background image

 

Ro

zd

zi

 II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 –

 n

ie

o

p

is

an

h

is

to

ri

a b

mo

n

al

is

a0

0

 

11

 

 

 

 

** Meredith** 

 

- Katherine… - powiedziałam to, wycierając rękę z krwi, stojąc do Niej w 
dalszym ciągu tyłem 

- Piękne widowisko, zawsze widziałam, że masz skłonność do 
dramatyzowania, ale żeby od razu się okaleczać.. coś nie jest z tobą za 
dobrze. Czułam, że długo nie wytrzymasz w ukryciu.. ile to już minęło 147 
lat, to już trochę czasu, ale widzę że moje gołąbeczki znowu razem - 
mówiła to podchodząc do mnie tym swoim pewnym krokiem i coraz 
bardziej zaczynała mnie denerwować. Zbliżyła się dostatecznie blisko 
okrążając mnie jak swoją ofiarę, a następnie szepnęła mi do ucha:  

- Nadal boli? - spojrzała w moje oczy, po czym uśmiechnęła się udając 
niewiniątko 

background image

 

Ro

zd

zi

 II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 –

 n

ie

o

p

is

an

h

is

to

ri

a b

mo

n

al

is

a0

0

 

12

 

 

Dokładnie wiedziała co powiedzieć, żeby mnie dostatecznie zranić i 
doprowadzić do takiego stanu. Moc zaczęła płynąć coraz szybciej w moich 
żyłach, czułam jej ciepło, jej siłę.. i mój gniew. 

Niespodziewanie szybko znalazłam się przy Niej… nawet tego się nie 
spodziewała
.. chwyciłam  za gardło i przycisnęłam do ściany, unosząc 
lekko tak, żeby nie mogła dosięgnąć stopami ziemi. Nie zareagowała na to 
w żaden sposób.. po prostu się mnie nie obawiała.. dobrze znała moją 
tajemnicę w końcu to wszystko stało się przez nią. Jak ja bardzo 
żałowałam, że Katherine Pierce pojawiła się w moim życiu.. ale stało się i 
czas nigdy się nie cofnie.. 

Katherine spojrzała na mnie w dalszym ciągu uśmiechając się, po czym 
dodała: 

- Jacy Wy jesteście do siebie podobni, oby dwoje chcecie mnie zabić, ale 
kiedy macie na to szansę.. po prostu z niej nie korzystacie.. no dalej 
Meredith tak bardzo mnie nie nawiedzisz, zniszczyłam całe twoje życie.. 
na co czekasz - mówiła to bawiąc się mną 

W tym momencie zaczęły dziać się dziwne rzeczy.. ogień w kominku się 
zapalił, świece zapłonęły żywym płomieniem..światło zaczęło migotać.. a 
wszystkie okna otworzyły się na oścież, wpuszczając chłodne powietrze do 
gabinetu 

- Żal mi poświęcać swojego życia na kogoś takiego jak ty - powiedziałam 
powoli zwalniając swój uścisk wokół Jej gardła 

Jej pewność siebie doprowadzała mnie do szału. Wtedy poczułam jak ktoś 
zaczyna mnie od Niej odciągać.. nastąpiła cisza.. światło już nie migotało.. 
czułam się jakby ktoś wyciągnął mnie z jakiegoś letargu, a gniew zaczął 
słabnąć. 

 

 

 

 

background image

 

Ro

zd

zi

 II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 –

 n

ie

o

p

is

an

h

is

to

ri

a b

mo

n

al

is

a0

0

 

13

 

 

** Damon** 

 

Patrzyłem jak Katherine znęcała się nad tą dziewczyną, chodź nie 

wiedziałem o czym kompletnie rozmawiały, ale czułem, że Katherine jest 
kluczem do tej zagadki i kiedy już myślałem, że to Meredith jest w jakimś 
niebezpieczeństwie zobaczyłem, że świetnie sobie radzi przyciskając 
Katherine do ściany. 

