background image

Pora na 

romans

Debbie Macomber

Tytuł oryginału: Ready For Romance

Przekład: Ludwik Stawowy

background image

PROLOG

Jessica Kellerman rozejrzała się na wszystkie strony i przemknęła za 

róg   garażu   Drydenów.   Przyciśnięta   do   ściany,   posuwała   się   ostrożnie, 
maleńkimi kroczkami. Absolutnie nikt nie powinien jej zobaczyć.

Samochód Evana, modne sportowe auto, stał przed garażem i było go 

widać z okien domu. Musiała zrobić to szybko.

Przykucnęła   przy   bocznym   lusterku,   wyjęła   z   kieszeni 

jaskrawoczerwoną   szminkę   i   grubo   pomalowała   sobie   wargi.   Przetarła 
lusterko białą chusteczką i pocałowała je kilkakrotnie. Na szkle pozostały 
wyraźne czerwone ślady ust.

Jessica   westchnęła   z   zadowoleniem,   ostrożnie   otworzyła   drzwi 

samochodu i wczołgała się na przednie siedzenie po stronie kierowcy. Tutaj 
też   było   lusterko.   Serce   jej   waliło   nie   tylko   ze   strachu,   że   zostanie 
zauważona.   Jej   serce   miało   skłonność   do   przyspieszania,   kiedy   tylko 
pomyślała o Evanie.

W całym Bostonie nie było mężczyzny, który mógłby się równać z 

Evanem Drydenem. I pomyśleć, że przez te wszystkie lata mieszkała po 
sąsiedzku, a dopiero niedawno zauważyła, jaki jest wspaniały! Dla Jessiki 
Evan był najprzystojniejszym mężczyzną na świecie.

Dokładnie pamiętała moment, kiedy odkryła swoje przeznaczenie. Od 

tamtej chwili nie była już sobą.

Szepczące Wierzby, posiadłość Drydenów, sąsiadowały z posesją jej 

rodziców.   Jessica   często   przesiadywała   na   potężnym   dębie,   obserwując 
synów sąsiadów. Damian studiował prawo, Evan chodził do college'u. Dla 
Jessiki, która jako jedynaczka była skazana na wymyślanie sobie własnych 
rozrywek, obserwowanie braci Drydenów stało się wspaniałą zabawą.

Gdy pewnego dnia jak zwykle siedziała na dębie, nad staw tuż obok 

przyszedł Evan, stanął na kładce i zaczaj wrzucać kamyki do wody. Choć 
był do niej odwrócony plecami, Jessica wstrzymała oddech, zastanawiając 
się, czy ją zauważył, ukrytą wśród gęstych liści.

Widocznie coś usłyszał, bo odwrócił się gwałtownie i wlepił wzrok w 

drzewo. 

– Jessica?

background image

Nie miała odwagi poruszyć się ani zaczerpnąć powietrza.
Spojrzał   w   górę   i   słońce   oświetliło   jego   przystojną   twarz.   Właśnie 

wtedy   Jessica   zrozumiała,   że   Evan   nie   jest   takim   sobie   zwyczajnym 
chłopcem. Był piękny jak Apollo. Doskonały pod każdym względem.

Od tej chwili zaczęły się jej marzenia. Cudowne marzenia o Evanie 

zakochanym w niej po uszy. O ich małżeństwie, o dzieciach. Wydawało się 
to takie... takie oczywiste, dobre. Tydzień później miała już pewność, że los 
ich zetknął, że są stworzeni dla siebie. Był tylko jeden problem – żeby i 
Evan dokonał tego odkrycia.

Jessica niedawno skończyła czternaście lat, a Evan był dużo starszy. O 

całe sześć lat. Ponieważ jednak wcale się nią nie interesował, równie dobrze 
mogło to być i sto lat.

Właśnie wtedy postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Była przecież 

dziewczyną światową, która wie, czego chce, i stara się to uzyskać. Tym 
razem miał to być Evan Dryden.

Szybko   przekonała   się,   że   nie   jest   tak   odważna,   jak   by   chciała. 

Telefonowała do niego co najmniej dziesięć razy i gdy podnosił słuchawkę, 
zawsze   brakowało   jej   odwagi,   by   w   ogóle   się   odezwać,   a   co   dopiero 
wyznać   swą   nieustającą   miłość.   Po   każdym   takim   telefonie   wpadała   w 
coraz większą frustrację.

Ponieważ   zawsze   potrafiła   ładnie   pisać,   zaczęła   układać   liściki   do 

Evana, wyrażając w nich swoje oddanie. Jeden pozwoliła nawet przeczytać 
najlepszej   przyjaciółce,   a   ta   oznajmiła,   że   tak   pięknego   listu   miłosnego 
jeszcze   nigdy   nie   czytała.   Niestety,   Jessica   nie   odważyła   się   na 
podpisywanie swych listów.

Była pewna, że jej najnowszy pomysł, całowanie lusterek samochodu, 

da najlepszy rezultat. Evan domyśli się, że to Jessica, przyjdzie wreszcie po 
nią i pojadą jego sportowym autem ku zachodzącemu słońcu.

Pokryła   wargi   świeżą   warstwą   jaskrawej   czerwieni   i  właśnie   miała 

zacząć   całować   wewnętrzne   lusterko,   kiedy   ktoś   nagle   otworzył   drzwi 
samochodu.

–A więc to ty!
Serce podskoczyło jej do gardła. Powoli podniosła oczy i zobaczyła 

Damiana  Drydena.  Był  wyższy  od   młodszego   brata,  opalony  i  na  swój 
sposób   przystojny.   Jessica   była   pewna,   że   nadejdzie   dzień,   kiedy   jakaś 
dziewczyna pokocha go tak mocno jak ona Evana.

– Cześć – powiedziała, jakby nie było w tym nic niezwykłego, że siedzi 

background image

w samochodzie jego brata i całuje lusterka.
– Założę się, że to ty dzwonisz w nocy co godzina.
– Nigdy nie dzwoniłam po dziesiątej – zaprzeczyła gwałtownie, po 

czym zdała sobie sprawę, że właśnie się przyznała. Chyba najlepiej byłoby 
udawać, że nie wie, o czym on mówi.

– Karteczki za wycieraczką też były od ciebie, prawda?
Zaprzeczanie nie miało sensu. Czując się w samochodzie Evana jak w 

pułapce, obróciła się na siedzeniu i powoli wysiadła.

– Powiesz mu, że to ja?
– Nie wiem. – Damian zamyślił się. – Ile masz łat?
– Czternaście – odparła z dumą. – Wiem, że Evan jest starszy, ale mam 

nadzieję, że zechce poczekać, aż dorosnę, żebyśmy mogli się pobrać.

– Pobrać! – W głosie Damiana zabrzmiała kpina, a Jessica nastroszyła 

się.

–   Poczekaj,   aż   sam   się   zakochasz!   –   wykrzyknęła.   –   Wtedy   się 

przekonasz, jak to jest.

– Nie jesteś zakochana w Evanie – powiedział łagodnie. – Jesteś za 

młoda,   żeby   rozumieć   te   sprawy.   Zawróciłaś   sobie   nim   głowę,   bo   jest 
starszy i...

– To więcej niż pewne, że kocham Evana! – wybuchnęła.
Wepchnęła szminkę do kieszeni. Nie zamierzała sterczeć tu i pozwalać 

mu na kpiny. Miała co prawda tylko czternaście lat, ale posiadała serce 
dojrzałej kobiety i podjęła już decyzję. Damian może sobie mówić lub robić 
co zechce, a ona i tak pewnego dnia poślubi Evana Drydena.

– Mojego brata na pewno cieszy twoje oddanie.
–   No   pewnie.   Mężczyzna,   który   się   ze   mną   ożeni,   stanie   się 

najszczęśliwszy na świecie – szarżowała, niewiele się namyślając. Damian 
roześmiał się.

Jessica już zamierzała darować mu to, co mówił przedtem, ale teraz 

zmieniła zdanie. Trzymając się pod boki, przeszyła go wzrokiem z takim 
oburzeniem, na jakie tylko było ją stać.

–Możesz być starszy od Evana, ale i tak nic nie wiesz o miłości.
Wyglądał na rozbawionego, a to rozzłościło ją jeszcze bardziej.
– Kiedy kobieta wybierze mężczyznę, nic nie może zmienić jej uczuć. 

Zdecydowałam się poślubić twojego brata, i cokolwiek byś powiedział lub 
zrobił, nie wpłynie to na moją decyzję. Więc szkoda twoich słów. Evan jest 
moim przeznaczeniem.

background image

– Jesteś tego pewna?
Był przynajmniej na tyle uprzejmy, że przestał się śmiać.
– Oczywiście – odparła z przeświadczeniem w głosie. – Zapamiętaj 

moje słowa, Damianie Drydenie. Czas pokaże, że się nie mylę.

– Czy mój brat też może mieć coś do powiedzenia w tej sprawie?
– Naturalnie.
– A co będzie, jeśli zechce się ożenić z kimś innym?
– Nie... nie wiem.
Damian jakby wyczuł, czego obawiała się najbardziej – że Evan ożeni 

się, zanim Jessica zdoła pokazać, co jest warta.

– Jest jeszcze coś, czego nie wzięłaś pod uwagę – dodał.
– Co takiego?
–  Że  to ja  mogę  chcieć  się  z  tobą  ożenić  – uśmiechnął  się  szeroko 

Damian.

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dla Jessiki Kellerman nadszedł czas rozrachunku. Po raz pierwszy od 

ośmiu lat miała stanąć przed braćmi Drydenami. Nie czuła niepokoju na 
myśl   o   Evanie.   Przypuszczała,   że   nawet   nie   będzie   pamiętał,   jaka   była 
nieznośna. Chociaż właściwie mógłby. Bardziej obawiała się Damiana. To 
on złapał ją na gorącym uczynku. On się z niej wyśmiewał i twierdził, że jej 
uczucie do Evana to przemijający kaprys. Teraz była zmuszona przyznać 
mu rację. Miała nadzieję, że Damian nie będzie miał ochoty wracać do 
przeszłości.

Pokonując   lęk,   Jessica   weszła   do   wysokiego   biurowca   w 

najekskluzywniejszej części śródmieścia Bostonu. Był to nowy budynek, o 
połyskującej czernią lustrzanej fasadzie, wznoszący się na trzydzieści pięter 
w górę. Firma prawnicza Drydenów należała do najlepszych w mieście.

Pantofelki Jessiki zastukotały na marmurowej posadzce holu. Bywała 

w tej części miasta często – uniwersytet leżał w pobliżu dzielnicy biurowej 
– ale po raz pierwszy znalazła się w tym imponującym budynku.

Była zdenerwowana, i nie bez powodu. Przecież ostatni raz miała do 

czynienia   z   braćmi   Drydenami,   gdy   została   przyłapana   na   całowaniu 
lusterka samochodu jednego z nich.

Kiedy   wracała   myślami   do   przeszłości,   musiała   przyznać,   że 

bezustannie dostarczała rozrywki zarówno braciom, jak i rodzicom – ich i 
jej. Jednak nie mogłaby wyprzeć się młodzieńczej miłości. Narażając się na 
krytykę rodziny, przez całą szkołę średnią wytrwale starała się pozyskać 
serce   Evana.   Dopiero   gdy   Benny   Wilcox   zaprosił   ją   na   bal   maturalny, 
zauważyła, że są jeszcze inni chłopcy, równie mili, grzeczni, przystojni. 
Evan   był   mężczyzną   jej   marzeń,   tym,   który   rozbudził   w   niej   poczucie 
kobiecości. Dla miłości do niego zarezerwowała specjalne miejsce w sercu, 
lecz z chęcią zapomniałaby, jak mu się naprzykrzała, i wiele by dała, żeby 
on też o tym nie pamiętał.

Chociaż   Jessica   pozwoliła,   by   jej   zauroczenie   Evanem   łagodnie 

przeminęło, ich rodzice ciągle do tego wracali, zwłaszcza Lois i Walter 
Drydenowie.   Uważali,   że   jej   sposób   wyrażania   uczuć   do   Evana   był 
„oryginalny”, i wspominali o tym od czasu do czasu, wprawiając ją na 
nowo w zakłopotanie.

background image

Gdy   Walter   Dryden   dowiedział   się,   że   Jessica   właśnie   ukończyła 

szkołę biznesu i ma dyplom asystentki prawnej, zaczął nalegać, by podjęła 
starania o posadę w firmie należącej do ich rodziny. Początkowo Jessica 
wzbraniała   się,   ale   o   pracę   było   wtedy   trudno,   więc   po   bezowocnych 
poszukiwaniach   na   własną   rękę   zdecydowała   się   zapomnieć   o   dumie   i 
stawić czoło braciom.

Recepcjonistka   przywitała   ją   serdecznym   uśmiechem.   Jessica 

odwzajemniła   uśmiech,   mając   nadzieję,   że   wygląda   na   opanowaną   i 
dojrzałą.

–Jestem umówiona z Damianem Drydenem – powiedziała.
Recepcjonistka,   kobieta   około   trzydziestki,   o   dużych   niebieskich 

oczach i gładkiej cerze, zerknęła do rejestru spotkań.

–Pani Kellerman? 
– Tak.
– Proszę usiąść, powiem panu Drydenowi, że już pani jest.
– Dziękuję.
Jessica usiadła na jednym z miękkich krzeseł i sięgnęła po kolorowy 

magazyn.   Przed   tą   rozmową   ubrała   się   szczególnie   starannie.   Miała   na 
sobie   jasnoszary   kostium;   dwurzędowy   żakiet   był   zapięty   na   perłowe 
guziki wielkości srebrnych dolarówek, połyskujące ciemnoniebiesko i biało. 
Na nogach miała szpilki. Spodziewała się, że wygląda nie tylko na profes-
jonalistkę,   ale   także   na   kobietę   o   wyrafinowanym   smaku.   Jej   lśniące 
kasztanowate   włosy   były   ostrzyżone   na   pazia,   co   miało   pogłębić   to 
wrażenie. Była już dorosła i Damian powinien o tym wiedzieć.

Nie   zdążyła   przeczytać   nawet   spisu   treści,   kiedy   w   drzwiach 

naprzeciwko   pojawił   się   starszy   z   braci   Drydenów.   Często   widywała 
Damiana z daleka, lecz nie rozmawiała z nim od miesięcy, a może nawet 
lat. Zapomniała już, że miał szerokie ramiona i szczupłe biodra. Pamiętała, 
jak   bardzo   lubił   grać   w   piłkę   jako   chłopiec   i   jak   skutecznie   potrafił 
zaatakować przeciwnika; równie dobrze umiał przeciwstawiać się trudnoś-
ciom.   Znała   go   jako   człowieka   energicznego,   pracowitego   i   ambitnego. 
Kiedy przed trzema laty Walter Dryden przeszedł na emeryturę, Damian 
przejął po nim firmę, która specjalizowała się w obsłudze prawnej spółek 
akcyjnych. Pod jego kierownictwem firma kwitła.

– Witaj, Jessico. Cieszę się, że znów cię widzę – odezwał się Damian, 

idąc ku niej.

–Ja też się cieszę. – Wstała i podała mu rękę. Był średniego wzrostu, 

background image

lecz jej dłoń zginęła w jego dłoniach. Uścisk jego ręki był twardy i silny, taki 
jak on sam.

– Przyszłam, żeby porozmawiać z tobą o posadzie asystentki prawnej – 

powiedziała.   Czuła,   że   bezpośredniość   zrobi   na   Damianie   najlepsze 
wrażenie.

–Świetnie. Chodźmy do mojego gabinetu, dobrze? 
Uderzyła   ją   szorstkość   jego   głębokiego,   mocnego   głosu,   w   którym 

brzmiała pewność siebie. Nic dziwnego, że Damian należał do najbardziej 
poszukiwanych adwokatów w Bostonie.

Gestem zaprosił ją do zajęcia miejsca w fotelu, a sam obszedł szerokie 

mahoniowe biurko i usiadł na krześle obitym czarną skórą. Lekko odchylił 
się do tyłu, sprawiając wrażenie spokojnego i odprężonego.

Jessica   nie   dała   się   oszukać.   Nie   wierzyła,   by   Damian   potrafił   się 

odprężyć. Lois, jego matka, często wyrażała niepokój o swego starszego 
syna, żaląc się, że Damian za dużo pracuje.

–   Dziękuję,   że   tak   szybko   znalazłeś   czas   na   rozmowę   ze   mną   – 

powiedziała, zakładając nogę na nogę.

–   Cała   przyjemność   po   mojej   stronie.   –   Damian   bawił   się   piórem, 

obracając je w dłoniach. – Słyszałem, że niedawno skończyłaś studia.

Jessica skinęła głową.
–Mam stopień naukowy w dziedzinie historii Ameryki.
Pióro   przestało   się   poruszać   w   dłoniach   Damiana,   a   na   jego   czole 

pojawiła się zmarszczka.

–   Niestety,   w   naszej   firmie   nie   mamy   dużego   zapotrzebowania   na 

historyków.

– Wiem o tym – powiedziała pospiesznie. – W połowie ostatniego roku 

doszłam do wniosku, że chociaż bardzo lubię historię, nie jestem całkiem 
pewna, co chciałabym robić po studiach. Zastanawiałam się, czy nie zostać 
nauczycielką, a potem zmieniłam zdanie.

– I teraz chcesz być asystentką prawną?
–Tak.   Miałam   chłopaka,   który   studiował   prawo;   często   razem   się 

uczyliśmy, i wtedy przekonałam się, jak bardzo mi ono odpowiada. Ale 
zamiast zapisać się na prawo i poświęcić mu cały swój czas i wszystkie siły, 
zdecydowałam,   że   najpierw   powinnam   podjąć   pracę   jako   asystentka 
prawna, żeby się przekonać, czy naprawdę chciałabym zostać adwokatem. 
Dlatego   poszłam   do   szkoły   biznesu   i   skończyłam   ją.   –   Powiedziała   to 
wszystko jednym tchem. – Twój ojciec nakłonił mnie do rozmowy z tobą – 

background image

dodała. Wyjęła z torebki dyplom i pokazała go Damianowi.

–Dziękuję. – Pióro znów zaczęło się obracać.
– Potrafię ciężko pracować.
–   Nie   mam   wątpliwości.   –   Na   jego   twarzy   na   chwilę   pojawił   się 

uśmiech.

– Mogę pracować, kiedy tylko będzie potrzeba, nawet w weekendy. 

Jeśli chcesz, przyjmij mnie na okres próbny. – Zamierzała nie dać po sobie 
poznać, jak bardzo jej zależy na tej pracy, lecz zdradzała ją niecierpliwość w 
głosie.

–Ta praca dużo dla ciebie znaczy, prawda? 
Jessica kiwnęła twierdząco głową.
–Myślę – rzucił od niechcenia Damian – że ciągle jesteś zadurzona w 

moim bracie.

Powiedział to tak, jakby minęło zaledwie kilka dni od chwili, gdy omal 

nie   rzuciła   się   Evanowi   na   szyję.   Jessica   poczuła   gorący   rumieniec   na 
policzkach.

–Nie wydaje mi się, żeby tak było.
Damian uśmiechnął się, patrząc na nią badawczo.
– Od lat jesteś pod jego urokiem.
– Być może, lecz nie ma to nic wspólnego z moimi staraniami o pracę. – 

Zacisnęła   wargi   i   próbowała   odzyskać   zimną   krew.   Powinna   była   się 
domyślić, że Damian nie zapomni tak łatwo ich spotkania sprzed lat.

–A więc to prawda? – Damian sprawiał wrażenie, jakby dokuczał jej z 

zadowoleniem, a Jessicę doprowadzało to do wściekłości. Wolała jednak 
milczeć, zamiast spierać się z człowiekiem, który, jak oczekiwała, da jej 
pracę.   –   Byłem   przy   tym,   jak   obcałowywałaś   lusterka   jego   samochodu, 
pamiętasz?

Skinęła głową, bojąc się odezwać.
–Widziałem,   jak   patrzyłaś   na   niego   swoimi   wielkimi,   pełnymi 

uwielbienia oczami. I widziałem, jak wiele innych kobiet robiło to samo, 
wszystkie wpatrzone w mojego brata, jakby był Apollem.

Jessica zdumiała się, kiedy usłyszała to słowo. Właśnie tak wyglądał w 

jej oczach Evan. Jak grecki bóg.

–Więc to prawda czy nieprawda?
Usta   Jessiki   odmówiły   posłuszeństwa.   W   zakłopotaniu   otworzyła   i 

zamknęła   je   kilka   razy,   nie   wiedząc   jak   zareagować,   ani   czy   w   ogóle 
próbować coś powiedzieć.

background image

Cathy   Hudson,   jej   najbliższa   przyjaciółka,   uważała,   że   to   nie   jest 

najlepszy pomysł starać się o pracę u ludzi, którzy znali ją tak dobrze. I 
chyba miała rację.

–Rzeczywiście, Evan był kiedyś moją szkolną miłością – przyznała – 

ale   minęło   już   tyle   lat.   Nie   rozmawiałam   z   nim   od...   mój   Boże,   nie 
pamiętam. Na pewno równie dawno jak z tobą. Jeśli przypuszczasz, że 
moje stare uczucie do Evana przeszkadzałoby mi w pracy, to mogę zrobić 
tylko jedno... podziękować ci za czas poświęcony na rozmowę ze mną.

Na   twarzy   Damiana   pojawił   się   niewyraźny   uśmiech,   a   w   oczach 

zdziwienie, jakby wbrew samemu sobie podziwiał ją za to, co powiedziała. 
Z wolna miejsce uśmiechu zajął smutek.

– Wiesz, Evan się zmienił. To nie jest ten sam człowiek, którego znałaś.
– Słyszałam od mojej matki, że nie jest szczęśliwy. – Jessica nie znała 

szczegółów i miała nadzieję, że dowie się czegoś więcej od Damiana.

– Czy wiesz dlaczego?
– Nie.
Damian westchnął z ubolewaniem.
– Powiem ci, bo wkrótce i tak sama byś się dowiedziała. Zakochał się, 

przypuszczalnie   po   raz   pierwszy,   ale   nic   z   tego   nie   wyszło.   Nie   wiem 
dlaczego, i nikt nie wie, ale nie to jest najważniejsze. Evan, niestety, nie 
może się otrząsnąć z depresji.

– Musiał ją bardzo kochać – wyszeptała, obserwując Damiana. Widać 

było, że naprawdę niepokoi się o brata.

– Jestem pewien, że tak. – Damian zmarszczył brwi, najwyraźniej nie 

wiedząc, jak pomóc Evanowi, i pokiwał głową. – Odeszliśmy daleko od 
tematu, prawda?

Jessica   wyprostowała   się   i   położyła   splecione   dłonie   na   kolanach, 

zastanawiając się, czy Damian zaryzykuje i przyjmie ją do pracy mimo jej 
braku doświadczenia.

– Czy na pewno chcesz tu pracować? – zapytał, przyglądając się jej 

badawczo.

– Bardzo.
Damian   początkowo   nic   na   to   nie   odpowiedział.   Z   powodu   jego 

milczenia poczuła się tak nieswojo, że zapragnęła wypełnić czymś tę ciszę, 
choćby nawet niepotrzebną paplaniną.

–Wiem,  co   myślisz  –   wyrzuciła   z   siebie.   –  W   twoich   oczach   nadal 

jestem zakochaną po uszy czternastolatką, pewną, że Evan i ja jesteśmy 

background image

stworzeni dla siebie. – Potrząsnęła głową. – Nie wiem, co powiedzieć, żeby 
cię przekonać, że jestem dorosła i mam już te głupstwa za sobą.

–Sam to widzę. – W oczach Damiana błysnęło uznanie. – Wygląda na 

to, że masz szczęście, bo jeszcze nie zatrudniliśmy asystentki prawnej. Jeśli 
chcesz tę posadę, jest twoja.

Jessica ledwie się powstrzymała, by nie zerwać się z fotela i nie rzucić 

Damianowi na szyję.

– Nie sprawię ci zawodu – obiecała.
– Będziesz pracować z Evanem – odpowiedział, znów patrząc na nią 

badawczo.

– Z Evanem?
– Czy to problem?
– Nie... oczywiście, że nie.
– Pamiętaj o jednym. Nie ma znaczenia, od jak dawna przyjaźnią się 

nasi rodzice. Jeśli nie będziesz dobrze pracować, nie będzie tu dla ciebie 
miejsca.

– Nie oczekuję, że zostanę, jeśli nie podołam zadaniom – powiedziała, 

starając się, by nie zabrzmiało to jak próba obrony.

– Świetnie. – Sięgnął do telefonu i spojrzał na nią.
–Kiedy chciałabyś zacząć?
–Już, jeśli można.
–   Doskonale.   Powiem   pani   Sterling,   sekretarce   Evana,   żeby   cię 

zapoznała ze wszystkim. 

Jessica wstała i wyciągnęła rękę.
–Obiecuję, że nie będziesz żałował. – Z entuzjazmem potrząsała jego 

ręką, aż zdała sobie sprawę, że robi to dłużej, niżby wypadało.

Damian wyszedł zza biurka z uśmiechem na twarzy.
– Jeśli będziesz potrzebowała mojej pomocy, daj mi znać.
– Zrobię to na pewno. Dziękuję, Damianie.
Mimo że zwracała się do niego po imieniu, wiedziała, że łączą ich teraz 

stosunki służbowe; ale trudno jej było myśleć o Damianie jako o szefie. 
Istniała między nimi osobista więź, lecz uświadomiła to sobie dopiero w 
czasie   tej   rozmowy.   Ku   swemu   zdziwieniu   odkryła,   że   nie   ma   tego 
problemu, jeśli chodzi o Evana.

Jessica i Damian wyszli z gabinetu na korytarz i podeszli do drzwi, na 

których była złota tabliczka z imieniem i nazwiskiem Evana.

Damian   otworzył   drzwi   i   przepuścił   ją   przodem.   Jessica   zobaczyła 

background image

sekretarkę   Evana.   Była   to   kobieta   w   średnim   wieku,   o   ostrych,   lecz 
sympatycznych rysach twarzy. Emanowała z niej energia i kompetencja. 
Wystarczyło na nią spojrzeć, by dojść do wniosku, że w razie potrzeby na 
pewno poradziłaby sobie nie tylko z biurem Evana, lecz z całą firmą.

– Pani Sterling – odezwał się Damian – to jest Jessica Kellerman, nowa 

asystentka prawna Evana. Czy mogłaby pani pokazać jej wszystko, żeby 
czuła się u nas jak u siebie w domu?

–Naturalnie.
Damian zwrócił się do Jessiki.
– Pamiętaj, w razie jakichkolwiek problemów przychodź do mnie.
– Dziękuję ci.
–Nie,   Jessico   –   powiedział   tajemniczo   Damian,   wychodząc   –   to   ja 

dziękuję tobie. – Drzwi zamknęły się za nim z lekkim trzaskiem.

Pani   Sterling   podniosła   się   z   krzesła.   Była   niska   w   porównaniu   z 

wysoką   i   szczupłą   Jessicą.   Jej   szpakowate   włosy   były   krótko   przycięte, 
miała na sobie prostą spódnicę i cienki sweter.

–Pokażę pani bibliotekę – powiedziała. Jessica zerknęła w kierunku 

zamkniętych drzwi, zastanawiając się, czy jest tam Evan. Widocznie jednak 
go   nie  było,  w  przeciwnym  razie  Damian   nie  omieszkałby  zawiadomić 
brata, że Jessica będzie jego pracownicą.

Sekretarka   poprowadziła   ją   przez   hol   do   biblioteki,   gdzie   rząd   za 

rzędem stały grube, zakurzone tomy. Duże pomieszczenie wypełnione było 
wąskimi stołami i krzesłami. Jessica z zadowoleniem stwierdziła, że jest tu 
przytulnie i miło. Wiedziała, że właśnie  w tym miejscu  będzie spędzać 
większość   czasu   pracy.   Poczuła   delikatny   zapach   olejku   cytrynowego   i 
uśmiechnęła się, widząc tu i ówdzie rośliny w doniczkach, a wśród nich 
bluszcz   o   szerokich   cętkowanych   liściach,   zwieszający   się   z   jednego   z 
regałów.

–Ale tu ładnie...
– Pan Dryden bardzo się stara, żebyśmy pracowali w miłym otoczeniu 

– wyjaśniła z emfazą sekretarka.

– Taki właśnie jest Damian – powiedziała półgłosem Jessica.
– Miałam na myśli młodszego pana Drydena. – Usłyszała zdziwiony 

głos.

–Ach tak, oczywiście – przytaknęła szybko.

Zanim dobiegł końca jej pierwszy dzień w firmie, Jessica czuła się, 

background image

jakby   miała   za   sobą   czterdziestogodzinny   tydzień   pracy.   Dostała   małe 
biurko w rogu pokoju i własny telefon. Pani Sterling sprawiała wrażenie, że 
poczytuje   sobie   za   obowiązek,   by   Jessica   miała   różnorodne   zajęcia,   na 
przykład   zbieranie   zamówień   na  lunch,   porządkowanie  szaf  z  aktami  i 
przekazywanie wiadomości na terenie biura.

Kiedy już myślała, że widocznie tego dnia nawet nie rzuci na Evana 

okiem,   on   nagle   wpadł   do   biura   i   zatrzymał   się   gwałtownie,   gdy   ją 
zobaczył.   Był   wzrostu   Damiana,   miał   jasne   włosy   i   uduchowione   oczy. 
Zdaniem Jessiki to było po prostu niesprawiedliwe, że mężczyzna mógł być 
tak oszałamiająco przystojny.

– Julia – wyszeptał takim tonem, jakby znalazł kufer pełen skarbów. 

Oczy jaśniały mu radością. – Co tu robisz?

– Jessica – poprawiła, starając się nie czuć urazy o to, że nie pamiętał jej 

imienia. – Jestem tutaj, ponieważ od dziś pracuję dla ciebie.

– Pana brat zatrudnił panią Kellerman jako nową asystentkę prawną – 

wyjaśniła sekretarka.

Evan podszedł bliżej i ujął dłoń Jessiki.
– No to mamy Gwiazdkę w lipcu! Bo inaczej Damian nie obdarowałby 

mnie tak niezwykłym prezentem.

– Gwiazdka w lipcu – powtórzyła Jessica, z trudem hamując śmiech. A 

więc to prawda, co słyszała o Evanie. Był flirciarzem, lecz tak miłym  i 
beztroskim, że wydawało się to bez znaczenia.  Wiedziała, że nie mówi 
poważnie.

–   Jest   kilka   spraw,   którymi   powinien   się   pan   zająć  –   odezwała   się 

sztywno pani Sterling zza pleców Evana.

– Przyjdę do pani za parę minut – powiedział.
–   Wiem,   że   pan   przyjdzie.   Tylko   proszę   nie   wyjechać,   zanim   nie 

podpisze   pan   tych   pism.   A   skoro   już   o   tym   mowa,   to   trzeba 
przedyskutować niektóre punkty... jeśli znajdzie pan czas.

– Obiecuję, że zaraz zajmę się tymi pismami. – Powiedział to tak, jakby 

nie interesowało go nic, oprócz wpatrywania się w stojącą przed nim młodą 
kobietę.

–Proszę położyć wszystko na moim biurku; przejrzę, zanim wyjdę.
– Nie zapomni pan? 
Evan stłumił śmiech.
– Jakbym słyszał swoją matkę.
– Ktoś musi się panem opiekować. – Sekretarka Evana zmrużyła oczy 

background image

w promiennym uśmiechu.

Jessica ze zdumieniem obserwowała, jak Evan oczarował starszą panią. 

Zanim   pokazał   się   w   drzwiach,   pani   Sterling   była   wzorem   chłodnego 
profesjonalizmu. W chwilę potem przeobraziła się w kwokę niespokojną o 
swoje   pisklę.   Nim   Jessice   udało   się   zastanowić   nad   jej   reakcją,   Evan 
odezwał się ze śmiechem.

– Kochasz mnie, Mary, i dobrze o tym wiesz.
–   Po   prostu   jest   pan   ostatnio   trochę   zapominalski   –   odparła   pani 

Sterling,   marszcząc   brwi   z   troską.   Nachyliła   się   nad   stosem   pism   i 
przerzuciła je jeszcze raz. – Czy to źle, że od czasu do czasu o czymś panu 
przypomnę?

– Myślę, że nie. – Evan zabrał pisma i wszedł do swego gabinetu.
– Czy pracuje pan nad sprawą Korporacji Portera? – zapytała pani 

Sterling, depcząc mu po piętach.

–   Korporacja   Portera   –   powtórzył   Evan,   jakby   nigdy   przedtem   nie 

słyszał tej nazwy. – To chyba nie jest jeszcze pilne, prawda?

– Ależ jest – odrzekła sekretarka, a Jessica usłyszała w jej głosie nutę 

paniki. – To pierwsza sprawa w piątek rano.

– Będę gotów na czas. A jaki dzień mamy dzisiaj?
–   Panie   Dryden,   musi   pan   zacząć   przychodzić   do   biura   przed 

zamknięciem!

– Niech się pani nie niepokoi. Przygotuję wszystko tak jak zawsze – 

powiedział, odprowadzając sekretarkę do drzwi. Zatrzymał się na moment, 
kiedy jego wzrok napotkał Jessicę, i mrugnął do niej. Potem zniknął za 
zamkniętymi drzwiami.

Pani   Sterling   pokręciła   głową   i   zerknęła   w   kierunku   Jessiki.   –   Pan 

Dryden miał ostatnio ciężkie przeżycia – wyjaśniła.

– Od kiedy nie ma asystentki?
– Już od dawna. Wyglądało na to, że nie będzie mu potrzebna. Damian 

ograniczył jego obowiązki i, jak by to powiedzieć, wszystko tu po prostu 
wygląda już inaczej.

Wychodząc z pracy, Jessica natknęła się na Damiana, który rozmawiał 

z sekretarką. Sprawiał wrażenie człowieka poważnego i solidnego, a kilka 
siwych   włosów   na   skroniach   nadawało   mu  dystyngowany   wygląd.   Był 
nietuzinkową postacią i Jessica przez chwilę pomyślała, że to dziwne, iż się 
nie ożenił. Ta myśl pociągnęła za sobą następną, zaskakującą dla niej samej. 
Poczuła, że jest szczęśliwa, bo Damian się nie ożenił.

background image

Widocznie   zauważył   ją   kątem   oka,   ponieważ   wyprostował   się, 

uśmiechnął i podszedł do niej.

– Jak ci minął pierwszy dzień, Jessico?
– Naprawdę dobrze.
– Czy Mary nie wykorzystuje cię za bardzo?
– Skądże, jest wspaniała.
–   Mary   to   jedna   z   najlepszych   sekretarek,   z   jakimi   dotychczas 

pracowałem. Może być nieco szorstka, ale przyzwyczaisz się do tego. – 
Szedł teraz obok Jessiki, z rękami założonymi do tyłu. Być może Mary była 
szorstka, zamyśliła się Jessica, ale nie dla Evana.

–   Zawsze   będę   ci   wdzięczna   za   to,   że   zechciałeś   zaryzykować   i 

przyjąłeś mnie – powiedziała swobodnym tonem.

Damian uśmiechnął się ze smutkiem.
–Kto wie, czy później też będziesz mi dziękować. Mój brat może być 

nieprzyjemny, lecz jeśli jest ktoś, kto mógłby zawrócić go ze złej drogi, to 
właśnie ty.

–Ja? – zapytała, niczego nie rozumiejąc. Damian oderwał wzrok od jej 

oczu i spojrzał przed siebie.

– Każdy potrzebuje, by od czasu do czasu ktoś popatrzył na niego 

dużymi, pełnymi uwielbienia oczami, jak myślisz?

– Ale... – Jessica nie wiedziała, co odpowiedzieć. Jedno stało się jasne: 

Damian nie zatrudnił jej z powodu dobrych stopni w college'u.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

–Naprawdę dostałaś tę pracę? – Cathy Hudson pytała przez telefon 

głosem pełnym zaskoczenia.

–Tak po prostu przyjęła cię do pracy jedna z najbardziej znanych firm 

prawniczych w mieście?

– Przyjaciele pomogli. – Radość Jessiki mąciła świadomość, że została 

przyjęta, ponieważ ich rodziny były tak bardzo zaprzyjaźnione. Chociaż 
Damian nie ukrywał, że będzie musiała dobrze wywiązywać się ze swoich 
obowiązków,  Jessica  sama   była   zdecydowana   dowieść   swej   wartości; 
zostanie najlepszą asystentką prawną, jaka kiedykolwiek pracowała w tej 
firmie. To sprawa honoru.

– Dlaczego wszystko przychodzi ci tak łatwo? –biadoliła   Cathy.   – 

Mierzysz wysoko i...

– Ja? To ty starasz się o główną rolę w „Chłopakach i dziewczynach”. I 

kto tu mierzy wysoko?

–   Już   dobrze,   dobrze   –   powiedziała   Cathy   z   dramatycznym 

westchnieniem. – Niech ci będzie.

– A jak było na dzisiejszej próbie?
– Czy ja wiem? To tak trudno ocenić. Wszystko bym oddała za rolę 

Adelajdy, ale patrzę na innych i widzę, jacy są dobrzy. Dziś wracałam do 
domu z myślą, że nie mam szans.  David,  reżyser, jest wspaniały. Praca z 
nim dałaby mi bardzo dużo, ale boję się, że nie dostanę tej roli.

– A  ja w ciebie wierzę. Masz wrodzony talent, Cath. – Jessica mówiła 

prawdę. Jej przyjaciółka zawsze była uzdolniona aktorsko, dzięki czemu 
ich przyjaźń była tak interesująca.

Cathy zaśmiała się cicho.
–   Jak   może   mi   się   nie   udać,   skoro   i   ty,   i   moja   matka   jesteście 

przekonane, że moim przeznaczeniem jest być gwiazdą? A teraz powiedz, 
jak przebiegła rozmowa z Damianem.

– Uważam, że naprawdę dobrze. – Przez całe popołudnie nie mogła 

przestać myśleć o Damianie. Doszła do wniosku, że się zmienił. A może to 
ona była inna? Wszystko jedno, w każdym razie oczarował ją. Myśl o pracy 
z nim była podniecająca.

