background image

                     saga.

Cienie

z przeszłości

Torill Thorup

background image

W SERII UKAŻĄ SIĘ:

tom 1. Inga
tom 2. Korzenie
tom 3. Podcięte skrzydła
tom 4. Pakt milczenia
tom 5. Groźny przeciwnik
tom 6. Pościg
tom 7. Mroczne tajemnice
tom 8. Kłamstwa
tom 9. Wrogość
tom 10. Nad przepaścią
tom 11. Odrzucenie
tom 12. Zaginiony
tom 13. Waśń rodowa

background image

tom 3.

PODCIĘTE SKRZYDŁA

background image

1

Gaupås, sierpień 1906 roku

Sigrid rozpoznała szuranie kroków ojca. Dygotała na ca-

łym ciele; szybko złapała poduszkę i przycisnęła ją do uszu.

Dokładnie wiedziała, co ojciec zamierza teraz zrobić: naj-

pierw przyłoży głowę do drzwi jej pokoju i będzie nasłu-

chiwał. Następnie naciśnie bezgłośnie klamkę, zajrzy do

niej, lecz zaraz z powrotem za sobą zamknie. Potem prze-

mknie dalej wzdłuż korytarza.

„To szaleństwo, to szaleństwo", powtórzyła śpiewnie

w duchu. Słowa wywołały niepokojące echo w jej głowie,

lecz było jej to obojętne. Sigrid nie chciała, by docierały do

niej odgłosy z zewnątrz. Sypialnia Gudrun znajdowała się

za ścianą, więc dobrze było słychać, gdy ojciec przekraczał

próg.

W owe noce, kiedy ojciec tam spał... Sigrid wysunę-

ła odrobinę nos spod poduszki i zaczerpnęła powietrza.

W noce, gdy ojciec skradał się obok jej drzwi do pokoju Gu-

drun, leżała przerażona i mokra od potu na całym ciele...

Którejś nocy myślała, że skrzypienie łóżka Gudrun dopro-

wadzi ją do obłędu. W całym świecie nie było takich słów,

którymi można by opisać uczucie, ogarniające ją za każdym

razem, gdy słyszała trzeszczenie materaca. Na początku od-

głosy były wolne i niemal bezgłośne, lecz stopniowo nasilały

się i przyśpieszały. Stawały się szybkie, coraz szybsze.

Sigrid nie mogła uwierzyć, że ten miły, troskliwy ojciec

mógł zabawiać się z własną córką! Kiedy obserwowała go

5

background image

w ciągu dnia, w ogóle jej to do niego nie pasowało. Na co

dzień był cichym, spokojnym mężczyzną, który nigdy by

nie wykorzystał nikogo, kto jest mu drogi.

Sigrid mocniej nakryła się poduszką. Starała się nie

dopuścić żadnych dźwięków z zewnątrz. Zgryzła zęby tak

mocno, że poczuła ból w szczękach. To strach i niepew-

ność pomieszane z poczuciem winy zmuszały ją do mil-

czenia. Na myśl o tym, że ktoś mógłby się dowiedzieć,

co się w Gaupås dzieje, robiło się jej gorąco z przerażenia.

Nie miała nikogo, u kogo mogłaby szukać pociechy.

Poza tym, pomyślała zrozpaczona, nikt by jej nie uwie-

rzył, gdyby opowiedziała okrutną prawdę o chorym umyśle

Nielsa...

Inga sądziła, że Niels utrzyma jej stan w tajemnicy. W każ-

dym razie przez jakiś czas, aż nabiorą większej pewności.

Lecz kiedy zeszła na dół do kuchni dzień po tym, jak mu

wyznała, że wydaje się jej, że jest w ciąży, twarze służby

zwróciły się ku niej wyczekująco.

Inga uśmiechnęła się ze zdziwieniem, ale się nie ode-

zwała. Drżącymi rękami nalała sobie szklankę mleka; gdy

piła, czuła na sobie gorące spojrzenia służących. Czyżby

czekali, aż im coś powie?

 Niels szczęśliwy wyciągnął ręce.

- Zwierzyłem się domownikom, że prawdopodobnie

jesteś w ciąży! - Rzadko się śmiał, lecz teraz z jego ust sto-

czył się uśmiech. - Może będę miał syna!

Inga z trzaskiem odstawiła szklankę.

-To chyba nic złego, jeśli urodzi się córka - rzekła.

-Nie, nie - odparł Niels rozbrajająco. - Ale będzie syn.

Dziedzic.
Wśród mężczyzn rozległ się pomruk aprobaty. Syn - oto

z czego należy być dumnym!

- No, no - zastrzegła się Inga. - Nie cieszmy się zbyt

6

background image

prędko.   Wszyscy   musicie   pamiętać   -   poprosiła   z 

naciskiem

i przebiegła poważnym wzrokiem po służbie - że to pewnie

dopiero pierwszy miesiąc. Wiele się jeszcze może zdarzyć,

zanim się dziecko urodzi.

Spuścili głowy w poczuciu winy.

Inga wzięła kanapkę; miała nadzieję, że więcej nie będą

o tym mówić. Nie rozumiała dlaczego, ale jakoś dziwnie

nie przejmowała się tym, że jest w ciąży. Czy taka obojęt-

ność jest czymś normalnym, gdy nosi się w sobie maleńkie

kiełkujące ziarenko? Na pewno to się zmieni, kiedy już bę-

dzie wiadomo...

Inga opadła do tyłu na oparcie wygodnego fotela na biegu-

nach. Z czułością położyła rękę na brzuchu. Naturalnie nie

mogła jeszcze czuć żadnych oznak życia. Dopiero za kilka

miesięcy może dadzą o sobie znać pierwsze kopnięcia ma-

lutkich dziecięcych stopek.

Zamknęła oczy i pozwoliła, by bujanie fotela ją usypia-

ło. Powolne kołysanie w przód i w tył pomagało się odprę-

żyć. W domu panowała zupełna cisza. Ingę dobiegało jedy-

nie tykanie ściennego zegara. Kiedy przybyła do Gaup&s,

denerwował ją ów dźwięk, lecz teraz przyzwyczaiła się do

niego i uważała, że pozwala jej nawet się uspokoić.

Chwilę później zmarszczyła brwi ze zdziwienia. Od-

niosła   wrażenie,   że   ktoś   przed   nią   stanął...   Otworzyła 

oczy

i aż podskoczyła. Gwałtownie złapała ustami powietrze

i chwyciła za poręcze fotela. Kostki jej palców zbielały, kie-

dy ze strachu zacisnęła dłonie.

- Gudrun! - krzyknęła. - Przestraszyłaś mnie!

Inga nie słyszała, kiedy Gudrun przyszła. Ta postawna

kobieta stała pochylona nad nią i blisko przysunęła twarz

do jej twarzy. Jedyne, co Inga widziała, to szare, złe oczy,

które się w nią wpatrywały. Kłębiła się w nich uwięziona

nienawiść i wściekłość.

7

background image

- Czego chcesz? - Inga sama słyszała, że jej głos brzmi

niepewnie, ale musiała  coś powiedzieć,  żeby przerwać

przerażające milczenie.

Gudrun nie odpowiedziała, tylko odchyliła się do tyłu

i obserwowała macochę pogardliwie.

Ingę drażniła i niepokoiła ta cisza. Co Gudrun chciała

osiągnąć, strasząc ją w ten sposób? Dlaczego nic nie mówi,

zwykle przecież nie jest oszczędna w słowach?

Wreszcie Gudrun drgnęła. W jednej ręce trzymała pęk

kluczy.

- Ze względu na ciebie mam nadzieję, Ingo... - zaczęła

powoli, lecz zamilkła. Podniosła klucze do góry, żeby Inga

mogła je zobaczyć, a także usłyszeć ich złowieszczy brzęk.

Klucze dyndały przed jej oczami. Gudrun uczyniła szybki

ruch ręką i zamknęła je w garści. - Mam wielką nadzie-

ję - powtórzyła z nienawiścią - że to dziecko ojca nosisz

w brzuchu!

Inga nie była w stanie odpowiedzieć, ogarnął ją strach.

Dobry Boże, pomyślała zrozpaczona, Gudrun chyba nie

zauważyła, co ją łączy z Martinem! Zadrżała. A jeśli Niels

i reszta domowników dowiedzą się o jej niewierności...?

Wtedy nie   tylko   naraziłaby się  na  ich żarty  i  docinki,

ale również poznałaby zapalczywość Nielsa... Nawet jesz-

cze gorzej, uświadomiła sobie, skończyłyby się spotkania

z Martinem.

Musi zerwać z potajemnymi schadzkami w lesie. Już nie

poczuje wokół siebie czułych ramion ani nie napotka obie-

cującego   spojrzenia   ukochanego...   Ze   smutkiem 

uświado-

miła sobie, że właściwie nic się między nimi nie zaczęło.

Tyle mieli razem przeżyć, mieli sobie ofiarować tyle piesz-

czot. Związek z Martinem, pomyślała, trzymał ją przy ży-

ciu! Stanowił dobry i jasny punkt, dzięki któremu szare

i smutne dni w Gaupås dawało się jakoś znosić.

Na policzki Gudrun wystąpiły intensywne plamy, kiedy

powtórzyła ponuro:

8

background image

- Słyszałaś, co powiedziałam, Ingo? Oby dziecko, któ-

re nosisz, było mojego ojca. Jeżeli nie... - zamilkła, po-

zwalając, by sens tych słów zawisł w powietrzu, by zapadły

w Ingę głęboko.

Inga poczuła, jak gotuje się w niej ze złości. Strach ustą-

pił miejsca gniewowi. Czy rzeczywiście powinna się prze-

jąć groźbami Gudrun? Przez moment zastanowiła się, jak

nakłonić pasierbicę do mówienia, samej nie zdradzając,

jak blisko jest prawdy. Całkiem możliwe, że to nie dziecko

Nielsa.

- Powiedz mi jedno, Gudrun - rzekła niepokojąco ci-

cho, starając się, by głos jej się nie załamał. - Próbujesz su-

gerować, że sypiam z innymi?

Czuła, jak pot skrapla jej się na czole, lecz powstrzyma-

ła się, by go nie wytrzeć. Gudrun nie powinna się zoriento-

wać, jak bardzo jest zdenerwowana.

- Myślę, że ty wiesz chyba o tym najlepiej! - Gudrun

zacisnęła usta.

Inga   drżała   od   środka.   Nie   dowiedziała   się,   ile 

Gudrun

wie, i gorączkowo zaczęła szukać kolejnego pytania, które

mogłaby zadać, nie zdradzając się.

- Nie zamierzam odpowiadać na twoje bezwstydne za-

rzuty. Jak sądzisz, jak poczuje się twój ojciec, kiedy się do-

wie, że uważasz mnie za dziwkę?

-

Nie mieszaj do tego ojca! - syknęła nagle Gudrun.

Inga aż podskoczyła, zdumiona tą nieoczekiwaną reak-

cją. Zdobyła się na krótki, pozbawiony radości śmiech.  v

- Gudrun, Gudrun - powtórzyła  nienaturalnie mięk-

ko. - Według mnie twój ojciec jest jak najbardziej w to za-

mieszany. Stoi mocno obiema nogami zasadzony w tę spra-

wę. Tak - dodała ostro. - „Zasadzony" to właściwe słowo.

To on zasiał we mnie to ziarno! - Jakby na podkreślenie

roli Nielsa położyła rękę na brzuchu.

Gudrun runęła do przodu i musiała się oprzeć o brzeg

stołu. Jej twarz stała się wyjątkowo blada, a wargi zsinia-

9

background image

ły. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy, wydawało się, jak

gdyby zaraz miały wyskoczyć z oczodołów.

-Gudrun!   -   krzyknęła   Inga   przerażona   i   wyciągnęła

ręce, żeby pomóc. Chwyciła ją za ramiona i podparła, 

od-

chyliła nieco do tyłu.

-Nie...   -   warknęła   Gudrun   ochryple.   -   Nie   dotykaj

mnie! - Opędzała się. Jej klatka piersiowa unosiła się i 

opa-

dała pod pokaźnym biustem.

-Chciałam   cię   tylko   powstrzymać,   żebyś   nie   upad-

ła - odparła Inga wstrząśnięta i struchlała ze strachu. - 

Wy-

dawało mi się, że zaraz zemdlejesz...

-Oszczędź mi tej swojej przeklętej życzliwości. Obej-

dzie   się!   -   Gudrun   otrzepała   ramiona,   jak   gdyby 

chciała

usunąć odciski dłoni Ingi. Położyła  rękę na bladym 

czole

i zachwiała się.

Nagle jak gdyby odzyskała swą sztywną godność, od-

wróciła się na pięcie i wymaszerowała z salonu.

Inga znów została sama z głową pełną wątpliwości i py-

tań, na które, jak się obawiała, nie otrzyma odpowiedzi.

Łzy piekły pod powiekami. Pochyliła się do przodu, posta-

wiła łokcie na udach i oparła głowę na rękach.

Dawny spór rodów między Svartdalami a Storedala-

mi nie dawał jej spokoju, a konflikt między nią a Gudrun

ostatnio bardzo się zaostrzył. Gudrun wprawdzie nie po-

wiedziała zbyt wiele, lecz to chyba było najgorsze: niejasne

aluzje i gorzkie słowa. Gudrun nie zdradziła, czego Inga

powinna się strzec ani co może się wydarzyć, jeśli się oka-

że, że ojcem dziecka, które się urodzi, nie jest Niels.

I w ogóle jak Gudrun się o tym dowie? Niemowlę nie

będzie   miało   wypisane   na   czole,   że   zostało  spłodzone

w grzechu. Indze zawsze się wydawało, że wszystkie nowo-

rodki są do siebie podobne. Pomarszczone i czerwone ze

spłaszczonym nosem i skośnymi oczami.

Zdenerwowana bujała się w fotelu w przód i w tył. Jeżeli

nikt nie będzie podejrzewał, że dobrowolnie wchodziła do

background image

10

background image

łóżek innych mężczyzn, to ludzie nie będą się doszukiwali

w twarzy dziecka obcych rysów. Dlaczego mieliby to ro-

bić? - pomyślała niepewnie. Nikt poza Gudrun nie podej-

rzewał jej o niewierność.

Inga zagryzła palec wskazujący i stwierdziła, że ojcem

maleństwa może być równie dobrze dziedzic Storedal...

Ona i Martin kochali się dziko i namiętnie, nie bacząc na

konsekwencje. Martin był młody i męski... i miał więcej

ikry... Kiedy leżeli w gorących uściskach, czuła, jak się

w niej poruszał. Natomiast gdy sypiała z Nielsem, odnosiła

wrażenie, jak gdyby ją brał... nie... Zadrżała.

Nie wolno jej już marzyć o Martinie. Czas z nim spę-

dzony powinien odejść w przeszłość. Wstała, nie pozwo-

liła, by smutek zapuścił w niej korzenie. Przyjdzie jeszcze

czas, żeby zapłakać za Martinem.

Miękka, biała owcza skóra na podłodze tłumiła odgłosy

kochającej się pary. Tylko ciche jęki dobywały się zza za-

ciśniętych zębów. Rozbawione, nagie ciała splatały się ze

sobą.

Płomienie z kominka oblewały ciepłym światłem ko-

chanków, którzy spoceni i zadowoleni opadli z wyczerpa-

nia.

Sorine uniosła się na łokciu i uśmiechnęła do Kristoffe-

ra.

- Wiesz, że cię kocham?

Kristoffer uśmiechnął się zażenowany. Sorine była bar-

dziej bezpośrednia niż on. Nie potrafił wyrażać  swych

uczuć w taki sam entuzjastyczny sposób, więc tylko przy-

ciągnął ją ku sobie i ułożył w zgięciu łokcia.

- Wiem. I ja cię... bardzo lubię.

Sorine   odwróciła   się   na   plecy   i   wpatrzyła   w 

drewniane

belki na suficie.

li

background image

- Jesteśmy szaleni - roześmiała się. - Pomyśl tylko,

gdyby Kristian był w domu. Wtedy nie odważyłabym się

wśliznąć do ciebie przez okno dzisiejszej nocy!

Kristoffer pieścił jej piersi, przesuwał ręką po ciepłej,

gładkiej skórze.

- Dobrze, że poszedł na górskie pastwiska, Goś tam

musiał naprawić. - Nagle zaniepokoił się: - Grzeszymy.

Jeszcze nie wzięliśmy ślubu. Jak myślisz, co Bóg o nas my-

śli?

Sorine pogładziła go po policzku.

-Kościół   i   pastorzy,   Kristofferze,   tylko   upominają

i osądzają, a Bóg... Bóg jest miłością!

-Wierzysz w to? - spytał Kristoffer z nadzieją.

-Nie wierzę - odparła Sorine zadowolona. - Wiem.

-Ale... ale co będzie, jeśli zajdziesz w ciążę?

Sorine klepnęła go dla żartu w policzek.

-Nie zajdę! Umiemy się pilnować.
-To prawda - przyznał Kristoffer z wahaniem - lecz

bogowie wiedzą, że nie zawsze jest łatwo.

-Przygotowania do naszego ślubu już ruszyły - szep-

nęła pogodnie Sorine. - A kiedy zostaniemy uznani za 

pra-

wowite małżeństwo, wtedy będziemy mogli figlować w 

łóż-

ku do woli, nie obawiając się, że zajdę w ciążę.

Oboje   roześmiali   się,   pełni   napięcia   i   oczekiwania,

co im przyniesie miodowy miesiąc.

Na cmentarzu Laurens Storedal otrzepał ziemię ze szpadla

i położył go na koźle. Cóż, pomyślał sceptycznie, nie po-

zwalając sobie na utratę kontroli nad uczuciami. Właśnie

oczyścił z chwastów i uporządkował grób Jenny. Jedyne,

co zostało, to bukiet polnych kwiatów.

Zdawało się, jak gdyby jej ostatnie miejsce spoczynku

oczarowało go, kusiło bliżej nagrobka ochrypłym, niemym

12

background image

krzykiem.  Krzyk  zza grobu, pomyślał  i wzdrygnął się.

A może to ciemna strona świadomości złapała go w do-

brze zamaskowaną, lepką sieć?

Nie padało wiele, ale wystarczająco, by zmokły mu wło-

sy. Wcześniej przed południem słońce złociło okolicę, a te-

raz znad trawy i liści unosiła się para, gdy krople deszczu

dotknęły nagrzanej ziemi. Mgła zaczynała gęstnieć i krąży-

ła między nagrobkami. Laurens trząsł się z zimna; stwier-

dził w duchu, że z powodu ponurej pogody odwiedziny na

cmentarzu zdawały się jeszcze bardziej smutne.

Szybko złapał bukiet, odwrócił się stanowczo, żeby się

nie rozmyślić, i ruszył wąską ścieżką. Głęboko zakorzenio-

ny respekt dla Kościoła i Pana zmusiły go, by zwolnił kro-

ku. Należy stąpać ostrożnie po takiej świętej ziemi jak ta,

uznał z szacunkiem.

Delikatnymi dłońmi z namaszczeniem ułożył bukiet na

grobie. Uważał, by kwiaty nie zasłoniły złotego napisu na

samym dole: „Miłość jest wszystkim".

Cofnął się, złożył  ręce i  wpatrywał  się nieruchomo

w mogiłę przystrojoną fioletowymi, różowymi i niebieski-

mi kwiatami.

- Kocham cię, Jenny - szepnął żarliwie. -1 zawsze będę

cię kochał..

background image

2

- Ojej, zobacz, kto przyszedł! - zawołał Gulbrand we-

soło któregoś dnia po obiedzie, gdy właśnie mieli wsta-

wać od stołu. Wszyscy wyciągnęli szyje i wyjrzeli przez

kuchenne okno. Na niebie świeciło słońce, oślepiło Ingę

i przed jej oczami zatańczył czarny obłoczek, tak że trud-

no jej było cokolwiek wyraźnie zobaczyć. Wreszcie udało

jej się skupić wzrok na konnym wozie, który wtoczył się

na dziedziniec.

Zamarła. To Kristian, jej ojciec.

Czego on mógł tutaj teraz chcieć? Wiedział, kiedy lu-

dzie jedzą obiad, i Ingę zdziwiło, że pojawia się właśnie

w tym momencie.

Zrobiło jej się przykro. Kristian jest mimo wszystko jej

ojcem i kochała go. W dzieciństwie patrzyła na niego jak

na bohatera i starała się zwrócić na siebie jego uwagę. Był

nieomylny, sprawiedliwy dla służby i zawsze podejmował

mądre decyzje, lecz ona była tylko małą Ingą, którą dostał

w zamian za swą ukochaną Jenny. Za każdym razem, kiedy

o tym pomyślała, czuła ukłucie w sercu. Stopniowo zaczy-

nała dostrzegać jego ciemne strony. Potrafił być przekorny

i pamiętliwy, gdy ktoś spróbował mu się sprzeciwić. I nie

miał do niej cierpliwości.

Inga nie była jedyną, którą zaskoczyła ta niespodzie-

wana wizyta. Jeden szybki rzut oka na Nielsa wystarczył,

by zauważyć, jak się skulił zaniepokojony. Nielsa i Kristia-

na zawsze łączyła przyjaźń, lecz nie budziło wątpliwości,

że Niels dobrze pamiętał awantury, które wybuchały na

14

background image

dziedzińcu między Ingą a Kristianem. Owe sceny okryły

Nielsa wstydem jako małżonka.

Gospodarz Gaupås odsunął krzesło od stołu.

- Czego może sobie życzyć pan Svartdal? - Starał się

panować nad głosem, lecz mu się nie udało.

Ponieważ wszyscy się najedli, podnieśli się z miejsc.

Mężczyźni wylegli na dziedziniec, żeby przywitać się z Kri-

stianem. Inga jeszcze została, żeby zrobić porządek z garn-

kami. Nalała wody do balii i wstawiła brudne talerze do

namoczenia. Umyła stół wodą i mydłem i dokładnie wy-

tarła ręce ręcznikiem.

Właściwie wyczekiwała ponownego spotkania z ojcem,

choć nie spodziewała się, że uraczy ją dobrym słowem. Zwyk-

le przykładał palec wskazujący cło ronda kapelusza i robił

ukłon głową. Zauważyła, że tęskni za tym, by znów zobaczyć

ten gest. Musiała się przekonać, że wybaczył jej bezwstydne

zachowanie, gdy pojawił się tu ostatnim razem!

Dobiegł ją rubaszny męski śmiech, kiedy wyszła na ga-

nek. Niels uśmiechał się do Kristiana. Jej ojciec stał na roz-

stawionych nogach obok wozu. Jego szerokie plecy świad-

czyły o sile i krzepkości.

Inga z ociąganiem podeszła do grupki na dziedzińcu.

Serce ciężko waliło jej w piersi, splotła razem spocone dło-

nie.

- Dobry Boże - pomodliła się cicho. - Mam nadzieję,

że uwolniłeś ojca głtiwę z przygnębienia. Proszę, daj mu

siłę, by pogodził się ze swą jedyną córką. Muszę przyznać,

że nie żałuję zbytnio, że zrobiłam mu awanturę. Jednak nie

powinnam go atakować... - Na samo wspomnienie zrobi-

ło się jej gorąco i nagle przystanęła. Czy powinna się odwa-

żyć i podejść do mężczyzn? Czy ojciec odwróci się i utkwi

w niej swój czarny wzrok? Może zażąda przeprosin?

Inga zawahała się przez chwilę. Nie, musi się pokazać.

Powinni ze sobą porozmawiać jak dwoje dobrze wychowa-

nych ludzi i zapomnieć o tym, co bolesne.

15

background image

Żwir zachrzęścił pod jej stopami. Kiedy stanęła tuż za

ojcem, Kristian podniósł głos i rzekł:

- Muszę wracać do Svartdal. Wiem, że macie sporo ro-

boty.

Mężczyźni uśmiechnęli się i przytaknęli. Kristian wsiadł

do wozu i popędził konie. Skinął głową w stronę mężczyzn

na pożegnanie.

Inga stała jak zamurowana.

Ojciec słyszał, że nadchodzi, ale nawet na nią nie spojrzał.

Rozczarowanie i wstyd paliły Ingę niczym ogień pochodni.

W oczach zaszkliły się łzy. Spłynęły po policzkach, ale ich

nie otarła. Mężczyźni łatwiej zauważyliby, że płacze, gdyby

podniosła rękę i przesunęła nią po twarzy.

Odwróciła się i drobnym krokiem pobiegła do domu.

Pokonała schody w kilku susach, otworzyła drzwi do sy-

pialni i rzuciła się na łóżko. Płacz znalazł ujście z piersi.

Inga wcisnęła twarz w materac i wybuchnęła szlochem.

Skuliła się jak dziecko i wsunęła do ust brzeg kołdry. Ojciec

miał uzasadnione powody, żeby się na nią złościć, ale żeby

ją w taki sposób zignorował...

Teraz już przynajmniej wiedziała, co o niej myśli. Już nie

musiała się więcej upokarzać i ostrożnie do niego podcho-

dzić. I tak o nią nie dbał.

- Niech cię diabli porwą, Kristian! - przeklinała roz-

goryczona. - Obyś się smażył w piekle! W piekle, w piek-

le! - biła wściekle pięściami w materac. Zaraz jednak prze-

szła jej cała złość, równie szybko, jak ją ogarnęła.

Inga usiadła zrezygnowana, wzięła zmiętą chusteczkę

i wydmuchała nos.

Zapragnęła w tej chwili być kobietą, która albo kocha,

albo nienawidzi. Wszystko stałoby się prostsze, gdyby umia-

ła zdecydować, czy ma kogoś lubić, czy unikać. Jej uczucia

były pewnie bardziej złożone, niżby tego chciała.

16

background image

Odbicie w lustrze odpowiedziało jej grymasem. Wło-

sy tworzyły czarną plątaninę przed oczami. Inga próbowa-

ła rozczesać je palcami. Piekące, spuchnięte policzki nie-

długo ochłoną, gorzej wyglądały smutne, zaczerwienione

oczy. Wszyscy poznają, że płakała.

Gdyby tylko mogła zostać jeszcze chwilę w pokoju!

Ale zdawała sobie sprawę, że to niemożliwe, bo czeka ją ro-

bota. Musiały zacząć prząść nici z zebranego w tym roku lnu.

Jeżeli zaraz nie pośpieszy do stodoły, Gudrun ją zawoła.

Inga niechętnie weszła do stodoły. Gudrun uważnie jej się

przyjrzała, ale nie odezwała się. Inga pochyliła się i wzięła

garść lnu. Len leżał na dworze na deszczu i słońcu, zanim

został   zebrany   cztery   tygodnie   temu.   Już   był 

wymoczony,

a teraz kobiety czekała żmudna praca przy oddzielaniu

drewnianej części łodygi od włókna.

Gudrun sama usiadła przy międlicy. Był to czworokąt-

ny stołek, stojący pewnie na trzech drewnianych nogach.

Zrobiono w nim szczelinę, w którą wchodziła druga des-

ka. Na jednym końcu ruchomej deski przymocowano wą-

ską deseczkę, przypominającą  nóż. Gudrun chwyciła  za

uchwyt i podniosła ją, następnie na stołku ułożyła wiązkę

wysuszonego lnu i przycisnęła ją drewnianym nożem. Za-

trzeszczało.

Gudrun widocznie robiła to już wcześniej, ponieważ

szybko unosiła nóż i przesuwała wiązki lnu do siebie, łamiąc

je w wielu miejscach na kawałki. Zdrewniałe części łodygi

kruszyły się, lecz nadal mocno trzymały się włókien.

- Będzie z nich piękne ubranie! - zawołała Sigrid za-

chwycona.

Inga uśmiechnęła się krzywo, odgarnęła długą grzywkę

i wsunęła za uszy, przygotowując się na ciężką i rozgrzewa-

jącą pracę. Sigrid posiadała niezwykłą zdolność cieszenia

się z powodu drobnych zdarzeń codziennego dnia.

17

background image

-Tak, teraz będziemy miały nici do szycia i na osno-

wę   -   przytaknęła   Inga.   -   Być   może   uda   się   z   nich 

również

utkać obrusy i delikatny materiał.

-Nie tak prędko - rzuciła ostro Gudrun. - Len trzeba

najpierw otrząsnąć i usunąć resztki łodyg.

-No tak - przyznała Inga. - A potem jeszcze wyczesać

i uprząść nici.

Gudrun zgodnie skinęła głową.

Pracowały dalej w milczeniu. Nie miały czasu na od-

poczynek, pot spływający z czoła ocierały rękawami blu-

zek. Pył z suchych łodyg lnu unosił się w stodole i kleił do

lepkiej skóry. Całe ciało kłuło. Kobiety kaszlały i odchrzą-

kiwały, kiedy odrobinki drewna dostały się do nosa. Inga

mrugała raz po raz, żeby zwilżyć oczy, ponieważ okruchy

łodyg tworzyły na spojówkach cienkie błonki.

- Zostało nam tylko bielenie - uśmiechnęła się Inga

zadowolona, gdy ułożyły na podłodze gotową szarą przę-

dzę.

Sigrid odwzajemniła uśmiech.

- Tak, i na szczęście możemy się do tego zabrać jutro!

Nie wiem, czy wytrzymałabym dłużej w tym pyle!

Kiedy Inga znalazła się z powrotem w sypialni, zdjęła

spódnicę, skarpety i bluzkę. Przyłożyła mokrą ścierkę do

szyi i westchnęła z zadowolenia. Przyjemnie jest znowu

być czystym.

Jej myśli wróciły do dzisiejszych odwiedzin ojca. Czego

właściwie tu chciał? Opuściła rękę ze ścierką. Ojciec nigdy

nigdzie nie wyjeżdżał bez powodu. Na pewno miał z Niel-

sem do pogadania. Tylko o czym?

W jaki sposób mogłaby się dowiedzieć, czemu zawdzię-

czali tę wizytę? Za bardzo się wstydziła, żeby zapytać męża,

nie mogłaby stanąć z nim twarzą w twarz i wyznać, jak głę-

boko poczuła się upokorzona, kiedy ojciec całkiem zigno-

rował ją na dziedzińcu przed domem.

Gulbrand, pomyślała. Mogłaby spytać tego miłego i do-

18

background image

brodusznego służącego! A jeśli się pośpieszy, zdąży z nim

porozmawiać przed popołudniowym posiłkiem.

O tej porze Gulbrand zwykle oporządzał konie i wymia-

tał z boksów. Inga pobiegła do niego do stajni, lecz zatrzy-

mała się onieśmielona i wbiła wzrok w ziemię. Gulbrand

domyślił się, że dziewczynie coś leży na sercu, i mrugnął

do niej, jak gdyby bawiło go, że jest jej potrzebny.

Inga machnęła ręką i otworzyła usta, żeby spytać, lecz

nagle odniosła wrażenie, że język przykleił się jej do pod-

niebienia. Wiedziała, o co spytać, lecz nie miała pojęcia,

jak to zrobić.

Gulbrand odłożył haczyk do kopyt na poprzecznej belce.

-A więc w Svartdal szykuje się wesele?

-Wesele?
-Tak, Kristian przyjechał, żeby przekazać, że twój brat

Kristoffer   żeni   się   z   Sorine   Hotvedt   w   sobotę 

dwudziestego

czerwca przyszłego roku. Po Nowym Roku dostaniecie 

pi-

semne zaproszenie.

-O! - zawołała Inga zaskoczona. W głowie wymyślała

najbardziej   przerażające  sceny i  denerwowała  się,   co 

takie-

go   ojcu   mogło   przyjść   do   głowy,   a   tymczasem 

przyjechał

tylko   z   zaproszeniem   dla   Nielsa   i   jego   rodziny   na 

wesele!

Skrzyżowała ręce na piersiach. Jak to dobrze, ucieszyła 

się

w duchu.

-Pewnie jesteś szczęśliwa - zachichotał chytrze.

-Tak!  Myślałam...  - Zerknęła  na  służącego i oprzy-

tomniała. - Wszystko jedno, co sobie pomyślałam.

Gulbrand znacząco skinął głową.

Inga położyła mu poufale rękę na ramieniu i spojrzała

background image

prosto w jego zielone oczy.

- Dziękuję - rzekła po prostu.

background image

3

Tydzień później, gdy Inga wchodziła po drabinie prowa-

dzącej na górę stodoły z sianem, usłyszała cichy płacz. Za-

trzymała się w połowie drogi zakłopotana i zastanowiła,

czy powinna iść dalej, czy może zawrócić. Ten, kto tam sie-

dział na górze, szukał kryjówki i chciał być sam.

Żałosny płacz rozdzierał jej serce. Ruszyła wyżej, szcze-

bel po szczeblu. Poznała, że to kobiecy głos, i pomyślała,

że dziewczyna nie powinna się chować i cierpieć w samot-

ności.

- Eugenie - szepnęła, widząc młodą kobietę, która le-

żała skulona na miękkim sianie. Włosy miała splątane,

a twarz mokrą od łez. Inga zbliżyła się cicho, niepewna, jak

Eugenie zareaguje. - Eugenie - szepnęła ostrożnie jeszcze

raz. - Co się stało?

Eugenie próbowała powstrzymać łkanie i otarła zaczer-

wienione policzki. Pogładziła się po brzuchu. A potem

jeszcze kilka razy.

Jest w ciąży, stwierdziła Inga. Służąca będzie miała dziec-

ko, a jego ojciec ją zostawił. W takim razie nie pierwszy raz

w historii zdarza się, że głodny miłości mężczyzna ulatnia

się, gdy dowiaduje się o skutkach łóżkowych przyjemności.

A teraz Eugenie leży tu: młodziutka, porzucona i z dzie-

ckiem pod sercem. Urodzenie pozamałżeńskiego dziecka

naznaczy ją na całe życie. Inga słyszała powtarzane pół-

głosem plotki o dziewczętach, które zabijały nienarodzone

dzieci, żeby uniknąć kary, upokorzenia i ludzkiego gada-

nia.

20

background image

Eugenie przestała powstrzymywać łzy i opadła na sia-

no. Płacz przybrał na sile.

Inga usiadła ostrożnie obok zrozpaczonej dziewczy-

ny i zacisnęła dłonie na kolanach. Przez chwilę siedziała

w milczeniu. Tak bardzo chciałaby ją pocieszyć, ale trudno

jej było nawiązać bliski kontakt. Przysunęła się bliżej i de-

likatnie pogładziła szlochającą Eugenie po plecach. Dziew-

czyna nie odsunęła się i to ośmieliło Ingę, by ją przytulić.

Stopniowo płacz zaczął cichnąć, a Inga położyła Euge-

nie rękę pod brodę i uniosła jej twarz.

- Nie bój się - poprosiła. - Nie stracisz swojej służby,

nawet jeśli urodzisz dziecko. Sama porozmawiam o tym

z Nielsem.

Eugenie spojrzała na nią, nie rozumiejąc.

Powoli Inga uświadomiła sobie, że być może wyciągnę-

ła zbyt pochopne wnioski.

-Bo chyba jesteś w ciąży, prawda?

Eugenie pokręciła głową.

-Nie, to nie to... - znowu wybuchnęła płaczem.

-W   takim   razie   co   się   stało?   -   spytała   Inga   łagod-

nie. - Opowiedz mi. Może będę mogła ci pomóc?

-Mój starszy brat, Mathias, był tu przed chwilą... - Eu-

genie   urwała,   żeby   zaczerpnąć   tchu.   -   Mathias 

powiedział,

że mama nie żyje... Zmarła dziś w nocy.

- Tak mi przykro - rzekła Inga ze współczuciem.

Smutek i rozpacz Eugenie były ogromne, ale co by

się stało, gdyby dziewczyna  naprawdę była w ciąży...?

To z pewnością przysporzyłoby jej więcej zmartwień niż

śmierć matki.

- Nie musisz mi współczuć - bąknęła służąca. - Matka

od dawna czuła się zmęczona życiem, przez całe lata ciężko

pracowała. To dla niej dobrze, że wreszcie znalazła odpo-

czynek. .. - Na samo wspomnienie o matce Eugenie głośno

pociągnęła nosem. - Ale świadomość, że jej już nie ma, jest

tak trudna do zniesienia...

21

background image

-Na pewno - pocieszyła ją Inga. - To bolesne, gdy od-

chodzi ktoś, kogo kochamy.

-Nie wiem... Zupełnie nie wiem, co począć z moim

młodszym rodzeństwem.

- A co z twoim ojcem...

Eugenie przerwała jej nieśmiało:

- Ojciec zmarł trzy lata temu. Przygniotły go drzewa,

gdy pracował przy spławianiu drewna.

Głowę Ingi wypełniły przykre myśli. Często wdowa po

dzierżawcy zostawiała dzieciom w spadku bardzo niewiele.

Ubogą izbę i kilka sprzętów. Żadnych pieniędzy ani mająt-

ku, który mógłby zapewnić byt sierotom. Jej oczom ukazał

się obraz wychudłych, zapłakanych maluchów. Trzeba im

jakoś pomóc, pomyślała, bo nie zniesie myśli, że miałyby

głodować lub być zdane na pastwę losu.

-Możesz tu z nimi przyjść - podjęła decyzję. - Umieś-

cimy je w starym  domu. Jest tam dosyć  miejsca, a 

potem

coś wymyślimy. Najważniejsze, by znalazły pomoc w 

tym

najtrudniejszym czasie.

-To niemożliwe - westchnęła Eugenie.

-Dlaczego?

-Gudrun nigdy się na to nie zgodzi. Nie myśl sobie,

że schowałam się tu w stodole bez powodu. Nie chcę, 

żeby

mnie zobaczyła zapłakaną. I - dodała z goryczą - wcale jej 

nie

obchodzi,   jakie   mnie   spotkało   nieszczęście.   Mówię 

prawdę!

Inga wyprostowała się.

-Gudrun może decydować o wielu sprawach, ale nie-

które   decyzje   ja   mogę   podejmować.   Nie   mówmy 

więcej

o tym! Ile masz rodzeństwa?

-Jest nas dwanaścioro.

-Dwanaścioro?! - zawołała Inga wstrząśnięta. - Wiel-

ki Boże - jęknęła cicho. Chyba obiecała zbyt więcej, 

niż

mogła   dotrzymać.   Sama   musiała   przyznać,   że   nie 

będą

background image

mogli zapewnić schronienia takiej gromadce dzieci.

Eugenie roześmiała się przez łzy zrozpaczona.

22

background image

-Najpierw był Mathias, a potem Svein, Mathilda, ja,

Elise   i   Tordis,   czyli   sześcioro.   Matka   powiedziała 

kiedyś,

że   następnym   będzie   nadawała   imiona   według 

numerów.

Dwa lata po Tordis urodziły się bliźniaki Syver i Otto, 

jako

numery siedem i osiem. Potem już szybko jedno po 

dru-

gim:   Nicoline,   Tidemann   i   Ellev.   Na   sam   koniec 

przyszła

na świat maleńka Tollev. Między Ellev i Tollev jest rok 

róż-

nicy.   Zawsze   byliśmy   ze   sobą   zżyci.   Ciężko 

pracowaliśmy,

zwłaszcza   matka...   -   Eugenie   otarła   nos   rękawem.   - 

Tak,

matce często było trudno - powtórzyła smutno.

-Możesz przyprowadzić całą gromadkę  - rzekła Inga

stanowczo. - A Gudrun niech mówi, co chce.

Eugenie wstała i strzepała źdźbła siana ze spódnicy.

Wyciągnęła rękę, a Inga przyjęła ją zaskoczona. W oczach

służącej pojawił się nowy blask.

- Bardzo ci dziękuję - rzekła i mocno uścisnęła dłoń

Ingi. - Moje starsze rodzeństwo założyło już własne ro-

dziny, być może będziemy mogli podzielić między siebie

młodsze dzieci. A więc pewnie nie sprowadzę ich tak dużo,

jak na początku myślałaś.

Inga odprowadzała wzrokiem szczupłą postać dziew-

czyny, która wracała do domu. Eugenie zniknie pewnie

na kilka godzin, a późnym popołudniem dom wypełni się

dziecięcym płaczem...

Gudrun na pewno się sprzeciwi jej pomysłowi, ale trud-

no, pomyślała Inga z uporem.

- Czyś ty do reszty rozum postradała? - zgromiła Ingę

Gudrun przerażona, gdy Inga tego samego wieczoru opo-

wiedziała jej, co się przydarzyło Eugenie i jej rodzinie. - Nie,

nie odpowiadaj - mówiła dalej rozgniewana. - Wiem prze-

cież, ale że zachowasz się tak... - Gudrun zabrakło słów.

background image

Inga odłożyła robótkę i spojrzała na nią wyzywająco.

- Wzajemna pomoc, Gudrun, mówi ci to coś? Żeby ży-

23

background image

cie we wsi układało się jak najlepiej, ważne jest, by wszyscy,

wszyscy, stanęli gotowi do pomocy, gdy kogoś spotka nie-

szczęście.

- Ale tu chodzi o rodzinę dzierżawcy, o ile wiem - burk-

nęła Gudrun.

Inga nie mogła wprost uwierzyć, że się nie przesłyszała.

- Czy biednym nie należy się pomoc, gdy dotknie ich

tragedia? Następnym razem to ciebie może spotkać nie-

szczęście lub coś okrutnego.

- Czy to groźba? - rzuciła najstarsza córka Nielsa.

Inga przetarła oczy.

-Nie,   oczywiście,   że   nie   -   zaprzeczyła   zmęczona.   -

Chciałam tylko, żebyś zrozumiała, jak musi się czuć 

Euge-

nie, wiedząc, że  jej młodsze  rodzeństwo zostało bez 

matki.

Nie   mają   wielkiego   gospodarstwa   ani   pokaźnego 

majątku

w zanadrzu. Za to my posiadamy sporo.

-Ciekawe, jak sobie wyobrażasz wykarmienie dwuna-

stu   dzieciaków   -   prychnęła   Gudrun.   Stanęła   z 

zaciśniętymi

pięściami i wywróciła oczami.

-Nie wiadomo, czy Eugenie przyprowadzi wszystkie.

-Nie wiadomo. Nie wiadomo - przedrzeźniała ją Gu-

drun   pogardliwie.   -   A   jeśli   tak?   Gdzie   zamierzasz 

umieś-

cić dziesiątkę-dwunastkę dzieci? Gdzie będą jadły? No i 

co

będą jadły? I tak mamy za dużo roboty, żeby wyżywić 

nas

samych i służbę.

-Nie martw się na zapas - wtrącił się Niels. Przez cały

czas w milczeniu przysłuchiwał się dyskusji.

Gudrun nie odezwała się więcej, tylko fuknęła nosem

z niesmakiem.

Inga drżała od środka. Czuła wielką potrzebę, by krzyk-

nąć na tę zarozumiałą dziewczynę, lecz tego nie uczyniła.

Gudrun miała wszak rację, że przygarnięcie rodzeństwa

Eugenie może sprowadzić na Gaupis kłopoty.

background image

24

background image

Eugenie schodziła żwirową drogą. Inga z daleka rozpozna-

ła w ciemności jej szczupłą sylwetkę, lecz teraz służąca wy-

dawała się jakby przybita. Mocno pochylała się do przodu.

Nic dziwnego, dzień nie był dla niej przychylny.

Eugenie każdą ręką prowadziła dziecko. Nie były duże,

stwierdziła   Inga   i   zmrużyła   oczy,   żeby  lepiej   widzieć.

To dwaj chłopcy, w wieku może ośmiu-dziewięciu lat.

Przeniosła wzrok wyżej na drogę, sprawdzając, czy za nimi

nie idą pozostałe, lecz nikogo więcej nie zobaczyła.

Kiedy Eugenie zatrzymała się przy ganku, nie puściła

rąk braci. Uczyniła znaczący ruch głową i zerknęła na Ingę.

Inga zamknęła drzwi wejściowe, żeby nikt ich nie słyszał.

Eugenie nie chciałaby chyba, żeby wszyscy wylegli na ga-

nek i dowiedzieli się o jej nieszczęściu. Dopiero kiedy Inga

zeszła niżej, zobaczyła, że Eugenie płacze.

-To najgorszy dzień w moim życiu - szlochała.

-Rozumiem cię - pocieszyła ją Inga.

-Nie! Nikt nie jest w stanie postawić się w moim poło-

żeniu i zrozumieć, co czuję!

Eugenie odchyliła  głowę do tyłu  i spojrzała na roz-

gwieżdżone niebo. Podniosła obie ręce, wyciągnęła ramio-

na chłopców w powietrze i rzekła, łkając:

- Wiesz, Ingo, co przeżywaliśmy,  kiedy my najstar-

si musieliśmy ustawić młodsze dzieci w szeregu i wybrać

sobie to, które chcemy zabrać? Nikt, nikt nie potrafi sobie

wyobrazić tego piekła, jakim był widok gasnącego blasku

w oczach tych maluchów! Nikt nie pojmie tego, jak to jest

rozdzielać rodzinę.

Eugenie opuściła ręce.

- Najstarszemu z braci, Mathiasowi, przypadł ten za-

szczyt - wypluła ostatnie słowo - żeby wybierać najpierw.

Gdyby cię ktoś poprosił, żebyś wysłała któregoś z braci na

śmierć, którego byś poświęciła? Kristera czy Kristoffera?

Inga pokręciła głową.

- Nie o śmierci musieliście decydować, ale rozumiem,

25

background image

do czego zmierzasz. Czy to w ogóle możliwe dokonać wy-

boru któregoś z bliskich spośród innych, którzy są ci rów-

nie drodzy? Sama myśl o tym, żeby wskazać jednego z bra-

ci, a zostawić drugiego, jest dla mnie okrutna. Nigdy bym

nie mogła tego zrobić! Kocham ich obu tak samo.

Dwaj śliczni, wątli chłopcy byli bladzi na twarzach i po-

ważni. Nie mieli odwagi spojrzeć Indze w oczy, a ona po-

czuła ukłucie w piersi z powodu ich upokorzenia.

- Gulbrand! - zawołała przez drzwi.

Wkrótce Gulbrand pokazał się przy wejściu.

- O nie! - zagrzmiał dobrotliwie. - Cóż to za znakomi-

ci mężczyźni nas odwiedzili?

Chłopcy poruszyli się, ośmieleni pochwałą, a Indze zro-

biło się ciepło z wdzięczności, że służący tak szybko roze-

znał się w sytuacji. Wsunął stopy w drewniane chodaki.

- Nie tak dawno temu nasze krowy się ocieliły - mó-

wił dalej. - Chcecie pójść ze mną do obory i zobaczyć cie-

laki?

Chłopcy mieli wielką ochotę. Spojrzeli błagalnie na star-

szą siostrę. Eugenie skinęła głową, próbując się uśmiech-

nąć, usilnie starała się utrzymać kąciki ust w górze.

Kiedy Gulbrand z malcami, którzy podreptali za nim,

zniknęli w oborze, Inga poprowadziła Eugenie ku białej

ławce stojącej pod kuchennym oknem. Szybko przeciąg-

nęła dłonią po deskach, żeby wytrzeć rosę, która zebrała

się w ciągu wieczora. Pachniało cierpko zimnym drewnem

i wilgocią. Kobiety usiadły na ławce.

Inga oderwała złamany paznokieć.

- Czy ci malcy to Ellev i Tidemann?

Eugenie skinęła krótko.

Inga ciągnęła dalej:

- A więc zlitowałaś się nad nimi?

- Tak  -  odparła  Eugenie  wreszcie.  -  Zabrałam ich.

Nie mogłam inaczej - dodała. - Lecz nigdy nie zapomnę

pytających spojrzeń pozostałych dzieci.

26

background image

Inga nie znajdowała słów, którymi mogłaby pocieszyć

służącą.

Eugenie złożyła dłonie jak do modlitwy.

-Dziękuję Bogu, że to taka mała wieś, bo będziemy się

mogli często spotykać.
-To prawda - przyznała Inga. - Myślę, że Ellev i Tide-
mann będą się u nas dobrze czuli.

Eugenie zadrżała na te słowa. Skrzyżowała ręce na pier-

si i kołysała się zmartwiona w przód i w tył,

Później wieczorem Inga podreptała do spiżarni, otworzyła

ciężkie drzwi i weszła do środka. W ręku niosła świecznik,

żeby poświecić sobie w mrocznej komórce. Ostrożnie weszła

po chybotliwej drabinie, która stała oparta o ścianę. Na pod-

daszu odstawiła świecznik na komódce. Światło pojedynczej

świecy nie zdołało przegonić mroku, lecz Inga wiedziała, gdzie

mniej więcej wisiała pościel. Ręka po omacku przesuwała się

po owczych skórach, jednak było jeszcze za ciepło, żeby za-

proponować Ellevowi i Tidemannowi białe, miękkie futrzaki.

Zamiast   tego   wyjęła   dwa   cienkie,   niezbyt   ciepłe   koce.

Eugenie sprzątała w starej izbie.

- Tutaj będzie dobrze - stwierdziła, gdy Inga wróciła

z kocami. Odłożyła ścierkę do kurzu i mówiła dalej: - Torę

pomógł mi przenieść tu moje łóżko, wspólnie znaleźliśmy

rozkładane łóżko dla chłopców. Oczyściłam je z pajęczyn

i brudu.

Inga spojrzała na stare zniszczone łóżko. Było śliczne,

mimo że lata zostawiły swój ślad na czerwonym malowa-

nym wzorze. Farba już odpadała, a deska zwrócona w stro-

nę pokoju była szara ze starości. Łóżko stało na wysokich

nogach, tak wysokich, że malcy będą musieli postawić na

podłodze ławeczkę, żeby na nie wchodzić. Dobrze, pomy-

ślała Inga spokojnie, to w każdym razie ochroni ich przed

chłodem od podłogi.

