background image

saga.

Cienie

z przeszłości

Torill Thorup

background image

W SERII UKAŻĄ SIĘ:

tom 1. Inga
tom 2. Korzenie

tom 3. Podcięte skrzydła

tom 4. Pakt milczenia
tom 5. Groźny przeciwnik
tom 6. Pościg
tom 7. Mroczne tajemnice
tom 8. Kłamstwa

tom 9. Wrogość
tom 10. Nad przepaścią
tom 11. Odrzucenie
tom 12. Zaginiony
tom 13. Waśń rodowa

background image

tom 8.

KŁAMSTWA

1

Gaupås, maj 1908 roku

Cały świat wokół Ingi zniknął. Jedyne, co istniało, to zrozpaczo-
ne oczy Kristoffera. Minęło kilka sekund, zanim zdołała prze-
trawić okrutne słowa brata.

- Co... Co powiedziałeś? Torstein z 0vre Gullhaug jest sy

nem naszego ojca?

Kristoffer patrzył nieobecnym, bezradnym wzrokiem.
- Tak, Hedvig tak twierdzi. Wiesz, co to oznacza, Ingo?

Czy ty rozumiesz, co to właściwie znaczy?

Inga zrozpaczona pokiwała głową.
- Tak, chyba tak - odparła bezbarwnie. - Ale nie wiem,

czy chcę.

Kristoffer głęboko wciągnął powietrze.
- Svartdal przestanie należeć do naszego rodu. Ten szatan

Torstein nagle okazał się dziedzicem, lecz dla mnie nigdy nie bę
dzie pełnoprawnym członkiem rodziny!

Ingę wypełniło współczucie. Biedny Kristoffer, to musiało 

być dla niego straszne zobaczyć, jak bezpieczna przyszłość nag-
le się rozmywa i znika. Wszystko, na co ciężko pracował i cze-
mu poświęcał swe siły, podstawa, na której opierało się jego całe 
życie, mogły teraz trafić w ręce kogoś innego. To niemożliwe, 
pomyślała Inga ze smutkiem, nikt nie ma prawa! Zrezygnowa-
na przetarła oczy i próbowała się uspokoić.

- Opowiedz mi, co się stało.

5

background image

- Sam lensman się zjawił i wręczył ojcu zapieczętowany list.

Wyglądało na to, że wie, co jest w środku, ponieważ wokół jego
ust   igrał   fałszywy,   zadowolony   uśmieszek.   -   Kristoffer 
wzdryg
nął się odruchowo. - Kiedy ojciec nie miał zamiaru otworzyć
pisma, lensman zapytał bezczelnie, czy nie jest ciekaw zawarto
ści.

Inga potrafiła sobie wyobrazić tę scenę. Lensmana, który 

skręca w palcach długie wąsy i obserwuje reakcję Kristiana. 
Mogła niemal zobaczyć, jak twarz ojca poci się ze złości, powoli 
oblewa się rumieńcem, a w końcu blednie z niedowierzania.

-I co? - spytała niecierpliwie.
-Myślę,   że   nigdy   nie   widziałem   ojca   tak...   porażonego. 
Kiedy przeczytał list, opuścił dłoń i spojrzał oniemiały na 
lensmana.
-Czy coś powiedział?
-Tak. Szepnął coś, czego nie zrozumiałem...

Inga aż drżała z niecierpliwości. Że też Kristoffer nie może 

od razu przejść do rzeczy! Wiedziała jednak, że brat chce po 
prostu dokładnie jej o tym opowiedzieć.

Kristoffer nie zauważył, że Inga całym wysiłkiem stara się 

nad sobą zapanować.

- Ojciec szepnął: „Po tych wszystkich latach..."

- Po tych wszystkich latach - powtórzyła cicho Inga.
Ojciec pomyślał pewnie o czymś, co zaszło między nim

a Hedvig wiele lat temu. Ale co to mogło być? Bardzo chciałaby 
wiedzieć.

- Wydawało mi się, że to jakiś zły sen, Ingo, kiedy ojciec

w skrócie przekazał mi żądania Hedvig. Ta kobieta domaga się,
żeby Torstein natychmiast przeprowadził się do Svartdal, tak by
nauczył się prowadzić gospodarstwo i mógł je przejąć, kiedy oj
ciec się zestarzeje.

Inga poczuła wzmagający się ucisk w skroniach.
-Żąda więc, żebyście Krister, Sorine i ty usunęli się w cień?

-Tak, tego się obawiam - odparł Kristoffer zrezygnowa-

6

background image

ny. - Po śmierci ojca nie będziemy mieli nic do powiedzenia, je-
żeli Hedvig znajdzie poparcie w prawie. Może będziemy mogli 
zostać w Svartdal na łasce Torsteina. A wtedy, Ingo... - Kristo-
ffer zagroził pięścią, a jego oczy zapłonęły gniewnie. - Wtedy 
opuszczę Botne. Nie zamierzam wystawiać się na pośmiewisko 
Gullhaugów! - Kristoffer opanował wściekłość, a ostatnie sło-
wa wyrzekł z goryczą. - Jak zdołam wyjść Torsteinowi na spot-
kanie? Albo słuchać, jak ludzie opowiadają o zmianach, które 
poczynił w naszym ukochanym Svartdal...?

Serce Ingi krwawiło z powodu Kristoffera. Przykro było pa-

trzeć na ból brata, a jednocześnie straszliwa tęsknota za Svart-
dal niemal nie pozwalała oddychać. Tak, to będzie dla nich po-
tworne, gdy się dowiedzą, że gospodarstwo, które należy do 
nich od pokoleń, muszą przekazać komuś innemu.

- A co z ojcem? Zaprzeczył chyba oskarżeniom, że Torstein

jest jego synem?

Kristoffer zerkał przygnębiony to na konia, to na Ingę.
- Uciekłem, Ingo, od lensmana i od niego. Nic na to nie po

radzę, ale musiałem zniknąć. Po prostu wyjechać stamtąd i znów
swobodnie oddychać. Być może to tchórzostwo, ale chciałem po
rozmawiać z kimś, kto potrafi postawić się w tej sytuacji. Z kimś,
kto jest związany ze Svartdal równie mocno jak ja...

Na myśl, że Kristoffer obdarzył ją zaufaniem, Indze zrobiło 

się ciepło. Jakie to przyjemne, że starszy brat szuka u niej po-
ciechy! Kristoffer i ona zawsze byli związani z gospodarstwem, 
chyba bardziej niż Krister. To prawda, Krister szczególnie uko-
chał dom rodzinny, lecz Kristoffer wydawał się wręcz stworzo-
ny do roli wielkiego gospodarza. Zawsze on przejmował ini-
cjatywę, gdy coś trzeba było zrobić, czy chodziło o naprawę 
narzędzi, czy o wymianę ogrodzenia, czy też o jakieś uspraw-
nienia w oborze lub stajni. Krister również brał w tym udział, 
ale nie z takim samym zapałem i zaangażowaniem co starszy 
brat. Sama Inga też miała uczucie, jak gdyby część swojej du-
szy zostawiła w Svartdal. To tam dorastała i za tamtym dworem 
tęskniła, gdy dni w Gaupås były ponure i szare.

7

background image

-Kiedy ojciec ma się stawić w sądzie?
-Nie wiem - przyznał Kristoffer, wskakując na Czarnulkę. 
Siodło zatrzeszczało, kiedy się w nim poprawił. - Ale to 
zwykle  trochę   trwa.   Mam   nadzieję.   Może   na   jesieni... 
Pomyśleć tylko,  że Torsteinowi będzie wolno się do nas 
wprowadzić!
Inga potrząsnęła głową, żeby przegonić przytłaczające my-

śli. Nie, nie potrafiła przywołać w wyobraźni obrazu sań, wy-
pełnionych   osobistymi   rzeczami,   zjeżdżających   do   Svartdal. 
Albo   ludzi   depczących   sobie   po   piętach   w   pośpiechu,   żeby 
zdążyć zrobić jak najwięcej przed przybyciem rodziny z 0vre 
Gull-haug.   Inga   podeszła   bliżej   i   położyła   dłoń   na  ręce 
Kristoffera, którą mocno zaciskał na cuglach. Niezbyt często 
mieli tak bliski kontakt, ale teraz Inga chciała zrobić wszystko, 
żeby zwrócić uwagę brata.

-Hedvig musi przedstawić dowód i znaleźć wiarygodnych 
świadków... A sędzia nie może mieć żadnych wątpliwości, że 
ta kobieta mówi prawdę.
-A co, jeśli jej się uda, Ingo? Co, jeśli rzeczywiście ma w 
ręku mocne karty?

Inga poklepała brata po ramieniu, żeby mu dodać otuchy.

-Jesteśmy z rodu Svartdalów, Kristofferze! Odtąd musimy 
trzymać się razem bez względu na to, co się stanie! A ty... - 
Przykuła go spojrzeniem, zanim dokończyła z pasją: - Nie 
poddamy się bez walki!

-Nielsie, czy możemy porozmawiać? - zagadnęła męża, gdy 
Kristoffer odjechał. Zapiekło ją w piersi, kiedy Kristoffer 
zawrócił Srebrnego Księcia z powrotem do domu. Zwykle 
proste   plecy   i   wyprężona   sylwetka   brata   bardzo   się 
przygarbiły.

- Ze mną? - Niels otworzył usta, nie rozumiejąc.
Inga skinęła głową nieobecna myślami.

- Tak, jest coś, o czym muszę z tobą pomówić. - Dopiero

wtedy zauważyła, że jej mąż skulił się. Wygląda, jakby się mnie
bał, pomyślała zaskoczona. Wstrząśnięta i jednocześnie poiry-

8

background image

towana warknęła: - Spokojnie, Nielsie, nie zamierzam rozgrze-
bywać tamtego.

Niels powoli się odprężył i odetchnął z ulgą.
W gabinecie Inga wyrzuciła z siebie to, czego dowiedziała 

się od Kristoffera:

-Wiedziałeś o planach Hedvig, Nielsie?
-Nie,   oszalałaś?   -   Niels   oszołomiony   podrapał   się   po 
błyszczącej   łysinie.   -   Trudno   uwierzyć   w   to,   co   ona 
opowiada.
-Proszę cię, Nielsie, żebyś zapomniał na chwilę o wiążącej 
cię jako sędziego tajemnicy zawodowej i powiedział mi 
wszystko, co wiesz o tej sprawie. - Inga nie pamiętała, 
kiedy ostatnio rozmawiali tak spokojnie i zgodnie.
-Na mnie to też spadło jak grom, Ingo. Nie myśl, że było 
inaczej! - Niels zamyślił się, odchylił do tyłu i oparł na 
oparciu krzesła, po czym mruknął: - Że Kristian okaże się 
ojcem Tor-steina...
-Myślisz, że to prawda? - spytała Inga smutno. - Myślisz, 
że rzeczywiście jedynie udawał przed całą wsią, że dla niego 
liczyła się tylko Jenny, żeby ukryć nieślubnego syna?

Niels czyścił paznokcie nożem do listów.
- Miłości do Jenny nikt mu nie może zabrać! Prawdopo

dobnie plotki pomkną jak ogień po suchej trawie. Zobaczysz,
że ludzie będą drwić z małżeństwa twoich rodziców. Ucieszą
się, diabły, że wreszcie będą mogli zbrukać opinię samego Kri-
stiana Svartdala.

Inga rzadko widywała męża tak rozsierdzonego. Na szczęś-

cie trzymał stronę Kristiana.

- Czy podejrzewasz, dlaczego Hedvig oskarża ojca teraz,

po tylu latach?

Niels odłożył nóż do listów i splótł ręce za głową.

- Wydawało mi się, że zachowywała się dziwnie na ślubie

Martina i Gudrun. Nie spuszczała twego ojca z oczu. Przyszło
mi na myśl, że może... - Ten starszy mężczyzna zaczerwienił się,
co w jego wieku mu nie przystało. - Że się w nim podkochuje.

Inga przypomniała sobie, że Hedvig poprosiła Kristiana do

9

background image

tańca. I strasznie mu się naprzykrzała. Później ojciec wyrażał 
się o niej jak o ladacznicy. Indze zaczęło się robić gorąco. Czyż-
by Hedvig się mściła, bo Kristian zaspokoił swą wolę? Czy obo-
je... przespali się ze sobą, a potem ojciec bez skrupułów odtrą-
cił wdowę po Halvdanie? To możliwe, choć Inga nie potrafiła 
sobie wyobrazić, by mógł zachować się tak cynicznie.

- Jesteś sędzią, Nielsie. Proszę cię, wytłumacz mi, jaki może

zapaść wyrok, jeśli dojdzie do sprawy sądowej.

Zamknęła oczy, żeby się przygotować na najgorsze. Strach 

niczym zaciskający się węzeł dusił ją w piersi.

-Albo   Hedvig   przegra,   albo...   Kristian   będzie   się   musiał 
pogodzić, że Torstein zostanie prawnym spadkobiercą.
-Czy nie możemy nic zrobić, żeby temu przeszkodzić? - 
zdołała tylko wyszeptać.
-To zależy, czy Hedvig kłamie, czy nie. A jeśli to Kristian 
zataił swe ojcostwo?
Inga  podskoczyła.  Niels nie mógł  chyba  tak pomyśleć  o 

najlepszym  przyjacielu? Chciała zbyć śmiechem  wątpliwości 
Niel-sa, ale jeśli to rzeczywiście prawda? Ogarnął ją strach.

-Halvdan i Kristian chodzili w młodości... do szkoły rolni-
czej w Stavern - jąkał się Niels. - To tam poznali Hedvig. O 
ile  wiem...   ona   już   wtedy   cieszyła   się   niezbyt...   dobrą 
reputacją.  Nie   możemy   wykluczyć,   że...   zawarli   wtedy 
bliższą znajomość.
-Znajomość - powtórzyła Inga wzburzona. W dzieciństwie 
słyszała urywki rozmów o tym, że ojciec chodził do szkoły 
razem ze zmarłym Halvdanem, ale nie wiedziała, że to tam 
Halvdan spotkał swą wybrankę.

Niels snuł domysły:

- Halvdan i Hedvig pobrali się bez zgody jego rodziców.

Czy ciąża była powodem, że postanowili wziąć ślub w tajemni
cy i w takim pośpiechu?

Inga poderwała się z krzesła.

- Sugerujesz, że ojciec spłodził to dziecko, a do ojcostwa

przyznał się Halvdan? Skoro musieli tak szybko się pobrać?

Niels zwilżył wargi czubkiem języka.

10

background image

- Oczywiście, że nie. Rzucam tylko przykładowe teorie.

Jak już mówiłem, w przyszłości grad takich pytań i domysłów
będzie padać ze wszystkich stron. Musimy rozważyć wszystkie
możliwości i spróbować na nie odpowiedzieć.

Inga osunęła się zmęczona na krzesło.

- A więc chcesz nam pomóc?
Niels z ożywieniem pochylił się do przodu i chwycił jej bez-

silne ręce.

- Jako sędzia muszę przestrzegać określonych zasad, lecz

gdy tylko przeczytam pozew, postaram się, żeby Svartdal zosta
ło w waszej rodzinie.

Inga posłała mu pełne wdzięczności spojrzenie.

- Hedvig nie ma zapewne na tyle przyzwoitości, żeby trzy

mać się teraz od nas z daleka. W każdym razie skoro Torstein
zamierza się ożenić z Sigrid. Kto by pomyślał, że Sigrid pewne
go dnia mogłaby zostać gospodynią w domu mojego dzieciń
stwa. .. - Ostrożnie cofnęła ręce ku sobie.

Niels spoważniał.

-Tak, tu mogą pojawić się problemy, jeśli Torstein poślubi 
moją córkę. Jednak konflikt między Hedvig i Kristianem nie 
powinien   wpłynąć   na   związek   tych   dwojga   młodych. 
Obiecaj mi, Ingo, że nadal będziesz traktowała Torsteina z 
szacunkiem.   On   nie   jest   temu   winien,   że   jego   matka 
wyzbyła się wszelkich zahamowań.
-Wiem, wiem - westchnęła Inga. Miała ochotę się rozpła-
kać.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  odtąd  nie  będzie  łatwo 
rozmawiać z Torsteinem. Hedvig natomiast nie powinna 
zaglądać do Gaupås częściej, niż to absolutnie konieczne. 
Inga nie bardzo  wiedziała, co by zrobiła, gdyby matka 
Torsteina   tu   przyszła,  ale   z   pewnością   nikt   jej   tu 
serdecznie nie przywita! Na samą myśl ogarnęła ją fala 
gorąca ze złości.
-Kristian znalazł się w niewesołym położeniu - mówił dalej 
Niels. - Stać się przedmiotem takich plotek...
-Pojadę do niego - oznajmiła Inga. - Powinien mieć świa-
domość, że może liczyć na moje wsparcie.

11

background image

Niels uśmiechnął się.

-Jedź, Ingo. To mądrze z twojej strony. Przekaż ojcu wia-
domość, że odwiedzę go pojutrze.
-Doceniam to, że stanąłeś po stronie Svartdalów, Niel-sie - 
wyznała Inga cicho. Onieśmielona okręcała guzik bluzki.
Niels rozpromienił się.

- Jesteś pewna, że powinienem się tu zatrzymać? - spytał

Gulbrand bez przekonania. Zawołał „Prrr!" na konia i delikat
nie pociągnął za lejce. Cała służba w Gaupås znała już wstrząsa
jącą nowinę. W zielonych oczach Gulbranda malowały się smu
tek i współczucie.

Inga zeskoczyła na ziemię.

-Tak. Przejdę się kawałek. Jest tyle myśli, które muszę po-
układać...
-Jak chcesz, Ingo. Poproszę Eugenie, żeby zajęła się Emilią, aż 
nie wrócisz.

Inga poczuła pieczenie w nosie i z wielkim wysiłkiem po-

wstrzymała się, żeby się nie rozpłakać. Dopiero kiedy wóz z. 
Gulbrandem   zniknął   za  zakrętem,  pozwoliła  sobie  na  płacz. 
Łzy stoczyły się po policzkach i zwilżyły ziemię.

Ingę wypełnił wewnętrzny smutek. Ze zmartwienia, że być 

może stracą Svartdal, nie mogła złapać tchu. Objęła się ramio-
nami i próbowała usunąć bolesną kluchę, która mocno osadziła 
się w piersi. Pomyśleć tylko, że może nadejść taki dzień, kiedy już 
nigdy nie pójdzie zarośniętą ścieżką prowadzącą do Svartdal...

Torstein i Sigrid przejęliby gospodarstwo. Naturalnie mog-

łaby ich odwiedzać, ale to nie to samo, stwierdziła w duchu, 
ponieważ to Emma powinna ją przywitać z szerokim uśmie-
chem. To zapach wypieków Emmy i świeżo zaparzonej kawy 
powinien   uderzyć   ją   w   progu.   Dający   poczucie   bezpieczeń-
stwa. Znajomy i kochany. Na Boga, łkała Inga, pomyśleć tylko, 
że przyjdzie taki dzień, kiedy to Hedvig otworzy jej drzwi, gdy 
zapuka...

12

background image

Inga zatrzymała się na szczycie wzgórza, podziwiając piękny 

widok, kiedy jej oczom ukazał się dostojny dwór. Pokraśniała z 
dumy. W okolicy można by znaleźć nowsze, pomalowane na 
biało budynki  mieszkalne wraz  z imponującymi  czerwonymi 
zabudowaniami gospodarczymi, lecz mimo wszystko nie da się 
ich porównać z jej domem rodzinnym. Svartdal ma szczególną 
atmosferę i duszę, pomyślała z nostalgią.

W gospodarstwie panował przygnębiający, ponury nastrój. 

Inga zauważyła to od razu, kiedy weszła na dziedziniec. Emb-
rik wyprowadzał Czarnego ze stajni do zagrody. Pozdrowił Ingę 
uprzejmie,   ale   na   jego   twarzy   malowała   się   niepewność. 
Czarny  nadstawił uszu i zarżał cicho, kiedy Inga przechodziła 
obok. Powinna poklepać zwierzę, ale nie zdołała.

Wszyscy bacznie przyjrzeli się Indze, gdy przekroczyła próg 

kuchni.

