background image

 

 

 
 

Pora na romans 

Debbie Macomber 

 

 
 
 
 
 
 
 

Tytuł oryginału: Ready For Romance 

Przekład: Ludwik Stawowy 

 
 

background image

 

 

 

PROLOG 

 

Jessica  Kellerman  rozejrzała  się  na  wszystkie  strony  i  przemknęła  za 

róg  garażu  Drydenów.  Przyciśnięta  do  ściany,  posuwała  się  ostrożnie, 
maleńkimi kroczkami. Absolutnie nikt nie powinien jej zobaczyć. 

Samochód Evana, modne sportowe auto, stał przed garażem i było go 

widać z okien domu. Musiała zrobić to szybko. 

Przykucnęła 

przy 

bocznym 

lusterku, 

wyjęła 

kieszeni 

jaskrawoczerwoną  szminkę  i  grubo  pomalowała  sobie  wargi.  Przetarła 
lusterko  białą  chusteczką  i  pocałowała  je  kilkakrotnie. Na  szkle  pozostały 
wyraźne czerwone ślady ust. 

Jessica  westchnęła  z  zadowoleniem,  ostrożnie  otworzyła  drzwi 

samochodu i wczołgała się na przednie siedzenie po stronie kierowcy. Tutaj 
też  było  lusterko.  Serce  jej  waliło  nie  tylko  ze  strachu,  że  zostanie 
zauważona.  Jej  serce  miało  skłonność  do  przyspieszania,  kiedy  tylko 
pomyślała o Evanie. 

W  całym  Bostonie  nie  było  mężczyzny,  który  mógłby  się  równać  z 

Evanem  Drydenem.  I  pomyśleć,  że  przez  te  wszystkie  lata  mieszkała  po 
sąsiedzku, a dopiero niedawno zauważyła, jaki jest wspaniały! Dla Jessiki 
Evan był najprzystojniejszym mężczyzną na świecie. 

Dokładnie pamiętała moment, kiedy odkryła swoje przeznaczenie. Od 

tamtej chwili nie była już sobą. 

Szepczące  Wierzby,  posiadłość  Drydenów,  sąsiadowały  z  posesją  jej 

rodziców.  Jessica  często  przesiadywała  na  potężnym  dębie,  obserwując 
synów sąsiadów. Damian studiował prawo, Evan chodził do college'u. Dla 
Jessiki, która jako jedynaczka była skazana na wymyślanie sobie własnych 
rozrywek, obserwowanie braci Drydenów stało się wspaniałą zabawą. 

Gdy pewnego dnia jak zwykle siedziała na dębie, nad staw tuż obok 

przyszedł Evan, stanął na kładce i zaczaj wrzucać kamyki do wody. Choć 
był do niej odwrócony plecami, Jessica wstrzymała oddech, zastanawiając 
się, czy ją zauważył, ukrytą wśród gęstych liści. 

Widocznie coś usłyszał, bo odwrócił się gwałtownie i wlepił wzrok w 

drzewo.   

– Jessica? 

background image

 

 

Nie miała odwagi poruszyć się ani zaczerpnąć powietrza. 
Spojrzał  w  górę  i  słońce  oświetliło  jego  przystojną  twarz.  Właśnie 

wtedy  Jessica  zrozumiała,  że  Evan  nie  jest  takim  sobie  zwyczajnym 
chłopcem. Był piękny jak Apollo. Doskonały pod każdym względem. 

Od  tej  chwili  zaczęły  się  jej  marzenia.  Cudowne  marzenia  o  Evanie 

zakochanym w niej po uszy. O ich małżeństwie, o dzieciach. Wydawało się 
to takie... takie oczywiste, dobre. Tydzień później miała już pewność, że los 
ich  zetknął,  że  są  stworzeni  dla  siebie.  Był  tylko  jeden  problem  –  żeby  i 
Evan dokonał tego odkrycia. 

Jessica niedawno skończyła czternaście lat, a Evan był dużo starszy. O 

całe sześć lat. Ponieważ jednak wcale się nią nie interesował, równie dobrze 
mogło to być i sto lat. 

Właśnie wtedy postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Była przecież 

dziewczyną  światową,  która  wie,  czego  chce,  i  stara  się  to  uzyskać.  Tym 
razem miał to być Evan Dryden. 

Szybko  przekonała  się,  że  nie  jest  tak  odważna,  jak  by  chciała. 

Telefonowała do niego co najmniej dziesięć razy i gdy podnosił słuchawkę, 
zawsze  brakowało  jej  odwagi,  by  w  ogóle  się  odezwać,  a  co  dopiero 
wyznać  swą  nieustającą  miłość.  Po  każdym  takim  telefonie  wpadała  w 
coraz większą frustrację. 

Ponieważ  zawsze  potrafiła  ładnie  pisać,  zaczęła  układać  liściki  do 

Evana, wyrażając w nich swoje oddanie. Jeden pozwoliła nawet przeczytać 
najlepszej  przyjaciółce,  a  ta  oznajmiła,  że  tak  pięknego  listu  miłosnego 
jeszcze  nigdy  nie  czytała.  Niestety,  Jessica  nie  odważyła  się  na 
podpisywanie swych listów. 

Była pewna, że jej najnowszy pomysł, całowanie lusterek samochodu, 

da najlepszy rezultat. Evan domyśli się, że to Jessica, przyjdzie wreszcie po 
nią i pojadą jego sportowym autem ku zachodzącemu słońcu. 

Pokryła  wargi  świeżą  warstwą  jaskrawej  czerwieni  i  właśnie  miała 

zacząć  całować  wewnętrzne  lusterko,  kiedy  ktoś  nagle  otworzył  drzwi 
samochodu. 

– A więc to ty! 
Serce  podskoczyło  jej  do  gardła.  Powoli  podniosła  oczy  i  zobaczyła 

Damiana  Drydena.  Był  wyższy  od  młodszego  brata,  opalony  i  na  swój 
sposób  przystojny.  Jessica  była  pewna,  że  nadejdzie  dzień,  kiedy  jakaś 
dziewczyna pokocha go tak mocno jak ona Evana. 

– Cześć – powiedziała, jakby nie było w tym nic niezwykłego, że siedzi 

background image

 

 

w samochodzie jego brata i całuje lusterka. 
– Założę się, że to ty dzwonisz w nocy co godzina. 
–  Nigdy  nie  dzwoniłam  po  dziesiątej  –  zaprzeczyła  gwałtownie,  po 

czym zdała sobie sprawę, że właśnie się przyznała. Chyba najlepiej byłoby 
udawać, że nie wie, o czym on mówi. 

– Karteczki za wycieraczką też były od ciebie, prawda? 
Zaprzeczanie nie miało sensu. Czując się w samochodzie Evana jak w 

pułapce, obróciła się na siedzeniu i powoli wysiadła. 

– Powiesz mu, że to ja? 
– Nie wiem. – Damian zamyślił się. – Ile masz łat? 
– Czternaście – odparła z dumą. – Wiem, że Evan jest starszy, ale mam 

nadzieję, że zechce poczekać, aż dorosnę, żebyśmy mogli się pobrać. 

– Pobrać! – W głosie Damiana zabrzmiała kpina, a Jessica nastroszyła 

się. 

–  Poczekaj,  aż  sam  się  zakochasz!  –  wykrzyknęła.  –  Wtedy  się 

przekonasz, jak to jest. 

–  Nie  jesteś  zakochana  w  Evanie  –  powiedział  łagodnie.  –  Jesteś  za 

młoda,  żeby  rozumieć  te  sprawy.  Zawróciłaś  sobie  nim  głowę,  bo  jest 
starszy i... 

– To więcej niż pewne, że kocham Evana! – wybuchnęła. 
Wepchnęła szminkę do kieszeni. Nie zamierzała sterczeć tu i pozwalać 

mu  na  kpiny.  Miała  co  prawda  tylko  czternaście  lat,  ale  posiadała  serce 
dojrzałej kobiety i podjęła już decyzję. Damian może sobie mówić lub robić 
co zechce, a ona i tak pewnego dnia poślubi Evana Drydena. 

– Mojego brata na pewno cieszy twoje oddanie. 
–  No  pewnie.  Mężczyzna,  który  się  ze  mną  ożeni,  stanie  się 

najszczęśliwszy na świecie  – szarżowała, niewiele się namyślając. Damian 
roześmiał się. 

Jessica  już  zamierzała  darować  mu  to,  co  mówił  przedtem,  ale  teraz 

zmieniła  zdanie.  Trzymając  się  pod  boki,  przeszyła  go  wzrokiem  z  takim 
oburzeniem, na jakie tylko było ją stać. 

– Możesz być starszy od Evana, ale i tak nic nie wiesz o miłości. 
Wyglądał na rozbawionego, a to rozzłościło ją jeszcze bardziej. 
– Kiedy kobieta wybierze mężczyznę, nic nie może zmienić jej uczuć. 

Zdecydowałam się poślubić twojego brata, i cokolwiek byś powiedział lub 
zrobił, nie wpłynie to na moją decyzję. Więc szkoda twoich słów. Evan jest 
moim przeznaczeniem. 

background image

 

 

– Jesteś tego pewna? 
Był przynajmniej na tyle uprzejmy, że przestał się śmiać. 
–  Oczywiście  –  odparła  z  przeświadczeniem  w  głosie.  –  Zapamiętaj 

moje słowa, Damianie Drydenie. Czas pokaże, że się nie mylę. 

– Czy mój brat też może mieć coś do powiedzenia w tej sprawie? 
– Naturalnie. 
– A co będzie, jeśli zechce się ożenić z kimś innym? 
– Nie... nie wiem. 
Damian jakby wyczuł, czego obawiała się najbardziej – że Evan ożeni 

się, zanim Jessica zdoła pokazać, co jest warta. 

– Jest jeszcze coś, czego nie wzięłaś pod uwagę – dodał. 
– Co takiego? 
–  Że  to  ja  mogę  chcieć  się  z  tobą  ożenić  –  uśmiechnął  się  szeroko 

Damian. 

 

background image

 

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Dla Jessiki Kellerman nadszedł czas rozrachunku. Po raz pierwszy od 

ośmiu  lat  miała  stanąć  przed  braćmi  Drydenami.  Nie  czuła  niepokoju  na 
myśl  o  Evanie.  Przypuszczała,  że  nawet  nie  będzie  pamiętał,  jaka  była 
nieznośna. Chociaż właściwie mógłby. Bardziej obawiała się Damiana. To 
on złapał ją na gorącym uczynku. On się z niej wyśmiewał i twierdził, że jej 
uczucie  do  Evana  to  przemijający  kaprys.  Teraz  była  zmuszona  przyznać 
mu  rację.  Miała  nadzieję,  że  Damian  nie  będzie  miał  ochoty  wracać  do 
przeszłości. 

Pokonując  lęk,  Jessica  weszła  do  wysokiego  biurowca  w 

najekskluzywniejszej części śródmieścia Bostonu. Był to nowy budynek, o 
połyskującej czernią lustrzanej fasadzie, wznoszący się na trzydzieści pięter 
w górę. Firma prawnicza Drydenów należała do najlepszych w mieście. 

Pantofelki  Jessiki  zastukotały  na  marmurowej  posadzce  holu.  Bywała 

w tej części miasta często – uniwersytet leżał w pobliżu dzielnicy biurowej 
– ale po raz pierwszy znalazła się w tym imponującym budynku. 

Była zdenerwowana, i nie bez powodu. Przecież ostatni raz miała do 

czynienia  z  braćmi  Drydenami,  gdy  została  przyłapana  na  całowaniu 
lusterka samochodu jednego z nich. 

Kiedy  wracała  myślami  do  przeszłości,  musiała  przyznać,  że 

bezustannie dostarczała rozrywki zarówno braciom, jak i rodzicom – ich i 
jej. Jednak nie mogłaby wyprzeć się młodzieńczej miłości. Narażając się na 
krytykę  rodziny,  przez  całą  szkołę  średnią  wytrwale  starała  się  pozyskać 
serce  Evana.  Dopiero  gdy  Benny  Wilcox  zaprosił  ją  na  bal  maturalny, 
zauważyła,  że  są  jeszcze  inni  chłopcy,  równie  mili,  grzeczni,  przystojni. 
Evan  był  mężczyzną  jej  marzeń,  tym,  który  rozbudził  w  niej  poczucie 
kobiecości. Dla miłości do niego zarezerwowała specjalne miejsce w sercu, 
lecz z chęcią zapomniałaby, jak mu się naprzykrzała, i wiele by dała, żeby 
on też o tym nie pamiętał. 

Chociaż  Jessica  pozwoliła,  by  jej  zauroczenie  Evanem  łagodnie 

przeminęło,  ich  rodzice  ciągle  do  tego  wracali,  zwłaszcza  Lois  i  Walter 
Drydenowie.  Uważali,  że  jej  sposób  wyrażania  uczuć  do  Evana  był 
„oryginalny”,  i  wspominali  o  tym  od  czasu  do  czasu,  wprawiając  ją  na 
nowo w zakłopotanie. 

background image

 

 

Gdy  Walter  Dryden  dowiedział  się,  że  Jessica  właśnie  ukończyła 

szkołę biznesu i ma dyplom asystentki prawnej, zaczął nalegać, by podjęła 
starania  o  posadę  w  firmie  należącej  do  ich  rodziny.  Początkowo  Jessica 
wzbraniała  się,  ale  o  pracę  było  wtedy  trudno,  więc  po  bezowocnych 
poszukiwaniach  na  własną  rękę  zdecydowała  się  zapomnieć  o  dumie  i 
stawić czoło braciom. 

Recepcjonistka  przywitała  ją  serdecznym  uśmiechem.  Jessica 

odwzajemniła  uśmiech,  mając  nadzieję,  że  wygląda  na  opanowaną  i 
dojrzałą. 

– Jestem umówiona z Damianem Drydenem – powiedziała. 
Recepcjonistka,  kobieta  około  trzydziestki,  o  dużych  niebieskich 

oczach i gładkiej cerze, zerknęła do rejestru spotkań. 

– Pani Kellerman?   
– Tak. 
– Proszę usiąść, powiem panu Drydenowi, że już pani jest. 
– Dziękuję. 
Jessica  usiadła  na  jednym  z  miękkich  krzeseł  i  sięgnęła  po  kolorowy 

magazyn.  Przed  tą  rozmową  ubrała  się  szczególnie  starannie.  Miała  na 
sobie  jasnoszary  kostium;  dwurzędowy  żakiet  był  zapięty  na  perłowe 
guziki wielkości srebrnych dolarówek, połyskujące ciemnoniebiesko i biało. 
Na nogach miała szpilki. Spodziewała się, że wygląda nie tylko na profes-
jonalistkę,  ale  także  na  kobietę  o  wyrafinowanym  smaku.  Jej  lśniące 
kasztanowate  włosy  były  ostrzyżone  na  pazia,  co  miało  pogłębić  to 
wrażenie. Była już dorosła i Damian powinien o tym wiedzieć. 

Nie  zdążyła  przeczytać  nawet  spisu  treści,  kiedy  w  drzwiach 

naprzeciwko  pojawił  się  starszy  z  braci  Drydenów.  Często  widywała 
Damiana z daleka, lecz nie rozmawiała z nim od miesięcy, a może nawet 
lat. Zapomniała już, że miał szerokie ramiona i szczupłe biodra. Pamiętała, 
jak  bardzo  lubił  grać  w  piłkę  jako  chłopiec  i  jak  skutecznie  potrafił 
zaatakować przeciwnika; równie dobrze umiał przeciwstawiać się trudnoś-
ciom.  Znała  go  jako  człowieka  energicznego,  pracowitego  i  ambitnego. 
Kiedy  przed  trzema  laty  Walter  Dryden  przeszedł  na  emeryturę,  Damian 
przejął po nim firmę, która specjalizowała się w obsłudze prawnej spółek 
akcyjnych. Pod jego kierownictwem firma kwitła. 

– Witaj, Jessico. Cieszę się, że znów cię widzę  – odezwał się Damian, 

idąc ku niej. 

– Ja  też  się  cieszę.  –  Wstała  i  podała  mu  rękę.  Był  średniego  wzrostu, 

background image

 

 

lecz jej dłoń zginęła w jego dłoniach. Uścisk jego ręki był twardy i silny, taki 
jak on sam. 

– Przyszłam, żeby porozmawiać z tobą o posadzie asystentki prawnej – 

powiedziała.  Czuła,  że  bezpośredniość  zrobi  na  Damianie  najlepsze 
wrażenie. 

– Świetnie. Chodźmy do mojego gabinetu, dobrze?   
Uderzyła  ją  szorstkość  jego  głębokiego,  mocnego  głosu,  w  którym 

brzmiała pewność siebie. Nic dziwnego, że Damian należał do najbardziej 
poszukiwanych adwokatów w Bostonie. 

Gestem zaprosił ją do zajęcia miejsca w fotelu, a sam obszedł szerokie 

mahoniowe biurko i usiadł na krześle obitym czarną skórą. Lekko odchylił 
się do tyłu, sprawiając wrażenie spokojnego i odprężonego. 

Jessica  nie  dała  się  oszukać.  Nie  wierzyła,  by  Damian  potrafił  się 

odprężyć.  Lois,  jego  matka,  często  wyrażała  niepokój  o  swego  starszego 
syna, żaląc się, że Damian za dużo pracuje. 

–  Dziękuję,  że  tak  szybko  znalazłeś  czas  na  rozmowę  ze  mną  – 

powiedziała, zakładając nogę na nogę. 

–  Cała  przyjemność  po  mojej  stronie.  –  Damian  bawił  się  piórem, 

obracając je w dłoniach. – Słyszałem, że niedawno skończyłaś studia. 

Jessica skinęła głową. 
– Mam stopień naukowy w dziedzinie historii Ameryki. 
Pióro  przestało  się  poruszać  w  dłoniach  Damiana,  a  na  jego  czole 

pojawiła się zmarszczka. 

–  Niestety,  w  naszej  firmie  nie  mamy  dużego  zapotrzebowania  na 

historyków. 

– Wiem o tym – powiedziała pospiesznie. – W połowie ostatniego roku 

doszłam  do  wniosku,  że  chociaż bardzo  lubię  historię,  nie  jestem  całkiem 
pewna, co chciałabym robić po studiach. Zastanawiałam się, czy nie zostać 
nauczycielką, a potem zmieniłam zdanie. 

– I teraz chcesz być asystentką prawną? 
– Tak.  Miałam  chłopaka,  który  studiował  prawo;  często  razem  się 

uczyliśmy,  i  wtedy  przekonałam  się,  jak  bardzo  mi  ono  odpowiada.  Ale 
zamiast zapisać się na prawo i poświęcić mu cały swój czas i wszystkie siły, 
zdecydowałam,  że  najpierw  powinnam  podjąć  pracę  jako  asystentka 
prawna, żeby się przekonać, czy naprawdę chciałabym zostać adwokatem. 
Dlatego  poszłam  do  szkoły  biznesu  i  skończyłam  ją.  –  Powiedziała  to 
wszystko jednym tchem. – Twój ojciec nakłonił mnie do rozmowy z tobą – 

background image

 

 

dodała. Wyjęła z torebki dyplom i pokazała go Damianowi. 

– Dziękuję. – Pióro znów zaczęło się obracać. 
– Potrafię ciężko pracować. 
–  Nie  mam  wątpliwości.  –  Na  jego  twarzy  na  chwilę  pojawił  się 

uśmiech. 

–  Mogę  pracować,  kiedy  tylko  będzie  potrzeba,  nawet  w  weekendy. 

Jeśli chcesz, przyjmij mnie na okres próbny. – Zamierzała nie dać po sobie 
poznać, jak bardzo jej zależy na tej pracy, lecz zdradzała ją niecierpliwość w 
głosie. 

– Ta praca dużo dla ciebie znaczy, prawda?   
Jessica kiwnęła twierdząco głową. 
– Myślę – rzucił od niechcenia Damian  – że ciągle jesteś zadurzona w 

moim bracie. 

Powiedział to tak, jakby minęło zaledwie kilka dni od chwili, gdy omal 

nie  rzuciła  się  Evanowi  na  szyję.  Jessica  poczuła  gorący  rumieniec  na 
policzkach. 

– Nie wydaje mi się, żeby tak było. 
Damian uśmiechnął się, patrząc na nią badawczo. 
– Od lat jesteś pod jego urokiem. 
– Być może, lecz nie ma to nic wspólnego z moimi staraniami o pracę. – 

Zacisnęła  wargi  i  próbowała  odzyskać  zimną  krew.  Powinna  była  się 
domyślić, że Damian nie zapomni tak łatwo ich spotkania sprzed lat. 

– A więc to prawda? – Damian sprawiał wrażenie, jakby dokuczał jej z 

zadowoleniem,  a  Jessicę  doprowadzało  to  do  wściekłości.  Wolała  jednak 
milczeć,  zamiast  spierać  się  z  człowiekiem,  który,  jak  oczekiwała,  da  jej 
pracę.  –  Byłem  przy  tym,  jak  obcałowywałaś  lusterka  jego  samochodu, 
pamiętasz? 

Skinęła głową, bojąc się odezwać. 
– Widziałem,  jak  patrzyłaś  na  niego  swoimi  wielkimi,  pełnymi 

uwielbienia  oczami.  I  widziałem,  jak  wiele  innych  kobiet  robiło  to  samo, 
wszystkie wpatrzone w mojego brata, jakby był Apollem. 

Jessica zdumiała się, kiedy usłyszała to słowo. Właśnie tak wyglądał w 

jej oczach Evan. Jak grecki bóg. 

– Więc to prawda czy nieprawda? 
Usta  Jessiki  odmówiły  posłuszeństwa.  W  zakłopotaniu  otworzyła  i 

zamknęła  je  kilka  razy,  nie  wiedząc  jak  zareagować,  ani  czy  w  ogóle 
próbować coś powiedzieć. 

background image

 

 

Cathy  Hudson,  jej  najbliższa  przyjaciółka,  uważała,  że  to  nie  jest 

najlepszy  pomysł  starać  się  o  pracę  u  ludzi,  którzy  znali  ją  tak  dobrze.  I 
chyba miała rację. 

– Rzeczywiście,  Evan  był  kiedyś  moją  szkolną  miłością  –  przyznała  – 

ale  minęło  już  tyle  lat.  Nie  rozmawiałam  z  nim  od...  mój  Boże,  nie 
pamiętam.  Na  pewno  równie  dawno  jak  z  tobą.  Jeśli  przypuszczasz,  że 
moje stare uczucie do Evana przeszkadzałoby mi w pracy, to mogę zrobić 
tylko jedno... podziękować ci za czas poświęcony na rozmowę ze mną. 

Na  twarzy  Damiana  pojawił  się  niewyraźny  uśmiech,  a  w  oczach 

zdziwienie, jakby wbrew samemu sobie podziwiał ją za to, co powiedziała. 
Z wolna miejsce uśmiechu zajął smutek. 

– Wiesz, Evan się zmienił. To nie jest ten sam człowiek, którego znałaś. 
– Słyszałam od mojej matki, że nie jest szczęśliwy. – Jessica nie znała 

szczegółów i miała nadzieję, że dowie się czegoś więcej od Damiana. 

– Czy wiesz dlaczego? 
– Nie. 
Damian westchnął z ubolewaniem. 
– Powiem ci, bo wkrótce i tak sama byś się dowiedziała. Zakochał się, 

przypuszczalnie  po  raz  pierwszy,  ale  nic  z  tego  nie  wyszło.  Nie  wiem 
dlaczego,  i  nikt  nie  wie,  ale  nie  to  jest  najważniejsze.  Evan,  niestety,  nie 
może się otrząsnąć z depresji. 

– Musiał ją bardzo kochać – wyszeptała, obserwując Damiana. Widać 

było, że naprawdę niepokoi się o brata. 

– Jestem pewien, że tak. – Damian zmarszczył brwi, najwyraźniej nie 

wiedząc,  jak  pomóc  Evanowi,  i  pokiwał  głową.  –  Odeszliśmy  daleko  od 
tematu, prawda? 

Jessica  wyprostowała  się  i  położyła  splecione  dłonie  na  kolanach, 

zastanawiając się, czy Damian zaryzykuje i przyjmie ją do pracy mimo jej 
braku doświadczenia. 

–  Czy  na  pewno  chcesz  tu  pracować?  –  zapytał,  przyglądając  się  jej 

badawczo. 

– Bardzo. 
Damian  początkowo  nic  na  to  nie  odpowiedział.  Z  powodu  jego 

milczenia poczuła się tak nieswojo, że zapragnęła wypełnić czymś tę ciszę, 
choćby nawet niepotrzebną paplaniną. 

– Wiem,  co  myślisz  –  wyrzuciła  z  siebie.  –  W  twoich  oczach  nadal 

jestem  zakochaną  po  uszy  czternastolatką,  pewną,  że  Evan  i  ja  jesteśmy 

background image

 

 

stworzeni dla siebie. –  Potrząsnęła głową. – Nie wiem, co powiedzieć, żeby 
cię przekonać, że jestem dorosła i mam już te głupstwa za sobą. 

– Sam to widzę. – W oczach Damiana błysnęło uznanie. – Wygląda na 

to, że masz szczęście, bo jeszcze nie zatrudniliśmy asystentki prawnej. Jeśli 
chcesz tę posadę, jest twoja. 

Jessica ledwie się powstrzymała, by nie zerwać się z fotela i nie rzucić 

Damianowi na szyję. 

– Nie sprawię ci zawodu – obiecała. 
–  Będziesz  pracować z  Evanem  –  odpowiedział, znów patrząc  na  nią 

badawczo. 

– Z Evanem? 
– Czy to problem? 
– Nie... oczywiście, że nie. 
–  Pamiętaj  o  jednym.  Nie  ma  znaczenia,  od  jak  dawna przyjaźnią się 

nasi  rodzice.  Jeśli  nie  będziesz  dobrze  pracować,  nie  będzie  tu  dla  ciebie 
miejsca. 

– Nie oczekuję, że zostanę, jeśli nie podołam zadaniom – powiedziała, 

starając się, by nie zabrzmiało to jak próba obrony. 

– Świetnie. – Sięgnął do telefonu i spojrzał na nią. 
– Kiedy chciałabyś zacząć? 
– Już, jeśli można. 
–  Doskonale.  Powiem  pani  Sterling,  sekretarce  Evana,  żeby  cię 

zapoznała ze wszystkim.   

Jessica wstała i wyciągnęła rękę. 
– Obiecuję,  że  nie  będziesz  żałował.  –  Z  entuzjazmem  potrząsała  jego 

ręką, aż zdała sobie sprawę, że robi to dłużej, niżby wypadało. 

Damian wyszedł zza biurka z uśmiechem na twarzy. 
– Jeśli będziesz potrzebowała mojej pomocy, daj mi znać. 
– Zrobię to na pewno. Dziękuję, Damianie. 
Mimo że zwracała się do niego po imieniu, wiedziała, że łączą ich teraz 

stosunki  służbowe;  ale  trudno  jej  było  myśleć  o  Damianie  jako  o  szefie. 
Istniała  między  nimi  osobista  więź,  lecz  uświadomiła  to  sobie  dopiero  w 
czasie  tej  rozmowy.  Ku  swemu  zdziwieniu  odkryła,  że  nie  ma  tego 
problemu, jeśli chodzi o Evana. 

Jessica i Damian wyszli z gabinetu na korytarz i podeszli do drzwi, na 

których była złota tabliczka z imieniem i nazwiskiem Evana. 

Damian  otworzył  drzwi  i  przepuścił  ją  przodem.  Jessica  zobaczyła 

background image

 

 

sekretarkę  Evana.  Była  to  kobieta  w  średnim  wieku,  o  ostrych,  lecz 
sympatycznych  rysach  twarzy.  Emanowała  z  niej  energia  i  kompetencja. 
Wystarczyło na nią spojrzeć, by dojść do wniosku, że w razie potrzeby na 
pewno poradziłaby sobie nie tylko z biurem Evana, lecz z całą firmą. 

– Pani Sterling – odezwał się Damian – to jest Jessica Kellerman, nowa 

asystentka  prawna  Evana.  Czy  mogłaby  pani  pokazać  jej  wszystko,  żeby 
czuła się u nas jak u siebie w domu? 

– Naturalnie. 
Damian zwrócił się do Jessiki. 
– Pamiętaj, w razie jakichkolwiek problemów przychodź do mnie. 
– Dziękuję ci. 
– Nie,  Jessico  –  powiedział  tajemniczo  Damian,  wychodząc  –  to  ja 

dziękuję tobie. – Drzwi zamknęły się za nim z lekkim trzaskiem. 

Pani  Sterling  podniosła  się  z  krzesła.  Była  niska  w  porównaniu  z 

wysoką  i  szczupłą  Jessicą.  Jej  szpakowate  włosy  były  krótko  przycięte, 
miała na sobie prostą spódnicę i cienki sweter. 

– Pokażę  pani  bibliotekę  –  powiedziała.  Jessica  zerknęła  w  kierunku 

zamkniętych drzwi, zastanawiając się, czy jest tam Evan. Widocznie jednak 
go  nie  było,  w  przeciwnym  razie  Damian  nie  omieszkałby  zawiadomić 
brata, że Jessica będzie jego pracownicą. 

Sekretarka  poprowadziła  ją  przez  hol  do  biblioteki,  gdzie  rząd  za 

rzędem stały grube, zakurzone tomy. Duże pomieszczenie wypełnione było 
wąskimi stołami i krzesłami. Jessica z zadowoleniem stwierdziła, że jest tu 
przytulnie  i  miło.  Wiedziała,  że  właśnie  w  tym  miejscu  będzie  spędzać 
większość  czasu  pracy.  Poczuła  delikatny  zapach  olejku  cytrynowego  i 
uśmiechnęła  się,  widząc  tu  i  ówdzie  rośliny  w  doniczkach,  a  wśród  nich 
bluszcz  o  szerokich  cętkowanych  liściach,  zwieszający  się  z  jednego  z 
regałów. 

– Ale tu ładnie... 
– Pan Dryden bardzo się stara, żebyśmy pracowali w miłym otoczeniu 

– wyjaśniła z emfazą sekretarka. 

– Taki właśnie jest Damian – powiedziała półgłosem Jessica. 
–  Miałam  na  myśli  młodszego  pana  Drydena.  –  Usłyszała  zdziwiony 

głos. 

– Ach tak, oczywiście – przytaknęła szybko. 

Zanim  dobiegł  końca  jej  pierwszy  dzień  w  firmie,  Jessica  czuła  się, 

background image

 

 

jakby  miała  za  sobą  czterdziestogodzinny  tydzień  pracy.  Dostała  małe 
biurko w rogu pokoju i własny telefon. Pani Sterling sprawiała wrażenie, że 
poczytuje  sobie  za  obowiązek,  by  Jessica  miała  różnorodne  zajęcia,  na 
przykład  zbieranie  zamówień  na  lunch,  porządkowanie  szaf  z  aktami  i 
przekazywanie wiadomości na terenie biura. 

Kiedy  już  myślała,  że  widocznie  tego  dnia  nawet  nie  rzuci  na  Evana 

okiem,  on  nagle  wpadł  do  biura  i  zatrzymał  się  gwałtownie,  gdy  ją 
zobaczył.  Był  wzrostu  Damiana,  miał  jasne  włosy  i  uduchowione  oczy. 
Zdaniem Jessiki to było po prostu niesprawiedliwe, że mężczyzna mógł być 
tak oszałamiająco przystojny. 

–  Julia  –  wyszeptał  takim  tonem,  jakby  znalazł  kufer  pełen  skarbów. 

Oczy jaśniały mu radością. – Co tu robisz? 

– Jessica – poprawiła, starając się nie czuć urazy o to, że nie pamiętał jej 

imienia. – Jestem tutaj, ponieważ od dziś pracuję dla ciebie. 

– Pana brat zatrudnił panią Kellerman jako nową asystentkę prawną – 

wyjaśniła sekretarka. 

Evan podszedł bliżej i ujął dłoń Jessiki. 
– No to mamy Gwiazdkę w lipcu! Bo inaczej Damian nie obdarowałby 

mnie tak niezwykłym prezentem. 

– Gwiazdka w lipcu – powtórzyła Jessica, z trudem hamując śmiech. A 

więc  to  prawda,  co  słyszała  o  Evanie.  Był  flirciarzem,  lecz  tak  miłym  i 
beztroskim,  że  wydawało  się  to  bez  znaczenia.  Wiedziała,  że  nie  mówi 
poważnie. 

–  Jest  kilka  spraw,  którymi  powinien  się  pan  zająć  –  odezwała  się 

sztywno pani Sterling zza pleców Evana. 

– Przyjdę do pani za parę minut – powiedział. 
–  Wiem,  że  pan  przyjdzie.  Tylko  proszę  nie  wyjechać,  zanim  nie 

podpisze  pan  tych  pism.  A  skoro  już  o  tym  mowa,  to  trzeba 
przedyskutować niektóre punkty... jeśli znajdzie pan czas. 

– Obiecuję, że zaraz zajmę się tymi pismami. – Powiedział to tak, jakby 

nie interesowało go nic, oprócz wpatrywania się w stojącą przed nim młodą 
kobietę. 

– Proszę położyć wszystko na moim biurku; przejrzę, zanim wyjdę. 
– Nie zapomni pan?   
Evan stłumił śmiech. 
– Jakbym słyszał swoją matkę. 
– Ktoś musi się panem opiekować. – Sekretarka Evana zmrużyła oczy 

background image

 

 

w promiennym uśmiechu. 

Jessica ze zdumieniem obserwowała, jak Evan oczarował starszą panią. 

Zanim  pokazał  się  w  drzwiach,  pani  Sterling  była  wzorem  chłodnego 
profesjonalizmu. W chwilę potem przeobraziła się w kwokę niespokojną o 
swoje  pisklę.  Nim  Jessice  udało  się  zastanowić  nad  jej  reakcją,  Evan 
odezwał się ze śmiechem. 

– Kochasz mnie, Mary, i dobrze o tym wiesz. 
–  Po  prostu  jest  pan  ostatnio  trochę  zapominalski  –  odparła  pani 

Sterling,  marszcząc  brwi  z  troską.  Nachyliła  się  nad  stosem  pism  i 
przerzuciła je jeszcze raz. – Czy to źle, że od czasu do czasu o czymś panu 
przypomnę? 

– Myślę, że nie. – Evan zabrał pisma i wszedł do swego gabinetu. 
–  Czy  pracuje  pan  nad  sprawą  Korporacji  Portera?  –  zapytała  pani 

Sterling, depcząc mu po piętach. 

–  Korporacja  Portera  –  powtórzył  Evan,  jakby  nigdy  przedtem  nie 

słyszał tej nazwy. – To chyba nie jest jeszcze pilne, prawda? 

– Ależ jest  – odrzekła sekretarka, a Jessica usłyszała w jej głosie nutę 

paniki. – To pierwsza sprawa w piątek rano. 

– Będę gotów na czas. A jaki dzień mamy dzisiaj? 
–  Panie  Dryden,  musi  pan  zacząć  przychodzić  do  biura  przed 

zamknięciem! 

–  Niech  się  pani  nie  niepokoi.  Przygotuję  wszystko  tak  jak  zawsze  – 

powiedział, odprowadzając sekretarkę do drzwi. Zatrzymał się na moment, 
kiedy  jego  wzrok  napotkał  Jessicę,  i  mrugnął  do  niej.  Potem  zniknął  za 
zamkniętymi drzwiami. 

Pani  Sterling  pokręciła  głową  i  zerknęła  w  kierunku  Jessiki.  –  Pan 

Dryden miał ostatnio ciężkie przeżycia – wyjaśniła. 

– Od kiedy nie ma asystentki? 
– Już od dawna. Wyglądało na to, że nie będzie mu potrzebna. Damian 

ograniczył  jego  obowiązki  i,  jak  by  to  powiedzieć,  wszystko  tu  po  prostu 
wygląda już inaczej. 

Wychodząc z pracy, Jessica natknęła się na Damiana, który rozmawiał 

z sekretarką. Sprawiał wrażenie człowieka poważnego i solidnego, a kilka 
siwych  włosów  na  skroniach  nadawało  mu  dystyngowany  wygląd.  Był 
nietuzinkową postacią i Jessica przez chwilę pomyślała, że to dziwne, iż się 
nie ożenił. Ta myśl pociągnęła za sobą następną, zaskakującą dla niej samej. 
Poczuła, że jest szczęśliwa, bo Damian się nie ożenił. 

background image

 

 

Widocznie  zauważył  ją  kątem  oka,  ponieważ  wyprostował  się, 

uśmiechnął i podszedł do niej. 

– Jak ci minął pierwszy dzień, Jessico? 
– Naprawdę dobrze. 
– Czy Mary nie wykorzystuje cię za bardzo? 
– Skądże, jest wspaniała. 
–  Mary  to  jedna  z  najlepszych  sekretarek,  z  jakimi  dotychczas 

pracowałem.  Może  być  nieco  szorstka,  ale  przyzwyczaisz  się  do  tego.  – 
Szedł teraz obok Jessiki, z rękami założonymi do tyłu. Być może Mary była 
szorstka, zamyśliła się Jessica, ale nie dla Evana. 

–  Zawsze  będę  ci  wdzięczna  za  to,  że  zechciałeś  zaryzykować  i 

przyjąłeś mnie – powiedziała swobodnym tonem. 

Damian uśmiechnął się ze smutkiem. 
– Kto wie, czy później też będziesz mi dziękować. Mój brat może być 

nieprzyjemny, lecz jeśli jest ktoś, kto mógłby zawrócić go ze złej drogi, to 
właśnie ty. 

– Ja? – zapytała, niczego nie rozumiejąc. Damian oderwał wzrok od jej 

oczu i spojrzał przed siebie. 

–  Każdy  potrzebuje,  by  od  czasu  do  czasu  ktoś  popatrzył  na  niego 

dużymi, pełnymi uwielbienia oczami, jak myślisz? 

– Ale... – Jessica nie wiedziała, co odpowiedzieć. Jedno stało się jasne: 

Damian nie zatrudnił jej z powodu dobrych stopni w college'u. 

 

background image

 

 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
– Naprawdę  dostałaś  tę  pracę?  –  Cathy  Hudson  pytała  przez  telefon 

głosem pełnym zaskoczenia. 

– Tak po prostu przyjęła cię do pracy jedna z najbardziej znanych firm 

prawniczych w mieście? 

– Przyjaciele pomogli. – Radość Jessiki mąciła świadomość, że została 

przyjęta,  ponieważ  ich  rodziny  były  tak  bardzo  zaprzyjaźnione.  Chociaż 
Damian nie ukrywał, że będzie musiała dobrze wywiązywać się ze swoich 
obowiązków,  Jessica  sama  była  zdecydowana  dowieść  swej  wartości; 
zostanie  najlepszą  asystentką  prawną,  jaka  kiedykolwiek  pracowała  w  tej 
firmie. To sprawa honoru. 

– Dlaczego wszystko przychodzi ci tak łatwo? – biadoliła 

Cathy. 

– 

Mierzysz wysoko i... 

– Ja? To ty starasz się o główną rolę w „Chłopakach i dziewczynach”. I 

kto tu mierzy wysoko? 

–  Już  dobrze,  dobrze  –  powiedziała  Cathy  z  dramatycznym 

westchnieniem. – Niech ci będzie. 

– A jak było na dzisiejszej próbie? 
–  Czy  ja  wiem?  To  tak  trudno  ocenić.  Wszystko  bym  oddała  za  rolę 

Adelajdy, ale patrzę na innych i widzę, jacy są dobrzy. Dziś wracałam do 
domu  z  myślą,  że nie  mam  szans.  David,  reżyser,  jest  wspaniały.  Praca z 
nim dałaby mi bardzo dużo, ale boję się, że nie dostanę tej roli. 

– A  ja w ciebie wierzę. Masz wrodzony talent, Cath. – Jessica mówiła 

prawdę.  Jej  przyjaciółka  zawsze  była  uzdolniona  aktorsko,  dzięki  czemu 
ich przyjaźń była tak interesująca. 

Cathy zaśmiała się cicho. 
–  Jak  może  mi  się  nie  udać,  skoro  i  ty,  i  moja  matka  jesteście 

przekonane, że moim przeznaczeniem jest być gwiazdą? A teraz powiedz, 
jak przebiegła rozmowa z Damianem. 

–  Uważam,  że  naprawdę  dobrze.  –  Przez  całe  popołudnie  nie  mogła 

przestać myśleć o Damianie. Doszła do wniosku, że się zmienił. A może to 
ona była inna? Wszystko jedno, w każdym razie oczarował ją. Myśl o pracy 
z nim była podniecająca. 

