background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

223

 

 

 

 

**Meredith** 

 

 

Następnego dnia kiedy otworzyłam oczy zdałam sobie sprawę,        

że jestem w swoim pokoju. Podniosłam się z łóżka czując się w dalszym 
ciągu osłabiona, ale i tak dużo lepszej formie niż wczorajszego wieczora. 
Próbowałam sobie przypomnieć co się właściwie stało?. Wszystko wracało 
w jakiś strzępkach, a ja w tym czasie spojrzałam na swoją lewą rękę,       
ale nie było na niej jakichkolwiek ran. Na nocnym stoliku leżały dwie 
torebki z krwią, chodź dobrze wiedziałam, że ich tam nie zostawiłam. 
Chwyciłam za jedną i zaczęłam pić. Mój organizm pragnął jej jak 
powietrza.  

Wspomnienia były bardzo dziwne, ale jednego mogłam być pewna. Klaus 
nie miała nade mną takiej władzy jaką chciał mieć. Mimo tego cały czas 
stara mi się namieszać w głowie. Odstawiłam pusty worek po krwi, 
sięgnęłam za następny, który również po chwili opróżniłam.             

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

224

 

 

Rzeczy jakie miałam na sobie były poplamione moją krwią, a więc 
musiałam się przebrać. Ruszyłam w stronę łazienki i odkręciłam wodę      
pod prysznicem, następnie podeszłam do radia, które włączyłam próbując 
zagłuszyć swoje myśli. Na wyświetlaczu pojawiła się informacja Ingrid 
Michaelson - Die alone.  

Wybrałam rzeczy na przebranie się; luźną białą bluzkę, czarne jeansy         
i buty na obcasie, po czym skierowałam się do łazienki. Ciepła woda 
płynęła po mojej skórze przynosząc orzeźwienie. Zastanawiałam się 
jedynie co się teraz stanie albo jak mam się zachować po zejściu na dół?!. 
Tyle pytań kłębiło się w mojej głowie, więc zepchnęłam je w moim 
umyśle najdalej jak tylko mogłam. Pewne było to, że mnie oszukał.        
Nie miałam szans z nim wygrać był starszy i silniejszy, dlatego 
zaatakowałam samą siebie, ale czy liczyłam, że mi na to nie pozwoli?!. 
Damon miał rację Klausowi nie można było ufać, a ja najwidoczniej 
musiałam to odczuć na własnej skórze, by wreszcie zrozumieć.  

Przebrałam się we wcześniej przygotowane rzeczy i ręcznikiem zaczęłam 
osuszać swoje włosy. Brakowało mi mojego dawnego wyglądu, ale czułam 
się wtedy o wiele słabsza, znacznie bardziej wystawiona na atak z każdej 
strony. Natomiast mój nowy wygląd, do którego przyzwyczajałam się        
z każdym dniem był jak maska, za którą ukrywałam swoje prawdziwe ja.  

- Może kiedy indziej... może - powiedziałam sama do siebie chwytając     
za lokówkę, by nakręcić włosy 

Spojrzałam w lustro, by upewnić się, że z moim wyglądem wszystko było 
w porządku, ale czegoś jednak brakowało. Sięgnęłam do kieszeni spodni    
i wyciągnęłam wisiorek, który dostałam od Damona, a następnie zapięłam 
go na szyi. 

Po jakiś piętnastu minutach niepewnym krokiem zaczęłam schodzić        
po schodach. Na dole zauważyłam Rebekah trzymającą w ręku kawałek 
białego papieru.  

- Wychodzisz? - rzuciłam, a ona obróciła się w moją stronę 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

225

 

 

- Przyjęcie za cztery dni, więc chcę zanieść Mattowi zaproszenie.             
W dalszym ciągu planujesz na nie iść? - zapytała, po czym ponownie       
na mnie spojrzała 

- Jeszcze nie wiem - odpowiedziałam  

- Jak sobie chcesz, gdybyś mnie szukała jestem w Grillu. Nie musisz       
od razu atakować samej siebie... są inne możliwości na odreagowanie - 
odparła i ruszyła do drzwi wyjściowych zamykając je za sobą i 
pozostawiając mnie samą w holu 

W tym czasie usłyszałam jakieś głosy dobiegające z sąsiedniego pokoju. 
Ruszyłam w tamtym kierunku, a gdy przekroczyłam próg zobaczyłam 
Tylera oraz jeszcze jakiegoś innego chłopaka, który po chwili wyszedł 
posyłając mi tajemniczy uśmiech.  

