background image

R

R

 

 

O

O

 

 

Z

Z

 

 

D

D

 

 

Z

Z

 

 

I

I

 

 

A

A

 

 

Ł

Ł

 

 

 

 

 

 

 

 

T

T

 

 

R

R

 

 

Z

Z

 

 

E

E

 

 

C

C

 

 

I

I

 

 

A

A

 

 

G

G

D

D

Y

Y

B

B

Y

Y

 

 

T

T

A

A

K

K

?

?

 

 

armen siedziała na ławce pod gabinetem pani zwierzchnik i nerwowo ruszała 
nogą.  Gdy  tylko  przekroczyła  próg  własnego  apartamentu  dostała  paraliżu 
całego ciała, a do profesorów dotarła wiadomość, że Cordoba złamała zakaz 

ciszy nocnej. W sumie to nic takiego. Ot tak sobie wyszła z pokoju. Wielkie halo. Jednak dwa 
lata  temu,  kiedy  nie  było  tego  zaklęcia,  jakaś  dziewczyna  poszła  i  utopiła  się  w  morzu. Jej 
rodzice bardzo burzyli się, że jak tak można, dlaczego dzieci są w stanie sobie tak wychodzić 
w środku nocy? Za ich sprawką Rosa nakazała objąć domy urokiem, a dla pewności i każdy 
apartament z osobna. 

-  Prosimy  cię Carmen  –  odezwał  się wuj Alfredo Cordoba  wpuszczając bratanicę do 

środka. 

Za  biurkiem  siedziała  kobieta  o  azjatyckiej  urodzie.  Było  grubo  po  północy  więc 

zdążyła narzucić na swoją koszulę nocną w japońską wiśnię, tylko szlafrok. Właśnie kończyła 
coś pisać na śnieżnobiałej kartce. Złożyła zamaszysty podpis i podała papier profesorowi. 

-  Więc  czemuś  to  zrobiła?  –  zapytała  Rosa.  –  My  to  dla  twojego  dobra  robimy. 

Niewdzięcznica! 

Carmen  uznała,  że  lepiej  w  takiej  sytuacji  nie  wdawać  się  w  dyskusję  z  tą  kobietą. 

Odpowiednio  sprowokowana  mogłaby  powiedzieć  o  jedno  słowo  za  dużo.  Milczenie 
wydawało się najlepszym wyjściem. 

- Ach, milczysz – mruknęła pani zwierzchnik. – Dobrze. Mam nadzieję, że wiedziałaś 

o  konsekwencjach,  a  jak  nie  to  proszę  Alfredo,  ześlij  blask  wiedzy  na  tę  niewiastę  –  i  to 
powiedziawszy wyszła z gabinetu. 

Cordoba  jeszcze  mocniej  ścisnął  się  paskiem  od  swojego  ciemnego  szlafroka  w 

kropki, po czym usiadł na fotelu obok dziewczyny. Był bardzo ciekaw co skłoniło bratanicę 
do opuszczenia dormitorium. 

- Od jutra o osiemnastej będziesz odbywać szlaban – zaczął mężczyzna. 
Nastała chwila ciszy. Carmen nie chciała nawet patrzeć na wuja, a tamten jak na złość 

przeszywał ją tym swoim podejrzliwym wzrokiem. 

- Po co to zrobiłaś? – zapytał w końcu. 
- Myślisz, że ci powiem? – zdziwiła się dziewczyna odwracając głowę w przeciwnym 

kierunku. 

-  Jeśli  nie,  to  sam  się  dowiem  –  poinformował  łagodnie.  –  Wiesz,  że  znam  swoje 

sposoby. 

Carmen przygryzła wargę. To prywatność stała się jakąś fikcją cywilizacji! Dlaczego 

ona nie może mieć jakiś tajemnic? Wszystko musi wiedzieć jej wuj i ojciec. Co za niewyżyte 
bestie wychowawcze. 

-  Słyszałam  muzykę  –  zaczęła  Cordoba  wpatrując  się  w  okno.  –  Ktoś  grał  na 

fortepianie…  tak  pięknie,  tak  smutno…  tej  muzyki  nie  mogę  opisać  słowami…  była 
niewiarygodna,  wspaniała.  Miałam  wrażenie,  że  opowiada  mi  jakąś  historię…  ona  jakby 
mnie… 

C

C

 

 

background image

-  Carmen  –  przerwał  Alfredo.  –  Dyżurowałem  twój  dom  i  żadnej  muzyki  nie 

słyszałem. 

Dziewczyna spuściła głowę. Wiedziała, że jej nie uwierzy. Gdyby nie fakt, że sama tę 

melodię  słyszała  też  by  nie  wierzyła.  Nigdy  wcześniej  nikt  nie  mówił,  że  umie  grać  na 
fortepianie,  a  jeśli  miałby  to  być  ktoś  zewnątrz  to  obejście  tych  wszystkich  zabezpieczeń 
zajęłoby mu lata.  

- Ale ja słyszałam… - szepnęła do siebie. 

I była tego pewna.

  

 

 

 

Cały następny dzień myślała tylko o tym  co wydarzyło  się w nocy. Przeanalizowała 

każdą możliwość dotyczącą tego kto i po co mógł grać na fortepianie. Niestety, muzyka cały 
czas  siedziała  w  jej  głowie.  Nie  potrafiła  skupić  się  na  prostych  czynnościach.  Dziś  rano  o 
mało  co  nie  poparzyła  sobie  ręki  kwasem  na  Ars  Aqua.

 

Jakimś  cudem  Giulia  ją  w  porę 

odepchnęła. 