-Jak to dobrze, że przyszłaś! - zawołała Emma i objęła ją. - 
Mam uczucie, jak gdyby  nadszedł sądny dzień - mówiła 
dalej służąca, kiedy się uścisnęły. Szlochając, wytarła nos w 
chusteczkę.
-Jakżebym mogła nie przyjść - odparła Inga. - Powinniśmy 
się teraz zebrać razem całą rodziną i wspólnie znaleźć ja-
kieś   rozwiązanie.   Coś,   co   przeszkodziłoby   Hedvig   w 
wyegzekwowaniu swej woli.
Nikt nie odpowiedział. Kristoffer demonstracyjnie odwrócił 

głowę. Krister, który zazwyczaj uśmiechał się ciepło i żartob-
liwie, patrzył teraz smutnym, umykającym wzrokiem.

-Chyba się już nie poddaliście? - spytała Inga przestraszona. 
Sądziła, że przekleństwa i złorzeczenia będą fruwać w po-
wietrzu,   lecz   zamiast   tego   wszędzie   panowała 
przygnębiająca cisza.
-Ojciec nie chce o tym rozmawiać - rzekł niechętnie Kri-
stoffer. - Wygląda  więc na to, że Hedvig mówi prawdę, 
twierdząc, że Torstein jest jego najstarszym synem.

Inga jęknęła głośno.

- Ojciec nigdy nie był rozmowny, ale my nie możemy po-

13

background image

zwolić, żeby się teraz ukrywał. Mimo wszystko mamy prawo 
wiedzieć.

Zdecydowanie odwróciła się na pięcie i obrała kierunek na 

sypialnię Kristiana. Przed wejściem zatrzymała się i nabrała 
powietrza. Musiała przez kilka sekund zebrać myśli, po czym 
mocno zapukała do drzwi.

background image

2

Hedvig czuła obrzydliwy ucisk w żołądku. To ze strachu, po-
myślała zaniepokojona, ale teraz nie było już odwrotu. Pozwała 
Kristiana do sądu i zrobi wszystko, co w jej mocy, żeby został 
skazany. Wiedziała, że to ryzykowna gra, ale tym większa bę-
dzie wygrana.

Kiedy ogarniały ją panika i żal, Hedyig uspokajała samą sie-

bie, że sam pastor Mohr wziął udział w jej planie. Miał zeznawać 
na jej korzyść, wprawdzie za pokaźne honorarium, ale żaden 
sędzia nie będzie chyba podejrzewał duchownego o kłamstwo? 
Rozprawa odbędzie się prawdopodobnie późnym latem, może 
bliżej jesieni. Czas, który do tego dnia pozostał, trzeba wyko-
rzystać na urobienie i przygotowanie Torsteina i innych osób 
zamieszanych w sprawę.

Hedvig upiła niewielki łyk ze szklaneczki koniaku, na którą 

sobie pozwoliła. Złocisty trunek rozgrzewał gardło. Czekała, aż 
Torstein się przebierze. Syn przyrzekł, że młodszy brat Torbjorn 
i siostra Ingebjorg zostaną zabezpieczeni finansowo, lecz jesz-
cze mu nie powiedziała, jaka w tym wszystkim jemu przypad-
nie rola. Nie, pomyślała i upiła jeszcze jeden łyk, najpierw trze-
ba mu uświadomić, o jakie wartości tu chodzi. Będzie go łatwiej 
przekonać, kiedy Torstein zrozumie, jak wspaniałym gospodar-
stwem jest Svartdal. Kto nie chciałby zostać właścicielem tak 
okazałego majątku?

- Nareszcie jesteś! - zawołała radośnie na widok syna. Za-

15

background image

chwycona odstawiła szklaneczkę na stół, wstała i wygładziła 
swój strój do jazdy konnej.

Torstein w milczeniu podążył za matką na dziedziniec. Sta-

jenny włożył damskie siodło na spokojną klacz, Grację, a młodą 
Furię osiodłał dla Torsteina. Matka i syn wsiedli na wierzchowce 
i skinęli przyjaźnie stajennemu na pożegnanie.

-Co takiego chcesz mi pokazać? - spytał Torstein zacieka-
wiony, kiedy ujechali spory kawał drogi.
-Poczekaj, a zobaczysz  - zamruczała Hedvig zagadkowo. 
Nic   mu   się   nie   stanie,   gdy   go   trochę   potrzymam   w 
niepewności, pomyślała. Zwłoka tylko spotęguje napięcie.
-Czego tu szukamy? - chciał wiedzieć Torstein, kiedy matka 
zarządziła przystanek na wzgórzu, z którego wiodła droga do 
Svartdal. - Wybieramy się w odwiedziny do Kristiana?

Hedvig uśmiechnęła się.
- Nie, bynajmniej. Teraz nie jesteśmy tu mile widziani.
Wzrokiem powędrowała w stronę gospodarstwa, pięknie

położonego na dnie doliny. Na dziedzińcu nie było widać ni-
kogo, zauważyła i ucieszyła się. Przypuszczalnie siedzą w domu 
i prowadzą naradę. Przez moment zapragnęła stać się niewi-
dzialna. Ach, gdyby móc ich teraz zobaczyć i posłuchać ich na-
rzekań!

- Co... Co przez to rozumiesz? - spytał Torstein podener

wowany. - Nie poróżniły nas chyba ze Svartdalami żadne nie-
załatwione sprawy.

Hedvig podprowadziła swą klacz całkiem blisko źrebaka.
- W   zeszłym   tygodniu   prosiłam   cię   o   przysługę.   Pamię

tasz?

Torstein skinął głową.
- Wtedy obiecałeś, że uczynisz wszystko, co w twojej mocy,

żeby   Torbjornowi   i   Ingebjerg   niczego   nie   brakowało.   Praw
da? - Jej brązowe oczy z charakterystycznymi zielonymi cętka
mi przykuwały jego wzrok. Nie odezwała się, dopóki nie przy
taknął. - To wszystko może być twoje - wyjaśniła i wskazała
ręką na stary drewniany dwór.

16

background image

Torstein zakrztusił się z przerażenia.
- Svartdal może być moje? Jak to?
Hedvig przytaknęła pośpiesznie.

-Może. Gospodarstwo jest ogromne, to ponad czterdzieści 
hektarów ziemi i siedemdziesiąt arów lasu. Ziemia jest nie 
do pogardzenia, a i budynki dobrze utrzymane.
-Do czego zmierzasz, matko? Szczerze mówiąc, nic z tego 
nie rozumiem...

Hedvig wyprostowała się. Najwyższy czas wtajemniczyć 

syna w cały plan.

- Za kilka miesięcy mam się spotkać z Kristianem w sądzie.

Zamierzam walczyć o to, żebyś ty - położyła nacisk na ostatnie
słowo - przejął Svartdal.

Torstein ścisnął lejce między palcami i spojrzał na matkę za-

skoczony.

Hedvig odwróciła głowę. Nie była w stanie patrzeć na jego 

wstrząśniętą twarz, kiedy wyjaśniała:

-Będę twierdzić, że ty jesteś dziedzicem Svartdal.
-Nie jestem!

Hedvig uśmiechnęła się chytrze.

-Nie, nie jesteś, ale sędzia o tym  nie wie. Zamierzam 
przedstawić dowód, że jesteś najstarszym synem Kristiana.
-Halvdan był   moim  ojcem  -  rzekł  Torstein  ochrypłym 
głosem. - Jak możesz w ten sposób go oczerniać? Chyba 
oszalałaś,   mamo.   Czy   do   tego   zmierzałaś   poprzedniej 
nocy?

Mięśnie brzucha Hedvig napięły się, usta wykrzywiły w gry-

masie. A co to? Czy Torstein nie rozumie, że ona pragnie tylko 
dobra rodziny?

- A teraz posłuchaj! - rzekła ze złością. - Nie wolno ci zro

bić nic wbrew mej woli. Nikt nie może żądać, byś zeznawał
w sądzie, lecz ja zamierzam stwierdzić, że jesteś tylko niczego
nieświadomym, biednym bękartem!

Wydawało się, że Torstein z wrażenia zaraz wypadnie z siod-

ła. Pochylił się do przodu i złapał za cugle.

- Naprawdę tylko dlatego, żebym ja mógł dostać Svartdal,

17

background image

chcesz wystąpić jako... ladacznica? - Język kleił się do podnie-
bienia i Torstein z trudem wymówił to brudne słowo.

- Phi! Nie przejmuj się tym - zbagatelizowała jego obawy

Hedvig. - Na pewno uda mi się jakoś wywinąć. Zrozum, Tor-
steinie, zawiadomiłam już lensmana. Właśnie dostarczył Kri-
stianowi wezwanie!

Torstein rwał sobie włosy z głowy sfrustrowany.
- Nie, nie... To się nie uda, mamo. W najśmielszych ma

rzeniach nie śniłem, że wciągniesz mnie w coś takiego.

Hedvig poprowadziła Grację dookoła źrebaka. Przez cały 

czas wpatrywała się w Torsteina obłąkanym wzrokiem. Dzikim, 
pałającym spojrzeniem usiłowała go nakłonić, by zrozumiał, 
że jest za późno, żeby się wycofać. W końcu syn powoli opuścił 
ramiona i przygarbił się, wpatrując się ponuro w ziemię.

Hedvig przemówiła łagodniej:

-Bez względu na to, jaki będzie wyrok w sprawie, ty nie 
zrobiłeś nic złego. Ludzie pomyślą,  że to ja kazałam ci 
wierzyć, że Kristian jest twoim ojcem. Co w tym złego, że 
upomnisz się o dziedzictwo?
-Nie cierpimy biedy w 0vre Gullhaug. Po co nam drugie 
gospodarstwo? - spytał chłopak zrezygnowany.
-Moim celem jest, żebyś ty przejął Svartdal, a Torbjorn po-
prowadził 0vre Gullhaug.
-A co z Ingebjorg?

Hedvig odczuła ulgę. Wreszcie syn zdawał się pomału ak-

ceptować jej pomysł. Jego niechęć jakby trochę osłabła.

-Niedługo osiągnie wiek, kiedy będzie mogła wyjść za 
mąż.  Być  może  znajdzie sobie męża  z gospodarstwem. 
Jeżeli nie... - Wokół ust Hedvig błąkał się uśmiech. - To jej 
braciom wystarczy środków, by nie cierpiała biedy.
-Dlaczego tak bardzo nienawidzisz Kristiana, że chcesz go 
pozbawić ziemi i gospodarstwa?

Hedvig drgnęła.
- To moja tajemnica - odparła ostro.
Torstein pokręcił głową zmartwiony.

18

background image

- Nie mam pojęcia, jak przeprowadzisz swój plan. Co cię

do tego... do tego skłoniło?

Matka miała nadzieję, że nie będzie zadawał tak kłopotli-

wych   pytań.   Przez   moment   zastanowiła   się,   czy   nie 
powiedzieć, że to nie jego sprawa, ale zaraz uznała, że powinien 
się o wszystkim dowiedzieć.

-Nie zostałeś  ochrzczony od razu, kiedy twój  ojciec  i ja 
przybyliśmy do 0vre Gullhaug. Rodzice Halvdana nie byli 
zachwyceni, że pobraliśmy się w tajemnicy, dlatego żeby 
ich udobruchać, postanowiliśmy ochrzcić cię w kościele w 
Hillestad. Wtedy miałeś już dziewięć miesięcy.
-Mamo! Wiesz, że nieochrzczone dziecko jest poganinem i 
jest   narażone   na   działanie   złych   mocy?   Powinniście   jak 
najszybciej   zanieść   mnie   do   kościoła   i   włączyć   do 
wspólnoty chrześcijańskiej!
-Nonsens! - odpowiedziała Hedvig na krytykę. - Gadanie o 
pogaństwie to przeklęte bzdury i przesądy. Poza tym kiedy 
się urodziłeś, akuszerka odczytała  nad tobą zaklęcia. No, 
daj   mi  dokończyć   i   nie   przerywaj!   Pastor   Mohr...   - 
Wzdrygnęła   się.   Niełatwo   będzie   to   przyznać.   -   Wyrwał 
jedną stronę z księgi kościelnej. Odtąd już nikt nie znajdzie 
dowodu na to, że Halv-dan był twoim ojcem.

Torstein oszołomiony zsiadł z konia, zachwiał się i oparł o 

drzewo. Osunął się wzdłuż pnia i usiadł na mchu.

-A co z rodzicami chrzestnymi? Ktoś z krewnych musiał 
mnie chyba trzymać do chrztu? Nie wiadomo, czy będą mil-
czeć, mimo że jesteśmy jedną rodziną.
-Podejrzewasz mnie, że o tym  nie pomyślałam? - spytała 
Hedvig urażona. - Oboje twoi chrzestni nie żyją. Rodzice 
twego ojca zmarli ponad dziesięć lat temu.
-Czy ja byłem jedynym chrzczonym dzieckiem tego dnia? - 
dopytywał się Torstein.
-Nniee - Hedvig przeciągnęła tę odpowiedź. - Razem z tobą 
pastor chrzcił jeszcze jednego chłopczyka.

Nagle Torstein wstał.

19

background image

- A widzisz! - niemal krzyknął. - Jeżeli rodzice tego chłop

ca się dowiedzą, że brakuje strony w księdze kościelnej, będą
pewnie chcieli to zbadać. Wtedy wszyscy się dowiedzą, że pa
stor wyrwał kartkę z księgi. Czy zdajesz sobie sprawę, że to po
ważne przestępstwo?

Hedvig przeszedł chłód, mimo że słońce przyjemnie przy-

grzewało. O tym nie pomyślała! Zakłopotana zagryzła dolną 
wargę i zastanowiła się. Z wahaniem rzekła, broniąc się:

- To nie jest istotą sprawy! Najważniejsze, żeby sędzia się

dowiedział, że ty jesteś dziedzicem Svartdal. Nie wiadomo,
czy w ogóle ktoś wspomni o księdze. A poza tym - dodała re
zolutnie - księgi są pełne wpisów pod datami chrzcin, ale to nie
znaczy, że Halvdan podał tam ciebie jako swego pierworodne
go. Nikt nie wie, kogo wpisał pastor jako twego ojca.

Torstein podrapał się w czoło.

-Mimo wszystko, mamo...
-Poza tym pastor Rollefsen, który ciebie chrzcił, już nie 
żyje. Nie może zeznać przed sądem, co zostało zapisane. I 
pamiętaj, że mamy Mohra po swojej stronie!

Odległy wyraz zamyślenia przesłonił cieniem twarz Torstei-

na. Hedvig podążyła za wzrokiem syna, kiedy przyglądał się 
Svartdal. Chłopak musi się skusić na tę piękną posiadłość! Czyż 
nie rozumiał, że może zapewnić swej rodzinie bogactwo?

Sama więcej nie nalegała. Torstein musi mieć czas, żeby to 

przemyśleć. Była pewna, że w końcu pójdzie po rozum do głowy.

Zwiedzanie nie poszło tak dobrze, jak Hedvig się spodziewa-

ła. Miała nadzieję, że syn zachwyci się na myśl o tym, że mógłby 
zostać właścicielem Svartdal, ale co do tego się przeliczyła. Za-
dawał zbyt wiele zawiłych pytań.

Kiedy znów znaleźli się w domu w 0vre Gullhaug, Hedvig 

udawała, że jest bardzo zajęta oporządzaniem Gracji. Dopiero 
gdy Torstein wyszedł ze stajni, ponownie wsiadła na konia i po-
galopowała na plebanię.

- No, pani Gullhaug - zaczął pastor Mohr z ociąganiem po

wstępnych powitaniach. - Czy lensman dostarczył wezwanie?

20

background image

- Kristian przyjął je niedawno.
Pastor mlasnął zadowolony.

- Dobrze, dobrze. Eh... Chciałbym ci przypomnieć, że za

warłem z tobą tę umowę na pewnych warunkach. Rozumiesz
z pewnością, że dla człowieka na moim stanowisku usunięcie
poważnych dowodów wiąże się z wysokim ryzykiem. Kiedy za
tem mogę się spodziewać mojego wynagrodzenia?

Hedvig zrobiło się gorąco z oburzenia. Czy pieniądze to 

wszystko, na czym mu zależy? Czy nie powinni raczej skupić 
się na ułożeniu planu? Zawarła pakt z samym szatanem, zdała 
sobie   sprawę.   Dobrze,   pomyślała   z   pewnością   siebie   i 
nieznacznie   uniosła   głowę,   pastor   będzie   musiał   naprawdę 
zasłużyć na zapłatę.

-Naturalnie dostaniesz swoje wynagrodzenie - uśmiechnęła 
się, czując sztywność w kącikach ust - jeżeli nam się uda.
-Jeżeli nam się uda - powtórzył pastor Mohr ostro. - Ja już 
złamałem kościelne przepisy! - zagrzmiał.
-Powinieneś wcześniej o tym pomyśleć - odparła Hedvig, 
złowieszczo zniżając głos. - W umowie nie było mowy, że 
dostaniesz zapłatę, jeżeli przegram sprawę.

Nozdrza pastora rozdęły się.

-Zadrwiłaś sobie ze mnie, pani Gullhaug? Zrobiłem, o co 
mnie prosiłaś, i powinienem dostać pieniądze bez względu 
na wszystko.
-Tak, tak - odparła Hedvig poirytowana. Nie śmiała w tej 
sytuacji prosić go o więcej. Najmądrzej będzie zapłacić od 
razu.  Może   wtedy   pastor   będzie   bardziej   skory   do 
współpracy. Z wysiłkiem przywołała najbardziej uroczy z 
uśmiechów. - Ile się należy za kłopot?

Pastor z zadowoleniem oparł  się z powrotem  na oparciu 

krzesła.

- Hm. Jaką taryfę zastosować wobec Svartdal? Muszę okreś

lić kwotę proporcjonalnie do wartości.

To szczwany lis, pomyślała Hedvig ze złością, jaki chciwy! 
Żeby tylko nie musiała sprzedawać żadnych budynków go-

21

background image

spodarczych ani cennych przedmiotów, by mu zapłacić. Na koń-
cu języka paliła ją cięta odpowiedź, ale Hedvig się opamiętała. 
Najpierw musiała usłyszeć, czego on chce. I, pomyślała zado-
wolona, nie da mu ani korony, jeśli sprawa zostanie rozstrzyg-
nięta na korzyść Kristiana! Wtedy powie pastorowi, że nie może 
żądać zapłaty. Mohr nie pójdzie przecież na skargę do sądu ani 
do biskupa, przyznając się, na co się zgodził...

- Tysiąc koron - zaproponował pastor z uśmiechem. - Tyle

warta jest moja przysługa!

Cała krew napłynęła Hedvig do twarzy. Tysiąc koron. Tysiąc 

koron. Niemało sobie zażyczył ten chytrus. Musi się targować, 
uznała.

-

Pięćset koron przed rozprawą. Resztę dostaniesz potem.

Nietrudno było zobaczyć, że pastor Mohr nie był zadowolo
ny z propozycji.

-Jesteś przecież majętną kobietą. Sądziłem, że zdobycie ta-
kiej kwoty nie będzie trudne...
-A jednak wyobraź sobie, że tak - odparła Hedvig wzbu-
rzona. - Pięćset teraz i pięćset potem. I tak będzie.

Pastor przyglądał się jej w skupieniu, po czym powoli skinął 

głową.

background image

3

Inga   nie   czekała   na   odpowiedź,   po   prostu   otworzyła 
drzwi  i przekroczyła próg. Serce waliło jej w piersi. Zwykle 
zawsze czekała na jego władcze „Proszę!" Lecz dziś nie chciała 
mu dać okazji, by ją odprawił.

Przywitał ją widok złamanego człowieka. Ojciec siedział na 

krześle pochylony, z łokciami opartymi na kolanach i twarzą ukry-
tą w dłoniach. Włosy miał potargane, jak gdyby wiele razy zde-
nerwowany przeczesywał je palcami. Nawet jeden jego mięsień nie 
drgnął. Wydawało się niemal, jak gdyby był sparaliżowany.

- Ojcze... - zaczęła z wahaniem i podeszła bliżej.
Nie poruszył się.

