background image

 

VIKT

O

R

 K

O

EN

\GETT

Y

 IMA

GES

Tygodnik „Wprost” stał się ofi arą 

działania, które – w świetle 

dotychczasowego orzecznictwa 

ETPC – można rozważać jako 

naruszenie konwencji

Ochrona dziennikarskich źródeł

Drzwi bardzo 

wąsko otwarte

prawnik

Piątek – niedziela | 27–29 czerwca 2014

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               1 / 8

background image

 

C2

 

„Prawnik” powstaje we współpracy z   

Krajową Radą Sądownictwa

   

Naczelną Radą Adwokacką 

 

Krajową Radą Komorniczą

   

Krajową Radą Notarialną

 

 

Krajową Izbą Doradców Podatkowych 

 

Krajową Radą Radców Prawnych

Bezpieczeństwo zawieranych przez 

przedsiębiorcę transakcji chroni dobrze 

sporządzony kontrakt. Najczęściej przy 

formułowaniu jego postanowień strony 

opierają się na przepisach kodeksu cy-

wilnego, uregulowaniach znajdujących 

się poza obszarem k.c. oraz, rzecz jasna, 

swojej woli. Uwzględniają nawet zwy-

czaje towarzyszące rozmaitym transak-

cjom, ponieważ w obrocie gospodarczym 

obowiązuje zasada swobody umów. Ko-

rzystanie z tej swobody stwarza uma-

wiającym się firmom dodatkowe możli-

wości, ale wiąże się również z pewnymi 

zagrożeniami. I tu z pomocą przychodzą 

gotowe przykłady umów publikowane 

w różnych zbiorach.

Publikacja „Kodeksowe umowy han-

dlowe” omawia kontrakty najczęściej 

zawierane w praktyce gospodarczej. 

Związane są one z obrotem handlo-

wym, w którym co najmniej po jednej 

stronie musi wystąpić przedsiębiorca, 

czyli profesjonalista w obrocie gospo-

darczym. Zbiór zawiera szczegółowe 

i przydatne w praktyce informacje na 

temat umów: sprzedaży na raty, dosta-

wy kontraktacji, o roboty budowlane, 

leasingu, rachunku bankowego, agen-

cji, komisu, przewozu, spedycji, ubez-

pieczenia oraz składu. W oparciu o nie 

każdy może sam sformułować potrzeb-

ny mu kontrakt dostosowany do kon-

kretnej sytuacji. Oprócz definicji każda 

umowa zawiera szczegółowe informacje 

na temat stron, które mogą ją zawrzeć, 

a także ich praw i obowiązków, przed-

miotu umowy i jej charakteru prawne-

go. Publikacja informuje także o tym, 

jaka odpowiedzialność grozi stronom 

za niewykonanie lub nienależyte wyko-

nanie jej postanowień. Wskazuje też na 

konkretne podstawy prawne.

Lekturę warto polecić także prawni-

kom praktykom: adwokatom, radcom 

prawnym, sędziom, notariuszom i ko-

mornikom. Książka jest uzupełnieniem 

publikacji „Pozakodeksowe umowy han-

dlowe”. Redaktorem naukowym obydwu 

pozycji, których autorami są pracow-

nicy ośrodków naukowych w Lublinie, 

Poznaniu i Krakowie, jest prof. Andrzej 

Kidyba. 

MPS

biblioteka

 

prawnika

Dobry kontrakt  

to podstawa

Andrzej Kidyba  

(red. nauk.), 

„Kodeksowe umowy 

handlowe”, Warsza-

wa 2014, wyd. 

Wolters Kluwer

cytat

 

tygodnia 

Żądanie akt sprawy 

w toku jest wywieraniem 

pośredniej presji 

na sędziego. (...) Sędziom 

liniowym, rejonowym, dopiero 

rozpoczynającym orzekanie 

może to nie być obojętne. Sędzia 

musi być odważny. Nie można 

jednak zapomnieć, że od kilku lat 

funkcjonuje skarga na przewlekłość 

postępowania. Jeśli akta trafią do 

ministra na długie miesiące, to jak 

w tym czasie sąd ma orzekać?

Waldemar Żurek, 
sędzia, członek Krajowej Rady Sądownictwa, 
w wywiadzie dla ‚‚Rzeczy o Prawie”

Podsłuchy, pluskwy, mikrokamery, 

dyktafony, a nawet telefony. Sposo-

bów na skuteczny podsłuch jest dziś 

naprawdę wiele, a do tego lawinowo 

rośnie ich użycie. Skąd się wzięła ta 

swoista kultura podsłuchów w Pol-

sce? Stawiamy tezę, że była budowa-

na przez ostatnie 25 lat. Aktualny rząd 

stał się jej ofiarą.

W latach 90. potajemnie zarejestro-

wane nagrania wykorzystywano do wal-

ki i niszczenia przedsiębiorców i konku-

rentów w biznesie, 10 lat później przy 

użyciu podsłuchów niszczono przeciw-

ników politycznych. A obecnie podsłu-

chy zaczyna się wykorzystywać do de-

stabilizacji struktur władzy i wywarcia 

nacisku na rząd.  Mamy nadzieję – przy-

znajemy, niewielką – że afera, jaka wy-

buchła ostatnio, przyniesie otrzeźwie-

nie, a może zapoczątkuje nowy trend 

społeczny, który zatrzyma plagę pod-

słuchów. Jako adwokaci obserwujemy jej 

przejawy na co dzień. Potajemnie zro-

bione nagrania stają się orężem w spra-

wach rozwodowych, rodzinnych, a na-

wet sporach gospodarczych. Przyszedł 

czas na opamiętanie. Adwokatura od 

lat zwraca uwagę, że Polacy są jednym 

z najbardziej podsłuchiwanych społe-

czeństw zarówno przez służby państwa, 

jak i prywatne podmioty.

Gdy kilka dni temu prezydium Na-

czelnej Rady Adwokackiej podjęło 

uchwałę potępiającą działania proku-

ratury oraz służb specjalnych w redakcji 

tygodnika „Wprost”, zewsząd podniosły 

się głosy, iż adwokatura rzekomo bro-

ni dziennikarzy tygodnika i animato-

rów tajnej operacji nagrywania gości 

warszawskich restauracji. Nic bardziej 

mylnego. Krytykom radzimy ponowną, 

uważną lekturę. W uchwale  stwierdzo-

no jedynie, że akcja ABW i prokuratury 

w redakcji tygodnika była próbą złama-

nia tajemnicy dziennikarskiej w zakre-

sie chroniącym źródło informacji.  Mówi 

o tym przepis art. 180 par. 3 k.p.k., który 

na zasadzie art. 226 k.p.k. ma zastoso-

wanie przy przeszukaniu takim, jakie 

było prowadzone w redakcji „Wprost”. 

Tajemnica ta jest fundamentem wol-

nych mediów, tak jak tajemnica adwo-

kacka jest podstawą prawa do obrony. 

Temu się sprzeciwiliśmy. Tyle i aż tyle. 

Potępiamy potajemne nagrywanie 

i wykorzystywanie takich materiałów do 

publikacji. Uważamy, że wobec organi-

zatorów nielegalnego nagrywania oraz 

osób nielegalnie ujawniających nagrane 

w ten sposób rozmowy, należy wycią-

gnąć wszelkie konsekwencje wynika-

jące z obowiązujących przepisów pra-

wa. W tym zaś zakresie kodeks karny 

jasno określa podstawy odpowiedzial-

ności karnej. Warto zatem przypomnieć, 

że w przepisie art. 267 k.k. uregulowa-

no dwa szczególne typy przestępstwa. 

Pierwszy z nich przewidziany w art. 267 

par. 3 k.k. kryminalizuje zachowania 

polegające na zakładaniu lub posługi-

waniu się urządzeniem podsłuchowym, 

wizualnym albo innym urządzeniem lub 

oprogramowaniem w celu uzyskania 

informacji przez osoby nieuprawnione. 

Należy podkreślić, że w przepisie art. 267 

par. 3 k.k. jako karane zostało opisane 

zachowanie polegające na samym tylko 

zakładaniu lub posługiwaniu się urzą-

dzeniami podsłuchowymi, co sprawia, 

że dla odpowiedzialności karnej na pod-

stawie tego przepisu nie jest konieczne 

pełne zrealizowanie celu w postaci uzy-

skania nagrania określonej rozmowy. 

Drugi typ przestępstwa opisany w art. 

267 par. 4 k.k. określa podstawy odpo-

wiedzialności za zachowania polegają-

ce na ujawnianiu informacji uzyskanej 

w sposób opisany w art. 267 par. 3 k.k. 

W ten sposób prawodawca uregulował 

kwestie związane z rejestrowaniem roz-

mów, uznając, iż podsłuchiwanie – z 

uwagi na zamach na chronioną konsty-

tucyjnie sferę prywatności – stanowi sa-

moistne przestępstwo. Podobnie za pod-

stawę odpowiedzialności karnej uznano 

zachowania polegające na ujawnianiu 

podsłuchiwanych informacji. Przestęp-

stwa przeciwko prywatności dopusz-

cza się zatem w Polsce zarówno ten, 

kto nielegalnie podsłuchuje, jak i ten, 

kto materiały z nielegalnego podsłuchu 

ujawnia. Uważamy, że sprawców wska-

zanych przestępstw należy jak najszyb-

ciej wykryć i ukarać. 

Z nadzieją patrzymy na działania pro-

kuratury, że znajdzie organizatorów 

podsłuchów i doprowadzi do ich uka-

rania. Nie dlatego, że nagrano ważnych 

polityków, ale dlatego, że trudno pogo-

dzić się ze złem, które wynika  z pod-

słuchiwania rozmów. 