27

background image

- Sądzę, że będzie im się tu dobrze spało - rzekła. - Jest

aż nazbyt szerokie dla takich dwóch brzdąców.

Eugenie patrzyła na nią błyszczącymi oczami.

- Tak się cieszę, że znalazłaś mnie w stodole, Ingo.

Początkowo dopadł mnie strach, lecz ty rozsiewasz wo-

kół rzadko spotykaną... - ostatnie słowo wymówiła szep-

tem- ...dobroć.

Słowa pochwały wypełniły Ingę ciepłem, jakiego nie

potrafiła określić. Poczuła, że z wdzięczności zaszkliły jej

się oczy, i odwróciła się bokiem, by służąca nie zobaczyła,

jak bardzo się wzruszyła.

background image

4

Następnego dnia przy stole Ingę rozbolał z żalu brzuch.

Eugenie nigdy nie wypowiadała na głos swego zdania ani

zbytnio nie absorbowała swoją osobą. Ale dzisiaj była jesz-

cze bardziej, jeśli to w ogóle możliwe, przygarbiona, a ocza-

mi wodziła bezradnie po kuchni. Wydawało się, jak gdyby

pragnęła się stać niewidoczna.

Gudrun wprawdzie nie zdobyła się na niemiłe uwagi

w stosunku do Elleva i Tidernanna, że zbyt łapczywie je-

dzą, lecz powietrze aż przesycone było niewypowiedzia-

nymi słowami. Wbiła wzrok w Eugenie, jak gdyby chciała

ukarać służącą za to, że przyprowadziła tu braci.

Chłopcy wyczuli, że coś jest nie tak, i pochylili karki.

Nie mieli odwagi wyciągnąć ręki po kolejną kanapkę. Kie-

dy talerz opustoszał, zacisnęli dłonie na kolanach i zerka-

li na siebie niepewnie. Dzierżawcy wraz ze swymi żonami

i dziećmi zawsze musieli się podporządkowywać nakazom

właścicieli ziemskich, czy im się to podobało, czy nie. I ta

poddańczość przechodziła w spadku z ojca na syna.

Inga podniosła koszyk ze świeżym chlebem, podsunęła

go w stronę chłopców i zachęciła ich:

- Proszę bardzo. Częstujcie się! - Kątem oka dostrzegła,

jak Gudrun wyciągnęła szyję. Przypominała wielkiego pta-

ka, który stroszy pióra. Nie podobała jej się hojność Ingi.

Obaj wątli chłopcy nieśmiało wzięli po jednej skibce. Potem

podsunęła im maselnicę, a oni uśmiechnęli się niepewnie.

- Planuję wybrać się dziś wieczorem konno do 0de-

garden - oznajmił Gulbrand.

29

background image

-

Aha - Niels odstawił filiżankę po kawie.

Gulbrand skończył przeżuwać posiłek, przełknął i wy-

jaśnił:

-Za   tydzień   jest   dzień   świętego   Michała   i   wkrótce

będzie   można   zacząć   zbierać   ziemniaki.   Mam 

nadzieję,

że wolno mi poprosić synów Johannesa o pomoc.

-Mądrze, mądrze - cmoknął Niels. - Potrzebna nam

wszelka pomoc, którą uda się zdobyć, tak...

Eugenie odchrząknęła ostrożnie.

- Czy to konieczne sprowadzać tu synów Johannesa?

Uważam... - Szukała właściwych słów. - Zarówno Ellev,

jak i Tidemann przywykli do pomagania przy wykopkach.

Bardzo chętnie zbierają ziemniaki, prawda, chłopcy?

Bracia energicznie skinęli głowami.

Gulbrand popatrzył na malców.

-To nawet niegłupi pomysł - zgodził się.

-Niech potraktują tę pracę jako podziękowanie za je-

dzenie i spanie - dodała Eugenie.

Gulbrand i Niels wymienili spojrzenia. Niels poprawił

się na krześle.

- Dobrze, niech tak będzie.

Ułożyło się tak, że Ellev i Tidemann na swój sposób opłaci-

li swe wyżywienie i mieszkanie. Inga pogładziła maleńkie-

go Elleva po policzku, a on ze wstydu zaczerwienił się po

koniuszki uszu. Roześmiała się wesoło. Obaj chłopcy byli

uroczy, lecz Ellev miał w sobie coś szczególnego. Był drob-

ny, o szczupłych ramionach i wąskiej, wydłużonej twarzy.

Kiedy otwierał usta, lśniły w nich dwa duże siekacze.

Malcy zaczęli od ścinania sierpem łodyg ziemniaków.

Razem z kobietami ścinali krzaki i odrzucali łodygi na bok,

a Torę szedł między rzędami i zbierał zielsko. Kiedy wózek

był pełen, Torę cmokał na Mikrusa, który wolno ciągnął

ładunek w górę do Gulbranda. Gulbrand rozrzucał mokre

30

background image

łodygi na drewniane żerdzie, gdzie wisiały przez tydzień

i schły, a w zimie służyły jako sucha pasza dla świń. Potem

kobiety brały motyki i rozgrzebywały ziemię w poszukiwa-

niu ziemniaków.

Inga spociła się w ciepłej, grubej spódnicy, a na jej twarz

wystąpiły wypieki. To męcząca praca, szli wzdłuż pola zgię-

ci wpół, otoczeni chmarą krwiożerczych gzów. Słońce stało

wysoko na niebie i paliło niemiłosiernie. Nie było jednej

chmurki, za którą mogłoby się schować.

Inga wyprostowała plecy i położyła rękę na krzyżu. Bolał

ją potwornie, lecz wiedziała, że wszyscy czują to samo. Ko-

biety pracowały wytrwale i niezmordowanie, a chłopcy wi-

rowali między nimi jak w zabawie i zbierali ziemniaki. Jed-

nak surowo im przykazano, żeby się nie śpieszyli i szukali

dokładnie. Najmniejsze ziemniaki można wykorzystać jako

paszę dla zwierząt, do pieczenia chrupkiego chleba i plac-

ków, a więc powinni się starać, żeby niczego nie przeoczyć.

Inga gestem ręki przywołała do siebie jednego z malców.

- Tidemann,   mógłbyś   pobiec   do   Gudrun,   ona   jest

w kuchni, i poprosić dla nas o trochę kwaśnego mleka? Po-

wiedz, że to ja cię przysłałam.

Tidemann skinął ochoczo głową i rzucił się pędem do

domu. Służące oparły się na motykach i otarły pot z czoła.

Odetchnęły z ulgą, że doczekały się upragnionego odpo-

czynku.

Inga   odłożyła   motykę,   odpięła   guziki   u   mankietów

koszuli i podwinęła rękawy. Wolno powlokła się w stro-

nę dwóch wielkich dębów, rosnących na skraju kartofliska

i rzucających cień. Osunęła się na ziemię przy pniu i ode-

tchnęła.   Zagadnęła   Gulbranda,   który  również   przysiadł

obok na odpoczynek.

- Jak myślisz, ile czasu nam zejdzie na tej robocie?

Gulbrand spojrzał na pole, mrużąc oczy.

- Trudno   powiedzieć   -   odparł.   -   Jest   nas 

dziewięcioro,

a każde z nas w ciągu dnia obrobi połowę radliny. Niektó-

31

background image

rzy na pewno zdążą zrobić więcej, ale nie możemy ocze-

kiwać od chłopców, że przez cały dzień dotrzymają kroku

dorosłym.

Inga przytaknęła.

- Malcy są bardzo zdolni, nikt chyba nie zaprzeczy.

Jednak obawiam się, że stopniowo może im minąć zapał

do pracy. Już nie są tacy szybcy jak wtedy, gdy zaczynali.

Gulbrand roześmiał się.

-Masz rację, ale uważam, że bardzo się starają.

-Gdzie   się   podziewa   Tidemann?   -   mruknęła   Inga

półgłosem.

Gulbrand spojrzał na nią.

-Chcesz, żebym poszedł go poszukać?

-Nie, sama  skoczę i pomogę mu przynieść dzbanek

z mlekiem i filiżanki.
Gulbrand nie protestował. Oparł się wygodnie o drzewo,

wdzięczny Indze, że nie kazała mu przerywać odpoczynku.

Inga zaś uniosła spódnicę i pośpieszyła w górę ścieżki.

Kiedy  dosięgła   wzrokiem  dziedzińca,   zatrzymała   się

gwałtownie. Szybko się cofnęła, lecz zaraz podkradła się

bliżej i zaczęła obserwować dom zza rogu pralni. Nie mog-

ła wprost uwierzyć własnym oczom: na ganku siedziała

Gudrun z Tidemannem na kolanach! Nietrudno było so-

bie wyobrazić, co się stało, ponieważ na ziemi leżał zbity

dzbanek, a wkoło porozrzucane filiżanki. Z miejsca, w któ-

rym stała, Inga dostrzegła, że Tidemann miał zdarte i za-

krwawione kolana.

- Nie płacz - usłyszała głos Gudrun. Brzmiało w nim

coś nowego, jakaś łagodność i troskliwość. Inga nigdy nie

potrafiłaby sobie wyobrazić Gudrun pocieszającej dzie-

cko, a tym bardziej dziecko dzierżawcy. Czyżby jednak

pasierbica miała w sobie coś dobrego? - Chodź - rzekła

Gudrun. - Wejdźmy do środka. Obmyję ci kolana, a potem

pomogę zanieść picie dla robotników. Już dobrze. - Wyjęła

chusteczkę i wytarła chłopcu policzki.

32

background image

Inga nie słyszała, co odpowiedział Tidemann, lecz zaraz

doszedł ją szorstki głos Gudrun:

- Nie, nawet o tym nie myśl! Zrozum, wszystko w po-

rządku. Później pozbieram rozbite szkło.

Inga   cofnęła   się,   kiedy   Gudrun   ostrożnie   zestawiła

chłopca na ziemię. Trzymając się za ręce, poszli do domu.

Inga pełna wyrzutów sumienia uznała w duchu, że wcale

nie zna najstarszej córki Nielsa. Ze wstydem musiała przy-

znać, że zwracała uwagę przede wszystkim na jej wrogie

zachowania i słowa. Lecz Gudrun zadała jej wystarczająco

wiele przykrości i bólu... W tej chwili to wobec Tideman-

na była miła, a nie wobec niej.

Inga głęboko wciągnęła powietrze, zanim przeszła przez

dziedziniec. Najlepiej udawać, że niczego nie widziała. Gu-

drun nie spodoba się, że zaskoczyła ją w chwili słabości.

- Tu jesteś, Tidemannie! - zawołała wesoło, wchodząc

do kuchni. - Zaczęłam się zastanawiać, co się z tobą stało.

Chłopczyk siedział na krześle, a Gudrun ostrożnie ob-

mywała jego nogi z krwi. Malec spuścił oczy nieszczęśliwy.

-Upadłem... i skaleczyłem się.

-To nic poważnego - wyjaśniła Gudrun krótko. - Po-

tknął się o własne nogi, schodząc z ganku. Już! Możesz 

te-

raz zejść z krzesła, chłopcze. Nalej mleka, Ingo, a ja 

pozbie-

ram z ziemi szkło. Nie może tak leżeć, jeszcze ktoś z nas 

lub

jakieś zwierzę na nie nadepnie i się skaleczy.

Gudrun odwróciła się plecami i kołysząc się, wyszła

z miotłą i szufelką.

Inga uśmiechnęła się do Tidemanna, żeby mu dodać

odwagi. Wyjęła tacę.

- Weź to i postaw filiżanki, a ja naleję mleka do dzban-

ków.

Chłopiec wymknął się z domu zawstydzony,  mocno

trzymając w rękach tacę, ale zaraz rozpromienił się, kiedy

Inga wyszła za nim.

- To my idziemy, Gudrun! - oznajmiła Inga.

33

background image

Gudrun nie odpowiedziała. Tylko skinęła krótko gło-

wą, po czym zajęła się odłamkami szkła, które leżały na

ziemi i błyszczały w słońcu.

Kiedy robota tego dnia dobiegła końca, Inga i Sigrid ruszy-

ły ścieżką pod górę w stronę domu.

- Eugenie i Torę mają się ku sobie! - na twarzy Sigrid

wyjątkowo pojawił się wyraz zdecydowania.

Inga zmarszczyła brwi zdumiona.

- Naprawdę? Cóż, to nic dziwnego, że wśród służby

tworzą się pary.

Była zmęczona, uśmiechnęła się więc do Sigrid, minęła

ją i chciała iść dalej. Ale Sigrid dogoniła ją i stanęła przed

nią wyprostowana.

- O co chodzi, Sigrid? - Inga zniecierpliwiła się. - Je-

stem zmęczona i głodna. Możesz mnie puścić?

Ale Sigrid nie ruszyła się z miejsca i tylko skrzyżowała

ręce na piersi.

- Nic nie rozumiesz?

Inga aż się cofnęła z powodu tego pytania i całkiem nie-

typowego zachowania Sigrid.

- Sigrid - rzekła - nie możesz mówić do mnie w ten

sposób. Pamiętaj, że jestem twoją macochą!

Sigrid zrobiła się czerwona jak burak.

-Nie chciałam być  zuchwała - mruknęła zbita z tro-

pu. - Myślałam tylko, że chcesz dla Eugenie i Torego 

jak

najlepiej.

-Naturalnie - przyznała Inga. - Czy nie mogłabyś po

prostu   wyjaśnić,   czego   chcesz,   zamiast   mówić 

zagadkami?

Chodź   tu,   Sigrid,   zejdźmy   na   bok   i   usiądźmy   pod 

ścianą

obory.

Sigrid zerknęła na Ingę niepewnie, wyraźnie zawsty-

dzona z powodu zwróconej uwagi.

Inga zirytowana dmuchnęła na grzywkę.

34

background image

- Nie jestem na ciebie zła, głuptasie potargała lek-

ko  młodszą   pasierbicę   po   włosach.   Sigrid  podniosła 

wzrok

i wreszcie na jej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech.

Oparły się o ścianę obory. Głód ściskał żołądek, lecz

Inga uznała, że rozsądnie będzie wysłuchać, co Sigrid ma

do powiedzenia. To chyba nie zajmie wiele czasu i, prawdę

mówiąc, zaciekawiła się.

- W pewnym sensie zobowiązałaś się pomóc Eugenie

po śmierci jej matki, prawda? - Sigrid zamilkła i spojrza-

ła na Ingę pytająco. Nie odezwała się, dopóki macocha nie

przytaknęła. - Pomyślałam... - Jąkała się czerwona na twa-

rzy. - Eugenie ma na wychowaniu swoich młodszych braci,

a skoro ona i Torę się kochają... Może mogliby dostać ja-

kieś mieszkanie, gdzie zamieszkaliby wszyscy razem?

Inga omal się nie roześmiała z powodu rozbrajającej

szczerości Sigrid.

- Kochana Sigrid. Twój pomysł jest dobry. Jednak zro-

zum, to nie takie proste. Oczywiście Torę i Eugenie mogą

się kochać. Mogą się nawet zaręczyć. Ale to jeszcze nie

znaczy, by z tego powodu dostali mieszkanie. Najpierw

musiałoby się jakieś zwolnić, na przykład po śmierci któ-

regoś z dzierżawców albo jeśli któryś zaniedba swoje obo-

wiązki. ..

Sigrid przerwała jej.

- Rozumiem. Mimo to uważam, że to dobry pomysł,

by tych dwoje miało swoje miejsce. Wtedy rozwiązaliby-

śmy problem z Ellevem i Tidemannem. - Sigrid wstała,

strzepała   niewidoczne   gałązki   ze   spódnicy   i   odwróciła

się. - Myślałam, że spodoba ci się moja propozycja. Idę do

domu. Idziesz ze mną, Ingo?

Inga poznała po głosie Sigrid, że dziewczyna poczuła

się rozczarowana. Z pewnością miała nadzieję, że Inga od-

niesie się do jej pomysłu równie entuzjastycznie jak ona.

- Zaraz przyjdę - obiecała i pomachała jej w roztarg-

nieniu pogrążona w myślach.

35

background image

Sigrid osiągnęła to, co chciała, musiała przyznać Inga.

Już zaczęła się zastanawiać, jak przekonać Nielsa, by oddał

służącej i stajennemu jeden z domów...

- Chciałabym coś z wami przedyskutować - zaczę-

ła Inga, gdy cała rodzina zebrała się wieczorem w salo-

nie. Kątem oka dostrzegła Gudrun, która węszyła w po-

wietrzu niczym pies po śladzie ofiary. Sama zaś zajęła ręce

frywolitkami. Nie bardzo lubiła żmudne wiązanie supełka

za supełkiem, lecz rezultat zwykle bywał piękny. Delikatne

i efektowne obrusy przypominały skomplikowaną pajęczy-

nę. Emma wspominała, że chciałaby, aby Inga się tego na-

uczyła, ponieważ ta sztuka zaczyna zanikać.

Gudrun czekała na dalszy ciąg i pochyliła się nieco do

przodu, jak gdyby szykowała się do walki. Właściwie, po-

myślała Inga, mądrzej byłoby chyba porozmawiać o tym

z Nielsem na osobności.

-Czy stało się coś szczególnego? - Niels odłożył fajkę

i uważnie przyjrzał się Indze.

-Myślałam...   -   Inga   rzuciła   okiem   na   Sigrid,   która

uśmiechnęła   się   zachęcająco.   -   Dowiedziałam   się,   że 

Euge-

nie i Torę się kochają. Poza tym  teraz zamieszkali w 

Gaupås

młodsi   bracia   Eugenie.   Może   zajrzałbyś   do   swoich 

planów,

Nielsie,   i   znalazł   dla   nich   jakiś   kawałek   ziemi   pod 

dzierżawę?

-Dzierżawę? Czyś ty całkiem oszalała? - Gudrun po-

patrzyła na nią szeroko otwartymi oczami.

-Nie. Nie uważam się za szaloną - odparła Inga spo-

kojnie.   -   Zdaję   sobie   w   pełni   sprawę,   że   właściciel 

ziemski

nie  rozdaje  na  prawo  i lewo swojej  ziemi   drobnym 

dzier-

żawcom, ale zauważyłam, że Eugenie i Torę to bardzo 

pra-

cowici   i   wierni   poddani.   -   Inga   odłożyła   robótkę   i 

spoj-

rzała   Nielsowi   prosto   w   oczy.   -   Z   pewnością 

background image

zauważyłeś

również, że są wobec nas lojalni i godni zaufania. Nic 

bar-

dziej   by   mnie   nie   cieszyło   niż   to,   gdybyśmy   sobie 

zapewnili

36

background image

ich ręce do pracy... - Celowo zrobiła przerwę, żeby wzbu-

dzić jego ciekawość. - Jeżeli zaproponujemy im plac pod

dzierżawę, z pewnością pozostaną wierni Gaupås do końca

swych dni.

Zadowolona odchyliła się do tyłu. Udało jej się wyłożyć

sprawę w taki sposób, że wyglądało na to, że Gaupås tylko

zyska na tym, jeśli znajdzie się tu jakiś kąt dla Eugenie i To-

rego. Zapewne na dłuższą metę w istocie tak się stanie, lecz

dla Ingi najważniejsze było teraz zatroszczenie się o Elleva

i Tidemanna. Chciała dotrzymać obietnicy danej Eugenie.

-Znalazłaś niezłe rozwiązanie - cmoknął Niels. Sięg-

nął   po   fajkę,   żeby   sobie   zapalić   dla   przyjemności. 

Niels

nie należał do mężczyzn, którzy lubili wypić. Wolał 

ty-

toń, ku zadowoleniu Ingi. Wzdrygnęła się na myśl o 

tym,

że   miałby   wślizgiwać   się   do   łóżka   pijany   i 

sentymentalny.

-A gdzież to znajduje się ten plac, jeśli wolno spy-

tać?   -   Gudrun   przez   chwilę   siedziała   cicho.   Zbyt 

cicho.

Lecz teraz otrząsnęła się z milczenia. W jej oczach 

lśniła

żądza zemsty.

-Zobaczmy...   -   Niels   wyciągnął   najniższą   szufladę

biurka.   -   Tutaj   trzymam   same   ważne   dokumenty   - 

oznaj-

mił i postawił na biurku błyszczącą szkatułkę.

Inga oniemiała na jej widok. Musiała się powstrzymać,

by nie patrzeć na ów skarbiec pożądliwie, i starała się przy-

jąć obojętny wyraz twarzy, choć w środku aż ją korciło,

żeby się pochylić i dokładnie przyjrzeć zawartości.

Niels otworzył szkatułkę małym kluczykiem. Nosił go

w wewnętrznej kieszonce kamizelki, a więc Inga nigdy by

go nie znalazła. Dobrze, pomyślała, starając się ochłonąć.

Nie potrzebowała kluczyka, żeby się dowiedzieć, co za-

wiera szkatułka. Nie jego brak stanowił przeszkodę. Naj-

większym problemem było to, że Inga nigdy nie zostawała

sama. Po prostu bałaby się zająć szkatułką, nie mając cał-

kowitej pewności, że nikt jej nie przeszkodzi. Dopiero wte-

background image

dy mogłaby przejrzeć dokumenty.

37

background image

Niels wolno wertował akt własności.

- Oba place są niestety zajęte, dzierżawią je dwie rodzi-

ny.   -   Spojrzał   spod   przymrużonych   oczu   na   pożółkłe, 

sze-

leszczące dokumenty. - Nie - rzekł i wyprostował się. - Ża-

den z domów dzierżawców nie jest wolny.

Inga skuliła się i wymieniła spojrzenia z Sigrid. Sigrid

wzruszyła   ramionami   zrezygnowana.   Wyglądało   na   to,

że ich plan się nie powiedzie.

-A jeśli... Nie, to się nie uda - odezwała się Inga.

-Co takiego? - spytał Niels ożywiony. - O czym po-

myślałaś?

Inga poruszyła się zakłopotana.

- Może wydzieliłbyś im jakąś działkę? - udała, że nie

zauważyła, jak Gudrun wywróciła oczami. - Mógłbyś się

dowiedzieć, czy ojciec nie zamierza wyciąć jakichś drzew.

Niels założył nogę na nogę. Wyraz jego twarzy świad-

czył o tym, że zastanawia się nad propozycją żony. Inga

milczała w obawie, że przerwie tok jego myśli. Im dłużej

będzie rozważał ten pomysł, tym pewniej uzna, że rozwią-

zanie nie jest złe.

-Niedługo wszyscy w gospodarstwie zażądają własne-

go domu - sprzeciwiła się ostro Gudrun. - Jeżeli damy 

jed-

nym, będziemy musieli dać też innym.

-Zgadzam się z tobą, Gudrun - przyznała Inga. - Wszy-

scy   mają   prawo   do   równego   traktowania.   Jednak 

uważam,

że nikt z pozostałych nie potrzebuje tej formy pomocy. 

Gul-

brand dobrze się czuje w starym domu. Nie zostawiłby 

gospo-

darstwa dla nowego. Wiem o tym. A Kristiane i Marlenę 

wca-

le   nie   marzą   o   własnym   kącie.   Jeszcze   nie,   o   ile   mi 

wiadomo.

-Masz rację, Ingo - zauważył Niels. - Dobrze by było,

gdyby   Torę   wybudował   chałupę   przy   granicy   ze 

Storedal.

To   dobra,   żyzna   ziemia.   Poza   tym   należałoby   tam 

wykar-

background image

czować las, tak, odrobinę uszczuplić. Myślę w każdym 

ra-

zie, że powinniśmy porozmawiać z Eugenie i Torem i 

do-

wiedzieć się, jak wyobrażają sobie przyszłość.

38

background image

Inga poczuła w brzuchu miłe, radosne łaskotanie. Zerk-

nęła na Sigrid i zobaczyła, że ona również promienieje ra-

dością, że ojciec zaakceptował jej pomysł.

Gudrun spuściła głowę. Widać uznała, że przegrała tę

bitwę, pomyślała Inga.

Ragnhild Storedal nalała kawy do porcelanowych filiża-

nek i poczęstowała Victorię Soh/erud ciastem na miodzie.

Nie bez powodu skontaktowała się ze swą przyjaciółką,

Agnete, i poprosiła ją o przepis na szczególny kolor, któ-

rego używała do farbowania włóczki, i nie bez powodu

również zaproponowała, żeby Agnete przesłała ów przepis

przez swą córkę.

- Jak to miło, że twoja matka zgodziła się zdradzić ta-

jemnicę barwienia włóczki na złocisty żółty kolor. Mo-

żesz mi wierzyć, że próbowałam już wielu ziół! Maruna

bezwonna nadaje ładny kolor żółtoczerwony, liście brzo-

zy - brązowożółty, a wrotycz pospolity barwi włóczkę na

żółtozielono.

Victoria upiła łyk gorącej, mocnej kawy.

-Mama   jest   świetna   znawczynią   roślin   -   przyznała

z   dumą.   -   I   chętnie   służy   radą,   jak   uzyskać 

najpiękniejsze

barwy,   jednak   tajemnicy   jednego   koloru   nigdy   nie 

zdra-

dzi...

-Niebieskiego  -  przerwała   Ragnhild  wesoło.   -  Gdy-

byś   wiedziała,   ile   razy   próbowałam   ją   nakłonić,   by 

wyjawi-

ła, jak go wyczarowuje.

Victoria roześmiała się.

Ragnhild z dużą przyjemnością przyglądała się tej ślicz-

nej młodej dziewczynie. Rude włosy połyskiwały i podkreś-

lały zielone oczy o barwie patyny. Delikatna, blada skóra

różowiła się na policzkach. W dodatku osobowości Victo-

rii też nic nie można zarzucić: odznaczała się pogodnym

39

background image

usposobieniem, rozległą wiedzą i darem wymowy. Zacho-

wywała się kulturalnie, a jednocześnie miała odwagę wyra-

żać własne zdanie. Tak, to kobieta odpowiednia dla Marti-

na...

Otworzyły się główne drzwi.

- To na pewno Martin i Harald! - oznajmiła Ragnhild

ożywiona. - Pomagali Laurensowi w wozowni naprawiać

uszkodzone szprychy kół i takie tam.

Czyżby na twarzy tej młodej dziewczyny pojawił się ru-

mieniec?

Ragnhild zerknęła na Victorię i rzeczywiście odniosła

wrażenie, jakby córka przyjaciółki się zaczerwieniła. Do-

brze! Świetnie się składa, że Victorii podoba się mężczy-

zna, którego dla niej wybrała. Ragnhild nieznacznie po-

kręciła głową. Nie wolno jej połączyć losów tych młodych,

zanim się nie upewni, że oboje darzą się nawzajem sympa-

tią.

- Witaj, Victorio! - zawołał Martin przyjaźnie. - Do-

trzymujesz mamie towarzystwa?

Victoria roześmiała się kokieteryjnie.

- Tak, ale nie będę cię zadręczać i opowiadać, o czym

rozmawiałyśmy.

Martin uśmiechnął się rozbrajająco.

-Domyślam się, że rozprawiałyście o babskich spra-

wach.

-Racja,   racja,   Martinie   -   przyznała   żartem   Victoria

i mrugnęła chytrze.

Kiedy Harald również uprzejmie się przywitał z goś-

ciem i bracia poczęstowali się kawą i ciastem, Ragnhild

oparła się zadowolona w fotelu i pozwoliła, by młodzi swo-

bodnie sobie dalej rozrnawiali...

background image

5

Ingę rozpierała energia, gdy wstała następnego dnia rano,

Ogarnęło ją przyjemne ciepło na myśl o tym, że w przy-

szłości będą mogli zaproponować Eugenie i Toremu jakiś

dom. Pogodnie usposobiona zastanawiała się, jak młodzi

zareagują. Pewnie nawet nie śnili o podobnej propozycji.

Właściciele ziemscy zwykle nie bywali tak hojni wo-

bec służby, tym bardziej gest Nielsa wprawił Ingę w dobry

nastrój. Zupełnie nie dbała o to, czy we wsi będą gadali,

że Niels postępuje rozrzutnie ze swoim majątkiem i kroczy

niekonwencjonalnymi drogami. Czuła nawet pewnego ro-

dzaju dumę z powodu decyzji męża..

Niels siedział do późna wczoraj wieczorem. Przeglą-

dał stare dokumenty i nakreślił projekt umowy. Położył się

chyba dopiero koło północy. Na pewno szczegółowo i do-

kładnie zapisał zobowiązania swoje i Torego. Było bowiem

jasne, że Niels postawi pewne warunki, na podstawie któ-

rych Eugenie i Torę mieliby zbudować dom na ziemi sta-

nowiącej własność Gaupås.

Inga ubrała się i poszła do kuchni. Uśmiechnęła się do

Nielsa, gdy go tam spotkała. Przystanął zaskoczony jej nie-

oczekiwaną życzliwością, lecz zaraz zreflektował się i ob-

nażył żółte kikuty zębów, próbując odwzajemnić uśmiech.

- Moja żona i ja wracamy teraz do salonu - oznajmił

Niels po śniadaniu. Wytarł palce w chusteczkę. Nie śpie-

szył się. - Chcielibyśmy, żeby Torę i Eugenie przyszli do

41

background image

nas za... - rzucił okiem na zegarek kieszonkowy - ...po-

wiedzmy za pół godziny?

Eugenie była bardzo blada na twarzy, zanim na jej po-

liczki powoli zaczęły występować rumieńce. Posłała Indze

przestraszone spojrzenie.

W oczach Torego kryła się ciekawość, ale stajenny zda-

wał sobie sprawę, że nie czas teraz na zadawanie pytań.

Odchrząknął:

-Oczywiście, panie Gaupås, zjawimy się za pół godziny.

-Spójrz tutaj - rzekł Niels i rozłożył przed Ingą arkusz

papieru,   kiedy  Weszli   do   salonu.   -   Naszkicowałem 

gru-

bą kreską zarys domu, lecz Torę musi naturalnie sam 

to

ocenić.   Poza   tym   wstawiłem   kilka   punktów 

dotyczących

wzajemnych   zobowiązań.   Więcej   dowiesz   się,   kiedy 

oboje

przyjdą.

-Doceniam to, że zgodziłeś się ofiarować Toremu i Eu-

genie taki prezent - odezwała się Inga. -1 że poparłeś 

moją

propozycję.

Niels roześmiał się cicho dumny z jej pochwały.

- Lubię, kiedy przejmujesz inicjatywę  - uśmiechnął

się.

Ingę przeszedł dreszcz. Czy powinna się w tych słowach

doszukiwać podwójnego znaczenia? Zerknęła na męża nie-

pewnie.

Dokładnie pół godziny później Torę i Eugenie weszli do

pokoju. Oboje pochylili głowy, a Torę obracał w ręku czap-

kę. Ostrożnie przysiedli na krzesłach, które Niels im zapro-

ponował.

Niels odchrząknął, żeby oczyścić głos.

- Dowiedzieliśmy się, że wy oboje...  - Wskazał na

każde z nich i mówił dalej. - Że się kochacie.

Eugenie nagle wybuchnęła płaczem. Szlochała, a łzy ciekły

jej po twarzy. Pochyliła się i kołysała wolno w przód i w tył.

- Obiecuję, nie, przysięgam, że to w żaden sposób nie

wpłynie na moją pracę!

background image

42

background image

Inga i Niels wymienili spojrzenia. Nie spodziewali się,

że służąca tak zareaguje. Niels pojednawczo wyciągnął ręce

ku Eugenie, lecz ona chyba nie zauważyła, że gospodarz

chce jej coś wytłumaczyć.

-Proszę   pana,   panie  Gaupås  -   mówiła,   pochlipu-

jąc. - Proszę nas nie rozdzielać... Nie zniosę myśli, że 

Torę

miałby   pracować   tutaj,   a   ja   gdzie   indziej!   A   moi 

młodsi

bracia...
-Droga Eugenie - przerwała jej Inga wzruszona. - Nie

mieliśmy nawet takiego zamiaru!

Eugenie nagle zamilkła. Popatrzyła na Ingę szeroko ot-

wartymi oczami, a jej zakłopotanie wywołało mocne ru-

mieńce na policzkach.

-Nie?
-Nie,   naprawdę   nie   -   zapewniła   Inga   i   uśmiechnęła

się.   -   Chcieliśmy   z   wami   porozmawiać   o   czymś 

zupełnie

innym.

-A   ja...   -   Eugenie   nieśmiało   spoglądała   to   na   Ingę,

to na Nielsa. - Przepraszam - westchnęła zawstydzona.

-Sprawa   przedstawia   się   tak  -  wyjaśnił   Niels  wład-

czym   głosem   -   że   być   może   będzie   nam   potrzebne 

małżeń-

stwo,   które   zechciałoby   zamieszkać   na   stałe   przy 

Lokken.

Wiesz, gdzie to jest, Torę?

Torę skinął, pobladły wokół ust.

-Ale... Ale tam nie ma żadnych zabudowań ■* zaczął

z wahaniem.

-Masz  rację, Torę. Dlatego moja  żona i  ja postano-

wiliśmy   zaproponować   wam,   żebyście   wybudowali 

sobie

chatę   obok   Lokken.   Sporządziłem   umowę.   Głównie 

cho-

dzi   w   niej   o   to,   że   wy  dostaniecie   plac   i   środki   na 

wybudo-

wanie domu...  W zamian  za... - Niels ostrzegawczo 

pod-

niósł do góry palec wskazujący. -

(

W zamian za to, że 

background image

oboje

zostaniecie   na   stałe   i   będziecie   pracować   w 

gospodarstwie

przez cztery dni w tygodniu.

Inga ucieszyła się, widząc, jak wyraz paniki na twarzy

43

background image

stajennego zmienia się najpierw w ulgę, a w końcu w 

nie-

my zachwyt.

-Czy to prawda? - zdołał tylko wykrztusić Torę, zacis-

kając   mocno   ręce.   Nie   potrafił   ukryć   ogromnej 

radości.

Rzucił szybkie spojrzenie na Eugenie, która siedziała 

obok

niego oniemiała.

-Nie inaczej - roześmiał się Niels rozbawiony. - Chciał-

bym,   żebyśmy   obaj,   Torę,   poszli   w   piątek   obejrzeć 

plac.

Wrócimy   do   formalności,   kiedy   teren   zostanie 

wykarczo-

wany.

-Po  prostu  nie   mogę   w   to   uwierzyć   -   wyznał   Torę

i   ukrył   twarz   w   dłoniach.   Kiedy  po   krótkiej   chwili 

opuścił

ręce, na jego rzęsach lśniły łzy.

Eugenie siedziała nieporuszona. Lecz teraz jak gdyby

nagle zrozumiała znaczenie słów Nielsa.

-Naprawdę dostaniemy od was własny plac i dom? -

pokręciła głową otumaniona.

-Tak, Eugenie - odparł Niels ze źle skrywanym zado-

woleniem. - Nie zapominaj tylko, że przed wami czas 

cięż-

kiej i wytężonej pracy. Wymagam od was, żebyście, 

poza

zbudowaniem   domu,   pełnili   służbę   jak   dotąd.   Nie 

mamy

możliwości   udzielenia   wam   więcej   dni   wolnych 

ponad

to,   co   zawiera   umowa.   Jeżeli   zdecydujecie   się   nie 

chodzić

w   niedziele   do   kościoła,   to   jest   to   sprawa   między 

wami

a Bogiem - rzekł przebiegle.

Eugenie poderwała się z krzesła i zatańczyła dookoła

pokoju.

- Jestem dziś taka szczęśliwa, taka szczęśliwa, że mogła-

bym. .. Mogłabym objąć cały świat! - Z radosnym śmiechem

background image

zarzuciła ramiona wokół Ingi i przez kilka sekund mocno ją

ściskała. Potem tanecznym krokiem przebiegła przez pokój

:

chwyciła Nielsa za rękę i ukłoniła się tak głęboko, że niemal

zamiotła grzywką podłogę, gdy z czcią pochyliła głowę.

Torę zdawał się zawstydzony spontanicznym zacho-

44

background image

waniem ukochanej, ale w końcu uśmiechnął się, widząc,

że Inga i Niels cieszą się jej szczerą radością.

- Ingo, obiecałaś, że mi  pomożesz  po śmierci mat-

ki   -   wyznała   Eugenie.   -   Ale   że   uczynisz   dla   mnie   to

wszystko... Muszę koniecznie opowiedzieć o tym moim

braciom! - zawołała i klasnęła w dłonie.

Inga spojrzała na Nielsa swymi niebieskimi oczami.

-Zakładam, że przedyskutujesz jeszcze z Torem szcze-

góły.

-Tak, znajdziemy rozwiązanie dobre dla obu stron.

-Świetnie - uznała Inga i mówiła dalej. - Chciałabym

tylko spytać o jedno: Czy zastanawiałeś się nad tym, ile 

lat

Torę   i   Eugenie   mają   pozostać   na   służbie   w 

gospodarstwie?

Pytanie spadło na Nielsa jak grom z jasnego nieba.

-Ile lat? Nie napisałem o tym...

-Uważam, że to niesprawiedliwe, żeby pracowali w po-

cie czoła i tutaj, i u siebie do końca życia. Któregoś 

dnia

plac   musi   zostać   uznany   za   spłacony   -   stwierdziła 

Inga.

Niels zanurzył pióro w atramencie.

- Wspomnę o tym w umowie - obiecał. - Torę i ja

dojdziemy do porozumienia i określimy z grubsza jakiś

okres.

Inga uśmiechnęła się z ulgą. Teraz osiągnęła dokładnie

to, co chciała.

background image

6

Któregoś ranka Inga obudziła się, czując czyjąś obecność.

Otworzyła oczy i ujrzała Nielsa, który się nad nią pochylał.

Krzyknęła i szczelniej otuliła się kołdrą.

- Co się dzieje, Nielsie? - spytała przestraszona i prze-

łknęła ślinę, by zwilżyć zaschnięte gardło.

Nagle Niels zaczął się cicho śmiać.

- Przestraszyłem cię?

Inga usiadła na łóżku i oparła się na poduszce.

- Nie, nie wystraszyłeś, ale nie lubię, by mnie budzić

w ten sposób. - Dopiero teraz zwróciła uwagę, że Niels był

całkiem ubrany: miał na sobie ciemne spodnie, śnieżno-

białą koszulę i kamizelkę.

Wyprostował się, odwrócił i podszedł do lustra. Staran-

nie przyczesał tych kilka kosmyków, które mu zostały na

karku.

- Gudrun i ja wybieramysię do Kristiana teraz o świ-

cie. - Odłożył grzebień na komodzie i zwrócił się do żo-

ny. - Uznałem, że... że nie chciałabyś jechać z nami.

Inga nie wiedziała, co odpowiedzieć, więc tylko skinęła

w zamyśleniu. Niels miał rację. W ogóle chciałaby zobaczyć

znowu dom swego dzieciństwa i porozmawiać z Emmą,

ale nie mogła tam pojechać. Coś jej mówiło, że ojciec nie-

zbyt by się ucieszył. Poczuła ukłucie w sercu. Myśl o tym,

że ojciec nie chce o niej słyszeć, raniła równie okrutnie za

każdym razem, kiedy sobie o tym przypomniała.

- A dlaczego Gudrun z tobą jedzie? - podniosła wzrok

na swego słabowitego męża, stojącego przy końcu łóżka.

46

background image

- Wiesz, zamierzam zapytać Kristiana, czy nie odstą-

piłby drewna do budowy domu dla Eugenie i Torego. Poza

tym musimy wyjaśnić kilka szczegółów dotyczących pracy,

którą mam dla niego wykonać za kilka dni. A potem muszę

się   wybrać   do   Storedal.   -   Podszedł   do   niej   całkiem 

blisko;

Inga odsunęła się jeszcze bardziej i niemal wbiła w mate-

rac. - Nie czekaj na mnie, Ingo, możemy wrócić późno.

Pokiwała głową zdumiona. W końcu powiedziała tyl-

ko:

-Dobrze, Nielsie, życzę wam miłego dnia.

Uśmiechnął się.

-Dziękuję, nawzajem!

Kiedy drzwi się za nim zamknęły, Inga jęknęła na głos.

Gardło jej się ścisnęło, a puls dudnił w skroniach z powodu

nieoczekiwanej pobudki, którą urządził jej Niels.

Wprawił jej serce w szybsze bicie, wymieniając jednym

tchem Svartdal i Storedal. Svartdal kojarzyło się jej z tęsk-

notą, złością i zwątpieniem. Na co dzień starała się odsuwać

myśli o domu dzieciństwa, lecz nie zawsze jej się udawa-

ło. Miała uczucie, jak gdyby Niels odrywał strup bolesnej

rany, kiedy wymieniał nazwę tego miejsca. Gdy w dodatku

wspominał o Storedal, ogarniał ją blady strach. Czy Niels

podejrzewał, że jego żona miała romans z dziedzicem Sto-

redal? Czy Gudrun coś mu powiedziała?

Niels i Gudrun wrócili o zmroku. Inga poczekała, aż zosta-

nie z Nielsem sama, i niby obojętnie zapytała:

-Czy Gudrun pomagała ci dziś w czymś szczególnym?

Skoro pojechała razem z tobą?

-Nie, nie - zapewnił Niels niewinnie. I zaraz pośpie-

szył dodać: - Uważałem, że Gudrun się ucieszy, mogąc 

so-

bie   zrobić   przerwę   w   obowiązkach,   a   poza   tym 

dotrzymała

mi w drodze towarzystwa.

Inga wiedziała, że kryje się za tym coś więcej, niż Niels

47

background image

sugeruje. Jego rozbiegany wzrok zdradzał, że kłamie. Mu-

siał mieć dobry powód, żeby poprosić Gudrun, by zostawi-

ła swoje zajęcia. Coś tu się święci...

Kristian nie zamierzał informować Kristoffera i Kristera,

że kupił Askeli, dopóki własność nie zostanie zarejestro-

wana, ale poprzedni właściciel gospodarstwa, Edvart Aske-

li, rozpowiedział ludziom we wsi, że ziemia zostanie jemu

przekazana. Sam pojechał konno do Askeli przed świtem,

żeby zobaczyć, czy wszystko zostało przygotowane do licy-

tacji. Nie chciał patrzeć, jak zewsząd zjeżdżają się mężczyź-

ni żądni zakupów. Śmiechy i głosy huczały mu w głowie jak

nieprzyjemny zgrzyt.

-Wygląda na to, że większość zostanie sprzedana jesz-

cze  przed południem - zauważył  Niels,  ściskając  w 

ręku

aukcyjny   młotek.   -   Miejmy   w   imieniu   Edvarta 

nadzieję,

że dostanie za swoje rzeczy dobrą cenę.

-Nie było mu łatwo, staruszkowi - rzekł Kristian za-

myślony. - Cieszę się, że go tu dziś nie ma i nie patrzy na 

to,

jak obcy handlarze krążą pośród jego własności jak 

głod-

ne zwierzęta drapieżne. Nie wiem, co zrobię z tym, co 

nie

zostanie   sprzedane.   Część   na   pewno   będę   mógł 

zachować

i   wykorzystać,   lecz   reszta   pójdzie   po   licytacji   do 

spalenia.

-A więc zamierzasz spalić zabudowania gospodarcze

i dom mieszkalny?

-Tak. Gdy tylko spadnie śnieg, podłożę ogień pod bu-

dynki.   Najpierw   się   zajmę   domem   mieszkalnym,   a 

dzień

później pójdą na pastwę płomieni pozostałe. - Kristian

westchnął.   Nie   będzie   mu   łatwo   zrównać   domy   z 

ziemią,

Edvart Askeli mimo wszystko mieszkał tu prawie całe 

background image

ży-

cie. Ten stary człowiek w każdym przedmiocie, każdej 

iz-

bie   i   każdym   drzewie   na   tej   działce   zostawił   jakby 

cząstkę

siebie.

48

background image

-A co z pralnią? - spytał Niels i z pedanterią poprawił

spodnie. Ubrał się elegancko, skoro miał poprowadzić 

licy-

tację.

-Pralnia zostanie - stwierdził Kristian. - Edvart mó-

wił, że wybudowano ją w 1875 roku i jest w jako takim 

sta-

nie.   Nie   zadowalającym,   ale   zamierzam   wymienić 

ścianę

północną   i   wzmocnić   komin...   -   Nagle   w   tłumie 

zauważył

lensmana i urwał. Nie podobało mu się to, ale musiał 

się

skontaktować   z   panem   Thuesenem   w   związku   z 

licytacją.

Z   reguły   podczas   takich   zgromadzeń   jak   to 

dochodziło

 

do

awantur  i  sporów.  Nie  było   niczym  niezwykłym,   że 

wielu

skakało sobie do oczu podczas kolejnych licytowań.

Lensman poruszał się w śmieszny sposób. Ten mężczy-

zna z podkręconymi wąsami miał zwyczaj wkładania kciu-

ków za szelki spodni i bardzo zadzierał nosa, kiedy dys-

kutował zawzięcie lub pouczał innych. Kristian nie lubił

trzasku, który rozlegał się za każdym razem, gdy lensman

naciągał szelki i je puszczał.

Kristian   odruchowo   się   przygarbił,   kiedy   zobaczył,

że tuż za lensmanem przyszedł Laurens Storedal. Czego

on, do diabła, tu szuka? - pomyślał zdenerwowany i wy-

prostował się.

-Możesz zacząć wywoływać - zwrócił się w pośpiechu

do Nielsa.

-Już?

-Tak. Im szybciej, tym  lepiej. - Kristian popędził do

Kristoffera, który czekał na początek licytacji. Razem 

mieli

pokazywać   kupującym   przedmioty,   które   Niels 

wywoływał,

Nie trwało długo, zanim kołowrotek, długi stół i krze-

sła,   kredens   i   szkatułka   zmieniły   właściciela.   Licytacja

przebiegła znacznie lepiej, niż Kristian się spodziewał. Kie-

background image

dy została wywołana okazała kariolka, z której Edvart był

taki dumny, rozległy się ożywione głosy. Cena rosła powo-

li, wielu chętnych stopniowo rezygnowało. W końcu zosta-

ło tylko dwóch licytujących.

49

background image

- Piętnaście koron! - zawołał młodszy z nich.

Kristian nie znał go i podejrzewał, że mężczyzna przy-

był z daleka. Niewykluczone, że pogłoski o możliwości ko-

rzystnego zakupu rozeszły się po wielu parafiach.

Drugi z zainteresowanych, podstarzały właściciel drob-

nego gospodarstwa, Jon Braten, podniósł do góry rękę:

-Osiemnaście koron!
-Dwadzieścia!

-Trzydzieści!

Młody mężczyzna odwrócił się i rzekł poirytowany:

-Skończże pan licytować, kariolka jest moja!

-Słyszał  to kto! -  odparował Jon czerwony na twa-

rzy.   Zdjął   kapelusz   i   otarł   pot,   spływający   mu   po 

policz-

kach. - Pięćdziesiąt koron!

Nieznajomy pochylił się niepewnie do przodu. Kristian

mógł niemal zobaczyć, jak jego zwoje mózgowe rozgrzały

się od myślenia.

- Sześćdziesiąt!

Niels zatrzymał w powietrzu drewniany młotek i spoj-

rzał pytająco na Jona. Kiedy wydawało się, że ten zamierza

się wycofać, Niels rzekł głośno i wyraźnie:

-Sześćdziesiąt koron po raz pierwszy, po raz drugi...

-Siedemdziesiąt koron! - zawołał Jon, wpadając Niel-

sowi   w   słowo.   Uśmiechnął   się   z   triumfem   w   stronę 

swojego

konkurenta   i   Kristian   zauważył,   jak   napina   mięśnie 

ramion

na   widok   nabiegłej   krwią   twarzy   młokosa.   Zanim 

ktokol-

wiek   zdążył   zareagować,   walka   wybuchła   na   dobre. 

Przybysz

rzucił się na Jona i wkrótce potoczyli się po ziemi, jak 

moc-

no zbita piłka, Ramiona, nogi i przekleństwa fruwały w 

po-

wietrzu. Żądni widowiska ludzie skupili się w szeroki 

łuk.

Nikt   nie   zamierzał   ingerować,   gdyż   większość   z 

obecnych

rzadko miała okazję obserwować podobne widowisko.

background image

-Dość tego! - ryknął Kristian z wściekłością, skoczył

do   przodu   i   rozdzielił   dwa   walczące   koguty.   - 

Zachowujcie

się jak porządni ludzie!

50

background image

Obaj rozjuszeni mężczyźni mierzyli się nawzajem pio-

runującym wzrokiem. Jon miał rozerwaną nogawkę spod-

ni, a jego kapelusz leżał rozpłaszczony w błocie. Młodszy

przyłożył rękę do ust i syknął:

- A niech to! Wybił mi ząb! - Otworzył szeroko usta,

by wszyscy mogli zobaczyć, że brakuje mu przedniego

zęba.

Kristian szarpnął go za kołnierz kurtki.

- A czego się spodziewałeś, durniu! Trzeba się było za-

stanowić, zanim się na niego rzuciłeś! Gdyby to ode mnie

zależało, drugi z was dostałby kariolkę, a ciebie powinien za-

prząc niczym konia i kazać się zawieźć do domu, zabijako!

Niels uderzył młotkiem w deskę ustawioną na podwyż-

szeniu dla prowadzącego licytację.

