background image

II.

RZUT OKA NA ZIEMIE POLSKIE W STAROŻYTNOŚCI

1. Ludy łowiecko-zbierackie

Najstarsze ślady pobytu istot ludzkich na ziemiach dzisiejszej Polski pochodzą z epoki, którą 

geologowie nazywają lodowcową. Zaczęła się ona mniej więcej 800 tyś. lat temu, a zakończyła się 
około 10 tyś. lat przed n.e. W tym długim okresie czterokrotnie nasuwał się na nasze ziemie od Gór 
Skandynawskich lodowiec, którego najdalszy południowy zasięg wyznacza linia Karpat i Sudetów. 
Zlodowacenia trwały w sumie ponad 300 tyś. lat, a towarzyszył im klimat polarny z roślinnością i 
zwierzostanem tundry. Ziemię porastały mchy i karłowate brzózki, a świat zwierzęcy stanowiły 
częściowo wymarłe już gatunki, jak mamut, nosorożec włochaty, niedźwiedź jaskiniowy, a także 
renifer,   zając   bielak,   lis   polarny.   W   okresie   częściowego   cofania   się   lodowca   następowało 
ocieplenie,   a   tundrę   wypierał   step   z   właściwą   mu   florą   i   fauną.   Okresy   międzylodowcowe 
(interglacjalne) znamionowały się trwałym ociepleniem, bujną roślinnością, z przewagą lasu, oraz 
bogatym zwierzostanem leśnym.

W trzecim okresie lodowcowym, kiedy lodowiec sięgnął mniej więcej po Góry Świętokrzyskie, 

około   200   tyś.   lat   przed   n.e.   pojawiły   się   na   naszych   ziemiach   gromady   pierwotnych   ludzi, 
zajmujących   się   łowiectwem   i   zbieractwem.   Nie   pozostały   po   nich   żadne   szczątki   kostne,   a 
przynajmniej dotąd na nie nie natrafiono, nie umiemy więc określić ich typu antropologicznego. 
Domyślamy   się   tylko,   że   musiał   to   być   typ   pokrewny  neandertalczykowi.   Siadem   ich   życia   i 
działalności są jedynie prymitywne narzędzia kamienne. Jest to zbyt mało, aby mówić o kulturze 
tych   najstarszych   łowców   i   zbieraczy.   Ze   względu   więc   na   sposób   wytwarzania   narzędzi 
zwykliśmy   w   zaraniu   ludzkości   wyróżniać   tylko   tzw.   przemysły,   w   których   uwidacznia   się 
zaledwie jeden przejaw pierwotnego ludzkiego bytowania. Jak długo podstawowym tworzywem w 
wyrobie narzędzi był kamień, ściślej krzemień, mówimy o epoce kamiennej, którą dzielimy na 
starszą czyli paleolit (od greckiego palaios = dawny i litos = kamień), środkową czyli mezolit (od 
greckiego mesos = środkowy i litos) oraz młodszą czyli neolit (od greckiego neos = młody i litos). 
Wskutek   ogromnej   rozległości   czasowej   paleolitu   zwykliśmy   go   z   kolei   dzielić   na   starszy   i 
młodszy. Początki istot ludzkich na ziemiach polskich wiążą się ze starszym paleolitem.

Najwcześniejsze   ślady   paleolitycznego  człowieka  zachowały   się   u   nas   na   terenie   Górnego 

Śląska w Raciborzu-Studziennej i w Bieńkowicach niedaleko Raciborza, a nadto w Piekarach pod 
Krakowem i w jaskiniach ojcowskich. Płaskie odłupki krzemienne, których używał do krajania i 
skrobania,   skłaniały   niektórych   archeologów   do   łączenia   tych   znalezisk   z   tzw.   przemysłem 
lewaluaskim (od znalezisk z Levallois we Francji). Z tego samego trzeciego okresu lodowcowego 
pochodzą zapewne również narzędzia kamienne, znane z Piekar i z jaskiń ojcowskich, a dające się 
łączyć m. in. z przemysłami: aszelskim (od znalezisk w St. Acheul we Francji) i mustierskim (od 
Le Mustier we Francji).

W młodszym paleolicie, przypadającym na czwarte zlodowacenie, które zaczęło się około 60 

tyś. lat przed n.e., wybijają się; na naszych ziemiach przemysły: oryniacki, magdaleński, szelecki, 
jerzmanowicki i in. (nazwy od głównych znalezisk w Aurignac i La Madeleine we Francji, w 
jaskini Szelesta na Węgrzech i w Jerzmanowicach niedaleko Olkusza). Ślady tych przemysłów 
znamy głównie z Góry Puławskiej nad Wisłą koło Puław (oryniacki), z terenu Górnego Śląska 
(szelecki) oraz z jaskiń ojcowskich (magdaleński i jerzmanowicki). W okresie ostatecznego cofania 
się   lodowca,   przypadającym   na   lata   21   tyś.   do   8   tyś.   przed   n.e.,   wytworzyły   się   jak   gdyby 
przemysły   rodzime,   które   od   głównych   znalezisk   w   Świdrach   i   w   Płudach   pod   Warszawą 
zwykliśmy obejmować nazwą kultury mazowszańskiej. Charakterystyczne dla młodszego paleolitu 
na ziemiach  polskich  jest pojawienie  się ludzi  o wyższym  stopniu inteligencji,  pod względem 
antropologicznym znacznie zbliżonych do dzisiejszych mieszkańców naszego kontynentu. Obróbka 
krzemienia   wykazuje   dużo   wyższy   poziom   techniczny.   Umiejętnie   odłupywane   cienkie   płytki 
krzemienia nadawały się nie tytko jako noże, skrobaki itp. do oprawiania zwierzyny, czy jako groty 

background image

myśliwskie, ale służyły również do obrabiania kości, rogu i drewna (cis), które stały się szeroko 
stosowanym   tworzywem   do   wyrobu   zwłaszcza   sprzętu   łowieckiego.   Do   tego   okresu   należy 
wynalazek wyrzutni oszczepów oraz łuków, a wreszcie malowidła jaskiniowe, których jednak z 
ziem polskich dotąd nie znamy.