-Ojcze - powtórzyła z naciskiem. - Musimy o tym poroz-
mawiać.
-Po co? - odparł nagle zachrypniętym i zrezygnowanym 
głosem.
-Ponieważ... Ponieważ nie możemy pozwolić, by Hedvig 
przeforsowała swoją wolę. Nie ma prawa pozbawić naszej 
rodziny tego majątku.

Kristian westchnął ciężko, lecz podniósł głowę i spojrzał na 

córkę.

Ingę uderzyło, że w jego oczach nie było życia. Zadrżała.

- Chodźmy do kuchni, do pozostałych domowników, oj

cze. - Wyciągnęła do niego rękę.

Kristian powoli podniósł się.

23

background image

- Dobrze, chodźmy.
Jednak nie chwycił jej za rękę. Inga w zakłopotaniu cofnęła 

ją ku sobie, ale doszła do wniosku, że powinna się cieszyć, że 
zgodził się wyjść razem z nią z sypialni.

Wszyscy poderwali się, gdy zobaczyli, jak ojciec z córką 

wchodzą do środka.

- Potrzebujemy czegoś na rozgrzewkę - orzekła Emma,

trzęsąc się z zimna, i postawiła czajnik z kawą na ogniu.

Wokół panowała zupełna cisza, kiedy Emma nalewała kawę 

do filiżanek. Inga zauważyła błagalne spojrzenia braci. Tak, tak, 
pomyślała, zbierając się na odwagę, w takim razie to ona będzie 
musiała zadawać ojcu pytania.

- Najchętniej nie wtrącałabym się do twoich osobistych spraw,

ale musimy dowiedzieć się wszystkiego, skoro mamy ci pomóc.

Ojciec spojrzał na nią blado.

- My?

Inga przesunęła się niespokojnie na krześle.

-Kristoffer, Krister i ja. I Niels.
-I ja - dodała Emma - o ile stara służąca może się na coś 
przydać.

Kristian nie odpowiedział, lecz Inga zdążyła zauważyć 

w jego oczach błysk wdzięczności, zanim odwrócił głowę.

Kristoffer odchrząknął i skinął ku siostrze, i nagle Inga ode-

zwała się:

- Czy Torstein jest twoim synem? Tak czy nie?!

Ojciec na chwilę zesztywniał, wolno odwrócił się w jej stro-

nę i odpowiedział oburzony:

-Nie! Jak mogłaś w ogóle tak pomyśleć? - wybuchnął, lecz 
zaraz się uspokoił.
-Wcale tak nie pomyślałam - broniła się Inga. - Ale mu-
siałam się upewnić, że zarzuty są nieprawdziwe. Chyba to 
rozumiesz?   Mimo   to...   Przy   bliższym   przyjrzeniu   się 
Tprstein może nieco przypominać Kristoffera...

- Ingo! - przerwał jej ojciec poirytowany.
Inga wzruszyła ramionami.

24

background image

-A jak myślisz, ojcze, czym teraz będą się zajmować ludzie 
we wsi? Będą lustrować wzrokiem ciebie i Torsteina, szu-
kając   między   wami   podobieństw.   Bezlitośnie   będą 
rozprawiać o ciemnym kolorze waszych włosów, a gdy nie 
znajdą cech  wspólnych, jak na przykład kolor oczu, na 
pewno wymyślą jakieś odpowiednie wyjaśnienie. Oni chcą, 
byście byli do siebie podobni, rozumiesz chyba!
-Obawiam się, że Inga ma rację - wtrącił się Kristoffer.
-Do diabła! - zaklął Kristian pod nosem. - Na pewno się 
teraz cieszą, psy. Cholera! - Ze złością huknął pięścią w stół, 
aż filiżanki zabrzęczały na spodeczkach.

Nikt nie skomentował jego zachowania. Każdy rozumiał, 

że Kristian znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia.

-Musisz nam opowiedzieć o wszystkim, co się wydarzyło, 
kiedy chodziłeś do szkoły w Stavern. O twojej znajomości 
z Halvdanem i Hedvig.
-A co to pomoże? - spytał Kristian bezbarwnie.
-Może uda nam się znaleźć nieścisłości w tym, co twierdzi 
Hedvig. Goś, co ją zdemaskuje - wyjaśniła Inga łagodnie. 
To niemal nie do pomyślenia, zdała sobie sprawę, że oto 
wypytuje swego ojca. Zawsze z taką niechęcią mówił o 
przeszłości,   ale   teraz   musi   im   podać   jak   najwięcej 
informacji.

Kristian odchrząknął.

- Laurens i ja poszliśmy do szkoły o rok wcześniej niż Halv-

dan. - Zamilkł i wyjrzał przez okno zamyślony. Na zewnątrz
Embrik prowadził Srebrnego Księcia przez dziedziniec. Żwir
tak głośno chrzęścił pod twardymi kopytami, że słychać było aż
w kuchni.

Inga drgnęła. Ojciec po raz pierwszy wspomniał o Lauren-

sie z własnej woli! A więc obaj chodzili razem do szkoły rolni-
czej ... Niels mówił coś o tym, ale nie powiedział, że Kristian był 
tam razem z Laurensem. Inga zanotowała sobie ten fakt w pa-
mięci, może się później przydać.

Jakby z oddali ponownie dobiegł ją głos ojca, więc starała się 

skoncentrować.

25

background image

- Hedvig pracowała w szkolnej kuchni i znana była z tego,

że... że zabawiała męską część studentów. Nie żeby jej płacili...
Tak mi się w każdym razie wydaje - dodał pośpiesznie.

Inga przełknęła ciężko ślinę, a na jej policzki wystąpiły ru-

mieńce.

- Czy tobie też świadczyła takie usługi? - Właściwie znała

odpowiedź, ale musiała się upewnić.

Kristian natychmiast wbił w córkę wzrok.

- Właśnie odpowiedziałem na to pytanie. Nie, Ingo, nie.

Nigdy nie przespałem się z Hedvig. Nigdy!

Inga przycisnęła zimne dłonie do rozpalonych policzków w 
nadziei, że uda jej się nieco je ochłodzić. Ojciec mówił dalej 
zdenerwowany.

- Przez pierwszy rok robiła mi propozycje. Nietrudno było

ją zaciągnąć na siano... jeśli tak mogę to nazwać. - Nie tylko
Inga się zaczerwieniła, również twarz ojca przybrała kolor świe
żo rozkwitłej piwonii. - Uparcie wbijałem jej do głowy, że je
stem zaręczony. Myśl o tym, by tknąć Hedvig, gdy tymczasem
Jenny wiernie na mnie czekała... Nie, nawet nie czułem pokusy.
Hedvig poczytała to jako zniewagę, ale na szczęście się podda
ła. A kiedy rok później pojawił się w szkole Halvdan, na niego
skierowała swoje zaloty...

- I Laurens może to poświadczyć? - spytała Inga.
Kristian skinął głową.

-Tak, ale czort wie, czy to zrobi! Nie potrzebuję pomocy od 
tego... tego... - wyrzucił z siebie stek wyzwisk. - Laurens 
wie,   że   nie   tknąłem   Hedvig,   lecz   prędzej   stoczę   się   do 
rynsztoka, niż poproszę go o pomoc!
-Nawet jeśli nasz majątek miałby trafić w obce ręce? - Inga 
zdawała sobie sprawę, że jest nieco sarkastyczna, lecz nie 
dbała oto.
Kristian   zerknął   na   nią.   Wyraz   jego   twarzy   mówił 

wyraźnie, że nie podoba mu się ani ta sytuacja, ani dociekliwe 
pytania córki. Nie zwykł odkrywać niczego, co dotyczyło jego 
osoby.

- Nie wiem - odparł wreszcie - jednak Laurensa nie po-

26

background image

winniśmy do tego mieszać, zanim nie wyczerpiemy wszyst-
kich innych możliwości. Pamiętaj o tym, dziecko, Laurens nie 
może się o niczym dowiedzieć, dopóki sędzia nie zagrozi wy-
daniem wyroku na korzyść Hedvig. - Kristian bębnił palcami 
w stół. - Nie wiem, czy nawet wtedy bym tego chciał - dodał 
przygnębiony. - Zobaczymy - westchnął zmęczony. - Nic pew-
nego, czy Laurens zechce nam podać pomocną dłoń.

Nie odmówi, pomyślała Inga. Laurens może się wzbraniać, 

ile tylko chce, ale wtedy będzie miał z nią do czynienia. Oczy-
wiście spróbuje go przekonać prośbą, ale niech go Bóg bro-
ni, jeśli tylko zdecyduje się odmówić zeznań. Wtedy na włas-
nej skórze odczuje, że Inga jest nieodrodną córką swego ojca. 
Nie będzie przebierała w słowach i wykorzysta wszelkie możli-
we środki, żeby zmusić Laurensa, by zeznawał na korzyść Kri-
stiana. Cóż, pomyślała spokojniej, trzeba poczekać na rozwój 
sprawy. Ze względu na ojca miała nadzieję, że w ogóle nie bę-
dzie potrzeby angażować Laurensa.

Nikt więcej z obecnych nie odważył się zadawać pytań. Być 

może z przerażenia nie byli zdolni do działania, pomyślała Inga 
wyrozumiale, albo po prostu nie mieli odwagi.

- Czy podejrzewasz, dlaczego Hedvig chce nas pozbawić

Svartdal? - spytała, przekrzywiając głowę.

- N-nie - odparł Kristian niechętnie. - Nic jej nie zrobiłem...
Inga stłumiła westchnienie. Ojciec wcale nie miał zamiaru

wyjawić nic więcej, co mogłoby rzucić światło na całą sprawę, 
ale przecież nie wiedział, że Inga odbyła niedawno poufną roz-
mowę z Miną. Mina zdradziła to i owo na temat stosunków łą-
czących Hedvig z ojcem. Czy naprawdę musiała wykorzystać te 
informacje, żeby go zmusić do mówienia?

-Zastanów się dobrze - poprosiła, nie poddając się. - Może 
przypomni ci się coś, cokolwiek, za co Hedvig mogłaby 
żywić  do ciebie nienawiść? Tańczyłeś przecież z nią na 
weselu Martina i Gudrun. Czy powiedziałeś jej coś, co 
mogłoby ją dotknąć?
-Nie, nic takiego nie zrobiłem - zaprotestował ojciec. - Być 
może nie byłem zbyt chętnym partnerem do tańca, ale...

27

background image

Inga miała nadzieję, że jeśli zniży głos, to ojciec nie będzie miał 

jej za złe i nie zdenerwuje się, że dotyka tak drażliwej sprawy:

- W   takim   razie   chciałabym,   żebyś   opowiedział   o   tym,

co się zdarzyło w pralni w Askeli...

Kristian tak mocno zacisnął palce na filiżance, że Inga prze-

straszyła się, że skruszy ją w dłoni. Wyraźnie się w nim zagoto-
wało, ale Inga nie mogła już cofnąć pytania. Śmiało spojrzała 
ojcu w oczy.

Kristianowi całkiem odebrało mowę. Skąd Inga wiedziała o epi-
zodzie z Hedvig w pralni? Na wspomnienie wstydliwego zda-
rzenia w Askeli Kristiana ogarnęła fala gorąca. Czyżby Hedvig 
komuś o tym wypaplała? W takim razie nic dziwnego, że Inga 
zadaje tyle dociekliwych, trudnych pytań. A on, który uparcie 
milczał na ten temat... Teraz był zły na siebie, że od razu nie 
wyłożył wszystkich kart na stół. Wtedy być może córka nie za-
chowywałaby się tak podejrzliwie. Ledwie miał odwagę na nią 
spojrzeć, kiedy spytał:

-Skąd się o tym dowiedziałaś?
-To nie ma tu nic do rzeczy - odparła Inga zniecierpliwiona, 
ale zaraz ugryzła się w język. - Jeżeli wymagam od ciebie 
uczciwości, sama też muszę być wobec ciebie szczera. Mina 
Ne-rumstad   zajrzała   któregoś   dnia   do  Gaupås...   Chciała 
wiedzieć, czy przyrzekłeś Hedvig wierność.

W kuchni zapadła paraliżująca cisza. Wszyscy wpatrywali 

się w Kristiana. Lecz po chwili Kristoffer i Krister zaczęli coś 
mruczeć między sobą podnieceni. Sorine zbladła; do tej pory 
zachowywała spokój i trzymała się w tyle.

Kristian był wstrząśnięty, że Mina po nieprzyjemnej kłótni 

z Hedvig w lesie pobiegła prosto do  Gaupås. Poczuł w piersi 
bolesne ukłucie, lecz po chwili ucieszył się. A więc rodzące się 
wzajemne porozumienie między Miną i nim miało dla niej tak 
duże znaczenie, że odwiedziła Ingę, żeby się dowiedzieć, czy 
Hedvig kłamała, czy nie.

28

background image

- Wiem, kim jest Mina - przyznał, wypuszczając powietrze.

Zaświtał mu płomyk nadziei: być może Minie jednak nadal na
nim zależało pomimo tego, co naopowiadała jej Hedvig?

Nagle wstał.

- Ingo, czy mogę porozmawiać z tobą na osobności? W 

ga
binecie.

Nie czekał na odpowiedź, tylko szybkim krokiem ruszył w 

dół korytarzem i otworzył drzwi. Nie obejrzał się przez ramię, 
żeby się przekonać, czy Inga podążyła za nim. Intuicja podpo-
wiadała mu, że córka usłucha jego prośby. Zdążył już usiąść na 
wyściełanym krześle, kiedy Inga zamykała za sobą drzwi.

Z jej twarzy wyczytał oszołomienie. Strach i niepewność.
W zakłopotaniu wziął pióro i kreślił okręgi na jakimś doku-

mencie.

-Nie rozumiem, co wspólnego z prawem do dziedzictwa ma 
epizod   w   Askeli...   -   Na   papierze   pojawiały   się   coraz   to 
nowe zawijasy.
-To nie ma nic wspólnego z prawem do dziedzictwa - wes-
tchnęła Inga. - Ale kiedy sprawa w sądzie nabierze ostrości, 
przydadzą  się nam  wszelkie informacje.  Może trzeba  się 
będzie uciec do niezbyt czystych metod - sprecyzowała.

Kristian zerknął szybko na córkę, lecz zaraz znowu spuścił 

wzrok na swoje bazgroły.

-Uważasz, że to będzie konieczne?
-Oczywiście, ojcze! - Inga niemal krzyknęła. - Czy jeszcze 
nie zrozumiałeś, do czego zdolna jest Hedvig? Myślisz, że 
zarzut,   że   Torstein   jest   twoim   synem,   to   jedyne,   co 
wykorzysta   przeciw   tobie?   O   nie,   Hedvig   sięgnie   do 
najgorszych plotek, żeby cię oszkalować!

Kristian zdawał sobie sprawę, że córka ma rację. Mimo to 

była to chyba najtrudniejsza rozmowa, jaką odbył w całym swo-
im życiu. Inga i on prawie się nie znali, jednak więzi, które ich 
łączyły, okazały się silniejsze, niż którekolwiek z nich chciałoby 
przyznać.

- Zanim Halvdan umarł... tak... Hedvig przyszła do mnie,

29

background image

kiedy remontowałem pralnię w Askeli. Gdy wróciłem z wysy-
piska śmieci, dokąd zawiozłem niepotrzebne graty, czekała na 
mnie... w łóżku. Bez ubrania.

Zawstydzony obserwował twarz Ingi, na której malowało 

się niedowierzanie. Córka zasłoniła usta ręką, a jej oczy zrobiły 
się okrągłe.

Czując się niezręcznie, mówił dalej:
-Próbowała mnie skusić... Niczym Ewa w raju.
-Zjadłeś to jabłko, które ci podsunęła? 
Kristian pokręcił głową.
- Nie, Ingo, nie zrobiłem tego. Może ugryzłem kęs, to praw

da, ale go wyplułem. Nie chciałem tego przełknąć...

- Czy to było dawno temu? - spytała Inga drżącym głosem.
Kristian odłożył pióro do kałamarza.

- Tak, niedługo miną dwa lata. Może półtora roku. Przego

niłem ją. Wyklinała mnie, ale... Przecież na powrót staliśmy się
przyjaciółmi. Odwiedziłem ją dwa-trzy dni po pogrzebie Halv-
dana, żeby jej złożyć kondolencje. Wprawdzie napomknęła coś
o tym, że kiedy minie rok żałoby, to...

Inga przeraziła się.
-Hah/dan przecież nawet nie spoczął jeszcze w grobie!
-Tłumaczyłem ją, że to może pewnego rodzaju wstrząs 
po śmierci męża. No i jakiś tydzień, może dwa tygodnie 
temu Hedvig natknęła się na mnie i na Minę w lesie. Hedvig 
wyglądała pięknie, Ingo, muszę to przyznać, miała ładnie 
upięte włosy  i śliczny zielony kostium. Mógłbym niemal 
pomyśleć, że jechała w swaty.

- A jeśli tak? Nie możesz tego wykluczyć, ojcze.
Kristian przestraszył się.

-Tak, rzeczywiście... Jeśli się zastanowię... - W zamy-
śleniu podrapał się w czoło i odgarnął kilka niesfornych 
kosmyków. - Była wystrojona jak panna młoda i jechała w 
stronę Svartdal.
-I wreszcie mamy powód - stwierdziła Inga stanowczo. - Po-
dejrzewam, że Hedvig wpadła wszał. Nie zapominaj o tym, że 
chcia-

30

background image

ła wyjść za ciebie za mąż. I kiedy ujrzała ciebie z Miną w niedwu-
znacznej sytuacji... zapłonęła nienawiścią.

-Na Boga, nie może chyba być tak mściwa! A jednak... ? 
-Kristian   strapiony   przetarł   oczy   ogorzałą   ręką.   - 
Wszystko   teraz   rozumiem.   Hedvig   krzyczała   za   mną: 
„Jeżeli ja cię nie dostanę, mój kochany, to żadna inna nie 
będzie   cię   miała".   Jak   mogłem   o   tym   zapomnieć?   - 
wyrzucał sobie.
-Cóż, nie mogłeś w żaden sposób powstrzymać Hedvig i 
zapobiec jej zemście - pocieszyła go Inga.
-Mogłem ją poślubić, Ingo, wtedy Kristoffer zachowałby 
Svartdal.
-Pewnie tak - zgodziła się Inga z pokorą. - Ale z Hedvig 
nigdy   nic   nie   wiadomo.   Jest   nieobliczalna.   Rodowy 
majątek znaczy dla nas wiele, ojcze, ale twoje szczęście jest 
równie ważne. Pamiętaj o tym!

Jakieś nieznane uczucie rozsadzało piersi Kristiana. Po raz 

pierwszy doznał czegoś na kształt wspólnoty z córką. Przepeł-
niała go duma, że Inga bezwarunkowo stanęła po stronie Svart-
dal, swych braci i jego. W tej chwili tak bardzo przypominała 
Jenny; kruczoczarne włosy okalały szlachetną twarz o złocistej 
cerze. I te iskrząco niebieskie oczy, które czujnie mu się przy-
glądały. Było coś jeszcze w jej wyprostowanych plecach i wyprę-
żonej postawie. Jenny nigdy nie zachowywała się kokieteryjnie 
i nie udawała. Inga również nie. Natomiast temperament córki 
bardzo przypominał usposobienie Svartdalów. To przepełniało 
go, co dziwne, jeszcze większą dumą. W nagłym odruchu chciał 
podnieść rękę i pogładzić córkę po policzku, ale się powstrzy-
mał. Dobrze wiedzieć, że Inga stanęła przy nim w tych trud-
nych chwilach, lecz piekąca niechęć uniemożliwiła wszelki bli-
ski kontakt. Minęło dwadzieścia lat od dnia, kiedy Inga przyszła 
na świat, a jej matka przypłaciła poród życiem. Kristian zdawał 
sobie z tego sprawę, jednak zły głos podjudzał niczym wąż.

-Musimy trzymać się razem, ojcze - rzekła Inga stanowczo.
-Będziemy - zapewnił Kristian bojowo.

background image

4

Mina spojrzała na Johannesa. Czy powinna poprosić brata, 
żeby pojechał do sklepu we wsi po mąkę, cukier i kozi ser? Nie-
przyjemny epizod, który rozegrał się ostatnio, kiedy tam była, 
żył jeszcze w jej pamięci i budził niechęć. Wolałaby uniknąć 
drwin zarozumiałego właściciela sklepu. Jego zuchwałe, dociek-
liwe pytania przyprawiały ją o rumieniec ze złości i drżenie ze 
wstydu.

