dla niego wybrał. Michaił zawsze miał je 

nosić ze sobą jak pamiątkę straconego życia Raiji. Życia, które mogła przeżyć.

- Nie chcę o tym słuchać! - rzucił. Przełknął resztkę koniaku i zakaszlał. Chciał wlać go 

w siebie jak dorosły, ale nim nie był. Nie chciał być! Nie chciał rozumieć... - Pragnę ich poznać 

- powiedział szybko. Słowa toczyły się niczym lawina. - Poznać moje rodzeństwo. No i twoje 

wnuki, babuszko! - Uśmiechnął się szeroko. Dziwnie było nazywać tak własną matkę. Wcale 

nie wyglądała na babcię. - Lubię Reijo. Chcę ich poznać. Też mam do tego prawo. Są moją 

rodziną!

- Poznasz ich - obiecała Raija. - Cała osada teraz wie, że tu jestem. Ze żyję. Nie mam 

pojęcia,   dlaczego chciałam  się ujawnić.  Ale już  to wiedzą.  Nie  wiem,  czy  nie utrudniłam 

sprawy... Ale na pewno ich spotkasz, Misza. To twoi krewni.

- Jesteś szczęśliwa? - spytał Oleg. Już wcześniej zadawali sobie osobiste pytania, nie 

uchylali się nawet przed zadawaniem drugiemu rany.

- Bardziej kompletna. Jestem zbyt oszołomiona, by czuć szczęście. To tu jest moje, i 

zarazem nie moje. Byłoby inaczej, gdyby żył Mikkal. Wtedy bym została. Musiałabym zostać. 

Ale Mikkal nie żyje. Jest w Saivo, dokąd nie idzie się za życia. I gdy już się przyjdzie, nigdy się 

nie wraca. Są chwile, gdy chcę już tam trafić...

- Gdybyś miała dostać to, na co zasłużyłaś - Oleg zaśmiał się rubasznie - powinnaś 

spędzić wieki w piekle z tym, kogo tu najmniej lubiłaś...

Raija nie przejęła się jego słowami. On zresztą nie chciał jej zranić.

- Rozumiesz, Misza - powiedziała zmęczonym głosem - że życie w Rosji było dla mnie 

aż za dobre? Nie powinieneś być zły na ojca! On chciał dla mnie jak najlepiej. Ale gdy już 

sobie przypomniałam... musiałam wrócić. - Zaśmiała się ponuro. - Mój ojciec prosił, bym mu 

wybaczyła, gdy ode mnie odchodził. Wtedy nie płakał, ale potem widziałam po jego plecach, że 

płakał.   Prosił   o   wybaczenie   i   mówił,   że   kiedyś   go   zrozumiem.   Wiele   lat   trwało,   zanim 

zrozumiałam. Długo sprawiało mi to ból. A teraz ja muszę wielu prosić o wybaczenie. Nawet 

ciebie, Misza.

- Dlaczego? - Chłopak nie mógł odstawić szklanki na stół. Była niczym jego kotwica. 

Musiał czuć jej chłód i ciężar, inaczej odpłynąłby gdzieś od wszystkiego, co niby było znane. 

background image

Nie czułby dna.

- Dlatego, że nie pochwalasz życia, o jakim ci opowiedziałam. - Raija siedziała niczym 

cień w swoim krześle. Szklankę odstawiła na stół. W cięciach szkła odbijało się światło lampy. 

- Dla ciebie nie będę nikim innym, mimo że teraz wiesz wszystko. Ja to wszystko przeżyłam, 

zanim zostałam twoją mamą. I jeśli jestem taka, jak o mnie myślisz, mój chłopcze, to już wtedy 

nią byłam. Byłam nią przez całe twoje życie. Znasz moje życie tam, w domu. Nie sądź mnie. 

Żyłam tak, jak musiałam, zawsze do ostatecznych granic. Zawsze jako Raija. Nawet wtedy, gdy 

nie byłam pewna, kim jestem, moje serce podpowiadało mi, co robić.

- Nie mam nic do wybaczenia - odparł Misza ochrypłym głosem. Nie rozumiał, jak 

matka mogła wyczuć jego myśli. Przecież w końcu czytać w myślach nie umiała! A on ledwo 

zdążył cokolwiek pomyśleć!

- Kiedyś może zrozumiesz - Raija chciała nieco złagodzić słowa. I tak chłopak będzie 

miał ciężką noc. Ale musiała tak postąpić. - Maja, twoja najstarsza siostra, urodziła się w tysiąc 

siedemset dwudziestym szóstym. Wiosną. Ochrzciłam ją Maria, ale nazywałam Mają, i tak już 

zostało.  Jest   córką  Mikkala.   Reijo  mówi,   że  ona  ma  do  mnie  największy  żal.   Mieszka   w 

Finlandii, nie spotkasz jej. Knut urodził się w tysiąc siedemset dwudziestym siódmym, podczas 

jesiennego   jarmarku.   Syn   Kallego,   bardzo   do   niego   podobny.   Też   mieszka   na   południu 

Finlandii, u Mai. Elise jest moją przybraną córką, to ta blondynka, którą widziałeś, urodzona w 

dwudziestym trzecim. Wyszła za mojego braciszka, Mattiego. Matti jest o siedem lat ode mnie 

młodszy.   Nasze   losy   się   plączą...   No   i   Ida,   do   której   jesteś   tak   podobny,   urodziła   się   w 

dwudziestym dziewiątym. Wszyscy założyli rodziny. Mają dzieci. Ida wyszła za syna Mikkala. 

Reijo nie chciał opowiedzieć mi o nich wszystkiego, mówił, że to Ida musi. Mieli dwoje dzieci, 

Mikkala i małą Raiję. Dziewczynka umarła. Tyle jest bólu, gdziekolwiek się spojrzy... Czworo 

z moich wnucząt nie żyje. Ośmioro żyje. Trudno mi to wszystko ogarnąć. Reijo ma rocznego 

synka. Ponownie się ożenił; wierzył, że nie żyję. Jego żona utonęła w fiordzie. Niedawno ją 

pochował. Tyle jest bólu, mój Miszo, tyle bólu... Można zacząć wierzyć w klątwy...

- Już trochę pohandlowaliśmy - Oleg przerwał trudne tematy. - Nie musimy płynąć dużo 

dalej, Bykowa. Jeżeli chcesz, możemy tu zostać przez tydzień. Będziesz miała czas.

- Teraz cała osada wie, że tu jestem - powtórzyła Raija. - Ujawniłam się. Dlaczego to 

zrobiłam? Dla wszystkich byłoby lepiej, gdybym pozostała niewidoczna. Łatwiej byłoby zostać. 

Łatwiej odjechać. Nie wiem, dlaczego to zrobiłam...

- Porozmawiamy o tym jutro - Oleg nie chciał, by Raiję znów porwały wspomnienia. 

Nie chciał, by znów odpłynęła w swoją podróż. Niczego bardziej się nie bał, zwłaszcza teraz. 

Widział to wiele razy, lecz nadal się bał. - Teraz jesteś tutaj. Wróciłaś. Oni nie uciekną. Możesz 

background image

spać spokojnie, Raiju - Raiso. Misza i ja zadbamy, by na łajbie wszystko było w porządku. 

Może pozwolimy marynarzom jutro wyjść na ląd? Długo już pływali, zasłużyli sobie na to.

- Nie chcę żadnych awantur z tymi, którzy tu mieszkają! - rzuciła ostro i zdecydowanie 

Raija.

- Nasi ludzie nie robią awantur - zapewnił Oleg równie stanowczo.

- Mogłabyś tu zostać, a my popłyniemy kawałek na południe i zabierzemy cię w drodze 

powrotnej - zaproponował jeszcze inne rozwiązanie Misza.

- Muszę się przespać - odrzekła tylko Raija. Była skonana. Nadal nie wiedziała, czego 

chce. Domek na cyplu był jej celem. Dalej nie wybiegała myślami. Nie odważyła się. A teraz 

musiała. Gdy nadejdzie ranek, będzie musiała wiedzieć.

background image

7

Lato mogło być takie piękne nad fiordem Lyngen. Jykea. Ivguvuotna. Bez względu na 

nazwę, jaką mu nadano w każdym z używanych nad nim języków.

Jest łagodne. Ciepło może leżeć warstwami otoczone górami na północnym zachodzie, 

wschodzie i południu. Słońce toczy się swoją trasą przez dzień i noc. Chowa się tylko za 

ostrymi szczytami gór Lyngsalpene, po czym wraca, czerwone, na niebo, niemal dotykając 

promieniami   cichych   wód   fiordu.   Świeci   całą   dobę,   niezmordowane.   Błogosławi   ziemię 

niezliczonymi promieniami, życiodajną pieszczotą.

Raija wcześnie stanęła na pokładzie. Wody fiordu były niebieskie, o ton ciemniejsze niż 

niebo. Bezchmurne niebo. Dopiero gdzieś nad Finlandią widniały przezroczyste smugi chmur, 

jakby ktoś próbował coś wymazać, ale mu się nie udało.

Las był tak zielony, że aż kłuł w oczy. Łąki, które dostrzegała, świeżo skoszone. Leżały 

jasne i nagie, otoczone brzozami i ciemnozielonymi sosnami. Najlepiej na piaszczystej glebie 

rosły tu sosny. Raija stała, chłonąc ten widok, i czuła całą sobą, że to jej ziemia. Jej.

Reijo też wcześnie wstał, widziała dym wydobywający się z komina. Dobrze wiedziała, 

jak się rozpala ogień na tamtym palenisku. Znała jego narowy.

Serce jej się ścisnęło.

Było już za późno.

Przez wiele lat powinna tam być. Wstawać pierwsza i rozpalać na palenisku. Przez 

wiele lat powinna patrzeć na fiord.

Cofnęła się, gdy zobaczyła, że Reijo wychodzi. Nie chciała, by ją dostrzegł. Poranki 

należały do niego. Nie chciała mu odebrać tej chwili i stać się częścią czegoś, do czego nie 

miała  prawa.  Obserwowała,   jak  wyciąga   łódkę,   wchodzi  do  niej   i   na  stojąco  odpycha  się 

wiosłem od dna. Szybko robiło się głęboko i wkrótce Reijo usiadł.

Przepełniła ją czułość. Stała, trzymając się tak mocno lin, że aż kostki jej zbielały.

Jego ciało było takie samo. Starsze - ale takie samo. Dobrze wiedziała, w jaki sposób 

Reijo pochyla się nad wiosłami, gdy wprawia je w ruch. Widywała pracę jego mięśni. Tyle o 

nim wiedziała. Tak dobrze znała.

Słońce oszukało jej wzrok i sprawiło wrażenie, że włosy Reijo są złociste. Mogłaby 

sądzić, że on jest równie młody jak wtedy, gdy go opuściła, i że teraz właśnie jest chwila, gdy 

wraca.

Ale wiedziała, że są srebrne.

Już za późno dla nich dwojga. Już na tyle weszli w zmierzch, że oświetlał ich jedynie 

background image

księżyc. A światło księżyca nie niesie ze sobą życia. Jest tylko odbiciem dnia.

Było za późno.

Raija stała, zastanawiając się, dlaczego Reijo aż tak długo żył samotnie. Ich uczucie 

wygasło, zanim trafiła do Vardo, zanim urodziła się Ida. Zanim wyruszył w drogę, gdy ich dom 

mu nie wystarczył, nie mieścił jego tęsknot.

Ona też czasem za tym tęskniła. Też chciała żyć, mając niebo za jedyny dach.

Reijo był przystojny. Miał w sobie coś, co podobało się kobietom. Dawał poczucie 

bezpieczeństwa. Był niczym opoka, choć nie wyróżniał się wzrostem. Siła pochodziła nie tylko 

z jego ciała. Był zarazem mocny i łagodny. Czuły.

Raija rozumiała, dlaczego Wasilij tak łatwo zdobył jej zaufanie. Wszedł w jej życie 

niczym nóż w miękkie masło. Wasia i Reijo na pewno by się polubili.

Dlaczego Reijo tak długo czekał? Dlaczego tak dużo czasu upłynęło, zanim znalazł 

kobietę?

Wytłumaczenie stanowiły jej dzieci. Było ich wiele i trzymały go mocno przy ziemi. 

Nawet   gdy   opuściły   gniazdo,   nadal   pozostawały   z   nim   związane,   co   niewiele   kobiet   by 

zaakceptowało.

No i wciąż był Finem...

Antti, jego ojciec, też nie ożenił się powtórnie. A może po prostu mężczyźni z rodu 

Kesaniemi są wybredni? Powinna to wiedzieć, przecież ich znała.

Ale   mogła   tylko   zgadywać,   przepełniona   czułością.   Śledziła   go   wzrokiem   i 

obserwowała, jak szuka swoich miejsc do łowienia, jak zarzuca sznur z haczykami. Widziała 

jego szerokie plecy. Łowił ryby, siedząc twarzą do słońca. Może udawał, że wszystko jest tak 

jak zwykle.

Może udawał, że jej wcale tu nie ma.

Raija mogła tylko zgadywać, patrząc na niego. Dochodziły do niej poranne odgłosy 

pracy na statku, tak obce dla Reijo. Stała z nogami w obu światach.

Nigdzie nie należała.

Minęło tyle czasu.

Zrobiło się za późno.

Ale był przystojny. Jej przyjaciel. Srebro księżyca i skała. Szmaragdowe spojrzenie. 

Kiedyś utka jego obraz. Z iskrząco zielonym kolorem, jeśli tylko znajdzie roślinę, która użyczy 

takiego barwnika wełnie. Z pasmami brązowego i niebieskiego, jak bejcowana łódka i wody 

fiordu. Utka jego ramiona, dłonie trzymające wiosła. Utka jego uśmiech, oczy i gęste włosy. 

Przedstawi go jako górę o ciepłej skórze. Kiedyś...

background image

Reijo przepełniał ją tak ogromną czułością...

Ale było o wiele za późno.

Michaił przywiózł ją na ląd, gdy już wiedziała, że nie zakłóci porządku porannych 

obowiązków. Widziała, jak jakiś czas temu Reijo dobił do brzegu z połowem.

Raija miała nadzieję, że złowił młode dorsze z czarnymi grzbietami, a nie te zwykłe. 

Nic na świecie nie smakowało bardziej niż świeżo złowione dorszyki ugotowane w morskiej 

wodzie do momentu, gdy skóra na nich się marszczy, a mięso twardnieje.

Miała na sobie własne ubranie. Pożyczone niosła pod pachą. Zamierzała przeprosić, że 

nie mogła go uprać.

Dobrze   było   chodzić   w   butach   do   konnej   jazdy.   Zastanawiała   się,   czy   znów 

przywykłaby do kumagów.

Bluzka   jej   miała  hafty  wokół   szyi   i   mankietów.   Wzory,   których   nie   znano  tu   nad 

fiordem, a które wydawały jej się podobne do haftów cynową nitką ze skórzanych kaftanów z 

osady lapońskiej Mikkala.

Odjechała z Tornedalen w brązowym szalu okręconym wokół głowy i zawiązanym za 

plecami. Ona była mała, a szal duży.

Teraz okryta była innym szalem. Też wełniany, ale o innych kolorach. Był niebieski z 

dodatkiem   najzimniejszego   żółtego,   jakiego   potrafiła   uzyskać.   Z   dodatkiem 

krwistoczerwonego. Szal był obszerny i dobrze grzał. Zimowymi nocami stała i marzła pod 

niebem nad Morzem Białym, patrząc aż do bólu oczu na zorzę polarną. Latem ta zorza grzała 

jej ramiona.

-   Wcześnie   wstałaś   -   przywitał   ją   Reijo.   Był   świeżo   ogolony.   Raija   musiała   się 

powstrzymać, by nie pogłaskać go po twarzy. Jej palce chciały go dotykać.

- Nie sądziłam, że mnie dostrzeżesz - uśmiechnęła się w odpowiedzi. Dobrze się czuła, 

rozmawiając z nim. Stał na schodach w samej koszuli. Był boso, spodnie miał podwinięte do 

kolan.  Spodnie  były  połatane  widocznymi  łatami.   Helena  pewnie   umiała  haftować,   ale   jej 

wychowanie nie obejmowało łatania spodni z samodziału.

Raija od razu pożałowała, że coś takiego przyszło jej do głowy.

Nie miała żadnego • prawa do sądzenia. Helena uszczęśliwiła Reijo, inaczej by jej nie 

wybrał. Ona sama bynajmniej nie była panią, a też nie umiała łatać. Ledwo szyła. Dobrze się 

złożyło, że przy Jewgieniju niczego jej nie brakowało.

-   Widzę   to,   co   chcę   zobaczyć   -   odpowiedział.   -   Jako   dziewczyna   nie   byłaś   taka 

dyskretna. To wzruszające. Zmieniłaś się, Raiju!

Pogładził ją po policzku. Spojrzeniem musnął jej czerwoną bluzkę wyszywaną w maki. 

background image

Wydawały się całą łąką. Ale Reijo ich nie znał.

- Co zrobiłaby piętnastoletnia Raija? - spytał z uśmiechem.

- Piętnastoletnia Raija wdrapałaby się przez burtę i błagała, bym ją ze sobą zabrała...

Reijo usiadł na najwyższym stopniu schodów. Raija usiadła obok niego. Wiele razy tak 

siadywali. Z nim przyjaźniła się najdłużej. To ważne.

- Misza włóczy się po brzegu - powiedziała i zaśmiała się sama z siebie. - Jakie to 

dziwne, że znajduję takie słowa! Tak dawno ich używałam. Nie wiedziałam, że znam inny 

język niż rosyjski. Pamiętałam kilka słów po fińsku, ale nie miałam pojęcia, co znaczą. Nikt 

wokół mnie ich nie rozumiał.

- Jakie to słowa? - spytał zaciekawiony Reijo. Raija zachichotała.

- Głównie przekleństwa. Dziwne, że właśnie one zdołały pierwsze przeniknąć przez ten 

mur zapomnienia!

-   Były   najmniej   niebezpieczne   -   stwierdził   Reijo.   -   Nic   dla   ciebie   nie   znaczyły. 

Używałaś ich tylko po to, by zrobić wrażenie i podkreślić, że jesteś inna. Po nic innego.

- Dlaczego ty tyle wiesz?

- Dobrze cię znałem, przyjaciółko. Chyba równie dobrze, jak ty siebie. A czasem lepiej. 

Wraz z tobą straciłem wiele z twojego życia. Mimo to czuję, że nadal cię znam. Ale mnie 

zaskakujesz. Kiedyś tak nie było. Zawsze mogłem przewidzieć twoje reakcje.

Ponad nimi zaskrzeczała mewa, bijąc białymi skrzydłami na tle błękitnego nieba. Jej 

błyszczące   oczka   dostrzegały   wszystko,   a   żółty   dziób   gotów   był   do   natychmiastowego 

połknięcia najmniejszego kawałka czegoś nadającego się do jedzenia.

- Elise już oprawiła ryby - westchnął Reijo, spoglądając na swoje dłonie. - Czuję się 

zbędny. Ale ona chce wszystko robić, chce zapracować na to, że tu mieszkają. A przecież 

miejsca jest dosyć, jesteśmy sami z Ivarem. Dobrze ich tu mieć. Ale Elise i Matti bardzo chcą 

za siebie płacić.

- Wczoraj w nocy opowiedziałam Michaiłowi, kim była jego matka - rzuciła Raija. 

Zsunęła szal z ramion. Dzień robił się cieplejszy.

- I jak to przyjął?

- Pyta, dlaczego miałam tylu mężczyzn... - zaśmiała się smutno Raija. Włosy rozpuściła. 

Nigdy nie lubiła ich wiązać. Teraz powinna nosić przyzwoity kok nad karkiem. Wdowieństwo 

zobowiązywało. Ale ona nigdy nie robiła tego, czego po niej oczekiwano. Nie dawała rady. 

Zawsze była Raiją.

Tylko Raiją. Na dobre i na złe.

Reijo objął ją ramieniem. Wiele razy tak siedzieli, śmiejąc się, płacząc, rozmawiając aż 

background image

do głębi duszy.

- Lubię tego chłopaka - powiedział Reijo szczerze. - Polubiłem go od pierwszego razu, 

gdy go ujrzałem. - Zaśmiał się. - Ponieważ nie miałem najmniejszej wątpliwości, czyim jest 

synem, sprawa była przesądzona. Nie mogłem go nie polubić. Zresztą Jewgienija też lubiłem.

- Dlaczego? - chciała wiedzieć Raija.

Dzika   kaczka   załopotała   skrzydłami   niedaleko   kamieni   na   brzegu.   Stadko   piskląt 

pływające po wodzie zaniepokoiło się. Wysoki syn Raiji przeszedł pomiędzy szopami. Był 

obcy w świecie wybrzeża. Ptaki o tym wiedziały.

- Jewgienij kochał - odpowiedział Reijo z policzkiem opartym o jej czoło. Nie było nic 

złego w tym, że tak siedzieli. Znali się już od tak dawna: ona miała trzynaście, a on czternaście 

lat.   Oddzielała   ich   zawsze   tylko   skóra.   Nawet   wtedy,   gdy   byli   tylko   przyjaciółmi,   a   nie 

kochankami, oddzielała ich tylko skóra.

Trudno o taką przyjaźń.

- Jewgienij był mężczyzną. Wierzył w coś i trzymał się tego. Uważał, że dał ci życie, na 

jakie   zasługiwałaś,   że   dał   ci   szczęście.   Wierzył,   że   kłamstwo   wytrzyma.   Rozumiesz? 

Niezależnie   od   tego,   co   zrobił,   on   cię   kochał.   Ofiarował   ci   wszystko.   Wtedy   tego   nie 

wiedziałem, lecz go polubiłem. Był człowiekiem, którego chciałbym mieć za przyjaciela. No i 

wasz syn... gdy go ujrzałem, wiedziałem, że chciałbym mieć takiego syna. Żałuję, że nie znamy 

wspólnego   języka,   bo   chciałbym   poznać   twojego   syna,   Raiju.   Wydaje   się   być   świetnym 

chłopakiem!

- Masz własnego syna, Reijo - odparła Raija czule.

- Ivar może też będzie świetnym chłopakiem. - Głos Reijo od razu zyskał na cieple, gdy 

o nim wspomniał. - Jest późnym błogosławieństwem mojego życia. Na pewno nie zasłużył, by 

tak wcześnie zostać pozbawionym matki.

- Ja zawiodłam wszystkich. - Raija patrzyła daleko na fiord. Pamiętała, jakie polecenia 

wydała dziś rano przy stole. Wiedziała, że Michaił myśli o nich właśnie teraz. - Misza może 

miał prawo pytać, dlaczego było tylu mężczyzn. Nie opowiedziałam mu o Krwawym Ole. Tego 

nie jestem w stanie opowiedzieć.

- Winny ci jestem moje życie - Reijo uścisnął ją za ramiona. - Wykupiłaś moje życie, 

Raiju Alatalo, córko Erkkiego.

- Mam dokumenty świadczące, że jestem Raisą Bykową - odparła, jakby pragnąc ocalić 

kawałek siebie.

- Może one nam pomogą - zastanowił się Reijo. - Ja mam dokumenty mówiące o tym, 

że jesteś moją żoną. Ale wtedy nazywałaś się Raija Elvejord, córka Erkkiego, wdowa po Karlu 

background image

Elvejord.

- Czy to tylko ja? - spytała Raija. - Czy to tylko ja, Reijo? Mówiłam Miszy, że żyłam 

tak, jak musiałam. W jedyny sposób, jaki mi odpowiada. Czy to takie proste?

- A jakie miałoby być?

- Ty nie lubisz takich słów - powiedziała Raija niemal zażenowana. - Klątwa...

Reijo patrzył na nią przed dłuższą chwilę. Uśmiechnął się, ściągnął brwi, potargał jej 

grzywkę i przytulił. Chciał otrząsnąć ją z tej myśli.

- Ta powaga do ciebie nie pasuje! Nie było z tobą aż tak źle, moja mała. Miałaś też 

szczęście w życiu. I tu, i tam na wschodzie.

- Ale było też wiele bólu - odparła Raija cicho. - Tak okropnie dużo bólu. A marzenia... 

nigdy się nie spełniły. To szczęście, na które czekałam, nigdy do mnie nie trafiło! - powiedziała 

z goryczą. Raija oczekiwała więcej po życiu. Czuła, że było jej to obiecane.

- Moja Raiju! - Zielone oczy Reijo spojrzały w głąb jej duszy. Znów ją rozumiał. 

Podążył zawiłymi ścieżkami jej myśli. - Pamiętasz tych, z którymi wyrastaliśmy, prawda? Byli 

mniej więcej w naszym wieku.

Nie było nas wiele:  ty i ja, Kalle,  Sandra, Ludvig,  Lisa, Ole Hans. Pamiętasz ich, 

prawda?

Pokiwała głową. Z nimi się nie przyjaźniła, ale znała. Trzymała się razem z Reijo i 

Kallem. Ale i tak ona i Reijo wyróżniali się jako Finowie. Nieważne, jak długo mieszkali nad 

fiordem,   nigdy   nie   byli   tacy   jak   reszta.   Nie   wszyscy   z   tych,   którzy   tu   żyli,   byli   równie 

norwescy.   Jednak  urodzili   się   tutaj.  Mówili   po  lapońsku,   ale   nie  hodowali   reniferów.   Nie 

wędrowali. I wielu z nich nosiło skórzane kaftany.

Raija pamiętała ich. Byli mniej więcej rówieśnikami. Nawet pamiętała ich twarze.

- Sandra wyszła za Kristoffera z Karnes. On już wtedy miał dzieci w naszym wieku. 

Przed Sandrą wyniszczył trzy żony. Ona jeszcze żyje. Pamiętasz, że była ładna? Nie tak jak ty, 

ale ładna. A Kristoffer był jak zużyty kumag. Nadal żyje, choć jest niedołężnym, śliniącym się, 

gadającym od rzeczy starcem. Tak, wiedział, co robi, gdy brał sobie młodą żonę! Dzieci uciekły 

z domu, ale Sandra musi zostać. Pracuje w polu, łowi ryby, sprzedaje swetry. Zawsze ma 

robótkę w rękach. Kristoffer trzy razy w ciągu zeszłego roku próbował podpalić dom. On już 

nie wie, co robi, cofnął się do czasów dzieciństwa. A Sandra pewnie też miała marzenia, Raiju. 

- Reijo nabrał oddechu. - Ludvig wziął sobie za żonę dziewczynę znad fiordu Ulls.  Mają 

szesnaścioro dzieci. Troje z nich umarło. Muszą się mocno starać, by wyżywić wszystkie. 