Na lata 8000 do 4500 przed n.e. przypada mezolit, który był epoką przejściową od paleolitu do 

kultur neolitycznych. Znamionował się on daleko idącą zmianą warunków egzystencji ludzkiej, 
spowodowaną ostatecznym ustąpieniem lodowca i zniknięciem renifera, który w poprzedzających 
kilkunastu   tysiącach   lat   był   u   nas   główną   zwierzyną   łowną.   Polodowcowy   krajobraz 
charakteryzujący się dużą liczbą rzek, jezior i lasów sprzyjał rozwojowi rybołówstwa, łowiectwa 
leśnego oraz bardziej osiadłemu bytowaniu. Wybijają się w tym okresie przemysły komornicki (od 
miejscowości Komornica niedaleko Nowego Dworu Gdańskiego) i janisławieki (od Janisławic na 
południe   od   Skierniewic).   Dla   przemysłów   tych   charakterystyczne   były   wyroby   z   drobnych 
odłupków krzemiennych i obsydianowych, czyli tzw. narzędzia mikrolityczne. Z okresu mezolitu 
znany jest u nas w Orońsku koło Radomia rodzaj odkrywkowej kopalni krzemienia.

2. Początki rolnictwa i hodowli

Następująca   po   mezolicie   epoka   neolityczna   ma   w   dziejach   naszych   ziem   bardzo   doniosłe 

znaczenie. Nowe fale osadników, które sięgnęły tu wówczas od południa, wschodu i zachodu, 
przyczyniły się zarówno do wzrostu zaludnienia, jak i do stabilizacji osadnictwa. Dokonała się w 
tym czasie wielka rewolucja gospodarcza, polegająca na znacznym upowszechnieniu się hodowli, 
która zaczynała spełniać ważniejszą rolę niż łowiectwo, i upraw rolniczych przeważających nad 
zbieractwem. Rewolucji tej towarzyszył poważny rozwój narzędzi pracy. Chociaż tworzywem był 
w   dalszym   ciągu   kamień,   jednak   umiejętność   jego   szlifowania   i   wiercenia   w   nim   otworów 
pozwalała na wyrób toporów, młotów itp. Umożliwiło to m. in. znaczny postęp w obróbce drewna. 
Wzrostowi zapotrzebowania na krzemień odpowiadało sięganie w jego poszukiwaniu pod ziemię. 
Wśród   typowych   neolitycznych   kopalń   tego   surowca   na   uwagę   zasługuje   kopalnia   w 
Krzemionkach Opatowskich o imponującej liczbie kilkuset szybów. Do wielkich osiągnięć ludzi z 
tej epoki na naszych ziemiach należy dalej upowszechnienie się umiejętności lepienia i wypalania 
garnków, jak również wyrobu tkanin, przy zastosowaniu prymitywnych jeszcze pionowych krosien 
tkackich.

Wśród   znalezisk   neolitycznych,   obok   typowych   dla   całej   epoki   kamiennej   wyrabianych   z 

kamienia narzędzi, pojawia się obficie ceramika. Jej kształty, a zwłaszcza ornamentacja, pozwalają 
wyróżnić szereg kultur i śledzić proces ich nawarstwiania się. Z tego okresu znamy już liczne 
wyroby, które służą do charakterystyki poszczególnych ludów.

W neolicie zwykliśmy wyróżniać trzy okresy, które datuje się następująco: pierwszy od około 

4500 do 2500 r., drugi od 2500 do 2000 r., trzeci od 2000 do 1800 r. W pierwszym okresie od 
południa   znad   Dunaju   napłynęły  na   nasze   ziemie,   w   pierwszej   kolejności   na   lessowe  obszary 
Małopolski,   dwie   fale   osadnictwa   rolników,   którzy   przynieśli   ze   sobą   znajomość   rolnictwa,   a 
zapewne również hodowli owiec, gdy natomiast hodowla świń i bydła domowego od początku 
wykazywała  cechy  rodzinie.  Wcześniejszą  falę   nazywamy   kulturą   ceramiki  wstęgowej   rytej,  a 
późniejszą – ceramiki wstęgowej kłutej.

W drugim okresie neolitu mamy do odnotowania dwa dalsze ruchy migracyjne o charakterze 

rolniczym,   które   objęły   południową   Małopolskę,   gdzie   upowszechniła   się   kultura   kręgu 
lendzielskiego   (od   Lengyel   na   Węgrzech)   z   ceramiką   malowaną   oraz   kultura   nadcisańska   z 
ceramiką pozbawioną malowanej ornamentacji. W tym samym mniej więcej czasie na obszarze 
Polski   środkowej   i   północnej,   a   wnet   i   południowej,   pojawiła   się   tzw.   kultura   pucharów 
lejkowatych,   którą   cechował   znaczny   stopień   rozwoju   hodowli   i   rolnictwa.   Na   temat   jej 
pochodzenia istnieją w nauce opinie rozbieżne. Niektórzy kolebkę tej kultury widzieli w Jutlandii, 
inni zaś dostrzegają jej silne związki z kulturą trypolską na Ukrainie i byliby zatem skłonni tam 

background image

widzieć jej źródło. Wreszcie od wschodu przez Wołyń uwidoczniły się w tym okresie wpływy tzw. 
kultury ceramiki grzebykowej, uważanej dawniej za praugrofińską.

