background image

 

O POTRZEBIE 

PRZYMYKANIA

 

OKA

Gdyby literalnie 

stosować ustawę 

o bezpieczeństwie 

imprez masowych, 

sukces organizacyjny 

siatkarskich mistrzostw 

świata czy pamiętnego 

meczu z Niemcami  

byłby niemożliwy

SHUTTERST

OCK

prawnik

Piątek – niedziela | 24–26 października 2014

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               1 / 8

background image

 

C2

 

„Prawnik” powstaje we współpracy z   

Krajową Radą Sądownictwa

   

Naczelną Radą Adwokacką 

 

Krajową Radą Komorniczą

   

Krajową Radą Notarialną

 

 

Krajową Izbą Doradców Podatkowych 

 

Krajową Radą Radców Prawnych

Problem sądowej ochrony przed bezczyn-

nością administracji publicznej nie jest 

nowym zagadnieniem. W związku ze 

zmianami normatywnymi wprowadzo-

nymi uchwaloną w grudniu 2010 r. no-

welizacją kodeksu postępowania admi-

nistracyjnego i prawa o postępowaniu 

przed sądami administracyjnymi uległ 

jednak skomplikowaniu zakres pojęciowy 

bezczynności przejawiającej się w nieter-

minowym działaniu urzędników. 

Prezentowana monografia zawiera po-

głębioną analizę sposobu rozumienia tego 

pojęcia na gruncie poszczególnych praw-

nych form działania administracji. Au-

tor ocenia model sądowej ochrony przed 

nieterminowym działaniem urzędników 

w świetle obowiązujących przepisów pra-

wa. W książce zaprezentowano katalog 

konsekwencji prawnych bezczynności lub 

przewlekłego prowadzenia postępowań. 

Mogą one dotyczyć zarówno samego pro-

wadzonego postępowania, organu zała-

twiającego sprawę, jak i biorącego udział 

w wydaniu decyzji pracownika. Uczestni-

cy postępowań administracyjnych znajdą 

w publikacji także informacje na temat 

środków prawnych, z których mogą sko-

rzystać, gdy znajdą się w podobnych sy-

tuacjach. Chodzi zarówno o dochodzenie 

praw przed sądem administracyjnym, jak 

i przed sądem cywilnym, karnym oraz 

Trybunałem Konstytucyjnym.  

AM

biblioteka

 

prawnika

Środki ochrony 

przed bezczynnością 

urzędników

Publikacja to praktyczny komentarz do 

ustawy o prawie autorskim i prawach 

pokrewnych, uwzględniający nowe 

tendencje w linii orzeczniczej oraz wy-

kładni przepisów, które pojawiły się od 

czasu ukazania się pierwszego wyda-

nia książki.  

Autorzy odnoszą się w publikacji tak-

że do koniecznych zmian wynikających 

z obowiązku implementacji dwóch dy-

rektyw Parlamentu Europejskiego 

i Rady. Chodzi o dyrektywę w sprawie 

utworów osieroconych i dyrektywę mu-

zyczną. Problem jest o tyle aktualny, że 

propozycje zmian w tym zakresie przed-

stawił niedawno resort kultury. Nowe-

lizacja zaproponowana przez minister-

stwo zakłada m.in. wydłużenie okresu 

ochrony praw wykonawców muzycz-

nych z 50 do 70 lat. Nowe przepisy mają 

też w końcu uregulować problem dzieł 

osieroconych. 

Wracając do komentarza, jego nie-

wątpliwym atutem jest również to, że 

trudna materia została w nim opisana 

w przystępny sposób. A to czyni z nie-

go publikację, która może okazać się 

przydatna nie tylko dla prawników, ale 

i wydawców czy producentów, a nawet 

samych twórców i wykonawców.  

PS

Dla prawników 

i muzyków 

Robert Suwaj, 

„Sądowa ochrona 

przed bezczynnością 

administracji  

publicznej”,  

Warszawa 2014,  

wyd. Wolters Kluwer

Ewa  

Ferenc-Szydełko 

(red.),

Ustawa o prawie 

autorskim i prawach 

pokrewnych.  

Komentarz, 

Warszawa 2014,

wyd. C.H. Beck 

Już myślałem, że emocje związane 

z nadaniem radcom prawnym pełnych 

uprawnień w sprawach karnych to kwe-

stia zamknięta. Jednak myliłem się. Spra-

wa ta w dalszym ciągu wydaje się roz-

grzewać umysły niektórych działaczy 

środowiska adwokackiego. 

Otóż w pierwszej połowie października 

Okręgowa Rada Adwokacka w Katowi-

cach podjęła uchwałę odnoszącą się do 

kwestii konstytucyjności przyznania rad-

com prawnym uprawnień do występo-

wania w procesie karnym w charakterze 

obrońcy. Oczywiście nikt nie zamierza 

negować prawa kolegów adwokatów do 

podejmowania uchwał. Zastanawiająca 

jest natomiast retoryka w niej zawarta.

Jest to bowiem dokument, który po 

raz kolejny pokazuje, że w części adwo-

kackiego samorządu w dalszym ciągu 

obecny jest duch podziału na lepszych 

prawników – oczywiście adwokatów – i 

tych gorszych – czyli radców prawnych. 

Przerabialiśmy to już przez cały ubie-

gły rok, gdy ważyły się w Sejmie losy no-

welizacji kodeksu postępowania karnego. 

Wydawało się, że po decyzji parlamentu 

w tej sprawie napięcie opadło. Wydawa-

ło się…

Dziś znowu mamy powtórkę z tamtej 

retoryki. Dodam, że jest to retoryka nie-

smaczna i niestosowna. Zastanawiałem 

się nawet, czy przystoi polemizować z ar-

gumentami takiej wagi. Jednak sprawa 

zrobiła się publiczna. Teraz nie jest to 

tylko uchwała jednej z dwudziestu czte-

rech izb adwokackich, ale stanowisko 

w czytelny sposób podważające zarówno 

ważne idee, które legły u podstaw przy-

znania moim Koleżankom i Kolegom 

uprawnień w sprawach karnych, jak i – 

napiszę to wprost – godność zawodu rad-

cy prawnego.

Jak bowiem inaczej wytłumaczyć 

stwierdzenie: „W naszym środowisku 

podnoszono, że przyznanie tego upraw-

nienia radcom prawnym jest niekonsty-

tucyjne, bowiem nie są oni przygotowani 

do prowadzenia spraw karnych. W pełni 

podzielając pogląd o braku kompetencji 

radców prawnych w tym zakresie, Okrę-

gowa Rada Adwokacka w Katowicach 

wyraża pogląd, że…”

Ileż to razy słyszeliśmy już ten argu-

ment? Nieskończenie wiele. Można za-

pytać przewrotnie, czy każdy adwokat 

jest przygotowany do prowadzenia spraw 

gospodarczych? Można również zapy-

tać, dlaczego zatem koledzy adwokaci 

wskazywali zawsze, że droga do spraw 

karnych dla radców prawnych wiedzie 

przez wstąpienie w ich szeregi?

Doskonale pamiętam pomysł Naczel-

nej Rady Adwokackiej przedstawiony 

pod koniec prac legislacyjnych nad no-

welizacją k.p.k., który zakładał, że „każ-

dy radca prawny, który w dacie wejścia 

w życie ustawy spełnia warunki do by-

cia adwokatem, zostaje wpisany na listy 

adwokatów, z wyjątkiem tych radców, 

którzy w zakreślonym ustawą terminie 

złożą oświadczenia odmowne”. Był to 

desperacki sposób zatrzymania zmian 

korzystnych dla milionów Polaków. Ale 

to, co było w nim intrygujące – i pozo-

staje w sprzeczności z logiką katowickiej 

uchwały – to bezsporne przyznanie, że 

radcowie prawni są w końcu kompetent-

ni w sprawach karnych. Jak bowiem ina-

czej wytłumaczyć koncepcję przyjmowa-

nia – en bloc – tysięcy radców prawnych 

w szeregi adwokatury? I co najważniej-

sze, przyznała to sama Naczelna Rada 

Adwokacka. Czego chcieć więcej?

Rozumiem, że katowiccy adwokaci 

mają w tej sprawie odmienne zdanie. 

Czemu zatem w lipcu ubiegłego roku 

nie podjęli uchwały, w której piętnowa-

liby pomysły NRA? Dodam tylko, że do-

tychczasowa praktyka jest taka, że radca 

prawny wpisywany jest na listę adwoka-

tów bez najmniejszego problemu i może 

od razu podejmować się obron w spra-

wach karnych.

Już zupełnym nieporozumieniem jest 

wskazanie przez ORA w Katowicach, 

że: „Zmiany te wręcz zagrożą dalsze-

mu funkcjonowaniu wolnego zawodu 

prawniczego w Polsce, albowiem usank-

cjonują przyznanie korporacji radcow-

skiej uprawnień ewidentnie szerszych od 

uprawnień, posiadanych przez samorząd 

adwokacki. Przyznanie tych uprawnień 

odbierze adwokaturze praktyczną zdol-

ność do dalszego rozwoju, gdyż można 

się w obecnej trudnej sytuacji rynkowej 

spodziewać masowego odpływu (zwłasz-

cza młodych) adwokatów do korporacji 

radców prawnych, oferującej prawnikom 

możliwość wykonywania zawodu praw-

niczego łącznie w formie wolnej i na za-

sadzie zatrudnienia na umowę o pracę”.

Przepraszam za ten długi cytat, ale 

musiałem go przedstawić, aby unaocznić 

absurdalność tez głoszonych na Śląsku. 

Po pierwsze, koledzy adwokaci muszą 

wreszcie zrozumieć, że radcowie praw-

ni również wykonują wolny zawód. Ow-

szem, możemy go wykonywać na pod-

stawie umowy o pracę, ale taka sytuacja 

została również uregulowana w nowej 

procedurze karnej i nie jest ona wyjąt-

kowa – podobną możliwością dysponują 

członkowie chociażby francuskiej pale-

stry. I nikt tam z tego powodu nie wiesz-

czy końca historii adwokatury”. 

