background image

ŁUKASZ FOLTYN

Człowiek, który spełniając swe marzenia, 

stał się człowiekiem sukcesu...

ŻĄDZA BOGACTWA

Co się tak naprawdę liczy?

7

KROKÓW 

w stronę wolności  

finansowej

WYDANIE 

2

WŁASNA FIRMA

background image

OD REDAKCJI

Witam  wszystkich  bardzo  serdecznie  w 

kolejnym  numerze  Millionaire  Magazine!  Po 

kilku miesiącach starań, porażek i prób udało mi 

się zebrać całkiem niezłą grupę ludzi, którzy wraz 

ze mną chcą tworzyć magazyn. Było kilkanaście 

osób, które zgłosiły się do pomocy, lecz zostało 

nas mało, bo jak wszyscy wiemy słomiany zapał 

jest dosyć popularny.

Tym  razem  postanowiłem,  że  Millionaire 

Magazine  ukaże  się  dopiero,  gdy  wszystko 

będzie dopięte na ostatni guzik. Mam nadzieję, 

że spełnię oczekiwania swoje jak i wasze.

Przez czas, w którym powstawał ten magazyn 

bardzo dużo wydarzyło się w fundacji. Za nami 

już kilka konferencji z serii „Myśleć Jak Milionerzy”, 

podczas  których  poznałem  masę  ludzi,  także 

tych  czytających  naszego  e-zina.  Spotkałem  się 

z wieloma pozytywnymi opiniami na temat tego 

co robimy. 

Po ukazaniu się pierwszego numeru zasypaliście 

mnie mailami, w których znalazłem wiele cennych 

uwag  bardzo  przydatnych  podczas  tworzenia 

magazynu, z czego niezmiernie się cieszę.

W  tym  numerze  będzie  wiele  tekstów,  które 

mam  nadzieję  zmotywują  większą  część  z  was 

do działania. Znajdziecie także informacje, które 

mogą  przydać  się  zarówno  w  biznesie,  jak  i  w 

codziennym życiu. Nasi nowi redaktorzy postarali 

się o to aby dostarczyć wam ciekawostek.

Myślę,  że  cała  nasza  działalność  wniosła  już 

wiele dobrego do życia ludzi, którzy nas spotkali. 

Bardzo Wam dziękuję drodzy czytelnicy, za to że 

jesteście z nami, bo dzięki wam nasza praca nie 

idzie na marne.

Irek Julkowski 

 i.julkowski@millionaire.pl

NASI REDAKTORZY

a.florek@millionaire.pl 

Adrian Florek

  

j.nowak@millionaire.pl - 

Jan Nowak  

 

k.kedzior@millionaire.pl - 

Kamil Kędzior.

 

k.rutkowski@millionaire.pl - 

Krzysztof Rutkowski.

 

p.sygnowski@millionaire.pl -

 Paweł Sygnowski.

 

t.popik@millionaire.pl -

 Tomasz Popik.

t.sychowski@millionaire.pl - 

Tomasz Sychowski. 

w.wozny@millionaire.pl - 

Tomasz Woźny 

WSPÓŁPRACA

Jeżeli chcesz przyłączyć się do tworzenia 

Millionaire Magazine, bądź masz jakieś pomysły, 

które można wprowadzić w magazynie 

skontaktuj się z nami pod adresem: 

 

 redakcja@millionaire.pl 

WESPRZYJ NASZ PROJEKT

 – ZRÓB DOTACJE 

Elektroniczna wersja Magazynu jest bezpłatna i 

każdy numer możesz pobrać za darmo. 

Jeżeli  magazyn  przypadł  Ci  do  gustu  możesz 

nas  wesprzeć.  Nie  oczekujemy  wiele.  Będziemy 

szczęśliwi,  jeżeli  prześlesz  nam  równowartość 

jednego piwa za każdy numer. Przelew rzędu 3 zł 

na pewno nie wywoła w Twoim budżecie wielkiej 

dziury,  a  nam  otrzymywanie  regularnie  takiej 

zapłaty  od  kilkuset  ludzi  pozwala  się  rozwijać  i 

inwestować

Nr konta bankowego:

  

48 1140 2004 0000 3102 3438 6661

background image

Millionaire Magazine 

2/2007



Millionaire Magazine

 

2/2007



W  tym  wydaniu  Millionaire  Magazine  jako 

temat  z  okładki  prezentujemy  postać  Łukasza 

Foltyna, twórcy komunikatora, który zmienił życie 

wielu  internautów,  dzięki  swym  możliwościom 

i funkcjonalnością. Ostatnim tematem z okładki 

była sylwetka Billa Gatesa. Zarówno Bill Gates, jak 

i Łukasz Foltyn dzielnie realizują swoje marzenia 

mimo  wielkich  trudności  jakie  stawały  i  jeszcze 

czasem stoją im na drodze do osiągnięcia pełnej 

satysfakcji.

Łukasz  Foltyn  jest  jednym  z  wybitniejszych 

polskich 

informatyków. 

Urodził 

się  

w  roku  1974.  Uczęszczał  do  Szkoły 

Podstawowej  nr  6  im.  Franciszka  Zubrzyckiego  

w  Radomiu.  Od  dziecka  marzył  o  tym,  by 

naprawiać  telewizory.  Gdy  na  rynek  wchodziły 

komputery porzucił branże TV. Od najmłodszych 

lat  interesował  się  matematyką,  był  jednym  z 

lepszych  uczniów  z  tego  przedmiotu. W  ósmej 

klasie wygrał wojewódzki konkurs matematyczny. 

Na  początku  Foltyn  nie  posiadał  własnego 

komputera,  więc  korzystał  z  PC-a  kolegi,  kilka 

razy w miesiącu . Pewnego dnia pewien człowiek 

powiedział mu, że w VI LO im. Kochanowskiego 

organizowane są zajęcia z informatyki tzw. „kółka 

informatyczne”.  Łukasz  udał  się  do  tej  szkoły  z 

prośbą o pozwolenie na uczestnictwo w kółkach 

informatycznych. Został przyjęty. Jego rówieśnicy 

lubili grać w różnego typu gry, natomiast on od 

najmłodszych lat programował. Po zakończeniu 

radomskiej  podstawówki  złożył  dokumenty  do 

LO im. Jana Kochanowskiego i tak został uczniem 

tej szkoły mimo średniej ocen 3,9-w klasyfikacji 

pomógł  mu  wygrany  w  ósmej  klasie  konkurs 

matematyczny,  (szkoła  ta  premiuje  laureatów 

olimpiad), tam dzięki swym umiejętnością udało 

mu  się  dwa  razy  dotrzeć  do  ogólnopolskich 

finałów w  konkursach informatycznych.

Foltyn w drugiej klasie liceum zaczął zarabiać 

na programowaniu, już wtedy współpracował z 

twórcą antywirusa mks.vir. Sam napisał swojego 

antywirusa,  program  Foltyn  Commander  oraz 

oprogramowanie  umożliwiające  sprawniejsze 

przyjmowanie  nowych  uczniów.  Jak  sądzą 

niektórzy  koledzy  po  fachu  Łukasz  jest 

nietypowym informatykiem, gdyż nie korzysta z 

IRC- typowego narzędzia każdego informatyka, a 

nawet woli Windowsa niż Linuxa, co uważają inni 

programiści za absurd.

Droga  do  sukcesu  jest  kręta,  tak  uważają 

niektórzy ludzie, którzy ciągle czekają i proszą o 

to, by ktoś im coś dał, nie próbują tworzyć swojej 

wolności finansowej, o której pisze Kamil Cebulski 

w  książce „Efekt  Motyla”.  Każdy  z  nas  oczekuje, 

że  jego  sukces  przyjdzie  bez  najmniejszego 

problemu i działania. Jest to jeden z największych 

absurdów  na  świecie.  Trzeba  działać  by  coś  w 

życiu  osiągnąć  i  o  tym  przekonał  się  Łukasz 

Foltyn,  o  którym  właśnie  jest  ten  artykuł,  który 

wciąż  musiał  tworzyć  coś  nowszego,  lepszego, 

by móc wreszcie dojść do czegoś. Wszystkie jego 

przecięwzięcia,  wymagały  ogromnego  wkładu 

czasu  i  bardzo  cennych  umiejętności,  które 

oczywiście  posiada.  Sam  pomysł  na  sukces  nie 

wystarcza,  działanie,  umiejętności  oraz  czas  to 

wszystkie najważniejsze czynniki przyczyniające 

się  to  tego,  by  osiągnąć  wymarzony  przez 

każdego z nas sukces. Odrobina własnych chęci, 

samozaparcia, odwagi, metod prób i błędów zbliża 

nas w stronę sukcesu, natomiast ciągłe narzekanie, 

„Człowiek, który spełniając 

swe marzenia, stał się 

człowiekiem sukcesu…”

że coś się nie udaję, ciągle wpędza nas w nowe 

kompleksy, przysparza nam nowych problemów 

itp.  Często  słyszymy  o  ludziach  sukcesu,  każdy 

im  tego  zazdrości,  ale  nie  zastanawiamy  się 

ile  pracy  wymaga  dążenie  do  celu,  jakim  jest 

wymarzony przecież przez nas sukces. Łukasz jest 

przykładem człowieka, który wciąż działa. Porażki 

nie odrzucają go od pracy, a z jeszcze większym 

zapałem  popychają  do  działania.  Historia  jego 

sukcesu  przedstawiona  jest  w  tym  krótkim 

artykule,  krok  po  kroku  każde  jego  sukcesy  

i porażki. Jego działania mobilizują każdego do 

pracy,  by  tak  jak  on  osiągnąć  swą  niezależność 

finansową.  Foltyn  jest  człowiekiem,  który 

od  dziecka  planował  co  chce  w  życiu  robić, 

marzenia  mobilizowały  go  do  pracy.  Jego 

rówieśnicy  grali  w  różne  gry  komputerowe,  

a  on  ciągle  programował  i  zdobywał  ciągle 

nowe  umiejętności,  które  jak  sami  widzimy 

zaowocowały  kilkakrotnie  w  jego  dorosłym  i 

jakże przepełnionym pracą życiu. Teraz kilka słów 

na temat długiej drogi Foltyna do sukcesu.

Początkowo 

stworzył 

swój 

własny 

program  służący  do  wysyłania  darmowych  

SMS-ów z Internetu, nosił on nazwę SMS Express. 

Był bardzo prosty w obsłudze co przyczyniło się do 

zwiększenia użytkowników, którzy z chęcią z niego 

korzystali. Głównym warunkiem do korzystania z 

tego  programu  było  wpisanie  swoich  danych  -

przyczyniło się do tego, że Łukasz posiadał bazę 

osób  korzystających  z  jego  oprogramowania.  

Był 

bardzo 

zaskoczony, 

gdy 

liczba 

zarejestrowanych  użytkowników  przekroczyła 

sto  osób.  Tak  ciągle  zwiększająca  się  liczba 

korzystających z SMS Express mogła w przyszłości 

zaowocować i tak się z stało, ale o tym w dalszej 

części tego artykułu.

Drugim  także  dużym  przedsięwzięciem 

był  pomysł  zapożyczony  z    Symanteca,  czyli 

Foltyn  Commander.  Jak  mówi  sam  autor  tego 

oprogramowania  wystarczył  pomysł,  resztę 

zrobił  sam  po  swojemu.  Foltyn  Commander 

był  dużo  ładniejszy  niż  amerykański  Norton 

Commander,  ale  największym  problemem  jaki 

sprawił program było zainteresowanie nim firm i 

urzędów. Program nie przynosił dużych zysków, 

ale przez długi czas utrzymywał studiującego na 

Uniwersytecie Warszawskim Foltyna.

Łukasz  Foltyn  od  dawna  marzył  o  programie 

przeznaczonym 

dla 

każdego 

człowieka 

korzystającego  z  Internetu.  Myśląc  ciągle  o 

nowym  biznesie,  który  na  pewno  odmieni 

jego  życie  szukał  dodatkowej  pracy  po  to,  by 

móc  zrealizować  swoje  marzenie.  Oczywiście 

znalazł  zlecenie,  które  polegało  na  znalezieniu 

inwestora 

dla 

portalu 

internetowego 

tworzonego  przez  pewnego  Amerykanina.  Nie 

zastanawiając  się  długo  podjął  to  wyzwanie. W 

tym czasie trwał boom internetowy. Wspomniał 

inwestorom  o  komunikatorze  jaki  planuje 

stworzyć.  Jeden  z  inwestorów  zaciekawił  się 

jego  pomysłem  i  postanowił  zainwestować, 

wtedy  połowę  potrzebnych  Foltynowi  200 

tysięcy  złotych.  Tu  oczywiście  ważną  rolę 

odegrała  przedstawiona  inwestorowi  baza 

użytkowników  SMS  Express  oraz  biznes  plan,  

w  którym  założył,  że  przy  projekcie  będzie 

pracować  czterech  programistów,  a  on 

posiadając  połowę  potrzebnej  gotówki  był  w 

stanie  zapewnić  wynagrodzenie  tylko  na  pół 

background image

Millionaire Magazine 

2/2007



Millionaire Magazine

 

2/2007

7

roku.  Nie  zastanawiając  się  długo  zatrudnił 

tylko jednego programistę,  przyczyniło się do 

tego, że pieniądze jakie posiadał wystarczyły na 

dłużej. Wynajął małe, tanie biuro w Warszawie  

i  rozpoczął  prace  nad  programem.  Później 

okazało się, że sam Foltyn musiał wykonać około 

dziewięćdziesiąt  procent  swojego  projektu, 

gdyż informatyk, który u niego pracował częściej 

rozmawiał  przez  komunikator  niż  pracował. 

Zawsze kiedy zwrócił mu uwagę, ten odpowiadał 

mu,  że  testuje  komunikator.  Praca  posuwała 

się  szybko  do  przodu,  aż  Łukasz  15  sierpnia  

2000  roku  wydał  swoje  oprogramowanie 

przeznaczone dla mas, którym był komunikator 

Gadu-Gadu.  Tworząc  go  zainspirował  się 

sukcesem  komunikatora  ICQ.  Program  ten 

umożliwia  przesyłanie  plików,  prowadzenie 

konferencji oraz rozmów głosowych. Użytkownicy 

Gadu-Gadu przy rejestracji otrzymują swój numer, 

dzięki któremu są identyfikowane przez system. 

Z  początkiem  2005  Foltyn  wzbogacił  gadu  o 

możliwość wykonywania rozmów telefonicznych 

opartych na technologii VoIp. Z dniem 14 lutego 

2006 twórca Gadu-Gadu zmienił usługę Telefon 

Gadu-Gadu  na  autorskie  rozwiązanie  spółki 

jakim  była  usługa  Nagłos,  czyli  umożliwiająca 

wykonywanie połączeń z rozmów z komputera 

na  telefon  oraz  obsługującą  połączenia 

przychodzące  pochodzące  z  normalnych 

sieci  telefonicznych.  Aktualnie  dzienna  liczba 

unikalnych  użytkowników  to  około  2,5  miliona 

osób.  Warto  podkreślić,  że  łączna  suma  osób 

korzystająca  z  tego  komunikatora  to  około  6 

milionów. 

Gadu-Gadu  jest  programem,  w  którym 

internauci  zmuszeni  są  do  oglądania  reklam. 

Foltyn do 16 maja zasiadał w radzie nadzorczej 

Gadu-Gadu S.A. Fundusz Warsaw Equity Holding 

w  2000  roku  zakupił  45%  udziałów  firmy  za 

700  tysięcy  złotych.  Natomiast  od  26  marca  

firma  ta  notowana  jest  na  Giełdzie  Papierów 

Wartościowych w Warszawie.

Komunikator, który stworzył działa w Internecie 

już  siedem  lat,  skromne  biuro  zmieniło  się  

w  ogromny  lokal,  a  jeden  pracownik  w  wielu. 

Praca w zespole Gadu-Gadu jest podzielona, są 

osoby  odpowiedzialne  za  to,  by  komunikator 

działał sprawnie, usterki zostały usunięte oraz za 

pomysły na nowe wydania programu. W centrum 

Atman istnieje główne serce komunikatora tzn. 

kilka  serwerów  podłączonych  do  Internetu, 

co  spowodowane  jest  ogromnym  ruchem  jaki 

przepływa przez GG. Wiele reklamodawców stoi 

w kolejkach ze swoją reklamą, ale bardzo często 

zdarza się tak, że brakuje miejsca na ich reklamę i 

muszą odejść z kwitkiem. Komunikator jakim jest 

Gadu-Gadu,  to  ogromny  wkład  pracy  jednego 

człowieka,  który  poświecił  mu  cały  swój  czas. 

Foltyn nie myślał, o tym że to może nie wypalić, 

zawsze był pełen entuzjazmu co do sukcesu jaki 

aktualnie  zapewnił  mu  komunikator. Ten  jeden 

człowiek odmienił życie kilku milionów Polskich 

internautów  mieszkających  na  całym  świecie  

i  korzystającym  z  możliwości  jakie  daje  im 

program  młodego  człowieka,  bo  zaledwie  

26 letniego Łukasza, który zawsze marzył o tym, 

by stworzyć program, z którego będą korzystały 

miliony osób. Program stworzony przez niego w 

styczniu tego roku wstąpił na rynek ukraiński, co 

ma się przyczynić do łatwiejszego zaistnienia na 

dużo większy rynku rosyjskim.

Łukasz  Foltyn  jest  typem  człowieka,  który 

nie  odkrył  Ameryki,  wszystkie  jego  produkty 

są  kopiami  innych,  tylko  że  największą  cechą 

różniącą  je  od  wszystkich  innych  jest  większa 

funkcjonalność i lepsze wykonanie. Dzięki swojej 

pracowitości,  człowiek  ten  doszedł  do  sukcesu, 

sam  zapracowywał  na  swoje  przedsięwzięcia. 