- Meredith mam nadzieję, że twój nastrój od wczorajszego wieczora się 
poprawił. Wszystko w porządku kochanie? - spojrzał w moją stronę Klaus, 
a ja dopiero wtedy go zauważyłam 

- Nie udawaj, że cię to obchodzi. Jesteś po prostu zachwycony tym co się 
wczoraj stało. Musimy porozmawiać - powiedziałam chłodno w jego 
stronę 

- Dobrze skarbie w takim razie zamieniam się w słuch - odpowiedział,     
po czym usiadł na kanapie 

Spojrzałam jedynie na Tylera, który stał przyglądając się całej sytuacji       
i ani drgnął pozostając na swoim miejscu. Mogłam się jedynie domyślać, 
że wcześniejsza rozmowa musiała dotyczyć mnie, bo chłopak nie 
spuszczał ze mnie wzroku śledząc każdy mój ruch. 

- Chcę wiedzieć jaka jest różnica pomiędzy mną, a Eleną? - zapytałam 
spokojnie i wtedy zauważyłam, że Klaus przestał się już do mnie 
uśmiechać, a ja usiadłam obok niego na kanapie całkowicie ignorując 
obecność Tylera w pokoju 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

226

 

 

- Czy nie przestało ci przypadkiem na nich nie zależeć?! Myślałem raczej, 
że porozmawiamy o tym o czym powiedziałem ci wczoraj - odpowiedział 
pytaniem na pytanie 

- Nie, nie zależy, muszę to po prostu wiedzieć, ale skoro nie chcesz mi tego 
zdradzić w takim razie zmienię ją w wampira. Poczekam i zobaczę co się 
stanie - rzuciłam tym razem pewniej, bo znowu zaczął ze mną pogrywać 
nie traktując poważnie 

- Nie zrobisz tego - odpowiedział zdecydowanie 

- Co to za różnica jeśli dopiszę do listy kolejną osobę, która mnie 
nienawidzi?! - rzuciłam 

- Nie myśl, że robi to na mnie wrażenie i tak oboje wiemy, że tego byś    
nie zrobiła. Znowu za bardzo ponoszą cię emocje, ale przyjmij to jako 
prezent ode mnie... Elena jest wolna - uśmiechnął się do mnie widząc moją 
zmieszaną minę - Teraz możesz śmiało pobiec do swoich przyjaciół,        
by przekazać im tą radosną nowinę - wstał z kanapy i podszedł do stolika 
stojącego przy oknie, po czym nalał do szklaneczki whisky 

- Nie ma mowy, nie jestem twoją hybrydą na posyłki. Każ zrobić to jemu! 
- odparłam spoglądając w stronę Tylera, który wydawał się tak samo 
zdziwiony jak ja, tym co jeszcze przed chwilą usłyszał - Skoro Elena nie 
jest ci potrzebna, to znaczy... że dzięki mojej krwi możesz również 
stworzyć swoją armię hybryd mimo tego, że jestem wampirem?! - 
spytałam szukając potwierdzenia mojego przypuszczenia 

Czułam jak to powoli do mnie docierało, ale przynajmniej byłam w stanie 
uratować dziewczynę. Dzięki mnie miała szansę na normalne życie. 

- To kolejna cecha jaką u ciebie podziwiam ta szybkość łączenia 
wszystkiego w całość, ale masz rację on może im o tym powiedzieć,         
w końcu nie ma powodu byś musiała się fatygować osobiście - powiedział 
jakby sytuacja, która mnie przerażała jego bawiła  

Spojrzał jedynie w stronę chłopaka, a on kiwnął głową i wyszedł 
zamykając za sobą drzwi gabinetu.   

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

227

 

 

- Wracając do twojego wcześniejszego pytania, to tak, masz rację 
myślałam o tym o czym mi wczoraj powiedziałeś. Wiem dlaczego ci        
na mnie zależy - mówiłam spokojnie, a on ponownie zajął swoje miejsce 
na kanapie tuż obok mnie - Ty nigdy się nie zmienisz, więc czekasz,        
aż ja stanę się tak jak ty, a wtedy będę pasować do twojego planu?! 
Prawdopodobnie jestem jedyną osobą, której zauroczeniem nie możesz 
wyłączyć emocji, dlatego traktujesz mnie jak swoje wyzwanie, ale ja nie 
jestem obrazem, który możesz powiesić na ścianie jako trofeum. Możesz 
mnie zasztyletować czy co tam chcesz, nie dbam o to - odparłam starając 
się ukryć swoje emocje, chodź chyba nie było na to szans 