Takie stwierdzenia są nie tylko krzyw-

dzące, ale i szkodliwe dla radców praw-

nych. Cytowane przez media uderzają 

w nasz rynkowy prestiż i profesjonalizm. 

Całe szczęście, że klienci – co dobitnie 

pokazuje rynek – mają swój rozum i do-

skonale wiedzą, że tego typu opinie nie 

mają nic wspólnego z rzeczywistością. 

A sednem problemu nie są chyba jed-

nak pryncypia zawodowe czy etyczne, ale 

– co trzeba napisać wprost – po prostu 

o pieniądze. W zestawieniu z tym fak-

tem ideologiczna obwódka wykreowana 

przez katowickich działaczy adwokatury 

pryska jak mydlana bańka. 

Jak się wydaje, uchwałę katowickiej 

rady zdeterminowała obawa o finansową 

przyszłość związaną z przewidywanym 

przez autorów dokumentu masowym 

odpływem (zwłaszcza młodych) adwo-

katów w szeregi radców prawnych. Jak 

to skomentować? To trochę żenujące, 

że władze dużej skądinąd izby obawiają 

się odpływu swoich członków do innego 

samorządu. Prawdą jest, że nasz zawód 

daje zdecydowanie większe możliwości 

rozwoju zawodowego niż adwokacki. I tu 

pierwszy i bodaj ostatni raz zgadzam się 

z władzami Okręgowej Izby Adwokackiej 

w Katowicach. Jest to przy tym odważne 

stwierdzenie – do tej pory milczano na 

ten temat. Walka idzie zatem nie o ja-

kość rynku i bezpieczeństwo klienta, ale 

o sprawy bardziej przyziemne. To zrozu-

miałe z czysto merkantylnego punktu 

widzenia. Jednak samego stylu wypo-

wiedzi nie da się tym tłumaczyć. 

W tym miejscu kieruje apel do ka-

towickich kolegów adwokatów: jeżeli 

obawiacie się o przyszłość swojego sa-

morządu, to zacznijcie od siebie, a nie 

od innych. Może problem leży także po 

waszej stronie, a nie tylko radców praw-

nych i nowelizacji procedury karnej. 

Może przyszedł właściwy czas na zmiany 

i modernizację? Od samego dyskredy-

towania innego zawodu prawniczego 

nikomu jeszcze nie przybyło. 

Pozwolę sobie na krótką dygresję – znam 

adwokatów, chyba każdy z nas zna, którzy 

tak naprawdę wykonują pracę na zasa-

dzie in-house, prowadząc jednoosobową 

kancelarię obsługującą wyłącznie jednego 

korporacyjnego klienta. Oczywiście, w tym 

przypadku uważa się, że niezależność jest 

zachowana. Natomiast kiedy radca praw-

ny wykonuje tę samą pracę na czytelnych 

zasadach umowy o pracę, to rzekomo już 

nie. Każdy, kto zna pragmatykę funkcjono-

wania rynku usług prawnych, dobrze wie, 

że większy problem stanowi uzależnienie 

ekonomiczne, które niejednokrotnie może 

bardziej wiązać profesjonalnego prawnika 

niż sam stosunek pracy. 

I na koniec zwrócę uwagę na sformu-

łowania pojawiające się w uchwale. Kiedy 

mowa jest o środowisku adwokackim, to 

czytamy: Adwokatura, samorząd. O sa-

morządzie radcowskim czytamy nato-

miast „korporacja”. Prosty zabieg socjo-

techniczny, ale również wskazujący na 

intencje pomysłodawców uchwały – nie 

ma równości!

Nie odnosiłem się przy tym do kwestii 

konstytucyjnych, bo te są od miesięcy 

znane. Nic mi nie wiadomo, aby pra-

wo w Polsce uległo istotnym zmianom 

w tym względzie. 

Przykro mi, że tego typu działania 

mają jeszcze miejsce. Sądziłem, że spór 

pomiędzy naszymi samorządami dobiegł 

definitywnie końca. Jest jednak inaczej. 

Jest to tym bardziej niezrozumiałe, gdyż 

zdecydowana większość adwokatów, któ-

rych mam przyjemność znać, to osoby 

taktowne i umiarkowane. Czyżby już 

teraz w adwokaturze rozpoczynała się 

kampania wyborcza? Jak bowiem ina-

czej wytłumaczyć tego typu absurdalną 

uchwałę. Atak na radców prawnych to 

ślepa uliczka. Powoduje tylko, że poli-

tyczni przeciwnicy samorządów zawo-

dów zaufania publicznego zacierają ręce 

i skrzętnie notują słowa, które wprost 

wypływają z tekstu takiej uchwały. Póź-

niej obróci się to przeciwko nam wszyst-

kim. Tego zapewne autorzy uchwały nie 

chcą. Mam przynajmniej taką nadzieję.

felieton

 

na początek

Adwokaci z gorącymi głowami

To trochę żenujące, 

że władze dużej 

skądinąd izby obawiają 

się odpływu swoich 

członków do innego 

samorządu

Atak na radców 

prawnych to ślepa 

uliczka. Powoduje 

tylko, że polityczni 

przeciwnicy 

samorządów 

zawodów zaufania 

publicznego 

zacierają ręce

Włodzimierz ChróśCik

dziekan rady okręgowej izby radców 

Prawnych w Warszawie

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               2 / 8

background image

 

prawnik 

 24–26 października 2014 nr 207 (3848)  

gazetaprawna.pl

prosto

 

ze Strasburga

Gábor Matúz jest dziennika-

rzem telewizyjnym. Przez wie-

le lat był zatrudniony przez wę-

gierską telewizję państwową, 

gdzie odpowiadał za periodycz-

ny program kulturalny „Nocne 

schronienie”. Przewodniczył 

także związkowi zawodowemu. 

W swoim programie przepro-

wadzał wywiady z uznanymi 

postaciami węgierskiego ży-

cia kulturalnego. Matúz skarżył 

się przełożonym, że dyrektor 

kulturalny telewizji regularnie 

skracał i modyfikował „Nocne 

schronienie”, choć nie leżało to 

w jego kompetencjach. Osta-

tecznie złożył skargę do preze-

sa stacji, wskazując, że jego pro-

gram jest cenzurowany. Skarga 

pozostała jednak bez reakcji. 

Ze względu na brak zainte-

resowania problemem posta-

nowił wydać książkę, w której 

opisał spór z telewizją. 11 listo-

pada 2004 r. został zwolniony. 

Podstawą był zarzut, iż wyda-

jąc książkę, naruszył klauzulę 

lojalności wobec pracodawcy 

zawartą w umowie o pracę. 

Matúz odwołał się do sądów, 

jednak Rejonowy i Okręgowy 

Sąd Pracy w Budapeszcie nie 

przychyliły się do jego skargi. 

Dziennikarz wystąpił zatem 

do Sądu Najwyższego, pod-

nosząc, że publikacja książki 

i poinformowanie publiczności 

o cenzurze stosowanej w te-

lewizji było ostatnią z moż-

liwości wobec bezczynności 

władz spółki i powinno być 

postrzegane jako korzystanie 

z wolności słowa, w szczegól-

ności, że władze telewizji nigdy 

nie obaliły zarzutów dotyczą-

cych cenzury. W maju 2010 r. 

węgierski Sąd Najwyższy nie 

uwzględnił skargi, tłumacząc, 

że nie ma możliwości zbada-

nia sprawy w stopniu szerszym 

niż wynika to z prawa pracy. 

Kwestia naruszenia wolności 

słowa została wyłączona przez 

SN z rozpoznania w związku ze 

stwierdzeniem złamania po-

stanowień umowy. 

Matúz zwrócił się osta-

tecznie do ETPC (skarga nr 

73571/10), wskazując, że jego 

zwolnienie doprowadziło do 

naruszenia art. 10 konwencji, 

tj. swobody wypowiedzi. 

21 października 2014 r. try-

bunał wydał wyrok, uznając 

naruszenie konwencji. Decyzja 

nie jest zaskoczeniem, utrzy-

muje bowiem wcześniejsze 

orzecznictwo, m.in. w polskiej 

sprawie dziennikarki TVP He-

leny Wojtas-Kalety, którą uka-

rano naganą za publikację arty-

kułu prasowego krytykującego 

zdjęcie z anteny dwóch progra-

mów muzycznych.

Sędziowie ETPC podkreślili 

w pierwszej kolejności, że gwa-

rancje wolności słowa rozcią-

gają się również na miejsca 

pracy, w szczególności jeśli 

pracodawca jest państwową 

telewizją. Pierwszym błędem, 

jaki został wytknięty sądom 

krajowym, był brak uwzględ-

nienia kompetencji dziennika-

rza przy podejmowaniu decy-

zji o jego zwolnieniu. Jedynym 

powodem było bowiem opu-

blikowanie przez niego książki 

na temat cenzury w telewizji.

Trybunał ocenił również 

treść książki, zauważając, że 

dotyczyła ona wyłącznie pro-

blemów występujących w te-

lewizji, a osoby w niej opisane 

były pracownikami nadawcy. 

Nie było w niej żadnych per-

sonalnych ataków. Ponadto 

klauzula lojalności umiesz-

czona w kontrakcie dotyczyła 

dziennikarza, który ze wzglę-

du na pełnioną przez siebie 

funkcję stróża publicznego 

nie może być nią związany 

w tym samym zakresie co 

przeciętny pracownik. Nie bez 

znaczenia było również to, iż 

dziennikarz pełnił równocze-

śnie ważną funkcję w związku 

zawodowym i miał wręcz obo-

wiązek poinformowania opi-

nii publicznej o przypadkach 

cenzury. Sędziowie wzięli też 

pod uwagę fakt, że wiadomo-

ści o cenzurze w publicznej 

telewizji pojawiały się wcze-

śniej w doniesieniach praso-

wych. 

