background image

 

GETT

Y

 IMA

GES

Rzeczywistą przyczyną 

dysfunkcji polskiego 

postępowania karnego, 

a jednocześnie przeciążenia 

prokuratur rejonowych,

jest model postępowania 

przygotowawczego. 

Bez jego fundamen-

talnej przebudowy 

jakakolwiek reforma 

nie ma szans

powodzenia

prawnik

Piątek – niedziela | 31 października – 2 listopada 2014

PRAWODAWCA

  

RACJONALNY

(NIEZBYT)

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               1 / 8

background image

 

C2

 

„Prawnik” powstaje we współpracy z   

Krajową Radą Sądownictwa

   

Naczelną Radą Adwokacką 

 

Krajową Radą Komorniczą

   

Krajową Radą Notarialną

 

 

Krajową Izbą Doradców Podatkowych 

 

Krajową Radą Radców Prawnych

Proces karny tylko na pozór wydaje się 

łatwy. W rzeczywistości postępowanie 

karne ma swoją specyfikę i trudno, będąc 

cywilistą czy administratywistą, wskoczyć 

w jego realia. A coraz częściej prawnicy 

zmuszeni są brać każdą sprawę, która za-

puka do drzwi ich kancelarii.

Sam kodeks to za mało, by swobodnie 

poruszać się w procesie karnym. Prezen-

towany komentarz będzie świetną pomo-

cą. Drobiazgowo, ale bardzo przystępnie 

wyjaśnia zarówno elementarne kwestie 

procedury karnej, jak i zawiłości pojawia-

jące się na wyższym poziomie wtajemni-

czenia. Krok po kroku pomaga opanować 

nie tak oczywisty i prosty temat, ale jeden 

z ważniejszych – środków zaskarżenia. 

Dokładnie tłumaczy, jak stawiać i formu-

łować zarzuty odwoławcze, jakie przepisy 

przywoływać, jaką konstrukcję apelacji, 

zażalenia czy kasacji przyjąć. Trzyma-

jąc się wytycznych komentarza, czytel-

nik może napisać porządną i skuteczną 

apelację, wiedząc, jakie zarzuty postawić 

i jak łączyć w nich zasady ogólne procesu 

karnego z przepisami konkretyzującymi 

je. A dobre wyjaśnienie przepisów doty-

czących środków zaskarżenia to nie lada 

wyzwanie. Temat ten sprawia bowiem 

problem nawet wielu karnistom. Publika-

cja zawiera też dużo przykładów i dobrze 

dobrane oraz przemyślane orzecznictwo, 

które przyda się do powołania w uzasad-

nieniach pism. 

Nie sposób też pominąć tego, że ko-

mentarz opatrzony jest opieką redakcyjną 

Dariusza Świeckiego, sędziego Izby Kar-

nej Sądu Najwyższego i prawnika, które-

go myślenie o procesie karnym wprawia 

w osłupienie. I choć z dnia na dzień co-

raz bliżej do wejścia w życie wielkiej no-

welizacji procesu karnego (lipiec 2015 r.), 

to i tak ten komentarz nie straci na war-

tości. Fundamentalne zasady ogólne pro-

cesu karnego i pisania pism procesowych 

pozostaną niezmienione.

Ta poblikacja to must have dla karni-

stów: sędziów, prokuratorów, adwokatów 

i aplikantów tych zawodów.  

EMR

biblioteka

 

prawnika

Wszystko  

o procesie karnym 

Dariusz Świecki, 

„Kodeks postępowania 

karnego. Komentarz”, 

tom. I i II,  

Warszawa 2013, 

wyd. LexisNexis

cytat

 

tygodnia 

W projekcie nowego 

kodeksu etyki radcy 

prawnego nie wprowadzamy 

rewolucji. Dokument, którym 

ma się zająć planowany 

na listopad nadzwyczajny 

zjazd radców prawnych, jest 

bardziej usystematyzowany, 

przejrzysty. Proponujemy 

kilka podstawowych zmian, 

które faktycznie wymusza 

zmieniająca się rzeczywistość

Dariusz Sałajewski, 
prezes Krajowej Rady Radców Prawnych, 
na łamach „Rzeczy o Prawie”

Wypada właściwie wyrazić wdzięczność 

Włodzimierzowi Chróścikowi, dziekano-

wi rady Okręgowej Izby Radców Praw-

nych w Warszawie. Za to, że w felietonie 

„Adwokaci z gorącymi głowami” (Praw-

nik nr 207 z 24 października 2014 r.) ze-

chciał upowszechnić szerszej publiczno-

ści fakt powzięcia przez Okręgową Radę 

Adwokacką w Katowicach uchwały doty-

czącej potrzeby weryfikacji konstytucyj-

ności art. 8 ustawy o radcach prawnych 

w brzmieniu zawartym w nowelizacji 

do k.p.k., która ma wejść w życie w lipcu 

2015 r.  Tekst Włodzimierza Chróścika 

pełen jest zwyczajowych uszczypliwo-

ści pod adresem adwokatury, które tu 

może pominę, gdyż za dużo ważniejszy 

mankament felietonu uważam usilne 

odwracanie uwagi czytelnika od wła-

ściwego zagadnienia. 

Docenić trzeba szczególne zainte-

resowanie samego dziekana radców 

warszawskich uchwałą prowincjonal-

nej w końcu rady adwokatów śląskich, 

choć wcale nie dziwi, że nożyce odezwa-

ły się w okolicy Krajowej Rady Radców 

Prawnych. Sprawa jest bowiem poważ-

na, o czym doskonale wiedzą zaprawie-

ni w ponaddwudziestoletnich bojach 

o „równość” legislacyjni eksperci sa-

morządu radcowskiego. Dyskusja wokół 

wszystkich nowelizacji art. 8 u.r.p. od 

1997 r. toczyła się nieodmiennie wokół 

dodatkowych uprawnień przedmio-

towych radców. Pomijano natomiast 

kwestię znacznie większej wagi: do-

puszczalności łączenia form wykony-

wania zawodu. W omawianym prze-

pisie wprowadzono w międzyczasie 

wiele pozornie drobnych, quasi-styli-

stycznych zmian, które w konsekwencji 

zatarły możliwość odpowiedzi na py-

tanie o rzeczywistą wolę ustawodaw-

cy w tym zakresie. Zainteresowanym 

polecam analizę kolejnych nowelizacji 

tego przepisu i prześledzenie fascynują-

cych wędrówek słówka „albo”, mającego 

też moc przeistoczenia się w „lub”, a na 

końcu w „oraz”. Konia z rzędem temu, 

kto odpowie na pytanie, przy okazji któ-

rej to nowelizacji art. 8 u.r.p. ustawo-

dawca jednoznacznie, jasno i czytelnie 

przesądził prawo łączenia przez radców 

prawnych przywilejów zawodu wolne-

go z przywilejami zawodu zależnego. 

Kiedy to uprawnienie radcowie zaczę-

li faktycznie wykonywać? I kiedy niby 

przeprowadzono rzetelną społeczną 

i środowiskową dyskusję na ten temat? 

Zasadne jest twierdzenie, że stosowa-

na dziś powszechnie praktyka łączenia 

przez radców prawnych wykonywania 

zawodu w kancelarii i dodatkowo na 

etacie, choć niesprzeczna z  aktualnym 

brzmieniem art. 8 u.r.p. w brzmieniu 

z 2010 r., wprowadzona została cichcem 

i bocznymi drzwiami. 

Artykuł 8 u.r.p. w nowelizowanym 

brzmieniu k.p.k. postawi legislacyjną 

kropkę nad i. Wprowadzając rzekomo 

korzystny dla adwokatury „wyjątek”, czy-

li zakaz łączenia form wykonywania za-

wodu przez radcę prawnego – obrońcę, 

ustawodawca ostatecznie utrwali zasadę, 

zgodnie z którą we wszystkich pozosta-

łych sprawach łączenie przez radców do-

wolnych form wykonywania zawodu jest 

przywilejem, niedostępnym adwokatom.

Śledząc historię subtelnych noweliza-

cji art. 8 u.r.p., nie należy mieć notabene 

żadnych złudzeń, że z czasem i ten wyją-

tek zostanie zniesiony. Zawód radcowski 

zdefiniowany zostanie ostatecznie jako 

hybrydowy, czyli jednocześnie wolny 

i zależny. Radca prawny będzie mógł 

lege artis znacznie więcej niż adwokat. 

Przyznaje to zresztą bez ogródek oraz 

z dozą pychy Włodzimierz Chróścik, pi-

sząc: „Prawdą jest, że nasz zawód daje 

zdecydowanie większe możliwości roz-

woju zawodowego niż adwokacki”. Wy-

konywanie zawodu adwokata pozostawi 

się niegroźnym pasjonatom.

Niewątpliwie zawód hybrydowy bę-

dzie atrakcyjniejszy nie tylko dla adep-

tów prawa walczących o przetrwanie na 

coraz trudniejszym rynku usług praw-

niczych. Zasada: kancelaria plus etat lub 

część etatu stanie się, jak można prze-

widywać, normą. Mechanizm rynkowy 

sprawi, że rzesza młodych ludzi, wy-

kształconych przez  adwokaturę, przej-

dzie do zawodu radcowskiego, gdzie po 

prostu będzie im „wolno więcej”.

W zapamiętałej walce o równość rad-

cowie doszli do etapu, w którym dyspo-

nują bezwzględną przewagą broni nad 

adwokaturą, która stoi oparta plecami 

o ścianę, bo cofać się nie ma już dokąd. 

To dobry moment na zadanie pytania 

o sens dalszego istnienia w naszym 

społeczeństwie wolnego, samorządne-

go zawodu prawniczego, niezależnego 

od nacisków zewnętrznych, kierującego 

się specyficznym etosem i deontologią. 

Jego zaprzeczenie oznacza odebranie 

społeczeństwu jednego z podstawowych 

narzędzi demokracji.