- Dobrze wiesz, że nie traktuję cię w ten sposób. Powiedz mi w takim 
razie, z jakiego powodu nadal tutaj jesteś? Skoro to wszystko co ci 
powiedziałem jest tylko moim wymysłem?! - zapytał 

- Bo dzięki tobie nie mam gdzie pójść, więc jestem skazana na bycie         
w tym miejscu, ale nie koniecznie z tobą. Przestań mi w końcu wmawiać,    
że mi na tobie zależy, bo tak nie jest! Na zaufanie trzeba sobie zasłużyć - 
odparłam 

- Wiem, chcesz poznać całą prawdę jaka została zapisana w księgach,  
więc dzisiaj wieczorem wszystko ci wyjaśnię, ale możesz nie być tym 
zachwycona - rzucił w moim kierunku kolejny raz mnie zaskakując 

Zauważyłam, że znowu zaczął mi się przyglądać albo nie tyle mi co 
mojemu naszyjnikowi. Usiadł jeszcze bliżej mnie, by wziąć błękitne 
serduszko zawieszone na srebrnym łańcuszku w swoje palce. Spojrzał 
później na mnie i je pościł - Co mogę w takim razie zrobić, abyś zmieniła 
swoje zdanie? - zapytał spokojniej  

- Problem tkwi w tobie, ty nigdy mi nie zaufasz i za każdym razem 
będziesz grał ze mną w jakieś swoje chore gry. Nie jesteś moim 
przyjacielem, więc skończ udawać, że chcesz mnie taką jaką jestem            
i przestań w końcu ratować, bo nie prosiłam o to. Traktujesz mnie jak 
worek z krwią, który służy ci tylko do tworzenia hybryd, taka mała 
zamiana za Elenę, co? Mówiłam ci żebyś nie zabierał tego czego ode mnie 
nie potrzebujesz - rzuciłam z bólem, a moje oczy lekko zaszkliły się od łez 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

228

 

 

- Aż tak masz złe zdanie o mnie? Skąd wiesz, że jednak nie chcę od ciebie 
wszystkiego?! - powiedział przyjmując ten sam spokojny ton głosu co 
wczorajszego wieczora  

- Po co... by moje serce się przy tobie wykrwawiło - spojrzałam ze 
smutkiem ponownie w jego stronę - Wszystko co robisz rani mnie, a ty   
nie umiesz być odpowiedzialny za nikogo innego wyłącznie siebie samego. 
Jesteś zbyt pewny siebie wierząc, że kiedykolwiek mogłabym coś czuć    
do ciebie po za pogardą. Wykorzystujesz to wszystko co mi się przytrafiło 
przeciwko mnie samej - mówiłam w dalszym czasie  

- Musisz się wiele nauczyć Meredith, ale potrzebujesz jeszcze czasu i 
wtedy wspomnisz moje słowa - powiedział ze zdenerwowanie patrząc     
mi w oczy, a ja bałam się, że tak właśnie może się stać 

- W ogóle nie słuchasz tego co do ciebie mówię. Chcesz mnie? To zacznij 
grać fair, ale ty oczywiście bierzesz tylko to czego chcesz i nie przejmujesz 
się niczyimi uczuciami, więc dlaczego miałabyś zrobić wyjątek i tym 
razem - rzuciłam w jego stronę, a następnie wstałam i ruszyłam w kierunku 
drzwi wyjściowych z gabinetu 

- Sama grasz nie fair - kiedy to powiedział obróciłam się w jego kierunku - 
Myślisz, że nie wiem jak wykradłaś kilka rozdziałów z księgi Petrovy?   
To jedyny egzemplarz jaki został napisany przez wiedźmy. Naprawdę 
sądziłaś, że tego nie zauważę? - znalazł się przy mnie w ułamku sekundy,  
a moja pewność zniknęła 

- W takim razie zabijesz mnie? - zapytałam z przerażeniem w głosie 

- Sama wymierzyłaś sobie wczoraj karę - odparł 

- Wiedziałeś o tym i tylko patrzyłeś jak wykrwawiam się na twoich 
oczach?! - znowu ze mną pogrywał i po raz kolejny mnie okłamał 

Czułam się teraz jak mała dziewczynka, która po mimo wszystkich rzeczy 
jakie ją spotkały dopiero teraz zdawała sobie sprawę, że świat nie dzieli się 
na ten dobry czy zły... on po prostu jest tylko zły. 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

229

 

 