Rzadko aż tyle przeżywa. Żona jest pracowita, a Ludvig prawie nie śpi. Gdyby nie sprzedawał 

skór, nie daliby rady. Lisa Perssenów najęła się jako służąca w Malselv. Wróciła do domu z 

background image

bękartem. Mówiono, że to dzieło gospodarza domu, ale Lisa nie pisnęła słowa. Ona pewnie też 

miała marzenia. A teraz dba o starych rodziców. Syn urósł i wyjechał stąd, pewnie nie miał naj-

lepszych wspomnień. Ole Hans gospodarował tak nieumiejętnie, że gospodarstwo poszło za 

długi. On, żona i dziewięcioro dzieci zostali bez dachu nad głową. Żona służy u ludzi, dzieci 

rozdano, żadnego tu nie ma. Ole Hans żyje wódką, którą udaje mu się wymienić. Nie sądzisz, 

że on też miał marzenia? A może też mówi o klątwie? Mogę ci opowiedzieć o takich samych 

klątwach za każdymi drzwiami wzdłuż naszego fiordu. Myślisz, że oni są szczęśliwi?

- Wiesz dobrze, o co mi chodzi - zaprotestowała Raija słabo. Siedziała z pochyloną 

głową. Próbowała sobie ich wyobrazić. Nie umiała. Poczuła się skarcona. Nie spodziewała się 

tego po Reijo. I nie była pewna, czy jej się to podoba. Czuła, jakby on ją zawiódł. Jakby nie był 

tym, kogo się spodziewała spotkać. A przecież nie mógł się aż tak zmienić od wczoraj.

Czyżby podjęła złą decyzję?

- Ty zawsze wierzyłaś w miłość - uśmiechnął się Reijo ciepło. - Jesteś dorosła i tyle 

przeżyłaś. Tyle bólu. Kochałaś i byłaś kochana, i mimo to wierzysz w to jedyne, wielkie 

uczucie?

Raija uciekła od jego głosu i ramion. Od jego ciepła. Od rozsądku i tego, co ściągało ją 

na ziemię. Reijo zawsze twardo stąpał po ziemi. On zawsze sprowadzał na ziemię jej marzenia, 

jedno po drugim. Ściągał je tak nisko, że już nie widziała w nich niczego nadzwyczajnego.

Z   ramionami   skrzyżowanymi   na   piersiach   odeszła   na   skraj   zbocza.   Dziwiła   się, 

dlaczego nikt nie wychodzi, przecież o tej porze raczej nie śpią. Dzieci na pewno nie. Było tak 

ciepło, że mogłyby biegać na bosaka po trawie. Nie widziała też żadnych cieni za oknem. Tylko 

światło słońca się w nim odbijało. Pamiętała, że jeśli patrzyło się pod odpowiednim kątem i z 

głową odpowiednio przekrzywioną, na szybie widać było delikatne kręgi, które sprawiały, że 

świat   na   zewnątrz   wydawał   się   trochę   nierzeczywisty.   Z   zewnątrz   szyba   wyglądała   jak 

powierzchnia wody zmącona przez wrzucony do niej kamień.

Misza usiadł na brzegu. Raija wyczuwała, że podoba mu się widok. Nie miał tego 

nieprzyjemnego uczucia co ona, gdy patrzyła na góry i morze.

Dla Miszy morze było życiem. A góry pewnie czymś najwspanialszym, co widział. 

Zafascynowały go. Jego oczy błądziły po szczytach.

Raija rozumiała go. Można było się zachwycić tym krajobrazem. Ale chciałaby zabrać 

syna w głąb wąskiej doliny, wyżej, tam gdzie się rozszerzała i stawała płaskowyżem. Wtedy 

może by zrozumiał, jak tam jest wspaniale. Zrozumiałby, czego jej oczy zawsze szukały, gdzie 

się czuła szczęśliwa.  Może wtedy zrozumiałby, dlaczego tak jej było dobrze nad Morzem 

Białym.

background image

Ona   potrzebowała   przestrzeni   dla   swoich   myśli.   Musiała   mieć   szeroki   widok   na 

horyzont, ku któremu mogły szybować jej marzenia.

- Co powiedzą ludzie, Reijo? - spytała. Usłyszała, że podszedł do niej, widziała go 

kątem oka. Zresztą zawsze wyczuwała jego bliskość.

Może nie tak silnie jak Mikkala. Ich związek był szczególnie mocny. Nie można go 

porównać z niczym innym. Zostali ze sobą związani na zawsze tego szarego przedpołudnia w 

Tornedalen w tysiąc siedemset osiemnastym roku.

Stała na cyplu i patrzyła na fiord Lyngen. Może nie zasłużyła, by powrócić...

Raija  uświadomiła  sobie,   że  tylko  trzech   mężczyzn   pozostawiło  trwałe   ślady  w  jej 

duszy. Trzech, z którymi czuła się naprawdę związana. Których kochała w taki sposób, że 

zawsze będą dla niej żywi.

Reijo. Wasilij.

Mikkal.

Mikkal najbardziej ze wszystkich.

Wszyscy byli kimś więcej niż kochankami. Przyjaciółmi. Znała ich tak dobrze, aż do 

bólu. I nie lubiła wszystkich ich cech. Ale nie chciała ich zmieniać.

Marzyła o miłości. Marzyła, by tak kochać jednego, by wykluczało to kogokolwiek 

innego.

Nigdy tak się nie stało.

Ale Reijo oczywiście się nie mylił. Jej życie to nie tylko łzy. Mimo wszystko miała być 

za co wdzięczna losowi. Tutaj wielu ciężko walczyło o codzienny chleb. Nie było łatwo się 

najeść,  choć fiord leżał  u ich  stóp. Nic  tu nie przychodziło łatwo,  no, może z wyjątkiem 

płodzenia dzieci...

Raija pamiętała smak chleba pieczonego z mielonej kory. Pamiętała, jak ciężko leżał w 

brzuchu i jak nadal czuła głód pomimo tego ciężaru. Pamiętała mdłości, rwanie w jelitach...

Z trudem odgrzebywała te wspomnienia. To działo się tak dawno!

- Wezmę na siebie część odpowiedzialności - powiedziała cicho, nie patrząc na Reijo. 

Spoglądała na drobne fale i wiedziała, jak wyglądają te duże, wielkości domu... - Będziesz miał 

kłopoty. Szkoda, że nie schowałam się w alkowie. Ale ta moja cholerna duma! Muszę być 

uparta. Muszę stawiać czoło wyzwaniom. I zapominam, jak często parzyłam palce, bawiąc się z 

ogniem.   -   Zaczerpnęła   oddechu.   -   Ale   tym   razem   nie   ucieknę.   Spróbuję   wytłumaczyć, 

przedstawić moją wersję. Pewnie kościół nas potępi, da nam pokutę. Ale przecież nie każą 

wykopać twojej żony, prawda? Tak się nie robi? Może żyła w grzechu, ale nieświadomie!

- Nie, tak się nie robi - odparł Reijo ochryple. Nie był pewien. Pogłoski rozejdą się 

background image

szeroko...

- Wzięłam ze sobą moje rzeczy - Raija wreszcie spojrzała na towarzysza. - Misza i Oleg 

popłyną aż do Tromso. Mamy tam klientów. To potrwa kilka tygodni.

- A ty?

- Zostanę tu - stwierdziła Raija stanowczo.

background image

8

Michaił zjadł śniadanie z rodziną na cyplu. Z rodziną matki. Jego rodziną.

Bawił się z dziećmi. Zawsze miał do nich podejście.

Te przypominały mu o Natalii. Nigdy jej nie zapomni, mimo że nie mówił o niej często. 

To zbyt bolało. Siostrzyczka stanowiła część jego życia. Zawsze nią będzie, nawet jeśli nie ma 

jej na tym świecie.

Wiedział, że matka go nie odepchnęła, ale jej decyzja bolała.

-   Dasz   sobie   radę,   mamo?   -   pytał   już  któryś   raz.   Dziwnie   to   brzmiało   i   wiedział, 

dlaczego. Zwykle Raija zadawała mu to pytanie. To ona opiekowała się nim, bała się o niego. A 

teraz on niepokoił się o nią. - Jesteś pewna, że dasz radę?

Raija uścisnęła go za ramię. Już nie dosięgała wyżej, nie mogła potargać mu włosów. 

Jej chłopak wyrósł na wysokiego.

- Nie jestem u obcych - powiedziała. - Jestem u swoich, Misza. No i twoich. To miejsce 

było kiedyś moim domem. Oczywiście, że dam sobie radę. Jak zawsze. Nie wiedziałeś?

Zaśmiała się żartobliwie. Ale nie dodała mu pewności.

Bolało go, że matka nie chce, by z nią został. Misza czuł to jak głuchy ból w piersi. 

Pamiętał, że kiedyś już przeżywał coś podobnego.

Wtedy powodem był Wasilij.

Wiedział, że inny mężczyzna mógł matkę zabrać rodzinie.

Michaił był wtedy zły, choć najbardziej w imieniu ojca. Mimo wszystko Wasilij nigdy 

nie zagrażał pozycji Miszy u Raiji.

Teraz to coś innego.

To nie żaden mężczyzna chciał go usunąć w cień.

To inni, którzy stali jej tak samo blisko jak on. Ona miała tu inne dzieci.

I Raija nie chciała, by tu przebywał, gdy będzie wracała dawnymi ścieżkami. To bolało.

- Michaił, ja potrzebuję czasu - powiedziała Raija. Objęła go. Była tak nieduża, a miała 

tak wiele siły. Nie wyglądała na to. - Muszę ich poznać na nowo. Chcę się dowiedzieć, kim są, 

zanim będę mogła pośredniczyć pomiędzy tobą a nimi. Rozumiesz, Misza?

Nie rozumiał, ale i tak pokiwał głową, aż zatańczyła jego gęsta, czarna grzywka.

- Kocham cię tak samo mocno, mimo że nie chcę, byś tu został - uśmiechnęła się Raija, 

znużona.

Czuła się, jakby przeniosła się w czasie. Jej ojciec też ją prosił, by zrozumiała. Patrzył 

na nią ciemnymi oczami Alatalo w tamten szary dzień i powiedział, że kiedyś, gdy będzie 

background image

dorosła, zrozumie.

Minęło wiele lat, zanim tak się stało. Długo dźwigała brzemię goryczy, zanim mogła 

powiedzieć, że on mówił wtedy prawdę.

Teraz powtarzała słowa Erkkiego Alatalo swojemu najmłodszemu synowi.

- Te ścieżki muszę przejść sama - powtórzyła swojemu ulubieńcowi. - Nie mogę cię ze 

sobą wziąć, Misza, mimo że bym chciała. Pogodził się z tym.

- Jesteś naprawdę pewna, że sobie poradzisz, mamo? - musiał jednak jeszcze spytać. 

Może brzmiało to dziecinnie, może ona uważa teraz, że jeszcze nie jest mężczyzną. Ale musiał 

spytać. Musiał się upewnić, że ona naprawdę tego chce. Nie podobała mu się decyzja matki, ale 

czuł, że jej od niej nie odwiedzie. Jego matka była uparta.

Nie można zawrócić przypływu.

-   Nie   mamy   czasu   -   uśmiechnęła   się   Raija.   -   Jesteś   pryncypałem,   Michaile 

Jewgienijewiczu Byków! Masz zadania. - Uśmiechnęła się czule. - Dam sobie radę, synku. 

Wzrusza mnie twoja troska. Mój czas jeszcze nie nadszedł, zapewniam cię!

Michaił   wierzył   jej.   Mówiła   to   z   taką   pewnością.   Nigdy   by   tego   przed   nikim   nie 

przyznał, ale wierzył święcie, że ona będzie znała swoją godzinę śmierci. To było przerażające, 

ale matka miała zdolności, których nie umiał wytłumaczyć. Takie, nad którymi lepiej się nie 

zastanawiać. Uznawał je, bo bywał świadkiem ich działania. Zwłaszcza w przypadku Natalii.

Było   w   niej   coś   wyjątkowego.   Czasami   zastanawiał   się,   czy   siostrzyczka   nie   jest 

aniołem.

Czasami czuł wdzięczność wobec losu, że Natalia umarła. Może nie za sposób, w jaki to 

się stało, ale że umarła jako dziecko. Nosiła ciężkie brzemię dziedzictwa. Za ciężkie.

Niekiedy Misza bał się, że i on może coś takiego w sobie nosić. W mniejszym stopniu, 

ale jednak coś.

Bał się odkryć w sobie nowe strony. Nowe zdolności, których nie chciał.

Nie wiedział, czy można się od nich uwolnić. Za bardzo był podobny do matki...

Michaił zapragnął, by nie musiał przekazać tego dalej. To był rodzaj przekleństwa, coś, 

od czego nie można uciec. Dziedziczone z krwią.

Olga.

Gdyby wybrał Olgę, nie przekazałby tego nikomu.

Dużo   o   niej   myślał.   Myślał   o   tej   chwili,   którą   mu   ofiarowała.   O   słowach,   które 

powiedziała. O doświadczeniu, które mu dała: dobrym, delikatnym i ładnym. Mimo to Michaił 

czuł się niepewnie, gdy o tym myślał. Nie sądził, by się sprawdził jako mężczyzna.

Olga była taka zdecydowana. Uparta i niezmordowana, gdy już obrała sobie jakiś cel. 

background image

Teraz wybrała go nie tylko dla siebie, ale i dla niego. To go zniechęcało.

On nie był tak pewien jak Olga.

Podobała mu się. Myśl o niej przepełniała go gorącem. Policzki zaczynały palić. Ciało 

przestawało go słuchać.

Jednak nie był przekonany, czy może złożyć swoje życie w jej dłonie.

Michaił nie lubił, gdy inni decydowali za niego.

Nie może myśleć o Oldze!

Jednak była najlepszym wyborem, gdyby chciał powstrzymać złe dziedzictwo.

Jego matka nie powinna wiedzieć, o czym on teraz myśli. Tego był pewien.

- Wszystko będzie dobrze - zapewniła go Raija. - To tylko kilka tygodni, Misza. Dasz 

sobie radę. Musisz pełnić obowiązki kapitana bez matki u boku. Zyskasz większy szacunek 

załogi. A Oleg będzie cię wspierał. Możesz go o wszystko pytać.

Michaił wiedział  o tym. Powtórzył jeszcze, że wróci za parę tygodni, uściskał ją i 

wszedł do łódki.

Raija stała i patrzyła za nim, na jego równe, silne pociągnięcia wioseł. Na jego twarz. 

Wyglądał tak młodo, a jednak wkrótce miał stać się mężczyzną.

Stała   i   patrzyła,   jak   przygotowują   statek   do   odpłynięcia.   Stała,   a   serce   ciążyło 

kamieniem w jej piersi. Czuła zbliżający się płacz, ale nie zapłakała.

To był jej pierwszy raz.

Michaił   był   jej   najmłodszym   dzieckiem,   ale   ona   nigdy   wcześniej   nie   przeżyła 

odchodzenia dziecka. To miało boleć. Miała tego świadomość.

Rozstania są bolesne.

A przecież stanowią naturalną kolej rzeczy...

Dzieci dorastają, przecinają więzy łączące je z rodzicami. Tworzą własne życie.

Kiedyś   następował   moment   zerwania   więzi.   To   musiało   boleć.   Musiało   zawierać 

tęsknotę.

Może za bardzo się do niego przywiązała... Ale był tak wspaniałym chłopcem! Jej 

ulubieńcem, choć nigdy nie maminsynkiem. Należał bardziej do niej niż do Jewgienija, nawet 

zewnętrznie bardziej podobny do niej. Z Jewgienijem dzielił tylko miłość do morza. Ojciec 

uniknął tego bólu, który teraz przeżywała...

- Nie będziesz tu marzła! - stwierdził Reijo.

Raija nie spojrzała na niego, ale wyczuła jego ciepło i poczucie bezpieczeństwa, jakie 

roztaczał.

Zatrzymał   się  obok  niej.  Patrzył  na  nią  długo,  zanim narzucił  szal  na  jej   ramiona. 

background image

Zrobiło się chłodno, wiatr tańczył w kierunku fiordu.

- Nie musisz stać tu i patrzeć, jak odpływają, moja Raiju!

Wiedziała to, ale nie mogła zmusić się do odejścia. Stała wśród kamieni i wodorostów 

zniszczonych przypływami i odpływami. Stała z ramionami skrzyżowanymi na piersiach, nie 

spuszczając wzroku ze statku, który stanowił źródło utrzymywania dla niej, Michaiła, Olega...

Wiedziała, że oni nie mają czasu, by na nią patrzeć. Zdawała sobie sprawę z tego, że 

Michaił jest teraz zajęty. Nie był kapitanem tylko z tytułu. Miał swoje zadania. Raija wiedziała, 

co dzieje się na pokładzie w chwili podniesienia kotwicy.

Ale chciała choćby w ten sposób być z nimi. Nie mogła pójść do domu i stamtąd patrzeć 

na nich. To nie byłoby to samo.

Po dwóch godzinach statek zaczął wypływać z fiordu. Do ostatniej chwili trwał jeszcze 

handel. Ludzie nie wiedzieli, że mieli szansę zrobienia lepszego interesu niż gdzie indziej.

Raija o to zadbała.

Nie musieli płacić rybą złowioną przez cały sezon za worek mąki. Łatwiej im było 

dokonać korzystnej wymiany.

Wreszcie żagle napełniły się wiatrem i statek skierował się ciężko na północ, ku ujściu 

fiordu Lyngen. Kolorowy statek kołyszący się na falach. Wróci dopiero za kilkanaście dni.

Raija   machała   ręką,   choć  nikt   nie   odpowiadał.  I   tak  machała.   Nie   mogła   przestać, 

dopóki żagle nie stały się tylko plamami na horyzoncie.

Wtedy Reijo położył jej ręce na ramionach i wyszeptał do ucha:

- No, teraz idziesz do domu, Raiju. Dość się namarzłaś. Porozmawiamy sobie, ty i ja. 

Coś wymyśliłem, zobaczysz!

Elise działała w domu. Dbała o czystość, zamiatała i sprzątała. Wypełniała go zapachem 

jedzenia. Dzieci miały czyste ubranka i zawsze coś do zabawy w dłoniach, czy to kłębek wełny, 

czy   kawałek   patyka.   Nuciła   im   piosenki.   Wyklaskiwała   rymowanki.   Pilnowała,   by   nie 

oszukiwały, choć przymykała oczy na drobne nieporozumienia.

Dobrze im zrobi dawanie sobie rady na własną rękę! Ona sama wyrosła w gromadce, 

która czasami się kłóciła, no i wszyscy wyszli na ludzi.

Elise   była   bardzo   opiekuńcza.   Jak   tylko   Reijo   i   Raija   weszli,   przysunęła   zydel   do 

paleniska i usadziła na nim Raiję.

-   Na   pewno   przemarzłaś   na   kość,   stojąc   tam   godzinami!   -   skarciła   ją   i   zaraz 

zachichotała. - Trochę dziwnie cię upominać, mamo Raiju, ale skoro jesteś tak nierozsądna, 

sama będziesz za to odpowiadać!

Raija tylko się uśmiechnęła i posłusznie przyjęła miskę z zupą rybną zagęszczoną kaszą. 

background image

Chętnie zjadła gorącą potrawę.

Reijo   mrugnął   do   niej.   Trzymał   Ivara   na   kolanach   i   w   sposób   mistrzowski   godził 

zabawianie syna i zjedzenie dwóch misek zupy.

- Elise nie oszczędza na kaszy - uśmiechnął się szelmowsko, skubiąc Elise za warkocz.

- Już tak dawno nie musiałam oszczędzać! - broniła się. - Lubię gotować! Czy to źle?

Reijo pokręcił głową i poprosił o jeszcze jedną miskę zupy. Śmiech Elise powiedział 

mu, że wybaczyła.

U pogodnej i wesołej Elise nietrudno było o śmiech. Reijo zaczął dostrzegać w niej tę 

dawną Elise, młodą dziewczynę o krągłych kształtach, rozmawiającą z nim aż do nocy. Ona na 

ławie pod oknem, on po drugiej stronie stołu. Jej młodzieńcze myśli...

Dzieci po kolei dzieliły się z nim zwierzeniami z ławy pod oknem. Reijo żałował, że nie 

może odstąpić Raiji wspomnień któregoś z wieczorów.

Elise   zaczynała   przypominać   dziewczynę,   jaką   pamiętał.   Z   okrągłymi,   rumianymi 

policzkami.

Znów młoda być nie mogła, ale według Reijo powinna jeszcze trochę się zaokrąglić, 

wygładzić zmarszczki, wypełnić bluzkę obfitszym biustem.

Oczywiście nie przejmował się, że nie oszczędza na kaszy. Cieszył się, że lubi gotować.

Ja nie zbiednieję, pomyślał. W domku z bejcowanych belek na cyplu starczyło dla nich 

miejsca zarówno w pomieszczeniach, jak i w sercu. I na pewno nikt nie będzie tu głodował, 

jakem Reijo Kesaniemi!

Przyda   się   trochę   więcej   ciała   zarówno   Mattiemu,   Elise,   jak   i   dzieciom.   Powinien 

częściej   łowić   tłuste   dorsze   o   czarnych   grzbietach   i   gotować   je   wraz   z   wątróbką.   Wtedy 

wszyscy szybciej nabiorą ciała!

- Jak dobrze, że tu jesteś, Raiju! - rzuciła Elise z głębi serca. - Ale dwa tygodnie to 

strasznie mało czasu! Nie zdążysz nadgonić takiego kawału życia! Przepraszam! - uśmiechnęła 

się przelotnie i zerwała na nogi. - Nie miałam na myśli niczego złego. Matti mówi, że ja gadam, 

zanim pomyślę. Ale to nieprawda. Tylko jakby chcę przekazać wszystkie moje myśli na raz!

- Nic nie szkodzi. - Raiję wzruszyła jej troska i okazane ciepło. - Jesteś szczera, Elise. 

Nie   zaszkodziło   ci   wychowanie   się   wśród   tylu   Alatalo.   My   komplikujemy   nasze   relacje. 

Czasami nie jesteśmy mili. Ale ty nie potrafiłabyś nikogo zranić swoimi słowami. Masz gorące 

serce. Twoi rodzice byli dobrymi ludźmi. Nie niesiesz trudnego dziedzictwa.

- Niby nie - uśmiechnęła się Elise szeroko - ale w końcu wybrałam sobie jednego z rodu 

Alatalo! Więc może trochę mi zaszkodziło... - Po chwili dodała żarliwie: - I jestem z tego 

dumna, Raiju! Jestem dumna z Mattiego. Dumna, że to on jest ojcem naszych dzieci. Że one 

background image

stały się częścią rodu Alatalo! Ani ty, ani ja nie mamy się czego wstydzić. Jestem dumna, że 

weszłam w tę rodzinę!

- Jesteś za dobra dla nas - wyznała Raija. - Mój brat nie wie, jakie to szczęście, że 

zostałaś jego żoną!

- Czy Matti pojechał? - wtrącił Reijo. Elise pokiwała głową.

-   Spakowałam   już   was   -   powiedziała   i   podzieliła   się   jeszcze   jedną   myślą:   - 

Porozmawiam z Idą. Ona jest tak przepełniona uczuciami, emocjami. Ale w głębi duszy jest 

rozsądna. Stanowi taką dziwną mieszankę. - Błękitne oczy Elise rozświetliły ogniki. - Może to 

nic dziwnego. Często zapominam, kto jest czyim dzieckiem w naszej gromadce! Wydaje mi się 

nawet, że ja jestem podobna do Reijo! Chociaż on jest tylko moim przybranym ojcem!

- Mimo to otrzymałaś bardzo dużo od Reijo - rzuciła Raija.

- W każdym razie - mówiła dalej Elise - Ida tak naprawdę jest równie rozsądna jak 

Reijo!

-   To   dobra   cecha   rodu   Kesaniemi   -   Raija   zrobiła   minę   do   Reijo.   -   Za   to   uczucia 

odziedziczyła po mnie. Niczego innego nie można więc oczekiwać.

- Ida wydawała się bardziej dorosła, gdy była dzieckiem - stwierdziła Elise.

Przypomniała sobie letnie, jasne noce w ich alkowie. Ona i Maja naciągały sobie na 

głowę przykrycie, nurkowały w ciemność i chichocząc, dzieliły ze sobą tajemnice. Tak niewiele 

wiedziały! Tylu spraw nie ważyły się poruszać!

No i   Ida.  Wciskała swoje zimne stopy pod ich  przykrycie  i  wkradała  się  do  nich. 

Zadawała pytania, na które nie umiały odpowiedzieć. Żądała podzielenia się doświadczeniami, 

których nie miały, ale do czego za nic w świecie nie chciały się przyznać.

Chyba i tak Ida to wiedziała. Ona miała coś mądrego i wszystkowiedzącego w swoich 

zielonych, przejrzystych oczach.

Naprawdę była bardzo dorosła jako dziecko.

Za to teraz wielu rzeczy nie wiedziała.

- Idę od razu zalewają emocje - tłumaczyła Elise. - Kipią. A dopiero potem ona myśli. I 

jeśli dochodzi do wniosku, że się pomyliła, pierwsza wyciąga rękę i przeprasza.

- Tego na pewno nie odziedziczyła po Alatalo! - stwierdziła Raija stanowczo. - My 

trzymamy się aż do końca nawet błędnych przekonań... - Uśmiechnęła się i nabrała oddechu. - 

Dajmy Idzie czas, którego potrzebuje. Ja nie przyjechałam tu, by cokolwiek utrudniać jej ani 

komukolwiek z was.

Miała dwa tygodnie. Nie powiedziała im, dlaczego się zjawiła. Nie powiedziała, co 

chciała osiągnąć. Już nawet sama tego nie wiedziała. Wiele spraw zmieniło się tak szybko, nie 

background image

tylko przez te lata.

- Dlaczego nas spakowałaś? - przypomniała sobie Raija słowa Elise. Nie widziała już 

swojej torby podróżnej tam, gdzie ją zostawiła. Stała koło drzwi, przekazując sygnał, że jej 

właścicielka zostaje.

Na jakiś czas.

Zostawiła też sporo rzeczy na statku jako znak dla Michaiła, że zamierza wrócić.

- Podjąłem postanowienie za nas oboje - powiedział Reijo, podrzucając Ivara aż pod 

sufit.   Chłopczyk   śmiał   się,   zachwycony.   Miał   śmiech   ojca.   Oba   głosy   zlały   się   ze   sobą, 

wypełniając serce Raiji ciepłym uczuciem. Malec nie miał podobnych rysów twarzy do Reijo. 

Raija próbowała odnaleźć w nim tę nieznaną jej Helenę, ale nie umiała. Miała nadzieję, że 

będzie umiała ją sobie wyobrazić dzięki opowieści Reijo.

Chciała tego.

Chciała poznać tę młodą kobietę, którą on kochał tak mocno i która dala mu tak wiele.

- Pozwoliłem sobie podjąć postanowienie za nas oboje, Raiju, i mam nadzieję, że nie 

ukarzesz mojej zuchwałości swoim słynnym alatalowskim milczeniem!

Popatrzyli na siebie i wybuchnęli śmiechem.

- Pamiętasz, jak się do mnie nie odzywałaś całymi dniami, gdy byłaś na mnie zła? - 

spytał Reijo. - Odpowiadałaś mi najkrócej, jak umiałaś, albo przekazywałaś polecenia poprzez 

Elise.

