background image

Pora na romans

Debbie M acomber

Tytuł oryginału: Ready For Romance

Przekład: Ludwik Stawowy

background image

PROLOG

Jessica Kellerman rozejrzała się na wszystkie strony i przemknęła za 

róg   garażu   Drydenów.   Przyciśnięta   do   ściany,   posuwała   się   ostrożnie, 
maleńkimi kroczkami. Absolutnie nikt nie powinien jej zobaczyć.

Samochód Evana, modne sportowe auto, stał przed garażem i było go 

widać z okien domu. Musiała zrobić to szybko.

Przykucnęła przy bocznym lusterku, wyjęła z kieszeni jaskrawoczer-

woną szminkę i grubo pomalowała sobie wargi. Przetarła lusterko białą 
chusteczką i pocałowała je kilkakrotnie. Na szkle pozostały wyraźne czer-
wone ślady ust.

Jessica westchnęła z zadowoleniem, ostrożnie otworzyła drzwi samo-

chodu i wczołgała się na przednie siedzenie po stronie kierowcy. Tutaj też 
było lusterko. Serce jej waliło nie tylko ze strachu, że zostanie zauważona. 
Jej   serce   miało   skłonność   do   przyspieszania,   kiedy   tylko   pomyślała   o 
Evanie.

W całym Bostonie nie było mężczyzny, który mógłby się równać z 

Evanem Drydenem. I pomyśleć, że przez te wszystkie lata mieszkała po 
sąsiedzku, a dopiero niedawno zauważyła, jaki jest wspaniały! Dla Jessiki 
Evan był najprzystojniejszym mężczyzną na świecie.

Dokładnie pamiętała moment, kiedy odkryła swoje przeznaczenie. Od 

tamtej chwili nie była już sobą.

Szepczące Wierzby, posiadłość Drydenów, sąsiadowały z posesją jej 

rodziców.   Jessica   często   przesiadywała   na   potężnym   dębie,   obserwując 
synów sąsiadów. Damian studiował prawo, Evan chodził do college'u. Dla 
Jessiki, która jako jedynaczka była skazana na wymyślanie sobie własnych 
rozrywek, obserwowanie braci Drydenów stało się wspaniałą zabawą.

Gdy pewnego dnia jak zwykle siedziała na dębie, nad staw tuż obok 

przyszedł Evan, stanął na kładce i zaczaj wrzucać kamyki do wody. Choć 
był do niej odwrócony plecami, Jessica wstrzymała oddech, zastanawiając 
się, czy ją zauważył, ukrytą wśród gęstych liści.

Widocznie coś usłyszał, bo odwrócił się gwałtownie i wlepił wzrok w 

drzewo. 

– Jessica?
Nie miała odwagi poruszyć się ani zaczerpnąć powietrza.
Spojrzał w górę i słońce oświetliło jego przystojną twarz. Właśnie wte-

background image

dy Jessica zrozumiała, że Evan nie jest takim sobie zwyczajnym chłopcem. 
Był piękny jak Apollo. Doskonały pod każdym względem.

Od tej chwili zaczęły się jej marzenia. Cudowne marzenia o Evanie z2-

chanym w niej po uszy. O ich małżeństwie, o dzieciach. Wydawało się to 
takie... takie oczywiste, dobre. Tydzień później miała już pewność, że los 
ich zetknął, że są stworzeni dla siebie. Był tylko jeden problem – żeby i 
Evan dokonał tego odkrycia.

Jessica niedawno skończyła czternaście lat, a Evan był dużo starszy. O 

całe sześć lat. Ponieważ jednak wcale się nią nie interesował, równie dobrze 
mogło to być i sto lat.

Właśnie wtedy postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Była przecież 

dziewczyną światową, która wie, czego chce, i stara się to uzyskać. Tym 
razem miał to być Evan Dryden.

Szybko   przekonała   się,   że   nie   jest   tak   odważna,   jak   by   chciała. 

Telefonowała do niego co najmniej dziesięć razy i gdy podnosił słuchawkę, 
zawsze   brakowało   jej   odwagi,   by   w   ogóle   się   odezwać,   a   co   dopiero 
wyznać   swą   nieustającą   miłość.   Po   każdym   takim   telefonie   wpadała   w 
coraz większą frustrację.

Ponieważ   zawsze   potrafiła   ładnie   pisać,   zaczęła   układać   liściki   do 

Evana, wyrażając w nich swoje oddanie. Jeden pozwoliła nawet przeczytać 
najlepszej przyjaciółce, a ta oznajmiła, że tak pięknego listu miłosnego jesz-
cze nigdy nie czytała. Niestety, Jessica nie odważyła się na podpisywanie 
swych listów.

Była pewna, że jej najnowszy pomysł, całowanie lusterek samochodu, 

da najlepszy rezultat. Evan domyśli się, że to Jessica, przyjdzie wreszcie po 
nią i pojadą jego sportowym autem ku zachodzącemu słońcu.

Pokryła wargi świeżą warstwą jaskrawej czerwieni i właśnie miała z2-

ąć całować wewnętrzne lusterko, kiedy ktoś nagle otworzył drzwi samo-
chodu.

–A więc to ty!
Serce podskoczyło jej do gardła. Powoli podniosła oczy i zobaczyła 

Damiana Drydena. Był wyższy od młodszego brata, opalony i na swój z2-
b przystojny. Jessica była pewna, że nadejdzie dzień, kiedy jakaś dziew-
czyna pokocha go tak mocno jak ona Evana.

– Cześć – powiedziała, jakby nie było w tym nic niezwykłego, że siedzi 
w samochodzie jego brata i całuje lusterka.
– Założę się, że to ty dzwonisz w nocy co godzina.
– Nigdy nie dzwoniłam po dziesiątej – zaprzeczyła gwałtownie, po 

czym zdała sobie sprawę, że właśnie się przyznała. Chyba najlepiej byłoby 

background image

udawać, że nie wie, o czym on mówi.

– Karteczki za wycieraczką też były od ciebie, prawda?
Zaprzeczanie nie miało sensu. Czując się w samochodzie Evana jak w 

pułapce, obróciła się na siedzeniu i powoli wysiadła.

– Powiesz mu, że to ja?
– Nie wiem. – Damian zamyślił się. – Ile masz łat?
– Czternaście – odparła z dumą. – Wiem, że Evan jest starszy, ale mam 

nadzieję, że zechce poczekać, aż dorosnę, żebyśmy mogli się pobrać.

– Pobrać! – W głosie Damiana zabrzmiała kpina, a Jessica nastroszyła 

się.

–   Poczekaj,  aż   sam   się   zakochasz!  –   wykrzyknęła.  –   Wtedy   się  z2-

nasz, jak to jest.

– Nie jesteś zakochana w Evanie – powiedział łagodnie. – Jesteś za 

młoda, żeby rozumieć te sprawy. Zawróciłaś sobie nim głowę, bo jest star-
szy i...

– To więcej niż pewne, że kocham Evana! – wybuchnęła.
Wepchnęła szminkę do kieszeni. Nie zamierzała sterczeć tu i pozwalać 

mu na kpiny. Miała co prawda tylko czternaście lat, ale posiadała serce doj-
rzałej kobiety i podjęła już decyzję. Damian może sobie mówić lub robić co 
zechce, a ona i tak pewnego dnia poślubi Evana Drydena.

– Mojego brata na pewno cieszy twoje oddanie.
–   No   pewnie.   Mężczyzna,   który   się   ze   mną   ożeni,   stanie   się  z2-

częśliwszy na świecie – szarżowała, niewiele się namyślając. Damian  z2-
ł się.

Jessica już zamierzała darować mu to, co mówił przedtem, ale teraz 

zmieniła zdanie. Trzymając się pod boki, przeszyła go wzrokiem z takim 
oburzeniem, na jakie tylko było ją stać.

–Możesz być starszy od Evana, ale i tak nic nie wiesz o miłości.
Wyglądał na rozbawionego, a to rozzłościło ją jeszcze bardziej.
– Kiedy kobieta wybierze mężczyznę, nic nie może zmienić jej uczuć. 

Zdecydowałam się poślubić twojego brata, i cokolwiek byś powiedział lub 
zrobił, nie wpłynie to na moją decyzję. Więc szkoda twoich słów. Evan jest 
moim przeznaczeniem.

– Jesteś tego pewna?
Był przynajmniej na tyle uprzejmy, że przestał się śmiać.
– Oczywiście – odparła z przeświadczeniem w głosie. – Zapamiętaj 

moje słowa, Damianie Drydenie. Czas pokaże, że się nie mylę.

– Czy mój brat też może mieć coś do powiedzenia w tej sprawie?
– Naturalnie.

background image

– A co będzie, jeśli zechce się ożenić z kimś innym?
– Nie... nie wiem.
Damian jakby wyczuł, czego obawiała się najbardziej – że Evan ożeni 

się, zanim Jessica zdoła pokazać, co jest warta.

– Jest jeszcze coś, czego nie wzięłaś pod uwagę – dodał.
– Co takiego?
–  Że  to  ja  mogę  chcieć się  z  tobą  ożenić  – uśmiechnął  się  szeroko 

Damian.

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dla Jessiki Kellerman nadszedł czas rozrachunku. Po raz pierwszy od 

ośmiu lat miała stanąć przed braćmi Drydenami. Nie czuła niepokoju na 
myśl o Evanie. Przypuszczała, że nawet nie będzie pamiętał, jaka była z2-
ośna. Chociaż właściwie mógłby. Bardziej obawiała się Damiana. To on zła-
pał ją na gorącym uczynku. On się z niej wyśmiewał i twierdził, że jej 
uczucie do Evana to przemijający kaprys. Teraz była zmuszona przyznać 
mu rację. Miała nadzieję, że Damian nie będzie miał ochoty wracać do z2-
łości.

Pokonując lęk, Jessica weszła do wysokiego biurowca w najekskluzyw-

niejszej części śródmieścia Bostonu. Był to nowy budynek, o połyskującej 
czernią lustrzanej fasadzie, wznoszący się na trzydzieści pięter w górę. Fir-
ma prawnicza Drydenów należała do najlepszych w mieście.

Pantofelki Jessiki zastukotały na marmurowej posadzce holu. Bywała 

w tej części miasta często – uniwersytet leżał w pobliżu dzielnicy biurowej 
– ale po raz pierwszy znalazła się w tym imponującym budynku.

Była zdenerwowana, i nie bez powodu. Przecież ostatni raz miała do 

czynienia   z   braćmi   Drydenami,   gdy   została   przyłapana   na   całowaniu 
lusterka samochodu jednego z nich.

Kiedy wracała myślami do przeszłości, musiała przyznać, że bezustan-

nie dostarczała rozrywki zarówno braciom, jak i rodzicom – ich i jej. Jednak 
nie mogłaby wyprzeć się młodzieńczej miłości. Narażając się na krytykę 
rodziny,   przez   całą   szkołę   średnią   wytrwale   starała   się   pozyskać   serce 
Evana. Dopiero gdy Benny Wilcox zaprosił ją na bal maturalny, zauważyła, 
że   są   jeszcze   inni   chłopcy,   równie   mili,   grzeczni,   przystojni.   Evan   był 
mężczyzną jej marzeń, tym, który rozbudził w niej poczucie kobiecości. Dla 
miłości do niego zarezerwowała specjalne miejsce w sercu, lecz z chęcią z2-
mniałaby, jak mu się naprzykrzała, i wiele by dała, żeby on też o tym nie 
pamiętał.

Chociaż   Jessica   pozwoliła,   by   jej   zauroczenie   Evanem   łagodnie  z2-

nęło, ich rodzice ciągle do tego wracali, zwłaszcza Lois i Walter Drydeno-
wie. Uważali, że jej sposób wyrażania uczuć do Evana był „oryginalny”, i 
wspominali o tym od czasu do czasu, wprawiając ją na nowo w zakło-
potanie.

Gdy   Walter   Dryden   dowiedział   się,   że   Jessica   właśnie   ukończyła 

szkołę biznesu i ma dyplom asystentki prawnej, zaczął nalegać, by podjęła 

background image

starania o posadę w firmie należącej do ich rodziny. Początkowo Jessica 
wzbraniała   się,   ale   o   pracę   było   wtedy   trudno,   więc   po   bezowocnych 
poszukiwaniach   na   własną   rękę   zdecydowała   się   zapomnieć   o   dumie   i 
stawić czoło braciom.

Recepcjonistka   przywitała   ją   serdecznym   uśmiechem.   Jessica  z2-

ajemniła uśmiech, mając nadzieję, że wygląda na opanowaną i dojrzałą.

–Jestem umówiona z Damianem Drydenem – powiedziała.
Recepcjonistka,   kobieta   około   trzydziestki,   o   dużych   niebieskich 

oczach i gładkiej cerze, zerknęła do rejestru spotkań.

–Pani Kellerman? 
– Tak.
– Proszę usiąść, powiem panu Drydenowi, że już pani jest.
– Dziękuję.
Jessica usiadła na jednym z miękkich krzeseł i sięgnęła po kolorowy 

magazyn.   Przed   tą   rozmową   ubrała   się   szczególnie   starannie.   Miała   na 
sobie   jasnoszary   kostium;   dwurzędowy   żakiet   był   zapięty   na   perłowe 
guziki wielkości srebrnych dolarówek, połyskujące ciemnoniebiesko i biało. 
Na nogach miała szpilki. Spodziewała się, że wygląda nie tylko na profes-
jonalistkę, ale także na kobietę o wyrafinowanym smaku. Jej lśniące kasz-
tanowate włosy były ostrzyżone na pazia, co miało pogłębić to wrażenie. 
Była już dorosła i Damian powinien o tym wiedzieć.

Nie   zdążyła   przeczytać   nawet   spisu   treści,   kiedy   w   drzwiach  z2-

zeciwko pojawił się starszy z braci Drydenów. Często widywała Damiana z 
daleka, lecz nie rozmawiała z nim od miesięcy, a może nawet lat. Zapo-
mniała już, że miał szerokie ramiona i szczupłe biodra. Pamiętała, jak bar-
dzo lubił grać w piłkę jako chłopiec i jak skutecznie potrafił zaatakować zw-
nika; równie dobrze umiał przeciwstawiać się trudnościom. Znała go jako 
człowieka energicznego, pracowitego i ambitnego. Kiedy przed trzema laty 
Walter Dryden przeszedł na emeryturę, Damian przejął po nim firmę, która 
specjalizowała się w obsłudze prawnej spółek akcyjnych. Pod jego kierow-
nictwem firma kwitła.

– Witaj, Jessico. Cieszę się, że znów cię widzę – odezwał się Damian, 

idąc ku niej.

–Ja też się cieszę. – Wstała i podała mu rękę. Był średniego wzrostu, 

lecz jej dłoń zginęła w jego dłoniach. Uścisk jego ręki był twardy i silny, taki 
jak on sam.

– Przyszłam, żeby porozmawiać z tobą o posadzie asystentki prawnej – 

powiedziała. Czuła, że bezpośredniość zrobi na Damianie najlepsze wra-
żenie.

background image

–Świetnie. Chodźmy do mojego gabinetu, dobrze? 
Uderzyła   ją   szorstkość   jego   głębokiego,   mocnego   głosu,   w   którym 

brzmiała pewność siebie. Nic dziwnego, że Damian należał do najbardziej 
poszukiwanych adwokatów w Bostonie.

Gestem zaprosił ją do zajęcia miejsca w fotelu, a sam obszedł szerokie 

mahoniowe biurko i usiadł na krześle obitym czarną skórą. Lekko odchylił 
się do tyłu, sprawiając wrażenie spokojnego i odprężonego.

Jessica nie dała się oszukać. Nie wierzyła, by Damian potrafił się  z2-

ężyć. Lois, jego matka, często wyrażała niepokój o swego starszego syna, 
żaląc się, że Damian za dużo pracuje.

–   Dziękuję,   że   tak   szybko   znalazłeś   czas   na   rozmowę   ze   mną   – 

powiedziała, zakładając nogę na nogę.

–   Cała   przyjemność   po   mojej   stronie.   –   Damian   bawił   się   piórem, 

obracając je w dłoniach. – Słyszałem, że niedawno skończyłaś studia.

Jessica skinęła głową.
–Mam stopień naukowy w dziedzinie historii Ameryki.
Pióro   przestało   się   poruszać   w   dłoniach   Damiana,   a   na   jego   czole 

pojawiła się zmarszczka.

–   Niestety,   w   naszej   firmie   nie   mamy   dużego   zapotrzebowania   na 

historyków.

– Wiem o tym – powiedziała pospiesznie. – W połowie ostatniego roku 

doszłam do wniosku, że chociaż bardzo lubię historię, nie jestem całkiem 
pewna, co chciałabym robić po studiach. Zastanawiałam się, czy nie zostać 
nauczycielką, a potem zmieniłam zdanie.

– I teraz chcesz być asystentką prawną?
–Tak.   Miałam   chłopaka,   który   studiował   prawo;   często   razem   się 

uczyliśmy, i wtedy przekonałam się, jak bardzo mi ono odpowiada. Ale z2-
ast zapisać się na prawo i poświęcić mu cały swój czas i wszystkie siły, 
zdecydowałam,   że   najpierw   powinnam   podjąć   pracę   jako   asystentka 
prawna, żeby się przekonać, czy naprawdę chciałabym zostać adwokatem. 
Dlatego   poszłam   do   szkoły   biznesu   i   skończyłam   ją.   –   Powiedziała   to 
wszystko jednym tchem. – Twój ojciec nakłonił mnie do rozmowy z tobą – 
dodała. Wyjęła z torebki dyplom i pokazała go Damianowi.

–Dziękuję. – Pióro znów zaczęło się obracać.
– Potrafię ciężko pracować.
–   Nie   mam   wątpliwości.   –   Na   jego   twarzy   na   chwilę   pojawił   się 

uśmiech.

– Mogę pracować, kiedy tylko będzie potrzeba, nawet w weekendy. Je-

śli chcesz, przyjmij mnie na okres próbny. – Zamierzała nie dać po sobie 

background image

poznać, jak bardzo jej zależy na tej pracy, lecz zdradzała ją niecierpliwość w 
głosie.

–Ta praca dużo dla ciebie znaczy, prawda? 
Jessica kiwnęła twierdząco głową.
–Myślę – rzucił od niechcenia Damian – że ciągle jesteś zadurzona w 

moim bracie.

Powiedział to tak, jakby minęło zaledwie kilka dni od chwili, gdy omal 

nie   rzuciła   się   Evanowi   na   szyję.   Jessica   poczuła   gorący   rumieniec   na 
policzkach.

–Nie wydaje mi się, żeby tak było.
Damian uśmiechnął się, patrząc na nią badawczo.
– Od lat jesteś pod jego urokiem.
– Być może, lecz nie ma to nic wspólnego z moimi staraniami o pracę. – 

Zacisnęła   wargi   i   próbowała   odzyskać   zimną   krew.   Powinna   była   się 
domyślić, że Damian nie zapomni tak łatwo ich spotkania sprzed lat.

–A więc to prawda? – Damian sprawiał wrażenie, jakby dokuczał jej z 

zadowoleniem, a Jessicę doprowadzało to do wściekłości. Wolała jednak 
milczeć, zamiast spierać się z człowiekiem, który, jak oczekiwała, da jej 
pracę.   –   Byłem   przy   tym,   jak   obcałowywałaś   lusterka   jego   samochodu, 
pamiętasz?

Skinęła głową, bojąc się odezwać.
–Widziałem, jak patrzyłaś na niego swoimi wielkimi, pełnymi uwiel-

bienia   oczami.   I   widziałem,   jak   wiele   innych   kobiet   robiło   to   samo, 
wszystkie wpatrzone w mojego brata, jakby był Apollem.

Jessica zdumiała się, kiedy usłyszała to słowo. Właśnie tak wyglądał w 

jej oczach Evan. Jak grecki bóg.

–Więc to prawda czy nieprawda?
Usta Jessiki odmówiły posłuszeństwa. W zakłopotaniu otworzyła i za-

mknęła   je   kilka   razy,   nie   wiedząc   jak   zareagować,   ani   czy   w   ogóle 
próbować coś powiedzieć.

Cathy Hudson, jej najbliższa przyjaciółka, uważała, że to nie jest  z2-

pszy pomysł starać się o pracę u ludzi, którzy znali ją tak dobrze. I chyba 
miała rację.

–Rzeczywiście, Evan był kiedyś moją szkolną miłością – przyznała – 

ale   minęło   już   tyle   lat.   Nie   rozmawiałam   z   nim   od...   mój   Boże,   nie 
pamiętam. Na pewno równie dawno jak z tobą. Jeśli przypuszczasz, że 
moje stare uczucie do Evana przeszkadzałoby mi w pracy, to mogę zrobić 
tylko jedno... podziękować ci za czas poświęcony na rozmowę ze mną.

Na   twarzy   Damiana   pojawił   się   niewyraźny   uśmiech,   a   w   oczach 

background image

zdziwienie, jakby wbrew samemu sobie podziwiał ją za to, co powiedziała. 
Z wolna miejsce uśmiechu zajął smutek.

– Wiesz, Evan się zmienił. To nie jest ten sam człowiek, którego znałaś.
– Słyszałam od mojej matki, że nie jest szczęśliwy. – Jessica nie znała 

szczegółów i miała nadzieję, że dowie się czegoś więcej od Damiana.

– Czy wiesz dlaczego?
– Nie.
Damian westchnął z ubolewaniem.
– Powiem ci, bo wkrótce i tak sama byś się dowiedziała. Zakochał się, 

przypuszczalnie   po   raz   pierwszy,   ale   nic   z   tego   nie   wyszło.   Nie   wiem 
dlaczego, i nikt nie wie, ale nie to jest najważniejsze. Evan, niestety, nie 
może się otrząsnąć z depresji.

– Musiał ją bardzo kochać – wyszeptała, obserwując Damiana. Widać 

było, że naprawdę niepokoi się o brata.

– Jestem pewien, że tak. – Damian zmarszczył brwi, najwyraźniej nie 

wiedząc, jak pomóc Evanowi, i pokiwał głową. – Odeszliśmy daleko od 
tematu, prawda?

Jessica wyprostowała się i położyła splecione dłonie na kolanach, z2-

anawiając się, czy Damian zaryzykuje i przyjmie ją do pracy mimo jej braku 
doświadczenia.

– Czy na pewno chcesz tu pracować? – zapytał, przyglądając się jej ba-

dawczo.

– Bardzo.
Damian początkowo nic na to nie odpowiedział. Z powodu jego mil-

czenia poczuła się tak nieswojo, że zapragnęła wypełnić czymś tę ciszę, 
choćby nawet niepotrzebną paplaniną.

–Wiem,  co   myślisz  –   wyrzuciła  z   siebie.   –  W   twoich   oczach   nadal 

jestem zakochaną po uszy czternastolatką, pewną, że Evan i ja jesteśmy 
stworzeni dla siebie. – Potrząsnęła głową. – Nie wiem, co powiedzieć, żeby 
cię przekonać, że jestem dorosła i mam już te głupstwa za sobą.

–Sam to widzę. – W oczach Damiana błysnęło uznanie. – Wygląda na 

to, że masz szczęście, bo jeszcze nie zatrudniliśmy asystentki prawnej. Jeśli 
chcesz tę posadę, jest twoja.

Jessica ledwie się powstrzymała, by nie zerwać się z fotela i nie rzucić 

Damianowi na szyję.

– Nie sprawię ci zawodu – obiecała.
– Będziesz pracować z Evanem – odpowiedział, znów patrząc na nią 

badawczo.

– Z Evanem?

background image

– Czy to problem?
– Nie... oczywiście, że nie.
– Pamiętaj o jednym. Nie ma znaczenia, od jak dawna przyjaźnią się 

nasi rodzice. Jeśli nie będziesz dobrze pracować, nie będzie tu dla ciebie 
miejsca.

– Nie oczekuję, że zostanę, jeśli nie podołam zadaniom – powiedziała, 

starając się, by nie zabrzmiało to jak próba obrony.

– Świetnie. – Sięgnął do telefonu i spojrzał na nią.
–Kiedy chciałabyś zacząć?
–Już, jeśli można.
–   Doskonale.   Powiem   pani   Sterling,   sekretarce   Evana,   żeby   cię   z2-

znała ze wszystkim. 

Jessica wstała i wyciągnęła rękę.
–Obiecuję, że nie będziesz żałował. – Z entuzjazmem potrząsała jego 

ręką, aż zdała sobie sprawę, że robi to dłużej, niżby wypadało.

Damian wyszedł zza biurka z uśmiechem na twarzy.
– Jeśli będziesz potrzebowała mojej pomocy, daj mi znać.
– Zrobię to na pewno. Dziękuję, Damianie.
Mimo że zwracała się do niego po imieniu, wiedziała, że łączą ich teraz 

stosunki służbowe; ale trudno jej było myśleć o Damianie jako o szefie. 
Istniała między nimi osobista więź, lecz uświadomiła to sobie dopiero w 
czasie   tej   rozmowy.   Ku   swemu   zdziwieniu   odkryła,   że   nie   ma   tego 
problemu, jeśli chodzi o Evana.

Jessica i Damian wyszli z gabinetu na korytarz i podeszli do drzwi, na 

których była złota tabliczka z imieniem i nazwiskiem Evana.

Damian   otworzył   drzwi   i   przepuścił   ją   przodem.   Jessica   zobaczyła 

sekretarkę Evana. Była to kobieta w średnim wieku, o ostrych, lecz sym-
patycznych   rysach   twarzy.   Emanowała   z   niej   energia   i   kompetencja. 
Wystarczyło na nią spojrzeć, by dojść do wniosku, że w razie potrzeby na 
pewno poradziłaby sobie nie tylko z biurem Evana, lecz z całą firmą.

– Pani Sterling – odezwał się Damian – to jest Jessica Kellerman, nowa 

asystentka prawna Evana. Czy mogłaby pani pokazać jej wszystko, żeby 
czuła się u nas jak u siebie w domu?

–Naturalnie.
Damian zwrócił się do Jessiki.
– Pamiętaj, w razie jakichkolwiek problemów przychodź do mnie.
– Dziękuję ci.
–Nie,   Jessico   –   powiedział   tajemniczo   Damian,   wychodząc   –   to   ja 

dziękuję tobie. – Drzwi zamknęły się za nim z lekkim trzaskiem.

background image

Pani   Sterling   podniosła   się   z   krzesła.   Była   niska   w   porównaniu   z 

wysoką   i   szczupłą   Jessicą.   Jej   szpakowate   włosy   były   krótko   przycięte, 
miała na sobie prostą spódnicę i cienki sweter.

–Pokażę pani bibliotekę – powiedziała. Jessica zerknęła w kierunku za-

mkniętych drzwi, zastanawiając się, czy jest tam Evan. Widocznie jednak 
go   nie  było,  w  przeciwnym  razie  Damian   nie  omieszkałby  zawiadomić 
brata, że Jessica będzie jego pracownicą.

Sekretarka   poprowadziła   ją   przez   hol   do   biblioteki,   gdzie   rząd   za 

rzędem stały grube, zakurzone tomy. Duże pomieszczenie wypełnione było 
wąskimi stołami i krzesłami. Jessica z zadowoleniem stwierdziła, że jest tu 
przytulnie i miło. Wiedziała, że właśnie w tym miejscu będzie spędzać 
większość   czasu   pracy.   Poczuła   delikatny   zapach   olejku   cytrynowego   i 
uśmiechnęła się, widząc tu i ówdzie rośliny w doniczkach, a wśród nich 
bluszcz   o   szerokich   cętkowanych   liściach,   zwieszający   się   z   jednego   z 
regałów.

–Ale tu ładnie...
– Pan Dryden bardzo się stara, żebyśmy pracowali w miłym otoczeniu 

– wyjaśniła z emfazą sekretarka.

– Taki właśnie jest Damian – powiedziała półgłosem Jessica.
– Miałam na myśli młodszego pana Drydena. – Usłyszała zdziwiony 

głos.

–Ach tak, oczywiście – przytaknęła szybko.

Zanim dobiegł końca jej pierwszy dzień w firmie, Jessica czuła się, jak-

by miała za sobą czterdziestogodzinny tydzień pracy. Dostała małe biurko 
w   rogu   pokoju   i   własny   telefon.   Pani   Sterling   sprawiała   wrażenie,   że 
poczytuje sobie za obowiązek, by Jessica miała różnorodne zajęcia, na z2-
ad   zbieranie   zamówień   na   lunch,   porządkowanie   szaf   z   aktami   i  prze-
kazywanie wiadomości na terenie biura.

Kiedy już myślała, że widocznie tego dnia nawet nie rzuci na Evana 

okiem,   on   nagle   wpadł   do   biura   i   zatrzymał   się   gwałtownie,   gdy   ją 
zobaczył.  Był  wzrostu   Damiana,   miał   jasne   włosy  i   uduchowione   oczy. 
Zdaniem Jessiki to było po prostu niesprawiedliwe, że mężczyzna mógł być 
tak oszałamiająco przystojny.

– Julia – wyszeptał takim tonem, jakby znalazł kufer pełen skarbów. 

Oczy jaśniały mu radością. – Co tu robisz?

– Jessica – poprawiła, starając się nie czuć urazy o to, że nie pamiętał jej 

imienia. – Jestem tutaj, ponieważ od dziś pracuję dla ciebie.

– Pana brat zatrudnił panią Kellerman jako nową asystentkę prawną – 

background image

wyjaśniła sekretarka.

Evan podszedł bliżej i ujął dłoń Jessiki.
– No to mamy Gwiazdkę w lipcu! Bo inaczej Damian nie obdarowałby 

mnie tak niezwykłym prezentem.

– Gwiazdka w lipcu – powtórzyła Jessica, z trudem hamując śmiech. A 

więc to prawda, co słyszała o Evanie. Był flirciarzem, lecz tak miłym i bez-
troskim, że wydawało się to bez znaczenia. Wiedziała, że nie mówi powa-
żnie.

–   Jest  kilka   spraw,   którymi   powinien   się   pan   zająć  –   odezwała   się 

sztywno pani Sterling zza pleców Evana.

– Przyjdę do pani za parę minut – powiedział.
– Wiem, że pan przyjdzie. Tylko proszę nie wyjechać, zanim nie  z2-

sze pan tych pism. A skoro już o tym mowa, to trzeba przedyskutować z2-
óre punkty... jeśli znajdzie pan czas.

– Obiecuję, że zaraz zajmę się tymi pismami. – Powiedział to tak, jakby 

nie interesowało go nic, oprócz wpatrywania się w stojącą przed nim młodą 
kobietę.

–Proszę położyć wszystko na moim biurku; przejrzę, zanim wyjdę.
– Nie zapomni pan? 
Evan stłumił śmiech.
– Jakbym słyszał swoją matkę.
– Ktoś musi się panem opiekować. – Sekretarka Evana zmrużyła oczy 

w promiennym uśmiechu.

Jessica ze zdumieniem obserwowała, jak Evan oczarował starszą panią. 

Zanim   pokazał   się   w   drzwiach,   pani   Sterling   była   wzorem   chłodnego 
profesjonalizmu. W chwilę potem przeobraziła się w kwokę niespokojną o 
swoje pisklę. Nim Jessice udało się zastanowić nad jej reakcją, Evan  z2-
ał się ze śmiechem.

– Kochasz mnie, Mary, i dobrze o tym wiesz.
– Po prostu jest pan ostatnio trochę zapominalski – odparła pani Ster-

ling, marszcząc brwi z troską. Nachyliła się nad stosem pism i przerzuciła je 
jeszcze raz. – Czy to źle, że od czasu do czasu o czymś panu przypomnę?

– Myślę, że nie. – Evan zabrał pisma i wszedł do swego gabinetu.
– Czy pracuje pan nad sprawą Korporacji Portera? – zapytała pani 

Sterling, depcząc mu po piętach.

–   Korporacja   Portera   –   powtórzył   Evan,   jakby   nigdy   przedtem   nie 

słyszał tej nazwy. – To chyba nie jest jeszcze pilne, prawda?

– Ależ jest – odrzekła sekretarka, a Jessica usłyszała w jej głosie nutę 

paniki. – To pierwsza sprawa w piątek rano.

background image

– Będę gotów na czas. A jaki dzień mamy dzisiaj?
–   Panie   Dryden,   musi   pan   zacząć   przychodzić   do   biura   przed   za-

mknięciem!

– Niech się pani nie niepokoi. Przygotuję wszystko tak jak zawsze – 

powiedział, odprowadzając sekretarkę do drzwi. Zatrzymał się na moment, 
kiedy jego wzrok napotkał Jessicę, i mrugnął do niej. Potem zniknął za za-
mkniętymi drzwiami.

Pani Sterling pokręciła głową i zerknęła w kierunku Jessiki. – Pan Dry-

den miał ostatnio ciężkie przeżycia – wyjaśniła.

– Od kiedy nie ma asystentki?
– Już od dawna. Wyglądało na to, że nie będzie mu potrzebna. Damian 

ograniczył jego obowiązki i, jak by to powiedzieć, wszystko tu po prostu 
wygląda już inaczej.

Wychodząc z pracy, Jessica natknęła się na Damiana, który rozmawiał 

z sekretarką. Sprawiał wrażenie człowieka poważnego i solidnego, a kilka 
siwych włosów na skroniach nadawało mu dystyngowany wygląd. Był z2-
zinkową postacią i Jessica przez chwilę pomyślała, że to dziwne, iż się nie 
ożenił. Ta myśl pociągnęła za sobą następną, zaskakującą dla niej samej. 
Poczuła, że jest szczęśliwa, bo Damian się nie ożenił.

Widocznie   zauważył   ją   kątem   oka,   ponieważ   wyprostował   się, 

uśmiechnął i podszedł do niej.

– Jak ci minął pierwszy dzień, Jessico?
– Naprawdę dobrze.
– Czy Mary nie wykorzystuje cię za bardzo?
– Skądże, jest wspaniała.
– Mary to jedna z najlepszych sekretarek, z jakimi dotychczas pracowa-

łem. Może być nieco szorstka, ale przyzwyczaisz się do tego. – Szedł teraz 
obok Jessiki, z rękami założonymi do tyłu. Być może Mary była szorstka, 
zamyśliła się Jessica, ale nie dla Evana.

–   Zawsze   będę   ci   wdzięczna   za   to,   że   zechciałeś   zaryzykować   i 

przyjąłeś mnie – powiedziała swobodnym tonem.

Damian uśmiechnął się ze smutkiem.
–Kto wie, czy później też będziesz mi dziękować. Mój brat może być 

nieprzyjemny, lecz jeśli jest ktoś, kto mógłby zawrócić go ze złej drogi, to 
właśnie ty.

–Ja? – zapytała, niczego nie rozumiejąc. Damian oderwał wzrok od jej 

oczu i spojrzał przed siebie.

– Każdy potrzebuje, by od czasu do czasu ktoś popatrzył na niego 

dużymi, pełnymi uwielbienia oczami, jak myślisz?

background image

– Ale... – Jessica nie wiedziała, co odpowiedzieć. Jedno stało się jasne: 

Damian nie zatrudnił jej z powodu dobrych stopni w college'u.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

–Naprawdę dostałaś tę pracę? – Cathy Hudson pytała przez telefon 

głosem pełnym zaskoczenia.

–Tak po prostu przyjęła cię do pracy jedna z najbardziej znanych firm 

prawniczych w mieście?

– Przyjaciele pomogli. – Radość Jessiki mąciła świadomość, że została 

przyjęta, ponieważ ich rodziny były tak bardzo zaprzyjaźnione. Chociaż 
Damian nie ukrywał, że będzie musiała dobrze wywiązywać się ze swoich 
obowiązków,  Jessica  sama   była   zdecydowana   dowieść   swej   wartości; 
zostanie najlepszą asystentką prawną, jaka kiedykolwiek pracowała w tej 
firmie. To sprawa honoru.

– Dlaczego wszystko przychodzi ci tak łatwo? –biadoliła   Cathy.   – 

Mierzysz wysoko i...

– Ja? To ty starasz się o główną rolę w „Chłopakach i dziewczynach”. I 

kto tu mierzy wysoko?

–   Już   dobrze,   dobrze   –   powiedziała   Cathy   z   dramatycznym   wes-

tchnieniem. – Niech ci będzie.

– A jak było na dzisiejszej próbie?
– Czy ja wiem? To tak trudno ocenić. Wszystko bym oddała za rolę 

Adelajdy, ale patrzę na innych i widzę, jacy są dobrzy. Dziś wracałam do 
domu z myślą, że nie mam szans.  David,  reżyser, jest wspaniały. Praca z 
nim dałaby mi bardzo dużo, ale boję się, że nie dostanę tej roli.

– A  ja w ciebie wierzę. Masz wrodzony talent, Cath. – Jessica mówiła 

prawdę. Jej przyjaciółka zawsze była uzdolniona aktorsko, dzięki czemu 
ich przyjaźń była tak interesująca.

Cathy zaśmiała się cicho.
–   Jak   może   mi   się   nie   udać,   skoro   i   ty,   i   moja   matka   jesteście  z2-

nane, że moim przeznaczeniem jest być gwiazdą? A teraz powiedz, jak z2-
egła rozmowa z Damianem.

