background image
background image

Psychologia sukcesu

Najlepsza inwestycja

4

Co ma stres do zarobków?

5

Master Mind, czyli Twoje Własne Grono Mentorskie 6

Asertywność

10

Chcesz, czy tylko mówisz, że chcesz?

11

Dorosłe dzieci

12

Jakość życia

14

Ludzie sukcesu

Wanda Loskot

16

Paweł Sygnowski

18

Leszek Czarnecki

28

Wiedza i umiejętności

Pachnący biznes, czyli sprzedaż w Oriflame

30

Myśl przelana na papier i nie tylko...

32

Dlaczego karteczki są lepsze

 od programów komputerowych?

33

Własny biznes, czyli jak założyć firmę...

34

Prawo i Finanse

Wyjście z inwestycji giełdowej

36

Millionaire Magazine to największy Polski magazyn traktujący 
o przedsiębiorczości i rozwoju osobistym. Powstał w połowie 
2007 roku i od tego czasu systematycznie buduje swoją bazę 
prenumeratorów   darmowego   wydania   elektronicznego.  
Obecnie  darmowy magazyn elektroniczny prenumeruje 2495 
osób,   a   stronę   on-line   generuje   około   2   tys.   unikalnych 
odwiedzin   w   miesiącu.   Statystyki   te   od   samego   początku 
istnienia magazynu systematycznie się zwiększają. 
W   przypadku   zamówień   na   artykuły   sponsorowane,   linki 
sponsorowane, reklamę tekstową lub graficzną w magazynie 
oraz   mailing   do   Subskrybentów,   prosimy   o   kontakt   z 
redaktorem naczelnym magazynu. 

Redaktor Naczelny
Adrian Florek

a.florek@millionaire.pl

Redaktor Naczelny
Adrian Florek 

a.florek@millionaire.pl

Skład (na podstawie wersji html)
Grzegorz Jeżewski  

achtungjez@poczta.fm 

Redakcja
Krzysztof Rutkowski 

k.rutkowski@millionaire.pl

Arkadiusz Strach 

a.strach@millionaire.pl

Łukasz Nowak 

l.nowak@millionaire.pl

Mateusz Smoter 

m.smoter@millionaire.pl

Daniel Janik 

daniel.janik@interia.pl

Grażyna Dobromilsk

madgraf@madgraf.eu

Jolanta Gajd

kontakt@superkid.pl

Grzegorz Jeżewski 

achtungjez@poczta.fm 

Martyna Jacenk

martyna@soffa.pl 

Marek Jacenk

Marek.Jacenko@relaksacja.pl 

Magdalena Bieni

magdalena.bienia@oriflame.biz 

Tomasz Rezner 

t.rezner@millionaire.pl

Millionaire   Magazine   to   e-gazeta 
rozpowszechniana   drogą   elektroniczną   za 
pomocą   poczty   e-mail.   Zapisując   się   na 
prenumeratę   zyskujesz   to,   że   każdy   numer   z 
momentem   ukazania   się   trafia   od   razu   do 
Ciebie. Aby zostać prenumeratorem, wystarczy 
zapisać   się   na   listę,   podając   imię,   nazwisko   i 
oczywiście adres e-mail. 

Ponadto za zapisanie się dostaniesz:

 

Nagranie z wystąpieniem Kamila Cebulskiego
"Jak zmiana światopoglądu doprowadziła do 
sukcesu"
z konferencji Myśleć Jak Milionerzy

www.MyslecJakMilionerzy.pl

 

  

Właśnie   oddajemy   kolejny   numer   naszego 
czasopisma   w   wasze   ręce.   Cieszę   się,   że 
#3 Millionaire Magazine, który ukazał się 
miesiąc temu, zdobył tak wielu czytelników. 

W tym numerze mamy coś specjalnego, otóż 
znajdziemy tutaj plan konferencji Myśleć Jak 
Milionerzy prowadzonej przez Fundacje KCBE, 
a   także   konkurs z  wartościowymi  nagrodami 
oraz   drugi   wywiad   z   Pawłem   Sygnowskim. 
Przeczytamy   także   artykuły   nowych 
redaktorów, którzy dołączyli w nasze szeregi i 
dokładają ogromnych starań, by ich artykuły 
były   najlepsze.   Nad   poprawną   składnią   i 
poprawą błędów w artykułach sprawuje pieczę 
Grażyna   Dobromilska,   za   co   pragnę   jej 
podziękować z tego miejsca.

Mam także propozycję dla czytelników, którzy 
chcą się sprawdzić w roli redaktorów, takie 
osoby   zapraszam   do   kontaktu   ze   mną, 
każdemu   zapewniamy   świetną   zabawę   i 
zdobywanie   umiejętności   pracy   w   zgranym 
zespole. 

Życzę udanej lektury! 

Redaktor Naczelny

Adrian Florek

a.florek@millionaire.pl

 

KONKURS!

KONKURS!

W konkursie mogą brać udział jedynie osoby, 
które   zapisały   się   do   prenumeraty,   jeśli 
jeszcze   tego   nie   zrobiłeś   zrób   to   teraz! 
Prawidłowo odpowiedź należy wysłać na e-mail: 

konkursy@millionaire.pl

  W   temacie   maila 

wpisujemy prawidłową odpowiedź np. A,B,C lub 
D.  Na   odpowiedzi   czekamy  do  15  IV   2008 
roku
.   Lista   osób,   które   zwyciężyły   zostanie 
opublikowana w kolejnym numerze Millionaire 
Magazine. Oto pytanie:

Jak brzmi rodowe nazwisko Zygmunta Solarz-
Żak:

A.Zygmunt Żak 
B. Zygmunt Kruk 
C. Zygmunt Krok 
D.Zygmunt Sołowow

Nagrodami w konkursie są:

I.

MIEJSCE:
Książka Kamila Cebulskiego „MYŚLEĆ 
JAK MILIONERZY”
(Czyli odpowiedź na pytanie, dlaczego 
biedni biednieją, a bogaci się bogacą?)

II.

MIEJSCE:
Książka Kamila Cebulskiego „EFEKT 
MOTYLA”
(Jak jedna decyzja może wpłynąć na całe 
Twoje życie i zaważyć nad biedą lub 
bogactwem?)

III.

MIEJSCE:

Jeden odcinek z konferencji MJM
która odbyła się w 2007 roku.

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

22

33

SPIS TREŚCI

SPIS TREŚCI

NASI REDAKTORZY

NASI REDAKTORZY

PRENUMERATA

PRENUMERATA

WSTĘPNIAK

WSTĘPNIAK

REKLAMA

REKLAMA

background image

Czy zastanawiałeś się kiedyś nad 
inwestowaniem?
Czy myślałeś kiedyś o zakupie akcji 
lub jednostek funduszu 
inwestycyjnego?
Czy rozważałeś kiedyś możliwość 
inwestowania w nieruchomości? 
A może trzymasz część swoich 
pieniędzy na lokacie lub koncie 
bankowym? 

Widzisz, jeśli jesteś taki jak ja, to z pewnością 
nieraz o tym myślałeś i zastanawiałeś się nad 
tym, co byłoby najlepszą z możliwych inwestycją 
dla Ciebie.

Każda z nich posiada różny poziom ryzyka, no, 
może oprócz konta i lokaty, ale jest jedna cecha, 
która je łączy.
W każdej  z tych możliwości, w których ryzyko 
jest   duże,   istnieje   pewien   czynnik,   który   je 
drastycznie obniża!

Ok, możesz sądzić, że inwestowanie na giełdzie 
czy   też   w   fundusze   jest   niebezpieczne   i 
jednocześnie zastanawiać się, jak wiele mógłbyś 
na tym zyskać.
Chciałbym   jednak,   żebyś   zwrócił   uwagę   na 
jeszcze   jedną   formę   inwestycji,   inwestycji,   w 
której szanse powodzenia sięgają niemal 100%!

Inwestycja w ten instrument pozwoli Ci czuć się 
pewnie w większości sytuacji, jakie spotkasz na 
swojej drodze - i to nie tylko w sferze finansowej!
Im dłużej będziesz się nad tym zastanawiał, tym 
mocniej   uświadomisz   sobie,   jaki   ogromny 
potencjał   tkwi   w   tej   możliwości   i   możliwe,   że 
zaraz   będziesz   chciał   wiedzieć,   jak   wiele 
możesz zyskać.

No   więc   ile   możesz   zyskać?   100,   200,   300   a 
nawet   więcej   %!   W   rzeczywistości   nie   ma 
ograniczeń (oprócz tych, które stworzysz sam w 
swojej głowie)!

Zanim skończysz czytać ten materiał, będziesz 
gotowy do zainwestowanie w to największe na 
świecie aktywo i będziesz podekscytowany tym, 
jak wiele możesz osiągnąć dzięki niemu!

Oto fakt dla Ciebie: tym największym aktywem, 
w które powinieneś inwestować jesteś Ty sam!
Twoja   wiedza,   Twój   rozwój   są   praktycznie 
nieograniczone! 
Jeśli zainwestujesz w siebie (głównie czas oraz 
trochę pieniędzy, bo wiedza przecież kosztuje), 
w swój rozwój, w nabycie nowych umiejętności, 
wiedzy   itd.   to   Twoje   życie   wskoczy   na   nowy 
poziom!
Podniesiesz przez to swoją wartość, a czyniąc 
to,   zwiększysz   jednocześnie   jakość   swojego 
życia.

Czy już w pełni uświadamiasz sobie, jak wielki 
potencjał w Tobie tkwi?

Pamiętasz,   kiedy   byłeś   w   szkole   średniej? 
Możliwe, że jeszcze nie wiedziałeś, co chcesz 
robić w życiu i nie miałeś pojęcia, na co Ci się 
przyda   zdobyta   tam   wiedza.   A   skoro   nie 
wiedziałeś   na   co   Ci   to   wszystko,   to   też   nie 
przykładałeś do tego większej wagi.
Teraz już jest inaczej, wiesz już, czego chcesz 
(wiesz, prawda?) i żeby to zdobyć, musisz po 
prostu zainwestować w rozwój samego siebie. 

Pozwól,   że   zadam   Ci   pytanie:   kiedy   czytałeś 
ostatnio   jakąś   książkę   ze   swojej   dziedziny? 
Kiedy   wziąłeś   udział   w   jakimś   szkoleniu 
sprzedażowym, motywacyjnym itp.?

Jeśli  jesteś  podobny  do  mnie,  to   z  pewnością 
nieraz o tym myślałeś, ba, już byłeś praktycznie 
co do tego przekonany...

...ale później nie dokonałeś zamówienia...

...przeglądałeś   ofertę   wiele   razy,   wracałeś   do 
niej, już już byłeś zdecydowany i... nic!

Skąd   ja   to   znam!   Tak   niestety   myślą   ludzie 
porażki,   którzy   nie   potrafią   przezwyciężyć 
swoich złych przekonań.

Dla nich to tylko zbędny wydatek, nie pomyślą o 
korzyściach, jakie z tego wyniosą, nie mają na 
uwadze własnego rozwoju, ale narzekać, że nic 
w   ich   życiu   się   nie   zmienia,   to   potrafią 
doskonale!

Na  szczęście ostatnio  coraz częściej udaje  mi 
się takie przekonania pokonać!
Jeśli wiem, że coś poprawi jakość mojego życia, 
poprawi   stan   mojej   wiedzy,   zwiększy   moją 
wartość, da mi potężnego kopa do działania to 
to po prostu zamawiam!
Wiem, że zwróci mi się to wielokrotnie w ciągu 
najbliższych miesięcy, lat, a nawet całego życia!

Można   mieć   przecież   czasem   wątpliwości,   a 
jednocześnie   chcieć   coś   w   życiu   zmienić   i 
działać!

Czy uświadomiłeś już sobie, jaka wielka moc w 
Tobie  tkwi? Jak wiele możesz jeszcze  zrobić? 
Czy   zdałeś   już   sobie   sprawę,   że   sam   jesteś 
swoim   największym   aktywem   i   od   tego,   jak   o 
siebie zadbasz, zależy jakość Twojego życia?

Wybór należy do Ciebie!

Daniel Janik

daniel.janik@interia.pl

www.boox24.pl

 

Szef nie śpi - szef odpoczywa.
Szef nie je - szef regeneruje siły.
Szef nie pije - szef degustuje.
Szef nie flirtuje - szef szkoli personel.
Kto przychodzi do szefa ze swoimi przekonaniami - 
wychodzi z przekonaniami szefa.
Kto ma przekonania szefa - robi karierę.
Szanuj szefa swego - możesz mieć gorszego.
Szef nie wrzeszczy - szef dobitnie wyraża swoje 
poglądy.
Szef nie drapie się w głowę - szef rozważa decyzje.
Szef nie zapomina - szef nie zaśmieca pamięci 
zbędnymi informacjami.
Szef nie myli się - szef podejmuje ryzyko.
Szef nie zdradza swojej żony - szef wyjeżdża w 
delegacje.
Szef się nie spóźnia - szefa zatrzymują ważne 
sprawy.
Jeśli chcesz żyć i pracować w spokoju - nie 
wyprzedzaj szefa w rozwoju.

 

Właśnie   opublikowano   zaskakujące   wyniki 
ankiety na temat stresu przeprowadzonej w 
lutym 2008 przez portal 

Relaksacja.pl

.

Kilka faktów.

Osiemdziesiąt   siedem   procent   spośród   osób 
bardzo   słabo   zarabiających   w   ogóle   nie   radzi 
sobie   w   sytuacji   stresowej.   Z   zarabiających 
przeciętnie   już   „tylko”   połowa   osób   (51%)   w 
sytuacji stresowej sobie w ogóle nie radzi.

Za to połowa najlepiej zarabiających świetnie 
sobie   radzi   w   praktycznie   każdej   sytuacji 
stresowej
.   To   ponad   pięć   razy   lepiej   niż 
zamożni (9%), dwanaście razy lepiej niż dobrze 
zarabiający   (4%),   pięćdziesiąt!   razy   lepiej   niż 
przeciętnie i słabo zarabiający (po ok. 1%).

Od   następnego   numeru,   co   numer   będziemy 
publikować kolejne odcinki kursu. Dowiemy się 
jak w siedmiu prostych krokach zamienić stres w 
relaksującą energię.

Marek Jacenko

Marek.Jacenko@relaksacja.pl

 

Rozmowa dwóch dyrektorów:
- Wiesz, ostatnio kupiłem sobie automatyczna 
sekretarkę. No mówię ci, super! Wygląda jak 
kobieta, i to taka, za którą mężczyźni się na plaży 
oglądają, a ile potrafi!
- No to pokaz to cudo.
To ten go zaprosił do gabinetu. Wchodzi sekretarka, 
fakt, laska, że hej, no i pyta, czego się napiją. Jeden 
zażyczył sobie kawy, drugi herbaty. No i za chwilę 
patrzą, a ona nalewa z jednego palca kawę, z 
drugiego herbatę (miała wbudowany ekspres do 
kawy i herbaty). Dyrektor podyktował jej tekst - za 
chwilkę podłączyła się do drukarki i miał wydruk. itd. 
Po pewnym czasie zadzwonił telefon, no i dyr. 
właściciel sekretarki mówi do kumpla:
- Wiesz, muszę odebrać, a ty możesz wypróbować, 
co jeszcze ona potrafi.
Wyszedł, rozmawia przez telefon, nagle po paru 
minutach słyszy potworny wrzask.
- Rany Julek, zapomniałem mu powiedzieć, ze ona 
ma w d*.*ie temperówkę do ołówków!!! 

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

44

55

N ajlep s za inw es tyc ja

N ajlep s za inw es tyc ja

Co ma stres do zarobków

Co ma stres do zarobków

?

?

H U M O R

H U M O R

background image

metoda   pracy   zwiększająca   możliwości 
twojego   umysłu...   wg   „przepisu”   Wandy 
Loskot. 
W   listopadzie   2007   roku  Wanda   Loskot 
zaproponowała
 

nam

 nową   metodę 

współpracy

 

w

 

obrębie

 

Klubu 

Przedsiębiorcy - powoływanie  spośród nas  4-
5-osobowych   zespołów   Master   Mind,   czyli 
Super   Umysł
  do   rozwiązywania   problemów. 
Wanda   udostępniła   nam   formularz 
zgłoszeniowy,   w   którym   pisaliśmy   jak   długo 
jesteśmy w Klubie Przedsiębiorcy, ile mamy za 
sobą sesji głównego szkolenia klubowego "Jak 
Zapewnić Sobie Dynamiczny i TRWAŁY Rozwój 
Firmy Bez Wysokich Nakładów", co jest naszą 
główną siłą, jaką wnosimy do Master Mind, i co 
jest naszą główną słabością.
Wanda   ustaliła   skład   naszej   grupy   po 
mistrzowsku.   Pasujemy   do   siebie   jak   „ćwiartki 
jabłka” - nie piszę „połówki”, bo jest nas 4 osoby 
:-) 
Od razu w naszym Master Mind 3 (trzeci z kolei 
zespół)   zauważyliśmy,   że   jego   efekty 
skuteczności są zachwycające.

Idea   Master   Mind   ma   swe   źródło   w   sposobie 
rozwiązywaniu   problemów   za   pomocą   trustu 
mózgów.
W swojej najsłynniejszej książce Myśl... i bogać 
się!
  jako   jedno   z   praw   sukcesu   Napoleon   Hill 
wymienił   posiadanie   trustu   mózgów.  Trust 
mózgów
  to   grupa   doradców,   osób   z   którymi 
możesz   porozmawiać   na   trapiące   problemy. 
„Trust   mózgów”   można   określić   jako 
„koordynację   wiedzy   i   wysiłków,   w   atmosferze 
harmonijnego   współdziałania   dwóch   lub  więcej 
osób w zamiarze osiągnięcia konkretnego celu”. 
Z   kolei   Napoleon   Hill   ideę   tej   współpracy 
zaczerpnął od Andrew Carnegie. A pisze o tym 
tak w rozdziale X - Dziewiąty krok do bogactwa:

Musisz   posłużyć   się   nie   tylko   własnym 
umysłem
  Umysł   ludzki   porównać   można   do 
baterii elektrycznej. Ogólnie wiadomo, że zespół 
baterii elektrycznych wytwarza więcej energii od  
baterii   pojedynczej.   Jest   też   faktem   dobrze 
znanym,   że   pojedyncza   bateria   wytwarza 
energię   proporcjonalnie   mniejszą   od   energii 
wytwarzanej przez zespół baterii.
Umysł działa na podobnej zasadzie. 

Ma to związek z faktem, że niektóre umysły są  
wydajniejsze   od   innych   i   nasuwa   wniosek,   że 
grupa umysłów skoordynowana (lub powiązana)  
w   duchu   harmonijnej   współpracy   dostarczy 
więcej   energii   myślowej   od   umysłu  
pojedynczego,   podobnie   jak   zespól   baterii 
elektrycznych dostarczy więcej energii od baterii 
pojedynczej.
Przenośnia ta wykazuje z całkowitą pewnością, 
że   zasada   „trustu   mózgów”   stanowi   sekret  
władzy   uzyskanej   przez   ludzi,   którzy   otaczają 
się innymi ludźmi o wydajnych umysłach.
Wynika   też   stąd   kolejne   stwierdzenie, 
przybliżające nas do zrozumienia psychicznego  
aspektu zasady „trustu mózgów”: kiedy zespół 
umysłów   współdziała   harmonijnie,   połączona 
energia wytworzona w wyniku tego zespolenia 
staje   się   dostępna   dla   każdego   z   umysłów 
wchodzących w skład zespołu.
Bardzo   dobrze   wiadomo,   że   Henry   Ford  
zaczynał swą działalność życiową przygnieciony 
biedą,   brakiem   wykształcenia   i   niewiedzą. 
Równie dobrze wiadomo, że w niewiarygodnie 
krótkim okresie dziesięciu lat pan Ford pokonał 
wszystkie   te   upośledzenia,   a   w   ciągu 
dwudziestu   pięciu   lat   stał   się   jednym   z 
najbogatszych   ludzi   w   Ameryce.   Zechciejcie 
teraz   skojarzyć   ten   fakt   z   pewną   informacją 
uzupełniającą,   że   najszybciej   dokonywane 
osiągnięcia   pana  Forda   dały   się   zauważyć  od 
czasu,   gdy   stał   się   osobistym   przyjacielem 
Thomasa   A.   Edisona,   a   zaczniecie   rozumieć, 
jakie   znaczenie   może   mieć   wpływ   jednego  
umysłu na drugi. Postąpcie jeszcze o krok dalej, 
by   stwierdzić   fakt,   że   najbardziej   zadziwiające  
osiągnięcia pana Forda datują się od chwili, w 
której zawiązał spółkę z Harveyem Firestonem, 
Johnem   Burroughsem   i   Lutherem   Burbankiem  
(z   których   każdy   rozporządzał   wielkimi 
możliwościami   umysłowymi),   a   znajdziecie 
kolejny dowód na to, że władza może stać się 
wynikiem przyjacielskiego sojuszu umysłów.
Ludzie   opierają   się   na   naturze,   obyczajach   i 
władzy   myślowej   innych,   z   którymi 
stowarzyszają   się   w   duchu   zrozumienia   i 
harmonii.   Przez   swój   związek   z   Edisonem, 
Burbankiem,   Burroughsem   i   Firestonem,   pan 
Ford   wzmocnił   swe   władze   umysłowe 
zsumowaną treścią inteligencji, doświadczenia, 
wiedzy i sił duchowych tych czterech ludzi.