-Co postanawiasz, Kristianie? Czy kariolkę uznajemy

za sprzedaną, czy nie?

-Sprzedana   -   oznajmił   Kristian   i   puścił   obu   męż-

czyzn. Z urażoną dumą otrzepywali ubranie i patrzyli 

na

siebie nawzajem ze złością. - Wóz został sprzedany za 

sie-

demdziesiąt   koron   temu   tu   człowiekowi   -   dodał 

władczo

i wskazał na Jona.

-Zajmiemy się resztą - rzekł lensman i mlasnął języ-

kiem.   Skinął   na   Laurensa,   który  pojawił   się   po  jego 

prawej

stronie.

-Najwyższy czas - rzucił cierpko Kristian. Nie patycz-

kując   się,   popchnął   zapalczywego   młodzieńca   w 

stronę

lensmana. - Puść go! Nie zasłużył na dodatkową karę 

poza

upokorzeniem,   które   sam   na   siebie   ściągnął, 

ośmieszając

się na oczach wszystkich.

Kiedy tłum wolno się rozrzedzał, Kristian nie mógł 

się

powstrzymać przed kąśliwą uwagą. Wiedział, że nie powi-

nien tego robić, lecz zazdrość z powodu objęcia przez Lau-

rensa wysokiej funkcji zagłuszyła cały zdrowy rozsądek.

background image

- No tak - zaczął przeciągle. - A więc zostałeś strażni-

kiem moralności, Laurensie Storedalu.

51

background image

- Co chcesz przez to powiedzieć? - spytał Laurens do-

tknięty.

Kristian odchylił do tyłu głowę.

- Kiedyś  nie  byłeś  tak  dokładny  i  nie  dostrzegałeś

różnicy między prawdą i kłamstwem.  O ile pamiętam,

w sprawie przeciwko mnie nie miałeś większych skrupu-

łów! - Widok bladej, przerażonej twarzy Laurensa sprawił

mu satysfakcję.

Laurens zamrugał bezwiednie, ale wydawał się niezwyk-

le spokojny, kiedy odpowiedział:

-Teraz już nie jestem tym samym człowiekiem co kie-

dyś. Poza tym skończyłem z tamtą sprawą. Powinieneś

zostawić za sobą nienawiść i również nie wracać do 

tego,

co było... - Laurens wbił w Kristiana smutny wzrok. - 

Sam

wiesz, Kristianie, jak często próbowałem cię prosić o 

wy-

baczenie za to, że...
-Nie mogę tego słuchać - przerwał mu Kristian. - Ile

razy   mam   ci   powtarzać,   że   przyszedłeś   ze   swymi 

przepro-

sinami za późno. Za późno, słyszysz!

Pewnym siebie krokiem ruszył w stronę Kristoffera, zo-

stawiając Laurensa samego. Serce waliło mu mocno pod

koszulą, ale cieszył się, że odtąd nie będzie miał z Lauren-

sem Storedalem więcej do czynienia. W każdym razie tak

myślał, sprzątając po skończonej licytacji.

Pierwszy śnieg spadł w dzień świętej Katarzyny dwudzie-

stego piątego listopada. Niewielu przywiązywało wagę do

symboli w drewnianym kalendarzu, który na ten dzień po-

kazywał krzyż, miecz lub koło. Przez lata koło rozumiano

jako koło kołowrotka i dzień ten nazywano „Kari z koło-

wrotkiem". Niektórzy zaczynali prząść, podczas gdy inni

zajmowali się tradycyjnie wielkim praniem bielizny.

Sorine Hotvedt miała nieco później tego dnia pomóc

52

background image

matce przy przędzeniu knotów do świec na Boże Narodze-

nie, lecz najpierw musiała oporządzić bydło. Krowy nie ro-

zumiały, że ma dziś wyjątkowo dużo pracy, i ryczały prze-

ciągle, upominając się o siano.

Był wczesny ranek i słońce zaczynało złocić zalesione

zbocza. Sorine zatrzymała się na ganku i nabrała w płu-

ca świeżego, zimnego powietrza, rozkoszując się widokiem

nietkniętego   śniegu,   który   niczym   niebieskawy   dywan

przykrywał okolicę. Niedługo wzdłuż i wszerz nieskazitel-

ny śnieg poprzecinają ślady lisów, saren i łosi.

-Mamo, w nocy spadł śnieg! - zawołała zachwycona.

-O nie - jęknęła Marie. - Nie ciesz się z tego, dziew-

czyno. Będzie zimno i ślisko, a na dziedzińcu pojawią 

się

lodowe purchle...

Sorine roześmiała się serdecznie. Gdy matka może so-

bie ponarzekać, nie przepuści żadnej okazji.

-W każdym razie jest przepięknie!

-Tak, tak - westchnęła Marie, jakby odrobinę poiryto-

wana, i podreptała za córką do obory.

Wiele lat temu Sorine przejmowała się narzekaniem

matki, lecz teraz już wiedziała, że matka po prostu taka

jest; z reguły szybko wracał jej dobry humor.

Sorine zerknęła znad wiadra, do którego przecedza-

ła mleko. W cedzaku leżała szczecina spleciona z włosów

z krowiego ogona. Zatknięte w szparę drewnianej ściany

łuczywo rzucało czerwone światło na krągłą, młodą twarz

dziewczyny.

-Muszę wyjść - jęknęła nagle Sorine i złapała się za

szyję.

-Czy   coś   się   stało?   -   spytała   matka   przestraszona.

Podciągnęła   z   czoła   chustkę   do   tyłu,   żeby   lepiej 

widzieć

w półmroku.

-Nie - odparła pośpiesznie Sorine, żeby ją uspokoić,

po czym wypadła jak strzała z obory i zbiegła w dół 

pastwi-

ska.

53

background image

W żołądku bulgotało, a w ustach żółć paliła jak ogień.

Dziewczyna zatrzymała się przy rowie, zgięła wpół i zwy-

miotowała. Potem starannie zagarnęła nogą śnieg i zatarła

ślady.

A więc tak ze mną jest, pomyślała blado. Wcześniej

już coś podejrzewała, ale odsuwała tę myśl. Dość udawa-

nia, Kristoffer i ona nie byli tak ostrożni, jak im się wyda-

wało. Będzie miała dziecko. Uświadomiła to sobie, kiedy

miesięczne krwawienie nie pojawiło się na czas, ale wolała

udawać, że to nic. Czy mogło się opóźniać właśnie dlatego,

że się bała i ze strachem liczyła dni? Przez jakiś czas wy-

obrażała sobie, że krwawienie pojawi się znowu, gdy tylko

ona przestanie ciągle myśleć o tym, że jest w ciąży.

- Wszechmocny Boże - pomodliła się, czując wzbiera-

jące mdłości. - Nasza miłość jest czysta, ale zgrzeszyliśmy.

Grzeszyliśmy wiele razy w ciągu lata i późnej jesieni. Pro-

szę, zlituj się nad nami obojgiem. Pomóż nam, byśmy zna-

leźli siły, żeby znieść ten wstyd... Amen.

Sorine nie przyszło do głowy nic więcej, co mogłaby

powiedzieć. Teraz musi tylko starać się zachowywać przy

matce naturalnie, lecz to nie będzie proste. Matka zwykle

potrafiła węszyć w powietrzu niczym pies, gdy się zorien-

towała, że ktoś skrywa jakąś tajemnicę. Trudno będzie mil-

czeć, gdy matka zacznie czynić wyraźne aluzje i zadawać

niewygodne pytania.

Matka nie może się o niczym dowiedzieć, przysięgła so-

bie Sorine i odrzuciła głowę do tyłu, aż jej warkocz spadł

na plecy. Ale Kristofferowi muszę o tym powiedzieć.

Poczuła przypływ radości na myśl o Kristofferze, lecz

w jednej chwili zrozumiała powagę tego, co zrobili: okryli

się hańbą! A szczególnie ona, zdawała sobie sprawę, jak lu-

dzie we wsi będą potem na nią patrzeć.

background image

7

Ragnhild Storedal przybyła do Gaupås niczym świeży wi-

cher trzy dni przed Bożym Narodzeniem. Pani z wielkie-

go dworu nawet nie drgnęła, żeby wysiąść z sań, zanim

stangret nie podszedł do niej i jej nie pomógł. Ubrana była

w długi do ziemi płaszcz i kapelusz do kompletu z lisiego

futra.

Kiedy wprowadzono ją przez główne drzwi, już z dale-

ka dał się słyszeć jej tryskający życiem głos, zanim jeszcze

wkroczyła do kuchni. Nie miała czasu zdjąć wierzchniego

okrycia, ale ciepło w pomieszczeniu zmusiło ją, by odłożyła

na bok kapelusz. Uśmiechając się szeroko, zaczęła ściągać

czarne skórzane rękawiczki. Pełnymi gracji ruchami chwy-

tała najpierw za opuszki palców i krótkimi szarpnięciami

zsuwała rękawiczki, spod których ukazały się szczupłe, wy-

pielęgnowane palce o długich, pięknie wygiętych paznok-

ciach.

Inga przyglądała się Ragnhild zafascynowana. Ta ko-

bieta wydawała się taka silna, nieugięta. Jak gdyby nikt

nie mógł jej wprawić w zakłopotanie ani rzucić na kolana.

Z Martinem było tak samo. Biła od niego pewność siebie,

a jednocześnie nie był zarozumiały ani samolubny, po pro-

stu spokojnie i z wiarą robił swoje.

- Czy można dostać filiżankę kawy? - spytała Ragn-

hild wprost.

Inga zaczerwieniła się od nasady włosów po czubki pal-

ców stóp. Tak w każdym razie czuła. Oczywiście od razu

powinna zaproponować gościom kawę, ale po prostu za-

55

background image

skoczyło ją pojawienie się Ragnhild. Kobieta wydawała się

niczym jaśniejąca gwiazda, gwiazda, przed którą ludzie za-

trzymują się, żeby ją podziwiać.

Eugenie wyjęła filiżanki i talerzyki, a Ragnhild zajęła

miejsce obok Nielsa. Niels sprawiał wrażenie zakłopotane-

go jej śmiałym zachowaniem, ale okazał się na tyle uprzej-

my, że tego nie skomentował.

- Słyszałam, że jesteś w błogosławionym stanie - rzek-

ła Ragnhild i spojrzała na Ingę z uznaniem. - Teraz widać

wyraźnie, że jesteś w ciąży. Czy czujesz ruchy?

Inga oblała się rumieńcem. Nie przywykła do odpo-

wiadania na tak intymne pytania, a zwłaszcza przy tylu lu-

dziach.

-Tak, po raz pierwszy poczułam je, kiedy stałam przy

studni   i   wciągałam   wiadro   z   wodą.   Zauważyłam 

nieznacz-

ne   drżenie   w   brzuchu.   To   nie   bolało,   tylko   lekko 

łaskotało,

Miałam   uczucie,   jak   gdyby   ptasie   piórko   leciutko 

poruszy-

ło się pod skórą.

-Wiesz mniej więcej, kiedy się dziecko urodzi?

Inga ze wstydem musiała przed sobą przyznać, że nie-

zbyt wiele uwagi poświęcała ziarenku, które w niej kiełko-

wało. Odsuwała myśl o tym, że jest w ciąży. Zdawało jej się,

jak gdyby to nienarodzone życie wcale jej nie dotyczyło.

Jednak w żadnym wypadku nie wolno jej do tego przyznać

się przed Ragnhild! Dlatego odpowiedziała niepewnie:

- Myślę, że pod koniec kwietnia. Nie wiemy dokładnie.

Nie tylko Inga czuła się zakłopotana. Zobaczyła, że Niels

pochylił się ku Ragnhild i spytał:

-No,   Ragnhild...   Czy   sprowadza   cię   do   nas   jakaś

szczególna sprawa?

-No właśnie! Słuchaj - zaczęła Ragnhild i zwróciła się

do Nielsa. - Utarło się, że zawsze obchodzimy Boże 

Naro-

dzenie   u   naszych   sąsiadów.   Drugi   dzień   świąt. 

Pomyślałam

sobie, że w tym roku moglibyśmy trochę zmienić ten 

zwy-

czaj.

background image

56

background image

Kiedy zamilkła, Niels poruszył się niespokojnie na krze-

śle. Jak gdyby władcze spojrzenie Ragnhild powodowało,

że nie wiedział, co ze sobą zrobić.

-I cóż takiego jaśnie pani wymyśliła? - zachichotał ci-

cho, rozbawiony własnymi słowami.

-Uważam...   -   odparła   Ragnhild   stanowczo,   lecz

urwała,   gdy   Eugenie   wreszcie   postawiła   przed   nią 

parującą

kawę.   Ostrożnie   ujęła   filiżankę   swymi   długimi, 

elegancki-

mi   palcami,   podniosła   ją   do   ust   i   upiła   mały   łyk. 

Delikat-

nie odstawiła filiżankę na talerzyk, tak że nawet nie 

za-

brzęczał.   -   Tak.   Moim   zdaniem   starsze   pokolenie 

powinno

w drugi dzień świąt spotkać się u ciebie, w Gaupås. W 

ten

sposób młodzi mogliby spędzić wieczór u mnie. Co o 

tym

myślisz?

Inga niecierpliwie przestępowała z nogi na nogę, stojąc

w drzwiach. Czy Ragnhild zaliczała ją do młodych, czy też

uznała, że jako żona Nielsa powinna spędzić święta ze star-

szymi?

Niels uderzył fajką o popielniczkę, po czym zaczął na-

kładać tytoń. Niespiesznie ułożył starannie nieduży stosik

i wierzchem dłoni zsunął go do okrągłego zagłębienia fajki.

- Dobry pomysł - zgodził się. - Myślę, że Sigrid i Gu-

drun ucieszą się, że będą mogły spędzić jeden wieczór bez

ojca.

Nadzieja opuściła Ingę. Nie.pojedzie do Storedal, będzie

musiała spędzić wieczór z mężem. Nie miała nic przeciwko

temu, ale świadomość, że Martin przypuszczalnie będzie

się bawił w domu... Nie powinna się łudzić, że zostanie

zaliczony do grona starszych, mimo że był dziedzicem Sto-

redal.

-A Inga? - Ragnhild uśmiechnęła się do Nielsa, uka-

zując białe, silne zęby.

-Inga? - spytał Niels zbity z tropu. Właśnie miał z roz-

koszą pociągnąć świeżo nabitą fajkę, ale opuścił dłoń. - 

background image

Inga

jest moją żoną. - Ściągnął usta.

57

background image

Ragnhild roześmiała się rozbrajająco.

- Oczywiście, że tak! Ale zna zarówno Laurensa, jak

i   mnie.   Pozwoliłam   sobie   zaprosić   mieszkańców  Øvre

i Nedre Gullhaug, a także z innych dworów, tych, którzy

zwykle spotykają się z okazji Bożego Narodzenia. Co zaś

się tyczy Ingi, to będzie się w przyszłości obracać w towa-

rzystwie młodych. Nasze miejsce zajmie następne pokole-

nie, Nielsie, czy nam się to podoba, czy nie. Uważam więc,

że Inga powinna poznać młode gospodynie z okolicy. Zga-

dzasz się?

Długa przemowa zbiła Nielsa z tropu. Trzy razy pociąg-

nął głęboko z fajki, zanim w końcu się zdecydował.

- Tak, tak. A zatem zrobimy, jak mówisz. Przypilnuję,

by tego wieczoru Gulbrand zawiózł wszystkie moje dziew-

częta do Storedal. Powiedzmy o szóstej?

Ragnhild wstała.

- Doskonale! Chciałam zaproponować mniej więcej tę

samą godzinę. W takim razie do zobaczenia. - Pośpiesznie

wyszła z kuchni, zostawiła pół filiżanki kawy.

Inga czuła się kompletnie oszołomiona. Wokół zapadła

cisza. Zdawało się, jak gdyby cała wrzawa i wszelkie dźwię-

ki zniknęły wraz z Ragnhild.

- Będziemy się czuć swobodniej, gdy kupię i podłączę

telefon - stwierdził pod nosem Niels. - Tak, swobodniej!

Nie wyjaśnił słowem dlaczego.

Laurens wyszedł żonie na spotkanie, kiedy sanie zajechały

na dziedziniec Storedal. Z czułym uśmiechem pomógł jej

wysiąść.

- Czy doszłaś z Nielsem do porozumienia, żeby w tym

roku urządzić święta w Gaupås?

Ragnhild, zaróżowiona na policzkach od mrozu, odpo-

wiedziała wesoło:

58

background image

-Tak. Nie miał nic przeciwko temu. - Zawahała się,

po   czym   nabrała   powietrza   i   dodała:   -   A   ja 

zaproponowa-

łam, żeby młodzi spotkali się tutaj,..

-Naprawdę?   Sądziłem,   że   dzieci   pojadą   z   nami   do

Gaupås. - Laurens zerknął badawczo na Ragnhild. - 

Cóż

takiego moja żoneczka teraz zaplanowała? O czym nie

chce powiedzieć swojemu mężowi? -■ roześmiał się, a 

po-

tem, gdy weszli do środka, pomógł jej zdjąć płaszcz.

-Chciałbyś wiedzieć - zażartowała Ragnhild, a świa-

domość, że zręcznie uniknęła odpowiedzi, sprawiła jej

przyjemność.   Ach,   jakże   chciałaby   powiedzieć 

Laurenso-

wi o odkryciu, którego dokonała tego lata! Gdyby tak 

mog-

ła   podzielić   się   z   nim   tajemnicą,   że   Martin   jest 

kochan-

kiem...   Nie,   nie   chciała   teraz   zadręczać   go 

dodatkowymi

zmartwieniami.   Ma   teraz   aż   nadto  spraw  na   głowie, 

odkąd

dostał posadę kwestora okręgu.

Poczuła łaskotanie w brzuchu i zdawała sobie sprawę

dlaczego. Nie dlatego, by miała coś przeciwko Indze, ra-

czej wręcz przeciwnie... Na swój przebiegły sposób mu-

siała pokazać młodej gospodyni Gaupås, że powinna prze-

stać marzyć o Martinie. Częściowo dlatego, że Inga wyszła

za mąż za sędziego i spodziewała się dziecka, lecz również

z tego powodu, że rodziny Storedalów i Svartdalów łączyły

bliskie więzi.

Ragnhild wyprostowała się. Musiała zrealizować teraz

swój plan, mimo że jej matczyne serce krwawiło na myśl

o tym, że Martin nie będzie mógł się związać z kobietą,

której pragnie. Być może Inga zrozumie, jak beznadziej-

na jest miłość między nimi, kiedy zobaczy śliczną Victorię

S0lverud?

- A co z Ingą?

Laurens wyrwał Ragnhild z zamyślenia.

- Z Ingą? Zaproponowałam, żeby spędziła ten wieczór

background image

razem z młodymi. Tak, by lepiej poznała Ragnfrid i Elise.

Laurens pokiwał głową.

59

background image

- Rozumiem.  Tylko że... miałem nadzieję, że z nią

jeszcze porozmawiam.

- O czym? - jej głos zabrzmiał bardziej ostro, niż chciała.

W oczach Laurensa pojawił się cień smutku.

- Nie wiem... Nie zamierzałem jej opowiadać o sporze

między naszymi rodzinami. Ale jeżeli mamy wyjawić Mar-

tinowi... że zdradziłem Kristiana?

Myśl b przestępstwie, które popełnili wspólnie Lau-

rens i Kristian, zbladła w ciągu ostatnich lat. Sprawa zosta-

ła zatuszowana i niewielu miało odwagę rozmawiać o nie-

godziwym rozwiązaniu. Laurens gorzko żałował swojego

tchórzostwa, ale wtedy było już za późno. Przyjaźni z Kri-

stianem i Jenny nie dało się już uratować.

Kiedy   rok   temu   dowiedzieli   się,   że   Niels   ma   się 

ożenić

z córką Kristiana... Nagle zasklepiona rana rozdarła się na

nowo i zaczęła się z niej sączyć krew. Potok skrywanych

uczuć wydostał się na powierzchnię.

Ragnhild lekko pocałowała męża w policzek w nadziei,

że uda się jej go pocieszyć.

- Wiem, że cię to dręczy, Laurensie. Martin niczego się

nie dowie, zanim się nie upewnimy, ile wie Inga. Kristian

wyraźnie dał Nielsowi do zrozumienia, że nic jej nie powie.

Dopóki nikt nie odkryje tajemnicy, możemy być spokojni.

Laurens pokiwał głową w zamyśleniu, lecz Ragnhild

zauważyła, że nie zadowoliła go taka odpowiedź. Czując

rosnący niepokój, zastanawiała się, ile jeszcze czasu upły-

nie, nim Laurens dłużej nie zniesie milczenia i zdradzi się

w obecności Ingi...

Drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia Gulbrand tak się

starał, że Ingę rozczuliła jego troskliwość. Wyprowadził pa-

radne sanie i przyczepił dzwonki do uprzęży. Dziewczęta

siedziały otulone ciepłymi, miękkimi baranicami i czekały

60

background image

przygotowane do podróży, lecz stary sługa obszedł je jesz-

cze raz dookoła, by się upewnić, że żadna nie zmarznie.

- Dobrze - rzekł w końcu i stanął za saniami, chwycił

lejce i cmoknął na Mikrusa.

Inga usiadła w samym końcu sań, za Sigrid i Gudrun.

Odchyliła głowę do tyłu i spojrzała w niebo, granatowo-

czarne, migocące tysiącami gwiazd. Tarcza księżyca jaśnia-

ła żółta i wyraźna. Mistyczny i czarodziejski wieczór. Aż do

tej pory Inga nie odważyła się poddać zmysłowemu oszo-

łomieniu z powodu czekającego ją spotkania z Martinem.

Musieli wiele przygotować przed wizytą tylu świetnych

gości, lecz na szczęście Marlenę i Kristiane wróciły wczo-

raj późnym wieczorem ze swoich domów, gdzie witały Boże

Narodzenie z rodzicami. Zapewniły, że wszystkiego dopil-

nują. Dopiero wtedy Inga mogła się odprężyć i rozkoszować

uczuciem przyjemnie łaskoczącego napięcia, które się w niej

odezwało. Czy Martina zaliczono do młodzieży, czy też miał

obchodzić święta z dorosłymi jako dziedzic Storedal?

Wesoły  dźwięk   dzwonków   i   widok   wsi   pogrążonej

w   wieczornym   zmroku   odprężał   i   uspokajał.   W   odda-

li widniały rozsiane światełka. Pewnie w wielu rodzinach

miło spędzano czas spokoju Bożego Narodzenia.

Widok, który powitał przybyłych, kiedy Gulbrand po-

prowadził konia ku Storedal, był oszałamiający. Wzdłuż

całej alei rozwieszono lampy łojowe, a blask niezliczonych

światełek odbijał się w śniegu. Nagie, cienkie gałązki brzóz

zwisały nad głowami gości niczyrn portal, z którego sypały

się leciusieńkie, połyskujące lodowe kryształki.

-Dowiem się, czy pan Storedal z żoną wracają dziś póź-

nym wieczorem - oznajmił Gulbrand, kiedy zatrzymał 

ko-

nia.   -   Wtedy   może   zabrałbym   was   z   powrotem   do 

domu?

-Dobrze, tak zrobimy - postanowiła Gudrun i wygra-

moliła się z sań.

61

background image

- Kristoffer, i ty tu jesteś? - ożywiła się Inga, miło za-

skoczona.

Starszy brat wyszedł jej na spotkanie, wziął ją za ręce

i uśmiechnął się.

-Nie spodziewałaś się tego, prawda? Ja też nie, jeśli

mam   być   szczery.   Okazało   się*   że   Sorine   i   Elise   są 

dobrymi

przyjaciółkami.   Sorine   nalegała,   żebym   ja   też 

przyjechał.

A   kobiety   -   mrugnął   żartobliwie   -   posiadają 

szczególny

dar przekonywania.

-Ojciec powinien się o tym dowiedzieć - odparła Inga

wzruszona.

Kristoffer położył jej palec na ustach i uciszył ją.

- Nie, Ingo, tego akurat nie powinien się dowiedzieć.

Nie wracajmy dziś wieczorem do tego przykrego, starego

konfliktu. Przyjechaliśmy tu, żeby się bawić! - skwitował

wesoło.

W tej samej chwili Inga postanowiła: Dziś wieczorem

będzie tylko przyjemnie spędzać czas.

- Gdyby nie to, że jesteś moją młodszą siostrą, a w do-

datku mężatką, z miejsca bym ci się oświadczył - zażarto-

wał Kristoffer. - Chyba nigdy jeszcze nie wyglądałaś tak

pięknie!

Inga   spędziła   mnóstwo   czasu   przed   garderobą.   W 

koń-

cu wybór padł na czarną spódnicę z lnu. Do niej włoży-

ła kredowobiałą bluzkę z marszczonymi koronkami wokół

ramion i szyi. Nie splotła włosów, ale gdyby Kristoffer wie-

dział, ile czasu spędziła ze szczypcami, żeby zrobić miękko

układające się loki przy uszach... Nie widział dwóch bąbli

na kciuku od oparzeń, których się nabawiła, gdy podgrze-

wała szczypce na rozżarzonych węglach w piecu.

Przechylił głowę, żeby uważnie przyjrzeć się siostrze.

-Pojawiła się w tobie jakaś nowa stanowczość, Ingo.

Wydajesz się bardziej... bardziej dojrzała. Kobieca.

-Jestem w ciąży, jak wiesz. Być może to sprawia, że wy-

doroślałam.

62

background image

- Pewnie masz rację. - Puścił jej ręce i potargał lekko

po włosach.

Inga szybko rzuciła okiem na ścianę w przedpokoju.

Było tak, jak myślała: portret jeszcze nie wrócił na swoje

miejsce. Na środku widniał prostokąt, wyraźnie jaśniejszy

niż reszta drewna. Czyżby Ragnhild i Laurens nie powie-

sili   jeszcze   obrazu,   czy   też   może   zdjęli   go   celowo   z 

myślą

o świątecznym spotkaniu?

Poczuła się niezręcznie, wchodząc do pokoju jadalne-

go, gdzie nakryto dla znacznie większej liczby gości, niż

się spodziewała. Oszołomiona zauważyła tylko, że wiele

osób podniosło ręce i pozdrowiło ją, a ona uśmiechnęła

się w odpowiedzi zażenowana. Lecz oczami wodziła po sali

w poszukiwaniu Martina. Powstrzymała westchnienie ulgi,

kiedy go zobaczyła. Jest tutaj! Jak wspaniale się prezento-

wał! Miał na sobie białą koszulę ze srebrnymi spinkami

przy mankietach zamiast guzików. Przyglądała się oczaro-

wana jego szerokim ramionom i wąskim biodrom.

Martin podniósł do ust szklankę z napojem, napotkał

spojrzenie Ingi i podtrzymał je. Kąciki jego ust rozciągnęły się

w uśmiechu, który jednak pozostał ukryty za szklanką. Pijąc,

nie spuszczał wzroku, tylko patrzył Indze prosto w oczy. Od-

stawił szklankę na stół i uśmiechnął się znacząco.

Inga pokraśniała z zadowolenia.

Kiedy usiadła przy stole, na dużych półmiskach wnie-

siono jedzenie. Na szczęście znalazła miejsce między sio-

strami Martina, Ragnfrid i Elise. Nie znała ich zbyt dobrze,

ale przynajmniej wiedziała, kim są. Zauważyła wzdłuż sto-

łu wiele obcych twarzy.

Naturalnie gawędziła z dziewczętami trochę podczas

posiłku. Zanim gospodyni opuściła dom, zadbała, by stoły

uginały się od jadła: żeberek, kiełbasy wieprzowej, ziem-

niaków, kwaszonej kapusty i dżemu z borówek. Kufle były

wypełnione po brzegi piwem domowej roboty. Niczego tu

nie brakowało.

63

background image

Kiedy po raz pierwszy zwróciła uwagę na młodą ko-

bietę siedzącą obok Martina? Inga nie wiedziała, lecz nag-

le zauważyła nieznajomą.., niezwykle piękną istotę, która

wprost ku niemu promieniała. Dziewczyna wyróżniała się

wyraźnie ogniście rudymi włosami. Dodawały jej urody,

a zielone, żywe oczy podkreślały delikatną cerę. Młoda ko-

bieta   chichotała   kokieteryjnie   i   chętnie   przepijała   do 

Mar-

tina. Gdy szklaneczki z brzękiem uderzały o siebie, zasła-

niała usta ręką i słodko krztusiła się ze śmiechu.

Inga momentalnie poczuła zazdrość rozsadzającą pier-

si, nic nie mogła na to poradzić. A kiedy Martin położył

rękę na oparciu krzesła obcej kobiety i w zaufaniu wymie-

nili między sobą kilka słów, zaniepokoiła się i ogarnął ją

smutek. Nie miała prawa zareagować w ten sposób. Ale nie

była w stanie temu zapobiec. Powinna pogodzić się z tym,

że Martina będą otaczały kobiety w jego wieku. Ale czy to

musi boleć tak potwornie? Inga odchrząknęła i zwróciła

się do Ragnfrid:

- Ragnfrid - poprosiła uprzejmie. - Czy możesz mi po-

wiedzieć, kim są ci wszyscy goście? - Jej śmiech zabrzmiał

pusto,   kiedy   spróbowała   się   roześmiać.   -   Znam 

większość

z nich, ale niektórych sobie nie przypominam...

Ragnfrid odłożyła widelec i zaczęła wyjaśniać, dyskret-

nie wskazując ręką:

-Na samym końcu widzisz Gudrun i Sigrid. Potem sie-

dzą   bracia   Torstein   i   Torbjorn   z  Øvre  Gullhaug. 

Ingebjorg

została również zaproszona, ale jest chora. Następnie 

Si-

mon S0lverud. Za Kristofferem siedzą Elise i Sorine, i 

moi

bracia,   Harald  i  Henrik,   ale   ich  przecież   znasz.   Na 

końcu

widzisz Victorię razem z Martinem. To siostra Simona.

-Chyba   słyszałam   o   Simonie   i   Victorii   -   przyzna-

ła Inga, ściskając w rękach serwetkę. - Lecz nigdy ich 

nie

spotkałam.   -   Pamiętała,   by   wspomnieć   również   o 

Simonie,

background image

żeby   Ragnfrid   nie   nabrała   podejrzeń,   że   najbardziej 

intere-

suje ją Yictoria.

64

background image

Ragnfrid ożywiła się.

-Powinnaś   porozmawiać   z   Victorią.   To   niezwykła

dziewczyna!   Miła   i   troskliwa,   serdeczna   dla 

wszystkich.

-Nie   omieszkam   -   odparła   sucho   Inga   i   odłożyła

srebrne sztućce. Nie mogła przełknąć nic więcej, nagle 

po-

czuła   się   bardzo   najedzona.   Nie   miała   też   siły 

uczestniczyć

w rozmowach przy stole. Głosy rozbrzmiewały w jej 

głowie

niczym odległy szum.

Oczywiście, żaliła się, ta obłudna Victoria musiała za-

jąć miejsce obok Martina! Nie powinna osądzać Victorii,

nie zamieniwszy z nią słowa, ale paląca zazdrość blokowała

zdrowy rozsądek. Jedyne, co wypełniało jej myśli, to świa-

domość, że powabna, urocza Victoria dostała honorowe

miejsce obok dziedzica.

- Przenosimy się do salonu - oznajmiła Ragnfrid z tym

samym wyrazem twarzy gospodyni co jej matka.

Inga wyszła na korytarz i zawiązała buty.

Scrine podeszła do niej ze szklanką w dłoni.

-Nie idziesz do salonu poczęstować się deserem? - zdzi-

wiła się.

-Zaraz przyjdę - odparła zadowolona, że głos jej nie za-

drżał z bólu. - Muszę tylko zaczerpnąć trochę świeżego 

po-

wietrza.   Ostatnio   po   jedzeniu   często   robi   mi   się 

niedobrze.

Sorine uśmiechnęła się.

- Poczekaj, Ingo, powiem tylko Ragnfrid, że wycho-

dzę. Przejdę się z tobą.

Inga nie protestowała, choć właśnie w tej chwili najbar-

dziej wolałaby zostać sama. Żeby przetrawić widok Mar-

tina i Victorii. Victorii o czerwonych wargach, żywych,

zielonych jak mech oczach i wąskiej talii... Mimo to nie

zdobyła się na to, by odmówić Sorine, gdy dziewczyna

wróciła i zaczęła się ubierać.

Przystanęły w milczeniu, trzęsąc się na mrozie. W końcu

Sorine wyciągnęła szyję i uśmiechnęła się, patrząc w górę

na błyszczące gwiazdy.

background image

65

background image

- Uważasz, że w tym  wszystkim jest jakiś zamysł,

Ingo?

- Co masz na myśli?

Sorine roztarła. ręce.

- Czasami zastanawiam się nad Boskim planem wzglę-

dem tego wszystkiego. Dlaczego akurat wybrał ciebie, byś

urodziła na wiosnę? Równie dobrze mogłabym to być ja...

Inga  uważnie  przyglądała   się  przyszłej  młodej   pani

Svartdal. Nagle zrozumiała.

- S0rine! - zawołała. - To nie o mnie ci chodziło! Mó-

wiłaś o sobie. Jesteś w ciąży!

Sorine skinęła poważnie głową.

■ - Tak, Kristoffer i ja będziemy mieli dziecko. Nie wiem

kiedy dokładnie, ale rozwiązanie nastąpi gdzieś pod koniec

sierpnia.

Inga szybko policzyła miesiące.

- Macie się pobrać w czerwcu. To znaczy...

Nie musiała mówić nic więcej, ponieważ Sorine prze-

rwała jej i cicho rozpłakała się.

- Wiem, Ingo, nie będę wyglądała niewinnie jako pan-

na młoda. Wszyscy po mnie poznają, że zgrzeszyliśmy.

Inga próbowała pocieszyć Sorine.

- Nie jesteście pierwszymi, którzy skosztowali... tego

owocu przed nocą poślubną. Ale pastor Mohr nie zna li-

tości dla tych, którym się tak śpieszyło... - Mróz prze-

szywał  Ingę na wskroś. - Biedactwo - rzekła ze współ-

czuciem.  - Pastor wygarnie  ci to bez ogródek podczas

ceremonii. Będziesz musiała znieść wiele przykrych uwag

za to, że przed czasem podzieliłaś łoże z przyszłym mę-

żem.

O pastorze Mohrze krążyły niezliczone historie, jak to

surowo^i pogardliwie wyrażał się o kobietach, które dały

się „posiąść".

- Cytuje najgorsze kazania o ogniu piekielnym i przed-

stawia pannę młodą jako kobietę lekkich obyczajów. Kri-

66

background image

stofferowi też się dostanie, ale nie aż tak, ponieważ jest

mężczyzną - zakończyła Inga.

-Przerażasz mnie,  Ingo! - Sorine dygotała  nie tylko

od mrozu zimowej nocy.

-Przepraszam   -   wyznała   Inga,   żałując   swych

słów.   -   Chciałam,   byś   była   przygotowana.   Czy   nie 

możecie

przełożyć terminu ślubu? Jeżeli się mocno zwiążesz i 

wy-

prawisz uroczystość w lutym albo w marcu, pastor nie 

za-

uważy, że jesteś w ciąży.

Sorine ze smutkiem pokręciła głową.

-Prędzej czy później się wyda. Dziecko urodzi się za-

ledwie pięć-sześć miesięcy po naszych zaślubinach.

-Nie przejmuj się tym - poradziła Inga. - Najważniej-

sze,   że   wtedy   będziecie   już   małżeństwem!   Gniew 

pastora

już was nie dosięgnie!

Sorine zaczęła chichotać mimo powagi sytuacji.

- Ach Ingo, Ingo, gdybym miała twoją wolę i siłę. Wy-

gląda na to, że nic cię nie złamie. A ja - westchnęła - mu-

szę pochylić z szacunkiem głowę i przyjąć karcące słowa

pastora. Jestem na to przygotowana.

Inga drżała, kiedy spytała cicho:

-Co na to ojciec...?

-Nic   nie   wie   -   przyznała   Sorine.   -   Lecz   Kristoffer

uważa, że Kristian zbytnio się tym nie przejmie. To 

zna-

czy,   że   przespaliśmy   się   przed   ślubem.   Twój   brat 

twierdzi,

że   Wasz   ojciec   się   ucieszy,   że   domznowu   wypełni 

śmiech

dziecka.

O ile nie będzie to śmiech dziewczynki, pomyślała Inga

zdenerwowana. Jej ojciec nigdy się nią nie przejmował,

ale może się zdarzyć, że polubi córkę młodego dziedzica.

- Porozmawiaj z ojcem - poradziła stanowczo. - Uświa-

dom mu, że obawiasz się tego, co powie pastor podczas ślu-

bu. Jeśli dobrze znam ojca, popędzi do Mohra i powstrzy-

ma jego surowy język.

background image

Sorine zerknęła na Ingę z nadzieją w oczach.

67

background image

-Tak myślisz?

-Tak. Poza tym  ojciec się ucieszy,  że włączacie go

w   swoje   kłopoty,   jeżeli   dowie   się,   że   pastor 

przygotowuje

upokarzające kazanie, postara się, by nigdy nie zostało 

od-

czytane. Możesz być o to spokojna!

Sorine przebierała niecierpliwie nogami.

- Dziękuję - powiedziała ciepło. - Pójdę do Kristoffera

i powiem mu, co mi poradziłaś - uznała.

Inga uśmiechnęła się do niej.

- Idź do domu, ja postoję tu jeszcze chwilę.

Kiedy Sorine przejęta pośpieszyła do domu, Inga zosta-

ła pod gwiaździstym niebem ze swymi trudnymi myślami.

Na chwilę zapomniała o sobie, lecz teraz znów stała samot-

na na schodach, a myśli bezlitośnie powracały do tego, cze-

go wcześniej była świadkiem w salonie jadalnym.

Zażyłości   między  Martinem  Storedalem  a  czarującą

background image

Yictorią...

background image

8

Przyjęcie bożonarodzeniowe nie okazało się takie, jak to

sobie Inga wyobrażała. Ze smutkiem patrzyła w rozgwież-

dżone niebo - większość gwiazd migotała dziś wieczorem

blado, lecz niektóre świeciły intensywnie. Kiedy była małą

dziewczynką, Emma podnosiła ją do góry, stawiała w ok-

nie i pokazywała jasną gwiazdę, mówiąc: -

-Tam w górze jest twoja mama. Jest tam przez cały

czas. I przez cały czas nad tobą czuwa.

-To mama nie jest na cmentarzu? - pytała Inga zdu-

miona.

-Jest,   to   znaczy   jest   tam   jej   ciało,   ale   nie   dusza.

Uśmiech, śmiech i miłość do ciebie są w niebie.

Indze wydało się dziwne takie wytłumaczenie, ale nie

wypytywała Emmy o szczegóły. Uważała, że bezpiecznie

jest myśleć, że mama nad nią czuwa w niebie i jej pilnuje.

Dziś wiedziała już lepiej. Ale tęsknota za matką... Inga za-

mrugała, żeby powstrzymać łzy, które zawisły na rzęsach.

Tak bardzo chciałaby mieć matkę, której by się mogła zwie-

rzyć. Która by zrozumiała, jak może być jej ciężko, i pocie-

szyła łagodną matczyną miłością.

- Potrzebuję cię, mamo - szepnęła smutno. - Dlaczego

musiałaś umrzeć?

Najbardziej w czasie rodzinnych uroczystości tęskniła

za matką, której nigdy nie poznała. Czuła, że również oj-

ciec najbardziej cierpiał w czasie świąt Bożego Narodze-

nia i na wiosnę. Nagle myśli Ingi pomknęły ku Svartdal.

Co ojciec mógł teraz robić? Czy był samotny mimo obec-

69

background image

ności Emmy i Kristera? Emma wiedziała pewnie, że trawi

go tęsknota, i Inga podejrzewała, że służąca robiła, co mog-

ła, żeby złagodzić atmosferę. Ona nigdy nie dostała stam-

tąd życzeń na święta...

Inga miała ochotę się rozpłakać z żalu oraz rozczaro-

wania, że nie spełniły się jej oczekiwania związane z dzi-

siejszym wieczorem. Zastanowiła się: czego właściwie się

spodziewała? Powinna rozumieć, że nie mogłaby przez

cały czas rozmawiać z Martinem. To wzbudziłoby podej-

rzenia, jednak uważała, że mógłby zamienić z nią choćby

kilka słów. Okazać jej zainteresowanie. Nie, pomyślała zła

i rozgoryczona jednocześnie. To Victoria przykuwała jego

uwagę. Pozwolił się omotać tej rudowłosej... czarownicy!

Inga nigdy przedtem nie była prawdziwie zazdrosna,

lecz teraz przekonała się, jakie to uczucie. Odnosiła wraże-

nie, że całe ciało miała odrętwiałe, zanim smutek niczym

twarda, ogromna pięść nie trafił jej pod żebra. Odruchowo

skuliła się.

Oszołomiona usłyszała, że ktoś otwiera drzwi, i wypro-

stowała się.

-Ingo - miły, swobodny głos sprawił, że zrobiło jej się

słabo.   Gdy   Martin   położył   jej   rękę   na   ramieniu, 

przygnę-

bienie   natychmiast   prysnęło,   jak   za   dotknięciem 

czaro-

dziejskiej różdżki. A więc jednak znalazł dla niej czas!

-Tak? - jej ochrypły głos zdradzał, w jakim była na-

stroju.

-Widziałem, że się wymknęłaś - wyznał - ale nie mog-

łem pójść za tobą. Musiałem odczekać chwilę, żeby nikt 

się

nie domyślił, że zniknęliśmy razem.

Inga odwróciła głowę i szybko wytarła policzki. Wyda-

wało się jej, że nie płakała, ale piekło ją pod powiekami.

Martin nie powinien się zorientować, że cierpi z powodu

dziecinnych kłopotów sercowych. Nadal stała odwrócona

plecami do niego, lecz po chwili ostrożnie odwrócił ją ku

sobie.

70

background image

-Chciałbym zobaczyć twój uśmiech - zażądał żartem,

starając się przywołać jej radość życia. - Tęskniłem za 

two-

im miękkim uśmiechem - zwierzył się i przyciągnął ją 

ku

sobie.   Pochylił   się,   żeby   ją   pocałować,   ale   Inga 

uprzedziła

go. Położyła dłonie na jego piersi i odepchnęła go.

-Nie tutaj, Martinie, ludzie mogą nas zobaczyć!

-Nie ma obawy, wszyscy są w środku - szepnął zdy-

szany. - Proszę!

Wiedziała, że nie powinna się zgodzić, ponieważ z każ-

dej strony mogły ich śledzić czyjeś oczy. Nagle zapłonęła

w niej niepohamowana tęsknota i Inga już się nie broniła.

Jego miękkie wargi przyprawiały ją o drżenie. Jednak nie

tylko intymny kontakt sprawił jej radość, teraz zrozumiała,

że Martin nie dba o Victorię. To jej pożądał...

Pogładził ją kciukiem po rozpalonym policzku.

-Ingo - zaczął. W jednej chwili czułość w jego wzro-

ku zastąpiła powaga, a oczy stały się czarne. - Muszę 

wie-

dzieć... - mówił z naciskiem, wsuwając jednocześnie 

po-

woli   rękę   pod pasek jej   spódnicy.   Inga   jęknęła,   gdy 

ciepłą

dłonią   przesunął   po   jej   brzuchu,   pieścił   maleńkie 

życie,

które   w   niej   kiełkowało.   Przykuł   jej   wzrok   swymi 

niebie-

skimi, czujnymi oczami. - Czy dziecko jest... moje? - 

Jego

głos był zmieniony z napięcia i żądzy poznania prawdy.

-Dlaczego   pytasz?   -   zdziwiła   się   Inga,   trzęsąc   się

z zimna.

-Jeśli ja jestem ojcem, to dziecko jest częścią mnie.

Z mego ciała i krwi. A w jego lub jej żyłach płynie 

krew

mojego rodu.

Inga odchyliła się do tyłu, lecz nie umknęła daleko, gdyż

Martin trzymał ją mocno ręką wsuniętą pod jej spódni-

cę. Co mu odpowiedzieć? Że nie ma pojęcia, który z nich:

background image

Niels czy on, spłodził to dziecko?

- Zażądasz tego dziecka - spytała bezbarwnie - jeżeli

się okaże, że jest twoje?

Martin podniósł głowę i westchnął tak ciężko, że Inga

71

background image

wyraźnie mogła zobaczyć, jak jego klatka piersiowa unosi

się i opada.

- Nie, Ingo. Nie uczynię tego, mimo że trudno będzie

mi znieść świadomość, że moje dziecko dorasta w Gaupås.

Ze będzie nazywać Nieisa ojcem... Oboje robiliśmy nie-

zwykłe rzeczy, ale nie musisz się niczego obawiać z mojej

strony. Nigdy nikomu nie zdradzę, że dziecko jest moje.

Poza tym będę je obserwował, jak rośnie. Gaupås nie jest

daleko.

Inga z ulgą skinęła głową.

- Wiem,  że nie powiedziałbyś  niczego, co mogłoby

przysporzyć mi kłopotów.

Martin oparł brodę na jej głowie i prawą ręką pogładził

Ingę bardzo ostrożnie po brzuchu. Lewą obejmował ją za

szyję.

-Brakuje mi ciebie, Ingo - jęknął boleśnie. - Co dnia,

w każdej godzinie...

-Powinieneś wiedzieć, jak bardzo ja tęsknię za tobą -

odparła Inga.

Stali w milczeniu. Ciepło Martina rozchodziło się przy-

jemnie po jej ciele. Sprawiało, że ciężko oddychała, a umysł

miała lekki.

- Co wy, u licha, wyprawiacie? - Czyjś gniewny głos

przeciął mroźne wieczorne powietrze.

Sprawił, że Inga i Martin odskoczyli od siebie, jak gdy-

by się oparzyli. Inga kilka razy w panice przełknęła ślinę,

szukając słów na swą obronę, ale czuła, że ma ściśnięte gar-

dło.

Gudrun wyrosła przed nimi jak spod ziemi. Założy-

ła ręce na piersi, a nad jej nosem utworzyła się głęboka

zmarszczka...

Inga oniemiała. Nie znalazła słów, za pomocą których

mogłaby wytłumaczyć, dlaczego ona i Martin stali przytu-

leni. Że też spośród tylu osób właśnie Gudrun musiała 

ich

zauważyć...

72

background image

Wreszcie Martin znalazł zbawienne słowa. Spróbował

roześmiać się naturalnie, ale włożył w to cały swój wysi-

łek.

- Droga   Gudrun,   poczułem   nieodpartą   potrzebę,

by przekonać się, czy dziecko w brzuchu Ingi już kopie.

Gudrun   opuściła   ręce.   Przyglądała   się   badawczo   to

jemu, to Indze. Jej bezlitosny wzrok płonął.

- Nigdy nie słyszałam,  by którykolwiek mężczyzna

chciał poczuć ruchy płodu! Poza tym jeszcze za wcześnie,

To dopiero początek ciąży.

Martin odchylił głowę do tyłu i uśmiechnął się.

- Nie możesz być taka podejrzliwa, Gudrun.

Dobry   humor   Martina   sprawił,   że   Gudrun 

uśmiechnęła

się zawstydzona. Jak gdyby zrozumiała, że się pomyliła.

- Chodźcie, dziewczyny - zachęcił je Martin weso-

ło. - Pora napić się ponczu.

Kiedy Gudrun ruszyła za Martinem na korytarz, Inga

odetchnęła   z   ulgą.   Martinowi   chyba   udało   się   Gudrun

przekonać, że nic zdrożnego tu nie zaszło...

Sigrid nieczęsto piła wino, ale ten czerwony napój był

smaczny i dobry. Ostrożnie wzięła mały łyk ze szklan-

ki i pozwoliła, by płyn pociekł po języku. Wino było tak

cierpkie, że zapiekło w ustach. Czy tylko jej się zdawało,

czy też lekko zaszumiało jej w głowie? Na zmianę przycis-

kała zimną szklankę do policzków, które paliły jak ogień.

Nieśmiało zerknęła na Torsteina. Ostatnio dużo o nim

myślała i dziwiło ją to. Znała go od zawsze, ale dopiero

ostatniej jesieni zwróciła na niego uwagę. Dokładnie zwró-

ciła na niego uwagę, pomyślała, czując się głupio. Co się

z nią dzieje? Teraz już paliły ją nie tylko policzki, lecz cie-

pło rozlewało się po całym ciele.

Nie   od   paru  lat   przyjaźniła   się   z   Ingebjorg   z  Øvre 

Gull-

haug i w ciągu tego czasu nie widziała nic szczególnego

73

background image

w jej starszym bracie. Kilka razy udało im się go namówić,

by pobawił się z nimi w chowanego, i to dopiero była frajda,

kiedy szukał ich w oborze lub w sianie w stodole. Nie bawił

się z nimi długo, bo jako dziedzic miał wiele obowiązków.

Teraz Sigrid wstydziła się, gdy Ingebjorg marudziła Tor-

steinowi, żeby się do nich przyłączył. Boże, powinny były

rozumieć, że był za duży, żeby się bawić w jakieś szczeniac-

kie gry! No tak, pomyślała, żeby odegnać wstyd, razem

z Ingebjorg nie zajmowały się już bzdurami. Schowały głę-

boko lalki i inne głupstwa. Za to wślizgiwały się razem do

łóżka i zwierzały się sobie szeptem.

