background image

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

1

nr 6/2008

Spółki i ich rodzaje

magazine

www.millionaire.pl

NOWY

DZIAŁ!

Milionerzy nie palą

„Kostka biała” a praca twórcza : -)

czyli… o warsztacie, jak tworzyć teksty i organizować sobie pracę

Po prostu działaj  

wywiad z Tomkiem Urbanem

WYWIAD

background image

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

2

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

3

Jak widać, w ostatnim czasie zaszły kolosalne 

zmiany, powstała nowa szata graficzna, którą 

wykonała Magdalena Cyrczak (

www.cyrczak.com

). 

Dostałem od Was mnóstwo e-maili, w których 

pisaliście do mnie swoje opinie na temat nowego 

numeru. Bardzo się cieszę, że już tak wiele osób 

nas czyta, jest to dla nas znak, by zwiększyć 

częstotliwość pojawiania się kolejnych numerów 

Millionaire Magazine. Nasza załoga staje się coraz 

bardziej liczna, są już z nami właściciele firm, 

studenci, trenerzy NLP. Wszystko zmierza w dobrym 

kierunku, koło zamachowe nie przestaje się obracać, 

a wręcz przeciwnie – przyspiesza. 

To już rok, odkąd ukazuje się Millionaire Magazine. 

Na przestrzeni czasu można zauważyć, jak kształtuje 

się redakcja i jak zmierza ku perfekcji. Jest to 

wszystko zasługą wspaniałych ludzi, którzy z nami 

współpracują. A w tym numerze ukazuje się kolejny 

kurs Pawła Sygnowskiego, artykuł o „Kostce Białej” 

Grażyny Dobromilskiej (a co to jest „Kostka Biała”, 

dowiesz się po lekturze artykułu), a także artykuł 

„Milionerzy nie palą” oraz wiele innych.

Jak w każdym numerze, zachęcam do współpracy 

z nami. Naprawdę warto. Jeśli piszesz ciekawe 

artykuły, nie chowaj ich do szuflady, pokaż je innym. 

Millionaire Magazine to Twoja szansa. Odezwij się 

do mnie, a ustalimy warunki publikacji. Zapraszam 

także ludzi, którzy chcą się zareklamować na łamach 

czasopisma. Poznaj korzyści, jakie osiągniesz dzięki 

reklamie w Millionaire Magazine.

Życzę udanej lektury!

Adrian Florek

www.tanidom.blogspot.com 

Od Redakcji

Witaj, drogi Czytelniku, to już kolejna odsłona  
Millionaire Magazine.

Nasza redakcja

MAGDALENA CYRCZAK

PRofEsjoNALNE PRojEKtowANiE GRAfiCZNE

wEbDEsiGN, PoLiGRAfiA, iDENtYfiKCjA wiZ-

uALNA 

Redaktor Naczelny

Adrian Florek 

a.florek@millionaire.pl

Redakcja

Dariusz Dryjski

Daniel Janik 

daniel.janik@interia.pl

Grażyna Dobromilska 

madgraf@madgraf.eu

Jolanta Gajda 

kontakt@superkid.pl

Jarosław Sławek

Kasia Pabianek

Magdalena Bienia 

magdalena.bienia@oriflame.biz

Adrian Florek 

a.florek@millionaire.pl

Kinga Balter 

www.allen-carr.pl 

Magdalena Strzechminska 

Strzechmińska@gmail.com

Paweł Sygnowski 

p.sygnowski@list.pl

Tomasz Rezner 

t.rezner@millionaire.pl

Szczepan Zmarzliński

 www.robiebiznes.pl

Projekt graficzny, okładka i skład

Magdalena Cyrczak 

magda@cyrczak.com; www.cyrczak.com

Projektowanie graficzne i skład 

materiałów reklamowych i informacyjnych

  

- wizytówek, papieru firmowego, plakatów, ulotek, teczek, katalogów, reklam etc, 

profesjonalne opracowywanie elementów graficznych 

Identyfikacji Wizualnej firmy

 (Corporate Identity):  

logo, kolory firmowe, oraz zasady ich wykorzystywania w celach marketingowych,

projektowanie graficzne 

serwisów www

, banerów, buttonów, mailingów.

PROFESJONALNE PROJEKTOWANIE GRAFICZNE

www.cyrczak.com

Serdecznie zapraszam do współpracy!

www.cyrczak.com

Prenumerata

Millionaire Magazine to e-gazeta rozpowszechniana 

drogą elektroniczną za pomocą poczty e-mail. 

Zapisując się na prenumeratę zyskujesz to, że 

każdy numer z momentem ukazania się trafia 

od razu do Ciebie. Aby zostać prenumeratorem, 

wystarczy zapisać się na listę, podając imię, 

nazwisko i oczywiście adres e-mail.

Ponadto za zapisanie się dostaniesz:

Nagranie z wystąpieniem Kamila Cebulskiego

“Jak zmiana światopoglądu doprowadziła do

sukcesu” z konferencji Myśleć Jak Milionerzy.

magda@cyrczak.com

Spis treści

4

Spółka cywilna

Adrian Florek

5

Co nas powstrzymuje?

Daniel Janik

6

Poszukiwanie rozwiązań

  

Jarosław Sławek

7

Poprawna pisownia

 

Grażyna Dobromilska 

8

józef Koral

Kasia Pabianek

9

Dlaczego dwoje znaczy lepiej niż jeden

 

Magdalena Strzechminska

10

Po prostu działaj.  

Wywiad z Tomkiem Urbanem

 

Jola Gajda

13

Plusy i minusy bycia bogatym

  

Szczepan Zmarzliński

14

Błędne przekonania

  

Jarosław Sławek

15

Dobry wzór

  

Jarosław Sławek

15

Postawy szybkiego czytania cz.2

  

Paweł Sygnowski

16

Milionerzy nie palą

Kinga Balter

18

Strefa komfortu

  

Tomasz Rezner

20

Fotografia i Grafika...

 

Grażyna Dobromilska 

22

“Kostka biała” a praca twórcza

 

Grażyna Dobromilska 

25

Zbędne rzeczy

  

Dariusz Dryjski 

25

Z obiektywem na obozie wakacyjnym

Kasia Dobromilska

magazine

www.millionaire.pl

background image

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

4

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

5

Adrian Florek

W tym numerze wezmę pod lupę spółkę cywilną 

(s.c.). Jest to spółka, która powstaje w drodze 

umowy zawieranej między wspólnikami. Wspólnicy 

zobowiązani są do osiągnięcia wspólnego celu 

gospodarczego. W skład majątku spółki cywilnej 

wchodzą wkłady wniesione przez poszczególnych 

wspólników w postaci kapitału  lub majątku 

trwałego. Spółka cywilna nie posiada osobowości 

prawnej. Wspólnicy odpowiadają za zobowiązania 

spółki majątkiem spółki, a także majątkiem 

indywidualnym. W związku z tym, iż spółka cywilna 

nie posiada osobowości prawnej, nie posiada 

ona własnego mienia, co doprowadza do tego, 

że nabywane prawa i zaciągane zobowiązania 

wchodzą w skład majątku wspólników. Wspólnicy, 

a nie spółka, prowadzą przedsiębiorstwo, które 

trzeba zarejestrować w Ewidencji Działalności 

Gospodarczej w Urzędzie Gminy lub Miasta (wtedy, 

gdy prowadzona jest działalność zarobkowa). Istotą 

spółki cywilnej jest stałość jej składu osobowego, 

wobec czego wspólnik nie może rozporządzać 

udziałem w majątku wspólnym ani w jego 

składnikach, utrudnione jest także wystąpienie ze 

spółki.

Umowa między wspólnikami powinna zawierać:

Nagłówek, a w nim datę zawarcia umowy, 

1. 

miejsce zawarcia umowy, numer, serię dowodów 

osobistych osób wchodzących w skład spółki 

oraz NIP.

Cel działania spółki (np. dostarczanie wody 

2. 

dla mieszkańców wsi). Gdy celem spółki jest 

prowadzenie działalności nie zarobkowej, to 

wspólnicy są zobowiązani jedynie do rejestracji 

spółki w Urzędzie Statystycznym i Urzędzie 

Skarbowym jako podatnik VAT. Wspólnicy nie 

prowadzą działalności gospodarczej, nie muszą  

dokonywać rejestracji w Ewidencji Działalności 

Gospodarczej.

Nazwę spółki np. Robman s.c. Jan Kowalski Piotr 

3. 

Nowozamorka.

Siedzibę i miejsce działania (nazwa 

4. 

miejscowości, w której będzie działać spółka, 

adres).

Okresu trwania umowy (czas określony lub 

5. 

nieokreślony).

Przedmiot działalności gospodarczej według 

6. 

PKD, czyli kod PKD i opis przedmiotu.

Wkłady (np. pieniężne, rzeczowe).

7. 

Podział zysków i strat (np. zyski: Jan Kowalski 

8. 

50 %; Piotr Nowozamorka 50 %, straty: Jan 

Kowalski 50%; Piotr Nowozamorka 50 %).

Kto reprezentuje spółkę, np. „Każdy wspólnik 

9. 

ma prawo i obowiązek reprezentować spółkę 

samodzielnie w sprawach z zakresu zwykłego 

zarządu. W tych też sprawach wspólnik ma 

prawo i obowiązek prowadzenia samodzielnie 

spraw spółki.”

Informacje o sposobie wystąpienia ze spółki, np. 

10. 

„Każdy wspólnik może wystąpić ze spółki, ale z 

trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia”.

Informacje o sposobie rozwiązania spółki.

11. 

Postanowienia na wypadek śmierci jednego ze 

12. 

wspólników.

Informacje na temat wkładów wniesionych do 

13. 

spółki po rozwiązaniu spółki cywilnej.

Postanowienia końcowe.

14. 

Spółka cywilna

Począwszy od tego numeru zacznę publikować 
cykl artykułów o spółkach i ich rodzajach. Pewnie 
zastanawiasz się, drogi Czytelniku, dlaczego 
taka tematyka. Otóż przy zakładaniu działalności 
musisz określić formę prawno-organizacyjną 
przedsiębiorstwa (wyróżniamy przedsiębiorstwa 
indywidualne, spółki, spółdzielnie oraz 
przedsiębiorstwa państwowe).

Ten niewidzialny bandaż utrzymuje nasze myśli na 

negatywnych falach, zabija ducha walki i sprawia, 

że „cierpimy” na przeciętność.

Ten niewidzialny bandaż opasa każdego z nas. Nikt 

nie jest od niego wolny... 

Jedni potrafią go przezwyciężyć a inni stoją w 

miejscu.

Ten niewidzialny bandaż nazywamy STRACHEM. 

Ten potwór zniszczył wiele naszych nadziei i 

pragnień. Ukryty strach, obawy, poczucie winy 

czy wstyd zasiane w naszych umysłach skutecznie 

powstrzymują nas przed rozwijaniem naszego 

potencjału.

Życie w strachu to nie życie, to egzystowanie.

Takie życie odbiera nam radość, szczęście i piękno.

Ogranicza nasze możliwości, uniemożliwia 

rozwinięcie darów otrzymanych od Boga, 

zaprzepaszcza nasze talenty.

Jest jednak coś pozytywnego w tym wszystkim...

Strach jest czymś wyuczonym. Jest czymś, co 

otrzymaliśmy od naszych rodzin, znajomych czy ze 

szkoły. A skoro jest to zachowanie wyuczone, można 

się go oduczyć. Można coś z tym zrobić.

Pierwszym krokiem jest świadomość. Musisz 

wiedzieć, skąd się ten strach bierze. Na jakiej 

podstawie go odczuwasz? Nie da się wygrać 

z wrogiem, którego nie potrafimy określić. 

Przeanalizuj swoje myśli i znajdź prawdziwe źródło 

strachu.

Drugi krok to wiara. Wiara w siebie, swoje 

możliwości, talenty. Musimy zrozumieć, że każdy z 

nas ma wiele do zaoferowania, że każdy z nas jest 

bezcenny.

Jeszcze kilka lat temu byłem chorobliwie nieśmiały. 

I choć z tym walczyłem, to skutki były marne. 

Dopiero gdy sobie dokładnie uświadomiłem, czego 

tak naprawdę się boję w kontaktach z innymi 

(głównie z dziewczynami ;-)), mogłem coś z tym 

zrobić. Bałem się odrzucenia, ponieważ sądziłem, 

że jeśli ktoś nie będzie chciał ze mną rozmawiać, 

będzie to oznaczało, że jestem mało wartościowym 

człowiekiem. Dopiero, gdy zrozumiałem, czego 

najbardziej się boję, mogłem zacząć tak naprawdę 

nad sobą pracować!