– A jak tam młodszy z braci?

background image

– Właśnie z nim mam pracować.
Cathy widocznie usłyszała niepewność w głosie Jessiki, bo zapytała:
–Czy to cię niepokoi? Dlaczego? Myślisz, że znowu zgłupiejesz na jego 

punkcie?

Tego już było za wiele.
–Nie ma mowy. Na litość boską, przecież wtedy miałam czternaście 

lat.

Kiedy   odłożyła   słuchawkę,   znalazła   płytę   z   przebojami   jazzowymi, 

wsunęła ją do odtwarzacza i zabrała się do obiadu. Przyrządzała kurczaka 
ze szpinakiem, stojąc boso w kuchni i mrucząc w takt muzyki, a jej serce 
śpiewało swą własną melodię.

Wieczorem odpoczywała, próbując czytać gazetę. Mimo wysiłków jej 

myśli błądziły wokół Damiana. Na pewno nie chciałaby stracić głowy dla 
jeszcze jednego Drydena.

Według informacji, których dostarczyła jej matka, Damian obecnie nie 

był   z   nikim   związany.   Joyce   Kellerman   powiedziała,   że   Lois   Dryden 
skarżyła się, iż jej starszy syn zbyt mało czasu przeznacza na rozrywki. 
Zakochać   się   w   kobiecie,   która   oderwałaby   go   od   pracy   –   oto,   czego 
potrzeba Damianowi, zdecydowała Jessica. W kimś wesołym. W kimś, kto 
skłoniłby go do śmiechu i cieszenia się życiem. W kimś, kto go ceni.

Godzinę później, kiedy kładła się spać, zdała sobie sprawę, że prawie 

przez cały wieczór myślała o Damianie. Ale to zrozumiałe, wyjaśniła sama 
sobie. Przecież to szef firmy, w której jestem zatrudniona.

Następnego dnia Evan pokazał się w biurze dopiero po jedenastej. Gdy 

tylko tanecznym krokiem wszedł do sekretariatu, pani Sterling zaczęła mu 
nadskakiwać.

–Dzień   dobry,   panie   Dryden   –   przywitała   go   wylewnie,   niemal 

zrywając się z krzesła. – Prawda, że mamy dziś piękny dzień?

Widać było, że Evan musi to przez chwilę przemyśleć.
–Nie   zwróciłem   uwagi,   ale   ma   pani   rację,   to   wspaniały   dzień   – 

odpowiedział i zaczaj wertować plik czekających na niego kopert.

Kiedy   szedł   do   gabinetu,   zauważył   Jessicę   siedzącą   przy   biurku. 

Poczuła na sobie jego badawczy wzrok.

– Dzień dobry, panie Dryden – powiedziała.
– Evan – poprawił ją z naciskiem. – Jeśli koniecznie chcesz, panem 

Drydenem możesz nazywać Damiana, ale ja jestem Evan.

background image

– Zgoda. Dzień dobry, Evanie.
–   Prawda,   że   mamy   dziś   dobry   dzień?   –   zapytał,   posyłając   jej 

łobuzerski   uśmiech,   którego   nie   mogła   nie   odwzajemnić.   Dopiero   teraz 
zauważyła, jakie przez te lata zaszły w nim zmiany. Wyszczuplał, a w jego 
uśmiechach rzadko brały udział oczy. Trudno było również nie zauważyć, 
że wszyscy chodzą wokół niego na paluszkach. Pani Sterling nie omiesz-
kała   jej   poinformować,   że   Evan   ma   ostatnio   mniej   pracy,   a   Damian 
powiedział,   że   jego   brat   nie   przyszedł   jeszcze   do   siebie   po   zerwanym 
romansie. To musiało być coś poważnego, zamyśliła się Jessica.

– Już dawno nie mieliśmy okazji porozmawiać, prawda? – Podszedł i 

siadł na krawędzi jej biurka.

–   Bardzo   dawno   –   przyznała,   modląc   się   w   duchu,   by   nie   zaczaj 

wspominać   jej   dziewczęcych   błazeństw.   Czuła   się   dostatecznie 
zakłopotana, kiedy zrobił to Damian.

– Myślę, że powinniśmy nadrobić zaległości, co ty na to? Zapraszam 

cię na lunch. – Spojrzał na zegarek i zrobił zdziwioną minę. – Pojedziemy 
za pół godziny. To wystarczy, żebym uporał się z papierami, które mam na 
biurku.

– Chcesz mnie zabrać na lunch? Dzisiaj?
–   To   drobiazg.   –   Wzruszył   ramionami.   –   Poproszę   Mary,   żeby 

zarezerwowała stolik.

– Ale...
– Świetny pomysł – wtrąciła pani Sterling, wyraźnie zadowolona.
– Ale przecież ja dopiero zaczęłam tu pracować. Chętnie poszłabym na 

lunch   powiedzmy  za   tydzień,   kiedy  już   się  ze   wszystkim   zapoznam.   – 
Bardzo   nie   chciała,   by   Damian   odniósł   wrażenie,   że   zaniedbuje   swoje 
obowiązki.

Evan dotknął palcem czubka nosa Jessiki i zajrzał jej głęboko w oczy.
–Żadnych   ale.   Jedziemy   na   lunch   i   będziesz   mogła   zdać   mi 

sprawozdanie ze wszystkiego, co robiłaś przez ostatnie pięć czy sześć lat.

Pani Sterling, która wyglądała na niezmiernie zadowoloną z takiego 

obrotu   rzeczy,   weszła   za   Evanem   do   jego   gabinetu.   Po   paru   minutach 
wróciła. Rzucając na Jessicę radosne spojrzenie, podniosła słuchawkę, żeby 
zarezerwować stolik w restauracji „U Henriego”, jednej z najlepszych w 
Bostonie, słynącej z elegancji. Na dojazd do niej potrzebny był co najmniej 
kwadrans, a to znaczyło, że ich lunch potrwa znacznie dłużej niż zwykle.

– Wątpię, czy będziemy z powrotem za godzinę, jeśli to ma być lunch 

background image

„U Henriego” – odezwała się Jessica.

–   Proszę   się   nie   martwić.   Jestem   pewna,   że   odrobi   to   pani   przy 

najbliższej okazji.

–   Pracuję   tu   dopiero   drugi   dzień   i   nie   chciałabym   sprawiać   złego 

wrażenia.

– Moja droga, pan Dryden jest pani szefem. Jeśli chce bez pośpiechu 

zjeść   z   panią   lunch,   to   zamiast   mieć   wątpliwości,   powinna   pani   raczej 
uznać to za sukces.

– To prawda, ale...
– Z tego, co wiem, jesteście od dawna zaprzyjaźnieni – przerwała pani 

Sterling. – Więc to przecież zupełnie naturalne z jego strony, że chce w ten 
sposób osobiście powitać panią w firmie.

Ledwie pani Sterling zdążyła odłożyć słuchawkę, pojawił się Evan.
– Czy jesteś gotowa?
–   Tak,   już   za   chwilę.   –   Zaskoczona   Jessica   skończyła   wpisywanie 

notatek do komputera i wstała zza biurka.

Evan ujął ją za ramię.
–Wrócimy za kilka godzin – zwrócił się do sekretarki.
Szli korytarzem w kierunku wyjścia, gdy pojawił się Damian.
– Właśnie wybieramy się na lunch – wyjaśnił Evan. – Czy jestem ci 

potrzebny?

– Nie. Idźcie, idźcie. Porozmawiamy później.
Damian skinął głową, a Jessica ledwie powstrzymała się, by nie zacząć 

tłumaczyć, że to nie był jej pomysł. Uznała jednak, że już jest za późno, a 
zresztą nie była pewna, czy to w ogóle potrzebne. Damian chyba wie, że nie 
wprosiła się na ten lunch. Jednak nie chciała, żeby myślał o niej źle.

–Chyba wrócimy późno – powiedział Evan do brata.

Do   restauracji   pojechali   taksówką.   Stolik   już   czekał.   Uroczystą 

atmosferę podkreślała dyskretna muzyka. Kelnerzy, ubrani jak dyplomaci, 
byli   nadzwyczaj   uprzejmi,   a   potrawy   podawano   ze   specjalnym 
ceremoniałem.

Evan wyraźnie nie miał ochoty mówić o sobie, za to wypytywał Jessicę 

o szkołę, przyjaciół, zainteresowania. Sprawiał wrażenie troskliwego, lecz 
przypuszczała, że myślami był daleko od niej i ich lunchu. Nie wracał do 
przeszłości, nie wspominał, jak była w nim zakochana. Chętnie by go za to 
ucałowała.

background image

Kiedy talerze zostały sprzątnięte, wyjął notatnik i ołówek.
– Mam zamiar zająć się pewną sprawą cywilną, co będzie wymagało 

wielu poszukiwań w aktach – powiedział z entuzjazmem, jakiego do tej 
pory Jessica u niego nie widziała. – Sprawa dotyczy Earla Kressa, pewnie o 
nim czytałaś.

– Oczywiście. – Lokalne gazety od tygodni były pełne niezwykłych 

szczegółów tej sprawy. Dwudziestoletni były sportowiec pozwał do sądu 
okręg szkolny w Spring Valley.

Jessica  z   zainteresowaniem   słuchała   wyjaśnień   Evana.   Earl   był 

utalentowanym   sportowcem,   podporą   reprezentacji   szkoły   w   futbolu, 
koszykówce i trójboju lekkoatletycznym. Aby mógł uprawiać sport, musiał 
jednak mieć odpowiednie wyniki w nauce. Niestety, nigdy nie opanował 
umiejętności czytania i pisania. Chociaż skończył szkołę średnią, a nawet 
dostawał stypendium, w praktyce był analfabetą.

Władze okręgu szkolnego zmuszały nauczycieli Earla do wystawiania 

mu pozytywnych ocen. Po szkole średniej poszedł do college'u. Na obozie 
treningowym odniósł poważną kontuzję kolana i na tym skończyła się jego 
kariera. Nie minęły dwa miesiące pierwszego roku nauki, kiedy Earl został 
wyrzucony ze szkoły.

– Jakie to niesprawiedliwe – powiedziała Jessica, gdy Evan skończył. 

Pomyślała, że Damian, niespokojny o brata, dobrze zrobił, powierzając mu 
tę niezwykłą sprawę. Na pewno oderwie go ona od innych problemów. 
Teraz Evan będzie miał cel, powód, by przyjść do pracy rano, by nie myśleć 
o osobistych kłopotach.

–   Były   już   podobne   sprawy   –   ciągnął   Evan.   –   Chciałbym,   żebyś 

sprawdziła, jak się skończyły.

– Będę szczęśliwa, jeśli okażę się pomocna.
Evan uśmiechnął się z uznaniem.
–Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć.
A więc to był prawdziwy powód  ich  lunchu  we dwoje, ta sprawa 

najwidoczniej wiele znaczyła dla Evana, musiała więc być ważna również 
dla niej. Jessica była zadowolona, że ma okazję się wykazać.

Godzinna   przerwa   na   lunch   wydłużyła   się   do   trzech   godzin.   Gdy 

wrócili do biura, Jessice wydawało się, że wszyscy na nich patrzą i czuła się 
bardzo nieswojo.

Chciała już siedzieć za biurkiem. Przechodząc obok gabinetu Damiana, 

odwróciła głowę. Jednak  zobaczył ją, gdyż drzwi były otwarte. Wstał i 

background image

zawołał ją po imieniu, a potem chyba spojrzał na zegarek. Jessica ledwie 
powstrzymała się, by nie powiedzieć, że był to służbowy lunch.

Damian od początku stawiał sprawę jasno: oczekiwał, że będzie robić, 

co do niej należy. Nie płacił jej przecież za romansowanie z bratem podczas 
trzygodzinnych lunchów, a Jessica nie chciałaby, by odniósł takie wrażenie. 
Pragnęła   się   wytłumaczyć,   lecz   wyglądałoby   to   dziwnie   w   obecności 
Evana.   Jedyne   co   mogła   zrobić,   to   zostać   dłużej   tego   wieczora,   żeby 
odpracować czas spędzony na lunchu.

Kiedy wychodziła, było już po siódmej. Mimo to kilka osób jeszcze 

pracowało. Szła korytarzem ze swetrem przerzuconym przez ramię, gdy 
usłyszała głos Damiana.

- Jessica.
– Cześć, Damianie – odezwała się. Stał w drzwiach swego biura, w 

swobodnej pozie, z rękoma skrzyżowanymi na piersiach.

– Jak się udał lunch z moim bratem?
– Dobrze, ale...
– Ale? – zapytał, gdy zawahała się i nie od razu dokończyła.
–   Chcę,   żebyś   wiedział,   że   to   był   służbowy   lunch   –   powiedziała 

pospiesznie,   pragnąc   się   czym   prędzej   wytłumaczyć.   –   Omawialiśmy 
sprawę Earla Kressa. Nie chciałabym, żebyś sądził, że spędziliśmy tam trzy 
godziny tylko dla przyjemności.

–Nic by się nie stało.
– Ale tak nie było! – nie ustępowała. – Evan zaprosił mnie na lunch w 

związku z procesem. Nie chodziło mu o odnowienie starej przyjaźni.

–   Czy   wydawał   się   zadowolony,   że   jemu   przypadła   ta   sprawa?   – 

zapytał Damian z troską.

–   Bardzo   zadowolony.   –   Przypomniała   sobie   panią   Sterling,   która 

wyjaśniła,   że   „wszystko   tu   po   prostu   wygląda   już   inaczej”,   dając   do 
zrozumienia, że to Evan był inny. Ciekawa była, czy Damian zdaje sobie 
sprawę, jak głęboko nieszczęśliwy jest jego brat.

Damian   uśmiechnął   się;   Jessica   wiedziała,   że   nie   robi   tego   często. 

Bardzo podobały się jej iskierki w jego szarych oczach.

–Pomyślałem sobie, że dobrze mu zrobi zmiana tempa życia. A czy 

powspominaliście dawne czasy?

Domyśliła się, że Damian chciałby wiedzieć, czy dostrzegła zmiany w 

jego bracie.

– Troszkę. Wydaje mi się, że Evan naprawdę cierpi.

background image

Damian skinął głową.
– Stara się z tym nie zdradzać. Ciekaw jestem, czy zauważyłaś, jak się 

zmienił.

– Trudno tego nie zauważyć. – Już od pierwszej chwili zdawała sobie 

sprawę,   że   jest   inny   niż   kiedyś.   Mimo   że   nie   widzieli   się   tak   dawno, 
zauważyła, jak wiele go kosztuje, żeby ukryć cierpienie. Nic dziwnego, że 
jego rodzice i brat tak się o niego martwili.

Damian zerknął na zegarek i podniósł brwi ze zdziwienia.
– Późno już. Porozmawiamy kiedy indziej. Dobranoc, Jessico.
– Dobranoc, Damianie.

Kiedy   czekała   na   pociąg   na   stacji   metra,   zrozumiała   nareszcie,   co 

Damian miał na myśli, mówiąc, że każdy potrzebuje, by czasem ktoś na 
niego   spojrzał   wielkimi,   pełnymi   uwielbienia   oczami.   Damian   ciągle 
uważał ją za nastolatkę zadurzoną w jego młodszym bracie. A Evan nigdy 
bardziej niż teraz nie potrzebował kobiety, dla której byłby idolem. Została 
zatrudniona   nie   dzięki   umiejętnościom   prawniczym,   lecz   by   pomóc 
Evanowi zapomnieć o tej, którą kochał i utracił. Damian liczył na to, że 
Jessica uleczy ból jego brata.

Następnego dnia około dziesiątej Evan wbiegł do biura promiennie 

uśmiechnięty   i   wręczył   Jessice   tuzin   purpurowych   róż.   Ich   zapach 
natychmiast wypełnił pokój.

Jessica zaniemówiła.
– To dla mnie? – Była zaskoczona, a po minie pani Sterling widać było, 

że ona też.

–   Proszę   cię   o   przysługę   –   powiedział   Evan,   pochylając   się   nad 

biurkiem, tak że jego twarz znalazła się o centymetry od twarzy Jessiki.

–   Dobrze.   –   Obejmowała   bukiet   jak   królowa   piękności,   wdychając 

upajający zapach.

Evan sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął złożony arkusz żółtego 

papieru.

– Chcę, żebyś pilnie coś dla mnie znalazła.
– Proszę bardzo.
– Chodzi o pewne przepisy... odszukaj je i dostarcz mi jak najszybciej. 

Przykro mi, ale to nudne zajęcie.

– Nic nie szkodzi. – Jessica spojrzała na spis, który przyniósł Evan i 

background image

przestraszyła się widząc, ile zawiera punktów. – Na kiedy ci to potrzebne?

–Na jutro – odpowiedział zupełnie poważnie. Pani Sterling syknęła 

znacząco  zza pleców Evana, wywołując tym uśmiech na twarzy Jessiki. 
Evan zmrużył oczy i wyszeptał:

–Nie ma nic gorszego niż kobieta, która nie może się powstrzymać, by 

nie powiedzieć: „A nie mówiłam?”. Pamiętaj o tym, Jessico.

– Dobrze – odpowiedziała z uśmiechem. – Zabieram się do roboty. 

Informacje dla ciebie będą gotowe, zanim wyjdę z pracy wieczorem.

– Grzeczna dziewczynka.
Umieściła róże w wazonie, który dała jej pani Sterling, ustawiła go na 

biurku i zaszyła się w bibliotece. Nawet nie zauważyła, kiedy minęła pora 
lunchu.   Spojrzała   na   zegar   dopiero   o   trzeciej,   gdy   jej   żołądek   zaczął 
upominać się o swoje prawa. Ale i wtedy, zamiast tracić czas na jedzenie, 
przyniosła sobie jabłko, i chrupiąc je, szukała dalej.

Kiedy   znowu   podniosła   oczy   znad   notatek,   zegar   na   ścianie 

wskazywał   siódmą   czterdzieści   pięć.   Słyszała   wcześniej,   jak   inni 
wychodzili,   lecz   wydawało   jej   się,   że   było   to   zaledwie   przed   paroma 
minutami.   Wstała,   wyprostowała   zesztywniały   kręgosłup   i   głęboko 
odetchnęła. Bolały ją oczy i plecy.

Zebrała papiery i poszła do swego pokoju. Zatrzymała się w progu, 

zdziwiona, że jest w nim ciemno. Zapaliła światło i rozejrzała się, pewna, że 
Evan zostawił dla niej wiadomość.

Nie zostawił.
Wyjęła   z   wazonu   jedną   różę,   podniosła   do   nosa   i   zamknęła   oczy, 

starając się pokonać zmęczenie i rozczarowanie.

– Jessico, co tu robisz?
– Damian? – To samo pytanie mogła zadać jemu.
– Jest prawie ósma.
– Wiem. – Poruszyła obolałymi ramionami. – Straciłam poczucie czasu.
–   Właśnie   widzę.   Odrabiałem   zaległości   w   czytaniu,   ale   nie 

przypuszczałem, że jest tu ktoś jeszcze. Nie ma powodu, żebyś zostawała 
tak długo.

Zerknęła w stronę gabinetu Evana.
– O której wyszedł Evan? – zapytała obojętnie, nie chcąc pokazać, jak 

czuje się urażona.

– Kilka godzin temu. A dlaczego pytasz?
– Powiedział, że bardzo pilnie potrzebuje tych informacji. – Pracowała 

background image

jak szalona, starając się skończyć robotę jak najszybciej. Była pewna, że 
Evan   poczeka,   aż   ona   znajdzie   to,   czego   podobno   potrzebował 
bezzwłocznie.

– Zdaje mi się, że był umówiony na kolację – wyjaśnił Damian.
– Rozumiem – mruknęła. Jednym słowem, beztrosko o niej zapomniał.
– Mam wrażenie, że jesteś zła – rzekł Damian.
– Jestem. Nawet nie zrobiłam sobie przerwy na lunch, żeby miał to, o 

co   prosił.   –   Ani  na   kolację,   pomyślała,  czując,   jak  złość   w   niej  narasta. 
Poniewczasie   uświadomiła   sobie,   że   pewnie   sprawia   wrażenie   również 
zazdrosnej.

– Przykro mi, Jessico.
Damian   nie   był   winien   bezmyślności   Evana.   Powiedziała   mu   to,   a 

potem zapytała wprost:

–   Czy   jest   tu   coś   do   zjedzenia?   –   Zamrugała   oczami,   chcąc   ukryć 

niespodziewane łzy. Głód zawsze wpływał na jej emocje. Była zakłopotana, 
bojąc się, że Damian coś zauważy.

– To znaczy, że od lunchu nic nie jadłaś?
– Od śniadania, nie licząc jabłka. I jeśli zaraz czegoś nie zjem, to się 

rozpłaczę, a naprawdę byłoby lepiej, żebyś tego nie widział. – Wyrzuciła z 
siebie te słowa i zaczęła pociągać nosem. – Nie zwracaj na mnie uwagi. – 
Odwróciła się, wytarła nos rękawem i wróciła do biblioteki. Na stołach 
leżało kilka otwartych opasłych tomów. Zamknęła je i zaczęła taszczyć na 
półkę.

– Znalazłem pudełko krakersów – powiedział Damian, wchodząc do 

biblioteki.

–  Dziękuję.   –  Rozerwała  celofan   i  znów  zaczęła  pociągać   nosem.   – 

Przepraszam za moje zachowanie. – Zjadła szybko krakersa i udało jej się 
powstrzymać szloch. – Nie przejmuj się. Po prostu musiałam coś zjeść.

– Pozwól, że zabiorę  cię na kolację. – Damian wziął ze stołu kilka 

tomów i ustawił je na półce.

– Nie trzeba. – Włożyła do ust drugiego krakersa i poczuła, że zaczyna 

przychodzić do siebie.

– Zasłużyłaś na to – odparł. – A poza tym, ja też umieram z głodu.
– Mógł chociaż poczekać – warknęła nagle.
Damian   zignorował   tę   uwagę,   a   po   chwili   zaproponował   pobliską 

popularną restaurację z potrawami z ryb morskich.

– Tak o tym mówił, jakby to była sprawa życia lub śmierci, a potem 

background image

nawet nie chciało mu się powiedzieć mi, że wychodzi. – Jessica dalej się 
wyładowywała. – Masz rację – powiedziała, kiedy Damian wziął ją pod 
rękę i poprowadził do wyjścia. – Evan się zmienił.

Na tę uwagę Damian również nie zareagował.
Do   restauracji   poszli   piechotą.   Nie   była   zatłoczona,   więc   od   razu 

dostali stolik w pobliżu okna. Kelnerka przyniosła zupę rybną i gorące 
kromki chleba w minutę po przyjęciu zamówienia. Damian musi być tu 
stałym gościem, pomyślała Jessica, odzyskując dobry humor na myśl o tym, 
że zaraz zje coś ciepłego.

–To   było   pyszne   –   powiedziała.   –   Dziękuję.   –   Westchnęła   z 

zadowoleniem, wyskrobując talerz.

Damian uśmiechnął się, skończył swoją zupę i sięgnął po jeszcze jedną 

kromkę chleba.

–Z czego się śmiejesz? – zapytała.
– Wydaje mi się, że właśnie zapobiegłem procesowi. Nie słyszałaś o 

tym? „Pracownica oskarża szefa o stratę posiłków”.

–Uzyskałam dostateczną rekompensatę. – Kąciki jej ust podniosły się. 

Spojrzeli sobie w oczy i po chwili wybuchnęli śmiechem.

Ma bardzo ładne oczy, pomyślała Jessica. Ciemnoszare, zdradzające 

głęboką inteligencję i przenikliwość.

Chciała przekonać Damiana, że jego mniemanie o Evanie i o niej jest 

od dawna błędne, lecz nie wiedziała, jak to zrobić. Zastanawiała się, kogo 
Damian widzi, kiedy na nią patrzy. Czy widzi kobietę, którą się stała, czy 
nieznośną   dziewczynę   z   sąsiedztwa,   twierdzącą   uparcie,   że   Evan   to   jej 
przeznaczenie?

Kelnerka   przyniosła   drugie   danie:   dla   Damiana   ostrygi,   dla   Jessiki 

pieczonego dorsza, który jej bardzo smakował. Kiedy skończyli, czuła się 
jak nowo narodzona.

– Zanim wyszliśmy z biura, powiedziałam coś, czego nie powinnam 

była mówić – zaczęła nieśmiało. – Chciałabym...

– Nie martw się tym. Pracowałaś tak długo, a na dodatek byłaś głodna 

jak wilk – przerwał jej Damian.

– Chciałam się tylko upewnić, czy z tego powodu nie zamierzasz mnie 

zwolnić.

–   Samo   domaganie   się   jedzenia   nie   wystarczy,   żebym   to   zrobił   – 

zapewnił, z trudem kryjąc rozbawienie.

Kiedy wyszli na ulicę, poczuli chłód. Czerwcowe niebo było ciemne i 

background image

zasnute chmurami.

–Zanosi się na deszcz. – Ledwie to powiedział, spadły pierwsze grube 

krople. Żadne z nich nie miało parasola, więc Damian wziął Jessicę pod 
rękę   i   pobiegli   przez   ulicę   w   kierunku   księgarni.   Wprawdzie   była   już 
dawno   zamknięta,   lecz   zaopatrzone   w   daszek   wejście   stanowiło   dobre 
miejsce do przeczekania ulewy.

Zdyszana Jessica zadygotała z zimna i zaczęła energicznie rozcierać 

sobie ramiona. Po chwili jego duże ręce zastąpiły jej drobne dłonie, a potem 
Damian okrył ją swą marynarką.

– Nie trzeba – zaprotestowała, bojąc się, by sam się nie przeziębił.
– Przecież cała drżysz.
Ciepło   jego   marynarki   było   przyjemniejsze,   niż   chciała   się   do   tego 

przyznać. Damian był bez wątpienia dżentelmenem w każdym calu.

Ulewa   trwała   ponad   dziesięć   minut.   Jessica   była   zaskoczona   –   jak 

szybko minął ten czas! Gdy deszcz przeszedł w mżawkę, a potem ustał, 
poczuła, że jest jej niemal przykro. Rozmawiała z Damianem o książkach i 
okazało się, że oboje lubią kryminały i mogą bez zastanowienia wymieniać 
dziesiątki tytułów i nazwisk autorów.

–Czy dziś rano przyjechałaś do pracy samochodem? – zapytał.
Potrząsnęła głową, ponieważ przyjechała metrem.
– W takim razie odwiozę cię do domu.
– To naprawdę nie jest konieczne, Damianie. Nie mam nic przeciwko 

komunikacji miejskiej.

–   A  ja mam – powiedział stanowczo. – Jest za późno, żebym mógł cię 

zostawić samą na ulicy. Jak to miło, że się o mnie martwi, pomyślała.

– Ale i tak mam ci za co dziękować.
– Co masz na myśli?
– Bezustannie jestem twoją dłużniczką. Masz złote serce.
Zaśmiał się cicho.
– Nie jestem pewien, miła Jessico.
– Przyjąłeś mnie do pracy, mimo że nie mam przecież doświadczenia, 

zaprosiłeś na kolację, a teraz chcesz mnie odwieźć do domu.

Wrócili   do   biurowca   i   weszli   do   garażu   w   podziemiach.   Damian 

otworzył drzwi samochodu i Jessica usadowiła się wygodnie na pokrytym 
skórą siedzeniu.

Podczas rozmów z Damianem nabrała przekonania, że stara się on 

chronić brata, choć nie była pewna, czy Evan to docenia.

background image

– Niepokoisz się o niego, prawda? – zapytała bez żadnych wstępów, 

lecz Damian wiedział, co miała na myśli.

– Tak – przyznał.
– I to on jest prawdziwym powodem, dla którego mnie zatrudniłeś. 

Myślisz, że mogłabym może pomóc mu w tym... trudnym okresie. – To nie 
były obowiązki, których by sobie życzyła. Chciała to właśnie wytłumaczyć, 
ale gdy zauważyła jego rozbawioną minę, odezwała się ostro: – Nie jestem 
głupią czternastolatką, która straciła głowę dla dorosłego mężczyzny. To 
było po prostu zauroczenie. I dawno się skończyło.

Damian lekko wzruszył ramionami.
–Więc   jednak   przyjąłeś   mnie   z   powodu   Evana?   –   nie   dawała   za 

wygraną.

Przez długą chwilę w samochodzie panowała cisza.
–Czasem   sam   nie   wiem   –   powiedział   wreszcie.   –   Czasem   sam   nie 

wiem.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Następnego   dnia   Jessica   przyjechała   do   pracy   wcześnie.   Chciała 

jeszcze raz podziękować Damianowi za kolację, a przede wszystkim dać 
mu do zrozumienia, jak przyjemne były spędzone z nim chwile. Lecz drzwi 
jego gabinetu były zamknięte, a sekretarka gorączkowo szukała czegoś w 
szafie z segregatorami. To nie był dobry moment, by wpaść do niego nie-
spodziewanie.

Evana nigdzie nie zauważyła, co nie było zaskakujące. Pani Sterling 

zjawiła   się   dziesięć   minut   po   Jessice,   przywitała   ją   pełnym   aprobaty 
uśmiechem i zabrała się do rozdzielania poczty.

Połowę przedpołudnia Jessica spędziła na porządkowaniu materiałów, 

które wyszukała poprzedniego dnia, i na przepisywaniu ich do komputera, 
by   Evan   nie   musiał   tracić   czasu   na   odcyfrowywanie   jej   pospiesznie 
robionych notatek.

Właśnie skończyła składanie wydruku, gdy zdyszany wpadł do biura. 

Widać było, że biegł przez całą drogę z parkingu. Pomaszerował prosto do 
jej biurka.

–   Czy   to   już   jest   gotowe?   –   zapytał,   po   czym   chwycił   plik 

zadrukowanego   papieru,   zanim   zdążyła   mu   go   podać.   Wstała,   chcąc 
omówić z nim kilka punktów, lecz minął ją szybko i bez słowa wszedł do 
gabinetu. Chciała pójść za nim, ale zamknął drzwi.

Jessica była zaskoczona. Patrzyła na panią Sterling i nie wiedziała, co 

zrobić. Sekretarka westchnęła i rozłożyła ręce.

Po chwili Evan wyszedł z gabinetu, na pozór opanowany i pewny 

siebie. Był już bez płaszcza, w ręku trzymał wydruk, bez celu przerzucając 
jego arkusze. Spojrzał na Jessicę i szeroko się uśmiechnął.

–   Jesteś   aniołem   –   powiedział.   Przechodząc   obok,   pocałował   ją   w 

policzek. Zauważyła, że równie czule pocałował panią Sterling.

– Będę u Damiana na posiedzeniu – powiedział wychodząc.
Poranne godziny mijały, a Jessica zastanawiała się, jaka jest właściwie 

jej rola w biurze. Wprawdzie Evan dostał teraz sprawę Earla Kressa, lecz 
przedtem przez kilka miesięcy nie był zbyt obciążony. Wyszukała to, o co 
prosił, i niewiele miała do roboty.

Zorientowała się, że ostatnio Evan przestał się interesować przepisami 

background image

dotyczącymi spółek akcyjnych. Chyba Damian nie spodziewał się cudów, 
przyjmując ją do pracy! Ponieważ tak niechętnie mówił o kłopotach Evana, 
Jessica  pomyślała, że może  dowie się szczegółów  od  pani Sterling.  Nie 
chciała   pytać   wprost,   bo   mogłoby   to   być   niebezpieczne;   niewątpliwie 
sekretarka była bardzo oddana swemu pracodawcy.

–   Evan   jest   naprawdę   czarujący,   prawda?   –   zaczęła   swobodnym 
tonem.
– Zawsze był taki – odparła pani Sterling z dumą.
– Jednak jest teraz inny niż przed laty. Bardziej... napięty.
Sekretarka Evana kiwnęła głową.
–Chętnie bym zastrzeliła tę kobietę – powiedziała pod nosem.
Serce Jessiki zabiło mocniej.
–Jaką kobietę? – zapytała, starając się ukryć niecierpliwość. Za chwilę 

się dowie, co spowodowało, że Evan tak bardzo się zmienił.

Pani   Sterling   podniosła   oczy,   zdziwiona,   że   jej   pomruki   zostały 

dosłyszane.

– Och, nie... nie ma o czym mówić.
– Ależ musi być o czym. Evan jest zupełnie inny niż przed kilku laty, 

oczywiście czarujący i miły, lecz jest w nim teraz coś szorstkiego, ostrego. 
Coś, czego nie potrafię określić. – Spojrzała z oczekiwaniem na sekretarkę.

–To prawda – zgodziła się pani Sterling niechętnie. 
– Twierdzi pani, że to kobieta jest przyczyną zmian, jakie zaszły w 

Evanie?

–A czy nie jest tak zawsze?
– Co się właściwie stało? – Jessica doszła do wniosku, że delikatnością 

nic tu nie wskóra.

– To przykre, naprawdę przykre.
– Tak, Evan już nie jest taki jak kiedyś – powiedziała Jessica, z nadzieją, 

że zachęci panią Sterling do dalszych wynurzeń.

– To, co się stało, nie powinno  właściwie nikogo dziwić. A jednak 

dziwi,   ponieważ   pan   Dryden   jest   taki   uroczy.   Zakochał   się   szczerze   i 
prostodusznie   w   kimś,   kto   nie   darzył   go   podobnym   uczuciem.   –   Pani 
Sterling nagle zacisnęła usta, jakby już powiedziała znacznie więcej, niż 
powinna, znacznie więcej, niż wypadało powiedzieć sekretarce na temat 
szefa.

Tyle Jessica wiedziała już wcześniej. Chodziło jej o szczegóły. Kim była 

kobieta, która tak bardzo zmieniła Evana? To nie do wiary, że ktoś dał mu 

background image

kosza.   Jej   idolowi   z   czasów,   gdy   była   nastolatką.   Kimkolwiek   była   ta 
kobieta, musiała być niespełna rozumu.

Koło jedenastej Evan wrócił. Z uśmiechem podszedł do jej biurka.
–Wspaniale to zrobiłaś, Jessico. Dziękuję.
Ta pochwała zaskoczyła ją. Zaczęła się zastanawiać, czy Damian coś 

mu powiedział.

– Doceniam twój wysiłek – ciągnął. – Bardzo dobrze pracujesz.
–   Ja...   ja   to   robiłam   z   przyjemnością.   To...   to   należy   do   moich 

obowiązków   –   wykrztusiła   jąkając   się.   Ze   zdumieniem   stwierdziła,   jak 
bardzo   wzburzyła   ją   jego   pochwała.   Czuła   się   teraz   zawstydzona   swą 
przesadną reakcją poprzedniego dnia, gdy zauważyła, że Evana już nie ma 
w biurze. Sama sobie winna, że nie zjadła lunchu. Wcale by się nie przejęła 
zniknięciem Evana, gdyby...

–Dowiedziałem się od Damiana, że byłaś tu prawie do ósmej wieczór.
Więc Damian jednak wspomniał o tym.
– Powiedziałam już, że po prostu wykonywałam swoje obowiązki.
– W sobotę moi rodzice urządzają przyjęcie na świeżym powietrzu – 

ciągnął Evan. – Zacznie się o czwartej. Chciałbym, żebyś poszła ze mną.

Zaproszenie   Evana   zbiło   ją   z   tropu.   Nie   wiedziała,   co   powiedzieć. 

Chociaż nie miała doświadczenia, zdawała sobie sprawę, że umawianie się 
z szefem może doprowadzić do kłopotów.

–To nie powinna być trudna decyzja – powiedział ze śmiechem.
Jego duma już raz została zraniona. Jessica doszła do wniosku, że nie 

chce, by i ona była tego przyczyną.

– Będzie mi bardzo przyjemnie – odparła. – Cieszę się, że pomyślałeś o 

mnie.

– Zawsze byłaś miłą dziewczyną – uśmiechnął się czule.
Jako   nastolatka   Jessica   marzyła   właśnie   o   tym.   Zamykała   oczy   i 

wyobrażała sobie, że Evan ją gdzieś zaprasza. Teraz, gdy jej marzenie się 
spełniło, wolałaby, żeby to był Damian.

–Przyjadę po ciebie. Mieszkasz w śródmieściu, prawda?
Skinęła głową.
–A czy nie będzie prościej, jeśli spotkamy się na przyjęciu? Tak się 

składa, że spędzam ten weekend u rodziców i mogłabym przyjść z nimi.

Evan wyglądał na nieco zdziwionego jej propozycją.
– Jesteś pewna?
– Oczywiście.

background image

– W takim razie spotkamy się na miejscu.
Był w jej życiu taki okres, że bez wahania poszłaby z Evanem na każde 

przyjęcie. Wszędzie. Czy Damian nie na to liczył, kiedy ją przyjmował – 
nawet jeśli twierdził, iż wie, że jej zauroczenie dawno minęło?

– Przyjęcie jest urządzane na cześć pewnego dygnitarza – ciągnął Evan. 

– Mama wychodzi z siebie, żeby wszystko się udało. Gwarantuję, że to 
będzie takie party, jakiego Boston jeszcze nie widział. Ostatnio słyszałem, 
że mama wynajęła zespół country.

– Zanosi się na niezłą zabawę.
– Jestem pewien, że tak będzie. Chyba umiesz tańczyć polkę?
–Naturalnie. – Prawdę mówiąc, dotychczas tańczyła polkę najwyżej 

dwa razy. – Ale dawno tego nie robiłam – dodała na wszelki wypadek.

– Ja też. Zostawimy te wymyślne kroki Damianowi.
Westchnęła na myśl o Damianie, a potem pomyślała, że najwyraźniej 

dzieje się z nią coś niedobrego, pewnie mającego początki w dzieciństwie – 
jeśli   może   spotykać   się   z   jednym   z   braci   i   równocześnie   tęsknić   do 
drugiego.

Godziny mijały i zanim się obejrzała, skończył się dzień pracy. Pani 

Sterling właśnie wyszła na chwilę, a wtedy zjawił się Damian.