Należy Jej się, sama się o to prosiła, po czym zaobserwowałem jak 
Meredith zwalnia uścisk, było coś dziwnego w tej dziewczynie, z 
pewnością nie mówiła Nam całej prawdy. 

Znalazłem się przy niej dostatecznie blisko, aby odsunąć  za siebie i 
stanąć pomiędzy nimi dwiema. 

- Katherine, ile razy mam Cię wyrzucać z tego domu żebyś zrozumiała, że 
nie jesteś tu mile widziana.. te zamknięte drzwi o czymś świadczą..  

Katherine stała spokojnie po czym skrzyżowała ręce na piersiach i dodała: 

- Damonie czy ty myślisz, że świat, kręci się jedynie wokół ciebie?? 
Przyszłam odwiedzić swoją rodzinę.. 

- Rodzinę??, chyba coś Ci się pomyliło nie jesteśmy żadną rodziną, a jak 
będziesz wychodzić to zamknij za sobą drzwi - powiedziałem to mając Jej 
na prawdę dość.. czy Ona nigdy się od Nas nie odczepi 

- Przecież poznaliście już moją siostrę… Meredith - powiedziała to 
uśmiechając się i spoglądają na Meredith 

Nie mogłem w to uwierzyć, przecież znałem Katherine… albo tak mi się 
zdawało
.. nigdy nie wspominała o żadnej rodzinie ani o siostrze. Nie 
mogłem sobie wybaczyć, że byłem taki głupi, ufałem Jej, a nawet 
kochałem by na końcu dowiedzieć się, że dla Niej istniał tylko Stefan. 

Obiecuje sobie, że już nigdy w żaden sposób nie uwierzę w ani jedno Jej 
słowo. 

background image

 

Ro

zd

zi

 II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 –

 n

ie

o

p

is

an

h

is

to

ri

a b

mo

n

al

is

a0

0

 

14

 

 

** Meredith** 

 

Wiedziałam do czego Katherine dąży, a kiedy wspomniała o swojej 

siostrze wszystkie oczy znajdujących się w tym gabinecie osób spojrzały 
na mnie. 

Nie znali mnie, a już zdążyli ocenić, przypisując mi wszelkie uczynki 
Katherine, w końcu w jakiś sposób byłyśmy ze sobą związane. Spojrzałam 
po wszystkich, po czym postawiłam dwa kroki do tyłu, czułam się 
osaczona, a za razem przerażona.  

Alarick znowu uniósł kusze kierując ją w moją stronę.. najlepiej bym stąd 
uciekała, ale obiecałam sobie, że poniosę wszelkie konsekwencje i już 
nigdy nie będę uciekać, byłam tym już zmęczona. 

- Nie jesteśmy żadną rodziną - powiedziałam, kiedy cisza zaczęła być 
niezręczna 

- Jako to nie? Nie pamiętasz jak się tobą opiekowałam kiedy twoja matka 
zmarła.. prosiła mnie, abym zapewniła Ci wszystko co najlepsze - 
Katherine dalej stała pod ścianą wyliczając wszystkie swoje zasługi 

Przerwałam Jej w pół słowa i zaczęłam wszystko po woli opowiadać: 

- Poznałam Katherine w 1857 roku miałam wtedy 11 lat, moja matka 
zmarła, a.. Katherine się mną zaopiekowała, traktowała mnie jak swoją 
młodszą siostrę pomimo tego, że pomiędzy nami były lata różnicy..była 
wampirem chodź ja wtedy tego w ogóle nie wiedziałam. Domyślałam się, 
że jest w niej coś niezwykłego, skoro się nie starzeje, ale myślałam tylko o 
tym, że już nigdy nie będę sama - mówiłam to patrząc cały czas w 
kierunku Katherine, nie widziałam po niej żadnego odruchu.. jej serce było 
martwe 

- Umarłam w wieku 18 lat.. - głos mi ugrzązł gdzieś w gardle, wszystkie 
wspomnienia był wciąż żywe 

background image

 

Ro

zd

zi

 II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 –

 n

ie

o

p

is

an

h

is

to

ri

a b

mo

n

al

is

a0

0

 

15

 

 

- Nigdy nie byłam taka jak Katherine i nigdy nie będę.. nigdy też nikogo 
nie zabiłam, bo nie chcę, a za razem nie mogę… to ja jestem tą której 
szuka Klaus.. - kontynuowałam swoją historię, czując że i tak zdradziłam 
im za dużo.  