- Pamiętam to! Teraz sobie przypominam! Uważałam, że to było straszne, bo tak was 

oboje kochałam! - Przerwała sobie sama: - Ech, słyszycie, jak ja mówię? Chyba nigdy nie 

wrócę do norweskiego!

Norweski był językiem ojczystym Elise, ale z Mattim rozmawiała tylko po fińsku. On 

nie miał zdolności do języków, choć rozumiał i norweski, i lapoński. Z dziećmi mówili po 

fińsku. Ale Elise usłyszała nagłe, że nadal mówi dialektem z południa Finlandii! A przecież tak 

dawno stamtąd wyjechali!

- Chyba będzie tu niezły ścisk - powiedział Reijo z powagą. - Jesteś największą sensacją 

od czasu śmierci Heleny. Przysiągłbym, że teraz mówią o tobie wszędzie. Plotki już wspinają 

się w góry i przechodzą do Manndalen.

Zaśmiał   się   i   zakołysał   Ivara   na  kolanie.   Chłopiec   trzymał   się   mocno  palców   taty 

małymi, pulchnymi łapkami. Reijo kołysał syna cierpliwie.

- Nie radziłem się ciebie, Raiju, ale raczej zgodzisz się ze mną. To ułatwi sprawę. - 

Nabrał powietrza. - Tutaj chodzi o wiele osób. O Elise, Mattiego i dzieciaki. O Idę, Sedolfa i 

małego Mikkala. O tego tu Ivara. O naszych w Finlandii. Ale przede wszystkim, Raiju, chodzi o 

background image

ciebie   i   mnie.   Musimy   sobie   wiele   opowiedzieć   i   wytłumaczyć.   Wiele   węzłów   musimy 

rozwiązać. Będziesz miała na to czas. Ale przede wszystkim myślałem, że powinniśmy spędzić 

trochę czasu sami. - Twarz Reijo rozjaśniła się. - Załatwiłem nam odroczenie tego piekła, które 

nas tu czeka. Zabieram cię w góry!

- W góry? Reijo pokiwał głową.

- Słuch ci nie szwankuje, babciu! Słyszysz równie dobrze jak dziewczyna! Ty i ja 

idziemy w góry!

- Chyba nie spakowałam dosyć ubrań - wtrąciła Elise - ale uważałam, że ważniejsze jest, 

byście zabrali jedzenie. Będziecie to wszystko nieść na plecach.

- Na pewno zadbałaś najlepiej, jak to jest możliwe - odparł Reijo, patrząc wciąż na 

Raiję. - Matti albo Sedolf zawiozą nas wozem jak najwyżej. Potem pójdziemy na własnych 

nogach.

Zerknął na jej wypucowane buty do konnej jazdy.

- Myślę, że powinnaś zmienić buty. Do takiej wędrówki najlepiej nadają się kumagi. Od 

tych   wspaniałości   dostaniesz   tylko   odcisków.   Wyglądasz   w   nich   zresztą   jak   poborca 

podatkowy!

Raija udała, że nie słyszy.

- W górach musi być teraz ładnie - powiedziała. - Wszystko niebieskie. Niebo, jeziora...

Rozmarzyła   się.   Przypominała   sobie   pory   roku   na   płaskowyżu.   Pamiętała,   jak   się 

zmieniają: czasem gwałtownie, a czasem łagodnie, powoli, jakby sama natura napawała się 

tymi zmianami. - Zieleń jest tak zielona, zanim straci kolor! Jakby iskrzyła po raz ostatni, zanim 

nadejdzie zimno. Niektóre liście już są żółte, choć to jeszcze nie pora. Wszystko jest stono-

wane. No i ta niebieskość. Przejrzyste powietrze. Zieleń. Plamy żółtego...

- ...i czerwonego, które nie dbają o twoje stonowane kolory! - żartował Reijo z błyskiem 

w oczach. Rozumiał jej uczucia. Sam odczuwał to piękno, które malowała. Sam je widział i 

wielbił tak jak ona. Nie miał żadnej ulubionej pory roku, dla niego wszystkie miały w sobie coś. 

Były równie ważne. Gdyby którejś zabrakło, pozostałe by się zmieniły.

Reijo nie umiał sobie tego wyobrazić, ale był pewien, że żadna pora roku nie istniałaby 

bez innych. Trudno byłoby mu przekazać te myśli słowami, ale Raija pewnie by go zrozumiała. 

Umiała spojrzeć szeroko.

- Twój kwiat też teraz krzyczy - dodał. - Twój jaskier lodowy, Raiju. Pamiętam, jak 

zawsze podobał ci się ten niepozorny kwiatek. Ja też widziałem go wiele razy na płaskowyżu, 

kwitnący tuż obok ostatnich łach śniegu. On potrafi rosnąć wręcz na kamieniu, na lodzie. Biały, 

pulchny   i   pełen   woli   życia.   -   Glos   mu   niemal   odmówił   posłuszeństwa.   Musiał   odwrócić 

background image

spojrzenie. Ogarnęło go tyle wspomnień. Tyle, którymi jeszcze nie mógł podzielić się z Raiją. - 

Kucałem koło niego. Gładziłem jego płatki tak, jak ludzie gładzą kociaki. Rozmawiałem z nim. 

Tak wysoko w górach nikt nie zwraca uwagi, z kim się gada. Myślałem sobie - twój kwiat, 

Raiju. Lubisz go ty i renifery. Jest biały przez całe lato, dopiero gdy idzie jesień, staje się 

czerwony, niemal fioletowy. Zupełnie jakby krzyczał. Wtedy jest widoczny na śniegu. Zabiera 

trochę ciepła dla siebie. Kusi ostatnie promienie słońca swoim czerwonym kolorem.

- Naprawdę tak myślałeś? - spytała Raija z niedowierzaniem, wpatrując się w niego z 

uwagą.

- Czemu nie? Raija nie umiała wytłumaczyć, dlaczego ją to tak zdziwiło. Reijo był 

mężczyzną z pokładami czułości. Wiedziała o tym. Był tak silny, że mógł pozwolić sobie na 

delikatność.

Ale jego wyznanie poruszyło coś w głębi jej duszy.

- A co z twoim synkiem? - spytała. - Zabierzesz go ze sobą?

Raiji przypomniała się jej ucieczka z Vardo. Mikkal i Ailo. To właśnie syn Mikkala 

uczynił z ucieczki coś normalnego. To on dbał o to, by ich dni codzienne przeplatały święta.

Gdyby ona i Mikkal byli sami, zniszczyliby siebie nawzajem. Może ich wspólna podróż 

trwałaby krócej niż ten rok.

Ailo stanowił jasny punkt tamtego roku.

Mikkal chyba ją zawiódł. Teraz mogła to przyznać. Przyznanie się już nie bolało. Nie 

musiała kłamać.

Nie kochała go mniej z tego powodu. Ale on ją zawiódł.

- Młody Kesaniemi zatęskni za tatą dziś wieczorem - odparł Reijo. - Ale jutro rano 

będzie zadowolony z opieki Elise. Ida też o niego zadba, zaleje go czułością. Nie będzie źle 

małemu Ivarowi Anttiemu, mimo że ojciec ucieknie w góry na kilka dni. Chyba to tata będzie 

za nim tęsknił!

Reijo potarł czubek nosa o nosek małego. Raija przypomniała sobie, jak robił tak z 

Mają, z Knutem...

- Tu chodzi o nas, Raiju. Musimy sobie wiele wytłumaczyć. Zmierzymy się z tym 

wszystkim   razem,   ale   najpierw   musimy   uniknąć   wszelkich   niespodzianek.   Musimy 

opowiedzieć sobie nasze życie. Będziemy przed sobą bardziej nadzy niż wczoraj w saunie, 

kochana.

Raija pokiwała głową. Mądrze to wymyślił. No bo był mądry!

- Masz dla mnie kumagi? - spytała. - Oczywiście, że idę z tobą w góry!

background image

9

-   Obawiam   się,   że   jest   coś,   czego   nie   uda   nam   się   uniknąć   -   powiedział   Reijo, 

podsadzając Raiję nawóz.

Matti wrócił niedawno. Nazajutrz mieli z Sedolfem rozpocząć ścinkę drzew na dom. Nie 

opowiadał wiele o Idzie, wzruszył tylko ramionami i rzucił, że była małomówna.

Raija domyślała się, co Reijo miał na myśli. Sama się tego bała. Siedziała na wozie w 

swojej   czerwonej,   haftowanej   bluzce,   okryta   niebieskim   szalem,   z   czerwoną   wstążką   we 

włosach.

Zwykle niczego się nie bała, ale tego - tak.

- Moglibyśmy ukryć cię na wozie i jechać, jak gdyby nigdy nic - mówił dalej Reijo, 

ściskając jej dłonie, - Ale ani ty, ani ja nie jesteśmy tacy, prawda, Mały Kruku?

- Ale ty będziesz mówił - odparła. Reijo pokiwał głową i wspiął się na wóz obok niej.

Matti powoził sam na koźle. Reijo siedział ramię w ramię z Raiją, ale jej nie obejmował 

ani nie trzymał za rękę.

Pomachał do tych, którzy patrzyli na nich z okna domku. Zostawili cypel za sobą.

- Zatrzymaj się tutaj - rzucił do Mattiego, gdy dojechali nad brzeg morza. Zeskoczył z w 

o z u i podał rękę Raiji. - Chodź! Nic złego się nie stanie. Trochę się u nas zmieniło od czasów, 

gdy tu byłaś, Raiju. Nie jest tak, jak się obawiasz. Nie jesteśmy tacy źli, my znad fiordu.

Raija nie była całkiem pewna, czy mu wierzy, ale to on tu mieszkał przez te lata. To on 

się najbardziej narażał. Przecież nadal będzie tu mieszkał.

Ona miała wrócić. Znów mogła uciec.

To była tylko wizyta.

Przy łodziach zgromadziło się kilkunastu mężczyzn. Nie mieli teraz nic do roboty, gdy 

już rosyjski statek odpłynął.

Oczywiście, mieli o czym mówić!

Większość sądziła, że Raija odpłynęła.

Niektórzy uważali, że Kristoffer musiał być pijany i nie wiedział, o czym mówi. To, co 

opowiadał, było zbyt nieprawdopodobne. Uśmiechali się pod wąsem. Jeśli już opowiada się 

żart, powinien być choć trochę realny.

Ktoś widział jakąś kobietę stojącą na brzegu przy szopie Reijo, gdy statek odpływał, ale 

z daleka.

A tu nadchodzi Reijo, obejmując ją ramieniem! Czuli się, jakby zobaczyli ducha.

- Przyprowadziłem tę, o której pewnie mówicie - powiedział Reijo, zatrzymując się 

background image

pośród nich. Mężczyźni byli ich rówieśnikami, w takim wieku, by ją pamiętać.

Nie mogli oderwać od niej oczu. To zresztą zawsze było trudne z powodu jej urody.

- Sądziliśmy, że Kristoffer zmyśla! - odezwał się w końcu jeden z nich. - To się nie 

trzymało kupy!

Raija   spojrzała   na   nich,   wytrzymując   ich   wzrok.   W  archangielskim   porcie   musiała 

znosić bardziej lepkie spojrzenia.

Może Reijo jednak miał rację?

- U diabła, nie spodziewaliśmy się jej jeszcze zobaczyć! - zaśmiał się ktoś nerwowo.

- Nie możesz narzekać na brak kobiet, Kesaniemi! Same przychodzą! - rzucił inny.

- Ech, zamknij się! - ktoś go uciszył.

- Nie mogę was prosić, byście o tym nic nie mówili - powiedział Reijo. - Nie mogę was 

zmusić   do   milczenia.   Ale   wierzcie   mi,   wszystko   ma   swoje   uzasadnienie.   Nie   ja   o   tym 

powinienem mówić. To jej historia.

Spojrzał na Raiję.

-   Tak,   winnam  wam   ją  -   przyznała   cicho,  a   oni   aż   wstrzymali  oddech,   by   dobrze 

usłyszeć jej głos. Wszędzie by go rozpoznali. - Ale Reijo najbardziej. Potrzebuję czasu, by z 

nim porozmawiać.

- Idziemy razem w góry - dodał Reijo.

- By... rozmawiać? - rzucił znacząco jeden, wypluwając przeżuwaną trawę.

Reijo uśmiechnął się. To były ich żarty. Nie zamierzali ranić.

- Potrzebuję kilku dni - mówił dalej. - Potem mogę spotkać się z wójtem, księdzem czy 

diabłem, kto tam będzie chciał.

Zamilkł i popatrzył na nich po kolei. Chciał, by go zrozumieli.

- Poproszę was o coś. I nie oczekuję, że teraz odpowiecie. Gdy wrócimy, i tak dowiem 

się, co się działo.

Zebrani pokiwali głowami. Raija nagle poczuła coś, czego wcześniej nie znała. Uznanie. 

Nie dla siebie, na tyle nie była próżna. Była dumna, że owym uznaniem darzono Reijo.

A więc stał się dla nich kimś więcej niż tylko Kwenem z cypla!

- Na wschodzie nazywają ją Raisa - mówił dalej Reijo, nadal obejmując ją ramieniem. - 

Statek, który właśnie odpłynął, to jej statek. Pewnie zauważyliście, że mąka w tym roku była 

taka tania? Za to możecie podziękować Raisie Bykowej!

Raija nie odezwała się, zanim Matti nie pogonił konia i nie oddalili się od mężczyzn na 

brzegu.

- Przez chwilę się bałam - wyznała. - Oni nie mogliby mnie skrzywdzić, ale się bałam.

background image

Zamilkła. Zastanawiała się, spoglądając na Reijo. Próbowała zgadnąć, o czym myśli, ale 

nie umiała. Przedtem tak. Odbierała to jako znak wzajemnej bliskości, tego, jak dobrze się 

znają, jaka przyjaźń ich łączyła.

Teraz zrozumiała, że to było dlatego, że żyli tak blisko i że ich świat był tak mały. 

Wtedy łatwo zgadnąć, o czym myśli ta druga osoba.

- Poczułaś jeszcze coś? - spytał Reijo, splatając luźno dłonie na kolanach.

- Sympatię - odrzekła Raija bez zastanowienia. - Jesteś teraz jednym z nich, Reijo. 

Długo to trwało, ale cieszę się, że nie ma pomiędzy wami barier.

- Tak łatwo nie jest! - zaśmiał się, ale spoważniał. - To ciepło skierowali także ku tobie, 

Raiju. Może tego nie wiesz, ale nadal mieszkałaś pomiędzy nami. Byłaś inna, niczym rzadki 

kwiat. Zawsze dziwi jego obecność, ale coś w nim jest. A gdy znika, zawsze się go pamięta. 

Staje się częścią tej natury, do której wcześniej nie należał. Tak też było z tobą.

Nie   wiedziała,   co   ma   odpowiedzieć.   Nie   mogła   jeszcze   mówić   mu   o   pieśniach 

śpiewanych w karczmach Archangielska, o historiach opowiadanych wokół Morza Białego i 

wzdłuż rzek płynących na południe. Nie mogła opowiedzieć Reijo o Carycy. Jeszcze nie.

- Stałaś się naszym rzadkim kwiatem - uśmiechnął się Reijo. - Naszym obcym ptakiem. 

Nieznanym i obcym, tak. Ale jednak naszym. Rozumiesz?

- Co się teraz stanie? - spytała. Zastanawiała się, co on wymyślił, dlaczego zatrzymał się 

przy mężczyznach, dlaczego ją ze sobą zabrał, wręcz im pokazał. To nie było ot, tak sobie. Na 

tyle znała Reijo.

- Nie wiem - odparł Reijo szczerze. - Mam pewną nadzieję. Ale niektórych rzeczy nie 

można mówić zbyt wyraźnie. Nikt nie lubi, gdy się za niego myśli. Mam nadzieję, że to, co 

wyczułaś, przejdzie na innych. Nie dowiemy się niczego przed powrotem. Jeśli nic z tego, na co 

liczę, się nie zdarzy, mamy inne możliwości. Twój stary mąż nigdy nie traci rezonu. - Zaśmiał 

się. - Chyba naprawdę jestem twoim mężem! Drogi Boże, jakże to życie się z nami obeszło, 

Raiju!

Droga   dla   wozów   skończyła   się.   Musieli   zejść.   Reijo  zdjął   plecaki   i   pomógł   Raiji 

założyć   jej   na   plecy.   Zrobiony   był   z   miękkiej   skóry,   takimi   ściegami,   które   można   było 

podziwiać   jak   dzieła   sztuki.   Jon   przyniósł   jeden   dla   Reijo.   Ida   też   taki   dostała.   Matti   go 

przywiózł ze sobą.

Ida nie przesyłała pozdrowień, ale pożyczyła Raiji swój plecak.

To ogrzało serce Raiji. Gest ten zawierał w sobie źdźbło nadziei.

- Uważajcie na siebie! - Matti czuł, że powinien im to powiedzieć.

Reijo zaśmiał się, a Raija przewróciła oczami.

background image

- Ja znam te trasy, kolego! - odparł Reijo. - Mógłbym wrócić bezpiecznie z większości 

miejsc niemal na ślepo. A Raija ma góry we krwi. Będzie niczym dziewczyna, gdy tylko 

poczuje pod kumagami mchy i porosty, gdy zaczepi spódnicą o wrzosy. Poprowadzę ją przez 

najgęstsze chaszcze karłowatej brzozy, które znajdę, by znów poczuła się jak w domu!

- Tak, dacie sobie radę - zaśmiał się Matti. - Raija jest jak kot, teraz wiem. A diabeł dba 

o swoich, więc o ciebie, Reijo, też nie muszę się martwić!

- Pilnujcie porządku w domu - rzucił Reijo, podając Raiji dłoń.

Pomógł jej wspiąć się na pierwszą stromiznę. Matti nie patrzył za nimi. Zawrócił konia i 

wóz i pojechał w stronę fiordu. Nie oglądał się za siebie. To była sprawa pomiędzy Raiją a 

Reijo.

Teren   na  początku  drogi   okazał   się   trudny.   Stwórca   musiał   być   wtedy  szczególnie 

kapryśny. Skały oddzielały kępy wrzosów i mchu, po których niepewnie się stąpało.

Teren   wznosił  się  w  górę.  Stromo.  Nie  było żadnej  ścieżki,   kierowali  się  od kępy 

mchów do następnej. Wspinali się tam, gdzie to było możliwe. Obchodzili zbocza tam, gdzie 

niemożliwe.

Nie rozmawiali wiele ze sobą w czasie pierwszego wejścia. Podawali sobie nawzajem 

pomocną dłoń, gdy zachodziła taka potrzeba, uważali na siebie.

Nie po raz pierwszy szli razem w góry.

Gdy już nad ich głowami pojawiło się więcej nieba, napięte rysy ich twarzy zaczęły się 

rozluźniać.

Oddychali swobodniej.

Pospieszyli dalej, wyżej. Chcieli się poczuć jeszcze bardziej wolni. Biegli tam, gdzie to 

było możliwe. Śmiali się z siebie. Starali utrzymać się na nogach, mimo że teren pod ich 

stopami usiłował ich schwytać.

I wreszcie roztoczył się przed nimi widok. Patrzyli dalej niż na drugą stronę rzeki. W 

dole widzieli, jak płynie leniwie, zakręcając tu i ówdzie. Popatrzyli w górę. Wiedzieli, że czeka 

ich jeszcze kawałek wspinaczki, zanim zobaczą widok znacznie szerszy.

Kraina otworzy się przed nimi dopiero za chwilę.

To tam się kierowali. Jeszcze od celu dzieliło ich kilka godzin marszu. Ale mieli czas, 

mnóstwo czasu. Nie musieli się nigdzie spieszyć.

Usiedli na kamieniu wystarczająco dużym, by oboje mieli miejsce. Odsapnęli, ocierając 

pot. Zdjęli plecaki i rozprostowali ramiona. Pokazali sobie nawzajem swoje górskie twarze. 

Mieli specjalny rodzaj wolności w oczach, w uśmiechu, w ruchach.

- Jednak zapomniałam, jak może być tu ładnie - powiedziała Raija. - Pamiętałam tylko 

background image

niebieskość, a nie jak wspaniale może tu być. Pamiętałam rzekę, ale nie to, jaka potrafi być 

biała. Pamiętałam tylko, jak dusiła mnie dolina. Jaka się czułam mała, jakby góry stały nade 

mną i mnie pilnowały. Zawsze widziałam w nich tysiące oczu. - Popatrzyła w dół, a potem z 

tęsknotą   w   górę.   -   Ale   zapomniałam,   jak   dobrze   było   pójść   w   górę,   wydostać   się   ponad 

wszystko. Ponad ludzkie spojrzenia. Gdy wchodzę w górę, opuszczają mnie wszelkie cienie. To 

dobrze. To takie cudowne uczucie!

Przycisnęła dłonie do piersi.

Rei jo rozumiał ją, choć sam pewnie by tego nie wyraził. Raija zawsze umiała się 

wysłowić, choć potrafiła i jego pochwalić.

- No i co, dobrze wymyśliłem? Raija pokiwała głową z przekonaniem.

- W Rosji jest inaczej?

- Tak. Raija nie wiedziała, jak mogła mu to wytłumaczyć.

Tam wszystko było wielkie, szerokie, jakby powiększona wersja wszystkiego, co znała.

Tutaj była różnorodność. Tam bardziej do siebie podobne, jakby w zgodzie ze sobą 

nawzajem.

- Nie umiem ci tego teraz wytłumaczyć! - powiedziała w końcu. - Później. Muszę 

znaleźć   właściwe   słowa.   Tak   długo   tam   mieszkałam,   że   jest   to   dla   mnie   oczywiste,   nie 

musiałam nikomu tego opisywać. Rozumiesz?

Rozumiał. Podniósł jej plecak. Ruszyli w dalszą drogę.

Dalej.

Wyżej.

Jeszcze nie u celu, lecz bliżej.

Często odpoczywali, siedząc w niemal nabożnym skupieniu pomiędzy niebem a ziemią, 

będąc tu i tam w tym samym momencie. Nie rozmawiali wiele. Odkładali to na później.

Teraz   był   czas   na   przeżywanie,   patrzenie,   chowanie   wrażeń   w   sercu.   Chłonięcie 

wszystkimi zmysłami.

Siedzieli ramię przy ramieniu. Stali blisko. Nie dotykali się, lecz i tak dzielili wszystko, 

co widzieli.

Oboje słyszeli krzyk siewki, samotnego ptaszka z płaskowyżów.

Oboje   widzieli   myszołowa   szybującego   ponad   ich   głowami   wysoko   na   niebie.   On 

pewnie też ich widział: dwoje ludzi zagubionych pośród nieskończoności krajobrazu późnego 

lata.

Oboje czuli łagodny wiatr z południowego wschodu, wiejącego od świerkowych borów 

i jezior Finlandii, od pól, które pewnie stały ciężkie od dojrzałego zboża.

background image

Ich myśli szły przeróżnymi ścieżkami. Płynęły swobodnie, niosąc często wzruszenia. 

Zwłaszcza te, które poleciały na południowy wschód i z powrotem. Wspomnienia stamtąd 

miały rozmaite odcienie. Strupy pokrywające rany ich duszy stawały się grube, lecz prędzej 

pękały, niż pozwalały na powstanie nowej skóry.

Szli z wiatrem głaszczącym ich karki. Wspinali się na zbocza, by po drugiej stronie 

zejść w dół. Z trudem łapali równowagę na gołoborzach sypkich kamieni. Zatrzymywali się 

czasem, podziwiając, jak porosty tworzyły obrazy na tych kamieniach: wspaniałe obrazy w 

kolorach czarnym, jasnozielonym i białym.

Natura lubiła zabawę.

Szli, choć nastała noc. Była jasna, mimo że słońce już dobrą chwilę temu schowało się 

za górami na północnym wschodzie. Wieczorem niebo przybierało inny odcień niebieskiego, 

jakby ten jaskrawy kolor dnia bladł, stawał się pastelowy, łatany chmurkami.

Ten, kto miał czas, by obserwować wieczorne niebo, nigdy nie mógł się stać pesymistą. 

Miał tam tysiące obrazów, tysiące historii. Ktoś, kto zachował w sobie dziecięcą wrażliwość, 

nieskażoną powagą dorosłości i dnia codziennego.

Wspinali się na wzgórza i stawali na szczycie, pijąc chciwie nocne powietrze niczym 

najczystszą wodę. Potem zbiegali na drugą stronę. Kraina, po której szli, unosiła się potężnymi 

fałami.

Tygodnie   spędzone   na   pokładzie   sprawiły,   że   Raija   coraz   bardziej   odczuwała 

zmęczenie.

Reijo szedł bez wysiłku. Podziwiała go. Przypominała sobie jego miękkie, kocie ruchy. 

Wydawało się, że wchodzenie nic go nie kosztuje. Tam, gdzie Raija walczyła o oddech, on stał 

i spokojnie czekał, aż ona dojdzie do siebie. Wtedy zaczynała iść wcześniej, niż naprawdę 

mogła, by Reijo nie pomyślał, że straciła swoją dawną formę.

Dlatego ucieszyła się, gdy Reijo z uśmiechem wskazał dłonią i powiedział, że wkrótce 

będą na miejscu.

- Pomyślałem, że tu będzie miło się zatrzymać. Tylko po tej stronie, czy po tamtej?

Raija  spojrzała   w tym  kierunku.   Nie  znała  tej   okolicy.   Po  ich   stronie  zbocza   były 

kamienie i czasem krzewy. Na tej wysokości, na której byli, mało co rosło powyżej kolan, ale tu 

ledwo sięgało ponad kostki. Po dnie doliny wiła się rzeczka wypływająca z małego jeziora.

Po tamtej stronie rosła trawa. Wiedziała, że to oznacza wilgoć, ale rosły tam także 

karłowate brzozy. Może znajdą coś na ognisko.

Podłoże wszędzie było z kamieni, ale po tamtej stronie wszystko wyglądało bardziej 

urodzajnie, miło i zachęcała bardziej otwarta przestrzeń.

background image

- Po tamtej - postanowiła, wzdychając w duchu. A więc jeszcze nie dotarli do celu. No 

ale przynajmniej nie musieli się już wspinać. Zeszli w dół nad rzeczkę w miejscu, gdzie mogli 

przejść po kamieniach i woda nie płynęła zbyt gwałtownie.

- Dobrze byłoby mieć łódkę - powiedziała Raija, zawsze gotowa do marzeń.

- Chciałbym widzieć, jak ciągniesz ze sobą tu łódkę - rzucił Reijo sucho. - Mogłabyś 

zacząć zimą, a cieszyć się nią następnego lata, jeśli pogoda do tego czasu by jej nie zniszczyła. 

Ale sama myśl jest zabawna, przyznaję.

Przeszli przez rzeczkę. Jak dzieci ze śmiechem przeskakiwali po kamieniach. Wybrali 

każde swoją drogę i ścigali się ze sobą. Dobrze było tak się odprężyć, stracić nieco powagi osób 

dorosłych.

- Będziemy spać pod gołym niebem - obwieścił Reijo. - Wiem, że byłoby przyjemniej 

mieć namiot, ale dopóki nie pada, damy sobie radę. Za dużo mielibyśmy do niesienia.