Kiedy  dziewczyny  jadły  obiad  pod  jakąś  wierzbą  na  dworze,  Materazzi  postanowiła 

nie dać za wygraną – zasypała przyjaciółkę lawiną pytań, tamta jednak była jakby nieobecna. 

- Słuchasz mnie? – zapytała w końcu Giulia. 
- Tak – odpowiedziała po chwili Carmen spostrzegając, że Włoszka wymownie się na 

nią patrzy. – Tak – powtórzyła dla pewności. 

- Nie wydaję mi się – rzekła Materazzi z wrogą miną, - prawda Fleer? 
-  Natürlich!

1

  –  zapytała  Miramontes  przeczesując  dłonią  blond  włosy.  –  Karmelku, 

musisz słuchać naszej Giulii – powiedziała jakby z ironią. 

Cordoba cmoknęła z niezadowolenia.  
- Dajcie mi spokój – wzięła torbę i poszła na plażę.

  

 

 

 

Carmen powolnym krokiem wyszła z Conrado.  
Zbliżała  się  jej  pierwsza  godzina  kary  za  złamanie  regulaminu  Akademii,  a  słońce 

nadal  wysoko  górowało  na  horyzontem.  Było  duszno  i  parno,  a  lekkie  podmuchy  wiatru 
zaczynały  powoli  przechodzić  do  legendy.  Wszyscy  szukali  schronienia  w  wodzie,  lub  w 
grubych  murach  Akademii.  Lecz  nie  ona.  Ona  musiała  ponieść  konsekwencje  swoich 
haniebnych czynów.  

Na  placu  panowała  absolutna  cisza.  Kadr  niczym  z  filmu,  kiedy  to  na  nic 

niespodziewającego się głównego bohatera, zaraz wyskoczy psychopata z siekierą w ręku. 

Ale Cordoba się nie bała. Nie w dzień. Bo w nocy to różnie bywało. 

                                                           

1

 Natürlich! – (nie.) Naturalnie! 

background image

Dziewczyna  pewnym  krokiem  weszła  do  Akademii.  Przywołała  szklaną,  okrągłą 

windę, po czym rozkazała jechać na siódme piętro. Tam już czekał na nią wuj. Nie zważając 
na ich konflikty zaprosił uprzejmie Cordobę do małej sali. W pokoju znajdował się tylko stół, 
a  na  nim  stosy  papierów  oraz  kilka  kartonów.  Carmen  pogładziła  ręką  drewniany  blat  po 
czym wyjrzała przez malutkie okienko.  

-  W rogu –  mężczyzna  wskazał  na podłogę,  -  masz niszczarkę. A tu  –  pokazał  stosy 

papierów – to co musisz zniszczyć. Jak skończysz przed dziesiątą drzwi się same otworzą – i 
wyszedł. 

Dziewczyna  wzruszyła  ramionami.  Ale  kara.  Normalnie  nie  z  tej  ziemi.  Przecież 

wkładanie papierów do dziury ją przerośnie. Jak ona sobie da radę. 

Roześmiała  się  w  głos  po  czym  wzięła  pierwszą  kolumnę  równo  ułożonych  kartek. 

Zlokalizowała  kąt,  który  wskazał  wuj  i  do  niego  podeszła.  Tam  okazało  się,  że  urządzenie 
zostało  wbudowane  w  podłogę.  Cordoba  uklęknęła  na  zimnej  posadzce,  a  obok  siebie 
położyła papiery. Chwyciła jedną kartkę i włożyła do ciasnej szczeliny. Coś zaskrzeczało i po 
chwili  fragment  biografii  patrona  Akademii  gdzieś  zniknął.  Nagle  Carmen  usłyszała  głośny 
huk. Papiery, które leżały obok niej pojawiły się z powrotem na drewnianym stole.  

Spochmurniała. Dotarło do niej, że ta kara nie będzie taką prostą i przyjemną jak się 

jej z początku wydawało. 

Wstała, podeszła do stosu zaświadczeń, wzięła pierwszą kartkę, po czym wróciła do 

niszczarki,  przychyliła  się  i  włożyła  w  szczelinę  dokument.  Maszyna  zahurgotała,  a  ona 
znowu  podeszła  do  stołu,  zabrała  papier  i  wróciła  do  perfidnego,  nisko  umieszczonego 
urządzenia. Niszczarka wydała charakterystyczny dźwięk. Carmen poszła po kolejną kartkę… 

Cholera, przed nią jeszcze były trzy długie godziny pracy.

 

 

 

 

Wykończona  wróciła  do  Conrado.  Jedyne  czego  pragnęła  to  odpocząć  od  tego 

schylania  się.  Myślała,  że  kręgosłup  zaraz  wyskoczy  z  niej  przez  gardło  i  ucieknie  do  lasu 
krzycząc, że jest z niej okropna sadystka. Ale tę karę wymyślił jej wuj, nie ona. 

Ostatkami sił nacisnęła srebrny przycisk z liczbą sześć we wnętrzu windy.  
Z drugiej  strony była pełna podziwu za pomysłowość oraz oryginalność. Sądziła, że 

wyszoruje podłogi w jakiś klasach i będzie po sprawie. A tu karzą jej kartki niszczyć. Pewnie 
wuj wymyślił to po ich ostatniej kłótni, kiedy to nazwała ojca Hitlerem, a Alfredo – oficerem 
SS. No faktycznie, mógł się trochę rozłościć, ale żeby posuwać się do czegoś takiego?! 

Dziewczyna  wyszła na  korytarz. Nikogo nie było. Zdjęła czerwony krawat  i  zaczęła 

rozpinać białą koszulę z logo szkoły wyszytym na rękawie.  

