background image
background image

Witaj!

Miło  mi,  że  mamy  możliwość  spotkania 

się w kolejnym numerze Millionaire Magazine. 

Jak  zapewne  wiesz,  od  jakiegoś  czasu  prowa-

dzę sklep internetowy z e-bookami (www.libri.

zixo.pl), specjalnie dla Ciebie, drogi czytelniku, 

organizuję cotygodniowe przeceny ponad 2000 

książek i, jak widzę, wiele osób z nich korzysta, 

co mnie bardzo cieszy. Od jakiegoś czasu daję 

także możliwość Tobie zbudowania e-biznesu 

pod moimi skrzydłami, dzięki czemu możesz 

zarabiać  razem  ze  mną.  Rejestrując  się  już 

dziś w naszym klubie (http://klubzixo.pl/klub/

dolacz),  dostajesz  na  start  aż  50  zł.  Czy  nie 

warto zacząć nowego rozdziału w swoim życiu? 

Gwarantuję ci bezpieczny i dochodowy biznes.

W tym numerze przeczytasz: Magdaleny Bieni 

pt. „MLM dlaczego i dla kogo to…”, Magda-

leny  Strzechmińskiej  o  rekrutacji  w  firmach 

poszukujących nowych pracowników, artykuły 

naszego  nowego  redaktora  Michała  Jurkow-

skiego  i  wiele  innych,  dlatego  też  zapraszam 

Cię do przejrzenia tego numeru.

Udanej lektury!

Adrian Florek

Copyright© 2009 Millionaire Magazine

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być kopio-

wana w żadnej formie ani żadnymi metodami mechanicznymi i elektronicznymi, 

łącznie z wykorzystaniem systemów przekazywania i odtwarzania informacji 

bez pisemnej zgody właściciela praw autorskich.

Projekt graficzny 

Artur Bukowski

DTP 

Artur Bukowski

Okładka 

Łukasz Nowak

Redaktor Naczelny  Adrian Florek

Redakcja 

Dariusz Dryjski

 

Daniel Janik 

 

Grażyna Dobromilska

 

Jolanta Gajda 

 

Jarosław Sławek

 

Kasia Pabianek

 

Magdalena Bienia

 

Kinga Balter 

 

Magdalena Strzechminska

 

Paweł Sygnowski

 

Tomasz Rezner

 

Łukasz Nowak

 

Szczepan Zmarzliński

Właściciele zdjęć:  Łukasz Nowak

 

Janusz Gawron | www.sxc.hu

 

(fabioslave) | www.sxc.hu

 

Paulo Correa  (nookiez) | www.sxc.hu

 

Faakhir Rizvi  (fakhar) | www.sxc.hu

 

(Nicole_N) | www.sxc.hu

 

Steve-Woods- (woodsy) | www.sxc.hu

 

(barunpatro) | www.sxc.hu

 

Asif Akbar  (asifthebes) | www.sxc.hu

 

Chutiporn Chaitachawong (chutiporn) | www.sxc.hu

 

sanja gjenero  (lusi) | www.sxc.hu

 

Rodolfo Clix  (clix) | www.sxc.hu

 

Daino_16 | www.sxc.hu

 

Zsuzsanna Kilián  (nkzs) | www.sxc.hu

 

Agata Malinowska

 

Mateusz Atroszko  (atroszko) | www.sxc.hu

 

Justyna Furmanczyk  (just4you) | www.sxc.hu

 

Vicky S  (Vixs) | www.sxc.hu

 

(JadeGordon) | www.sxc.hu

Millionaire Magazine to e-gazeta rozpowszechniana drogą elektroniczną 

za pomocą poczty e-mail. Zapisując się na prenumeratę zyskujesz to, że każdy 

numer z momentem ukazania się trafia od razu do Ciebie. Aby zostać 

prenumeratorem, wystarczy zapisać się na listę, podając imię, nazwisko 

i oczywiście adres e-mail.

Ponadto za zapisanie się dostaniesz:

Nagranie z wystąpieniem Kamila Cebulskiego

“Jak zmiana światopoglądu doprowadziła do

sukcesu” z konferencji Myśleć Jak Milionerzy.

background image

Pierwsza zasada sukcesu .................................................... 4

Daniel Janik

Człowiek sukcesu .............................................................. 5

Jarosław Sławek

Myślenie pozytywne  ......................................................... 6

Jarosław Sławek 

Stosunek pozytywny ...........................................................7

Jarosław Sławek 

Mam Talent ....................................................................... 8

Daniel Janik

Nigdy się nie dowiesz… ..................................................... 9

Daniel Janik

Motywacja ....................................................................... 10

Jarosław Sławek 

Jakość życia .......................................................................11

Tomasz Rezner

Strefa komfortu ............................................................... 16

Tomasz Rezner

Jaki masz plan na bieżący rok? ......................................... 18

Łukasz Nowak

Wzmacniacz a dźwignia .................................................. 20

Tomasz Rezner

Dlaczego ludzie nie wykorzystują swego geniuszu .......... 22

Tomasz Rezner

Podstawy szybkiego czytania cz. I .....................................25

Paweł Sygnowski

Dlaczego warto zarabiać na pożyczkach społecznościowych? 26

Marcin Samsel

Cashflow ...........................................................................27

Agata Malinowska

Pracujący będą nadal pracować, czyli trudna prawda o no-

wych emeryturach............................................................ 28

Kamil Cebulski

Pierwszy krok do niezależności finansowej ...................... 30

Magdalena Bienia

Farmersi ........................................................................... 34

Jak zostałem milionerem cz. I .......................................... 36

Jan Fijor

Czy chciałbyś dostać podwyżkę? ..................................... 40

Dominik Dworniczak

Rekrutacja bez tajemnic, część 1 – CV .............................41

Magdalena Strzechmińska (Ojrzyńska)

Jak stać się atrakcyjną ofertą? ........................................... 43

Michał Jurkowski

Prezentacje........................................................................47

Maciej Budzisz

Tajniki skutecznych prezentacji biznesowych .................. 46

Paweł Lenar 

Z Partnerem zawsze raźniej, czyli spółka partnerska ....... 48

Adrian Florek

Zły zakup boli szczególnie sprzedającego ........................ 49

Michał Jurkowski

millionaire magazine

 

|

 

3

background image

otywacja i sukces

H

okeista ten jest jednym z najlepszych hokeistów 

w swoim kraju, kilkakrotnie zdobywał mistrzo-

stwo i wicemistrzostwo Niemiec. Kilka lat temu 

zaczęły go nękać straszne bóle głowy. Podczas 

badań okazało się, że ma raka mózgu.

Podjął  walkę  z  nowotworem.  Zamienił  lodowisko  na  szpital, 

a treningi na chemioterapię. Okazało się, że udało mu się poko-

nać raka. Najszybciej, jak tylko to było możliwe, powrócił do tre-

ningów i do gry. Ponownie zdobył mistrzostwo. Niestety, pod-

czas kolejnego badania kontrolnego okazało się, że rak powrócił 

i to z o wiele większą siłą. Lekarze twierdzą, że nie ma już dla 

niego ratunku i dają mu około 7 tygodni życia.

Mając to na uwadze, postanowił spędzić resztę swojego życia, 

robiąc  to,  co  kocha.  Stwierdził,  że  w  takiej  sytuacji  musi 

po prostu wykorzystać w pełni pozostały mu jeszcze czas...

Postanowił dalej trenować!! Powiedział, że to jest to, co zawsze 

kochał  robić  i  co  jest  jego  największą  pasją!  Dodał  rów-

nież, że jest to winien swoim kolegom z drużyny i kibicom – 

w ten sposób chce im podziękować za wiarę w niego i wsparcie, 

jakiego mu udzielali i nadal udzielają.

Rób to, co kochasz robić – to pierwsza zasada sukcesu, o której 

przeczytasz w każdym poradniku. Usłyszysz o niej w wywiadzie 

z gwiazdą filmu, biznesu czy sportu. Ta zasada jest tak okle-

pana, że przeciętny człowiek rzadko wpada na to, że jest praw-

dziwa. A nawet jeśli pokiwa ze zrozumieniem głową, podczas 

codziennych czynności po prostu o niej zapomina.

Czy  gdybyś  był  w  podobnej  sytuacji  jak  przedstawiony 

na  początku  hokeista  (czego  absolutnie  nikomu  nie  życzę), 

robiłbyś nadal to, co do tej pory? Czy to, co robisz teraz, jest 

pełnym wykorzystaniem Twojego potencjału i nie zamienił-

byś tego za nic w świecie? A może w inny sposób spędziłbyś 

pozostały Ci tutaj, na Ziemi, czas?

Albo  inaczej  –  gdybyś  wygrał  teraz  5  000  000  zł  w  totka, 

czy nadal pozostałbyś przy tym, co teraz?

Pamiętam,  że  w  szkole  średniej  marzyliśmy  z  kolegami 

o  wygraniu  paru  milionów.  Każdy  z  nas  mówił,  że  rzu-

ciłby szkołę i całkowicie inaczej pokierował swoim życiem. 

Znaczyło to ni mniej ni więcej tylko tyle, że nie jesteśmy 

spełnieni w tym, co robimy, że mamy niedosyt, jeśli cho-

dzi o spełnienie naszego potencjału. Teraz też mam jesz-

cze pewien niedosyt, ale już nie zmieniałbym diametralnie 

mojego życia. Odnalazłem dziedziny, które mnie naprawdę 

fascynują i w których chcę stawać się lepszym. Ona dają 

mi  radość  i  spełnienie,  o  których  kiedyś  tak  marzyłem. 

Owszem,  mam  jeszcze  wiele  do  zrobienia,  ale  tu  chodzi 

raczej o skalę mojej działalności, a nie o dziedzinę, w której 

chcę działać!

Jeśli  robisz  coś,  co  kochasz,  to  jesteś  skazany  na  sukces. 

Tak  naprawdę  już  osiągnąłeś  niebywały  sukces.  Większość 

ludzi ciągle narzeka na swoją pracę i robi to, na co wcale nie mają 

ochoty. Jeśli jednak jest inaczej, może warto coś zmienić?

Pod  każdą  widzialną  oznaką  sukcesu  musi  być  mocny  fun-

dament. Musi być coś, co się nie zachwieje przy pierwszych 

problemach,  trudnościach  i  nie  dających  się  przewidzieć 

sytuacjach. Każdy sukces trzeba podeprzeć prawdziwą pasją, 

miłością  do  tego,  co  się  robi.  Zbuduj  swój  sukces  na  skale, 

a nie na piasku!

Kilka dni temu przeczytałem w jednej z gazet o pewnym niemieckim hokeiście. Jego historia jest tyleż 

smutna, co pokrzepiająca...

Pierwsza zasada sukcesu

Daniel Janik

www.sukcesmisja.pl

www.provtraining.com.pl

Ja

nu

sz G

aw

ro

n | w

w

w.

sx

c.h

u

4

 

|

 

millionaire magazine

background image

M

asz  szansę  poznać  to,  co  jest  potrzebne 

do  odniesienia  sukcesu,  przemyśleć, 

na ile to do Ciebie pasuje. Możesz poznać 

sekrety  powodzenia,  finansowania  swoich 

nowych przedsięwzięć. Wszystko możesz. 

Jeśli nie interesuje Cię dobrobyt i swoboda finansowa, możesz 

nie czytać. 

Pamiętaj, że będziesz musiał się dostosowywać, zmieniać i wciąż 

nabywać nowe umiejętności. Będziesz potrzebował wciąż nowych 

pomysłów, wciąż nowych motywacji i wciąż nowych zasobów. 

W  biznesie  nie  ma  stałych  sytuacji.  Zmieniają  się  wymaga-

nia  klientów,  pojawiają  się  produkty  lepsze  pod  względem 

technicznym, konkurencja rośnie i maleje. To będzie kreować 

rozwój twojego przedsięwzięcia i twój własny. 

Czy chcesz wyruszyć w nieznane i znaleźć własną drogę?

Oceniając  swoje  mocne  strony,  pamiętaj,  że  kreatywność 

nie jest domeną tylko geniuszy, którzy potrafią malować, pisać 

czy rzeźbić. Kreatywność (twórczość) często kryje się w latach 

praktyki.  Potrzebne  ci  jest  kilka  elementów  twórczego 

myślenia. Zdolność przeistaczania jednego pomysłu w drugi 

za pomocą myśli. Obserwacja tego, co się dzieje w twoim bez-

pośrednim otoczeniu oraz kreowanie szerszych wizji. Tworze-

nie całkowicie osobistych poglądów i ocen sytuacji oraz pomy-

słów, a także umiejętność przystosowania się do zmieniających 

się warunków. Potrzebował będziesz własnej energii, czasem 

pozostanie  ci  tylko  ona. 

Musisz  być  entuzjastą 

i zwolennikiem osiągania 

celów.

Entuzjazm to cecha, która 

kieruje  myśli  ludzi  suk-

cesu  na  osiąganie  celów, 

chroni  przed  negatyw-

nym  myśleniem,  ospało-

ścią  i  utratą  koncentracji. 

Nawet  gdy  wszystkie 

siły  wydają  się  popy-

chać  w  innym  kierunku, 

pozwala to na utrzymanie 

pewności siebie, wzmożo-

nej twórczości i zwiększa 

zdolność  do  elastycznej 

i ciężkiej pracy.

Czy  nadal  pragniesz 

wyruszyć  w  nieznane 

i znaleźć własną drogę?

Człowiek sukcesu

Właśnie teraz możesz stanąć twarzą w twarz z jedną z najważniejszych decyzji swojego życia: 

czy jesteś człowiekiem sukcesu? czy potrafisz z tego skorzystać?

Jarosław Sławek 

http://www.trzyobawy.webpark.pl

(fa

bi

os

la

ve

) | w

w

w.

sx

c.h

u

millionaire magazine

 

|

 

5

background image

otywacja i sukces

s

tosunek do świata i życia, ludzi i siebie

Mówi się, że głupi na świat narzeka, a mądry się nim 

zachwyca... 

To  dobre  motto,  nie  zadręczaj  siebie  niesprawie-

dliwością świata, nie mów, że wina leży po czyjejś 

stronie, nie szukaj przeszkód, aby usprawiedliwić swoje nie-

róbstwo, przyjmij świat takim, jakim on jest, fakty przyjmuj 

za fakty, nie dopisuj do nich mitologii, koncentruj się na tym, 

co  możesz  zrobić,  co  możesz  zmienić  we  własnym  życiu, 

korzystaj z nauki, jaka płynie z błędów i wyrażaj wdzięczność 

za sukcesy.

Większość napotykanych ludzi to osoby uczciwe i przyzwoite, 

nie przesłaniaj ich sobie tymi, którzy nie kierują się szlachetno-

ścią i poczuciem głębszego dobra, poszukuj w otoczeniu ludzi 

pewnych siebie, wiedzących, czego chcą od życia, upodabniaj 

się do nich, tak naprawdę otrzymujemy od innych dokładnie 

Myślenie pozytywne 

Pozytywny stosunek do świata i życia, innych ludzi i własnej osoby jest drogą do sukcesu, dobrze jest, 

gdy naszym motorem staje się pozytywna motywacja, jak ją odnaleźć? 

Jarosław Sławek 

http://www.trzyobawy.webpark.pl

to, czego oczekujemy, na co pozwalamy - to nie ludzie mnie 

oszukali, to ja się dałem oszukać...

Poszerzaj  własne  horyzonty,  nawiązuj  coraz  to  nowe  kon-

takty, daj sobie szansę, interesuj się też innymi, nowo pozna-

nymi  osobami,  porozmawiaj  o  własnych  kłopotach,  staraj 

się pomagać w ich problemach, ale nie traktuj tego jako obo-

wiązek, nic na siłę, życie nie jest pasmem poświęceń, miej czas 

na radość i zabawę.

Największy wpływ na wydarzenia masz we własnych rękach, 

to  nie  przypadek,  działanie  innych  czy  jakieś  obiektywne, 

zewnętrzne  czynniki,  ty  kreujesz  własne  życie,  zawsze 

o tym pamiętaj, bądź najważniejszą osobą w swoim życiu, jeśli 

będzie  ci  towarzyszyć  szczęście,  wszystkim  wokół  się  ono 

udzieli, więc nie żałuj sobie, aby mieć coś do zaoferowania 

innym.

Poczucie godności pozwoli ci odczuć w zdrowy sposób wła-

sną wartość, a kiedy będziesz ją znać, poznają ją i inni i za to 

będą cię szanować, wiedz, że twoja wartość jako człowieka jest 

zawsze  większa  od  domniemanej,  potrafisz  zdziałać  więcej 

niż przypuszczasz, kiedy przyjmiesz taką 

postawę - nic cię nie powstrzyma...

Pau

lo C

or

re

a (

no

ok

ie

z) | w

w

w.

sx

c.h

u

6

 

|

 

millionaire magazine

background image

C

óż,  należy  przyjrzeć  się  temu  co  uznajesz 

za  ważne.  Powinno  wystarczyć.  Jeżeli  Twoje 

osiągnięcia  życiowe  są  satysfakcjonujące, 

a poranki cieszą na spotkanie z nimi, to rzeczy-

wiście nie ma problemu. Jeżeli nie zadowalasz 

się tym co posiadasz, a drogi rozwoju stoją przed Tobą otwo-

rem i masz wolę sięgania po lepsze, wszystko jest w porządku. 

Problem powstaje wtedy, kiedy Twoja droga ku lepszemu życiu 

skończyła się, pomimo, że wciąz jeszcze żyjesz. Problem jest 

wtedy, kiedy poranek niesie przesłanie o zbliżających się kło-

potach, a wszystko co Cię otacza przynosi troski i zmartwie-

nia. Już na dzień dobry otacza Cię ból i dyskomfort.

Można też zadać sobie pytanie: czy kierunek w jakim zmie-

rzam i dotychczasowe osiągnięcia są właśnie tym, czego chcę 

od życia?

Dlaczego tak wielu z nas nie znajduje satysfakcji z życia? Dla-

czego  życie  większości  ludzi  to  utrapienie,  a  żadna  radość? 

Dlaczego w życiu piękne są tylko chwile?

Może  warto  przyjrzeć  się  procesowi  wychowania  i  dorasta-

nia. Nie chcę tu poszukiwać winnych, pragnę jedynie analizy 

wpływu  sposobu  wychowania,  jaki  ma  miejsce  od  pokoleń. 

Oczywiście, jak wszystko co nas otacza, ewoluuje on w zależ-

ności od ogólnego nastawienia.

Jako  dziecko  nie  znamy  żadnych  ograniczeń.  Ogranicze-

nia to podstawowa nauka, jaką poznajemy. Nie wolno tego, 

tam nie wolno, to nie dla ciebie - tego typu komunikaty są naj-

częściej słyszanymi przez dzieci. Później całe życie towarzy-

szą nam nakazy, zakazy, regulaminy. Jak w takich warunkach 

nauczyć się sięgać po to co najlepsze?

Od  czasu  do  czasu,  jednak,  "sięgamy  gwiazd".  Uczymy 

się wtedy, że tylko chwile przynoszą nam radość i satysfakcję. 

Okupione są ogromną cierpliwością i wyrzeczeniami. Czymś 

na co nie mamy ochoty. A kiedy ktoś powie nam, że można 

inaczej, pukamy się w czoło lub wzdychamy współczująco.

Niektórzy z nas pójdą za nowym głosem. Pozwolą sobie na eks-

peryment.  Napotykając  nowe,  inne  nastawienie  do  świata, 

napotkają również własną ścianę uprzedzeń. Niewielu będzie 

potrafiło  ją  pokonać.  Przecież  trzeba  samemu  sobie  powie-

dzieć, że jest się wadliwą konstrukcją i jeszcze znaleźć moty-

wację do działań ukierunkowanych na przebudowę dosłownie 

wszystkiego. Potrzebne jest nowe myślenie, nowe postrzeganie, 

nowe odczuwanie, nowe potrzeby, cali musimy stać się nowi. 

Zresztą nie tylko nowi, ale i inni.

Tylko poprzez przewartościowanie siebie możemy wyzwolić 

się ze świata nakazów i zakazów, do świata możliwości i umie-

jętności. Nie chodzi o determinowanie się wiarą we własne 

siły, ale świadomość i wiedzę na temat własnych umiejętności 

i  nieograniczonych  możliwości.  Musimy  odrzucić  przekona-

nia  płynące  z  naszego  wychowania.  Uwolnić  się  od  poczu-

cia winy i wstydu. Dopiero wtedy zrozumiemy konieczność 

motywowania siebie do pozytywnego nastawienia.

Stosunek pozytywny

Żeby zmienić nastawienie do świata trzeba zrozumieć istotę błędu, który powoduje nasze obecne nastawie-

nie. Zacznijmy od nasuwającego się automatycznie pytania: dlaczego mam sądzić, że moje nastawienie jest 

niewłaściwe?

Jarosław Sławek 

http://www.trzyobawy.webpark.pl

Fa

ak

hi

r R

iz

vi (

fa

kh

ar

) | w

w

w.

sx

c.h

u

millionaire magazine

 

|

 

7

background image

otywacja i sukces

Z

auważ,  że  każdy  ze  sług  dostał  według  swoich 

zdolności!  Każdy  z  nas  ma  swoje  indywidualne 

zdolności i każdy otrzymuje według tego. Trudno 

bowiem oczekiwać, żeby matematyk pisał piękne 

wiersze,  a  ktoś  obdarzony  pięknym  głosem  znał 

na pamięć wszystkie daty. Choć i to się zdarza.

Każdy z nas ma swój talent, a nawet kilka talentów i jego powo-

łaniem jest je rozwijać do takiego stopnia, do jakiego to tylko 

możliwe. Może nie każdy z nas będzie geniuszem na miarę Tho-

masa Edisona czy innego Mozarta. Jednak każdy z nas ma swoje 

maksimum, do osiągnięcia którego powinien dążyć.

Określony  talent  jest  nam  dany,  ale  o  jego  rozwój  trzeba 

zadbać samemu. I bardzo często tak się właśnie dzieje. Nie-

stety, równie często, ktoś nam przeszkadza w tym wszystkim. 

Jedno słowo, czyn może zaprzepaścić wielki talent dla danej 

szkoły, miasta, kraju, a nawet świata. Nigdy nie wiemy, gdzie 

tak naprawdę jest granica.

Jedno złe słowo może zniechęcić kogoś do rozwijania swoich 

zdolności i powstrzymać go na lata lub nawet na zawsze. Przy-

pomnij sobie, jak się czułeś, gdy z Ciebie drwiono, onieśmielano 

Mam Talent

Daniel Janik

www.sukcesmisja.pl

www.provtraining.com.pl

czy nawet podkładano „świnie”. Możliwe, że miałeś ochotę 

zrezygnować  z  czegoś,  co  kochasz,  byle  tylko  dano  Ci  spo-

kój. I nie mówię tu tylko o dzieciach w szkole (one to robią 

często nieświadomie, nie rozumieją, jak wielkie to może mieć 

konsekwencje),  mam  tutaj  na  myśli  zazdrość  przejawiającą 

się u dorosłych osób.

Nie wszyscy są tacy, że się nie przejmują i mimo krytyki trwają 

w  swoim  działaniu.  Są  wrażliwi  ludzie,  dla  których  takie 

zachowania mogą oznaczać koniec marzeń o sukcesie.

Jak,  twoim  zdaniem,  wyglądałby  świat  bez  stworzonego 

dla wszystkich przez Henry’ego Forda samochodu? Wyobra-

żasz sobie dzisiejszy świat bez auta? Albo jak wyglądałaby nasza 

codzienność, gdyby nie rozwinął się talent Billa Gatesa?

Co by było, gdyby ci geniusze wzięli sobie do serca mocne 

słowa wypowiedziane przez krytyków, których zadaniem jest 

tylko wyszukiwanie słabości u innych?

Czy myślisz, że jak oni zaczynali, to uważali, że odniosą taki 

sukces?  Czy  myślisz,  że  wiedzieli,  że  niemal  każda  osoba 

na tej planecie o nich usłyszy? Nigdy nie wiemy, jaki dana 

osoba  będzie  miała  wpływ  na  życie  społeczności  (lokalnej, 

a nawet globalnej). Nigdy nie wiadomo, u kogo i kiedy objawi 

się geniusz...

Ty też masz jakiś niezwykły talent. Najprawdopodobniej masz 

ich kilka. Nie wiem, czy są one tak wielkie, by można je nazwać 

mianem  geniuszu,  ale  z  pewnością  są  warte  uwagi.  I  pracy. 

Twojej pracy. Masz coś, czego nie ma nikt inny na świecie. 

Rozwiń swój talent do takiego stopnia, do jakiego tylko potra-

fisz. To jest Twój obowiązek. Nie zmarnuj tego daru.

Słyszałeś kiedyś przypowieść o talentach? Jest tam mowa o pewnym człowieku, który miał udać się w dłuż-

szą podróż. Przywołał swoich służących i przekazał im talenty, każdemu według jego zdolności. Pierwszy 

otrzymał pięć talentów, drugi dwa, a trzeci – jeden. Pierwszy i drugi otrzymane talenty „puścili w obieg” 

i wkrótce je podwoili. Trzeci zaś zakopał otrzymany talent w ziemi. Po powrocie z podróży pan chciał rozliczyć 

się ze sługami. Pierwszych dwóch pochwalił słowami: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach 

niewielu, nad wieloma cię postawię; wejdź do radości twego pana!”. Trzeciemu natomiast odpowiedział: „Sługo 

zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś 

więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego 

odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, 

tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma.”

(N

ico

le

_N

) | w

w

w.

sx

c.h

u

8

 

|

 

millionaire magazine

background image

J

eśli po podjęciu próby okaże się, że to nie było Twoje 

prawdziwe pragnienie a tylko Ci się wydawało, że tego 

pragniesz – zyskasz jasność i będziesz mógł szukać dalej. 

A jeśli to jest rzeczywiście to, czego pragniesz z całego 

serca, to już nie przestaniesz próbować, aż Ci się uda 

(w przypadku, gdyby nie udało się za pierwszym razem)!

Nie słuchaj osób, które z niewiadomych przyczyn przyznają sobie 

prawo do decydowania o tym, co jesteś a czego nie jesteś w stanie 

osiągnąć. Nie słuchaj 95-97% ludzi, którzy uważają, że wiedzą 

wszystko lepiej, choć w życiu nie spróbowali sięgnąć po swoje 

marzenia.  Nie  słuchaj  tych,  którzy  podcinają  skrzydła  innym 

z  tego  tylko  powodu,  by  nie  wyszło  na  jaw,  że  są  gorsi  (choć 

wcale nie są, tak im się tylko wydaje). Nie zwracaj zbytnio uwagi 

na to, co mówią inni – Ty masz swoje życie a oni swoje. Nie bądź 

też  jednak  całkowicie  głuchy  na  ich  słowa,  ponieważ  patrząc 

z boku mogą dostrzec coś, czego sam nigdy byś nie zauważył.”

Jak mówi stara prawda życiowa – nigdy się nie dowiesz, jeśli 

nie spróbujesz. To przecież takie oczywiste, prawda? Normal-

nym jest, że żeby coś osiągnąć trzeba najpierw zacząć to robić, 

trzeba podjąć próbę. Choć to takie naturalne, często jednak 

już na tym pierwszym etapie łamiemy sobie zęby.

Mamy  jakieś  marzenie,  nie  starcza  nam  jednak  odwagi, 

by spróbować je zrealizować. Chcemy osiągnąć sukces, ale gdy 

już  trzeba  podjąć  konkretne  działanie,  szukamy  wymówek. 

Mówimy  wszystkim  o  tym,  jak  bardzo  chcemy  coś  zrobić, 

a gdy nadarza się okazja nie korzystamy z możliwości.

No to w końcu chcemy czy nie chcemy?!

Natura ludzka jest bardziej skomplikowana niż się nam czasem 

może wydawać. Gdyby to wszystko było takie proste, to suk-

ces nie byłby taki piękny i wszyscy wkoło osiągaliby swoje cele 

bez wysiłku. Nie w tym rzecz!

Chodzi o to, by pokonywać swoje słabości, swój strach, swoje 

negatywne przekonania. Ci, którym się to uda, dopną swego. 

Reszta  najprawdopodobniej  zrezygnuje  przy  pierwszych 

problemach.  Albo  nawet  wcześniej  –  nie  spróbują  nawet, 

ponieważ  we  własnych  głowach  stworzą  sobie  przeszkody 

nie do przejścia!

Jeśli naprawdę chcesz czegoś, marzysz o tym i nocami nie potra-

fisz spać, myśląc ciągle o tym, jak fantastycznie byłoby to osią-

gnąć – musisz podjąć działanie. Normalne jest, że się boisz. 

Każdy się boi! Twój sukces zależy od tego, czy będziesz potra-

fił wydostać się ze swojej strefy bezpieczeństwa. Osiągniesz to, 

przełamując swój strach!

Nigdy się nie dowiesz…

Mistrzu – zapytał – jak osiągnąć w życiu to, o czym marzę?
Mistrz odpowiedział:

„Niezależnie od tego, czego pragniesz – podejmij wyzwanie. Spróbuj. Wbrew temu, co mówią inni – spróbuj! 