Raija pokiwała głową. Spociła się tak, że aż drżała. Pot chłodził jej ciało. Elise nakłoniła 

ją,   by   pod   bluzkę   włożyła   jeszcze   wełnianą   koszulkę.   Teraz   była   jej   za   to   wdzięczna.   Z 

melancholią wspomniała, ile razy to ona upominała Elise, by się właściwie ubrała.

Teraz nie wpadłaby na to. Lato, pamiętała, zwykle było ciepłe.

- Mamy szopę na polowania przy jeziorze bardziej na południowy wschód - rzucił Reijo. 

- Ale leży na bardziej uczęszczanych traktach, dlatego tam nie chciałem iść. Nie wiem, czy 

umiałbym teraz cokolwiek wytłumaczyć.

- Tak jest dobrze - odparła Raija, zakładając sweter, który miała zawiązany w pasie. Był 

z grubej wełny i ogrzał ją aż do kości.

Zaczęli szukać drewna na opał. Znaleźli sporo świeżych gałązek, ale mało suchych i 

grubszych. Czasem wypłaszali ptaszki. Raija zatrzymywała się z szacunkiem za każdym razem, 

gdy para niedużych skrzydełek podrywała się z traw pod jej stopami. Jej oczy śledziły to małe 

życie, ukryte pomiędzy gałązkami karłowatej brzozy. Pokryte było piórkami w kolorach, które 

albo   ukrywały,   albo   przyciągały   uwagę.   Nie   istniało   nic   pośredniego.   Ptaszki   były   albo 

kwiatami na niebie, albo wyszukanymi zestawami maskujących kolorów.

Znosili naręcza gałązek i korzeni do miejsca, które Reijo wybrał na ognisko. Raija 

oceniła, że było dobre: blisko jeziora, osłonięte kamieniami od strony wiatru, który zresztą w 

każdej chwili mógł się zmienić.

Reijo rozpalił ogień. Noc od razu wydała się łagodniejsza. Przysunęli się do ogniska, 

zdjęli kumagi i umieścili jak najbliżej ciepła, by wyschły.

Reijo wyciągnął ze swego plecaka parę białych, grubych, wełnianych skarpet. Raija 

zastanawiała się, co tam dodatkowo zmieścił z rzeczy, które jeszcze mogły im się przydać. 

background image

Najwyraźniej on niósł o wiele więcej niż ona. Choćby skóry.

Raija nie lubiła, gdy ktoś się dla niej poświęcał. Zawsze było jej trudno przyjmować coś 

od kogoś.

- Skarpety na Lofoty, Raiju! - Reijo ujął jej nogę i naciągnął na nią skarpetę. Wystawiła 

drugą. - Teraz ciepło?

Pokiwała głową. Skarpety sięgały jej niemal do kolan. Robiło je się zawsze z grubej 

wełny, co najmniej dwa razy za duże, potem prało w gorącej wodzie i filcowało, by stały się 

grubsze niż zwykłe. Mężczyźni łowiący ryby na Lofotach nie mogli marznąć w nogi.

- Kto ci je zrobił? - spytała, bo nie mogła sobie wyobrazić, by któraś z jej córek była tak 

zdolna.

- Ida - zaśmiał się Reijo. - To nie miały być skarpety na Lofoty, ale Ida właśnie tak robi 

na drutach:

wszystko za duże. Ale te dało się uratować. Ty nigdy nie byłaś w tym dobra - śmiał się 

dalej - Twoje córki też nie są. - Zamilkł na chwilę i spoważniał. - Ale Ailo jest złotnikiem.

- Mikkal zawsze umiał coś robić - odparła. Wspominanie go nie bolało. - Rzeźbił ptaki...

- Ailo też tworzy figurki ptaków, ale nie rzeźbi. Wytapia w złocie i srebrze. Wyglądają 

prawie   jak   ptaszki   Mikkala.   Mają   tylko   inaczej   wychylone   skrzydła.   Pewnie   je   sobie 

przywołuje z pamięci, a przecież był wtedy dzieckiem, gdy je widział.

Reijo zaczął rysować na ziemi kształty skrzydeł.

- To ptak Mikkala. Raija rozpoznała go. Reijo obok narysował drugie skrzydło, niemal 

identyczne.

- To  jest  ostrzejsze,  inaczej  wykrojone. Reijo starł  rysunki dłonią i  uśmiechnął  się 

szeroko.

- Ailo przedstawia innego ptaka, choć pewnie o tym nie wie. Zbyt długo mieszka nad 

morzem. Ta, dla której go robił, mieszka nad morzem. Ailo wytapia mewę. Mikkal rzeźbił w 

kości, dlatego jego ptak też był biały, ale to nie mewa.

-   Mikkal   rzeźbił   kruka   -   powiedziała   Raija   cicho   i   nawet   zerknęła   w   górę,   jakby 

spodziewając się widoku jego czarnych skrzydeł. O wiele szerszych niż skrzydła mewy.

- Helena umiała haftować - uśmiechnął się Reijo. - Stawiać drobne ściegi na delikatnym 

materiale. U nas nie znalazła takich materiałów ani tak cienkich igieł. Zresztą, na cóż nam takie 

materiały? My musimy bronić się przed zimnem. Nie żyjemy tu dla  ozdoby. U ciebie  na 

wschodzie też nie?

- Niektórzy tam żyją dla ozdoby - odparła. - A wielu, wielu z ledwością udaje się 

obronić przed zimnem. Wszędzie jest tyle trudu. Wcześniej tego nie wiedziałam. - Wpatrzyła 

background image

się w ogień i ciaśniej okryła szalem. - Tej zimy dużo myślałam o moim dzieciństwie. Po tym, 

jak znów je sobie przypomniałam, ciężko mi się zrobiło na duszy. I nikt nie mógł mi pomóc 

wypełnić luk. Zupełnie jak kamyki leżące obok drogi. Nie wiem, czy należą do mnie. Matti nic 

nie pamięta z tamtego czasu. On ma swoje dzieciństwo, ja moje. Wspólnych mamy tylko 

rodziców. Wydaje się to tak mało, Reijo...

Zamilkła.

Wokół nich natura i noc rozmawiały cicho ze sobą. Wiatr coraz częściej zawiewał ze 

wschodu, gotów wkrótce stłumić słaby płomień ich ogniska.

- Sądzę, że i ja, i Matti nie przeżylibyśmy, gdyby oni mnie nie odesłali.

- Musisz tak sądzić? - zastanawiał się Reijo, któremu wiek nie stępił ostrości sądów. Z 

plecaka wyjął suszone mięso. Odkrawał cienkie kawałki, które stawiały opór przy gryzieniu.

- Może tak wolę - przyznała Raija. - Nie mam nic do zarzucenia życiu, które przeżyłam. 

No, może z pewnymi wyjątkami. Może tam nie byłoby inaczej. Ale nie mogę znieść myśli, że 

moje odejście nic nie zmieniło. Nie umiem przyjąć, że przeżylibyśmy nawet, gdybym została. 

Nie było nam łatwo, to wiem. Puchliśmy z głodu, pamiętam. Tata wcześnie zmarł. Ale może... - 

Westchnęła. - Wiem, że była tam ciężka harówka. Ale wszędzie tak jest!

-  Nigdy  nie dowiesz  się,   jak  mogłoby być -  stwierdził  Reijo.  - Matti  nie może  ci 

odpowiedzieć.   Ojciec   też   nie.   Twoja   matka   żyje,   ale   pewnie   nie   chciałaby   usłyszeć   tego 

pytania. Teraz nie jest pora na dalekie podróże. Powinnaś przyjechać w październiku i na dłużej 

niż dwa tygodnie. Ale to nie byłaby łatwa wyprawa.

- Wiem. Ale tamta sprawa nie daje mi spokoju. Wciąż o tym myślę. Może łatwiej 

wrócić do własnego dzieciństwa i czuć, że to mnie sprawiono zawód.

- Ida się opamięta - Reijo podchwycił jej myśl. - To nie był zawód, sama wiesz. Nawet 

ja, który znam tylko fragmenty historii, rozumiem, że nie zostałaś ze złej woli. Wróciłabyś, 

gdybyś mogła. Teraz wróciłaś.

- Trochę późno - odparła, wyciągając przed siebie nogi. Zdrętwiały od siedzenia po 

turecku.

Jak dawno nie była na płaskowyżu!

Żuła mięso. Miało smak przeszłości. Wiedziała, że Reijo je solił i wędził w saunie. 

Rozpoznawała   aromat   jałowca.   Soli   dodawał   Reijo   akurat   taką   ilość,   by   piekła   język   po 

zjedzeniu większej porcji mięsa.

Tak właśnie wędził Antti. A on soli dawał tyle, ile matka Ravna.

- Nie będziemy teraz rozmawiać o Idzie - postanowił Reijo. - A może jesteś zmęczona i 

chcesz spać?

background image

Pokręciła głową. Zmęczenie już jej minęło, a mieli tak mało czasu!

- Opowiedz mi o swoich pierwszych latach. Potem ja o moich. Wtedy nadążymy za sobą 

i będziemy mieli rozeznanie.

Raija   przysunęła   się   do   niego   bliżej.   Zdradzieckie   podmuchy   wiatru   doszły   za   ich 

kamienie. Już nie było zacisznie, ale Reijo dawał nieco ochrony.

- Wziąłeś jeszcze chleb? - spytała.

- Ależ się stałaś wymagająca w tej Rosji! - zażartował Reijo, ale wyciągnął z plecaka 

okrągły,   razowy   chleb   pieczony   na   sposób   fiński,   z   otworem   pośrodku,   i   ułamał   dla   niej 

kawałek. - Ale karmić cię nie będę - zastrzegł, obejmując ją i dzieląc swoje ciepło.

Raija jadła. Myślała i opowiadała. Czasem Reijo zadawał jej jakieś pytanie. Czasem 

oboje milczeli. Czasem śmiali się.

Raija   opowiadała   całą   sobą   i   to   ją  rozgrzewało.   Pomagała   sobie   gestami   dłoni,   by 

pokazać, co ma na myśli, by wytłumaczyć i podkreślić. Jej głos żył i zmieniał się. Malowała 

postaci ludzkie tak żywo, że Reijo czuł, jakby je znał. Mógł je rozróżniać na podstawie barwy 

głosu, jakiej Raija im użyczała. Był pewien, że robiła to właściwie.

Potem opowiadał Reijo. Cicho i inaczej niż Raija. Ale ona posiadała dar wyobraźni, 

który pozwolił jej ubarwić jego spokojny opis. Wzmacniała jego słowa tam, gdzie była pewna, 

że on nie dopowiada.

Razem podążali ścieżkami przeszłości.

Fragmentami, inaczej nie było to możliwe. Ale rozumieli więcej.

Nie tylko tego drugiego. Także siebie samego, swoje decyzje.

To była jasna, rześka noc. Ale nie marzli, mimo że nad ich słowami unosiła się biała 

para.

background image

10

Obudziło  ją  słońce.  Słońce  i   rybołówka.  Mewa  rzuciła   się  w  powietrze   i  zakręciła 

gwałtownie ponad ich głowami. Jej czarny kapturek widziała tak blisko, a zaraz potem już 

wysoko. Rozpoznawała ją po kształcie skrzydeł i ostrym, przenikliwym krzyku.

Słońce przebłyskiwało zza cienkiej zasłony chmur, które wiatr pewnie zaraz rozgoni.

Dzień miał jeszcze różową poświatę. Kolory nocy blakły wraz z postępem poranka. 

Woda   jeziorka   czasami   lekko   się   marszczyła.   Raija   dostrzegała   kręgi   pozostawiane   przez 

żerujące ryby. Miała nadzieję, że Reijo w swym przepastnym plecaku ma też linkę i haczyk.

Ale nie obudziła go, by spytać o to.

Ostrożnie   przeciągnęła   się,   choć   było   to   niemal   niemożliwe.   Leżała   bardzo   blisko 

przyjaciela. Okryli się jedną ze skór, którą on niósł. Ziemia była bardzo wilgotna. Nie znaleźli 

nic do podłożenia pod spód i musieli użyć drugiej ze skór, dlatego do przykrycia pozostała im 

tylko jedna.

Mimo wszystko Raija pomyślała, że Elise mogła im spakować nieco mniej jedzenia, za 

to choć jeszcze jeden sweter albo mały pled...

Ognisko paliło się długo. Dołożyli resztę opalu, gdy się kładli spać. Ptaki już dawno 

świergotały, gotowe na nowy dzień. Ich śpiew ukołysał ich do snu.

Niebo było czyste w nocy, ale nie zmarzła. Może dlatego, że ucichł wiatr.

Wody jeziorka były spokojne niczym tafla lustra. Po jej powierzchni ślizgały się owady. 

Czasem od spodu atakowała je ryba, pozostawiając plusk i kręgi na wodzie.

Było pięknie.

Reijo stał się znów tak bliski.

Wczoraj zjedli jeszcze więcej chleba i mięsa. Ogrzewali żeberka nad ogniskiem, parząc 

palce. Śmiali się i wspominali, pijąc miód z kubka, który Reijo też niósł w plecaku.

Raija nie rozumiała, ile jego plecak mógł pomieścić. Domyślała się, że on musiał go 

sam spakować, nie Elise. To było w stylu Kesaniemi!

Ona opowiadała.

On opowiadał.

Przeszli z grubsza przez wszystko. Ich własne historie. Dzieci.

Powiedział,   że   to   od   Idy   powinna   się   dowiedzieć   o   Ailo,   jednak   musiał   jej   coś 

naszkicować.

Raija próbował odmalować mu życie nad Morzem Białym, pokazać tę Rosję, którą 

znała, lubiła, nie lubiła, kochała.

background image

Tę Rosję, za którą już zaczynała tęsknić.

Było to zadanie niemal niemożliwe jak na tak krótką noc.

Zbliżyli się do siebie, bo marzli. Zasnęli właściwie z wyczerpania.

Ścieżki szesnastu lat pokonane w jakże krótką noc! Przeznaczoną tylko na to, ale jakże 

krótką.

Nadal   miała   pytania,   które   chciała   mu   zadać.   Takie,   na   które   musiała   uzyskać 

odpowiedź. Reijo też umiał zatrzymać się przed dotknięciem jej czułych punktów. Mądrze i 

czujnie się wycofał.

Ale ona musiała spytać. Reijo też wreszcie spyta. A wobec niego będzie szczera.

Udało jej się znaleźć pozycję, która nie była niewygodna. Napawała się promieniami 

słońca. Pełnia lata już minęła, ale słońce nadał grzało. Zresztą nie był to już wczesny ranek...

Czekał ich piękny dzień.

Nadal lubiła patrzeć na tarczę słońca, gdy otwierała oczy. Jako dziecko bawiła się w 

myślach z promieniami słońca.

Promienie słońca w Tornedalen. Te same w Varanger. Te same w Skibom.

Reijo miał długie rzęsy. Były tak jasne, że normalnie ich się nie zauważało. Teraz Raija 

widziała je dokładnie. Skóra Reijo postarzała się.

To wszystko, czego nie dostrzegła od razu, z odległości, widziała teraz.

Wyglądał ładnie we śnie.

Wielu ludzi tak wygląda. Wtedy niczego nie ukrywają, nie udają. Raija chciałaby kiedyś 

zobaczyć,   jak  sama   wygląda,   gdy   śpi.   Może   wtedy  by   lepiej   zrozumiała  siebie.   Dlaczego 

wolność jest dla niej taka ważna.

Zrozumiała to właśnie wczorajszej nocy, gdy opowiadała Reijo swoje życie. Wtedy to 

do niej dotarło. Oczywiście, zawsze szukała też kogoś.

Nie mogła żyć w samotności.

Ale równie intensywnie chroniła swoją wolność.

Tę, która nie nazywała się mama ani żona, ani przyjaciółka.

Tę, która nosiła imię Raija.

Która była nią.

Nie wiedziała jeszcze, dlaczego taka była. Ale może jeszcze to zrozumie. Jeżeli nie 

dzisiaj, to wkrótce.

Nie tęskniła za Michaiłem. Nie bała się o niego jako matka. Nie zastanawiała się, czy 

podołał zadaniu.

Nawet o nim nie pomyślała, od kiedy ruszyła w góry.

background image

Nie śniła też o Mikkalu. Chociaż godzinami mówiła o nim z Reijo, on nie przyszedł do 

niej we śnie.

W ogóle to coś śniła. Tyle wiedziała. Ale nie pamiętała, o czym. Sen uleciał wraz ze 

słońcem niczym poranna mgła.

Tak długo spała.

Reijo był taki ładny we śnie...

Powinna wstać i rozpalić ogień, ale nie chciała obudzić towarzysza. Jednym ramieniem 

nadal ją obejmował. Raija pomyślała z niepokojem, że pewnie mu dawno zdrętwiało. Nie 

rozumiała, jak on mógł tak dobrze spać w tej pozycji.

Na jego twarzy widziała więcej zmarszczek. Rozumiała, jak powstawały. Linie wokół 

ust, między oczami. Ale śmiał się na tyle często, że miał też miłe zmarszczki koło oczu. Takie 

lubiła.

Raija rozumiała, dlaczego Helena mogła się w nim zakochać mimo swojego wieku i 

pochodzenia.

Właśnie   może   dlatego   Reijo   wydał   się   jej   najbezpieczniejszą   przystanią.   W   jego 

spojrzeniu było tyle zrozumienia! Jego uśmiech odmładzał go o dwadzieścia lat. Reijo był 

mądry. Miał ręce, które potrafiły być delikatne, ale którymi mógł ścisnąć, gdy potrzeba.

Zagubione ptaki potrzebują takiej przystani. Odpoczynku, bezpieczeństwa i zarazem 

ciepła.

Czułości. Delikatności. I siły.

Nawet gdy spał, był tym wszystkim naraz.

A   zmarszczki   świadczyły   o   śmiechu   i   poczuciu   humoru.   O   uśmiechu   zawsze   w 

pogotowiu.

Dobrze było wrócić, choć na chwilę, i znów poczuć tę przyjaźń.

- Wiercisz się jak robak na wiosennym słońcu! - Reijo otworzył oczy.

Raija niemal podskoczyła. Nie zauważyła, by się budził. Oddech miał wciąż taki sam, 

powolny. Twarz mu nawet nie drgnęła. A więc ją oszukał! Leżał i wiedział, że ona na niego 

patrzy, a udawał sen!

- Jak tam? - spytał, siadając. Miał rozczochrane włosy, a zarost zaczynał przebijać się 

przez ogoloną wczoraj skórę.

Raiji udało się usiąść, ale nie mogła skłamać i powiedzieć, że czuje się świetnie. Reijo 

zaśmiał się.

- A byłaś kiedyś niczym młody renifer: pędziłaś jak szalona, gdy tylko poczułaś zapach 

płaskowyżu. Starość nie radość, co?

background image

Zaśmiali   się   razem.   Było   im   dobrze.   Przyjemnie   było   poruszyć   się   i   poczuć   ślady 

wczorajszej wędrówki w mięśniach i kościach.

To było dobre zmęczenie.

- Chcesz iść dalej czy pokręcić się po okolicy? - spytał Reijo, rozpalając ogień. - Jest tu 

pełno potoczków - mówił dalej. - A może tak połowić ryby? Co powiesz na pstrąga pieczonego 

w żarze? Pamiętasz coś takiego, Raiju? Chyba nie jesteś tak stara, że zapomniałaś?

Pamiętała. Pamiętała głównie takie nieistotne szczegóły. A może właśnie istotne? To z 

takich drobiazgów składa się życie. Jakiś smak, zapach... Wspomnienie pewnego wiatru. Kwiat, 

przy którym się zatrzymało. Życie byłoby puste bez takich chwil.

- Nie mogłabym iść daleko, nawet gdybym chciała - uśmiechnęła się Raija. Przeciągnęła 

się,   robiąc   miny.   Reijo   zaśmiał   się.   Sam   był   irytująco   rześki.   Wyspany,   sprawny   -   i 

zadowolony.

- Zaoszczędźmy miód - powiedział. - Wystarczy nam górskie powietrze, nie uważasz? 

Dobrze byłoby mieć jednak namiot...

- Nawet ty go nie wyczarujesz! - odgoniła Raija jego wizję. Sam dobrze wiedział, że to 

niemożliwe.

Zjedli śniadanie. Raija podwinęła rękawy bluzki. Włosy związała tasiemką w luźny 

koński ogon, jak lubiła. W tej fryzurze było jej do twarzy. Wraz z upływem lat zaczęła na takie 

sprawy zwracać uwagę. W młodości wystarczał sam uśmiech.

Wspaniale było znów wsunąć stopy w kumagi. Wyściełająca je trawa była miękka, choć 

nie tak, jak zimą. Raija pamiętała, że nosząc kumagi, nigdy nie zmarzła w stopy.

Ale nie mogła ich nosić w Archangielsku.

Reijo miał   ze  sobą  haczyki.  Wystrugał  patyki,   do których  chciał   przywiązać  linkę. 

Zrobił wędkę też dla Raiji. Aż coś w niej kipiało z radości, że idą na ryby.

Ostatnim razem szli tak chyba sto lat temu!

Przywodziło to wspomnienia wspólnej wczesnej młodości. Nie tak bardzo różowe dla 

Raiji. Za bardzo tęskniła za Mikkalem. Za bardzo narzekała na nią Kristina. Raija dla swej 

przybranej matki nigdy nie była wystarczająco mądra, zdolna czy gospodarna.

Była za to zbyt ciemnowłosa, ciemnooka, drobna, zbyt uparta i łatwo wpadająca w 

gniew. Sprzeciwiała się dorosłym. Udawała, że zjadła wszystkie rozumy. Mówiła za dużo i 

myślała za dużo.

Była zbyt fińska. Kristina zawsze wynajdowała u niej wady. A wszystko, co Raija 

ceniła, ona chciała zmienić.

Była   Finką.   Nie   mogła   zapomnieć   o   swoim   pochodzeniu.   Poznała   też   życie 

background image

Lapończyków. Stało się jej częścią.

Uparcie nie dawała się tego pozbawić. Ale nie mogła tego zmienić, nie zmieniając 

siebie.

Raija teraz to zrozumiała. To też stanowiło część jej wolności. Tej, którą nazywała 

Raiją.

- Za dużo wspomnień? - spytał Reijo. Stał, mając słońce za sobą. Jego sylwetka była 

ciemna,  a  promienie słońca jakby  wychodziły  z jego  głowy.  Zrobił  krok w  bok  i  światło 

oślepiło Raiję.

- Za dużo. I bolą. Zaczęła iść. Widziała, co ma pod nogami, ale nie wiedziała, dokąd 

idzie.

Zostawiła   za   sobą   jeziorko.   Reijo   szedł   za   nią.   Nie   pozwalał,   by   się   zgubiła.   Nie 

zostawił jej samej.

Nadal   jeszcze   błądziła   po   omacku   w   swojej   przeszłości.   Nadal   chciała   rozmawiać. 

Rozmawiać, pytać... Dzielić.

Byli ludzie, którzy bali się dzielić - niezależnie, czy czymś dobrym, czy trudnym. Tak, 

jak bali się przyjmować coś od kogoś, nie będąc pewnym, czy będą mogli się odpłacić.

Raija dzieliła się, bo musiała, bo nie umiała inaczej.

Mieszała się w cudze sprawy, bo musiała. Przejmowała się innymi, bo musiała.

Taką miała naturę.

I jeśli ktoś był jej bliski, oczekiwała, że będzie mogła podzielić z nim swój ból. Że 

ofiaruje jej swój czas tak, jak ona mogła jemu.

To byli ludzie, za których chętnie oddałaby życie. Nie było ich wielu. Kilkoro w Rosji.

Tylko Reijo wyszedł z zapomnienia. Ale on nie zawiódł.

- Sądziłam, że to potrwa kilka dni - powiedziała. Miała nadzieję, że Reijo ją słyszy. Nie 

szła szybko i niemal słyszała jego oddech. - Statek miał czekać kilka dni. Ja miałam przypłynąć 

na ląd. Porozmawiać. Chciałam przyjść i znów zniknąć. Powiedzieć tylko, że żyję. Że mam 

swoje życie. Chciałam się upewnić, że wam się dobrze wiedzie. Że moja rodzina nie cierpi 

niedostatku. - Zatrzymała się i oddała Reijo swoją wędkę. Chyba nie mogła już łowić ryb. - 

Miałam nadzieję, że nie będę musiała sprzedawać wam mąki. Bałam się, że to może was 

upokorzy. Wyobrażasz sobie? Dorosła osoba, która boi się czegoś takiego? Ale chyba bałam się 

spotkać twoją rodzinę. Wyobrażałam sobie, że się nie ucieszą. I nigdy, przenigdy nie chciałam 

ujawnić się w wiosce. Oni nigdy nie mieli się dowiedzieć. Wtedy bym odpłynęła do domu. Do 

Archangielska. Z czystym sumieniem. I żyłabym sobie, dopóki Mikkal nie zabrałby mnie do 

Saivo.

background image

- Często dzieje się inaczej, niż myślimy. Reijo wrócił nad jeziorko. Odwrócił się od niej, 

ale mimo to był razem z nią. Chyba ją rozumiał. Rozumiał, że tego nie dało się powiedzieć 

twarzą w twarz.

Zarzucił wędkę. Jako przynętę założył kawałek suszonego mięsa. Tutaj nie znalazłby 

żywej przynęty. Raiję to cieszyło. Nigdy nie mogła znieść widoku wijącego się na haczyku 

robaka, przebitego na wskroś, lecz jeszcze pełnego życia.

- Chcę zobaczyć jej grób - stwierdziła Raija. Splotła dłonie, aż zbielały jej kostki. Nie 

była to prośba. - Grób Heleny. Chcę go zobaczyć, Reijo. Pozwolisz mi na to?

- On jest po drugiej stronie fiordu - odpowiedział nagle ochrypłym głosem. Ramiona mu 

stężały.

- Nie masz nic przeciwko? - Nie.

- U diabła, Reijo, chcę, żebyś był wobec mnie uczciwy! Jeśli ci to nie odpowiada, lepiej 

mi to powiedz!

Reijo odwrócił się do niej, wyciągając linkę z wody. W spojrzeniu miał smutek, ale nie 

kłamał.

- Nie mam nic przeciwko temu. W pewien sposób by mnie to ucieszyło. Ale jej grób 

leży po tej złej stronie fiordu. Tam siedzi cała zwierzchność. Nie wiem, jaka będzie sytuacja, 

gdy wrócimy, Raiju. Po prostu nie wiem. Może i tak będziemy musieli tam razem pojechać... - 

Westchnął. - Ale zrobię, co będę mógł, byś go zobaczyła. Helena pewnie by to pochwaliła.

Raija nie pomyślała o tym. Zawsze była jakaś zwierzchność, którą należało brać pod 

uwagę. Zawsze ktoś miał prawo do pilnowania maluczkich.

- Jak jest poważne - zastanawiała się - to wielożeństwo?

Reijo nie mógł się nie roześmiać.