Czy wiesz, że każdy z nas ma w sobie ukryty skarb?

Czy wiesz, że każdy z nas posiada zdolności, których 

nie ma nikt inny na świecie?

Każdy z nas jest unikalny i jedyny w swoim rodzaju. 

Nigdy wcześniej ani nigdy później nie będzie drugiej 

takiej osoby jak Ty!

Oczekuj najlepszego od siebie! Zacznij uwalniać 

swoją wielkość.

Wielkość to nie pieniądze, lecz robienie tego, do 

czego zostaliśmy stworzeni. Dzielenie się tym z 

innymi i uwielbianie tego.

Masz świetlaną przyszłość przed sobą. Uwierz w 

siebie. Działaj. Pokonaj strach, bo jest on tylko 

wytworem Twojej wyobraźni. 

Weź sobie do serca słowa Marka Twaina:

„Jestem starym człowiekiem i zdaję sobie sprawę 

z olbrzymiej ilości możliwych problemów, ale 

większość z nich nigdy mi się nie przytrafiła.”

Powodzenia! 

PS. Nigdy nie dowiesz się, czy się uda, jeśli nie 

spróbujesz! 

Co nas powstrzymuje?

Wielu z nas było trzymanych przez niego na uwięzi 
przez wiele lat. Niektórzy nawet nie uczynili nic 
przez całe życie, żeby się od niego uwolnić...
Ten niewidzialny bandaż niszczy nasze marze-
nia, odsuwa nas od realizacji celów, często 
powstrzymując przed jakimkolwiek działaniem.

Daniel Janik

daniel.janik [małpa] interia.pl

http://www.boox24.pl

background image

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

6

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

7

Oczywiście, istnieje tzw. korektor. 

Ale, raz, są korektorzy, którzy mają stawkę 

podstawową + wynagrodzenie za ilość błędów. 

BTW, nie unikniesz współpracy z korektorem, 

ponieważ żaden wydawca nie odważy się wydać 

książki bez korekty. I ty też. 

Tekst z błędami źle się czyta. Błędy nadszarpują 

reputację, „markę”.

Dwa, piszesz wiele tekstów „na szybko”, artykuł do 

prasy, tekst na stronę www,na bloga, komentarz, nie 

ma czasu na korektora. 

A i nie ma zwyczaju oddawać wszystkiego 

do przejrzenia przed publikacją. 

Opowiem ci więc w serii krótkich „wpisów” o 

typowych błędach, ale wyłącznie w poprawnym 

użyciu wyrazu. I jak ja widzę twoje uzasadnienie dla 

tych błędów :-) Żeby ci nie mieszać. Mamy pamięć 

wzrokową, zgubne dla ciebie mogłyby okazać się 

moje porady z wytykaniem rzeczywistych błędów... 

Znajdziesz te wpisy na moim blogu we wspólnej 

kategorii “Porady językowe”.

Oto porcja na dzisiaj:

pośrodku - wydaje ci się, że jak jest “środek”, to 

pisze się z odstępem, no bo to “w” jakimś “środku”
co najmniej - to może piszesz poprawnie
co miesiąc – to proste
comiesięczny - wydaje się, że to też coś 

zdarzającego się każdego miesiąca, więc też 

powinno być oddzielnie z “co”, a jednak nie – co 

prawda z tym to i ja mam kłopot i notorycznie 

upewniam się w internetowym słowniku PWN
coroczny - analogicznie
codzienny, codziennie - j.w.
ale… 

na co dzień - popatrz, jak to trzeba uważać

stąd - a to to już typowe, jak jest “z lasu”, “z 

pola”, to dlaczego by nie “z” jakiegoś  “tąd” :-) tu 

jeszcze ci wskakuje typowo “z” zamiast “s”
po prostu - może nie oczywiste, uzasadnione, 

dlaczego piszesz inaczej, ale typowym błędem jest 

pisanie tego razem
w ogóle - jak wyżej, typowa okazja do popełniania 

błędów
znad (czegoś), np. znad morza - jak jest takie 

miłe znane słówko “nad morzem”, to dlaczego by 

nie napisać coś w rodzaju “z brzegu”, osobno :-) 

słownik PWN
nietrudno (np. zdobyć) - a wydawałoby się, że 

“nie” jest “trudno” zdobyć, więc osobno :-)
gdzieniegdzie -  też bym się może myliła, gdybym 

nie pamiętała, bo jak pisze się “to tu to tam” :-)
wskutek - typowo myślisz, że jest “skutek””i on coś 

powoduje, to osobno :-)
na skutek - popatrz, to samo znaczy, a pisze się 

osobno, dziwny jest ten język polski :-)
brzemienny w skutki - popatrz, też osobno :-)

Pozdrawiam cię serdecznie, Grażyna

PS. Intuicyjnie idealna korekta i cierpliwość w 

sprawdzaniu wątpliwości w Poradni Językowej PWN 

lub słowniku PWN on-line pozwoliła mi na odważne 

sformułowanie 100% Wiecznej Gwarancji Satysfakcji 

na korektę, o czym możesz poczytać w zakładce 

bloga www.blog.madgraf.eu. 

Poprawna pisownia,

Dostrzegam wiele błędów ortograficznych i gramaty-
cznych w tekstach, w których robię korektę, także na 
stronach www, w ofertach itp. Bardzo łatwo możesz 
nauczyć się ich unikać.

a wydaje ci się oczywiste, że to ty dobrze napisałeś :-) czyli... kilka porad z ortografii zawsze się przyda

Grażyna Dobromilska

madgraf@madgraf.eu   www.madgraf.eu

www.blog.madgraf.eu 

Jarosław Sławek

www.sposobymotywacji.webpark.pl/motywowanie.html

Poszukiwanie rozwiązań

Kto zna cel, może zdecydować
 - kto zdecyduje, odnajdzie spokój.
Kto odnajdzie spokój, ma pewność
 - kto ma pewność, może się zastanawiać.
Kto się zastanawia, może ulepszać.

Konfucjusz

Życiowe klęski powodują poczucie zagubienia  

i bezradności. Łatwo wtedy mysleć o niesprawiedliwości 

świata, narzekać i użalać się nad sobą albo konstruować 

te wszystkie teorie spiskowe. Potrzebujemy wtedy 

odrobiny czasu (daj czas czasowi), zadbania o siebie, 

by się zebrać do kupy, przemyśleć przyczyny zaistniałej 

sytuacji, przyjrzeć się, co nam zostało,  

a co bezpowrotnie przepadło... i po dokonaniu takiego 

remanentu ponownie, ale powoli, krok po kroku, 

powrócić do normalności. Tkwienie w przeszłości 

i rozpamiętywanie jej nie prowadzi do niczego 

konstruktywnego. Rola ofiary nie jest nam przypisana  

do końca dni naszych, chyba, że tak zdecydujemy, ale 

to nasza własna wola. Dążenie do szczęścia,  

ku duchowemu uzdrowieniu zaistniałej sytuacji, 

prowadzi przez kilka prostych pytań:

 - co jest teraz moim celem?

 - w czym tkwi mój potencjał?

 - jakie zasoby mogę dla siebie wykorzystać?

 - jakie drogi są dla mnie otwarte?

 - na co muszę zwrócić uwagę podczas realizacji 

zamierzeń?

 - jaki pierwszy krok muszę zrobić, by osiągnąć swój cel?

 - jakie inne kroki z tego wynikną?

Rozpoczynamy w ten sposób nowy etap. Oznacza to 

odejście od tego, co było, i skoncentrowanie się na tym, 

co będzie. Mamy całe dziś, by budować lepsze jutro. 

Trzeba więc przemyśleć, co pomoże wyjść z kryzysu, co 

już posiadamy pomocnego i gdzie możemy zwrócić się 

po pomoc i wsparcie, w brakach. Lepiej koncentrować 

się na tym, co wyprowadzi nas z kryzysu, niż na tym, co 

utrudniało naszą sytuację i co jeszcze nas wstrzymuje. 

Zorientowani na rozwiązanie kierujemy się kilkoma 

cechami charakteru, np.:

 - optymizm, który ma największe znaczenie dla 

postępowania zorientowanego na znalezienie 

rozwiązania, świadomość, że kryzysy są ograniczone 

w czasie i zawsze przemijają, że przeszkody można 

pokonać, przywraca pewność siebie

 - umiejętność wyznaczania celów, która daje większe 

szanse, żeby je osiągnąć; głębsza refleksja zawsze 

wzmacnia świadomośc celu, a jego wyrazistość 

znacząco zwielokrotni nasze możliwości,

 - radzenie sobie ze stresem, który wyolbrzymia 

trudności; ci, którzy sobie z nim nie radzą, tracą 

panowanie nad sytuacją, czują się nią przygnieceni, 

dlatego musimy nauczyć się rozpoznawać jego 

pierwsze oznaki, 

http://trzyobawy.webpark.

pl/radzenie_sobie_ze_stresem.html

 opanować 

strategię pokonywania stresu</a> i opanować go na 

tyle, by stał się naszym pożytecznym narzędziem 

motywującym, a nie dołującą skazą charakteru, itp.

Stres stale towarzyszy współczesnemu człowiekowi. 

Często nie jest skutkiem kryzysu, lecz go wywołuje. 

Z nagromadzenia codziennych błahostek powstaje 

góra wyimaginowanego problemu i w ten sposób sami 

prowadzimy do kryzysu. Już świadoma decyzja, by 

smutek i zmartwienia, w swoim czasie, pozostawić za 

sobą i odmienić własną sytuację, dodaje nowych sił.

Decydujący wpływ na przyszły przebieg wydarzeń 

leży w naszej mocy.

Abc

background image

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

8

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

9

W 85-tysięcznym Nowym Sączu działalność 

gospodarczą prowadzi niemal 9 tys. podmiotów 

gospodarczych, spośród których Józef Koral wyłania się 

jako lider. Ten przedsiębiorczy sądeczanin rozpoczynał 

swoje przedsięwzięcie w roku 1979, kiedy to wraz 

z bratem Marianem Koralem otworzył niewielką 

cukiernię w Nowym Sączu. Dochód z niej Koralowie 

zainwestowali w budowę zakładów w Nowym Sączu, 

Limanowej oraz Rzeszowie, zaś na przestrzeni 

lat firma przekształciła się z małego zakładu 

rzemieślniczego w największego w Polsce producenta 

lodów, który dziś posiada około 30% polskiego rynku.
 
Na dzień dzisiejszy przedsiębiorstwo Koral to trzy 

zakłady, w sezonie zatrudniające ponad 2 500 osób. 

Produkuje ono ponad 50 asortymentów lodów, każdy 

o kilku smakach. Do najbardziej znanych produktów 

firmy Koral należą lody o takich nazwach, jak Grand, 

Rożek czy Goliat, by wymienić tylko kilka. Sprzedaż 

produktów odbywa się na terenie całej Polski, tak 

poprzez własną sieć dystrybucji, jak i poprzez sieć 

hurtowni. Polityka sprzedaży kreowana przez firmę 

pozwoliła osiągnąć udział ilościowy w rynku lodów 

impulsowych na poziomie aż 35,54%, co sprawia, 

że Koral jest niekwestionowanym liderem na rynku 

krajowym. Koral zadbał, by przedsiębiorstwo posiadało 

zatwierdzony przez Lloyd’s Reqister Quality Assurance 

System Zarządzania Jakością Przedsiębiorstwa 

ISO9001-2000, jak również System HACCP.
 
Ważnym momentem w dziejach firmy było 

niewątpliwie wejście Polski do Unii Europejskiej, 

który to fakt Koral stara się w pełni wykorzystać. 

Jako cel obrał on sobie umocnienie pozycji na rynku 

krajowym oraz poszerzenie rynków zbytu o kraje 

Wspólnoty, takie jak Niemcy, Czechy, Słowacja, Węgry 

czy Wielka Brytania. Ponadto firma dąży do ciągłego 

zwiększania sprzedaży produkowanych wyrobów oraz 

szukania coraz to nowszych rynków w Europie i na 

świecie. Cele te realizowane są poprzez dostosowanie 

polityki asortymentowo-cenowej do potrzeb danego 

rynku, dalszą rozbudowę sieci dystrybucyjnej oraz 

szeroką kampanię reklamową. W roku 2006 Koral 

zdecydował się na kampanię reklamową realizowaną 

za pomocą m.in. billboardów, prasy i telewizyjnych 

spotów reklamowych. W reklamach telewizyjnych 

wykorzystano wizerunek Majki Jeżowskiej oraz dwóch 

raperów. Decyzja o takim, a nie innym wyborze, 

została podjęta ze względu na ogromną popularność 

jaką cieszy się Majka Jeżowska wśród dzieci oraz 

rosnącym zainteresowaniem muzyką hip-hopową wśród 

młodzieży.
 