Jeśli o czymś naprawdę marzysz, musisz podjąć kroki w tym kierunku. W przeciwnym wypadku będziesz sobie 

pluć w brodę przez resztę życia. Czy wolisz na starość opowiadać swoim wnukom o sytuacjach, które wykorzy-

stałeś czy raczej mówić ze smutkiem i żalem o tym, co mogłeś zrobić, ale nie zrobiłeś?

Daniel Janik

www.sukcesmisja.pl

www.provtraining.com.pl

millionaire magazine

 

|

 

9

background image

otywacja i sukces

I

stnieje wiele książek, które szczegółowo opisują tech-

niki  właściwego  podejścia  do  tego  procesu.  Nauka 

z literatury może być dla niektórych wygodna, ale nie 

wszystkie książki są dla każdego zrozumiałe i nie każdy 

lubi się z nich uczyć. A przecież każdą teorię, w końcu, 

zawsze trzeba skonfrontować z praktyką

Organizowane są również różnego rodzaju warsztaty, kursy 

i  szkolenia  motywacyjne  i  o  motywowaniu  siebie.  Można 

nawiązać  kontakt  z  psychologiem  i  porozmawiać  o  tym. 

Ośrodki  psychologiczne  organizują  róż-

nego  rodzaju  spotkania  skierowane 

na  tą  tematykę.  Można  również  czer-

pać  siłę  i  naukę  od  drugiego 

człowieka w jakichś formach 

samopomocowych, 

ucząc 

się od niego lub przy nim.

Jeśli szukasz, na pewno znajdziesz jakiś sposób na lepsze rozu-

mienie tematyki związanej z motywacją. Potrzebne do tego 

jest  zrozumienie  własnych  nawyków.  Wynikających  z  nich 

przeszkód i blokad ograniczających Twoje możliwości lub tych 

cech, które Ci pomagają w przekonaniu siebie do działania 

i lepszego ich kształtowania dla lepszych efektów. Kształto-

wanie własnych umiejętności umożliwia skuteczniejsze dzia-

łanie.  Skuteczniejsze  działanie,  poza  wymiernymi  efektami, 

przynosi więcej czasu. Więcej czasu pozwala na więcej spo-

koju i relaksu w życiu.

Będąc  właściwie  zmotywowanym  oznacza  efektywniejsze 

działanie  i  lepsze  zagospodarowanie  czasu.  Właściwe  zmo-

tywowanie  pozwala  więc  być  lepszym  człowiekiem.  Stając 

się lepszym człowiekiem i nie ustając w rozwoju osobistym, 

zmienia  się  warunki  życia.  Lepszemu  człowiekowi,  życie 

zmienia się na lepsze. Pozostaje tylko zapytać, czego oczeku-

jesz po swoich działaniach? 

Motywacja

Jarosław Sławek 

http://www.trzyobawy.webpark.pl

Motywacja wynika z poczucia potrzeby wykonywania różnych koniecznych czynności do osiągnięcia zamie-

rzonego celu. Motywujemy i inspirujemy się do działania w różny sposób. Czasem jest to lęk i obawa, że spotka 

nas jakaś kara, coś zostanie nam ujęte jeśli czegoś nie wykonamy i poniesiemy nieodwracalną stratę. Czasem 

zdajemy sobie sprawę z profitu, w jakiejkolwiek postaci, nagrody i satysfakcji. Dlatego potrafimy wykonywać 

nawet bardzo trudne przedsięwzięcia, wymagające sporego nakładu sił i emocji. Istotą motywacji jest działanie 

bez szkody na samopoczuciu.

St

ev

e-

W

oo

ds

-(

wo

od

sy

) | w

w

w.

sx

c.h

u

10

 

|

 

millionaire magazine

background image

racjonalnego punktu widzenia, taki model zacho-

wania i życia jest przedziwny, gdyż do dyspozycji 

na  tym  świecie  mamy  tylko  jedno  życie  (niektó-

rzy  twierdzą,  że  ileś  tam  wcieleń,  ale  nikt  tego 

nie  sprawdził,  a  tym  bardziej  nie  udowodnił). 

Nawet, gdybyśmy mieli do dyspozycji więcej żyć, to nie powód, 

by marnować czas, jaki mamy teraz. Dlatego warto żyć jak 

najlepiej i najpełniej. 

Przytłaczająca większość ludzi przechodzi przez swoje życie 

w ten sposób, że przed śmiercią (nawet w wieku 90, czy 100lat), 

robiąc  podsumowanie  swoich  dokonań,  jest  zawiedziona 

lub niezadowolona, albo dalej stosuje „strusią politykę” i „rżnie 

głupa” udając zadowolonych. Niemal wszyscy powiedzą wtedy, 

że dzieciństwo było lepsze lub gorsze (zależy, jak komu udało 

się), a później, to była szkoła, praca, dzieci i wysiłek związany 

z ich wychowaniem i wykształceniem by „wyszli na porząd-

nych ludzi”. 

Ludzie mówią: pracowałem, pracowałem, straciłem zdrowie, a teraz 

nie jestem w stanie normalnie żyć ze swojej emerytury, bo...

To „bo”, to: leki są drogie, nie wystarcza mi od jednej wypłaty 

emerytury lub renty do drugiej, rewaloryzacja dała mi kilka 

złotych, wszystko jest drogie itd. 

Jestem  lekarzem  i  na  co  dzień  mam  do  czynienia  z  takimi 

ludźmi i przytoczone powyżej wypowiedzi stanowią standard. 

Jednym z takich pytań zadawanych na samym początku jest: 

„a  ile  kosztują  najtańsze  ...”.  Jak  ja  coś  kupuję,  to  przedtem 

też często pytam o cenę i to jest normalne, ale dla emerytów 

z reguły najważniejsze jest, by to coś było najtańsze. To pyta-

nie jest dla nich priorytetem. Najtańsze, niekoniecznie znaczy 

dobre, a co dopiero najlepsze. Czasem tanie rzeczy są też dobre, 

ale dobre z reguły kosztują więcej. 

Obserwując od lat to zjawisko, nasuwają się pytania i wnioski.

Ważny  wniosek  (niestety  bardzo  przykry):  polski  emeryt 

codziennie  jest  bohaterem,  bo  codziennie  walczy  o  przeży-

cie  ze  swojej  emerytury,  będącej  w  tym  przypadku  „zdoby-

czą” komunistycznego systemu, a realizowanej przez równie 

komunistyczny ZUS (niektórzy rozszyfrowują ten skrót jako 

Zakład  Utylizacji  Składek).  Mimo  tego  codziennego  boha-

terstwa, emeryt nie dostaje żadnych odznaczeń, czy medali, 

a państwo traktuje go jako uciążliwy dla budżetu balast.

Jeszcze  ważniejszą  jest  kwestia:  dlaczego  tak  jest,  z  czego 

wynika taka sytuacja, dlaczego jest to tak powszechne oraz 

całe mnóstwo innych pytań. 

Wyciągając wnioski z powyższych rozważań nasuwa się reflek-

sja, że życie tych ludzi było obiektywnie dość marnej jakości 

(nawet,  jeżeli  sami  tego  tak  nie  ocenili,  lub  nie  zdają  sobie 

z tego sprawy). Właściwie, to jakiś marazm, dni i lata podobne 

do siebie, aż wszystko zakończone jest śmiercią. Na pytanie, 

co  wartościowego  pozostawili  po  sobie,  odpowiedź  brzmi 

nic lub prawie nic. Oczywiście wychowali dzieci, przedłużyli 

żywot gatunku, ale to robi cała flora i fauna, więc w przypadku 

ludzi mamy prawo oczekiwać czegoś więcej. 

Przytłaczająca większość ludzi na świecie żyje bez jakiegokol-

wiek konkretnego celu, więc czas „przecieka im przez palce” 

i efekty są nijakie. Z tego właśnie wynika ich kiepska jakość 

życia. Skoro nie kierują własnym życiem, to kierują nim inni 

według własnych potrzeb i priorytetów, co np. świetnie widać 

w przedsiębiorstwach. Oddając decydowanie o swoim życiu 

innym, od razu stawiają się w bardzo złej sytuacji. Jak mają mieć 

dobrą jakość swego życia, skoro to nie oni o nim decydują. 

Jeżeli decyzja pochodzi z zewnątrz, to nigdy nie będzie opty-

malną dla danej osoby, nawet, gdyby podejmowali ją ludzie 

o jak najlepszych intencjach, a co dopiero, gdy mają na wzglę-

dzie wyłącznie swoje cele, a tak jest na ogół. Bardzo dobrze 

widać  to  w  systemach  totalitarnych,  gdzie  władza  narzuca 

sposób myślenia, życia, wiarę, wyznacza, co jest najważniejsze, 

nie licząc się ze zdaniem ludzi.

Jakość życia człowieka ma aspekt wielowymiarowy i odmienny 

od  reszty  przyrody  ożywionej.  Wynika  to  stąd,  że  jedynie 

człowiek  posiada  rozum.  Tylko  człowiek  potrafi  logicznie 

i  abstrakcyjnie  myśleć,  planować,  posługuje  się  emocjami, 

ma świadomość. Dlatego właśnie nasza rola na tym świecie 

Jakość życia

Ten temat, chociaż dotyczy każdego, dość rzadko jest poruszany. Najczęściej chyba ze strachu, że może 

okazać się, że dana osoba może wypaść (określając ogólnie) w niekorzystnym świetle. Dotyczy to oceny 

innych, jak również samooceny. No cóż, powszechnie spotykamy zachowanie typu „struś”, czyli „chowanie 

głowy w piasek” i udawanie, że czegoś nie ma, lub coś nie dzieje się, ewentualnie nas nie dotyczy. Ponieważ 

ludzie mają tendencje do „zadawania się” z podobnymi sobie, więc dla tych innych z tego „towarzystwa” 

wszystko uchodzi za normalne i kółeczko zamyka się na „samozadowoleniu”. 

millionaire magazine

 

|

 

11

background image

otywacja i sukces

Piękne  

  

Powalające

zdjęcia

www. ArturBukowski .pl

&

background image

A

rt

ur B

uk

ow

sk

i | w

w

w.

ar

tu

rb

uk

ow

sk

i.p

l

background image

otywacja i sukces

jest  o  wiele  bogatsza  od  wyłącznie  przedłużenia  ciągłości 

życia gatunku. 

W  historii  ludzkości  były  miliardy  istnień  ludzkich  –  naj-

częściej bezimiennych. Nie pozostał po nich żaden ślad. Ci, 

o których wiemy, po których dziedziczymy dobra kulturowe 

i  naukowe,  zapisani  są  w  historii  swymi  dziełami  i  ponad-

czasowymi dokonaniami, a nie grobami. Czy ktoś wie, gdzie 

są  groby  Homera,  Sokratesa,  Pitagorasa,  Aleksandra  Mace-

dońskiego i wielu innych, o których wiemy, że byli i czego 

dokonali.  W  historii  naszej  cywilizacji  zapisani  są  poprzez 

swoje dzieła.

Powiesz Szanowny Czytelniku, że ten magazyn dotyczy bycia 

milionerem, a nie wywodów filozoficzno-historycznych, lecz 

po tym nieco przydługim wstępie wyjaśnię Ci, dlaczego to jest 

jednak tak ważne. Otóż jakość życia tych ludzi oceniana z per-

spektywy czasu okazuje się ogromna – dlatego o nich wiemy, 

choć miliardy pozostały bezimienne.

Jako istoty ludzkie, każdy z nas ma w swoim życiu do wypeł-

nienia jakąś misję. Dla każdego, jego misja może być całko-

wicie odmienna od misji innych ludzi i jest to wspaniałe, gdyż 

niesamowicie wzbogaca ludzkość.

Świat jest pełen wybitnie utalentowanych ludzi. Na przykład, 

jeśli chodzi o wybitne talenty artystyczne, to w krajach cywi-

lizowanych, mniej niż jeden na dziesięć takich talentów jest 

w stanie rozwinąć się i wzbogacić kulturę. Te nierozwinięte 

talenty – dotyczy to talentów najróżniejszych, a nie tylko arty-

stycznych - są niepowetowaną stratą ludzkości. 

Nasuwa  się  zasadnicze  pytanie:  DLACZEGO  NIE  ROZ-

WINĘŁY SIĘ?

Odpowiedź  jest  niestety  dość  przyziemna.  Otóż  z  reguły 

bierze  się  to  z  braku  możliwości  finansowych,  by  rozwijać 

różne aspekty życia, gdyż niedostatek finansowy tych ludzi, 

zmusza  ich  do  wkładania  całej  swojej  energii  w  przeżycie 

egzystencjonalne.

Dopiero  ludzie  posiadający  100%  bezpieczeństwo  bytowe, 

mają warunki, by rozwijać swoje najlepsze zdolności i talenty. 

DLATEGO  WŁAŚNIE  ZASOBNOŚĆ  FINANSOWA 

W CYWILIZACJI LUDZKIEJ POZWALA WYDOBYĆ 

Z LUDZI TO, CO W NICH NAJLEPSZE. 

PODSTAWOWYM  WARUNKIEM  JEST  ZDOBYCIE 

I  POSIADANIE  BOGACTWA  MATERIALNEGO 

W SPOSÓB ETYCZNY.

JAKOŚĆ  ŻYCIA  MA  ASPEKT  WIELOPŁASZCZY-

ZNOWY  I  BOGACTWO  FINANSOWE  JEST  JEDY-

NIE JEDNYM Z WIELU WAŻNYCH ELEMENTÓW, 

ALE NIE MOŻE BYĆ JEDYNYM!

(b

ar

un

pa

tro

) | w

w

w.

sx

c.h

u

14

 

|

 

millionaire magazine

background image

Jeśli  ktoś  chce  osiągnąć  pełnię  życia  tylko  przez  bogactwo 

finansowe, to nie będzie nigdy szczęśliwym!

Zauważcie,  że  nie  można  być  np.  wirtuozem  fortepianu, 

gdy  nie  miało  się  nigdy  dostępu  do  instrumentu,  ani  być 

naukowcem bez odpowiednich narzędzi i środków – do tego 

potrzebne są pieniądze.

Najwięksi filantropi, największe fundacje dobroczynne posia-

dały i wydały ( i wydają coraz więcej) na realizację swoich 

celów niewyobrażalne ilości pieniędzy, służąc milionom ludzi 

potrzebujących.  Nie  byłyby  w  stanie  dokonać  tego,  gdyby 

nie  dysponowały  odpowiednimi  środkami  finansowymi. 

Biedny  biednemu  nie  pomoże,  bo  nie  ma  jak,  co  najwyżej 

może z nim usiąść i pobiadolić lub popłakać dla towarzystwa. 

Pomoc  ofiarom  kataklizmów,  głodu,  zarazy  wymaga  pie-

niędzy na sprzęt, żywność, leki, zapewnienie zdrowej wody 

itd. To wszystko kosztuje, a środki na to mają ludzie bogaci 

i to oni stają na wysokości zadania. Widzisz więc, że bycie 

bogatym to specjalna misja. 

Wspaniałym  współczesnym  przykładem  jest  Bob  Geldof, 

który  zrobił  bardzo  wiele,  by  pomóc  mieszkańcom  Afryki. 

Ciągle  wspaniale  działają  fundacje  Henry’ego  Forda,  Billa 

Gates’a i wiele innych.

Wbrew wielu rozpowszechnionym przekonaniom, MOŻNA, 

A WRĘCZ TRZEBA POSIĄŚĆ BOGACTWO W SPO-

SÓB ETYCZNY.

NIEPRAWDĄ  JEST,  ŻE  ZDOBYCIE  BOGACTWA 

MUSI ODBYĆ SIĘ CZYIMŚ KOSZTEM!

Na  świecie  są  nieprzeliczone  dobra  nam  dostępne  i  wciąż 

powstają nowe, w dodatku w coraz większym tempie. Przecież 

jeszcze 200 lat temu ludzie mieli jedną parę butów dla całej 

rodziny,  większość  nie  umiała  pisać  ani  czytać,  nigdzie 

nie  podróżowała,  nikt  nie  miał  pralki,  lodówki,  telewizora, 

roweru,  czy  samochodu,  śmiertelność  była  bardzo  duża 

z powodu chorób zakaźnych, a zapalenie wyrostka robaczko-

wego nieuchronnie kończyło się śmiercią. Teraz przeszczepia 

się ludziom serca, przeżywają wcześniaki o masie urodzenio-

wej poniżej 800g, a nawet 600g. Średnia długość życia wzro-

sła z 25lat do 75lat i wszystko to na tym samym świecie!

Kiedyś większość ludzi nawet nie spodziewała się, że coś takiego 

jest możliwe, a teraz to jest codzienność. Ludzie latają samo-

lotami  w  każde  miejsce  kuli  ziemskiej.  Pomyśl,  jak  wielkie 

bogactwo powstało od tamtej pory i dalej tak będzie! Dzisiejszy 

przeciętny człowiek żyje o wiele lepiej niż niegdysiejszy król! 

BOGAĆ SIĘ I SŁUŻ SOBIE I INNYM! 

TO JEST DOBRE!

 Wynikają z tego wnioski, że możemy i musimy bogacić się, 

a jednocześnie swym bogactwem służyć innym. To jest jedna 

z  powinności  przypisanej  człowiekowi.  Nie  można  bogacić 

się w sposób nieetyczny, kosztem czyjejś krzywdy, wyzysku itp.

W Biblii są liczne przypowieści o mnożeniu talentów, czynie-

niu ziemi poddanej rodzajowi ludzkiemu, naganie ludzi gnu-

śnych i leniwych.

KAŻDY  Z  NAS  MA  MISJĘ  CZYNIENIA  DOBRA 

I POSTĘPU! 

TO NASZA POWINNOŚĆ!

Dlatego nie zasłaniaj się pretekstami, że czegoś nie możesz, 

że czas jest nieodpowiedni, że inni… . Masz w sobie wszystkie 

potrzebne zasoby, by Twoje życie było godne i najpełniejsze. 

DZIAŁAJ! 

Ktoś mógłby powiedzieć: a dlaczego mam dzielić się z innymi 

moim dorobkiem, niech sami sobie zapracują, itp. 

Proponuję  zmienić  podejście  do  tematu  na  takie:  Twoje 

powodzenie  jest  jakąś  formą  daru,  który  otrzymałeś.  Skoro 

Ty coś otrzymujesz, to ofiaruj też coś wartościowego innym, 

a właściwie, to daj innym zanim sam odbierzesz. Nie wszyscy 

mieli sprzyjające warunki, by bogacić się równie skutecznie, 

ale Ty kiedyś byłeś też w takiej sytuacji i otrzymałeś wsparcie. 

Mój artykuł jest przykładem takiego wsparcia. Mam nadzieję, 

że po przeczytaniu, zastanowieniu się nad moim przekazem, 

coś  dobrego  w  Tobie  drgnie  i  poczynisz  postępy  na  swojej 

drodze  do  szczęścia.  To  jest  mój  dar  dla  Ciebie  i  nie  ocze-

kuję,  byś  mi  się  rewanżował,  a  na  pewno  nie  żądam  za  to 

żadnej zapłaty. Jeżeli mój tekst pomoże Ci w lepszym życiu, 

to już bardzo się ucieszę. Ty również możesz dzielić się róż-

nymi  dobrami  z  innymi  ludźmi,  a  paradoksalnie,  będziesz 

coraz bogatszy, a nie biedniejszy. Nie namawiam Cię do roz-

dania wszystkiego – to nie byłoby najlepsze. Na dobroczyn-

ność  i  pomoc  innym  ludziom  przeznacz  np.  10%  swoich 

dochodów. Więcej na ten temat będzie w jednym z kolejnych 

artykułów.  Bogactwo,  to  nie  tylko  pieniądze  i  dobra  mate-

rialne – o tym też będzie osobny artykuł. Dzieląc się z innymi 

pieniędzmi, nie robisz tego kosztem siebie, bo Twoje pienią-

dze tak naprawdę należą do Wszechświata, a ty tylko masz 

do nich dostęp.

Andrew  Carnegie  –  potentat  przemysłu  stalowego  i  wielki 

filantrop jest wspaniałym wzorem do naśladowania. Gdy umarł, 

w jego biurku znaleziono starą pożółkłą kartkę z wypisaną 

na niej jego misją życiową: przez pierwszą połowę życia zdo-

być fortunę, a przez drugą wydać ją na potrzeby ludzi. Tak też 

uczynił.

Tomasz Rezner

millionaire magazine

 

|

 

15

background image

otywacja i sukces

S

trefa  komfortu  ma  wymiar  wielopłaszczyznowy 

i  ilość  tych  płaszczyzn  jest  nieograniczona, 

a w dodatku dla różnych ludzi, są to płaszczyzny 

bardzo  różne  i  inne  –  jest  to  jak  najbardziej  nor-

malne. Rodzaje tych płaszczyzn wynikają z indywi-

dualności każdego człowieka i jego potrzeb. Część tych płasz-

czyzn jest wspólna dla większej ilości osobników, co związane 

jest z przynależnością do tego samego gatunku, środowiska, 

płci, kultury, warunków życia itd.

W tym artykule chcę zająć się Twoimi indywidualnymi płasz-

czyznami strefy komfortu.

Strefę komfortu możemy sobie wyobrazić jako koło z zazna-

czonym  środkiem,  ograniczone  okręgiem.  My  jesteśmy 

tym  środkiem,  koło  jest  strefą  komfortu,  okrąg  –  granicą, 

a na zewnątrz jest już strefa dyskomfortu.

Jako  strefę  komfortu  (w  danej  dziedzinie)  możemy  przyjąć 

nasze  wyobrażenia  oraz  oczekiwania,  nadzieje,  dotyczące 

danego aspektu życia, stan faktyczny. Przykładowo, jeżeli ktoś 

marzy o Trabancie, a go nie ma, to fakt przyszłego posiadania 

go będzie związany z przekroczeniem dotychczasowej granicy 

strefy komfortu w tej płaszczyźnie. Dopóki nie ma Trabanta, 

to jest on poza jego strefą komfortu, czyli na zewnątrz opi-

sanego  powyżej  okręgu.  Gdy  go  już  posiądzie,  to  znajdzie 

się on w strefie komfortu dlatego, że pole tego koła powięk-

szyło  się,  ale  Mercedes  jest  poza  (na  zewnątrz)  jego  strefą 

komfortu. 

Strefy komfortu dotyczą np. wykształcenia, majątku, najróż-

niejszych  umiejętności,  kariery,  szczęścia,  miłości,  statusu 

społecznego, poważania, itd., itp.

W  swojej  strefie  komfortu  czujemy  się  dobrze,  komfortowo 

(być może tylko względnie), ale strefa jest nam znana, często 

polubiona,  nie  stwarzająca  zaskakujących  sytuacji,  wyzwań, 

niebezpieczeństw. Uporczywe trzymanie się strefy komfortu 

związane jest z gnuśnością.

Problemem  większości  ludzi  jest  przemożna  chęć  pozosta-

wania w swojej strefie komfortu z przyczyn, które przytoczy-

łem powyżej. Jeżeli dany człowiek kurczowo będzie trzymać 

się swojej strefy komfortu, to zatrzyma się w rozwoju w danej 

dziedzinie. 

Rozwój wiąże się nieubłaganie z nowymi wyzwaniami oraz 

ustawicznym  przekraczaniem  swojej  strefy  komfortu,  przez 

co ulega ona ciągłemu powiększaniu. 

Jeżeli  nasz  właściciel  Trabanta  nie  jest  skłonny  przekro-

czyć  swojej  granicy  komfortu,  poza  którą  jest  Mercedes, 

to go nie posiądzie. Aby go mieć, musi dążyć i przekroczyć 

swą  granicę  komfortu  i  znaleźć  się  w  strefie,  w  której  jest 

ten  Mercedes.  Oczywiście  przytoczone  tu  marki  samocho-

dów są jedynie przykładem dla zobrazowania zjawiska i jego 

funkcjonowania. 

Ludzie, którzy kurczowo trzymają się swoich stref komfortu, 

właściwie  nie  żyją,  gdyż  są  zamknięci  na  nowości,  postęp 

i rozwój. Kolejne lata ich życia są takie same, a na ogół gor-

sze od poprzednich. Nieszczęściem ludzkości jest to, że tacy 

ludzie  stanowią  około  80%  do  90%  populacji  (to  mój  pry-

watny szacunek). Takich ludzi spotykamy na każdym kroku. 

Najlepiej  widać  ich  w  „towarzystwach  wzajemnej  adoracji”, 

czyli w środowiskach, gdzie wszyscy są ze sobą we wszystkim 

zgodni i zadowoleni z siebie oraz innych członków towarzy-

stwa (tzw. konformiści), niepodatni na jakiekolwiek zmiany 

i postęp, nikt niczym szczególnym nie wyróżnia się spośród 

innych.  Każdy  człowiek  o  odmiennych  poglądach,  sposo-

bach działania postrzegany jest przez takie środowisko jako 

zły,  wywrotowiec,  nie  mający  racji,  marzyciel  oderwany 

Strefa komfortu

Każdy żywy organizm ma strefę komfortu. Czy to będzie roślina, zwierzę, czy człowiek, każdy ma swoją 

strefę komfortu, która ma granicę, a za nią jest już strefa dyskomfortu. Gdy już o tym napisałem, to dla każ-

dego jest to oczywiste, jednak w codziennym życiu, niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Jeżeli jedziesz 

asfaltową  drogą  przez  las,  to  drzewa  nie  rosną  na  drodze,  tylko  obok,  jednak,  gdy  spojrzysz  ku  górze, 

to zauważysz, że granica drzew nie jest pionowa, lecz korony oraz pnie drzew z obu stron drogi zbliżają 

się do siebie i zamykają przestrzeń od góry. Jak widać z tego przykładu, rośliny dążą do polepszenia swego 

życia, zwracając się w stronę światła (tzw. fototropizm). Takie same dążenia zapewnienia sobie lepszego 

bytu mają zwierzęta, a co dopiero człowiek. Zwierzęta dążą do opanowania określonego terytorium, zna-

czą je, „biorą w posiadanie” i bronią przed intruzami i konkurentami. Ludzie również postępują podobnie, 

lecz paradoksalnie w wielu przypadkach inaczej lub wręcz przeciwnie, a z reguły niewłaściwie. Oczywiście 

ludzie chcą dla siebie dobrze, a przynajmniej wydaje im się, że tak czynią. Właśnie, wydaje im się. Nasuwa 

się pytanie: dlaczego, coś niewłaściwego postrzegane jest jako prawidłowe? Ten temat zasługuje na odrębny 

artykuł, a teraz wracam do strefy komfortu.

16

 

|

 

millionaire magazine

background image

od  rzeczywistości,  „rewolucjonista”,  wichrzyciel,  burzący 

„stare dobre zwyczaje” (które zawsze „sprawdzały się”) i rzuca 

mu się „kłody” pod nogi, zbiorowo i solidarnie tępi najróżniej-

szymi sposobami. Tragiczne jest to, że celem takich ataków 

są z reguły najwartościowsze jednostki (chociaż czasem trafiają 

się również osoby, które koniecznie powinno się powstrzymać 

– np. Hitler, Stalin oraz inni wielcy zbrodniarze i przestępcy).

Ludzie, którzy za nic nie chcą przekroczyć swojej strefy kom-

fortu, są zawsze „zadowoleni”, nie szukają nowych rozwiązań, 

nie czynią żadnych postępów. Wszelkie zmiany w ich życiu 

wywołane są przez przymusowe czynniki zewnętrzne – np. ktoś 

przeprowadził się do nowego i lepszego domu, ale tylko dla-

tego,  że  stary  spłonął  lub  zawalił  się  i  gmina  przydzieliła 

mu lokal zastępczy, a nie dlatego, że chciał lepiej mieszkać 

i żyć. Tacy ludzie przekonani są, że życiem żądzą przypadki, 

że nie mają wielkiego wpływu na swoje życie, nie wytyczają 

sobie żadnych celów (bo niby po co, skoro życiem rządzą przy-

padki losowe i „nie mają na to wpływu”), nie mają skrystali-

zowanych oczekiwań i zadowalają się tym, co los (czyli inni 

ludzie) im przyniesie, czyli ich jakość życia jest kiepska.

Wartościowe jednostki zawsze dążą do przekraczania swoich 

stref komfortu i tworzenia przez to nowych jakości. To właśnie 

ci ludzie są najbardziej prężni, wytyczają nowe drogi postępu, 

są autorami odkryć naukowych i wynalazków, poprawy jakości 

życia ogółu, który później masowo z tego korzysta (np. szcze-

pionki, samochody, telewizja, itd.). 

Tymi  ludźmi  są  tzw.  potocznie  „wiecznie  niezadowoleni” 

(nie  mylić  z  malkontentami),  ciągle  czegoś  poszukujący, 

nie godzący się z istniejącym ówcześnie stanem rzeczy. Ludzie 

„zadowoleni” nie wnoszą żadnych nowych wartości do życia – 

bo  nie  odczuwają  potrzeby  wprowadzania  jakichkolwiek 

zmian.