– Uważam, że naprawdę dobrze. – Przez całe popołudnie nie mogła 

przestać myśleć o Damianie. Doszła do wniosku, że się zmienił. A może to 
ona była inna? Wszystko jedno, w każdym razie oczarował ją. Myśl o pracy 
z nim była podniecająca.

– A jak tam młodszy z braci?
– Właśnie z nim mam pracować.
Cathy widocznie usłyszała niepewność w głosie Jessiki, bo zapytała:

background image

–Czy to cię niepokoi? Dlaczego? Myślisz, że znowu zgłupiejesz na jego 

punkcie?

Tego już było za wiele.
–Nie ma mowy. Na litość boską, przecież wtedy miałam czternaście 

lat.

Kiedy   odłożyła   słuchawkę,   znalazła   płytę   z   przebojami   jazzowymi, 

wsunęła ją do odtwarzacza i zabrała się do obiadu. Przyrządzała kurczaka 
ze szpinakiem, stojąc boso w kuchni i mrucząc w takt muzyki, a jej serce 
śpiewało swą własną melodię.

Wieczorem odpoczywała, próbując czytać gazetę. Mimo wysiłków jej 

myśli błądziły wokół Damiana. Na pewno nie chciałaby stracić głowy dla 
jeszcze jednego Drydena.

Według informacji, których dostarczyła jej matka, Damian obecnie nie 

był   z   nikim   związany.   Joyce   Kellerman   powiedziała,   że   Lois   Dryden 
skarżyła się, iż jej starszy syn zbyt mało czasu przeznacza na rozrywki. z2-
chać się w kobiecie, która oderwałaby go od pracy – oto, czego potrzeba 
Damianowi, zdecydowała Jessica. W kimś wesołym. W kimś, kto skłoniłby 
go do śmiechu i cieszenia się życiem. W kimś, kto go ceni.

Godzinę później, kiedy kładła się spać, zdała sobie sprawę, że prawie 

przez cały wieczór myślała o Damianie. Ale to zrozumiałe, wyjaśniła sama 
sobie. Przecież to szef firmy, w której jestem zatrudniona.

Następnego dnia Evan pokazał się w biurze dopiero po jedenastej. Gdy 

tylko tanecznym krokiem wszedł do sekretariatu, pani Sterling zaczęła mu 
nadskakiwać.

–Dzień   dobry,   panie   Dryden   –   przywitała   go   wylewnie,   niemal 

zrywając się z krzesła. – Prawda, że mamy dziś piękny dzień?

Widać było, że Evan musi to przez chwilę przemyśleć.
–Nie zwróciłem uwagi, ale ma pani rację, to wspaniały dzień –  z2-

wiedział i zaczaj wertować plik czekających na niego kopert.

Kiedy   szedł   do   gabinetu,   zauważył   Jessicę   siedzącą   przy   biurku. 

Poczuła na sobie jego badawczy wzrok.

– Dzień dobry, panie Dryden – powiedziała.
– Evan – poprawił ją z naciskiem. – Jeśli koniecznie chcesz, panem Dry-

denem możesz nazywać Damiana, ale ja jestem Evan.

– Zgoda. Dzień dobry, Evanie.
– Prawda, że mamy dziś dobry dzień? – zapytał, posyłając jej łobuzer-

ski uśmiech, którego nie mogła nie odwzajemnić. Dopiero teraz zauważyła, 
jakie przez te lata zaszły w nim zmiany. Wyszczuplał, a w jego uśmiechach 

background image

rzadko brały udział oczy. Trudno było również nie zauważyć, że wszyscy 
chodzą wokół niego na paluszkach. Pani Sterling nie omieszkała jej poinfor-
mować, że Evan ma ostatnio mniej pracy, a Damian powiedział, że jego 
brat nie przyszedł jeszcze do siebie po zerwanym romansie. To musiało być 
coś poważnego, zamyśliła się Jessica.

– Już dawno nie mieliśmy okazji porozmawiać, prawda? – Podszedł i 

siadł na krawędzi jej biurka.

–   Bardzo   dawno   –   przyznała,   modląc   się   w   duchu,   by   nie   zaczaj 

wspominać   jej   dziewczęcych   błazeństw.   Czuła   się   dostatecznie   zakło-
potana, kiedy zrobił to Damian.

– Myślę, że powinniśmy nadrobić zaległości, co ty na to? Zapraszam 

cię na lunch. – Spojrzał na zegarek i zrobił zdziwioną minę. – Pojedziemy 
za pół godziny. To wystarczy, żebym uporał się z papierami, które mam na 
biurku.

– Chcesz mnie zabrać na lunch? Dzisiaj?
– To drobiazg. – Wzruszył ramionami. – Poproszę Mary, żeby zarezer-

wowała stolik.

– Ale...
– Świetny pomysł – wtrąciła pani Sterling, wyraźnie zadowolona.
– Ale przecież ja dopiero zaczęłam tu pracować. Chętnie poszłabym na 

lunch powiedzmy za tydzień, kiedy już się ze wszystkim zapoznam. – Bar-
dzo nie chciała, by Damian odniósł wrażenie, że zaniedbuje swoje obowiąz-
ki.

Evan dotknął palcem czubka nosa Jessiki i zajrzał jej głęboko w oczy.
–Żadnych ale. Jedziemy na lunch i będziesz mogła zdać mi sprawoz-

danie ze wszystkiego, co robiłaś przez ostatnie pięć czy sześć lat.

Pani Sterling, która wyglądała na niezmiernie zadowoloną z takiego 

obrotu   rzeczy,   weszła   za   Evanem   do   jego   gabinetu.   Po   paru   minutach 
wróciła. Rzucając na Jessicę radosne spojrzenie, podniosła słuchawkę, żeby 
zarezerwować stolik w restauracji „U Henriego”, jednej z najlepszych w 
Bostonie, słynącej z elegancji. Na dojazd do niej potrzebny był co najmniej 
kwadrans, a to znaczyło, że ich lunch potrwa znacznie dłużej niż zwykle.

– Wątpię, czy będziemy z powrotem za godzinę, jeśli to ma być lunch 

„U Henriego” – odezwała się Jessica.

– Proszę się nie martwić. Jestem pewna, że odrobi to pani przy  z2-

iższej okazji.

– Pracuję tu dopiero drugi dzień i nie chciałabym sprawiać złego wra-

żenia.

– Moja droga, pan Dryden jest pani szefem. Jeśli chce bez pośpiechu 

background image

zjeść   z   panią   lunch,   to   zamiast   mieć   wątpliwości,   powinna   pani   raczej 
uznać to za sukces.

– To prawda, ale...
– Z tego, co wiem, jesteście od dawna zaprzyjaźnieni – przerwała pani 

Sterling. – Więc to przecież zupełnie naturalne z jego strony, że chce w ten 
sposób osobiście powitać panią w firmie.

Ledwie pani Sterling zdążyła odłożyć słuchawkę, pojawił się Evan.
– Czy jesteś gotowa?
–   Tak,   już   za   chwilę.   –   Zaskoczona   Jessica   skończyła   wpisywanie 

notatek do komputera i wstała zza biurka.

Evan ujął ją za ramię.
–Wrócimy za kilka godzin – zwrócił się do sekretarki.
Szli korytarzem w kierunku wyjścia, gdy pojawił się Damian.
– Właśnie wybieramy się na lunch – wyjaśnił Evan. – Czy jestem ci 

potrzebny?

– Nie. Idźcie, idźcie. Porozmawiamy później.
Damian skinął głową, a Jessica ledwie powstrzymała się, by nie zacząć 

tłumaczyć, że to nie był jej pomysł. Uznała jednak, że już jest za późno, a 
zresztą nie była pewna, czy to w ogóle potrzebne. Damian chyba wie, że nie 
wprosiła się na ten lunch. Jednak nie chciała, żeby myślał o niej źle.

–Chyba wrócimy późno – powiedział Evan do brata.

Do restauracji pojechali taksówką. Stolik już czekał. Uroczystą atmosfe-

rę podkreślała dyskretna muzyka. Kelnerzy, ubrani jak dyplomaci, byli zy-
czaj uprzejmi, a potrawy podawano ze specjalnym ceremoniałem.

Evan wyraźnie nie miał ochoty mówić o sobie, za to wypytywał Jessicę 

o szkołę, przyjaciół, zainteresowania. Sprawiał wrażenie troskliwego, lecz 
przypuszczała, że myślami był daleko od niej i ich lunchu. Nie wracał do 
przeszłości, nie wspominał, jak była w nim zakochana. Chętnie by go za to 
ucałowała.

Kiedy talerze zostały sprzątnięte, wyjął notatnik i ołówek.
– Mam zamiar zająć się pewną sprawą cywilną, co będzie wymagało 

wielu poszukiwań w aktach – powiedział z entuzjazmem, jakiego do tej 
pory Jessica u niego nie widziała. – Sprawa dotyczy Earla Kressa, pewnie o 
nim czytałaś.

– Oczywiście. – Lokalne gazety od tygodni były pełne niezwykłych 

szczegółów tej sprawy. Dwudziestoletni były sportowiec pozwał do sądu 
okręg szkolny w Spring Valley.

Jessica z zainteresowaniem słuchała wyjaśnień Evana. Earl był utalen-

background image

towanym sportowcem, podporą reprezentacji szkoły w futbolu, koszyków-
ce i trójboju lekkoatletycznym. Aby mógł uprawiać sport, musiał jednak 
mieć odpowiednie wyniki w nauce. Niestety, nigdy nie opanował umiejęt-
ności czytania i pisania. Chociaż skończył szkołę średnią, a nawet dostawał 
stypendium, w praktyce był analfabetą.

Władze okręgu szkolnego zmuszały nauczycieli Earla do wystawiania 

mu pozytywnych ocen. Po szkole średniej poszedł do college'u. Na obozie 
treningowym odniósł poważną kontuzję kolana i na tym skończyła się jego 
kariera. Nie minęły dwa miesiące pierwszego roku nauki, kiedy Earl został 
wyrzucony ze szkoły.

– Jakie to niesprawiedliwe – powiedziała Jessica, gdy Evan skończył. 

Pomyślała, że Damian, niespokojny o brata, dobrze zrobił, powierzając mu 
tę niezwykłą sprawę. Na pewno oderwie go ona od innych problemów. 
Teraz Evan będzie miał cel, powód, by przyjść do pracy rano, by nie myśleć 
o osobistych kłopotach.

– Były już podobne sprawy – ciągnął Evan. – Chciałbym, żebyś spraw-

dziła, jak się skończyły.

– Będę szczęśliwa, jeśli okażę się pomocna.
Evan uśmiechnął się z uznaniem.
–Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć.
A więc to był prawdziwy powód ich lunchu we dwoje, ta sprawa z2-

doczniej wiele znaczyła dla Evana, musiała więc być ważna również dla 
niej. Jessica była zadowolona, że ma okazję się wykazać.

Godzinna   przerwa   na   lunch   wydłużyła   się   do   trzech   godzin.   Gdy 

wrócili do biura, Jessice wydawało się, że wszyscy na nich patrzą i czuła się 
bardzo nieswojo.

Chciała już siedzieć za biurkiem. Przechodząc obok gabinetu Damiana, 

odwróciła głowę. Jednak zobaczył ją, gdyż drzwi były otwarte. Wstał i z2-
łał   ją   po   imieniu,   a   potem   chyba   spojrzał   na   zegarek.   Jessica   ledwie 
powstrzymała się, by nie powiedzieć, że był to służbowy lunch.

Damian od początku stawiał sprawę jasno: oczekiwał, że będzie robić, 

co do niej należy. Nie płacił jej przecież za romansowanie z bratem podczas 
trzygodzinnych lunchów, a Jessica nie chciałaby, by odniósł takie wrażenie. 
Pragnęła   się   wytłumaczyć,   lecz   wyglądałoby   to   dziwnie   w   obecności 
Evana. Jedyne co mogła zrobić, to zostać dłużej tego wieczora, żeby  z2-
acować czas spędzony na lunchu.

Kiedy wychodziła, było już po siódmej. Mimo to kilka osób jeszcze 

pracowało. Szła korytarzem ze swetrem przerzuconym przez ramię, gdy 
usłyszała głos Damiana.

background image

- Jessica.
– Cześć, Damianie – odezwała się. Stał w drzwiach swego biura, w 

swobodnej pozie, z rękoma skrzyżowanymi na piersiach.

– Jak się udał lunch z moim bratem?
– Dobrze, ale...
– Ale? – zapytał, gdy zawahała się i nie od razu dokończyła.
–   Chcę,   żebyś   wiedział,   że   to   był   służbowy   lunch   –   powiedziała 

pospiesznie,   pragnąc   się   czym   prędzej   wytłumaczyć.   –   Omawialiśmy 
sprawę Earla Kressa. Nie chciałabym, żebyś sądził, że spędziliśmy tam trzy 
godziny tylko dla przyjemności.

–Nic by się nie stało.
– Ale tak nie było! – nie ustępowała. – Evan zaprosił mnie na lunch w 

związku z procesem. Nie chodziło mu o odnowienie starej przyjaźni.

– Czy wydawał się zadowolony, że jemu przypadła ta sprawa? – z2-

tał Damian z troską.

–   Bardzo   zadowolony.   –   Przypomniała   sobie   panią   Sterling,   która 

wyjaśniła, że „wszystko tu po prostu wygląda już inaczej”, dając do zro-
zumienia,   że   to   Evan   był   inny.   Ciekawa   była,   czy   Damian   zdaje   sobie 
sprawę, jak głęboko nieszczęśliwy jest jego brat.

Damian uśmiechnął się; Jessica wiedziała, że nie robi tego często. Bar-

dzo podobały się jej iskierki w jego szarych oczach.

–Pomyślałem sobie, że dobrze mu zrobi zmiana tempa życia. A czy 

powspominaliście dawne czasy?

Domyśliła się, że Damian chciałby wiedzieć, czy dostrzegła zmiany w 

jego bracie.

– Troszkę. Wydaje mi się, że Evan naprawdę cierpi.
Damian skinął głową.
– Stara się z tym nie zdradzać. Ciekaw jestem, czy zauważyłaś, jak się 

zmienił.

– Trudno tego nie zauważyć. – Już od pierwszej chwili zdawała sobie 

sprawę, że jest inny niż kiedyś. Mimo że nie widzieli się tak dawno, zauwa-
żyła, jak wiele go kosztuje, żeby ukryć cierpienie. Nic dziwnego, że jego 
rodzice i brat tak się o niego martwili.

Damian zerknął na zegarek i podniósł brwi ze zdziwienia.
– Późno już. Porozmawiamy kiedy indziej. Dobranoc, Jessico.
– Dobranoc, Damianie.

Kiedy   czekała   na   pociąg   na   stacji   metra,   zrozumiała   nareszcie,   co 

Damian miał na myśli, mówiąc, że każdy potrzebuje, by czasem ktoś na 

background image

niego spojrzał wielkimi, pełnymi uwielbienia oczami. Damian ciągle uwa-
żał ją za nastolatkę zadurzoną w jego młodszym bracie. A Evan nigdy bar-
dziej niż teraz nie potrzebował kobiety, dla której byłby idolem. Została za-
trudniona nie dzięki umiejętnościom prawniczym, lecz by pomóc Evanowi 
zapomnieć o tej, którą kochał i utracił. Damian liczył na to, że Jessica uleczy 
ból jego brata.

Następnego dnia około dziesiątej Evan wbiegł do biura promiennie 

uśmiechnięty   i   wręczył   Jessice   tuzin   purpurowych   róż.   Ich   zapach  z2-
chmiast wypełnił pokój.

Jessica zaniemówiła.
– To dla mnie? – Była zaskoczona, a po minie pani Sterling widać było, 

że ona też.

– Proszę cię o przysługę – powiedział Evan, pochylając się nad biur-

kiem, tak że jego twarz znalazła się o centymetry od twarzy Jessiki.

–   Dobrze.   –   Obejmowała   bukiet   jak   królowa   piękności,   wdychając 

upajający zapach.

Evan sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął złożony arkusz żółtego 

papieru.

– Chcę, żebyś pilnie coś dla mnie znalazła.
– Proszę bardzo.
– Chodzi o pewne przepisy... odszukaj je i dostarcz mi jak najszybciej. 

Przykro mi, ale to nudne zajęcie.

– Nic nie szkodzi. – Jessica spojrzała na spis, który przyniósł Evan i z2-

raszyła się widząc, ile zawiera punktów. – Na kiedy ci to potrzebne?

–Na jutro – odpowiedział zupełnie poważnie. Pani Sterling syknęła 

znacząco zza pleców Evana, wywołując tym uśmiech na twarzy Jessiki. 
Evan zmrużył oczy i wyszeptał:

–Nie ma nic gorszego niż kobieta, która nie może się powstrzymać, by 

nie powiedzieć: „A nie mówiłam?”. Pamiętaj o tym, Jessico.

– Dobrze – odpowiedziała z uśmiechem. – Zabieram się do roboty. In-

formacje dla ciebie będą gotowe, zanim wyjdę z pracy wieczorem.

– Grzeczna dziewczynka.
Umieściła róże w wazonie, który dała jej pani Sterling, ustawiła go na 

biurku i zaszyła się w bibliotece. Nawet nie zauważyła, kiedy minęła pora 
lunchu. Spojrzała na zegar dopiero o trzeciej, gdy jej żołądek zaczął  z2-
nać   się   o   swoje   prawa.   Ale   i   wtedy,   zamiast   tracić   czas   na   jedzenie, 
przyniosła sobie jabłko, i chrupiąc je, szukała dalej.

Kiedy   znowu   podniosła   oczy   znad   notatek,   zegar   na   ścianie 

background image

wskazywał siódmą czterdzieści pięć. Słyszała wcześniej, jak inni wycho-
dzili, lecz wydawało jej się, że było to zaledwie przed paroma minutami. 
Wstała, wyprostowała zesztywniały kręgosłup i głęboko odetchnęła. Bolały 
ją oczy i plecy.

Zebrała papiery i poszła do swego pokoju. Zatrzymała się w progu, 

zdziwiona, że jest w nim ciemno. Zapaliła światło i rozejrzała się, pewna, że 
Evan zostawił dla niej wiadomość.

Nie zostawił.
Wyjęła   z   wazonu   jedną   różę,   podniosła   do   nosa   i   zamknęła   oczy, 

starając się pokonać zmęczenie i rozczarowanie.

– Jessico, co tu robisz?
– Damian? – To samo pytanie mogła zadać jemu.
– Jest prawie ósma.
– Wiem. – Poruszyła obolałymi ramionami. – Straciłam poczucie czasu.
– Właśnie widzę. Odrabiałem zaległości w czytaniu, ale nie przypusz-

czałem, że jest tu ktoś jeszcze. Nie ma powodu, żebyś zostawała tak długo.

Zerknęła w stronę gabinetu Evana.
– O której wyszedł Evan? – zapytała obojętnie, nie chcąc pokazać, jak 

czuje się urażona.

– Kilka godzin temu. A dlaczego pytasz?
– Powiedział, że bardzo pilnie potrzebuje tych informacji. – Pracowała 

jak szalona, starając się skończyć robotę jak najszybciej. Była pewna, że 
Evan poczeka, aż ona znajdzie to, czego podobno potrzebował bezzwłocz-
nie.

– Zdaje mi się, że był umówiony na kolację – wyjaśnił Damian.
– Rozumiem – mruknęła. Jednym słowem, beztrosko o niej zapomniał.
– Mam wrażenie, że jesteś zła – rzekł Damian.
– Jestem. Nawet nie zrobiłam sobie przerwy na lunch, żeby miał to, o 

co   prosił.  –   Ani  na   kolację,   pomyślała,  czując,  jak  złość  w   niej  narasta. 
Poniewczasie uświadomiła sobie, że pewnie sprawia wrażenie również z2-
rosnej.

– Przykro mi, Jessico.
Damian   nie   był   winien   bezmyślności   Evana.   Powiedziała   mu   to,   a 

potem zapytała wprost:

– Czy jest tu coś do zjedzenia? – Zamrugała oczami, chcąc ukryć  z2-

odziewane łzy. Głód zawsze wpływał na jej emocje. Była zakłopotana, bojąc 
się, że Damian coś zauważy.

– To znaczy, że od lunchu nic nie jadłaś?
– Od śniadania, nie licząc jabłka. I jeśli zaraz czegoś nie zjem, to się 

background image

rozpłaczę, a naprawdę byłoby lepiej, żebyś tego nie widział. – Wyrzuciła z 
siebie te słowa i zaczęła pociągać nosem. – Nie zwracaj na mnie uwagi. – 
Odwróciła się, wytarła nos rękawem i wróciła do biblioteki. Na stołach 
leżało kilka otwartych opasłych tomów. Zamknęła je i zaczęła taszczyć na 
półkę.

– Znalazłem pudełko krakersów – powiedział Damian, wchodząc do 

biblioteki.

– Dziękuję. – Rozerwała celofan i znów zaczęła pociągać nosem. – z2-

aszam   za   moje   zachowanie.   –   Zjadła   szybko   krakersa   i   udało   jej   się 
powstrzymać szloch. – Nie przejmuj się. Po prostu musiałam coś zjeść.

– Pozwól, że zabiorę cię na kolację. – Damian wziął ze stołu kilka 

tomów i ustawił je na półce.

– Nie trzeba. – Włożyła do ust drugiego krakersa i poczuła, że zaczyna 

przychodzić do siebie.

– Zasłużyłaś na to – odparł. – A poza tym, ja też umieram z głodu.
– Mógł chociaż poczekać – warknęła nagle.
Damian   zignorował   tę   uwagę,   a   po   chwili   zaproponował   pobliską 

popularną restaurację z potrawami z ryb morskich.

– Tak o tym mówił, jakby to była sprawa życia lub śmierci, a potem z2-

t nie chciało mu się powiedzieć mi, że wychodzi. – Jessica dalej się wyła-
dowywała. – Masz rację – powiedziała, kiedy Damian wziął ją pod rękę i 
poprowadził do wyjścia. – Evan się zmienił.

Na tę uwagę Damian również nie zareagował.
Do   restauracji   poszli   piechotą.   Nie   była   zatłoczona,   więc   od   razu 

dostali stolik w pobliżu okna. Kelnerka przyniosła zupę rybną i gorące 
kromki chleba w minutę po przyjęciu zamówienia. Damian musi być tu sta-
łym gościem, pomyślała Jessica, odzyskując dobry humor na myśl o tym, że 
zaraz zje coś ciepłego.

–To   było   pyszne   –   powiedziała.   –   Dziękuję.   –   Westchnęła   z   z2-

leniem, wyskrobując talerz.

Damian uśmiechnął się, skończył swoją zupę i sięgnął po jeszcze jedną 

kromkę chleba.

–Z czego się śmiejesz? – zapytała.
– Wydaje mi się, że właśnie zapobiegłem procesowi. Nie słyszałaś o 

tym? „Pracownica oskarża szefa o stratę posiłków”.

–Uzyskałam dostateczną rekompensatę. – Kąciki jej ust podniosły się. 

Spojrzeli sobie w oczy i po chwili wybuchnęli śmiechem.

Ma bardzo ładne oczy, pomyślała Jessica. Ciemnoszare, zdradzające 

głęboką inteligencję i przenikliwość.

background image

Chciała przekonać Damiana, że jego mniemanie o Evanie i o niej jest 

od dawna błędne, lecz nie wiedziała, jak to zrobić. Zastanawiała się, kogo 
Damian widzi, kiedy na nią patrzy. Czy widzi kobietę, którą się stała, czy 
nieznośną dziewczynę z sąsiedztwa, twierdzącą uparcie, że Evan to jej z2-
aczenie?

Kelnerka   przyniosła   drugie   danie:   dla   Damiana   ostrygi,   dla   Jessiki 

pieczonego dorsza, który jej bardzo smakował. Kiedy skończyli, czuła się 
jak nowo narodzona.

– Zanim wyszliśmy z biura, powiedziałam coś, czego nie powinnam 

była mówić – zaczęła nieśmiało. – Chciałabym...

– Nie martw się tym. Pracowałaś tak długo, a na dodatek byłaś głodna 

jak wilk – przerwał jej Damian.

– Chciałam się tylko upewnić, czy z tego powodu nie zamierzasz mnie 

zwolnić.

– Samo domaganie się jedzenia nie wystarczy, żebym to zrobił – z2-

wnił, z trudem kryjąc rozbawienie.

Kiedy wyszli na ulicę, poczuli chłód. Czerwcowe niebo było ciemne i 

zasnute chmurami.

–Zanosi się na deszcz. – Ledwie to powiedział, spadły pierwsze grube 

krople. Żadne z nich nie miało parasola, więc Damian wziął Jessicę pod 
rękę i pobiegli przez ulicę w kierunku księgarni. Wprawdzie była już daw-
no zamknięta, lecz zaopatrzone w daszek wejście stanowiło dobre miejsce 
do przeczekania ulewy.

Zdyszana Jessica zadygotała z zimna i zaczęła energicznie rozcierać 

sobie ramiona. Po chwili jego duże ręce zastąpiły jej drobne dłonie, a potem 
Damian okrył ją swą marynarką.

– Nie trzeba – zaprotestowała, bojąc się, by sam się nie przeziębił.
– Przecież cała drżysz.
Ciepło jego marynarki było przyjemniejsze, niż chciała się do tego z2-

ać. Damian był bez wątpienia dżentelmenem w każdym calu.

Ulewa   trwała   ponad   dziesięć   minut.   Jessica   była   zaskoczona   –   jak 

szybko minął ten czas! Gdy deszcz przeszedł w mżawkę, a potem ustał, 
poczuła, że jest jej niemal przykro. Rozmawiała z Damianem o książkach i 
okazało się, że oboje lubią kryminały i mogą bez zastanowienia wymieniać 
dziesiątki tytułów i nazwisk autorów.

–Czy dziś rano przyjechałaś do pracy samochodem? – zapytał.
Potrząsnęła głową, ponieważ przyjechała metrem.
– W takim razie odwiozę cię do domu.
– To naprawdę nie jest konieczne, Damianie. Nie mam nic przeciwko 

background image

komunikacji miejskiej.

–   A  ja mam – powiedział stanowczo. – Jest za późno, żebym mógł cię 

zostawić samą na ulicy. Jak to miło, że się o mnie martwi, pomyślała.

– Ale i tak mam ci za co dziękować.
– Co masz na myśli?
– Bezustannie jestem twoją dłużniczką. Masz złote serce.
Zaśmiał się cicho.
– Nie jestem pewien, miła Jessico.
– Przyjąłeś mnie do pracy, mimo że nie mam przecież doświadczenia, 

zaprosiłeś na kolację, a teraz chcesz mnie odwieźć do domu.

Wrócili   do   biurowca   i   weszli   do   garażu   w   podziemiach.   Damian 

otworzył drzwi samochodu i Jessica usadowiła się wygodnie na pokrytym 
skórą siedzeniu.

Podczas rozmów z Damianem nabrała przekonania, że stara się on 

chronić brata, choć nie była pewna, czy Evan to docenia.

– Niepokoisz się o niego, prawda? – zapytała bez żadnych wstępów, 

lecz Damian wiedział, co miała na myśli.

– Tak – przyznał.
– I to on jest prawdziwym powodem, dla którego mnie zatrudniłeś. 

Myślisz, że mogłabym może pomóc mu w tym... trudnym okresie. – To nie 
były obowiązki, których by sobie życzyła. Chciała to właśnie wytłumaczyć, 
ale gdy zauważyła jego rozbawioną minę, odezwała się ostro: – Nie jestem 
głupią czternastolatką, która straciła głowę dla dorosłego mężczyzny. To 
było po prostu zauroczenie. I dawno się skończyło.

Damian lekko wzruszył ramionami.
–Więc   jednak   przyjąłeś   mnie   z   powodu   Evana?   –   nie   dawała   za 

wygraną.

Przez długą chwilę w samochodzie panowała cisza.
–Czasem   sam   nie   wiem   –   powiedział   wreszcie.   –   Czasem   sam   nie 

wiem.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Następnego dnia Jessica przyjechała do pracy wcześnie. Chciała jesz-

cze raz podziękować Damianowi za kolację, a przede wszystkim dać mu do 
zrozumienia, jak przyjemne były spędzone z nim chwile. Lecz drzwi jego 
gabinetu były zamknięte, a sekretarka gorączkowo szukała czegoś w szafie 
z   segregatorami.   To   nie   był   dobry   moment,   by   wpaść   do   niego   nie-
spodziewanie.

Evana nigdzie nie zauważyła, co nie było zaskakujące. Pani Sterling 

zjawiła   się   dziesięć   minut   po   Jessice,   przywitała   ją   pełnym   aprobaty 
uśmiechem i zabrała się do rozdzielania poczty.

Połowę przedpołudnia Jessica spędziła na porządkowaniu materiałów, 

które wyszukała poprzedniego dnia, i na przepisywaniu ich do komputera, 
by   Evan   nie   musiał   tracić   czasu   na   odcyfrowywanie   jej   pospiesznie 
robionych notatek.

Właśnie skończyła składanie wydruku, gdy zdyszany wpadł do biura. 

Widać było, że biegł przez całą drogę z parkingu. Pomaszerował prosto do 
jej biurka.

–   Czy   to   już   jest   gotowe?   –   zapytał,   po   czym   chwycił   plik   z2-

ukowanego papieru, zanim zdążyła mu go podać. Wstała, chcąc omówić z 
nim kilka punktów, lecz minął ją szybko i bez słowa wszedł do gabinetu. 
Chciała pójść za nim, ale zamknął drzwi.

Jessica była zaskoczona. Patrzyła na panią Sterling i nie wiedziała, co 

zrobić. Sekretarka westchnęła i rozłożyła ręce.

Po chwili Evan wyszedł z gabinetu, na pozór opanowany i pewny 

siebie. Był już bez płaszcza, w ręku trzymał wydruk, bez celu przerzucając 
jego arkusze. Spojrzał na Jessicę i szeroko się uśmiechnął.

–   Jesteś   aniołem   –   powiedział.   Przechodząc   obok,   pocałował   ją   w 

policzek. Zauważyła, że równie czule pocałował panią Sterling.

– Będę u Damiana na posiedzeniu – powiedział wychodząc.
Poranne godziny mijały, a Jessica zastanawiała się, jaka jest właściwie 

jej rola w biurze. Wprawdzie Evan dostał teraz sprawę Earla Kressa, lecz 
przedtem przez kilka miesięcy nie był zbyt obciążony. Wyszukała to, o co 
prosił, i niewiele miała do roboty.

Zorientowała się, że ostatnio Evan przestał się interesować przepisami 

dotyczącymi spółek akcyjnych. Chyba Damian nie spodziewał się cudów, 
przyjmując ją do pracy! Ponieważ tak niechętnie mówił o kłopotach Evana, 

background image

Jessica pomyślała, że może  dowie się szczegółów od  pani Sterling. Nie 
chciała   pytać   wprost,   bo   mogłoby   to   być   niebezpieczne;   niewątpliwie 
sekretarka była bardzo oddana swemu pracodawcy.

–   Evan   jest   naprawdę   czarujący,   prawda?   –   zaczęła   swobodnym 
tonem.
– Zawsze był taki – odparła pani Sterling z dumą.
– Jednak jest teraz inny niż przed laty. Bardziej... napięty.
Sekretarka Evana kiwnęła głową.
–Chętnie bym zastrzeliła tę kobietę – powiedziała pod nosem.
Serce Jessiki zabiło mocniej.
–Jaką kobietę? – zapytała, starając się ukryć niecierpliwość. Za chwilę 

się dowie, co spowodowało, że Evan tak bardzo się zmienił.

Pani   Sterling   podniosła   oczy,   zdziwiona,   że   jej   pomruki   zostały 

dosłyszane.

– Och, nie... nie ma o czym mówić.
– Ależ musi być o czym. Evan jest zupełnie inny niż przed kilku laty, 

oczywiście czarujący i miły, lecz jest w nim teraz coś szorstkiego, ostrego. 
Coś, czego nie potrafię określić. – Spojrzała z oczekiwaniem na sekretarkę.

–To prawda – zgodziła się pani Sterling niechętnie. 
– Twierdzi pani, że to kobieta jest przyczyną zmian, jakie zaszły w 

Evanie?

–A czy nie jest tak zawsze?
– Co się właściwie stało? – Jessica doszła do wniosku, że delikatnością 

nic tu nie wskóra.

– To przykre, naprawdę przykre.
– Tak, Evan już nie jest taki jak kiedyś – powiedziała Jessica, z nadzieją, 

że zachęci panią Sterling do dalszych wynurzeń.

– To, co się stało, nie powinno właściwie nikogo dziwić. A jednak 

dziwi,   ponieważ   pan   Dryden   jest   taki   uroczy.   Zakochał   się   szczerze   i 
prostodusznie w kimś, kto nie darzył go podobnym uczuciem. – Pani Ster-
ling   nagle   zacisnęła   usta,   jakby   już   powiedziała   znacznie   więcej,   niż 
powinna, znacznie więcej, niż wypadało powiedzieć sekretarce na temat 
szefa.

Tyle Jessica wiedziała już wcześniej. Chodziło jej o szczegóły. Kim była 

kobieta, która tak bardzo zmieniła Evana? To nie do wiary, że ktoś dał mu 
kosza.   Jej   idolowi   z   czasów,   gdy   była   nastolatką.   Kimkolwiek   była   ta 
kobieta, musiała być niespełna rozumu.

Koło jedenastej Evan wrócił. Z uśmiechem podszedł do jej biurka.
–Wspaniale to zrobiłaś, Jessico. Dziękuję.

background image

Ta pochwała zaskoczyła ją. Zaczęła się zastanawiać, czy Damian coś 

mu powiedział.

– Doceniam twój wysiłek – ciągnął. – Bardzo dobrze pracujesz.
– Ja... ja to robiłam z przyjemnością. To... to należy do moich obowiąz-

ków   –   wykrztusiła   jąkając   się.   Ze   zdumieniem   stwierdziła,   jak   bardzo 
wzburzyła ją jego pochwała. Czuła się teraz zawstydzona swą przesadną 
reakcją poprzedniego dnia, gdy zauważyła, że Evana już nie ma w biurze. 
Sama sobie winna, że nie zjadła lunchu. Wcale by się nie przejęła znik-
nięciem Evana, gdyby...

–Dowiedziałem się od Damiana, że byłaś tu prawie do ósmej wieczór.
Więc Damian jednak wspomniał o tym.
– Powiedziałam już, że po prostu wykonywałam swoje obowiązki.
– W sobotę moi rodzice urządzają przyjęcie na świeżym powietrzu – 

ciągnął Evan. – Zacznie się o czwartej. Chciałbym, żebyś poszła ze mną.

Zaproszenie Evana zbiło ją z tropu. Nie wiedziała, co powiedzieć. Cho-

ciaż nie miała doświadczenia, zdawała sobie sprawę, że umawianie się z 
szefem może doprowadzić do kłopotów.

–To nie powinna być trudna decyzja – powiedział ze śmiechem.
Jego duma już raz została zraniona. Jessica doszła do wniosku, że nie 

chce, by i ona była tego przyczyną.

– Będzie mi bardzo przyjemnie – odparła. – Cieszę się, że pomyślałeś o 

mnie.

– Zawsze byłaś miłą dziewczyną – uśmiechnął się czule.
Jako   nastolatka   Jessica   marzyła   właśnie   o   tym.   Zamykała   oczy   i 

wyobrażała sobie, że Evan ją gdzieś zaprasza. Teraz, gdy jej marzenie się 
spełniło, wolałaby, żeby to był Damian.

–Przyjadę po ciebie. Mieszkasz w śródmieściu, prawda?
Skinęła głową.
–A czy nie będzie prościej, jeśli spotkamy się na przyjęciu? Tak się 

składa, że spędzam ten weekend u rodziców i mogłabym przyjść z nimi.

Evan wyglądał na nieco zdziwionego jej propozycją.
– Jesteś pewna?
– Oczywiście.
– W takim razie spotkamy się na miejscu.
Był w jej życiu taki okres, że bez wahania poszłaby z Evanem na każde 

przyjęcie. Wszędzie. Czy Damian nie na to liczył, kiedy ją przyjmował – z2-
t jeśli twierdził, iż wie, że jej zauroczenie dawno minęło?

– Przyjęcie jest urządzane na cześć pewnego dygnitarza – ciągnął Evan. 

– Mama wychodzi z siebie, żeby wszystko się udało. Gwarantuję, że to 

background image

będzie takie party, jakiego Boston jeszcze nie widział. Ostatnio słyszałem, 
że mama wynajęła zespół country.

– Zanosi się na niezłą zabawę.
– Jestem pewien, że tak będzie. Chyba umiesz tańczyć polkę?
–Naturalnie. – Prawdę mówiąc, dotychczas tańczyła polkę najwyżej 

dwa razy. – Ale dawno tego nie robiłam – dodała na wszelki wypadek.

– Ja też. Zostawimy te wymyślne kroki Damianowi.
Westchnęła na myśl o Damianie, a potem pomyślała, że najwyraźniej 

dzieje się z nią coś niedobrego, pewnie mającego początki w dzieciństwie – 
jeśli   może   spotykać   się   z   jednym   z   braci   i   równocześnie   tęsknić   do 
drugiego.

Godziny mijały i zanim się obejrzała, skończył się dzień pracy. Pani 

Sterling właśnie wyszła na chwilę, a wtedy zjawił się Damian.