- Wydajesz się rozczarowana kochanie, liczyłaś, że ci na to nie pozwolę     
i cię zatrzymam? Jakbyś mi wcześniej zaufała nie musiałabyś przez          
to wszystko przechodzić. Pokazałem ci w ten sposób, że twój upór           
do niczego cię nie doprowadzi. Przestać w końcu ze mną walczyć! - 
powiedział głośniej ostatnie zdanie - Jeszcze tego nie widzisz, ale twoi 
przyjaciele już dawno przestali ci ufać. Jestem tego pewien, że nic mi nie 
zrobisz, ale muszę mieć pewność, że nikomu tego co ci powiem nie 
przekażesz - stałam obok niego cały czas słuchając tego co ma mi do 
powiedzenia 

- Zamierzasz mnie pilnować? - odparłam zaskoczona 

- Mam lepszy pomysł. Pozwól, że ci kogoś przedstawię - minął mnie,        
a następnie podszedł do drzwi gabinetu, które otworzył na oścież 

Zobaczyłam za nimi Tylera i tego drugiego chłopaka. 

- Tyler, przekaż Elenie tą fantastyczną wiadomość, że nie jest mi już        
do niczego potrzebna, ale dopiero, gdy się ściemni. Nie ma w końcu 
potrzeby, by Meredith musiała się z nimi kontaktować - powiedział 
spokojnie, a później spojrzał w moją stronę uśmiechając się 

Wiedziałam do czego dąży. Chciał mnie odseparować od każdego,      
abym nie mogła powiedzieć czegokolwiek co mogłoby mu zaszkodzić. 
Dopasowywał mnie do siebie jak tylko chciał. 

- Skarbie pozwól, że przedstawię ci Tony’ego, który będzie od dzisiaj dbał 
o twoje bezpieczeństwo. Jak wiesz bardzo mi na tobie zależy, więc nie 
mogę dopuścić, by sytuacja z wczorajszego wieczora się powtórzyła - teraz 
zaczynałam się bać naprawdę 

- Zamierzasz mnie kontrolować w ten sposób?! Właśnie dlatego nigdy nie 
będzie nas nic łączyć i te twoje prezenty niczego nie zmienią! - 
powiedziałam, a następnie ruszyłam pewnym krokiem przeciskając się 
pomiędzy nimi wszystkim w kierunku drzwi 

- Jeszcze zmienisz zadnie - usłyszałam za sobą  

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

230

 

 

- Raczej nie w tym życiu! Miłego rozczarowania! - rzuciłam 
zdenerwowana nie obracając się w jego stronę, a następnie wyszłam        
na zewnątrz  

Drzwi powinny zamknąć się z trzaskiem, ale tak się nie stało. 

- Rozumiem, że tobie to nie przeszkadza - obróciłam się za siebie 
spoglądając na swojego ochroniarza 

Chłopak jedynie pokiwał przecząco głową - Możesz mnie traktować jak 
swój cień, jeżeli tak wolisz! 

- Właśnie taki miałam zamiar - odparłam w dalszym ciągu wkurzona całą 
rozmową, która miała miejsce jeszcze kilka minut wcześniej 

 

**Caroline** 

  

Zaczęłam pakować swoje rzeczy do torby podróżnej. Elena miała 

dobry pomysł, by na kilka dni przenieść się razem z nią i Bonnie do domku 
jej rodziców nad jeziorem. Przynajmniej parę dni odpoczynku.  
Usłyszałam głos dzwonka do drzwi. Wyszłam ze swojego pokoju,              
a następnie ruszyłam w ich kierunku, by za nimi zobaczyć Tylera. 
Otworzyłam drzwi, a on przyciągnął mnie do siebie, po czym pocałował    
i okręcił się dookoła razem ze mną. 

- Łał, a to za co? - zapytałam uśmiechając się, gdy odsunął się lekko      
ode mnie cały czas mnie trzymając 

- Po prostu stęskniłem się za tobą, nawet nie wiesz jak bardzo - 
odwzajemnił uśmiech - Spędzanie z Klausem tyle czasu jest naprawdę 
męczące... uwierz mi - dodał na końcu 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

231

 

 

- Nie rozmawiajmy o tym tutaj, wejdź do środka - popatrzyłam tylko       
na niego, a następnie obróciłam się i poszłam do swojego pokoju, żeby 
spakować pozostałe rzeczy, a on ruszył za mną, gdy tylko zamknął drzwi 

- Co się dzieje? Wybierasz się gdzieś?! - spojrzał z malującym się na 
twarzy zdziwieniem widząc moją walizkę  