Jeśli chcesz przeżyć swoje życie w sposób wartościowy i pełny, 

życzę Tobie, byś był „zdrowo niezadowolony” z otaczającego 

Cię świata – oczywiście doceniaj w nim to, co dobre i korzy-

staj z tego, niemniej ciągle w sposób aktywny odkrywaj nowe 

wartości.

Ludzie ambitni i aktywni, poprzez przekraczanie swojej strefy 

komfortu, powiększają ją ciągle i jest to dla nich wyzwaniem 

i  nieustającym  procesem.  Dla  obecnego  właściciela  Merce-

desa, który przedtem miał Trabanta, dawna strefa komfortu, 

obejmująca  Trabanta,  mieści  się  w  dużo  większym  „kółku” 

zawierającym  obecnie  Mercedesa,  który  przedtem  był  poza 

„kółkiem” Trabanta. 

Muszę tu jeszcze wspomnieć drugą niezmiernie ważną grupę 

ludzi,  którzy  tworzą  postęp,  a  nie  są  tymi  „zdrowo  niezado-

wolonymi”.  Są  nimi  wizjonerzy.  Wizjonerzy  (np.:  Leonardo 

da Vinci, Ciołkowski – „ojciec” astronautyki) wyprzedzają swoją 

epokę, ponieważ marzą o nowej jakości życia wielu ludzi (gdy 

ci ludzie w ogóle o tym nie wiedzą i nie odczuwają jeszcze żad-

nej związanej z tym potrzeby). W przypadku wizjonerów, strefa 

komfortu jest jakby w cieniu, a mimo to należą do jednej z naj-

bardziej wartościowych grup społeczeństw cywilizowanych. 

Twórcy komputerów mieli na celu poprawienie i usprawnie-

nie  konkretnych  obliczeń  na  potrzeby  armii  (analogicznie 

było z Internetem), natomiast wizjonerzy stworzyli mnóstwo 

dodatkowych  zastosowań  komputerów,  których  przedtem 

po prostu nie było, więc nie mogły być poprawiane. 

To właśnie wizjonerzy ciągle tworzą nowe kategorie i kreują 

potrzeby ludzi. 

Pamiętaj! Nic wartościowego w Twoim 

życiu  samo  się  nie  zrobi,  więc 

przekraczaj  swoje  strefy  kom-

fortu,  bo  do  dyspozycji  masz 

tylko jedno życie! 

Tomasz Rezner

A

sif A

kb

ar (

as

ift

he

be

s) | w

w

w.

sx

c.h

u

millionaire magazine

 

|

 

17

background image

otywacja i sukces

Jaki masz plan na bieżący rok?

To  zabawne.  Często,  kiedy  pytam  znajomych  o  ich  plany  na  bieżący  rok  -  a  przeważnie  pytam 

po pierwszym stycznia - otrzymuję różne odopowiedzi. Ogólnie wszyscy temat wyśmiewają i lek-

ceważą... Już słowo "plan" wzbudza uśmiech na twarzy. To dobrze. Optymizm jest Ci potrzebny. 

Planujemy przecież rzeczy pozytywne :-)

G

eneralizuję.  Wiem..  Mimo  wszystko  rozkład 

statystyczny  ewidentnie  pokazuje,  że  zdecydo-

wana większość pytanych przeze mnie nie pla-

nuje swojego roku. I nie mówię tylko o pustych 

postanowieniach noworocznych, czy pobożnych 

życzeniach. Mówię o konkretnym planowaniu..

>> Po co planować?

Właśnie.  Po  co  w  ogóle  planować  przyszłe  wydarzenia? 

I  jak  planować?  Przecież  nie  wiadomo  co  będzie  jutro, 

a co dopiero w październiku czy grudniu.

Zawsze najlepszy jest przykład.

Budujesz dom. Miałeś parę cegieł. Postawiłeś je na gołej ziemi 

i zacząłeś układać jedną po drugiej. Po godzinie ściana jest 

gotowa.  Brakło  cegieł  a  tu  dopiero  jedna  ściana...  A  kiedy 

się oparłeś wszystko się rozsypało.

Chyba zgodzisz się ze mną, że planowanie tak ważnej inwe-

stycji jak budowa domu jest niezbędne? Chyba zgodzisz się też, 

że planowanie życia jest jeszcze ważniejsze?

Teraz cofnij się w czasie. Przypomnij sobie wydarzenia minio-

nego  roku.  Co  się  działo  w  styczniu,  co  w  lutym  itd.  Jeśli 

nie potrafisz przypomnieć sobie konkretnych miesięcy prze-

myśl  ile  pozytywnych  wydarzeń  miało  miejsce  w  zeszłym 

roku..  Pomyśl  ile  decyzji  podjąłeś,  które  przyniosły  pozy-

tywne  skutki...  Daj  sobie  chwilę  czasu..  Przypomnij  sobie 

wiosnę, lato, jesień i zimę.. A ile było w tym negatywnych 

wydarzeń  i  decyzji  o  negatywnych  skutkach?  Ile  się  z  tych 

wydarzeń  nauczyłeś?  Czy  gdybyś  lepiej  sobie  zorganizował 

to może mniej błędów byś popełnił?

>> Jak planować?

Pierwszą część masz już za sobą. Podsumowanie poprzedniego 

okresu czasu (może to być rok, a może być miesiąc - Ty jesteś 

szefem). Teraz zajmijmy się przyszłością.

Ale jak odległą? Dzień? Miesiąc? Rok? Szesnaście lat?

>> Im dalszy okres - tym większy ogół - im bliższy tym więk-

szy konkret i szczegóły.

Zaczynamy  od  jak  najodleglejszego  punktu.  Generalnie 

co kilka lat powinniśmy robić sobie plan na całe życie. Plan 

nie  szczegółowy  -  lecz  wyznaczenie  kierunku,  w  którym 

chcielibyśmy podążać. Jestem pewien, że masz pewne poczu-

cie tego co chciałbyś osiągnąć.. Czytasz Millionaire Magazine. 

Pewnie  chcesz  żyć  dostatnio  i  realizować  swoje  marzenia. 

C

hu

tip

or

n C

ha

ita

ch

aw

on

g (

ch

ut

ip

or

n) | w

w

w.

sx

c.h

u

18

 

|

 

millionaire magazine

background image

Wiesz, że teraz jest najlepszy czas żeby to zaplanować? 

No to jedziemy...

Np. Za 10 lat od teraz mam 1 miliard zł w aktywach, 

zarabiam 100 000 zł (cel ambitny, ale wielu ludzi udo-

wodniło, że jest to możliwe, więc... dlaczego nie? :-)

Dziś -----------------------------------> Za 10 lat

Pewnie pamiętasz ze szkoły jak rysowałeś linię czasu... 

Wiesz  dokładnie  jak  wygląda  Twoje  "dziś",  zaczy-

nasz też planować jak będzie wyglądało Twoje "dziś, 

za 10 lat". Kolejnym etapem jest wypełnienie tej ramy 

treścią, zaczynając od końca do dnia dzisiejszego.

Np.  Za  5  lat  od  teraz  mam  biznes,  który  przynosi 

50 000 zł miesięcznie. Kupuję kolejne aktywa.

Za  2  lata  od  teraz  mój  biznes  zaczyna  przynosić 

dochody na poziomie 20 000 zł. Kupuję aktywa

Za 6 miesięcy otwieram działalność gospodarczą.

Za 3 miesiące co najmniej 10 ludzi miesięcznie pyta 

czy  mógłbym  wykonać  dla  nich  usługę  (najpierw 

potencjalni i zdecydowani klienci - potem firma :-))

Za 1 miesiąc umieszczam swoje portfolio w internecie, 

biorę udział w targach

Dziś - siadam do biznesplanu, żeby lepiej przygotować 

się do prowadzenia solidnego biznesu. Pytam o dofi-

nansowanie, sposoby mądrego prowadzenia działalno-

ści itp.

Model  niekoniecznie  musi  wyglądać  w  ten  czy  inny 

sposób.  Najważniejszy  jest  tok  myślenia  -  od  finału 

do dnia dzisiejszego.

Żadna  wielka  filozofia.  Kiedy  mam  być  na  spotka-

niu o 18 to o 17.30 muszę najpóźniej być w drodze. 

Czyli kilka minut wcześniej (panie mogą przeznaczyć 

czasem  kilka  godzin  ;-))  muszę  się  ubrać.  Godzinę 

wcześniej muszę przyjść z treningu piłki, żeby spokoj-

nie wziąć prysznic... Itp.

Żadne  cuda.  Żadne  planowanie  nieprzewidywalno-

ści. Żadne proroctwo i jasnowidzenie. A jeśli jeszcze 

na każdym etapie potrafisz zaplanować kilka warian-

tów to nie ma bata żeby nie zrealizować założeń.

Siadaj  i  planuj.  Stawką  jest  Twoje  życie  i  Twój  naj-

bliższy  rok.  Naprawdę  chcesz  pozostawić  wszystko 

swojemu biegowi? Jakoś będzie? A może ktoś... coś... 

za Ciebie.. albo samo się... ?

Łukasz Nowak

www.miesiaccudow.blogspot.com

millionaire magazine

 

|

 

19

background image

otywacja i sukces

rozumieniu  fizycznym,  dźwignia  jest 

maszyną  prostą,  o  której  każdy  uczył 

się  w  szkole  na  lekcjach  fizyki.  Dźwignie 

te  można  podzielić  ze  względu  na  kształt 

na proste i kątowe, a ze względu na położenie 

w stosunku do osi obrotu (punktu podparcia) na jednostronne 

lub dwustronne. Dla nas ważne jest to, że dźwignia (niezależnie 

od  podanych  powyżej  rodzajów)  jest  tylko  przekładnią.  Zna-

czy to, że akcja równoważona jest reakcją. Przekładając to na 

język potoczny, znaczy to, że wielkość pracy włożonej ma bez-

względną wartość taką samą, jak praca odebrana (w układzie 

idealnym, w którym pomijamy straty np. na tarcie, opór powie-

trza itp.). Archimedes stwierdził: „dajcie mi punkt podparcia, 

a (przy pomocy dźwigni) poruszę Ziemię” (miał na myśli pla-

netę). Biorąc pod uwagę masę Ziemi, trwałoby to na pewno 

długo ze względu na ogrom pracy, ale teoretycznie jest to moż-

liwe. Dla nas istotne jest to, że stosując dźwignię, zawsze mamy 

zerowy bilans pracy, a nas interesuje wzmocnienie.

Tak naprawdę, to, o czym piszą sławy, to efekt wzmocnienia. 

W  zastosowaniu  dźwigni  finansowej  (zresztą  każdej  dźwi-

gni), nie mamy wzmocnienia, lecz tylko zmianę przełożenia, 

a nam chodzi o to, by nasze działania uległy wielokrotnemu 

wzmocnieniu.  Dźwignia  to  podobnie,  jak  np.  skrzynia  bie-

gów w samochodzie. Choćbyśmy nie wiadomo jakie przeło-

żenie zrobili, to moc na wejściu i na wyjściu jest taka sama 

(biorę pod uwagę układ idealny pozbawiony strat), a ponieważ 

w tej przekładni wszystko dzieje się w tym samym czasie, więc 

praca na wejściu równa się pracy wyjściowej. 

W  przypadku  wzmacniacza  mamy  zupełnie  inną  sytuację, 

gdyż  sam  sygnał  nie  ulega  bezpośredniemu  wzmocnieniu, 

bo  to  jest  po  prostu  niemożliwe.  Sztuczka  wzmacniania 

sygnału polega na przeniesieniu informacji zawartej w sygnale 

sterującym na inne potężniejsze medium. W ten sposób otrzy-

mujemy wiernie skopiowany sygnał, ale o wiele potężniejszy 

i  w  dodatku  zawsze  nieco  opóźniony  w  stosunku  do  steru-

jącego. Jest to powszechnie stosowane w elektronice, ale dla 

łatwego  zrozumienia  podam  przykład  samochodowy.  Obec-

nie  w  samochodach  powszechnie  stosowane  jest  wspomaga-

nie układu hamulcowego zwane potocznie serwem. Wytwa-

rzane  przez  silnik  lub  pompę  podciśnienie  (bez  wnikania 

w szczegóły techniczne) jest gotowe do uruchomienia pompy 

hamulcowej. My wciskając pedał hamulca (przy niewielkim 

wysiłku), otwieramy zawór łączący serwo i pompę hamulcową 

z  tym  rezerwuarem  podciśnienia,  a  wykonana  przez  serwo 

praca jest wielokrotnie większa dzięki całemu układowi wspo-

magania. Można to sobie samemu sprawdzić wciskając pedał 

hamulca  przy  włączonym  i  wyłączonym  silniku.  Aby  Was 

nie  znużyć  pominę  dalsze  wywody  techniczne.  Dodając 

„gazu”  w  samochodzie  też  wzmacniasz  swoje  zamierzenia 

poprzez sterowanie o wiele większą mocą silnika. Podobnie 

prowadzenie pociągu polega na wzmacnianiu woli maszyni-

sty poprzez sterowanie układem napędowym. Otwarcie tamy 

uwalnia  ogromne  ilości  energii  potencjalnej  zgromadzonej 

wody.  Środki  masowego  przekazu  świetnie  obrazuję  potęgę 

wzmacniania poprzez masowe powielanie informacji i wpły-

wanie  na  odbiorców.  Przykłady  wzmacniania  są  dosłownie 

wszędzie.

W  tym  wszystkim  najważniejsze  jest  to,  że  wzmacnianie 

polega na sterowaniu przy pomocy małego sygnału, o wiele, 

wiele większymi mediami. 

Wbrew pozorom wzmacnianie sygnału nie jest jedynie zwią-

zane  z  aspektami  fizycznymi,  lecz  również  z  duchowymi 

i ludzkimi. Przykładowo naczelny dowódca armii sam jeden 

na miejscu konkretnego żołnierza niewiele by zrobił, ale gdy 

według jego rozkazu dane zadania wykonywane są przez całe 

oddziały, to efekt jest wielokrotnie większy. Gdy weźmiemy 

pod uwagę wyrafinowane środki techniczne stosowane przez 

armie do skuteczniejszego zabijania ludzi, to wzmocnienie jest 

niesamowite (przykładem jest broń jądrowa). 

W świecie finansów, największe efekty uzyskuje się również 

poprzez umiejętność wzmacniania naszych dążeń, inicjatyw 

i  pomysłów,  jak  również  zainwestowanych  środków.  Efekt 

wzmacniania  działa  niezależnie  od  rodzaju  sygnału.  Jeżeli 

sygnał  jest  właściwy,  uzyskamy  korzystny  dla  nas  efekt, 

a jeżeli jest błędny, to niekorzystny. W historii wojen i bitew 

widać przykłady tego. Właściwe decyzje dowódcy przekładały 

się na zwycięstwa, a złe na porażki i klęski. W codziennym 

życiu i biznesie jest zupełnie tak samo. 

Jeżeli np. zainwestujesz we właściwą branżę (najlepiej, gdy ona 

dopiero raczkuje i potem rozwinie się), to będziesz mieć profity, 

Wzmacniacz a dźwignia

Dzisiaj będzie trochę o fizyce, ale w bardzo przystępny sposób. 
Różni poczytni autorzy piszący na temat uzyskania wolności finansowej (np. Robert Kiyosaki) uży-

wają pojęcia dźwigni finansowej. Pomimo, że są tacy znani i sławni, a ja nie, to jednak popełniają 

błąd, o którym poniżej.

20

 

|

 

millionaire magazine

background image

niewłaściwa branża narazi cię na straty. Przykładem dobrych 

posunięć były inwestycje (finansowe, edukacyjne) w informa-

tykę, która ciągle dynamicznie rozwija się. Gdybyśmy w tam-

tym czasie zainwestowali w produkcję np. soch, kos, czy sno-

powiązałek, to byłby raczej krach.

Liderzy sterują różnymi procesami i wzmacniają efekty swoich 

przemyśleń (dobrych lub złych). Dotyczy to władców państw, 

przywódców partyjnych, właścicieli przedsiębiorstw, bankow-

ców i wielu innych – ogólnie rzecz biorąc – liderów. Wybór 

właściwej taktyki i strategii postępowania prowadzi do suk-

cesu. „Mózg” wydaje polecenia swoim podwładnym i przez 

to sygnał sterujący jest wielokrotnie wzmacniany. Jeżeli weź-

miemy pod uwagę np. inwestowanie w akcje lub nieruchomo-

ści, to nasze decyzje o cenie i momencie transakcji przekładają 

się na efekty. Można dorobić się majątku lub zbankrutować. 

Tu doskonale widać efekt wzmacniania, a nie dźwigni. 

Świetnym przykładem wzmacniania jest „trust mózgów”. 

Ludzie  posiadający  odpowiednią  wiedzę  potrafią  sterować 

różnymi  procesami  w  sposób  pożądany  i  skuteczny.  Dla-

tego warto edukować się we właściwym kierunku. Nie musi 

to być koniecznie edukacja oficjalna, która z reguły jest nie-

wystarczająca w życiu, lecz pogłębione indywidualne studia 

w  danej  dziedzinie  (samokształcenie).  Człowiek,  który  wie, 

co i jak zrobić, osiąga dodatni bilans swych działań, pomimo 

poniesionych porażek. Przykładem jest Donald Trump, który 

był  miliarderem,  potem  zbankrutował,  by  później  osiągnąć 

jeszcze większe bogactwo, niż przed bankructwem. Czy myśli-

cie, że Donald Trump zarabia po jednym dolarze za wykona-

nie jakiejś czyności? Nie, on steruje procesami, ludźmi, całymi 

organizacjami, wytycza strategie. Donald Trump ma do dys-

pozycji tyle samo czasu, co każdy inny człowiek, ale dzięki ste-

rowaniu i efektowi wzmacniania zarabia krocie w tym samym 

czasie, w którym inni zarabiają pojedyncze centy. 

Spotkałem  się  z  rozumieniem  pracy  ludzkiej  (przez  ludzi 

myślących  prymitywnie)  jako  ciężkiej  i  przez  to  godnej 

dużego wynagrodzenia, gdy po jej wykonaniu bolą mięśnie. 

Według  nich,  człowiek,  który  nie  spocił  się  i  nie  zmęczył 

fizycznie, nie wykonał żadnej wartościowej pracy. To błędny 

pogląd, bo pieniądze i każdy postęp uzyskuje się pracą umy-

słu, a nie mięśni. Przecież koń lub słoń są o wiele silniejsze 

od człowieka i wystarczy odpowiednio nimi sterować, by uzy-

skać wspaniałe efekty, ale do tego trzeba pracować umysłem. 

Ludzie, którzy harują mięśniami zamiast pracować mózgiem, 

„klepią biedę” – zresztą sami pracują na takie efekty. Wspaniali 

liderzy, artyści (np. muzycy, wokaliści) zarabiają fortuny, nie-

koniecznie pracując mięśniami (czasami tańczą i robią wielki 

„show”, który wymaga wysiłku fizycznego), ale przede wszyst-

kim pracują umysłem. Efekt wzmocnienia w przypadku muzy-

ków uzyskuje się poprzez sprzedaż wielu milionów płyt kom-

paktowych. Im więcej się sprzeda, tym większe wzmocnienie 

włożonej  pracy  w  wyprodukowanie  płyty,  a  przecież  wyko-

nana na początku praca była dokładnie ta sama. Jeśli sprzeda 

się  np.  1000  takich  płyt,  to  jest  to  prawdopodobnie  strata 

finansowa, ale gdy będzie to 20 000 000, to będzie wielki suk-

ces. Widać tu wspaniały efekt wzmacniania. Z powyższego 

przykładu wynika też wniosek, że zaspokajanie potrzeb więk-

szej ilości ludzi daje odpowiednio duży wynik końcowy. Jeżeli 

możesz  wykonać  pracę  jednostkową  nie  dającą  się  powielić, 

to otrzymasz za nią jakąś konkretną zapłatę, ale gdy możesz 

ją zwielokrotnić, to korzystając z tego wzmocnienia osiągniesz 

wielokrotnie  większe  rezultaty.  Przykładem  wielokrotnego 

wzmacniania  i  możliwości  uzyskania  wolności  finansowej 

poprzez dochód pasywny są tantiemy. Robisz coś, co później 

sprzedaje  się  wielokrotnie  już  bez  Twojej  dodatkowej  pracy. 

Tantiemy są za książki, dzieła muzyczne, wykonania (utwo-

rów),  opatentowane  wynalazki,  itd.  W  radio  bardzo  często 

odtwarzane są stosunkowo stare już utwory zespołu Roxette, 

Quin i innych, a w okresie przedświątecznym i gwiazdkowym, 

piosenki,  w  których  pobrzękują  dzwoneczki  (Cliff  Richard, 

George  Michael).  To  prawdziwa  żyła  złota,  bo  za  każdym 

razem wykonawcy otrzymują tantiemy.

W cywilizowanych społeczeństwach (nam tu jeszcze co nieco 

brakuje), przedstawiciele tzw. „wolnych zawodów” jak lekarze, 

stomatolodzy, architekci, prawnicy są wynagradzani wysoko 

w stosunku do przeciętnych obywateli dlatego, że ich praca 

wymaga wysokich kwalifikacji i muszą wykonać ją osobiście. 

W związku z tym ilość tej pracy jest ograniczona w czasie, 

nie  mogą  jej  zlecić  komuś  innemu  i  w  ten  sposób  powielić 

efekty. Wyobrażacie sobie, że dentysta wyrywa jednocześnie 

zęby pięciu pacjentom, chirurg wykonuje jednocześnie dziesięć 

operacji, a adwokat lub sędzia są jednocześnie na kilku rozpra-

wach? Jest to niemożliwe i dlatego praca takich specjalistów 

wynagradzana jest dość wysoko w krajach cywilizowanych – 

jeśli chodzi o lekarzy w naszym kraju jest wręcz odwrotnie 

– sami wyciągnijcie wnioski. Może ktoś powiedzieć, że lekarz 

bądź  adwokat  też  może  powielać  swoją  pracę,  ale  może 

to  zrobić  jedynie  poprzez  zatrudnienie  innych  specjalistów 

swojej branży i uzyskać efekt wzmocnienia, tylko, że wtedy 

nie będzie już pracować jako przedstawiciel „wolnego” zawodu, 

lecz jako przedsiębiorca.

Dźwignia  też  ma  zastosowanie  w  biznesie.  Przykładowo  – 

można jej użyć do poruszenia dużego kamienia, który wywoła 

lawinę (lawina, to już wzmacniacz). Innym przykładem może 

być przekonanie kogoś (szczególnie, gdy trzeba to zrobić kil-

kakrotnie)  do  zajęcia  się  jakimś  projektem,  w  którym  dany 

człowiek niesamowicie sprawdzi się itd.

Zapamiętaj! 

Pracuj głównie swoim umysłem, a nie mięśniami. 

Tylko praca umysłem zapewni Ci efekt wzmocnienia.

Na koniec sentencja:

TEN, KTO PRACUJE PRZEZ CAŁY DZIEŃ, 

NIE MA CZASU, BY ZARABIAĆ PIENIĄDZE!

Tomasz Rezner

sa

nj

a g

jen

er

o (

lu

si) | w

w

w.

sx

c.h

u

millionaire magazine

 

|

 

21

background image

otywacja i sukces

C

o to jest świadomość, to mniej więcej każdy wie. 

Jest to ogół naszego postępowania, z którego 

zdajemy  sobie  sprawę,  nad  którym  możemy 

panować  zgodnie  ze  swoją  wolą,  planować 

nasze działania, orientowanie się w środowisku 

wewnętrznym i zewnętrznym.

Jeśli chodzi o podświadomość (zwaną również nieświadomością), 

to znajomość tego tematu jest zdecydowanie mniejsza, a do tego 

najczęściej błędna. 

Upraszczając bardzo sprawę, można podświadomości przypisać 

rolę „woła roboczego” umysłu, jak również „ochroniarza”, który 

dba, by nie stała się nam krzywda. Jeśli chodzi o ochronę, to przy-

kładem  może  być  dotknięcie  gorącego  przedmiotu.  Natych-

miast cofamy rękę, zanim jeszcze zdamy sobie sprawę z niebez-

pieczeństwa. Tak samo jest z zamknięciem oka przy narażeniu 

na zaprószenie. Podświadomość funkcjonuje bez przerwy, rów-

nież podczas snu, reguluje i steruje procesami życiowymi, a w 

razie  zagrożenia  informuje  naszą  świadomość.  To  podświado-

mość daje Ci „kopa” w postaci adrenaliny w stanach zagrożenia.

Świetnym  przykładem  działania  podświadomości  jest  proces 

oddychania  czy  chodzenia.  Oddychamy,  gdyż  jest  to  efektem 

działania mięśni, które dostają odpowiednie bodźce od mózgu, 

a  steruje  tym  właśnie  podświadomość.  Ona  reguluje  częstość 

i głębokość wdechów w zależności od potrzeb i sytuacji i robi 

to samodzielnie. Przecież oddychasz bez przerwy i nie myślisz 

o  tym.  Możemy  również  wpływać  świadomie  na  oddycha-

nie i wtedy przejmujemy sterowanie tymi procesami w sposób 

świadomy. To samo jest z chodzeniem, mówieniem, jeżdżeniem 

samochodem,  graniem  na  instrumencie  i  niemal  wszystkimi 

czynnościami  życiowymi.  Przecież,  gdy  idziesz,  to  nie  zasta-

nawiasz  się  jak  postawić  stopę,  czy  krok  prawą  nogą  zrobić 

krótszy lub dłuższy, bo akurat droga zakręca. Podświadomość 

„wyręcza” naszą świadomość w sytuacjach „typowych” i dzięki 

temu  odciąża  udział  świadomości  w  pracy  nad  powtarzają-

cymi  się  sytuacjami.  Zanim  podświadomość  nauczy  się  pew-

nych  typowych  dla  danych  sytuacji  algorytmów  postępowa-

nia, z reguły potrzebne jest ileśkrotne powtórzenie informacji 

lub  poleceń  dochodzących  za  pośrednictwem  umysłu  świado-

mego.  Na  tym  między  innymi  polega  proces  wychowywania, 

nauki  gry  na  instrumencie,  mówienia  itd.  Wyobrażasz  sobie, 

że podczas marszu, z Twojego mózgu i do niego płyną niezli-

czone bodźce nerwowe informujące o napięciu poszczególnych 

mięśni,  stanie  równowagi,  sygnały  sterujące  bardzo  wieloma 

mięśniami, których używasz podczas „normalnego” chodzenia. 

Twoja świadomość miałaby z tym duży problem, a być może 

nie poradziłaby sobie, jednak dzięki podświadomości, która kie-

dyś w dzieciństwie na zasadzie licznych powtórzeń i doświad-

czeń przyjęła odpowiednie algorytmy postępowania, twój umysł 

korzysta z wielu gotowych i sprawdzonych szablonów bez zasta-

nawiania się, automatycznie i natychmiast. 

Metodą opracowania nowych algorytmów i dojścia do mistrzo-

stwa w danej dziedzinie jest: 

1. 

nieświadoma niekompetencja

2. 

świadoma niekompetencja

3. 

świadoma kompetencja

4. 

nieświadoma kompetencja.

Ostatni  punkt  jest  etapem,  w  którym  dana  osoba  automa-

tycznie  reaguje  i  wykonuje  odpowiednie  czynności  na  pozio-

mie  mistrzowskim.  Bardzo  łatwo  widać  to  na  przykładach 

gry na instrumencie, nauki jazdy na rowerze itd. Oczywiście 

nie każdy zostaje mistrzem w swojej dziedzinie, ale chodzi o to, 

że  na  pewnym  poziomie  reaguje  prawidłowo  i  automatycznie 

na daną sytuację.

Metoda  wielokrotnych  powtórzeń  jest  nieco  długa  i  wymaga 

stosowania  dyscypliny.  Uważa  się,  że  dopiero  po  21  dniach 

codziennych  powtórzeń  danego  zachowania,  powstaje  nawyk. 

Nawyk jest właśnie algorytmem podświadomości.

Inna metoda „zaszczepienia” podświadomości nowego wzorca jest 

bardzo  krótka,  z  reguły  jednorazowa.  Sposób  ten  związany  jest 

z silnym przeżyciem i bardzo silnymi emocjami z tym związanymi. 

Wówczas jednorazowe wydarzenie może wywrzeć wpływ na zacho-

wanie się w danej sytuacji na całe nasze życie. Może to być np. pożar, 

wypadek, kataklizm, stan przerażenia, zniewolenie, stan zagroże-

nia życia, ośmieszenie, poparcie środowiska lub odrzucenie przez 

nie, arbitralna ocena osoby posiadającej wielki autorytet.

W  poprzednim  artykule  stwierdziłem,  że  jesteś  geniuszem, 

a  jak  często  usłyszałeś  to  dotychczas  pod  swoim  adresem? 

Dlaczego ludzie nie wykorzystują swego geniuszu

kontynuacja artykułu „Jesteś geniuszem”.