Sprawa Matúz potwierdza 

specjalną ochronę, jaką ETPC 

roztacza nad sygnalistami, 

osobami, które chcą poinfor-

mować o nieprawidłowościach 

w miejscu pracy. Warunkiem 

jej przyznania na gruncie 

art. 10 konwencji jest jednak 

wcześniejsze podjęcie odpo-

wiednich starań wewnątrz 

instytucji w celu wyjaśnienia 

nieprawidłowości. 

Dziennikarz sygnalista wygrał w Strasburgu

Paulina Szewioła  
paulina.szewiola@infor.pl

P

rofesor Małgorzata Gersdorf, 

I prezes Sądu Najwyższego, 

podczas niedawnej debaty DGP 

dotyczącej wizerunku polskie-

go sądownictwa powiedziała 

o niej: „Fantastyczny człowiek”. I gorąco 

zachęciła do lektury tekstu, który zwycię-

żył w konkursie „Praca sędziego rodzinne-

go – wyzwania, dylematy, radości”.

Taka wypowiedź to dla Katarzyny Wie-

raszko jako sędzi prawdziwa rekomen-

dacja. Niewiele jednak brakowało, by wy-

brała inny zawód i została… architektem. 

W liceum chodziła do klasy o profilu ma-

tematyczno-fizycznym, a na rok przed 

maturą rozpoczęła przygotowania do 

egzaminów na politechnikę. – Zaczęłam 

uczyć się rysunku. Jednak uznałam, że się 

do tego kompletnie nie nadaję – wspomi-

na z uśmiechem sędzia Wieraszko. Dlate-

go ostatecznie zdecydowała się na studia 

prawnicze. Wybór nie był przypadkowy. 

– Jestem prawnikiem w trzecim poko-

leniu. Moi dziadkowie od strony mamy 

byli radcami prawnymi, tak jak ona te-

raz. Z kolei ojciec przez 43 lata wykładał 

na Uniwersytecie Wrocławskim, a obecnie 

orzeka w Sądzie Apelacyjnym we Wrocła-

wiu. Zawód prawnika wykonuje również 

mój brat – tłumaczy. 

Koligacje rodzinne wcale nie ułatwiły jej 

startu w dorosłe życie. Wprost przeciwnie. 

Musiała pracować ciężej od rówieśników, 

żeby udowodnić, że wyniki, które osiąga, 

są wyłącznie jej zasługą. Udało się. Przez 

całe studia na Uniwersytecie Wrocław-

skim była w pierwszej trójce najlepszych 

na roku. Bez problemu dostała się również 

na aplikację sądową. Naukę musiała dodat-

kowo  łączyć z rolą mamy. Bowiem jesz-

cze na IV roku studiów przyszła na świat 

jej pierwsza córka, a zaraz po egzaminie 

wstępnym na aplikację urodziła drugie 

dziecko. – Był to trudny okres. Mój mąż 

kończył w tym czasie studia na Wojskowej 

Akademii Medycznej w Łodzi i cały cię-

żar opieki nad dwójką małych dzieci spadł 

w dużej mierze na moje barki – wspomina.  

Karierę sędziowską zaczynała jako ase-

sor sądowy w Sądzie Rejonowym dla Wro-

cławia-Śródmieścia, z którym później była 

przez wiele lat związana jako orzecznik. 

Już na samym początku musiała zmie-

rzyć się z jedną z najtrudniejszych spraw 

w swoim zawodowym życiu. – Chodzi-

ło o pozbawienie władzy rodzicielskiej 

ojca, który molestował seksualnie swoją  

dwumiesięczną córkę – wspomina sędzia 

Wieraszko. I dodaje: – Wówczas musiałam 

odpowiedzieć sobie na pytanie, czy dam 

radę podołać mentalnie tego typu przy-

padkom, z którymi będę przecież stykać 

się na co dzień – tłumaczy sędzia Wie-

raszko. Sprostała.

We wrocławskim sądzie orzekała 9 lat. 

Okres ten obfitował w wyzwania zawodo-

we i perypetie osobiste związane z misją 

medyczną jej męża w Iraku i narodzina-

mi dwójki kolejnych dzieci. I to głównie 

przez sprawy prywatne zadecydowała się 

na zmianę miejsca pracy i zaczęła orzekać 

w Sądzie Rejonowym w Środzie Śląskiej, 

gdzie przez ponad rok pełniła również 

obowiązki przewodniczącej Wydziału III 

Rodzinnego i Nieletnich.

Początki w nowym miejscu były trud-

ne, bowiem zbiegły się w czasie z poważ-

ną chorobą najmłodszego dziecka. W tym 

czasie w nocy czuwała więc przy szpital-

nym łóżku, a za dnia uczestniczyła w se-

sjach i podejmowała wszystkie czynności 

związane z prowadzeniem referatu. Po-

mimo niełatwego startu, okres spędzony  

w średzkim sądzie ocenia bardzo dobrze. 

Nawiązała wówczas ścisłą współpracę z po-

licją (funkcjonariusze mieli do niej nawet 

prywatny numer telefonu komórkowego) 

i kuratorami, o których mówi, że są oczami 

sędziego rodzinnego. Była również w sta-

łym kontakcie z dyrektorami placówek 

opiekuńczo-wychowawczych w Środzie 

Śląskiej i Kątach Wrocławskich oraz kie-

rownictwem zakładu opiekuńczo-leczni-

czego dla dzieci w Jaszkotlu.

– Pamiętam wyjątkowe zaangażowanie 

pani sędzi w sprawy dzieci z naszej jed-

nostki  i ich rodzin. Interesowała się także 

sprawami placówki. Uczestniczyła w spo-

tkaniach świątecznych z wychowankami, 

a wraz kuratorami oraz pracownikami 

sądu organizowała dla nich pomoc ma-

terialną. Do dziś mamy upominki, które 

od niej otrzymaliśmy – mówi Michał Bryk, 

dyrektor placówki typu socjalizacyjnego 

w Środzie Śląskiej.  

Sędzia zapoczątkowała także w średzkim 

sądzie sesje wykonawcze, w których uczest-

niczyła  przez cały okres pracy w tej jed-

nostce. W ramach posiedzeń na rozmowę 

dyscyplinującą zapraszani byli m.in. rodzice 

bądź opiekunowie z  dziećmi,  jeżeli w ro-

dzinach nie zachodziły zmiany na lepsze. 

– Na takich spotkaniach jest zupełnie inna 

atmosfera, od tej która panuje na sali roz-

praw. Rozmowa sprowadza się wówczas do 

podpowiadania rozwiązań w często wręcz 

fundamentalnych sprawach, takich jak np. 

zapewnienie dziecku czystych ubrań, gdy 

idzie do szkoły – mówi Katarzyna Wie-

raszko. To wszystko pokazuje, że zasadę, 

iż sędzia rodzinny powinien wychodzić 

zza biurka, traktuje niezwykle poważnie. 

A sędzia Bogusław Tocicki dodaje: – Jest 

nie tylko osobą o rozległej wiedzy prawni-

czej, ale również empatyczną, która bardzo 

angażuje się w sprawy, w których orzeka. 

Po latach pracy w Środzie Śląskiej zde-

cydowała się na delegację do Sądu Okręgo-

wego we Wrocławiu, gdzie orzeka do dziś. 

Pomimo iż był to dla niej awans zawodowy, 

to wachlarz spraw, w których miała orze-

kać, został jednocześnie mocno ograniczo-

ny. Dlatego postanowiła pozostałą energię 

i czas spożytkować angażując się w pracę 

w Stowarzyszeniu Sędziów Rodzinnych 

w Polsce, w którym  pełni obecnie  funk-

cję członka zarządu oraz przewodniczącej 

wrocławskiego koła tej organizacji.  

Akumulatory ładuje z kolei na ekstre-

malnych trasach narciarskich we Francji, 

Włoszech i Austrii. 

Zaangażowana w pracę, 

empatyczna i nieugięta 

– to przymioty Katarzyny 

Wieraszko. W nagrodzonym 

właśnie, niezwykle osobistym 

eseju namawia innych 

sędziów do spojrzenia na 

podejmowane decyzje oczami 

dziecka, którego dotyczy 

wynik postępowania 

Dominika 

Bychawska-

-Siniarska

 

koordynatorka 
projektu „Europa 
Praw Człowieka” 
Helsińskiej Fundacji 
Praw Człowieka

FOT

. B

AR

T

O

MIEJ

 K

UDO

WI

CZ

/F

O

R

U

M

Sędzia ro

dzinna

 

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               3 / 8

background image

 

P

olscy zawodnicy dostarcza-

ją ostatnio kibicom powo-

dów do radości. Zdobycie 

mistrzostwa świata w piłce 

siatkowej czy pierwsze histo-

ryczne zwycięstwo nad reprezentacją 

Niemiec w piłce nożnej pozwalają mieć 

nadzieję, że oto polski sport zacznie 

osiągać sukcesy współmierne do wy-

siłku wkładanego w przygotowania. 

Wysiłku ponoszonego w warunkach 

(pomimo licznych prób zmian natury 

legislacyjnej) odbiegających często od 

standardów międzynarodowych.Każdy 

prawnik, który zajmuje się obsługą klu-

bów sportowych, wie, jak trudno zdobyć 

dodatkowe pieniądze dla tych podmio-

tów, np. na szkolenie dzieci i młodzieży. 

Wie, ile godzin zabiera przygotowanie 

odpowiednich wniosków, które pozwolą 

na przekazanie klubowi sportowemu 

stypendiów sportowych. Stąd też funk-

cjonowanie klubów, trenujących przy-

szłych mistrzów bez udziału kapitału 

prywatnego jest praktycznie niemoż-

liwe. A wszelkie sukcesy należy doce-

niać podwójnie.