Pomimo iż kampania w tamtym sezonie kierowana 

była głównie do dzieci i młodzieży, marka stworzona 

przez Korala postrzegana jest wśród konsumentów 

różnych grup wiekowych jako produkt wysokiej 

jakości w dostępnej cenie. Owa cena produktów 

Korala również odgrywa kluczową rolę, to dzięki niej 

firma pokonała konkurentów i na rynku lokalnym 

wyprzedziła lodowych gigantów, jak Nestle, Scholler 

czy Algida. W ostatnim sezonie twarzami Korala zostali 

Daniel Olbrychski i Doda, którzy występują w spotach 

telewizyjnym emitowanych nie tylko w Polsce,  

ale i za granicą kraju.

Koral wciąż dba o rozwój firmy, nieustannie 

wprowadzając nowe produkty, które ożywiają rynek, 

nawet pomimo faktu, że konsumenci częściej sięgają 

po produkty tradycyjne, dobrze im znane. Możliwości 

wprowadzania innowacji jest wiele, począwszy od 

fantazyjnych kształtów opakowań, na wyszukanych 

smakach kończąc. Dwa lata temu firma odnotowała 480 

mln złotych przychodu, a sam Józef Koral z 2007 roku 

zajął 24. pozycję na liście stu najbogatszych Polaków 

tygodnika „Wprost” z majątkiem 1 100 mln zł; rok 

wcześniej ufundował pomnik Jana Pawła II, odsłonięty 

podczas obchodów dni papieskich w Nowym Sączu.
 
Firma Koral została poprowadzona od niewielkiej 

cukierni do progów Europy, gdzie planuje dużą 

ekspansję; jej tajemnica tkwi w proponowaniu 

popularnych, dobrych lodów dostosowanych do 

potrzeb i kieszeni Polaków. Józef Koral wraz  

z bratem są dowodem, że dobry biznes 

robią ci, którzy wiedzą, czego chcą  

i dążą do realizacji swoich celów, 

rozumiejąc potrzeby tych, którym 

oferują swoje usługi.

Józef Koral

Józef Koral - przedsiębiorczy góral, który pokonał całą 
drogę od właściciela małej cukierni do czołowego 
producenta lodów w Polsce. Jego zmysł inwestorski 
i wytrwałość zapewniły mu pozycję lidera na polskim 
rynku oraz 24. miejsce na liście stu najbogatszych 
Polaków tygodnika „Wprost” w 2007 roku.

Kasia Pabianek

Magdalena Strzechmińska

Strzechmińska@gmail.com

Innowacja i kreatywność jako podstawa powodzenia współczesnego biznesu

Dlaczego dwoje znaczy lepiej niż jeden

Pomimo jednak, że wszyscy mówią o potrzebie 

kreatywności, tylko niewielu potrafi wypracować 

w zespole kulturę innowacji, która powoduje, że 

przekłada się ona na efektywne działanie firmy. Aby 

móc skutecznie posługiwać się i zarządzać procesem 

innowacji, niezbędna jest bowiem inspiracja. 

Inspiracja liczy się w każdej dziedzinie życia, 

niezależnie, czy będzie to nauka, technika, sztuka czy 

biznes. Możemy jej szukać w Internecie, rozmowach 

z kontrahentami i znajomymi oraz w mechanizmach 

życia codziennego. Niemniej jednak nasze szanse na 

odkrycie czegoś nowego rosną dopiero wówczas, kiedy 

zdecydujemy się zejść z udeptanej ścieżki. Wynika to 

z faktu, że tylko w nieznanych sytuacjach jesteśmy 

bardziej skłonni do zadawania pytania „Dlaczego”, 

a ono właśnie może skutecznie doprowadzić nas do 

innowacyjności. 

Powszechnie uważa się, że tylko jednostki potrafią być 

prawdziwie twórcze. Jednak zgodnie z filozofią Toma 

Kelle’go, przedstawioną w książce „Sztuka Innowacji”, 

„Wszyscy mamy w sobie swą twórczą stronę, która 

może rozkwitnąć w sprzyjającej kulturze firmy. 

Kulturze, która wspiera podejmowanie ryzyka i szalone 

idee oraz toleruje zdarzające się od czasu do czasu 

niepowodzenia”. 
Mając na uwadze powyższe stwierdzenie, warto 

zastanowić się nad kwestią, dlaczego w dobie 

powszechnej świadomości potrzeby kreatywności w 

biznesie, nieliczne tylko firmy potrafią rozbudzić w 

sobie prawdziwy potencjał innowacyjności. 

Jeden z powodów takiego stanu rzeczy może stanowić 

wiara w mit samotnego geniusza, która skutecznie 

krzyżuje wysiłki firmy zmierzającej w kierunku 

większej innowacji i kreatywności. Prawdziwe serce 

innowacji stanowi bowiem praca zespołowa. 
Nie chodzi tu jednak o stateczne grupy stanowiące 

twory ukształtowane dla potrzeb realizacji zadań 

danego działu. Mowa tu o grupach, które dążą do 

osiągnięcie określonego celu. Grupach utworzonych 

na potrzebę i okres realizacji danego zadania, które 

charakteryzują się osobowością oraz pasją, dającą 

silne poczucie identyfikacji namierzonego celu. 

Bazując na tej wiedzy, wiele firm tworzy wspaniałe 

zespoły. Zespoły ludzi charakteryzujących się 

kompetencją, kwalifikacjami oraz ugruntowaną 

pozycją w hierarchii. Zespoły ekspertów oraz 

specjalistów, które, niestety, niejednokrotnie 

sprawiają, że innowacja grzęźnie w snobizmie 

eksperckiego status quo. 
Aby więc unikać tego typu niepowodzeń, ważne 

jest prawidłowe zestawienie zespołu, który zajmie 

się realizacją danego przedsięwzięcia. Obok 

umiejętności, niezwykle ważną rolę odgrywa tu 

osobowość współpracowników oraz dynamika zespołu. 

Inspirację dla zespołu stanowi jego różnorodność. 

Dlatego podejmując nowe przedsięwzięcia, nie 

można bać się zapraszania zupełnie różnych osób 

do realizacji danego zadania. Takie odpowiednie 

przemieszczanie ludzi służy nie tylko umacnianiu 

kontaktów i więzi w firmie, ale doprowadza także 

do sytuacji, w której pomimo braku odpowiedniego 

wykształcenia, może pojawić się wiedza niezbędna 

dla powodzenia innowacji. 

Innowacja zaczyna się od zespołów. Zespoły jednak 

opierają się na jednostkach. Tylko w momencie, 

w którym dokładnie rozejrzymy się po organizacji, 

mamy szanse znaleźć w niej mnóstwo nadzwyczajnych 

ludzi. Dajmy im szansę, dopasujmy do projektów, 

rzućmy wyzwanie i pozwólmy, aby ten twórczy geniusz 

wykiełkował. Pamiętajmy przy tym, że najważniejsze 

jest niewidoczne dla oczu i kiedy talent nie znajduje 

dla siebie miejsca, w którym mógłby rozkwitać, 

odrywa się na ogół, podążając w jakimś nowym 

kierunku.

Kompetencja, skuteczna strategia oraz zdolność do 
ciągłego doskonalenia się to atrybuty niezbędne 
firmom, które chcą przetrwać i odnieść sukces 
we współczesnym biznesie. Gwałtowne zmiany 
wynikające z rewolucji technicznej, stale obecne w 
otoczeniu biznesu, powodują bowiem, że tylko ciągła 
zdolność do wypracowywania i wprowadzania wszel-
kiego typu innowacji i udoskonaleń może zapewnić 
firmie utrzymanie i umocnienie jej pozycji na rynku. 
Powoduje to, że innowacja postrzegana jest coraz 
częściej jako niezbędny i centralny element strategii 
firmy oraz jej inicjatyw. 

background image

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

10

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

11

Tomku, jesteś jedną z najbardziej znanych osób 

wśród uczestników programów partnerskich. Jak 

właściwie zaczęła się Twoja przygoda z PP?

Gdy byłem na studiach, mama - w czasie jednej z 

naszych rozmów - uświadomiła mi, że po zakończeniu 

studiów nie ma zamiaru mnie utrzymywać (raczej 

normalna kolej rzeczy). Wcześniej zbytnio się tym nie 

przejmowałem, zawsze myślałem, że jakoś to będzie, 

no a swoją drogą, przecież zawsze mogę nie dożyć 

;-) Zacząłem się jednak rozglądać, zastanawiać, co 

mogę ze sobą zrobić. Gdzieś przeczytałem, że aby 

dostać pracę, trzeba napisać CV i dobrze mieć przy 

nim różne załączniki...  Zacząłem więc chodzić na 

konferencje, zainteresowałem się członkostwem 

w kołach naukowych i stowarzyszeniach. Tak minął 

rok i nadeszły wakacje. Do CV mogłem już dopisać 

sporo, dopisałem więc, ale jeszcze brakowało mi 

jakiejkolwiek praktyki. Zapukałem więc do jednej 

z niewielkich firm z pytaniem, czy mogę jakiś czas 

tam pochodzić i pomóc co nie co, w zamian za 

zaświadczenie. Na początku nie było sprzeciwu. 

Po dwóch tygodniach sprzeciw się pojawił, ale nie 

w firmie, lecz.... we mnie. Kilka rzeczy mi nie 

pasowało. No i impas.

Przypomniałem sobie wtedy historyjkę opowiedzianą 

na jednym ze szkoleń z przedsiębiorczości, w którym 

uczestniczyłem. Prowadzący mówił, że jeśli jest się 

w takiej sytuacji, najpierw trzeba określić swoje 

zasoby. W historyjce bohater stwierdził, że skoro ma 

poloneza, może założyć jakąś firmę, która będzie 

coś tam dowozić. Ja tymczasem nawet poloneza nie 

miałem... Miałem jednak stary komputer, z dostępem 

do Internetu  (u rodziców), wyżywienie, dostęp do 

biblioteki uczelnianej, jakieś 300 zł, czas i kilku ludzi 

na uczelni, którzy jeszcze przynajmniej przez dwa 

lata mieli ochotę mnie czegoś nauczyć. Usiadłem 

więc przy tym i... tak się zaczęło.

Jakimś cudem trafiłem wtedy na coś takiego 

jak programy partnerskie. Wyszło co wyszło - z 

dostępnymi zasobami i darmowym kursem HTML 

w Internecie ruszyłem z moją pierwszą stroną 

internetową przeznaczoną na zarabianie. Wcześniej 

już coś w Internecie robiłem, ale tylko w ramach 

zabawy - były to stronki dla wirtualnego państwa 

sarmacja.org. Tematem nowej strony był e-biznes (a 

to tylko dlatego, że akurat taką domenę znalazłem 

wolną -http://ebiznes.org.pl). Rzecz jasna nie 

miałem o e-biznesie najmniejszego pojęcia, lecz 

nie przeszkodziło mi to, by za kilka miesięcy, przy 

pomocy dostępnych mi zasobów, mieć o nim pojęcie 

znacznie większe.

Zasoby, o których wspominasz - komputer  

z dostępem do Internetu czy dostęp do biblioteki - 

ma dziś praktycznie każdy. Czy uczestnictwo w PP to 

rzeczywiście zajęcie dla każdego chętnego? Czy te 

zasoby wystarczą? Co pomaga, a co przeszkadza w 

tym, by być skutecznym partnerem?

Dobre pytanie... ostatnio przywlokłem do mieszkania 

mojej narzeczonej starą zniszczoną szafę. Gdy 

ją zobaczyła, usłyszałem od niej jedno słowo - 

„tragedia”. Dwa dni minęły, zrobiłem z  tym zasobem 

co trzeba  i jest to teraz chyba najładniejszy mebel, 

jaki ma w mieszkaniu. W sklepach tak pięknej szafy 

ze świecą szukać. Zasoby nie sztuka posiadać, sztuka 

je umiejętnie wykorzystać, sztuka widzieć w nich to 

coś, co można z nich stworzyć. Biblioteki stoją pełne 

książek... ale dla większości te książki, które tam są, 

to „tragedia”.