Znawcy tematu twierdzą, że umysł każdego człowieka jest częścią jednego wielkiego „umysłu”, który ogar-

nia cały świat. Nazywają go nadświadomością, czy jeszcze inaczej. Nas interesuje w tym artykule świado-

mość i podświadomość i obie one w odróżnieniu od nadświadomości, przynależne są danemu człowiekowi 

indywidualnie.

22

 

|

 

millionaire magazine

background image

Z reguły (szczególnie dzieci) słyszą od swoich rodziców, nauczy-

cieli teksty typu: „ty niezdaro, nic dobrego z ciebie nie wyrośnie, 

jesteś tumanem, nigdy się nie nauczysz, skończysz w kryminale 

lub  na  ulicy”  i  wiele  tym  podobnych  stwierdzeń.  Jeżeli  dzieje 

się to w stanie silnego wzburzenia (emocji), to wystarczy jeden 

raz,  by  podświadomość  przyjęła  takie  stwierdzenie  na  zawsze. 

Może się zdarzyć (i często tak jest), że na poziomie świadomym 

zapomnisz  o  całym  zdarzeniu,  ale  podświadomość  niczego 

nie zapomina (!) z tego, co do niej weszło i będzie Tobą kierować 

według przyjętego wzoru. 

Czy Twoi rodzice mówili Ci, że jesteś wspaniały, zdolny, przebo-

jowy, że przed Tobą wielka przyszłość i kariera, a może w szkole 

ktoś  do  Ciebie  tak  mówił?  Może  nieliczni  rodzice  coś  takiego 

mówili swoim dzieciom (a dla małego dziecka największym auto-

rytetem są rodzice – dla większych dzieci również, nawet, gdy mają 

odmienne poglądy na dany temat), a w szkole, to już absolutny 

wyjątek.  W  swoim  życiu,  szczególnie  w  dzieciństwie  ciągle 

spotykamy  się  z  karceniem,  nakazami,  zakazami,  a  z  pochwa-

łami i zachętą coraz rzadziej i po pewnym czasie to dziecko jest 

jak „ptak, któremu obcięto skrzydła”. Już nie wychyli się z żadną 

propozycją, by nie usłyszeć komentarza w stylu „aleś wymyślił”, 

lub „jak ty coś powiesz”, lub „nie wymądrzaj się”, „siedź cicho, 

gdy starsi rozmawiają”, „dzieci i ryby głosu nie mają”. To dziecko 

zostało już „wychowane”, tzn. zabito w nim twórczość, pomysło-

wość, spontaniczność, chęć działania, oryginalność, otwartość itd. 

Ono nie będzie się już wychylać. W momencie, gdy podświadomość 

tego  dziecka  przyjęła  do  wiadomości  te  stwierdzenia,  automa-

tycznie „nałożyła” na jego życie ograniczające go „szlabany”, poza 

które nigdy nie wychyli się. Choćby miał najlepsze okoliczności, 

by zrobić coś wspaniałego w danej dziedzinie, nie skorzysta z tego, 

nawet gdyby było to najprostsze i najbardziej korzystne i oczywi-

ste do zrobienia.

Muszę wrócić do poprzedniego akapitu o głosie dziecka. Ryby 

może nie mają głosu, ale dzieci jak najbardziej. Dziecko ma wspa-

niałe podejście do świata i otoczenia, jest otwarte na wszystko, 

ufne, dla dziecka nie ma rzeczy niemożliwych! Dziecko uczy 

się bez przerwy i chłonie wiedzę z każdej dziedziny, jak przysło-

wiowa gąbka. W miarę upływu czasu i takiego „wychowywania” 

z dziecka robi się taki standardowy człowiek, który nie wyko-

rzystuje swojego potencjału, żeby się nie wychylić i nie narazić 

na karę lub potępienie – takie wzorce przyjęła podświadomość.

W  poprzednim  artykule  pisałem  o  pokutującym  poglądzie 

o umysłach „ścisłych” i „humanistycznych”. 

TO JEDNA WIELKA NIEPRAWDA! Mimo to niesamowi-

cie rozpowszechniona.

Z reguły jest tak, że gdy ktoś ma problem z matematyką fizyką, 

czy np. chemią lub innymi przedmiotami wymagającymi logicz-

nego i konsekwentnego rozumowania, to automatycznie zostaje 

okrzyknięty „humanistą”.

R

od

ol

fo C

lix (

cl

ix

) | w

w

w.

sx

c.h

u

millionaire magazine

 

|

 

23

background image

otywacja i sukces

TO  WIELKIE  I  BARDZO  KRZYWDZĄCE  DANEGO 

CZŁOWIEKA NIEPOROZUMIENIE. PRZECIEŻ JESTEŚ 

GENIUSZEM! KORZYSTAJ W PEŁNI ZE SWOICH MOŻ-

LIWOŚCI! NIE DAJ SOBIE WMÓWIĆ OGRANICZEŃ!

Może nie cierpisz matematyki, może „działa Ci na nerwy”, może 

wolisz zrobić cokolwiek innego i trudnego, „aby tylko nie matma”. 

Powiem Ci, skąd to masz.

Na  lekcjach  matematyki  i  fizyki  przy  rozwiązywaniu  zadań, 

z reguły zwraca się najwięcej uwagi na wynik końcowy. Możesz 

mieć  prawidłowy  tok  postępowania,  ale  gdy  zrobisz  drobny 

błąd  arytmetyczny,  ostateczny  wynik  będzie  nieprawidłowy  – 

I ZA CAŁOŚĆ ZOSTANIESZ OCENIONY NEGATYW-

NIE! Podsumowanie całego Twojego działania uwzględni jedy-

nie liczbowy wynik końcowy, a w dodatku nauczyciel stwierdzi, 

że  jesteś  beznadziejny.  Usłysz  to  ileś  razy,  a  masz  już  zało-

żone „szlabany” w swojej podświadomości. W tym momencie 

dla Twojej podświadomości nauki ścisłe są „be” i nieświadomie 

będziesz ich unikać, tępić itp., zostaniesz „humanistą”, bo wiersz, 

czy książkę można interpretować dość dowolnie i nie zostaniesz 

za to zrugany. W malarstwie, rzeźbie, poezji, muzyce itp. możesz 

mieć najróżniejsze odczucia i jest to akceptowane przez ogół. 

Tzw.  „umysły  humanistyczne”,  to  ludzie  skrzywdzeni  w  dzie-

ciństwie  przez  złych  (niewłaściwych)  nauczycieli,  opiekunów, 

którzy „nałożyli” im ograniczające i nieprzekraczalne dla nich 

bariery. W matematyce, gdy masz jakąś zaległość, albo czegoś 

nie rozumiesz i nikt Ci tego dobrze nie wytłumaczy, to coraz 

bardziej wchodzisz „w kozi róg” i nieszczęście gotowe. 

Oczywiście są też spontaniczni humaniści, którzy kochają zaj-

mować się tym bez potępiania nauk ścisłych, ale to już zdarza 

się rzadko. Przykładem jest Leonardo da Vinci.

Teraz najważniejsze!

PODŚWIADOMOŚĆ  JEST  BEZWZGLĘDNA!  – 

jak w matematyce, wartość bezwględna liczby dodatniej i ujem-

nej jest zawsze wartością dodatnią.

DLA  PODŚWIADOMOŚCI  WSZYSTKO  JEST  BEZ-

WZGLĘDNE.  NIE  MA  DOBRA  ANI  ZŁA,  RZECZY 

WŁAŚCIWYCH I NIEWŁAŚCIWYCH itd. 

WSZYSTKO  DLA  PODŚWIADOMOŚCI  JEST  JEDNA-

KOWO WAŻNE!

PODŚWIADOMOŚĆ NICZEGO NIE OCENIA, TYLKO 

WYKONUJE I W DODATKU DO KOŃCA!

PODŚWIADOMOŚĆ NIE MA MORALNOŚCI!

PODŚWIADOMOŚĆ  JEST  BEZDUSZNA  –  ROBI  TO, 

CO W SOBIE MA ZAKODOWANE – JAK MASZYNA!

Biorąc powyższe pod uwagę, najważniejsze w naszym życiu jest 

to,  by  nasza  podświadomość  miała  jedynie  DOBRE,  WŁA-

ŚCIWE i KORZYSTNE dla nas WZORCE. Niestety mamy 

w sobie zakodowane liczne ograniczenia, których nie potrafimy 

pozbyć się, ponieważ prawie nikt nie wie jak to zrobić, a sama 

chęć jest niewystarczająca. 

Okazuje się, że jest możliwość pozbycia się złych wzorców (prze-

konań) i wyrobienie w sobie korzystnych, ale to temat na kolejny 

artykuł.

 

Tomasz Rezner

24

 

|

 

millionaire magazine

background image

Z

auważ, że przy czytaniu czegokolwiek, oglądaniu 

i/lub słuchaniu napływający przez twoje oczy i/lub 

uszy ciąg informacji stanowi podstawę do genero-

wania  strumienia  określonych  myśli  i  obrazów. 

Wszelkie  tego  typu  wyobrażenia  są  tworzone 

przez twój umysł na podstawie dostarczanych mu informacji. 

To jest właśnie tym, o co w czytaniu naprawdę chodzi.

Rozumienie przychodzącej informacji odbywa się w naszym 

mózgu.  W  zależności  od  typu  tejże  informacji,  zostanie 

ona przetworzona za pomocą lewej lub prawej półkuli.

Dla przypomnienia:

prawa półkula zajmuje się obróbką informacji graficz-

nych oraz emocjonalnych,

lewa półkula zajmuje się suchymi, logicznymi 

informacjami.

Jak łatwo się domyślić (stosując logiczne myślenie, czyli naszą 

lewą  półkulę),  nie  ma  żadnego  problemu  z  przetwarzaniem 

obrazów  itp.  rzeczy.  Z  kolei  jednak  może  wystąpić  problem 

z przetworzeniem abstrakcyjnych idei, z powodu braku „zacze-

pienia” dla analizowanej informacji w naszym umyśle. Stąd mogą 

się pojawiać takie odczucia, że czujesz, że rozumiesz o co chodzi, 

ale nie potrafisz tego wytłumaczyć drugiej osobie itp.

Jeśli  podczas  czytania  będziesz  świadomie  wykorzystywać 

opisane powyżej zjawisko, to cały proces czytania powinien 

zamienić się w obserwowanie i koncentrowanie się na ciągu 

obrazów tworzonych przez twój umysł oraz rozumienie ich. 

Jednakże, aby było to w ogóle możliwe, musisz być skoncen-

trowany na czytanym tekście, bez popularnego „odlatywania” 

(czy też „myślenia o niebieskich migdałach”). Z kolei koncen-

trację zapewni Ci szybkie czytanie, które jest pochodną opisy-

wanego tutaj zjawiska. 

Podstawy szybkiego czytania cz. I

Paweł Sygnowski

http://www.pawelsygnowski.info/

Chciałbym  teraz  zatrzymać  się  na  chwilkę  nad  zjawiskiem,  które  jest  częścią  całego  złożonego  pro-

cesu  czytania.  Jednakże  jest  to  tak  subtelne  (i  istotne)  zjawisko,  że  pewnie  jeszcze  nigdy  świadomie 

go nie doświadczyłeś.

D

ai

no

_1

6 | w

w

w.

sx

c.h

u

Z

su

zs

an

na K

ili

án (

nk

zs

) | w

w

w.

sx

c.h

u

millionaire magazine

 

|

 

25

background image

26

 

|

 

millionaire magazine

E

 konomia i finanse

W

 

Polsce  pierwszy  serwis  social  lending  – 

Kokos  –  powstał  na  początku  2008  roku 

i  to  na  nim  się  skupię.  Patronat  nad  pro-

jektem objęła firma Blue Media, która jest 

znana  m.in.  z  doładowań  elektronicznych 

telefonów przedpłaconych przez Internet oraz systemów płat-

ności online dla banków. 

Żeby móc zaciągać pożyczki lub inwestować należy dokonać 

weryfikacji konta bankowego, która polega na przelaniu 5 zł na 

konto Kokosa. Następnie należy zgodzić się na sprawdzenie 

danych w InfoMonitorze i KRD. Możliwa jest też weryfikacja 

telefonu i weryfikacja naszego konta na Allegro, dzięki czemu 

po wystawieniu aukcji będą wyświetlane statystyki naszego 

konta. Aktualnie trwa promocja i Kokos nie pobiera prowizji.

Kokos.pl  stawia  na  bezpieczeństwo  –  wnioskowana  kwota 

pożyczki  dzielona  jest  między  kilku  pożyczkodawców, 

tak by kwota jednorazowo udzielonej pożyczki między dwiema 

osobami nie była większa niż 500 złotych i nie mniejsza niż 50 

złotych. Każda osoba ma rating, który zależy od terminowych 

spłat bądź zainwestowanej kwoty. Na każdej aukcji przedsta-

wiany jest także stan finansowy pożyczkobiorcy, dzięki czemu 

możemy ocenić czy warto pożyczyć właśnie tej osobie. Ponadto 

pożyczkobiorca ma możliwość ubezpieczenia pożyczki. Kokos 

współpracuje także z firmą windykacyjną.

Tyle jeżeli chodzi o ogólne informacje, teraz to co najciekaw-

sze, czyli co z tego ma inwestor.

Kokos uniemożliwia zawarcie między użytkownikami umów 

z oprocentowaniem przewyższającym dozwolone w polskim 

prawie  odsetki  czyli  czterokrotności  stopy  lombardowej. 

Od 28 stycznia 2009 r. stopa zwrotu z inwestycji może zatem 

wynosić nawet 23% w skali rocznej.

Przedstawię to na przykładzie:

Pożyczkobiorca określił oprocentowanie na okres 6 miesięcy 

na 10% (czyli 20% w skali roku). Maksymalnie możemy zain-

westować 500 zł i tyle właśnie postanowiliśmy włożyć. Opro-

centowanie  liczone  jest  od  kapitału  na  okres  kredytowania, 

a zatem razem po 6 miesiącach otrzymamy 550 zł, czyli brutto 

zarobimy  50  zł.  Należy  pamiętać  o  podatku  Belki,  który 

wynosi 19% od zysku – w naszym przypadku po zaokrągleniu 

10 zł. Netto zysk wyniesie więc 40 zł.

Porównajmy  to  teraz  do  lokaty.  Polbank  oferuje  sześciomie-

sięczną  lokatę  oprocentowaną  na  6,5%  w  skali  roku.  Mini-

malna kwota to 500 zł, czyli tyle samo ile zainwestowaliby-

śmy  w  Kokosie.  Po  sześciu  miesiącach  dostajemy  516,47  zł. 

Również w tym przypadku musimy zapłacić podatek od zysku 

z oszczędności, który w tym wypadku wyniesie po zaokrągle-

niu 3 zł. Netto zarobimy zatem 13,47 zł.

Inwestując w Kokosie zarobimy w tym wypadku aż 26,53 zł wię-

cej, prawie trzykrotność tego, co na lokacie! Pamiętajmy także, 

że pożyczając pieniądze co miesiąc dostajemy ratę, którą znów 

możemy zainwestować.

Podsumowując,  pożyczki  społecznościowe  to  bardzo  dobry 

sposób na dywersyfikację portfela. Przy uważnym ocenianiu 

pożyczkobiorcy ponoszone przez nas ryzyko nie będzie duże, 

a potencjalne zyski bardzo atrakcyjne.

Zarejestrować można się pod poniższym linkiem:

http://www.rentier-blog.pl/redirect/kokos/

Dlaczego warto zarabiać  

na pożyczkach społecznościowych?

Idea pożyczek społecznościowych (ang. social lending) powstała w 2005 r. Polega ona na skupieniu 

ludzi, którzy mają nadwyżki finansowe i chcą je zainwestować i ludzi, którzy chcą te pieniądze poży-

czyć. Pożyczkobiorca lub pożyczkodawca określa na jakich warunkach zaciągnie lub udzieli pożyczki, 

a po podjęciu decyzji wszystkie formalności zawierane są za pośrednictwem serwisu. Sam serwis 

zarabia głównie dzięki pobieranym prowizjom. Pierwszą firmą, która zaoferowała tego typu usługi 

była brytyjska Zopa (Zone of Possible Agreement). 

Marcin Samsel

http://www.rentier-blog.pl,

background image

millionaire magazine

 

|

 

27

W

iele osób jedzie przez pół Polski aby uczest-

niczyć  w  takim  wydarzeniu.  Tym  razem 

Cashflow  day  odbędzie  się  w  Toruniu 

w Wyższej Szkole Bankowej we współpracy 

ze  Studenckim  Klubem  Cashflow,  który 

powstał  w  tym  roku  akademickim.  Władze  WSB  bardzo 

ochoczo  przystały  na  pomysł  organizacji  takiego  wydarze-

nia. Nie będzie ono może aż takie huczne jak to zorganizo-

wane przez Leszka Narlocha (wspominam akurat o nim bo to 

to samo województwo), ale to też dlatego, że jesteśmy głównie 

nastawieni na przybycie licealistów z toruńskich szkół. Chcemy 

położyć nacisk na promowanie przedsiębiorczości u możliwie 

jak  najmłodszych  osób.  Rozwijać  u  nich  inteligencje  finan-

sową,  pokazać  drogę  do  osiągnięcia  przychodu  pasywnego. 

Uczyć  przez  praktykę  a  nie  długą  nudną  naukę.  Toruński 

Cashflow day odbędzie się już w tym miesiącu w Toruńskiej 

Wyższej Szkole Bankowej. Postaramy się, aby spotkanie było 

interesujące:  mało  wykładów,  dużo  grania,  ciekawe  dysku-

sje wszystko po to żeby jak najlepiej dotrzeć z informacjami 

do naszych odbiorców i uświadomić im jak ważne jest posia-

danie wiedzy finansowej. Choć cashflow jest ogólnie bardzo 

popularny to wśród licealistów niestety często możemy zaob-

serwować  niechęć  do  jakichkolwiek  inicjatyw  dodatkowych, 

poza szkołą. Nauka kojarzy się tylko ze szkołą a jakakolwiek 

dodatkową  wiedzę  młodzi  ludzie  uważają  za  niepotrzebną. 

Miejmy nadzieje ze właśnie poprzez takie imprezy uda nam 

się to zmienić. 

Warto wspomnieć również i innym wydarzeniu które odbyło 

się 8 lutego w siedzibie Instytutu Praktycznej Edukacji w miej-

scowości Osielsko pod Bydgoszczą. Było to szkolenie dla lide-

rów klubów cashflow poprowadzone przez gości ze Stanów 

Zjednoczonych Rona Salwadora i Kellym Ritchie To kolejny 

profit dla którego warto promować tę grę i kolejne spotkania 

z  bardzo  ciekawymi  osobami  –  innymi  polskimi  liderami 

i szkoleniowcami z za wielkiej wody. 

Tak dużo się dzieje, więc pamiętajcie - wystarczy tylko chcieć! 

Niestety tak jak wspomniałam niektórzy nie doceniają możli-

wości stwarzanych dookoła, a szkoda. Chociaż mam nadzieje, 

że tym którzy czytają nasze artykuły i są choć odrobinę zwią-

zani z Fundacją KCBE nie trzeba tego mówić. Wam wystar-

czy dać okazję a Wy ją od razu wykorzystacie, prawda?

Cashflow

Agata Malinowska

http://cashflow.elixxir.info

Gra cashflow jest coraz bardziej popularna w Polsce. Cashflow day to spotkanie obecnych i przy-

szłych fanów gry cashflow. Impreza ta organizowana jest coraz częściej w różnych klubach w całym 

kraju. Jest to okazja do spotkania wielu ciekawych osób myślących podobnie i chcących wydostać 

się z wyścigu szczurów. Cashflow day to najlepszy sposób na osiągniecie inteligencji finansowej. 

A

ga

ta M

al

in

ow

sk

background image

28

 

|

 

millionaire magazine

E

 konomia i finanse

W

 

byciu przedsiębiorczym, w całej tej ideolo-

gii wolności finansowej właśnie chodzi o to, 

aby jak najwcześniej przejść na emeryturę. 

Aby jak najszybciej wypracować tyle pienię-

dzy aby starczyło do końca życia, a gdyby 

te pieniądze jeszcze na nas zarabiały to by było jeszcze lepiej. 

Pytanie brzmi więc czy sami sobie poradzimy ze swoja eme-

ryturą lepiej czy gorzej niż Państwo. Zanim na to odpowiemy 

warto przyjrzeć się trochę historii. 

Idea systemu ubezpieczeń emerytalnych taki jak dzisiaj mamy 

powstał  w  drugiej  połowie  XIX  wieku.  Wtedy  to  powstała 

idea,  aby  Państwo  miało  obowiązek  opiekować  się  ludźmi, 

którzy  nie  potrafią  poradzić  sobie  w  życiu.  Kanclerz  Otto 

von Bismarck stworzył więc system ubezpieczeniowy, który 

znamy dzisiaj. Ludzie odprowadzali więc część swoich docho-

dów w zamian mieli obietnicę, że na stare lata Państwo będzie 

im wypłacało emeryturę. 

Wprowadzenie takiego systemu to były żniwa dla polityków, 

gdyż  ludzie  przeważnie  nie  dożywali  wieku  emerytalnego. 

Przez wiele lat do budżetu Państwa tylko wpływały pienią-

dze. Ogromne ilości pieniędzy wpływały, a nie było powodu 

dla  którego  te  pieniądze  by  wypływały  z  budżetu.  W  efek-

cie  wpłacone  pieniądze  zostały  przeznaczone  na  zbrojenia 

i w ten sposób została sfinansowana w dużej części zarówno 

pierwsza jak i druga wojna światowa. 

Pracujący będą nadal pracować

czyli trudna prawda o nowych emeryturach

Kiedy tylko trochę „skręciłem” ze standardowej ścieżki budowania kariery, a więc szkoła, studia, 

dobra praca, awanse i być może emerytura to wszyscy dookoła zaczęli mnie nawracać. Wszyscy 

dookoła zaczęli mnie przekonywać, że warto pracować, aby kiedyś przejść na emeryturę. Co do 

tego wszyscy byliśmy zgodni, ja tylko chciałem na tę emeryturę przejść w wieku 25 lat, oni polecali 

mi standardowy system emerytalny po 40 latach pracy w wieku 60 lat, to cała różnica. 

M

at

eu

sz A

tro

sz

ko (

at

ro

sz

ko

) | w

w

w.

sx

c.h

u

background image

millionaire magazine

 

|

 

29

W Polsce system emerytalny tzw. „ZUS” powstał w 1934 roku 

i  podobnie  jak  w  Niemczech  przez  wiele  lat  pieniądze  tylko 

do niego wpływały. U nas jednak idea była nieco inna. Zebrane 

pieniądze były przeznaczane na odbudowę kraju, budowę fabryk 

i różnych przedsiębiorstw, oczywiście no bo jakże inaczej - Pań-

stwowych. Idea była bliższa ideałowi. Zebrać pieniądze, zain-

westować w fabryki i przemysł, a ten w przyszłości sfinansuje 

emerytury dla osiągających wiek emerytalny osób.

Dochodzimy do czasów bardziej nam współczesnych. Do cza-

sów gdzie medycyna i wiele podobnych dziedzin stoi na pozio-

mie wyższym niż kiedykolwiek i ciągle rozwija się w drastycz-

nym tempie. Do czasów, gdzie ludzie zaczynają pobierać należne 

im emerytury i o dziwo dzięki rozwojowi techniki coraz więcej 

osób  dożywa  wieku  emerytalnego,  a  więc  koszty  świadczeń 

socjalnych dla Państwa rosną.

Państwo  ma  więc  dwie  drogi.  Albo  podwyższyć  wiek  emery-

talny, aby było mniej emerytów, narażając się na protesty ludzi, 

albo  zwiększyć  składkę  emerytalną.  Wybrano  tę  drugą  opcję. 

No ale jak podwyższy się składkę emerytalną to także będą pro-

testy? Politycy, aby ratować swoje tyłki przed bankructwem sys-

temu emerytalnego ubiegli się do kreatywnej księgowości. Zro-

bili tak, że płacimy de facto więcej, ale ciągle taki sam procent 

dochodów. W jaki sposób?

Aby pracodawca mógł zapłacić pracownikowi 2000 zł to dodat-

kowo  musi  jeszcze  1600  zł  przeznaczyć  na  wszelkie  podatki 

związane z jego pracą. To 1600 zł to podatki takie jak docho-

dowy oraz właśnie na „ZUS”. W 1992 roku wprowadzono tzw. 

ubruttowienie  dochodów.  Czyli  podział  dochodów  na  brutto, 

netto itp. Co to spowodowało? Jeżeli chodzi o wysokość podatku 

dochodowego  nic  to  nie  zmieniło,  a  jeżeli  chodzi  o  podatki 

na „ZUS” zmieniło się dużo. Ciągle płaciło się tyle samo procent 

jednak od kwoty około 20% wyższej.

Dzięki  temu  zabiegowi  zyskano  dużo  pieniędzy  od  podat-

nika i odłożono na później nieuniknione bankructwo systemu 

emerytalnego.

Po pewnym czasie problemy finansowe powróciły i specjaliści 

przygotowali  kolejną  kreatywną  księgowość.  Wprowadzono 

zupełnie nowy system, który został nazwany reformą systemu 

emerytalnego.

Jak  wiemy  system  „ZUS”  działa  tak,  że  ci  co  dzisiaj  pracują 

wpłacają składkę, która  jeszcze tego samego  dnia  jest  przeka-

zywana do dzisiejszych emerytów. Nic więc dziwnego, że ludzie 

niechętnie patrzyli na cały system. Postanowiono więc stworzyć 

Otwarte Fundusze Emerytalne, a więc system do którego wpłaca 

się pieniądze, te pieniądze fundusz się inwestuje i z zysków jest 

wypracowana emerytura. Zupełnie tak jakbyśmy sami oszczę-

dzali poprzez np. lokatę w banku i otrzymywali od wpłaconych 

pieniędzy procent. Ale oczywiście jest haczyk ...

Zgodnie  z  ustawą  Otwarte  Fundusze  Emerytalne  nie  mogą 

tych  pieniędzy  inwestować  za  granicą,  nie  mogą  ich  inwesto-

wać także w nieruchomości, a muszą inwestować w obligacje 

skarbu Państwa. W efekcie 60-80% pieniędzy które wpłacamy 

do OFE to obligacje skarbu Państwa. 

Teoretycznie  wszystko  gra,  jednak  gdyby  się  temu  przyjrzeć 

to pieniądze, które Państwo zyskuje poprzez sprzedaż obligacji, 

zbliżoną kwotą dofinansowuje ZUS i wypłaca emerytury obec-

nym emerytom. Jest więc dokładnie tak samo jak kiedyś tylko 

w innym opakowaniu!

Drugi  haczyk  jest  w  obligacjach.  Tak  zgadza  się,  na  emery-

turę oszczędzamy, oszczędzone pieniądze pożyczamy państwu 

poprzez  obligację  i  mamy  w  zasadzie  pewny  ZYSK.  A  dla-

czego obligacje są tak pewnym zyskiem? Ano dlatego, że gdyby 

Państwu  brakło  pieniędzy  może  on  podwyższyć  podatki 

i  zebrać  taką  kwotę  aby  oddać.  Co  więc  w  efekcie  Państwo 

nam mówi? Odkładajcie pieniądze na emeryturę kupujcie obli-

gacje i my wam zapłacimy odsetki od tych obligacji. A jeżeli 

nas nie będzie stać (a to jest najbardziej prawdopodobne) to obie-

cujemy zabrać wam w postaci nowych podatków tyle, aby star-

czyło na to aby wam oddać! Paranoja.

Od reformy minęło sporo czasu. Od 2009 wypłacane są pierw-

sze  pieniądze  pochodzące  z  OFE  dla  pierwszych  emerytów. 

Dokładnie 6 lutego 2009 została wypłacona pierwsza emerytura 

„po reformie” wynosiła ona 23 złote i 65 groszy! Wynosiła tyle 

gdyż kobieta która oszczędzała w OFE zgromadziła tylko 6 tys. 

zł kapitału. No ok, nie była najmłodsza jak zaczęła odkładać 

w przymusowym OFE. Ale chwila. Wchodzę na stronę PKO, 

największego banku w Polsce w którym mam konto i czytam 

że u nich lokata roczna to 6%, inne ambitniejsze banki dają wię-

cej. Łatwo policzyć że 6 tys. na lokacie 6% daje 360 zł rocznie, 

a  to  daje  30  zł  miesięcznie.  Głupia  lokata  jest  skuteczniejsza 

niż cały ten system emerytalny! Gdzie tu logika?

Problem  z  emeryturami  jest  gdzie  indziej.  Polega  on  na  tym, 

że nie można alokować dochodu w czasie. Okazuje się, że oszczę-

dzamy na starość nie jedzenie, opał, odzież – ale papier (pieniądz, 

obligacje, akcje itp.) i żywimy nadzieję, że papier ten da się łatwo 

wymienić na wartości realne (powiększone o należny procent!).