Hipotetyczne wyliczenia albo 

brak zezwolenia

Wracając do tych ostatnich – na mi-

strzostwach świata w piłce siatkowej 

mężczyzn oraz w  eliminacjach do 

mistrzostw Europy 2016 mężczyzn 

– warto zwrócić uwagę na pochwały 

kierowane pod adresem organizato-

rów samych wydarzeń stanowiących 

de facto imprezy masowe. A więc pod-

legających rygorom ustawy o bezpie-

czeństwie imprez masowych (dalej: 

u.b.i.m.). Szkopuł w tym, z czego dosko-

nale zdają sobie sprawę eksperci i ko-

mentatorzy, że przygotowanie takich 

wydarzeń przy spełnieniu wszystkich 

wymogów z przywołanego aktu jest 

niemożliwe. Nie byłoby sukcesu, gdyby 

nie przymknięcie oka przez podmioty 

wydające odpowiednie zezwolenia. Ta 

metoda jest regularnie stosowana przy 

organizacji takich międzynarodowych 

imprez, zresztą w mojej ocenie słusznie 

(z praktycznego i zdroworozsądkowego 

punktu widzenia).

W praktyce organizowania imprez 

masowych, które mają charakter tur-

niejów międzynarodowych, olbrzymim 

problemem jest wymóg dostarczenia 

dokładnego terminarza rozgrywek 

(art. 30 u.b.i.m.). Nie zawsze jest to moż-

liwe, a przy imprezie, w której mają 

wziąć udział np. 32 drużyny, wręcz nie-

realne. Wnioskujący stoi przed wyborem 

– albo przeprowadzi wyliczenia i hipo-

tetycznie określi, który zespół z którym 

się zmierzy, lub zaniecha tego, naraża-

jąc się na nieotrzymanie zezwolenia. 

Stąd też, gdyby literalnie wykładać 

moim zdaniem niezrozumiały i nie do 

C4

opinie

 

Ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych

końca słuszny przepis atr. 30 u.b.i.m., 

należałoby wskazać, że podczas siat-

karskiego mundialu nie raz doszło do 

„przymknięcia oka”. Chętnych do przy-

mykania oka zabrakło trochę wcześniej, 

gdy jeden ze związków sportowych nie 

wskazał na 14 dni przed meczem, kto za-

gra w ćwierćfinale piłkarskiego Pucha-

ru Polski. Mecz ostatecznie trzeba było 

przeprowadzić jako imprezę niemaso-

wą (czyli np. z mniejszą liczbą widzów).

napięcie polityczne to ryzyko 

bójki między kibicami

Coraz częściej też podczas organizacji 

międzynarodowych turniejów pojawia 

się problem ze sprzedażą biletów. Doty-

czy on przede wszystkim meczów piłki 

nożnej. Zgodnie z art. 15 u.b.i.m. sprzedaż 

wejściówki następuje po okazaniu doku-

mentu potwierdzającego tożsamość. Or-

ganizator imprezy masowej musi także 

dysponować naszym wizerunkiem twa-

rzy. Bilety muszą zawierać numer iden-

tyfikacyjny i PESEL. W rzeczywistości 

z reguły żaden z tych wymogów nie jest 

spełniany w przypadku sprzedaży inter-

netowej. Gdybyśmy stosowali normy wy-

nikające z ustawy, bilety na mecze piłki 

nożnej można by było nabywać wyłącz-

nie w kasach przed meczem, co, biorąc 

pod uwagę formalności, skutkowałoby 

powstawaniem kolejek na miarę tych, 

jakie pamiętamy z epoki głębokiego PRL.

Ale problem ten tak naprawdę może 

dotyczyć także innych dyscyplin sporto-

wych. Zgodnie bowiem z art. 18 u.b.i.m. 

przepisy dotyczące m.in. właśnie sprze-

daży biletów należy stosować do imprez 

masowych podwyższonego ryzyka. Za 

takowe uznaje się mecze, co do których 

istnieje obawa, iż zakończą się aktami 

Gdyby literalnie 

stosować ustawę 

o bezpieczeństwie 

imprez 

masowych, sukces 

organizacyjny 

siatkarskich 

mistrzostw świata 

czy pamiętnego 

meczu z Niemcami  

byłby niemożliwy

O potrzebie przymykania oka

Chętnych do przymykania oka zabrakło 

trochę wcześniej, gdy jeden ze związków 

sportowych nie wskazał na 14 dni przed 

meczem, kto zagra w ćwierćfinale 

piłkarskiego Pucharu Polski. Mecz 

ostatecznie trzeba było przeprowadzić 

jako imprezę niemasową, czyli 

np. z mniejszą liczbą widzów

FOT

 P

iOTR

 B

ŁA

W

iCK

i/

E

AST

 N

EWS

Mateusz DróżDż

asystent w Katedrze Prawa  

Gospodarczego   

uczelni Łazarskiego,  

członek stałej Grupy  

ekspertów Imprez sportowych

M

A

TERR

iAŁ

y

 P

RASO

WE

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               4 / 8

background image

 

G

dybym mógł zmienić jeden 

przepis, to dokonałbym 

nowelizacji ustawy z 17 listo-

pada 1964 r. – Kodeks 

postępowania cywilnego w zakresie 

kognicji sądów gospodarczych. 

Uważam, że należy ograniczyć 

dopuszczalność drogi sądowej 

w sprawach gospodarczych, w których 

wartość przedmiotu sporu nie 

przekracza 200 zł, czyli sprawach 

o pietruszkę. Świadomie nowelizacją 

taką objąłbym jedynie sprawy gospo-

darcze. Aczkolwiek również w obrocie 

profesjonalnym różna jest moc 

ekonomiczna jego uczestników, 

to jednak ze względu na szybkość 

tego obrotu uzasadnione jest w mojej 

ocenie postawienie pewnej tamy 

dla postępowań, które jedynie zapy-

chają sądy gospodarcze, a ich znacze-

nie dla przedsiębiorców nie jest 

pierwszorzędne.   

Społeczeństwo oczekuje, aby każda 

sprawa była zbadana nie tylko 

dokładnie, ale również sprawnie. 

Tymczasem do sądów wpływa ich 

każdego roku coraz więcej. Dla 

przykładu sędzia warszawskiego sądu 

rejonowego prowadzi obecnie 

500–600 postępowań, z czego 

w części spraw wartość przedmiotu 

zaskarżenia nie przekracza 200 zł. 

W dodatku koszty postępowania 

w sprawie, której przedmiot zaskarże-

nia wynosi 50 zł i 5 tys. zł, są często 

zbliżone. Zdarzają się sytuacje, że 

w sprawie, gdzie na rzecz strony 

zasądzono 50 zł, strona przegrana 

musi uiścić 2 tys. zł kosztów postępo-

wania, albowiem wysokość wynagro-

dzenia, którą sąd będzie musiał 

przyznać np. biegłemu sądowemu 

za wydanie opinii, słusznie nie jest 

odnoszona do wartości sporu. 

Ponadto w obu tego typu sprawach 

identyczne są np. koszty doręczeń 

sądowych. Nie można również 

zapominać, iż nakład pracy sędziego 

w sprawie, w której wartość przedmio-

tu sporu wynosi 50 zł, i tej, w której 

opiewa ona na 5 tys. zł, stosunkowo 

często jest zbliżony. W każdym bowiem 

postępowaniu sędzia musi się 

zapoznać z aktami (z doświadczenia 

zawodowego wiem, że pozew w 

sprawie o 50 zł potrafi liczyć 

20–30 stron), przeprowadzić rozprawę, 

wysłuchać świadków, przeczytać 

dokumenty, dokonać subsumcji, 

ogłosić wyrok i sporządzić pisemne 

uzasadnienie, a przecież często 

to postępowanie kończy się dopiero 

w drugiej instancji. Wartość przedmio-

tu sporu sama przez się w zasadzie nie 

rzutuje na dopuszczalność, ilość i 

rodzaj zgłaszanych środków dowodo-

wych. Nie ma tu w mojej ocenie 

rachunku ekonomicznego, gdyż 

ostatecznie przegrywamy jako 

społeczeństwo, oczekując na rozstrzy-

gnięcie spraw istotnych dla obrotu 

gospodarczego nawet kilka lat, 

a nierzadko ponosząc ze Skarbu 

Państwa koszty tych procesów. 

Ponadto sytuacja taka negatywnie 

wpływa na wizerunek wymiaru 

sprawiedliwości. Nikt bowiem nie chce 

czekać pół roku, aż jego sprawa wejdzie 

na wokandę. W dodatku nowelizacja 

k.p.c. z 2011 r. likwidująca postępowa-

nie odrębne w sprawach gospodar-

czych, a w tym prekluzję dowodową 

czy wydanie wyroku zaocznego na 

posiedzeniu niejawnym też negatyw-

nie wpłynęła na szybkość postępowa-

nia. System dyskrecjonalnej władzy 

sędziego na razie według mnie się nie 

sprawdza, albowiem dopuszczalność 

powoływania nowych twierdzeń, 

dowodów obwarowana jest zbyt 

ogólnymi przesłankami (vide art. 217 

par. 2 k.p.c. in fine: „występują inne 

wyjątkowe okoliczności”). Z powyż-

szych względów, biorąc pod uwagę 

charakter i koszty postępowania, spory 

gospodarcze, których wartość przed-

miotu sprawy nie przekracza powiedz-

my 200 zł, powinny być rozpatrywane 

w postępowaniu, które będzie gwaran-

tować szybkie zakończenie tych 

sporów, a jednocześnie nie będzie 

generować tak dużych kosztów. 