Istnieją elementarne wartości, takie 

jak m.in. prywatność, wolność czy swo-

boda wypowiedzi, które są chronione 

przez prawo, a także powodują, że życie 

jest bardziej bezpieczne i moralne. Inge-

rowanie w te wartości poprzez podsłu-

chy spowoduje „zdziczenie” obyczajów 

i życia społecznego.

Podkreślamy jednak stanowczo, że wal-

ka z nielegalnymi podsłuchami nie może 

naruszać tajemnicy dziennikarskiej. Za-

chowania i działania państwa powinny 

być adekwatne i proporcjonalne. Nie wy-

syła się słonia do sklepu z porcelaną po 

cenną filiżankę. Z tej sytuacji warto wy-

ciągnąć wnioski. Nam nasuwa się oczy-

wiste spostrzeżenie, że należy wprowa-

dzić odpowiednie regulacje prawne, które 

wzmocnią ochronę istniejących tajemnic 

zawodów zaufania publicznego, takich jak 

tajemnica dziennikarska czy adwokacka, 

wraz ze wzmocnieniem ochrony warto-

ści jednostki, jak prawo do prywatności 

i intymności. Jeśli dziś można naruszać 

tajemnicę dziennikarską, to jutro może 

być zagrożona nawet adwokacka. 

O legalności akcji 

w redakcji „Wprost” 

czytaj na str. 4.  

felieton

 na początek

Kultura podsłuchów, która była 

budowana przez ostatnie 25 lat

Jeśli dziś można naruszać tajemnicę 

dziennikarską, to jutro może być 

zagrożona nawet adwokacka

Walka 

z nielegalnymi 

podsłuchami nie 

może naruszać 

tajemnicy 

dziennikarskiej. 

Zachowania 

i działania 

państwa powinny 

być adekwatne 

i proporcjonalne. 

Nie wysyła się 

słonia do sklepu 

z porcelaną po 

cenną filiżankę

MA

T

e

RIA

ły

 P

RASO

W

e

MA

T

e

RIA

ły

 P

RASO

W

e

W tekście „Sędzia dociekliwy” 

(Prawnik nr 118 z 20–22 czerwca  

2014 r.) błędnie przytoczyłem nazwi-

sko sędziego Artura Wewióry z Sądu 

Rejonowego Łódź-Śródmieście.

Pana sędziego i czytelników  

za pomyłkę bardzo przepraszam.

Piotr Szymaniak

Wyjaśnienie

AndRzej zwARA

adwokat, prezes naczelnej  

Rady Adwokackiej

jAceK TRelA

adwokat, wiceprezes  

naczelnej   

Rady Adwokackiej

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               2 / 8

background image

 

prawnik 

 27–29 czerwca 2014 nr 123 (3764)  

gazetaprawna.pl

dr Aleksandra 

Gliszczyńska-

-Grabias

adiunkt 
w poznańskim 
Centrum Praw 
Człowieka Instytutu 
Nauk Prawnych 
PAN

Kwestia praw osób pozba-

wionych wolności lub znaj-

dujących się w sytuacji ogra-

niczenia wolności często 

wzbudza wiele kontrowersji. 

Część opinii społecznej po-

strzega bowiem takie prawa 

bardziej w kategorii przywile-

jów. Dlatego też wyrok w spra-

wie Velev przeciwko Bułgarii 

jest ważnym podkreśleniem 

faktu, że nawet przebywająca 

w zakładzie karnym jednost-

ka ma określone prawa, któ-

re nie mogą być ograniczane 

w sposób arbitralny i nieuza-

sadniony.

Velyo Velev przebywał jako 

osoba tymczasowo aresztowa-

na w areszcie śledczym w Sta-

rej Zagorze przez 29 miesięcy. 

Ciążyło na nim podejrzenie 

o nielegalne posiadanie broni 

palnej. W tym czasie wystą-

pił on o zgodę na uczestnicze-

nie w zajęciach edukacyjnych, 

które pozwoliłyby mu na uzy-

skanie średniego wykształce-

nia. Wniosek ten spotkał się 

jednak z odmowną decyzją 

władz więziennych, potwier-

dzoną następnie w wyroku 

naczelnego sądu administra-

cyjnego. Głównym powodem 

miało być ograniczenie pra-

wa do edukacji w zakładach 

karnych do osób skazanych 

już prawomocnym wyrokiem 

sądowym. 

Trybunału nie przekonał 

żaden z argumentów przed-

stawianych przez państwo, 

które starało się wykazać, 

iż odmowa dostępu do za-

jęć edukacyjnych wynikała 

z obawy przed kontaktowa-

niem pana Veleva z więźnia-

mi skazanymi prawomocny-

mi wyrokami. Uznał, iż nie 

istniały podstawy do takich 

wątpliwości, nie podnosił ich 

również sam skarżący. Tak-

że argument dotyczący bra-

ku pewności co do czasu dal-

szego trwania tymczasowego 

aresztowania Veleva oraz oba-

wy przed tym, że mógłby on 

być, jako osoba korzystająca 

z zajęć przeznaczonych dla 

skazanych, uznany za recy-

dywistę, nie znalazły uzna-

nia w oczach strasburskich 

sędziów. 

Trybunał orzekł także, 

stwierdzając ostatecznie na-

ruszenie praw skarżącego 

i przyznając mu zadośćuczy-

nienie w wysokości 2 tys. euro, 

iż w omawianym przypadku 

nie został spełniony warunek 

przewidywalności ogranicze-

nia praw. Jedyny przepis pra-

wa krajowego, który odnosił 

się do sytuacji Veleva, wspo-

minał bowiem wyłącznie 

o zobowiązaniu władz wię-

ziennych do zachęcania osób 

tymczasowo aresztowanych 

do udziału w programach 

edukacyjnych. 

Jednocześnie ETPC podkreś-

lił, że w zakres zobowiązań 

państw stron związanych po-

stanowieniami art. 2protoko-

łu dodatkowego nr 1 konwen-

cji nie wchodzi zobowiązanie 

do zapewnienia w zakładach 

karnych zajęć edukacyjnych 

dla osadzonych. Jednakże 

w miejscach, w których edu-

kacja taka jest dostępna, nie 

może być mowy o bezzasad-

nym uniemożliwianiu korzy-

stania z niej. Jest to tym bar-

dziej istotne, iż, jak wskazał 

trybunał, wartość edukacji 

prowadzonej w więzieniach, 

nie tylko w wymiarze indy-

widualnym, lecz również tym 

dotyczącym całego środowi-

ska więziennego czy nawet 

szerzej – całego społeczeń-

stwa, jest niezwykle cenna. 

Trybunał przywołał w tym 

miejscu właściwe zalecenia 

Rady Europy oraz Europejskie 

Reguły Więzienne, w których 

stwierdza się m.in.: „Każdy 

zakład karny dąży do zapew-

nienia wszystkim więźniom 

dostępu do możliwie jak naj-

bardziej wszechstronnych 

programów edukacyjnych, 

które biorąc pod uwagę ich 

aspiracje, spełniają ich indy-

widualne potrzeby”.

Prawo do edukacji w pol-

skich więzieniach też budzi 

kontrowersje. Bardzo często 

traktowane jest przez władze 

więzienne jako nagroda lub 

przywilej, a nie jako upraw-

nienie więźnia. Warto zatem 

odnotować i zapamiętać buł-

garski wyrok. 

prosto

 

ze Strasburga

Dostęp osób tymczasowo aresztowanych do edukacji

Paulina Szewioła
paulina.szewiola@infor.pl

S

kuteczna współpraca i efektyw-

na komunikacja między orga-

nami spółki to istota corporate 

governance – mówi mec. Beata 

Binek, która stawia sobie za cel 

uczynienie z PID centrum wiedzy o ładzie 

korporacyjnym. 

Dziadek widział ją jedynie w todze lub 

lekarskim fartuchu. Ostatecznie za jego 

namową wybrała prawo i nie żałuje. Już 

w trakcie studiów na Uniwersytecie War-

szawskim skierowała swoje zainteresowa-

nia w stronę prawa rynku kapitałowego 

i w tej dziedzinie konsekwentnie realizu-

je się do dziś. Pierwsze szlify zawodowe 

zdobywała w departamencie prawnym  

Komisji Papierów Wartościowych i Giełd 

(obecnie Komisja Nadzoru Finansowego). 

– Zdecydowałam, że na początku kariery 

nie chcę wiązać się z kancelarią prawną. 

Z prostego powodu: jako osoba świeżo po 

studiach nie zajmowałabym się od razu 

dużymi projektami. Musiałabym zaczynać 

od drobnych spraw. A ja nie chciałam cze-

kać na ambitne zlecenia – tłumaczy mec. 

Binek. I dodaje: – W KPWiG nie było po-

działu obowiązków na bardziej lub mniej 

wymagające. Wykonywałam wszystkie za-

dania związane z obsługą prawną w tej in-

stytucji. Nie miałam taryfy ulgowej. Z tych 

względów to był dobry wybór. Czas spę-

dzony w instytucji funkcjonującej w sa-

mym centrum rynku kapitałowego ocenia 

pozytywnie także dlatego, że owocował 

w wyzwania związane z akcesją Polski 

do UE. – Musieliśmy sprostać zadaniom 

wynikającym z konieczności adaptacji na-

szego prawa i procedur do standardów 

unijnych. To było cenne doświadczenie 

– tłumaczy prawniczka. 

Podczas studiów uczęszczała także na 

zajęcia Szkoły Prawa Amerykańskiego. 

Wykłady zaszczepiły w niej zainteresowa-

nie kulturą prawną common law. A chęć 

skonfrontowania realiów rynku polskiego 

z amerykańskim zaprowadziła ją do no-

wojorskiej kancelarii butikowej specjali-

zującej się w postępowaniach sądowych. 