- Nie wiem czy mogę ci powiedzieć? - odparłam kładąc ręce ma moich 
biodrach 

- Jak to? Nie ufasz mi? - zapytał siadając na kanapie stojącej pod oknem 

- Skąd mam wiedzieć, czy przez to całe twoje zdominowanie przez Klausa 
nie pójdziesz do niego i opowiesz, gdzie razem z Bonnie i Eleną się 
przenosimy?!. Musimy, chodź za chwilę odpocząć od tego całego 
wariactwa. Ona w dalszym ciągu jest w niebezpieczeństwie, nie wiemy    
w jaki sposób Meredith jest połączona z Eleną i co to dla niej znaczy? - 
powiedziałam zdenerwowana, a następnie na niego spojrzałam - Wiesz coś 
może na ten temat? - zapytałam licząc, że może udało mu się coś 
ciekawego usłyszeć 

- Nie wiem, ale myślę, że możesz być spokojna i za niedługo wszystko się 
wyjaśni - odpowiedział, po czym podszedł i mnie przytulił dodając otuchy 
- Czekaj Meredith to ta nowa wampirzyca, która jest teraz u Klausa? 

- Tak, a czemu pytasz? - spojrzałam mu w oczy 

- Bo ją dzisiaj widziałem - rzucił, a później mnie puścił siadając na łóżku 
obok mojej na wpół spakowanej walizki - Uwierz mi, ale na zadowoloną   
z tego faktu, że Klaus kazał nam jej pilnować to nie była  

- Elena wczoraj dzwoniła do mnie i mówiła, że Meredith nie może zostać 
przez niego zauroczona, więc to za pewne, dlatego kazał wam ją pilnować 
- próbowałam znaleźć jakieś wytłumaczenie - Czyli teraz robisz jeszcze za 
ochroniarza? Ale zaraz Wam?! - zaciekawiło mnie to co przed chwilą 
usłyszałam 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

232

 

 

- Tak, sprowadził do miasta jedną ze swoich hybryd. Nie mów, że jesteś    
o nią zazdrosna? - rzucił śmiejąc się pod nosem i żartując z całej tej 
sytuacji 

- Ty niczego nie rozumiesz, nie wystarczy, że Klaus ma wpływ na ciebie  
to teraz chce przeciągnąć jeszcze na swoją stronę Meredith i to wcale nie 
jest zabawne! - odparłam poirytowana faktem, że on nie widział w tym nic 
złego  

- Masz rację przepraszam, ale kim ona w ogóle jest? - zapytał  

- Meredith jest tak jakby byłą dziewczyną Damona, chodź on cały czas 
temu zaprzecza. Poznali się w 1864 roku, kiedy Katherine przywiozła ją  
do Mystic Falls, a później Meredith się zabiła myśląc, że jest w stanie      
go uratować, w każdym razie długa i smutna historia - opowiedziałam      
w skrócie to co usłyszałam od Eleny  

- To jeśli Damonowi jeszcze na niej zależy to niech się lepiej pospieszy,  
bo najwidoczniej Klaus zaczął do niej startować 

- Co? Ciekawe czego on może od niej chcieć?! - zapytałam zdziwiona 
jakbyśmy mieli mało kłopotów 

- Nie analizuj tak tego Caroline, ona jest bardzo ładna, chodź bardziej 
powinno nas martwić to, gdy powiedziała Klausowi, że jeśli nie pozna 
prawdy o jakiejś księdze to przemieni Elenę w wampira... myślisz, że 
byłaby zdolna do tego?! - zapytał streszczając to co się wydarzyło dzisiaj 
rano w posiadłości Pierwotnych wampirów 

- Nie mam pojęcia, dlatego będzie lepiej jeśli wyjedziemy przynajmniej   
na te kilka dni. Trzy dni bez zbędnych wampirów! - rzuciłam głośniej - 
Elena jej wierzy, ale wiesz jaka ona jest, jeśli Klaus faktycznie 
zmanipuluje Meredith, a ona przejdzie na jego stronę... - zawahałam się 
przez chwilę - nawet nie chcę o tym myśleć, ale czuję, że Damonowi nic 
wtedy nie będzie przeszkadzać, by ją zabić - odparłam smutno 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

233

 

 

- Na razie na to się nie zapowiada, ona cały czas go odrzuca i nieźle sobie 
przy tym radzi. Mam za to nadzieję, że wrócisz na Bal Założycieli 
organizowany przez moją matkę? - zmienił szybko temat 

- Lata XIX, piękne suknie, przystojni mężczyźni we frakach? - zaczęłam 
się z nim drażnić - Nie przegapię takiej możliwości zobaczenia ciebie       
w garniturze - uśmiechnęłam się w jego kierunku, chodź to co jeszcze 
przed chwilą mi powiedział sprawiało, że nie mogłam przestać o tym 
myśleć 