Warto zrozumieć, że nikt oprócz Ciebie nie zatroszczy się lepiej 

o Ciebie niż ty sam. Zgodnie z powiedzeniem, umiesz liczyć licz 

na siebie, ja sam martwię się o pieniądze za które będę żył na eme-

ryturze. O wiele skuteczniejszym rozwiązaniem jest postawienie 

sobie dalekosiężnego celu, aby w ciągu życia kupić dodatkowo 

drugie  mieszkanie  np.  w  Warszawie.  Mieszka  nie  to  wartość 

realna, które można potem zamienić na żywą gotówkę i wieść 

spokojne życie emeryta. 

Tylko czy jesteśmy na tyle ambitni aby ten cel sobie postawić? 

Ambicja większości ludzi kończy się na dobrej pracy i mieszka-

niu w rodzinnym domu do końca życia. 

To, że ja dobrowolnie zrezygnowałem z powszechnego systemu 

emerytalnego  nie  znaczy,  że  o  emeryturze  nie  myślę.  Wręcz 

przeciwnie, myślę cały czas i wszystko co robię, robię z myślą 

o emeryturze, którą lubię nazywać wolnością finansową. Inni 

ludzie cedują te myśli na państwo, ja je mam ciągle i to właśnie 

one pchają mnie do ciągłego rozwoju i podejmowania kolejnych 

przedsięwzięć. 

Kamil Cebulski

background image

30

 

|

 

millionaire magazine

E

 konomia i finanse

O

d tego  skąd  pochodzą  Twoje  dochody  uza-

leżniona jest Twoja lokalizacja w kwadran-

cie.  Każda  z  ćwiartek  charakteryzuje  inny 

sposób  myślenia  i  pozyskiwania  pieniędzy 

oraz stylu życia.

Pierwsza ćwiartka oznaczona została literką „P” – „Pracownik”, 

to tzw. „pracownik najemny”, czyli osoba zatrudniona na etat. 

Ludzie znajdujący się w tej części kwadrantu uważają, że praca 

na etat jest bezpieczna, stała, na całe życie… 

Jakże smutne jest to, że szczególnie osoby pokolenia naszych 

rodziców uważają, że „jedyną drogą aby dobrze zarabiać jest 

dobrze  płatna  praca,  a  żeby  dostać  taką,  trzeba  skończyć 

dobre szkoły”. Tyle, że czas „stałej, ciepłej posadki państwo-

wej, w której niezależnie od tego czy się stoi czy się leży 2000 

się należy” skończył się kilkanaście lat temu i aktualnie więk-

szość ludzi pracujących na etat jest niezadowolonych ze swojej 

pracy, zarabia mało (nawet bardzo mało), jest wykorzystywana 

przez swoich pracodawców. Oczywiście część z nich, w dal-

szym ciągu godzi się na to, bo rzekomo jest to „bezpieczne”, 

ale jak może być bezpieczna praca, której posiadanie przez nas, 

uzależnione jest od kogoś innego?! Przecież absurdem byłoby 

twierdzić, że pracodawca najpierw zatroszczy się o dobro swo-

ich pracowników a dopiero potem o swoje. 

Dzisiejszy  rynek  pracy  jest  przesycony  młodymi,  wykształco-

nymi  ludźmi,  w  większości  przypadków  bez  odpowiedniego 

doświadczenia. Wymagania pracodawców rosną z dnia na dzień 

w związku z rozwojem technologii, informatyzacją, zmianami 

w stylach zarządzania itp. Wydłuża się również coraz bardziej 

czas nauki, co powoduje skrócenie okresu aktywności zawodo-

wej. „Plan 40-letni” przestaje się sprawdzać. Po pierwsze dlatego, 

że ludzie zmieniają pracę co kilka lat, szukając czegoś odpowied-

niego dla siebie, co pozwoli im się realizować, po drugie dla-

tego, że praktycznie żadne państwo nie jest w stanie utrzymać 

na dzień dzisiejszy emerytów. Musisz być świadomy/-a, że prze-

chodząc  na  emeryturę  otrzymasz  30-40%  swojego  ostatniego 

wynagrodzenia… o ile w ogóle otrzymasz… 

Jeśli pracujesz na etacie przemyśl, jak długo jeszcze masz zamiar 

powierzać swój los komuś innemu?

Kolejne  pole  jest  oznaczone  literką  „S”  –  „Samozatrudniony”, 

oznaczający osobę, która ma swoją własną jednoosobowa dzia-

łalność lub jest właścicielem małego biznesu (np. murarz pracu-

jący na własny rachunek, który zatrudnia w swojej firmie jeszcze 

jednego murarza, malarza i elektryka). Może to być np. lekarz 

z prywatną praktyką, fryzjer, kosmetyczka, prawnik itp. Osoba 

taka oczywiście jest swoim własnym szefem, jednak jedynym 

sposobem na to aby mogła więcej zarobić jest zwiększenie przez 

nią liczby godzin pracy. Osoby takie chowają się za pozorną nie-

zależnością, podczas gdy tak naprawdę boją się zaufać innym 

ludziom i stworzyć większy biznes. Uważają, że nikt nie zrobi 

pracy tak dobrze jak oni sami. 

„B” – „Businessman”, czyli człowiek, który posiada swój własny 

biznes, liczący powyżej 500 pracowników. Zatrudnia on ludzi, 

często zdolniejszych i z większą wiedzą niż on sam, którzy wyko-

nują wszystkie prace. Sam zajmuje się jedynie zarządzaniem. 

Są przynajmniej trzy możliwości na to aby mieć swój własny biznes:

Pierwszą z nich jest otwarcie tradycyjnej spółki. Aby to zrobić 

potrzebny Ci: pomysł, kapitał, wykształcenie, miejsce, pracownicy, 

produkty, rynek, klienci, a dodatkowo koncesje, licencje, zezwo-

lenia… Potem czekają Cię zmagania z konkurencją, globalizacją, 

recesją, administracją państwową, księgowością, zmianami prze-

pisów prawnych, bankowcami itd.… Brzmi zachęcająco, co? 

Drugim  sposobem  jest  otworzenie  franczyzy,  czyli  wykupie-

nie licencji na prowadzenie biznesu znanej firmy, np. otwarcie 

restauracji Mc Donald’s, sklepu „Zara” itp. Na starcie potrzebu-

jesz właściwie jedynie ogromnego kapitału (rzędu kilkuset tysięcy 

złotych), aby móc korzystać z nazwy, logo, metod prowadzenia 

działalności, wiedzy technicznej i innych praw własności intelek-

tualnej lub przemysłowej oraz pomocy ze strony franczyzodawcy, 

w zamian zyskując teoretyczne bezpieczeństwo. Niektórzy mogą 

za dużą wadę uznać przymus prowadzenia działalności zgodnie 

z koncepcją franczyzodawcy, któremu trzeba dodatkowo, co mie-

siąc wnosić opłatę właśnie za powyższe. W większości przypad-

ków jest ona niezależna od wielkości obrotu, ale wystarczająco 

duża jeśli Twój obrót jest niewielki. Jednym słowem ZERO inno-

wacji i własnej kreatywności, działasz zgodnie z tym co karzą 

ci zrobić, tyle, że na własnych śmieciach. 

Pierwszy krok do niezależności finansowej

Aby  stać  się  niezależnym  finansowo  trzeba  najpierw  zacząć  myśleć  jak  człowiek  bogaty.  Niestety 

system szkolnictwa przygotowuje nas do tego „jak być dobrym pracownikiem” nie ucząc zupełnie, 

jak stać się właścicielem biznesu i inwestorem. Przekonania, które nam sprzedają nasi rodzice, nauczy-

ciele i wykładowcy sprawdzały się w minionej epoce. Teraz czas na zmianę myślenia! Schemat, który 

widzisz po lewej to „kwadrant przepływu pieniędzy”. Robert Kiyosaki, autor książki o tym samym 

tytule, dokładnie wyjaśnia w niej na czym ów kwadrant polega, w której jego części należy się znaleźć 

oraz jak można to zrobić. 

background image

millionaire magazine

 

|

 

31

Trzecia opcja to biznes w systemie MLM, idący śladem przed-

sięwzięć  franczyzowych.  Tu  również  zaczynasz  od  wykupienia 

licencji na prowadzenie biznesu tyle, że zamiast płacić za nią kil-

kaset tysięcy złotych, wystarczy Ci z reguły od kilkudziesięciu 

do  maksymalnie  kilkuset  złotych.  Wnosząc  tzw.  „opłatę  wpi-

sową”,  po  wypełnieniu  wniosku  rejestrującego  Cię  jako  konsul-

tanta/ dystrybutora w danej firmie, uzyskujesz prawo do sprze-

daży produktów, promowania ich i siebie oraz, co najważniejsze, 

do budowy biznesu, poprzez zapisywanie kolejnych osób do Two-

jej struktury. 

Marketing  Sieciowy  zrodził  się  w  połowie  ubiegłego  stulecia. 

Pionierami  w  tworzeniu  zasad  biznesu  byli  właściciele  firmy 

Amway. W latach 80-tych z Ameryki zaczął docierać również 

na inne kontynenty. W Europie jako bazę do dalszej rozwoju 

firm  opartych  o  MLM  wybrano  Wielką  Brytanię.  Począt-

kowo był mylony z piramidą finansową, niektórzy nawet uwa-

żali,  że  firmy  pracujące  w  oparciu  o  MLM  to  sekty.  Jednak 

w 1979 roku zapadł oficjalny wyrok w tej sprawie, który uznaje 

MLM jako normalną, legalną formę prowadzenia biznesu. 

Aktualnie jest uważany przez przywódców wielu państw jako 

jeden z głównych sposobów walki z bezrobociem. 

„W  Ameryce,  ojczyźnie  network  marketingu  istnieje  obecnie 

około 2000 firm reprezentujących tą branżę, z czego około 300 

jest zarejestrowanych w organizacji WFDSA (Word Federation 

Direct Selling Associacion - Światowa Organizacja Sprzedaży 

Bezpośredniej). Około 120 firm poruszających się w sprzedaży 

bezpośredniej, multi level marketingu i network marketingu jest 

notowanych na amerykańskiej giełdzie.

Neil Offen - prezydent Direct Selling Association of USA (Ame-

rykańska  Organizacja  Sprzedawców  Bezpośrednich)  w  swojej 

dorocznej mowie w roku 1998 prognozował, że w ciągu następ-

nych 10 lat 200 milionów ludzi będzie prowadzić swój własny, 

mały biznes network marketingowy.

Czołowi znawcy branży i eksperci do spraw gospodarki stwier-

dzili jednomyślnie, że dotychczasowy rozwój networku będzie 

się  utrzymywał  i  dokonali  wstępnych  prognoz  dotyczących 

obrotów i prowizji:

dodane obroty całej branży network marketingu od roku 2002 

do 2012 wyniosą 1 253 miliardy USD, z tego około 50%, czyli 

626,5 mld USD zostanie wypłacone jako prowizje; 

dodane obroty całej branży network marketingu od roku 

2012 do 2022 wyniosą 2 788 mld USD, z tego około 50%, 

czyli 1 394 mld USD zostanie wypłacone jako prowizje.

Godnym  uwagi  pozostaje  fakt,  że  te  ostrożne  prognozy  opie-

rają się na wartościach statystycznych z lat przeszłych i obec-

nych. Przy czym średni obrót pojedynczego współpracownika 

networku zredukował się do 25%, a roczny wzrost do 50%.

Małe  szanse  są  często  początkiem  wielkich  przedsięwzięć 

(Demostenes)

Network marketing jest małym biznesem dla każdego, ale może 

także stać się wielkim biznesem. To każdy sam decyduje o tym, 

czy jego mały biznes będzie stanowił solidny dochód dodatkowy, 

czy  będzie  jedynym  źródłem  dochodu  z  nieograniczonymi 

możliwościami. Wszystko zależy od nastawienia do działania, 

a  przede  wszystkim  od  chęci  i  zaangażowania.  O  tym,  jaki 

jest  wizerunek  przemysłu  network  marketingowego,  decydują 

menedżerowie  pracujący  w  firmach  network  marketingowych 

i  sprzedaży  bezpośredniej.  Network  marketing  ucieleśnia  naj-

prawdziwszą  formę  kapitalizmu.  Odrobina  wkładu  własnego, 

jakim jest czas i gotowość do pracy, a marzenia o wolności i nie-

zależności staną się rzeczywistością.” 

Źródło: Network Magazyn, „Co musisz wiedzieć o nowym tren-

dzie gospodarczym - Network Marketingu” Agnieszka Janiga

Ostatnia  ćwiartka  oznacza  „I”  –  „Inwestora”.  „Osoby  będące 

w kwadrancie „I” cenią sobie finansową wolność. Inwestor lubi, 

gdy zamiast niego pracują jego pieniądze. Inwestorzy inwestują 

w wiele rzeczy. Mogą to być złote monety, nieruchomości, biz-

nesy,  takie  aktywa,  ja  akcje  giełdowe  obligacje  czy  fundusze 

inwestycyjne. Jeśli twój dochód pochodzi z firmowej lub rządo-

wej emerytury i nie jest wynikiem twojej wiedzy o inwestowa-

niu – jest to dochód z kwadrantu „P”. A więc twój szef lub firma 

płaci za lata twojej służby. Słownictwo inwestora jest następu-

jące: „Otrzymuję 20% z moich aktywów.” „Pokażcie mi finanse 

firmy.” „Jaki jest koszt utrzymania tej nieruchomości?” (fragment 

z książki „Szkoła Biznesu” R. Kiyosaki).

Odpowiadając na pytanie z tematu artykułu, pierwszym krokiem 

do niezależności finansowej jest znalezienie się w odpowiedniej 

części kwadrantu, czyli po jego prawej stronie. Jeżeli nie masz 

wystarczającej wiedzy nt. inwestycji, ćwiartka B będzie na razie 

tą idealną dla Ciebie. Powstaje jednak kolejne pytanie: Jak two-

rzyć biznes jeśli nigdy wcześniej się tego nie robiło?! I tu wycho-

dzi  naprzeciw  Twoim  potrzebom  Marketing  Sieciowy,  który 

jest idealny do tego celu. Pozwoli Ci stworzyć biznes od pod-

staw, bez wcześniejszego doświadczenia ponieważ wszystkiego 

nauczysz się w trakcie działania, z praktycznie zerowymi kosz-

tami. Więcej o MLM w artykule „MLM – dlaczego i dla kogo 

to dobry biznes?” a póki co przeczytaj…

Co Robert Kiyosaki pisze o MLMie? Kilka cytatów ze „Szkoły Biznesu”:

„Marketing sieciowy milionom ludzi pozwala na przejęcie kon-

troli nad swoim życiem i finansową przyszłością.”

„Marketing sieciowy to system, który często nazywam osobistym 

franchisingiem lub nie rzucającym się w oczy dużym biznesem 

sieciowym, co jest, wg mnie, bardzo demokratycznym sposobem 

tworzenia bogactwa. System jest otwarty dla każdego, kto wyka-

zuje chęć działania, zdecydowanie i wytrwałość.”

„Biznes związany z marketingiem sieciowym oferuje o wiele wię-

cej, niż tylko możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy.” 

„Jeśli  chcesz  być  bogaty  powinieneś  zajmować  się  swoim  wła-

snym biznesem.” 

„W marketingu sieciowym liderzy pociągają za sobą wszystkich 

ludzi, podczas gdy w tradycyjnej firmie czy rządowej organiza-

cji promuje się tylko niewielu, cała zaś reszta ma się zadowolić 

wypłacaną regularnie pensją.”

background image

32

 

|

 

millionaire magazine

E

 konomia i finanse

„Jeśli twoją pasją jest przewodzenie poprzez nauczanie, wpływa-

nie na innych i inspirowanie ludzi do odkrywania świata obfi-

tości  finansowej  bez  konieczności  pokonywania  konkurentów, 

marketing sieciowy może być właściwym zajęciem dla ciebie.”

„W marketingu sieciowym wspaniałe jest to, że masz okazję sta-

nąć twarzą w twarz z obawami, radzenia sobie z nimi, pokona-

nia ich, a w efekcie kreowania postawy zwycięzcy.”

W pierwszej części cyklu dowiedziałeś się czym jest marketing 

sieciowy,  jakie  są  główne  korzyści  ze  współpracy  z  firmami 

MLM oraz dlaczego to dobry biznes właśnie dla Ciebie. Dziś 

kolejny, niezwykle ważny temat, o którym nie sposób byłoby 

nie wspomnieć a mianowicie odpowiedź na pytanie…

Jak społeczeństwo reaguje na MLM?

 Wyobraź sobie, że właśnie zapisałeś się do jednej z firm dzia-

łających w Marketingu Sieciowym. Byłeś na prezentacji moż-

liwości firmy, której słuchałeś z wypiekami na twarzy, a kiedy 

prowadzący zaczął rysować „kółka”, czyli sposób budowy Two-

jej grupy oczyma wyobraźni widziałeś już siebie w roli lidera. 

Z entuzjazmem wracasz ze spotkania, z głową pełną marzeń 

o sukcesie, który z pewnością odniesiesz, jeśli tylko zdecydujesz 

się wykonać kroki, o których powie Twój sponsor (osoba, która 

wprowadziła Cię do firmy). Spotykasz znajomych i zaczynasz 

dzielić się z nimi możliwościami, które sam niedawno poznałeś. 

Ponieważ nie jesteś jeszcze dobrze wyszkolony, nie zawsze wiesz 

jak odpowiedzieć na pytania rozmówców. Zderzasz się z ich opi-

nią o biznesie w systemie MLM i… niestety najczęściej spoty-

kasz się z dezaprobatą i wyśmianiem. 

Co wtedy zrobisz? 

Mnóstwo początkujących adeptów MLM’u właśnie w tym momen-

cie rezygnuje i porzuca swoje marzenia o sukcesie, słuchając podpo-

wiedzi ludzi, którzy nigdy sami nie współpracowali z żadną firmą 

MLM. Tylko nieliczni, wbrew negatywnym opiniom najbliższych 

zaczynają  działać  i  budować  swoją  sieć  dystrybucji.  Świadomość 

tego  na  jakie  reakcje  powinieneś  być  przygotowany,  pomoże 

Ci przezwyciężyć opór z jakim się prędzej czy później spotkasz. 

Reakcje  rozmówców  na  MLM  są  przede  wszystkim  zależne 

od grupy społecznej, do jakiej oni „należą”…

Co o MLM mówią:

Przedsiębiorcy i właściciele biznesów?

1. 

Ta grupa ludzi uważa MLM za świetne źródło dochodów. 

Traktuje marketing sieciowy jak biznes, który może bardzo 

pomóc w osiągnięciu niezależności finansowej. Ponieważ 

przedsiębiorcy znają trudy tworzenia firmy, organizowania 

pracy zespołów, na co dzień mają do czynienia z problemami 

wynikającymi z posiadania tradycyjnego biznesu, niezwykle 

cenią ludzi zajmujących się MLM’em, bo zdają sobie sprawę 

z możliwości rozwoju jakie ta forma działalności daje.

Osoby,  które  chcą  tworzyć  swój  biznes,  ludzie  otwarci 

2. 

na nowe wyzwania, lubiący poznawać nowe rzeczy i widzący 

się w roli właścicieli biznesów?

Tacy ludzie chcą się przekonać na własnej skórze jak działa 

MLM  i  odnieść  sukces,  więc  z  entuzjazmem  patrzą 

na  wszystkie  możliwości  jakie  przed  nimi  stoją,  a  prze-

szkody traktują raczej jak wyzwania, którym należy stawić 

czoła,  i  które  są  świetnym  wstępem  do  nabycia  nowych 

umiejętności i doświadczenia. Chętnie dołączą do Twojego 

zespołu, bo widzą w tym szansę na realizację swoich wła-

snych celów.

Reszta społeczeństwa, czyli ok. 95% ludzi, których spoty-

3. 

kasz na swojej drodze? 

Niestety nie ma zielonego pojęcia na czym polega 

MLM i wymyśla różne teorie na ten temat. Z nie-

wiedzą wiąże się też sceptyczne podejście i niechęć, 

ale o tym za chwilę. 

Do  negatywnie  nastawionych  możemy  zaliczyć  oczywiście 

takich, którym „nie wyszło”, tzn. kiedyś współpracowali z firmą 

MLM,  usłyszeli,  że  „nic  nie  muszą”,  ale  że  będą  zarabiać. 

Potem stara prawda „bez pracy nie ma kołaczy” po raz kolejny 

się  sprawdziła,  więc  zrezygnowali  z  działalności.  Oczywiście 

winny okazał się „system” a nie oni i brak jakichkolwiek działań 

z ich strony (jak chociażby uczestnictwo w szkoleniach). Teraz 

radzą wszem i wobec „lepiej się w to nie baw”, „i tak ci nie wyj-

dzie”, „ja już w tym byłam i mi nie wyszło, więc szkoda two-

jego czasu”… Niestety większość z tych osób idzie na łatwiznę 

i nie przyznaje się nawet przed samym sobą, że ich zaangażowa-

nie było praktycznie zerowe i to dlatego ponieśli klęskę.

Poza  tymi  „nieudacznikami”  jest  cała  rzesza  ludzi,  którzy 

być może zetknęli się z MLM’em ze słyszenia, „ktoś gdzieś kie-

dyś był” i opowiedział, „znajomej nie wyszło” itp. Dlatego ludzie 

ci  najprawdopodobniej  gdy  usłyszą  ,  że  dołączyłeś  do  firmy 

MLM wyśmieją Cię na dobry początek. Dowiesz się od nich, 

że  firma  oszukuje,  że  na  pewno  nic  nie  zarobisz,  że  tak  się 

nie da, itp. Podziel się jeszcze z nimi entuzjazmem i marzeniami, 

które chcesz zrealizować, a krytykę masz jak w banku: „Czym 

Ty się zajmujesz? Znajdź sobie poważna pracę!” albo „Ucz się, 

masz maturę, studia etc.!” itp.… 

Jednak  kiedy  odniesiesz  swoje  pierwsze  sukcesy  i  poczujesz 

się  pewniej,  ludzie  wokół  Ciebie  nieco  przystopują  z  krytyką 

- zobaczą, że nie da się Ciebie stamtąd „wyrwać”, więc zaczną 

z  obojętnością  spoglądać  na  Twoje  działania,  na  to  co  robisz, 

jak  robisz  i  jakie  efekty  uzyskujesz.  Niektórzy  nawet  pójdą 

krok dalej i zapytają na czym polega Twoja praca, aż w końcu 

zrozumieją  i  zaakceptują,  że  właśnie  taki  sposób  na  biznes 

wybrałeś, więc dadzą Ci spokój. Z pewnością pojawią się i tacy 

w  tym  gronie,  którzy  mimo  wcześniejszej  niechęci,  w  końcu 

dołączą do Twojego zespołu…

Najważniejsze abyś zrozumiał i zaakceptował, że w większości 

przypadków spotkasz się z ludźmi z trzeciej grupy, którzy będą 

próbowali ściągnąć Cię na ziemię. Oczywiście możesz mieć wąt-

pliwości dotyczące słuszności Twojego wyboru, jeśli będziesz spo-

tykać się z niechęcią ze strony innych i odmowami, ale najważniej-

sze to odpowiednio przygotuj się na taki stan rzeczy: z pewnością 

siebie  idź  do  przodu,  proponuj  kolejnym  osobom  współpracę 

i nawet jeśli usłyszysz „nie” ponawiaj swoją propozycję do skutku. 

Tylko postępując w ten sposób odniesiesz sukces w MLM. 

background image

millionaire magazine

 

|

 

33

Co najbogatsi mówią o MLM?

Donald  Trump  będąc  gościem  znanego  telewizyjnego  show 

Dawida  Lettermana  został  zapytany  przez  swojego  gospo-

darza:  co  byś  zrobił,  gdybyś  wszystko  stracił  i  musiał  zacząć 

od  początku?  Donald  Trump  bez  wahania  odpowiedział, 

że znalazłby dobrą spółkę MLM i rozpoczął pracę. Publiczność 

zgromadzona na widowni zaczęła gwizdać, on jednak popatrzył 

na widownie i poważnie odpowiedział: „Dzięki temu ja jestem 

tutaj na górze, a wy tam na dole!”

Robert T. Kiosaki, Sharon L. Lechter autorzy książki Bogaty 

ojciec, Biedny ojciec, w swojej książce „SZKOŁA BIZNESU 

-  dla  tych,  którzy  lubią  pomagać  innym”,  piszą  z  kolei:  „Gdy-

bym miał wszystko rozpocząć od nowa, zamiast budować biz-

nes w starym stylu, zbudowałbym biznes oparty na marketingu 

sieciowym.” „Najbogatsi ludzie na świecie budują sieci (konsu-

menckie), pozostali są przygotowywani do szukania pracy”. 

Czy Marketing Sieciowy to piramida finansowa?

Marketing  wielopoziomowy  (z  wikipedia.pl),  inaczej  zwany 

MLM  (ang.  multi-level  marketing)  -  również  marketing  sie-

ciowy.  Marketing  to  przekazywanie  produktu  lub  usługi 

od usługodawcy do odbiorcy. Wielopoziomowy to termin odno-

szący  się  do  systemu  wynagrodzeń  pobieranych  przez  osoby, 

które  sprawiają,  że  dostarczany  jest  dany  produkt  lub  usługa. 

MLM polega więc na budowaniu organizacji, w której mnóstwo 

osób sprzedaje niewiele, bądź też nie sprzedaje wcale produktów, 

a jedynie kupuje je dla siebie. Bardzo często ten system mylony 

jest  ze  sprzedażą  bezpośrednią  (od  której  znacznie  się  różni  - 

nie musimy sprzedawać), bądź też z piramidą finansową która 

jest nielegalna (bo w piramidzie żaden produkt ani usługa nie jest 

przekazywana, stąd nielegalność takiej organizacji). Przykładem 

firmy marketingu wielopoziomowego jest Amway oraz kanadyj-

ska Akuna z ziołowym suplementem Alveo. Firm działających 

na podobnych zasadach jest na świecie o wiele więcej. W Polsce 

szeroko znane są Oriflame - od 2006 roku w Polsce na pierw-

szym miejscu wśród firm działających w systemie MLM, Rain-

bow,  Zepter,  OVB  Allfinanz,  FM  Group,  czy  NOVISION 

i wiele innych. MLM to nie tylko sprzedaż towarów, ale i usług 

(w  tym  telekomunikacyjnych).  Do  firm  zajmujących  się  dys-

trybucją usług telekomunikacyjnych posiadającą pokaźną ilość 

klientów należą między innymi ACN (prefiks) i M&M Network 

(WLR i BSA).

Definicję MLM już znasz, czas więc byś dowiedział/-a się, czym 

jest piramida finansowa?

Piramida finansowa (z wikipedia.pl) - struktura finansowa, wzo-

rowana na marketingu wielopoziomowym i często z nim mylona; 

określana także jako sprzedaż lawinowa.

Piramida finansowa ma pozornie identyczną strukturę co piramida 

sprzedaży. Zyski węzła nie pochodzą jednak ze sprzedaży towarów 

lub usług, a praktycznie w całości z wpłat wpisowego wnoszonego 

przez nowych członków struktury, pozyskanych przez węzeł i węzły 

potomne. Na piramidzie finansowej zyskują tylko osoby, które znaj-

dują się u jej szczytu i wystarczająco wcześnie do niej dołączyły. 

Olbrzymia większość uczestników piramidy na niej traci.

W Polsce wiele szkód wyrządziły piramidy finansowe Skyline 

(nie  mylić  z  amerykańską  organizacją  kościelną  o  tej  samej 

nazwie), Tytan i ich pochodne.

W większości krajów świata, w tym w większości krajów Unii 

Europejskiej, sprzedaż lawinowa jest nielegalna. W Polsce orga-

nizowanie bądź kierowanie systemem sprzedaży lawinowej jest 

czynem nieuczciwej konkurencji zagrożonym karą pozbawienia 

wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Różnica między Marketingiem Sieciowym a piramidą finansową 

jest, jak wynika z powyższego, wyraźna i jasna, gdy tylko zechce 

się dokładnie zapoznać z obydwoma pojęciami. W MS otrzymu-

jesz prowizję od wielkości sprzedaży grupy, piramida finansowa 

opiera  się  na  wypłacie  pieniędzy  za  to,  że  inna  osoba  dołącza-

jąca  do  struktury  zapłaci  ogromne  wpisowe  i  co  kluczowe  jest 

nielegalna. 

Co  zrobić,  by  odnieść  sukces  prezentując  możliwości  firmy, 

z którą współpracujesz?

