background image

 

GETT

Y

 IMA

GES

W zasadzie 

najgorsze, co 

można usłyszeć 

o nowym 

ministrze 

sprawiedliwości, 

to to, że nie 

ma wyrazistej 

osobowości, 

naturalnej 

charyzmy 

ani daru 

oratorskiego 

urodzonego 

lidera. Jest 

po prostu 

tak fachowy 

i przyzwoity, 

że aż nudny

prawnik

Piątek – niedziela | 3–5 października 2014

Pan 

Krawatka

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               1 / 8

background image

 

C2

sylwetka

 

Cezary Grabarczyk

niem formacyjnym dla dwudziestopa-

roletnich łódzkich aktywistów stał się 

spontaniczny strajk przeciwko wpro-

wadzeniu stanu wojennego, który wy-

buchł 14 grudnia w budynku Wydziału 

Prawa i Administracji, a więc w dzień 

po pierwszych aresztowaniach działa-

czy opozycji. Kiedy następnego dnia at-

mosfera wokół budynku robiła się coraz 

bardziej napięta za sprawą pojawienia 

się funkcjonariuszy ZOMO w pełnym 

bojowym rynsztunku, ówczesny biskup 

i dziekan wydziału zaczęli namawiać 

protestujących do przerwania okupacji, 

zapowiadając, że po swoim wyjściu nie 

będą mogli zapewnić im gwarancji bez-

pieczeństwa. Z mniej więcej 200-oso-

bowej grupy studentów i pracowni-

ków naukowych, którzy zgromadzili 

się w dawnej siedzibie WPiA przy ul. 

Narutowicza, w momencie wkroczenia 

ZOMO na uczelni zostało łącznie może 

30 dwudziestoparolatków, wśród nich 

Cezary Grabarczyk. 

Uczestnicy tamtych wydarzeń do 

dziś mają przed oczami scenę, jak ob-

wiązywał wężem strażackim drzwi, 

aby utrudnić milicjantom ich wyważe-

nie. – Nie był jednym z tych, co od razu 

chcieli umierać na pokaz. Od ideologii 

wolał działanie pragmatyczne. Ale jak 

trzeba było dać świadectwo tego, ile są 

warte nasze młodzieńcze wartości, to 

bez wahania podejmował ryzyko – pod-

kreśla mec. Krauze, która wraz z mi-

nistrem była jedną z ostatnich osób, 

które uciekały z budynku WPiA, gdy 

wdzierało się tam ZOMO.    

Doświadczenia strajkowe z okresu 

stanu wojennego zapewne podsyci-

ły jego naukowe zainteresowanie za-

gadnieniami stanów nadzwyczajnych 

w polskim prawie konstytucyjnym, 

którym poświęcił pokaźnych rozmia-

rów pracę magisterską (164 strony). 

Mimo że obronił się zaledwie rok po 

zniesieniu stanu wojennego, w swojej 

rozprawie dyplomowej otwarcie za-

prezentował mocne zastrzeżenia co do 

legalności dekretów wydanych przez 

Radę Państwa 12 grudnia 1981 r. Dość 

liberalne warunki  akademickie panu-

jące w budynku przy ul. Narutowicza 

studenci w dużej mierze zawdzięczali 

ówczesnej kadrze dydaktycznej.

– W latach moich studiów profesoro-

wie na Wydziale Prawa i Administracji 

UŁ budowali atmosferę zaufania i dia-

logu. Wielu z nich miało też wpływ na 

ukształtowanie mojej świadomości 

prawniczej. To nie był przypadek, że 

strajki studenckie w 1981 r. rozpoczęły 

się właśnie od postulatów, które jeszcze 

w grudniu 1980 r. zostały opracowane 

przez NZS naszego wydziału – tłuma-

czy w rozmowie z Prawnikiem minister 

sprawiedliwości.  

W pracy magisterskiej na temat sta-

nów szczególnego zagrożenia minister 

poważnie kwestionował prawomocność 

działań Rady Państwa, dowodząc m.in., 

że naczelny organ władzy w PRL nad-

użył swoich uprawnień, gdyż w dekre-

tach uregulował materię prawną za-

rezerwowaną dla ustrojodawcy, czyli 

Sejmu, a także wytykając mu pominięcie 

przepisów powołujących sądy doraź-

ne bądź przewidujących doraźny tryb 

w postępowaniach karnych. Echa tych 

obiekcji było zresztą słychać wiele lat 

później w jego sejmowych wystąpie-

niach na temat przedłożonego przez 

Prawo i Sprawiedliwość projektu no-

welizacji kodeksu karnego, który wpro-

wadzał 24-godzinne sądy dla sprawców 

chuligańskich wybryków. Grabarczyk 

wprost zarzucał ministrowi sprawie-

dliwości Zbigniewowi Ziobrze, że reali-

zacja jego propozycji przyspieszonych 

rozpraw sądowych w sprawach takich 

jak zniszczenie mienia, znieważenie 

funkcjonariuszy publicznych czy na-

ruszenie nietykalności cielesnej to de 

facto przywrócenie instytucji wykorzy-

W zasadzie 

najgorsze, co 

można usłyszeć 

o nowym ministrze 

sprawiedliwości, 

to to, że nie 

ma wyrazistej 

osobowości, 

naturalnej 

charyzmy ani 

daru oratorskiego 

urodzonego lidera. 

Jest po prostu 

tak fachowy 

i przyzwoity,  

że aż nudny

Pan Krawatka

Mimo że obronił się zaledwie rok po 

zniesieniu stanu wojennego, w swojej 

pokaźnych rozmiarów rozprawie 

dyplomowej (164 strony) otwarcie 

podważył legalność dekretów wydanych 

przez Radę Państwa 12 grudnia 1981 r.

emilia Świętochowska  
emilia.swietochowska@infor.pl

P

 

iątkowe przedpołudnie, 

Aula Główna Politech-

niki Warszawskiej. Do-

biega właśnie końca 

prezentacja nowego ga-

binetu Ewy Kopacz. Pre-

mier in spe pozuje dla fo-

toreporterów, ustawiając się pomiędzy 

Grzegorzem Schetyną na swojej lewicy 

a Cezarym Grabarczykiem na prawicy. 

W pewnym momencie spontanicz-

nie chwyta za dłonie obu polityków, 

ale tylko do tego drugiego odwraca się 

z uśmiechem i zamienia z nim parę 

miłych słów. Gdy kilka sekund później 

prowadzący spotkanie zaczyna dzięko-

wać uczestnikom za przybycie, nowy 

minister sprawiedliwości jako pierwszy 

i jedyny spośród panów w granatowych 

garniturach zwinnie zeskakuje z pod-

wyższenia, aby pomóc premier Kopacz 

oraz pozostałym kobietom w jej gabi-

necie z wdziękiem i bez potknięć zejść 

z podium.   

Ta scena sprzed dwóch tygodni to 

nie tylko typowe świadectwo szar-

manckiej uprzejmości oraz symbo-

liczne potwierdzenie politycznej rangi 

Cezarego Grabarczyka w obecnym rzą-

dzie. Jest również przykładem na to, 

że bez ostentacyjnych, efekciarskich 

gestów potrafi dyskretnie wyróżnić 

się autentycznym dżentelmeńskim 

zachowaniem i uwieść nim potencjal-

nych sojuszników. Najdobitniej świad-

czy o tym fakt, że wśród znajomych 

i byłych współpracowników nowego 

ministra sprawiedliwości – zaczynając 

od znajomych ze studiów i aplikacji, aż 

po partyjnych kolegów oraz politycz-

nych oponentów (przynajmniej tych, 

co mają odwagę wypowiadać się pod 

nazwiskiem) – niezwykle trudno dziś 

znaleźć choć jedną osobę, która nega-

tywnie oceniałaby jego charakter bądź 

merytoryczne przygotowanie.

Uczciwy, pracowity urzędnik z sana-

cyjnymi manierami. Sprawny i solidny 

adwokat, dla którego prawa i wolności 

obywatelskie zawsze były wartością 

fundamentalną. Człowiek od pracy or-

ganicznej, a nie od misji specjalnych 

na pierwszej linii. Opanowany, ostroż-

ny w osądach i rzeczowy do bólu. Nie 

szuka łatwych, widowiskowych zwy-

cięstw. Trzeba by się solidnie napra-

cować, aby się z nim pokłócić, nie 

mówiąc już o wciągnięciu go w jakiś 

konflikt. Jeśli pominąć te wszystkie 

laurki, okazuje się, że w zasadzie naj-

gorsze, co można usłyszeć o ministrze 

Cezarym Grabarczyku, to to, że nie ma 

wyrazistej osobowości, naturalnej cha-

ryzmy ani daru oratorskiego urodzo-

nego lidera. Jest po prostu tak fachowy 

i przyzwoity, że aż nudny.

Harcerz

Pierwszą ważną szkołą służby spo-

łecznej było dla niego harcerstwo, 

do którego wstąpił jako siedmiolatek 

w 1967 r. W ZHP działał aktywnie do 

1983 r., m.in. pełniąc funkcję zastęp-

cy komendanta hufca ds. programo-

wych. Nadal zresztą regularnie gości 

na wielu wydarzeniach organizowa-

nych przez łódzką chorągiew. Znajo-

mi z lat studenckich wspominają, że 

zawsze bardzo serio traktował przy-

rzeczenie i zasady harcerskiego wy-

chowania. Na obozach wczuwał się 

w rolę opiekuńczego organizatora, 

prawie nie pił, nie palił, nie przekli-

nał, a przykazanie o obowiązku rycer-

skiego postępowania rozciągał także 

na relacje damsko-męskie (podobno to 

wszystko pozostało mu to do dziś). Jego 

przywiązanie do ideałów harcerskich 

było tak konsekwentne i wytrwałe, 

że w czasach studenckich stawało się 

nawet źródłem fermentu w relacjach 

towarzyskich. Najbliżsi znajomi wciąż 

nie mogą mu zapomnieć, że choć nie 

palił papierosów, to nawet gdy z czy-

stej kurtuazji częstowali go ostatnimi 

posiadanymi „Carmenami”, nie dość, 

że nie odmawiał, to jeszcze na oczach 

wszystkich nałogowców ten deficyto-

wy towar demonstracyjnie rozkruszał. 