Ogarnęła ją fala gorąca, kiedy zastanowiła się, czy przy-

padkiem nie zdradziła się przed przyjaciółką, że podoba

jej się jej brat. To byłoby straszne, gdyby Torstein się do-

wiedział, że o nim marzy. Nie chciałby nawet o niej sły-

szeć, bo w porównaniu z nim była ledwie dziewczynką.

Co prawda niedługo skończy siedemnaście lat, ale Torstein

zbliżał się do dwudziestu pięciu.

Nagle   zdała   sobie   sprawę,   że   Torstein  ją   obserwuje.

Szklanka z winem omal nie wyśliznęła się jej ze spoconych

dłoni, lecz w ostatniej chwili Sigrid zdążyła ją przycisnąć

do siebie. Uśmiechnął się szeroko, kiedy podniosła wzrok.

Ciepłym, przyjaznym uśmiechem. Drżąc, spróbowała od-

wzajemnić uśmiech, lecz nie bardzo jej się udało, bo kąciki

ust miała zbyt napięte. Wyglądało na to, że Torstein tego

nie zauważył. W tej samej chwili wdał się w rozmowę z Ha-

raldem i na moment odwrócił od niej głowę.

Niezgrabnym ruchem Sigrid wlała w siebie resztę wina

i siedziała z pustą szklanką w ręku. Czy to Torstein wyrósł

na przystojnego mężczyznę, czy tylko ona widziała go w ja-

kimś czarodziejskim świetle? Przelotnie spojrzała w jego

zielone oczy z brązowymi cętkami. Zadziwiły ją, rzadko

spotykała tak niezwykłe, błyszczące oczy. Odziedziczył je

po Hedvig, ona także miała takie spojrzenie. Sigrid poczu-

ła   łaskotanie,   gdy   powoli   opuszczała   wzrok   z   jego 

ramion

74

background image

ku wąskim biodrom. Kiedy uświadomiła sobie, że zatrzy-

mała się przy pasku jego spodni, zaniepokoiło ją jej zacho-

wanie i zmusiła się, by spojrzeć w inną stronę. Nie wolno

jej pozwalać sobie na tak bezwstydne  myśli! Kochanie 

się

z mężczyzną jest nieczyste. Wiedziała o tym lepiej niż inni.

Nieczyste, nieczyste, powtórzyła, żeby odzyskać panowa-

nie nad sobą.

Pozostała część wieczoru okazała się dla Ingi nawet dość

przyjemna. Martin rozsądnie wycofał się do tej części salo-

nu, gdzie skupili się mężczyźni. Inga zaś przysiadła się do

grupy kobiet. Tego dnia nie mogli już więcej szukać swo-

jego towarzystwa. Gudrun o mało co przyłapała ich na go-

rącym uczynku. Pomyśleć tylko, co by się stało, gdyby na-

deszła kilka minut wcześniej, dokładnie w chwili, kiedy się

całowali. Wtedy na nic by się zdały nieporadne tłumacze-

nia.

Około północy,  kiedy Gulbrand zajechał saniami na

dziedziniec, Torbjorn i Torstein już podziękowali za przy-

jęcie. Inga czuła się lekko oszołomiona słodkim, orzeźwia-

jącym winem i była w dobrym nastroju.

Ragnhild Storedal wkroczyła raźno do pokoju:

-Czy wszyscy dobrze się bawili?

Rozległo się jednogłośne:

-Tak!

Kiedy Inga wyszła do przedpokoju, żeby się ubrać, Ragn-

hild zatrzymała ją i ucałowała na pożegnanie w oba policz-

ki.

- Zajrzyj do mnie niebawem, Ingo - rzekła. - Mamy

sporo do omówienia.

Inga nie mogła zachować się inaczej, niż tylko skinąć

głową. Nie bardzo wiedziała, o czym we dwie miałyby roz-

mawiać, ale propozycja odwiedzin spodobała się jej.

Z nozdrzy Mikrusa unosiły się kłęby mroźnej pary, gdy

75

background image

Gudrun, Sigrid i Inga wyszły z domu. Gulbrand pomógł

im wsiąść do sań.

- Ciągle praca i praca, Gulbrandzie - uśmiechnęła się

Inga. - Nie masz chwili wytchnienia.

Gulbrand pogładził się po brodzie.

- Cała służba już śpi głębokim snem, a ktoś przecież

musi przypilnować, żeby dziewczęta Nielsa wróciły cało do

domu.

Inga odchyliła się do tyłu i odprężyła.

- To miło z twojej strony, Gulbrand, ponieważ zaczy-

nam być zmęczona.

Kiedy płozy zaskrzypiały na śniegu, wyprostowała się

i pomachała Storedalom, którzy wyszli na ganek.

Wreszcie sanie wśliznęły się na dziedziniec  Gaupås.

Od razu zauważyli, że coś jest nie tak. Dwór stał pogrążony

w całkowitej ciemności, tylko przy głównym wejściu paliła

się chybotliwym płomieniem samotna pochodnia na znak,

że odbywało się tu przyjęcie.

- Dziwne   -   stwierdził   Gulbrand   i   zatrzymał   konia

ostrożnym pociągnięciem lejców. - Goście wyjechali rów-

nocześnie ze mną. Wtedy Niels powiedział, że nie będzie

się kładł, tylko na was poczeka. Hmm.

Oszołomienie z powodu wypitego wina zniknęło w oka-

mgnieniu. Inga poczuła dziwny strach, który odezwał się

w brzuchu. Z trudem wyswobodziła się z ciepłych bara-

nic. Mroźny wiatr uderzył ją silnym podmuchem. Lekkie

kryształki śniegu zawirowały i zakłuły ją w twarz.

Gulbrand zeskoczył na ziemię.

- Wejdźcie czym prędzej do domu, dziewczęta. Za-

prowadzę tylko konia do stajni. - Chwycił zwierzę za uzdę

i poprowadził pod dach.

Inga nie wiedziała, czy mamrotanie służącego było prze-

znaczone dla jej uszu, zdołała wyłowić tylko niektóre słowa.

- Niels powiedział wyraźnie, że się nie położy, zanim

nie wrócimy do domu. Dziwne. Tak, to dziwne.

76

background image

Inga pośpieszyła za Gudrun i Sigrid. Gudrun zbladła

na twarzy, a jej usta, z których odpłynęła cała krew, przy-

pominały wąską kreskę. Dziewczęta nie miały czasu zdjąć

wierzchniego   ubrania   i   butów.   Wpadły   na   korytarz, 

potem

przez salon aż do kuchni. Początkowo nie mogły niczego

zobaczyć, ponieważ w pomieszczeniu było całkiem ciem-

no. Inga chwyciła pogrzebacz i rozgarnęła żar w kominku.

Jakoś udało jej się zapalić świecę.

- Ojcze! - krzyknęła Gudrun przerażona. - Ojcze!

Niels leżał bez życia na podłodze obok swego krzesła.

W jednej sekundzie Gudrun znalazła się obok niego. Osu-

nęła się na kolana i pogładziła go po plecach.

- Ojcze, słyszysz mnie?

Inga postawiła świecę na stole. Czyżby nie żył? Czyżby

jej mąż nie żył?

Gudrun walczyła z płaczem, przyłożyła chusteczkę do

ust. Wyglądało na to, że nie jest w stanie nic zrobić; tylko

z czułością i troską pochyliła się nad ojcem. Palcami za-

czesała jego cienkie, siwe włosy za uszy. Niels nie lubił, gdy

kosmyki opadały mu na twarz, i Gudrun nie chciała do

tego dopuścić. Niech Niels ma tak, jak lubił.

Inga stała przez moment jak sparaliżowana, lecz za-

raz przykucnęła obok swego męża, niedającego oznak ży-

cia. W tej chwili nie czuła ani smutku, ani radości. Jedyne,

czym się zadręczała, to że był sam, kiedy upadł. Nikogo

przy nim nie było. Nikogo, kto bysprawił, by owa podróż

ku śmierci stała się dla niego mniej groźna i przerażająca.

- Pozwól - rzekła blado i podłożyła ręce pod jego pier-

si. Z wielkim wysiłkiem przepchnęła go tak, by leżał stabil-

nie na boku.

Wtedy wreszcie stęknął cicho. Wszystkie trzy popatrzy-

ły po sobie zdumione, a w Gudrun zapaliła się nadzieja:

- Ojcze, żyjesz?

Niels leżał z zamkniętymi oczami, a pot perlił mu się na

czole. Jęcząc z bólu, chwycił się za pierś.

77

background image

-Myślałam, że nie żyjesz - szepnęła Gudrun ze ściś-

niętym gardłem.

-Tak... tak strasznie... boli mnie - zacinał się. - Tu

w piersi.

-Sigrid - rzuciła Inga władczym tonem. - Musisz

przyprowadzić Gulbranda!

Sigrid wypadła na ganek. Mroźne powietrze rozrywało jej

piersi, musiała odkaszlnąć, nim znowu mogła oddychać.

Ojciec umierał!

Nie stracił wprawdzie przytomności, ale widziała, jak

bardzo był blady. Miał czoło mokre od potu i jęczał z bólu,

który palił go w piersi. Czyżby to oznaczało, że wkrótce ich

opuści...?

Sigrid nagle się zatrzymała; aż jęknęła, gdy nieoczeki-

wanie uderzyła ją straszna myśl. Myśl nie trwała dłużej niż

kilka sekund, lecz mimo to ogarnęły ją wyrzuty sumienia.

Czy nie powinna udać, że pośliznęła się na łodzie, upadła

i straciła przytomność? Wtedy Gulbrand nie dowiedziałby

się, że ojciec jest w ciężkim stanie. W każdym razie przez

jakiś czas... Może byłoby lepiej, gdyby ojciec nie przeżył?

Drgnęła i ruszyła dalej. Nie, nie umiałaby poświęcić

ojca, mimo tych strasznych rzeczy, które wyprawiał z Gu-

drun. Potrafił również być miły...

- Gulbrand! - zawołała z płaczem przestraszona, jed-

nocześnie żałując swej decyzji, gdy otworzyła drzwi staj-

ni. - Ojciec leży na podłodze...

W panice popędzili w pośpiechu przez dziedziniec.

-Jakie to uczucie? - spytała cicho Inga.

-Jak gdyby jakaś ogromna ręka zacisnęła mi serce, tak

że   rozpadło   się   na   kawałki   -   syknął   Niels.   -   Ból 

promie-

niuje   na   ramiona   i...   i   boli   mnie   szczęka.   Nie 

pamiętam,

l

78

background image

czy się uderzyłem, kiedy upadłem - mruknął. Nie mógł

mówić   zbyt   dużo   naraz.   Gudrun   ostrożnie 

podtrzymywała

go ramieniem, żeby miał oparcie.

-Już   idzie   Gulbrand   -   oznajmiła   Inga   ze   współczu-

ciem.   -   Położymy   cię   na   kanapie   w   salonie 

gościnnym.

Abyś nabrał sił.

-Chcesz go teraz przenosić? - zdumiała się Gudrun,

nie   rozumiejąc.   Choć   raz   nie   wydawała   się   zła   ani 

krytycz-

na.

-Tak - postanowiła Inga i zrobiła miejsce, żeby Gul-

brand mógł przejść.

Chciała pomóc służącemu nieść Nielsa, ale ten potężny

mężczyzna bez wysiłku sam podniósł gospodarza z podło-

gi. Inga czym prędzej ruszyła przed nim do salonu i złapała

pled. Kiedy Gulbrand delikatnie położył Nielsa na tapcza-

nie,   okryła   swego   męża,   który   był   bardzo   słaby   i   z 

trudem

łapał oddech.

-

Sprowadź doktora - zwróciła się do Gulbranda.

Wówczas Niels z trudem podniósł się na łokciu i poma-

chał ku nim drugą ręką.

- Nie, Ingo, nie wołaj doktora.

- Twój stan jest poważny, Nielsie.

Niels opadł wyczerpany na posłanie.

- Lekarz   wie   o   moich...   -   mówił,   sapiąc   -   ...do-

legliwościach. Niewiele może dla mnie zrobić. Już nie.

Nie pierwszy raz... to mi się zdarza.

Gudrun stanęła przed ojcem. Jej oczy zrobiły się czarne.

Wydawała się niebezpiecznie zła i oszołomiona.

-O   czym   ty   mówisz?   -   spytała   wojowniczo   nasta-

wiona.   -   Nie   pierwszy   raz?   I   o   niczym   mi   nie 

powiedzia-

łeś! - Pod koniec głos jej si^ załamał.

-Podejdź tu, Gudrun - szepnął Niels zbolały. Szukał

po omacku jej ręki. Uścisnął ją resztkami  sił, które 

jesz-

cze zachował. - Nie chciałem was niepokoić. To by nic 

nie

background image

dało. Po paru minutach ból zwykle przechodzi.

79

background image

Zamknął oczy. Nad jego górną wargą skroplił się pot.

Błyszczał jasno na krótkim, siwym zaroście.

-   Jeśli   tylko   będę   mógł   trochę   odpocząć,   Gudrun,

to zobaczysz, że za pół godziny stanę na nogi. Obiecuję.

Gudrun   niechętnie   skinęła   głową;   Inga   zauważyła,

że dziewczyna przełknęła upór i panikę. Nic nie mogła zro-

bić.

Zostawili go samego. Drzwi do gościnnego salonu sta-

ły otwarte, żeby mogli usłyszeć, gdyby zawołał. Obracali

w dłoniach swe filiżanki z kawą. Nie upili ani jednego łyka,

pozwalając, by gorąca kawa stygła. Siedzieli w milczeniu

wokół kuchennego stołu i czekali. Na co czekali? - pomy-

ślała Inga z wyrzutem.

W tej samej chwili usłyszeli szuranie kroków Nielsa.

Gudrun   poderwała   się   gwałtownie   i   pomogła   ojcu

usiąść na krześle. Uśmiechnął się do niej życzliwie, ciągle

sapiąc.

- Nie bójcie się, dziewczęta. Jutro znów będę całkiem

zdrowy.

Niels udał, że nie widzi ich sceptycznego wzroku.

Jednak miał rację w tym, co mówił. Kiedy Inga zeszła

o świcie na dół, Niels siedział na swym zwykłym miejscu.

Gdyby nie była świadkiem dramatycznej sytuacji ostatniej

nocy, nie zauważyłaby żadnej zmiany.

Ale teraz wiedziała.

background image

9

Sorine próbowała wyszarpnąć rękę, gdy szli do salonu, lecz

Kristoffer uśmiechnął się smutno i pociągnął ją za sobą.

Musimy, mówiły jego oczy, musimy posłuchać rady Ingi

i wyznać ojcu, że się boimy potępiającego kazania pastora.

Ojciec jest jedynym, który może go zmusić do milczenia.

Niechętnie podążyła za narzeczonym. Serce zakołatało

jej w piersi, kiedy przyszły teść spojrzał na nich zdziwiony,

gdy przed nim stanęli,

-Czy stało się coś złego? - spytał Kristian, odgarnął

pled   i   usiadł   na   kanapie.   -   Skoro   przychodzicie   w 

czasie

mojej poobiedniej drzemki? - dodał.

-Właściwie nic złego - odparł niezręcznie Kristoffer.

Zobaczył, że Sorine usadowiła się na krześle obok. Zro-

biło się jej gorąco na samą myśl o tym, do czego muszą te-

raz się przyznać.

Kristoffer złożył ręce i popatrzył ojcu prosto w oczy.

-Najchętniej  oszczędzilibyśmy  ci tego,  ojcze,  ale  nie

widzimy   innego   wyjścia   i   musimy   z   tobą 

porozmawiać.

I   oboje   mamy   nadzieję...   że   nie   będziesz   zły.   W 

każdym

razie nie tak strasznie zły.

-O co chodzi? - spytał Kristian wprost.

-Będziemy mieli dziecko!

No i stało się. Powiedzieli to szybko i bez ogródek.

Sorine czuła, jak jej serce wali, nie miała odwagi oddy-

chać.

-Dziecko?
-Tak, ojcze. Muszę przyznać, że bardzo się denerwo-

81

background image

wałem, jak ci to powiedzieć, ale nie ta rozmowa jest naj-

większym problemem...

Wyglądało na fo, że ojciec nie słuchał Kristoffera, po-

nieważ przerwał mu szybkim ruchem ręki.

- No tak! Czy wreszcie pojawi się nowy spadkobierca

Svartdal? Może nowy dziedzic... ? To zabawne!

Sorine i Kristoffer popatrzyli na siebie zdumieni. Kri-

stian potrafił zaskoczyć.

Kristoffer starał się wyłożyć całą sprawę, skoro ojciec

był w tak dobrym humorze:

-Inga poradziła nam, żebyśmy się zwrócili do ciebie.

Myślała,   że   może   byś   porozmawiał   z   pastorem 

Mohrem

o naszym błędzie...

-A   więc   to   sprawka   Ingi   -   rzucił   Kristian   cierpko.

Ściągnął niezadowolony brwi nad nasadą nosa. - Tak, 

tak,

mogła wpaść na gorszą propozycję.

-Chciałbym cię spytać, ojcze, czy pójdziesz do pasto-

ra i poprosisz go, by nas nie karał? Sorine i ja bardzo 

się

kochamy i uważam, że nie zasłużyliśmy na drwiny z 

jego

strony w obecności wszystkich ludzi.

Zapadła   cisza.   Wyraźna   zmarszczka   między   oczami

Kristiana świadczyła o zafrasowaniu.

- Dobrze, porozmawiam z pastorem i zadbam o to, by-

ście podczas ślubu zostali potraktowani z należytą czcią.

Chcecie się pobrać, ponieważ... tak, ponieważ się kocha-

cie. - Zaczerwienił się.

Kristoffer promieniał.

- Dziękuję, ojcze.

Nagle Kristian uśmiechnął się, a w jego oczach pojawił

się diabelski błysk.

- Rozprawienie się z tym chełpliwym klechą będzie

prawdziwą przyjemnością - mruknął z triumfem i roze-

śmiał się.

82

background image

Ingę ogarnęła fala gorąca, kiedy wyglądając przez okno, zo-

baczyła   Martina,   zbliżającego   się   konno   w   stronę 

Gaupås.

Zmieszana opuściła firankę. Rumieńce paliły policzki ni-

czym rozżarzone szpilki.

- Ktoś   idzie?   -   spytał   Niels   ostrożnie,   obserwując

żonę.

Inga odchrząknęła. Język wydawał się dziwnie suchy.

- Hmm. Tak. Wydaje mi się, że to Martin. Martin Sto-

redal.   Ale   nie   jestem   całkiem   pewna   -   dodała 

pośpiesznie.

Niels wstał z pismem „Jarlsberg" w dłoni. Prostując się,

położył rękę na sercu,

- Tak,   rzeczywiście   to   Martin   -   przyznał   i   staran-

nie   złożył   gazetę,   potem  strzepnął   spodnie   i   ruszył   do

drzwi. - Pójdę chyba przywitać gościa.

Inga stanęła bezradnie. Czy powinna umknąć do swe-

go pokoju? Nie była pewna, czy wytrzyma, mając Martina

tak blisko, lecz mimo wszystko tak daleko. Musiałaby się

związać, by go nie dotknąć. O Boże, gdyby tak mogła jeden

jedyny raz poczuć jego ręce wokół swojej talii! Usłyszeć ten

chrapliwy, głęboki głos przy uchu...

Szybko przyjrzała się sobie w lustrze w przedpokoju.

Ładnie wyglądała w brązowej spódnicy z grubego płótna

i w nowej czarnej, zrobionej na drutach bluzce. Wokół szyi

miała uroczy kremowy kołnierzyk z koronki. Pośpiesznie

pośliniła palce wskazujące i przesunęła nimi po brwiach,

żeby ładnie wyginały się łukiem nad oczami. Nie musia-

ła szczypać się w policzki, by nadać im koloru, ponieważ

z wrażenia pozostały na nich mocne rumieńce.

Nie mogła teraz po prostu zniknąć z domu, jak począt-

kowo zamierzała. Nie byłoby to dobrze przyjęte. Poza tym

Niels pewnie oczekiwał od niej, że poczęstuje ich kawą

i ciastkami.

Martin rozpromienił się z radości z powodu ponowne-

go spotkania, kiedy Inga stanęła obok Nielsa. Uśmiechnęła

się skromnie, lecz zastanowiły ją jego oczy. Odzwierciedla-

83

background image

ły nie tylko radość na jej widok, ale lśniły również... Inga

nie była pewna, co się w nich odbijało. Nie tylko zadowole-

nie, od razu to dostrzegła, może raczej smutek i tęsknota.

- Miło, że do nas zajrzałeś - rzekła z naciskiem. Miała

nadzieję, że zauważył, z jaką desperacją uścisnęła mu rękę.

Kiedy Niels położył jej rękę na ramieniu, aż podskoczy-

ła zaskoczona. W zakłopotaniu odwróciła się.

Niels oblizał wargi czubkiem języka, jak gdyby chciał jej

coś powiedzieć. Nagle przeraziła się: Niels się bał! Dopiero

teraz zwróciła uwagę, że ucieka wzrokiem, a ów obrzydli-

wy ruch języka zdradzał, że Niels poczuł się nieswojo.

-Czy życzysz sobie czegoś, Nielsie? - spytała w popło-

chu.

-Nie, nie - zapewnił. Następnie wyprostował się i zde-

cydowanie spojrzał jej w oczy. - Gdybyś mogła podać 

nam

kawę w gabinecie...

- Oczywiście - odparła i wyszła do kuchni.

Ogarnął ją niepokój. Niels korzystał z gabinetu tylko

wtedy, gdy podejmował znakomite osobistości, takie jak

lensman lub pastor. Dlaczego więc przywiązuje taką wagę

do tego, by przyjąć dziś Martina właśnie tam? Co takiego

chciał mu powiedzieć, żeby ona nie słyszała?

Zastanawiała się nad tym, przygotowując tacę z kawą,

filiżankami i talerzyki. Gudrun na szczęście nie zamykała

kruchych placuszków w spiżarni. Stały na blacie w kuchni

przykryte czystą ściereczką do naczyń.

Inga postawiła tacę na komodzie przed drzwiami do

gabinetu i cicho zapukała.

- Wejdź, Ingo - odezwał się Niels półgłosem.

Ostrożnie, żeby dzbanek z kawą się nie przewrócił, posu-

wała się krok za krokiem w stronę biurka. Poruszała się wol-

niej, niż trzeba, ale chciała wykorzystać ten czas, by dokładnie

sobie obejrzeć pokój. Powierzchnia biurka lśniła czystością.

Inga wywnioskowała przynajmniej, że Niels nie zamierza

omawiać z Martinem żadnych ważnych dokumentów.

84

background image

-Dziękuję - rzekł Niels. - Czy mogłabyś zamknąć za

sobą drzwi, gdy będziesz wychodzić?

-Dobrze - odpowiedziała na pozór wesoło. Miała na-

dzieję, że ani Niels, ani Martin nie dosłyszeli ponurej 

nuty

w   jej   głosie.   Inga   czuła   się   rozczarowana,   że   nie 

zaproszono

jej   do   rozmowy.   Mogliby   chociaż   wyjawić,   co 

zamierzają

omówić.

Dmuchnęła lekko na grzywkę. Może Martin przyjechał

w sprawie Laurensa? Uspokoiła się na myśl o tym. W takim

razie to pewnie nic ważnego.

A jeśli...?

Inga pozmywała i posprzątała ze stołu, po czym chwyci-

ła wiaderko z ziarnem dla kur i ruszyła do stodoły. Kury

rozgdakały się, gdy do nich przyszła. Kiedy spadł śnieg,

umieścili je w zacisznej komórce, ponieważ na dworze

było za zimno. Jednak skoro tylko zrobi się cieplej, znowu

będą dreptać w kółko po dziedzińcu i skubać trawę. Kogut,

który o tej porze roku siedział samotnie w swojej klatce,

znowu będzie mógł przechadzać się wśród nich, niczym

władca w swym haremie.

- Cip, cip - nawoływała łagodnie. Wyciągnęła dłoń

z ziarnem, a kury dziobały je. Inga roześmiała się do siebie,

ponieważ łaskotały ją dziobami i śmiesznymi, czerwonymi

grzebieniami.

Sypnęła sporą kupkę ziarna kogutowi. Nastroszył się, kie-

dy otworzyła drzwiczki z siatki i wsunęła do środka dłoń. Mu-

siała działać szybko, ponieważ ptaszysko było złe i sprytne.

Gdyby się zagapiła, mógłby ją porządnie dziobnąć w rękę.

- Inga - usłyszała czyjś szept. Odwróciła się zdumiona.

Nikogo w pobliżu nie było. Czyżby już zaczynała słyszeć

głosy? - Inga - rozległo się znowu,

Włożyła zatyczkę do zamka klatki, po czym podeszła

do skraju górnej części stodoły i zerknęła na dół.

85

background image

Stał tam Martin.

- Martin! - krzyknęła przerażona. - Nie możesz...

Zamilkła, widząc, że Martin ogląda się za siebie zanie-

pokojony, by sprawdzić, czy dziedziniec jest pusty. Nikogo

nie zobaczył, więc szybko wdrapał się na górę po drabinie.

-Nie jesteś z Nielsem?

-To nie była długa rozmowa - wyznał i objął Ingę. Ona

zaś wysunęła ręce, żeby się przed nim obronić, ale nie 

była

w stanie mu się oprzeć. Czuła, że jej nogi stają się 

dziwnie

miękkie. Po chwili westchnęła z lubością i przytuliła 

głowę

do jego piersi.

-Niels wie, że tu jesteś - powiedziała i chciała odsunąć

od siebie Martina. Ogarnął ją niepokój.

-Nie - zapewnił Martin. - Myśli, że pojechałem do

domu. Pożegnałem się, ale na skraju lasu zawróciłem 

ko-

nia. Uwiązałem go za pierwszymi drzewami, a sam z 

po-

wrotem się tu przemknąłem.

-Jesteś szalony! - szepnęła Inga oszołomiona. - Szalo-

ny, szalony - powtórzyła, promieniejąc z radości.

Przewrócili się na miękkie siano. Z ich ust unosiła się

mroźna para, niczym szara mgiełka, lecz za chwilę ich

pożądliwe wargi się spotkały. Fala pożądania wypełniła

bólem całe ciało Ingi. Inga jęknęła, gdy Martin osunął

się przed nią na kolana i zdjął kamizelkę. Nie było cza-

su rozpinać guzików koszuli; Inga chwyciła ją mocno,

szarpnęła i rozerwała. Guziki bezgłośnie posypały się na

siano.

świadomość, że ktoś mógłby ich zobaczyć, przerażała

ich, lecz jednocześnie podniecała. Pomyśleć tylko, gdyby

ktoś nagle wszedł do stodoły... Inga drżała z napięcia. Gdy

Martin ruchem dłoni dał jej do zrozumienia, żeby się od-

wróciła tyłem do niego, nie dała się dwa razy prosić.

Wpatrywała się w kraniec stodoły, jak gdyby zamierza-

ła tani kogoś wyśledzić. Martin podciągnął jej spódnicę

i znalazł drogę pod bieliznę. Inga przymknęła oczy z lu-

background image

86

background image

bością,   kiedy   w   nią   wszedł.   Poruszał   się,   twardy   i 

niestru-

dzony, a ona jęczała z rozkoszy.

- Ciii, Ingo - rzekł niemal wesoło i przyłożył jej dłoń

do ust. Ugryzła go lekko w długi palec, by stłumić krzyk.

Czuła, jak gdyby dół jej brzucha płonął. Jedynym, któ-

ry mógł ugasić ten pożar, był Martin. Stęknęła cicho, kiedy

wysunął się daleko, by z całą siłą wrócić.

Położył obie ręce na jej biodrach, poczuła ciepło i moc

tego uścisku, odrzuciła głowę, jak gdyby chciała się wy-

dostać. Miała wrażenie, jak gdyby uciekała od własnych

uczuć, które wciągały ją w wir tłumionej rozkoszy.

- Ingo, moja maleńka Ingo - szeptał Martin. W jego

głosie brzmiała mieszanina frustracji i pożądania.

Kiedy skończyli, Inga odwróciła głowę. Odnalazła war-

gi ukochanego. Skuliła się, gdy poczuła w ustach jego ruch-

liwy język. Po chwili Martin wolno, wolniutko się wycofał

i wyswobodził z jej objęć. Poprawił jej spódnicę.

Inga odwróciła się. Przyjrzała mu się. Boże, jak bardzo

kochała tego mężczyznę! W całej jego postaci było coś ta-

kiego, co ją oszałamiało, przeganiało każdy najdrobniejszy

ślad poczucia odpowiedzialności.

- Przykro mi, że to się stało w taki sposób - rzekł Mar-

tin i westchnął ciężko. - To takie... beznadziejne, że musi-

my się potajemnie spotykać.

Inga szukała u niego otuchy. Dobrze było tak stać blisko

siebie. Jego jasna grzywka łaskotała ją w czoło.

-Wiem, Martinie. Miłość między dwojgiem ludzi nie

powinna   pozostawać   w   ukryciu.   Wydaje   się   wtedy 

taka

zbrukana...

-Nie pomyśl sobie o mnie źle, Ingo - poprosił cicho, sta-

rając   się   ostrożnie   wyswobodzić.   -   Choć   tylko 

wykradamy

sobie gorące, zakazane pieszczoty, kocham cię, wierz mi.

-Ależ  wierzę  - zapewniła i pocałowała  go w czubek

nosa. 

j

 Musisz już iść, Martinie.

Ujął jej twarz w swe duże dłonie i przez chwilę przebie-

87

background image

gał po niej wzrokiem, jak gdyby pragnął utrwalić w swym

umyśle jej obraz. Nagle opuścił ręce i zszedł po drabinie.

Inga przemknęła cicho do ściany stodoły. Przez szpa-

rę w deskach widziała plecy Martina, gdy znikał w gęstej

mgle.

Po co dziś tutaj przyszedł? Całkiem zapomniała go o to

spytać.

background image

10

Gudrun była śmiertelnie blada, gdy Inga weszła do domu.

Starsza córka Nielsa zmrużyła oczy, jak gdyby chciała ją

przejrzeć na wskroś. Inga zadrżała, poczuła wzbierający

wstyd. Czyżby miała wypisane na czole, co niecnego przed

chwilą zrobiła? Uśmiechnęła się krzywo do Gudrun, lecz

ona nie odwzajemniła uśmiechu, tylko stanęła na szeroko

rozstawionych nogach i skrzyżowała ręce na piersi.

Wtedy Ingę uderzyła myśl: tym razem to nie na nią kie-

rowała Gudrun swój gniew. Chodziło o Nielsa! Siedział

w salonie przy biurku, wykręcając palce, i niepewnie wo-

dził wzrokiem dookoła.

-Czy przyszłam... nie w porę? - spytała Inga nieśmia-

ło.

-Nie. Tak. Może - jąkał się Niels, - Chciałem tylko

o czymś z Gudrun porozmawiać...

-W   takim   razie   pójdę   do   kuchni   -   zaproponowała

Inga z wahaniem.

-Nie - warknęła Gudrun ze złością. - Ojciec i ja może-

my   pójść   do   mojego   pokoju!   Tam   spokojnie   sobie 

wszyst-

ko wyjaśnimy. Chodź, ojcze!

Inga stała zaskoczona. Czy nie mogli w jakiś delikatny

sposób jej poprosić, by wyszła? Zamiast tego Gudrun roz-

kazała ojcu, by poszedł za nią. A on, ten safanduła, zrobił,

co kazała, bez słowa sprzeciwu.

Spódnice Gudrun zaszeleściły, kiedy otworzyła drzwi

na korytarz i gestem dłoni przywołała ojca do siebie. Niels

mruknął coś niewyraźnie, ale wstał i posłusznie podążył za

89

background image

nią. Gniewne, głośne kroki Gudrun na schodach rozległy

się echem w całym domu.

Inga zacisnęła pięści i wypuściła powietrze przez zaciś-

nięte zęby. Gudrun trudno było polubić. Niedługo minie

pół roku, odkąd zamieszkała w Gaupås, a nie mogła so-

bie przypomnieć, by kiedykolwiek Gudrun zachowała się

życzliwie i uczynnie. Dlaczego taka była? Wiecznie roz-

gniewana i sarkastyczna.

Przez chwilę Inga stała na środku salonu, pogrążona

w myślach. Bezwiednie powędrowała wzrokiem na biurko

Nielsa i na szufladę ze szkatułką... Nagle przyszło jej do gło-

wy, że wreszcie nadarza się okazja, żeby otworzyć szkatułkę!

W pośpiechu wyszła do kuchni i upewniła się, że na

parterze nie ma oprócz niej nikogo. Marlenę i Kristiane

zajmowały się w oborze wieczornym dojeniem, a Sigrid

poszła odwiedzić Ingebjorg. Reszta służby pomagała Tore-

mu i Eugenie przy budowie domu w Lokken.

Czy powinna się odważyć? Postanowiła wykorzystać

szansę. Zdjęła buty i bezgłośnie przemknęła się po scho-

dach na górę do sypialni, żeby przynieść z komody szpilkę

do włosów.

Zesztywniały jej ramiona, gdy otwierała drzwi do sy-

pialni. Zawiasy potwornie zaskrzypiały. Zwinnie niczym

wiewiórka Inga złapała szpilkę i po szerokich deskach po-

koju z powrotem wyśliznęła się na korytarz.

Z pokoju Gudrun dobiegły ją głosy. Łagodny, cichy głos

Nielsa i ostry, surowy ton Gudrun. Czy powinna podkraść

się pod drzwi i podsłuchać, o czym mówią? Nie musi tkwić

tam długo... Tylko na chwilkę przyłożyć ucho...

Przestępowała z nogi na nogę niezdecydowana. Co jest

dla niej ważniejsze: otworzyć szkatułkę i dowiedzieć się

czegoś więcej o tajemnicach między Kristianem a swoim

mężem czy też o co spierali się Gudrun i Niels? Obie moż-

liwości kusiły z równą siłą. Bardzo rzadko zostawała sama

i miała możliwość zbadania zawartości szkatułki, ale też

90

background image

nieczęsto nadarzała się okazja przysłuchania się dyspucie

między Nielsem a jego najstarszą córką.

W końcu Inga, zesztywniała ze strachu, podkradła się

pod drzwi Gudrun. Serce waliło jej w piersi, a w ustach

czuła metaliczny smak. Starała się oddychać naturalnie,

ale nie mogła opanować zadyszki. Zacisnęła oczy, kiedy

przykładała ucho do drzwi. Co będzie, jeśli Gudrun nag-

le otworzy? Wtedy wpadłaby do środka i upokorzona wy-

ciągnęła jak długa na podłodze u stóp Nielsa i Gudrun.

Początkowo   nie   potrafiła   rozróżnić   poszczególnych

słów. Przełknęła ślinę, próbując zapanować nad oddechem.

Kiedy nieco się uspokoiła i zdołała skupić na dźwiękach

dochodzących zza drzwi, usłyszała, jak Gudrun mówi:

- Nie chcę, ojcze! Nie chcę!

Potem rozległ się rozważny głos Nielsa:

- Wiele razy o tym rozmawialiśmy, Gudrun. Myśla-

łem, że doszliśmy do porozumienia.

Gudrun odparła niepewnie:

- Tak, ojcze, pamiętam, co sobie przyrzekliśmy. Ale od-

kąd Inga pojawiła się w gospodarstwie...

Inga podskoczyła, słysząc własne imię.

A więc to dotyczyło również jej, stwierdziła zaskoczo-

na. Gudrun nie sprawiała wrażenia rozgniewanej, może

raczej... smutnej i zrezygnowanej. Ingę rozbolały plecy,

napięcie niczym kleszcze złapało ją za kark. Wystający

brzuch nie pozwalał, by całkiem przywarła do drzwi i by

mogła się oprzeć o framugę.

Gudrun mówiła dalej:

- Odkąd Inga się tu zjawiła, zupełnie nie wiem, jak

żyć... Ukradła mi... to, co miałam najcenniejszego. Zni-

weczyła wszystkie moje marzenia i całą nadzieję. Uważasz,

że to dziwne, że ja...

Gudrun zniżyła głos i Inga nie usłyszała dalszego cią-

gu. Strach łaskotał ją wzdłuż kręgosłupa i jakiś dobry głos

w jej głowie odradzał uleganie pokusie i słuchanie dalej.

91

background image

Lecz jednocześnie, gdy strach oblewał ją zimnym potem,
ciekawość rosła. Musi wiedzieć więcej!

Nagle całkiem blisko rozległy się słowa Nielsa:

- Na nic się zdadzą twoje protesty, Gudrun. Zdecydo-

wałem się. Będzie tak, jak zaplanowałem w ciągu ostatnich

dwóch lat. Nic nie może podważyć mojej decyzji.

Kiedy Gudrun wybuchła płaczem, Inga uznała, że naj-

lepiej będzie zniknąć. Wymknęła się na palcach na kory-

tarz i zeszła po schodach. Znalazłszy się na dole, opadła

wyczerpana na fotel bujany. Kołysanie podziałało uspo-

kajająco i Inga znowu mogła swobodnie oddychać. Pod-

słuchiwanie okazało się bardzo męczące. W dodatku nie-

wiele pomogło. Jej głowę wypełniało jeszcze więcej pytań

niż dziesięć minut temu. Nie otrzymała odpowiedzi na ani

jedno. Wręcz przeciwnie.

Inga czekała, aż Niels zejdzie na dół. Długo siedziała, nasłu-

chując jego kroków na schodach. Ale widocznie został jeszcze

na górze, żeby pocieszyć córkę. Trzeba mu to przyznać, po-

myślała Inga dobrodusznie, Niels chronił swoje córki i trakto-

wał je z rzadko spotykaną troskliwością. Był dobrym ojcem.

Kusiło ją, żeby otworzyć szkatułkę. Czy nadal miała ku

temu okazję? Na piętrze panowała cisza i nikt ze służby

jeszcze nie wrócił. Drżącymi rękami Inga wysunęła szufla-

dę, podniosła szkatułkę i wsunęła w zamek szpilkę do wło-

sów. Coś szczęknęło i wieczko odskoczyło. Dopiero wtedy

Inga odważyła się rozejrzeć dookoła. Nikogo nie było wi-

dać. Pośliniła palce i zaczęła z zapałem wertować stare, po-

żółkłe dokumenty.

Leżał tam list jej ojca. Lśnił ku niej nowością i bielą. Ten

list wywołał koszmarną lawinę, która ją porwała. Jaśniał ku

niej, jak gdyby z niej drwił. Bez wahania Inga jedną ręką

mozolnie rozkładała kartkę, a drugą przysunęła sobie krze-

sło. Podniosła list bliżej oczu.

92

background image

Ładne, nieco ukośne pismo ojca łatwo było odczytać:

Drogi przyjacielu Nielsie Gaupås!

Kiedy Inga przekaże Ci ten list, będziesz już wiedział, że zo-

stanie Twoją żoną. Niełatwo mi przyszło podjąć tę decyzję.

Inga jest moją nienawiścią i moją miłością. Zwątpieniem i tro-

ską -jest moją tęsknotą i radością.

Nie trzeba wyjaśniać, jakie we mnie wzbudza uczucia. Być

może nawet ja sam nie zdaję sobie z tego w pełni sprawy? Prze-

kazuję   ją   Tobie,   Nielsie,   w   podziękowaniu   za   dobrą  

przyjaźń

i niezmienne zaufanie.

Inga wyrasta na piękną i szczególną kobietę. Sam to widzę.

Odziedziczyła urodę Jenny, ale niestety mój temperament. Te

dwie właściwości łatwo mogą wywołać ogień. I nie zbliżaj się

do niej zbytnio, Nielsie, bo łatwo się możesz sparzyć.

Wiesz, jak bardzo dręczyła mnie myśl, że Inga szybko za-

uważy uroki życia poza domem rodzinnym. A wtedy przede

wszystkim zwróci uwagę na Storedal. A do tego nie można

dopuścić! Jeżeli wpadnie w szpony któregoś z synów Laurensa

Storedala, wtedy życie straci sens. Obiecałem bowiem Jenny na

łożu śmierci, że nigdy, przenigdy Inga nie spłodzi dziecka z któ-

rymkolwiek z synów Storedala. I nigdy nie będzie mieszkać

pod jednym dachem z nędznym Laurensem. Z tym kłamcą,

który zdradził mnie tak okrutnie w chwili, kiedy najbardziej go

potrzebowałem. Nigdy nie zapomnę] jak mnie zawiódł i zdra-

dził tego dnia, gdy lensman zapukał do mych drzwi. Zdrada

Laurensa kosztowała mnie trzy lata niewoli w miejscu, którego

nazwy nie da się wypowiedzieć!

Dlatego, Nielsie Gaupås, jestem szczęśliwy, że pragniesz po-

jąć moją córkę za żonę. Obiecuję, że będzie zaradną i zdolną

młodą żoną.

Niech Ci się z nią dobrze wiedzie.

Svartdal, luty 1906 roku

Kristian Svartdal

93

background image

Inga upuściła list. A więc dlatego znalazła się w Gaupås!

Jej ojciec zaciągnął wobec Nielsa dług wdzięczności, gdyż

ten wspierał go w sporze między rodami. Zadrżała. Niels

przecież nadal przyjaźnił się z Laurensem, a więc najwy-

raźniej utrzymywał dobre stosunki z obydwoma.

Gwałtownie złożyła list, schowała go do szkatułki i za-

mknęła ją. Szkatułkę odłożyła starannie na miejsce do szu-

flady i niemal wypadła do kuchni. Usiadła przy kuchen-

nym stole, pozwoliła sobie na gorącą kawę i objęła filiżankę

dłońmi,  jak  gdyby  chciała  się  ogrzać.  Zastanowiła   się,

czy była choć odrobinę mądrzejsza dzięki temu, czego się

dowiedziała. Upiła łyk kawy. Nie, właściwie nie. Ale przy-

najmniej mogła przypuszczać, że jej ojciec i Laurens żyli

w dobrosąsiedzkich stosunkach i że Laurens musiał zdra-

dzić   Kristiana   w   najbardziej   niewyobrażalny   sposób.

Czy pokłócili się o kobietę? Wiele przyjaźni się rozpadło,

gdy dwóch mężczyzn zabiegało o względy tej samej kobie-

ty. .. Nie, to nie o to im poszło. Kristian tak bardzo przecież

kochał jej matkę, Jenny, i nigdy w jego życiu nie było innej

kobiety. A Laurens miał swą Ragnhild...

Inga starała się zobaczyć przed oczami słowa listu. Jej oj*

ciec pisał coś o lensmanie... Zmarszczyła brwi. Kłótnia mię-

dzy dwoma właścicielami ziemskimi doprowadziła do tego,

że wezwano lensmana. Niesnaski i złośliwe plotki to za mało;

by pan Thuesen zdołał naświetlić sprawę.

Związek między „miejscem, którego nazwy nie da się;

wypowiedzieć" a lensmanem... wydawał się dość wyraża

ny, mimo że Inga nie od razu chciała go zauważyć. Jednak

nie ulegało wątpliwości, że jej ojciec siedział w więzieniu!

Co za tajemnice nosili w sobie ludzie wokół niej? Co przed

nią ukrywali? Inga nigdy nie słyszała, by jej ojciec zniknął

ze Svartdal na trzy lata. To musiało mieć miejsce przed jej

urodzeniem.

Czego właściwie się dopuścił?

94

background image

W Nielsie zaszła jakaś przerażająca odmiana. Pojawiła się

w nim jakaś irytacja. Inga zauważyła to od razu, kiedy przy-

szedł się położyć tego wieczoru. Wydawał się wzburzony,

ze złością ściągnął kamizelkę i rozpinał koszulę szybkimi,

nerwowymi ruchami.

Inga w milczeniu wśliznęła się do łóżka. Ssanie w żołąd-

ku oszałamiało ją i wypełniło strachem. Nie przywykła do

tego, by Niels zachowywał się tak gwałtownie. Nie śmiała

się odezwać w obawie, co się może stać. Zwykle starannie

przewieszał spodnie na krześle, ale dziś wieczorem tego nie

zrobił. Zostawił je bezładnie na podłodze.

- Połóż się na plecach! - rozkazał szorstko.

Inga poczuła, jakby w jej głowie wystrzeliło mnóstwo

rozżarzonych igieł. Co innego, kiedy brał ją siłą, gdy jej po-

żądał, lecz teraz sprawiał wrażenie opętanego chęcią wymie-

rzenia jej kary. Przestraszona naciągnęła kołdrę pod brodę.

Nie chciała, by zobaczył choćby skrawek jej nagiej skóry.

-Proszę cię, Niels - błagała cicho. - Pomyśl, że możesz

znowu dostać zawału... z wysiłku.

-Nie przejmuj się moim sercem  ■-,  odburknął gniew-

nie.

Pisnęła żałośnie:

-Musisz pomyśleć o dziecku.

-O dziecku! - prychnął. - To nic niezwykłego, że mał-

żeństwo nie odmawia sobie przyjemności, kiedy żona 

jest

w ciąży.

Przyjemności, powtórzyła Inga w duchu. To, co prag-

nie z nią zrobić, to żadna przyjemność. Ogarnęło ją obrzy-

dzenie i zacisnęła uda. Myśl o tym, że ten stary mężczy-

zna zaraz ją pocałuje swymi mokrymi wargami, była nie

do zniesienia. Z jego ust unosił się ostry zapach. Pożółkłe

zęby cuchnęły brakiem higieny i tabaką.

Indze zakręciło się w głowie. Z wielkim wysiłkiem

uniosła się na łóżku. Musi spróbować skierować jego myśli

na coś innego! Jej głos dławił płacz, kiedy jęknęła:

95

background image

- Nie mam ochoty,, Niels, ja...

Przerwał jej brutalnie:

- Mam już serdecznie dosyć kobiet, które płaczem wy-

muszają swą wolę. Gudrun buczy, tobie ciekną łzy, zanim

zdążyłem cię dotknąć! Zewsząd jestem otoczony nieznoś-

nymi kobietami. Tak! Kładź się na plecach!

Inga usłuchała. Płacz przecisnął się przez jej gardło i nie

udało jej się stłumić szlochu. Jak mógłby się z nią kochać,

słysząc, jak cierpi?

Na szczęście dla Ingi ta próba sił nie trwała długo. Niels

brutalnie rozsunął jej nogi i ostro w nią wszedł. Ujeżdżał ją

jak szaleniec, nie zwracał uwagi na jej niechęć i odrazę.

Inga odwróciła głowę. Nie mogła  na niego patrzeć.

Uparcie odwracała wzrok. Niels sam też nie czerpał przy-

jemności z tego aktu. Po serii szybkich potężnych pchnięć

opadł na nią wykończony.

Kropla potu z jego czoła spadła na jej policzek i Inga

wzdrygnęła   się   z   obrzydzenia.   Czym   prędzej   przetarła

twarz brzegiem kołdry. Czuła, jak gdyby zrobiła to nie dość

szybko, jak gdyby owa kropla ją splamiła.

Niels odwrócił się na bok.

Inga leżała bez ruchu. Nie była w stanie się przesunąć,

mimo że leżała w bardzo niewygodnej pozycji. Zastanawiała

się, co sprawiło, że rzucił się na nią jak gwałciciel. Nieczęsto

widywała tego człowieka wyprowadzonego z równowagi.

Musiało to mieć związek z kłótnią z Gudrun. Inga nie mia-

ła wątpliwości. Kiedy cofnęła się myślą, uświadomiła sobie,

że po raz pierwszy, kiedy ją posiadł, zaledwie kilka godzin

wcześniej porządnie pokłócił się z córką.

Ingę przeszedł dreszcz. Boleśnie uświadomiła sobie,

kiedy   powinna   mieć   się   na   baczności   przed   atakami

męża! Najbardziej pożądał jej, kiedy przemawiała do nie^

go życzliwie, ale również wtedy, gdy posprzeczał się z Gu-

drun. Wtedy przychodził do niej. Czy szukał pociechy?

Pociechy! - prychnęła ogarnięta złością i zwątpieniem.

96

background image

Nigdy nie byłaby w stanie mu tego dać. Wiedziała to na

pewno.

Inga wstrzymała oddech, gdy usłyszała ciche pochli-

pywanie. Boże! To Niels! Niels płakał! Dorosły mężczyzna

płakał jak dziecko. Ogarnął ją niepokój, bo nie miała poję-

cia, co robić.

Położyła rękę na piersi, żeby uspokoić walące serce.

Czy powinna się odwrócić i zapytać męża, co go dręczy?

Uniosła się na łokciu, ale powoli opadła z powrotem na

materac i odwróciła się do Nielsa plecami. Może powinna

mu okazać trochę troskliwości? Nie, pomyślała i ziewnęła

cicho. Nie zasłużył na to.

Następnego dnia o świcie Kristian zajechał konno na ple-

banię, zsiadł z Czarnego i bezwiednie otrzepał ubranie.

Powinno mu się udać zamknąć usta pastorowi, ale na wy-

padek, gdyby słowa nie poskutkowały, przygotował w we-

wnętrznej kieszeni plik banknotów. Pastor Mohr nie na-

leżał   do  tych,   którzy  odmawiali,   gdy  ktoś  proponował 

coś

więcej niż duchowe wsparcie!

Służąca w czarnej półwełnianej sukni wystawiła głowę

zza drzwi.

-Chciałbym porozmawiać z pastorem Mohrem - wy-

jaśnił Kristian uprzejmie i ukłonił się z galanterią.