– Evana już nie ma – powiedziała Jessica. Była nieco podekscytowana 

widokiem Damiana stojącego przed biurkiem, zwłaszcza że znów zaczęła 
myśleć o tym, jak bardzo chciałaby pójść na przyjęcie właśnie z nim.

– Nie przyszedłem do brata.
–Pani Sterling wróci za chwilę. 
– Przyszedłem do ciebie – wyjaśnił Damian, patrząc na nią z uwagą 

ciemnymi oczami.

Jessica czekała w napięciu. Czyżby miał zastrzeżenia do jej pracy?
–Niepotrzebnie   się   niepokoisz.   Przyszedłem   ci   powiedzieć,   że   moi 

rodzice wydają w sobotę przyjęcie. Będzie rożen na świeżym powietrzu.

–Tak, wiem. Evan już o tym wspominał.
Jessica przysięgłaby, że w oczach Damiana zabłysło zainteresowanie. 

Skrzyżował ramiona i oparł się o biurko.

– Co powiedział?
– Niewiele. Podobno jest to przyjęcie na cześć jakiegoś dygnitarza.
–   Aha.   –   Zawahał   się,   jakby   stracił   pewność   siebie,   co   przecież, 

pomyślała,   byłoby   zupełnie   niezgodne   z   jego   charakterem.   – 
Zastanawiałem   się...   –   zaczął,   po   czym   wyprostował   się   i   wsunął   ręce 

background image

głęboko w kieszenie. – Czy zechciałabyś pójść na to przyjęcie ze mną?

Ramiona jej opadły i już otwierała usta, by wyjaśnić, że zaprosił ją 

Evan, lecz zanim zdążyła to zrobić, Damian dodał:

–Wiem,   że   późno   ci   o   tym   mówię,   ale   sam   dowiedziałem   się 

szczegółów  dopiero  dziś rano.  – Uśmiechnął się. – Mama telefonowała, 
chciała się upewnić, że tam będę. Wygląda na to, że bardzo poważnie trak-
tuje swoje obowiązki.

– Ale...
– Nie możesz – domyślił się. 
Ponuro skinęła głową.
– Już zaprosił mnie Evan... jako swoją partnerkę. – Chciała powiedzieć 

Damianowi, że o wiele bardziej wolałaby pójść z nim, ale nie odważyła się. 
– Przepraszam – dodała.

–Zaprosił   cię?   –   Zamiast   wyglądać   na   niezadowolonego,   Damian 

wydawał się wprost zachwycony.

–Nie przepraszaj.
Jego reakcja zirytowała ją.
–To   nie   jest   prywatna   randka.   –   Chciała,   żeby   to   było   jasne.   –   A 

przynajmniej   Evan   tak  tego  nie  przedstawił.  On  chce  mi  w ten   sposób 
podziękować   za   ciężką   pracę   przy   wyszukiwaniu   potrzebnych   mu 
informacji.

–   Mój   brat   nie   zaprosiłby   cię,   gdyby   mu   nie   zależało   na   twoim 

towarzystwie. A poza tym nie chciałbym, żeby myślał, że wkraczam na 
jego terytorium.

Jego terytorium.
Widocznie domyślał się, co czuła, bo dodał:
–Evan był pierwszy.
Co do tego ma rację, pomyślała, ale tylko co do tego.
Damian   odwrócił   się   ku   wyjściu,   a   Jessica   poczuła,   że   musi   się 

wytłumaczyć.

– Myślę, że nie powinieneś przywiązywać zbytniej wagi do tego, że 

mnie zaprosił. To naprawdę było tylko podziękowanie.

– Ale to początek, nie sądzisz? – powiedział przez ramię. – Dobry 

początek. – Wyszedł, zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć.

W domu Jessica doszła do wniosku, że Damian zaprosił ją na przyjęcie 

nie dlatego, że pragnął jej towarzystwa. Założył, że Evan tego nie zrobił – i 
szukał okazji, by zbliżyć ich do siebie.

background image

Jessica   przyjechała   do   rodziców   wczesnym   sobotnim   popołudniem. 

Całe   rano   spędziła,   chodząc   po   sklepach   w   poszukiwaniu 
najodpowiedniejszego stroju. Cathy dodawała jej odwagi i służyła radą.

Chociaż   nie   będzie   na   przyjęciu   w   towarzystwie   Damiana,   to   jeśli 

zjawi się wyglądając jak gwiazda filmowa, powinien żałować, że nie są 
razem. Taki był jej plan – jasny i prosty.

Evan wspomniał o zespole country, ale powiedział też, że przyjęcie ma 

być na cześć pewnego dostojnika. Te nieco nie pasujące do siebie informacje 
spowodowały,   że   zupełnie   nie   wiedziała,   jak   się   ubrać.   W   szafie   nie 
znalazła nic odpowiedniego, w sklepach też było niewiele.

W  jednym   stroju  wyglądała  jak  Annie  Oakley,  w  innym   jak  Jackie 

Kennedy.   Już   myślała,   że   nie   znajdzie   nic   pośredniego,   gdy   zauważyła 
długą   dżinsową   spódnicę,   czerwoną   bluzkę   z   karczkiem   obszytym 
tęczowymi frędzlami i białe kowbojskie buty. Elegancji temu zestawowi 
dodawał biały jedwabny szal.

Gdy przymierzyła nowy strój, w oczach matki zobaczyła aprobatę.
– Szkoda, że też nie poszłam po zakupy i nie kupiłam sobie czegoś 

nowego. Wyglądasz świetnie.

–   Dziękuję.   –   Matczyna   pochwała   dodała   Jessice   pewności.   Cathy, 

która zwykle ubierała się jak postać z filmu science–fiction, powiedziała to 
samo,   ale   Jessica   nie   była   pewna,   czy   może   ufać   jej   poczuciu   dobrego 
smaku.

– Jak to miło ze strony  Evana,  że cię zaprosił – kontynuowała  Joyce 

Kellerman. – Wcale nie jestem zaskoczona, choć jest twoim szefem. W życiu 
wszystko może się zmienić, nieprawdaż?

– Masz rację – powiedziała Jessica sucho.
– Bardzo jestem zadowolona, że pracujesz z Evanem.
– Jest miły.
– Jest wspaniały. Zawsze marzyłam... wiem, że to głupie, ale przecież 

tak   dawno   się   przyjaźnimy   z   Drydenami...   Miałam   nadzieję,   że   jak 
dorośniesz, wyjdziesz za któregoś z chłopców Lois.

– Pod żadnym pozorem – powiedziała Jessica szybko – nie mów tego 

przy Damianie lub Evanie.

– Dlaczego, moja droga?
– Mamo, to mnie strasznie peszy!
– Ale przecież kilka lat temu byłaś taka zakochana w  Evanie,  więc 

myślałam... spodziewałam się...

background image

–   Miałam   wtedy   czternaście   lat!   –   Dawne   zauroczenie  Evanem 

zaczynało być dla niej balastem... przez Damiana i matkę. Gdyby nie oni, 
nikt by już o tym nie pamiętał.

– Będzie z ciebie śliczna panna młoda – powiedziała Joyce Kellerman, 

wprowadzając ostatnie poprawki do własnego ubioru.

Nagle zmieniła temat.
– Lois jest chora ze zdenerwowania w związku z tym party.
–   Ale   dlaczego?   –   Pani   Dryden   wydawała   już   setki   nie   mniej 

wystawnych przyjęć.

– Myślę, że nie ma powodu, aby trzymać to w tajemnicy. Walter dostał 

propozycję kandydowania do senatu.

Walter Dryden od lat aktywnie zajmował się sprawami społecznymi. 

Chociaż sam nigdy nie piastował żadnej publicznej funkcji, wielokrotnie z 
powodzeniem   kierował   kampaniami   wyborczymi   innych.   Wcześnie 
przeszedł na emeryturę i – jak Jessica słyszała – bardzo doskwierała mu 
bezczynność. Na pewno z zadowoleniem podjąłby taką próbę sił.

– Czy już się zdecydował?
– Ojciec i ja myślimy, że tak. Jeszcze nie zgłosił swej kandydatury, ale 

jesteśmy pewni, że to zrobi. Dzisiejsze party to badanie gruntu. Ma być 
kilku polityków. Nic dziwnego, że Lois jest kłębkiem nerwów.

Zanim Jessica i jej rodzice przyszli na przyjęcie, zza ogrodzenia już 

dolatywał intensywny zapach sosu pomidorowego, przypraw i pieczonego 
mięsa.

Kiedy   witali   się   przy   wejściu,   serdeczne   uściski   Lois   i   jej   matki 

przypomniały Jessice o ich wielkiej przyjaźni. Od dwudziestu lat były jak 
siostry. Podobne uczucie łączyło ją z Cathy. Poznały się w college'u, gdzie 
przez trzy lata mieszkały w tym samym pokoju.

Nie zauważyła żadnego z braci, więc wyszła przed dom. Na bujnym 

trawniku stały okrągłe stoły przykryte kraciastymi obrusami. Dzień był 
przepiękny, ciepły, lecz nie upalny, niebo bezchmurne. Łagodny wietrzyk 
szeleścił liśćmi wysokich drzew, którymi obsadzono posiadłość, by dawały 
cień. Lato w Nowej Anglii było w pełni. Smakowite zapachy przypomniały 
Jessice o głodzie. Z powodu zakupów i przygotowań do przyjęcia zabrakło 
jej czasu na lunch.

Wśród   tłumu   gości   zauważyła   Evana,   który   stał   obok   ślicznej 

blondynki   w   eleganckiej   białej   sukni   obszytej   frędzlami.   Jej   zgrabną 
sylwetkę podkreślał turkusowy pasek ze srebrną klamrą. Dyskretne próby 

background image

zasięgnięcia   informacji   o   nieznajomej   nie   dały   rezultatów,   co   jeszcze 
bardziej wzmogło ciekawość Jessiki. Spróbowała podejść do Evana – swego 
oficjalnego partnera. W gruncie rzeczy chciała poznać śliczną blondynkę. 
Może   to   nowy   obiekt   jego   romantycznych   zainteresowań,   pomyślała   z 
nadzieją. Zanim jednak do niego dotarła, zatrzymała ją grupa przyjaciół 
rodziny. Jak większość zaproszonych gości, byli to starsi ludzie o znanych 
nazwiskach, z którymi stykała się od dziecka.

–Witaj, Jessico. – Usłyszała głos Damiana i odwróciła się. Stał przed 

nią, ubrany w garnitur podobny do tego, jaki nosił w pracy. Jedyną próbą 
dostosowania   stroju   do   okazji   był   czarny   kowbojski   kapelusz,   który, 
zdaniem Jessiki, zupełnie nie pasował do jego bardzo bostońskiej głowy.

W jego oczach dojrzała uznanie.
–Wyglądasz...   –   zawahał   się,   jakby   nie   wiedział,   co   powiedzieć   – 

...dobrze.

Była   pewna,   że   nieczęsto   się   zdarza,   by   mu   brakowało   słów.   Tym 

bardziej ją to podniosło na duchu.

–Pewnie jesteś ciekawa, kim jest ta blondynka; ta, która nie odstępuje 

mojego brata – rzucił obojętnym tonem.

Prawdę mówiąc, była wdzięczna nieznajomej za absorbowanie Evana. 

Gdyby nie ta kobieta, mógłby się czuć zobowiązany do zajmowania się 
Jessicą, a ona znacznie bardziej wolała towarzystwo Damiana.

– Kto to jest?
– Czyżbym słyszał zazdrość w twoim głosie?
– Nic podobnego. – Pytanie Damiana zirytowało ją.
– Nazywa się Romilda Sidonie. Jest córką dygnitarza z Europy.
To wyjaśniało wszystko. Naturalnie Evan uznał za swój obowiązek 

okazanie Romildzie gościnności. Jessica była zadowolona, widząc, że robi 
to z radością.

– Czy chciałabyś, żebym cię przedstawił? – spytał Damian.
–   Nie   –   odpowiedziała.   Evan   i   Romilda   szli   właśnie   w   kierunku 

miejsca do tańca. – Evan dobrze się bawi. Nie widzę powodu, żeby mu 
przeszkadzać.

– Jesteś przez niego zaproszona.
– Tylko dlatego, że go do tego namówiłeś. 
Damian zmrużył oczy.
– Dlaczego tak uważasz?
–Nie myśl, że jestem naiwna. Sądzę, że chciałeś mnie zaprosić, bo nie 

background image

przypuszczałeś, by zrobił to Evan. Chciałeś mieć pewność, że spotkam się z 
nim na towarzyskim gruncie, i móc obserwować, co z tego wyniknie. Czy 
mam rację?

Założył ręce za siebie i odszedł dwa kroki, po czym odwrócił się i 

znów przed nią stanął. W jego oczach zauważyła błysk uśmiechu.

–Jeśli masz rację, choć nie twierdzę, że ją masz, nigdy się do tego nie 

przyznam.

– Ława przysięgłych musi mieć z tobą niełatwe zadanie.
– Za to właśnie klienci mi płacą.
Jessica popatrzyła na tańczących i nie dostrzegła wśród nich Evana i 

Europejki. Rozejrzała się i zauważyła ich na ławce, w cieniu rozłożystego 
wiązu. Jedli z apetytem kanapki przełożone mięsem z rusztu.

–Jest   śliczna   –   mruknęła   Jessica.   –   Nic   dziwnego,   że   Evan   o   mnie 

zapomniał.

– Możliwe, że Romilda jest śliczna, ale ty też – powiedział szybko 

Damian,   a   potem   spojrzał   na   nią   tak,   jakby   żałował   wypowiedzianych 
słów.

– Dziękuję.
– Nie powinienem tego mówić.
– Dlaczego? Czy to znaczy, że myślisz coś innego?
– To nie ja powinienem mówić ci takie rzeczy – odparł Damian. – 

Zaprosił cię tu Evan.

– Widocznie zapomniał. Nic nie szkodzi. Wolę ten czas spędzić z tobą.
– Ze mną? – Damian wydawał się przestraszony na samą myśl o tym. – 

Jadłaś już coś? – zapytał szybko. Na stole obok piętrzył się tort cytrynowy, 
który skusiłby świętego, leżało czekoladowe ciasto, przybrane świeżymi 
truskawkami, stał dzbanek z zimnym napojem z jagód.

–   Jeszcze   nie   jestem   głodna   –   odparła,   bojąc   się,   że   chęć   zjedzenia 

czegoś   mogłaby   być   dla   Damiana   pretekstem   do   zostawienia   jej   przy 
którymś ze stołów.

Damian spojrzał na nią podejrzliwie.
– Jesteś pewna? Nie chciałbym, by znów zdarzyło się to, co wieczorem 

w biurze.

– No więc dobrze, może zjadłabym kawałek... Ale może usiądziemy 

razem?

– Jeśli bardzo chcesz.
Chciała.   Damian   podał   jej   talerz   i   przeszli   wzdłuż   stołu–bufetu. 

background image

Wybrała sałatkę z ziemniaków, prażony bób i kotlet schabowy.

Orkiestra zaczęła grać popularną  melodię. Jessica jadła z apetytem, 

wystukując stopą rytm, zadowolona, że siedzą na uboczu. Okazało się, że 
Evan o niej zapomniał, lecz wcale nie była urażona, przeciwnie – czuła 
ulgę.

Zaproszenie do tańca zaskoczyło ją.
– Dlaczego chcesz ze mną tańczyć? – zapytała Damiana. Podejrzewała, 

że może to mieć jakiś związek z jego bratem.

–Czy muszę mieć powód?
Po chwili wahania przytaknęła.
–Jeśli myślisz, że to jest sposób, by Evan mnie zauważył, wolałabym 

nie wstawać z miejsca.

–   A  gdybym powiedział, że chcę sprawdzić, jak będziesz się czuła w 

moich ramionach? 

Serce zabiło jej mocniej.
–Wtedy bym się zgodziła. – Spojrzała mu prosto w oczy. – Więc jak to 

będzie, Damianie?

Długo się zastanawiał, znacznie dłużej, niż było to konieczne. Powoli 

odsunął krzesło i wstał.

–Dlaczego nie mielibyśmy sprawdzić? – Wziął ją za rękę i poprowadził 

w stronę tańczących.

Zabawa rozkręciła się na dobre. Wiele par tańczyło polkę. Po drodze 

Jessicę   i   Damiana   zatrzymywali   na   chwilę   pogawędki   starzy   znajomi. 
Czuła, że go to irytuje.

Wreszcie   dotarli   na   miejsce   i   Damian   otoczył   Jessicę   ramieniem. 

Tańczył świetnie, płynnie i pewnie. Trzymał ją lekko w talii i spoglądał na 
nią tak, jakby tańczyli razem od zawsze.

– Dobrze tańczysz. – Jej zaskoczenie było tak widoczne, że odrzucił 

głowę w tył i zaczaj się śmiać. Nie pamiętała, by kiedykolwiek przedtem 
śmiał się tak serdecznie.

– Dziwi cię to, prawda?
– Tak. – Zaprzeczanie  nie miałoby sensu.  Odkrywam  w nim coraz 

więcej   niespodzianek,   pomyślała   i   w   tym   momencie   poczuła,   że   ktoś 
delikatnie   dotyka   jej   ramienia.   Odwróciła   głowę   i   zobaczyła   Evana   w 
towarzystwie córki europejskiego dostojnika.

– Patrzcie, patrzcie, czy to nie Damian i Jessica? – odezwał się Evan, 

bez cienia zazdrości w głosie.

background image

Szybko nas zauważył, jęknęła w duchu, zastanawiając się, czy Damian 

tak to zaplanował.

–Chyba nie znasz jeszcze Romildy? – Nie czekając na odpowiedź, Evan 

przedstawił je sobie.

Widać   było,   że   piękna   blondynka   jest   pod   urokiem   Evana,   jak 

większość   kobiet,   które   postanowił   oczarować.   Jego   wdzięk   był 
nieprzeparty. Jessice było trochę żal niczego nie podejrzewającej kobiety. 
Evan przecież zaczynał mieć reputację playboya.

Cała czwórka udała się na poszukiwanie czegoś do picia. Gawędzili, 

popijając poncz, gdy Damian nagle poprosił Romildę do tańca. Ta spojrzała 
z niepokojem na Evana i widać było, że nie ma ochoty go opuścić. Jessica 
uśmiechnęła  się do siebie, domyślając się, że Damian dąży do tego, by 
została sama z Evanem.

Damian i Romilda przyłączyli się do tańczących.
–Wspaniałe przyjęcie – powiedziała do Evana. –

Świetnie

 

się 

bawię.

–Cieszę   się   –  odparł   z   roztargnieniem,   wodząc  oczami   za  tańczącą 

parą. – Czy mogę cię prosić? – zapytał i wyciągnął ku niej rękę.

Wiedziała, że  Evanowi  chodzi o to, by nie stracić z oczu Romildy. 

Prowadzili   uprzejmą   konwersację,   lecz   oboje   myśleli   o   czymś   innym.   I 
oboje nie mogli się doczekać końca tańca.

Kiedy orkiestra przestała grać, ucieszyła się, że Damian i  Romilda  są 

daleko, ponieważ potrzebowała czasu na uporządkowanie myśli. Do Evana 
podeszli jacyś starsi państwo i poprosili o chwilę rozmowy. Rzucił Jessice 
przepraszające spojrzenie i zostawił ją samą.

Noga   za   nogą   poszła   na   sam   koniec   ogrodu,   w   pobliże   płotu 

okalającego   dom   jej   rodziców.   Stanęła   na   środku   białej   kładki   łączącej 
brzegi stawu i zaczęła wrzucać kamyki do wody, obserwując rozchodzące 
się kręgi.

Pochłonięta   tym   zajęciem,   nie   zauważyła   zbliżającego   się   Damiana, 

była więc zaskoczona, gdy usłyszała jego głos:

– Zastanawiałem się, czy cię tu znajdę.
–   Często   tu   przychodziłam   jako   dziecko   –   przyznała.   –   Mogliście 

oskarżyć mnie o wtargnięcie na cudzy teren.

–Nikomu by to nie przyszło do głowy. 
–  Wiem,  dlatego  właśnie  tu  przychodziłam.  Tu  było   tak  spokojnie, 

bezpiecznie.

background image

Po chwili milczenia odezwał się Damian:
–Jesteś zniechęcona, prawda? 
– Czym?
–To się już skończyło – zapewnił cichym głosem. – Już dawno, ponad 

pół roku temu. Myślałem, że Evan zapomni o niej, ale się myliłem.

O, mój Boże, pomyślała Jessica. Widocznie Damian myśli, że przyszła 

nad   staw   rozmyślać   o   Evanie.   Nic   bardziej   błędnego.   Stała   na   kładce, 
zastanawiając się, jak ułożą się jej stosunki z Damianem.

– Kto to był? – Jessica była nadal ciekawa.
– Jakaś dziewczyna, którą poznał na plaży. Nikt z nas przedtem o niej 

nie słyszał. Mary Jo Summerhill.

– I co się stało?
– Tego chyba nikt naprawdę nie wie. W każdym razie zniszczyło to 

Evana. Od tamtej pory nie przyszedł do siebie. Mój brat nie należy do tych, 
którzy obarczają innych swoimi kłopotami. Wydaje się, że wszystko spływa 
po nim niczym woda, jak po tej kaczce... o, tam. Nawiązał i zerwał niejedną 
znajomość. Już myślałem, że nigdy nie zainteresuje się poważnie żadną 
kobietą. Ale nie miałem racji.

– Nie domyślasz się, co zaszło między nim i tą dziewczyną?
– Nie. Po zerwaniu zmienił się nagle, zaczął pracować po godzinach. 

Ale robił wszystko bez przekonania, więc ograniczyłem jego obowiązki. To 
na trochę pomogło, ale teraz nie mam pewności, czy dobrze zrobiłem. Nie 
pamiętam, żeby był kiedyś bardziej przygnębiony.

– Próbowałeś z nim porozmawiać?
– Dziesiątki razy, ale to nic nie dało. Tylko złościło go moje wścibstwo. 

Ten zerwany romans zranił go chyba głębiej, niż sam chce przyznać.

–   Zapomni   o   niej   –   powiedziała   Jessica   uspokajająco.   –   To   tylko 

kwestia czasu.

– Ja też tak myślałem. – Damian wzruszył ramionami. – Ale teraz w to 

wątpię. Minęło już ponad sześć miesięcy. – Przerwał i spojrzał w wodę. – 
On potrzebuje ciebie, Jessico. Chyba tylko ty mogłabyś do niego dotrzeć.

– Ja?
–Kiedy ojciec wspomniał, że masz zamiar przyjść w sprawie pracy, od 

razu   wiedziałem,   że   możesz   być   dla   nas   wybawieniem.   –   Chciała   coś 
powiedzieć,   ale   nie   dopuścił   jej   do   głosu.   –   Musisz   być   tylko   bardzo 
cierpliwa.

Jessica westchnęła ze złością.

background image

–Jeśli   potrzebna   mi   cierpliwość,   to   wyłącznie   do   ciebie.   Ty   i   twoi 

rodzice ciągle myślicie, że nadal jestem dziewczynką zadurzoną w Evanie.

Oczy Damiana pociemniały. 
–   W   porządku, nie miałem zamiaru cię urazić. Jesteś wystarczająco 

dorosła, by decydować o sobie.

– Dziękuję – odpowiedziała. Odwróciła się, oparła dłonie o poręcz i 

spojrzała na spokojną wodę. – Pamiętam, jak kiedyś... miałam wtedy chyba 
sześć lat, przybiegłam na tę kładkę i wypłakiwałam oczy z żalu.

– Kto cię wtedy tak bardzo zranił?
– Ty – odrzekła, odwracając się, i uderzyła go palcem w pierś.
– Ja? – Jessica nigdy jeszcze nie widziała twarzy tak pełnej urażonej 

niewinności. – Cóż ja takiego zrobiłem?

– Wasz ojciec wybierał się z tobą i Evanem na diabelską kolejkę na 

Cannon   Beach.   Mój   pojechał   do   miasta   w   interesach,   a   nasze   matki 
poprawiały sobie humory zakupami. Nie miały ochoty ciągnąć mnie ze 
sobą, więc któraś z nich zaproponowała, żebyście zabrali mnie do wesołego 
miasteczka.

– A ja nie chciałem się na to zgodzić – dokończył Damian.
–   Nie   mam   ci   tego   za   złe.   Żaden   piętnastolatek   nie   chciałby,   żeby 

pętała się za nim sześcioletnia dziewczynka.

Damian roześmiał się.
– Wszystko się zmieniło, prawda? – Chwycił ją za rękę i pociągnął za 

sobą.

– Dokąd idziemy? – zapytała zaskoczona.
Spojrzał na nią ze zdziwieniem, że jeszcze nie odgadła.
– A   gdzieżby, jeśli nie na Cannon Beach? O ile wiem, ta kolejka jest 

tam nadal. Nasze przyjęcie zbliża się do końca, więc chyba nikt nie będzie 
nas szukał. Jak myślisz?

Musiała przyznać mu rację.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Nie spiesząc się, szli po molo. Jessica w jednej ręce niosła lepką kulę 

różowej cukrowej waty, w drugiej ściskała czerwonego pluszowego słonia. 
Od strony karuzeli dobiegały metaliczne dźwięki muzyki, mieszając się z 
dziecięcym   śmiechem.   Zapach   morza   i   świeżo   prażonej   kukurydzy 
spowijał ich jak dym z dogasającego ogniska. Wieczór był piękny. Słońce 
już zaszło, a roje jasnych gwiazd mrugały do nich z aprobatą.

–   Chyba   nigdy   nie   bawiłam   się   lepiej   –   powiedziała   Jessica   do 
Damiana.
– Jeszcze nie jeździliśmy diabelską kolejką – przypomniał.
– Bo straciłeś tyle czasu, żeby wygrać głupiego wypchanego słonia. – 

Przytuliła zabawkę, zadając kłam własnym słowom.

–   Nie   boisz   się?   –   zapytał   i   spojrzał   w   kierunku   wielkiej   stalowej 

konstrukcji.

Jessica nie okazała entuzjazmu. 
–   Nie...   nie   wiem,   czy   to   dobry   pomysł   po   tym   wszystkim,   co 

zjedliśmy.

– Zaufaj mi. – Objął ją ramieniem i pociągnął za sobą, nie pytając o 

zgodę.

–   Wspaniale,   najpierw   karmisz   mnie   prażoną   kukurydzą   i   watą   z 

cukru, a potem każesz jeździć jedną z największych diabelskich kolejek w 
Stanach. To wcale nie jest rozsądne, Damianie, ani trochę.

Tłum był większy niż zwykle. Damian wziął ją za rękę i zaprowadził 

na koniec długiego rzędu oczekujących. Mieli przed sobą co najmniej pół 
godziny.

Jessice kłębiła się w głowie cała lista argumentów, ale wiedziała, ze nic 

nie wskóra.

–Co mam zrobić z tym słoniem? – zapytała, przyciskając go kurczowo 

do siebie.

– Trzymaj go.
–Jeśli mam trzymać słonia, to kto będzie trzymał mnie?
–   J a  – zapewnił spokojnie. – Przestań się tak denerwować.
–   Damianie   Drydenie,   muszę   ci   powiedzieć,   że   gdy   ostatni   raz 

jechałam   tym   piekielnym   urządzeniem,   omal   nie   umarłam.   Nie 

background image

przypuszczam, żebyś wiedział, kiedy była tu kontrola bezpieczeństwa.

– W czwartek.
–Przecież ty tego nie wiesz! 
Roześmiał się.
– Masz rację, ale zabrzmiało to nieźle. Posłuchaj, ta kolejka jeździ od 

dwudziestu lat bez żadnego wypadku. No, może z wyjątkiem tego jednego 
razu...

–Damianie! 
– Żartowałem.
– Nie drażnij się ze mną – mruknęła z wściekłością. Przyłożyła dłoń do 

brzucha i westchnęła głośno. – Mój żołądek nie czuje się najlepiej.

– Nic ci nie będzie.
– Skąd ta pewność?
– Z  doświadczenia. Najgorsze jest oczekiwanie. Sama jazda to uciecha. 

Jedyny problem polega na tym, że trwa za krótko. Cała zabawa kończy się 
w mgnieniu oka.

Mimo   obaw   niecierpliwie   czekała   na   ich   kolej.   Wreszcie   srebrzysty 

wagonik zatrzymał się gwałtownie tuż przed nimi.

– Przyrzeknij mi tylko, że nie  będziesz  podnosił  rąk do nieba tym 

dziwacznym rytualnym gestem, gdy będziemy opadać – poprosiła.

– Nigdy bym się na to nie odważył, przecież obiecałem, że cię nie 

puszczę.

Jessica zaczerwieniła się, lecz nic nie powiedziała. Wolała nie patrzeć w 

dół.   Zawsze   unikała   wysokości,   skazując   się   na   zamykanie   oczu. 
Wypchany słoń spoczywał w jej ramionach, zupełnie jak ona w ramionach 
Damiana.

Wagonik powoli ruszył, wspinając się z mozołem stromo do góry i 

wydając   dźwięki,   jakby   był   za   bardzo   obciążony.   Osiągnął   najwyższy 
punkt   i  zaczął  gwałtownie  opadać.  Okrzyk  emocji  zamarł  jej  w  gardle. 
Damian objął ją mocniej. Wolną ręką chwyciła jego dłoń i wbiła w nią 
paznokcie.   Kiedy   już   myślała,   że   zaraz   przekroczą   prędkość   dźwięku, 
wagonik stracił rozpęd i znów zaczął się wspinać, by za chwilę jeszcze raz 
runąć w dół. Wydawało jej się, że żołądek ma w gardle. Powieki zacisnęła 
tak mocno, że zaczęły ją boleć.

Kiedy wagonik się zatrzymał i Jessica zdała sobie sprawę, że to już 

koniec jazdy, poczuła jednak rozczarowanie.

–No   i   jak?   –   zapytał   Damian,   pomagając   jej   wysiąść.   –   Jesteś 

background image

zadowolona?

Pierwsze kroki zrobiła na drżących nogach.
–Daj mi chwilę na zastanowienie się... jeszcze nie wiem, co czuję.
Damian roześmiał się.
– Przyznaj się. Dobrze się bawiłaś, prawda?
– Tak – odpowiedziała ociągając się.
Zaśmiał   się   znowu   i   objął   ją   ramieniem.   Wyglądało   to   zupełnie 

naturalnie, zwłaszcza że jeszcze nie całkiem mogła stać o własnych siłach, 
co   wyraźnie   było   widać.   Choć   zrobił   to   bezwiednie,   sprawiło   jej   przy-
jemność   dotknięcie   Damiana,   bliskość   jego   ciała.   Podobnego   uczucia 
doznała, gdy tańczyli.

–Chcesz już wracać? – zapytał.
Skinęła głową, choć w gruncie rzeczy chciała, żeby ten wieczór trwał 

wiecznie. To były wspaniałe chwile. Może teraz Damian zrozumie, że to 
jego towarzystwa szukała, nie jego brata. Może dojrzy w niej kobietę, a nie 
dokuczliwą dziewczynkę z sąsiedztwa.

A może wyraźne zainteresowanie Evana Romildą przerodzi się w coś 

więcej i rodzina Drydenów przestanie szukać pomocy u niej. Miała szczerą 
nadzieję, że tak będzie.

Damian i Jessica szli w stronę samochodu przez wysypany trocinami 

parking.   Wesołe   miasteczko   huczało   za   ich   plecami,   a   jego   światła 
rozjaśniały nocne niebo.

–   Cudownie   się   bawiłam   –   powiedziała,   gdy   już   siedzieli   w 

samochodzie.

– Ja też – odparł. – Od lat nie byłem na Cannon Beach. Od lat... – 

przerwał nagle.

Jessica wiedziała, że Damian jest przepracowany i nie umie cieszyć się 

życiem. Tym bardziej więc było jej przyjemnie, że dobrze się bawił w jej 
towarzystwie. Na myśl o tym, jak śmiał się radośnie, sama się uśmiechnęła. 
To   się   zdarzało   rzadko,   więc   czuła   się   wtedy,   jakby   ją   obdarowywał 
bezcennym prezentem.

Damian zawiózł Jessicę przed dom, w którym mieszkała. Było już po 

jedenastej, ale podekscytowanie dodało jej odwagi. Czuła, że wszystko się 
skończy, kiedy Damian odjedzie, i nie chciała się z tym pogodzić.

–Chcesz wjechać na górę? – zapytała, właściwie nie spodziewając się, 

by chciał, lecz z nadzieją, że może zmieni zdanie.

Spojrzał na nią, jakby oceniał szczerość zaproszenia.

background image

–Chętnie.
–   Zaparzę   kawę,   a   ty   możesz   się   napawać   moją   radością   z   jazdy 

diabelską kolejką.

–Będę   się   napawał,   nawet   bez   kawy.   –   Znalazł   miejsce   do 

zaparkowania,   wysiadł   i   otworzył   drzwi   po   jej   stronie.   Prawdziwy 
dżentelmen, pomyślała nie po raz pierwszy.

Śmiejąc się i żartując weszli do budynku. Odźwierny uśmiechnął się na 

widok Jessiki z czerwonym słoniem.

Śmiali się i przekomarzali, wsiadając do windy, którą mieli wjechać na 

dziesiąte   piętro.   Drzwi   kabiny   zamknęły   się,   a   Jessica   osunęła   się   na 
lustrzaną ścianę, udając wyczerpanie.

– Na pewno nie chcesz zamknąć oczu? – zapytał.
– Po co?
– Ta winda jedzie ze straszliwą prędkością. A kto wie, kiedy po raz 

ostatni była sprawdzana.

–W czwartek – odpowiedziała bez  namysłu. Damian roześmiał  się, 

zachwycony.

–Nie wiem, czy masz rację – przekomarzała się. Z żartobliwą miną 

mrużyła oczy i wreszcie je zamknęła. Wtedy Damian ją pocałował.

Dopiero po chwili uświadomiła sobie, co się stało. Damian naprawdę 

ją pocałował. To był zwyczajny pocałunek, jak kiedy brat całuje siostrę. 
Wargi dotknęły warg.

Tylko że to, co czuła, nie było zwyczajne. Pocałunek wzbudził w niej 

ochotę na coś więcej, znacznie więcej. Patrzyła na Damiana oniemiała, nie 
wiedząc, jak zareagować.

–Nie bądź taka zaskoczona – powiedział cicho. 
– Ja... – Zamknęła usta, by nie poprosić, żeby pocałował ją jeszcze raz.
–To był po prostu pocałunek.
–Wiem   –   szepnęła.   Zdała   sobie   sprawę,   że   to   był   impuls,   którego 

Damian   żałuje.   Chciała   dać   mu   do   zrozumienia,   jak   bardzo   jej   było 
przyjemnie, ale, zanim znalazła właściwe słowa, winda zatrzymała się.

Weszli   do   mieszkania   i   Jessica   skierowała   pierwsze   kroki   do   swej 

wesołej,   pomalowanej   na   żółto   kuchni,   by   jak   zwykle   przełączyć 
automatyczną sekretarkę. Przywitał ją głos Cathy Hudson.

–Cześć,   Jess.   To   ja.   Nie   dzwoniłaś   do   mnie   od   paru   dni,   a   ja, 

oczywiście,   chcę   wiedzieć,   jak   było   na   dzisiejszym   przyjęciu   w 
towarzystwie tego kochasia. Zadzwoń, jak tylko będziesz mogła.

background image

–   Więc   twoja   przyjaciółka   wie   o   Evanie?   –   zapytał   Damian   od 

niechcenia.   Usiadł   za   okrągłym   dębowym   stołem   i   zaczął   przeglądać 
gazetę, którą Jessica czytała rano.

– Możliwe, że o nim wspomniałam, ale, rzecz jasna, nie nazwałam go 

kochasiem, jeśli to masz na myśli.

– Ona tego nie powiedziała.
– Chce mi dokuczyć – wyjaśniła Jessica. Nie rozmawiała z nią o swym 

uczuciu do Damiana i teraz tego żałowała. Cathy, podobnie jak inni, była 
bardzo zainteresowana stosunkami między nią a Evanem. – Popełniłam 
błąd, opowiadając jej o dziewczęcej miłości do Evana, i teraz myśli... Sam 
słyszałeś. – Jessica nasypała kawy do ekspresu. Przyjemny mocny zapach 
wypełnił pokój. – To potrwa tylko chwilę – obiecała.

– Wiesz, nie rób sobie kłopotu. Jest później, niż myślałem.
– Na pewno? – zapytała rozczarowana.
– Na pewno. – Odłożył gazetę, wstał i podszedł do niej. Wyciągnął 

rękę i pogładził ją po policzku. –Dziękuję ci za wspaniały dzień, Jessico.

– To ja dziękuję – odszepnęła.
Kiedy   wyszedł,   mieszkanie   wydało   jej   się   nienaturalnie   puste. 

Spodziewała się, że ją pocałuje, zanim wyjdzie. Miał na to ochotę, widziała 
to w jego oczach, ale powstrzymał się, pragnąc najwidoczniej, by pozostał 
uczuciowy dystans między nimi.

Nie czuła się wcale zmęczona, więc wykręciła numer przyjaciółki.
Zaspany głos odezwał się w słuchawce dopiero po długiej chwili.
– Prawda, że cię nie obudziłam? – Jessica zachichotała, zachwycona, że 

może odpłacić Cathy za wszystkie telefony w środku nocy.

–   Spałam   jak   zabita.   Co   się   stało,   że   dzwonisz   tak   późno,   taka 

wesolutka?   To   powinno   być   ustawowo   zabronione.   Spróbuję   zgadnąć. 
Byłaś z Evanem...

– Nie! Damian i ja poszliśmy...
– Damian? Umówiłaś się z Damianem? – W głosie Cathy nie było już 

senności, lecz zainteresowanie. Duże zainteresowanie.

– Wiem, że twoje głupie romantyczne serce podpowiadało ci, że skoro 

pracuję z Evanem, to ta cała nie odwzajemniona miłość nagle rozkwitnie.

– Właśnie tak myślałam – powiedziała Cathy.
–   Posłuchaj.   Evan   Dryden   jest   wspaniałym   chłopakiem,   ale   to 

mężczyzna nie dla mnie.