W trzecim okresie neolitu rozwinął się na terenie Polski południowej odłam kultury ceramiki 

wstęgowej w postaci tzw. ceramiki promienistej. Rozwijało się, zwłaszcza na południu Polski, 
osadnictwo kultury pucharów lejkowa tych, wywierające trwały wpływ  na gospodarcze oblicze 
naszych   ziem,   a   niosące   ze   sobą   umiejętność   posługiwania   się   radłem;   od   zachodu 
najprawdopodobniej nadciągnęła fala osadnictwa hodowlano-rolniczego, które obejmujemy nazwą 
kultury amfor kulistych, a gdzieś od Pirenejów dotarła na ziemie polskie migracja wojowników, 
znana pod nazwą kultury pucharów dzwonowatych. Na szczególną jednak uwagę zasługuje tzw. tul 
tura   ceramiki   sznurowej,   o   charakterze   zrazu   pasterskim,   z   czasem   hodowlano-rolniczym.   Jej 
zawdzięczamy prawdopodobnie znajomość hodowli konia. Jest kwestią sporną, czy kolebką tej 
kultury   były   tereny   Niemiec,   czy   stepy   Ukrainy,   czy   też   była   wytworem   rodzimym 
środkowoeuropejskim. Objęła ona w każdym razie prawie całość ziem polskich. Jej nosicielami 
byli prawdopodobnie praindoeuropejczycy.

W ciągu pierwszych stuleci epoki brązu, którą datuje się na naszych ziemiach na lata 1800-700 

p.n.e. Śląsk i część Wielkopolski znalazły się w zasięgu tzw. kultury unietyckiej (od znalezisk w 
miejscowości   Unétice   w   Czechach),   znamionującej   się   szerokim   stosowaniem   brązu,   a   także 
znacznym zróżnicowaniem społecznym widocznym w pochówkach. Kultura ta tworzyła wówczas 
dość   zwarty  kompleks   na  obszarze   Czech,  Moraw,  południowych  i   środkowych  Niemiec   oraz 
wspomnianej   już   części   ziem   polskich.   Obok   kultury   unietyckiej   rozwinęła   się   niemal 
równocześnie w północnej części Wielkopolski, na Pomorzu Gdańskim, Kujawach i Mazowszu 
tzw.   kultura   iwieńska   (od   znalezisk   w   Iwnie   koło   Szubina),   której   przedstawiciele   nie   znali 
produkcji brązu, a trudnili się głównie hodowlą. We wschodniej części ziem polskich rozwinęła się 
niemal równocześnie bardziej prymitywna kultura mierzanowicka (od miejscowości Mierzanowice 
niedaleko   Opatowa).   Około   XVI   w.   p.n.e.   na   podłożu   kultury   unietyckiej,   a   pod   wpływem 
naddunajskiej  tzw.  kultury  mogiłowej,  wykształciła  się  w   Polsce  zachodniej   kultura   nazywana 
przedłużycką, a znamionująca się przewagą pasterstwa nad rolnictwem. Równocześnie na podłożu 
kultury mierzanowickiej wykształciła się kultura trzciniecka (od znalezisk w Trzcińcu niedaleko 
Lublina),   która   pozostawiła   trwałe   ślady   na   terenie   Polski   wschodniej   od   Karpat   po   Wołyń   i 
Pojezierze   Mazurskie.   Z   kolei   około   przełomu   XIII/XII   w.   p.n.e.   na   wymienione   tu   kultury 
przedłużycką i trzciniecką nawarstwiła się kultura łużycka, nazywana tak od pierwszych znalezisk 
na   terenie   Łużyc.   Kultura   ta   odznacza   się   dobrze   rozwiniętym   rolnictwem   i   hodowlą   oraz 
znajomością metalurgii brązu, a w późniejszym okresie także żelaza. Kultura ta dzieli się na dwie 
strefy, w których widoczne jest jej przedłużyckie i trzcinieckie podłoże. Zarazem pas przejściowy 
świadczy o wzajemnym przenikaniu się tych stref. Z kulturą łużycką wiążemy zwykle problem 
prasłowiański.

3. Prasłowianie

Archeologia, która odkrywa z powodzeniem materialne cechy różnych kultur, a nierzadko rzuca 

pewne światło na wyobrażenia religijne i światopogląd ich nosicieli, nie może dać odpowiedzi na 
pytanie, jakimi językami posługiwali się ludzie z odległych epok neolitu czy choćby brązu, jeżeli 
nie   pozostały   po   nich   żadne   zabytki   pisane.   Sprawę   komplikuje   okoliczność,   iż   nie   da   się 
identyfikować  kultury w  sensie  archeologicznym  ze zwartą  grupą etniczną.  Ta  bowiem mogła 
przejmować   zdobycze   cywilizacyjne   swoich   poprzedników   na   danym   obszarze,   zarzucając 
zdobycze   własne,   a   na   stykach   różnych   obszarów   etnicznych   nieuniknione   było   obustronne 
przenikanie się kultur. Zagadnienie początków każdej grupy etnicznej, a etnogenezy Słowian w 
szczególności,   wymaga   stałego   zespalania   wyników   badań   w   zakresie   różnych   dyscyplin 
naukowych, takich jak archeologia, antropologia, językoznawstwo, paleobotanika, historia i inne.