Jest wzorem do naśladowania,  jak przedstawiona 

postać  z  okładki  w  ostatnim  wydaniu  naszej 

e-gazety    Bill  Gates.  Są  to  osoby,  prawdziwie 

zaangażowane w rozwijanie swoich umiejętności 

i  dążenie  do  sukcesu. To  właśnie  ludzie,  którzy 

wciąż starają się zmienić swoje życie, swój własny 

los,  dochodzą  do  rzeczy  wielkich,  do  takich  o 

jakich inni ludzie boją się marzyć. Marzenia bardzo 

często się spełniają, trzeba w to wierzyć i dążyć 

do tego jak nasz bohater Łukasz Foltyn. Marzył  

o  swoim  komunikatorze,  dla  wielu  marzenie 

nie do spełnienia, a dla niego wręcz przeciwnie, 

wystarczy  chcieć,  spełniać  swe  najskrytsze 

pragnienia, zastanawiać się skąd wziąć pieniądze 

na  ich  realizacje  i  tworzyć,  nie  liczyć  na  to,  że 

wszystko  samo  do  nas  przyjdzie.  Inni  tylko 

trochę  mogą  nam  pomóc  zrealizować  to,  co 

pragniemy najbardziej, reszta zależy od nas. Jak 

napisałem  wcześniej,  prawie  cały  komunikator 

musiał  napisać  sam  Foltyn,  nawet  osoby 

zatrudnione  do  pomocy,  nie  pomagały  mu  w 

stu  procentach,  to  przykład,  który  przedstawia 

idealnie  współczesny  świat  i  tworzenie  naszej 

niezależności 

finansowej, 

przedstawiony  

w  rozmiarach  mikro.  Więc  starajmy  się,  jak 

Łukasz  Foltyn  dążyć  do  wyznaczonych  sobie 

wcześniej celów, zdobywać nowe doświadczenia 

i  nie  poddawać  się,  choć  wiele  jest  trudnych 

momentów  w  naszym  życiu,  ale  nie  tylko  są 

złe  chwile,  istnieją  także  momenty  ogromnych 

sukcesów.  Myślmy  pozytywnie  jak  Łukasz  i 

nie  dobierajmy  sobie  do  świadomości  złych 

przeżyć  w  taki  sposób,  by  nami  kierowały. 

Foltyn  dodatkowo  zajmuje  się  polityką,  jest 

założycielem  Partii  Socjaldemokratycznej,  jak 

sam  podkreśla:  „Będę  budował  polską  lewicę” 

–słowa  wypowiedziane  przez  Łukasza  Foltyna 

w wywiadzie dla Gazety Wyborczej, dlatego 16 

maja 2007 roku zrezygnował ze stanowiska jakie 

piastował w Gadu-Gadu S.A, gdyż spółka ta jest 

spółką jawną i dąży do realizacji własnych celów, 

co za tym idzie jest spółką apolityczną. Ponadto, 

gdy zaczął tworzyć własny komunikator, odkrył 

swoją  nową  pasje,  dosyć  kosztowną,  ale  przy 

dobrej  passie  przynoszącą  duże  dochody. 

Natomiast, gdy są złe dni przynosząca ogromne 

starty,  jest  to  giełda.  Foltyn  inwestując  swoje 

pieniądze na giełdzie, jak każdy człowiek liczy się 

z zyskami, ale i z ogromnymi stratami, jakie niesie 

giełda.

Na  zakończenie  warto  podkreślić,  że  postać 

Łukasza  Foltyna  jest  godna  naśladowania,  jest 

to  człowiek,  który  mimo  swojego  młodego 

wieku  osiągnął  bardzo  wiele,  a  przed  nim 

jeszcze  wiele  sukcesów,  których  mu  serdecznie 

życzę!  Każdy  z  nas,  ma  szansę  zaistnieć  jak 

Foltyn,  wystarczy  odrobina  chęci,  własnej 

inicjatywy  i  odwagi,  zacznijmy  działać  już 

dziś,  by  tak  jak  Łukasz  Foltyn,  moglibyśmy 

spełnić  choć  jedno  z  naszych  największych  

i  najskrytszych  marzeń.  Z  tego  krótkiego 

artykułu powinniśmy zaczerpnąć mądrość życia  

i  wolę  do  dążenia  do  wyznaczonych  celów,  jak 

wielu sławnych ludzi, którzy zaczynali od swoich 

marzeń,  jak  mówi  Washington  Irving  „Wielkie 

umysły mają cele. Pozostali mają marzenia.” Więc 

w myśl tych słów zamieniajmy swoje w marzenia 

w  cele,  gdyż  one  mogą  całkowicie  odmienić 

nasze życie w jednej chwili tak, jak w przypadku 

Łukasza  Foltyna,  przecież  nic  nie  mamy  do 

stracenia prócz czasu, a możemy zyskać bardzo 

dużo.

Adrian Florek
a.florek@millionaire.pl

background image

Millionaire Magazine 

2/2007



Millionaire Magazine

 

2/2007



kroków...

  

N

iezależność finansowa to temat jeszcze dość mało popularny, szczególnie 

wśród młodych obywateli. Nic dziwnego skoro większość uczelni w naszym 

kraju „produkuje” ludzi, którzy mają być dobrymi fachowcami w danej 

dziedzinie.

Nikogo  nie  dziwi  już  nawet  fakt,  że  większość  fachowców,  którzy  uzyskują 

wykształcenie w naszym kraju szuka swojego miejsca wszędzie tylko nie w ojczyźnie. 

Niewiele jest szkół, jeśli w ogóle takie istnieją, które wskazywałyby młodym ludziom 

drogę, dzięki której mogliby dojść do niezależności finansowej.

Zagraniczni  autorzy  opisując  dokładnie  sposób,  w  jaki  można  osiągnąć 

niezależność finansową - wskazują na wiele niezmiennych elementów towarzyszących 

każdej  z  tych  dróg.  Wyodrębniłem  siedem  kroków,  które  każdy  człowiek  chcący 

osiągnąć wolność finansową powinien wykonać. 

Kroki te nie są zbyt skomplikowane, ale z pewnością wymagają pełnej determinacji 

i gorącego pragnienia osiągnięcia efektu końcowego – wolności finansowej. 

Zapraszam  teraz  do  zapoznania  się  z  tymi,  według  mnie  najważniejszymi 

elementami  pozwalającymi  zdecydowanie  zbliżyć  się  w  stronę  finansowej 

niezależności. Zacznijmy od pierwszego i podstawowego elementu naszej drogi…

...w stronę wolności finansowej.

Krok 1

Podejmij  decyzję,  że 

chcesz  być  niezależny 

finansowo.  Pierwszym  

i podstawowym krokiem 

do jakiejkolwiek zmiany 

jest  podjęcie  decyzji,  co  naprawdę  chcemy 

w życiu osiągnąć, czemu jesteśmy gotowi się 

poświęcić. Po prostu musimy określić kierunek, 

w którym chcemy się poruszać. Jeśli naszym 

głównym  celem  jest  osiągnięcie  finansowej 

niezależności, to musimy jak najszybciej podjąć 

decyzję, że chcemy być wolni finansowo. Im 

dokładniej  określimy  co  chcemy  osiągnąć, 

tym jaśniejsza będzie dla nas obecna sytuacja 

i  tym  więcej  sił  będziemy  potrafili  zebrać, 

aby  osiągnąć  swój  cel  w  jak  najkrótszym 

czasie. Bardzo ważne jest też, abyśmy potrafili 

określić,  co  takiego  powstrzymuje  nas  przed 

osiągnięciem  zamierzonego  celu.  Jeśli  już 

jesteśmy na tyle zdeterminowani i podjęliśmy 

już  decyzję,  że  osiągniemy  niezależność 

finansową,  to  jesteśmy  gotowi,  aby  wykonać 

drugi, bardzo ważny krok…

Krok 2 

Opracuj plan.
Wiadomo,  że  samo 

podjęcie  decyzji  nie 

wystarczy. 

Musimy 

opracować 

dokładny 

plan oraz strategię, która doprowadzi nas do 

upragnionego  celu.  W  naszym  przypadku 

będzie uzyskanie finansowej niezależności. 
Najważniejszą  rzeczą  przy  planowaniu 

wielkości  Twojego  majątku  jest  precyzyjne 

ustalenie,  ile  pieniędzy  chcesz  mieć,  kiedy 

chcesz osiągnąć ten cel oraz jaka stopa zysku 

to zapewni. Jeśli naszym celem jest osiągnięcie 

dochodu  pasywnego  na  poziomie  2  tyś. 

miesięcznie  to  musimy  dokładnie  określić, 

jakie działanie doprowadzi nas do osiągnięcia 

takiego wyniku.
Przykładowo,  jeżeli  przez  15  lat  będziemy 

miesięcznie inwestować 500 zł, a stopa zwrotu 

z  inwestycji  będzie  na  poziomie  12%,  to  po 

takim  okresie  czasu  będziemy  dysponować 

środkami w wysokości 238217 zł, co pozwoli 

nam  na  miesięczną  „wypłatę”  w  wysokości 

2382  zł.  Oczywiście  to  jest  tylko  przykład. 

Suma odkładanych i inwestowanych przez nas 

środków może być mniejsza bądź większa, a 

okres inwestycji może być krótszy. Posiadanie 

takiego planu pozwoli nam obrać odpowiedni 

kierunek  i  wytłumaczy  sensowność  naszej 

inwestycji. 
Aby plan przynosił zamierzony efekt musimy 

być  odpowiednio  zdyscyplinowani  pod 

względem finansowym. Jednym z kluczowych 

elementów, jeśli chodzi o dyscyplinę finansową 

jest  odpowiednie  planowanie  wydatków.  W 

ten sposób wykonujemy kolejny krok na naszej 

drodze… 

 

Krok 3

Ustal,  jaki  jest  przyszły 

wpływ Twoich wydatków. 
To 

jak 

pieniądze 

generują odsetki w czasie 

ma 

odzwierciedlenie 

w  przyszłym  pomnażaniu  oszczędności. 

Musimy  określić  jak  nasze  przyszłe  wydatki 

wpłyną  na  możliwości  inwestycyjne. 

Są  oczywiście  takie  wydatki,  których 

nie  da  się  przewidzieć,  ale  część  z  nich  

z  pewnością  możemy  zaplanować.  Jeśli 

mamy w dalszej perspektywie zakup nowego 

samochodu  bądź  mieszkania,  to  warto 

uwzględnić go w planie naszych oszczędności. 

Warto pracować nad swoim planem wydatków. 

Posiadanie  takiego  planu  pozwala  utrzymać 

większą  dyscyplinę  w  wydawaniu  środków. 

Zdarza się nie raz, że podejmujemy decyzję pod 

background image

Millionaire Magazine 

2/2007

10

presją chwili, a później żałujemy dokonanego 

wyboru.  Jeśli  posiadamy  klarowny  plan 

wydatków  możemy  sobie  oszczędzić  wielu 

takich sytuacji.
Gdy  już  będziemy  w  stanie  skonstruować 

nasz  plan  wydatków,  to  możemy  określić 

jaką  kwotę  możemy  przeznaczyć  na  nasze 

inwestycje…

Krok 

Regularnie inwestuj. 
Stała  kwota  inwestowana 

niezależnie od kursu akcji. 

Jeśli 

podejmujemy 

decyzję  o  regularnym 

inwestowaniu 

warto 

skorzystać 

porady  profesjonalnego  doradcy,  który 

pomoże  nam  w  wyborze  odpowiedniego 

programu  systematycznego  oszczędzania. 

Odpowiedzialni  doradcy  finansowi  zawsze 

dbają,  by  ich  klient  dobrze  rozumiał 

stojące  przed  nim  możliwości  inwestycyjne 

oraz  korzystał  z  nich  przy  opracowaniu 

indywidualnego planu finansowego. Przykład 

takiego  regularnego  inwestowania  podałem 

przy  opracowywaniu  planu  działania.  Przy 

wyborze sposobu regularnych inwestycji nie 

warto  zwracać  uwagi  na  krótkoterminowe 

wyniki.  Jeśli  naszym  założeniem  jest 

osiągnięcie  niezależności  finansowej  za 

kilkanaście  lat  to  warto  wybrać  taki  rodzaj 

inwestycji, który przyniesie długoterminowe 

zyski.  Tutaj  już  znaczenia  nabiera  rola 

naszego doradcy, aby wybrał odpowiedni dla 

nas sposób inwestycji.

Krok 

Zacznij oszczędzać.
Największym  błędem 

jaki  możesz  popełnić 

jest  założenie,  że  nie 

masz  pieniędzy  do 

zaoszczędzenia.  Jeśli  masz  jasno  określony 

cel  w  życiu,  opracowałeś  dokładny  plan 

działania,  skonstruowałeś  swój  plan 

wydatków to z pewnością będziesz w stanie 

wygospodarować  środki  na  oszczędności, 

które będą owocować w przyszłości. 
Na  początku  mogą  to  być  małe  sumy, 

które  pozwolą  wyrobić  nawyk  regularnego 

oszczędzania.  W  miarę  wzrostu  stopnia 

zamożności można te sumy zwiększać, a co 

za  tym  idzie  szybciej  osiągnąć  nasz  główny 

cel, jakim jest niezależność finansowa.
Pamiętaj, że nie bez powodu Albert Einstein 

uznał  procent  składany  za  największy 

wynalazek ludzkości.
Regularnie inwestowane 100 zł miesięcznie, 

przy  10%  stopie  zwrotu  z  inwestycji,  po  20 

latach oszczędzania daje nam 72453 zł!!!

Krok 

Oblicz  jak  długo  Twoje 

pieniądze  będą  się 

pomnażać.
Bardzo ważnym krokiem 

na  naszej  drodze  jest 

kontrola  wyników.  Kontrola  ta  nie  dotyczy 

bezpośrednio  nas  samych,  ale  naszych 

pieniędzy.  Sprawdzamy  czy  nasze  pieniądze 

„pracują” w sposób, który nas zadowala. 
Można to łatwo zrobić stosując „zasadę 72”. 

Podziel  72  przez  procent,  jaki  zarabiasz  na 

oszczędnościach.  W  przypadku,  gdy  wynik 

ci  się  nie  podoba  (wynikiem  jest  okres 

oszczędzania  w  latach)  zmień  strategię  na 

bardziej  zadowalającą,  która  będzie  dawać 

wyższą stopę zwrotu.

Przykładowo,  jeżeli  zarabiamy  na  naszych 

inwestycjach 15% w skali roku to nasz kapitał 

podwoi  się  w  ciągu  4,8  lat  (72/15=4,8).  W 

przypadku, gdy nie zadowala nas taki wynik 

możemy wybrać inwestycje, które przynoszą 

wyższą stopę zwrotu. 

Krok 7 

Dziel się z innymi.
Nie chodzi mi tutaj tylko 

o  bezpośrednie  dzielenie 

się  z  innymi.  Warto 

zaplanować sobie, w jaki 

sposób będziemy korzystać z naszej finansowej 

wolności.  Nie  tyle  jak  my  sami  będziemy  z 

tego  korzystać,  ale  w  jaki  sposób  możemy 

przysłużyć się innym. Jak skorzystają na tym 

nasi  najbliżsi,  rodzina,  znajomi?  Sposobów 

dzielenia  się  jest  wiele.  Może  po  dojściu  do 

finansowej  niezależności  stwierdzimy,  że 

oprócz  osiągnięcia  tego  celu  ważne  było  to, 

czego nauczyliśmy się podczas pokonywania 

kolejnych kroków. Na pewno znajdzie się wtedy 

ktoś,  komu  będziemy  mogli  służyć  pomocą, 

dzieląc się z nim swoim doświadczeniem!

Przedstawiłem  siedem  moim  zdaniem 

kluczowych  elementów,  niezbędnych  do 

osiągnięcia  finansowej  niezależności.  Nie 

jest to oczywiście gotowa recepta na sukces 

w  życiu  -  obawiam  się,  że  taka  nie  istnieje 

-  ale  z  pewnością  wykonanie  tych  siedmiu 

kroków  pozwoli  nam  wyrobić  sobie  wiele 

cennych  nawyków,  niezwykle  istotnych 

podczas  prób  osiągnięcia  czegokolwiek  w 

życiu.  Szczególnie  jeśli  chodzi  o  finansową 

niezależność. Nie jest do droga ani szybka ani 

łatwa. Sądzę jednak, że rezultaty, jakie czekają 

na osoby wytrwale kroczące tą drogą, są warte  

poświęcenia odpowiednio dużej ilości czasu, 

energii  i  siły  woli  oraz  skupienia  swoich 

wysiłków na gorącym pragnieniu osiągnięcia 

wolności  finansowej.  Myślę,  że  warto  zająć 

swoje miejsce w kolejce do sukcesu i powoli, 

ale sukcesywnie zbliżać się do upragnionego 

celu.

Kamil Kędzior

k.kedzior@millionaire.pl

R

E

K

L

A

M

A

background image

Millionaire Magazine 

2/2007

12

Millionaire Magazine

 

2/2007

13

auważyłem,  że  ostatnio  bardzo 

popularna 

stała 

się 

tematyka 

wykorzystywania 

swojego 

czasu. 

Wszyscy znamy przysłowie, że „czas to pieniądz”. 

Jednak  w  naszej  erze  jest  to  naprawdę  ważne 

spostrzeżenie,  gdyż  czas  staje  się  głównym 

aktywem jakie posiadamy. 

Ludzie  wykształceni  bardzo  cenią  swój  czas  i 

każą sobie płacić za każdą minutę. Patrząc na to 

głębiej, doszedłem do wniosku, że liczy się tylko 

i wyłącznie czas. Sprzedajemy swój czas innym i 

kupujemy także czyjś czas. Aby to wytłumaczyć 

podam pewien prosty przykład. Kupując zapałki 

w  sklepie  tak  naprawdę  kupujemy  czas  osób, 

które  pracowały  nad  ich  stworzeniem.  Przecież 

gdybyśmy  bardzo  chcieli  moglibyśmy  zapałki 

zrobić sami, ale zajęłoby to o wiele więcej naszego 

czasu. Dlatego też płacimy za wszystkie produkty, 

a  dokładnie  za  ich  wykonanie,  bo  na  ziemi  jest 

wszystkiego  pod  dostatkiem  i  jeśli  nie  mamy 

pieniędzy  możemy  mieć  dokładnie  wszystko, 

jeśli sami to wyprodukujemy, ale czy starczy nam 

życia? 

Wielu ludzi zapomina o tym jak ważny jest czas. 