Master Mind wg „przepisu” Wandy Loskot 
w Klubie Przedsiębiorcy

wyobraź   sobie   jak   to   będzie,   gdy   będziesz 
przebywać   co   tydzień   w   gronie   sprzymierzeńców 
osobiście zaangażowanych w twój sukces /Wanda 
Loskot/

Wanda   przygotowała   w   Klubie   Przedsiębiorcy 
specjalne   audio,   by   nam   o   idei   Master   Mind 
opowiedzieć   i   zachęcić   do   zgłaszania   się   do 
tych   grup.   Wanda   lubi   posługiwać   się 
sentencjami   dla   podkreślenia   istoty   jakiegoś 
problemu.   Ja   też   lubię   aforyzmy.   W   jednym 
zdaniu zawiera się morze słów. 
Wg Wandy najlepiej ideę Master Mind określają 
słowa króla Salomona:

Niczym   żelazo   ostrzy   żelazo,   tak   jeden   umysł 
ostrzy drugi umysł /król Salomon/

Bo podstawowym powodem, dla którego warto 
stać   się   członkiem   takiego   zespołu   jest   po 
prostu to, że człowiek staje się mądrzejszy :-)
Drugim   jest   zwiększenie   odporności   na 
trudności,   gdy   ma   się   za   towarzystwo   inne 
osoby, które pomogą wyjść z dołka. 
A   trzecim   -   zwiększenie   motywacji.   Motywacja 
zależy   w   znacznym   stopniu   od   środowiska,   w 
jakim   się   znajdujemy   i   do   czego   nas   to 
środowisko   skłania.   Stajemy   się   jak   ludzie,   z 
którymi   przebywamy.   Stajemy   się   jak   ludzie, 
którzy   nam   radzą   i   do   których   rad 
przywiązujemy   wagę.   Czy   ludzie   w   twoim 
środowisku ciągną cię w kierunku twoich celów, 
czy ludzie ci w ogóle wiedzą, jakie masz cele? 
Zespół   Master   Mind   to   grupa   osób   silnie 
zmotywowanych   w   kierunku   osiągania 
powodzenia w każdej dziedzinie swojego życia.

Nasz   klubowy   Master   Mind   opiera   się   na 
współpracy   osób   prowadzących   swoje 
niezależne biznesy. 
Spotykamy   się   co   tydzień   na   godzinnej 
telekonferencji na Skypie w gronie partnerów, z 
którymi możemy regularnie rozmawiać na temat 
realizacji swoich planów. Wykorzystujemy swoje 
doświadczenia   i   pomysły,   by   pomagać   sobie 
wzajemnie w rozwiązywaniu problemów.

Wymaga to ogromnej dyscypliny, by spotkanie 
nie   przeradzało   się   w   spotkanie   towarzyskie, 
gdzie   sobie   tylko   ktoś   z   kimś   pogada.   Jak 
Wanda ostrzega, wiele takich grup się rozpada z 
tego   powodu,   że   członkowie   rozmawiają   na 
wiele tematów, a czas leci, mają coraz mniejsze 
rezultaty, to nie jest usystematyzowane.

Kluczem do sukcesu jest to, by Master Mind był 
usystematyzowany.

Oto   najważniejsze   wskazówki   Wandy,   jak 
zabrać   się   za   stworzenie   takiej   grupy   Master 
Mind, żeby to dawało jak najlepsze rezultaty:

1. Ostrożnie wybierz osoby, które zaprosisz 

do swojego MM. Wybierz 4-5 osób, które 
zechcą się z tobą spotykać raz na tydzień 
w  celu  wzajemnego   wsparcia   w  rozwoju 
firmy. To muszą być osoby, które chcą i 
które   to   interesuje.   Nie   chodzi   o   to,   by 
kogoś   do   tego   przekonywać.   Jeśli 
opowiesz   komuś   o   tym   i   tej   osobie   nie 
„zabłysną oczy”, lepiej daj sobie spokój od 
razu. 

2. To może być spotkanie osobiste, w twoim 

miejscu   zamieszkania,   w   jakiejś   cichej 
kawiarni.   Albo   to   może   być   na   linii 
konferencyjnej,   np.   na   Skypie.   Można 
zorganizować   cotygodniowy   chat.   Ma   to 
swoją zaletę taką, że członkami jednego 
Master Mind mogą być ludzie mieszkający 
w odległych miejscach (w moim MM3 ja 
jestem   z   Kraśnika,   dwie   koleżanki   z 
Warszawy, kolega ze Śląska).

3. Ogromnie   ważne,   żeby   wybrać   osoby 

mające   sprzyjające   cechy.   Po   pierwsze, 
wybierz   osoby,   które   już   są   gotowe   do 
tego,   by   zainwestować   swój   czas.   Nie 
takie, które dopiero się zastanowią, kiedy 
znajdą czas, może kiedyś w przyszłości... 
Osoby   te   muszą   być   wytrwałe,   bo 
spotkania Master Mind to są spotkania na 
dłuższą   metę,   niezależnie   od   tego,   czy 
ludzie widzą rezultaty już po pierwszych 4 
tygodniach.   Osoby,   które   potraktują   to 
jako   jedno   ze   swoich   głównych 
zobowiązań.   Będą   się   pojawiać   na 
spotkaniach   systematycznie,   bez 
wymówek.

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

66

77

Master Mind, 

Master Mind, 

czyli Twoje Własne G rono M entorskie!

czyli Twoje Własne G rono M entorskie!

background image

Po   drugie.   Wybierz   osoby,   które   są 
wrażliwe.   Nie   nadwrażliwe.   Chodzi   o 
osoby, które nie boją się pokazać własnej 
twarzy,  są „przezroczyste’, nie  udają, są 
otwarte.   Nie  ukrywają   się   pod   maską   „u 
mnie wszystko w porządku”. Tacy ludzie 
nie   chcą   pomocy,   więc   ogromnie   trudno 
im pomóc. I ci ludzie, którzy nie są z tobą 
szczerzy, nie mogą pomóc tobie. Szukaj 
więc ludzi, którzy zechcą, żeby ta grupa 
Master Mind poznała ich prawdziwe „ja”. 
Udawanie w Master Mindzie nic nie daje, 
nie   będziecie   w   stanie   wykorzystać   siły 
Master Mindu. Siła Master Mindu polega 
na   tym,   że   ludzie   tu   nie   mają   sobie 
niczego   do   udowodnienia   i   niczym   nie 
próbują sobie imponować.

4. Ustal   czas   na   regularne   spotkania. 

Zaplanuj 1 godzinę na spotkanie.

5. Musisz   się   wstrzymać   od   jakiegokolwiek 

krytycyzmu   i   pojawiać   się   z   całkowicie 
pozytywnym   nastawieniem,   w   duchu 
pomagania innym. Ogromnie ważne, żeby 
każdy uczestnik rozumiał, ze kluczem do 
sukcesu   tych   spotkań   jest   wzajemny 
szacunek   do   każdego   uczestnika   z 
osobna i także szacunek do całej grupy. 
Kluczem   jest   także   szacunek   dla   czasu, 
który   uczestnicy   poświęcają   na   te 
spotkania   -   bez   szacunku   dla   czasu   nie 
ma   szacunku   dla   osób,   do   których   ten 
czas należy. 
Jak przebiega spotkanie Master Mind?

6. Czas   przeznaczony   na   osobę   w 

zależności od ilości osób to 12-15 minut. 
W naszym MM3 mamy 4 osoby, więc jest 
to   ok.   15   minut   na   osobę.   Co   tydzień 

zmienia się osoba łącząca telekonferencję 
na   Skypie,   tzw.   moderator.   Pozwala   to 
przy okazji nabyć umiejętności panowania 
nad   organizacją   spotkań   i   „bycia 
prowadzącym”.
1. Spotkanie   zaczyna   się   chwilą 

medytacji albo nawet ciszy. Pomaga to 
wyłączyć   się   z   otaczającego   świata   i 
przenieść   uwagę   na   grupę   Master 
Mind (w naszym MM3 moderator miło 
każdego z osobna wita po imieniu).

2. Następny   punkt   spotkania   to   dobre 

wiadomości. Każda osoba ma 1 minutę 
na   to,   by   podzielić   się   jakąś   jedną 
dobrą wiadomością ze swojego życia, 
coś pozytywnego, co się wydarzyło w 
ciągu ostatniego tygodnia

3. Po tej rundzie następuje kolejna runda. 

Każda  osoba  ma  po  1  minucie,  żeby 
powiedzieć, co jest jej w tym tygodniu 
potrzebne.

4. Po tej rundzie moderator decyduje, ile 

każdy uczestnik ma do dyspozycji. To 
się   zmienia   w   zależności   od   potrzeb, 
jakie   uczestnicy   wyrazili.   Ktoś   ma 
drobny problem, a ktoś potrzebuje tym 
razem   i   20   minut   na   omówienie 
swojego.   Warto   być   elastycznym.   Bo 
ogromnie ważne jest, żeby się trzymać 
limitu   czasowego.   Każdy   ma   swoje 
zobowiązania.   Ważne,   by   nie 
przekraczać   limitu   1   godziny   na 
spotkanie Master Mind. Ważne jednak 
też, by było go dostatecznie dużo, bo 5 
minut na osobę to stanowczo za mało. 
Dlatego   optymalny   skład   na   Master 
Mind to jest 4-5 osób.

7. Teraz   każdy   członek   grupy   po   kolei 

przedstawia swój problem i każdy członek 
grupy dokłada swoją cegiełkę, pomagając 
zależnie   od   potrzeb   radą   albo   opinią. 
Czasami   wystarczy   sama   pochwała   i 
przyklaśnięcie   pomysłowi.   To   powinien 
być   jeden   problem   ze   względu   na   limit 
czasowy całego spotkania.

8. Każdy   ma   teraz   pół   minuty   na 

podziękowanie konkretnym osobom, które 
mu najbardziej pomogły swoimi uwagami.

9. Teraz   każda   osoba   zobowiązuje   się   do 

wykonania   czegoś   konkretnego   przed 
następnym   spotkaniem,   z   czego   może 
być rozliczona.

10.Każdy   zapisuje   swoje   zobowiązanie   w 

swoim   własnym   dzienniku   albo   na 
specjalnym formularzu grupy. Dobrze jest, 
żeby   osoba   prowadząca   spotkanie   za 
tydzień   miała   te   dokumenty   przed   sobą, 
ale nie jest to konieczne.

11.Na koniec wszyscy sobie przyrzekają, że 

nikt   nie   będzie   nadużywać   poufałości, 
dyskrecji   i   że   wszystko,   co   zostało 
powiedziane   na   Master   Mind   nigdy   nie 
wyjdzie

 

poza

 

grupę.

Ja jestem Master Mindem i jego efektami 
zachwycona.   Na   początku   w 
systematycznym

 

wykonywaniu 

zobowiązań   trzymało   mnie   właściwie   to, 
że   zbliża   się   godzina   telekonferencji,   ja 
się   do   czegoś   zobowiązałam,   a   tu...   nie 
zrobione.   Więc   „na   szybko”   przed   MM 
realizacja.   Teraz   już   tak   nie   jest.   Nie 
kończę   zadań   w   popłochu,   pracuję 
systematycznie.   O   morzu   pomysłów   nie 
wspominając.   Czy   „zatrzymań”,   gdy 
zaplanuję coś, co rozmija się z „laserową 
koncentracją”   na   mojej   głównej   grupie 
docelowej :-)

Oczywiście,   wszyscy   moi   znajomi   i   przyjaciele 
są   poinformowani,   że   pewne   godziny   mojego 
dnia   są   „święte”,   więc   nie   ma   mowy   w   tym 
czasie o odwiedzinach, o gadaniu na Skypie.

Idea  Master Mind  zyskała  też zachwyt  -  ten 
„błysk w oku” - kilku osób z mojego otoczenia 
i   to   właśnie   stało   się   powodem   napisania 
niniejszego „przepisu”.

Zachwycił się tą metodą pracy-współpracy kilku 
osób  Michał Jankowiak  podczas jego wizyty u 
mnie   w   Kraśniku   na   Alternatywnych   Lekcjach 
Przedsiębiorczości,   gdy   w   ciągu   tych   dwóch 
intensywnych   dni   kontaktu   razem   i   razem... 
gada się o tym i o tym :-) 

Także mój syn. On to ciągle ma „zatrzymania” 
wieczorem   w   rozmowie   na   Skypie   -   teraz   nie 
mogę   rozmawiać,   Master   Mind,   webcast 
Wandy...   No   i   jego   też   „wkręciła”   idea 
konferencji   w   kilka   osób   w   celu   rozwiązania 
wspólnego problemu.

Ponieważ   jednak   z   synem   zwykle   piszę   na 
Skypie   w   godzinach   późno-wieczornych,   więc 

nasze telekonferencje w gronie kilku osób - czyli 
ja,   syn   motor   internetowego   projektu 
wyszukiwania połączeń komunikacyjnych i nasz 
programista   -   robimy   w   formie   tele-chatów   na 
Skypie.   Ale   nie   jest   to   najlepsza   metoda,   bo 
mieszają się wypowiedzi. Co prawda robię z tej 
dyskusji potem uporządkowany tekst w Wordzie/
No   i   „burzy   mózgów”   sprzyja   jednak   łączenie 
mówionej   telekonferencji   na   Skypie.   Szybciej 
przedstawia się pomysły.
A   więc   zachwyć   się   :-)   ideą   Master   Mind   i 
skorzystaj   w   swojej   grupie   dyskusyjnej, 
szkoleniowej.
Wanda   mi   dała   „zielone   światło”   na   ten 
szczegółowy opis.
PS.   Ale   podkreślam   jeszcze   raz   -   twórcą 
struktury   Master   Mind   w   takim   zakresie   jest 

Wanda Loskot

.

www.klubprzedsiebiorcy.com
http://sukcestwojejfirmy.com/

Grażyna Dobromilska

madgraf@madgraf.eu

 

www.madgraf.eu

 

www.blog.madgraf.eu

Wpada gość do baru.
- Kelner, podaj pan piwo zanim się zacznie.
Kelner podał piwo, a gość po chwili znowu:
- Kelner, podaj pan piwo zanim się zacznie.
Sytuacja taka powtarza się kilka razy i gdy już nieźle 
podpity gość znowu wola:
- Kelner! Jeszcze jedno zanim się zacznie! - kelner 
nie wytrzymuje i pyta:
- Panie, a kto za to zapłaci?
- Oho, zaczyna się... 

Wściekły profesor wchodzi do sali wykładowej i 
mówi: 
- Wszyscy nienormalni proszę wstać!!!! 
Nikt się nie rusza. Po dłuższej chwili wstaje jeden 
student. 
- No, proszę! - mówi ironicznie profesor i pyta się 
studenta.
-Czemu uważa się pan za nienormalnego?? 
- Nie uważam się za nienormalnego, ale głupio mi, 
że pan profesor tak sam stoi....

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

88

99

HUMOR

HUMOR

background image

 

 

Asertywność,   wydaje   się   być   pojęciem,   które 

rzadko   kiedy   gości   w   naszych   wypowiedziach, 
mało kto używa tego słowa, które tak na prawdę 
jest   bardzo   ważne   w   życiu   każdego   z   nas   i 
występuje bardzo często w naszym zachowaniu, 
choć nie zdajemy sobie z tego sprawy!

Zastanówmy się na początku czym w ogóle jest owa 
asertywność. Jest to termin z pewnością trudny do 
jednoznacznego   sformułowania,   nie   można   tego 
określić w kilku słowach. Jest wiele definicji i każda z 
nich zawiera częściowo trochę prawdy, my jednak 
przyjmijmy, że to możliwość wyrażania siebie, swojej 
opini   w   danym   temacie,   zajmowania 
zdecydowanego stanowiska w danej sprawie. 
Na pierwszy rzut oka, wydaje się, iż nie jest to nic 
trudnego i pewnie myślisz, po co czytam ten artykuł, 
skoro jestem w pełni osoba asertywną! Wyobraźmy 
sobie jednak taką sytuację, iż rozmawiasz ze swoim 
najlepszym przyjacielem i w pewnej kwesti się z nim 
nie   zgadzasz,   jednak   nie   chcesz   wywołać   kłótni, 
więc   przychylasz   się   do   jego   zdania,   choć   tak   na 
prawdę   myślisz   inaczej.   Twoje   zachowanie   w   tym 
momencie nie jest, nawet w najmniejszym stopniu 
asertywne... 
Idąc   dalej   i   opuszczając   na   chwilę   przykłady, 
zastanówmy   się   co   składa   się   na   asertywne 
zachowanie. 
Może   wydawać   Ci   się   to   dziwne,   jednak   duże 
znaczenie   tutaj   ma   kontakt   wzrokowy,   postawa 
ciała,   mimika   twarzy,   ton,   modulacja   i   natężenie 
głosu.   Po   krótce   zastanówmy   się   nad 
poszczególnymi składnikami.
Kontakt wzrokowy  należy utrzymywać  z  osobą z 
którą rozmawiamy, osobiście nie wyobrażam sobie 
sytuacji, kiedy to rozmawiam z drugim człowiekiem, 
a   przez   cały   ten   czas   patrzę   się   np.   na   lampę... 
Należy jednak pamiętać, aby nie wpatrywać się za 
bardzo   w   naszego   rozmówce,   gdyż   może   go   to 
zdeprymować,   a   więc   warto   od   czasu   do   czasu 
popatrzyć się na jakiś inny przedmiot.
postawy ciała możemy dużo się dowiedzieć, przy 
odpowiedniej   wiedzy,   będziemy   mogli   odczytać   z 
ruchów naszego rozmówcy co chcę nam przekazać 
niewerbalnie.   Oprócz   tego   przy   konwersacji,   duże 
znaczenie ma jak osoby rozmawiające mają ułożone 
względem   siebie   ciała   i   tu   znów   przykład,   nie 
wyobrażam   sobie   sytuacji,   podczas   której   dwie 
osoby   chcące   wymieć   zdania   w   pewnej   ważnej 
kwestii, siedzą do siebie plecami...

Mimika twarzy  jest również bardzo ważna, jednak 
należy   jej   używać   z   rozsądkiem.   Czy   widziałeś 
kiedyś człowieka, który chcąc wyrazić swą frustrację 
w   danej   sprawie,   jednocześnie   śmiał   się?   Trzeba 
pozwolić,  aby to co  mówimy pokrywało  się z  tym, 
jaki mamy wyraz twarzy, nie możemy się blokować, 
bo   wtedy   czując   się   spięci   nie   zachowujemy   się 
naturalnie.
Na koniec ton, modulacja i natężenie głosu, czyli 
nadanie   tego   co   chcemy   powiedzieć   odpowiedniej 
formy. 
Jest to jeden z ważniejszych składników, niektórzy 
twierdzą, że opanowując to sztukę odnosimy połowę 
sukcesu... 
Warto tu zaznaczyć, że rzadko kiedy możemy coś 
osiągnąć   krzykiem,   należy   zachować   w   każdej 
sytuacji  spokój   i   pamiętać   o   tym,   aby   nie  dać   się 
sprowokować,   spokojny   ton   głosu   w   ciężkich 
sytuacjach,   pokazuje   innym,   że   jesteśmy   osobami 
pewnymi siebie... 