Przede  wszystkim  bądź  świadomy  reakcji  z  jakimi  możesz 

się spotkać. Dostosuj sposób prezentacji do grupy ludzi, z jaką 

rozmawiasz. Czasem warto zorganizować kilka spotkań indy-

widualnych, na których będziesz mieć lepszą możliwość rozwiać 

wątpliwości drugiej strony, niż robić jedną prezentację, na którą 

zaprosisz kilkanaście osób, zwłaszcza jeśli w MLM’ie stawiasz 

pierwsze  kroki.  Takie  indywidualne  podejście  do  rozmówcy 

pozwoli Ci na zbudowanie lepszego kontaktu a w konsekwen-

cji da bazę do szczerej rozmowy, poznania potrzeb i dopasowa-

nia  rozwiązań  (które  to  potrzeby  Twego  rozmówcy  zaspokoi 

właśnie  rozpoczęcie  współpracy  z  Tobą  ;)).  Oczywiście  entu-

zjazm, pewność siebie i profesjonalny wygląd są taką podstawą, 

że o nich nie wspomnę. Warto też skorzystać z rad sponsora, 

który  zapewne  pomoże  Ci  w  przygotowaniu  i  poprowadze-

niu spotkania z zaproszonymi przez Ciebie osobami. Również 

na szkoleniach będziesz zdobywać cenne informacje, dzięki któ-

rym rozbudujesz swój biznes. Jednak podstawą Twojego sukcesu 

jest Twoje przekonanie, że sukces odniesiesz!

Magdalena Bienia

Cecha porównawcza

Piramida finansowa

MLM

Źródło zysków

Zysk za wprowadzenie kolejnej osoby 

do  struktury.  Najwięcej  zarabiają 

ludzie będący na szczycie piramidy.

Zysk z osobistej i grupowej sprzedaży produktów. Każdy otrzy-

muje  należny  procent  od  wykonanego  obrotu.  Premie  najpierw 

wypłacane są osobom na najniższych poziomach. Jeżeli dwie osoby 

znajdują się na tym samym poziomie sponsor nie otrzyma premii 

za konsultanta, który jest na tym samym poziomie co on. 

Produkt

Brak produktów do sprzedaży

Sprzedaż  towarów  (najczęściej  kosmetyki  i  suplementy  diety) 

lub usług (np. finansowe, telekomunikacyjne)

Charakter prawny

„ustawa  o  zwalczaniu  nie-

uczciwej konkurencji" art. 17c

NIELEGALNA

Akceptowana prawnie

background image

34

 

|

 

millionaire magazine

E

 konomia i finanse

Gra, która uczy zarabiać

Kredyt, rentowność sprzedaży, egzekucja długu…

Po takich hasłach większość z nas zmienia temat i już do niego 

nie wraca.

Jak  zatem  przyjemnie  przyswoić  sobie  podstawową  wiedzę 

ekonomiczną? Tak, aby dużo się nauczyć, a zarazem poznać 

smak  rywalizacji  i  poczuć  się  jak  na  Dzikim  Zachodzie? 

Zagrać w FARMERSÓW!!!

Na początku, żeby nie było nieporozumień, Farmersi.pl mają tyle 

wspólnego z rolnictwem, co matematyka z jabłkami – można 

uczyć dodawania na jabłkach i jak widać, można uczyć podstaw 

ekonomii na bizonach, krowach i kukurydzy. Jak się jednak sami 

szybko przekonacie, to nie krowy i kukurydza są głównymi boha-

terami tej gry. Główne role odgrywają tu podaż, popyt, koszty 

produkcji, opłacalność eksportu i zdolność kredytowa. To wła-

śnie z tymi pojęciami przyjdzie się graczom zmierzyć, a nie jest 

to wcale łatwe, gdyż przez gąszcz wirtualnego rynku przedzierają 

się również inni gracze, a cel mają ten sam – zarobić jak najwięcej. 

A że to akurat Dziki Zachód, to dodatkowo, od czasu do czasu, 

słuszność 

własnej 

sprawy  można  wes-

przeć  również  rewol-

werem. Tak jak w rze-

czywistości,  mamy 

tu  także  zdarzenia 

losowe – susze, napady 

Indian,  szarańcze  – 

są  odzwierciedleniem 

rzeczywistości,  która 

nas  otacza,  np.  kra-

chów na rynku.

Farmerem 

każdy 

może zostać

Grać  w  Farmersów 

może  każdy  i  to  za 

darmo. Potrzebna jest 

tylko  przeglądarka 

internetowa, otwarta 

głowa  i  minimum 

10  minut  dziennie. 

W  grze  wcielamy 

się w postać farmera 

na Dzikim Zachodzie, czyli na terytorium Ameryki Północ-

nej w latach 1832-1869. Naszym zadaniem jest handel dobrami 

wyprodukowanymi  na  farmie  oraz  inwestowanie  w  ziemię, 

bydło  i  nieruchomości.  Rozbudowane  rynki  i  możliwości 

spekulacji sprawiają, że każda rozgrywka jest niepowtarzalna. 

Dodatkowo  rozgrywkę  urozmaicają  zdarzenia  losowe  oraz 

walki kowbojów, których możemy zatrudnić i użyć do ataku 

na farmy przeciwników. 

Gra Farmersi jest grą turową. Przeliczenia mogą następować 

co 5/10 minut oraz co 12 lub 24 godziny. Dostępnych jest ok. 

50 miast, w których toczą się rozgrywki, różniących się para-

metrami rynków i liczbą graczy biorących udział w grze (od 

2 do 18 jednocześnie). Wybierać można również spośród pię-

ciu różnych celów rozgrywki. 

Oprócz  rozgrywek  standardowych,  dostępny  jest  scenariusz 

fabularny Wild West i Puchar Dzikiego Zachodu. Jeśli ktoś lubi 

towarzystwo i czuje potrzebę bliższej współpracy, może dołączyć 

do jednej z wielu drużyn i grać w trybie drużynowym, mając 

na celu wynik całego zespołu, a nie tylko swój indywidualny.

Farmersi

Młodzież często traci masę czasu przed telewizorem lub grając w ogłupiające gry. Czy nie byłoby lepiej 

spożytkować ten czas na rozwijanie umysłu? Naukę planowania, podstaw finansów, ćwiczenie logicznego 

myślenia? A wszystko w formie gry, klarownie wytłumaczonej, w której nauka jest „przy okazji”.

background image

millionaire magazine

 

|

 

35

Gra dla niebojących się myśleć

Farmersi są grą dla ambitnych i jak głosi motto gry – „dla nie-

bojących się myśleć”. Nieszablonowy i rozbudowany sposób 

rozgrywki jest rzeczywiście wymagający. Jednak przejrzyste 

wprowadzenie i przyjazny interfejs sprawiają, że początkujący 

bardzo szybko i bezboleśnie zrozumieją reguły gry. 

Zanim podejmiemy grę z żywymi graczami, możemy potre-

nować w zadaniach z graczami automatycznymi. Choć prze-

ciwnikiem w zadaniach jest sztuczna inteligencja, to szybko 

się one nie znudzą. Zadania tworzone są przez samych graczy 

i dlatego wciąż ich przybywa, a każde wymaga indywidual-

nego podejścia i odnalezienia innego sposobu na wygraną. 

Charakterystyczną cechą gry Farmersi jest jej ciągły rozwój. 

Administratorzy  gry  wraz  z  graczami  wciąż  ulepszają  grę, 

wprowadzając nowe elementy. Zgrana i otwarta społeczność 

graczy, przyjazna atmosfera na forum gry, redagowana przez 

graczy  gazetka  Farmersi  Times  i  okazyjnie  organizowane 

konkursy sprawiają, że na Farmersi.pl można przyjemnie spę-

dzić czas, również poza samymi rozgrywkami.

Zainteresowanych grą zapraszamy na stronę www.farmersi.pl.

Akcja gry toczy się w połowie XIX wieku – z czasem miasta 

rozwijają się, a gry w nich stają się coraz bardziej złożone. 

W  scenariuszu  Wild  West  gracz  wybiera,  czy  chce  walczyć 

po  stronie  Indian,  budowniczych  kolei  czy  może  hodowców 

bydła.

Kolorowe  wykresy  ułatwiają  analizę  informacji.  W  Farmer-

sach,  tak  jak  w  szachach,  mimo  początkowo  jednakowej 

sytuacji wyjściowej, każda rozgrywka toczy się w innym kie-

runku, a wynik gracza zależy wyłącznie od podjętych przez 

niego decyzji.

plusy  minusy

+  niepotrzebna  instalacja,  do  gry  wystarczy  przeglądarka 

internetowa

+ walory edukacyjne gry

+ turowy charakter rozgrywek – nie potrzeba dużo czasu

+ mnóstwo urozmaiceń w grze, nierutynowy charakter gry

+  gracze  grający  za  darmo  mają  takie  same  szanse 

jak ci z abonamentem 

+ brak natrętnych reklam  - niektóre miasta dostępne są tylko 

dla graczy z abonamentem

-  pod  przeglądarką  IE  wykresy  nie  zawsze  prawidłowo 

się wyświetlają

- potrzebny dostęp do Internetu

background image

36

 

|

 

millionaire magazine

Ż 

yciorysy i biografie

C

zas  oczekiwania  na  wiek  dojrzały  wlókł  mi  się 

potwornie, w myśl powiedzenia, że przed 30.tką 

dni  mijają  szybko,  a  lata  powoli.  Potem  jest 

odwrotnie. Nie mogłem się doczekać dorosłości i 

matury. Nie miałem jakichś wielkich planów, choć 

wiedziałem, że pójdę na studia. Przypadek zdarzył, że wybrałem 

źle, ale wtedy akurat nie miało to większego znaczenia. W prl 

każdy wybór kierunku studiów był zły. No, bo co to za różnica 

czy byłeś lekarzem, chemikiem czy biologiem? Należało się ileś 

tam tysięcy i jeśli nie miałeś układów partyjno - rządowych, to 

wegetowałeś. Najlepiej powodziło się tym, którzy działali wbrew 

systemowi; kradli, uczestniczyli w korupcji, czarnym rynku itp. 

W każdy razie poszedłem na chemię na UJ. Dlaczego właśnie 

tam? Otóż, na kilka dni przed maturą porządkowaliśmy labora-

torium chemiczne i ukradliśmy profesorowi garstkę sodu, żeby się 

nim pobawić. Sód w zetknięciu z wodą robi dużo hałasu. Wypró-

bowaliśmy to u kolegi na werandzie; nastąpił wybuch i odłamek 

szkła przeciął mi rogówkę prawego oka. Na szczęście oko zostało 

zreperowane, a ja wyrosłem na chemika.

Pierwsze miesiące na uniwersytecie, a Jagielloński był pod tym 

względem bardzo ortodoksyjny, były twardą lekcją życia. Inny 

reżym, masa nowych zajęć i obowiązków, strach przed oblaniem 

egzaminu, co było równoznaczne z usunięciem z uczelni, a przede 

wszystkim chroniczny brak pieniędzy skutecznie odbierały chęć 

do „wolnego życia”. Początek moich studiów, poza samą nauką 

i wykładami, ograniczał się do udzielania korepetycji. Czegoż 

ja nie uczyłem? W matematyce, fizyce i chemii panowała duża 

konkurencja,  tym  bardziej,  że  rodzice  poszukiwali  studentów 

– korepetytorów ze starszych lat. Musiałem więc wymyślić coś 

ekstra.  Zacząłem  od  lekcji  języka  angielskiego,  który  znałem 

właściwie ze słyszenia, to znaczy z piosenek rockowych, z jakich 

składał się repertuar XR-1. Korepetycje te nie tylko przynosiły 

mi  dochód,  one  mobilizowały  mnie  samego  do  nauki  języka. 

W obawie przed kompromitacją, uczyłem się angielskiego pil-

niej  niż  moi  uczniowie,  których  przeważnie  wyprzedzałem 

o 3-4 lekcje. Prawdziwą żyłą złota okazał się jednak „rysunek 

techniczny”  wykonywany  na  zlecenie  studentów  architektury, 

Politechniki  Krakowskiej.  Brałem  od  przyszłych  architektów 

zlecenie na wykonanie prac semestralnych czy nawet dyplomo-

wych, biegłem z nim do kreślarzy Biprostalu (biuro projektów 

hutniczych), inkasując za pośrednictwo (studenci myśleli, że to 

ja rysuję) ok. 20 proc. wartości zlecenia. Uważam , że to było fair. 

Pośrednictwo niesie ze sobą ważną rolę ekonomiczną, o czym 

nieco później. Mimo to architekci się na mnie zemścili, projek-

tując osiedle Ursynów, na którym przyszło mi wiele lat później 

mieszkać.  Ilekroć  patrzyłem  na  koślawą  konstrukcję  mojego 

boku przy Cybisa 8, jego odrażającą brzydotę i brak funkcjonal-

ności czułem na sobie wzrok moich studentów z krakowskiego 

wydziału architektury.

Pod koniec pierwszego roku studiów, pod wpływem presji zbliża-

jącej się sesji egzaminacyjnej, z korepetycji musiałem zrezygnować. 

Tym bardziej, że kolega z roku, Julek, odkrył nową żyłę złota, jaką 

stał się skup używanych skryptów i podręczników akademickich. 

Kupowaliśmy za grosze książki zniszczone, które po poddaniu 

renowacji u introligatora, były sprzedawane z kilkusetprocento-

wym zyskiem studentom albo antykwariuszom. Niestety, Julek był 

zbyt gadatliwy, w nasze ślady poszło wkrótce zbyt wielu kolegów, 

w efekcie nasza stopa zysku spadła poniżej poziomu satysfakcji, a 

co gorsza, z rynku znikły właściwie wszystkie chodliwe tytuły. 

I wtedy wpadłem na pomysł kupowania tytułów niechodliwych. 

Był to mój skromny udział w praktyczne zastosowanie teorii, nie-

jakiego Johna Maynarda Keynesa, która w owych czasach, dzisiaj 

zresztą też, uchodziła za kompas gospodarczy świata.

Lord Keynes, jak wiadomo, proponował pracę dla samej pracy, np. 

jedna grupa robotników wykopuje rów, druga go zasypuje. Dzięki 

pracy włożonej w kopanie i zasypywanie rowów, mimo iż majątku 

z niej nie przybywało, a dokładniej: ubywało, jedni i drudzy mieli 

dochód, przy pomocy którego uruchamiali (rzekomo) popyt na 

dobra  produkowane  przez  innych.  A  oto  jak  wyglądał  keyne-

sizm w moim wydaniu: wpadła mi w ręce np. analiza jakościowa 

Vogela, niepraktyczna cegła, której nikt do niczego nie potrzebo-

wał („kopanie i zasypywanie rowów”). Od czego jednak jest mar-

keting. Julek, Jacek, Staszek, Wiesiek – razem i osobno - chodzili 

przez kilka dni po krakowskich antykwariatach pytając o...analizę 

Vogela (napędzając tym samym popyt). Potem robiliśmy przerwę i 

pojawiałem się u antykwariuszy ja, z dwoma, trzema kupionymi za 

grosze Vogelami, oferując je na sprzedaż (podaż). Umotywowani 

sztucznie  stworzonym  popytem  antykwariusze  książkę  chętnie 

kupowali, my zaś dzieliliśmy się zyskami. W ten sposób wprowa-

dziliśmy do obiegu kilkadziesiąt tytułów zapomnianych i nikomu 

niepotrzebnych podręczników akademickich. Nie było to żadne 

oszustwo, a jedynie ożywienie popytu na dobra nie cieszące się 

wzięciem. Dokładnie to, co proponuje Keynes, którego receptą na 

sukces gospodarczy jest tworzenie popytu za wszelką cenę. Gwoli 

sprawiedliwości dodam, że w przypadku nikomu niepotrzebnych 

podręczników akademickich, koszty tego popytu pokryli krakow-

scy antykwariusze. W tym miejscu chciałbym ich za to przeprosić, 

choć w dużym stopniu sami są sobie winni. Gdyby byli bardziej 

profesjonalni i czujni, nie nabraliby się na nasz „sztuczny popyt”. 

A zresztą, moje grzechy są niczym w porównaniu do spustoszeń, 

jakie dokonała Keynes w gospodarce amerykańskiej, niemieckiej 

czy np. polskiej. Tworzenie sztucznego popytu poprzez tzw. pro-

gramy walki z bezrobociem kosztowały narody setki miliardów 

dolarów. Cóż to jest w porównaniu do tych kilkuset złotych, na 

jakie naciągnęliśmy krakowskie antykwariaty?

Działania te miały jednak ograniczoną skalę, wzmagając równo-

cześnie  czujność  antykwariuszy,  toteż,  ledwie  znalazłem  się  na 

Jak zostałem milionerem

autobiografia Jana Fijora c.d.

background image

millionaire magazine

 

|

 

37

Jan Fijor 

II roku studiów – bo na I roku obowiązywał zakaz – ruszyłem 

do punktu przydziału pracy przy Studenckiej Spółdzielni Pracy 

„Żaczek”,  działającej  przy  krakowskim  uniwerku.  Tam  bowiem 

była akcja i pieniądze.

O zarobkach w „Żaczku” krążyły po akademiku legendy. Kilku 

spółdzielczych bossów miało z niej własne samochody. Jadali i 

pijali w orbisowskiej Cracovii, chodzili eleganccy i wyniośli, jak 

studenci  z  Afryki,  w  garniturach,  pod  krawatem,  co  w  owych 

czasach było przejawem ekstrawagancji i synonimem wielkiego 

świata. Dla nas najważniejsze jednak było to, że kręciły się wokół 

nich najpiękniejsze dziewczyny. Z powyższych powodów „Żaczek” 

był nie tylko miejscem zarabiania pieniędzy, lecz czymś w rodzaju 

country clubu – organizacji zapewniającej prestiż, pozycję i szansę 

na sukces. Jak wiele wysiłku wymagało wejście do tego układu, 

przekonałem się już przy pierwszym zleceniu.

Jako debiutant nie spodziewałem się cudów.

- Masz szczęście, jest sprzątanie po malarzach – powiedział spół-

dzielniany  dystrybutor,  Czesio,  wieczny  student  prawa,  kładąc 

nacisk na „po malarzach”, co miało podkreślić atrakcyjność roboty.

Kamienica przy Kanoniczej miała cztery piętra i pamiętała czasy 

Kazimierza Wielkiego. Nie wiem, jak wyglądała przed remontem, 

ale malarze pozostawili w niej po sobie pobojowisko. Rozbite 

kawałki szkła, wdeptane w posadzkę i zmieszane z klejem resztki 

farby, tynk, błoto – słowem dramat. Tym bardziej, że – zanim 

ja się tam pojawiłem - lokatorzy chodzili po tym błocie przez 

ponad miesiąc. Dowiedziałem się też, że nie jestem pierwszym 

„Żaczkiem”  jaki  usiłował  zmóc  dominującą  w  prl  technologię 

malowania ścian. Spędziłem na klatce dwa bite dni i zrozumia-

łem, że to nie przypadek, iż nikt przede mną jej nie wysprzątał. 

Usunięcie śladów malowania wymagało bowiem nadludzkiego 

wysiłku  i  –  przy  oficjalnie  obowiązujących  stawkach  godzino-

wych - było kompletnie nieopłacalne. W trzeci dzień, z bólem 

krzyża, serca i łzami w oczach, poddałem się. Podjąłem posta-

nowienie, że mam gdzieś takie harowanie i rezygnuję z kariery 

spółdzielcy studenckiego. Formalnie powinienem teraz poinfor-

mować spółdzielnię, że zaniechałem pracy i oddać zlecenie, aby 

ktoś inny mógł je kontynuować. W przeciwnym razie groziło mi 

skreślenie z listy członków spółdzielni, zanim cokolwiek bym w 

niej zarobił. Mimo to, z jakichś irracjonalnych powodów z tym 

zwlekałem.  Dwa  tygodnie  później,  wychodząc  z  pobliskiego 

budynku rektoratu poczułem silną potrzebę odwiedzenia kamie-

nicy przy Kanoniczej. Nie miała ona (ta potrzeba) żadnego racjo-

nalnego uzasadnienia, a mimo to nie potrafiłem jej się oprzeć. 

Wchodzę, oczom nie wierzę. Zamurowało mnie. Nie, no chyba 

się pomyliłem. Wyszedłem, sprawdziłem numer, zadzwoniłem 

do dozorczyni; ta sama dozorczyni, ten sam mrok na klatce scho-

dowej. Wszedłem powtórnie, pobiegłem na czwarte piętro, do 

góry, w dół chyba ze trzy razy. Musiałem się uszczypnąć, żeby 

uwierzyć.  Klatka  była  porządnie  posprzątana,  śmieci  usunięte, 

posadzka umyta, szyby też. Myślałem, że może dozorczyni stra-

ciła cierpliwość i posprzątała, ale ona też o niczym nie wiedziała. 

(A może udawała?) Pytałem napotkanych lokatorów; nikt nie był 

w stanie określić nawet kiedy klatka została posprzątana. Byli 

pewni, że ja to zrobiłem. Do dzisiaj nie wiem co wtedy zaszło. Po 

wypłacie kupiłem dozorczyni kwiaty. Na wszelki wypadek. No, 

bo jeśli nie ona, to kto? Cud? Na pewno jednak zagadka, której 

współczesna nauka nie potrafi rozwikłać.

Jeszcze tego samego dnia, trochę z chciwości, ale bardziej chyba 

z  ciekawości,  poszedłem  do  kierownika  ADM  (Administracja 

Domów  Mieszkalnych)  sprawdzić,  czy  podpisze  mi  wykona-

nie zlecenia, czy nie. Podpisał bez słowa. Dwa miesiące później 

otrzymałem  za  nie  pieniądze.  Była  to  dla  mnie  ważna  lekcja 

życia.  Po  pierwsze,  zrozumiałem,  że  nie  należy  się  poddawać 

zanim naprawdę nie zostaną wyczerpane wszystkie możliwości 

(włącznie z ingerencją sił nadprzyrodzonych) i nie stwierdzimy, 

że szansy na powodzenie jakiegoś przedsięwzięcia na pewno nie 

ma. Po drugie, że zjawiska irracjonalne mają w procesie produkcji 

równie ważny udział, co fakty materialne. Po trzecie wreszcie, że 

nie liczy się ten kto ciężko i bezpośrednio pracuje, lecz ten, kto 

potrafi pracę odpowiednio sprzedać.

Czy to był podręcznikowy przykład wyzysku? Chyba nie. Nikogo 

nie oszukałem, nie wykorzystałem. Może Opatrzność nie chciała 

abym się zniechęcił? Tym bardziej, że już wkrótce czekały mnie z 

Jej łaski kolejne ambitne zadania: asystent zecera, „czwarty do bry-

dża”, korepetytor z niemieckiego, języka którego nie znam, szpieg 

na zlecenie żony niewiernego męża, nie mówiąc o dziesiątkach 

innych drobnych zleceń w rodzaju: mycie butelek w rozlewni wina, 

ładowanie wagonów śrutem ołowianym, zakopywanie padniętych 

zwierząt itp. Im cięższe było to zajęcie, tym bardziej przybliżało 

mnie  do  wrót  świata  przedsiębiorczości,  choć  w  owym  czasie 

określało  się  go  raczej  innymi  terminami:  spekulacja,  wyzysk, 

prywaciarstwo. Źródłem złej opinii na temat przedsiębiorczości 

była ludzka zazdrość i propaganda o wyzysku człowieka przez 

człowieka, dawałem się na nią nabrać dopóki sam nie spróbowa-

łem zostać wyzyskiwaczem.

Staszek K., dzisiaj profesor uniwersytetu, ale wtedy ubogi student 

chemii, kolega z roku otrzymał „interesujące” zlecenie; ładowanie 

worków z sodą kaustyczną w starym krakowskim Solvayu, tam 

gdzie w czasie wojny pracował Karol Wojtyła, a teraz mieści się 

nowoczesne  centrum  handlowe;  przy  wyjeździe  z  Krakowa  do 

Zakopanego. Praca była koszmarna. Słup pyłu sodowego spada-

jącego z wysokiego silosu z dużą prędkością rozsiewał wokół pył, 

który wciskał się w oczy, w uszy, do nosa, do gardła, szczypał, 

dusił, krztusił. Nie pomagały maski, zabezpieczenia, wentylatory. 

Zarobki też nie były wysokie. Za 8 godzin dziennie dostawaliśmy 

netto prawie 100 zł. (wtedy ekwiwalent 1 dolara). Z początko-

wej grupki 10 pakowaczy, po tygodniu pracy zostało nas dwóch 

i to wyłącznie dlatego, że praca ta gwarantowała równocześnie 

zaliczenie  wakacyjnej  praktyki  przemysłowej;  dwie  pieczenie 

na jednym ogniu. Po miesiącu poprosiliśmy jednak o stosowne 

zaświadczenie z zamiarem definitywnego odejścia z Solvaya. To 

nie była praca dla nas.

Dla kierownictwa firmy perspektywa naszej rezygnacji okazała 

się  prawdziwym  ciosem.  Dyrektor  miał  łzy  w  oczach.  Prosił, 

apelował, w końcu widząc naszą determinację zaproponował, że 

za każdy dzień pracy dostaniemy od Solvaya ekstra, pod stołem, 

po 50 zł. Łącznie więc 150 zł dziennie, z czego 50 zł dostawali-

śmy zaraz po zakończeniu dnia pracy, co było silnym bodźcem. 

Tym bardziej, że spółdzielnia potrącała ponad 30 proc. zarob-

ków dla siebie, a co gorsza, wypłacała je w dwa, trzy miesiące 

po zakończeniu pracy. Poza tym, zlecono nam znalezienie do 

pracy dodatkowych 10 pakowaczy na takich samych warunkach. 

I wtedy w naszych umysłach zaświtał genialny, jak się potem 

okazało,  pomysł  prywatnego  przedsiębiorstwa  działającego  w 

ramach spółdzielni.

background image

38

 

|

 

millionaire magazine

Ż 

yciorysy i biografie

Daliśmy do radiowęzła w akademiku ogłoszenie, że jest dobra i 

stabilna praca, zarobek 100 zł dziennie, przy czym 50 zł wypła-

camy od razu, resztę za miesiąc. Zgłosiło się 12 chętnych. Zamiast 

więc samemu pakować, ograniczyliśmy działalność do buchalterii 

i kontroli jakości wykonywanej pracy. Dzięki temu byliśmy nie 

tylko wypoczęci, ale ponadto nasze dochody wzrosły do 500 zł 

dziennie. Było to więcej niż zarabiał główny księgowy najwięk-

szego zakładu w Polsce, Huty Lenina. Otarliśmy się wtedy o ten 

dyskretny urok burżuazji; Budafok, nowe levisy, boeuf strogonoff 

we Francuskim i Cracovii, upojne noce w towarzystwie pięknych 

kobiet. W Spółdzielni też inaczej na nas patrzyli, zwłaszcza po 

tym, jak zaczęliśmy zlecenia załatwiać sobie sami.

O kimś takim, jak my wtedy, Amerykanie mówią, że „wygląda jak 

milion dolarów” i choć nie mieliśmy aż takich aspiracji, najważniejsze 

było nasze dobre samopoczucie; byliśmy studentami – biznesmenami, 

w owych siermiężnych czasach prl to była prawdziwa rzadkość.

Utarło się powiedzenie, że pieniądz robi pieniądz, i to jest fakt, 

ale jeszcze częściej pieniądz przyciąga pieniądz. Wkrótce potem 

Staszek załatwił (jego kuzyn był dyrektorem firmy) wielkie zle-

cenie z nowohuckiego Elektromontażu: mycie szyb i szklanych 

świetlików (okna w dachu). Szkłem pokryte były dachy hal pro-

dukcyjnych  Elektromontażu.  Problem  w  tym,  że  nie  myto  ich 

od powstania firmy, to jest od 1955 roku. Szkło miało kolor rdzy. 

Właściwie było już samą rdzą. Czyszczenie metodą klasyczną – 

woda, środki chemiczne, żyletka, szmata – nie wchodziło w grę. 

Przetestowaliśmy taki świetlik – szybę „metr na metr” czyściliśmy 

prawie trzy godziny. Przy stawce netto 12 zł za metr kwadratowy 

groziło nam bankructwo. Już nie pamiętam, kto wpadł na ten 

pomysł, Staszek czy ja, w każdym razie trafiliśmy do szklarza. 

Domyślacie  się?  Tak.  Metr  kwadratowy  nowych  szyb,  wraz  z 

wyjęciem starej szyby, kosztował niespełna 6 zł, zarabialiśmy 100 

proc. czyli 6 zł na metrze. Co przy powierzchni ponad 5000 m. 

kw. dawało...Każdy sobie może policzyć. I to bez pracy. Szklarz 

robił za nas wszystko. Takie to były paradoksy prl. Muszę zazna-

czyć, że regularne stawki za pracę w spółdzielni nie była wcale 

takie korzystne. W normalnych warunkach mycie 1 m. kw. szyby 

kosztowało niewiele, brutto 3,70 zł. Dopiero kreatywna kalkula-

cja, czyli uwzględnienie: współczynników utrudnienia, pracy na 

wysokości, współczynnika nadmiernego zabrudzenia, dodatku za 

pracę w terenie odosobnionym, za dojazdy do pracy, za zabezpie-

czanie miejsca pracy, środki myjące, czyszczące, skrobanie meta-

lem, posiłek regeneracyjny, mleko i dziesiątki innych „składników 

cenowych” prowadziły do zadowalającej stawki. Na tym się trzeba 

było  znać.  Tego  nikt  nas  nie  nauczył.  Ślęczeliśmy  godzinami 

nad cennikami, ustawami, uchwałami, by tę pożyteczną wiedzę 

poznać. Naszym sprzymierzeńcem był system.