Słyszałaś zapewne historyjkę o tym, że ktoś wygrał 

w totka, przez chwilę był milionerem, ale później 

wydał prawie wszystko w bardzo krótkim czasie i 

znowu był biedny? Wszystko dlatego, ze nie umiał 

wykorzystać zasobu, który posiadał. Ja nauczyłem 

się wykorzystywać większość z tego, co do mnie 

przychodzi, jako zasoby. Co prawda wygrana w 

totka do mnie jeszcze nie przyszła...  ale przychodzi 

wiele innych zasobów. Przykładowo: idę do kościoła, 

usłyszę fajne zdanie w kazaniu, wracam do domu, 

wykorzystuje je. Idę z psem na spacer, zobaczę 

zieloną trawę, wracam do domu, zaraz mi jakaś myśl 

z nią związana przyjdzie do głowy i wykorzystuję ją. 

Ktoś do mnie dziwnego maila napisał - wykorzystuję 

go, rozmawiam z kimś - zaraz potem wykorzystuję 

tę rozmowę, znajdę jakąś ulotkę - zaraz ją 

PO PROSTU DZIAŁAJ

wywiad z Tomkiem Urbanem, rozmawia: Jolanta Gajda

Jolanta Gajda

kontakt@superkid.pl

wykorzystam, ten wywiad też zapewne jeszcze gdzieś 

wykorzystam :) Stałem się w pewnym sensie takim 

małym rzemieślnikiem, który przerabia to, co do 

mnie przychodzi, na coś, co innym ludziom też się 

może spodobać, a przy okazji zarabiam na życie.

Czy te zasoby wystarczą, by być skutecznym 

partnerem? To wszystko zależy od tego, ile chcesz 

zarobić. Żeby być milionerem - nie wiem... Ale żeby 

żyć w miarę spokojnie z tego, co do mnie wokoło 

przychodzi, jak widać, wystarcza.

A czy uczestnictwo w PP to zajęcie dla każdego 

chętnego? Każde zajęcie jest dla każdego chętnego, 

pod warunkiem, że wraz z chęciami idzie jakieś 

działanie.

Wielu nowych partnerów, przystępując do programu, 

spodziewa się od razu

wysokich dochodów. Tworzą jakąś stronę, wstawiają 

parę reklam i... czekają.

Piotr, mój znajomy, prowadzi biznes w sieci... 

Wymyślił sobie jednak pewnego dnia inny biznes 

i tak z ciekawości założył fikcyjną stronkę firmy, 

czekając na jakieś zamówienia - pytania dotyczące 

prezentowanej usługi. Tak sobie dla sprawdzenia, czy 

będzie jakiś popyt.

Tak właśnie należy traktować każdą stronkę, jaką 

się zrobi - jako testowanie, czy będzie popyt. Koszt 

zrobienia nowej stronki w Internecie, dla kogoś, kto 

już poradził sobie z tą pierwszą, jest znikomy i trzeba 

to wykorzystać. Nie znam innego typu działalności, 

gdzie pomysły można w tak szybki sposób 

wprowadzać w życie i sprawdzać, czy działają.

Mówisz - tworzą jakąś stronę, wstawiają parę 

reklam i... czekają. Zamień w tym zdaniu słowo 

„czekają” na „zajmują się dalej tworzeniem”, a 

będzie wszystko jak ma być. Z tego, co wiem, to Ty 

też robisz właśnie tak jak ja - tworzysz dalej zamiast 

czekać, tracąc nadzieję. Zamiast czekać na jakieś 

wymierne zyski ze swojego ebooka, stworzyłaś stronę 

internetową, następnie zamiast czekać na jakieś 

wymierne zyski ze strony internetowej, napisałaś 

kolejnego ebooka, teraz np. zamiast czekać - piszesz 

artykuł itd. Jesteś konsekwentna w działaniu. Chodzi 

tylko o to, by nie było tego bezczynnego czekania, bo 

właśnie z niego rodzi się zwątpienie :)

Z samego czekania nie ma żadnych dodatkowych 

wartości... a przecież można

tworzyć dalej, zapominając o tym, że gdzieś tam 

przy okazji się na coś czeka. Potem tylko pojawiają 

się różne niespodzianki w postaci prowizji z tego czy 

z tamtego :)

Rzeczywiście - aktywność i działanie to słowa 

klucze w każdej branży, nie tylko w PP. A u Ciebie 

ta aktywność jest bardzo widoczna. Masz mnóstwo 

własnych projektów: serwis o e-biznesie (http://

ebiznes.org.pl/), dla chcących rozwinąć własną 

kreatywność (http://kreatywnosc.witryna.org/), 

prowadzisz blog dla partnerów (Tomek w Krainie 

Partnerów), jesteś również opiekunem partnerów 

w ramach Pierwszej Polskiej Sieci Partnerskiej 

ProPartner.pl. A to przecież tylko niektóre przykłady. 

Jak na to wszystko znajdujesz czas i siły?

Jak na to wszystko znajduję czas i siły? - zamiast 

nad tym rozważać, zwyczajnie robię. A tak na 

serio, to odpowiedź na to pytanie zawiera się już 

w poprzedniej odpowiedzi. Ludziom się wydaje, że 

to zajmuje sporo czasu, bo... gdybym robił jeden 

serwis i tracił czas, upiększając go, ciągle czekał 

na efekty... też bym nie zdołał się z tym wszystkim 

uporać. Ja robię jedną rzecz, potem drugą, 

następnie trzecią, potem sprawdzam, czy pierwsza 

rzecz zadziałała (czy coś mi się udało zarobić, 

osiągnąć), a jak zadziałała, można ją ulepszyć - 

zrobić coś więcej. Jak nie zadziałała,  robię coś 

innego... Internet jest o tyle fajny, że daje takie 

możliwości.

Poza tym, jest jeszcze jeden mały sekret - który 

tak jakoś wyszedł. Zauważ, że te wszystkie rzeczy, 

które wymieniłaś, choć na zewnątrz wyglądają na nie 

związane ze sobą, dla mnie tworzą jedną całość:

- ebiznes.org.pl - tutaj się rozwijam z ebiznesu.

- kreatywnosc.witryna.org - tu się rozwijam we 

wszystkich dziedzinach.

W międzyczasie gdzieś wykorzystuję to, czego się 

nauczyłem.

- pp.ministrona.pl i ProPartner.pl - tu opisuję swoje 

doświadczenia.

Ogólnie rzecz biorąc – nauczyłem się, że jak się za 

coś chwytam, to zawsze to w jakiś sposób łączę z 

tym, co już robiłem - traktuję to całościowo.

To by było na tyle o znajdywaniu czasu... jeszcze 

coś o znajdywaniu siły. Tutaj mam jeden wniosek... 

Dopóki traktuję to jako zabawę, to mam siłę - po 

prostu robię swoje. Natomiast gdy siadam z myślą, 

że muszę coś zrobić, to nagle nie mam siły... Ale 

tym, skąd ja czerpię siłę, radzę się nie sugerować, 

bo myślę, że w tym względzie każdy inaczej 

funkcjonuje.

background image

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

12

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

13

Tak duża aktywność z Twojej strony, próbowanie 

różnych rozwiązań, testowanie, wykorzystywanie 

przeróżnych pomysłów – to sprawiło, że masz 

teraz olbrzymie doświadczenie. Na własnej skórze 

przekonałeś się, co działa, a co nie. Ale jeszcze 

bardziej niezwykłe jest to, że chcesz i potrafisz 

się swoją wiedzą dzielić. Twój ebook „Programy 

partnerskie w praktyce” i blog partnerski na www.

pp.ministrona.pl to kopalnia wiedzy – i to nie tylko 

dla zupełnie początkujących w tej dziedzinie. Nie 

obawiasz się konkurencji?

Rozważałem kiedyś tę sprawę z finansowego punktu 

widzenia... bo zauważyłem, niestety, że większość 

ludzi kopiuje rozwiązania „jak leci” - czego się w 

sumie nie spodziewałem. Zdarzało mi się znaleźć 

nawet kilka kopii moich tekstów, a nawet całych 

stronek - rzecz jasna bez jakichkolwiek wzmianek 

o autorze. No i tak w sumie rzecz biorąc, z moich 

prostolinijnych, w głowie wyliczonych wniosków 

wynikło, że mógłbym trochę więcej zarabiać, gdybym 

się niczym nie podzielił. Ale jest też pozytywna 

strona tego aspektu - mam co robić, no i coraz 

większa ilość osób dzięki mnie przekonuje się, że 

można na Internecie zarobić :)

A musisz wiedzieć, że - wbrew pozorom – jestem 

leniwy. Gdy zarabiam tyle, że starcza mi na jako 

takie utrzymanie - nie mam większej motywacji 

do kolejnych zarobków, nie mam potrzeby bycia 

milionerem - chcę jedynie od życia czasem trochę 

spokoju. Pomyśl więc, gdybym siedział z założonymi 

rękoma, zarabiając na swoich starych pomysłach, 

wkrótce bym mógł się pozbyć swoich dochodów - 

przecież Internet się wciąż rozwija, a ja bym

pozostał w tyle. Dlatego więc traktuję to zarabianie 

jako grę – los niestety chciał, że pozostali gracze 

zostali na jakiś czas w tyle... Pomagam więc im mnie 

trochę dogonić, bym miał z kim grać.

Ciekawe podejście do sprawy :) Swoją drogą szkoda, 

że Internet, który oferuje tyle możliwości rozwijania 

własnej kreatywności, służy także do przywłaszczania 

sobie bezprawnie cudzych projektów... 

Wracając do programów partnerskich – jesteś 

uczestnikiem bardzo wielu z nich, a gdy powstaje 

jakiś nowy, też dowiadujesz się o nim jako jeden z 

pierwszych. Masz więc porównanie różnych rozwiązań 

systemowych, różnego poziomu skuteczności czy nawet 

uczciwości firm, które poprzez ten system promują 

swoje produkty czy usługi. Jak oceniasz istniejące w 

Polsce systemy partnerskie? Jesteś zadowolony z jakości 

ich funkcjonowania? Coś byś poprawił?

Wyobraź sobie sytuację: jest przedsiębiorca, 

otworzył nowy sklep internetowy. Ma on w zasadzie 3 

rodzaje różnych form promocji do wyboru. Pierwsza 

to pozycjonowanie, druga to wykup reklamy w 

jakimś serwisie, trzecia to program partnerski. 

Pozycjonując musi liczyć się z tym, że jakiejś firmie 

będzie płacić określoną kwotę - w miarę możliwość 

za wyniki, wraz z wyższą pozycją może się zwiększyć 

sprzedaż, ale niekoniecznie. Wykupując reklamę w 

jakimś serwisie, najczęściej płaci za wyświetlenia, 

za ilość odwiedzin czy też za ilość wysłanych 

maili - w każdym razie płaci z góry za coś, co 

może zwiększyć sprzedaż, ale nie musi. Prowadząc 

program partnerski, płaci partnerom prowizję, tylko 

i wyłącznie wtedy, gdy partnerom uda się zwiększyć 

sprzedaż. Którą z tych trzech możliwości byś na jego 

miejscu wybrała?

Kilku ludzi sobie to uświadomiło i pewnie właśnie 

dlatego sporo się tych programów partnerskich 

porobiło... Ale ogólnie rzecz biorąc, rynek jest 

dopiero w fazie rozwoju, właściciele programów 

partnerskich dopiero zaczynają ze sobą konkurować 

o „względy partnerów”. A tym samym ustanawiać 

coraz to lepsze warunki współpracy. A to bardzo 

ważne, bo obecnie nadal wiele firm nie rozumie, 

jaka siła tkwi w partnerach, traktując program 

partnerski jako coś dodatkowego - była taka 

możliwość, to założyliśmy, może jakiś partner się 

przypadkiem znajdzie i będzie fajnie.... 

Obserwuję czasem naprawdę śmieszne sytuacje. 

Wyobraź sobie jakiś sklep internetowy, któremu 

opłaca się wykupić reklamę kontekstową, płacąc 

jakiejś tam firmie za jedno kliknięcie mniej więcej 

tyle samo, ile  partnerowi za sprzedaż jednego 

produktu. Tu płacą jakąś kwotę  za przekierowanie, 

z którego nie wiadomo, czy cokolwiek wyniknie, a 

tu tą samą kwotę za udaną transakcję... I jak tu ma 

się opłacać działać partnerowi w takim programie 

partnerskim?