Czasami również zachowanie asertywne może być 
mylone z zachowaniem agresywnym. Uzywając tego 
drugiego, zazwyczaj nie wyjdzie to nam na dobre, a 
nawet   i   innym   przebywającym   z   nami,   często 
tracimy   przez   to   przyjaciół,   znajomych.   Warto   się 
więc   zastanowić   dokładnie   przed   powiedzeniem 
czegokolwiek, gdyż może się to później źle dla nas 
skończyć. 
Weźmy   sobie   przykład,   jesteśmy   w   restauracji, 
dostaliśmy   potrawę   przesoloną,   osoba   asertywna 
wezwie spokojnie kelnera do swego stolika i poprosi 
spokojnie,   ale  jednocześnie  stanowczo  o wymianę 
posiłku. Człowiek agresywny natomiast w tej samej 
sytuacji wezwie do stoliku kelnera, zacznie krzyczeć 
na   całą   salę   i   wyzywać   go,   winiąc   za   wszystko 
właśnie tą osobę.
Podsumowując,   warto   być   osobą   asertywną,   lub 
przynajmniej   starać   się   takową   być.   Dzięki   temu 
zyskuje wśród innych szacunek, co w dzisiejszych 
czasach jest dużym wyróżnieniem... Jednak, mimo 
wszystko nie jest to łatwe zadanie. Trzeba się sporo 
napracować, aby móc wreszcie powiedzieć: "Jestem 
osobą asertywną"! 

Arkadiusz Strach

a.strach@millionaire.pl

 

Zanim   przejdę   do   wstępu,   zacznę   od   sedna... 

Jak to jest? Ciągle słyszę od moich znajomych, 
że   bardzo,   ale   to   bardzo   mocno   chcą   coś 
osiągnąć. Chcą osiągnąć to i tamto, a ciągle to 
nie   następuje.   Nie   będę   ukrywał,   że   i   ja   z 
niektórymi celami tak miewam... 

Fantastyczne   wnioski   przekazał   mi   mój   przyjaciel, 
ale o tym za chwilę...

A   Ty?   Czego   chcesz?   O   czym   marzysz?   Co   Cię 
inspiruje   i   kręci?   Co   chcesz   osiągnąć?   Co   od 
zawsze chcesz zrobić i osiągnąć? 

Opowiem Ci trochę o sobie. Bo widzisz, ja też mam 
marzenia.   Przeczytałem   masę   książek 
motywacyjnych, o tworzeniu bogactwa, o stawianiu 
celów   i   wyznaczaniu   do   nich   drogi.   Można 
powiedzieć, że osiągnąłem biegłość w wymyślaniu, 
co   i   jak   chciałbym   zrobić...   Biegłość   -   a   nawet 
płynność :-)

Ta płynność objawia się w często modyfikowanych 
marzeniach.   Co   najlepsze   -   nie   osiagnąwszy   ich, 
jeszcze je zmieniam :-

Motywacja...

No właśnie. Co z nią? Przecież tylu mądrych ludzi 
mówi,   że   codziennie   powinniśmy   wstawać   i   się 
motywować   do   osiągnięcia   celu...   Trzeba   być 
zdyscyplinowanym...   Upartym,   cierpliwym   i 
zmotywowanym... I na dodatek, należy tę motywację 
podsycać.   Hmm...   Ilu   nauczycieli,   tyle   technik 
wzbudzania i podkręcania motywacji.

Mówisz, że chcesz...

Wbrew pozorom, że ludzie nie marzą - codziennie 
słyszę ludzi, którzy chcą coś osiągnąć, zrealizować. 
Mają  marzenie,  które  przekształcili  w cel,  rozpisali 
wszystkie kroki osiągnięcia celu. Każdego dnia choć 
przez   chwilę   wizualizują   sobie   to   z   gorącym 
pragnieniem   spełnienia...   Sam   robię   podobnie...   i 
co? Realizacji tych celów jakoś nie widać...

A   tu   nagle   mój   kolega,   który   nic   nikomu   nie 
opowiada   o   marzeniach,   o   celach   kupuje   dom, 
kupuje   samochód   i   okazuje   się,   że   jego   pasywny 
przychód   3-krotnie   przewyższa   jego   miesięczne 
koszty...

Jak

 

to

 

zrobiłeś?

 

-

 

pytam

- To proste - odpowiedział - Albo czegoś chcesz 
albo tylko mówisz, że chcesz...

Działanie...
No właśnie. Trzeba działać! Każdy to powtarza... Ale 
po co? I jak w ogóle działać? Co dokładnie robić, 
żeby "działać"?

Widzisz   -   kontynuował   mój   znajomy   -   kiedy 
absolutnie czegoś chcesz, to wiesz, co robić. Nie 
ma chwili zastanowienia, po prostu działasz i już.

Jak leży 100 zł na ulicy, to się nie zastanawiasz, czy 
się schylić, jak wiesz ,że za 10 minut będzie w tv 
Twój   ulubiony   program,   to   po   prostu   włączasz 
telewizor.   Kiedy   idziesz   grać   z   kolegami   w 
koszykówkę, nie zastanawiasz się, czy założyć dwie 
niebieskie   czy   jedną   zieloną   skarpetkę.   Po   prostu 
idziesz grać. 
Kiedy chcesz włączyć komputer, naciskasz power, 
wychodząc z domu, ubierasz buty i niewiele się nad 
tym   zastanawiasz.   Kiedy   idziesz   z   kumplami   na 
piwo, to nie myślisz o tym 2 tygodnie wcześniej. Nie 
rozmyślasz, jakie piwo wypijesz. Po prostu idziesz.

Gdybyś   miał   bilet   na   mecz   w   pierwszym   rzędzie 
sektora dla VIP'ów, to czy w ogóle zastanawiałbyś 
się,   czy   iść?   A   może   powinieneś   do   tego   dnia 
codziennie   wizualizować   sobie   ten   mecz, 
motywować się gorąco do tego, by na niego pójść... 
planować, jaką drogą pójdziesz..
Przecież to niedorzeczne!

Powstaje pytanie z sedna wstępu artykułu: To jak? 
Chcesz tego czy tylko mówisz, że chcesz...??

Łukasz Nowak

l.nowak@millionaire.pl

 

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

Asertywność, 

Asertywność, 

czyli jak wyrażać s iebie...

czyli jak wyrażać s iebie...

10

10

11

11

C hces z czy tylko mówis z, że chces z?  

C hces z czy tylko mówis z, że chces z?  

background image

Chciałabym Cię zabrać na chwilę na krótką 
wyprawę   do   okresu   Twojego   dzieciństwa. 
Jakie   ono   było?   Czy   jako   dziecko   byłeś 
szczęśliwy?   Czy   rodzice   okazywali   Ci,   jak 
bardzo Cię kochają i jak bardzo są z Ciebie 
dumni? Czy z radością chwalili Cię, gdy Ci 
się coś udało i wspierali, gdy coś poszło nie 
tak?   Czy   pozwalali   Ci   mówić   o   swoich 
uczuciach   i   pragnieniach? 
Czy potrafili Cię wysłuchać 
-   tak   po   prostu,   bez 
moralizowania   i   udzielania 
instrukcji, co masz robić?

Jeśli   na   wszystkie   z   tych 
pytań   odpowiedziałeś   TAK   - 
masz   dużo  szczęścia,   bo   to 
oznacza,   że   rodzice 
zaopatrzyli   Cię   w   dobry   i 
solidny   fundament   pod 
budowanie

 

własnego, 

udanego życia. 

Jeśli   czułeś   się   kochany   - 
dziś   masz   zdrowe   poczucie 
własnej wartości i nie musisz 
nikomu   udowadniać,   że 
zasługujesz   na   miłość.   Jeśli 
okazywali   dumę   i   radość   z 
Twoich  osiągnięć, dziś wiesz, że  to, co  robisz 
jest   ważne   i   potrzebne.   Jeśli   wspierali   Cię   w 
chwilach niepowodzeń, masz dziś świadomość, 
że niepowodzenia są potrzebne, bo to dzięki nim 
uczysz się najwięcej. Jeśli pozwalali Ci mówić o 
Twoich uczuciach, dziś nie ma w Tobie ukrytych 
pokładów   złości   czy   żalu,   które   pożerałyby 
drogocenną   energię   -   tak   potrzebną,   by 
realizować   własne   marzenia.   Jeśli   potrafili   Cię 
wysłuchać bez narzucania własnych „mądrych” 
rozwiązań,   nauczyłeś   się   sam   tych   rozwiązań 
szukać   i   dziś   już   wiesz,   że   jesteś   w   stanie 
samodzielnie pokonać wszelkie problemy. Jeśli 
to   wszystko   było   Twoim   udziałem   -   to   masz 
wzorce,   które   Cię   uskrzydlają   i   jesteś   dziś 
prawdopodobnie   szczęśliwym   i   spełnionym 
człowiekiem.

A   jeśli   Twoje   wspomnienia   są   inne?   Jeśli 
niechętnie wracasz do dzieciństwa, bo niewiele 
dobrego   z   niego   wyniosłeś?   Jeśli   czujesz,   że 
lata   wczesnej   młodości   nie   należą   do 
najszczęśliwszych   okresów   w   Twoim   życiu? 
Przyczyny   mogą   być   bardzo   różne   -   brak 
jednego lub obydwojga rodziców, brak miłości w 
domu lub brak umiejętności okazywania jej, brak 

zainteresowania, 
brak   czasu,   brak 
pieniędzy,   brak   sił, 
brak   zdrowia,   brak 
poczucia 
bezpieczeństwa, 
brak   szacunku, 
brak...

 

brak... 

brak...

Takich   domów   jest 
wbrew   pozorom 
mnóstwo. 
Wystarczy   zajrzeć 
na   niektóre   fora 
internetowe,   by 
mieć   obraz   tego, 
jakie   tragedie   - 
mniejsze

 

lub 

większe

 

przeżywają rodziny. 
Z   takich   domów 

wychodzi się z obciążeniem, które dusi niczym 
kamień u szyi. Dość łatwo jest rozpoznać tych 
ludzi. Są wśród nich pracoholicy przesiadujący 
w pracy od rana do późna w nocy, by udowodnić 
sobie   i   szefowi,   że   zasługują   na   uznanie   i 
szacunek.   Są   wśród   nich   ludzie   reagujący   na 
krytykę   atakiem   i   złością,   tak,   jakby   chcieli 
wykrzyczeć   „Nie   jestem   tak   beznadziejny,   jak 
próbujesz mi to wmówić tato/mamo!”. Są ludzie 
stosujący mobbing i inne formy przemocy, którzy 
nie   potrafią   sobie   poradzić   z   własnymi 
traumatycznymi   przeżyciami   z   dzieciństwa.   Są 
ludzie   zalęknieni,   którzy   boją   się   coś   zmienić 
swoim   życiu   czy   podjąć   nowe   wyzwania.   Są 
ludzie sfrustrowani i zakompleksieni, którzy nie 
widzą dla siebie żadnych perspektyw.

Jeśli dla Ciebie dzieciństwo to ciężar, który Cię 
ogranicza, to uświadom sobie jego istnienie i go 
zdejmij. Dzieciństwo to przeszłość, tylko jedno z 
doświadczeń   życiowych.   Dziś   jesteś   dorosłym 
człowiekiem i sam 
decydujesz

 

sobie.   Gdy   byłeś 
dzieckiem, 
wierzyłeś 
bezgranicznie 
dorosłym, 
budując   swoje 
mniemanie

 

sobie

 

na 

podstawie   tego, 
co o Tobie mówili 
i jak się do Ciebie 
odnosili.   Dziś 
możesz   znaleźć 
sobie

 

inne 

autorytety -  takie, 
które   będą   Cię 
wspierać

 

Twoich dążeniach 
i   którym   nie 
musisz 
udowadniać,   że 
jesteś 
wartościowym 
człowiekiem. 

Nie

 

pozwól 

nikomu   wmówić 
Ci, że to, z jakiej 
pochodzisz rodziny, decyduje o tym, jak daleko 
zajdziesz. O tym decydujesz dziś Ty sam. Sam 
budujesz wizerunek własnej osoby - zarówno w 
swoich oczach, jak i w oczach innych. 
Sam   decydujesz   o   tym,   co   chcesz   osiągnąć   i 
jakie kroki podejmiesz, by zrealizować swój cel.

Jeśli dzieciństwo to dla Ciebie okres, do którego 
niechętnie  wracasz,  zamknij  za   sobą   drzwi  do 
przeszłości,   a   zobaczysz,   ile   innych   drzwi   stoi 
przed   tobą   otworem.   Przełam   stare   wzorce   i 
wyznacz sobie nowe. I ciesz się wolnością.

Na koniec opowiem Ci pewną anegdotę z życia 
szkolnego   mojego   syna.   Było   to,   zdaje   się,   w 
trzeciej klasie podstawówki, gdy jego klasa brała 
udział w szkolnych rozgrywkach w grze w dwa 

ognie.   Nie   szło   im   zbyt   dobrze   -   przegrali   z 
dwiema klasami i czekali na swój ostatni mecz - 
z klasą sportową. Przed decydującym meczem 
padły   z   ust   jego   wychowawczyni   słowa,   które 

nigdy   nie   powinny   były 
paść   z   ust   nauczyciela: 
„NIE   MACIE   SZANS”.   To 
brzmiało jak wyrocznia, ale 
klasa   się   nie   poddała.   I 
wiesz,   co   Ci   powiem? 
Wygrała ten mecz :)

Jeśli

 

kiedykolwiek 

usłyszałeś   kiedyś   od 
rodzica,   nauczyciela   czy 
kogokolwiek innego, że nie 
masz szans - pamiętaj, że 
TEN   CZŁOWIEK   MÓGŁ 
SIĘ   MYLIĆ.   Ty   możesz 
wygrać swój mecz. I uda Ci 
się to, o ile tylko - zamiast 
rozczulać   się   nad   sobą   i 
winić   przeszłość   za   swe 
dzisiejsze niepowodzenia - 
przejmiesz

 

pełną 

odpowiedzialność

 

za 

własne życie.

Jolanta Gajda

autorka ebooków z serii 

ABC Mądrego Rodzica

redaktor serwisu 

www.SuperKid.pl

 

kontakt@superkid.pl

 

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

D o r o s ł e   d z i e c i

D o r o s ł e   d z i e c i

13

13

12

12

background image

Ten temat, chociaż dotyczy każdego, 
dość   rzadko   jest   poruszany. 
Najczęściej   chyba   ze   strachu,   że 
może   okazać   się,   że   dana   osoba 
może wypaść (określając ogólnie) w 
niekorzystnym   świetle.   Dotyczy   to 
oceny   innych,   jak   również 
samooceny.   No   cóż,   powszechnie 
spotykamy zachowanie typu „struś”, 
czyli   „chowanie   głowy   w   piasek”   i 
udawanie, że czegoś niema, lub coś 
nie   dzieje   się,   ewentualnie   nas   nie 
dotyczy.   Ponieważ   ludzie   mają 
tendencje   do   „zadawania   się”   z 
podobnymi   sobie,   więc   dla   tych 
innych   z   tego   „towarzystwa” 
wszystko   uchodzi   za   normalne   i 
kółeczko   zamyka   się   na 
„samozadowoleniu”. 

Z   racjonalnego   punktu   widzenia,   taki 
model   zachowania   i   życia   jest 
przedziwny, gdyż do dyspozycji na tym 
świecie   mamy   tylko   jedno   życie 
(niektórzy twierdzą, że ileś tam wcieleń, 
ale   nikt   tego   nie   sprawdził,   a   tym 
bardziej   nie   udowodnił).   Nawet, 
gdybyśmy   mieli   do   dyspozycji   więcej 
żyć, to nie powód, by marnować czas, 
jaki mamy teraz. Dlatego warto żyć jak 
najlepiej i najpełniej. 

Przytłaczająca większość ludzi przechodzi przez 
swoje   życie   w   ten   sposób,   że   przed   śmiercią 
(nawet   w   wieku   90,   czy   100lat),   robiąc 
podsumowanie   swoich   dokonań,   jest 
zawiedziona   lub   niezadowolona,   albo   dalej 
stosuje „strusią politykę” i „rżnie głupa”. Niemal 
wszyscy   powiedzą   wtedy,   że   dzieciństwo   było 
lepsze lub gorsze (zależy, jak komu udało się), a 
później,   to   była   szkoła,   praca,   dzieci   i   wysiłek 
związany z ich wychowaniem i wykształceniem 
by „wyszli na porządnych ludzi”. 

Ludzie   mówią:   pracowałem,   pracowałem, 
straciłem zdrowie, a teraz nie jestem w stanie 
normalnie żyć ze swojej emerytury, bo...

To „bo”, to: leki są drogie, nie wystarcza mi od 
jednej   wypłaty   emerytury   lub   renty   do   drugiej, 
rewaloryzacja   dała   mi   kilka   złotych,   wszystko 
jest drogie itd. 

Jestem   lekarzem   i   na   co   dzień   mam   do 
czynienia z takimi ludźmi i przytoczone powyżej 
wypowiedzi stanowią standard. Jednym z takich 
pytań zadawanych na samym początku jest: „a 
ile kosztują  najtańsze...”. Jak ja coś kupuję, to 
przedtem   też   często   pytam   o   cenę   i   to   jest 
normalne,   ale   dla   emerytów   z   reguły 
najważniejsze jest, by to coś było najtańsze. To 
pytanie jest dla nich priorytetem.
  Najtańsze, 
niekoniecznie   znaczy   dobre,   a   co   dopiero 

najlepsze.   Czasem   tanie   rzeczy   są   też   dobre, 
ale dobre z reguły kosztują więcej. 

Obserwując   od   lat   to   zjawisko,   nasuwają   się 
pytania i wnioski.

Ważny wniosek (niestety bardzo przykry): polski 
emeryt   codziennie   jest   bohaterem,   bo 
codziennie   walczy   o   przeżycie   ze   swojej 
emerytury, będącej w tym przypadku „zdobyczą” 
komunistycznego systemu, a realizowanej przez 
równie   komunistyczny   ZUS   (niektórzy 
rozszyfrowują   ten   skrót   jako   Zakład   Utylizacji 
Składek). Mimo tego codziennego bohaterstwa, 
emeryt   nie   dostaje   żadnych   odznaczeń,   czy 
medali, a państwo traktuje go jako uciążliwy dla 
budżetu balast.

Jeszcze   ważniejszą   jest   kwestia:   dlaczego   tak 
jest, z czego wynika taka sytuacja, dlaczego jest 
to tak powszechne? oraz całe mnóstwo innych 
pytań. 

Wyciągając   wnioski   z   powyższych   rozważań 
nasuwa   się   refleksja,   że   życie   tych   ludzi   było 
obiektywnie   dość   marnej   jakości   (nawet,   jeżeli 
sami tego tak nie ocenili, lub nie zdają sobie z 

tego sprawy). Właściwie, to jakiś marazm, 
dni i lata podobne do siebie, aż wszystko 
zakończone jest śmiercią. Na pytanie, co 
wartościowego   pozostawili   po   sobie, 
odpowiedź   brzmi   nic   lub   prawie   nic. 
Oczywiście   wychowali   dzieci,   przedłużyli 
żywot   gatunku,   ale   to   robi   cała   flora   i 
fauna,   więc   w   przypadku   ludzi   mamy 
prawo oczekiwać czegoś więcej. 

Przytłaczająca większość ludzi na świecie 
żyje bez jakiegokolwiek konkretnego celu, 
więc   czas   „przecieka   im   przez   palce”   i 
efekty

 

 

nijakie.

Z tego właśnie wynika ich kiepska jakość 
życia. Skoro nie kierują własnym życiem, 
to   kierują   nim   inni   według   własnych 
potrzeb   i   priorytetów,   co   np.   świetnie 
widać   w   przedsiębiorstwach.   Oddając 
decydowanie   o   swoim   życiu   innym,   od 
razu stawiają się  w bardzo złej sytuacji. 
Jak mają mieć dobrą jakość swego życia, 
skoro to nie oni o nim decydują. 

