background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

467

 

 

 

 

**Damon**    

   

Żaden z nas tak naprawdę nie mógł uwierzyć, że za tym wszystkim 

stała Meredith. W jakiś sposób podświadomość podpowiadała mi, że ona 
nigdy, by nie skrzywdziła Eleny, ale jako wampir pozbawiony swojego 
człowieczeństwa nie miałaby z tym żadnego problemu.     

- Chyba nie myślisz, że zrobi Elenie jakąś krzywdę?!, to nonsens.            
Uprzedzałem Meredith, że zadawanie się z Klausem tak się właśnie 
skończy, nie słuchała, więc ma teraz za swoje, sama jest sobie winna! - 
rzuciłem spoglądając na mojego brata siedzącego na kanapie  

- Nie wiem Damon - pokiwał przecząco głową - wyłączyła się, więc nie 
będzie miała żadnych skrupułów, żeby dopiec nam bądź jemu, co ty byś 
zrobił?! - wstał z kanapy próbując coś wymyślić 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

468

 

 

- Ja na jej miejscy nie bawiłbym się w żadną zemstę, to tylko strata czasu, 
bo na końcu i tak zdajesz sobie sprawę, że jesteś na straconej pozycji - 
odparłem   

- Jasne, akurat w to uwierzę - pokiwał głową - Jak długo wierzyłeś w to,  
że Katherine żyje?, zrobiłeś wszystko, by uwolnić ją z grobowca, ale       
co czułeś, kiedy okazało się, że cię oszukała? - zapytał oczekując na moją 
odpowiedź  

- W porządku tą rundę wygrałeś, ale oboje wiemy, że Meredith nie zrobi 
niczego Elenie - ponownie wytrąciłem to zdanie, ale nie wiem kogo 
bardziej chciałem o tym zapewnić, siebie czy jego 

- A dlaczego nie?, czuje się oszuka, jest sama i nie ma nikogo na kim 
mogłaby polegać, coś pominąłem, czy mało ci powodów? - spojrzał         
na mnie jakby to wszystko było moją winą   

- Dobra mądralo, to są powody, dlaczego Meredith chciałaby zabić Elenę, 
ale masz może coś bardziej optymistycznego?! - zapytałem zmieniając    
po chwili temat - Lepiej będzie jeśli na razie zatrzymamy to w tajemnicy. 
Nie chcemy przecież mieć jeszcze czarownicy przeciwko sobie - rzuciłem 
pokrótce starając się jak najdłużej utrzymać tą sytuację w sekrecie    

- A dziwisz się Bonnie?, Elena to jej przyjaciółka i dobrze wiesz,              
że pierwszą rzeczą jaką, by zrobiła to pozbyła się Meredith raz na zawsze - 
oznajmił - Za kilka godzin Bonnie i tak zacznie szukać Eleny przy pomocy 
zaklęcia lokalizującego. Może byś wreszcie przyznał, że zależy ci na 
Meredith, bo liczysz na to, że któregoś dnia będzie tą samą dziewczyną,   
w której się zakochałeś - dodał Stefan podchodząc przy tym do mnie coraz 
bliżej   

- Ciekawe, dlaczego akurat tego miałbym chcieć?. Nie znałeś jej tak 
dobrze jak ja - spojrzałem na niego - Była nieznośna, czasem wkurzając     
i zawsze musiała na swój chory sposób ratować świat - rzuciłem   

- Nie wiem?, może właśnie dlatego, że te wspomnienia gdzieś w tobie żyją, 
a ona sama pobudza w tobie uczucia, ludzkie uczucia, które zdawało się,          

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

469

 

 

że utraciłeś już dawno temu - spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem 
oczekując na moją odpowiedź 

Zmrużyłem lekko oczy przyglądając mu się, po czym nie odpowiadają 
wyminąłem go bagatelizując jego domysły. 

- Zauważyłeś, że Klaus zmył się zaraz po przeczytaniu przez ciebie smsa?! 
- Stefan obrócił się w moją stronę ze zdziwioną miną - Nie dziwi cię,          
że Meredith wysłał informację o porwaniu Eleny również do niego? - 
rzuciłem pod rozwagę odciągając temat tego co czułem do Meredith       
jak najdalej  

- Liczy, że Tatia również się o tym dowie - spojrzał na mnie 

- Bingo - dodałem komentując to - Moim zdaniem Meredith dokładnie 
zaplanowała tą sytuację. Tu nie chodzi o Elenę, ale o Pierwszą Petrovę - 
nalałem do szklaneczki trochę alkoholu 

- Musi wiedzieć coś więcej na ten temat, tylko co? - odpowiedział Stefan 
podążając moim tokiem myślenia 

Znałem Meredith, zawsze miała coś w zanadrzu. Nigdy nie posunęłaby się 
do tego, aby kogoś skrzywdzić, no nie wliczając tych pobocznych ludzkich 
ofiar, ale ja akceptowałem taki stan rzeczy i to kim teraz była, nawet jeżeli 
ona sama tego nie zauważała. 