Muszę przyznać, że sam także go często marnuję, 

a  później  narzekam,  że  jest  go  za  mało.  Jednak 

prawda jest taka, że każdy człowiek ma dokładnie 

24 godziny w ciągu doby i ani więcej ani mniej. 

Dlaczego więc niektórym to wystarczy, a innym 

zawsze zabraknie?? 

Przyczyna  jest  bardzo  prosta  –  brak  organizacji 

swojego cennego czasu. Kiedy ktoś ma pracę, w 

której jest wymagana zdolność dowodzenia jakąś 

grupą  ludzi,  nie  może  pozwolić  sobie  na  brak 

organizacji. Wyobraźmy sobie prezesa, który nie 

potrafi  ustalić  sobie  priorytetu  wykonywanych 

zadań. Dzwonią telefony, przychodzą listy, poczta 

zalega na biurku i do tego jeszcze ludzie co chwilę 

przeszkadzają pytaniami o drobne szczegóły.  W 

efekcie  taki  człowiek  przeważnie  chce  wykonać 

jak najwięcej zadań, chwyta się każdego po trochu 

i żadnego nie kończy. To chyba nie jest najlepsze 

rozwiązanie.

CZAS!

Z

Bardzo ważnym aspektem w zarządzaniu własnym 

czasem  jest  precyzyjne  ustalenie  celów  i  zadań. 

Nie można rozwodzić się w nieskończoność nad 

jednym tematem, w dodatku zajmując się kilkoma 

sprawami  jednocześnie.  Zauważyłem,  że  ludzie 

mają skłonność do utrudniania sobie życia, bo nie 

chcą powiedzieć o swoich zasadach innym i przez 

to ciągle je naginają, w efekcie otrzymując zerową 

efektywność.

Jak poradzić sobie z problemem braku czasu?

Mówiąc  szczerze  potrzebujemy  kilku  prostych 

narzędzi. Główne narzędzie, to wygospodarowanie 

sobie  około  30  minut,  w  których  nikt  nam  nie 

będzie  przeszkadzał.  Następnie  potrzebujemy 

papier  i  długopis.  A  teraz  już  bez  żartów  z 

mocnym  postanowieniem  zmian  siadamy  w 

fotelu  i  analizujemy  pewien  okres  czasu  np.  2 

ostatnie  tygodnie  naszego  życia.  Bardzo  ważne 

jest, aby wyszukiwać prawdziwe powody naszych 

problemów  i  nie  stosować  wymówek  przed 

samym  sobą.  Wypisujemy  sobie  w  kategoriach 

różnego rodzaju czynności np. co mi przeszkadza 

w pracy, co mi pomaga w pracy, czego nie lubię 

robić, co lubię robić, co umiem robić, czego nie 

umiem i komu mogę to zlecić, jakie popełniam 

błędy  w  organizacji  swojego  czasu.  Podałem 

pierwsze  lepsze  przykłady/kryteria  samooceny, 

na  pewno  każdy  człowiek  ma  inne,  bardziej 

ważne  dla  niego.  Po  wypisaniu  wszystkiego  na 

kartce możesz przeczytać sobie wyniki i postawić 

sobie diagnozę, co jest nie tak. Najważniejsze są 

negatywne kategorie i ich należy się doszukiwać 

i w miarę możliwości sukcesywnie redukować, aż 

do całkowitego zlikwidowania.

Prawdopodobnie ktoś z czytelników może uznać, 

że  nie  da  się  rozpatrywać  swojej  pracy  pod 

kątem  lubię  –  nie  lubię,  bo  przecież  nie  powie 

pracodawcy,  że  nie  lubi  czegoś  robić  i  tego  nie 

zrobi. Oczywiście jest to racja, jednak zauważmy 

jak  bardzo  zmniejsza  się  produktywność  i 

zwiększa ilość czasu potrzebna do wykonania nie 

lubianych zadań. Można to zredukować w prosty 

sposób, wystarczy znaleźć osobę, której akurat to 

zadanie daje satysfakcję i wykonać w zamian coś 

za nią. Wiadomo, że tak się nie zawsze da, ale lepiej 

spróbować, to nic nie kosztuje a daje niewymierne 

wyniki, gdy się powiedzie.

Jeżeli oferujemy jakieś usługi potrzebny jest nam 

plan, według którego będziemy pracować. Branie 

się za wszystko po trochu jest złym rozwiązaniem. 

Nieliczni  ludzie  mają  na  tyle  rozwiniętą 

podzielność uwagi, że mogą kilka razy wracać do 

raz  rozpoczętego  zadania  i  wykonać  je  dobrze. 

Takim  osobom  szczerze  gratuluję  zdolności, 

jednak wiem z doświadczenia, że większość ludzi 

gdy zostanie wybita z rytmu pracy, nie wykona jej 

według pierwotnego założenia. Bardzo ważne jest 

przygotowanie sobie terminów pracy. Nie dajmy się 

wybijać z rytmu, nauczmy się powiedzieć komuś, 

że aktualnie nie możemy zrobić tego o co prosi, 

ustawmy go w kolejce. Być może stracimy kilku 

klientów, którym się spieszy, ale za to zyskamy tych, 

którym właśnie coś przygotowujemy, bo zrobimy 

to  szybko  i  sprawnie  bez  żadnych  zgrzytów  i 

przerw w czasie, co zazwyczaj denerwuje bardziej 

niż usłyszenie od wykonawcy, że jest zajęty i może 

zająć się naszą sprawą za tydzień.

Wszystko  co  napisałem  wiąże  się  z  pewną 

cechą  bardzo  cenioną  przez  ludzi,  jest  nią 

NIEZAWODNOŚĆ.  Czyż  nie  ufamy  bardziej 

komuś, kto mówi robi wszystko dokładnie tak jak 

było ustalone? Dlatego trzymajmy się terminów, 

przestrzegajmy  planów,  uczmy  się  na  błędach 

(nie  koniecznie  naszych)  i  wyciągajmy  wnioski 

z  doświadczeń.  Każdy  człowiek  jest  w  stanie 

zwiększyć  ilość  własnego  wolnego  czasu  kiedy 

trzyma  się  zasad,  które  najpierw  musi  sobie 

ustalić.  Nie  jest  prawdą,  że  doba  powinna  mieć 

48  godzin,  24  godziny  w  zupełności  wystarczą, 

uwierzcie mi.

Irek Julkowski

i.julkowski@millionaire.pl

background image

Millionaire Magazine 

2/2007

1

Millionaire Magazine

 

2/2007

1

P

oczątkiem  każdej  decyzji  jest  nasz  umysł. 

Wszystko  co  nas  otacza  -      przedmioty 

codziennego  użytku,  ozdoby  lub  inne  wyroby 

-  powstało  wpierw  w  naszym  umyśle.  Toteż 

powstanie  firmy  także  rozpoczyna  się  właśnie 

tam.  Mówiąc  inaczej,  fizyczna  reprezentacja 

naszych myśli realizuje się jako proces.

Stąd  podjęcie  decyzji  jest  pierwszym 

najtrudniejszym  zadaniem  każdego  człowieka, 

który chce rozpocząć własną działalność. Prawda 

jest taka, że większość z nas nigdy takiej decyzji 

nie  podjęło.  Postępujemy  zgodnie  ze  wzorcem 

swoich  rodziców,  którzy  zawsze  są  dla  nas 

ważnymi  osobami  do  naśladowania. 

Ale czy zawsze tak 

powinno 

być? 

Czy kiedy ojciec 

mówi:  „znajdź 

d o b r z e 

p ł a t n ą 

p r a c e ”, 

„ k u p 

d o m 

na kredyt i oszczędzaj całe życie aż do emerytury”, 

to  powinniśmy  się  go  słuchać?  Większość 

ludzi  wybiera  najłatwiejszą  drogę  zdobycia 

pieniędzy,  właśnie  tak  jak  opisałem  powyżej  -  

znajduje dobrze płatną pracę. Nie ma w tym nic 

złego,  ale  czy  można  inaczej?  Kiedyś  zapytano 

dziesięciu  najbogatszych  ludzi  na  świecie  o  to, 

co jest najcenniejsza rzeczą w biznesie. Wszyscy 

wymienili  jako  jedną  z  najważniejszych  –  czas. 

Gdyż  każdy  kto  pracuje  na  etacie  -  bez  różnicy 

jaką  wykuje  prace  i  jaki  reprezentuje  zawód  - 

zamienia swój czas na pieniądze. Często w słabym 

przeliczniku czasu do pieniędzy.

Ten  właśnie  przelicznik  jest  motywacją  dla 

wielu błyskotliwych ludzi, aby opuścić kwadrant 

„P”  przepływu  pieniędzy  i  przemieścić  się  do 

kwadrantu „S”  –  jak  samo  zatrudniony.  Wtedy 

dana  osoba  często  ma  lepszy  przelicznik 

zamiany czasu na pieniądze, a w dodatku może 

zatrudnić  kogoś  innego,  kto  będzie  dla  niej 

pracować  w  tak  stworzonym  miejscu  pracy. 

Ludzie  otwierający  własny  biznes  typu „S”    to 

ci, którzy są dobrzy w swojej dziedzinie pracy. 

Znaleźć  tam  możemy  na  przykład    dentystów 

D

laczego jedni są bogaci i każdego  

dnia stają się bogatsi, podczas gdy 

inni ciężko pracują i nie maja na nic czasu.

W którym 

kwadrancie?

otwierających swoje praktyki.

Ludzie z kwadrantu „S” zarabiają więcej, pracują 

dla siebie, sami sobie wyznaczają miejsce pracy 

i  jej  warunki,  a  często  także  i  godziny.  Ale  czy 

przestali  zamieniać  czas  na  pieniądze?  Jak 

widzisz, nie jest to prawdą. Stąd powstało 

pojęcie  majętności,  czyli 

czasu  jaki  możemy  przeżyć 

bez pracy, korzystając tylko z 

zasobów które zgromadzimy. 

Majętność 

zarabiających 

bardzo dobrze jako „S” nie jest 

dużo  większa  od  majętności 

osób z kwadratu „P” – może to 

być czas kilku miesięcy. 

Ponad  90  procent  ludzi  na 

Ziemi  to  ludzie  z  kwadrantu 

„P” i „S”. Ale ironią jest to, że oni razem zarabiają 

jedynie  10  procent  pieniędzy  całego  świata. 

Gdzie  reszta?  Czy  można  tam  trafić  poprzez 

cięższą prace lub więcej godzin na dobę?

Droga do kwadratu „B” - jak biznes - prowadzi 

poprzez zmianę myślenia, czyli do tego o czym 

napisałem  na  samym  początku.  Należy  odejść 

od współzawodnictwa o dobra tego świata, lecz 

zacząć samemu je tworzyć. Wtedy dla każdego 

stanie się dość miejsca na Ziemi. Kwadrant „B” jest 

dla ludzi, którzy potrafią coś samemu stworzyć, 

są  kreatywni  i  otwarci  na  nowe  możliwości. 

Otwartość  to  taki  stan  umysłu,  który  pozwala, 

aby to co kieruje się w twoją stronę, zostało przez 

ciebie zauważone. Często porażka jest pierwszą 

oznaką  zbliżającego  się  sukcesu  i  ten  który  nie 

zawróci ze swojej drogi, lecz wykorzysta porażkę 

w  dobrym  celu,  odniesie    sukces.  Przykładem 

może być Steven Jobs, twórca firmy Apple. Został 

z niej usunięty w wieku 30 lat – jak to możliwe, 

aby wydalono właściciela z jego własnej firmy? 

Steven  postanowił  założyć  drugą  firmę,  Next, 

której rozwiązania techniczne stały się podstawą 

dzisiejszego  sukcesu  firmy  Apple,  a  sama  firma 

Next została kupiona razem ze Stevenem, który 

wrócił w glorii „na tron”.

Czy  kwadrant  „B”  jest  ostatnią 

pozycją  w  świecie  biznesu?  Nie,  jest  nią  stanie 

się inwestorem „I”. Będąc na tej pozycji możemy 

już  przestać  pracować  i  pozwolić,  aby  to  nasze 

pieniądze  zarobione  w  innych  kwadrantach 

pracowały  na  nas.  Możemy  stać  się  rentierami, 

czego Wam wszystkim życzę.

Tomasz Popik

t.popik@millioanire.pl

background image

Millionaire Magazine 

2/2007

1

Millionaire Magazine

 

2/2007

17

„Millionaire  Magazine”  

uczy  nas,  jak  stawać  się 

bogatym,  by  żyć  pełnią 

życia.  I  bardzo  dobrze! 

Bo  tak naprawdę,  po  co 

komu  życie,  jak    zamiast  

się  nim  cieszyć,  człowiek  

boryka  się 

z  przeciwnościami losu,  przeważnie  pracując  

w  pocie  czoła  za  marne grosze, pod  presją czasu  

i  szefa,  którego  większość  pracujących  osób 

nie lubi. 

W  obecnych  czasach  człowiek  sukcesu 

powinien mieć dużo sił witalnych, by sprostać 

wszelkim  wymaganiom  jakie  stawia  przed 

nim życie. A nie zawsze jest to łatwe. Procesy 

cywilizacyjne, tak dynamicznie odmieniające 

osobiste,  zawodowe  i  społeczne  życie 

człowieka,  wywołują  u  niego  zaburzenia  i 

potrzeby, w których nie potrafi się odnaleźć. 

Zresztą  nie  ma  się  co  dziwić  –  ewolucja  nie  

stworzyła   nas   przygotowanych   do  życia   w    

warunkach  notorycznego  stresu,  pośpiechu 

i  nieustannie  zmieniających  się  wymagań 

środowiska. Dlatego coraz więcej osób uskarża 

się na dyskomfort psychiczny, spowodowany 

współczesnymi realiami. Słowo „stres” jest już 

tak powszechne, jak „tak” i „nie”.

By móc być bogatym, najpierw trzeba być 

zdrowym! 

Czy wiesz, że sukcesy kochają ludzi, którzy 

potrafią  cieszyć  się  z  życia?  Ludzi,  którzy 

wiedzą  jak  czerpać  radość  z  każdego  dnia. 

Większość ludzi na dorobku, nie zdaje sobie 

sprawy,  że  pracując  coraz  więcej  i  więcej, 

coraz  ciężej  i  coraz  intensywniej,  wbrew 

pozorom  oddala  się  od  swojej  pierwotnej 

wizji  bogactwa.    Nie  rozumieją,  że  droga, 

którą  właśnie  podążają  sprzyja  powstawaniu 

chorób  psychosomatycznych,  zwiększaniu 

napięcia  i  frustracji.  Ale  i  tak  nie  chcą  zejść 

z  tej  drogi.  Próbują  i  próbują,  aż  w  końcu 

popadają  w  zniechęcenie,  zamykają  swój 

wymarzony biznes, czasem mają jeszcze długi z 

prowadzonej działalności, a ich samopoczucie 

nie sprzyja już przyciąganiu bogactwa. Stres i 

pesymizm zawładnął ich  życiem. Smutne to, 

ale niestety prawdziwe. A co więcej częste. 

Dlatego tak ważne jest, aby każdy kto obiera 

drogę  sukcesu,  świadomie  zastanowił  się 

również  nie  tylko  nad  pieniędzmi,  jakie  w 

przyszłości  zaoferuje  mu  własny  biznes,  ale 

także nad swoją kondycją psychosomatyczną. 

Pewnie  zgodzisz  się  ze  stwierdzeniem,  że 

nawet jedna właściwa myśl, do której człowiek 

dotrze we właściwym czasie, może spowodować 

przełom  w  jego  myśleniu  i  rozwiązać 

jakiś  ważny  problem.  To  się  codziennie 

sprawdza  chociażby  w  przypadku  porad 

księgowych, prawniczych czy inwestycyjnych.  

Większość    z    nas,    albo    wynajmuje  

specjalistę  z  danej  dziedziny,  albo nią  jest  

i podnajmuje swoją wiedzę za pieniądze. 

Mimo,  że  to  takie  proste  i  oczywiste, 

CO SIĘ TAK  

NAPRAWDĘ LICZY?

tylko  marginalna  ilość  rozwijających  się 

przedsiębiorców  wynajmuje  specjalistów  do 

spraw  zdrowia  psychicznego.  Przecież  ktoś, 

kto  jest  doświadczonym  psychologiem,  po 

zapoznaniu się z problemem, szybciej podpowie 

rozwiązanie,  doradzając  jednoczenie,  jak 

je  najlepiej  wcielić  w  życie,  niż  człowiek 

sam  miałby  go  szukać  czytając  w  tym  celu 

masę książek, czy przeczesując setki stron w 

internecie. To taka sama usługa doradcza jak 

każda inna.

Internet na ratunek

Dzisiaj  już  nikogo  nie  dziwią  porady 

zamieszczane  w  czasopismach,  w  radiu  i 

telewizji  czy  udzielane  przez  telefon  (np. 

popularny telefon zaufania). Sieć komputerowa 

umożliwia  wykorzystanie  jeszcze  jednego 

kanału  kontaktów  z  ludźmi  mającymi 

problemy i poszukującymi pomocy.

Co  więcej  w  dobie  internetu  i  e-biznesu 

psycholodzy są dostępni online. Już nie trzeba 

nigdzie dzwonić, umawiać się, czekać tydzień 

na swoja kolejkę i jechać pod wskazany adres. 

Zapewne  zgodzisz  się  ze  mną,  że  idealna 

porada psychologiczna powinna być dostępna, 

jak  najbardziej  anonimowo,  szybko,  za 

rozsądną cenę i powinna naprawdę Ci pomóc, 

prawda? Dlatego właśnie powstał serwi

www.

psychorada.pl

Korzystając  z  konsultacji  w  psychoradzie, 

masz  pewność,  że  porada,  którą  uzyskasz 

będzie  maksymalnie  dostosowana  do  Twojej 

konkretnej sytuacji. To właśnie między innymi 

dzięki  temu  będzie  ona  tak  zadziwiająco 

skuteczna.

W  Polsce,  co  prawda,  konsultacje 

psychologiczne  czy  zajęcia  terapeutyczne  w 

formie online są jeszcze mało popularne, ale 

na świecie rozwijają się bardzo dynamicznie. 