– Evana już nie ma – powiedziała Jessica. Była nieco podekscytowana 

widokiem Damiana stojącego przed biurkiem, zwłaszcza że znów zaczęła 
myśleć o tym, jak bardzo chciałaby pójść na przyjęcie właśnie z nim.

– Nie przyszedłem do brata.
–Pani Sterling wróci za chwilę. 
– Przyszedłem do ciebie – wyjaśnił Damian, patrząc na nią z uwagą 

ciemnymi oczami.

Jessica czekała w napięciu. Czyżby miał zastrzeżenia do jej pracy?
–Niepotrzebnie   się   niepokoisz.   Przyszedłem   ci   powiedzieć,   że   moi 

rodzice wydają w sobotę przyjęcie. Będzie rożen na świeżym powietrzu.

–Tak, wiem. Evan już o tym wspominał.
Jessica przysięgłaby, że w oczach Damiana zabłysło zainteresowanie. 

Skrzyżował ramiona i oparł się o biurko.

– Co powiedział?
– Niewiele. Podobno jest to przyjęcie na cześć jakiegoś dygnitarza.
– Aha. – Zawahał się, jakby stracił pewność siebie, co przecież, pomy-

ślała, byłoby zupełnie niezgodne z jego charakterem. – Zastanawiałem się... 
– zaczął, po czym wyprostował się i wsunął ręce głęboko w kieszenie. – Czy 
zechciałabyś pójść na to przyjęcie ze mną?

Ramiona jej opadły i już otwierała usta, by wyjaśnić, że zaprosił ją 

Evan, lecz zanim zdążyła to zrobić, Damian dodał:

–Wiem,   że   późno   ci   o   tym   mówię,   ale   sam   dowiedziałem   się 

szczegółów dopiero dziś rano. – Uśmiechnął się. – Mama telefonowała, 
chciała się upewnić, że tam będę. Wygląda na to, że bardzo poważnie trak-
tuje swoje obowiązki.

– Ale...

background image

– Nie możesz – domyślił się. 
Ponuro skinęła głową.
– Już zaprosił mnie Evan... jako swoją partnerkę. – Chciała powiedzieć 

Damianowi, że o wiele bardziej wolałaby pójść z nim, ale nie odważyła się. 
– Przepraszam – dodała.

–Zaprosił   cię?   –   Zamiast   wyglądać   na   niezadowolonego,   Damian 

wydawał się wprost zachwycony.

–Nie przepraszaj.
Jego reakcja zirytowała ją.
–To   nie   jest   prywatna   randka.   –   Chciała,   żeby   to   było   jasne.   –   A 

przynajmniej Evan tak tego nie przedstawił. On chce mi w ten sposób z2-
ękować za ciężką pracę przy wyszukiwaniu potrzebnych mu informacji.

–   Mój   brat   nie   zaprosiłby   cię,   gdyby   mu   nie   zależało   na   twoim 

towarzystwie. A poza tym nie chciałbym, żeby myślał, że wkraczam na 
jego terytorium.

Jego terytorium.
Widocznie domyślał się, co czuła, bo dodał:
–Evan był pierwszy.
Co do tego ma rację, pomyślała, ale tylko co do tego.
Damian   odwrócił   się   ku   wyjściu,   a   Jessica   poczuła,   że   musi   się 

wytłumaczyć.

– Myślę, że nie powinieneś przywiązywać zbytniej wagi do tego, że 

mnie zaprosił. To naprawdę było tylko podziękowanie.

– Ale to początek, nie sądzisz? – powiedział przez ramię. – Dobry 

początek. – Wyszedł, zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć.

W domu Jessica doszła do wniosku, że Damian zaprosił ją na przyjęcie 

nie dlatego, że pragnął jej towarzystwa. Założył, że Evan tego nie zrobił – i 
szukał okazji, by zbliżyć ich do siebie.

Jessica   przyjechała   do   rodziców   wczesnym   sobotnim   popołudniem. 

Całe rano spędziła, chodząc po sklepach w poszukiwaniu najodpowiedniej-
szego stroju. Cathy dodawała jej odwagi i służyła radą.

Chociaż   nie   będzie   na   przyjęciu   w   towarzystwie   Damiana,   to   jeśli 

zjawi się wyglądając jak gwiazda filmowa, powinien żałować, że nie są 
razem. Taki był jej plan – jasny i prosty.

Evan wspomniał o zespole country, ale powiedział też, że przyjęcie ma 

być na cześć pewnego dostojnika. Te nieco nie pasujące do siebie informacje 
spowodowały,   że   zupełnie   nie   wiedziała,   jak   się   ubrać.   W   szafie   nie 
znalazła nic odpowiedniego, w sklepach też było niewiele.

background image

W jednym stroju wyglądała jak Annie Oakley, w innym jak Jackie Ken-

nedy. Już myślała, że nie znajdzie nic pośredniego, gdy zauważyła długą 
dżinsową spódnicę,  czerwoną  bluzkę z  karczkiem  obszytym  tęczowymi 
frędzlami i białe kowbojskie buty. Elegancji temu zestawowi dodawał biały 
jedwabny szal.

Gdy przymierzyła nowy strój, w oczach matki zobaczyła aprobatę.
– Szkoda, że też nie poszłam po zakupy i nie kupiłam sobie czegoś no-

wego. Wyglądasz świetnie.

–   Dziękuję.   –   Matczyna   pochwała   dodała   Jessice   pewności.   Cathy, 

która zwykle ubierała się jak postać z filmu science–fiction, powiedziała to 
samo,   ale   Jessica   nie   była   pewna,   czy   może   ufać   jej   poczuciu   dobrego 
smaku.

– Jak to miło ze strony  Evana,  że cię zaprosił – kontynuowała  Joyce 

Kellerman. – Wcale nie jestem zaskoczona, choć jest twoim szefem. W życiu 
wszystko może się zmienić, nieprawdaż?

– Masz rację – powiedziała Jessica sucho.
– Bardzo jestem zadowolona, że pracujesz z Evanem.
– Jest miły.
– Jest wspaniały. Zawsze marzyłam... wiem, że to głupie, ale przecież 

tak   dawno   się   przyjaźnimy   z   Drydenami...   Miałam   nadzieję,   że   jak 
dorośniesz, wyjdziesz za któregoś z chłopców Lois.

– Pod żadnym pozorem – powiedziała Jessica szybko – nie mów tego 

przy Damianie lub Evanie.

– Dlaczego, moja droga?
– Mamo, to mnie strasznie peszy!
– Ale przecież kilka lat temu byłaś taka zakochana w Evanie, więc my-

ślałam... spodziewałam się...

–   Miałam   wtedy   czternaście   lat!   –   Dawne   zauroczenie  Evanem  z2-

ynało być dla niej balastem... przez Damiana i matkę. Gdyby nie oni, nikt 
by już o tym nie pamiętał.

– Będzie z ciebie śliczna panna młoda – powiedziała Joyce Kellerman, 

wprowadzając ostatnie poprawki do własnego ubioru.

Nagle zmieniła temat.
– Lois jest chora ze zdenerwowania w związku z tym party.
– Ale dlaczego? – Pani Dryden wydawała już setki nie mniej wystaw-

nych przyjęć.

– Myślę, że nie ma powodu, aby trzymać to w tajemnicy. Walter dostał 

propozycję kandydowania do senatu.

Walter Dryden od lat aktywnie zajmował się sprawami społecznymi. 

background image

Chociaż sam nigdy nie piastował żadnej publicznej funkcji, wielokrotnie z 
powodzeniem   kierował   kampaniami   wyborczymi   innych.   Wcześnie  z2-
edł na emeryturę i – jak Jessica słyszała – bardzo doskwierała mu bezczyn-
ność. Na pewno z zadowoleniem podjąłby taką próbę sił.

– Czy już się zdecydował?
– Ojciec i ja myślimy, że tak. Jeszcze nie zgłosił swej kandydatury, ale 

jesteśmy pewni, że to zrobi. Dzisiejsze party to badanie gruntu. Ma być 
kilku polityków. Nic dziwnego, że Lois jest kłębkiem nerwów.

Zanim Jessica i jej rodzice przyszli na przyjęcie, zza ogrodzenia już 

dolatywał intensywny zapach sosu pomidorowego, przypraw i pieczonego 
mięsa.

Kiedy witali się przy wejściu, serdeczne uściski Lois i jej matki przypo-

mniały Jessice o ich wielkiej przyjaźni. Od dwudziestu lat były jak siostry. 
Podobne uczucie łączyło ją z Cathy. Poznały się w college'u, gdzie przez 
trzy lata mieszkały w tym samym pokoju.

Nie zauważyła żadnego z braci, więc wyszła przed dom. Na bujnym 

trawniku stały okrągłe stoły przykryte kraciastymi obrusami. Dzień był z2-
ękny,   ciepły,   lecz   nie   upalny,   niebo   bezchmurne.   Łagodny   wietrzyk 
szeleścił liśćmi wysokich drzew, którymi obsadzono posiadłość, by dawały 
cień. Lato w Nowej Anglii było w pełni. Smakowite zapachy przypomniały 
Jessice o głodzie. Z powodu zakupów i przygotowań do przyjęcia zabrakło 
jej czasu na lunch.

Wśród tłumu gości zauważyła Evana, który stał obok ślicznej blondyn-

ki w eleganckiej białej sukni obszytej frędzlami. Jej zgrabną sylwetkę  z2-
eślał turkusowy pasek ze srebrną klamrą. Dyskretne próby zasięgnięcia in-
formacji o nieznajomej nie dały rezultatów, co jeszcze bardziej wzmogło 
ciekawość Jessiki. Spróbowała podejść do Evana – swego oficjalnego part-
nera. W gruncie rzeczy chciała poznać śliczną blondynkę. Może to nowy 
obiekt jego  romantycznych zainteresowań, pomyślała z nadzieją. Zanim 
jednak do niego dotarła, zatrzymała ją grupa przyjaciół rodziny. Jak więk-
szość zaproszonych gości, byli to starsi ludzie o znanych nazwiskach, z 
którymi stykała się od dziecka.

–Witaj, Jessico. – Usłyszała głos Damiana i odwróciła się. Stał przed 

nią, ubrany w garnitur podobny do tego, jaki nosił w pracy. Jedyną próbą 
dostosowania   stroju   do   okazji   był   czarny   kowbojski   kapelusz,   który, 
zdaniem Jessiki, zupełnie nie pasował do jego bardzo bostońskiej głowy.

W jego oczach dojrzała uznanie.
–Wyglądasz...   –   zawahał   się,   jakby   nie   wiedział,   co   powiedzieć   – 

...dobrze.

background image

Była pewna, że nieczęsto się zdarza, by mu brakowało słów. Tym bar-

dziej ją to podniosło na duchu.

–Pewnie jesteś ciekawa, kim jest ta blondynka; ta, która nie odstępuje 

mojego brata – rzucił obojętnym tonem.

Prawdę mówiąc, była wdzięczna nieznajomej za absorbowanie Evana. 

Gdyby nie ta kobieta, mógłby się czuć zobowiązany do zajmowania się Jes-
sicą, a ona znacznie bardziej wolała towarzystwo Damiana.

– Kto to jest?
– Czyżbym słyszał zazdrość w twoim głosie?
– Nic podobnego. – Pytanie Damiana zirytowało ją.
– Nazywa się Romilda Sidonie. Jest córką dygnitarza z Europy.
To wyjaśniało wszystko. Naturalnie Evan uznał za swój obowiązek 

okazanie Romildzie gościnności. Jessica była zadowolona, widząc, że robi 
to z radością.

– Czy chciałabyś, żebym cię przedstawił? – spytał Damian.
– Nie – odpowiedziała. Evan i Romilda szli właśnie w kierunku miej-

sca do tańca. – Evan dobrze się bawi. Nie widzę powodu, żeby mu  z2-
kadzać.

– Jesteś przez niego zaproszona.
– Tylko dlatego, że go do tego namówiłeś. 
Damian zmrużył oczy.
– Dlaczego tak uważasz?
–Nie myśl, że jestem naiwna. Sądzę, że chciałeś mnie zaprosić, bo nie 

przypuszczałeś, by zrobił to Evan. Chciałeś mieć pewność, że spotkam się z 
nim na towarzyskim gruncie, i móc obserwować, co z tego wyniknie. Czy 
mam rację?

Założył ręce za siebie i odszedł dwa kroki, po czym odwrócił się i 

znów przed nią stanął. W jego oczach zauważyła błysk uśmiechu.

–Jeśli masz rację, choć nie twierdzę, że ją masz, nigdy się do tego nie 

przyznam.

– Ława przysięgłych musi mieć z tobą niełatwe zadanie.
– Za to właśnie klienci mi płacą.
Jessica popatrzyła na tańczących i nie dostrzegła wśród nich Evana i 

Europejki. Rozejrzała się i zauważyła ich na ławce, w cieniu rozłożystego 
wiązu. Jedli z apetytem kanapki przełożone mięsem z rusztu.

–Jest śliczna – mruknęła Jessica. – Nic dziwnego, że Evan o mnie zapo-

mniał.

– Możliwe, że Romilda jest śliczna, ale ty też – powiedział szybko 

Damian,   a   potem   spojrzał   na   nią   tak,   jakby   żałował   wypowiedzianych 

background image

słów.

– Dziękuję.
– Nie powinienem tego mówić.
– Dlaczego? Czy to znaczy, że myślisz coś innego?
– To nie ja powinienem mówić ci takie rzeczy – odparł Damian. – z2-

osił cię tu Evan.

– Widocznie zapomniał. Nic nie szkodzi. Wolę ten czas spędzić z tobą.
– Ze mną? – Damian wydawał się przestraszony na samą myśl o tym. – 

Jadłaś już coś? – zapytał szybko. Na stole obok piętrzył się tort cytrynowy, 
który skusiłby świętego, leżało czekoladowe ciasto, przybrane świeżymi 
truskawkami, stał dzbanek z zimnym napojem z jagód.

–   Jeszcze   nie   jestem   głodna   –   odparła,   bojąc   się,   że   chęć   zjedzenia 

czegoś   mogłaby   być   dla   Damiana   pretekstem   do   zostawienia   jej   przy 
którymś ze stołów.

Damian spojrzał na nią podejrzliwie.
– Jesteś pewna? Nie chciałbym, by znów zdarzyło się to, co wieczorem 

w biurze.

– No więc dobrze, może zjadłabym kawałek... Ale może usiądziemy 

razem?

– Jeśli bardzo chcesz.
Chciała.   Damian   podał   jej   talerz   i   przeszli   wzdłuż   stołu–bufetu. 

Wybrała sałatkę z ziemniaków, prażony bób i kotlet schabowy.

Orkiestra zaczęła grać popularną melodię. Jessica jadła z apetytem, 

wystukując stopą rytm, zadowolona, że siedzą na uboczu. Okazało się, że 
Evan o niej zapomniał, lecz wcale nie była urażona, przeciwnie – czuła 
ulgę.

Zaproszenie do tańca zaskoczyło ją.
– Dlaczego chcesz ze mną tańczyć? – zapytała Damiana. Podejrzewała, 

że może to mieć jakiś związek z jego bratem.

–Czy muszę mieć powód?
Po chwili wahania przytaknęła.
–Jeśli myślisz, że to jest sposób, by Evan mnie zauważył, wolałabym 

nie wstawać z miejsca.

–   A  gdybym powiedział, że chcę sprawdzić, jak będziesz się czuła w 

moich ramionach? 

Serce zabiło jej mocniej.
–Wtedy bym się zgodziła. – Spojrzała mu prosto w oczy. – Więc jak to 

będzie, Damianie?

Długo się zastanawiał, znacznie dłużej, niż było to konieczne. Powoli 

background image

odsunął krzesło i wstał.

–Dlaczego nie mielibyśmy sprawdzić? – Wziął ją za rękę i poprowadził 

w stronę tańczących.

Zabawa rozkręciła się na dobre. Wiele par tańczyło polkę. Po drodze 

Jessicę i Damiana zatrzymywali na chwilę pogawędki starzy znajomi. Czu-
ła, że go to irytuje.

Wreszcie   dotarli   na   miejsce   i   Damian   otoczył   Jessicę   ramieniem. 

Tańczył świetnie, płynnie i pewnie. Trzymał ją lekko w talii i spoglądał na 
nią tak, jakby tańczyli razem od zawsze.

– Dobrze tańczysz. – Jej zaskoczenie było tak widoczne, że odrzucił 

głowę w tył i zaczaj się śmiać. Nie pamiętała, by kiedykolwiek przedtem 
śmiał się tak serdecznie.

– Dziwi cię to, prawda?
– Tak. – Zaprzeczanie nie miałoby sensu. Odkrywam w nim coraz 

więcej   niespodzianek,   pomyślała   i   w   tym   momencie   poczuła,   że   ktoś 
delikatnie   dotyka   jej   ramienia.   Odwróciła   głowę   i   zobaczyła   Evana   w 
towarzystwie córki europejskiego dostojnika.

– Patrzcie, patrzcie, czy to nie Damian i Jessica? – odezwał się Evan, 

bez cienia zazdrości w głosie.

Szybko nas zauważył, jęknęła w duchu, zastanawiając się, czy Damian 

tak to zaplanował.

–Chyba nie znasz jeszcze Romildy? – Nie czekając na odpowiedź, Evan 

przedstawił je sobie.

Widać było, że piękna blondynka jest pod urokiem Evana, jak większo-

ść kobiet, które postanowił oczarować. Jego wdzięk był nieprzeparty. Jes-
sice było trochę żal niczego nie podejrzewającej kobiety. Evan przecież z2-
ynał mieć reputację playboya.

Cała czwórka udała się na poszukiwanie czegoś do picia. Gawędzili, 

popijając poncz, gdy Damian nagle poprosił Romildę do tańca. Ta spojrzała 
z niepokojem na Evana i widać było, że nie ma ochoty go opuścić. Jessica 
uśmiechnęła się do siebie, domyślając się, że Damian dąży do tego, by 
została sama z Evanem.

Damian i Romilda przyłączyli się do tańczących.
–Wspaniałe przyjęcie – powiedziała do Evana. –

Świetnie

 

się 

bawię.

–Cieszę  się   –  odparł  z   roztargnieniem,   wodząc   oczami   za  tańczącą 

parą. – Czy mogę cię prosić? – zapytał i wyciągnął ku niej rękę.

Wiedziała, że  Evanowi  chodzi o to, by nie stracić z oczu Romildy. 

Prowadzili uprzejmą konwersację, lecz oboje myśleli o czymś innym. I z2-

background image

e nie mogli się doczekać końca tańca.

Kiedy orkiestra przestała grać, ucieszyła się, że Damian i  Romilda  są 

daleko, ponieważ potrzebowała czasu na uporządkowanie myśli. Do Evana 
podeszli jacyś starsi państwo i poprosili o chwilę rozmowy. Rzucił Jessice 
przepraszające spojrzenie i zostawił ją samą.

Noga   za   nogą   poszła   na   sam   koniec   ogrodu,   w   pobliże   płotu 

okalającego   dom   jej   rodziców.   Stanęła   na   środku   białej   kładki   łączącej 
brzegi stawu i zaczęła wrzucać kamyki do wody, obserwując rozchodzące 
się kręgi.

Pochłonięta   tym   zajęciem,   nie   zauważyła   zbliżającego   się   Damiana, 

była więc zaskoczona, gdy usłyszała jego głos:

– Zastanawiałem się, czy cię tu znajdę.
–   Często   tu   przychodziłam   jako   dziecko   –   przyznała.   –   Mogliście 

oskarżyć mnie o wtargnięcie na cudzy teren.

–Nikomu by to nie przyszło do głowy. 
– Wiem, dlatego właśnie tu przychodziłam. Tu było tak spokojnie, bez-

piecznie.

Po chwili milczenia odezwał się Damian:
–Jesteś zniechęcona, prawda? 
– Czym?
–To się już skończyło – zapewnił cichym głosem. – Już dawno, ponad 

pół roku temu. Myślałem, że Evan zapomni o niej, ale się myliłem.

O, mój Boże, pomyślała Jessica. Widocznie Damian myśli, że przyszła 

nad staw rozmyślać o Evanie. Nic bardziej błędnego. Stała na kładce, z2-
anawiając się, jak ułożą się jej stosunki z Damianem.

– Kto to był? – Jessica była nadal ciekawa.
– Jakaś dziewczyna, którą poznał na plaży. Nikt z nas przedtem o niej 

nie słyszał. Mary Jo Summerhill.

– I co się stało?
– Tego chyba nikt naprawdę nie wie. W każdym razie zniszczyło to 

Evana. Od tamtej pory nie przyszedł do siebie. Mój brat nie należy do tych, 
którzy obarczają innych swoimi kłopotami. Wydaje się, że wszystko spływa 
po nim niczym woda, jak po tej kaczce... o, tam. Nawiązał i zerwał niejedną 
znajomość. Już myślałem, że nigdy nie zainteresuje się poważnie żadną 
kobietą. Ale nie miałem racji.

– Nie domyślasz się, co zaszło między nim i tą dziewczyną?
– Nie. Po zerwaniu zmienił się nagle, zaczął pracować po godzinach. 

Ale robił wszystko bez przekonania, więc ograniczyłem jego obowiązki. To 
na trochę pomogło, ale teraz nie mam pewności, czy dobrze zrobiłem. Nie 

background image

pamiętam, żeby był kiedyś bardziej przygnębiony.

– Próbowałeś z nim porozmawiać?
– Dziesiątki razy, ale to nic nie dało. Tylko złościło go moje wścibstwo. 

Ten zerwany romans zranił go chyba głębiej, niż sam chce przyznać.

–   Zapomni   o   niej   –   powiedziała   Jessica   uspokajająco.   –   To   tylko 

kwestia czasu.

– Ja też tak myślałem. – Damian wzruszył ramionami. – Ale teraz w to 

wątpię. Minęło już ponad sześć miesięcy. – Przerwał i spojrzał w wodę. – 
On potrzebuje ciebie, Jessico. Chyba tylko ty mogłabyś do niego dotrzeć.

– Ja?
–Kiedy ojciec wspomniał, że masz zamiar przyjść w sprawie pracy, od 

razu   wiedziałem,   że   możesz   być   dla   nas   wybawieniem.   –   Chciała   coś 
powiedzieć, ale nie dopuścił jej do głosu. – Musisz być tylko bardzo cier-
pliwa.

Jessica westchnęła ze złością.
–Jeśli   potrzebna   mi   cierpliwość,   to   wyłącznie   do   ciebie.   Ty   i   twoi 

rodzice ciągle myślicie, że nadal jestem dziewczynką zadurzoną w Evanie.

Oczy Damiana pociemniały. 
–   W   porządku, nie miałem zamiaru cię urazić. Jesteś wystarczająco 

dorosła, by decydować o sobie.

– Dziękuję – odpowiedziała. Odwróciła się, oparła dłonie o poręcz i 

spojrzała na spokojną wodę. – Pamiętam, jak kiedyś... miałam wtedy chyba 
sześć lat, przybiegłam na tę kładkę i wypłakiwałam oczy z żalu.

– Kto cię wtedy tak bardzo zranił?
– Ty – odrzekła, odwracając się, i uderzyła go palcem w pierś.
– Ja? – Jessica nigdy jeszcze nie widziała twarzy tak pełnej urażonej z2-

nności. – Cóż ja takiego zrobiłem?

– Wasz ojciec wybierał się z tobą i Evanem na diabelską kolejkę na 

Cannon   Beach.   Mój   pojechał   do   miasta   w   interesach,   a   nasze   matki 
poprawiały sobie humory zakupami. Nie miały ochoty ciągnąć mnie ze 
sobą, więc któraś z nich zaproponowała, żebyście zabrali mnie do wesołego 
miasteczka.

– A ja nie chciałem się na to zgodzić – dokończył Damian.
– Nie mam ci tego za złe. Żaden piętnastolatek nie chciałby, żeby pęta-

ła się za nim sześcioletnia dziewczynka.

Damian roześmiał się.
– Wszystko się zmieniło, prawda? – Chwycił ją za rękę i pociągnął za 

sobą.

– Dokąd idziemy? – zapytała zaskoczona.

background image

Spojrzał na nią ze zdziwieniem, że jeszcze nie odgadła.
– A   gdzieżby, jeśli nie na Cannon Beach? O ile wiem, ta kolejka jest 

tam nadal. Nasze przyjęcie zbliża się do końca, więc chyba nikt nie będzie 
nas szukał. Jak myślisz?

Musiała przyznać mu rację.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Nie spiesząc się, szli po molo. Jessica w jednej ręce niosła lepką kulę 

różowej cukrowej waty, w drugiej ściskała czerwonego pluszowego słonia. 
Od strony karuzeli dobiegały metaliczne dźwięki muzyki, mieszając się z 
dziecięcym   śmiechem.   Zapach   morza   i   świeżo   prażonej   kukurydzy  z2-
jał ich jak dym z dogasającego ogniska. Wieczór był piękny. Słońce już z2-
ło, a roje jasnych gwiazd mrugały do nich z aprobatą.

–   Chyba   nigdy   nie   bawiłam   się   lepiej   –   powiedziała   Jessica   do 
Damiana.
– Jeszcze nie jeździliśmy diabelską kolejką – przypomniał.
– Bo straciłeś tyle czasu, żeby wygrać głupiego wypchanego słonia. – 

Przytuliła zabawkę, zadając kłam własnym słowom.

– Nie boisz się? – zapytał i spojrzał w kierunku wielkiej stalowej kon-

strukcji.

Jessica nie okazała entuzjazmu. 
– Nie... nie wiem, czy to dobry pomysł po tym wszystkim, co zje-

dliśmy.

– Zaufaj mi. – Objął ją ramieniem i pociągnął za sobą, nie pytając o 

zgodę.

–   Wspaniale,   najpierw   karmisz   mnie   prażoną   kukurydzą   i   watą   z 

cukru, a potem każesz jeździć jedną z największych diabelskich kolejek w 
Stanach. To wcale nie jest rozsądne, Damianie, ani trochę.

Tłum był większy niż zwykle. Damian wziął ją za rękę i zaprowadził 

na koniec długiego rzędu oczekujących. Mieli przed sobą co najmniej pół 
godziny.

Jessice kłębiła się w głowie cała lista argumentów, ale wiedziała, ze nic 

nie wskóra.

–Co mam zrobić z tym słoniem? – zapytała, przyciskając go kurczowo 

do siebie.

– Trzymaj go.
–Jeśli mam trzymać słonia, to kto będzie trzymał mnie?
–   J a  – zapewnił spokojnie. – Przestań się tak denerwować.
– Damianie Drydenie, muszę ci powiedzieć, że gdy ostatni raz jecha-

łam tym piekielnym urządzeniem, omal nie umarłam. Nie przypuszczam, 
żebyś wiedział, kiedy była tu kontrola bezpieczeństwa.

– W czwartek.

background image

–Przecież ty tego nie wiesz! 
Roześmiał się.
– Masz rację, ale zabrzmiało to nieźle. Posłuchaj, ta kolejka jeździ od 

dwudziestu lat bez żadnego wypadku. No, może z wyjątkiem tego jednego 
razu...

–Damianie! 
– Żartowałem.
– Nie drażnij się ze mną – mruknęła z wściekłością. Przyłożyła dłoń do 

brzucha i westchnęła głośno. – Mój żołądek nie czuje się najlepiej.

– Nic ci nie będzie.
– Skąd ta pewność?
– Z  doświadczenia. Najgorsze jest oczekiwanie. Sama jazda to uciecha. 

Jedyny problem polega na tym, że trwa za krótko. Cała zabawa kończy się 
w mgnieniu oka.

Mimo   obaw   niecierpliwie   czekała   na   ich   kolej.   Wreszcie   srebrzysty 

wagonik zatrzymał się gwałtownie tuż przed nimi.

– Przyrzeknij mi tylko, że nie  będziesz podnosił rąk do nieba tym 

dziwacznym rytualnym gestem, gdy będziemy opadać – poprosiła.

– Nigdy bym się na to nie odważył, przecież obiecałem, że cię nie 

puszczę.

Jessica zaczerwieniła się, lecz nic nie powiedziała. Wolała nie patrzeć w 

dół.   Zawsze   unikała   wysokości,   skazując   się   na   zamykanie   oczu. 
Wypchany słoń spoczywał w jej ramionach, zupełnie jak ona w ramionach 
Damiana.

Wagonik powoli ruszył, wspinając się z mozołem stromo do góry i 

wydając   dźwięki,   jakby   był   za   bardzo   obciążony.   Osiągnął   najwyższy 
punkt  i  zaczął  gwałtownie opadać.  Okrzyk  emocji  zamarł  jej w  gardle. 
Damian objął ją mocniej. Wolną ręką chwyciła jego dłoń i wbiła w nią 
paznokcie.   Kiedy   już   myślała,   że   zaraz   przekroczą   prędkość   dźwięku, 
wagonik stracił rozpęd i znów zaczął się wspinać, by za chwilę jeszcze raz 
runąć w dół. Wydawało jej się, że żołądek ma w gardle. Powieki zacisnęła 
tak mocno, że zaczęły ją boleć.

Kiedy wagonik się zatrzymał i Jessica zdała sobie sprawę, że to już 

koniec jazdy, poczuła jednak rozczarowanie.

–No   i   jak?   –   zapytał   Damian,   pomagając   jej   wysiąść.   –   Jesteś   z2-

lona?

Pierwsze kroki zrobiła na drżących nogach.
–Daj mi chwilę na zastanowienie się... jeszcze nie wiem, co czuję.
Damian roześmiał się.

background image

– Przyznaj się. Dobrze się bawiłaś, prawda?
– Tak – odpowiedziała ociągając się.
Zaśmiał się znowu i objął ją ramieniem. Wyglądało to zupełnie  z2-

ralnie, zwłaszcza że jeszcze nie całkiem mogła stać o własnych siłach, co 
wyraźnie było widać. Choć zrobił to bezwiednie, sprawiło jej przyjemność 
dotknięcie Damiana, bliskość jego ciała. Podobnego uczucia doznała, gdy 
tańczyli.

–Chcesz już wracać? – zapytał.
Skinęła głową, choć w gruncie rzeczy chciała, żeby ten wieczór trwał 

wiecznie. To były wspaniałe chwile. Może teraz Damian zrozumie, że to 
jego towarzystwa szukała, nie jego brata. Może dojrzy w niej kobietę, a nie 
dokuczliwą dziewczynkę z sąsiedztwa.

A może wyraźne zainteresowanie Evana Romildą przerodzi się w coś 

więcej i rodzina Drydenów przestanie szukać pomocy u niej. Miała szczerą 
nadzieję, że tak będzie.

Damian i Jessica szli w stronę samochodu przez wysypany trocinami 

parking.   Wesołe   miasteczko   huczało   za   ich   plecami,   a   jego   światła 
rozjaśniały nocne niebo.

– Cudownie się bawiłam – powiedziała, gdy już siedzieli w samocho-

dzie.

– Ja też – odparł. – Od lat nie byłem na Cannon Beach. Od lat... – przer-

wał nagle.

Jessica wiedziała, że Damian jest przepracowany i nie umie cieszyć się 

życiem. Tym bardziej więc było jej przyjemnie, że dobrze się bawił w jej 
towarzystwie. Na myśl o tym, jak śmiał się radośnie, sama się uśmiechnęła. 
To się zdarzało rzadko, więc czuła się wtedy, jakby ją obdarowywał bez-
cennym prezentem.

Damian zawiózł Jessicę przed dom, w którym mieszkała. Było już po 

jedenastej, ale podekscytowanie dodało jej odwagi. Czuła, że wszystko się 
skończy, kiedy Damian odjedzie, i nie chciała się z tym pogodzić.

–Chcesz wjechać na górę? – zapytała, właściwie nie spodziewając się, 

by chciał, lecz z nadzieją, że może zmieni zdanie.

Spojrzał na nią, jakby oceniał szczerość zaproszenia.
–Chętnie.
– Zaparzę kawę, a ty możesz się napawać moją radością z jazdy diabel-

ską kolejką.

–Będę   się   napawał,   nawet   bez   kawy.   –   Znalazł   miejsce   do   zapar-

kowania, wysiadł i otworzył drzwi po jej stronie. Prawdziwy dżentelmen, 
pomyślała nie po raz pierwszy.

background image

Śmiejąc się i żartując weszli do budynku. Odźwierny uśmiechnął się na 

widok Jessiki z czerwonym słoniem.

Śmiali się i przekomarzali, wsiadając do windy, którą mieli wjechać na 

dziesiąte   piętro.   Drzwi   kabiny   zamknęły   się,   a   Jessica   osunęła   się   na 
lustrzaną ścianę, udając wyczerpanie.

– Na pewno nie chcesz zamknąć oczu? – zapytał.
– Po co?
– Ta winda jedzie ze straszliwą prędkością. A kto wie, kiedy po raz 

ostatni była sprawdzana.

–W czwartek – odpowiedziała bez namysłu. Damian roześmiał się, z2-

wycony.

–Nie wiem, czy masz rację – przekomarzała się. Z żartobliwą miną 

mrużyła oczy i wreszcie je zamknęła. Wtedy Damian ją pocałował.

Dopiero po chwili uświadomiła sobie, co się stało. Damian naprawdę 

ją pocałował. To był zwyczajny pocałunek, jak kiedy brat całuje siostrę. 
Wargi dotknęły warg.

Tylko że to, co czuła, nie było zwyczajne. Pocałunek wzbudził w niej 

ochotę na coś więcej, znacznie więcej. Patrzyła na Damiana oniemiała, nie 
wiedząc, jak zareagować.

–Nie bądź taka zaskoczona – powiedział cicho. 
– Ja... – Zamknęła usta, by nie poprosić, żeby pocałował ją jeszcze raz.
–To był po prostu pocałunek.
–Wiem   –   szepnęła.   Zdała   sobie   sprawę,   że   to   był   impuls,   którego 

Damian   żałuje.   Chciała   dać   mu   do   zrozumienia,   jak   bardzo   jej   było 
przyjemnie, ale, zanim znalazła właściwe słowa, winda zatrzymała się.

Weszli   do   mieszkania   i   Jessica   skierowała   pierwsze   kroki   do   swej 

wesołej,   pomalowanej   na   żółto   kuchni,   by   jak   zwykle   przełączyć   au-
tomatyczną sekretarkę. Przywitał ją głos Cathy Hudson.

–Cześć,   Jess.   To   ja.   Nie   dzwoniłaś   do   mnie   od   paru   dni,   a   ja, 

oczywiście,   chcę   wiedzieć,   jak   było   na   dzisiejszym   przyjęciu   w 
towarzystwie tego kochasia. Zadzwoń, jak tylko będziesz mogła.

–   Więc   twoja   przyjaciółka   wie   o   Evanie?   –   zapytał  Damian   od  z2-

cenia.  Usiadł  za okrągłym  dębowym  stołem   i  zaczął przeglądać   gazetę, 
którą Jessica czytała rano.

– Możliwe, że o nim wspomniałam, ale, rzecz jasna, nie nazwałam go 

kochasiem, jeśli to masz na myśli.

– Ona tego nie powiedziała.
– Chce mi dokuczyć – wyjaśniła Jessica. Nie rozmawiała z nią o swym 

uczuciu do Damiana i teraz tego żałowała. Cathy, podobnie jak inni, była 

background image

bardzo zainteresowana stosunkami między nią a Evanem. – Popełniłam 
błąd, opowiadając jej o dziewczęcej miłości do Evana, i teraz myśli... Sam 
słyszałeś. – Jessica nasypała kawy do ekspresu. Przyjemny mocny zapach 
wypełnił pokój. – To potrwa tylko chwilę – obiecała.

– Wiesz, nie rób sobie kłopotu. Jest później, niż myślałem.
– Na pewno? – zapytała rozczarowana.
– Na pewno. – Odłożył gazetę, wstał i podszedł do niej. Wyciągnął 

rękę i pogładził ją po policzku. –Dziękuję ci za wspaniały dzień, Jessico.

– To ja dziękuję – odszepnęła.
Kiedy   wyszedł,   mieszkanie   wydało   jej   się   nienaturalnie   puste.  z2-

iewała się, że ją pocałuje, zanim wyjdzie. Miał na to ochotę, widziała to w 
jego   oczach,   ale   powstrzymał   się,   pragnąc   najwidoczniej,   by   pozostał 
uczuciowy dystans między nimi.

Nie czuła się wcale zmęczona, więc wykręciła numer przyjaciółki.
Zaspany głos odezwał się w słuchawce dopiero po długiej chwili.
– Prawda, że cię nie obudziłam? – Jessica zachichotała, zachwycona, że 

może odpłacić Cathy za wszystkie telefony w środku nocy.

– Spałam jak zabita. Co się stało, że dzwonisz tak późno, taka wesolut-

ka?   To   powinno   być   ustawowo   zabronione.   Spróbuję   zgadnąć.   Byłaś   z 
Evanem...

– Nie! Damian i ja poszliśmy...
– Damian? Umówiłaś się z Damianem? – W głosie Cathy nie było już 

senności, lecz zainteresowanie. Duże zainteresowanie.

– Wiem, że twoje głupie romantyczne serce podpowiadało ci, że skoro 

pracuję z Evanem, to ta cała nie odwzajemniona miłość nagle rozkwitnie.