Niemniej zdając sobie sprawę z tego, 

że nie jest z punktu widzenia konsty-

tucyjnego prawa do sądu możliwe 

pełne wyłączenie z kognicji sądowej 

spraw o pietruszkę proponowałbym, 

aby w sprawach gospodarczych, 

których przedmiot sporu nie przekra-

cza 200 zł strony, przed wszczęciem 

postępowania sądowego obowiązkowo 

musiały przeprowadzić mediację 

(tzw. tymczasowa niedopuszczalność 

drogi sądowej). Jak pokazuje praktyka, 

wiele spraw udaje się zakończyć 

polubownie bez wdawania się w długi, 

często bardzo kosztowny spór. W mojej 

ocenie w razie prowadzenia mediacji 

przed wszczęciem postępowania, 

a więc bardzo często przed okopaniem 

się strony w swoich twierdzeniach, 

zawarcie ugody mediacyjnej jest 

łatwiejsze. W dodatku zakończenie 

sprawy ugodą ma jeszcze ten istotny 

walor, iż nie musi tamować współpra-

cy przedsiębiorców w przyszłości.

 

Oprac. PB

prawnik 

  24–26 października 2014 nr 207 (3848)  

gazetaprawna.pl

przemocy lub agresji. Zetknąłem się ze 

sprawą, w której podmiot wydający ze-

zwolenie na przeprowadzenie imprezy 

masowej wskazał, że impreza masowa 

powinna mieć charakter podwyższo-

nego ryzyka, jeżeli „sytuacja politycz-

na pomiędzy poszczególnymi grupami 

lub państwami jest napięta i która może 

spowodować negatywne reakcje publicz-

ności”. Gdyby więc uznać (chyba niebez-

podstawnie), że siatkarski mecz Polska 

– Rosja powinien być imprezą masową 

podwyższonego ryzyka, to w praktyce 

znowu należałoby „przymknąć oko”, 

a tak naprawdę w tej sytuacji dwoje oczu. 

W przeciwnym wypadku organizatorzy 

siatkarskich rozgrywek musieliby za-

montować tzw. kompatybilne systemy 

elektroniczne, które zapewnią odpo-

wiednią identyfikację kibiców.

Oczywiście mogliby też zastosować 

metodę, którą wymyślił jeden z klu-

bów sportowych. Ze względu na to, że 

uznano mu mecz żużlowy za imprezę 

masową podwyższonego ryzyka, popro-

sił, by kibice na biletach napisali swoje 

imię, nazwisko i numer PESEL. Przy 

kontroli tę część blankietu z adnotacją 

zabierano. Taki tryb nie odpowiadał, 

rzecz jasna, wymogom ustawy. Choćby 

dlatego, że kibicom nie zalecono nama-

lowania autoportretów na biletach…

Prawda jest jednak taka, że właśnie 

ze względu na trudne do spełnienia 

obowiązki wynikające z przepisów za-

zwyczaj nie nadaje się rygoru imprezy 

masowej podwyższonego ryzyka innym 

wydarzeniom niż mecze piłki nożnej.  

Nie do końca jest to słuszne.

Zakaz stadionowy za cieszenie się 

ze zwycięstwa

Środki masowego przekazu nieraz 

opisują prowadzone wobec sportow-

ców postępowania karne za prowoko-

wanie kibiców (uregulowane w art. 61 

u.b.i.m.). Finał w sądzie miały już przy-

padki pokazywania w stronę trybun 

gestów powszechnie uznawanych za 

obraźliwe. Kończyło się na grzywnach 

lub ograniczeniu wolności. Nie ulega 

najmniejszej wątpliwości, że zacho-

wania niektórych siatkarzy biorących 

udział w mistrzostwach świata speł-

niały przesłanki wskazane w art. 61, 

a tym samym osoby te powinny być za-

trzymane i w trybie przyśpieszonym 

skazane, tak jak niejednokrotnie mia-

ło to miejsce w przypadku meczów piłki 

nożnej. Uniknięto jednak międzynaro-

dowego skandalu, „przymknięto oko” 

(w tej sytuacji może nie do końca słusz-

nie), a na pewno naruszono zasadę rów-

nego traktowania wobec osób, które za 

drobniejsze przewinienia wcześniej zo-

stały pociągnięte do odpowiedzialności.

Coraz częściej można także usłyszeć 

o sprawach karnych osób, które przeby-

wają na terenie boiska po lub w trakcie 

meczu, a są do tego nieuprawnione. Do 

jednej z kontrowersyjnych spraw za-

licza się historię byłego znanego za-

wodnika piłki nożnej, który wejście na 

murawę po dzieci (wybiegły na nią po 

zakończonym meczu) przypłacił orze-

czonym wobec siebie zakazem stadio-

nowym. Kary nie uniknęli też kibice 

jednej z drużyn piłkarskich, którzy ra-

zem z piłkarzami na boisku świętowali 

awans do ekstraklasy. Takich działań nie 

podjęto podczas świętowania triumfu 

na mistrzostwach świata w siatkówce. 

Znów „przymknięto oko”.

Nóż stołowy to niebezpieczne 

narzędzie

Jednym z ostatnich problemów prak-

tycznych jest kwestia serwowania wina 

lub innych mocniejszych trunków 

w sektorach VIP na trybunach. Taka 

czynność jest, co do zasady, zabroniona, 

gdyż podczas imprez masowych nie-

mających charakteru podwyższonego 

ryzyka można serwować napoje o za-

wartości alkoholu do 3,5 proc. Osoby 

posiadające napoje wysokoprocentowe 

z uwagi na treść art. 56 ustawy powin-

ny być ukarane zakazem stadionowym. 

Metodą wypracowaną w celu ominię-

cia tego przepisu było wyłączanie sek-

torów VIP z terenu imprezy masowej. 

Jednakże podmioty wydające zezwolenie 

zaczęły nie zgadzać się na taką prakty-

kę. Ale „przymykają oko” na częste sy-

tuacje, gdy wino nadal jest serwowane 

bywalcom loży VIP-owskich. Tak napraw-

dę w trakcie kontroli powinny przycze-

pić się także do tego, iż obecni używa-

ją sztućców. Wszak na terenie imprezy 

masowej nie można posiadać niebez-

piecznych przedmiotów, w tym np. noży. 

Ustawodawca doszedł chyba do wniosku, 

że posiłek można zawsze zjeść rękoma. 

Zaostrzać prawo można 

w nieskończoność. Tylko po co

Nie trzeba być ekspertem by dojść do 

wniosku, że siatkarskie mistrzostwa 

świata oraz mecz Polska – Niemcy były 

sukcesami nie tylko sportowymi, ale tak-

że marketingowymi. Powyższe uwagi 

pokazują, przed jakimi wyzwaniami sta-

nęli organizatorzy w związku rygorami 

obowiązującego prawa. Część przepisów, 

o których wspomniałem (m.in. dotyczą-

ca sprzedaży biletów), ma być naresz-

cie skorygowana. Sejmowa podkomisja 

przygotowująca zmiany do ustawy nie 

zgodziła się jednak na alkohol w stre-

fach VIP oraz na modyfikację obowiąz-

ku dostarczenia terminarza. W zamian 

zaoferowano przepisy, które zaostrzą 

w pewnych częściach treść ustawy. Dla-

tego też zgadzam się ze stanowiskiem 

prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, 

który podczas konferencji „Bezpieczeń-

stwo meczów piłki nożnej” wskazał, że 

„do ustawy można dodawać kolejne sto 

tysięcy zakazów, ale nie tędy droga”.

Co więcej, ustawodawca powinien 

uwzględnić także słowa Williama 

H. Donaldsona z Yale University, że „Tak 

naprawdę nie ma żadnych limitów, któ-

re ograniczałyby produkcję przepisów. 

W rzeczywistości możesz napisać tyle 

przepisów, ile chcesz, ale tak napraw-

dę w tym procesie musi występować 

filozofia etycznego zachowania, która 

pochodzi z ludzkiego, profesjonalnego 

działania”. Uwagi te ustawodawca po-

winien wziąć sobie do serca. W innym 

przypadku będziemy ciągle „przymy-

kać oko” nie tylko po to, aby zarabiać 

na imprezach masowych, ale przede 

wszystkim po to, by sportowcy mogli 

osiągać jeszcze lepsze wyniki. 

O potrzebie przymykania oka

Uważam, że 

należy ograniczyć 

dopuszczalność 

drogi sądowej 

w sprawach 

gospodarczych, 

w których wartość 

przedmiotu sporu 

nie przekracza 

200 zł, czyli 

sprawach 

o pietruszkę

kronika

 

bubli prawnych

Gdybym mógł zmienić 

jeden przepis...

dr Tomasz Szczurowski

 

adiunkt w Katedrze Prawa Gospodarczego 
Prywatnego UKSW, sędzia orzekający 
w Sądzie Okręgowym w Warszawie  
w XVI Wydziale Gospodarczym

Zachowania niektórych 

siatkarzy biorących udział 

w mistrzostwach świata 

spełniały przesłanki 

wskazane w art. 61, a tym 

samym osoby te powinny 

być zatrzymane i w trybie 

przyśpieszonym skazane, 

tak jak miało to miejsce 

w przypadku meczów 

piłki nożnej. Uniknięto 

jednak międzynarodowego 

skandalu, bo przymknięto 

oko

PreNumeraTa:

Cena prenumeraty DZIENNIKA GAZETA PRAWNA: Wersja Standard – miesięczna (październik 2014 r.): 112,70 zł: – październik–grudzień 2014 r.: 308,70 zł: Wersja Premium – miesięczna 
(październik 2014 r.): 131,10 zł – październik–grudzień 2014 r.: 359,10 zł. Wszystkie ceny brutto (zawierają 8% VAT). Więcej informacji na stronie www.gazetaprawna.pl/prenumerata

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               5 / 8

background image

 

Wygrywanie 

Bycie adwokatem polega na wygrywaniu 

zgodnie z regułami. Sposób, w jaki się wy-

grywa, polega na byciu przekonującym. 