W  1997  r.  powstało  Międzynarodowe 

Stowarzyszenie Zdrowia Psychicznego w Sieci 

(ISMHO - The International Society for Mental 

Health  Online).  Skupia  ono  psychologów, 

psychiatrów  i  wszystkich  zainteresowanych 

tematem  pomocy  psychologicznej  przez 

Internet.  Tego  typu  działania  mieszczą 

się  w  podjętym  na  początku  XX  w.  nurcie 

wykorzystania środków masowej komunikacji 

do różnego rodzaju pomocy psychologicznej 

czy medycznej.

Pomoc  przez  Internet  jest  alternatywnym 

do  tradycyjnej  psychoterapii  procesem 

terapeutycznym.  Jednak  zwykle  cel  pomocy 

psychologicznej  przez  Internet  jest  inny  niż 

w  przypadku  tradycyjnych  form  pomocy 

psychologicznej. Porady online mają przede 

wszystkim charakter konsultacji dotyczących 

sposobów radzenia sobie z problemami (np. 

stres,  kryzysy,    kłopoty  z  podjęciem  decyzji, 

problemy zawodowe itp.) oraz przypominają 

trening z zakresu asertywności i pozytywnego 

myślenia.

Więc  jeśli  nurtują  Cię  jakieś  problemy 

dotyczące Twojej kondycji w życiu osobistym 

lub zawodowym, pragniesz o nich porozmawiać, 

poradzić się fachowca, a nie masz odwagi czy 

czasu na bezpośredni kontakt z psychologiem, 

spróbuj  zasięgnąć  fachowej  psychologicznej 

pomocy przez internet. 

background image

Millionaire Magazine 

2/2007

1

Wejdź  na  stronę 

http://psychorada.pl

,  na 

której możesz od razu przejść do formularza 

zgłaszającego Twoją chęć uzyskania porady lub 

wypełnij bezpłatną, niezobowiązującą Cię do 

niczego ankietę, która  ma ona na celu określić 

Twój podstawowy profil psychologiczny.

Każdy  kto  wypełni  ankietę  otrzyma  poza 

jej  wynikami  dodatkowo  GRATIS  e-booka 

psychoradę „52 skuteczne psychorady. 

Odkryj  sprawdzone  sposoby  na  ulepszenie 

swojego życia”.

Pozdrawiam serdecznie

Aneta Styńska, psycholog

www.psychorada.pl

R

E

K

L

A

M

A

likomp

.pl

tanio

szybko

solidnie

Strony WWW

Profesjonalne przygotowanie Stron WWW w oparciu o najnowsze technologie.

Skład DTP

Duże doświadczenie w składzie DTP (DeskTop Publishing) oraz ogromna wiedza 

w zakresie przygotowania materiałów do druku powoduje umiejetność stworzenia

produktu na wysokim swiatowym poziomie.

Type Setting

Usługa TypeSettingu polega na kompleksowym tworzeniu wielojęzycznych wersji 

publikacji, w skład której wchodzi: tłumaczenie, walidacja (wykonywana przez native 

speaker-ow w danym języku) oraz skład DTP. Produktem końcowym jest plik gotowy do 

druku zgodny ze specyfikacją danej drukarni.

POD - Program On Demand

Program On Demand (tł. Program na żądanie) jest pionierskim projektem skierowanym 

do klientow wymagających. Przedmiotem jest wykonanie Programu komputerowego.

Atutem jest czas wykonania.

KONTAKT: 

biuro@likomp.pl

background image

Millionaire Magazine 

2/2007

20

Millionaire Magazine

 

2/2007

21

Z

ygmunt  Solorz  jest  jednym  z 

najbogatszych  biznesmenów  w 

Polsce.  Urodził  się  w  roku  1956 

w  Radomiu.  Jego  ojciec  był  robotnikiem,  

potem  został  bokserem,  po  chorobie 

sparaliżowało go. 

Jak 

pamiętają 

sąsiedzi,  rodzina 

Solorza  żyła  w 

biedzie,  matka 

najmowała  się 

do  rozładunku 

węgla.  Zygmunt 

posiadał  trójkę 

rodzeństwa. Jak można przeczytać w książce 

„Utopić  Solorza”  z  1994  r.,  będąc  dzieckiem 

zarabiał  pierwsze  pieniądze  sprzedając 

świeczki,  znicze  oraz  dostarczając  darniny 

na  groby  zrobione  z  ziemi.  Sam  wspomina 

w  wywiadzie  dla  Gazety  Wyborczej  w 

1993  roku:  „Jak  w  szkole  miałem  praktyki, 

zarabiałem miesięcznie 350 zł. Mama mówiła: 

>Kup sweter<. A ja nic nie wydawałem i po 

trzech  miesiącach  uzbierałem  na  wyjazd  do 

NRD”. Na wyjeździe zobaczył czym handlują 

Polacy (lizakami i damskimi bluzkami) - sam  

upychał  lizaki  do  torby,  by  móc  je  później 

sprzedać.  Za  zarobione  pieniądze  kupił  swój 

pierwszy  samochód  jakim  był  Fiat  125p  w 

kolorze  yellow  bahama.  Przywoził  paczki  z 

Niemiec  do  Polski,  importował  Wartburgi 

zza Odry, które kupował za ruble transferowe. 

Jako człowiek ambitny nie zaprzestał na tym - 

w latach 90-tych stworzył swój kolejny biznes. 

Była nim telewizja Polsat, która prosperuje do 

dnia dzisiejszego. Założył ją 5. grudnia 1992 

roku.  Początkowo  sygnał  nadawany  był  z 

Holandii. Aby można było emitować program 

Solorz  musiał  posiadać  studio  telewizyjne. 

Starał  się  oszczędzać    na  wszystkim  co 

było  możliwe.  Obecnie  telewizja  ta  oferuje 

szeroką  ofertę  programów  tematycznych 

dzięki platformie cyfrowej „Cyfrowy Polsat”, 

której właścicielem też jest Solorz. Nagrody w 

konkursie „Paszport Polsatu” przeznaczonym 

dla widzów kosztowały Solorza kilka milionów 

złotych. Konkurs zdobywał masową widownię 

dla Polsatu, dzięki czemu dochody z reklam 

OD SPRZEDAWCY LIZAKÓW DO... 

... MILIONERA 

w  1998  roku  przekroczyły  miliard  złotych. 

Warto  podkreślić,  że  przychody  „Grupy 

Kapitałowej  Polsat”  w  2005  roku  wyniosły 

873 miliony złotych. Z roku na rok dochody 

płynące z telewizji zwiększają się. Sam Solarz 

wypowiada  się  o  programach  emitowanych 

w Polsacie w wywiadzie dla Trybuny Śląskiej 

w  1998  roku:  „Kierowane  są  do  prostych 

ludzi.  Moja  telewizja  ma  być  łatwa,  prosta  i 

przyjemna. (...) Jeśli ludzie coś chcą oglądać, 

my  będziemy  to  emitować,  bez  względu  na 

mój  gust  i  krytykę  innych.  (...)  Ja  prowadzę 

działalność gospodarczą - jestem nastawiony 

na sukces, czyli zysk”. 

W późniejszym czasie stał się właścicielem 

„Towarzystwa  Emerytalnego  Polsat”  oraz 

Invest Banku. Obroty firm wciąż się zwiększały, 

ale  Zygmunt  Solorz-Żak 

nie  zaprzestawał  starając 

się cały czas je pomnażać. 

Niedługo  później  stał  się 

posiadaczem 

udziałów 

jednego  z  największych 

w  Polsce  operatorów 

telefonii 

komórkowej. 

Będąc  właścicielem  kilku 

elektrowni przejął kontrolę nad Elektrim.

Obecnie  w  Elektrimie  Solorz  kontroluje 

pośrednio  około  40%  walorów  zespołu 

elektrowni;  skarb  państwa  posiada  50%  jej 

kapitału.

W  2004  roku  otrzymał  statuetkę  „Super 

Wiktora”.  Biznesmen  na  tegorocznej  liście 

najbogatszych  ludzi  świata  miesięcznika 

„Forbes”  zajął  664  miejsce  -  był  czwarty 

wśród Polaków zaraz po Michale Sołowowie, 

Leszku Czarneckim oraz Romanie Karkosiku. 

Biznesmen  inwestując  w  sektory  bardzo 

dochodowe i perspektywiczne stał się jednym 

z najbogatszych ludzi na świecie.

Zygmunt  Solarz  zrobił  karierę  w  stylu 

amerykańskim, „Od pucybuta do milionera”. 

Zaczynając  od  małego  biznesu,  pozornie 

nieprzynoszącego  żadnych  zysków,  poprzez 

większe i poważniejsze przedsięwzięcia stał się 

jednym z najbogatszych ludzi w Polsce. Jego 

przykład daje nam nadzieję, iż dobry pomysł, 

ciężka  praca  i  wytrwałość  może  sprawić, 

że  staniemy  się  prawdziwymi,  liczącymi  się 

na  arenie  międzynarodowej  biznesmenami. 

Wreszcie  przekonuje  nas,  że  nie  musimy  się 

urodzić jako dziecko sławnego i bogatego, aby 

nam się w życiu udało. W dodatku wcale nie 

trzeba  wyjeżdżać  do  pracy  za  granicę,  gdyż 

jak widać w Polsce też można się rozwijać. 

Adrian Florek

a.florek@millionaire.pl

likomp

.pl

tanio

szybko

solidnie

Strony 

WWW

Skład 

DTP

Type 

Setting

Program 

On

Demand

KONTAKT: 

biuro@likomp.pl

R

E

K

L

A

M

A

background image

Millionaire Magazine 

2/2007

22

Millionaire Magazine

 

2/2007

23

J

eśli  interesuje  cię  inwestowanie  i  chciałbyś 

przejść  na  „własną  emeryturę”  po  27  latach 

oraz  dostawać  bez  pracy  dwa  razy  tyle  ile 

wynoszą  twoje  obecne  dochody,  to  przeczytaj 

poniższy artykuł. Jeśli interesuje cię szybsza droga, 

to  otwórz  biznes  korzystając  z  porad  Kamila 

Cebulskiego.

Tak  zwani  guru  inwestowania  i  motywacji 

sugerują aby oszczędzać 10% swoich miesięcznych 

dochodów i je inwestować. Ja mówię oszczędzaj i 

inwestuj CO NAJMNIEJ 20% swoich dochodów 

–  a  doprowadzi  cię  to  do  finansowej  wolności. 

Uwierz  mi,  że  można  to  zrobić  bez  dużych 

wyrzeczeń.  Im  wcześniej  zaczniesz  tym  krócej 

będziesz musiał odkładać.

W I kwartale 2007 roku przeciętne wynagrodzenie 

wynosiło 2709 zł brutto co daje „na rękę” ok. 1800 

zł  (wszystkie  obliczenia  będę  przeprowadzał  w 

oparciu o tą kwotę, ale będziesz mógł uwzględnić 

własne dane). 

Jeśli  zarabiasz  ok.  1800  zł  miesięcznie  to  20% 

z  tej  kwoty  wynosi  360  zł.  Zostaje  nam  1440  zł 

miesięcznie.

Średni  zysk  z  warszawskiej  giełdy  (liczony 

od  początku  jej  działalności  razem  z  dwoma 

dołkami, kiedy większość była na minusie) i tak 

daje ok. 12% zysku rocznie. Pomyśl: przez 15 lat 

12% zysku? Te dane będziemy brali pod uwagę w 

naszych dalszych obliczeniach.

Obliczenia  nie  uwzględniają  podwyżek  płac  ani 

inflacji.  W  przypadku  podwyżki  płacy  również 

więcej wkładamy do inwestycji bo zawsze ma to 

być min. 20% dochodów! 

Musisz  postępować  wg  zasady  „płać  najpierw 

sobie”,  co  znaczy  abyś  zastosował  zlecenie  stałe 

przelewania  kwoty  360  zł  co  miesiąc,  np.  do 

jakiegoś  planu  systematycznego  oszczędzania 

opartego  na  akcjach  –  wiele  banków  ma  takie 

plany w swojej ofercie.

Teraz obliczymy ile lat musimy oszczędzać (przy 

naszych  założeniach  360  zł/mieś  i  12%  stopie 

zwrotu rocznie), aby osiągnąć dochód z odsetek 

dwukrotnie  przekraczający  nasz  miesięczny 

wkład. Rocznie inwestujemy 4320 zł = 12 mieś x 

360 zł.

Po  10  latach  inwestowania  daje  nam  to  84908 

zł,  które  generują  w  ciągu  roku  9100  zł,  co  w 

przeliczeniu  miesięcznym  wynosi  758  zł/mieś  z 

odsetek, czyli ponad 2 razy więcej niż wkładamy!

Możesz  to  łatwo  wyliczyć  za  pomocą  arkusza 

kalkulacyjnego  lub  kalkulatora  finansowego 

używając funkcji FV (Future Value).  

Teraz przychodzi pora aby zaprzestać inwestowanie 

naszych 360 zł/mieś, gdyż jest to mało efektywne 

w porównaniu do dwukrotnie większych odsetek. 

Czyli włożyliśmy w oszczędzanie i inwestowanie 

43200 zł.

Tym  sposobem  oszczędzając  jedynie  10  lat 

powracamy do płacy 1800 zł/mieś (te 360 zł znowu 

możemy wydawać na przyjemności) i nie musimy 

już nic odkładać. Teraz wystarczy tylko poczekać 

kolejne 10 lat aby procenty zrobiły swoje.

Po następnych 10 latach inwestowania nasz stan 

aktywów  wyniesie  263710  zł,  które  generują  w 

ciągu roku 28255 zł, co w przeliczeniu miesięcznym 

WOLNOŚĆ  

FINANSOWA

wynosi 2354 zł/mieś.

Jest to dochód nieopodatkowany, więc musimy od 

niego odjąć 20% tzw. podatku Belki (być może za 

kilka, kilkanaście lat ten podatek zostanie zniesiony 

- wtedy nie trzeba będzie nic odejmować). 

Kontynuujmy więc nasze obliczenia: 2354 zł – 20% 

(471 zł) = 1883 zł/mieś pasywnego dochodu. 

Jeśliby nam się jeszcze nie spieszyło z rentierstwem, 

to  jeśli  poczekalibyśmy  jeszcze  6  lat  dłużej  (co 

daje łącznie 27 lat) to zgromadzilibyśmy kapitał 

520518  zł,  który  generuje  w  ciągu  roku  55770 

zł,  co  w  przeliczeniu  miesięcznym  wynosi  4647 

zł/mieś (3717 zł mieś. po opodatkowaniu), czyli 

ponad 2 razy więcej niż nasza podstawowa płaca! 

Gdybyśmy zaczęli takie oszczędzanie w wieku 20 

lat, to w wieku 47 lat bylibyśmy finansowo wolni 

(renta kapitałowa 2 razy większa niż płaca w wieku 

20 lat).

Można  to  porównać  do  emerytury  górnika 

(przechodzą  na  nią  w  podobnym  wieku).  I  to 

osiągnięte tylko przez 10 lat wyrzeczeń w postaci 

inwestowania 20% miesięcznego dochodu.

Perspektywy  rozwoju  naszego  państwa  są  duże  

i  zyski  osiągane  na  inwestowaniu  w  fundusze 

akcyjne 

powinny 

przewyższać 

wspomniane 12% rocznie.

Ja  inwestuję  w  fundusz  akcyjny,  który 

zarobił  dla  mnie  w  ciągu  ostatniego 

półrocza  19%  wiec  ty  też  możesz  tak 

inwestować.

Krzysztof Rutkowski

k.rutkowski@millionaire.pl

  

background image

Millionaire Magazine

 

2/2007

2

N

a  pewno  większość  z  nas  wie,  że 
najważniejsze  dla  każdego  z  nas,  jest 
jego własne nazwisko. Skąd niby biorą 

się  te  wszystkie  powiedzonka,  że  np.  „Tylko  nie 
po nazwisku”, „Po nazwisku, to po pysku”?  Mówi 
się także, że całe życie człowiek pracuje na swoje 
nazwisko; że można zmienić sobie nazwisko, ale 
nie  można  zmienić  wszystkich  złych  i  dobrych 
skojarzeń, jakie posiadają ludzie z nim związane. 
Zresztą sam sprawdź otwierając pierwszą lepszą 
gazetę  i  znajdując  kilka  znanych  nazwisk,  jakie 
masz z nimi skojarzenia. Na pewno dobre i złe, a 
których jest więcej, to zależy od tego, czego więcej 
się naczytałeś, nasłuchałeś albo naoglądałeś o tych 
poszczególnych osobach, przy czym – co zabawne 
– tak naprawdę to Ty tych osób w ogóle nie znasz 
i nie masz pojęcia, jakie one naprawdę są. To jest 
właśnie magia własnego nazwiska.
 

W każdej sytuacji, czy to zawodowej, czy 

prywatnej, dobrze jest poznać i używać w czasie 
kontaktów  z  nią  nazwiska  danej  osoby,  z  którą 
mamy do czynienia. Pozwoli to nam zwracać się do 
niej bezpośrednio, a dzięki temu ta osoba będzie 
nas  uważniej  słuchała  oraz  miała  tendencję  do 

traktowania nas „ciut” lepiej, 

niż  pierwszą,  lepszą 

osobę, która nawet nie 

zadała  sobie  trudu 

poznać/zapamiętać 

jej nazwiska.

 

Poniżej krótka 

konkretna 

instrukcja, 

jak 

to  zrobić,  aby 

z a p a m i ę t a ć 

nazwisko  naszego  rozmówcy,  które  dopiero  co 
usłyszeliśmy. 

Przypatrz się przez chwilę twarzom na 
poniższych rysunkach:

RYSUNEK NUMER 1 RYSUNEK NUMER 2

RYSUNEK NUMER 3 RYSUNEK NUMER 4

Źródło wszystkich rysunków: opracowanie własne.