Z podobną determinacją, graniczącą 

wręcz ze skłonnością do bohaterstwa, 

realizował harcerskie zasady dotyczą-

ce postępowania względem kobiet. 

W czasach studenckich odwiedził któ-

regoś dnia koleżankę z roku w czasie, 

kiedy ta akurat pomagała w domu roz-

montowywać kuchenkę z fajerkami. 

Poproszony przez jej mamę o pomoc 

w wyniesieniu starego sprzętu, jak na 

dżentelmena przystało nie odmówił, 

mimo że akurat miał na sobie białe 

spodnie.

Zawsze był bardzo lubiany i adoro-

wany przez koleżanki, często z wza-

jemnością. Doskonale wie, że podoba 

się kobietom, choć znajomi zarzekają 

się, że nigdy nie był osobą, która instru-

mentalnie wykorzystywałaby swój urok 

i wymieniała narzeczone jak rękawiczki. 

Janusz Palikot w swojej książce „Kulisy 

Platformy” złośliwie sugeruje, że jego 

zdolność czarowania kobiet i umiejęt-

ność podtrzymywania wartkiej rozmo-

wy, to nie jakaś tam ogłada towarzyska, 

ale potężna, socjotechniczna broń poli-

tyczna. Podobno tekst „przyjadę do cie-

bie, ale tylko, jak będziesz w tej sukien-

ce, w której widziałem cię na ostatnim 

posiedzeniu klubu” doskonale sprawdza 

się na posłankach.

Student strajkujący

Lata studiów na Wydziale Prawa i Ad-

ministracji Uniwersytecie Łódzkiego to 

okres dość szerokiej swobody intelek-

tualnej, szybko zakłóconej wprowadze-

niem stanu wojennego. Dla typowego 

dwudziestoparolatka w rozciągniętym 

swetrze, który akurat zaczął marzyć, że 

odbuduje zamek w Bolczowie, a kole-

żankom obiecał, że jeszcze zobaczą, jak 

przyjadą tam zagrać Pink Floydzi, gru-

dzień 1981 r. przyniósł pierwszy poważ-

ny sprawdziany polityczny. Preludium 

do tych wydarzeń był proklamowany 

21 stycznia 1981 r. głośny, trwający blisko 

miesiąc strajk okupacyjny niezarejestro-

wanego jeszcze Niezależnego Zrzesze-

nia Studentów m.in. pod hasłami nie-

zależności uniwersytetu w sprawach 

naukowych i dydaktycznych oraz likwi-

dacji praktyk robotniczych i obowiązko-

wych zajęć „z wojska”. Grabarczyk zo-

stał członkiem komitetu strajkowego, 

gdzie odpowiadał przede wszystkim za 

sprawy związane z aprowizacją, a także 

zasiadał w uczelnianej komisji rewizyj-

nej NZS UŁ.

– Nie należał do najaktywniejszych 

uczestników wieców ani nie pchał się 

na pierwszoplanowe pozycje. Był ra-

czej osobą od pracy na zapleczu, które 

biorąc pod uwagę, że strajk toczył się 

zimą, okazało się niezwykle ważne dla 

przetrwania protestu – wspomina rad-

ca prawny Gabriela Krauze, koleżanka 

z grupy studenckiej ministra. 

Jeszcze bardziej ryzykowną próbą 

charakterów i głębokim doświadcze-

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               2 / 8

background image

 

stywanej w PRL przeciwko działaczom 

opozycyjnym.

Po studiach Grabarczyk pracował 

w łódzkim oddziale ZUS, Przedsiębior-

stwie Gospodarki Mieszkaniowej Łódź-Ba-

łuty oraz w wydziale handlu w Urzędzie 

Miasta Łodzi. Dopiero w 1988 r. dostał etat 

asystencki w Katedrze Prawa Konstytu-

cyjnego na UŁ, gdzie przez kilka lat kon-

tynuował pracę naukową nad problema-

tyką stanów nadzwyczajnych oraz szerzej 

– nad zagadnieniami ochrony wolności 

i praw obywatelskich. Rozprawy doktor-

skiej nie skończył, choć jak potwierdza 

jego promotor, zanim polityka pochłonęła 

go doszczętnie, do napisania pozostał mu 

już zaledwie jeden rozdział. – Dokończę 

na emeryturze… – zapowiada minister. 

Przez studentów był lubiany (z wzajem-

nością). Zapracował sobie wśród nich na 

przezwisko „Krawatka”, bo po wydziale 

nosił się z aksamitną wstążką zawiązaną 

pod szyją. – Ci, którzy mieli z nim ćwicze-

nia, zawsze najlepiej wypadali na moich 

egzaminach – wspomina prof. Dariusz 

Górecki, kierownik Katedry Prawa Kon-

stytucyjnego WPiA UŁ i promotor nie-

ukończonego doktoratu ministra.

Adwokat

Na przełomie lat 80. i 90. Grabarczyk 

skończył też aplikację w Okręgowej 

Radzie Adwokackiej w Łodzi, a potem 

przez pewien okres pracował w łódzkiej 

kancelarii Owczarek Wolski Wosiński. 

Choć nie ma w rodzinie tradycji prawni-

czych, to jak sam przyznaje, adwokatem 

chciał być od zawsze. – Zapowiadał się 

na świetnego prawnika. Miał znakomity 

warsztat, umiał skutecznie negocjować 

i dobrze pisać – chwali go mec. Jarosław 

Zdzisław Szymański, dziekan Okręgowej 

Rady Adwokackiej w Łodzi, który wraz 

z obecnym ministrem odbywał aplika-

cję adwokacką. 

Ale podobnie jak w przypadku pracy 

naukowej, tak prawnicza kariera ministra 

nigdy na dobre się nie rozkręciła. Gra-

barczyk zdążył jednak poprowadzić kilka 

interesujących spraw (w tym z powodze-

niem wnieść kasacje). Chyba najbardziej 

pamiętna była ta wytoczona producen-

tom słynnego filmu Henryka Dederki 

„Witajcie w życiu” na temat struktury 

i technik działania amerykańskiej kor-

poracji Amway. Przyszły minister w 1997 

r. występował jako pierwszy pełnomoc-

nik i obrońca w trwającym w sumie 18 lat 

procesie sądowym, który miał się okazać 

jednym z najdłuższych w historii wymiaru 

sprawiedliwości III RP.  

Aktywność adwokacką na dobre prze-

rwał zaledwie rok później, kiedy premier 

Leszek Balcerowicz, poszukując prawnika 

na stanowisko zastępcy prezesa Urzędu 

Zamówień Publicznych, zaproponował 

tę funkcję właśnie jemu. Przepracował 

tam dwa lata, po czym przesiadł się w fotel 

wicewojewody łódzkiego, mocniej prze-

chylając się w stronę polityki. Jednak do-

świadczenie w występowaniu przed są-

dem przydało mu się jeszcze, gdy przed 

Trybunałem Konstytucyjnym w 2006 r. 

uzasadniał wniosek posłów PO o zbadanie 

zgodności z konstytucją uchwały o po-

wołaniu bankowej komisji śledczej, która 

miała wykryć rzekome nieprawidłowości 

w funkcjonowaniu NBP i Komisji Nadzo-

ru Bankowego jako organów nadzorczych 

w latach 1989-2006. Sędziowie trybuna-

łu ostatecznie uznali jednak, że sejmowa 

uchwała była w istocie niekonstytucyjna.

Równolegle do początków kariery adwo-

kackiej tempa nabierała kariera polityczna 

Grabarczyka. Na przełomie lat 80.i 90. miał 

krótki epizod z Unią Polityki Realnej, a po-

tem przeszedł polityczną ścieżkę typową 

dla innych liberałów swojego pokolenia. 

W 1993 r. po raz pierwszy bez powodzenia 

wystartował do Sejmu z listy Kongresu Li-

beralno-Demokratycznego, a rok później 

wstąpił do Unii Wolności. W PO jest od 

samego początku, czyli od 2001 r. W tym 

samym roku dostał się do parlamentu, 

startując z listy wyborczej w okręgu sie-

radzkim. – Był konsekwentny w swoich 

liberalno-konserwatywnych poglądach. 

W dyskusjach na sprawy publiczne nigdy 

nie starał się narzucać swoich przekonań 

innym, choć umiał cierpliwie ich bronić. 

Raczej typ zdystansowanego dyplomaty 

niż wojownika. Dzięki opanowaniu i braku 

zacietrzewienia zjednywał sobie sojuszni-

ków – wspomina mec. Jarosław Zdzisław 

Szymański. 

Polityk umiarkowany

Już w swojej pierwszej sejmowej kaden-

cji rzucił się w żmudną, mozolną pracę 

legislacyjną jako członek komisji spra-

wiedliwości i praw człowieka, komisji 

ustawodawczej oraz zastępca szefa ko-

misji nadzwyczajnej ds. zmian w kody-

fikacjach. W tej pierwszej po wygranych 

przez PiS wyborach w 2005 r. objął funkcję 

fOT

P

RZ

e

M

y

SŁA

W

 J

A

CH

 S

e

\eAST

 Ne

WS

prawnik 

 3–5 października 2014 nr 192 (3833)  

gazetaprawna.pl

przewodniczącego, tradycyjnie zarezer-

wowaną dla polityka partii opozycyjnej. 

Nie przeszkodziło to jednak członkom 

koalicji rządzącej w podejmowaniu prób 

odwoływania go ze stanowiska. W cią-

gu kolejnych trzech lat przez kierowaną 

przez niego komisję przeszło wiele kon-

trowersyjnych i budzących liczne wąt-

pliwości konstytucyjne projektów zmian 

prawnych, dotyczących m.in. wprowa-

dzenia wspominanych już 24-godzin-

nych sądów, uprawnienia szefa resortu 

sprawiedliwości do zawieszenia sędziego 

w wykonywaniu czynności służbowych 

czy zwiększenia nadzoru nad samorzą-

dami prawniczymi.

– Komisja była wtedy forum nieustan-

nych potyczek politycznych. Grabarczyk 

nigdy nie dawał się wciągać w nerwowe 

spięcia z posłami rządzącej koalicji, a po-

siedzenia prowadził z najwyższym spo-

kojem. Był zawsze dobrze przygotowany 

i zorganizowany, czym jeszcze bardziej 

drażnił polityków PiS – twierdzi Andrzej 

Czuma, były minister sprawiedliwości 

i jeden z ówczesnych członków komisji. 