Wszyscy dążymy do tego, i powinniśmy 

dążyć, żeby wygrać, ale zawsze, zawsze, 

zawsze zgodnie z regułami. Istnieją re-

guły dowodowe oraz reguły wynikają-

ce z przepisów prawa. Zgodnie z zało-

żeniem powinieneś je znać. Wydaje mi 

się, że są jeszcze trzy podstawowe reguły 

profesji,trzy znaki nawigacyjne. Są jak 

przykazania.

Zgodnie z pierwszym nie powinieneś 

wprowadzać sądu w błąd. Ten rozległy 

temat był zapewne przedmiotem w trak-

cie studiów. Zawsze, jeżeli masz jakieś 

wątpliwości, pamiętaj, aby skonsulto-

wać się z kolegami, a jeżeli to koniecz-

ne, skorzystaj z pomocy Twojej organi-

zacji zawodowej, której numer telefonu 

powinieneś znać na pamięć. Zawsze się 

konsultuj. Wprowadzanie sądu w błąd 

stanowi poważne nadużycie oraz będzie 

prowadzić, i powinno, do formalnego 

postępowania w celu skreślenia Cię z li-

sty adwokatów. Na miłość boską – nie 

kłam. Nawet gdyby miało to oznaczać, 

że wygrasz sprawę i nikt się nie dowie. 

Nigdy nie mów czegoś, o czym wiesz, że 

nie jest prawdą. Nigdy.

Świadek może kłamać. Oskarżeni 

w sprawach karnych często kłamią. Ale 

funkcjonariusz sądu – a nim właśnie je-

steś – ma honor i nigdy, nigdy, przenig-

dy nie może kłamać. Musisz być god-

ny zaufania wobec sądu, wobec Twoich 

kolegów, ponieważ bez tego nie jesteś 

przekonujący, i jeżeli zostaniesz przy-

łapany chociaż raz, nikt nigdy więcej Ci 

nie uwierzy. Niech ziemia otworzy się 

i Cię pochłonie, niech błyskawice zstąpią 

z nieba, niech demony wyjdą i wciągną 

Cię w najciemniejszą otchłań Hadesu, 

jeżeli zrobisz to choćby raz. Po prostu nie 

rób tego. Nie będę więcej o tym mówił, 

ponieważ jest to tak doniosłe, że wystar-

czy tylko o tym wspomnieć, aby uzmy-

słowić sobie, jak jest to ważne.

Druga reguła nie jest aż tak formal-

na. Ale jest tak samo bardzo ważna. Nie 

powinieneś obchodzić się ostro ze swo-

imi kolegami. To trudny obszar. Masz 

powinności wobec klienta. Ale tak samo 

powinności te nie mogą zostać wypełnio-

ne, jeżeli obchodzisz się ostro z kolegami, 

ponieważ nie będą Ci ufać, a to sprawi, że 

prowadzenie sprawy na korzyść Twojego 

klienta będzie bardzo trudne. Nie mówi-

my tutaj o kłamaniu. Mówimy o byciu 

nieprzyjemnym, wykrętnym, przemą-

drzałym, nieszczerym i fałszywym ma-

nipulantem. Postępuj z honorem. Gene-

ralnie sęk w tym, że lepiej nie zgodzić 

się na coś, lepiej jest nic nie mówić i dać 

to jasno do zrozumienia, niż mówić, że 

zrobisz daną rzecz, a potem zrobić coś 

innego; jeżeli mówisz, że czegoś nie 

zrobisz, nie rób tego. Jeżeli zamierzasz 

podnieść kwestię prawną, przynajmniej 

uprzedź swojego oponenta. Jeżeli masz 

orzeczenia sądowe, na które chcesz się 

powołać, uprzedź oponenta odpowiednio 

wcześniej, a nie w chwili, gdy je złożysz. 

Często ważniejsze jest, w jaki sposób coś 

robimy, a nie, czy to robimy. Bądź Hen-

rykiem III, nie Ryszardem III.

Bądź uprzejmy i staraj się, aby inni Cię 

zrozumieli. Jako regułę można przyjąć, 

że najlepiej jest postępować z Twoim 

oponentem w taki sposób, w jaki byś 

chciał, aby on postępował z Tobą. Dla-

C6

KsiążKa

 

Psychologia sądu

FOT

CO

RB

IS

/FOT

OCHANN

el

S

IaIn Morley  

brytyjski barrister specjalizujący się 

w prawie karnym, jest wpisany na 

listę najlepszych wykładowców Inns 

of Court, pomysłodawca szkoleń 

i prowadzący zajęcia dla młodych 

adwokatów

MA

T

e

RIA

ły

 P

RASO

W

e

Sztuka wygrywania

Niektórzy adwokaci idą na rozprawę z przekonaniem, że sędzia będzie 

wolno rozumował lub że jest dosłownie przygłupi. Takie podejście to 

szaleństwo. Co nie znaczy, że sędziemu nie przyda się dobry… doradca

czego go nie zaskoczyć? Odpowiedź jest 

prosta. Jako adwokaci spędzamy swoje 

życie zawodowe wspólnie. Klienci przy-

chodzą, raz czy dwa. Ale my natrafiamy 

na siebie ciągle. To zawodowe samobój-

stwo, gdy masz reputację nieuprzejmej 

osoby. Prawnicy uwielbiają plotkować. 

Przyjdzie czas, że gdy spotkamy nowego 

adwokata, zobaczymy, jak mruży oczy 

i z niedających się wytłumaczyć powo-

dów, odmawia współpracy. Przykre, że 

już o nas słyszał.

W Wielkiej Brytanii, Irlandii i większo-

ści krajów Commonwealth oraz w świe-

cie Common law słusznie szczycimy się 

poziomem współpracy pomiędzy adwo-

katami występującymi po przeciwnych 

stronach. Poza sądem podejmowane są 

decyzje, które ułatwiają sprawny prze-

bieg rozpraw oraz pozwalają stronom 

i sądowi skupić się na rzeczywistych 

problemach. Niech tak to trwa jak naj-

dłużej. Nie psuj tego poprzez bycie nie-

uprzejmym.

Proszę, nie myl tego ze sprzedawa-

niem swojego klienta, aby pozostać 

przyjacielem prawnika. To nie jest to, 

co sugeruję. Twoje powinności wobec 

klienta są najważniejsze, ale pamiętaj, 

to musi być zgodne z regułami. Reguły 

wymagają od Ciebie, aby nie wprowadzać 

sądu w błąd. Istnieje również niepisana 

reguła, zgodnie z którą nie wprowadzasz 

celowo w błąd swoich kolegów. Nie kłam. 

Nie wykręcaj się z czegoś, co obiecałeś, 

jeżeli nie masz bardzo, bardzo dobrego 

powodu, który musisz w pełni wyjaśnić. 

Nie mów rzeczy z zamiarem, że i tak im 

zaprzeczysz w przyszłości. lepiej nie mó-

wić nic i podkreślić to, niż powiedzieć 

coś, a potem zmienić zdanie.

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               6 / 8

background image

 

starając się wygrać zgodnie z regułami. 

Ale postaraj się tego nie pokazywać. Uży-

waj słowa „doradzanie” w swoich wystą-

pieniach w sądzie. Słowo „doradzanie” 

można jeszcze bardziej rozszerzyć. Po-

winniśmy wyrobić sobie wyobrażenie, 

że jesteśmy pomocnikami. Pomocnik 

to adwokat, który ułatwia sądowi zaak-

ceptować swoje stanowisko. Wyobraź 

sobie, że jesteś przewodnikiem. Pokazu-

jemy sądowi drogę do domu. Ułatwiamy 

jego podróż. Sprawiamy, że łatwo jest 

podążać naszą drogą. Innym słowem, 

na którym powinieneś skupić uwagę, 

jest niewątpliwie, niezaprzeczalnie, nie-

zbicie zniewalający. Stwórz drogę, którą 

prowadzisz sąd do domu zniewalająco. 

Uczyń ją taką, że sąd nie może zrobić nic 

innego, jak tylko chętnie i radośnie zgo-

dzić się z Tobą. Zawsze, zawsze, zawsze 

szukaj czegoś zniewalającego w swoich 

argumentach. To wyróżniająca cecha 

naprawdę wielkiego adwokata. Zawsze 

warto podkreślić to jeszcze raz. Wielki 

adwokat to nie ten, który argumentuje 

głośno i z wyraźnie wielkim intelektem. 

To ten, który mówi rzeczy, które wyda-

ją się słuszne. Proste. Łatwe. Po prostu 

słuszne. Tak, jakby adwokata w ogóle nie 

było. Jest tylko coś spornego. A odpowiedź 

na coś spornego jest oczywista. Ale nie 

była oczywista, dopóki zniewalający ad-

wokat nie wyjaśnił dlaczego i nie sprawił, 

że wygląda to tak, jakby w ogóle nie było 

niczego spornego.

Niektórzy ludzie myślą, że bycie adwo-

katem polega na naciskaniu, na zmusza-

niu każdego, by się z Tobą zgodził, czy mu 

się to podoba, czy nie. W ogóle to na tym 

nie polega. Nie naciskaj. Łagodnie wyper-

swaduj sądowi, zaproś go, ale nigdy nie 

żądaj. Jeżeli naciskasz, prawdopodobnie 

nacisk wróci do Ciebie. „Sąd musi zgo-

dzić się, że…” – „O tak, czyż musi?”. „Sąd 

uzna oskarżonego za winnego”. – „Nie, 

nie uzna”. Przebierz wszystko w pelery-

nę zaproszenia. Działania nastawione na 

użycie siły są znacznie mniej skuteczne. 

„Być może sąd zgodzi się…” – „Oczywi-

ście tak, zgadza się”. „Zachęcam sąd do 

uniewinnienia oskarżonego”. – „Ładnie 

ujęte, sąd pomyśli o tym przychylnie”.

Nigdy nie zapomnij, że ktoś może 

stracić twarz. Sąd, nie Ty. Twoja duma 

jest zbyteczna. Nie wprawiaj sądu w za-

kłopotanie. Zawsze pozostawiaj sądowi 

drogę ucieczki, aby mógł ratować twarz. 