– Dlaczego?

background image

–   Bo...   –   Nawet   teraz   było   jej   trudno   mówić   o   tym,   co   czuła   do 

Damiana.   Nie   wiedziała,   jak   to   opisać.   –   Po   pierwsze,   Evan   nie   jest 
emocjonalnie gotów do następnego romansu, co mi odpowiada.

–   Co   się   stało?   –   zapytała   Cathy.   –   Myślałam,   że   cię   zaprosił   na 

przyjęcie zorganizowane przez jego rodzinę.

–   Zaprosił,   ale   tylko   dlatego,   że   namówił   go   Damian.   Zanim   tam 

przyszłam, poznał piękną Europejkę i potem byli nierozłączni.

– To świństwo!
– Wcale nie.
– Nie jesteś rozczarowana?
Najwidoczniej   Cathy   nie   całkiem   jeszcze   się   obudziła,   jak   sądziła 

Jessica.

– Ani trochę. Pojechałam z Damianem na Cannon Beach i jeździłam 

diabelską kolejką.

– Ty, taka delikatna i ta potworna jazda? To nieprawda, przyznaj się.
– To prawda – stwierdziła Jessica z dumą. – I było świetnie. – Przez 

następne   pięć   minut   relacjonowała   najważniejsze   wydarzenia   wieczoru: 
wygranie   przez   Damiana   wypchanego   słonia,   spacer   po   molo,   wspólne 
jedzenie   cukrowej   waty.   Kiedy   skończyła,   w   słuchawce   przez   chwilę 
panowała cisza.

– Hmm – odezwała się wreszcie przyjaciółka zatroskanym głosem. – 

To mogło być bardzo interesujące.

W   poniedziałek   rano   zadowolona   Jessica   zjawiła   się   w   biurze 

pierwsza.  Evan  był widocznie   w  pracy  podczas  weekendu,  bo  znalazła 
kartkę   z   poleceniami   od   niego,   w   tym   cały   spis   ustaw,   które   miała 
przeanalizować. Od razu zabrała się do pracy.

Damian znalazł ją w bibliotece.
–Więc jesteś – powiedział ze zdziwieniem. – Pani Sterling myślała, że 

dzisiaj   nie   przyszłaś.   Zadzwoniłem   do   ciebie   do   domu   i   usłyszałem 
automatyczną sekretarkę.

Jessica   wyprostowała   się   na   krześle   i  przeciągnęła,   chcąc   rozruszać 

zmęczone mięśnie. Rzuciła okiem na zegarek – była już prawie jedenasta. 
Czytała tak zapamiętale, że zapomniała o czasie.

–Jestem tu od rana – wyjaśniła, pocierając grzbiet nosa. Litery zaczęły 

jej się zamazywać przed oczami. Niektóre teksty były nudne, lecz kilka ją 
zainteresowało.

background image

Damian wyszedł i za chwilę wrócił z parującą filiżanką kawy.
– Proszę – powiedział. – Zrób sobie przerwę, bo oślepniesz.
– Czy Evan już jest? – Kawa smakowała jej jak ambrozja.
Damian westchnął.
– Jeszcze nie. Ale on od kilku miesięcy przychodzi i wychodzi, kiedy 

chce.

– Zostawił dla mnie kartkę z poleceniami, więc musiał być tu wczoraj. 

– Przerwała. – A co z nim i Romildą? – Szczerze pragnęła, by zainteresowali 
się sobą.

– Jeszcze trudno powiedzieć, ale kto wie, czy nie można się czegoś 

spodziewać.

Dobrze. Wyglądało na to, że Damian naprawdę tak myśli.
–   Chciałabym,   żeby   Evan   był   szczęśliwy   –   powiedziała.   Czuła,   że 

Damian powinien o tym wiedzieć.

–   Właśnie.   –   Damian   uśmiechnął   się,   wstał   i   podszedł   do   półki   z 

książkami. Wziął z niej zniszczony tom.

– Posłuchaj mojej rady – powiedział i włożył książkę pod pachę.
– Słucham?
– Nie przegap lunchu.
– Dobrze – obiecała.
Wyszedł, a Jessica uśmiechnęła się i zamknęła oczy. Po chwili zaczęła 

czytać, ale uśmiech na długo pozostał na jej twarzy.

Zgodnie z obietnicą poszła na lunch. Po powrocie zastała w bibliotece 

Evana. Usiadł obok i przeglądał jej notatki. Zadawał dużo inteligentnych 
pytań, kilka razy ją pochwalił. Sam zrobił parę notatek, a potem prawie 
przez godzinę omawiali różne aspekty sprawy Earla Kressa.

Po   wyjściu   Evana   Jessica   ożywiła   się.   Damian   wykazał   dobrą 

znajomość osobowości brata, powierzając mu tę sprawę. Reprezentowanie 
Earla   Kressa   stało   się   dla   Evana   wyzwaniem,   którego   potrzebował, 
stanowiło cel godny walki. Evan znów był dynamiczny, skoncentrowany, 
gotów do wykorzystania wszystkich swych umiejętności i możliwości, jakie 
dawało prawo.

Zostało   jej   jeszcze   roboty   na   kilka   godzin.   Było   już   późno,   lecz 

postanowiła pracować, dopóki nie skończy.

– Jest szósta, pora, żebyś poszła do domu – powiedział za jej plecami 

Damian, tonem, który już znała. Mówił tak wtedy, gdy nie przekonywały 
go żadne argumenty. Ten ton wpływał na decyzje ławy przysięgłych.

background image

– Za moment skończę.
–Już skończyłaś. 
– Damianie...
–Nie sprzeczaj się ze mną, Jessico. Nie warto.
Zamknęła   książkę,   którą   właśnie   czytała,   i   podniosła   się   z   krzesła. 

Każdym ruchem giętkiego ciała pokazywała, że robi to niechętnie.

–Czy jadłaś lunch?
– Zaczynasz się zachowywać, jakbym była pod twoją opieką!
– Pewnie nie jadłaś, skoro tak się odgryzasz.
– Jadłam... i wcale się nie odgryzam!
– Właśnie to robisz!
A może ją zwolni za niesubordynację? Spojrzała na Damiana i zaczęła 

się zastanawiać, co teraz będzie.

– Idziemy na kolację – mruknął.
– Na kolację! Ale przecież już...
– Na specjalną pizzę. Za rogiem jest mała włoska restauracja. To jedna 

z największych tajemnic Bostonu, przysięgam.

–   Pizza   –   powiedziała   Jessica   powoli   i   poczuła,   że   burczy   jej   w 

brzuchu. – Zgoda, jeśli koniecznie chcesz. – Sięgnęła po torebkę.

Restauracja   mieściła   się   w   suterenie   starego   domu,   którego 

architektura świadczyła o tym, że pochodzi z początku lat trzydziestych. 
Marmurowe posadzki były mocno zniszczone. Jessica mijała ten budynek 
setki razy, ale nie zwracała na niego uwagi.

– Skąd wiedziałeś o tej restauracji? – zapytała.
– Od strażnika. Polecił mi ją, bo często tam jada. Włoskie potrawy 

nigdzie mi bardziej nie smakowały.

Właściciel   powitał   Damiana   jak   długo   oczekiwanego   kuzyna. 

Pocałował go w oba policzki i mówił coś po włosku, spoglądając z aprobatą 
na Jessicę.

– Co on powiedział? – zapytała, kiedy usiedli przy stole nakrytym 

obrusem w czerwono–białą kratę. W czerwonej miseczce stała migocąca 
świeca, rzucająca na ścianę tańczące cienie.  .

– Nie jestem pewien. Znam tylko kilka włoskich słów.
– W takim razie nieźle potrafisz to ukryć.
–   No   dobrze.   Jeśli   koniecznie   chcesz   wiedzieć,   Antonio   myśli,   że 

jesteśmy kochankami – powiedział swobodnie i otworzył menu.

– Wyprowadziłeś go z błędu, prawda? – zapytała, przykładając rękę 

background image

do piersi. Czuła, że się czerwieni.

– Nie.
– Damianie, nie możesz pozwolić, żeby ten człowiek przypuszczał, że 

ty i ja...

– Chyba masz rację. Nie powinienem. Zwłaszcza dlatego, że kochasz 

mojego brata, nie mnie.

Jessica odłożyła menu i pochyliła się w jego stronę. Powinni to sobie 

wyjaśnić raz na zawsze.

– Nie kocham Evana – powiedziała gniewnym szeptem.
– No, dobrze, dobrze.
–Wydaje mi się, że nie jesteś o tym przekonany. 
– Jestem – odpowiedział, nie patrząc na nią.
Całą jego uwagę zdawał się teraz pochłaniać spis potraw.
– W porządku – powiedziała i też sięgnęła po menu. Właśnie chciała 

poprosić o pizzę z kiełbasą, gdy miła ciemnowłosa kobieta postawiła na 
stole koszyczek z gorącym chlebem, a potem ujęła twarz Damiana w dłonie 
i głośno pocałowała go w oba policzki. Jessica musiała wyglądać na bardzo 
zaskoczoną, bo starsza pani roześmiała się głośno.

– Nie musisz się niepokoić, nie ukradnę ci Damiana – powiedziała i 

dodała coś po włosku.

Jessice   wydawało   się,   że   Damian   zbladł.   Nie   znała   włoskiego,   ale 

wiedziała, co znaczy bambino.

–Damianie, co ona powiedziała?
Czekał, aż Włoszka naleje im wina i przyniesie talerze z przystawkami. 

Potem westchnął.

– Nona mówi, że wyglądasz na uczciwą i silną dziewczynę.
– Co? Na pewno powiedziała więcej.
– Jessico, już ci tłumaczyłem, że znam tylko kilka włoskich słów.
–   Znasz   więcej   niż   ja.   Powiedziała   bambino.   Czy   to   nie   znaczy 
dziecko?
Damian znów westchnął.
–Tak.   Jeśli   musisz   wiedzieć,   Nona   powiedziała,   że   będziesz   dobrą 

matką moich dzieci.

– Och. – Jessica zerknęła na kobietę, która w drugim końcu sali łyżką 

wazową nalewała minestrone do fajansowych miseczek. Po chwili postawiła 
je przed nimi.

–  Przypuszczam,   że  nie  dadzą  nam  pizzy  –  mruknął  Damian,   gdy 

background image

odeszła.

Antonio przyniósł butelkę włoskiego wina i znów napełnił kieliszki, 

wydając   przy   tym   okrzyk   zadowolenia.   Damian   podziękował   mu   po 
włosku, a potem rozmawiali przez kilka minut.

–Kiedy nauczyłeś się mówić po włosku? – zapytała. 
–   Nigdy   się   nie   uczyłem.   Liznąłem   odrobinę   tu   i   ówdzie.   Przed 

pójściem na studia spędziłem kilka miesięcy we Włoszech. To wszystko.

–Jesteś wszechstronnie uzdolniony – powiedziała. Zjadła łyżkę zupy. 

Była   gęsta   i   pachnąca.   Prawdę   mówiąc,   wszystko   było   wyśmienite   –   i 
łagodne czerwone wino, i deser, i kawa cappuccino. Za każdym razem, gdy 
myślała,   że   nie   przełknie   już   ani   kęsa,   Nona   przynosiła   coś   nowego   i 
namawiała, by spróbowali. – Albo już wyjdziemy, albo będziesz musiał 
mnie stąd wyturlać – powiedziała.

Damian zaśmiał się, zapłacił rachunek i wrócili do biurowca. Wieczór 

był   piękny,  a   Jessica  czuła   się   wspaniale.   Nie   była   pewna,   czy   dzięki 
pogodzie,   smacznemu   jedzeniu   i   winu,   czy   towarzystwu   –   a   może 
wszystkiemu naraz.

– Dziękuję – powiedziała w windzie.
– Proszę bardzo. – Damian był dziwnie milczący, gdy szli do biblioteki. 

Przed   wyjściem  Jessica  chciała   ustawić   na   półkach   książki,   z   których 
korzystała. Pomagał jej bez słowa. Kiedy skończyli, pierwszy poszedł w 
stronę drzwi i bezwiednie zgasił światło.

W pokoju nagle zrobiło się ciemno i Jessica uderzyła w stół.
– Jessico.
– Wszystko dobrze – zapewniła, idąc do światła wpadającego z holu.
– Rzecz w tym... – wyciągnął ku niej ręce i, zanim zdała sobie z tego 

sprawę,   znalazła   się   w   jego   ramionach   –   ...że   ze   mną   nie.   –   W   tym 
momencie ich usta się spotkały.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

To nie był niewinny pocałunek. Gorące wargi Damiana przywarły do 

jej ust. Jessica westchnęła i przytuliła się do niego, oddając się bez reszty 
doznaniom. Było jej dobrze w jego ramionach.

Zacisnęła dłonie, gniotąc mu klapy marynarki, gdy całował ją coraz 

namiętniej.   Na   szyi   poczuła   dotyk   jego   palców,   tak   delikatny,   jakby 
obawiał się, że może zrobić jej krzywdę.

Jeszcze   żaden   pocałunek   nie   dostarczył   jej   takich   przeżyć.   Każdym 

nerwem   czuła   jego   zmysłowość   –   zapierającą   dech   w   piersiach, 
wyzwalającą u obojga pomruk rozkoszy. Kiedy wreszcie oderwali się od 
siebie, żadne nie odezwało się ani słowem. Chciała, żeby coś powiedział, 
cokolwiek, byle przerwać tę ciszę. Oczekiwała, że wytłumaczy jej, co się 
stało, bo czuła się zagubiona i zaskoczona – a jednocześnie bezgranicznie 
zadowolona.

Damian odwrócił się i odszedł.
Nie mogła w to uwierzyć. Łza spłynęła jej po policzku i spadła na 

bluzkę, pozostawiając na jedwabiu wilgotne kółeczko. Podniosła rękę i ze 
zdziwieniem dotknęła twarzy.

Ta łza mówiła bardzo dużo, lecz Jessica nie do końca rozumiała jej 

znaczenie.

Nagle poczuła przemożną chęć ucieczki. Chwyciła torebkę, wyszła z 

biblioteki   i   szybkim   krokiem   podążyła   przez   hol.   Przystanęła   obok 
otwartych drzwi gabinetu Damiana. Stał przy oknie z rękami założonymi 
za siebie i patrzył w noc.

– Dobranoc – powiedziała cicho.
Odwrócił się i lekko uśmiechnął.
–Dobranoc, Jessico. Do zobaczenia jutro rano. 
Chętnie   usiadłaby   i   porozmawiała   o   tym,   co   się   zdarzyło,   ale 

wystarczył jeden rzut oka, by spostrzegła, że Damian jest zakłopotany i bez 
porównania mniej zadowolony niż ona. Wyglądał na zmartwionego, nawet 
przybitego. Zaczęła się zastanawiać, czy czasem nie żałuje, że ją pocałował.

–  Dziękuję   ci  za  kolację  –  powiedziała.  –  Miałeś  rację.  Nigdzie   nie 

jadłam tak dobrych włoskich potraw. – Nie chciała odejść, ale nie miała 
pretekstu, żeby zostać.

background image

– Cieszę się, że ci smakowało.
Poszła do windy. Jadąc metrem do domu, w głowie miała zamęt. Omal 

nie przegapiła przystanku, na którym powinna wysiąść. Zanim cokolwiek 
zrobiła po wejściu do mieszkania, odnalazła czerwonego słonia, którego 
wygrał dla niej Damian. Otoczyła go ramionami i mocno przytuliła. Dzięki 
temu czuła, że jest bliżej Damiana. Wystarczyło, że zamknęła oczy, i znów 
była   z   nim   na   Cannon   Beach.   Niemal   słyszała   hałas   karuzeli,   własny 
śmiech, gdy pytał, czy chce słonia. Słyszała krzyki pasażerów kolejki, czuła 
zapach prażonej kukurydzy, kandyzowanych jabłek i hot–dogów.

Ciągle obejmując słonia, usadowiła się wygodnie w miękkim fotelu, 

sięgnęła   po   telefon   i   wykręciła   numer.   W   tych   sprawach   Cathy   miała 
znacznie   lepszą   intuicję,   więc   Jessica   spodziewała   się,   że   pomoże   jej 
wyjaśnić sens pocałunku Damiana.

– Cześć – powiedziała, kiedy przyjaciółka podniosła słuchawkę.
– Co się stało?
– A dlaczego myślisz, że coś się stało?
– Słyszę to w twoim głosie.
Jessica uśmiechnęła się, podciągnęła kolana pod brodę i zebrała myśli. 

Nie wiedziała, jak opowiedzieć, co się przydarzyło. Chyba im prościej, tym 
lepiej.

–Damian pocałował mnie dziś wieczorem.
–   A  tobie   to   sprawiło   przyjemność,   prawda?   –   W   głosie   Cathy 

brzmiała radość, jakby za moment miała zaśpiewać.

– No, tak... ale jestem zupełnie zdezorientowana – przyznała Jessica 

cicho.

– Zaskoczył cię, co? – zapytała Cathy, a potem zachichotała, nie kryjąc 

zadowolenia. – Przeczuwałam to, od kiedy wspomniałaś o nim w sobotę. 
Wydaje mi się, że on świetnie do ciebie pasuje.

– Nie bądź śmieszna.
– A co w tym śmiesznego?
– Nigdy o nim nie myślałam... w ten sposób. A właściwie ostatnio tak, 

ale,   mówiąc   szczerze,   bardzo   się   tego   boję.   Już   raz   zrobiłam   z   siebie 
wariatkę z powodu jednego z Drydenów. Nie mam ochoty powtórzyć tego 
błędu z powodu drugiego.

– Wtedy byłaś dzieckiem. Jest ogromna różnica między tym, co było 

wtedy, a co dzieje się teraz.

– Być może – zgodziła się Jessica bez przekonania.

background image

– Myśl, kobieto – powiedziała Cathy dramatycznie. – On na pewno coś 

do ciebie czuje. Inaczej by cię nie całował.

– Tego nie wiem, i ty też nie. Całowaliśmy się, a potem zachował się 

tak, jakby już nic gorszego nie mógł zrobić. Nie powiedział ani słowa i po 
prostu poszedł sobie. Nie wiem, co o tym sądzić. – Przycisnęła dłoń do 
czoła.

– Myślisz, że żałował?
– Na pewno. W przeciwnym razie... wszystko potoczyłoby się inaczej. 

Patrzył na mnie, jakbym była obca, jakby nie chciał mnie więcej widzieć.

– A czego się spodziewałaś? Że ci wyzna miłość do grobowej deski? 

Przecież mi mówiłaś, jak oceniasz tę całą sytuację. Damian zatrudnił cię 
przede   wszystkim   po   to,   żebyś   podtrzymywała   na   duchu   jego   brata. 
Przemyśl to, Jess. On jest uczciwy. Nie bardzo może zacząć spotykać się z 
tobą, jeśli uważa, że nadal wzdychasz do Evana.

– Wściekła jestem, że tak myśli!
– Wiem, ale musisz spojrzeć na to z jego punktu widzenia.
– Wbrew sobie?
– Przynajmniej na razie – powiedziała Cathy patetycznie.
–Nie wiem, co robić! – wykrzyknęła Jessica. 
– To nie wszystko – powiedziała Cathy, coraz bardziej się zapalając. – 

Jeśli jesteś zainteresowana Damianem, to, logicznie rzecz biorąc, do ciebie 
należy   pierwszy   krok.   Damian   ma   związane   ręce,   dopóki   istnieje   cień 
podejrzenia, że interesujesz się jego bratem. Chłopak nie ma wyjścia.

–Akurat! Ta cała sprawa z  Evanem  to przesada. Biedak dusi się od 

cudzej troskliwości. Naprawdę mi go żal. Został skrzywdzony, ale czas 
byłby dla niego najlepszym lekarstwem. Nic więcej mu nie było potrzebne. 
A tu Damian ograniczył mu obowiązki, jakby chciał, żeby się zanudził na 
śmierć. Rodzice, zwłaszcza matka, bez umiaru demonstrują współczucie.

Zaczerpnęła powietrza i mówiła dalej.
– Damian dał mi pracę tylko dlatego, że sądził, iż wyciągnę  Evana  z 

depresji. Nie rozmawiałam o tym z Evanem, ale jestem pewna, że złości go 
to wszystko. I wcale mu się nie dziwię.

– A co z tobą i Damianem?
– Sama chciałabym wiedzieć. Jeśli jest mną zainteresowany, to właśnie 

on powinien coś powiedzieć, coś zrobić. Bez względu na to, co sądzi o mnie 
i Evanie.

– Ejże...

background image

– Znam Damiana.
– Hmm... Podobno znasz też E vana.
–   Tak   myślę,   a   raczej   myślałam.   –   Z   minuty   na   minutę   rozmowa 

stawała się coraz bardziej denerwująca. – Poza tym powiedziałam ci już, że 
nie zamierzam zrobić z siebie wariatki dla jeszcze jednego Drydena. Już 
miałam nauczkę. Do diabła, tyle lat minęło, a moi rodzice ciągle o tym 
mówią. Nie dalej jak w zeszłym tygodniu mama napomknęła, jaka byłaby 
zadowolona, gdybym wyszła za Evana!

– Mam pomysł – powiedziała Cathy powoli, jakby właśnie teraz rodził 

się w jej głowie. – Przedstaw mnie Damianowi.

– A dlaczegóż to chciałabyś go poznać? – Jessica nie była zachwycona.
– Tak sobie. Z Davidem nie układa mi się dobrze...
– Z Davidem? – wykrzyknęła Jessica. – Kto to jest David?
– Reżyser „Chłopaków i dziewczyn”. A teraz posłuchaj. Wiem, że to 

wygląda na zwariowany pomysł, ale może być skuteczne.

– Co może być skuteczne? – Jessica zaczęła tracić resztki cierpliwości.
– Nasze spotkanie. Będę czarująca, zrobię, co potrafię, żeby wpadł w 

zachwyt, i wtedy...

–   Chwileczkę,   Cath,   mówisz   o   mężczyźnie,   którym   ja   jestem 

zainteresowana.

– Wiem  – odparła, jakby to wszystko było całkiem  logiczne.  – Ale 

chcesz   się   przekonać,   jak   poważne   są   jego   zamiary   względem   ciebie, 
prawda?   Oprócz   tego,   może   obserwowanie   go   w   towarzystwie   innej 
kobiety pomoże ci zrozumieć własne uczucia.

– Tak, ale...
– Słuchaj, Jess. Sama powiedziałaś, że nie masz ochoty zrobić z siebie 

wariatki po raz drugi. W ten sposób przekonasz się...

– To mi się wydaje bez sensu.
– A poza tym – ciągnęła Cathy, jakby Jessica nic nie powiedziała – będę 

miała okazję do wypróbowania paru moich najlepszych ról. Przedstaw nas 
tylko   sobie,   a   ja  obiecuję,   że  nie   zrobię   nic,  co   mogłoby   być   dla   ciebie 
kłopotliwe.

– No, dobrze – zgodziła się  Jessica  bez entuzjazmu. – Jak to mamy 

zrobić?

–Mogłabym za parę dni wpaść do ciebie do pracy i zaproponować ci 

lunch. A ty zwyczajnie przedstawiłabyś mnie wszystkim. Co ty na to?

– Bo ja wiem... Czy to nie będzie szyte zbyt grubymi nićmi?

background image

– Możliwe. Masz lepszy pomysł?
–   Nie.   –   Westchnęła.   –   W   porządku.   Czy   chcesz,   żebym   zaprosiła 

Damiana, żeby poszedł z nami? Idę do pracy w sobotę, muszę przygotować 
jeszcze   coś   dla   Evana   na   jego   wielką   rozprawę,   która   zaczyna   się   w 
przyszłym tygodniu. Przypuszczam, że Damian też będzie w biurze.

– To jeszcze lepiej. Do zobaczenia w sobotę koło południa.
Jessica miała wątpliwości.
– Jesteś pewna, że się uda?
–   Absolutnie!   Mam   swoje   sposoby,   żeby   nakłonić   mężczyznę   do 

mówienia.

– To brzmi jak zdanie z filmu. 
Cathy roześmiała się.
– Bo tak jest.
– Tego się spodziewałam – mruknęła Jessica.

Punktualnie o dwunastej Cathy wkroczyła do biura. Jessica zazdrościła 

przyjaciółce   figlarnego   wyglądu,   krótkich   ciemnych   włosów   i   wielkich 
niebieskich   oczu.   Cathy   wyglądała   frapująco   w   czarnych   spodniach   w 
wielkie białe grochy i pasiastych różnokolorowych szelkach. Oprócz tego 
miała na sobie białą bluzkę w czarne groszki i czarne szpilki. Na ulicy z 
pewnością   nie   umknęła   niczyjej   uwagi.   Gdyby   Evan   był   w   biurze,   bez 
wątpienia bardzo chciałby ją poznać.

–Chyba zapomniałaś o naszym lunchu – powiedziała głośno, stając w 

drzwiach pokoju Jessiki. Tak głośno, żeby usłyszał ją Damian.

Fortel się udał, ponieważ za chwilę wyszedł z gabinetu.
–Damianie,   to   moja   przyjaciółka,   Cathy   Hudson.   Chyba   ci   o   niej 

wspominałam.

Damian i Cathy uścisnęli sobie ręce. 
– Jessica zapomniała, że miałyśmy się spotkać dzisiaj na lunchu.
–Kto jak kto, ale Jessica powinna jadać regularnie – powiedział. Oczy 

mu błysnęły, a kąciki ust zadrgały, kiedy starał się ukryć uśmiech.

– Więc już wie pan, co się dzieje, kiedy jej burczy w brzuchu. Łatwiej 

się dogadać z rannym niedźwiedziem niż z głodną Jessicą.

– Hej, to nieprawda! – rozzłościła się Jessica. Rozmawiali, jakby jej tam 

nie było. Wzięła się pod boki i patrzyła na tych dwoje. Od początku nie 
była  przekonana   do  pomysłu  Cathy  i  okazało  się,   że  przeczucie   jej  nie 
myliło.

background image

Cathy przysunęła się do Damiana i zalotnie patrzyła mu w oczy. Nie 

wyglądało na to, żeby miał cokolwiek przeciwko temu; prawdę mówiąc, 
sprawiał wrażenie zadowolonego.

–Pójdę   po   torebkę   –   powiedziała   Jessica   sucho.   Zostawiła   ich 

wpatrzonych w siebie i wróciła za biurko. Ta cała gra irytowała ją; była 
wściekła, że pozwoliła się w nią wciągnąć.

Cathy   udało   się   oderwać   oczy   od   Damiana   i   posłać   przyjaciółce 

znaczące spojrzenie. Dopiero po chwili Jessica zrozumiała sygnał. Prawda – 
miała poprosić, by poszedł z nimi.

–Czy masz ochotę wybrać się z nami na lunch? – zapytała uprzejmie, 

lecz bez entuzjazmu.

–Bardzo proszę – powiedziała Cathy słodkim głosem.
Damian spojrzał na Jessicę, jakby szukał potwierdzenia. Udało się jej 

uśmiechnąć, choć sama nie wiedziała, dlaczego się na to godzi.

–   Z  przyjemnością   się   do   was   przyłączę.   –   Odpowiedź   Damiana 

zaskoczyła ją. Ten człowiek ciągle sprawiał jej niespodzianki.

– Wspaniale, po prostu świetnie – powiedziała półgłosem.
– Fantastycznie. – Usłyszała melodyjny głos Cathy.
Jessica wzniosła oczy do nieba. Po chwili cała trójka wyszła z biura. 

Damian   zaproponował   znaną,   drogą   restaurację   i   zanim   Jessica   zdołała 
cokolwiek powiedzieć, Cathy się zgodziła. Jessica zacisnęła mocno usta, 
bojąc   się,   że   powie   coś,   czego   mogłaby   żałować.   Było   jej   przykro,   że 
Damian tak łatwo dał się usidlić jej przyjaciółce. Nawet jeśli była to tylko 
gra.

Damian przywołał taksówkę i Cathy udało się zająć miejsce na tylnym 

siedzeniu,   obok   niego.   Jessica   siedziała   obok   kierowcy,   a   jej   najlepsza 
przyjaciółka chichotała, kiedy jechali ulicami Bostonu.

Nagle   Jessica   uświadomiła   sobie,   że   zachowuje   się   jak   zazdrosna 

idiotka.   Zazdrosna   o   Damiana   i   Cathy?   Mgła,   która   od   paru   dni 
zaciemniała jej myśli, zniknęła.

Była   coraz   bardziej   zakochana   w   Damianie   Drydenie.   Nic   bardziej 

oczywistego. Właśnie to postanowiła udowodnić Cathy – i dopięła swego.

Kochała Damiana. Od chwili gdy weszła do jego gabinetu i poprosiła o 

pracę. Gdy zabrał ją do wesołego miasteczka. Gdy ją pocałował.

Właśnie o tym Cathy starała się ją przekonać.
W restauracji przeprosiła Damiana i zaciągnęła Jessicę do toalety.
Zanim Jessica zdołała otworzyć usta, Cathy wykrzyknęła:

background image

– Damian jest wspaniały!
– Wiem.
–   Nie   znam   Evana,   ale   mówię   ci   od   razu,   że   jeśli   nie   jesteś 

zainteresowana   jego   starszym   bratem,   to   ja   owszem.   Jest   bardzo 
inteligentny, jest piękny, jest...

– Wszystko to wiem. – I jeszcze więcej, pomyślała.
– Słuchaj – powiedziała Cathy. – Chcę, żebyś znalazła jakąś wymówkę 

i poszła.

Jessica nie wierzyła własnym uszom.
–Co mam zrobić?
Cathy stanęła przed lustrem i zaczęła poprawiać makijaż.
–Przypomnij   sobie   pilne   spotkanie,   coś,   co   zmusi   cię   do   wyjścia, 

żebyśmy mogli być sami, we dwoje. Tylko zrób to przekonywająco, żeby 
się nie domyślił, o co chodzi.

– Sama nie wiem, o co chodzi.
– Chcę, żebyś mi pozwoliła zostać z nim trochę sam na sam.
– Dlaczego? Posłuchaj, już dowiodłaś, że miałaś rację. Zależy mi na 

Damianie. I nie zamierzam dzielić się nim z tobą.

–   Wiem,   co   czujesz   –   powiedziała   Cathy   powoli,   jakby   to   było 

oczywiste od samego początku. – Ale nasze sam na sam pokaże, kim jesteś 
dla niego, a to przecież był główny cel mojego planu.

– Jesteś tego pewna?
– Ile razy będziesz mnie o to pytać? Oczywiście, że jestem pewna.
– Mam wrażenie, że obie powinnyśmy pójść do psychoanalityka!
Cathy roześmiała się.
– Nie martw się, nie ukradnę ci go, chociaż słowo daję, że miałabym 

ochotę. Ten chłopak to łakomy kąsek. Dlaczego się nie ożenił?

– Skąd miałabym wiedzieć?
–   A  próbowałaś zapytać? – Dla Cathy wszystko było proste. – Nie 

szkodzi. Sama się tego dowiem. I całej reszty też.

Jessica   zawahała   się.   Ufała   Cathy   –   na   ogół.   Wiedziała   też,   że   jej 

najlepszą przyjaciółkę stać na nierozważny krok. To ją właśnie niepokoiło.

–   Wracaj   do   domu   –   wydała   polecenie   Cathy   i   przystąpiła   do 

nakładania na swe pełne usta nowej warstwy błyszczącej szminki.

–Nadal nie rozumiem, co robisz.
Cathy spokojnie schowała szminkę do torebki i potrząsnęła głową, co 

miało chyba znaczyć, że odpowiedź jest oczywista.

background image

–   Nie   musisz.   Kiedy   Damian   i   ja   skończymy   lunch,   zdam   ci 

sprawozdanie. Czy już wszystko jest jasne?

– Ani trochę.
Cathy wzniosła oczy do góry.
–   Staram   się   być   pomocna.   A   ty   mogłabyś   chociaż   mi   w   tym   nie 

przeszkadzać.

– Dobrze, już dobrze – mruknęła Jessica, choć to wszystko coraz mniej 

jej się podobało.

– Nie każmy naszemu księciu czekać dłużej – powiedziała Cathy i 

wzięła przyjaciółkę pod rękę. – Pamiętaj, że musisz mieć jakieś inteligentne 
usprawiedliwienie.

Wróciły   do  stołu.  Jessica  postawiła  torebkę   na  podłodze.  Po  chwili 

torebka   przewróciła   się,   więc   nachyliła   się   i   z   jej   zewnętrznej   kieszeni 
wyjęła karteczkę. Wyprostowała się i zaczęła ją czytać.

– Którego dziś mamy?
–   Dwunastego.   A   dlaczego   pytasz?   –   Oczy   Cathy   nigdy   nie   były 

bardziej okrągłe i niewinne.

– Tu jest napisane, że mam dzisiaj wizytę u dentysty. – Ostentacyjnie 

spojrzała na zegarek. – Za pół godziny.

– W sobotę? – spytał Damian.
– Wielu dentystów przyjmuje w soboty – wyjaśniła Cathy, rozkładając 

serwetkę na kolanach. – Nie dalej jak miesiąc temu sama byłam u dentysty 
właśnie w sobotę.

–Już za późno, żeby zadzwonić i odwołać wizytę – powiedziała Jessica 

z   zawiedzioną   miną.   –   A   poza   tym,   wyznaczono   mi   ją   przed   paroma 
miesiącami. W sobotę zawsze jest dużo chętnych.

– Nic dziwnego, że zapomniałaś, skoro to było kilka miesięcy temu. – 

Cathy starała się usprawiedliwić przyjaciółkę.

– Spróbuję złapać taksówkę – powiedziała pod nosem Jessica. Czuła, 

że już dłużej nie jest w stanie ciągnąć tego przedstawienia. To byłby cud, 
gdyby Damian się nie zorientował.

–Szkoda,   że   musisz   iść.   –   Cathy   powiedziała   to   w   taki   sposób,   że 

można było uwierzyć w szczerość jej słów.

Damian   się   nie   odezwał.   Gdyby   teoria   Cathy   była   prawdziwa, 

powinien powiedzieć, że mu przykro, pomyślała. Zamiast tego uśmiechnął 
się i skinął głową, jakby był zadowolony, że będzie sam z jej przyjaciółką. 
Jessica zacisnęła dłonie na pasku torebki, wstała i pożegnała się.

background image

Portier   przywołał   taksówkę.   Usiadła   na   tylnym   siedzeniu,   podała 

kierowcy   adres   swego   mieszkania   i   pomyślała,   że   czeka   ją   pewnie 
najdłuższe popołudnie w życiu.

Miała rację.
Przez   dwie   godziny   krążyła   po   pokoju   i   nerwowo   gryzła   precle. 

Wielka torba była prawie pusta, gdy odezwał się dzwonek. Cathy! Pobiegła 
do drzwi, chcąc czym prędzej usłyszeć, czego się dowiedziała.

Za drzwiami stał Damian. Jej osłupienie musiało rzucać się w oczy, bo 

roześmiał się i wszedł do mieszkania, nie poczekawszy na zaproszenie.

– Jak tam wizyta u dentysty?
– Ja... ja nie miałam wizyty.
– Wiem. – Podszedł do szafy z książkami i zaczął studiować tytuły, 

jakby właśnie w tym celu przyjechał.

– Wiedziałeś?
– Ani trochę nie dorównujesz przyjaciółce zdolnościami aktorskimi – 

powiedział i odwrócił się do niej.

Powinna była się domyślić, że przejrzy ich grę.
– To był głupi pomysł – przyznała. Czuła żal i skruchę. Pozwoliła się 

namówić na udział w tym zwariowanym planie i poprowadzić jak owca na 
rzeź. – Ja... my nie chciałyśmy cię urazić. Nie gniewasz się, prawda?

–Nie, to było przemiłe, ale niepotrzebne. – Na jego twarzy na chwilę 

pojawił się uśmiech.

Mrugała oczami, nie wiedząc, co powiedzieć, gdyż nie była pewna, czy 

go dobrze rozumie.

Damian   podszedł   bliżej,   wyciągnął   rękę   i   delikatnie   dotknął   jej 

policzka. Patrzył na nią poważnie szarymi oczami.

– Doceniam twoje starania, ale sam sobie potrafię znaleźć dziewczynę. 

– Mówił, jakby słowa sprawiały mu ból. Potem pochylił się i lekko dotknął 
ustami jej warg. Kiedy podniósł głowę, poczuła, jak bardzo pragnie, żeby 
całował ją jeszcze.

– Do zobaczenia w poniedziałek. – Odwrócił się i poszedł do drzwi.
Chciała poprosić, żeby został, ale zanim zdołała wykrztusić słowo, już 

go  nie  było.  Najwyraźniej  sądził, że  próbuje   związać  go  z Cathy.  I  nic 
dziwnego, bo przecież wszystko właśnie na to wskazywało. Dlaczego nie 
pomyślała   o   tym   przedtem?   Jessica   osunęła   się   na   sofę,   zakryła   twarz 
rękami i ledwie powstrzymała się od płaczu.

Nie minęło pięć minut od wyjścia Damiana, kiedy zjawiła się Cathy. 

background image

Rzuciła się na kanapę i zsunęła z nóg szpilki.

– To twardy orzech do zgryzienia.
– Co to znaczy?
– Myślę, że jest tylko jeden możliwy wniosek z tego, że nic na twój 

temat nie chciał powiedzieć.

– Jaki?
Cathy   przerwała   rozcieranie   dużych   palców   u   nóg   i   zwróciła   swe 

wielkie niebieskie oczy na Jessicę.

– Pytasz poważnie? Naprawdę nie wiesz?
– Nie pytałabym, gdybym wiedziała!
– Jest w tobie zakochany.
– To niemożliwe.
–   Dlaczego?   Czy   jest   gdzieś   napisane,   że   zakochać   się   w   Jessice 

Kellerman to przestępstwo?

– No, nie...
– Mną nie jest zainteresowany, a możesz mi wierzyć, że się starałam.
Jessica   zesztywniała.   Nie   podobały   jej   się   próby   nawiązania   przez 

Cathy   flirtu   z   Damianem.   Jeszcze   nigdy   żaden   z   jej   zwariowanych 
pomysłów nie zagroził ich przyjaźni, lecz teraz mogło się tak stać. Damian 
był nie dla niej i Jessica chciała się upewnić, że Cathy zdaje sobie z tego 
sprawę.