Twoje zadanie polega na zapamiętaniu nazwiska 
sportretowanych  osób  i  skojarzeniu  jego  z 
wyglądem danej osoby. Na sam początek należy 

wyszukać na zdjęciach te elementy, które posłużą 
nam jako zakładki pamięciowe. Brzmi to i wydaje 
się  to  być  trudniejsze,  niż  jest  w  rzeczywistości. 
Najlepiej  przekonać  się  o  tym  na  przykładzie,  a 
więc na zdjęciu numer 1, masz faceta z brodą w 
okularach.  Zatem,  masz  już  pierwszą  zakładkę 
pamięciową – „okulary”. Kolejno wybierz dalsze 
zakładki dla poszczególnych osób.
Gotowe?  Jeśli  miałeś  jakieś  trudności  –  zobacz, 
jakie ja wybrałem zakładki.

ZAPAMIETYWANIE  

NAZWISK I TWARZY

Ententa – Strategia Twoich Zysków

© 2007 Ententa   

 

„Kapitan do maszynowni.  

Cała naprzód!” 

J

ako  dziecko  sto  razy  widziałeś  tę  scenę  w  kinie.  Głos 

kapitana  zawsze  docierał  przez  interkom  pod  pokład  do 

Genialnego  i  Fanatycznie  Oddanego  Kapitanowi 

Mechanika,  który  w  kulminacyjnym  momencie  próbował 

wykrzesać z turbin więcej mocy niŜ przewidziała fabryka. 

I zawsze mu się udawało.  

Teraz moŜesz spełnić marzenia.  

Dziś Ty jesteś kapitanem. 

Masz  pomysł  na  biznes.  Potrzebujesz  tylko  Genialnego  i 

Fanatycznie oddanego Ci Mechanika.  

Ententa moŜe stać się maszynownią Twojej firmy. 

Ty  wyznaczasz  kurs,  a  my  wykrzeszemy  z  turbin 

marketingu,  reklamy  i  Internetu  więcej  mocy  niŜ

przewidziała  fabryka.  Twoja  firma  jak  niszczyciel 

podniesie  dziób,  za  rufą  skłębi  się  woda,  za  nami 

pozostawiając wspaniałe białe smugi odkosów. 

„Gdy byliśmy dziećmi, kaŜdy chciał być kapitanem. 

Dlaczego chcecie być moją załogą?” 

 – mógłby ktoś spytać.  

Nie  jesteśmy  juŜ  dziećmi.  Maszynownia  współczesnej 

firmy pełna jest komputerów i podręczników do biznesu, a 

Genialny  i  Fanatycznie  Oddany  Mechanik  nosi  biały 

kołnierzyk.  Rola  słuŜebna  wobec  twojego  biznesu 

zadawala  nas  z  prostej  przyczyny  –  kochamy  to,  co 

robimy. Marketing, reklama i Internet są naszą pasją.  

Nasza satysfakcja to tchnąć moc w turbiny Twojej 

firmy, by jej zysk rósł przez lata. 

Bowiem im więcej dzięki nam zrobisz, tym większy Ŝołd 

dostanie Genialny i Fanatyczny Mechanik.  

Ententa to agencja marketingowa,  

reklamowa i interaktywna

Brzmi trochę tajemniczo? Oto przykład naszej pracy: 

Łukasz Hamerski ( 

www.intelweb.pl

 ) zamówił  u  nas 

stworzenie  strony  internetowej  i  teksty  reklamowe  na 

nią.  ZauwaŜyliśmy  jednak,  Ŝe  od  obranej  przez  nich 

strategii  sprzedaŜy  drogiego  produktu  klientom  przez 

Internet,  skuteczniejsza  będzie  strategia  znajdowania 

przedstawicieli 

handlowych, 

którzy 

wyręczą

właścicieli  firmy  w  sprzedaŜy  produktów  w  realu. 

Produkt  za  10  tysięcy  zł  wymaga  bowiem 

bezpośredniego spotkania, a rozbudowa firmy wymaga 

posiadania  współpracowników.  Podzieliliśmy  się

(gratis)  pomysłami  z  klientem.  Firma  Intelweb 

natychmiast  zmieniła  strategię.  Postąpiła  wg  naszych 

rad,  a  zadowoleni  właściciele  zostali  naszymi  stałymi 

klientami. 

Ty  jesteś  kapitanem,  bo  Ty  wyznaczasz  kurs.  Sam 

najlepiej wiesz, Ŝe nie ma biznesu bez ryzyka, skoro masz 

dość odwagi i kreatywności, by zarządzać firmą, zamiast – 

jak  inni  –  wciąŜ  tylko  narzekać,  nie  próbując  pomóc 

fortunie.  

Na  rynku  robi  się  coraz  ciaśniej,  z  kaŜdym  dniem 

przybywa  konkurencji  agresywnej  i  wyedukowanej  na 

harvardzką modę.  

Czas obecnego rozwoju gospodarczego to najlepsza i 

ostatnia w Ŝyciu okazja, by zarobić na dom pod miastem, 

kilka samochodów i wakacje w tropikach z najbliŜszymi.  

 

 

Czas obecnego rozwoju gospodarczego to ostatnia i 

najlepsza w Ŝyciu szansa, by uŜyć narzędzi marketingu, 

reklamy i Internetu, póki polska konkurencja ze 

ś

rednich i małych firm wciąŜ nie rozumie, jaki w nich 

tkwi potencjał dla rozwoju biznesu. 

 

 

 

Wiecznie  tak  nie  będzie,  bo  wiedza  o  przydatności 

marketingu dla small biznesu zdobywa teren nad Wisłą w 

tempie telefonii komórkowej. 

Jako  kapitan  nie  musisz  się  znać  na  szczegółach 

technicznych  maszynowni  przedsiębiorstwa.  Od  tego 

moŜesz  mieć  ludzi:  marketingowców,  informatyków, 

copywriterów,  grafików.  Niestety…  w  dzisiejszych 

czasach  coraz  trudniej  o  doświadczoną  załogę. 

Przysłowiowy  Genialny  i  Fanatycznie  Oddany  Mechanik 

coraz częściej pływa pod banderą Anglii czy Irlandii.  

Skorzystaj z usług Ententy, załogi doświadczonej,  

z sukcesami, realizującej zlecenia za niskie jak na 

branŜę konsultingową ceny.  

O cenach marketingu moŜna nawet powiedzieć, Ŝe są

za  niskie…  jeśli  porównać  kilkumiesięczne  tempo 

zwracania  się  inwestycji  w  marketing  (konsulting), 

reklamę  i  Internet  w  stosunku  do  np.  kilkuletniego 

zwracania się inwestycji w maszynę.  

Nie daj się uprzedzić innym, zaciągnij załogę i skieruj 

okręt  swojej  firmy  ku  portom  pełnym  Ŝądnych  zakupu 

klientów.  

Odwiedź teraz stronę

www.ententa.pl

   

Z szacunkiem, 

Piotr R. Michalak 

Ententa - Strategia Twoich Zysków 

PS Jeśli nie zamierzasz na razie niczego zamawiać, a po 

prostu interesują Cię marketing, reklama i Internet, zapisz 

się na darmowy newsletter na stonie Ententy. 

background image

Millionaire Magazine 

2/2007

2

Millionaire Magazine

 

2/2007

27

  Zdjęcie 1 – okulary

  Zdjęcie 2 – zarost

  Zdjęcie 3 – długie włosy

  Zdjęcie 4 – uśmiech

 

Warto  zauważyć,  iż  zakładkami  pamięciowymi 
mogą być stroje lub ich części, a nie koniecznie 
brody, nosy, okulary lub inne charakterystyczne 
części  twarzy,  czy  elementy  związane  z  twarzą. 
W takim układzie, ciśnie się na usta pytanie co 
się  stanie,  jeśli  następnego  dnia  ten  ktoś  pojawi 
się w zupełnie innych stroju, niż ten, w jakim go 
zapamiętaliśmy. Sprawa jest bardzo prosta, gdyż 
wówczas  nasze  zakładki  pamięciowe  w  stylu 
„hawajska koszula”, czy „białe kolczyki” staną się 
nieaktualne, ale nie ma to żadnego praktycznego 
znaczenia.  Daną  osobę  identyfikujesz  na 
podstawia  zakładki  pamięciowej  jedynie  przez 
pierwsze dwie, trzy godziny od chwili poznania. 
Później, w rezultacie przeniesienia jej nazwiska do 
pamięci długotrwałej, nie identyfikujesz jej jako 
„kobieta z białym, diamentowych kolczykach”, ale 
mózg rejestruje dodatkowe szczegóły w stylu: jak 
ta osoba się porusza, jakie ma włosy, w jakim jest 
wieku itd. 

 

Cofnij  się  teraz  i  przejrzyj  jeszcze  raz 

zamieszczone tam zdjęcia. Zauważ, co szczególnie 

rzuca się w oczy w obrębie danej fotografii? Czy 
na zdjęciu numer 1 są to okulary? Czy na zdjęciu 
numer 2 jest to zarost? Czy na trzeciej fotografii 
dominują długie włosy, a na czwartym uśmiech? 
Sprawdź,  czy  zakładki  pamięciowe  zostały 
właściwie  wybrane?  Patrząc  na  dane  zdjęcie, 
przywołaj  z  pamięci  odpowiednią  zakładkę 
– jeśli się nie pomylisz, to znaczy, że wybrałeś tą 
właściwą. Jeśli któraś z nich sprawia Ci kłopot, to 
spokojnie zamień ją na inną.

PRACA – ZAPAMIĘTANIE

 

Teraz  połączymy  sportretowane  twarze  z 

nazwiskami osób, do których nalezą. 

  Facet w okularach przedstawił nam się jako 

Piotr  Sowa.  Wyobraźmy  sobie,  że  facet 
zmienia się w mądrą sowę w okularach. 

  Zdjęcie  numer  2,  to  pan  Roman 

Laskowski – facet z zarostem. Zobacz, że 
w  rzeczywistości  jego  zarost  tworzą  nie 
włosy, tylko laski. 

  Jolanta  Maciejewska  w  długich  włosach, 

to zdjęcie numer 3. Zobacz, że pomiędzy 
jej  długie  włosy  wplecione  są  łodyżki 
maciejki.

  Szeroki uśmiech Maji Piaseckiej dominuje 

na zdjęciu numer 4. Wyobraź sobie, że na 
piaszczystej  plaży  siedzi  uśmiechnięta 
dziewczyna.

Rzecz  jasna  powyższe  skojarzenia  to  tylko 

propozycje,  których  nie  należy  się  trzymać. 

Najlepiej  je  odrzucić  i  znaleźć  własne.  Jeśli 
wybrałeś inne zakładki, niż ja, to nie masz wyjścia 
– musisz stworzyć własne skojarzenia.

IMIONA

Na  ogół  imiona  są  łatwiejsze  do  zapamiętania 

od  nazwisk.  Składa  się  na  to  kilka  przyczyn.  Są 
krótsze  niż  nazwiska,  bardziej  popularne  i  jest 
ich  mniej.  W  zasadzie  z  imionami  postępujemy 
identycznie jak z zapamiętywanymi nazwiskami: 
tworzymy odpowiedni obraz, starając się do tego 
wykorzystać całe imię lub, jeśli to się nie udaje, 
rozbijamy je na sylaby lub grupy liter. 

Dla naszych bohaterów te skojarzenia mogłyby 

wyglądać mniej więcej tak:

  Piotr – skała (od tego słowa pochodzi to imię)

  Roman  –  Rzym  to  po  włosku  Roma; 

wyobraź sobie rzymskie Koloseum

  Jolanta – Jojo + antałek = Jolanta

  Maja – pszczoła, „Pszczółka Maja”

Cofnij  się  jeszcze  raz  do  osób  pokazanych  na 

zdjęciach.  Dotychczas  interesowały  Cię  jedynie 

ich  twarze  i  nazwiska.  Teraz  dokończymy  to 
ćwiczenie,  zapamiętując  imię  każdej  z  tych 
czterech osób.

  Pierwsza  osoba  to  pan  Sowa  (sowa  w 

okularach),  który  ma  na  imię  Piotr. 
Piotr  to  kamień  (skała).  Zatem  możesz 
sobie  wyobrazić,  że  nasza  mądra  sowa-
okularnica  siedzi  nie  na  konarze  drzewa, 
ale na wielkim kamieniu. Proste i oczywiste 
skojarzenie.

  Maja  Piasecka,  to  ta  uśmiechająca  się 

pani  na  zdjęciu  numer  4.  Skojarzyłem 
ją  z  wesołą,  młodą  osobą  siedzącą  na 
piaszczystej  plaży.  Na  jej  kolanie  usiadła 
równie wesoła pszczółka – jej imienniczka 
– pszczółka Maja.

Teraz  najwyższa  pora  na  to,  abyś  popracował 

samodzielnie.  Pozostałe  dwa  imiona  należy 
przedstawić  w  postaci  łatwego  do  zapamiętania 
obrazu,  tak  by  można  było  dołączyć  ten  obraz 
do  skojarzenia  związanego  z  nazwiskiem  danej 
osoby. 

Paweł Sygnowski

p.sygnowski@millionaire.pl

background image

Millionaire Magazine 

2/2007

2

Millionaire Magazine

 

2/2007

2

K

olega  pracuje  dla  firmy,  która  szuka 

przestrzeni  na  której  mogła  by  postawić 

swoje  nadajniki  komórkowe.  Jeździ  po 

całym kraju i ‘’rozdaje’’ dochód pasywny, rozdaje 

pieniądze,  w  dosłownym  tego  znaczeniu  sensie. 

Ale ludzie nie chcą ich brać, dlaczego? 

Oto  typowy  przykład,  Piotr  przyjeżdża  do 

pewnej  miejscowości  w  Polsce,  która  wybrał  na 

obszar swoich poszukiwań, trafia na bardzo dobrą 

lokalizację,  na  której  można  ulokować  antenę. 

Kontaktuje się z właścicielem ziemi i proponuje mu 

dochód. Firma Piotra będzie płacić gospodarzowi 

przez 5 lat pieniądze w formie abonamentu, za to 

ze na jego ziemi powstanie antena. 

Układ  idealny,  gospodarz  zachęcony  zyskiem 

bez  namysłu  zgadza  się.  Piotr  podaje  mu  listę 

dokumentów, które musi zebrać aby dołączyć je 

do umowy i ustala spotkanie za tydzień.

Po tygodniu dzwoni do gospodarza i dowiaduje 

się,  że  ten  nie  miał  czasu  załatwić  wymaganych 

dokumentów z jakiejś przyczyny. Umawia się za 

dwa tygodnie. Po tym czasie sytuacja się powtarza, 

a potem gospodarz stwierdza, że właściwie to mu 

nie zależy na budowie anteny. Dokonuje wyboru, 

aby szansa przeszła koło nosa. Na jakiej podstawie 

i co się zmieniło?

Inny  przykład  to  historia,  która  wydarzyła  się 

dziś.  Spotkałem  się  z  Wojtkiem,  po  raz  drugi. 

Na  pierwszym  spotkaniu  3  tygodnie  temu, 

zarysowałem  mu  plan  współpracy,  na  której 

po  pewnym  okresie  czasu  może  zyskać  dochód 

pasywny. 

Na  drugim  spotkaniu,  Wojtek  stwierdza,  że 

nie jest zainteresowany, bo sytuacja się zmieniła. 

Pytam ponownie, co się zmieniło? Kiedy zacząłem 

drążyć  dalej  temat,  dowiaduje  się,  że  nie  może 

sam  decydować  o  współpracy  ze  mną  (tak!),  i 

to jego narzeczona przekonała go do rezygnacji. 

Czy  Twoja  narzeczona  jest  dobrym  doradcą 

biznesowym?

Obydwa  opisane  wyżej  przypadki  maja  coś 

wspólnego.  Czy  jeżeli  będziesz  opierał  decyzje 

o  realizacji  swoich  celów  życiowych  na  opinii 

innych osób czy kiedykolwiek dokonasz czegoś w 

życiu? 

Ludzie są różni, mają różne opinie na swój temat, 

a także jeszcze więcej opinii na twój temat. Stąd 

nie jest możliwością dostosowanie się do każdej 

osoby  jednocześnie,  więc  pytając  się  o  zdanie 

wybranych ludzi, na pewno się trafi na taką, która 

będzie negatywnie nastawiona. Osoba ta pomoże 

ci w cudzysłowie podjąć decyzje. 

W takim razie, dlaczego składamy nasze, życie 

w cudze ręce? Czy dostosowując się do każdego, 

nie  dostosujemy  się  do  opinii  tłumu,  czy  do 

przeciętności. Czy jak w takim razie możemy w 

takiej sytuacji wybić się poza przeciętność, skoro 

będziemy  robili  tylko  przeciętne  rzeczy,  każda 

inność będzie dławiona w zarodku?

To  jest  odpowiedź,  dlaczego  tak  wielu  ludzi 

żyje  codziennym  życiem,  a  marzenia  pozostają 

tylko  w  sferze  marzeń,  bo  na  ich  realizacje  nie 

starcza  im  odwagi  powiedzenia  wielkiego  „nie” 

przeciętności  i  naszym  doradcom.  Recepta  na 

odniesienie sukcesu jest prosta : przestań patrzeć 

na innych, skup się na sobie i swoim celu, który 

chcesz osiągnąć.

Radzenie  się  innych  jest  samo  w  sobie  bardzo 

dobre, ale trzeba bacznie uważać kogo się radzimy! 

W  skrajnym  przypadku,  czy 

porada  bankruta  doprowadzi 

cię  do  bogactwa?  Oto  dlaczego 

ludzie,  tak  cenią  sobie  pozycje 

autorytetu.  Tylko  ponownie 

sprecyzuje ważne zdanie: należy 

uważnie  dobierać  sobie  osobę 

autorytet.

Drugim 

zjawiskiem 

pokazanym 

wyżej 

wymienionych 

przykładach, 

jest 

element 

wygaśnięcia 

zapału  do  pracy.  Coś  takiego 

dotyka  każdego  z  nas  i  jest 

największym  hamulcem,  który 

blokuje powstawanie i realizacje 

wszelkich planów. W momencie, 

kiedy  określiliśmy  nasz  cel, 

powinniśmy  zacząć  nieustannie 

do niego dążyć, nie odkładać na potem. Gdyż w 

późniejszym  czasie  większość  naszych  decyzji 

ulega  wygaszeniu.  Po  pojawieniu  się  pomysłu, 

należy  go  zanotować  i  rozpocząć  realizacje,  nie 

odkładać  na  potem,  gdyż  przeważnie  ‘’jutro’’ 

nigdy nie następuje.