Nie można kwestionować cnót, 

związanych z wykonywaniem zawodu 

prawnika zależnego, jest on po prostu 

społecznie potrzebny. Jednak hybry-

dowe połączenie cnót obu zawodów 

jest niewykonalne, czego samorządo-

wi działacze radcowscy nie przyjmują 

do wiadomości w uporczywym dążeniu 

do stopniowej likwidacji adwokatury, 

postrzeganej jako rynkowy i prestiżo-

wy konkurent. Urażone niegdyś am-

bicje nie pozwalają im dostrzec tego, 

że w ostatecznym rozrachunku na li-

kwidacji niezależnej adwokatury stracą 

oni sami, jako obywatele. Ale zrozumie-

ją to dopiero w dniu, kiedy staną sami 

oko w oko z potęgą aparatu przymusu 

państwowego bez niezależnego adwo-

kata u boku.

Orzecznictwo sądów europejskich 

nie pozostawia wątpliwości, że zawód 

prawniczy definiowany jako „wolny” 

jest społecznie niezbędny i stąd wyma-

ga szczególnej ochrony prawnej. Jego 

prerogatywy nie mogą też być dowolnie 

zawłaszczane przez grupę zawodową, 

która wolnego zawodu nie wykonuje 

i – co więcej – nie zamierza wykonywać. 

Przyznanie radcom prawnym takich 

prerogatyw nie jest słuszną realizacją 

zasady równego traktowania zawodów 

prawniczych, lecz przeciwnie – prze-

jawem ich uprzywilejowanej pozycji 

prawnej wobec adwokatury, która jest 

z istoty zawodem wolnym i takim musi 

pozostać do samego końca. Tu nie ma 

miejsca na kompromisy i rozwiązania 

pośrednie. 

Zasada równego traktowania zawar-

ta w art. 32 Konstytucji RP ogranicza 

możliwość różnicowania sytuacji praw-

nej podmiotów podobnych. Sęk w tym, 

że definiując się jako hybryda zawodu 

wolnego i zależnego, zawód radcowski 

jednoznacznie odcina się od idei wol-

nego zawodu prawniczego. Jest zatem 

jedynie pozornie zawodem podobnym 

do adwokackiego. Z drugiej strony, je-

śli uznać, że jest zawodem podobnym, 

przywileje, które nadaje mu ustawo-

dawca w art. 8 u.r.p., rażąco narusza-

ją porządek konstytucyjny, a w szcze-

gólności wspomnianą zasadę równego 

traktowania. Zdaje się, że zwycięska 

ofensywa radcowska dotarła o jeden 

most za daleko. Polecam morał z bajki 

o rybaku i złotej rybce.

Kwestię zgodności z podstawami po-

rządku prawnego art. 8 u.r.p. rozstrzy-

gnąć powinien Trybunał Konstytucyjny. 

Należy sprawdzić i przyjąć do wiado-

mości, czy Rzeczpospolita jest jeszcze 

zainteresowana instytucjonalnym by-

tem wolnego zawodu prawniczego. Jeśli 

nie, trzeba będzie też zweryfikować, jak 

odmowę ochrony zawodowi wolnemu 

postrzega sądownictwo europejskie. Ad-

resatem uchwały ORA w Katowicach 

była NRA jako organ wyłącznie właściwy 

do reprezentowania całej adwokatury. 

Dobrze się jednak stało, że krytyczna 

odpowiedź nadeszła nie od adresata, 

lecz Okręgowej Izby Radców Prawnych 

w Warszawie. Bowiem jej treść utwier-

dza w przekonaniu, że skarga konsty-

tucyjna w sprawie art. 8 u.r.p. jest ab-

solutnie niezbędna dla ostatecznego 

wyjaśnienia sytuacji prawnej obu śro-

dowisk prawniczych.

Na koniec daję pod rozwagę Włodzi-

mierzowi Chróścikowi, szacującemu 

korzyści dla „milionów Polaków”, że 

zjawisko „absurdalności tez głoszonych 

na Śląsku” jest tam być może rzadsze 

niż tez głoszonych w wielu innych miej-

scach. Jeśli zaś chodzi o temperaturę 

głowy, spieszę zapewnić, że głowy u nas 

chłodne, a serca gorące. Bo po temu naj-

wyższa pora.

polemika

 

na początek

Gorące serca, chłodne głowy

Radca prawny będzie 

mógł lege artis 

znacznie więcej  

niż adwokat. 

Włodzimierz Chróścik 

przyznaje to  

bez ogródek  

oraz z dozą pychy

W zapamiętałej 

walce o równość 

radcowie doszli 

do etapu, 

w którym dysponują 

bezwzględną 

przewagą broni nad 

adwokaturą, która 

stoi oparta plecami 

o ścianę, bo cofać się 

nie ma już dokąd

Michał   

SynoRadzKi

adwokat, członek okręgowej 

Rady adwokackiej w Katowicach

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               2 / 8

background image

 

prawnik 

 31 października – 2 listopada 2014 nr 212 (3853)  

gazetaprawna.pl

prosto

 

ze Strasburga

Do Andreasa Furchta, oby-

watela Niemiec, zwrócili się 

w ramach działań operacyj-

nych nieujawniający się poli-

cjanci. Ich celem było dotarcie 

osób zamieszanych w handel 

narkotykami. Jedną z nich był 

partner handlowy Furchta. Po-

licjanci podali się za biznesme-

nów zainteresowanych współ-

pracą z podejrzanymi. Furcht 

obiecał przekazać kontakty do 

osób związanych z przemytem 

kokainy i amfetaminy, sam 

jednak zaznaczył, że nie będzie 

brał udziału w handlu narko-

tykami. Miał tylko pobierać 

prowizje od dobitych targów. 

Po namowach ze strony 

policjantów zgodził się jed-

nak pośredniczyć w dwóch 

transakcjach narkotykowych. 

W 2008 r. zostało wszczęte wo-

bec niego postępowanie karne, 

w wyniku którego został ska-

zany za przemyt narkotyków 

na pięć lat pozbawienia wol-

ności. Składane przez niego 

apelacje okazały się niesku-

teczne. Sąd uznał tylko, że ze 

względu na to, iż był poddany 

namowom policjantów, kara 

powinna być łagodniejsza. 

W lipcu 2011 r. Furcht opu-

ścił więzienie. I zwrócił się do 

ETPC, wskazując na nierzetel-

ność prowadzonego wobec sie-

bie postępowania, tj. ze skargą 

na naruszenie art. 6 konwencji 

(skarga nr 54648/09).

Trybunał w wyroku z 23 paź-

dziernika 2014 r. musiał od-

powiedzieć na dwa pytania: 

czy postępowanie rzeczywi-

ście nie było rzetelne oraz czy 

w związku z uwzględnieniem 

przy wymiarze kary przez sądy 

niemieckie kwestii namawia-

nia do przestępstwa przez po-

licjantów mężczyźnie nadal 

przysługuje status ofiary. 

Strasburscy sędziowie od-

powiedzieli twierdząco na 

pierwsze pytanie. Policja pro-

wadząc postępowanie pod 

przykryciem wykroczyła bo-

wiem poza rutynowe czyn-

ności śledcze, nadużywając 

swoich uprawnień. Jej działa-

nia stanowiły namawianie do 

przestępstwa. Ponadto mate-

riały zdobyte w ten sposób zo-

stały wykorzystane przeciwko 

Furchtowi w trakcie postępo-

wania sądowego. Nie bez zna-

czenia było to, że Niemiec nie 

był wcześniej notowany kar-

nie, a policjanci zwrócili się do 

niego w celu dotarcia do grupy 

przestępczej. Trybunał uznał, 

że funkcjonariusze przekroczy-

li pasywną rolę, jaką powinni 

pełnić podczas prowadzenia 

śledztwa. 

Odpowiadając na drugie py-

tanie, ETPC zauważył, że zgod-

nie z wcześniejszym orzecz-

nictwem dotyczącym art. 6 

par. 1 konwencji w postępo-

waniu sądowym nie można 

wykorzystywać materiałów 

zdobytych w wyniku prowo-

kacji przeprowadzonej przez 

śledczych. Standardy rzetel-

ności postępowania wymagają 

bowiem, aby dowody uzyskane 

w ten sposób były wyłączane 

z postępowania. Trybunału nie 

przekonało zmniejszenie wy-

miaru kary wobec skarżącego 

ze względu na sposób uzyska-

nia dowodów. Uznał bowiem, 

że nie stanowiło ono wystar-

czającego naprawienia szko-

dy, jakiej doznał w wyniku nie-

rzetelnego postępowania. Tym 

samym nadal należy uznawać 

skarżącego za ofiarę narusze-

nia gwarancji procesowych. 

Stwierdzając naruszenie art. 6 

konwencji, trybunał przyznał 

skarżącemu 8 tys. euro zadość-

uczynienia. 

Zgodnie z ustaloną linią 

orzeczniczą ETPC niejawne 

czynności operacyjne prowa-

dzone przez funkcjonariu-

szy służb nie są same w sobie 

sprzeczne z konwencją, lecz 

muszą towarzyszyć im odpo-

wiednie gwarancje zapobiega-

jące nadużyciom (m.in. sprawa 

Veselov przeciwko Rosji). Za-

sadność i sposób przeprowa-

dzenia prowokacji policyjnej 

musi zweryfikować sąd w pro-

cesie karnym.

W prawie polskim możli-

wość prowadzenia niejaw-

nych czynności operacyjnych 

została uregulowana m.in. 

w ustawie o policji. Działania 

takie mogą być podejmowane 

jedynie w odniesieniu do naj-

poważniejszych przestępstw, 

przy uwzględnieniu wielu 

gwarancji proceduralnych oraz 

środków kontroli wewnętrznej. 

Obowiązek szczegółowego ba-

dania zasadności stosowania 

prowokacji policyjnej oraz spo-

sobu jej przeprowadzenia po-

winien być również brany pod 

uwagę również przez polskie 

organy sądowe.

Trybunał o prowokacji policyjnej

Ewa Ivanova  
ewa.ivanova@infor.pl

D

ziś zamiast w łódzkiej kan-

celarii, urzęduje w Alejach 

Ujazdowskich, w gabine-

cie na parterze, w resorcie 

sprawiedliwości. Doradza 

Cezaremu Grabarczykowi. O kim mowa? 

O Jakubie Goździkowskim, szefie gabinetu 

politycznego ministra. 

Złośliwi mówią, że jest żywym dowo-

dem na desant łódzki podbijający sto-

licę wraz ze zmianą warty w resorcie. 