– On myśli, że próbowałam zbliżyć go do ciebie.
– Nie rób  z tego tragedii. Przecież właśnie o to chodziło, żeby tak 

myślał.

– Ale dlaczego?
Na twarzy Cathy powoli pojawił się pewny siebie uśmiech.
–Bo jestem twoją najlepszą przyjaciółką. Dzięki mojemu dzisiejszemu 

przedstawieniu odniosłaś podwójną korzyść: poznałaś nie tylko jego, ale i 
swoje uczucia. Chyba się nie mylę?

Jessica niechętnie przytaknęła. Musiała przyznać,  że plan Cathy się 

powiódł. Ale pozostał pewien problem.

– Damian uważa, że zaaranżowałam wasze spotkanie, ponieważ nie 

jestem nim zainteresowana.

– Dlaczego tak myślisz?
– On właśnie to powiedział.
– Kiedy?
–   Kilka   minut   temu.   Był   tutaj.   Ten   cały   eksperyment   ma   nie 

background image

przewidziane skutki.

– Wyprowadziłaś go z błędu?
– Nie... Nie zdążyłam. – Jessica czuła się coraz gorzej. Za wszystko 

mogła winić tylko siebie. To ona pozwoliła wciągnąć się do tej idiotycznej 
gry i teraz ponosiła konsekwencje.

Cathy niespodziewanie ucichła.
– Ale myślę, że z nim porozmawiasz, prawda? – zapytała powoli.
– Nie... nie wiem. Chyba tak.
– To dobrze. Powiedz mu, co czujesz, bo inaczej będzie myślał, że ci na 

nim nie zależy.

Jessica zamknęła oczy i jęknęła.
–To nie będzie trudne – zapewniła Cathy. – On za tobą szaleje, Jess.
Kiedy po paru minutach wyszła, Jessica uświadomiła sobie, że zawsze 

miała w niej oddaną przyjaciółkę –mimo jej skłonności do przedstawień.

Rozmyślała nad radą Cathy przez resztę weekendu. W poniedziałek 

przyszła do pracy wcześnie i ze zdziwieniem ujrzała, że Evan już siedzi 
przy biurku. Przywitał ją szerokim uśmiechem.

–Dzień dobry, miła Jessico. – Był w świetnym humorze. – Właśnie 

ciebie chciałem zobaczyć.

Postawiła torebkę na biurku i weszła do jego gabinetu z notatnikiem 

pod pachą, spodziewając się kolejnego czasochłonnego zadania.

– Siadaj, proszę – wskazał krzesło. – A teraz powiedz mi coś.
– Chętnie. – Próbowała się domyślić, o co mu chodzi.
–   Ostatnio   jestem   tutaj   kimś   w   rodzaju   niegrzecznego   chłopca,   nie 

robię tego, co powinienem, i tak dalej. Wiesz o tym, prawda?

– Ja... ja pracuję tu niedługo – powiedziała, chcąc zyskać na czasie. – I 

nie do mnie należy ocenianie, czy się wywiązujesz ze swoich obowiązków.

– Jess, naprawdę nie musisz się krępować.
– No, dobrze – powiedziała, niezadowolona, że się znalazła w takiej 

sytuacji. – Wiem, że doznałeś zawodu, ale wszystkich spotykają w życiu 
rozczarowania. Pora, żebyś wziął się w garść.

Evan roześmiał się. Nie był urażony, przeciwnie – sprawiał wrażenie 

ucieszonego.

– Jak ja lubię kobiety, które mówią to, co myślą. 
Jessica poczuła odprężenie.
– Czy to już wszystko?

background image

– Nie. – Odchylił się do tyłu, potarł policzek i przyjrzał się jej uważnie. 

– Kiedyś byłaś zakochana we mnie, prawda?

– Tak. – Zaczerwieniła się. – Dawno.
–   Masz   rację,   przeżyłem   zawód   –   ciągnął.   –   Czułem   potrzebę 

sprawdzenia   się.   Kiedy   teraz   spoglądam   wstecz,   widzę,   jaki   byłem 
powierzchowny.   Nie   mogę   się   szczycić   moim   postępowaniem   w   ciągu 
ostatnich miesięcy, ale mam nadzieję, że zrehabilituję się dzięki sprawie 
Earla Kressa.

Jessica nie wiedziała, co na to powiedzieć, ani czy w ogóle powinna 

cokolwiek mówić.

– W niedzielę miałem długą rozmowę z ojcem – dodał.
– Słyszałam, że zastanawia się nad kandydowaniem do senatu.
– Już się zdecydował. Damian i ja włączymy się do jego kampanii. 

Wniosek z naszej rozmowy był prosty. Mam sobie uporządkować życie i 
kogoś znaleźć.

– Nic bardziej słusznego – zgodziła się bez wahania, sądząc, że Evan 

ma na myśli córkę europejskiego dyplomaty.

– Wspaniale. – Posłał jej zabójczy uśmiech. – Miałem nadzieję, że tak 

powiesz.

– Dlaczego? – zdziwiła się.
– Ponieważ, droga Jessie, postanowiłem poznać cię lepiej. Jesteś bardzo 

miła   i   szalenie   pracowita.   Ojciec   przypomniał   mi,   że   byłaś   we   mnie 
zakochana   przed   paru   laty,   a   ja   mam   nadzieję,   że   uda   mi   się   to 
wykorzystać.

– Ale... – To nie był chyba odpowiedni moment, by mówić o uczuciu 

do   Damiana.   A   z   drugiej   strony   lepiej   to   zrobić,   zanim   sprawy   znów 
wymkną jej się z rąk.

–   Nie  muszę   ci   mówić   –  dodał,  nim   zdążyła  się   odezwać   –   jak   to 

wszystko nadwerężyło moją pewność siebie. Z tobą czuję się bezpieczny. 
Szczerze mówiąc, nie wiem, jak bym teraz dał sobie radę z jeszcze jedną 
odmową.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

–   Czy   nie   widujesz   Romildy?   –   zapytała   Jessica,   ogarnięta   nagłym 

przygnębieniem.   Powinna   coś   powiedzieć,   wyjaśnić   wszystko,   ale   Evan 
przyglądał się jej badawczo z niecierpliwym oczekiwaniem, i nie potrafiła 
się na to zdobyć. – Wydaje mi się, że dobrze się z nią bawiłeś na przyjęciu, a 
jej polityczne koneksje mogłyby się przydać w kampanii twojego ojca.

– Już wróciła do Europy.
– Aha...
–   Zrozum   mnie   dobrze.   Romilda   jest   sympatyczna,   ale   mi   nie 

odpowiada   –   wyjaśnił.   –   Ja   chcę   mieć   zwyczajną,   trochę   staroświecką 
dziewczynę, która ceni to co ja: mamę, dom, ciasto z jabłkami. Kobietę, 
która wie, co naprawdę się liczy w życiu. Kogoś takiego jak ty, Jessico.

Ani   przez   chwilę   nie   miała   wątpliwości,   że   słyszy   echo   słów   ojca 

Evana. Może rzeczywiście opisana kobieta byłaby dla niego odpowiednia, 
ale Jessica nią nie była. Właśnie miała dyplomatycznie wytłumaczyć mu, że 
już jest ktoś w jej życiu – nie mówiąc kto – gdy znów się odezwał.

– Dzisiaj mam jeszcze mnóstwo roboty, ale rodzice prosili, żebym się z 

nimi spotkał, więc myślę, że moglibyśmy zjeść lunch w piątkę.

– W piątkę?
– Będzie też Damian. Czy dwunasta ci odpowiada?
– Świetnie. – Zajął się leżącymi przed nim papierami.
Poczekała chwilę, potem wstała i wyszła z gabinetu. Blada jak ściana, 

dotarła do biurka i opadła na krzesło.

–Czy jest tu pan Dryden? – Jessica nie zauważyła wejścia pani Sterling.
Podniosła oczy i skinęła głową.
– Ale przecież dopiero dziewiąta.
– Wiem – mruknęła.
–   Co   mu   się   stało?   –   Sekretarka   nie   mogła   ukryć   zdziwienia.   – 

Wszystko  jedno,  nie   ma  co   się  zastanawiać.  Ważne,   że  coś   się  zaczyna 
zmieniać. Już niewiele brakowało, żebym się do niego zniechęciła. Bałam 
się, że Damian za bardzo mu popuścił.

Jessica zdobyła się na niewyraźny uśmiech. Pani Sterling krzątała się 

po   pokoju   z   właściwą   sobie   energią.   Zapach   świeżo   zaparzonej   kawy 
ożywił Jessicę. Pani Sterling napełniła filiżankę i zaniosła Evanowi. Wróciła 

background image

radośnie uśmiechnięta – widocznie Evan był w dobrym humorze.

Jessica   siedziała   za   biurkiem   w   odrętwieniu.   Straciła   okazję,   by 

powiedzieć Evanowi, że kocha Damiana. Ale czy nie byłoby nieuczciwie 
wyznać to jego bratu, jeśli jemu samemu nie powiedziała ani słowa? Nie 
była też przekonana co do uczuć Damiana. Pozostawało jej tylko polegać na 
opinii Cathy.

Jej przyjaciółka miała skłonność do teatralnej przesady, do poszerzania 

prawdy, nadawania jej znaczenia, jakiego wcale nie musiała mieć. Jessica 
nie wątpiła, że Damian ją lubi. Ale czy jest w niej zakochany?

Powinna uzbroić się w cierpliwość i czekać na rozwój wydarzeń. Evan 

postępował zgodnie z wolą ojca, ale nie oznaczało to, że chciałby, aby ich 
związek był czymś więcej niż tylko grą na pokaz. Na pewno nie zabiegał o 
jej względy. Zwłaszcza że był tak mocno związany z ową nie znaną Mary 
Jo.

Przedpołudnie   minęło   im   szybko   na   przygotowaniach   do   sprawy 

Earla   Kressa,   która   miała   się   rozpocząć   następnego   dnia.   Zwróciła   ona 
uwagę   lokalnych   stacji   telewizyjnych,   było   więc   pewne,   że   wzbudzi 
zainteresowanie firmą Drydenów i kandydowaniem ojca Evana do senatu. 
Mogła   mieć   też   wpływ   na   jakość   kształcenia   w   okręgach   szkolnych   w 
całym kraju.

Na   kwadrans   przed   południem   Evan   wyszedł   z   gabinetu,   posłał 

Jessice ciepły uśmiech i powiedział do sekretarki:

–Zabieram pani tę śliczną dziewczynę na kilka godzin.
Pani Sterling z aprobatą skinęła głową. Jessica wstała i sięgnęła po 

torebkę.   Spodziewała   się,   że   podczas   lunchu   będzie   mogła   choć   przez 
chwilę   porozmawiać   tylko   z   Damianem.   Bardzo   chciała   wszystko   mu 
wytłumaczyć i poprosić o radę.

Niestety,   ku   jej   rozczarowaniu   okazja   do   takiej   rozmowy   się   nie 

nadarzyła.   Lunch   w   restauracji   hotelu   „Hilton”   był   bardzo   smaczny, 
atmosfera serdeczna, wszyscy sprawiali wrażenie zadowolonych. Damian 
ignorował Jessicę, prawie wcale nie zwracał na nią uwagi.

Postanowiła spróbować ujawnić swoje uczucia dla starszego z braci.
–Damian   i   ja   byliśmy   niedawno   na   Cannon   Beach   –   obwieściła 

radośnie,   gdy   konwersacja   przy   stole   na   chwilę   ucichła.   Lois   i   Walter 
wymienili znaczące spojrzenia.

– Od dzisiaj to Evan będzie cię tam zabierał, prawda? – odezwał się 

background image

Damian do brata.

– Szkoda, że nie powiedziałaś nic wcześniej, Jess – podchwycił Evan. – 

Bardzo lubię Cannon Beach. Będziemy tam czasem chodzić, dobrze? Jak 
tylko zakończy się sprawa Earla Kressa.

–Dobrze   –   zgodziła   się   Jessica   ze   ściśniętym   sercem.   Spojrzała   na 

Damiana, który z apetytem jadł sałatkę. Wszystko świadczyło o tym, że 
było mu obojętne, z kim ona będzie się spotykać. Najwidoczniej myśl o 
Evanie, przytulającym ją w wagoniku diabelskiej kolejki, nie sprawiała mu 
przykrości. Najmniejszej.

Po   lunchu   przeszli   do   sali   na   piętrze.   Rozpoczęła   się   konferencja 

prasowa. Walter Dryden, w otoczeniu rodziny, ogłosił zamiar ubiegania się 
o fotel senatora.

Jessica wmieszała się w tłum dziennikarzy, sympatyków i członków 

partii politycznej, i z daleka przyglądała się czwórce Drydenów. Stanowili 
wspaniałą rodzinę, pełną  wiary  w amerykańskie ideały. Czuła  dla nich 
podziw i życzyła Walterowi Drydenowi sukcesu.

Rozbłysły flesze, Jessica wycofała się na koniec sali. Evan nalegał, żeby 

poszła z nimi na konferencję; chyba tylko po to, by przekonać ojca, że wziął 
sobie ich rozmowę do serca.

Zdawała sobie sprawę, że życie często bywa powikłane, lecz dlaczego 

właśnie ona musiała być narażona na takie frustracje? Była niemal pewna, 
że   to   ojciec   podsunął   Evanowi   pomysł,   by   zaczął   się   z   nią   spotykać. 
Właściwie trudno się temu dziwić. Przecież wszyscy wiedzieli, że kiedyś 
była w nim zakochana.  A ich rodziny są blisko zaprzyjaźnione.  To był 
rozsądny wybór, zwłaszcza że teraz pracowała z Evanem.

Młodszy z braci Drydenów pragnął poprawić swój wizerunek, pomóc 

ojcu   w   kampanii   wyborczej   i   dowieść,   że   już   otrząsnął   się   z   miłosnej 
porażki. Cóż prostszego, jak przystąpić do tego z kobietą, dla której kiedyś 
był idolem?

Tyle tylko, że teraz jego miejsce zajął ktoś inny. Jego starszy brat, który 

jednak, powodowany szlachetnością, postanowił się usunąć.

Po raz pierwszy od wielu miesięcy Evan okazał chęć, by zapomnieć o 

przeszłości   i   żyć   normalnie.   Damian   uważał,   że   była   tego   powodem. 
Dlatego nic nie zrobi, by to się zmieniło – nawet jeśli sam ją kocha.

Przez następny tydzień nazwisko Dryden pojawiało się codziennie we 

wszystkich   środkach   masowego   przekazu.   Stacje   radiowe   i   telewizyjne 

background image

relacjonowały   rozprawę   na   bieżąco,   a   popołudniówki   zamieszczały 
sprawozdania z sali sądowej. Tam właśnie Jessica spotkała po raz pierwszy 
Earla Kressa, który zrobił na niej dobre wrażenie swą szczerością. Młody 
człowiek nie dążył do uzyskania wysokiego odszkodowania; jego celem 
były   zmiany   w   systemie   szkolnym,   pomocne   dla   innych   sportowców. 
Dzięki staraniom Evana, Earl miał prywatnego nauczyciela. Spodziewał się, 
że za rok wróci do college'u.

Ława przysięgłych zebrała się w piątek. Na wynik rozprawy Jessica 

wolała czekać w biurze. Mimo pewności co do wygranej Earla, oczekiwanie 
na werdykt było udręką.

W biurze był hałas, jak zwykle po południu. Szumiały komputery, 

telefaksy   i   fotokopiarki,   gońcy   biegali   z   pokoju   do   pokoju.   Panowała 
atmosfera oczekiwania.

Jessica   podeszła   do   biurka,   zsunęła   z   nóg   pantofelki   i   zaczęła 

przebierać   obolałymi   palcami.   Bolały   ją   mięśnie,   czuła   się   psychicznie 
wyczerpana. To był bardzo pracowity tydzień. Miała zamiar od razu po 
powrocie   do   domu   zrobić   sobie   gorącą   kąpiel,   trochę   poczytać   dobrą 
książkę, a potem spać aż do południa następnego dnia.

Pani Sterling wyszła po coś do miasta, a Jessica właśnie z ulgą osunęła 

się na krzesło, gdy do biura wszedł Damian. Zatrzymał się gwałtownie, 
zobaczywszy, że jest sama.

Jessica zamarła.
– Dzień dobry, Jessico – powiedział sztywno.
– Dzień dobry – wykrztusiła.
– Gdzie jest pani  Sterling?  – zapytał, odzyskawszy równowagę. Był 

ożywiony, lecz poważny, jakby nigdy nie trzymał jej w ramionach, jakby 
nigdy nie była dla niego niczym więcej niż tylko znajomą, w dodatku mało 
ważną.

– Wyszła w jakiejś sprawie – odparła, a po chwili dodała: – Przysięgli 

jeszcze obradują.

– Domyślam się. – Podszedł do biurka pani Sterling i położył na nim 

stos dokumentów.

– Czy byłeś ostatnio we włoskiej restauracji? – zapytała, pragnąc za 

wszelką   cenę   podtrzymać   rozmowę.   Bardzo   chciała   przypomnieć   mu 
razem spędzone chwile i wytłumaczyć, co stało się potem. Pragnęła, żeby 
zrozumiał, co te chwile dla niej znaczyły, i że ma nadzieję, iż dla niego też 
są ważne. Żeby zdał sobie sprawę, jak bardzo za nim tęskni.

background image

– Ostatnio nie jadam na mieście. – Odwrócił się nagle i szybko wyszedł 

z pokoju.

Obrażona   i   zła,   Jessica   miała   ochotę   krzyknąć,   żeby   wrócił.   Ale 

wiedziała, że to by nic nie pomogło. Bez namysłu i chyba bez żalu wyłączył 
ją ze swego życia.

Godzinę   później   wpadł   do   biura  Evan.  Zatrzymał   się   w   progu, 

odrzucił głowę do tyłu i wydał ogłuszający okrzyk.

–Udało się!
Wstała,  żeby  mu  pogratulować,  a  on  podbiegł,  uniósł  ją  do  góry  i 

zawirował z nią po pokoju.

– Wygraliśmy! – krzyknął.

- Evan!  –   śmiała   się,   obejmując   go   za   ramiona.   Wirował   tak 

szybko, że poczuła zawrót głowy.

Jego triumfalne okrzyki zwróciły uwagę obecnych w biurze, lecz ani 

myślał puścić Jessicę. Postawił ją ostrożnie, objął ramieniem i przyciągnął 
do siebie. Wszyscy z entuzjazmem składali mu gratulacje.

–To byłoby niemożliwe bez Jessiki – oświadczył.  – I  bez Damiana – 

dodał,   wyciągając   ku   niemu   wolną   rękę.   –   Trudno   sobie   wyobrazić 
lepszego brata.

Jessica   patrzyła   na   Damiana,   on   spojrzał   w   jej   kierunku   – 

przypuszczała, że przypadkiem – i ich oczy się spotkały. Już nie był taki 
nieprzystępny, a jego twarz wyrażała tak intensywne uczucia, że nie mogła 
oderwać od niego wzroku. Były to duma, lojalność i oddanie. Widać było, 
że   nie   zrobiłby   niczego,   co   mogłoby   zranić   brata,   nawet   gdyby   musiał 
poświęcić własne szczęście.

Łzy   napłynęły   jej   do   oczu.   Jak   przez   mgłę   widziała   otaczające   ją 

twarze, lecz zmusiła się do uśmiechu. Starała się wyglądać tak, jakby to 
była  najszczęśliwsza  chwila  w  jej  życiu,   choć   naprawdę  nigdy  nie  była 
bardziej przygnębiona.

Evan   uparł   się,   że   wieczorem   zabierze   ją   na   uroczystą   kolację   dla 

uczczenia zwycięstwa. Wybrał restaurację znaną z doskonałego jedzenia i 
świetnej   obsługi.   Gdy   usiedli   przy   stole,   Jessica   zorientowała   się,   że 
zazdroszczą   jej   wszystkie   kobiety   wokół.   Evan   nigdy   nie   był   bardziej 
przystojny i pełen uroku.

Kiedy wyszli z restauracji i czekali, aż podjedzie taksówka, zatrzymał 

ich fotograf z agencji prasowej i zrobił zdjęcie. Jessica zaprotestowała, lecz 
Evan powiedział, że to cena sławy i powinna się uśmiechnąć.

background image

Następnego   dnia   obudził   ją   wcześnie   rano   telefon   od   matki,   choć 

zamierzała wstać dopiero w południe. Czuła się strasznie przygnębiona i 
sen był dla niej ratunkiem.

– Widziałaś? – zapytała Joyce Kellerman podekscytowanym głosem. – 

Już zadzwoniłam do redakcji i zrobią odbitki dla mnie i dla Lois. Oboje 
wyglądacie świetnie.

– Czy co widziałam, mamo? – odezwała się zaspanym głosem Jessica.
– Zdjęcie w gazecie, kochanie. Twoje i Evana. Z miłym podpisem. A 

może nie wiesz, że w czwartek twoje nazwisko było wymienione w kronice 
towarzyskiej, w związku z Evanem. Och, kochanie, tak się cieszę.

– O Boże – wyszeptała Jessica. – Już sobie przypomniałam. Wczoraj 

wieczorem zaczepił nas fotograf.

– Wiem, właśnie o tym mówię. Zdjęcie jest w porannym  wydaniu. 

Oboje   z   ojcem   jesteśmy   wzruszeni,   o   Lois   i   Walterze   nawet   nie 
wspominam. Jessice daleko było do wzruszenia.

–To tylko zdjęcie, mamo.
–   To  coś więcej, Jessico. To marzenie, które się ziszcza, twoje i moje 

także. Twoje uczucie do Evana zawsze było tak silne i nareszcie, po tylu 
latach, on je odwzajemnia.

– Mamo, ty nic nie rozumiesz. Ja i Evan...
– Nie wyobrażasz sobie, jak się cieszymy... Lois i ja. Zdajemy sobie 

sprawę, że jest jeszcze dużo za wcześnie na plany związane ze ślubem, ale 
przyjaciółki przepadają za tym, kiedy ich dzieci są sobą zainteresowane. 
Jesteś naszą jedyną córką i już teraz mogę powiedzieć, że to będzie ślub 
roku. Twojemu ojcu i mnie bardzo na tym zależy. – Przerwała na chwilę, 
żeby nabrać oddechu, i ciągnęła dalej. – Bylibyśmy bardzo zadowoleni, 
gdybyście się zdecydowali na ślub jesienią. Lois jest moją przyjaciółką od 
tylu lat, i pomyśleć, że kiedyś będziemy miały wspólne wnuki!

Jessica tarła oczy, starając się powstrzymać płacz.
– Mamo...
– Naturalnie nie chcę wywierać na ciebie nacisku.
– Wiem, że nie chcesz.
– To dobrze. Przepraszam, że cię obudziłam, kochanie. Powinnam była 

się domyślić, że jesteś zmęczona tym pracowitym tygodniem. Spij sobie 
dalej. Porozmawiamy później.

O   śnie   nie   było   już   mowy.   Jessica   powędrowała   boso   do   kuchni, 

zaparzyła   kawę,   wlała   ją   do   kubka   i   obejmując   go   dłońmi   usiadła   na 

background image

kuchennym stole.

Oparła stopy na krawędzi krzesła, kolana podciągnęła pod  brodę i 

czekała, aż kawa wystygnie na tyle, że będzie mogła wypić pierwszy łyk. 
Kawa niewiele poprawiła jej nastrój, który stawał się coraz gorszy, gdy 
zastanawiała się, co robić dalej.

Czuła   się   jak   w   pułapce,   skrępowana   tym,   co   wszyscy   uznali   za 

najlepsze,   przekonani,   że   ona   tego   chce.   A   Jessica   kochała   przecież 
Damiana, nie Evana.

Podskoczyła, gdy nagle zadzwonił telefon, i oblała sobie dłonie kawą.
– Halo – mruknęła do słuchawki.
– Co się dzieje, do diabła? – W głosie Cathy brzmiało oburzenie.
– Przepraszam! – Jeszcze tylko tego brakowało, by naraziła się swej 

najlepszej przyjaciółce.

–   Biorę   rano   gazetę   do   ręki,   a   tu   wita   mnie   twoja   buźka,   cała   w 

promiennym uśmiechu.

– No, właśnie...
– Tylko że coś tu się nie zgadza. Jesteś nie z tym bratem, co trzeba. Czy 

byłabyś łaskawa to wytłumaczyć?

– Nie.
– Czemu nie? 
Jessica westchnęła.
– To długa historia.
– To ją streść. 
Westchnęła jeszcze raz.
– Evan postanowił wydobyć się z depresji...
– W samą porę, jak myślisz?
– Tak, oczywiście, ale nie robi tego dla siebie. Jego ojciec ubiega się o 

stanowisko   senatora,   więc   Evan   stara   się   być   uśmiechnięty   i   mieć   za-
dowoloną minę.

– Dzięki spotkaniom z tobą.
– Na to wygląda.
– Wiem wszystko o jego ojcu. Nazwisko Walter Dryden było przez 

cały tydzień na pierwszych stronach gazet, obok Evana i Earla Kressa – 
powiedziała Cathy niecierpliwie. – Wytłumacz mi lepiej, dlaczego byłaś 
tam z Evanem, a nie z Damianem.

Jessica nie potrafiła wyjaśnić tego w prosty sposób. To było najbardziej 

skomplikowane niepowodzenie w jej życiu.

background image

–   Nie   miałaś   racji,   Cath   –   odezwała   się   nieszczęśliwym   głosem.   – 

Damian wcale nie jest mną tak zainteresowany, jak myślałaś. Inaczej już 
dawno coś by powiedział.

– Co miałby powiedzieć? – jęknęła Cathy.
– Że mu na mnie zależy – wyszeptała. Czuła się tak, jakby była po 

pachy zanurzona w grzęzawisku, bez szans na wydostanie się.

– No dobrze. Widzę, że nie ma mowy, żeby ci się udało skrócić tę 

smętną historię. Zacznij od początku i staraj się opowiedzieć wszystko.

Cathy   uważnie   wysłuchała   sprawozdania   z   minionego   tygodnia,   o 

wszystkim,   co   się   wydarzyło   po   rozmowie   Jessiki   i   Evana   w 
poniedziałkowy   ranek.   Gdy   Jessica   skończyła,   w   słuchawce 
niespodziewanie długo panowała cisza.

– Teraz już rozumiem – odezwała się wreszcie Cathy, bynajmniej nie 

wesołym głosem. – Damian jest między młotem a kowadłem. Szaleje za 
tobą, Jess. Wiem to od czasu naszego wspólnego lunchu.

– Widać jeszcze za mało. – Myśl o tym była tak bolesna, że Jessica 

zamknęła oczy.

–   Mylisz   się.   Damian   ma   tak   silne   poczucie   więzi   rodzinnej   i 

obowiązku, że gotów jest poświęcić własne szczęście. Nie o to chodzi, że 
kocha  cię  za mało, moja  droga. Chodzi  o  to,  że kocha   cię, i Evana,  za 
bardzo.

– Jeśli tak, to dlaczego chętnie skoczyłabym z mostu? Moja matka i 

Lois Dryden już rozmawiają o ślubie i wnukach.

Cathy puściła to mimo uszu.
–Jak często spotykasz Evana? – spytała.
– Codziennie. Nie pamiętasz, że pracujemy razem?
– Chodzi mi o spotkania we dwoje.
To   nie   było   uczciwe   pytanie.   W   związku   z   rozprawą   byli   razem 

każdego   wieczoru,   nie   tylko   każdego   dnia.   W   czasie   lunchów   i   kolacji 
omawiali   szczegóły,   dyskutowali   nad   strategią.   To   były   służbowe 
spotkania, nic więcej.

– Widujemy się często – odparła, i wyjaśniła, co to znaczy.
– Rozumiem. I co teraz sądzisz o Evanie?
– Cieszę się, że próbuje uporządkować swoje życie. Ale nie jest we 

mnie zakochany ani nie stara się tego udawać.

–   W   takim   razie,   dlaczego   nic   nie   powiedziałaś   Damianowi?   Nie 

wyjaśniłaś?

background image

– Nie mogłam – odpowiedziała z goryczą, bo sama myślała dziesiątki 

razy, żeby to zrobić. – Oboje byliśmy bardzo zaabsorbowani sprawą Earla 
Kressa, więc to nie byłby dobry moment. Może bym coś powiedziała w 
czasie ostatniej kolacji, gdyby Damian choć trochę dodał mi odwagi, ale nie 
zrobił tego. Nic na to nie poradzę, ale myślę, że mylisz się co do nas.

– O tym już nie będziemy dyskutować – przerwała jej Cathy głosem 

pełnym zniecierpliwienia.

–   Wiem,   że   Evan   spotyka   się   ze   mną   na   pokaz.   Nie   byłabym 

zdziwiona, gdyby to on zamówił tego fotografa. To do niego podobne.

– Czy się nie boisz, że się w tobie zakocha?
– Nie. Jego serce zostało tak zranione, że dużo czasu upłynie, nim 

znów odważy się kochać.

–   Pilnuj   się,   Jess   –   powiedziała   Cathy   niespodziewanie   łagodnym 

tonem. – On jest teraz wrażliwszy niż zwykle i łatwo może się w tobie 
rozkochać. A to byłaby katastrofa.

Jessica niepokoiła się tym już wcześniej i poczuła wielką ulgę, gdy 

okazało się, że ich związek jest czysto platoniczny.

– Widzę, że nie brak ci wesołych pomysłów – odparła.
– Kiedy się z nim spotkasz? – Cathy pominęła jej uwagę milczeniem.
–   Jutro   po   południu.   Zabiera   mnie   na   piknik,   gdzie   będą   zbierane 

pieniądze na fundusz wyborczy jego ojca. – Nie miała na to ochoty. Gdyby 
nie chęć spotkania Damiana, znalazłaby wymówkę, żeby się wycofać.

– Baw się dobrze.
– Dziękuję – odpowiedziała, choć była przekonana, że to wcale nie 

będzie zabawne.

Odłożyła słuchawkę i poszła do łazienki. Stanęła pod prysznicem  i 

poddała się kłującym strumyczkom wody. Kiedy skończyła, czuła się lepiej 
– i wiedziała, co zrobi.

Następnego dnia Evan przyjechał wcześnie. Gdy zobaczył Jessicę w 

wesołej letniej sukience i białym żakiecie, oczy mu zabłysły.

–Nie mogę wyjść z podziwu, wyrosłaś na piękną dziewczynę. – Miał 

świetny humor.

– A ty zawsze byłeś niepoprawnym komplemen–ciarzem – próbowała 

mu dokuczyć.

Sportowy   samochód   Evana   stał   pod   domem.   Otworzył   przed   nią 

drzwi i pomógł wsiąść. Droga do Szepczących Wierzb, gdzie odbywał się 

background image

piknik, minęła im na uprzejmej wymianie zdań. Cała posiadłość została 
udekorowana transparentami i flagami, była też mała trybuna i orkiestra.

Postanowiła,   że   znajdzie   okazję   do   rozmowy   z   Damianem,   aby 

wyjawić mu swoje uczucia. Nie może przecież bezustannie mnie unikać, 
pomyślała.

Rodzice Jessiki byli tam już wcześniej. Teraz wręczali nadchodzącym 

gościom małe amerykańskie flagi. Przed trybuną, z której miał przemówić 
Walter Dryden, stały rzędy składanych krzeseł.

Wszyscy   byli   czymś   zajęci.   Jessica   pomagała,   rozglądając   się   za 

Damianem.

Właśnie nakładała na talerz sałatkę ziemniaczaną, gdy go zobaczyła. Z 

kimś rozmawiał i przypadkowo spojrzał w jej kierunku. Ich oczy spotkały 
się na ułamek sekundy, a potem szybko odwrócił wzrok. Sprawiło jej to 
ból.

Kiedy jedzenie zostało już podane, podszedł do niej Walter Dryden. 

Był to mężczyzna wysoki i silny, o równie silnym charakterze. Uścisnął ją i 
podziękował za pomoc.

–   Wyrosłaś   na   piękną   młodą   kobietę,   Jessico.   –   Głębokim   głosem 

powtórzył to, co wcześniej usłyszała od Evana.

– Dziękuję. Jeszcze nie miałam okazji, żeby powiedzieć, jak się cieszę, 

że zdecydował się pan kandydować do senatu.

–   Żałuję,   że   nie   rozpocząłem   kampanii   dużo   wcześniej.   Muszę   to 

nadrobić przez najbliższe miesiące i czeka mnie w związku z tym mnóstwo 
ciężkiej pracy.

– Ten stan potrzebuje właśnie kogoś takiego jak pan – powiedziała 

Jessica szczerze.

– Twoje zaufanie bardzo mnie cieszy. – Szli powoli obok siebie. – A ja 

ostatnio dużo myślałem o tym, że jesteś właśnie taką kobietą, jakiej potrze-
buje mój syn.

– Słucham?
– Myślę o tobie i Evanie.
Nie wiedziała, co powiedzieć. Powinna od razu wyjaśnić, że kocha 

Damiana,   ale   gardło   miała   ściśnięte,   a   język   jakby   jej   przyrósł   do 
podniebienia.

– Jesteś mu potrzebna – powtórzył Walter Dryden.
– On już wraca do siebie, proszę pana. Myślę, że nie powinien się pan 

niepokoić.

background image

– Lois i ja uważamy, że dzięki tobie.
– Jestem pewna, że to nieprawda. – Zaczynała wpadać w popłoch.
–Nic podobnego. Musisz się nauczyć przyjmowania pochwał, młoda 

damo. To ci się później przyda w życiu. I  Evanowi  też, jeśli już o tym 
mowa. – Przerwał i zamyślił się na chwilę. – Sądzę, że mój syn też się 
kiedyś zajmie polityką. To urodzony polityk, ale trzeba jeszcze kilku lat, 
żeby nabrał doświadczenia. Muszę się gryźć w język, żeby zbytnio na niego 
nie wpływać. Lois nigdy by mi nie wybaczyła, gdybym go popchnął do 
czegoś, czego sam nie chce.

Jessica miała nadzieję, że Walter Dryden podobnie myśli o nakłanianiu 

Evana do nie chcianego związku z kobietą.

– Odeszliśmy od tematu – powiedział. – Chcę ci podziękować, moja 

droga. Za to, że pomogłaś Evanowi.

– Ależ ja mu w niczym nie pomogłam.
– Mylisz się. W ciągu kilku tygodni mój syn dzięki tobie zmienił się nie 

do poznania. Jak to dobrze, że Damian cię zatrudnił. Sam nie wpadłbym na 
lepszy pomysł.

– Mam Damianowi dużo do zawdzięczenia – powiedziała tak cicho, że 

nie była pewna, czy ją usłyszał.

– A, tu jesteście – odezwał się zza ich pleców Evan. – Czyżby własny 

ojciec podrywał moją dziewczynę?

–Nie ma obawy, synu – zaśmiał się Walter Dryden. – Nacieszcie się 

teraz   sobą.   Pracowaliście   przez   całe   popołudnie,   więc   zróbcie   sobie 
przerwę, wymknijcie się stąd i bawcie się dobrze.

– Ale pana przemówienie... – zaprotestowała Jessica.
– To nieważne. Możesz mnie usłyszeć każdego dnia. Idźcie już sobie.
Evan   wziął   ją   za   rękę   i,   omijając   trybunę,   poszli   w  kierunku   kępy 

wierzb płaczących. Jessica zauważyła, że nastrój Evana nieco się zmienił. 
Wyglądał na zakłopotanego. Czekała, aż sam coś powie.

– Czy chcesz porozmawiać ze mną trochę? – zapytał po chwili.
– Bardzo chętnie. – Jej serce wezbrało poczuciem ulgi. Właśnie tego 

potrzebowali – szczerej rozmowy.

Przystanęła i oparła się o pień drzewa. Byli tu prawie ukryci przed 

ludzkim wzrokiem.

– Nie czuję, żebyśmy byli ze sobą związani, Jessico.
– Wiem. – Pomyślała o matce, o tym, co mówiła na temat ślubu  i 

wnuków.   Przypomniała   sobie   rozmowę   z   ojcem   Evana   przed   paroma 

background image

minutami. To wszystko zaszło za daleko.

–   Już   od   tygodnia   chcę   z   tobą   porozmawiać,   ale   to   były   takie 

gorączkowe dni; sprawa Earla Kressa, zgłoszenie kandydatury ojca.

– To był wyjątkowy tydzień – zgodziła się Jessica.
– Gazeta napisała o nas obojgu.
–   Twoje   nazwisko   często   pojawia   się   w   gazetach.   –   Nie   na   darmo 

pochodził z jednej z najsłynniejszych bostońskich rodzin.

Evan roześmiał się.
–To prawda. – Ujął jej rękę w dłonie. – Chciałbym, żeby skończyły się 

te wszystkie domysły na nasz temat. Jestem gotów związać się z jedną 
kobietą.

Serce w niej zamarło. Jeśli zaproponuje jej małżeństwo, nie wytrzyma i 

wybuchnie płaczem. Wszyscy się sprzysięgli przeciwko niej, nawet rodzice.

–   Ja...   ja   cię   zawsze   lubiłam,   Evanie,   ale   myślę,   że   powinieneś 
wiedzieć...
– „Lubić” to zbyt zwyczajne słowo – przerwał jej, marszcząc brwi.
Nie chciała deptać jego i tak poranionego ja.
– Wiem, ale...
–   Czy   zdajesz   sobie   sprawę,   że   nawet   się   nie   pocałowaliśmy?   – 

Uśmiechnął się, patrząc na nią oczami iskrzącymi się chłopięcym zapałem. 
– Zaraz to naprawimy, moja miła Jessico. – Ujął jej twarz w dłonie i, zanim 
zdążyła zaprotestować, dotknął ustami jej ust.

To   był   delikatny   pocałunek,   i   nienatarczywy.   Jessica   nie   czuła   nic 

prócz   coraz   większej   ochoty   do   płaczu.   Jak   zresztą   mogłaby   czuć 
cokolwiek, skoro tak jej zależało na Damianie? Skoro kochała Damiana?