-Proszę poczekać, panie Svartdal, dowiem się, czy pa-

stor ma czas z panem porozmawiać.

Służąca zniknęła, a Kristian został i czekał. Niecierpli-

wie strzepywał śnieg z butów. Kiedy ta służąca wróci? Czas

się dłużył, lecz wreszcie służąca oznajmiła krótko:

-Proszę   wejść,   ale   mam   przekazać,   że   musi   pan...

że  musi   pan się  streszczać.   Pastor   to  bardzo zajęty 

czło-

wiek - dodała tonem usprawiedliwienia.

-Dobrze - odparł Kristian, poczerwieniały na twarzy

97

background image

z powodu lekceważącej uwagi. - Mój czas jest również cen-

ny - dodał pośpiesznie - więc nie zamierzam w większym

stopniu,   niż   to   absolutnie   konieczne,   trwonić   czasu 

same-

go pastora.

Służąca otworzyła usta zaskoczona, otwierając drzwi do

włości duchownego.

- A więc to pan Svartdal - rzekł na wstępie pastor,

wzdychając nienaturalnie. - Czego pan chce tym razem?

Kristian od razu przystąpił do rzeczy.

- Mój najstarszy syn, Kristoffer, zamierza w czerwcu

wziąć ślub z Sorine Hotvedt.

Duchowny nie okazał zbytniego zainteresowania.

-Tak.

-Niestety tak się  złożyło,   że  zaręczeni   już   podzielili

łoże...

-A więc pławią się w grzechu rozpusty i rozpasania!

-To pastora słowa - odparł Kristian, siląc się na spo-

kój. - Ja bym powiedział, że Sorine i mój syn uprawiają

miłość.

Pastor prychnął.

- Uprawiają miłość!

Kristian spokojnie mówił dalej, mimo że aż gotowało

się w nim ze zdenerwowania.

-Podejrzewam, że zamierza pastor ogłosić owo uchy-

bienie zaręczonych przed całą parafią...

-Może być pan tego pewien! - przerwał mu ostro pa-

stor.   -   Uleganie   takim   pokusom...   -   Jego   szczęki 

drżały

z   oburzenia.   -   To   ohydne!   Odpychające!   Mimo 

wszystko

to   jak   manna   z   nieba   dla   mojego   kazania.   Kiedy 

opowiem

ich historię mojej owczarni, w każdym jednym odezwie 

się

strach.   Miałbym   niemal   ochotę,   panie   Svartdal, 

podzięko-

wać   panu,   że   zechciał   się   pan   podzielić   ze   mną   tą 

nieprzy-

zwoitą wiadomością!

-Może sobie pastor oszczędzić - uciął Kristian su-*

background image

cho.   -   Nie   przyszedłem   tutaj,   żeby   dodać   pożywki 

brudnej

98

background image

wyobraźni pastora, lecz żeby prosić o powstrzymanie się

od drwin i wyklinania mojego syna  i synowej podczas 

za-

ślubin.

Pastor otworzył usta ze zdumienia. Wydawało się, jak

gdyby nie zrozumiał tego, co usłyszał, lecz po chwili wy-

prostował się. Jego pełne wrogości oczy utworzyły wąskie

szparki na żółtobladej twarzy.

- Uważa pan, panie Svartdal, że może pan do mnie

przychodzić za każdym razem, gdy ma pan kłopoty. Ostat-

nio interweniował pan, kiedy pan skłamał, że pańska cór-

ka, Inga, została ochrzczona. A teraz wyobraża pan sobie,

że się zlituję nad pańskim synem i jego rozwiązłą kobietą!

Kristian odchylił się do tyłu na piętach. Założył ręce za

plecy i śmiało wypiął pierś:

- Ostatnim razem się udało, o ile dobrze pamiętam.

Położyłem wtedy przed pastorem na stole niemało brzę-

czących monet.

Duchowny syknął, zbywając rzucone oskarżenie.

- W tej sprawie istnieją tylko dwie możliwości: Sorine

Hotvedt przyzna  się do grzechu w obecności wiernych

albo...   -   Uniósł   wysoko   palec   wskazujący.   -   Albo   nie

otrzymają ślubu!

Kristian zamrugał i zwilżył zaschłe wargi.

- Nie   dostaną  ślubu!   Chyba  sam pastor   nie   słyszy,

co mówi! Czart w sutannie! - Wszelka uprzejmość zniknęła,

nieugięta, znieważająca postawa Mohra wprawiła Kristiana

we wściekłość. - Już nie uznaje się za grzech, gdy zaręczeni

dzielą łoże. Kristoffer i Sorine kochają się i wezmą ślub!

Pastor wstał.

- Chciałbym pana poinformować, że zgodnie z uchwa-

łą Christiana V z 1687 roku nieprzyzwoita kobieta, jaką jest

Sorine Hotvedt, musi się wyspowiadać w kościele w obec-

ności wiernych. Takie jest prawo i tylko ono nakazuje mi,

jak postępować! - Wyglądało na to, że duchownemu spra-

wia prawdziwą przyjemność ukrywanie się za prawem.

99

background image

- Co za bzdury! Czy pastor naprawdę jest tak niedo-

uczony,   że   nie   wie,   iż   to   rozporządzenie   zostało 

uchylone

w 1767 roku?

Powoli bladość ustępowała z twarzy pastora.

- Insynuuje pan, że kłamię? Czy ja, jako przedłużenie

ręki Boga, miałbym wymyślać niestworzone historie?

Kristian nasrożył się.

- Nie wiem. Ale albo nie zna pastor przepisów, albo

ma bardzo słabą pamięć.

Pastor stracił panowanie nad sobą. Czerwony jak burak

na twarzy oparł zaciśnięte pięści na biurku i krzyknął:

- Nikt nigdy nie może sobie wyobrażać, że uniknie

kary! - splunął ostatnimi słowami. - Nawet jeśli pochodzi

ze Svartdal!

Teraz z kolei Kristian poczerwieniał na twarzy. Nadął

się, że niemal wydał się dwa razy większy.

- To nie ma nic wspólnego z moim rodem!

Pastor Mohr odchylił się do tyłu i roześmiał drwiąco:

- Nie. Niech pan sobie nie wyobraża, że jest pan kimś

lepszym od innych, panie Svartdal. Nawet jeśli jest pan

w posiadaniu ogromnych lasów i setek morgów ziemi.

Mówię panu: Bóg nie osądza ludzi według majątku i złota,

ale według ich wiary! Natychmiast opuść moją kancelarię,

bałwochwalco, i wracaj do swojej bezbożnej rodziny!

Kristian poczuł, jak gdyby ktoś wbił mu w płuca ostre

szydło. Uszło z niego całe powietrze. Gdyby spotkał tego

diabelnego pastora na polnej drodze, własnoręcznie by 

go

zmusił, żeby błagał o litość. Wtedy łaskawie pozwoliłby mu

przysiąc, że na ślubie Kristoffera i Sorine nie usłyszą żadnej

grzmiącej mowy!

Kristian złapał czapkę i z plaśnięciem włożył ją na gło-

wę. W trzech długich krokach przeszedł przez pokój, otwo-

rzył drzwi i wyszedł. Zatrzasnęły się za nim. Wolał opuścić

plebanię, zanim popełni ciężki grzech. Plik banknotów pa-

lił w pierś. Tym razem na nic by się zdała próba wykupie*

100

background image

nia grzechu, od razu to zrozumiał, ponieważ pastor Mohr

okazał się bardziej nieprzejednany, niż się Kristian spo-

dziewał.

Rzadko   się   zdarzało,   by   Kristian   nie   dostał   tego,

co chciał. Przebiegł go dreszcz strachu, kiedy pomyślał

o przyszłym losie Kristoffera i Sorine...

background image

11

Cztery dni później jakiś jeździec zajechał do Gaupås ga-

lopem. Inga stała przy oknie w kuchni i mieszała składni-

ki na masę chlebową, kiedy nieznajomy zeskoczył z konia.

Wytarła szybko palce i strzepała mąkę z fartucha, zanim

podeszła do drzwi wejściowych.

-Dzień dobry. Czy można porozmawiać z panem sę-

dzią? - spytał mężczyzna zdenerwowany.

-Może pan wejdzie do środka i poczeka? - zapropo-

nowała Inga uprzejmie.

Eugenie pośpieszyła do salonu powiadomić Nielsa, że ja-

kiś człowiek chce z nim rozmawiać.

Mężczyzna, odznaczający się niskim wzrostem, zdjął

z głowy czapkę i zerknął niemal ciekawie na Ingę.

- Nie   -   podziękował.   -   Dostałem   wiadomość,   żeby

pan Gaupås pojechał ze mną.

Inga musiała prawie ugryźć się w język, żeby nie spytać,

od kogo otrzymał takie polecenie. Nie miała prawa wie-

dzieć, w jakiej sprawie Nielsa wzywano. A on nie chciał jej

wtajemniczać. Rozumiała to.

- Dobry wieczór, panie Ramberg - przywitał się Niels

formalnie i podał gościowi rękę. - Co pana sprowadza do

mojego domu?

Pan Ramberg obracał w palcach czapkę. Zerknął szyb-

ko na Ingę, która zorientowała się, że wolałby nie zdradzać

niczego w jej obecności.

- Powstały   pewne...   komplikacje   między   panem

Aschjemem a... Tak, może by pan sam pojechał ze mną

102

background image

do tartaku, żeby zapoznać się z pełną wersją tego, co się

stało.

- Oczywiście - odparł Niels i włożył kurtkę, którą po-

dała mu Eugenie.

Kiedy mężczyźni odjechali, Inga wróciła do masy chle-

bowej. W zamyśleniu zaczęła ugniatać duży kawał ciasta.

Dobrze, że ma się teraz czym zająć. Ze smutkiem przyzna-

ła, że gdyby ona i Niels byli szczęśliwym małżeństwem, po-

rozmawialiby o tym zdarzeniu. Może Niels pragnąłby ja-

kiegoś wsparcia z jej strony i okazał zainteresowanie dla jej

punktu widzenia.

Ze złością ugniatała ciasto, odwracała je i ubijała pięś-

ciami, tak że w masie tworzyły się odciski kłykci.

To Gudrun dowie się o tym, co się wydarzyło w tartaku.

Nie ona.

Inga i Eugenie kończyły studzić ostatnią porcję pieczone-

go chleba, kiedy usłyszały skrzypienie śniegu na dziedziń-

cu. Inga odłożyła łopatę i wyszła z rozgrzanej, zadymionej

pralni. Na dziedziniec zajechały trzy pary sań.

Niels i pan Ramberg wysiedli z jednych z nich. Ku jej wiel-

kiemu zdumieniu Kristoffer i jej ojciec przybyli w drugich.

- Co się tu święci? - zdziwiła się Eugenie, która wyszła

na dwór za Ingą.

Inga cofnęła się przestraszona.

-Ojciec... Ojciec musi być zamieszany w jakąś sprawę

z właścicielem tartaku, Tobiasem Aschjemem. Co on 

na-

wyprawiał?   Nie   sądzę,   żeby   Aschjem   wywołał   ten 

konflikt.

-Nie, nigdy bym w to nie uwierzyła - prychnęła Euge-

nie.
-Mam   nadzieję,   że   ojciec   nie   zrobił   jakiegoś   głup-

stwa   -   rzekła   Inga   zdenerwowana.   -   Ponieważ   jest 

całkiem

zależny   od   pana   Aschjema.   To   jemu   dostarcza 

drewno.

Dzięki temu istnieje dom mojego dzieciństwa.

103

background image

Pan Aschjem wysiadł dostojnie z trzecich sań. Inga wiele

razy wcześniej witała się z tym starszym mężczyzną z wyż-

szych sfer i wiedziała, że jest we wsi osobą bardzo poważa-

ną. Miał krótkie, chude nogi i brzuch, który wystawał po-

nad paskiem. Owe ogromne brzuszysko stanowiło oznakę

bogactwa i dobrobytu. Brązowe jak u wiewiórki oczy były

zwykle rozbiegane. Inga nigdy nie doświadczyła z jego stro-

ny nic złego, ale coś jej mówiło, że potrafił być wyrachowa-

ny; w jego postaci kryła się jakaś przebiegłość. Pan Aschjem

trzymał przy nosie chusteczkę. Z miejsca, gdzie stała, Inga

dostrzegła, że materiał był przesiąknięty krwią.

Niels otworzył drzwi i zaprosił wszystkich do środka.

Kiedy jako ostatni zamknął za sobą, Inga podbiegła do Eu-

genie.

- Przypilnuj   chlebów,   Eugenie.   Ja   muszę...   Muszę

wejść do środka, żeby...

Nie   czekała   na   odpowiedź   służącej.   Powinna   być

w kuchni, kiedy Niels wyjdzie. Może wtedy usłyszy frag-

menty rozmowy.

Gudrun uśmiechnęła się do niej, kiedy Inga nagle sta-

nęła przy kuchennym piecu. Inga zdała sobie sprawę, że nie

może złapać oddechu ze zdenerwowania, i starała się zapa-

nować nad sobą i uspokoić się.

W tej samej chwili do kuchni wszedł Niels. Przyglądał

się framudze drzwi, kiedy spytał:

- Czy możecie podać kawę i ciastka? Jest nas pięciu.

Inga i Gudrun skinęły głowami. Niels uśmiechnął się

niezręcznie, zanim wrócił do gości.

Inga wspięła się na palce i zdjęła z góry dużą tacę. Na-

stępnie poszła do salonu gościnnego i przyniosła filiżanki,

podstawki i talerzyki dla pięciu osób. Śliczny serwis stał

w kredensie. Naczynia były białe z eleganckim, cienkim

złotym szlaczkiem wzdłuż brzegu.

Gudrun   wyjęła   paterę   i   zaczęła   układać   na   niej 

szarlot-

kę. Inga odłożyła tacę na blacie, nie była w stanie jej dźwi-

104

background image

gać, czekając, aż Gudrun upora się z ciastem. Szybkimi ru-

chami Gudrun postawiła paterę na tacy, podniosła całość

i odwróciła się.

Dopiero wtedy Inga zareagowała. Ruszyła do drzwi i za-

trzymała Gudrun ruchem ręki.

-Chciałabym wnieść te ciastka - rzekła ostrożnie.

-Nie wygłupiaj się - rzuciła Gudrun z uporem i spró-

bowała ją wyminąć.

Lecz Inga zagrodziła jej drogę. Nie, pomyślała Inga,

to ona zaniesie tacę do gabinetu. Przy tej okazji sprawdzi,

jak ojciec zachowa się na jej widok. I postara się dowie-

dzieć, z jakiego powodu odbywa się to spotkanie.

- Gudrun - poprosiła życzliwie. - Pozwól, bym ja to

zrobiła...

Gudrun utkwiła w niej swój zimny, twardy wzrok.

- Nie - odparła ochryple.

Ingę ogarnęła panika. Gdyby to Sigrid stała przed nią,

wytłumaczyłaby dziewczynie, dlaczego tak zależy jej na

tym, by podać poczęstunek. Mogłaby się zwierzyć, jak bar-

dzo jej przykro z powodu zerwania stosunków z ojcem. Si-

grid zrozumiałaby, ale nie można się tego spodziewać po

tej zarozumiałej kobiecie, która przed nią stała. Gudrun

nie okazałaby współczucia, gdyby opowiedziała jej praw-

dę, dobrze o tym wiedziała, ponieważ starsza córka Nielsa

cieszyła się z tego, że Indze nie układa się z Kristianem.

Inga odrzuciła głowę i wbiła wzrok w Gudrun.

- Ja podam!

Gudrun mocniej schwyciła tacę, aż pobielały kostki jej

palców.

■- Na pewno nie!

Inga warknęła.

- Czy nie możesz ten jeden raz pozwolić mi zrobić coś

przyzwoitego?

Gudrun nie odezwała się ani słowem. Zacisnęła usta, prze-

łożyła dłonie na przód tacy i mocniej przycisnęła ją do siebie.

105

background image

Złość zapłonęła w Indze i aż ją kusiło, by wyrwać 

tacę

z rak Gudrun. Lecz chociaż wszystko się w niej przeciw

temu burzyło, musiała błagać Gudrun o pozwolenie.

-Gudrun - spróbowała znowu. - Jestem żoną Nielsa.

-Nigdy nie powinnaś nią zostać - rzuciła Gudrun za-

wzięcie. - Powinnaś zostać w Svartdal. Wtedy życie 

nas

obu potoczyłoby się o wiele lepiej!

Inga zmrużyła oczy, tak że utworzyły dwie wąskie szpar-

ki.

- Nigdy nie sądziłam, że będziemy tak zgodne co do

jednego! Masz całkowitą rację, Gudrun, tobie wiodłoby się

lepiej, a ja... ja byłabym wolna!

Gudrun spojrzała na nią oniemiała. Zbladła, lecz zaraz

na jej policzki wystąpiły rumieńce.

- No to bierz tę tacę! - ryknęła. - I już idź! Idź!

Zaskoczona tą spontaniczną reakcją Inga wzięła tacę

i powiodła wzrokiem za Gudrun, która wychodziła z kuch-

ni. Naprawdę trudno zrozumieć tę dziewczynę: potrafiła

Indze wyrzucać, że nigdy nie powinna była się pojawić

w Gaupås, a kiedy Inga przyznała jej rację, obraziła się!

Inga   ostrożnie   zapukała   do   drzwi   gabinetu   i 

zaczekała,

aż Niels powiedział:

- Proszę!

Weszła na drżących nogach. Ojciec wyglądał na zmęczo-

nego, był blady, miał zaczerwienione oczy i zapadnięte po-

liczki. Wyglądał, jakby od pewnego czasu nie sypiał zbyt do-

brze. Jego włosy były w nieładzie, jak gdyby się nie czesał po

wstaniu z łóżka. Jego widok wywarł na niej silne wrażenie.

Wszyscy poza ojcem przyglądali się Indze natarczywie.

W pokoju zrobiło się zupełnie cicho. Tak cicho, że kiedy

postawiła tacę na biurku, brzęk zastawy rozdarł ciszę ni-

czym wystrzał z wiatrówki.

Niels jako jedyny zdawał się nie przejmować obecnoś-

cią Ingi. Uczynił gest w stronę pana Aschjema, żeby rela-

cjonował dalej.

106

background image

Pan Aschjem poprawił się na krześle. Jego głos brzmiał

nosowo, ponieważ właściciel tartaku ciągle trzymał przy

nosie chusteczkę.

- Cóż, widzi pan, szanowny panie sędzio, zanotowa-

łem pięć ładunków drewna ze Svartdal, ale pan Svartdal

twierdził, że wysłał sześć. Nazwałem go kłamcą, a on mnie

uderzył...

A więc to się stało. Ojciec uderzył pana Aschjema. Inga

musiała zacisnąć wargi, aby nie jęknąć na głos.

Pióro Nielsa biegło po papierze. Niels notował skrupu-

latnie każde słowo. Inga uspokoiła się. Jeżeli teraz się nie

dowie szczegółów, będzie mogła później zerknąć do doku-

mentów męża. Większość przechowywał w grubych proto-

kólarzach w szufladzie. Tylko prywatne listy zamykał sta-

rannie w szkatułce. Ale na to też znalazła sposób...

Niels odchrząknął:

- Czy zgadza się pan z wyjaśnieniami pana Aschjema,

panie Svartdal?

Kristian   poruszył   się   niespokojnie   i   przeciągnął 

brązo-

wą dłonią po twarzy. Wyraźnie było widać, że czuje się nie-

swojo.

Niels powtórzył pytanie, a zebrani przestali szemrać

między sobą. Wszyscy popatrzyli na Kristiana. Czy pan

Aschjem kłamał, czy nie?

Niels pochylił się do przodu.

- Musi pan mówić głośniej, panie Svartdal, nie słyszę,

co pan mówi.

Inga podskoczyła, gdy ojciec podniósł głos i wskazał na

nią.

- Nie powiem ani słowa, zanim... zanim ona nie opuści

tego pokoju! - Jego palec wymierzony w jej stronę drżał.

Zachowanie ojca wywołało w niej lawinę uczuć. Krew

podeszła jej do policzków i Inga spurpurowiała ze wsty-

du. Jej ojciec potrafił być nieobliczalny, ale że w obecności

wszystkich wyprosi ją za drzwi, tego się nie spodziewała.

107

background image

Ze złością poczuła, że jest bliska płaczu. Ręce jej się trzęsły,

na szczęście zdążyła nalać kawy do ostatniej filiżanki.

- Nalega pan, żeby moja żona opuściła to pomieszcze-

nie? - spytał Niels łagodnie.

Kristian odwrócił głowę, kiedy odpowiadał:

- Tak.

Inga była już w drodze do wyjścia, gdy Niels dał jej znak

ręką, żeby zniknęła. Zamknęła za sobą drzwi i oparła się

o nie plecami. Oddychała nierówno, zamknęła oczy i osu-

nęła się wzdłuż drzwi i przykucnęła.

Miała wrażenie, jak gdyby jej myśli  spowijała gęsta

ciemność. Wiedziała tylko, gdzie jest, i pozwoliła, by czas

płynął. Nie była w stanie poczuć rozczarowania, które nią

targało.

Co za nieprzystępny, uparty diabeł z tego jej ojca! Za-

pragnęła nie mieć go wcale - dość już tego bólu i trosk,

których jej przysparzał.

Inga nie wiedziała, jak długo tak siedziała. Uświadomi-

ła sobie, że nadarzała się okazja podsłuchiwać rozmowę

w gabinecie, ale machnęła na to ręką. Cokolwiek by tam

powiedziano, nie obchodziło jej. Już nie. Nie miała siły

kręcić się wokół ojca w nadziei, że jej wybaczy. W nadziei

na pojednanie.

Po chwili podniosła się ciężko, narzuciła płaszcz i po-

wlokła się do stajni. Założyła uprząż na Mikrusa, wskoczy-

ła na jego grzbiet i pokłusowała na drogę. Myśli gnały jej

przez głowę. Nie planując tego, odruchowo skierowała się

ku Svartdal. Serce podyktowało jej tę drogę.

Kiedy zatrzymała się na szczycie wzgórza górującego

ponad gospodarstwem, zajaśniał ku niej wspaniały, prze-

piękny dwór. Niskie, brązowe, malowane dziegciem domy

świadczyły o niezmordowanej pracowitości rodu. Z komi-

na domu unosił się w górę szary dym. Inga spięła konia

i Mikrus ruszył w stronę zabudowań.

Zsiadła z konia na dziedzińcu, wtuliła twarz w szyję

108

background image

zwierzęcia i napawała się jego ciepłem. Mikrus zarżał ci-

cho i skubnął ostrożnie jej płaszcz. Inga westchnęła ciężko

i poprowadziła ogiera do stajni, gdzie poczeka na nią pod

dachem do jej powrotu od Emmy.

Emma stała na ganku. Kochana, dobra Emma widziała,

że przyjechała! Gospodyni wyszła z domu, żeby ją przywi-

tać. Inga przełknęła kilka razy ślinę, żeby się pozbyć boles-

nego dławienia w gardle. Nie udało się i dławienie tylko się

wzmogło.

Kiedy Emma otworzyła ramiona i objęła ją, po zimnych

policzkach Ingi potoczyły się strumieniem łzy. Dziewczy-

na przytuliła się i rozpłakała. To takie przyjemne uczucie

zatopić się w czyichś objęciach, doświadczyć czyjejś tro-

ski.

- Chodź, moje dziecko, siądziemy sobie w kuchni.

Inga podążyła za służącą. Zabolało ją w piersi, kiedy

weszła do przytulnej, zacisznej kuchni. Wypucowane do

połysku miedziane garnki zwisały z drewnianej belki u su-

fitu, pod drewnianą półką widniała biała i wykrochmalo-

na ozdobna makatka, a w kominku żywo skwierczał ogień.

Inga odniosła wrażenie, jakby cofnęła się w czasie - wró-

ciła do okresu, zanim wyszła za mąż i wyprowadziła się do

Gaupås.

- Usiądź tutaj - rzekła Emma ciepło i klepnęła ręką

w siedzisko krzesła. - A ja przygotuję coś ciepłego do picia.

Pewnie zmarzłaś po konnej przejażdżce.

Inga zdjęła płaszcz i położyła go obok na krześle. Zno-

wu musiała walczyć  z płaczem - głos Emmy  poruszył

w niej jakiś czuły i bolesny punkt. Łapczywie chwyciła fi-

liżankę z kawą, którą podała jej służąca, i uśmiechnęła się

nieśmiało.

- Widzę,   że   spodziewasz   się   dziecka   -   zauważyła

Emma i skinęła na brzuch Ingi. - Wiedziałam o tym od ja-

kiegoś czasu. Wiesz, plotki szybko się roznoszą.

Tak, Inga domyślała się, że całą wieś już obiegła wiado-

109

background image

mość, że Nielsowi udało się zrobić dziecko swojej żonie.

Mogła sobie wyobrazić, jak ludzie karmią się tą informacją.

-Pierwsza powinnaś się o tym dowiedzieć - szepnęła za-

wstydzona.   -   Nie   powinno   to   dotrzeć   do   ciebie   od 

innych...

-Nie przejmuj się - uspokoiła ją Emma i poklepała po

ręku.

-Nie   było   mi   łatwo...   nie   było   mi   łatwo  tu  przyje-

chać...   .

Emma westchnęła i przysiadła na krześle.

- Musisz wiedzieć, że nam tu w Svartdal też nie jest

lekko. Jemu jest bardzo ciężko, twojemu ojcu.

Ingę ogarnęła frustracja.

- Robiłam, co mogłam, byśmy znowu żyli w przyjaźni,

za każdym razem, gdy miałam ku temu okazję - wyzna-

ła. - Wprawdzie nie wspomniałam o tym słowem, ale krę-

ciłam się w pobliżu ojca w nadziei, że zaczniemy ze sobą

rozmawiać. Ale on nawet nie chce na mnie spojrzeć! - Ku

swemu niezadowoleniu Inga poczuła, że głos jej się ła-

mie. - A teraz przed chwilą oznajmił, że nie złoży żadnych

wyjaśnień, zanim nie opuszczę pokoju.

Emma spojrzała na nią zdumiona.

- Przed chwilą... Co masz na myśli?

Inga zasłoniła usta ręką. Emma najwidoczniej nie wie-

działa nic o kłótni między panem Aschjemem a Kristia-

nem. Inga wolałaby oszczędzić jej kolejnych zmartwień,

ale teraz nie mogła już niczego cofnąć. Uznała, że nie może

pozwolić, by służąca żyła w nieświadomości.

-Ojciec   jest  w  Gaupås  razem  z  panem  Aschjemem.

Nie  udało mi  się   dowiedzieć   wszystkiego,  ale  ojciec 

praw-

dopodobnie   uderzył   pana   Aschjema.   Uważa,   że 

dostarczył

mu   dziś   sześć   ładunków   drewna,   a   Aschjem 

utrzymuje,

że dostał tylko pięć.

-Było   sześć   -   stwierdziła   Emma   z   naciskiem.   -   To

Aschjem   się   myli.   Sama   słyszałam,   że   chłopcy 

zawieź-

li   sześć   ładunków   do   Holmestrand.   Wyraźnie 

rozpoznaję

background image

110

background image

dźwięk dzwonków naszych zaprzęgów ze Svartdal. Dzisiaj

dzwoniły sześć razy. Sama zresztą wiesz, jak one brzmią.

Inga skinęła głową. W dzieciństwie często słyszała duży

mosiężny dzwonek na trzonku przymocowany do sań, któ-

ry ostrzegał, że zbliżają się konie z drewnem, by wszyscy

inni zdążyli zjechać z drogi.

-Dowiedziałaś   się   czegoś   więcej?   -   dopytywała   się

Emma.   W   jej   wzroku   nie   było   czystej   ciekawości, 

tylko

szczera troska o ojca.

-Nie - odparła Inga. - Ale zastanawiam się, dlacze-

go   nie   wezwano   lensmana.   Jeżeli   ojciec   w   czymś 

zawinił,

to dziwne, że nie było na miejscu pana Thuesena.

Emma odgarnęła kosmyk siwych włosów, który wysu-

nął się spod chustki.

- Kristian powinien być z tego zadowolony - rzekła

wymijająco. - Najlepszym rozwiązaniem byłoby,  gdyby

Niels z racji swego urzędu sędziego nałożył na Kristiana

grzywnę. Może będzie musiał panu Aschjemowi zapłacić

pewną kwotę za zniewagę i wyrządzoną krzywdę.

- Może - przyznała Inga.

Emma wstała.

-Mogę dotknąć twojego brzucha? - spytała. Położyła

delikatnie   swoje   miękkie,   ciepłe   dłonie   na 

zaokrąglonym

brzuchu   Ingi.   Trzymała   je   przez   chwilę,   ale   zaraz 

przesu-

nęła   nieco   wyżej.   -   Pozwól   mi   sprawdzić   puls   - 

poprosiła

i   chwyciła   Ingę   za   nadgarstek.   Po   pewnym   czasie 

stwier-

dziła z przekonaniem: - To będzie dziewczynka.

-Dziewczynka... - powtórzyła  Inga z pewnym  waha-

niem. - Skąd wiesz?

Emma przykucnęła obok.

- Tego   dnia,   kiedy   twoja   matka   zmarła   w   połogu,

przysięgłam sobie, że nauczę się wszystkiego o porodach.

Nie chciałam nigdy więcej być świadkiem takiej... - Emma

wzdrygnęła się i pokręciła głową, jak gdyby chciała przego-

nić przykre wspomnienie. - Takiej okrutnej śmierci. Dlate-

background image

111

background image

go razem z akuszerką Birte jeździłam do rodzących kobiet.

I uczyłam się. O ziołach na powstrzymanie krwawienia

i uśmierzenie bólu. Zdobyłam również wiedzę na temat

skomplikowanych porodów i używania kleszczy. I na jakie

oznaki zwracać uwagę, żeby się dowiedzieć, jakiej płci bę-

dzie   dziecko.   Większości   nauczyłam   się   od   Birte.

Inga pogładziła dłonią skórę brzucha.

- Pomyśleć tylko, że na wiosnę będę miała córeczkę.

Emma przyjrzała się jej badawczo.

- Niels jest ojcem dziecka, prawda? - Nie brzmiało to

jak pytanie, raczej jak stwierdzenie.

Ingę ogarnęła panika. Zawstydzona naciągnęła bluzkę

i zakryła brzuch. Co, do licha, miała odpowiedzieć? Zerk-

nęła szybko na Emmę i od razu uznała: nie uda jej się okła-

mać tej starej kobiety. Czuła, jak gdyby wzrok Emmy prze-

szywał ją na wskroś. Gospodyni przejrzy każde kłamstwo.

- Ja... Nie wiem. - Inga w poczuciu winy spuściła gło-

wę. - Możliwe, że Martin. - Nie śmiała podnieść wzroku

w obawie, że zobaczy reakcję Emmy.

Głos Emmy był zmieniony z bólu, kiedy błagała:

- Ingo!   Jesteś   najdroższą   mi   istotą!   Powiedz,   że   to

kłamstwo. Nie mów mi, że przespałaś się z najstarszym sy-

nem Laurensa Storedala.

Inga odparła, nie patrząc Emmie w oczy.

- Boże, pomóż mi... dokładnie to zrobiłam!

Emma ukryła twarz w dłoniach, jak gdyby nie chciała

dopuścić do siebie prawdy. Kiedy wreszcie się otrząsnęła,

wstała i zniknęła w salonie. Wróciła i położyła coś przed

Ingą na stole.

Inga drgnęła. To fotografia Storedalów! Zdjęcie przed-

stawiało Kristiana, Jenny, Laurensa i Ragnhild.

-Czy ojciec ma to zdjęcie? - spytała zmieszana. - Wi-

działam je kiedyś...

-Nie tutaj w Svartdal - odparła Emma. - Leżało schowa-

ne przez ostatnie dwadzieścia lat. Co na nim widzisz, 

Ingo?

112

background image

Inga   niepewnie   przesunęła   palcem  wskazującym   po

szklanej powierzchni.

-Widzę   dwie   pary  małżeńskie.   Laurensa   i  Ragnhild

Storedalów. Iojcaz... z mamą.

-Zgadza się. Co jeszcze? - naprowadzała ją Emma.

-Nie   wiem   -   wyznała   Inga   zagubiona.   -   Są   piękni.

Dobrze ubrani. Młodzi - zgadywała.

Emma pochyliła się nad nią i spytała z naciskiem:

- Nie widzisz żadnego podobieństwa?

Inga przyjrzała się dokładnie wszystkim osobom na

zdjęciu. Zaniepokoiło ją to, że Emma starała się ją nakłonić

do znalezienia podobieństwa między nimi. Czy powinna je

od razu zauważyć?

- Jedyne, co widzę, to to, że Ragnhild ma jasne włosy.

Pozostali mają czarne.

Emma westchnęła ciężko, podniosła fotografię i przy-

cisnęła ją do piersi.

- Jesteś blisko, Ingo. Przerażająco blisko. Obiecałam

sobie kiedyś, że nigdy się ode mnie nie dowiesz o przyczy-

nie sporu między rodami. Lecz teraz, kiedy być może no-

sisz dziecko Martina Storedala...

Krew się wzburzyła w Indze. Czyżby wreszcie miała po-

znać prawdę, dlaczego jej ojciec posprzeczał się z Lauren-

sem?

Gospodyni odłożyła zdjęcie z powrotem na stół, opar-

ła się na dłoniach i pochyliła ku Indze. Przyglądała się jej

przez chwilę badawczo, po czym wyznała:

- Kristian i Laurens nigdy nie rywalizowali o tę samą

kobietę. Pewnie podejrzewałaś, że Laurens również chciał

pojąć Jenny za żonę?

Inga bąknęła:'

- Tak, przyszło mi to do głowy.

Emma szepnęła zatroskana:

- To nieprawda, Ingo. - Zamilkła, żeby znaleźć odpo-

wiednie słowa, po czym padło: - Laurens jest bratem Jenny.

113

background image

Sigrid chciała porozmawiać z Gulbrandem. Stanęła czujnie

w pewnej odległości od stajni i zerkała w stronę stajennego

i służącego, którzy czyścili nakrycia głowy, siodła i uprzęże.

Zwykle robili to dwa razy w miesiącu, żeby sprzęt do jazdy

konnej był utrzymany w czystości i w dobrym stanie.

Sigrid poczuła przyjemny zapach mydlin, kiedy pode-

szła bliżej. Skórzane akcesoria błyszczały, nasmarowane

olejem dla ochrony przed zesztywnieniem. Końskie der-

ki, uździenice i wędzidła wisiały równiutko na hakach na

bocznej ścianie.

Gulbrand musiał widocznie zrozumieć, że Sigrid chce po-

rozmawiać z nim na osobności, bo rzekł z niewinną miną:

-Torę,   trzeba   posprzątać   kuźnię.   Pójdziesz   ty  czy  ja

mam to zrobić?

-Zostań tu, Gulbrandzie - odparł przyjaźnie Torę. - A ja

posprzątam w kuźni.

Sigrid czubkiem buta rysowała kółka na śniegu. Do-

piero kiedy Torę zniknął z pola widzenia, podniosła głowę

i spojrzała na Gulbranda.

- Niepokoję się - wyznała cicho. - Mam przeczucie,

że trzeba się śpieszyć...

- Myślisz o podróży do Drammen?

Zatarła kółka w śniegu i odparła:

-Tak. Wydaje  mi  się...  jak gdyby jakiś wewnętrzny

głos mi mówił, że muszę czym prędzej tam pojechać.

-Teraz nie będzie łatwo - odparł Gulbrand zamyślo-

ny.   -   Wkrótce   będziemy   rozrzucać   gnój,   orać, 

bronować

i siać. Wiosenna orka to dla mnie pracowity okres.

-Wiem   -   przyznała   Sigrid   zaniepokojona.   -   Ale   po,

skończonych   robotach   w   polu   będziemy   mogli 

pojechać?

Gulbrand uśmiechnął  się,  rozbawiony jej  niecierpli-

wością.

114

background image

-Tak,   Sigrid,   po   wiosennych   siewach   pojedziemy.

Obiecuję. Do tego czasu wymyśl  jakąś wymówkę lub 

raczej

niewinne kłamstwo, żeby nam Niels pozwolił wyrwać 

się

na kilka dni.

-Coś wymyślę - obiecała Sigrid z żarem w oczach. - Musi

to być dobra wymówka - mówiła dalej zdecydowanie - 

po-

nieważ nie chcę, by ktokolwiek się domyślił, co oboje 

knuje-

my. Coś mi mówi, że ojcu nie spodoba się, że grzebię w 

prze-

szłości matki.

Trzęsąc   się   z   zimna,   Sigrid   pośpieszyła   do   domu.

Zmarzła, gdy stała na dworze i rozmawiała z Gulbrandem,

ale musiała skorzystać z okazji, gdy nikogo nie było w po-

bliżu. Podekscytowana stanęła przed kominkiem i wyciąg-

nęła ręce w stronę przyjemnego ciepła.

Jak oślepiona wpatrywała się w chybotliwe płomienie,

podczas gdy jej myśli tańczyły na zakazanych ścieżkach...

Minęło już dużo czasu, odkąd ostatnio widziała Torstei-

na...   Na   samo   wspomnienie   zarumieniła   się   na   policz-

kach i przyłapała się na tym, że uśmiecha się słodko-gorz-

ko. Surowa samodyscyplina nie pozwalała jej zbyt wiele

o nim myśleć. Sigrid zdawała sobie sprawę, że ten przystoj-

ny dziedzic o pięknym uśmiechu nigdy na nią nie spojrzy.

Jego ciepłe, zielone oczy z brązowymi plamkami na pewno

będą szukać jakiejś wesołej i zalotnej kobiety. Takiej, która

potrafi się zachowywać z godnością i pewnością siebie.

Kąciki ust Sigrid opadły. Dlaczegóż by sam Torstein miał-

by zwrócić na nią uwagę? Nie była szczególnie piękna, mia-

ła mysiobrązowe włosy, odstające uszy i okrągłe jak talarki

oczy. Nos był wprawdzie wąski i prosty, zęby zdrowe, a skóra

czysta, jeśli już miałaby się czymś chwalić, jednak w porów-

naniu z innymi dziewczętami wyglądała jak szara myszka!

Nie, pomyślała Sigrid przygnębiona, dobrze robi, że nie-

zbyt często zagląda do Øvre Gullhaug. Nie była taka głupia,

background image

by nie rozumieć, że Torstein nigdy nie poprosi jej o rękę...

background image

12

Inga całkiem oniemiała, kiedy pojęła sens słów Emmy.

Laurens jest jej wujkiem! Patrzyła na starą służącą z niedo-

wierzaniem i kręciła głową, jak gdyby prosiła ją, by wszyst-

ko odwołała i przyznała, że to nieprawda. Lecz Emma sta-

nowczo twierdziła swoje.

-Mówisz, że widziałaś to zdjęcie wcześniej?

-Tak. - Inga mocno ściskała w rękach chusteczkę do

nosa. - Tuż przed żniwami  zostaliśmy zaproszeni do 

Store-

dal na obiad. Widziałam tę fotografię tam na ścianie - 

wy-

jaśniła i dotknęła palcem ramki. - W korytarzu domu 

Lau-

rensa.   Nie   od   razu   rozpoznałam   ojca.   Nie 

spodziewałam

się, że zobaczę tam jego zdjęcie.

-Domyślam  się - mruknęła  Emma  sucho. - Nie za-

uważyłaś rodzinnego podobieństwa?

Inga podrapała się w czoło.
-Nie. Tak. W pewnym sensie, ale nie udało mi się do-

strzec   związku.   A   kiedy   miałam   przyjrzeć   się 

dokładniej,

zdjęcie zniknęło.

-Zniknęło?
-Tak. Nie było go na ścianie, kiedy zbieraliśmy się do

domu.   Ktoś   musiał   je   zdjąć.   Nie   wiem   kto.   Później 

przypo-

mniałam   sobie,   że   podczas   naszej   wizyty   zarówno 

Ragn-

hild, jak i Laurens wychodzili i wchodzili do salonu. 

Ragn-

hild   miała   coś   do   zrobienia   w   kuchni,   a   Laurens 

przynosi]

background image

wino z piwnicy.

Inga pochyliła się ożywiona. Teraz dostrzegła możli-

wość, by dowiedzieć się czegoś więcej.

116

background image

- Svartdalowie i Storedalowie powinni być dobrymi

sąsiadami, biorąc pod uwagę, że mama i Laurens byli ro-

dzeństwem. Ale tak nie było?

Emma uciekła wzrokiem.

-Nie, tak nie było - przyznała zakłopotana i zamilkła.

-Proszę cię, Emmo, czy nie mogłabyś mi opowiedzieć,

co się stało? - Inga błagalnie złożyła ręce.

-Nie, Ingo, i tak już zdradziłam zbyt wiele. Nie powin-

naś  nawet   wiedzieć   tego,   co   teraz   wiesz.   Im  mniej 

wiesz,

tym lepiej dla ciebie. Jeśli Kristian się zorientuje, że 

znasz

prawdę o pokrewieństwie Jenny i Laurensa, wpadnie 

we

wściekłość.   -   Emma   zadrżała   i   naciągnęła   szal   na 

ramio-

na.

-Nic   mu   nie   powiem   -   obiecała   Inga   z   przekona-

niem.   -   Zresztą   nie   będę   miała   okazji   -   dodała 

sarkastycz-

nie. - Kristian nie chce mnie znać. A gdyby w dodatku

miał   się   teraz   dowiedzieć,   że   kocham   syna   jego 

zażartego

wroga...

Emma uważnie obserwowała Ingę. Otworzyła usta, żeby

coś powiedzieć, lecz na powrót je zamknęła. Zamiast tego

wstała i poczłapała do spiżarni. Przyniosła świeżo upieczo-

ne ciasto, pokroiła je i postawiła na półmisku na stole.

Milczenie Emmy przerażało Ingę.

- O co chodzi? - Jej pytanie zabrzmiało jak żałosny

krzyk. - Czego nie chcesz mi powiedzieć?

Emma utkwiła w Indze swe dobrotliwe spojrzenie.

- Kochana Ingo, tylko czekam, aż zrozumiesz prawdę.

- Jaką prawdę? - szepnęła Inga zbielałymi wargami.

Emma dostrzegła jej strach i wyjaśniła, na co czekała:

- Że zrozumiesz, że Martin i ty... Że jesteście ciotecz-

nym rodzeństwem.

Inga nie od razu pojęła, co Emma jej chciała uświado-

mić. Dopiero co przeżyła wstrząs, dowiadując się, że Jenny

była siostrą Laurensa, a teraz Emma mówi jej, że ona i Mar-

tin są ciotecznym rodzeństwem! Osunęła się na stół i opar-

background image

117

background image

ła głowę na blacie. Powinna natychmiast to skojarzyć, gdy

usłyszała o bliskim pokrewieństwie jej matki z Laurensem.

Co takiego Emma powiedziała tego dnia,, gdy Martin

przyjechał do Svartdal, żeby pomóc przenieść ojca na górę

do sypialni? Sama była wtedy zbyt pochłonięta wypadkiem

ojca podczas ścinki drzew i tym, że Martin pojawił się tak

niespodziewanie. Jednak nadal pamiętała palący wstyd,

kiedy ojciec nazwał Martina pomiotem szatana. I wtedy

Emma powiedziała te słowa, które Inga dopiero teraz zro-

zumiała: „Pewnie nie zdajesz sobie sprawy, że to, co nazy-

wasz czarcim pomiotem, wraca okrężną drogą do twego

własnego domu?"

Inga mówiła szybko i bez tchu:

- Czy to dlatego nie chciałaś, żebym  się spotykała

z Martinem? Domyślałaś się, że możemy się w sobie zako-

chać i ze względu na więzy krwi może się to okazać fatal-

ne?

Emma  nie odpowiedziała. Pozwoliła, by Inga sama,

mówiąc o tym głośno, zdała sobie sprawę z powagi sytuacji

i niebezpieczeństwa.

- Ach, Emmo, czy właśnie tego obawiał się ojciec, bli-

skiego pokrewieństwa? Czy to dlatego tak pilnował, żebym

się nie spotykała z Martinem ani jego braćmi?

Emma nagle roześmiała się. Cicho i ponuro.

- Moje drogie dziecko - rzekła, a jej śmiech ucichł. - Nie,

twój ojciec nie przejmował się pokrewieństwem. Nie myśl

sobie, że trzymał cię z dala od Storedal z tego powodu...

Inga poczuła ból. Płomień złości, zwątpienia i frustru-

jącej niewiedzy wypalał ją od środka. Mimo to zdawała so-

bie sprawę, że Emma nie opowie jej, co stało się powodem

sporu obu rodów. Wstrząs wywołany informacją o pokre-

wieństwie z Martinem był niemal nie do zniesienia. Do-

brze wiedzieli, że ich romans jest niebezpieczną i zakaza-

ną grą, ale teraz muszą zerwać ten związek. Już więcej nie

będą sobie szeptać półgłosem, że nie powinni się spotykać,

118

background image

jednocześnie marząc już o następnej schadzce. Z powodu

więzów krwi ich drogi będą musiały się rozejść...

Inga westchnęła, czując, jak krew odpływa z jej twarzy.

- Dziecko - jęknęła przerażona. Spojrzała na Emmę

szeroko otwartymi oczami. - Moje dziecko... A jeśli jest

obciążone jakąś wadą... ?!

Emma wysunęła ku niej ręce, protestując:

- Nie, nie powinnaś myśleć w ten sposób, Ingo. Dziec-

ku na pewno nic nie dolega. Mimo wszystko jesteście tylko

ciotecznym rodzeństwem. Gdyby Martin był twoim bra-

tem, groziłoby większe niebezpieczeństwo.

Gospodyni podeszła do pieca, który tkwił niczym wład-

ca w rogu kuchni i żarzył się czerwonym blaskiem. Otwo-

rzyła drzwiczki i dorzuciła dwie szczapy. Ogień pochłonął

łakomie suche drewno. Zaskwierczał przyjemnie, kiedy

Emma zamknęła żelazne drzwiczki.

- Małżeństwa  zawierane  przez  osoby spokrewnione

nie są niczym niezwykłym, Ingo. Nikt by się od was nie od-

sunął, gdybyście się pobrali.

Słowa Emmy niewiele pomogły. Inga czuła, że ogarnia

ją coraz większa panika.

- Słyszałam o potworkach, które przyszły na świat, po-

nieważ matkę łączyły więzy krwi z ojcem dziecka. A jeśli ja

urodzę dziecko, które...

Emma przerwała jej gestem ręki.

-Poważne wady zdarzają się tylko w rodzinach, które

od wielu pokoleń dopuszczają się kazirodztwa.

-Pokładam nadzieję w Bogu, że masz rację - zaczęła

Inga żałosnym głosem. Położyła dłoń na brzuchu, jak 

gdy-

by chciała obronić nienarodzone życie, które w niej 

wzra-

stało.   -   Nic   na   to   nie   poradzę,   ale   myśl   o   tym,   że 

spłodzi-

łam   dziecko   z   własnym   kuzynem,   jest...   jest 

obrzydliwa!

-Nic   ci   nie   pomoże   takie   myślenie   -   pocieszyła   ją

Emma. - Żadne z was nie wiedziało, że jesteście bliską 

ro-

dziną.

background image

119

background image

-Próbowałaś mnie ostrzec - mruknęła Inga, wyrzuca*

jąc sobie mądrość po szkodzie.

-Tak, to prawda - przyznała Emma z czułością. - Ale

robiłam to z innego powodu.

-Martin   nic   nie   wspominał,   że   jest   moim   krew-

nym,  więc myślę, że o niczym nie wie. Niech diabli 

porwą

ojca! - zaklęła Inga z goryczą. - I niech diabli porwą 

Lau-

rensa. On przynajmniej mógłby nam to powiedzieć.

-Dlaczego miałby wam mówić? - spytała Emma suro-

wo. - Laurens nie ma pojęcia, że jego najstarszy syn 

stracił

dla ciebie głowę. Powinnaś się z tego cieszyć!

-Mimo to Laurens mógł o tym wspomnieć. Jest moim

wujkiem! Dlaczego trzymał  prawdę w tajemnicy?  Co 

właś-

ciwie   zaszło   między   Svartdalami   a   Storedalami,   co 

sprawia,

że muszą milczeć?

Emma pochyliła się ku Indze i pogładziła ją łagodnie po

policzku.

- Nie zadręczaj się przykrymi myślami, moje dziecko,

przeszłość to przeszłość. Rozumiem, że ci teraz ciężko,

ale wszystko się ułoży. Dla tego, kto ma siłę woli, istnieje

zawsze jakieś światło!

Jest jeszcze tyle spraw, o których mogłyby porozma-

wiać, stwierdziła Inga w duchu i spojrzała na oddaną słu-

żącą z czułością, ale zostało niewiele czasu. Zdawała so-

bie sprawę, że musi stąd wyjechać, zanim jej ojciec wróci

do domu. Bezradność wypełniła jej piersi, kiedy sobie to

uświadomiła. Kristian nie chciał jej znać, nie chciał jej tu

widzieć, a ona nie miała ochoty narażać się na upokorzenie

i czekać, aż własny ojciec ją stąd wygoni.

Emma odprowadziła ją do stajni. Inga rozwiązała cugle

i wyprowadziła Mikrusa na zewnątrz.