Dyskusyjny   w   nauce   jest   problem   czasu   i   miejsca   wykrystalizowania   się   szczepu 

background image

indoeuropejskiego, którego odroślą byli Słowianie. W aspekcie chronologicznym dokonało się ono 
na pewno w dłuższym procesie dziejowym, którego początków dopatrywać się można w mezolicie. 
W neolicie natomiast szczep ten musiał ulec znacznym przemieszczeniom, co przyniosło w efekcie 
nowy proces powolnego wytwarzania się w jego obrębie osobnych grup językowych. Już w III 
tysiącleciu   przed   naszą   erą   wyodrębniły   się   indoeuropejskie   języki   hetycki   i   grecki.   Istnieje 
domysł, że wytworem szczepu indoeuropejskiego była kultura ceramiki sznurowej, która rozwinęła 
się na ziemiach polskich w trzecim okresie neolitu (2000-1800 p.n.e.). W sprawie pierwotnych 
siedzib indoeuropejczyków przeważa dziś opinia, że znajdowały się one w Azji, która była kolebką 
wielu różnych ludów, czy może ściślej w Eurazji, lub nawet w południowej jej części. W różnym 
czasie   ze   szczepu   indoeuropejskiego   wykształciło   się   dwanaście   grup   językowych,   które 
opanowały rozległy obszar od Półwyspu Indyjskiego po Półwysep Pirenejski i Skandynawski oraz 
wyspy brytyjskie, czyli znaczną część Azji południowej, Azję Przednią wraz z Mniejszą oraz całą 
niemal   Europę.   Owe   zaś   grupy   językowe   to:   indyjska,   irańska,   hetycka,   tocharska,   tracko-
ormiańska,   grecka,   iliro-wenecka,   italska,   celtycka,   germańska,   słowiańska   i   bałtyjska.   W   tym 
rzędzie Słowianie i Bałtowie przedstawiają się jako najmłodsze odrośle szczepu.

Wciąż   odradzają   się   wątpliwości,   gdzie   dokonał   się   historyczny   proces   wyodrębnienia   się 

naszych praprzodków w słowiańską, czy zrazu w bałto-słowiańską grupę językową. Jedni uczeni (J. 
Rozwadowski, K. Moszyński, H. Ułaszyn, H. Łowmiański) dopatrywali się prakolebki Słowian w 
Azji lub we wschodniej Europie, inni (J. Kostrzewski, T. Lehr-Spławiński, J. Czekanowski) w 
dorzeczu Odry i Wisły, a więc na terenie późniejszej Polski, jeszcze inni (W. Hensel, J. Gąssowski) 
– na większym obszarze między Odrą a środkowym Dnieprem. Ten ostatni pogląd reprezentują 
również badacze radzieccy.

Najważniejszym   argumentem   za   tezą   o   zachodnim   pochodzeniu   Słowian,   w   jej   dwojakim 

ujęciu,  są ślady kontaktów  językowych  grupy słowiańskiej  z grupami  językowymi  germańską, 
bałtyjską,   tliro-wenecką   i   irańską.   Brak   natomiast   w   językach   słowiańskich   zapożyczeń 
ugrofińskich   przemawiałby   przeciwko   wschodniej   etnogenezie   naszych   przodków.   Zwolennicy 
tezy zachodniej zwracali uwagę na cis i bluszcz, występujące jedynie w dorzeczu Odry i Wisły, gdy 
tymczasem   nazwy   tych   roślin   są   wspólne   niemal   wszystkim   językom   słowiańskim,   a   więc 
wywodziłyby się jeszcze z okresu prasłowiańskiego, poprzedzającego rozejście się Słowian z ich 
prasiedziby   i   powstanie   w   konsekwencji   odrębnych   języków   słowiańskich.   Zwolennicy   tezy 
wschodniej   zwracają   natomiast   uwagę   na   to,   że   buk   i   jawor,   rosnące   pierwotnie   w   Europie 
zachodniej i środkowej, mają w językach słowiańskich nazwy zapożyczone. Oznaczałoby to, że 
Słowianie zrazu drzew tych nie znali, skoro nie mieli własnych określeń na nie, a więc mieszkaliby 
pierwotnie poza strefą ich występowania, tj. na wschodzie. Zwraca się również uwagę na to, że 
spośród wielkich rzek słowiańskich tylko Wisłę pisarze starożytni określali jej dzisiejszą nazwą, 
gdy   dla   innych   mieli   nazwy   odmienne   od   obecnych,   co   mogłoby   dowodzić   dużej   stabilizacji 
etnicznej   w   jej   obrębie.   Wzmianka   greckiego   historyka   z   V   w.   p.n.e.,   Herodota,   o   Neurach 
mieszkających  na północ od irańskich Scytów, w rejonie – jak się zwykle przyjmuje – górnej 
Prypeci czy może Narwi, identyfikowanych  dość zgodnie ze Słowianami, świadczy w każdym 
wypadku o wczesnym zasiedleniu przez Słowian ziem ruskich czy południoworuskich.