– Zetknęłam się wtedy z całą otoczką zwią-

zaną z salą rozpraw, którą znałam dotąd 

z amerykańskich fi lmów. I muszę przy-

znać, że zachowanie profesjonalnych peł-

nomocników nie odbiegało od tego, które 

pamiętam z dużego ekranu – wspomina 

mec. Beata Binek. I dodaje, iż mimo że taki 

prawniczy show robi wrażenie, bliższa jest 

jej jednak polska kultura prawna, która nie 

kładzie tak dużego akcentu na grę około-

procesową. Pobyt za granicą wspomina 

również jako ciekawe doświadczenie ży-

ciowe. – Nowy Jork to miasto, które zadzi-

wia i fascynuje. Tętni życiem w godzinach 

nocnych i nawet opuszczając kancelarię 

późnym wieczorem, czułam się, jakbym 

wychodziła w środku dnia. Zobaczyłam 

i zasmakowałam czegoś nowego. W week-

endy byłam turystką, w tygodniu żyłam jak 

nowojorczyk – opowiada radczyni prawna.

Pomimo iż w Stanach Zjednoczonych 

praktykowała w kancelarii butikowej, 

w Polsce konsekwentnie wiązała się z gi-

gantami. W KPWiG spędziła 5 lat, później 

były White & Case, CMS Cameron McKen-

na i PwC Legal. – Początki pracy w kan-

celarii opisałabym jako zderzenie dwóch 

światów. Świeżo w pamięci miałam bo-

wiem swoją działalność w urzędzie, któ-

rego głównym zadaniem jest sprawowa-

nie nadzoru nad rynkiem fi nansowym, 

aż nagle znalazłam się po drugiej stronie 

barykady – wspomina prawniczka. Zdo-

byte na obydwu frontach doświadczenie 

wzbogaciło jej warsztat prawniczy i uczy-

niło z niej cenionego specjalistę w zakresie 

prawa rynku kapitałowego. O czym świad-

czą także głośne transakcje, w które była 

zaangażowana. Uczestniczyła m.in. we 

wrogim przejęciu Eko Holdingu oraz bra-

ła udział w skutecznej obronie Bogdanki 

przed takim procesem. Jeżeli dodamy do 

tego posiadany przez nią tytuł MBA rysu-

je się nami obraz prawnika, który mówi 

i rozumie język biznesu. 

Ten aspekt okazał się również niezwy-

kle istotny przy wyborze mec. Beaty Bi-

nek na stanowisko prezesa PID. – Proces 

rekrutacji trwał długo, bowiem szukali-

śmy kandydata, który legitymowałby się 

doświadczeniem rynkowym, był odważ-

ny i ambitny. Mec. Beata Binek posiada 

wszystkie te atuty i dodatkowo zna realia 

funkcjonowania PID, bowiem współpraco-

wała z instytutem przy wielu projektach 

– mówi Andrzej Nartowski, prezes Pol-

skiego Instytutu Dyrektorów od 2006 r., 

który rekomendował  kandydaturę mec. 

Binek. I nie ma wątpliwości, że to odpo-

wiednia osoba do pełnienia tej funkcji.

Pomimo iż projektom, w które jest za-

angażowana, poświęca się bez reszty, stara 

się znajdować także czas na hobby. – Je-

stem aktywna. Lubię jeździć na rowerze, 

biegać i grać w tenisa, dużo też spaceru-

ję, a zimą jeżdżę na nartach. Moją wielką 

pasją jest nurkowanie. Co najmniej raz 

w roku staram się również odwiedzić ja-

kiś ciekawy zakątek świata, a w podróż 

z reguły zabieram publikacje związane 

z celem mojej wycieczki. Gdy jechałam np. 

na Sycylię, do walizki spakowałam książki 

Mario Puzo – wspomina mec. Beata Binek.

W

O

JTEK

 GÓ

RSKI

W Polskim Instytucie Dyrektorów nastąpiła zmiana 

pokoleniowa. Na fotelu prezesa zasiadła mec. Beata 

Binek, która objęła schedę po Andrzeju Nartowskim 

PRENUMERATA:

Cena prenumeraty DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ: Wersja Standard: miesięczna (czerwiec 2014 r.): 96,00 zł, czerwiec–grudzień 2014 r.: 638,75 zł. Wersja Premium: miesięczna 
(czerwiec 2014 r.): 112,00 zł, czerwiec–grudzień 2014 r.: 756,00 zł. Wszystkie ceny brutto (zawierają 8% VAT). Więcej informacji na stronie www.gazetaprawna.pl/prenumerata

Prawniczka 

w wielkim mieście

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               3 / 8

background image

 

C4

Opinie

 

Akcja w redakcji tygodnika „Wprost”

Wynikanie pewnej reguły (gwarancji) 

z przepisu konwencji ETPC może uzasad-

niać w dwojaki sposób. W pierwszym sce-

nariuszu strasburscy sędziowie dostrze-

gając najpierw, że w prawach państw 

członkowskich konwencji dominuje już 

pewne rozwiązanie, uznają następnie, że 

należy je też przejąć jako konwencyjny 

standard. Decyzję powoduje więc swoista 

suma krajowych faktów. Ale podejście try-

bunału nie musi być empiryczne. Może 

on uznać, że określona gwarancja jest 

niezbędna, aby zapewnić realną ochronę 

konwencyjnego prawa. Stan i treść krajo-

wych praw nie tu znaczenia. Wnioskowa-

nie trybunału jest zasadnicze. Inaczej mó-

wiąc, jeśli koniecznej gwarancji nie widać 

w krajowych ustawodawstwach, tym go-

rzej dla nich, bo nie nadążają za nakazami 

konwencji. Tę wadę trzeba pilnie usunąć.

Istnienie dziennikarskiego przywileju 

trybunał uzasadnił w zasadniczy sposób. 

Uprawnienie do nieujawniania informato-

ra istniało tylko „w pewnej liczbie państw” 

konwencji. Dokumenty międzynarodowe 

(rezolucja w sprawie swobód dziennikar-

skich i praw człowieka przyjęta na czwar-

tej europejskiej konferencji ministerialnej 

na temat polityki dotyczącej mass mediów 

w Pradze 7–8 grudnia 1994 r. oraz rezo-

lucja Parlamentu Europejskiego w spra-

wie poufności dziennikarskich źródeł z 18 

stycznia 1994 r.) konstatowały brak dzien-

nikarskiej gwarancji, postulując dokona-

nie zmian w przyszłości. Nie stanowiło to 

jednak przeszkody w uznaniu przez try-

bunał, że już teraz dziennikarski przywi-

lej jest wpisany w art. 10 konwencji. Bez 

niego bowiem nie mogłaby istnieć wolna 

prasa (media). 

Trybunał buduje swoją argumenta-

cję w następujący sposób. Prasa potrze-

buje informatorów. Tych nie będzie bez 

gwarancji, że ich tożsamość nie zostanie 

łatwo ujawniona na żądanie służb i or-

ganów państwa. Co ważne, strasburscy 

sędziowie nie połączyli dziennikarskiego 

przywileju z realizacją przez prasę (media) 

funkcji publicznego kontrolera (ang. pu-

blic watchdog, fr. chien de garde), a więc 

okolicznością, która we wcześniejszym 

orzecznictwie decydowała o identyfikacji 

szczególnej reguły chroniącej dziennika-

rzy i media. 

Trybunał ujmuje prawo do nieujawnia-

nia informatora jako całościową gwaran-

cję. Istnieje ona nie tylko wtedy, gdy media 

wypowiadają się w sprawach mających pu-

bliczne znaczenie, ale występuje zawsze. 

Tak szerokie ujęcie nie wydaje się przy-

padkowe. Jeśli ETPC uzależniłby ochronę 

dziennikarskich źródeł od realizacji przez 

Tygodnik „Wprost” 

stał się ofiarą 

działania, które 

– w świetle 

dotychczasowego 

orzecznictwa ETPC  

– można rozważać 

jako naruszenie 

konwencji

Ochrona dziennikarskich źródeł 

Drzwi bardzo 

wąsko otwarte

ETPC oznajmił, że dziennikarski 

przywilej nie może być traktowany 

jako „zwykły przywilej, który jest 

przyznawany lub cofany w zależności 

od legalności lub nielegalności źródeł, 

lecz stanowi rzeczywisty atrybut 

prawa do informacji, do którego należy 

podchodzić z największą uwagą”

fo

T.

 B

A

r

T

o

Sz

 Kr

UP

A

_E

AST

 N

EWS

fo

T.

 W

o

JTEK

 gó

r

SKI

prof. Ireneusz 

C. KamIńsKI

profesor w Instytu-

cie nauk prawnych 

pan, ekspert prawny 

Helsińskiej fundacji 

praw Człowieka

n

iedawne wydarze-

nia towarzyszące 

opublikowaniu na-

grań przez tygodnik 

„Wprost” zwróciły 

uwagę na dziennikar-

ski przywilej, a więc 

uprawnienie – ale i obowiązek dzien-

nikarza – do nieujawniania tożsamości 

swojego informatora. Przepisy dotyczące 

ochrony dziennikarskiego źródła znaj-

dują się już w polskim ustawodawstwie 

(art. 180 k.k., art. 15–16 prawa prasowe-

go), ale o prawnym kształcie dziennikar-

skiego przywileju rozstrzyga standard 

wypracowany w orzecznictwie Euro-

pejskiego Trybunału Praw Człowieka 

w Strasburgu (Trybunał). Jest to stan-

dard określony bardzo mocno i kon-

sekwentnie. W sprawach dotyczących 

ochrony dziennikarskich źródeł try-

bunał nie tylko niemal zawsze orzekał 

o naruszeniu europejskiej konwencji 

praw człowieka (konwencja), ale czynił 

to też jednogłośnie. Jedynie wyjątkowo, 

gdy krajowe władze zaprezentują bar-

dzo przekonujące argumenty, państwu 

uda się wyjść z trybunału z tarczą. 