Opowiadając o tym postawiłam wszystko na jedną kartę.. prawdę, kiedy 
przerwała mi Elena 

- Powiedziałaś, że Klaus szukała najjaśniejszej mocy.. 

- Zgadza się, Klaus nigdy nie może się dowiedzieć, że tutaj jestem 
ponieważ wtedy będzie chciał mnie zabić, a kiedy to zrobi, będzie 
najsilniejszym wampirem jaki chodził po ziemi, nikt i nic nie będzie mogło 
go powstrzymać.. To ja jestem Białą Mocą, a w zasadzie ta Moc jest w 
mojej krwi.. - mówiłam to podchodząc do szklanki w której wciąż 
znajdowała się moja krew 

- Moc w niej zawarta wykorzystana w odpowiedni sposób potrafi leczyć i 
ochraniać przed złem.. ale wykorzystana w nieodpowiedni sposób może 
zniszczyć wszystko. Krew normalnego człowieka przynosi wampirowi 
siłę, ale moja jest jak paliwo odrzutowe - uśmiechnęłam się na samą myśl 
przytoczonego przeze mnie skojarzenia 

- Kiedy wampir wypije taką krew czuje jak w jego żyłach zaczyna 
rozprowadzać się Moc, zmysły się wyostrzają, czujesz więcej, widzisz 
wyraźniej, jesteś szybszy i silniejszy.. dlatego tylko ja jestem w stanie 
zabić Klausa, pomóc Wam uratować Stefana i zakończyć to wszystko.. za 
każdą cenę.. 

- Piękna bajeczka na dobranoc, ale jakoś w to nie wierze.. - powiedział do 
mnie Damon kierując się w moją stronę i trącając mnie ramieniem, kiedy 
mnie wymijał 

- Nie wierzysz mi to proszę może spróbujesz, co masz do stracenia - 
powiedziałam to wyciągając szklankę w jego kierunku 

- Nie ma mowy, nie piję czegoś, czego termin ważności już dawno minął, 
ale jak będziesz miała jakąś otwartą żyłę to daj mi znać, wtedy zobaczymy 

background image

 

Ro

zd

zi

 II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 –

 n

ie

o

p

is

an

h

is

to

ri

a b

mo

n

al

is

a0

0

 

16

 

 

Kiedyś by tak do mnie nie powiedział, ale zmienił się.. miałam wrażenie, 
że wszystko już dawno się zmieniło, a mimo tego ja w dalszym czasie 
nieuchronnie trzymała się tego co już dawno nie istniało. 

- Ja spróbuję… - usłyszałam głos osoby znajdującej się tuż za mną  

Powoli obróciłam się i zobaczyłam za sobą Caroline, wyciągającą w moim 
kierunku swoją rękę. 

Podałam Jej szklaneczkę, w której w dalszym czasie była ciepła krew, 
dzięki mocy nie krzepła. 

- Nie musisz się niczego obawiać, nic Ci się nie stanie - zachęcałam  do 
wypicia, chodź byłam wdzięczna, że w jakiś sposób mi zaufała 

Caroline spojrzała na zawartość, po czym przyłożyła naczynie do ust i 
wypiła ją do dna.. 