Już   w   latach   przedwojennych,   a   szczególnie   po   drugiej   wojnie   światowej,   utrwalił   się   pod 

wpływem Józefa Kostrzewskiego pogląd o ciągłości rozwoju kulturalnego ziem w dorzeczu Odry i 
Wisły,   od   początków   kultury   łużyckiej   aż   po   wczesne   średniowiecze,   zakłócanej   jedynie   w 
niektórych rejonach w sposób krótkotrwały nowymi migracjami obcych etnicznie elementów. W 
konsekwencji łączono kulturę łużycką z grupą etniczną prasłowiańską, z której wzięła początek 
słowiańska   rodzina   językowa.   Ponieważ   zaś   kultura   łużycka   wyrosła   jak   gdyby   w   sposób 
ewolucyjny z kultur przedłużyckiej i trzcinieckiej, wydawało się zatem prawdopodobne, że właśnie 
na   jej   obszarze   wykrystalizowała   się   prasłowiańska   czy   słowiańska   odrośl   szczepu 
indoueropejskiego.   Błędne   w   tej   teorii   było   stawianie   znaku   równości   między   archeologiczną 
kulturą i grupą etniczną; W sposób zbyt śmiały postawiono zagadnienie ciągłości kulturalnej w 

background image

prahistorii naszych ziem, a wreszcie nie dostrzeżono, że kultura łużycka nie była monolitem, ale 
rozpadała  się  na   dwie   różne  strefy,   tj.  wschodnią  i   zachodnią.  Dziś  z  kolei  upowszechnia   się 
pogląd, już niegdyś podnoszony przez Włodzimierza Antoniewicza, że z Prasłowianami wiązać 
należy kulturę trzciniecką. W nowym kształcie i w przekonywającym rozwinięciu Witolda Hensla 
przedstawia   się   on   następująco:   Obszarem,   na   którym   wykrystalizowała   się   gdzieś   u   schyłku 
neolitu   wspólnota   bałto-słowiańska,   byłby   trójkąt   między   Bałtykiem,   Sanem   i   środkowym 
Dnieprem.   Przypadająca   na   epokę   brązu   kultura   trzciniecka   (XVI-XIII   w.   p.n.e.)   stanowiłaby 
wytwór wyodrębnionych już prawdopodobnie Prasłowian. Sąsiadująca zaś z nią od zachodu kultura 
przedłużycka należałaby do grupy językowej weneckiej, uważanej bądź za pokrewną iliryjskiej, 
bądź  też  w   stosunku  do  niej  zupełnie   odrębną.  Zrazu  prawdopodobnie   następowało  wzajemne 
przenikanie tych dwu kultur, a następnie, gdzieś na początku I tysiąclecia p.n.e., Wenedowie wyszli 
z   nadodrzańskićh   siedzib,   co   otwarło   Prasłowianom   możliwość   ekspansji   na   zachód.   Na   tym 
terenie mieliby przejąć nie tylko liczne zdobycze kulturalne swoich poprzedników, ale także ich 
nazwę, pod którą znani byli pisarzom antycznym.

4. Życie pierwotnych Słowian

Jeżeli przyjmiemy, że kultura łużycka w swojej strefie wschodniej była wytworem Słowian, a w 

strefie zachodniej przynajmniej od X w. p.n.e.. związana była również z tą grupą etniczną, to o 
życiu   naszych   słowiańskich   praprzodków   jesteśmy   dość   dobrze   zorientowani   na   podstawie 
stosunkowo   licznych   znalezisk   wykopaliskowych.   Byli   oni   przede   wszystkim   rolnikami   i 
hodowcami. Uprawiali proso, pszenicę, jęczmień, soczewicę, groch, wykę, bób, rzepę. Hodowali 
owce, krowy, świnie, kozy. Nadto łowili ryby, zwierzynę leśną, zbierali miód z barci, zioła, a w 
obrębie   domowego   gospodarstwa   rozwijali   niektóre   umiejętności   typu   rzemieślniczego,   jak 
ciesiołka, kołodziejstwo, tkactwo, kornictwo, oraz garncarstwo, którego rozkwit pod względem 
techniki wykonania i ornamentacji przypada zwłaszcza na wieki VII-V p.n.e. Na szczególną uwagę 
zasługuje   ich   metalurgia.   Zrazu  na   wysokim   poziomie   stanął   wyrób   sprzętu   i   ozdób   z   brązu, 
później zaś do znaczenia doszło kuźnictwo żelaza i przetwarzanie tego surowca na narzędzia, oręż, 
ozdoby   itp.   W   okresie   cesarstwa   rzymskiego,   a   więc   w   pierwszych   wiekach   naszej   ery,   przy 
ożywionych kontaktach handlowych z Italią, stosunkowo rzadko wśród importów rzymskich na 
naszych ziemiach trafiają się narzędzia i broń. Niemało w tym zakresie zawdzięczali zapewne nasi 
przodkowie swoim celtyckim sąsiadom, którzy w V-III w. p.n.e. wykazali się wielką prężnością 
militarną  i gospodarczą, a wywarli  duży wpływ  czy to przez bezpośrednie osadnictwo, czy w 
drodze kontaktów handlowych, zwłaszcza na Śląsk i Małopolskę. Obok metalurgii, która wcześnie 
wyodrębniła   się   u   Słowian   w   osobną   specjalność,   podobny   charakter   miało   kamieniarstwo, 
dostarczające bardzo poszukiwanych w tym zamierzchłym okresie żarnowców.