Evan podniósł głowę i spojrzał na nią ciemnymi oczami, z których 

teraz nic nie mogła wyczytać. Przyglądał jej się przez chwilę.

– Nie będę nalegał, Jessico. Nie musimy się spieszyć. – Odsunął loczek 

z jej policzka i pocałował ją. Wargi miał wilgotne i ciepłe.

W   tym   momencie   Jessica   zobaczyła   Damiana.   Stał   wśród   tłumu 

słuchających przemówienia Waltera Drydena. Jego oczy były utkwione w 
Jessicę i Evana. Kiedy dostrzegł, że go zauważyła, odwrócił się i odszedł 
szybkim krokiem.

Przez chwilę Jessica zastanawiała się, czy za nim nie pobiec, lecz Evan 

objął ją władczo i poprowadził w kierunku trybuny.

Już było za późno.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

– No i co? – zapytała Cathy bez słowa przywitania, stojąc w niedzielny 

wieczór na progu mieszkania przyjaciółki. Zsunęła z ramion plecak i nie-
dbale rzuciła go w kąt przedpokoju. – Jak się udał piknik?

–   To   był   polityczny   sukces.   Słyszałam,   że   fundusz   wyborczy   pana 

Drydena bardzo się powiększył. – Wiedziała, że nie to interesuje Cathy, 
lecz temat Evana i Damiana stał się zbyt bolesny, żeby chciała o nim choćby 
myśleć.

Cathy znała ją za dobrze, by nie rozpoznać niepokojących objawów.
–Siadaj   –   wydała   polecenie,   wskazując   miękki   fotel,   najulubieńsze 

miejsce Jessiki w całym mieszkaniu. Cathy potrafiła zachowywać się wręcz 
po dyktatorsku, jeśli tylko była czegoś pewna; najwidoczniej teraz była.

Jessica potulnie posłuchała. Brak jej było siły woli, by się sprzeciwić. 

Usadowiła się w fotelu i czekała, a Cathy nerwowo przemierzała pokój.

– Trochę zastanawiałam się nad tą sprawą – zaczęła.
– To widać – odparła Jessica, próbując się domyślić, co też tym razem 

wykoncypowała jej rozgorączkowana przyjaciółka.

– Chcę, żebyś zaczęła kuleć – zakomunikowała takim tonem, jakby to 

był pomysł godny geniusza.

– Chyba żartujesz?
–   Mówię   najpoważniej   w   świecie.   Ale   chcę,   żebyś   kulała   tylko   w 

obecności Damiana, nie przy Evanie.

Jessica potrząsnęła głową, jakby to miało poprawić jej słuch.
– A w jakim, do licha, celu miałabym robić coś tak idiotycznego, jak 

udawanie kulawej?

– Tylko pamiętaj, żebyś utykała na tę samą nogę. – Cathy zignorowała 

pytanie   Jessiki.   –   Najlepiej   zrób   znak   na   czubku   buta,   wtedy   się   nie 
pogubisz.

Jessica podniosła ręce do góry.
–   Cathy,   czy   ty   aby   na   pewno   dobrze   się   czujesz?   To   najbardziej 

zwariowany z twoich dotychczasowych pomysłów.

–   Zaufaj   mi   –   powiedziała   Cathy   z   niecierpliwością.   –   Pracuję   w 

teatrze, więc wiem, co robię.

– Twoja pewność siebie wcale mnie nie przekonuje.

background image

– Powinna. Znam się na tym.
– Czy nie będę zbyt wymagająca, jeśli poproszę, żebyś mi wyjaśniła, co 

się kryje za twoim nowym planem?

–   Ani   trochę.   –   Cathy   lekkim   krokiem   podeszła   do   sofy,   usiadła   i 

założyła nogę na nogę. – Współczucie. Chcę, żeby Damian myślał, że coś ci 
się stało: skręcona kostka, zwichnięte kolano, coś z tych rzeczy. Jeśli kocha 
cię   choć   w   połowie   tak   mocno,   jak   przypuszczam,   to   nie   będzie   mógł 
pozostać   obojętny.   Pospieszy   z   pomocą,   a   kiedy   tylko   cię   dotknie,   nie 
będzie w stanie ukryć swoich uczuć. – Nagle przerwała. – Ale pilnuj się. 
Musisz być przygotowana...

– Na co?
– On może być na ciebie po prostu wściekły. Złość u mężczyzny to coś 

znacznie bardziej skomplikowanego niż u nas, kobiet. Będzie myślał, że nie 
dbasz   o   siebie,   i   będzie   się   poczuwał   do   odpowiedzialności   za   to.   Z 
mężczyznami tak bywa. Może nawet dojść do wniosku, że to wina Evana. 
Weź to wszystko pod uwagę.

– Pewnie, że Damian będzie zły! – wykrzyknęła Jessica. – Będzie miał 

pełne prawo, by się wściec, kiedy odkryje, że udaję, aby wywołać w nim 
współczucie.

– Nie może o tym wiedzieć – stwierdziła po prostu Cathy.
– Słuchaj – Jessica głęboko westchnęła – doceniam twoją pomysłowość, 

naprawdę, ale nie potrafię udawać. Damian od razu by się zorientował. Nie 
jestem tak dobrą aktorką jak ty, więc przejrzałby mój podstęp w jednej 
chwili. Zapominasz, że jest doświadczonym adwokatem.

Cathy zmarszczyła brwi, przygryzła dolną wargę i zamyśliła się.
–Zgoda – powiedziała po minucie. – Nie myśl już o skręconej nodze. 

Jedyne,   co   mogę   ci   zaproponować,   to   całkowita   szczerość.   Nie   masz 
pojęcia, jak to czasem dobrze działa. Może teraz właśnie tak będzie.

– Tak się składa, że zgadzam się z tobą w zupełności. Ta cała sytuacja 

stała   się   bezsensowna.   Ani   trochę   nie   umiem   grać.   Chciałabym   pomóc 
Evanowi, lecz nie kosztem mojego dobrego samopoczucia.

– Co zamierzasz powiedzieć Damianowi?
– Jeszcze nie wiem. – Myśl o tym przygnębiła ją. – Najbardziej się boję, 

że Damian uśmiechnie się czule i powie, że moje wyznanie mu pochlebia i 
że czuje się zaszczycony...

– A jego głos będzie pełen smutku – dokończyła Cathy, demonstrując 

właściwą sobie skłonność do dramatyzowania.

background image

– Właśnie. Potem westchnie i doda, że niestety nie może odwzajemnić 

moich uczuć.

– To do niego podobne – zgodziła się Cathy.
–Oczywiście będzie łgał jak najęty... przez wzgląd na brata. Po prostu 

go nie słuchaj. Uwierz mi, Jess, on cię kocha.

Jessica   całym   sercem   pragnęła,   żeby   to   była   prawda.   Spojrzała   na 

przyjaciółkę, uświadomiła sobie, jak bardzo ceni jej wsparcie, i podniosła 
kciuki w geście uznania. Cathy roześmiała się i zrobiła to samo.

Evan   był   już   w  swoim   gabinecie,   kiedy   Jessica   weszła   do   biura   w 

poniedziałek rano.

– Dzień dobry – zawołał wesoło. – Cieszę się, że już jesteś.
– Czy chcesz, żebym zaparzyła kawę? – zapytała. Spojrzała na ekspres 

i zauważyła, że Evan już to zrobił.

Wyszedł z gabinetu z kubkiem w ręku i przysiadł na rogu jej biurka. 

Patrzył na nią iskrzącymi się oczami.

–Czy jesteś wypoczęta i gotowa stawić czoło światu?
Jessica   uśmiechnęła   się.   Tego   nie   mogłaby   powiedzieć   nawet   w 

najlepszy z poniedziałkowych poranków.

– Niezupełnie. Zapytaj mnie o to w środę albo w czwartek.
– W takim razie może to poprawi ci humor – powiedział. Podał jej dwa 

bilety, które wyjął z kieszeni marynarki. – Dwa miejsca w loży na mecz 
drużyny Red Sox dziś wieczorem.

– Moja ulubiona drużyna! – wykrzyknęła.
– To właśnie powiedziała mi twoja mama. Przygotuj się, moja śliczna 

Jessico. Zaplanowałem sobie, że cię usidlę.

Spojrzała   na   niego   badawczo.   Tego   ranka   obudziła   się   z 

postanowieniem, że raz na zawsze wyjaśni wszystko między sobą i braćmi 
Drydenami, a tu Evan krzyżuje jej szyki. Na domiar złego, wspomagany 
przez matkę.

– Evanie, musimy porozmawiać – powiedziała, nie patrząc mu w oczy. 

Przez całą drogę do biura powtarzała w myślach to, co zamierzała mu 
oznajmić.

– Teraz nie mogę, Jess. Przepraszam. Zaraz muszę być w sądzie w 

związku ze sprawą Portera. Ale nie martw się, później będzie dużo czasu 
na rozmowę. Przyjadę po ciebie o wpół do siódmej, dobrze?

– Dobrze. – Zmusiła się do uśmiechu.

background image

Kiedy Evan zjawił się wieczorem, była już zdecydowana – po meczu 

powie mu, co jej leży na sercu.

Mieli   bardzo   dobre   miejsca,   wszystko   widzieli   doskonale.   Jedli 

parujące hot–dogi i słone orzeszki, pili piwo z kufli. Evan już dawno nie był 
w tak dobrym nastroju. Dopingował swoją drużynę, krzyczał na sędziego. 
Kiedy Red Sox uzyskali przewagę, przeraźliwie zagwizdał.

W pewnej chwili wziął ją za rękę i ścisnął jej drobne palce. Zawsze 

lubiła Evana i nie potrafiła dłużej się na niego złościć. Na tym polegał jego 
czar.   To   było   to,   o   czym   mówił   jego   ojciec   na   pikniku.   Evan   miał   dar 
zjednywania   sobie   ludzi,   był   urodzonym   liderem.   Zawsze   był   mile 
widziany,   podziwiany,   szanowany.   W   trudnych   sytuacjach   u   niego 
szukano rozwiązania.

Nagle wyczuła w nim zmianę. Puścił je dłoń i zamarł w bezruchu. 

Wydawało się, że nie oddycha.

– Evan?
Próbował się uśmiechnąć. W tym momencie trybuny ryknęły, a kibice 

wstali z miejsc, lecz Jessica nie wiedziała, co się dzieje na boisku. Patrzyła 
na Evana.

– Co ci jest? – zapytała, kiedy okrzyki ucichły.
– Nic. – Próbował przekonać  ją o tym uśmiechem, lecz mu się nie 
udało. Na pewno zdarzyło się coś złego; musiała się dowiedzieć, co.
– Chodź – powiedziała, i wstała, nie czekając na niego. – Idziemy.
– Jessico, nie trzeba, nic mi nie jest.
– To nieprawda i nawet nie próbuj mnie przekonywać, że nie mam 

racji.

– Nic się nie stało – powtórzył.
Nie zwracając na niego uwagi, wzięła torebkę i wyszła z loży. Nie miał 

innego wyjścia, musiał pójść za nią.

–Czy ktoś ci kiedykolwiek powiedział, jaka jesteś uparta? – zapytał, 

kiedy   ją   dogonił.   Ich   kroki   dźwięczały   na   betonowych   stopniach, 
prowadzących   ku   wyjściu   ze   stadionu.   Od   czasu   do   czasu   słyszeli   za 
plecami okrzyki kibiców. Evan obejrzał się z żalem kilka razy.

– No, teraz powiedz, co się tam z tobą działo – zażądała Jessica, kiedy 

byli już blisko parkingu.

– Nic się nie działo.
– Jeśli jeszcze raz powiesz „nic”, zacznę krzyczeć. Kogo zobaczyłeś? – 

background image

zapytała, choć już znała odpowiedź. Tylko jedna osoba mogła wywołać tak 
pełną bólu reakcję Evana – kobieta, którą kochał i którą utracił.

–   Dlaczego   myślisz,   że   kogoś   zobaczyłem?   –   żachnął   się.   Był 

zdenerwowany i nie próbował tego ukryć.

– Czy to była Mary Jo?
Zatrzymał   się   tak   gwałtownie,   że   zrobiła   kilka   kroków,   zanim   się 

zorientowała, że nie ma go obok.

–Kto ci powiedział o Mary Jo? – zapytał ochrypłym głosem.
– Jeszcze nikt, lecz zaraz ty to zrobisz.
– Przykro mi, Jess, ale...
– Posłuchaj mnie, Evanie Drydenie. Musisz zrzucić z siebie ten ciężar 

raz na zawsze. Już dostatecznie długo starasz się ukryć ból, jaki ci sprawiła. 
Najwyższy czas się go pozbyć! – Włożyła mu rękę pod ramię i zaczęli 
kluczyć po parkingu w poszukiwaniu samochodu.

Kiedy wchodzili do jej mieszkania, Evan był ponury i zamyślony. Nie 

była pewna, czy dobrze zrobiła, nalegając, by opowiedział jej o kobiecie, 
którą kiedyś kochał. Bała się, że jej upór mógł otworzyć na wpół zagojoną 
ranę, ale wiedziała też, że nie powinien dłużej tłumić tego w sobie.

Poszła od razu do kuchni i zaczęła parzyć kawę. Evan usiadł przy 

kuchennym   stole,   lecz   prawie   natychmiast   wstał   i   zaczął   krążyć 
niecierpliwie po jej małym mieszkaniu.

Z   filiżanką   kawy   w   ręku   usiadła   w   swym   ulubionym   fotelu   i 

obserwowała Evana. Czekała, aż zacznie mówić.

–Spotkaliśmy   się   przypadkowo   –   zaczął   przytłumionym,   pełnym 

napięcia   głosem   –   chociaż   nie   jestem   pewien,   czy   to   naprawdę   był 
przypadek.

–Przypuszczasz, że zaaranżowała spotkanie? 
Evan spojrzał na nią zdumionym wzrokiem. 
– Nie... nie to. Myślę, że w życiu niewiele się zdarza naprawdę przez 

przypadek.

–Rozumiem – powiedziała cichym głosem.
–Byłem na plaży z przyjaciółmi. Graliśmy w piłkę, piliśmy piwo i było 

nam   dobrze.   Wyrwaliśmy   się   z   kieratu   codziennych   obowiązków. 
Chłonęliśmy słońce i pozbywaliśmy się nadmiaru energii.

Zatrzymał się przed Jessicą i mówił dalej.
–Większość moich przyjaciół już poszła, a ja szedłem brzegiem plaży i 

wtedy spotkałem Mary Jo. Wyszła na spacer z psem i on jej się wyrwał. 

background image

Goniła go po plaży, a ja, jak przystało na dżentelmena, złapałem smycz. 
Podziękowała   mi   i   zaczęliśmy   rozmawiać.   Ona   jest   mała   i   ładna,   ma 
brązowe oczy, które... Ale to wszystko już nieważne.

–Od razu ją polubiłeś? 
Evan skinął głową.
–Była w niej jakaś świeżość, entuzjazm, który aż kipiał. Od pierwszej 

chwili   wiedziałem,   że   chcę   ją   lepiej   poznać,   więc   zaproponowałem   jej 
kolację. Odmowa zaskoczyła mnie.

Dla Evana to rzeczywiście musiała być nowość, pomyślała Jessica.
– Czy podała ci powód odmowy?
– Niejeden, ale udało mi się ją przekonać, że niepotrzebnie ma obiekcje. 

Cudownie  się   śmiała.  Łapałem  się   na  tym,  że  mówię  różne  absurdalne 
rzeczy   tylko   po   to,   żeby   usłyszeć   jej   śmiech.   Jej   bliskość   mnie   samego 
skłaniała do śmiechu. To był mój najweselszy dzień od wielu lat.

– Więc umówiła się z tobą?
– Niezupełnie. – Evan zatopił się we wspomnieniach i milczał przez 

długą chwilę. – Spędziłem z nią resztę dnia i prawie całą noc. Rozpaliliśmy 
na plaży ognisko i rozmawialiśmy do rana. Potem zaczęliśmy się regularnie 
spotykać. Przynosiła ze sobą ożywienie i wesołość. Żyliśmy w zupełnie 
innych   warunkach.   Mary   Jo   jest   najmłodsza   z   całej   sześcioosobowej 
rodziny, i jest jedyną córką. Którejś soboty jej matka zaprosiła mnie na 
obiad. Jeszcze nigdy nie widziałem takiej gromady pod jednym dachem. 
Wszędzie biegały dzieci. Kilka szwagierek Mary Jo było w ciąży. Wcześniej 
nie znałem takiej rodziny, tych przekomarzań, żartów, wesołości. Zrozum 
mnie dobrze. Sam  mam  dużą rodzinę, lecz tamta jest inna.  Czułem się 
wśród nich naprawdę dobrze.

– A oni na pewno czuli się dobrze z tobą. 
Spojrzał na nią z powątpiewaniem.
– Chciałbym, żeby tak było.
– Co się wydarzyło potem? – ponagliła Jessica, gdy zamilkł na chwilę. 

Była ciekawa szczegółów.

– Już pierwszego dnia, na plaży, wiedziałem, że się w niej zakocham. – 

Mówił   tak   cicho,   że   z   trudem   odróżniała   słowa.   –   Nie   traktuję   miłości 
lekko, ale wtedy czułem się jak porażony... dlatego wiedziałem.

–   Doskonale   to   rozumiem   –   powiedziała.   Tak   samo   się   czuła   przy 

Damianie.

– Kiedy poznałem jej rodzinę, zdałem sobie sprawę, jak bardzo chcę się 

background image

z nią ożenić, jak bardzo chcę, żebyśmy mieli pięcioro albo sześcioro dzieci. 
Dom Summerhillów był pełen miłości i chciałem, żeby kiedyś moje dzieci 
też wyrosły w takiej szczęśliwej, swobodnej atmosferze.

– Zdaje się, że Mary Jo to niezwykła kobieta – powiedziała Jessica 

łagodnie.

–Niezwykła – wyszeptał.
–Poprosiłeś, żeby została twoją żoną, prawda? 
–   Tak.   –   Na   twarzy   Evana   pojawił   się   bolesny   uśmiech.   –   Potem 

przedstawiłem ją rodzicom. Była onieśmielona bogactwem mojej rodziny, 
od  razu to zauważyłem. Kto by nie był, zobaczywszy po raz pierwszy 
Szepczące Wierzby. Moi rodzice mieli wątpliwości, czy pasujemy do siebie, 
ale kiedy poznali Mary Jo, zmienili zdanie.

–   Nie   przypominam   sobie,   żebym   słyszała   o   zaręczynach   – 

powiedziała Jessica.

–   Chciałem   dać   jej   pierścionek   z   brylantem,   ale   wybrała   z   perłą. 

Właśnie   skończyła   praktykę   po   studiach   i   zaczęła   pracować   jako 
nauczycielka. Wołała odwlec formalne ogłoszenie zaręczyn, do czasu gdy 
zaaklimatyzuje się w pracy, a przede wszystkim, gdy minie czterdziesta 
rocznica ślubu jej rodziców, która przypadała w październiku. Nie miałem 
specjalnej   ochoty   na   czekanie   –   przyznał   Evan   –   ale   zgodziłem   się, 
ponieważ... no cóż... ponieważ byłem gotów zrobić wszystko, czego chciała 
Mary Jo. – Przerwał i nabrał głęboko powietrza. – Po raz pierwszy za-
cząłem coś podejrzewać na początku października. Wynajdywała coraz to 
inne   usprawiedliwienia,   żeby   się   ze   mną   nie   zobaczyć.   Początkowo   je 
akceptowałem, bo sam byłem zajęty, i choć tęskniłem, nie robiłem z tego 
problemu. Oczywiście nie byłem z tego zadowolony, ale rozumiałem, że 
jest pochłonięta pracą i obowiązkami rodzinnymi. Kilka razy zajrzałem do 
jej rodziców. Wydawało mi się, że cieszą ich moje odwiedziny, a jej matka 
zawsze zapraszała mnie na obiad, jakby była przekonana, że głoduję. – 
Uśmiechnął się.

– To chyba bardzo mili ludzie.
Evan mówił dalej, jakby jej w ogóle nie słyszał.
–Kiedy Mary Jo odesłała mi pierścionek pocztą, czułem się ogłuszony. 

Miałem już kilka niespodzianek w życiu, przyjemnych i nieprzyjemnych, 
ale żadna nie była dla mnie takim szokiem.

Jessica poczuła złość do Mary Jo za brak odwagi, by spotkać się z 

Evanem   twarzą   w   twarz.   Jeśli   chciała   zerwać   zaręczyny,   nawet 

background image

nieformalne,   to   mogłaby   przynajmniej   powiedzieć   mu   to   osobiście. 
Odsyłanie pierścionka pocztą było tchórzliwe i okrutne.

– Pojechałem do niej wściekły – ciągnął Evan.
– Miałeś pełne prawo być wściekły. 
Pokręcił głową.
–Powinienem   był   odczekać,   ochłonąć.   Żałuję,   że   tak   nie   zrobiłem. 

Kiedy stanąłem przed nią, powiedziała, że jest ktoś inny – wyszeptał. – 
Początkowo jej nie uwierzyłem. Broniłem się przed myślą, że kobieta, której 
podstawową zasadą była uczciwość, mogłaby spotykać się z kimś za moimi 
plecami. To mi się nie mieściło w głowie. Ale myliłem się. – Znów zniżył 
głos do szeptu. – Widocznie spotykali się w szkole, gdzie ona uczy. On też 
jest nauczycielem. Być zaręczoną ze mną i jednocześnie kochać innego, to 
musiała być dla niej udręka.

Jessica spuściła oczy. Wprawdzie nie była zaręczona z Evanem, lecz 

spotykała się z nim – a jednocześnie kochała Damiana. Słuchając Evana, w 
myślach potępiała Mary Jo, a sama robiła właściwie to, co tamta.

–Zobaczyłeś ją na meczu? 
Evan skinął głową.
–Była z nim... Sądzę, że to był on. – W jego oczach znów pojawił się ból 

i Jessica miała ochotę się rozpłakać. Nad Evanem, ale i nad samą sobą. 
Ładna z nich para... każde zakochane w kimś innym, każde nieszczęśliwe. 
– Mary Jo to niezwykła kobieta – wyszeptał. – Szczęśliwy ten, kto się z nią 
ożeni...   –   przerwał,   a   na   jego   twarz   powrócił   dziwny   uśmiech,   będący 
połączeniem zachwytu i bólu. – Będzie wspaniałą żoną i matką.

–To wielkoduszne, co mówisz. W twojej sytuacji... 
– Gdybyś znała Mary Jo, mówiłabyś to samo. Podczas tych miesięcy, 

które upłynęły od naszego rozstania, doszedłem do wniosku, że w tym 
wszystkim istotną rolę odgrywała moja osobowość. Mary Jo była pierwszą 
kobietą, która ze mną zerwała. – Uśmiechnął się, jakby chciał powiedzieć, 
że   wcześniej   dobrze   na   to   zasłużył.   –   Myślę,   że   stałem   się   trochę   zbyt 
pewny siebie.

– Wszyscy jesteśmy temu w jakiś sposób winni. 
Spojrzał na Jessicę i twarz mu spoważniała.
– Zepsułem cały nasz wieczór, prawda?
–Wcale nie – odparła, spodziewając się, że wyczuje szczerość w jej 

głosie. Zrozumiała, jak żarliwie Evan kochał i jak głęboko tkwił w nim 
ciągle ból rozstania.

background image

Po   wysłuchaniu   opowieści   Evana   o   utracie   ukochanej   kobiety, 

utwierdziła się w przekonaniu, że nie może dopuścić, by teraz przez nią 
stało się to samo. Nie może dalej wprowadzać go w błąd, pozwalając mu 
wierzyć, że ich znajomość przerodzi się w coś, czym nigdy nie mogłaby 
być.

Minął tydzień. Przy każdej okazji Evan opowiadał jej coraz więcej o 

swym związku z Mary Jo. Doszła do wniosku, że każde zaproszenie, na 
kolację czy do teatru, to tylko pretekst do dalszych opowieści. Było to tak, 
jakby pękła w nim tama, jakby potrzeba, by dać ujście długo tłumionym 
emocjom, była zbyt silna, żeby mógł się jej przeciwstawić.

Ich spotkania przestały Jessicę niepokoić. Byli przyjaciółmi, nic więcej. 

Dzięki częstym rozmowom jej też udało się trochę przed nim otworzyć.

– Czy jesteś zakochana? – spytał niespodziewanie któregoś wieczora, 

gdy szli przez Boston Common.

– Chyba tak – odparła niepewnie. – Tak – potwierdziła szybko. – Ale to 

nie to, o czym myślisz.

– To znaczy...?
– Nie w tobie, więc niech ci się nie przewraca w głowie. – Zdała sobie 

sprawę, że to zabrzmiało obraźliwie, więc natychmiast przeprosiła.

Evan roześmiał się.
Wieczór   był   piękny.   Gwiazdy   przypominały   iskrzące   się   cekiny, 

zawieszone tak nisko, że wydawały się przyczepione do gałęzi drzew.

– Wiesz, że to miłość, prawda?
– O, tak – szepnęła.
– Czy ten tajemniczy mężczyzna też cię kocha?
–Nie... nie wiem. Chciałabym, żeby tak było. Prawdę mówiąc, nic na to 

nie wskazywało. 

Damian nadal jej unikał. Od czasu gdy przez chwilę spotkali się w 

biurze, nie rozmawiała z nim ani razu.

Codziennie przychodził do biura punktualnie o ósmej i wychodził o 

piątej po południu. Przypuszczała, że jego rozkład dnia jest związany z 
zaangażowaniem w kampanię wyborczą ojca, więc jeśli chciała się z nim 
spotkać, musiała szukać okazji w czasie pracy. Okazało się, że chyba łatwiej 
uzyskałaby audiencję u papieża. Nie mogła pojąć, jak to możliwe, żeby ktoś 
potrafił tyle zrobić w ciągu jednego dnia. Próbowała z nim porozmawiać, 
lecz zawsze ktoś był w pobliżu.

background image

Zaczęła  tracić cierpliwość. I  gdy już była gotowa podnieść  ręce  do 

nieba i krzyczeć ze złości, nadarzyła się okazja. Zupełnie przypadkowo, 
kiedy najmniej się tego spodziewała.

Szepczące Wierzby. Jego dom rodzinny.
Evan dowiedział się od jej matki, że Jessica grała w college'u w tenisa. 

Zaintrygowany,   zaproponował   jej   mecz.   Uznała,   że   to   może   być   miły 
sposób   spędzenia   sobotniego   popołudnia,   i   zgodziła   się.   Ponieważ 
zapomniał   zarezerwować   kort   w   klubie   tenisowym,   pojechali   do 
Szepczących Wierzb.

Odbijali   piłkę   przez   całą   godzinę   i   Evan   zdecydowanie   wygrywał. 

Jessica nie była zaskoczona jego sportowymi umiejętnościami, ale chciała 
mu zaimponować i nadwerężyła sobie kolano. To nie było nic poważnego, 
ale nalegał, by przerwali grę.

Poszli roześmiani w kierunku domu. Szybko zapomnieli o kolanie. Z 

daleka   zauważyli   matkę   Evana,   która   siedziała   w   samochodzie   i 
bezskutecznie próbowała go uruchomić. Za godzinę musiała być w sztabie 
wyborczym, więc denerwowała się coraz bardziej.

– Nie martw się, mamo – powiedział Evan i pocałował ją czule w 

policzek. – Zawiozę cię.

–   Nie  ma   mowy   –  zaprotestowała   Lois   Dryden   i  spojrzała   na   jego 

dwuosobowe sportowe auto.

– Przecież mówiłaś, że dałaś Richmondowi wolny dzień – powiedział i 

otworzył drzwi swego samochodu. – Wsiadaj, mamo, nie ma rady.

– A co będzie z Jessicą?
–   Doskonale   potrafię   zająć   się   sama   sobą   –   zapewniła   Jessica. 

Poczekała, aż samochód odjechał, otarła ramieniem pot z czoła i weszła do 
domu. W lodówce w kuchni znalazła zimną wodę mineralną.

Nuciła  pod   nosem  popularną  melodię, gdy  drzwi  kuchni  nagle  się 

otworzyły.

– Mamo, co ty tu jeszcze robisz? Powinnaś już być... – Damian stanął 

jak wryty. – Jessica?

–   Twoja   mama   nie   mogła   uruchomić   samochodu,   więc   pojechała   z 

Evanem – wyjaśniła.

–   Pojechała   z   Evanem...   W   takim   razie   zobaczę,   co   się   stało   z   jej 

samochodem. – Już chciał być od niej daleko.

–Damianie...   –   Nagle   przypomniała   sobie   pomysł   Cathy:   bolące 

kolano. Właśnie ją bolało, co prawda lekko, ale trudno byłoby o lepszy 

background image

moment, by to wykorzystać.

Skupiła   się   na   swej   prawej   nodze   i   pokuśtykała   w   jego   stronę. 

Nienawidziła uciekania się do tego rodzaju podstępnych metod, lecz za 
wszelką   cenę   chciała   z   nim   porozmawiać.   Na   pewno   jej   wybaczy,   jeśli 
pozna prawdę.

Spojrzał na jej kolano z wyraźnym niepokojem. Miała na sobie białą 

koszulkę i krótką tenisową spódniczkę.

– Co z twoim kolanem? – zapytał i podszedł do niej.
– Nic mi nie jest – szepnęła.
– Usiądź. – W jego głosie bynajmniej nie było czułości. – Czy Evan o 

tym wie?

– Tak, ale to nic wielkiego – wykrztusiła. Przysunął taboret i posadził 

ją.   Zamknęła   oczy,   poczuwszy   dotknięcie   jego   rąk.   Boże,   jak   za   nim 
tęskniła! Od wielu dni czekała na okazję, żeby być z nim sam na sam, i 
teraz nie miała zamiaru jej stracić. – Musimy porozmawiać – powiedziała. – 
Słuchaj, ja...

– Porozmawiamy, jak obejrzę twoje kolano. Co u licha opętało mojego 

brata, że cię zostawił w takim stanie?

– Damianie, posłuchaj, proszę.
– Później. – Zaczął wkładać lód do plastikowej torebki.
Zdenerwowana, wstała i, kulejąc, poszła w jego stronę.
– Nic mi nie będzie. To pewnie tylko naciągnięty mięsień.
–   Powinien   cię   zbadać   lekarz   –   powiedział   stanowczo.   Jeszcze   raz 

posadził ją na taborecie, a na drugim oparł jej nogę. Do kolana przyłożył 
torebkę z lodem.

– Muszę z tobą porozmawiać o Evanie i o mnie. Nie kocham Evana, a 

on nie kocha mnie. Jesteśmy przyjaciółmi, nic więcej. On kocha Mary Jo, a 
ja kocham...

– Masz trzymać lód na kolanie co najmniej przez dwadzieścia minut, 

rozumiesz?

Jessica podniosła się z taboretu i wrzuciła lód do zlewu. Była wściekła.
–   Musisz   mnie   wysłuchać,   Damianie!   Wiem,   że   sama   wszystko 

komplikuję.   Nie   powinnam   była   wykorzystywać   kolana,   żeby   cię   tu 
zatrzymać, ale wydawało mi się, że to jedyny sposób.

– Więc skręciłaś nogę, czy nie?
– Tak, ale tylko trochę. Chcę porozmawiać o nas. O tobie i o mnie.
– Jessico – odparł, z trudem ukrywając zniecierpliwienie – spotykasz 

background image

się z moim bratem.

– Twój brat i ja jesteśmy przyjaciółmi, to wszystko. Ile razy muszę ci to 

powtarzać?

–   Evan   się   zmienił   –   stwierdził   stanowczo.   –   Sądzisz,   że   tego   nie 

zauważyłem? Po wielu miesiącach jest wreszcie sobą. Odzyskaliśmy Evana 
dzięki tobie.

–Być może, ale nie w taki sposób, jak myślisz.
–Nieważne, co myślę – powiedział ze złością. – Spotykasz   się   z   moim 

bratem, więc nie może być żadnego „ty i ja”. Rozumiesz?

– Nie! – krzyknęła. – Nie rozumiem!
– Musi tak być, Jessico.
– Ale dlaczego? – Ledwie go widziała przez łzy. Nie odpowiadał przez 

kilka długich jak wieczność sekund.

– Bo już tak jest.
–   Czy...   czy   to   znaczy,   że   chcesz,   żeby   tak   było?   –   Gardło   miała 

ściśnięte. Dłonie zwinęła w pięści.

–Tak – odparł po chwili, która wydawała się najdłuższą chwilą w jej 

życiu. – Chcę, żeby tak było.

Odwróciła się do niego plecami. Jak to dobrze, że nie wyznała mu swej 

miłości! I bez tego czuła się upokorzona.

– Jessico... – W jego ustach zabrzmiało to jak wymówka.
Zwiesiła głowę. Była pewna, że zaraz odejdzie, tak jak zwykle – ale nie 

zrobił tego. Odwrócił ją ku sobie i objął, jakby musiał poczuć jej bliskość, 
jakby tylko dzięki temu mógł się uchronić przed szaleństwem. A potem 
przycisnął wargi do jej ust.

Ten pocałunek był gwałtowny i pełen pożądania, zupełnie inny niż 

poprzednie. Przywarła do niego i zapomniała o wszystkim. Był tylko on i 
radość, że jest w jego ramionach. Pieściła twarz Damiana rozbieganymi 
palcami. Odchyliła głowę, a on pokrywał pocałunkami jej policzki i szyję.

– Dość – jęknął i spróbował uwolnić się z jej ramion. Nie puściła go. 

Objęła za szyję i ukryła twarz na jego piersi. – Jessico, proszę. – Kiedy 
rozrywał jej splecione ręce, czuła, że drży podobnie jak ona. Objął jej dłonie 
i pochylił się ku niej.

Dźwięk zamykanych frontowych drzwi zabrzmiał jak grzmot. Damian 

odsunął   się   i   stał   już   do   niej   tyłem,   gdy   do   kuchni   wszedł   Evan, 
pogwizdując. Zobaczył brata i zatrzymał się.

–   Cześć,   Damianie.   Cieszę   się,   że   dotrzymałeś   towarzystwa   mojej 

background image

dziewczynie.

Damian mruknął coś na temat samochodu matki i wyszedł z kuchni, 

ledwie skinąwszy bratu głową.

Jessica myślała, że pęknie jej serce.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

–Dziękuję ci – powiedział Evan, gdy pół godziny później wysiadali z 

samochodu   pod   jej   domem.   –   Wiesz,   w   poniedziałek   będzie   uroczysta 
kolacja,   na   którą   mój   ojciec   zaprasza   trzystu   najbliższych   znajomych. 
Chciałbym, żebyś poszła na nią ze mną.

Jessica   spojrzała   na   Evana   i   uświadomiła   sobie,   że   nie   wie,   co 

powiedział.   Była   pełna   bólu.   Damian   nie   kochał   jej,   nie   chciał.   Prawie 
wyznała mu miłość, a on ją odtrącił i odszedł.

– Jessico, nic ci nie jest?
– Czuję się świetnie – skłamała, choć była bliska płaczu.
– Mówiłem ci o kolacji.
Spojrzała na niego ze zdziwieniem. Kolacja?
– W poniedziałek wieczorem – powiedział powoli i pomachał jej ręką 

przed oczami. – Może jednak mi powiesz, co się z tobą dzieje?

– Czy mogę już pójść na górę? – zapytała, zamiast mu odpowiedzieć. 

Nie miała nastroju do wyjaśniania czegokolwiek, a zwłaszcza tego, co się 
wydarzyło między nią a Damianem.

– Proszę bardzo.
Odprowadził   ją   do   mieszkania,   wyjął   jej   z   rąk   rakietę   tenisową   i 

schował do szafki w przedpokoju, a potem poszedł za nią do kuchni i 
podał jej szklankę wody z lodem.

Jessica usiadła przy stole i uśmiechnęła się.
–Czuję   się   świetnie   –   powiedziała,   i   tym   razem   kłamała   już   nieco 

mniej. Owszem, została zraniona, lecz było to precyzyjne ciecie, głębokie i 
szybkie.

Wiedziała teraz to, czego się spodziewała od początku. Damian jej nie 

kochał.

– Dziękuję, Jess – powiedział jeszcze raz Evan, i choć były to zwykłe 

słowa, wyczuła w nich głębsze znaczenie.

–   Za   to,   że   pozwoliłam   się   pokonać   w   tenisa?   –   zapytała,   choć 

wiedziała, że miał na myśli coś znacznie więcej.

Uśmiech zniknął z jego oczu.
–Za to również, lecz przede wszystkim za cierpliwe wysłuchiwanie 

mnie   przez   kilka   dni.   Rozmowa   o   Mary   Jo   rozjaśniła   mi   w   głowie. 

background image

Uświadomiłem sobie, co było złego między nami i jak bardzo ciągle ją 
kocham. – Westchnął z bólem.

– To nie grzech, Evanie.
– Pomogła mi rozmowa. Może więc warto, żebyś i ty mi opowiedziała, 

co cię gnębi? Nie oszukasz mnie, widzę łzy w twoich oczach.

Spuściła wzrok i zaczęła się wpatrywać w szklankę. 
– Nie... nie jestem jeszcze przygotowana, żeby o tym mówić. Nie złość 

się na mnie. Muszę najpierw uporządkować swoje uczucia.

–   Rozumiem.   –   Ujął   jej   dłoń.   –   Czy   pójdziesz   ze   mną   na 

poniedziałkową kolację?

– Dobrze – zgodziła się, choć początkowo chciała odmówić. Doszła do 

wniosku, że siedzenie w domu i użalanie się nad sobą nic nie pomoże. Od 
tej chwili miała zamiar bawić się i cieszyć życiem.

–   Damian   też   tam   będzie   –   zawiesił   głos,   jakby   spodziewał   się 

komentarza.

Skinęła głową. Po dzisiejszym popołudniu to nie robiło jej różnicy.
– Ma kogoś przyprowadzić – dodał. – Czy masz coś przeciwko temu, 

żebyśmy siedzieli przy jednym stole?