Nastąpiła cisza.. widziałam w jaki sposób moja krew działa na wampiry, 
dlatego byłam pewna, że nic złego stać się nie może 

Wszyscy przyglądali się dziewczynie która, odstawiała na biurko szklankę, 
po czym zaczęła się rozglądać w około i powiedziała: 

- To niesamowite.. - zamknęła oczy, by po chwili znowu je otworzyć 

- Słyszę rozmowę mojej mamy na komisariacie, widzę kurz zalegający na 
szafkach.. moglibyście tu posprząta - wtrąciła, kierując swoją uwagę do 
Damona i Eleny. 

- Pozostaje jeszcze jedna kwestia - odezwała się Bonnie, przerywając 
zafascynowanej nowymi możliwościami Caroline 

- Kiedy się tu pojawiłaś od razu Cię wyczułam, a kiedy znalazłaś się przy 
Katharine zaczęły się dziać dziwne rzeczy, dlaczego?? 

- Kiedy przekroczyłam próg rezydencji, wiedziałam że w jakiś sposób 
muszę zwrócić Waszą uwagę, a przede wszystkim twoją Bonnie, tylko Ty 
byłaś w stanie mnie wyczuć, a w zasadzie moją Moc, było to mniej 
drastyczne podejście niż przecięcie sobie ręki i czekanie, aż jakiś wampir 
wyczuje skaleczenie. Staram się nie używać swojej Mocy ponieważ wtedy 

background image

 

Ro

zd

zi

 II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 –

 n

ie

o

p

is

an

h

is

to

ri

a b

mo

n

al

is

a0

0

 

17

 

 

dostatecznie mocno rzucam się w oczy, a nie chcę by Klaus dowiedział się 
o moim przyjeździe do Mystic Falls... 

- Jak takie coś może długo potrwać? - zapytała Caroline, spoglądając w 
moim kierunku 

- Tak długo jak moja krew pozostanie w twoim organizmie, wszystko 
zależy od tego w jaki sposób będziesz ją wykorzystać i z jaką 
intensywnością - odpowiedziałam 

Uśmiechnęłam się do niej zadowolona z tego, że chodź jeden cel 
dzisiejszego wieczoru został osiągnięty… 

Cieszyłam się razem z nimi, tak długo żyłam w odosobnieniu, że już 
zapomniałam jak to jest po prostu być sobą i czuć się dobrze. Spojrzałam 
katem oka na Damona i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że to On 
wpatruje się we mnie, popijając przy tym drinka… nie wiedziałam o co mu 
chodzi raz mi nie ufa.. a z drugiej strony.. to było naprawdę dziwne. Jego 
wzrok zawsze mnie paraliżował i pomimo tylu lat dalej nie potrafiłam 
utrzymać jego spojrzenia 

Usłyszałam tylko lekkie kaszlniecie, popatrzyłam na Katherine, a ona tylko 
pokiwała głową, wzdychneła, po czym dodała: 

- Brakuje jeszcze tylko jednego, najwyraźniej moja siostra tak bardzo 
zawróciła Wam w głowach, że zapomnieliście o najważniejszym.. o 
sztylecie - skomentowała, po czym wyciągnęła z kieszeni kawałek papieru 
złożonego na pół na którym był narysowany sztylet 

- Wiem jak go znaleźć - dodała z uśmiechem na ustach 

Zawsze odkąd  znałam uwielbiała stawiać kropkę na i 

- Skąd to niby wiesz.. - zapytałam, zdziwiona, że to Katherine udało się go 
odszukać.  

Próbowałam odnaleźć sztylet odkąd tylko pamiętam, nawet Emily, która 
się mną opiekował nie była mi w stanie nic więcej powiedzieć 

background image

 

Ro

zd

zi

 II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 –

 n

ie

o

p

is

an

h

is

to

ri

a b

mo

n

al

is

a0

0

 

18

 

 

- Mów gdzie on jest, nie mamy czasu na twoje gierki - powiedział krótko 
Damon 

Najwyraźniej jego to nie interesowało, miał racje, najważniejsze, żeby 
sztylet, nigdy nie trafił do Klausa 