Jeżeli   decyzja   pochodzi   z   zewnątrz,   to 
nigdy   nie   będzie   optymalną   dla   danej 

osoby, nawet, gdyby podejmowali ją ludzie o jak 
najlepszych intencjach, a co dopiero, gdy mają 
na   względzie   wyłącznie   swoje   cele,   a   tak   jest 
naogół.   Bardzo   dobrze   widać   to   w   systemach 
totalitarnych,   gdzie   władza   narzuca   sposób 
myślenia,   życia,   wiarę,   wyznacza,   co   jest 
najważniejsze, nie licząc się ze zdaniem ludzi.

Warto   żyć   jak   najlepiej,   ale   o   tym   napiszę   w 
następnym artykule.

Tomasz Rezner

t.rezner@millionaire.pl

 

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

J a k o ś ć   ż y c i a ?

J a k o ś ć   ż y c i a ?

14

14

15

15

background image

czyli...   o   ekspercie   ds.   rozwoju 
małych firm i Klubie Przedsiębiorcy

Wanda Loskot o sobie:
Bez fałszywej skromności powiem, że wielu zalicza 
mnie   do   czołówki   ekspertów   od   spraw   rozwoju 
małych firm...
Dzięki  Internetowi  pracuję  z  klientami   na  czterech 
kontynentach, 
moje   artykuły   są   publikowane   w   setkach 
wydawnictw,   tłumaczone   na   przeróżne,   czasem 
niezrozumiałe dla mnie języki, np. chiński. 
Jako   tzw.   autorytet,   zapraszana   jestem   na   różne 
konferencje, targi i seminaria, gdzie mi sporo płacą 
za   to,   co   kocham   robić   najbardziej,   czyli   mówić  
innym, co oni mają robić :-)

Żeby osiągać sukcesy stale, konsekwentnie, trzeba 
mieć kogoś, do kogo można się zwrócić w każdej 
chwili z problemem i czuć ten osobisty kontakt. Jak 
sportowiec.   Stąd   określenie   takiego   doradcy   jak 
Wanda - trener, coach.
To zagrzewa do kolejnych wysiłków w naturalnych 
chwilach   obniżonego   nastroju   czy   przemęczenia 
nadmiarem   obowiązków,   gdy   gonisz   przed   siebie, 
gonisz,   dajesz   z   siebie   wszystko,   a   tu   się   piętrzy 
jeszcze   taka   góra   spraw...   Powoli...   Lepiej 
systematycznie,   w   swoim   tempie   niż   zrywem,   a 
potem długo nic. A potem? Jak tyle stracone, to i tak 
nie   dogonię   tej   szansy,   więc   w   ogóle   sobie 
odpuszczę...

A  już  zupełnie  złudne  jest  wrażenie,  że  wystarczy 
obłożyć się biblioteką mądrych książek. Zapłacę raz 
i stale mam. No tak. Masz. Ale masz także masę 
wątpliwości,   nawet   drobnych   problemów.   A   tu 
konkurencja   dyszy   na   karku,   nie   ma   się   kogo   w 
otoczeniu poradzić. Nie mówiąc o pytaniu o zdanie 
znajomych czy rodziny. Najprostsza ich odpowiedź, 
daj sobie spokój. Nie poradzisz.

Wanda podąża za klientem. Ja poczułam jej wielką 
szczególną opiekę, gdy dostałam po zapisaniu się 
do  Klubu Przedsiębiorcy od niej tradycyjną  pocztą 
pierwszą kartę motywacyjną z sentencją:
Nasza   największa   potrzeba   życiowa   to   ktoś,   kto 
spowoduje,   że   wykażemy   się   tym,   na   co   nas 
naprawdę stać.
 /Ralph Waldo Emerson/

Wiem,   że   mam   duże   możliwości.   Ale   przygnębiła 
mnie   moja   geograficzna   grupa   docelowa.   Coraz 
mniej i mniej klientów na szybki dochód z tzw. „małej 

poligrafii”, bo ludzie pokupowali sobie tanie drukarki 
atramentowe   i   „dziergają”   sami.   Że   błądzą,   bo 
ważne   są  dwa  elementy:   marketing  +   kompozycja 
projektu, to oddzielny temat. 
Co mi po całej półce w regale własnych wspaniale 
złożonych książek i albumów i bycia ekspertem w tej 
dziedzinie, skoro to dwie, trzy publikacje rocznie? Ilu 
w   40-tysięcznym   mieście,   łącznie   z   noworodkami, 
może być klientów na wydawnictwa, na które trzeba 
„wyłożyć” minimum 20 tysięcy złotych? 

Rozwijam pod kierunkiem Wandy skrzydła. Pracuję 
metodycznie i z rozwagą. Udaje mi się wszystko! 
Ja   jestem   Wandą   zachwycona.   Odpowiada   mi   jej 
mentalność,   bawi   poczucie   humoru.   Wanda   jest 
wielką przyjaciółką, czuje się jej życzliwość i oddanie 
„mojej   sprawie”,   gdy   na   Forum   -   o   czym   dalej   - 
dyskutuje o moim problemie, nie szczędząc swojego 
drogocennego   czasu,   że   notatki   z   tej   dyskusji 
zajmują   mi   w   Wordzie   23   strony...   Do   dyskusji 
włączają   się   też   inni   przedsiębiorcy,   członkowie 
Klubu. To rzesza ogromnie mądrych, równoważnych 
z Wandą partnerów.
Tobie   się   mogą   te   zachwyty   wydać   naiwne.   Ale 
Wanda otwarcie mówi, że nie zabiega o KAŻDEGO 
klienta. Jeśli ona ci nie odpowiada, to i TY jej nie 
odpowiadasz i ona cię nie chce w Klubie.
Wanda   chce   mieć   w   Klubie   wyłącznie   ludzi 
otwartych, „przezroczystych” pod względem uczuć i 
myśli,   lojalnych,   zmotywowanych.   Bo   tylko   tacy 
ludzie pod jej kierunkiem osiągną sukces. I dopiero 
wtedy jest możliwy sukces Wandy, której wizją jest 
pomaganie właścicielom małych firm, by ich biznesy 
rosły jak na drożdżach.

Budowanie   Firmy   Swoich   Marzeń,   czyli   Klub 
Przedsiębiorcy

Zasadniczym   celem   Klubu   jest   przerabianie   8-
miesięcznego   kursu  JAK   ZAPEWNIĆ   SOBIE 
Dynamiczny   i   TRWAŁY   Rozwój   Firmy   Bez 
Wysokich   Nakładów
.   Ogrom   materiałów 
szkoleniowych w postaci plików tekstowych, video, 
mp3   i   narzędzi,   jakie   Wanda   przygotowała,   jest 
szokujący. :-)
Kluczem   do   sukcesu   jest   poddanie   się   nowemu 
sposobowi   myślenia.   Określenia   wizja,   plan 
marketingowy,   budowanie   więzi   z   klientem   są 
znane. Ale nie wystarczy wiedzieć, co trzeba robić. 
Najważniejsze, by robić to co wiemy, że trzeba robić 
nie   raz,   nie   dwa,   ale   konsekwentnie,   ile   trzeba.   I 
wiedzieć, JAK to robić.

Wanda przypomina mailem co parę dni o naszych 
zadaniach   w   jego   przerabianiu.   Wiadomo, 
autoresponder.   Ale   maile   osobiste,   świetnie 
przygotowane. Więc to jest dla mnie „zatrzymanie”. 
Aha!   To   trzeba   realizować   teraz,   a   ja   „w   lesie”! 
Grażyna, do roboty!

STALE JEST OBECNA z komentarzami tekstowymi 
NA FORUM ZAPYTAŃ przedsiębiorców - członków 
Klubu.   To  z   kolei  już   zupełnie  osobiste  „na  żywo” 
coachingi, mimo że godzina konsultacji Wandy poza 
Klubem   jest   bardzo   kosztowna,   575   dolarów   za 
godzinną rozmowę telefoniczną. 
Uczą, pobudzają pomysły, podsuwają błyskawicznie 
rozwiązania.   Podsycają   także   podekscytowanie   i 
poczucie mocy :-) A zaraz za tym idą nowe pomysły 
i nowe! To jak „burza mózgów”.
Im więcej pytam, tym więcej odnoszę korzyści. Moje 
przykładowe   „wątki:

 Ekskluzywne   gadżety, 

podziękowania,   dyplomy  -   8   stron   notatek   w 
Wordzie, Tekst w sygnaturce do artykułu prasowego 
-   16   stron,  Tekst   reklamy   do   książki   Kamila 
Cebulskiego
 - 6 stron.
Zaglądam   potem   do   tych   notatek   wielokrotnie.   A 
moje materiały są coraz lepsze.
Takie   Forum   daje   też...   ogromne   poczucie 
bezpieczeństwa,   że   grupa   w   każdej   chwili,   przy 
każdym problemie mnie wesprze. Nie spotykamy się 
tu z negatywnym ściąganiem na ziemię, nikt tu nie 
mówi,   ech   tam,   machnij   ręką,   wybierasz   się   z 
motyką na Słońce. Pomysły, pomysły...
Wanda pilnuje, by na Forum nie było pogaduszek, 
tylko   konkretne   problemy   mogące   się   przydać 
wszystkim.  Szkoda  czasu  każdego  z  nas  na  TYM 
Forum na czytanie „bzdur”. 

W   KAŻDY   CZWARTEK  odbywa   się   jej   godzinny 
WEBCAST mówiony ”na żywo” - ODPOWIEDZI NA 
PYTANIA   CZŁONKÓW   KLUBU
.   Kto   pyta,   nie 
błądzi.   I   uczy   się   błyskawicznie   :-)   A   niektóre 
problemy nawet by mi nie przyszły do głowy. Wanda 
w   momencie   analizuje   temat   w   swojej   głowie   i... 

snuje opowieść jak problem rozwiązać. Z każdego 
webcastu mam ok. 8-9 stron notatek A4 odręcznych. 
To następna kopalnia porad.
Klub   miesięcznie   kosztuje   TYLKO   45   DOLARÓW. 
Gdyby   przeanalizować   moje   korzyści,   gdyby 
przeanalizować konstrukcję Klubu, to można dojść 
do wniosku, że ja co miesiąc dostaję wiedzę wartą 
wiele tysięcy dolarów. A przynajmniej można było ją 
liczyć w setkach dolarów.
Na moją prośbę Wanda udostępniła dla Czytelników 
Millionaire   Magazine   video   o   działalności   Klubu 

http://klubprzedsiebiorcy.com/klub-dzialalnosc/

  bez 

konieczności   uprzedniego   zapisywania   się   na 
newsletter.   Przeczytaj,   posłuchaj   Wandy.   Zachwyć 
się, ile można odnieść korzyści i z kim można mieć 
do czynienia :-)
Parę   miesięcy   temu   Wanda   zaproponowała   nam 
powoływanie   spośród   członków   Klubu   4-5-
osobowych zespołów Master Mind Super Umysł do 
rozwiązywania problemów. Od razu w naszym MM3 
zauważyliśmy,   że   jego   efekty   skuteczności   są 
zachwycające.
Master Mind to osobny ważny temat. Warty uwagi i 
zastosowania.   Zapraszam   cię   więc   do   drugiego 
swojego tekstu poniżej.

PS.   Możesz   tymczasem   gratisowo   poznać   jak 
Wanda   rozwiązuje   problemy   i   jakim   językiem 
przemawia,   zaglądając   na   blog   Wandy   Sukces 
Twojej   Firmy,   lub   rozwiązać   swój   problem   na 
bezpłatnych   comiesięcznych   webcastach.   Szukaj 
informacji   o   tym   w   moich   Ulubione/Marketing 

http://madgraf.eu/index.php?id=7&idd=2

.

www.klubprzedsiebiorcy.com

 

http://sukcestwojejfirmy.com/

Grażyna Dobromilska

madgraf@madgraf.eu

www.madgraf.eu

www.blog.madgraf.eu 

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

W a n d a   L o s k o t

W a n d a   L o s k o t

16

16

17

17

MILLIONAIRE 

MILLIONAIRE 

POLECA

POLECA

background image

... czyli rozmowa z Pawłem 
Sygnowskim

Gdy   porównujemy   wymogi   szkolne   z 
naszych czasów z materiałem do nauki, jaki 
mają   dziś   nasze   dzieci,   ogarnia   nas 
współczucie. Dzieci i młodzież wchłaniają w 
siebie masę informacji i często dzieje się to 
kosztem ogromnej ilości czasu i energii. Nie 
musimy   jednak   patrzeć   bezradnie   na   ich 
zmagania - możemy im pomóc, pokazując im 
przeróżne pomocne strategie i techniki, które 
sprawią, że nauka zajmie im mniej czasu, a 
przy   tym   będzie   skuteczna   i   ...   przyjemna.
Jak   to   zrobić?   Zagadnęłam   o   to   Pawła 
Sygnowskiego,   specjalizującego   się   w 
zgłębianiu   i   praktykowaniu   metod 
efektywnego wykorzystywania umysłu.

Rozmowa z Pawłem Sygnowskim
Rozmawia: Jolanta Gajda

JG:   Jesteś   autorem   wielu   świetnych   publikacji 
na   temat   skutecznych   metod   uczenia   się, 
szybkiego   czytania   i   zapamiętywania.   Twoje 
ebooki cieszą się dużą popularnością i trafiają 
niejednokrotnie   na   listę   bestsellerów 
wydawnictwa   Złote   Myśli.   Skąd   się   wzięło   u 
Ciebie zainteresowanie tą stosunkowo nową dla 
Polaków tematyką?

PS:   Mówiąc   krótko:   ze   szkoły.   Generalnie   nie 
miałem   nigdy   z   nauką   większych   problemów. 
Jednak naprawdę imponował mi jeden z moich 
kolegów,   który   był   zdecydowanie   najlepszym 
uczniem nie tylko w naszej klasie, ale także w 
całej szkole podstawowej. Zaprzyjaźniłem się z 
nim. Pewnego razu, przy okazji mojej wizyty w 
jego   domu,   wspomniał   mi   ogólnie,   o   istnieniu 
jakichś   sposobów   i   technik,   które   on 
wykorzystywał w trakcie nauki i twierdził, że to 
właśnie dzięki nim jest tak dobrym uczniem. Siłą 
rzeczy   zainteresowało   mnie   to   i   chciałem 
uzyskać   więcej   szczegółów,   ale   los   chciał,   że 
właśnie   wtedy   przeprowadził   się   do   innego 
miasta i mój kontakt z nim się definitywnie urwał.
Nie   posiadałem   w   tamtym   czasie   własnego 
komputera,   więc   korzystałem   ze   szkolnego   na 

lekcjach   informatyki,   usiłując   znaleźć   jakieś 
informacje.   Niestety,   musiałem   się   ograniczyć 
tylko   do   polskojęzycznych   stron   (z   angielskim 
byłem wtedy na bakier), więc to, co znalazłem, 
było   tandetne,   nazbyt   ogólnikowe   i   wyjątkowo 
ciężkostrawne - słowem: szalenie niskiej jakości. 
Nic   też   mi   nie   dały   wizyty   w   pobliskich 
bibliotekach,   które   albo   nie   dysponowały 
publikacjami   na   interesujący   mnie   temat,   albo 
posiadały   jedynie   "cegły",   czyli   opasłe   tomy, 
pisane   suchym   językiem,   traktujące   o 
teoretycznych aspektach funkcjonowania naszej 
pamięci   oraz   ewentualnie   zawierające   opis 
poszczególnych doświadczeń i eksperymentów. 
Lektura   takich   pozycji   kompletnie   nic   mi   nie 
dała.
W związku z powyższym zarzuciłem temat, po 
czym   wróciłem   do   niego   w   czasach   liceum, 
gdzie nauki było potwornie dużo, a czasu i chęci 
do   jej   opanowania   szalenie   mało.   Materiał 
szkolny był dla mnie często nudny, suchy i mało 
praktyczny,   więc   poświęcanie   tak   dużej   ilości 
czasu   na   jego   przyswajanie   uważałem   za 
bezsensowne. Jednak zależało mi na tym, aby 
ukończyć   liceum   nie   tylko   dzięki 
wspaniałomyślności   nauczycieli,   ale   po   prostu 
posiadać wysokie oceny i zawdzięczać to tylko i 
wyłącznie samemu sobie.
Miałem wtedy już własny komputer z dostępem 
do   Internetu.   Znalazłem   człowieka,   który 
prowadził   własny   serwis   oraz   newsletter   na 
interesujący mnie temat. Szybko nawiązałem z 
nim współpracę, zostając redaktorem jednego z 
działów w jego serwisie i dalej to już potoczyło 
się samo - zająłem się tym zawodowo.
Podsumowując:   chodziło   mi   po   prostu   o 
znalezienie   sposobu   na   to,   by   całą   tę   naukę, 
która   pochłaniała   mnóstwo   cennego   czasu, 
załatwić   szybko,   sprawnie   i   możliwie 
bezboleśnie,   aby   móc   znaleźć   czas   na   to,   co 
mnie wówczas naprawdę interesowało.

JG: - No właśnie - często jest tak, że uczniowie - 
bez względu na wiek - traktują naukę jako coś 
nudnego   i   uciążliwego.   Czują   się   sfrustrowani, 
bo   osiągane   przez   nich   efekty   są   często 
niezadowalające i niewspółmierne do włożonego 
wysiłku i czasu. Dlatego coraz częściej mówi się 
o   tym,   że   obecny   system   edukacyjny   jest 

przestarzały. Szkoła, zalewając dzieci i młodzież 
ogromną masą informacji, zupełnie nie uczy ich 
tego,   jak   sobie   z   tym   ogromem   nowej   wiedzy 
radzić.   Jakie   są   Twoim   zdaniem 
najpoważniejsze   błędy   w   standardowych, 
dotychczas stosowanych sposobach nauki?

PS:   Zacznijmy   od   sprecyzowania   tego,   co   to 
właściwie   są   standardowe   metody   nauki? 
Problem polega na tym, że nie ma takich metod. 
Bo czy ktoś uczy w szkole tego, jak należy się 
uczyć? Nikt. Już w szkole podstawowej (a nawet 
w   przedszkolu)   cała   nauka   przez   duże   "N" 
zaczyna   się   od   tego,   że   nauczyciel   przerabia 
określony temat, według określonego programu. 
Od razu, bez zbędnych wstępów.
Zauważ, że nauka naszych dzieci nie zaczyna 
się   od   przekazania   im   istotnych   informacji 
odnośnie sposobu pracy naszego umysłu oraz 
jego   praktycznego   wykorzystania   do 
zdobywania wiedzy. Nikt im nie mówi, jak mają 
się uczyć. Zamiast tego są od razu puszczane 
na głęboką wodę. Nic dziwnego, że tak szybko 
toną,   zalewane   ogromem   informacji,   które 
muszą w większym lub mniejszym stopniu sobie 
przyswoić.   A   tego   przecież   nie   potrafią,   bo 
zazwyczaj   nie   wiedzą,   jak   w   ogóle   się   za   to 
zabrać. Zaczynają chować się w swojej własnej 
muszli,   zamykając   się   na   nowe   informacje. 