- Sądzę, że niedługo się tego dowiemy - popatrzyłem na stojący zegar, 
który wskazywał godzinę szesnastą trzydzieści - Jak tylko pojawi się 
możliwość spróbuj uratować Elenę, a ja zajmę się Meredith - 
powiedziałem tym razem poważniej kierując się w stronę drzwi 
wyjściowych 

- Damon! - zawołał za mną Stefan, a ja w tym czasie obróciłem się w jego 
stronę - W dalszym ciągu jej ufasz? - zapytał  

- Patrząc na to jak wiele razy myliłem się co do zachowania Meredith 
mogę powiedzieć, że ufam i właśnie to najprawdopodobniej czyni mnie 
największym idiotą na świecie - powiedziałem zatrzaskując za nami drzwi 
rezydencji 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

470

 

 

**Meredith**    

 

Siedziałam razem z Katherine w samochodzie zaparkowanym      

przy szosie jakiś kilometr od mostu Wickery. Otaczała nas jedynie cisza, 
żadnych hałasów, przejeżdżających samochodów czy odgłosów zwierząt.  

- Przyznaj wreszcie, że sprawi ci to przyjemność - rzuciła wampirzyca 
spoglądając na mnie z ukosa ze swoim złośliwym uśmieszkiem 

- Nawet nie wiesz jak wielką - uśmiechnęłam się pewnie -, ale obydwie 
wiemy, że nie zgodziłabyś się na to jakby nie fakt, że twoje własne życie 
jest zagrożone - spojrzałam na nią 

- Dużo przeszłaś. Powinnaś już wiedzieć, że należy dbać wyłącznie            
o siebie. Reszta nie ma najmniejszego znaczenia, ale może tym razem 
naprawdę chcę pomóc? - podparła głowę ręką opierając łokieć na drzwiach 
patrząc w dalszym ciągu przed siebie    

- Zaczynasz mnie Katherine rozczarowywać, ale przede mną nie musisz 
udawać. Zachowaj lepiej tą bajeczkę dla kogoś innego - odparłam patrząc 
na nią  

- Dobrze wiemy, że to twoje całe wyłączenie się jest spowodowane jedynie 
tym, że chcesz uratować Elenę. Upatrujesz w niej samą siebie? - spojrzała 
na mnie pytająco - Walczysz o jej życie jakby było twoim własnym,           
a za chwilę nawet nikt tego nie zauważy, więc jaki jest w tym sens? - 
rzuciła kpiąco czekając na moją reakcję    

- Myślę, że nigdy tego nie zrozumiesz - szybko odpowiedziałam 

- Żyję na tym świecie znacznie dłużej, a w przeciwieństwie do ciebie        
ja panuję nad własnymi emocjami i nie udaję - powiedziała pewna swoich 
słów 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

471

 

 

- No właśnie żyjesz znacznie dłużej, ale to nie zmienia faktu, że byłaś         
i będziesz zimną suką dbającą jedynie o siebie - skomentowałam jej 
wypowiedź podchodząc do tego trochę zbyt emocjonalnie  

- Nawet ty pewnego dnia zdasz sobie w końcu sprawę, że tak naprawdę 
nikogo nie obchodzisz - kontynuowała dalej, a ja jedynie słuchałam - 
doprowadzi to do tego, że wyłączysz się naprawdę, a nie tak jak teraz - 
zlustrowała mnie - Przy tysiącu zabitych przestaniesz odczuwać cokolwiek 
i dotrze do ciebie, że nie różnimy się od siebie aż tak bardzo - dodała 
dobitnie 

Katherine potrafiła trafnie zauważyć wszystkie moje słabości i nie sposób 
było zataić przed nią to kim byłam naprawdę. Pokazała mi moją 
przyszłość, o której w tym momencie nawet nie chciałam myśleć. Miałam 
jedynie nadzieję, że kiedy pozbędę się Tati będę mogła zrealizować swój 
plan z jakim przybyłam do Mystic Falls na samym początku będąc jeszcze 
człowiekiem. 

- Myślisz, że znasz mnie tak dobrze i wiesz co zamierzam zrobić? - 
popatrzyłam ponownie w jej stronę - proszę, chętnie posłucham - z lekkim 
uśmiechem spojrzałam na nią  

- Wiem co planujesz zrobić teraz, ale co zrobisz, kiedy to piekło się 
skończy?, bo wybacz, ale jakoś nie kupuje tego, że wyjedziesz. Musiałaś 
bardzo nienawidzić swojego życia odkąd czarownice się tobą zajęły.         
Z drugiej strony to ci się nawet nie dziwię, tam monotonność i ciągła 
samotność to musiało być straszne - powiedziała jakby z jednej strony  
była tym zniesmaczona, a z drugiej rozbawiona - Znam cię Meredith          
i nie wierzę, że chciałabyś wrócić do tego, prędzej byś umarła niż dalej 
pozostała wampirem - dodała twierdząco mówiąc wszystkie rzeczy, które 
świadczyły o tym jak bardzo moje zapewnienia o opuszczeniu miasta były 
nieprawdziwe  

- Jestem silniejsza niż ci się wydaję. Przestałam być małą dziewczyną, 
której wszyscy rozkazują rozstawiając ją po kątach. Potrafię o siebie 
zadbać i nie nabierzesz mnie na tą swoją fałszywą troskę Katherine - 
wampirzyca przekręciła oczami opierając się o oparcie fotela z rezygnacją 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

472

 

 

- Po prostu zapewne skręca się w środku, bo nie wiesz co zamierzam,   
więc daruj sobie podchody - odparłam bez mrugnięcia okiem - A teraz 
chodźmy, mamy zadanie do wykonania - rzuciłam wysiadając z 
samochodu, a następnie zatrzasnęłam drzwi idąc kilka kroków przed siebie  

- Naprawdę podziwiam twój zapał - powiedziała Katherine, kiedy wysiadła 
z auta, a następnie podeszła bliżej w moim kierunku - a już myślałam,      
że się złamiesz, w końcu nie dużo brakowało, prawda? - powiedziała 
uśmiechając się i pokazując przy tym swoje prawdziwe oblicze oraz         
to w jaki sposób próbowała mnie złamać   