Podobnie jak Cezary Grabarczyk ma bo-

wiem silne związki z filmową stolicą Pol-

ski. Tam studiował i odbywał aplikację 

adwokacką, a także zdobywał pierwsze 

szlify jako członek palestry. Z ministrem 

Garbarczykiem był już w resorcie infra-

struktury (jako doradca w gabinecie po-

litycznym). Był też zatrudniony w biurze 

poselskim Andrzeja Biernata, obecne-

go ministra sportu. Należy do PO, kie-

dyś pracował w biurze zarządu regionu 

łódzkiego Platformy Obywatelskiej oraz 

w Komitecie Wyborczym PO.

Polityk? Urzędnik? Prawnik? – Choć je-

stem członkiem partii, to w żaden spo-

sób nie czuję się politykiem. Nie czuję się 

również urzędnikiem. Jestem adwokatem 

– odpowiada. 

Jaką rolę pełni w resorcie sprawiedli-

wości i na ile prawdziwe są opinie, iż jest 

szarą eminencją, człowiekiem głębokiego 

cienia? – To pan minister Grabarczyk jest 

konstytucyjnie umocowanym członkiem 

rządu i to on podejmuje wszelkie decyzje, 

za które bierze pełną odpowiedzialność 

– przekonuje sam Goździkowski.

Umniejsza i bagatelizuje swoją rolę. 

Ale tak mówią wszyscy członkowie ga-

binetów politycznych. Bo formalnie rze-

czywiście ich rola nie jest wielka. Niby 

tylko doradzają, pilnują kalendarza, or-

ganizują spotkania. W rzeczywistości są 

najbardziej zaufanymi współpracowni-

kami polityków.

– Zdyscyplinowany, samodzielny i od-

ważny – tak mówi o nim łódzki adwokat 

Bartosz Tiutiunik. Miał okazję współpra-

cować z Goździkowskim przez dwa lata 

na zasadzie patron – aplikant. Ma o nim 

jak najlepsze zdanie.

– Dla młodego adwokata możliwość pra-

cy w ministerstwie to dobre doświadcze-

nie. I z drugiej strony: kontakt z salą są-

dową, organami ścigania to świetna baza 

dla osoby, która zajmuje się administracją. 

Jeśli minister sprawiedliwości otacza się 

osobami, które miały w praktyce do czy-

nienia z wymiarem sprawiedliwości, to 

rosną szanse, że jego decyzje będą trafne 

– dodaje Tiutiunik. 

Goździkowski jest absolwentem WPiA 

Uniwersytetu Łódzkiego. Studia prawni-

cze nie były przypadkiem, ale świadomym 

wyborem. Został kranistą. Pracę magi-

sterską pisał w Katedrze Postępowania 

Karnego i Kryminalistyki pod kierunkiem 

prof. Tomasza Grzegorczyka. Pochylał się 

w niej nad przejawami oportunistycznego 

oddziaływania na przebieg procesu kar-

nego. Ukończył również studia podyplo-

mowe „Prawna obsługa przedsiębiorców”.

Minister Grabarczyk nie mógł lepiej tra-

fić ze swym głównym doradcą. Resort stoi 

dziś bowiem przed wyzwaniem, jakim są 

głębokie zmiany w procedurze karnej. Ma-

jący wejść w życie w 2015 r. model proce-

su kontradyktoryjnego, oparty na sporze 

stron i ograniczonej roli sędziego, budzi 

zachwyt wśród adwokatów i sędziów. Ale 

ma wielu zagorzałych wrogów wśród pro-

kuratorów. – Miałem do czynienia z salą 

sądową – przez cały okres aplikacji. Z uwa-

gi na aplikowanie u adwokata w ściśle pro-

cesowej kancelarii, większość działalności 

realizowałem w sądzie bądź  prokuraturze. 

To był wspaniały okres – wspomina Jakub 

Goździkowski. 

Jest powściągliwy. Więcej daje o nim do 

myślenia nie to, co mówi, ale to, co zosta-

wia dla siebie.  A nie chce mówić, co sądzi 

o sędziach i prokuratorach. I czy w wiel-

kim sporze procesualistów i kranistów 

o kontradyktoryjność stoi po stronie en-

tuzjasty i współautora zmian prof. Piotra 

Hofańskiego czy sceptyka prof. Lecha Gar-

dockiego, który bardziej jest przywiązany 

do kontynentalnych wzorców procesu.

Za to chętnie opowiada, co najbardziej 

uwiera go w funkcjonowaniu wymiaru 

sprawiedliwości. I są to przede wszyst-

kim przypadki przewlekłości toczących 

się spraw. – Odnoszę czasem wrażenie, 

że zapomina się niekiedy, iż za każdym 

paragrafem kryje się człowiek – mówi 

Goździkowski. 

Praca jest dla niego możliwością samo-

realizacji. Wyzwaniem. O swych sukce-

sach i porażkach mówi krótko: – Mam 

nadzieję, że największy sukces zawodowy 

jest dopiero przede mną.

Pytany o to, czy warto zawieszać dzia-

łalność adwokacką dla polityki, przeko-

nuje, że nie warto dla polityki jako takiej, 

ale dla służby publicznej – już tak.

Prywatnie jest miłośnikiem sportu. 

Z uwagi na miejsce pochodzenia – Płock 

– jest zakochany w piłce ręcznej. Kie-

dyś, jako junior, nawet uprawiał ją wy-

czynowo. Wiele mówią o nim lektury. 

Lubi książki sensacyjne, kryminalne 

i biografie. – Wielkie wrażenie zrobiła 

na mnie książka „Eichmann w Jerozo-

limie. Rzecz o banalności zła” autorstwa 

Hanny Arendt – przyznaje. 

Nie ma jeszcze trzydziestki. 

Nosił togę z zielonym 

żabotem. Ale od sali sądowej 

bardziej pociągające okazały 

się polityka i administracja. 

To dla nich zawiesił działalność 

adwokacką

Dominika 

Bychawska-

-Siniarska

 

koordynatorka 
projektu „Europa 
Praw Człowieka” 
Helsińskiej Fundacji 
Praw Człowieka

FOT

. W

O

JTEK

 G

ó

RSKI

PrEnumErata:

Cena prenumeraty DZIENNIKA GAZETA PRAWNA: Wersja Standard – miesięczna (październik 2014 r.): 112,70 zł: – październik–grudzień 2014 r.: 308,70 zł: Wersja Premium – miesięczna 
(październik 2014 r.): 131,10 zł – październik–grudzień 2014 r.: 359,10 zł. Wszystkie ceny brutto (zawierają 8% VAT). Więcej informacji na stronie www.gazetaprawna.pl/prenumerata

W cieniu ministra

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               3 / 8

background image

 

C4

opinie

 

Nowy regulamin dla prokuratury

Pomimo znacznego już oswojenia środo-

wiska prokuratorskiego z różnego rodzaju 

potworkami legislacyjnymi projekt wprawił 

je w konsternację, wzniósł bowiem prawo-

dawczą beztroskę na zupełnie nowy poziom. 

Pomijając już liczne, a kompromitujące nie-

kiedy błędy legislacyjne, mianem najbardziej 

kuriozalnej określić można właśnie regulację 

odnośnie do rozkładu właściwości rzeczowej 

poszczególnych szczebli prokuratury. Dość 

powiedzieć, że do prokuratur okręgowych 

miała trafić olbrzymia liczba postępowań 

m.in. w sprawach o oszustwa (w przeciwień-

stwie do kradzieży czy przywłaszczenia czyn 

ten nie ma charakteru tzw. przepołowionego, 

co oznacza, że nie ma dolnej granicy szkody 

wyznaczającej jego przestępność, formalnie 

nawet wyłudzenie kilku złotych realizuje 

znamiona z art. 286 par. 1 k.k.).

Obrona nieracjonalnej koncepcji

Przeprowadzona przeze mnie symulacja wy-

kazała, iż z ok. 16 tys. spraw prowadzonych 

rocznie w prokuraturach rejonowych okręgu 

rzeszowskiego, w których pracuje 56 proku-

ratorów, ok. 3,5 tys. trafiłoby do prokuratury 

okręgowej, w której obowiązki pełni 22 pro-

kuratorów. Jeżeli sprawy te zostałyby równo 

rozdzielone pomiędzy nich wszystkich, to np. 

prokurator prowadzący liczące 150 tomów 

akt śledztwo (w ramach międzynarodowe-

go zespołu śledczego) dotyczące działającej 

na terenie wielu krajów UE zorganizowanej 

grupy przestępczej z udziałem obywateli RP, 

krajów UE oraz Ameryki Południowej, która 

uszczupliła należności Skarbu Państwa o 200 

mln zł, oraz drugie śledztwo porównywal-

ne rozmiarem i stopniem komplikacji, każ-

dego miesiąca otrzymałby do prowadzenia 

13 kolejnych spraw. W większości błahych 

i nieskomplikowanych, ale z uwagi na for-

malizm postępowania wymagających wy-

konania wielu czynności procesowych oraz 

uczestnictwa w rozprawach i posiedzeniach 

sądowych. Dotychczasowe obciążenie tego 

prokuratora, nieodbiegające od obciążenia 

pozostałych prokuratorów wydziału śled-

czego, można porównać z obciążeniem co 

najmniej kilku, o ile nie kilkunastu proku-

ratorów prokuratur rejonowych. Przekaza-

nie do referatów prokuratorów wydziału 

śledczego olbrzymiej liczby błahych spraw 

całkowicie sparaliżowałoby możliwość reali-

zacji obowiązków w sprawach wielkiej wagi 

i komplikacji, które prowadzą.

Z kolei przy założeniu, że dodatkowe spra-

wy przydzielane byłyby prokuratorom spoza 

wydziału śledczego, średni ich miesięczny 

wpływ wyniósłby 22 sprawy na prokurato-

ra. W prokuraturach rejonowych wyniósł-

by on natomiast 19 spraw na prokuratora, 

przy czym w jednostkach tych prowadzenie 

postępowań karnych jest w zasadzie jedy-

nym zadaniem. Obrona racjonalności takiej 

koncepcji wymagałaby przyjęcia założenia, 

że prokuratorzy prokuratury okręgowej nie 

mieli do tej pory żadnych obowiązków.