Łóżko – o tym tylko marzyła. 
Gdy  weszła  do  salonu  powitał  ją  głośny  okrzyk  strzeeeeeeelaj!  Zdenerwowana 

patrzyła na Javiera, Felipe oraz Nico siedzących na kanapie.  

- Znowu? – warknęła rzucając torbę w kąt. 
- Dziś gra Real Madrid – wytłumaczył nieśmiało Torres. 

background image

Cordoba  miała  ochotę  ich  wszystkich  pozabijać.  A  co  ją  obchodziła  jakaś  Liga 

Mistrzów?! Gdyby nie rozrabiali to by mieli kablówkę w pokoju. Dlaczego ma cierpieć za ich 
błędy? Ona naprawdę chciała iść spać. 

-  Macie to  wyłączyć, albo ja wam  zaraz to  wyłączę  –  powiedziała groźno wskazując 

palcem na cienki telewizor.  

- Ale to się zaraz skończy – jęknął ktoś, kiedy trzaskała drzwiami od sypialni.  
Buty  rzuciła  w  kąt  i  upadła  na  łóżko  jak  jakiś  kawałek  drewna.  Przewróciła  się  na 

brzuch.  Nogi  trochę  jej  zwisały  po  za  materac,  ale  akurat  w  tym  momencie,  nie  było  to 
najważniejsze.  Zamknęła  oczy.  Słyszała  jakieś  bełkotanie  chłopaków  przeplatające  się  z 
bełkotem komentatorów sportowych. W plecach czuła relaksujące mrowienie, a przed oczami 
miała bezsensowne obrazy typu skaczące konie, las, tort, recytującego faceta.  

Tak to było kiedy pozwalała na swobodne przepływanie myślom. 
Usypiała. 
Nagle poczuła, że ktoś podciąga ją do góry tak, że głowa trafiła na miękką poduszkę, a 

stopy  na  materac.  Po  zapachu  poznała,  że  to  Felipe.  Przykrył  ją  kocem.  Miała  mu  ochotę 
powiedzieć,  żeby  się  nie  podlizywał  bo  i  tak  zaraz  im  wyłączy  ten  telewizor,  ale  jakoś  nie 
miała siły otworzyć ust.   

Nie pamiętała dokładnie co chłopak robił. Chyba przez chwilę bawił się jej włosami. 

Znowu  zaczęła  myśleć  o  jakiś  białych  robakach,  które  leżały  obok  jej  twarzy.  Gdy  je 
zobaczyła kątem oka, zerwała się na równe nogi. 

- Co się stało? – zapytał zaskoczony Felipe, który trzymał dziewczynę za rękę. 
- Robaki – mamrotała Cordoba nieprzytomna, chwiejąc się na boki. 
Cortés  spojrzał  na  poduszkę.  Nic  tam  nie  znalazł.  Carmen  zaczęła  mu  się  wyrywać 

mówiąc  coś  pod  nosem.  Chłopak  nie  wiedział  skąd  nabrała  takiej  siły.  Z  trudem  ją 
utrzymywał. Nagle pociągną Cordobę do siebie i objął w biodrach. Wtedy jakby się ocknęła. 
Zaczęła opowiadać, że robaki chciały wejść jej do nosa. 

- Co ty się uparłaś na jakieś białe robaki? – zapytał rozbawiony Felipe. – To tylko sen.  
Złapała się za głowę po czym przytuliła się do jego miękkiego ciała.  
- Bo robaki – mruczała.  
Cortés  ponownie  położył  dziewczynę  na  łóżku  i  przykrył  kocem.  Upewnił  się,  że 

zasnęła po czym wyszedł z pokoju. 

- Śpi – poinformował, kiedy usiadł między przyjaciółmi. 
-  No  to  już  wiemy  kogo  wysyłać,  żeby  ją  udobruchał  –  podsumował  Torres  upijając 

łyk wody. – Cholera, przegrywamy – mruknął smutno.

  

 

 

 

Ostatnimi dniami  relacje między Carmen, a Felipe jakby się poprawiły. Dziewczyna 

stała  się  swobodniejsza  w  jego  towarzystwie,  a  on  najwidoczniej  zaczął  to  wykorzystywać. 
Umówili się, że będzie mu pisać prace domowe z Ars Aqua w zamian za pomoc przy Ars Non 
Magica.
  

background image

Trzeba przyznać, że  Cortés wywiązywał  się solidnie ze swoich obowiązków, jednak 

sprytnie  zaczął  bazować  na  wiedzy  Cordoby  w  sprawach  magicznych  mikstur.  Bezkarnie 
chodził bawić się na prywatkach, bo wiedział, że Carmen i tak mu napisze dobry referat na 
zajęcia. 

Raz zdobyła się na odwagę. Powiedziała mu, że ją tym denerwuje. Wtedy, sama nie 

wie jak, przyznała mu  rację – ona pisze,  a on  chodzi  podrywać dziewczyny, i tak powinno 
być. 

Cortés  jest  od  Carmen  sprytniejszy.  Nigdy  wcześniej  nie  spotkała  chłopaka,  który 

byłby o jeden krok zawsze przed nią.   

Chyba to ją najbardziej w nim pociągało.

  

 

 

 

Kiedy  ponownie  siedziała  w  małej  sali  ze  stosem  papierów  do  zniszczenia, 

postanowiła  zainteresować  się  tym,  co  leży  na  stole.  Wyglądało  jak  ksero  jakiejś  książki. 
Chyba wyjątkowo starej. 