Nie miała ochoty poddawać się jej gierkom. Wiedziałam co robię odkąd 
postanowiłam sama zakończyć całą sprawę ponosząc wszelkie 
konsekwencje swoich czynów. Miałam w tym momencie dużo ważniejsze 
sprawy na głowie niż przejmowanie się Katherine. Brałam w tej chwili    
na siebie znacznie więcej niż byłam w stanie udźwignąć. Czułam jak 
powoli wszystko zaczyna przejmować nade mną władzę. Moje emocje 
oczywiście ponownie dawały o sobie znać uderzając w niewidzialną ścianę 
mojego serca. Ciche dylematy, ból, powracająca przeszłość i ten sam 
strach co wtedy, że znowu nie zdążę i będę musiała bezradnie patrzeć      
na śmierć każdego na kim mi zależy, ale nie mogłam się poddać, nie teraz, 
nie tym razem, nie kiedy byłam już tak blisko.   

- Mam nadzieję, że odegrasz swoją rolę odpowiednio, i że wiesz co masz 
później zrobić - rzuciłam z zupełną powagą  

- Martw się raczej o swoje emocje, a skąd w ogóle wiesz, że Pierwsza 
Petrova się pojawi? - zapytała wampirzyca idąc koło mnie  

- Założę się, że jest tak samo ciekawska jak ty i nie będzie chciała 
przegapić takiej okazji, aby przekonać się co kombinuję odkąd zniknęłam 
jej z oczu - zatrzymałam się w pół kroku, a Katherine zrobiła to samo - 
Teraz przynajmniej widzę po kim odziedziczyłaś te wszystkie złośliwe 
cechy - rzuciłam jej krótki uśmiech ruszając po chwili przed siebie -         
A tak wracając do naszej rozmowy - powiedziałam - W jednym się nie 
pomyliłaś - spojrzałam na nią, cały czas się nie zatrzymując - 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

473

 

 

- Odebrałaś mi wszystko Katherine, ale masz rację nie różnimy się           
od siebie aż tak bardzo. Zabijamy, by przeżyć, bo taka jest nasza natura, 
bierzemy wszystko co chcemy bez żadnych konsekwencji tylko, że ja       
w przeciwieństwie do ciebie nie mam zamiaru być kimś takim przez całą 
wieczność - rzuciłam z całą nienawiścią na samą myśl, że tak mogłoby 
wyglądać moje życie 

Jednego byłam pewna moje życie zakończyło się już dawno temu                
i tak właśnie wtedy powinno pozostać. Nastał więc czas, by wreszcie 
wszystko wróciło na swoje miejsce. 

 

**Damon**    

 

Jechaliśmy ze Stefanem moim samochodem w kierunku mostu 

Wickery, kiedy przejeżdżając przez miasto zobaczyliśmy radiowóz 
policyjny Szeryf Forbes zaparkowany przy żółtych taśmach 
odgradzających gapiów od jakiegoś miejsca zbrodni. Nie zwracając uwagi 
na Stefana zjechałem w tamtą stronę parkując niedaleko. 

- Czemu mam złe przeczucia?! - rzuciłem wysiadając z samochodu,           
a Stefan zaraz za mną uczynił to samo 

Ruszyłem przed siebie odnajdując po chwili Liz. 

- Szeryf Forbes, co tu się wydarzyło? - zapytał mój brat, wyprzedzając 
moje pytanie   

- Zaalarmowała nas ekspedientka, która miała po południu zastąpić           
w sklepie swoją koleżankę, ale odnalazła ją martwą w przybierani.         
Nie muszę chyba wspominać, że była całkowicie pozbawiona krwi - 
spojrzała na nas porozumiewawczo - Najdziwniejszy jest jednak fakt,       
że jeden ze światków na miejscu zbrodni rozpoznał Elenę Gilbert. 
Podobno była tam z jakąś blondynką, której nikt nie jest w stanie 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

474

 

 

zidentyfikować. Czy możecie mi wytłumaczyć o co w tym wszystkim 
chodzi? - zapytała spoglądając na nas  

- No tak Meredith - powiedziałem przekręcając oczami - Najwidoczniej 
postanowiła połączyć przyjemne z pożytecznym - spojrzałem na zakryte 
prześcieradłem zwłoki wynoszone na noszach z budynku przez 
sanitariuszy                   

- Ale dlaczego była tu z Eleną? - Stefan spojrzał na mnie pytająco 

- Chcecie powiedzieć, że w tym mieście jest kolejny wampir? - zapytała 
Liz choć dobrze znała odpowiedź na to pytanie  

- Zajmiemy się tym - rzucił Stefan, a ja od nich odszedłem idąc w kierunku 
samochodu czując rosnącą wściekłość - Czyżbyś wydawał się 
zdenerwowany? - krzyknął za mną - a może wkurzyło cię to co 
zobaczyłeś?. Myślałem, że akceptujesz to kim stała jest Meredith? - 
zapytał mój brat patrząc na mnie, a ja nie odpowiadając otworzyłem drzwi 
od strony kierowcy siadając na swoim miejscu  

Tym razem postanowiłem swoją wypowiedź zatrzymać dla siebie. 
Meredith była wampirem, mogłem to zaakceptować, ale jakaś część mnie 
była wkurzona, że na to pozwoliłem. Kochałem ją i nie mogłem patrzeć   
na to jak zatraca się w życiu, którego sam skrycie nienawidziłem. 