Tymczasem w okręgu rzeszowskim mu-

szą oni załatwić jeszcze około 200 spraw 

z zakresu obrotu prawnego z zagranicą, oko-

ło 300 spraw z zakresu prawa cywilnego, ad-

ministracyjnego i postępowania w sprawach 

nieletnich, około 900 spraw rejestrowanych 

w rejestrach Dsa i Dsn (nadzory służbowe, 

spory kompetencyjne, zażalenia na niektóre 

postanowienia zapadające w prokuraturach 

rejonowych oraz liczne odpowiedzi na pisma 

stron niezadowolonych ze sposobu prowa-

dzenia postępowań w prokuraturach rejo-

nowych, co zawsze wymaga czasochłonnej 

kontroli akt sprawy), obsłużyć ponad 3,5 tys. 

posiedzeń w sądzie okręgowym, w tym roz-

praw apelacyjnych, przeprowadzić wizytację 

jednej lub dwóch prokuratur rejonowych, 

dokonać ocen kwalifikacyjnych kandydatów 

na stanowiska prokuratorów prokuratur 

rejonowych itp. 

Rzeczywistą 

przyczyną 

dysfunkcji polskiego 

postępowania 

karnego, 

a jednocześnie 

przeciążenia 

prokuratorów 

prokuratur 

rejonowych, jest 

model postępowania 

przygotowawczego. 

Bez jego 

fundamentalnej 

przebudowy 

jakakolwiek reforma 

nie ma szans 

powodzenia

Prawodawca (niezbyt) racjonalny

Podział spraw między poszczególne 

szczeble prokuratury powinien 

być dokonywany nie tyle w oparciu 

o ich wagę i trudność, ile raczej 

o ich czasochłonność i komplikacje 

organizacyjne w prowadzeniu

fOT

. m

A

TER

iA

ły

 P

RASO

WE

Jaromir 

rybczak

zastępca   

prokuratora   

okręgowego 

w rzeszowie

z

awarta w przepisach podpi-

sanego w ostatnich dniach 

urzędowania ministra 

sprawiedliwości marka 

Biernackiego regulaminu 

prokuratorskiego regula-

cja właściwości rzeczowej 

poszczególnych szczebli prokuratury nie 

wystawia dobrego świadectwa twórcy 

rozporządzenia. Abstrahując już od kwe-

stii, czy umieszczenie tych przepisów 

w rozporządzeniu, nie wykracza poza 

delegację ustawową zawartą w ustawie 

o prokuraturze, co rodzi pytanie o ich 

zgodność z konstytucją, sama ich treść 

świadczy o nikłej wiedzy prawodawcy na 

temat realiów procesu karnego i działal-

ności prokuratury.

Jako jeden z przedstawicieli środowi-

ska prokuratorskiego uczestniczyłem 

w konsultacyjnych spotkaniach z wi-

ceministrem michałem Królikowskim 

dotyczących projektu ustawy o proku-

raturze i na kanwie tych doświadczeń 

gotów jestem postawić tezę, iż po stronie 

ministerstwa nie było zainteresowania 

pogłębieniem tej wiedzy, zaś konsulta-

cje z prokuratorami miały służyć jedy-

nie wychwyceniu technicznych błędów 

o charakterze legislacyjnym. W sprawach 

zasadniczych, dotyczących wizji organi-

zacji prokuratury, zainteresowania zda-

niem prokuratorów nie było. Problem 

właściwości rzeczowej prokuratur oma-

wiany był od początku tych konsultacji, 

przy czym także w tym przypadku nie 

sposób było dostrzec zainteresowania 

pogłębioną dyskusją, a jedynie dążenie 

do uzyskania od prokuratorów zestawu 

poprawek do regulacji, której istota zo-

stała już przesądzona.

Przed tegorocznymi wakacjami mi-

nisterstwo zaskoczyło prokuraturę pro-

jektem nowego regulaminu prokura-

torskiego. inicjatywa została szeroko 

nagłośniona w mediach jako przejaw wy-

ręczenia przez ministra sprawiedliwości 

prokuratury w dostosowaniu jej do wy-

zwań nowego modelu procesu karnego. 

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               4 / 8

background image

 

Podpisana ostatecznie przez ministra 

wersja regulaminu przyniosła kolejne 

niespodzianki. Część spraw przewidzia-

nych w projekcie dla prokuratur apelacyj-

nych i okręgowych wróciła do prokuratur 

rejonowych, inne z kolei – pierwotnie 

przewidywane do prowadzenia w pro-

kuraturach rejonowych – powędrowały 

w przeciwnym kierunku.

Tym razem prawodawca nieco bardziej 

litościwie obszedł się z prokuraturami 

okręgowymi, przekazując co prawda do 

ich właściwości sprawy niekiedy bardzo 

błahe (prokuratura okręgowa będzie wła-

ściwa np. w sprawie odtwarzania piose-

nek w lokalu gastronomicznym z naru-

szeniem praw autorskich twórców albo 

sprzedaży na bazarze kilku T-shirtów 

z podrobionymi znakami towarowymi), 

ale, jak się wydaje, w mniejszej liczbie, niż 

to wynikało z wcześniejszego projektu.

Mniej szczęścia miały prokuratury ape-

lacyjne, do których trafić ma każda sprawa 

o przestępstwo przeciwko działalności in-

stytucji państwowych i samorządowych, 

oprócz wypadków mniejszej wagi. Pro-

blem w tym, że wypadku mniejszej wagi 

nie przewidują przepisy penalizujące np. 

znieważenie czy też naruszenie nietykal-

ności cielesnej funkcjonariusza publicz-

nego albo nadużycie władzy (w praktyce 

mieści się tutaj gigantyczna ilość zawia-

domień obywateli niezadowolonych ze 

sposobu załatwienia ich spraw w urzę-

dach, sądach czy prokuraturach, którzy są 

przekonani, że popełniono na ich szkodę 

przestępstwo, co z uwagi na zasadę legali-

zmu wymaga ich rozstrzygnięcia w trybie 

postępowania karnego).

Pomijając już liczbę tych spraw, któ-

ra najprawdopodobniej będzie wystar-

czająca do sparaliżowania prokuratur 

apelacyjnych, nawet przy założeniu, że 

każda para rąk zajmie się ich załatwia-

niem, poraża dysfunkcja tego rozwiąza-

nia i koszty, które ono wygeneruje. Gdy 

bowiem nietrzeźwy mieszkaniec mia-

steczka oddalonego 100 km od siedziby 

prokuratury apelacyjnej zwymyśla straż-

nika miejskiego albo policjanta, zarówno 

on, jak i wszyscy świadkowie będą mu-

sieli się udać do niej na przesłuchanie, 

ta zaś będzie musiała świadkom zwrócić 

koszty podróży. W nieco poważniejszych, 

ale mimo wszystko bardzo błahych przy-

padkach policja będzie musiała zorgani-

zować konwój z zatrzymanym. Z kolei 

prokuratorzy prokuratury apelacyjnej 

będą nieustannie peregrynowali od jed-

nego sądu rejonowego do drugiego na 

obszarze całego województwa, co wiązać 

się będzie zarówno ze stratami czasu na 

odległe dojazdy, jak i z koniecznością po-

niesienia ich kosztów.

Indagowany w DGP na temat racjonal-

ności przyjętych rozwiązań minister Kró-

likowski stwierdził, iż czynności w tych 

sprawach z reguły wykonuje policja, a po-

nadto można skorzystać z pomocy praw-

nej (w domyśle: prokuratur rejonowych). 

Twierdzenia te zaskakują. Nieodparcie 

nasuwa się bowiem pytanie, jak pomy-

sły te mają się do sztandarowych tez to-

warzyszących opracowaniu regulaminu, 

tj. o dążeniu do odciążenia prokuratur 

rejonowych oraz zapewnieniu, by autor 

aktu oskarżenia występował przed są-

dem? W istocie rzeczy po zastosowaniu 

się do zaproponowanych koncepcji wró-

cimy do punktu wyjścia, tj. sprawy i tak 

faktycznie będą prowadzone w prokura-

turach rejonowych, a dodatkowym ele-

mentem będzie jedynie nadwyżka biuro-

kracji polegająca na przesyłaniu akt tam 

i z powrotem w związku z wnioskami 

o zrealizowanie pomocy prawnej. Dodać 

należy, że w przeważającej części spraw 

omawianej kategorii pokrzywdzonymi 

są policjanci, co powoduje, iż czynności 

w nich raczej nie powinna wykonywać 

policja.

W prokuraturze bez wątpienia wystę-

pują dysproporcje w obciążeniu pracą, 

choć moim zdaniem nie aż tak znaczne 

jak twierdzą związkowcy z prokuratur 

rejonowych, którzy – znając tylko jeden 

szczebel tej instytucji – zapewne nie do 

końca uświadamiają sobie, jaki zakres 

zadań spoczywa na pozostałych.

Znają tylko jeden szczebel

Racjonalne rozwiązanie tego problemu 

wymaga uświadomienia sobie kilku pod-

stawowych prawd. Po pierwsze obciąże-

nia prokuratora nie można mierzyć pry-

mitywnie rozumianą statystyką, jak to 

czynią ci, którzy eksponują fakt, iż w pro-

kuraturach rejonowych prowadzone jest 

99,5 proc. spraw o przestępstwa na etapie 

postępowania przygotowawczego oraz 

przed sądem pierwszej instancji.

Z takiego punktu widzenia jednako-

wą wagę ma sprawa o prowadzenie sa-

mochodu w stanie nietrzeźwości, któ-

rej załatwienie trwa z reguły nie więcej 

niż kilkanaście minut, jak i śledztwo 

przeciwko kilkudziesięciu podejrzanym 

o liczne skomplikowane przestępstwa, 

którego akta liczą 100, 200, a czasami 

nawet więcej tomów akt zawierających 

protokoły przesłuchań setek, a nawet 

tysięcy osób. Samo sporządzenie aktu 

oskarżenia w tego typu sprawie za-

jęło mi kiedyś 3 tygodnie codziennej 

10–12-godzinnej pracy, a doprowadzenie 

postępowania do etapu umożliwiające-

go oskarżenie kosztowało mnie tysiące 

godzin pracy.