Wiedza  –  mawiali  kolejni  sekretarze  partii  -  była  kluczem  do 

dobrobytu, a studenci jej przyszłymi kapłanami. Normalny pry-

waciarz dostałby za coś takiego wyrok, w najlepszym razie domiar, 

my byliśmy nietykalni. Aby nie przekroczyć ustawowego limitu 

zarobków, jaki w prl obowiązywał, niewiele ponad tysiąc złotych 

miesięcznie,  „wynajmowaliśmy”  od  naszych  kolegów  ich  ksią-

żeczki pracy. Było to możliwe, bo większości z nich nie chciało się 

pracować. Czy to coś złego, że my mieliśmy inicjatywę, a oni nie? 

Formalnie  byliśmy  przestępcami,  ale  tylko  dlatego,  że  obowią-

zujący wówczas system karał za inicjatywę. Na wszelki wypadek 

staraliśmy się nie rzucać w oczy. Nasza firma jednak rosła w siłę, a 

my żyliśmy dostatniej. Prawdziwe żniwa miały dopiero nadejść.

Najsilniejszą stroną naszej grupy była właśnie kreatywna wycena 

zleceń.  Wykorzystywaliśmy  w  tym  celu  wszystkie  nieżyciowe 

przepisy, odgórną regulację cen, a także inne absurdalne pomy-

sły  obowiązującego  wtedy  systemu.  Krakowska  firma  Telpod, 

taki  polski  Intel  epoki  lamp  i  tranzystorów,  zatrudniła  nas  do 

mycia i sprzątania gigantycznego placu fabrycznego (5900 m. kw. 

powierzchni). Dyrekcja, chcąc się przypodobać Gomułce, ogłosiła, 

iż aktyw młodzieżowy zakładu, w czynie społecznym, wysprząta 

dwa razy w miesiącu plac fabryczny. Raz wysprzątali, drugi raz 

wysprzątali, potem zapał aktywu zgasł - wynajęto „Żaczków”.

W cenniku rutynowe sprzątanie placu fabrycznego nie powinno 

kosztować więcej niż 4 ludzi po 8 godzin po 11 zł za godzinę. 

Łącznie więc 352 zł. My braliśmy za to samo...7200 zł. Dwudzie-

stokrotnie więcej! Jak to możliwe? A no możliwe, bo my wykony-

waliśmy usługę p.t. mycie i sprzątanie posadzki betonowej (1,20 

zł za m. kw.), zarabiając w trzech po ok. 400 zł za godzinę. Czy-

ściliśmy plac fabryczny z kurzu, a Telpod z pieniędzy. I gdyby nie 

karygodna głupota jednego z kolegów, który – pod naszą nieobec-

ność, w czasie wakacji - zawyżył i tak już niebotyczny rachunek o 

200 proc., psa z kulawą nogą by to nie obchodziło. Dopiero kiedy 

nasz wakacyjny zastępca przedstawił rachunek na ponad 20 tys. zł 

za jeden dzień pracy, ktoś ze Spółdzielni Studenckiej zaalarmował 

dyrekcję Telpodu i komitet zakładowy, które ten „czyn społeczny” 

przerwały. Niestety, dobór partnerów w interesach – z wyjątkiem 

Staszka, który był wtedy wiernym i szlachetnym druhem - nie był, 

i nadal nie jest moją silną stroną.

Mimo tych wszystkich sukcesów, po zakończeniu studiów podję-

liśmy pracę „jak pan Bóg przykazał”, to jest na posadzie. Staszek 

poszedł na uczelnię, ja na nauczyciela do szkoły średniej. I chociaż 

pracowaliśmy na dwóch etatach, bo wciąż rozpierała nas energia, 

nasze miesięczne zarobki przekraczały o kilkadziesiąt złotych to, 

co zarabialiśmy na jednym „myciu i sprzątaniu posadzki betono-

wej” w krakowskim Telpodzie. Na drabinie dochodów był to spa-

dek znaczny, ale nie rozpaczałem.

Takie hasło propagował w czasach prl znany piosenkarz i poeta, 

Wojciech Młynarski. I trudno mu się dziwić. Stefan Kisielewski 

uważał muzyków, a zwłaszcza estradowców za intelektualnie 

niewydarzonych. Młynarski nie rozumiał przecież, że człowiek, 

który  robił  swoje  w  systemie  ogólnej  niewydolności  i  marno-

trawstwa był szkodnikiem. Robienie swoje oznaczało bowiem 

robienie sumiennie tego, co człowiekowi nakazano w ramach 

absurdalnego „planu centralnego”. Produkowałeś kiepskie buty, 

to  twoim  obowiązkiem  –  myślał  Młynarski  -  było  produko-

wać je przez bite osiem godzin, marnując energię elektryczną, 

kleje, skóry i co tam jeszcze do tych butów dodawano. Byłeś 

marnym lekarzem, to miałeś obowiązek leczyć, pardon, przyj-

mować  w  przychodni  jak  największą  ilość  pacjentów.  Moim 

zdaniem najpożyteczniejszymi jednostkami byli w prl ci, którzy 

nie robili nic, albo ci, którzy działali na szkodę systemu czyli 

zamiast robić „swoje” robili „dla siebie”. Jeśli prześledzić dzieje 

ludzkości okaże się, że cały postęp zawdzięczamy nie temu, że 

ludzie robili coś co miało służyć innym, lecz właśnie to co w 

egoistycznych wyobrażeniach ich twórców, służyło wyłącznie 

tym ostatnim. Tak się bowiem składa, a opisał to już w XVIII 

wieku Adam Smith, że największe korzyści odnosi społeczeń-

stwo  z  ludzi,  którzy  działają  z  pobudek  egoistycznych.  Woj-

ciech Młynarski był jednak ulubieńcem i dumą władzy, chciał 

więc swoimi tekstami zaskarbić sobie więcej sympatii, a władzy 

background image

millionaire magazine

 

|

 

39

Jan Fijor 

powodów do dumy. Zrobił swoje, czyli zadbał o siebie. Nie zna-

czy to broń Boże, że nie był dobrym i zgrabnym poetą. Kilka 

jego  piosenek  weszło  do  kanonu  polskiego  kabaretu  i  salonu 

piosenki literackiej.

Nie prawdą jest, że rynek w socjalizmie nie istnieje. Rynek, cho-

ciażby nie wiem jak go stłamsić, bez względu na system gospodar-

czy czy polityczny, prędzej czy później musi się ujawnić. Mędrcy 

z biura politycznego uchwalili, że jajka będą po 50 groszy i były. 

Tyle, że jajek (posłużyłem się tu przykładem z rynku żywnościo-

wego,  ale  faktycznie  brakowało  wszystkiego)  nie  można  było 

kupić. To znaczy można było, ale po wielogodzinnych polowa-

niach i oczekiwaniu w niekończących się kolejkach. Gdyby był 

wolny rynek, cena jajka wynosiłaby, powiedzmy, 1,50 zł, i można 

by ich kupić pod dostatkiem, tak jak się to robi dzisiaj. Kiedy jed-

nak ich urzędowa cena wynosiła 50 groszy, też kosztowały 1,50 

zł – przy czym 1 zł to był koszt czasu i zdrowia marnowanego w 

kolejce. Wszyscy w Polsce to wiedzieli, dlatego kombinowali, szu-

kając najkrótszej i najtańszej drogi do rynku, czyli do dóbr i usług. 

Obok najprostszej, choć na pewno najtrudniejszej, jaką był czas, 

czyli kolejka, droga do rynku wiodła poprzez: koligacje rodzinne, 

przywileje partyjne i zawodowe, łapówki, prywatne bazary, kartki 

żywnościowe i barter. Ja postawiłem na barter.

 Barter był metodą powszechnie stosowaną przez tzw. profesjo-

nalistów. Mój przyjaciel, lekarz, Andrzej, celowo zatrudnił się na 

wsi, gdyż w ten sposób miał pewność, że żywność, którą otrzy-

mywał od pacjentów w drodze wymiany - „zdrowie (pacjenta) 

za życie (rodziny lekarza)” - jest świeża i zdrowa. W mieście 

lekarze  otrzymywali  głównie  drogie  alkohole,  które  również 

mogli wymienić na żywność, ale raz, że nie było pewności co 

do jej świeżości, a dwa, że dodatkowy barter był tu pewnym 

utrudnieniem. Częściej więc kończyło się na wypiciu barteru niż 

na zjedzeniu go.

Gospodarka  barterowa,  w  przeciwieństwie  do  oficjalnej  posłu-

giwała się pieniądzem alternatywnym. Były nim: newralgiczne 

usługi, takie właśnie jak usługi medyczne, umiejętności hydrau-

liczne, praca na stanowisku szatniarza czy wykidajły w lokalach 

gastronomicznych, posada w radio, w tv, w spółdzielni mieszka-

niowej, i wiele innych. Problem w tym, że ja nie miałem się czym 

z  rynkiem  wymieniać.  Byłem  początkującym  dziennikarzem, 

niczego pożytecznego nie umiałem i nikogo nie znałem. Miałem 

wprawdzie trochę pieniędzy i mogłem korzystać z bazarów, ale 

raz, że szkoda mi było na nie pieniędzy, a dwa, uważałem iż stać 

mnie na bardziej wyrafinowane, a więc tańsze rozwiązanie. I w 

końcu je znalazłem.

Lustrując bezskutecznie (w poszukiwaniu mebli) reprezentacyjny 

salon stolicy tzw. Emilkę, podsłuchałem rozmowę telefoniczną 

kierowniczki sklepu, w czasie której radziła się kogoś z rodziny, 

gdzie powinna kupić wędliny na przyjęcie z okazji I komunii św. 

swojej córki. I wtedy, być może za sprawą Ducha św. i tej komunii, 

przyszedł mi do głowy sprytny pomysł. Po odłożeniu słuchawki, 

podszedłem do kierowniczki i powiedziałem:

-  Tak  się  składa,  że  pracuję  w  sklepie  mięsnym  i  mogę  pani 

pomóc.

- Tak? – spytała z niedowierzaniem.

- Tak. Tym bardziej, że ja też mam swoje problemy. Na przykład, 

żona uparła się na komplet Kon-tiki, którego nigdzie nie ma.

- Jak to nie ma! – wyrwało jej się – To znaczy od czasu dostajemy 

te komplety...

 Zapisałem więc na kartce listę „komunijnych” wędlin i mięs na 

uroczystość, opracowując w myślach plan ich zdobycia. Nazajutrz 

późnym  rankiem,  kiedy  już  wysprzedano  całą  dostawę  20  kg 

mięsa i wędlin przypadających na ten dzień i sklep mięsny przy 

Wilczej opustoszał, udałem się do kierownika placówki i nie owi-

jając w bawełnę powiedziałem mniej więcej tak:

- Córka kuzynki idzie do komunii. Ja pracuję w sklepie meblowym 

i jeśli mi pan pomoże, to mogę się hojnie zrewanżować.

- Szkoda, żeś się pan nie pojawił miesiąc temu kiedy meblowa-

łem mieszkanie córce, ale zaraz...A pianina tam macie? Mogą być 

używane.

- Oczywiście, że mamy – zablefowałem – pamiętając jednak, że w 

rubryce „Sprzedam” w „Życiu Warszawy” od pianin aż się roiło.

Znalezienie instrumentu nie sprawiło problemu. Firma Węgiełka 

zawiozła  pianino  do  mieszkania  córki  kierownika  sklepu  mię-

snego, (n.b. zarobiłem na nim na czysto prawie tysiąc złotych), 

nazajutrz odebrałem na zapleczu paczkę z produktami mięsnymi, 

zaniosłem ją do Emilii, gdzie wpisano mnie na „specjalną” listę 

oczekujących. W niespełna miesiąc później Kon-tiki, duma mło-

dych  małżeństw  prl,  stały  w  moim  skromnym  mieszkanku  na 

Ursynowie. Nie to jednak było najważniejsze. Stworzyłem własny 

pieniądz barterowy, dzięki któremu miałem względy zarówno w 

meblowym,  jak  i  w  mięsnym.  Obie  branże  należały  do  wrażli-

wego segmentu konsumpcyjnych niedoborów rynkowych prl.

Kiedy kierownik sklepu na Wilczej podpadł przełożonym i awan-

sował na kierownika biura socjalnego w zjednoczeniu, znając raz 

sprawdzony schemat, mogłem go zastosować powtórnie. I uczy-

niłem to. Tym razem w odniesieniu do wyrobów gospodarstwa 

domowego. Taki barter był nawet łatwiejszy. Meble kupuje się raz 

na kilka lat, a odkurzacze, sokowirówki albo lodówki niemal nie-

ustannie. Wymieniałem je więc z kierowniczką sklepu mięsnego 

przy Koszykowej. Ujemną stroną takiego barteru było pijaństwo, 

które towarzyszyło zakupom. Cóż, nie ma nic za darmo.

Z ekonomicznego punktu widzenia moja działalność była całko-

wicie racjonalna. W podobny sposób działa George Soros, War-

ren Buffett czy nasz spekulant Jan Kulczyk. Wszyscy oni zarabiają 

dzięki dostępowi do informacji (w moim przypadku była to znajo-

mość konkretnej osoby) czyli lepszej od innych znajomości rynku. 

Przykładowo, dr Kulczyk wiedział, że akcjami TPSA interesuje 

się francuski Telecom. Dowiedział się tego z prasy. Wiedział też, 

również z prasy, kto będzie te akcje sprzedawać; minister skarbu 

Kaczmarek.  Przed  Francuzami  zablefował,  że  zna  Kaczmarka, 

przed Kaczmarkiem, że to on tych Francuzów na TPSA namówił. 

Obie strony myślały, ze pośredniczy w transakcji, co więcej, zapła-

ciły mu za to pośredniczenie. Zarobił w ten sposób kilkadziesiąt 

mln złotych. Nie ma w tym nic nielegalnego, tak jak nie ma nic 

nielegalnego w pracy maklera, który lepiej od innych wie, gdzie 

znaleźć  ewentualnego  inwestora.  Mój  zysk,  w  porównaniu  do 

tego co zarabia Soros czy Kulczyk, to pikuś. Zarabiałem jednak na 

czasie. Zamiast zużywać go na stanie w kolejce, przeznaczałem na 

inną, korzystniejszą dla mnie działalność minus czas zużywany 

na dokonywanie barteru i spożywanie alkoholu z kierownikami 

sklepów, które samozwańczo reprezentowałem. Zysk nie był wir-

tualny, a równał się różnicy między kosztem protein na wolnym 

rynku a ich kosztem w sieci reglamentacji państwowej.

background image

40

 

|

 

millionaire magazine

iznes i praca

Z

apisaną kwotę zostaw tylko dla siebie, a ja opiszę 

trochę o sobie, żebyś mógł sam wyciągnąć pewne 

wnioski. 

W pierwszej mojej pracy (nie licząc zbierania tru-

skawek,  gdy  byłem  dzieckiem)  zarabiałem  5zł 

na godzinę. Pamiętam jak wtedy każda złotówka podwyżki 

była bardzo pożądana i dlatego od samego początku chciałem 

poznać się z jak najlepszej strony. Później w mojej karierze 

było 10zł, 25zł. aż wreszcie, gdy piszę te słowa jest średnio 

ok. 60zł/h. Dla niektórych być może jest to szczyt marzeń, 

ale powiem Ci, że wcale nie jestem zadowolony z tego wyniku 

i zacząłem zastanawiać się nad szukaniem pracy za 100zł/h!

I  tutaj  naszła  mnie  chwila  refleksji.  Po  pierwsze  jak  pójdę 

do roboty za 100 to stracę tą za 60, po drugie będę się musiał 

po raz kolejny przekwalifikować. Mimo iż pracuję na pełny 

etat  to  podejrzewam,  że  poświęcam  więcej  czasu  na  naukę 

i  rozwój  niż  niejeden  dzienny  student.  Co  gorsza  doświad-

czenie z jednej pracy jest mało spokrewnione z inną i żeby 

odnieść  sukces  często  musiałem  się  uczyć  zupełnie  nowych 

rzeczy. Czas najwyższy określić się jakie dochody i jaka praca 

będą mnie satysfakcjonowały. Nie powinno być przecież tak, 

że tracimy na coś czas co nie jest nam potrzebne.

Znam  mnóstwo  ludzi,  którzy  pokończyli  studia  i  nigdy 

nie pracowali w swoim zawodzie. Świadczy to, że stracili czas 

i pieniądze! Niestety muszę się przyznać, że sam nie jestem 

lepszy. Pamiętam jak zaraz po obronie uradowany pracodawca 

dał  mi  w  nagrodę  100zł  miesięcznie  podwyżki  po  to  żeby 

na drugi dzień otrzymać moje wypowiedzenie!!! (jak umiesz 

liczyć to policz ile to jest na godzinę?) Czyli na dobrą sprawę 

mój  dyplom  jeszcze  mi  się  w  życiu  nie  przydał,  a  liczyła 

się wiedza zdobyta innymi sposobami.

Ile razy słyszałeś idź (lub poślij swoje dzieci) na taki a taki 

kierunek (np. marketing, informatyka, czy inne modne), żeby 

dostać dobrą pracę (i jak się później okazuje więcej absolwen-

tów niż zapotrzebowania na rynku). A ile znasz przypadków, 

że ktoś poszedł na studia na jakiś dziwny kierunek, bo na swój 

wymarzony się nie dostał? To tak jakbyś się spóźnił na pociąg 

do Krakowa to pojechał sobie do Warszawy...

Dlatego też postanowiłem szukać teraz zajęcia, które da mi 

min. 500zł na godzinę, a w przyszłości nie będzie mnie ogra-

niczać do osiągania jeszcze większych kwot. Użyj teraz swojej 

wyobraźni, poświęć godzinę i wypisz wszystkie możliwe Tobie 

sposoby  na  osiągnięcie  takiego  rezultatu.  Później  wybierz 

sobie, które najlepsze byłoby dla Ciebie. Pamiętaj, że lepiej 

poświęcić godzinę na planowanie niż później całe życie mieć 

zmarnowane...

Nie martw się, pomogę Ci trochę:

artyści (aktorzy, piosenkarze itp.) – wątpię, żebym odkrył 

w sobie kiedyś taki talent

stanowiska  kierownicze  w  dużych  korporacjach  - 

jak  myślisz  jak  dużo  kwalifikacji  musiałbyś  mieć,  żeby 

dostać się na takie stanowisko?

napisanie  książki  –  (niektórzy  nawet  twierdzą,  że  Kiy-

osaki dorobił się na książkach, a nie na inwestycjach)

własny  biznes  –  każdemu  pracownikowi  potrzebujesz 

poświęcić 5h miesięcznie, a on w tym czasie jest dla Cie-

bie zarobić 500zł to wystarczy tylko 5 pracowników, żeby 

udało się osiągnąć cel

inwestowanie  w  nieruchomości  –  wiele  jest  możliwości 

zarabiania, ale załóżmy, że poświęcisz 100h żeby przygo-

tować się do tematu i zarobić 10 tyś, to zarobek na godz. 

100zł. Ale może się tak złożyć, że zdobyte doświadczenie 

z pierwszej inwestycji pozwoli w następnych zmniejszyć 

czas i zwiększyć zyski...

biznes sieciowy – czyli każdy pod Tobą generuje dla Cie-

bie zyski i będą one zależały od tego jak dużą strukturę 

zbudujesz...

Teraz czas żebyś zrobił swoją listę i wybrał coś dla siebie. 

PS.

Pamiętaj, że od Ciebie zależy na jakich zarobkach się skupisz. 

Możesz szukać podwyżki o 10 lub o 5000%. Ważne żebyś 

się skoncentrował na celu, który chcesz osiągnąć.

Dominik Dworniczak

http://www.dominik.dworniczak.pl/kurs.php

Czy chciałbyś dostać podwyżkę?

Pytanie wydaje się być retoryczne?! Bo kto by nie chciał zarabiać więcej...
No  dobra,  ale  powiedz  mi  ile  byś  chciał  tej  podwyżki?  Weź  kartkę  i  długopis  i  napisz  ile  chciałbyś  zarabiać 

na godzinę.

background image

millionaire magazine

 

|

 

41

Ź

le  skonstruowane  dokumenty  aplikacyjne  mogą 

przekreślić  naszą  szansę  na  rozmowę  kwalifika-

cyjną, nawet jeżeli należymy do grona najlepszych 

pod względem merytorycznym kandydatów. Dla-

tego przystępując do procesu poszukiwania pracy, 

tak istotne jest właściwe się do niego przygotowanie.

Konstruując  dokumenty  aplikacyjne,  musimy  pamiętać  o  tym, 

że stanowią one naszą wizytówkę. To one właśnie są naszą pierw-

szą formę kontaktu z osobą potencjalnego pracodawcy. I to od nich 

zależy, jakie wywrzemy wrażenie na osobie prowadzącej rekrutację, 

a tym samym, czy zostaniemy zaproszeni do dalszego jej etapu.

Krok pierwszy – CV, czyli Curriculum Vitae

To właśnie na podstawie życiorysu pracodawca tworzy sobie 

wyobrażenie  o  naszej  osobie.  To  na  podstawie  jego  treści 

dokonuje oceny naszych kompetencji, umiejętności i dotych-

czasowych osiągnięć. I to właśnie na podstawie jego kilkuna-

stosekundowej analizy dokonuje wstępnej selekcji kandydatów, 

których aplikacje będą dalej rozpatrywane.

Tworząc  cv,  warto  zadbać  o  to,  aby  robiło  ono  naprawdę 

dobre  pierwsze  wrażenie.  Liczy  się  tutaj  staranne  wyselek-

cjonowanie  informacji,  czytelność  i  przejrzystość,  logiczna 

Rekrutacja bez tajemnic, część 1 – CV

Przystępując do poszukiwania pracy, musimy zdać sobie sprawę z tego, że jest to niezwykle złożony proces, który 

wymaga od nas znacznej aktywności, cierpliwości oraz zaangażowania. Szukanie pracy to nie tylko znalezienie 

oferty u interesującego nas pracodawcy i zaaplikowanie na nią. Szukanie pracy to umiejętność starannego wyse-

lekcjonowania informacji, które sprawią, że nasze dokumenty aplikacyjne nie zginą pośród setek innych nadesła-

nych aplikacji. To proces, w którym równie ważne co staranne rozplanowanie treści i informacji o posiadanych 

kompetencjach, jest dopasowanie się do wymagań i oczekiwań potencjalnego pracodawcy.

Ju

st

yn

a F

ur

m

an

cz

yk (

ju

st4

yo

u) | w

w

w.

sx

c.h

u

background image

42

 

|

 

millionaire magazine

iznes i praca

i  uporządkowana  struktura  oraz  starannie  dobrane  zdjęcie 

i formatowanie.

Tworząc cv, warto zastanowić się nad tym, z jakim pracodawcą 

mamy do czynienia. 

Dla  jednego  ciekawe  i  wyróżniające  formy,  np.  graficzne, 

mogą stanowić wyraz kreatywności i wyobraźni, dla innego 

być  pretensjonalne  w  odbiorze.  Decyzję  o  przyjętej  formie 

warto uzależnić od oczekiwań konkretnej oferty, na jaką apli-

kujemy. Do działu marketingu możemy wykazać się odrobiną 

kreatywności, działy bardziej oficjalne mogą preferować stan-

dardowe formy dokumentów aplikacyjnych.

Konstruując cv, musimy pamiętać o podstawowych informa-

cjach, jakie powinny być w nim zawarte.

Dane osobowe: 

Nie powinniśmy podawać tutaj zbędnych informacji w postaci 

stanu cywilnego czy liczby posiadanego potomstwa. Zadbajmy 

o  to,  aby  znalazły  się  tu  niezbędne  informacje.  Są  to:  imię 

i nazwisko, data urodzenia, adres, pod którym obecnie prze-

bywamy, telefon kontaktowy oraz adres e-mail w profesjonal-

nej, neutralnej formie.

Edukacja: 

Informacje podajemy w formie achronologicznej, poczynając 

od  ostatnio  zdobytego  wykształcenia.  Jeżeli  zdobyta  przez 

nas specjalizacja lub temat napisanej pracy pokrywa się ze sta-

nowiskiem, na jakie aplikujemy, warto o tym napisać.

Podając wykształcenie, poprzestajemy na szkole średniej.

Doświadczenie zawodowe: 

Doświadczenie  zawodowe  również  wpisujemy  w  formie 

achronologicznej.  Przy  sporym  doświadczeniu  warto  skupić 

się na informacjach istotnych z punktu widzenia stanowiska, 

na  jakie  aplikujemy.  Opisując  swoje  doświadczenie  zawo-

dowe, nie wystarczy podać nazwy pracodawcy i zajmowanego 

stanowiska. Warto sprecyzować tutaj charakter wykonywanej 

pracy i zakres pełnionych obowiązków.

Umiejętności: 

Wpisując swoje umiejętności, warto dokonać rzetelnej samo-

analizy. Nie wpisujmy raczej umiejętności, których nie posia-

damy, ponieważ może to zostać łatwo zweryfikowane podczas 

rozmowy  kwalifikacyjnej.  Umiejętności  pożądane  to  m.in.: 

znajomość języków obcych oraz określenie poziomu tej znajo-

mości, znajomość obsługi komputera, prawo jazdy itp.

Zainteresowania: 

Sztampowe  zainteresowania  w  postaci  słuchania  muzyki 

i czytania książek nie robią już chyba na nikim dobrego wra-

żenia. Warto wypisać tutaj zainteresowanie, które nas wyróż-

nia. Nie warto jednak tworzyć zainteresowań na siłę. Może 

się  zdarzyć,  że  napotkamy  na  pasjonata  rzeczy,  o  której 

tak naprawdę nie mamy pojęcia i nasze podane zainteresowa-

nie stanie się wyrazem naszej małej wiarygodności.

Napisanie dobrego życiorysu jest trudne, niezależnie, na jakim 

etapie  drogi  zawodowej  się  znajdujemy.  Pisząc  cv,  trzeba 

nie tylko wybrać z dotychczasowych doświadczeń to, co prze-

kona do nas pracodawcę, ale również trzymać się zasad, które 

wcale nie bywają łatwe i oczywiste.

Aby napisać dobre cv, warto posłużyć się dostępnymi w Inter-

necie gotowymi wzorami i szablonami. Takie możliwości ofe-

rują nam bezpłatnie strony poświęcone karierze i pracy oraz 

serwisy rekrutacyjne. Pamiętajmy jednak, że pisząc cv, warto 

skorzystać  z  zaprezentowanych  tam  wskazówek  i  wzorów. 

Nie warto natomiast bazować na gotowych formach i powielać 

powszechnie dostępnych szablonów. 

Pamiętajmy,  że  cv  stanowi  naszą  wizytówkę.  Jest  formą 

naszego  przekazu  siebie  skierowaną  w  stronę  pracodawcy. 

Nie traktujmy go zatem szablonowo. Poszukajmy natomiast 

wskazówek i inspiracji, które pomogą nam stworzyć profesjo-

nalny i świadczący o naszej rzetelności dokument.

Magdalena Strzechmińska (Ojrzyńska)

strzechminska@gmail.com

background image

N

ie raz miałem taką sytuację, że byłem w danej 

grupie  i  kiedy  dołączyła  do  niej  nowa  osoba, 

która  była  dosyć  charyzmatyczna  i  otwarta, 

to  stawała  się  „panem  sytuacji”.  Cokolwiek 

grupa chciała zrobić, to lider musiał być spytany 

o zdanie. Jeśli nie był przekonany do pomysłu, to grupa automa-

tycznie rezygnowała z idei, natomiast jeśli był przychylny, to grupa 

starała się zaspokoić pragnienie swojego pana. W takich chwilach 

zawsze miałem pewną myśl: „Co on takiego robi, że wszyscy chcą 

dla  niego  dobrze?”  Zapewne  nigdy  bym  nie  odkrył  tej  tajem-

nicy, do czasu kiedy zacząłem zajmować się rozwojem osobistym, 

a powód, dla którego napisałem ten artykuł, jest taki, że widzę, 

jak ludzie mądrzy, obeznani w temacie mają problemy z interakcją, 

dlatego odsłonię przed Tobą cechy, jakie powinien mieć lider, oraz 

kilka rzeczy, które pomogą Ci w budowaniu wspaniałych relacji.

Zajmijmy się najpierw tematem cech charakteru lidera, ponieważ 

rama (zbiór obecnie wykorzystywanych cech) sprawia, jak ludzie 

Cię postrzegają, nawet jeśli posiadają fałszywy pryzmat cudzej 

opinii. Najważniejsza jest asertywność, pewność siebie, komfort 

oraz Power. 

Każdą z tych cech można w sobie utworzyć i wbrew pozorom 

nie jest to takie trudne, ponieważ asertywność możesz budować 

poprzez  mówienie  stanowczych  zdań  przed  lustrem,  pewność 

siebie, wygłupiając się publicznie (o tym innym razem), komfort 

poprzez  doświadczenie,  czyli  zacznij  szukać  sytuacji  pozornie 

stresujących Cię. 