(…)  Antonio  nie  wiedział  jednak,  że  jego  ukochana  –  Trinidad,  została  porwana  do 

Domu Ciemności przez Demona. Zrozpaczony postanowił popełnić samobójstwo. Stojąc nad 
przepaścią w Kostaryce, krzyknął Largo amor en vivo!

2

 po czym cisnął w siebie drogocenny 

sztylet. Jego ciało na kształt bogów, bezwładnie runęło w dół.  

Był  majętnym  młodzieńcem  zaślepionym  miłością.  Życie  bez  ukochanej  straciło  sens 

istnienia.  Polegał,  że  śmierć  na  nowo  skrzyżuje  ich  drogi,  a  bogowie  litościwie  spojrzą  na 
jego posępne zachowania.
  

Carmen  sięgnęła  po  następną  stronę  ze  stołu,  jednak  ona  nijak  się  miała  do 

poprzedniego fragmentu.  

Przeklęła w duchu.  
Z nadzieją chwyciła drugą, trzecią, czwartą, kolejną kartkę. Niestety, nie pasowały do 

historii  Antonia.  Zrezygnowana  powróciła  do  wykonywania  kary.  Gdy  wkładała  stronę  w 
szczelinę pomyślała o ilości zniszczonych papierów pasujących do opowiadania.  

Cmoknęła z niezadowolenia. Wtedy dostrzegła imię ukochanej w tekście. Z zapartym 

tchem zaczęła czytać. 

(…)  Mężczyzna  chronił  Trinidad  całym  swoim  ciałem.  Był  gotów  poświęcić  własne 

życie  dla  dobra  ukochanej.  Trzymał  ją  mocno  za  dłoń.  Nie  mógł  jej  ponownie  stracić. 
Przyrzekł, że nie dopuści do tego.  

Dłoń miał wyciągniętą przed siebie.  Wiedział, że Demon tylko czekał na odpowiedni 

moment  do  ataku.  Antonio  nie  czuł  strachu.  Wręcz  przeciwnie.  Był  zły  i  chciał  zapłaty  za 
swoje krzywdy. 

Kobieta o atłasowej cerze skrywała się za potężną sylwetką mężczyzny. Mimo, że bała 

się  o  nich  i  ich  dziecko  wyciągnęła  przed  siebie  cienkie  palce  przywołując  własną  moc. 
Chciała walczyć. 

                                                           

2

 Largo amor en vivo! – (hiszp.) Niech żyje miłości! 

background image

Gdy nad ich głowami pojawił się Demon, Antonio krzyknął ¡Corre!

3

 jednak ona (…) 

-  Kurwa  –  warknęła  zdenerwowana  Carmen,  kiedy  znowu  fragment  się  urwał.  –  Ile 

można?! 

Dziewczyna zniszczyła stronę i podeszła do stołu. Rozejrzała się powoli. Przerzuciła 

kilka  kartek.  Znalazła  coś  o  Akademii,  jakąś  biografię,  kilka  uroków  obronnych,  natomiast 
historii Trinidad oraz Antonia nigdzie nie było.  

Dopiero gdzieś pod koniec odbywania kary, wpadł jej w ręce krótki fragment i duży 

rysunek kobiety na marginesie. 

Chwycił jej delikatną dłoń. Wołała go, jednak Antonio nic nie mógł zrobić. Ze łzami w 

oczach  patrzył  jak  jego  ukochana  umiera.  Trinidad  natomiast  położyła  jego  dłoń  na  swoim 
łonie mówiąc, że jest brzemienna, po czym bezwładnie opadła na jego piersi.  

Antonio krzyknął w rozpaczy. Chwycił sztylet przypasany do bioder i cisnął nim w sam 

środek swojego serca. 

- Super, to już drugi raz się zabił – mruknęła do siebie dziewczyna niszcząc papier. 

Zamek w drzwiach cicho skrzypnął. Do środka wszedł profesor Cordoba. Wuj teatralnym 

głosem poinformował, że może już iść i jutro widzą się o tej samej porze. Dziewczyna skinęła 
głową po czym wyszła z małej sali.

 

 

 

 

Carmen usiadła z tyłu  klasy  w nadziei, że będzie mogła skryć się za filarem  i  uciąć 

sobie krótką drzemkę. Była ósma rano, a to stanowczo za wcześnie na Cordobę. Dziewczyna 
zlokalizowała niskiego, łysawego promotora po czym schowała się za plecami Estebana. 

Jakoś  nie  obchodziło  ją  to,  co  będą  robić  na  zajęciach  z  Przyuczenia  Zawodowego. 

Ona dobrze wiedziała, że jej przyszłość to firma ojca. Tak postanowił Stefano i tak ma być. 

-  Dziś  rozwiążecie  krótką  ankietę  –  poinformował  niski  mężczyzna  rozdając  kartki 

papieru.  

Cordoba  wyprostowała  się  i  udawała,  że  jest  najbardziej  wyspaną  osobą  na  świecie. 

Podziękowała  grzecznie  za  otrzymaną  kartkę,  po  czym  krytycznie  spojrzała  na  wyblakły 
garnitur promotora. Doszła do wniosku, że im wyższy stopień naukowy, tym ludzie gorzej się 
ubierają. Chyba zaczynają trochę wariować, kiedy robią profesora.  

Kto  mu  pozwolił  założyć  niebieską  koszulę  w  kratę  oraz  żółtą  muszkę  w  czerwone 

kropki?! To stanowczo godziło w poczucie estetyki. 

-  No  to  proszę  się  podpisać,  a  za  piętnaście  minut  zbieram  –  poinformował  Pablo 

Iglesias i pogładził swoją krótką brodę. 

Dziewczyna spojrzała na zestaw pytań. 
 