Dowody w tak rozległych sprawach łą-

czy niezwykle skomplikowana sieć po-

wiązań, a ich pojęcie wymaga ogromne-

go zaangażowania, które nie sprowadza 

się do prostego przeczytania kilkunastu 

czy kilkudziesięciu tysięcy stron. Jestem 

przekonany, iż prowadzenie przez rok 

tylko jednej takiej sprawy (a prokura-

torzy śledczy w prokuraturach okręgo-

wych i apelacyjnych niemal zawsze pro-

wadzą co najmniej kilka śledztw na raz) 

jest dla prokuratora obciążeniem zupeł-

nie nieporównywalnym do załatwiania 

10 spraw pijanych kierowców dziennie. 

Tymczasem po porównaniu liczby pro-

wadzonych postępowań okazałoby się, 

fo

T.

 G

e

TT

y

 IM

a

G

e

S

Prawodawca (niezbyt) racjonalny

Obciążenia prokuratora nie można 

mierzyć prymitywnie rozumianą 

statystyką, jak to czynią ci, którzy 

eksponują fakt, iż w prokuraturach 

rejonowych prowadzone jest 99,5 proc. 

spraw o przestępstwa na etapie 

postępowania przygotowawczego oraz 

przed sądem pierwszej instancji

prawnik 

 31 października – 2 listopada 2014 nr 212 (3853)  

gazetaprawna.pl

że drugi z prokuratorów przeprowadził 

99,95 proc. z nich. 

Po drugie nie można zapominać, a to 

czynią prokuratorscy związkowcy wespół 

z poprzednim ministrem sprawiedliwości, 

iż ustawowe zadania prokuratury to nie 

tylko prowadzenie i nadzorowanie postę-

powań przygotowawczych oraz pełnienie 

funkcji oskarżyciela publicznego przed są-

dami. Wystarczy zapoznać się z art. 3 ust. 

1 ustawy o prokuraturze, żeby się prze-

konać, jak daleko szersze zadania ma do 

wykonania ta instytucja, przy czym o ile 

większość postępowań karnych skoncen-

trowanych jest na poziomie prokuratur 

rejonowych, o tyle realizacja pozostałych 

ustawowych obowiązków prokuratury 

obciąża głównie pozostałe jej szczeble. 

Zadania te nie wykonują się same, ich 

realizacja absorbuje wielu prokuratorów 

i niekoniecznie bywa mniej czasochłonna 

od działalności prawnokarnej, choć można 

się zgodzić z tezą, że wiąże się ona z nieco 

mniejszym poziomem stresu i odpowie-

dzialności.

oczywiście możliwe byłoby zorgani-

zowanie pracy prokuratury z uwzględ-

nieniem zasady, że wszyscy prokurato-

rzy prowadzić będą postępowania karne 

i na każdego z nich dekretować się będzie 

po kolei sprawy innych kategorii. Takiej 

koncepcji nie uważam jednak za racjo-

nalną. Jako przykład weźmy działalność 

w zakresie obrotu prawnego z zagranicą, 

która realizowana jest na wyodrębnio-

nych stanowiskach, począwszy od szczebla 

prokuratury okręgowej, i polega m.in. na 

opracowaniu, według wymogów między-

narodowego prawa karnego, wniosków 

o międzynarodową pomoc prawną kiero-

wanych z prokuratur niższego szczebla, 

w tym rejonowych.

Wymaga ona wyspecjalizowanej wiedzy 

o zasadach obrotu prawnego z zagranicą, 

obcych systemach prawnych oraz zróżni-

cowanych w poszczególnych państwach 

wymaganiach formalnych dla wniosków. 

Prokuratorzy zajmujący te stanowiska 

z reguły utrzymują regularne kontakty 

ze swoimi zagranicznymi odpowiedni-

kami, co wydatnie ułatwia współpracę. 

Nie wydaje mi się by racjonalne było re-

zygnowanie z takiej specjalizacji, ozna-

czałoby to bowiem, że prokurator proku-

ratury rejonowej, który incydentalnie raz 

na rok występuje z wnioskiem o realizację 

międzynarodowej pomocy prawnej, każ-

dorazowo musiałby od podstaw pozyski-

wać wyspecjalizowaną i trudno dostępną 

wiedzę na temat zasad obrotu prawnego 

z określonym państwem. 

Na marginesie należy zauważyć, iż nie 

odpowiada prawdzie zawarta w uzasad-

nieniu projektu regulaminu teza, jako-

by wyłącznie w wydziałach śledczych 

i wydziałach do spraw przestępczości 

gospodarczej prokuratur okręgowych 

wykonywano „zadania prokuratorskie 

bezpośrednio związane z prowadzeniem 

postępowania przygotowawczego lub są-

dowego”. W rzeczywistości niczym innym 

jak pełnieniem funkcji oskarżyciela pu-

blicznego w postępowaniu przed sądem 

II instancji zajmują się wszyscy prokura-

torzy wydziałów sądowych. Przesunięcie 

ich do prowadzenia postępowań przygo-

towawczych i występowania przed sądem 

pierwszej instancji w sprawach z własnych 

aktów oskarżenia musiałoby skutkować 

obciążeniem obowiązkiem obsługi roz-

praw odwoławczych prokuratorów pro-

kuratur rejonowych.

Wbrew temu, co się powszechnie twier-

dzi, udział w rozprawie odwoławczej au-

tora aktu oskarżenia, który „zna sprawę”, 

niekoniecznie przyniesie korzyści. Należy 

bowiem pamiętać, że ostatnim momen-

tem na formułowanie zarzutów apelacyj-

nych dla strony profesjonalnej jest upływ 

terminu do wniesienia apelacji. Na roz-

prawie apelacyjnej prokurator dodatko-

wo może już podnosić wyłącznie zarzuty 

dotyczące tzw. bezwzględnych przyczyn 

odwoławczych, trudno natomiast spo-

dziewać się, że uczyni to prokurator, który 

nie dostrzegł ich wcześniej, sporządzając 

apelację (środek ten jest wnoszony przez 

prokuraturę, z której wcześniej skierowa-

no akt oskarżenia). Zdecydowanie bardziej 

prawdopodobne jest, że taką potrzebę do-

strzeże prokurator wydziału sądowego 

specjalizujący się właśnie w postępowaniu 

odwoławczym.

Zaryzykuję zresztą tezę, że na tym eta-

pie postępowania istotniejsza jest wiedza 

na temat reguł proceduralnych nim rzą-

dzących aniżeli znajomość sprawy, którą 

można uzupełnić, zapoznając się z aktami. 

Dotychczasowa organizacja obsługi postę-

powań odwoławczych jest moim zdaniem 

najbardziej racjonalna, istnienie wyspecja-

lizowanych wydziałów sądowych dodatko-

wo stwarza możliwość konsultacji na eta-

pie opracowywania apelacji, która może 

pomóc jej autorowi połączyć swoją wiedzę 

o sprawie ze specyficznymi wymogami 

tego najtrudniejszego pisma procesowe-

go. Istnienie tych wydziałów pozwala też 

oszczędzić czas i wydatki, które zostałyby 

poniesione w związku z koniecznością 

podróżowania prokuratorów z prokuratur 

niższego szczebla do sądów okręgowych 

i apelacyjnych. W uzasadnionych przy-

padkach, zwłaszcza w sprawach o skom-

plikowanym i niejednoznacznym stanie 

faktycznym, nic nie stoi na przeszkodzie 

uzgodnieniu, by rozprawę apelacyjną ob-

służył autor aktu oskarżenia, i taka prak-

tyka obecnie występuje, w rzeczywistości 

prokuratura jest bowiem znacznie bar-

dziej elastyczna i odformalizowana, ani-

żeli się to powszechnie sądzi.

Prokuratura na wzór sądów   

Pewne oszczędności organizacyjne można 

byłoby uzyskać, likwidując nadzór służbo-

wy (pamiętać należy jednak, iż wydziały 

organizacyjne prokuratur okręgowych 

i apelacyjnych mają znacznie szerszy za-

kres zadań aniżeli jego sprawowanie). Wy-

magałoby to jednak całkowitej zmiany 

filozofii działania prokuratury, która mu-

siałaby znaleźć odzwierciedlenie w usta-

wie, polegającej na przyjęciu założenia, iż 

niezależny prokurator podlega kontroli 

wyłącznie w trybie procesowym sprawo-

wanej przez sądy, a jego przełożeni odpo-

wiadają jedynie za sposób zorganizowania 

pracy podległych prokuratorów, nie zaś za 

to, jak prowadzą oni swoje postępowania. 

Tak rozumiana prokuratura działałaby 

w pewnym sensie na wzór sądów.

Jeżeli jednak chcemy postrzegać pro-

kuraturę jako instytucję hierarchiczną, 

w której  prokurator generalny odpowia-

da za to np., że prokurator jednej z pro-

kuratur rejonowych uznał swastykę za 

symbol szczęścia, to niezbędne jest wy-

posażenie przełożonych na poszczegól-

nych szczeblach nie tylko w narzędzia, 

ale i odpowiedni aparat etatowy umożli-

wiający skuteczne realizowanie nadzoru 

wewnętrznego. Nie można zjeść jabłka 

i mieć jabłka jednocześnie. W sprawach 

karnych z reguły diabeł tkwi w szczegó-

łach i efektywnego nadzoru nie da się 

sprawować bez zaangażowania znacz-

Dokończenie na str. 6

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               5 / 8

background image

 

Po debacie dGP

 

Wizerunek sędziów

c6

Nawet najwybitniejsi 

przedstawiciele 

środowisk 

prawniczych, 

mówiąc o kondycji 

sądownictwa, 

zapominają, że 

rzeczywistość się 

zmieniła i początki 

transformacji 

ustrojowej z lat 90. 

mamy dawno za sobą

Rzecznik sądów 

to nie wszystko

Z

ainspirowany debatą na ła-

mach Prawnika („Sędzio-

wie nie chcą już być chłop-

cami do bicia”, DGP 202 

z 17 października 2014 r.), 

a zwłaszcza wypowiedziami 

niektórych mówców, posta-

nowiłem zabrać głos w dyskusji dotyczącej 

kondycji wymiaru sprawiedliwości i wi-

zerunku samych sędziów. Odnoszę bo-

wiem wrażenie, że nawet najwybitniejsi 

przedstawiciele środowisk prawniczych, 

przy całym szacunku dla ich dorobku, nie 

bardzo orientują się, o czym mówią, lub 

żyją w przeświadczeniu, że nadal mamy 

początki transformacji ustrojowej z lat 

90. ubiegłego wieku i nie zauważyli, iż 

nastąpiły zmiany. Dlatego konieczne wy-

daje mi się uświadomienie czytelnikom 

kilku faktów.