– A jak tam młodszy z braci? 

background image

 

 

– Właśnie z nim mam pracować. 
Cathy widocznie usłyszała niepewność w głosie Jessiki, bo zapytała: 
– Czy to cię niepokoi? Dlaczego? Myślisz, że znowu zgłupiejesz na jego 

punkcie? 

Tego już było za wiele. 
– Nie  ma  mowy.  Na  litość  boską,  przecież  wtedy  miałam  czternaście 

lat. 

Kiedy  odłożyła  słuchawkę,  znalazła  płytę  z  przebojami  jazzowymi, 

wsunęła ją do odtwarzacza i zabrała się do obiadu. Przyrządzała kurczaka 
ze  szpinakiem,  stojąc  boso  w  kuchni  i  mrucząc w  takt  muzyki,  a  jej  serce 
śpiewało swą własną melodię. 

Wieczorem  odpoczywała,  próbując  czytać  gazetę.  Mimo  wysiłków  jej 

myśli błądziły wokół Damiana. Na pewno nie chciałaby stracić głowy dla 
jeszcze jednego Drydena. 

Według informacji, których dostarczyła jej matka, Damian obecnie nie 

był  z  nikim  związany.  Joyce  Kellerman  powiedziała,  że  Lois  Dryden 
skarżyła  się,  iż  jej  starszy  syn  zbyt  mało  czasu  przeznacza  na  rozrywki. 
Zakochać  się  w  kobiecie,  która  oderwałaby  go  od  pracy  –  oto,  czego 
potrzeba Damianowi, zdecydowała Jessica. W kimś wesołym. W kimś, kto 
skłoniłby go do śmiechu i cieszenia się życiem. W kimś, kto go ceni. 

Godzinę później, kiedy kładła się spać, zdała sobie sprawę, że prawie 

przez cały wieczór myślała o Damianie. Ale to zrozumiałe, wyjaśniła sama 
sobie. Przecież to szef firmy, w której jestem zatrudniona. 

Następnego dnia Evan pokazał się w biurze dopiero po jedenastej. Gdy 

tylko tanecznym krokiem wszedł do sekretariatu, pani Sterling zaczęła mu 
nadskakiwać. 

– Dzień  dobry,  panie  Dryden  –  przywitała  go  wylewnie,  niemal 

zrywając się z krzesła. – Prawda, że mamy dziś piękny dzień? 

Widać było, że Evan musi to przez chwilę przemyśleć. 
– Nie  zwróciłem  uwagi,  ale  ma  pani  rację,  to  wspaniały  dzień  – 

odpowiedział i zaczaj wertować plik czekających na niego kopert. 

Kiedy  szedł  do  gabinetu,  zauważył  Jessicę  siedzącą  przy  biurku. 

Poczuła na sobie jego badawczy wzrok. 

– Dzień dobry, panie Dryden – powiedziała. 
–  Evan  –  poprawił  ją  z  naciskiem.  –  Jeśli  koniecznie  chcesz,  panem 

Drydenem możesz nazywać Damiana, ale ja jestem Evan. 

background image

 

 

– Zgoda. Dzień dobry, Evanie. 
–  Prawda,  że  mamy  dziś  dobry  dzień?  –  zapytał,  posyłając  jej 

łobuzerski  uśmiech,  którego  nie  mogła  nie  odwzajemnić.  Dopiero  teraz 
zauważyła, jakie przez te lata zaszły w nim zmiany. Wyszczuplał, a w jego 
uśmiechach rzadko brały udział oczy. Trudno było również nie zauważyć, 
że  wszyscy  chodzą  wokół  niego  na  paluszkach.  Pani  Sterling  nie  omiesz-
kała  jej  poinformować,  że  Evan  ma  ostatnio  mniej  pracy,  a  Damian 
powiedział,  że  jego  brat  nie  przyszedł  jeszcze  do  siebie  po  zerwanym 
romansie. To musiało być coś poważnego, zamyśliła się Jessica. 

– Już dawno nie mieliśmy okazji porozmawiać, prawda? – Podszedł i 

siadł na krawędzi jej biurka. 

–  Bardzo  dawno  –  przyznała,  modląc  się  w  duchu,  by  nie  zaczaj 

wspominać  jej  dziewczęcych  błazeństw.  Czuła  się  dostatecznie 
zakłopotana, kiedy zrobił to Damian. 

–  Myślę,  że  powinniśmy  nadrobić  zaległości,  co  ty  na  to?  Zapraszam 

cię na lunch. – Spojrzał na zegarek i zrobił zdziwioną minę.  – Pojedziemy 
za pół godziny. To wystarczy, żebym uporał się z papierami, które mam na 
biurku. 

– Chcesz mnie zabrać na lunch? Dzisiaj? 
–  To  drobiazg.  –  Wzruszył  ramionami.  –  Poproszę  Mary,  żeby 

zarezerwowała stolik. 

– Ale... 
– Świetny pomysł – wtrąciła pani Sterling, wyraźnie zadowolona. 
– Ale przecież ja dopiero zaczęłam tu pracować. Chętnie poszłabym na 

lunch  powiedzmy  za  tydzień,  kiedy  już  się  ze  wszystkim  zapoznam.  – 
Bardzo  nie  chciała,  by  Damian  odniósł  wrażenie,  że  zaniedbuje  swoje 
obowiązki. 

Evan dotknął palcem czubka nosa Jessiki i zajrzał jej głęboko w oczy. 
– Żadnych  ale.  Jedziemy  na  lunch  i  będziesz  mogła  zdać  mi 

sprawozdanie ze wszystkiego, co robiłaś przez ostatnie pięć czy sześć lat. 

Pani  Sterling,  która  wyglądała  na  niezmiernie  zadowoloną  z  takiego 

obrotu  rzeczy,  weszła  za  Evanem  do  jego  gabinetu.  Po  paru  minutach 
wróciła. Rzucając na Jessicę radosne spojrzenie, podniosła słuchawkę, żeby 
zarezerwować  stolik  w  restauracji  „U  Henriego”,  jednej  z  najlepszych  w 
Bostonie, słynącej z elegancji. Na dojazd do niej potrzebny był co najmniej 
kwadrans, a to znaczyło, że ich lunch potrwa znacznie dłużej niż zwykle. 

– Wątpię, czy będziemy z powrotem za godzinę, jeśli to ma być lunch 

background image

 

 

„U Henriego” – odezwała się Jessica. 

–  Proszę  się  nie  martwić.  Jestem  pewna,  że  odrobi  to  pani  przy 

najbliższej okazji. 

–  Pracuję  tu  dopiero  drugi  dzień  i  nie  chciałabym  sprawiać  złego 

wrażenia. 

–  Moja  droga,  pan  Dryden  jest  pani  szefem.  Jeśli  chce  bez  pośpiechu 

zjeść  z  panią  lunch,  to  zamiast  mieć  wątpliwości,  powinna  pani  raczej 
uznać to za sukces. 

– To prawda, ale... 
– Z tego, co wiem, jesteście od dawna zaprzyjaźnieni – przerwała pani 

Sterling. – Więc to przecież zupełnie naturalne z jego strony, że chce w ten 
sposób osobiście powitać panią w firmie. 

Ledwie pani Sterling zdążyła odłożyć słuchawkę, pojawił się Evan. 
– Czy jesteś gotowa? 
–  Tak,  już  za  chwilę.  –  Zaskoczona  Jessica  skończyła  wpisywanie 

notatek do komputera i wstała zza biurka. 

Evan ujął ją za ramię. 
– Wrócimy za kilka godzin – zwrócił się do sekretarki. 
Szli korytarzem w kierunku wyjścia, gdy pojawił się Damian. 
–  Właśnie  wybieramy  się  na  lunch  –  wyjaśnił  Evan.  –  Czy  jestem  ci 

potrzebny? 

– Nie. Idźcie, idźcie. Porozmawiamy później. 
Damian skinął głową, a Jessica ledwie powstrzymała się, by nie zacząć 

tłumaczyć, że to nie był jej pomysł. Uznała jednak, że już jest za późno, a 
zresztą nie była pewna, czy to w ogóle potrzebne. Damian chyba wie, że nie 
wprosiła się na ten lunch. Jednak nie chciała, żeby myślał o niej źle. 

– Chyba wrócimy późno – powiedział Evan do brata. 
 
Do  restauracji  pojechali  taksówką.  Stolik  już  czekał.  Uroczystą 

atmosferę podkreślała dyskretna muzyka. Kelnerzy, ubrani jak dyplomaci, 
byli  nadzwyczaj  uprzejmi,  a  potrawy  podawano  ze  specjalnym 
ceremoniałem. 

Evan wyraźnie nie miał ochoty mówić o sobie, za to wypytywał Jessicę 

o  szkołę,  przyjaciół,  zainteresowania.  Sprawiał  wrażenie  troskliwego,  lecz 
przypuszczała, że myślami był daleko od niej i ich lunchu. Nie wracał do 
przeszłości, nie wspominał, jak była w nim zakochana. Chętnie by go za to 
ucałowała. 

background image

 

 

Kiedy talerze zostały sprzątnięte, wyjął notatnik i ołówek. 
– Mam zamiar zająć się pewną sprawą cywilną, co będzie wymagało 

wielu  poszukiwań  w  aktach  –  powiedział  z  entuzjazmem,  jakiego  do  tej 
pory Jessica u niego nie widziała. – Sprawa dotyczy Earla Kressa, pewnie o 
nim czytałaś. 

–  Oczywiście.  –  Lokalne  gazety  od  tygodni  były  pełne  niezwykłych 

szczegółów  tej  sprawy.  Dwudziestoletni  były  sportowiec  pozwał  do  sądu 
okręg szkolny w Spring Valley. 

Jessica  z  zainteresowaniem  słuchała  wyjaśnień  Evana.  Earl  był 

utalentowanym  sportowcem,  podporą  reprezentacji  szkoły  w  futbolu, 
koszykówce i trójboju lekkoatletycznym. Aby mógł uprawiać sport, musiał 
jednak  mieć  odpowiednie  wyniki  w  nauce.  Niestety,  nigdy  nie  opanował 
umiejętności  czytania  i  pisania.  Chociaż  skończył  szkołę  średnią,  a  nawet 
dostawał stypendium, w praktyce był analfabetą. 

Władze okręgu szkolnego zmuszały nauczycieli Earla do wystawiania 

mu pozytywnych ocen. Po szkole średniej poszedł do college'u. Na obozie 
treningowym odniósł poważną kontuzję kolana i na tym skończyła się jego 
kariera. Nie minęły dwa miesiące pierwszego roku nauki, kiedy Earl został 
wyrzucony ze szkoły. 

–  Jakie  to  niesprawiedliwe  –  powiedziała  Jessica,  gdy  Evan  skończył. 

Pomyślała, że Damian, niespokojny o brata, dobrze zrobił, powierzając mu 
tę  niezwykłą  sprawę.  Na  pewno  oderwie  go  ona  od  innych  problemów. 
Teraz Evan będzie miał cel, powód, by przyjść do pracy rano, by nie myśleć 
o osobistych kłopotach. 

–  Były  już  podobne  sprawy  –  ciągnął  Evan.  –  Chciałbym,  żebyś 

sprawdziła, jak się skończyły. 

– Będę szczęśliwa, jeśli okażę się pomocna. 
Evan uśmiechnął się z uznaniem. 
– Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć. 
A  więc  to  był  prawdziwy  powód  ich  lunchu  we  dwoje,  ta  sprawa 

najwidoczniej wiele znaczyła dla Evana, musiała więc być ważna również 
dla niej. Jessica była zadowolona, że ma okazję się wykazać. 

Godzinna  przerwa  na  lunch  wydłużyła  się  do  trzech  godzin.  Gdy 

wrócili do biura, Jessice wydawało się, że wszyscy na nich patrzą i czuła się 
bardzo nieswojo. 

Chciała już siedzieć za biurkiem. Przechodząc obok gabinetu Damiana, 

odwróciła  głowę.  Jednak  zobaczył  ją,  gdyż  drzwi  były  otwarte.  Wstał  i 

background image

 

 

zawołał  ją  po  imieniu,  a  potem  chyba  spojrzał  na  zegarek.  Jessica  ledwie 
powstrzymała się, by nie powiedzieć, że był to służbowy lunch. 

Damian od początku stawiał sprawę jasno: oczekiwał, że będzie robić, 

co do niej należy. Nie płacił jej przecież za romansowanie z bratem podczas 
trzygodzinnych lunchów, a Jessica nie chciałaby, by odniósł takie wrażenie. 
Pragnęła  się  wytłumaczyć,  lecz  wyglądałoby  to  dziwnie  w  obecności 
Evana.  Jedyne  co  mogła  zrobić,  to  zostać  dłużej  tego  wieczora,  żeby 
odpracować czas spędzony na lunchu. 

Kiedy  wychodziła,  było  już  po  siódmej.  Mimo  to  kilka  osób  jeszcze 

pracowało.  Szła  korytarzem  ze  swetrem  przerzuconym  przez  ramię,  gdy 
usłyszała głos Damiana. 

- Jessica. 
–  Cześć,  Damianie  –  odezwała  się.  Stał  w  drzwiach  swego  biura,  w 

swobodnej pozie, z rękoma skrzyżowanymi na piersiach. 

– Jak się udał lunch z moim bratem? 
– Dobrze, ale... 
– Ale? – zapytał, gdy zawahała się i nie od razu dokończyła. 
–  Chcę,  żebyś  wiedział,  że  to  był  służbowy  lunch  –  powiedziała 

pospiesznie,  pragnąc  się  czym  prędzej  wytłumaczyć.  –  Omawialiśmy 
sprawę Earla Kressa. Nie chciałabym, żebyś sądził, że spędziliśmy tam trzy 
godziny tylko dla przyjemności. 

– Nic by się nie stało. 
– Ale tak nie było! – nie ustępowała. – Evan zaprosił mnie na lunch w 

związku z procesem. Nie chodziło mu o odnowienie starej przyjaźni. 

–  Czy  wydawał  się  zadowolony,  że  jemu  przypadła  ta  sprawa?  – 

zapytał Damian z troską. 

–  Bardzo  zadowolony.  –  Przypomniała  sobie  panią  Sterling,  która 

wyjaśniła,  że  „wszystko  tu  po  prostu  wygląda  już  inaczej”,  dając  do 
zrozumienia,  że  to  Evan  był  inny.  Ciekawa  była,  czy  Damian  zdaje  sobie 
sprawę, jak głęboko nieszczęśliwy jest jego brat. 

Damian  uśmiechnął  się;  Jessica  wiedziała,  że  nie  robi  tego  często. 

Bardzo podobały się jej iskierki w jego szarych oczach. 

– Pomyślałem  sobie,  że  dobrze  mu  zrobi  zmiana  tempa  życia.  A  czy 

powspominaliście dawne czasy? 

Domyśliła się, że Damian chciałby wiedzieć, czy dostrzegła zmiany w 

jego bracie. 

– Troszkę. Wydaje mi się, że Evan naprawdę cierpi. 

background image

 

 

Damian skinął głową. 
– Stara się z tym nie zdradzać. Ciekaw jestem, czy zauważyłaś, jak się 

zmienił. 

– Trudno tego nie zauważyć. – Już od pierwszej chwili zdawała sobie 

sprawę,  że  jest  inny  niż  kiedyś.  Mimo  że  nie  widzieli  się  tak  dawno, 
zauważyła, jak wiele go kosztuje, żeby ukryć cierpienie. Nic dziwnego, że 
jego rodzice i brat tak się o niego martwili. 

Damian zerknął na zegarek i podniósł brwi ze zdziwienia. 
– Późno już. Porozmawiamy kiedy indziej. Dobranoc, Jessico. 
– Dobranoc, Damianie. 
 
Kiedy  czekała  na  pociąg  na  stacji  metra,  zrozumiała  nareszcie,  co 

Damian  miał  na  myśli,  mówiąc,  że  każdy  potrzebuje,  by  czasem  ktoś  na 
niego  spojrzał  wielkimi,  pełnymi  uwielbienia  oczami.  Damian  ciągle 
uważał ją za nastolatkę zadurzoną w jego młodszym bracie. A Evan nigdy 
bardziej niż teraz nie potrzebował kobiety, dla której byłby idolem. Została 
zatrudniona  nie  dzięki  umiejętnościom  prawniczym,  lecz  by  pomóc 
Evanowi  zapomnieć  o  tej,  którą  kochał  i  utracił.  Damian  liczył  na  to,  że 
Jessica uleczy ból jego brata. 

Następnego  dnia  około  dziesiątej  Evan  wbiegł  do  biura  promiennie 

uśmiechnięty  i  wręczył  Jessice  tuzin  purpurowych  róż.  Ich  zapach 
natychmiast wypełnił pokój. 

Jessica zaniemówiła. 
– To dla mnie? – Była zaskoczona, a po minie pani Sterling widać było, 

że ona też. 

–  Proszę  cię  o  przysługę  –  powiedział  Evan,  pochylając  się  nad 

biurkiem, tak że jego twarz znalazła się o centymetry od twarzy Jessiki. 

–  Dobrze.  –  Obejmowała  bukiet  jak  królowa  piękności,  wdychając 

upajający zapach. 

Evan  sięgnął  do  kieszeni  marynarki  i  wyjął  złożony  arkusz  żółtego 

papieru. 

– Chcę, żebyś pilnie coś dla mnie znalazła. 
– Proszę bardzo. 
– Chodzi o pewne przepisy... odszukaj je i dostarcz mi jak najszybciej. 

Przykro mi, ale to nudne zajęcie. 

–  Nic  nie  szkodzi.  –  Jessica  spojrzała  na  spis,  który  przyniósł  Evan  i 

background image

 

 

przestraszyła się widząc, ile zawiera punktów. – Na kiedy ci to potrzebne? 

– Na  jutro  –  odpowiedział  zupełnie  poważnie.  Pani  Sterling  syknęła 

znacząco  zza  pleców  Evana,  wywołując  tym  uśmiech  na  twarzy  Jessiki. 
Evan zmrużył oczy i wyszeptał: 

– Nie ma nic gorszego niż kobieta, która nie może się powstrzymać, by 

nie powiedzieć: „A nie mówiłam?”. Pamiętaj o tym, Jessico. 

–  Dobrze  –  odpowiedziała  z  uśmiechem.  –  Zabieram  się  do  roboty. 

Informacje dla ciebie będą gotowe, zanim wyjdę z pracy wieczorem. 

– Grzeczna dziewczynka. 
Umieściła róże w wazonie, który dała jej pani Sterling, ustawiła go na 

biurku i zaszyła się w bibliotece. Nawet nie zauważyła, kiedy minęła pora 
lunchu.  Spojrzała  na  zegar  dopiero  o  trzeciej,  gdy  jej  żołądek  zaczął 
upominać się o swoje prawa. Ale i wtedy, zamiast tracić czas na jedzenie, 
przyniosła sobie jabłko, i chrupiąc je, szukała dalej. 

Kiedy  znowu  podniosła  oczy  znad  notatek,  zegar  na  ścianie 

wskazywał  siódmą  czterdzieści  pięć.  Słyszała  wcześniej,  jak  inni 
wychodzili,  lecz  wydawało  jej  się,  że  było  to  zaledwie  przed  paroma 
minutami.  Wstała,  wyprostowała  zesztywniały  kręgosłup  i  głęboko 
odetchnęła. Bolały ją oczy i plecy. 

Zebrała  papiery  i  poszła  do  swego  pokoju.  Zatrzymała  się  w  progu, 

zdziwiona, że jest w nim ciemno. Zapaliła światło i rozejrzała się, pewna, że 
Evan zostawił dla niej wiadomość. 

Nie zostawił. 
Wyjęła  z  wazonu  jedną  różę,  podniosła  do  nosa  i  zamknęła  oczy, 

starając się pokonać zmęczenie i rozczarowanie. 

– Jessico, co tu robisz? 
– Damian? – To samo pytanie mogła zadać jemu. 
– Jest prawie ósma. 
– Wiem. – Poruszyła obolałymi ramionami. – Straciłam poczucie czasu. 
–  Właśnie  widzę.  Odrabiałem  zaległości  w  czytaniu,  ale  nie 

przypuszczałem, że jest tu ktoś jeszcze. Nie ma powodu, żebyś zostawała 
tak długo. 

Zerknęła w stronę gabinetu Evana. 
– O której wyszedł Evan? – zapytała obojętnie, nie chcąc pokazać, jak 

czuje się urażona. 

– Kilka godzin temu. A dlaczego pytasz? 
– Powiedział, że bardzo pilnie potrzebuje tych informacji. – Pracowała 

background image

 

 

jak  szalona,  starając  się  skończyć  robotę  jak  najszybciej.  Była  pewna,  że 
Evan  poczeka,  aż  ona  znajdzie  to,  czego  podobno  potrzebował 
bezzwłocznie. 

– Zdaje mi się, że był umówiony na kolację – wyjaśnił Damian. 
– Rozumiem – mruknęła. Jednym słowem, beztrosko o niej zapomniał. 
– Mam wrażenie, że jesteś zła – rzekł Damian. 
– Jestem. Nawet nie zrobiłam sobie przerwy na lunch, żeby miał to, o 

co  prosił.  –  Ani  na  kolację,  pomyślała,  czując,  jak  złość  w  niej  narasta. 
Poniewczasie  uświadomiła  sobie,  że  pewnie  sprawia  wrażenie  również 
zazdrosnej. 

– Przykro mi, Jessico. 
Damian  nie  był  winien  bezmyślności  Evana.  Powiedziała  mu  to,  a 

potem zapytała wprost: 

–  Czy  jest  tu  coś  do  zjedzenia?  –  Zamrugała  oczami,  chcąc  ukryć 

niespodziewane łzy. Głód zawsze wpływał na jej emocje. Była zakłopotana, 
bojąc się, że Damian coś zauważy. 

– To znaczy, że od lunchu nic nie jadłaś? 
–  Od  śniadania,  nie  licząc  jabłka.  I  jeśli  zaraz  czegoś  nie  zjem,  to  się 

rozpłaczę, a naprawdę byłoby lepiej, żebyś tego nie widział. – Wyrzuciła z 
siebie te słowa i zaczęła pociągać nosem.  – Nie zwracaj na mnie uwagi. – 
Odwróciła  się,  wytarła  nos  rękawem  i  wróciła  do  biblioteki.  Na  stołach 
leżało kilka otwartych opasłych tomów. Zamknęła je i zaczęła taszczyć na 
półkę. 

–  Znalazłem  pudełko  krakersów  –  powiedział  Damian,  wchodząc  do 

biblioteki. 

–  Dziękuję.  –  Rozerwała  celofan  i  znów  zaczęła  pociągać  nosem.  – 

Przepraszam za moje zachowanie.  – Zjadła szybko krakersa i udało jej się 
powstrzymać szloch. – Nie przejmuj się. Po prostu musiałam coś zjeść. 

–  Pozwól,  że  zabiorę  cię  na  kolację.  –  Damian  wziął  ze  stołu  kilka 

tomów i ustawił je na półce. 

– Nie trzeba. – Włożyła do ust drugiego krakersa i poczuła, że zaczyna 

przychodzić do siebie. 

– Zasłużyłaś na to – odparł. – A poza tym, ja też umieram z głodu. 
– Mógł chociaż poczekać – warknęła nagle. 
Damian  zignorował  tę  uwagę,  a  po  chwili  zaproponował  pobliską 

popularną restaurację z potrawami z ryb morskich. 

–  Tak  o  tym  mówił,  jakby  to  była  sprawa  życia  lub  śmierci,  a  potem 

background image

 

 

nawet  nie  chciało  mu  się  powiedzieć  mi,  że  wychodzi.  –  Jessica  dalej  się 
wyładowywała.  –  Masz  rację  –  powiedziała,  kiedy  Damian  wziął  ją  pod 
rękę i poprowadził do wyjścia. – Evan się zmienił. 

Na tę uwagę Damian również nie zareagował. 
Do  restauracji  poszli  piechotą.  Nie  była  zatłoczona,  więc  od  razu 

dostali  stolik  w  pobliżu  okna.  Kelnerka  przyniosła  zupę  rybną  i  gorące 
kromki  chleba  w  minutę  po  przyjęciu  zamówienia.  Damian  musi  być  tu 
stałym gościem, pomyślała Jessica, odzyskując dobry humor na myśl o tym, 
że zaraz zje coś ciepłego. 

– To  było  pyszne  –  powiedziała.  –  Dziękuję.  –  Westchnęła  z 

zadowoleniem, wyskrobując talerz. 

Damian uśmiechnął się, skończył swoją zupę i sięgnął po jeszcze jedną 

kromkę chleba. 

– Z czego się śmiejesz? – zapytała. 
–  Wydaje  mi  się,  że  właśnie  zapobiegłem  procesowi.  Nie  słyszałaś  o 

tym? „Pracownica oskarża szefa o stratę posiłków”. 

– Uzyskałam dostateczną rekompensatę. – Kąciki jej ust podniosły się. 

Spojrzeli sobie w oczy i po chwili wybuchnęli śmiechem. 

Ma  bardzo  ładne  oczy,  pomyślała  Jessica.  Ciemnoszare,  zdradzające 

głęboką inteligencję i przenikliwość. 

Chciała  przekonać Damiana,  że  jego mniemanie  o  Evanie  i  o  niej  jest 

od dawna błędne, lecz nie wiedziała, jak to zrobić. Zastanawiała się, kogo 
Damian widzi, kiedy na nią patrzy. Czy widzi kobietę, którą się stała, czy 
nieznośną  dziewczynę  z  sąsiedztwa,  twierdzącą  uparcie,  że  Evan  to  jej 
przeznaczenie? 

Kelnerka  przyniosła  drugie  danie:  dla  Damiana  ostrygi,  dla  Jessiki 

pieczonego  dorsza,  który  jej  bardzo  smakował.  Kiedy  skończyli,  czuła  się 
jak nowo narodzona. 

–  Zanim  wyszliśmy  z  biura,  powiedziałam  coś,  czego  nie  powinnam 

była mówić – zaczęła nieśmiało. – Chciałabym... 

– Nie martw się tym. Pracowałaś tak długo, a na dodatek byłaś głodna 

jak wilk – przerwał jej Damian. 

– Chciałam się tylko upewnić, czy z tego powodu nie zamierzasz mnie 

zwolnić. 

–  Samo  domaganie  się  jedzenia  nie  wystarczy,  żebym  to  zrobił  – 

zapewnił, z trudem kryjąc rozbawienie. 

Kiedy wyszli na ulicę, poczuli chłód. Czerwcowe niebo było ciemne i 

background image

 

 

zasnute chmurami. 

– Zanosi się na deszcz. – Ledwie to powiedział, spadły pierwsze grube 

krople.  Żadne  z  nich  nie  miało  parasola,  więc  Damian  wziął  Jessicę  pod 
rękę  i  pobiegli  przez  ulicę  w  kierunku  księgarni.  Wprawdzie  była  już 
dawno  zamknięta,  lecz  zaopatrzone  w  daszek  wejście  stanowiło  dobre 
miejsce do przeczekania ulewy. 

Zdyszana  Jessica  zadygotała  z  zimna  i  zaczęła  energicznie  rozcierać 

sobie ramiona. Po chwili jego duże ręce zastąpiły jej drobne dłonie, a potem 
Damian okrył ją swą marynarką. 

– Nie trzeba – zaprotestowała, bojąc się, by sam się nie przeziębił. 
– Przecież cała drżysz. 
Ciepło  jego  marynarki  było  przyjemniejsze,  niż  chciała  się  do  tego 

przyznać. Damian był bez wątpienia dżentelmenem w każdym calu. 

Ulewa  trwała  ponad  dziesięć  minut.  Jessica  była  zaskoczona  –  jak 

szybko  minął  ten  czas!  Gdy  deszcz  przeszedł  w  mżawkę,  a  potem  ustał, 
poczuła, że jest jej niemal przykro. Rozmawiała z Damianem o książkach i 
okazało się, że oboje lubią kryminały i mogą bez zastanowienia wymieniać 
dziesiątki tytułów i nazwisk autorów. 

– Czy dziś rano przyjechałaś do pracy samochodem? – zapytał. 
Potrząsnęła głową, ponieważ przyjechała metrem. 
– W takim razie odwiozę cię do domu. 
– To naprawdę nie jest konieczne, Damianie. Nie mam nic przeciwko 

komunikacji miejskiej. 

–   A  ja mam – powiedział stanowczo. – Jest za późno, żebym mógł cię 

zostawić samą na ulicy. Jak to miło, że się o mnie martwi, pomyślała. 

– Ale i tak mam ci za co dziękować. 
– Co masz na myśli? 
– Bezustannie jestem twoją dłużniczką. Masz złote serce. 
Zaśmiał się cicho. 
– Nie jestem pewien, miła Jessico. 
– Przyjąłeś mnie do pracy, mimo że nie mam przecież doświadczenia, 

zaprosiłeś na kolację, a teraz chcesz mnie odwieźć do domu. 

Wrócili  do  biurowca  i  weszli  do  garażu  w  podziemiach.  Damian 

otworzył drzwi samochodu i Jessica usadowiła się wygodnie na pokrytym 
skórą siedzeniu. 

Podczas  rozmów  z  Damianem  nabrała  przekonania,  że  stara  się  on 

chronić brata, choć nie była pewna, czy Evan to docenia. 

background image

 

 

–  Niepokoisz się  o  niego,  prawda?  –  zapytała  bez  żadnych  wstępów, 

lecz Damian wiedział, co miała na myśli. 

– Tak – przyznał. 
–  I  to  on  jest  prawdziwym  powodem,  dla  którego  mnie  zatrudniłeś. 

Myślisz, że mogłabym może pomóc mu w tym... trudnym okresie. – To nie 
były obowiązki, których by sobie życzyła. Chciała to właśnie wytłumaczyć, 
ale gdy zauważyła jego rozbawioną minę, odezwała się ostro: – Nie jestem 
głupią  czternastolatką,  która  straciła  głowę  dla  dorosłego  mężczyzny.  To 
było po prostu zauroczenie. I dawno się skończyło. 

Damian lekko wzruszył ramionami. 
– Więc  jednak  przyjąłeś  mnie  z  powodu  Evana?  –  nie  dawała  za 

wygraną. 

Przez długą chwilę w samochodzie panowała cisza. 
– Czasem  sam  nie  wiem  –  powiedział  wreszcie.  –  Czasem  sam  nie 

wiem. 

 

background image

 

 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Następnego  dnia  Jessica  przyjechała  do  pracy  wcześnie.  Chciała 

jeszcze  raz  podziękować  Damianowi  za  kolację,  a  przede  wszystkim  dać 
mu do zrozumienia, jak przyjemne były spędzone z nim chwile. Lecz drzwi 
jego  gabinetu  były  zamknięte, a  sekretarka  gorączkowo  szukała  czegoś w 
szafie z segregatorami. To nie był dobry moment, by wpaść do niego nie-
spodziewanie. 

Evana  nigdzie  nie  zauważyła,  co  nie  było  zaskakujące.  Pani  Sterling 

zjawiła  się  dziesięć  minut  po  Jessice,  przywitała  ją  pełnym  aprobaty 
uśmiechem i zabrała się do rozdzielania poczty. 

Połowę przedpołudnia Jessica spędziła na porządkowaniu materiałów, 

które wyszukała poprzedniego dnia, i na przepisywaniu ich do komputera, 
by  Evan  nie  musiał  tracić  czasu  na  odcyfrowywanie  jej  pospiesznie 
robionych notatek. 

Właśnie skończyła składanie wydruku, gdy zdyszany wpadł do biura. 

Widać było, że biegł przez całą drogę z parkingu. Pomaszerował prosto do 
jej biurka. 

–  Czy  to  już  jest  gotowe?  –  zapytał,  po  czym  chwycił  plik 

zadrukowanego  papieru,  zanim  zdążyła  mu  go  podać.  Wstała,  chcąc 
omówić z nim kilka punktów, lecz minął ją szybko i bez słowa wszedł do 
gabinetu. Chciała pójść za nim, ale zamknął drzwi. 

Jessica była zaskoczona. Patrzyła na panią Sterling i nie wiedziała, co 

zrobić. Sekretarka westchnęła i rozłożyła ręce. 

Po  chwili  Evan  wyszedł  z  gabinetu,  na  pozór  opanowany  i  pewny 

siebie. Był już bez płaszcza, w ręku trzymał wydruk, bez celu przerzucając 
jego arkusze. Spojrzał na Jessicę i szeroko się uśmiechnął. 

–  Jesteś  aniołem  –  powiedział.  Przechodząc  obok,  pocałował  ją  w 

policzek. Zauważyła, że równie czule pocałował panią Sterling. 

– Będę u Damiana na posiedzeniu – powiedział wychodząc. 
Poranne godziny mijały, a Jessica zastanawiała się, jaka jest właściwie 

jej  rola  w  biurze.  Wprawdzie  Evan dostał  teraz  sprawę  Earla  Kressa,  lecz 
przedtem przez kilka miesięcy nie był zbyt obciążony. Wyszukała to, o co 
prosił, i niewiele miała do roboty. 

Zorientowała się, że ostatnio Evan przestał się interesować przepisami 

background image

 

 

dotyczącymi spółek akcyjnych. Chyba Damian nie spodziewał się cudów, 
przyjmując ją do pracy! Ponieważ tak niechętnie mówił o kłopotach Evana, 
Jessica  pomyślała,  że  może  dowie  się  szczegółów  od  pani  Sterling.  Nie 
chciała  pytać  wprost,  bo  mogłoby  to  być  niebezpieczne;  niewątpliwie 
sekretarka była bardzo oddana swemu pracodawcy. 

–  Evan  jest  naprawdę  czarujący,  prawda?  –  zaczęła  swobodnym 
tonem. 
– Zawsze był taki – odparła pani Sterling z dumą. 
– Jednak jest teraz inny niż przed laty. Bardziej... napięty. 
Sekretarka Evana kiwnęła głową. 
– Chętnie bym zastrzeliła tę kobietę – powiedziała pod nosem. 
Serce Jessiki zabiło mocniej. 
– Jaką kobietę? – zapytała, starając się ukryć niecierpliwość. Za chwilę 

się dowie, co spowodowało, że Evan tak bardzo się zmienił. 

Pani  Sterling  podniosła  oczy,  zdziwiona,  że  jej  pomruki  zostały 

dosłyszane. 

– Och, nie... nie ma o czym mówić. 
– Ależ musi być o czym. Evan jest zupełnie inny niż przed kilku laty, 

oczywiście czarujący i miły, lecz jest w nim teraz coś szorstkiego, ostrego. 
Coś, czego nie potrafię określić. – Spojrzała z oczekiwaniem na sekretarkę. 

– To prawda – zgodziła się pani Sterling niechętnie.   
–  Twierdzi  pani,  że  to  kobieta  jest  przyczyną  zmian,  jakie  zaszły  w 

Evanie? 

– A czy nie jest tak zawsze? 
– Co się właściwie stało? – Jessica doszła do wniosku, że delikatnością 

nic tu nie wskóra. 

– To przykre, naprawdę przykre. 
– Tak, Evan już nie jest taki jak kiedyś – powiedziała Jessica, z nadzieją, 

że zachęci panią Sterling do dalszych wynurzeń. 

–  To,  co  się  stało,  nie  powinno  właściwie  nikogo  dziwić.  A  jednak 

dziwi,  ponieważ  pan  Dryden  jest  taki  uroczy.  Zakochał  się  szczerze  i 
prostodusznie  w  kimś,  kto  nie  darzył  go  podobnym  uczuciem.  –  Pani 
Sterling  nagle  zacisnęła  usta,  jakby  już  powiedziała  znacznie  więcej,  niż 
powinna,  znacznie  więcej,  niż  wypadało  powiedzieć  sekretarce  na  temat 
szefa. 

Tyle Jessica wiedziała już wcześniej. Chodziło jej o szczegóły. Kim była 

kobieta, która tak bardzo zmieniła Evana? To nie do wiary, że ktoś dał mu 

background image

 

 

kosza.  Jej  idolowi  z  czasów,  gdy  była  nastolatką.  Kimkolwiek  była  ta 
kobieta, musiała być niespełna rozumu. 

Koło jedenastej Evan wrócił. Z uśmiechem podszedł do jej biurka. 
– Wspaniale to zrobiłaś, Jessico. Dziękuję. 
Ta  pochwała  zaskoczyła  ją.  Zaczęła  się  zastanawiać,  czy  Damian  coś 

mu powiedział. 

– Doceniam twój wysiłek – ciągnął. – Bardzo dobrze pracujesz. 
–  Ja...  ja  to  robiłam  z  przyjemnością.  To...  to  należy  do  moich 

obowiązków  –  wykrztusiła  jąkając  się.  Ze  zdumieniem  stwierdziła,  jak 
bardzo  wzburzyła  ją  jego  pochwała.  Czuła  się  teraz  zawstydzona  swą 
przesadną reakcją poprzedniego dnia, gdy zauważyła, że Evana już nie ma 
w biurze. Sama sobie winna, że nie zjadła lunchu. Wcale by się nie przejęła 
zniknięciem Evana, gdyby... 

– Dowiedziałem się od Damiana, że byłaś tu prawie do ósmej wieczór. 
Więc Damian jednak wspomniał o tym. 
– Powiedziałam już, że po prostu wykonywałam swoje obowiązki. 
–  W  sobotę  moi  rodzice urządzają  przyjęcie  na  świeżym  powietrzu  – 

ciągnął Evan. – Zacznie się o czwartej. Chciałbym, żebyś poszła ze mną. 

Zaproszenie  Evana  zbiło  ją  z  tropu.  Nie  wiedziała,  co  powiedzieć. 

Chociaż nie miała doświadczenia, zdawała sobie sprawę, że umawianie się 
z szefem może doprowadzić do kłopotów. 

– To nie powinna być trudna decyzja – powiedział ze śmiechem. 
Jego duma już raz została zraniona. Jessica doszła do wniosku, że nie 

chce, by i ona była tego przyczyną. 

– Będzie mi bardzo przyjemnie – odparła. – Cieszę się, że pomyślałeś o 

mnie. 

– Zawsze byłaś miłą dziewczyną – uśmiechnął się czule. 
Jako  nastolatka  Jessica  marzyła  właśnie  o  tym.  Zamykała  oczy  i 

wyobrażała sobie, że  Evan  ją  gdzieś zaprasza.  Teraz,  gdy  jej  marzenie się 
spełniło, wolałaby, żeby to był Damian. 

– Przyjadę po ciebie. Mieszkasz w śródmieściu, prawda? 
Skinęła głową. 
– A  czy  nie  będzie  prościej,  jeśli  spotkamy  się  na  przyjęciu?  Tak  się 

składa, że spędzam ten weekend u rodziców i mogłabym przyjść z nimi. 

Evan wyglądał na nieco zdziwionego jej propozycją. 
– Jesteś pewna? 
– Oczywiście. 

background image

 

 

– W takim razie spotkamy się na miejscu. 
Był w jej życiu taki okres, że bez wahania poszłaby z Evanem na każde 

przyjęcie.  Wszędzie.  Czy  Damian  nie  na  to  liczył,  kiedy  ją  przyjmował  – 
nawet jeśli twierdził, iż wie, że jej zauroczenie dawno minęło? 

– Przyjęcie jest urządzane na cześć pewnego dygnitarza – ciągnął Evan. 

–  Mama  wychodzi  z  siebie,  żeby  wszystko  się  udało.  Gwarantuję,  że  to 
będzie takie party, jakiego Boston jeszcze nie widział. Ostatnio słyszałem, 
że mama wynajęła zespół country. 

– Zanosi się na niezłą zabawę. 
– Jestem pewien, że tak będzie. Chyba umiesz tańczyć polkę? 
– Naturalnie.  –  Prawdę  mówiąc,  dotychczas  tańczyła  polkę  najwyżej 

dwa razy. – Ale dawno tego nie robiłam – dodała na wszelki wypadek. 

– Ja też. Zostawimy te wymyślne kroki Damianowi. 
Westchnęła na myśl o Damianie, a potem pomyślała, że najwyraźniej 

dzieje się z nią coś niedobrego, pewnie mającego początki w dzieciństwie – 
jeśli  może  spotykać  się  z  jednym  z  braci  i  równocześnie  tęsknić  do 
drugiego. 

Godziny  mijały  i  zanim  się  obejrzała,  skończył  się  dzień  pracy.  Pani 

Sterling właśnie wyszła na chwilę, a wtedy zjawił się Damian. 

– Evana już nie ma – powiedziała Jessica. Była nieco podekscytowana 

widokiem Damiana stojącego przed biurkiem, zwłaszcza że znów zaczęła 
myśleć o tym, jak bardzo chciałaby pójść na przyjęcie właśnie z nim. 