-   Tak   poważne,   że   ksiądz   przemówiłby   nam   do   sumienia.   Że   wypominałby   nas   z 

ambony jeszcze przez wiele lat. Tak poważne, że sporo by nas kosztowało oczyszczenie się z 

winy. Nie wiem, czy za takie coś posyłają do więzienia. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. 

Ja dopiero po dobrych kilku latach zacząłem zauważać inne kobiety. Wtedy wszyscy wierzyli, 

że nie żyjesz. Nie wiem, jak oni to ocenią, Raiju. I nie mam ochoty o tym teraz myśleć. A ty?

Usiadła i patrzyła, jak on łowi ryby. Nie musiała nic mówić.

Nic nie złowił.

Położyła   się   na   wznak   i   czuła   ciepły   dotyk   promieni   słońca.   Podłoże   nie   było   tu 

wilgotne. Cienka warstwa ziemi nie trzymała długo wody, ponieważ głównie stanowiła splątaną 

sieć korzeni małych roślin.

Wokół niej toczyło się życie. Brzęczały owady. Meszki gryzły, ale dawały się odgonić. 

background image

Nie chciała ich zabijać.

Ptaki śpiewały. Słyszała trzepot ich skrzydeł. Przyzwyczaiły się do ludzi. Reijo stał przy 

jeziorku i tylko zarzucał i wciągał linkę. Zarzucał i wciągał. Nie stanowił dla nich zagrożenia.

A ona leżała nieporuszona wśród krzewinek i kamieni. Jej  skóra piła słońce. Raija 

żałowała, że nie może schować takiej chwili i przechować na długie, ciemne, zimowe wieczory. 

Wydobyć ją wtedy i znów poczuć ciepło słońca na policzkach i ramionach.

Powinna  jak  dziecko   rozebrać   się   i   biegać   na  golasa  w   słońcu!  Gromadzić   zapasy 

energii na zimową porę ciemności. Może spróbować...

Musiała   zasnąć.   Gdy   się   ocknęła,   słońce   oświetlało   ją   z   innej   strony.   Okryta   była 

szalem. Wzrok jej padł prosto na pęk ryb zawieszonych tak sprytnie, że ich ogony niemal 

dotykały jej twarzy.

Tym razem nie śmiała się razem z Reijo. Nie od razu. Nieważne, że zesztywniała - 

zerwała się szybko i wyłożyła mu dosadnie, co o tym myśli. Ze takiej dziecinady nie powinien 

wymyślać on, dziadek! Że nie spodziewała się po nim czegoś takiego.

Na szczęście spódnica nie zaczepiła się o nic, gdy zaczęła uciekać od jego śmiechu.

W górę, w górę, wbrew temu, co sygnalizowało jej ciało. Nogi ją bolały. Plecy bolały. 

Wszystko bolało, lecz Raija zacisnęła zęby. Była na niego wściekła!

Że też takie głupstwa się go trzymały na stare lata!

Przystanęła dopiero wysoko. Było tam dużo chłodniej. Ujrzała małe jeziorko leżące w 

kotlince, osłonięte przed wiatrami wiejącymi na szczycie. Obok niego dostrzegła łachę starego 

śniegu! Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Podeszła do szarawego placka i dotknęła go. 

Palce jej zmarzły, lecz wpadła na pewien pomysł. Uformowała kulę.

Że też Reijo był tak daleko! Kiedyś dobrze rzucała, najlepiej ze wszystkich dziewczyn, 

prostym zamachem.

Raija usiadła na kamieniu obok łachy śniegu i lepiła śnieżkę za śnieżką. Ugniatała je tak 

solidnie, że uderzenie mogło być bolesne. Ale bawiło ją to.

Przesunęła się nieco wyżej, by dojść do najpóźniejszej warstwy śniegu, która jeszcze 

pozwalała się formować. Pod nią śnieg nie dawał zrobić ze sobą nic rozsądnego.

Rozsądnego!

Raija zaśmiała się ze swojej myśli - i ujrzała kwiat. To był cud. Czuła się, jakby stanęła 

w katedrze świętego Michała w Archangielsku, nawet jako niewierząca.

Katedra zachwycała ją za każdym razem do tego stopnia, że była potem na siebie zła. 

Przecież zbudowali ją ludzie! Nie popi! I nie z pieniędzy, które oni zdobyli w pocie czoła.

Ten   cud   nie   wzbudzał   w   niej   złości.   Na   niemal   nagim   kamieniu   wyrosła   kępka 

background image

niepozornych kwiatów. Żaden z nich nie był dłuższy niż palec Raiji, a miała przecież i tak 

drobne dłonie.

Pręciki   były   kosmate   i   żółte.   Płatki   otaczały   je   postrzępioną   koroną.   Miały   kolor 

czerwonofioletowy, tylko niektóre z najmniejszych kwiatów były nadal białe.

Mikkal nazwał go jej kwiatem. Jej i reniferów. Jaskier lodowy.

Już całe wieki temu je widziała i dotykała, pewnie podczas ucieczki z Mikkalem i Ailo 

do Finlandii.

Ailo jest teraz dorosły. To niepojęte, jak czas ucieka!

Raija  niemal  płakała,  gdy  delikatnie  gładziła   kwiaty opuszkami  palców.  Starała  się 

zapamiętać tę chwilę.

- Znalazłaś je? - Cień Reijo padł na kwiaty. Jego głos brzmiał tak łagodnie, że Raija nie 

umiała się już na niego złościć. Już nie mogła. - Ładne - dodał, kucając koło niej. Mikkal też 

często tak robił.

Dziwne, jak takie rzeczy się przypominają! Wspomnienia, o które nie prosiła. Raija nie 

wiedziała, czy ich chciała, pomimo że już stały się częścią jej gobelinu. Łatwiej było się obejść 

bez czegoś, czego smaku się nie znało.

- Szkoda, że nie mamy nic, w co moglibyśmy go włożyć i zasuszyć - powiedział Reijo. - 

Wtedy miałabyś go zawsze ze sobą.

- Nie chcę martwego kwiatu! - Raija podniosła głos.

Czyżby   on   tego   nie   rozumiał?   -   To   jest   mój   kwiat   tylko   wtedy,   gdy   tu   rośnie   - 

tłumaczyła. Uśmiechnęła się, jakby przepraszając jaskier. - On rośnie tam, gdzie jest za mało 

ziemi, za zimno, zbyt wietrznie... tam gdzie nie powinien rosnąć! Nie powinien, a jednak rośnie. 

Z czystego uporu! Rośnie i gra na nosie wiatrowi i zimnu. Daje sobie radę. Dlatego właśnie go 

lubię. Mojego kwiatu nie powinno się zrywać. On powinien żyć na wolności. Do niej jest 

stworzony, a nie na klomb. To mój kwiat, Reijo, mój kwiat...

Rei jo uśmiechnął się, ale powiedział poważnym tonem:

- Nawet kwiaty, które lubisz, są takie jak ty: przekorna kobieta żyjąca z czystego uporu!

Wtedy przydały jej się śnieżki. Raija sięgnęła za siebie, osłonięta spódnicą. Zerwała się 

na nogi i uciekając dalej od Reijo, rzuciła. Trafiła, zwłaszcza że Reijo nie spodziewał się ataku.

Lodowaty pocisk ugodził go w ramię, pozostawiając mokry ślad.

Raija ze śmiechu aż się zgięła wpół.

- Powiedziałeś: przekorna i uparta? Dodaj jeszcze, że świetnie celująca!

W Reijo też nadal mieszkał chłopak. On nie zapomniał, jak trafia się śnieżkami w okryte 

spódnicą pupy dziewcząt!

background image

Raija zebrała niemal wszystkie przygotowane śnieżki. Reijo musiał lepić swoje i nie 

miał więcej niż dwie na raz.

Ale trafiał równie dobrze jak ona. I szybko lepił nowe.

Po chwili oboje byli spoceni i mokrzy. I dobrze czuli te miejsca, w które oberwali. Ale 

śmiali się. Poddali się jednocześnie.

- Może jednak nie jesteś strasznie uparta - stwierdził Reijo. - A cela masz dobrego... - 

Złapał się za krzyż. - Jeszcze chwila, a znosiłabyś mnie na dół, kobieto! Nadrabiałaś twardością 

kul.

- Wybaczam ci ryby - orzekła Raija, rozglądając się w poszukiwaniu tasiemki, którą 

miała związane włosy. Nigdzie jej nie widziała. Biegali jak dzieci, rozdeptując łachę śniegu.

Jednak jaskry nadal stały. Równie uparcie cieszyły się życiem, chłonąc ciepło słońca. 

Lato było krótkie, ale i tak udawało się żyć jak w raju. Późnym latem było jeszcze wiele czasu 

do zimy.

- Powinnaś, jeśli zamierzasz je zjeść. Bo jeśli chcesz się jeszcze kłócić, zostaną z nich 

zwęglone szczątki. - Reijo zaczął schodzić ku jeziorku. Rzucił przez ramię: - Już i tak pewnie są 

spalone z jednej strony. Nie miałem w co ich zawinąć. Ale zęby nadal mam dobre. Jak tam u 

ciebie?

Raija zaklęła po rosyjsku, choć on i tak zrozumiał. Wyszczerzył do niej te swoje dobre 

zęby. Raija też była zadowolona ze swoich, więc mu je pokazała w grymasie, rzucając za nim 

garścią śniegu. Odszedł już jednak zbyt daleko.

Raija   dotknęła   po   raz   ostatni   swojego   kwiatu,   uspokojona.   Znalazła   też   tasiemkę. 

Dopiero gdy związała włosy, zeszła do Reijo.

- Te są już dobre - powiedział  Reijo. Wyciągnął z żaru dwie mniejsze ryby, dwie 

większe  zostawiając   na później.  Jak  przewidział,   były  przypalone  po  jednej  stronie.  -  Nie 

będziemy ich piec po drugiej stronie - stwierdził, zabierając się za jedzenie.

Smakowało świetnie, przyznała Raija. Świeżo złowiony pstrąg o różowym mięsie, o 

lekko przypalonej skórze, ze szczyptą soli... Niczego więcej nie było trzeba.

Jedzenie ją rozleniwiło. Już nie czuła się jak piętnastolatka, a raczej bliżej własnego 

wieku.

Nieznany   jej   ptak   zanurkował   w   wodzie   w   pogoni   za   rybą.   Za   każdym   razem   z 

zapartym   tchem   czekała   na   rezultat   polowania   i   czuła   zawód,   gdy   pojawiał   się   z   pustym 

dziobem.

A gdy trzymał w nim rybę, żałowała jej.

- Trudno cię zadowolić - stwierdził Reijo. Rozwiesił koszulę na krzaku. Bluzka Raiji też 

background image

była mokra, ale cienka, więc szybko schła.

- Nie trudniej niż kiedyś. Zaśmiał się.

- Mam na ten temat swoje zdanie! Co cię czeka w Archangielsku? - zmienił temat.

- Praca Jewgienija, dopóki nie przejmie tego Michaił. - Raija siedziała na skórze renifera 

i czuła się świetnie. Właściwie nie chciało jej się rozmawiać o Archangielsku, lecz wiedziała, że 

to jej nie ominie. - Dom. Nie jest duży, lecz to mój dom.

- Większy niż domek na cyplu?

- Większy - przyznała niechętnie. - Ale i tak mały! Jego śmiech otoczył ją i rozbroił. 

Zaśmiała się wraz z nim.

- Oleg i Tonią. Ich córka Olga.

-   Nie   masz   tam   nikogo   innego?   -   spytał   Reijo.   -   Nikogo,   kogo   możesz   nazwać 

przyjacielem?

Raija wzruszyła ramionami.

- Miałam Wasilija. Ale on nie żyje. Mówiłam ci.

- Nie miałem na myśli twoich mężczyzn, tylko o ludzi bliskich tobie!

- Znam wielu - odpowiedziała sztywno. - Wielu mnie lubi. Z wieloma lubię rozmawiać.

- A do kogo idziesz, gdy chcesz się wypłakać? - naciskał Reijo. - Kto cię wspiera? Kto 

poza Olegiem, jego żoną, córką i Michaiłem?

- Nie wiem - odparła Raija szczerze. Oni byli jej przyjaciółmi, bliskimi jak krewni. 

Jedynymi, do których odważyła się przywiązać. Zawsze była pod tym względem ostrożna.

Mimo  to była pewna,  że  nie cierpiałaby biedy  w Archangielsku.  Nie  głodowałaby, 

gdyby nie miała jedzenia. Była pewna, że ktoś zawsze by jej pomógł, gdyby zachorowała.

Reijo nie mógł tego wiedzieć. Jeszcze nie opowiedziała mu legend. Nie chciała się 

popisywać, przed Reijo nie musiała.

Ale teraz czuła, że musi mu objawić i tę stronę swojej historii.

To też stanowiło prawdę.

Było tą częścią jej życia, której ona nie stworzyła, ale która istniała.

Żyła własnym życiem.

- Opowiadałeś dzieciom bajki? - spytała, nie patrząc na Reijo. Zdziwiony odrzekł, że 

tak.

- O stallo i ptakach, i kwiatach. O sprytnych dziewczynach i głupich chłopakach. O 

łabędziach i okropnych rosyjskich piratach, którzy rabują nasze kościoły.

- W Archangielsku też opowiadają bajki - rzuciła Raija niemal zażenowana. Znała Reijo 

wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że domyśli się, kto jest ich bohaterką. Ale nie czuła się zbyt 

background image

dobrze w tej roli. - W porcie, w szopach zwanych domami - rozpoczęła lekko drżącym głosem - 

opowiadają  dzieciom  o kobiecie  ubranej  w  czarną pelerynę,  która  przychodzi  z jedzeniem 

ukrytym w fałdach okrycia. Opowiadają, że jej dłonie grzeją i że potrafią powstrzymywać 

krwotoki i przytrzymywać życie, które ucieka. Nazywają ją Carycą, chociaż prawdziwa caryca 

odebrałaby to jako zniewagę.

- Ta bajka nie może być stara - zauważył Reijo. Raija napotkała jego wzrok i pokręciła 

głową.

- Piętnaście, może szesnaście lat - powiedziała.

- Rozumiem, że możesz się czuć tam bezpieczna - powiedział Reijo cicho, dokładając 

gałęzi do ognia. - Ale zastanawiam się, czy to ci wystarczy, Mały Kruku.

background image

11

Reijo poruszył najbardziej bolesny punkt. Nie mogła już patrzeć mu w oczy.

Tak ważne było dla niej utrzymywanie, że tam na wschodzie działo się wspaniale. Ze 

jest jej dobrze. Ze ma to, czego potrzebuje, a nawet więcej!

Nie kłamała, gdy tak twierdziła. Niczego jej nie brakowało. Ale zapomniała, komu to 

mówiła.

Reijo zadał je teraz pytanie, którego nie zadał w nocy.

Odsłaniał jej samotność.

- To wszystko, co mam, Reijo.

- Mogę usiąść obok ciebie? Tak jakby musiał o to pytać! Raija pokiwała głową i zrobiła 

mu miejsce. Reijo dołożył więcej opału, zanim usiadł.

- To mnie smuci bardziej niż wszystko inne, co mi opowiedziałaś - stwierdził poważnie. 

-   Z   wyjątkiem   tego,   że   straciłaś   swoją   córeczkę.   Miałem   nadzieję,   że   jest   inaczej.   Dużo 

rozmyślałem   o   tobie   i   o   tej   sprawie.   Jewgienij   mówił   mi,   że   masz   przyjaciół.   To   mnie 

pocieszyło na jakiś  czas, dopóki nie zacząłem się zastanawiać,  czy mogłaś się tak szybko 

zmienić. Czy tamtejsi ludzie tak bardzo się różnią od nas. - Pokręcił głową. - Wszędzie będzie 

tak samo.

Raija poczuła, że wcale nie chciałaby się zmienić.

- Ja potrzebuję samotności! - broniła się. To była prawda, której niektórzy nie mogli 

zrozumieć.

- Ale potrzebujesz też ludzi. Innych niż ci, którzy podziwiają cię z daleka. Którzy się 

ciebie troszkę obawiają, choć przychodzisz z jedzeniem pod peleryną, zatrzymujesz krwotoki i 

przykładasz okłady z ziół. Jeśli stracisz Michaiła, nie będziesz miała tam nikogo swojego. Ta 

myśl nie daje mi spokoju!

- To moja sprawa!

Gwałtownym ruchem odwróciła twarz i popatrzyła w dal. Próbowała ścigać wzrokiem 

jakiegoś ptaka, ale nie mogła, nie zawadzając wzrokiem o Reijo.

Nie była już dzieckiem!

Reijo patrzył na nią wyczekująco. Badał jej twarz równie dokładnie, jak Raija wtedy, 

gdy on spał. Ona była lepiej wychowana!

Gniew Raiji falował niczym sztorm, lecz rozbijał się o brzeg, nie pozostawiając śladów.

Palec ostrożnie dotknął linii twarzy Raiji. Brzegu szczęki, nosa, brwi, nasady włosów. 

Ust.

background image

Reijo z zamkniętymi oczami przesuwał palcem po twarzy Raiji, jakby ją rozpoznając.

To dawało radość.

Radość z dotknięcia drugiego człowieka.

Skóra do skóry.

Niczego   nie   żądał.   Dotykał   jej,   rozpoznawał   z   zamkniętymi   oczami.   Ale   gdy   je 

otworzył, stracił pewność.

W spojrzeniu Raiji czaił się strach, który nie pasował do tej Raiji, którą znał.

Tamta miała w sobie więcej entuzjazmu dla życia. Nie chowała tego diablika, który 

mieszkał na dnie jej brązowoczarnych oczu. Teraz zakrywała je zasłona.

Sama powiedziała, że nadal najbardziej jest Raiją. Reijo rozpoznał ją pod opuszkami 

palców. Ale gdy otworzył oczy, ujrzał jeszcze kogoś.

Kobietę, której nie znał.

Raisę.

Ważne było wywołać wspomnienia, które skusiłyby dawną Raiję do odsłonięcia się.

Pogładził jej miękkie usta. Suche usta. Dawna Raija zwilżyłaby je koniuszkiem języka, 

gryząc go przy tym w palec.

- Pamiętam, że byłem tu kiedyś z ojcem - powiedział. - Spaliśmy na drugim brzegu. 

Taty nie odstraszał cień. Powiedział, że tu będzie zbyt mokro.

Uśmiechnął się. Wysunął kosmyk włosów z jej końskiego ogona i zwinął w palcach. 

Szukał czegoś znanego w spojrzeniu, które napotkał.

-  To   była  jesień,   gdy  miałaś   piętnaście   lat.   Wiedziałem  już  o  Mikkalu.   To   bolało, 

pamiętam. Kallego umiałem znieść. W młodzieńczej naiwności wierzyłem, że Kristina pozwoli 

mi wziąć cię za żonę. Kalle nie był dla mnie rywalem. Blady i chudy. Ty o wiele częściej draż-

niłaś się ze mną niż z nim. - Uśmiechnął się szeroko. - Ale pewnie tego nie pamiętasz. Może nie 

robiłaś tego specjalnie. Potem nauczyłem się wiele o dziewczętach, gdy już przestałem być 

żółtodziobem. A ty byłaś chyba najtrudniejszą dziewczyną, jaką znałem.

- Sam wiesz, jak się wtedy działo! - powiedziała cicho Raija. Nie chciała iść za nim 

ścieżkami tych wspomnień, ale skusił ją słowami. Jego palce niemal bezwiednie bawiły się 

kosmykiem jej włosów.

- Przeszedłem w tym miejscu przez rzeczkę - mówił dalej Reijo. - Był środek dnia. 

Ciepło. Tak ciepło, że się spociłem. A może to jednak było wcześniej niż jesienią? A może to 

była ciepła jesień? Trawa tutaj była sucha, dawno nie padało. A więc mogliśmy tu spać, tylko 

ojcu   nie   chciało   się   przejść.   Zrozumiałem   to   wtedy.   Zrozumiałem,   że   ojciec   nie   jest 

wszechwiedzący. Tata umiał wszystko. Ale wtedy jakby się zmniejszył w moich oczach. Nigdy 

background image

mu tego nie powiedziałem.

- Twój ojciec był wspaniały!

Nikt nie może niszczyć obrazu Anttiego Kesaniemi, jaki nosiła w duszy! On stał się dla 

niej drugim ojcem. Nie było nikogo, kto mógł się nim stać, poza tym jedynym w Tornedalen, 

mimo przeżyć tamtego zimowego dnia.

Ale Antti Kesaniemi zbliżył się najbardziej do pozycji Erkkiego w sercu Raiji. Dla niej 

on był nadal spokrewniony z Panem Bogiem!

- Siedziałem tam, wyrywając garści trawy - mówił dalej Reijo, nie zwracając uwagi na 

jej protest i pochwały pod adresem ojca. - Przeklinałem i jednocześnie nadal lubiłem Mikkala. 

Życzyłem mu śmierci. Kallemu też, za jednym zamachem. Mimo że był zbyt bezbarwny jak na 

twojego męża, według mnie. - Reijo wyplątał palce z kosmyka jej włosów. - Trudniej teraz 

opowiadać ci o swoich marzeniach, Raiju. Kiedyś tak robiliśmy. Helena była mi równie bliska. 

Ale nikogo innego nie obdarzyłem takim zaufaniem i czułością jak ciebie.

- O czym marzył wtedy szesnastoletni Kesaniemi? - przerwała mu Raija. - Czy o mnie, 

skoro tak trudno ci o tym opowiedzieć?

Reijo ze śmiechem objął ją ramionami i przytulił.

Ze zdziwieniem zauważył, że ona też odważyła się otoczyć go ramionami.

Może słońce zabłysło w kąciku jej oka, a może to Raija pozwoliła wymknąć się czemuś 

z głębi swego serca... Reijo nie wiedział, ale czuł, że wreszcie zaczęła przypominać dawną 

siebie.

Jego   usta   dotknęły  jej   ust.   Już   nie  były  suche.   Czyżby  zwilżyła   je,   a   on  tego   nie 

zauważył? Już chciał o to spytać, zawahał się, ale jednak zadał to pytanie:

-   Kiedy   zwilżyłaś   usta?   Nie   zauważyłem   tego!   Raija   zaśmiała   się   z   całego   serca. 

Zrozumiała, że przypominają mu się drobiazgi zwykle umykające uwagi.

- Czy już nie mogę mieć przed tobą tajemnic? - spytała. - Nikt nie może aż tak dobrze 

znać drugiego człowieka. Ja tak sądzę i nie przekonasz mnie, że jest inaczej! Choćbyś nie wiem 

ile próbował!

- Były miękkie - powiedział, patrząc wciąż na jej usta. - Zawsze mówiliśmy, że masz 

takie nadąsane usta. Ale zawsze o nich marzyliśmy.

Przyciągnął ją, trzymając jedną ręką na jej karku, a drugą unosząc jej podbródek.

Raija też obejmowała go mocno za nagie ramiona.

Pocałunek smakował rybą, węglem, słodyczą - mieszanką tego wszystkiego. Młodością.

Raija patrzyła prosto w słońce. Gdy przymykała oczy, widziała tańczące kule w mroku. 

Ale nie chciała zamykać oczu!

background image

Nie chciała!

Chciała pamiętać, jak bardzo niebieskie było niebo! Jakie kształty miały chmury! Zarys 

wzniesienia po drugiej stronie jeziora. Śpiew ptaków. Krzyk mew.

Wołanie siewki gdzieś daleko, daleko. Dla niej oznaczało przesłanie samotności.

Chciała wszystko zapamiętać.

Chciała wszystko odczuć.

Reijo nadal ją obejmował, ale odpoczywali. Pocałunek uleciał z ich warg i poszybował 

na lekkich skrzydłach gdzieś pod niebo.

Raija też go obejmowała. Nie rozumiała, w jaki sposób do tego doszli.

Siedzieli  przecież  nadzy w saunie,   nie  czując do siebie  nawet  odrobiny  pożądania. 

Patrzyli na siebie bez tego rodzaju emocji.

Jej głowa spoczywała na jego ramieniu. Było ciepłe. Jego koszula łopotała na wietrze, 

machając ku nim jednym rękawem.

Jego policzek oparty o jej włosy. Obejmował ją ramionami, splótłszy palce. Wzajemnie 

się zamknęli w kręgu ramion i ciał.

- Młody Kesaniemi marzył o tobie - powiedział cicho. - Chciałem zabrać cię tu. Tylko 

ty i ja. Spalibyśmy pod gołym niebem, miało być ciepło i słońce i chciałem się z tobą kochać 

właśnie na tej trawie. Chciałem robić z tobą to, co Mikkal, ale lepiej. Miałaś zrozumieć, że to ja 

jestem tym jedynym. Czy takie chłopięce marzenie było dziwne?

- Wtedy nie byłeś taki mądry jak teraz.

- Ale to nie dlatego tu przybyliśmy - zapewnił ją Reijo. - Musiałem to nosić gdzieś 

głębiej w pamięci. Wybrałem to miejsce nieświadomie. Dzisiaj podczas jedzenia stanęło mi jak 

żywe przed oczami. Pamiętam obrazy, które miałem wtedy w głowie. Obrazy nas samych... 

Chyba siedziałem tu długo, wyobrażając sobie intensywnie kąpiel w lodowatym potoku, by 

ojciec nie mógł zgadnąć, o jakich to grzesznych sprawach myślałem!

Raija   zaśmiała   się.   To   była   dawna,   nieszkodliwa   historia.   Piękne   wspomnienie. 

Nieistotne.

- Staruszek pewnie miał o mnie wysokie mniemanie - rzucił Rei jo. - Ciekawe, jak długo 

potrwa, zanim ty odkryjesz moje grzeszne chucie.

Nie chciała się śmiać. Ale nie mogła powstrzymać chichotu, gdy rzuciła spojrzenie na 

lędźwia Reijo. Chichotała jak ta dziewczyna, o której snuł pełne pożądania marzenia.

- Lodowaty potok, Reijo - wyszeptała mu do ucha gorącym oddechem.

- Mówisz poważnie? - zdziwił się. - A co byś powiedziała na zaspokojenie grzesznych 

chuci w sposób bardziej naturalny?

background image

Jego oczy były bardziej zielone niż kiedykolwiek oczy Wasilija. Nie były takie same. 

On nie był Wasią. Nie był odpowiedzią na jej niemy krzyk.

Raija wstała, uwalniając się z jego objęć. Nie powstrzymywał jej. Jego ramiona nie 

stanowiły więzienia.

Podeszła do zielonej trawy, tam gdzie była najbardziej soczysta. Przykucnęła i dotknęła 

podłoża.

- Nie masz przypadkiem podagry? - spytała z uśmiechem. - Tacy staruszkowie jak ty 

cierpią na różne schorzenia, o ile wiem! Byłoby lepiej, gdybyś ich nie miał...

Stanęła w słońcu i zaczęła rozpinać spódnicę. Odłożyła ja na suche miejsce, dołożyła 

halkę. Ściągnęła bluzkę przez głowę. Wyzwoliła z wełnianej podkoszulki. Usiadła na trawie i 

rozsznurowała kumagi.