Strasburskie początki

Żaden przepis konwencji nie mówi 

wprost o ochronie dziennikarskich 

źródeł informacji. W sprawie goodwin 

przeciwko Wielkiej Brytanii (wyrok 

Wielkiej Izby z 27 marca 1996 r.) try-

bunał powiązał jednak przywilej dzien-

nikarza z art. 10 konwencji, chroniącym 

swobodę wypowiedzi. 

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               4 / 8

background image

 

media kontrolnej funkcji oraz wypowia-

dania się o ważnych publicznie kwe-

stiach, władze krajowe mogłyby wska-

zywać, że dana publikacja – nawet jeśli 

dotyczy np. kluczowego polityka i jego 

publicznej roli – nie spełnia jednak tych 

warunków, a więc dziennikarz nie może 

skorzystać z zawodowego przywileju. 

Stąd, by zapobiec obchodzeniu gwa-

rancji, mocna teza: ochrona źródeł jest 

wstępnym warunkiem wolnej prasy. 

Ta ochrona dotyczy każdej publikacji.

Żądanie ujawnienia dziennikarskiego 

źródła może uzasadniać jedynie wystą-

pienie nadrzędnego interesu publicz-

nego (par. 45). Rozumienie tego pojęcia 

jest rygorystyczne. Interes uzasadnia-

jący pominięcie dziennikarskiego przy-

wileju musi się wiązać z identyfikacją 

sprawcy poważnego przestępstwa, któ-

rej nie można dokonać w inny sposób.

Czwarta instancja

Naruszenie swobody wypowiedzi 

w sprawie Goodwin trybunał stwier-

dził większością 11 głosów do 7. Sę-

dziowie niezgadzający się z konkluzją 

orzeczenia podzielali tezy związane 

z koniecznością silnych gwarancji do-

tyczących źródeł informacji, ale inaczej 

widzieli rozkład krajowych i strasbur-

skich uprawnień związany z poszuki-

waniem równowagi dóbr, między któ-

rymi powstał konflikt (a więc swobodą 

wypowiedzi mediów i potrzebą ściga-

nia sprawców przestępstw). Dla dysy-

denckiej siódemki to sędziowie krajowi 

są zawsze lepiej przygotowani, aby na 

podstawie bezpośrednio dostępnych 

im dowodów ocenić wagę wchodzących 

w grę interesów przemawiających za 

żądaniem ujawnienia i przeciwko nie-

mu. Kluczowe staje się więc pytanie, 

czy ocena angielskich sędziów poddana 

została regule proporcjonalności. Sko-

ro sądy krajowe wymagały, aby strona 

wnioskująca nakaz wykazała, że jest 

on konieczny, a następnie rozważyły 

wiele racji oraz okoliczności przema-

wiających za ujawnieniem oraz przeciw 

niemu, sędziowie strasburscy winni się 

powstrzymać od zastępowania swoimi 

ocenami ocen najbardziej uprawnio-

nych sędziów krajowych.

Większość trybunału widziała tę 

kwestię inaczej. W wyroku oznajmiono, 

że każde ograniczenie ochrony dzien-

nikarskich źródeł informacji podlega 

w Strasburgu „najbardziej drobiazgowej 

kontroli” (par. 40). Trybunał weryfikuje 

więc dogłębnie ocenę krajowego orga-

nu. Działa jak sąd czwartej instancji, 

nawet jeśli zaklina się, że w takiej roli 

nie występuje. 

Tezę o drobiazgowej kontroli krajowej 

decyzji ETPC powtarzał konsekwentnie 

w kolejnych orzeczeniach. 

Przeszukanie jeszcze groźniejsze

W sprawie Goodwin dziennikarzowi 

nakazano pod groźbą grzywny ujaw-

nienie materiałów, które miały posłużyć 

do identyfikacji jego informatora (był 

to sprawca wyniesienia poufnego ra-

portu księgowego ze spółki notowanej 

na giełdzie). W chronologicznie dwóch 

kolejnych skargach dotyczących dzien-

nikarskiego przywileju chodziło nato-

miast o policyjne czynności polegające 

na przeszukaniu pomieszczeń i zajęciu 

znajdujących się tam materiałów. Celem 

działań było wykrycie osób, które naru-

szając prawo, przekazały mediom urzę-

dowe dokumenty. W sprawie Roemen 

i Schmit przeciwko Luksemburgowi 

(wyrok z 23 lutego 2003 r.) były to ma-

teriały dotyczące rzekomego przestęp-

stwa skarbowego popełnionego przez 

ministra, a w sprawie Ernst i inni prze-

ciwko Belgii (wyrok z 15 lipca 2003 r.) 

chodziło o informacje z głośnych po-

stępowań sądowych (dotyczących m.in. 

skandalu korupcyjnego Augusta i zabój-

stwa ministra André Coolsa). 

W obu sprawach trybunał jednogło-

śnie uznał, że nawet gdy przeszukujący 

nie znaleźli poszukiwanych materiałów, 

to doszło do ingerencji w swobodę wy-

powiedzi; orzekł następnie o narusze-

niu art. 10. Trybunał wskazał, że sprawy 

Roemen oraz Ernst różnią się w istot-

ny sposób od rozstrzygniętej w wyroku 

Goodwin przeciwko Wielkiej Brytanii. 

Przeszukania przeprowadzone w Luk-

semburgu i Belgii zmierzały do ustale-

nia tożsamości źródeł dziennikarskich 

informacji niezależnie od dziennikarza. 

Taki środek oceniono jako dużo bardziej 

drastyczny i stanowiący przez to po-

ważniejsze pogwałcenie art. 10.

Użyta argumentacja jest przekonują-

ca. Goodwin, który był adresatem sądo-

wego polecenia, mógł uznać, godząc się 

na negatywne dla siebie konsekwencje 

prawne, że nie podporządkuje się na-

kazowi ze względu na ważne racje za-

wodowe polegające na ochronie źródła 

informacji. W dwóch kolejnych przy-

padkach dziennikarze stali się nato-

miast jedynie biernymi obserwatorami 

czynności, na które nie mieli wpływu 

i którym, w czasie ich przeprowadza-

nia, nie mogli się sprzeciwić. Dla infor-

matora i jego poczucia bezpieczeństwa 

ta druga sytuacja jest dużo groźniej-

sza. Widząc, że prawo zezwala na łatwe 

podjęcie wielu niezależnych od dzien-

nikarza działań, które mają ustalić toż-

samość dziennikarskiego źródła, infor-

mator nie będzie skłonny przekazywać 

wiadomości mediom. Musi to negatyw-

nie wpływać na możliwość realizacji 

przez media kontrolnej funkcji.

Jak obejść Strasburg?

Istnienie czytelnie i mocno zdefi-

niowanego standardu związanego 

z ochroną dziennikarskich źródeł 

informacji powoduje, że niezwykle 

rzadko żądanie ujawnienia tożsamo-

ści informatora (lub podjęcie innych 

czynności wobec dziennikarza w celu 

ustalenia informatora, np. w drodze 

przeszukania) będzie zgodne z kon-

wencją. Dlatego szansę na wybronie-

nie przez państwo ingerencji w dzien-

nikarski przywilej widziano w próbie 

identyfikacji pewnego elementu, który 

miał odróżniać dany przypadek od ry-

gorystycznie ujmowanego standardu. 

Na podstawie strasburskiego orzecz-

nictwa można wskazać już na kilka 

scenariuszy testowanych przez zaskar-

żone państwa.

Pierwszy scenariusz odwoływał się 

do tezy, że z dziennikarskiego przywi-

leju korzysta tylko ta osoba, która jest 

biernym beneficjentem ujawnienia mu 

materiałów przez dobrowolnie działa-

jącego informatora. Inaczej jest w przy-

padku aktywnie działającego dzien- 

nikarza, zwłaszcza korumpującego 

źródło informacji. To on prowokuje do 

złamania prawa i wynagradza za to 

sprawcę. Dopuszcza się przestępstwa 

i jak każda osoba podlega środkom 

dochodzeniowym przewidzianym na 

mocy prawa krajowego.

Do użycia takiej argumentacji do-

szło w sprawie dotyczącej przeszuka-

nia dokonanego w związku z głośnym 

przeciekiem dokumentów z Europej-

skiego Urzędu ds. Zwalczania Oszustw 

(OLAF). Na sprawstwo dziennikarza 

miały wskazywać dostateczne podej-

rzenia, choć ostatecznie nie doszło do 

oskarżenia. Trybunał ponownie jed-

nak zaakcentował doniosłość gwaran-

cji dla ochrony dziennikarskich źródeł 

informacji. Oznajmił, że dziennikarski 

przywilej nie może być traktowany jako 

„zwykły przywilej, który jest przyzna-

wany lub cofany w zależności od le-

galności lub nielegalności źródeł, lecz 

stanowi rzeczywisty atrybut prawa do 

informacji, do którego należy podcho-

dzić z największą uwagą” (par. 65). Nie 

wystarcza istnienie prostych podejrzeń 

wobec dziennikarza. Niezbędne są za-

tem mocniejsze podstawy do przepro-

wadzenia przeszukania niż te, które 

uzasadniają podjęcie środków w odnie-

sieniu do zwykłych osób. Posługując się 

w taką perspektywą, trybunał wnikli-

wie zbadał zasadność podjętych środ-

ków prawnych, kwestionując ustalenia 

i rozstrzygnięcia sądów krajowych (wy-

rok w sprawie Tillack przeciwko Belgii 

z 27 listopada 2007 r.).