– Nie przyszedłem do brata. 
– Pani Sterling wróci za chwilę.   
–  Przyszedłem  do  ciebie  –  wyjaśnił  Damian,  patrząc  na  nią  z  uwagą 

ciemnymi oczami. 

Jessica czekała w napięciu. Czyżby miał zastrzeżenia do jej pracy? 
– Niepotrzebnie  się  niepokoisz.  Przyszedłem  ci  powiedzieć,  że  moi 

rodzice wydają w sobotę przyjęcie. Będzie rożen na świeżym powietrzu. 

– Tak, wiem. Evan już o tym wspominał. 
Jessica  przysięgłaby,  że  w  oczach  Damiana  zabłysło  zainteresowanie. 

Skrzyżował ramiona i oparł się o biurko. 

– Co powiedział? 
– Niewiele. Podobno jest to przyjęcie na cześć jakiegoś dygnitarza. 
–  Aha.  –  Zawahał  się,  jakby  stracił  pewność  siebie,  co  przecież, 

pomyślała,  byłoby  zupełnie  niezgodne  z  jego  charakterem.  – 
Zastanawiałem  się...  –  zaczął,  po  czym  wyprostował  się  i  wsunął  ręce 

background image

 

 

głęboko w kieszenie. – Czy zechciałabyś pójść na to przyjęcie ze mną? 

Ramiona  jej  opadły  i  już  otwierała  usta,  by  wyjaśnić,  że  zaprosił  ją 

Evan, lecz zanim zdążyła to zrobić, Damian dodał: 

– Wiem,  że  późno  ci  o  tym  mówię,  ale  sam  dowiedziałem  się 

szczegółów  dopiero  dziś  rano.  –  Uśmiechnął  się.  –  Mama  telefonowała, 
chciała się upewnić, że tam będę. Wygląda na to, że bardzo poważnie trak-
tuje swoje obowiązki. 

– Ale... 
– Nie możesz – domyślił się.   
Ponuro skinęła głową. 
– Już zaprosił mnie Evan... jako swoją partnerkę. – Chciała powiedzieć 

Damianowi, że o wiele bardziej wolałaby pójść z nim, ale nie odważyła się. 
– Przepraszam – dodała. 

– Zaprosił  cię?  –  Zamiast  wyglądać  na  niezadowolonego,  Damian 

wydawał się wprost zachwycony. 

– Nie przepraszaj. 
Jego reakcja zirytowała ją. 
– To  nie  jest  prywatna  randka.  –  Chciała,  żeby  to  było  jasne.  –  A 

przynajmniej  Evan  tak  tego  nie  przedstawił.  On  chce  mi  w  ten  sposób 
podziękować  za  ciężką  pracę  przy  wyszukiwaniu  potrzebnych  mu 
informacji. 

–  Mój  brat  nie  zaprosiłby  cię,  gdyby  mu  nie  zależało  na  twoim 

towarzystwie.  A  poza  tym  nie  chciałbym,  żeby  myślał,  że  wkraczam  na 
jego terytorium. 

Jego terytorium. 
Widocznie domyślał się, co czuła, bo dodał: 
– Evan był pierwszy. 
Co do tego ma rację, pomyślała, ale tylko co do tego. 
Damian  odwrócił  się  ku  wyjściu,  a  Jessica  poczuła,  że  musi  się 

wytłumaczyć. 

–  Myślę,  że  nie  powinieneś  przywiązywać  zbytniej  wagi  do  tego,  że 

mnie zaprosił. To naprawdę było tylko podziękowanie. 

–  Ale  to  początek,  nie  sądzisz?  –  powiedział  przez  ramię.  –  Dobry 

początek. – Wyszedł, zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć. 

W domu Jessica doszła do wniosku, że Damian zaprosił ją na przyjęcie 

nie dlatego, że pragnął jej towarzystwa. Założył, że Evan tego nie zrobił – i 
szukał okazji, by zbliżyć ich do siebie. 

background image

 

 

Jessica  przyjechała  do  rodziców  wczesnym  sobotnim  popołudniem. 

Całe  rano  spędziła,  chodząc  po  sklepach  w  poszukiwaniu 
najodpowiedniejszego stroju. Cathy dodawała jej odwagi i służyła radą. 

Chociaż  nie  będzie  na  przyjęciu  w  towarzystwie  Damiana,  to  jeśli 

zjawi  się  wyglądając  jak  gwiazda  filmowa,  powinien  żałować,  że  nie  są 
razem. Taki był jej plan – jasny i prosty. 

Evan wspomniał o zespole country, ale powiedział też, że przyjęcie ma 

być na cześć pewnego dostojnika. Te nieco nie pasujące do siebie informacje 
spowodowały,  że  zupełnie  nie  wiedziała,  jak  się  ubrać.  W  szafie  nie 
znalazła nic odpowiedniego, w sklepach też było niewiele. 

W  jednym  stroju  wyglądała  jak  Annie  Oakley,  w  innym  jak  Jackie 

Kennedy.  Już  myślała,  że  nie  znajdzie  nic  pośredniego,  gdy  zauważyła 
długą  dżinsową  spódnicę,  czerwoną  bluzkę  z  karczkiem  obszytym 
tęczowymi  frędzlami  i  białe  kowbojskie  buty.  Elegancji  temu  zestawowi 
dodawał biały jedwabny szal. 

Gdy przymierzyła nowy strój, w oczach matki zobaczyła aprobatę. 
–  Szkoda,  że  też  nie  poszłam  po  zakupy  i  nie  kupiłam  sobie  czegoś 

nowego. Wyglądasz świetnie. 

–  Dziękuję.  –  Matczyna  pochwała  dodała  Jessice  pewności.  Cathy, 

która zwykle ubierała się jak postać z filmu science–fiction, powiedziała to 
samo,  ale  Jessica  nie  była  pewna,  czy  może  ufać  jej  poczuciu  dobrego 
smaku. 

–  Jak  to  miło  ze  strony  Evana,  że  cię  zaprosił  –  kontynuowała  Joyce 

Kellerman. – Wcale nie jestem zaskoczona, choć jest twoim szefem. W życiu 
wszystko może się zmienić, nieprawdaż? 

– Masz rację – powiedziała Jessica sucho. 
– Bardzo jestem zadowolona, że pracujesz z Evanem. 
– Jest miły. 
– Jest wspaniały. Zawsze marzyłam... wiem, że to głupie, ale przecież 

tak  dawno  się  przyjaźnimy  z  Drydenami...  Miałam  nadzieję,  że  jak 
dorośniesz, wyjdziesz za któregoś z chłopców Lois. 

– Pod żadnym pozorem – powiedziała Jessica szybko – nie mów tego 

przy Damianie lub Evanie. 

– Dlaczego, moja droga? 
– Mamo, to mnie strasznie peszy! 
–  Ale  przecież  kilka  lat  temu  byłaś  taka  zakochana  w  Evanie,  więc 

myślałam... spodziewałam się... 

background image

 

 

–  Miałam  wtedy  czternaście  lat!  –  Dawne  zauroczenie  Evanem 

zaczynało być dla niej balastem... przez Damiana i matkę. Gdyby nie oni, 
nikt by już o tym nie pamiętał. 

– Będzie z ciebie śliczna panna młoda – powiedziała Joyce Kellerman, 

wprowadzając ostatnie poprawki do własnego ubioru. 

Nagle zmieniła temat. 
– Lois jest chora ze zdenerwowania w związku z tym party. 
–  Ale  dlaczego?  –  Pani  Dryden  wydawała  już  setki  nie  mniej 

wystawnych przyjęć. 

– Myślę, że nie ma powodu, aby trzymać to w tajemnicy. Walter dostał 

propozycję kandydowania do senatu. 

Walter Dryden  od  lat  aktywnie zajmował się  sprawami społecznymi. 

Chociaż sam nigdy nie piastował żadnej publicznej funkcji, wielokrotnie z 
powodzeniem  kierował  kampaniami  wyborczymi  innych.  Wcześnie 
przeszedł  na  emeryturę  i  –  jak  Jessica  słyszała  –  bardzo  doskwierała  mu 
bezczynność. Na pewno z zadowoleniem podjąłby taką próbę sił. 

– Czy już się zdecydował? 
– Ojciec i ja myślimy, że tak. Jeszcze nie zgłosił swej kandydatury, ale 

jesteśmy  pewni,  że  to  zrobi.  Dzisiejsze  party  to  badanie  gruntu.  Ma  być 
kilku polityków. Nic dziwnego, że Lois jest kłębkiem nerwów. 

Zanim  Jessica  i  jej  rodzice  przyszli  na  przyjęcie,  zza  ogrodzenia  już 

dolatywał intensywny zapach sosu pomidorowego, przypraw i pieczonego 
mięsa. 

Kiedy  witali  się  przy  wejściu,  serdeczne  uściski  Lois  i  jej  matki 

przypomniały Jessice o ich wielkiej przyjaźni. Od dwudziestu lat były jak 
siostry. Podobne uczucie łączyło ją z Cathy. Poznały się w college'u, gdzie 
przez trzy lata mieszkały w tym samym pokoju. 

Nie zauważyła żadnego z braci, więc wyszła przed dom. Na bujnym 

trawniku  stały  okrągłe  stoły  przykryte  kraciastymi  obrusami.  Dzień  był 
przepiękny, ciepły, lecz nie upalny, niebo bezchmurne. Łagodny wietrzyk 
szeleścił liśćmi wysokich drzew, którymi obsadzono posiadłość, by dawały 
cień. Lato w Nowej Anglii było w pełni. Smakowite zapachy przypomniały 
Jessice o głodzie. Z powodu zakupów i przygotowań do przyjęcia zabrakło 
jej czasu na lunch. 

Wśród  tłumu  gości  zauważyła  Evana,  który  stał  obok  ślicznej 

blondynki  w  eleganckiej  białej  sukni  obszytej  frędzlami.  Jej  zgrabną 
sylwetkę podkreślał turkusowy pasek ze srebrną klamrą. Dyskretne próby 

background image

 

 

zasięgnięcia  informacji  o  nieznajomej  nie  dały  rezultatów,  co  jeszcze 
bardziej wzmogło ciekawość Jessiki. Spróbowała podejść do Evana – swego 
oficjalnego  partnera.  W  gruncie  rzeczy  chciała  poznać  śliczną  blondynkę. 
Może  to  nowy  obiekt  jego  romantycznych  zainteresowań,  pomyślała  z 
nadzieją.  Zanim  jednak  do  niego  dotarła,  zatrzymała  ją  grupa  przyjaciół 
rodziny. Jak większość zaproszonych gości, byli to starsi ludzie o znanych 
nazwiskach, z którymi stykała się od dziecka. 

– Witaj,  Jessico.  –  Usłyszała  głos  Damiana  i  odwróciła  się.  Stał  przed 

nią, ubrany w garnitur podobny do tego, jaki nosił w pracy. Jedyną próbą 
dostosowania  stroju  do  okazji  był  czarny  kowbojski  kapelusz,  który, 
zdaniem Jessiki, zupełnie nie pasował do jego bardzo bostońskiej głowy. 

W jego oczach dojrzała uznanie. 
– Wyglądasz...  –  zawahał  się,  jakby  nie  wiedział,  co  powiedzieć  – 

...dobrze. 

Była  pewna,  że  nieczęsto  się  zdarza,  by  mu  brakowało  słów.  Tym 

bardziej ją to podniosło na duchu. 

– Pewnie jesteś ciekawa, kim jest ta blondynka; ta, która nie odstępuje 

mojego brata – rzucił obojętnym tonem. 

Prawdę mówiąc, była wdzięczna nieznajomej za absorbowanie Evana. 

Gdyby  nie  ta  kobieta,  mógłby  się  czuć  zobowiązany  do  zajmowania  się 
Jessicą, a ona znacznie bardziej wolała towarzystwo Damiana. 

– Kto to jest? 
– Czyżbym słyszał zazdrość w twoim głosie? 
– Nic podobnego. – Pytanie Damiana zirytowało ją. 
– Nazywa się Romilda Sidonie. Jest córką dygnitarza z Europy. 
To  wyjaśniało  wszystko.  Naturalnie  Evan  uznał  za  swój  obowiązek 

okazanie Romildzie gościnności. Jessica była zadowolona, widząc, że robi 
to z radością. 

– Czy chciałabyś, żebym cię przedstawił? – spytał Damian. 
–  Nie  –  odpowiedziała.  Evan  i  Romilda  szli  właśnie  w  kierunku 

miejsca  do  tańca.  –  Evan  dobrze  się  bawi.  Nie  widzę  powodu,  żeby  mu 
przeszkadzać. 

– Jesteś przez niego zaproszona. 
– Tylko dlatego, że go do tego namówiłeś.   
Damian zmrużył oczy. 
– Dlaczego tak uważasz? 
– Nie myśl, że jestem naiwna. Sądzę, że chciałeś mnie zaprosić, bo nie 

background image

 

 

przypuszczałeś, by zrobił to Evan. Chciałeś mieć pewność, że spotkam się z 
nim na towarzyskim gruncie, i móc obserwować, co z tego wyniknie. Czy 
mam rację? 

Założył  ręce  za  siebie  i  odszedł  dwa  kroki,  po  czym  odwrócił  się  i 

znów przed nią stanął. W jego oczach zauważyła błysk uśmiechu. 

– Jeśli masz rację, choć nie twierdzę, że ją masz, nigdy się do tego nie 

przyznam. 

– Ława przysięgłych musi mieć z tobą niełatwe zadanie. 
–   Za to właśnie klienci mi płacą. 
Jessica  popatrzyła  na  tańczących  i  nie  dostrzegła  wśród  nich  Evana  i 

Europejki. Rozejrzała się i zauważyła ich na ławce, w cieniu rozłożystego 
wiązu. Jedli z apetytem kanapki przełożone mięsem z rusztu. 

– Jest  śliczna  –  mruknęła  Jessica.  –  Nic  dziwnego,  że  Evan  o  mnie 

zapomniał. 

–  Możliwe,  że  Romilda  jest  śliczna,  ale  ty  też  –  powiedział  szybko 

Damian,  a  potem  spojrzał  na  nią  tak,  jakby  żałował  wypowiedzianych 
słów. 

– Dziękuję. 
– Nie powinienem tego mówić. 
– Dlaczego? Czy to znaczy, że myślisz coś innego? 
–  To  nie  ja  powinienem  mówić  ci  takie  rzeczy  –  odparł  Damian.  – 

Zaprosił cię tu Evan. 

– Widocznie zapomniał. Nic nie szkodzi. Wolę ten czas spędzić z tobą. 
– Ze mną? – Damian wydawał się przestraszony na samą myśl o tym. – 

Jadłaś już coś? – zapytał szybko. Na stole obok piętrzył się tort cytrynowy, 
który  skusiłby  świętego,  leżało  czekoladowe  ciasto,  przybrane  świeżymi 
truskawkami, stał dzbanek z zimnym napojem z jagód. 

–  Jeszcze  nie  jestem  głodna  –  odparła,  bojąc  się,  że  chęć  zjedzenia 

czegoś  mogłaby  być  dla  Damiana  pretekstem  do  zostawienia  jej  przy 
którymś ze stołów. 

Damian spojrzał na nią podejrzliwie. 
– Jesteś pewna? Nie chciałbym, by znów zdarzyło się to, co wieczorem 

w biurze. 

–  No  więc  dobrze,  może  zjadłabym  kawałek...  Ale  może  usiądziemy 

razem? 

– Jeśli bardzo chcesz. 
Chciała.  Damian  podał  jej  talerz  i  przeszli  wzdłuż  stołu–bufetu. 

background image

 

 

Wybrała sałatkę z ziemniaków, prażony bób i kotlet schabowy. 

Orkiestra  zaczęła  grać  popularną  melodię.  Jessica  jadła  z  apetytem, 

wystukując stopą rytm, zadowolona, że siedzą na uboczu. Okazało się, że 
Evan  o  niej  zapomniał,  lecz  wcale  nie  była  urażona,  przeciwnie  –  czuła 
ulgę. 

Zaproszenie do tańca zaskoczyło ją. 
– Dlaczego chcesz ze mną tańczyć? – zapytała Damiana. Podejrzewała, 

że może to mieć jakiś związek z jego bratem. 

– Czy muszę mieć powód? 
Po chwili wahania przytaknęła. 
– Jeśli  myślisz,  że  to  jest  sposób,  by  Evan  mnie  zauważył,  wolałabym 

nie wstawać z miejsca. 

–   A  gdybym powiedział, że chcę sprawdzić, jak będziesz się czuła w 

moich ramionach?   

Serce zabiło jej mocniej. 
– Wtedy bym się zgodziła. – Spojrzała mu prosto w oczy. – Więc jak to 

będzie, Damianie? 

Długo się zastanawiał, znacznie dłużej, niż było to konieczne. Powoli 

odsunął krzesło i wstał. 

– Dlaczego nie mielibyśmy sprawdzić? – Wziął ją za rękę i poprowadził 

w stronę tańczących. 

Zabawa rozkręciła się na dobre. Wiele par tańczyło polkę. Po drodze 

Jessicę  i  Damiana  zatrzymywali  na  chwilę  pogawędki  starzy  znajomi. 
Czuła, że go to irytuje. 

Wreszcie  dotarli  na  miejsce  i  Damian  otoczył  Jessicę  ramieniem. 

Tańczył świetnie, płynnie i pewnie. Trzymał ją lekko w talii i spoglądał na 
nią tak, jakby tańczyli razem od zawsze. 

–  Dobrze  tańczysz.  –  Jej  zaskoczenie  było  tak  widoczne,  że  odrzucił 

głowę  w  tył  i  zaczaj  się  śmiać.  Nie  pamiętała,  by  kiedykolwiek  przedtem 
śmiał się tak serdecznie. 

– Dziwi cię to, prawda? 
–  Tak.  –  Zaprzeczanie  nie  miałoby  sensu.  Odkrywam  w  nim  coraz 

więcej  niespodzianek,  pomyślała  i  w  tym  momencie  poczuła,  że  ktoś 
delikatnie  dotyka  jej  ramienia.  Odwróciła  głowę  i  zobaczyła  Evana  w 
towarzystwie córki europejskiego dostojnika. 

–  Patrzcie,  patrzcie,  czy  to  nie  Damian  i  Jessica?  –  odezwał  się  Evan, 

bez cienia zazdrości w głosie. 

background image

 

 

Szybko nas zauważył, jęknęła w duchu, zastanawiając się, czy Damian 

tak to zaplanował. 

– Chyba nie znasz jeszcze Romildy? – Nie czekając na odpowiedź, Evan 

przedstawił je sobie. 

Widać  było,  że  piękna  blondynka  jest  pod  urokiem  Evana,  jak 

większość  kobiet,  które  postanowił  oczarować.  Jego  wdzięk  był 
nieprzeparty.  Jessice  było  trochę  żal  niczego  nie  podejrzewającej  kobiety. 
Evan przecież zaczynał mieć reputację playboya. 

Cała  czwórka  udała  się  na  poszukiwanie  czegoś  do  picia.  Gawędzili, 

popijając poncz, gdy Damian nagle poprosił Romildę do tańca. Ta spojrzała 
z niepokojem na Evana i widać było, że nie ma ochoty go opuścić. Jessica 
uśmiechnęła  się  do  siebie,  domyślając  się,  że  Damian  dąży  do  tego,  by 
została sama z Evanem. 

Damian i Romilda przyłączyli się do tańczących. 
– Wspaniałe przyjęcie – powiedziała do Evana. – 

Świetnie 

się 

bawię. 

– Cieszę  się  –  odparł  z  roztargnieniem,  wodząc  oczami  za  tańczącą 

parą. – Czy mogę cię prosić? – zapytał i wyciągnął ku niej rękę. 

Wiedziała,  że  Evanowi  chodzi  o  to,  by  nie  stracić  z  oczu  Romildy. 

Prowadzili  uprzejmą  konwersację,  lecz  oboje  myśleli  o  czymś  innym.  I 
oboje nie mogli się doczekać końca tańca. 

Kiedy  orkiestra  przestała  grać, ucieszyła  się, że  Damian  i  Romilda  są 

daleko, ponieważ potrzebowała czasu na uporządkowanie myśli. Do Evana 
podeszli jacyś starsi państwo i poprosili o chwilę rozmowy. Rzucił Jessice 
przepraszające spojrzenie i zostawił ją samą. 

Noga  za  nogą  poszła  na  sam  koniec  ogrodu,  w  pobliże  płotu 

okalającego  dom  jej  rodziców.  Stanęła  na  środku  białej  kładki  łączącej 
brzegi stawu i zaczęła wrzucać kamyki do wody, obserwując rozchodzące 
się kręgi. 

Pochłonięta  tym  zajęciem,  nie  zauważyła  zbliżającego  się  Damiana, 

była więc zaskoczona, gdy usłyszała jego głos: 

– Zastanawiałem się, czy cię tu znajdę. 
–  Często  tu  przychodziłam  jako  dziecko  –  przyznała.  –  Mogliście 

oskarżyć mnie o wtargnięcie na cudzy teren. 

– Nikomu by to nie przyszło do głowy.   
–  Wiem,  dlatego  właśnie  tu  przychodziłam.  Tu  było  tak  spokojnie, 

bezpiecznie. 

background image

 

 

Po chwili milczenia odezwał się Damian: 
– Jesteś zniechęcona, prawda?   
– Czym? 
– To się już skończyło – zapewnił cichym głosem. – Już dawno, ponad 

pół roku temu. Myślałem, że Evan zapomni o niej, ale się myliłem. 

O, mój Boże, pomyślała Jessica. Widocznie Damian myśli, że przyszła 

nad  staw  rozmyślać  o  Evanie.  Nic  bardziej  błędnego.  Stała  na  kładce, 
zastanawiając się, jak ułożą się jej stosunki z Damianem. 

– Kto to był? – Jessica była nadal ciekawa. 
– Jakaś dziewczyna, którą poznał na plaży. Nikt z nas przedtem o niej 

nie słyszał. Mary Jo Summerhill. 

– I co się stało? 
–  Tego  chyba  nikt  naprawdę  nie  wie.  W  każdym  razie  zniszczyło  to 

Evana. Od tamtej pory nie przyszedł do siebie. Mój brat nie należy do tych, 
którzy obarczają innych swoimi kłopotami. Wydaje się, że wszystko spływa 
po nim niczym woda, jak po tej kaczce... o, tam. Nawiązał i zerwał niejedną 
znajomość.  Już  myślałem,  że  nigdy  nie  zainteresuje  się  poważnie  żadną 
kobietą. Ale nie miałem racji. 

– Nie domyślasz się, co zaszło między nim i tą dziewczyną? 
– Nie. Po zerwaniu zmienił się nagle, zaczął pracować po godzinach. 

Ale robił wszystko bez przekonania, więc ograniczyłem jego obowiązki. To 
na trochę pomogło, ale teraz nie mam pewności, czy dobrze zrobiłem. Nie 
pamiętam, żeby był kiedyś bardziej przygnębiony. 

– Próbowałeś z nim porozmawiać? 
– Dziesiątki razy, ale to nic nie dało. Tylko złościło go moje wścibstwo. 

Ten zerwany romans zranił go chyba głębiej, niż sam chce przyznać. 

–  Zapomni  o  niej  –  powiedziała  Jessica  uspokajająco.  –  To  tylko 

kwestia czasu. 

– Ja też tak myślałem. – Damian wzruszył ramionami. – Ale teraz w to 

wątpię. Minęło już ponad sześć miesięcy.  – Przerwał i spojrzał w wodę. – 
On potrzebuje ciebie, Jessico. Chyba tylko ty mogłabyś do niego dotrzeć. 

– Ja? 
– Kiedy ojciec wspomniał, że masz zamiar przyjść w sprawie pracy, od 

razu  wiedziałem,  że  możesz  być  dla  nas  wybawieniem.  –  Chciała  coś 
powiedzieć,  ale  nie  dopuścił  jej  do  głosu.  –  Musisz  być  tylko  bardzo 
cierpliwa. 

Jessica westchnęła ze złością. 

background image

 

 

– Jeśli  potrzebna  mi  cierpliwość,  to  wyłącznie  do  ciebie.  Ty  i  twoi 

rodzice ciągle myślicie, że nadal jestem dziewczynką zadurzoną w Evanie. 

Oczy Damiana pociemniały.   
–   W   porządku,  nie  miałem  zamiaru  cię  urazić.  Jesteś  wystarczająco 

dorosła, by decydować o sobie. 

–  Dziękuję  –  odpowiedziała.  Odwróciła  się,  oparła  dłonie  o  poręcz  i 

spojrzała na spokojną wodę. – Pamiętam, jak kiedyś... miałam wtedy chyba 
sześć lat, przybiegłam na tę kładkę i wypłakiwałam oczy z żalu. 

– Kto cię wtedy tak bardzo zranił? 
– Ty – odrzekła, odwracając się, i uderzyła go palcem w pierś. 
–  Ja?  –  Jessica  nigdy  jeszcze  nie  widziała  twarzy  tak  pełnej  urażonej 

niewinności. – Cóż ja takiego zrobiłem? 

–  Wasz  ojciec  wybierał  się  z  tobą  i  Evanem  na  diabelską  kolejkę  na 

Cannon  Beach.  Mój  pojechał  do  miasta  w  interesach,  a  nasze  matki 
poprawiały  sobie  humory  zakupami.  Nie  miały  ochoty  ciągnąć  mnie  ze 
sobą, więc któraś z nich zaproponowała, żebyście zabrali mnie do wesołego 
miasteczka. 

– A ja nie chciałem się na to zgodzić – dokończył Damian. 
–  Nie  mam  ci  tego  za  złe.  Żaden  piętnastolatek  nie  chciałby,  żeby 

pętała się za nim sześcioletnia dziewczynka. 

Damian roześmiał się. 
– Wszystko się zmieniło, prawda? – Chwycił ją za rękę i pociągnął za 

sobą. 

– Dokąd idziemy? – zapytała zaskoczona. 
Spojrzał na nią ze zdziwieniem, że jeszcze nie odgadła. 
– A  gdzieżby, jeśli nie na Cannon Beach? O ile wiem, ta kolejka jest tam 

nadal. Nasze przyjęcie zbliża się do końca, więc chyba nikt nie będzie nas 
szukał. Jak myślisz? 

Musiała przyznać mu rację. 
 

background image

 

 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Nie  spiesząc  się,  szli  po  molo.  Jessica w  jednej  ręce  niosła  lepką  kulę 

różowej cukrowej waty, w drugiej ściskała czerwonego pluszowego słonia. 
Od  strony  karuzeli  dobiegały  metaliczne  dźwięki  muzyki,  mieszając  się z 
dziecięcym  śmiechem.  Zapach  morza  i  świeżo  prażonej  kukurydzy 
spowijał  ich  jak  dym  z  dogasającego  ogniska.  Wieczór  był  piękny.  Słońce 
już zaszło, a roje jasnych gwiazd mrugały do nich z aprobatą. 

–  Chyba  nigdy  nie  bawiłam  się  lepiej  –  powiedziała  Jessica  do 
Damiana. 
– Jeszcze nie jeździliśmy diabelską kolejką – przypomniał. 
– Bo straciłeś tyle czasu, żeby wygrać głupiego wypchanego słonia.  – 

Przytuliła zabawkę, zadając kłam własnym słowom. 

–  Nie  boisz  się?  –  zapytał  i  spojrzał  w  kierunku  wielkiej  stalowej 

konstrukcji. 

Jessica nie okazała entuzjazmu.   
–  Nie...  nie  wiem,  czy  to  dobry  pomysł  po  tym  wszystkim,  co 

zjedliśmy. 

–  Zaufaj  mi.  –  Objął  ją  ramieniem  i  pociągnął  za  sobą,  nie  pytając  o 

zgodę. 

–  Wspaniale,  najpierw  karmisz  mnie  prażoną  kukurydzą  i  watą  z 

cukru, a potem każesz jeździć jedną z największych diabelskich kolejek w 
Stanach. To wcale nie jest rozsądne, Damianie, ani trochę. 

Tłum był większy niż zwykle. Damian wziął ją za rękę i zaprowadził 

na  koniec  długiego  rzędu  oczekujących.  Mieli  przed  sobą  co  najmniej  pół 
godziny. 

Jessice kłębiła się w głowie cała lista argumentów, ale wiedziała, ze nic 

nie wskóra. 

– Co mam zrobić z tym słoniem? – zapytała, przyciskając go kurczowo 

do siebie. 

– Trzymaj go. 
– Jeśli mam trzymać słonia, to kto będzie trzymał mnie? 
–   J a  – zapewnił spokojnie. – Przestań się tak denerwować. 
–  Damianie  Drydenie,  muszę  ci  powiedzieć,  że  gdy  ostatni  raz 

jechałam  tym  piekielnym  urządzeniem,  omal  nie  umarłam.  Nie 

background image

 

 

przypuszczam, żebyś wiedział, kiedy była tu kontrola bezpieczeństwa. 

– W czwartek. 
– Przecież ty tego nie wiesz!   
Roześmiał się. 
–  Masz  rację,  ale zabrzmiało  to  nieźle.  Posłuchaj,  ta  kolejka  jeździ  od 

dwudziestu lat bez żadnego wypadku. No, może z wyjątkiem tego jednego 
razu... 

– Damianie!   
– Żartowałem. 
– Nie drażnij się ze mną – mruknęła z wściekłością. Przyłożyła dłoń do 

brzucha i westchnęła głośno. – Mój żołądek nie czuje się najlepiej. 

– Nic ci nie będzie. 
– Skąd ta pewność? 
– Z  doświadczenia. Najgorsze jest oczekiwanie. Sama jazda to uciecha. 

Jedyny problem polega na tym, że trwa za krótko. Cała zabawa kończy się 
w mgnieniu oka. 

Mimo  obaw  niecierpliwie  czekała  na  ich  kolej.  Wreszcie  srebrzysty 

wagonik zatrzymał się gwałtownie tuż przed nimi. 

–  Przyrzeknij  mi  tylko,  że  nie  będziesz  podnosił  rąk  do  nieba  tym 

dziwacznym rytualnym gestem, gdy będziemy opadać – poprosiła. 

–  Nigdy  bym  się  na  to  nie  odważył,  przecież  obiecałem,  że  cię  nie 

puszczę. 

Jessica zaczerwieniła się, lecz nic nie powiedziała. Wolała nie patrzeć w 

dół.  Zawsze  unikała  wysokości,  skazując  się  na  zamykanie  oczu. 
Wypchany słoń spoczywał w jej ramionach, zupełnie jak ona w ramionach 
Damiana. 

Wagonik  powoli  ruszył,  wspinając  się  z  mozołem  stromo  do  góry  i 

wydając  dźwięki,  jakby  był  za  bardzo  obciążony.  Osiągnął  najwyższy 
punkt  i  zaczął  gwałtownie  opadać.  Okrzyk  emocji  zamarł  jej  w  gardle. 
Damian  objął  ją  mocniej.  Wolną  ręką  chwyciła  jego  dłoń  i  wbiła  w  nią 
paznokcie.  Kiedy  już  myślała,  że  zaraz  przekroczą  prędkość  dźwięku, 
wagonik stracił rozpęd i znów zaczął się wspinać, by za chwilę jeszcze raz 
runąć w dół. Wydawało jej się, że żołądek ma w gardle. Powieki zacisnęła 
tak mocno, że zaczęły ją boleć. 

Kiedy  wagonik  się  zatrzymał  i  Jessica  zdała  sobie  sprawę,  że  to  już 

koniec jazdy, poczuła jednak rozczarowanie. 

– No  i  jak?  –  zapytał  Damian,  pomagając  jej  wysiąść.  –  Jesteś 

background image

 

 

zadowolona? 

Pierwsze kroki zrobiła na drżących nogach. 
– Daj mi chwilę na zastanowienie się... jeszcze nie wiem, co czuję. 
Damian roześmiał się. 
– Przyznaj się. Dobrze się bawiłaś, prawda? 
– Tak – odpowiedziała ociągając się. 
Zaśmiał  się  znowu  i  objął  ją  ramieniem.  Wyglądało  to  zupełnie 

naturalnie, zwłaszcza że jeszcze nie całkiem mogła stać o własnych siłach, 
co  wyraźnie  było  widać.  Choć  zrobił  to  bezwiednie,  sprawiło  jej  przy-
jemność  dotknięcie  Damiana,  bliskość  jego  ciała.  Podobnego  uczucia 
doznała, gdy tańczyli. 

– Chcesz już wracać? – zapytał. 
Skinęła głową, choć w gruncie rzeczy chciała, żeby ten wieczór trwał 

wiecznie.  To  były  wspaniałe  chwile.  Może  teraz  Damian  zrozumie,  że  to 
jego towarzystwa szukała, nie jego brata. Może dojrzy w niej kobietę, a nie 
dokuczliwą dziewczynkę z sąsiedztwa. 

A może wyraźne zainteresowanie Evana Romildą przerodzi się w coś 

więcej i rodzina Drydenów przestanie szukać pomocy u niej. Miała szczerą 
nadzieję, że tak będzie. 

Damian i Jessica szli w stronę samochodu przez wysypany trocinami 

parking.  Wesołe  miasteczko  huczało  za  ich  plecami,  a  jego  światła 
rozjaśniały nocne niebo. 

–  Cudownie  się  bawiłam  –  powiedziała,  gdy  już  siedzieli  w 

samochodzie. 

–  Ja  też  –  odparł.  –  Od  lat  nie  byłem  na  Cannon  Beach.  Od  lat...  – 

przerwał nagle. 

Jessica wiedziała, że Damian jest przepracowany i nie umie cieszyć się 

życiem.  Tym  bardziej  więc  było  jej  przyjemnie,  że  dobrze  się  bawił  w  jej 
towarzystwie. Na myśl o tym, jak śmiał się radośnie, sama się uśmiechnęła. 
To  się  zdarzało  rzadko,  więc  czuła  się  wtedy,  jakby  ją  obdarowywał 
bezcennym prezentem. 

Damian zawiózł Jessicę przed dom, w którym mieszkała. Było już po 

jedenastej, ale podekscytowanie dodało jej odwagi. Czuła, że wszystko się 
skończy, kiedy Damian odjedzie, i nie chciała się z tym pogodzić. 

– Chcesz wjechać na górę? – zapytała, właściwie nie spodziewając się, 

by chciał, lecz z nadzieją, że może zmieni zdanie. 

Spojrzał na nią, jakby oceniał szczerość zaproszenia. 

background image

 

 

– Chętnie. 
–  Zaparzę  kawę,  a  ty  możesz  się  napawać  moją  radością  z  jazdy 

diabelską kolejką. 

– Będę  się  napawał,  nawet  bez  kawy.  –  Znalazł  miejsce  do 

zaparkowania,  wysiadł  i  otworzył  drzwi  po  jej  stronie.  Prawdziwy 
dżentelmen, pomyślała nie po raz pierwszy. 

Śmiejąc się i żartując weszli do budynku. Odźwierny uśmiechnął się na 

widok Jessiki z czerwonym słoniem. 

Śmiali się i przekomarzali, wsiadając do windy, którą mieli wjechać na 

dziesiąte  piętro.  Drzwi  kabiny  zamknęły  się,  a  Jessica  osunęła  się  na 
lustrzaną ścianę, udając wyczerpanie. 

– Na pewno nie chcesz zamknąć oczu? – zapytał. 
– Po co? 
–  Ta  winda  jedzie  ze  straszliwą  prędkością.  A  kto  wie,  kiedy  po  raz 

ostatni była sprawdzana. 

– W  czwartek  –  odpowiedziała  bez  namysłu.  Damian  roześmiał  się, 

zachwycony. 

– Nie  wiem,  czy  masz  rację  –  przekomarzała  się.  Z  żartobliwą  miną 

mrużyła oczy i wreszcie je zamknęła. Wtedy Damian ją pocałował. 

Dopiero po chwili uświadomiła sobie, co się stało. Damian naprawdę 

ją  pocałował.  To  był  zwyczajny  pocałunek,  jak  kiedy  brat  całuje  siostrę. 
Wargi dotknęły warg. 

Tylko że to, co czuła, nie było zwyczajne. Pocałunek wzbudził w niej 

ochotę na coś więcej, znacznie więcej. Patrzyła na Damiana oniemiała, nie 
wiedząc, jak zareagować. 

– Nie bądź taka zaskoczona – powiedział cicho.   
– Ja... – Zamknęła usta, by nie poprosić, żeby pocałował ją jeszcze raz. 
– To był po prostu pocałunek. 
– Wiem  –  szepnęła.  Zdała  sobie  sprawę,  że  to  był  impuls,  którego 

Damian  żałuje.  Chciała  dać  mu  do  zrozumienia,  jak  bardzo  jej  było 
przyjemnie, ale, zanim znalazła właściwe słowa, winda zatrzymała się. 

Weszli  do  mieszkania  i  Jessica  skierowała  pierwsze  kroki  do  swej 

wesołej,  pomalowanej  na  żółto  kuchni,  by  jak  zwykle  przełączyć 
automatyczną sekretarkę. Przywitał ją głos Cathy Hudson. 

– Cześć,  Jess.  To  ja.  Nie  dzwoniłaś  do  mnie  od  paru  dni,  a  ja, 

oczywiście,  chcę  wiedzieć,  jak  było  na  dzisiejszym  przyjęciu  w 
towarzystwie tego kochasia. Zadzwoń, jak tylko będziesz mogła. 

background image

 

 

–  Więc  twoja  przyjaciółka  wie  o  Evanie?  –  zapytał  Damian  od 

niechcenia.  Usiadł  za  okrągłym  dębowym  stołem  i  zaczął  przeglądać 
gazetę, którą Jessica czytała rano. 

– Możliwe, że o nim wspomniałam, ale, rzecz jasna, nie nazwałam go 

kochasiem, jeśli to masz na myśli. 

– Ona tego nie powiedziała. 
– Chce mi dokuczyć – wyjaśniła Jessica. Nie rozmawiała z nią o swym 

uczuciu do Damiana i teraz tego żałowała. Cathy, podobnie jak inni, była 
bardzo  zainteresowana  stosunkami  między  nią  a  Evanem.  –  Popełniłam 
błąd, opowiadając jej o dziewczęcej miłości do Evana, i teraz myśli... Sam 
słyszałeś. – Jessica nasypała kawy do  ekspresu. Przyjemny mocny zapach 
wypełnił pokój. – To potrwa tylko chwilę – obiecała. 

– Wiesz, nie rób sobie kłopotu. Jest później, niż myślałem. 
– Na pewno? – zapytała rozczarowana. 
–  Na  pewno.  –  Odłożył  gazetę,  wstał  i  podszedł  do  niej.  Wyciągnął 

rękę i pogładził ją po policzku. –Dziękuję ci za wspaniały dzień, Jessico. 

– To ja dziękuję – odszepnęła. 
Kiedy  wyszedł,  mieszkanie  wydało  jej  się  nienaturalnie  puste. 

Spodziewała się, że ją pocałuje, zanim wyjdzie. Miał na to ochotę, widziała 
to w jego oczach, ale powstrzymał się, pragnąc najwidoczniej, by pozostał 
uczuciowy dystans między nimi. 

Nie czuła się wcale zmęczona, więc wykręciła numer przyjaciółki. 
Zaspany głos odezwał się w słuchawce dopiero po długiej chwili. 
– Prawda, że cię nie obudziłam? – Jessica zachichotała, zachwycona, że 

może odpłacić Cathy za wszystkie telefony w środku nocy. 

–  Spałam  jak  zabita.  Co  się  stało,  że  dzwonisz  tak  późno,  taka 

wesolutka?  To  powinno  być  ustawowo  zabronione.  Spróbuję  zgadnąć. 
Byłaś z Evanem... 

– Nie! Damian i ja poszliśmy... 
– Damian? Umówiłaś się z Damianem? – W głosie Cathy nie było już 

senności, lecz zainteresowanie. Duże zainteresowanie. 

– Wiem, że twoje głupie romantyczne serce podpowiadało ci, że skoro 

pracuję z Evanem, to ta cała nie odwzajemniona miłość nagle rozkwitnie. 

– Właśnie tak myślałam – powiedziała Cathy. 
–  Posłuchaj.  Evan  Dryden  jest  wspaniałym  chłopakiem,  ale  to 

mężczyzna nie dla mnie. 

– Dlaczego? 

background image

 

 

–  Bo...  –  Nawet  teraz  było  jej  trudno  mówić  o  tym,  co  czuła  do 

Damiana.  Nie  wiedziała,  jak  to  opisać.  –  Po  pierwsze,  Evan  nie  jest 
emocjonalnie gotów do następnego romansu, co mi odpowiada. 