- Muszę już iść, przekaż wszystkim, żeby przyszli do rezydencji 
Salvatorów, mam ważną wiadomość! - powiedział spokojnie 

- Ok. - powiedziałam i już miałam zapytać co to za wiadomość, gdy nie 
pozwolił mi zadać kolejnego pytania 

- Uważaj na siebie Caroline, nie wiem co bym zrobił jakby coś ci się stało. 
Kocham cię - usłyszałam, a później mnie pocałował 

- Ja ciebie też - odparłam spoglądając w jego piwne oczy 

- W takim razie do zobaczenia wieczorem - uśmiechnął się tylko w moim 
kierunku, a później ruszył w kierunku drzwi, by po chwili zniknąć z 
zasięgu mojego wzroku 

  

**Damon** 

 

Odkąd tylko wstałem zastanawiałem się czy ona faktycznie jeszcze 

żyje, a jeśli tak to jak długo to jeszcze potrwa za nim podda się do końca. 
Czas było wziąć sprawy w swoje ręce. Zszedłem po schodach do salonu,  
w którym zobaczyłem Stefana. 

- Gdzie zgubiłeś Elenę? Myślałem, że przeniosła się tu na stałe? - 
odparłem, po czym chwyciłem za torebkę z krwią leżącą na stoliku,        

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

234

 

 

ale on nie odpowiedział na moje zaczepki będąc w dalszym czasie 
zamyślonym - Myślisz, że ją zabił? - zapytałem tym razem spokojniej  

- Meredith? Nie sądzę, skoro tylko ona może otworzyć te trumny to za 
każdą cenę będzie ją trzymać przy życiu - odparł Stefan odwracając się     
w moim kierunku - Musimy zabrać te klucze, ale na razie nie możemy    
nic zrobić, by Klaus się połapał, że w ogóle o tym wiemy - mówił dalej 

- Mamy czekać do samego końca? To jest ten twój genialny plan?! - 
rzuciłem  

- A co masz lepszy? - kiedy to powiedział zadzwonił dzwonek do drzwi 

Stefan podszedł do nich, a w drzwiach pojawiła się Elena z niedużą torbą. 

- Wprowadzasz się? - zapytałem zaskoczony popijając krew ze szklanki, 
gdy stanęła po środku pokoju 

- Nie... pomyśleliśmy - spojrzała na Stefana - że na kilka dni razem z 
Bonnie i Caroline pojedziemy do domu moich rodziców nad jeziorem.  
Czy Meredith się odezwała? - zapytała dziewczyna zmieniając temat 

- Nie, ale jeśli żyje to na pewno to zrobi. Wychodzę do Grilla - rzuciłem - 
Miłego urlopu czy czegoś takiego, a wracając do twojego pytania - 
spojrzałem na brata - To tak, mam lepszy plan - nie pozwalając mu dojść 
do głosu opuściłem rezydencje w wampirzym tempie, a następnie 
wyciągnąłem swój telefon wybierając numer do Alarica, który odebrał    
już przy trzecim sygnale 

- Spotkajmy się w Grillu za 20 minut, pa pa - rzuciłem nie pozwalając    
mu nawet wtrącić słowa, po czym się rozłączyłem 

Wsiadłem do swojego samochodu, odpaliłem silnik i ruszyłem w kierunku 
baru. Klaus miał prawie wszystko czego potrzebował do otworzenia 
trumien, a więc było trzeba pozbawić go przynajmniej jednej z tych rzeczy. 
Za to ja potrzebowałem jedynie łowcy wampirów i elementu zaskoczenia, 
by mój plan mógł zadziałać. Czy zastanawiałem się nad konsekwencjami 
tego co chciałem zrobić? Oczywiście, że nie... na to przyjdzie czas później. 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

235

 

 

Zaparkowałem po drugiej stronie ulicy, a następnie wysiadłem z 
samochodu, by po chwili być już w środku lokalu. Alarica jeszcze nie 
było, więc podszedłem do lady zamawiając szklaneczkę burbonu. Po jakiś        
10-ciu minutach zobaczyłem Rebekah, która ruszyła w moim kierunku 
albo przynajmniej tak mi się wydawało.  

- No proszę, nie spodziewałem się zobaczyć ciebie tak szybko - posłałem 
jej olśniewający uśmiech 

Wampirzyca zaczęła rozglądać się dookoła w poszukiwaniu czegoś lub 
kogoś ignorując mnie całkowicie. 