– Ani trochę – odparła pogodnie. – Im nas będzie więcej, tym będzie 

weselej.

– Pomyślałam sobie, że przejrzymy twoją szafę, zanim pojedziesz na tę 

kolację   –   powiedziała   Cathy,   wchodząc   do   mieszkania   Jessiki.   Jessica 
zrozumiała swój błąd już w chwilę po tym, gdy powiedziała przyjaciółce o 
zaproszeniu. Cathy od razu uparła się, że to ona wybierze jej sukienkę.

–Od wielu lat bez problemów sama sobie radzę z ubieraniem się – 

podjęła próbę obrony.

Cathy już buszowała wśród sukienek, przesuwając je to w tę, to w 

drugą   stronę,   jakby   to   było   zadanie   o   pierwszorzędnym   znaczeniu. 
Przerwała na chwilę i niecierpliwie tupnęła nogą.

– Nie masz pojęcia, jak się zawiodłam na Damianie. Czy jesteś pewna, 

że go dobrze zrozumiałaś? – Mówiła takim tonem, jakby wszystkiemu była 
winna Jessica.

– Nie ma mowy o nieporozumieniu – odparła stanowczo. Żałowała, że 

w  ogóle   cokolwiek   powiedziała  przyjaciółce.   Nie   zrobiłaby   tego,   gdyby 
Cathy nie była we wszystko wtajemniczona. – On nie chce mieć ze mną do 
czynienia. Nie mógłby tego wyrazić w sposób bardziej oczywisty.

background image

– Ja w to nie wierzę. Coś tu jest nie w porządku i ty to powinnaś 

wyjaśnić.

– Wiem, co to jest – zaoponowała Jessica. Nie trzeba było dzielić włosa 

na   czworo,   skoro   odpowiedź   była   taka   prosta.   Gdyby   Damianowi 
naprawdę   na   niej   zależało,   znalazłby   sposób,   żeby   wszystko   uporząd-
kować. Nie znalazł, bo mu nie zależało.

Cathy dalej badała zawartość szafy.
– Chyba przyjdziesz na premierę, prawda? – zapytała.
– Nic by mnie nie mogło zatrzymać. – Jessica była dumna z sukcesu 

Cathy,   która   dostała   świetną   rolę   Adelajdy   w   sztuce   „Chłopaki   i 
dziewczyny”, wystawianej przez bostońskiego producenta. Domyślała się 
też, że Cathy jest zakochana w reżyserze, Davidzie Carsonie. Wspominała o 
nim   ostatnio   kilkakrotnie   i   za   każdym   razem   jej   głos   jakby   lekko   się 
załamywał.

– Myślę, że zaproszę  też Damiana – rzuciła nonszalancko  Cathy. – 

Przecież   go   już   znam.   –   Spojrzała   na   Jessicę.   –   Nic   nie   masz   do 
powiedzenia?

–Rób, co chcesz, Cathy.
Cathy zaśmiała się krótko, ale wymownie.
– Nie oszukasz mnie, Jess, za dobrze cię znam. Nie wiem, co się stało 

Damianowi, ale możesz mi wierzyć, że wkrótce powróci.

– Szczerze w to wątpię. – Nie potrafiła ukryć pesymizmu.
Cathy wyjęła z szafy trzy sukienki i rozłożyła je na łóżku. Wzięła się 

pod   boki,   obeszła   łóżko   dookoła,   a   potem   dwie   z   nich   schowała   z 
powrotem.

Pozostała   długa   czarna   suknia,   gładka   i   połyskująca,   ze   srebrnymi 

ozdobami.

–Przymierz ją.
Jessica  niechętnie  zdjęła ubranie  i włożyła sukienkę  wybraną  przez 

Cathy. Odgarnęła włosy, żeby przyjaciółka mogła zapiąć suwak do końca. 
Potem podeszła do lustra i wydała pełne zawodu westchnienie.

– Przypominam Natashę ze szpiegowskiej kreskówki.
– Nic podobnego. Sukienka jest świetna.
– Chyba tylko wśród szpiegów. – A z drugiej strony, może to właśnie 

dobrze?   Jeśli   ma   siedzieć   przy   jednym   stole   z   Damianem   i   jego 
towarzyszką, to chciałaby mieć pewność, że zwróci na siebie jego uwagę, i 
że będzie wiedział, co traci.

background image

Evan   przyjechał   po   nią   pięć   minut   przed   czasem,   kiedy   właśnie 

kończyła makijaż.

–Jesteś piękna – powiedział. – Naprawdę piękna. 
Po tych słowach uznania czuła się pewniej – do czasu gdy znaleźli się 

przy stole, gdzie siedzieli już Damian i towarzysząca mu kobieta, wysoka 
blondynka, piękna i wyniosła.

–Nadine Powell – przedstawił ją Damian. – Mój brat Evan i Jessica 

Kellerman.

Jessica zerknęła na Damiana i z zadowoleniem zauważyła, że patrzy 

na nią jak dziecko na choinkę w dniu Bożego Narodzenia. Cathy miała rację 
– suknia była świetna. Damian nagle odwrócił wzrok, jakby zły na samego 
siebie, że nie potrafił zachować się obojętnie.

–Nadine. – Evan ujął jej dłoń i przytrzymał nieco dłużej, niż było to 

konieczne.

Kolacja trwała bardzo długo, głównie z powodu przemówień wielu 

gadatliwych  polityków.   Jessica   straciła  rachubę   co  do  liczby  mówców  i 
liczby   podawanych   potraw.   Przemówienia   prawie   uniemożliwiały 
prowadzenie konwersacji przy stole, lecz zdołała się dowiedzieć, że Nadine 
i Damian byli od dawna przyjaciółmi. Przyjaciółmi i niczym więcej, zaczęła 
wyjaśniać   Nadine,   oceniwszy   sytuację  zadziwiająco   trafnie.   Damian 
natomiast   zachowywał   się   tak,   jakby   Jessiki   tam   nie   było.   Przez   cały 
wieczór nie odezwał się do niej ani słowem.

Kiedy talerzyki po deserze zostały uprzątnięte, na niskiej estradzie, 

obok   dębowego   wypolerowanego   parkietu   do   tańca,   zaczęła   grać 
dziesięcioosobowa orkiestra.

–Zatańczymy? – zapytał Evan i wyciągnął rękę do Jessiki. Orkiestra 

grała   jej   ulubione   bigbandowe   melodie   z   lat   czterdziestych.   Evan 
wystukiwał rytm i kołysał się do taktu.

Odmówiła. Nie lubiła być pierwsza na parkiecie.
– Wolałabym przeczekać pierwsze tańce, jeśli pozwolisz.
– Ani myślę. – Poderwał ją z krzesła, zaprowadził na parkiet i, choć 

taniec był szybki, otoczył ramieniem i przytulił do siebie.

– Evanie – syknęła, zdając sobie sprawę, jakie muszą robić wrażenie. 

Wyglądali jak para zakochana do szaleństwa.

– Ciii... – szepnął jej do ucha.
– Co ci się stało?
– Mnie? – zapytał, po czym odrzucił głowę do tyłu i roześmiał się, 

background image

jakby   powiedziała   coś   bardzo   zabawnego.   –   Nic.   Po   prostu   dobrze   się 
bawię.

– Moim kosztem – szepnęła ze złością. – Niedługo wszyscy będą o nas 

mówić.

– Niech sobie mówią.
–Z tobą naprawdę jest niedobrze – stwierdziła. Znów się roześmiał.
–Niekoniecznie. Ale zaraz wszystko powinno być w porządku.
Nie miała pojęcia, co Evan ma na myśli, ale nie chciała ciągnąć tej farsy. 

Gdy tylko melodia się skończyła, wysunęła się z jego objęć i wróciła do 
stołu.

–   Jessice   dokucza   kolano   –   wyjaśnił   Evan,   po   czym   bez   żadnych 

wstępów poprosił Nadine i poszedł z nią na parkiet. Damian wyglądał na 
wyprowadzonego z równowagi.

– No cóż – powiedziała Jessica z poważną miną. – Do odważnych 

świat należy.

Damian zmarszczył brwi.
– Mógł poprosić kogoś innego. – Zacisnął palce wokół szklanki i skupił 

się   na   obserwowaniu   tańczących   par.   Dobrze,   że   nie   chce   ze   mną 
rozmawiać, pomyślała Jessica. Bardzo dobrze. Uważała, że wszystko już 
zostało   powiedziane;   Damian   widocznie   był   tego   samego   zdania.   –   Jak 
twoje kolano? – zapytał niespodziewanie.

–   Zupełnie   dobrze.   To   tylko   Evan   znalazł   sobie   pretekst,   żeby 

zatańczyć z Nadine.

Spowiły   ich   nastrojowe   dźwięki   muzyki.   Po   chwili   Jessica   zaczęła 

wystukiwać rytm nogą. Żałowała, że nie chciała zostać dłużej na parkiecie.

–Chodźmy – powiedział Damian, wyraźnie bez entuzjazmu. Wstał i 

podał jej rękę.

Spojrzała na niego ze zdziwieniem.
–Nie ma nic gorszego, niż siedzieć obok kobiety, która najwidoczniej 

chce tańczyć.

– Ja... – Zamierzała powiedzieć, że nie ma nic gorszego, niż tańczyć z 

kimś, kto najwidoczniej nie chce być jej partnerem. Ale zanim zdążyła się 
odezwać, wziął ją za rękę i poprowadził na parkiet. Po drodze mruczał coś 
pod nosem niewyraźnie. Zrozumiała tylko, że chodziło o Evana i że nie był 
z niego zadowolony.

Chętnie   udusiłaby   Evana   za   to,   że   zostawił   ją   samą   z   Damianem. 

Orkiestra grała szybkie melodie, lecz kiedy weszli na parkiet, rozpoczęła 

background image

wolny, romantyczny utwór. Światła przygasły, a Jessica w duchu jęknęła.

– Poczekajmy na następny – zaproponowała.
– Nie ma mowy – odparł i wziął ją w ramiona. Nie rozumiała, dlaczego 

poczuwał   się   do   obowiązku   zatańczenia   z   nią.   Obejmował   ją   sztywno, 
jakby bał się jej bliskości. Był wyprostowany, patrzył wprost przed siebie. – 
Rozluźnij się – szepnął niecierpliwie. – Przecież nie gryzę.

–   Ja?   –   zapytała   ze   zdziwieniem.   –   Czuję   się,   jakbym   tańczyła   z 

manekinem.

– No dobrze, spróbujmy oboje.
Nie zdawała sobie sprawy, że była tak spięta. Zamknęła oczy i głęboko 

westchnęła. Czuła, jak opada napięcie z Damiana. Kiedy otworzyła oczy, 
objął   ją   mocniej.   Oparła   głowę   o   jego   policzek.   Ich   ciała   poruszały   się 
łagodnie w rytm muzyki. Ulga, jaką jej to przyniosło, była warta każdej 
minuty oczekiwania, by znaleźć się w jego ramionach.

To jest moje miejsce, pomyślała ze smutkiem; to zawsze było moje 

miejsce.   Damian   na   pewno   też   to   czuje.   Gdyby   było   inaczej,   czy 
obejmowałby mnie tak, jakbym była czymś najcenniejszym na świecie? Dla-
czego   dotykałby   ustami   moich   włosów,   jakby   nie   mógł   się   doczekać 
pocałunku?

Oboje milczeli; obawiali się, że słowa zepsują nastrój. Muzyka ucichła, 

a ona nadal tuliła się do Damiana, nie chcąc, by minęły te chwile błogości.

–   Powinniśmy   wrócić   do   stołu   –   odezwał   się   Damian.   Brak 

przekonania w jego głosie dał jej nadzieję.

– Nie widzę Evana ani Nadine. Czy chcesz zatańczyć jeszcze raz? – 

zapytała.

Milczał przez długą chwilę, a potem powiedział ochryple: – Tak.
– Ja też chcę.
– Jessico, posłuchaj...
Nieśmiało   podniosła   głowę   i   spojrzała   na   niego.   W   oczach   miała 

tęsknotę tak wielką, że nie potrafiła jej ukryć.

–Nie teraz, Damianie, proszę.
Zamknął na moment oczy, westchnął i kiwnął głową.
Straciła poczucie czasu. Wiedziała, że tańczą dużo dłużej niż powinni. 

Spoglądała w kierunku stołu, lecz nie było tam ani Nadine, ani Evana.

Damian zaczął zdradzać oznaki zdenerwowania dopiero wtedy, gdy 

orkiestra  zagrała szybciej. Wiedziała, że coś  jest nie w porządku, kiedy 
tylko wypuścił ją z ramion. Patrzyła na jego zaciętą minę i niczego nie 

background image

rozumiała.

– Braciszek zapłaci mi za to – mruknął.
– Za co? – zapytała cichym głosem.
Zamiast   odpowiedzieć,   zacisnął   zęby.   Widać   było,   że   stara   się 

opanować.

Usiedli   przy   stole   jak   obcy.   Jessica   nie   mogła   tego   znieść.   Wstała, 

przeprosiła   i   obeszła   sąsiednie   stoliki,   witając   się   ze   znajomymi.   Gdy 
wróciła,   obok   Damiana   siedział   Evan.   Nadine   nigdzie   nie   było   widać. 
Bracia rozmawiali ze sobą gwałtownie, lecz na jej widok Damian zamilkł i 
zaczął patrzeć w innym kierunku.

– Zaniedbuję cię – powiedział Evan ze skruchą, ująwszy jej rękę w 

swoje dłonie. – Przepraszam, Jessico. Czy możesz mi wybaczyć?

–Oczywiście.   –   Cóż   innego   mogłaby   zrobić?   Zażądać,   żeby   ją 

natychmiast   odwiózł   do   domu?   To   byłoby   idiotyczne.   Zwłaszcza   że 
uważała   go   tylko   za   przyjaciela.   A  poza   tym,   dzięki   niemu   mogła   być 
długo z Damianem.

Kilka   minut   później   wróciła   Nadine,   zdyszana   i   roześmiana.   Cała 

czwórka zamówiła drinki. Kelnerka właśnie je przyniosła, gdy do stołu 
podeszli Walter i Lois Drydenowie.

–Mamy nadzieję, że się dobrze bawicie. 
Evan powiedział, że oczywiście tak.
Lois uśmiechnęła się życzliwie do Jessiki, a potem delikatnie położyła 

dłonie na jej ramionach, pochyliła się i zbliżyła twarz do jej twarzy.

– Tyle ci zawdzięczamy – powiedziała i pocałowała ją w policzek.
– Ależ nie. – Słowa pani Dryden wprawiły ją w zakłopotanie.
–   To   prawda.   Powiedz   sam,   Walterze.   Już   niemal   wpadliśmy   w 

rozpacz w związku z tym, co się działo z Evanem, i nagle wszystko się 
zmieniło, gdy tylko zaczęłaś pracować w firmie.

– Mamo... – Evan też nie wyglądał na zachwyconego.
– To prawda. Nawet nie wiesz, jak bardzo jesteśmy zadowolone, Joyce 

i ja, że się tak często oboje widujecie – ciągnęła Lois Dryden.

–   Muszę   przyznać   rację   twojej   matce   –   powiedział   Walter   Dryden 

głębokim, dźwięcznym głosem. – Jesteś zdolnym człowiekiem, Evanie, i 
przed tobą wspaniała przyszłość. To było diabelnie przykre patrzeć, jak 
marnujesz życie z powodu kobiety, która nie może być twoja. Wszystko się 
zmieniło, od kiedy spotykasz się z Jessicą.

Po tych słowach przy stole zapanowała nienaturalna cisza. W kilka 

background image

minut po odejściu państwa Drydenów pożegnali się pod jakimś pretekstem 
Damian   i   Nadine.   Evan   też   nie   miał   ochoty   zostać   dłużej.   Jessica   z 
przyjemnością znalazła się w domu. Miała już tego dość.

Prawie   przez   całą   noc,   zamiast   spać,   rozmyślała.   O   świcie   podjęła 

decyzję. Rano weszła do biura stanowczym krokiem, z oczami piekącymi z 
niewyspania.

–Muszę   się   zobaczyć   na   chwilę   z   panem   Drydenem   –   powiedziała 

sekretarce Damiana.

W   jej   głosie   było   tyle   determinacji,   że   młoda   kobieta   natychmiast 

sięgnęła po słuchawkę, aby ją zapowiedzieć.

Wkroczyła   do   gabinetu   Damiana,   który   siedział   za   biurkiem   i   coś 

czytał. Podniósł oczy i spojrzał na nią, jak zawsze z nieodgadniona miną.

– Czym mogę ci służyć, Jessico?
–   Rezygnuję   z   pracy   w   tej   firmie,   od   zaraz   –   powiedziała 

kategorycznie.  Serce  jej  waliło.  Wiedziała,  że  ryzykuje,  bo  o   pracę  było 
trudno. Ale ważniejsza była jej psychika. Gdy będzie trzeba, znajdzie sobie 
pracę dorywczą. Albo w innej dziedzinie.

Jeśli   Damiana   zaskoczyło   jej   oświadczenie,   to   nie   pokazał   tego   po 

sobie. Był zupełnie spokojny.

– To nagła decyzja, prawda? 
– Tak... ale konieczna.
– Czy Evan już wie?
– Jeszcze nie – odparła. – Ponieważ to ty mnie przyjmowałeś, czułam 

się w obowiązku powiedzieć najpierw tobie.

–Byłbym ci wdzięczny, gdybyś mogła przepracować dwutygodniowy 

okres wypowiedzenia.

Jessica nie była pewna, czego oczekiwała. Niczego, powiedziała sobie, 

ale teraz wiedziała, że to nieprawda. W skrytości ducha modliła się, by 
Damian   poprosił,   żeby   powtórnie   wszystko   przemyślała,   by   chociaż 
spróbował ją nakłonić do zmiany decyzji. Zamiast tego spokojnie przyjął jej 
rezygnację, jakby był zadowolony, że odejdzie.

To było bolesne. Kiedy poczuła, że nie jest w stanie dłużej ukrywać 

cierpienia, odwróciła się i poszła w kierunku drzwi.

– Jessico.
Przystanęła, lecz już się nie odwróciła.
–Byłaś wartościowym pracownikiem naszej firmy. Będzie nam ciebie 

background image

brakowało.

Tylko tyle miał jej do powiedzenia. Diabelnie mało.
–Dziękuję – szepnęła, a potem wyszła z gabinetu. Rozdygotana usiadła 

przy biurku. Odczekała chwilę, żeby się uspokoić, a potem sięgnęła po 
słuchawkę i wykręciła numer Cathy.

–Co takiego?! – wrzasnęła jej przyjaciółka. Jessica nigdy przedtem nie 

prowadziła   prywatnych   rozmów   przez   służbowy   telefon,   ale   tego   dnia 
zrobiła wyjątek.

– Przecież słyszysz. Zwolniłam się.
– Ale dlaczego?
– To długa historia – mruknęła. – Powiem ci tylko, że mam dość tej 

całej bezsensownej gry.

– Damian cię kocha.
Dała się zwieść opiniom Cathy i własnemu głupiemu sercu, bo bardzo 

pragnęła, żeby tak było.

– Nie – wyszeptała. – Nie kocha.
–   Jessico,   Jessico,   Jessico   –   powiedziała   Cathy   zniecierpliwionym 

głosem – nie bądź taka w gorącej wodzie kąpana.

Miała do wyboru: zwolnić się albo oszaleć. Telefon do Cathy to był 

błąd; jej przyjaciółka po prostu nic nie rozumiała.

–Co powiedział Evan?
– Jeszcze nie wie – odparła niechętnie. Choć to i tak niczego by nie 

zmieniło. Evan nie miał takich argumentów, które mogłyby wpłynąć na jej 
decyzję.

–Informuj mnie o wszystkim, dobrze? Śledzenie tego, co się dzieje w 

twoim życiu, jest ciekawsze niż moje melodramatyczne seriale.

Do   pokoju   weszła   pani   Sterling.   Patrzyła   na   Jessicę,   jakby   miała 

wybuchnąć płaczem.

–Odchodzi pani!
To   biuro   miało   siatkę   informacyjną,   której   i   CIA   mogłoby 

pozazdrościć. Jessica nie zadała sobie trudu, żeby zapytać, skąd sekretarka 
Evana wie; to nie miało znaczenia.

– Ale nie może pani tego zrobić teraz, kiedy pan Dryden znów jest 
sobą.
– Przykro mi, że opuszczam was w potrzebie.
–Może pani przemyśli to jeszcze? – Jessica potrząsnęła głową. – Jeśli o 

mnie chodzi – powiedziała pani Sterling – to jestem zdania, że to niedobrze, 

background image

kiedy mężczyźni i kobiety z tego samego biura są sobą zainteresowani. To 
się zwykle kończy źle.

– Co się kończy źle? – spytał Evan, wchodząc do pokoju. Zatrzymał się 

przy biurku sekretarki i sięgnął po czekające na niego pisma.

– Jessica odchodzi – powiedziała pani Sterling otwarcie.
Evan rzucił pisma i odwrócił się w stronę Jessiki. Utkwił w niej wzrok i 

z niedowierzaniem otworzył usta.

–Czy to prawda?
Kiwnęła   głową.   Nie   wierzyła,   by   żywił   do   niej   choć   trochę 

prawdziwego uczucia, dopóki teraz nie zobaczyła żalu na jego twarzy.

–Chodź   do   gabinetu   –   powiedział   rozkazująco.   Kiedy   byli   już   w 

środku, zamknął drzwi. – O co tu chodzi?

Nie   mogła   sobie   przypomnieć,   żeby   kiedykolwiek   Evan   był   taki. 

Wyglądał i zachowywał się jak Damian.

–Pora ruszyć dalej – odparła niepewnie.
Nie wiedziała, czy powiedzieć – i ile – o prawdziwych przyczynach.
– Po niecałych dwóch miesiącach? 
Skrzyżowała ręce na piersi i wzruszyła ramionami.
– Czy dzień pracy jest za długi? 
– Nie.
– Płacimy ci za mało?
–Mam dobrą pensję. – Nie podobało jej się, że zmusza ją do obrony, 

więc zaczęła odzyskiwać stanowczość. A poza tym Evan jeszcze nie znał 
pewnej jej cechy – uporu.

– Musi  być  jakiś powód,  że praca ze mną stała się dla ciebie taka 

okropna.

– Nigdy nie powiedziałam, że praca z tobą jest okropna. – Opuściła 

ręce i zacisnęła pięści. Evan zachowywał się jak typowy prawnik.

– Więc nie podoba ci się firma. Czy cię czymś obraziliśmy?
–   Nie!   –   krzyknęła.   Miała   już   dość   tego   przesłuchania.   Evan 

zareagował   zupełnie   inaczej   niż   Damian.   Był   wyraźnie   zdenerwowany 
myślą o tym, że ją straci.

– W takim razie, dlaczego? Musisz mi to wyjaśnić – nalegał.
– Nie czuję się na siłach...
– Czy to ja coś zrobiłem? – Mówił teraz łagodniejszym tonem, jakby 

chciał ją uspokoić, pozyskać jej zaufanie.

–   Nie   –   zapewniła.   –   Jesteś   wspaniały...   jak   prawdziwy   przyjaciel. 

background image

Zachowam w pamięci spędzone z tobą chwile, Evanie, ale nie kochasz mnie 
ani ja ciebie nie kocham. Wydaje mi się, że powinniśmy cieszyć się tym, co 
nas łączy, ale nie możemy doszukiwać się czegoś, czego nie ma. – Ani 
pozwalać na to rodzicom, dodała w myślach.

Wyglądał na zaskoczonego.
– To nie powód, żeby rzucać pracę w firmie.
–   Być   może,   ale   ja   uważam,   że   tak   trzeba.   Damian   prosił,   żebym 

przepracowała   jeszcze   dwa   tygodnie,   co   oczywiście   zrobię,   ale   nie 
zamierzam zmienić zdania.

–   Trudno   –   zgodził   się   niechętnie.   –   A   tymczasem,   czy   masz   coś 

przeciwko temu, żebyśmy się nadal spotykali?

–Nie jestem pewna, czy to byłoby rozsądne. 
Odrzucił gwałtownie głowę, zdumiony jej odpowiedzią.
–Chyba nie mówisz poważnie?
–   Najzupełniej,   Evanie.   Czuję   się   dobrze   w   twoim   towarzystwie   i 

uważam cię za przyjaciela, ale...

–   To  może umówimy się na  kawę,  żeby porozmawiać  o dawnych 

czasach?

–Może – odpowiedziała, a na twarzy Evana pojawił się uśmiech, ten 

zniewalający uśmiech, któremu nie potrafiła się oprzeć żadna kobieta.

–   Mimo  wszystko   nie   zgadzam   się,   żebyś   zrezygnowała   z  naszego 

spotkania na żaglówce. Bardzo na nie liczę. Chyba mnie nie zawiedziesz?

–Nie zawiodę. – Poczuła przygnębienie, przypomniawszy sobie, że już 

dawno  obiecała  Evanowi,  że popływa  z nim   na  żaglówce.  Umówili się 
jeszcze  przed   ostatnią  uroczystą  kolacją,  zanim  nabrała   przekonania,  że 
chce się uwolnić od Drydenów.

Uśmiechnął się do niej promiennie.

Jessica została w pracy trochę dłużej, żeby zrobić porządek w biurku. 

Evan, nie zrażony jej niechęcią do dalszych spotkań, zaproponował kolację, 
lecz odmówiła. Również dlatego, że po ostatniej nocy była niewyspana i 
chciała jak najszybciej znaleźć się w domu.

Właśnie wychodziła, gdy w drzwiach swego gabinetu stanął Damian.
–Dobranoc – powiedziała uprzejmie i poszła korytarzem do windy.
Przez chwilę czekali razem i razem weszli do kabiny. Stali obok siebie 

jak   obcy.   Jessica   obserwowała   zapalające   się   kolejno   numerki   nad 
drzwiami.   Zaledwie   tydzień   wcześniej   byłaby   podekscytowana   takim 

background image

kilkusekundowym sam na sam z Damianem; teraz dałaby wiele, żeby tego 
uniknąć. Być tak blisko niego fizycznie, a tak daleko emocjonalnie – to była 
udręka w najczystszej postaci.

Drzwi windy rozsunęły się bezszelestnie i Jessica z ulgą znalazła się w 

holu. Teraz każde pójdzie w swoją stronę.

–Jessico. – W głosie Damiana słychać było irytację; nie wiedziała, czy 

na nią, czy na samego siebie. – Wracasz metrem?

– Tak. Stacja jest za rogiem. – Ruszyła ku wyjściu.
– Zawiozę cię do domu.
– Nie, dziękuję.
– Musisz się zgodzić – powiedział twardym tonem. – Pora,   żebyśmy 

porozmawiali.

Gdy rano wchodziła do jego gabinetu, serce biło jej mocno, teraz waliło 

jak oszalałe.

Bez słowa zaprowadził ją do podziemnego garażu. Kiedy już siedzieli 

w samochodzie, zapytał:

– Czy rozmawiałaś z Evanem o swojej rezygnacji? 
– Tak.
– Co powiedział?
Wykonała kilka niepewnych gestów.
–Poprosił, żebym się zastanowiła. 
– I co?
–Nic.   Przepracuję  jeszcze   dwa  tygodnie,   bo   mnie  o   to  prosiłeś,  ale 

decyzji nie zmienię.

Damian zacisnął ręce na kierownicy.
– Dlaczego, Jessico?
–   A   dlaczego   miałoby   cię   to   obchodzić,   Damianie?   –   odparła, 

wyprowadzona z równowagi. – Dziś rano nie mogłeś się doczekać, kiedy 
się mnie pozbędziesz.

– To nieprawda – powiedział ostro.
– Nie sądzę, żeby ta dyskusja cokolwiek rozwiązała. – Położyła rękę na 

klamce, zamierzając wysiąść.

Atmosfera była jak naładowana elektrycznością.
–Jessico, zostań na kilka minut. Proszę. – Mówił cicho, pozornie bez 

emocji.

Zawahała się.
– Dobrze. – Cofnęła rękę.

background image

– Czy złożyłaś rezygnację z powodu tego, co zaszło podczas kolacji? – 

zapytał.

Popatrzyła na niego zmieszana.
–Wczoraj wieczorem?
–   Evan   cię   po   prostu   zostawił.   Wiem,   że   twoje   uczucia   zostały 

zranione, ale...

–Poczekaj   –   powiedziała   i   odwróciła   się   do   niego,   spoglądając   mu 

prosto w oczy. – Szczerze mówiąc, sam w to nie wierzysz, prawda?

Na jego twarzy malował się wyraz zakłopotania.
–Mój brat, zostawiając cię w ten sposób, zachował się jak grubianin.
Od niepamiętnych czasów nie była tak wściekła. Rozsadzająca ją złość, 

gdy dała jej upust, przybrała postać czkawki.

– Myślisz... hik... że jestem tak płytka, że rzuciłabym... hik... pracę w 

napadzie... hik... zazdrości? Czy to... hik... chciałeś powiedzieć, Damianie?

Wysiadła z samochodu i trzasnęła drzwiami.
–Uważam... hik... że ta rozmowa... hik... prowadzi donikąd.
To powiedziawszy, pomaszerowała do domu. Wydawało jej się, że 

słyszy odgłos zamykania drzwi samochodu,  ale nie zadała sobie trudu, 
żeby się obejrzeć.

–Jessica! – zawołał, wpadając do pustego holu. Zawahała się. Czkawka 

nie ustąpiła i trudno jej było normalnie oddychać.

– Przykro mi – powiedział po chwili pełnej napięcia.
Wtedy   zrozumiała.   Przepraszał   za   coś   więcej   niż   ich   sprzeczka   w 

samochodzie. Chciał jej powiedzieć, jak bardzo żałuje, że jej nie kocha.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Przez   następne   dwa   tygodnie   Jessica   widywała   Damiana   tylko 

przelotnie.   Firma   zatrudniła   nowego   asystenta   prawnego,   Petera 
McNicholsa,   więc   pomagała   w   szkoleniu   tego   sumiennego   młodego 
człowieka.

Ostatniego dnia pani Sterling przyniosła wiadomość, że Damian chce 

rozmawiać z Jessicą.

–Mam   nadzieję,   że   zmieni   pani   zdanie   –   powiedziała   smutnym 

głosem. – Świetnie pani pracuje i bardzo mi przykro, że pani odchodzi. – 
Rzuciła domyślne spojrzenie w kierunku drzwi gabinetu Evana. – Jestem 
pewna, że panu Drydenowi też będzie pani brakowało.

W   ciągu   minionych   dwu   tygodni   Evan   kilkakrotnie   próbował   ją 

przekupić, lecz pozostała nieugięta. Jej decyzja, choć podjęta nagle, była 
słuszna.

Z   przyzwyczajenia   wzięła   notatnik   i   pióro   i   poszła   do   Damiana. 

Sekretarka od razu ją wpuściła.

Stał przy oknie, odwrócony do niej tyłem. Ręce założył za siebie, jak 

zwykle, gdy był zamyślony lub czymś się martwił. Zaczęła się zastanawiać, 
czy zmartwiło go jej odejście, lecz doszła do wniosku, że gdyby tak było, 
dawno by o tym powiedział.

–Chciałeś   mnie   widzieć?   –   zapytała   spokojnie.   Odwrócił   się   i 

uśmiechnął uspokajająco.

–Tak.   Siadaj,   proszę.   –   Wskazał   jej   krzesło,   a   sam   zajął   miejsce   za 

biurkiem. Wziął do ręki leżącą na środku kopertę i wręczył ją Jessice. – To 
dla ciebie – wyjaśnił. – Pozwoliłem sobie dodać niewielką premię.

–To nie było konieczne – powiedziała zaskoczona.
– Być może, lecz chciałem, żebyś wiedziała, iż nasza firma wysoko 

ocenia twoją pełną poświęcenia pracę nad sprawą Earla Kressa.

– Zostawałam dłużej, bo to było potrzebne.
– Wiem. – Odchylił się do tyłu i spojrzał na nią z ciekawością. – Czy 

znalazłaś już inną pracę?

– Nie. – Dopiero teraz będzie na to dość czasu, w ciągu następnych dni 

i tygodni, pomyślała smutno.

– Jeśli chcesz, z przyjemnością napiszę ci list polecający.

background image

To  była cenna  propozycja,  tym  bardziej że pracowała w firmie tak 

krótko.

– Będę bardzo zobowiązana. – List polecający na pewno się przyda.
–   Znam   dużo   firm,   które   mogą   być   zainteresowane   tak   dobrą 

asystentką prawną. Mógłbym do kilku zadzwonić w twoim imieniu.

Damian jest naprawdę wielkoduszny, pomyślała.
–Dziękuję. Będę ci wdzięczna.
Skinął głową. Jessica podniosła się z krzesła. Pożegnanie z Damianem 

okazało się o wiele trudniejsze, niż przypuszczała. Nie wiedziała, ile czasu 
upłynie, zanim znów go zobaczy. Ich rodziny są zaprzyjaźnione, lecz oni 
żyją   własnym   życiem.   Mogą   minąć   miesiące,   a   nawet   lata,   zanim   się 
spotkają.   Lecz   może   tak   będzie   najlepiej.   Nerwowo   bawiła   się   żółtym 
notatnikiem.

–Chcę, żebyś wiedział, że bardzo ceniłam sobie pracę z tobą i Evanem 

– powiedziała łamiącym  się głosem. – Daliście mi szansę,  mimo że nie 
miałam żadnego doświadczenia.

–Przez ten czas sprawdziłaś się wielokrotnie. 
Cofała się małymi krokami, aż plecami dotknęła drzwi.
–Dziękuję ci też – powiedziała zduszonym głosem – za wszystko inne.
Podniósł brwi z wyrazem zdziwienia.
–Za wspólne kolacje i nasz wieczór na Cannon Beach – dodała. Więcej 

nie odważyła się powiedzieć.

Była pewna, że gdyby teraz otworzyła przed nim serce, oboje czuliby 

się zażenowani. W oczach Damiana odbijał się smutek.

–Żegnaj, Jessico.
Odwróciła   się   i   nacisnęła   klamkę,   lecz   zanim   odeszła   z   jego   życia, 

zanim zrobiła ten pierwszy krok, spojrzała przez ramię, żeby zobaczyć go 
jeszcze raz, żeby zatrzymać w pamięci ostatnie wspomnienie o nim.

Damian stał tam, gdzie go widziała, gdy zjawiła się tu po raz pierwszy. 

Patrzył przez okno, ręce założył za siebie.

– Nie mogę uwierzyć, że tak się to odbyło. – Cathy, pełna oburzenia, 

chodziła po pokoju jak lew w klatce. Nie była w stanie usiedzieć na miejscu, 
od   chwili   gdy   Jessica   opowiedziała   jej   o   swoim   ostatnim   spotkaniu   z 
Damianem.

– A spodziewałaś się, że co mu powiem? – zapytała Jessica z irytacją. 

background image

Siedząca w niej romantyczka miała nadzieję, że Damian pobiegnie za nią, 
ale nic takiego się nie stało. Nawet Evan zdawał się podporządkować jej 
życzeniu. To był dla niej jeden z najbardziej emocjonalnie wyczerpujących 
dni w życiu, i czego jak czego, ale zarzutów przyjaciółki teraz nie potrzebo-
wała. – Gdyby miał dla mnie choćby odrobinę uczucia, to byłaby to dla 
niego najlepsza okazja, żeby coś powiedzieć. Jak myślisz?

– Lepiej, żebyś nie wiedziała, co myślę o tym człowieku – odparła 

ponuro Cathy.

–   List   polecający...   na   nic   więcej   nie   było   go   stać.   Damianowi 

Drydenowi  po   prostu  na   mnie  nie  zależy.  –  Klęczała  na   dywanie  przy 
stoliku. Wyszarpnęła kawałek pizzy z pudełka. Ser spadł na podłogę.

– Czy on wie, że nie widujesz się z Evanem?
– Oczywiście.
–Jesteś pewna? Powiedziałaś mu o tym? 
– Nie.
Cathy podniosła ręce w geście rozczarowania.
–No, to już wszystko jasne. On myśli, że spotykasz się z jego bratem.
–W  tym   tygodniu   Evan   dwa   razy   umówił   się   z   Nadine   Powell. 

Damian   o   tym   wie.   A   poza   tym,   Evan   i   ja   zawsze   byliśmy   tylko 
przyjaciółmi. Powiedziałam to Damianowi. Jak by na to nie patrzeć, nie jest 
mną zainteresowany, więc nie ma o czym mówić.

Cathy usiadła na dywanie i wzięła sobie kawałek pizzy.
–Jestem naprawdę zawiedziona.
– Ja też. – To było przesadnie lakoniczne, ale Jessica nigdy nie należała 

do ludzi, którzy rozwodzą się nad popełnionymi błędami. I jeszcze dużo 
czasu musiałoby upłynąć, żeby mogła uznać miłość do Damiana za błąd. 
Tymczasem dobrze poznała siebie i dużo się dowiedziała o miłości.

– Czy mi się zdaje, że mówiłaś, że podczas najbliższego weekendu 

masz zamiar pływać z Evanem żaglówką? – zapytała Cathy z wyraźną 
ciekawością.

– Nie. W czasie następnego.
– Aha! – Cathy wolną ręką uderzyła w stolik. – Więc jednak nadal 

widujesz się z Evanem. Niemożliwe, żeby Damian o tym nie wiedział. Nic 
dziwnego, że...

–Cathy – przerwała jej Jessica – daj spokój. Prawdopodobnie już nie 

będę widywała Damiana, a on najwidoczniej też chce, żeby tak było. Bóg 
mi świadkiem, że nie mogłam jaśniej wyrazić tego, co czułam.

background image

Cathy ze smutkiem potrząsnęła głową.
–   Jestem   chyba   większą   romantyczką,   niż   myślałam.   Byłam   taka 

pewna,   że   on   cię   kocha.   Przekonana,   że   mam   rację.   Chyba   dlatego,   że 
chciałam ją mieć. Tyle lat czekałam, żebyś się zakochała, a teraz, kiedy 
masz... – Jej głos cichł w miarę, jak robiła się coraz smutniejsza. – Taka 
byłam pewna – wyszeptała, a jej twarz przybrała wyraz zdziwienia, jakby 
miała ochotę zapytać, co u diabła było przyczyną niepowodzenia.