– Właśnie tak myślałam – powiedziała Cathy.
–   Posłuchaj.   Evan   Dryden   jest   wspaniałym   chłopakiem,   ale   to 

mężczyzna nie dla mnie.

– Dlaczego?
–   Bo...   –   Nawet   teraz   było   jej   trudno   mówić   o   tym,   co   czuła   do 

Damiana.   Nie   wiedziała,   jak   to   opisać.   –   Po   pierwsze,   Evan   nie   jest 
emocjonalnie gotów do następnego romansu, co mi odpowiada.

–   Co   się   stało?   –   zapytała   Cathy.   –   Myślałam,   że   cię   zaprosił   na 

przyjęcie zorganizowane przez jego rodzinę.

– Zaprosił, ale tylko dlatego, że namówił go Damian. Zanim tam  z2-

łam, poznał piękną Europejkę i potem byli nierozłączni.

– To świństwo!
– Wcale nie.
– Nie jesteś rozczarowana?

background image

Najwidoczniej Cathy nie całkiem jeszcze się obudziła, jak sądziła Jes-

sica.

– Ani trochę. Pojechałam z Damianem na Cannon Beach i jeździłam 

diabelską kolejką.

– Ty, taka delikatna i ta potworna jazda? To nieprawda, przyznaj się.
– To prawda – stwierdziła Jessica z dumą. – I było świetnie. – Przez z2-

ępne   pięć   minut   relacjonowała   najważniejsze   wydarzenia   wieczoru: 
wygranie przez Damiana wypchanego słonia, spacer po molo, wspólne je-
dzenie cukrowej waty. Kiedy skończyła, w słuchawce przez chwilę pano-
wała cisza.

– Hmm – odezwała się wreszcie przyjaciółka zatroskanym głosem. – 

To mogło być bardzo interesujące.

W poniedziałek rano zadowolona Jessica zjawiła się w biurze pierw-

sza. Evan był widocznie w pracy podczas weekendu, bo znalazła kartkę z 
poleceniami od niego, w tym cały spis ustaw, które miała przeanalizować. 
Od razu zabrała się do pracy.

Damian znalazł ją w bibliotece.
–Więc jesteś – powiedział ze zdziwieniem. – Pani Sterling myślała, że 

dzisiaj nie przyszłaś. Zadzwoniłem do ciebie do domu i usłyszałem au-
tomatyczną sekretarkę.

Jessica  wyprostowała   się   na   krześle   i  przeciągnęła,   chcąc  rozruszać 

zmęczone mięśnie. Rzuciła okiem na zegarek – była już prawie jedenasta. 
Czytała tak zapamiętale, że zapomniała o czasie.

–Jestem tu od rana – wyjaśniła, pocierając grzbiet nosa. Litery zaczęły 

jej się zamazywać przed oczami. Niektóre teksty były nudne, lecz kilka ją 
zainteresowało.

Damian wyszedł i za chwilę wrócił z parującą filiżanką kawy.
– Proszę – powiedział. – Zrób sobie przerwę, bo oślepniesz.
– Czy Evan już jest? – Kawa smakowała jej jak ambrozja.
Damian westchnął.
– Jeszcze nie. Ale on od kilku miesięcy przychodzi i wychodzi, kiedy 

chce.

– Zostawił dla mnie kartkę z poleceniami, więc musiał być tu wczoraj. 

– Przerwała. – A co z nim i Romildą? – Szczerze pragnęła, by zainteresowali 
się sobą.

– Jeszcze trudno powiedzieć, ale kto wie, czy nie można się czegoś z2-

iewać.

Dobrze. Wyglądało na to, że Damian naprawdę tak myśli.

background image

–   Chciałabym,   żeby   Evan   był   szczęśliwy   –   powiedziała.   Czuła,   że 

Damian powinien o tym wiedzieć.

–   Właśnie.   –   Damian   uśmiechnął   się,   wstał   i   podszedł   do   półki   z 

książkami. Wziął z niej zniszczony tom.

– Posłuchaj mojej rady – powiedział i włożył książkę pod pachę.
– Słucham?
– Nie przegap lunchu.
– Dobrze – obiecała.
Wyszedł, a Jessica uśmiechnęła się i zamknęła oczy. Po chwili zaczęła 

czytać, ale uśmiech na długo pozostał na jej twarzy.

Zgodnie z obietnicą poszła na lunch. Po powrocie zastała w bibliotece 

Evana. Usiadł obok i przeglądał jej notatki. Zadawał dużo inteligentnych 
pytań, kilka razy ją pochwalił. Sam zrobił parę notatek, a potem prawie 
przez godzinę omawiali różne aspekty sprawy Earla Kressa.

Po   wyjściu   Evana   Jessica   ożywiła   się.   Damian   wykazał   dobrą 

znajomość osobowości brata, powierzając mu tę sprawę. Reprezentowanie 
Earla Kressa stało się dla Evana wyzwaniem, którego potrzebował, stano-
wiło cel godny walki. Evan znów był dynamiczny, skoncentrowany, gotów 
do wykorzystania wszystkich swych umiejętności i możliwości, jakie dawa-
ło prawo.

Zostało jej jeszcze roboty na kilka godzin. Było już późno, lecz postano-

wiła pracować, dopóki nie skończy.

– Jest szósta, pora, żebyś poszła do domu – powiedział za jej plecami 

Damian, tonem, który już znała. Mówił tak wtedy, gdy nie przekonywały 
go żadne argumenty. Ten ton wpływał na decyzje ławy przysięgłych.

– Za moment skończę.
–Już skończyłaś. 
– Damianie...
–Nie sprzeczaj się ze mną, Jessico. Nie warto.
Zamknęła   książkę,   którą   właśnie   czytała,   i   podniosła   się   z   krzesła. 

Każdym ruchem giętkiego ciała pokazywała, że robi to niechętnie.

–Czy jadłaś lunch?
– Zaczynasz się zachowywać, jakbym była pod twoją opieką!
– Pewnie nie jadłaś, skoro tak się odgryzasz.
– Jadłam... i wcale się nie odgryzam!
– Właśnie to robisz!
A może ją zwolni za niesubordynację? Spojrzała na Damiana i zaczęła 

się zastanawiać, co teraz będzie.

– Idziemy na kolację – mruknął.

background image

– Na kolację! Ale przecież już...
– Na specjalną pizzę. Za rogiem jest mała włoska restauracja. To jedna 

z największych tajemnic Bostonu, przysięgam.

–   Pizza   –   powiedziała   Jessica   powoli   i   poczuła,   że   burczy   jej   w 

brzuchu. – Zgoda, jeśli koniecznie chcesz. – Sięgnęła po torebkę.

Restauracja mieściła się w suterenie starego domu, którego architek-

tura  świadczyła   o   tym,  że   pochodzi  z   początku   lat  trzydziestych.   Mar-
murowe posadzki były mocno zniszczone. Jessica mijała ten budynek setki 
razy, ale nie zwracała na niego uwagi.

– Skąd wiedziałeś o tej restauracji? – zapytała.
– Od strażnika. Polecił mi ją, bo często tam jada. Włoskie potrawy nig-

dzie mi bardziej nie smakowały.

Właściciel powitał Damiana jak długo oczekiwanego kuzyna. Pocało-

wał go w oba policzki i mówił coś po włosku, spoglądając z aprobatą na 
Jessicę.

– Co on powiedział? – zapytała, kiedy usiedli przy stole nakrytym z2-

sem w czerwono–białą kratę. W czerwonej miseczce stała migocąca świeca, 
rzucająca na ścianę tańczące cienie.  .

– Nie jestem pewien. Znam tylko kilka włoskich słów.
– W takim razie nieźle potrafisz to ukryć.
– No dobrze. Jeśli koniecznie chcesz wiedzieć, Antonio myśli, że jeste-

śmy kochankami – powiedział swobodnie i otworzył menu.

– Wyprowadziłeś go z błędu, prawda? – zapytała, przykładając rękę 

do piersi. Czuła, że się czerwieni.

– Nie.
– Damianie, nie możesz pozwolić, żeby ten człowiek przypuszczał, że 

ty i ja...

– Chyba masz rację. Nie powinienem. Zwłaszcza dlatego, że kochasz 

mojego brata, nie mnie.

Jessica odłożyła menu i pochyliła się w jego stronę. Powinni to sobie 

wyjaśnić raz na zawsze.

– Nie kocham Evana – powiedziała gniewnym szeptem.
– No, dobrze, dobrze.
–Wydaje mi się, że nie jesteś o tym przekonany. 
– Jestem – odpowiedział, nie patrząc na nią.
Całą jego uwagę zdawał się teraz pochłaniać spis potraw.
– W porządku – powiedziała i też sięgnęła po menu. Właśnie chciała 

poprosić o pizzę z kiełbasą, gdy miła ciemnowłosa kobieta postawiła na 
stole koszyczek z gorącym chlebem, a potem ujęła twarz Damiana w dłonie 

background image

i głośno pocałowała go w oba policzki. Jessica musiała wyglądać na bardzo 
zaskoczoną, bo starsza pani roześmiała się głośno.

– Nie musisz się niepokoić, nie ukradnę ci Damiana – powiedziała i 

dodała coś po włosku.

Jessice   wydawało   się,   że   Damian   zbladł.   Nie   znała   włoskiego,   ale 

wiedziała, co znaczy bambino.

–Damianie, co ona powiedziała?
Czekał, aż Włoszka naleje im wina i przyniesie talerze z przystawkami. 

Potem westchnął.

– Nona mówi, że wyglądasz na uczciwą i silną dziewczynę.
– Co? Na pewno powiedziała więcej.
– Jessico, już ci tłumaczyłem, że znam tylko kilka włoskich słów.
–   Znasz   więcej   niż   ja.   Powiedziała   bambino.   Czy   to   nie   znaczy 
dziecko?
Damian znów westchnął.
–Tak. Jeśli musisz wiedzieć, Nona powiedziała, że będziesz dobrą mat-

ką moich dzieci.

– Och. – Jessica zerknęła na kobietę, która w drugim końcu sali łyżką 

wazową nalewała minestrone do fajansowych miseczek. Po chwili postawiła 
je przed nimi.

– Przypuszczam, że nie dadzą nam pizzy – mruknął Damian, gdy z2-

ła.

Antonio przyniósł butelkę włoskiego wina i znów napełnił kieliszki, 

wydając   przy   tym   okrzyk   zadowolenia.   Damian   podziękował   mu   po 
włosku, a potem rozmawiali przez kilka minut.

–Kiedy nauczyłeś się mówić po włosku? – zapytała. 
–   Nigdy   się   nie   uczyłem.   Liznąłem   odrobinę   tu   i   ówdzie.   Przed 

pójściem na studia spędziłem kilka miesięcy we Włoszech. To wszystko.

–Jesteś wszechstronnie uzdolniony – powiedziała. Zjadła łyżkę zupy. 

Była   gęsta   i   pachnąca.   Prawdę   mówiąc,   wszystko   było   wyśmienite   –   i 
łagodne czerwone wino, i deser, i kawa cappuccino. Za każdym razem, gdy 
myślała, że nie przełknie już ani kęsa, Nona przynosiła coś nowego i  z2-
wiała, by spróbowali. – Albo już wyjdziemy, albo będziesz musiał mnie 
stąd wyturlać – powiedziała.

Damian zaśmiał się, zapłacił rachunek i wrócili do biurowca. Wieczór 

był   piękny,  a   Jessica  czuła   się   wspaniale.   Nie   była   pewna,   czy   dzięki 
pogodzie,   smacznemu   jedzeniu   i   winu,   czy   towarzystwu   –   a   może 
wszystkiemu naraz.

– Dziękuję – powiedziała w windzie.

background image

– Proszę bardzo. – Damian był dziwnie milczący, gdy szli do biblioteki. 

Przed   wyjściem  Jessica  chciała   ustawić   na   półkach   książki,   z   których 
korzystała. Pomagał jej bez słowa. Kiedy skończyli, pierwszy poszedł w 
stronę drzwi i bezwiednie zgasił światło.

W pokoju nagle zrobiło się ciemno i Jessica uderzyła w stół.
– Jessico.
– Wszystko dobrze – zapewniła, idąc do światła wpadającego z holu.
– Rzecz w tym... – wyciągnął ku niej ręce i, zanim zdała sobie z tego 

sprawę, znalazła się w jego ramionach – ...że ze mną nie. – W tym momen-
cie ich usta się spotkały.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

To nie był niewinny pocałunek. Gorące wargi Damiana przywarły do 

jej ust. Jessica westchnęła i przytuliła się do niego, oddając się bez reszty 
doznaniom. Było jej dobrze w jego ramionach.

Zacisnęła dłonie, gniotąc mu klapy marynarki, gdy całował ją coraz z2-

ętniej. Na szyi poczuła dotyk jego palców, tak delikatny, jakby obawiał się, 
że może zrobić jej krzywdę.

Jeszcze żaden pocałunek nie dostarczył jej takich przeżyć. Każdym ner-

wem czuła jego zmysłowość – zapierającą dech w piersiach, wyzwalającą u 
obojga pomruk rozkoszy. Kiedy wreszcie oderwali się od siebie, żadne nie 
odezwało się ani słowem. Chciała, żeby coś powiedział, cokolwiek, byle z2-
ać tę ciszę. Oczekiwała, że wytłumaczy jej, co się stało, bo czuła się z2-
biona i zaskoczona – a jednocześnie bezgranicznie zadowolona.

Damian odwrócił się i odszedł.
Nie mogła w to uwierzyć. Łza spłynęła jej po policzku i spadła na bluz-

kę,   pozostawiając   na   jedwabiu   wilgotne   kółeczko.   Podniosła   rękę   i   ze 
zdziwieniem dotknęła twarzy.

Ta łza mówiła bardzo dużo, lecz Jessica nie do końca rozumiała jej 

znaczenie.

Nagle poczuła przemożną chęć ucieczki. Chwyciła torebkę, wyszła z 

biblioteki i szybkim krokiem podążyła przez hol. Przystanęła obok otwar-
tych drzwi gabinetu Damiana. Stał przy oknie z rękami założonymi za 
siebie i patrzył w noc.

– Dobranoc – powiedziała cicho.
Odwrócił się i lekko uśmiechnął.
–Dobranoc, Jessico. Do zobaczenia jutro rano. 
Chętnie usiadłaby i porozmawiała o tym, co się zdarzyło, ale wystar-

czył   jeden   rzut   oka,   by   spostrzegła,   że   Damian   jest   zakłopotany   i   bez 
porównania mniej zadowolony niż ona. Wyglądał na zmartwionego, nawet 
przybitego. Zaczęła się zastanawiać, czy czasem nie żałuje, że ją pocałował.

–  Dziękuję   ci za  kolację  –  powiedziała.  –  Miałeś  rację.  Nigdzie   nie 

jadłam tak dobrych włoskich potraw. – Nie chciała odejść, ale nie miała 
pretekstu, żeby zostać.

– Cieszę się, że ci smakowało.
Poszła do windy. Jadąc metrem do domu, w głowie miała zamęt. Omal 

nie przegapiła przystanku, na którym powinna wysiąść. Zanim cokolwiek 

background image

zrobiła po wejściu do mieszkania, odnalazła czerwonego słonia, którego 
wygrał dla niej Damian. Otoczyła go ramionami i mocno przytuliła. Dzięki 
temu czuła, że jest bliżej Damiana. Wystarczyło, że zamknęła oczy, i znów 
była   z   nim   na   Cannon   Beach.   Niemal   słyszała   hałas   karuzeli,   własny 
śmiech, gdy pytał, czy chce słonia. Słyszała krzyki pasażerów kolejki, czuła 
zapach prażonej kukurydzy, kandyzowanych jabłek i hot–dogów.

Ciągle obejmując słonia, usadowiła się wygodnie w miękkim fotelu, 

sięgnęła po telefon i wykręciła numer. W tych sprawach Cathy miała znacz-
nie lepszą intuicję, więc Jessica spodziewała się, że pomoże jej wyjaśnić 
sens pocałunku Damiana.

– Cześć – powiedziała, kiedy przyjaciółka podniosła słuchawkę.
– Co się stało?
– A dlaczego myślisz, że coś się stało?
– Słyszę to w twoim głosie.
Jessica uśmiechnęła się, podciągnęła kolana pod brodę i zebrała myśli. 

Nie wiedziała, jak opowiedzieć, co się przydarzyło. Chyba im prościej, tym 
lepiej.

–Damian pocałował mnie dziś wieczorem.
–   A  tobie   to   sprawiło   przyjemność,   prawda?   –   W   głosie   Cathy 

brzmiała radość, jakby za moment miała zaśpiewać.

– No, tak... ale jestem zupełnie zdezorientowana – przyznała Jessica 

cicho.

– Zaskoczył cię, co? – zapytała Cathy, a potem zachichotała, nie kryjąc 

zadowolenia. – Przeczuwałam to, od kiedy wspomniałaś o nim w sobotę. 
Wydaje mi się, że on świetnie do ciebie pasuje.

– Nie bądź śmieszna.
– A co w tym śmiesznego?
– Nigdy o nim nie myślałam... w ten sposób. A właściwie ostatnio tak, 

ale, mówiąc szczerze, bardzo się tego boję. Już raz zrobiłam z siebie wariat-
kę z powodu jednego z Drydenów. Nie mam ochoty powtórzyć tego błędu 
z powodu drugiego.

– Wtedy byłaś dzieckiem. Jest ogromna różnica między tym, co było 

wtedy, a co dzieje się teraz.

– Być może – zgodziła się Jessica bez przekonania.
– Myśl, kobieto – powiedziała Cathy dramatycznie. – On na pewno coś 

do ciebie czuje. Inaczej by cię nie całował.

– Tego nie wiem, i ty też nie. Całowaliśmy się, a potem zachował się 

tak, jakby już nic gorszego nie mógł zrobić. Nie powiedział ani słowa i po 
prostu poszedł sobie. Nie wiem, co o tym sądzić. – Przycisnęła dłoń do czo-

background image

ła.

– Myślisz, że żałował?
– Na pewno. W przeciwnym razie... wszystko potoczyłoby się inaczej. 

Patrzył na mnie, jakbym była obca, jakby nie chciał mnie więcej widzieć.

– A czego się spodziewałaś? Że ci wyzna miłość do grobowej deski? 

Przecież mi mówiłaś, jak oceniasz tę całą sytuację. Damian zatrudnił cię 
przede wszystkim po to, żebyś podtrzymywała na duchu jego brata.  z2-
śl to, Jess. On jest uczciwy. Nie bardzo może zacząć spotykać się z tobą, jeśli 
uważa, że nadal wzdychasz do Evana.

– Wściekła jestem, że tak myśli!
– Wiem, ale musisz spojrzeć na to z jego punktu widzenia.
– Wbrew sobie?
– Przynajmniej na razie – powiedziała Cathy patetycznie.
–Nie wiem, co robić! – wykrzyknęła Jessica. 
– To nie wszystko – powiedziała Cathy, coraz bardziej się zapalając. – 

Jeśli jesteś zainteresowana Damianem, to, logicznie rzecz biorąc, do ciebie 
należy pierwszy krok. Damian ma związane ręce, dopóki istnieje cień  z2-
zenia, że interesujesz się jego bratem. Chłopak nie ma wyjścia.

–Akurat! Ta cała sprawa z  Evanem  to przesada. Biedak dusi się od 

cudzej troskliwości. Naprawdę mi go żal. Został skrzywdzony, ale czas 
byłby dla niego najlepszym lekarstwem. Nic więcej mu nie było potrzebne. 
A tu Damian ograniczył mu obowiązki, jakby chciał, żeby się zanudził na 
śmierć. Rodzice, zwłaszcza matka, bez umiaru demonstrują współczucie.

Zaczerpnęła powietrza i mówiła dalej.
– Damian dał mi pracę tylko dlatego, że sądził, iż wyciągnę  Evana  z 

depresji. Nie rozmawiałam o tym z Evanem, ale jestem pewna, że złości go 
to wszystko. I wcale mu się nie dziwię.

– A co z tobą i Damianem?
– Sama chciałabym wiedzieć. Jeśli jest mną zainteresowany, to właśnie 

on powinien coś powiedzieć, coś zrobić. Bez względu na to, co sądzi o mnie 
i Evanie.

– Ejże...
– Znam Damiana.
– Hmm... Podobno znasz też E vana.
– Tak myślę, a raczej myślałam. – Z minuty na minutę rozmowa stawa-

ła się coraz bardziej denerwująca. – Poza tym powiedziałam ci już, że nie 
zamierzam   zrobić   z   siebie   wariatki   dla   jeszcze   jednego   Drydena.   Już 
miałam nauczkę. Do diabła, tyle lat minęło, a moi rodzice ciągle o tym 
mówią. Nie dalej jak w zeszłym tygodniu mama napomknęła, jaka byłaby 

background image

zadowolona, gdybym wyszła za Evana!

– Mam pomysł – powiedziała Cathy powoli, jakby właśnie teraz rodził 

się w jej głowie. – Przedstaw mnie Damianowi.

– A dlaczegóż to chciałabyś go poznać? – Jessica nie była zachwycona.
– Tak sobie. Z Davidem nie układa mi się dobrze...
– Z Davidem? – wykrzyknęła Jessica. – Kto to jest David?
– Reżyser „Chłopaków i dziewczyn”. A teraz posłuchaj. Wiem, że to 

wygląda na zwariowany pomysł, ale może być skuteczne.

– Co może być skuteczne? – Jessica zaczęła tracić resztki cierpliwości.
– Nasze spotkanie. Będę czarująca, zrobię, co potrafię, żeby wpadł w 

zachwyt, i wtedy...

– Chwileczkę, Cath, mówisz o mężczyźnie, którym ja jestem zainte-

resowana.

– Wiem – odparła, jakby to wszystko było całkiem  logiczne. – Ale 

chcesz się przekonać, jak poważne są jego zamiary względem ciebie, praw-
da? Oprócz tego, może obserwowanie go w towarzystwie innej kobiety 
pomoże ci zrozumieć własne uczucia.

– Tak, ale...
– Słuchaj, Jess. Sama powiedziałaś, że nie masz ochoty zrobić z siebie 

wariatki po raz drugi. W ten sposób przekonasz się...

– To mi się wydaje bez sensu.
– A poza tym – ciągnęła Cathy, jakby Jessica nic nie powiedziała – będę 

miała okazję do wypróbowania paru moich najlepszych ról. Przedstaw nas 
tylko sobie, a ja obiecuję, że nie zrobię nic, co mogłoby być dla ciebie kło-
potliwe.

– No, dobrze – zgodziła się  Jessica  bez entuzjazmu. – Jak to mamy 

zrobić?

–Mogłabym za parę dni wpaść do ciebie do pracy i zaproponować ci 

lunch. A ty zwyczajnie przedstawiłabyś mnie wszystkim. Co ty na to?

– Bo ja wiem... Czy to nie będzie szyte zbyt grubymi nićmi?
– Możliwe. Masz lepszy pomysł?
–   Nie.   –   Westchnęła.   –   W   porządku.   Czy   chcesz,   żebym   zaprosiła 

Damiana, żeby poszedł z nami? Idę do pracy w sobotę, muszę przygotować 
jeszcze coś dla Evana na jego wielką rozprawę, która zaczyna się w  z2-
łym tygodniu. Przypuszczam, że Damian też będzie w biurze.

– To jeszcze lepiej. Do zobaczenia w sobotę koło południa.
Jessica miała wątpliwości.
– Jesteś pewna, że się uda?
–   Absolutnie!   Mam   swoje   sposoby,   żeby   nakłonić   mężczyznę   do 

background image

mówienia.

– To brzmi jak zdanie z filmu. 
Cathy roześmiała się.
– Bo tak jest.
– Tego się spodziewałam – mruknęła Jessica.

Punktualnie o dwunastej Cathy wkroczyła do biura. Jessica zazdrościła 

przyjaciółce figlarnego wyglądu, krótkich ciemnych włosów i wielkich ze-
skich oczu. Cathy wyglądała frapująco w czarnych spodniach w wielkie 
białe grochy i pasiastych różnokolorowych szelkach. Oprócz tego miała na 
sobie białą bluzkę w czarne groszki i czarne szpilki. Na ulicy z pewnością 
nie umknęła niczyjej uwagi. Gdyby Evan był w biurze, bez wątpienia bar-
dzo chciałby ją poznać.

–Chyba zapomniałaś o naszym lunchu – powiedziała głośno, stając w 

drzwiach pokoju Jessiki. Tak głośno, żeby usłyszał ją Damian.

Fortel się udał, ponieważ za chwilę wyszedł z gabinetu.
–Damianie,   to   moja   przyjaciółka,   Cathy   Hudson.   Chyba   ci   o   niej 

wspominałam.

Damian i Cathy uścisnęli sobie ręce. 
– Jessica zapomniała, że miałyśmy się spotkać dzisiaj na lunchu.
–Kto jak kto, ale Jessica powinna jadać regularnie – powiedział. Oczy 

mu błysnęły, a kąciki ust zadrgały, kiedy starał się ukryć uśmiech.

– Więc już wie pan, co się dzieje, kiedy jej burczy w brzuchu. Łatwiej 

się dogadać z rannym niedźwiedziem niż z głodną Jessicą.

– Hej, to nieprawda! – rozzłościła się Jessica. Rozmawiali, jakby jej tam 

nie było. Wzięła się pod boki i patrzyła na tych dwoje. Od początku nie 
była  przekonana  do  pomysłu  Cathy  i  okazało  się,  że  przeczucie  jej nie 
myliło.

Cathy przysunęła się do Damiana i zalotnie patrzyła mu w oczy. Nie 

wyglądało na to, żeby miał cokolwiek przeciwko temu; prawdę mówiąc, 
sprawiał wrażenie zadowolonego.

–Pójdę   po   torebkę   –   powiedziała   Jessica   sucho.   Zostawiła   ich 

wpatrzonych w siebie i wróciła za biurko. Ta cała gra irytowała ją; była 
wściekła, że pozwoliła się w nią wciągnąć.

Cathy   udało   się   oderwać   oczy   od   Damiana   i   posłać   przyjaciółce 

znaczące spojrzenie. Dopiero po chwili Jessica zrozumiała sygnał. Prawda – 
miała poprosić, by poszedł z nimi.

–Czy masz ochotę wybrać się z nami na lunch? – zapytała uprzejmie, 

lecz bez entuzjazmu.

background image

–Bardzo proszę – powiedziała Cathy słodkim głosem.
Damian spojrzał na Jessicę, jakby szukał potwierdzenia. Udało się jej 

uśmiechnąć, choć sama nie wiedziała, dlaczego się na to godzi.

–   Z  przyjemnością się do was przyłączę. – Odpowiedź Damiana z2-

oczyła ją. Ten człowiek ciągle sprawiał jej niespodzianki.

– Wspaniale, po prostu świetnie – powiedziała półgłosem.
– Fantastycznie. – Usłyszała melodyjny głos Cathy.
Jessica wzniosła oczy do nieba. Po chwili cała trójka wyszła z biura. 

Damian   zaproponował   znaną,   drogą   restaurację   i   zanim   Jessica   zdołała 
cokolwiek powiedzieć, Cathy się zgodziła. Jessica zacisnęła mocno usta, 
bojąc   się,   że   powie   coś,   czego   mogłaby   żałować.   Było   jej   przykro,   że 
Damian tak łatwo dał się usidlić jej przyjaciółce. Nawet jeśli była to tylko 
gra.

Damian przywołał taksówkę i Cathy udało się zająć miejsce na tylnym 

siedzeniu,   obok   niego.   Jessica   siedziała   obok   kierowcy,   a   jej   najlepsza 
przyjaciółka chichotała, kiedy jechali ulicami Bostonu.

Nagle Jessica uświadomiła sobie, że zachowuje się jak zazdrosna idiot-

ka. Zazdrosna o Damiana i Cathy? Mgła, która od paru dni zaciemniała jej 
myśli, zniknęła.

Była   coraz   bardziej   zakochana   w   Damianie   Drydenie.   Nic   bardziej 

oczywistego. Właśnie to postanowiła udowodnić Cathy – i dopięła swego.

Kochała Damiana. Od chwili gdy weszła do jego gabinetu i poprosiła o 

pracę. Gdy zabrał ją do wesołego miasteczka. Gdy ją pocałował.

Właśnie o tym Cathy starała się ją przekonać.
W restauracji przeprosiła Damiana i zaciągnęła Jessicę do toalety.
Zanim Jessica zdołała otworzyć usta, Cathy wykrzyknęła:
– Damian jest wspaniały!
– Wiem.
– Nie znam Evana, ale mówię ci od razu, że jeśli nie jesteś zainte-

resowana jego starszym bratem, to ja owszem. Jest bardzo inteligentny, jest 
piękny, jest...

– Wszystko to wiem. – I jeszcze więcej, pomyślała.
– Słuchaj – powiedziała Cathy. – Chcę, żebyś znalazła jakąś wymówkę 

i poszła.

Jessica nie wierzyła własnym uszom.
–Co mam zrobić?
Cathy stanęła przed lustrem i zaczęła poprawiać makijaż.
–Przypomnij   sobie   pilne   spotkanie,   coś,   co   zmusi   cię   do   wyjścia, 

żebyśmy mogli być sami, we dwoje. Tylko zrób to przekonywająco, żeby 

background image

się nie domyślił, o co chodzi.

– Sama nie wiem, o co chodzi.
– Chcę, żebyś mi pozwoliła zostać z nim trochę sam na sam.
– Dlaczego? Posłuchaj, już dowiodłaś, że miałaś rację. Zależy mi na 

Damianie. I nie zamierzam dzielić się nim z tobą.

–   Wiem,   co   czujesz   –   powiedziała   Cathy   powoli,   jakby   to   było 

oczywiste od samego początku. – Ale nasze sam na sam pokaże, kim jesteś 
dla niego, a to przecież był główny cel mojego planu.

– Jesteś tego pewna?
– Ile razy będziesz mnie o to pytać? Oczywiście, że jestem pewna.
– Mam wrażenie, że obie powinnyśmy pójść do psychoanalityka!
Cathy roześmiała się.
– Nie martw się, nie ukradnę ci go, chociaż słowo daję, że miałabym 

ochotę. Ten chłopak to łakomy kąsek. Dlaczego się nie ożenił?

– Skąd miałabym wiedzieć?
–   A  próbowałaś zapytać? – Dla Cathy wszystko było proste. – Nie 

szkodzi. Sama się tego dowiem. I całej reszty też.

Jessica zawahała się. Ufała Cathy – na ogół. Wiedziała też, że jej najlep-

szą przyjaciółkę stać na nierozważny krok. To ją właśnie niepokoiło.

– Wracaj do domu – wydała polecenie Cathy i przystąpiła do nakła-

dania na swe pełne usta nowej warstwy błyszczącej szminki.

–Nadal nie rozumiem, co robisz.
Cathy spokojnie schowała szminkę do torebki i potrząsnęła głową, co 

miało chyba znaczyć, że odpowiedź jest oczywista.

– Nie musisz. Kiedy Damian i ja skończymy lunch, zdam ci sprawoz-

danie. Czy już wszystko jest jasne?

– Ani trochę.
Cathy wzniosła oczy do góry.
– Staram się być pomocna. A ty mogłabyś chociaż mi w tym nie  z2-

kadzać.

– Dobrze, już dobrze – mruknęła Jessica, choć to wszystko coraz mniej 

jej się podobało.

– Nie każmy naszemu księciu czekać dłużej – powiedziała Cathy i 

wzięła przyjaciółkę pod rękę. – Pamiętaj, że musisz mieć jakieś inteligentne 
usprawiedliwienie.

Wróciły  do stołu.  Jessica  postawiła  torebkę  na  podłodze.  Po  chwili 

torebka   przewróciła   się,   więc   nachyliła   się   i   z   jej   zewnętrznej   kieszeni 
wyjęła karteczkę. Wyprostowała się i zaczęła ją czytać.

– Którego dziś mamy?

background image

– Dwunastego. A dlaczego pytasz? – Oczy Cathy nigdy nie były bar-

dziej okrągłe i niewinne.

– Tu jest napisane, że mam dzisiaj wizytę u dentysty. – Ostentacyjnie 

spojrzała na zegarek. – Za pół godziny.

– W sobotę? – spytał Damian.
– Wielu dentystów przyjmuje w soboty – wyjaśniła Cathy, rozkładając 

serwetkę na kolanach. – Nie dalej jak miesiąc temu sama byłam u dentysty 
właśnie w sobotę.

–Już za późno, żeby zadzwonić i odwołać wizytę – powiedziała Jessica 

z   zawiedzioną   miną.   –   A   poza   tym,   wyznaczono   mi   ją   przed   paroma 
miesiącami. W sobotę zawsze jest dużo chętnych.

– Nic dziwnego, że zapomniałaś, skoro to było kilka miesięcy temu. – 

Cathy starała się usprawiedliwić przyjaciółkę.

– Spróbuję złapać taksówkę – powiedziała pod nosem Jessica. Czuła, 

że już dłużej nie jest w stanie ciągnąć tego przedstawienia. To byłby cud, 
gdyby Damian się nie zorientował.

–Szkoda,   że   musisz   iść.   –   Cathy   powiedziała   to   w   taki   sposób,   że 

można było uwierzyć w szczerość jej słów.

Damian   się   nie   odezwał.   Gdyby   teoria   Cathy   była   prawdziwa, 

powinien powiedzieć, że mu przykro, pomyślała. Zamiast tego uśmiechnął 
się i skinął głową, jakby był zadowolony, że będzie sam z jej przyjaciółką. 
Jessica zacisnęła dłonie na pasku torebki, wstała i pożegnała się.

Portier   przywołał   taksówkę.   Usiadła   na   tylnym   siedzeniu,   podała 

kierowcy adres swego mieszkania i pomyślała, że czeka ją pewnie najdłu-
ższe popołudnie w życiu.

Miała rację.
Przez dwie godziny krążyła po pokoju i nerwowo gryzła precle. Wiel-

ka torba była prawie pusta, gdy odezwał się dzwonek. Cathy! Pobiegła do 
drzwi, chcąc czym prędzej usłyszeć, czego się dowiedziała.

Za drzwiami stał Damian. Jej osłupienie musiało rzucać się w oczy, bo 

roześmiał się i wszedł do mieszkania, nie poczekawszy na zaproszenie.

– Jak tam wizyta u dentysty?
– Ja... ja nie miałam wizyty.
– Wiem. – Podszedł do szafy z książkami i zaczął studiować tytuły, 

jakby właśnie w tym celu przyjechał.

– Wiedziałeś?
– Ani trochę nie dorównujesz przyjaciółce zdolnościami aktorskimi – 

powiedział i odwrócił się do niej.

Powinna była się domyślić, że przejrzy ich grę.

background image

– To był głupi pomysł – przyznała. Czuła żal i skruchę. Pozwoliła się 

namówić na udział w tym zwariowanym planie i poprowadzić jak owca na 
rzeź. – Ja... my nie chciałyśmy cię urazić. Nie gniewasz się, prawda?

–Nie, to było przemiłe, ale niepotrzebne. – Na jego twarzy na chwilę 

pojawił się uśmiech.

Mrugała oczami, nie wiedząc, co powiedzieć, gdyż nie była pewna, czy 

go dobrze rozumie.

Damian podszedł bliżej, wyciągnął rękę i delikatnie dotknął jej policz-

ka. Patrzył na nią poważnie szarymi oczami.

– Doceniam twoje starania, ale sam sobie potrafię znaleźć dziewczynę. 

– Mówił, jakby słowa sprawiały mu ból. Potem pochylił się i lekko dotknął 
ustami jej warg. Kiedy podniósł głowę, poczuła, jak bardzo pragnie, żeby 
całował ją jeszcze.

– Do zobaczenia w poniedziałek. – Odwrócił się i poszedł do drzwi.
Chciała poprosić, żeby został, ale zanim zdołała wykrztusić słowo, już 

go nie było. Najwyraźniej sądził, że próbuje związać go z Cathy. I nic dziw-
nego, bo przecież wszystko właśnie na to wskazywało. Dlaczego nie pomy-
ślała o tym przedtem? Jessica osunęła się na sofę, zakryła twarz rękami i 
ledwie powstrzymała się od płaczu.

Nie minęło pięć minut od wyjścia Damiana, kiedy zjawiła się Cathy. 

Rzuciła się na kanapę i zsunęła z nóg szpilki.

– To twardy orzech do zgryzienia.
– Co to znaczy?
– Myślę, że jest tylko jeden możliwy wniosek z tego, że nic na twój 

temat nie chciał powiedzieć.

– Jaki?
Cathy przerwała rozcieranie dużych palców u nóg i zwróciła swe wiel-

kie niebieskie oczy na Jessicę.

– Pytasz poważnie? Naprawdę nie wiesz?
– Nie pytałabym, gdybym wiedziała!
– Jest w tobie zakochany.
– To niemożliwe.
– Dlaczego? Czy jest gdzieś napisane, że zakochać się w Jessice Keller-

man to przestępstwo?

– No, nie...
– Mną nie jest zainteresowany, a możesz mi wierzyć, że się starałam.
Jessica   zesztywniała.   Nie   podobały   jej   się   próby   nawiązania   przez 

Cathy   flirtu   z   Damianem.   Jeszcze   nigdy   żaden   z   jej   zwariowanych 
pomysłów nie zagroził ich przyjaźni, lecz teraz mogło się tak stać. Damian 

background image

był nie dla niej i Jessica chciała się upewnić, że Cathy zdaje sobie z tego 
sprawę.