- Wiesz co, zmieniam zdanie - rzuciłem po pięciu minutach jazdy  

Kątem oka spostrzegłem, że Stefan przygląda mi się z głupim wyrazem 
twarzy jakby zdawał sobie sprawę, że kiedyś w końcu to przyznam. 

- Nie ufam jej, a przynajmniej do czasu, aż nie odzyskamy starej Meredith. 
Już sam nie wiem, która jej wersja jest bardziej wkurzająca, ale 
pozbawiona swojego człowieczeństwa jest powoli nie do zniesienia.        
W takim razie zmieniam założenia swojego planu - powiedziałem 
wkurzony  

- Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytał Stefan 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

475

 

 

- Że pierwsze co zrobię jak zobaczę Meredith to skręcę jej kark - 
odwarknąłem - Aktualnie jest za blisko, by nieodwracalnie zejść na złą 
drogę - dodałem dociskając gazu 

- Widzę, że robimy postępy, ale co się stało z gościem, który nie 
przejmował się tym co wyczynia Meredith akceptując jej wampirze 
wybryki? - zapytał przedrzeźniając mnie trochę, a ja w tym czasie 
zaparkowałem samochód przy wjeździe na most 

- Ostro się wkurzył - odparłem spoglądając przy tym ostatni raz                 
w kierunku mojego brata 

Wysiedliśmy oboje z samochodu. Rzuciłem okiem przed siebie, ale jeszcze 
nikogo nie widziałem. Słońce w tej chwili zaczęło zachodzić przynosząc  
za sobą mrok. Stałem tak jeszcze przez chwile wpatrując się w dal, ale gdy 
ponownie spojrzałem w stronę mostu Wickery zauważyłem Klausa             
z dziewczyną podobną do Eleny.  

- Mam nadzieję, że zaraz zakończymy tą dziecinadę - powiedział Klaus 
rozglądając się znudzony dookoła 

- Żeby była pewność Klaus - odezwał się Stefan - Chcemy tylko odzyskać 
Elenę, a twoje sprawy z Meredith załatwiaj sobie sam - dodał opanowanie 
całkowicie zbijając tym Pierwotnego z tropu  

Pierwsza część planu zakładała na zabraniu stąd w jak najszybszym czasie 
Eleny, a później zajęcie się Meredith. 

- W porządku. Pomyślmy, że może to być obopólna korzyść - odezwał się 
Klaus przystając na nasz warunek zapewniając w tym momencie, że Elena 
będzie mogła odejść bez szwanku  

- A więc tak wygląda Pierwsza Petrova, tylko pytanie do jakiej grupy      
się zaliczysz tych dobrych czy złych?, skoro zniweczyłaś mój idealny plan 
- spojrzałem nie ufnie w jej stronę  

Dziewczyna nie zdążyła się odezwać, ponieważ w tym momencie zaczął 
do mnie dochodzić odgłos uderzania obcasów o asfalt oraz szuranie butów 
drugiej osoby. Po chwili pojawiła się Meredith trzymając przed sobą Elenę 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

476

 

 

zaciukując przy tym swoje ramie wokół jej szyi. W wampirzym tempie 
pokonała dzielącą nas odległość spoglądając na nas z uśmiechem. 

  

**Meredith**    

   

- Widzę, że jesteśmy wszyscy w komplecie - spojrzałam na Tatię, która 
zmrużyła ze złości oczy, a ja odpowiedziałam jej lekkim uśmiechem czując 
nad nią przewagę - Radzę bez gwałtownych ruchów, ponieważ chyba nie 
chcecie, by wasza biedna Elena powróciła do życia jako krwiożerczy 
wampir? - powiedziałam dostrzegając lekki ruch Stefana w moją stronę  

Katherine jako Elena kilka razy próbowała się wyrwać patrząc tęsknym,    
a za razem przestraszonym wzrokiem na Stefana. Była z niej dobra aktorka 
i przynajmniej teraz mogła pokazać na co ją stać bez żadnych skrupułów 
bawiąc się całą sytuacją. 

- Nie zrobiłaś tego? - usłyszałam głos Damona w ułamku sekundy 
przenosząc swój wzrok w jego kierunku 

- Czego?, że nie nakarmiłam jej swoją krwią? - zapytałam spoglądając     
na szamoczącą się dziewczynę - A czy to nie właśnie z jej powodu dzieje 
się to wszystko?. Może jak będzie wampirem przynajmniej dowiemy się 
którego z was wybierze?! - z uśmiechem spojrzałam patrząc na jego 
zdziwioną i przerażoną twarz 

Miałam wrażenie, że Damon zaczyna mnie w tej chwili coraz bardziej 
nienawidzić i zdawać sobie sprawę, że dziewczyna, którą kiedyś znał 
odeszła bardzo dawno temu. 

- Myślisz, że robi to na mnie wrażenie? - odezwał się Klaus zwracając     
na siebie moją uwagę - Chcesz ją zabić?. W takim razie śmiało, czy tylko 
na tyle cię stać? - krzyknął 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

477

 

 

- Nie kuś - dodałam kontrolując sytuacje i nie dając się sprowokować 

- Dla mnie jej śmierć i tak nie ma żadnego znaczenia, ale chyba zadajesz 
sobie sprawę, że wtedy będę cię ścigał do końca twoich dni - dodał            
z odrazą coraz bardziej wkurzony   

- Uważaj co obiecujesz, bo jak dobrze pamiętam ostatnim razem nie poszło 
ci to najlepiej - powiedziałam z uśmiechem - Za ile lat mnie znajdziesz, 
sto?, dwieście?, a może nigdy? - zapytałam cały czas na niego patrząc -    
Jeśli będzie ci ze mną szło tak samo jak z Katherine to nie sądzę, żebyśmy 
się szybko zobaczyli - powiedziałam dolewając przy tym oliwy do ognia 

Sytuacja zmieniała się w bardzo szybkim tempie. Każdy kto miał mnie    
za kruchą dziewczynę, zaczął zmieniać o mnie swoje zdanie zauważając 
zagrożenie płynące z mojej strony, a ja właśnie na taki efekt liczyłam. 