Paul Getty, jeden z najbogatszych ludzi Ameryki 

ubiegłego  stulecia,  zwrócił  mi  jeszcze  uwagę  na 

kolejny  aspekt  wyżej  wymienionych  sytuacji.  W 

latach 30-tych w wieku 24 lat, stał się milionerem 

i  człowiekiem  wolnym  finansowo,  swój  majątek 

zdobył  na  wydobyciu  ropy  naftowej.  Wtedy  gdy 

wszyscy sądzili, że w Oklahoma nie ma żadnych 

złóż ropy naftowej pod ziemią, on zaryzykował i 

podjął jej poszukiwania i jak można się domyśleć, 

wzbogacił  się.  Właśnie  ta  cecha  jest  ważna,  by 

umieć  zauważyć  szansę  tam,  gdzie  inni  jej  nie 

widzą  i  nie  dać  się  zwieść  negatywnym  głosom 

doradczym.

Na  zakończenie,  życzę  wszystkim  czytelnikom 

magazynu,  aby  znaleźli  swój  symboliczny  ‘’szyb 

wiertniczy’’ i nie wahali się czerpać z niego dużych 

zysków.

Tomek Popik

t.popik@millionaire.pl

background image

Millionaire Magazine 

2/2007

30

Millionaire Magazine

 

2/2007

31

M

ieć  pod  łóżkiem  skrzynkę  złota… 

Czyż nie każdy z was o tym właśnie 

marzy?

Powyższe  stwierdzenie  jest  trochę  ironiczne 

i  w  praktyce  nierealne,  a  także  w  naszych 

czasach  bezsensowne.  Jednak  jeśli  zamieniłbym 

„skrzynkę złota” na „skrzynkę 200-stu złotowych 

banknotów”,  myślę,  że  wielu  ludzi  skusiłoby  się 

na takowe marzenia. 

Chciałbym 

wam 

powiedzieć, że czytając 

wiele książek na temat 

odnoszenia  sukcesu, 

dowiaduję  się  jednej 

ciekawej 

rzeczy. 

Praktycznie  wszyscy 

ludzie,  którzy  odnieśli  mniejszy  bądź  większy 

sukces zaczynali swą drogę od żądzy bogactwa. 

Od  pragnienia  silniejszego  od  wszystkich 

przeciwności.

Na  pewno  znacie  to  uczucie,  kiedy  wszystko  i 

wszyscy mówią wam, że nie można czegoś zrobić, 

ale coś w środku mówi wam, że macie rację i bez 

zważania na oddziaływanie otoczenia przecie na 

przód. 

Tak  naprawdę  najważniejsze.  Najcenniejsze  i 

niekiedy  jedyne  aktywo  jakie  macie,  to  wasze 

marzenia  i  pragnienia.  Kiedy  zastanowimy  się 

dłużej nad tym zagadnieniem okazuje się, że to 

właśnie  marzenia  są  motorem  napędzającym 

dosłownie wszystko co dzieje się w otaczającym 

nas świecie. 

Potrzeba, pragnienie i marzenia!
Znacie  na  pewno  takie  przysłowie  „Potrzeba 

matką  wynalazców”.  Czyż  nie  jest  tak,  że 

jeśli  czegoś  potrzebujemy  zawsze  znajdziemy 

rozwiązanie,  aby  to  zdobyć?  Gdzie  byśmy  byli 

teraz, gdyby nie marzenia innych ludzi? Wynalazki 

takie  jak  koło,  czy  prąd  elektryczny  dają  nam 

teraz  duże  udogodnienia.  Kiedy  widzimy,  że 

coś  jest  nam  potrzebne  do  osiągnięcia  jakiegoś 

celu,  którego  spełnienia  pragniemy,  zaczynamy 

marzyć.  Nasze  myśli  intensywnie  krążą  wokół 

jednej rzeczy, a umysł sam podsuwa rozwiązania, 

które przybliżają nas do celu.

Zazwyczaj  ludzie  nie  zastanawiają  się  nad 

tym,  dlaczego  coś  dzieje  się  tak  a  nie  inaczej,  

znajdują rozwiązanie problemu. A Ty co robisz, 

ŻĄDZA BOGACTWA

kiedy  masz  problem?  Zapewne  siadasz 

i  myślisz  nad  jego  rozwiązaniem,  a 

myśli jakby biegną przez Twoją głowę 

wyświetlając film, na którym sam 

sobie prezentujesz rozwiązania.

Okazuje się, że podświadomość 

pewnym 

momencie 

przejmuje 

kontrolę 

nad 

naszymi  poczynaniami,  kiedy 

zakodujemy jej do czego dążymy. 

Więc  jeśli  zaczynamy  żywić 

w  sobie  żądzę  np.  bogactwa,  w 

naszej  głowie  kreuje  się  pewien 

system 

postępowania. 

momencie, kiedy podświadomość 

przyjmie  ten  system  za  prawdziwy 

wszystko  staje  się  prostsze  ponieważ 

robimy  to  nieświadomie.  Działa  to  na  takiej 

zasadzie jak nauka jazdy na rowerze. Na samym 

początku  koncentrujemy  całą  swą  uwagę  na 

tym  utrzymać  równowagę, jednak po pewnym 

czasie  podświadomie  wykonujemy  ruchy,  które 

umożliwiają płynną jazdę na rowerze.

Wobec powyższych przytoczonych przykładów 

musimy  zgodzić  się  z  tym,  iż  żądza  bogactwa 

w  połączeniu  z  marzeniami  i  udziałem  naszej 

podświadomości  naprawdę  potrafi  przybliżyć 

nas bardzo do np. upragnionego miliona złotych. 

Każdy  człowiek  jest  w  stanie  wprowadzić  się  w 

stan nieograniczonego pragnienia jakiejś rzeczy. 

Kiedy już to zrobimy jesteśmy w stanie osiągnąć 

znacznie więcej, niż gdy czegoś nam się nie chce. 

Czy zauważyliście, że przeważnie ludzie kochający 

swoje zajęcie odnoszą sukces w dziedzinie, którą 

lubią? Dla nich 15 godzin pracy to przyjemność, 

bo zamiast się denerwować, relaksują się pracą!

Prawo przyciągania
Z  kilku  źródeł  napływają  do  mnie  informacje 

o  istnieniu  prawa  przyciągania.  Wspominam  o 

tym,  ponieważ  idealnie  pasuje  ono  do  mojego 

artykułu.

Według  tego  prawa,  myśli  każdego  człowieka 

mają siłę przyciągania zdarzeń, ludzi, okoliczności 

itd. Gdybyśmy mieli stosować tę zasadę w życiu, 

powinniśmy  uświadomić  sobie,  że  każda  myśl, 

każde marzenie, modlitwa, bądź też życzenie, ma 

jakiś oddźwięk w otaczającym 

nas świecie. 

Osobiście 

miałem 

do 

czynienia  z  przypadkami,  w 

których  chciałem  czegoś  od 

danej osoby, ale nie pytałem się, 

bo np. głupio mi było się zapytać. 

Nie minęło wiele czasu, a ta osoba 

sama  rozpoczęła  temat,  wokół 

którego krążyłem myślami.

Możliwe oczywiście, że były 

to zwykłe przypadki, ale czy 

na  pewno?  Może    myśli  mają 

tak ogromną siłę, aby zmieniać 

rzeczywistość.  Wydaje  mi  się, 

że  będzie  trzeba  przetestować  tą 

technikę, wyobraźcie sobie ile możecie zdziałać, 

jeśli okaże się skuteczna!

Osobiście wierzę, że człowiek ma w sobie moc, 

którą należy tylko wyzwolić. Może gdybyśmy w 

szkołach uczyli się wyzwalać ją i stosować w życiu 

nasze osiągnięcia byłyby o wiele lepsze niż teraz.

Ciekawi mnie ten temat, więc może napiszcie do 

mnie o swoich przemyśleniach lub prawdziwych 

przypadkach z waszego życia?

 

Irek Julkowski 

i.julkowski@millionaire.pl 

background image

Millionaire Magazine 

2/2007

32

Millionaire Magazine

 

2/2007

33

J

estem głęboko przekonany o tym, że wszyscy 

ludzie  w  trakcie  swojego  życia  dostają 

możliwość zrealizowania własnych pragnień, 

marzeń. Jest w tym coś cudownego, kiedy na nasze 

wewnętrzne  „wołanie”  o  spełnienie  pragnienia, 

dostajemy  odzew:  może  nieoczekiwanie 

spotykamy wtedy osobę, które jest w stanie nam 

pomóc  zrealizować  własne  pragnienie.  Może 

dostajemy  wtedy  książkę,  która  odmienia  całe 

nasze  życie.  Może  ktoś  nieoczekiwanie  składa 

nam propozycję współpracy, która pozwoli nam 

zrealizować własny cel. Może wszystkie zewnętrzne 

okoliczności sprzyjają nam do podjęcia działania. 

Trzeba tylko zrobić mały krok do przodu. Trzeba 

tylko  zacząć  działać.  Łatwe?  Prawda?  Tylko 

dlaczego  większość  ludzi  w  takich  momentach 

absolutnie nic nie robi?

To jeszcze nie teraz?

Niektórzy może myślą, że to mimo wszystko nie 

teraz. Wydaje im się, że może będą jeszcze bardziej 

sprzyjające okoliczności do działania. Inni znowu, 

kiedy otwiera się szereg możliwości zrealizowania 

własnych marzeń, uciekają, bo boją się klęski. Z 

góry zakładają, że im się nie uda. Tacy ludzie boją 

się  porażki.  Boją  się  działać,  zanim  cokolwiek 

zrobią. Jeszcze inni załamują się, bo dostrzegają 

szereg  przeszkód,  które  będą  musieli  pokonać, 

by dotrzeć do upragnionego celu. Te przeszkody 

wydają im się nie do pokonania, te przeszkody duszą  

w nich w zarodku wszelką chęć do działania. Część 

ludzi  jeszcze  jest  po  prostu  leniwa  i  woli  tylko 

narzekać,  a  część  boi  się  też  reakcji  otoczenia. 

„Będą się śmiali ze mnie”, „Co na to powie mój 

sąsiad?”, „To nie wypada”, tłumaczą się sami przed 

sobą w duchu.

Jak to jest?

Jak  to  więc  jest,  że  jedni  zdobywają  nowe 

umiejętności, rozwijają się, a inni stoją w miejscu, 

albo wręcz cofają się? Jak to jest, że jedni osiągają 

coś  w  życiu,  a  inni  zgoła  lądują  na  samym 

dnie?  Nie  mam  tu  na  myśli  tylko  sukcesów 

finansowych,  ale  inne,  nawet  te  najdrobniejsze 

sukcesy i zwycięstwa, jak zdobycie certyfikatu ze 

znajomości języka obcego, jak upragniona podróż 

w  Alpy,  jak  nauczenie  się  gry  na  gitarze  itd.  Te 

przykłady wydają się być banalne, ale unaoczniają, 

że  osiągniecie  sukcesu  w  różnych  dziedzinach 

naszego  życia  wymaga  wykształcenia  w  sobie 

pewnych cech, które są uniwersalne. Mechanizm 

osiągnięcia sukcesu wszędzie jest podobny.

Marzenia 

spełniają się!

Mechanizm sukcesu

Jaki  to  mechanizm?  Już  piszę.  Odpowiednie 

myślenie, skierowane na rozwiązanie problemów 

i żelazna konsekwencja w działaniu. Oczywiście 

nie odkryłem Ameryki. Wielu ludzi mówi o tym 

w  takiej,  czy  innej  formie.  Kwestia  tylko,  żeby 

dobrze to zrozumieć.

Chodzenie po górach

Prosty  przykład.  Marzysz  o  chodzeniu  po 

górach.  Raz,  czy  dwa  byłeś  na  jakieś  wycieczce,  

z  której  przywiozłeś  wspomnienia  relaksującej 

wędrówki  i  pięknych  widoków.  Chciałbyś  to 

powtórzyć, ale pracujesz i nie masz czasu. Poza tym 

samemu ruszać w góry nie jest ani bezpieczne, ani 

przyjemne. I tutaj zatrzymajmy się na moment.

Przed  nami 

piętrzą się same 

przeszkody. Nic 

nie  wskazuje 

na 

to, 

że 

zrealizujemy 

nasze marzenie 

c h o d z e n i a 

po 

górach. 

Większość ludzi odpuszcza sobie w tym momencie, 

mówiąc  sobie  w  duchu:  „Nic  nie  da  się  zrobić!”

Ale  jeśli  pomyśli  się  inaczej,  zaraz  pojawią  się 

nowe możliwości. „Skoro nie ma ludzi, z którymi 

można byłoby jechać, to trzeba ich sobie poszukać”

Rozmawiasz  z  ludźmi  z  pracy,  ze  znajomymi  i 

okazuje się, że niektórzy również podzielają Twoją 

pasję.  I  nagle  ni  stąd,  ni  zowąd  jest  krąg  ludzi 

chętnych do wyjazdu. 

Szansa, która ucieka

Oczywiście  później  się  okazuje,  że  znakomita 

część  tych  ludzi,  tylko  o  tym  wyjeździe  lubiła 

rozmawiać, a jak przyszło co do czego, to zostały się 

może ze dwie osoby, które ostatecznie pojechały... 

Te osoby, które zrezygnowały dostały swoją szansę 

na realizację własnego pragnienia, ale z niej nie 

skorzystały. Wynajdywały szereg przeszkód, które 

im  uniemożliwia  wyjazd:  brak  odpowiedniego 

sprzętu,  plecaka,  ubioru,  brak  czasu  itd.  Ludzie, 

by uzasadnić ich brak działania, są w tej mierze 

bardzo  pomysłowi.  Powtarza  się  ta  sytuacja,  o 

której mówiłem na początku.  

Konsekwencja w działaniu 

 i odpowiednie myślenie

Ale  nic,  Ty  powinieneś  być  konsekwentny  w 

działaniu  i  myśleć,  jak  pokonać  przeszkody. 

Wystarczyło  parę  dni  urlopu,  trochę  konserw 

do  plecaka,  wspólne  złożenie  się  na  paliwo  

i  wypad  w  góry  udał  się!  Bez  względu  na 

przeszkody.

Wystarczyło być...

Wystarczyło  być  tylko  konsekwentnym, 

uparcie  dążyć  do  celu  i  odpowiednio  myśleć, 

by  się  w  końcu  udało.  Wszystkim  Czytelnikom 

„Millionaire  Magazine”  życzę  konsekwencji  

działaniu, 

wykorzystania 

wszelkich 

nadarzających  się  możliwości  do  zrealizowania 

jak najwięcej własnych projektów i marzeń.

Andrzej Graca

www.DamyRade.pl

 

Najbardziej Optymistyczne Strony w Polsce!

background image

Millionaire Magazine 

2/2007

3

Millionaire Magazine

 

2/2007

3

Własna firma. 

Nareszcie.  Zawsze  wiedziałem,  że  będę  miał 

własną firmę, będę swoim szefem, a także szefem 

innych. Odkąd pamiętam miałem takie myśli w 

głowie. Widziałem siebie w biurze, we własnym 

gabinecie otoczony trofeami, dyplomami uznania, 

referencjami, podziękowaniami… Też tak miałeś 

drogi czytelniku ? Na pewno. Na pewno, jeśli nie 

w  taki  to  w  inny  sposób  wizualizowałeś  siebie 

w  swojej  własnej  firmie  jako  swój  własny  szef. 

Piękne to obrazki prawda ? Zejdźmy na ziemię. 

Porozmawiajmy o realiach i rzeczywistości. Czasem 

przykrej, czasami pięknej ale rzeczywistości. 

Wszystko  zaczyna  się  od  myśli,  po  których 

przychodzą działania. Na pewno nieraz czytałeś o 

wizualizacji sukcesu czy swoich pragnień. Widzisz, 

to  takie  proste  gdy  siedząc  wygodnie  w  fotelu 

czy w swoim ulubionym miejscu zamykasz oczy 

i  marzysz.  Widzisz  tych  wszystkich  życzliwych 

Ci  ludzi,  wspaniałe  kraje,  spełnione  wizje  i 

zrealizowane plany. Po tym wszystkim każdy z nas 

zaczyna działać. Wierz mi – KAŻDY. Jeden kupuje 

książkę,  drugi  stwierdza,  że  chce  w  życiu  robić 

coś innego niż obecnie – jeszcze inny po prostu 

pisze  plan  działania  i  stara  się  go  wykonywać. 

I  właśnie  tutaj  się  zatrzymamy.  Planowanie. 

Słyszałeś to na pewno nie raz prawda? „Plan jest 

niczym, planowanie jest wszystkim”, „Biznesplan 

to  podstawa”,  „Strategia  matką  sukcesu”  itp. 

pięknie  brzmiące  hasła.  Powiem  więcej:  one 

nie tylko dobrze wyglądają i brzmią. One są po 

prostu  prawdziwe  …  Nie  będę  pisał  rozpraw 

o  tym  jak  budować  biznesplan,  jak  planować  i 

co  planować  ani  też  jaką  strategię  wybrać  i  jak 

ją  do  swojego  biznesu  wdrożyć.  Opowiem  po 

prostu  swoją  historię.  Historię  jakich  wiele  i 

dosyć  krótką  ale  mam  nadzieję,  dla  niektórych 

przydatną  i  pouczającą.  Historię  dla  wszystkich 

tych, którzy wiedzą, że chcą mieć własny biznes, 

widzą  możliwości  jego  rozwoju,  widzą  jak  ich 

dziecko rośnie do rangi najlepszej firmy w swojej 

branży w kraju ale… zapominają o podstawach. 

Podstawy są jak narzędzia. Bez nich nie zbudujesz 

solidnego domu, nie założysz kochającej i dającej 

siłę  rodziny  i  co  najważniejsze:  nie  dasz  rady 

przetrwać  w  biznesie.  Nieważne  jaką  branżę 

reprezentujesz. Zauważ, nie mówię tutaj o byciu 

liderem w swoim fachu – mówię o przetrwaniu. 