– On myśli, że próbowałam zbliżyć go do ciebie.
– Nie rób z tego tragedii. Przecież właśnie o to chodziło, żeby tak my-

ślał.

– Ale dlaczego?
Na twarzy Cathy powoli pojawił się pewny siebie uśmiech.
–Bo jestem twoją najlepszą przyjaciółką. Dzięki mojemu dzisiejszemu 

przedstawieniu odniosłaś podwójną korzyść: poznałaś nie tylko jego, ale i 
swoje uczucia. Chyba się nie mylę?

Jessica niechętnie przytaknęła. Musiała przyznać, że plan Cathy się 

powiódł. Ale pozostał pewien problem.

– Damian uważa, że zaaranżowałam wasze spotkanie, ponieważ nie 

jestem nim zainteresowana.

– Dlaczego tak myślisz?
– On właśnie to powiedział.
– Kiedy?
–   Kilka   minut   temu.   Był   tutaj.   Ten   cały   eksperyment   ma   nie  z2-

dziane skutki.

– Wyprowadziłaś go z błędu?
– Nie... Nie zdążyłam. – Jessica czuła się coraz gorzej. Za wszystko 

mogła winić tylko siebie. To ona pozwoliła wciągnąć się do tej idiotycznej 
gry i teraz ponosiła konsekwencje.

Cathy niespodziewanie ucichła.
– Ale myślę, że z nim porozmawiasz, prawda? – zapytała powoli.
– Nie... nie wiem. Chyba tak.
– To dobrze. Powiedz mu, co czujesz, bo inaczej będzie myślał, że ci na 

nim nie zależy.

Jessica zamknęła oczy i jęknęła.
–To nie będzie trudne – zapewniła Cathy. – On za tobą szaleje, Jess.
Kiedy po paru minutach wyszła, Jessica uświadomiła sobie, że zawsze 

miała w niej oddaną przyjaciółkę –mimo jej skłonności do przedstawień.

Rozmyślała nad radą Cathy przez resztę weekendu. W poniedziałek 

przyszła do pracy wcześnie i ze zdziwieniem ujrzała, że Evan już siedzi 
przy biurku. Przywitał ją szerokim uśmiechem.

–Dzień dobry, miła Jessico. – Był w świetnym humorze. – Właśnie 

ciebie chciałem zobaczyć.

Postawiła torebkę na biurku i weszła do jego gabinetu z notatnikiem 

background image

pod pachą, spodziewając się kolejnego czasochłonnego zadania.

– Siadaj, proszę – wskazał krzesło. – A teraz powiedz mi coś.
– Chętnie. – Próbowała się domyślić, o co mu chodzi.
–   Ostatnio   jestem   tutaj   kimś   w   rodzaju   niegrzecznego   chłopca,   nie 

robię tego, co powinienem, i tak dalej. Wiesz o tym, prawda?

– Ja... ja pracuję tu niedługo – powiedziała, chcąc zyskać na czasie. – I 

nie do mnie należy ocenianie, czy się wywiązujesz ze swoich obowiązków.

– Jess, naprawdę nie musisz się krępować.
– No, dobrze – powiedziała, niezadowolona, że się znalazła w takiej 

sytuacji. – Wiem, że doznałeś zawodu, ale wszystkich spotykają w życiu 
rozczarowania. Pora, żebyś wziął się w garść.

Evan roześmiał się. Nie był urażony, przeciwnie – sprawiał wrażenie 

ucieszonego.

– Jak ja lubię kobiety, które mówią to, co myślą. 
Jessica poczuła odprężenie.
– Czy to już wszystko?
– Nie. – Odchylił się do tyłu, potarł policzek i przyjrzał się jej uważnie. 

– Kiedyś byłaś zakochana we mnie, prawda?

– Tak. – Zaczerwieniła się. – Dawno.
– Masz rację, przeżyłem zawód – ciągnął. – Czułem potrzebę spraw-

dzenia się. Kiedy teraz spoglądam wstecz, widzę, jaki byłem powierzchow-
ny.   Nie   mogę   się   szczycić   moim   postępowaniem   w   ciągu   ostatnich 
miesięcy, ale mam nadzieję, że zrehabilituję się dzięki sprawie Earla Kressa.

Jessica nie wiedziała, co na to powiedzieć, ani czy w ogóle powinna 

cokolwiek mówić.

– W niedzielę miałem długą rozmowę z ojcem – dodał.
– Słyszałam, że zastanawia się nad kandydowaniem do senatu.
– Już się zdecydował. Damian i ja włączymy się do jego kampanii. 

Wniosek z naszej rozmowy był prosty. Mam sobie uporządkować życie i 
kogoś znaleźć.

– Nic bardziej słusznego – zgodziła się bez wahania, sądząc, że Evan 

ma na myśli córkę europejskiego dyplomaty.

– Wspaniale. – Posłał jej zabójczy uśmiech. – Miałem nadzieję, że tak 

powiesz.

– Dlaczego? – zdziwiła się.
– Ponieważ, droga Jessie, postanowiłem poznać cię lepiej. Jesteś bardzo 

miła i szalenie pracowita. Ojciec przypomniał mi, że byłaś we mnie z2-
chana przed paru laty, a ja mam nadzieję, że uda mi się to wykorzystać.

– Ale... – To nie był chyba odpowiedni moment, by mówić o uczuciu 

background image

do   Damiana.   A   z   drugiej   strony   lepiej   to   zrobić,   zanim   sprawy   znów 
wymkną jej się z rąk.

–   Nie  muszę  ci  mówić   –  dodał,  nim   zdążyła  się   odezwać   –   jak   to 

wszystko nadwerężyło moją pewność siebie. Z tobą czuję się bezpieczny. 
Szczerze mówiąc, nie wiem, jak bym teraz dał sobie radę z jeszcze jedną z2-
wą.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

– Czy nie widujesz Romildy? – zapytała Jessica, ogarnięta nagłym z2-

ębieniem. Powinna coś powiedzieć, wyjaśnić wszystko, ale Evan przyglądał 
się jej badawczo z niecierpliwym oczekiwaniem, i nie potrafiła się na to 
zdobyć. – Wydaje mi się, że dobrze się z nią bawiłeś na przyjęciu, a jej 
polityczne koneksje mogłyby się przydać w kampanii twojego ojca.

– Już wróciła do Europy.
– Aha...
–   Zrozum   mnie   dobrze.   Romilda   jest   sympatyczna,   ale   mi   nie  z2-

wiada – wyjaśnił. – Ja chcę mieć zwyczajną, trochę staroświecką dziew-
czynę, która ceni to co ja: mamę, dom, ciasto z jabłkami. Kobietę, która wie, 
co naprawdę się liczy w życiu. Kogoś takiego jak ty, Jessico.

Ani   przez   chwilę   nie   miała   wątpliwości,   że   słyszy   echo   słów   ojca 

Evana. Może rzeczywiście opisana kobieta byłaby dla niego odpowiednia, 
ale Jessica nią nie była. Właśnie miała dyplomatycznie wytłumaczyć mu, że 
już jest ktoś w jej życiu – nie mówiąc kto – gdy znów się odezwał.

– Dzisiaj mam jeszcze mnóstwo roboty, ale rodzice prosili, żebym się z 

nimi spotkał, więc myślę, że moglibyśmy zjeść lunch w piątkę.

– W piątkę?
– Będzie też Damian. Czy dwunasta ci odpowiada?
– Świetnie. – Zajął się leżącymi przed nim papierami.
Poczekała chwilę, potem wstała i wyszła z gabinetu. Blada jak ściana, 

dotarła do biurka i opadła na krzesło.

–Czy jest tu pan Dryden? – Jessica nie zauważyła wejścia pani Sterling.
Podniosła oczy i skinęła głową.
– Ale przecież dopiero dziewiąta.
– Wiem – mruknęła.
–   Co   mu   się   stało?   –   Sekretarka   nie   mogła   ukryć   zdziwienia.   – 

Wszystko  jedno,  nie  ma  co  się  zastanawiać.  Ważne,  że  coś   się  zaczyna 
zmieniać. Już niewiele brakowało, żebym się do niego zniechęciła. Bałam 
się, że Damian za bardzo mu popuścił.

Jessica zdobyła się na niewyraźny uśmiech. Pani Sterling krzątała się 

po   pokoju   z   właściwą   sobie   energią.   Zapach   świeżo   zaparzonej   kawy 
ożywił Jessicę. Pani Sterling napełniła filiżankę i zaniosła Evanowi. Wróciła 
radośnie uśmiechnięta – widocznie Evan był w dobrym humorze.

Jessica   siedziała   za   biurkiem   w   odrętwieniu.   Straciła   okazję,   by 

background image

powiedzieć Evanowi, że kocha Damiana. Ale czy nie byłoby nieuczciwie 
wyznać to jego bratu, jeśli jemu samemu nie powiedziała ani słowa? Nie 
była też przekonana co do uczuć Damiana. Pozostawało jej tylko polegać na 
opinii Cathy.

Jej przyjaciółka miała skłonność do teatralnej przesady, do poszerzania 

prawdy, nadawania jej znaczenia, jakiego wcale nie musiała mieć. Jessica 
nie wątpiła, że Damian ją lubi. Ale czy jest w niej zakochany?

Powinna uzbroić się w cierpliwość i czekać na rozwój wydarzeń. Evan 

postępował zgodnie z wolą ojca, ale nie oznaczało to, że chciałby, aby ich 
związek był czymś więcej niż tylko grą na pokaz. Na pewno nie zabiegał o 
jej względy. Zwłaszcza że był tak mocno związany z ową nie znaną Mary 
Jo.

Przedpołudnie minęło im szybko na przygotowaniach do sprawy Ear-

la Kressa, która miała się rozpocząć następnego dnia. Zwróciła ona uwagę 
lokalnych   stacji   telewizyjnych,   było   więc   pewne,   że   wzbudzi   zainte-
resowanie firmą Drydenów i kandydowaniem ojca Evana do senatu. Mogła 
mieć też wpływ na jakość kształcenia w okręgach szkolnych w całym kraju.

Na kwadrans przed południem Evan wyszedł z gabinetu, posłał Jes-

sice ciepły uśmiech i powiedział do sekretarki:

–Zabieram pani tę śliczną dziewczynę na kilka godzin.
Pani Sterling z aprobatą skinęła głową. Jessica wstała i sięgnęła po 

torebkę.   Spodziewała   się,   że   podczas   lunchu   będzie   mogła   choć   przez 
chwilę   porozmawiać   tylko   z   Damianem.   Bardzo   chciała   wszystko   mu 
wytłumaczyć i poprosić o radę.

Niestety, ku jej rozczarowaniu okazja do takiej rozmowy się nie  z2-

zyła. Lunch w restauracji hotelu „Hilton” był bardzo smaczny, atmosfera 
serdeczna, wszyscy sprawiali wrażenie zadowolonych. Damian ignorował 
Jessicę, prawie wcale nie zwracał na nią uwagi.

Postanowiła spróbować ujawnić swoje uczucia dla starszego z braci.
–Damian i ja byliśmy niedawno na Cannon Beach – obwieściła rado-

śnie, gdy konwersacja przy stole na chwilę ucichła. Lois i Walter wymienili 
znaczące spojrzenia.

– Od dzisiaj to Evan będzie cię tam zabierał, prawda? – odezwał się 

Damian do brata.

– Szkoda, że nie powiedziałaś nic wcześniej, Jess – podchwycił Evan. – 

Bardzo lubię Cannon Beach. Będziemy tam czasem chodzić, dobrze? Jak 
tylko zakończy się sprawa Earla Kressa.

–Dobrze   –   zgodziła   się   Jessica   ze   ściśniętym   sercem.   Spojrzała   na 

background image

Damiana, który z apetytem jadł sałatkę. Wszystko świadczyło o tym, że 
było mu obojętne, z kim ona będzie się spotykać. Najwidoczniej myśl o 
Evanie, przytulającym ją w wagoniku diabelskiej kolejki, nie sprawiała mu 
przykrości. Najmniejszej.

Po lunchu przeszli do sali na piętrze. Rozpoczęła się konferencja pra-

sowa. Walter Dryden, w otoczeniu rodziny, ogłosił zamiar ubiegania się o 
fotel senatora.

Jessica wmieszała się w tłum dziennikarzy, sympatyków i członków 

partii politycznej, i z daleka przyglądała się czwórce Drydenów. Stanowili 
wspaniałą rodzinę, pełną wiary w amerykańskie ideały. Czuła dla nich z2-
w i życzyła Walterowi Drydenowi sukcesu.

Rozbłysły flesze, Jessica wycofała się na koniec sali. Evan nalegał, żeby 

poszła z nimi na konferencję; chyba tylko po to, by przekonać ojca, że wziął 
sobie ich rozmowę do serca.

Zdawała sobie sprawę, że życie często bywa powikłane, lecz dlaczego 

właśnie ona musiała być narażona na takie frustracje? Była niemal pewna, 
że to ojciec podsunął Evanowi pomysł, by zaczął się z nią spotykać. Wła-
ściwie trudno się temu dziwić. Przecież wszyscy wiedzieli, że kiedyś była 
w nim zakochana. A ich rodziny są blisko zaprzyjaźnione. To był rozsądny 
wybór, zwłaszcza że teraz pracowała z Evanem.

Młodszy z braci Drydenów pragnął poprawić swój wizerunek, pomóc 

ojcu w kampanii wyborczej i dowieść, że już otrząsnął się z miłosnej pora-
żki. Cóż prostszego, jak przystąpić do tego z kobietą, dla której kiedyś był 
idolem?

Tyle tylko, że teraz jego miejsce zajął ktoś inny. Jego starszy brat, który 

jednak, powodowany szlachetnością, postanowił się usunąć.

Po raz pierwszy od wielu miesięcy Evan okazał chęć, by zapomnieć o 

przeszłości   i   żyć   normalnie.   Damian   uważał,   że   była   tego   powodem. 
Dlatego nic nie zrobi, by to się zmieniło – nawet jeśli sam ją kocha.

Przez następny tydzień nazwisko Dryden pojawiało się codziennie we 

wszystkich   środkach   masowego   przekazu.   Stacje   radiowe   i   telewizyjne 
relacjonowały   rozprawę   na   bieżąco,   a   popołudniówki   zamieszczały 
sprawozdania z sali sądowej. Tam właśnie Jessica spotkała po raz pierwszy 
Earla Kressa, który zrobił na niej dobre wrażenie swą szczerością. Młody 
człowiek nie dążył do uzyskania wysokiego odszkodowania; jego celem 
były   zmiany   w   systemie   szkolnym,   pomocne   dla   innych   sportowców. 
Dzięki staraniom Evana, Earl miał prywatnego nauczyciela. Spodziewał się, 
że za rok wróci do college'u.

background image

Ława przysięgłych zebrała się w piątek. Na wynik rozprawy Jessica 

wolała czekać w biurze. Mimo pewności co do wygranej Earla, oczekiwanie 
na werdykt było udręką.

W biurze był hałas, jak zwykle po południu. Szumiały komputery, 

telefaksy i fotokopiarki, gońcy biegali z pokoju do pokoju. Panowała atmos-
fera oczekiwania.

Jessica   podeszła   do   biurka,   zsunęła   z   nóg   pantofelki   i   zaczęła  z2-

erać obolałymi palcami. Bolały ją mięśnie, czuła się psychicznie wyczer-
pana. To był bardzo pracowity tydzień. Miała zamiar od razu po powrocie 
do   domu   zrobić   sobie   gorącą   kąpiel,   trochę   poczytać   dobrą   książkę,   a 
potem spać aż do południa następnego dnia.

Pani Sterling wyszła po coś do miasta, a Jessica właśnie z ulgą osunęła 

się na krzesło, gdy do biura wszedł Damian. Zatrzymał się gwałtownie, 
zobaczywszy, że jest sama.

Jessica zamarła.
– Dzień dobry, Jessico – powiedział sztywno.
– Dzień dobry – wykrztusiła.
– Gdzie jest pani  Sterling?  – zapytał, odzyskawszy równowagę. Był 

ożywiony, lecz poważny, jakby nigdy nie trzymał jej w ramionach, jakby 
nigdy nie była dla niego niczym więcej niż tylko znajomą, w dodatku mało 
ważną.

– Wyszła w jakiejś sprawie – odparła, a po chwili dodała: – Przysięgli 

jeszcze obradują.

– Domyślam się. – Podszedł do biurka pani Sterling i położył na nim 

stos dokumentów.

– Czy byłeś ostatnio we włoskiej restauracji? – zapytała, pragnąc za 

wszelką   cenę   podtrzymać   rozmowę.   Bardzo   chciała   przypomnieć   mu 
razem spędzone chwile i wytłumaczyć, co stało się potem. Pragnęła, żeby 
zrozumiał, co te chwile dla niej znaczyły, i że ma nadzieję, iż dla niego też 
są ważne. Żeby zdał sobie sprawę, jak bardzo za nim tęskni.

– Ostatnio nie jadam na mieście. – Odwrócił się nagle i szybko wyszedł 

z pokoju.

Obrażona   i   zła,   Jessica   miała   ochotę   krzyknąć,   żeby   wrócił.   Ale 

wiedziała, że to by nic nie pomogło. Bez namysłu i chyba bez żalu wyłączył 
ją ze swego życia.

Godzinę później wpadł do biura  Evan.  Zatrzymał się w progu,  z2-

ucił głowę do tyłu i wydał ogłuszający okrzyk.

–Udało się!
Wstała, żeby mu pogratulować, a on podbiegł, uniósł ją do góry i z2-

background image

rował z nią po pokoju.

– Wygraliśmy! – krzyknął.

- Evan! – śmiała się, obejmując go za ramiona. Wirował tak szyb-

ko, że poczuła zawrót głowy.

Jego triumfalne okrzyki zwróciły uwagę obecnych w biurze, lecz ani 

myślał puścić Jessicę. Postawił ją ostrożnie, objął ramieniem i przyciągnął 
do siebie. Wszyscy z entuzjazmem składali mu gratulacje.

–To byłoby niemożliwe bez Jessiki – oświadczył.  – I  bez Damiana – 

dodał, wyciągając ku niemu wolną rękę. – Trudno sobie wyobrazić lep-
szego brata.

Jessica patrzyła na Damiana, on spojrzał w jej kierunku – przypuszcza-

ła, że przypadkiem – i ich oczy się spotkały. Już nie był taki nieprzystępny, 
a jego twarz wyrażała tak intensywne uczucia, że nie mogła oderwać od 
niego   wzroku.   Były   to   duma,   lojalność   i   oddanie.   Widać   było,   że   nie 
zrobiłby niczego, co mogłoby zranić brata, nawet gdyby musiał poświęcić 
własne szczęście.

Łzy   napłynęły   jej   do   oczu.   Jak   przez   mgłę   widziała   otaczające   ją 

twarze, lecz zmusiła się do uśmiechu. Starała się wyglądać tak, jakby to 
była najszczęśliwsza chwila w jej życiu, choć naprawdę nigdy nie była bar-
dziej przygnębiona.

Evan   uparł   się,   że   wieczorem   zabierze   ją   na   uroczystą   kolację   dla 

uczczenia zwycięstwa. Wybrał restaurację znaną z doskonałego jedzenia i 
świetnej obsługi. Gdy usiedli przy stole, Jessica zorientowała się, że z2-
roszczą jej wszystkie kobiety wokół. Evan nigdy nie był bardziej przystojny 
i pełen uroku.

Kiedy wyszli z restauracji i czekali, aż podjedzie taksówka, zatrzymał 

ich fotograf z agencji prasowej i zrobił zdjęcie. Jessica zaprotestowała, lecz 
Evan powiedział, że to cena sławy i powinna się uśmiechnąć.

Następnego dnia obudził ją wcześnie rano telefon od matki, choć z2-

erzała wstać dopiero w południe. Czuła się strasznie przygnębiona i sen był 
dla niej ratunkiem.

– Widziałaś? – zapytała Joyce Kellerman podekscytowanym głosem. – 

Już zadzwoniłam do redakcji i zrobią odbitki dla mnie i dla Lois. Oboje 
wyglądacie świetnie.

– Czy co widziałam, mamo? – odezwała się zaspanym głosem Jessica.
– Zdjęcie w gazecie, kochanie. Twoje i Evana. Z miłym podpisem. A 

może nie wiesz, że w czwartek twoje nazwisko było wymienione w kronice 
towarzyskiej, w związku z Evanem. Och, kochanie, tak się cieszę.

– O Boże – wyszeptała Jessica. – Już sobie przypomniałam. Wczoraj 

background image

wieczorem zaczepił nas fotograf.

– Wiem, właśnie o tym mówię. Zdjęcie jest w porannym wydaniu. z2-

e z ojcem jesteśmy wzruszeni, o Lois i Walterze nawet nie wspominam. Jes-
sice daleko było do wzruszenia.

–To tylko zdjęcie, mamo.
–   To  coś więcej, Jessico. To marzenie, które się ziszcza, twoje i moje 

także. Twoje uczucie do Evana zawsze było tak silne i nareszcie, po tylu 
latach, on je odwzajemnia.

– Mamo, ty nic nie rozumiesz. Ja i Evan...
– Nie wyobrażasz sobie, jak się cieszymy... Lois i ja. Zdajemy sobie 

sprawę, że jest jeszcze dużo za wcześnie na plany związane ze ślubem, ale 
przyjaciółki przepadają za tym, kiedy ich dzieci są sobą zainteresowane. 
Jesteś naszą jedyną córką i już teraz mogę powiedzieć, że to będzie ślub 
roku. Twojemu ojcu i mnie bardzo na tym zależy. – Przerwała na chwilę, 
żeby nabrać oddechu, i ciągnęła dalej. – Bylibyśmy bardzo zadowoleni, 
gdybyście się zdecydowali na ślub jesienią. Lois jest moją przyjaciółką od 
tylu lat, i pomyśleć, że kiedyś będziemy miały wspólne wnuki!

Jessica tarła oczy, starając się powstrzymać płacz.
– Mamo...
– Naturalnie nie chcę wywierać na ciebie nacisku.
– Wiem, że nie chcesz.
– To dobrze. Przepraszam, że cię obudziłam, kochanie. Powinnam była 

się domyślić, że jesteś zmęczona tym pracowitym tygodniem. Spij sobie 
dalej. Porozmawiamy później.

O śnie nie było już mowy. Jessica powędrowała boso do kuchni, z2-

rzyła kawę, wlała ją do kubka i obejmując go dłońmi usiadła na kuchen-
nym stole.

Oparła stopy na krawędzi krzesła, kolana podciągnęła pod brodę i 

czekała, aż kawa wystygnie na tyle, że będzie mogła wypić pierwszy łyk. 
Kawa niewiele poprawiła jej nastrój, który stawał się coraz gorszy, gdy z2-
anawiała się, co robić dalej.

Czuła się jak w pułapce, skrępowana tym, co wszyscy uznali za najlep-

sze, przekonani, że ona tego chce. A Jessica kochała przecież Damiana, nie 
Evana.

Podskoczyła, gdy nagle zadzwonił telefon, i oblała sobie dłonie kawą.
– Halo – mruknęła do słuchawki.
– Co się dzieje, do diabła? – W głosie Cathy brzmiało oburzenie.
– Przepraszam! – Jeszcze tylko tego brakowało, by naraziła się swej z2-

pszej przyjaciółce.

background image

–   Biorę   rano   gazetę   do   ręki,   a   tu   wita   mnie   twoja   buźka,   cała   w 

promiennym uśmiechu.

– No, właśnie...
– Tylko że coś tu się nie zgadza. Jesteś nie z tym bratem, co trzeba. Czy 

byłabyś łaskawa to wytłumaczyć?

– Nie.
– Czemu nie? 
Jessica westchnęła.
– To długa historia.
– To ją streść. 
Westchnęła jeszcze raz.
– Evan postanowił wydobyć się z depresji...
– W samą porę, jak myślisz?
– Tak, oczywiście, ale nie robi tego dla siebie. Jego ojciec ubiega się o 

stanowisko   senatora,   więc   Evan   stara   się   być   uśmiechnięty   i   mieć   za-
dowoloną minę.

– Dzięki spotkaniom z tobą.
– Na to wygląda.
– Wiem wszystko o jego ojcu. Nazwisko Walter Dryden było przez 

cały tydzień na pierwszych stronach gazet, obok Evana i Earla Kressa – 
powiedziała Cathy niecierpliwie. – Wytłumacz mi lepiej, dlaczego byłaś 
tam z Evanem, a nie z Damianem.

Jessica nie potrafiła wyjaśnić tego w prosty sposób. To było najbardziej 

skomplikowane niepowodzenie w jej życiu.

–   Nie   miałaś   racji,   Cath   –   odezwała   się   nieszczęśliwym   głosem.   – 

Damian wcale nie jest mną tak zainteresowany, jak myślałaś. Inaczej już 
dawno coś by powiedział.

– Co miałby powiedzieć? – jęknęła Cathy.
– Że mu na mnie zależy – wyszeptała. Czuła się tak, jakby była po 

pachy zanurzona w grzęzawisku, bez szans na wydostanie się.

– No dobrze. Widzę, że nie ma mowy, żeby ci się udało skrócić tę smęt-

ną historię. Zacznij od początku i staraj się opowiedzieć wszystko.

Cathy   uważnie   wysłuchała   sprawozdania   z   minionego   tygodnia,   o 

wszystkim,   co   się   wydarzyło   po   rozmowie   Jessiki   i   Evana   w 
poniedziałkowy   ranek.   Gdy   Jessica   skończyła,   w   słuchawce  z2-
odziewanie długo panowała cisza.

– Teraz już rozumiem – odezwała się wreszcie Cathy, bynajmniej nie 

wesołym głosem. – Damian jest między młotem a kowadłem. Szaleje za 
tobą, Jess. Wiem to od czasu naszego wspólnego lunchu.

background image

– Widać jeszcze za mało. – Myśl o tym była tak bolesna, że Jessica za-

mknęła oczy.

– Mylisz się. Damian ma tak silne poczucie więzi rodzinnej i obowiąz-

ku, że gotów jest poświęcić własne szczęście. Nie o to chodzi, że kocha cię 
za mało, moja droga. Chodzi o to, że kocha cię, i Evana, za bardzo.

– Jeśli tak, to dlaczego chętnie skoczyłabym z mostu? Moja matka i 

Lois Dryden już rozmawiają o ślubie i wnukach.

Cathy puściła to mimo uszu.
–Jak często spotykasz Evana? – spytała.
– Codziennie. Nie pamiętasz, że pracujemy razem?
– Chodzi mi o spotkania we dwoje.
To   nie   było   uczciwe   pytanie.   W   związku   z   rozprawą   byli   razem 

każdego   wieczoru,   nie   tylko   każdego   dnia.   W   czasie   lunchów   i   kolacji 
omawiali   szczegóły,   dyskutowali   nad   strategią.   To   były   służbowe  z2-
ania, nic więcej.

– Widujemy się często – odparła, i wyjaśniła, co to znaczy.
– Rozumiem. I co teraz sądzisz o Evanie?
– Cieszę się, że próbuje uporządkować swoje życie. Ale nie jest we 

mnie zakochany ani nie stara się tego udawać.

–   W   takim   razie,   dlaczego   nic   nie   powiedziałaś   Damianowi?   Nie 

wyjaśniłaś?

– Nie mogłam – odpowiedziała z goryczą, bo sama myślała dziesiątki 

razy, żeby to zrobić. – Oboje byliśmy bardzo zaabsorbowani sprawą Earla 
Kressa, więc to nie byłby dobry moment. Może bym coś powiedziała w 
czasie ostatniej kolacji, gdyby Damian choć trochę dodał mi odwagi, ale nie 
zrobił tego. Nic na to nie poradzę, ale myślę, że mylisz się co do nas.

– O tym już nie będziemy dyskutować – przerwała jej Cathy głosem 

pełnym zniecierpliwienia.

–   Wiem,   że   Evan   spotyka   się   ze   mną   na   pokaz.   Nie   byłabym 

zdziwiona, gdyby to on zamówił tego fotografa. To do niego podobne.

– Czy się nie boisz, że się w tobie zakocha?
– Nie. Jego serce zostało tak zranione, że dużo czasu upłynie, nim 

znów odważy się kochać.

–   Pilnuj   się,   Jess   –   powiedziała   Cathy   niespodziewanie   łagodnym 

tonem. – On jest teraz wrażliwszy niż zwykle i łatwo może się w tobie roz-
kochać. A to byłaby katastrofa.

Jessica niepokoiła się tym już wcześniej i poczuła wielką ulgę, gdy 

okazało się, że ich związek jest czysto platoniczny.

– Widzę, że nie brak ci wesołych pomysłów – odparła.

background image

– Kiedy się z nim spotkasz? – Cathy pominęła jej uwagę milczeniem.
–   Jutro   po   południu.   Zabiera   mnie   na   piknik,   gdzie   będą   zbierane 

pieniądze na fundusz wyborczy jego ojca. – Nie miała na to ochoty. Gdyby 
nie chęć spotkania Damiana, znalazłaby wymówkę, żeby się wycofać.

– Baw się dobrze.
– Dziękuję – odpowiedziała, choć była przekonana, że to wcale nie 

będzie zabawne.

Odłożyła słuchawkę i poszła do łazienki. Stanęła pod prysznicem i z2-

ła się kłującym strumyczkom wody. Kiedy skończyła, czuła się lepiej – i 
wiedziała, co zrobi.

Następnego dnia Evan przyjechał wcześnie. Gdy zobaczył Jessicę w 

wesołej letniej sukience i białym żakiecie, oczy mu zabłysły.

–Nie mogę wyjść z podziwu, wyrosłaś na piękną dziewczynę. – Miał 

świetny humor.

– A ty zawsze byłeś niepoprawnym komplemen–ciarzem – próbowała 

mu dokuczyć.

Sportowy   samochód   Evana   stał   pod   domem.   Otworzył   przed   nią 

drzwi i pomógł wsiąść. Droga do Szepczących Wierzb, gdzie odbywał się 
piknik, minęła im na uprzejmej wymianie zdań. Cała posiadłość została 
udekorowana transparentami i flagami, była też mała trybuna i orkiestra.

Postanowiła,   że   znajdzie   okazję   do   rozmowy   z   Damianem,   aby 

wyjawić mu swoje uczucia. Nie może przecież bezustannie mnie unikać, 
pomyślała.

Rodzice Jessiki byli tam już wcześniej. Teraz wręczali nadchodzącym 

gościom małe amerykańskie flagi. Przed trybuną, z której miał przemówić 
Walter Dryden, stały rzędy składanych krzeseł.

Wszyscy   byli   czymś   zajęci.   Jessica   pomagała,   rozglądając   się   za 

Damianem.

Właśnie nakładała na talerz sałatkę ziemniaczaną, gdy go zobaczyła. Z 

kimś rozmawiał i przypadkowo spojrzał w jej kierunku. Ich oczy spotkały 
się na ułamek sekundy, a potem szybko odwrócił wzrok. Sprawiło jej to 
ból.

Kiedy jedzenie zostało już podane, podszedł do niej Walter Dryden. 

Był to mężczyzna wysoki i silny, o równie silnym charakterze. Uścisnął ją i 
podziękował za pomoc.

–   Wyrosłaś   na   piękną   młodą   kobietę,   Jessico.   –   Głębokim   głosem 

powtórzył to, co wcześniej usłyszała od Evana.

– Dziękuję. Jeszcze nie miałam okazji, żeby powiedzieć, jak się cieszę, 

background image

że zdecydował się pan kandydować do senatu.

– Żałuję, że nie rozpocząłem kampanii dużo wcześniej. Muszę to  z2-

bić   przez   najbliższe   miesiące   i   czeka   mnie   w   związku   z   tym   mnóstwo 
ciężkiej pracy.

– Ten stan potrzebuje właśnie kogoś takiego jak pan – powiedziała 

Jessica szczerze.

– Twoje zaufanie bardzo mnie cieszy. – Szli powoli obok siebie. – A ja 

ostatnio dużo myślałem o tym, że jesteś właśnie taką kobietą, jakiej potrze-
buje mój syn.

– Słucham?
– Myślę o tobie i Evanie.
Nie wiedziała, co powiedzieć. Powinna od razu wyjaśnić, że kocha 

Damiana,   ale   gardło   miała   ściśnięte,   a   język   jakby   jej   przyrósł   do  z2-
ebienia.

– Jesteś mu potrzebna – powtórzył Walter Dryden.
– On już wraca do siebie, proszę pana. Myślę, że nie powinien się pan 

niepokoić.

– Lois i ja uważamy, że dzięki tobie.
– Jestem pewna, że to nieprawda. – Zaczynała wpadać w popłoch.
–Nic podobnego. Musisz się nauczyć przyjmowania pochwał, młoda 

damo. To ci się później przyda w życiu. I  Evanowi  też, jeśli już o tym 
mowa. – Przerwał i zamyślił się na chwilę. – Sądzę, że mój syn też się 
kiedyś zajmie polityką. To urodzony polityk, ale trzeba jeszcze kilku lat, 
żeby nabrał doświadczenia. Muszę się gryźć w język, żeby zbytnio na niego 
nie wpływać. Lois nigdy by mi nie wybaczyła, gdybym go popchnął do 
czegoś, czego sam nie chce.

Jessica miała nadzieję, że Walter Dryden podobnie myśli o nakłanianiu 

Evana do nie chcianego związku z kobietą.

– Odeszliśmy od tematu – powiedział. – Chcę ci podziękować, moja 

droga. Za to, że pomogłaś Evanowi.

– Ależ ja mu w niczym nie pomogłam.
– Mylisz się. W ciągu kilku tygodni mój syn dzięki tobie zmienił się nie 

do poznania. Jak to dobrze, że Damian cię zatrudnił. Sam nie wpadłbym na 
lepszy pomysł.

– Mam Damianowi dużo do zawdzięczenia – powiedziała tak cicho, że 

nie była pewna, czy ją usłyszał.

– A, tu jesteście – odezwał się zza ich pleców Evan. – Czyżby własny 

ojciec podrywał moją dziewczynę?

–Nie ma obawy, synu – zaśmiał się Walter Dryden. – Nacieszcie się 

background image

teraz sobą. Pracowaliście przez całe popołudnie, więc zróbcie sobie przer-
wę, wymknijcie się stąd i bawcie się dobrze.

– Ale pana przemówienie... – zaprotestowała Jessica.
– To nieważne. Możesz mnie usłyszeć każdego dnia. Idźcie już sobie.
Evan   wziął   ją   za   rękę   i,   omijając   trybunę,   poszli   w  kierunku   kępy 

wierzb płaczących. Jessica zauważyła, że nastrój Evana nieco się zmienił. 
Wyglądał na zakłopotanego. Czekała, aż sam coś powie.

– Czy chcesz porozmawiać ze mną trochę? – zapytał po chwili.
– Bardzo chętnie. – Jej serce wezbrało poczuciem ulgi. Właśnie tego 

potrzebowali – szczerej rozmowy.

Przystanęła i oparła się o pień drzewa. Byli tu prawie ukryci przed 

ludzkim wzrokiem.

– Nie czuję, żebyśmy byli ze sobą związani, Jessico.
– Wiem. – Pomyślała o matce, o tym, co mówiła na temat ślubu i 

wnuków.   Przypomniała   sobie   rozmowę   z   ojcem   Evana   przed   paroma 
minutami. To wszystko zaszło za daleko.

– Już od tygodnia chcę z tobą porozmawiać, ale to były takie gorącz-

kowe dni; sprawa Earla Kressa, zgłoszenie kandydatury ojca.

– To był wyjątkowy tydzień – zgodziła się Jessica.
– Gazeta napisała o nas obojgu.
–   Twoje   nazwisko   często   pojawia   się   w   gazetach.   –   Nie   na   darmo 

pochodził z jednej z najsłynniejszych bostońskich rodzin.

Evan roześmiał się.
–To prawda. – Ujął jej rękę w dłonie. – Chciałbym, żeby skończyły się 

te wszystkie domysły na nasz temat. Jestem gotów związać się z jedną 
kobietą.

Serce w niej zamarło. Jeśli zaproponuje jej małżeństwo, nie wytrzyma i 

wybuchnie płaczem. Wszyscy się sprzysięgli przeciwko niej, nawet rodzice.

–   Ja...   ja   cię   zawsze   lubiłam,   Evanie,   ale   myślę,   że   powinieneś 
wiedzieć...
– „Lubić” to zbyt zwyczajne słowo – przerwał jej, marszcząc brwi.
Nie chciała deptać jego i tak poranionego ja.
– Wiem, ale...
–   Czy   zdajesz   sobie   sprawę,   że   nawet   się   nie   pocałowaliśmy?   – 

Uśmiechnął się, patrząc na nią oczami iskrzącymi się chłopięcym zapałem. 
– Zaraz to naprawimy, moja miła Jessico. – Ujął jej twarz w dłonie i, zanim 
zdążyła zaprotestować, dotknął ustami jej ust.

To   był   delikatny   pocałunek,   i   nienatarczywy.   Jessica   nie   czuła   nic 

prócz coraz większej ochoty do płaczu. Jak zresztą mogłaby czuć cokol-

background image

wiek, skoro tak jej zależało na Damianie? Skoro kochała Damiana?