- Po raz kolejny nie docenicie mnie - powiedziałam zaciskając coraz to 
mocniej ramię wokół szyi „Eleny”, aż ta zaczęła się dusić kaszląc przy tym 
i próbując zaczerpnąć powietrza  

- Meredith, spójrz na mnie - odezwał się Stefan i wtedy przeniosłam swój 
wzrok na niego - Uspokój się, wszystko da się jeszcze naprawić - zrobił 
kolejny krok w moją stronę 

- Ostrzegam cię Stefanie, jeszcze jeden krok, a będziesz ją zbierać z ziemi! 
- dodałam ostrzej czując niesamowitą pewność siebie  

Moja wampirza część w tym momencie wyłączyła cały strach. 

- To się robi naprawdę komiczne - usłyszałam Klausa mówiącego              
z rozbawieniem 

- Wiesz co jest komiczne? To, że ci zaufałam. Jakbyś mnie wtedy 
posłuchał to naprawdę bym z tobą wyjechała z Mystic Falls - dostrzegłam 
kątem oka zdziwioną twarz Damona -, co prawda nie byłabym z tego 
zadowolona, ale przecież obiecałeś mnie chronić bez względu na wszystko. 
Ufałam ci, choć wszyscy mnie przed tym ostrzegali, a ty po prostu to 
wykorzystałeś. Biedna mała głupiutka dziewczynka, co? - spojrzałam      
na niego, ale w tym momencie usłyszałam czyjeś syknięcie  

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

478

 

 

- Ty też nie jesteś lepszy - spojrzałam na Damona - Myślisz, że możesz 
mnie powstrzymać, bo cię kocham?, ale prawda jest taka, że nic do ciebie 
nie czuję. Nie znaczysz dla mnie nic. Przynajmniej teraz zdałam sobie 
sprawę z tego jak bardzo traciłam swój czas. Co poczujesz jak ona zginie? 
Może przynajmniej w jakiejś części zrozumiesz co czułam przez te 
wszystkie lata - pokiwałam przecząco głową, a on utkwił swoje spojrzenie 
w moich błękitnych oczach  

- Mocne słowa, ale masz rację taka jest prawda „że nic do ciebie nie 
czuję”. Na co liczysz?, że wrócisz do mojego życia i będzie tak jak 
dawniej?. Rozejrzyj się dookoła świat poszedł do przodu, a ty najwyraźniej 
stanęłaś w miejscu, albo nie faktycznie poszłaś do przodu w końcu trupy 
ścielą się za tobą. Myślisz, że nie widziałem tego co dzisiaj zrobiłaś?.     
Już bardziej wolałbym żebyś to ty była martwa niż ona! - odpowiedział     
z całym jadem, a ja w tym czasie poczułam jak moje oczy wypełniają się 
łzami, które po chwili w sobie zdusiłam  

Ta chwila, ten moment zdawał się trwać i trwać, aż oboje zdaliśmy sobie 
sprawę, że to był koniec. Nasza wspólna przeszłość rozpadła się na tysiące 
kawałeczków, których każde z nas nie chciało już dłużej zbierać                 
i ponownie układać w całość.  

- Meredith spójrz na mnie! - krzyknął ponownie w moim kierunku Stefan 
próbując wyrwać mnie z tego marazmu, tak jakby jedyny zdawał sobie 
sprawę do czego to wszystko zmierza 

- Nie Stefanie, tym razem to wszystko zaszło za daleko. Zaufaliście jej,      
a nawet nie wiecie jakie to niesie za sobą konsekwencję. Moje życie 
skończyło się dawno temu - spojrzałam na Damona - i już nigdy nie będzie 
tak jak kiedyś - odpowiedziałam spoglądając smutno na Stefana, po czym 
przeniosłam swój wzrok na Pierwszą Petrovę - Myślisz, że możesz mnie 
szantażować, bo dobrze wiesz, że na każdym mi zależy, ale co zrobisz, 
kiedy odbiorę sobie to sama?! - dodałam pozbawionym emocji głosem,     
a następnie skręciłam „Elenie” kark 

Bezwładne ciało dziewczyny upadło na asfalt. Spojrzałam ponownie         
w stronę wszystkich zgromadzonych, ale Tati pomiędzy nimi już nie było.  

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

479

 

 

**Damon**    

 

Nie mogłem w to uwierzyć. Patrzyłem na całą sytuację z szeroko 

otwartymi oczami, czując rosnącą we mnie wściekłość. Meredith              
w ułamku sekundy spojrzała w moim kierunku, po czym zniknęła             
w mroku. Na asfalcie leżało tylko nieruchome ciało Eleny. Kiedyś jeszcze 
ucieszyłbym się z tego, że będzie wampirem. Nie raz sam chciałem to 
zrobić, ale teraz to już nie miało żadnego znaczenia. Stefan podbiegł        
do swojej dziewczyny odgarniając jej włosy z czoła dotykając przy tym   
jej policzka.  