1.  Wybierz swoją płeć: 

❑ kobieta 
❑ 

mężczyzna 

                                                           

3

 ¡Corre! – (hiszp.) Uciekaj! 

background image

2.  Wiek: ………………………………………..……………………………………… 
3.  W przyszłej pracy najbardziej będą się dla mnie liczyć: 

❑ godziny pracy 
❑ zarobki 
❑ miejsce pracy 
❑ 

kontakt z ludźmi 

❑ 

inne. Co? ……………………………………………………………………. 
………………………………………………………………………………. 

4.  Czy już kiedykolwiek pracowałeś/aś? 

❑ nie 
❑ 

tak. Jaka to była praca? …………………………………………………….. 
........................................................................................................................ 

5.  Idealny zawód to taki, w którym …………………………………………………… 

………………………………………………………………………………………. 
………………………………………………………………………………………. 

6.  Moim autorytetem jest ……………………………………………………………... 
7.  Moją pierwszą wypłatę przeznaczę na ……………………………………………... 

………………………………………………………………………………………. 
………………………………………………………………………………………. 

8.  Ponumeruj od 1-6, przydzielając 1 - pozycji dla Ciebie najważniejszej. 

❑ 

pieniądze 

❑ rodzina 
❑ 

dobry samochód 

❑ 

długie wakacje 

❑ adrenalina 
❑ 

spełnienie marzeń 

❑ 

niezależność 

9.  Czy wiesz, co chcesz robić w życiu? 

❑ nie 
❑ 

tak. Co? ……………………………………………………………………... 
………………………………………………………………………………. 

10. Czy rodzina wywiera na Ciebie presję, w sprawach Twojej przyszłości? 

❑ nie 
❑ tak 

 

Dziewczyna, zdziwiona nieco typem pytań, wypełniła wszystko posłusznie. Promotor 

z  uśmiechem  na  ustach  poinformował,  że  przejrzy  ich  odpowiedzi  i  na  tablicach  ogłoszeń 
pojawią się terminy, w  których będzie ich oczekiwał  w gabinecie w celu przedyskutowania 
ankiety. 

- A teraz możecie już sobie iść – powiedział otwierając zaklęciem drzwi.  

background image

Carmen  wprost  nie  mogła  się  doczekać,  co  powie  promotor,  gdy  zobaczy  jej 

wakacyjną pracę w klubie nocnym wuja Alfredo Cordoba, jako główna atrakcja dla panów z 
organizacji Morte Alla Francia Italia Anela!

4

 

Czasami potrafiła być naprawdę wredna. 

 

 

 

W  wannie  pełnej  śnieżnobiałej  piany,  wśród  małych  świeczek  poustawianych  w 

każdym  możliwym  miejscu,  z  kartką  w  ręku,  leżała  Carmen.  Włosy  elegancko  związała  do 
góry, a głowę położyła na miękkim ręczniku.  

Uparcie uczyła się roli do przesłuchania.  
Nagle, dziewczyna usłyszała jakiś męski głos za drzwiami. 
- Gdzie Carmen? – zapytał Felipe. 
- Na odnowie biologicznej – odpowiedziała Giulia. 
Cordoba  wyprostowała  się,  po  czym  w  napięciu  nasłuchiwała.  Nie  to,  żeby 

panikowała. Po prostu tylko i wyłącznie dla komfortu psychicznego, przysunęła bliżej siebie 
ten niebieski ręcznik. 

- Carmen – odezwał się ponownie czarnowłosy chłopak naciskając na klamkę, - weź 

otwórz.  

- Chyba zwariowałeś – warknęła dziewczyna wstając z wanny. 
-  Cami,  otwórz  –  mówił  uwodzicielskim  głosem.  –  Zamknę  oczy  –  dodał  z 

dwuznacznym uśmiechem. 

Cordoba wytarła się na tyle, aby z niej nie ciekła woda, po czym zarzuciła na siebie 

biały szraf lok. Miała jakieś dziwne wrażenie, że Felipe się gdzieś bardzo spieszy. 

-  Idź  stąd  –  powiedział  najwidoczniej  do  Materazzi  ponieważ  to  ona  mu 

odpowiedziała. 

- Wredotto Hiszpaniotto z ciebie  – rzekła obrażona, – wiesz?  
Carmen  ledwo  zdążyła  otworzyć  drzwi  od  łazienki,  a  Cortés  wpadł  z  sypiali  jak 

oparzony. W błyskawicznym tempie znowu zatrzasną zamek. Cordoba miała tylko nadzieję, 
że go nie zamknął na amen, bo tak nim walnął… 

- Jakieś grudki mi powstały – poinformował wyciągając jakiś flakonik. – Zobacz. 
Dziewczyna zaczęła oglądać wywar chłopaka tamten korzystając z okazji rozejrzał się 

po łazience, która w obecnym  czasie wymownie zachęcała do długiej i  relaksującej  kąpieli. 
Zabrał płatek różowej róży z szyi Cordoby. 

- Musiałeś pomieszać za ciepłe składniki – poinformowała dziewczyna. 
- Aha, a jak to naprawić? – pytał zabierając kwiaty z ramion Carmen. 
-  Trzeba  zrobić  od  nowa  –  powiedziała,  a  później  strzeliła  Felipe  po  łapach,  kiedy 

zabierał  się  za  płatki  przyklejone  do  jej  dekoltu.  –  I  chyba  przesadziłeś  z  wodą,  bo  on 
powinien być czerwony, a nie różowy. 