–  Co  się  stało?  –  zapytała  Cathy.  –  Myślałam,  że  cię  zaprosił  na 

przyjęcie zorganizowane przez jego rodzinę. 

–  Zaprosił,  ale  tylko  dlatego,  że  namówił  go  Damian.  Zanim  tam 

przyszłam, poznał piękną Europejkę i potem byli nierozłączni. 

– To świństwo! 
– Wcale nie. 
– Nie jesteś rozczarowana? 
Najwidoczniej  Cathy  nie  całkiem  jeszcze  się  obudziła,  jak  sądziła 

Jessica. 

–  Ani  trochę.  Pojechałam  z  Damianem  na  Cannon  Beach  i  jeździłam 

diabelską kolejką. 

– Ty, taka delikatna i ta potworna jazda? To nieprawda, przyznaj się. 
–  To  prawda  –  stwierdziła  Jessica  z  dumą.  –  I  było  świetnie.  –  Przez 

następne  pięć  minut  relacjonowała  najważniejsze  wydarzenia  wieczoru: 
wygranie  przez  Damiana  wypchanego  słonia,  spacer  po  molo,  wspólne 
jedzenie  cukrowej  waty.  Kiedy  skończyła,  w  słuchawce  przez  chwilę 
panowała cisza. 

–  Hmm  –  odezwała  się  wreszcie  przyjaciółka  zatroskanym  głosem.  – 

To mogło być bardzo interesujące. 

 
W  poniedziałek  rano  zadowolona  Jessica  zjawiła  się  w  biurze 

pierwsza.  Evan  był  widocznie  w  pracy  podczas  weekendu,  bo  znalazła 
kartkę  z  poleceniami  od  niego,  w  tym  cały  spis  ustaw,  które  miała 
przeanalizować. Od razu zabrała się do pracy. 

Damian znalazł ją w bibliotece. 
– Więc jesteś – powiedział ze zdziwieniem. – Pani Sterling myślała, że 

dzisiaj  nie  przyszłaś.  Zadzwoniłem  do  ciebie  do  domu  i  usłyszałem 
automatyczną sekretarkę. 

Jessica  wyprostowała  się  na  krześle  i  przeciągnęła,  chcąc  rozruszać 

zmęczone mięśnie. Rzuciła okiem na zegarek  – była już prawie jedenasta. 
Czytała tak zapamiętale, że zapomniała o czasie. 

– Jestem tu od rana – wyjaśniła, pocierając grzbiet nosa. Litery zaczęły 

jej się zamazywać przed oczami. Niektóre teksty były nudne, lecz kilka ją 
zainteresowało. 

background image

 

 

Damian wyszedł i za chwilę wrócił z parującą filiżanką kawy. 
– Proszę – powiedział. – Zrób sobie przerwę, bo oślepniesz. 
– Czy Evan już jest? – Kawa smakowała jej jak ambrozja. 
Damian westchnął. 
– Jeszcze nie. Ale on od kilku miesięcy przychodzi i wychodzi, kiedy 

chce. 

– Zostawił dla mnie kartkę z poleceniami, więc musiał być tu wczoraj. 

– Przerwała. – A co z nim i Romildą? – Szczerze pragnęła, by zainteresowali 
się sobą. 

–  Jeszcze  trudno  powiedzieć,  ale  kto  wie,  czy  nie  można  się  czegoś 

spodziewać. 

Dobrze. Wyglądało na to, że Damian naprawdę tak myśli. 
–  Chciałabym,  żeby  Evan  był  szczęśliwy  –  powiedziała.  Czuła,  że 

Damian powinien o tym wiedzieć. 

–  Właśnie.  –  Damian  uśmiechnął  się,  wstał  i  podszedł  do  półki  z 

książkami. Wziął z niej zniszczony tom. 

– Posłuchaj mojej rady – powiedział i włożył książkę pod pachę. 
– Słucham? 
– Nie przegap lunchu. 
– Dobrze – obiecała. 
Wyszedł, a Jessica uśmiechnęła się i zamknęła oczy. Po chwili zaczęła 

czytać, ale uśmiech na długo pozostał na jej twarzy. 

Zgodnie z obietnicą poszła na lunch. Po powrocie zastała w bibliotece 

Evana.  Usiadł  obok  i  przeglądał  jej  notatki.  Zadawał  dużo  inteligentnych 
pytań,  kilka  razy  ją  pochwalił.  Sam  zrobił  parę  notatek,  a  potem  prawie 
przez godzinę omawiali różne aspekty sprawy Earla Kressa. 

Po  wyjściu  Evana  Jessica  ożywiła  się.  Damian  wykazał  dobrą 

znajomość osobowości brata, powierzając mu tę sprawę. Reprezentowanie 
Earla  Kressa  stało  się  dla  Evana  wyzwaniem,  którego  potrzebował, 
stanowiło cel godny walki. Evan znów był dynamiczny, skoncentrowany, 
gotów do wykorzystania wszystkich swych umiejętności i możliwości, jakie 
dawało prawo. 

Zostało  jej  jeszcze  roboty  na  kilka  godzin.  Było  już  późno,  lecz 

postanowiła pracować, dopóki nie skończy. 

– Jest szósta, pora, żebyś poszła do domu  – powiedział za jej plecami 

Damian, tonem, który już znała. Mówił tak wtedy, gdy nie przekonywały 
go żadne argumenty. Ten ton wpływał na decyzje ławy przysięgłych. 

background image

 

 

– Za moment skończę. 
– Już skończyłaś.   
– Damianie... 
– Nie sprzeczaj się ze mną, Jessico. Nie warto. 
Zamknęła  książkę,  którą  właśnie  czytała,  i  podniosła  się  z  krzesła. 

Każdym ruchem giętkiego ciała pokazywała, że robi to niechętnie. 

– Czy jadłaś lunch? 
– Zaczynasz się zachowywać, jakbym była pod twoją opieką! 
– Pewnie nie jadłaś, skoro tak się odgryzasz. 
– Jadłam... i wcale się nie odgryzam! 
– Właśnie to robisz! 
A może ją zwolni za niesubordynację? Spojrzała na Damiana i zaczęła 

się zastanawiać, co teraz będzie. 

– Idziemy na kolację – mruknął. 
– Na kolację! Ale przecież już... 
– Na specjalną pizzę. Za rogiem jest mała włoska restauracja. To jedna 

z największych tajemnic Bostonu, przysięgam. 

–  Pizza  –  powiedziała  Jessica  powoli  i  poczuła,  że  burczy  jej  w 

brzuchu. – Zgoda, jeśli koniecznie chcesz. – Sięgnęła po torebkę. 

Restauracja  mieściła  się  w  suterenie  starego  domu,  którego 

architektura  świadczyła  o  tym,  że  pochodzi  z  początku  lat  trzydziestych. 
Marmurowe posadzki były mocno zniszczone. Jessica mijała ten budynek 
setki razy, ale nie zwracała na niego uwagi. 

– Skąd wiedziałeś o tej restauracji? – zapytała. 
–  Od  strażnika.  Polecił  mi  ją,  bo  często  tam  jada.  Włoskie  potrawy 

nigdzie mi bardziej nie smakowały. 

Właściciel  powitał  Damiana  jak  długo  oczekiwanego  kuzyna. 

Pocałował go w oba policzki i mówił coś po włosku, spoglądając z aprobatą 
na Jessicę. 

–  Co  on  powiedział?  –  zapytała,  kiedy  usiedli  przy  stole  nakrytym 

obrusem  w  czerwono–białą  kratę.  W  czerwonej  miseczce  stała  migocąca 
świeca, rzucająca na ścianę tańczące cienie.    . 

– Nie jestem pewien. Znam tylko kilka włoskich słów. 
– W takim razie nieźle potrafisz to ukryć. 
–  No  dobrze.  Jeśli  koniecznie  chcesz  wiedzieć,  Antonio  myśli,  że 

jesteśmy kochankami – powiedział swobodnie i otworzył menu. 

–  Wyprowadziłeś  go  z  błędu,  prawda?  –  zapytała,  przykładając  rękę 

background image

 

 

do piersi. Czuła, że się czerwieni. 

– Nie. 
– Damianie, nie możesz pozwolić, żeby ten człowiek przypuszczał, że 

ty i ja... 

–  Chyba  masz  rację.  Nie  powinienem.  Zwłaszcza  dlatego,  że  kochasz 

mojego brata, nie mnie. 

Jessica odłożyła  menu  i  pochyliła się w  jego  stronę.  Powinni  to  sobie 

wyjaśnić raz na zawsze. 

– Nie kocham Evana – powiedziała gniewnym szeptem. 
– No, dobrze, dobrze. 
– Wydaje mi się, że nie jesteś o tym przekonany.   
– Jestem – odpowiedział, nie patrząc na nią. 
Całą jego uwagę zdawał się teraz pochłaniać spis potraw. 
– W porządku  – powiedziała i też sięgnęła po menu. Właśnie chciała 

poprosić  o  pizzę  z  kiełbasą,  gdy  miła  ciemnowłosa  kobieta  postawiła  na 
stole koszyczek z gorącym chlebem, a potem ujęła twarz Damiana w dłonie 
i głośno pocałowała go w oba policzki. Jessica musiała wyglądać na bardzo 
zaskoczoną, bo starsza pani roześmiała się głośno. 

–  Nie  musisz  się  niepokoić,  nie  ukradnę  ci  Damiana  –  powiedziała  i 

dodała coś po włosku. 

Jessice  wydawało  się,  że  Damian  zbladł.  Nie  znała  włoskiego,  ale 

wiedziała, co znaczy bambino. 

– Damianie, co ona powiedziała? 
Czekał, aż Włoszka naleje im wina i przyniesie talerze z przystawkami. 

Potem westchnął. 

– Nona mówi, że wyglądasz na uczciwą i silną dziewczynę. 
– Co? Na pewno powiedziała więcej. 
– Jessico, już ci tłumaczyłem, że znam tylko kilka włoskich słów. 
–  Znasz  więcej  niż  ja.  Powiedziała  bambino.  Czy  to  nie  znaczy 
dziecko? 
Damian znów westchnął. 
– Tak.  Jeśli  musisz  wiedzieć,  Nona  powiedziała,  że  będziesz  dobrą 

matką moich dzieci. 

– Och. – Jessica zerknęła na kobietę, która w drugim końcu sali łyżką 

wazową nalewała minestrone do fajansowych miseczek. Po chwili postawiła 
je przed nimi. 

–  Przypuszczam,  że  nie  dadzą  nam  pizzy  –  mruknął  Damian,  gdy 

background image

 

 

odeszła. 

Antonio  przyniósł  butelkę  włoskiego  wina  i  znów  napełnił  kieliszki, 

wydając  przy  tym  okrzyk  zadowolenia.  Damian  podziękował  mu  po 
włosku, a potem rozmawiali przez kilka minut. 

– Kiedy nauczyłeś się mówić po włosku? – zapytała.   
–  Nigdy  się  nie  uczyłem.  Liznąłem  odrobinę  tu  i  ówdzie.  Przed 

pójściem na studia spędziłem kilka miesięcy we Włoszech. To wszystko. 

– Jesteś wszechstronnie  uzdolniony  –  powiedziała.  Zjadła łyżkę  zupy. 

Była  gęsta  i  pachnąca.  Prawdę  mówiąc,  wszystko  było  wyśmienite  –  i 
łagodne czerwone wino, i deser, i kawa cappuccino. Za każdym razem, gdy 
myślała,  że  nie  przełknie  już  ani  kęsa,  Nona  przynosiła  coś  nowego  i 
namawiała,  by  spróbowali.  –  Albo  już  wyjdziemy,  albo  będziesz  musiał 
mnie stąd wyturlać – powiedziała. 

Damian zaśmiał się, zapłacił rachunek i wrócili do biurowca. Wieczór 

był  piękny,  a  Jessica  czuła  się  wspaniale.  Nie  była  pewna,  czy  dzięki 
pogodzie,  smacznemu  jedzeniu  i  winu,  czy  towarzystwu  –  a  może 
wszystkiemu naraz. 

– Dziękuję – powiedziała w windzie. 
– Proszę bardzo. – Damian był dziwnie milczący, gdy szli do biblioteki. 

Przed  wyjściem  Jessica  chciała  ustawić  na  półkach  książki,  z  których 
korzystała.  Pomagał  jej  bez  słowa.  Kiedy  skończyli,  pierwszy  poszedł  w 
stronę drzwi i bezwiednie zgasił światło. 

W pokoju nagle zrobiło się ciemno i Jessica uderzyła w stół. 
– Jessico. 
– Wszystko dobrze – zapewniła, idąc do światła wpadającego z holu. 
– Rzecz w tym...  – wyciągnął ku niej ręce i, zanim zdała sobie z tego 

sprawę,  znalazła  się  w  jego  ramionach  –  ...że  ze  mną  nie.  –  W  tym 
momencie ich usta się spotkały. 

 

background image

 

 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

To nie był niewinny pocałunek. Gorące wargi Damiana przywarły do 

jej  ust.  Jessica  westchnęła  i  przytuliła  się  do  niego,  oddając  się  bez  reszty 
doznaniom. Było jej dobrze w jego ramionach. 

Zacisnęła  dłonie,  gniotąc  mu  klapy  marynarki,  gdy  całował  ją  coraz 

namiętniej.  Na  szyi  poczuła  dotyk  jego  palców,  tak  delikatny,  jakby 
obawiał się, że może zrobić jej krzywdę. 

Jeszcze  żaden  pocałunek  nie  dostarczył  jej  takich  przeżyć.  Każdym 

nerwem  czuła  jego  zmysłowość  –  zapierającą  dech  w  piersiach, 
wyzwalającą  u  obojga  pomruk  rozkoszy.  Kiedy  wreszcie  oderwali  się  od 
siebie,  żadne  nie  odezwało  się  ani  słowem.  Chciała,  żeby  coś  powiedział, 
cokolwiek,  byle  przerwać  tę  ciszę.  Oczekiwała,  że  wytłumaczy  jej,  co  się 
stało,  bo  czuła  się  zagubiona  i  zaskoczona  –  a  jednocześnie  bezgranicznie 
zadowolona. 

Damian odwrócił się i odszedł. 
Nie  mogła  w  to  uwierzyć.  Łza  spłynęła  jej  po  policzku  i  spadła  na 

bluzkę, pozostawiając na jedwabiu wilgotne kółeczko. Podniosła rękę i ze 
zdziwieniem dotknęła twarzy. 

Ta  łza  mówiła  bardzo  dużo,  lecz  Jessica  nie  do  końca  rozumiała  jej 

znaczenie. 

Nagle  poczuła  przemożną  chęć  ucieczki.  Chwyciła  torebkę,  wyszła  z 

biblioteki  i  szybkim  krokiem  podążyła  przez  hol.  Przystanęła  obok 
otwartych drzwi gabinetu Damiana. Stał przy oknie z rękami założonymi 
za siebie i patrzył w noc. 

– Dobranoc – powiedziała cicho. 
Odwrócił się i lekko uśmiechnął. 
– Dobranoc, Jessico. Do zobaczenia jutro rano.   
Chętnie  usiadłaby  i  porozmawiała  o  tym,  co  się  zdarzyło,  ale 

wystarczył jeden rzut oka, by spostrzegła, że Damian jest zakłopotany i bez 
porównania mniej zadowolony niż ona. Wyglądał na zmartwionego, nawet 
przybitego. Zaczęła się zastanawiać, czy czasem nie żałuje, że ją pocałował. 

–  Dziękuję  ci  za  kolację  –  powiedziała.  –  Miałeś  rację.  Nigdzie  nie 

jadłam  tak  dobrych  włoskich  potraw.  –  Nie  chciała  odejść,  ale  nie  miała 
pretekstu, żeby zostać. 

background image

 

 

– Cieszę się, że ci smakowało. 
Poszła do windy. Jadąc metrem do domu, w głowie miała zamęt. Omal 

nie przegapiła przystanku, na którym powinna wysiąść. Zanim cokolwiek 
zrobiła  po  wejściu  do  mieszkania,  odnalazła  czerwonego  słonia,  którego 
wygrał dla niej Damian. Otoczyła go ramionami i mocno przytuliła. Dzięki 
temu czuła, że jest bliżej Damiana. Wystarczyło, że zamknęła oczy, i znów 
była  z  nim  na  Cannon  Beach.  Niemal  słyszała  hałas  karuzeli,  własny 
śmiech, gdy pytał, czy chce słonia. Słyszała krzyki pasażerów kolejki, czuła 
zapach prażonej kukurydzy, kandyzowanych jabłek i hot–dogów. 

Ciągle  obejmując  słonia,  usadowiła  się  wygodnie  w  miękkim  fotelu, 

sięgnęła  po  telefon  i  wykręciła  numer.  W  tych  sprawach  Cathy  miała 
znacznie  lepszą  intuicję,  więc  Jessica  spodziewała  się,  że  pomoże  jej 
wyjaśnić sens pocałunku Damiana. 

– Cześć – powiedziała, kiedy przyjaciółka podniosła słuchawkę. 
– Co się stało? 
– A dlaczego myślisz, że coś się stało? 
– Słyszę to w twoim głosie. 
Jessica uśmiechnęła się, podciągnęła kolana pod brodę i zebrała myśli. 

Nie wiedziała, jak opowiedzieć, co się przydarzyło. Chyba im prościej, tym 
lepiej. 

– Damian pocałował mnie dziś wieczorem. 
–  A  tobie  to  sprawiło  przyjemność,  prawda?  –  W  głosie  Cathy 

brzmiała radość, jakby za moment miała zaśpiewać. 

–  No,  tak...  ale  jestem  zupełnie  zdezorientowana  –  przyznała  Jessica 

cicho. 

– Zaskoczył cię, co? – zapytała Cathy, a potem zachichotała, nie kryjąc 

zadowolenia.  – Przeczuwałam to, od  kiedy wspomniałaś o nim w sobotę. 
Wydaje mi się, że on świetnie do ciebie pasuje. 

– Nie bądź śmieszna. 
– A co w tym śmiesznego? 
– Nigdy o nim nie myślałam... w ten sposób. A właściwie ostatnio tak, 

ale,  mówiąc  szczerze,  bardzo  się  tego  boję.  Już  raz  zrobiłam  z  siebie 
wariatkę z powodu jednego z Drydenów. Nie mam ochoty powtórzyć tego 
błędu z powodu drugiego. 

–  Wtedy  byłaś  dzieckiem.  Jest  ogromna  różnica  między  tym,  co  było 

wtedy, a co dzieje się teraz. 

– Być może – zgodziła się Jessica bez przekonania. 

background image

 

 

– Myśl, kobieto – powiedziała Cathy dramatycznie. – On na pewno coś 

do ciebie czuje. Inaczej by cię nie całował. 

– Tego nie wiem, i ty też nie. Całowaliśmy się, a potem zachował się 

tak, jakby już nic gorszego nie mógł zrobić. Nie powiedział ani słowa i po 
prostu  poszedł  sobie.  Nie  wiem,  co  o  tym  sądzić.  –  Przycisnęła  dłoń  do 
czoła. 

– Myślisz, że żałował? 
– Na pewno. W przeciwnym razie... wszystko potoczyłoby się inaczej. 

Patrzył na mnie, jakbym była obca, jakby nie chciał mnie więcej widzieć. 

–  A  czego  się  spodziewałaś?  Że  ci  wyzna  miłość  do  grobowej  deski? 

Przecież  mi  mówiłaś,  jak  oceniasz  tę  całą  sytuację.  Damian  zatrudnił  cię 
przede  wszystkim  po  to,  żebyś  podtrzymywała  na  duchu  jego  brata. 
Przemyśl to, Jess. On jest uczciwy. Nie bardzo może zacząć spotykać się z 
tobą, jeśli uważa, że nadal wzdychasz do Evana. 

– Wściekła jestem, że tak myśli! 
– Wiem, ale musisz spojrzeć na to z jego punktu widzenia. 
– Wbrew sobie? 
– Przynajmniej na razie – powiedziała Cathy patetycznie. 
– Nie wiem, co robić! – wykrzyknęła Jessica.   
– To nie wszystko – powiedziała Cathy, coraz bardziej się zapalając. – 

Jeśli jesteś zainteresowana Damianem, to, logicznie rzecz biorąc, do ciebie 
należy  pierwszy  krok.  Damian  ma  związane  ręce,  dopóki  istnieje  cień 
podejrzenia, że interesujesz się jego bratem. Chłopak nie ma wyjścia. 

– Akurat!  Ta  cała  sprawa  z  Evanem  to  przesada.  Biedak  dusi  się  od 

cudzej  troskliwości.  Naprawdę  mi  go  żal.  Został  skrzywdzony,  ale  czas 
byłby dla niego najlepszym lekarstwem. Nic więcej mu nie było potrzebne. 
A tu Damian ograniczył mu obowiązki, jakby chciał, żeby się zanudził na 
śmierć. Rodzice, zwłaszcza matka, bez umiaru demonstrują współczucie. 

Zaczerpnęła powietrza i mówiła dalej. 
–  Damian  dał  mi  pracę  tylko  dlatego,  że  sądził,  iż  wyciągnę  Evana z 

depresji. Nie rozmawiałam o tym z Evanem, ale jestem pewna, że złości go 
to wszystko. I wcale mu się nie dziwię. 

– A co z tobą i Damianem? 
– Sama chciałabym wiedzieć. Jeśli jest mną zainteresowany, to właśnie 

on powinien coś powiedzieć, coś zrobić. Bez względu na to, co sądzi o mnie 
i Evanie. 

– Ejże... 

background image

 

 

– Znam Damiana. 
– Hmm... Podobno znasz też E vana. 
–  Tak  myślę,  a  raczej  myślałam.  –  Z  minuty  na  minutę  rozmowa 

stawała się coraz bardziej denerwująca. – Poza tym powiedziałam ci już, że 
nie  zamierzam  zrobić  z  siebie  wariatki  dla  jeszcze  jednego  Drydena.  Już 
miałam  nauczkę.  Do  diabła,  tyle  lat  minęło,  a  moi  rodzice  ciągle  o  tym 
mówią. Nie dalej jak w zeszłym tygodniu mama napomknęła, jaka byłaby 
zadowolona, gdybym wyszła za Evana! 

– Mam pomysł – powiedziała Cathy powoli, jakby właśnie teraz rodził 

się w jej głowie. – Przedstaw mnie Damianowi. 

– A dlaczegóż to chciałabyś go poznać? – Jessica nie była zachwycona. 
– Tak sobie. Z Davidem nie układa mi się dobrze... 
– Z Davidem? – wykrzyknęła Jessica. – Kto to jest David? 
–  Reżyser  „Chłopaków  i  dziewczyn”.  A  teraz  posłuchaj.  Wiem,  że  to 

wygląda na zwariowany pomysł, ale może być skuteczne. 

– Co może być skuteczne? – Jessica zaczęła tracić resztki cierpliwości. 
–  Nasze spotkanie.  Będę  czarująca,  zrobię,  co  potrafię, żeby wpadł w 

zachwyt, i wtedy... 

–  Chwileczkę,  Cath,  mówisz  o  mężczyźnie,  którym  ja  jestem 

zainteresowana. 

–  Wiem  –  odparła,  jakby  to  wszystko  było  całkiem  logiczne.  –  Ale 

chcesz  się  przekonać,  jak  poważne  są  jego  zamiary  względem  ciebie, 
prawda?  Oprócz  tego,  może  obserwowanie  go  w  towarzystwie  innej 
kobiety pomoże ci zrozumieć własne uczucia. 

– Tak, ale... 
– Słuchaj, Jess. Sama powiedziałaś, że nie masz ochoty zrobić z siebie 

wariatki po raz drugi. W ten sposób przekonasz się... 

– To mi się wydaje bez sensu. 
– A poza tym – ciągnęła Cathy, jakby Jessica nic nie powiedziała – będę 

miała okazję do wypróbowania paru moich najlepszych ról. Przedstaw nas 
tylko  sobie,  a  ja  obiecuję,  że  nie  zrobię  nic,  co  mogłoby  być  dla  ciebie 
kłopotliwe. 

–  No,  dobrze  –  zgodziła  się  Jessica  bez  entuzjazmu.  –  Jak  to  mamy 

zrobić? 

– Mogłabym za parę dni wpaść do ciebie do pracy i zaproponować ci 

lunch. A ty zwyczajnie przedstawiłabyś mnie wszystkim. Co ty na to? 

– Bo ja wiem... Czy to nie będzie szyte zbyt grubymi nićmi? 

background image

 

 

– Możliwe. Masz lepszy pomysł? 
–  Nie.  –  Westchnęła.  –  W  porządku.  Czy  chcesz,  żebym  zaprosiła 

Damiana, żeby poszedł z nami? Idę do pracy w sobotę, muszę przygotować 
jeszcze  coś  dla  Evana  na  jego  wielką  rozprawę,  która  zaczyna  się  w 
przyszłym tygodniu. Przypuszczam, że Damian też będzie w biurze. 

– To jeszcze lepiej. Do zobaczenia w sobotę koło południa. 
Jessica miała wątpliwości. 
– Jesteś pewna, że się uda? 
–  Absolutnie!  Mam  swoje  sposoby,  żeby  nakłonić  mężczyznę  do 

mówienia. 

– To brzmi jak zdanie z filmu.   
Cathy roześmiała się. 
– Bo tak jest. 
– Tego się spodziewałam – mruknęła Jessica. 

Punktualnie o dwunastej Cathy wkroczyła do biura. Jessica zazdrościła 

przyjaciółce  figlarnego  wyglądu,  krótkich  ciemnych  włosów  i  wielkich 
niebieskich  oczu.  Cathy  wyglądała  frapująco  w  czarnych  spodniach  w 
wielkie  białe  grochy  i  pasiastych  różnokolorowych  szelkach.  Oprócz  tego 
miała  na  sobie  białą  bluzkę  w  czarne  groszki  i  czarne  szpilki.  Na  ulicy  z 
pewnością  nie  umknęła  niczyjej  uwagi.  Gdyby  Evan  był  w  biurze,  bez 
wątpienia bardzo chciałby ją poznać. 

– Chyba zapomniałaś o naszym lunchu – powiedziała głośno, stając w 

drzwiach pokoju Jessiki. Tak głośno, żeby usłyszał ją Damian. 

Fortel się udał, ponieważ za chwilę wyszedł z gabinetu. 
– Damianie,  to  moja  przyjaciółka,  Cathy  Hudson.  Chyba  ci  o  niej 

wspominałam. 

Damian i Cathy uścisnęli sobie ręce.   
– Jessica zapomniała, że miałyśmy się spotkać dzisiaj na lunchu. 
– Kto jak kto, ale Jessica powinna jadać regularnie – powiedział. Oczy 

mu błysnęły, a kąciki ust zadrgały, kiedy starał się ukryć uśmiech. 

– Więc już wie pan, co się dzieje, kiedy jej burczy w brzuchu. Łatwiej 

się dogadać z rannym niedźwiedziem niż z głodną Jessicą. 

– Hej, to nieprawda! – rozzłościła się Jessica. Rozmawiali, jakby jej tam 

nie  było.  Wzięła  się  pod  boki  i  patrzyła  na  tych  dwoje.  Od  początku  nie 
była  przekonana  do  pomysłu  Cathy  i  okazało  się,  że  przeczucie  jej  nie 
myliło. 

background image

 

 

Cathy przysunęła się do Damiana i zalotnie patrzyła mu w oczy. Nie 

wyglądało  na  to,  żeby  miał  cokolwiek  przeciwko  temu;  prawdę  mówiąc, 
sprawiał wrażenie zadowolonego. 

– Pójdę  po  torebkę  –  powiedziała  Jessica  sucho.  Zostawiła  ich 

wpatrzonych  w  siebie  i  wróciła  za  biurko.  Ta  cała  gra  irytowała  ją;  była 
wściekła, że pozwoliła się w nią wciągnąć. 

Cathy  udało  się  oderwać  oczy  od  Damiana  i  posłać  przyjaciółce 

znaczące spojrzenie. Dopiero po chwili Jessica zrozumiała sygnał. Prawda – 
miała poprosić, by poszedł z nimi. 

– Czy masz ochotę wybrać się z nami na lunch? – zapytała uprzejmie, 

lecz bez entuzjazmu. 

– Bardzo proszę – powiedziała Cathy słodkim głosem. 
Damian  spojrzał  na  Jessicę,  jakby  szukał  potwierdzenia.  Udało  się  jej 

uśmiechnąć, choć sama nie wiedziała, dlaczego się na to godzi. 

–  Z  przyjemnością  się  do  was  przyłączę.  –  Odpowiedź  Damiana 

zaskoczyła ją. Ten człowiek ciągle sprawiał jej niespodzianki. 

– Wspaniale, po prostu świetnie – powiedziała półgłosem. 
– Fantastycznie. – Usłyszała melodyjny głos Cathy. 
Jessica  wzniosła  oczy  do  nieba.  Po  chwili  cała  trójka  wyszła  z  biura. 

Damian  zaproponował  znaną,  drogą  restaurację  i  zanim  Jessica  zdołała 
cokolwiek  powiedzieć,  Cathy  się  zgodziła.  Jessica  zacisnęła  mocno  usta, 
bojąc  się,  że  powie  coś,  czego  mogłaby  żałować.  Było  jej  przykro,  że 
Damian tak łatwo dał się usidlić jej przyjaciółce. Nawet jeśli była to tylko 
gra. 

Damian przywołał taksówkę i Cathy udało się zająć miejsce na tylnym 

siedzeniu,  obok  niego.  Jessica  siedziała  obok  kierowcy,  a  jej  najlepsza 
przyjaciółka chichotała, kiedy jechali ulicami Bostonu. 

Nagle  Jessica  uświadomiła  sobie,  że  zachowuje  się  jak  zazdrosna 

idiotka.  Zazdrosna  o  Damiana  i  Cathy?  Mgła,  która  od  paru  dni 
zaciemniała jej myśli, zniknęła. 

Była  coraz  bardziej  zakochana  w  Damianie  Drydenie.  Nic  bardziej 

oczywistego. Właśnie to postanowiła udowodnić Cathy – i dopięła swego. 

Kochała Damiana. Od chwili gdy weszła do jego gabinetu i poprosiła o 

pracę. Gdy zabrał ją do wesołego miasteczka. Gdy ją pocałował. 

Właśnie o tym Cathy starała się ją przekonać. 
W restauracji przeprosiła Damiana i zaciągnęła Jessicę do toalety. 
Zanim Jessica zdołała otworzyć usta, Cathy wykrzyknęła: 

background image

 

 

– Damian jest wspaniały! 
– Wiem. 
–  Nie  znam  Evana,  ale  mówię  ci  od  razu,  że  jeśli  nie  jesteś 

zainteresowana  jego  starszym  bratem,  to  ja  owszem.  Jest  bardzo 
inteligentny, jest piękny, jest... 

– Wszystko to wiem. – I jeszcze więcej, pomyślała. 
– Słuchaj – powiedziała Cathy. – Chcę, żebyś znalazła jakąś wymówkę 

i poszła. 

Jessica nie wierzyła własnym uszom. 
– Co mam zrobić? 
Cathy stanęła przed lustrem i zaczęła poprawiać makijaż. 
– Przypomnij  sobie  pilne  spotkanie,  coś,  co  zmusi  cię  do  wyjścia, 

żebyśmy  mogli  być  sami,  we  dwoje.  Tylko  zrób  to  przekonywająco,  żeby 
się nie domyślił, o co chodzi. 

– Sama nie wiem, o co chodzi. 
– Chcę, żebyś mi pozwoliła zostać z nim trochę sam na sam. 
–  Dlaczego?  Posłuchaj,  już  dowiodłaś,  że  miałaś  rację.  Zależy  mi  na 

Damianie. I nie zamierzam dzielić się nim z tobą. 

–  Wiem,  co  czujesz  –  powiedziała  Cathy  powoli,  jakby  to  było 

oczywiste od samego początku. – Ale nasze sam na sam pokaże, kim jesteś 
dla niego, a to przecież był główny cel mojego planu. 

– Jesteś tego pewna? 
– Ile razy będziesz mnie o to pytać? Oczywiście, że jestem pewna. 
– Mam wrażenie, że obie powinnyśmy pójść do psychoanalityka! 
Cathy roześmiała się. 
– Nie martw się, nie ukradnę ci go, chociaż słowo daję, że miałabym 

ochotę. Ten chłopak to łakomy kąsek. Dlaczego się nie ożenił? 

– Skąd miałabym wiedzieć? 
–  A  próbowałaś  zapytać?  –  Dla  Cathy  wszystko  było  proste.  –  Nie 

szkodzi. Sama się tego dowiem. I całej reszty też. 

Jessica  zawahała  się.  Ufała  Cathy  –  na  ogół.  Wiedziała  też,  że  jej 

najlepszą przyjaciółkę stać na nierozważny krok. To ją właśnie niepokoiło. 

–  Wracaj  do  domu  –  wydała  polecenie  Cathy  i  przystąpiła  do 

nakładania na swe pełne usta nowej warstwy błyszczącej szminki. 

– Nadal nie rozumiem, co robisz. 
Cathy spokojnie schowała szminkę do torebki i potrząsnęła głową, co 

miało chyba znaczyć, że odpowiedź jest oczywista. 

background image

 

 

–  Nie  musisz.  Kiedy  Damian  i  ja  skończymy  lunch,  zdam  ci 

sprawozdanie. Czy już wszystko jest jasne? 

– Ani trochę. 
Cathy wzniosła oczy do góry. 
–  Staram  się  być  pomocna.  A  ty  mogłabyś  chociaż  mi  w  tym  nie 

przeszkadzać. 

– Dobrze, już dobrze – mruknęła Jessica, choć to wszystko coraz mniej 

jej się podobało. 

–  Nie  każmy  naszemu  księciu  czekać  dłużej  –  powiedziała  Cathy  i 

wzięła przyjaciółkę pod rękę. – Pamiętaj, że musisz mieć jakieś inteligentne 
usprawiedliwienie. 

Wróciły  do  stołu.  Jessica  postawiła  torebkę  na  podłodze.  Po  chwili 

torebka  przewróciła  się,  więc  nachyliła  się  i  z  jej  zewnętrznej  kieszeni 
wyjęła karteczkę. Wyprostowała się i zaczęła ją czytać. 

– Którego dziś mamy? 
–  Dwunastego.  A  dlaczego  pytasz?  –  Oczy  Cathy  nigdy  nie  były 

bardziej okrągłe i niewinne. 

– Tu jest napisane, że mam dzisiaj wizytę u dentysty. – Ostentacyjnie 

spojrzała na zegarek. – Za pół godziny. 

– W sobotę? – spytał Damian. 
– Wielu dentystów przyjmuje w soboty – wyjaśniła Cathy, rozkładając 

serwetkę na kolanach. – Nie dalej jak miesiąc temu sama byłam u dentysty 
właśnie w sobotę. 

– Już za późno, żeby zadzwonić i odwołać wizytę – powiedziała Jessica 

z  zawiedzioną  miną.  –  A  poza  tym,  wyznaczono  mi  ją  przed  paroma 
miesiącami. W sobotę zawsze jest dużo chętnych. 

– Nic dziwnego, że zapomniałaś, skoro to było kilka miesięcy temu. – 

Cathy starała się usprawiedliwić przyjaciółkę. 

–  Spróbuję  złapać  taksówkę  –  powiedziała  pod  nosem  Jessica.  Czuła, 

że już dłużej nie jest w stanie ciągnąć tego przedstawienia. To byłby cud, 
gdyby Damian się nie zorientował. 

– Szkoda,  że  musisz  iść.  –  Cathy  powiedziała  to  w  taki  sposób,  że 

można było uwierzyć w szczerość jej słów. 

Damian  się  nie  odezwał.  Gdyby  teoria  Cathy  była  prawdziwa, 

powinien powiedzieć, że mu przykro, pomyślała. Zamiast tego uśmiechnął 
się i skinął głową, jakby był zadowolony, że będzie sam z jej przyjaciółką. 
Jessica zacisnęła dłonie na pasku torebki, wstała i pożegnała się. 

background image

 

 

Portier  przywołał  taksówkę.  Usiadła  na  tylnym  siedzeniu,  podała 

kierowcy  adres  swego  mieszkania  i  pomyślała,  że  czeka  ją  pewnie 
najdłuższe popołudnie w życiu. 

Miała rację. 
Przez  dwie  godziny  krążyła  po  pokoju  i  nerwowo  gryzła  precle. 

Wielka torba była prawie pusta, gdy odezwał się dzwonek. Cathy! Pobiegła 
do drzwi, chcąc czym prędzej usłyszeć, czego się dowiedziała. 

Za drzwiami stał Damian. Jej osłupienie musiało rzucać się w oczy, bo 

roześmiał się i wszedł do mieszkania, nie poczekawszy na zaproszenie. 

– Jak tam wizyta u dentysty? 
– Ja... ja nie miałam wizyty. 
–  Wiem.  –  Podszedł  do  szafy  z  książkami  i  zaczął  studiować  tytuły, 

jakby właśnie w tym celu przyjechał. 

– Wiedziałeś? 
–  Ani  trochę  nie  dorównujesz  przyjaciółce  zdolnościami  aktorskimi  – 

powiedział i odwrócił się do niej. 

Powinna była się domyślić, że przejrzy ich grę. 
– To był głupi pomysł – przyznała. Czuła żal i skruchę. Pozwoliła się 

namówić na udział w tym zwariowanym planie i poprowadzić jak owca na 
rzeź. – Ja... my nie chciałyśmy cię urazić. Nie gniewasz się, prawda? 

– Nie, to było przemiłe, ale niepotrzebne.  – Na jego twarzy na chwilę 

pojawił się uśmiech. 

Mrugała oczami, nie wiedząc, co powiedzieć, gdyż nie była pewna, czy 

go dobrze rozumie. 

Damian  podszedł  bliżej,  wyciągnął  rękę  i  delikatnie  dotknął  jej 

policzka. Patrzył na nią poważnie szarymi oczami. 

– Doceniam twoje starania, ale sam sobie potrafię znaleźć dziewczynę. 

– Mówił, jakby słowa sprawiały mu ból. Potem pochylił się i lekko dotknął 
ustami jej warg. Kiedy podniósł głowę, poczuła, jak bardzo pragnie, żeby 
całował ją jeszcze. 

– Do zobaczenia w poniedziałek. – Odwrócił się i poszedł do drzwi. 
Chciała poprosić, żeby został, ale zanim zdołała wykrztusić słowo, już 

go  nie  było.  Najwyraźniej  sądził,  że  próbuje  związać  go  z  Cathy.  I  nic 
dziwnego,  bo  przecież wszystko właśnie  na  to  wskazywało. Dlaczego  nie 
pomyślała  o  tym  przedtem?  Jessica  osunęła  się  na  sofę,  zakryła  twarz 
rękami i ledwie powstrzymała się od płaczu. 

Nie  minęło  pięć  minut  od  wyjścia  Damiana,  kiedy  zjawiła  się  Cathy. 

background image

 

 

Rzuciła się na kanapę i zsunęła z nóg szpilki. 

– To twardy orzech do zgryzienia. 
– Co to znaczy? 
–  Myślę,  że  jest  tylko  jeden  możliwy  wniosek  z  tego,  że  nic  na  twój 

temat nie chciał powiedzieć. 

– Jaki? 
Cathy  przerwała  rozcieranie  dużych  palców  u  nóg  i  zwróciła  swe 

wielkie niebieskie oczy na Jessicę. 

– Pytasz poważnie? Naprawdę nie wiesz? 
– Nie pytałabym, gdybym wiedziała! 
– Jest w tobie zakochany. 
– To niemożliwe. 
–  Dlaczego?  Czy  jest  gdzieś  napisane,  że  zakochać  się  w  Jessice 

Kellerman to przestępstwo? 

– No, nie... 
– Mną nie jest zainteresowany, a możesz mi wierzyć, że się starałam. 
Jessica  zesztywniała.  Nie  podobały  jej  się  próby  nawiązania  przez 

Cathy  flirtu  z  Damianem.  Jeszcze  nigdy  żaden  z  jej  zwariowanych 
pomysłów nie zagroził ich przyjaźni, lecz teraz mogło się tak stać. Damian 
był  nie  dla  niej  i  Jessica  chciała  się  upewnić,  że  Cathy  zdaje  sobie  z  tego 
sprawę. 

– On myśli, że próbowałam zbliżyć go do ciebie. 
–  Nie  rób  z  tego  tragedii.  Przecież  właśnie  o  to  chodziło,  żeby  tak 

myślał. 

– Ale dlaczego? 
Na twarzy Cathy powoli pojawił się pewny siebie uśmiech. 
– Bo jestem twoją najlepszą przyjaciółką. Dzięki mojemu dzisiejszemu 

przedstawieniu odniosłaś podwójną korzyść: poznałaś nie tylko jego, ale i 
swoje uczucia. Chyba się nie mylę? 