Jeżeli chcesz korzystnego rozstrzygnię-

cia w kwestii, gdzie sędzia przedstawił 

swój wstępny pogląd, to bądź świadomy, 

że sędziemu będzie trudno zgodzić się 

z Tobą, jeżeli Twój wniosek wywołuje 

zawstydzenie z powodu jego wcześniej-

szych poglądów. To tylko ludzka natu-

ra. Sądy też są ludźmi. Zapewniaj drogi 

ucieczki. Nowy dowód można zapropo-

nować jako powód do zmiany poglądów 

sądu. To lepsze niż zwykłe twierdzenie, 

że sędzia jest w błędzie. Jeżeli, jak czasem 

się zdarza, sędzia wyraził określony po-

gląd, zanim zdążyłeś się zwrócić do sądu, 

to obwiniaj siebie. Powiedz sądowi, że 

przepraszasz za to, że nie podniosłeś tej 

kwestii wcześniej albo nie byłeś w pełni 

skoncentrowany na przebiegu zdarzeń 

– cokolwiek, tak długo jak przedstawiasz 

jakiś mechanizm ratujący twarz, by sę-

dzia mógł zmienić zdanie bez wrażenia, 

że odwracasz kota ogonem. Nie idź na 

wojnę przeciwko sądowi. Przegrasz. Do-

radzaj mu. Nie walcz z sądem. Wszystko 

to Twoja wina – nie sądu.

Zdolność przekonywania

Co do technik, które polepszają zdolność 

przekonywania, jest ich wiele. Można 

się ich nauczyć. Generalnie, choć nie 

zawsze, sprawdzają się. Zacznijmy od 

prezencji osobistej. Każdy adwokat jest 

po części handlowcem, który sprzedaje 

wersję klienta. Być może brzmi to mało 

atrakcyjnie, ale to prawda. Co gorsza, bar-

dzo często wersja klienta, którą musisz 

„sprzedać”, wydaje się mało „chodliwa”. 

Zatem musisz być bardzo dobrym han-

dlowcem – nie po prostu jakimkolwiek 

handlowcem. Tu pojawiają się nużąco 

oczywiste sugestie, które chociaż oczywi-

ste, są często ignorowane. Nie powinny. 

Ubieraj się porządnie. Oczywiste, czyż 

nie? Przystrzyżone włosy, ciemne ubra-

nia, jak na pogrzeb albo wywiad. Nie miej 

rozluźnionego wyglądu przed sądem. 

Każdego dnia jesteś na pokazie. A więc 

rób pokaz. Upewnij się, że ubranie, które 

nosisz, wygląda formalnie i fantastycz-

nie. Jeżeli wyglądasz fantastycznie, wy-

glądasz jak zwycięzca. Sądy nie mogą się 

powstrzymać – traktują ludzi, którzy wy-

glądają jak zwycięzcy, bardzo poważnie. 

A jeszcze nie otworzyłeś ust. Elementar-

na psychologia człowieka. Jest jeszcze coś 

nużąco oczywistego, na co zareagujesz 

uśmiechem – noś drogie, wypolerowa-

ne buty. Z niewyjaśnionych powodów, 

wypolerowane, drogie buty niosą ze 

sobą odpowiedni ciężar semantyczny. 

Ludzie często spoglądają w dół w czasie 

negocjacji, gdy rozmawiają z klientem 

lub oponentem, prawdopodobnie aby 

ukryć, że wyglądają na wystraszonych, 

i gdy tak robią, widzą buty drugiej osoby. 

To zaskakujące, jak często buty są zapa-

miętywane, w szczególności, gdy były 

zaniedbane. Moja sugestia dotycząca wy-

polerowanych butów od czasu pierwszej 

edycji niniejszej książki wywołała sporo 

zabawnego odzewu, ale naprawdę stoję 

przy niej. Nigdy nie zapomnę przedsta-

wienia szkolnego, a właściwie następu-

jącego wersu ze sztuki Artura Millera 

„Śmierć komiwojażera”: „Z uśmiechem 

i polerką na bucie, cały świat jest Twój”. 

Ma zasadniczo rację. I poślubił Marilyn 

Monroe, zatem musiał wiedzieć parę 

rzeczy. Należy preferować białe lub ja-

sne koszule. Za dużo kolorów i będziesz 

sprawiać wrażenie, że zachwycasz się 

sobą (co może mieć miejsce i ma miej-

sce w przypadku większości prawników, 

ale musisz to ukrywać). Jeżeli sąd myśli, 

że zachwycasz się sobą, instynktownie 

zwróci się przeciwko Tobie. 

A zatem teraz wyglądasz jak zwycięz-

ca. Zachowywanie się jak zwycięzca to 

kolejny krok. Zawsze bądź pewny siebie. 

Po sali sądowej przemieszczaj się swo-

bodnie, ale uważnie. Twoje ruchy powin-

ny być celowe. Trzymaj uniesioną głowę. 

Nie możesz dopuścić do tego, aby chować 

głowę w ramionach, kurczyć swoje ciało, 

przemieszczać się na ławie, aby zajmo-

wać mniej miejsca, patrzeć znudzonym 

wzrokiem lub wyglądać jak leniwiec. Już 

samo trzymanie uniesionej głowy powo-

duje dużą różnicę. Niezależnie od tego, 

czy podpierasz się łokciami, odchylasz na 

ławie czy zwracasz do sądu – jeżeli masz 

uniesioną głowę, wyglądasz jak osoba 

uważna i mająca kontrolę nad sytuacją. 

Oczywiste, czyż nie? A ciągle jeszcze na-

wet nie otworzyłeś ust.

Błahostkowość przejawia się na wiele 

sposobów. Unikaj jej. Staraj się kontro-

lować swoje ciało i mimikę. Wszystkie 

elementy Twojego zachowania mogą 

zostać zauważone. Nie pociągaj za swój 

garnitur, gdy zwracasz się do sądu. Nie 

kołysz się w przód i w tył, kiedy siedzisz 

lub stoisz. Nie przekładaj papierów, gdy 

mówisz – to irytujące i zrobi bałagan 

w Twoich aktach. Wielu z nas jest nie-

świadomych błahostek, ale są one oczy-

wiste dla każdego innego. Zapytaj swoje-

go przeciwnika, jak ocenia Twoją mowę 

ciała i przygotuj się na wprawiającą w za-

kłopotanie, ale w ostateczności bardzo 

pomocną krytykę. Nagraj się na wideo. 

Zobacz, czy nie jesteś zdumiony. Ręce nie 

powinny być schowane w kieszeniach, 

wygląda to zbyt swobodnie, a wręcz nie-

grzecznie. Złóż je z tyłu pleców. Możesz 

też trzymać dokumenty albo pióro, albo 

jedno i drugie. Możesz również jedną 

rękę dyskretnie trzymać z tyłu, a w dru-

giej trzymać właśnie dokumenty albo 

pióro. Dobrym rozwiązaniem jest także 

położenie obu rąk na pulpicie. Ręce są 

utrapieniem. Są barierą. Ukrywamy się 

przed sądem, przykładając ręce do twa-

rzy, pod brodę, krzyżując na piersiach, 

nawet do ust, do płatków uszu, drapiąc 

się w nos. Wiercimy się niespokojnie, 

i język ciała przemawia za nas, bez na-

szej wiedzy, bezpośrednio do sądu. Nie-

kontrolowane ręce mówią na nasz temat 

nieprzyjemne rzeczy. Mogą sugerować 

zakłopotanie, brak wiary w sprawę i sła-

bość. A wówczas sąd nas ignoruje. Stój 

więc wyprostowany, z uniesioną głową, 

rozkoszuj się miejscem, które zajmu-

jesz, i ciesz się uwagą całego sądu. Jeże-

li musisz się powiercić, aby zmniejszyć 

napięcie, z całą furią przebieraj palcami 

u nóg. Szalone, ale prawdziwe. Jest nie-

widoczne, wymaga znacznego wysiłku 

i tak dużej koncentracji, że gdy zwracasz 

się do sądu, jednocześnie przebierając 

palcami u nóg, w Twoim umyśle nie ma 

już miejsca na to, aby wykonywać jakieś 

inne zauważalne i niechciane wiercenie 

się. Jakkolwiek może to brzmieć głupio, 

to naprawdę doskonała i przynosząca 

efekty wskazówka.

Nie chowaj się. Łatwo jest płaszczyć się 

za pulpitem, kurczyć ramiona i spuszczać 

głowę, gdy zwracasz się do sądu. To, co ro-

bisz, to nic innego, jak zwykłe chowanie 

się. Patrz na sędziego. Wielu adwokatów 

patrzy w dół, unikając kontaktu wzroko-

wego z sądem. Ale sędziowie też są ludź-

mi. Mów do sądu, a nie do swoich nota-

tek. Występowanie nie jest intelektualną 

abstrakcją, lecz sztuką przekonywania 

ludzi. Nikt nigdy nie przekonał swojego 

rozmówcy, mówiąc do podłogi.

Zwracanie się do sędziego

Przeciwnie do sporadycznie krążących głu-

pich plotek, sędziowie to z reguły mądrzy 

i świetni prawnicy, doświadczeni adwokaci 

procesowi, a w dodatku są sprawiedliwi. 

Załóż, że tak właśnie jest. Dobrze byłoby, 

abyś dowiedział się czegoś o swoim sę-

dzim. Zapytaj woźnego sądowego, w jakim 

jest humorze. Zapytaj w pokoju adwokac-

kim, jaki jest. To, czego się dowiesz, może 

pomóc Ci poprawić wystąpienie, aby jak 

najlepiej odpowiadało oczekiwaniom sę-

dziego. Niektórzy adwokaci rozpoczyna-

ją z przekonaniem, że sędzia będzie wol-

no rozumował, inni, że będzie dosłownie 

przygłupi: takie podejście do zawodu sę-

dziego jest szalone. To złości sędziego, a Ty 

bezpowrotnie tracisz cenny szacunek.