–Tu   jest   naprawdę   przyjemnie   –   powiedziała   Jessica.   Siedziała 

naprzeciw   matki   w   ich   ulubionej   restauracji   morskiej,   przy   stole   z 
widokiem na Back Bay. Zielone wody zatoki były spokojne, w oddali, jak 
korki, podskakiwały rybackie łodzie.

Joyce   Kellerman   rozłożyła   na   kolanach   płócienną   serwetkę   i 

uśmiechnęła się łagodnie.

Jessica w duchu jęknęła. Dobrze znała to spojrzenie, pełne bolesnego 

zawodu.   Właśnie   tak   patrzyła   na   nią   matka,   kiedy   dowiedziała   się,   że 
Jessica   zrezygnowała   z   lekcji   gry   na   fortepianie.   Albo   gdy   jako 
dwunastolatka   nie   chciała   pojechać   na   obóz   skautowski,   chociaż   matka 
była   drużynową.   To   był   matczyny   sposób   wyrażania   całkowitego 
rozczarowania postępowaniem córki. Jessica nie próbowała udawać, że nie 
wie, jaki jest powód tego wspólnego lunchu.

–Uważasz, że popełniłam błąd, zwalniając się z pracy, prawda, mamo?
Joyce Kellerman wyglądała na nieco zaskoczoną, że to Jessica zaczęła 

mówić na ten temat.

– Po prostu nie rozumiem, dlaczego. Nic więcej. To była dla ciebie 

wymarzona   posada,   u   zaprzyjaźnionej   rodziny.   Wydawało   się,   że 
współpraca między tobą a Evanem układa się bardzo dobrze. I nagle, bez 
widocznej przyczyny, zwalniasz się.

– Przyszła pora na zmianę – powiedziała Jessica niepewnie.
– Ależ przepracowałaś zaledwie dwa miesiące – zaprotestowała Joyce. 

–   Zmienianie   pracy   jak   rękawiczek   nie   wygląda   dobrze   w   życiorysie 
zawodowym. Wiesz, co o takim postępowaniu sądzi twój ojciec.

No tak, to było do przewidzenia. Zawiodła ojca, człowieka, który przez 

całe życie poświęca się, aby zapewnić jej szczęście.

– Praca u Drydenów stała się... nieprzyjemna, mamo. – Cóż mogła 

więcej powiedzieć?

– Muszę ci się przyznać, że Lois i ja same się za to winimy. Byłyśmy 

background image

obie tak podekscytowane, kiedy ty i Evan zaprzyjaźniliście się, że poniosła 
nas wyobraźnia. My już rozmawiałyśmy o ślubie i wnukach, a wy przecież 
dopiero zaczęliście się spotykać.

– Mamo, to nie było tak.
Joyce   kurczowo   zacisnęła   dłonie   na   blacie   stołu   i   nachyliła   się   do 

Jessiki.

–   Tak  mi   przykro   z   powodu   tego   wszystkiego.   Mam   nadzieję,   że 

przyjmiesz moje przeprosiny, Jessico.

–Mamo,  posłuchaj.  Między mną  i Evanem  nigdy nie  było  żadnych 

romantycznych uniesień. On kocha kogoś innego. Mieliśmy kilka długich 
rozmów, i wiem, że on po prostu nie ma ochoty na zaangażowanie się w 
nowy romans. To zupełnie zrozumiałe.

– Och, kochanie. Przepraszam, że się spóźniłam. – Do stołu podeszła 

podniecona Lois Dryden. 

Jessica była zaskoczona. To był jej pierwszy tydzień po rezygnacji z 

posady   w   firmie   Drydenów.   Kiedy   matka   zaproponowała   jej   lunch, 
potraktowała   to   jako   świetny   sposób   spędzenia   kilku   godzin   między 
rozmowami w sprawie pracy, na które umówił ją Damian. Nie wiedziała, 
że jej matka zaprosiła też Lois Dryden.

–Chyba jeszcze nigdy nie byłam taka zajęta! Prawybory za niecałe trzy 

tygodnie. – Lois odsunęła krzesło i usiadła obok przyjaciółki.

–   Mama  nic nie mówiła, że pani też tu będzie. – Jessica zerknęła na 

matkę   z   łagodnym   wyrzutem.   Jeszcze   tylko   brakowało   następnego 
śledztwa.

–   Mam  nadzieję,   że   to   ci   nie   przeszkadza   –   powiedziała   Lois 

skruszonym   tonem.   –   To   rzeczywiście   wygląda,   jakbyśmy   spiskowały 
przeciwko   tobie,   prawda?   Nie   mamy   zamiaru,   kochanie.   Po   prostu   je-
steśmy bardzo ciekawe, co się dzieje między tobą a Evanem.

Więc nie tylko jej matka szukała odpowiedzi. Pani Dryden także. I ta 

para coś knuła przeciwko niej.

– Obie jesteśmy za bardzo wścibskie – ciągnęła Lois – ale tak to już jest 

z matkami.

–   Jessica   mi   powiedziała,   że   Evan   nadal   kocha   kogoś   innego   – 

wyjaśniła Joyce.

– Mój Boże – odezwała się smutnym głosem Lois. – Tego się właśnie 

obawiałam. Czy to ta Mary Jo, w której był taki zakochany kilka miesięcy 
temu?

background image

Jessica spojrzała na zalane słońcem wody zatoki i westchnęła.
–Nie   chciałabym,   żeby   to   zabrzmiało   nieprzyjemnie,   ale   proszę 

zrozumieć, że Evan i ja jesteśmy przyjaciółmi i niezręcznie mi mówić o tym, 
czego dowiedziałam się od niego w zaufaniu.

Joyce Kellerman spojrzała z dumą na przyjaciółkę.
– Mówi zupełnie jak adwokat, prawda?
– To skutek zbyt długiego przebywania w towarzystwie moich synów. 

– Lois pochyliła się nad stołem z miną pełną ubolewania. – Obawiam się, że 
popełniłam straszny błąd, gdy Evan przyprowadził Mary Jo do naszego 
domu, żeby ją przedstawić.

–   To   przecież   nie   do   pomyślenia,   żebyś   ty   zrobiła   cokolwiek,   co 

mogłoby kogoś obrazić – powiedziała lojalnie Joyce.

–   Nietrudno   było   zauważyć,   że   to   nieśmiałe   biedactwo   czuje   się 

strasznie  skrępowane  w naszej  obecności. Próbowałam  ją przekonać,  że 
powinna   być   swobodniejsza,   ale   zdaje   się,   że   kiepsko   mi   to   poszło. 
Widzicie, to bardzo ważne, żeby Evan ożenił się z... odpowiednią kobietą...

– Z odpowiednią kobietą? – zdziwiła się nieco Jessica. Znała państwa 

Drydenów od dawna. Nie byli snobami. Tak wielkodusznych i prawych 
ludzi jeszcze nie spotkała.

– W przyszłości czeka Evana kariera polityczna – wyjaśniła Lois. – Być 

żoną   polityka   to   być   osobą   publiczną.   Wiem   coś   o   tym.   Przez   ostatnie 
tygodnie czułam się tak, jakbym to ja kandydowała do senatu, nie Walter.

Jessica miała zdziwioną minę.
– Evan nigdy nic nie mówił o swoim zainteresowaniu polityką.
– Ostatnio może nie, ale dawniej był bardzo zainteresowany i dużo na 

ten temat rozmawialiśmy.

– Powiedziałaś to wszystko Mary Jo? – spytała Joyce.
Lois skinęła głową. Jej spojrzenie zdradzało wyrzuty sumienia.
– Wiele razy myślałam o tamtej naszej rozmowie i teraz widzę, że 

zrobiłam więcej złego niż dobrego.

– Czy Evan wie, co jej pani powiedziała? – zapytała Jessica.
– Jestem przekonana, że mu nie powtórzyła. Potem zastanawiałam się, 

czy się z nią nie skontaktować. Może gdybym ją przeprosiła, potrafiłaby mi 
wybaczyć okropną pewność siebie.

Teraz już pewnie można by wyjaśnić, co zaszło między Mary Jo a 

Evanem,   pomyślała   z   bólem   Jessica.   Niestety,   za   późno.   Mary   Jo 
prawdopodobnie wyszła za mąż. Pewnie za tego nauczyciela.

background image

–Czuję się również odpowiedzialna za popsucie stosunków między 

tobą a Evanem – ciągnęła Lois. – Naprawdę staram się nie wtrącać do życia 
moich synów, słowo daję, ale nie zawsze mi się to udaje. Mam nadzieję, że 
wybaczysz mnie i Walterowi, że próbowaliśmy wywierać na was nacisk.

– Ależ proszę pani, niczemu nie jest pani winna.
– Jesteś taką kochaną dziewczyną, mieliśmy z Walterem nadzieję, że 

między wami wszystko będzie dobrze. –Przerwała   i   sięgnęła   po   menu.   – 
Piękna z was para.

–Dziękuję.
Podszedł kelner i przyjął zamówienie. Z Lois Dryden opadło napięcie.
–Coś gnębi Damiana – napomknęła. – Próbowałam go podpytywać, 

ale   wiecie,   jaki   jest   Damian.   Skryty   jak   jego   ojciec.   Evan,   dzięki   Bogu, 
bardziej   przypomina   mnie.   Zawsze...   no,   powiedzmy,   do   niedawna... 
wiedziałam, co myśli, bo nie kryje się ze swoimi uczuciami.

– I co z Damianem? – zapytała Jessica, starając się, żeby zabrzmiało to 

jak najbardziej zdawkowo.

–Kochanie, prawdopodobnie ty mogłabyś mi wyjaśnić więcej niż ja 

tobie – odparła Lois. – Widywałaś go znacznie częściej niż ja.

–Damian nie miał zwyczaju mi się zwierzać. 
Lois westchnęła głośno.
–Domyślam  się.  Wspomnicie  moje  słowa,  za  tym  się  kryje  kobieta. 

Może  sobie  być skryty jak jego ojciec, ale znam  swego syna. Myślę, że 
chyba się zakochał.

Jessica spojrzała na zatokę. Wiedziała, że jeśli matka Damiana mą rację, 

to chodzi tu o inną kobietę. Nie o nią.

–Jak już będziemy na łodzi, idź od razu na dół i rozpakuj jedzenie – 

pouczył ją Evan. Szli przez teren przystani, obok pływającego doku. Gdy 
dotarli na miejsce, pomógł Jessice wejść na pokład.

Zeszła   na   dół,   a   on   zajął   się   żaglami.   Postawił   kliwer   i   zaczął 

przygotowywać spinaker.

–   Wydaje   mi   się,   że   tego   jedzenia   wystarczyłoby   na   tydzień   – 

krzyknęła   spod   pokładu.   Dzień   był   piękny,   wiatr   jak   wymarzony   do 
żeglowania. Chociaż Evan odgrażał się wcześniej, że będzie kapitanem, a 
ona załogą, sam zajął się prawie wszystkim.

– Zaraz odbijamy – krzyknął. – Nie przestrasz się, kiedy poczujesz, że 

łódź się porusza.

background image

Jessica miała niewielkie pojęcie o żeglarstwie. Evan już przed kilkoma 

tygodniami   oświadczył,   że   musi   to   zmienić.   Wystarczy   jeden   dzień, 
twierdził, i będzie pierwszorzędną żeglarką. Widocznie naukę trzeba za-
cząć od kuchni, pomyślała.

Podśpiewując, wypakowała zawartość trzech dużych toreb. Wyglądało 

na to, że nie będą musieli żałować sobie jedzenia podczas tego weekendu. 
Właśnie   myła   rzodkiewki,   gdy   z   góry   dobiegły   ją   głosy.   Próbowała 
zobaczyć, z kim Evan rozmawia, ale nie mogła dojrzeć nikogo. Pewnie z 
kimś, kto stoi na brzegu, doszła do wniosku.

Po   minucie   rozległ   się   szum   silnika.   Evan   postawił   żagle   i   łódź 

zanurzyła się nieco. Gdy silnik ucichł, domyśliła się, że są już w bezpiecznej 
odległości od przystani.

Uporała się ze swoim zadaniem, wzięła kilka puszek z zimną wodą 

sodową i wspięła się na pokład. Dopiero po chwili zorientowała się, że jest 
tam ktoś oprócz nich.

To był Damian.
Rzuciła Evanowi oskarżycielskie spojrzenie, które jednak było niczym 

w porównaniu z tym, co wyrażał wzrok Damiana.

– Nie wiedziałam, że Evan cię zaprosił – odezwała się pierwsza.
– Nie wiedziałem, że zaprosił ciebie – odparł Damian.
Evan śmiał się od ucha do ucha, najwyraźniej zachwycony własnym 

sprytem.

– Czy nie wspomniałem, że wybiera się z nami Damian? – zapytał 

niewinnie.

– Nie – odpowiedziała. Wręczyła każdemu z braci puszkę i wycofała 

się do kuchni. Evan udawał, że ta sytuacja była wynikiem nieporozumienia, 
lecz wiedziała, że doprowadzi do niej celowo.

Po   kilku   minutach   Damian   poszedł   w   jej   ślady.   Siedziała   oparta   o 

burtę, z nogami wyciągniętymi wzdłuż miękkiej ławki. Otworzył lodówkę i 
wstawił do niej puszkę, jakby tylko w tym celu zszedł na dół.

–Chcę ci powiedzieć, że nie ja zaaranżowałem to spotkanie, jeśli tak 

myślisz.

Jessica nie miała mu nic do powiedzenia. Nie była na niego zła; on też 

został w to wmanewrowany. Nie wiedziała, jaką grę prowadzi Evan, ale 
nie chciała w niej uczestniczyć.

– Przypuszczam, że przez moją obecność masz zepsuty dzień, który 

zamierzałaś   spędzić   z   Evanem   –   powiedział   tonem   usprawiedliwienia. 

background image

Zajrzał do szafki, jakby szukał czegoś do zjedzenia. Wyjął torebkę chipsów. 
– Czy znalazłaś już pracę?

– Jeszcze nie, ale jestem umówiona na rozmowę. – Przypuszczała, że 

Damian o tym wie. Zorientowała się, że w nowej firmie zarekomendował ją 
niczym zesłaną przez niebiosa gwiazdę prawniczej profesji. Taka opinia 
bardzo zobowiązuje. – Czy mogę cię o coś zapytać?

– Oczywiście. – Usiadł naprzeciwko niej.
– Jeśli masz o mnie takie dobre zdanie, to dlaczego przyjąłeś moją 

rezygnację? – To niezupełnie uczciwe pytanie, uświadomiła sobie. Przecież 
sama chciała odejść.

–Czy chciałaś, żebym poprosił, byś została? 
Uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami.
– Myślę, że trochę tak, chociaż trudno mi się teraz do tego przyznać.
– Dlaczego zdecydowałaś się odejść? – Otworzył torebkę i podał jej. 

Jessica wyjęła garść chipsów i położyła je na stole, zadowolona, że może 
czymś zająć ręce.

–   Dlaczego   zdecydowałam   się   odejść?   –   powtórzyła   w   zamyśleniu 

pytanie. – Przede wszystkim z powodu tego, co zaszło na kolacji.

W oczach Damiana zabłysło oburzenie.
–   Więc   to   jednak   miało   coś   wspólnego   z   zainteresowaniem   Evana 

Nadine?

–   Nie   –   wybuchnęła.   –   Zwolniłam   się   z   powodu   presji   ze   strony 

rodziców. Oni właściwie zaręczyli Evana i mnie.

– Małżeństwo z moim bratem nie byłoby taką złą rzeczą.
–   Jak   możesz   choćby   sugerować   coś   takiego?   –   zapytała   drżącym 

głosem. Nigdy nie wyszłaby za człowieka, którego by nie kochała. – Co się 
z tobą dzieje, Damianie?

– Ze mną?
–   Słyszałeś   czy   nie,   co   powiedziałam   w   kuchni,   w   domu   twoich 

rodziców, niecałe trzy tygodnie temu?

Zmarszczył czoło.
–Tak – odpowiedział ze złością.
–Więc jak mogłeś powiedzieć coś tak głupiego? 
W oczach Damiana widać było wściekłość. Nie należał do mężczyzn, 

którzy tolerują obelgi.

Jessica   chwyciła   kilka   chipsów   i   wszystkie   naraz   włożyła   do   ust. 

Chrupanie czegoś kruchego i słonego pomagało jej rozładować napięcie.

background image

– Ale Evan...
–Jeśli ośmielisz się sugerować, że Evan mnie kocha – przerwała mu w 

pół słowa – to nie odpowiadam za siebie, przysięgam.

Damian wyglądał na zaskoczonego jej pełną złości ripostą. Zacisnął 

usta   i   zmarszczył   czoło,   a   potem   sięgnął   do   torebki   z   chipsami.   Przez 
chwilę   w   ciasnej   kuchni   słychać   było   jedynie   chrzęst   ziemniaczanych 
płatków.

–Wiesz na czym polega mój problem?
–Czyżbyś miała tylko jeden? – zapytał z sarkazmem. Jessica pominęła 

jego pytanie milczeniem.

–   Założyłam,   iż   mężczyzna,   który   jest   adwokatem   i   jednym   z 

najlepszych w Bostonie specjalistów od prawa spółek, będzie...

– Co tam u was na dole słychać? – dobiegł ich okrzyk Evana. – Czy już 

ze sobą rozmawiacie?

Jessica spojrzała w górę. Evan otworzył drzwi do kuchni i siedział 

teraz prawie prosto nad nimi, z ręką na sterze. Wiatr wichrzył mu włosy i 
opinał kurtkę na piersiach.

– Wymieniamy obelgi! – odkrzyknął Damian.
–   To   dobry   początek.   –   Głos   Evana   był   irytująco   wesoły.   –   Jedno 

musicie wiedzieć – dodał. – Nie zamierzam zawrócić, dopóki nie dojdziecie 
do porozumienia.

– W sprawie czego? – zapytała Jessica.
– Zaraz do tego dojdziemy. A teraz, Damianie, przyznaj się, że jesteś 

zakochany w Jessice, i miej to już za sobą. Przestań grać tę bezsensowną 
grę.

– Damian zakochany we mnie? – powtórzyła z niedowierzaniem. – To 

nieprawdopodobne.

– Więc już wiecie, co was czeka – zawołał Evan z góry. – Nie martwcie 

się, jedzenia mamy dość na trzy albo i cztery dni.

– Nie pleć głupstw. – Damian zaczynał tracić cierpliwość.
– Posłuchaj, braciszku – krzyknął Evan. – Myślałeś, że nie widziałem, 

jak całowałeś Jessicę w kuchni u mamy, ale ja widziałem. Szalejesz za nią. 
Jednego nie rozumiem: dlaczego uparłeś się, żeby to ukryć.

– To ty się z nią spotykałeś.
– No to co?
– Nie wiążę się z kobietami, z którymi się spotykasz.
–   Zawsze   może   się   zdarzyć   wyjątek   od   reguły.   Jessica   jest   wolną 

background image

kobietą.   Jeśli   ją   kochasz,   jak   podejrzewam,   to   dlaczego   nic   nie 
powiedziałeś?

– Nie zrozumiałbyś.
– Sprawdź – zażądał Evan.
– Słuchajcie no – przerwała im Jessica. – Jeśli nie macie nic przeciwko 

temu, wolałabym, żebyście nie rozmawiali o mnie tak, jakby mnie tu nie 
było.

Bracia nie zwracali na nią uwagi.
– Jessica kochała się w tobie od dziecka – oznajmił Damian.
– No to co? – odparł Evan. – Dorosła i zakochała się w tobie. Kobiety 

potrafią zmieniać zdanie, jeśli chcą. One są z tego znane.

– Ale ty ją kochasz! – upierał się Damian.
– Masz rację, ale jak siostrę. Byłaby z niej wspaniała bratowa. Świetnie 

się zgadzamy.

Damian wpatrywał się w Jessicę. Jego pociemniałe oczy były pełne 

napięcia.

–Czy chciałaś mi powiedzieć, że mnie kochasz? – zapytał ochrypłym 

szeptem.

– I to nie jeden raz, ty idioto! Ale tak się przed tym broniłeś!
– Nie chciałbym ci dawać rad, braciszku – krzyknął Evan z góry – ale 

teraz jest chyba dobry moment, żebyś ją pocałował.

–   Doceniam   twoją   pomoc,   braciszku,   ale   już   sobie   poradzę   sam   – 

odkrzyknął Damian i wstał. Zamknął i zaryglował drzwi, a potem odwrócił 
się   do   Jessiki.   –   Na   pewno   myślałaś,   że   jestem   upartym   głupcem   – 
powiedział.   Chwycił   ją   za   kostki   i   pociągnął   wzdłuż   ławki,   na   której 
siedziała. Potem objął, podniósł i wziął w ramiona.

–Czy mnie kochasz, Damianie? – spytała.
–Całym sercem – wyznał i ujął jej twarz w dłonie. 
– Przecież mogłeś powiedzieć o tym wcześniej –

szepnęła.

–Nie miałem odwagi. Sądziłem, że Evan cię kocha i potrzebuje. Ale w 

ciągu   ostatnich   tygodni   przekonałem   się,   jak   bardzo   ja   cię   kocham   i 
potrzebuję. – Pogłaskał jej włosy, jakby nawet teraz nie mógł uwierzyć, że 
jest z nim.

Poszukał ustami jej warg. Oplotła go ramionami i przywarła do niego 

całym ciałem. Całował ją raz po raz, aż do utraty tchu. Nie mogła pojąć, jak 
potrafiła tak długo żyć bez jego miłości. Oboje nie mogli się sobą nasycić.

–   To   nie   do   uwierzenia,   że   jesteś   tak   blisko   –   szepnął   między 

background image

pocałunkami.

– Byłeś głupi, Damianie Drydenie.
– Wiem. Już nie będę. Sądziłem, że postępuję szlachetnie, usuwając się 

z drogi Evanowi. Po tej uroczystej kolacji byłem na niego wściekły, ale 
jeszcze bardziej na samego siebie.

– Dlaczego?
– Ponieważ nie potrafiłem się powstrzymać od przytulania cię. – Objął 

ją mocniej. Poczuła, jak jego pierś miarowo podnosi się i opada, i wtuliła się 
w niego jeszcze bardziej.

– Pozwoliłeś, żebym odeszła z twego życia. – Przypomniała sobie, z 

jakim bólem opuszczała firmę.

–   Pozwoliłem   ci   odejść   z   mojego   biura   –   przytulił   policzek   do   jej 

włosów – ale nie z mojego życia. Niecierpliwie czekałem, co wyniknie z 
twoich spotkań z Evanem.

Przerwało mu dobiegające z góry głośne pukanie. Nie wypuszczając 

Jessiki z objęć, Damian jedną ręką odciągnął zasuwę i otworzył drzwi.

– Słucham? – zapytał.
– Czy możemy już zawracać?
– Jeszcze nie! – krzyknęła Jessica.
– Daj nam jeszcze kilka minut – poprosił Damian. Evan zaśmiał się 

cicho.

– Obiecaj mi jedną... nie, dwie rzeczy.
– Dobrze – odpowiedział Damian bez namysłu.
– Po pierwsze, muszę być drużbą na ślubie.
– Na ślubie... – powtórzyła powoli Jessica. Damian stanowczo kiwnął 

głową.

– Im szybciej, tym lepiej. Już za długo na ciebie czekam.
– Będę drużbą, czy nie? – spytał Evan.
– Nigdy nikogo innego nie brałem pod uwagę, braciszku.
–A po drugie, chcę być przy tym, gdy oznajmisz mamie i tacie, że 

Jessica wychodzi za ciebie, a nie za mnie.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

– Uspokoję się, jak mnie pocałujesz. – Jessica spojrzała na Damiana. Z 

przystani zatelefonowali do jego rodziców i powiedzieli Lois, że chcą się z 
nimi zobaczyć i żeby zaprosiła też państwa Kellermanów.

–Jeśli nie chcesz, to ja to zrobię – zażartował Evan, przyglądając się 

spod oka bratu.

–   Nie  tym razem, braciszku. – Damian otoczył Jessicę ramieniem i 

delikatnie ją pocałował. Gdyby to się nie działo na środku przystani, oboje 
chętnie przedłużyliby tę chwilę.

– Sama nie wiem, czemu jestem taka zdenerwowana – powiedziała 

Jessica, wsuwając dłoń w rękę Damiana. Szli w kierunku parkingu.

– Ja wiem. – Wyglądało na to, że ostatnio tylko Evan ma na wszystko 

odpowiedź.   –   Nasi   rodzice,   wszyscy   czworo,   myślą,   że   wychodzisz   za 
mnie. – Evan roześmiał się wesoło. Widać było, że cieszy go myśl o tym 
spotkaniu.

To   właśnie   Evan   nalegał,   żeby   od   razu   porozmawiali   z   rodzicami. 

Zgodzili   się,   lecz   Jessica   teraz   żałowała,   że   nie   poprosiła,   by   najpierw 
pojechali   do   niej.   Powinna   się   przebrać,   uczesać   potargane   przez   wiatr 
włosy, przypudrować zaczerwienioną od słońca twarz.

Damian podniósł jej dłoń do ust.
–Nie martw się. Mama i tata będą zachwyceni.
Nie obawiała się reakcji rodziców. Nie będą przeciwni ich małżeństwu. 

Pewnie się rozczulą. Po prostu sama myśl o tym, że Damian ją kocha, była 
wciąż jeszcze tak nowa, że aż niewiarygodna.

Wsiadła do samochodu Damiana, Evan jechał za nimi. Na autostradzie 

stracili   go   z   oczu.   Kiedy   skręcili   w   długą   krętą   aleję   prowadzącą   do 
Szepczących Wierzb, Jessica z daleka zauważyła, że auto Evana już stoi na 
podjeździe.

–Demon szybkości – rzucił ze śmiechem Damian. Zaparkował obok 

samochodu brata i wyłączył silnik. Pochylił się ku Jessice i ostentacyjnie ją 
pocałował. – Czy nie boisz się wejść tam ze mną?

Uśmiechnęła   się   i   pokręciła   głową.   Poszłabym   za   tobą   wszędzie, 

pomyślała.

Pomógł jej wysiąść z samochodu, Jessica wzięła go pod ramię i razem 

background image

weszli   do   jego   rodzinnego   domu.   W   salonie   przywitały   ich   pełne 
ciekawości i niepokoju spojrzenia rodziców.

– Dzień dobry – powiedział Damian i podprowadził Jessicę do krzesła. 

Stanął   za   oparciem   i   położył   dłonie   na   jej   ramionach.   Podniosła   ręce   i 
nakryła jego pałce swoimi.

– Przypuszczam, że się zastanawiacie, dlaczego was tutaj poprosiliśmy 

– zwróciła się Jessica do swoich rodziców.

– Poczekaj! – krzyknął Evan z kuchni. – Nie mów ani słowa więcej, 

dopóki nie przyjdę.

– Synu – Walter Dryden posłał Damianowi zdziwione spojrzenie – co 

to wszystko znaczy?

– No, to zaczynajcie – wydał polecenie Evan, wnosząc na srebrnej tacy 

siedem kryształowych kieliszków i dwie butelki szampana.

Damian skłonił się w stronę rodziców Jessiki i powiedział oficjalnym 

tonem:

–Mam zaszczyt prosić o rękę państwa córki. 
Hamilton Kellerman spojrzał na żonę. Był wyraźnie zdezorientowany.
–Powiedziałaś, że wychodzi za Evana.
– To znaczy... spodziewaliśmy się... – wyjąkała Joyce.
–Kocham Damiana – oznajmiła Jessica.
Jej ojciec podrapał się po głowie.
–   Pamiętam,   że   było   inaczej.   Przez   całe   lata   szalałaś  za  Evanem. 

Słyszałem, że byłaś diablo dokuczliwa.

– Tatusiu, to było tak dawno.
– Ona teraz szaleje za mną – wtrącił Damian i lekko ścisnął jej ramiona. 

– A ja za nią.

–   Och,   Damianie.   –   Lois   Dryden   zakryła   usta   dłonią.   –   Tak   się 

cieszymy. Joyce, pomyśl tylko, jednak będziemy mieć wspólne wnuki!

Obie panie objęły się i prawie tańczyły z radości. Evan podał kieliszki 

milczącym, nadal zaskoczonym ojcom.

– Czy coś z tego rozumiesz, Walterze?
– Nie jestem pewien, Ham.
– Jesteś przeciwny?
– Skądże znowu. Nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz widziałem 

Lois tak pełną życia. A ty? Wolałbyś, żeby Jessica wyszła za kogoś innego?

–   Ależ   nie.   –   Hamilton   potrząsnął   głową.   –   Joyce   przez   całe   lato 

mówiła o związku między naszymi rodzinami, tylko myślała, że to będzie 

background image

związek Jessiki i  Evana.  A ja na to patrzę tak: związek to związek, a ci 
dwoje tutaj rzeczywiście wyglądają na zakochanych.

–   Tak,   nie   mam   co   do   tego   wątpliwości   –   powiedział   Walter   i 

uśmiechnął się do nich.

Rozległ się dźwięk korka wystrzelającego z butelki.
– Chciałbym wznieść toast – powiedział Evan, napełniając kieliszki – 

za Jessicę i Damiana. – Odstawił butelkę i podniósł swój kieliszek do góry. – 
Niech będą zawsze szczęśliwi, niech ich miłość trwa wiecznie.

– Jak pięknie, Evanie – powiedziała Lois, wycierając chusteczką kąciki 

oczu.

–Niech trwa wiecznie – powtórzyła Joyce. Wszyscy podnieśli kieliszki 

i napili się szampana.

–Teraz porozmawiajmy o ślubie. – Lois usiadła na sofie obok męża. 

Była gotowa od razu uzgadniać szczegóły.

–Powinien się odbyć po listopadowych wyborach – powiedziała Joyce 

w zamyśleniu.

–Poczekajmy na wynik prawyborów we wrześniu – odparła Lois. – Po 

co opóźniać ślub, kiedy nie wiemy, czy Walter na pewno uzyska nominację.

– Ależ Lois, nie wątpię, że znajdzie się na liście.
– Czy to wszystko ma dla ciebie znaczenie? – zapytał Damian Jessicę. 

Nachylił   się   i   zbliżył   usta   do   jej   ucha.   Gorący   dreszcz   przebiegł   jej   po 
plecach.

Uśmiechnęła się łagodnie i potrząsnęła głową. Nic nie miało znaczenia 

oprócz Damiana i jego miłości.

– Wyszłabym za ciebie choćby jutro.
– Nie kuś mnie, kochanie.
– Albo za pół roku, jeśli to konieczne. Czekałam na ciebie całe życie, 

Damianie, więc jeszcze trochę też mogę poczekać.

Rodzice   pogrążyli   się   w   rozmowie.   Rozważali   terminy,   ustalali 

szczegóły. Obie rodziny znały się od dawna, przeżyły w przyjaźni wiele lat 
– lepszych i gorszych. Jessica była przekonana, że ich miłość – jej i Damiana 
– też przetrwa lata i pokona przeciwności losu, które może przynieść czas.

Wiedziała teraz, że dotarła do kresu swej długiej podróży. Nareszcie 

czuła się bezpieczna, pewna jego miłości.

background image

EPILOG

Ktoś zapukał do drzwi. Evan z ulgą odłożył pióro i potarł zmęczone 

oczy.

–Proszę wejść – zawołał.
Wszedł Damian. Przez kilka miesięcy, które minęły od ślubu z Jessicą, 

znacznie   się   zmienił.   Evan   pamiętał   okres,   gdy   jego   życie   było 
zdominowane przez praktykę adwokacką. Pracował wieczorami i w czasie 
weekendów,   rzadko   odpoczywał.   Teraz   wyglądał   na   młodszego, 
szczęśliwszego i tak zakochanego, że Evan poczuł ukłucie zazdrości.

Obserwując   zmiany   zachodzące   w   Damianie,   zastanawiał   się,   jak 

potoczyłoby się jego życie, gdyby poślubił Mary Jo. Do tej pory pewnie 
mieliby już dziecko. Przypomniał sobie, że zobaczył ją przelotnie na meczu, 
prawie przed rokiem. Sprawiło mu to ból.

Starał się nie myśleć o Mary Jo, próbował wspomnienie o niej umieścić 

w jakiejś odległej komórce pamięci, lecz od czasu do czasu wymykało się 
ono i szydziło z niego za pomocą takich właśnie „co by było, gdyby”.

Od ich rozstania minęło prawie półtora roku, a ona wciąż miała nad 

nim   władzę.   Czasem   z   kimś   się   spotkał,   lecz   nigdy   nie   było   to   nic 
poważnego. Nie mógł o niej zapomnieć.

Zazdrościł   bratu   szczęścia   i   nie   spodziewał   się,   by   sam   mógł   być 

kiedyś taki szczęśliwy. Oczyma wyobraźni widział siebie za lat trzydzieści, 
posiwiałego, siedzącego w bonżurce przed kominkiem, z fajką w zębach, z 
czarnym nowofundlandem, drzemiącym u stóp.

–Wyglądasz na zamyślonego – powiedział Damian i przysunął sobie 

krzesło.

– To tylko roztargnienie.
– Pamiętasz, jak w zeszłym miesiącu Jessica zadzwoniła od lekarza?
Evan roześmiał się.
–Jak mógłbym zapomnieć? – Całe biuro to pamiętało. Damian rzadko 

bywał   taki   podekscytowany,   wręcz   pełen   uniesienia.   Do   wszystkich 
szczerzył   zęby   w   uśmiechu,   jakby   był   niespełna   rozumu.   Mężczyzna 
niecodziennie się dowiaduje, że będzie ojcem, powiedział wtedy.

To   zabawne,   pomyślał   Evan,   ale   mój   brat   znowu   ma   na   twarzy 

podobny uśmiech.

background image

– Co się stało? Czyżby Jessica miała urodzić bliźnięta?
– Niezupełnie. Rada adwokacka zwróciła się do mnie z propozycją 

objęcia stanowiska sędziego.

–   Damianie!   –   Evan   wyszedł   zza   biurka   i   bracia   się   uściskali.   – 

Przyjmiesz ją. – To nie było pytanie. Nie mogło być inaczej.

– Jeśli Jessica się zgodzi.
–   Na   pewno.   –   Evan   co   do   tego   też   nie   miał   wątpliwości.   –   Czy 

wybieracie się gdzieś, żeby to uczcić?

– Tak. Cathy Hudson, przyjaciółka Jessiki, gra główną rolę w nowej 

sztuce, która ma dzisiaj premierę. Mówiłem ci chyba, że Cathy niedawno 
zaręczyła się ze swym przyjacielem reżyserem?

Zanim Evan zdążył odpowiedzieć, odezwał się dzwonek. Pani Sterling 

poinformowała Evana, że chce się z nim widzieć Earl Kress.

– Earl? – zdziwił się Evan. Nie miał z nim kontaktu od pół roku. – 

Niech wejdzie.

– Porozmawiamy później – powiedział Damian od progu. – Pozdrów 

go ode mnie.

Po chwili w drzwiach pojawił się Earl. Evan wyszedł mu naprzeciw. 

Serdecznie uścisnęli sobie ręce.

– Cieszę się, że cię widzę. Siadaj, proszę.
– Mam mało czasu. – Earl przysiadł na brzegu krzesła. – Powinienem 

się wcześniej zapowiedzieć, ale byłem w pobliżu...

– Dobrze, że przyszedłeś. Jak tam szkoła?
– W porządku. Niedawno zdałem egzamin komisyjny – oświadczył z 

dumą.

– Gratuluję. – Evan też czuł się dumny z jego postępów.
– Jest dużo ludzi, którym powinienem za to dziękować, ale wszystko 

zaczęło się od pana. Myślę, że nigdy nie zdawał pan sobie sprawy, jak 
bardzo się bałem powiedzieć przed całym światem, że nie umiem czytać 
ani pisać.

–Wiedziałem, że to było dla ciebie bardzo trudne. 
– Myślę, że bez pana pomocy nie przebrnąłbym przez sprawę sądową.
–Naprawdę się cieszę, że ci się udało.
– Ja też. Jeszcze jak – zaśmiał się głośno Earl. – Bez tego moje życie 

byłoby   na   pewno   inne.   Wie   pan,   nie   chcę   zabierać   panu   czasu,   ale 
musiałem powiedzieć, jaki jestem za wszystko wdzięczny.

– Nie ma o czym mówić.

background image

– Sam teraz pracuję w szkole, społecznie. Pomagam dzieciom, które 

mają kłopoty z czytaniem. Nie wyrósłbym na analfabetę, gdyby mi ktoś 
pomógł od razu w pierwszej klasie.

Evan uśmiechnął się szeroko.
– To wspaniale, Earl.
– Byłbym zapomniał. Spotkałem kogoś z pana znajomych. Też pracuje 

tak jak ja.

– Tak?
–Nazywa się Mary Jo Summerhill.
–Mary Jo. – Evan wyszeptał jej imię z przejęciem. 
– Dziwne, ale ona zareagowała tak samo, kiedy wspomniałem o panu.
–Myślałem, że wyszła za mąż.
– O ile wiem, nie. – Earl wstał i wyciągnął do Evana rękę. – Już nie 

zabieram panu czasu. Chciałem tylko wpaść na chwilę, żeby pan wiedział, 
co u mnie.

–  Dobrze   zrobiłeś.  –  Evan  odprowadził  swego  dawnego   klienta  do 

drzwi. Stał tam przez chwilę. W głowie miał zamęt.

Kilka minut później znów przyszedł do niego Damian.
– Co Earl miał do powiedzenia? – zapytał.
– Mary Jo nie wyszła za mąż. – Specjalnie powiedział to głośno. Chciał 

usłyszeć brzmienie własnych słów. Damian nie zrozumie w pełni ich wagi, 
ale to nie jest ważne.

– Rozumiem. I co masz zamiar w związku z tym zrobić?
Evan   długo   się   zastanawiał.   Wreszcie   na   jego   twarzy   pojawił   się 

uśmiech.


Document Outline