Pomimo nasilającego się niezadowolenia 

z porządków zaprowadzonych w sądach 

i prokuratorach przez ministra Ziobrę oraz 

otwartego konfliktu między resortem 

sprawiedliwości a środowiskami praw-

niczymi, z pomocą komisji udało się prze-

prowadzić pierwsze poważne prace nad 

ustawą przewidującą możliwość odbywa-

nia kary pozbawienia wolności w systemie 

dozoru elektronicznego, przepisami, któ-

re wzmacniają uprawnienia policji w za-

kresie ścigania i wykrywania sprawców 

przestępstwa pedofilii oraz gruntownie 

zanalizować sytuację w więziennictwie. 

Dokończenie na str. 4

Przez studentów był lubiany. Zapracował 

sobie wśród nich na przezwisko 

„Krawatka”, bo po wydziale nosił się 

z aksamitną wstążką zawiązaną pod szyją

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               3 / 8

background image

 

B

 

olączką sądów rodzin-

nych stają się w ostatnim 

czasie pozwy w  spra-

wach alimentacyjnych, 

do których dołączane są 

przez stronę powodową 

ogromne ilości parago-

nów i faktur VAT, mających na celu 

zobrazowanie kosztów utrzymania 

dziecka, któremu alimenty się należą. 

W wielu przypadkach do pozwów za-

łączane są również szczegółowe zesta-

wienia kosztów utrzymania – w skali 

miesiąca czy roku. O ile niektóre z ta-

kich wyliczeń rzetelnie odzwierciedla-

ją skalę ponoszonych wydatków, a tym 

samym stanowią znaczne udogodnie-

nie dla sądu, to jednak niejednokrotnie 

zdarzają się i takie kalkulacje, których 

autor może być posądzony… o bujną wy-

obraźnię i poczucie humoru. 

W pierwszej kolejności wymaga 

przypomnienia, że osoby dochodzące 

roszczeń alimentacyjnych podlegają 

ustawowemu zwolnieniu od kosztów 

sądowych. W praktyce powoduje to, że 

nawet nadmierne żądanie alimentów 

nie wiąże się dla powoda z koniecz-

nością uiszczenia opłaty od pozwu. 

Skutkiem tego często dochodzący 

alimentów niejako z zasady zawyża 

żądaną od pozwanego kwotę świad-

czeń – tak na wszelki wypadek. Dla 

wykazania takich wywindowanych  

co do wysokości roszczeń niejedno-

krotnie strony powodowe prześcigają 

się w pomysłach na ich zaprezento-

wanie przy pomocy tabel, zestawień, 

symulacji, własnych oświadczeń i pa-

ragonów. Dołączają zatem drobiazgo-

we wyliczenia wszelkich możliwych 

wydatków (także tych z pewnością 

C4

opinie

 

Sprawy o alimenty

nieponoszonych) dla udowodnienia, 

że koszty utrzymania dziecka rzeczy-

wiście odpowiadają kwocie dochodzo-

nej pozwem. 

Dogłębna analiza rozliczeń i rachun-

ków (w znakomitej części paragonów 

ze sklepów spożywczych) jest czaso-

chłonna, ale pozwala na dokonanie 

interesujących spostrzeżeń. Powodo-

wie prezentujący jako kluczowy dowód 

długie wydruki zdają się zapominać, 

że zapoznający się z materiałem do-

wodowym sędzia nie tylko spojrzy na 

końcową sumę zakupu, ale i zwróci 

uwagę na przedmioty objęte tym ra-

chunkiem. Czasem się uśmiechnie 

lub szerzej otworzy oczy. Wyczytać 

bowiem można niejednokrotnie, że 

dla dziecka w wieku przedszkolnym 

kupiono np. czteropak piwa i papiero-

sy. Ewentualnie 15 paczek makaronu 

Litr oleju na tydzień,  

czyli o niezbędnych  

potrzebach dziecka

FOT

 G

ETT

y

 Im

A

GES

Parlamentarną pracowitość Grabarczyka 

dwukrotnie doceniał tygodnik „Polity-

ka”, wyróżniając go w rankingach naj-

lepszych posłów Sejmu IV i V kadencji.

Anty Ziobro

Na mównicy sejmowej był wtedy główną 

twarzą PO w sprawach dotyczących wy-

miaru sprawiedliwości. To on oskarżał 

szefa resortu sprawiedliwości i proku-

ratury o ignorowanie opinii środowisk 

naukowych oraz sparaliżowanie prac 

Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego. 

Szczególnie ostro występował przeciwko 

odwołaniu z funkcji jej przewodniczącego 

prof. Stanisława Waltosia, który sprzeci-

wiał się modelowi polityki karnej lanso-

wanemu przez Zbigniewa Ziobrę. Sam 

Grabarczyk przyznaje dziś, że z tamtego 

okresu zapadły mu w pamięć często to-

czone z ministrem spory.

Tym większe zaskoczenie w kręgach 

prawników i polityków spoza PO wywoła-

ło to, że po wyborach w 2007 r. Grabarczy-

kowi przyszło kierować resortem infra-

struktury, nie sprawiedliwości. Z obecnej 

perspektywy pokłady krytyki, jakie spadły 

na niego niedługo po objęciu teki mini-

sterialnej, wiele osób uważa teraz za nie-

uprawnione. – Przez pierwsze 2-3 lata 

kierowania resortem załatwił wszystkie 

najważniejsze sprawy wywłaszczenio-

we. Podziwiałem go wtedy na skutecz-

ność i umiejętności menedżerskie – za-

chwala minister Czuma. Ze statystyk 

GDDKiA wynika, że w latach 2007-2011, 

kiedy Grabarczyk zarządzał resortem 

infrastruktury, nie tylko podpisano naj-

więcej umów na budowę autostrad, ale 

i oddano do użytku najwięcej odcinków. 

Nie zmienia to faktu, że lata 2007–2011 

przypłacił ogromnym stresem. Żeby się 

o tym przekonać, wystarczy porównać 

jego zdjęcia z początku urzędowania i te 

zrobione cztery lata późnej. Siwe włosy 

nie pozostawiają żadnych wątpliwości.

Zaraz po nominacji na szefa resortu 

sprawiedliwości zapytany, czy ta funk-

cja jest dla niego spełnieniem marzeń, 

odpowiedział, że marzył o niej osiem lat 

temu, zaś dzisiaj do nowej roli podcho-

dzi bardziej pragmatycznie. Przedstawi-

ciele zawodów prawniczych jego nomi-

nację odebrali przychylnie. – Dobrze, że 

na ministra sprawiedliwości powołano 

kogoś o silnej pozycji partyjnej, bo dzięki 

niej może będzie w stanie zawalczyć o do-

datkowe środki finansowe dla wymiaru 

sprawiedliwości – podkreśla Katarzyna 

Piekarska, była posłanka SLD, dziś aktyw-

ny zawodowo radca prawny. Na razie Gra-

barczyk zapowiedział, że do ministerstwa 

nie przyszedł z miotłą do gruntownych 

porządków, bo do końca kadencji pozostał 

mu głównie czas na sfinalizowanie tego, co 

rozpoczęli poprzednicy. O deregulacji za-

wodów prawniczych myśli w kategoriach 

faktów dokonanych. – Dziś wysiłek korpo-

racji musi być skoncentrowany na tym, aby 

poszerzony korpus prawników świadczył 

usługi najwyższej jakości – pytany przez 

nas ucina temat. O żadnej rewolucji nie 

ma więc mowy, minister obiecuje za to, że 

skoncentruje się na przygotowaniach do 

wprowadzenia reformy procedury karnej 

oraz na „poprawie wizerunku wymiaru 

sprawiedliwości” we współpracy ze wszyst-

kimi środowiskami prawniczymi. 

Wielu komentatorów odczytało szybkie 

odwołanie michała Królikowskiego z urzę-

du wiceministra jako pierwszy taki zabieg 

liftingowy. Choć politycy opozycji złośliwie 

twierdzą, że w kwestiach światopoglądo-

wych Grabarczyk się nie wypowiada, bo 

jego przekonania są pochodną bieżącej 

koniunktury politycznej, to przyparty do 

muru potwierdził, że były już wicemini-

ster „przekroczył granice zaangażowania 

ideowego”. Dość liberalne poglądy mini-

stra w sprawach obyczajowych (jest po 

rozwodzie i ma drugą żonę) i etycznych 

nie zmieniły się od początku kariery poli-

tycznej. Katarzyna Piekarska przypomina 

sobie zresztą, że w jednej z prywatnych 

rozmów z czasów, kiedy współpracowali 

razem w komisji sprawiedliwości i praw 

człowieka, powiedział jej, że jest na przy-

kład zwolennikiem uregulowania statu-

su związków partnerskich. A to byłaby 

już kolejna spora odmiana wizerunkowa. 

Dokończenie ze str. 3

prenumerata:

Cena prenumeraty DZIENNIKA GAZETA PRAWNA: Wersja Standard – miesięczna (październik 2014 r.): 112,70 zł: – październik–grudzień 2014 r.: 308,70 zł: Wersja Premium – miesięczna 
(październik 2014 r.): 131,10 zł – październik–grudzień 2014 r.: 359,10 zł. Wszystkie ceny brutto (zawierają 8% VAT). Więcej informacji na stronie www.gazetaprawna.pl/prenumerata

Drobiazgowe wyliczanie wydatków na dziecko  

jest w procesach alimentacyjnych niepotrzebne,  

o czym często zapominają powodowie

AlEKSANDRA 

PARTyK

prawnik, asystent 

sędziego w Sądzie 

Rejonowym dla 

Krakowa-Podgórza, 

w wydziale rodzinnym 

i nieletnich 

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               4 / 8

background image

 

prawnik 

 3–5 października 2014 nr 192 (3833)  

gazetaprawna.pl

czterojajecznego i opakowanie oleju 

silnikowego. Oczywiście, wszystko dla 

dobra dziecka. Nie budzi jednak ni-

czyjej wątpliwości, że w znakomitej 

większości przypadków załączane pa-

ragony ze sklepów spożywczych obej-

mują koszty utrzymania całej rodziny 

lub przynajmniej dziecka i osoby spra-

wującej nad nią stałą pieczę. Innymi 

słowy, przedstawiane „dowody” bardzo 

wysokich kosztów utrzymania dziecka 

nie wytrzymują krytyki. 