Evan podniósł głowę i spojrzał na nią ciemnymi oczami, z których 

teraz nic nie mogła wyczytać. Przyglądał jej się przez chwilę.

– Nie będę nalegał, Jessico. Nie musimy się spieszyć. – Odsunął loczek 

z jej policzka i pocałował ją. Wargi miał wilgotne i ciepłe.

W   tym   momencie   Jessica   zobaczyła   Damiana.   Stał   wśród   tłumu 

słuchających przemówienia Waltera Drydena. Jego oczy były utkwione w 
Jessicę i Evana. Kiedy dostrzegł, że go zauważyła, odwrócił się i odszedł 
szybkim krokiem.

Przez chwilę Jessica zastanawiała się, czy za nim nie pobiec, lecz Evan 

objął ją władczo i poprowadził w kierunku trybuny.

Już było za późno.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

– No i co? – zapytała Cathy bez słowa przywitania, stojąc w niedzielny 

wieczór na progu mieszkania przyjaciółki. Zsunęła z ramion plecak i nie-
dbale rzuciła go w kąt przedpokoju. – Jak się udał piknik?

– To był polityczny sukces. Słyszałam, że fundusz wyborczy pana Dry-

dena bardzo się powiększył. – Wiedziała, że nie to interesuje Cathy, lecz 
temat Evana i Damiana stał się zbyt bolesny, żeby chciała o nim choćby my-
śleć.

Cathy znała ją za dobrze, by nie rozpoznać niepokojących objawów.
–Siadaj   –   wydała   polecenie,   wskazując   miękki   fotel,   najulubieńsze 

miejsce Jessiki w całym mieszkaniu. Cathy potrafiła zachowywać się wręcz 
po dyktatorsku, jeśli tylko była czegoś pewna; najwidoczniej teraz była.

Jessica potulnie posłuchała. Brak jej było siły woli, by się sprzeciwić. 

Usadowiła się w fotelu i czekała, a Cathy nerwowo przemierzała pokój.

– Trochę zastanawiałam się nad tą sprawą – zaczęła.
– To widać – odparła Jessica, próbując się domyślić, co też tym razem 

wykoncypowała jej rozgorączkowana przyjaciółka.

– Chcę, żebyś zaczęła kuleć – zakomunikowała takim tonem, jakby to 

był pomysł godny geniusza.

– Chyba żartujesz?
– Mówię najpoważniej w świecie. Ale chcę, żebyś kulała tylko w obec-

ności Damiana, nie przy Evanie.

Jessica potrząsnęła głową, jakby to miało poprawić jej słuch.
– A w jakim, do licha, celu miałabym robić coś tak idiotycznego, jak 

udawanie kulawej?

– Tylko pamiętaj, żebyś utykała na tę samą nogę. – Cathy zignorowała 

pytanie   Jessiki.   –   Najlepiej   zrób   znak   na   czubku   buta,   wtedy   się   nie 
pogubisz.

Jessica podniosła ręce do góry.
–   Cathy,   czy   ty   aby   na   pewno   dobrze   się   czujesz?   To   najbardziej 

zwariowany z twoich dotychczasowych pomysłów.

–   Zaufaj   mi   –   powiedziała   Cathy   z   niecierpliwością.   –   Pracuję   w 

teatrze, więc wiem, co robię.

– Twoja pewność siebie wcale mnie nie przekonuje.
– Powinna. Znam się na tym.
– Czy nie będę zbyt wymagająca, jeśli poproszę, żebyś mi wyjaśniła, co 

background image

się kryje za twoim nowym planem?

– Ani trochę. – Cathy lekkim krokiem podeszła do sofy, usiadła i zało-

żyła nogę na nogę. – Współczucie. Chcę, żeby Damian myślał, że coś ci się 
stało: skręcona kostka, zwichnięte kolano, coś z tych rzeczy. Jeśli kocha cię 
choć w połowie tak mocno, jak przypuszczam, to nie będzie mógł pozostać 
obojętny.   Pospieszy   z   pomocą,   a   kiedy   tylko   cię   dotknie,   nie   będzie   w 
stanie ukryć swoich uczuć. – Nagle przerwała. – Ale pilnuj się. Musisz być 
przygotowana...

– Na co?
– On może być na ciebie po prostu wściekły. Złość u mężczyzny to coś 

znacznie bardziej skomplikowanego niż u nas, kobiet. Będzie myślał, że nie 
dbasz   o   siebie,   i   będzie   się   poczuwał   do   odpowiedzialności   za   to.   Z 
mężczyznami tak bywa. Może nawet dojść do wniosku, że to wina Evana. 
Weź to wszystko pod uwagę.

– Pewnie, że Damian będzie zły! – wykrzyknęła Jessica. – Będzie miał 

pełne prawo, by się wściec, kiedy odkryje, że udaję, aby wywołać w nim 
współczucie.

– Nie może o tym wiedzieć – stwierdziła po prostu Cathy.
– Słuchaj – Jessica głęboko westchnęła – doceniam twoją pomysłowość, 

naprawdę, ale nie potrafię udawać. Damian od razu by się zorientował. Nie 
jestem tak dobrą aktorką jak ty, więc przejrzałby mój podstęp w jednej 
chwili. Zapominasz, że jest doświadczonym adwokatem.

Cathy zmarszczyła brwi, przygryzła dolną wargę i zamyśliła się.
–Zgoda – powiedziała po minucie. – Nie myśl już o skręconej nodze. 

Jedyne,   co   mogę   ci   zaproponować,   to   całkowita   szczerość.   Nie   masz 
pojęcia, jak to czasem dobrze działa. Może teraz właśnie tak będzie.

– Tak się składa, że zgadzam się z tobą w zupełności. Ta cała sytuacja 

stała   się   bezsensowna.   Ani   trochę   nie   umiem   grać.   Chciałabym   pomóc 
Evanowi, lecz nie kosztem mojego dobrego samopoczucia.

– Co zamierzasz powiedzieć Damianowi?
– Jeszcze nie wiem. – Myśl o tym przygnębiła ją. – Najbardziej się boję, 

że Damian uśmiechnie się czule i powie, że moje wyznanie mu pochlebia i 
że czuje się zaszczycony...

– A jego głos będzie pełen smutku – dokończyła Cathy, demonstrując 

właściwą sobie skłonność do dramatyzowania.

– Właśnie. Potem westchnie i doda, że niestety nie może odwzajemnić 

moich uczuć.

– To do niego podobne – zgodziła się Cathy.
–Oczywiście będzie łgał jak najęty... przez wzgląd na brata. Po prostu 

background image

go nie słuchaj. Uwierz mi, Jess, on cię kocha.

Jessica   całym   sercem   pragnęła,   żeby   to   była   prawda.   Spojrzała   na 

przyjaciółkę, uświadomiła sobie, jak bardzo ceni jej wsparcie, i podniosła 
kciuki w geście uznania. Cathy roześmiała się i zrobiła to samo.

Evan   był  już   w  swoim   gabinecie,   kiedy   Jessica   weszła   do   biura   w 

poniedziałek rano.

– Dzień dobry – zawołał wesoło. – Cieszę się, że już jesteś.
– Czy chcesz, żebym zaparzyła kawę? – zapytała. Spojrzała na ekspres 

i zauważyła, że Evan już to zrobił.

Wyszedł z gabinetu z kubkiem w ręku i przysiadł na rogu jej biurka. 

Patrzył na nią iskrzącymi się oczami.

–Czy jesteś wypoczęta i gotowa stawić czoło światu?
Jessica uśmiechnęła się. Tego nie mogłaby powiedzieć nawet w najlep-

szy z poniedziałkowych poranków.

– Niezupełnie. Zapytaj mnie o to w środę albo w czwartek.
– W takim razie może to poprawi ci humor – powiedział. Podał jej dwa 

bilety, które wyjął z kieszeni marynarki. – Dwa miejsca w loży na mecz 
drużyny Red Sox dziś wieczorem.

– Moja ulubiona drużyna! – wykrzyknęła.
– To właśnie powiedziała mi twoja mama. Przygotuj się, moja śliczna 

Jessico. Zaplanowałem sobie, że cię usidlę.

Spojrzała   na   niego   badawczo.   Tego   ranka   obudziła   się   z   postano-

wieniem, że raz na zawsze wyjaśni wszystko między sobą i braćmi Dry-
denami, a tu Evan krzyżuje jej szyki. Na domiar złego, wspomagany przez 
matkę.

– Evanie, musimy porozmawiać – powiedziała, nie patrząc mu w oczy. 

Przez całą drogę do biura powtarzała w myślach to, co zamierzała mu 
oznajmić.

– Teraz nie mogę, Jess. Przepraszam. Zaraz muszę być w sądzie w 

związku ze sprawą Portera. Ale nie martw się, później będzie dużo czasu 
na rozmowę. Przyjadę po ciebie o wpół do siódmej, dobrze?

– Dobrze. – Zmusiła się do uśmiechu.

Kiedy Evan zjawił się wieczorem, była już zdecydowana – po meczu 

powie mu, co jej leży na sercu.

Mieli   bardzo   dobre   miejsca,   wszystko   widzieli   doskonale.   Jedli 

parujące hot–dogi i słone orzeszki, pili piwo z kufli. Evan już dawno nie był 
w tak dobrym nastroju. Dopingował swoją drużynę, krzyczał na sędziego. 

background image

Kiedy Red Sox uzyskali przewagę, przeraźliwie zagwizdał.

W pewnej chwili wziął ją za rękę i ścisnął jej drobne palce. Zawsze 

lubiła Evana i nie potrafiła dłużej się na niego złościć. Na tym polegał jego 
czar.   To   było   to,   o   czym   mówił   jego   ojciec   na   pikniku.   Evan   miał   dar 
zjednywania   sobie   ludzi,   był   urodzonym   liderem.   Zawsze   był   mile 
widziany,   podziwiany,   szanowany.   W   trudnych   sytuacjach   u   niego 
szukano rozwiązania.

Nagle wyczuła w nim zmianę. Puścił je dłoń i zamarł w bezruchu. 

Wydawało się, że nie oddycha.

– Evan?
Próbował się uśmiechnąć. W tym momencie trybuny ryknęły, a kibice 

wstali z miejsc, lecz Jessica nie wiedziała, co się dzieje na boisku. Patrzyła 
na Evana.

– Co ci jest? – zapytała, kiedy okrzyki ucichły.
– Nic. – Próbował przekonać ją o tym uśmiechem, lecz mu się nie uda-
ło. Na pewno zdarzyło się coś złego; musiała się dowiedzieć, co.
– Chodź – powiedziała, i wstała, nie czekając na niego. – Idziemy.
– Jessico, nie trzeba, nic mi nie jest.
– To nieprawda i nawet nie próbuj mnie przekonywać, że nie mam 

racji.

– Nic się nie stało – powtórzył.
Nie zwracając na niego uwagi, wzięła torebkę i wyszła z loży. Nie miał 

innego wyjścia, musiał pójść za nią.

–Czy ktoś ci kiedykolwiek powiedział, jaka jesteś uparta? – zapytał, 

kiedy ją dogonił. Ich kroki dźwięczały na betonowych stopniach, prowa-
dzących ku wyjściu ze stadionu. Od czasu do czasu słyszeli za plecami 
okrzyki kibiców. Evan obejrzał się z żalem kilka razy.

– No, teraz powiedz, co się tam z tobą działo – zażądała Jessica, kiedy 

byli już blisko parkingu.

– Nic się nie działo.
– Jeśli jeszcze raz powiesz „nic”, zacznę krzyczeć. Kogo zobaczyłeś? – 

zapytała, choć już znała odpowiedź. Tylko jedna osoba mogła wywołać tak 
pełną bólu reakcję Evana – kobieta, którą kochał i którą utracił.

– Dlaczego myślisz, że kogoś zobaczyłem? – żachnął się. Był zdener-

wowany i nie próbował tego ukryć.

– Czy to była Mary Jo?
Zatrzymał   się   tak   gwałtownie,   że   zrobiła   kilka   kroków,   zanim   się 

zorientowała, że nie ma go obok.

–Kto ci powiedział o Mary Jo? – zapytał ochrypłym głosem.

background image

– Jeszcze nikt, lecz zaraz ty to zrobisz.
– Przykro mi, Jess, ale...
– Posłuchaj mnie, Evanie Drydenie. Musisz zrzucić z siebie ten ciężar 

raz na zawsze. Już dostatecznie długo starasz się ukryć ból, jaki ci sprawiła. 
Najwyższy czas się go pozbyć! – Włożyła mu rękę pod ramię i zaczęli 
kluczyć po parkingu w poszukiwaniu samochodu.

Kiedy wchodzili do jej mieszkania, Evan był ponury i zamyślony. Nie 

była pewna, czy dobrze zrobiła, nalegając, by opowiedział jej o kobiecie, 
którą kiedyś kochał. Bała się, że jej upór mógł otworzyć na wpół zagojoną 
ranę, ale wiedziała też, że nie powinien dłużej tłumić tego w sobie.

Poszła od razu do kuchni i zaczęła parzyć kawę. Evan usiadł przy 

kuchennym stole, lecz prawie natychmiast wstał i zaczął krążyć niecier-
pliwie po jej małym mieszkaniu.

Z filiżanką kawy w ręku usiadła w swym ulubionym fotelu i obserwo-

wała Evana. Czekała, aż zacznie mówić.

–Spotkaliśmy się przypadkowo – zaczął przytłumionym, pełnym  z2-

ęcia głosem – chociaż nie jestem pewien, czy to naprawdę był przypadek.

–Przypuszczasz, że zaaranżowała spotkanie? 
Evan spojrzał na nią zdumionym wzrokiem. 
– Nie... nie to. Myślę, że w życiu niewiele się zdarza naprawdę przez 

przypadek.

–Rozumiem – powiedziała cichym głosem.
–Byłem na plaży z przyjaciółmi. Graliśmy w piłkę, piliśmy piwo i było 

nam   dobrze.   Wyrwaliśmy   się   z   kieratu   codziennych   obowiązków. 
Chłonęliśmy słońce i pozbywaliśmy się nadmiaru energii.

Zatrzymał się przed Jessicą i mówił dalej.
–Większość moich przyjaciół już poszła, a ja szedłem brzegiem plaży i 

wtedy spotkałem Mary Jo. Wyszła na spacer z psem i on jej się wyrwał. 
Goniła go po plaży, a ja, jak przystało na dżentelmena, złapałem smycz. z2-
ękowała mi i zaczęliśmy rozmawiać. Ona jest mała i ładna, ma brązowe 
oczy, które... Ale to wszystko już nieważne.

–Od razu ją polubiłeś? 
Evan skinął głową.
–Była w niej jakaś świeżość, entuzjazm, który aż kipiał. Od pierwszej 

chwili   wiedziałem,   że   chcę   ją   lepiej   poznać,   więc   zaproponowałem   jej 
kolację. Odmowa zaskoczyła mnie.

Dla Evana to rzeczywiście musiała być nowość, pomyślała Jessica.
– Czy podała ci powód odmowy?
– Niejeden, ale udało mi się ją przekonać, że niepotrzebnie ma obiekcje. 

background image

Cudownie  się  śmiała.  Łapałem  się   na  tym,  że  mówię  różne  absurdalne 
rzeczy   tylko   po   to,   żeby   usłyszeć   jej   śmiech.   Jej   bliskość   mnie   samego 
skłaniała do śmiechu. To był mój najweselszy dzień od wielu lat.

– Więc umówiła się z tobą?
– Niezupełnie. – Evan zatopił się we wspomnieniach i milczał przez 

długą chwilę. – Spędziłem z nią resztę dnia i prawie całą noc. Rozpaliliśmy 
na plaży ognisko i rozmawialiśmy do rana. Potem zaczęliśmy się regularnie 
spotykać. Przynosiła ze sobą ożywienie i wesołość. Żyliśmy w zupełnie in-
nych warunkach. Mary Jo jest najmłodsza z całej sześcioosobowej rodziny, i 
jest jedyną córką. Którejś soboty jej matka zaprosiła mnie na obiad. Jeszcze 
nigdy   nie   widziałem   takiej   gromady   pod   jednym   dachem.   Wszędzie 
biegały   dzieci.   Kilka   szwagierek   Mary   Jo   było   w   ciąży.   Wcześniej   nie 
znałem   takiej   rodziny,   tych   przekomarzań,   żartów,   wesołości.   Zrozum 
mnie dobrze. Sam mam dużą rodzinę, lecz tamta jest inna. Czułem się 
wśród nich naprawdę dobrze.

– A oni na pewno czuli się dobrze z tobą. 
Spojrzał na nią z powątpiewaniem.
– Chciałbym, żeby tak było.
– Co się wydarzyło potem? – ponagliła Jessica, gdy zamilkł na chwilę. 

Była ciekawa szczegółów.

– Już pierwszego dnia, na plaży, wiedziałem, że się w niej zakocham. – 

Mówił tak cicho, że z trudem odróżniała słowa. – Nie traktuję miłości lek-
ko, ale wtedy czułem się jak porażony... dlatego wiedziałem.

–   Doskonale   to   rozumiem   –   powiedziała.   Tak   samo   się   czuła   przy 

Damianie.

– Kiedy poznałem jej rodzinę, zdałem sobie sprawę, jak bardzo chcę się 

z nią ożenić, jak bardzo chcę, żebyśmy mieli pięcioro albo sześcioro dzieci. 
Dom Summerhillów był pełen miłości i chciałem, żeby kiedyś moje dzieci 
też wyrosły w takiej szczęśliwej, swobodnej atmosferze.

– Zdaje się, że Mary Jo to niezwykła kobieta – powiedziała Jessica 

łagodnie.

–Niezwykła – wyszeptał.
–Poprosiłeś, żeby została twoją żoną, prawda? 
– Tak. – Na twarzy Evana pojawił się bolesny uśmiech. – Potem  s2-

awiłem ją rodzicom. Była onieśmielona bogactwem mojej rodziny, od razu 
to zauważyłem. Kto by nie był, zobaczywszy po raz pierwszy Szepczące 
Wierzby. Moi rodzice mieli wątpliwości, czy pasujemy do siebie, ale kiedy 
poznali Mary Jo, zmienili zdanie.

–   Nie   przypominam   sobie,   żebym   słyszała   o   zaręczynach   – 

background image

powiedziała Jessica.

– Chciałem dać jej pierścionek z brylantem, ale wybrała z perłą. Wła-

śnie skończyła praktykę po studiach i zaczęła pracować jako nauczycielka. 
Wołała odwlec formalne ogłoszenie zaręczyn, do czasu gdy zaaklimatyzuje 
się w pracy, a przede wszystkim, gdy minie czterdziesta rocznica ślubu jej 
rodziców, która przypadała w październiku. Nie miałem specjalnej ochoty 
na   czekanie   –   przyznał   Evan   –   ale   zgodziłem   się,   ponieważ...   no   cóż... 
ponieważ byłem gotów zrobić wszystko, czego chciała Mary Jo. – Przerwał 
i nabrał głęboko powietrza. – Po raz pierwszy zacząłem coś podejrzewać na 
początku   października.   Wynajdywała   coraz   to   inne   usprawiedliwienia, 
żeby się ze mną nie zobaczyć. Początkowo je akceptowałem, bo sam byłem 
zajęty, i choć tęskniłem, nie robiłem z tego problemu. Oczywiście nie byłem 
z tego zadowolony, ale rozumiałem, że jest pochłonięta pracą i obowiąz-
kami rodzinnymi. Kilka razy zajrzałem do jej rodziców. Wydawało mi się, 
że cieszą ich moje odwiedziny, a jej matka zawsze zapraszała mnie na z2-
d, jakby była przekonana, że głoduję. – Uśmiechnął się.

– To chyba bardzo mili ludzie.
Evan mówił dalej, jakby jej w ogóle nie słyszał.
–Kiedy Mary Jo odesłała mi pierścionek pocztą, czułem się ogłuszony. 

Miałem już kilka niespodzianek w życiu, przyjemnych i nieprzyjemnych, 
ale żadna nie była dla mnie takim szokiem.

Jessica poczuła złość do Mary Jo za brak odwagi, by spotkać się z 

Evanem twarzą w twarz. Jeśli chciała zerwać zaręczyny, nawet nieformal-
ne,   to   mogłaby   przynajmniej   powiedzieć   mu   to   osobiście.   Odsyłanie 
pierścionka pocztą było tchórzliwe i okrutne.

– Pojechałem do niej wściekły – ciągnął Evan.
– Miałeś pełne prawo być wściekły. 
Pokręcił głową.
–Powinienem   był   odczekać,   ochłonąć.   Żałuję,   że   tak   nie   zrobiłem. 

Kiedy stanąłem przed nią, powiedziała, że jest ktoś inny – wyszeptał. – 
Początkowo jej nie uwierzyłem. Broniłem się przed myślą, że kobieta, której 
podstawową zasadą była uczciwość, mogłaby spotykać się z kimś za moimi 
plecami. To mi się nie mieściło w głowie. Ale myliłem się. – Znów zniżył 
głos do szeptu. – Widocznie spotykali się w szkole, gdzie ona uczy. On też 
jest nauczycielem. Być zaręczoną ze mną i jednocześnie kochać innego, to 
musiała być dla niej udręka.

Jessica spuściła oczy. Wprawdzie nie była zaręczona z Evanem, lecz 

spotykała się z nim – a jednocześnie kochała Damiana. Słuchając Evana, w 
myślach potępiała Mary Jo, a sama robiła właściwie to, co tamta.

background image

–Zobaczyłeś ją na meczu? 
Evan skinął głową.
–Była z nim... Sądzę, że to był on. – W jego oczach znów pojawił się ból 

i Jessica miała ochotę się rozpłakać. Nad Evanem, ale i nad samą sobą. 
Ładna z nich para... każde zakochane w kimś innym, każde nieszczęśliwe. 
– Mary Jo to niezwykła kobieta – wyszeptał. – Szczęśliwy ten, kto się z nią 
ożeni...   –   przerwał,   a   na   jego   twarz   powrócił   dziwny   uśmiech,   będący 
połączeniem zachwytu i bólu. – Będzie wspaniałą żoną i matką.

–To wielkoduszne, co mówisz. W twojej sytuacji... 
– Gdybyś znała Mary Jo, mówiłabyś to samo. Podczas tych miesięcy, 

które upłynęły od naszego rozstania, doszedłem do wniosku, że w tym 
wszystkim istotną rolę odgrywała moja osobowość. Mary Jo była pierwszą 
kobietą, która ze mną zerwała. – Uśmiechnął się, jakby chciał powiedzieć, 
że wcześniej dobrze na to zasłużył. – Myślę, że stałem się trochę zbyt pew-
ny siebie.

– Wszyscy jesteśmy temu w jakiś sposób winni. 
Spojrzał na Jessicę i twarz mu spoważniała.
– Zepsułem cały nasz wieczór, prawda?
–Wcale nie – odparła, spodziewając się, że wyczuje szczerość w jej 

głosie. Zrozumiała, jak żarliwie Evan kochał i jak głęboko tkwił w nim 
ciągle ból rozstania.

Po wysłuchaniu opowieści Evana o utracie ukochanej kobiety, utwier-

dziła się w przekonaniu, że nie może dopuścić, by teraz przez nią stało się 
to samo. Nie może dalej wprowadzać go w błąd, pozwalając mu wierzyć, 
że ich znajomość przerodzi się w coś, czym nigdy nie mogłaby być.

Minął tydzień. Przy każdej okazji Evan opowiadał jej coraz więcej o 

swym związku z Mary Jo. Doszła do wniosku, że każde zaproszenie, na 
kolację czy do teatru, to tylko pretekst do dalszych opowieści. Było to tak, 
jakby pękła w nim tama, jakby potrzeba, by dać ujście długo tłumionym 
emocjom, była zbyt silna, żeby mógł się jej przeciwstawić.

Ich spotkania przestały Jessicę niepokoić. Byli przyjaciółmi, nic więcej. 

Dzięki częstym rozmowom jej też udało się trochę przed nim otworzyć.

– Czy jesteś zakochana? – spytał niespodziewanie któregoś wieczora, 

gdy szli przez Boston Common.

– Chyba tak – odparła niepewnie. – Tak – potwierdziła szybko. – Ale to 

nie to, o czym myślisz.

– To znaczy...?
– Nie w tobie, więc niech ci się nie przewraca w głowie. – Zdała sobie 

background image

sprawę, że to zabrzmiało obraźliwie, więc natychmiast przeprosiła.

Evan roześmiał się.
Wieczór był piękny. Gwiazdy przypominały iskrzące się cekiny, z2-

eszone tak nisko, że wydawały się przyczepione do gałęzi drzew.

– Wiesz, że to miłość, prawda?
– O, tak – szepnęła.
– Czy ten tajemniczy mężczyzna też cię kocha?
–Nie... nie wiem. Chciałabym, żeby tak było. Prawdę mówiąc, nic na to 

nie wskazywało. 

Damian nadal jej unikał. Od czasu gdy przez chwilę spotkali się w 

biurze, nie rozmawiała z nim ani razu.

Codziennie przychodził do biura punktualnie o ósmej i wychodził o 

piątej po południu. Przypuszczała, że jego rozkład dnia jest związany z z2-
gażowaniem w kampanię wyborczą ojca, więc jeśli chciała się z nim  z2-
ać, musiała szukać okazji w czasie pracy. Okazało się, że chyba łatwiej 
uzyskałaby audiencję u papieża. Nie mogła pojąć, jak to możliwe, żeby ktoś 
potrafił tyle zrobić w ciągu jednego dnia. Próbowała z nim porozmawiać, 
lecz zawsze ktoś był w pobliżu.

Zaczęła tracić cierpliwość. I  gdy  już była gotowa podnieść ręce do 

nieba i krzyczeć ze złości, nadarzyła się okazja. Zupełnie przypadkowo, 
kiedy najmniej się tego spodziewała.

Szepczące Wierzby. Jego dom rodzinny.
Evan dowiedział się od jej matki, że Jessica grała w college'u w tenisa. 

Zaintrygowany, zaproponował jej mecz. Uznała, że to może być miły  z2-
b spędzenia sobotniego popołudnia, i zgodziła się. Ponieważ zapomniał z2-
zerwować kort w klubie tenisowym, pojechali do Szepczących Wierzb.

Odbijali piłkę przez całą godzinę i Evan zdecydowanie wygrywał. Jes-

sica nie była zaskoczona jego sportowymi umiejętnościami, ale chciała mu 
zaimponować i nadwerężyła sobie kolano. To nie było nic poważnego, ale 
nalegał, by przerwali grę.

Poszli roześmiani w kierunku domu. Szybko zapomnieli o kolanie. Z 

daleka   zauważyli   matkę   Evana,   która   siedziała   w   samochodzie   i   bez-
skutecznie próbowała go uruchomić. Za godzinę musiała być w sztabie 
wyborczym, więc denerwowała się coraz bardziej.

– Nie martw się, mamo – powiedział Evan i pocałował ją czule w 

policzek. – Zawiozę cię.

– Nie ma mowy – zaprotestowała Lois Dryden i spojrzała na jego dwu-

osobowe sportowe auto.

– Przecież mówiłaś, że dałaś Richmondowi wolny dzień – powiedział i 

background image

otworzył drzwi swego samochodu. – Wsiadaj, mamo, nie ma rady.

– A co będzie z Jessicą?
–   Doskonale   potrafię   zająć   się   sama   sobą   –   zapewniła   Jessica. 

Poczekała, aż samochód odjechał, otarła ramieniem pot z czoła i weszła do 
domu. W lodówce w kuchni znalazła zimną wodę mineralną.

Nuciła pod  nosem  popularną  melodię, gdy  drzwi  kuchni nagle  się 

otworzyły.

– Mamo, co ty tu jeszcze robisz? Powinnaś już być... – Damian stanął 

jak wryty. – Jessica?

–   Twoja   mama   nie  mogła   uruchomić   samochodu,   więc   pojechała  z 

Evanem – wyjaśniła.

– Pojechała z Evanem... W takim razie zobaczę, co się stało z jej samo-

chodem. – Już chciał być od niej daleko.

–Damianie...   –   Nagle   przypomniała   sobie   pomysł   Cathy:   bolące 

kolano. Właśnie ją bolało, co prawda lekko, ale trudno byłoby o lepszy 
moment, by to wykorzystać.

Skupiła   się   na   swej   prawej   nodze   i   pokuśtykała   w   jego   stronę. 

Nienawidziła uciekania się do tego rodzaju podstępnych metod, lecz za 
wszelką   cenę   chciała   z   nim   porozmawiać.   Na   pewno   jej   wybaczy,   jeśli 
pozna prawdę.

Spojrzał na jej kolano z wyraźnym niepokojem. Miała na sobie białą 

koszulkę i krótką tenisową spódniczkę.

– Co z twoim kolanem? – zapytał i podszedł do niej.
– Nic mi nie jest – szepnęła.
– Usiądź. – W jego głosie bynajmniej nie było czułości. – Czy Evan o 

tym wie?

– Tak, ale to nic wielkiego – wykrztusiła. Przysunął taboret i posadził 

ją. Zamknęła oczy, poczuwszy dotknięcie jego rąk. Boże, jak za nim tęsk-
niła! Od wielu dni czekała na okazję, żeby być z nim sam na sam, i teraz nie 
miała zamiaru jej stracić. – Musimy porozmawiać – powiedziała. – Słuchaj, 
ja...

– Porozmawiamy, jak obejrzę twoje kolano. Co u licha opętało mojego 

brata, że cię zostawił w takim stanie?

– Damianie, posłuchaj, proszę.
– Później. – Zaczął wkładać lód do plastikowej torebki.
Zdenerwowana, wstała i, kulejąc, poszła w jego stronę.
– Nic mi nie będzie. To pewnie tylko naciągnięty mięsień.
–   Powinien   cię   zbadać   lekarz   –   powiedział   stanowczo.   Jeszcze   raz 

posadził ją na taborecie, a na drugim oparł jej nogę. Do kolana przyłożył 

background image

torebkę z lodem.

– Muszę z tobą porozmawiać o Evanie i o mnie. Nie kocham Evana, a 

on nie kocha mnie. Jesteśmy przyjaciółmi, nic więcej. On kocha Mary Jo, a 
ja kocham...

– Masz trzymać lód na kolanie co najmniej przez dwadzieścia minut, 

rozumiesz?

Jessica podniosła się z taboretu i wrzuciła lód do zlewu. Była wściekła.
– Musisz mnie wysłuchać, Damianie! Wiem, że sama wszystko kom-

plikuję. Nie powinnam była wykorzystywać kolana, żeby cię tu zatrzymać, 
ale wydawało mi się, że to jedyny sposób.

– Więc skręciłaś nogę, czy nie?
– Tak, ale tylko trochę. Chcę porozmawiać o nas. O tobie i o mnie.
– Jessico – odparł, z trudem ukrywając zniecierpliwienie – spotykasz 

się z moim bratem.

– Twój brat i ja jesteśmy przyjaciółmi, to wszystko. Ile razy muszę ci to 

powtarzać?

– Evan się zmienił – stwierdził stanowczo. – Sądzisz, że tego nie z2-

ażyłem?   Po   wielu   miesiącach   jest   wreszcie   sobą.   Odzyskaliśmy   Evana 
dzięki tobie.

–Być może, ale nie w taki sposób, jak myślisz.
–Nieważne, co myślę – powiedział ze złością. – Spotykasz   się   z   moim 

bratem, więc nie może być żadnego „ty i ja”. Rozumiesz?

– Nie! – krzyknęła. – Nie rozumiem!
– Musi tak być, Jessico.
– Ale dlaczego? – Ledwie go widziała przez łzy. Nie odpowiadał przez 

kilka długich jak wieczność sekund.

– Bo już tak jest.
–   Czy...   czy   to   znaczy,   że   chcesz,   żeby   tak   było?   –   Gardło   miała 

ściśnięte. Dłonie zwinęła w pięści.

–Tak – odparł po chwili, która wydawała się najdłuższą chwilą w jej 

życiu. – Chcę, żeby tak było.

Odwróciła się do niego plecami. Jak to dobrze, że nie wyznała mu swej 

miłości! I bez tego czuła się upokorzona.

– Jessico... – W jego ustach zabrzmiało to jak wymówka.
Zwiesiła głowę. Była pewna, że zaraz odejdzie, tak jak zwykle – ale nie 

zrobił tego. Odwrócił ją ku sobie i objął, jakby musiał poczuć jej bliskość, 
jakby tylko dzięki temu mógł się uchronić przed szaleństwem. A potem z2-
snął wargi do jej ust.

Ten pocałunek był gwałtowny i pełen pożądania, zupełnie inny niż 

background image

poprzednie. Przywarła do niego i zapomniała o wszystkim. Był tylko on i 
radość, że jest w jego ramionach. Pieściła twarz Damiana rozbieganymi pal-
cami. Odchyliła głowę, a on pokrywał pocałunkami jej policzki i szyję.

– Dość – jęknął i spróbował uwolnić się z jej ramion. Nie puściła go. 

Objęła za szyję i ukryła twarz na jego piersi. – Jessico, proszę. – Kiedy 
rozrywał jej splecione ręce, czuła, że drży podobnie jak ona. Objął jej dłonie 
i pochylił się ku niej.

Dźwięk zamykanych frontowych drzwi zabrzmiał jak grzmot. Damian 

odsunął się i stał już do niej tyłem, gdy do kuchni wszedł Evan, pogwiz-
dując. Zobaczył brata i zatrzymał się.

–   Cześć,   Damianie.   Cieszę   się,   że   dotrzymałeś   towarzystwa   mojej 

dziewczynie.

Damian mruknął coś na temat samochodu matki i wyszedł z kuchni, 

ledwie skinąwszy bratu głową.

Jessica myślała, że pęknie jej serce.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

–Dziękuję ci – powiedział Evan, gdy pół godziny później wysiadali z 

samochodu   pod   jej   domem.   –   Wiesz,   w   poniedziałek   będzie   uroczysta 
kolacja,   na   którą   mój   ojciec   zaprasza   trzystu   najbliższych   znajomych. 
Chciałbym, żebyś poszła na nią ze mną.

Jessica   spojrzała   na   Evana   i   uświadomiła   sobie,   że   nie   wie,   co 

powiedział.   Była   pełna   bólu.   Damian   nie   kochał   jej,   nie   chciał.   Prawie 
wyznała mu miłość, a on ją odtrącił i odszedł.

– Jessico, nic ci nie jest?
– Czuję się świetnie – skłamała, choć była bliska płaczu.
– Mówiłem ci o kolacji.
Spojrzała na niego ze zdziwieniem. Kolacja?
– W poniedziałek wieczorem – powiedział powoli i pomachał jej ręką 

przed oczami. – Może jednak mi powiesz, co się z tobą dzieje?

– Czy mogę już pójść na górę? – zapytała, zamiast mu odpowiedzieć. 

Nie miała nastroju do wyjaśniania czegokolwiek, a zwłaszcza tego, co się 
wydarzyło między nią a Damianem.

– Proszę bardzo.
Odprowadził ją do mieszkania, wyjął jej z rąk rakietę tenisową i scho-

wał do szafki w przedpokoju, a potem poszedł za nią do kuchni i podał jej 
szklankę wody z lodem.

Jessica usiadła przy stole i uśmiechnęła się.
–Czuję   się   świetnie   –   powiedziała,   i   tym   razem   kłamała   już   nieco 

mniej. Owszem, została zraniona, lecz było to precyzyjne ciecie, głębokie i 
szybkie.

Wiedziała teraz to, czego się spodziewała od początku. Damian jej nie 

kochał.

– Dziękuję, Jess – powiedział jeszcze raz Evan, i choć były to zwykłe 

słowa, wyczuła w nich głębsze znaczenie.

–   Za   to,   że   pozwoliłam   się   pokonać   w   tenisa?   –   zapytała,   choć 

wiedziała, że miał na myśli coś znacznie więcej.

Uśmiech zniknął z jego oczu.
–Za to również, lecz przede wszystkim za cierpliwe wysłuchiwanie 

mnie   przez   kilka   dni.   Rozmowa   o   Mary   Jo   rozjaśniła   mi   w   głowie. 
Uświadomiłem sobie, co było złego między nami i jak bardzo ciągle ją 
kocham. – Westchnął z bólem.

background image

– To nie grzech, Evanie.
– Pomogła mi rozmowa. Może więc warto, żebyś i ty mi opowiedziała, 

co cię gnębi? Nie oszukasz mnie, widzę łzy w twoich oczach.

Spuściła wzrok i zaczęła się wpatrywać w szklankę. 
– Nie... nie jestem jeszcze przygotowana, żeby o tym mówić. Nie złość 

się na mnie. Muszę najpierw uporządkować swoje uczucia.

–   Rozumiem.   –   Ujął   jej   dłoń.   –   Czy   pójdziesz   ze   mną   na 

poniedziałkową kolację?

– Dobrze – zgodziła się, choć początkowo chciała odmówić. Doszła do 

wniosku, że siedzenie w domu i użalanie się nad sobą nic nie pomoże. Od 
tej chwili miała zamiar bawić się i cieszyć życiem.

– Damian też tam będzie – zawiesił głos, jakby spodziewał się komen-

tarza.

Skinęła głową. Po dzisiejszym popołudniu to nie robiło jej różnicy.
– Ma kogoś przyprowadzić – dodał. – Czy masz coś przeciwko temu, 

żebyśmy siedzieli przy jednym stole?