Albo inna sytuacja - tu już mniej śmieszna dla mnie, 

bo o ile wyżej wspomniane PP omijam z daleka, tak 

tego nie udało mi się ominąć. Wyobraź sobie, że od 

czasu, jak założyłem firmę i rozliczam się na faktury, 

z niektórych PP otrzymuję mniejszą prowizję niż 

przedtem, rozliczając się na umowy... 

A wszystko dlatego, ze niektóre firmy sprytnie 

postanowiły sobie jeszcze zarobić na podatku 

VAT, o który zostały te prowizje pomniejszone w 

przypadku rozliczania się jako firma. Rzecz jasna 

było to wcześniej w regulaminie - więc wszystko w 

porządku, ale czuję się tak jakby trochę oszukany... 

Oni mają szanse ten podatek odzyskać od US, a 

tym samym realnie wypłacają mi niższą prowizję 

niż wcześniej. Na szczęście takie PP stanowią 

mniejszość.

W każdym razie sytuacja ta się zmienia i jest 

coraz lepiej. Ideałem są programy partnerskie, w 

których takie rzeczy jak zlecanie reklamy w innych 

serwisach (jak np. wspomniana reklama kontekstowa)  

przechodzi na głowę partnerów, którym opłaca się to 

robić, ze względu na odpowiednie prowizje. Rzecz 

jasna pod pojęciem „odpowiednia prowizja” nie kryje 

się tylko  wartość procentowa od transakcji, która 

wcale nie musi być wysoka, chodzi też o długość 

działania cookies, wieczną prowizję, niższe poziomy 

w PP, jak i takie rzeczy jak newsletter, w którym 

polecony otrzymuje linki z ID partnera.

Więcej informacji o Twoich doświadczeniach z 

różnymi PP każdy znajdzie na Twoim blogu, który 

– dla początkujących w PP – jest, wydaje mi się, 

obowiązkową lekturą. I to darmową :). Nie jest 

oczywiście możliwe streścić wszystkich zawartych 

tam informacji w takiej rozmowie jak ta. Gdybyś 

jednak miał dać jedną, najważniejszą radę dla tych, 

którzy chcą spróbować swoich sił w programach 

partnerskich – co by to było?

Jak chwycisz jakąkolwiek książkę o NLP, na 90% 

będzie tam przykład ze słowem „spróbować”. Mogę 

go powtórzyć, jeśli ktoś jeszcze go nie słyszał. 

Zamknij oczy i chwilę wyobrażaj sobie, że PRÓBUJESZ 

zrobić coś,  by zarobić na programach partnerskich. 

A teraz zamknij oczy i wyobraź sobie, że ROBISZ coś, 

dzięki czemu zarabiasz na programach partnerskich. 

Tak więc rada taka: Przestań „chcieć spróbować”, a 

weź się w zamian do roboty.

Tylko nie myśl, że czepiam się słówek. Bo to nie tak, 

znam wiele osób, które chcą. Ale problem w tym, że 

wraz z tym „chciejstwem” nie idzie żadne działanie. 

Jak się przez kilka miesięcy, lat coś chce, a nic się 

w tym kierunku nie robi... to się potem wymyśla 

historyjki, a że to trudne, a że nie było czasu, a 

że to nie na moje zdolności, a że to czy tamto... 

Ja miałem to szczęście, że ani przez chwilę się nie 

zastanawiałem, czy chcę spróbować, zwyczajnie 

usiadłem, poczytałem i zacząłem robić.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę. Życzę Ci Tomku, byś 

jak najrzadziej znajdował w sieci swoje projekty pod 

cudzym nazwiskiem, a naszym czytelnikom – by mieli 

tyle samo pomysłów i werwy do działania, co Ty :)

Z Tomkiem Urbanem 

rozmawiała Jolanta Gajda 

kontakt@superkid.pl

Plusy i minusy bycia bogatym

Szczepan Zmarzliński

Plusy i minusy bycia bogatym.Wielu ludzi twierdzi,  

że bogactwo to posiadanie dużej ilości pieniędzy, 

bogactwo to jednak przede wszystkim stan umysłu.  

Aby wyjaśnić to pierwsze zdanie mojego artykułu 

posłużę się cytatem, Roberta Kiyosakiego: ,,Nigdy 

nie nauczysz biednego jak zostać bogatym, bogactwa 

możesz nauczyć tylko bogatego”, to z pozoru proste 

zdanie wyjaśnia w czym tkwi tajemnica bogactwa. 

 

Wśród nas jest bardzo wielu ludzi, nie posiadających 

jeszcze wielkich fortun, jednak ich podejście do 

życia oraz  sposób myślenia z pewnością umożliwią im 

osiągnięcie bogactw o jakich marzą. Bez wspomnianych 

marzeń bogactwo jest rzeczą nie możliwą do 

spełnienia. Biedni ludzie boją się marzyć, bądź ich 

marzenia są zamknięte w granicach jakie narzuca nam 

otoczenie. Bogaci odwarznie wykraczają poza te granice 

dzięki czemu łatwiej im osiągnąć to, o czym biedny 

jak wspomniałem wcześniej boi się nawet marzyć. 

Duże marzenia to jednak tylko jeden z podstawowych 

składników na które składa się bogactwo. Bogaci ludzie 

są również przedewszystkim wytrwali w dążeniu do 

celu, są optymistami oraz posiadają otwarty umysł 

dzięki czemu dostrzegają okazje, jakie widzą na swojej 

życiowej drodze, które w konsekwencji umożliwiają im 

zdobycie ogromnych majątków. Oczywiście w swoich 

rozważaniach nie uwzględniam osób które niejako 

bogactwo osiągają w spadku, bądź w inny sposób 

na który tak właściwie nie mieli wpływu. Mówiąc o 

bogatych ludziach mam na myśli jedynie tych, którzy 

potrafiliby ponownie się wzbogacić materialnie nawet 

gdyby w jednej chwili stracili wszystko.  

 

Podsumówując stwierdzam, że bycie osobą bogatą nie 

ma żadnych minusów, jedynie złe zinterpretowanie 

znaczenia słowa ,,Bogaty” może wywoływać mylne 

wnioski dotyczące tego stanu. 

Zapraszam wszytkich do odwiedzenia www.robiebiznes.

pl oraz do czynnego korzystania z możliwości jakie 

ten serwis już daje. Jeżeli chcesz natomiast wiedzieć 

pierwszy o planowanym, niespotykanym jeszcze na 

innych serwisach projekcie to zapisz się na znajdujący 

się tam odnośnik “Prezent dla Ciebie” - dzieki czemu 

dowiesz się jako pierwszy o projekcie jaki specjalnie dla 

Ciebie przygotowujemy. 

 

Pozdrawiam i życzę samych sukcesów.

background image

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

14

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

15

Często się zdarza, że próbuje przerzucić winę na 

czynniki zewnętrzne: mąż, żona, praca, dzieci, 

ludzie, wydarzenia... gdyby tylko były inne...

To, co sobie mówimy, jest albo prawdą, albo 

kłamstwem. Dlatego właśnie twoje prawidłowe i 

błędne przekonania są tak ważnymi czynnikami 

kreowania własnego i szczęśliwego życia.

Błędne przekonania są bezpośrednią przyczyną 

emocjonalnych niepokojów i niewłaściwych 

zachowań. Błędne przekonania wydają się prawdą 

przez brak doświadczenia życiowego, powtarzanie 

ich i programowanie podobne afirmowaniu. 

Błędne przekonania mogą również wynikać ze zbyt 

dużego przykładania wartości do bycia zawsze 

akceptowanym albo do tego, by zawsze mieć rację.

Jeżeli myślisz, że złem jest pozwolenie komuś na 

poznanie twoich słabych stron... 

Jeżeli obawiasz się podjęcia ryzyka zawartego w 

opowiedzeniu komuś o swoich słabościach... 

Jeżeli uważasz, że takie otworzenie się jest zbyt 

intymne i ogromnie niebezpieczne, ponieważ ktoś 

znający twoje słabe punkty odtrąci cię, spowoduje 

to niemiłą ci ocenę i będziesz żałować, że się 

otwierasz...

Jeżeli uznajesz, że bezpieczniej jest nie mówić zbyt 

dużo o sobie i trzymać się na uboczu...

... to kierujesz się błędnymi przekonaniami.

Ludzie przeważnie sądzą, że nie powinni 

podejmować ryzyka zmian, wybierając wycofanie 

się i racjonalizowanie, sztuczną zgodę na otaczającą 

ich rzeczywistość. Lęk przez zmianą i ryzykiem 

prowadzi do tego typu samozakłamania:

 - jednym z najważniejszych zadań życia jest 

ustrzeżenie się przed cierpieniem,

 - podjęcie ryzyka może prowadzić do klęski,

 - najwyższą wartość ma bezpieczeństwo,

 - czymś strasznym jest podjęcie złej decyzji,

 - jeżeli podejmę ryzyko, mogę stracić niezbędne do 

życia rzeczy (pieniądze, przyjaciół, aprobatę, czas, 

bezpieczeństwo),

 - muszę szczegółowo zaplanować wszystkie 

działania i słowa, które wypowiem, aby 

zabezpieczyć się przed stratą, cierpieniem czy 

popadniecięm w niełaskę.

Do zmian w życiu i osiągania jak najlepszych 

korzyści należy usuwanie własnych obaw i 

zahamowań, zaczynając od małych kroków. 

Na początku zajmij się małymi celami, które 

nie są dla ciebie zbyt paraliżujące. Potem 

stopniowo podejmuj coraz większe wyzwania. 

Efektem stopniowego budowania umiejętności 

przełamywania się będzie doświadczenie, że 

rzeczywistość i twoje otoczenie, sprzyja ci w 

sytuacjach, w których do tej pory niezbyt sobie 

radziłeś. Poznasz, że życie będzie działać na twoją 

korzyść. Nauczysz się odczytywać podpowiedzi i 

znaki, które będą ci wskazywać lepsze rozwiązania. 

Poprzez przezwyciężenie siebie pokonasz błędne 

przekonania, które do tej pory determinowały 

twoje poczynania.

Błędne przekonania

Jarosław Sławek

www.sposobymotywacji.webpark.pl/motywowanie.html

W życiu każdego z nas istnieje coś, co chcielibyśmy 
zmienić. Okoliczności życia żadnego z nas nie są 
doskonałe, a istotą rzeczy jest to, jak sobie je 
wyjaśniamy. Człowiek przeżywający trudne chwile, z 
natury rzeczy, zadaje sobie pytanie - dlaczego czuję 
się tak fatalnie?

 

Chodzi tutaj oto, że zamiast coś po prostu 

czytać, lepiej zastanowić się, czy na pewno 

powinienem to czytać? A jeśli faktycznie tak, to 

szukaj w tym tekście tylko tego, co jest Ci naprawdę 

potrzebne, pomijając całą resztę. 

 

Jak to wygląda w praktyce? Zaczynasz 

czytać. Wnioskujesz już mniej więcej, o co autorowi 

chodzi. Porównujesz to z celem, z jakim czytasz 

tą daną pozycję. Jeśli to nie oto Ci chodzi, rzucasz 

okiem (dosłownie, nie chodzi oto, żeby faktycznie 

czytać, tylko jednym spojrzeniem „ogarnąć” 

dany fragment tekstu) na całą linijkę i po prostu 

upewniasz się, że czytanie tego nie ma sensu, 

więc przechodzisz do dalszych fragmentów, które 

„czytasz” w identyczny sposób.

 

Wcześniej, czy później wreszcie dojdziesz 

(jeśli dana pozycja zawiera takie informacje, 

których poszukujesz) do takiego fragmentu tekstu, 

który zawiera informacje odpowiadające celowi 

Twojej lektury. W tym momencie już nie ma sensu 

tylko raz rzucić okiem, ale lepiej zwolnić tempo 

i np. ogarnąć ten fragment dwoma, trzema, a 

może nawet czterema rzutami oczu. Analogiczne, 

jeśli napotkasz jeszcze bardziej sensowny tekst – 

rzucaj wzrokiem więcej razy, a nawet zatrzymaj 

się nad nim dłużej (możesz przecież potrzebować 

wynotować sobie jakieś istotne informacje).