Pod względem organizacji społecznej spostrzegamy u Słowian okresu kultury łużyckiej odejście 

od wielkich wspólnot rodowych. Podstawową komórką społeczną stała się u nich rodzina, czy tzw. 
wielka rodzina, skupiająca oprócz rodziców i dzieci także dziadków  i niektórych  krewniaków. 
Świadczą o tym charakterystyczne dla tego okresu domy mieszkalne, które udało się archeologom 
stosunkowo   dobrze   rozpoznać,   a   nawet   zrekonstruować.   Brak   również   w   tym   okresie 
zaawansowanego rozwarstwienia społecznego, choć jego zawiązki dają się sporadycznie dostrzec 
w pochówkach.

Na uwagę zasługuje budownictwo obronne kultury łużyckiej, początkami swymi sięgające IX w. 

p.n.e., stosunkowo dobrze znane z wykopalisk w Biskupinie i Sobiejuchach w Wielkopolsce. Na 
półwyspie   utworzonym   przez   jezioro,   a   więc   na   obszarze   o   znacznym   stopniu   obronności 
naturalnej, wybudowano  palisadę,  która wraz z drewnianym  wałem otaczała  osadę mieszczącą 
domy o układzie równoległym dla ponad 1000 osadników. Brama z grodu wychodziła ku wodzie, a 
wąskie dojście do niej było tak pomyślane, że napastnik posuwający się po nim w kierunku bramy 
miał po prawej stronie wał obronny; przed ciosami z góry musiał się więc osłaniać tarczą przy 

background image

pomocy prawej ręki, co zmniejszało jego zdolność bojową, bo razić mógł jedynie ręką lewą. Nie 
ulega wątpliwości, że grody tego typu mogły powstać jedynie przy sprawnej organizacji danej 
grupy osadników. Nie spostrzegamy w nich jednak miejsca, które mogłoby być siedzibą władcy. 
Trzeba więc przyjąć, że odzwierciedlają one etap wczesnodziejowej demokracji, w której faktyczną 
władzą był wiec dorosłych mieszkańców, czy tzw. starszyzny, a jej wykonawcami powoływani 
doraźnie wodzowie. Wszak organizacja militarna była głównym celem tych samorzutnie niejako 
tworzących   się   u   ludów   rolniczych   pierwocin   państwowego   ustroju.   Ewolucja   społeczno-
ekonomiczna umożliwiła z czasem wykształcenie się zawodowych wojowników, którzy stawali się 
podporą jedynowładztwa.

Charakterystycznym  przejawem kultury łużyckiej był obrządek ciałopalny, upowszechniający 

się   zresztą   w   tej   epoce   dość   szeroko   również   u   innych   ludów,   a   związany   niewątpliwie   ze 
światopoglądem i wierzeniami religijnymi. Charakterystyczny dla pierwotnych rolników kult ziemi 
ustąpił już – jak się wydaje – w tym okresie miejsca innej życiodajnej sile przyrody, a mianowicie 
słońcu, które długo było głównym przedmiotem kultu Słowian. Świadczą o tym kulcie znaleziska 
figurek ptaków, które w różnych kulturach symbolizowały cześć dla słońca. Obrządek ciałopalny 
oznaczał   zapewne   jakąś   przemianę   w   kulcie   przodków,   jakieś   nowe   wyobrażenia   o   życiu 
pozagrobowym i o stosunku zmarłych do świata żywych, nie dowodzi zaś zaniechania tego kultu.

5. Kształtowanie się związków plemiennych

Budownictwo   obronne   okresu   kultury   łużyckiej   i   towarzyszące   mu   zawiązki   demokracji 

wojennej   wiązały   się   przede   wszystkim   z   permanentnymi   walkami   międzyplemiennymi. 
Kulminacja zaś tego budownictwa, przypadająca na V-IV w. p.n.e., bywa łączona z najazdami 
scytyjskimi, po których pozostały liczne ślady, a wśród nich typowe dla tej grupy etnicznej groty, 
znajdowane nierzadko w wałach obronnych ludności miejscowej. Kulminacja owa. zbiega się nadto 
z procesem nasuwania się na teren Polski od północy tzw. kultury pomorskiej, będącej być może 
wytworem osiadłej na Pomorzu Wschodnim grupy Prasłowian, która żyła i rozwijała się w pewnej 
geograficznej   izolacji.   Upowszechnienie   się   na   północnym   zachodzie   naszych   ziem 
charakterystycznego dla wspomnianej  grupy obrządku grzebalnego odpowiadało prawdopodobnie 
wzrostowi znaczenia nowych plemion. Budowano teraz rodzaj grobowców z płyt kamiennych, do 
których   wkładano   urny   z   prochami.   Na   urnach   zaś   utrwalano   zarysy   twarzy   zmarłego,   sceny 
wojenne i elementy uzbrojenia, co może świadczyć o zwiększającej się roli wodzów i wojowników. 
Od   południowego   wschodu   zaznaczył   się   równocześnie   wpływ   pochówków,   w   których   do 
pokrywania szczątków zmarłego używano glinianych kloszów.