- Zdajesz sobie sprawę, że jeśli zabijesz Meredith to ja zabiję ciebie?! - 
odezwał się Klaus stojąc obok mnie całkowicie obojętny na to co się stało 

- W takim razie zobaczymy kto będzie pierwszy - odparłem w żaden 
sposób nie zerkając na Pierwotnego - , ale ty chyba masz teraz swój własny 
problem do załatwienia - obróciłem się za siebie nie widząc już Tati - 
spojrzałem na niego, a on równie szybko opuścił most Wickery 

- Zabierzmy ją stąd - powiedział Stefan biorą martwe ciało Eleny na ręce, 
kierując się w stronę zaparkowanego samochodu  

Mój brat po chwili mnie wyminął, a ja stałem tak jeszcze przez chwilę 
spoglądając przed siebie w ciemność zaciskając ze złości zęby. Jednego 
mogłem być pewien, że nie zostawię tego w ten sposób i Meredith 
odpowie za to co zrobiła.  

- Masz teraz jeszcze większy problem niż ci się zdaje - rzuciłem cicho 
wiedząc, że na pewno wampirzyca musi być gdzieś nie daleko słysząc 
dokładnie to co mówię, a następnie obróciłem się na pięcie ruszając          
w stronę samochodu 

 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

480

 

 

**Meredith**    

  

Szłam przed siebie zrezygnowana, a z moich oczu płynęły łzy. 

Słyszałam co powiedział Damon i w jaki sposób na mnie wtedy patrzył, 
ale to był jedyny sposób, by go uratować. Nie liczyłam, że zrozumie 
dlaczego to zrobiła, ale że z czasem to zaakceptuje.    

Wyszłam na prostą drogę idąc w ludzkim tempie. Z oddali zobaczyłam 
zapakowany przeze mnie samochód, ale zatrzymałam się w połowie drogi 
opierając się plecami o stojące nieopodal drzewo. W tej chwili pozwoliłam 
sobie czuć wszystko. Wiedziałam, że nie powinnam tego robić, ale tylko  
to sprawiało, że czułam się w jakiś sposób żywa. Łzy w dalszym ciągu   
nie przestawały spływać po moich policzkach, jedną rękę przyłożyłam     
do moich ust, a drugą oplatając się w pół czułam jak fala bólu zalewa mnie 
od środka.    

Siedziałam tak jeszcze przez jakiś czas próbując doprowadzić się    

do porządku. Odrętwiała ruszyłam w stronę auta zasiadając po chwili       
na miejscu kierowcy. Bezradnie oparłam swoją głowę o kierownicę. 
Niestety prawda była taka, że nie potrafiłam się zmienić w potwora        
bez uczuć, nie potrafiłam zapomnieć tego kim byłam w przeszłości,        
ale i o tym dlaczego zraniłam tyle osób. Katherine miała rację byłam    
zbyt słaba, by nie potrafić żyć jako wampir, ale teraz musiałam wszystko 
doprowadzić do końca.      

Zapaliłam silnik auta ruszając w stronę domku nad jeziorem, gdzie 
zostawiłam prawdziwą i żywą Elenę Gilbert. 

 

 

 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

481

 

 

**Damon**    

 

Przez całą drogę żaden z nas się nie odezwał. Zastanawiałem się 

wiele razy jak to by było gdyby Elena była wampirem, ale teraz 
żałowałem, że utraciła swoje ludzkie życie. Wróciliśmy do naszej 
rezydencji, a Stefan położył dziewczynę na sofie. 

Podszedłem do barku nalewając sobie drinka.  

- Co my teraz zrobimy? - mój brat usiadł przy niej pocierając czoło -     
Ona tego nie wytrzyma Damon - spojrzał na mnie zdruzgotany 

- Nie ona pierwsza i nie ostatnia - odparłem głosem pozbawionym emocji 
wypijając łyka alkoholu 

- Najwidoczniej nie słyszałeś tego jak mówiła jak bardzo nie chce być 
wampirem! - powiedział głośno, po czym wstał z kanapy podchodząc       
w moim kierunku 

- To może było trzeba jej lepiej pilnować - odparłem wkurzony 

- A no tak wybacz, że zapomniałem, że twoja była dziewczyna chciała nas 
wszystkich wykończyć, tylko dlatego, że to ty nie potrafiłeś się nią zająć  
w odpowiednim czasie. Może jakbyś załatwił sprawę do końca to nigdy,  
by do tego nie doszło! - krzyknął w moją stronę 

W tym momencie usłyszałem czyjś zduszony śmiech. Obróciłem się         
w stronę leżącej na kanapie Eleny. 

- Wyglądacie naprawdę żałośnie - odparła dziewczyna z uśmiechem 
podpierając się na łokciach 

- Katherine, mogłem się tego domyślić - powiedziałem przekręcając 
oczami czując przy tym jakąś ulgę 

Wampirzyca w ułamku sekundy zmieniła pozycję siadając wygodnie       
na kanapie. 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

482

 

 

- Muszę przyznać, że Meredith zagrała swoją rolę imponująco,                
nie sądzicie?. Nie myślałam, że byłaby do tego zdolna, a tu proszę taka 
niespodzianka. Najwidoczniej życie i po takim czasie potrafi zaskakiwać - 
rzuciła bawiąc się całą sytuacją 

- Katherine, gdzie jest Elena? - zapytał Stefan niewzruszony jej 
wypowiedzią 

- Cała i bezpieczna, chyba nie myślisz, że Meredith pozwoliłaby, żeby 
waszej biednej, słabej Elenie spadł włos z głowy, a może tak 
pomyśleliście? - zapytała spoglądając na nas z zaciekawieniem 