Podobnie rzecz ma się z roczny-

mi czy miesięcznymi wyliczeniami. 

Zdarza się, że są one nie tylko nie-

rzetelne, ale i kompletnie niewiary-

godne. Co symptomatyczne, z reguły 

im bardziej takie tabele są drobiazgo-

we, tym więcej zawierają informacji 

nieprawdopodobnych. Nie jest rzad-

kością, iż do zestawień wydatków do-

łączonych do pozwu alimentacyjnego 

osoby deklarującej trudną sytuację 

materialną rodziny wkradają się, jako 

pozycje corocznych zakupów, nowe 

komputery, rowery, komplety mebli 

i dywany.

Spotkać można także wyliczenia 

uwzględniające dokładne menu mało 

letniego powoda. Pozwalają one po-

znać nie tylko gramaturę spożywa-

nych wędlin, nabiału, mięs i napojów, 

ale i tłuszczy używanych do przyrzą-

dzania potraw, i to nieraz w zadziwiają-

cych ilościach (np. litr oleju na tydzień). 

Nie kwestionując z pewnością duże-

go apetytu dzieci i ich żywieniowych 

potrzeb, warto jednak zastanowić się, 

czemu w istocie ma służyć opracowy-

wanie takich, niezgodnych z doświad-

czeniem życiowym i zdrowym rozsąd-

kiem, zestawień.

W znacznej liczbie przypadków samo 

tylko porównanie zarobków wychowu-

jącego dziecko rodzica i deklarowanych 

kosztów utrzymania jednoznacznie 

dowodzi, iż strona kłamie. Jeśli opie-

kun dziecka faktycznie nie uzyskuje 

wsparcia od drugiego z rodziców ani od 

swoich krewnych, nie ma oszczędno-

ści i nie zaciąga celowych kredytów, to 

nie jest możliwe, by mógł on systema-

tycznie wydawać na utrzymanie tylko 

jednego dziecka więcej, niż sam zara-

bia. Podobne praktyki, polegające na 

zawyżaniu kosztów życia, zdarzają się 

nader często także w przypadku osób 

zobowiązanych do łożenia na utrzy-

manie swojego dziecka i zabiegających  

o obniżenie alimentów lub wygaśnięcie 

obowiązku alimentacyjnego.

Na nic jednak zdają się takie po-

mysły stron. Sędziowie rodzinni do-

skonale przecież wiedzą, jakie są rze-

czywiste, przynajmniej przybliżone 

koszty podstawowego utrzymania – bo 

to przecież dotyczy każdego człowie-

ka, także ich samych i ich rodzin. Je-

dynie więc nadzwyczajne wydatki, 

np. związane z przewlekłą chorobą, 

kosztownymi zajęciami edukacyjny-

mi czy hobby dziecka (o ile rodziców 

na nie stać), mogą wpłynąć na ocenę 

sądu co do realnych usprawiedliwio-

nych potrzeb życiowych powoda. Ko-

nieczność zaś rozprawiania się przez 

sędziego z oczywistymi przekłama-

niami rzeczywistości i nadmiernym 

zawyżaniem kosztów, jedynie stawia 

w niekorzystnym świetle wiarygod-

ność takich deklaracji.

W żadnym jednak razie nie prowadzi 

do zamierzonego przez stronę skutku 

w postaci wywindowania zasądzonych 

alimentów ponad sprawiedliwy ich wy-

miar. Warto o tym pamiętać, składając 

pozew do sądu. 

A

lewici tureccy są wyznawca-

mi islamskiego systemu 

religijno-etycznego, łączącego 

wiarę w imamów z wierze-

niami pogańskimi. Stanowią 

20–30 proc. ludności Turcji. Alewizm 

znacząco różni się od większościowe-

go sunnizmu ze względu na sposób 

modlenia się, posty i obowiązki 

w zakresie pielgrzymowania. 

14 alewitów, będących rodzicami 

uczniów z gimnazjum i liceum, 

zwróciło się do tureckiego ministra 

edukacji z prośbą o konsultację nowego 

trybu nauczania religii i etyki w szko-

łach. Podnieśli oni, że program 

dostosowany był wyłącznie do 

wyznawców większościowego islamu 

sunnickiego, pomijając kulturę 

i wartości alewitów. Po decyzji 

odmownej ze strony ministerstwa 

rodzice zwrócili się do sądów admini-

stracyjnych. Sądy oddaliły ich skargę, 

wskazując na opinię profesora studiów 

nad islamem, zgodnie z którą program 

nauczania w szkołach był skonstru-

owany w sposób niepreferujący żadnej 

z religii i praktyki. 

Powołując się na prawo do edukacji 

(art. 2 protokołu 1 konwencji), rodzice 

zwrócili się do trybunału w Strasburgu 

ze skargą na fakt, iż program obowiąz-

kowych lekcji religii i etyki oparty 

został na sunnickim rozumieniu 

islamu (skarga nr 21163/11). Tym 

samym nie mieli oni swobody wyboru 

światopoglądu, w jakim wychowywane 

i edukowane są ich dzieci. 

W wyroku z 16 września 2014 r. ETPC 

odniósł się do programu nauczania 

zmodyfikowanego w wyniku wcze-

śniejszego orzeczenia Hasa i Eylem 

przeciwko Turcji (wyrok z 2007 r., 

skarga nr 1448/04). Sędziowie zauwa-

żyli jednak, że zmiany ograniczały się 

do włączenia informacji na temat 

innych wierzeń istniejących w Turcji, 

bez zmiany perspektywy zgodnej 

z wyznaniem większości. Trybunał 

zaznaczył, że nie jest jego rolą zabiera-

nie głosu w zakresie teorii islamu, 

niemniej jednak podkreślić należy 

obowiązek neutralności państwa 

w zakresie regulowania kwestii 

związanych z religią.

Sam fakt, iż lekcje etyki i religii były 

skonstruowane w oparciu o islam 

interpretowany i praktykowany przez 

większość populacji tureckiej, nie może 

być uznany za naruszenie zasady 

pluralizmu i obiektywizmu, jak 

również nie prowadzi do indoktrynacji. 

Niemniej mając na uwadze znaczące 

różnice pomiędzy islamem sunnickim 

a praktykami alewitów, skarżący mieli 

uzasadnione obawy, że ich dzieci mogą 

mieć problem z połączeniem wiedzy 

zaczerpniętej ze szkoły z osobistymi 

wartościami. 

Trybunał uznał, że nie można tego 

konfliktu rozwiązać inaczej, jak poprzez 

zwolnienie uczniów alewickich 

z obowiązku uczestnictwa w lekcjach 

religii. Dodatkowo sędziowie zauważyli, 

iż turecki system umożliwiał wyłącze-

nie z lekcji religii i etyki tylko chrześci-

jan i żydów. Z założenia takie 

rozwiązanie miało chronić uczniów 

przed wewnętrznym konfliktem 

wartości. W większości państw 

członkowskich Rady Europy istnieje 

możliwość wybrania alternatywnego 

przedmiotu lub uczestniczenie 

w lekcjach religii w sposób dobrowolny. 

W tym kontekście ETPC uznał, że 

turecki system edukacji uniemożliwia 

rodzicom wychowanie dzieci zgodnie 

z ich przekonaniem, a tym samym 

doszło do naruszenia art. 2 protokołu 1 

do konwencji. Ponieważ skarżący nie 

określili wysokości zadośćuczynienia, 

trybunał go nie przyznał. W ramach 

środków generalnych (na podstawie 

art. 46 konwencji) sędziowie nakazali 

wdrożenie systemu zwalniania z lekcji 

religii i etyki bez ujawniania swoich 

przekonań wyznaniowych i światopo-

glądowych. 

Wyrok w sprawie tureckiej przypo-

mina nam o wciąż niewykonanym 

przez władze polskie wyroku 

z 15 czerwca 2010 r. w sprawie Grzelak 

przeciwko Polsce. Państwo Grzelak 

przez kilka lat bezskutecznie zabiegali 

o lekcje etyki dla syna. Ponieważ syn 

nie chodził na religię, na jego świadec-

twie w rubryce „religia/etyka” zamiast 

oceny wstawiano kreskę. W sytuacji, 

kiedy lekcje etyki faktycznie nie były 

dostępne, takie świadectwo ujawniało 

poglądy religijne ich rodziny. Trybunał 

uznał, że w sprawie doszło do narusze-

nia zakazu dyskryminacji i prawa do 

swobody wyznania. 

M

iędzynarodowy Dzień 

Mediacji obchodzony 

w październiku staje się 

powodem zainteresowania 

mediów tą formą rozwiązywania 

sporów. Jeśli mediacja to i oczywiście 

mediator. A kim jest ten ostatni? 

Wiadomo przecież – prowadzi 

mediację. Ale pytanie jest poważniej-

sze, bowiem dotyczy kwalifikacji 

takich osób, a dokładniej mediatorów 

cywilnych, bo w przypadkach ludzi 

mediujących w sprawach karnych 

i rodzinnych odpowiednie wymogi 

zostały określone w ustawie.

Ustawodawca nieroztropnie chyba 

założył, że konflikty w sprawach 

cywilnych są mniej ważne i każdy 

może się nimi zajmować. W 2005 r. 

politycy przyjęli, że jest to świetna 

propozycja dla młodych prawników, 

którzy wtedy masowo opuszczali mury 

uczelni. Zdefiniowanie minimalnych 

kwalifikacji mediatora byłoby przecież 

nieomal regulacją tego zawodu, 

a zaczęła się właśnie wówczas moda na 

deregulację (która zresztą panuje 

do dziś).

Podejmowane obecnie przez środowi-

ska próby doprowadzenia do ujednoli-

cenia obowiązku posiadania 

kwalifikacji przez mediatorów rodzin-

nych, karnych i cywilnych zostały przez 

niektórych  mediatorów potraktowane 

jako zamach na ich status quo. Politycy 

zachowują daleko idącą ostrożność. 

Regulacja czegokolwiek nie jest trendy. 

Sytuacja taka mści się m.in. brakiem 

autorytetu mediatorów.