Jessica  niechętnie  przytaknęła.  Musiała  przyznać,  że  plan  Cathy  się 

powiódł. Ale pozostał pewien problem. 

–  Damian  uważa,  że  zaaranżowałam  wasze  spotkanie,  ponieważ  nie 

jestem nim zainteresowana. 

– Dlaczego tak myślisz? 
– On właśnie to powiedział. 
– Kiedy? 
–  Kilka  minut  temu.  Był  tutaj.  Ten  cały  eksperyment  ma  nie 

background image

 

 

przewidziane skutki. 

– Wyprowadziłaś go z błędu? 
–  Nie...  Nie  zdążyłam.  –  Jessica  czuła  się  coraz  gorzej.  Za  wszystko 

mogła winić tylko siebie. To ona pozwoliła wciągnąć się do tej idiotycznej 
gry i teraz ponosiła konsekwencje. 

Cathy niespodziewanie ucichła. 
– Ale myślę, że z nim porozmawiasz, prawda? – zapytała powoli. 
– Nie... nie wiem. Chyba tak. 
– To dobrze. Powiedz mu, co czujesz, bo inaczej będzie myślał, że ci na 

nim nie zależy. 

Jessica zamknęła oczy i jęknęła. 
– To nie będzie trudne – zapewniła Cathy. – On za tobą szaleje, Jess. 
Kiedy po paru minutach wyszła, Jessica uświadomiła sobie, że zawsze 

miała w niej oddaną przyjaciółkę – mimo jej skłonności do przedstawień. 

Rozmyślała  nad  radą  Cathy  przez  resztę  weekendu.  W  poniedziałek 

przyszła  do  pracy  wcześnie  i  ze  zdziwieniem  ujrzała,  że  Evan  już  siedzi 
przy biurku. Przywitał ją szerokim uśmiechem. 

– Dzień  dobry,  miła  Jessico.  –  Był  w  świetnym  humorze.  –  Właśnie 

ciebie chciałem zobaczyć. 

Postawiła  torebkę na  biurku  i  weszła  do  jego  gabinetu  z  notatnikiem 

pod pachą, spodziewając się kolejnego czasochłonnego zadania. 

– Siadaj, proszę – wskazał krzesło. – A teraz powiedz mi coś. 
– Chętnie. – Próbowała się domyślić, o co mu chodzi. 
–  Ostatnio  jestem  tutaj  kimś  w  rodzaju  niegrzecznego  chłopca,  nie 

robię tego, co powinienem, i tak dalej. Wiesz o tym, prawda? 

– Ja... ja pracuję tu niedługo – powiedziała, chcąc zyskać na czasie. – I 

nie do mnie należy ocenianie, czy się wywiązujesz ze swoich obowiązków. 

– Jess, naprawdę nie musisz się krępować. 
–  No,  dobrze  –  powiedziała,  niezadowolona,  że  się  znalazła  w  takiej 

sytuacji.  –  Wiem,  że  doznałeś  zawodu,  ale  wszystkich  spotykają  w  życiu 
rozczarowania. Pora, żebyś wziął się w garść. 

Evan roześmiał się. Nie był urażony, przeciwnie – sprawiał wrażenie 

ucieszonego. 

– Jak ja lubię kobiety, które mówią to, co myślą.   
Jessica poczuła odprężenie. 
– Czy to już wszystko? 

background image

 

 

– Nie. – Odchylił się do tyłu, potarł policzek i przyjrzał się jej uważnie. 

– Kiedyś byłaś zakochana we mnie, prawda? 

– Tak. – Zaczerwieniła się. – Dawno. 
–  Masz  rację,  przeżyłem  zawód  –  ciągnął.  –  Czułem  potrzebę 

sprawdzenia  się.  Kiedy  teraz  spoglądam  wstecz,  widzę,  jaki  byłem 
powierzchowny.  Nie  mogę  się  szczycić  moim  postępowaniem  w  ciągu 
ostatnich  miesięcy,  ale  mam  nadzieję,  że  zrehabilituję  się  dzięki  sprawie 
Earla Kressa. 

Jessica  nie  wiedziała,  co  na  to  powiedzieć,  ani  czy  w  ogóle  powinna 

cokolwiek mówić. 

– W niedzielę miałem długą rozmowę z ojcem – dodał. 
– Słyszałam, że zastanawia się nad kandydowaniem do senatu. 
–  Już  się  zdecydował.  Damian  i  ja  włączymy  się  do  jego  kampanii. 

Wniosek  z  naszej  rozmowy  był  prosty.  Mam  sobie  uporządkować  życie  i 
kogoś znaleźć. 

– Nic bardziej słusznego – zgodziła się bez wahania, sądząc, że Evan 

ma na myśli córkę europejskiego dyplomaty. 

– Wspaniale. – Posłał jej zabójczy uśmiech.  – Miałem nadzieję, że tak 

powiesz. 

– Dlaczego? – zdziwiła się. 
– Ponieważ, droga Jessie, postanowiłem poznać cię lepiej. Jesteś bardzo 

miła  i  szalenie  pracowita.  Ojciec  przypomniał  mi,  że  byłaś  we  mnie 
zakochana  przed  paru  laty,  a  ja  mam  nadzieję,  że  uda  mi  się  to 
wykorzystać. 

– Ale... – To nie był chyba odpowiedni moment, by mówić o uczuciu 

do  Damiana.  A  z  drugiej  strony  lepiej  to  zrobić,  zanim  sprawy  znów 
wymkną jej się z rąk. 

–  Nie  muszę  ci  mówić  –  dodał,  nim  zdążyła  się  odezwać  –  jak  to 

wszystko  nadwerężyło  moją  pewność  siebie.  Z  tobą  czuję  się  bezpieczny. 
Szczerze  mówiąc,  nie  wiem,  jak  bym  teraz  dał  sobie  radę  z  jeszcze  jedną 
odmową. 

 

background image

 

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

–  Czy  nie  widujesz  Romildy?  –  zapytała  Jessica,  ogarnięta  nagłym 

przygnębieniem.  Powinna  coś  powiedzieć,  wyjaśnić  wszystko,  ale  Evan 
przyglądał się jej badawczo z niecierpliwym oczekiwaniem, i nie potrafiła 
się na to zdobyć. – Wydaje mi się, że dobrze się z nią bawiłeś na przyjęciu, a 
jej polityczne koneksje mogłyby się przydać w kampanii twojego ojca. 

– Już wróciła do Europy. 
– Aha... 
–  Zrozum  mnie  dobrze.  Romilda  jest  sympatyczna,  ale  mi  nie 

odpowiada  –  wyjaśnił.  –  Ja  chcę  mieć  zwyczajną,  trochę  staroświecką 
dziewczynę,  która  ceni  to  co  ja:  mamę,  dom,  ciasto  z  jabłkami.  Kobietę, 
która wie, co naprawdę się liczy w życiu. Kogoś takiego jak ty, Jessico. 

Ani  przez  chwilę  nie  miała  wątpliwości,  że  słyszy  echo  słów  ojca 

Evana. Może rzeczywiście opisana kobieta byłaby dla niego odpowiednia, 
ale Jessica nią nie była. Właśnie miała dyplomatycznie wytłumaczyć mu, że 
już jest ktoś w jej życiu – nie mówiąc kto – gdy znów się odezwał. 

– Dzisiaj mam jeszcze mnóstwo roboty, ale rodzice prosili, żebym się z 

nimi spotkał, więc myślę, że moglibyśmy zjeść lunch w piątkę. 

– W piątkę? 
– Będzie też Damian. Czy dwunasta ci odpowiada? 
– Świetnie. – Zajął się leżącymi przed nim papierami. 
Poczekała chwilę, potem wstała i wyszła z gabinetu. Blada jak ściana, 

dotarła do biurka i opadła na krzesło. 

– Czy jest tu pan Dryden? – Jessica nie zauważyła wejścia pani Sterling. 
Podniosła oczy i skinęła głową. 
– Ale przecież dopiero dziewiąta. 
– Wiem – mruknęła. 
–  Co  mu  się  stało?  –  Sekretarka  nie  mogła  ukryć  zdziwienia.  – 

Wszystko  jedno,  nie  ma  co  się  zastanawiać.  Ważne,  że  coś  się  zaczyna 
zmieniać.  Już  niewiele  brakowało,  żebym  się  do  niego  zniechęciła.  Bałam 
się, że Damian za bardzo mu popuścił. 

Jessica zdobyła  się  na  niewyraźny uśmiech.  Pani  Sterling  krzątała się 

po  pokoju  z  właściwą  sobie  energią.  Zapach  świeżo  zaparzonej  kawy 
ożywił Jessicę. Pani Sterling napełniła filiżankę i zaniosła Evanowi. Wróciła 

background image

 

 

radośnie uśmiechnięta – widocznie Evan był w dobrym humorze. 

Jessica  siedziała  za  biurkiem  w  odrętwieniu.  Straciła  okazję,  by 

powiedzieć  Evanowi,  że  kocha  Damiana.  Ale  czy  nie  byłoby  nieuczciwie 
wyznać  to  jego  bratu,  jeśli  jemu  samemu  nie  powiedziała  ani  słowa?  Nie 
była też przekonana co do uczuć Damiana. Pozostawało jej tylko polegać na 
opinii Cathy. 

Jej przyjaciółka miała skłonność do teatralnej przesady, do poszerzania 

prawdy,  nadawania  jej  znaczenia,  jakiego  wcale  nie  musiała  mieć.  Jessica 
nie wątpiła, że Damian ją lubi. Ale czy jest w niej zakochany? 

Powinna uzbroić się w cierpliwość i czekać na rozwój wydarzeń. Evan 

postępował zgodnie z wolą ojca, ale nie oznaczało to, że chciałby, aby ich 
związek był czymś więcej niż tylko grą na pokaz. Na pewno nie zabiegał o 
jej względy. Zwłaszcza że był tak mocno związany z ową nie znaną Mary 
Jo. 

 
Przedpołudnie  minęło  im  szybko  na  przygotowaniach  do  sprawy 

Earla  Kressa,  która  miała  się  rozpocząć  następnego  dnia.  Zwróciła  ona 
uwagę  lokalnych  stacji  telewizyjnych,  było  więc  pewne,  że  wzbudzi 
zainteresowanie firmą Drydenów i kandydowaniem ojca Evana do senatu. 
Mogła  mieć  też  wpływ  na  jakość  kształcenia  w  okręgach  szkolnych  w 
całym kraju. 

Na  kwadrans  przed  południem  Evan  wyszedł  z  gabinetu,  posłał 

Jessice ciepły uśmiech i powiedział do sekretarki: 

– Zabieram pani tę śliczną dziewczynę na kilka godzin. 
Pani  Sterling  z  aprobatą  skinęła  głową.  Jessica  wstała  i  sięgnęła  po 

torebkę.  Spodziewała  się,  że  podczas  lunchu  będzie  mogła  choć  przez 
chwilę  porozmawiać  tylko  z  Damianem.  Bardzo  chciała  wszystko  mu 
wytłumaczyć i poprosić o radę. 

Niestety,  ku  jej  rozczarowaniu  okazja  do  takiej  rozmowy  się  nie 

nadarzyła.  Lunch  w  restauracji  hotelu  „Hilton”  był  bardzo  smaczny, 
atmosfera  serdeczna,  wszyscy  sprawiali  wrażenie  zadowolonych.  Damian 
ignorował Jessicę, prawie wcale nie zwracał na nią uwagi. 

Postanowiła spróbować ujawnić swoje uczucia dla starszego z braci. 
– Damian  i  ja  byliśmy  niedawno  na  Cannon  Beach  –  obwieściła 

radośnie,  gdy  konwersacja  przy  stole  na  chwilę  ucichła.  Lois  i  Walter 
wymienili znaczące spojrzenia. 

–  Od  dzisiaj  to  Evan  będzie  cię  tam  zabierał,  prawda?  –  odezwał  się 

background image

 

 

Damian do brata. 

– Szkoda, że nie powiedziałaś nic wcześniej, Jess – podchwycił Evan. – 

Bardzo  lubię  Cannon  Beach.  Będziemy  tam  czasem  chodzić,  dobrze?  Jak 
tylko zakończy się sprawa Earla Kressa. 

– Dobrze  –  zgodziła  się  Jessica  ze  ściśniętym  sercem.  Spojrzała  na 

Damiana,  który  z  apetytem  jadł  sałatkę.  Wszystko  świadczyło  o  tym,  że 
było  mu  obojętne,  z  kim  ona  będzie  się  spotykać.  Najwidoczniej  myśl  o 
Evanie, przytulającym ją w wagoniku diabelskiej kolejki, nie sprawiała mu 
przykrości. Najmniejszej. 

Po  lunchu  przeszli  do  sali  na  piętrze.  Rozpoczęła  się  konferencja 

prasowa. Walter Dryden, w otoczeniu rodziny, ogłosił zamiar ubiegania się 
o fotel senatora. 

Jessica  wmieszała  się  w  tłum  dziennikarzy,  sympatyków  i  członków 

partii politycznej, i z daleka przyglądała się czwórce Drydenów. Stanowili 
wspaniałą  rodzinę,  pełną  wiary  w  amerykańskie  ideały.  Czuła  dla  nich 
podziw i życzyła Walterowi Drydenowi sukcesu. 

Rozbłysły flesze, Jessica wycofała się na koniec sali. Evan nalegał, żeby 

poszła z nimi na konferencję; chyba tylko po to, by przekonać ojca, że wziął 
sobie ich rozmowę do serca. 

Zdawała sobie sprawę, że życie często bywa powikłane, lecz dlaczego 

właśnie ona musiała być narażona na takie frustracje? Była niemal pewna, 
że  to  ojciec  podsunął  Evanowi  pomysł,  by  zaczął  się  z  nią  spotykać. 
Właściwie  trudno  się  temu  dziwić.  Przecież  wszyscy  wiedzieli,  że  kiedyś 
była  w  nim  zakochana.  A  ich  rodziny  są  blisko  zaprzyjaźnione.  To  był 
rozsądny wybór, zwłaszcza że teraz pracowała z Evanem. 

Młodszy z braci Drydenów pragnął poprawić swój wizerunek, pomóc 

ojcu  w  kampanii  wyborczej  i  dowieść,  że  już  otrząsnął  się  z  miłosnej 
porażki. Cóż prostszego, jak przystąpić do tego z kobietą, dla której kiedyś 
był idolem? 

Tyle tylko, że teraz jego miejsce zajął ktoś inny. Jego starszy brat, który 

jednak, powodowany szlachetnością, postanowił się usunąć. 

Po raz pierwszy od wielu miesięcy Evan okazał chęć, by zapomnieć o 

przeszłości  i  żyć  normalnie.  Damian  uważał,  że  była  tego  powodem. 
Dlatego nic nie zrobi, by to się zmieniło – nawet jeśli sam ją kocha. 

Przez następny tydzień nazwisko Dryden pojawiało się codziennie we 

wszystkich  środkach  masowego  przekazu.  Stacje  radiowe  i  telewizyjne 

background image

 

 

relacjonowały  rozprawę  na  bieżąco,  a  popołudniówki  zamieszczały 
sprawozdania z sali sądowej. Tam właśnie Jessica spotkała po raz pierwszy 
Earla  Kressa,  który  zrobił  na  niej  dobre  wrażenie  swą  szczerością.  Młody 
człowiek  nie  dążył  do  uzyskania  wysokiego  odszkodowania;  jego  celem 
były  zmiany  w  systemie  szkolnym,  pomocne  dla  innych  sportowców. 
Dzięki staraniom Evana, Earl miał prywatnego nauczyciela. Spodziewał się, 
że za rok wróci do college'u. 

Ława  przysięgłych  zebrała  się  w  piątek.  Na  wynik  rozprawy  Jessica 

wolała czekać w biurze. Mimo pewności co do wygranej Earla, oczekiwanie 
na werdykt było udręką. 

W  biurze  był  hałas,  jak  zwykle  po  południu.  Szumiały  komputery, 

telefaksy  i  fotokopiarki,  gońcy  biegali  z  pokoju  do  pokoju.  Panowała 
atmosfera oczekiwania. 

Jessica  podeszła  do  biurka,  zsunęła  z  nóg  pantofelki  i  zaczęła 

przebierać  obolałymi  palcami.  Bolały  ją  mięśnie,  czuła  się  psychicznie 
wyczerpana.  To  był  bardzo  pracowity  tydzień.  Miała  zamiar  od  razu  po 
powrocie  do  domu  zrobić  sobie  gorącą  kąpiel,  trochę  poczytać  dobrą 
książkę, a potem spać aż do południa następnego dnia. 

Pani Sterling wyszła po coś do miasta, a Jessica właśnie z ulgą osunęła 

się  na  krzesło,  gdy  do  biura  wszedł  Damian.  Zatrzymał  się  gwałtownie, 
zobaczywszy, że jest sama. 

Jessica zamarła. 
– Dzień dobry, Jessico – powiedział sztywno. 
– Dzień dobry – wykrztusiła. 
–  Gdzie  jest  pani  Sterling?  –  zapytał,  odzyskawszy  równowagę.  Był 

ożywiony,  lecz  poważny,  jakby  nigdy  nie  trzymał  jej  w  ramionach,  jakby 
nigdy nie była dla niego niczym więcej niż tylko znajomą, w dodatku mało 
ważną. 

– Wyszła w jakiejś sprawie – odparła, a po chwili dodała: – Przysięgli 

jeszcze obradują. 

– Domyślam się. – Podszedł do biurka pani Sterling i położył na nim 

stos dokumentów. 

–  Czy  byłeś  ostatnio  we  włoskiej  restauracji?  –  zapytała,  pragnąc  za 

wszelką  cenę  podtrzymać  rozmowę.  Bardzo  chciała  przypomnieć  mu 
razem spędzone chwile i wytłumaczyć, co stało się potem. Pragnęła, żeby 
zrozumiał, co te chwile dla niej znaczyły, i że ma nadzieję, iż dla niego też 
są ważne. Żeby zdał sobie sprawę, jak bardzo za nim tęskni. 

background image

 

 

– Ostatnio nie jadam na mieście. – Odwrócił się nagle i szybko wyszedł 

z pokoju. 

Obrażona  i  zła,  Jessica  miała  ochotę  krzyknąć,  żeby  wrócił.  Ale 

wiedziała, że to by nic nie pomogło. Bez namysłu i chyba bez żalu wyłączył 
ją ze swego życia. 

Godzinę  później  wpadł  do  biura  Evan.  Zatrzymał  się  w  progu, 

odrzucił głowę do tyłu i wydał ogłuszający okrzyk. 

– Udało się! 
Wstała,  żeby  mu  pogratulować,  a  on  podbiegł,  uniósł  ją  do  góry  i 

zawirował z nią po pokoju. 

– Wygraliśmy! – krzyknął. 
- Evan! – śmiała się, obejmując go za ramiona. Wirował tak szybko, że 

poczuła zawrót głowy. 

Jego  triumfalne  okrzyki  zwróciły  uwagę  obecnych  w  biurze,  lecz  ani 

myślał  puścić  Jessicę.  Postawił  ją  ostrożnie,  objął  ramieniem  i  przyciągnął 
do siebie. Wszyscy z entuzjazmem składali mu gratulacje. 

– To  byłoby  niemożliwe  bez  Jessiki  –  oświadczył.  –  I  bez  Damiana  – 

dodał,  wyciągając  ku  niemu  wolną  rękę.  –  Trudno  sobie  wyobrazić 
lepszego brata. 

Jessica  patrzyła  na  Damiana,  on  spojrzał  w  jej  kierunku  – 

przypuszczała,  że  przypadkiem  –  i  ich  oczy  się  spotkały.  Już  nie  był  taki 
nieprzystępny, a jego twarz wyrażała tak intensywne uczucia, że nie mogła 
oderwać od niego wzroku. Były to duma, lojalność i oddanie. Widać było, 
że  nie  zrobiłby  niczego,  co  mogłoby  zranić  brata,  nawet  gdyby  musiał 
poświęcić własne szczęście. 

Łzy  napłynęły  jej  do  oczu.  Jak  przez  mgłę  widziała  otaczające  ją 

twarze,  lecz  zmusiła  się  do  uśmiechu.  Starała  się  wyglądać  tak,  jakby  to 
była  najszczęśliwsza  chwila  w  jej  życiu,  choć  naprawdę  nigdy  nie  była 
bardziej przygnębiona. 

Evan  uparł  się,  że  wieczorem  zabierze  ją  na  uroczystą  kolację  dla 

uczczenia zwycięstwa. Wybrał restaurację znaną z doskonałego jedzenia i 
świetnej  obsługi.  Gdy  usiedli  przy  stole,  Jessica  zorientowała  się,  że 
zazdroszczą  jej  wszystkie  kobiety  wokół.  Evan  nigdy  nie  był  bardziej 
przystojny i pełen uroku. 

Kiedy wyszli z restauracji i czekali, aż podjedzie taksówka, zatrzymał 

ich fotograf z agencji prasowej i zrobił zdjęcie. Jessica zaprotestowała, lecz 
Evan powiedział, że to cena sławy i powinna się uśmiechnąć. 

background image

 

 

Następnego  dnia  obudził  ją  wcześnie  rano  telefon  od  matki,  choć 

zamierzała  wstać  dopiero  w  południe.  Czuła  się  strasznie  przygnębiona  i 
sen był dla niej ratunkiem. 

– Widziałaś? – zapytała Joyce Kellerman podekscytowanym głosem. – 

Już  zadzwoniłam  do  redakcji  i  zrobią  odbitki  dla  mnie  i  dla  Lois.  Oboje 
wyglądacie świetnie. 

– Czy co widziałam, mamo? – odezwała się zaspanym głosem Jessica. 
–  Zdjęcie  w  gazecie,  kochanie.  Twoje  i  Evana.  Z  miłym  podpisem.  A 

może nie wiesz, że w czwartek twoje nazwisko było wymienione w kronice 
towarzyskiej, w związku z Evanem. Och, kochanie, tak się cieszę. 

–  O  Boże  –  wyszeptała  Jessica.  –  Już  sobie  przypomniałam.  Wczoraj 

wieczorem zaczepił nas fotograf. 

–  Wiem,  właśnie  o  tym  mówię.  Zdjęcie  jest  w  porannym  wydaniu. 

Oboje  z  ojcem  jesteśmy  wzruszeni,  o  Lois  i  Walterze  nawet  nie 
wspominam. Jessice daleko było do wzruszenia. 

– To tylko zdjęcie, mamo. 
–  To  coś  więcej,  Jessico.  To  marzenie,  które  się  ziszcza,  twoje  i  moje 

także.  Twoje  uczucie  do  Evana  zawsze  było  tak  silne  i  nareszcie,  po  tylu 
latach, on je odwzajemnia. 

– Mamo, ty nic nie rozumiesz. Ja i Evan... 
–  Nie  wyobrażasz  sobie,  jak  się  cieszymy...  Lois  i  ja.  Zdajemy  sobie 

sprawę, że jest jeszcze dużo za wcześnie na plany związane ze ślubem, ale 
przyjaciółki  przepadają  za  tym,  kiedy  ich  dzieci  są  sobą  zainteresowane. 
Jesteś  naszą  jedyną  córką  i  już  teraz  mogę  powiedzieć,  że  to  będzie  ślub 
roku. Twojemu ojcu i mnie bardzo na tym zależy.  – Przerwała na chwilę, 
żeby  nabrać  oddechu,  i  ciągnęła  dalej.  –  Bylibyśmy  bardzo  zadowoleni, 
gdybyście się zdecydowali na ślub jesienią. Lois jest moją przyjaciółką od 
tylu lat, i pomyśleć, że kiedyś będziemy miały wspólne wnuki! 

Jessica tarła oczy, starając się powstrzymać płacz. 
– Mamo... 
– Naturalnie nie chcę wywierać na ciebie nacisku. 
– Wiem, że nie chcesz. 
– To dobrze. Przepraszam, że cię obudziłam, kochanie. Powinnam była 

się  domyślić,  że  jesteś  zmęczona  tym  pracowitym  tygodniem.  Spij  sobie 
dalej. Porozmawiamy później. 

O  śnie  nie  było  już  mowy.  Jessica  powędrowała  boso  do  kuchni, 

zaparzyła  kawę,  wlała  ją  do  kubka  i  obejmując  go  dłońmi  usiadła  na 

background image

 

 

kuchennym stole. 

Oparła  stopy  na  krawędzi  krzesła,  kolana  podciągnęła  pod  brodę  i 

czekała, aż kawa wystygnie na tyle, że będzie mogła wypić pierwszy łyk. 
Kawa  niewiele  poprawiła  jej  nastrój,  który  stawał  się  coraz  gorszy,  gdy 
zastanawiała się, co robić dalej. 

Czuła  się  jak  w  pułapce,  skrępowana  tym,  co  wszyscy  uznali  za 

najlepsze,  przekonani,  że  ona  tego  chce.  A  Jessica  kochała  przecież 
Damiana, nie Evana. 

Podskoczyła, gdy nagle zadzwonił telefon, i oblała sobie dłonie kawą. 
– Halo – mruknęła do słuchawki. 
– Co się dzieje, do diabła? – W głosie Cathy brzmiało oburzenie. 
–  Przepraszam!  –  Jeszcze  tylko  tego  brakowało,  by  naraziła  się  swej 

najlepszej przyjaciółce. 

–  Biorę  rano  gazetę  do  ręki,  a  tu  wita  mnie  twoja  buźka,  cała  w 

promiennym uśmiechu. 

– No, właśnie... 
– Tylko że coś tu się nie zgadza. Jesteś nie z tym bratem, co trzeba. Czy 

byłabyś łaskawa to wytłumaczyć? 

– Nie. 
– Czemu nie?   
Jessica westchnęła. 
– To długa historia. 
– To ją streść.   
Westchnęła jeszcze raz. 
– Evan postanowił wydobyć się z depresji... 
– W samą porę, jak myślisz? 
– Tak, oczywiście, ale nie robi tego dla siebie. Jego ojciec ubiega się o 

stanowisko  senatora,  więc  Evan  stara  się  być  uśmiechnięty  i  mieć  za-
dowoloną minę. 

– Dzięki spotkaniom z tobą. 
– Na to wygląda. 
–  Wiem  wszystko  o  jego  ojcu.  Nazwisko  Walter  Dryden  było  przez 

cały  tydzień  na  pierwszych  stronach  gazet,  obok  Evana  i  Earla  Kressa  – 
powiedziała  Cathy  niecierpliwie.  –  Wytłumacz  mi  lepiej,  dlaczego  byłaś 
tam z Evanem, a nie z Damianem. 

Jessica nie potrafiła wyjaśnić tego w prosty sposób. To było najbardziej 

skomplikowane niepowodzenie w jej życiu. 

background image

 

 

–  Nie  miałaś  racji,  Cath  –  odezwała  się  nieszczęśliwym  głosem.  – 

Damian  wcale  nie  jest  mną  tak  zainteresowany,  jak  myślałaś.  Inaczej  już 
dawno coś by powiedział. 

– Co miałby powiedzieć? – jęknęła Cathy. 
–  Że  mu  na  mnie  zależy  –  wyszeptała.  Czuła  się  tak,  jakby  była  po 

pachy zanurzona w grzęzawisku, bez szans na wydostanie się. 

–  No  dobrze.  Widzę,  że  nie  ma  mowy,  żeby  ci  się  udało  skrócić  tę 

smętną historię. Zacznij od początku i staraj się opowiedzieć wszystko. 

Cathy  uważnie  wysłuchała  sprawozdania  z  minionego  tygodnia,  o 

wszystkim,  co  się  wydarzyło  po  rozmowie  Jessiki  i  Evana  w 
poniedziałkowy  ranek.  Gdy  Jessica  skończyła,  w  słuchawce 
niespodziewanie długo panowała cisza. 

– Teraz już rozumiem  – odezwała się wreszcie Cathy,  bynajmniej nie 

wesołym  głosem.  –  Damian  jest  między  młotem  a  kowadłem.  Szaleje  za 
tobą, Jess. Wiem to od czasu naszego wspólnego lunchu. 

–  Widać  jeszcze  za  mało.  –  Myśl  o  tym  była  tak  bolesna,  że  Jessica 

zamknęła oczy. 

–  Mylisz  się.  Damian  ma  tak  silne  poczucie  więzi  rodzinnej  i 

obowiązku,  że  gotów  jest  poświęcić  własne  szczęście.  Nie  o  to  chodzi,  że 
kocha  cię  za  mało,  moja  droga.  Chodzi  o  to,  że  kocha  cię,  i  Evana,  za 
bardzo. 

–  Jeśli  tak,  to  dlaczego  chętnie  skoczyłabym  z  mostu?  Moja  matka  i 

Lois Dryden już rozmawiają o ślubie i wnukach. 

Cathy puściła to mimo uszu. 
– Jak często spotykasz Evana? – spytała. 
– Codziennie. Nie pamiętasz, że pracujemy razem? 
– Chodzi mi o spotkania we dwoje. 
To  nie  było  uczciwe  pytanie.  W  związku  z  rozprawą  byli  razem 

każdego  wieczoru,  nie  tylko  każdego  dnia.  W  czasie  lunchów  i  kolacji 
omawiali  szczegóły,  dyskutowali  nad  strategią.  To  były  służbowe 
spotkania, nic więcej. 

– Widujemy się często – odparła, i wyjaśniła, co to znaczy. 
– Rozumiem. I co teraz sądzisz o Evanie? 
–  Cieszę  się,  że  próbuje  uporządkować  swoje  życie.  Ale  nie  jest  we 

mnie zakochany ani nie stara się tego udawać. 

–  W  takim  razie,  dlaczego  nic  nie  powiedziałaś  Damianowi?  Nie 

wyjaśniłaś? 

background image

 

 

– Nie mogłam – odpowiedziała z goryczą, bo sama myślała dziesiątki 

razy, żeby to zrobić. – Oboje byliśmy bardzo zaabsorbowani sprawą Earla 
Kressa,  więc  to  nie  byłby  dobry  moment.  Może  bym  coś  powiedziała  w 
czasie ostatniej kolacji, gdyby Damian choć trochę dodał mi odwagi, ale nie 
zrobił tego. Nic na to nie poradzę, ale myślę, że mylisz się co do nas. 

–  O  tym  już  nie  będziemy  dyskutować  –  przerwała  jej  Cathy  głosem 

pełnym zniecierpliwienia. 

–  Wiem,  że  Evan  spotyka  się  ze  mną  na  pokaz.  Nie  byłabym 

zdziwiona, gdyby to on zamówił tego fotografa. To do niego podobne. 

– Czy się nie boisz, że się w tobie zakocha? 
–  Nie.  Jego  serce  zostało  tak  zranione,  że  dużo  czasu  upłynie,  nim 

znów odważy się kochać. 

–  Pilnuj  się,  Jess  –  powiedziała  Cathy  niespodziewanie  łagodnym 

tonem.  –  On  jest  teraz  wrażliwszy  niż  zwykle  i  łatwo  może  się  w  tobie 
rozkochać. A to byłaby katastrofa. 

Jessica  niepokoiła  się  tym  już  wcześniej  i  poczuła  wielką  ulgę,  gdy 

okazało się, że ich związek jest czysto platoniczny. 

– Widzę, że nie brak ci wesołych pomysłów – odparła. 
– Kiedy się z nim spotkasz? – Cathy pominęła jej uwagę milczeniem. 
–  Jutro  po  południu.  Zabiera  mnie  na  piknik,  gdzie  będą  zbierane 

pieniądze na fundusz wyborczy jego ojca. – Nie miała na to ochoty. Gdyby 
nie chęć spotkania Damiana, znalazłaby wymówkę, żeby się wycofać. 

– Baw się dobrze. 
–  Dziękuję  –  odpowiedziała,  choć  była  przekonana,  że  to  wcale  nie 

będzie zabawne. 

Odłożyła  słuchawkę  i  poszła  do  łazienki.  Stanęła  pod  prysznicem  i 

poddała się kłującym strumyczkom wody. Kiedy skończyła, czuła się lepiej 
– i wiedziała, co zrobi. 

Następnego  dnia  Evan  przyjechał  wcześnie.  Gdy  zobaczył  Jessicę  w 

wesołej letniej sukience i białym żakiecie, oczy mu zabłysły. 

– Nie mogę wyjść z podziwu, wyrosłaś na piękną dziewczynę.  – Miał 

świetny humor. 

– A ty zawsze byłeś niepoprawnym komplemen–ciarzem – próbowała 

mu dokuczyć. 

Sportowy  samochód  Evana  stał  pod  domem.  Otworzył  przed  nią 

drzwi i pomógł wsiąść. Droga do Szepczących Wierzb, gdzie odbywał się 

background image

 

 

piknik,  minęła  im  na  uprzejmej  wymianie  zdań.  Cała  posiadłość  została 
udekorowana transparentami i flagami, była też mała trybuna i orkiestra. 

Postanowiła,  że  znajdzie  okazję  do  rozmowy  z  Damianem,  aby 

wyjawić  mu  swoje  uczucia.  Nie  może  przecież  bezustannie  mnie  unikać, 
pomyślała. 

Rodzice Jessiki byli  tam  już wcześniej.  Teraz wręczali  nadchodzącym 

gościom małe amerykańskie flagi. Przed trybuną, z której miał przemówić 
Walter Dryden, stały rzędy składanych krzeseł. 

Wszyscy  byli  czymś  zajęci.  Jessica  pomagała,  rozglądając  się  za 

Damianem. 

Właśnie nakładała na talerz sałatkę ziemniaczaną, gdy go zobaczyła. Z 

kimś rozmawiał i przypadkowo spojrzał w jej kierunku. Ich oczy spotkały 
się  na  ułamek  sekundy,  a  potem  szybko  odwrócił  wzrok.  Sprawiło  jej  to 
ból. 

Kiedy  jedzenie  zostało  już  podane,  podszedł  do  niej  Walter  Dryden. 

Był to mężczyzna wysoki i silny, o równie silnym charakterze. Uścisnął ją i 
podziękował za pomoc. 

–  Wyrosłaś  na  piękną  młodą  kobietę,  Jessico.  –  Głębokim  głosem 

powtórzył to, co wcześniej usłyszała od Evana. 

– Dziękuję. Jeszcze nie miałam okazji, żeby powiedzieć, jak się cieszę, 

że zdecydował się pan kandydować do senatu. 

–  Żałuję,  że  nie  rozpocząłem  kampanii  dużo  wcześniej.  Muszę  to 

nadrobić przez najbliższe miesiące i czeka mnie w związku z tym mnóstwo 
ciężkiej pracy. 

–  Ten  stan  potrzebuje  właśnie  kogoś  takiego  jak  pan  –  powiedziała 

Jessica szczerze. 

– Twoje zaufanie bardzo mnie cieszy. – Szli powoli obok siebie. – A ja 

ostatnio dużo myślałem o tym, że jesteś właśnie taką kobietą, jakiej potrze-
buje mój syn. 

– Słucham? 
– Myślę o tobie i Evanie. 
Nie  wiedziała,  co  powiedzieć.  Powinna  od  razu  wyjaśnić,  że  kocha 

Damiana,  ale  gardło  miała  ściśnięte,  a  język  jakby  jej  przyrósł  do 
podniebienia. 

– Jesteś mu potrzebna – powtórzył Walter Dryden. 
– On już wraca do siebie, proszę pana. Myślę, że nie powinien się pan 

niepokoić. 

background image

 

 

– Lois i ja uważamy, że dzięki tobie. 
– Jestem pewna, że to nieprawda. – Zaczynała wpadać w popłoch. 
– Nic  podobnego.  Musisz  się  nauczyć  przyjmowania  pochwał,  młoda 

damo.  To  ci  się  później  przyda  w  życiu.  I  Evanowi  też,  jeśli  już  o  tym 
mowa.  –  Przerwał  i  zamyślił  się  na  chwilę.  –  Sądzę,  że  mój  syn  też  się 
kiedyś  zajmie  polityką.  To  urodzony  polityk,  ale  trzeba  jeszcze  kilku  lat, 
żeby nabrał doświadczenia. Muszę się gryźć w język, żeby zbytnio na niego 
nie  wpływać.  Lois  nigdy  by  mi  nie  wybaczyła,  gdybym  go  popchnął  do 
czegoś, czego sam nie chce. 

Jessica miała nadzieję, że Walter Dryden podobnie myśli o nakłanianiu 

Evana do nie chcianego związku z kobietą. 

–  Odeszliśmy  od  tematu  –  powiedział.  –  Chcę  ci  podziękować,  moja 

droga. Za to, że pomogłaś Evanowi. 

– Ależ ja mu w niczym nie pomogłam. 
– Mylisz się. W ciągu kilku tygodni mój syn dzięki tobie zmienił się nie 

do poznania. Jak to dobrze, że Damian cię zatrudnił. Sam nie wpadłbym na 
lepszy pomysł. 

– Mam Damianowi dużo do zawdzięczenia – powiedziała tak cicho, że 

nie była pewna, czy ją usłyszał. 

– A, tu jesteście – odezwał się zza ich pleców Evan. – Czyżby własny 

ojciec podrywał moją dziewczynę? 

– Nie  ma  obawy,  synu  –  zaśmiał  się  Walter  Dryden.  –  Nacieszcie  się 

teraz  sobą.  Pracowaliście  przez  całe  popołudnie,  więc  zróbcie  sobie 
przerwę, wymknijcie się stąd i bawcie się dobrze. 

– Ale pana przemówienie... – zaprotestowała Jessica. 
– To nieważne. Możesz mnie usłyszeć każdego dnia. Idźcie już sobie. 
Evan  wziął  ją  za  rękę  i,  omijając  trybunę,  poszli  w  kierunku  kępy 

wierzb  płaczących.  Jessica  zauważyła,  że  nastrój  Evana  nieco  się  zmienił. 
Wyglądał na zakłopotanego. Czekała, aż sam coś powie. 

– Czy chcesz porozmawiać ze mną trochę? – zapytał po chwili. 
–  Bardzo  chętnie.  –  Jej  serce  wezbrało  poczuciem  ulgi.  Właśnie  tego 

potrzebowali – szczerej rozmowy. 

Przystanęła  i  oparła  się  o  pień  drzewa.  Byli  tu  prawie  ukryci  przed 

ludzkim wzrokiem. 

– Nie czuję, żebyśmy byli ze sobą związani, Jessico. 
–  Wiem.  –  Pomyślała  o  matce,  o  tym,  co  mówiła  na  temat  ślubu  i 

wnuków.  Przypomniała  sobie  rozmowę  z  ojcem  Evana  przed  paroma 

background image

 

 

minutami. To wszystko zaszło za daleko. 

–  Już  od  tygodnia  chcę  z  tobą  porozmawiać,  ale  to  były  takie 

gorączkowe dni; sprawa Earla Kressa, zgłoszenie kandydatury ojca. 

– To był wyjątkowy tydzień – zgodziła się Jessica. 
– Gazeta napisała o nas obojgu. 
–  Twoje  nazwisko  często  pojawia  się  w  gazetach.  –  Nie  na  darmo 

pochodził z jednej z najsłynniejszych bostońskich rodzin. 

Evan roześmiał się. 
– To prawda. – Ujął jej rękę w dłonie. – Chciałbym, żeby skończyły się 

te  wszystkie  domysły  na  nasz  temat.  Jestem  gotów  związać  się  z  jedną 
kobietą. 

Serce w niej zamarło. Jeśli zaproponuje jej małżeństwo, nie wytrzyma i 

wybuchnie płaczem. Wszyscy się sprzysięgli przeciwko niej, nawet rodzice. 

–  Ja...  ja  cię  zawsze  lubiłam,  Evanie,  ale  myślę,  że  powinieneś 
wiedzieć... 
– „Lubić” to zbyt zwyczajne słowo – przerwał jej, marszcząc brwi. 
Nie chciała deptać jego i tak poranionego ja. 
– Wiem, ale... 
–  Czy  zdajesz  sobie  sprawę,  że  nawet  się  nie  pocałowaliśmy?  – 

Uśmiechnął się, patrząc na nią oczami iskrzącymi się chłopięcym zapałem. 
– Zaraz to naprawimy, moja miła Jessico. – Ujął jej twarz w dłonie i, zanim 
zdążyła zaprotestować, dotknął ustami jej ust. 

To  był  delikatny  pocałunek,  i  nienatarczywy.  Jessica  nie  czuła  nic 

prócz  coraz  większej  ochoty  do  płaczu.  Jak  zresztą  mogłaby  czuć 
cokolwiek, skoro tak jej zależało na Damianie? Skoro kochała Damiana? 