– Ani trochę – odparła pogodnie. – Im nas będzie więcej, tym będzie 

weselej.

– Pomyślałam sobie, że przejrzymy twoją szafę, zanim pojedziesz na tę 

kolację – powiedziała Cathy, wchodząc do mieszkania Jessiki. Jessica zro-
zumiała swój błąd już w chwilę po tym, gdy powiedziała przyjaciółce o z2-
oszeniu. Cathy od razu uparła się, że to ona wybierze jej sukienkę.

–Od wielu lat bez problemów sama sobie radzę z ubieraniem się – z2-

ła próbę obrony.

Cathy już buszowała wśród sukienek, przesuwając je to w tę, to w 

drugą stronę, jakby to było zadanie o pierwszorzędnym znaczeniu. Przer-
wała na chwilę i niecierpliwie tupnęła nogą.

– Nie masz pojęcia, jak się zawiodłam na Damianie. Czy jesteś pewna, 

że go dobrze zrozumiałaś? – Mówiła takim tonem, jakby wszystkiemu była 
winna Jessica.

– Nie ma mowy o nieporozumieniu – odparła stanowczo. Żałowała, że 

w  ogóle   cokolwiek   powiedziała  przyjaciółce.  Nie   zrobiłaby  tego,   gdyby 
Cathy nie była we wszystko wtajemniczona. – On nie chce mieć ze mną do 
czynienia. Nie mógłby tego wyrazić w sposób bardziej oczywisty.

– Ja w to nie wierzę. Coś tu jest nie w porządku i ty to powinnaś 

wyjaśnić.

– Wiem, co to jest – zaoponowała Jessica. Nie trzeba było dzielić włosa 

na czworo, skoro odpowiedź była taka prosta. Gdyby Damianowi napraw-

background image

dę na niej zależało, znalazłby sposób, żeby wszystko uporządkować. Nie 
znalazł, bo mu nie zależało.

Cathy dalej badała zawartość szafy.
– Chyba przyjdziesz na premierę, prawda? – zapytała.
– Nic by mnie nie mogło zatrzymać. – Jessica była dumna z sukcesu 

Cathy, która dostała świetną rolę Adelajdy w sztuce „Chłopaki i dziew-
czyny”, wystawianej przez bostońskiego producenta. Domyślała się też, że 
Cathy jest zakochana w reżyserze, Davidzie Carsonie. Wspominała o nim 
ostatnio kilkakrotnie i za każdym razem jej głos jakby lekko się załamywał.

– Myślę, że zaproszę też Damiana – rzuciła nonszalancko Cathy. – z2-

eż go już znam. – Spojrzała na Jessicę. – Nic nie masz do powiedzenia?

–Rób, co chcesz, Cathy.
Cathy zaśmiała się krótko, ale wymownie.
– Nie oszukasz mnie, Jess, za dobrze cię znam. Nie wiem, co się stało 

Damianowi, ale możesz mi wierzyć, że wkrótce powróci.

– Szczerze w to wątpię. – Nie potrafiła ukryć pesymizmu.
Cathy wyjęła z szafy trzy sukienki i rozłożyła je na łóżku. Wzięła się 

pod   boki,   obeszła   łóżko   dookoła,   a   potem   dwie   z   nich   schowała   z 
powrotem.

Pozostała   długa   czarna   suknia,   gładka   i   połyskująca,   ze   srebrnymi 

ozdobami.

–Przymierz ją.
Jessica niechętnie zdjęła ubranie i włożyła sukienkę wybraną przez 

Cathy. Odgarnęła włosy, żeby przyjaciółka mogła zapiąć suwak do końca. 
Potem podeszła do lustra i wydała pełne zawodu westchnienie.

– Przypominam Natashę ze szpiegowskiej kreskówki.
– Nic podobnego. Sukienka jest świetna.
– Chyba tylko wśród szpiegów. – A z drugiej strony, może to właśnie 

dobrze? Jeśli ma siedzieć przy jednym stole z Damianem i jego towarzysz-
ką, to chciałaby mieć pewność, że zwróci na siebie jego uwagę, i że będzie 
wiedział, co traci.

Evan   przyjechał   po   nią   pięć   minut   przed   czasem,   kiedy   właśnie 

kończyła makijaż.

–Jesteś piękna – powiedział. – Naprawdę piękna. 
Po tych słowach uznania czuła się pewniej – do czasu gdy znaleźli się 

przy stole, gdzie siedzieli już Damian i towarzysząca mu kobieta, wysoka 
blondynka, piękna i wyniosła.

–Nadine Powell – przedstawił ją Damian. – Mój brat Evan i Jessica Kel-

background image

lerman.

Jessica zerknęła na Damiana i z zadowoleniem zauważyła, że patrzy 

na nią jak dziecko na choinkę w dniu Bożego Narodzenia. Cathy miała rację 
– suknia była świetna. Damian nagle odwrócił wzrok, jakby zły na samego 
siebie, że nie potrafił zachować się obojętnie.

–Nadine. – Evan ujął jej dłoń i przytrzymał nieco dłużej, niż było to 

konieczne.

Kolacja trwała bardzo długo, głównie z powodu przemówień wielu 

gadatliwych polityków. Jessica straciła rachubę co do liczby mówców i licz-
by   podawanych   potraw.   Przemówienia   prawie   uniemożliwiały   prowa-
dzenie konwersacji przy stole, lecz zdołała się dowiedzieć, że Nadine  i 
Damian byli od dawna przyjaciółmi. Przyjaciółmi i niczym więcej, zaczęła 
wyjaśniać   Nadine,   oceniwszy   sytuację  zadziwiająco   trafnie.   Damian  z2-
miast zachowywał się tak, jakby Jessiki tam nie było. Przez cały wieczór nie 
odezwał się do niej ani słowem.

Kiedy talerzyki po deserze zostały uprzątnięte, na niskiej estradzie, 

obok   dębowego   wypolerowanego   parkietu   do   tańca,   zaczęła   grać 
dziesięcioosobowa orkiestra.

–Zatańczymy? – zapytał Evan i wyciągnął rękę do Jessiki. Orkiestra 

grała   jej   ulubione   bigbandowe   melodie   z   lat   czterdziestych.   Evan 
wystukiwał rytm i kołysał się do taktu.

Odmówiła. Nie lubiła być pierwsza na parkiecie.
– Wolałabym przeczekać pierwsze tańce, jeśli pozwolisz.
– Ani myślę. – Poderwał ją z krzesła, zaprowadził na parkiet i, choć 

taniec był szybki, otoczył ramieniem i przytulił do siebie.

– Evanie – syknęła, zdając sobie sprawę, jakie muszą robić wrażenie. 

Wyglądali jak para zakochana do szaleństwa.

– Ciii... – szepnął jej do ucha.
– Co ci się stało?
– Mnie? – zapytał, po czym odrzucił głowę do tyłu i roześmiał się, jak-

by powiedziała coś bardzo zabawnego. – Nic. Po prostu dobrze się bawię.

– Moim kosztem – szepnęła ze złością. – Niedługo wszyscy będą o nas 

mówić.

– Niech sobie mówią.
–Z tobą naprawdę jest niedobrze – stwierdziła. Znów się roześmiał.
–Niekoniecznie. Ale zaraz wszystko powinno być w porządku.
Nie miała pojęcia, co Evan ma na myśli, ale nie chciała ciągnąć tej farsy. 

Gdy tylko melodia się skończyła, wysunęła się z jego objęć i wróciła do 
stołu.

background image

–   Jessice   dokucza   kolano   –   wyjaśnił   Evan,   po   czym   bez   żadnych 

wstępów poprosił Nadine i poszedł z nią na parkiet. Damian wyglądał na 
wyprowadzonego z równowagi.

– No cóż – powiedziała Jessica z poważną miną. – Do odważnych 

świat należy.

Damian zmarszczył brwi.
– Mógł poprosić kogoś innego. – Zacisnął palce wokół szklanki i skupił 

się   na   obserwowaniu   tańczących   par.   Dobrze,   że   nie   chce   ze   mną 
rozmawiać, pomyślała Jessica. Bardzo dobrze. Uważała, że wszystko już 
zostało   powiedziane;   Damian   widocznie   był  tego   samego   zdania.   –   Jak 
twoje kolano? – zapytał niespodziewanie.

– Zupełnie dobrze. To tylko Evan znalazł sobie pretekst, żeby zata-

ńczyć z Nadine.

Spowiły   ich   nastrojowe   dźwięki   muzyki.   Po   chwili   Jessica   zaczęła 

wystukiwać rytm nogą. Żałowała, że nie chciała zostać dłużej na parkiecie.

–Chodźmy – powiedział Damian, wyraźnie bez entuzjazmu. Wstał i 

podał jej rękę.

Spojrzała na niego ze zdziwieniem.
–Nie ma nic gorszego, niż siedzieć obok kobiety, która najwidoczniej 

chce tańczyć.

– Ja... – Zamierzała powiedzieć, że nie ma nic gorszego, niż tańczyć z 

kimś, kto najwidoczniej nie chce być jej partnerem. Ale zanim zdążyła się 
odezwać, wziął ją za rękę i poprowadził na parkiet. Po drodze mruczał coś 
pod nosem niewyraźnie. Zrozumiała tylko, że chodziło o Evana i że nie był 
z niego zadowolony.

Chętnie   udusiłaby   Evana   za   to,   że   zostawił   ją   samą   z   Damianem. 

Orkiestra grała szybkie melodie, lecz kiedy weszli na parkiet, rozpoczęła 
wolny, romantyczny utwór. Światła przygasły, a Jessica w duchu jęknęła.

– Poczekajmy na następny – zaproponowała.
– Nie ma mowy – odparł i wziął ją w ramiona. Nie rozumiała, dlaczego 

poczuwał się do obowiązku zatańczenia z nią. Obejmował ją sztywno, jak-
by bał się jej bliskości. Był wyprostowany, patrzył wprost przed siebie. – 
Rozluźnij się – szepnął niecierpliwie. – Przecież nie gryzę.

–   Ja?   –   zapytała   ze   zdziwieniem.   –   Czuję   się,   jakbym   tańczyła   z 

manekinem.

– No dobrze, spróbujmy oboje.
Nie zdawała sobie sprawy, że była tak spięta. Zamknęła oczy i głęboko 

westchnęła. Czuła, jak opada napięcie z Damiana. Kiedy otworzyła oczy, 
objął   ją   mocniej.   Oparła   głowę   o   jego   policzek.   Ich   ciała   poruszały   się 

background image

łagodnie w rytm muzyki. Ulga, jaką jej to przyniosło, była warta każdej 
minuty oczekiwania, by znaleźć się w jego ramionach.

To jest moje miejsce, pomyślała ze smutkiem; to zawsze było moje 

miejsce. Damian na pewno też to czuje. Gdyby było inaczej, czy obejmowa-
łby   mnie   tak,   jakbym   była   czymś   najcenniejszym   na   świecie?   Dlaczego 
dotykałby ustami moich włosów, jakby nie mógł się doczekać pocałunku?

Oboje milczeli; obawiali się, że słowa zepsują nastrój. Muzyka ucichła, 

a ona nadal tuliła się do Damiana, nie chcąc, by minęły te chwile błogości.

–   Powinniśmy   wrócić   do   stołu   –   odezwał   się   Damian.   Brak  z2-

nania w jego głosie dał jej nadzieję.

– Nie widzę Evana ani Nadine. Czy chcesz zatańczyć jeszcze raz? – z2-

tała.

Milczał przez długą chwilę, a potem powiedział ochryple: – Tak.
– Ja też chcę.
– Jessico, posłuchaj...
Nieśmiało podniosła głowę i spojrzała na niego. W oczach miała tęsk-

notę tak wielką, że nie potrafiła jej ukryć.

–Nie teraz, Damianie, proszę.
Zamknął na moment oczy, westchnął i kiwnął głową.
Straciła poczucie czasu. Wiedziała, że tańczą dużo dłużej niż powinni. 

Spoglądała w kierunku stołu, lecz nie było tam ani Nadine, ani Evana.

Damian zaczął zdradzać oznaki zdenerwowania dopiero wtedy, gdy 

orkiestra zagrała szybciej. Wiedziała, że coś jest nie w porządku, kiedy tyl-
ko wypuścił ją z ramion. Patrzyła na jego zaciętą minę i niczego nie ro-
zumiała.

– Braciszek zapłaci mi za to – mruknął.
– Za co? – zapytała cichym głosem.
Zamiast odpowiedzieć, zacisnął zęby. Widać było, że stara się opano-

wać.

Usiedli przy stole jak obcy. Jessica nie mogła tego znieść. Wstała,  z2-

osiła i obeszła sąsiednie stoliki, witając się ze znajomymi. Gdy wróciła, 
obok   Damiana   siedział   Evan.   Nadine   nigdzie   nie   było   widać.   Bracia 
rozmawiali ze sobą gwałtownie, lecz na jej widok Damian zamilkł i zaczął 
patrzeć w innym kierunku.

– Zaniedbuję cię – powiedział Evan ze skruchą, ująwszy jej rękę w 

swoje dłonie. – Przepraszam, Jessico. Czy możesz mi wybaczyć?

–Oczywiście.   –   Cóż   innego   mogłaby   zrobić?   Zażądać,   żeby   ją  z2-

chmiast odwiózł do domu? To byłoby idiotyczne. Zwłaszcza że uważała go 
tylko   za   przyjaciela.   A   poza   tym,   dzięki   niemu   mogła   być   długo   z 

background image

Damianem.

Kilka   minut   później   wróciła   Nadine,   zdyszana   i   roześmiana.   Cała 

czwórka zamówiła drinki. Kelnerka właśnie je przyniosła, gdy do stołu z2-
li Walter i Lois Drydenowie.

–Mamy nadzieję, że się dobrze bawicie. 
Evan powiedział, że oczywiście tak.
Lois uśmiechnęła się życzliwie do Jessiki, a potem delikatnie położyła 

dłonie na jej ramionach, pochyliła się i zbliżyła twarz do jej twarzy.

– Tyle ci zawdzięczamy – powiedziała i pocałowała ją w policzek.
– Ależ nie. – Słowa pani Dryden wprawiły ją w zakłopotanie.
–   To   prawda.   Powiedz   sam,   Walterze.   Już   niemal   wpadliśmy   w 

rozpacz w związku z tym, co się działo z Evanem, i nagle wszystko się 
zmieniło, gdy tylko zaczęłaś pracować w firmie.

– Mamo... – Evan też nie wyglądał na zachwyconego.
– To prawda. Nawet nie wiesz, jak bardzo jesteśmy zadowolone, Joyce 

i ja, że się tak często oboje widujecie – ciągnęła Lois Dryden.

–   Muszę   przyznać   rację   twojej   matce   –   powiedział   Walter   Dryden 

głębokim, dźwięcznym głosem. – Jesteś zdolnym człowiekiem, Evanie, i 
przed tobą wspaniała przyszłość. To było diabelnie przykre patrzeć, jak 
marnujesz życie z powodu kobiety, która nie może być twoja. Wszystko się 
zmieniło, od kiedy spotykasz się z Jessicą.

Po tych słowach przy stole zapanowała nienaturalna cisza. W kilka 

minut po odejściu państwa Drydenów pożegnali się pod jakimś pretekstem 
Damian i Nadine. Evan też nie miał ochoty zostać dłużej. Jessica z przyjem-
nością znalazła się w domu. Miała już tego dość.

Prawie   przez   całą   noc,   zamiast   spać,   rozmyślała.   O   świcie   podjęła 

decyzję. Rano weszła do biura stanowczym krokiem, z oczami piekącymi z 
niewyspania.

–Muszę   się   zobaczyć   na   chwilę   z   panem   Drydenem   –   powiedziała 

sekretarce Damiana.

W   jej   głosie   było   tyle   determinacji,   że   młoda   kobieta   natychmiast 

sięgnęła po słuchawkę, aby ją zapowiedzieć.

Wkroczyła   do   gabinetu   Damiana,   który   siedział   za   biurkiem   i   coś 

czytał. Podniósł oczy i spojrzał na nią, jak zawsze z nieodgadniona miną.

– Czym mogę ci służyć, Jessico?
– Rezygnuję z pracy w tej firmie, od zaraz – powiedziała kategorycz-

nie. Serce jej waliło. Wiedziała, że ryzykuje, bo o pracę było trudno. Ale wa-
żniejsza była jej psychika. Gdy będzie trzeba, znajdzie sobie pracę doryw-

background image

czą. Albo w innej dziedzinie.

Jeśli   Damiana   zaskoczyło   jej   oświadczenie,   to   nie   pokazał   tego   po 

sobie. Był zupełnie spokojny.

– To nagła decyzja, prawda? 
– Tak... ale konieczna.
– Czy Evan już wie?
– Jeszcze nie – odparła. – Ponieważ to ty mnie przyjmowałeś, czułam 

się w obowiązku powiedzieć najpierw tobie.

–Byłbym ci wdzięczny, gdybyś mogła przepracować dwutygodniowy 

okres wypowiedzenia.

Jessica nie była pewna, czego oczekiwała. Niczego, powiedziała sobie, 

ale teraz wiedziała, że to nieprawda. W skrytości ducha modliła się, by 
Damian   poprosił,   żeby   powtórnie   wszystko   przemyślała,   by   chociaż 
spróbował ją nakłonić do zmiany decyzji. Zamiast tego spokojnie przyjął jej 
rezygnację, jakby był zadowolony, że odejdzie.

To było bolesne. Kiedy poczuła, że nie jest w stanie dłużej ukrywać 

cierpienia, odwróciła się i poszła w kierunku drzwi.

– Jessico.
Przystanęła, lecz już się nie odwróciła.
–Byłaś wartościowym pracownikiem naszej firmy. Będzie nam ciebie 

brakowało.

Tylko tyle miał jej do powiedzenia. Diabelnie mało.
–Dziękuję – szepnęła, a potem wyszła z gabinetu. Rozdygotana usiadła 

przy biurku. Odczekała chwilę, żeby się uspokoić, a potem sięgnęła po 
słuchawkę i wykręciła numer Cathy.

–Co takiego?! – wrzasnęła jej przyjaciółka. Jessica nigdy przedtem nie 

prowadziła   prywatnych   rozmów   przez   służbowy   telefon,   ale   tego   dnia 
zrobiła wyjątek.

– Przecież słyszysz. Zwolniłam się.
– Ale dlaczego?
– To długa historia – mruknęła. – Powiem ci tylko, że mam dość tej 

całej bezsensownej gry.

– Damian cię kocha.
Dała się zwieść opiniom Cathy i własnemu głupiemu sercu, bo bardzo 

pragnęła, żeby tak było.

– Nie – wyszeptała. – Nie kocha.
–   Jessico,   Jessico,   Jessico   –   powiedziała   Cathy   zniecierpliwionym 

głosem – nie bądź taka w gorącej wodzie kąpana.

Miała do wyboru: zwolnić się albo oszaleć. Telefon do Cathy to był 

background image

błąd; jej przyjaciółka po prostu nic nie rozumiała.

–Co powiedział Evan?
– Jeszcze nie wie – odparła niechętnie. Choć to i tak niczego by nie 

zmieniło. Evan nie miał takich argumentów, które mogłyby wpłynąć na jej 
decyzję.

–Informuj mnie o wszystkim, dobrze? Śledzenie tego, co się dzieje w 

twoim życiu, jest ciekawsze niż moje melodramatyczne seriale.

Do   pokoju   weszła   pani   Sterling.   Patrzyła   na   Jessicę,   jakby   miała 

wybuchnąć płaczem.

–Odchodzi pani!
To   biuro   miało   siatkę   informacyjną,   której   i   CIA   mogłoby   pozaz-

drościć. Jessica nie zadała sobie trudu, żeby zapytać, skąd sekretarka Evana 
wie; to nie miało znaczenia.

– Ale nie może pani tego zrobić teraz, kiedy pan Dryden znów jest 
sobą.
– Przykro mi, że opuszczam was w potrzebie.
–Może pani przemyśli to jeszcze? – Jessica potrząsnęła głową. – Jeśli o 

mnie chodzi – powiedziała pani Sterling – to jestem zdania, że to niedobrze, 
kiedy mężczyźni i kobiety z tego samego biura są sobą zainteresowani. To 
się zwykle kończy źle.

– Co się kończy źle? – spytał Evan, wchodząc do pokoju. Zatrzymał się 

przy biurku sekretarki i sięgnął po czekające na niego pisma.

– Jessica odchodzi – powiedziała pani Sterling otwarcie.
Evan rzucił pisma i odwrócił się w stronę Jessiki. Utkwił w niej wzrok i 

z niedowierzaniem otworzył usta.

–Czy to prawda?
Kiwnęła   głową.   Nie   wierzyła,   by   żywił   do   niej   choć   trochę   praw-

dziwego uczucia, dopóki teraz nie zobaczyła żalu na jego twarzy.

–Chodź   do   gabinetu   –   powiedział   rozkazująco.   Kiedy   byli   już   w 

środku, zamknął drzwi. – O co tu chodzi?

Nie   mogła   sobie   przypomnieć,   żeby   kiedykolwiek   Evan   był   taki. 

Wyglądał i zachowywał się jak Damian.

–Pora ruszyć dalej – odparła niepewnie.
Nie wiedziała, czy powiedzieć – i ile – o prawdziwych przyczynach.
– Po niecałych dwóch miesiącach? 
Skrzyżowała ręce na piersi i wzruszyła ramionami.
– Czy dzień pracy jest za długi? 
– Nie.
– Płacimy ci za mało?

background image

–Mam dobrą pensję. – Nie podobało jej się, że zmusza ją do obrony, 

więc zaczęła odzyskiwać stanowczość. A poza tym Evan jeszcze nie znał 
pewnej jej cechy – uporu.

– Musi być  jakiś powód,  że praca ze mną stała się dla ciebie taka 

okropna.

– Nigdy nie powiedziałam, że praca z tobą jest okropna. – Opuściła 

ręce i zacisnęła pięści. Evan zachowywał się jak typowy prawnik.

– Więc nie podoba ci się firma. Czy cię czymś obraziliśmy?
–   Nie!   –   krzyknęła.   Miała   już   dość   tego   przesłuchania.   Evan   zare-

agował zupełnie inaczej niż Damian. Był wyraźnie zdenerwowany myślą o 
tym, że ją straci.

– W takim razie, dlaczego? Musisz mi to wyjaśnić – nalegał.
– Nie czuję się na siłach...
– Czy to ja coś zrobiłem? – Mówił teraz łagodniejszym tonem, jakby 

chciał ją uspokoić, pozyskać jej zaufanie.

– Nie – zapewniła. – Jesteś wspaniały... jak prawdziwy przyjaciel. z2-

owam w pamięci spędzone z tobą chwile, Evanie, ale nie kochasz mnie ani 
ja ciebie nie kocham. Wydaje mi się, że powinniśmy cieszyć się tym, co nas 
łączy, ale nie możemy doszukiwać się czegoś, czego nie ma. – Ani pozwalać 
na to rodzicom, dodała w myślach.

Wyglądał na zaskoczonego.
– To nie powód, żeby rzucać pracę w firmie.
– Być może, ale ja uważam, że tak trzeba. Damian prosił, żebym  z2-

acowała jeszcze dwa tygodnie, co oczywiście zrobię, ale nie zamierzam 
zmienić zdania.

– Trudno – zgodził się niechętnie. – A tymczasem, czy masz coś  z2-

wko temu, żebyśmy się nadal spotykali?

–Nie jestem pewna, czy to byłoby rozsądne. 
Odrzucił gwałtownie głowę, zdumiony jej odpowiedzią.
–Chyba nie mówisz poważnie?
– Najzupełniej, Evanie. Czuję się dobrze w twoim towarzystwie i uwa-

żam cię za przyjaciela, ale...

–   To  może umówimy się na kawę, żeby porozmawiać  o dawnych 

czasach?

–Może – odpowiedziała, a na twarzy Evana pojawił się uśmiech, ten 

zniewalający uśmiech, któremu nie potrafiła się oprzeć żadna kobieta.

– Mimo wszystko nie zgadzam się, żebyś zrezygnowała z naszego z2-

ania na żaglówce. Bardzo na nie liczę. Chyba mnie nie zawiedziesz?

–Nie zawiodę. – Poczuła przygnębienie, przypomniawszy sobie, że już 

background image

dawno obiecała Evanowi, że popływa z nim na żaglówce. Umówili się jesz-
cze przed ostatnią uroczystą kolacją, zanim nabrała przekonania, że chce 
się uwolnić od Drydenów.

Uśmiechnął się do niej promiennie.

Jessica została w pracy trochę dłużej, żeby zrobić porządek w biurku. 

Evan, nie zrażony jej niechęcią do dalszych spotkań, zaproponował kolację, 
lecz odmówiła. Również dlatego, że po ostatniej nocy była niewyspana i 
chciała jak najszybciej znaleźć się w domu.

Właśnie wychodziła, gdy w drzwiach swego gabinetu stanął Damian.
–Dobranoc – powiedziała uprzejmie i poszła korytarzem do windy.
Przez chwilę czekali razem i razem weszli do kabiny. Stali obok siebie 

jak   obcy.   Jessica   obserwowała   zapalające   się   kolejno   numerki   nad 
drzwiami.   Zaledwie   tydzień   wcześniej   byłaby   podekscytowana   takim 
kilkusekundowym sam na sam z Damianem; teraz dałaby wiele, żeby tego 
uniknąć. Być tak blisko niego fizycznie, a tak daleko emocjonalnie – to była 
udręka w najczystszej postaci.

Drzwi windy rozsunęły się bezszelestnie i Jessica z ulgą znalazła się w 

holu. Teraz każde pójdzie w swoją stronę.

–Jessico. – W głosie Damiana słychać było irytację; nie wiedziała, czy 

na nią, czy na samego siebie. – Wracasz metrem?

– Tak. Stacja jest za rogiem. – Ruszyła ku wyjściu.
– Zawiozę cię do domu.
– Nie, dziękuję.
– Musisz się zgodzić – powiedział twardym tonem. – Pora,   żebyśmy 

porozmawiali.

Gdy rano wchodziła do jego gabinetu, serce biło jej mocno, teraz waliło 

jak oszalałe.

Bez słowa zaprowadził ją do podziemnego garażu. Kiedy już siedzieli 

w samochodzie, zapytał:

– Czy rozmawiałaś z Evanem o swojej rezygnacji? 
– Tak.
– Co powiedział?
Wykonała kilka niepewnych gestów.
–Poprosił, żebym się zastanowiła. 
– I co?
–Nic.  Przepracuję  jeszcze  dwa  tygodnie,  bo   mnie  o   to  prosiłeś,  ale 

decyzji nie zmienię.

Damian zacisnął ręce na kierownicy.

background image

– Dlaczego, Jessico?
–   A   dlaczego   miałoby   cię   to   obchodzić,   Damianie?   –   odparła, 

wyprowadzona z równowagi. – Dziś rano nie mogłeś się doczekać, kiedy 
się mnie pozbędziesz.

– To nieprawda – powiedział ostro.
– Nie sądzę, żeby ta dyskusja cokolwiek rozwiązała. – Położyła rękę na 

klamce, zamierzając wysiąść.

Atmosfera była jak naładowana elektrycznością.
–Jessico, zostań na kilka minut. Proszę. – Mówił cicho, pozornie bez 

emocji.

Zawahała się.
– Dobrze. – Cofnęła rękę.
– Czy złożyłaś rezygnację z powodu tego, co zaszło podczas kolacji? – 

zapytał.

Popatrzyła na niego zmieszana.
–Wczoraj wieczorem?
–   Evan   cię   po   prostu   zostawił.   Wiem,   że   twoje   uczucia   zostały 

zranione, ale...

–Poczekaj   –   powiedziała   i   odwróciła   się   do   niego,   spoglądając   mu 

prosto w oczy. – Szczerze mówiąc, sam w to nie wierzysz, prawda?

Na jego twarzy malował się wyraz zakłopotania.
–Mój brat, zostawiając cię w ten sposób, zachował się jak grubianin.
Od niepamiętnych czasów nie była tak wściekła. Rozsadzająca ją złość, 

gdy dała jej upust, przybrała postać czkawki.

– Myślisz... hik... że jestem tak płytka, że rzuciłabym... hik... pracę w 

napadzie... hik... zazdrości? Czy to... hik... chciałeś powiedzieć, Damianie?

Wysiadła z samochodu i trzasnęła drzwiami.
–Uważam... hik... że ta rozmowa... hik... prowadzi donikąd.
To powiedziawszy, pomaszerowała do domu. Wydawało jej się, że 

słyszy odgłos zamykania drzwi samochodu, ale nie zadała sobie trudu, 
żeby się obejrzeć.

–Jessica! – zawołał, wpadając do pustego holu. Zawahała się. Czkawka 

nie ustąpiła i trudno jej było normalnie oddychać.

– Przykro mi – powiedział po chwili pełnej napięcia.
Wtedy   zrozumiała.   Przepraszał   za   coś   więcej   niż   ich   sprzeczka   w 

samochodzie. Chciał jej powiedzieć, jak bardzo żałuje, że jej nie kocha.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Przez następne dwa tygodnie Jessica widywała Damiana tylko przelot-

nie.   Firma   zatrudniła   nowego   asystenta   prawnego,   Petera   McNicholsa, 
więc pomagała w szkoleniu tego sumiennego młodego człowieka.

Ostatniego dnia pani Sterling przyniosła wiadomość, że Damian chce 

rozmawiać z Jessicą.

–Mam   nadzieję,   że   zmieni   pani   zdanie   –   powiedziała   smutnym 

głosem. – Świetnie pani pracuje i bardzo mi przykro, że pani odchodzi. – 
Rzuciła domyślne spojrzenie w kierunku drzwi gabinetu Evana. – Jestem 
pewna, że panu Drydenowi też będzie pani brakowało.

W ciągu minionych dwu tygodni Evan kilkakrotnie próbował ją  z2-

pić, lecz pozostała nieugięta. Jej decyzja, choć podjęta nagle, była słuszna.

Z   przyzwyczajenia   wzięła   notatnik   i   pióro   i   poszła   do   Damiana. 

Sekretarka od razu ją wpuściła.

Stał przy oknie, odwrócony do niej tyłem. Ręce założył za siebie, jak 

zwykle, gdy był zamyślony lub czymś się martwił. Zaczęła się zastanawiać, 
czy zmartwiło go jej odejście, lecz doszła do wniosku, że gdyby tak było, 
dawno by o tym powiedział.

–Chciałeś   mnie   widzieć?   –   zapytała   spokojnie.   Odwrócił   się   i 

uśmiechnął uspokajająco.

–Tak. Siadaj, proszę. – Wskazał jej krzesło, a sam zajął miejsce za biur-

kiem. Wziął do ręki leżącą na środku kopertę i wręczył ją Jessice. – To dla 
ciebie – wyjaśnił. – Pozwoliłem sobie dodać niewielką premię.

–To nie było konieczne – powiedziała zaskoczona.
– Być może, lecz chciałem, żebyś wiedziała, iż nasza firma wysoko 

ocenia twoją pełną poświęcenia pracę nad sprawą Earla Kressa.

– Zostawałam dłużej, bo to było potrzebne.
– Wiem. – Odchylił się do tyłu i spojrzał na nią z ciekawością. – Czy 

znalazłaś już inną pracę?

– Nie. – Dopiero teraz będzie na to dość czasu, w ciągu następnych dni 

i tygodni, pomyślała smutno.

– Jeśli chcesz, z przyjemnością napiszę ci list polecający.
To była cenna propozycja, tym bardziej że pracowała w firmie tak krót-

ko.

– Będę bardzo zobowiązana. – List polecający na pewno się przyda.
– Znam dużo firm, które mogą być zainteresowane tak dobrą asystent-

background image

ką prawną. Mógłbym do kilku zadzwonić w twoim imieniu.

Damian jest naprawdę wielkoduszny, pomyślała.
–Dziękuję. Będę ci wdzięczna.
Skinął głową. Jessica podniosła się z krzesła. Pożegnanie z Damianem 

okazało się o wiele trudniejsze, niż przypuszczała. Nie wiedziała, ile czasu 
upłynie, zanim znów go zobaczy. Ich rodziny są zaprzyjaźnione, lecz oni 
żyją własnym życiem. Mogą minąć miesiące, a nawet lata, zanim się  z2-
ają.   Lecz   może   tak  będzie   najlepiej.   Nerwowo   bawiła   się   żółtym   notat-
nikiem.

–Chcę, żebyś wiedział, że bardzo ceniłam sobie pracę z tobą i Evanem 

– powiedziała łamiącym się głosem. – Daliście mi szansę, mimo że nie 
miałam żadnego doświadczenia.

–Przez ten czas sprawdziłaś się wielokrotnie. 
Cofała się małymi krokami, aż plecami dotknęła drzwi.
–Dziękuję ci też – powiedziała zduszonym głosem – za wszystko inne.
Podniósł brwi z wyrazem zdziwienia.
–Za wspólne kolacje i nasz wieczór na Cannon Beach – dodała. Więcej 

nie odważyła się powiedzieć.

Była pewna, że gdyby teraz otworzyła przed nim serce, oboje czuliby 

się zażenowani. W oczach Damiana odbijał się smutek.

–Żegnaj, Jessico.
Odwróciła się i nacisnęła klamkę, lecz zanim odeszła z jego życia, z2-

m zrobiła ten pierwszy krok, spojrzała przez ramię, żeby zobaczyć go jesz-
cze raz, żeby zatrzymać w pamięci ostatnie wspomnienie o nim.

Damian stał tam, gdzie go widziała, gdy zjawiła się tu po raz pierwszy. 

Patrzył przez okno, ręce założył za siebie.

– Nie mogę uwierzyć, że tak się to odbyło. – Cathy, pełna oburzenia, 

chodziła po pokoju jak lew w klatce. Nie była w stanie usiedzieć na miejscu, 
od   chwili   gdy   Jessica   opowiedziała   jej   o   swoim   ostatnim   spotkaniu   z 
Damianem.

– A spodziewałaś się, że co mu powiem? – zapytała Jessica z irytacją. 

Siedząca w niej romantyczka miała nadzieję, że Damian pobiegnie za nią, 
ale nic takiego się nie stało. Nawet Evan zdawał się podporządkować jej 
życzeniu. To był dla niej jeden z najbardziej emocjonalnie wyczerpujących 
dni w życiu, i czego jak czego, ale zarzutów przyjaciółki teraz nie potrzebo-
wała. – Gdyby miał dla mnie choćby odrobinę uczucia, to byłaby to dla 
niego najlepsza okazja, żeby coś powiedzieć. Jak myślisz?

background image

– Lepiej, żebyś nie wiedziała, co myślę o tym człowieku – odparła 

ponuro Cathy.

– List polecający... na nic więcej nie było go stać. Damianowi Drydeno-

wi   po   prostu   na   mnie   nie   zależy.   –   Klęczała   na   dywanie   przy   stoliku. 
Wyszarpnęła kawałek pizzy z pudełka. Ser spadł na podłogę.

– Czy on wie, że nie widujesz się z Evanem?
– Oczywiście.
–Jesteś pewna? Powiedziałaś mu o tym? 
– Nie.
Cathy podniosła ręce w geście rozczarowania.
–No, to już wszystko jasne. On myśli, że spotykasz się z jego bratem.
–W  tym   tygodniu   Evan   dwa   razy   umówił   się   z   Nadine   Powell. 

Damian   o   tym   wie.   A   poza   tym,   Evan   i   ja   zawsze   byliśmy   tylko 
przyjaciółmi. Powiedziałam to Damianowi. Jak by na to nie patrzeć, nie jest 
mną zainteresowany, więc nie ma o czym mówić.

Cathy usiadła na dywanie i wzięła sobie kawałek pizzy.
–Jestem naprawdę zawiedziona.
– Ja też. – To było przesadnie lakoniczne, ale Jessica nigdy nie należała 

do ludzi, którzy rozwodzą się nad popełnionymi błędami. I jeszcze dużo 
czasu musiałoby upłynąć, żeby mogła uznać miłość do Damiana za błąd. 
Tymczasem dobrze poznała siebie i dużo się dowiedziała o miłości.

– Czy mi się zdaje, że mówiłaś, że podczas najbliższego weekendu 

masz zamiar pływać z Evanem żaglówką? – zapytała Cathy z wyraźną 
ciekawością.

– Nie. W czasie następnego.
– Aha! – Cathy wolną ręką uderzyła w stolik. – Więc jednak nadal 

widujesz się z Evanem. Niemożliwe, żeby Damian o tym nie wiedział. Nic 
dziwnego, że...

–Cathy – przerwała jej Jessica – daj spokój. Prawdopodobnie już nie 

będę widywała Damiana, a on najwidoczniej też chce, żeby tak było. Bóg 
mi świadkiem, że nie mogłam jaśniej wyrazić tego, co czułam.