Prowadzenie mediacji to przecież 

prosta rzecz, wystarczy zapoznać się 

z odpowiednią literaturą, no może 

ukończyć jakieś szkolenie, dalej pójdzie 

z górki. Mediatorami ,,po przeczytaniu 

książki” stają się szukający swojej drogi 

młodzi prawnicy, menedżerowie 

rozglądający się za dodatkowymi 

gratyfikacjami finansowymi, pracow-

nicy nauki…

Kiedy po raz pierwszy spotkałem 

mojego późniejszego brytyjskiego 

nauczyciela mediacji, powiedział on 

coś niesłychanie ważnego: ,,Jeśli chcesz 

robić to dla pieniędzy, zapomnij o 

mediacji”. Bo wiedza nie wystarczy. 

Bo samo szkolenie też nie wystarczy, 

choć da narzędzia i nauczy zachowań. 

Mediator to zawód multidyscyplinarny 

i wymagający predyspozycji osobowo-

ściowych: inteligencji emocjonalnej, 

odporności psychicznej, perfekcji 

komunikacyjnej. Jest jeszcze coś. 

Tym czymś jest chęć pomocy innym 

w rozwiązywaniu ich problemów. 

Nie da się tego kupić na szkoleniach. 

I nie każdy to ma w sobie.

Jest jeszcze drugie coś: satysfakcja. 

Pojawia się, gdy widzisz podpisujących 

porozumienie ludzi, którzy jeszcze 

kilka tygodni wcześniej nie chcieli ze 

sobą rozmawiać. W blasku fleszy stoją 

oni – prezesi wielkich firm, którzy 

rozwiązali konflikt. Mediatorzy 

pozostają w cieniu, choć to dzięki nim 

błyskają flesze. 

Sami znajdują się w centrum uwagi 

tylko z okazji obchodzenia Międzyna-

rodowego Dnia Mediacji (w tym roku 

przypada on 16 października). W me-

diach zwyczajowo pojawiają się 

wówczas wypowiedzi urzędników 

o tym, „że liczba mediacji rośnie” 

i mediatorów, którym dziennikarze 

zdążą zadać kilka rutynowych pytań. 

Ale co mam odpowiedzieć dziennika-

rzowi proszącemu o podanie konkret-

nych przykładów mediacji? W końcu 

nic tak nie działa na wyobraźnię, jak 

przykłady. Racja. Chętnie bym to zrobił, 

tyle tylko, że strony konfliktu chcą 

o tym konflikcie szybko zapomnieć, 

a nie publicznie rozdrapywać rany. 

Zaś sam mediator związany zasadą 

poufności nie może często ujawnić 

nawet samego faktu mediacji, nie 

mówiąc już o rozmawianiu o szczegó-

łach wydarzeń.

Nie mogę więc opowiedzieć 

o mediacji, w której pięć stron 

konfliktu, każda z innego kraju, 

zawarło po pół roku morderczych 

negocjacji ugodę wartą kilkanaście 

milinów euro. Nie opowiem też o 

szczegółach mediacji, która zakończyła 

pewien nietypowy spór trwający 14 lat. 

Nie powiem też nic na temat konfliktu, 

w którym to sami prawnicy uratowali 

mediację po tym, jak zarządy  ogłosiły 

,,koniec rozmów”.

Warto więc pamiętać o mediato- 

rach przez cały rok – bo mediacja  

jest tak dobra jak człowiek, który ją 

prowadzi.

Mediatorzy co do 

zasady pozostają 

w cieniu. Uwagę 

przyciągają tylko, 

gdy przychodzi 

Międzynarodowy 

Dzień Mediacji

prosto

 

ze Strasburga

widziane

 

z dystansu

Lekcje religii nie dla wszystkich

Mediatorzy w blasku fleszy

Dominika 

Bychawska- 

-Siniarska

 

koordynatorka projektu 
„Europa Praw Człowieka” 
Helsińskiej Fundacji Praw 
Człowieka

Maciej Bobrowicz 

radca prawny, mediator  
gospodarczy i sądowy,  
prezes KRRP w latach 
2007–2013

Niejednokrotnie zdarzają 

się kalkulacje, których 

autor może być przy 

odrobinie dobrej woli 

posądzony o bujną 

wyobraźnię i duże poczucie 

humoru, a przy złym 

nastawieniu – o świadome 

okłamywanie sądu 

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               5 / 8

background image

 

S

ąd Najwyższy 17 września 

2014 r. ogłosił i ustnie uzasad-

nił wyrok porządkujący kie-

runki orzecznictwa w spra-

wach ochrony twórczości 

audiowizualnej, a w szczegól-

ności praw twórców utworów 

słownych, muzycznych, słowno-muzycz-

nych i choreograficznych wykorzystywanych 

w utworach audiowizualnych oraz zarządza-

nia tymi prawami przez organizacje zbio-

rowego zarządzania (sygn. akt I CSK 621/13). 

Zakres poruszonych w wyroku zagadnień, 

ich doniosłość i dotychczas sporny charak-

ter oraz gruntowność ogłoszonych ustnych 

motywów wyroku uzasadniają uznanie go 

za najważniejszy dla środowisk twórczych 

i rynku medialnego w całym dwudziesto-

leciu obowiązywania ustawy o prawie au-

torskim i prawach pokrewnych z 4 lutego 

1994 r. (powoływanej dalej jako PrAut). 

Sprawa dotyczyła żądania ZAiKS-u jako 

organizacji zbiorowo zarządzającej prawa-

mi autorskimi (OZZ) do utworów słow-

nych, muzycznych, słowno-muzycznych, 

choreograficznych i pantomimicznych 

oraz utworów słownych, muzycznych, 

słowno-muzycznych, choreograficznych 

wykorzystywanych w utworach audiowi-

zualnych, udzielenia informacji, na pod-

stawie art. 105 ust. 2 PrAut, dotyczących 

w szczególności wykorzystania tych utwo-

rów (tak występujących samoistnie, jak i w 

ramach utworu audiowizualnego) przez 

wiodącego na polskim rynku nadawcę 

satelitarnego i reemitenta, rozpowszech-

niającego utwory na platformie cyfrowej. 

Uzyskanie dochodzonych w sprawie in-

formacji w wyniku takiego roszczenia po-

zwala OZZ między innymi na określenie 

wysokości roszczeń majątkowych na rzecz 

reprezentowanych przez nią twórców. 

W pierwszej instancji Sąd Okręgowy 

w Warszawie zasądził dochodzone rosz-

czenie informacyjne, zobowiązując po-

zwanego do dostarczenia niezbędnych 

danych. Sąd Apelacyjny wyrok ten jednak 

uchylił w odniesieniu do utworów wy-

korzystanych w utworze audiowizual-

nym (tzw. utworów wkładowych) i oddalił 

w tym zakresie roszczenie informacyjne. 

Oznaczało to, że OZZ praktycznie została 

pozbawiona możliwości określenia fak-

tu i skali eksploatacji reprezentowanych 

przez nią praw autorskich, w tym określe-

nia wysokości należnych jej wynagrodzeń 

i w konsekwencji dochodzenia ich zapłaty 

na rzecz reprezentowanych przez siebie 

twórców. W tym zakresie ZAiKS wniósł 

skargę kasacyjną. Rozstrzygnięcie Sądu 

Apelacyjnego wynikało z przyjętej przez 

ten sąd zasady, że OZZ reprezentująca 

twórców utworów wkładowych wyko-

rzystanych w utworze audiowizualnym 

nie jest organizacją właściwą do poboru 

wynagrodzeń, chyba że spełni dodatkowe 

wymogi, o których będzie mowa niżej.

Ogłoszonym 17 września wyrokiem 

Sądu Najwyższego, wyrok częściowy sądu 

apelacyjnego w zakresie oddalenia rosz-

czenia informacyjnego został uchylony 

i sprawa została przekazana do ponowne-

go rozpoznania. W ustnym uzasadnieniu 

SN obszernie odniósł się do fundamen-

talnych zasad ochrony twórców utworów 

w utworze audiowizualnym. Jest to szcze-

gólnie doniosłe wobec tego, że uchylony 

wyrok SA zawierał stanowisko znamienne 

dla tendencji występujących w ostatnim 

czasie w orzecznictwie sądów okręgowych 

i apelacyjnych. 

Bezpośrednio wywód ustnego uzasad-

nienia wyroku dotyczył roszczenia infor-

macyjnego, jednak ujęty został w kontek-

ście prawa do utworu audiowizualnego 

oraz sytuacji prawnej twórców utworów 

wykorzystanych w utworach audiowizu-

alnych, uprawnionych do wynagrodzenia 

C6

prawo autorskie

 

Komentarz do wyroku Sądu Najwyższego I CSK 621/13

za ich rozpowszechnianie w utworze au-

diowizualnym na podstawie art. 70 ust. 

21 PrAut, zwanych w dalszej części niniej-

szego omówienia utworami wkładowymi 

w utworze audiowizualnym, przesłanek 

i zakresu domniemania służącego pro-

ducentowi utworu audiowizualnego oraz 

pozycji organizacji zbiorowego zarządza-

nia zarządzającej prawami producentów 

do utworów audiowizualnych, w relacji do 

pozycji organizacji zarządzającej utwora-

mi wkładowymi (w rozpatrywanej sprawie 

utworami słownymi, muzycznymi, słow-

no-muzycznymi oraz choreograficznymi) 

w utworze audiowizualnym. 

Centralnym zagadnieniem w tym ob-

szarze jest stanowisko co do charakteru 

relacji utworów wkładowych do utworu 

audiowizualnego. W myśl przeważającej, 

naszym zdaniem błędnej, interpretacji 

utwory wykorzystane w utworze audiowi-

zualnym (czyli właśnie utwory wkładowe) 

w wyniku tego wykorzystania tracą swo-

ją prawną pozycję w ramach eksploatacji 

audiowizualnej, jako że przedmiotem eks-

ploatacji jest jedynie utwór audiowizualny 

jako całość, w związku z czym właściwa 

do zarządzania prawami do nich OZZ jest 

organizacja reprezentująca producentów. 

W świetle tej interpretacji ta organizacja 

jest w szczególności uprawniona do pobie-

rania wynagrodzeń z tytułu eksploatacji 

audiowizualnej. 