Evan  podniósł  głowę  i  spojrzał  na  nią  ciemnymi  oczami,  z  których 

teraz nic nie mogła wyczytać. Przyglądał jej się przez chwilę. 

– Nie będę nalegał, Jessico. Nie musimy się spieszyć. – Odsunął loczek 

z jej policzka i pocałował ją. Wargi miał wilgotne i ciepłe. 

W  tym  momencie  Jessica  zobaczyła  Damiana.  Stał  wśród  tłumu 

słuchających przemówienia Waltera Drydena. Jego oczy były utkwione w 
Jessicę  i  Evana.  Kiedy  dostrzegł,  że  go  zauważyła,  odwrócił  się  i  odszedł 
szybkim krokiem. 

Przez chwilę Jessica zastanawiała się, czy za nim nie pobiec, lecz Evan 

objął ją władczo i poprowadził w kierunku trybuny. 

Już było za późno. 
 

background image

 

 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

– No i co? – zapytała Cathy bez słowa przywitania, stojąc w niedzielny 

wieczór  na  progu mieszkania  przyjaciółki.  Zsunęła  z  ramion  plecak i  nie-
dbale rzuciła go w kąt przedpokoju. – Jak się udał piknik? 

–  To  był  polityczny  sukces.  Słyszałam,  że  fundusz  wyborczy  pana 

Drydena  bardzo  się  powiększył.  –  Wiedziała,  że  nie  to  interesuje  Cathy, 
lecz temat Evana i Damiana stał się zbyt bolesny, żeby chciała o nim choćby 
myśleć. 

Cathy znała ją za dobrze, by nie rozpoznać niepokojących objawów. 
– Siadaj  –  wydała  polecenie,  wskazując  miękki  fotel,  najulubieńsze 

miejsce Jessiki w całym mieszkaniu. Cathy potrafiła zachowywać się wręcz 
po dyktatorsku, jeśli tylko była czegoś pewna; najwidoczniej teraz była. 

Jessica  potulnie  posłuchała.  Brak  jej  było  siły  woli,  by  się  sprzeciwić. 

Usadowiła się w fotelu i czekała, a Cathy nerwowo przemierzała pokój. 

– Trochę zastanawiałam się nad tą sprawą – zaczęła. 
– To widać – odparła Jessica, próbując się domyślić, co też tym razem 

wykoncypowała jej rozgorączkowana przyjaciółka. 

– Chcę, żebyś zaczęła kuleć – zakomunikowała takim tonem, jakby to 

był pomysł godny geniusza. 

– Chyba żartujesz? 
–  Mówię  najpoważniej  w  świecie.  Ale  chcę,  żebyś  kulała  tylko  w 

obecności Damiana, nie przy Evanie. 

Jessica potrząsnęła głową, jakby to miało poprawić jej słuch. 
–  A  w  jakim,  do  licha,  celu  miałabym  robić  coś  tak  idiotycznego,  jak 

udawanie kulawej? 

– Tylko pamiętaj, żebyś utykała na tę samą nogę. – Cathy zignorowała 

pytanie  Jessiki.  –  Najlepiej  zrób  znak  na  czubku  buta,  wtedy  się  nie 
pogubisz. 

Jessica podniosła ręce do góry. 
–  Cathy,  czy  ty  aby  na  pewno  dobrze  się  czujesz?  To  najbardziej 

zwariowany z twoich dotychczasowych pomysłów. 

–  Zaufaj  mi  –  powiedziała  Cathy  z  niecierpliwością.  –  Pracuję  w 

teatrze, więc wiem, co robię. 

– Twoja pewność siebie wcale mnie nie przekonuje. 

background image

 

 

– Powinna. Znam się na tym. 
– Czy nie będę zbyt wymagająca, jeśli poproszę, żebyś mi wyjaśniła, co 

się kryje za twoim nowym planem? 

–  Ani  trochę.  –  Cathy  lekkim  krokiem  podeszła  do  sofy,  usiadła  i 

założyła nogę na nogę. – Współczucie. Chcę, żeby Damian myślał, że coś ci 
się stało: skręcona kostka, zwichnięte kolano, coś z tych rzeczy. Jeśli kocha 
cię  choć  w  połowie  tak  mocno,  jak  przypuszczam,  to  nie  będzie  mógł 
pozostać  obojętny.  Pospieszy  z  pomocą,  a  kiedy  tylko  cię  dotknie,  nie 
będzie  w  stanie  ukryć  swoich  uczuć.  –  Nagle  przerwała.  –  Ale  pilnuj  się. 
Musisz być przygotowana... 

– Na co? 
– On może być na ciebie po prostu wściekły. Złość u mężczyzny to coś 

znacznie bardziej skomplikowanego niż u nas, kobiet. Będzie myślał, że nie 
dbasz  o  siebie,  i  będzie  się  poczuwał  do  odpowiedzialności  za  to.  Z 
mężczyznami tak bywa. Może nawet dojść do wniosku, że to wina Evana. 
Weź to wszystko pod uwagę. 

– Pewnie, że Damian będzie zły! – wykrzyknęła Jessica. – Będzie miał 

pełne  prawo,  by  się  wściec,  kiedy  odkryje,  że  udaję,  aby  wywołać w  nim 
współczucie. 

– Nie może o tym wiedzieć – stwierdziła po prostu Cathy. 
– Słuchaj – Jessica głęboko westchnęła – doceniam twoją pomysłowość, 

naprawdę, ale nie potrafię udawać. Damian od razu by się zorientował. Nie 
jestem  tak  dobrą  aktorką  jak  ty,  więc  przejrzałby  mój  podstęp  w  jednej 
chwili. Zapominasz, że jest doświadczonym adwokatem. 

Cathy zmarszczyła brwi, przygryzła dolną wargę i zamyśliła się. 
– Zgoda – powiedziała po minucie. – Nie myśl już o skręconej nodze. 

Jedyne,  co  mogę  ci  zaproponować,  to  całkowita  szczerość.  Nie  masz 
pojęcia, jak to czasem dobrze działa. Może teraz właśnie tak będzie. 

– Tak się składa, że zgadzam się z tobą w zupełności. Ta cała sytuacja 

stała  się  bezsensowna.  Ani  trochę  nie  umiem  grać.  Chciałabym  pomóc 
Evanowi, lecz nie kosztem mojego dobrego samopoczucia. 

– Co zamierzasz powiedzieć Damianowi? 
– Jeszcze nie wiem. – Myśl o tym przygnębiła ją. – Najbardziej się boję, 

że Damian uśmiechnie się czule i powie, że moje wyznanie mu pochlebia i 
że czuje się zaszczycony... 

– A jego głos będzie pełen smutku – dokończyła Cathy, demonstrując 

właściwą sobie skłonność do dramatyzowania. 

background image

 

 

– Właśnie. Potem westchnie i doda, że niestety nie może odwzajemnić 

moich uczuć. 

– To do niego podobne – zgodziła się Cathy. 
– Oczywiście będzie łgał jak najęty... przez wzgląd na brata. Po prostu 

go nie słuchaj. Uwierz mi, Jess, on cię kocha. 

Jessica  całym  sercem  pragnęła,  żeby  to  była  prawda.  Spojrzała  na 

przyjaciółkę,  uświadomiła  sobie,  jak  bardzo  ceni  jej  wsparcie,  i  podniosła 
kciuki w geście uznania. Cathy roześmiała się i zrobiła to samo. 

 
Evan  był  już  w  swoim  gabinecie,  kiedy  Jessica  weszła  do  biura  w 

poniedziałek rano. 

– Dzień dobry – zawołał wesoło. – Cieszę się, że już jesteś. 
– Czy chcesz, żebym zaparzyła kawę? – zapytała. Spojrzała na ekspres 

i zauważyła, że Evan już to zrobił. 

Wyszedł z gabinetu z kubkiem w ręku i przysiadł na rogu jej biurka. 

Patrzył na nią iskrzącymi się oczami. 

– Czy jesteś wypoczęta i gotowa stawić czoło światu? 
Jessica  uśmiechnęła  się.  Tego  nie  mogłaby  powiedzieć  nawet  w 

najlepszy z poniedziałkowych poranków. 

– Niezupełnie. Zapytaj mnie o to w środę albo w czwartek. 
– W takim razie może to poprawi ci humor – powiedział. Podał jej dwa 

bilety,  które  wyjął  z  kieszeni  marynarki.  –  Dwa  miejsca  w  loży  na  mecz 
drużyny Red Sox dziś wieczorem. 

– Moja ulubiona drużyna! – wykrzyknęła. 
– To właśnie powiedziała mi twoja mama. Przygotuj się, moja śliczna 

Jessico. Zaplanowałem sobie, że cię usidlę. 

Spojrzała  na  niego  badawczo.  Tego  ranka  obudziła  się  z 

postanowieniem, że raz na zawsze wyjaśni wszystko między sobą i braćmi 
Drydenami,  a  tu  Evan  krzyżuje  jej  szyki.  Na  domiar  złego,  wspomagany 
przez matkę. 

– Evanie, musimy porozmawiać – powiedziała, nie patrząc mu w oczy. 

Przez  całą  drogę  do  biura  powtarzała  w  myślach  to,  co  zamierzała  mu 
oznajmić. 

–  Teraz  nie  mogę,  Jess.  Przepraszam.  Zaraz  muszę  być  w  sądzie  w 

związku ze sprawą Portera. Ale nie martw się, później będzie dużo czasu 
na rozmowę. Przyjadę po ciebie o wpół do siódmej, dobrze? 

– Dobrze. – Zmusiła się do uśmiechu. 

background image

 

 

 
Kiedy  Evan zjawił się wieczorem, była  już zdecydowana  –  po  meczu 

powie mu, co jej leży na sercu. 

Mieli  bardzo  dobre  miejsca,  wszystko  widzieli  doskonale.  Jedli 

parujące hot–dogi i słone orzeszki, pili piwo z kufli. Evan już dawno nie był 
w tak dobrym nastroju. Dopingował swoją drużynę, krzyczał na sędziego. 
Kiedy Red Sox uzyskali przewagę, przeraźliwie zagwizdał. 

W  pewnej  chwili  wziął  ją  za  rękę  i  ścisnął  jej  drobne  palce.  Zawsze 

lubiła Evana i nie potrafiła dłużej się na niego złościć. Na tym polegał jego 
czar.  To  było  to,  o  czym  mówił  jego  ojciec  na  pikniku.  Evan  miał  dar 
zjednywania  sobie  ludzi,  był  urodzonym  liderem.  Zawsze  był  mile 
widziany,  podziwiany,  szanowany.  W  trudnych  sytuacjach  u  niego 
szukano rozwiązania. 

Nagle  wyczuła  w  nim  zmianę.  Puścił  je  dłoń  i  zamarł  w  bezruchu. 

Wydawało się, że nie oddycha. 

– Evan? 
Próbował się uśmiechnąć. W tym momencie trybuny ryknęły, a kibice 

wstali z miejsc, lecz Jessica nie wiedziała, co się dzieje na boisku. Patrzyła 
na Evana. 

– Co ci jest? – zapytała, kiedy okrzyki ucichły. 
–  Nic.  –  Próbował  przekonać  ją  o  tym  uśmiechem,  lecz  mu  się  nie 
udało. Na pewno zdarzyło się coś złego; musiała się dowiedzieć, co. 
– Chodź – powiedziała, i wstała, nie czekając na niego. – Idziemy. 
– Jessico, nie trzeba, nic mi nie jest. 
–  To  nieprawda  i  nawet  nie  próbuj  mnie  przekonywać,  że  nie  mam 

racji. 

– Nic się nie stało – powtórzył. 
Nie zwracając na niego uwagi, wzięła torebkę i wyszła z loży. Nie miał 

innego wyjścia, musiał pójść za nią. 

– Czy  ktoś  ci  kiedykolwiek  powiedział,  jaka  jesteś  uparta?  –  zapytał, 

kiedy  ją  dogonił.  Ich  kroki  dźwięczały  na  betonowych  stopniach, 
prowadzących  ku  wyjściu  ze  stadionu.  Od  czasu  do  czasu  słyszeli  za 
plecami okrzyki kibiców. Evan obejrzał się z żalem kilka razy. 

– No, teraz powiedz, co się tam z tobą działo – zażądała Jessica, kiedy 

byli już blisko parkingu. 

– Nic się nie działo. 
– Jeśli jeszcze raz powiesz „nic”, zacznę krzyczeć. Kogo zobaczyłeś? – 

background image

 

 

zapytała, choć już znała odpowiedź. Tylko jedna osoba mogła wywołać tak 
pełną bólu reakcję Evana – kobieta, którą kochał i którą utracił. 

–  Dlaczego  myślisz,  że  kogoś  zobaczyłem?  –  żachnął  się.  Był 

zdenerwowany i nie próbował tego ukryć. 

– Czy to była Mary Jo? 
Zatrzymał  się  tak  gwałtownie,  że  zrobiła  kilka  kroków,  zanim  się 

zorientowała, że nie ma go obok. 

– Kto ci powiedział o Mary Jo? – zapytał ochrypłym głosem. 
– Jeszcze nikt, lecz zaraz ty to zrobisz. 
– Przykro mi, Jess, ale... 
– Posłuchaj mnie, Evanie Drydenie. Musisz zrzucić z siebie ten ciężar 

raz na zawsze. Już dostatecznie długo starasz się ukryć ból, jaki ci sprawiła. 
Najwyższy  czas  się  go  pozbyć!  –  Włożyła  mu  rękę  pod  ramię  i  zaczęli 
kluczyć po parkingu w poszukiwaniu samochodu. 

Kiedy wchodzili do jej mieszkania, Evan był ponury i zamyślony. Nie 

była  pewna,  czy  dobrze  zrobiła,  nalegając,  by  opowiedział  jej  o  kobiecie, 
którą kiedyś kochał. Bała się, że jej upór mógł otworzyć na wpół zagojoną 
ranę, ale wiedziała też, że nie powinien dłużej tłumić tego w sobie. 

Poszła  od  razu  do  kuchni  i  zaczęła  parzyć  kawę.  Evan  usiadł  przy 

kuchennym  stole,  lecz  prawie  natychmiast  wstał  i  zaczął  krążyć 
niecierpliwie po jej małym mieszkaniu. 

Z  filiżanką  kawy  w  ręku  usiadła  w  swym  ulubionym  fotelu  i 

obserwowała Evana. Czekała, aż zacznie mówić. 

– Spotkaliśmy  się  przypadkowo  –  zaczął  przytłumionym,  pełnym 

napięcia  głosem  –  chociaż  nie  jestem  pewien,  czy  to  naprawdę  był 
przypadek. 

– Przypuszczasz, że zaaranżowała spotkanie?   
Evan spojrzał na nią zdumionym wzrokiem.   
– Nie... nie to. Myślę, że w życiu niewiele się zdarza naprawdę przez 

przypadek. 

– Rozumiem – powiedziała cichym głosem. 
– Byłem na plaży z przyjaciółmi. Graliśmy w piłkę, piliśmy piwo i było 

nam  dobrze.  Wyrwaliśmy  się  z  kieratu  codziennych  obowiązków. 
Chłonęliśmy słońce i pozbywaliśmy się nadmiaru energii. 

Zatrzymał się przed Jessicą i mówił dalej. 
– Większość moich przyjaciół już poszła, a ja szedłem brzegiem plaży i 

wtedy  spotkałem  Mary  Jo.  Wyszła  na  spacer  z  psem  i  on  jej  się  wyrwał. 

background image

 

 

Goniła  go  po  plaży,  a  ja,  jak  przystało  na  dżentelmena,  złapałem  smycz. 
Podziękowała  mi  i  zaczęliśmy  rozmawiać.  Ona  jest  mała  i  ładna,  ma 
brązowe oczy, które... Ale to wszystko już nieważne. 

– Od razu ją polubiłeś?   
Evan skinął głową. 
– Była w niej jakaś świeżość, entuzjazm, który aż kipiał. Od pierwszej 

chwili  wiedziałem,  że  chcę  ją  lepiej  poznać,  więc  zaproponowałem  jej 
kolację. Odmowa zaskoczyła mnie. 

Dla Evana to rzeczywiście musiała być nowość, pomyślała Jessica. 
– Czy podała ci powód odmowy? 
– Niejeden, ale udało mi się ją przekonać, że niepotrzebnie ma obiekcje. 

Cudownie  się  śmiała.  Łapałem  się  na  tym,  że  mówię  różne  absurdalne 
rzeczy  tylko  po  to,  żeby  usłyszeć  jej  śmiech.  Jej  bliskość  mnie  samego 
skłaniała do śmiechu. To był mój najweselszy dzień od wielu lat. 

– Więc umówiła się z tobą? 
–  Niezupełnie.  –  Evan  zatopił  się  we  wspomnieniach  i  milczał  przez 

długą chwilę. – Spędziłem z nią resztę dnia i prawie całą noc. Rozpaliliśmy 
na plaży ognisko i rozmawialiśmy do rana. Potem zaczęliśmy się regularnie 
spotykać.  Przynosiła  ze  sobą  ożywienie  i  wesołość.  Żyliśmy  w  zupełnie 
innych  warunkach.  Mary  Jo  jest  najmłodsza  z  całej  sześcioosobowej 
rodziny,  i  jest  jedyną  córką.  Którejś  soboty  jej  matka  zaprosiła  mnie  na 
obiad.  Jeszcze  nigdy  nie  widziałem  takiej  gromady  pod  jednym  dachem. 
Wszędzie biegały dzieci. Kilka szwagierek Mary Jo było w ciąży. Wcześniej 
nie znałem takiej rodziny, tych przekomarzań, żartów, wesołości. Zrozum 
mnie  dobrze.  Sam  mam  dużą  rodzinę,  lecz  tamta  jest  inna.  Czułem  się 
wśród nich naprawdę dobrze. 

– A oni na pewno czuli się dobrze z tobą.   
Spojrzał na nią z powątpiewaniem. 
– Chciałbym, żeby tak było. 
– Co się wydarzyło potem? – ponagliła Jessica, gdy zamilkł na chwilę. 

Była ciekawa szczegółów. 

– Już pierwszego dnia, na plaży, wiedziałem, że się w niej zakocham. – 

Mówił  tak  cicho,  że  z  trudem  odróżniała  słowa.  –  Nie  traktuję  miłości 
lekko, ale wtedy czułem się jak porażony... dlatego wiedziałem. 

–  Doskonale  to  rozumiem  –  powiedziała.  Tak  samo  się  czuła  przy 

Damianie. 

– Kiedy poznałem jej rodzinę, zdałem sobie sprawę, jak bardzo chcę się 

background image

 

 

z nią ożenić, jak bardzo chcę, żebyśmy mieli pięcioro albo sześcioro dzieci. 
Dom Summerhillów był pełen miłości i chciałem, żeby kiedyś moje dzieci 
też wyrosły w takiej szczęśliwej, swobodnej atmosferze. 

–  Zdaje  się,  że  Mary  Jo  to  niezwykła  kobieta  –  powiedziała  Jessica 

łagodnie. 

– Niezwykła – wyszeptał. 
– Poprosiłeś, żeby została twoją żoną, prawda?   
–  Tak.  –  Na  twarzy  Evana  pojawił  się  bolesny  uśmiech.  –  Potem 

przedstawiłem  ją  rodzicom.  Była  onieśmielona  bogactwem  mojej  rodziny, 
od  razu  to  zauważyłem.  Kto  by  nie  był,  zobaczywszy  po  raz  pierwszy 
Szepczące Wierzby. Moi rodzice mieli wątpliwości, czy pasujemy do siebie, 
ale kiedy poznali Mary Jo, zmienili zdanie. 

–  Nie  przypominam  sobie,  żebym  słyszała  o  zaręczynach  – 

powiedziała Jessica. 

–  Chciałem  dać  jej  pierścionek  z  brylantem,  ale  wybrała  z  perłą. 

Właśnie  skończyła  praktykę  po  studiach  i  zaczęła  pracować  jako 
nauczycielka.  Wołała  odwlec  formalne  ogłoszenie  zaręczyn,  do  czasu  gdy 
zaaklimatyzuje  się  w  pracy,  a  przede  wszystkim,  gdy  minie  czterdziesta 
rocznica ślubu jej rodziców, która przypadała w październiku. Nie miałem 
specjalnej  ochoty  na  czekanie  –  przyznał  Evan  –  ale  zgodziłem  się, 
ponieważ... no cóż... ponieważ byłem gotów zrobić wszystko, czego chciała 
Mary  Jo.  –  Przerwał  i  nabrał  głęboko  powietrza.  –  Po  raz  pierwszy  za-
cząłem coś podejrzewać na początku października. Wynajdywała coraz to 
inne  usprawiedliwienia,  żeby  się  ze  mną  nie  zobaczyć.  Początkowo  je 
akceptowałem,  bo  sam  byłem  zajęty,  i  choć  tęskniłem,  nie  robiłem  z  tego 
problemu.  Oczywiście  nie  byłem  z  tego  zadowolony,  ale  rozumiałem,  że 
jest pochłonięta pracą i obowiązkami rodzinnymi. Kilka razy zajrzałem do 
jej rodziców. Wydawało mi się, że cieszą ich moje odwiedziny, a jej matka 
zawsze  zapraszała  mnie  na  obiad,  jakby  była  przekonana,  że  głoduję.  – 
Uśmiechnął się. 

– To chyba bardzo mili ludzie. 
Evan mówił dalej, jakby jej w ogóle nie słyszał. 
– Kiedy Mary Jo odesłała mi pierścionek pocztą, czułem się ogłuszony. 

Miałem  już  kilka  niespodzianek  w  życiu,  przyjemnych  i  nieprzyjemnych, 
ale żadna nie była dla mnie takim szokiem. 

Jessica  poczuła  złość  do  Mary  Jo  za  brak  odwagi,  by  spotkać  się  z 

Evanem  twarzą  w  twarz.  Jeśli  chciała  zerwać  zaręczyny,  nawet 

background image

 

 

nieformalne,  to  mogłaby  przynajmniej  powiedzieć  mu  to  osobiście. 
Odsyłanie pierścionka pocztą było tchórzliwe i okrutne. 

– Pojechałem do niej wściekły – ciągnął Evan. 
– Miałeś pełne prawo być wściekły.   
Pokręcił głową. 
– Powinienem  był  odczekać,  ochłonąć.  Żałuję,  że  tak  nie  zrobiłem. 

Kiedy  stanąłem  przed  nią,  powiedziała,  że  jest  ktoś  inny  –  wyszeptał.  – 
Początkowo jej nie uwierzyłem. Broniłem się przed myślą, że kobieta, której 
podstawową zasadą była uczciwość, mogłaby spotykać się z kimś za moimi 
plecami. To mi się nie mieściło w głowie. Ale myliłem się. – Znów zniżył 
głos do szeptu. – Widocznie spotykali się w szkole, gdzie ona uczy. On też 
jest nauczycielem. Być zaręczoną ze mną i jednocześnie kochać innego, to 
musiała być dla niej udręka. 

Jessica  spuściła  oczy.  Wprawdzie  nie  była  zaręczona  z  Evanem,  lecz 

spotykała się z nim – a jednocześnie kochała Damiana. Słuchając Evana, w 
myślach potępiała Mary Jo, a sama robiła właściwie to, co tamta. 

– Zobaczyłeś ją na meczu?   
Evan skinął głową. 
– Była z nim... Sądzę, że to był on. – W jego oczach znów pojawił się ból 

i  Jessica  miała  ochotę  się  rozpłakać.  Nad  Evanem,  ale  i  nad  samą  sobą. 
Ładna z nich para... każde zakochane w kimś innym, każde nieszczęśliwe. 
– Mary Jo to niezwykła kobieta – wyszeptał. – Szczęśliwy ten, kto się z nią 
ożeni...  –  przerwał,  a  na  jego  twarz  powrócił  dziwny  uśmiech,  będący 
połączeniem zachwytu i bólu. – Będzie wspaniałą żoną i matką. 

– To wielkoduszne, co mówisz. W twojej sytuacji...   
– Gdybyś znała Mary Jo, mówiłabyś to samo. Podczas tych miesięcy, 

które  upłynęły  od  naszego  rozstania,  doszedłem  do  wniosku,  że  w  tym 
wszystkim istotną rolę odgrywała moja osobowość. Mary Jo była pierwszą 
kobietą, która ze mną zerwała.  – Uśmiechnął się, jakby chciał powiedzieć, 
że  wcześniej  dobrze  na  to  zasłużył.  –  Myślę,  że  stałem  się  trochę  zbyt 
pewny siebie. 

– Wszyscy jesteśmy temu w jakiś sposób winni.   
Spojrzał na Jessicę i twarz mu spoważniała. 
– Zepsułem cały nasz wieczór, prawda? 
– Wcale  nie  –  odparła,  spodziewając  się,  że  wyczuje  szczerość  w  jej 

głosie.  Zrozumiała,  jak  żarliwie  Evan  kochał  i  jak  głęboko  tkwił  w  nim 
ciągle ból rozstania. 

background image

 

 

Po  wysłuchaniu  opowieści  Evana  o  utracie  ukochanej  kobiety, 

utwierdziła  się  w  przekonaniu,  że  nie  może  dopuścić,  by  teraz  przez  nią 
stało się to samo. Nie może dalej wprowadzać go w błąd, pozwalając mu 
wierzyć,  że  ich  znajomość  przerodzi  się  w  coś,  czym  nigdy  nie  mogłaby 
być. 

Minął  tydzień.  Przy  każdej  okazji  Evan  opowiadał  jej  coraz  więcej  o 

swym  związku  z  Mary  Jo.  Doszła  do  wniosku,  że  każde  zaproszenie,  na 
kolację czy do teatru, to tylko pretekst do dalszych opowieści. Było to tak, 
jakby  pękła  w  nim  tama,  jakby  potrzeba,  by  dać  ujście  długo  tłumionym 
emocjom, była zbyt silna, żeby mógł się jej przeciwstawić. 

Ich spotkania przestały Jessicę niepokoić. Byli przyjaciółmi, nic więcej. 

Dzięki częstym rozmowom jej też udało się trochę przed nim otworzyć. 

–  Czy  jesteś zakochana?  –  spytał  niespodziewanie  któregoś  wieczora, 

gdy szli przez Boston Common. 

– Chyba tak – odparła niepewnie. – Tak – potwierdziła szybko. – Ale to 

nie to, o czym myślisz. 

– To znaczy...? 
– Nie w tobie, więc niech ci się nie przewraca w głowie. – Zdała sobie 

sprawę, że to zabrzmiało obraźliwie, więc natychmiast przeprosiła. 

Evan roześmiał się. 
Wieczór  był  piękny.  Gwiazdy  przypominały  iskrzące  się  cekiny, 

zawieszone tak nisko, że wydawały się przyczepione do gałęzi drzew. 

– Wiesz, że to miłość, prawda? 
– O, tak – szepnęła. 
– Czy ten tajemniczy mężczyzna też cię kocha? 
– Nie... nie wiem. Chciałabym, żeby tak było. Prawdę mówiąc, nic na to 

nie wskazywało.   

Damian  nadal  jej  unikał.  Od  czasu  gdy  przez  chwilę  spotkali  się  w 

biurze, nie rozmawiała z nim ani razu. 

Codziennie  przychodził  do  biura  punktualnie  o  ósmej  i  wychodził  o 

piątej  po  południu.  Przypuszczała,  że  jego  rozkład  dnia  jest  związany  z 
zaangażowaniem  w  kampanię  wyborczą  ojca,  więc  jeśli  chciała  się  z  nim 
spotkać, musiała szukać okazji w czasie pracy. Okazało się, że chyba łatwiej 
uzyskałaby audiencję u papieża. Nie mogła pojąć, jak to możliwe, żeby ktoś 
potrafił tyle zrobić w ciągu jednego dnia. Próbowała z nim porozmawiać, 
lecz zawsze ktoś był w pobliżu. 

background image

 

 

Zaczęła  tracić  cierpliwość.  I  gdy  już  była  gotowa  podnieść  ręce  do 

nieba  i  krzyczeć  ze  złości,  nadarzyła  się  okazja.  Zupełnie  przypadkowo, 
kiedy najmniej się tego spodziewała. 

Szepczące Wierzby. Jego dom rodzinny. 
Evan dowiedział się od jej matki, że Jessica grała w college'u w tenisa. 

Zaintrygowany,  zaproponował  jej  mecz.  Uznała,  że  to  może  być  miły 
sposób  spędzenia  sobotniego  popołudnia,  i  zgodziła  się.  Ponieważ 
zapomniał  zarezerwować  kort  w  klubie  tenisowym,  pojechali  do 
Szepczących Wierzb. 

Odbijali  piłkę  przez  całą  godzinę  i  Evan  zdecydowanie  wygrywał. 

Jessica  nie  była  zaskoczona  jego  sportowymi  umiejętnościami,  ale  chciała 
mu zaimponować i nadwerężyła sobie kolano. To nie było nic poważnego, 
ale nalegał, by przerwali grę. 

Poszli roześmiani w kierunku domu. Szybko zapomnieli o kolanie. Z 

daleka  zauważyli  matkę  Evana,  która  siedziała  w  samochodzie  i 
bezskutecznie próbowała go uruchomić. Za godzinę musiała być w sztabie 
wyborczym, więc denerwowała się coraz bardziej. 

–  Nie  martw  się,  mamo  –  powiedział  Evan  i  pocałował  ją  czule  w 

policzek. – Zawiozę cię. 

–  Nie  ma  mowy  –  zaprotestowała  Lois  Dryden  i  spojrzała  na  jego 

dwuosobowe sportowe auto. 

– Przecież mówiłaś, że dałaś Richmondowi wolny dzień – powiedział i 

otworzył drzwi swego samochodu. – Wsiadaj, mamo, nie ma rady. 

– A co będzie z Jessicą? 
–  Doskonale  potrafię  zająć  się  sama  sobą  –  zapewniła  Jessica. 

Poczekała, aż samochód odjechał, otarła ramieniem pot z czoła i weszła do 
domu. W lodówce w kuchni znalazła zimną wodę mineralną. 

Nuciła  pod  nosem  popularną  melodię,  gdy  drzwi  kuchni  nagle  się 

otworzyły. 

– Mamo, co ty tu jeszcze robisz? Powinnaś już być... – Damian stanął 

jak wryty. – Jessica? 

–  Twoja  mama  nie  mogła  uruchomić  samochodu,  więc  pojechała  z 

Evanem – wyjaśniła. 

–  Pojechała  z  Evanem...  W  takim  razie  zobaczę,  co  się  stało  z  jej 

samochodem. – Już chciał być od niej daleko. 

– Damianie...  –  Nagle  przypomniała  sobie  pomysł  Cathy:  bolące 

kolano.  Właśnie  ją  bolało,  co  prawda  lekko,  ale  trudno  byłoby  o  lepszy 

background image

 

 

moment, by to wykorzystać. 

Skupiła  się  na  swej  prawej  nodze  i  pokuśtykała  w  jego  stronę. 

Nienawidziła  uciekania  się  do  tego  rodzaju  podstępnych  metod,  lecz  za 
wszelką  cenę  chciała  z  nim  porozmawiać.  Na  pewno  jej  wybaczy,  jeśli 
pozna prawdę. 

Spojrzał  na  jej  kolano  z  wyraźnym  niepokojem.  Miała  na  sobie  białą 

koszulkę i krótką tenisową spódniczkę. 

– Co z twoim kolanem? – zapytał i podszedł do niej. 
– Nic mi nie jest – szepnęła. 
– Usiądź. – W jego głosie bynajmniej nie było czułości.  – Czy Evan o 

tym wie? 

– Tak, ale to nic wielkiego – wykrztusiła. Przysunął taboret i posadził 

ją.  Zamknęła  oczy,  poczuwszy  dotknięcie  jego  rąk.  Boże,  jak  za  nim 
tęskniła!  Od  wielu  dni  czekała  na  okazję,  żeby  być  z  nim  sam  na  sam,  i 
teraz nie miała zamiaru jej stracić. – Musimy porozmawiać – powiedziała. – 
Słuchaj, ja... 

– Porozmawiamy, jak obejrzę twoje kolano. Co u licha opętało mojego 

brata, że cię zostawił w takim stanie? 

– Damianie, posłuchaj, proszę. 
– Później. – Zaczął wkładać lód do plastikowej torebki. 
Zdenerwowana, wstała i, kulejąc, poszła w jego stronę. 
– Nic mi nie będzie. To pewnie tylko naciągnięty mięsień. 
–  Powinien  cię  zbadać  lekarz  –  powiedział  stanowczo.  Jeszcze  raz 

posadził  ją  na  taborecie,  a  na  drugim  oparł  jej  nogę.  Do  kolana  przyłożył 
torebkę z lodem. 

– Muszę z tobą porozmawiać o Evanie i o mnie. Nie kocham Evana, a 

on nie kocha mnie. Jesteśmy przyjaciółmi, nic więcej. On kocha Mary Jo, a 
ja kocham... 

– Masz trzymać lód na kolanie co najmniej przez dwadzieścia minut, 

rozumiesz? 

Jessica podniosła się z taboretu i wrzuciła lód do zlewu. Była wściekła. 
–  Musisz  mnie  wysłuchać,  Damianie!  Wiem,  że  sama  wszystko 

komplikuję.  Nie  powinnam  była  wykorzystywać  kolana,  żeby  cię  tu 
zatrzymać, ale wydawało mi się, że to jedyny sposób. 

– Więc skręciłaś nogę, czy nie? 
– Tak, ale tylko trochę. Chcę porozmawiać o nas. O tobie i o mnie. 
–  Jessico  –  odparł,  z  trudem  ukrywając  zniecierpliwienie  –  spotykasz 

background image

 

 

się z moim bratem. 

– Twój brat i ja jesteśmy przyjaciółmi, to wszystko. Ile razy muszę ci to 

powtarzać? 

–  Evan  się  zmienił  –  stwierdził  stanowczo.  –  Sądzisz,  że  tego  nie 

zauważyłem? Po wielu miesiącach jest wreszcie sobą. Odzyskaliśmy Evana 
dzięki tobie. 

– Być może, ale nie w taki sposób, jak myślisz. 
– Nieważne, co myślę – powiedział ze złością. – Spotykasz  się  z  moim 

bratem, więc nie może być żadnego „ty i ja”. Rozumiesz? 

– Nie! – krzyknęła. – Nie rozumiem! 
– Musi tak być, Jessico. 
– Ale dlaczego? – Ledwie go widziała przez łzy. Nie odpowiadał przez 

kilka długich jak wieczność sekund. 

– Bo już tak jest. 
–  Czy...  czy  to  znaczy,  że  chcesz,  żeby  tak  było?  –  Gardło  miała 

ściśnięte. Dłonie zwinęła w pięści. 

– Tak  –  odparł  po  chwili,  która wydawała  się  najdłuższą  chwilą w  jej 

życiu. – Chcę, żeby tak było. 

Odwróciła się do niego plecami. Jak to dobrze, że nie wyznała mu swej 

miłości! I bez tego czuła się upokorzona. 

– Jessico... – W jego ustach zabrzmiało to jak wymówka. 
Zwiesiła głowę. Była pewna, że zaraz odejdzie, tak jak zwykle – ale nie 

zrobił  tego.  Odwrócił  ją  ku sobie  i  objął,  jakby  musiał  poczuć  jej  bliskość, 
jakby  tylko  dzięki  temu  mógł  się  uchronić  przed  szaleństwem.  A  potem 
przycisnął wargi do jej ust. 

Ten  pocałunek  był  gwałtowny  i  pełen  pożądania,  zupełnie  inny  niż 

poprzednie. Przywarła do niego i zapomniała o wszystkim. Był tylko on i 
radość,  że  jest  w  jego  ramionach.  Pieściła  twarz  Damiana  rozbieganymi 
palcami. Odchyliła głowę, a on pokrywał pocałunkami jej policzki i szyję. 

–  Dość  –  jęknął  i  spróbował  uwolnić  się  z  jej  ramion.  Nie  puściła  go. 

Objęła  za  szyję  i  ukryła  twarz  na  jego  piersi.  –  Jessico,  proszę.  –  Kiedy 
rozrywał jej splecione ręce, czuła, że drży podobnie jak ona. Objął jej dłonie 
i pochylił się ku niej. 

Dźwięk zamykanych frontowych drzwi zabrzmiał jak grzmot. Damian 

odsunął  się  i  stał  już  do  niej  tyłem,  gdy  do  kuchni  wszedł  Evan, 
pogwizdując. Zobaczył brata i zatrzymał się. 

–  Cześć,  Damianie.  Cieszę  się,  że  dotrzymałeś  towarzystwa  mojej 

background image

 

 

dziewczynie. 

Damian mruknął coś na temat samochodu matki i wyszedł z kuchni, 

ledwie skinąwszy bratu głową. 

Jessica myślała, że pęknie jej serce. 
 

background image

 

 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

– Dziękuję ci – powiedział Evan, gdy pół godziny później wysiadali z 

samochodu  pod  jej  domem.  –  Wiesz,  w  poniedziałek  będzie  uroczysta 
kolacja,  na  którą  mój  ojciec  zaprasza  trzystu  najbliższych  znajomych. 
Chciałbym, żebyś poszła na nią ze mną. 

Jessica  spojrzała  na  Evana  i  uświadomiła  sobie,  że  nie  wie,  co 

powiedział.  Była  pełna  bólu.  Damian  nie  kochał  jej,  nie  chciał.  Prawie 
wyznała mu miłość, a on ją odtrącił i odszedł. 

– Jessico, nic ci nie jest? 
– Czuję się świetnie – skłamała, choć była bliska płaczu. 
– Mówiłem ci o kolacji. 
Spojrzała na niego ze zdziwieniem. Kolacja? 
– W poniedziałek wieczorem – powiedział powoli i pomachał jej ręką 

przed oczami. – Może jednak mi powiesz, co się z tobą dzieje? 

– Czy mogę już pójść na górę? – zapytała, zamiast mu odpowiedzieć. 

Nie  miała  nastroju  do  wyjaśniania  czegokolwiek,  a  zwłaszcza  tego,  co  się 
wydarzyło między nią a Damianem. 

– Proszę bardzo. 
Odprowadził  ją  do  mieszkania,  wyjął  jej  z  rąk  rakietę  tenisową  i 

schował  do  szafki  w  przedpokoju,  a  potem  poszedł  za  nią  do  kuchni  i 
podał jej szklankę wody z lodem. 

Jessica usiadła przy stole i uśmiechnęła się. 
– Czuję  się  świetnie  –  powiedziała,  i  tym  razem  kłamała  już  nieco 

mniej. Owszem, została zraniona, lecz było to precyzyjne ciecie, głębokie i 
szybkie. 

Wiedziała teraz to, czego się spodziewała od początku. Damian jej nie 

kochał. 

– Dziękuję, Jess  –  powiedział jeszcze raz Evan, i choć były to zwykłe 

słowa, wyczuła w nich głębsze znaczenie. 

–  Za  to,  że  pozwoliłam  się  pokonać  w  tenisa?  –  zapytała,  choć 

wiedziała, że miał na myśli coś znacznie więcej. 

Uśmiech zniknął z jego oczu. 
– Za  to  również,  lecz  przede  wszystkim  za  cierpliwe  wysłuchiwanie 

mnie  przez  kilka  dni.  Rozmowa  o  Mary  Jo  rozjaśniła  mi  w  głowie. 

background image

 

 

Uświadomiłem  sobie,  co  było  złego  między  nami  i  jak  bardzo  ciągle  ją 
kocham. – Westchnął z bólem. 

– To nie grzech, Evanie. 
– Pomogła mi rozmowa. Może więc warto, żebyś i ty mi opowiedziała, 

co cię gnębi? Nie oszukasz mnie, widzę łzy w twoich oczach. 

Spuściła wzrok i zaczęła się wpatrywać w szklankę.   
– Nie... nie jestem jeszcze przygotowana, żeby o tym mówić. Nie złość 

się na mnie. Muszę najpierw uporządkować swoje uczucia. 

–  Rozumiem.  –  Ujął  jej  dłoń.  –  Czy  pójdziesz  ze  mną  na 

poniedziałkową kolację? 

– Dobrze – zgodziła się, choć początkowo chciała odmówić. Doszła do 

wniosku, że siedzenie w domu i użalanie się nad sobą nic nie pomoże. Od 
tej chwili miała zamiar bawić się i cieszyć życiem. 

–  Damian  też  tam  będzie  –  zawiesił  głos,  jakby  spodziewał  się 

komentarza. 

Skinęła głową. Po dzisiejszym popołudniu to nie robiło jej różnicy. 
– Ma kogoś przyprowadzić – dodał. – Czy masz coś przeciwko temu, 

żebyśmy siedzieli przy jednym stole? 