 

Jak więc łatwo zauważyć w tym wszystkim 

chodzi głównie o szybkie decydowanie, których 

fragmentów tekstu w ogóle nie czytać, które nadają 

się tylko do tego , żeby raz na nie rzucić okiem, a 

które należy dokładnie przeczytać, gdyż zawierają 

kluczowe dla Ciebie informacje.

 

Czytając właśnie takim sposobem po pewnym 

czasie będziesz potrafił tylko jednym rzutem oka 

„zobaczyć i przeczytać” bardzo dużą ilość wyrazów 

pobocznych, a także będziesz je rozpoznawał bez 

potrzebny fizycznego patrzenia na nie. Może to i 

brzmi nieco mgliście i tajemniczo, ale zapewniam, 

że w praktyce jest to bardzo prosty i intuicyjny 

proces. 

 

Zobacz także artykuły: „Czytanie? Tak, ale z 

celem” oraz „Nie czytaj wszystkiego ... tak samo!”.

http://www.pawelsygnowski.info/

Praktycznie wszystko o właściwym użytkowaniu 

Twojego mózgu

Podstawy szybkiego czytania cz. 2

Paweł Sygnowski

http://www.pawelsygnowski.info/

p.sygnowski@list.pl

Co to właściwie znaczy: sterowanie szybkością 
i częstotliwością fiksacji w oparciu o ważność 
czytanej informacji?

background image

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

16

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

17

Klucz do sukcesu tkwi  w zrozumieniu prawdziwych 

powodów, dla których palacz tkwi w nałogu, i .... w 

niepaleniu. 

Allen Carr opracował metodę, która skupia się na 

uzależnieniu psychicznym od papierosów i pomaga 

rozwiązać ten problem skutecznie. Międzynarodowe 

koncerny wykupują seminaria antynikotynowe 

według jego metody, aby ograniczyć straty, 

wynikające z palenia w miejscu pracy i pomóc swoim 

pracownikom.

Książka Allena Carra „Prosta metoda jak skutecznie 

rzucić palenie” stała się światowym bestsellerem i 

sprzedana została na świecie w nakładzie ponad 8 

milionów egzemplarzy. Tak oto można rzucić palenie 

i stać się milionerem. Uwolnienie od uzależnienia 

daje nam dodatkowe siły fizyczne i intelektualne oraz 

poczucie wolności i odwagę w dokonywaniu wyborów.

Wyobraź sobie, że jesteś szefem potężnej i prężnie 

rozwijającej się firmy, której dzisiejszą pozycję na 

rynku okupiłeś wieloletnią pracą, wielotysięcznymi 

inwestycjami. A teraz pomyśl, że w sprawach 

dotyczących twojego macierzystego przedsiębiorstwa 

ktoś próbuje narzucić ci swoje zdanie. Jest na tyle 

arogancki, że pojawia się kilka razy na godzinę, 

wydaje rozkazy, a gdy ich nie spełniasz, zasypuje 

cię e-mailami i telefonami. Jego głos ciągle cię 

rozprasza i uniemożliwia zebranie myśli. Wizja, 

którą przed tobą roztoczyłam, wbrew pozorom nie 

jest aż tak abstrakcyjna jak się wydaje. Wystarczy 

tylko w miejsce natrętnego inwestora podstawić głód 

nikotynowy.

Każdy przedsiębiorca ceni sobie swobodę działania 

przy zarządzaniu firmą i pracownikami. Sukces 

zawsze okupiony jest ciężką pracą, ale składa 

się na niego zaangażowanie nie tylko szefa, lecz 

każdego członka zespołu z osobna. Uzależnienie 

od nikotyny może jednak poważnie zaburzyć pracę 

przedsiębiorstwa i panującą w nim harmonię. W 

efekcie prowadzi do obniżenia produktywności 

pracowników. Dowody? Wystarczy prosta kalkulacja. 

Przyjmijmy, że palący pracownik wypala 5 

papierosów dziennie. Każda przerwa zajmuje mu ok. 

10 minut. Łącznie spędza więc na paleniu w pracy 

prawie godzinę  dziennie! 

Liczby zaskakują jeszcze bardziej w rocznej 

perspektywie. Palenie zajmuje palącemu 

pracownikowi 21 dni w roku  -  w czasie 

przeznaczonym na pracę. To oczywiście przekłada 

się na konkretne – ogromne! – kwoty. Ale to tylko 

wierzchołek góry lodowej. Jest jeszcze wiele innych 

kwestii związanych z uzależnieniem od nikotyny, 

które uderzają w interes firmy. 

Może się okazać, że wysiłki specjalistów od PR, 

marketingu - słowem wszystkich dbających o 

pozytywny wizerunek przedsiębiorstwa - pójdą na 

marne. Wyobraźmy sobie sytuację, w której nasz 

potencjalny klient, o którego zabiegaliśmy, składa 

nam wizytę w siedzibie firmy. Proponowana przez 

nas oferta zainteresowała go na tyle, że planuje 

zainwestować tu dużą sumę pieniędzy. Rozpocznijmy 

wizualizację. 

Inwestor wysiada z samochodu i już na wstępie 

uderza go widok sterczących przed budynkiem 

kilkunastu palących pracowników, nerwowo, 

łapczywie się zaciągających, nieświadomych, jak 

żałośnie wyglądają. 

Milionerzy nie palą 

– twierdził Allen Carr, który został milionerem, gdy rzucił palenie

Kinga Balter - właścicielka Allen Carr Polska - 

Kliniki Rzucania Palenia 

www.allen-carr.pl 

Dodajmy, że są to ludzie, którym zamierza powierzyć 

swój kapitał. A teraz pytanie, czy z punktu widzenia 

osoby z zewnątrz  wyglądamy na ludzi godnych 

zaufania i odpowiedzialnych? Jeśli nie potrafimy 

zatroszczyć się o własne zdrowie, to czy uda nam 

się odpowiednio gospodarować powierzonymi 

pieniędzmi? W takiej sytuacji, nawet jeśli w 

istocie jesteśmy ludźmi bardzo odpowiedzialnymi i 

profesjonalnymi, nasza wiarygodność może poważnie 

ucierpieć. 

Każdy mniej doświadczony przedsiębiorca czerpie 

wzorce od najlepszych w branży. Ludzie sukcesu 

wiedzą od dawna, że inwestycją najbardziej 

opłacalną i przynoszącą długofalowe zyski jest 

zdrowie, tak własne, jak i pracowników. 

Badania psychologiczne potwierdziły, jak bardzo nasz 

wygląd, kondycja fizyczna i stosunek do własnego 

zdrowia wpływają na odbiór przez innych. Większym 

zaufaniem instynktownie obdarzymy osoby zadbane 

i uśmiechnięte niż te zalatujące fabryką tytoniu i 

szczerzące się pożółkłym garniturem zębów. Widok 

starszego pana z brzuszkiem i cygarem nie kojarzy 

się z biznesmenem XXI wieku.  To już zamierzchła 

przeszłość. 

Dziś milionerzy to bardzo często młodzi ludzie, 

dbający o zdrowie, uprawiający sport i unikający 

nałogów. Niepalący szef wysyła otoczeniu sygnał 

- jestem wiarygodny, pozbawiony kompleksów, 

niezależny. Z kolei pracownik, któremu pracodawca 

pomógł uwolnić się od nałogu, to większa lojalność, 

poprawa wizerunku firmy, a przede wszystkim 

obustronne zadowolenie. 

Na zakończenie przytoczę wspomnienie, które 

szczególnie zapadło mi w pamięć. Spacerując kiedyś 

w towarzystwie zaprzyjaźnionego Szkota, który 

prowadzi klinikę Allena Carra w Szkocji, prestiżową 

dzielnicą Edynburga, gdzie swoje rezydencje mają 

zamożni właściciele firm, zagadnęłam swojego 

towarzysza: „ To świetne miejsce, żeby reklamować  

seminaria antynikotynowe Allena Carra !”, na co ten 

odparł z uśmiechem: „ Wiedza, którą chciałabyś im 

przekazać,  jest już dla tych ludzi oczywista.  

Oni od dawna już nie palą. Zbyt cenią sobie swój 

komfort i swoją niezależność.   

 

Dzisiaj  MILIONERZY NIE PALĄ. ”

Z jednej strony utożsamiane z luksusem, relaksem, 
dobrą zabawą, adrenaliną. Z drugiej – przyczyna 
raka płuc, chorób serca, obniżenia sprawności fizy-
cznej. Papierosy, mimo ich oczywistej szkodliwości, 
palą codziennie  miliony ludzi na całym świecie, 
bez względu na majętność, wykształcenie, status 
społeczny. Uzależnienie od tytoniu zatacza coraz 
szersze kręgi, lecz dzięki Allenowi Carrowi miliony 
ludzi dawno poznały  mechanizm działania niko-
tynowej pułapki, zabierającej nie tylko zdrowie, ale 
i wolność,  i mogły rzucić palenie praktycznie z dnia 
na dzień. 

Dobry wzór

Jarosław Sławek

www.sposobymotywacji.webpark.pl/motywowanie.html

Każdy człowiek, najłatwiej i w sposób rzeczywiście 

trwały, decyduje się na pewne zachowania, nie ze 

względu na strach, pod wpływem przymusu czy 

zagrożenia karą. Badania psychologiczne jednoznacznie 

wskazują, że najefektywniejsza jest pozytywna 

motywacja. Dzięki temu człowiek najlepiej rozumie, 

że postępowanie według jasno określonych zasad: 

prawdomówności, pracowitości i uczciwości w ogóle, 

jest jego zyskiem oraz elementem trwałej satysfakcji z 

siebie i swojego postępowania. 

Kształtuje się ją w warunkach życzliwości i doceniania, 

nawet tych pozornie drobnych, sukcesów osobistych.

Każdy z nas, żyjąc w jakiejś społeczności ludzi, 

rodzinie, grupie znajomych, współpracowników itp., 

wywiera - określony swoją postawą - wpływ na innych. 

Jeżeli jesteśmy odczytywani jako nastawieni przyjaźnie 

i okazujemy szczere zainteresowanie i zaufanie innym, 

pozostawiając przy tym sobie swobodę działania, 

stajemy się, niemal automatycznie, autorytetami, 

ludźmi, których zdanie ma realną wartość w tej 

społeczności. Ogromne znaczenie dla takiej roli ma 

pozytywne motywowanie do działania i wzbudzanie 

motywacji wewnętrznej. Chodzi o tworzenie 

subiektywnego rozumienia zasadności aktywności przez 

przyjęcie jej jako własnego pomysłu, a nie narzuconej 

z zewnątrz i stosowania motywatorów zewnętrznych 

związanych z przymusem, karami i zakazami.

Pozytywna motywacja nie zawsze jest przyjmowana 

od razu i właściwie. Wzorce społeczne, jakie 

charakteryzują ogólnie przyjęty stereotyp myślowy, 

najczęściej wzmagają obawę o wykorzystanie i jakiś 

podstęp, który się za tym kryje. Trzeba o tym pamiętać. 

Pozytywna energia, wewnętrzna motywacja i zaufanie 

stanowią jednak najlepsze warunki tworzenia nowej 

postawy życiowej.

Ukazywanie pozytywnych wzorców postaci i zachowań 

motywuje do wysiłku i pomaga przełamać nieefektywne 

stereotypy myślowe i niebezpieczne obyczaje i 

tradycje. Będąc wzorcem dla innych i wartościową 

osobą, która w swojej społeczności stale odnawia 

więzi i nawiązuje nowe kontakty, możemy stać się 

fundamentem formowania nowych postaw, opartych na 

odpowiedzialności i miłości. 

Brak takich osób powoduje utratę motywacji do wysiłku, 

poczucie bezradności i objętność na własny los.

background image

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

18

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

19

Jeżeli jedziesz asfaltową drogą przez las, to drzewa 

nie rosną na drodze, tylko obok, jednak, gdy 

spojrzysz ku górze, to zauważysz, że granica drzew 

nie jest pionowa, lecz korony oraz pnie drzew z 

obu stron drogi zbliżają się do siebie i zamykają 

przestrzeń od góry. Jak widać z tego przykładu, 

rośliny dążą do polepszenia swego życia, zwracając 

się w stronę światła (tzw. fototropizm). Takie same 

dążenia zapewnienia sobie lepszego bytu mają 

zwierzęta, a co dopiero człowiek. Zwierzęta dążą 

do opanowania określonego terytorium, znaczą 

je, „biorą w posiadanie” i bronią przed intruzami i 

konkurentami. 