Drugi scenariusz polegał na wskaza-

niu, że poznanie informatora miało być 

rzekomo niezbędne, by zapewnić obro-

nę osobie oskarżonej w postępowaniu 

karnym (wyrok w sprawie Voskuil prze-

ciwko Holandii z 22 listopada 2007 r.). 

Dziennikarskie źródło, znajdujące się 

wśród funkcjonariuszy policji, miało 

twierdzić, że wejścia policji do miesz-

Ze względu na szczególną rolę mediów 

nietrafny jest pogląd, iż zarządzenie 

czynności w redakcji „Wprost” było 

konsekwencją równości wszystkich 

wobec prawa. Do dziennikarza nie 

można stosować identycznych reguł 

związanych z pozyskiwaniem dowodów, 

jakie obowiązują w zwykłej sytuacji

prawnik 

 27–29 czerwca 2014 nr 123 (3764)  

gazetaprawna.pl

kania, gdzie znaleziono arsenał bro-

ni, nie sprowokowała rzekoma awaria 

instalacji wodnej, lecz był to jedynie 

pretekst, by policja mogła sprawdzić, 

unikając rygorów prawa, swoje podej-

rzenia. Gdyby te enuncjacje się potwier-

dziły, dowody zdobyte z naruszeniem 

prawa powinny zostać odrzucone jako 

„owoce zatrutego drzewa”.

Trybunał jednomyślnie orzekł o zła-

maniu art. 10. Sędziowie uznali, że brak 

potwierdzenia informacji o tle prze-

szukania nie przeszkodził sądom kra-

jowym w rozpoznaniu zarzutów kar-

nych (o winie oskarżonych świadczyły 

zeznania innych świadków, a nie tylko 

wyniki przeszukania). 

W trzecim scenariuszu odróżniają-

cym elementem miało być dokonanie 

przez informatora fałszerstwa w pouf-

nym dokumencie przekazanym dzien-

nikarzom czterech tytułów prasowych 

i agencji informacyjnej (wyrok ETPC 

w sprawie Financial Times Ltd. i inni 

przeciwko Wielkiej Brytanii z 15 grud-

nia 2009 r.). Dokument dotyczył oferty 

przejęcia przez jednego z piwowarskich 

potentatów innego dużego przedsiębior-

stwa (fałszerstwo miało polegać na zmia-

nie ceny proponowanej za wykup akcji 

i dodaniu harmonogramu oferty). Obie 

firmy były notowane na giełdzie, a in-

formacja musiała wywrzeć wpływ na 

wartość ich akcji.

Chociaż trybunał przyznał, że zamiar 

zaszkodzenia może w pewnych okolicz-

nościach stanowić uzasadnienie dla 

pozostającego w zgodzie z konwencją 

żądania ujawnienia przez dziennika-

rza źródła informacji, to jednak kra-

jowe sądy nie wykazały, że doszło do 

fałszerstwa (par. 66–67). Trybunał zdaje 

się więc tezę o fałszerstwie ponownie 

traktować jako pretekst mający uspra-

wiedliwić sądowe żądanie. Należy też 

podkreślić, że do naruszenia art. 10 do-

szło, mimo iż sądowy nakaz nie został 

wykonany. Jak zauważył jednak trybu-

nał, środek pozostawał w mocy i ciążył 

nad podmiotami, wobec których został 

orzeczony (par. 56).

Prawie się udało

Najbliżej odniesienia sukcesu przed 

trybunałem zaskarżone państwo było 

w sprawie Sanoma Uitgevers B.V. prze-

ciwko Holandii. Filmowy materiał 

stworzony przez pismo zajmujące się 

motoryzacją miał zawierać informację 

kluczową dla zidentyfikowana spraw-

ców bardzo poważnego przestępstwa. 

Wątek ochrony dziennikarskich źró-

deł wynikał natomiast z tego, że ma-

teriał rejestrujący nielegalny wyścig 

samochodowy powstał po uzyskaniu 

informacji o zdarzeniu od jego orga-

nizatorów.

Policja zwróciła się o przekazanie 

materiału, ale nie w związku ze ści-

ganiem uczestników wyścigu, lecz by 

pozyskać dane w celu wykrycia spraw-

ców serii poważnych przestępstw. Poli-

cyjne służby dostały bowiem informa-

cję, że w wyścigu brał udział samochód, 

który widziano podczas serii kradzieży 

bankomatów. W toku jednego z prze-

stępstw sprawcy zagrozili świadkom, 

że użyją broni palnej. Wydawca ma-

gazynu podporządkował się żądaniu 

i wydał film policji.

Sprawę trybunał rozpoznawał dwu-

krotnie: najpierw była to siedmio- 

osobowa izba, a następnie Wielka 

Izba złożona z 17 sędziów (wyrok izby  

z 31 marca 2009 r., wyrok Wielkiej Izby 

z 14 września 2010 r.). Tym razem izba 

zgodziła się na odróżnienie holender-

skiej sprawy od wcześniej rozpozna-

wanych przypadków i stosunkiem 4 

głosów do 3 orzekła, że nie doszło do 

złamania art. 10. Uznano, że w celu 

ścigania sprawców poważnych prze-

stępstw, których działania ulegały eska-

lacji (groźba użycia broni), władze, nie 

dysponując innymi środkami wykry-

cia przestępców, mogły zażądać udo-

stępnienia im materiału mogącego 

zawierać informację istotną dla poli-

cji (par. 58–59). Jednak trójka sędziów, 

która nie zgodziła się z taką konklu-

zją, napisała w zdaniu odrębnym, że 

władze nie wykazały, iż podjęły inne 

działania w celu wykrycia przestępców. 

Od razu zwrócono się do dziennikarzy 

z żądaniem wydania materiału. Takie 

postępowanie nie spełniało rygorów 

określonych w strasburskim orzecznic-

twie. Dodatkowo policyjne czynności 

nie zostały podjęte za zgodą sądu i pod 

jego kontrolą.

Wielka Izba orzeka natomiast jedno- 

myślnie o złamaniu art. 10. Wskazuje 

na wymagane przez konwencję zabez-

pieczenia proceduralne. W ocenie sę-

dziów w krajowym porządku prawnym 

zabrakło adekwatnej kontroli sądu lub 

innego niezależnego organu, który zba-

dałby jeszcze przed wykorzystaniem 

przez służby państwa zdobytego ma-

teriału, jak przedstawiała się relacja 

między racjami służb śledczych lub 

prokuratorskich a racjami związany-

mi z ochroną źródeł informacji. Taka 

instytucja kontrolna powinna wydawać 

swoje rozstrzygnięcia na podstawie czy-

telnych kryteriów; jednym z nich musi 

być nakaz znalezienia środka zapew-

niającego nawet w pilnych sytuacjach 

najmniejszą ingerencję w dziennikarski 

przywilej. Kontrolujący podmiot musi 

posiadać też uprawnienie do odrzu-

cenia wniosku o dostęp do zajętego 

materiału dziennikarskiego (par. 92). 

Wymaganych cech nie spełnia system 

prawny, który decyzję powierza zasad-

niczo prokuratorowi, a sędziemu (śled-

czemu) przyznaje tylko ograniczoną 

funkcję doradczą.

Przeszukanie we „Wprost”

Podczas przeszukania w redakcji 

„Wprost” ochrona dziennikarskich 

źródeł informacji wystąpiła rykosze-

towo. Podjęte przez prokuraturę dzia-

łania zmierzały do uzyskania przed-

miotu, który miał stanowić dowód 

w sprawie „afery podsłuchów”. Nie 

były poprzedzone postanowieniem 

sądu o zwolnieniu z tajemnicy dzien-

nikarskiej. W toku czynności redak-

tor naczelny wskazał, że na nośniku 

informatycznym mogą znajdować 

się dane pozwalające zidentyfiko-

wać informatora. Zgodnie z art. 225 

par. 1 k.k. nośnik powinien zostać 

umieszczony w opieczętowanym opa-

kowaniu i przekazany sądowi.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że 

polskie rozwiązanie proceduralne speł-

nia kryteria określone przez Wielką 

Izbę w sprawie Sanoma Uitgevers. De-

cyzję podejmuje sąd, którego rola nie 

jest sprowadzona do doradczej. Bliższa 

analiza ujawnia jednak, że nie wpi-

sujemy się adekwatnie w strasburski 

standard.

Po pierwsze, przedmiot zawierają-

cy dane mogące identyfikować źró-

dło informacji dziennikarza powinien 

trafić do sądu niezwłocznie i zostać 

należycie zabezpieczony w kancela-

rii tajnej. W praktyce takiej gwaran-

cji nie było. Zwrócili na to uwagę na 

konferencji prasowej ministrowie Ma-

rek Biernacki i Michał Królikowski. 

Zajęty nośnik znalazłby się w sądzie 

dopiero po kilku dniach. Procedural-

ne zabezpieczenia muszą być jednak 

bezwzględne i mocne.

Po drugie, uważam, że dziennikarz 

nie może biernie oczekiwać na wynik 

postępowania sądowego, które wery-

fikuje, czy zajęty dowód zawiera dane 

identyfikujące źródło informacji. Na-

leży mu zapewnić rzeczywisty udział 

w postępowaniu, pozwalający na okre-

ślenie, które dane i w jakim zakresie 

mogą posłużyć do poznania tożsamości 

informatora.  

 

Dokończenie na s. 6

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               5 / 8

background image

 

C6

PodsłuChy 

 

Uprawnienia służb specjalnych

nymi, jak wskazała Rada Europy w przy-

jętym w 1999 r. raporcie G. Frundy, jest 

ważna w przeciwdziałaniu naruszeniom 

praw i wolności obywatelskich. 