Ogłoszony wyrok ma zatem funda-

mentalne znaczenie dla prawa OZZ re-

prezentującej prawa twórców utworów 

wkładowych w utworze audiowizualnym, 

dochodzącej z umocowania ustawowego 

tantiem na rzecz twórców utworów wkła-

dowych oraz licencjonowania i odpowied-

nio także odpowiedzialności za bezprawne 

rozpowszechnianie utworów w utworze 

audiowizualnych, zarówno nadawa-

nych (art. 21 PrAut), jak i reemitowanych 

(art. 21

PrAut). Nie wymaga rozwijania 

myśl, że w przypadku tych rodzajów dzia-

łalności chodzi o ogromną skalę rozpo-

wszechniania, generującą wielkie wpływy, 

w których twórcy utworów wkładowych, 

w zależności od stanowiska, co do pozycji 

utworów wkładowych w utworze audio-

wizualnym, otrzymują lub nie otrzymują 

Sąd Najwyższy 

zdecydował się 

uporządkować 

rozbieżności 

w zakresie 

oceny praw 

artystów, których 

prace zostały 

wykorzystane 

w utworach 

audiowizualnych. 

I znacznie wzmocnił 

ich pozycję

ZAiKS zadba o utwory w kładowe

Nie jest przesadą stwierdzenie, 

iż z punktu widzenia środowisk 

twórczych i rynku medialnego mamy 

do czynienia z najważniejszym wyrokiem, 

jaki zapadł w całym dwudziestoleciu 

obowiązywania ustawy o prawie 

autorskim

FO

t.

  Gett

y

 Im

A

G

e

S

Prof. Jan 

BłeSzyńSki

radca prawny, 

wykładowca na UW, 

partner w kancelarii 

Błeszyński i Partnerzy 

radcowie Prawni

Michał 

BłeSzyńSki

radca prawny

Maria 

BłeSzyńSka-

-PrzyBylSka

radca prawny

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               6 / 8

background image

 

prawnik 

  3–5 października 2014 nr 192 (3833)  

gazetaprawna.pl

wynagrodzeń, a w przypadku uznania, 

że właściwa w tych sprawach jest jedynie 

OZZ reprezentująca producentów audio-

wizualnych, to ona decyduje o udziałach 

twórców utworów audiowizualnych w in-

kasowanych przez nią tantiemach. Zagad-

nieniem szczegółowym jest tu kwestia, czy 

tantiemy, w przypadku przyjęcia interpre-

tacji, że są one należne twórcom utwo-

rów wkładowych, przysługiwać powinny 

wszystkim twórcom, których utwory zo-

stały wykorzystane w utworze audiowizu-

alnym, czy jedynie niektórym twórcom ro-

dzajowo określonych wkładów twórczych 

oraz w jakich proporcjach i według jakich 

zasad. W uproszczeniu może to być spro-

wadzone do pytania, kto jest uprawniony 

do tantiem audiowizualnych w świetle 

użycia w ustawie niejasnego w tym kon-

tekście określenia „współtwórca utworu 

audiowizualnego” i na ile przewidziane 

w art. 70 ust. 1 PrAut domniemanie na-

bycia praw przez producenta audiowizu-

alnego (a więc stronę oczywiście silniejszą 

w sensie organizacyjnym i ekonomicznym 

w stosunku do twórców) prowadzi do po-

zbawienia twórców utworów wkładowych 

uprawnienia do dochodzenia wynagrodze-

nia za rozpowszechnienie tych utworów 

w utworze audiowizualnym. 

Punktem wyjścia w wywodach Sądu 

Najwyższego jest traktowanie utworu 

audiowizualnego jako utworu jednolite-

go i odrębnego od utworów w nim wy-

korzystanych. Teza ta, co do swej istoty 

nienasuwająca wątpliwości, pojawiła się 

wcześniej w orzecznictwie SN. Była jed-

nak ostatnio rozumiana w ten sposób, że 

w eksploatacji utworu audiowizualnego 

upatrywano jedynie eksploatacji tej ca-

łości, z pominięciem zasady, że eksplo-

atacja utworu, w którym wykorzystano 

wcześniejsze utwory, nie może naruszać 

praw do tych utworów, a więc nie uchyla 

ani nie ogranicza obowiązku respektowa-

nia skutków ich pośredniej eksploatacji 

w całości, jaką jest utwór audiowizualny. 

Dostrzeżenie roli utworów wykorzysta-

nych w utworze audiowizualnym prowa-

dzi do wniosku, że wynagrodzenia z tytułu 

rozpowszechniania utworów wykorzy-

stywanych w utworach audiowizualnych 

nie powinny być inkasowane przez OZZ 

reprezentującą producentów audiowi-

zualnych. Sąd Najwyższy jednoznacznie 

wskazał przy tym, że w odniesieniu do 

utworów słownych, muzycznych, słow-

no-muzycznych oraz choreograficznych 

w utworze audiowizualnym ZAiKS jest 

jedyną organizacją właściwą do zbiorowe-

go zarządzania tymi rodzajami utworów.

Sąd Najwyższy dokonał ponadto wy-

kładni uprawnienia OZZ do dochodze-

nia i charakteru prawnego roszczenia 

informacyjnego służącego takiej organi-

zacji na podstawie art. 105 ust. 2 PrAut. 

Należy wyjaśnić, że jest to uprawnienie 

o wielkiej doniosłości, zarówno z punk-

tu widzenia efektywności działania OZZ, 

jak i dla twórców, na rzecz których OZZ 

działa. Rzecz w tym, że nawet wyspecja-

lizowanej OZZ trudno jest (ze względu na 

koszt, jak również trudności organizacyj-

ne, techniczne i identyfikacyjne odnoszą-

ce się do poszczególnych utworów roz-

powszechnianych przez poszczególnych 

użytkowników) śledzić i identyfikować 

setki tysięcy utworów rozpowszechnia-

nych przez poszczególnych użytkowników 

na różnych polach eksploatacji. Przyznane 

OZZ roszczenie informacyjne pozwala na 

kierowanie żądania udzielenia informacji 

umożliwiających zgromadzenie danych 

mających znaczenie dla oceny skali rozpo-

wszechniania utworów reprezentowanych 

przez nią, jak również zezwala na pozy-

skiwanie danych umożliwiających iden-

tyfikację uprawnionych i dokonywanie 

podziału zainkasowanych wynagrodzeń. 

Sąd Najwyższy odniósł się również do 

uprawnienia organizacji właściwej do 

dochodzenia tantiem audiowizualnych, 

przyznanych na mocy art. 70 ust. 2

1

 PrAut. 

Przysługiwanie tego uprawnienia było 

dotychczas błędnie i z ujmą dla intere-

sów twórców interpretowane w orzecz-

nictwie, jako uzależnione od obalenia 

domniemania z art. 70 ust. 1 PrAut na-

bycia przez producenta praw do utworów 

wkładowych w utworze audiowizualnym. 

W konsekwencji takiej interpretacji OZZ 

reprezentująca twórców utworów wkła-

dowych musiała wykazywać, że poszcze-

gólni twórcy nie przenieśli na producenta 

audiowizualnego praw do eksploatacji au-

diowizualnej utworu wkładowego swojego 

autorstwa. Naszym zdaniem stwarzało to 

sytuację paradoksalną, w której twórca 

w relacji z producentem, a więc stroną pod 

każdym względem silniejszą, był stroną 

dyskryminowaną. Zawężało to ogromnie 

możliwości dochodzenia ich ochrony praw 

w praktyce i nadmiernie uprzywilejowy-

wało producentów w stosunku do autorów 

utworów wykorzystywanych w utworach 

audiowizualnych. Więcej, takie interpre-

towanie roli domniemania z art. 70 ust. 1 

PrAut nie tylko nadmiernie wzmacniało 

pozycję prawną producenta w stosunku do 

twórców utworów wkładowych w utwo-

rze audiowizualnym, ale działało także na 

rzecz producenta bezprawnie wykorzy-

stującego utwory wykorzystane przezeń 

jako wkładowe. 

Sąd Najwyższy, interpretując relację do-

mniemania z art.70 ust. 1 PrAut do pra-

wa do tantiem audiowizualnych stwier-

dził, że dochodzenie przez OZZ tantiem 

audiowizualnych na podstawie art. 70 

ust. 2

1

 PrAut nie wymaga uprzedniego 

obalenia domniemania nabycia praw 

przez producenta audiowizualnego prze-

widzianego w art. 70 ust. 1 PrAut, jak to 

przyjął błędnie sąd apelacyjny. 

Sąd Najwyższy podzielił także stanowi-

sko powoda, że art. 70 ust. 1 PrAut prze-

widuje na rzecz producenta audiowizu-

alnego domniemanie, jednak dotyczące 

tylko tego, że umowa przezeń zawarta 

z twórcą utworu audiowizualnego prze-

nosi prawa w zakresie eksploatacji audio-

wizualnej. Oznacza to, że aby powołać się 

na to domniemanie, należy wykazać za-

warcie umowy przez producenta z twórcą 

utworu o stworzenie utworu lub umowy 

o wykorzystanie już istniejącego utworu 

w utworze audiowizualnym, czyli że do-

mniemanie nabycia praw przez producen-

ta audiowizualnego odnosi się do treści tej 

umowy, której zawarcie musi być wyka-

zane na zasadach ogólnych. W szczegól-

ności, naszym zdaniem, podkreślić należy, 

iż interpretacja taka eliminuje możliwość 

odnoszenia omawianego domniemania 

do sytuacji, gdy producent audiowizual-

ny bezprawnie wykorzystuje cudzy utwór 

w utworze audiowizualnym oraz istotnie 

zmienia relację twórcy utworu wkłado-

wego w stosunku do producenta utworu 

audiowizualnego. W konsekwencji, jeżeli 

organizacja zbiorowego zarządzania do-

chodzi tantiem audiowizualnych, produ-

cent lub reprezentująca go OZZ, chcąc po-

wołać się na domniemanie nabycia praw 

do utworu wkładowego, musi wykazać 

zawarcie z twórcą umowy o stworzenie 

lub wykorzystanie utworu wkładowe-

go i dopiero wtedy domniemywa się, że 

umowa ta obejmuje przeniesienie praw 

do eksploatacji audiowizualnej utworów 

wkładowych.