Johannes nie zauważył jej badawczego spojrzenia. Siedział 

zagłębiony w fotelu i naprawiał uprząż. Przyjemnie pachniało 
środkiem, który wtarł w skórę, żeby była miękka i elastyczna. 
Nie, uznała Mina, Johannes nie dosiądzie konia. Po długiej jeź-
dzie w siodle zdrętwieją mu i rozbolą go pośladki, a w najgor-
szym razie mógłby po drodze spaść z Frigg. Mina zauważyła, 
że między Johannesem i Frigg nawiązała się nic porozumienia; 
brat opiekował się klaczą i pieścił ją, jak gdyby była ze złota. Bie-
dak musiał na kogoś przelać swą troskę, pomyślała Mina z czu-
łością. Miała nadzieję, że tęsknota za żoną, Sunnivą, zblednie. 
Dla tego bezdzietnego mężczyzny to był straszliwy cios, kiedy 
Sunniva zeszłej zimy wydała ostatnie tchnienie. Właściwie ni-
gdy się nie dowiedzieli, jaka choroba wyniszczała to wątłe ciało 
i sprawiła, że serce żony Johannesa przestało bić.

Dlatego Mina z radością obserwowała, jaką przyjemność 

sprawia Johannesowi przebywanie z Frigg. Być może pielęg-
nowanie zwierzęcia dawało mu wytchnienie od przytłaczają-

32

background image

cych myśli? Poza tym człowiek i koń wykonali wspólnie nie-
mało pracy przy przygotowaniu pod uprawę nowej ziemi. 
Na zboczu góry uzbierała się pokaźna sterta dużych kamieni 
zwiezionych z pola. Mina ożywiła się na wspomnienie tego 
dnia, kiedy Johannes szczęśliwym trafem znalazł za spiżar-
nią stary pług. Kiedy śnieg stopniał, a znad pól i łąk unosi-
ła się para wodna, na podwórzu znaleźli zapomniany, znisz-
czony drewniany pług. Drewniane czepigi całkiem zbutwiały, 
ale Johannesowi udało się je dosztukować. Na szczęście sam 
lemiesz nie przerdzewiał.

Poletko pod lasem zostało zaorane. Rozciągał się tam pas 

brązowej, żyznej ziemi, która czekała na sadzeniaki. Zimą, kie-
dy głód najbardziej skręcał trzewia, niełatwo było zaoszczędzić 
trochę ziemniaków z tych, które dostali od Kristiana. Mina z tru-
dem upilnowała, żeby Tora i Asne nie zjadły wszystkich bulw.

- O czym myślisz, siostro? - spytał Johannes z chytrym

uśmiechem.

Mina   stała   zadumana,   lecz   odruchowo   odwzajemniła 

uśmiech.

-Cieszę się, że przyszła wiosna - rzekła zachwycona. - Nowe 
życie dla roślin i zwierząt. I dla nas. - Jej oczy nabrały żaru. -1 
zastanawiam   się,   czy   pojechać   do   sklepu   Smedsruda. 
Skończyła się nam między innymi mąka. A bez mąki nie ma 
chleba.
-Dasz radę? - spytał Johannes z troską. - Po tym, jak cię 
ten wścibski sklepikarz ostatnio potraktował?
Pytania brata jak gdyby dodały jej siły. Nagle poprzysięgła 

sobie, że nikomu nie pozwoli się tyranizować. Jeżeli tam nie po-
jedzie, to ucierpi na tym tylko jej rodzina. Pan Smedsrud tak 
czy siak sprzeda swoje towary, a oni będą głodować, jeśli ona się 
podda.

- Tak - odparła i nieznacznie wysunęła pierś. - Tym razem

nie będę odpowiadać, jeśli spróbuje mnie brać na spytki.

Johannes zachichotał.

- To zależy, czy się nie zdenerwujesz, siostrzyczko. Zwykle

jesteś spokojna i opanowana, ale z doświadczenia wiem, że po-

33

background image

trafisz się odgryźć, gdy ktoś cię zbyt rozdrażni. Może chcesz, 
żebym ja pojechał?

Mina lekko pogładziła brata po ramieniu.

- Nieźle sobie radzisz przy koniach, Johannesie, ale żaden

z ciebie jeździec. Nie możemy ryzykować. Mąka to zbyt cenny
ładunek, wiesz - zażartowała i mrugnęła chytrze.

Johannes uśmiechnął się.

Mina położyła derkę na Frigg i z pomocą brata wsiadła na 

konia. Poczuła, jak gdyby miała zaraz się ześliznąć i spaść z dru-
giej strony, ale dzięki derce utrzymała się na grzbiecie. W zimie 
Tora, i chwała jej za to, uplotła z kory brzozy piękny kosz, który 
świetnie się nadawał do przewożenia zakupów.

Daleka podróż zajęła dużo czasu, ale Mina nie miała odwagi 

popędzić Frigg. Odważyła się jedynie pozwolić jej na miarowy 
stęp, choć nawet wtedy trudno jej było utrzymać równowagę. 
Kiedy wreszcie zza zakrętu ujrzała sklep, ogarnęło ją zwątpie-
nie. Jak w powrotnej drodze zdoła się wdrapać na konia, nie na-
rażając się na śmiech gapiów? Trudno, pomyślała i odruchowo 
ścisnęła lejce, niech się dzieje, co chce.

Na placu przed sklepem roiło się od koni i wozów. Ledwie 

znalazło się miejsce dla Frigg. Mina poklepała klacz po grzbie-
cie. Gotowa się bronić zacisnęła zęby i przemknęła po scho-
dach. Wśliznęła się do środka, mając nadzieję, że ten przeklęty 
dzwonek wiszący nad drzwiami nie zabrzęczy zbyt głośno. Nikt 
na nią nie spojrzał, kiedy weszła do niewielkiego pomieszcze-
nia, mimo że dźwięk dzwonka zabrzmiał w jej uszach wysoko 
i ostro. Jednak po chwili zorientowała się, że coś się stało. Lu-
dzie stali w małych grupkach i żywo dyskutowali, gestykulując.

Minę ogarnęła ciekawość, ale jako nowo przybyła stanęła 

z tyłu. Wolałaby wcale nie zwracać na siebie uwagi. Aż ją zapiekła 
skóra z gorąca, kiedy zrozumiała, że to Kristian jest głównym 
tematem rozmów. Co to za ludzie, którzy zawsze musieli po-
wiedzieć o nim coś poniżającego? Jak mogli go w tak perfidny 
sposób prześladować?

- Przez wszystkie te lata drwił sobie z nas, ten dwulicowy

34

background image

gnojek, on, który poprzysiągł Jenny wieczną miłość! I oto oka-
zuje się, że romansował z Hedvig za plecami Halvdana! - Jakiś 
mężczyzna   niskiego   wzrostu   z   kozią   bródką   uderzył   się   po 
udach i roześmiał z triumfem.

Mina otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. A więc ludzie 

we wsi dowiedzieli się, że Kristian obiecał Hedvig małżeństwo! 
W jaki sposób? Hedvig widocznie podtrzymała swoje zarzuty, 
mimo że Kristian niezłomnie zaprzeczał, jakoby ich cokolwiek 
łączyło. Mina zamknęła oczy, żeby się skupić. Głośny gwar przy-
pominał gdakanie w kurniku. Na Boga, które z nich, Kristian czy 
Hedvig, kłamie? Czy to możliwe, by Hedvig miała rację, a Kri-
stian po prostu okazał się zbyt tchórzliwy, żeby wyznać prawdę? 
To niemożliwe, pomyślała Mina, wykluczone! Zdesperowana 
przypomniała sobie rozmowę z Ingą. Inga stanowczo zaprzeczy-
ła, jakoby jej ojciec pragnął pojąć Hedvig za żonę. Mina poczuła, 
jak powoli robi jej się zimno w piersi. Nie wiadomo, czy córka 
Kristiana wie wszystko... Nie wiadomo, czy ojciec wtajemniczył 
ją w swoje życie erotyczne... Zagubiona Mina wypatrywała moż-
liwości, jak by stąd uciec, z tego ciasnego sklepu na świeże powiet-
rze, lecz właśnie w tej chwili drzwi zostały zablokowane przez 
dwóch mężczyzn, którzy żywo dyskutowali.

Mina   nie   miała   ochoty   słuchać   więcej,   lecz   przenikliwe 

głosy odzywały się echem w jej głowie. Rozejrzała się dookoła 
ze zdumieniem. Dyskusja przyjęła nowy obrót.

- Powinien zdawać sobie sprawę, że Hedvig nie pozwoli z 

sobą igrać. Ze trzydzieści lat trzymała w ukryciu prawdę o oj-
costwie Kristiana, bogowie raczą wiedzieć dlaczego, lecz teraz 
nie musi już milczeć przez wzgląd na Halvdana. Kristian powi-
nien jej stopy całować i zgodzić się na małżeństwo, ale ponie-
waż on zawsze robi to, co chce, odtrącił ją. I Svartdal jest ceną 
tej odmowy!

Mina nic nie rozumiała. Dlaczego mówią o ojcostwie i jaki 

to   ma   związek   ze   Svartdal?   Spojrzała   w   stronę   drzwi   i 
zobaczyła, że mężczyźni się przesunęli, ale teraz nie chciała się 
stąd ruszać. Musiała się dowiedzieć, o co chodzi.

35

background image

Długi, tyczkowaty mężczyzna o zepsutych zębach wtrącił 

się:

-Moim zdaniem Hedvig powinna trzymać język za zębami. 
Jestem pewien, że Halvdan przewraca się w zimnym grobie. 
Trzeba uszanować pamięć o nim i oszczędzić mu takiego 
gadania. Pomyśleć tylko, że ta kobieta może twierdzić, że 
Torstein jest synem Kristiana...
-A   ja   dobrze   ją   rozumiem   -   pisnął   jakiś   młodszy   męż-
czyzna,   starannie   uczesany   z   przedziałkiem   i   z   dużymi 
uszami.   -   Właśnie   ze   względu   na   Halvdana   niczego 
wcześniej nie zdradziła. Torstein ma jak najbardziej prawo 
do Svartdal. Jest przecież dziedzicem!

Ktoś mruknął, zgadzając się z nim, inni natomiast przyjęli 

ponury wyraz twarzy.

Oczy Miny przesłoniła czerwona mgła. Zakręciło jej się w 

głowie i oparła się o dużą beczkę z rybami. Poczuła ostry za-
pach ryb i zmarszczyła nos. Nie miała pojęcia, kim jest Tor-
stein, ale domyśliła się, że mowa o najstarszym synu Hedvig. 
Trudno jej było uwierzyć, że Kristianowi zabrakło charakteru, 
żeby przyjąć odpowiedzialność za nieślubnego syna. Nie odnios-
ła wrażenia, by mógł się zachować tak... żałośnie.

Mężczyzna o popsutych zębach mówił dalej:

- Myślę, że Hedvig opanowała żądza posiadania. Mówi się:

„Chciwość nie popłaca". Zobaczycie, ona też się przeliczy!

Ku przerażeniu Miny nikt go nie poparł. Twarze pozosta-

łych zamknęły się i spochmurniały. Czy tylko jeden człowiek 
był skłonny bronić Kristiana? Wilki, pomyślała i przeszedł ją 
dreszcz. Byli jak głodne, łakome wilki, gotowe rozszarpać swą 
ofiarę na strzępy, jak wataha zaspokajająca głód plotkami.

- Gadają, że Hedvig ma niezbite dowody - rzekł, sepleniąc,

ten młodszy. - Jeżeli się okaże, że Kristian z nas zadrwił i przez
wszystkie te lata podle okłamywał, to wątpię, by szczerze i głę
boko przeżywał stratę tej Jenny. - W jego słowach zabrzmiała
nuta ironii i złośliwości. - Miłość jego życia - wypluwał z siebie
młody człowiek, na którego policzkach pojawiły się brzydkie,

36

background image

intensywnie czerwone plamy - miałaby niby być silniejsza niż 
każda inna! I bardziej czysta! Phi! Widać nie kochał Jenny zbyt 
mocno, nie aż tak, by nie ściskać się na sianie z Hedvig!

- Kiedyś szczerze Kristianowi współczułem - wtrącił inny 

mężczyzna. Zapalił fajkę, trzy razy głęboko się zaciągnął i wy-
puścił białe kółka dymu. Wyglądało na to, że sprawia mu przy-
jemność, że skupia na sobie całą uwagę. - Nietrudno było za-
uważyć, że cierpi po śmierci żony, ale być może tylko udawał, 
żeby ukryć romans z Hedvig?

Mina dotknęła ręką szyi: Niemal nie mogła oddychać. Po-

czątkowo wierzyła w każde słowo, które tu usłyszała, lecz szyb-
ko zauważyła zło i fałsz tych ludzi. Czerpali prawdziwą przy-
jemność z tego, że Kristian znalazł się w trudnej sytuacji.

A przecież sama rozmawiała z Kristianem, gdy razem od-

wiedzili grób Jenny. Kristian nie udawał, nie, miał smutek wy-
pisany na twarzy. Gdy opowiadał o tragicznie zmarłej żonie, 
Mina poznała po jego głosie, że naprawdę tęskni za Jenny.

Powoli zaczynała rozumieć: Kristian padł ofiarą spisku! 

Gwałtownie odwróciła się na pięcie; nie przejmowała się tym, 
że wśród mężczyzn rozległ się szum, kiedy ją zauważyli. Pew-
nym krokiem podeszła do drzwi i szybko wyszła:

Kiedy Inga wróciła do Gaupås, Kristian poczuł silną potrzebę 
samotności. Współczucie i zaufanie ze strony rodziny dodawa-
ło mu otuchy, ale potrzebował chwili wytchnienia, żeby zebrać 
myśli. Poza tym ogarnął go... wstyd. Nie wiedział, czy to właś-
ciwe określenie jego stanu ducha, ale to przykre i krępujące, 
że mówiono o nim jak o starym rozpustniku, mimo że przecież 
nie zgrzeszył z Hedvig. Pomyśleć tylko o tych wszystkich, któ-
rzy nie wierzyli w jego niewinność! Ten jeden jedyny raz nieła-
two będzie opędzić się przed tą wiejską bestią. Zarzut był zbyt 
poważny.

- Przejdę się - rzucił bezbarwnie.

37

background image

- W takim razie będziesz miał towarzystwo - zauważyła

Emma z uśmiechem.

Kristian zerknął przez okno. Mina! Ogarnęły go jednocześ-

nie i radość, i strach, ale nie pokazał tego po sobie, tylko spytał 
sucho:

-Kristofferze, zajmiesz się jej koniem?
-Oczywiście - odparł Kristoffer zgodnie.
Dawno nie miał do czynienia z kobietami, pomyślał Kri-

stian skrępowany,, może zbyt dawno. Dlatego nie był w stanie 
ani przywitać się, ani rozmawiać z Miną. Niepewnie ruszył 
w dół aleją, teraz to od Miny będzie zależało, czy pójdzie za 
nim. Miał ochotę złożyć ręce i pomodlić się do sił nadprzyro-
dzonych, by tak zrobiła, ale nie wierzył, że to pomoże. Dlatego 
przestraszył się, kiedy usłyszał za sobą kroki. Wkrótce poczuł, 
jak miękka kobieca dłoń wślizguje się w jego dużą, ogorzałą 
rękę.

Dzięki Bogu, westchnął w duchu i rzucił wdzięczne spoj-

rzenie ku niebu. W tej samej chwili słońce przedarło się przez 
warstwę chmur i ogrzało jego twarz. Kristian zacisnął powieki 
i mrużąc oczy, popatrzył na okrągłą, bladożółtą tarczę. Czy rze-
czywiście Bóg zesłał mu promyk szczęścia pośród tych trud-
nych, szarych dni?

-Sądziłem, że Hedvig cię odstraszyła. Na dobre - zagadnął 
ostrożnie ochrypłym głosem.
-Nawet jej się udało. Na jakiś czas - odparła Mina uczci-
wie.   -   Podejrzenie,   że   moglibyście   mieć   ze   sobą   coś 
wspólnego. .. sprawiło mi ból, Kristianie.
-Rozumiem - przyznał cicho. - Mimo że Hedvig skłamała, 
wszyscy mają jakąś przeszłość, wiesz.

Mina mocniej chwyciła go za rękę.

- Wiem, ale najgorsza była myśl, że ty... że mógłbyś mieć

romans z zamężną kobietą. Że mógłbyś być do tego stopnia po
zbawiony skrupułów, by zdradzić przyjaciela z młodości...

Kristian uśmiechnął się nieznacznie. A więc nawet nie cho-

dzi o tó, jak bliskie stosunki łączyły go z Hedvig, ale raczej ja-

38

background image

kim on jest człowiekiem! Kobiety są dziwne, pomyślał, dozna-
jąc uczucia ulgi.

Szli skrajem pola w stronę lasu. Na widok ziemi wydają-

cej plony zawsze przepełniało Kristiana poczucie bezpieczeń-
stwa, lecz dziś zwyciężył strach. Czy pewnego dnia żniwo zbie-
rze Torstein z 0vre GuUhaug? Wysiłkiem woli Kristian odegnał 
nieprzyjemne myśli. Tym problemem zajmie się później. Teraz 
pragnął całą uwagę skupić na Minie.

Trzymając się za ręce, weszli na wąską leśną ścieżkę. Drze-

wa pochylały się, tworząc nad ich głowami przepiękny portal. 
Krople wody połyskiwały na mokrych liściach. Kristian odniósł 
wrażenie, jak gdyby znalazł się w mrocznym świecie baśni.

Przysiedli na spróchniałym pniu, który poddał się zębowi 

czasu i przewrócił w poprzek ścieżki.

- Odwiedziłam cię, bo mam szczególny powód - zaczę

ła Mina ostrożnie. - Pojechałam dziś do sklepu na zakupy,
ale tam... - Zaczerpnęła powietrza, nie wiedząc, jak mówić da
lej. Zobaczyła, że we wzroku Kristiana pojawiła się jakaś czuj
ność. - Ludzie dyskutowali o Hedvig i o tobie... Twierdzili,
że jej najstarszy syn jest również twoim pierworodnym...

W Kristianie zagotowało się. Ogarnęła go złość niczym po-

tężna morska fala.

- A więc jednak! Diabły! - Zawstydzony opanował się.

Nie mógł sobie pozwalać na podobne wybuchy złości w obec
ności kobiety. W każdym razie kobiety, którą lubił i cenił. - Za
czynam mieć dosyć, Mino, serdecznie dosyć tego oczerniania za
plecami! Co takiego ludziom zrobiłem, że mnie tak nie znoszą?

Mina cofnęła rękę i lekko poklepała Kristiana po kolanie.

-Naprawdę nie wiem - westchnęła. - Ale pewnie za bardzo 
jesteś sobą. Jesteś w pewnym sensie panem siebie i dlatego 
ludzie uważają, że trudno z tobą wytrzymać.
-A czy to takie złe? - jęknął Kristian zrezygnowany. - 
Wszyscy muszą bronić tego, kim są.

Mina uśmiechnęła się.

- Tym, którzy mają taką odwagę, należy się szacunek, ale lu-

39

background image

dzie tego nie lubią. Zaraz uważają niezależność za zarozumial-
stwo.

Kristian skinął głową w zamyśleniu.

- Mówili coś jeszcze?

Mina zmęczona odgarnęła z oczu kilka złocistych kosmy-

ków włosów.

- Właściwie nie. Podnieceni gadali jeden przez drugiego

o tym prawie do spadku. Większość uważała pewnie, że ty po
winieneś zachować gospodarstwo, ale właściwie bronił cię tylko
jeden człowiek.

Kristian obojętnie wzruszył ramionami.
- Jak mam przekonać sąd, by mi uwierzył, kiedy nawet

mieszkańcy wsi nie są przekonani, że mówię prawdę? Szczerze
mówiąc, mam uczucie, jak gdybym został osądzony, zanim się
zaczęła rozprawa...

Mina westchnęła.