Budzi się w nich lęk, a tym samym 
utrwalają   w   sobie   fałszywe 
wyobrażenia   o   szkole,   nauce, 
swoich   własnych   zdolnościach 
umysłowych.   Stąd   potem   takie 
komentarze,   jak:   "szkoła   jest 
nudna",   "nauka   jest   trudna   i   nic 
nie   daje",   "jestem   głupi",   "nie 
potrafię się tego nauczyć" itd.
Pójdźmy   jednak   dalej,   bo   oto 
można   dojść   do   wniosku,   że   to 
sama   szkoła   wytwarza   u   swoich 
uczniów   pewne   negatywne 
wzorce tego, jak należy się uczyć.
O   co   dokładnie   chodzi?   Otóż 
nauczyciel generalnie robi swoje, 
czyli przerabia z uczniami materiał 
według   programu   Ministerstwa 
Edukacji   i   od   czasu   do   czasu 
sprawdza jego znajomość. Jak to 
robi?   Odpytuje   ustnie,   robi 
kartkówki,   różnego   rodzaju 
sprawdziany i testy.
Czego uczą się uczniowie, będąc 
odpytywani w ten sposób? Przede 

wszystkim   tego,   że   istnieje   tylko   jedna 
prawidłowa   odpowiedź   na   zadane   pytanie. 
Jaka?   Dokładnie   taka,   jaka   została 
sformułowana   w   podręczniku   szkolnym,   lub 
taka, którą podyktował do zeszytu nauczyciel. A 
skoro istnieje tylko jedna prawidłowa odpowiedź, 
to wystarczy dokładnie nauczyć się na pamięć 
tego określonego materiału i po sprawie.
Właśnie uczenie się na pamięć możemy nazwać 
standardową metodą nauki.
Warto   uświadomić   sobie,   że   to,   co   popularnie 
nazywamy   "kuciem",   jest   szalenie   nudne, 
monotonne   i   ma   tę   ciekawą   właściwość,   że 
niejako wyłącza czy usypia nasz mózg. Wtedy 
już   nie   zastanawiamy   się   nad   tym,   czego 
właściwie   się   uczymy   i   o   co   chodzi   w   danym 
temacie,   ale   uczymy   się   "jak   leci",   czyli 
zawalamy   naszą   pamięć   mnóstwem   zupełnie 
abstrakcyjnych,   niezrozumiałych   i   często 
bezsensownych   naszym   zdaniem   informacji. 
Nasz umysł nie może w żaden sposób odnieść 
tychże   informacji   do   tego,   co   już   wiemy   i   nie 
potrafi dostrzec dla nich jakiegoś praktycznego 
zastosowania, więc nie widzi sensu w tym, by w 
ogóle   je   zapamiętywać.   Dla   niego   są   to   po 
prostu   oderwane   od   siebie   treści.   Nic   też 
dziwnego,   że   umysł   broni   się   przed   ich 
przyswojeniem,   co   dla   nas   automatycznie 
oznacza   ogromne   trudności   z   nauczeniem   się 

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

Jak efektywnie się uczyć?

Jak efektywnie się uczyć?

18

18

19

19

background image

nowego materiału. To z kolei sprawia, że nauka 
zaczyna   być   postrzegana   jako   nudna,   trudna, 
niepraktyczna i pozbawiona sensu.
Czyż   można   się   wobec   tego   dziwić,   że   tak 
szalenie   popularne   jest   uczenie   się   według 
schematu "3 Z", czyli zakuć, zdać, zapomnieć? 
Takie podejście sprawia, że ktoś, kto uczy się 
kilkanaście   dobrych   lat,   po   zakończeniu   całej 
formalnej edukacji może niewiele wiedzieć czy 
pamiętać z tego, czego się uczył. Pozostanie mu 
jedynie   wspomnienie   całej   masy   zaliczonych 
sprawdzianów, testów i egzaminów, ale czy o to 
właśnie   chodzi   w   uczeniu   się?   Absolutnie   nie. 
Może   właśnie   dlatego   mamy   w   Polsce 
stosunkowo   mało   naprawdę   wykształconych 
osób, a za to całą masę magistrów, którzy nie 
zawsze mogą się pochwalić konkretną wiedzą. I 
może dlatego, między innymi, wielu z nich ma 
poważne   trudności   z   odnalezieniem   swojego 
miejsca w aktualnej rzeczywistości.
Podsumowując: jakie są wady nauki na pamięć?
Po pierwsze: taka nauka nie pobudza szarych 
komórek do myślenia i ruchu. Nie stawia pytań, 
nie   sprawia,   że   się   nad   czymś   zastanawiamy, 
np. dlaczego to jest tak, a nie na odwrót? Jest 
monotonna   i   nudna,   a   nasz   umysł   nie   znosi 
monotonii i robienia stale tego samego.
Uczenie   się   na   pamięć   to   nic   innego   jak 
przyswajanie   oderwanych   od   siebie   zrębów 
informacji z przeróżnych dziedzin. Dla naszego 
umysłu to wszystko jest jak czarna dziura: nie 
wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi, a nowe 
informacje ciągle napływają.
"Kucie"   angażuje   w   99%   tylko   naszą   lewą 
półkulę,   przez   co   nie   możemy   skorzystać   z 
dobroczynnego   efektu   pracy   obu   półkul 
jednocześnie.   Taka   nauka   jest   bardzo 
wyczerpująca   -   stąd   nasze   trudności   z 
koncentracją   i   potrzeba   robienia   częstych 
przerw, które jeszcze bardziej wydłużają proces 
nauki.
Co więcej, twój umysł nie rozumie, dlaczego ma 
sobie   przyswajać   te   wszystkie   informacje,   nie 
widzi ich praktycznego zastosowania. Dla niego 
to   są   zwykłe   informacyjne   śmieci   i   tak   też   je 
traktuje.
Czyż trzeba wymieniać dalej?

JG:   -   Powiedziałeś,   że   rozpoczynając   naukę 
najpierw   powinniśmy   się   dowiedzieć,   JAK   się 
uczyć.   Wiele   interesujących   informacji   na   ten 
temat   znalazłam   w   Twoich   publikacjach. 
Przykładem   jest   chociażby   „Szybka   nauka   dla 

wytrwałych”

 

(

http://www.szybka-

nauka.zlotemysli.pl

), gdzie podajesz cały szereg 

ciekawych i praktycznych wskazówek na temat 
efektywnego wykorzystywania naszego umysłu. 
Oczywiście   nie   jesteśmy   w   stanie   omówić   ich 
tutaj wszystkich. Może jednak zdradziłbyś kilka 
sposobów na to, co robić, by mózg przyswajał 
nowe informacje szybko i skutecznie?

PS: Cała  nauka -  że  tak to  nazwę  -  o sztuce 
uczenia   się   stanowi   określoną   całość.   Na   nią 
składają   się   poszczególne   techniki,   metody   i 
zasady postępowania, które nie  tylko ułatwiają 
uczenie się czegoś nowego, ale także przydają 
się ogólnie w życiu.
Nie   można   jednak   koncentrować   się   na 
pojedynczym   elemencie   tego   systemu,   na 
pojedynczej   technice,   metodzie   czy   zasadzie, 
gdyż to tylko przysłoni nam obraz całości, który 
jest   niezwykle   ważny,   jeśli   nauka   ma   być 
skuteczna.   Trzeba   podejść   do   tematu   bardziej 
globalnie,   spojrzeć   na   naukę   jako   na   proces, 
który wymaga odpowiedniej strategii.
Strategia   to   nic   innego   jak   planowanie   - 
nakreślenie   w   ogólnych   zarysach   kolejnych 
etapów działania, ze skoncentrowaniem się na 
celach,   które   chcemy   osiągnąć.   Strategia 
uczenia   się   to   ustalanie   tego,   co   i   dlaczego 
chcemy/musimy   sobie   przyswoić   oraz   jak   to 
zrobić najlepiej.
Weźmy   dla   przykładu   naukę   w   szkole. 
Pierwszym   krokiem   powinno   być   zawsze 
odpowiedzenie   sobie   na   pytanie,  DLACZEGO 
uczymy   się   określonego   przedmiotu.   To,   w 
dalszej   kolejności,  pozwoli   zdecydować   o   tym, 
JAK się go uczyć.
Zdarza   się   tak,   że   dany   przedmiot   po   prostu 
lubimy,   jest   on   dla   nas   interesujący,   ciekawy, 
życiowy,   praktyczny.   Dlatego   też   chcemy 
zdobywać   coraz   więcej   informacji   w   jego 
obrębie. Ale bywa też tak, że jakiś przedmiot jest 
przysłowiową   "kulą   u   nogi".   Zupełnie   nas   nie 
interesuje, jest nudny, niepraktyczny i wydaje się 
być do niczego niepotrzebny. W każdym z tych 
przypadków podejdziemy do nauki inaczej.
Jeśli ktoś uczy się tylko po to, by zaliczyć test, to 
na   pewno   nie   potrzebuje   wiedzieć   i   umieć 
wszystkiego.   Jeśli   natomiast   uczy   się,   bo   jest 
ciekaw i chce wiedzieć więcej, to będzie szukać 
informacji i zdobywać wiedzę, nie oglądając się 
na   wymogi   nauczyciela   czy   program   nauki 
danego przedmiotu.
Motywacja   do   nauki   może   być   jeszcze   inna   - 
uczeń chciałby na przykład dostać ocenę bardzo 

dobrą czy nawet celującą. Ale tutaj - uwaga.
Trzeba   pamiętać,   że   każda   ocena   jest 
subiektywna.   Nie   chodzi   wcale   o   to,   czy   Ty 
UMIESZ  na   ocenę   "bardzo   dobry"   czy 
"celujący",   ale   o   to,   by  PRZEKONAĆ 
NAUCZYCIELA
 danego przedmiotu, że na taką 
ocenę zasługujesz. A to jest istotna różnica.
W takim  przypadku  trzeba najpierw  ustalić, co 
jest ważne dla nauczyciela, czego on wymaga i 
oczekuje, a potem dopiero uczyć się pod kątem 
tych właśnie wytycznych. Jak to ustalić? Zwykle 
wystarczy   poobserwować,   w   jaki   sposób 
nauczyciel omawia określony temat, na czym się 
koncentruje,   a   najlepiej   jest   go   po   prostu 
bezpośrednio o to zapytać.
Jak   więc   widać   z   przytoczonych   przykładów, 
cele nauki mogą być różne. Ale dopiero znając 
ten cel oraz posiadając świadomość tego, czego 
tak   naprawdę   trzeba   się   wyuczyć,   można 
przystąpić do wyboru metody czy techniki, dzięki 
której   w   przyjemny   sposób   trwale   lub   mniej 
trwale nauczysz się tego, czego potrzebujesz.

JG:   W   przyjemny   sposób   nauczysz   się   tego, 
czego potrzebujesz? - to dla niektórych zabrzmi 
pewnie jak bajka :) A wszystko zależy przecież 
od doboru metody. Czy mógłbyś podać przykład 
techniki,   która   jest   przyjemna,   a   jednocześnie 
skuteczna?

PS:   Jak   najbardziej   -   chociażby   Metoda 
Łańcuchowa.   Jest   to   najprostsza,   ale 
jednocześnie

 

szalenie

 

skuteczna 

mnemotechnika z prawdziwego zdarzenia. Służy 
głównie   do   zapamiętywania   różnych   informacji 
umieszczonych w postaci szeregu (łańcucha) - 
przy czym zupełnie obojętne jest, czy informacje 
te   są   w   jakiś   logiczny   sposób   powiązane   ze 
sobą czy też nie.
Poszczególne elementy do zapamiętania należy 
za   pomocą   skojarzeń   połączyć   w   określoną 
całość (kojarząc każdy element danego szeregu 
z   następnym),   czyli   w   barwną   historyjkę,   na 
którą   składają   się   wszystkie   poszczególne 
skojarzenia.
Zilustruję to na przykładzie. Wyobraź sobie, że 
przygotowałaś   listę   rzeczy   do   kupienia,   którą 
chciałabyś zapamiętać. Do tego idealnie nadaje 
się   właśnie   metoda   łańcuchowa,   gdyż 
poszczególne   pozycje   tej   listy   tworzą   coś   na 
kształt łańcucha.
Załóżmy,   że   lista   zakupów   do   zapamiętania 
wygląda następująco:

mleko, 

makaron, 

monitor, 

kufel do piwa, 

czapeczka, 

grill.

Jak   to   zapamiętać?   Wystarczy   połączyć 
wszystkie   elementy   w   jakąś   historyjkę.   Dużym 
problemem   może   okazać   się   zapamiętanie 
pierwszego   elementu   łańcucha,   jako   że   to   od 
niego   dopiero   powstają   wszystkie   kolejne 
skojarzenia.   Aby   ten   problem   wyeliminować, 
wystarczy powiązać go jakoś z samym sobą.

JG: Mógłbyś podać przykład takiej historyjki?

PS: Oczywiście. Wyobraź sobie, jak wychodzisz 
z domu, obładowana pustymi torbami na zakupy 
i   udajesz   się   prosto   na   wieś   do   gospodarza, 
którym jest zwykła krowa. Płacisz jej za mleko i 
przechodzisz do mleczarni, gdzie zamiast krów 
znajdują się... ludzie. Doisz jednego z nich i ze 
swoim   mlekiem   odchodzisz   stamtąd   po 
angielsku. W drodze do domu mija Cię jadący 
makaron,   który   rozrzuca   dookoła   ciężarówki. 
Uchylasz   się   przed   jedną   lecącą   prosto   na 
Ciebie   i   jednocześnie   polewasz   pędzący 
makaron   odrobiną   mleka.   To   sprawia,   że 
makaron nieruchomieje, a Ty spokojnie ładujesz 
go do swojej torby.
Zadowolona,   przechodzisz   obok   sklepu 
komputerowego, gdzie banda dzieciaków rozbija 
nowiuśkie monitory o głowy przechodniów. Łup - 
dostajesz jednym z nich. Na szczęście zarówno 
głowa,   jak   i   monitor   wytrzymują   tę   próbę   i 
wychodzą   ze   zderzenia   bez   szwanku   ;)   Nie 
namyślając   się   długo,   pakujesz   monitor   do 
plecaka. Ten jednak w międzyczasie się włączył 
i z jego ekranu poleciały na ulicę kufle do piwa, 
roztrzaskując się o bruk. Aby ratować sytuację, 
zdzierasz z głowy jednego z dzieciaków czapkę, 
zakrywasz   nią   monitor   i   wszystko   razem 
pakujesz do plecaka.
Uff   -   nagle   zrobiło   Ci   się   szalenie   gorąco. 
Patrzysz   do   góry   i   spostrzegasz,   że 
przypadkowo znalazłaś się na ogromnym grillu 
olbrzymów. Jeden z nich wziął Cię za smakowity 
kąsek i nałożył sobie na talerz. Nic nie pomagają 
twoje   krzyki.   Olbrzym   ze   smakiem   zjada   Cię 
razem ze wszystkimi sprawunkami.

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

20

20

20

20

21

21

background image

JG:   No,   muszę   przyznać,   że   ta   cała   historia 
przyprawiła mnie o lekkie dreszcze :)

PS:   I   o   to   chodzi   -   im   bardziej   dziwna   i 
absurdalna będzie opowieść, tym lepiej zostanie 
zapamiętana. Po wymyśleniu podobnej historyjki 
można   ją   sobie   jeszcze   raz   odtworzyć   na 
ekranie   swojego   umysłu,   wypisując 
jednocześnie   poszczególne   pozycje   listy 
zakupów. Jeśli pamiętasz wszystkie elementy w 
odpowiedniej kolejności, to świetnie. Jeśli nie, to 
należy się cofnąć do tego fragmentu, w którym 
pojawił   się   zapomniany   element   i   wzmocnić 
zaprezentowane   tam   skojarzenie   poprzez 
chociażby dodanie większej ilości szczegółów.
Jeśli   ktoś   nigdy   nie   miał   do   czynienia   z   tą 
metodą, to wymyślona tu historyjka może mu się 
wydać głupia i trudna do wyobrażenia. Jest to 
jednak tylko kwestia odpowiedniej ilości ćwiczeń 
i oswojenia się z tą techniką. Warto podkreślić, 
że   każdy   powinien   tworzyć   swoje   własne 

skojarzenia   -   te   wykorzystane   przeze   mnie 
należy   potraktować   jedynie   jako   swoisty 
drogowskaz   na   drodze   do   tworzenia   własnych 
obrazów.
Wymyślając podobne opowieści, trzeba jedynie 
pamiętać o paru istotnych punktach:

akcja   -   im   więcej   się   dzieje,   tym   lepiej. 
Jeśli doisz krowę - człowieka, to może on 
(lub   ono:))   gryźć,   kopać?,   smagać   Cię 
swoim ogonem itp. Byle co, byle się tylko 
coś działo. 

ilość   -   w   mleczarni   nie   ma   dwóch   czy 
trzydziestu krów, ale trzysta miliardów. 

wielkość   -   kufel   do   piwa   nie   był 
standardowej wielkości, ale tak wielki, że 
zakrywał całe miasto. 

zamiana   -   wyobraź   sobie   coś   zamiast 
czegoś   albo   w   miejsce   tego   czegoś. 
Zamiast   gospodarza   jest   krowa,   zamiast 

krowy jest człowiek. 

synestezja   -   skojarzenie   powinno 
odwoływać   się   do   jak   największej   ilości 
zmysłów.   Krowa   człowiek   nie   tylko   cię 
gryzie   (dotyk),   ale   także   wydziela 
obrzydliwy   zapach   (węch),   przeklina 
(słuch)   i   wygląda   jakby   była   w   stanie 
postępującego rozkładu (wzrok). 

Wykorzystując powyższe zasady (wszystkie lub 
niektóre),   szybko   można   nabrać   wprawy   w 
tworzeniu własnych skutecznych skojarzeń.
Są   jeszcze   inne   możliwości   wykorzystania   tej 
metody - zainteresowanych odsyłam do moich 
publikacji czy innej literatury na  ten  temat. Co 
najważniejsze,   ta   mnemotechnika   daje 
nieograniczone   możliwości   zapamiętania 
dowolnego szeregu elementów na tak długo jak 
chcesz - bez względu na to, czy to będzie lista 
6-ciu   przedmiotów,   20-tu   czy   50-ciu.   W   miarę 
upływu   czasu   wszystkie   skojarzenia   okażą   się 
zupełnie   niepotrzebne,   a   zapamiętany   szereg 
elementów stanie się cząstką twojej wiedzy, do 
której masz nieograniczony dostęp - kiedy tylko 
potrzebujesz.

JG:   Myślę,   że   metoda   łańcuchowa,   o   której 
opowiedziałeś,   świetnie   nadaje   się   nawet   dla 
małych   dzieci.   Ich   bogata   wyobraźnia   szybko 
poradzi   sobie   z   wymyśleniem   odpowiednich 
powiązań

 

pomiędzy

 

poszczególnymi 

elementami   listy.  Samo   znajdywanie   skojarzeń 
wywoła   na   pewno   mnóstwo   śmiechu   i   będzie 
wspaniałą zabawą dla całej rodziny.
A co mógłbyś doradzić osobom, które uczą się 
języka obcego i mają problem z przyswojeniem 
sobie dużej ilości słówek?

PS:   Wiele   o   metodach   pomocnych   w   nauce 
słówek pisałem w swoich ebookach 

Angielskie 

słówka

,   

Angielskie   zwroty

,   

Niemieckie 

słówka

,   

Hiszpańskie   słówka

”   oraz   

Włoskie 

słówka

,   gdzie   można   znaleźć   dokładne 

wskazówki   na   temat   tego,   co   robić,   by   obco 
brzmiące słowa wchodziły nam do głowy szybko 
i bez większego wysiłku. Nie będę się więc tutaj 
powtarzał.
Opiszę natomiast skrótowo dwie metody nauki 
dowolnego   języka   obcego,   które   są   proste,   w 
miarę łatwe i skuteczne, co przetestowałem na 
własnej skórze.
Pierwsza   to   metoda   stworzona   przez  znanego 
głównie   z   odkrycia   starożytnej   Troi,   Niemca   - 

Henryka Schliemanna, który także był poliglotą 
własnego   chowu.   Samodzielnie   nauczył   się 
kilkunastu języków, w tym m.in. polskiego oraz 
arabskiego. Co ciekawe, tych języków uczył się 
zadziwiająco   szybko   ze   średnią   prędkością 
około jednego nowego języka na rok.
Jak   to   zrobił?   Pomijając   sprawę   pewnego 
talentu oraz naturalnych predyspozycji do nauki 
języków   obcych,   cała   jego   nauka   daje   się 
sprowadzić do następującej instrukcji:

bardzo   dużo   słuchać   języka,   którego 
chcemy się nauczyć, 

jeszcze więcej czytać w tym języku, 

codziennie

 

pisać

 

samodzielnie 

wypracowania   na   dowolne,   wymyślone 
tematy, 

dawać   swoje   wypracowania   do 
sprawdzenia nauczycielowi, który poprawi 
ewentualne   błędy   formalne   w   piśmie   i 
mowie, 

poprawionej   pracy   (już   bez   błędów) 
nauczyć   się   na   pamięć   i   na   następny 
dzień   "wyrecytować"   nauczycielowi   z 
pamięci   bez   korzystania   z   jakichkolwiek 
pomocy. 