- No, gdzie się podział tamten chłopak? - spytała wyzywająco, opierając się na ramieniu. 

Niczego nie ukrywała. Zresztą on już wszystko widział. - Czy go szok zwalił z nóg?

- Ja ci, u diabła, pokażę szok! - zawołał dawny chłopak, walcząc z paskiem do spodni. 

Potem jeden z rzemyków kumagów tak się splątał, że musiał go rozciąć. Ale udało mu się 

uwolnić z ubrań bez uszczerbku na zdrowiu.

Ciało miał brązowo - blade i ciepłe. Raija pamiętała je z sauny pierwszego dnia. Potem 

o nim nie myślała. Wtedy patrzyła z podziwem, ale bez żadnych podtekstów.

Teraz sama się zdziwiła, nie rozumiała siebie. Ale to przyszło z wnętrza. Miało radość i 

śmiech. Niebo było im dachem, słońce ogrzewało, a trawa była najbardziej miękkim łożem, 

jakiego mogła sobie życzyć, choć niezbyt zdrowym dla kości.

Reijo nigdy nie był zachłanny w miłości. Ale to spotkanie wcale nie przypominało 

delikatnych i łagodnych marzeń szesnastolatka.

Reijo pieścił jej kostki u nóg, wewnętrzną stronę ud aż do łona. Otworzyła się przed 

nim. Usłuchał, gdy przycisnęła go do swego ciepła. Wreszcie Raija siłą oderwała go za włosy, 

żądając czegoś jeszcze. Wtedy utonął w jej cieple. Obejmował ją z całej siły. Sam nie wiedział, 

czy to on prowadzi, czy to ona powoduje, by spełniał jej pragnienia.

Kotłowali się po zielonej trawie. Nadzy, rozgrzani, spoceni. Niechętnie się poddający.

Oboje przyzwyczajeni do prowadzenia.

Trudno im było się podporządkować. Ale znaleźli wspólny rytm, taki, który sprawiał 

obojgu radość, którym żadne z nich nie sterowało.

Ich zabawa była wolnością.

Pocałunki nie zawierały obietnic. Opowiadały drugiemu, co czują, kiedy jest wspaniale. 

Wydawali dźwięki, które nie były słowami, tylko świadectwami rozkoszy.

background image

Krzyczeli głosem siewki, ale ich krzyk nie brzmiał samotnością.

Nawet się nie pieścili. Byli samą płcią, ustami i skórą. Ich ręce tylko trzymały mocno 

tego drugiego.

Zjednoczeni.

Krzyczeli   dwugłosem  ku  niebu,   słońcu,   ziemi   i  wodzie.  Ku  temu  wszystkiemu,  co 

dawało życie i było niezbędne do życia.

Spoceni,   leżeli   na  wilgotnym   zboczu.   Pachnieli   ziemią   i   miłością.   Swoimi   sokami. 

Ogniskiem. Słońcem.

Zapachy i smaki.

Pocałunki, które zarówno pachniały, jak i smakowały.

Całe ich ciała przenikało leniwe nasycenie. Nadal czuli ramiona i dłonie, którymi się 

dotykali.

Ale teraz dotykali się tylko opuszkami palców. Leżeli i oddychali coraz spokojniej. 

Leżeli, nasyceni.

Byli blisko.

Nie   było   im   trudno   napotkać   swoje   spojrzenia.   Przekręcili   głowy,   by   na   siebie 

popatrzeć.

Uśmiechnęli się.

Uśmiechnęli ustami i oczami.

- To nie było podobne do niczego, co przeżyliśmy wcześniej - rzucił Reijo. - Nie wiem, 

dlaczego. Może nie jestem taki stary, jaki myślę?

- Masz czterdzieści dwa lata, Reijo Kesaniemi! Nie odmładzaj się! Ja, na szczęście, 

mam   tylko   czterdzieści   jeden.   Ja   mogę   zwalić   winę   na   młodzieńczą   głupotę.   Ty   musisz 

wymyślić coś innego.

- Zmieniłaś się - Reijo pieścił ją wzrokiem. - Zmieniłaś się, Raiju. Myślałem, że cię 

znam.   Miałem   wspomnienia   o   nas   z   czasów,   gdy   znałem   każdą   twoją   myśl,   zanim   ją 

pomyślałaś. Znałem cię. Kochałem przez jakiś czas. I oczekiwałem, że będziesz taka sama. I 

szukałem w tobie takiej Raiji.

- Długo tam żyłam - odpowiedziała cicho, nie spuszczając z niego spojrzenia. - To jest 

inny świat, Reijo. Tornedalen jednak przypominało Skibom. Życie w jurcie nie było aż tak 

odmienne. Ale tam na wschodzie jest inny świat. W każdym razie tam, gdzie mieszkałam.

- Dobrze trafiłaś - stwierdził pewnym tonem.

- Tak, dobrze. Ale ja także żyłam, nie tylko dostawałam. Stałam się... nie inną Raiją. Aż 

tak nie możesz się mylić, Reijo. Nie jestem inna Raiją, tylko jeszcze bardziej Raiją!

background image

Trudno było to pojąć. Zaczęli też marznąć. Słońce starało się, jak mogło, ale spocona 

skóra szybko wychładzała się na górskim powietrzu.

Reijo wstał, zawahał się przez chwilę,  ale rzucił  wyzywające spojrzenie na Raiję i 

wszedł do wody. Zadrżał lekko, ale zaśmiał się. Brodził, aż woda sięgnęła mu do kolan. Wtedy 

spytał towarzyszkę, czy do niego dołączy.

Raija wbiegła do wody i nie zatrzymała się, dopóki nie zakryła jej ramion. Reijo dogonił 

ją i rzucił się jak kłoda, rozbryzgując wodę. Raija nie pozostała mu dłużna i ochlapała go 

obficie.

Ona   też   pierwsza   się   opamiętała   i   wycofała   na   brzeg.   Marzła   jeszcze   bardziej   niż 

przedtem, ale przynajmniej czuła się czysta.

Reijo objął ją mocno, sam drżąc. Dawał ciepło. Powietrze stało się chłodniejsze, słońce 

zaczynało się chować za wzniesieniem. Posyłało im ostatni uśmiech przed pożegnaniem. Widać 

nie chciało już być świadkiem ich igraszek.

- Właź pod skóry! - zakomenderował. - Nie możemy założyć teraz ubrań, kobieto! 

Osuszymy się pod skórami i nie zamarzniemy. Dołożę do ognia.

- Nie przypal tylko swojej męskiej dumy! - zachichotała Raija i szybko odwróciła się, 

by jego miażdżące spojrzenie dosięgło tylko jej pleców. Weszła pod skórę i skuliła się, czekając 

na   Reijo.   Nie   zazdrościła   mu,   że   klęczy   teraz   i   dmucha   na   iskry.   Żar   wygasł,   gdy   oni 

wywoływali wspomnienia młodości.

Na chwilę zrobiło się zimniej, gdy przyszedł. Nie wystarczało im przykrycia i chłodne 

powietrze docierało do różnych części ciała.

Ale wkrótce skóra ogrzała skórę. Obejmowali się ciasno i nie chcieli się przyznać, że już 

się rozgrzali.

Nie było im tego dosyć.

Leżeli   z   zamkniętymi   oczami,   wyczuwając   siebie   nawzajem.   Dłonie   gładziły, 

rozpoznając się na nowo.

Nie przyznawali się do tego, co się działo. O tym nie marzyli.

To po prostu się działo.

Było nowe i rzeczywiste. Delikatne i piękne.

Ich własne.

Na trawie przy jeziorze •walczyli ze sobą, nie chcąc dać sobą kierować. Walka ich 

zjednoczyła.

Teraz leżeli z zamkniętymi oczami i chcieli dawać - dawać, aż do kresu. Tworzyć coś 

wspólnie.

background image

Pocałunki były lekkie, tak samo dotykanie i głaskanie. Drażniące usta, które wymagały. 

Które chciały poznać smak tych drugich ust. Mocniej.

Oni musieli leżeć mocno objęci. Nie chcieli się widzieć. Nie chcieli napotkać spojrzenia 

tego drugiego.

Tworzyli reguły bez porozumiewania się słowami.

Wymyślali je.

Rozumieli je.

Uznawali je i czuli, jak ta druga osoba wprowadza je w życie. Rozszerzali, gdy ich nie 

rozumiała.

Wszystko było delikatne i czule.

Sucha, ciepła skóra dotykająca drugiej suchej, ciepłej skóry. Skóra renifera pod nimi i 

nad nimi. Łaskotanie włosia. Zapach zwierzęcia. Ich własny zapach.

Mokre włosy dotykające drugiego czoła.

Zęby gryzące lekko.

Czubek języka szukający, smakujący...

Skóra, która płonęła żarem. Obejmujące ramiona. Uda, obejmujące i zamykające.

Spotkanie dwóch ciał, już nasyconych, ale które wciąż nie potrafią oprzeć się pokusie.

- Ale tym razem się nie kąpię!

Raija leżała na Reijo i patrzyła na jego twarz. Zlizała jego pot z górnej wargi, z czoła. 

Smakowało solą i nim.

- Nie musisz, jeśli i ja nie muszę - odparł Reijo, z trudem unosząc głowę. - To było 

wspaniałe. Ale nie rozumiem, skąd to nam się wzięło.

- Dzięki!

Raija jednak rozumiała, co on miał na myśli. On powiedział to z głębi serca.

Raija   też  nie  rozumiała,   skąd  to  się   wzięło.   Z  czego   powstało.   Przecież   nie   to   jej 

przyszło do głowy, gdy pierwszy raz po powrocie ujrzała Reijo.

Nie rozumiała tego.

Ale on miał rację: to było wspaniałe.

Przecież nie dlatego potrzebowali dla siebie czasu. Nie po to poszli w góry, mimo że 

właśnie tego typu aluzje słyszeli od mężczyzn nad brzegiem morza.

- Ubiorę się - Raija musiała powtórzyć to kilka razy, zanim Reijo ocknął się i uwolnił ze 

swych ramion. Sam nadal leżał z ręką pod karkiem i obserwował, jak się ubiera. - Możesz pójść 

po więcej opału - powiedział, gdy Raija wiązała kumagi.

Zamknął oczy i w sekundę później już spał.

background image

Raija   dołożyła   do   ognia.   Spodnie   Reijo   umieściła   na   kumagach.   Związała   jeszcze 

rzemyk, który w zapale przeciął.

Gdy zaczęła marznąć, weszła pod skórę renifera i skuliła się obok Reijo najbliżej jak 

mogła. I zasnęła.

Powietrze było łagodne, jak zawsze tam. Bez najmniejszego podmuchu wiatru. Słońce 

pozdrawiało ją łagodnie.

Pod   stopami   wyczuwała   miękką   trawę.   Dziwiło   ją,   dlaczego   ma   na   sobie   kumagi, 

przecież o tyle przyjemniej byłoby chodzić boso po tej soczystej trawie.

Często chodziła boso.

Mikkal.

Szukała go.

Zmęczyła się szukaniem. Tak zmęczyła, że musiała usiąść. Dobrze było odpocząć w 

trawie. Położyła się, chciała popatrzeć na niebo. Odpocząć.

Było tak miękko...

Ale sen nie przychodził. Słońce grzało skórę i nie pozwalało zasnąć. Trawy łaskotały, 

nie dawały spokoju.

Gdzie on był?

Gdzie był Mikkal?

Nigdzie   nie  widziała   smug  dymu.  Nie  dostrzegała   jurt.  Nie  widziała  obozowiska  z 

odgłosami rozmów i śmiechu tych, za którymi tęskniła.

Nie mogła odnaleźć jurty, którą jej pokazał. Tę, o której powiedział, że postawił dla 

nich.

Dla niej.

Czyżby się zgubiła?

Czy to było gdzie indziej?

Dlaczego nie odnalazła Mikkala? Gdzie on jest? Czy już na nią nie czeka?

Zerwała się na nogi. Pobiegła. Wołała go. Wołała aż do ochrypnięcia. Jednak nikt nie 

odpowiadał.

Mikkala nie było.

A przecież powiedział, że będzie na nią czekał. Obiecał jej to...

- Boże, Raiju! Obudź się! Spójrz na mnie! To nie był glos Mikkala, ale Raija usłuchała. 

Popatrzyła.

Poznała Reijo.

-   Skąd   się   tu   wziąłeś?   -   spytała,   patrząc   szeroko   otwartymi   oczami.   -   Ja   szukam 

background image

Mikkala. Widziałeś go? Miał na mnie czekać, ale nie ma go tu. Poszedł gdzieś. Chowa się 

przede mną. Muszę go znaleźć! Muszę! Muszę znaleźć Mikkala!

Chciała się wyrwać, ale uścisk Reijo był zbyt mocny.

- Spójrz na mnie, u diabła! Raiju! Słyszysz mnie? Pokiwała głową. Nie musiał do niej 

krzyczeć. Słyszała go dobrze. Omiotła go wzrokiem.

- Nie marzniesz? - spytała. Marzł. Była noc i Reijo szczękał zębami. Ale bał się ją 

puścić. Nie miał pojęcia, co mogłaby wtedy zrobić.

Ona nadal śniła. Bał się tego i jeszcze czegoś, czego nie chciał nazwać.

Czegoś nieprzyjemnego.

- Nie śpisz, Raiju! Słyszysz mnie? Powiedz coś! Rozumiesz, co mówię?

- Nie krzycz! Ja muszę odnaleźć Mikkala. Puść mnie, Reijo! Muszę odnaleźć Mikkala!

Uchwycił się tej możliwości.

- Ubiorę się i pomogę ci szukać. Poczekaj na mnie, dobrze?

Pokiwała   głową.   Patrzyła   na   niego,   zdziwiona,   gdy   wychodził   spod   okrycia   skóry 

renifera. Zdeprymowało go to. Ona wydawała się teraz bardziej obca niż kobieta o imieniu 

Raisa.

Spakował  ich  plecaki.  Zaczął gasić  ognisko. Zwinął skóry i przyczepił  do swojego 

plecaka.

Raija   cały   czas   śledziła   go   wzrokiem.   Tym   spojrzeniem,   które   miewała   w   takich 

chwilach.

Zastanawiał się, czy też tak się zachowywała w Rosji. Czy miała na jawie to spojrzenie.

- Spieszę się, jak mogę - powiedział. Ciekaw był, jak ona go teraz widzi. Czy takiego 

jak teraz, czy wziętego z przeszłości. A może zupełnie inaczej niż naprawdę.

Mógł sobie wszystko wyobrazić, co dotyczyło ucieczki Raiji od rzeczywistości.

Nie nazywał tego inaczej.

Reijo czuł, że Raija się niecierpliwi. Ruszyła, zanim skończył.

Nie mógł temu przeszkodzić. Nigdy by nie odszedł od niezagaszonego ogniska. Na 

szczęście Raija poszła wzdłuż rzeki w głąb doliny. I tak mieli tamtędy iść.

Ale nie tak nagle.

Musiał nieść też jej plecak, który nie był szczególnie ciężki, ale stanowił dodatkowe 

obciążenie. A Raija niemal biegła.

A jeśli jej nie dogoni?

- Mikkal! - rozległ się jej głos, żałosny i przenikliwy jak głos siewki. - Mikkal!

Reijo szedł za jej głosem. Dostrzegał jej spódnicę, niebieski szal z zorzą polarną.

background image

-   Mikkal,   nie   odchodź!   Miałeś   na   mnie   czekać!   Reijo   przeszedł   dreszcz.   Przecież 

Mikkal umarł szesnaście lat temu... Niemiło było słuchać, jak ona go woła. Mimo że Raija 

niejako sama wróciła z krainy umarłych, Reijo wiedział, że Mikkal na pewno tego nie dokona.

Mikkal ponad wszelką wątpliwość nie żył.

Raija zaczęła się męczyć. Częściej szła, niż biegła. I nie prostą drogą, ale zygzakami, co 

dawało Reijo szansę dogonienia jej.

- Mikkal! Mikkal!

Noc zbladła. Nic nie odpowiadało na wołanie.

Raija   wystraszyła   niejednego   ptaszka,   ale   nie   zauważyła   tego.   Nie   słyszała   ich 

ostrzegawczych sygnałów o zbliżającym się niebezpieczeństwie.

Czy mógł coś zrobić inaczej? Reijo nie znajdował odpowiedzi. Zasnął. Ona też zasnęła.

Przepełniał go spokój. Wszystko w nim było spokojne i nasycone. Ledwo zauważył, 

gdy weszła pod skórę koło niego.

A potem przeszyła powietrze nocy swoimi krzykami. Wołaniem Mikkala.

Teraz znów zawołała:

- Mikkal! Już prawie ją dogonił. Biegł, gdy jeszcze mógł. Nie miał pojęcia, skąd ona 

brała wytrzymałość. Zadziwiająco długo trzymała go na dystans.

Reijo bał się, co się może stać, gdy Raija w końcu straci siły. A z drugiej strony obawiał 

się, że ona będzie biegła dłużej, niż on wytrzyma.

Może się tu zgubić.

- Mikkal! Krzyk był taki, że Reijo tylko czekał, by niebo pękło.

Wreszcie chyba anioły się nad nią ulitują! Reijo nie zdziwiłby się, gdyby ujrzał Mikkala 

idącego jej na spotkanie.

W jej krzyku było tyle bezdennej rozpaczy!

Reijo czuł się za nią odpowiedzialny. Przecież za kilka tygodni Raija ma wrócić do 

Rosji! Do tego czasu on się nią opiekował. Nic się nie może jej stać!

Reijo zaczął biec, aż pociemniało mu w oczach. Zobaczył, jak Raija pada na kolana i 

kryje twarz w dłoniach. Rzucił wtedy wszystko, co niósł, i ruszył ku niej.

Raija płakała. Spojrzała na niego i zarzuciła mu ręce na szyję. Płakała, wstrząsana 

szlochem.

Reijo gładził ją i pocieszał. Popatrzył w niebo i przesłał tam nieme podziękowanie.

Ona wróciła.

background image

12

Nie poszli nigdzie dalej tej nocy. I nie spali. Siedzieli przy ognisku, otuleni skórami 

renifera. Obejmowali się. Nie mówili zbyt wiele, tyle tylko by odgonić mary plączące się w 

myślach.

Gdy nastał poranek, zgasili ogień i zatarli ślady postoju.

Wędrowali wzdłuż rzeki do następnego jeziorka. W pewnym miejscu musieli przejść na 

drugą stronę. Woda sięgała, im po uda.

Raija zmoczyła spódnicę, bo nie podwinęła jej wystarczająco wysoko. Kumagi miała 

przemoczone, gdyż nie odważyli się pójść boso. Nie znali dna. Reijo bez wstydu zdjął spodnie.

- I tak już widziałaś, co jest do oglądania - powiedział. - Nikogo innego tu nie ma. 

Gorzej mieć potem mokre spodnie.

Marsz ich rozgrzał. Zmoczona spódnica klapała o nogi Raiji.

Dobrze   było   rozmawiać   o   zwyczajnych   sprawach.   Tych   innych   nie   odważali   się 

poruszyć.

- Nie wrócimy przed wieczorem? - spytała z nadzieją.

- Możemy najwyżej dojść do miejsca, gdzie Matti i Sedolf ścinają drzewa - odparł 

Reijo.

- Tak?

- Oni mają namiot, moglibyśmy tam się przespać. Już się robi chłodno pod gołym 

niebem. A wydaje mi się, że się chmurzy.

Popatrzył w niebo. Po południowo - wschodniej stronie zbierały się chmury. Było tam 

płasko, nieliczne wzniesienia nie powstrzymywały wiatrów.

Poszli dalej. Łatwiej się teraz szło, podłoże okazało się mniej kamieniste.

- Co się ze mną dzieje? - spytała nagle Raija, nie zatrzymując się. - Może ja nie miałam 

tu wracać? Boję się, Reijo!

On też czuł strach. Ten sam, co wiele lat temu na pustkowiu na płaskowyżu. Wtedy, gdy 

zimą szli na północ z zamiarem stworzenia dla siebie przyszłości.

Raija   dotknęła   tam   czegoś   niebezpiecznego.   Wtedy   to   wszystko   się   zaczęło.   Reijo 

pamiętał, jak. Pamiętał dzień i jaka wtedy była pogoda.

Ale najlepiej pamiętał swój strach.

Reijo szedł obok Raiji. Blisko. Nie patrzyli na siebie, ale dostrzegali się kątem oka.

- Nigdy wcześniej tak nie było - rzuciła szybko. - Przecież z tobą rozmawiałam!

Reijo nie mógł zaprzeczyć. Jego lęk krążył wokół tego, co ona poruszyła.

background image

- Nigdy nie wracałam na jawę w trakcie tego... - Raija szukała słów. Wiedziała, co chce 

powiedzieć, ale to było niebezpieczne. Przerażało ją nawet w myślach. - Nigdy nie byłam po 

obu stronach w tym samym czasie - powiedziała wreszcie, idąc szybko, jakby uciekała od 

własnych słów. Bała się, co odpowie Reijo. Bała się, że rozwieje jej wątpliwości, że powie, że 

to nic takiego.

Ale on tego nie zrobił.

- Nigdy wcześniej cię takiej nie widziałem - stwierdził z powagą, dotrzymując jej kroku. 

- Nigdy wcześniej nie miałaś takich oczu, Raiju. Nie poznawałem cię.

Wtedy zatrzymała się. Zdjęła plecak i usiadła prosto na ziemi. Nie patrząc na Reijo, 

zaczęła rozsznurowywać kumagi. Wytrząsnęła z nich trawę.

- Czy to początek końca? - spytała.

Reijo przeszedł dreszcz. Usiadł koło niej i wyciągnął suszone mięso z plecaka. Zaczął 

kroić plastry. Jak długo miał zajęte ręce, nie dosięgała go rozpacz.

To   było   coś   niesamowitego.   Szczerze   mówiąc,   nie   wiedział,   czy   ktokolwiek   mógł 

udzielić mu jakiejś rady, zrozumieć i powiedzieć, co to jest.

- A jak bywa zwykle? - spytał ochrypłym głosem. Miał ochotę się roześmiać. - Zwykle! 

- powtórzył. Jakby to coś było czymś zwykłym!

- Przybywam tam, gdy znikam tu - powiedziała Raija przygnębiona. - Tonią nazywa to 

moją podróżą. Chyba lepiej nie można tego nazwać. Ja nie wiem, co to jest, Reijo! Nigdy tego 

nie rozumiałam! Potrafię zdziałać różne rzeczy, nad którymi nie panuję. Musiałam nauczyć się 

z tym żyć.

Zamilkła na dłuższą chwilę. Była ślepa i głucha na wszystko, co ją otaczało. Miała tylko 

świadomość bliskości Reijo. Uchwyciła się jej jak tonący.

- Nigdy nie opowiedziałam ci o Jumali - rzuciła.

- Wzrastałem z Jumala w Biblii ojca co niedziela - odparł Reijo sucho. - Chyba i tak 

wymawiam jego imię zbyt często. „Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno”. Ja 

chyba jestem bardziej wierzący niż ty, Raiju. Ale nie żyję tak, jak powinienem, nie musisz mi 

tego wypominać.

- Nie mówię o naszym fińskim Jumala - odparła Raija. - Jumala to bogini ze złota. Ona 

istnieje. Szłam za nią przez tysiące lat, żyłam, umierałam i szłam za nią przez lata. Potem 

skrzyżowały się z nią drogi Antonii. Ona ją widziała, dotykała. Jumala była dokładnie taka, jaką 

ją widziałam. Jej historia taka, jaką przeżyłam.

Raija opowiedziała mu ją cichym głosem. Rei jo żuł mięso, ale zapomniał kroić nowe 

plastry. Wciągnęła go ta niewiarygodna opowieść.

background image

- Co na to Jewgienij? Raija zadrżała i roztarta ramiona. Ochłodziło się.

A ta historia zawsze przejmowała ją mrozem.

- Jewgienij zawsze obawiał się tej mojej strony - odpowiedziała po chwili milczenia. - 

Nie rozumiał tego. I nie chciał rozumieć. Wolał udawać, że to nie istnieje. Nie szkodziło to mi, 

dopóki umiałam sobie z tym poradzić. Ale on nawet nie chciał o tym rozmawiać. Chyba się bał. 

Ciężko zniósł fakt, że uratowałam mu wtedy życie. To dziwne, prawda? Ale on by zmarł, gdyby 

nie ja...

- Wzięłaś to stąd. To było twoje. Reijo łatwiej rozumiał Jewgienija. Jego działania 

opierały   się   na   jednym:   kochał   Raiję.   Chciał   ją   mieć   na   zawsze.   Miała   być   częścią   jego 

przyszłości, matką jego dzieci.

- To nie tylko to - Raija drążyła temat. - Jewgienij tego nie obejmował, nie panował nad 

tym. A chciał rozumieć, taki był. On musiał rozumieć i wiedzieć na pewno. Na wszystko inne 

zamykał   oczy.   On   się   bał.   Najbardziej   tego,   że   poprzez   moje   podróże   mogłabym   sobie 

wszystko przypomnieć... - Uśmiechnęła się słabo. - I gdyby nie... to, może nadal żyłabym za 

moją skałą. Z przeszłością zaklętą w zimną, ciemną skałę.

Reijo nie znalazł słów odpowiedzi.

- Dlatego tak się bałam, gdy odkryłam, że Natalia to odziedziczyła...

Ciężko jej było o tym opowiadać, ale miała tylko Reijo.

Michaił coś wiedział.

Antonia też.

Ale Raija nie chciała wciągać żadnego z nich w głębię ciemności. Tam, dokąd sama 

bała się udać myślami.

- Natalia miała wizje. Widziała Mikkala, który wychodził z morza. Rozmawiała z nim. 

On dla niej istniał. Natalia żyła razem z nami, ale jednocześnie w innej rzeczywistości. Dla niej 

nie stanowiło to różnicy. Siedziała, bawiąc się i rozmawiając z tymi, którzy byli obok niej, i 

jednocześnie nie byli. Opowiadała o tym, co się zdarzyło, i co się miało zdarzyć. To wszystko 

istniało wokół niej, bez żadnych granic. Ona nie wchodziła w to, po prostu w tym była. Gdy to 

zrozumiałam, strasznie się przeraziłam. Ona była moim dzieckiem. I to ja jej to przekazałam, to 

złe dziedzictwo. Wasia był zwyczajny, jak ty, jak inni. - Raija przytuliła się do Reijo, szukając 

jego ciepła. - Cieszę się, że Wasia tego nie doświadczył. Tak bardzo pragnął dziecka. Kochałby 

Natalię nad życie. Ale cieszę się, że tego nie przeżył, że nie zobaczył, co ode mnie dostała. W 

pewien sposób dobrze, że Natalia nie musiała z tym długo żyć. Jako dziecko bawiło ją to. Nie 

rozumiała, że jest niezwykła. Nie zdawała sobie sprawy, że inni nie widzą tego, co ona. Nie 

miała pojęcia, jaki ból mogłoby jej to sprawić, uczynić ją nieszczęśliwą.

background image

Zamilkła. Nie chciała wyobrażać sobie, co mogłoby się zdarzyć.