Przesadzam ? Może. Ale tak to po latach widzę. 

Po prostu. 

Pewnego  sierpniowego  popołudnia,  gdy  myśl 

o własnym biznesie w końcu wypuściła pierwszy 

pęd zawiązałem z aktualnym wspólnikiem spółkę. 

Prostą,  w  żaden  sposób  nie  sformalizowaną 

umowę  pomiędzy  dwoma  młodymi  facetami. 

Zero  zakładania  firmy,  wypełniania  wniosków, 

wizyt  w  Urzędzie  Skarbowym,  ZUSie.  Prosta 

umowa  i  proste  zasady:  ja  mam  dostęp  do 

taniego  towaru,  Ty  jesteś  dobrym  handlowcem 

i  cieszysz  się  szacunkiem  wśród  potencjalnych 

klientów. Wkładamy coś w ten biznes na start ? 

–  powiedziałem.  Ja  mam  593,00zł,  a  Ty  ?  Ja  też 

mam mniej więcej tyle. OK więc – włóżmy tyle i 

zacznijmy coś robić wspólnie. Kilka miesięcy pracy 

w  szarej  strefie  zaowocowało  coraz  większymi 

obrotami  i  coraz  większą  sprzedażą.  Pracy  było 

coraz więcej, należało pakować paczki, adresować 

listy,  wozić  towar,  starać  się  być  w  3  miejscach 

naraz.  Nie  robiliśmy  tego  może  z  największą 

pasją  i  zaangażowaniem.  Nie  poświęcaliśmy 

temu  także  każdej  minuty  swojego  czasu.  Nie 

wyglądało to może za dobrze ale co wtedy było 

dla  mnie  ważne  –  sprawiało  dobre  wrażenie. 

Możemy  znaleźć  kilkadziesiąt  takich  opowieści, 

ale zazwyczaj żadna nie daje konkretów. Ja Wam 

je  dam.  Prosty  wyliczenia:  ok.8-10  miesięcy 

początkowo  mało  wymagającej  i  absorbującej 

ok.  2-3h  dziennie  pracy  dało  ok.  25-30  tyś  zł 

przychodu.  Dla  jednych  mało  dla  innych  kwota 

niewyobrażalnie  duża.  Nieważne.  Oczywiście 

lwia część pieniędzy byłą zamrożona w towarze, 

artykułach potrzebnych nam do codziennej pracy 

czy  u  kontrahentów  dłużników  –  ale  taka  oto 

kwota  znalazła  się  w  kieszeni  dwóch  mężczyzn 

praktycznie  zaczynających  swoją  przygodę  w 

biznesie.  Nastąpił  kolejny  krok.  Urząd  miasta 

organizował przetarg otwarty na wynajem lokali 

użytkowych.  Szczęście  się  do  nas  uśmiechnęło, 

bo  lokal  jaki  nam  się  trafił  był  w  samym 

centrum  miasta,  a  do  przetargu  wystartowało 

tylko  dwóch  przedsiębiorców.  Szanse  były  więc 

całkiem  niezłe.  Zgadnijcie  co  ?  Wygraliśmy  ! 

 Jakież to było dla nas szczęście gdy okazało się, że 

to właśnie my po licytacji stawki czynszu jesteśmy 

zwycięzcami. Wszystko szło jak po maśle, a my 

snuliśmy już plany wyglądu sklepu (tak, miał to 

być sklep), ekspozycji towaru, strategii sprzedaży i 

paru innych. Wspominałem na początku, że przez 

kilka miesięcy pracy w szarej strefie zarobiliśmy 

pewną  kwotę  pieniędzy,  którą  teraz  mogliśmy 

zainwestować.  Nie  do  końca  czystej  gotówki 

co  prawda,  ale  jakie  to  miało  wtedy  znaczenie. 

Uda  się  !  Będzie  świetnie,  a  my  spełnimy  swoje 

marzenia  !  Nie  udało  się.  Nie  wyszło.  Szybko 

zakończyłem tę opowieść prawda ? Wiecie, że to 

jeszcze nie koniec ale widzicie, że wylałem kubeł 

zimnej wody na kolejną piękną historię młodego 

biznesmena, który od złotówki doszedł do wielkiej 

fortuny. Dlaczego ? Bo czasem to właśnie kubeł 

zimnej wody czy kolokwialnie mówiąc siekiera w 

plecy uzmysławia to co najważniejsze. 

Wróćmy  do  naszego  przetargu.  Wiecie  jak 

zazwyczaj wygląda przetarg na wynajem wolnych 

lokali  użytkowych  organizowany  przez  Urząd 

Miasta  ?  Trzeba  złożyć  podstawowe  papiery 

firmowe:  NIP,  Regon,  Wpis  do  ewidencji 

działalności 

gospodarczej, 

ewentualnie 

KRS  itp.  Osoba  fizyczna  nie  ma  możliwości 

uczestniczenia  w  przetargu.  Tylko  firmy.  Co 

więc  zrobiliśmy  ?  Założyliśmy  firmę.  Szybkie 

wypełnienie  dokumentów  w  Urzędzie  Miasta, 

deklaracje  podatkowe  w  Urzędzie  Skarbowym 

itp.  Wszystko  pięknie  i  ładnie.  W  pełni  legalna 

i  udokumentowana  działalność  poszła  w  ruch. 

Przetarg, jak wspomniałem wygraliśmy. Pozostało 

skompletować  dokumenty,  podpisać  Umowę 

i  zacząć  remont.  I  tutaj  zaczęły  się  problemy. 

Pamiętacie jak wspominałem o planowaniu ? Nie 

chodzi tu o samą strategię sprzedaży, obsługi klienta 

czy płatności itp. Chodzi o zwykłe zaplanowanie 

harmonogramu  prac  remontowych.  Nie 

zrobiliśmy tego. Efekt ? Remont trwał 6 miesięcy. 

Nie zagłębiając się za bardzo w szczegóły powiem 

jedynie, że bez planu to i tak dobrze, że większość 

prac zostało ukończonych w tak „krótkim” czasie. 

Przejdźmy  dalej.  Zorganizowanie  naszej  pracy, 

dostaw,  płatności,  obsługa  klienta,  strategie 

sprzedaży.  Byliśmy  mądrzy,  bo  entuzjastycznie 

background image

Millionaire Magazine 

2/2007

3

Millionaire Magazine

 

2/2007

37

nastawieni.  Entuzjazm  jednak  bez  planowania 

i  realnego  podejścia  do  sprawy  jest  zabójczy 

–  wierzcie  mi.  Oczywiście  możemy  powiedzieć, 

że  bez  niego  całkiem  inaczej  się  pracuje,  bez 

entuzjazmu możemy nie być tak zdeterminowani 

do działania itp. ale mimo to podtrzymuje wyżej 

postawioną  tezę.  Nie  samym  entuzjazmem  w 

świecie biznesu się żyje. Wróćmy do podstaw. Nie 

zaplanowaliśmy jak będzie wyglądała sprzedaż, nie 

przeprowadziliśmy segmentacji towarów i rynku. 

Nie  zorganizowaliśmy  odpowiednio  praktycznie 

większości  podstawowych  elementów.  Zarówno 

dostaw,  jak  i  samej  sprzedaży.  Zarówno  obsługi 

płatności, jak i chociażby marketingu, nie mówiąc 

już o chociażby minimalnym badaniu rynku czy 

wybraniu  odpowiedniej  strategii.  Wszystko  to 

mieliśmy w głowach lub wynikało z tzw. działań 

partyzanckich.  Znaliśmy  swój  rynek,  ale  nie 

zorganizowaliśmy  ani  nie  zaplanowaliśmy  wielu 

spraw.  To  ogromny  błąd.  Dzisiaj  już  wiem,  że 

zapłaciliśmy za to wszystko cenę. Cenę w postaci 

zamknięcia  sklepu  w  dotychczasowej  formie. 

Pamiętacie  jak  wspominałem,  że  dopiero  przy 

przetargu założyliśmy firmę ? Owszem – tak było. 

Od  tego  momentu  zamiast  poważniej  podejść 

do  sprawy  i  zorganizować  się  o  wiele  bardziej 

weszliśmy w wir opłat, pism, faktur, zobowiązań, 

czasem długów, kilkukrotnie nerwów... Dlaczego 

? Bo nie planowaliśmy, nie przewidywaliśmy, nie 

zapisywaliśmy.  Oczywiście  ktoś  może  rzec:  „ale 

głupki, przecież to normalne, że powinno się dbać 

o podstawy i dotrzymywać terminów, planować 

i realizować”... Tak sądzicie ? Sprawdźcie badania 

na  ten  temat.  Praktycznie  ponad  80%  firm 

(szczególnie  tych  działających  w  internecie)  nie 

wykonuje  podstawowych  czynności  takich  jak 

właśnie planowanie, wybór strategii działania na 

rynku czy harmonogramu konkretnych prac do 

wykonania.  Większość  przedsiębiorców  skacze 

ze  strategii  na  strategię,  nie  opracowuje  planu 

biznesu,  nie  ma  harmonogramu  prac.  I  choć 

tak  naprawdę  większość  z  nich  wcale  nie  musi 

upaść,  ba  –  nawet  czasem  radzą  sobie  świetnie 

zarabiając  niezłe  pieniądze  –  prawda  jest  taka, 

że  może  ich  spotkać  dokładnie  to  samo  co  nas. 

Dokończę historię sklepu. Tak naprawdę dopiero 

w trakcie wykonywania podstawowych czynności 

w  firmie  zaczęliśmy  dostrzegać  jak  ważne  są 

wyżej  wymienione  elementy.  Sprzedaż  nie  szła 

jak  dawniej,  pewne  kanały  dystrybucji  padały, 

bo nie przywiązywaliśmy do nich większej uwagi 

(przecież mieliśmy sklep ! uda się !), a tu trzeba 

płacić  czynsz  (centrum  miasta),  rachunki  za 

komórkowe  telefony  firmowe  (oczywiście  nie 

omieszkaliśmy  wziąć  nowych  telefonów  „na 

firmę”),  telefon  stacjonarny,  internet,  media, 

reklama, księgowa, podatki... wymieniać dalej ? Nie 

trzeba. Na pewno chwytacie ideę. Nie ogarnęliśmy 

tego  wszystkiego  tak  jak  powinniśmy,  tak  jak 

mogliśmy.  Nie  planowaliśmy,  nie  obmyślaliśmy 

strategii, nie przygotowaliśmy się na wiele spraw. 

Ktoś znowu powie: „Ale bzdura, kolejny partacz, 

ja tak nie zrobię ! Mi się uda !”. Naprawdę szczerze 

i  z  całego  serca  tego  właśnie  Wam  życzę.  Ale 

planujcie  i  organizujcie.  Nie  tylko  Wasze  firmy. 

Tak  naprawdę  chodzi  o  nas  samych.  Problem 

bowiem i co najważniejsze – jego rozwiązanie – są 

ukryte w naszych głowach i czynach. To wychodzi. 

Czasem później, czasem wcześniej, ale wychodzi. 

Podejście do biznesu jest dla mnie równoznaczne 

z podejściem do siebie. Jeśli nie potraficie zmienić 

dawnych nawyków, nie chcecie walczyć z własnymi 

wadami, nie możecie zrealizować własnych wizji 

czy  po  prostu  doskonalić  się  każdego  dnia  –  to 

wyjdzie to także w Waszych biznesach w taki czy 

inny sposób. Dostrzegam to dopiero teraz, siedząc 

w nowym biurze (wcale nie w centrum miasta), 

z  nową  wiedzą  jaką  posiadam  i  całkowicie 

zmienionym  podejściem  do  prowadzenia  firmy. 

Z praktyką „przegranego”. Robert Kyiosaki w swej 

sławetnej książce napisał swego czasu: „człowiek 

bogaty zanim doszedł do fortuny, zbankrutował 

parę razy”. Czym różni się ten człowiek od innego 

przedsiębiorcy, który po porażce myśli, że lepiej iść 

do normalnej pracy i nie męczyć się w ten sposób 

? Ten pierwszy wyciąga wnioski ze swoich błędów 

i je poprawia stawiając nowy dom, na solidnych 

fundamentach. Znajoma pani senator, a niegdyś 

prezes dużej spółki na naszym rynku powiedziała 

mi  pewnego  dnia:  „Jurek,  spróbuj  ogarnąć 

wszystkich użytkowników domu gdy ten stoi na 

dachu”. I to w tym wszystkim chodzi – o podstawy. 

Powiedziała też: „Spróbuj odwrócić ten dom tak 

by stanął na solidnych fundamentach jednak tak 

aby  żadnemu  z  domowników  nic  się  nie  stało”. 

Dlatego też postanowiliśmy zamknąć nasz sklep, 

zmienić  podejście,  doskonalić  się  każdego  dnia, 

czytać,  realizować  plany,  reagować  na  zmiany, 

myśleć  inaczej...  po  to  tylko,  aby  dom  stał  na 

owym silnym fundamencie tak jak stać powinien. 

Wracając  do  naszego  „bogatego  człowieka”  z 

książek  Roberta  Kyiosakiego.  Wiecie  jeszcze 

czym  różni  się  on  od  większości  partyzanckich 

przedsiębiorców ? Po prostu planuje. Wierzcie mi 

– planuje, ma strategię i konsekwentnie realizuje 

punkty  z  harmonogramu  wyznaczonych  prac. 

Nie  wierzycie  ?  Zapytajcie  znajomego  bogacza. 

Nie znacie takowego ? To wstańcie i poznajcie. To 

nie takie trudne jak się wydaje. Powodzenia !

Jerzy Nowak

j.nowak@millionaire.pl

background image

Millionaire Magazine 

2/2007

3

Millionaire Magazine

 

2/2007

3

Mieszkaniezadarmo

i

milion

nakoncie.

W

 

dzisiejszym  świecie  prawie  z  każdej 

strony  jesteśmy  bombardowani 

reklamami o pożyczkach i kredytach. 

Czy to w TV czy w Internecie wszyscy chcą nas 

przekonać niską ratą, prostymi zasadami, szybką 

pożyczką. 

Rozumiem,  że  niektórym  biedniejszym 

rodzinom  może  brakować  pieniędzy  na  bieżące 

potrzeby  i  czasem  korzystają  z  tych  pożyczek, 

tłumaczą to sobie tym, że raty są niskie. A przecież 

można  inaczej.  Wystarczy  rozpoznać  w  kilka 

sekund czy to jest opłacalne.

Ja przy wszelkiego rodzaju pożyczkach czytam 

tylko 1 zdanie. Ty też powinieneś. Interesuje nas 

tylko takie zdanie: RRSO – Roczna Rzeczywista 

Stopa Oprocentowania wynosi – i tutaj jest liczba 

określająca % o ile więcej będziemy musieli oddać 

po roku. Jeśli takiej informacji nie ma to domagaj się 

jej, gdyż pożyczkodawca jest do tego zobligowany 

zgodnie  z  ustawą  o  kredycie  konsumenckim  z 

dnia  20  lipca  2001  roku.  Tutaj  mała  dygresja, 

spójrz na reklamy Providenta (chyba najdroższy 

pożyczkodawca  w  kraju)  i  poszukaj  tego  zapisu 

– ja go nie uświadczyłem. Jednak na ich stronie 

jest kalkulator pożyczkowy, w którym wyliczyłem 

RRSO  dla  pożyczki  rocznej  i  kwoty  1000  zł  (z 

obsługą domową) wynosi 71,43 % - czyli po roku 

musisz  oddać  714  zł  więcej  przy  pożyczce  1000 

zł - zgroza! I pomyśleć, że są ludzie którzy w ten 

sposób  pożyczają  pieniądze  a  wystarczyłoby  się 

trochę zastanowić, jakie ogromne to są koszta.

W większości tzw. pożyczek „ekspresowych” ta 

stopa jest w granicach 20-25%.

Pomyśl, jeśli pożyczasz 3000 zł na 20%, rocznie 

płatne  w  36  ratach,  to  rata  miesięczna  wyniesie 

111,5 zł co daje do spłaty 111,5*36 = 4014 zł czyli 

1014 zł więcej niż pożyczałeś!

Czyli  1/3  wartości  pożyczki  powierzyłeś 

bankowi. Po co tracić pieniądze? A czy nie można 

by  najpierw  przeanalizować  czy  jest  to  nam 

niezbędne  do  życia  –  przeważnie  nie  jest,  gdyż 

większość  takich  pożyczek  idzie  na  „luksusy” 

typu nowy sprzęt RTV, wycieczka. Chociaż jest to 

mała skala pożyczki i krótki jej czas to widać jak 

„wysysa” z nas pieniądze.

Wg mnie jedyny sensowny powód brania kredytu 

to nieruchomości, gdyż są to najtańsze pieniądze 

na  rynku.  Kredyty  hipoteczne  oprocentowane 

są w granicach 6% rocznie czyli znacznie mniej 

niż  kredyt  konsumpcyjny  –  pozatym  można  na 

nim  zarobić  w  pewnych  okolicznościach.  Oto 

przykład.

Przypuśćmy, że pochodzisz z niewielkiego miasta 

i posiadasz zdolność kredytową na kwotę 150000 zł 

oraz 10000 zł gotówki. Za taką kwotę będzie ciebie 

stać, aby kupić 2 pokojowe mieszkanie na rynku 

wtórnym. Jeśli stać ciebie, aby spłacić taki kredyt 

w 15 lat to rata miesięczna przy oprocentowaniu 

6%  wynosiłaby  1266  zł/mies.  A  przy  30  latach 

spłaty rata wyniesie 900 zł/mies.

Moja propozycja jest taka – skoro stać ciebie na 

wydatek 1266 zł/mies to lepiej jest i tak wybrać 

kredyt  na  30  lat  a  różnicę  zainwestować  np.  w 

fundusz akcji wpłacając co miesiąc po 1266-900= 

366 zł. Zakładając stopę zwrotu na poziomie 12% 

rocznie (średni zysk z giełdy – opisywałem to w 

poprzednim artykule) te 366 zł miesięcznie przez 

30 lat da 1279156 zł co po odjęciu podatku da na 

czysto 1023325 zł.

Dzięki tej metodzie po 30 latach masz spłacony 

kredyt  na  mieszkanie  oraz  około  miliona  zł  na 

koncie.