I to wszystko.
Wcześniej mówiliśmy, że uczenie się na pamięć 
jest   dla   celów   szkolnych   szkodliwe.   W   tym 
przypadku   jednak   uczenie   się   przygotowanych 
przez   siebie   i   poprawionych   wypracowań   daje 
nam   spore   korzyści:   gotowy   warsztat   słówek, 
zdań, fraz, wypowiedzi itp.
W czasie rozmowy w obcym języku nasz umysł 
sam   będzie   nam   podsuwał   określone   słówka, 
zdania pasujące do naszej wypowiedzi, a będzie 
je czerpał z naszego pamięciowego warsztatu.
Nie   istnieje   żadne   naukowe   opracowanie   tej 
metody, nie spotkałem się także z żadną szkołą 
językową,   która   ją   stosuje.   Nie   ulega   jednak 
wątpliwości,   że   jest   to   metoda   bardzo 
czasochłonna   i   kosztowna   (choćby   ten 
nauczyciel), wymaga mnóstwa wysiłku, ale jest 
piekielnie skuteczna. Polecam.
Teraz o drugiej metodzie, która także pochodzi 
zza   naszej   zachodniej   granicy.   Za   jej   twórcę 
uznaje   się   panią   Verę   Birkenbihl.   Jej   metoda 
składa się z trzech następujących punktów:

1. Dekodowanie.

Na   początek   musimy   sobie   przygotować 
dowolny   tekst   w   języku,   którego   się 

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

22

22

23

23

background image

uczymy. Najlepiej, jeśli to będzie dialog na 
określony temat.
W   tym   punkcie   naszym   zadaniem   jest 
przetłumaczenie   słowo   w   słowo   tego 
tekstu na język polski. Należy korzystać z 
różnych tłumaczy oraz słowników. Gotowe 
tłumaczenie   powinno   wyglądać   mniej 
więcej tak:
I am smart.
Ja jestem sprytny.

2. Słuchanie aktywne.

Potrzebne nam jest także nagranie tekstu 
w języku obcym. W tym punkcie słuchamy 
nagrania   i   jednocześnie   czytamy   jego 
polskie tłumaczenie, które sporządziliśmy 
wcześniej.

3. Słuchanie bierne.

Wykonujemy   dowolną   czynność,   a 
jednocześnie słuchamy nagranego tekstu 
obcojęzycznego. Nie chodzi tutaj, aby go 
słuchać aktywnie, świadomie. Niech on po 
prostu   rozbrzmiewa   w   tle,   na   tyle   cicho, 
żeby   coś   słyszeć,   ale   żeby   nas   to   nie 
rozpraszało.
To wszystko odnośnie tej metody.
Jakie ona daje korzyści?

zawsze rozumiemy niemalże 100% 
tego, o co chodzi w danym tekście 
(zdarzają   się   zwroty   trudne   do 
przetłumaczenia   albo   zwroty, 
których   w   ogóle   nie   można 
przetłumaczyć   -   stąd   te   niemalże 
100%), 

osłuchujemy   się   z   brzmieniem 
poszczególnych słów oraz zwrotów, 
a   jednocześnie   wiążemy   dany 
dźwięk   z   określonym   znaczeniem 
(tak robią też małe dzieci: najpierw 
słyszą dźwięk, a potem uczą się, co 
on oznacza). Wiązanie brzmienia ze 
znaczeniem zawsze dokonuje się w 
pewnym kontekście, czyli nie jest to 
coś oderwanego od siebie. 

transportujemy

 

do

 

naszej 

podświadomości   melodię   oraz 
intonację   języka,   co   potem 
zaprocentuje   przy   mówieniu   oraz 
czytaniu w tym języku. 

Więcej na temat samej metody w książce autorki 

pt. 

Jak szybko i łatwo nauczyć się języka

Zaprezentowana metoda ma jedną wadę - może 
być trudno znaleźć odpowiednie materiały do jej 
zastosowania   (przypominam   -   nie   wystarczy 
sam   tekst,   ale   potrzebne   jest   także   jego 
nagranie).   To   faktycznie   jest   problem,   ale   od 
czego mamy Internet.
Pod  

tym   adresem

  znajdziemy   codziennie   (od 

poniedziałku do piątku) właśnie to, co trzeba :). 
A   więc   nagrany   tekst   w   języku   angielskim   w 
formie   dialogu   (z   wprowadzeniem   do   tematu 
dialogu,   a   także   jego   podsumowaniem   lub 
krótkim komentarzem), a także jego autentyczne 
nagranie.   Jedynie   w   czwartki   zamiast   dialogu 
mamy .... - dalej nie zdradzę. Sprawdzenie tego 
pozostawiam ciekawskim :)

JG:   Mówiliśmy   tutaj   o   różnych   skutecznych 
technikach,   które   są   pomocne   w   nauce   i 
zapamiętywaniu.   Tak   naprawdę   jednak   proces 
nauki   zaczyna   się   od   momentu,   kiedy   uczeń 
sięga   po   podręcznik   i   zaczyna   czytać   zadany 
mu   materiał.   Czytanie   to   bardzo   ważna 
umiejętność, gdyż pozwala nam na poszerzanie 
swojej   wiedzy   i   zdobywanie   kolejnych 
umiejętności,   więc   warto   mu   poświęcić   trochę 
uwagi. Ostatnio coraz większe zainteresowanie 
wzbudza tzw. szybkie czytanie. Co się właściwie 
kryje pod tym pojęciem i czy poleciłbyś uczniom 
taką metodę czytania?

PS: O szybkim czytaniu krąży wiele fałszywych 
mitów i poglądów.
Po pierwsze należy z całą mocą powiedzieć, że 
szybkie   czytanie   nie   jest   rozwiązaniem 
wszystkich   możliwych   problemów   z   dowolną 
formą nauki. Po drugie, szybkie czytanie nie jest 
przeznaczone dla wszystkich.
Aby   dobrze   to   zrozumieć,   zacznijmy   od 
określenia,   czym   szybkie   czytanie   właściwie 
jest.   Szybkie   czytanie   to   nic   innego   jak 
forma/sposób   odbioru   drukowanej   informacji. 
Pod   wyrazem   odbiór   kryją   się   następujące 
czynności:

znalezienie określonej informacji, 

przyswojenie jej, 

zapamiętanie. 

Aby w ogóle szybkie czytanie miało jakiś sens, 
należy   dobrze   określić   CEL   czytania   danego 
tekstu.   Wbrew   pozorom   takie   cele   mogą   być 
zupełnie różne, np.:

znalezienie   odpowiedzi   na   określone 

pytanie, 

znalezienie   określonej   informacji   (np. 
pewnej liczby, nazwiska, cytatu itp.), 

nabycie   ogólnego   rozeznania   w   danym 
temacie, 

czytanie dla przyjemności. 

Nie są to wszystkie możliwe cele czytania, ale te 
najpopularniejsze. Dwa pierwsze z nich nadają 
się   do   szybkiego   czytania.   Trzeci   cel   - 
warunkowo. Ostatni - absolutnie nie.
Dlaczego?

wiedząc   jakiej   informacji   szukamy, 
będziemy   starali   się 
ustalić,   gdzie   właściwie 
możemy ją znaleźć. Nie 
chodzi   tutaj   tylko   o 
znalezienie odpowiedniej 
pozycji   książkowej,   ale 
przede

 

wszystkim 

przeszukanie 
określonych   rozdziałów 
czy

 

fragmentów 

zawierających 
(najprawdopodobniej) 
poszukiwane   przez   nas 
informacje, 

wiadomo z góry, że poza 
poszukiwanymi   przez 
nas   informacjami,   nie 
interesuje   nas   cała 
reszta   nie   ma   więc 
potrzeby   czytać   całej 
książki, 

jeśli   szukamy   konkretnej   informacji   (w 
postaci   liczby,   określenia   itp.)   nie   ma 
nawet   potrzeby   czytania   treści   danego 
rozdziału;   wystarczy   prześlizgiwanie   się 
po tekście, 

niekiedy wystarczy przejrzeć sam indeks, 
aby znaleźć to, czego szukamy, 

podstawą   jest   analiza   spisu   treści   oraz 
ewentualnych

 

komentarzy

 

do 

poszczególnych   rozdziałów   zwykle 
zawierających

 

streszczenie

 

jego 

zawartości. 

Wierz   lub   nie,   ale   takie   dziwne   czytanie,   to 
właśnie   jest   szybkie   czytanie.   Zauważ,   że 
można to także porównać do aktywnej pracy z 
tekstem,   gdzie   nie   "poruszamy   się"   po   danym 
tekście   tak,   jakby   prawdopodobnie   oczekiwał 
tego   jego   autor,   ale   podporządkowujemy   jego 
strukturę naszym celom.

Innymi słowy, chodzi tu  o nic innego jak tylko 
ustalenie,   czego   szukamy,   dokonanie 
odpowiedniej   analizy   źródła   oraz   dotarcie   do 
potrzebnej   informacji.   Całą   resztę   możemy 
zignorować.
Podstawą jest dokładne i konkretne określenie, 
czego chcemy, czego potrzebujemy, a to wcale 
nie jest takie proste jakby się mogło wydawać.
Dlatego   też,   jeśli   chcemy   coś   przeczytać,   aby 
zdobyć ogólną orientację w danym temacie, lub 
dla czystej przyjemności, to szybkie czytanie nie 
jest nam do niczego potrzebne, a nawet może 
nam zaszkodzić.

Szybkie czytanie to szukanie i 
analizowanie.   Nie   ma   tutaj 
miejsca   na   zachwycanie   się 
nad stylem, językiem danego 
tekstu.   Nie   ma   miejsca   na 
"wczuwanie się" w tekst. Dla 
takich   celów   i   przeżyć 
właściwy

 

jest

 

nasz 

dotychczasowy

 

sposób 

czytania,   czyli   ten,   który 
znamy ze szkoły, a który daje 
się

 

sprowadzić

 

do 

następującego schematu:

znajomość   liter/głosek   - 
znajomość

 

sylab

 

znajomość   wyrazów   - 
znajomość zdań

Pamiętasz   jak   uczono   Cię 

czytania?   Najpierw   poznawałaś   litery,   potem 
uczyłaś   się   sylab,   a   w   dalszej   kolejności 
składania   z   nich   wyrazów.   No   i   w   końcu 
przychodził czas na pełne zdania. Taki sposób 
czytania jest wolny i mało efektywny w czasie 
poszukiwania   konkretnej   informacji,   ale   dzięki 
niemu:

możemy   zachwycać   się   literackimi 
walorami danego tekstu, 

nic   lub   zgoła   nic   nam   nie   umknie,   bo 
przeczytamy   wszystko   z   określonym 
stopniem koncentracji. 

Nie   ulega   jednak   wątpliwości,   że   większość 
pracy   zawodowej   polega   na   umiejętności 
szybkiego   wyszukiwania   oraz   przyswajania 
nowych informacji i w takim kontekście jedynym 
efektywnym   sposobem   na   zrealizowanie   tego 
typu zadań jest właśnie szybkie czytanie.

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

24

24

25

25

background image

JG:   W   swoich   publikacjach   podajesz   wiele 
praktycznych   ćwiczeń   na   wytrenowanie 
szybkiego   czytania.   Czy   trudno   jest   nabyć   tę 
umiejętność? Jakie są Twoje doświadczenia w 
tym zakresie?

PS:   Trudno   podać   jakąś   generalną   zasadę, 
uniwersalny   sposób   na   opanowanie 
umiejętności szybkiego czytania.
Jest to szalenie indywidualna sprawa. Wiadomo 
jednak,   że   im   wcześniej   zacznie   się   trening 
szybkiego   czytania,   tym   potem   jest   łatwiej   i 
"czyta   się"   szybciej,   bo   ten   sposób   czytania 
staje   się   naturalny.   Ma   to   związek   z 
wyeliminowaniem nabytych wcześniej błędnych 
nawyków   czytania,   które   przyswajamy 
nieustannie   -   począwszy   od 
przedszkola,   a   skończywszy 
na   szkole   podstawowej.   Stąd 
też   rosnąca   tendencja 
wysyłania   małych   dzieci   na 
kursy szybkiego czytania.
Osoba, która czyta tradycyjnie, 
będzie   miała   -   zwłaszcza   na 
początkowym   etapie   nauki 
szybkiego czytania - ogromne 
problemy, gdyż będzie musiała 
uporać się najpierw z błędnymi 
nawykami.   To   jest   podobnie 
jak   z   rzucaniem   palenia 
papierosów.   Ktoś,   kto   palił 
tydzień czy miesiąc, może nie 
mieć   w   ogóle   większych 
problemów   z   rzuceniem 
palenia,   ale   gdy   ktoś   pali   od 
kilkunastu lat, to już jest wielki, 
ogromny problem.
Ja   właśnie   byłem   w   takiej   sytuacji.   Z   ideą 
szybkiego czytania spotkałem się już w szkole 
podstawowej, ale tak naprawdę to tym tematem 
zainteresowałem   się   w   liceum   i   przez   kilka 
długich   lat   miałem   problemy   z   powracającymi 
nawykami   błędnego   sposobu   czytania.   To   nie 
jest w żadnym razie tragedia czy porażka, gdyż 
ogromna   większość   osób   ma   podobne 
tendencje   -   zwłaszcza   jeśli   chodzi   o 
fonetyzowanie   (czyli   wypowiadanie   czytanych 
słów   głośno   lub   w   myślach),   które   sprawia 
zdecydowanie najwięcej problemów. Co jednak 
ciekawe, choć eliminacja fonetyzacji uznawana 
jest   za   jeden   z   fundamentów   szybkiego 
czytania, to część badań tego nie potwierdza i 
niektórzy   trenerzy   szybkiego   czytania 
opowiadają się za pozytywną rolą fonetyzacji w 

rozumieniu   czytanych   tekstów.   Według   nich 
fonetyzacja   paradoksalnie   skraca   czas   pracy 
nad danym tekstem, czyli przyczynia się do jego 
szybkiego przeczytania.
Jednak,   aby   nie   popadać   w   zbyt   zawiłe 
wyjaśnienia,   moja   osobista   metoda   na 
opanowanie   umiejętności   szybkiego   czytania 
daje   się   sprowadzić   do   następującej   listy 
kroków:

zdobyć   dokładną   i   rzetelną   wiedzę   o 
szybkim   czytaniu.   Nie   od   rzeczy   byłaby 
wizyta w szkole szybkiego czytania. 

przeprowadzić   osobistą   analizę   i   ustalić, 
czy   faktycznie   potrzebujemy   tej 
umiejętności czy nie. Jeśli nie, to odpuścić 
sobie temat. Jeśli tak, to... 

przeprowadzić   kolejną 
analizę.

 

Ustalić 

najlepszy

 

sposób 

trenowania   dla   siebie, 
po   czym   zgromadzić 
wszystkie   potrzebne 
rzeczy,   materiały   oraz 
sformułować   osobisty 
plan   wskazujący,   co 
należy   robić   i   w   jakiej 
kolejności. Trzeba sobie 
odpowiedzieć

 

na 

pytania: co, jak i po co 
oraz jak to sprawdzić. 

następnie   trzymać   się 
zasady   znanej   ze 
sportu,   czyli   ćwiczyć, 
ćwiczyć   i   jeszcze   raz 
ćwiczyć.

 

Szybkie 

czytanie   to   praktyczna 
umiejętność   i   bez 

nieustannego,   ciągłego   treningu   nic   się 
nie osiągnie. 

Nie   jest   ważne,   ile   Ci   naprawdę   zajmie 
opanowanie   umiejętności   szybkiego   czytania. 
Ważne   jest,   żeby   wiedzieć,   że   jest   nam   ona 
naprawdę   potrzebna   i   trenować   w   sposób 
odpowiadający

 

naszym

 

naturalnym 

predyspozycjom oraz indywidualnej sytuacji.
Warto pamiętać, że każdy z nas jest inny, więc 
wszelkie   generalne   metody   i   sposoby   na 
opanowanie   szybkiego   czytania   wcale   nie 
muszą Ci odpowiadać i wcale nie musisz z nich 
korzystać.   Możesz   to   po   prostu   zrobić   po 
swojemu,   ale   do   tego   potrzebna   jest   wiedza, 
stąd   ważna   rola   w   zdobywaniu   informacji   o 
szybkim   czytaniu   w   ogóle   i   także   o   sobie 

samym.

JG: Niedawno wyszedł Twój najnowszy ebook 
zatytułowany 

Zabójcza koncentracja

. Do kogo 

jest skierowany i czego czytelnik może po nim 
oczekiwać?

PS: Ebook 

Zabójcza koncentracja

 skierowany 

jest   do   osób   początkujących   w   tematyce 
koncentracji. Przy jego pisaniu przyświecała mi 
ogólna   myśl,   iż   tak   naprawdę   bardzo   wiele   w 
tym,   czy   osiągniemy   powodzenie   w   naszej 
działalności (jakakolwiek by ona nie była) zależy 
od naszej umiejętności skoncentrowania się na 
jej wykonywaniu.
Wiadomo,   że   całą   masę   różnych   umiejętności 
można nabyć jedynie poprzez praktykę. Jednak, 
jeżeli   ćwiczymy   coś   w   praktyce,   ale 
jednocześnie robimy coś innego, albo mamy na 
głowie inne sprawy, o których ciągle myślimy, to 
ćwiczenie   tej   naszej   umiejętności   będzie 
stanowić tylko tło dla jakichś spraw pobocznych. 
To z kolei negatywnie odbije się na efektywności 
całego   ćwiczenia.   To   jest   właśnie   brak 
koncentracji.
Wierzę,   że   każdy   z   nas   doświadczył   tego 
zjawiska,   kiedy   był   całkowicie   pochłonięty 
robieniem czegoś i zapominał o Bożym świecie. 
Wówczas   nie   zdawał   sobie   nawet   sprawy,   ile 
czasu   minęło   podczas   wykonywania   tej 
czynności.   Z   drugiej   strony   każdy   z   nas   miał 
sytuację, kiedy musiał zrobić coś ważnego i to 
szybko, ale nie był w stanie, bo ciągle myślał o 
czymś   innym,   a   więc   nie   mógł   się 
skoncentrować.
Informacje   o   tym,   czym   właściwie   jest 
koncentracja, co ona daje i jak ją osiągnąć, daje 
mój ebook. Przy czym podkreślam, że nie jest to 
tylko sucha teoria, ale podaję mnóstwo różnych 
ćwiczeń   pomagających   uzyskać   stan 
koncentracji wtedy, kiedy jest on potrzebny.

JG:   Rzeczywiście   w   każdym   Twoim   ebooku 
można znaleźć mnóstwo praktycznych ćwiczeń, 
które   pozwolą   -   przy   odrobinie   wytrwałości   - 
osiągnąć   dobre   rezultaty   w   przyswajaniu 
nowych   informacji   i   nowych   umiejętności. 
Jestem pewna, że rodzice - mając podstawową 
wiedzę   na   temat   funkcjonowania   naszego 
umysłu oraz znając różne metody zwiększania 
jego efektywności - podejdą do sprawy edukacji 
dzieci   bardziej   mądrze   i   świadomie.   Będą 
potrafili mu pomóc wtedy, gdy dziecko - siedząc 

od   dłuższego   czasu   nad   książką   -   powie: 
mamo/tato, nic mi nie wchodzi do głowy. A to się 
zdarza dość często.
Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

-- 
Paweł Sygnowski - autor ebooków edukacyjnych 

www.pawelsygnowski.info

 - Praktycznie 

wszystko
o właściwym użytkowaniu Twojego mózgu.
Jolanta Gajda - redaktorka serwisu 

SuperKid.pl

autorka ebooków z serii 

ABC Mądrego 

Rodzica

kontakt@superkid.pl

www.pawelsygnowski.info

Praktycznie wszystko o właściwym 

użytkowaniu Twojego mózgu

Szefie, muszę dostać podwyżkę, ja z tej pensji nie 
mogę wyżyć!
- Niech się Kowalski lepiej zastanowi, jak wyżyje bez 
tej pensji...