Konsekwencją stanowiska zajętego 

przez Sąd Najwyższy jest, że prawo do tan-

tiem audiowizualnych, o których mowa 

w art. 70 ust. 2

1

 PrAut, ma charakter szcze-

gólny. Prawo do tantiem audiowizualnych 

jest w jego świetle niezależne od tego, czy 

producent nabył prawo do wykorzystania 

utworów wkładowych w utworze audiowi-

zualnym. A zatem roszczenie o tantiemy 

audiowizualne, według art. 18 ust. 3 PrAut 

niezbywalne i niepodlegające zrzeczeniu 

się, służy także wówczas, gdy producent 

utworu audiowizualnego zawarł z twórcą 

umowę o wykorzystanie utworu w utwo-

rze audiowizualnym (nabył prawa). 

Kolejnym doniosłym stwierdzeniem 

zawartym w ustnych wywodach uzasad-

nienia wyroku Sądu Najwyższego jest, że 

do dochodzenia tantiem audiowizualnych 

ZAiKS zadba o utwory w kładowe

uprawniona jest wyłącznie właściwa or-

ganizacja zbiorowego zarządzania, a o jej 

właściwości rozstrzyga treść udzielonego 

jej zezwolenia na zbiorowe zarządzanie. 

Jest to stwierdzenie szczególnej wagi, bo-

wiem podważa formułowaną tezę, że dla 

oceny właściwości z art. 70 ust. 3 PrAut 

nie wystarczy treść zezwolenia na zbio-

rowe zarządzanie, bowiem niezbędne 

jest ponadto wylegitymowanie się przez 

OZZ, że w danym zakresie utwory zostały 

jej powierzone przez twórców utworów 

wkładowych.

Sąd Najwyższy potwierdził obowiązy-

wanie zasady, że o właściwości OZZ decy-

duje treść udzielonego jej zezwolenia na 

zbiorowe zarządzanie przez wskazanie 

w zezwoleniu rodzaju utworów, do któ-

rych się ono odnosi, oraz pól eksploatacji. 

Rozwijając tę myśl, Sąd Najwyższy wska-

zał, że dopiero w przypadku występowa-

nia więcej niż jednej organizacji o pokry-

wających się ze sobą zakresach zezwoleń 

konieczne jest rozstrzyganie o organiza-

cji właściwej w drodze orzeczenia Komi-

sji Prawa Autorskiego, na podstawie art. 

107 PrAut. Sąd Najwyższy jednoznacznie 

wskazał przy tym, iż w odniesieniu do 

utworów słownych, muzycznych, słow-

no-muzycznych oraz choreograficznych 

w utworze audiowizualnym ZAiKS jest 

jedyną organizacją właściwą.

Te doniosłe dla dochodzenia praw twór-

ców utworów wykorzystanych w utwo-

rze audiowizualnym zasady mają także 

znaczenie w kontekście dotychczasowej 

praktyki uzurpowania sobie przez OZZ 

nieuprawnione do utworów wkłado-

wych legitymacji do dochodzenia praw 

do utworów wkładowych w utworach 

audiowizualnych, w tym do tantiem au-

diowizualnych. Wyrok dotyczył utworów 

wykorzystanych w utworach audiowizu-

alnych, a konkretnie utworów słownych, 

muzycznych, słowno-muzycznych i cho-

reograficznych. W związku z tym Sąd Naj-

wyższy odniósł się do kwestii, która OZZ 

jest właściwa do zbiorowego zarządzania 

prawami do tych rodzajów utworów wyko-

rzystanych w utworach audiowizualnych. 

Uznał mianowicie, że to ZAiKS jest jedyną 

OZZ, która w myśl uzyskanego zezwolenia 

na zbiorowe zarządzanie, zarządza pra-

wami w tym zakresie. Oznacza to, że do 

dochodzenia tantiem audiowizualnych, 

w odniesieniu do wymienionych rodza-

jów utworów wkładowych, nie ma innej 

OZZ, która mogłaby zbiorowo zarządzać 

prawami do tych utworów wkładowych. 

Należy do tego dodać wyjaśnienie: ZAiKS 

w tym zakresie działa jako właściwa OZZ 

z umocowania ustawowego, a więc nieza-

leżnie od powierzenia umownego przez 

uprawnionych zarządzania prawami. 

Naszym zdaniem konsekwencje oma-

wianej zasady wyrażonej przez Sąd Naj-

wyższy mają doniosłe znaczenie nie tylko 

w odniesieniu do tantiem audiowizu-

alnych z art. 70 ust. 2

1

 PrAut, ale także 

w odniesieniu do reemisji, o której mowa 

w art. 6 ust. 1 pkt 5 oraz w art. 21

1

 PrAut 

oraz do nadawania utworów, o którym 

mowa w art. 21 ust. 1 i 2 PrAut, jak rów-

nież odpowiednio do publicznego udo-

stępniania utworów w taki sposób, aby 

każdy mógł mieć do nich dostęp w miejscu 

i czasie przez siebie wybranym, o czym 

mowa w art. 21 ust. 2

1

 PrAut. Powyższe 

wyliczenie obszarów, w odniesieniu do 

których znajdują zastosowanie stwierdze-

nia zawarte w uzasadnieniu stanowiska 

Sądu Najwyższego, dobitnie wskazuje na 

wielką rozległość i znaczenie sformułowa-

nych przez Sąd Najwyższy tez dla ochro-

ny praw autorskich twórców, do których 

twórczości się odnoszą, zarówno bezpo-

średnio, zważywszy że sprawa dotyczyła 

twórców utworów słownych, muzycznych, 

słowno-muzycznych i choreograficznych 

w utworach audiowizualnych, jak i zwa-

żywszy na ogólne znaczenie tych stwier-

dzeń dla wszystkich rodzajów utworów 

wkładowych, których twórcy w dotychcza-

sowej praktyce na podobnych zasadach, 

co przedstawione wyżej, byli dyskrymino-

wani, a ich prawa były często przedmio-

tem uzurpacji przez OZZ reprezentującą 

prawa producentów audiowizualnych. 

Oznaczało to, że sprawą kształtowanej 

przez taką organizację praktyki było, czy 

i w jakim zakresie prawa twórców utwo-

rów wkładowych były uwzględniane i czy 

wypłacane było stosowne (słuszne) wyna-

grodzenie, respektujące zasadę równego 

traktowania twórców. 

Zgodnie z obowiązującymi regulacjami 

twórcy nie mogą dochodzić tantiem au-

diowizualnych na podstawie art. 70 ust. 2

PrAut bez pośrednictwa OZZ, a także zrzec 

się tych praw lub swoje prawa w tym za-

kresie przenieść, np. na producenta. Czyn-

ności takie byłyby z mocy prawa nieważne. 

Także w przypadku reemisji, w zakresie 

art. 21

1

 PrAut, zrzeczenie się lub przenie-

sienie prawa jest wyłączone. Z kolei, w od-

niesieniu do nadawania, nabycie praw lub 

możliwości ograniczenia ustawowej repre-

zentacji OZZ są ściśle limitowane w usta-

wie. W konsekwencji, pomijając te wyjątki, 

kwestia, kto do nadawania konkretnego 

utworu jest uprawniony, ma znaczenie 

jedynie, jeżeli twórca, w świetle przyto-

czonych wyżej przepisów, może skutecz-

nie zbyć lub zrzec się prawa lub pośred-

nictwa OZZ. Gdy jednak ktoś powołuje się 

na wyjątek z art. 21 ust. 1 i 2 PrAut, ciąży 

na nim obowiązek wykazania spełnienia 

przesłanek wymaganych w tym przepisie. 

Okoliczności te nie mają jednak wpływu na 

właściwość OZZ do dochodzenia tantiem 

audiowizualnych i zasady ich podziału.

Stanowisko zajęte przez Sąd Najwyż-

szy ma znaczenie dla umów o reemisję, 

również w odniesieniu do utworów wyko-

rzystanych w utworach audiowizualnych, 

o których mowa w zakresie art. 21

1

  PrAut.  

Ograniczenie w postaci wprowadze-

nia przymusowego pośrednictwa właści-

wej OZZ uzasadnione jest między inny-

mi tym, iż samodzielnie twórca nie jest 

w stanie śledzić złożonego systemu roz-

powszechniania twórczości na tych polach 

eksploatacji oraz indywidualnie dochodzić 

swoich praw. Ustawa, przewidując pośred-

nictwo OZZ z mocy ustawy, dodatkowo 

eliminuje lub istotnie ogranicza możli-

wość wyłączenia tego pośrednictwa lub 

zbywalność praw na rzecz producenta. 

Ratio takiego rozwiązania jest oczywiste. 

Chodzi o uniemożliwienie wymuszania 

zrzekania się lub przenoszenia praw przy 

okazji zawierania umowy o stworzenie lub 

określone wykorzystanie utworu. Prakty-

ka pokazuje dobitnie, że z reguły twór-

ca jest bezbronny wobec producenta lub 

zamawiającego utwór, gdyż obawia się, 

że jego utwór, w przypadku niepodpo-

rządkowania się oczekiwaniom zama-

wiającego, nie zostanie wykorzystany, co 

oznacza najczęściej nieobecność danego 

twórcy na rynku, podczas gdy pojawie-

nie się utworu, nawet na krzywdzących 

twórcę warunkach, generuje szanse na 

zainteresowanie nim, zwłaszcza na in-

nych polach eksploatacji. Twórca musi być 

chroniony w jego relacjach z użytkownika-

mi twórczości, działającymi w warunkach 

drastycznej nierównowagi i oczywistej 

przewagi. Równowagę zapewnić można 

jedynie umiejętnie operując ustawowymi 

ograniczeniami w swobodnym rozporzą-

dzaniu prawami do utworów. Przepisy 

takie, ze względu na swoją istotę, są zwal-

czane przez organizacje użytkowników 

i reprezentujące je lobby. Wywierana jest 

ogromna presja zmierzająca do eliminacji 

lub marginalizacji obecnych w ustawie 

postanowień tego typu.

Powyższe omówienie sporządzone zo-

stało na podstawie ustnie ogłoszonych, 

głównych motywów rozstrzygnięcia. Pi-

semne uzasadnienie pozwoli na pełniej-

szą, a przede wszystkim na bardziej szcze-

gółową analizę znaczenia tego wyroku. 

Przygotowanie obecnego komentarza, 

oparte na odnotowaniu treści ogłoszonego 

przez sąd uzasadnienia, było w znacznym 

stopniu ułatwione dzięki niezwykle ja-

snemu i precyzyjnemu wywodowi ustnie 

przedstawionego uzasadnienia wydane-

go wyroku.