Cathy ze smutkiem potrząsnęła głową.
– Jestem chyba większą romantyczką, niż myślałam. Byłam taka pew-

na, że on cię kocha. Przekonana, że mam rację. Chyba dlatego, że chciałam 
ją mieć. Tyle lat czekałam, żebyś się zakochała, a teraz, kiedy masz... – Jej 
głos cichł w miarę, jak robiła się coraz smutniejsza. – Taka byłam pewna – 
wyszeptała, a jej twarz przybrała wyraz zdziwienia, jakby miała ochotę z2-
tać, co u diabła było przyczyną niepowodzenia.

background image

–Tu   jest   naprawdę   przyjemnie   –   powiedziała   Jessica.   Siedziała  z2-

zeciw matki w ich ulubionej restauracji morskiej, przy stole z widokiem na 
Back   Bay.   Zielone   wody   zatoki  były   spokojne,   w   oddali,   jak  korki,  z2-
akiwały rybackie łodzie.

Joyce   Kellerman   rozłożyła   na   kolanach   płócienną   serwetkę   i 

uśmiechnęła się łagodnie.

Jessica w duchu jęknęła. Dobrze znała to spojrzenie, pełne bolesnego 

zawodu. Właśnie tak patrzyła na nią matka, kiedy dowiedziała się, że Jes-
sica zrezygnowała z lekcji gry na fortepianie. Albo gdy jako dwunastolatka 
nie chciała pojechać na obóz skautowski, chociaż matka była drużynową. 
To   był   matczyny   sposób   wyrażania   całkowitego   rozczarowania 
postępowaniem córki. Jessica nie próbowała udawać, że nie wie, jaki jest 
powód tego wspólnego lunchu.

–Uważasz, że popełniłam błąd, zwalniając się z pracy, prawda, mamo?
Joyce Kellerman wyglądała na nieco zaskoczoną, że to Jessica zaczęła 

mówić na ten temat.

– Po prostu nie rozumiem, dlaczego. Nic więcej. To była dla ciebie 

wymarzona   posada,   u   zaprzyjaźnionej   rodziny.   Wydawało   się,   że 
współpraca między tobą a Evanem układa się bardzo dobrze. I nagle, bez 
widocznej przyczyny, zwalniasz się.

– Przyszła pora na zmianę – powiedziała Jessica niepewnie.
– Ależ przepracowałaś zaledwie dwa miesiące – zaprotestowała Joyce. 

– Zmienianie pracy jak rękawiczek nie wygląda dobrze w życiorysie zawo-
dowym. Wiesz, co o takim postępowaniu sądzi twój ojciec.

No tak, to było do przewidzenia. Zawiodła ojca, człowieka, który przez 

całe życie poświęca się, aby zapewnić jej szczęście.

– Praca u Drydenów stała się... nieprzyjemna, mamo. – Cóż mogła 

więcej powiedzieć?

– Muszę ci się przyznać, że Lois i ja same się za to winimy. Byłyśmy 

obie tak podekscytowane, kiedy ty i Evan zaprzyjaźniliście się, że poniosła 
nas wyobraźnia. My już rozmawiałyśmy o ślubie i wnukach, a wy przecież 
dopiero zaczęliście się spotykać.

– Mamo, to nie było tak.
Joyce kurczowo zacisnęła dłonie na blacie stołu i nachyliła się do Jes-

siki.

–   Tak  mi   przykro   z   powodu   tego   wszystkiego.   Mam   nadzieję,   że 

przyjmiesz moje przeprosiny, Jessico.

–Mamo, posłuchaj. Między  mną  i Evanem  nigdy  nie było  żadnych 

romantycznych uniesień. On kocha kogoś innego. Mieliśmy kilka długich 

background image

rozmów, i wiem, że on po prostu nie ma ochoty na zaangażowanie się w 
nowy romans. To zupełnie zrozumiałe.

– Och, kochanie. Przepraszam, że się spóźniłam. – Do stołu podeszła 

podniecona Lois Dryden. 

Jessica była zaskoczona. To był jej pierwszy tydzień po rezygnacji z 

posady w firmie Drydenów. Kiedy matka zaproponowała jej lunch, potrak-
towała to jako świetny sposób spędzenia kilku godzin między rozmowami 
w sprawie pracy, na które umówił ją Damian. Nie wiedziała, że jej matka 
zaprosiła też Lois Dryden.

–Chyba jeszcze nigdy nie byłam taka zajęta! Prawybory za niecałe trzy 

tygodnie. – Lois odsunęła krzesło i usiadła obok przyjaciółki.

–   Mama  nic nie mówiła, że pani też tu będzie. – Jessica zerknęła na 

matkę z łagodnym wyrzutem. Jeszcze tylko brakowało następnego śledz-
twa.

–   Mam  nadzieję,   że   to   ci   nie   przeszkadza   –   powiedziała   Lois 

skruszonym tonem. – To rzeczywiście wygląda, jakbyśmy spiskowały  z2-
wko tobie, prawda? Nie mamy zamiaru, kochanie. Po prostu jesteśmy bar-
dzo ciekawe, co się dzieje między tobą a Evanem.

Więc nie tylko jej matka szukała odpowiedzi. Pani Dryden także. I ta 

para coś knuła przeciwko niej.

– Obie jesteśmy za bardzo wścibskie – ciągnęła Lois – ale tak to już jest 

z matkami.

–   Jessica   mi   powiedziała,   że   Evan   nadal   kocha   kogoś   innego   – 

wyjaśniła Joyce.

– Mój Boże – odezwała się smutnym głosem Lois. – Tego się właśnie 

obawiałam. Czy to ta Mary Jo, w której był taki zakochany kilka miesięcy 
temu?

Jessica spojrzała na zalane słońcem wody zatoki i westchnęła.
–Nie chciałabym, żeby to zabrzmiało nieprzyjemnie, ale proszę zro-

zumieć, że Evan i ja jesteśmy przyjaciółmi i niezręcznie mi mówić o tym, 
czego dowiedziałam się od niego w zaufaniu.

Joyce Kellerman spojrzała z dumą na przyjaciółkę.
– Mówi zupełnie jak adwokat, prawda?
– To skutek zbyt długiego przebywania w towarzystwie moich synów. 

– Lois pochyliła się nad stołem z miną pełną ubolewania. – Obawiam się, że 
popełniłam straszny błąd, gdy Evan przyprowadził Mary Jo do naszego 
domu, żeby ją przedstawić.

–   To   przecież   nie   do   pomyślenia,   żebyś   ty   zrobiła   cokolwiek,   co 

mogłoby kogoś obrazić – powiedziała lojalnie Joyce.

background image

– Nietrudno było zauważyć, że to nieśmiałe biedactwo czuje się strasz-

nie skrępowane w naszej obecności. Próbowałam ją przekonać, że powinna 
być swobodniejsza, ale zdaje się, że kiepsko mi to poszło. Widzicie, to bar-
dzo ważne, żeby Evan ożenił się z... odpowiednią kobietą...

– Z odpowiednią kobietą? – zdziwiła się nieco Jessica. Znała państwa 

Drydenów od dawna. Nie byli snobami. Tak wielkodusznych i prawych 
ludzi jeszcze nie spotkała.

– W przyszłości czeka Evana kariera polityczna – wyjaśniła Lois. – Być 

żoną polityka to być osobą publiczną. Wiem coś o tym. Przez ostatnie tygo-
dnie czułam się tak, jakbym to ja kandydowała do senatu, nie Walter.

Jessica miała zdziwioną minę.
– Evan nigdy nic nie mówił o swoim zainteresowaniu polityką.
– Ostatnio może nie, ale dawniej był bardzo zainteresowany i dużo na 

ten temat rozmawialiśmy.

– Powiedziałaś to wszystko Mary Jo? – spytała Joyce.
Lois skinęła głową. Jej spojrzenie zdradzało wyrzuty sumienia.
– Wiele razy myślałam o tamtej naszej rozmowie i teraz widzę, że 

zrobiłam więcej złego niż dobrego.

– Czy Evan wie, co jej pani powiedziała? – zapytała Jessica.
– Jestem przekonana, że mu nie powtórzyła. Potem zastanawiałam się, 

czy się z nią nie skontaktować. Może gdybym ją przeprosiła, potrafiłaby mi 
wybaczyć okropną pewność siebie.

Teraz już pewnie można by wyjaśnić, co zaszło między Mary Jo a 

Evanem, pomyślała z bólem Jessica. Niestety, za późno. Mary Jo prawdo-
podobnie wyszła za mąż. Pewnie za tego nauczyciela.

–Czuję się również odpowiedzialna za popsucie stosunków między 

tobą a Evanem – ciągnęła Lois. – Naprawdę staram się nie wtrącać do życia 
moich synów, słowo daję, ale nie zawsze mi się to udaje. Mam nadzieję, że 
wybaczysz mnie i Walterowi, że próbowaliśmy wywierać na was nacisk.

– Ależ proszę pani, niczemu nie jest pani winna.
– Jesteś taką kochaną dziewczyną, mieliśmy z Walterem nadzieję, że 

między wami wszystko będzie dobrze. –Przerwała   i   sięgnęła   po   menu.   – 
Piękna z was para.

–Dziękuję.
Podszedł kelner i przyjął zamówienie. Z Lois Dryden opadło napięcie.
–Coś gnębi Damiana – napomknęła. – Próbowałam go podpytywać, 

ale wiecie, jaki jest Damian. Skryty jak jego ojciec. Evan, dzięki Bogu, bar-
dziej   przypomina   mnie.   Zawsze...   no,   powiedzmy,   do   niedawna... 
wiedziałam, co myśli, bo nie kryje się ze swoimi uczuciami.

background image

– I co z Damianem? – zapytała Jessica, starając się, żeby zabrzmiało to 

jak najbardziej zdawkowo.

–Kochanie, prawdopodobnie ty mogłabyś mi wyjaśnić więcej niż ja 

tobie – odparła Lois. – Widywałaś go znacznie częściej niż ja.

–Damian nie miał zwyczaju mi się zwierzać. 
Lois westchnęła głośno.
–Domyślam  się.  Wspomnicie  moje  słowa,  za  tym  się  kryje  kobieta. 

Może sobie być skryty jak jego ojciec, ale znam swego syna. Myślę, że 
chyba się zakochał.

Jessica spojrzała na zatokę. Wiedziała, że jeśli matka Damiana mą rację, 

to chodzi tu o inną kobietę. Nie o nią.

–Jak już będziemy na łodzi, idź od razu na dół i rozpakuj jedzenie – 

pouczył ją Evan. Szli przez teren przystani, obok pływającego doku. Gdy 
dotarli na miejsce, pomógł Jessice wejść na pokład.

Zeszła   na   dół,   a   on   zajął   się   żaglami.   Postawił   kliwer   i   zaczął  z2-

towywać spinaker.

– Wydaje mi się, że tego jedzenia wystarczyłoby na tydzień – krzyk-

nęła spod pokładu. Dzień był piękny, wiatr jak wymarzony do żeglowania. 
Chociaż Evan odgrażał się wcześniej, że będzie kapitanem, a ona załogą, 
sam zajął się prawie wszystkim.

– Zaraz odbijamy – krzyknął. – Nie przestrasz się, kiedy poczujesz, że 

łódź się porusza.

Jessica miała niewielkie pojęcie o żeglarstwie. Evan już przed kilkoma 

tygodniami oświadczył, że musi to zmienić. Wystarczy jeden dzień, twier-
dził, i będzie pierwszorzędną żeglarką. Widocznie naukę trzeba zacząć od 
kuchni, pomyślała.

Podśpiewując, wypakowała zawartość trzech dużych toreb. Wyglądało 

na to, że nie będą musieli żałować sobie jedzenia podczas tego weekendu. 
Właśnie   myła   rzodkiewki,   gdy   z   góry   dobiegły   ją   głosy.   Próbowała 
zobaczyć, z kim Evan rozmawia, ale nie mogła dojrzeć nikogo. Pewnie z 
kimś, kto stoi na brzegu, doszła do wniosku.

Po minucie rozległ się szum silnika. Evan postawił żagle i łódź z2-

rzyła się nieco. Gdy silnik ucichł, domyśliła się, że są już w bezpiecznej z2-
głości od przystani.

Uporała się ze swoim zadaniem, wzięła kilka puszek z zimną wodą 

sodową i wspięła się na pokład. Dopiero po chwili zorientowała się, że jest 
tam ktoś oprócz nich.

To był Damian.

background image

Rzuciła Evanowi oskarżycielskie spojrzenie, które jednak było niczym 

w porównaniu z tym, co wyrażał wzrok Damiana.

– Nie wiedziałam, że Evan cię zaprosił – odezwała się pierwsza.
– Nie wiedziałem, że zaprosił ciebie – odparł Damian.
Evan śmiał się od ucha do ucha, najwyraźniej zachwycony własnym 

sprytem.

– Czy nie wspomniałem, że wybiera się z nami Damian? – zapytał z2-

nnie.

– Nie – odpowiedziała. Wręczyła każdemu z braci puszkę i wycofała 

się do kuchni. Evan udawał, że ta sytuacja była wynikiem nieporozumienia, 
lecz wiedziała, że doprowadzi do niej celowo.

Po kilku minutach Damian poszedł w jej ślady. Siedziała oparta o bur-

tę, z nogami wyciągniętymi wzdłuż miękkiej ławki. Otworzył lodówkę i 
wstawił do niej puszkę, jakby tylko w tym celu zszedł na dół.

–Chcę ci powiedzieć, że nie ja zaaranżowałem to spotkanie, jeśli tak 

myślisz.

Jessica nie miała mu nic do powiedzenia. Nie była na niego zła; on też 

został w to wmanewrowany. Nie wiedziała, jaką grę prowadzi Evan, ale 
nie chciała w niej uczestniczyć.

– Przypuszczam, że przez moją obecność masz zepsuty dzień, który 

zamierzałaś spędzić z Evanem – powiedział tonem usprawiedliwienia. Zaj-
rzał do szafki, jakby szukał czegoś do zjedzenia. Wyjął torebkę chipsów. – 
Czy znalazłaś już pracę?

– Jeszcze nie, ale jestem umówiona na rozmowę. – Przypuszczała, że 

Damian o tym wie. Zorientowała się, że w nowej firmie zarekomendował ją 
niczym zesłaną przez niebiosa gwiazdę prawniczej profesji. Taka opinia 
bardzo zobowiązuje. – Czy mogę cię o coś zapytać?

– Oczywiście. – Usiadł naprzeciwko niej.
– Jeśli masz o mnie takie dobre zdanie, to dlaczego przyjąłeś moją 

rezygnację? – To niezupełnie uczciwe pytanie, uświadomiła sobie. Przecież 
sama chciała odejść.

–Czy chciałaś, żebym poprosił, byś została? 
Uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami.
– Myślę, że trochę tak, chociaż trudno mi się teraz do tego przyznać.
– Dlaczego zdecydowałaś się odejść? – Otworzył torebkę i podał jej. 

Jessica wyjęła garść chipsów i położyła je na stole, zadowolona, że może 
czymś zająć ręce.

–   Dlaczego   zdecydowałam   się   odejść?   –   powtórzyła   w   zamyśleniu 

pytanie. – Przede wszystkim z powodu tego, co zaszło na kolacji.

background image

W oczach Damiana zabłysło oburzenie.
– Więc to jednak miało coś wspólnego z zainteresowaniem Evana z2-

e?

–   Nie   –   wybuchnęła.   –   Zwolniłam   się   z   powodu   presji   ze   strony 

rodziców. Oni właściwie zaręczyli Evana i mnie.

– Małżeństwo z moim bratem nie byłoby taką złą rzeczą.
–   Jak   możesz   choćby   sugerować   coś   takiego?   –   zapytała   drżącym 

głosem. Nigdy nie wyszłaby za człowieka, którego by nie kochała. – Co się 
z tobą dzieje, Damianie?

– Ze mną?
–   Słyszałeś   czy   nie,   co   powiedziałam   w   kuchni,   w   domu   twoich 

rodziców, niecałe trzy tygodnie temu?

Zmarszczył czoło.
–Tak – odpowiedział ze złością.
–Więc jak mogłeś powiedzieć coś tak głupiego? 
W oczach Damiana widać było wściekłość. Nie należał do mężczyzn, 

którzy tolerują obelgi.

Jessica chwyciła kilka chipsów i wszystkie naraz włożyła do ust. Chru-

panie czegoś kruchego i słonego pomagało jej rozładować napięcie.

– Ale Evan...
–Jeśli ośmielisz się sugerować, że Evan mnie kocha – przerwała mu w 

pół słowa – to nie odpowiadam za siebie, przysięgam.

Damian wyglądał na zaskoczonego jej pełną złości ripostą. Zacisnął 

usta   i   zmarszczył   czoło,   a   potem   sięgnął   do   torebki   z   chipsami.   Przez 
chwilę w ciasnej kuchni słychać było jedynie chrzęst ziemniaczanych płat-
ków.

–Wiesz na czym polega mój problem?
–Czyżbyś miała tylko jeden? – zapytał z sarkazmem. Jessica pominęła 

jego pytanie milczeniem.

– Założyłam, iż mężczyzna, który jest adwokatem i jednym z najlep-

szych w Bostonie specjalistów od prawa spółek, będzie...

– Co tam u was na dole słychać? – dobiegł ich okrzyk Evana. – Czy już 

ze sobą rozmawiacie?

Jessica spojrzała w górę. Evan otworzył drzwi do kuchni i siedział 

teraz prawie prosto nad nimi, z ręką na sterze. Wiatr wichrzył mu włosy i 
opinał kurtkę na piersiach.

– Wymieniamy obelgi! – odkrzyknął Damian.
–   To   dobry   początek.   –   Głos   Evana   był   irytująco   wesoły.   –   Jedno 

musicie wiedzieć – dodał. – Nie zamierzam zawrócić, dopóki nie dojdziecie 

background image

do porozumienia.

– W sprawie czego? – zapytała Jessica.
– Zaraz do tego dojdziemy. A teraz, Damianie, przyznaj się, że jesteś 

zakochany w Jessice, i miej to już za sobą. Przestań grać tę bezsensowną 
grę.

– Damian zakochany we mnie? – powtórzyła z niedowierzaniem. – To 

nieprawdopodobne.

– Więc już wiecie, co was czeka – zawołał Evan z góry. – Nie martwcie 

się, jedzenia mamy dość na trzy albo i cztery dni.

– Nie pleć głupstw. – Damian zaczynał tracić cierpliwość.
– Posłuchaj, braciszku – krzyknął Evan. – Myślałeś, że nie widziałem, 

jak całowałeś Jessicę w kuchni u mamy, ale ja widziałem. Szalejesz za nią. 
Jednego nie rozumiem: dlaczego uparłeś się, żeby to ukryć.

– To ty się z nią spotykałeś.
– No to co?
– Nie wiążę się z kobietami, z którymi się spotykasz.
–   Zawsze   może   się   zdarzyć   wyjątek   od   reguły.   Jessica   jest   wolną 

kobietą.   Jeśli   ją   kochasz,   jak   podejrzewam,   to   dlaczego   nic   nie 
powiedziałeś?

– Nie zrozumiałbyś.
– Sprawdź – zażądał Evan.
– Słuchajcie no – przerwała im Jessica. – Jeśli nie macie nic przeciwko 

temu, wolałabym, żebyście nie rozmawiali o mnie tak, jakby mnie tu nie 
było.

Bracia nie zwracali na nią uwagi.
– Jessica kochała się w tobie od dziecka – oznajmił Damian.
– No to co? – odparł Evan. – Dorosła i zakochała się w tobie. Kobiety 

potrafią zmieniać zdanie, jeśli chcą. One są z tego znane.

– Ale ty ją kochasz! – upierał się Damian.
– Masz rację, ale jak siostrę. Byłaby z niej wspaniała bratowa. Świetnie 

się zgadzamy.

Damian wpatrywał się w Jessicę. Jego pociemniałe oczy były pełne z2-

ęcia.

–Czy chciałaś mi powiedzieć, że mnie kochasz? – zapytał ochrypłym 

szeptem.

– I to nie jeden raz, ty idioto! Ale tak się przed tym broniłeś!
– Nie chciałbym ci dawać rad, braciszku – krzyknął Evan z góry – ale 

teraz jest chyba dobry moment, żebyś ją pocałował.

– Doceniam twoją pomoc, braciszku, ale już sobie poradzę sam –  z2-

background image

zyknął Damian i wstał. Zamknął i zaryglował drzwi, a potem odwrócił się 
do Jessiki. – Na pewno myślałaś, że jestem upartym głupcem – powiedział. 
Chwycił ją za kostki i pociągnął wzdłuż ławki, na której siedziała. Potem 
objął, podniósł i wziął w ramiona.

–Czy mnie kochasz, Damianie? – spytała.
–Całym sercem – wyznał i ujął jej twarz w dłonie. 
– Przecież mogłeś powiedzieć o tym wcześniej –

szepnęła.

–Nie miałem odwagi. Sądziłem, że Evan cię kocha i potrzebuje. Ale w 

ciągu   ostatnich   tygodni   przekonałem   się,   jak   bardzo   ja   cię   kocham   i 
potrzebuję. – Pogłaskał jej włosy, jakby nawet teraz nie mógł uwierzyć, że 
jest z nim.

Poszukał ustami jej warg. Oplotła go ramionami i przywarła do niego 

całym ciałem. Całował ją raz po raz, aż do utraty tchu. Nie mogła pojąć, jak 
potrafiła tak długo żyć bez jego miłości. Oboje nie mogli się sobą nasycić.

– To nie do uwierzenia, że jesteś tak blisko – szepnął między pocałun-

kami.

– Byłeś głupi, Damianie Drydenie.
– Wiem. Już nie będę. Sądziłem, że postępuję szlachetnie, usuwając się 

z drogi Evanowi. Po tej uroczystej kolacji byłem na niego wściekły, ale jesz-
cze bardziej na samego siebie.

– Dlaczego?
– Ponieważ nie potrafiłem się powstrzymać od przytulania cię. – Objął 

ją mocniej. Poczuła, jak jego pierś miarowo podnosi się i opada, i wtuliła się 
w niego jeszcze bardziej.

– Pozwoliłeś, żebym odeszła z twego życia. – Przypomniała sobie, z 

jakim bólem opuszczała firmę.

–   Pozwoliłem   ci   odejść   z   mojego   biura   –   przytulił   policzek   do   jej 

włosów – ale nie z mojego życia. Niecierpliwie czekałem, co wyniknie z 
twoich spotkań z Evanem.

Przerwało mu dobiegające z góry głośne pukanie. Nie wypuszczając 

Jessiki z objęć, Damian jedną ręką odciągnął zasuwę i otworzył drzwi.

– Słucham? – zapytał.
– Czy możemy już zawracać?
– Jeszcze nie! – krzyknęła Jessica.
– Daj nam jeszcze kilka minut – poprosił Damian. Evan zaśmiał się 

cicho.

– Obiecaj mi jedną... nie, dwie rzeczy.
– Dobrze – odpowiedział Damian bez namysłu.
– Po pierwsze, muszę być drużbą na ślubie.

background image

– Na ślubie... – powtórzyła powoli Jessica. Damian stanowczo kiwnął 

głową.

– Im szybciej, tym lepiej. Już za długo na ciebie czekam.
– Będę drużbą, czy nie? – spytał Evan.
– Nigdy nikogo innego nie brałem pod uwagę, braciszku.
–A po drugie, chcę być przy tym, gdy oznajmisz mamie i tacie, że Jes-

sica wychodzi za ciebie, a nie za mnie.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

– Uspokoję się, jak mnie pocałujesz. – Jessica spojrzała na Damiana. Z 

przystani zatelefonowali do jego rodziców i powiedzieli Lois, że chcą się z 
nimi zobaczyć i żeby zaprosiła też państwa Kellermanów.

–Jeśli nie chcesz, to ja to zrobię – zażartował Evan, przyglądając się 

spod oka bratu.

–   Nie  tym razem, braciszku. – Damian otoczył Jessicę ramieniem i 

delikatnie ją pocałował. Gdyby to się nie działo na środku przystani, oboje 
chętnie przedłużyliby tę chwilę.

– Sama nie wiem, czemu jestem taka zdenerwowana – powiedziała Jes-

sica, wsuwając dłoń w rękę Damiana. Szli w kierunku parkingu.

– Ja wiem. – Wyglądało na to, że ostatnio tylko Evan ma na wszystko 

odpowiedź.   –   Nasi   rodzice,   wszyscy   czworo,   myślą,   że   wychodzisz   za 
mnie. – Evan roześmiał się wesoło. Widać było, że cieszy go myśl o tym z2-
aniu.

To   właśnie   Evan   nalegał,   żeby   od   razu   porozmawiali   z   rodzicami. 

Zgodzili   się,   lecz   Jessica   teraz   żałowała,   że   nie   poprosiła,   by   najpierw 
pojechali   do   niej.   Powinna   się   przebrać,   uczesać   potargane   przez   wiatr 
włosy, przypudrować zaczerwienioną od słońca twarz.

Damian podniósł jej dłoń do ust.
–Nie martw się. Mama i tata będą zachwyceni.
Nie obawiała się reakcji rodziców. Nie będą przeciwni ich małżeństwu. 

Pewnie się rozczulą. Po prostu sama myśl o tym, że Damian ją kocha, była 
wciąż jeszcze tak nowa, że aż niewiarygodna.

Wsiadła do samochodu Damiana, Evan jechał za nimi. Na autostradzie 

stracili go z oczu. Kiedy skręcili w długą krętą aleję prowadzącą do Szep-
czących Wierzb, Jessica z daleka zauważyła, że auto Evana już stoi na z2-
ździe.

–Demon szybkości – rzucił ze śmiechem Damian. Zaparkował obok 

samochodu brata i wyłączył silnik. Pochylił się ku Jessice i ostentacyjnie ją 
pocałował. – Czy nie boisz się wejść tam ze mną?

Uśmiechnęła   się   i   pokręciła   głową.   Poszłabym   za   tobą   wszędzie, 

pomyślała.

Pomógł jej wysiąść z samochodu, Jessica wzięła go pod ramię i razem 

weszli do jego rodzinnego domu. W salonie przywitały ich pełne ciekawo-
ści i niepokoju spojrzenia rodziców.

background image

– Dzień dobry – powiedział Damian i podprowadził Jessicę do krzesła. 

Stanął za oparciem i położył dłonie na jej ramionach. Podniosła ręce i z2-
yła jego pałce swoimi.

– Przypuszczam, że się zastanawiacie, dlaczego was tutaj poprosiliśmy 

– zwróciła się Jessica do swoich rodziców.

– Poczekaj! – krzyknął Evan z kuchni. – Nie mów ani słowa więcej, 

dopóki nie przyjdę.

– Synu – Walter Dryden posłał Damianowi zdziwione spojrzenie – co 

to wszystko znaczy?

– No, to zaczynajcie – wydał polecenie Evan, wnosząc na srebrnej tacy 

siedem kryształowych kieliszków i dwie butelki szampana.

Damian skłonił się w stronę rodziców Jessiki i powiedział oficjalnym 

tonem:

–Mam zaszczyt prosić o rękę państwa córki. 
Hamilton Kellerman spojrzał na żonę. Był wyraźnie zdezorientowany.
–Powiedziałaś, że wychodzi za Evana.
– To znaczy... spodziewaliśmy się... – wyjąkała Joyce.
–Kocham Damiana – oznajmiła Jessica.
Jej ojciec podrapał się po głowie.
–   Pamiętam,   że   było   inaczej.   Przez   całe   lata   szalałaś  za  Evanem. 

Słyszałem, że byłaś diablo dokuczliwa.

– Tatusiu, to było tak dawno.
– Ona teraz szaleje za mną – wtrącił Damian i lekko ścisnął jej ramiona. 

– A ja za nią.

–   Och,   Damianie.   –   Lois   Dryden   zakryła   usta   dłonią.   –   Tak   się 

cieszymy. Joyce, pomyśl tylko, jednak będziemy mieć wspólne wnuki!

Obie panie objęły się i prawie tańczyły z radości. Evan podał kieliszki 

milczącym, nadal zaskoczonym ojcom.

– Czy coś z tego rozumiesz, Walterze?
– Nie jestem pewien, Ham.
– Jesteś przeciwny?
– Skądże znowu. Nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz widziałem 

Lois tak pełną życia. A ty? Wolałbyś, żeby Jessica wyszła za kogoś innego?

–   Ależ   nie.   –   Hamilton   potrząsnął   głową.   –   Joyce   przez   całe   lato 

mówiła o związku między naszymi rodzinami, tylko myślała, że to będzie 
związek Jessiki i  Evana.  A ja na to patrzę tak: związek to związek, a ci 
dwoje tutaj rzeczywiście wyglądają na zakochanych.

–   Tak,   nie   mam   co   do   tego   wątpliwości   –   powiedział   Walter   i 

uśmiechnął się do nich.

background image

Rozległ się dźwięk korka wystrzelającego z butelki.
– Chciałbym wznieść toast – powiedział Evan, napełniając kieliszki – 

za Jessicę i Damiana. – Odstawił butelkę i podniósł swój kieliszek do góry. – 
Niech będą zawsze szczęśliwi, niech ich miłość trwa wiecznie.

– Jak pięknie, Evanie – powiedziała Lois, wycierając chusteczką kąciki 

oczu.

–Niech trwa wiecznie – powtórzyła Joyce. Wszyscy podnieśli kieliszki 

i napili się szampana.

–Teraz porozmawiajmy o ślubie. – Lois usiadła na sofie obok męża. 

Była gotowa od razu uzgadniać szczegóły.

–Powinien się odbyć po listopadowych wyborach – powiedziała Joyce 

w zamyśleniu.

–Poczekajmy na wynik prawyborów we wrześniu – odparła Lois. – Po 

co opóźniać ślub, kiedy nie wiemy, czy Walter na pewno uzyska nominację.

– Ależ Lois, nie wątpię, że znajdzie się na liście.
– Czy to wszystko ma dla ciebie znaczenie? – zapytał Damian Jessicę. 

Nachylił   się   i   zbliżył   usta   do   jej   ucha.   Gorący   dreszcz   przebiegł   jej   po 
plecach.

Uśmiechnęła się łagodnie i potrząsnęła głową. Nic nie miało znaczenia 

oprócz Damiana i jego miłości.

– Wyszłabym za ciebie choćby jutro.
– Nie kuś mnie, kochanie.
– Albo za pół roku, jeśli to konieczne. Czekałam na ciebie całe życie, 

Damianie, więc jeszcze trochę też mogę poczekać.

Rodzice   pogrążyli   się   w   rozmowie.   Rozważali   terminy,   ustalali 

szczegóły. Obie rodziny znały się od dawna, przeżyły w przyjaźni wiele lat 
– lepszych i gorszych. Jessica była przekonana, że ich miłość – jej i Damiana 
– też przetrwa lata i pokona przeciwności losu, które może przynieść czas.

Wiedziała teraz, że dotarła do kresu swej długiej podróży. Nareszcie 

czuła się bezpieczna, pewna jego miłości.

background image

EPILOG

Ktoś zapukał do drzwi. Evan z ulgą odłożył pióro i potarł zmęczone 

oczy.

–Proszę wejść – zawołał.
Wszedł Damian. Przez kilka miesięcy, które minęły od ślubu z Jessicą, 

znacznie się zmienił. Evan pamiętał okres, gdy jego życie było zdomino-
wane przez praktykę adwokacką. Pracował wieczorami i w czasie week-
endów, rzadko odpoczywał. Teraz wyglądał na młodszego, szczęśliwszego 
i tak zakochanego, że Evan poczuł ukłucie zazdrości.

Obserwując   zmiany   zachodzące   w   Damianie,   zastanawiał   się,   jak 

potoczyłoby się jego życie, gdyby poślubił Mary Jo. Do tej pory pewnie 
mieliby już dziecko. Przypomniał sobie, że zobaczył ją przelotnie na meczu, 
prawie przed rokiem. Sprawiło mu to ból.

Starał się nie myśleć o Mary Jo, próbował wspomnienie o niej umieścić 

w jakiejś odległej komórce pamięci, lecz od czasu do czasu wymykało się 
ono i szydziło z niego za pomocą takich właśnie „co by było, gdyby”.

Od ich rozstania minęło prawie półtora roku, a ona wciąż miała nad 

nim władzę. Czasem z kimś się spotkał, lecz nigdy nie było to nic powa-
żnego. Nie mógł o niej zapomnieć.

Zazdrościł   bratu   szczęścia   i   nie   spodziewał   się,   by   sam   mógł   być 

kiedyś taki szczęśliwy. Oczyma wyobraźni widział siebie za lat trzydzieści, 
posiwiałego, siedzącego w bonżurce przed kominkiem, z fajką w zębach, z 
czarnym nowofundlandem, drzemiącym u stóp.

–Wyglądasz na zamyślonego – powiedział Damian i przysunął sobie 

krzesło.

– To tylko roztargnienie.
– Pamiętasz, jak w zeszłym miesiącu Jessica zadzwoniła od lekarza?
Evan roześmiał się.
–Jak mógłbym zapomnieć? – Całe biuro to pamiętało. Damian rzadko 

bywał   taki   podekscytowany,   wręcz   pełen   uniesienia.   Do   wszystkich 
szczerzył zęby w uśmiechu, jakby był niespełna rozumu. Mężczyzna nieco-
dziennie się dowiaduje, że będzie ojcem, powiedział wtedy.

To zabawne, pomyślał Evan, ale mój brat znowu ma na twarzy podob-

ny uśmiech.

– Co się stało? Czyżby Jessica miała urodzić bliźnięta?
– Niezupełnie. Rada adwokacka zwróciła się do mnie z propozycją z2-

background image

cia stanowiska sędziego.

– Damianie! – Evan wyszedł zza biurka i bracia się uściskali. – Przyj-

miesz ją. – To nie było pytanie. Nie mogło być inaczej.

– Jeśli Jessica się zgodzi.
–   Na   pewno.   –   Evan   co   do   tego   też   nie   miał   wątpliwości.   –   Czy 

wybieracie się gdzieś, żeby to uczcić?

– Tak. Cathy Hudson, przyjaciółka Jessiki, gra główną rolę w nowej 

sztuce, która ma dzisiaj premierę. Mówiłem ci chyba, że Cathy niedawno 
zaręczyła się ze swym przyjacielem reżyserem?

Zanim Evan zdążył odpowiedzieć, odezwał się dzwonek. Pani Sterling 

poinformowała Evana, że chce się z nim widzieć Earl Kress.

– Earl? – zdziwił się Evan. Nie miał z nim kontaktu od pół roku. – 

Niech wejdzie.

– Porozmawiamy później – powiedział Damian od progu. – Pozdrów 

go ode mnie.

Po chwili w drzwiach pojawił się Earl. Evan wyszedł mu naprzeciw. 

Serdecznie uścisnęli sobie ręce.

– Cieszę się, że cię widzę. Siadaj, proszę.
– Mam mało czasu. – Earl przysiadł na brzegu krzesła. – Powinienem 

się wcześniej zapowiedzieć, ale byłem w pobliżu...

– Dobrze, że przyszedłeś. Jak tam szkoła?
– W porządku. Niedawno zdałem egzamin komisyjny – oświadczył z 

dumą.

– Gratuluję. – Evan też czuł się dumny z jego postępów.
– Jest dużo ludzi, którym powinienem za to dziękować, ale wszystko 

zaczęło się od pana. Myślę, że nigdy nie zdawał pan sobie sprawy, jak bar-
dzo się bałem powiedzieć przed całym światem, że nie umiem czytać ani 
pisać.

–Wiedziałem, że to było dla ciebie bardzo trudne. 
– Myślę, że bez pana pomocy nie przebrnąłbym przez sprawę sądową.
–Naprawdę się cieszę, że ci się udało.
– Ja też. Jeszcze jak – zaśmiał się głośno Earl. – Bez tego moje życie 

byłoby   na   pewno   inne.   Wie   pan,   nie   chcę   zabierać   panu   czasu,   ale 
musiałem powiedzieć, jaki jestem za wszystko wdzięczny.

– Nie ma o czym mówić.
– Sam teraz pracuję w szkole, społecznie. Pomagam dzieciom, które 

mają kłopoty z czytaniem. Nie wyrósłbym na analfabetę, gdyby mi ktoś 
pomógł od razu w pierwszej klasie.

Evan uśmiechnął się szeroko.

background image

– To wspaniale, Earl.
– Byłbym zapomniał. Spotkałem kogoś z pana znajomych. Też pracuje 

tak jak ja.

– Tak?
–Nazywa się Mary Jo Summerhill.
–Mary Jo. – Evan wyszeptał jej imię z przejęciem. 
– Dziwne, ale ona zareagowała tak samo, kiedy wspomniałem o panu.
–Myślałem, że wyszła za mąż.
– O ile wiem, nie. – Earl wstał i wyciągnął do Evana rękę. – Już nie z2-

eram panu czasu. Chciałem tylko wpaść na chwilę, żeby pan wiedział, co u 
mnie.

–  Dobrze  zrobiłeś. –  Evan  odprowadził  swego  dawnego  klienta  do 

drzwi. Stał tam przez chwilę. W głowie miał zamęt.

Kilka minut później znów przyszedł do niego Damian.
– Co Earl miał do powiedzenia? – zapytał.
– Mary Jo nie wyszła za mąż. – Specjalnie powiedział to głośno. Chciał 

usłyszeć brzmienie własnych słów. Damian nie zrozumie w pełni ich wagi, 
ale to nie jest ważne.

– Rozumiem. I co masz zamiar w związku z tym zrobić?
Evan   długo   się   zastanawiał.   Wreszcie   na   jego   twarzy   pojawił   się 

uśmiech.


Document Outline