- Nie musisz daleko szukać, tutaj jestem - pomachałem jej ręką przed 
oczami 

- Zwolnij trochę, nie wszystko kręci się wokół ciebie Damonie, mówił      
ci to już ktoś kiedyś? - odparła poirytowana 

- Obiło mi się to już o uszy - upiłem łyk alkoholu ze szklaneczki 

Nie zważając na mnie zobaczyłem, że ruszyła w kierunku Matta, który stał 
przy sąsiednim stoliku. Odczekała chwilę, aż chłopak zapisał zamówienie, 
a następnie z uśmiechem do niego podeszła. Musiałem wiedzieć o co jej 
chodziło, zacząłem w takim razie przysłuchiwać się toczącej rozmowie    
za moimi plecami. 

- Możemy chwilę porozmawiać? - zapytała  

- Oczywiście - wyczułem wahanie w głosie chłopaka 

- Zbliża się Bal Założycieli, dlatego chciałam zapytać czy nie poszedłbyś 
ze mną jako osoba towarzysząca - kiedy to powiedziała usłyszałem szelest 
papieru... to było pewnie zaproszenie jakie otrzymała od burmistrz 
Lockwood 

- W porządku - odpowiedział z dystansem Matt  

Spojrzałem wtedy w ich stronę. Rebekah uśmiechnęła się do niego i już 
miała odejść, gdy ją zatrzymał - Przyjadę po ciebie samochodem o 17.00 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

236

 

 

- Ok. - powiedziała zadowolona, ale gdy znowu na mnie spojrzała przyjęła 
kamienną twarz nie okazując żadnych emocji, by po chwili zniknąć przy 
wyjściu z Grilla 

Kto by pomyślał, że ktoś taki jak ona może mieć jakąkolwiek słabość,    
ale co ona w nim widziała?!. Chyba nigdy nie zrozumiem kobiet.        
Zegar wskazywał godzinę 16.15. Od ponad 40-tu minut czekam na Alarica,   
a on nawet nie raczy zadzwonić. 

- Zwariowałeś! - usłyszałem kiedy zobaczyłem Ricka siadającego na 
barowym stołku obok mnie - Nie wiesz, że inni mają jakieś plany? 
Niektórzy normalnie żyją poza tym wszystkim! - powiedział 
zdenerwowany 

- Spotkałeś się ze swoją seksowną psychopatyczną panią doktor?!. 
Czyżbym w czymś przeszkodził? - rzuciłem - Zwal wszystko na mnie,  
inni tak robią - uśmiechnąłem się kpiąco 

- Czego znowu chcesz? - zapytał ignorując moją wcześniejszą wypowiedź 

- Jest robota do wykonania - spojrzałem na niego 

- I nie możesz tego zrobić sam tylko ja ci jestem potrzebny? - zadał kolejne 
pytanie 

- Potrzebuję elementu zaskoczeniu, a ty nadajesz się idealnie. Z racji tego, 
że Klaus ma sztylet, trumny i Meredith, a tych dwóch pierwszych rzeczy 
nie mogę mu zabrać, więc w takim razie... - nie pozwolił mi dokończyć 
zdania 

- Chcesz porwać Meredith?! - powiedział głośniej Rick z niedowierzaniem 
w głosie 

- Mów głośniej jeszcze Stefan cię nie słyszał! - upomniałem go,                 
a następnie rozejrzałem się na boki, by sprawdzić, czy nikt nie zwrócił       
na nas uwagi 

- Csiii... - powiedziałem, bo zauważyłem jak do baru weszła właśnie moja 
złota dziewczyna 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

237

 

 

Spojrzałem porozumiewawczo na Ricka, a on na mnie. 

- Witaj księżniczko, jednak jeszcze żyjesz?! - powiedziałem popijając 
whisky 

- Nie wydajesz się rozczarowany tym faktem - odpowiedziała chwytając  
za moją szklankę i jednym haustem wypijając całą zawartość - 
Widzieliście Rebekah? - zapytała spoglądając najpierw na Ricka, a później 
na mnie 

- Pomylona, psychopatyczna blondi, o tak była kilka minut temu, ale już 
sobie poszła. Wręczyła za to zaproszenie naszemu rozgrywającemu, a ty    
z kim idziesz? - uśmiechnąłem się do niej widząc jej niezadowoloną minę 

- Nie wiem czy w ogóle pójdę. Jakbyś pamiętał to mam złe doświadczanie 
z Balami Założycieli, a co nie masz z kim iść?!. Smutne, czyli sytuacja nie 
tylko u mnie się powtarza - rzuciła uszczypliwie i usiadła na barowym 
stołku obok 