-Nie możesz się poddawać. Musisz walczyć o to, co jest ci 
drogie, Kristianie!
-To samo mówiła Inga - przyznał.
-Inga jest mądrą, młodą dziewczyną - stwierdziła Mina z 
uznaniem. - Powinieneś więcej jej słuchać.

Kristian nie chciał tego komentować, ale w duchu przyznał 

Minie rację. Mimo że Mina miała taki sam porywczy tempe-
rament jak on, potrafiła myśleć rozsądnie, kiedy piętrzyły się 
problemy. No, może nie zawsze, przypomniał sobie.

- Mógłbyś opowiedzieć mi o wszystkim, co się zdarzy

ło? - spytała z ciekawością. - Co jest kłamstwem, a co prawdą
w tym, co mówi Hedvig? - Pytanie padło ledwie słyszalnym
szeptem.

I Kristian zaczął opowiadać. Z początku trochę niechętnie. 

Ale po chwili słowa popłynęły strumieniem, kiedy się zoriento-
wał, że Mina pragnie się dowiedzieć prawdy, ponieważ martwi 
się o niego.

- Czy teraz, Mino... chciałabyś... chciałabyś podjąć się

walki razem ze mną?

40

background image

Zakłopotany wpatrywał się w ziemię. Tych kilka sekund* 

które upłynęły, zanim Mina odpowiedziała, zdawało się niczym 
przytłaczająca, dręcząca wieczność. Odruchowo wstrzymał od-
dech.

- Zaufaj mi - poprosiła Mina z naciskiem. - Będę wiernie 

stać u twego boku. Do samego końca.

background image

5

Wiszące nad Svartdalami niebezpieczeństwo utraty gospodarstwa 
sprawiło, że Inga zamknęła się w sobie. Niemal desperacko szuka-
ła rozwiązania, jak mogłaby zapobiec przegranej, ale często gubiła 
się w plątaninie myśli. Czasami dawała się ponieść fantazji i wtedy 
marzyła o tym, że lensman wycofuje pozew, uznając oskarżenia za 
fałszywe. Tygodnie biegły i Inga z ciężkim sercem musiała przy-
znać, że koszmar pewnie zmieni się w rzeczywistość.

Hedvig nie zrezygnuje, mimo że ucierpią niewinni ludzie.

Czasami Ingę wypełniała tak wielka złość, że miałaby naj-

większą ochotę pobiec prosto do 0vre Gullhaug i wytargać za 
warkocze to wstrętne babsko. W wyobraźni widziała siebie, jak 
chwyta Hedvig za włosy i ciągnie tak mocno, że wielka pani 
osuwa się na kolana i błaga o litość. I dopóty by jej nie puściła, 
dopóki Hedvig by nie przysięgła, że wycofa oskarżenie.

Niestety to niemożliwe, pomyślała Inga, drżąc ze wzburze-

nia, ponieważ Hedvig jest chimeryczna. Każdy atak mógłby do-
prowadzić do tego, że opęta ją jeszcze większa żądza zemsty. 
A wtedy nie wiadomo, co mogłoby jej wpaść do głowy...

Najmądrzej będzie pozwolić Hedvig wierzyć, że Inga nie 

przejęła się zbytnio całą intrygą. Wtedy może pani Gullhaug, 
nie   spodziewając   się   oporu,   bardziej   się   odpręży.   A 
tymczasem,   myślała   Inga   rozgorączkowana,   ona   znajdzie 
dowód... Nie miała pojęcia, gdzie go szukać albo kto mógłby jej 
pomóc, ale jedno było pewne: niczego nie pominie!

42

background image

Emilia zauważyła, że matkę coś gnębi, ponieważ spojrzała 

na nią badawczo i uśmiechnęła się z wahaniem.

- Chodź do mamy - zachęciła ją Inga, starając się opano

wać. Klepnęła się w uda, a dziewczynka zadowolona podreptała
w jej stronę. Inga wzięła córkę na kolana. - Córeczka mamu
si - zanuciła i przyłożyła usta do główki Emilii. Z przyjemnoś
cią wciągnęła zapach maleńkiego, ufnego dziecka.

Niespodziewanie Ingę ogarnął głęboki smutek. Emilia praw-

dopodobnie nigdy nie przywiąże się do Svartdal i nie stanie się 
częścią pogodnego, przytulnego domu, którego atmosferę two-
rzyła Emma. W ostatnim roku Inga wyobrażała sobie córkę ra-
zem z Emmą w pralni. Emma krzątała się pogodna i zadowo-
lona i łagodnym głosem tłumaczyła dziecku, jak się wypieka 
chleb. Wprawdzie Emilia dopiero za kilka lat mogłaby wziąć 
udział w pieczeniu, ale to marzenie żyło w Indze. Trudno sobie 
wyobrazić lepsze wspomnienia dla małej dziewczynki niż obraz 
Emmy, która na swój pełen wrażliwości sposób słuchała i tłu-
maczyła...

Trzasnęły jakieś drzwi i rozległo się szuranie kroków po 

podłodze. Inga szybko wytarła twarz pod oczami, żeby zetrzeć 
ślady łez. Zamrugała, żeby wyraźniej widzieć. Nie wypada, żeby 
żona otwarcie płakała.

Niels wszedł do środka z plikiem papierów pod pachą.

- O, tutaj jesteś, Ingo!

Inga spróbowała się uśmiechnąć, lecz nie całkiem się jej 

udało. Emilia zaczynała być zmęczona. Dziecko powoli oparło 
się o pierś matki, a Inga lekko gładziła je po mięciutkich wło-
sach.

-Jadę do Svartdal - oznajmił  Niels zakłopotany.  - Nie 
wiem, kiedy wrócę - mówił dalej pewniejszym głosem. - 
Rozmowa z Kristianem może potrwać kilka godzin.
-On nie jest zbyt rozmowny - odparła Inga. - Ale zrób, co 
w twojej mocy, Nielsie. Być może będzie bardziej... otwarty 
wobec ciebie. - Łzy cisnęły się jej do oczu, lecz udało jej się 
nad sobą zapanować.

43

background image

Kiedy Niels wyszedł, Inga ukołysała Emilię do snu. Gdy 

dziecko wreszcie zasnęło, ułożyła je w ślicznej rzeźbionej kołys-
ce, którą zrobił Gulbrand. Inga postała jeszcze chwilę, żeby się 
upewnić, że córka się nie obudzi.

Na dziedzińcu Gulbrand przywołał ją do siebie:

- Inga! Chodź, przywitaj się z chłopakami, którzy pomogą

nam w tym roku przy żniwach!

Ingę   przebiegł  dreszcz   emocji. Czy  ten przystojny,  rosły 

mężczyzna będzie wśród nich? Przez moment zastanawiała się, 
czy nie zawrócić i pośpieszyć w innym kierunku, ale nie uda 
jej  się już wykręcić. Poza tym, pomyślała z przekorą, chciała 
zatrzymać wzrok na czymś ładnym, na czymś, co pomoże jej 
oderwać   myśli   od   smutnej   historii   związanej   ze   Svartdal. 
Dlaczego nie miałaby sobie pozwolić na odrobinę rozrywki?

Onieśmielona stanęła przed mężczyznami. Nie przyjęła ich 

zbyt  uprzejmie, pomyślała skrępowana, ponieważ w chaosie, 
który zapanował na wieść o pozwie Hedvig, nawet się z nimi 
nie przywitała. W każdym razie nie tak, jak należy. Cóż, uspra-
wiedliwiła się, żeby nieco uciszyć wyrzuty sumienia, mężczyź-
ni   przez   większą   część   czasu   przebywali   w   lesie   przy 
wymianie i umacnianiu ogrodzenia.

Gulbrand przedstawił ich dokładnie:

- Trygve   Braten   będzie   odpowiedzialny   za   konie   razem

z Torem. To najmłodszy syn Jona Brltena, wiesz.

Inga   podała   Trygvemu   rękę   i   uśmiechnęła   się. 

Sympatyczny   chłopak,   stwierdziła,   ma   jasne   loki,   rumianą 
twarz   i   zapowiadający   się   rzadki   zarost.   Trygve   ukłonił   się 
uprzejmie.

- A to jest Arne. Będzie się głównie zajmował narzędziami.
Inga od razu go polubiła. Mógł być w jej wieku, może kilka

lat starszy, miał szeroki uśmiech i błysk ciekawości w oczach. 
Był mocnej budowy i sprawiał wrażenie życzliwego i otwartego. 
Drobna ręka Ingi zniknęła w jego dużej dłoni.

- I wreszcie Bjornar i Erling. Będą pomagać przy robotach

w polu, zresztą jak i wszyscy pozostali - wyjaśnił Gulbrand.

Inga nie śmiała niemal podnieść wzroku na Bjornara i Er-

44

background image

linga, kiedy witali się z nią po kolei. Może to bracia, pomyślała, 
byli do siebie bardzo podobni. Wysocy i barczyści, o czarnych 
włosach i niebieskich oczach. Bjornar  wydawał  się odrobinę 
przystojniejszy, stwierdziła, zerkając na niego przelotnie. Ciem-
ne włosy skręcały się miękko na karku, a usta były czerwone jak 
krew.

-Miło mi będzie was tutaj gościć - wykrztusiła, zacinając 
się. Przeklinała w duchu swój drżący głos. Czyżby miała 
tak  niewiele do czynienia z mężczyznami, że słowa utykały 
jej   w   ustach,   gdy   tylko   zamierzała   coś   powiedzieć?   To 
potworne.
-Na pewno nam się tu spodoba - uznał Erling wesoło. - W 
takim   znakomitym   gospodarstwie   z   taką   znakomitą 
gospodynią!

Mężczyźni roześmiali się rozbawieni śmiałą repliką. 
Inga zaczerwieniła się.

-Przepraszam   -   usprawiedliwił   się   Erling   z   przebiegłym 
uśmiechem   w   kącikach   ust.   -   Nie   miałem   zamiaru   być 
nachalny.
-Nic   nie   szkodzi   -   odparła   Inga   niepewnie.   Komplement 
wprawił ją w zakłopotanie, ale nie mogła zaprzeczyć, że nie 
sprawił jej przyjemności. Niezbyt  często mówiono jej coś 
miłego.

Gulbrand zarządził, by wracali do pracy. Inga stała nieru-

chomo, gdy mężczyźni przechodzili obok niej. Kiedy Bjornar 
zrównał się z Ingą, puścił do niej oczko.

Podskoczyła. Położyła dłoń na piersi, żeby uspokoić galopu-

jące serce. Jej ciało przebiegł przyjemny, słodki dreszcz. Co zro-
bić, by ten uwodziciel został w Gaupås przez całe lato?

- Niels, mam pomysł - zaczął Gulbrand z wahaniem, gdy

wszyscy zebrali się przy obiedzie, lecz nagle umilkł.

Może służący doszedł do wniosku, że to niezbyt dobry mo-

ment, żeby poruszać tę sprawę, zastanowiła się Inga. Może po-
mysł był przeznaczony tylko dla uszu Nielsa?

Wzdłuż szyi Nielsa pełzł w górę silny rumieniec i po chwili 

rozlał się na pokrytej zmarszczkami twarzy.

45

background image

-Ach tak. Gulbrand 
drążył dalej.
-Dotyczący górskich pastwisk - zdradził nieśmiało. Inga 
zauważyła, że Niels jak gdyby rozluźnił się i odczuł

ulgę. Czego jej mąż mógł się obawiać? Uśmiechnął się szero
ko.

.

- Opowiadaj, chętnie posłucham, Gulbrandzie - ponaglił.

- Po siewach mamy kilka spokojnych dni. Co powiesz na

to, żebyśmy Bjornar, Erling i ja wybrali się w góry i przygotowa
li górskie pastwiska?

Niels rozgniótł widelcem klopsa i polał go brązowym sosem.
-Nie wypasaliśmy tam bydła przez pięć lat.
-Wiem - ośmielił się powiedzieć Gulbrand. - Ale uważam, 
że   nie   można   pozwolić,   żeby   leżały   odłogiem.   Może 
powinniśmy w tym roku wypasać krowy na halach? Rośnie 
tam   mnóstwo   soczystej   paszy,   która   potem   gnije. 
Jednocześnie   zapobiegniemy   rozsiewaniu   się   drzew 
liściastych. Pastwiska wkrótce zarosną.

Niels zmarszczył czoło.

- Hm. Może rzeczywiście powinniśmy zacząć znów je wy

korzystywać. Nie obiecuję, że tak będzie zawsze, ale masz rację,
że trzeba powstrzymać las.

W głosie Gulbranda brzmiała nostalgia, kiedy rzekł:

- Kiedyś było nam w górach tak przyjemnie, prawda, Niel-

sie?

Niels rozmarzył się:

- Tak, to były piękne czasy.

Inga przyglądała się obu starszym mężczyznom. Ciekawe, 

jak wyglądało ich życie na górskich pastwiskach? Wiedziała, 
że kiedyś gospodarze często obchodzili tam noc świętojańską, 
ale tradycja powoli zanikała. Coraz więcej takich miejsc nisz-
czało, a bydło wyganiano na wypas w pobliżu gospodarstwa.

Wreszcie Niels zdecydował z entuzjazmem:

- A więc niech tak będzie!

46

background image

Następnego   dnia   Inga   postanowiła   posprzątać   i   wyczyścić 
pralnię. Dawno już powinna to zrobić, pomyślała z wyrzutami 
sumienia, ale doba miała za mało godzin. Zwłaszcza od czasu, 
kiedy   urodziła   się   Emilia.   Oczywiście   służące   mogły   się 
zajmować dzieckiem częściej niż do tej pory, ale Inga tak bar-
dzo chciała sama opiekować się swoim dzieckiem i cieszyć się 
nim.

Jednak nie mogła już dłużej odwlekać sprzątania, zwłaszcza 

gdy   wkrótce   mieli   zacząć   przygotowywać   górskie   pastwiska. 
Podejrzewała, że na górze w szałasach jest niewiele sprzętów 
domowych, więc w czasie gruntownych porządków zamierzała 
powyciągać wszystkie naczynia i pojemniki, bez których mogli 
się w domu obejść.

Pachniało   świeżo   mydłem   potasowym,   kiedy   przeciągała 

szmatką po szafkach, ławkach i przy listwach podłogi. Z rogów 
usunęła stare pajęczyny i wkrótce woda w wiadrze była brudna. 
Wylała ją, a ze studni przyniosła świeżej, do której dolała odro-
binę mydła.

Na koniec zebrała wszystkie naczynia i sprzęty, które udało 

jej się znaleźć. Długą i wąską maselnicę, trzy różne formy do 
sera i  masła ze ślicznymi,  kunsztownymi  zdobieniami, kilka 
korytek różnej wielkości i dwa plecione kosze. W wielkim żelaz-
nym kotle gotowała się woda z jałowcem. Inga włożyła naczy-
nia do pachnącego wrzątku.

Tak bardzo koncentrowała się na pracy, że nie zwróciła uwa-

gi na Bjornara, który stał w drzwiach i przez chwilę jej się przy-
glądał. Wreszcie chrząknął ostrożnie. Jak długo tam stał? Inga 
zaczerwieniła się zawstydzona.

- Przyszedłem się pożegnać - rzekł łagodnie.

Inga   poczuła,   jak   gdyby   serce   jej   opadło   na   samo   dno 

żołądka.

-Pożegnać?
-Tak - odparł Bjornar żartobliwie. - Wybieram się z Gul-
brandem   i   Erlingiem   na   górskie   pastwiska,   żeby   je 
przygotować do lata. Wrócimy w niedzielę.

47

background image

Inga rozpromieniła się. Ogarnął ją strach, że Bjornar zamie-

rza opuścić Gaupås na dobre, ale powinna się domyślić, że tylko 
się z nią droczy.

-W takim razie bądź miły dla starego Gulbranda - rzekła 
wesoło,   nie   znalazłszy   nic   lepszego,   co   mogłaby 
powiedzieć.
-Naturalnie - uśmiechnął się Bjornar. - Będziemy się za-
chowywać w stosunku do niego tak ładnie jak ty względem 
swego męża - zażartował.

- A fe! - wyrwało się Indze, zanim zdążyła się zastanowić.
Bjornar spojrzał na nią zdumiony.

-

A więc odnosisz się do niego nieładnie? - spytał śmiało.

Ingę ogarnęło rozgoryczenie, zanim zdołała nad sobą zapa
nować.

- Mówi się: „Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz". Do Niel-

sa również to się odnosi!

Bjornar podszedł bliżej i ujął brodę Ingi.
Inga wiedziała, że powinna go odsunąć. Nie przystoi być 

takim natarczywym.  Lecz  jego palce paliły jej skórę w taki 
sposób, że niemal ją paraliżowały, a jej ramiona przestały być 
posłuszne.   Cofnął   dłoń   po   chwili,   która   zdawała   się 
wiecznością. Inga zawstydzona odwróciła wzrok.

- Coś mi mówi, że jesteś nieszczęśliwa. Dobrze to ukry

wasz,   ale   ja   i   tak   się   domyślam,   że   małżeństwo   z   dużo 
starszym
mężczyzną pewnie nie jest udane. Prawda?

Inga walczyła z płaczem. Gdyby teraz odpowiedziała, łzy 

potoczyłyby się po jej policzkach. Skinęła głową zażenowana.

-Ingo, Ingo - westchnął Bjornar. - Wydajesz się taka silna. 
Taka niezależna. Trudno niemal w to uwierzyć, że dałaś się 
zwabić do Gaupås...
-W takim razie nie znasz mojego ojca - rzekła bezbarwnie. - 
Zmusił mnie. - Trudno wytrzymać to spojrzenie niebieskich 
oczu   Bjornara,   pomyślała   oszołomiona.   Przypominają 
bezdenne studnie, w których mogłaby się utopić. Co takiego 
w tym  niezwykłym,  przystojnym  mężczyźnie  sprawia, że 
opowiada mu o swym nieudanym małżeństwie?

48

background image

- Miłość może być ciężka do udźwignięcia - rzekł Bjornar

smutno. - Los nie oszczędza nikogo, żebyś wiedziała, kłopoty
sercowe mogą dosięgnąć i bogatych, i biednych. Kiedy serce za
bije dla kobiety, której nigdy nie będzie można mieć, głos roz
sądku nic nie pomoże.

Inga ucieszyła się, że rozmowa obrała inny kierunek.

- A więc i ty zmagasz się ze swoimi kłopotami? - spytała

ostrożnie.

Bjornar skinął w milczeniu.

- Jest kobieta... tutaj... którą kocham. Mimo wszystko ni

gdy nie będziemy mogli być razem. Wreszcie to zrozumiałem.

Ingę kusiło, żeby zapytać, kogo ma na myśli, ale nie lubiła 

wyciągać cudzych tajemnic. Z pewnością by jej zdradził swój 
sekret, gdyby uznał, że może sobie pozwolić na poufałość. Jed-
nak żyli w dwóch różnych światach oddalonych od siebie o wie-
le mil. Ona jest zamężną gospodynią, a Bjornar prostym kosia-
rzem.

- Będziesz szczęśliwa, Ingo - rzekł z przekonaniem. - Czu

ję to, ale musisz być cierpliwa. Cierpliwa...

Kiedy Bjornar nagle zniknął, Inga uświadomiła sobie,  że 

drży. Ten chłopak obdarzył ją wyjątkowym ciepłem i zrozu-
mieniem. Zrozumieniem, do którego nie przywykła.

W ciągu najbliższych dni Ingę przepełniały nieustanne ożywie-
nie i radość życia. Śmiała się i była w zaraźliwie dobrym hu-
morze. Chwila spędzona ze wspaniałym mężczyzną sprawiła, 
że Inga znowu zaczęła się uśmiechać.

Zwariowałam, pomyślała, ale nic nie mogła na to poradzić, 

że jej serce wykonywało kilka dodatkowych uderzeń na samo 
wspomnienie nowej znajomości. Bjornar, Bjornar, śpiewało jej 
w duszy. Wydaje mi się, że się zakocham, stwierdziła. Czuła 
się głupia i starała się ściągać kąciki ust. Przez ostatnie dni nie 
schodził jej z twarzy beznadziejny uśmiech, lecz zdawało się, 
że nikt nie zwrócił na to szczególnej uwagi. Dotąd nie uświa-

49

background image

damiała   sobie,   że   ciało   może   wypełnić   tak   pełne   słodyczy 
oszołomienie, im częściej Bjornar pojawiał się w jej myślach, 
tym  częściej   chichotała.   Odnosiła   wrażenie,   że   ÓW   pełen 
wdzięku   mężczyzna   z   każdym   dniem   stawał   się   coraz 
piękniejszy.