Zrozum potrzebę sędziego, by dopeł-

niać formalności. Nie zwalczaj jej. Tak 

więc do sędziego należy podchodzić 

z szacunkiem, uległością, uprzejmością.

Daną kwestię należy wypowiedzieć 

sędziemu tylko raz. Twoja pierwsza prze-

mowa powinna być szczegółowym wy-

liczeniem. Powinna sprawnie i zwięźle 

przedstawiać ogólną tezę. Powinna być 

jasnym podsumowaniem Twojego stano-

wiska. Po pierwszej przemowie przekaż 

sędziemu schemat szczegółowo przed-

stawiający Twoje wnioski. Zrób listę te-

matów, którymi się zajmiesz. Pozwól sę-

dziemu zanotować te tematy. Obserwuj 

pióro. Teraz przedstaw sędziemu każ-

dy temat i rozpocznij każdy temat od 

jasnego streszczenia. Potem szczegóły. 

Streszczenie, potem szczegóły. Pamiętaj, 

że jeżeli sędzia nadąża łatwo za Two-

imi argumentami, zdobywasz szacunek. 

Pomoże Ci to być przekonującym. Tym, 

co pomaga sędziemu nadążać za argu-

mentami, jest właśnie jasne streszczenie 

na początku. Stanowi mapę. Sędziowie 

kochają mapy. Z mapą rozumieją, dokąd 

zmierzasz i dlaczego. Łatwiej Cię zro-

zumieć. A skoro łatwiej Cię zrozumieć, 

możesz być niezwykle blisko bycia nie 

do odparcia. 

prawnik 

 24–26 października 2014 nr 207 (3848)  

gazetaprawna.pl

Nie płaszcz się za pulpitem. Mów 

do sądu, a nie do swoich notatek. 

Występowanie nie jest intelektualną 

abstrakcją, lecz sztuką przekonywania 

ludzi. Nikt nigdy nie przekonał swojego 

rozmówcy, mówiąc do podłogi

Tekst jest fragmen-

tem książki „Adwokat 

Diabła. Krótki traktat 

o tym, jak być 

naprawdę dobrym 

w sądzie” (tyt. oryg. 

„The Devil’s Advocate. 

A short polemic on 

how to be seriously 

good in court”), której 

polskie wydanie 

ukazało się w tym 

tygodniu.

Książkę przetłumaczył 

i wydał radca prawny 

Piotr Staroń (www.

PiotrStaron.pl). Skróty 

pochodzą od redakcji

Trzecia reguła brzmi: Zawsze staraj 

się myśleć jak sąd. Dlaczego? Jeżeli bę-

dziesz to robił, automatycznie staniesz 

się mniej stronniczy w swoich dzia-

łaniach. To naprawdę bardzo ważne, 

abyś był postrzegany jako mniej stron-

niczy. Staniesz się bardziej wiarygodny 

w oczach sędziego lub ławy, a Twoje póź-

niejsze argumenty będą mieć większą 

siłę. Istnieje ogromna różnica pomiędzy 

reprezentowaniem kogoś a byciem po 

czyjejś stronie. Twoja praca polega na 

tym pierwszym. Nie zachowuj się jak wy-

najęty rewolwerowiec z filmów klasy B. 

Powinieneś starać się podejmować decy-

zje z następującą myślą: „Co sędzia powi-

nien zrobić z tym problemem?”, albo „Co 

ława będzie myśleć o ogólnych okolicz-

nościach tej sprawy, wyglądzie oskarżo-

nego lub wyjaśnieniach jego matki jako 

świadka zeznającego na temat charak-

teru sprawcy?”. Nie powinieneś myśleć: 

„Co bym chciał, aby sędzia zrobił?”.

W inny jeszcze sposób możesz spojrzeć 

na to zagadnienie zadając sobie pytanie: 

„Co bym myślał, gdybym był na miejscu 

sędziego?”. Rzeczą, której należy tu uni-

kać, jest myślenie jak klient. Jesteś opła-

cany za to, aby przewidywać i wpływać na 

to, co dzieje się w sądzie. Ktokolwiek to 

jest: włamywacz, lokalny konstabl, mul-

timilioner biznesmen – klient chce, abyś 

myślał za niego. Czasami powstaje napię-

cie spowodowane zachowaniem klienta, 

który zdaje się mówić adwokatowi, co 

ten powinien zrobić w sądzie. Pamiętaj, 

nie bądź arogancki, ale zwykle będziesz 

wiedział, co jest najlepsze dla klienta, je-

żeli uda Ci się zrozumieć, jak myśli sąd. 

Gdybyśmy wszyscy robili to, na co nale-

gają klienci, sąd zamieniłby się w cyrk.

Twoja praca polega na kroczeniu po 

cienkiej linii pomiędzy zadowalaniem 

swojego klienta a zadowalaniem sądu. 

Zadowalanie sądu z reguły będzie ko-

rzystne dla klienta. Nie przesadzaj, ale 

jednocześnie nie podkopuj całego proce-

su na sali, stając się bezmyślnym głosem 

trudnego lub niedoświadczonego klienta. 

Jeżeli potrafisz przewidzieć, w jaki spo-

sób myśli sąd, możesz tak pokierować 

swoim wystąpieniem, by spełnić ocze-

kiwania i uspokoić obawy klienta. Jesteś 

jedynym, który ma odpowiedni trening. 

Nie zapominaj o tym.

Zatem, zgodnie z powyższymi reguła-

mi, Twoim zadaniem jest wygrywać. Ale 

nie za wszelką cenę. Pamiętaj o trzech 

drogowskazach. I pamiętając o nich, mu-

sisz teraz walczyć o swoją sprawę. I na-

prawdę walcz. Zwykłe prezentowanie 

sprawy, bez zaangażowania, nie wystar-

cza. Adwokat musi starać się być całko-

wicie zaangażowany. Oczywiście na koń-

cu możemy przegrać, ale przynajmniej 

przegramy bez strachu i z uniesionym 

czołem, a przegrana nie będzie wynikać 

z braku wysiłku. I pamiętaj. Niektórzy 

powiedzą otwarcie z lekkim uśmiechem, 

że nie są zainteresowani wygrywaniem, 

lecz po prostu przedstawianiem dowo-

dów. To modna rzecz tak mówić.

Nie wierz w ani jedno takie słowo. 

Psychologia sądu

Sąd ma władzę. Władzę decydowania. 

Sąd decyduje, kto wygrywa. I będzie za-

zdrośnie strzegł swej władzy. Adwokat 

musi zawsze unikać sytuacji, w której 

stwarzałby wrażenie, że instruuje sąd, 

jaką ma podjąć decyzję. Instruowanie 

sądu jest całkowicie błędne. Nasza pra-

ca nie polega na tym, by mówić sądowi, 

co myśleć. Nasza praca polega na tym, 

aby pokazać sądowi, co myśleć. Różnica 

pomiędzy mówieniem a pokazywaniem 

jest ogromna. Naucz się tej różnicy na-

tychmiast. Ludzie, którzy mówią, instru-

ują. Ludzie, którzy pokazują, doradzają. 

Nikt nie lubi, aby mówiono mu, co ma 

robić. Ale każdy lubi doradzanie. Adwo-

kaci powinni swoim zachowaniem spra-

wić, żeby sąd postrzegał ich jako dorad-

ców. Dużo łatwiej jest przekonać ludzi, 

jeżeli wierzą, że im pomagasz. Unikaj 

zachowania, które sprawi, że będziesz 

postrzegany jak gladiator. Trudno jest 

wtedy przekonać ludzi, którzy uczest-

niczą w turnieju. Wystrzegaj się bycia 

postrzeganym jako ktoś w opozycji do 

sędziego lub adwokata drugiej strony 

albo świadków: w taki sposób w oczach 

innych stajesz się gladiatorem. Oczy-

wiście jesteś za jedną stroną lub drugą, 

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               7 / 8

background image

 

 Redakcja: ul. Okopowa 58/72; 01-042 Warszawa, tel. 22 530 40 40, faks: 22 530 40 39; e-mail: gp@infor.pl 

 Redaktor naczelna: Jadwiga Sztabińska 

 Zastępcy redaktor naczelnej: Andrzej Andrysiak, Dominika Sikora, Paweł Nowacki 

 Sekretarze: Łukasz Bąk, Rafał Drzewiecki, Anna Godlewska, Leszek Majkut, 

Mirosław Mazanec, Mira Suchodolska 

 Redaguje: Ewa Szadkowska 

 Szef działu foto: Krzysztof Cieślewicz 

 Biuro reklamy (tel. 22 530 44 44): 

Dyrektor Centrum Reklamy: Katarzyna Jasińska-Szulc 

 Szef studia DTP: Jacek Obrusiewicz 

 Produkcja: Elżbieta Stamler, tel. 22 530 42 24

20

LAT

PAT R Z Y M Y   O B I E K T Y W N I E .   P I S Z E M Y  O DP O W I E D Z I A L N I E               

Wejdź: www.edgp.gazetaprawna.pl

Zadzwoń: 22 761 31 27, e-mail: edgp@gazetaprawna.pl

DZIENNIK GAZETĘ PRAWNĄ

CZYTAJ

NA SWOIM TABLECIE

ZALETY PRENUMERATY E-WYDANIA:

•  już od 4 rano najnowsze wydanie Dziennika Gazety Prawnej na komputerze i tablecie 
•  pełny dostęp do archiwum tekstów zawierającego ponad 2800 wydań od 2002 r.
•  dokładna wyszukiwarka pozwalające odnaleźć interesujący temat, artykuł lub wydanie DGP
•  dostępne funkcjonalności zapewniające wygodny sposób przeglądania treści e-wydania

  AUTOPROMOCJA

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               8 / 8