Do restauracji przychodzi dwoje dorosłych ludzi i 
zamawiają zupę pomidorową. Za 5 minut przychodzi 
kelner i podaje kapuśniak. Pani na to: to miała być 
pomidorowa, a pan przyniósł kapuśniak!!! 
- I to zupa i to zupa! Odpowiada kelner. Małżeństwo 
zamawia frytki i schabowego. Kelner podaje 
ziemniaki i mielonego. Oburzony pan zapytał się 
kelnera: dlaczego przyniósł nam pan nie to, co 
chcieliśmy? Na to kelner: I to kotlet i to ziemniaki. 
(...) Na koniec obiadu kelner podał rachunek. 
Zdenerwowana pani spytała kelnera: dlaczego tak 
drogo? A jej mąż nie czekając na odpowiedź, 
szepnął coś pani do ucha i zaczął wyciągać z 
kieszeni papier toaletowy, po czym podał go 
kelnerowi. Zdziwiony zapytał: czemu dał mi pan 
papier toaletowy? Na to pan: I TO PAPIER I TO 
PAPIER.

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

26

26

27

27

HUMOR

HUMOR

background image

Leszek   Czarnecki   w   2008r 
został

 

najbogatszym 

Polakiem,   i   jako   jeden   z 
trzech Polaków znajdował się 
na liście najbogatszych ludzi 
świata   magazynu   Forbes. 
Jest   twórcą   Europejskiego 
Funduszu   Leasingowego   i 
głównym   akcjonariuszem 
spółki Getin Holding.

Urodził   się   we   Wrocławiu   w 
1962.   Jest   doktorem   nauk 
Ekonomicznych

 

oraz 

absolwentem

 

Politechniki 

Wrocławskiej.
W   czasie   studiów   zaczął   współpracę   z 
Zakładem Usług Podwodnych. W 1986 założył 
Przedsiębiorstwo Hydrotechniki i Inżynierii TAN 
które   zajmowało   się   prowadzeniem   robót 
podwodnych.   Czarnecki   nie   tylko   zarządzał 
firmą   ale   też   wykonywał   prace   pod   wodą,   po 
pewnym czasie  stał się głównym  udziałowcem 
firmy. 

Mimo,   iż   spółka   przynosiła   dobre   zyski, 
postanowił   ją   sprzedać.   Gdy   zauważył   ile 
kosztuje   go   wynajęcie   samochodu   postanowił 
zająć   się   leasingiem.   W   1901r.   założył 
Europejski   Fundusz   Leasingowy.   Leasing   w 
Polsce   był   nowością   więc   Czarnecki   miał 

praktycznie   wolną   rękę   do 
działania.   Pierwszy   oddział 
umieścił na przedmieściach 
Głogowa, jednakże nikt tam 
nie   zaglądał   więc   trzeba 
było go zamknąć. Za drugim 
razem   spróbował   w 
Warszawie i to był strzał w 
dziesiątkę.   Firma   zaczęła 
się   szybko   rozwijać.   Na 
początku   wypożyczał   tylko 
samochody,   jednak   z 
czasem rozwinął działalność 
na

 

leasing

 

sprzętu 

biurowego i nieruchomości. 

W   2000r.   spółka   zadebiutowała   na   giełdzie 
Londyńskiej,   zyski   ze   sprzedaży   akcji 
przeznaczono na rozwój. Rok później Czarnecki 
sprzedał   EFL   francuskiemu   bankowi   Credit 
Agricole za ok 900mln zł, oraz objął 25 procent 
nowo   powstałej   spółki   Credit   Agricole   Polska. 
Jednak   po   pewnym   czasie   rozstał   się   z   tą 
spółką,   gdyż   nie   był   w   stanie   z   nią 
współpracować, został za to ukarany zakazem 
działalności leasingowej do 2004r. 

Sprzedał swoje udziały w CA i zaczął skupować 
akcje   Getin   Service   Provider,   spółkę,   która 
zajmowała   się   dotychczas   branżą   internetową. 
Leszek   Czarnecki   nie   chciał   się   zajmować 
usługami   internetowymi,   a   firmę   wykorzystał 

jako   platformę   do   budowy   grupy 
finansowej.

 

Dotychczasową 

działalność   internetową   przeniósł   do 
innej firmy, którą sprzedał pod koniec 
2004r za 400tys zł. Zaczął skupować 
akcje   innych   banków   i   firm.   W   tym 
samym   roku   podpisał   umowę   kupna 
przez   Getin   71,21   procent   akcji 
Górnośląskiego

 

Banku 

Gospodarczego,   który   później   został 
przekształcony w Getin Bank. W skład 
spółki   Getin   wchodzą   m.   in.   Getin 
Bank,   Noble   Bank   (utworzony   przez 
Czarneckiego   bank   dla   zamożnych 
klientów)   który   z   kolei   posiada   100 
procent   akcji   spółki   doradztwa 
finansowego Open Finance. 

W skład Getinu należy też 60 procent rosyjskiej 
firmy   leasingowej   Carcade   Rosja.   Sytuacja   w 
Rosji przypominała trochę tą w Polsce w latach 
90-tych,   czyli   nie   było   tam   praktycznie   firmy 
leasingowej.   Czarnecki   wiązał   z   nią   wielkie 
nadzieje,   jednak   brak   dostępu   do   kapitału   i 
odpowiedniej kadry sprawiły, iż ta inwestycja nie 
była udana. 

Zainwestował   w   Arkady   we   Wrocławiu   i   kupił 
najwyższy wrocławski wieżowiec Poltegor. Ma w 
planach   stworzyć   tam   wrocławską   wersję 
manhattanu   mającym   zostać   wrocławskim 
centrum biznesowym.

Leszek   Czarnecki   jest   obecnie   właścicielem 

51,25%   akcji   Getin   Holding   SA, 
79,48%   akcji   Towarzystwa 
Ubezpieczeniowego

 

Europa, 

spółki   deweloperskiej   LC   Corp 
SA,   oraz   banku   ukraińskiego 
Prikarpattya Bank.

Mimo   jego   wielkiej   i   szybkiej 
kariery, pozostał wierny swojemu 
hobby – nurkowaniu. Jest jednym 
z najlepszych polskich nurków, w 
2003r. zanurzył się na głębokość 
194m czyli głębiej niż jakikolwiek 
inny   Polak.   Nurkował   m.   in.   w 
Meksyku  na  półwyspie  Jukatan  i 
w   jaskiniach   przypominających 
szwajcarski ser, RPA w jaskiniach 
Boesmansgat.   Miał   również   w 
planach   polecieć   w   kosmos, 
jednak   jak   dotychczas   nie   udało 

mu się zrealizować tego marzenia. 

Jest   to   człowiek,   który   uważany   jest   za 
wizjonera, jego pomysły zwykle wyprzedzają o 
kilka kroków pomysły jego rywali. Bardo szybko 
podejmuje decyzje finansowe, nie musi podczas 
negocjacji   wspierać   się   sztabem   ekspertów, 
gdyż   znakomicie   się   na   tym   zna.   Potrafi   bez 
skrupułów   sprzedać   swoje   dzieło   i   zacząć 
tworzyć   nową   firmę   od   podstaw.   Na   a   jego 
przykładzie widzimy, że droga do bogactwa nie 
musi sie składać z wyrzeczeń, wręcz przeciwnie 
to właśnie ona umożliwia realizowanie marzeń, 
hobby   (specjalistyczny   sprzęt   do   nurkowania 
jest strasznie drogi).

Grzegorz Jeżewski

Achtungjez@poczta.fm

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

28

28

29

29

Leszek Czarnecki

Leszek Czarnecki

background image

Oriflame 

–   firma 

kosmetyczna   mająca 
już   przeszło   40   lat 
tradycji

 

doświadczenia

 

produkcji   i   sprzedaży 
naturalnych 
kosmetyków,   w   tym 
roku będzie obchodziła 
17-lecie

 

swojego 

istnienia   w   Polsce.   Z 
Firmą   aktualnie   współpracuje   prawie   2 
miliony   Konsultantów   na   całym   świecie, 
istnieje w 59 państwach. Z roku na rok notuje 
wzrost   sprzedaży   (w   Polsce   w   minionym 
roku   wyniósł   ponad   17%)   o   kilkanaście 
procent   wyższy   od   tempa   rozwoju   rynku 
kosmetycznego   (w   Polsce   rośnie   w   tempie 
ok. 3%), co świadczy o tym, iż coraz większa 
liczba osób staje się Klientami Oriflame. 

To   również   najlepszy   dowód   na   to,   że   warto 
właśnie teraz podjąć współpracę z Oriflame, bo 
jest   nie   tylko   godnym   zaufania   partnerem   w 
biznesie,   ale   przede   wszystkim   stwarza 
ogromne   szanse   rozwoju   i   daje   możliwość 
uzyskiwania godnych zarobków.
Dlaczego Oriflame?
Co sprawia, że nasze kosmetyki są wyjątkowe? 
Jakie możliwości oferujemy? 

Wszystko po kolei…
Albo od końca ;)

Osoby współpracujące z Oriflame mogą czerpać 
dochody z dwóch źródeł: 

pierwsze   z   nich   to   tzw.   „zysk 
natychmiastowy”,   czyli   minimum   30   % 
marży ze sprzedaży każdego produktu, 

drugi to budowa własnej sieci dystrybucji, 
czyli biznes w systemie MLM.

Sprzedaż   w   Oriflame   to   przede   wszystkim 
odkrywanie   potrzeb   i   rozbudzanie   pragnień 
Klientów.
  To   indywidualne   podejście   do 
każdego  z nich. Swoją  drogą, takim zasadami 
kierować   powinien   się   każdy   Sprzedawca, 

niezależnie od tego czy 
sprzedaje   kosmetyki, 
piece,   szafy   czy 
ubezpieczenia   na   życie 
albo

 

samochody. 

Sprzedaż   ma   być 
zawsze

 

transakcją 

wygrana   –   wygrana
czyli

 

przynoszącą 

obustronne   korzyści. 
Klient   zadowolony,   to 
dobry   Klient,   a   jeśli 

dodatkowo oprócz rozwiązania jego problemów, 
sprzedamy   mu   siebie   (tzn.   polubi   nas,   będzie 
mógł   na   nas   liczyć,   jak   na   prawdziwego 
przyjaciela, który zawsze chce dla niego dobrze) 
z   pewnością   będzie   wierny.   Jeffrey   J.Fox   w 
swojej   książce

 "Jak   zostać   mistrzem 

marketingu"  pisze,   że  Klient   robi   z   nami 
interesy   z   dwóch   powodów:
  po   pierwsze 
dlatego, że poprawiamy jego samopoczucie, po 
drugie   dlatego,   że   potrafimy   rozwiązać   jego 
problemy.   Jeśli   uda   nam   się   połączyć   obie 
składowe będziemy nie do pokonania. 

Oczywiście   niezwykle   istotnym   elementem 
sprzedaży   jest   odpowiednie   przygotowanie 
się.
  Po   pierwsze   każdy   Konsultant   powinien 
mieć stworzoną swoją listę znajomych, czyli spis 
osób, które kojarzy że istnieją i teoretycznie się 
myją.   Rodzina   (bliższa   i   dalsza),   przyjaciele, 
znajomi   ze   wszystkich   klas,   szkół,   kursów   i 
zajęć,   na   które   uczestniczyliśmy,   powinni 
znaleźć   się   na   takiej   liście   w   pierwszej 
kolejności.   Dalej   znajomi   rodziców,   naszych 
znajomych   (jak   to   mówią   „przyjaciele   moich 
przyjaciół są moimi przyjaciółmi” i „wróg mojego 
wroga jest moim przyjacielem”, więc należy na 
listę   wpisać   każdego,   kto   przychodzi   nam   do 
głowy), instruktorzy i nauczyciele, lekarze, panie 
ze   sklepów,   osoby,   które   obsługują   nas   w 
różnego rodzaju  instytucjach, to  wszystko nasi 
potencjalni   Klienci,   więc   grzechem   byłoby 
zapomnieć   o   ich   wpisaniu   na   listę   znajomych. 
Przy   tworzeniu   takiej   listy   bez   znaczenia   jest 
wiek, płeć, stopień zażyłości z drugą osobą, czy 
odległość   jaka   nas   dzieli.   Napiszę   to   jeszcze 
raz: do wpisania na listę znajomych nadaje się 
każdy!

Dopiero   po   stworzeniu   takiego   spisu, 
teoretycznie myjących się  ludzi, przystępujemy 
to   działania.   Najlepiej   z   każdą   z   tych   osób 
umówić   się   na   spotkanie,   na   którym   prócz 
katalogu zaprezentujemy kosmetyki. Warto przy 
tym pamiętać, że kobiety i mężczyźni różnią się 
od siebie sposobem podejmowania decyzji przy 
zakupie…  Mężczyźni   dokonując   zakupów 
kierują   się   głownie   potrzebami   logicznymi, 
takimi   jak:   wartość   użytkowa,   korzyść 
posiadania,   oszczędność,   komfort,   wpływ   na 
zdrowie. Kobiety natomiast w czasie zakupów 
chcą

  zaspokoić  

swoje

  potrzeby 

psychologiczne: 

radości,

 

szczęścia, 

satysfakcji,   prestiżu   („jestem   ważna   i 
osiągnęłam   sukces,   dlatego   to   kupuję), 
naśladowania   ludzi   sukcesu.   Na   dokonywanie 
zakupów ma również wpływ to, czy troszczymy 
się   o   kogoś   czy   nie   –   kobiety   kupują,   bo 
kochają, troszczą się o 
innych.   Z   natury   są 
ciekawe,   chcą   poznać 
coś

 

nowego, 

sprawdzić, 
przetestować   i   lubią 
zmiany,   dlatego   cenią 
sobie   różnorodność 
wyboru.  Prezentacja 
oferty

 

zawsze 

powinna

 

być 

dopasowana

 

do 

naszego rozmówcy.

Kolejny   krok   to 
przygotowanie   swojej 
osoby.   Jak   Cię   widzą   tak   Ci   zapłacą,   więc 
szczególnie   ważne   jest   wrażenie   jakie 
wywierasz na Kliencie, podczas pierwszych 20 
sekund   waszego   kontaktu.   To   od   tego   będzie 
zależał   sukces   Twojej   sprzedaży.   Dlatego 
zawsze   warto   zastanowić   się   co   ubrać   i   jak 
wyglądać,   by   przypadkiem   nie   zaprzepaścić 
sobie szansy na udaną transakcję. Oczywiście 
uśmiech na twarzy i pozytywne nastawienie to 
podstawa, ale ważne jest również to, co drzemie 
w naszej podświadomości, czyli wiara w firmę, 
produkt i siebie.

Jak   odkryć   potrzeby   Klienta?   W   niezwykle 
prosty   sposób…   należy   zadawać   właściwe 
pytania i co ważne, aktywnie słuchać. Tak, by 

nasz rozmówca czuł, że rozmawia z kimś, kto go 
rozumie i chce mu pomóc.

Jakie   najcenniejsze   rady   mogę   przekazać 
osobom,   które   są   Konsultantami   i   chcą 
zwiększyć   swoją   sprzedaż   oraz   tym,   którzy 
planują rozpocząć przygodę ze sprzedażą (nie 
tylko w Oriflame)?

1. Stwórz listę znajomych – czyli bazę min. 

100   osób   (na   początek   powinno 
wystarczyć) 

2. Wybierz 20 osób z listy i przygotuj pod ich 

kątem   ofertę   (dobierz   po   5   kosmetyków 
dla każdej, zastanów się w jaki sposób je 
przedstawić, jakie korzyści odniesie Twoja 
ciocia kupując właśnie TEN krem, właśnie 
od Ciebie…) 

3. Na spotkaniach słuchaj aktywnie, zadawaj 

pytania   otwarte   (czyli   takie,   na   które 

rozmówca

 

musi 

odpowiedzieć   używając 
nieco więcej słów niż tylko 
„tak” lub „nie”), by poznać 
jego potrzeby. 

4. Zawsze   sprawdzaj,   czy 

dobrze   rozumiesz,   co 
Klient   ma   na   myśli 
stosując   parafrazę   (np. 
„Czyli   rozumiem,   że   jest 
Pani zainteresowana…”) 

5. Podsumuj   rozmowę   z 

Klientem

 

i

 

zbierz 

zamówienie,   spytaj   „Co 
mogę dla Pani zamówić?”, 
„Na kiedy mam dostarczyć 
produkty?” 

6. Doceniaj   swojego   Klienta,   dbaj   o   niego. 

Składaj   życzenia   z   okazji   urodzin,   pytaj 
jak   rodzina,   dorzucaj   próbki   do 
zamówienia itp.

Zawsze pamiętaj, że nim Klient kupi od 

Ciebie, Ty musisz kupić Klienta.

Magdalena Bienia

Dyrektor Klubu Oriflame

magdalena.bienia@oriflame.biz

Moja strona

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

Pachnący biznes

Pachnący biznes

czyli s przedaż w Oriflam e...

czyli s przedaż w Oriflam e...

30

30

31

31

background image

  Ludzie   starając   się   przekazać   wiedzę,   od 
dawnych   czasów   przekazywali   ją   słownie, 
przez   co   przekaz   gubił   się   po   drodze. 
Piśmiennictwo   i   papier   utrwaliły   myśli 
ludzkie   na   wieki...   A   co   nam   przynosi   XXI 
wiek? To ewolucja papieru do różnych form 
elektronicznych. 

Lubię   czytać   książki   o   interesującej   mnie 
tematyce, myślę, że ty również. Mam na myśli 
normalne   książki   papierowe.   Ale   są   również 
książki   elektroniczne,   tzw.   e-booki   do   czytania 
na   ekranie   komputera   lub   za   pomocą   innego 
urządzenia   mogącego   wyświetlać   tekst   tzw. 
czytnika   e-booków,   np.   Sony   eBook   Reader, 
iRex iLiad Reader, Hanlin eBook Reader. 
Coraz   częściej   stosuje   się   w   nich   tzw. 
elektroniczny   papier,   o   właściwościach 
zbliżonych   do   tradycyjnego   papieru.   Pamięć 
takiego   „e-book   readera”   to   64   MB   z 
możliwością   jej   rozszerzenia   poprzez   karty 
pamięci   SD.   Wg   producenta   pozwala   to   na 
przechowywanie ok. 7500 stron tekstu czyli ok. 
20   książek   po   375   stron   każda.   Odpada   brak 
miejsca i bałagan na półce. 
Idealnie,   ale   jest   jedno   ale   -   cena.   Samo 
urządzenie   kosztuje   min.   1000   zł   +   ceny   e-
booków.
Logika   nakazuje,   aby   e-book   był   tańszy   od 
wersji papierowej, ponieważ nie trzeba wydawać 
pieniędzy na papier, druk, dystrybucję. Wg mnie 
e-book   powinien   kosztować   ok.   połowy   ceny 
wersji drukowanej. A jak jest w rzeczywistości? 
Niestety,   ceny   e-booków   dorównują 
niejednokrotnie   cenom   książek   papierowych.  
Ekstremalny   przykład   sytuacji,   że   e-book   jest 
droższy   od   wersji   papierowej   i   to   z   twarda 
okładką!   mamy   w   ebooks.com,   gdzie   książka 
elektroniczna  

The   Secret

  Rhondy   Byrne 

kosztuje   15,29   dolara,   a   wersja   papierowa   w 
amazon.com   14,37   dolara!   To   akurat   przykład 
amerykański,   ale   i   u   nas   sprawa   ma   się 
podobnie.

Za chwilę przykład. Przedtem jednak zadam ci 
pytanie,   którą   wersję   wybierzesz?   Na   99% 
domyślam się, że wybierzesz wersję papierową. 
Oto przykład  

ten e-book

  kosztuje 21,70 zł, a  

ta 

wersja papierowa

 22,91 zł. 

Różnica 1,21 zł. Ta sama zawartość. Przy czym 
do wersji drukowanej dołączona jest płyta DVD, 
a do e-booka nie!
Jeszcze   wystarczy   dodać,   że   przy   wersji 
papierowej,   wybierając   odbiór   w   salonie   w 
swoim mieście, nie ponosimy kosztów przesyłki. 
Dla   mnie   w   tej   sytuacji   wybór   jest   oczywisty. 
Wybrałem   wersję   papierową   i   jestem   z   tego 
zadowolony.