W debacie pojawiły się opinie, że do 

głównych powodów złego odbioru są-

downictwa należą jego niewydolność, 

niski poziom orzecznictwa podyktowany 

tym, że sędziowie „nie są specjalistami”, 

a także przytaczana przy każdej okazji 

informacja dużej liczby sędziów w Pol-

sce w przeliczeniu na mieszkańców. Nie 

sposób dyskutować z suchymi danymi, 

ale twierdzenie, że sądy są niewydolne, 

to klasyczne żonglowanie statystykami. 

Pomija się przy tym najważniejsze kry-

terium, jakim jest liczba spraw wpływa-

jących do sądu.

Po przemianach systemowych zapo-

czątkowanych w 1989 r. konstytucja z 1997 r. 

bardzo szeroko ujęła prawo obywateli do 

sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia 

spraw bez nieuzasadnionej zwłoki przez 

właściwy, niezależny, bezstronny i nieza-

wisły sąd. Ustawodawca systematycznie 

poszerzał kognicję sądów. Nie będąc go-

łosłownym, sięgnę po kilka innych sta-

tystyk, takich jak np. dane porównawcze 

z lat 1990–2002 (druk sejmowy 1423 Sej-

mu RP IV kadencji, marzec 2003). Poka-

zują one, że  w 1990 r. do sądów w Polsce 

wpłynęło 2 mln spraw, a w 2002 r. już 8,7 

mln spraw. Obecnie wskaźnik ten prze-

kracza już 13 mln, co powinno być podsta-

wowym kryterium przy ocenie wydolno-

ści kadry sędziowskiej. Kadra sędziowska, 

w 1990 r. licząca 5285 etatów, zwiększyła 

się obecnie do 11 tysięcy, co oznacza, że 

sędziowie muszą rozpoznać rocznie trzy 

razy więcej spraw niż kiedyś.

Jedyną osobą, która w debacie zwróciła 

uwagę na znaczącą różnicę w warunkach 

pracy sędziów (co z radością zauważyłem), 

była I prezes Sądu Najwyższego prof. Mał-

gorzata Gersdorf. Głos pani prezes świad-

czy o tym, że chociaż piastuje najwyż-

sze stanowisko sędziowskie w państwie, 

najlepiej rozumie tysiące sędziów sądów 

rejonowych, którzy rozstrzygają 90 proc. 

spraw. Celnie zwróciła uwagę, że trudno 

jest mówić o wysokiej jakości orzecznic-

twa przy kilkuset sprawach w referacie 

sędziego.

Wszechobecny nadzór Ministerstwa 

Sprawiedliwości wymaga od sędziego 

nadania biegu każdej sprawie, bez wzglę-

du na datę wpływu i w takiej konfigura-

cji nie jestem w stanie pojąć, jak można 

sędziów obwiniać np. za kilkumiesięczne 

terminy odroczeń. Wydaje się, że jedynie 

wprowadzenie pensum oraz zasady roz-

poczynania nowych procesów po zakoń-

czeniu już prowadzonych może uzdrowić 

tę sytuację. 

W tym momencie dotykamy niezwy-

kle ważkiego problemu, jakim jest wizja, 

a raczej jej brak, reformy sądownictwa 

ze strony Ministerstwa Sprawiedliwo-

ści. Brak spójnej koncepcji zmian przeja-

wia się na każdym kroku w działalności 

tej instytucji i niewątpliwie jest to jed-

na z przyczyn złego wizerunku sądów 

w społeczeństwie. Wystarczy dla przykła-

du tylko podać wielką nowelizację z 2011 

r. ustawy – Prawo o ustroju sądów po-

wszechnych, rzekome oddzielenie nad-

zoru ministra sprawiedliwości od sądów 

dokończenie ze str. 5

nej liczby prokuratorów – nakład cza-

su, jaki należy poświęcić na rzeczywiste, 

intelektualne opanowanie sprawy, jest 

bowiem zbliżony, niezależnie od tego, 

czy prokurator prowadzi śledztwo osobi-

ście, nadzoruje postępowanie prowadzo-

ne przez policję, czy też sprawuje nadzór 

służbowy nad prokuratorem niższego 

szczebla. 

Jeżeli spróbujemy przyjrzeć się obciąże-

niu prokuratorów okiem praktyka, wol-

nego od fascynacji statystyką, okaże się, 

iż w rzeczywistości znaczne dysproporcje 

w obciążeniu występują również pomię-

dzy poszczególnymi prokuraturami re-

jonowymi. Wpływ 30 spraw miesięcznie 

w dużym mieście, w którym istnieje po-

ważna przestępczość kryminalna, zloka-

lizowanych jest wiele instytucji i podmio-

tów gospodarczych, których działalność 

generuje skomplikowane sprawy gospo-

darcze, to jednak coś zupełnie innego niż 

wpływ takiej samej liczby spraw w małym 

miasteczku, gdzie poważniejsze prze-

stępstwo to rzadki wyjątek wśród domi-

nujących spraw nietrzeźwych kierowców.

Miara trudności sprawy

Należy przy tym zauważyć, iż kwalifi-

kacja prawna przestępstwa jest bardzo 

zawodnym sposobem mierzenia stop-

nia trudności czy też wagi sprawy. Po-

stępowanie o czyn kwalifikowany z art. 

294 par. 1 k.k. w zw. z art. 286 par. 1 k.k. 

może dotyczyć zarówno rozliczeń pomię-

dzy dwoma przedsiębiorcami z tytułu 

transakcji objętej jedną fakturą, gdzie 

na pierwszy rzut oka nie ma podejrze-

nia popełnienia przestępstwa, w związ-

ku z czym może ona zostać załatwio-

na w trwającym miesiąc postępowaniu 

sprawdzającym, jak i niezwykle skom-

plikowana sprawa piramidy finansowej 

wymagająca ogromnego zaangażowania 

i nakładu czasu pracy. Zwolennicy sztyw-

nego określenia właściwości rzeczowej 

poszczególnych szczebli prokuratur na 

wzór właściwości sądów nie dostrzegają 

jeszcze jednego mankamentu tej kon-

cepcji, a mianowicie zasadniczego braku 

podobieństwa etapów, na których nastę-

puje ustalenie właściwości prokuratury 

i sądu.  O ile takie kryterium ustalania 

właściwości ma sens w odniesieniu do 

postępowania sądowego, bo po przepro-

wadzeniu postępowania przygotowaw-

czego okoliczności sprawy są już na tyle 

wyjaśnione, że prokurator w akcie skar-

żenia wskazuje w miarę stabilną kwali-

fikację prawną czynu, a zasada skargo-

wości w zasadzie wyklucza poszerzanie 

przedmiotu sprawy na inne czyny, o tyle 

w przypadku inicjowania postępowania 

przygotowawczego posiadane informa-

cje najczęściej są mgliste, a kwalifika-

cja prawna ma charakter prowizoryczny 

i bardzo często zmienia się już w toku 

postępowania.

Niczym wyjątkowym nie jest też posze-

rzanie postępowania przygotowawczego 

o kolejne ujawnione w nim czyny, któ-

re mogą mieć zupełnie inną kwalifika-

cję aniżeli ten, który stanowił podstawę 

wszczęcia. W efekcie często dochodzić 

będzie do zmiany właściwości rzeczowej 

już w toku postępowania, co wiązać się 

będzie z głęboko dysfunkcjonalną zmia-

ną prokuratora referenta sprawy. Istnieje 

też i inne niebezpieczeństwo wynikające 

z tej płynności – prokuratorzy jednostek 

poszczególnych szczebli będą skłonni 

widzieć w tych szczątkowych stanach 

faktycznych raczej te kwalifikacje, które 

nie uzasadniają ich właściwości, przynaj-

mniej do momentu, w którym stanie się 

ona oczywista. 

Wprowadzenie sztywnej właściwości 

rzeczowej prokuratur w oparciu o kwa-

lifikacje czynów opiera się na milczą-

cym założeniu, że w prokuraturach re-

jonowych nie powinny być prowadzone 

sprawy poważne i skomplikowane. Tym 

samym prokuratorzy tych jednostek 

traktowani są jako prokuratorzy dru-

giej kategorii. To bardzo niesprawiedli-

we podejście. Korpus prokuratorski jest 

w rzeczywistości mocno jednolity, zaś 

znaczna część prokuratorów prokuratur 

rejonowych to dobrzy fachowcy, którzy 

doskonale dają sobie radę z naprawdę 

trudnymi postępowaniami. W moim 

przekonaniu podział spraw pomiędzy 

poszczególne szczeble prokuratury po-

winien być więc dokonywany nie tyle 

w oparciu o wagę i trudność sprawy, ile 

raczej o jej czasochłonność i komplika-

cje organizacyjne w jej prowadzeniu. Te 

dwa podziały dość często się nie pokry-

wają. Racjonalna decyzja, w jakiej jed-

nostce ma być prowadzona konkretna 

sprawa, wymaga głównie świadomości, 

że prokurator prokuratury rejonowej 

zasypywany jest ogromną ilością spraw 

drobnych i błahych, które w swej masie 

konsumują większość jego czasu. Oprócz 

nich może prowadzić sprawy nawet 

bardzo trudne, wymagające wysokich 

kwalifikacji, nie powinien natomiast 

prowadzić postępowań, choćby niezbyt 

skomplikowanych, które wiążą się z ko-

niecznością osobistego wykonywania 

znacznej ilości czynności, a zwłaszcza 

z odległymi wyjazdami. Mogę dodać, 

że kiedy pracowałem w prokuraturze 

rejonowej, cieszyłem się z możliwości 

prowadzenia spraw bardziej skompli-

kowanych, które pozwalały mi wykazać 

się umiejętnościami. O tym, że podobną 

postawę prezentuje wielu prokuratorów 

prokuratur rejonowych, świadczą częste 

przypadki niechętnych reakcji na skła-

dane przeze mnie propozycje przejęcia 

prowadzonych przez nich postępowań 

do prokuratury okręgowej. Takie stano-

wiska zawsze uwzględniam, uważam 

bowiem, że ambitne podejście proku-

ratora do swojej pracy daje lepsze gwa-

rancje prawidłowego przeprowadzenia 

postępowania aniżeli szczebel, na któ-

rym sprawa jest prowadzona. 