Natalia nie żyła.

Reijo   zaproponował   Raiji   plaster   mięsa,   ale   odmówiła.   Nie   była   ani   głodna,   ani 

spragniona. Nie zniosłaby jakiegokolwiek smaku w ustach.

- Zwykle - zaczęła odpowiadać na jego pierwsze pytanie - zwykle mam granice. Wiem, 

że tam jestem we śnie. Po prostu wiem, że tam jestem. Jest zielono i pięknie. Jest lato i niebo 

ma najpiękniejszy niebieski odcień, jaki możesz sobie wyobrazić. Pasą się tam tłuste renifery. 

Nie uciekają, gdy podchodzisz. Nie boją się nikogo. Ich futro jest gładkie i lśniące. Widzę 

smugi dymu. Wiem, że dojdę do osady, jeśli pójdę w ich kierunku. Jeziora są czyste, potoki 

przejrzyste. Mogę biegać na wietrze, tańczyć. Tam przepełnia mnie radość. No i spotykam go. - 

Zaczerpnęła   powietrza.   -   Najpierw   go   nie   widziałam.   Na   początku   go   tam   nie   było.   Ale 

wreszcie go ujrzałam, wcześniej jakby nie byłam gotowa. To takie dziwne, Reijo!

- Nie umiem ci nic odpowiedzieć. Jeszcze nie - odparł Reijo na jej pytające spojrzenie. - 

Nie wiem, co o tym sądzę. Ale wierzę ci. To na pewno. Ale mnie to też przeraża. Byłbym głupi, 

gdybym tego nie przyznał.

Jej uśmiech był niczym kwiat otwierający na chwilę swoje płatki.

- Mikkal mówił, że na mnie czeka. Że ma dla nas jurtę. Widziałam też innych. Nie 

pamiętałam ich imion, ale znałam ich. Nie dotykali mnie, trzymali się z dala, ale czułam, że 

byłam im bliska. Czułam, że mnie znają. Uczucia tam są tak wyraźne, nikt niczego nie ukrywa. 

Wszystko tam jest właściwe. I jest tam Mikkal. Ma młodą twarz, jest silny. I czeka na mnie. 

Moja skóra jest tam gładka, to takie dziwne...

Rzeka płynęła obok nich, tocząc białą pianę. Jej szum wypełniał im uszy. Niebo wisiało 

nad nimi szare, ale nadal wysokie. Chmury były puste. Płynęły z wiatrem w stronę morza, 

kładąc się niczym dach nad doliną, zamykając ją sobą.

-  Coraz  gorzej  jest  wracać  -  westchnęła  Raija.  Reijo  z trudem  przełknął   ślinę.  Już 

wcześniej o tym wspomniała. Teraz powtórzyła z pełną powagą.

Oparła   się   policzkiem   o   kolana.   Otoczyła   je   ramionami.   Spojrzała   na   niego 

wyczekująco. Chciała dojrzeć jego reakcję na swoje słowa.

-   Pragnę   tam   pozostać   -   powiedziała   jeszcze   wyraźniej   na   wypadek,   gdyby   nie 

zrozumiał lub nie chciał zrozumieć. Wyraźniej już nie mogła.

- Wiesz, co to oznacza? - spytał. Kroił więcej mięsa, niż miał na nie ochotę. Musiał 

czymś   zająć   dłonie.   Mimo   to   czuł   niebezpieczeństwo.   O   czymś   takim   lepiej   było   nie 

rozmawiać.

Raija pokiwała głową.

background image

Teraz wiedziała, kim były te znajome osoby po tamtej stronie. Wiedziała, że nigdzie 

indziej nie mogłaby ich spotkać, tylko •właśnie tam.

Wiedziała, co to oznacza. Ciężko było o tym myśleć.

Ale był tam Mikkal. Mikkal na nią czekał.

Tylko to się liczyło. Tylko w tym chciała uczestniczyć. Nie odważyła się pomyśleć: żyć. 

To było coś innego.

- On mnie dotykał. Obejmował mnie - mówiła. - Czułam, że to coś zmienia. Że nie 

powinien był tego zrobić. Ze przekroczył pewien próg. Ale nie chciałam, by przestał. Chciałam 

trzymać go mocno. Pragnęłam, by to trwało... Sądzisz, że ja oszalałam, Reijo?

- Nie, nie sądzę. Większość ludzi nie umiałaby tego znieść. Ty umiesz. Jesteś silna, 

Raiju. Wielu oszalałoby po takich... podróżach. Po takich odwiedzinach. Po zobaczeniu tego, 

czego nikt nie powinien oglądać. - Ujął jej dłoń. - Mogłabyś zostać? Tak po prostu? Wybrać to, 

gdy tam jesteś?

- Raczej tak - odparła Raija bez zastanowienia. Wcześniej już o tym myślała. - On też 

mógłby mnie zatrzymać, ale nie robi tego. Wiem, że mógłby. Ale czuję, że to ja decyduję. 

Postanawiam, że wracam tu. Że jego czas jeszcze nie nadszedł.

- Ja nie boję się umrzeć - stwierdził Reijo. - Ale boję się nie żyć. Rozumiesz różnicę? Ty 

się nie boisz?

- Gdy jestem tam, nie. Ale tutaj umieram ze strachu. Teraz też. Najbardziej dlatego, że 

go tam nie było. Dlatego, że przebywałam w obu miejscach naraz. Co złego zrobiłam? Czy to 

przez nas, Reijo?

Reijo ucałował jej czoło, włosy. Objął ją mocno. Sam marzł. Wmawiał sobie, że się tak 

ochłodziło. Ale to nie powietrze było powodem wewnętrznego mrozu, który czuł.

- Nie mieszaj nas do tego, Raiju! Ja wierzę w to, co mówisz. Wierzę, że możesz się tam 

przenosić. Wierzę, że Mikkal tam na ciebie czeka. - To było trudne. Musiał głęboko odetchnąć, 

chwilę pomyśleć. - Ale wiem także, że Mikkal nie żyje. Ja sam płynąłem z jego ciałem na 

północ. Utonęło w morzu. On umarł jako dorosły mężczyzna. I wiem też, że ty żyjesz, moja ko-

chana! Obejmuję cię i czuję, jak jesteś ciepła. Jesteś z krwi i kości, jest w tobie życie. Wiem, że 

nie powinnaś obcować z... tą drugą stroną. Nie umiem tego nazwać. Ty tak. Ja ci wierzę. Nie 

zmyślałabyś tego wszystkiego. - Westchnął. Właściwie to byłoby prostsze. Ale Raija nigdy nic 

nie zmyślała! - To, co robisz, to część życia. Nikogo nie musisz za to przepraszać. Nikt nie 

może wymagać, byś uznała to za niebyłe. Nikt nie może wymagać, żebyś przestała żyć jak Ra-

ija. Nikt nie może wymagać, żebyś się zmieniła tylko po to, by ich zadowolić. Ani po tej 

stronie, ani po tej drugiej. Jeśli Mikkal zrobił to specjalnie, zadał ci taki ból tylko po to, to 

background image

niczego nie jesteś mu winna. Nie możesz być wierna komuś, kto nie żyje, Raiju!

Ona to wiedziała.

To dlatego tak się bała.

Dlatego   czuła   lodową   obręcz   wokół   siebie.   Poczuła,   jakby   granice   zaczynały   się 

zacierać. Powinna mieć tego świadomość, gdy przechodziła na tamtą stronę. Powinna wiedzieć, 

gdzie jest.

Powinna umieć wybrać.

A nie wiedziała.

Z szeroko otwartymi oczami szukała Mikkala. Wołała go.

Tutaj.

- Czy to początek końca? - spytała znów. - Przyjechałam tu. Spotkałam się z wami. 

Wiem, że dałam wam coś w rodzaju spokoju, przynajmniej niektórym. Muszę porozmawiać z 

Idą, muszę się do niej zbliżyć. To dla nas ważne. I dlatego się boję, że jedyna rzecz, która mnie 

tu trzyma, to odrzucenie przez moją córkę. Może bym nie wróciła, gdyby ona tego nie zrobiła? 

Może nie ma tu dla mnie nic więcej do roboty? Czy to tak jest?

- Boisz się? Raija pokiwała głową.

- Czyli że jest coś więcej. Reijo nie był tego całkiem pewny, ale włożył w te słowa wiele 

stanowczości. Nie wiedział, czy ją przekona, czy nie. Raija słuchała.

- Nie możesz wrócić z tym do Rosji! - Reijo pogłaskał ją po policzku. - Tam nikt tego 

nie rozumie.

- Tonią - zaprotestowała Raija słabo. Nie mogła przyznać się przed Reijo, że miał rację. 

Nawet   Antonia   nie   rozumiała   mroku   jej   podróży.   Nie   rozumiała   bólu.   Nie   zdawała   sobie 

sprawy, jak blisko krawędzi Raija balansowała.

Reijo to rozumiał.

- To może już nie będzie jak teraz - pocieszyła go. - Może jestem już blisko.

- Nie sądzę, żeby to miało coś wspólnego z miejscem, gdzie jesteś - zbijał jej argumenty 

Reijo. - To za tobą idzie, Mały Kruku!

Wyplątał gałązkę z jej włosów. Przeczesał je palcami, przesiał jej czarne sploty. Czarne, 

gdzieniegdzie z dodatkiem jaśniejszego... Śladem mijających lat.

- Za tobą, Raiju. Czy umiałabyś żyć z tym samotnie? Czy potrafisz to unieść?

Reijo czuł się zmęczony i obolały. Współczuł jej z całego serca. Chciałby pomóc jej 

nieść jej brzemię, ulżyć w jej samotności.

- Dotychczas tak robiłam.

- A dalej?

background image

- Coraz częściej chcę tam zostać - powtórzyła. Nie chciała nazwać tego innymi słowami. 

Czuła, jakby wypełniały jej usta, stając się czymś, czego nie umiała ani przełknąć, ani wypluć. - 

Chcę zostać. Tam jest taki spokój. A ja jestem taka zmęczona, Reijo. Nie pragnę niczego innego 

poza spokojem. Poza spokojnym życiem, bez zmian z nocy na dzień. Zbyt często moje życie 

wahało się między niebem a piekłem. Już tego nie wytrzymuję. Chcę żyć w spokoju...

- Żyć? - Reijo uchwycił się tego słowa. - Żyć, Raiju?

- Być - poprawiła niechętnie. Nie wierzył jej.

- Przedstawię ci coś, czemu możesz się przyjrzeć - powiedział bez zastanowienia. Nie 

zdecydował o tym, ale brał taką możliwość pod uwagę. Nie był przekonany co do powodzenia, 

ale nie mógł nie spróbować. - Życie, Raiju. Ludzie, których znasz, którzy cię kochają. Którzy 

wymagają czegoś od ciebie. Którzy robią coś dla ciebie. Dzieci, które cię potrzebują. Dorośli, 

którzy pytają cię o radę nie dlatego, że się ciebie boją czy czują, że są wobec ciebie dłużni, ale 

dlatego, że jesteś jedną z nich. Dom, który nie wymaga dużo zachodu. Jedzenie na stole, nie w 

nadmiarze, ale wystarczające. Ubranie. Nie hafty na cienkim materiale, ale proste bawełny i 

wełny. Rozgrzewana co tydzień sauna. Płaskowyże do wędrówek. Lasy, w których można się 

ukryć. Wody fiordu jako spiżarnia. Góry, które nie chcą cię skrzywdzić, tylko cię obejmują. Nie 

dławią, ale bronią. Obejmują cię dlatego, że jesteś ich częścią, a nie osobą, której można się 

bać. Nie taką, o której opowiada się historie. Ciche życie wśród ścian z bali. Ludzie, którzy cię 

kochają. Spokój. Mężczyzna, który umie milczeć. Małe dziecko, które ma swoje wymagania, 

ale nic poza tym. Więcej ludzi nie będzie. Możesz to sobie wyobrazić, Raiju? Czy umiałabyś 

żyć takim życiem? Nie będzie to  niebo, ale mogę ci obiecać, że na pewno nie piekło. Życie 

płynące równym strumieniem. Bez sztormów. Bez gwałtownych zmian. Spokojnie...

- Ale bym żyła? Jesteś taki dobry, Reijo! Czy przemyślałeś to sobie?

- Nie. Roześmiali się oboje. Mrok odsuwał się, gdy byli razem. Patrzyli w tym samym 

kierunku. Potrafili rozmawiać o trudnych sprawach. Umieli razem milczeć, ale nie o ważnych 

problemach.

-   Życie   Michaiła   to   statki.   Cała   jego   przyszłość   to   Archangielsk.   Michaił   jest 

Rosjaninem. Mojego syna nie będę przesadzała!

-   Nie   pytałem   twojego   syna   -   odparł   poważnie   Reijo.   Zamyślił   się   na   chwilę.   - 

Pamiętasz, ile miałaś lat, gdy stałaś się samodzielna? Piętnaście. Miałaś piętnaście lat i byłaś w 

ciąży. Ja miałem szesnaście, gdy przetańczyłem całą noc z panną młodą. Pamiętam, że czułem 

się dorosły. Umiałem wiele  i dawałem sobie radę.  Nic  nie straciłem dlatego,  że wcześnie 

musiałem sobie dawać radę. Nigdy na tym nie straciłem, że musiałem być odpowiedzialny.

- Pytasz, czy jestem w stanie zawieść jedyne dziecko, którego nie zawiodłam?

background image

- Mówię, że to dziecko nie jest już dzieckiem. On jest dorosły. I tak wkrótce stanąłby na 

własne nogi. Założyłby rodzinę. Zbudował dom. On ma statki. Będzie zawsze zajęty, Raiju. I 

nie   zawsze   będzie   dla   ciebie   miejsce   w   jego   życiu.   Zapragnie   wokół   siebie   powietrza   i 

przestrzeni, jak my wszyscy kiedyś. I to nie dlatego, że nie byliśmy przywiązani do rodziców, 

ale dlatego, że chcieliśmy stworzyć coś własnego, niezależnego.

Raija sama czuła, że zbyt kurczowo trzyma się Michaiła. Żyła poprzez niego.

Był dla niej tak ważny...

Raija była ważna dla niego. Ale czuła też, że zniszczyłaby coś z siebie, gdyby chciała 

zatrzymać go w domu, zobaczyć, jak staje się dorosły, żyć jego życiem.

- Sądzisz, że jako jedyny wybór masz tę drugą stronę! - Reijo drążył bezlitośnie, zrywał 

zasłony, za którymi chciała ukryć prawdę. - Sama wiesz, że Michaił wkrótce rozwinie skrzydła 

i odfrunie od ciebie. Domyślasz się, że już tego próbuje. Wiesz, w jakim kierunku. Sama wiesz, 

że wkrótce się ciebie puści. A ty przygotowujesz się na spotkanie z innym światem. Boisz się 

zostać sama w Rosji. Może i masz dużo. Ale mnie się wydaje, że wiele ci brakuje. Mówisz, że 

możesz wybrać inaczej. Może, ja nie wiem. Tylko ty to wiesz. Jeśli nie wybrać ludzi, to inny 

sposób życia. Słuchałem ciebie i wiem, że to, co opowiedziałaś, nie wypełni ci wystarczająco 

życia, by dać ci radość. Szczęście. Dlatego mówię ci, że mam dla ciebie wybór. Możesz wybrać 

domek na cyplu, Raiju. Nas. Mnie.

- Jak?

- Zapłacimy za to, jak pokierowaliśmy naszym życiem. Nie chce mi się wierzyć, by 

wtrącili nas, starych, do więzienia. Prędzej skarżą nas na odosobnienie w naszym domu na 

cyplu. Ludzie powoli zapomną. Albo możemy wziąć ślub na nowo. Mamy nowego księdza. Ja 

jestem wdowcem. Ty jesteś Rosjanką Raisą Bykową. Zdarzało się już wcześniej, że ludzie brali 

ślub z nagłej miłości.

-   Ludzie   się   dowiedzą   -   zaprotestowała   Raija.   Nie   wierzyła   w   powodzenie   jego 

rozwiązań. - Już mówią.

- Mówią - zgodził się Reijo. - Ale to nie ma większego znaczenia. Zależy, kto mówi i 

kto słucha. Istnieje wiele tajemnic, które stały się własnością publiczną i nie zaszkodziły temu, 

kogo dotyczyły. Sądzę, że masz dużo możliwości wyboru, Raiju.

- Muszę to przemyśleć. - Raija nie chciała go zranić, odmawiając od razu.

Najgorsze, że mogłoby się stać właśnie tak, jak jej to przedstawił.

Mogłoby być dobrze...

O  takim  życiu  marzyła.  Spokojnym  i  bez  większych  zmartwień.   Pomiędzy   ludźmi. 

Życiu   dla   kogoś.   Z   możliwością   ucieczki   do   samotności,   gdyby   chciała.   Rozpostarciem 

background image

skrzydeł, gdyby chciała latać.

Mogłoby być dobrze...

- Muszę  mieć miejsce na moje krosna  - uśmiechnęła  się przekornie. W wyobraźni 

ujrzała swoje wielkie krosna z domu nad Dwiną. Zwoje wełny, które trzymała w skrzyniach.

- Mam miejsce - odparł Reijo. - Pokoje opustoszeją, gdy Elise i Matti się wyprowadzą. 

Zostanę tylko ja i Ivar Antti. Nie damy rady ich zapełnić. I nie jestem jeszcze tak niedołężny, by 

potrzebować kogoś do pomocy. Nie zamierzałem szukać żadnej kobiety. Skończyłem z tym. 

Kochanie   kogoś   przysparza   także   bólu.   Nie   sądziłem,   bym   spotkał   jeszcze   kogoś,   z   kim 

chciałbym dzielić życie. Stałem się wybredny na stare lata.

- Myślałby kto... - mruknęła, lecz nie mogła powstrzymać śmiechu. Poczuła, jakby los z 

nią   igrał,   bezlitośnie   zamieniając   kolory   nici,   które   ona   tak   starannie   przygotowała   i 

zaplanowała do swego gobelinu.

- Wiem, czego mogę się po tobie spodziewać - uśmiechnął się Reijo. - Nie chcę, byś 

teraz odpowiadała. Sama postanowisz. Jeśli odpłyniesz, zrozumiem, że to ostateczna odmowa, 

że nie chciałaś powiedzieć mi tego w oczy, by nie zranić moich uczuć.

Przygotowali się do dalszego  marszu. Niebo poszarzało, chmury zgęstniały, ale nie 

wyglądały na deszczowe. Pewnie wypadały się gdzieś na pustkowiach.

- Chciałabym pojechać do Finlandii - powiedziała Raija po dłuższej chwili marszu w 

milczeniu. - Może nie powinnam, ale chciałabym zobaczyć Maję. Knuta, Ailo. Nie wystarczą 

pozdrowienia, nie po tym czasie. Nie po tym wszystkim, co się działo. Wiem, że to niemożliwe, 

ale mimo to chciałabym tego. W moim sercu będą puste miejsca.

Reijo rozumiał, co się w niej dzieje. Co w sobie budowała. Dlaczego. Bez względu na 

to, co on mówił, Raija czuła, że musi się usprawiedliwiać wobec tego, który nie mógł niczego 

od niej żądać. Tego po drugiej stronie.

Nie był to czas, by ją naciskać. Nie mógł jej zmuszać, mimo że czuł, że jego propozycja 

będzie dla niej najlepsza.

Bolało go, gdy wyobrażał sobie ją na miejscu w Rosji. Źle by się czuł ze świadomością, 

że ona tam jest. Ze tęskni. Że żyje pozbawiona tylu rzeczy.

Szli w milczeniu, pogrążeni w myślach. Mimo że nie dzielili się nimi, nie czuli się 

samotni.

Zrobiło   się   bardziej   stromo.   Opadła   mgła,   otulając   ich   gęstą   zasłoną   i   obdarzając 

wilgotną pieszczotą.

Reijo i tak wiedział, gdzie są, znał te okolice. Zapewnił Raiję, że się nie zgubią. Może 

po nieco dłuższym czasie, ale dotrą wieczorem do namiotu chłopaków. Trochę będą musieli się 

background image

wspinać,   ale   nie   poważnie.   Nawet   kobieta   w   spódnicy   da   sobie   tu   radę,   no   i   starszawy 

mężczyzna też. Ale to tylko spacer wzdłuż rzeki.

Przyjęła jego słowa. On wiedział najlepiej, znał teren. Raija nie bała się ani skał, ani 

mgły. Nadal widzieli, co mają przed sobą. Przyroda nie schowała się całkiem przed nimi. Rzekę 

zresztą było dobrze słychać.

Raija przemoczyła kumagi. Jeden rzemyk się jej rozluźnił, rano nie chciało jej się go 

porządnie zacisnąć.

Rozwiązywał się coraz bardziej. Nie mogła go poprawić, bo akurat musiała trzymać się 

oburącz skały.

Nie chciała mówić o tym Reijo, bo ten schodził szybko jak kozica. Wołał do niej, czego 

może się złapać, na czym stanąć. Brakowało jej czasu na zastanowienie.

Już wiele lat nie poruszała się w takim terenie. W Rosji wszystko było płaskie i rozległe.

O ile mogła dostrzec, miała już niedaleko. Pod sobą widziała gęste zarośla.

Ufała, że Reijo nigdy nie zmusiłby jej do przejścia tej drogi, gdyby nie był pewien, że 

jest bezpieczna. Inaczej nie schodziliby po stromym zboczu we mgle!

Znalazła ścieżkę, o której wspomniał Reijo. Szła krok za krokiem. Rzemyk wisiał luźno, 

ale nie przeszkadzał jej, jeśli o nim nie myślała. Wolałaby tylko go nie zgubić.

- Już niedaleko! - Reijo wołał do niej z ziemi. Raiji ulżyło na sercu. - Na prawo! 

Widzisz? Idź blisko skały, ale nie puszczaj trawy!

Zrobiła, jak powiedział. Rzemyk zaczepił się o korzeń, obok którego przesunęła nogę, i 

przytrzymał ją, zanim znalazła coś, czego mogłaby się uchwycić...

Spadła.

Krzewy w stóp Reijo przejęły nieco impetu upadku, ale Raija spadła tak nagle, że Reijo 

nie zdążył jej złapać. Zanim się zorientował, ręce zagarnęły tylko powietrze.

Ścieżka   szła  wzdłuż półki  skalnej. Do  rzeki  było  niedaleko.  Raija spadła z  półki i 

potoczyła się w dół.

Reijo słyszał jej krzyki, gdy zaczął biec ścieżką. I tak by nie pomogło, gdyby biegł po 

stromym.

Zanim zdążył do niej dotrzeć, zapadła cisza.

background image

13

Spadła aż na sam dół. Plecak leżał pod jej głową i karkiem. Cud boski sprawił, że 

przyjął na siebie ostatnie uderzenie.

Reijo dobrze wiedział, że Raija mogła sobie złamać kark.

Miała na sobie ślady potłuczeń i otarcia. Krew płynęła z policzka. Reijo bardziej się bał 

takich krwotoków, których nie mógł widzieć.

Stał bezsilnie kilka minut. Popatrzył w górę na skałę. Była wysoka na dziesięciu - 

dwunastu ludzi. Miała tu i ówdzie występy. Raija mogła się o nie poobijać, ale przynajmniej 

zwolniły tempo upadku.

Oddychała. Reijo wiedział, że mogłaby już nie oddychać, gdyby spadła prosto w dół.

Nie wiedział, czy ma za to dziękować. Nie wiedział zresztą, komu.

- Prawie ją miałeś - rzucił w powietrze. - Mam nadzieję, że jej teraz nie zatrzymasz. Ona 

jeszcze ma tu coś do załatwienia. Tobie się nie spieszy. Nic ci się nie stanie, jeśli sobie trochę 

poczekasz. Wieczność jest długa. Ona do ciebie przyjdzie. Wtedy, gdy nastanie jej czas. Wtedy 

będziesz ją miał na zawsze. Ale teraz jeszcze za wcześnie.

Reijo przerwał sam sobie:

- U diabła, stoję tu jak stary wariat i gadam sam do siebie. Albo do kogoś, kto dawno nie 

żyje!

Ostrożnie   próbował   wyjąć   plecak   spod   głowy   Raiji,   ale   zaniechał   tego.   Uznał,   że 

ochrania jej kark.

Nie wyglądało, by coś sobie złamała.

Wolałby chyba, by umarła, niż straciła władzę w nogach. Jej  wszystkie marzenia i 

tęsknoty związane były z możliwością poruszania się.

Reijo podniósł Raiję i zarzucił sobie na kark. Trzymał za ręce i kostki u nóg.

Musiał zachować wielką ostrożność. Posuwał się z trudem, a miał przed sobą długą 

drogę.

Liczył, że dotrą do miejsca wyrębu przed wieczorem. Teraz musiał zdążyć.

Przynajmniej - spróbować.

Matti i Sedolf zakończyli pracę na dziś. Ich dni rozpoczynały się wcześnie i trwały 

długo. Żaden z nich nie bał się pracy, zwłaszcza gdy wykonywali ją dla swego dobra.

Matti nie mógł się doczekać, kiedy zamieszka u siebie. Nie był pewny, czy zdążą przed 

zimą.   Już   wcześniej   pomagał   przy   stawianiu   domów.   Wprawni   pracownicy   byli   w   stanie 

ustawić kilka bali w ciągu dnia. Trzeba było je dobrze wpasowywać tak, by nie pozostały zbyt 

background image

duże szpary. Nie powinno się wpychać pomiędzy bale zbyt wiele mchu.

Mieli mało czasu.

Drewno nie wyschło jeszcze porządnie, ale mimo to postanowił zaryzykować.

W domku na cyplu nie było im źle, mieszkali u swoich. Ale Matti żył myślą o własnych 

czterech ścianach. O drzwiach, które Elise zamknie wieczorem kluczem wiszącym w pęku u jej 

pasa.

- Wymarzną się w tych górach - stwierdził Sedolf, wskazując głową na mgłę. Spłynęła 

po południu i zawisła na czubkach drzew.

Siedzieli przy ognisku, przeciągając nieco wieczór. Dobrze było odpocząć, oddychając 

świeżym powietrzem. W namiocie tylko spali. Namiot był prostszą odmianą lapońskiej jurty. 

Składał się z długich gałęzi ustawionych w szpic i okrytych skórami i wełnianymi pledami. Na 

ziemi rozłożyli skóry i kolejne pledy. Nie mieli miejsca na palenisko. Bywało im zimno, ale 

wtedy raczej wstawali wcześniej i rozpoczynali pracę. Gdy się kładli, nigdy nie panowało aż 

takie zimno, by nie mogli zasnąć.

- Pewnie się rozgrzewają - odparł Matti ze śmiechem i dwuznacznym spojrzeniem. - Ty 

pewnie też zauważyłeś gorącą krew rodu Alatalo u Idy, prawda?

Sedolf nie mógł zaprzeczyć.

- Naprawdę myślisz, że oni...?

- No cóż - zastanowił się Matti, gryząc gałązkę. Zapomniał wziąć z domu tytoniu do 

żucia i czasem mu tego brakowało. Radził sobie, jak umiał. - Moja siostra jakoś nie odmówiła. 