Ludzie również postępują podobnie, lecz – 

paradoksalnie – w wielu przypadkach inaczej 

lub wręcz przeciwnie, a z reguły niewłaściwie. 

Oczywiście ludzie chcą dla siebie dobrze, a 

przynajmniej wydaje im się, że tak czynią. 

Właśnie, wydaje im się. Nasuwa się pytanie: dlaczego 

coś niewłaściwego postrzegane jest jako prawidłowe? 

Ten temat zasługuje na odrębny artykuł, a teraz 

wracam do strefy komfortu.

Strefa komfortu ma wymiar wielopłaszczyznowy 

i ilość tych płaszczyzn jest nieograniczona, a w 

dodatku dla różnych ludzi są to płaszczyzny bardzo 

różne i inne – jest to jak najbardziej normalne. 

Rodzaje tych płaszczyzn wynikają z indywidualności 

każdego człowieka i jego potrzeb. Część tych 

płaszczyzn jest wspólna dla większej ilości osobników, 

co związane jest z przynależnością do tego samego 

gatunku, środowiska, płci, kultury, warunków życia 

itd.

W tym artykule chcę zająć się Twoimi indywidualnymi 

płaszczyznami strefy komfortu.

Strefę komfortu możemy sobie wyobrazić jako koło 

z zaznaczonym środkiem, ograniczone okręgiem. My 

jesteśmy tym środkiem, koło jest strefą komfortu, 

okrąg – granicą, a na zewnątrz jest już strefa 

dyskomfortu.

Jako strefę komfortu (w danej dziedzinie) możemy 

przyjąć nasze wyobrażenia oraz oczekiwania, 

nadzieje dotyczące danego aspektu życia, 

stan faktyczny. Przykładowo, jeżeli ktoś marzy 

o Trabancie, a go nie ma, to fakt przyszłego 

posiadania go będzie związany z przekroczeniem 

dotychczasowej granicy strefy komfortu w tej 

płaszczyźnie. Dopóki nie ma Trabanta, to jest 

on poza jego strefą komfortu, czyli na zewnątrz 

opisanego powyżej okręgu. Gdy go już posiądzie, to 

znajdzie się on w jego strefie komfortu, ale Mercedes 

jest poza (na zewnątrz) jego strefą komfortu. 

Strefy komfortu dotyczą np. wykształcenia, majątku, 

najróżniejszych umiejętności, kariery, szczęścia, 

miłości, statusu społecznego, poważania itd. itp.

W swojej strefie komfortu czujemy się dobrze, 

komfortowo (być może tylko względnie), ale strefa 

jest nam znana, często polubiona, nie stwarzająca 

zaskakujących sytuacji, wyzwań, niebezpieczeństw. 

Jest to miejsce nam znane i postrzegane jako 

bezpieczne. Uporczywe trzymanie się strefy 

komfortu związane jest z gnuśnością.

Problemem większości ludzi jest przemożna chęć 

pozostawania w swojej strefie komfortu z przyczyn, 

które przytoczyłem powyżej. Jeżeli dany człowiek 

kurczowo będzie trzymać się swojej strefy komfortu, 

to zatrzyma się w rozwoju w danej dziedzinie. 

Rozwój wiąże się nieubłaganie z przekraczaniem 

swojej strefy komfortu.

Jeżeli nasz właściciel Trabanta nie jest skłonny 

przekroczyć swojej granicy komfortu, poza którą jest 

Mercedes, to go nie posiądzie. Aby go mieć, musi 

dążyć do niego, przekroczyć swą granicę komfortu 

i znaleźć się w strefie, w której jest ten Mercedes. 

Oczywiście przytoczone tu marki samochodów są 

jedynie przykładem dla zobrazowania zjawiska i jego 

funkcjonowania. 

Ludzie, którzy kurczowo trzymają się swoich stref 

komfortu, właściwie nie żyją, gdyż są zamknięci 

Strefa komfortu

Tomasz Rezner

Każdy żywy organizm ma strefę komfortu. Czy to będzie 
roślina, zwierzę czy człowiek, każdy ma swoją strefę 
komfortu, która ma granicę, a za nią jest już strefa 
dyskomfortu. Gdy już o tym napisałem, to dla każdego 
jest to oczywiste, jednak w codziennym życiu niewiele 
osób zdaje sobie z tego sprawę. 

na nowości, postęp i rozwój. Kolejne lata ich życia 

są takie same, a na ogół gorsze od poprzednich. 

Nieszczęściem ludzkości jest to, że tacy ludzie 

stanowią około 80% do 90% populacji (to jest mój 

prywatny szacunek). Takich ludzi spotykamy na 

każdym kroku. Najlepiej widać ich w „towarzystwach 

wzajemnej adoracji”, czyli w środowiskach, gdzie 

wszyscy są ze sobą we wszystkim zgodni i zadowoleni 

z siebie oraz innych członków towarzystwa (tzw. 

konformiści), niepodatni na jakiekolwiek zmiany 

i postęp. Świetnie widać to wśród wszelkich 

pochlebców i tzw. potocznie „przydupasów”. 

Każdy człowiek o odmiennych poglądach, sposobach 

działania postrzegany jest przez takie środowisko 

jako zły, wywrotowiec, nie mający racji, marzyciel 

oderwany od rzeczywistości, „rewolucjonista”, 

wichrzyciel, burzący „stare dobre zwyczaje” (które 

zawsze „sprawdzały się”) i rzuca mu się „kłody” 

pod nogi, zbiorowo i solidarnie tępi najróżniejszymi 

sposobami. Tragiczne jest to, że celem takich ataków 

są z reguły najwartościowsze jednostki (chociaż 

czasem trafiają się również osoby, które koniecznie 

powinno się powstrzymać – np. Hitler, Stalin oraz inni 

wielcy zbrodniarze i przestępcy).

Ludzie, którzy za nic nie chcą przekroczyć swojej 

strefy komfortu, są zawsze „zadowoleni”, nie szukają 

żadnych nowych rozwiązań, nie czynią żadnych 

postępów. Wszelkie zmiany w ich życiu wywołane są 

przez przymusowe czynniki zewnętrzne – np. ktoś 

przeprowadził się do nowego i lepszego domu, ale 

tylko dlatego, że stary spłonął lub zawalił się i gmina 

przydzieliła mu lokal zastępczy, a nie dlatego, ze 

chciał lepiej mieszkać i żyć. Tacy ludzie przekonani 

są, że życiem żądzą przypadki, że nie mają wielkiego 

wpływu na swoje życie, nie wytyczają sobie żadnych 

celów (bo niby po co, skoro życiem rządzą przypadki 

losowe i „nie mają na to wpływu”), nie mają 

skrystalizowanych oczekiwań i zadowalają się tym, co 

los (czyli inni ludzie) im przyniesie, czyli ich jakość 

życia jest kiepska.

Wartościowe jednostki zawsze dążą do przekraczania 

swoich stref komfortu i tworzenia przez to nowych 

jakości. To właśnie ci ludzie są najbardziej prężni, 

wytyczają nowe drogi postępu, są autorami odkryć 

naukowych i wynalazków, poprawy jakości życia 

ogółu, który później masowo z tego korzysta (np. 

szczepionki, samochody, telewizja itd.). 

Tymi ludźmi są – tzw. potocznie – „wiecznie 

niezadowoleni” (nie mylić z malkontentami), ciągle 

czegoś poszukujący, nie godzący się z istniejącym 

ówcześnie stanem rzeczy. Ludzie „zadowoleni” nie 

wnoszą żadnych nowych wartości do życia – bo nie 

odczuwają potrzeby wprowadzania jakichkolwiek 

zmian.

Jeśli chcesz przeżyć swoje życie w sposób 

wartościowy i pełny, życzę Tobie, byś był „zdrowo 

niezadowolony” z otaczającego Cię świata – 

oczywiście doceniaj w nim to, co dobre, i korzystaj 

z tego, niemniej ciągle w sposób aktywny odkrywaj 

nowe wartości.

Ludzie ambitni i aktywni poprzez przekraczanie 

swojej strefy komfortu powiększają ją ciągle i jest 

to dla nich wyzwaniem i nieustającym procesem. 

Dla obecnego właściciela Mercedesa, który przedtem 

miał Trabanta, dawna strefa komfortu obejmująca 

Trabanta mieści się w dużo większy „kółku” 

zawierającym obecnie Mercedesa, który przedtem 

był poza „kółkiem” Trabanta. 

Pamiętaj! Nic wartościowego w Twoim życiu samo się 

nie zrobi, więc przekraczaj swoje strefy komfortu, a 

do dyspozycji masz tylko jedno życie! 

background image

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

20

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

21

Fotografia i Grafika...

czyli... „tematyczny” wypoczynek wakacyjny dzieci i młodzieży

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem kolonii  
i obozów bez programu tematycznego – jako formy 
wypoczynku wakacyjnego dzieci i młodzieży.

Szokująco żałosne i nieszczęśliwe są dla mnie te 

grupki wlokące się na plażę, z programem dnia 

„gimnastyka poranna, śniadanie, obiad, kolacja”, 

a między nimi – „zajęcia własne”, czyli często nuda i 

konflikty. Od czasu do czasu „dyskoteka”...

Syn wyjeżdżał w szkole podstawowej i średniej 

na obozy języka angielskiego, tenisa ziemnego, 

żeglarskie.

U córki, Kasi, podobnie. Nie było mowy o 

„zwykłym obozie”. Obóz tematyczny, zgodny z 

jej zainteresowaniami. Na tej zasadzie spędziła 

niezapomniane chwile na obozie nauki jazdy konnej. 

Gdy w tym roku miała zaplanować wakacyjny 

wypoczynek i znalazła ofertę obozu fotograficznego 

Jarosławiec „Przystań wyobraźni” z bardzo 

interesującym programem i opieką wykwalifikowanej 

kadry, uznałyśmy, że „to jest TO!” 

Rzeczywistość przerosła nasze oczekiwania. 

Codziennie wykłady teoretyczne, dwa razy dziennie 

wyjścia na sesje zdjęciowe w plener, a w sumie to po 

prostu aparat na szyi stale :-) No i sprzęt bezpieczny. 

Kilkakrotnie upewniałam się u organizatorów, 

ponieważ żadna firma ubezpieczeniowa w Polsce nie 

chciała ubezpieczyć sprzętu nieletniej na wyjazd na 

terenie Polski. Jakaś tam już udzieliła odpowiedzi, że 

tak. Ale wycofała się, gdy dowiedziała się, że nie jest 

to wyjazd za granicę...

Tu nawet i niezwykłe były „party”. Co prawda 

zapowiadanego „pidżama-party” w końcu nie było, 

ale odbyło się „metal-party” i „lans-party”, czyli 

party przerysowanego szpanu :-) 

Grażyna Dobromilska

madgraf@madgraf.eu   

www.madgraf.eu

www.blog.madgraf.eu 

background image

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

22

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

23

Z obiektywem na obozie wakacyjnym lipiec 2008

Kasia Dobromilska

No i ja te zwykłe białe karteczki nazywam “kostka 

biała”, gdy opowiadam o ich użyciu. Choć, być może, 

kostka biała w znaczeniu handlowym to cały plik stu 

karteczek. Jak napiszę post-it, to będzie mylące. BTW 

(by the way), nie znoszę karteczek przyklejanych. Jak 

napiszę karteczka, to nie będzie wiadomo, jaka, A5, 

A6, byle nieporządny świstek?

“Kostka biała” świetnie pomaga organizować pracę 

i nie zaśmiecać umysłu informacjami, którymi w 

danym momencie nie mamy czasu się zajmować. I jest 

estetyczna. Te karteczki uklepuję sobie równiutko… na 

koniec dnia na biurku. 

Wręcz, nad projektami twórczymi pracuję w ten 

sposób, że zapoznam się z tematem i go “odkładam”. 

“Uleguje” się w podświadomości. 

Chwila wytchnienia przy jakiejś pracy, w trakcie 

czytania pisma, książki… relaksu... przychodzi mi do 

głowy jakieś celne sformułowanie, natychmiast na 

karteczce zapisuję. I odkładam karteczkę. Jedna na 

drugiej. Nie kontrolując tego, że mam inne notatki na 

ten „temat”. I wracam do swojego zajęcia...

Duże kartki A4 są niewygodne. Pomysły mam różne, 

do różnych projektów. Każdy zapisuję na oddzielnej 

karteczce. Jedna „kostka” – jedna „myśl”. Ileż to 

bym miała tych płacht na stole? Albo na kartce A4 

wykorzystywałabym miejsce na różne notatki. I jak z 

tego bałaganu potem skorzystać?