- Przykro mi, że obarczam cię swoimi zmartwienia-

mi - wyznała cicho. - Może kiedyś, Emmo, będę mogła

przyjechać w odwiedziny. Kiedy ojciec i ja się pogodzi-

my. .. - Zakasłała, by odzyskać głos. - Żebyśmy znowu mog-

background image

120

background image

ły sobie pogadać. Często zastanawiam się, jak ći się wiedzie,

rozumiesz.

- Wiem - odparła Emma i uśmiechnęła się. - No! Ru-

szaj już!

Inga zatrzymała konia i spojrzała ku Gaupås. Na dziedziń-

cu nie było sań. Jej ojciec opuścił dwór. Mogła bezpiecznie

wracać.

Nie spotkała nikogo, gdy odprowadzała Mikrusa do

stajni. Wytarła konia do sucha wiązką słomy i przypilno-

wała, żeby dostał pod dostatkiem wódy i paszy.

Wewnątrz panowała dziwna cisza. Zegar na ścianie po-

kazywał za dziesięć drugą. To by oznaczało, że wszyscy

udali się na poobiednią drzemkę. Inga zupełnie zapomnia-

ła o obiedzie. Z poczuciem winy zawiązała fartuch. Nie po-

winna tak nagle wyjeżdżać z domu, jak to zrobiła. Powinna

powiadomić Gudrun, że wychodzi.

Na biurku w salonie leżały jakieś dokumenty i jaśniały

ku niej. Ciekawość łaskotała w całym ciele. Inga pomyśla-

ła, że Niels nie był chyba aż tak roztargniony, by zostawić

umowę między panem Aschjemem a jej ojcem na wierz-

chu, lecz po prostu musiała to sprawdzić.

Właśnie nadarzała się możliwość, by się dowiedzieć, w jaki

sposób ojciec będzie musiał zadośćuczynić właścicielowi tar-

taku, panu Aschjemowi, aby być z nim kwita! Przyłożyła dło-

nie do rozpalonych, gorących policzków, żeby je ochłodzić.

Dopadły ją wyrzuty sumienia, że szpera w dokumentach

Nielsa, ale po chwili przestała się tym przejmować. Potrzeba

poznania okazała się silniejsza niż poczucie wstydu.

Gaupås, dnia 17 stycznia 1907 roku

Ja, Kristian Swrtdal, zamieszkały w gospodarstwie Svart-

dal w gminie Botne, w parafii Holmestrand,  

oświadczam,

że pan Tobias Aschjem otrzyma ode mnie 50 koron za to,

121

background image

że   ja,   Kristian   Svartdal,   uderzyłem   go   otwarte   dłonią.  

Pie-

niądze zostaną wypłacone w ciągu dwóch tygodni.

Inga rozpoznała staranne, skrupulatne ręczne pismo

Nielsa. Poniżej zamieścił swój podpis jej ojciec. Zwykle pi-

sał ładnie, ale tym razem zrobił to krzywo i niedbale.

Niels skreślił kilka słów również w imieniu Tobiasa

Aschjema:

Ja, Tobias Aschjem, za dwa tygodnie otrzymam 50 koron

od Kristiana Svartdala za zniewagę i wyrządzoną krzywdę,

ponieważ uderzył mnie podczas kłótni. Jeżeli wspomniana

kwota zostanie wpłacona, zobowiązuję się nie zawiadamiać

o zajściu lensmana.

Ja, Tobias Aschjem, przyjmuję powyższe warunki w peł-

nym brzmieniu do zatwierdzenia i wykonania. Każdy z nas

otrzyma jeden egzemplarz niniejszego dokumentu.

Zarówno  Niels, jak i pan Ramberg podpisali  sią  pod

każdym egzemplarzem jako świadkowie. Przynajmniej do-

kumenty zostały sporządzone poprawnie, pomyślała Inga,

lecz lensmana nie zawiadomiono. Ściśle biorąc, nie mieli

prawa go pomijać w ten sposób, ale chyba lepiej, że nie brał

udziału w sprawie. Ojciec powinien być zadowolony. Poza

tym to niezwykle miło ze strony pana Aschjema, że zado-

wolił się pieniędzmi, ponieważ Kristian zasłużył na repry-

mendę od lensmana. Fakt, że ojciec miał rację co do liczby

ładunków drewna, nie upoważniał go do użycia siły, nawet

jeśli właściciel tartaku nazwał go kłamcą.

Tydzień później pewnej nocy Inga odrzuciła kołdrę na bok

i usiadła na łóżku. Chłodną dłonią otarła czoło. Było mo-

kre od potu. Przez krótką chwilę siedziała cicho. W żołąd-

ku ją ściskało, a gorzka żółć piekła w gardle.

122

background image

W pokoju panowała ciemność; Inga przerzuciła nogi

przez krawędź łóżka i jęknęła. Bardzo brakowało jej teraz

kilku słów pociechy i odrobiny czułości, lecz nie ze strony

Nielsa. Mąż spał głęboko. Nie chrapał, ale oddychał równo

i spokojnie.

Siedząc na krawędzi łóżka, Inga zimnymi, zesztywnia-

łymi rękami masowała brzuch; z trudem łapała oddech.

Czuła intensywny ból, równie intensywny jak mdłości; po-

stanowiła, że zejdzie do wychodka, jeśli będzie bardzo źle.

Kiedy wstała, żeby wziąć ubranie, wszystko w pokoju

jakby zaczęło się kołysać. Pękała jej głowa i Inga przerażo-

na osunęła się na kolana na zimną podłogę. Zaskoczona

wymachiwała ramionami, żeby się czegoś mocno złapać.

Nie wolno mi obudzić Nielsa, pomyślała z desperacją

w ciągu tych kilku sekund, które minęły od upadku do mo-

mentu, gdy ręce nagle znalazły oparcie na krześle przy ok-

nie. Klęcząc, wyczerpana oparła łokcie na siedzisku. Powo-

li podciągnęła się i stanęła na drżących nogach. Wciągnęła

głęboko powietrze i zamknęła oczy, żeby zebrać siły. Pokój

nadal jakby tańczył wokół niej. Z wydatną pomocą komód

i krzeseł, o które mogła się oprzeć, wyszła wreszcie z poko-

ju, nie budząc Nielsa.

Ogarnęło ją zwątpienie, gdy stanęła na szczycie wyso-

kich schodów. Jak zejść na parter, nie tracąc równowagi?

Nieporadnie schodziła stopień po stopniu. Pot lał się jej po

plecach, gdy z trudem odnajdywała pewny grunt pod sto-

pami.

Powinna się pośpieszyć. Żółć podeszła niebezpiecznie

wysoko do gardła i Inga odruchowo zaczęła przełykać ślinę.

Na dole wsunęła szybko stopy w zimowe buty, zerwała

szal z haka przy drzwiach i wypadła jak burza na zewnątrz.

Puściła się pędem do wychodka, ale musiała zwolnić, po-

nieważ z powodu zawrotów głowy omal nie upadła.

Z jękiem rzuciła się na kolana przy wychodku. Skuliła

się z bólu w podbrzuszu i zawisła bezsilna nad otworem.

123

background image

Zdążyła tylko drżącymi palcami odgarnąć włosy i zwy-

miotowała.

Kiedy najgorsze minęło, oparła się o drewnianą ścianę.

Nie miała jeszcze odwagi wyjść z wychodka, bo nje była

pewna, czy żołądek się uspokoił. Siedziała chwilę z za-

mkniętymi oczami i masowała brzuch...

Wreszcie wyszła na dwór. Wciągnęła głęboko rześkie

nocne powietrze. Czuła się już lepiej, gdy opróżniła żołą-

dek i minęły mdłości. Powoli zbliżyła się do studni, pod-

niosła wiadro i postawiła je na krawędzi. Złączyła dłonie,

by zrobić małe zagłębienie, z którego mogłaby się napić.

Pierwszych dwóch haustów nie połknęła, tylko pozwoliła,

by woda spłynęła między zębami, po czym wypluła ją na

ziemię. Spragniona upiła dwa małe łyczki. Jakie chłodne,

jak cudownie odświeżające! Panował mróz, lecz nie zwa-

żając na to, umyła ręce i twarz w lodowatej wodzie. Skóra

szczypała, ale to dobrze Indze zrobiło.

Ciemność niczym szara wełnista kołdra wisiała nad bia-

łą ziemią, kiedy Inga powlokła się z powrotem do domu.

Wkrótce za górami wstanie słońce.

Za rogiem domu przystanęła i otrzepała gałązki z ko-

szuli nocnej, która pobrudziła się w wychodku. Nagle Inga

poczuła   nieprzyjemny   chłód   i   wilgoć   między   nogami.

Przeraziła się i zsunęła bieliznę. Mimo że nadal było ciem-

no, wyraźnie dostrzegła plamę. Plamę czerwonoczarnej

krwi...

background image

13

Przez chwilę Inga stała jak sparaliżowana. Nie mogła się

poruszyć, tylko wpatrywała się w ciemną złowrogą pla-

mę, dobrze widoczną na białym lnianym płótnie. Przez se-

kundę jak gdyby nie chciała przyjąć do wiadomości tego,

co zobaczyła.

Kilka miesięcy temu odczułaby ulgę. Ponieważ wtedy

nie chciała tego dziecka. Lecz teraz, kiedy wreszcie pogo-

dziła się z tym, że jest w ciąży, chciała je urodzić. Oczy-

wiście niepewność co do tego, kto jest ojcem, zagłuszała

nieco radość, lecz mimo to bardzo pragnęła tego dziecka.

To ona by cierpiała, gdyby się okazało, że ojcem dziecka

jest Martin, a Niels by się zorientował. Dziecka nigdy by

nie spotkała przykrość z powodu jej rozwiązłości.

Oszołomiona wróciła do sypialni, cichutko się umyła

i zmieniła bieliznę. Jak w zamroczeniu położyła się do łóżka.

Nie wiedziała, co myśleć ani co robić. Już nie czuła bólu.

Z ciężkim westchnieniem naciągnęła kołdrę. Nie zasnę-

ła, tylko leżąc, bezmyślnie wpatrywała się w sufit. Pocze-

kam i zobaczę. Sama muszę sobie z tym poradzić!

W ciągu następnych dni postanowiła się nie przejmo-

wać i pić wywar z ziół powstrzymujących krwawienie. Nikt

nie powinien się dowiedzieć o złych zwiastunach...

Następny tydzień Inga przeleżała w łóżku. Kobieta w ciąży

ma prawo źle się czuć. Rodzina pogodziła się z tym, że Inga

potrzebuje odpoczynku.

125

background image

Starała się zapomnieć o tym, co jej się przydarzyło i wy-

pełniło, porażającym lękiem. Dobrze wiedziała, że posia-

da niezwykłą zdolność odsuwania problemów na dystans.

Ktoś może nie nazwałby tego zdolnością, ponieważ wszyst-

kie niewyjaśnione sprawy wrócą do niej któregoś dnia.

Mimo że starała się nie myśleć o konsekwencjach krwa-

wienia, nie mogła nie patrzeć na swoje ciało i nie zauważać

zmian spowodowanych ciążą. Miała świadomość, że przy-

tyła i jest bardziej ociężała, ale kiedy spostrzegła, że ciało

jej spuchło w ciągu jednego krótkiego tygodnia, śmiertel-

nie się przeraziła.

Piątego dnia przebywania w łóżku Inga obudziła się sła-

ba i z bólem głowy. Pochyliła się, żeby pomasować bolące

nogi, i podskoczyła ze strachu. W ciągu nocy nogi potwor-

nie jej nabrzmiały, przypominając dwa grube pnie brzozy!

W odruchu zasłoniła twarz rękami i jęknęła. Co się

z nią dzieje? Czyżby miała stracić dziecko - dziewczynkę,

jak przewidziała Emma?

Kiedy Sigrid weszła na górę do sypialni i przyniosła tacę

ze śniadaniem, Inga uznała, że musi z kimś porozmawiać

o swoich kłopotach.

- Sigrid, muszę cię prosić o przyniesienie dwóch gar-

nuszków do gabinetu.

- Co się stało? - szepnęła Sigrid zdenerwowana.

Indze zrobiło się ciepło koło serca na widok szczerej

troski i zaniepokojenia dziewczyny. Sigrid potrafiła być

dziecinna i niedojrzała, lecz również pełna zrozumienia

i zdecydowana.

-Nic, tylko to - odparła bezbarwnie i odkryła kołdrę,

by Sigrid sama mogła zobaczyć jej nogi.

-O nie! - krzyknęła Sigrid przestraszona.

-Nie   mam   odwagi   zejść   do   gabinetu,   nie   wiem,

czy utrzymam się na nogach...

-Nawet o tym nie myśl, Ingo - uznała, gotowa jej po-

móc. - Leż i się nie ruszaj! Przyniosę ci zioła.

126

background image

-Pozą   tym...   poza   tym   -   jąkała   się   Inga   zakłopota-

na. - Krwawię...

-Krwawisz?! - krzyknęła Sigrid zaskoczona.

-Cii - upomniała ją Inga i zniżyła głos. - Nie chcę,

by wszyscy się o tym dowiedzieli.

-Przepraszam,   nie   chciałam   tak   wybuchnąć   -   przy-

znała Sigrid ze wstydem.

-Wiem - pocieszyła ją Inga.

-Czy to coś groźnego? - spytała Sigrid naiwnie. - Krwa-

wienie   w   tak   późnym   okresie   ciąży?   Czy   nie 

powinniśmy

wezwać lekarza?

-Nie   -   rzekła   Inga   stanowczo.   -   Nie   zniosę   myśli,

by on... - Zaczerwieniła się. - Nie chcę, żeby mnie ba-

dał... tam... Poza tym  sądzę, że tasznik mi  pomoże. 

Mó-

wią, że powstrzymuje krwotoki, zwłaszcza związane z 

ko-

biecymi   sprawami.   A   chmiel   sprawi,   że   szybciej 

pozbędę

się   nadmiaru   wody,   która   nagromadziła   mi   się   w 

nogach.

Mam nadzieję - dodała zamyślona.

Sigrid cicho zamknęła za sobą drzwi i zniknęła na dole,

żeby przynieść garnuszki.

Inga osunęła się na poduszki. Na szczęście Niels był dla

niej wyrozumiały w tych dniach. Nie dążył do zbliżenia,

a na czas złego samopoczucia Ingi przeniósł się do innego

pokoju.

-Jesteś aniołem - pochwaliła Inga Sigrid, kiedy dziew-

czyna   wróciła   z   odpowiednimi   naczyniami.   -   Czy 

mogła-

byś,   nie  mówiąc  nikomu  po co,  zrobić  mi   wywar  z 

ziół?

-Dobrze - obiecała Sigrid.

Napój przyrządzony przez Sigrid przyjemnie rozgrze-

wał   piersi.   Inga   upiła   mały   łyk   i   uśmiechnęła   się   do 

młod-

szej córki Nielsa, która przysiadła na brzegu łóżka. Biedna

Sigrid, niemal łasi się jak pies, czekając na nowe zadania

i polecenia. Widać, że lubi być pomocna. Nikt nie zwraca

background image

na nią w domu szczególnej uwagi, ale proszenie jej o przy-

sługę jest również formą zainteresowania.

127

background image

- Sigrid, możesz mi obiecać jedną rzecz?

Sigrid zerknęła na Ingę zdumiona.

Inga odstawiła kubek na komodę.

-Jeżeli zioła mi pomogą i gdy zbliży się termin poro-

du, będę mogła prosić cię o przysługę? - Zamilkła i 

cze-

kała,   aż   Sigrid   przytaknie.   -   Chciałabym,   żebyś 

przypro-

wadziła   tu   Emmę,   gospodynię   w   Svartdal,   kiedy 

nadejdzie

czas. Zrobisz to dla mnie?

-Obiecuję - przyrzekła Sigrid uroczyście.

Inga odetchnęła z ulgą. Będzie się czuła bezpieczniej

z Emmą u swego boku.

Ingę obudził jakiś nieznany dźwięk. Zamroczona snem

przesunęła ręką po materacu, żeby sprawdzić, czy to Niels

nagle przyszedł do niej do łóżka. Ulżyło jej, kiedy pościel

obok okazała się chłodna i gładka.

Oszołomiona i nieprzytomna ze zmęczenia leżała bez

ruchu. Pewnie jej się coś przyśniło. Marzenia senne mogą

być jak żywe. W momencie przebudzenia czasem trudno

odróżnić smaki, zapachy i dźwięki od rzeczywistości.

Białe koronkowe firanki wisiały w oknach, lecz Inga

widziała wyraźnie jasny księżyc'w pełni. Zafascynowana

przyglądała się dużej żółtej tarczy, która wysyłała blade

promienie do jej pokoju. Światło padało na podłogę i spra-

wiało, że meble wydawały się zniekształcone i niesamo-

wite. Nastrój panujący w pokoju uspokajał Ingę. Gwiazdy

na granatowym niebie błyszczały i migotały, a pojedyncza

chmurka zbliżała się w stronę księżyca.

Dźwięk  rozległ   się   znowu!   A  więc   jej   się   nie   śnił!

Usiadła   na   łóżku   i   nasłuchiwała.   Gdzieś   rozległo   się

skrzypienie, niezbyt głośne, ale wyraźnie je słyszała. Zde-

cydowanie zwiesiła nogi z posłania i wciągnęła wełnia-

ne skarpety. Podłoga nie była wprawdzie tak zimna jak

w Svartdal, Gudrun miała co do tego rację, ale mimo to

128

background image

ze szpar między deskami ciągnęło chłodem. Skarpety do-

brze grzały stopy.

Nogi rwały z bólu, kiedy Inga ostrożnie skradała się ku

drzwiom. Oparła się o komodę, żeby nie stracić równowa-

gi. Czuła zawroty głowy, ale jeśli będzie posuwać się powo-

li, na pewno nic się nie stanie. Bezgłośnie nacisnęła klamkę,

jednak zawiasy zazgrzytały nieznośnie głośno. Inga zatrzy-

mała się na kilka sekund i nasłuchiwała. Nie chciała nikogo

obudzić, tylko się dowiedzieć, skąd dochodzi skrzypienie

i kto nie może spać. Może to Sigrid śni się jakiś koszmar?

Zamyślona puściła klamkę. A jeśli to nie Sigrid ma kło-

poty ze snem, lecz Gudrun... Równie dobrze mogło to i jej

dotyczyć, ponieważ trudno było stwierdzić, skąd dochodzi

ów dźwięk.

Inga otworzyła szerzej drzwi i nasłuchiwała w sieni.

Przez chwilę stała zupełnie nieruchomo, słyszała jedynie

swój własny oddech. Skrzypienie ucichło. Być może kosz-

mar Sigrid lub Gudrun się skończył?

Wolała tak myśleć.

W miarę upływu czasu nogi Ingi dzięki wywarom z chmie-

lu wyglądały coraz lepiej. Nie były już tak bardzo spuch-

nięte. Kiedy nacisnęła palcem skórę, zagłębienie, można

powiedzieć, od razu znikało. Tylko kilka dni temu Inga

niemal zamarła ze strachu, ponieważ odcisk palca był wi-

doczny przez kilka sekund. Białe, bolesne wgłębienie.

Poza tym nie czuła się dobrze. Nie miała siły i lał się

z niej pot, mimo że nic nie robiła. Tylko leżała nieruchomo

i ciężko oddychała.

Czasami nad ranem krwawiła...

Inga przeciągle westchnęła. Każdego ranka wypełniał

ją strach. Czy będzie dziś krwawić, czy jej się uda? Pierw-

szą rzeczą, którą robiła zaraz po przebudzeniu, było mycie

w misce z wodą. Najpierw myła twarz i ręce, potem pa-

129

background image

chy i bolesne piersi. Na koniec prostowała się, zamykała

oczy i zsuwała bieliznę. Dopiero kiedy lniane majtki leżały

na podłodze, miała odwagę otworzyć oczy. Każdego ranka

z nadzieją, że ten będzie bez krwawienia.

W te dni, kiedy ściereczka do mycia i woda w misce

barwiły się na czerwono, Inga czuła, jak gdyby uchodzi-

ło z niej życie. Krew, którą traciła, niejako wykradała jej

wszystkie siły i wolę życia. Wtedy Inga zwijała się w kłębek

na łóżku i płakała. A w głowie dudniły pytania: Jak to się

potoczy? Jak to się skończy? Czy w ogóle jej się uda dono-

sić dziecko?

Na szczęście po kilku dniach krwawienia ustąpiły. Inga

nie miała odwagi łudzić się nadzieją, że zniknęły na dobre,

i ciągle jej się wydawało, że czuje bóle, których nie było.

W przyszłości będzie musiała uważać. Żadnego podnosze-

nia ciężkich rzeczy ani większych wysiłków.

Gdy   tylko   opuchlizna   zniknęła,   Inga   postanowiła,

że będzie jadała posiłki razem ze wszystkimi. Owszem,

w sypialni było spokojnie i cudownie, ale z czasem zaczęła

odnosić wrażenie, jak gdyby czas stanął w miejscu. Musia-

ła przyznać, że się nudzi.

Pierwszego ranka po chorobie dowiedziała się przy sto-

le, że nie pojadą w lutym na targ, jak planowali. Inga do-

myśliła się, że Niels nie miał siły na podróż, nie tak dawno

temu znalazły go przecież leżącego na podłodze bez oznak

życia. Zazwyczaj w Kongsberg było zimniej niż w Botne,

a przy słabym sercu należy unikać mrozu. Inga cieszyła się,

że   nie   pojadą.   Ona   również   nie   miała   sił   na   podróż. 

Mimo

to dziwiło ją, że Niels i służba nie rozmawiają o wyprawie,

która przez lata była w Gaupås tradycją.

Czyżby Niels czuł się gorzej, niż się do tego przyzna-

wał?

background image

14

Gulbrand odpowiadał  za  organizację   wiosennych   robót

w polu. Na początku marca, gdy przyszła pora nawoże-

nia, wydał dyspozycje kobietom i mężczyznom. Wiedział,

co robi, wybierając dzień, gdyż wcześniej przez kilka nocy

z rzędu panował siarczysty mróz i mogli sunąć saniami

z gnojem po zlodowaciałej skorupie, zamiast brnąć w top-

niejącym śniegu.

Torę i Gulbrand zajęli pozycje przy pryzmie gnoju za

oborą. Obora w Gaupås nie miała własnej piwnicy na gnój,

w którą zaczęto już wyposażać nowsze gospodarstwa we

wsi. Kiedy służące kończyły oporządzanie krów, wypycha-

ły nawóz przez otwór w ścianie prosto za oborę.

-Fuj! - prychnął Ellev i zatkał nos. Smród był niemal

nie do zniesienia. Znad sterty gnoju unosiła się para, 

gdyż

w środku było naprawdę ciepło.

-A co myślałeś - roześmiała się Inga - że będzie pach-

nieć mydełkiem?

O świcie zjawili się w Gaupås Martin i jego brat, Harald,

żeby pomóc. Robota aż paliła im się w rękach, kiedy Inga

wyszła z domu. Nie mieli nawet czasu się przywitać.

Inga i Gudrun wyciągnęły na pole każda swoje sanie.

Na   początku  wszystko  szło dobrze.  Inga  pilnowała  się

i jak zaczarowana wpatrywała się w zad Czarnulki za każ-

dym razem, kiedy Gudrun mijała ją z Mikrusem. Nie była

w stanie znosić dzień po dniu złych humorów pasierbicy.

Ale po chwili demonstracyjne unikanie jej wzroku wydało

się Indze śmieszne i tchórzliwe, dlatego podniosła głowę

131

background image

i śmiało spojrzała Gudrun w oczy. Nie umykała wzrokiem,

ale Gudrun także nie ustąpiła.

W końcu wyglądało na to, jak gdyby w każdej kolej-

ce współzawodniczyły, która pierwsza schyli kark i spuści

wzrok. Inga twardo patrzyła córce Nielsa prosto w oczy,

ale nie dostrzegła w nich sygnału, by dziewczyna miała

umknąć spojrzeniem.

Gdy zbliżała się pora obiadu, Gudrun nagle przechyliła

się i złapała Czarnulkę za uzdę, kiedy razem z Mikrusem

mijała Ingę i jej sanie. Klacz raptownie zatrzymała się.

-Czego chcesz?! - syknęła Inga ze złością, a zarazem

ze strachem.

-Niczego od ciebie nie chcę - odparła Gudrun dwu-

znacznie.

-No to puszczaj uzdę, do diabła - zaklęła Inga.

-A jeśli nie puszczę, to co?

-Nie wygłupiaj się! Puszczaj, mówię!

-Łatwo   cię   wyprowadzić   z   równowagi   -   zauważyła

Gudrun złośliwie. - Nie marnuj sił, żeby się uwolnić...

-Jeżeli natychmiast nie puścisz - zagroziła Inga - prze-

konam   Gulbranda,   żeby   zamienił   cię   z   Eugenie 

miejscami.

A wtedy będziesz rozrzucać gnój beż miotły i gałęzi 

świer-

kowych, tylko gołymi rękami.

Gudrun uśmiechnęła się mściwie, lecz nagle spoważ-

niała.

-Rozrzucanie gnoju mnie nie przeraża, Ingo. A ciebie?

-Nic ci do tego! - rzuciła Inga ze złością. Nie chciała

dyskutować.   Pragnęła   tylko   uciec.   Uciec   od   tego 

niskiego,

groźnego głosu. Od wzroku, który ją przykuwał.

Gudrun udała, że nie słyszy.

- Nie   mam   nic   przeciwko   temu,   żeby   się   grzebać

w gnoju! Ale co z tobą, Ingo, czy ty odważysz się grzebać

w swoim?

Inga   znieruchomiała   i   spojrzała   na   Gudrun 

oszołomio-

na.

132

background image

- Co chcesz przez to powiedzieć? - Tym razem o mało

nie zawiódł jej głos.

Porażający chłód w głosie Gudrun zgasił całą wściek-

łość, która zapłonęła w Indze. Serce pod bluzką waliło jak

oszalałe. Inga mocniej chwyciła lejce, żeby nie pokazać po

sobie, że dygoce ze strachu.

- Im bardziej grzebiesz się w gównie, tym bardziej

śmierdzi! Pamiętaj o tym, Ingo!

Mówiąc to, Gudrun puściła uzdę Czarnulki, cmoknęła

na Mikrusa i zniknęła.

Inga przez chwilę siedziała jak skamieniała, nie była

w stanie nic zrobić. Ale po chwili zmobilizowała się i po-

goniła konia. Wszyscy pozostali wbili wzrok w ziemię, za-

skoczeni nieoczekiwaną przerwą. Inga postanowiła uda-

wać, że nic się nie stało.

Co Gudrun miała na myśli, grożąc jej? Odniosła wraże-

nie, jak gdyby pasierbica posądzała ją, że coś ukrywa. Coś

straszliwego. Oblał ją strach, niczym lodowata woda ze

strumienia. Gudrun musiała się zorientować, jakim uczu-

ciem Inga darzy Martina! Czy mogła coś wiedzieć o ich ro-

mansie, o jej niewierności?

Inga szybko się odwróciła i niby przypadkiem omiotła

spojrzeniem Martina i Haralda, którzy rozrzucali gnój na

pole. Szerokie plecy Martina przykuły jej wzrok. Pieściła

spojrzeniem jego jasne włosy.

Czarnulka podeszła do Gulbranda. Służący zatrzymał

klacz spokojnym ruchem ręki.

- Jesteś zmęczona, Ingo?

Inga jakby z oddali usłyszała jego głos i nie zorientowa-

ła się, że mówi do niej. Zatopiła się we własnych myślach.

Kiedy Gulbrand położył jej rękę na ramieniu, podskoczyła.

Przyjrzał się jej badawczo.

-Zmęczyło cię to siedzenie w saniach?

Dopiero wtedy zrozumiała, o co pytał.

-Nie, wcale nie - zaprzeczyła. - Tego by jeszcze bra-

133

background image

kowało - roześmiała się, starając się, by jej śmiech brzmiał

wesoło. - Przydzieliłeś mi najlżejszą pracę, ponieważ je-

stem w ciąży i dopiero co wstałam z łóżka. To wy wykonu-

jecie najcięższą pracę.

- Zejdź, Ingo, uważam,  że i tak powinniśmy odpo-

cząć. Spójrz - wskazał ręką - idzie Sigrid zjedzeniem i pi-

ciem. - Utworzył przy ustach lejek z dłoni. - Jedzenie! - za-

wołał głośno ponad ziemią.

Martin podniósł rękę na znak, że usłyszeli.

Inga poklepała Czarnulkę po zadzie, czekając niecierp-

liwie,   aż   sanie   z   Gudrun,   Martinem  i   Haraldem   zjadą

z pola. Uważała, że poruszają się nieskończenie powoli. Aż

się trzęsła z ciekawości, o czym ci troje w saniach rozpra-

wiają. Bo widziała, że rozmawiali. Kiedy ich sanie wreszcie

zbliżyły się do Czarnulki, Inga udała; że jest zajęta zawie-

szaniem klaczy obroku.

Inga zerkała ukradkiem na Martina, gorączkowo podcią-

gając brzeg spódnicy. Jedli suchy prowiant i popijali gorącą

kawą. Dobrze było mieć zajęte czymś ręce. Każdym włók-

nem ciała Inga czuła obecność Martina. Krew zaczęła szyb-

ciej krążyć w żyłach, a serce biło nierówno. W każdym razie

takie miała wrażenie, oszołomiona bliskością ukochanego.

Kilka razy usiłowała pochwycić  jego spojrzenie. Bez

powodzenia. W jednej chwili uświadomiła sobie okrut-

ną prawdę: Martin ją lekceważył! Ogarnęło ją zwątpienie,

nie chciała w to uwierzyć. To niemożliwe. Nie, Martin, po-

prosiła w duchu. Miała przecież wiele dowodów na to, że ją

kochał, on, który tyle razy szeptał jej półgłosem do ucha

zapewnienia o swej miłości.

Nie mógł chyba umizgiwać się do niej za pomocą pięk-

nych słówek i czułych rąk tylko po to, żeby zdobyć jej cno-

tę... Ogarnęły ją wątpliwości, całkiem nagle. Miała uwie-

rzyć, że całe jego oddanie i troska były dobrze zaplanowaną

134

background image

intrygą? Martin nie był taki! Ile się nasłuchała o młodych

dziewczętach,   które   popadły   w   nieszczęście,   oszukane

przez spragnionych ich ciała mężczyzn? Mężczyzn, którzy

kusili najcudniejszymi słowami, żeby zaspokoić swe żądze.

A kobiety płakały potem ze wstydu i poniżenia.

Czyżby Martin teraz żałował, skoro się  dowiedział,

że ona jest w ciąży? Czy przestraszył się odpowiedzialno-

ści, która by na niego spadła, gdyby Inga zażądała, żeby się

przyznał do ojcostwa?

Zrobiło jej się zimno, gdy tak siedziała na sienniku uło-

żonym   na  mokrym  śniegu.   Roztarła   uda.   Masowała  je 

tam

i z powrotem. Była bliska paniki.

- Musimy już wracać do pracy - oznajmił Gulbrand.

Wstał, a pozostali podążyli za nim.

Inga również się podniosła. Nie ma się nad czym zasta-

nawiać. Musi porozmawiać z Martinem, mimo że nie byli

sami. Przyśpieszyła kroku, by dogonić Martina, który szedł

ostatni w szeregu, i mocno chwyciła go za ramię. Zasko-

czony odwrócił się do niej.

-Martin - rzekła zdławionym głosem.

-Nie teraz,  Ingo - odparł  raptownie i wysunął  ręce,

jakby się przed nią bronił.

Inga poczuła, że w oczach stanęły jej łzy. Zalśniły na

rzęsach, więc musiała zamrugać, żeby wyraźnie widzieć.

-Co się dzieje, Martinie? - niemal pisnęła.

-Nie możemy ze sobą rozmawiać - rzekł opryskliwie

i niechętnie.

Kiedy ją zostawił, Inga przestraszyła się, że nogi się pod

nią ugną. Zrobiła kilka niepewnych kroków. Na szczęście

miała Czarnulkę, o którą się mogła oprzeć, inaczej upadła-

by na kolana.

Nie chciał jej znać! Nie był już tyni kochającym i odda-

nym Martinem! Poczucie, że została zdradzona, wprawiło

ją w odrętwienie.

135

background image

Później Inga nie potrafiłaby powiedzieć, jakim cudem zdo-

łała dokończyć pracę przy rozwożeniu obornika. Niejasno

pamiętała, że trzymała lejce, lecz nie prowadziła sań. Na-

wet jeden mięsień jej ciała nie pociągnął za lejce. Czarnul-

ka znała drogę. Na całe szczęście.

Jedyne, co Inga przed sobą widziała, to puste oczy Mar-

tina. Jego pozbawiona wyrazu twarz, która nie zdradzała

smutku ani żalu. Martin zachowywał się, jak gdyby nigdy jej

nie znał. Jak gdyby ona nigdy nie była częścią jego życia.

Gdyby tylko mogła płakać, pomyślała w desperacji.

Gdyby tylko mogła zeskoczyć z sań i uciec stąd. Wtedy bieg-

łaby do utraty przytomności. Ponieważ wtedy nic więcej by

już nie czuła.

Mimo wszystko siedziała nieruchomo. Absolutnie nie-

ruchomo. Nawet wtedy, gdy jakaś odurzona wiosną wielka

mucha usiadła jej na policzku, Inga nie poruszyła się. Klu-

cha w gardle rosła i rosła. Groziła zablokowaniem jej odde-

chu, dlatego Inga przełykała ślinę, żeby się jej pozbyć. Jed-

nak bolesna klucha wydawała się rosnąć jeszcze bardziej,

rozprzestrzeniła się na piersi i uciskała płuca. Inga pochy-

liła się i kilka razy zakasłała, żeby je uwolnić. Nadal czuła

ból, ale nie tak bezlitosny.

Słyszała w swoim życiu o upadłych kobietach. Teraz

była jedną z nich.

Została oszukana.

background image

15

Rozczarowanie zadawało jej rany niczym ostre jak brzytwy

noże, które cięły bezlitośnie jej skórę, by wykrwawiła się

na śmierć. Inga skuliła się i objęła ramionami w obronnym

geście.

Serce zamierało jej w piersi. Czuła jedynie obezwład-

niający chłód. Odnosiła wrażenie, że w środku umarła,

nie miała odwagi myśleć nawet o bólu, który przed chwilą

o mało jej nie udusił.

Tam w dole szedł mężczyzna, tak jej drogi, któremu szep-

tała słowa pełhe tęsknoty. Nie wiedziała już, ile razy stawała

przed oknem w sypialni i powtarzała w duchu jego imię.

Jej oddech roztapiał cudowne, kruche lodowe róże na

szybie. Zmieniał je w krople wody. Malutkie kropelki spły-

wały po szkle i parowały. Wtedy uśmiechała się do siebie.

Tęsknota za nim żyła swym własnym tajemnym życiem

w jej duszy, Inga pilnowała się, by nie wypisywać na zapa-

rowanym oknie ukochanego imienia.

Gulbrand chwycił Czarnulkę za' uzdę.

- Wydaje   mi   się,   że   jesteś   chora   -   rzekł   zatroska-

ny. - Powinnaś pójść do domu i odpocząć.

Dławienie w gardle zatrzymało słowa.

- Nn... nie - wykrztusiła wreszcie Inga.

Gulbrand popatrzył na nią niezdecydowany.

- Zostało nam jeszcze tylko kilka kursów, Ingo. Zaraz

skończymy.

Skinęła   pochyloną   głową.   Tak,   powinna   dać   radę.

Co innego miała do roboty? Na nic się nie zda unikanie

137

background image

pracy. Pozostałoby jej tylko zamknąć się w pokoju i roz-

płakać. Ale nie mogła tego zrobić. Nie wolno jej pozwolić,

by zawładnęły nią uczucia. Nie wolno poznać, jak to bar-

dzo boli. Czekać. Czekać. Najpierw musi zostać całkiem

sama. Dopiero wtedy może doświadczyć tego rozdzierają-

cego cierpienia.

Kiedy znowu mijała Gudrun na środku pola, nie wie-

działa, w którą stronę spojrzeć. Nie miała ani siły, ani ocho-

ty wysłuchiwać jej cierpkich uwag. Dlatego wpatrzyła się

w jakiś odległy punkt i udała, że nie zauważyła Mikrusa

i sań sunących obok. Dzięki Bogu, pomyślała, że Gudrun

się nie odezwała.

W   opuszkach   palców   poczuła   ukłucie   zapierające-

go dech napięcia, kiedy zbliżała się do Martina i Haralda.

Nie chciała jechać w tamtą stronę. Ale nie uczyniła nic,

żeby powstrzymać Czarnulkę. Pozwoliła, by klacz wolno

posuwała się do przodu.

Harald otworzył tylną klapę sań, żeby łatwiej wygarnąć

nawóz. Bracia wskoczyli na górę i zaczęli kopać.

Inga odkręciła się, żeby spojrzeć na Martina, ale stał od-

wrócony plecami. Gdyby wyciągnęła rękę, mogłaby go do-

tknąć. Wtedy na swoich dłoniach poczułaby jego ciepło.

Harald  dotarł   do   samego   brzegu  sań,   żeby  zgarnąć

wszystko. Uśmiechnął się do Ingi, lecz Martin cały czas

stał tyłem. Jak gdyby robił wszystko, by jej nie zauważyć.

Nie było jej tam. Dla niego nie istniała.

Inga cmoknęła smutno na klacz, gdy sanie były puste.

Ileż razy myślała, że ich romans musi się skończyć! Ale że

stanie się to w taki sposób...

Kiedy robota na ten dzień dobiegła końca, Inga bezsilna

dotarła do swojego pokoju i nalała wody do miski. Dla-

czego. .. Dlaczego...? - wszystko w niej krzyczało. Dlacze-

go Martin tak nagle ją odtrącił? Czy znalazł inną kobietę,

138

background image

która mu się spodobała? Która nie jest mężatką, jest chętna

i gotowa go zadowolić?

Z   okna   sypialni   widziała   Martina   i   Haralda,   jak   szli

przez pole w stronę Gulbranda. Ścisnęło ją w żołądku na

myśl o tym, że za parę dni ona i cała służba wybiorą się do

Storedal skubać pierze. Oczywiście to wspaniale, gdy są-

siednie   gospodarstwa   sobie   nawzajem   pomagają,   ale   jak

ona spojrzy w oczy Martinowi? Nie, pomyślała wzburzo-

na, musi się uciec do kłamstwa. Wołami jej do niego nie

zaciągną!

Jak przez mgłę widziała braci, jak podnieśli ręce i żeg-

nali się z Gulbrandem. Potem odwrócili się i poszli w górę

do lasu. Inga poczuła pieczenie za nosem. Zaraz się rozpła-

cze.

- Nie - przysięgła sobie. - Niech mnie diabli porwą,

jeśli uronię za nim choćby jedną łzę!

I nagle postanowiła:

- Nie pozwolę mu tak odejść bez słowa wyjaśnienia.

Nie będę przez lata zastanawiać się nad powodem jego de-

cyzji. Mimo wszystko nie zasłużyłam na to!

Martin musi się wytłumaczyć.

Inga zbiegła po schodach i wypadła  na dziedziniec.

Przez kilka sekund stała zagubiona, po czym pośpieszy-

ła w dół ścieżką. Na szczęście Harald i Martin nie zdążyli

zdobyć dużej przewagi. Inga nie biegła, bała się ze względu

na dziecko. Jeszcze kilka tygodni temu musiała położyć się

do łóżka z powodu krwawienia. Nie zaryzykuje życia dziec-

ka, żeby odzyskać Martina.

Trzymając się za brzuch, stawiała tak szybkie i długie

kroki, na ile tylko pozwalały jej spódnice. Nie uszła daleko,

gdy zobaczyła braci na ścieżce. Ich szerokie plecy łatwo było

rozpoznać, a jasne włosy Martina lśniły ku niej jak złoto.

Kiedy się zbliżyła, krzyknęła głośno i przenikliwie.

- Martin! Muszę z tobą pomówić! - jej głos nie znosił

sprzeciwu.

139

background image

Martin i Harald zatrzymali się gwałtownie i popatrzyli

na Ingę zaskoczeni. Martin zbladł i nerwowo oblizał wargi.

- Idź   do   domu,   Haraldzie,   zaraz   przyjdę.   Zobaczę 

tyl-

ko, czego chce ode mnie pani Gaupås. - Odprawił brata

ruchem ręki.

Harald spoglądał zdumiony to na Martina, to na Ingę,

najwyraźniej sytuacja wydała mu się dziwna.

Inga nie odezwała się słowem, zanim się nie upewni-

ła, że Harald nie może jej usłyszeć. Wzbierała w niej bez-

brzeżna złość. Targały nią wściekłość, oszołomienie, lecz

przede wszystkim rozczarowanie i rozpacz.

-Jak możesz mi to robić? - Stanęła na wprost Martina

i   przykuła   swymi   czarnymi   oczami   jego   niewinny 

niebie-

ski   wzrok.   -  Tyle   wspólnie   przeżyliśmy,   a   teraz...   a 

teraz

odtrącasz mnie w ten sposób!

-Ciii,  Ingo  - szepnął,  siląc  się  na  spokój.  -  Nie  tak

głośno.

-I ty ośmielasz się mnie uciszać! Czy ty cokolwiek ro-

zumiesz,   Martinie   Storedalu?   -   Splunęła  jego 

nazwiskiem.

Szumiało   jej   w   głowie   i   właściwie   nie   wiedziała, 

dlaczego

zaatakowała go tak ostro i surowo. Czy nie lepiej by 

zrobi-

ła, gdyby się rozpłakała i przekonała go, żeby jej dał 

jeszcze

jedną szansę? Nie, pomyślała stanowczo, oszukiwałaby 

tyl-

ko samą siebie, gdyby z litości zatuszowała prawdę. Na 

nic

by się zdało, gdyby czułymi słowami zapewniał ją, że 

ko-

cha, lecz mimo to musiał odejść...

-Ingo, posłuchaj mnie - poprosił Martin i wziął ją za

ręce.

Inga spróbowała się wyrwać, lecz jego żelazny uścisk

udaremnił jej wysiłki. Choć walczyła i szarpała się, nie uda-

ło jej się wyswobodzić z jego silnych rąk.

background image

- Puść mnie. Nie dotykaj mnie! To ostatni raz, kiedy

mnie tknąłeś!

Pozwolił, by opadła z sił. Dopiero kiedy zrezygnowana

opuściła głowę, zwolnił uścisk. Inga zatoczyła się do tyłu,

140

background image

odgarnęła   włosy   z   twarzy   i   spojrzała   na   niego   z 

nienawiś-

cią.

Martin westchnął głośno.

-, Kochana moja Ingo...

Jego łagodny głos poruszył w Indze czułą strunę, ale nie

mogła dać się zwieść. Nie mogła pozwolić, by oczarował ją

jego ładny, drogi głos!

- Nie wiem, czego się dowiedziałaś, Ingo, ale... - mach-

nął zrezygnowany rękami. - Po prostu nie możemy się wię-

cej spotykać...

Inga zadarła głowę.

-Dziękuję,   tyle   już   zrozumiałam   -   odparła   z   sarka-

zmem.   -   Nie   odezwałeś   się   do   mnie   dziś   ani   razu. 

Pozwo-

liłeś, bym snuła domysły i popadała w rozpacz.

-Cicho - poprosił przymilnie. - Pozwól mi wytłuma-

czyć.   Właściwie   przez   bały   czas   zdawaliśmy   sobie 

sprawę,

prawda, że nie możemy...

-Kim ona jest?! - przerwała mu Inga. - Która ci teraz

dogadza? - Jej głos drżał z zazdrości i wzburzenia. Na 

myśl

o   tym,   że   Martin   nadskakuje   teraz   innej   kobiecie, 

ścisnęło

ją w gardle.

-Nie ma żadnej innej - zaprzeczył. - Musisz mi uwie-

rzyć... Nie chciałem z tobą o tym rozmawiać. Jeszcze 

nie.

Ja... Potrzebuję czasu, żeby przemyśleć... to, co mnie 

cze-

ka.   Jestem   dziedzicem,   Ingo,   i   to   nakłada   na   mnie 

pewne

obowiązki.   Oczekiwania,   które   nie   wiem,   jakim 

sposobem

uda mi się spełnić.

-Jakie? - szepnęła Inga cicho. Miał jej chyba więcej do

powiedzenia, niż sądziła.

Martin otworzył usta, żeby to wyjaśnić, ale na powrót je

zamknął. Gestykulował, starając się znaleźć odpowiednie

słowa. W końcu uderzył dłońmi o uda. Zagubiony. Smutny

background image

i rozdrażniony.

- Jesteś  mężatką,  Ingo,   i  nie   do końca  to rozumia-

łem. Że nie możemy ze sobą być. Związałaś się z Nielsem

141

background image

Gaupåsem. Na wiele lat. I w tym czasie.  ..Iw  tym czasie,

kiedy wy jesteście razem, życie w Storedal płynie swym

własnym rytmem. Ojciec uważa, że powinienem przejąć

gospodarstwo. Wziąć odpowiedzialność za ziemię i zwie-

rzęta. I do tego... Do tego potrzebna jest kobieta.

Zerknął nieśmiało na Ingę, żeby się przekonać, jak zare-

aguje na ostatnie słowa.

Serce Ingi zabiło jak oszalałe.

- Ty... Ty chyba nie zamierzasz się ożenić? - Pytanie

zabrzmiało jak żałosny, bezradny krzyk. Powoli zaczynała

rozumieć: Martin jej nie zdradził. Kocha ją tak samo gorą-

co jak przedtem. Nadal pozostała jego ukochaną, lecz jego

krewni żądali, by wybrał kobietę, z którą będzie dzielił ży-

cie. Musi sobie znaleźć zaradną żonę, która lubi zajmować

się domem i gospodarką i która... urodzi mu potomków.

Radość z powodu, że Martin nadal ją kocha, musiała

ustąpić świadomości, że wkrótce u swego boku będzie miał

żonę. Bolesne obrazy przemknęły przez jej głowę: Martin

w łóżku z nieznaną dziewczyną... Twarz tej dziewczyny

pojawiła się tylko jako rozmyta, ciemna plama. Inga ujrzała

jego opalone, żylaste ramiona, które pieszczą niewinne, za-

wstydzone dziewczęce ciało. Usłyszała, jak szepce swawol-

ne, podniecające słowa... Zacisnęła oczy, żeby przegonić

przykry obraz. Świadomość, że jakaś obca kobieta będzie

mogła spędzać z nim wszystkie dni swego życia, sprawi-

ła, że zmroziło ją z zazdrości. ^Samo to, że będzie się bu-

dzić obok niego nad ranem i będzie tam dla niego... Boże,

to przecież ona powinna być opoką dla Martina! To u niej

powinien szukać pociechy i rady!

Martin podszedł całkiem blisko i uniósł twarz Ingi ku

swojej.

- Naprawdę mi przykro, jeśli pomyślałaś, że cię wyko-

rzystałem. Przyznaję, że zachowałem się dziś głupio. Tyl-

ko było mi tak trudno z tobą rozmawiać. Gdy wkoło ze

wszystkich stron przyglądało nam się tylu ludzi. Oczywi-

142

background image

ście powinienem się chociaż uśmiechnąć albo zamienić

z tobą kilka zwykłych słów, ale nie byłem w stanie. Trudno

nawet opisać, jak potwornie się czułem, wiedząc o czeka-

jącym mnie ślubie i nie mogąc ci o tym powiedzieć. - Po-

całował ją czule w czubek nosa. - Jak miałem się wytłuma-

czyć, nie raniąc cię?

Inga przywarła kurczowo do Martina. Wtuliła nos w za-

głębienie   jego   szyi,   wciągnęła   jego   zapach.   Pachniał 

słono

i słodko jednocześnie, lecz wyraźny odór rozrzucanego

obornika   wgryzł   się   mocno   w   jego   ubranie.   To   nic. 

Mimo

wszystko to jej Martin.

-Mówisz to tylko dla zamydlenia mi oczu? - wymam-

rotała bliska płaczu.

-Nie - zapewnił. - Nie istnieje dla mnie żadna inna

kobieta,   Ingo.   Będziesz   mnie   nawiedzać   do   końca 

życia.

Każdego dnia. W snach. Dla mnie liczysz się tylko ty. 

My-

ślałem, że to zauważyłaś.

Dobrze było tak stać blisko niego. Wiedzieć, że ma jego

miłość. Że oboje do siebie należą, mimo że nigdy nie będą

siebie mieć. Nie w pełni. Myśl o ślubie Martina odsunę-

ła daleko. Zostało jeszcze dużo czasu. Wiele się jeszcze po

drodze może zdarzyć, pocieszyła się.

Ale kto jest wybranką Martina? Inga jęknęła i odsunę-

ła się. Która kobieta zdobyła jego łaski? Miała przeczucie,

że wybrał śliczną, uroczą młodziutką dziewczynę. Nagle,

niczym błyskawica, przemknęło jej przez głowę: Victoria!

Victoria Solverud! W takim razie jej przypuszczenia, któ-

re zaświtały w jej umyśle podczas świątecznego przyjęcia

w Storedal, okazałyby się słuszne. A jeśli to nie Victoria,

to której w takim razie Martin miałby ślubować?

- Chcę wiedzieć, kto to jest!

Martin przełknął ślinę i umknął wzrokiem.