Mam jednak wątpliwości, czy to wystar-
cza...

Brakuje ostatniego ogniwa, które upraw-

nione byłoby do wglądu do jądra pracy 

służb specjalnych, czyli do pracy opera-

cyjnej. Dlatego pojawiła się rządowa ini-

cjatywa ustawy tworzącej komisję kontro-

li służb specjalnych. Byłaby ona złożona 

z kilku ekspertów, osób z wieloletnim do-

świadczeniem w pracy w organach wy-

miaru sprawiedliwości, kontroli państwo-

wej lub ochrony praw człowieka. Ważne, 

że osoby te nie mogły być związane z ja-

kimkolwiek ugrupowaniem politycznym. 

Członkami komisji nie mogliby być też byli 

funkcjonariusze służb specjalnych. Komi-

sja uprawniona byłaby do badania dzia-

łalności służb pod kątem wykonywanych 

czynności operacyjno-rozpoznawczych, 

przetwarzanych danych osobowych czy 

też uzyskiwanych i przetwarzanych da-

nych telekomunikacyjnych (członkowie 

komisji mieliby m.in. wgląd do wszelkich 

dokumentów i materiałów służb, wstęp 

do obiektów czy też możliwość wzywania 

i przesłuchiwania świadków). Co warte 

podkreślenia, projekt ustawy zakłada, że 

kontrola komisji nie miałaby żadnych pod-

miotowych ani przedmiotowych ograni-

czeń. Komisja przeprowadzałaby kontrolę 

na zlecenie m.in. sejmowej speckomisji 

(niemającej wglądu w materiały operacyj-

ne służb), rzecznika praw obywatelskich 

czy też generalnego inspektora ochrony 

danych osobowych. 

A co obywatele mieliby z tego?

Za pośrednictwem tych instytucji mogliby 

składać skargi na działalność służb. W tym 

zakresie rządowy projekt jest niezwykle 

ważny dla wzmocnienia i ochrony kon-

stytucyjnych praw i wolności. 

A co może sejmowa komisja ds. służb 
specjalnych? Często stawia się jej zarzut, 
że kontrola przez nią sprawowana jest 
iluzoryczna... 

Sejmowa speckomisja realizuje kontrolę 

parlamentarną, kontrolę o charakterze 

politycznym, realizowaną przez polity-

ków – posłów. 

dlaczego więc prace nad projektem powo-
łania komisji kontroli służb specjalnych 
zwolniły?

Pojawiły się negatywne opinie na temat 

tego projektu, m.in. Krajowej Rady Są-

downictwa. Zarzuciła projektowi niekon-

stytucyjność, w tym naruszenie zasady 

podziału władz. KRS stwierdziła także, że 

tworzony ma być organ, którego kompe-

tencje krzyżowałyby się z kompetencjami 

istniejących już organów administracji. 

I co pan na to?

Trudno jest mi się zgodzić z takimi za-

rzutami. Przypomnę, że służby upraw-

nione są do stosowania, oprócz kontro-

lowanych sądownie podsłuchów, całego 

katalogu czynności operacyjno-rozpo-

znawczych, takich jak przetwarzanie 

danych telekomunikacyjnych, wykorzy-

stywanie dokumentów legalizacyjnych, 

niejawne stosowanie danych osobowych 

czy też dostęp do danych pocztowych, 

bankowych oraz ubezpieczeniowych. In-

tencją projektodawców nie było to, aby 

naruszyć zasadę podziału władz, lecz by 

wykorzystać kompetencje, wiedzę i do-

świadczenie sędziów. 

A jak to wygląda na Zachodzie?

W państwach Europy Zachodniej komisje 

parlamentarne nie dysponują lub mają 

bardzo ograniczony wgląd do wrażliwych 

danych mogących np. identyfikować 

współpracowników służb. Jednak trwa 

tam proces wzmacniania mechanizmów 

kontrolnych. Tworzone są jednoosobowe 

lub kolegialne instytucje eksperckie kon-

trolujące pracę służb. Tak jest we Francji, 

gdzie w 1991 r. utworzono Państwową 

Komisję Kontroli Podsłuchów. Składa 

się ona z trzech sędziów i kontroluje le-

galność stosowanych kontroli rozmów. 

W Portugalii kontrolę parlamentarną 

w imieniu legislatywy wykonuje Rada 

Kontroli Służb Specjalnych Republiki 

Portugalskiej – nie tworzą jej deputo-

wani, lecz trzy osoby o uznanym auto-

W państwie muszą 

istnieć skuteczne 

mechanizmy 

redukujące 

prawdopodobieństwo 

nadużycia kontroli 

operacyjnej

System  niedopię ty

uprawnienia służb w zakresie stosowania 
podsłuchów nie są zbyt szerokie?

Moim zdaniem problemem nie jest to, 

czy uprawnienia są zbyt wąskie lub sze-

rokie, ale czy są one nadużywane. Pamię-

tać należy, że nieodzowną cechą służb 

specjalnych każdego państwa jest ich 

tajny sposób funkcjonowania i wykony-

wanie zadań za pomocą niejawnych me-

tod pracy operacyjnej. Bez tych niejaw-

nych narzędzi pracy służby wywiadowcze 

i kontrwywiadowcze państwa nie istnieją. 

A bez skutecznie funkcjonujących służb 

specjalnych państwo pozostaje całkowi-

cie bezbronne. Kontrola operacyjna jest 

jednym z najskuteczniejszych narzędzi 

pracy służb.

Kto poza nimi może w majestacie prawa 
założyć podsłuch?

Poza pięcioma polskimi służbami spe-

cjalnymi uprawnieniami do stosowania 

podsłuchów dysponują: policja, Żandar-

meria Wojskowa, Straż Graniczna oraz 

Wywiad Skarbowy. Od lat 90. ub. wieku 

kolejne służby i instytucje wyposażano 

w prawo podejmowania czynności opera-

cyjno-rozpoznawczych, czego efektem jest 

chaotyczne rozproszenie tych czynności 

w wielu ustawach. Od kilku lat podejmo-

wane są działania w celu uporządkowania 

tego systemu. 

I jak to idzie?

W 2011 r. pojawił się ważny dla ochrony 

praw obywatelskich rządowy projekt usta-

wy. Ograniczono wtedy przesłankę sto-

sowania podsłuchów oraz wprowadzono 

obowiązek przekazania sądowi materia-

łów uzasadniających zastosowanie kon-

troli operacyjnej. Wreszcie trwają prace 

nad kompleksową ustawą o czynnościach 

operacyjno-rozpoznawczych. W państwie 

muszą istnieć skuteczne mechanizmy 

redukujące prawdopodobieństwo nad-

użycia kontroli operacyjnej, stąd cały czas 

podejmowane są prace legislacyjne nad 

dopięciem systemu kontroli nad służba-

mi specjalnymi. 

Ktoś w ogóle weryfikuje, co wyczyniają 
służby?

Służby w Polsce kontrolowane są przez 

wiele organów i instytucji. Istnieje kon-

trola wewnętrzna w ramach nadzoru sys-

temu Rady Ministrów, działalność służb 

podlega kontroli sądów czy też Najwyższej 

Izby Kontroli. Jest wreszcie kontrola par-

lamentarna realizowana od 1995 r. przez 

sejmową komisję ds. służb specjalnych. 

Skuteczna kontrola nad służbami specjal-

Trend w dojrzałych 

demokracjach 

europejskich jest 

taki, by uzupełniać 

kontrolę parlamentarną 

wyspecjalizowanymi 

kilkuosobowymi 

gremiami złożonymi 

z ekspertów

FOT

Shu

TTERST

OCK

dokończenie ze s. 5

Jest to szczególne w przypadku, gdy 

zajęty przedmiot ma charakter tech-

niczny lub gdy powiązanie zawartych 

na nim danych z innymi materiałami 

(np. billingami połączeń telefonicznych) 

prowadzi do zidentyfikowania źródła.

Po trzecie, skoro trybunał w Strasbur-

gu konsekwentnie akcentuje, że zwol-

nienie z tajemnicy dziennikarskiej jest 

dopuszczalne tylko przy ściganiu najpo-

ważniejszych przestępstw i gdy zawiodą 

inne możliwości dowodowe, nie jestem 

przekonany, że reguła zapisana w art. 

225 par. 1 kodeksu karnego jest odpo-

wiednia. Do przesłuchania dziennikarza 

jako świadka identyfikującego źródło in-

formacji może dojść tylko w odniesieniu 

do przestępstw wymienionych w art. 240  

par. 1. Tę zasadę należy stosować ana-

logicznie do innych sytuacji związa-

nych z ujawnianiem informatora. 

usłyszawszy więc deklarację, że za-

trzymywany przedmiot zawiera dane 

ujawniające tożsamość informato-

ra, organ prowadzający zatrzymanie 

powinien odstąpić od czynności. Można 

by następnie zażądać wydania rzeczy, 

ale tylko i wyłącznie w takim zakresie, 

w jakim nie zawiera ona danych chro-

nionych przez dziennikarski przywilej.

Taka zresztą reguła – o generalnym 

charakterze – istnieje np. w Danii (de-

cyzja w sprawie Nordisk Film & TV A/S 

przeciwko Danii z 8 grudnia 2005 r.). 

Dziennikarz jest zobowiązywany do wy-

dania rzeczy, ale po wyłączeniu danych 

mogących wskazywać na tożsamość in-

formatora. Pełne wydanie jest prawnie 

dopuszczalne dopiero do zwolnieniu 

dziennikarza z obowiązku zachowania 

w tajemnicy danych pozwalających na 

identyfikację źródła informacji. 