Gdy przychodzi czas na opracowanie jakiegoś tekstu, 

scenariusza, wpisu na blogu, przeglądam moje 

“kostki” i wybieram należące do „tematu”. Wtedy 

sobie przypominam „co autor miał na myśli” :-) i 

układam „kostki” „na temat” w logicznej kolejności, 

a w odpowiednich miejscach w trakcie pracy twórczej 

wpisuję gotowe sformułowania i ciekawy tekst sam się 

pisze: -)

Kolejne wykorzystane “kostki białe” lądują w koszu na 

śmieci… i robi się porządek w notatkach.

Zapisz i zapomnij. Nie zaśmiecaj głowy 
szczegółami.

Już nie mówiąc o tym, że jakiś pomysł, jakieś celne 

sformułowanie przyjdzie ci do głowy tuż przed snem… 

Nie ma szans, żebyś je zapamiętał. Zamiast się 

więc nerwowo uczyć go na pamięć pół godziny – do 

zapisania “na rano”, wstań, zapisz szybko i połóż się 

spokojnie do łóżka, otul kocykiem i natychmiast zaśnij 

: -) I tak zapomnisz.

Oczywiście, nie mam na myśli tego, że zapomnisz, 

że masz np. zadzwonić do kogoś. Mam na myśli to 

konkretne celne zdanie do twojego tekstu, reklamy, 

notatki prasowej. Choć, z drugiej strony, jeśli masz 

pamiętać o pilnym telefonie w ważnej sprawie o 

konkretnej godzinie, zapisz. Niż masz sobie o tym 

przypomnieć długo, długo po...

Co jeszcze piszę na “kostce białej”? 

Prośby do domowników, gdy potrzebuję ich o czymś 

poinformować.. Ja chodzę spać ok. 3, wtedy wszyscy 

smacznie śpią. Nawet o tym, że koniecznie potrzebuję 

skutecznego budzenia o 8, choć zwykle wstaję przed 

10… Budzik może dzwonić… wyłączę go bez rejestracji 

w świadomości tego faktu… Nie będę nikogo budzić 

po nocy… Przed monitorem na stole jak samotny biały 

żagiel tkwi w widocznym miejscu moja informacja na 

“kostce” :-)

Oni do mnie też piszą. Rano :-)

“Kostka biała” a kompresja strategiczna

Mam jeszcze przewrotne skojarzenie w związku z 

kompresją strategiczną propagowaną przez Kamila 

Cebulskiego i moim stylem planowania i organizacją 

dnia.

“Kostka biała” a praca twórcza : -)

czyli… o warsztacie, jak tworzyć teksty i organizować sobie pracę

Grażyna Dobromilska

madgraf@madgraf.eu   www.madgraf.eu

www.blog.madgraf.eu 

“Kostka” to moje podstawowe narzędzie. Co to 
jest “kostka biała”? Jest to określenie handlowe 
białych karteczek sprzedawanych w kostkach, 
pewnie po 100 sztuk. Coś w rodzaju karteczek 
post-it, ale post-it to nazwa zastrzeżona dla 
karteczek przyklejanych, przypominajek.

background image

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

24

nr 6/2008

MILLIONAIRE

magazine

www.millionaire.pl

25

Najpierw przytoczę ci fragmenty rozważań ze str. 116-

120 książki Kamila Cebulskiego Myśleć Jak Milionerzy 

na temat kompresji czasu:

Kompresowanie czasu

/…/ Najpopularniejszym przykładem kompresji 

czasu jest czytanie gazety podczas posiłku. Nic nie 

przeszkadza w wykonywaniu tych rzeczy jednocześnie. 

Jeżeli przeczytanie gazety zajmie ci 30 minut, a 

zjedzenie posiłku także 30 minut, to wykonanie tych 

czynności razem zajmie ci 35 minut. 

Oszczędzasz 25 minut i uzyskujesz kompresję czasu 

bliską 42%. Kompresujesz dzięki temu czas i wydłużasz 

swoją dobę.

Kompresowanie taktyczne, o którym była mowa przed 

chwilą, polega na wykonywaniu jednocześnie jak 

największej liczby rzeczy. Przykłady można mnożyć 

i mnożyć. Również ta książka powstała w pewnym 

sensie w procesie kompresji czasu, gdyż większość 

jej zawartości powstała w samochodzie, podczas 

wielkiego tournee, jakim była seria konferencji Myśleć 

Jak Milionerzy. 

Dużo osób czyta książki w łazience, samochodzie czy 

tramwaju. Modne są ostatnio audiobooki, których 

można słuchać nawet podczas kierowania autem 

czy idąc ulicą. Program w TV też można oglądać, 

jeżeli jednocześnie spełniamy jakiś jeden ze swoich 

obowiązków, np. prasowanie. Kompresować czas mogą 

także sportowcy, którzy często chodzą na treningi, 

a na nich biegają, aby się rozgrzać. Dlaczego by na 

trening nie pobiec? Każdą czynność da się w jakiś 

sposób skompresować. Powinno ci to wejść w nawyk. 

/…/ 

Kompresja Strategiczna

Jeżeli taktyczna kompresja czasu polega na 

wykonywaniu jednocześnie kilku rzeczy, to jej 

strategiczny odpowiednik polega na odgórnym 

planowaniu wielu takich zajęć czy też całych 

biznesów. Wyobraź sobie taką sytuację, że prowadzisz 

5 biznesów i dysponujesz określoną kwotą na 

promocję. Jeżeli dobrze skompresowałeś strategicznie 

te biznesy, to w bardzo prosty sposób przy tej samej 

akcji marketingowej wypromujesz każdy z tych 

biznesów.

Idąc dalej tym tokiem rozumowania, dojdziemy do 

tego, czym jest strategiczna kompresja czasu. Bo 

widzisz, jeżeli prowadzisz jakiś biznes i znajdujesz 

się na jakiejś konferencji, to spotykasz ludzi, którzy 

mogą stać się Twoimi klientami. Jeżeli prowadzisz 

dwa biznesy, to możesz reprezentować obydwa i 

automatycznie szansa na znalezienie klienta rośnie. 

To jest efekt synergii, w tym konkretnym przypadku 

nazywany strategiczną kompresją czasu. 

/…/ Łączenie, nie dzielenie, jest Twoim celem. Staraj 

się planować i realizować takie przedsięwzięcia, które 

pozwolą zrealizować jak najwięcej Twoich celów.

I jak to się ma do moich zwyczajów?

Otóż ja mam swój rytm dnia, zawsze dzień - po 

wyłączeniu komputera - kończę kilkoma kubkami 

herbaty pu-erh lub wody mineralnej niegazowanej. 

Zdrowy tryb życia : -) Zajmuje mi to z godzinę. 

Ale jaka to cenna godzina.

Analizuję jednocześnie, co się zdarzyło w danym dniu, 

co się udało, gdzie popełniłam błąd, czy da się go 

naprawić? 

Przypominam sobie, co jest do zrobienia, no i 

oczywiście, sporządzam notatki na mojej “kostce 

białej”. Każdy osobny problem na osobnej kartce. 

Jeśli przypomni mi się coś związanego z tematem 

zanotowanym, a jest miejsce, dopisuję na tej samej 

“kostce”.

Po podsumowaniu dnia... bujam już myślami w 

obłokach, odpoczywam... a tu nagle wpada mi do 

głowy jakieś “zgrabne zdanie” do reklamy, do raportu, 

do artykułu, jakiś “zgrabny” tytuł, ciekawy temat do 

opracowania. 

A to nagle mnie oświeci, że jeszcze jakiś wątek przyda 

się w wydawnictwie promocyjnym, które opracowuję. 

Notatka na “kostce”.

A to mnie „oświeci”...ach! zadzwonić koniecznie z 

rana do...!

Nie zaśmiecam umysłu, a o niczym nie zapominam. 

Znaczy, zapominam. NATYCHMIAST :-) “Kostki 

białe” ze sprawami do załatwienia pilnie “na 

jutro”… czyli NIE ZAPOMNIEĆ! układam jedna 

obok drugiej na blacie biurka przed monitorem, 

żeby mi się od razu rzuciło to rano w oczy. To, 

co do wykorzystania na później, na stosiku obok 

monitora. Pamiętam tylko, że mam notatkę, do 

czego i gdzie szukać : -)

To załatwić przy projekcie, to odebrać, do tej osoby 

koniecznie jutro zadzwonić, o tym porozmawiać, to 

wysłać pocztą tradycyjną lub mailem. Trzy słowa na 

“kostce”...

Tak przy zdrowej herbacie pu-erh rodzi się strategia 

firmy, organizacja pracy, zgrabne teksty, ważne 

myśli do różnych publikacji i tematów… no i 

relaks sprawiający, że z głową wolną od wszelkich 

problemów, po toalecie wieczornej, usypiam niemal 

natychmiast po położeniu się do łóżka, bez względu na 

to, jak pracowity miałam dzień i jak wiele spraw do 

załatwienia mam następnego dnia lub wkrótce.

Bez “kostki białej” to bym pewnie przepadła, gdy 
mam wiele dużych projektów do „jednoczesnej” 
realizacji...

Oczywiście, to nie jest taka „jednoczesna” realizacja. 

Trzeba zaplanować harmonogram zajęć zgodnie z 

terminami wykonania i zgodnie z nim, skupiać się 

w danym okresie czasu maksymalnie nad jednym 

projektem.

Co innego natomiast, mieć pomysły odnośnie 

poszczególnych projektów w tzw. międzyczasie.

No i „kostka biała” a organizacja konferencji...

Najpierw sporządzam plan zadań, a potem, dzięki 

„kostce”, kontrolujęrealizację każdego etapu 

harmonogramu. 

Zapewniam cię, że każde duże spotkanie jesteś 

w stanie przeprowadzić sprawnie. Z licznymi 

spotkaniami z zaproszonymi gośćmi w ciągu jednego 

czy nawet dwóch dni, notatkami w miejscowej prasie, 

zainteresowaniem inicjatywą TV, przygotowaniem 

konferansjerów, asystentów, nagród od sponsorów, 

noclegów dla wykładowców (jeśli trzeba), dekoracją 

sali, plakatami informacyjnymi, podziękowaniami itp. 

Z “morzem tematów” :-)

A więc, przypominam ci jeszcze raz. Dzięki „kostce 

białej” poradzisz sobie z każdym swoim projektem. 

Twórczym i organizacyjnym.

Pozdrawiam cię serdecznie, Grażyna

madgraf@madgraf.eu

www.madgraf.eu

www.blog.madgraf.eu

strona hobbystyczna www.marketingregionu.pl

Zbędne rzeczy

Dariusz Dryjski

Ilu z Was ma jakieś nałogi, zwyczaje? Ilu z Was czyta co 

tydzień gazetę albo nawet codziennie? Przecież i tak po 

tygodniu nie pamiętacie tego.  

Po co oglądacie tyle wiadomości? Przecież większość 

rzeczy powtarza się, a na następny dzień te informacje 

zapominacie.  

Ile wydajecie na nałogi, np. papierosy, kawę? 

Policzył ktoś z Was, ile traci pieniędzy na dzień, 

tydzień, rok? Wyobrażacie sobie, jakie auto moglibyście 

mieć za te pieniądze, które wydajecie na prąd, 

oglądając bezsensowne seriale, na papierosy, kawę, 

kolorowe pisemka?  

 

A przecież to też strata czasu, a czas to pieniądz!  

Macie dzieci? Czy nie lepiej kupić im nowe ubranie,  

a nie mówić w kółko „nie stać nas na to”?  

Jeśli palicie w ich obecności, to zatruwacie nie tylko 

siebie. Moi rodzice co dzień po śniadaniu zapalają 

papierosa i piją kawę. Bardzo mnie to drażni i mimo 

moich uwag i próśb nic się nie zmienia. Wiele razy 

słyszałem „nie stać nas na to”, więc sam muszę 

zarabiać.  

 

Taka sytuacja zmusiła mnie do nauki o biznesie.  

Chcę mieć swój biznes, żebym nie musiał moim 

dzieciom niczego odmawiać.  

 

Sam nie mam takich nałogów. Przyznaję, że oglądałem 

seriale, dopóki nie przeczytałem kilku książek 

otwierających okno na świat. Życie jest piękne i nie 

warto marnować go na zbędne rzeczy.