                                                           

4

 Morte Alla Francia Italia Anela – (wł.) Śmierć Wszystkim Francuzom we Włoszech. Jest to rozwinięcie skrótu 

Mafia (zorganizowana grupa  przestępcza o dużych  wpływach,  powiązaniach z osobami  na różnych szczeblach 
władzy,  policji,  biznesem,  prowadząca  działalność  gospodarczą  finansowaną  z  przestępstw).  Hasło  to 
towarzyszyło Sycylijczykom podczas niewoli francuskiej. Później nabrało nieco innego znaczenia.  

background image

- Za pół  godziny mam go oddać do oceny – poinformował takim tonem jakby to był 

problem Cordoby.  

- To jest wywar na rany wspomagający krzepliwość krwi? – upewniła się. 
- Si señorita. 
-  Chyba  taki  mam  –  powiedziała  i  przekręciła  klamkę  w  drzwiach.  –  A  teraz  señor 

będzie łaskawy otworzyć drzwi, które to señor zatrzasnął. 

Chłopak uniósł lekko brwi. 
- To ja wyjdę oknem – poinformował wchodząc na parapet. – A ty powiedz Didi, żeby 

mi dała odpowiedni flakonik.  

- A ja? – upomniała się, kiedy on stał już po drugiej stronie. 
- Możesz iść ze mną jeśli chcesz – odrzekł z niewinnym uśmiechem.  
-  Jak  nie  naprawisz  tych  drzwi  to  się  możesz  pożegnać  z  referatami  –  zagroziła 

palcem. 

Parapet z drugiej strony był dość szeroki. Cortés bez większych problemów przeszedł 

cztery metry i wskoczył do salonu dziewczyn przez otwarte okno. 

Zrobiło się małe zamieszanie w trakcie którego  Materazzi  oraz Francisca wywróciły 

kuferek  Carmen  do  góry  nogami.  Gdy  Felipe  odszedł,  pod  drzwiami  łazienki  znalazła  się 
Miramontes po czym zaczęła wytykać przyjaciółce jej błędy. 

- Zwariowałaś – poinformowała obiektywnie Hiszpanka. – Co chcesz tym osiągnąć? 
- Idź po kogoś żeby otworzył te drzwi – odkrzyknęła ciemnowłosa siadając na wannie. 
- A właśnie nie! Będziesz tam siedzieć. Twój królewicz cię tam zamknął, to niech cię 

królewicz odtworzy. 

- Odwal się od niego – warknęła Carmen. 
- Co go bronisz? Ostatnio na niego narzekałaś – powiedziała Francisca krzyżując ręce. 

– On cię wykorzystuje… bezkarnie. 

- Daj mi spokój – mruknęła Cordoba. – Didi, powiedz jej coś. 
- Didi nie ma – powiedziała Miramontes. – Poszła biegać z Nico na plaży.  
Carmen zsunęła się na podłogę. Francisca chyba miała rację. Felipe był chamem. 
Upiła łyk wody ze szklanki. 
Ale takim cholernie pociągającym.  

 

 

 

Wieczorem,  kiedy  to  dziewczyny  szykowały  się  do  spania,  niespodziewanie 

odwiedzili  je  Casillas  oraz  Cortés.  Javier  zabrał  ze  sobą  wielką  walizkę  pełną  przeróżnych 
części.  Felipe  wskazał  mu  drzwi  do  łazienki,  które  w  tamtym  momencie  już  się  otwierały, 
jednak nie zamykały.  

-  Trzeba  było  powiedzieć  wcześniej,  że  one  tak  lubią  się  zatrzasnąć  –  powiedział 

Casillas. 

Felipe  oparł  się  o  framugę  i  nadzorował  pracę  przyjaciela.  Ukradkiem  spojrzał  na 

Carmen,  która  w  przewiewnej  sukience  siedziała  za  biurkiem,  pisząc  zadania  z  Numero 
Numerus. Rozpiął swoją czerwoną koszulę w kratkę po czym włożył dłonie do kieszeni. 

background image

-  Wracacie  w  następny  weekend  do  domu?  –  zapytał  Casillas.  –  Bo  ja  to  dopiero  na 

święta. 

- My też – przyznała Francisca. – To się nie opłaca. 
Zapadła krępująca cisza. Javier walczył z nowym zamkiem, a dziewczyny pakowały 

książki do torebek. Cortés patrzył na Cordobę, która ich sukcesywnie ignorowała. Zaczynało 
go to denerwować. 

-  Gotowe  –  stwierdził  Casillas,  a  na  dowód  zamknął  się  w  łazience,  a  później  z  niej 

wyszedł. 

- Patrz Carmen – nie wytrzymał czarnowłosy. – Naprawiłem drzwi. 
- Ty naprawiłeś? – skrzyżował ręce Javier. 
-  Tak  dobrze  ci  szło,  że  się  nie  chciałem  wtrącać  –  odparł  z  uśmiechem  Cortés, 

poklepując przyjaciela po ramieniu.  

- Ależ następnym razem nie krępuj się – rzekł ironicznie Casillas. 
- Ależ, aż niegrzecznie było przeszkadzać mistrzowi – ukłonił się lekko Felipe. 
- Ależ mistrz by się nie pogniewał – odparł Javier zamykając swoją walizeczkę. 
-  Obraziłaś  się  na  mnie  Cami?  –  zapytał  nagle  Cortés  podchodząc  do  biurka.  –  Nie 

gniewaj  się,  że  cię  zamknąłem  w  łazience  –  nachylił  się  nad  nią.  –  Przynajmniej  miałem 
pewność, że mi nigdzie nie uciekniesz. 

Spojrzała na niego zaskoczona. Nie bardzo wiedziała jak odebrać jego ostatnie słowa. 