– Ani trochę – odparła pogodnie. – Im nas będzie więcej, tym będzie 

weselej. 

– Pomyślałam sobie, że przejrzymy twoją szafę, zanim pojedziesz na tę 

kolację  –  powiedziała  Cathy,  wchodząc  do  mieszkania  Jessiki.  Jessica 
zrozumiała swój błąd już w chwilę po tym, gdy powiedziała przyjaciółce o 
zaproszeniu. Cathy od razu uparła się, że to ona wybierze jej sukienkę. 

– Od  wielu  lat  bez  problemów  sama  sobie  radzę  z  ubieraniem  się  – 

podjęła próbę obrony. 

Cathy  już  buszowała  wśród  sukienek,  przesuwając  je  to  w  tę,  to  w 

drugą  stronę,  jakby  to  było  zadanie  o  pierwszorzędnym  znaczeniu. 
Przerwała na chwilę i niecierpliwie tupnęła nogą. 

– Nie masz pojęcia, jak się zawiodłam na Damianie. Czy jesteś pewna, 

że go dobrze zrozumiałaś? – Mówiła takim tonem, jakby wszystkiemu była 
winna Jessica. 

– Nie ma mowy o nieporozumieniu – odparła stanowczo. Żałowała, że 

w  ogóle  cokolwiek  powiedziała  przyjaciółce.  Nie  zrobiłaby  tego,  gdyby 
Cathy nie była we wszystko wtajemniczona. – On nie chce mieć ze mną do 
czynienia. Nie mógłby tego wyrazić w sposób bardziej oczywisty. 

background image

 

 

–  Ja  w  to  nie  wierzę.  Coś  tu  jest  nie  w  porządku  i  ty  to  powinnaś 

wyjaśnić. 

– Wiem, co to jest – zaoponowała Jessica. Nie trzeba było dzielić włosa 

na  czworo,  skoro  odpowiedź  była  taka  prosta.  Gdyby  Damianowi 
naprawdę  na  niej  zależało,  znalazłby  sposób,  żeby  wszystko  uporząd-
kować. Nie znalazł, bo mu nie zależało. 

Cathy dalej badała zawartość szafy. 
– Chyba przyjdziesz na premierę, prawda? – zapytała. 
–  Nic  by  mnie  nie  mogło  zatrzymać.  –  Jessica  była  dumna  z  sukcesu 

Cathy,  która  dostała  świetną  rolę  Adelajdy  w  sztuce  „Chłopaki  i 
dziewczyny”,  wystawianej  przez  bostońskiego  producenta.  Domyślała  się 
też, że Cathy jest zakochana w reżyserze, Davidzie Carsonie. Wspominała o 
nim  ostatnio  kilkakrotnie  i  za  każdym  razem  jej  głos  jakby  lekko  się 
załamywał. 

–  Myślę,  że  zaproszę  też  Damiana  –  rzuciła  nonszalancko  Cathy.  – 

Przecież  go  już  znam.  –  Spojrzała  na  Jessicę.  –  Nic  nie  masz  do 
powiedzenia? 

– Rób, co chcesz, Cathy. 
Cathy zaśmiała się krótko, ale wymownie. 
– Nie oszukasz mnie, Jess, za dobrze cię znam. Nie wiem, co się stało 

Damianowi, ale możesz mi wierzyć, że wkrótce powróci. 

– Szczerze w to wątpię. – Nie potrafiła ukryć pesymizmu. 
Cathy wyjęła z szafy trzy sukienki i rozłożyła je na łóżku. Wzięła się 

pod  boki,  obeszła  łóżko  dookoła,  a  potem  dwie  z  nich  schowała  z 
powrotem. 

Pozostała  długa  czarna  suknia,  gładka  i  połyskująca,  ze  srebrnymi 

ozdobami. 

– Przymierz ją. 
Jessica  niechętnie  zdjęła  ubranie  i  włożyła  sukienkę  wybraną  przez 

Cathy. Odgarnęła włosy, żeby przyjaciółka mogła zapiąć suwak do końca. 
Potem podeszła do lustra i wydała pełne zawodu westchnienie. 

– Przypominam Natashę ze szpiegowskiej kreskówki. 
– Nic podobnego. Sukienka jest świetna. 
– Chyba tylko wśród szpiegów. – A z drugiej strony, może to właśnie 

dobrze?  Jeśli  ma  siedzieć  przy  jednym  stole  z  Damianem  i  jego 
towarzyszką, to chciałaby mieć pewność, że zwróci na siebie jego uwagę, i 
że będzie wiedział, co traci. 

background image

 

 

Evan  przyjechał  po  nią  pięć  minut  przed  czasem,  kiedy  właśnie 

kończyła makijaż. 

– Jesteś piękna – powiedział. – Naprawdę piękna.   
Po tych słowach uznania czuła się pewniej – do czasu gdy znaleźli się 

przy stole, gdzie siedzieli już Damian i towarzysząca mu kobieta, wysoka 
blondynka, piękna i wyniosła. 

– Nadine  Powell  –  przedstawił  ją  Damian.  –  Mój  brat  Evan  i  Jessica 

Kellerman. 

Jessica  zerknęła  na  Damiana  i  z  zadowoleniem  zauważyła,  że  patrzy 

na nią jak dziecko na choinkę w dniu Bożego Narodzenia. Cathy miała rację 
– suknia była świetna. Damian nagle odwrócił wzrok, jakby zły na samego 
siebie, że nie potrafił zachować się obojętnie. 

– Nadine.  –  Evan  ujął  jej  dłoń  i  przytrzymał  nieco  dłużej,  niż  było  to 

konieczne. 

Kolacja  trwała  bardzo  długo,  głównie  z  powodu  przemówień  wielu 

gadatliwych  polityków.  Jessica  straciła  rachubę  co  do  liczby  mówców  i 
liczby  podawanych  potraw.  Przemówienia  prawie  uniemożliwiały 
prowadzenie konwersacji przy stole, lecz zdołała się dowiedzieć, że Nadine 
i Damian byli od dawna przyjaciółmi. Przyjaciółmi i niczym więcej, zaczęła 
wyjaśniać  Nadine,  oceniwszy  sytuację  zadziwiająco  trafnie.  Damian 
natomiast  zachowywał  się  tak,  jakby  Jessiki  tam  nie  było.  Przez  cały 
wieczór nie odezwał się do niej ani słowem. 

Kiedy  talerzyki  po  deserze  zostały  uprzątnięte,  na  niskiej  estradzie, 

obok  dębowego  wypolerowanego  parkietu  do  tańca,  zaczęła  grać 
dziesięcioosobowa orkiestra. 

– Zatańczymy?  –  zapytał  Evan  i  wyciągnął  rękę  do  Jessiki.  Orkiestra 

grała  jej  ulubione  bigbandowe  melodie  z  lat  czterdziestych.  Evan 
wystukiwał rytm i kołysał się do taktu. 

Odmówiła. Nie lubiła być pierwsza na parkiecie. 
– Wolałabym przeczekać pierwsze tańce, jeśli pozwolisz. 
–  Ani  myślę.  –  Poderwał  ją  z  krzesła,  zaprowadził  na  parkiet  i,  choć 

taniec był szybki, otoczył ramieniem i przytulił do siebie. 

–  Evanie  –  syknęła,  zdając  sobie  sprawę,  jakie  muszą  robić  wrażenie. 

Wyglądali jak para zakochana do szaleństwa. 

– Ciii... – szepnął jej do ucha. 
– Co ci się stało? 
–  Mnie?  –  zapytał,  po  czym  odrzucił  głowę  do  tyłu  i  roześmiał  się, 

background image

 

 

jakby  powiedziała  coś  bardzo  zabawnego.  –  Nic.  Po  prostu  dobrze  się 
bawię. 

– Moim kosztem – szepnęła ze złością. – Niedługo wszyscy będą o nas 

mówić. 

– Niech sobie mówią. 
– Z tobą naprawdę jest niedobrze – stwierdziła. Znów się roześmiał. 
– Niekoniecznie. Ale zaraz wszystko powinno być w porządku. 
Nie miała pojęcia, co Evan ma na myśli, ale nie chciała ciągnąć tej farsy. 

Gdy  tylko  melodia  się  skończyła,  wysunęła  się  z  jego  objęć  i  wróciła  do 
stołu. 

–  Jessice  dokucza  kolano  –  wyjaśnił  Evan,  po  czym  bez  żadnych 

wstępów poprosił Nadine i poszedł z nią na parkiet. Damian wyglądał na 
wyprowadzonego z równowagi. 

–  No  cóż  –  powiedziała  Jessica  z  poważną  miną.  –  Do  odważnych 

świat należy. 

Damian zmarszczył brwi. 
– Mógł poprosić kogoś innego. – Zacisnął palce wokół szklanki i skupił 

się  na  obserwowaniu  tańczących  par.  Dobrze,  że  nie  chce  ze  mną 
rozmawiać,  pomyślała  Jessica.  Bardzo  dobrze.  Uważała,  że  wszystko  już 
zostało  powiedziane;  Damian  widocznie  był  tego  samego  zdania.  –  Jak 
twoje kolano? – zapytał niespodziewanie. 

–  Zupełnie  dobrze.  To  tylko  Evan  znalazł  sobie  pretekst,  żeby 

zatańczyć z Nadine. 

Spowiły  ich  nastrojowe  dźwięki  muzyki.  Po  chwili  Jessica  zaczęła 

wystukiwać rytm nogą. Żałowała, że nie chciała zostać dłużej na parkiecie. 

– Chodźmy  –  powiedział  Damian,  wyraźnie  bez  entuzjazmu.  Wstał  i 

podał jej rękę. 

Spojrzała na niego ze zdziwieniem. 
– Nie ma nic gorszego, niż siedzieć obok kobiety, która najwidoczniej 

chce tańczyć. 

– Ja... – Zamierzała powiedzieć, że nie ma nic gorszego, niż tańczyć z 

kimś, kto najwidoczniej nie chce być jej partnerem. Ale zanim zdążyła się 
odezwać, wziął ją za rękę i poprowadził na parkiet. Po drodze mruczał coś 
pod nosem niewyraźnie. Zrozumiała tylko, że chodziło o Evana i że nie był 
z niego zadowolony. 

Chętnie  udusiłaby  Evana  za  to,  że  zostawił  ją  samą  z  Damianem. 

Orkiestra  grała  szybkie  melodie,  lecz  kiedy  weszli  na  parkiet,  rozpoczęła 

background image

 

 

wolny, romantyczny utwór. Światła przygasły, a Jessica w duchu jęknęła. 

– Poczekajmy na następny – zaproponowała. 
– Nie ma mowy – odparł i wziął ją w ramiona. Nie rozumiała, dlaczego 

poczuwał  się  do  obowiązku  zatańczenia  z  nią.  Obejmował  ją  sztywno, 
jakby bał się jej bliskości. Był wyprostowany, patrzył wprost przed siebie. – 
Rozluźnij się – szepnął niecierpliwie. – Przecież nie gryzę. 

–  Ja?  –  zapytała  ze  zdziwieniem.  –  Czuję  się,  jakbym  tańczyła  z 

manekinem. 

– No dobrze, spróbujmy oboje. 
Nie zdawała sobie sprawy, że była tak spięta. Zamknęła oczy i głęboko 

westchnęła.  Czuła,  jak  opada  napięcie  z  Damiana.  Kiedy  otworzyła  oczy, 
objął  ją  mocniej.  Oparła  głowę  o  jego  policzek.  Ich  ciała  poruszały  się 
łagodnie  w  rytm  muzyki.  Ulga,  jaką  jej  to  przyniosło,  była  warta  każdej 
minuty oczekiwania, by znaleźć się w jego ramionach. 

To  jest  moje  miejsce,  pomyślała  ze  smutkiem;  to  zawsze  było  moje 

miejsce.  Damian  na  pewno  też  to  czuje.  Gdyby  było  inaczej,  czy 
obejmowałby mnie tak, jakbym była czymś najcenniejszym na świecie? Dla-
czego  dotykałby  ustami  moich  włosów,  jakby  nie  mógł  się  doczekać 
pocałunku? 

Oboje milczeli; obawiali się, że słowa zepsują nastrój. Muzyka ucichła, 

a ona nadal tuliła się do Damiana, nie chcąc, by minęły te chwile błogości. 

–  Powinniśmy  wrócić  do  stołu  –  odezwał  się  Damian.  Brak 

przekonania w jego głosie dał jej nadzieję. 

–  Nie  widzę  Evana  ani  Nadine.  Czy  chcesz  zatańczyć  jeszcze  raz?  – 

zapytała. 

Milczał przez długą chwilę, a potem powiedział ochryple: – Tak. 
– Ja też chcę. 
– Jessico, posłuchaj... 
Nieśmiało  podniosła  głowę  i  spojrzała  na  niego.  W  oczach  miała 

tęsknotę tak wielką, że nie potrafiła jej ukryć. 

– Nie teraz, Damianie, proszę. 
Zamknął na moment oczy, westchnął i kiwnął głową. 
Straciła poczucie czasu. Wiedziała, że tańczą dużo dłużej niż powinni. 

Spoglądała w kierunku stołu, lecz nie było tam ani Nadine, ani Evana. 

Damian  zaczął  zdradzać  oznaki  zdenerwowania  dopiero  wtedy,  gdy 

orkiestra  zagrała  szybciej.  Wiedziała,  że  coś  jest  nie  w  porządku,  kiedy 
tylko  wypuścił  ją  z  ramion.  Patrzyła  na  jego  zaciętą  minę  i  niczego  nie 

background image

 

 

rozumiała. 

– Braciszek zapłaci mi za to – mruknął. 
– Za co? – zapytała cichym głosem. 
Zamiast  odpowiedzieć,  zacisnął  zęby.  Widać  było,  że  stara  się 

opanować. 

Usiedli  przy  stole  jak  obcy.  Jessica  nie  mogła  tego  znieść.  Wstała, 

przeprosiła  i  obeszła  sąsiednie  stoliki,  witając  się  ze  znajomymi.  Gdy 
wróciła,  obok  Damiana  siedział  Evan.  Nadine  nigdzie  nie  było  widać. 
Bracia rozmawiali ze sobą gwałtownie, lecz na jej widok Damian zamilkł i 
zaczął patrzeć w innym kierunku. 

–  Zaniedbuję  cię  –  powiedział  Evan  ze  skruchą,  ująwszy  jej  rękę  w 

swoje dłonie. – Przepraszam, Jessico. Czy możesz mi wybaczyć? 

– Oczywiście.  –  Cóż  innego  mogłaby  zrobić?  Zażądać,  żeby  ją 

natychmiast  odwiózł  do  domu?  To  byłoby  idiotyczne.  Zwłaszcza  że 
uważała  go  tylko  za  przyjaciela.  A  poza  tym,  dzięki  niemu  mogła  być 
długo z Damianem. 

Kilka  minut  później  wróciła  Nadine,  zdyszana  i  roześmiana.  Cała 

czwórka  zamówiła  drinki.  Kelnerka  właśnie  je  przyniosła,  gdy  do  stołu 
podeszli Walter i Lois Drydenowie. 

– Mamy nadzieję, że się dobrze bawicie.   
Evan powiedział, że oczywiście tak. 
Lois uśmiechnęła się życzliwie do Jessiki, a potem delikatnie położyła 

dłonie na jej ramionach, pochyliła się i zbliżyła twarz do jej twarzy. 

– Tyle ci zawdzięczamy – powiedziała i pocałowała ją w policzek. 
– Ależ nie. – Słowa pani Dryden wprawiły ją w zakłopotanie. 
–  To  prawda.  Powiedz  sam,  Walterze.  Już  niemal  wpadliśmy  w 

rozpacz  w  związku  z  tym,  co  się  działo  z  Evanem,  i  nagle  wszystko  się 
zmieniło, gdy tylko zaczęłaś pracować w firmie. 

– Mamo... – Evan też nie wyglądał na zachwyconego. 
– To prawda. Nawet nie wiesz, jak bardzo jesteśmy zadowolone, Joyce 

i ja, że się tak często oboje widujecie – ciągnęła Lois Dryden. 

–  Muszę  przyznać  rację  twojej  matce  –  powiedział  Walter  Dryden 

głębokim,  dźwięcznym  głosem.  –  Jesteś  zdolnym  człowiekiem,  Evanie,  i 
przed  tobą  wspaniała  przyszłość.  To  było  diabelnie  przykre  patrzeć,  jak 
marnujesz życie z powodu kobiety, która nie może być twoja. Wszystko się 
zmieniło, od kiedy spotykasz się z Jessicą. 

Po  tych  słowach  przy  stole  zapanowała  nienaturalna  cisza.  W  kilka 

background image

 

 

minut po odejściu państwa Drydenów pożegnali się pod jakimś pretekstem 
Damian  i  Nadine.  Evan  też  nie  miał  ochoty  zostać  dłużej.  Jessica  z 
przyjemnością znalazła się w domu. Miała już tego dość. 

Prawie  przez  całą  noc,  zamiast  spać,  rozmyślała.  O  świcie  podjęła 

decyzję. Rano weszła do biura stanowczym krokiem, z oczami piekącymi z 
niewyspania. 

– Muszę  się  zobaczyć  na  chwilę  z  panem  Drydenem  –  powiedziała 

sekretarce Damiana. 

W  jej  głosie  było  tyle  determinacji,  że  młoda  kobieta  natychmiast 

sięgnęła po słuchawkę, aby ją zapowiedzieć. 

Wkroczyła  do  gabinetu  Damiana,  który  siedział  za  biurkiem  i  coś 

czytał. Podniósł oczy i spojrzał na nią, jak zawsze z nieodgadniona miną. 

– Czym mogę ci służyć, Jessico? 
–  Rezygnuję  z  pracy  w  tej  firmie,  od  zaraz  –  powiedziała 

kategorycznie.  Serce  jej  waliło.  Wiedziała,  że  ryzykuje,  bo  o  pracę  było 
trudno. Ale ważniejsza była jej psychika. Gdy będzie trzeba, znajdzie sobie 
pracę dorywczą. Albo w innej dziedzinie. 

Jeśli  Damiana  zaskoczyło  jej  oświadczenie,  to  nie  pokazał  tego  po 

sobie. Był zupełnie spokojny. 

– To nagła decyzja, prawda?   
– Tak... ale konieczna. 
– Czy Evan już wie? 
– Jeszcze nie – odparła. – Ponieważ to ty mnie przyjmowałeś, czułam 

się w obowiązku powiedzieć najpierw tobie. 

– Byłbym ci wdzięczny, gdybyś mogła przepracować dwutygodniowy 

okres wypowiedzenia. 

Jessica nie była pewna, czego oczekiwała. Niczego, powiedziała sobie, 

ale  teraz  wiedziała,  że  to  nieprawda.  W  skrytości  ducha  modliła  się,  by 
Damian  poprosił,  żeby  powtórnie  wszystko  przemyślała,  by  chociaż 
spróbował ją nakłonić do zmiany decyzji. Zamiast tego spokojnie przyjął jej 
rezygnację, jakby był zadowolony, że odejdzie. 

To  było  bolesne.  Kiedy  poczuła,  że  nie  jest  w  stanie  dłużej  ukrywać 

cierpienia, odwróciła się i poszła w kierunku drzwi. 

– Jessico. 
Przystanęła, lecz już się nie odwróciła. 
– Byłaś  wartościowym  pracownikiem  naszej  firmy.  Będzie  nam  ciebie 

background image

 

 

brakowało. 

Tylko tyle miał jej do powiedzenia. Diabelnie mało. 
– Dziękuję – szepnęła, a potem wyszła z gabinetu. Rozdygotana usiadła 

przy  biurku.  Odczekała  chwilę,  żeby  się  uspokoić,  a  potem  sięgnęła  po 
słuchawkę i wykręciła numer Cathy. 

– Co takiego?! – wrzasnęła jej przyjaciółka. Jessica nigdy przedtem nie 

prowadziła  prywatnych  rozmów  przez  służbowy  telefon,  ale  tego  dnia 
zrobiła wyjątek. 

– Przecież słyszysz. Zwolniłam się. 
– Ale dlaczego? 
–  To  długa  historia  –  mruknęła.  –  Powiem  ci  tylko,  że  mam  dość  tej 

całej bezsensownej gry. 

– Damian cię kocha. 
Dała się zwieść opiniom Cathy i własnemu głupiemu sercu, bo bardzo 

pragnęła, żeby tak było. 

– Nie – wyszeptała. – Nie kocha. 
–  Jessico,  Jessico,  Jessico  –  powiedziała  Cathy  zniecierpliwionym 

głosem – nie bądź taka w gorącej wodzie kąpana. 

Miała  do  wyboru:  zwolnić  się  albo  oszaleć.  Telefon  do  Cathy  to  był 

błąd; jej przyjaciółka po prostu nic nie rozumiała. 

– Co powiedział Evan? 
–  Jeszcze  nie  wie  –  odparła  niechętnie.  Choć  to  i  tak  niczego  by  nie 

zmieniło. Evan nie miał takich argumentów, które mogłyby wpłynąć na jej 
decyzję. 

– Informuj  mnie o  wszystkim,  dobrze? Śledzenie  tego, co się  dzieje w 

twoim życiu, jest ciekawsze niż moje melodramatyczne seriale. 

Do  pokoju  weszła  pani  Sterling.  Patrzyła  na  Jessicę,  jakby  miała 

wybuchnąć płaczem. 

– Odchodzi pani! 
To  biuro  miało  siatkę  informacyjną,  której  i  CIA  mogłoby 

pozazdrościć. Jessica nie zadała sobie trudu, żeby zapytać, skąd sekretarka 
Evana wie; to nie miało znaczenia. 

–  Ale  nie  może  pani  tego  zrobić  teraz,  kiedy  pan  Dryden  znów  jest 
sobą. 
– Przykro mi, że opuszczam was w potrzebie. 
– Może pani przemyśli to jeszcze? – Jessica potrząsnęła głową. – Jeśli o 

mnie chodzi – powiedziała pani Sterling – to jestem zdania, że to niedobrze, 

background image

 

 

kiedy mężczyźni i kobiety z tego samego biura są sobą zainteresowani. To 
się zwykle kończy źle. 

– Co się kończy źle? – spytał Evan, wchodząc do pokoju. Zatrzymał się 

przy biurku sekretarki i sięgnął po czekające na niego pisma. 

– Jessica odchodzi – powiedziała pani Sterling otwarcie. 
Evan rzucił pisma i odwrócił się w stronę Jessiki. Utkwił w niej wzrok i 

z niedowierzaniem otworzył usta. 

– Czy to prawda? 
Kiwnęła  głową.  Nie  wierzyła,  by  żywił  do  niej  choć  trochę 

prawdziwego uczucia, dopóki teraz nie zobaczyła żalu na jego twarzy. 

– Chodź  do  gabinetu  –  powiedział  rozkazująco.  Kiedy  byli  już  w 

środku, zamknął drzwi. – O co tu chodzi? 

Nie  mogła  sobie  przypomnieć,  żeby  kiedykolwiek  Evan  był  taki. 

Wyglądał i zachowywał się jak Damian. 

– Pora ruszyć dalej – odparła niepewnie. 
Nie wiedziała, czy powiedzieć – i ile – o prawdziwych przyczynach. 
– Po niecałych dwóch miesiącach?   
Skrzyżowała ręce na piersi i wzruszyła ramionami. 
– Czy dzień pracy jest za długi?   
– Nie. 
– Płacimy ci za mało? 
– Mam  dobrą  pensję.  –  Nie  podobało  jej  się,  że  zmusza  ją  do  obrony, 

więc  zaczęła  odzyskiwać  stanowczość.  A  poza  tym  Evan  jeszcze  nie  znał 
pewnej jej cechy – uporu. 

–  Musi  być  jakiś  powód,  że  praca  ze  mną  stała  się  dla  ciebie  taka 

okropna. 

–  Nigdy  nie  powiedziałam,  że  praca  z  tobą  jest  okropna.  –  Opuściła 

ręce i zacisnęła pięści. Evan zachowywał się jak typowy prawnik. 

– Więc nie podoba ci się firma. Czy cię czymś obraziliśmy? 
–  Nie!  –  krzyknęła.  Miała  już  dość  tego  przesłuchania.  Evan 

zareagował  zupełnie  inaczej  niż  Damian.  Był  wyraźnie  zdenerwowany 
myślą o tym, że ją straci. 

– W takim razie, dlaczego? Musisz mi to wyjaśnić – nalegał. 
– Nie czuję się na siłach... 
–  Czy  to  ja  coś  zrobiłem?  –  Mówił  teraz  łagodniejszym  tonem,  jakby 

chciał ją uspokoić, pozyskać jej zaufanie. 

–  Nie  –  zapewniła.  –  Jesteś  wspaniały...  jak  prawdziwy  przyjaciel. 

background image

 

 

Zachowam w pamięci spędzone z tobą chwile, Evanie, ale nie kochasz mnie 
ani ja ciebie nie kocham. Wydaje mi się, że powinniśmy cieszyć się tym, co 
nas  łączy,  ale  nie  możemy  doszukiwać  się  czegoś,  czego  nie  ma.  –  Ani 
pozwalać na to rodzicom, dodała w myślach. 

Wyglądał na zaskoczonego. 
– To nie powód, żeby rzucać pracę w firmie. 
–  Być  może,  ale  ja  uważam,  że  tak  trzeba.  Damian  prosił,  żebym 

przepracowała  jeszcze  dwa  tygodnie,  co  oczywiście  zrobię,  ale  nie 
zamierzam zmienić zdania. 

–  Trudno  –  zgodził  się  niechętnie.  –  A  tymczasem,  czy  masz  coś 

przeciwko temu, żebyśmy się nadal spotykali? 

– Nie jestem pewna, czy to byłoby rozsądne.   
Odrzucił gwałtownie głowę, zdumiony jej odpowiedzią. 
– Chyba nie mówisz poważnie? 
–  Najzupełniej,  Evanie.  Czuję  się  dobrze  w  twoim  towarzystwie  i 

uważam cię za przyjaciela, ale... 

–  To  może  umówimy  się  na  kawę,  żeby  porozmawiać  o  dawnych 

czasach? 

– Może  –  odpowiedziała,  a  na  twarzy  Evana  pojawił  się  uśmiech,  ten 

zniewalający uśmiech, któremu nie potrafiła się oprzeć żadna kobieta. 

–  Mimo  wszystko  nie  zgadzam  się,  żebyś  zrezygnowała  z  naszego 

spotkania na żaglówce. Bardzo na nie liczę. Chyba mnie nie zawiedziesz? 

– Nie zawiodę. – Poczuła przygnębienie, przypomniawszy sobie, że już 

dawno  obiecała  Evanowi,  że  popływa  z  nim  na  żaglówce.  Umówili  się 
jeszcze  przed  ostatnią  uroczystą  kolacją,  zanim  nabrała  przekonania,  że 
chce się uwolnić od Drydenów. 

Uśmiechnął się do niej promiennie. 

Jessica została w pracy trochę dłużej, żeby zrobić porządek w biurku. 

Evan, nie zrażony jej niechęcią do dalszych spotkań, zaproponował kolację, 
lecz  odmówiła.  Również  dlatego,  że  po  ostatniej  nocy  była  niewyspana  i 
chciała jak najszybciej znaleźć się w domu. 

Właśnie wychodziła, gdy w drzwiach swego gabinetu stanął Damian. 
– Dobranoc – powiedziała uprzejmie i poszła korytarzem do windy. 
Przez chwilę czekali razem i razem weszli do kabiny. Stali obok siebie 

jak  obcy.  Jessica  obserwowała  zapalające  się  kolejno  numerki  nad 
drzwiami.  Zaledwie  tydzień  wcześniej  byłaby  podekscytowana  takim 

background image

 

 

kilkusekundowym sam na sam z Damianem; teraz dałaby wiele, żeby tego 
uniknąć. Być tak blisko niego fizycznie, a tak daleko emocjonalnie – to była 
udręka w najczystszej postaci. 

Drzwi windy rozsunęły się bezszelestnie i Jessica z ulgą znalazła się w 

holu. Teraz każde pójdzie w swoją stronę. 

– Jessico. – W głosie Damiana słychać było irytację; nie wiedziała, czy 

na nią, czy na samego siebie. – Wracasz metrem? 

– Tak. Stacja jest za rogiem. – Ruszyła ku wyjściu. 
– Zawiozę cię do domu. 
– Nie, dziękuję. 
– Musisz się zgodzić – powiedział twardym tonem. – Pora, 

żebyśmy 

porozmawiali. 

Gdy rano wchodziła do jego gabinetu, serce biło jej mocno, teraz waliło 

jak oszalałe. 

Bez słowa zaprowadził ją do podziemnego garażu. Kiedy już siedzieli 

w samochodzie, zapytał: 

– Czy rozmawiałaś z Evanem o swojej rezygnacji?   
– Tak. 
– Co powiedział? 
Wykonała kilka niepewnych gestów. 
– Poprosił, żebym się zastanowiła.   
– I co? 
– Nic.  Przepracuję  jeszcze  dwa  tygodnie,  bo  mnie  o  to  prosiłeś,  ale 

decyzji nie zmienię. 

Damian zacisnął ręce na kierownicy. 
– Dlaczego, Jessico? 
–  A  dlaczego  miałoby  cię  to  obchodzić,  Damianie?  –  odparła, 

wyprowadzona z równowagi.  – Dziś rano nie mogłeś się doczekać, kiedy 
się mnie pozbędziesz. 

– To nieprawda – powiedział ostro. 
– Nie sądzę, żeby ta dyskusja cokolwiek rozwiązała. – Położyła rękę na 

klamce, zamierzając wysiąść. 

Atmosfera była jak naładowana elektrycznością. 
– Jessico,  zostań  na  kilka  minut.  Proszę.  –  Mówił  cicho,  pozornie  bez 

emocji. 

Zawahała się. 
– Dobrze. – Cofnęła rękę. 

background image

 

 

– Czy złożyłaś rezygnację z powodu tego, co zaszło podczas kolacji? – 

zapytał. 

Popatrzyła na niego zmieszana. 
– Wczoraj wieczorem? 
–  Evan  cię  po  prostu  zostawił.  Wiem,  że  twoje  uczucia  zostały 

zranione, ale... 

– Poczekaj  –  powiedziała  i  odwróciła  się  do  niego,  spoglądając  mu 

prosto w oczy. – Szczerze mówiąc, sam w to nie wierzysz, prawda? 

Na jego twarzy malował się wyraz zakłopotania. 
– Mój brat, zostawiając cię w ten sposób, zachował się jak grubianin. 
Od niepamiętnych czasów nie była tak wściekła. Rozsadzająca ją złość, 

gdy dała jej upust, przybrała postać czkawki. 

–  Myślisz...  hik...  że  jestem  tak  płytka,  że  rzuciłabym...  hik...  pracę  w 

napadzie... hik... zazdrości? Czy to... hik... chciałeś powiedzieć, Damianie? 

Wysiadła z samochodu i trzasnęła drzwiami. 
– Uważam... hik... że ta rozmowa... hik... prowadzi donikąd. 
To  powiedziawszy,  pomaszerowała  do  domu.  Wydawało  jej  się,  że 

słyszy  odgłos  zamykania  drzwi  samochodu,  ale  nie  zadała  sobie  trudu, 
żeby się obejrzeć. 

– Jessica! – zawołał, wpadając do pustego holu. Zawahała się. Czkawka 

nie ustąpiła i trudno jej było normalnie oddychać. 

– Przykro mi – powiedział po chwili pełnej napięcia. 
Wtedy  zrozumiała.  Przepraszał  za  coś  więcej  niż  ich  sprzeczka  w 

samochodzie. Chciał jej powiedzieć, jak bardzo żałuje, że jej nie kocha. 

 

background image

 

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Przez  następne  dwa  tygodnie  Jessica  widywała  Damiana  tylko 

przelotnie.  Firma  zatrudniła  nowego  asystenta  prawnego,  Petera 
McNicholsa,  więc  pomagała  w  szkoleniu  tego  sumiennego  młodego 
człowieka. 

Ostatniego dnia pani Sterling przyniosła wiadomość, że Damian chce 

rozmawiać z Jessicą. 

– Mam  nadzieję,  że  zmieni  pani  zdanie  –  powiedziała  smutnym 

głosem. – Świetnie pani pracuje i bardzo mi przykro, że pani odchodzi.  – 
Rzuciła  domyślne  spojrzenie  w  kierunku  drzwi  gabinetu  Evana.  –  Jestem 
pewna, że panu Drydenowi też będzie pani brakowało. 

W  ciągu  minionych  dwu  tygodni  Evan  kilkakrotnie  próbował  ją 

przekupić,  lecz  pozostała  nieugięta.  Jej  decyzja,  choć  podjęta  nagle,  była 
słuszna. 

Z  przyzwyczajenia  wzięła  notatnik  i  pióro  i  poszła  do  Damiana. 

Sekretarka od razu ją wpuściła. 

Stał  przy  oknie,  odwrócony  do  niej  tyłem.  Ręce  założył  za  siebie,  jak 

zwykle, gdy był zamyślony lub czymś się martwił. Zaczęła się zastanawiać, 
czy zmartwiło go jej odejście, lecz doszła do wniosku, że gdyby tak było, 
dawno by o tym powiedział. 

– Chciałeś  mnie  widzieć?  –  zapytała  spokojnie.  Odwrócił  się  i 

uśmiechnął uspokajająco. 

– Tak.  Siadaj,  proszę.  –  Wskazał  jej  krzesło,  a  sam  zajął  miejsce  za 

biurkiem. Wziął do ręki leżącą na środku kopertę i wręczył ją Jessice. – To 
dla ciebie – wyjaśnił. – Pozwoliłem sobie dodać niewielką premię. 

– To nie było konieczne – powiedziała zaskoczona. 
–  Być  może,  lecz  chciałem,  żebyś  wiedziała,  iż  nasza  firma  wysoko 

ocenia twoją pełną poświęcenia pracę nad sprawą Earla Kressa. 

– Zostawałam dłużej, bo to było potrzebne. 
– Wiem. – Odchylił się do tyłu i spojrzał na nią z ciekawością.  – Czy 

znalazłaś już inną pracę? 

– Nie. – Dopiero teraz będzie na to dość czasu, w ciągu następnych dni 

i tygodni, pomyślała smutno. 

– Jeśli chcesz, z przyjemnością napiszę ci list polecający. 

background image

 

 

To  była  cenna  propozycja,  tym  bardziej  że  pracowała  w  firmie  tak 

krótko. 

– Będę bardzo zobowiązana. – List polecający na pewno się przyda. 
–  Znam  dużo  firm,  które  mogą  być  zainteresowane  tak  dobrą 

asystentką prawną. Mógłbym do kilku zadzwonić w twoim imieniu. 

Damian jest naprawdę wielkoduszny, pomyślała. 
– Dziękuję. Będę ci wdzięczna. 
Skinął głową. Jessica podniosła się z krzesła. Pożegnanie z Damianem 

okazało się o wiele trudniejsze, niż przypuszczała. Nie wiedziała, ile czasu 
upłynie,  zanim  znów  go  zobaczy.  Ich  rodziny  są  zaprzyjaźnione,  lecz  oni 
żyją  własnym  życiem.  Mogą  minąć  miesiące,  a  nawet  lata,  zanim  się 
spotkają.  Lecz  może  tak  będzie  najlepiej.  Nerwowo  bawiła  się  żółtym 
notatnikiem. 

– Chcę, żebyś wiedział, że bardzo ceniłam sobie pracę z tobą i Evanem 

–  powiedziała  łamiącym  się  głosem.  –  Daliście  mi  szansę,  mimo  że  nie 
miałam żadnego doświadczenia. 

– Przez ten czas sprawdziłaś się wielokrotnie.   
Cofała się małymi krokami, aż plecami dotknęła drzwi. 
– Dziękuję ci też – powiedziała zduszonym głosem – za wszystko inne. 
Podniósł brwi z wyrazem zdziwienia. 
– Za wspólne kolacje i nasz wieczór na Cannon Beach – dodała. Więcej 

nie odważyła się powiedzieć. 

Była pewna, że gdyby teraz otworzyła przed nim serce, oboje czuliby 

się zażenowani. W oczach Damiana odbijał się smutek. 

– Żegnaj, Jessico. 
Odwróciła  się  i  nacisnęła  klamkę,  lecz  zanim  odeszła  z  jego  życia, 

zanim zrobiła ten pierwszy krok, spojrzała przez ramię, żeby zobaczyć go 
jeszcze raz, żeby zatrzymać w pamięci ostatnie wspomnienie o nim. 

Damian stał tam, gdzie go widziała, gdy zjawiła się tu po raz pierwszy. 

Patrzył przez okno, ręce założył za siebie. 

 

– Nie mogę uwierzyć, że tak się to odbyło.  – Cathy, pełna oburzenia, 

chodziła po pokoju jak lew w klatce. Nie była w stanie usiedzieć na miejscu, 
od  chwili  gdy  Jessica  opowiedziała  jej  o  swoim  ostatnim  spotkaniu  z 
Damianem. 

– A spodziewałaś się, że co mu powiem? – zapytała Jessica z irytacją. 

background image

 

 

Siedząca w niej romantyczka miała nadzieję, że Damian pobiegnie za nią, 
ale  nic  takiego  się  nie  stało.  Nawet  Evan  zdawał  się  podporządkować  jej 
życzeniu. To był dla niej jeden z najbardziej emocjonalnie wyczerpujących 
dni w życiu, i czego jak czego, ale zarzutów przyjaciółki teraz nie potrzebo-
wała.  –  Gdyby  miał  dla  mnie  choćby  odrobinę  uczucia,  to  byłaby  to  dla 
niego najlepsza okazja, żeby coś powiedzieć. Jak myślisz? 

–  Lepiej,  żebyś  nie  wiedziała,  co  myślę  o  tym  człowieku  –  odparła 

ponuro Cathy. 

–  List  polecający...  na  nic  więcej  nie  było  go  stać.  Damianowi 

Drydenowi  po  prostu  na  mnie  nie  zależy.  –  Klęczała  na  dywanie  przy 
stoliku. Wyszarpnęła kawałek pizzy z pudełka. Ser spadł na podłogę. 

– Czy on wie, że nie widujesz się z Evanem? 
– Oczywiście. 
– Jesteś pewna? Powiedziałaś mu o tym?   
– Nie. 
Cathy podniosła ręce w geście rozczarowania. 
– No, to już wszystko jasne. On myśli, że spotykasz się z jego bratem. 
–W  tym  tygodniu  Evan  dwa  razy  umówił  się  z  Nadine  Powell. 

Damian  o  tym  wie.  A  poza  tym,  Evan  i  ja  zawsze  byliśmy  tylko 
przyjaciółmi. Powiedziałam to Damianowi. Jak by na to nie patrzeć, nie jest 
mną zainteresowany, więc nie ma o czym mówić. 

Cathy usiadła na dywanie i wzięła sobie kawałek pizzy. 
– Jestem naprawdę zawiedziona. 
– Ja też. – To było przesadnie lakoniczne, ale Jessica nigdy nie należała 

do  ludzi,  którzy  rozwodzą  się  nad  popełnionymi  błędami.  I  jeszcze  dużo 
czasu  musiałoby  upłynąć,  żeby  mogła  uznać  miłość  do  Damiana  za  błąd. 
Tymczasem dobrze poznała siebie i dużo się dowiedziała o miłości. 

–  Czy  mi  się  zdaje,  że  mówiłaś,  że  podczas  najbliższego  weekendu 

masz  zamiar  pływać  z  Evanem  żaglówką?  –  zapytała  Cathy  z  wyraźną 
ciekawością. 

– Nie. W czasie następnego. 
–  Aha!  –  Cathy  wolną  ręką  uderzyła  w  stolik.  –  Więc  jednak  nadal 

widujesz się z Evanem. Niemożliwe, żeby Damian o tym nie wiedział. Nic 
dziwnego, że... 

– Cathy  –  przerwała  jej  Jessica  –  daj  spokój.  Prawdopodobnie  już  nie 

będę widywała Damiana, a on najwidoczniej też chce, żeby  tak  było.  Bóg 
mi świadkiem, że nie mogłam jaśniej wyrazić tego, co czułam. 

background image

 

 

Cathy ze smutkiem potrząsnęła głową. 
–  Jestem  chyba  większą  romantyczką,  niż  myślałam.  Byłam  taka 

pewna,  że  on  cię  kocha.  Przekonana,  że  mam  rację.  Chyba  dlatego,  że 
chciałam  ją  mieć.  Tyle  lat  czekałam,  żebyś  się  zakochała,  a  teraz,  kiedy 
masz...  –  Jej  głos  cichł  w  miarę,  jak  robiła  się  coraz  smutniejsza.  –  Taka 
byłam pewna – wyszeptała, a jej twarz przybrała wyraz zdziwienia, jakby 
miała ochotę zapytać, co u diabła było przyczyną niepowodzenia. 