Dni wypełniało jej mnóstwo zajęć, lecz mimo to godziny 

mijały w ślimaczym tempie. Robotnicy mieli wrócić z górskich 
pastwisk przed końcem tygodnia i Inga cieszyła się, że znowu 
zobaczy Bjornara. Czyżby w swych wspomnieniach widziała go 
przystojniejszym, niż był w istocie?

Oczywiście myślała również o ojcu i o kryzysie, który do-

tknął Svartdal, ale nic nie mogła zrobić, zanim nie odbędzie się 
rozprawa w sądzie. Dopiero wtedy dowie się, w jaki sposób 
Hedvig pragnie im zagrozić i z czym będą musieli walczyć. Poza 
tym, pomyślała Inga, żeby się usprawiedliwić, nie tak często ma 
okazję oglądania przystojnych mężczyzn. Nie grzeszy chyba, 
dopóki tylko patrzy?

-Ależ byłam naiwna, uważając, że mogłabym się wybrać na 
górskie pastwiska - zwierzyła się Inga Eugenie w sobotę. - 
Ale teraz rozumiem, że moje miejsce jest tutaj.
-Tak, jako gospodyni jesteś odpowiedzialna za dom i mu-
sisz mieć baczenie na wszystko.
-Wiem   o   tym.   Nie   twierdzę,   że   przebywanie   na   halach 
oznacza to samo co wakacje, wcale nie, zdaję sobie z tego 
sprawę. Mimo to przyszło mi do głowy, że mogłabym tam 
spędzić kilka tygodni.
-Rozmawiałaś z Kristiane? - spytała Eugenie. - Czy zajęłaby 
się dojeniem?
-Tak, już ją pytałam. Ty masz dość roboty tu na dole, a poza 
tym Torę pewnie wolałby, żebyś została z nim w Lokken. A 
Marlenę ma dużo obowiązków w domu. Dlatego wybrałam 
Kristiane.
-Uważam, że to dobry wybór - zgodziła się Eugenie.
-Mam nadzieję, że mężczyźni zdążyli wszystko przygoto-

50

background image

wać na pastwiskach - mruknęła Inga. - Mieli uszczelnić dach 
deszczułkami, zabudować kącik do spania, żeby stał się bardziej 
prywatny, a w przechowalni mleka wymienić frontową ścianę.

- O, idą! - oznajmiła Eugenie, wyglądając przez okno. - Do

brze, że wstałyśmy dziś skoro świt, bez wątpienia przydało nam
się tych kilka dodatkowych godzin! Kristiane musi ze sobą za
brać mnóstwo rzeczy, jeśli ma spędzić na pastwiskach całe lato:
ubranie, pościel i jedzenie.

Zebrały wszystko, co potrzebne, i wyszły na dziedziniec, 

gdzie czekali już inni.

Inga z jednej strony chciała zerknąć na Bjornara, lecz z dru-

giej wolała go nie widzieć. Jednak nie wytrzymała ze spuszczo-
ną głową i nieśmiało na niego spojrzała. Przeszedł ją przyjem-
ny dreszcz i zrobiło się jej gorąco. Patrzyła jak urzeczona na te 
szerokie ramiona, czarne, kręcące się włosy i te jego błyszczące 
oczy. Kiedy się zorientowała, że chłopak zaraz odwróci się w jej 
stronę, świadomie nie spuściła wzroku. Powinna mieć odwagę 
napotkać jego spojrzenie, nie pragnęła przecież niczego innego. 
Długo przyglądali się sobie, Inga w środku aż dygotała. Wyda-
wało jej się, że dostrzegła uśmiech na ładnej twarzy, ale nie była 
pewna. Wyprostowała plecy, nie odwracając wzroku, mimo że 
zdawała sobie sprawę, że jej zachowanie dalekie jest od tego, 
co uchodzi za przyzwoite. Kobieta nie powinna tak patrzeć! 
W końcu musiała odwrócić twarz do Erlinga, który ją zagad-
nął.

-Jeżeli pani sobie życzy, mogę zaprowadzić krowy na gór-
skie   pastwiska   i   odwieźć   Kristiane.   Przypilnuję,   żeby 
bezpiecznie dotarły, a jutro wrócę i przyprowadzę konia.
-Naprawdę mógłbyś? Byłoby świetnie. Teraz, gdy jest tyle 
pracy, w gospodarstwie potrzebny jest każdy koń.
-To żaden kłopot - zapewnił Erling.

Inga uśmiechnęła się w duchu, kiedy spostrzegła intensyw-

ne czerwone plamy na twarzy Kristiane. Dziewczyna nie miała 
nic przeciwko rycerskiej propozycji Erlinga, absolutnie nic! 
Lecz kiedy Inga obserwowała Erlinga, na jej czole ze zmartwie-

51

background image

nia utworzyła się pionowa zmarszczka między brwiami. Chło-
pak powoli siodłał konia i nic nie wskazywało na to, że na myśl 
o spędzeniu nocy na pastwiskach sam na sam z Kristiane czuł 
podobne podniecenie co służąca. Inga nie broniła dziewczynie 
doświadczyć tego ognia, który może zapłonąć między dwojgiem 
ludzi. Tego napięcia, gdy znajdą się w górach całkiem sami, gdy 
Kristiane wśliźnie się pod skóry i będzie czekać, aż może Erling 
położy się obok, nagi i pełen żaru... Inga westchnęła. Nie zna-
lazła w twarzy Erlinga zainteresowania dla Kristiane. Chyba że 
dobrze to ukrywał.

- Pastwiska są przygotowane dla cudnej dziewicy - zażar-

tował Bjornar i uśmiechnął się szeroko do Kristiane. - Narąba-
liśmy sporo drewna i narwaliśmy świeżych paproci do wyście-
lenia łoża niewinnej piękności. Będziesz spała jak księżniczka.

Kristiane zawstydzona utkwiła spojrzenie w ziemi i wyraź-

nie zaczerwieniła się po koniuszki uszu. Zachichotała, ale nie 
odważyła się podnieść wzroku. Żeby ukryć zdradzający ją ru-
mieniec, popędziła krowy, a za nią cały orszak leniwie ruszył 
w stronę lasu.

Czy to na niej zależy Bjornarowi? Inga popatrzyła na niego 

oszołomiona.   Myśl   zdawała   się   obca,   ale   Bjornar   mógł 
przecież zadurzyć się w Kristiane. Ależ ze mnie barania głowa! 
-   uznała   Inga   w   duchu.   Samolubna   i   zapatrzona   w   siebie! 
Nawet jej przez myśl nie przeszło, że ktoś inny mógł mu się 
bardziej   podobać   niż   ona.   Nie   zastanawiając   się   nad   tym, 
starała   się   zwrócić   na   siebie   jego   uwagę,   poznać   go   bliżej, 
przekonać się, że-darzy ją uczuciem. Przez krótką chwilę Inga 
stała   nieruchomo,   ponieważ   musiała   przetrawić   ów   wstrząs. 
Nie interesowało jej,  czy Bjornar kogoś kocha. Pochłaniało ją 
tylko jedno: żeby zwrócił na nią uwagę.

Do diabła, do diabła, do diabła, zaklęła Inga pod nosem, 

obróciła się na pięcie i weszła do domu.

Kiedy   najgorsza   złość   opadła,   Ingę   ogarnął   prawdziwy 

wstyd. Co ją podkusiło, by pomyśleć, że to ona jest tą wybra-
ną? Czy naprawdę wierzyła, że jest niezastąpioną i najbardziej

52

background image

pociągającą kobietą w Gaupås? Przyznanie się do tego, że jest 
próżna, okazało się przykre i bolesne. Nie wiadomo, czy Bjornar 
był zdania, że w ogóle jest warta uwagi.

Późnym wieczorem Inga wstała z łóżka i zapaliła świece w sta-
rych mosiężnych świecznikach. Świece buchnęły płomieniem i 
przygasły,  lecz stopniowo wypełniły pokój słabym  światłem. 
Inga stanęła przed lustrem i poczuła bijącą od niego dziwną ta-
jemniczość. Kryło w sobie cienie przeszłości, ukryty obraz tych 
wszystkich, którzy kiedyś się w nim przeglądali i napotykali 
własną twarz.

Inga powoli przeciągnęła przez głowę koszulę nocną. Kie-

dy stanęła naga przed lustrem, podniosła głowę i przyjrzała się 
swemu ciału. Dziwne, lecz... ogarnęło ją skrępowanie. W ten 
sposób zachowywały się tylko kobiety zadufane w sobie, te, które 
zdawały sobie sprawę, że są piękne.

Mimo podłego uczucia w żołądku Inga zobaczyła, że jest 

ładnie zbudowana. Biodra miała szerokie i okrągłe, a talię moc-
no   wciętą.   Piersi   duże   i   kształtne.   Kiedy   była   młodsza, 
uważała, że ma za duży biust w stosunku do reszty ciała, ale z 
wiekiem różnice się wyrównały. Brzuch był płaski i napięty, 
bez oznak, że urodziła dziecko. Na szczęście uniknęła białych 
rozstępów,  które pojawiały się na skórze większości kobiet w 
ciąży.   Gdyby  urodziła  czworo-pięcioro   dzieci,   jej   brzuch   na 
pewno wyglądałby inaczej.

Uważnie przyjrzała się swojej twarzy. Opaliła się, przebywa-

jąc dużo na słońcu, skóra była gładka i miękka, a usta mocno 
czerwone, lecz Ingę denerwowało, że nie były nieco pełniejsze. 
Chciałaby mieć miękkie wargi. Wargi stworzone do całowa-
nia... Otworzyła usta do lustra i odsłoniła zęby. Nie musiała się 
ich wstydzić. Miała białe, mocne zęby ułożone w równym łuku.

Jej myśli powędrowały ku Bjornarowi. Dziś zrobiło się jej 

wyjątkowo przykro. Przeklinała samą siebie, że znowu się za-

53

background image

kochała. Czuła, że to nie w porządku wobec Martina, chociaż 
zdawała sobie sprawę, że życie musi się toczyć dalej. Jednocześ-
nie wkradł się w jej myśli cień podejrzeń i zazdrość. Najpierw 
nabrała  podejrzeń, że Bjornar  może mieć  dziewczynę,  którą 
kocha, a następnie pojawiła się zazdrość.

Wcześniej tego dnia na dziedzińcu zaślepiło ją ciepło, które 

od niego biło. Pragnęła  tylko jednego:  przytulić się do jego 
piersi i wciągnąć jego zapach. Miała nadzieję, że jest dla niego 
kimś wyjątkowym, kobietą, dla której poświęci życie i duszę. 
Zauważyła przecież, że przygląda się jej uważnie przekonany, 
że nikt nie widzi. Jego badawcze spojrzenie jakby parzyło jej 
skórę i czuła rodzące się napięcie.

Lecz   dzisiaj   Bjornar   równie   serdecznie   i   szarmancko 

uśmiechał się do Kristiane!

Czy kryło się w tym uśmiechu coś szczególnego? - zastana-

wiała się Inga zbita z tropu. Rozgoryczona naciągnęła kołdrę 
na głowę i najchętniej krzyczałaby w materac.

Następnego dnia Inga przeżyła coś, co dodatkowo wzmogło jej 
niepewność. Stało się to po obiedzie, kiedy wszyscy udali się 
do swoich zajęć, a ona została sama w kuchni. Wybrała kilka 
powykręcanych i brzydkich marchwi i postanowiła zanieść je 
koniom. Czasem też powinny dostać jakiś smakołyk, a te mar-
chewki i tak nie nadawały się dla ludzi.

Kiedy stała w stajni i czule przemawiała do zwierząt, do-

biegł ją jakiś odgłos z kuźni. Zamilkła i nasłuchiwała, ale nic 
nie mogła usłyszeć, bo rżenie koni zagłuszało wszelkie inne 
dźwięki. Odczekała dłuższą chwilę, ale odgłos się nie powtó-
rzył. Ostrożnie przemknęła się w stronę przepierzenia i wstrzy-
mała oddech.

Rozpoznała ów odgłos i przeszły ją ciarki. To jakaś kochają-

ca się para! Inga poczuła się jak intruz, kiedy została w miejscu 
i dalej nasłuchiwała. Pocałunki i jęki podnieconych kochanków 
sprawiły, że przeszedł ją dreszcz obrzydzenia. Nie była dziewi-

54

background image

cą, sama przecież sypiała z mężczyznami, ale słuchanie szeptów 
innych i odgłosów splatających się ciał przyprawiało ją o mdło-
ści. Szybko rozpoznała głos Marlenę, ale mężczyzna niewiele 
się odzywał. Słyszała jedynie jego stłumione jęki i szelest ubra-
nia.

Inga wyszła ze stajni. Nie była w stanie dłużej się temu przy-

słuchiwać!

W   czasie   kolacji   Inga   ukradkiem   przyglądała   się   każdemu 
mężczyźnie.  Który z nich był  kochankiem  Marlenę?  Czy to 
Erling?  Całkiem   możliwe,   pomyślała   zaaferowana,   bo 
wcześnie wrócił  z pastwisk. Ale zaraz uświadomiła sobie, że 
przecież coś by zauważyła, gdyby tych dwoje miało romans.

Musiał  to być  któryś  z pozostałych  przyjętych  do pracy. 

Trygve,  młodszy syn  Jona Bratena, wydawał  się czarujący i 
miły, ale chyba za młody dla Marlenę. Miał siedemnaście lat, a 
dziewczyna dwadzieścia trzy. Chyba że Marlenę wolała młod-
szych chłopców. Arne, o którym Inga w istocie niewiele wie-
działa, jak najbardziej mógł być tym kochankiem. Był  mniej 
więcej w wieku Marlenę, może trochę starszy. Lecz jeśli to ani 
Arne, ani Erling, ani też Trygve, zostawała jej w ręku tylko jed-
na karta. Bjornar.

Inga westchnęła i zamknęła oczy.

To nie mógł być Bjornar! Ktokolwiek z pozostałych, jeśli o 

nią chodzi, tylko nie Bjornar. Tego nie zniesie. Odgłosy kocha-
jącej się pary jeszcze brzmiały jej w uszach. Wybiegła z kuchni, 
usprawiedliwiając się, że coś musi załatwić. Potrzebowała czasu 
dla siebie, żeby się oswoić z myślą, że w stajni mógł być jednak 
Bjornar.   To niewykluczone;  odznaczał  się  wyjątkowym   uro-
kiem, sprawiał wrażenie uprzejmego i był w odpowiednim wie-
ku.   Inga   nie   wiedziała   dokładnie,   ile   miał   lat,   ale 
przypuszczała, że mógł mieć około trzydziestki.

Ingę złościła własna głupota, a zwłaszcza zwyczaj wywo-

ływania w wyobraźni nieprzyjemnych obrazów. Przez głowę

55

background image

przebiegały jej sceny przedstawiające Bjornara na nagim ciele 
Marlenę. Widziała, jak jego opalone ręce pieszczą jej chętne cia-
ło. Może szeptał jej do ucha czułe słowa?

Nie, pomyślała Inga zrezygnowana, nie mogła całkiem wy-

kluczyć, że to był Bjornar...

background image

6

Następnego ranka Inga obudziła się zmęczona. Miała za sobą 
niespokojną noc, nawet we śnie dręczyły ją przykre myśli i wąt-
pliwości. Teraz dokuczał jej silny ból w tyle głowy i w barkach. 
Ociężała zajęła się szykowaniem śniadania.

Ciągle zastanawiała się, kto mógł być kochankiem Mar-

lenę. Bez końca rozważała i oceniała ewentualnych partne-
rów, nie mogąc dojść ze sobą samą do porozumienia. W koń-
cu omal nie spytała Marlenę wprost, ale się na to nie zdobyła. 
Przede wszystkim dlatego, że wtedy Marlenę zorientowałaby 
się, że Inga podsłuchiwała. Przyłapanie na potajemnym pod-
słuchiwaniu było w jej oczach równie złe jak przyłapanie pary 
kochanków. Po drugie obawiała się odpowiedzi. Czasami lepiej 
nie wiedzieć, bo wtedy łatwiej uniknąć rozczarowania.

Nie dawało jej spokoju, że za nic nie mogła zgadnąć, który 

z mężczyzn był wtedy z Marlenę. Ani wobec Arnego, ani też Er-
linga służąca nie zachowywała się inaczej. Albo w stosunku do 
Trygvego. Nie wyglądało też na to, by łączyły ją jakieś szczegól-
ne więzi z Bjernarem.

Na szczęście.
Trudna sytuacja wprawiła Ingę w jeszcze większe zakłopo-

tanie, kiedy po śniadaniu została sama z Marlenę w kuchni. 
Nie chciała się do tego przyznać nawet przed sobą, ale coraz 
mniej lubiła tę służącą.

Pewnie zdobyła miłość Bjornara, myślała Inga, czując, jak

57

background image

pali ją zazdrość. Wiem, że to nie w porządku z mojej strony 
mieć o to pretensje. Oboje nie wiedzą o moim apetycie na tego 
przystojnego mężczyznę, a mimo to odnoszę wrażenie, jakbym 
została zdradzona. Dlaczego tak czuję? Byłoby inaczej, gdyby-
śmy tworzyli z Bjornarem parę, a Marlenę zdołała mi go wy-
kraść. Nawet nie wiem, czy mu się podobam! I dlaczego podej-
rzenia muszą sprawiać tak straszliwy ból?

A małżeństwo z Nielsem jest jak kula u nogi. Inga nie ży-

czyła mężowi śmierci, wręcz przeciwnie, ale pomyśleć tylko, 
że mogłaby się od niego uwolnić. Uwolnić i wybrać tego męż-
czyznę, którego najbardziej pragnęła. Uwolnić się i oddać temu 
mężczyźnie, który budził w niej pożądanie. Jak Bjornar...

Z nadmierną siłą zatrzasnęła drzwi do spiżarni. Nie mogę z 

całą pewnością powiedzieć, że Marlenę była wtedy z Bjornarem. 
Jeśli nawet, to nie wiem, czy Bjornarowi na Marlenę zależy. 
Nie zauważyłam, by po zdarzeniu w kuźni obsypywał ją piesz-
czotami. A powinien, gdyby coś czuł do tej dziewczyny.

Minęła chwila, zanim Inga zorientowała się, że Marlenę coś 

do niej mówi.

-Co mówiłaś? - Inga odwróciła się do służącej i.zobaczyła, 
że na jej policzki wystąpiły rumieńce.
-Wiem, że Emma... opowiadała ci trochę.... o ziołach - ją-
kała się Marlenę, wpatrując się w podłogę.
-A co? - spytała Inga ostro. Po prostu nie potrafiła być dla 
niej miła. Wiedziała, że to małostkowość z jej strony, ale nie 
panowała nad sobą.
-Ja... ja jestem w ciąży - jęknęła Marlenę i wybuchła pła-
czem.
-Już? - wyrwało się Indze, zanim zdążyła się zastanowić.
-Co masz na myśli, mówiąc „już"? - spytała służąca i głośno 
wydmuchała nos w fartuch.
-Nie, nic takiego - zbyła ją Inga.

Marlenę jest w ciąży! Dziewczyna nie mogłaby o tym wie-

dzieć w tak krótkim czasie po zdarzeniu w kuźni. W głowie Ingi 
zaświtała przykra myśl: związek między Marlenę i jej kochan-

58

background image

kiem musiał trwać jakiś czas... Przypuszczalnie niejeden raz 
się zabawiali. Czy Marlenę tak szybko mogłaby się zorientować, 
że jest w ciąży?
-

Potrzebuję twojej... pomocy - zacinała się Marlenę.

Inga nie zdołała odpowiedzieć, tylko bezbarwnym wzro
kiem wpatrywała się w przestraszoną służącą.

-Musisz mi pomóc pozbyć się dziecka! - Marlenę była bli-
ska   histerii.   Pobladła   na   twarzy,   tylko   wokół   oczu  łzy 
pozostawiły wyraźne czerwone ślady. - Nie mogę teraz 
urodzić...
-Nie wiesz, że można zajść w ciążę od ściskania się ź męż-
czyzną na sianie? - spytała Inga drwiąco.