Coraz  częściej  myślała,  że  Felipe  coś  do  niej  czuje,  jednak  nie  potrafiła  znaleźć  na  to 
niepodważalnych dowodów. Miała tylko te dwuznaczne sytuacje…  

Boże, a może to tylko jego gra? 
-  Pa  Felipe,  mamy  trochę  roboty  –  rzekła  ciemnowłosa  i  powróciła  do  zadania 

domowego. 

 

 

 

Następnego dnia Miramontes mówiła tylko i wyłącznie o przesłuchaniu do sztuki. Co 

chwila recytowała kwestie Juliety wesoło przy tym gestykulując. Dziewczyny natomiast nie 
podzielały jej entuzjazmu.  

Casting miał zacząć się za dwie godziny. 
Nie to, żeby się Carmen denerwowała. Dla niej nie było ważne czy dostanie główną 

rolę  czy  też  nie,  bała  się  jedynie,  że  zapomni  tekstu  i  wyjdzie  na  pośmiewisko.  Uparcie 
powtarzała kwestię do ostatniej chwili.  

Powie to bez zająknięcia i już będzie z siebie dumna. 
Sala do  karate była dużym  pomieszczeniem z wypolerowaną, drewnianą  klepką oraz 

wielkimi oknami, które obecnie zasłoniono czarnym materiałem. Na środku postawili stolik, a 
w  komisji  zasiadły  trzy  osoby:  promotor  języka  hiszpańskiego  oraz  dwójka  uczniów.  Na 
korytarzy kręciło się dużo więcej ludzi, niż Cordoba przypuszczała. 

Chyba zaczynała mieć tremę.  
Co gorsza odkryła, że co niektórzy przyszli tu tylko po to aby popatrzeć na wyczyny 

innych i się pośmiać. 

- To idę – powiedziała Miramontes po czym pobiegła do komisji.  

background image

Blondynka,  pewnym  krokiem  weszła  na  prowizoryczną  scenę  zrobioną  z  grubych 

materacy  wykorzystywanych  do  karate.  Ukłoniła  się  i  zaczęła  recytować  przygotowany 
fragment. Czuło się w powietrzu, że Francisca myślami była na balkonie w Weronie. Mówiła 
głosem pełnym pasji i oddania, a patrzyła z taką namiętnością w podłogę jakby tam naprawdę 
stał jej Romeo. 

Dobra była. 
Komisji chyba też się podobało bo pogratulowali jej doboru fragmentu. 
Następna poszła Materazzi. Nieźle sobie radziła, póki jury nie zaczęło do niej mówić. 

W panice zaczęła dopytywać się czego od niej chcą. Wyglądało to trochę zabawnie  – Giulia 
mówiła takim tonem jakby pytała o rodzaj kary jaki chcą jej wymierzyć.  

- Prosimy o pani śmierć – poinformowała młoda dziewczyna. 
- Ale ja niechęcę umierać – powiedziała automatycznie, a dopiero po chwili dodała – 

Aaa… Julieta. No tak. Ona umiera… faktycznie. Będę improwizować  – ostrzegła. – Bo nie 
uczyłam się tego fragmentu. 

-  Dobrze  –  powiedział  promotor  języka  hiszpańskiego.  –  Umiejętność  improwizacji 

również przydaje się w teatrze. 

Giulia przełknęła głośno ślinę i gwałtownie wyciągnęła rękę do góry. 
-  O  losie  –  jęknęła,  –  niewdzięczny  –  dodała  pospiesznie.  –  Ten  tylko  sztylet  – 

pomachała  zaciśniętą  pięścią,  –  jest  mym  przyjacielem!  Romeo,  czemuś  ty  jesteś  Romeo. 
Jakbyś  nie  był  Romeo,  moglibyśmy  żyć  razem,  a  tak…  -  zamilkła  na  chwilę.  –  O  losie!  – 
jęknęła żałośnie. – Co ja ci biedna uczyniłam? Nie… nie… nie mogę tak żyć! – spojrzała na 
swoją pięść. – O sztylecie, mój przyjacielu, zabierz mnie do Romeo! 

Materazzi  z  impetem  walnęła  siebie  w  brzuch.  Chciała  spektakularnie  popełnić 

samobójstwo,  jednak  nie  zwróciła  uwagi,  że  stoi  blisko  krawędzi  i  z  hukiem  spadła  z 
prowizorycznej sceny. 

- Didi, nic ci nie jest? – zapytała Francisca stając nad przyjaciółką. 
- Wisienko… - rzekł troskliwie Nico pomagając wstać dziewczynie. 
-  Jak  wypadłam?  –  zapytała  Giulia  nie  zważając  na  to,  że  o  mały  włos  nie  złamała 

sobie ręki. – Byłam przekonywująca? 

-  Nom,  można  to  pod  to  zaliczyć  –  poinformowała  Miramontes  i  wyprowadziła 

przyjaciółkę pod bok. 

Carmen  już  stała  na  scenie.  Poczuła,  że  nogi  zaczęły  jej  lekko  dygotać.  Reflektor, 

który stał przed komisją trochę ją oślepiał. Wzięła głęboki wdech i powiedziała wszystko jak 
na konkursie recytatorskim. 

W pewnym momencie zaczęła słyszeć muzykę. Ale nie tą z fortepianu.  
Zamilkła. 
Czuła się tak jakby jej ktoś do głowy podłączył głośniki i puszczał piosenkę z mp3. 

Przestała myśleć o tym co chce komisja, zaczęła sobie nucić Sexy Body… Hehey aha…. sexy 
body

5

 Z trudem powstrzymywała się przed tańcem.  

-  A  dałaby  pani  radę  coś  zaśpiewać?  Umie  pani  śpiewać?  –  dopytywał  się  młody 

chłopak.  