- Jaki ty masz w tym wszystkim udział, bo chyba dość spory skoro 
pozwoliłaś na to, by ktoś skręcił ci kark? - zapytałem zmieniając temat 
starając się wreszcie czegoś konkretnego dowiedzieć, nawet jeżeli nie było 
to takie proste  

- Ja w przeciwieństwie do ciebie wiem, kiedy współpracować, a nie 
odgrywać bohatera - odpowiedziała Katherine podchodząc do mnie            
z uśmiechem niewiniątka nalewając sobie do szklanki whisky 

- Nie pamiętam, żebyś kiedykolwiek odgrywała jakąś bohaterską rolę - 
rzuciłem z wyrzutem spoglądając na wampirzycę 

- Czyli rozumiem, że również nie jesteś zadowolona z pojawienia się 
Pierwszej Petrovy? - zapytał Stefan nie zwracając uwagi na nasze 
przekomarzanie 

- Powiesz wreszcie o co w tym wszystkim chodzi, czy mamy to z ciebie 
siłą wydusić? - zapytałem coraz bardziej zmęczony tymi jej gierkami 

- Jesteście tak mało spostrzegawczy - dodała przewracając oczami,          
po czym usiadła na swoim miejscu na kanapie zakładając nogę na nogę 
trzymając w dłoni szklaneczkę z alkoholem - Chodzi o to, że wszystko    
co zobaczyliście to kłamstwa. Meredith tak naprawdę się nie wyłączyła, 
chociaż sama twierdzi co innego.  

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

483

 

 

- Co ty mówisz?. Zabija ludzi, jak dobrze pamiętam to mało ich nie było   
w jej krótkiej karierze - wtrąciłem przerywając Katherine wypowiedź -   
Jak tak dalej pójdzie może pobić twój rekord - spojrzałem na Stefana 

- Zabija, bo to jej pozwala niczego nie czuć. Czy ty cokolwiek wiesz na jej 
temat? - wampirzyca spojrzała na mnie z wyrzutem - Odpowiedzcie sobie 
w takim razie na pytanie czy wampir pozbawiony swojego 
człowieczeństwa może chcieć kogoś ratować?. Meredith oszukuje siebie    
i wszystkich dookoła, by uzyskać przewagę nad Pierwszą Petrovą. 
Szantażowała ją - powiedziała spokojnie jakby nie robiło na niej żadnego 
wrażenia   

- O co? - zapytał Stefan krzyżując ręce na piersiach 

- Że jeżeli cokolwiek zrobi, aby ją powstrzymać to zabije was wszystkich - 
dodała wampirzyca - Dalej nie rozumiecie?  - pokiwała głową - To dlatego 
musiała zabić Elenę, by Petrova uwierzyła, że Meredith nie cofnie się 
przed niczym. Musiało to wyglądać wiarygodnie, a wasze emocje musiał 
być prawdziwe, dlatego nie mogliście o niczym wiedzieć - powiedziała 

- Czego Tatia potrzebuje od ciebie, Eleny i Meredith? - zapytałem próbując 
cos więcej z niej wydusić 

- Tatia chce odzyskać Białą Moc, ale żeby to zrobić musi najpierw zabić 
Elenę, Meredith i mnie, aby cały ród zatoczył pełny krąg - wyjaśniła - 
Meredith stara się oczywiście temu zapobiec, w końcu nie byłaby sobą 
jakby nie chciała ratować całego świata - spojrzała w naszym kierunku 
wypijając po chwili całą zawartość szklaneczki z alkoholem do końca 

- Czyli teraz już jest wszystko jasne. Meredith poświęci się, a ty będziesz 
dalej mogła żyć trwoniąc swoje wieczne życie w luksusie na jakiejś 
wyspie. Wiedziałem, że nie robisz tego, by pomóc. Jak zwykle dbasz tylko 
o siebie Katherine - usiadłem obok niej na kanapie   

- Ty też nie jesteś tutaj bez grzechu. Naprawdę nic do niej nie czujesz? 
Szkoda, bo właśnie dzisiaj po raz kolejny uratowała ci życie - spojrzała    
na mnie swoimi brązowymi oczami, po czym przeniosła swój wzrok             
na Stefana - aż dziwi mnie, że uwierzyliście w to jak świetnym wampirem 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

484

 

 

pozbawionym swojego człowieczeństwa stała się Meredith - po tych 
słowach Katherine uśmiechnęła się sama do siebie jakby dopiero coś       
do niej dotarło - teraz przynajmniej już rozumiem, co Meredith zamierza 
zrobić po zabiciu Petrovy - nie zdradzając nam do czego doszła w swoim 
rozumowaniu, podeszła do barku nalewając sobie drugiego drinka 

- Co takiego?, co chcesz przez to powiedzieć? - zapytał mój brat 

- Co jest lepsze dla wampira, który nie chce nim być? - spojrzała na nas - 
Śmierć - odparła popijając swojego drinka   

- Zadzwonię do Jeremiego, że odnaleźliśmy Elenę i zaraz możemy jechać - 
powiedział Stefan wychodząc do drugiego pokoju 

- Tobie jednak dziwie się najbardziej, bo jeśli dobrze pójdzie to po raz 
kolejny pozostaniesz sam. Nigdy nie byłeś materiałem na bohatera 
Damonie, ale twój czas zaczął uciekać - spojrzała na mnie  

 

**Meredith**    

 

 

Żadnych myśli, żadnych uczuć, żadnej przeszłości, żadnej 

przyszłości. Nie pozostało już mi nic co sprawiałoby, abym chciała           
w dalszym ciągu walczyć o własne życie. 