- Hm,  sama przyznasz... Dziedzic nie zawsze może

sam wybierać. Na pewno o tym wiesz. W grę wchodzi

przecież całe dziedzictwo ojców. - Martin westchnął cięż-

143

background image

ko i mówił dalej cicho: - Moje myśli i uczucia należą do

ciebie. I nikt inny nie może się mierzyć z moją rozgniewa-

ną, upartą 1 śliczną hułdrą...

- Kto to jest?! - powtórzyła ostro Inga. Czuła, jak roś-

nie w niej bolesne napięcie. Nie znała dobrze wszystkich

dziewcząt we wsi, ale mimo to wiedziała, kim w większości

są.

Martin kopnął lekko grudkę lodu leżącą na ścieżce,

Zerknął na Ingę szybko i niepewnie. Jego głos brzmiał

ochryple, kiedy wreszcie odpowiedział:

- To Gudrun, Ingo. Gudrun Gaupås.

Dobrze byłoby zmyć z siebie brud, pomyślała Sigrid, kiedy

pomogła Gulbrandowi zdjąć uprzęże z koni i uprzątnąć na

miejsce widły i miotły z powiązanych świerkowych gałęzi,

których używali do rozbijania grud gnoju. Czuła, że ubra-

nie nadal śmierdzi obornikiem.

Śnieg tłumił stukot końskich kopyt, ale po chwili Sigrid

zorientowała się, że ktoś zajeżdża konno na dziedziniec.

Boże, to Torstein z Øvre Gullhaug! Jedzie tu!

Zatrzymała się gwałtownie i zachwiała. Z jednej strony

pragnęła prześliznąć się niezauważona przez dziedziniec

i ukryć w swoim pokoju, z drugiej chciałaby mu skinąć

krótko na powitanie. Co on tu robi? To niemal porażające,

pomyślała niepewnie, że Torstein pojawia się tu w Gaupås,

kiedy tak rozpaczliwie za nim zatęskniła.

Już się Sigrid nie uda przemknąć niepostrzeżenie, po-

nieważ Torstein zdążył ją zobaczyć. Podniósł rękę na po-

witanie i zawołał:

- Sigrid!

Sigrid zagryzła wargę. Czuć było od niej świńskim i kro-

wim łajnem, a warkocz się rozpuścił i włosy opadły w nie-

ładzie na plecy. Pobrudziła się nad górną wargą, ponieważ

nie miała czasu używać chusteczki za każdym razem, kiedy

144

background image

od mrozu kapało jej z nosa. Wycierała się rękawem bluzki,

jak wszyscy inni.

Z   zamarłym   sercem   stanęła   w   odległości   dziesięciu-

dwunastu metrów od niego, żeby nie mógł się jej dokład-

nie przyjrzeć.

- Ojciec pojechał w jakiejś ważnej sprawie do Holme-

strand - oznajmiła nieśmiało. - Nie wiem, kiedy wróci.

Torstein lekko spiął konia ostrogami i podjechał bliżej,

Sigrid najchętniej wycofałaby się.

-Nie   z  powodu   pana  Gaupåsa   tu  przyjechałem.,.   -  za-

czął Torstein uprzejmie. Czarne skórzane spodnie ciasno

opinały jego uda. Na stopach miał brązowe buty, sięgające

aż do kolan.
-O...   -   To   najmądrzejsza   z   odpowiedzi,   na   jaką   zdo-

była się Sigrid.

-Nie... - Zdawało się, jakby Torstein zebrał się na od-

wagę. - Sigrid... Dlaczego już do nas nie przychodzisz?

Sigrid ledwie dobyła z siebie głos.

- Nie przychodzę do was... ?

Torstein podrapał się w czoło.

- Tak dawno cię nie widziałem... Ty i Ingebjorg zawsze

trzymałyście się razem, ale teraz... Nigdy cię nie widzę.

Sigrid myślała, że zapadnie się pod ziemię. Te jego pyta-

nia. .. Czy ona rzeczywiście coś dla niego znaczyła? To zbyt

niewiarygodne, by mogło być prawdą! Odniosła wrażenie,

jak gdyby prosił ją, by częściej ich odwiedzała. Dlaczego?

Dlaczego? - coraz głośniej śpiewał w jej głowie anielski chór.

Nie, uznała w duchu, kiedy ochłonęła z największego zasko-

czenia, nie może być tak zadufana w sobie! Idiotka, pomy-

ślała przez sekundę, nie może być tak naiwna i próżna!

Torstein podprowadził konia bliżej, stanął tuż obok,

schylił się z siodła i uniósł jej brodę.

- Odwiedzaj  nas częściej,  Sigrid,  bo  tęsknię  za  to-

bą... - rzekł z nieodgadnionym wzrokiem.

Zanim Sigrid zdążyła krzyknąć zmieszana, spiął konia

145

background image

i w dzikim galopie odjechał. Sigrid przycisnęła dłoń do ust

i stłumiła spazm. To najszczęśliwszy moment w jej mło-

dym życiu, lecz również najsmutniejszy...

Sigrid wcisnęła się w najodleglejszy kąt łóżka. Mocno zacis-

kała w dłoniach poduszkę, czując, że na przemian robi jej

się gorąco z radości i zimno z nieszczęścia.

Nie mogła zaprzeczyć, że słowa Torsteina poruszyły ją

do głębi. To, co powiedział, świadczyło o tym, że napraw-

dę ją lubi, nie, jeszcze lepiej, sam przyznał, że za nią tęskni!

Tęskni za nią. Powtórzyła te słowa w duchu. Smakowała je.

Pozwoliła, by na dobre zapadły w jej świadomość. Niepew-

na krążyła w koło po pokoju, pozwalając sobie przywołać

w pamięci tę radość, która przepłynęła każdym nerwem jej

ciała w chwili, gdy Torstein wyznał, że chciałby ją częściej

widzieć.

Z najwyższego szczytu spadła głową w dół do najciem-

niejszej piwnicy. Tak w każdym razie się poczuła, pomyśla-

ła, i wytarła nos, tym razem czystą chusteczką. Wprawdzie

przyjemnie łaskotało ją w brzuchu, gdy pieściła wspomnie-

nie o Torsteinie, lecz mimo wszystko...

Ona, córka Nielsa Gaupåsa, drżała na myśl, że ten chło-

pak miałby ją łagodnie pogładzić po policzku, po ramio-

nach i dalej po niemal płaskiej piersi. Właściwie chciałaby

doświadczyć bliskości pomiędzy dwojgiem osób, które się

nawzajem pożądają...

Ze wstydem ukryła twarz w poduszce. Miłość, pomy-

ślała smutno, nie była dla takich jak ona. Nikomu nigdy nie

uda się jej przekonać, że współżycie dwojga osób jest przy-

jemne. Może dla mężczyzny, uznała, ale nie dla kobiety.

Nie, odgłosy z sypialni Gudrun zburzyły wszelkie iluzje

o pełnym szczęściu między mężczyzną i kobietą...

background image

16

Otoczenie wirowało i wirowało i Inga przestraszyła się,

że zaraz straci przytomność. Oparła się o pień brzozy.

-Powiedz, że to nieprawda - łkała bezsilna. - Ach, Mar-

tinie, nie Gudrun. Każda inna, tylko nie Gudrun... - 

za-

mknęła  oczy i poczuła,  że  nogi się  pod nią uginają. 

Powoli

osunęła się na przykrytą śniegiem ziemię. Od śniegu 

ciąg-

nęło zimnem, lecz Inga nie zwracała na to uwagi. To 

nie

miało znaczenia. Nic już nie miało znaczenia.

-Sądziłam, że to może Victoria...

- Skąd to przypuszczenie? - spytał Martin ostrożnie.

Inga wzruszyła ramionami.

- Siedzieliście tak blisko obok siebie w czasie przyjęcia

w drugi dzień świąt. I jak ona na ciebie patrzyła... - rzekła

przez łzy.

Martin uśmiechnął się słodko-gorzko.

-Victoria to urocza dziewczyna,  nie przeczę. Podej-

rzewam,   że   moja   mama   próbowała   nas   ku   sobie 

zbliżyć,

ale jej plan nie powiódł się. Victoria nie chce nikogo 

poza

Haraldem, i teraz zaczęli,się spotykać...

-O... - Inga zaciskała dłonie i kołysała  się w przód

i w tył, żeby się uspokoić. Jakże się pomyliła. Nadal 

jed-

nak   nie   mogła   uwierzyć   w   słowa   Martina.   Jej 

najgorszy

wróg miał dostać mężczyznę, którego sama pragnęła. 

Gu-

drun będą się teraz należeć troska i miłość Martina. 

background image

Sama

świadomość, że dziedzic Storedal musi znaleźć sobie 

god-

ną   żonę,   sprawiała   Indze   ból.   Ale   że   będzie   nią 

Gudrun...

Nagle Inga ujrzała wyraźnie przed oczami  sylwetkę 

star-

147

background image

szej córki Nielsa, jej ciężkie ciało. Gudrun nie była otyła,

lecz z postury przypominała bardziej mężczyznę niż mło-

dą dziewczynę. O kształcie beczki i bez talii. Miała grube

rysy twarzy, bladą, napuchniętą twarz i ostry nos. Włosy

wprawdzie piękne, niczym deszcz złota, jęknęła Inga gorz-.

ko. Ale ostre, szare oczy odbierały włosom cały urok. Oczy

Gudrun nie miały w sobie żaru, o nie, przywodziły raczej

na myśl szarą, zimną stal.

- Ach, gdyby to chociaż Sigrid tobie przeznaczono!

Nie przeczę, że to nie zmieniłoby mojego stosunku do niej,

ale Sigrid przynajmniej da się lubić! - Ujrzała w wyobraźni

młodszą córkę Nielsa: szczupłą, płochliwą i ufną. Mężczy-

zna, który dostanie ją za żonę, będzie szczęściarzem. Miała

osobliwy urok.

Martin stał obok Ingi w milczeniu. Nie wiedział, jak się

zachować. Zastanawiał się, czy powinien jej pozwolić sie-

dzieć na śniegu i zadręczać się myślami, czy powinien ją

objąć i pocieszyć. Powoli się przesunął.

-To   niesprawiedliwe   -   westchnęła   Inga   zdławionym

głosem.   -   Jesteśmy   sobie   przeznaczeni.   Spójrz... 

szczęśli-

wy traf sprawił, że nasze drogi się zeszły... Przez jakiś 

czas

szliśmy razem i oto kapryśny los krzyżuje ścieżki. - 

Za-

czerpnęła powietrza. - Zmuszono mnie, żebym wyszła 

za

starego Nielsa, lecz nawet nie podejrzewałam, że nie 

on

będzie moim najgorszym wrogiem. Ponieważ okazała 

się

nim Gudrun! Wodzi i kusi swego uległego ojca i okręca 

go

sobie wokół małego palca, robiąc wszystko, co w jej 

mocy,

żeby uprzykrzyć  mi życie. - Inga ze złością uderzyła 

dłonią

w ziemię,   aż  wzbiła  śnieg w  powietrze.  Połyskujące 

krysz-

tałki zawirowały wokół niej.

-Czy jest aż tak źle? - spytał Martin cicho.

background image

-Gorzej, Martinie. Nie wyobrażasz sobie, jak złośliwa

potrafi  być   Gudrun.  Nigdy  nie  powie  miłego  słowa. 

Ciąg-

le tylko wymówki i pretensje. - Inga wytarła oczy, ale 

już

nie płakała; była zbyt wstrząśnięta i bezsilna. A poza 

tym

148

background image

nie przeszłość była dla niej ważna, lecz przyszłość. - Jak

zdołam teraz żyć obok Gudrun, gdy wiem, że będzie leżeć

w twoich ramionach?

Martin zmęczony potarł czoło.

- Musisz wiedzieć, moja najdroższa Ingo, że nie bez

walki zgodziłem się na ten ślub. W naszej kuchni bez koń-

ca ciągnęły się dyskusje. Wynajdywałem wszelkie możliwe

wymówki, ale wtedy ojciec zasugerował, że w takim razie

dziedzictwo przejmie Harald. A tego nie chciałem, ponie-

waż kocham Storedal. Gospodarstwo jest jakby moim ner-

wem, rozumiesz.

Zamilkł. Uniósł głowę i zamyślił się. Jego zacięta twarz

świadczyła o tym, że podjął niełatwą decyzję. Mówił dalej

cicho:

- I kiedy naprawdę zrozumiałem,, że nigdy nie będzie-

my mogli być razem, zrezygnowałem. Wtedy stało się dla

mnie obojętne, jaka kobieta zamieszka ze mną w gospo-

darstwie. Dla mnie zawsze liczyć się będziesz tylko ty, Ingo,

mimo że Gudrun obejmie rządy w Storedal...

Bezradność sprawiła, że Ingę ogarnął niepokój i zwąt-

pienie. Czuła się jak ptak w klatce, ptak, któremu podcięto

skrzydła. Dlaczego to rodzice, nie pytając dzieci o zdanie,

musieli decydować o ich małżeństwie? Kristian sam zadecy-

dował o tym, by poślubiła Nielsa. Potrafiła zatem zrozumieć,

że Martin również nie miał większych możliwości wyboru.

-A co na to Ragnhild?

-Mama...   -   odparł   Martin   rozmarzony.   -   Nie   podo-

bał   jej   się   ten   pomysł.   Ani   trochę.   Zdaje   sobie 

wprawdzie

sprawę, że Gudrun jest bardzo zaradną gospodynią, ale 

od-

niosłem   wrażenie,   że   pragnie   dla   mnie   innej 

towarzyszki

życia. Takiej, którą obdarzyłbym uczuciem.

Inga odebrała jego słowa jak nikłą pociechę.

- A więc nie pokochasz Gudrun?

Martin podniósł suchą gałązkę i zaczął odrywać z niej

korę.

149

background image

- Gudrun jest kobietą, którą trudno jest poznać. Cho-

dzi   własnymi   drogami.   Jednak   nigdy   nie   mówię   nigdy,

Ingo, być może i w niej jest coś szlachetnego.

Jego szczerość zakłuła ją niczym grot strzały. Rany za-

piekły.   Martin   posiadał   zdolność   znajdowania   w   każdym

człowieku czegoś dobrego, pomyślała Inga, mogła go tylko

za to podziwiać, lecz miała nadzieję, że w przypadku Gu-

drun nie będzie w tych poszukiwaniach zbyt dokładny.

Martin odrzucił gałązkę i przysunął się do Ingi.

- Muszę już iść, Ingo. Lepiej, żeby ludzie się nie dowie-

dzieli, że tak długo rozmawialiśmy.  Mogą zacząć zadawać

pytania. A nie chciałbym,  żebyś  miała kłopoty z mojego

powodu.

Płacz znów ścisnął ją za gardło i robiła wszystko, żeby

przezwyciężyć łzy. Zamknęła oczy i zacisnęła pięści.

- Czy cię jeszcze zobaczę? - spytała zdławionym gło-

sem.

Martin odpowiedział z głębokim smutkiem.

- Tak, Ingo. Ale już nigdy nie będziemy mogli pota-

jemnie się spotykać. Nigdy więcej. - Pochylił się i pogładził

ją po głowie. - Nasz romans musi się skończyć tutaj. Dzi-

siaj.

Prawda dopadła ją niczym czarny drapieżny ptak, bi-

jący skrzydłami, który pozostawił głębokie, kłute rany po

potężnych, ostrych pazurach. Inga od dawna zdawała so-

bie sprawę, że kiedyś usłyszy te słowa, ale nie była przygo-

towana, że to oznacza takie tortury. Czuła, jak gdyby zra-

nione serce zostało rozrąbane na dwoje.

- Pozwól mi  się  objąć -  poprosił  Martin. - Ostatni

raz.

Inga wstała, chwiejąc się, i strzepała śnieg ze spódnicy.

Pochyliła się i pozwoliła, by Martin ją objął. Przez chwilę

stali przytuleni, rozkoszując się wzajemnym ciepłem. Po-

tem Inga podniosła głowę i przyjrzała się ukochanemu.

Przeczesała palcami jego jasne włosy. Intensywnie niebie-

150

background image

skie oczy o mało nie doprowadziły jej do utraty panowania

nad sobą.

Rozstali się bez słowa. Martin ruszył z powrotem. Przez

cały czas odwracali się i patrzyli na siebie. Inga wiedziała.

Martin wiedział. Oboje wiedzieli. Nigdy nie będą razem...

Martin zatrzymał się, oparł nogę na kamieniu, rękę wsparł

na kolanie. Oddychał ciężko, ale nie z wysiłku. Był smutny,

a jednocześnie zdenerwowany i zły. Rozmowa z Ingą na

nowo rozbudziła w nim protesty i sprzeciw wobec ślubu

z Gudrun. Początkowo nie dał się przekonać, ale stopnio-

wo zaczynał dostrzegać rację w tym, co ojciec i częściowo

również matka myśleli na temat jego ożenku. Jednak teraz

znowu obudziła się w nim niechęć, w dodatku ze zdwojo-

ną siłą.

ą, Dlatego źle się stało, że właśnie w tym momencie na-

tknął się na ojca. Laurens stał odwrócony plecami i napra-

wiał ogrodzenie; nie podnosił wzroku, aż Martin całkiem

się nie zbliżył.

-Sądziłem,  że  poszedłeś  do  Gaupås  razem z  Haral-

dem - rzekł Laurens i uśmiechnął się.
-To prawda - przyznał Martin zachmurzony.

-Harald dawno już wrócił do domu. Bez ciebie.

Czując na sobie badawcze spojrzenie ojca, Martin od-

wrócił się w stronę ogrodzenia. Oparł ręce na kołku i spoj-

rzał w dal.

-Musiałem zostać. Na krótko.

-Ach tak - odparł Laurens po prostu i dokładnie zwią-

zał gałązki świerkowe w ósemkę, po czym wcisnął je 

moc-

no na kołek, żeby płot był stabilny i mocny.

Laurens to dobry ojciec, pomyślał Martin. Robi wszyst-

ko, by rodzina miała się dobrze. Ożywiał się, kiedy dzieci

prosiły go o radę lub wskazówkę. Lecz jeśli zbytnio nad-

użyły jego dobrej woli i się o tym dowiedział, potrafił 

być

151

background image

bezkompromisowy. Wtedy nie pomagały prośby i błaga-

nia.

- Ojcze... - zaczął Martin cicho, nie mając pewności,

co mówić dalej. - Czasami ogarnia mnie... - szukał właś-

ciwych słów, którymi mógłby opisać swoje uczucia. - Może

nie panika, ale głęboki szacunek, jak gdybym się lękał od-

powiedzialności związanej z prowadzeniem dużego gospo-

darstwa. Zdarza się, że się zastanawiam, czy jestem na to

przygotowany... Czy jestem wystarczająco zdolny?

Laurens odłożył narzędzia na ziemię i wyjaśnił wyrozu-

miale:

-Takie   myśli   nachodzą   wszystkich   dziedziców.   I   za-

wsze będą im towarzyszyć. Musisz wiedzieć, że matka i 

ja

długo   rozważaliśmy   tę   decyzję.   Mamy   do   ciebie 

zaufanie,

W ciągu wielu lat nieraz pokazałeś, że jesteś godny 

prze-

jęcia Storedal. Gdybyś nie interesował się uprawą roli i 

nie

miał  serca dla zwierząt, bez namysłu  przekazałbym 

dzie-

dzictwo Haraldowi.

-Mógłbyś  to zrobić? - spytał  Martin z niedowierza-

niem. - Dziedzictwo...

-Dziedzictwo   przypadło   tobie   -   przerwał   mu   Lau-

rens.   -   Ale   w   niektórych   przypadkach   może   być 

przeka-

zane młodszym  braciom.  I wierz mi, synu,  gdybym 

nie

uważał,   że   udźwigniesz   tę   odpowiedzialność   i   nie 

dopro-

wadzisz   gospodarstwa   do   bankructwa,   postarałbym 

się

o   to,   żeby   Harald   został   dziedzicem!   Mógłbyś   się 

domagać

swych   praw,   ale   wtedy   pozwałbym   cię   do   sądu.   I 

walczył

zaciekle, ażbym wygrał.

-Potrafię   cię   zrozumieć   -   odparł   Martin   zamyślo-

ny.   -   Nie   ma   nic   bardziej   frustrującego   niż   widok 

background image

najstar-

szego   syna,   który  musi   się   wynosić   lub   sprzedawać 

kawa-

łek po kawałku majątek rodu.

-Właśnie - skinął głową Laurens i poklepał syna po

ramieniu.   -   Nie   martwmy   się   o   to,   ponieważ   obaj 

wiemy,

że cię to nie spotka. Jesteś taki obowiązkowy,  godny 

zaufa-

152

background image

nia i wykazujesz ogromne zainteresowanie dla ludzi i zwie-

rząt!

Ku swemu niezadowoleniu Martin poczuł, że się za-

czerwienił z powodu tej pochwały. Nieczęsto ojciec stoso-

wał wobec niego pochwały, lecz Martin musiał ze wstydem

przyznać, że sprawiło mu to przyjemność. Zaufanie ojca

dawało mu poczucie bezpieczeństwa.

-Teraz nadszedł czas na zmianę pokoleń - stwierdził

Laurens.   -   Pamiętam,-że   byłem   strasznie   zły   na 

mojego

ojca,   że   wcześniej   nie   przekazał   mi   gospodarki.   Aż 

paliłem

się   z   niecierpliwości,   miałem   tyle   planów   co   do 

uspraw-

nień, ale ten uparty, pedantyczny człowiek kazał mi 

cier-

pieć.   Cóż   -   dodał   pojednawczo   -   ojciec   nie   mógł 

pogo-

dzić   się   z   tym,   że   już   nie   on   będzie   zarządzał   i 

decydował.

Możesz   mi   wierzyć,   że   wiele   razy   mnie   irytował! 

Wtrącał

się do wszystkiego, za co się zabrałem, ale stopniowo 

na-

uczyłem się korzystać z jego wiedzy. Wtedy od razu 

na-

sza współpraca lepiej się układała. - Laurens szturchnął 

po

przyjacielsku Martina, który uśmiechnął się blado. - 

Nie

musisz  się  obawiać,  nie  będę  się  mieszał  do twoich 

spraw.

Pomogę, gdy będziesz mnie potrzebował, ale decyzje 

bę-

dziesz mógł podejmować w spokoju.

-To dobrze  - odparł  Martin.  - Mam nadzieję,  że  to

dotyczy również matki.

Laurens uśmiechnął się.

- Tego nie mogę obiecać. Ragnhild zawsze lubiła mieć

baczenie na wszystko. Ale myślę, że pozwoli tobie i Gu-

drun zarządzać samodzielnie i nie będzie zgłaszać zastrze-

background image

żeń. Twoja matka jest mądra, Martinie.

Samo to, że ojciec jednym tchem wymienił jego i Gu-

drun,   przyprawiło   Martina   o   dreszcz.   Od   chłopaka   aż 

biło

niezadowolenie.

Laurens uważnie przyjrzał się synowi.

- Gudrun nie jest może... oślepiająco piękna. Mimo

to, Martinie, zobaczysz, że to miła dziewczyna, kiedy ją le-

153

background image

piej poznasz. Jest dobrego zdrowia i jakby stworzona do...

rodzenia dzieci. Jeżeli ród Storedalów ma przetrwać, twoja

żona musi być w stanie wydać zdrowych, silnych potom-

ków. Gudrun jest może trochę szorstka, ale musimy pa-

miętać, że matka ją wcześnie osierociła. Gudrun musiała

rządzić, a to prowadzi do niezależności. Myślę, że kiedy

pokocha Storedal - i ciebie - doskonale o wszystko za-

dba. Gudrun jest ambitna i powinieneś to docenić. Będzie

niezmordowanie pracować, byście oboje mogli osiągnąć

wspólny cel.

Martin przytaknął w zamyśleniu. Wzburzenie powoli

ustępowało. Miał wspomnienia, które mógł schować głę-

boko w swej duszy i wydobyć je, gdyby potrzebował pocie-

chy i podniesienia na duchu. Z rezygnacją przyznał, że ro-

mans z Ingą dostarczył mu słodko-gorzkich wspomnień.

Być może wybór, jakiego dokonali w jego imieniu rodzice,

nie był mimo wszystko taki zły? Gudrun była zaradną mło-

dą kobietą i lubiła zajmować się domem. W miarę upływu

czasu może znajdzie dla niej również odrobinę czułoścL..?

To Gulbrand znalazł Ingę. Siedziała ukryta w kąciku na gó-

rze w stodole z sianem.

Inga usłyszała, że służący nadchodzi, i szybko wytarła

mokre od łez, rozpalone policzki. Bolesne dławienie w gar-

dle w końcu ustało, kiedy osunęła się na miękkie siano

i rozpłakała się. Poddała się. A potem czuła się zadziwia-

jąco dobrze. Nie bolało już w piersiach. Jednak cierpienia

duszy nie da się wyleczyć.

Gulbrand nic nie mówił. Tylko przyglądał się Indze za-

gadkowo. Ostrożnie, żeby jej nie spłoszyć, uniósł jej głowę.

Obejrzał zapuchniętą, czerwoną twarz. Jego dotyk zapiekł,

jakby dotknął miejsca pozbawionego skóry, ale Inga nie

miała siły się odwrócić.

154

background image

- Ingo, Ingo - rzekł zrezygnowany i pokręcił wolno

głową. - Pewnego dnia się nauczysz, żeby słuchać głowy,

nie serca. Jeżeli pozwolisz sercu, by stało się twym doradcą,

będziesz niewolnikiem swoich namiętności.

Inga   ze   wstydem   spuściła   głowę.   Gulbrand   cofnął

szorstkie palce. Dobrze znał się na ludziach, nie potrzebo-

wał słów, żeby wiedzieć, co się stało. Widział, że Inga zbo-

czyła na ścieżkę grzechu i że teraz za to odpokutuje.

Stary   niezmordowany   sługa   przysiadł   obok.   Wziął

źdźbło siana i skubał je w zamyśleniu.

- To Martin, prawda?

Inga   zamarła.   Gulbrand   domyślił   się,   że   zadurzyła

się w dziedzicu Storedal. Służący przyglądał się im oboj-

gu w milczeniu, widział nieznaczne, ostrożne uśmiechy

i ukradkowe pieszczoty.  Czy Gulbrand zorientował się,

co ich łączy, już wtedy, gdy razem z nim i Martinem wybra-

ła się do lasu, żeby rozwieszać siano do suszenia? Nie zda-

jąc sobie z tego sprawy, pewnie ona i Martin aż promienieli

miłością. Inga zastanowiła się, czy ktoś jeszcze w gospo-

darstwie czegoś się domyślał.

Gulbrand zdawał się nie zwrócić uwagi, że nie odpo-

wiedziała, tylko mówił dalej:

-Podejrzewam, że Martin powiedział ci o ślubie.

-Skąd wiesz? - zdumiała się. - O ślubie, rozumie się.

-Niels ogłosił to właśnie teraz. Przy kolacji.

-Kiedy to będzie? - Inga nie była w stanie mówić dłu-

gimi zdaniami, czuła, że całkiem opadła z sił.

-Siódmego września - oznajmił Gulbrand.

-Zostało tylko pół roku?

Gulbrand skinął głową i poklepał Ingę po ręku.

- Sześć miesięcy, to wszystko, co masz, Ingo. Żeby się

przygotować. Przed tobą ciężka wiosna i ciężkie lato. Gu-

drun już od jakiegoś czasu wiedziała o tych planach. Martin

również, lecz myślę, że miał nadzieję na inne rozwiązanie.

Ingę zaskoczyło, że służący tak dużo wie. Jednak zaj-

155

background image

mował się robotą tu i tam w całym gospodarstwie, w roz-

maitych miejscach łapał strzępy rozmów. Nie wolno jej też

zapominać, że często załatwiał sprawy w Holmestrand.

Spodziewała się, że i tam się sporo dowiedział.

Nagle zapłonęła w niej złość.

-A więc Niels od dawna wiedział o planowanym ślu-

bie? I nawet słowem o tym nie wspomniał!

-Tak. Myślę, że toczył o to z Gudrun długą walkę. Gu-

drun pewnie nie chciała opuścić Gaupås na wiele lat.

Inga odwróciła się zakłopotana. Nagle uświadomiła so-

bie, że Gudrun musi przechodzić przez to samo co ona:

najstarsza córka musi ulec woli ojca i wyjść za mąż, choć

wcale tego nie chce. Nie, tego nie można porównać. Ją wy-

dano za starca, niemal bez zębów i włosów, a Gudrun...

Gudrun dostanie Martina. Różnica między tymi dwoma

mężczyznami była olbrzymia.

- Nie rozumiem... - zaczęła Inga żałośnie, - Odnoszę

wrażenie, jak gdyby nasi ojcowie zaglądali tylko przez pole

do najbliższego gospodarstwa w poszukiwaniu małżon-

ków dla swoich córek. Czy to możliwe?

Gulbrand przytaknął.

-Tak, Ingo. Ojców nie interesuje uczucie. Pragną tylko

zapewnienia   kontynuacji   rodu   i   przetrwania 

gospodarki.

Szukają robotnej synowej, która włączy się do pracy i 

być

może wyda na świat kolejnego dziedzica. Oczywiście - 

za-

strzegł   się   z   przekonaniem   -   niektórzy  słuchają   woli 

swych

dzieci,   ale...   wiele   małżeństw   zawieranych   jest   z 

rozsądku.

-Czyjego rozsądku? - mruknęła Inga pod nosem.

Z trudem podniosła się, zakołysała biodrami z boku 

na

bok. Duży brzuch zaczynał jej już ciążyć. Wszędzie prze-

szkadzał, a wieczorem padała ze zmęczenia i czuła ból

w krzyżu.

- Gulbrandzie   *-   poprosiła   żałośnie.   -   Obiecaj   mi,

że nikomu nie zdradzisz... o Martinie. Myśleliśmy, że nikt

nic nie wie.

background image

156

background image

Gulbrand położył dłoń na podłodze i wreszcie stanął na

nogi. Zaczynały mu sztywnieć stawy i miał coraz mniej sił.

- A na co by się to zdało? - spytał bezbarwnie. - Gdy-

by Niels się dowiedział, że to dziecko być może nie jest

jego...? Dziecko, ty i w nie mniejszym stopniu Niels byście

z tego powodu cierpieli. Nie, zaufaj mi, Ingo, nikomu o ni-

czym nie powiem. Podejrzewam, że i tak masz dość kłopo-

tów, żeby w dodatku jeszcze wszyscy się przeciwko tobie

zwrócili. - Utkwił w niej swe przygasłe, stare oczy.

Inga potarła spocone dłonie zawstydzona.

- Dziękuję, Gulbrandzie, bardzo dziękuję. Nigdy ci

tego nie zapomnę.

Stary sługa pokiwał niezdarnie głową, ale słowa Ingi

sprawiły mu przyjemność. Poorane bruzdami policzki za-

rumieniły się.

Inga zatupała nogami w podłogę, żeby się rozgrzać.

Wiatr duł w narożniki domów i zaciągał chłodem przez

szpary w ścianach stodoły.

- Gudrun spodoba się w Storedal - oświadczyła sta-

nowczo i ze smutkiem. - Tylko poczekaj, Gulbrandzie, nie-

bawem zacznie wychwalać, jak pięknie jest w tym uroczym

gospodarstwie. Na pewno przyzna, że nie wyobraża sobie,

że mogłaby wrócić do Gaupås. - Ku swemu niezadowole-

niu Inga zauważyła, że w jej głosie zabrzmiała gorycz.

Gulbrand popatrzył na Ingę ze skrywanym zdumieniem

w oczach. Nie rozumiała tego spojrzenia. Czyżby uważał,

że całkiem się myli?

background image

17

Niełatwo było teraz wyjść do domowników. Wszystko się

w Indze burzyło przeciw spotkaniu z Gudrun. Oparła się

o framugę drzwi przybudówki, żeby zaczerpnąć siły przed

wejściem do środka.

- O, jesteś! - zawołał Niels żwawo. Choć raz wydawało

się, że szczerze się ucieszył na jej widok.

Inga odniosła wrażenie, że w kuchni panuje atmosfera

przygnębienia. Wiadomość o szykującym się weselu Gu-

drun powinna wzbudzić zachwyt, ale nie wyglądało na to,

by je potraktowano jako radosną okoliczność. Wręcz prze-

ciwnie, Inga stwierdziła, że niewypowiedziane słowa wisia-

ły w powietrzu.

Ręka jej drżała, gdy podawała ją Gudrun.

- Gratuluję. Mam nadzieję, że w Storedal dobrze ci

się ułoży. - Kłamstwo urosło w gardle, grożąc, że ją udu-

si. Zmusiła się, żeby się zachować przyjaźnie i uprzejmie.

Gdyby tylko ludzie wiedzieli, ile ją kosztowało złożenie

tych życzeń.

Gudrun zerknęła na wyciągniętą dłoń i Indze zrobiło

się gorąco z upokorzenia. Gudrun chyba się nie odwróci,

a może...

- Dziękuję - odpowiedziała pasierbica i uścisnęła dłoń

Ingi. Mocno.

Niels stał z plikiem dokumentów pod pachą.

-Będę w gabinecie, gdybym był potrzebny - oznajmił

ostrożnie i się wycofał.

-I jeszcze do tego z Martinem - promieniała Eugenie

158

background image

i zachwycona klasnęła w ręce. - Ależ ty masz szczęście, Gu-

drun. Taki przystojny mężczyzna.

Gudrun cofnęła dłoń.

- No nie wiem.

Eugenie popatrzyła na nią z otwartymi ustami.

-Jak   możesz   być   niezadowolona   z   wyboru   takiego

męża, Gudrun? Martin to świetny gospodarz. Wszyscy 

tak

mówią. Jak troskliwie opiekuje się zwierzętami. I nie boi 

się

ciężkiej pracy... Wszyscy go chwalą.

-Jak gdyby to było wszystko, co się liczy - wtrąciła

Gudrun ze złością.

Eugenie przeżegnała się ze zdumienia.

- Tak, pracowity i zaradny mężczyzna może zapewnić

dobrą i pewną przyszłość. I jeśli chcesz wiedzieć, Gudrun,

ma nie tylko zręczne ręce. Miło też na niego spojrzeć. - Eu-

genie całkiem zapomniała o tym, że jest służącą.

Na usta Gudrun wkradł się złośliwy uśmiech.

-No tak, Eugenie, sama byś go pewnie chciała!

-Przestań,   na   Boga!   -   odparła   Eugenie   wzburzo-

na.   -   Związałam   się   z   Torem   i   nigdy  nie   będę   tego 

żałować.

Ale mam przecież oczy. Widzę, który mężczyzna może 

się

podobać. A Martin Storedal do takich należy!

Inga osunęła się bezsilna na krzesło. Nie była w stanie

włączyć się w tę zaciekłą dyskusję. Trzymała stronę Euge-

nie, nie było wątpliwości, ale nie mogła jej przytakiwać. Po-

łożyła łokcie na blacie stołu i oparła głowę na rękach. Praw-

da jeszcze na dobre do niej nie dotarła. Gudrun i Martin.

Martin i Gudrun. Nie, nie pasowali do siebie. Miała trud-

ności z wyobrażeniem sobie Gudrun jako młodej gospo-

dyni w Storedal.

Myśl o bliskim, zmysłowym kontakcie Martina i Gu-

drun była udręką. Wywołała w myślach najgorsze obrazy,

przedstawiające ich razem: nagich, zdyszanych po chwi-

lach   miłosnych   uniesień.   Martina   szepczącego   Gudrun 

do

ucha czułe, uwodzicielskie słowa. Gudrun wijącą się kokie-

background image

159

background image

teryjnie na prześcieradłach z miłością w oczach... Inga za-

cisnęła usta i wstrzymała oddech. Po chwili wypuściła po-

wietrze. I zaczerpnęła znowu. Oddychała głęboko, jej pierś

unosiła się i opadała pod bluzką.

Powoli docierało do świadomości Ingi, że oto znalazła

odpowiedź na pytania, które ostatnio nie dawały jej spo-

koju: Dlaczego Gudrun była taka wściekła na Nielsa tego

dnia, kiedy ona wróciła do domu ze stodoły po upojnym

spotkaniu z Martinem? Czy właśnie wtedy Niels oznajmił

córce, za kogo wyjdzie za mąż? Martin odbył z Nielsem

poufną rozmowę zaledwie pół godziny wcześniej! Wizyta

Martina w Gaupås i gniew Gudrun tego samego przedpo-

łudnia nie były zatem przypadkiem.

Czy właśnie o wyborze partnera Niels i Gudrun dysku-

towali tak zawzięcie, kiedy Inga przyłożyła ucho do drzwi

sypialni starszej pasierbicy i podsłuchiwała? Nadal pamię-

tała, jak głos Gudrun drżał z zaperzenia. Tak. Wszystko się

zgadzało. Już wtedy Gudrun wyraźnie ojcu powiedziała,

ie nie chce Martina za męża.

Ochrypły, stanowczy głos Gudrun ranił uszy, a jej nieza-

dowolenie rozpaliło w Indze płomień wściekłości. Nie mo-

gąc już słuchać pełnego niechęci trajkotania Eugenie i Gu-

drun, wybuchnęła:

- Gudrunl Jak możesz narzekać, że dostał ci się Martin?

Czy w ogóle zdajesz sobie sprawę, kogo Niels mógł ci wy-

brać? Twój ojciec ma wielu przyjaciół w swoim wieku, ciesz

się, że nie obiecał twojej ręki któremuś ze swych rówieś-

ników. O ile wiem, wybór mógł paść na jakiegoś wdowca

z gromadką dzieci! - Wokół zapanowała absolutna cisza,

ale Inga nie przejęła się tym. - Zawsze tylko kwękasz i na-

rzekasz, Gudrun - rzekła, zniżając złowrogo głos. - Nigdy

nie jesteś zadowolona. Strofujesz i krytykujesz. I pędzisz

do ojca, gdy ci się ktoś sprzeciwi. Co właściwie może cię

uszczęśliwić?

Gudrun stała jak zamurowana, zaskoczona odwagą

160

background image

Ingi. Jej nozdrza wibrowały ze zdenerwowania, ramiona

zwisały w dół, przez co wyglądała na zgarbioną.

Wtedy wybuchła  awantura. Pełen złości, wzburzony

głos Gudrun brzmiał jak gdakanie z kurnika:

-Jak śmiesz mówić do mnie w ten sposób? - Jej twarz

zmieniła   kolor   z   bladej   na   purpurową.   W   wąskich, 

szarych

oczach błysnęła nienawiść i Inga wystraszyła się siłą, z 

jaką

zapłonęły.   Gudrun   dosłownie   urosła.   Jej   głos   był 

twardy

jak krzemień, gdy zabulgotała:

-Ty - rzuciła, wskazując na Ingę drżącym palcem - ty,

która jesteś dla ojca tylko ciężarem. Nigdy nie byłaś 

pod-

porą ani dla niego, ani dla mnie...

-A czego się spodziewałaś? - warknęła Inga i pode-

rwała się z krzesła tak nagle, że z hałasem upadło na 

podło-

gę.   -   Mogłabym   pomagać   Nielsowi   w   rachunkach   i 

wszyst-

kich obowiązkach, gdybyś  ty nie stała mi na drodze. 

Pilnie

strzeżesz,   by   mnie   nie   dopuścić.   Podziękuj   sobie 

samej,

Gudrun, ty zarozumiała wiedźmo!

Indze zakręciło się w głowie. Próbowała zamilknąć, po-

nieważ zdała sobie sprawę, jak dziecinna stała się ich kłót-

nia. Lecz nie potrafiła się opamiętać. Wszystko, co przeży-

ła w ostatnim czasie, sprawiło, że wylała swą złość. Nie była

w stanie zapanować nad swym temperamentem.

Gudrun szeroko otworzyła oczy, lecz nie dała sobie na

długo zamknąć ust.

- Ostrzegałam ojca, kiedy chciał zawrzeć umowę z Kri-

stianem Svartdalem. Wiedziałam, że sprowadzisz nieszczę-

ście na całe gospodarstwo. I wspomnisz moje słowa, zoba-

czysz, że miałam rację!

Co za wstyd, przebiegło przez głowę Ingi. Służba jak

porażona patrzyła to na nią, to na Gudrun. Gdy Gudrun

ciskała swoje przekleństwa, czekali w napięciu, co odpowie

Inga. Kłótnia stanowiła nie lada widowisko dla wszystkich

background image

widzów. Ktoś musiał się opamiętać. Tym razem to nie nad

nią, Ingą, będą z rezygnacją kręcili głowami.

161

background image

- Dość tego, Gudrun. Jeśli my dwie mamy coś do omó-

wienia, chodźmy do salonu i porozmawiajmy jak dorośli

ludzie.

Gudrun zadarła głowę.

- Nie ma między nami żadnych niedomówień, Ingo.

Bądź o to spokojna. - Trąciła niechcący pęk kluczy wiszący

u paska. Żelazne klucze zabrzęczały, kiedy uderzyły o sie-

bie. - Nadal ja zajmuję się spiżarnią. I będę to robić, dopóki

się stąd nie wyprowadzę. - Z wysoko uniesioną głową wy-

szła z kuchni.

Ingę zapiekła ta zniewaga i zaczerwieniła się.
- Nie bądź taka pewna! - krzyknęła za Gudrun. - Nie

bądź tego taka pewna, Gudrun Gaupås.

Kiedy Niels objął ją tego wieczoru, Inga położyła ręce na

jego wątłej klatce piersiowej i mocno i zdecydowanie ode-

pchnęła go.

- Naprawdę mam tego dość, Nielsie. Kiedy pierwszego

ranka po ślubie spytałam o klucze, odparłeś, że przez jakiś

czas będzie je miała Gudrun. Co to właściwie oznacza?

Niels od razu ją puścił i Inga spostrzegła, że mąż de-

speracko szuka jakiegoś wytłumaczenia. Jakiegoś uzasad-

nienia, że sprawa kluczy tak długo nie została rozwiąza-

na. Inga wiedziała, że i tak niedługo je otrzyma. Za sześć

miesięcy Gudrun wyprowadzi się z domu, a wtedy odda jej

pęk kluczy. Nie, poprzysięgła sobie, będzie je miała jutro!

Nie da Gudrun tej satysfakcji, by do ostatniej godziny kon-

trolowała cały dom!

Niels mlasnął językiem o podniebienie, żeby zyskać na

czasie. Jeżeli miał nadzieję, że Inga zrezygnuje z dalszej

dyskusji, to się mylił. Stanęła przed nim wyprostowana.

-No - powtórzyła bezlitośnie. - I jak będzie?

-Czy...   Czy  rozmawiałaś   o  tym   z   Gudrun?   -   spytał

ostrożnie.

162

background image

Inga opuściła ramiona.

- Jak można  być  tak ograniczonym?  Wiesz dosko-

nale, że Gudrun dobrowolnie nie odda symbolu władzy.

Nie mam po co z nią rozmawiać, tyle powinieneś zrozu-

mieć!

Niels odchrząknął i pogładził dłonią błyszczącą, jasną

czaszkę.

-Nie mów do mnie w ten sposób, Ingo.

-Pytam cię, Nielsie, jako swego męża, czy poprosisz

Gudrun, żeby oddała mi  klucze. Nie - poprawiła się 

szyb-

ko.   -   Nie   błagam   cię.   Żądam,   byś   już   przy   stole 

powiedział

Gudrun,   żeby  przekazała   mi   klucze.   -  Nie   umknęła 

wzro-

kiem, cały czas patrzyła mu śmiało w oczy. Nie mogła 

teraz

okazać słabości.

Niels osunął się na brzeg łóżka i zaczął zdejmować

spodnie.

- Czy musisz burzyć domowy spokój, Ingo? Czy nie

możesz poczekać do jej ślubu? - poprosił ze złożonymi rę-

kami i z błaganiem w oczach.

Inga poczuła się jak w niebie. Jakiż on żałosny i tchórz-

liwy! Ze wzburzenia zrobiło się jej gorąco.

- Nie - odparła krótko. - Jutro, Nielsie. Jutro!

Groźba, co się może stać, jeśli jej nie ustąpi, zawisła

w powietrzu.

Naburmuszył się i ściągnął twarz. Nie lubił, gdy mu roz-

kazywano, ale Inga nie dbała o to. Jeżeli Gudrun może nim

rządzić i o nim decydować, to i jej wolno. Może nie była to

piękna myśl, Inga zdawała sobie z tego sprawę, ale nie mia-

ła ochoty przemawiać łagodnie i grzecznie. To jego wina,

że wybuchła kłótnia o klucze.

-I co zrobisz - spytał surowo - jeżeli jej nie popro-

szę?

-Spróbuj, Nielsie - odparła Inga sucho. - Tylko spró-

buj, a zobaczysz, co się stanie!

Czuła się podle, ale nie mogła zrezygnować ze swoich

163

background image

żądań. O to teraz chodziło; nigdy więcej nie zbierze się na

odwagę i nie spyta o pęk kluczy. Nie może tego załatwić

połowicznie, ale nie miała bladego pojęcia, co zrobi, jeżeli

Niels odmówi. Ale on nie musi o tym wiedzieć.

Niels sprawiał wrażenie, jakby ktoś zadał mu zaciśniętą

pięścią cios pod żebra, ponieważ westchnął głęboko i zgar-

bił się.

- Dobrze, Ingo, zapytam ją. Ale nie skarż mi się, jeśli

Gudrun ci odmówi.

Ze złością naciągnął kołdrę i odwrócił się plecami.

Niels niczego nie zrozumiał, pomyślała Inga zmęczona.

Nie chodziło jej o to, żeby naradzał się z Gudrun. Miał za-

żądać w jej imieniu zwrotu kluczy.

Westchnęła zrezygnowana i powoli przez biodra ściąg-

nęła spódnicę. Jutro rozegra się bitwa.

W domu panowało potworne zimno, kiedy Inga o świcie

wkładała ciepłą spódnicę. Dygocąc, znalazła skarpety ro-

bione na drutach i wciągnęła je na nogi. Cudownie roz-

grzewały stopy, ale musiała uważać, stąpając, ponieważ by-

wały śliskie na podeszwach.

Łaskotało ją w brzuchu z napięcia, kiedy pomyślała

o czekającej ją rozmowie przy stole. Nie będzie to spokojna

wymiana zdań. Ze wstydem przyznała, że Gudrun nie jest

temu winna, że zostanie żoną Martina, i pewnie nie można

jej za to karać... Klucze nie stanowiły już tylko widocznej

oznaki władzy, lecz stały się również narzędziem do ukara-

nia Gudrun za to, że miała poślubić Martina. Na moment

odezwały się w Indze wyrzuty sumienia, ale powoli znik-

nęły. Gudrun przez długi czas zachowywała się podle wo-

bec niej. Najwyższy czas się odpłacić.

Mimo   że   Inga   wiele   razy  wbijała   wzrok  w   Nielsa,

nie   udało   jej   się   nakłonić   go   do   mówienia. 

Demonstracyj-

nie odwracał głowę albo udawał, że jest bardzo zajęty roz-

164

background image

mową z Gulbrandem i Torem o gospodarce. W Indze aż

się gotowało z frustracji i niecierpliwości, ale postanowiła,

że nie ujdzie mu na sucho.

Dopiero kiedy zostali w salonie tylko Niels, Gudrun

i ona, gdyż służba miała godzinę odpoczynku, Inga zdecy-

dowała   się   przyprzeć   go   do   muru.   Gudrun   gotowała 

kawę

i wyjęła ostatnie wafle i rożki, które zostały od Bożego Na-

rodzenia. Cudowny zapach rozszedł się po pokoju i w nor-

malnych okolicznościach byłaby to naprawdę miła chwila.

Lecz ów nastrój był tylko iluzją, pomyślała Inga pogardli-

wie.

Niels w roztargnieniu trącił filiżankę z kawą, zabrudził

obrus, lecz zaraz poderwał się, żeby wytrzeć brązową kału-

żę, która rozlała się na biurku.

- Siadaj, głupcze! - rzekła Gudrun ze złością. - Wytrę

to.

Inga omal nie udławiła się rożkiem. Że też Gudrun ma

czelność odzywać się w ten sposób do ojca za to, że zachował

się niezręcznie! Plama to mimo wszystko tylko wypadek.

Gdyby ona, Inga, odpowiedziała w ten sposób Kristianowi,

wylałby jej resztkę kawy, która została jeszcze w filiżance,

prosto w twarz. Nie miała co do tego wątpliwości.

Kiedy Gudrun wytarła  stół, położyła  ścierkę na ku-

chennym blacie i usiadła na miejsce. Nie uraczyła dziś Ingi

nawet jednym spojrzeniem. Inga po prostu dla niej nie ist-

niała.

Inga starała się przykuć uwagę Nielsa, lecz on niezręcz-

nie rozglądał się na wszystkie strony. Kiedy wreszcie odwa-

żył się podnieść na żonę wzrok, skinęła ku niemu krótko.

Błagał o litość, lecz ona wbiła w niego spojrzenie i uczyniła

zdecydowany ruch głową.

Niels zrozumiał, że nie ma sensu dłużej odwlekać prob-

lemu. Oparł łokcie na biurku i zaczerpnął powietrza.

- Gudrun... Uważam, że najwyższy czas, byś oddała

Indze pęk kluczy.-

165

background image

Gudrun zakrztusiła się. Chwyciła się za gardło i zrobiła

czerwona na twarzy. Roześmiała się fałszywie.

- Co powiedziałeś, ojcze? Możesz powtórzyć?