                                                           

5

 Sexy Body – piosenka w wykonaniu Colonia Sexy Body. 

background image

Dziewczyna  gdzieś  w  oddali  zobaczyła  przyjaciółki  w  towarzystwie  Nico,  Javiera  i 

Felipe.  Ten  ostatni  cały  czas  wpatrywał  się  w  Cordobę.  Jakby  przeczuwał,  że  zrobi  coś 
głupiego. 

-  Nie  umiem  śpiewać.  Gracias

6

  –  ukłoniła  się  przerywając  w  połowie  zdania 

promotorowi hiszpańskiego.  

Czym  prędzej  podeszła  do  przyjaciół  mijając  pytające  spojrzenia  pozostałych  osób. 

Zastanawiało  ją  tylko  jeden  fakt,  czy  to  Felipe,  umyślnie,  przeszkadzał  jej  w  występie, 
puszczając na cały głos muzykę. 

Zanim  zdążyła  cokolwiek  powiedzieć,  pociągnął  ją  do  siebie  tak,  że  patrzyli  sobie 

głęboko  w oczy.  Głos mężczyzny wił  się  gdzieś  między nimi, wywołując ciarki  na plecach 
dziewczyny. Odnosiła wrażenie, że Felipe, w rytm muzyki, leciutko muska jej biodro. 

Teraz była pewna, że słuchają tego samego 
 

E arriva, e arriva, e arriva da lontano, questa sensazione piano, piano, e sale, e sale e 

non fa male, questa musica infernale, questa musica glaciale 

 
Stali blisko siebie. Czuła jego oddech na swoim policzku. Myślała, że zaraz oszaleje. 

 

Vi fara volare, vi fara sognare, il loro ritmo pazzo, vi fara gridare, Adesso sono qui, 

lasciatevi andare, arrivano dalla Croazia, si chiamano Colonia

7

 

 

- W tej chwili odłącz się od mojego mózgu.  

 

 

 

Carmen  wracała  ze  szlabanu  wyjątkowo  w  dobrym  humorze.  Wiedziała,  że  była  w 

tym  małym  pokoju  z  niszczarką  i  stosem  papierów,  ostatni  raz.  Nigdy  nie  sądziła,  że  takie 
proste ćwiczenie jak schylanie się może doprowadzić ją na skraj cierpliwości. 

Pewnym  krokiem  weszła  do  salonu.  Pod  oknem  z  pędzlem  w  dłoni,  przed  sztalugą 

stała  Włoszka.  Miramontes  siedziała  na  kanapie  i  czytała  szkolne  czasopismo  Carpe,  tak 
jakby ta sytuacja ją wcale nie dziwiła. 

- Co ona robi? – zapytała Carmen wskazując na przyjaciółkę. 
- Spełnia się artystycznie – odpowiedziała Francisca. – Wiedziałaś, że tu jest kolumna 

kulinarna? – powiedziała unosząc gazetę do góry. 

Cordoba spojrzała na kolorową fotografię, po czym wyrwała Carpe Hiszpance z rąk. 

Na dole strony, obok zdjęć Nico, zostało napisane kilka zdań. 

 
W  najbliższą  środę  Nicolás  Romero  Torres  spotka  się  z  zwierzchnikiem  Akademii  w 

celu  przywrócenia  zawodów  sportowych  w  Surfingu,  które  miałyby  odbyć  się  dopiero  w 
czerwcu.  Jak  sam  twierdził,  napływało  do  niego  mnóstwo  próśb  o  upomnienie  się  za  tym 

                                                           

6

 Gracias – (hiszp.) dziekuję. 

7

 

E arriva, e arriva

 

(…) – piosenka Colonia – Za tvoje snene oci 

background image

wspaniałym  spotem.  W  poprzednim  roku,  jego  rozmowy  spełzły  na  niczym.  Oficjalnym 
powodem  był  zbyt  mały  czas  na  przygotowania.  Tak,  więc  przezorny  Torres,  zaraz  we 
wrześniu ponawia swój apel, aby Pani zwierzchnik nie miała szansy ponownego odrzucenia 
propozycji utalentowanego sportowca.  

Przypomnijmy, że od 1991 roku, Surfing jest zakazany na terenie Almerii, gdyż doszło 

do  fatalnego  wypadku,  w  wyniku  którego  Akademia  została  pozwana  do  sądu  o 
nieprawidłowe zorganizowanie zawodów. 

Mercedes Lofe 

 
To  Carmen  była  tą  lawiną  próśb  napływających  do  Nico.  Pierwszy  raz  stanęła  na 

desce jak była z rodzicami na Hawajach. Od tamtej pory Surfing jest jej pasją i miłością. Gdy 
tylko wyczytała w jakiś książkach, że kiedyś taki sport się praktykowało, nie tracąc ani chwili 
dłużej namawiała Torresa aby go przywrócić. Tym bardziej, że fale na plaży były wyjątkowo 
kuszące. 

- Co to? – zapytała ciemnowłosa wskazując na białą kopertę. 
Przyjaciółki jakby się zawahały. Nawet bohaterowie telenoweli brazylijskiej na chwilę 

zamilkli. 

- Co? – ponowiła pytanie Carmen. – Widzę przecież, że otwarte – warknęła. 
- W poniedziałek będziesz na dywaniku u Azjatki za zdemolowanie mienia Akademii – 

poinformowała Giulia. – Powiedziałyśmy im, że drzwi już są naprawione… ale oni nic. 

-  Super,  jeszcze  ojca  ściągają  –  warknęła  Cordoba  chowając  list  do  koperty.  – 

Cudownie!