W świetle stanowiska SN prawo 

do tantiem audiowizualnych, o których 

mowa w art. 70 ust. 21 PrAut, 

ma charakter szczególny i jest 

niezależne od tego, czy producent 

nabył prawo do utworów wkładowych

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               7 / 8

background image

 

C8

felieton na konieC

 

Prawo i moralność

 Redakcja: ul. Okopowa 58/72; 01-042 Warszawa, tel. 22 530 40 40, faks: 22 530 40 39; e-mail: gp@infor.pl 

 Redaktor naczelna: Jadwiga Sztabińska  

 Zastępcy redaktor naczelnej: Andrzej Andrysiak, Dominika Sikora, Paweł Nowacki 

 Sekretarze: Łukasz Bąk, Rafał Drzewiecki, Anna Godlewska, Leszek Majkut,  

Mirosław Mazanec, Mira Suchodolska 

 Redaguje: Ewa Szadkowska 

 Szef działu foto: Krzysztof Cieślewicz 

 Biuro reklamy (tel. 22 530 44 44):  

Dyrektor Centrum Reklamy: Katarzyna Jasińska-Szulc 

 Szef studia DTP: Jacek Obrusiewicz 

 Produkcja: Elżbieta Stamler, tel. 22 530 42 24

  autopromocja

Granice ochrony życia

Władysław 

Mącior

 

karnista, profesor 

Uniwersytetu 

Jagiellońskiego, 

w latach 2006–2007 

wiceprzewodniczący 

Komisji 

Kodyfikacyjnej Prawa 

Karnego

Ż

ycie człowieka jest 

najwyższą wartością 

indywidualną. 

Twierdzenie to nie 

wymaga uzasadnienia. 

Ochrona tej najwyższej 

wartości nie jest jednak 

absolutna.  Doznaje bowiem 

ograniczeń. Istnieją takie 

sytuacje wyjątkowe, w 

których można legalnie 

zniszczyć życie ludzkie. 

Takimi wyjątkowymi 

sytuacjami są:

n

 obrona konieczna,

n

 wojna obronna,

n

 wykonanie prawomocnego 

wyroku śmierci, jeśli 

naturalnie w danym państwie 

ta najsurowsza kara  jest 

stosowana.

Krótko mówiąc: wolno zabić 

napastnika w obronie 

koniecznej, wolno zabić 

agresora podczas wojny 

obronnej, wolno stracić 

prawomocnie skazanego na 

karę śmierci. 

Takie rozwiązanie nie 

koliduje z piątym przykaza-

niem Dekalogu, czyli normą 

„nie zabijaj”. Norma ta nie 

może być interpretowana 

w ten sposób, że nie wolno 

zabijać nikogo i w żadnych 

warunkach. Taka interpreta-

cja byłaby absurdalna.

Piąte przykazanie Dekalogu 

stanowi zakaz zabijania ludzi 

niewinnych. Trzeba pamiętać, 

że Mojżesz napisał Dekalog 

prostym językiem, aby zwykli 

ludzie mogli zrozumieć 

religijne zakazy i nakazy. To 

właśnie te religijne zakazy 

i nakazy stały się podstawą 

moralności żydowskiej, 

a następnie także chrześcijań-

skiej.

Prawnie chronione jest nie 

tylko życie człowieka od 

urodzenia aż do śmierci, ale 

także dopiero powstające 

życie w łonie matki, czyli 

płód. Rzuca się w oczy, że 

kara przewidziana za 

przerwanie ciąży za zgodą  

(art. 152 k.k.) albo nawet bez 

zgody kobiety ciężarnej 

(art. 153. k.k.) jest zdecydowa-

nie łagodniejsza od kary 

przewidzianej za zabójstwo 

człowieka (art. 148 par. 1 

– par. 3 k.k.). Wymowny jest 

fakt, że przerwanie ciąży 

stanowi występek, natomiast 

zabójstwo człowieka stanowi 

zbrodnię. Taka regulacja 

prawna opiera się na 

zróżnicowanej wartości  

życia nienarodzonego 

i narodzonego.

Z moralnego punktu 

widzenia aborcja jest złem. 

Jednakże zdarzają się takie 

sytuacje, w których to zło jest 

usprawiedliwione. Znaczy to, 

że aborcja jest konieczna do 

zapobiegnięcia jeszcze 

większemu złu, a więc np. 

śmierci kobiety ciężarnej. 

Według ustawy z 1993 r. ciążę 

wolno przerwać wtedy, gdy 

zagrożone jest życie lub 

zdrowie kobiety ciężarnej, 

gdy płód jest ciężko upośle-

dzony, a także wtedy, gdy 

ciąża jest wynikiem czynu 

zabronionego, a zwłaszcza 

zgwałcenia.

Jest to ustawa bardzo 

restrykcyjna, która z kompro-

misem niewiele ma wspólne-

go. Negatywnym 

następstwem tej ustawy jest 

podziemie aborcyjne oraz 

turystyka aborcyjna. Ale na 

tym sprawa się jeszcze nie 

kończy. Co pewien czas różne 

środowiska i różni ludzie 

żądają zaostrzenia przepisów 

dotyczących przerywania 

ciąży. Nie tak dawno Sejm 

odrzucił projekt w tej sprawie. 

W pełni podzielam punkt 

widzenia ówczesnego 

premiera Donalda Tuska, 

który powiedział, że nie 

poprze projektu, gdyż nie chce 

wszczynać wojny religijnej. 

Projekt nadawał się do 

odrzucenia przede wszystkim 

ze względów merytorycznych.

Od pewnego czasu panuje 

niedobra atmosfera wokół 

aborcji. Być może głośna 

niedawno sprawa prof. 

Bogdana Chazana spowoduje 

otrzeźwienie w środowiskach 

antyaborcyjnych. Może ci 

ginekolodzy, którzy odmawia-

ją wykonania legalnego 

zabiegu przerwania ciąży, 

zrozumieją wreszcie, że 

klauzula sumienia, którą się 

zasłaniają, nie może uspra-

wiedliwiać łamania prawa. 

W obronie prof. Chazana, 

który złamał prawo, odma-

wiając wykonania legalnej 

aborcji, stanął ks. kard. 

Kazimierz Nycz. W związku 

z tym Adam Szostkiewicz na 

łamach serwisu internetowe-

go tygodnika „Polityka” 

10 lipca 2014 r. napisał 

m.in. tak: „To, że kardynał 

Nycz »w pełni« popiera 

dr. Chazana, brzmi fatalnie. 

Metropolita ignoruje przepisy 

obowiązujące i staje po 

stronie ważnej osoby 

publicznej ostentacyjnie je 

łamiącej”. Wypowiedź ta nie 

wymaga komentarza.

Procedura in vitro nie  

została dotąd ustawowo 

uregulowana, do czego walnie 

przyczynili się religijni 

fundamentaliści, którzy  

nie uznają prawa do dziecka, 

a metodę in vitro uważają  

za zło.

W tej sytuacji minister 

zdrowia zrobił to, co było 

możliwe. Wprowadził w życie 

procedurę in vitro w ramach 

ministerialnego projektu 

zdrowotnego.

Warto podkreślić, że niepłod-

ność uważana jest przez 

Światową Organizację 

Zdrowia za chorobę. Jasne jest, 

że chorobę tę należy leczyć. 

Tylko że jej leczenie nie 

polega na usunięciu przyczyn 

niepłodności, ale na doprowa-

dzeniu do urodzenia dziecka.

Każda kobieta ma prawo do 

urodzenia własnego dziecka, 

niezależnie od tego, czy może 

zajść w ciążę w sposób 

naturalny czy też wymaga 

sztucznego zapłodnienia. 

Prawo do dziecka jest 

przyrodzone, a nie nadane. 

I właśnie dlatego nie można 

negować tego prawa. Co 

więcej, negacja prawa do 

dziecka jest niehumanitarna.

Metoda in vitro to wielki 

sukces biologii i medycyny. 

Ale warunkiem koniecznym 

jej skuteczności jest wytwa-

rzanie i zamrażanie  zarod-

ków nadliczbowych. Profesor 

Jacek Zaremba, który jest 

genetykiem, twierdzi, że bez 

tworzenia zarodków 

nadliczbowych i bez ich 

selekcji metoda in vitro 

byłaby nieefektywna. 

W różnych krajach lekarze 

zgadzają się z tym, że zarodki 

nadliczbowe muszą być 

wytwarzane, ale nie muszą 

być niszczone.

Selekcja zarodków jest 

niezbędna po to, aby rodziły 

się zdrowe dzieci. Zarodki 

z poważnymi defektami 

genetycznymi nie nadają się 

do implantacji do organizmu 

kobiety. Z takiego genetycznie 

zdefektowanego zarodka 

mógłby – z dużym prawdopo-

dobieństwem – powstać 

ciężko upośledzony płód, 

który wolno usunąć. Nie 

należy jednak doprowadzać 

do takiej sytuacji, gdyż dla 

kobiety ciężarnej byłoby to 

ciężkim przeżyciem, 

mogącym spowodować trwałą 

zmianę w psychice. I właśnie 

selekcja zarodków ma temu 

zapobiegać.

Krótko mówiąc: zarodki 

z poważnymi wadami 

genetycznymi muszą zostać 

zniszczone. Nie jest to ani 

bezprawie, ani zło moralne. 

Złem moralnym byłby zakaz 

usunięcia ciężko upośledzo-

nego płodu.

Wejdź: www.edgp.gazetaprawna.pl
Zadzwoń: 22 761 31 27, e-mail: edgp@gazetaprawna.pl

PAT R Z Y M Y   O B I E K T Y W N I E .   P I S Z E M Y  O DP O W I E D Z I A L N I E                

DZIENNIK GAZETĘ PRAWNĄ

CZYTAJ

NA SWOIM TABLECIE

Zalety prenumeraty e-wydania:

•  już od 4 rano najnowsze wydanie Dziennika Gazety Prawnej na komputerze, tablecie 
•  pełny dostęp do archiwum tekstów zawierającego ponad 2800 wydań od 2002 r.
•  dokładna wyszukiwarka pozwala odnaleźć interesujący temat, artykuł lub wydanie DGP
•  dostępne funkcjonalności zapewnią wygodny sposób przeglądania treści e-wydania

20

LAT

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               8 / 8