Podjechałam pod drewniany domek, w którym paliło się światło. 

Wysiadam z auta, po czym przekroczyłam próg zauważając Elenę stojącą 
do mnie tyłem. Dziewczyna wpatrywała się okno patrząc w dal. Wydawało 
się, że intensywnie nad czymś myśli. Słysząc moje kroki obróciła się        
w moim kierunku.  

- Gdzie jest Katherine? - zapytała nie widząc wampirzycy obok mnie 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

485

 

 

- Przekaże jej, że się za nią stęskniałaś, ale aktualnie jest trochę bardziej 
nie żywa niż zazwyczaj albo raczej powinnam powiedzieć, że to ty jesteś 
martwa - uśmiechnęłam się czując jak moja pewność siebie powraca  

- Co? - zapytała zdumiona Elena nie mogąc wykrzesać z siebie ani jednego 
słowa więcej 

- Tatia musiała zrozumieć, że nie żartuje i nie ma nade mną żadnej władzy, 
a twoja śmierć była wystarczającym powodem do tego. Musisz zrozumieć, 
że gdy zostajesz wampirem twoje postrzeganie życia i śmierci przestaje 
mieć nareszcie jakiekolwiek znaczenie - powiedziałam stanowczo 
podchodząc bliżej niej 

Dziewczyna błądziła wzrokiem po podłodze starając się sobie to wszystko 
poukładać. 

- Klaus! - spojrzała na mnie - Będzie chciał ciebie, zabije każdego, żeby 
dobrać się do ciebie. Czy to co się stanie z Damonem już nic cię nie 
obchodzi?. Dobrze wie, że tobie na nim zależy - krzyknęła głośniej 
próbując przywołać moje człowieczeństwo 

- Nie zrobi tego - odparłam pozbawionym emocji głosem 

- Zrobi i dobrze o tym wiesz! - krzyknęła ponownie nie dając za wygraną 

- Nie zrobi! - odwarknęła znajdując się przy niej w wampirzym tempie - 
Ponieważ za to co zrobiłam to właśnie Damon pragnie mojej śmierci 
najbardziej! - Elena patrzyła na mnie zdziwiona tym co powiedziałam,       
a ja od niej powoli odeszłam spuszczając wzrok - Myślisz, że Klaus będzie 
chciał mnie szantażować życiem kogokolwiek w Mystic Falls wiedząc,      
że każdy w tym podrzędnym mieście pragnie mojej śmierci?. To moje 
emocje doprowadzały do tego, że tak łatwo można mnie było przejrzeć,  
ale koniec z tym! - spojrzałam jej w oczy odchodząc kilka kroków 

- Ile jeszcze osób musisz zranić, by wreszcie zobaczyć ile tracisz? On cię 
kocha Meredith, czy to już przestało się dla ciebie liczyć? - poczułam jak 
moje oczy zapiekły od gromadzonych się w nich łez   

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

X

IV

: Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

a by 

mo

n

al

is

a0

0

 

486

 

 

- To już nie ma znaczenia. Straciłam wszystko w dniu, a którym umarłam 
w Mystic Falls w 1864 roku i tak właśnie wtedy powinno zostać - 
odparłam patrząc w podłogę  

- Ta opowieść, o której mi wspominałaś na samym początku była o tobie    
i Damonie, prawda? - zapytała próbując mnie uspokoić 

- Daruj sobie Eleno - spojrzałam na nią - Starasz się odwoływać do mojego 
człowieczeństwa, bo liczysz gdzieś na to, że wrócę do bycia tą samą osobą 
którą byłam kiedyś?. Naprawdę myślisz, że chciałabym pamiętać to 
wszystko co zrobiłam, czuć znowu ten ból, samotność, zagubienie? - 
dodałam czując coraz większe obrzydzenie do samej siebie wiedząc         
ile osób zabiłam tylko, dlatego żeby nic nie czuć i jak w łatwy sposób 
przejmowało to nade mną kontrolę 

- To dlaczego mnie chronisz? - zadała pytanie dziewczyna 

- Może dlatego, żebyś nigdy nie musiała przechodzić przez to wszystko,  
co ja teraz - popatrzyłam w jej kierunku - Chcesz być wampirem, droga 
wolna, ale niech to będzie tylko twoja decyzja, nikogo innego - pokiwałam 
głową - Tatia chce cię zabić, tak samo jak Katherine i mnie, żeby odzyskać 
Białą Moc. Nie pozwolę jej na to Eleno - spojrzałam w jej kierunku  

- Pomogę ci - powiedziała podchodząc do mnie i kładąc swoją dłoń          
na moim ramieniu dodając otuchy 

Musiałam się przyznać, że nie spodziewałam się takiego zachowania         
z jej strony. 

- Nie masz pojęcia w co się pakujesz, ale będziesz mi musiała zaufać - 
powiedziałam - ta rozmowa musi pozostać wyłącznie pomiędzy nami,    
nie chcę, by ktoś się o tym dowiedział, zwłaszcza Damon - spojrzałam           
na nią, a ona kiwnęła głową zgadzając się utrzymać mój sekret                
jak najdłużej w tajemnicy 

W tym momencie usłyszałam warkot silnika samochodu, a później nastała 
cisza. Zostawiałam Elenę samą wychodząc na ganek, żeby przywitać 
moich gości.  

Ciąg dalszy nastąpi…