Marlenę pisnęła:

-Obiecał, że się pobierzemy. Później. Dlatego nie mogę teraz 
mieć dziecka. Będę się musiała wstydzić przed całą wsią. 
Mimo wszystko jestem porządną dziewczyną.
-Kim on jest? - Inga wstrzymała oddech w oczekiwaniu 
na odpowiedź. Czy teraz się dowie, że Bjornar jest ojcem 
dziecka?
-Nie mogę powiedzieć - zachichotała Marlenę i otarła łzy. 
Nagle uśmiechnęła się. - Ale kochamy się. Wierz mi, on 
jest  taki przystojny, Ingo - roześmiała się szczęśliwa. Jej 
twarz promieniała miłością.

No dziękuję, Inga mogła to sobie wyobrazić! Wiedziała 

przecież, że Bjornar jest atrakcyjny.

- Dlaczego nie możecie pobrać się teraz, skoro zaszłaś

w ciążę? - Wyraźnie dało się zauważyć sarkazm w jej głosie.

Marlenę skrobała stopą o podłogę.

-Mówi, że musimy poczekać. Może do wiosny...
-Jak możesz mnie prosić, żebym pomogła ci zabić dziecko 
- przerwała jej Inga wzburzona. Dopiero teraz uświadomiła 
sobie, o co właściwie prosiła służąca. Miałaby jej pomóc w 
pozbyciu się tej ciąży?
-Myślałam, że nauczyłaś się od Emmy, jak usunąć zarodek. 
.. To znaczy...
-Nawet nie ma mowy! Sama musisz odpowiedzieć za swą

59

background image

głupotę, Marlenę. Myślałam, że wiesz, skąd się biorą dzieci. I ja, 
gospodyni Gaupås, miałabym ci pomóc w przerwaniu ciąży! 
Nie proś mnie o taką przysługę. Czy ty całkiem nie masz wsty-
du? Idź do obory i pomóż Eugenie!

Marlenę natychmiast włożyła drewniane chodaki i zrozpa-

czona wypadła za drzwi.

Inga trzęsła się na całym ciele, kiedy została sama. Nigdy 

nie zwykła wpadać w taką złość. Oszołomiona pokręciła głową. 
W ostatnim czasie, ba, w ostatnim roku, łatwo wzbierał w niej 
gniew. Oddychała powoli, żeby się uspokoić. Marlenę nie pro-
siła o drobną przysługę. Zabicie płodu jest karalne i naganne. 
Czy dziecko nie ma prawa żyć? Nawet jeśli zostało spłodzone 
lekkomyślnie? Czy Inga miała pomóc pozbyć się dziecka spło-
dzonego przez Bjornara? Mężczyznom to łatwo, pomyślała 
wzburzona. Mogą zabawiać się z dziewczętami, a potem uciec 
od odpowiedzialności. Nie noszą żadnych widocznych oznak.

Zaskrzypiały drzwi i weszła Eugenie.

-Co powiedziałaś Marlenę? Dziewczyna wpadła z krzy-
kiem   do   obory,   ale   nie   chciała   się   przyznać,   o   czym 
rozmawiałyście.
-Nakrzyczałam na nią, bo zadała nieprzyzwoite pytanie.
-Jakie? - W oczach Eugenie rozbłysła ciekawość.
-Niestety, Eugenie, nie mogę tego powiedzieć. Polegam na 
twojej dyskrecji, ale nie mogę zawieść zaufania Marlenę.
Eugenie skinęła głową, bardzo chciałaby się dowiedzieć, 

co się stało, ale rozumiała, że Inga nie mogła zdradzić Marle-
nę.

-Myślałam, że dobrze się dogadujecie, mam na myśli ciebie 
i Marlenę - dodała tytuiem wyjaśnienia.
-To prawda, zgadzamy się ze sobą - burknęła Inga urażona.
-Co cię właściwie dręczy całymi dniami? - spytała nagle 
Eugenie chwilę później.

Inga podniosła wzrok. Pracowały w milczeniu przy garn-

kach, ale Eugenie zapewne zauważyła, że Indze brak cierpliwo-

60

background image

ści, a jej ruchy stały się szorstkie. Inga wytarła pot z czoła. Nad 
parującymi   garnkami   było   potwornie   gorąco,   a   dodatkowo 
przez kuchenne okno przypiekało słońce.

- Nic - odparła, starając się, by jej głos zabrzmiał wiary

godnie. W spojrzeniu, które posłała jej Eugenie, dostrzegła po
wątpiewanie.

- Ach tak - rzekła Eugenie i obojętnie wzruszyła ramionami.
Do diabła, pomyślała Inga i energicznie zamieszała zupę,

aż prysnęło. To wszystko jest takie zagmatwane. Złościła się, 
ponieważ nie dowiedziała się prawdy. Czy to Bjornara słyszała 
w kuźni? Czy między nim a Marlenę zrodziła się prawdziwa 
miłość? A jeśli to nie on kochał się z Marlenę, to czy w ogóle ma 
inną?

-Słuchaj... - zaczęła Inga niepewnie. - Może wiesz, Euge-
nie, gdzie był Bjornar wczoraj zaraz po obiedzie?
-Razem ze mną - odparła służąca.
-Z tobą?
-Tak, pomagał mi sprzątać w spichlerzu. Byliśmy tam ra-
zem z Gulbrandem aż do kolacji.

Wygląda na to, że Eugenie nie nabrała żadnych podejrzeń 

w związku z pytaniami o Bjornara, pomyślała Inga zadowolona. 
Najważniejsze jest to, że Bjornar nie jest kochankiem Marlenę!

W gospodarstwie pracy nie brakowało. Przed nocą świętojań-
ską całe drewno powinno znaleźć się w komórce. Bjornar i inni 
mężczyźni rąbali pniaki aż wióry leciały. W końcu dziedziniec 
został posprzątany i zamieciony.

Inga odsłoniła zasłonkę i obserwowała Bjornara. Był radoś-

cią dla oka! W ów gorący dzień zrzucił koszulę i nie wyglądało 
na to, by uważał, że nie przystoi pokazywać się z obnażonym 
torsem.  Cóż,  pomyślała   Inga  zażenowana,  ma  się  czym   po-
chwalić. Jego skóra była opalona i złocista, brzuch płaski i twar-
dy. Inga poczuła miłe łaskotanie i westchnęła z błogością. Co za 
mężczyzna, co za wspaniała sylwetka!

61

background image

Opuściła zasłonkę i przestraszona w pośpiechu podbiegła 

do miski z wodą, kiedy usłyszała kroki na korytarzu. Udawała, 
że myje ręce. Do pokoju weszła Marlenę. Służąca poprawiła 
włosy i zdjęła chodaki. Nie wymieniły spojrzeń. Po tym, jak 
Marlenę   zwróciła   się   do   Ingi   ze   swą   szokującą   prośbą,   nie 
rozmawiały ze sobą. Pracowały obok siebie, ale nic poza tym.

We wtorek dwudziestego trzeciego czerwca mieszkańcy Gaupås 
dużą grupą wdrapywali się pod górę w stronę górskich pastwisk: 
Gulbrand, Erling, Bjornar i Marlenę, a także Torę z Eugenie, 
którzy prowadzili Elleva i Tidemanna. Inga i Sigrid na zmianę 
w chuście na plecach niosły Emilię.

Postanowiono, że obchody nocy świętojańskiej odbędą się 

na halach. Inga poczuła ukłucie współczucia na widok Nielsa, 
który uśmiechnął się nieporadnie, kiedy służba dziękowała mu 
za wspaniałomyślność. Ten stary zgarbiony człowiek zawsze te-
raz starał się być miły, ale z nią nie całkiem mu się udawało. 
Nie chciał iść ze wszystkimi na pastwiska i wymówił się rosną-
cym stosem papierów do załatwienia. Trygve, który nie mógł 
pójść, obiecał wstać skoro świt i oporządzić zwierzęta.

Wybrali się w drogę w dobrych nastrojach. Inga zwróciła 

uwagę,   że   Gulbrand   szedł   najdłuższą   i   najtrudniejszą   trasą. 
Mimo to nigdy nie narzekał, pomyślała z czułością. Wspinał 
się pod górę, chociaż kosztowało go to wiele sił i potu. Poczuła 
ogromną sympatię do tego starego sługi, widząc, jak obserwuje 
przyrodę i uśmiecha się pod nosem rozbawiony beztroską pa-
planiną i przekomarzaniem młodych.

Z kim Marlenę czuliła się na sianie, nadal pozostawało za-

gadką. Inga prawie nie zamieniła słowa ze służącą od ostatniej 
rozmowy. Jak mogła ją poprosić o pomoc w zabiciu nienaro-
dzonego dziecka? Żądała niemało, uznała Inga i odegnała myśl 
o tym, że posiadała wiedzę o ziołach, które by mogły dziewczy-
nie pomóc.

62

background image

Kristiane zaszczebiotała oszołomiona i przerażona złapała 

się za głowę na widok całego orszaku.

-Przyszliście? Tutaj? Teraz? Nie spodziewałam się odwie-
dzin...   Nie   posprzątałam,   nic   nie   przygotowałam   do 
jedzenia   i...   -   wyrzucała   bezładnie   słowa,   tyle   miała   do 
wyjaśnienia i usprawiedliwienia się.
-Nie denerwuj  się - uspokoiła ją Inga  i poklepała po ra-
mieniu. - Wzięliśmy prowiant ze sobą. Wiem, że pod twoim 
okiem   panuje   tu   jak   najlepszy   porządek,   Kristiane.   Nie 
wysyłałabym   cię   tu,   gdybym   nie   wiedziała,   że   świetnie 
sobie poradzisz!

Kristiane zamilkła zbita z tropu, ale rozpogodziła się z po-

wodu pochwały.

Inga weszła zaciekawiona do szałasu. Było tak, jak się spo-

dziewała. W każdym kącie błyszczało czystością, a wszystkie 
drewniane naczynia zostały wyszorowane we wrzątku z jałow-
cem. Na stole stał już półmisek z odciśniętym serem, gotowym, 
by go włożyć do formy. Pachniało świeżo umytymi belkami i 
ubijanym masłem. Inga wciągnęła miły zapach, ciesząc się, że 
będzie mogła spędzić tę noc świętojańską na pastwiskach.

Mężczyźni   wybrali   się   do   lasu,   żeby   nazrywać   liści   do 

przystrojenia   szałasu.   Kristiane   ugotowała   nad   paleniskiem 
pud-ding, który mieli  zjeść, kiedy mężczyźni  uporają się ze 
swym zadaniem. Sigrid nakryła do stołu i wyjęła peklowaną 
szynkę.

Inga wyszła do Marlenę, odpoczywającej na ganku.

- Myślisz,   że   twój   wybranek   przyjdzie   dziś   wieczo

rem? - spytała, żeby przerwać kłopotliwą ciszę.

Marlenę rozpromieniła się.

- Mam nadzieję!

Aha, pomyślała Inga. A więc to nikt z naszego gospodar-

stwa. To musi być ktoś z sąsiedztwa.

- Noc świętojańska bez ukochanego to nie to samo - stwier

dziła.

Marlenę spojrzała na nią z otwartymi ustami. Jak gdyby nie 

wierzyła, że pani domu potrafi rozmawiać o takich sprawach.

63

background image

A tym bardziej z nią - przecież się poróżniły. Inga niedostrze-
galnie potrząsnęła głową. Dobrze wiedziała, jak to jest być za-
kochanym. Dzień nie byłby taki sam, gdyby nie było Bjornara. 
Bez niego zniknęłoby całe napięcie i cała przyjemność, pomy-
ślała. Nie znaczy to, że miałaby nieudany wieczór, ale zabawie 
dodatkowo towarzyszyłaby tęsknota.

Leśne jeziorko było spokojne i gładkie. Nawet jedna fala 

nie marszczyła jego powierzchni. Tu i tam rozchodziły się krę-
gi, wskazując, gdzie rzuciła się ryba. Brzegi sadzawki porastały 
wrzosy. Wokół po samą wodę rozciągała się otwarta leśna pola-
na. W ciągu setek lat deszcze i fale wyszorowały do błysku stro-
me kamieniste zbocze. Wyżej ponad brzegiem królował las sos-
nowy, w którym w dużych kępach rosły wrzosy i krzaki jagód.

Samo jezioro nie było duże, zauważyła Inga i zadrżała. 

Zawsze uważała, że leśne jeziorka przedstawiają piękny wi-
dok, jednak czuła jednocześnie pewien lęk, gdy wpatrywała 
się w głębinę. Odnosiła wrażenie, jak gdyby woda wciągała ją 
w dół... W tej samej chwili nad powierzchnią uniósł się nurek 
i zaskrzeczał swym chrapliwym, smutnym głosem, który prze-
jął Ingę trwogą.

Inga weszła do szałasu, a Marlenę została nad wodą pogrążona 
w myślach. Służąca gładziła się po brzuchu, ale nie czuła ru-
chów. Było jeszcze za wcześnie, choć piersi już stały się ciężkie 
i bolesne. Codziennie rano musiała chodzić za dom i wymioto-
wała. Nie było wątpliwości, że jest w ciąży.

Właściwie powinnam być szczęśliwa, pomyślała Marlenę. 

Teraz możemy się pobrać. Przecież obiecał. Na wiosnę...

Tego, że jest mężczyzną jej życia, była pewna, ale czy ona 

jest jego jedyną?

Inga zajęła miejsce naprzeciwko Bjornara. Kobiety siedziały 

po jednej stronie stołu, a mężczyźni po drugiej. Na samym koń-
cu przycupnęli Ellev i Tidemann i jedli z apetytem. Chichotali 
i śmiali się, zadawali sobie zagadki. Powinna ich skarcić, ale po-

64

background image

zwoliła im na swobodę. Te dzieciaki wyglądały tak słodko z mi-
nami dorosłych, jak gdyby miały do omówienia sprawy równie 
ważne jak starsi.

Inga musiała przyznać, że siedząc tak blisko Bjornara, do-

znawała cudownego mrowienia w całym ciele. Jednocześnie 
się obawiała, że to jakby za dużo dobrego naraz. Być zakocha-
nym, pomyślała, oznacza to samo, co chcieć być blisko, lecz nie 
nazbyt blisko. Kochankowie pragną bliskości, ale trudno im 
opanować drżenie. Czasami rzeczywiście wystarczy mgnienie, 
a potem muszą się od siebie oddalić, żeby się uspokoić.

Bjornar uniósł kubek do ust, pochwycił wzrok Ingi i pod-

trzymał. Zobaczyła, że kąciki jego ust rozciągają się w uśmie-
chu, który jednak pozostał ukryty za kubkiem. Pijąc, Bjornar 
nie spuszczał z Ingi wzroku, wprost przykuwał ją spojrzeniem. 
Odstawił kubek na stół i posłał jej dwuznaczny uśmiech.

Inga odchrząknęła i zgniotła chusteczkę do nosa w twardą 

kulkę. Czy Bjornar wszystkim kobietom posyłał taki uśmiech? 
Nie, chyba nie. Uśmiech nie wydawał się fałszywy, oczy również 
promieniały. Czyżby Bjornar czuł to samo co ona? Policzki Ingi 
zaczęły płonąć, a żołądek ścisnął się ze szczęścia. Serce biło tak 
mocno, że aż dudniło w skroniach.

Inga z radością wypatrywała nocy świętojańskiej.

Nad górskimi pastwiskami zapadał zmrok. Duże ognisko, które 
rozpalili nad brzegiem wody, trzaskało i sypało iskrami. Pło-
mienie biły w niebo i oblewały złocistym światłem stojące wo-
kół niego postaci.

Jest niemal coś magicznego w tych językach ognia, gdy się 

tak stoi i w nie wpatruje, pomyślała Inga. Wyciągnęła ręce, żeby 
się trochę ogrzać. Letnie noce potrafią być chłodne. Naciągnęła 
szal na ramiona.

- Zmarzła pani? - spytał Bjornar, aż Inga podskoczyła za-

skoczona. Jego łagodny głos przyprawił ją o drżenie. Odwróciła 
się i spojrzała prosto w niebieskie oczy.

65

background image

-Przyjemnie jest ogrzać się przy ogniu - odparła.
-Proszę. - Podał jej kubek z herbatą.
-Myślisz o wszystkim, Bjornarze - roześmiała się.
-Musisz podziękować Kristiane za picie - rzekł ciepło. - To 
ona nakryła do stołu w szałasie, podała coś do jedzenia i 
gorące napoje. Może byśmy tam poszli i coś zjedli?
-Nie, dziękuję - odmówiła Inga uprzejmie. - Właściwie nie 
jestem głodna, mimo  że już dość dawno temu  jedliśmy 
pudding.
-Prawdę mówiąc i mnie się nie chce jeść - przyznał Bjornar i 
oboje się roześmiali.
-Zabawny z ciebie chłopak - stwierdziła Inga i szturchnęła 
go   zaczepnie.   Jej   ciało   drżało   z   napięcia,   częściowo   z 
powodu  dotyku,   ale   również   dlatego,   że   zaskoczyła   ją 
własna   odwaga...   Pochyliła   głowę   zawstydzona,   że 
zachowała się tak nietaktownie, i powiedziała, głównie po 
to, by zatuszować swą śmiałość: - Ale nie znam cię...

Powinna się ugryźć w język, pomyślała zła na siebie z po-

wodu własnej głupoty. Dlaczego ciągle musi zadawać pytania 
pełne podejrzliwości? Mimo to nie wydawało się, żeby Bj0rnar 
poczuł się zraniony jej słowami.

-Kobiecie nie wychodzi na dobre, gdy do końca pozna 
mężczyznę. My też musimy mieć jakieś tajemne zakątki, tak 
jak  wy.   Nie   jestem   zbyt   interesujący:   urodziłem   się   i 
wychowałem w Szwecji jako drugie z dziewięciorga dzieci. 
Zajmuję się cynowaniem garnków. Wcześnie wyjechałem do 
Norwegii i najmuję się do pracy w gospodarstwach.
-To świetnie, mam dwa miedziane czajniki, w których 
trzeba wymienić dno!

Rozmawiali o drobnych czynnościach dnia codziennego. 

O sprawach, o których łatwo mówić, nie zdradzając uczuć, jed-
nak dystans między nimi się zmniejszył. Tak w każdym razie 
czuła Inga. Kiedy Bjornar poufale objął ją ramieniem, nie bro-
niła się.

66

background image

Marlenę wypatrywała w tłumie ukochanego, ale nie mogła go 
zobaczyć. W ciemności trudno było odróżnić ludzi jednych od 
drugich. Powinien już tu dotrzeć, pomyślała zrozpaczona. Mło-
dzież zwykle przychodziła punktualnie, żeby obserwować mo-
ment rozpalania ogniska!

Marlenę nie miała ochoty dołączyć do innych służących, 

ponieważ chciała być sama, kiedy on wreszcie się pojawi. Może 
we dwoje mogliby pójść sami do lasu? Jednak czuła się trochę 
nieswojo, kiedy inne dziewczęta pytały, dlaczego stoi na ubo-
czu. Wymieniały porozumiewawcze spojrzenia, ale nie zwraca-
ła na to uwagi.

Czy zaraz przyjdzie?

- Chodź! Zatańczmy! - zawołał Bjornar ożywiony, kiedy 

zagrano na akordeonie.

Wiele rąk szukało tych drugich i wiele par zaczęło się kręcić 

w rytm skocznej muzyki.

Inga wreszcie złapała krok, żeby tylko zdołała nad sobą pa-

nować. Jak dobrze było trzymać jego silne ramiona, czuć jego 
rękę, ostrożnie gładzącą ją po plecach. Nie śmiała podnieść 
wzroku, tylko poddawała się tańcowi. Kiedy muzyka ucichła, 
Inga zatrzymała się zdyszana i roześmiana.

Do gry włączyły się skrzypce i razem z akordeonem zagrały 

śmielej, więc zatańczono z większym zapałem.

Indze zakręciło się w głowie od coraz szybszych obrotów. 