Ze względu na szczególną rolę me-

diów realizujących swobodę wypowie-

dzi, zapewnianą przez Konstytucję RP 

i konwencję, nietrafny jest pogląd, iż za-

rządzenie czynności w redakcji „Wprost” 

było konsekwencją równości wszystkich 

wobec prawa. Do dziennikarza nie moż-

na stosować identycznych reguł związa-

nych z pozyskiwaniem dowodów, jakie 

mają zastosowanie w zwykłej sytuacji. 

Specyficzna perspektywa prawna 

towarzysząca mediom oraz związa-

nym z nimi gwarancjom powoduje, że 

strasburscy sędziowie nie mieli wątpli-

wości, że przeszukanie redakcji w po-

szukiwaniu dowodów było środkiem 

nieproporcjonalnym i oznaczało zła-

manie art. 10 konwencji (poza przy-

wołanymi już sprawami tak stało się 

w wyrokach w sprawie Martin i inni 

przeciwko Francji z 12 kwietnia 2012 r.;  

w sprawie Ressiot i inni przeciwko 

Francji z 28 czerwca 2012 r.; w sprawie 

Telegraaf Media Nederland Landelij-

ke Media B.V. i inni przeciwko holan-

dii z 22 listopada 2012 r., w sprawie Sa-

int-Paul Luxembourg S.A. przeciwko 

Luksemburgowi z 19 stycznia 2013 r.  

i w sprawie Nagla przeciwko Łotwie z 16 

czerwca 2013 r.). 

Podczas przeszukania w tygodni-

ku „Wprost” nie doszło – w wyni-

ku reakcji dziennikarzy – ani do za-

trzymania informatycznego nośnika, 

ani do skopiowania jego zawartości. 

Europejski Trybunał Praw Człowie-

ka stwierdzał jednak złamanie art. 10  

konwencji już wtedy, gdy przeprowadza-

jącym przeszukanie nie udało się zdo-

być danego materiału lub gdy dzienni-

karze odmówili podporządkowania się 

nakazowi. Istotna była próba uzyskania 

informacji chronionej dziennikarskim 

przywilejem niemieszcząca się w ramach 

strasburskiego rygoru.

Pamiętając o tym, można więc uznać, 

że tygodnik „Wprost” stał się ofiarą 

działania, które można rozważać jako 

naruszenie konwencji. Tej sytuacji nie 

zmieniła krytyka prokuratorskich czyn-

ności dokonana na konferencji praso-

wej ministra sprawiedliwości. Może 

ją natomiast zmienić rozstrzygnięcie 

sądu podjęte w następstwie zażalenia 

wniesionego przez redakcję tygodni-

ka. Jeśli sąd potwierdzi, że działania 

z 18 czerwca były poprawne, tygodnik 

– wyczerpawszy drogę postępowania 

krajowego – będzie mógł się poskarżyć 

do Strasburga.

FOT

MA

TERIAŁ

y

 P

RASO

WE

dr Krzysztof 

Brejza

prawnik, poseł Po, 

zastępca przewodniczą-

cego sejmowej komisji 

ds. służb specjalnych

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               6 / 8

background image

 

rytecie. Wreszcie są interesujące rozwią-

zania niemieckie, gdzie tradycja kontroli 

nad służbami specjalnymi sięga lat 50. 

i utworzonego jeszcze przez kanclerza 

Adenauera gremium mężów zaufania. 

Obecnie w Niemczech oprócz złożone-

go z deputowanych Parlamentarnego 

Gremium Kontrolnego (kontrolującego 

działalność wywiadu oraz kontrwywia-

du) działa także Komisja G-10. Składa się 

ona z czterech ekspertów, a na jej czele 

stoi przewodniczący z uprawnieniami 

sędziowskimi. Co istotne, Komisja G-10 

rozpatruje wnioski o ograniczenie ta-

jemnicy korespondencji lub tajemnicy 

telekomunikacyjnej i w przypadkach, gdy 

dojdzie do wniosku, że zarządzenie pod-

słuchu jest niedopuszczalne, może taki 

wniosek zablokować.

Rządowy projekt dobrze wpisywałby się 
w zachodnioeuropejskie rozwiązania?

Tak. Trend w dojrzałych demokracjach 

europejskich jest właśnie taki, by uzu-

pełniać kontrolę parlamentarną wyspe-

cjalizowanymi kilkuosobowymi gremia-

mi złożonymi z ekspertów, którzy badać 

mają najwrażliwszą sferę działalności 

wywiadu i kontrwywiadu. Rządowy pro-

jekt ustawy o komisji kontroli służb wpi-

suje się więc w ogólnoeuropejski trend 

wzmacniania kontroli nad służbami, 

a tym samym, jak wcześniej już stwier-

dziłem, wzmacniania ochrony praw 

i wolności obywatelskich. 

A czy podstawa do kontroli służb nie 
powinna znaleźć się w konstytucji?

Moim zdaniem wystarczającą podstawą 

do powołania takiego organu jest obecny 

art. 95 ust. 2 konstytucji regulujący kon-

trolę Sejmu nad całą administracją rządo-

wą, w tym służbami specjalnymi. Jednak 

warto zauważyć, że w konstytucji RFN 

kontrola nad służbami umiejscowiona 

została w dwóch nowelizacjach ustawy 

zasadniczej, z 1968 r. i 2009 r. Ciekawost-

ką jest, że pierwsza nowelizacja dotyczy-

ła art. 10 konstytucji RFN, czyli ochrony 

tajemnicy korespondencji i stworzenia 

organu kontrolującego ograniczenia tej 

tajemnicy – wspomnianej wcześniej Ko-

misji G-10, jej nazwa bierze się właśnie 

od art. 10 konstytucji RFN.

Wróćmy do Polski. Jak ocenia pan skalę 
nielegalnych podsłuchów?

Jeżeli chodzi o nielegalne podsłuchy sto-

sowane przez służby, to zdecydowanie nie 

ma tego problemu, ewentualnie jest to po-

niżej promila. Jeśli chodzi zaś o nielegalne 

podsłuchy zakładane przez zorganizowa-

ne grupy przestępcze lub przez wywia-

downie gospodarcze, to jest to problem 

nie do oszacowania. Jest wiele możliwości 

technicznych stosowania podsłuchów. Na 

rynku jest dużo programów, które dostar-

czone poprzez SMS-a lub e-mail mogą 

przejąć kontrolę nad smartfonami. 

Jak się przed tym bronić? 

Tak samo jak przed każdym atakiem ha-

kerskim. Uważać na to, jakie e-maile się 

otwiera, ostrożnie postępować ze spa-

mem. Trzeba mieć świadomość, że są pro-

gramy, które nie muszą zostać otwarte 

z poziomu poczty e-mail, by komputer, 

czy też telefon został zainfekowany. Z kla-

sycznymi podsłuchami nigdy nie będzie 

stuprocentowego zabezpieczenia. Istnieją 

mikrofony trudne do wykrycia, które ni-

czego nie emitują. Należy odpowiednio 

dobierać pomieszczenia do dyskusji nad 

poufnymi tematami. Jeżeli ktoś ma powo-

dy uważać, że może być podsłuchiwany, 

należy regularnie przeprowadzać kontrolę 

pod kątem instalacji mikronadajników. 

Jednak jeżeli nie mówimy o dużej korpora-

cji, to koszty zabezpieczenia często mogą 

być dużo większe niż koszty dobra chro-

nionego. Podstawową zasadą powinna być 

higiena w użyciu telefonu komórkowego. 

Najczęściej źródłem podsłuchu może być 

właśnie telefon komórkowy. Im mniej jest 

skomplikowany, tym lepiej.

Rozmawiała Ewa Maria Radlińska

System  niedopię ty

prawnik 

 27–29 czerwca 2014 nr 123 (3764)  

gazetaprawna.pl

  AUTOPROMOCJA

Sprawdź na

 

www.prawnik.pl

SERWIS DLA PRAWNIKÓW

                           

VIII

 

edycji

 

Rankingu Wydziałów Prawa 

Dziennika Gazety Prawnej

WYNIKI

B

yłby to art. 78 (pierwsze zdanie) 

Konstytucji RP. Przepis ten 

obecnie stanowi, że każda  

ze stron ma prawo do zaskarża-

nia orzeczeń i decyzji wydanych  

w pierwszej instancji. Moim zdaniem 

powinien brzmieć, iż każda ze stron ma 

prawo do dwukrotnego rozpatrzenia jej 

sprawy przez dwa różne organy. Tak 

rozumiana zasada dwuinstancyjności 

postępowania odgrywa istotną rolę 

gwarancyjną, umożliwiając naprawie-

nie ewentualnych błędów, uchybień  

i pomyłek popełnionych przez organ 

pierwszej instancji. Dotychczas art. 78 

konstytucji był rozumiany jako 

ustanawiający zasadę dwuinstancyjno-

ści postępowania administracyjnego. 

Jednak obecnie coraz częściej można 

spotkać poglądy, że nie stoi on na 

przeszkodzie do likwidacji pionowego 

toku instancji. Podnosi się, że wystar-

czające jest zapewnienie stronie prawa 

do zaskarżania decyzji pierwszoinstan-

cyjnych, przy czym odwołanie to może 

być rozpoznane przez ten sam organ, 

który wydał zaskarżoną decyzję. 