A ma słabość do Reijo. A on na tyle jest mężczyzną, że wie, jak dobrze jest w kobiecych 

ramionach. Coś jest pomiędzy nimi, są sobie tak bliscy. Chociaż nie tak samo jak kiedyś Raija i 

Mikkal. Jak ty i Ida. Ja i Elise. Ale coś istnieje, rozumiesz? Ja mam swoje zdanie o tej ich 

wyprawie. Sądzę, że Reijo jest bardziej przebiegły, niż sobie wyobrażamy.

Zaśmiali się, zostawiając ten temat. Mieli suszone mięso i chleb. Kwaśne mleko, masło i 

ser, które trzymali w chłodzie w jamie wykopanej w torfie. Mieli też piwo uwarzone przez Idę i 

przesłane z upomnieniem, by nie wypili wszystkiego od razu. Niczego im nie brakowało.

- Czy to łoś? - Matti usiadł gwałtownie i wpatrzył się w cienie lasu.

- Nie wypiłeś aby za dużo? - spytał Sedolf. Uraczyli się z dzbanka po dniu dobrej pracy, 

to prawda. - A może to niedźwiedź? - dodał z roztargnieniem, bardziej zajęty chmarą meszek 

krążących mu nad głową. Odganiał je dmuchnięciem i z rozbawieniem obserwował, jak po 

chwili walczą o utracone pozycje.

- Boże jedyny! - zawołał Matti. Ton jego głosu na dobre oderwał Sedolfa od jego 

zajęcia.

background image

Reijo z trudem wyszedł z zagajnika brzozowego. Raija leżała bez życia na jego barkach.

Zatrzymał się, gdy ich dostrzegł, i zachwiał się. Dobiegli do niego. Sedolf przejął Raiję, 

zaniósł ją do namiotu i położył, nie zdejmując z niej plecaka. Zbliżył dłoń do jej ust i sprawdził, 

że oddycha.

- Żyje? - spytał Reijo mrocznym głosem. Nie usiadł.

- Co się stało? - spytał Matti.

- Gdzie macie konia? - spytał Reijo, nie odpowiadając na jego pytanie.

- Ida nas tu przywiozła - odparł Sedolf. - Przyjedzie pojutrze. Tak zdecydowaliśmy, by 

nie zajmować się jeszcze koniem.

- Dobry Boże! - stęknął Reijo. Wszedł na czworaka do namiotu i usiadł obok Raiji. 

Pogłaskał ją po policzku. - Spadła niemal na gołą skałę. Myślałem, że nie żyje. - Pogładził 

pieszczotliwie skórę plecaka. - To on ocalił jej kark. Gdyby wylądowała inaczej, i tak nie 

byłoby istotne, że Ida przyjedzie dopiero pojutrze. Nie wiem, jak źle z nią jest, ale nie ocknęła 

się jeszcze.

Sedolf zaczął wciągać sweter.

- Idę po wóz - rzucił. - Będzie szybciej niż pojutrze. Dojdę na dół jeszcze za nocy. 

Wtedy Ida przyjedzie wozem, a ja pójdę spać. Jesteście jej najbliżsi, będziecie z nią. Mam 

nadzieję, że zdążę.

Nie odwodzili go od tego pomysłu. Nic innego nie mogli zrobić.

- Czy ona umrze? - spytała nie po raz pierwszy Ida.

Sedolf  siedział  i  niemal  drzemał,  obejmując Mikkala.  Nie  mieli  czasu,  by odwozić 

chłopca do Elise na cypel.

Zaprzągł tylko konia i załadował koce i mikstury, które Ida dostała od Anjo. Nie był 

jednak pewien, czy Ida wiedziała, jak ich użyć.

Był bardzo wczesny ranek. Nawet Reijo by jeszcze nie wypłynął na poranny połów.

- Umrze?

- Nie wiem - odparł Sedolf tak samo, jak wcześniej.

- Czy ona wygląda, jakby miała umrzeć? - nie poddawała się Ida.

- Oddychała, ale nieprzytomna. Krwawiła i była potłuczona. Zresztą nie wiem, Ida. 

Reijo też nie wiedział. Skąd, u diabła, mam wiedzieć? Przecież od razu ruszyłem na dół!

- Nie musisz przeklinać! - odgryzła się Ida. - Po co tata zmuszał ją do wspinaczki? - 

spytała samą siebie. Sedolf musiał się uśmiechnąć. Ida była jedyna w swoim rodzaju.

- Dlaczego ja zachowywałam się jak głupia? Jak rozpuszczony bachor?

- Może taka jesteś? - odparł Sedolf bez zastanowienia. Z trudem nadążał za jej słowami. 

background image

Nie chciał też budzić Mikkala. Chłopczyk zasnął od razu, gdy go położyli na wozie, mimo że 

zdziwił się, gdy go wynieśli z łóżeczka. Mały tyle podróżował w swoim życiu, że wiele rzeczy 

akceptował. Sedolf poczuł przypływ czułości do malca. - Ona spadła nie dlatego, że się tak 

zachowywałaś   -   musiał   jednak   dodać.   Ida   zawsze   ubarwiała   rzeczywistość,   dodając   sobie 

znaczenia i oceniając los tak, jak jej pasowało. - Nawet cię tam nie było! - dodał, gdy Ida nie 

odpowiadała. - Twój ojciec nie dlatego wziął ją w góry, że ty byłaś nieprzejednana.

- A dlaczego?

- Boże, Ida! Ani ty, ani ja nie mamy z tym nic wspólnego! Tylko ich dwoje! Oni są 

twoimi rodzicami, ale nie muszą się przed tobą tłumaczyć ze swoich poczynań.

Zamilkła. Sedolf widział, że ona płacze, ale to był jeden z tych razów, gdy lepiej było jej 

nie przytulać.

Musiała być z tym sama.

Sedolf zresztą poczuł się tak wyczerpany, że zasnął.

- Czy ona umiera? - Ida rzuciła się na ojca. Płakała i była jednocześnie zła. - Dlaczego ją 

tam ciągnąłeś? Przecież ona nie chodziła po górach, od kiedy żyje w Rosji! Wszyscy mówią, że 

tam jest gładko jak na pupie dziecka! Czy nie myślałeś?

Uderzyła go pięścią w klatkę piersiową, waliła niczym w bęben. Reijo pozwolił jej na 

to. Gdy uderzenia ustały, objął ją i otarł jej łzy kciukami.

- Obmyliśmy jej rany - powiedział spokojnie. - Opatrzyliśmy. Zużyliśmy na to jej halkę. 

Raija   na   pewno   się   potłukła,   ale   niczego   nie   złamała.   To   zakrawa   na   cud.   -   Zaczerpnął 

powietrza. Sam nie spał zbyt wiele, pozwalał sobie tylko na krótkie drzemki. Nic nie jadł, nie 

miał na nic ochoty. - Gdyby odniosła jakieś wewnętrzne obrażenia, krwawiłaby. Ale nic się nie 

dzieje. Tylko śpi.

- Śpi? - Ida zadrżała.

- Śpi - potwierdził Reijo zmęczony. - Podróżuje. Nazwij to, jak chcesz, moja Ido.

- Zimnym snem? Pokiwał głową.

- Na to nic nie możemy poradzić. Staramy się, by jej było ciepło. Siedziałem koło niej, 

trzymałem za rękę. Ale chyba ze mnie kiepska kotwica, Ida. Chyba już jest za późno. Nic nie 

może jej pomóc: żadne zioła czy lekarz. Nic nie pomoże puszczanie krwi czy modlitwy. Coś 

innego ma nad nią teraz władzę.

- Nie mogę tak czekać! - Ida nigdy nie odznaczała się cierpliwością. Wszystko musiało 

się dziać natychmiast. Sięgnęłaby po cuda. - Czy Maja mogłaby jej pomóc?

- Nie wiem. Ida przebiegła obok niego, weszła na kolanach do namiotu i zatrzymała się 

przy matce. Przyłożyła dłonie do jej policzków, ogrzewając je.

background image

Były takie zimne!

- Dajcie tu koce! - zawołała Ida, wysuwając głowę z namiotu.

Reijo posłuchał. Sedolf i mały Mikkal nadal spali na wozie.

Obłożyli kocami skóry okrywające Raiję. Wiedzieli jedno: że ma jej być ciepło.

Jednak ona nadal była zimna, gdy po dłuższej chwili sprawdzili.

Posunęli się, robiąc miejsce jeszcze dla Mattiego.

Najwcześniejsze ptaki odzywały się już w koronach drzew. Nie wiadomo było, czy 

słońcu uda się przedrzeć przez mgłę. Próbowało, ale mgła nadal była gęsta jak mleko.

- Rozmawialiśmy o tym - powiedział w końcu Reijo. Nie czuł, by zawodził zaufanie 

Raiji. Musiał się tym z kimś podzielić. A Ida i Matti byli jej jeszcze bliżsi. Ta sama krew. - Ona 

podróżuje pomiędzy tym a rzeczywistością. Nie zawsze odróżnia te stany. Sama się lęka tego 

czegoś. Lęka się, że to straci albo że oszaleje. Ale naprawdę to coś staje się dla niej naj-

ważniejsze z tego, co ma. Michaił niedługo dorośnie. A w Archangielsku nie pozostawiła zbyt 

wiele. Dobrze jej tam, ale wiele jej brakuje. - Reijo zaschło w ustach. - To nie jest łatwe - mówił 

dalej. - Ja tego też nie rozumiem. Ona przechodzi do świata, gdzie panuje spokój. Gdzie czeka 

na nią Mikkal. Rozmawia z nią. Dotychczas za każdym razem wracała. Ale mówi, że coraz 

niechętniej. Wolałaby zostać tam z Mikkalem.

- O Boże, tato! - zawołała Ida. - Wierzysz w to?

- Przecież sami to widzimy, prawda?

Ida nie odpowiedziała.

- Dziś w nocy coś się wydarzyło - mówił dalej Reijo. - Ona znów śniła. Przeszła na 

tamtą stronę. Ale gdy się ocknęła, nadal tam była. Rozmawiała ze mną, poznała mnie. Ale nie 

wiedziała,   gdzie   jesteśmy.  Szukała   Mikkala.   Biegła   godzinami,   wołając  go,   zanim  wróciła 

naprawdę. Z trudem za nią nadążałem.

W namiocie zapadła cisza.

- Ja nie wiem, czy ona zechce wrócić - powiedział Reijo smutnym tonem. - Skoro już 

tam jest...

Ida wyszła.

Reijo został, trzymając dłoń Raiji w swojej. Czasami zasypiał. Za każdym razem, gdy 

się budził, dłoń Raiji była równie zimna.

Reijo się bał.

To się zdarzało wcześniej, nie było mu nieznane. A Raija może już wystarczająco długo 

żyła? Zdążyła pozostawić po sobie ślady.

Jeśli nie powróci, może to będzie miało sens. Ale będzie za nią tęsknił. Bardziej niż 

background image

wtedy, gdy zniknęła piętnaście lat temu.

Tym razem czekał. Widziała go. Stał nieporuszony i czekał. Patrzył w jej kierunku. 

Wiedział, że przyjdzie.

Co mogła zrobić innego, niż pobiec ku niemu? To z nim było jej najlepiej!

Raija nie miała jednego rzemyka u kumagów, ale mimo to biegła. Frunęła! Prosto w 

jego objęcia.

- Wiedziałeś, że przyjdę? - spytała, zdyszana, gładząc go po włosach.

- Wołałem ciebie - odparł. - Ale potem żałowałem.

- Żałowałeś? - Musiała się mu przyjrzeć. Powaga jego głosu zdziwiła ją. Oczy mu 

pociemniały,   straciły   swój   bursztynowy   odcień.   -   Ja   cię   szukałam,   Mikkal.   Nie   słyszałeś 

mojego wołania? Myślałam, że mnie porzuciłeś! Sądziłam, że już na mnie nie czekasz! A 

obiecałeś! Obiecałeś, że będziesz na mnie czekał. Dawno temu obiecałeś, że zawsze będziesz 

się mną opiekował. Zawsze.

- Opiekuję się tobą - powiedział łagodnie. Odsunął ją na odległość ramienia i popatrzył 

z czułością. Uśmiechnął się swoim uśmiechem z młodości. Tym, który miał, zanim spotkały go 

wszystkie zawody, zanim poznał smak goryczy, zanim zrozumiał, że poświęcił zbyt wiele.

- I czekam na ciebie, Mały Kruku. Powiedz mu, żeby cię tak nie nazywał. Ty jesteś 

moim Małym Krukiem. Czekam na ciebie.

Pokazał jej tereny, które przypominały do złudzenia te, po których biegali jako dzieci.

Ale nie te same.

Stali obok siebie. Było lato. Zawsze było tam lato, gdy przychodziła.

Raija nie chciała pytać, czy mają też tę błękitną jesień, którą kochała. Sama zobaczy.

Mikkal pogładził jej twarz obiema dłońmi, delikatnie, pieszcząc każdy skrawek skóry.

Ona nie mogła go dotknąć. Cofnął się, gdy podniosła ręce.

- Ja czekam - zapewnił. - Nadal czekam. Czuję się samotny, lecz czas inaczej tu mija.

Raija nic nie odpowiedziała. Nie byłaby uczciwa, gdyby stwierdziła, że nie chce wracać. 

On to czuł.

- Nie przyjdziesz tu przez jakiś czas - rzekł. - Oprę się pokusie i nie będę cię wołał. Nie 

przyjdę do ciebie. Nie będziesz o tym myślała. Nie będziesz myślała o mnie. Podróże tutaj już 

ci nie służą. Nie chcę, by ci się coś stało. Osiągniesz spokój, Mały Kruku. Ale gdy twój czas 

nadejdzie, przyjdę po ciebie. Moja jurta na ciebie czeka. Ja też.

- Auu! Wszystko mnie boli!

- Raija? - Głos Reijo gruby ze wzruszenia. Dłoń ściskająca jej dłoń. Palce były chyba 

jedyną częścią ciała, która jej nie bolała.

background image

- Mama? - Głos tak podobny do jej głosu. Chłodna dłoń na czole. - Jezu, jak dobrze, że 

wróciła! Już będę święta do końca życia!

- I tak nie wytrzymasz, Ida! - Głos Mattiego pełen był udawanej słodyczy.

Raija   otworzyła  oczy.   Nawet   to  bolało.   Wszystko  ją   bolało.   Nad   sobą   ujrzała   trzy 

twarze.   Z   niedaleka   dobiegał   ją   odgłos   uderzeń   siekierą   i   chłopięcy   głosik,   mówiący   coś 

mieszanką fińskiego i norweskiego. Odpowiadał mu po norwesku męski głos. Rozpoznała głos 

męża Idy.

- Ten cholerny rzemyk! - przypomniała sobie Raija.

- No, w głowie ma wszystko na miejscu - stwierdził Matti. - Możesz poruszyć rękami i 

nogami? Boli cię coś?

Raija chciała się zaśmiać, ale zbyt ją bolało.

- Spytaj mnie jutro! Przecież tam nie było tak stromo...

- Poleciałaś przez następne zbocze - rzucił Reijo. W jego oczach coś błyszczało. Po 

prostu płakał i nie robił nic, by to ukryć. - Myślałem, że się zabiłaś, Raiju! Byłem pewien, że 

tym razem stamtąd nie wrócisz. Sądziłem, że on już cię zabrał do domu.

Raija zamknęła oczy. Nadal czuła dłonie Mikkala na twarzy. Tęskniła za nimi.

- „Więcej tam nie pójdę. Dopiero wtedy, gdy tam pozostanę na zawsze.

Nie tłumaczyła więcej.

- Cieszę się, że wróciłaś. - Ida klęczała obok ojca. Raija dostrzegła ich podobieństwo, a 

zarazem podobieństwo do siebie. - To wszystko źle wyszło - mówiła dalej Ida. - Przepraszam za 

to. Teraz mam nadzieję, że się poznamy. Że wybaczysz swojej głupiej córce. Już tyle czasu 

zmarnowałam! Gdybyś umarła, nigdy bym sobie tego nie darowała! Napiszę do Mai i opowiem 

jej wszystko! O mnie też. Może ona też zmieni zdanie. Napiszę i wyślę list po listopadowym 

jarmarku przez kupców. Musisz trochę u nas pomieszkać! Przecież kiedyś to był twój dom!

- Zupełnie jakbym słyszał ciebie, gdy byłaś w jej wieku - zaśmiał się Reijo. - A może 

nawet brzmi to gorzej, o ile to możliwe. Ale chyba będą z niej ludzie.

Objął Idę ramieniem, promieniejąc ojcowską dumą.

- Poznamy się - obiecała Raija. Popatrzyła w oczy Reijo. - I może nie będziemy miały 

za mało czasu. Twój ojciec prosił mnie, bym przemyślała coś, co kusi mnie coraz bardziej. 

Zaproponował mi coś, czemu trudno odmówić.

- Czy to oznacza „tak”? - zdumiał się Reijo.

- Nie mogę pokiwać głową! - zaśmiała się Raija, choć uśmiech też ją bolał. - Ale pragnę 

tego spokojnego życia, które mi obiecałeś. Domku na cyplu. Was. Ciebie.

- Dam temu radę - obiecał Reijo - nawet jeśli miałbym pójść za ciebie do więzienia. 

background image

Chyba tego jeszcze nikt dla ciebie nie zrobił?

- Tylko ty.

- Co...? - chciała spytać Ida. Patrzyła od matki do ojca. Zaczynała coś rozumieć, ale nie 

była pewna. To wydawało się zbyt pospieszne. Pomyślała o Helenie. Ale uśmiechnęła się do 

nich i poczuła, jak radość rozchodzi się po jej duszy.

- Miałem rację, gdy przepowiadałem działanie krwi rodu Alatalo - mruknął Matti. - 

Piekielnie gorąca...

- Twoja matka zgodziła się tu zostać - wytłumaczył Reijo Idzie. - Oboje nie mamy teraz 

zbyt wiele oprócz siebie. Ci, z którymi dzieliliśmy dzieciństwo i młodość, odeszli. Tylko ja i 

ona ich pamiętamy. Możemy sobie siedzieć na cyplu i wspominać. Możemy uczynić swoje dni 

jaśniejszymi. Kochamy się. Raija jest moim najstarszym przyjacielem, a ja jej. Mam nadzieję, 

że nie widzisz w tym nic złego.

- Weźmiecie na nowo ślub? - Ida wpatrzyła się w niego z niedowierzaniem.

- Nie wiem, jak się do tego zabierzemy - przyznał Reijo. - Ale na pewno jakoś to się 

musi udać.

- Zapomniałeś działania tej krwi! - Matti poklepał Reijo po ramieniu i mrugnął znacząco 

do Raiji, zanim wycofał się z namiotu. - Wiem na pewno, że jest wrząca. Nieważne, jakie 

usprawiedliwienia starasz się nam przedstawić. Zresztą krew Kesaniemich też nie jest spokojna!

Strupy spadły i siniaki zbladły. Dopiero wtedy Raija zgodziła się na podróż na drugą 

stronę fiordu.

- Nikt nie powinien myśleć, że zbiłeś mnie, by mnie dostać! - stwierdziła Raija bardzo 

stanowczo.

I zaczekali.

W budowie domu doszli już do okien. Mężczyźni liczyli, że uda im się przed pierwszym 

śniegiem położyć dach. Już nacięli darni. Kobiety zebrały dużo mchu. Przechowywały go w 

workach po rosyjskiej mące. Niektóre kobiety szyły z tych worków spodnie. Tylko Ida nie 

chciała ubrać w coś takiego Sedolfa.

Teraz kobiety obierały brzozową korę, która miała leżeć pod pierwszą warstwą darni: tą 

kładzioną trawą do dołu. Druga warstwa miała mieć trawę na wierzchu.

Wszyscy przykładali się do roboty. Dzieci pracowały i bawiły się na zmianę.

Statek zawinął do fiordu.

Raija nie przypuszczała, że będzie aż tak płakała, że już zacznie za nim tęsknić...

Michaił nie był zaskoczony.

Został trzy dni. Pomógł  trochę przy budowie domu Mattiego. Przenocował u Idy i 

background image

Sedolfa. Siedzieli wszyscy wokół stołu, tworząc wielką rodzinę. Raija i Oleg tłumaczyli tak 

szybko, że Misza nadążał za rozmowami.

Michaił stał się częścią rodziny. Miał teraz rodzeństwo.

- Będzie ci tu lepiej - powiedział, gdy Raija próbowała mu tłumaczyć swoją decyzję. - 

Stąd pochodzisz. Kochają cię. Tu jest twój dom!

- Ty będziesz tak daleko, Misza! Wtedy on też zapłakał. Objęli się. Matka i syn płakali i 

rozmawiali przez całą noc.

- Wrócę przyszłym latem - powiedział z uśmiechem, odpływając na statek. - Przywiozę 

twoje krosna, mamo. I skrzynię z Wielikiego Ustiuga. I ikonę.

- Bylebyś sam przyjechał, Misza! Uśmiechnął się.

- Wezmę też Olgę, mamo. Chyba się z nią ożenię. Spokojnie, mamo! Nie od razu!

To też działo się już dawno. Raija stała wtedy na brzegu, dopóki statek nie zniknął jej z 

oczu.

Podjęła postanowienie.

Teraz stała na drugim brzegu fiordu i nie czuła się najlepiej. Była ubrana na czarno. 

Reijo  miał  na  sobie  odświętne  spodnie,   białą koszulę,  kamizelkę  i  kurtkę.  Odmówił  tylko 

włożenia kapelusza.

Kristoffer nie czuł się bardziej pewnie w swoim niedzielnym stroju. Byli zdenerwowani, 

jakby szli w konkury. Raija musiał zagrozić im, że wskoczy do wody, gdy na środku fiordu 

zażyczyli sobie łyka wódki dla kurażu.

Tego   jeszcze   brakowało,   żeby   śmierdzieli   alkoholem   przy   rozmowie   z   księdzem! 

Wolałaby wtedy odpłynąć do Archangielska!

- Jesteś pewien, że potrafisz spojrzeć w oczy księdzu i przekonująco skłamać?

- Łyczek wódki na pewno by pomógł - zaczął Kristoffer ostrożnie, ale po spojrzeniu 

Raiji dodał: - Oczywiście, że bez niego też dam radę.

- Im szybciej przez to przejdziemy, tym prędzej się napijesz!

Reijo pocił się w swoim stroju. Nic dziwnego, powietrze było jeszcze ciepłe, a on nie 

zakładał grubej niedzielnej kurtki na co dzień.

- To jest kobieta, z którą chcesz się ożenić, Reijo Kesaniemi?

Ksiądz, mrużąc oczy, przypatrzył się Raiji. Ujrzał niewysoką kobietę o nietutejszych 

rysach twarzy.

- Tak, to ona - odparł Reijo. Nadal się pocił, ale stał pewnie jak kawaler oświadczający 

się ojcu o rękę jego córki.

-   Rosjanka,   tak?   Trochę   czasu   zabrało   przetłumaczenie   jej   dokumentów   -   wyjaśnił 

background image

ksiądz. - Musiały zostać odesłane aż do Tromso, gdzie niektórzy kupcy opanowali cyrylicę. To 

zupełnie inny alfabet od naszego.

Reijo pokiwał głową.

- Chodzą plotki, że ta Raisa Bykowa, do której zapałałeś uczuciem, bardzo przypomina 

twoją zaginioną pierwszą żonę?

Pytanie unosiło się przez chwilę w powietrzu. Reijo wiedział, że nie może przesadzić. 

Nie sądził jednak, żeby ktokolwiek przyszedł z tym aż do księdza.

Ludzie z osady zachowali się tak, jak na to liczył. Wyłożył przynętę, a oni mieli czas, by 

wszystko omówić.

Lata, które minęły od zaginięcia Raiji, wymazały to, co ją od nich dzieliło.

Wspomnienia stały się milsze, łagodniejsze.

Niektórzy nie mieli najczystszego sumienia, ale Reijo machał na to ręką. Ich sprawa.

Do ich domku na cyplu przyszła grupka ludzi. Zrobiło na nich wrażenie, że Raija niemal 

się zabiła tam w górach. Może to trochę pomogło. Nie ma tego złego...

W każdym razie z powagą stwierdzili, że rozumieją, że chce zostać.

Życzyli jej wszystkiego dobrego. Była jedną z nich.

Będą milczeć o jej przeszłości.

Jeśli Reijo chce, by wszyscy wierzyli, że ona jest Raisą Bykową z Rosji, to niech tak 

będzie. To przecież prawie nie kłamstwo.

Reijo stał przed księdzem i miał tylko nadzieję, że ludzie milczeli, jak obiecali.

- Może ją przypomina - Reijo spojrzał na Raiję. - To było tak dawno temu. Ksiądz 

rozumie na pewno, że wspomnienia z czasem bledną. Nawet ja nie umiem sobie przypomnieć 

rysów tamtej kobiety. Była bardzo ładna, miała czarne włosy i ciemne oczy. Raisa też jest 

ciemnowłosa. To pewnie nie przypadek, że im człowiek starszy, tym bardziej szuka kogoś 

przywołującego wspomnienia młodości. Chciałbym dać na zapowiedzi. Wiem, że to wcześnie 

po śmierci mojej drugiej żony, ale mam zaledwie rocznego syna. Nie staję się młodszy. Dobrze 

będzie mieć w domu kobietę.

Ksiądz przyglądał mu się przez dłuższą chwilę. Przekonująco mówił ten Fin z drugiej 

strony fiordu. Nawet zrobił na nim wrażenie.

Kobieta była ładna. Umiał sobie wyobrazić, że w grę wchodziły uczucia. O czymś 

innym wolał nie myśleć.

- Ogłoszę zapowiedzi na najbliższym nabożeństwie - powiedział, szeleszcząc papierami. 

- Oczekuję, że będziecie wtedy w kościele. To dotyczy twojego świadka i całej rodziny, Reijo 

Kesaniemi! Udzielę wam ślubu w czasie jesiennego jarmarku. Wtedy tu będę.

background image

Reijo podziękował i zapłacił.

Kawałek drogi dalej Kristoffer wreszcie dostał swego łyka wódki. Mężczyzna był blady 

i przysięgał, że już nigdy więcej nie skłamie.

- Pomyśleć tylko, stałem tam i przysięgałem, że ona nie jest Raiją! - Ta myśl nadal 

sprawiała, że przechodziły go dreszcze. - Ksiądz podejrzewał, że nie mógłbym nie poznać tej, 

która wyszła za mojego siostrzeńca! Ja powiedziałem mu to prosto w oczy!

- Byłeś przekonywający, Kristoffer! - Reijo wręczył mu całą butelkę wódki. - Poczekaj 

na nas w łódce! Chyba nie wypada, byś pił tuż za plebanią.

Raija uśmiechnęła się i ujęła Reijo pod rękę.

- Pokażesz mi teraz grób Heleny?

- Właśnie chciałem cię tam zaprowadzić - odparł Reijo. Popatrzył na Raiję dłuższą 

chwilę. - Cieszę się, że zostałaś.