Pomogą w tym właśnie ćwiczenia na pewność siebie. 

Ale ostatnią cechą lidera jest POWER. To właśnie on sprawia, 

że ludzie postrzegają ciebie lepiej i dłużej. 

Jeśli wiesz, na jakiej zasadzie działa budowanie raportu, to super. 

Jeśli nie, to już ci omawiam. 

Budowanie więzi między ludźmi można porównać do wypełniania 

dwóch szklanek. Pierwszą z nich jest szklanka zainteresowania, 

natomiast drugą jest szklanka raportu. Najpierw musisz napełnić 

szklankę zainteresowania. Robisz to poprzez pokazanie siebie jako 

osoby doświadczonej, zabawnej, o oryginalnym podejściu do życia 

i różnych spraw. Szklankę raportu napełniasz poprzez przecho-

dzenie na sfery emocjonalne twojego rozmówcy. Krótko mówiąc, 

przejście  na  głębsze  tematy.  ALE  UWAGA!  Jeśli  zaczniesz 

napełniać  szklankę  raportu  wcześniej  niż  zainteresowania, 

to cały wysiłek pójdzie na marne. Dlaczego? Ponieważ Twój roz-

mówca nie ma jeszcze odpowiedniego zaufania do Ciebie, żeby 

się otworzyć. Tym wszystkim jest właśnie Power. Power wyróżnia 

Cię na tle wszystkich.

Ale można również zrobić to nieco inaczej. Przytoczę tutaj bardzo 

banalną technikę, o której wielu zapomina, a która daje bardzo inte-

resujące efekty. Kiedy wkraczasz do nowej grupy lub jesteś na jakimś 

spotkaniu,  gdzie  nikogo  nie  znasz,  to  zawsze  miej  przy  sobie 

wizytówki. Podejdź do każdego po kolei, a następnie przedstaw 

się, wręcz wizytówkę i wymień z każdą osobą parę zdań na temat, 

czym się zajmuje itp. Głównie dotyczące jej osoby. Ale nie zapomi-

naj skromnie ująć również, kim Ty jesteś, ponieważ to również jest 

bardzo ważne. Ale wiem z doświadczenia, że możesz mieć pew-

nego rodzaju opór, ponieważ niecodziennie podchodzisz do ludzi, 

aby ich poznać. Taka już Polska natura, że wolimy żyć w zamknię-

tym świecie swoich starych znajomych. Ale jeśli złamiesz ten ste-

reotyp, to będziesz GOŚĆ, bo wyłamiesz się z przeciętności. 

Dam Tobie teraz dowód, że podana powyżej strategia działa. Nie-

dawno dostałem list, aby zjawić się na sesji pewnej rady, gdzie miały 

się odbyć wybory na różne stanowiska. Tak się złożyło, że byłem 

jedną z niewielu osób, które znalazły się na sesji rady po raz pierw-

szy i nikogo praktycznie nie znały. Zaopatrzony w wizytówki pew-

nym  siebie  krokiem  zmierzałem  początkowo  do  radnych,  z  któ-

rymi  się  przywitałem,  chwilę  porozmawiałem  i  już  wiedziałem, 

z kim mam do czynienia. To trochę jak Speed Dating, co 2-4 minuty 

zmiana partnera do rozmowy. Później odbyły się wybory na kilka 

stanowisk, a następnie na moje – rzecznik prasowy. Miałem jedną 

rywalkę, która podobnie jak ja przyszła po raz pierwszy i nikogo 

nie znała. Wygłosiła mowę, w której opowiedziała o swoich osią-

gnięciach humanistycznych. Kiedy tego słuchałem, szczęka opadała 

mi coraz niżej i niżej. Co ja, skromny ścisłowiec mogę konkurować 

na takie stanowisko z humanistką z sukcesami. Wygłosiłem krótką 

mowę na temat mojego kontaktu z mediami oraz tego, jaką wagę 

mają słowa w moim życiu. Przytoczyłem słowa mojej mamy, która 

powiedziała, że powinienem być awatarem – osobą, która reprezen-

tuje dane idee sobą. Co się okazało? Wygrałem ponad 75% popar-

ciem. I sam na siebie nie głosowałem, ponieważ uważam, że byłoby 

to nieuczciwe. Dlatego widzisz, że ta technika działa.

Bądź szczery, ambitny, pewny siebie, czuj się komfortowo i miej 

POWER!!! Dałem Ci narzędzie, a teraz przemyśl to i zacznij sto-

sować podane przeze mnie metody w praktyce.

CARPE DIEM

Jak stać się atrakcyjną ofertą?

Zastanawiałeś się czasem, dlaczego jedni ludzie są sprawni towarzysko i nie mają żadnych proble-

mów w nawiązywaniu kontaktów biznesowych? Co oni takiego robią, że wkraczając do nowej grupy, 

od razu dostają przyzwolenie na bycie nieformalnym liderem?

Michał Jurkowski

millionaire magazine

 

|

 

43

background image

44

 

|

 

millionaire magazine

iznes i praca

A

by  pomóc  nam  przedstawić  temat,  a  nie  być 

powodem  kompromitacji,  prezentacja  powinna 

być skonstruowana według kilku zasad. 

Przed  stworzeniem  prezentacji  musimy  poczy-

nić  pewne  przygotowania.  Podstawową  sprawą 

jest zebranie materiałów na wybrany temat. Następnie należy 

określić cel oraz odbiorcę, do którego jest adresowana. Wia-

domo, że inaczej będzie wyglądała prezentacja na spotkaniu 

biznesowym, a inaczej w szkole.

Ważne  jest  również  dopasowanie  prezentacji  do  miej-

sca  i  czasu,  w  którym  będzie  przedstawiona.  Skupiam 

się tu bardziej na aspektach technicznych, czyli np. kolory-

styka zgodna z tematem, dopasowana do grupy docelowej. 

Dodatkową pomocą będzie plan prowadzenia wystąpienia, 

przygotowany  w  punktach  i  zapisany.  Pozwoli  to  utrzy-

mać  właściwy  porządek  i  nie  pominąć  najważniejszych 

zagadnień.

Poza tym: mając podczas wystąpienia kartkę z planem oraz 

z najważniejszymi zagadnieniami, jesteśmy postrzegani przez 

odbiorców jako osoby, które są przygotowane do wystąpienia.

Omówimy teraz założenia techniczne wykonania.

Pierwszym  elementem  jest  struktura  (układ)  prezentacji. 

Wyróżniamy tutaj dwie metody jej konstrukcji: układ liniowy 

i rozgałęziony. 

Prezentacja liniowa to przedstawienie na kolejnych slajdach 

poszczególnych zagadnień do omówienia. 

Prezentacja rozgałęziona to przedstawienie informacji w taki 

sposób, by można było zapoznać się z wybranymi zagadnie-

niami,  a  niekoniecznie  z  całością.  Nie  jest  tu  istotna  kolej-

ność slajdów, a nawigacja odbywa się za pomocą hiperłączy 

(odnośników). 

Na początku umieszczamy slajd tytułowy. Pozwala on poznać 

temat prezentacji. Dodatkowo każdy kolejny slajd powinien 

mieć swój tytuł. Ułatwi to poruszanie się wśród prezentowa-

nej treści.

Następna  sprawa  to  rozmieszczenie  elementów  na  slaj-

dzie. Generalna zasada jest taka, że odbiorca potrzebuje ok. 

15  sekund  na  zapoznanie  się  z  treścią  slajdu.  Ta  ogólna 

orientacja  zachodzi  automatycznie,  więc  slajd  powinien 

być tak zbudowany, by jak najbardziej ułatwić odbiór zawar-

tych na nim treści. 

Tekst wyrównujemy do lewej lub justujemy, co zwiększa czy-

telność. Nie należy wyrównywać do prawej strony, bo ograni-

cza to możliwość percepcji. Zależy to od kierunku, w którym 

czytamy, zwykle od lewej do prawej.

Wielkość czcionki powinna umożliwić jej odczytanie z dużych 

odległości. Minimum to 20 pkt (punktów). Przy 24 pkt mamy 

pewność, że wszystko jest czytelne.

Konsekwentnie  trzymamy  się  ustalonych  wartości,  np. 

dla  wszystkich  tytułów  slajdów  przyjmujemy  jednakową 

czcionkę  o  jednakowej  wielkości.  Inaczej  powstaje  chaos 

i zostaje zakłócona hierarchia przedstawianych wiadomości. 

Krój  czcionki  nie  powinien  być  zbyt  wymyślny.  Najlepiej 

prezentują się czcionki klasyczne, które występują w każdym 

komputerze: Arial lub Times New Roman.

Kolejna  istotna  sprawa  to  kompozycja  tekstu.  Nie  może 

on być bezładnym ciągiem. Najlepiej zapisywać same hasła, 

a nie rozbudowane akapity. Tekst powinien zajmować ok. 5-8 

linijek.  W  przypadku  obiektów  graficznych  (zdjęcia,  sche-

maty, wykresy itp.) używamy maksymalnie sześciu na jednym 

slajdzie i rozmieszczamy je regularnie. Brak uporządkowania 

dekoncentruje odbiorcę.

Grafika  ma  wspomagać  tekst,  umieszczamy  ją  więc  po  pra-

wej stronie. Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy omawiane jest np. 

zdjęcie czy wykres, wówczas powinno zajmować miejsce cen-

tralne bądź z lewej strony.

Należy  również  ustalić  i  konsekwentnie  stosować  określoną 

dla całej prezentacji kolorystykę (tło, czcionki itp.). Wykorzy-

stujemy maksymalnie 4 barwy – większa ich ilość dekoncen-

truje odbiorcę. Jeśli chcemy zaakcentować ważne informacje, 

stosujemy  kolory  ciepłe  (czerwony,  pomarańczowy,  żółty). 

Prezentacje

Technologia rozwija się we współczesnym świecie bardzo dynamicznie i wielokierunkowo. Coraz częściej 

w komunikacji wykorzystujemy efekty tego rozwoju: posługujemy się technologia cyfrową. Jednym ze spo-

sobów przekazywania informacji jest przygotowanie prezentacji multimedialnej. Wielu z nas musiało kie-

dyś taką przygotować. 

background image

millionaire magazine

 

|

 

45

Informacje neutralne lub mniej ważne – kolory zimne (czarny, 

szary, granatowy, niebieski, zielony). Jeżeli na slajdzie umiesz-

czamy  wypunktowana  listę,  dobrą  praktyką  jest  stosowanie 

2-3 odcieni tego samego koloru naprzemiennie dla wszystkich 

punktów – to zwiększa czytelność informacji.

Niebagatelną rolę odgrywa sprzęt, jaki wykorzystamy podczas 

prezentacji. Jeżeli będziemy korzystać z projektora, wskazane 

jest jasne tło. Ciemne tło stosujemy do prezentacji na małych 

ekranach. Do tego dobieramy kontrastującą czcionkę.

Większość  osób  często  wykorzystuje  wszelkiego  rodzaju 

animacje, traktując je jako ozdobniki. Tymczasem powinny 

one służyć pomocą w objaśnieniu omawianego zjawiska.

Imię i nazwisko autora umieszczamy na początku i na końcu 

pokazu. Dane kontaktowe wystarczy podać na końcu prezen-

tacji. Jeśli chcemy umieścić logo i/lub imię i nazwisko na każ-

dym slajdzie, to należy pamiętać, by nie był to jego główny 

element. 

Na końcu, przed danymi kontaktowymi, podajemy bibliogra-

fię i źródła wykorzystane przy tworzeniu danego materiału.

Powyższe sugestie nie są niepodważalnymi zasadami, jednak 

mogą być pomocne twórcom prezentacji w ich lepszym przy-

gotowaniu, a tym, do których są skierowane, w pełniejszym 

odbiorze. Autor powinien tak opracować swoje wystąpienie, 

by się z nim czuć swobodnie. Najczęściej potrafi sam dostrzec 

usterki i odpowiednio je skorygować. Wymaga to kilkakrot-

nego  przejrzenia  całości  i  dopracowania  szczegółów  przed 

publiczną prezentacją.

Nie wspominałem tutaj o narzędziach do tworzenia prezenta-

cji. Jest ich tak wiele, że każdy może wykorzystać takie, które 

najbardziej mu odpowiadają.

Maciej Budzisz

Vi

ck

y S (

Vi

xs

) | w

w

w.

sx

c.h

u

background image

46

 

|

 

millionaire magazine

iznes i praca

P

rezentacja  handlowa  to  podstawowy  i  najważniejszy 

typ  prezentacji.  Podczas  wystąpienia  biznesowego 

twoim zadaniem jest, aby poprzez prezentację korzyści 

płynących  z  twojej  oferty,  zaspokoić  bądź  rozbudzić 

potrzeby słuchaczy (potencjalnych klientów). 

Dlaczego uważam, że prezentacja handlowa jest najważniej-

sza? Ponieważ wiąże się ze sprzedażą, a dokładniej, ze stwo-

rzeniem takich warunków, aby klient mógł dokonać zakupu. 

Zdziwisz  się,  gdy  zaczniesz  zauważać,  jak  wiele  prezenta-

cji  handlowych  jest  wokół  ciebie.  Polityk,  gdy  wypowiada 

się  publicznie  lub  występuje  w  dyskusji,  również  sprzedaje 

swój wizerunek, poglądy, postawę. Politykowi zależy na tym, 

aby ludzie to kupili, popierając go w wyborach.

Profesjonalna  prezentacja  handlowa  nie  ma  nic  wspólnego 

z  przekonywaniem,  namawianiem  czy  tak  zwanym  „wci-

skaniem”  -  to  coś  zupełnie  innego.  Dobry  prezenter  wie, 

Tajniki skutecznych prezentacji biznesowych

Możesz posiadać ogromną wiedzę. Twoja firma może produkować najlepsze wyroby. Możesz zatrudniać doświad-

czonych inżynierów. Jednak jeśli nie znasz tajników prezentacji handlowych, możesz nic nie sprzedać.

(J

ad

eG

ord

on

) | w

w

w.

sx

c.h

u

background image

millionaire magazine

 

|

 

47

że aby sprzedać, musi całkowicie skoncentrować się na klien-

cie, doskonale go znać i wiedzieć, jakie są jego potrzeby. Pre-

zentacja  handlowa  musi  zaspokajać  ważne  potrzeby  klienta 

i  powinna  być  skonstruowana  tak,  aby  w  głównej  mierze 

pokazywać korzyści wynikające z zakupu towaru lub usług.

Gdy znasz klienta , wiesz, jakie są jego największe potrzeby i potra-

fisz je zaspokoić - wtedy stworzenie prezentacji będzie banalne 

(mówię poważnie). Kluczem jest znajomość potrzeb klienta i swo-

jego produktu (jeśli klient nie uświadamia sobie pewnych potrzeb, 

wtedy twoim zadaniem jest zainspirowanie go).

W jaki sposób stworzyć bazę informacji o kliencie? Na jakie 

pytania  należy  znaleźć  odpowiedzi,  aby  prezentacja  była 

udana?  Uczestnicy  moich  szkoleń  używają  do  tego  karty 

analizy audytorium prezentacji. Znajduje się tam zestaw spe-

cjalnie przygotowanych pytań, na które należy odpowiedzieć 

pisemnie.  Nie  ma  znaczenia,  czy  sprzedajesz  odkurzacze, 

czy  wyrafinowane  produkty  finansowe.  Zasada  przygotowy-

wania się do wystąpienia pozostaje zawsze taka sama.

Sposób na bardziej kuszącą prezentację

Przygotowując prezentację, której celem jest sprzedaż, można 

zadawać sobie wiele pytań. Jak się do tego zabrać? Jak przeko-

nać ludzi do swojego toku rozumowania?

Przygotowanie  i  zaplanowanie  dobrego  biznesowego  wystą-

pienia to ambitne zadanie. Uważam, że tematyka związana 

z  wywieraniem  wpływu  na  ludzi  jest  bardzo  interesująca. 

Co  takiego  może  zrobić  prezenter,  aby  wywołać  pożądaną 

reakcję?  Jak  zmotywować  ludzi  do  określonego  działania? 

To bardzo ważne pytania, nie sądzisz?

To właśnie skuteczność prezentacji jest wyznacznikiem jej suk-

cesu. Co takiego można zrobić, aby wywołać sytuację, w której 

odbiorcy twojej prezentacji przyjmują twój tok rozumowania? 

Nad tym właśnie chcę się w tym artykule zastanowić.

W nawale codziennych spraw, problemów, informacji każdy 

z  nas  jest  stale  czymś  zaabsorbowany.  Mamy  wiele  rzeczy 

na głowie. Myślimy o pracy, rodzinie, pieniądzach, nowym fil-

mie, który pojawi się w kinach, wakacjach i tak dalej. Zawsze 

jest  coś,  co  zaprząta  umysł  i  odciąga  uwagę.  Podobnie  jest 

z osobami, które tworzą audytorium twojej prezentacji. Nawet 

gdy siedzą na sali prezentacyjnej, często ich umysły odbiegają 

daleko myślami poza czas i miejsce, w którym się znajdują.

Największym zadaniem, przed jakim stajemy jako prezenterzy 

czy mówcy, jest działanie na rzecz wyzwolenia ludzi z okowów 

ich własnych myśli i codziennych trosk, tak aby mogli odebrać 

wszystko, co chcemy im przekazać.

Jeśli  nie  poruszysz  swoich  słuchaczy,  pozostaną  oni  bierni 

i większość z nich wypuści jednym uchem to, co wpadło dru-

gim. Jeśli w ogóle wpadnie.

Jak więc można przerwać ten stan nadmiernego zaabsorbowa-

nia własnymi sprawami, w którym często tkwią słuchacze?

Istnieje na to cały arsenał sposobów. Dobrze skonstruowany 

nagłówek  slajdu,  trafny  cytat,  krótka  historyjka,  wymowna 

statystyka; wszystko to może pomóc Ci w wybudzeniu słu-

chaczy  z  letargu,  tak  aby  mogli  odebrać  wiadomość,  którą 

chcesz im przekazać.

Ale pod jednym warunkiem.

Musisz  zastosować  odpowiednią  przynętę.  Tak  jak  pisałem 

w książce Sekrety Skutecznych Prezentacji Multimedialnych, 

przynęta musi być dostosowana do gatunku ryby (czyli słucha-

cza prezentacji). Musisz zadać sobie pytanie: „O co martwią 

się odbiorcy mojej prezentacji? Co zaprząta ich umysły”. Pro-

dukt czy usługa, którą sprzedajesz, musi być częścią rozwią-

zania ich problemu.

Poświęć temu zagadnieniu trochę czasu, ponieważ jest to sed-

nem prezentacji sprzedażowej. Emocje bardzo silnie wpływają 

na ludzi. Odwołaj się do autentycznych rozwiązań problemów 

słuchaczy,  a  dotrzesz  do  nich  z  autentycznym  apelem.  Pre-

zentacja nie będzie wciskaniem czy nakłanianiem do zakupu, 

ale będzie pomocną ręką, którą wyciągasz do potencjalnego 

klienta. Czy rozumiesz, co mam na myśli?

PS.

Jeśli  interesujesz  się  tematyką  sztuki  prezentacji,  zapraszam 

Cię na stronę www.SekretyPrezentacji.pl. Możesz tam zapre-

numerować darmowy biuletyn, aby otrzymywać wartościową 

wiedzę bezpośrednio na swój adres e-mail.

Paweł Lenar 

background image

48

 

|

 

millionaire magazine

iznes i praca

S

półka partnerska w skrócie sp.p. jest spółką osobową 

utworzona przez partnerów (wspólników), chcących 

pracować  na  własny  rachunek  pod  znakiem  firmy. 

Partnerami może być każdy z nas, o ile posiadamy 

uprawnienia do wykonywania wolnego zawodu, np. 

adwokaci, brokerzy ubezpieczeniowi itp. Ich zyskami są hono-

raria  pobierane  indywidualnie  za  prace  wykonane  w  firmie. 

Część  swoich  dochodów  muszą  przeznaczać  na  utrzymanie 

spółki. Powyższa spółka jest podtypem spółki jawnej, o której 

była mowa w numerze poprzednim naszego czasopisma. 

Głównymi cechami spółki partnerskiej są:

umowa wymaga aktu notarialnego

spółka powstaje z chwilą wpisu do KRS

działa pod własną firmą

nazwa  firmy  powinna  zawierać  nazwisko  co  najmniej 

jednego partnera, dodatkowe oznaczenie „i partner” bądź 

„i partnerzy” albo „spółka partnerska” oraz określenie wol-

nego zawodu wykonywanego w spółce

składa się z co najmniej dwóch wspólników

odpowiedzialność  wspólników  jest  ograniczona,  tzn. 

partner nie odpowiada za zobowiązania spółki wynika-

jące z działalności innych partnerów

powoływana jest w celu wykonywania wolnego zawodu.

Partner nie ponosi odpowiedzialności za zobowiązania spółki 

powstałe w wyniku złego pełnienia obowiązków przez innych 

partnerów, jak również za zobowiązania spółki będące następ-

stwem działania osób zatrudnionych przez spółkę na podsta-

wie umowy o pracę. Umowa spółki partnerskiej może zawierać 

adnotacje dotyczącą zgody jednego z partnerów lub większej 

liczby wspólników na ponoszenie odpowiedzialności prawnej, 

tak jak wspólnik spółki jawnej.

Umowa związania spółki partnerskiej powinna zawierać:

określenie  wolnego  zawodu  wykonywanego  w  ramach 

działania spółki

przedmiot działalności spółki

nazwę firmy i siedzibę spółki

jeśli czas działania spółki jest oznaczony, powinien zostać 

podany czas trwania spółki

W ostatnim wydaniu Millionaire Magazine poruszałem tematykę spółki jawnej, mam nadzieję, że chociaż 

w minimalnym stopniu przybliżyłem ci jej zagadnienie. W tym numerze dowiesz się wszystkiego na temat 

spółki partnerskiej.

Z Partnerem zawsze raźniej, 

czyli spółka partnerska

wielkość wkładów wnoszonych przez każdego 

z partnerów

nazwiska i imiona partnerów

Zarząd  w  spółce  partnerskiej  może  zostać  ukształtowany 

w dwojaki sposób. Może zostać powierzony wszystkim part-

nerom lub wybranemu organowi spółki.

Do wniosku o wpis spółki do rejestru należy dołączyć:

umowę spółki

listę wspólników z adresami ich zamieszkania

dokumentację  potwierdzającą  uprawnienia  każdego 

wspólnika do wykonywania wolnego zawodu

dowód uiszczenia opłaty sądowej

dowód  uiszczenia  opłaty  za  ogłoszenie  w  Monitorze 

Sądowym i Gospodarczym.

Utrata uprawnień do wykonywania wolnego zawodu:

uprawnienia  tracą  wszyscy  wspólnicy  (spółka  ulega 

rozwiązaniu)

uprawnienia traci tylko jeden z partnerów (partner powi-

nien wystąpić najpóźniej ze spółki z końcem roku obroto-

wego, w którym utracił uprawnienia)

uprawnienia traci większość partnerów, a w spółce pozo-

staje jeden partner posiadający uprawnienia (spółka ulega 

rozwiązaniu  najpóźniej  w  ciągu  roku  od  zaistnienia 

powyższego zdarzenia, o ile do spółki nie przystępują inni 

partnerzy  posiadający  prawo  do  wykonywania  wolnego 

zawodu, dla którego zawiązano spółkę, bądź pozostający 

w spółce partnerzy odzyskują utracone uprawnienia.

Adrian Florek

background image

millionaire magazine

 

|

 

49

T

ematem  tej  rozprawy  będzie  poczta  pantoflowa, 

czyli  jak  zły  zakup  boli  początkowo  kupującego, 

ale  faktycznie  zaboli  sprzedającego.  Pokażę  tobie, 

jaki  kategoryczny  błąd  popełnia  wielu  sprzedaw-

ców i właścicieli biznesu, dzięki któremu pieniądze 

przepływają im między palcami zamiast do kieszeni.

Czy  wiesz,  że  JEDEN  niezadowolony  klient  jest  w  stanie 

zabrać ci nawet 50 000 potencjalnych klientów?! To jest niesa-

mowite, jak szybko w dobie Internetu i telefonii komórkowej, 

bez których obecnie życie jest praktycznie już niewyobrażalne, 

informacja obiega świat kilkukrotnie. 

Herbert  Marshall  McLuhan,  kanadyjski  socjolog,  opraco-

wał pojęcie oraz koncepcję społeczeństwa globalnego, inaczej 

„globalnej  wioski”,  którą  tworzą  wszyscy  mieszkańcy  globu 

ziemskiego. Cała koncepcja kręci się wokół szybkiego prze-

kazu oraz transportu, dzięki czemu obecnie granice między 

państwami  nie  istnieją.  Dzisiaj  będąc  w  dowolnym  miejscu 

na Ziemi, mogę zamówić jakikolwiek towar z drugiej części 

świata. To sprawia, że dostępność towaru jest nieograniczona. 

Jedynym ogranicznikiem są pieniądze, ALE ważniejszym ele-

mentem niż pieniądze jest jakość świadczonej usługi. 

Dajmy na to, że są dwa sklepy internetowe sprzedające to samo. 

Pierwszy z nich prowadzi Kowalski i sprzedaje on przedmioty 

o 10% taniej niż w sklepie Nowaka, za to u Nowaka czas prze-

syłki trwa o połowę krócej i daje on gwarancję zwrotu w okresie 

do 15 dni, gdzie Kowalski daje zaledwie ustawowe 10. Więk-

szość klientów wybierze sklep Nowaka, ponieważ jakość jego 

usług jest lepsza. Klient ma pewność, że jeśli pierwsze emocje 

opadną po zakupie, może zwrócić towar i nie poniesie żadnych 

kosztów. FAKT BEZPIECZEŃSTWA to ten element, który 

zaważa  na  przeprowadzeniu  transakcji.  Jest  to  praktyczne 

zastosowanie  zasady  WIN-WIN,  czyli  w  „starciu”  klient-

sprzedawca obie strony wygrywają. Sprzedawca dostaje swój 

udział, natomiast kupujący otrzymuje bezpieczeństwo.

Ale co miałem na myśli, pisząc, że pieniądze przepływają sprze-

dawcom między palcami? Otóż poczta pantoflowa działa w dwie 

strony. Dzięki niej można stracić wielu klientów, ale również 

można ich zyskać. Tworząc ofertę i usługę, warto zastanowić 

się, czy chcemy jednorazowego wyższego przychodu, czy trochę 

niższego, ale za to regularnego? Rzecz jasna, jeśli oferta jest 

dobrze skonstruowana, to można zdobyć duży zysk w regular-

nym czasie, ale wtedy stosunek jakości do ceny musi być bardzo 

wysoki, czyli świetna usługa w przestępnej cenie. 

Dlatego  oszukiwanie  ludzi  jest  nieopłacalne.  To  jest 

złe  doświadczenie  dla  klienta,  a  trudniej  jest  odbudować 

zaufanie  niż  je  stracić.  Ale  co  zrobić,  jeśli  niezadowolenie 

klienta nie wynikło z naszej winy? Dajmy na to, że sprzeda-

jemy sprzęt elektroniczny i klient zamówił odtwarzacz mp4. 

Kiedy go dostał, okazało się, że jest on uszkodzony. W takiej 

sytuacji należy od razu po takim sygnale poinformować klienta, 

żeby wysłał mp4 na koszt sprzedawcy, dać nową sprawdzoną 

mp4-kę, dorzucić jakiś prezent w ramach przeprosin, np. kartę 

pamięci oraz list z przeprosinami. Wtedy możesz liczyć na to, 

że  klient  opowie  tę  historię  znajomym,  którzy  z  góry  będą 

mieli duże zaufanie do naszego sklepu. 

Ale skoro damy klientom palec, to czy nie wezmą całej ręki? 

Odpowiedź  może  nie  być  mocno  przekonywująca,  ale  jeśli 

mamy  zaufanych  dostawców,  to  tego  typu  sytuacja  zdarzy 

się  raz  na  kilka  tysięcy  zamówień.  To  są  sporadyczne  przy-

padki  niezadowoleń.  Wykorzystywanie  tego  jest  również 

jedną ze strategii, którą można stosować, byle nie za często, 

ponieważ może to odstraszać.

A zatem podsumowując: 

(1) WIN-WIN, czyli zawsze rób tak, aby klient był tak samo 

zadowolony z transakcji jak Ty, a nawet bardziej. 

(2) Bądź uczciwy, ponieważ za nierzetelność płaci 

się wysoką cenę. 

(3) W razie niezadowolenia klienta, spróbuj odbudować 

jego zaufanie.

Zły zakup boli szczególnie sprzedającego

Ile razy miałeś taką sytuację, że kupiłeś coś pod wpływem impulsu, a kiedy pierwsze emocje opadły, stwier-

dziłeś, że nie było to warte swojej ceny? Czyżby reklama była na tyle skuteczna, że skusiłeś się, ale na tyle 

przesadzona, że nie zauważyłeś, że tak naprawdę nie jest Ci to do niczego potrzebne? 

Michał Jurkowski