Niels nie był już tak stanowczy i władczy. Głos go za-

wiódł, gdy podjął znowu:

- Jak powiedziałem, Gudrun, Inga powinna przejąć

opiekę nad domem.

Głos Gudrun przeszedł w falset, kiedy odpowiedziała:

- Obiecałeś mi, ojcze! Obiecałeś, że zachowam odpo-

wiedzialność za Gaupås tak długo, jak będę chciała.

Inga nie mogła złapać tchu. A więc Niels jej to obiecał!

Ona zaś słyszała coś zupełnie innego! Zrozumiała, że nigdy

nie dostałaby pęku kluczy, gdyby tego nie zażądała.

Gudrun z wściekłością wstała od stołu. Zacisnęła ręce

i uderzyła pięściami w blat. Jej rozgniewane oczy sypały ku

ojcu iskry. Niels skulił się przed jej dzikim temperamen-

tem. Gudrun wolno obróciła głowę i spojrzała na maco-

chę. Inga podskoczyła. Gudrun straciła zainteresowanie

dla Nielsa, teraz ona stała się jej celem... Czuła, jakby Gu-

drun przyszpiliła ją swym zimnym, szarym wzrokiem.

-Ty!  - ryknęła  Gudrun drżącym  głosem i podniosła

górną   wargę,   jak   gdyby   szczerzyła   zęby.   -   Grozisz 

memu

ojcu, sprawiasz, że drży ze strachu z powodu twoich 

gróźb,

Co takiego mu powiedziałaś, że jest skłonny oddać ci 

klu-

cze?

-Nic, Gudrun. W każdym razie nic, co powinno cię

interesować. Ja jestem gospodynią w  Gaupås  i klucze 

nale-

żą do mnie.

Gudrun odwiązała klucze i rzuciła je w stronę Ingi.

Ciężki pęk kluczy uderzył z hałasem w stół.

- Pożałujesz tego, Ingo. Zapamiętaj moje słowa. Bę-

dziesz tego żałować całą wieczność. - Mówiąc to, zebrała

W rękę spódnicę i wymaszerowała z pokoju z wysoko unie-

sioną głową.

Inga łapczywie chwyciła klucze. Mimo wszystko nie

166

background image

miała uczucia, że odniosła zwycięstwo. Pogarda i niena-

wiść, która biła z oczu Gudrun, przerażała ją. Coś w pa-

łającym spojrzeniu pasierbicy mówiło jej, że powinna się

strzec.

Ponieważ Gudrun była szalona.

background image

18

Hedvig obudziła się, kiedy pierwszy promień słońca za-

świecił w okno Øvre Gullhaug. Jakaś oszołomiona wiosną

mucha brzęczała przy framudze okna. Kiedy Hedvig usły-

szała głośne bzyczenie, musiała wstać z łóżka, żeby albo za-

bić muchę, albo otworzyć okno i ją wypuścić, bo myślała,

że inaczej oszaleje. Owad bił w szybę i Hedvig zmarszczyła

nos, kiedy zauważyła, że to tłusta, zielonkawa mucha pluj-

ka. Kobieta szybko zwolniła haczyk i przegoniła intruza,

który wreszcie odleciał na cienkich, niemal niewidocznych

skrzydłach.

Hedvig oparła łokcie na framudze okna i wciągnęła

chłodne, rześkie powietrze. Wiosna, pomyślała z błogoś-

cią, to najlepsza pora roku. Wszystko wokół kiełkowało

i zaczynało rosnąc, kwiaty i drzewa wkrótce przystroją się

bogactwem barw. Pomyśleć tylko, że niedługo przyjdzie

pora wypatrywać podbiałów.

Halvdan odwrócił się na łóżku, zmienił pozycję i zno-

wu zaczął chrapać. Hedvig spojrzała na męża. Jej twarz na-

brała łagodnego wyrazu, kiedy wzrokiem pieściła jego po-

stać. Przez wszystkie te lata był dobrym mężem, prawie nie

pamiętała, by dochodziło między nimi do nieporozumień.

Zdarzały się, owszem, drobne sprzeczki, lecz nigdy wielkie

kłótnie. Być może dlatego, że zwykle pozwalał jej decydo-

wać, uśmiechnęła się zamyślona, bo zdawała sobie sprawę,

że potrafiła być krnąbrna.

Nigdy nie zdradziła mu swojej tajemnicy. Na początku

wiele razy była bliska, ale nie chciała go ranić. Mąż nie zdo-

168

background image

łał nigdy wyzwolić w niej ekstatycznych, burzliwych uczuć.

Nigdy nie doświadczyła przyśpieszonego bicia serca, o któ-

rym opowiadały zakochane dziewczęta. Brakowało jej tych

uniesień i dręczyła się z tego powodu przez pierwsze lata,

kiedy przybyła do  Øvre  Gullhaug jako młoda gospody-

ni. Dzisiaj była niemal szczęśliwa, że tak się stało, ponie-

waż dzisiaj wiedziała lepiej. Zakochani zwykle unoszą się

na złoconych obłokach, jak słyszała, ale co się dzieje, kie-

dy obłok znika? Co wtedy łączy małżeńską parę? Dopiero

kiedy obudziły się jej uczucia do Halvdana, nauczyła się go

kochać. Z dużym oddaniem i zaufaniem. Zawsze ku niej

promieniał, a jego dobra wola znacznie złagodziła jej tem-

perament.

Ostatnio jednak Hedvig nie mogła się skoncentrować

i bywała rozdrażniona. Czyżby go już nie kochała? Nie, ko-

chała, ale był taki spokojny i układny. Do granic, aż do-

prowadzał ją do irytacji. Tak jak wczoraj, pomyślała z nie-

chęcią. Halvdan wpadł w pewną rutynę co do pory, kiedy

powinni się kochać. W każdą sobotę wieczorem, tuż po

tym, kiedy pastor powiedział „amen" po modlitwie Ojcze

nasz,  nadchodził czas igraszek w łóżku. Nigdy w ponie-

działek! Nigdy w środę rano! Już nie czuła napięcia pod-

czas pieszczot, ponieważ wiedziała dokładnie, co będzie

dalej i w czym powinna mu pomóc.

Na początku z błogim wyrazem w oczach prowadziła

go do najbardziej niewyobrażalnych miejsc, ale gorszyła go

jej rozwiązłość. Ledwie zdołał wyjąkać coś o tym, że ktoś

może ich zobaczyć lub że to nie przystoi. Boże, jak miała

tego dość!

Pragnęła żyć: dziko, bez zahamowań, grzesznie. Tak,

tak, nie codziennie, oczywiście. Ale pragnęła poczuć, jak

krew burzy się w jej żyłach, rozkoszować się podniecają-

cymi skurczami w dole brzucha! Czy tak wiele wymagała?

Teraz nie miała więcej niż czterdzieści pięć lat. W zamyśle-

niu okręcała na palcach długie, brązowe włosy i jęknęła.

169

background image

Coraz częściej marzyła o Kristianie Svartdalu. Sprawiał

wrażenie mężczyzny niepokornego i gwałtownego, do-

kładnie takiego, jaki ją rozpalał. O, już ona by go poskro-

miła swoim ciałem!

Drgnęła ze strachu, kiedy wóz Kristiana nagle poja-

wił się na drodze. Zacisnęła dłonie na framudze okna, aż

pobielały kostki, i tylko wpatrywała się w dal z zapartym

tchem. Ludzie mówili jej, że spalił większość budynków

w Askeli i zamierzał posprzątać. Prawda, przemknęło jej

przez myśl, wóz był pełen rupieci. Wyraźnie dostrzegła

osmalone belki i żelastwo. W okamgnieniu powstał w jej

głowie dokładny obraz: Kristian jedzie na wysypisko śmie-

ci z przedmiotami, które mu się do niczego nie przydadzą.

Ile czasu zajmie mu droga na wysypisko i z powrotem

do Askeli?

Hedvig dłużej się nad tym nie zastanawiała. Migiem

przebiegła przez pokój na paluszkach, wskoczyła w ubra-

nie i wyszczotkowała włosy. Musi pośpieszyć do Askeli,

by tam dotrzeć, zanim Kristian wróci...

Kristian cicho nucił pod nosem. Spalony plac nie przed-

stawiał miłego widoku, ale po tym, jak Kristian rozsypał

popiół na pole jako nawóz i posortował rzeczy, które nie

zostały sprzedane na aukcji, zrobiło się naprawdę ładnie.

Przydatne przedmioty, które warto było zachować, na razie

wstawił do pralni. Uszkodzony kołowrotek, który nie po-

szedł   pod   młotek   na   licytacji,   da   się   zreperować. 

Łóżkiem

podziurawionym przez korniki również nikt się nie zainte-

resował, ale przyda się jako mebel do spania. Zdarzało się,

że Kristian nocował tu z soboty na niedzielę, kiedy praco-

wał do późna w nocy. Nie miało sensu wracanie do Svart-

dal o tak późnej porze, skoro i tak następnego dnia zamie-

rzał wrócić do Askeli.

170

background image

- Prrr! - zawołał i zeskoczył na ziemię. Szybko włożył

rękawice i zaczął rozładowywać wóz. Nie miał czasu, żeby

zapalić fajkę, będzie się nią mógł rozkoszować w powrotnej

drodze.

Hedvig zatrzymała się zdyszana, kiedy ujrzała zgliszcza As-

keli. Dziwne, pomyślała, jak bardzo może się zmienić miej-

sce, kiedy usunie się z niego domy. Miejsce, okolica były te

same, ale już nie przypominały dworu, który pamiętała. Tyl-

ko komin świadczył o tym, że kiedyś stał tu dom mieszkal-

ny. Oparła się o drzewo i nasłuchiwała. Musiała się upewnić,

że nie było tu żadnego z synów Kristiana. Upstrzone brązo-

wymi cętkami oczy omiotły teren, lecz Hedvig nie dostrzeg-

ła nikogo ani nie usłyszała żadnych głosów.

Szybko pobiegła do pralni. Kiedy nacisnęła na klam-

kę, poczuła podniecenie. Kristian Svartdal... Mężczyzna,

do którego niemal nie śmiała się odezwać... A teraz mu się

pokaże... Zachichotała jak nastolatka. A jeśli porządnie się

wkurzy, że wtargnęła do jego pralni? Wtedy nie będzie ła-

two go uwieść, ale po drodze tutaj Hedvig uknuła pewien

plan... Wymyśliła wiarygodną wymówkę, dlaczego się tu

znalazła. Uśmiechnęła się do siebie chytrze. Nie sądziła,

by mogła wpaść na coś bardziej zuchwałego! Poczuła ła-

skotanie rozchodzące się w górę wzdłuż kręgosłupa i na ra-

miona. Od radosnego oczekiwania mrowiło w opuszkach

palców.

W pralni walało się mnóstwo drewnianych misek, mie-

dzianych garnków i najróżniejszych przedmiotów ułożo-

nych w sterty. Na widok niezaścielonego łóżka Hedvig po-

kręciła nosem niezadowolona. W środku panowało zimno,

złapała więc pogrzebacz, który leżał obok paleniska. Trzę-

sąc się z zimna, dołożyła do żaru szczap drewna. Najpierw

znad zmarzniętych polan uniósł się szary dym,  lecz po

chwili buchnął żywy płomień.

171

background image

Wyrzuty sumienia wobec Halvdana, dawały o sobie

znać, lecz stanowczo je odsunęła. Teraz jest już za późno,

żeby żałować, uznała i z rozmysłem zaczęła się rozbierać.

Powiesiła ubranie na krześle i naga wśliznęła się do łóżka.

Bułanek zarżał cicho i odwrócił wielki łeb w stronę Kristia-

na, kiedy wrócili do Askeli. Koń spojrzał na gospodarza

szczerymi, ufnymi oczami i odwinął górną wargę, ukazu-

jąc żółte zęby.

- Niecierpliwisz   się   -   mruknął   Kristian   i   poklepał

zwierzę po grzywie. - Stój spokojnie, Bułanku, odczepię

cię od wozu. - Koń wiedział, co go czeka, i przestał grze-

bać kopytem w ziemi. - No! Jesteś wolny i możesz teraz

zjeść! - Kristian roześmiał się do siebie. To uparte konisko,

nie ruszy się ani o palec, zanim mu się nie podstawi pod

pysk garści siana.

Głód ściskał żołądek Kristiana. Dobrze będzie rozpalić

w palenisku i przekąsić parę kanapek. Emma zawsze napo-

minała go, by najpierw otrzepał błoto z butów, zanim wej-

dzie do domu, i chociaż nie było jej w pobliżu, uczynił, jak

mu przykazywała. Powinna mnie teraz zobaczyć, uśmiech-

nął się Kristian do siebie, pewno nie uwierzyłaby, że jestem

taki posłuszny.

- Hedvig! - krzyknął Kristian zaskoczony. - To ty?

Bezwiednie przeciągnął ręką po niesfornych włosach

i w zakłopotaniu potarł brodę. Skąd ta kobieta się tu wzię-

ła? Zawstydzony spojrzał na Hedvig, która leżała pod ko-

cem i uśmiechała się do niego.

- Tak, to ja. - Jej czysty śmiech dosięgnął jego uszu.

Kristian poczuł, że ogarnia go dziwny niepokój. Gospo-

dyni   w  Øvre  Gullhaug   miała   skłonności   do   noszenia 

głowy

odrobinę wyżej niż wszyscy inni i była bardziej zadufana

w sobie. Nie miała ku temu powodów, pomyślał roztarg-

niony, pamiętał ją z młodości... Nieśmiałość nie była

172

background image

określeniem, które by do niej pasowało. Chociaż przyby-

ła do wsi już jako mężatka, przy wielu okazjach usiłowała

wkraść się w jego łaski, mimo że wiedziała o jego wielkiej

miłości do Jenny.

-Co   cię   tu   sprowadza?   -   spytał   powściągliwie,   lecz

uprzejmie.

-Spotkało mnie  szczęście w nieszczęściu - zachicho-

tała Hedvig i mrugnęła kokieteryjnie. - Wybrałam się 

na

konną   przejażdżkę.   Nawet   zapracowane   gospodynie 

do-

mowe potrzebują czasem przerwy, wiesz - roześmiała 

się

perliście. - Mój koń gwałtownie się zatrzymał, kiedy 

nagle

z lasu wybiegł lis i wtargnął pod jego kopyta. Zanim 

zdąży-

łam mocniej się chwycić, spadłam prosto do kałuży. A 

koń

pogalopował z powrotem do domu. Mam nadzieję, że 

nikt

nie będzie się o mnie niepokoił - dodała obłudnie.

Kristian poruszył niespokojnie stopami.

-To kiepsko, że przydarzyło ci się takie nieszczęście.

Boli cię coś po tym upadku?

-Nie, na szczęście nie. Zastanawiałam się, czy nie pójść

do   domu,   ale   tak   strasznie   zmarzłam   w   mokrym 

ubraniu.

Wiesz, jak to daleko...

-Masz rację - zgodził się Kristian, nie wiedząc, gdzie

zaczepić wzrok. Oczy Hedvig żarzyły się ku niemu, a 

jej

koci uśmiech zbijał go z tropu.

-Pozwoliłam sobie tutaj poszukać schronienia.

-Całkiem słusznie - odparł Kristian z galanterią. - Mog-

łabyś   się   rozchorować,   gdybyś   postanowiła 

przemoczona

wracać do domu.

-Tak, prawda? Pewnie widzisz, że rozpaliłam w pale-

nisku.   Mimo   to   -   poskarżyła   się,   przymilnie 

przekrzywia-

background image

jąc głowę - strasznie tu zimno! Czy nie zechciałbyś, 

Kri-

stianie, wejść tu pod koc i ogrzać mnie? - uśmiechnęła 

się

kokieteryjnie.

Kristianowi zdawało się, że się przesłyszał. Czuł, jakby

ktoś zatrzasnął mu jakąś klapkę w głowie. Klapka zamknę-

173

background image

ła mu dopływ słów i stanął oniemiały. O co go Hedvig spy-

tała? Czy nie... nie chciałby wejść do łóżka i jej rozgrzać?

Zanim zdążył zebrać myśli, Hedvig odrzuciła na bok koc

i wolno wstała. Dawno nie widział nagiej kobiety. Zbyt daw-

no temu... A Hedvig była pięknie zbudowana. Te szczupłe

uda i krągłe biodra. Jej piersi sterczały ku niemu kusząco,

kiedy stanęła przed nim, uwodzicielsko się uśmiechając.

Zarzuciła mu ręce na szyję. Jej słodki oddech leciutko

niczym mgiełka musnął jego twarz. Hedvig pochyliła się

ku Kristianowi, a on odruchowo oblizał wargi, jak gdyby

się szykował, że go pocałuje. Nie pocałowała. Zatrzymała

usta tuż przy jego ustach. Drażniła go. Podniecała. Zaszu-

miało mu lekko w głowie, miękka skóra kobiety obudziła

w nim pożądanie.

- Mogę ci sprawić przyjemność - obiecała i osunęła się

na kolana.

Kristian odchylił do tyłu głowę i jęknął z rozkoszy, kie-

dy Hedvig śmiało przesunęła rękami po jego spodniach.

Jak mogło to być tak cudowne? Przecież nadal miał na so-

bie ubranie i nie dotknęła jego męskości, pomyślał oszoło-

miony, tylko prawie...

Wiedział, że powinien jej przerwać, kiedy zaczęła mu roz-

pinać spodnie, ale nie znalazł dość siły. Zgiął plecy i jęknął

z rozkoszy, kiedy językiem pieściła jego twarde przyrodzenie.

- Święty Boże! - krzyknął błagalnie.

Słyszał wesoły śmiech Hedvig, lecz zaraz jej głos roz-

płynął się w mgle, kiedy objęła go ramionami. Kristian nie

śmiał spojrzeć na nią w dół w obawie, że eksploduje. Czuł

tylko dotyk jej miękkich warg i wilgotnych ust.

- Hedvig - poprosił. - Nie wolno nam...

Nie odpowiedziała, tylko wolno przesuwała językiem

po jego skórze.

-Nie, Hedvig, to nie w porządku...

-Ale przyjemne - roześmiała się i przytuliła głowę do

jego krocza.

174

background image

Gdzieś w oddali zamajaczyła Kristianowi twarz Jenny

i poczuł, że źle robi, ale... Było mu tak dobrze... Tak daw-

no temu... Poczuł dziwną miękkość w nogach i sięgnął po

krzesło, żeby usiąść. Jego palce dotknęły ubrania Hedvig

i nagle, jakby od jednego uderzenia, pękły wszystkie więzy,

którymi ta kobieta go omotała. Jej rzeczy nie były mokre...

Skłamała! Skłamała, że wpadła do kałuży. Zaplanowała tę

intrygę. Zdetonowany zrozumiał, co się święci.

- Dość - syknął i szorstko odepchnął Hedvig.

Zawstydzony zapiął spodnie. Brzydził się widokiem tej

wulgarnej kobiety, która leżała przed nim z obnażonym ło-

nem i rozstawionymi nogami.

-Co się stało? - zaczęła przestraszona. - Czy nie było

ci...

-Milcz, ty pozbawiona skrupułów wiedźmo! Wkładaj,

do   diabła,   te   swoje   szmaty   i   zabieraj   się   stąd!   - 

Otworzył

drzwi   z   takim  rozmachem,   że   trzasnęły  z   hukiem   o 

ścianę.

Hedvig zaczerwieniła się i w pośpiechu zaczęła wycie-

rać ślinę wokół ust. Płacz dławił jej głos.    .

-Ależ Kristianie!

-Nie odzywaj się do mnie! Że też dałem się tak po-

dejść...   Jesteś   przecież   mężatką.   -   Trzymał 

ostrzegawczo

ręce w górze i wypluwał z siebie słowa.

Hedvig porwała swoje ubranie i schowała się za nim.

Nagle pożądanie zmieniło się w krnąbrność.

-Nie bądź taki  ważny,  Kristianie Svartdal! Pragnąłeś

mnie, widziałam.
-Tak, pragnąłem. Przez moment  byłem słaby,  ale ty

nie jesteś moją kobietą.

Hedvig uśmiechnęła się złośliwie, żądna zemsty.

- Jenny nie żyje, rozumiesz? Nie żyje! Nigdy jej nie od-

zyskasz. Nigdy!

Kristian musiał zagryźć wargę, żeby jej nie uderzyć

w twarz.

- Nie masz prawa mieszać do tego Jenny!

175

background image

W oczach Hedvig pojawił się przebiegły błysk. Ton jej

głosu był zniekształcony z powodu upokorzenia:

- Jesteś nienormalny,  Kristianie. Wiesz o tym?  Nikt

przez całe życie nie boleje nad partnerem, który umarł.

A Jenny nie jest warta, żeby się tak zamartwiać, jeśliby się

kto pytał. Ładna z wyglądu, owszem, ale zimna. Zimna jak

lód. - Uśmiech triumfu wykrzywił jej usta.

- Nic o tym nie wiesz! - odciął się Kristian obrażony.

Hedvig wciągnęła bluzkę przez głowę. Jej oczy przypo->

minały dwie wąskie szparki.

- Może i nie. Ale kiedy widzę Ingę, tę twoją kruczowło-

są córkę, to jakbym miała przed sobą Jenny. Równie ponu-

rą, zamkniętą w sobie i nieustępliwą... Co takiego widzia-

łeś w Jenny, że stała się dla ciebie kimś tak wyjątkowym?

Obraźliwe słowa Hedvig doprowadziły Kristiana do

wściekłości. Wyciągnął rękę i mocno złapał za długie, brą-

zowe włosy Hedvig. Hedvig jęknęła, kiedy ją za nie po-

ciągnął, a potem wyrzucił za drzwi w błoto. Wszystko,

co widział, to jej biały tyłek, kiedy się podnosiła. Zatrzasnął

drzwi. Wyprowadzony z równowagi oparł się o nie i głębo-

ko wciągnął powietrze.

Usłyszał za sobą łomotanie. To Hedvig waliła do drzwi

zaciśniętymi pięściami.

- Nie ujdzie ci to na sucho, draniu! Tylko poczekaj,

ograniczony stary capie! Nie pozwolę się upokarzać w tak

nikczemny sposób... - urwała stek wyzwisk. Kristian sły-

szał dochodzący z zewnątrz jej przyśpieszony, nerwowy

oddech. - Pewnego dnia, pewnego dnia będziesz musiał

drogo zapłacić za to, co mi zrobiłeś! Pożałujesz, Kristianie

Svartdal, tylko poczekaj, a zobaczysz!

background image

19

Następne trzy tygodnie po przejęciu kluczy minęły szybko,

uznała Inga. Szybciej, niżby chciała. Poza tym zaczynała

być gruba. Brzuch wzdął się, a piersi były ciężkie i boles-

ne.

Na szczęście ominęły ją męczące mdłości, które doty-

kały wiele ciężarnych kobiet. Tylko dwa razy wymiotowała;

pierwszy raz tego dnia, kiedy niespodziewanie okazało się,

że zakiełkowało w niej nowe życie.

Kiedy wieczorami siadała w bujanym fotelu, czuła moc-

ne kopnięcia pod żebrami. Dziecko żyło. Nie miała co do

tego wątpliwości. Wtedy kładła rękę na brzuchu i wypeł-

niała ją radość, że niedługo zostanie matką.

Innym razem mogłaby niemal nienawidzić tego dziec-

ka, które się w niej rozwijało. Przerażało ją to. Na myśl

o tym, że być może nosi w sobie córkę lub syna Nielsa,

ogarniała ją bezsilność. Że zakiełkowało w niej nasienie

Nielsa... Wzdrygnęła się.

Wrogość między nią a Gudrun tylko przybierała na sile

i uprzykrzała dni. Inga zadrżała i oparła głowę na zagłów-

ku. Wcześniej przynajmniej wymyślały sobie i trzaskały

drzwiami, niemal skakały sobie do oczu, ale to było lepsze

niż głucha cisza, która ostatnio zapanowała we dworze.

Męczyło to służbę w równym stopniu jak ją samą. Inga

zauważyła, jak krępowali się schodzić na posiłki.

Kiedy Niels i Gudrun weszli do salonu, Inga skuliła się

i skoncentrowała na ubrankach dla dziecka, które już szyła.

Dziecko urodzi się na wiosnę, ale jeszcze będzie potrzebo-

177

background image

wało ciepłych rzeczy. Majowy wiatr potrafił być bezlitosny

dla niemowląt, których płuca jeszcze były słabe.

Niels pykał fajkę i notował coś w swoich papierach. Gu-

drun wyjęła białe jak śnieg lniane płótno. Materiał został

wytworzony tutaj w gospodarstwie i Gudrun uważała, że to

szczególny powód do dumy. Lubiła pokazywać rękodzieło,

wytworzone od samego początku.

Igła Gudrun biegła do góry i na dół bez przestanku.

Na materiale wyłaniały się ładne, kształtne litery wyszy-

wane ściegiem krzyżykowym. Inga miała uczucie, jak gdy-

by granatowe ściegi z niej drwiły. Nawet kiedy zamknęła

powieki, tańczyły jej, przed oczami litery „MGS". Martin

i Gudrun Storedal... Im były ładniejsze, tym większą miała

ochotę wyrwać poszewki na poduszki lub obrusy z rąk Gu-

drun i wrzucić je do kominka. Widok płomieni pochłania-

jących pracę Gudrun sprawiłby jej piekielną radość. Mu-

siała niejako narzucać sobie spokój, żeby siedzieć cicho,

ale w myślach dawała upust marzeniom. Za każdym ra-

zem, kiedy widziała w duchu lniany materiał rozpadający

się w popiół, drżała z zapierającego dech napięcia.

Którejś niedzieli pod koniec marca Inga nagle otworzyła

oczy, mając uczucie, jak gdyby ktoś uderzył ją w brzuch.

Przez chwilę kręciła głową z boku na bok, zdumiona, co się

dzieje.

Z jękiem opadła na materac, kiedy uświadomiła sobie

bezwzględną, bezlitosną prawdę. Dzisiaj miał zostać ogło-

szony ślub Martina i Gudrun. Przez chwilę leżała nierucho-

mo, sprawdzając, czy przypadkiem coś jej nie boli. Gdyby

tylko mogła znaleźć jakąś wymówkę, żeby zostać w domu,

podczas   gdy   inni   pojadą   do   kościoła.   Oparła   się   o 

komodę

i z trudem wstała z łóżka. Na nic się nie zdadzą wykręty.

Któregoś dnia i tak będzie musiała spojrzeć w oczy rzeczy-

wistości.

178

background image

Przygnębiona   podeszła   do   okna.   Popatrzyła   na   bia-

ły krajobraz. Tegoroczna zima była wyjątkowo mroźna

i śnieżna. Co teraz robi Martin? Czy wkłada odświętną ko-

szulę i garnitur? Inga na zaparowanej szybie narysowała

serce. Kusiło ją, żeby napisać, tak jak to robiły dzieci, ini-

cjały swoje i Martina, ale zrezygnowała. Ze smutkiem zma-

zała serce wierzchem ręki.

Poczłapała wolno do pieca i zanurzyła palec w garnku

z wodą. Poprosiła Eugenie, kiedy rano dokładała drewna,

żeby nastawiła wodę do mycia. Woda miała odpowiednią

temperaturę. Inga nalała jej do miski, żeby umyć włosy

i całe ciało.

Woda pociekła po twarzy, ukrywając łzy, które popłynęły.

Msza odprawiana przez pastora brzmiała w uszach Ingi jak

brzęczenie pszczoły. Nie potrafiła skupić się na słowach,

a jej myśli kierowały się zupełnie na co innego niż kaza-

nie.

Gudrun siedziała nieruchomo obok niej. Niechęć i wro-

gość między nimi sprawiała, że Indze ciężko było swobod-

nie oddychać. Gudrun pewnie nie było łatwiej, bo wierciła

się na twardej kościelnej ławce jak węgorz. Czy czuła się

nieswojo dlatego, że siedziała obok Ingi, czy też denerwo-

wała się, że pastor zaraz ogłosi, że wkrótce zostanie żoną

Martina Storedala?

Kiedy pastor zakończył modlitwę, zrobił przerwę, żeby

przykuć uwagę swoich dziatek.

Zaraz to powie, przeraziła się Inga. Ściskała w dłoniach

psałterz. Wciągnęła głęboko powietrze, przygotowując się

na to, co miało nastąpić.

Pastor Mohr zaszeleścił cienkimi kartkami Biblii. Do tej

świętej księgi włożył swoje notatki. Czystym głosem oznaj-

mił:

179

background image

- W imię Boga, amen. Niech będzie wszem wiadomo,

że Martin Storedal zamierza się ubiegać o połączenie węz-

łem małżeńskim z Gudrun Gaupås zgodnie z prawem Bo-

żym i kościelnym. Lecz jeśli znajdzie się ktoś, kto zna oko-

liczności, które mogłyby stać na przeszkodzie do zawarcia

tego małżeństwa, niech o tym powie teraz i powiadomi sę-

dziów kościelnych przed ślubem... - Pastor przerwał czyta-

nie, spojrzał na tłum, żeby się przekonać, czy ktoś wystąpi na

środek, żeby nie dopuścić do małżeństwa między młodymi.

Inga zamknęła oczy i mocno przycisnęła psałterz do

piersi. Dobry Boże, pomodliła się w duchu, spraw, by ktoś

wystąpił, ktokolwiek! Ktoś musi przecież przeszkodzić,

by Gudrun nie została żoną Martina. Ona nie może go do-

stać... Nie ona!

Jednak nigdy przedtem w kościele nie było jeszcze tak

cicho.

Pastor pochylił głowę i dokończył czytanie:

- Niech Jezus Chrystus połączy razem tych dobrych

ludzi.   Niech   małżeństwo   między   nimi   zostanie   zawar-

te, niech trwa i otrzyma taki koniec, by przyniosło cześć

i chwałę Bogu, im samym dar spełnienia, a przyjaciołom

i bliskim radość. Amen.

Zgromadzeni w kościele wstali z hałasem.

- Chodź,  Ingo -  zachęcała  Sigrid.  - Musimy złożyć

Martinowi życzenia - dodała z zachwytem.

Inga spróbowała się uśmiechnąć, gdy tymczasem serce

jej krwawiło.

Ragnhild nie wiedziała właściwie, czy się martwić, czy ode-

tchnąć z ulgą, że ślub został ogłoszony. Kiedy pastor uczy-

nił przerwę podczas czytania, zrobiło się jej gorąco ze zde-

nerwowania. Czytaj dalej, dalej, ponaglała w duchu, śpiesz

się, żeby nikt nie wstał i nie zgłosił sprzeciwu! Na szczęście

nikt tego nie zrobił i wreszcie mogła się uspokoić.

180

background image

Spoglądała na Martina, w którego oczach malował się

wyraz udręki. Wiedziała, że syn nie ożeni się z miłości.

Laurensowi i jej się to udało i dziękowała Stwórcy za pra-

wie każdy dzień. Lecz ilu było takich szczęśliwców jak oni?

Bardzo niewielu.

Mimo wszystko zdawała sobie sprawę, że udręczona

twarz najstarszego syna na długo zapadnie jej w pamięć.

Ragnhild zwróciła uwagę, jak bardzo się starał niczego po

sobie nie pokazać i że mięśnie jego szczęki, zwróconej w jej

stronę, były mocno napięte.

A Inga... Ragnhild na chwilę zamknęła oczy, gdy tłum

wolno przesuwał się wzdłuż kościoła. Nie miała wątpliwo-

ści, że Inga cierpi z bólu.

Inga patrzyła teraz na Martina inaczej. Już nie jego nie-

zwykły urok zwracał jej uwagę. Dopiero teraz zrozumiała,

co traciła: dobrego przyjaciela, który jej słuchał, kochanka,

który poruszał najczulsze struny jej ciała, i powiernika, dla

którego zrobiłaby wszystko, by był przy niej do końca życia.

Jego twarz była zmieniona z rozpaczy, kiedy Niels, Gu-

drun, Sigrid i ona poszli przywitać się z rodziną Storedalów

na kościelnym wzgórzu. Początkowo Martin nie miał od-

wagi na nią spojrzeć, lecz po chwili podniósł głowę i śmia-

ło popatrzył jej w oczy. Przez sekundę jego wzrok wyra-

żał całą złość, że zmuszono go do tego małżeństwa, i nagle

jego oczy nabiegły łzami. Zagryzł dolną wargę i ledwie do-

strzegalnym ruchem otarł oczy.

Inga zaniemówiła z wrażenia, gdy zobaczyła, jaki jest

przystojny.  Miał na sobie czarny garnitur i śnieżnobia-

łą koszulę. Jasne włosy starannie przyczesał z grzywką na

bok. Wydawał jej się obcy. Taki formalny i sztywny. Miała

ochotę wyciągnąć rękę i zmierzwić mu tę grzywkę. Lecz

teraz musiał się godnie prezentować. Był mężczyzną goto-

wym wziąć odpowiedzialność za młodą gospodynię.

181

background image

Rodziny pozdrowiły się uprzejmie. Dobrze się znały,

ale okoliczności były dziś wyjątkowe. Ślub został ogłoszony

przed wszystkimi mieszkańcami gminy.

Kiedy przyszła Ingi kolej, żeby złożyć Martinowi życze-

nia, dygotała tak, że ręka jej się trzęsła i zęby szczękały w us-

tach. Musiała dołożyć starań, żeby jej głos brzmiał wesoło.

- Życzę ci szczęścia, Martinie.

Ukłonił się elegancko.

- Bardzo dziękuję, pani Gaupås. Jak widzę, zbliża się

termin rozwiązania.

Wolną rękę położyła na brzuchu.

-Tak, dziedzic urodzi się w maju. Bardzo się cieszymy,

Niels   i   ja.   -   Na   szczęście   udało   jej   się   rozmawiać 

beztro-

skim   i   naturalnym   tonem.   Nikt   z   obecnych   się   nie 

domyśli,

że jest jej przykro.

-Mam nadzieję, że poród się uda - rzekł wesoło, włą-

czając się do tej gry. - Musisz się pośpieszyć i postarać, 

byś

zdążyła na wesele moje i Gudrun.

-Obiecuję   -   przyrzekła.   -   To   cztery   miesiące   póź-

niej.   -  O   Boże,   gdyby   mogła   leżeć   chora   siódmego 

wrześ-

nia.   Wtedy   uniknęłaby   przeżywania   udręki   tego 

fatalnego

dnia. - Jednak to Bóg decyduje o zdrowiu i chorobie - 

do-

dała w zamyśleniu.

Chciałaby mówić dalej, ale poczuła ukłucie w sercu.

Wrażenie potęgowało się. Obezwładnił ją paraliżujący ból.

Serce powoli zmieniało się w żelazny supeł. W gardle ścis-

kało i piekło. Martin, Martin, powtarzała w duchu.

Nie była w stanie słuchać, o czym obie rodziny roz-

mawiały. Rozpoznała podniesiony, gromki głos Laurensa.

Oszołomiona pustą obojętnością, domyśliła się, że Store-

dalowie się żegnają. Dopiero kiedy Laurens ostrożnie po-

łożył jej rękę na ramieniu, wyrwał ją z zamyślenia.

-Uważaj na siebie, Ingo.

-Postaram się - zająknęła się zawstydzona.

Nawet wymiana tych kilku słów z Laurensem wydawała

background image

182

background image

się Indze zupełnie inna, ponieważ teraz wiedziała, że jest jej

wujkiem. W ich żyłach płynęła ta sama krew. Sam nie zdra-

dził się jednym gestem, że są krewnymi. Lecz jego troska

oraz prawdziwa radość ze spotkania były naprawdę szczere.

Kiedy   Martin   stanął   obok   Gudrun,   żeby   z   nią   poroz-

mawiać, Inga uniosła spódnicę. Nie była w stanie - nie

mogła - być  świadkiem ich zażyłości. Nagle odwróciła 

się

i poszła do wozu. Ci, którzy zostali na miejscu zaskoczeni,

niech myślą o jej ucieczce, co chcą. Istniały granice jej wy-

trzymałości.

Wokół   pochylonej   od   wiatru   chaty  śnieg   leżał   niemal 

nie-

tknięty. Tylko od drzwi domku do komórki wydeptano wą-

ską ścieżkę. Człowiek, który chodził tędy tam i z powrotem

po drewno, dźwigał duży ciężar, bo ślady stóp były głęboko

odciśnięte i nierówne.

Elen   Grindstuen   położyła   ostrożnie   drewniane 

szczapy

do skrzyni na drewno i roztarta spękane, zmarznięte palce.

Ze strachem spojrzała na małżeńskie łóżko, w którym leżał

jej mąż okryty kocami i skórami.

-Całe   życie   przeżyliśmy   razem,   Elen  -  rzekł   niewy-

raźnie   stary  mężczyzna.   Cienka,   trupio   blada   skóra 

cias-

no opinała jego czaszkę. Jego oczy przesłaniała szara 

błona,

która sprawiała, że widział wszystko jak przez gęstą 

mgłę.

-To   prawda   -   szepnęła   Elen   smutno   i   w   pośpiechu

podeszła   do   męża.   -   Nawet   jednego   dnia   nie 

żałowałam,

że się pobraliśmy. Owszem, nie było łatwo, Audunie, 

ale...

Audun Grindstuen ledwie zdołał skinąć głową.

-Tak czy owak... Mój czas dobiegł końca...

-O, nie mów tak! - rzekła z wymówką i jęknęła.

Zrozpaczona położyła swą rękę na jego rękach. Gładzi-

background image

ła czule jego wysuszone, pomarszczone dłonie złożone do

modlitwy.

183

background image

Dysząc chrapliwie, Audun wyszeptał:

- W ostatniej nocy godzinie, gdy ogień bucha płomie-

niem, budzi się również śmierć i pyta, czego chcę. Śmierć

czeka już w ciemności, która się tu wślizguje, uwalnia mnie

od cieni i światło me zdmuchuje.

Elen przycupnęła w końcu łóżka i rozpłakała się. Au-

dun, z którym spędziła długie lata życia, poddał się. Po-

zwolił, by przyszła śmierć.

Elen siedziała nieruchomo na krześle. Jej ręce z wystający-

mi, niebieskimi żyłkami bezwiednie gładziły kota po jego

lichym futerku. Kot mruczał i rytmicznie ugniatał łapkami

jej zniszczoną spódnicę. Jego pazurki nie są już ostre, po-

myślała smutno. Mruczek też się starzeje.

Świadomość pulsowała w każdym skrawku ciała; nie ma

już po co żyć, westchnęła ciężko. W komórce leży jej wier-

ny, uczciwy mąż. Harujący od świtu do zmierzchu drobny

chłop, Audun Grindstuen, poprzedniego wieczoru wydał

ostatnie tchnienie.

Jedyny żyjący syn, Anders, obiecał pomóc jej złożyć

ojca do grobu. Zauważyła troskę w oczach syna, który zda-

wał się mówić: Czy teraz się poddasz, mamo? Czy za ty-

dzień lub dwa podążysz za ojcem?

Dziś w nocy stanęła przed taką pokusą. Miała ocho-

tę poddać się płaczowi i smutkowi. I śmierci. Lecz przez

wszystkie te lata nosiła w sobie głęboką tęsknotę. Audun

widział to pewnie po niej czasami, lecz o zdarzeniu, któ-

re ich dotknęło, musieli milczeć po grób. Trzeba było za-

grzebać przeszłość i o niej zapomnieć. Zatuszować i nigdy

nie szukać okazji do rozdrapywania jej oskarżycielskimi,

raniącymi palcami.

-   Psik!   -   fuknęła   na   kota,   ale   nie   zepchnęła   go

szorstko   z   kolan.   Ostrożnie   wzięła   jego   miękkie   ciało

i zestawiła na podłogę. Mruczek podreptał do koszyka

184

background image

przy piecu, umył językiem łapki i zwinął się w malutki

kłębek.

Nadal nie mogła spokojnie patrzeć na swoje odbicie

w lustrze. Przez ponad czterdzieści lat żyła ze zniekształ-

coną   twarzą   -   zamkniętym   okiem,   pofałdowaną   skórą

i zdeformowaną górną wargą, która układała się w grymas.

Po pożarze Elen nie mogła już dobrze zamknąć ust, tak że

zawsze było jej widać zęby, i dziąsła w jednym z kącików

ust. Ucho nosiło blizny od poparzeń, a włosy po prawej

stronie głowy nie chciały rosnąć. Tylko kilka cienkich kos-

myków zostało przy skroni, lecz przypominały one raczej

siwą, splątaną wełnę.

Tęsknota ciągle boleśnie dawała o sobie znać. Elen ni-

gdy nie zapomniała, ale czy przebaczyła? Nie, pomyślała

smutno, na pewno nie. Andrine zniszczyła życie zarówno

swemu ojcu, jak i jej. Los nie był dla nich litościwy, a jedi

nak ich małżeństwo układało się dobrze. Oboje bardzo

ciężko pracowali po tym, jak osiedlili się nad rzeką Solberg

w Drammen. Pamiętała długie, mroczne dni ciężkiej ha-

rówki w przędzalni bawełny.

Elen   przycisnęła   bezzębną   górną   szczękę   do   dolnej

wargi. Podjęła decyzję: kiedy Audun z godnością spocznie

w ziemi, wybierze się do Holmestrand. Słyszała, że Andri-

ne wyszła za mąż za sędziego w Gaupås. Czuła nieodpar-

tą potrzebę, by znowu zobaczyć córkę. Dlaczego? Tysiące

razy zadawała sobie to pytanie. I nigdy nie znalazła od-

powiedzi. Mimo to wiedziała na pewno: Wybierze się do

Gaupżs! To będzie jej ostatnia podróż...

-Do diaska! - zaklęła Gudrun zdenerwowana które-

goś dnia w połowie kwietnia.

-Co się stało? - spytała Eugenie, która szorowała

drewniane naczynia we wrzątku z dodatkiem jałowca.

185

background image

- Gulbrand i Torę zapomnieli śniadania - odparła po-

nuro. Westchnęła ciężko. - Ubiorę się i zaniosę im koszyk

do lasu. Nie widzę innej rady.

Inga nawet nie spytała, czy mogłaby pójść. Coraz trud-

niej się poruszała z powodu ogromnego brzucha, który

uciskał miednicę, poza tym szybko się męczyła i dostawała

zadyszki.

To ważne, by mężczyźni mogli coś przekąsić i napić się

czegoś ciepłego, ponieważ porządnie marzli podczas pracy

w lesie. W zimie zwykle wyciągali drewniane bale, przy-

kryte śniegiem i lodem, ponieważ lekko ślizgały się po za-

marzniętej powierzchni.

Gudrun ciepło się ubrała - włożyła kilka warstw halek

i gruby kubrak. Przewiesiła koszyk przez ramię.

- Zaraz wracam! - rzuciła i huknęła drzwiami.

Inga zdusiła westchnienie ulgi. W całym domu zapano-

wała swobodniejsza atmosfera, gdy Gudrun wyszła. Euge-

nie podawała Indze ociekające wodą korytka, deski i drew-

niane maselnice dokładnie umyte w parującym roztworze

z jałowca.

-Czy widać już koniec budowy waszego domu? - spy-

tała Inga Eugenie, wycierając drewno ściereczką do 

na-

czyń.

-O tak - ożywiła się Eugenie. - Dom będzie piękny,

wiesz. Nie za duży, oczywiście, ale z półpiętrem. Na 

dole

będzie niewielka kuchnia, salon i jadalnia. Dach na 

pod-

daszu jest spadzisty po obu stronach, więc nie zostanie 

tam

zbyt   dużo   miejsca.   Ale   Torę   urządził   dwie   przytulne 

sypial-

nie, jedną dla Elleva i Tidemanna i jedną dla nas. W 

naszej

sypialni znajdzie się jeszcze miejsce na kołyskę, jeżeli 

się

zdarzy, że niedługo będę przy nadziei.

-To   brzmi   wspaniale   -   stwierdziła   Inga   zachwyco-

na. - Mogę się z tobą wybrać któregoś dnia do Lokken

i obejrzeć, jak mieszkacie?

background image

-Naprawdę chciałabyś?! - zawołała Eugenie szczęśliwa.

186

background image

-Naturalnie -r odparła Inga i uśmiechnęła się. - Ale

lepiej poczekać, aż dziecko się urodzi.

-Masz rację, Ingo - zgodziła się Eugenie. - Powiedzia-

łam...

Nagle Eugenie zbladła i wypuściła z ręki deskę, która z ha-

łasem upadła na podłogę. Zakryła usta ręką i krzyknęła.

- Co się stało?! - zawołała Inga przerażona.

Eugenie wybełkotała coś niezrozumiale, po czym.pod-

niosła rękę i pokazała za okno. Początkowo Inga nie mog-

ła się zorientować, co służąca chciała jej pokazać, ale po

chwili zobaczyła.

- Boże - jęknęła.

Chyba do końca życia będzie miała przed oczami widok

Gudrun na cienkim lodzie. Eugenie chwyciła Ingę kurczo-

wo za ramię i razem patrzyły oniemiałe, jak Gudrun wcho-

dzi na zamarzniętą powierzchnię jeziora. Obie stały w mil-

czeniu, jak gdyby w obawie, że gdy tylko się poruszą, lód

pęknie pod starszą córką Nielsa.

Serce w piersi Ingi waliło jak młot.

- Mamy kwiecień, lód nie jest już pewny... Pod gładką,

kapryśną taflą znajduje się mnóstwo zdradliwych rowów!

Co ona robi?

Nagle stało się to, czego się obawiały. Wszystko wyda-

rzyło się tak szybko, że nawet nie zdążyły jęknąć. Zobaczy-

ły, jak lód pęka pod ciężarem Gudrun, jak upada i zostaje

wessana do lodowatej wody. Koszyk, który niosła w ręku,

zatoczył łuk w powietrzu i potoczył się kilka metrów od

wyrwy. Wszystko, co widziały, to ramiona Gudrun, który-

mi wymachiwała, starając się czegoś uchwycić. Po chwili

wyłonił się jej tułów.

Wtedy Inga oprzytomniała.

- Eugenie, zawołaj Kristiane i Marlenę! I powiedz Si-

grid, żeby wzięła grubą linę.

- Nikt z nas nie umie pływać - łkała Eugenie w pani-

ce. - Boże, Gudrun się zaraz utopi!

187

background image

-Zrób tylko, co powiedziałam! - rozkazała Inga go-

rączkowo. - Ja potrafię pływać.

-Ale ty jesteś w ciąży - płakała służąca. - Nie możesz...

-Pośpiesz się! - przerwała jej Inga. - Zbierz, wszyst-

kich!
Przerażenie malowało się na twarzy Eugenie, ale szybko

odzyskała panowanie nad sobą. Wkrótce w całym domu

rozlegały się krzyki i jęki rozpaczy.

Inga włożyła buty i wypadła na dwór. W krótkim czasie

dotarła do jeziora, ale przez głowę zdążyły jej przemknąć

najróżniejsze myśli. Bez jej pomocy Gudrun byłaby skaza-

na na śmierć, bo nic nie wskazywało na to, żeby jej się udało

wydostać na lód. Grube ubranie nasiąkło wodą i zrobiło się

ciężkie, poza tym Gudrun wychłodziłaby się i pewnie stra-

ciła przytomność z powodu lodowatego zimna i wstrząsu.

Potworny, lecz nęcący pomysł zaświtał w jej umyśle:

Jako jedyna mogła teraz uratować życie Gudrun, skoro nie

było mężczyzn, ale czy chciała...? To jedyna możliwość,

żeby nie doszło do ślubu Martina i Gudrun. Lecz to by

oznaczało, że pozwoliła Gudrun umrzeć...

Gdyby Gudrun utonęła, Martin byłby wolny. A i ona

sama nigdy więcej już by nie doświadczyła przykrości ze

strony tej zuchwałej i złośliwej dziewczyny. Ogarnęło ją ra-

dosne podniecenie, gdy sobie uświadomiła, że mogłaby się

teraz pozbyć najgorszego wroga i największej rywalki.

Sigrid i służące biegły, płacząc, z tyłu. Przyśpieszyła

kroku. Wkrótce dostrzegła Gudrun uczepioną lodu. Widać

było, że nie na długo starczy jej sił. Blada twarz pasierbicy

zwrócona była ku niebu.

Nie, przebiegło Indze przez myśl. Nie może poświęcić

Gudrun! Były zagorzałymi wrogami, ale nie wolno pozwo-

lić jej umrzeć. Nie zasłużyła na śmierć.

Jeżeli uda mi się ją uratować, pomyślała Inga w de-

speracji, to może się pogodzimy. Może to szansa, by so-

bie nawzajem wybaczyły i zostały przyjaciółmi? Wszystko,

188

background image

co złe i siejące niezgodę, mogłyby zostawić w tyle i odsu-

nąć w niepamięć.

Dopadła do kamienistego spadzistego brzegu i zerwa-

ła z ramion szal. Przebierając nogami, czekała na pozosta-

łych.

Sigrid szlochała spazmatycznie, kiedy dotarła nad je-

zioro. Łkając, podała Indze linę, a Eugenie przewiązała ją

drżącymi rękami wokół piersi i mocno naciągnęła.

Inga rozejrzała się, żeby zobaczyć, w którym miejscu

lód wydawał się najmocniejszy. Zamarła z przerażenia.

-   Gudrun!   -   krzyknęła   struchlała   ze   strachu.   -   Gu-

drun!

Jezioro było nagie i puste.

Gudrun nie było widać. Zniknęła pod wodą.