 Nie ulega wątpliwości, że wielu pro-

kuratorów – zwłaszcza w prokuraturach 

rejonowych – jest przeciążonych. Bez 

wątpienia celowe jest poszukiwanie spo-

sobów bardziej racjonalnego zorganizo-

wania działalności tej instytucji czy też 

zasad umożliwiających bardziej równo-

mierne rozłożenie obowiązków pomię-

dzy poszczególnymi prokuraturami czy 

też szczeblami organizacyjnymi tej in-

stytucji. Jestem jednak przekonany, iż 

działania zmierzające do usprawnienia 

procesu karnego powinny być ukierun-

kowane przede wszystkim nie na we-

wnętrzną organizację prokuratury, lecz 

na zracjonalizowanie udziału w postę-

powaniu organów prowadzących pod 

jej nadzorem postępowanie przygoto-

wawcze, w szczególności policji. Głów-

nym czynnikiem paraliżującym spraw-

ność i skuteczność ścigania przestępstw 

w Polsce, a także praworządność, nie jest 

bowiem – jak tego chcą twórcy noweli-

zacji procesu karnego – model postępo-

wania sądowego. Wiara, iż rozwiązaniem 

istniejących problemów jest wprowadze-

nie utopijnego modelu procesu (pozor-

nie) ekstremalnie kontradyktoryjnego 

nie ma racjonalnych podstaw.

Rzeczywistą przyczyną dysfunkcji 

polskiego postępowania karnego, a jed-

nocześnie przeciążenia prokuratorów 

prokuratur rejonowych, jest model po-

stępowania przygotowawczego, i to bez 

jego fundamentalnej przebudowy jaka-

kolwiek reforma nie ma szans powodze-

nia. Oczekujące na wejście w życie prze-

pisy kodeksu postępowania karnego na 

pewno nic w tym zakresie nie poprawią, 

przeciwnie, jedynie znacznie pogłębią 

istniejącą dysfunkcję. To już jednak za-

gadnienie wymagające odrębnego opra-

cowania. 

Prokuratura okręgowa 

będzie właściwa 

np. w sprawie odtwarzania 

piosenek w lokalu 

gastronomicznym 

z naruszeniem praw 

autorskich twórców 

albo sprzedaży na 

bazarze kilku T-shirtów 

z podrobionymi znakami 

towarowymi

fOT

M

a

T

e

RI

y

 P

R

a

SO

W

e

Rafał 

Puchalski 

sędzia   

sądu Rejonowego  

w Jarosławiu

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               6 / 8

background image

 

prawnik 

 31 października – 2 listopada 2014 nr 212 (3853)  

gazetaprawna.pl

i pozostawienie mu jedynie nadzoru ze-

wnętrznego, a przekazanie nadzoru ad-

ministracyjnego w ręce prezesów sądów 

apelacyjnych oraz zwiększenie wpływu 

sędziów sądów rejonowych na kształt 

władz w sądach.

Słynny kazus prezesa Sądu Okręgowe-

go w Gdańsku był najdobitniejszym do-

wodem na patologiczny sposób doboru 

kandydatów na prezesów sądów. Wyda-

wałoby się, że obowiązujące przepisy u.s.p. 

w przyszłości zapobiegną takim zdarze-

niom. Tymczasem MS już wdraża zmiany 

w ustawie, proponując powrót do starych 

rozwiązań, w ramach których sędziowie 

rejonowi mieli mniejszość w organach sa-

morządowych i kolegialnych. Czy 3-letni 

okres obowiązywania ustawy uświadomił 

politykom, że opiniowani przez środowi-

sko kandydaci na prezesów przestaną być 

przedstawicielem ministra?

Należy przypomnieć, że w toku kon-

sultacji społecznych podstawowym po-

stulatem wysuwanym przez sędziów było 

odebranie nadzoru administracyjnego 

nad sądami powszechnymi ministrowi 

sprawiedliwości i przekazanie go I preze-

sowi Sądu Najwyższego (na wzór sądów 

administracyjnych). Jednym z argumen-

tów przemawiających za takim rozwiąza-

niem było uniezależnienie sądownictwa 

od wpływów polityków (w szczególności 

wpływu na wybór prezesów).

Podobnym przykładem jest kolejna re-

forma mapy sądów. Jeden z ministrów 

znosi sądy, inny je tworzy. Wszystko to 

w połączeniu z beznadziejną legislacją 

nie służy wizerunkowi sądów. A najwięk-

szy smutek wzbudza to, że reformy są 

prowadzone przez niektórych sędziów 

delegowanych do MS, którzy tworzą i są 

odpowiedzialni za diametralnie różne 

projekty zmian, ale uzasadniają je zawsze 

tym samym dobrem wymiaru sprawie-

dliwości. 

Uczestnicy debaty DGP wiele uwagi 

poświęcili problemowi, jakim jest brak 

komunikacji środowiska sędziowskiego 

z mediami i konieczności utworzenia 

swoistego rzecznika praw sądów, który 

miałby pomóc w wykreowaniu lepsze-

go wizerunku polskiego sądownictwa. 

Zgodzić się należy z takim pomysłem, 

chociaż uważam to rozwiązanie za poło-

wiczne. Bardziej cieszy mnie inicjatywa 

pana sędziego Waldemara Żurka wdra-

żana przez niego w jego macierzystym 

sądzie okręgowym. Właśnie tego rodzaju 

rozszerzenie kontaktów z mediami ma 

największe szanse powodzenia.

Aby zmienić negatywny wizerunek wy-

miaru sprawiedliwości, budowany często 

przez polityków (bo przecież oddziały-

wanie na emocje społeczeństwa poma-

ga budować własną popularność), należy 

zmienić kulturę mówienia o sądach. Me-

dia, określane jako IV władza, w prakty-

ce są władzą najważniejszą w państwie 

i czy to się komuś podoba czy nie, rów-

nież sądy muszą się do nowej rzeczywi-

stości dostosować. Świat mediów rządzi 

się prawem popytu i podaży i nawet naj-

bardziej pracowity sędzia nie dostąpi za-

szczytu znalezienia się na łamach prasy 

czy w programie telewizyjnym, jeśli się 

o to nie zadba. Tym samym ocieplenie 

wizerunku sądów jest możliwe jedynie 

przy pełnej współpracy z dziennikarzami, 

w ramach której tłumaczy obowiązujące 

procedury i wskazuje, kto ponosi winę za 

złe rozwiązania legislacyjne. Idealnym 

dowodem na skuteczność takich form 

działania jest wizerunek policji. Od kilku 

lat doskonale wykorzystuje ona funkcję 

rzecznika prasowego, a jak wykazują ba-

dania, przekłada się to na wzrost poziomu 

zaufania do niej.

Rzecznik sądów, stale mający kontakt 

z mediami, jest niezbędny. Powinien 

być lokalnie wspierany przez rzeczni-

ków w poszczególnych sądach, którzy 

nie mogą ograniczać się do zabierania 

głosu w sprawach interesujących redak-

torów, lecz muszą stale zapraszać ich na 

spotkania. Dziwię się postawionej przez 

jednego z uczestników debaty DGP tezie, 

że sąd wypowiada się tylko w wyroku i jest 

to powód do dumy. Świadczy to o kom-

pletnym braku zrozumienia roli mediów. 

Właśnie w ten sposób tworzona bariera 

skutkuje później niepochlebnymi rela-

cjami z procesów. Zadaniem rzeczników 

jest wyjaśnienie wątpliwości. 

Ostatnim problemem pojawiającym 

się w dyskusji był nabór do zawodu. Przy-

znam, że na tym polu pozytywnie trzeba 

ocenić zmiany zachodzące w sposobie  

oceniania kandydatów przez Krajową 

Radę Sądownictwa. Powoli kończą się sy-

tuacje, że wszyscy znają nazwisko przy-

szłego sędziego, a rada zaczyna wybierać 

osoby mające często niewielkie popar-

cie kolegiów czy zgromadzeń, za to naj-

lepsze merytorycznie. Pozwolę sobie na 

refleksję, że jednym ze źródeł patologii, 

która również przekłada się na złą ocenę 

sędziów,  jest przyjęte w Polsce wadliwe 

rozwiązanie systemowe w postaci stopni 

sędziowskich. Moim zdaniem powinno 

się je, wzorem niektórych państw euro-

pejskich, zlikwidować. Gdyby każdy sę-

dzia w Polsce pozostawał na taki samym 

poziomie co inni, to nie podlegałby presji  

nadzoru administracyjnego, mającego 

realny wpływ na jego karierę zawodową. 

Tym samym nie byłoby anegdot o orze-

czeniach pod II instancję, czyli dla po-

trzeb statystyki.

Rzecznik sądów 

to nie wszystko

fOT

P

IOTR

 M

e

CIK

/f

O

R

U

M

N

a wstępie chciałbym 

zaznaczyć, że zmiany 

w prawie powinny mieć 

charakter systemowy 

i kompleksowy. Dlatego pytanie 

o zmianę jednego przepisu traktuję 

jako zmierzające do wskazania 

najbardziej istotnych problemów 

wymagających interwencji legislacyj-

nej. Gdybym mógł decydować o tego 

typu zmianach, doprowadziłbym do 

stworzenia dwuinstancyjnego 

sądownictwa rodzinnego. Idea jego 

rozwoju powinna być moim zdaniem 

realizowana, pogłębiana i udoskonala-

na przez państwo, które za cel stawia 

sobie politykę prorodzinną. Wykony-

wanie funkcji sędziego rodzinnego 

wymaga szerokich kompetencji 

prawniczych, psychologicznych 

i pedagogicznych oraz szczególnego 

rodzaju wrażliwości. Dwuinstancyjne 

sądownictwo rodzinne stworzyłoby 

również lepsze możliwości awansu 

i dowartościowało zawód sędziego 

rodzinnego. Z przykrością muszę 

stwierdzić, że obecnie wprowadzane 

zmiany idą w kierunku zupełnie 

odwrotnym, tzn. podejmowane są 

działania umożliwiające likwidację 

wydziałów rodzinnych w sądach 

rejonowych. 