Nie liczyłam, że Katherine powie nam to od tak, chodź tym razem mile 
mnie zdziwiła ponieważ z tylniej kieszeni jeansów, wyciągnęła kolejny 
skrawek papieru 

- Co to?? - zapytałam  

- To mapa, miałam ją jeszcze przed tym zanim się tobą zajęłam, a Emily 
dobrze o wszystkim wiedziała, ale nie zdradziła Ci tego, by Cię chronić, 
jakby Klaus znalazł ciebie i sztylet miałby komplet, dlatego sztylet musiał 
zostać ukryty.. - przerwała w pół słowa, bo wszyscy usłyszeliśmy pukanie 
do drzwi, które po chwili się otworzyły i stanął w nich Jeremy 

- Impreza przeniosła się na tyły domu? Eleno większość osób chce już iść 
do domu i chcieliby się z Tobą pożegnać - powiedział spoglądając po 
wszystkich twarzach w gabinecie 

- Jeremy powiedz, że za chwile przyjdę - powiedziała dziewczyna kierując 
słowa do swojego brata, a następnie obróciła się w moim kierunku 

- Meredith, nie wiem czy masz jakieś miejsce w którym się zatrzymałaś, 
ale jeśli chciałabyś zostać, to na górze masz wolną sypialnie, jestem 
wdzięczna, że chcesz Nam pomóc i dlatego przynajmniej w taki sposób 
mogłabym się odwdzięczyć - powiedziała Elena, po czym spojrzała na 
Katherine 

- Ciebie nie chcę tu widzieć, już wystarczająco dużo napsułaś 

- Jak sobie chcecie - Katherine wstała z fotela, na którym zdążyła 
wcześniej zasiąść, składając mapę w równy kwadrat 

- Nie.. Eleno, jeżeli Ona odejdzie już nigdy nie dowiemy się gdzie jest 
sztylet - powiedziałam 

background image

 

Ro

zd

zi

 II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

er

ce

 –

 n

ie

o

p

is

an

h

is

to

ri

a b

mo

n

al

is

a0

0

 

19

 

 

Mi też było nie na rękę, że los kolejny raz musiał skrzyżować nasze drogi. 
Spojrzałam na Katherine, Damona, kończąc na Elenie. Wyglądała na 
wyczerpaną, nie tyle Katherine, co całą sytuacją.  

- Dobrze niech zostanie - skomentowała Elena 

- Będę miał na Nią oko - powiedział Damon, spojrzał dziewczynie 
porozumiewawczo w oczy, a ja poczułam, że nie tyle mówił o Katherine, 
co o Nas dwóch w dalszym ciągu mi nie ufając. 

Elena zaczęła kierować się w stronę drzwi, po czym odezwała się Bonnie 

- Eleno jest już późno, zobaczymy się jutro - podeszła do dziewczyny 
przytulając ją i zarówno wspierając 

Za jej śladami poszły również pozostałe osoby. Kiedy już wszyscy opuścili 
gabinet, a Damon wychodził ostatni spojrzał na Nas dwie i dodał: 

- Mam nadzieje, że się do jutra nie pozabijacie… 

Czułam się zmęczona i nie marzyłam o niczym innym jak tylko móc się 
położyć do łóżka. Katem oka zauważyłam, że Katherine wzięła tom na 
temat rodu Petrovy i usiadła na fotelu, na którym wcześniej siedziała, 
najwyraźniej.. miała inne plany na dzisiejszy wieczór. Popatrzyłam na 
Katherine, po czym ruszyłam w stronę wyjścia. Usłyszałam za sobą 
jedynie ciche mruknięcie: 

- Tylko nie pomyl sypialń - powiedziała to pogrążana dalej w lekturze, nie 
spoglądając na mnie nawet w ułamku sekundy 

- Nie martw się dzięki tobie już mi to nie grozi - powiedziałam to 
wychodząc z gabinetu, również nie odwracając się do niej  

Tym razem wygrałam tą bitwę, ale wojna nadal trwa… 

  

 

Ciąg dalszy nastąpi…