Krzysztof Rutkowski

k.rutkowski@millionaire.pl

background image

Millionaire Magazine

 

2/2007

1

„CEL= marzenia”

Człowiek bez marzeń to człowiek martwy. Jeśli 

nie w przenośni to na pewno to się stanie… bo 

jakiż jest jego cel, sens istnienia, sens bycia, czego 

oczekuje od życia, jakim człowiekiem chce być... 

na co mu dar życia i istnienia?? Człowiek, który 

nie  ma  swoich  celów,  nie  ma  swojej  mety  nie 

wie  dokąd  zmierza.  Nie  posiada  swojej  utartej 

drogi, którą chce  iść, a  czy trzeba dużo aby to 

osiągnąć??  Wystarczy  tylko  chcieć,  mieć  przed 

oczami „swój” cel i konsekwentnie iść do swojej 

mety.  Można też czekać na „6” w TOTKA, ale 

chyba  nie  warto  bo  według  statystyk  3  razy 

szybciej  trafi  nas  piorun.  Oczywiście  zdarzają 

się przypadki, że ktoś trafi czasami „szóstkę” no 

właśnie to „czasami”.  Jeżeli Czytelniku jesteś już 

znudzony tym „czasami” i potrzebujesz zmiany, 

to ten artykuł jest dla Ciebie. Mowa o  „Fabryce 

marzeń” Piotra Misiurka.

Piotr  Misiurek  urodził  się  9 

października w 1986 i mieszka w 

Puławach nad Wisłą. Pochodzi z 

wielodzietnej rodziny, jak mówi 

o rodzicach „robili całe życie to 

co do nich należało…czyli praca 

za pieniądze. No, a teraz nie mają 

z tego nic, co nie przeszkadza im radzić, abym 

szedł tą samą drogą co oni.”

T.S. Czy jako dziecko miałeś jakieś 

marzenia?? Jeśli tak, to jakie one były??

P.M. Jako dziecko miałem dwa marzenia, byłem 

w  nich  albo  piłkarzem  Legii  Warszawa,  którą 

wynosiłem  na  tron  światowej  piłki  nożnej  albo 

prezesem  firmy  internetowej.  Z  pierwszego  już 

raczej nic już nie wyjdzie, bo powinienem właśnie 

być sprzedawany do CSKA Moskwa za 4 mln euro, 

a tymczasem od kilku miesięcy nie miałem piłki 

przy nodze, tak naprawdę to nigdy nie umiałem się 

z nią dogadać i byłem słabym graczem (śmiech). 

Co do drugiego marzenia, to kto wie...
T.S. To skąd ten pomysł, jak na to wpadłeś, 

fabryka marzeń??

  Obecnie  swoją  przyszłość  wiąże  z  serwisem 

http://www.fabryka-marzen.pl

  -portalem  dla 

ludzi, którzy chcą realizować swoje marzenia i żyć 

swoim własnym życiem według własnego planu. 

Jak  na  to  wpadłem?  Prawdę  powiedziawszy,  to 

wcześniej  miałem  wizję  serwisu  społecznego  o, 

że  tak  się  wyrażę,  hedonistycznym  nastawianiu. 

Ale moje myślenie ewoluowało w coraz bardziej 

pozytywne obszary i stwierdziłem, że niema sensu 

zarabiać na ludzkiej słabości, tylko lepiej zrobić to 

rozwijając w ludziach ich pasje i dobre strony.
T.S. A jak to się wszystko zaczęło, 

skąd pomysł,  ktoś Ci pomagał w tym 

przedsięwzięciu??

  Pomysł  ten  powstał  w  głowie  i  w  tym 

momencie wszechświat uśmiechnął się do mnie 

szeroką  gębą  -  moja  szefowa  z  ONET.PL,  dla 

którego od jakiegoś czasu piszę artykuły na tematy 

związane  z  tworzeniem  stron  internetowych, 

zaproponowała mi, żebym stworzył jakiś serwis i 

opisał dla nich jego pozycjonowanie. To było to, 

jeden z tych momentów, kiedy czujesz, że wszystko 

zmierza do tego, żeby Ci pomóc.
T.S. Czy Twój serwis jest już w pełni przez 

Ciebie wymarzony, czy o takim serwisie 

marzyłeś?

  Jego  kształt  jest  dla  mnie  daleki  od  moich 

obecnych oczekiwań i cały czas wprowadzam w nim 

zmiany. Oprócz Fabryki Marzeń mam kilka innych 

background image

Millionaire Magazine 

2/2007

2

Millionaire Magazine

 

2/2007

3

pomysłów na serwisy internetowe, które zrealizuje w 

międzyczasie prowadzenia zmian w fabryce.
T.S. Dlaczego działasz w Internecie??

  Bo  to  chyba  jedna  z  najłatwiejszych  metod 

tworzenia  pasywnych  dochodów  -  po  pewnym 

czasie, nakładzie pracy i pieniędzy możesz sobie 

spać,  a  Twoje  strony  w  tym  czasie  zarabiają  dla 

Ciebie.
T.S. A czy to co robisz sprawia Ci 

przyjemność i satysfakcje??

  Oczywiście,  uważam,  że  wszystko  co  robimy 

należy robić z pasją. To coś co robię i co  bardzo 

lubię robić. A umie to robić być może dlatego, że 

mój pierwszy komputer był przestarzały i nie szło 

na nim grać w najnowsze gierki. Skoro nie mogłem 

specjalnie grać, to zająłem się programowaniem. 

Prawdę mówiąc nigdy nie widziałem siebie jako 

trybik  w  wielkiej  machinie  systemu.  Pewnie 

dlatego moje dwa pobyty na wyższych uczelniach 

zakończyłem  przedwcześnie  -  pierwszy  po 

pierwszym semestrze, drugi po 3 miesiącach.
T.S. To co było kluczowym momentem w 

Twoim życiu, dlaczego podjąłeś takie, a nie 

inne decyzje??

 . Kluczowym okresem mojego życia była jesień 

2006 roku, w tym okresie zacząłem zmieniać swój 

światopogląd, kształtować swoje myśli i emocje.  

W tym okresie bardzo dużo dały mi lektury dzieł 

Nietzschego i zauważeniu czegoś takiego jak NLP. 

Zacząłem  zauważać  jak  ludzie,  w  tym  ja  sam 

komplikują  sobie  życie,  jak  to  są  ekspertami  w 

każdej dziedzinie życia, a tymczasem ich własne 

życie jest do dupy, jak to nie są w stanie rozróżnić 

własnych  myśli  i  ocen,  od  tych  podanych  im 

przez  innych.  Nagle  zauważyłem  wszechobecną 

ucieczkę  przed  wolnością  i  odpowiedzialnością, 

w której, co mnie przeraziło, sam brałem czynny 

udział.  Postanowiłem  zawrócić.  Od  tej  pory  na 

swej drodze napotykam coraz więcej momentów, 

w  których  wszechświat  robi  wszystko  po  mojej 

myśli,  takie  niby  zbiegi  okoliczności,  dzięki 

którym wszystko idzie do przodu.
T.S. Co Cię inspirowało?? Miałeś jakiś 

mentorów, ludzi, którzy w tym wszystkim 

Ci pomagali??

  Jak  już  wspomniałem  bardzo  dużo  dały  mi 

lektury  dzieł  Nietzschego,  następnie  kontakt, 

poprzez  internet,  z  NLP,  co  pozwoliło  mi  na 

kształtowanie  własnych  myśli,  stopniowe 

pozbywanie  się  ograniczeń.  Naczytałem  się 

naprawdę  dużo  rzeczy  o  działaniu  umysłu, 

emocji  i  uczuć.  Bardzo  dużo  zawdzięczam 

też  książką  Roberta  Kiyosakiego.  Do  tego  na 

pewno moja rodzina i znajomi - w wielu z nich 

znalazłem pozytywne cechy, które podglądałem i 

kształtowałem u siebie, a część z nich była i jest 

dla mnie antywzorem – drogowskazem, którędy 

mam nie iść, jak się nie zachowywać. Pozdrawiam 

ich wszystkich.
T.S.Czy możesz powiedzieć coś więcej na 

temat NLP??

 Tak mogę! To jest coś wymyślone w Ameryce 

jakiś  czas  temu,  a  teraz  się  robi  na  tym  duże 

pieniądze  na  całym  świecie.  Zawsze  mam 

problemy  ze  zdefiniowaniem  tego,  co  to  jest 

ale  spróbuję  -  tą  są  techniki,  które  pozwalają 

Ci  wpływać  na  stany  emocjonalne,  myśli  czy 

zachowania  własne,  jak  i  innych  ludzi.  Robisz 

to  poprzez  odpowiednie  dobieranie  wrażeń 

zmysłowych czy używanie odpowiedniego języka. 

Ja  o  NLP  usłyszałem  na  jednej  z  imprez  jakiś 

rok temu, zacząłem szperać w internecie na ten 

temat. Brzmiało dla mnie trochę logicznie, więc 

sprawdziłem na sobie jedną z technik (kotwiczenie) 

–  zobaczyłem,  że  działa  to,  zacząłem  się  w  to 

bawić - trochę poczytuje sobie o tym w internecie, 

trochę w książkach, trochę praktyki, ale nie brałem 

osobiście udziału w żadnym szkoleniu.
T.S. Co tak naprawdę jest głównym celem 

fabryki- marzeń??

 Zarobienie setek milionów dolarów. Aby było to 

możliwe, Fabryka Marzeń ma za zadanie stworzyć 

jak najliczniejszą społeczność ludzi, którzy mają 

odwagę marzyć, potrafią te marzenia formułować 

i dążą do ich realizacji. Ludzi, którzy są gotowi na 

zmiany w swoim życiu, swój osobisty rozwój, którzy 

chcą prawdziwego życia w szczęściu zamiast iluzji  

z  ekranów  telewizorów,  butelek  wódki  czy 

pudełka  leków  psychotropowych.  Liczę,  że  uda 

się nam stworzyć jak największą armię zarażaczy 

szczęściem, tak że stanie się ono w naszym kraju i 

szerzej na całym globie, plagą nie do pokonania.
T.S. Czy chcesz być nazywany przez 

społeczeństwo i kojarzony przez nich 

jako człowiek marzenie?? Tak to właśnie on 

mi pomógł osiągnąć sukces!!

  Raczej  nie  koniecznie.  Ja  Ci  tylko  pokazuje, 

przypominam  że  masz  marzenia  i  masz 

możliwość  ich  realizacji.  Ale  ta  możliwość 

istnieje  też  beze  mnie  -  możesz  spełniać  swoje 

marzenia,  nie  korzystając  z  Fabryki,  a  możesz 

też  wiedzieć  o  jej  istnieniu,  a  tego  nie  robić. 

Ważne  jest,  żeby  ludzi  uzyskali  świadomość,  że 

mogą  wszystko  i  wszystko  zawdzięczają  tylko 

sobie i swoim wyborom.
T.S. Dziękuje bardzo za rozmowę

Dziękuje

Warto  marzyć,  bo  jak  powiedział  Robert 

Kiyosaki:

„Człowiek  potrafiący  marzyć  jest  o  wiele 

potężniejszy  od  człowieka,  który  ma  ogromną 

wiedzę  w  danym  temacie,  jest  świetnym 

specjalistą-  ponieważ  wiedza,  nawet  najgłębsza 

na dany temat, jest ograniczona i przewidywalna, 

a marzenia są nieograniczone”

Na marzenia trzeba uważać, bo są w naszej głowie, 

jeśli się chce, to na pewno można wystarczy mieć 

tylko  siłę  swoich  przekonań,  a  myśli  są  twórcze 

i sprawcze, wiec uważajmy o czym marzymy, bo 

mogą się spełnić. Pomoże nam w tym „Fabryka 

Marzeń” Piotra Misiurka. 

Tomasz Sychowski

t.sychowski@millionaire.pl

background image

Millionaire Magazine

 

2/2007



„Jednostajny jest rodzaj ludzki. Większość 

przepracowuje przeważną część czasu by żyć, 

a ta odrobina wolności, która im pozostaje, 

niepokoi ich tak, że używają wszystkich 

środków, żeby się jej pozbyć.” J.W.Goethe

Jest to przykra prawda. W dodatku wynoszona 

z  domu,  w  ramach  wychowania  i  oczywiście  z 

dobrego serca. W podstawowym aspekcie brzmi 

mniej więcej tak:

Ucz  się,  potem  pójdziesz  na  studia,  a  potem 

znajdziesz  dobrze  płatną  pracę  i  będziesz 

ustawiona/y w życiu.

Pytam  tylko  czy  na  pewno  ustawionym?  

Opowiem Ci jeden z typowych wariantów takiej 

kariery  -  możesz  go  modyfikować,  dodając 

poboczne  wątki.  Tym  niemniej  główny  schemat 

będzie  zbliżony  do  opisanego  poniżej.  Ale  po 

kolei. 

Uczysz się i jak masz szczęście faktycznie dostajesz 

się na studia, jak nie to zapisujesz się gdziekolwiek 

byle studiować. Przeważnie zresztą idziesz nie na 

ten  kierunek,  na  który  chcesz,  ale  na  ten  który 

według  Twoich  doradców  (np.  rodziców)  da  Ci 

lepszą pracę (czytaj: lepiej płatną) w przyszłości. 

Na studiach bardzo szybko uczysz się, że wolność 

myśli  naukowej  to  przeżytek.  I  nawet  jak  masz 

błyskotliwą ideę, to w 90% przypadków trafiasz na 

wykładowcę, który zamiast Ci pomóc się rozwijać 

naukowo,  usadzi  Cię  za  awangardowe  pomysły. 

Siedzisz  więc  jak  biedny  żuczek  i  czekasz,  aż  te 

studia  skończysz.  W  końcu  masz  dostać  super 

pracę. A to tylko 5 lat.

Kończysz  je  i  zaczynasz  szukać  pracy.  A  tu 

kolejny „zonk”. Praca jest, ale na tak niekorzystnych 

dla  Ciebie  warunkach,  że  czujesz  się  oszukany. 

Miałeś przecież zarabiać po kilka tysięcy złotych, 

a tu na poczatek 900 zł netto? Darmowe praktyki 

i  staż?  Przecież  musisz  za  coś  żyć.  Zaczynasz 

nerwowo rozglądać się za innymi alternatywami, 

może praca za granicą, a może kumpel coś załatwi, 

a może w firmie wujka zatrudnią Cię dorywczo. 

Jeśli  tak,  to  i  tak  masz  szczęście.  Przeważnie 

ETATOWE OSZUSTWO

bowiem  zaliczasz  kilkanaście  nieprzyjemnych 

rozmów  kwalifikacyjnych,  z  których  niewiele 

wynika i dostajesz propozycje pracy na marnych 

warunkach, ale za to z ogromnymi perspektywami 

awansu za rok może dwa, potem premii, podwyżek 

i innych możliwości rozwoju. Teoretycznie nie jest 

źle.

Ale  praktycznie,  wpadasz  w  sieć  zespołowych 

intryg i szybko poznajesz panujące na rynku pracy 

zasady. Jak mówisz kolegom o tym, że dostaniesz 

podwyżkę ludzie zaczynają Ci się śmiać prosto w 

twarz.  Zupełnie  nie  rozumiesz  czemu.  Po  kilku 

latach też się z tego śmiejesz...

Rozczarowanie  szybko  przychodzi.  Nie 

awansowałeś,  zarabiasz  mniej  więcej  tyle  samo, 

a pracy przybywa. Coraz dłużej pracujesz, Twoją 

rodziną  stają  się  koledzy  i  koleżanki  z  pracy 

i  z  nimi  spędzasz  najwięcej  czasu.  W  domu 

przeważnie jesteś zbyt zmęczony by zajmować się 

czymś konstruktywnym. Wieczorem wolisz pójść 

na miasto, by się zrelaksować.

Po pięciu kolejnych latach już wsiąkłeś w system. 

Starasz się wytrwać w pracy, bo w międzyczasie 

wziąłeś kredyt i jeszcze przez jakiś czas będziesz 

go  spłacać.  Dramatycznie  się  robi  jak  wziąłeś 

kredyt mieszkaniowy przy swoich zarobkach. 

Rezultat - 10 lat spędzonych bez zastanowienia

Pracowałeś ciężko - i na studiach i na etacie - ale nie 

mądrze. Nie budowałeś swojej przyszłości. Zrobiłeś 

jednak  wszystko,  by  stać  się  wykwalifikowanym 

pracownikiem, dzięki któremu jakiś pracodawca 

się wzbogaci. I udało Ci się. Gratulacje.

A co można było zrobić inaczej?
Przede wszystkim zaplanować swoje życie. Tak 

niewiele  osób  planuje  swoje  życie.  Tak  niewielu 

ludzi zastanawia do czego faktycznie dąży. 

• 

 Przykład  -  proszę  bardzo.  Kilka  dni 

temu  spotkałam  się  z  kolegą,  z  którym 

razem  pracowaliśmy.  Właśnie  złożył 

wymówienie,  bo  bank  po  8  latach  pracy 

etatowej  na  stanowisku  kierowniczym, 

jak zweryfikował jego zdolność kredytową 

powiedział, że może mu udzielić 80 tysięcy 

kredytu. A on potrzebuje 280 tysięcy. Szef 

oczywiście propozycje podwyżki wyśmiał. 

• 

 Wyjaśnienie  -  gdyby  ten  chłopak  8  lat 

temu  zastanowił  się,  że  chce  mieć  dom, 

wcześniej  zaczął  by  gromadzić  na  ten 

cel  kapitał,  inaczej  planowałby  swoje 

wydatki,  być  może  wcześniej  zaczął  by 

szukać  innej  pracy,  albo  założył  własną 

działalność  gospodarczą,  a  może  zaczął 

by  lokować  oszczędności  na  funduszach 

inwestycyjnych.

Strategiczne planowanie życia (czy to w aspekcie 

rodzinnym, zawodowym czy edukacyjnym) było i 

jest koniecznością. To umiejętności, których nikt 

nas nie uczy. Tego musimy nauczyć się sami - im 

wcześniej tym lepiej.

Aneta Styńska

www.ebiznes.stynska.info