Pewnego przełomu w stosunkach gospodarczo-społecznych na ziemiach polskich dopatrują się 

archeologowie w II w, p.n.e. Przejawił się on w zaniku resztek kultury łużyckiej i wytwarzaniu się 
pustek osadniczych.  Na kulturę pomorską zaczęły się teraz nawarstwiać pokrewne jej i bliskie 
sobie   wzajemnie   kultury   przeworska   i   oksywska.   Obie   miały   charakter   rolniczy   i   nie   znały 
budownictwa   obronnego.   W   stosunkach   społecznych   uwidoczniło   się   silniejsze   rozwarstwienie 
majątkowe, na postęp ekonomiczny zaś wpływał rozwój metalurgii żelaza, zwłaszcza w Górach 
Świętokrzyskich. Wyraźnie zaznaczymy się w tym okresie wpływy celtyckie; nie ograniczyły się 
one bynajmniej  do stosunków  handlowych,  ale związane  były  z osadnictwem Celtów,  którego 
ślady mamy na Śląsku i w Małopolsce.

Rola Celtów w kulturze materialnej dawnych Słowian jest przedmiotem dyskusji naukowej. Czy 

byli   oni   nauczycielami   naszych   przodków   w   zakresie   górnictwa,   metalurgii,   rzemiosł   i 
nawiązywania kontaktów handlowych, czy też trafili na naszych  ziemiach na grunt o tyle  pod 
względem   ekonomicznym   przygotowany,   że   mogli   stać   się   szybko   partnerami   w   wymianie 
towarów   i   umiejętności   technicznych.   Nie   ulega   wątpliwości,   że   liczne   importy   celtyckie, 
zwłaszcza w postaci ozdób i broni, cieszyły się u nas popytem w związku z szybko postępującym 
rozwarstwieniem   społecznym.   Ten   sam   charakter   wymiany   występował   w   okresie   cesarstwa 

background image

rzymskiego,   przy   czym   towarem   wywozowym   stał   się   wówczas   przede   wszystkim   bursztyn, 
którego   składy   handlowe   trafiały   się   już   nie   tylko   na   Pomorzu,   ale   i   w   głębi   kraju,   a   szlaki 
bursztynowe grały rolę ważnych arterii komunikacyjnych.

Obce źródła pisane z pierwszych wieków naszej ery (Pliniusz Starszy, zm. 79, Tacyt zm. 120, 

Ptolemeusz,   II   w.)   przekazują   nam   pierwszą   nazwę   mieszkańców   naszych   ziem.   Byli   te 
Wenedowie. Jeżeli pierwotnie pod nazwą tą kryła się odrębna wenedzka grupa językowa, to w 
pierwszych   wiekach  naszej  ery  oznacza   ona już  szereg  plemion  w  dorzeczu   Odry i  Wisły,   w 
szczególności – jak się wydaje – w środkowej i północnej części tych rzek. Nazwa była żywotna i 
ekspansywna przynajmniej w tym stopniu, co w tysiąc mniej więcej lat później nazwa plemienna 
Polan, a na Śląsku – Ślężan. Wenedami nazywają polską grupę Słowian także pisarze następnych 
stuleci, a późne jej echo zawierał jeszcze w IX w. n.e. tzw. opis Germanii króla angielskiego 
Alfreda Wielkiego (871-899 r.). Za trwały zaś ślad tej nomenklatury uznać należy przechowaną do 
dziś w języku niemieckim nazwę Wenden dla Słowian żyjących niegdyś między Odrą a Łabą.

6. Zagadnienie plemion germańskich na ziemiach polskich w pierwszych wiekach nowej ery

Według tradycji przekazanej przez historyka gockiego Jordanesa (VI w.) gdzieś z początkiem 

nowej ery w dorzecze dolnej Wisły przybyło ze Skandynawii germańskie plemię Gotów, a w jakiś 
czas po nim plemię Gepidów, oba być może zasilone jakimiś plemionami pomniejszymi. Pozostały 
ich ślady archeologiczne w postaci pochówków szkieletowych, nie praktykowanych wówczas u 
ludności   tubylczej;   nic   nie   stoi   na   przeszkodzie   łączeniu   tych   szczątków   pod   względem 
antropologicznym z grupą etniczną germańską; również towarzyszące im zabytki materialne dają 
się   związać   z   kulturą   materialną   ówczesnych   Germanów.   Plemię   Gotów   według   wspomnianej 
tradycji wywędrowało ze swych nadwiślańskich siedzib pod koniec II lub z początkiem III w. w 
kierunku Morza Czarnego, skąd później (V w.) pod nazwami Wizygotów i Ostrogotów przeszło na 
zachód w granice imperium zachodniorzymskiego. Śladem Gotów w połowie III w. wywędrowali 
znad Wisły Gepidowie. Szlak tej wędrówki nie jest dokładnie znany. Wiódł może wzdłuż Prypeci i 
Dniepru, a może Przełęczą Dukielską do Niziny Naddunajskiej i wzdłuż Dunaju nad Morze Czarne. 
Wędrówka odbywała się zresztą na pewno falami, a więc niekoniecznie jednym tylko szlakiem. 
Pobyt Gotów i Gepidów na naszych ziemiach był zaledwie epizodem; nie wyparli oni ze swych 
siedzib miejscowej ludności słowiańskiej, choć może zdołali ją sobie czasowo podporządkować.