– Tu  jest  naprawdę  przyjemnie  –  powiedziała  Jessica.  Siedziała 

naprzeciw  matki  w  ich  ulubionej  restauracji  morskiej,  przy  stole  z 
widokiem na Back Bay. Zielone wody zatoki były spokojne, w oddali, jak 
korki, podskakiwały rybackie łodzie. 

Joyce  Kellerman  rozłożyła  na  kolanach  płócienną  serwetkę  i 

uśmiechnęła się łagodnie. 

Jessica  w  duchu  jęknęła.  Dobrze  znała  to  spojrzenie,  pełne  bolesnego 

zawodu.  Właśnie  tak  patrzyła  na  nią  matka,  kiedy  dowiedziała  się,  że 
Jessica  zrezygnowała  z  lekcji  gry  na  fortepianie.  Albo  gdy  jako 
dwunastolatka  nie  chciała  pojechać  na  obóz  skautowski,  chociaż  matka 
była  drużynową.  To  był  matczyny  sposób  wyrażania  całkowitego 
rozczarowania postępowaniem córki. Jessica nie próbowała udawać, że nie 
wie, jaki jest powód tego wspólnego lunchu. 

– Uważasz, że popełniłam błąd, zwalniając się z pracy, prawda, mamo? 
Joyce Kellerman wyglądała na nieco zaskoczoną, że to Jessica zaczęła 

mówić na ten temat. 

–  Po  prostu  nie  rozumiem,  dlaczego.  Nic  więcej.  To  była  dla  ciebie 

wymarzona  posada,  u  zaprzyjaźnionej  rodziny.  Wydawało  się,  że 
współpraca między tobą a Evanem układa się bardzo dobrze. I nagle, bez 
widocznej przyczyny, zwalniasz się. 

– Przyszła pora na zmianę – powiedziała Jessica niepewnie. 
– Ależ przepracowałaś zaledwie dwa miesiące – zaprotestowała Joyce. 

–  Zmienianie  pracy  jak  rękawiczek  nie  wygląda  dobrze  w  życiorysie 
zawodowym. Wiesz, co o takim postępowaniu sądzi twój ojciec. 

No tak, to było do przewidzenia. Zawiodła ojca, człowieka, który przez 

całe życie poświęca się, aby zapewnić jej szczęście. 

–  Praca  u  Drydenów  stała  się...  nieprzyjemna,  mamo.  –  Cóż  mogła 

więcej powiedzieć? 

– Muszę ci się przyznać, że Lois i ja same się za to winimy. Byłyśmy 

background image

 

 

obie tak podekscytowane, kiedy ty i Evan zaprzyjaźniliście się, że poniosła 
nas wyobraźnia. My już rozmawiałyśmy o ślubie i wnukach, a wy przecież 
dopiero zaczęliście się spotykać. 

– Mamo, to nie było tak. 
Joyce  kurczowo  zacisnęła  dłonie  na  blacie  stołu  i  nachyliła  się  do 

Jessiki. 

–  Tak  mi  przykro  z  powodu  tego  wszystkiego.  Mam  nadzieję,  że 

przyjmiesz moje przeprosiny, Jessico. 

– Mamo,  posłuchaj.  Między  mną  i  Evanem  nigdy  nie  było  żadnych 

romantycznych  uniesień.  On  kocha  kogoś  innego.  Mieliśmy  kilka  długich 
rozmów, i wiem, że on po prostu nie ma ochoty na zaangażowanie się w 
nowy romans. To zupełnie zrozumiałe. 

–  Och,  kochanie.  Przepraszam, że się spóźniłam.  – Do  stołu  podeszła 

podniecona Lois Dryden.   

Jessica  była  zaskoczona.  To  był  jej  pierwszy  tydzień  po  rezygnacji  z 

posady  w  firmie  Drydenów.  Kiedy  matka  zaproponowała  jej  lunch, 
potraktowała  to  jako  świetny  sposób  spędzenia  kilku  godzin  między 
rozmowami w sprawie pracy, na które umówił ją Damian. Nie wiedziała, 
że jej matka zaprosiła też Lois Dryden. 

– Chyba jeszcze nigdy nie byłam taka zajęta! Prawybory za niecałe trzy 

tygodnie. – Lois odsunęła krzesło i usiadła obok przyjaciółki. 

–  Mama  nic  nie  mówiła,  że  pani  też  tu  będzie.  –  Jessica  zerknęła  na 

matkę  z  łagodnym  wyrzutem.  Jeszcze  tylko  brakowało  następnego 
śledztwa. 

–  Mam  nadzieję,  że  to  ci  nie  przeszkadza  –  powiedziała  Lois 

skruszonym  tonem.  –  To  rzeczywiście  wygląda,  jakbyśmy  spiskowały 
przeciwko  tobie,  prawda?  Nie  mamy  zamiaru,  kochanie.  Po  prostu  je-
steśmy bardzo ciekawe, co się dzieje między tobą a Evanem. 

Więc nie tylko jej matka szukała odpowiedzi. Pani Dryden także. I ta 

para coś knuła przeciwko niej. 

– Obie jesteśmy za bardzo wścibskie – ciągnęła Lois – ale tak to już jest 

z matkami. 

–  Jessica  mi  powiedziała,  że  Evan  nadal  kocha  kogoś  innego  – 

wyjaśniła Joyce. 

– Mój Boże – odezwała się smutnym głosem Lois. – Tego się właśnie 

obawiałam. Czy to ta Mary Jo, w której był taki zakochany  kilka miesięcy 
temu? 

background image

 

 

Jessica spojrzała na zalane słońcem wody zatoki i westchnęła. 
– Nie  chciałabym,  żeby  to  zabrzmiało  nieprzyjemnie,  ale  proszę 

zrozumieć, że Evan i ja jesteśmy przyjaciółmi i niezręcznie mi mówić o tym, 
czego dowiedziałam się od niego w zaufaniu. 

Joyce Kellerman spojrzała z dumą na przyjaciółkę. 
– Mówi zupełnie jak adwokat, prawda? 
– To skutek zbyt długiego przebywania w towarzystwie moich synów. 

– Lois pochyliła się nad stołem z miną pełną ubolewania. – Obawiam się, że 
popełniłam  straszny  błąd,  gdy  Evan  przyprowadził  Mary  Jo  do  naszego 
domu, żeby ją przedstawić. 

–  To  przecież  nie  do  pomyślenia,  żebyś  ty  zrobiła  cokolwiek,  co 

mogłoby kogoś obrazić – powiedziała lojalnie Joyce. 

–  Nietrudno  było  zauważyć,  że  to  nieśmiałe  biedactwo  czuje  się 

strasznie  skrępowane  w  naszej  obecności.  Próbowałam  ją  przekonać,  że 
powinna  być  swobodniejsza,  ale  zdaje  się,  że  kiepsko  mi  to  poszło. 
Widzicie, to bardzo ważne, żeby Evan ożenił się z... odpowiednią kobietą... 

– Z odpowiednią kobietą? – zdziwiła się nieco Jessica. Znała państwa 

Drydenów  od  dawna.  Nie  byli  snobami.  Tak  wielkodusznych  i  prawych 
ludzi jeszcze nie spotkała. 

– W przyszłości czeka Evana kariera polityczna – wyjaśniła Lois. – Być 

żoną  polityka  to  być  osobą  publiczną.  Wiem  coś  o  tym.  Przez  ostatnie 
tygodnie czułam się tak, jakbym to ja kandydowała do senatu, nie Walter. 

Jessica miała zdziwioną minę. 
– Evan nigdy nic nie mówił o swoim zainteresowaniu polityką. 
– Ostatnio może nie, ale dawniej był bardzo zainteresowany i dużo na 

ten temat rozmawialiśmy. 

– Powiedziałaś to wszystko Mary Jo? – spytała Joyce. 
Lois skinęła głową. Jej spojrzenie zdradzało wyrzuty sumienia. 
–  Wiele  razy  myślałam  o  tamtej  naszej  rozmowie  i  teraz  widzę,  że 

zrobiłam więcej złego niż dobrego. 

– Czy Evan wie, co jej pani powiedziała? – zapytała Jessica. 
– Jestem przekonana, że mu nie powtórzyła. Potem zastanawiałam się, 

czy się z nią nie skontaktować. Może gdybym ją przeprosiła, potrafiłaby mi 
wybaczyć okropną pewność siebie. 

Teraz  już  pewnie  można  by  wyjaśnić,  co  zaszło  między  Mary  Jo  a 

Evanem,  pomyślała  z  bólem  Jessica.  Niestety,  za  późno.  Mary  Jo 
prawdopodobnie wyszła za mąż. Pewnie za tego nauczyciela. 

background image

 

 

– Czuję  się  również  odpowiedzialna  za  popsucie  stosunków  między 

tobą a Evanem – ciągnęła Lois. – Naprawdę staram się nie wtrącać do życia 
moich synów, słowo daję, ale nie zawsze mi się to udaje. Mam nadzieję, że 
wybaczysz mnie i Walterowi, że próbowaliśmy wywierać na was nacisk. 

– Ależ proszę pani, niczemu nie jest pani winna. 
–  Jesteś  taką  kochaną  dziewczyną,  mieliśmy  z  Walterem  nadzieję,  że 

między wami wszystko będzie dobrze. – Przerwała  i  sięgnęła  po  menu.  – 
Piękna z was para. 

– Dziękuję. 
Podszedł kelner i przyjął zamówienie. Z Lois Dryden opadło napięcie. 
– Coś  gnębi  Damiana  –  napomknęła.  –  Próbowałam  go  podpytywać, 

ale  wiecie,  jaki  jest  Damian.  Skryty  jak  jego  ojciec.  Evan,  dzięki  Bogu, 
bardziej  przypomina  mnie.  Zawsze...  no,  powiedzmy,  do  niedawna... 
wiedziałam, co myśli, bo nie kryje się ze swoimi uczuciami. 

– I co z Damianem? – zapytała Jessica, starając się, żeby zabrzmiało to 

jak najbardziej zdawkowo. 

– Kochanie,  prawdopodobnie  ty  mogłabyś  mi  wyjaśnić  więcej  niż  ja 

tobie – odparła Lois. – Widywałaś go znacznie częściej niż ja. 

– Damian nie miał zwyczaju mi się zwierzać.   
Lois westchnęła głośno. 
– Domyślam  się.  Wspomnicie  moje  słowa,  za  tym  się  kryje  kobieta. 

Może  sobie  być  skryty  jak  jego  ojciec,  ale  znam  swego  syna.  Myślę,  że 
chyba się zakochał. 

Jessica spojrzała na zatokę. Wiedziała, że jeśli matka Damiana mą rację, 

to chodzi tu o inną kobietę. Nie o nią. 

– Jak  już  będziemy na  łodzi,  idź  od  razu  na  dół  i  rozpakuj  jedzenie  – 

pouczył  ją  Evan.  Szli  przez  teren  przystani,  obok  pływającego  doku.  Gdy 
dotarli na miejsce, pomógł Jessice wejść na pokład. 

Zeszła  na  dół,  a  on  zajął  się  żaglami.  Postawił  kliwer  i  zaczął 

przygotowywać spinaker. 

–  Wydaje  mi  się,  że  tego  jedzenia  wystarczyłoby  na  tydzień  – 

krzyknęła  spod  pokładu.  Dzień  był  piękny,  wiatr  jak  wymarzony  do 
żeglowania.  Chociaż  Evan  odgrażał  się  wcześniej,  że  będzie  kapitanem,  a 
ona załogą, sam zajął się prawie wszystkim. 

– Zaraz odbijamy – krzyknął. – Nie przestrasz się, kiedy poczujesz, że 

łódź się porusza. 

background image

 

 

Jessica miała niewielkie pojęcie o żeglarstwie. Evan już przed kilkoma 

tygodniami  oświadczył,  że  musi  to  zmienić.  Wystarczy  jeden  dzień, 
twierdził,  i  będzie  pierwszorzędną  żeglarką.  Widocznie  naukę  trzeba  za-
cząć od kuchni, pomyślała. 

Podśpiewując, wypakowała zawartość trzech dużych toreb. Wyglądało 

na to, że nie będą musieli żałować sobie jedzenia podczas tego weekendu. 
Właśnie  myła  rzodkiewki,  gdy  z  góry  dobiegły  ją  głosy.  Próbowała 
zobaczyć,  z  kim  Evan  rozmawia,  ale  nie  mogła  dojrzeć  nikogo.  Pewnie  z 
kimś, kto stoi na brzegu, doszła do wniosku. 

Po  minucie  rozległ  się  szum  silnika.  Evan  postawił  żagle  i  łódź 

zanurzyła się nieco. Gdy silnik ucichł, domyśliła się, że są już w bezpiecznej 
odległości od przystani. 

Uporała  się  ze  swoim  zadaniem,  wzięła  kilka  puszek  z  zimną  wodą 

sodową i wspięła się na pokład. Dopiero po chwili zorientowała się, że jest 
tam ktoś oprócz nich. 

To był Damian. 
Rzuciła Evanowi oskarżycielskie spojrzenie, które jednak było niczym 

w porównaniu z tym, co wyrażał wzrok Damiana. 

– Nie wiedziałam, że Evan cię zaprosił – odezwała się pierwsza. 
– Nie wiedziałem, że zaprosił ciebie – odparł Damian. 
Evan  śmiał  się  od  ucha  do  ucha,  najwyraźniej  zachwycony  własnym 

sprytem. 

–  Czy  nie  wspomniałem,  że  wybiera  się  z  nami  Damian?  –  zapytał 

niewinnie. 

– Nie – odpowiedziała. Wręczyła każdemu z braci puszkę i wycofała 

się do kuchni. Evan udawał, że ta sytuacja była wynikiem nieporozumienia, 
lecz wiedziała, że doprowadzi do niej celowo. 

Po  kilku  minutach  Damian  poszedł  w  jej  ślady.  Siedziała  oparta  o 

burtę, z nogami wyciągniętymi wzdłuż miękkiej ławki. Otworzył lodówkę i 
wstawił do niej puszkę, jakby tylko w tym celu zszedł na dół. 

– Chcę  ci  powiedzieć,  że  nie  ja  zaaranżowałem  to  spotkanie,  jeśli  tak 

myślisz. 

Jessica nie miała mu nic do powiedzenia. Nie była na niego zła; on też 

został  w  to  wmanewrowany.  Nie  wiedziała,  jaką  grę  prowadzi  Evan,  ale 
nie chciała w niej uczestniczyć. 

–  Przypuszczam,  że  przez  moją  obecność  masz  zepsuty  dzień,  który 

zamierzałaś  spędzić  z  Evanem  –  powiedział  tonem  usprawiedliwienia. 

background image

 

 

Zajrzał do szafki, jakby szukał czegoś do zjedzenia. Wyjął torebkę chipsów. 
– Czy znalazłaś już pracę? 

–  Jeszcze  nie, ale  jestem  umówiona na  rozmowę.  –  Przypuszczała, że 

Damian o tym wie. Zorientowała się, że w nowej firmie zarekomendował ją 
niczym  zesłaną  przez  niebiosa  gwiazdę  prawniczej  profesji.  Taka  opinia 
bardzo zobowiązuje. – Czy mogę cię o coś zapytać? 

– Oczywiście. – Usiadł naprzeciwko niej. 
–  Jeśli  masz  o  mnie  takie  dobre  zdanie,  to  dlaczego  przyjąłeś  moją 

rezygnację? – To niezupełnie uczciwe pytanie, uświadomiła sobie. Przecież 
sama chciała odejść. 

– Czy chciałaś, żebym poprosił, byś została?   
Uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami. 
– Myślę, że trochę tak, chociaż trudno mi się teraz do tego przyznać. 
–  Dlaczego  zdecydowałaś  się  odejść?  –  Otworzył  torebkę  i  podał  jej. 

Jessica  wyjęła  garść  chipsów  i  położyła  je  na  stole,  zadowolona,  że  może 
czymś zająć ręce. 

–  Dlaczego  zdecydowałam  się  odejść?  –  powtórzyła  w  zamyśleniu 

pytanie. – Przede wszystkim z powodu tego, co zaszło na kolacji. 

W oczach Damiana zabłysło oburzenie. 
–  Więc  to  jednak  miało  coś  wspólnego  z  zainteresowaniem  Evana 

Nadine? 

–  Nie  –  wybuchnęła.  –  Zwolniłam  się  z  powodu  presji  ze  strony 

rodziców. Oni właściwie zaręczyli Evana i mnie. 

– Małżeństwo z moim bratem nie byłoby taką złą rzeczą. 
–  Jak  możesz  choćby  sugerować  coś  takiego?  –  zapytała  drżącym 

głosem. Nigdy nie wyszłaby za człowieka, którego by nie kochała. – Co się 
z tobą dzieje, Damianie? 

– Ze mną? 
–  Słyszałeś  czy  nie,  co  powiedziałam  w  kuchni,  w  domu  twoich 

rodziców, niecałe trzy tygodnie temu? 

Zmarszczył czoło. 
– Tak – odpowiedział ze złością. 
– Więc jak mogłeś powiedzieć coś tak głupiego?   
W oczach Damiana widać było wściekłość. Nie należał do mężczyzn, 

którzy tolerują obelgi. 

Jessica  chwyciła  kilka  chipsów  i  wszystkie  naraz  włożyła  do  ust. 

Chrupanie czegoś kruchego i słonego pomagało jej rozładować napięcie. 

background image

 

 

– Ale Evan... 
– Jeśli ośmielisz się sugerować, że Evan mnie kocha – przerwała mu w 

pół słowa – to nie odpowiadam za siebie, przysięgam. 

Damian  wyglądał  na  zaskoczonego  jej  pełną  złości  ripostą.  Zacisnął 

usta  i  zmarszczył  czoło,  a  potem  sięgnął  do  torebki  z  chipsami.  Przez 
chwilę  w  ciasnej  kuchni  słychać  było  jedynie  chrzęst  ziemniaczanych 
płatków. 

– Wiesz na czym polega mój problem? 
– Czyżbyś miała tylko jeden? – zapytał z sarkazmem. Jessica pominęła 

jego pytanie milczeniem. 

–  Założyłam,  iż  mężczyzna,  który  jest  adwokatem  i  jednym  z 

najlepszych w Bostonie specjalistów od prawa spółek, będzie... 

– Co tam u was na dole słychać? – dobiegł ich okrzyk Evana. – Czy już 

ze sobą rozmawiacie? 

Jessica  spojrzała  w  górę.  Evan  otworzył  drzwi  do  kuchni  i  siedział 

teraz prawie prosto nad nimi, z ręką na sterze. Wiatr wichrzył mu włosy i 
opinał kurtkę na piersiach. 

– Wymieniamy obelgi! – odkrzyknął Damian. 
–  To  dobry  początek.  –  Głos  Evana  był  irytująco  wesoły.  –  Jedno 

musicie wiedzieć – dodał. – Nie zamierzam zawrócić, dopóki nie dojdziecie 
do porozumienia. 

– W sprawie czego? – zapytała Jessica. 
– Zaraz do tego dojdziemy. A teraz, Damianie, przyznaj się, że jesteś 

zakochany  w  Jessice,  i  miej  to  już  za  sobą.  Przestań  grać  tę  bezsensowną 
grę. 

– Damian zakochany we mnie? – powtórzyła z niedowierzaniem. – To 

nieprawdopodobne. 

– Więc już wiecie, co was czeka – zawołał Evan z góry. – Nie martwcie 

się, jedzenia mamy dość na trzy albo i cztery dni. 

– Nie pleć głupstw. – Damian zaczynał tracić cierpliwość. 
– Posłuchaj, braciszku – krzyknął Evan. – Myślałeś, że nie widziałem, 

jak całowałeś Jessicę w kuchni u mamy, ale ja widziałem. Szalejesz za nią. 
Jednego nie rozumiem: dlaczego uparłeś się, żeby to ukryć. 

– To ty się z nią spotykałeś. 
– No to co? 
– Nie wiążę się z kobietami, z którymi się spotykasz. 
–  Zawsze  może  się  zdarzyć  wyjątek  od  reguły.  Jessica  jest  wolną 

background image

 

 

kobietą.  Jeśli  ją  kochasz,  jak  podejrzewam,  to  dlaczego  nic  nie 
powiedziałeś? 

– Nie zrozumiałbyś. 
– Sprawdź – zażądał Evan. 
– Słuchajcie no – przerwała im Jessica. – Jeśli nie macie nic przeciwko 

temu,  wolałabym,  żebyście  nie  rozmawiali  o  mnie  tak,  jakby  mnie  tu  nie 
było. 

Bracia nie zwracali na nią uwagi. 
– Jessica kochała się w tobie od dziecka – oznajmił Damian. 
– No to co? – odparł Evan. – Dorosła i zakochała się w tobie. Kobiety 

potrafią zmieniać zdanie, jeśli chcą. One są z tego znane. 

– Ale ty ją kochasz! – upierał się Damian. 
– Masz rację, ale jak siostrę. Byłaby z niej wspaniała bratowa. Świetnie 

się zgadzamy. 

Damian  wpatrywał  się  w  Jessicę.  Jego  pociemniałe  oczy  były  pełne 

napięcia. 

– Czy  chciałaś  mi  powiedzieć,  że  mnie  kochasz?  –  zapytał  ochrypłym 

szeptem. 

– I to nie jeden raz, ty idioto! Ale tak się przed tym broniłeś! 
– Nie chciałbym ci dawać rad, braciszku – krzyknął Evan z góry – ale 

teraz jest chyba dobry moment, żebyś ją pocałował. 

–  Doceniam  twoją  pomoc,  braciszku,  ale  już  sobie  poradzę  sam  – 

odkrzyknął Damian i wstał. Zamknął i zaryglował drzwi, a potem odwrócił 
się  do  Jessiki.  –  Na  pewno  myślałaś,  że  jestem  upartym  głupcem  – 
powiedział.  Chwycił  ją  za  kostki  i  pociągnął  wzdłuż  ławki,  na  której 
siedziała. Potem objął, podniósł i wziął w ramiona. 

– Czy mnie kochasz, Damianie? – spytała. 
– Całym sercem – wyznał i ujął jej twarz w dłonie.   
– Przecież mogłeś powiedzieć o tym wcześniej – 

szepnęła. 

– Nie miałem odwagi. Sądziłem, że Evan cię kocha i potrzebuje. Ale w 

ciągu  ostatnich  tygodni  przekonałem  się,  jak  bardzo  ja  cię  kocham  i 
potrzebuję. – Pogłaskał jej włosy, jakby nawet teraz nie mógł uwierzyć, że 
jest z nim. 

Poszukał ustami jej warg. Oplotła go ramionami i przywarła do niego 

całym ciałem. Całował ją raz po raz, aż do utraty tchu. Nie mogła pojąć, jak 
potrafiła tak długo żyć bez jego miłości. Oboje nie mogli się sobą nasycić. 

–  To  nie  do  uwierzenia,  że  jesteś  tak  blisko  –  szepnął  między 

background image

 

 

pocałunkami. 

– Byłeś głupi, Damianie Drydenie. 
– Wiem. Już nie będę. Sądziłem, że postępuję szlachetnie, usuwając się 

z  drogi  Evanowi.  Po  tej  uroczystej  kolacji  byłem  na  niego  wściekły,  ale 
jeszcze bardziej na samego siebie. 

– Dlaczego? 
– Ponieważ nie potrafiłem się powstrzymać od przytulania cię. – Objął 

ją mocniej. Poczuła, jak jego pierś miarowo podnosi się i opada, i wtuliła się 
w niego jeszcze bardziej. 

–  Pozwoliłeś,  żebym  odeszła  z  twego  życia.  –  Przypomniała  sobie,  z 

jakim bólem opuszczała firmę. 

–  Pozwoliłem  ci  odejść  z  mojego  biura  –  przytulił  policzek  do  jej 

włosów  –  ale  nie  z  mojego  życia.  Niecierpliwie  czekałem,  co  wyniknie  z 
twoich spotkań z Evanem. 

Przerwało  mu  dobiegające  z  góry  głośne  pukanie.  Nie  wypuszczając 

Jessiki z objęć, Damian jedną ręką odciągnął zasuwę i otworzył drzwi. 

– Słucham? – zapytał. 
– Czy możemy już zawracać? 
– Jeszcze nie! – krzyknęła Jessica. 
–  Daj  nam  jeszcze  kilka  minut  –  poprosił  Damian.  Evan  zaśmiał  się 

cicho. 

– Obiecaj mi jedną... nie, dwie rzeczy. 
– Dobrze – odpowiedział Damian bez namysłu. 
– Po pierwsze, muszę być drużbą na ślubie. 
– Na ślubie... – powtórzyła powoli Jessica. Damian stanowczo kiwnął 

głową. 

– Im szybciej, tym lepiej. Już za długo na ciebie czekam. 
– Będę drużbą, czy nie? – spytał Evan. 
– Nigdy nikogo innego nie brałem pod uwagę, braciszku. 
– A  po  drugie,  chcę  być  przy  tym,  gdy  oznajmisz  mamie  i  tacie,  że 

Jessica wychodzi za ciebie, a nie za mnie. 

 

background image

 

 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

– Uspokoję się, jak mnie pocałujesz. – Jessica spojrzała na Damiana. Z 

przystani zatelefonowali do jego rodziców i powiedzieli Lois, że chcą się z 
nimi zobaczyć i żeby zaprosiła też państwa Kellermanów. 

– Jeśli  nie  chcesz,  to  ja  to  zrobię  –  zażartował  Evan,  przyglądając  się 

spod oka bratu. 

–  Nie  tym  razem,  braciszku.  –  Damian  otoczył  Jessicę  ramieniem  i 

delikatnie ją pocałował. Gdyby to się nie działo na środku przystani, oboje 
chętnie przedłużyliby tę chwilę. 

–  Sama  nie  wiem,  czemu  jestem  taka  zdenerwowana  –  powiedziała 

Jessica, wsuwając dłoń w rękę Damiana. Szli w kierunku parkingu. 

– Ja wiem. – Wyglądało na to, że ostatnio tylko Evan ma na wszystko 

odpowiedź.  –  Nasi  rodzice,  wszyscy  czworo,  myślą,  że  wychodzisz  za 
mnie.  –  Evan  roześmiał  się  wesoło.  Widać  było,  że  cieszy  go  myśl  o  tym 
spotkaniu. 

To  właśnie  Evan  nalegał,  żeby  od  razu  porozmawiali  z  rodzicami. 

Zgodzili  się,  lecz  Jessica  teraz  żałowała,  że  nie  poprosiła,  by  najpierw 
pojechali  do  niej.  Powinna  się  przebrać,  uczesać  potargane  przez  wiatr 
włosy, przypudrować zaczerwienioną od słońca twarz. 

Damian podniósł jej dłoń do ust. 
– Nie martw się. Mama i tata będą zachwyceni. 
Nie obawiała się reakcji rodziców. Nie będą przeciwni ich małżeństwu. 

Pewnie się rozczulą. Po prostu sama myśl o tym, że Damian ją kocha, była 
wciąż jeszcze tak nowa, że aż niewiarygodna. 

Wsiadła do samochodu Damiana, Evan jechał za nimi. Na autostradzie 

stracili  go  z  oczu.  Kiedy  skręcili  w  długą  krętą  aleję  prowadzącą  do 
Szepczących Wierzb, Jessica z daleka zauważyła, że auto Evana już stoi na 
podjeździe. 

– Demon  szybkości  –  rzucił  ze  śmiechem  Damian.  Zaparkował  obok 

samochodu brata i wyłączył silnik. Pochylił się ku Jessice i ostentacyjnie ją 
pocałował. – Czy nie boisz się wejść tam ze mną? 

Uśmiechnęła  się  i  pokręciła  głową.  Poszłabym  za  tobą  wszędzie, 

pomyślała. 

Pomógł jej wysiąść z samochodu, Jessica wzięła go pod ramię i razem 

background image

 

 

weszli  do  jego  rodzinnego  domu.  W  salonie  przywitały  ich  pełne 
ciekawości i niepokoju spojrzenia rodziców. 

– Dzień dobry – powiedział Damian i podprowadził Jessicę do krzesła. 

Stanął  za  oparciem  i  położył  dłonie  na  jej  ramionach.  Podniosła  ręce  i 
nakryła jego pałce swoimi. 

– Przypuszczam, że się zastanawiacie, dlaczego was tutaj poprosiliśmy 

– zwróciła się Jessica do swoich rodziców. 

–  Poczekaj!  –  krzyknął  Evan  z  kuchni.  –  Nie  mów  ani  słowa  więcej, 

dopóki nie przyjdę. 

– Synu – Walter Dryden posłał Damianowi zdziwione spojrzenie – co 

to wszystko znaczy? 

– No, to zaczynajcie – wydał polecenie Evan, wnosząc na srebrnej tacy 

siedem kryształowych kieliszków i dwie butelki szampana. 

Damian  skłonił  się  w  stronę  rodziców  Jessiki  i  powiedział  oficjalnym 

tonem: 

– Mam zaszczyt prosić o rękę państwa córki.   
Hamilton Kellerman spojrzał na żonę. Był wyraźnie zdezorientowany. 
– Powiedziałaś, że wychodzi za Evana. 
– To znaczy... spodziewaliśmy się... – wyjąkała Joyce. 
– Kocham Damiana – oznajmiła Jessica. 
Jej ojciec podrapał się po głowie. 
–  Pamiętam,  że  było  inaczej.  Przez  całe  lata  szalałaś  za  Evanem. 

Słyszałem, że byłaś diablo dokuczliwa. 

– Tatusiu, to było tak dawno. 
– Ona teraz szaleje za mną – wtrącił Damian i lekko ścisnął jej ramiona. 

– A ja za nią. 

–  Och,  Damianie.  –  Lois  Dryden  zakryła  usta  dłonią.  –  Tak  się 

cieszymy. Joyce, pomyśl tylko, jednak będziemy mieć wspólne wnuki! 

Obie panie objęły się i prawie tańczyły z radości. Evan podał kieliszki 

milczącym, nadal zaskoczonym ojcom. 

– Czy coś z tego rozumiesz, Walterze? 
– Nie jestem pewien, Ham. 
– Jesteś przeciwny? 
– Skądże znowu. Nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz widziałem 

Lois tak pełną życia. A ty? Wolałbyś, żeby Jessica wyszła za kogoś innego? 

–  Ależ  nie.  –  Hamilton  potrząsnął  głową.  –  Joyce  przez  całe  lato 

mówiła o związku między naszymi rodzinami, tylko myślała, że to będzie 

background image

 

 

związek  Jessiki  i  Evana.  A  ja  na  to  patrzę  tak:  związek  to  związek,  a  ci 
dwoje tutaj rzeczywiście wyglądają na zakochanych. 

–  Tak,  nie  mam  co  do  tego  wątpliwości  –  powiedział  Walter  i 

uśmiechnął się do nich. 

Rozległ się dźwięk korka wystrzelającego z butelki. 
–  Chciałbym  wznieść  toast  –  powiedział  Evan,  napełniając  kieliszki  – 

za Jessicę i Damiana. – Odstawił butelkę i podniósł swój kieliszek do góry. – 
Niech będą zawsze szczęśliwi, niech ich miłość trwa wiecznie. 

– Jak pięknie, Evanie – powiedziała Lois, wycierając chusteczką kąciki 

oczu. 

– Niech trwa wiecznie – powtórzyła Joyce. Wszyscy podnieśli kieliszki 

i napili się szampana. 

– Teraz  porozmawiajmy  o  ślubie.  –  Lois  usiadła  na  sofie  obok  męża. 

Była gotowa od razu uzgadniać szczegóły. 

– Powinien się odbyć po listopadowych wyborach – powiedziała Joyce 

w zamyśleniu. 

– Poczekajmy na wynik prawyborów we wrześniu – odparła Lois. – Po 

co opóźniać ślub, kiedy nie wiemy, czy Walter na pewno uzyska nominację. 

– Ależ Lois, nie wątpię, że znajdzie się na liście. 
– Czy to wszystko ma dla ciebie znaczenie? – zapytał Damian Jessicę. 

Nachylił  się  i  zbliżył  usta  do  jej  ucha.  Gorący  dreszcz  przebiegł  jej  po 
plecach. 

Uśmiechnęła się łagodnie i potrząsnęła głową. Nic nie miało znaczenia 

oprócz Damiana i jego miłości. 

– Wyszłabym za ciebie choćby jutro. 
– Nie kuś mnie, kochanie. 
–  Albo  za  pół  roku,  jeśli  to  konieczne.  Czekałam  na  ciebie  całe życie, 

Damianie, więc jeszcze trochę też mogę poczekać. 

Rodzice  pogrążyli  się  w  rozmowie.  Rozważali  terminy,  ustalali 

szczegóły. Obie rodziny znały się od dawna, przeżyły w przyjaźni wiele lat 
– lepszych i gorszych. Jessica była przekonana, że ich miłość – jej i Damiana 
– też przetrwa lata i pokona przeciwności losu, które może przynieść czas. 

Wiedziała  teraz,  że  dotarła  do  kresu  swej  długiej  podróży.  Nareszcie 

czuła się bezpieczna, pewna jego miłości. 

 

background image

 

 

EPILOG 

 

Ktoś zapukał  do  drzwi.  Evan  z  ulgą odłożył  pióro  i  potarł  zmęczone 

oczy. 

– Proszę wejść – zawołał. 
Wszedł Damian. Przez kilka miesięcy, które minęły od ślubu z Jessicą, 

znacznie  się  zmienił.  Evan  pamiętał  okres,  gdy  jego  życie  było 
zdominowane przez praktykę adwokacką. Pracował wieczorami i w czasie 
weekendów,  rzadko  odpoczywał.  Teraz  wyglądał  na  młodszego, 
szczęśliwszego i tak zakochanego, że Evan poczuł ukłucie zazdrości. 

Obserwując  zmiany  zachodzące  w  Damianie,  zastanawiał  się,  jak 

potoczyłoby  się  jego  życie,  gdyby  poślubił  Mary  Jo.  Do  tej  pory  pewnie 
mieliby już dziecko. Przypomniał sobie, że zobaczył ją przelotnie na meczu, 
prawie przed rokiem. Sprawiło mu to ból. 

Starał się nie myśleć o Mary Jo, próbował wspomnienie o niej umieścić 

w jakiejś odległej komórce pamięci, lecz od czasu do czasu wymykało się 
ono i szydziło z niego za pomocą takich właśnie „co by było, gdyby”. 

Od  ich  rozstania  minęło  prawie  półtora  roku,  a  ona wciąż  miała  nad 

nim  władzę.  Czasem  z  kimś  się  spotkał,  lecz  nigdy  nie  było  to  nic 
poważnego. Nie mógł o niej zapomnieć. 

Zazdrościł  bratu  szczęścia  i  nie  spodziewał  się,  by  sam  mógł  być 

kiedyś taki szczęśliwy. Oczyma wyobraźni widział siebie za lat trzydzieści, 
posiwiałego, siedzącego w bonżurce przed kominkiem, z fajką w zębach, z 
czarnym nowofundlandem, drzemiącym u stóp. 

– Wyglądasz  na  zamyślonego  –  powiedział  Damian  i  przysunął  sobie 

krzesło. 

– To tylko roztargnienie. 
– Pamiętasz, jak w zeszłym miesiącu Jessica zadzwoniła od lekarza? 
Evan roześmiał się. 
– Jak mógłbym zapomnieć? – Całe biuro to pamiętało. Damian rzadko 

bywał  taki  podekscytowany,  wręcz  pełen  uniesienia.  Do  wszystkich 
szczerzył  zęby  w  uśmiechu,  jakby  był  niespełna  rozumu.  Mężczyzna 
niecodziennie się dowiaduje, że będzie ojcem, powiedział wtedy. 

To  zabawne,  pomyślał  Evan,  ale  mój  brat  znowu  ma  na  twarzy 

podobny uśmiech. 

background image

 

 

– Co się stało? Czyżby Jessica miała urodzić bliźnięta? 
–  Niezupełnie.  Rada  adwokacka  zwróciła  się  do  mnie  z  propozycją 

objęcia stanowiska sędziego. 

–  Damianie!  –  Evan  wyszedł  zza  biurka  i  bracia  się  uściskali.  – 

Przyjmiesz ją. – To nie było pytanie. Nie mogło być inaczej. 

– Jeśli Jessica się zgodzi. 
–  Na  pewno.  –  Evan  co  do  tego  też  nie  miał  wątpliwości.  –  Czy 

wybieracie się gdzieś, żeby to uczcić? 

–  Tak.  Cathy  Hudson,  przyjaciółka  Jessiki,  gra  główną  rolę  w  nowej 

sztuce,  która  ma  dzisiaj  premierę.  Mówiłem  ci  chyba,  że  Cathy  niedawno 
zaręczyła się ze swym przyjacielem reżyserem? 

Zanim Evan zdążył odpowiedzieć, odezwał się dzwonek. Pani Sterling 

poinformowała Evana, że chce się z nim widzieć Earl Kress. 

–  Earl?  –  zdziwił  się  Evan.  Nie  miał  z  nim  kontaktu  od  pół  roku.  – 

Niech wejdzie. 

– Porozmawiamy później – powiedział Damian od progu. – Pozdrów 

go ode mnie. 

Po  chwili  w  drzwiach  pojawił  się  Earl.  Evan  wyszedł  mu  naprzeciw. 

Serdecznie uścisnęli sobie ręce. 

– Cieszę się, że cię widzę. Siadaj, proszę. 
– Mam mało czasu. – Earl przysiadł na brzegu krzesła. – Powinienem 

się wcześniej zapowiedzieć, ale byłem w pobliżu... 

– Dobrze, że przyszedłeś. Jak tam szkoła? 
– W porządku. Niedawno zdałem egzamin komisyjny – oświadczył z 

dumą. 

– Gratuluję. – Evan też czuł się dumny z jego postępów. 
– Jest dużo ludzi, którym powinienem za to dziękować, ale wszystko 

zaczęło  się  od  pana.  Myślę,  że  nigdy  nie  zdawał  pan  sobie  sprawy,  jak 
bardzo  się  bałem  powiedzieć  przed  całym  światem,  że  nie  umiem  czytać 
ani pisać. 

– Wiedziałem, że to było dla ciebie bardzo trudne.   
– Myślę, że bez pana pomocy nie przebrnąłbym przez sprawę sądową. 
– Naprawdę się cieszę, że ci się udało. 
–  Ja  też.  Jeszcze  jak  –  zaśmiał  się  głośno  Earl.  –  Bez  tego  moje  życie 

byłoby  na  pewno  inne.  Wie  pan,  nie  chcę  zabierać  panu  czasu,  ale 
musiałem powiedzieć, jaki jestem za wszystko wdzięczny. 

– Nie ma o czym mówić. 

background image

 

 

–  Sam  teraz  pracuję  w  szkole,  społecznie.  Pomagam  dzieciom,  które 

mają  kłopoty  z  czytaniem.  Nie  wyrósłbym  na  analfabetę,  gdyby  mi  ktoś 
pomógł od razu w pierwszej klasie. 

Evan uśmiechnął się szeroko. 
– To wspaniale, Earl. 
– Byłbym zapomniał. Spotkałem kogoś z pana znajomych. Też pracuje 

tak jak ja. 

– Tak? 
– Nazywa się Mary Jo Summerhill. 
– Mary Jo. – Evan wyszeptał jej imię z przejęciem.   
– Dziwne, ale ona zareagowała tak samo, kiedy wspomniałem o panu. 
– Myślałem, że wyszła za mąż. 
–  O  ile  wiem,  nie.  –  Earl  wstał  i  wyciągnął  do  Evana  rękę.  –  Już  nie 

zabieram panu czasu. Chciałem tylko wpaść na chwilę, żeby pan wiedział, 
co u mnie. 

–  Dobrze  zrobiłeś.  –  Evan  odprowadził  swego  dawnego  klienta  do 

drzwi. Stał tam przez chwilę. W głowie miał zamęt. 

Kilka minut później znów przyszedł do niego Damian. 
– Co Earl miał do powiedzenia? – zapytał. 
– Mary Jo nie wyszła za mąż. – Specjalnie powiedział to głośno. Chciał 

usłyszeć brzmienie własnych słów. Damian nie zrozumie w pełni ich wagi, 
ale to nie jest ważne. 

– Rozumiem. I co masz zamiar w związku z tym zrobić? 
Evan  długo  się  zastanawiał.  Wreszcie  na  jego  twarzy  pojawił  się 

uśmiech.