W ramach reformy sądownictwa 

rodzinnego można by również 

rozważyć powrót spraw rozwodowych 

do właściwości sądów rejonowych 

– wydziałów rodzinnych i nieletnich.

Obecnie w sprawach o rozwód orzeka 

sąd okręgowy. Nowelizacją kodeksu 

postępowania cywilnego z 1991 r. 

sprawy o rozwód zostały wyprowadzo-

ne z wyspecjalizowanych sądów 

rodzinnych do sądów okręgowych. 

Celem nowelizacji było prawdopodob-

nie ograniczenie liczby rozwodów. Cel 

ten nie został osiągnięty, a liczba 

spraw o rozwód i tak lawinowa 

wzrosła. W efekcie dochodzi do 

sytuacji, gdy o władzy rodzicielskiej nie 

orzeka wyspecjalizowany w rozstrzy-

ganiu spraw rodzinnych sędzia 

rodzinny. Cierpi na tym jakość 

orzecznictwa, szczególnie w zakresie 

rozstrzygnięcia o władzy rodzicielskiej, 

co potwierdzają prowadzone od wielu 

lat badania aktowe. Obecne rozwiąza-

nie generuje również koszty, ponieważ 

niewłaściwe rozstrzygnięcie w zakresie 

władzy rodzicielskiej w sądzie 

rozwodowym powoduje powrót sprawy 

do sądu rejonowego i konieczność 

wydania ponownego rozstrzygnięcia, 

uwzględniającego dobro dziecka.

 

Oprac. PB

Dwuinstancyjne 

sądownictwo 

rodzinne 

stworzyłoby lepsze 

możliwości awansu 

i dowartościowało 

zawód sędziego 

rodzinnego. 

Niestety obecnie 

wprowadzane 

zmiany idą 

w odwrotnym 

kierunku

kronika

 

bubli prawnych

Gdybym mógł zmienić 

jeden przepis...

dr Jerzy Słyk

 

adiunkt w Katedrze Prawa Rodzinnego 
i Prawa Nieletnich UKSW

Największy smutek 

wzbudza to, że reformy 

są prowadzone przez 

niektórych sędziów 

delegowanych 

do Ministerstwa 

Sprawiedliwości, którzy 

tworzą i są odpowiedzialni 

za diametralnie różne 

projekty zmian, ale 

uzasadniają je zawsze tym 

samym dobrem wymiaru 

sprawiedliwości

  AUTOPROMOCJA

Zamówienia: 22 761 31 27, e-mail: bok@infor.pl

Dostępny na:

www.sklep.infor.pl

20

LAT

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

0

0

0

0

0

0

0

0

0

0

0

0

0

0

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

2

0

0

0

0

0

0

0

0

0

PAT R Z Y M Y OBI E K T Y W N I E.  P I S Z E M Y ODP OW I E D Z IA L N I E 

USTAWA O SŁUŻBIE CYWILNEJ Z KOMENTARZEM

Liczba stron: 544

JEDYNY NA RYNKU 

TAK PRAKTYCZNY

 

KOMENTARZ

 

DO USTAWY O SŁUŻBIE CYWILNEJ

Lektura obowiązkowa dla urzędników administracji centralnej i terenowej

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               7 / 8

background image

 

C8

Felieton na konieC

 

Widziane z dystansu

▪  wnikliwe komentarze 

i opinie prawniczych 

autorytetów

▪ orzeczenia sądów 
▪ projekty ustaw
▪  trendy na rynku 

▪  aktualne informacje 

dla każdej z korporacji 

prawniczych

S p r a w d ź

 

w w w . p r a w n i k . p l

SERWIS DLA PRAWNIKÓW

  autopromocja

Sprawiedliwość dla klęczącego  

na zimnej kamiennej podłodze

Maciej  

Bobrowicz 

radca prawny, 

mediator  

gospodarczy 

i sądowy,  

prezes KRRP 

w latach 2007–2013

K

ilka dni temu 

w Chinach 

pokazywano mi 

w jednym 

z cesarskich pałaców 

dziedziniec, na którym 

Chińczycy zdawali niezwy-

kle trudny egzamin na 

urzędnika cesarskiego. 

Kiedy dowiedziałem się, że 

przygotowanie do niego 

polegało na nauczeniu się 

na pamięć setek tekstów, 

pomyślałem sobie, że wtedy 

dawało to niezwykłą wiedzę 

zdającemu – ale dziś 

niekoniecznie należy w ten 

sposób na to patrzeć. Sama 

wiedza bez umiejętności jej 

stosowania na niewiele się 

bowiem zdaje.

Czego uczą dziś polskie 

szkoły, a raczej czego nie 

uczą? Czy jest przedmiot 

rozwijający podstawową 

kompetencję nas wszyst-

kich, tj. komunikowanie się? 

Kto uczy młodych Polaków 

kreatywności czy mierzenia 

się z problemami? Kto 

pokazuje im, jak rozwiązy-

wać konflikty, 

z którymi przecież 

z pewnością zetkną się 

w swoim życiu?

Model uczenia się na 

pamięć ,,materiału” 

wdrażany w szkołach 

podstawowych, a później 

na uczelniach sprawia, 

że rośnie nam pokolenie 

,,niepełnosprawnych 

intelektualnie”. Studia uczą 

studentów prawa zdawać 

testy. Czy uczą ich płynnych 

wypowiedzi, logicznego 

uzasadniania swoich 

twierdzeń? Kilka lat temu 

będąc w jury jednego 

z konkursów erystyki, 

miałem możliwość ogląda-

nia wystąpień… odczytywa-

nych z kartek. Paryskie 

wystąpienia młodych 

francuskich prawników były 

aktorskimi popisami, które 

pamiętam do dziś. Przesa-

dzam? Praca z klientem 

to kilogramy wiedzy i tony 

psychologii. Słyszał ktoś 

o szkoleniach z tego zakresu 

dla prawników? A może 

możemy nauczyć się tego 

z książek? Znam tylko jedną. 

Wydaną za oceanem. 

Europejskie podejście do 

tego tematu koncentruje się 

na psychologicznych 

aspektach przesłuchań 

świadków w sprawach 

karnych. Rozumiem 

– psychologia sądowa. 

Ale gdzie jest przydatna 

i praktyczna wiedza, jak 

rozmawiać z klientem, kiedy 

przyjdzie pierwszy raz do 

mojej kancelarii. Lekarzy 

uczy się przeprowadzania 

wywiadu z pacjentem. 

A prawników? Owszem, 

w Oxfordzie. Kiedy przywio-

złem do Polski stosowny 

podręcznik spotkał, się 

z kuriozalnym zarzutem, 

że nie pasuje on do naszej 

rzeczywistości, bo to Anglia 

i system ,,common law”. 

To z jednej strony 

prawdziwe nieszczęście, 

ale z drugiej strony szansa 

dla tych, którzy zrozumieją, 

jak budować swoją przewa-

gę rynkową.

Wróćmy jeszcze na 

chwilę Chin. Tych cesar-

skich. W innym z pałaców, 

w których mieściła się kilka 

wieków temu administracja 

zarządzająca miastem, było 

pomieszczenie – dziś 

moglibyśmy nazwać je 

sądem. Kiedy pojawiał się 

mieszkaniec miasta 

,,po sprawiedliwość”, 

uderzał w bęben, klękał 

w zagłębieniach wykutych 

specjalnie w kamiennej 

podłodze i czekał 

na urzędnika. A teraz 

przenieśmy się do współ-

czesnej Anglii i zobaczmy 

sędziego brytyjskiego, 

którego pracę miałem 

możliwość obserwować 

kilkakrotnie. Otóż ma on 

zwyczaj rozmawiać ze 

stronami o problemie, 

który przyjdzie mu 

rozstrzygnąć. Rozmawiać. 

To oznacza wzajemny 

szacunek i chęć zrozumie-

nia stanowiska stron. 

A naszemu wymiarowi 

sprawiedliwości bliżej jest 

do kamiennej podłogi, na 

której klęka pełnomocnik, 

czy do szczerej, spokojnej 

i otwartej rozmowy na 

temat konfliktu? 

Czego uczono cesarskich 

urzędników setki lat temu 

w Azji, czego uczy się 

sędziów dziś w Anglii, 

a czego uczymy my 

naszych sędziów w Polsce? 

Co czuje się, kiedy staje się 

na kamiennej podłodze 

w Pingyao? Strach. 

Co czuję, kiedy oglądam 

pracę brytyjskiego sędzie-

go? Spokój, szacunek 

i wiarę w sprawiedliwy 

wyrok. 

Co czuję, kiedy pojawiam 

się w polskim sądzie?

 Redakcja: ul. Okopowa 58/72; 01-042 Warszawa, tel. 22 530 40 40, faks: 22 530 40 39; e-mail: gp@infor.pl 

 Redaktor naczelna: Jadwiga Sztabińska  

 Zastępcy redaktor naczelnej: Andrzej Andrysiak, Dominika Sikora, Paweł Nowacki 

 Sekretarze: Łukasz Bąk, Rafał Drzewiecki, Anna Godlewska, Leszek Majkut,  

Mirosław Mazanec, Mira Suchodolska 

 Redaguje: Ewa Szadkowska 

 Szef działu foto: Krzysztof Cieślewicz 

 Biuro reklamy (tel. 22 530 44 44):  

Dyrektor Centrum Reklamy: Katarzyna Jasińska-Szulc 

 Szef studia DTP: Jacek Obrusiewicz 

 Produkcja: Elżbieta Stamler, tel. 22 530 42 24

Wygenerowano dnia 2015-02-20 dla loginu: johnprctorbob@gmail.com

                               8 / 8