Historiografia,   zwłaszcza   niemiecka,   dopatrywała   się   na   naszych   ziemiach,   na   podstawie 

przekazów Tacyta i Ptolemeusza, innych jeszcze plemion germańskich, a mianowicie Burgundów, 
Lugiów, Wandalów, Hasdingów i Silingów. Co do pierwszych, to istnieje prawdopodobieństwo, że 
przejściowo i w niedużej grupie mogli się znaleźć na południowo-zaehodnim obszarze naszych 
ziem, nie pozostawiając zresztą całkiem pewnych śladów. Co do drugich, to przypuszczalnie nie 
byli   plemieniem   germańskim,   lecz   raczej   celtyckim,   a   w   zasięgu   ich   znajdowały   się   przede 
wszystkim   Łużyce   i   częściowo   Śląsk.   Być   może   osiedli   na   Śląsku   w   swojej   wędrówce   ze 
Skandynawii Wandalowie, zanim pociągnęli dalej ku Italii i Hiszpanii. Przesłanki takiego domysłu 
są jednak bardzo wątłe. Przypuszcza się wreszcie, że mogło również czasowo osiąść na Śląsku 
plemię Hasdingów, wchodzące – jak się wydaje – do związku plemiennego Wandalów. Co do 
należących również do tego związku Silingów, to historycy niemieccy przyjmowali, że od nich 
właśnie   pochodzi   nazwa   Śląska,   a   więc   ich   pobyt   w   tej   części   Polski   przyjmowali   za   fakt. 
Tymczasem nie ma żadnej przesłanki źródłowej, ani historycznej ani archeologicznej, która by do 
takiego wniosku upoważniała. Nazwa Śląska jest rdzennie słowiańska (ślęż = mokradło) i znajduje 
potwierdzenie toponomastyczne w postaci góry i rzeki Ślęży, oraz faktu, że w obrębie tej rzeki i 
góry   osiadło   słowiańskie   plemię   Ślężan,   poświadczone   w   X   w.   Wydaje   się   najbardziej 
prawdopodobne, że Silingowie zamieszkiwali czasowo na terenie Łużyc.

background image

7. Wzrost znaczenia wodzów plemiennych

Przemiany gospodarczo-społeczne, dokonywające się na naszych. ziemiach na przełomie starej i 

nowej   ery,  a  mianowicie  wzrost  produkcji  metalurgicznej,   rozwój  niektórych   rzemiosł,   rozwój 
wymiany  z  Celtami  i  z kolei  z cesarstwem  rzymskim,  postępujące  rozwarstwienie  majątkowe, 
wreszcie warunki politycznego zagrożenia ze strony plemion germańskich przyśpieszyły proces 
emancypacji   wodzów   plemiennych   spod   władzy   wieców.   Postępował   on   być   może 
nierównomiernie,   ale  objął  najprawdopodobniej   wszystkie   plemiona  na   naszych  ziemiach.  Bez 
sprężystej   organizacji   nie   do   pomyślenia   byłyby   wędrówki   Słowian,   w   kierunku   dobrze 
zaludnionych   regionów   naddunajskich   i   dalej   w   głąb   cesarstwa   wschodnio-rzymskiego   na 
Półwysep   Bałkański,  na  południowym  zachodzie  po  Alpy,  a  na  zachodzie   po Łabę.   Te  ruchy 
migracyjne zaczęły się może już około II w. n.e. i trwały aż po wiek VIII. Kulminacja ich zaś 
przypada na okres wielkich wędrówek ludów, kiedy to plemiona słowiańskie, zwłaszcza idące na 
południe,   ścierać   się   musiały   z   wojowniczymi   Germanami   przesuwającymi   się   znad   Morza 
Czarnego na zachód, dalej z Kunami i Awarami. U schyłku starożytności również ziemie nad Odrą 
i   Wisłą   stały  się   widownią   licznych   utarczek   między   plemionami   słowiańskimi   i  wzajemnych 
podbojów, a wyraz temu dał wspomniany już historyk gocki Jordanes, który o wielkim ludzie 
Wenedów-Słowian znad Wisły napisał, że „ich nazwy [plemienne] zmieniają się teraz, stosownie 
do   różnych   szczepów”,   co   należy   rozumieć,   że   coraz   to   inne   plemiona   dochodziły   na   tym 
terytorium   do   znaczenia   i   coraz   to   inne   ich   nazwy   słyszeli   cudzoziemcy.   Byłaby   to   sytuacja 
charakterystyczna dla okresu formowania się państewek plemiennych,  niekiedy efemerycznych, 
wzajemnie   się   zwalczających   lub   wchodzących   ze   sobą   w   porozumienie   ze   względu   na 
konieczność prowadzenia wspólnych akcji wojennych i tworzących w ten sposób nietrwałe jeszcze 
związki plemienne. Cały ten długotrwały proces przebiegał na gruncie demokracji wojennej, przy 
czasowym kurczeniu się lub wzroście roli wiecu, zależnie od indywidualnych cech wodzów. Nawet 
jednak zdobycie przez tych ostatnich mocnej pozycji w obrębie plemienia nie oznaczało jeszcze 
przejścia ustroju demokracji wojennej w feudalizm, dopóki nie wytworzyła się konieczna dla tej 
formacji   baza   materialna,   w   postaci   ustabilizowanego   i   wytwarzającego   produkt   dodatkowy 
rolnictwa. Jak długo bowiem świadczenia o charakterze publicznym uiszczane przez ludność były 
niewielkie   lub   wpływały   sporadycznie   w   razie   koniecznej   potrzeby,   nie   dając   podstawy   do 
utrzymywania stałej i względnie silnej drużyny, i jak długo głównym źródłem bogactwa wodzów 
plemiennych były łupy wojenne, w znacznym stopniu służące tylko tezauryzacji, tak długo ich 
władza nad plemieniem była albo nietrwała, albo tylko iluzoryczna.


Document Outline