Gdyby ten e-book kosztował 9,90  zł, kupiłbym 
wersję   elektroniczną,   gdyż   zapłaciłbym   mniej, 
miałbym   zaoszczędzone   pieniądze.   Jednak   co 
zrobić,   kiedy   nie   ma   wersji   drukowanej,   a 
książka jest wydana tylko w formie e-booka i to 
jeszcze   w   dość   sporej   cenie?   Ja   w   tym 
momencie wyrażam swój głos tak jak podczas 
głosowania w wyborach do Sejmu. Tak i tutaj - 
wybieram. Jeśli produkt zawiera to, czego klient 
oczekuje, ale posiada zbyt dużą cenę, to jako 
klient   -   wybieram   tańszy   produkt.   Dlatego 
szukam książki papierowej o podobnej tematyce 
w lepszej cenie. 

Osobiście   preferuję   wersje   papierowe,   bo 
wygodniej mi się czyta niż z ekranu. Jeśli jednak 
za   kilka   lat   w   takim   tempie   będą   się   rozwijać 
przenośne   czytniki   książek   elektronicznych   i 
technika   pójdzie   do   przodu   tak   szybko   jak   w 
przypadku przenośnych 

odtwarzaczy mp3

, gdzie 

jeszcze 10 lat temu pierwszy odtwarzacz miał 64 
MB pojemności i kosztował ok. 1000 zł, a dziś 
wersja 1GB kosztuje ponad 10 razy mniej - to i 
ja   sobie   takiego   sprawię.   Obecnie   czytam 
książki papierowe oraz słucham książek w wersji 
audio   na   przenośnym   odtwarzaczu   mp3,   co   i 
tobie polecam - to duża oszczędność czasu, np. 
możesz słuchać książki, stojąc w długiej kolejce 
lub jadąc samochodem. 

Jeśli   wolisz   prasę   i   książki   w   formie 
elektronicznej lub w wersji audio to zapraszam 
do 

tej księgarni

. 

Krzysztof Rutkowski

k.rutkowski@millionaire.pl

aktywa.blogspot.com

 

 
…czyli o nauce języków

Iloma językami mówisz, tyle razy jesteś 
człowiekiem
 (J.W. Goethe)

Czy   uczysz   się   języków   z   głęboko 
humanistycznych   powodów,   o   których   mawiał 
Goethe,   czy   też   znajomość   języków   jest   Ci 
konieczna   w   biznesie   czy   podróżach,   ważne, 
żebyś uczył się w najbardziej efektywny sposób.
Metod usprawnienia nauki języka jest mnóstwo. 
W tym artykule opowiem Ci o jednej z nich. 
Czy   zauważyłeś,   że   w   czasie   ostatnich 
kilkunastu   lat   mamy   do   czynienia   z   epidemią 
dysleksji, dysgrafii i innych dys- wśród dzieci w 
wieku szkolnym? Kiedyś w podstawówkach nie 
było   dzieci   z   tymi   przypadłościami.   Zakładam 
oczywiście,   że   pedagodzy   i   psycholodzy 
uczciwie   diagnozują   to   schorzenie,   a   nie   po 
prostu   zwalniają   uczniów   z   obowiązku   nauki 
prawidłowego   pisania   i   czytania.   Więc   może 
moda?
Obserwując znajome dzieci, zauważam pewną 
zależność: one bardzo rzadko piszą i czytają.
Oglądają   dużo   telewizji,   grają   w   gry 
komputerowe. Nauczyciele nie zadają im pisania 
wypracowań. 
Nie piszą listów, tylko e-maile. Ich dłoń straciła 
kontakt z długopisem (piórem) i papierem. Nie 
wykorzystują   pamięci   kinestetycznej   i   nie 
uaktywniają tej części mózgu, która odpowiada 
za   odbiór   i   przetwarzanie   bodźców   zmysłu 
dotyku. „Dłoń pamięta” - to zdanie utkwiło mi w 
pamięci po zajęciach z kinezjologii edukacyjnej. 
Dłoń człowieka XXI wieku coraz mniej pamięta 
jak się pisze.
W zasadzie, kogo to obchodzi? Czy stanie się 
coś złego, jeżeli przyszłe pokolenia będą pisać 
góra   przez   „u”?   Może   oprócz   dyskomfortu 
estetycznego   u   niektórych,   katastrofa   się   nie 
stanie. Mnie też by to nie obchodziło, ale wiem 
jak to fatalnie wpływa na naukę języków obcych. 
Uważam, że zastosowanie jak największej liczby 
zmysłów   podczas   uczenia   się   języka 
zwielokrotnia efekty. To dlatego ci, którzy uczą 
się   np.   słówek   z   programów   komputerowych, 
osiągają często gorsze wyniki niż Ci, którzy uczą 
się z pomocą książki, zeszytu, kasety czy płyty?

Wielozmysłowe   uczenie   się   (MSL   -   Multi 
Sensory   Learning)   to   oddzielny   temat.   Teraz 
napiszę,   jak   możesz   sprawić,   żeby   nauka 
słówek   z   karteczek   (fiszek)   była   znacznie 
bardziej efektywna niż dotychczas.

Dla tych, którzy jeszcze nie uczyli się z fiszek, 
szybka   definicja   takowej:   jest   to   karteczka, 
najlepiej mała sztywna tekturowa, na której na 
jednej stronie jest napisane słówko lub zwrot w 
języku ojczystym, a na drugiej w języku obcym. 

Jest   to   świetna   metoda   uzupełniająca   do 
różnych kursów językowych. W takim zestawie 
najlepiej   działa.   Po   przerobieniu   danej   części 
kursu, uczeń może nosić ze sobą w teczce czy 
torebce zestaw fiszek ze słówkami i zwrotami z 
tej części materiału.

Uważam,   że   najlepsze   fiszki   to   takie,   które 
zrobisz   sam.   Jest   to   łatwiejsze   niż   myślisz:   w 
sklepach   papierniczych   są   dostępne   zestawy 
tekturowych karteczek. Na jednej stronie takiej 
karteczki   napisz   słowo   w   języku   obcym,   na 
drugiej (najlepiej innym kolorem) to samo słowo 
w   języku   polskim.   Aby   nauka   była   jeszcze 
bardziej   efektywna,   dodaj   zdania   z   nowym 
słowem, z jakimi łączy się przyimkami, itp. Mniej 
pracochłonną   metodą   jest   korzystanie   z 
dostępnych   na   rynku   gotowych   fiszek.   Obok 
wydrukowanego słowa w języku obcym napisz 
to samo słowo własną ręką i charakterem pisma. 
Pamiętaj, że ręka pamięta!

Masz   swój   komentarz   do   artykułu?   Napisz   do 
mnie na 

martyna@soffa.pl

 

Martyna Jacenko, z wykształcenia finansista i 
konsultant   biznesowy.   W   szkole   najgorsze 
stopnie dostawała z muzyki i języka rosyjskiego, 
co   dawało   raczej   małe   szanse   na   zostanie 
poliglotą. Obecnie włada biegle trzema językami 
obcymi.   Uważa,   że   każdy   może   się   nauczyć 
języka   obcego,   a   kluczem   do   sukcesu   jest 
wewnętrzna   motywacja   i   umiejętne 
wykorzystanie   możliwości   swojego   umysłu. 
Prowadzi   serwis   internetowy  

www.soffa.pl 

poświęcony nauce języków obcych. 

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

M yś l przelana na papier i nie tylko...

M yś l przelana na papier i nie tylko...

Dlaczeg o karteczki są lepsze od prog ramów komputerowych?

Dlaczeg o karteczki są lepsze od prog ramów komputerowych?

32

32

33

33

background image

Należy   zacząć   od   rzeczy 
podstawowej   –   pomysłu   na 
biznes,   który   ma   szanse   na 
powodzenie. Nasza działalność 
nie   może   być   jedną   spośród 
wielu   tego   rodzaju   usług. 
Trzeba   zwrócić   uwagę   na 
konkurencję, która będąc lepiej 
rozwinięta   od   naszej   ledwo 
powstałej   firmy   nie   pozwoli 
nam się przebić. Dlatego trzeba 
dobrze

 

przeanalizować 

miejscowy   rynek   pomyśleć   o 
działalności   dopasowującej   się 
do potrzeb nabywców.

Jednym   ze   sposobów   analizy 
przedsiębiorstwa   i   otoczenia   jest   biznesplan. 
Pozwala on opisać swój pomysł na działalność, 
sprawdza   jej   realność,   mocne   i   słabe   strony 
przedsięwzięcia,   pomaga   kontrolować   firmę   w 
trakcie   jej   realizacji   i   działania.   Jest   również 
podstawą przy wystąpieniu o kredyt. Biznesplan 
powinien zawierać m.in. następujące elementy:

streszczenie;   zarys   planowanego 
przedsięwzięcia, 

opis   celów;   elementy,   które   zamierza 
osiągnąć przedsiębiorca, 

opis   usługi/produktu;   charakterystyka 
produktu   lub   świadczonej   usługi,   w   jaki 
sposób   produkt/usługa   będzie   się 
wyróżniać   na   rynku,   innowacyjność, 
elementy   wpływające   na   wyjątkowość 
przedsięwzięcia, 

charakterystyka   rynku; 
charakterystyka 
potencjalnych   klientów, 
opis

 

konkurencji, 

przewaga 
konkurencyjna, 

organizacja   firmy   i 
zarządzanie;   struktura 
firmy,   zatrudnienie, 
komunikacja, 

analiza SWOT; mocne i 
słabe

 

strony 

przedsięwzięcia, 
szanse i zagrożenia, 

przewidywane   efekty 
ekonomiczne; 
określenie 

spodziewanych   zysków   w   określonym 
przedziale czasowym.

Format   biznesplanu   może   się   różnic   w 
zależności od tego, dla jakiego typu inwestora 
jest   przygotowany.   Dobrze   przygotowany 
biznesplan to połowa sukcesu.

Po   okresie   długotrwałego   planowania   można 
przystąpić do uruchomienia własnej działalności. 
Wiąże się to z koniecznością odwiedzenia kilku 
instytucji. Procedura zakładania działalności jest 
różna   w   zależności   od   typu   działalności. 
Generalnie   można   wyróżni   następujące   kroki 
podczas zakładania firmy:

1. Rejestracja   działalności   gospodarczej: 

następuje   poprzez   wpis   do   ewidencji 
działalności   gospodarczej   lub   rejestrację 
w   Krajowym   Rejestrze   Sądowym   –   w 
zależności   od   formy   organizacyjnej 
zakładanego

 

przedsiębiorstwa. 

Działalność

  indywidualną

  należy 

zarejestrować w urzędzie gminy zgodnie z 
miejscem   naszego   zamieszkania.   Po   14 
dniach organ ewidencyjny wyda decyzję o 
wpisie do ewidencji. W przypadku spółki 
cywilnej   każdy   ze   wspólników   rejestruje 
się   osobno   w   swoim   urzędzie   gminy. 
Natomiast   rejestracji   spółki   handlowej 
dokonuje   się   w   sądzie   rejestrowym 
poprzez   złożenie   pisemnego   wniosku   o 

wpis   do   Krajowego   Rejestru   Sądowego. 
Na   decyzję   podobnie   jak   w   wypadku 
działalności indywidualnej otrzymuje się w 
przeciągu   14   dni   od   daty   złożenia 
wniosku. 

2. Rejestracja w systemie REGON: dokonuje 

się   jej   w   wojewódzkim   urzędzie 
statystycznym   wg   miejsca   zamieszkania 
przedsiębiorcy.   Po   rejestracji   firma 
otrzymuje   numer   REGON,   którym 
przedsiębiorca   posługuje   się   podczas 
prowadzenia działalności. 

3. Wyrobienie   pieczątki:   musi   się   na   niej 

znajdować   przynajmniej   pełna   nazwa 
firmy, siedziba firmy i nr REGON. 

4. Otwieranie   rachunku   bankowego:   można 

go otworzyć w dowolnym banku. 

5. Rejestracja   działalności   gospodarczej   w 

urzędzie

 

skarbowym:

 

każdy 

przedsiębiorca   otwierający   działalność 
gospodarczą   zobowiązany   jest   do 

zgłoszenia tego w ciągu 7 dni do 
urzędu   skarbowego.   Zgłoszenie 
do   US   jest   związane   z 
obowiązkiem

 

odprowadzania 

podatków.   Rejestrując   się 
otrzymujemy   NIP   (Numer 
Identyfikacji

 

Podatkowej). 

Jednocześnie

 

dokonujemy 

rejestracji   zakresie   podatku   od 
towarów   i   usług   oraz   podatku 
akcyzowego.   W   zależności   od 
rozmiarów   rocznych   przychodów 
możemy ubiegać się o zwolnienie 
z płacenia podatku VAT. 

6. Zgłoszenie obowiązku w zakresie 

ubezpieczeń:

 

każdy 

przedsiębiorca   ma   obowiązek   w 
ciągu   7   dni   przekazać   do   ZUS 
informacje

 

dotyczące 

odprowadzanych   miesięcznych 
składek.   Obecnie   podstawa 
stawki   wynosi   30%   minimalnego 
wynagrodzenia (ok. 260zł). 

7. Zgłoszenia do organów kontroli: w 

zależności   od   typu   i   potrzeb 
działalności   niekiedy   trzeba   ją 
zgłosi   do   wyspecjalizowanych 
instytucji, które będą sprawowały 
nadzór   nad   bezpieczeństwem 
działalności.

Jak   widać   zakładanie   firmy   wymaga 
odwiedzenia

 

wielu

 

instytucji, 

wypełnienia   wielu   wniosków.   Jednak   wbrew 
pozorom   czynności  te  nie   są  skomplikowane  i 
pozwolą

 

nawet

 

niedoświadczonym 

przedsiębiorcom   je   wykonać.   Procedury 
zakładania   działalności   gospodarczej   wciąż 
ulegają   uproszczeniu,   co   bez   wątpienia   działa 
na korzyść młodych przedsiębiorców.

Mateusz Smoter

m.smoter@millionaire.pl

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

Włas ny biznes ,

Włas ny biznes ,

 

 

czyli jak założyć włas ną firmę

czyli jak założyć włas ną firmę

34

34

35

35

background image

W   jednym   z   poprzednich 
artykułów   pisałem,   że 
warto   oszczędzać   i 
inwestować   w   fundusze 
akcyjne,   aby   po   20-stu 
kilku   latach   być   wolnym 
finansowo.   Zakładałem 
wtedy   stały   12%   zysk   z 
inwestycji ale rzadko kiedy 
zdarza   się   taka   sytuacja. 
Giełda ma to do siebie, ze 
charakteryzuje

 

się 

okresami   wzrostu   (rynek 
byka,   hossa)   i   okresami 
spadków

 

(rynek 

niedźwiedzia,

 

bessa). 

Podam   2   przykłady,   ile 
zainwestowane   1000   zł   w 
różnych   okresach   dało 
zysku. Obliczenia oparte na 
zwrotach   indeksu   WIG   w 
danym okresie.

1. Jeśli   zainwestowalibyśmy   1000   zł   na 

początku   1994   roku   na   GPW   i   wyszli   z 
inwestycji   pod   koniec   2002   roku   to 
mielibyśmy   na   koncie   1200   zł,   czyli 
zarobilibyśmy jedynie ok. 20%! Przez 9 lat 
tylko   20%   zysku   -   mniej   niż   z   lokat 
bankowych w tamtym okresie!
Jest to typowy przykład bessy na giełdzie. 
Nie   byłaby   to   zbyt   dobra   inwestycja   - 

rzekłbym,   że   byłaby   to   zła   inwestycja, 
gdyż   więcej   zarobilibyśmy   z   lokat.   Ktoś 
mógłby się przez to zniechęcić do giełdy i 
przestać inwestować, a to poważny błąd. 
Spójrzmy na poniższy przykład.

2. Jeśli   zainwestowalibyśmy   1000   zł   na 

początku   2003   roku   (lub   po   prostu 
kontynuowali   naszą   inwestycję   z 
przykładu 1) i wyszli z inwestycji czerwcu 
2007, to z 1000 zł zrobiłoby się ok. 4400 

zł,   czyli   3,4   razy   więcej   niż 
zainwestowaliśmy   i   to   w   czasie   o 
połowę   krótszym   niż   w   pierwszym 
przykładzie! Jest to typowy przykład 
hossy na giełdzie. 

Co z tych 2 przykładów wynika?
Dwie ważne sprawy, kiedy wejść i kiedy 
wyjść   z   inwestycji   (przy   czym   wg   mnie 
wyjście   z   inwestycji   jest   ważniejsze   od 
wejścia).   Wejść   w   inwestycje   można 
prawie w każdym momencie, ale powinno 
się   wchodzić,   gdy   akcje   są   w   „dołku” 
(dołek   nie   znaczy   dno   -   dno   jest   to 
najniższy   poziom   ceny   akcji   w   całej   jej 
historii).
Przeanalizuję to na przykładzie jednego z 

funduszy   akcyjnych   - 
Arka akcji.
Gdybyśmy

 

kupili 

udziały   w   tym 
funduszu   1.12.1999 
roku,   to   wg   wyceny 
były   one   warte   10   zł 
(tyle   co   w   momencie 
debiutu   w   kwietniu 
1998   roku).   Czyli 
weszliśmy

 

inwestycję i teraz jest 
pytanie, kiedy z niej wyjść? Ja sugeruję, 
aby   obserwować   notowania   i   założyć 
sobie   taki   limit   (próg   wyjścia),   że   kiedy 
notowanie udziału spadnie o 10 % poniżej 
najwyższej   wartości,   to   wychodzimy   z 
inwestycji.   Kiedy   wzrasta   wartość 
jednostki, to za każdym razem podnosimy 
poziom,   od   którego   liczymy   minus   10%. 
Ale kiedy wartość jednostki spada, to nie 
zmniejszamy   poziomu,   tylko   bierzemy 
poziom najwyższy, jaki wystąpił. 
Próg wyjścia jest wartością, którą można 
przesuwać. Może to być np. 15%, zależy 
to od tego, czy notowania mają dużą czy 
małą   zmienność.   Przy   małej   zmienności 
lepszy jest poziom  10%, przy większych 
wahaniach - 15% lub nawet 20%. 
Przejdźmy   teraz   do   rzeczywistych 
notowań   historycznych   funduszu   Arka 
akcji.

Data

wartość max poz. wyjścia (max - 10%)

01.12.1999

10

-

-

03.01.2000

11,9

11,9

10,7

01.02.2000

12,7

12,7

11,43

01.03.2000

13,8

13,8

12,42

27.03.2000

14,5

14,5

13,05 - najwyższy poziom 

od startu

03.04.2000

13,8

14,5

13,05

14.04.2000 13,37 14,5

13,05

17.04.2000 12,73 14,5 

13,05 - wyjście z 

inwestycji, gdyż wartość 

bieżąca jest mniejsza od 

poz. wyjścia (12,73<13,05)

Zysk   ok.   20%   (po   odjęciu 
podatku)   w   niecałe   pół 
roku.
Oczywiście najlepiej byłoby 
wyjść   z   inwestycji   w   dniu 
27.03.2000r.,   gdy   kurs   był 
najwyższy,   niestety   wtedy 
nie było wiadomo, czy kurs 
w   następnych   dniach   się 
zwiększy   czy   spadnie,   a 
tak   ta   metoda   dobrze 
zastosowana   chroni   przed 

dużymi stratami.
A co działo się dalej? Aż do sierpnia 2003 roku 
wartość   jednostki   nie   przebiła   poziomu   14,   a 
najniższa   wartość   jednostki   wyniosła   9,35   w 
październiku   2002   roku   (najlepszy   czas   na 
pierwsze/ponowne wejście w tę inwestycję).

Nie   poddawaj   się   emocjom,   nie   myśl   czy 
sprzedać   czy   jeszcze   przetrzymać,   bo   może 
wzrośnie.   Chodzi   tu   o   tzw.   psychologię 
inwestora.
Używaj   systemu,   aby   liczby   automatycznie 
powiedziały ci, czy już czas wyjść z inwestycji 
czy jeszcze nie. Musisz tylko sam ustalić próg 
wyjścia: czy będzie to 10% czy 20%. To zależy 
jak zmienna jest twoja inwestycja. 

O innych metodach bezpiecznego inwestowania 
możesz przeczytać w tej książce.

Krzysztof Rutkowski

k.rutkowski@millionaire.pl

aktywa.blogspot.com

 

 

Millionaire Magazine

 4

/2008

Millionaire Magazine

 4

/2008

Wyjście z inwestycji giełdowej

Wyjście z inwestycji giełdowej

36

36

37

37


Document Outline