Kelnerka zjawiła się przy niej po chwili, by przyjąć zamówienie - To samo 
- powiedziała podnosząc moją szklaneczkę do góry  

- Nie chcę być dla ciebie nie miły, ale wpełzło tu coś za tobą, co to twój 
ochroniarz czy przyzwoitka?!. Mówiliśmy ci, żebyś nie zdradzała 
Klausowi co wiesz na ten temat, a dzięki tobie znowu ma wszystko w 
garści i ciebie i nas. Sama zniosłaś mu sztylet, więc jesteś sobie winna -  
nie mogłem pozostać jej dłużny - Twoje wszystkie plany są beznadziejnie 
głupie - odparłem tym razem zabierając jej szklaneczkę z alkoholem 

- Twoje są niby lepsze?! Może przestałbyś tyle gadać i mi pomógł? 
Próbuje się go już się pozbyć od kliku godzin - powiedziała 

- A co dostanę w zamian? - uśmiechnąłem się w jej stronę 

Przekręciła tylko oczami, a później lekko obróciła się za siebie, by 
upewnić się, że ta hybryda jest wystarczająco daleko. Wyciągnęła telefon   
i wystukała coś, a następnie przesunęła nim po ladzie, żebym mógł 
przeczytać co napisała. Nie mogłem w to uwierzyć, ale przekaz był prosty; 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

238

 

 

Elena jest wolna. Spojrzałem na Ricka, któremu również podałem 
komórkę Meredith.  

Wampirzyca zeskoczyła ze stołka, podeszła do Alarica i zabrała swój 
telefon, a później rzuciła patrząc w naszą stronę - Mam nadzieję, że któryś 
za mnie zapłaci - uśmiechała się cierpko 

Ciekaw byłem co tym razem zaprzedała, by uratować Elenę. Oczywiście 
ona była w stanie poświęcić wszystko, ale ja nie miałem takiego zamiaru!. 

Meredith ruszyła w kierunku drzwi, a ten jej ochroniarz za nią. Kiwnąłem 
jedynie głową do Alarica i ruszyliśmy za nimi. 

 

**Meredith** 

 

Na dworze robiło się coraz ciemniej. Skręciłam w stronę uliczki 

mało uczęszczanej przez ludzi, w końcu nic nie mogło mi zagrozić. 
Zobaczyłam przed sobą idącego w moją stronę Damona, ale kiedy 
przeszedł obok mnie nawet na mnie nie spojrzał. Usłyszałam po chwili 
lekkie uderzenie. 

- Uważaj jak chodzisz wampirze - rzucił Tony w stronę Damona, który 
najwidoczniej musiał go szturchnąć ramieniem, gdy się mijali 

- Nie mam takiego zamiaru hybrydo - powiedział zdecydowanie i wyrwał 
mu serce 

- Efektownie - uśmiechnęłam się w jego kierunku kiedy wycierał swoją 
dłoń w barową ściereczkę w kratkę 

- A teraz sprawa druga - spojrzał na mnie, a ja cofnęłam się o krok w tył - 
Nie podobają mi się twoje decyzje jakie podejmujesz, a na domiar tego 
jeszcze chciałaś nas oszukać!. Klaus ma na ciebie zły wpływ, ale jak 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

I:

 Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

239

 

 

pobędziesz z dala od niego to może zaczniesz normalnie myśleć! - rzucił 
wkurzony 

- Co zrobisz Damonie, wyrwiesz mi serce, wbijesz we mnie kołek? - 
wymieniałam różne możliwości uśmiercenia wampira podchodząc           
do niego coraz bliżej 

- Nie, ale myślę, że na początek werbena będzie odpowiednia - powiedział 
spokojnie całkowicie przebijając moje wcześniejsze domysły 

- I co ty to zrobisz? - zapytałam 

- Ja nie, ale on tak - odpowiedział i spojrzał w dal za mną 

Obróciłam się do tyłu podążając za jego wzrokiem i wtedy zobaczyłam 
Alarica z kuszą wycelowana prosto we mnie. Nie miałam nawet szansy 
zareagować. Usłyszałam świst, a następnie ból, który zaczął promieniować 
po całym moim ciele całkowicie mnie obezwładniając. Poleciałam do 
przodu, ale nie upadłam, bo Damon prawdopodobnie mnie złapał.       
Moje oczy się zamknęły i wszystko ucichło. 

 

Ciąg dalszy nastąpi…