Uważam, że takie rozwiązanie jest 

istotnym uszczupleniem gwarancji 

procesowych strony. Przeciwko takiemu 

rozumieniu art. 78 konstytucji przema-

wia przede wszystkim to, że rozpozna-

nie odwołania przez ten sam organ nie 

zapewnia pełnego i obiektywnego 

ustosunkowania się do zarzutów 

przytoczonych w odwołaniu. Każdemu 

trudno jest dostrzec błędy w wydanej 

przez siebie decyzji. Natomiast  

z punktu widzenia administracji jest 

ono prostsze i wygodniejsze, bo 

pozwala na niewypuszczenie sprawy  

z urzędu, tzn. na załatwienie jej we 

własnym zakresie bez oglądania się na 

kontrolę instancyjną. Po drugie,  

w administracji obowiązuje zasada 

hierarchicznego podporządkowania, 

która jest warunkiem koniecznym 

sprawnego działania administracji 

publicznej. Każdy urzędnik, zarówno  

w organie administracji rządowej, jak  

i samorządowej, ma swojego przełożo-

nego, co powoduje, że nie jest on 

niezależny w orzekaniu. Przy pozio-

mym toku instancji zawsze będzie 

skłonny podzielić zdanie przełożonego. 

Ma on do wyboru: albo podzielić opinię 

przełożonego, albo napisać podanie  

o zwolnienie z pracy. Jest to naturalne  

i nie ma się czemu dziwić. 

W przypadku kontroli instancyjnej 

nie istnieje poczucie kontroli własnej 

decyzji, natomiast występuje odpowie-

dzialność za tworzenie linii orzeczni-

czej dla podległych organów. Wszystko 

to powoduje, że kontrola ta ma 

stworzone instytucjonalne warunki 

bardziej obiektywnego rozstrzygania 

spraw niż autokontrola decyzji 

inicjowana wnioskiem o ponowne 

rozpatrzenie sprawy. Zasada dwuin-

stancyjności daje stronie określone 

gwarancje procesowe ochrony jej 

interesu prawnego. Rozwiązanie to 

odpowiada europejskiemu standardowi, 

rozumianemu jako przestrzeganie 

przez ustawodawcę zasady sprawiedli-

wości formalnej. Jest on spełniony, 

jeżeli prawnie uregulowane postępowa-

nie spełnia określone wartości, 

stanowiące kryteria jego oceny. Jedną  

z tych wartości jest praworządność 

proceduralna polegająca na zagwaran-

towaniu pewności i przewidywalności 

procesowej oraz ustanowieniu 

odpowiednich mechanizmów kontroli 

działań urzędników. 

Tych wartości nie spełnia poziomy 

tok instancji, chociażby dlatego, że nie 

zapewnia gwarancji procesowych zapo-

biegających pogorszeniu sytuacji 

prawnej strony wnoszącej odwołanie. 

Jeżeli organy jednostek samorządu 

terytorialnego miałyby rozpoznawać 

odwołania od decyzji wydawanych 

przez pracowników ich urzędów, to 

postępowanie odwoławcze byłoby 

stratą czasu, niestety konieczną, bo 

zaskarżenie decyzji do sądu admini-

stracyjnego jest uwarunkowane 

wcześniejszym skorzystaniem  

z odwołania. Szansa na zmianę 

zaskarżonej decyzji byłaby bowiem 

nikła, tym bardziej że organy te coraz 

częściej przeciwstawiają interes 

jednostki wyimaginowanemu intereso-

wi gminy, powiatu czy województwa, 

zapominając o swojej służebnej roli 

względem obywateli.

Oprac. PB

Urzędnik, zarówno  

w organie 

administracji 

rządowej, jak  

i samorządowej, 

ma przełożonego, 

co powoduje, że 

nie jest niezależny 

w orzekaniu

kronika

 

bubli prawnych

Gdybym mógł zmienić jeden przepis...

dr hab.  

Jan Paweł Tarno 

profesor nadzw. 
Uniwersytetu 
Łódzkiego, kierownik 
Zakładu Sądownictwa 
Administracyjnego UŁ, 
sędzia NSA

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               7 / 8

background image

 

C8

Opinie

 

Widziane z dystansu

 Redakcja: ul. Okopowa 58/72; 01-042 Warszawa, tel. 22 530 40 40, faks: 22 530 40 39; e-mail: gp@infor.pl 

 Redaktor naczelna: Jadwiga Sztabińska  

 Zastępcy redaktor naczelnej: Andrzej Andrysiak, Dominika Sikora, Paweł Nowacki 

 Sekretarze: Łukasz Bąk, Rafał Drzewiecki, Anna Godlewska, Leszek Majkut,  

Mirosław Mazanec, Mira Suchodolska 

 Redaguje: Ewa Szadkowska 

 Szef działu foto: Krzysztof Cieślewicz 

 Biuro reklamy (tel. 22 530 44 44):  

Dyrektor: Monika Szulc-Wąsikowska, tel. 22 530 40 17 

 Szef studia DTP: Jacek Obrusiewicz 

 Produkcja: Elżbieta Stamler, tel. 22 530 42 24

Prawnicy

– liderzy 

jutra 2014

Zdobądź prestiżowy tytuł 

Prawnika – lidera jutra!

Organizatorzy:

Patronat honorowy:

Na zgłoszenia czekamy do 30 czerwca 2014 r.

www.gazetaprawna.pl/rising-stars

  autopromocja

Sobotnio-niedzielne vacatio legis

Maciej  

Bobrowicz 

radca prawny, 

mediator  

gospodarczy 

i sądowy,  

prezes KRRP 

w latach 2007–2013

 L

eży przede mną 

Dziennik Ustaw z 13 

czerwca 2014 r., 

w którym opubliko-

wano rozporządzenie 

ministra zdrowia w sprawie 

wzorów deklaracji wyboru 

świadczeniodawcy, lekarza, 

pielęgniarki i położnej 

podstawowej opieki 

zdrowotnej z 11 czerwca. 

Rozporządzenie wchodzi 

w życie 15 czerwca, a więc 

dwa dni później niż termin 

publikacji Dziennika Ustaw. 

Ale to jeszcze nie wszystko: 

13 czerwca to piątek, a 15 

czerwca to niedziela!

Konstrukcja „vacatio 

legis” stworzona w prawie 

rzymskim dawać miała 

obywatelom Rzymu szansę 

dostosowania się do 

zmieniającego się prawa, 

a państwu rzymskiemu 

pewność, że prawo to 

będzie stosowane. Budowa-

ła też niezbędne zaufanie 

obywateli do państwa.

Szukam jeszcze w 

rozporządzeniu przepisów 

przejściowych, bo łudzę się, 

że znajdę zapis „dotychcza-

sowe wzory zachowują 

swoją ważność do dnia...”. 

Nie znajduję niczego 

takiego. Urzędnik jest 

bezwzględny i litości nie 

zna. To nic, że tysiące 

deklaracji, za które ktoś 

zapłacił, wylądują  

w śmietniku. To nic,  

że trzeba wydrukować 

tysiące nowych. Niech 

drukują – myśli zapewne 

urzędnik.

Usiłuję sobie wyjaśnić, 

skąd ten pośpiech. Może 

nagle i niespodziewanie 

wydarzyło się coś niesłycha-

nie ważnego dla interesów 

państwa, coś, co uzasadnia 

taki akt desperacji? Chyba 

nie, w końcu to tylko 

deklaracje. Może urzędnik 

nienawidzi lekarzy, 

w końcu ma z nimi ciągle 

problemy i postanowił im 

dopiec? A może minister 

zlecił mu to już dawno 

i właśnie sobie przypo-

mniał?

A może specjalnie 

zastawił pułapkę na lekarzy 

i daje szansę kolegom  

z NFZ, którzy pokażą 

lekarzom, gdzie ich miejsce, 

kontrolując ich i karząc za 

niestosowanie przepisów? 

A może urzędnik nie 

interesuje się tym, jak 

prawo, które tworzy, mają 

stosować jego adresaci? Co 

go to w końcu obchodzi, 

przecież to nie jego 

zmartwienie.

Jak ma obywatel 

stosować prawo, którego 

nie ma możliwości 

przestrzegać? Co czują 

tysiące lekarzy, którzy się 

o tym dowiadują? Czy czują 

szacunek do swojego 

państwa, które w ten 

sposób im organizuje pracę 

i wspiera w leczeniu 

pacjentów, czy też wście-

kłość, że ktoś wpadł na taki 

pomysł?

Notabene lekarze mówią 

mi, że niebawem, kiedy już 

wydrukują tysiące nowych 

deklaracji, będą zamawiać 

kolejne, bo urzędnik 

zapomniał o istotnych 

elementach, które w tym 

wzorze znaleźć się 

powinny.

Akty normatywne, 

zawierające przepisy 

powszechnie obowiązujące, 

ogłaszane w dziennikach 

urzędowych, zwykle 

wchodzą w życie  

po upływie 14 dni  

od dnia ich ogłoszenia. 

Jedynie wyjątkowo, gdy 

wymaga tego ważny interes 

państwa (!), termin ten 

może być krótszy.  

Nawet przepisy  

porządkowe wchodzą 

w życie po upływie trzech 

dni od daty ich ogłoszenia! 

Przypominam: dzień 

publikacji przywołanego 

rozporządzenia to piątek 

trzynastego, a rozporządze-

nie wchodzi  

w życie dwa dni 

później w niedzielę.

Ktoś powie: ,,Nic takiego 

się nie stało, jakaś tam 

deklaracja, którą 

lekarze w końcu sobie 

wydrukują”. Czy naprawdę 

nic się nie stało? Stało się 

coś niesłychanie ważnego, 

bo właśnie w taki sposób 

niszczy się zaufanie 

obywatela do państwa.

I na koniec argument 

najważniejszy: wśród zasad 

prawidłowej legislacji, które 

Trybunał Konstytucyjny 

wywodzi z art. 2 Konstytucji 

RP i wyrażonej tam 

koncepcji państwa 

prawnego, zaufania 

obywateli do państwa 

i tworzonego prawa, jest ta 

o odpowiednim vacatio 

legis. Dwudniowe, sobot-

nio-niedzielne vacatio legis 

tę zasadę łamie.

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               8 / 8