Omal nie wypuściła Bjernara z ramion, ale on mocniej ją chwy-
cił. Wirowali niczym cyklon w stronę pasma gór, dwoje ludzi, 
którzy widzieli tylko siebie, w stronę lasu, szybki zwrot blisko 
drzew, z powrotem ku górom, mocno objęci, żadne z nich nie 
odwróciło wzroku. Inga nigdy przedtem nie przeżyła czegoś 
podobnego. Nawet z Martinem, przemknęło jej boleśnie przez 
głowę. Zadziwiające, że taniec może wywołać taki żar i drże-
nie między dwojgiem osób! To w gruncie rzeczy niezwykłe, po-
myślała zdumiona. Mimo wszystko tylko tańczyła z Bjornarem,

67

background image

trzymając jedną dłoń w jego dłoni, lecz coś między nimi na-
brzmiewało. Nie wiedziała dokładnie co, czuła jedynie, że to ja-
kieś napięcie i oczekiwanie. Jak gdyby ogarnęła ją fala, która 
sprawiła, że robiło jej się gorąco i zimno równocześnie.

Kiedy muzyka zamilkła, Inga nie była w stanie nic powie-

dzieć. Roześmiała się, była zbyt zmęczona, by ruszyć do kolej-
nego tańca. Usiadła z Bjornarem pod ścianą szałasu, żeby od-
począć.

- Jesteś taka piękna, kiedy się śmiejesz - odezwał się nie

spodziewanie Bjornar. - Widzę, że niezbyt często ci się to zda
rza.

Inga spoważniała.
- Być może niewiele mam okazji do śmiechu.

Nie odezwali się więcej do siebie. Siedzieli razem w milcze-

niu, ale na usta cisnęło im się wiele słów. Słów, które chętnie by 
wypowiedzieli, lecz nie zdobyli się na odwagę.

Nagle Bjornar splótł swe palce z jej palcami. Kiedy ostrożnie 

się pochylił i lekko pocałował Ingę w usta, objęła go za szyję.

Marlenę wycofała się w stronę świerków, żeby ludzie nie zwra-
cali na nią uwagi. Było jej trochę przykro, że tak stoi sama. Jak 
gdyby miała wypisane na czole, że czeka na kogoś, kto nigdy nie 
przyjdzie. Kto ją oszukał...

Wtedy nagle ujrzała go po drugiej stronie jeziorka. Rozpo-

znała jego jasne włosy i usłyszała urzekający, cudny śmiech. 
Już miała podbiec w tamtą stronę, kiedy zrozumiała, że nie 
wszystko jest tak, jak być powinno. Zaciekawiona przystanęła 
i zaczęła się przyglądać temu, co się działo.

Nie mogła uwierzyć w to, co ujrzała. Peder nie był sam! 

U jego boku szła najstarsza córka z Oddęrud! Peder wyraź-
nie prowadził ją za rękę. Marlenę zapragnęła, by oczy mogły 
kłamać, lecz prawda dosięgła ją niczym brutalne uderzenie 
w twarz. Poczuła, że nogi się pod nią ugięły, i przytrzymała się 
najbliższego drzewa. To niemożliwe, chyba śni!

68

background image

Po chwili opanowała się i zebrała na odwagę. Trzeba to wy-

jaśnić! Nie może po prostu pogrążyć się w smutku. Nie, musi z 
Pederem   porozmawiać.   Być   może   istnieje   jakieś   naturalne 
wytłumaczenie, pocieszała się, chociaż kiedy podeszła bliżej, 
zdała sobie sprawę, że to mało prawdopodobne.

- Peder zaczerwienił się na twarzy jak ogień, gdy się przed 

nimi zatrzymała. Marlenę spuściła głowę, ponieważ domyśliła 
się, jak to się skończy. Poznała po wzroku Pedera, że chłopak 
nie chce jej znać. Wyprostowała się i ze łzami w oczach spojrza-
ła na niego z wyrzutem.

- To ty? - syknął w jej stronę. - Czego chcesz?

Nie odpowiedziała, tylko patrzyła na niego w milczeniu nie-

szczęśliwym wzrokiem. Dziewczyna z Odderud przyglądała się 
jej ze zdziwieniem, ale Marlenę nie zwracała na to uwagi.

- Mam nadzieję, że potraktuje cię lepiej, niż potraktował

mnie - powiedziała Marlenę zdławionym głosem.

Szybko odwróciła się i pobiegła do lasu. Z dala od wrzawy 

opadła na mchu i wybuchła płaczem.

Wszystko stało się jasne, kiedy zobaczyła Pedera z dziedzicz-

ką Odderud. Chłopak był tylko synem' dzierżawcy, ale gdyby 
poślubił tamtą dziewczynę, zdobyłby we wsi lepszą pozycję. 
Mógłby przejąć gospodarstwo, ponieważ w Odderud nie było 
dziedzica. Gospodarz miał tylko pięć córek.

Nigdy jej do głowy nie przyszło, że jakiś chłopak mógłby ją 

wykorzystać dla własnej przyjemności. Czy mężczyźni nie ko-
chają dziewcząt, z którymi idą do łóżka? Czy tylko kobiety czują 
coś więcej do tych, którym się oddają? Teraz, kiedy pierwsze 
miłosne uniesienie opadło, Marlenę uświadomiła sobie, że Pe-
der właściwie nigdy o nią nie dbał. Kilka krótkich, szybkich 
zbliżeń na sianie - to wszystko. Rzadko ją pieścił i nigdy nie 
powiedział nic miłego...

Zrozpaczona   położyła   głowę   na   miękkim   mchu,   nie 

przestając płakać. Ślepo wierzyła w jego zapewnienia o ślubie. 
Już   nigdy nie  będzie  szczęśliwa,  była  tego  pewna.   Chciałaby 
wiedzieć,  co sobie pomyślała ta dziewczyna  z Odderud, gdy 
Marlenę bez-

69

background image

wiednie dotknęła swego brzucha. Musiała się chyba domyślić, 
że Peder zostanie ojcem. Ów gest nie mógł oznaczać nic innego.

Co robić? Nieślubne dziecko naznaczy ją na całe życie. Prę-

dzej utopi się w jeziorze, niż zostanie panną z dzieckiem! Jej ro-
dzice się od niej odwrócą...

Marlenę kurczowo złapała kępkę wrzosu i wykrzyczała swój 

smutek.

Odgłosy zabawy, taniec i zgiełk sprawiły, że nikt nie słyszał 

żałosnego płaczu służącej.

Inga nic nie wiedziała o cierpieniu Marlenę. Siedziała 

z Bj0rnarem na ławeczce. Bjornar całował ją coraz bardziej po-
żądliwie, jego palce szukały nagiej skóry. Inga zamknęła oczy 
i otworzyła usta. Kiedy wsunął język do jej ust, odpowiedziała 
mu żarliwie. Bolało ją między udami z pożądania i położyła 
rękę na łonie. Nie miała odwagi sprawdzić, czy Bjornar również 
był gotów, lecz poznała to po jego oddechu. Ostrożnie rozpiął 
pasek spodni, jednocześnie podciągając jej spódnicę.

- Nie - szepnęła i odepchnęła go. - Nie chcę!
W jednej chwili wrócił jej rozsądek. Po prostu nie mogła!
Bjornar puścił ją, jak gdyby się poparzył.

Teraz sobie pójdzie, pomyślała Inga oszołomiona. Ale prze-

cież tak się nie godzi, nie mogła mu się oddać pierwszego wie-
czoru, po pierwszej rozmowie! Nie chciała też się z nim kochać 
w środku lasu, gdy wkoło kręciło się pełno ludzi i dzieci. Wo-
lałaby wybrać mniej krępujące miejsce, gdzie będą mieli czas 
rozkoszować się sobą nawzajem w ciszy i spokoju. Poza tym 
dźwięczało jej w głowie: „Uważaj na siebie, dziwko, pamiętaj, 
że jesteś mężatką... Pamiętaj, że w domu czeka na ciebie twój 
mąż i nawet nie podejrzewa, co zamierzasz zrobić... Niewier-
ność, Ingo, to niegodziwość..."

-Głupio się zachowałem - przyznał Bjornar - ale nie mog-
łem się powstrzymać. Przepraszam, Ingo, nie wiem, co we 
mnie wstąpiło.
-Nie przepraszaj - poprosiła Inga i położyła palec na jego 
ustach. - Oboje ponosimy winę.

70

background image

W tej samej chwili nadbiegła Marlenę. Minęła ich i wpadła 

prosto do szałasu.

-Co, do licha? - zdziwiła się Inga, szybko poprawiła halkę i 
naciągnęła spódnicę, zakrywając kostki.
-Idź do niej i porozmawiaj z nią - zaproponował Bjornar. - 
Zaczekam tu.
Z ciężkim sercem Inga podniosła się, ale jako gospodyni 

miała obowiązek dbać o dobro służby.

Kiedy weszła do środka, Marlenę leżała skulona na łóżku 

Kristiane. Płakała i dygotała na całym ciele.

- Opowiedz, co się stało, Marlenę. Może będę mogła ci 

po
móc - rzekła i uklęknęła obok.

Marlenę gryzła prześcieradło, żeby stłumić płacz.
-Spotkałam   Pedera.   Nie   chciał   się   do   mnie   przyznać! 
-ostatnie słowa zabrzmiały jak żałosny pisk.
-TozPederem...?
-Tak... - Marlenę pogładziła się po brzuchu. - To dziecko. .. 
To dziecko ciąży mi w brzuchu jak kamień. Jak mogłam 
być tak naiwna? - spytała niemal szeptem samą siebie. - Jak 
mogłam uwierzyć jego zapewnieniom o ślubie? Jak mogłam 
zaufać, że nie ma innej?
-Naprawdę myślisz, że Peder, twój wybrany, spotyka się z 
inną kobietą? - Inga była wstrząśnięta.
-Tak, szedł za rękę z dziedziczką Odderud i po prostu mnie 
zbył,   jak   gdyby   mnie   nie   znał,   jak   gdybyśmy   nigdy...   - 
płakała Marlenę zrozpaczona.
-Przeklęci mężczyźni! - zaklęła Inga  ze złością. Wyznanie 
Marlenę nie zaskoczyło jej, ponieważ już wcześniej dziwiło 
ją   zaangażowanie,   z   jakim   służąca   opowiadała   o   swym 
ukochanym.   Podejrzewała,   że   dziewczyna   zdaje   sobie 
sprawę,   że  Peder  jest   uwodzicielem,   i   próbuje   przekonać 
samą siebie, że wszystko się dobrze układa. Szczęście bywa 
wyczerpujące, pomyślała Inga.

Przez chwilę siedziała bezradna. Wiedziała, co trzeba zro-

bić, żeby pozbyć się ciąży. Mogłaby w tym pomóc Marlenę,

71

background image

ale z bólem z powodu zdrady Pedera dziewczyna będzie mu-

siała sobie sama poradzić. Lecz co z dzieckiem? Mogłaby wy-

wołać poronienie prostym wywarem z ziół, ale czy się odważy? 

Czy ma prawo zabić to maleństwo? Czy powinna kazać Marle-

nę cierpieć za to, że przespała się z mężczyzną, który ją zosta-

wił? Pytania tłukły się jej po głowie, nie wiedziała, co robić.

Urodzenie nieślubnego dziecka będzie Marlenę drogo kosz-

towało. Będzie musiała zagryźć zęby i z pokorą znosić wyzwi-

ska i drwiny. To nic, że to Peder ją zostawił; bez względu na to 

ludzie nie będą jej szczędzić przykrych słów. Zostanie wyrzuco-

na ze społeczności i napiętnowana jako „zwykła ladacznica".

Jeżeli ona nie pomoże Marlenę, to być może służąca sama 

spróbuje pozbyć się dziecka. Igliczek do robienia na drutach 

używano nie tylko do robótek ręcznych. Lecz zwykle takie me-

tody wywoływały krwotoki, gorączkę i stan zapalny. Jeśli Mar-

lenę spotka kiedyś w życiu mężczyznę, nie wiadomo, czy po ta-

kim „zabiegu" będzie jeszcze mogła mieć dzieci.

Inga jęknęła z bezsilności. Przechowywała wprawdzie zioła 

wywołujące poronienie, ale czy powinna zaryzykować? A jeśli 

Marlenę potem komukolwiek zdradzi, że to Inga pomogła jej 

przerwać ciążę? Nawet jeśli nikt nie będzie mógł tego udowod-

nić, ona zyska sobie we wsi złą sławę.

Ciałem Marlenę wstrząsał szloch, a Inga czuła się bezradna. 

Marlenę musi się czuć potwornie, porzucona i skazana na nie-

pewność. Tym razem nie prosiła nawet Ingi o pomoc, pewnie 

dlatego, że poprzednio spotkała się z tak zdecydowaną odmo-

wą.

Inga westchnęła. Za pierwszym razem wszystko wydawało 

się tak zagmatwane. Inga sądziła, że to Bjorhar jest kochankiem 
Marlenę, i była zazdrosna. Jednocześnie uważała, że Marlenę 
wraz z wybrankiem swego serca powinna wziąć odpowiedzial-
ność za swoje czyny. Teraz sytuacja wyglądała całkiem ina-
czej. .. Marlenę nic nie łączyło Bfórnarem i Inga musiała przy-
znać, że cudownie było się o tym dowiedzieć. Służąca nie była 
już z tego powodu cierniem w jej oku. Poza tym dziewczyna

72

background image

straci swą cześć, jeżeli ludzie we wsi dowiedzą się o ciąży. Może 
nawet przypłaci to życiem!

Inga policzyła na palcach, czy ma wszystkie zioła, które będą 

potrzebne. Gdy się zastanowiła, przypomniała sobie, że zioła 
stoją w pojemnikach w pralni. Niezgrabnie pogładziła Marlenę 
po włosach.

- No, no, znajdziemy jakieś rozwiązanie.
Marlenę spojrzała na nią z wdzięcznością zapuchniętymi 

oczami. Pochlipując, opadła z powrotem na łóżko, kiedy zrozu-
miała, co to właściwie oznacza.

Ognisko już niemal dogasało, kiedy Inga wyszła na rześ-

kie nocne powietrze. Tliły się tylko rozżarzone do czerwonoś-
ci węgle. Muzyka i gwar ucichły. Większość ludzi poszła spać 
lub była zbyt pijana, żeby hałasować. Jakieś pary szukały w lesie 
schronienia.

-Długo mnie nie było - usprawiedliwiła się Inga i usiadła 
obok Bjornara.
-Nie myśl o tym - uspokoił ją.

Inga skuliła się i wtuliła w zagłębienie jego ramienia. Razem 

wpatrywali się w tlący się, czerwony żar, który powoli zmieniał 
się w czarne węgielki...

background image

7

-Myślę, że wielki zapał opuścił twoich braci - zauważyła 
Inga, zwracając się do Eugenie, kiedy obie się zatrzymały z 
tyłu za grupą, żeby poczekać na chłopców. Malcy wydawali 
się wyjątkowo milczący i z trudem powłóczyli nogami w 
powrotnej drodze do domu.
-Przypuszczasz, że coś im dolega? - spytała Eugenie.
-Nie - uspokoiła ją Inga. - Sądzę raczej, że są zmęczeni, 
ponieważ za mało spali. Dziś w nocy, kiedy wymykałam 
się za potrzebą, słyszałam, jak szeptali za ścianą obory.
-To moja wina - przyznała Eugenie z poczuciem winy. - Po-
zwoliłam im gadać, aż się zmęczą. Chyba nie przeszkadzali 
ci spać?
-Nie! Uważam, że to miło, gdy dzieci mogą być razem i 
nocować w szałasie na górskim pastwisku, opowiadając 
sobie przed snem tajemnice.
Inga zerknęła w stronę Bjornara i serce zabiło jej mocniej. 

Te silne, opalone ręce obejmowały mnie dziś w nocy, pomyślała 
blado. Wzrokiem powędrowała w górę wzdłuż ramion, do szyi, 
i zatrzymała się na jego ładnej twarzy. Oczywiście musiał właś-
nie teraz spojrzeć w jej kierunku! Uśmiechnęła się zmieszana. 
Udał, że nie zauważył jej zakłopotania, tylko posłał jej jeden 
ze swych szerokich uśmiechów. Ogarnęła ją radość. Tylko raz 
w życiu Inga była zakochana. Gdy już dosięgła jej miłość, ude-
rzała z ogromną siłą.

74

background image

Mimo przyjemnego oszołomienia Inga miała uczucie, jak-

by w jej sercu tkwił bolesny cierń. Chwilami myślała o Marti-
nie, o Bjornarze, o obu równocześnie. Cieszyła się z powodu 
Bjornara, płakała nad Martinem. Wydawało się jej, że nie ma 
prawa być szczęśliwą, że nigdy żadnemu mężczyźnie nie po-
winna pozwolić zasmakować swego ciała ani dzielić z nim naj-
bardziej intymnych chwil. Jednak... Czy Martin oczekiwałby 
od niej wierności do końca życia? Nie sądziła. Poza tym nie 
mógłby się teraz z nią spotykać, ponieważ był mężem Gudrun. 
Łzy zapiekły pod powiekami i Inga starała się odsunąć myśli od 
smutnych spraw.

Nie tylko jej było trudno, jedno spojrzenie na Marlenę wy-

starczyło, by schylić głowę w poczuciu winy. Przyszłość Mar-
lenę przedstawiała się w dużo ciemniejszych barwach. Służąca 
chodziła zgarbiona, a jej wzrok był nieodgadniony. Po zda-
rzeniu z ostatniej nocy miała zaczerwienione oczy i była bar-
dzo blada. Inga nigdy nie została porzucona przez mężczyznę, 
którego kochała, lecz dosłownie czuła ból Marlenę. Widok Pe-
dera idącego za rękę z inną dziewczyną musiał być dla niej 
jak cios w serce. To, że chłopak zachował się tak, jakby jej nie 
chciał znać, dodatkowo ją przygnębiło. Jak gdyby jeszcze tego 
było mało, pomyślała Inga ze współczuciem, Marlenę nosiła 
pod sercem dziecko tego drania. Sytuacja nie do pozazdrosz-
czenia!

-Marlenę, Marlenę, obudź się - rzekła Inga półgłosem 
i potrząsnęła służącą.
-Co się dzieje? - spytała w odpowiedzi Marlenę zaspanym 
głosem.
-Pamiętasz, jak się umówiłyśmy - szepnęła Inga.
W jednej chwili służąca oprzytomniała i po omacku zaczęła 

szukać ubrania.

-Chyba się nie odważę... - wyznała łamiącym się głosem.
-Odważysz się! - Inga była bezlitosna i pociągnęła Marlenę 
za sobą do kuchni. Wolała obudzić dziewczynę w środku 
nocy, żeby nikt inny ich nie zauważył. Gdyby Marlenę źle 
się

75

background image

poczuła, co jest całkiem możliwe, najgorsze dolegliwości po-
winny do rana minąć.

- Pij! - rozkazała szorstko i podała jej kubek. Już wcześniej

przygotowała wywar z widłaka widlastego.

Dolna warga Marlenę zaczęła drżeć, lecz dziewczyna po-

kornie wzięła napój. Ostatni raz zerknęła na Ingę z rozpaczą 
w oczach, po czym przytknęła kubek do ust i wypiła. Kiedy 
przełknęła ostatni łyk, rozpłakała się. Przywarła do Ingi, pła-
cząc nad swym losem.

Inga objęła ją i gładziła troskliwie po plecach. Teraz nie było 

już odwrotu. Jutro wczesnym rankiem nie będzie już ziarenka, 
które zasiał Peder. Znikną wszelkie powiązania między służącą 
a synem dzierżawcy.

-No, no - pocieszała Inga, jak robiła zwykle, gdy nie mogła 
znaleźć odpowiednich słów. - To najlepsze rozwiązanie. Ja 
zaakceptowałabym   twoje   nieślubne   dziecko,   nadal 
miałabyś tu  miejsce pracy, ale czy ty byłabyś szczęśliwa? 
Jesteś młoda, możesz sobie znaleźć porządnego i miłego 
chłopaka.   Gdybyś   nawet   się   zdecydowała   urodzić   to 
dziecko   i   znosić   ludzkie   gadanie,   to   jednak   żaden 
mężczyzna  by na ciebie nie spojrzał. A tego chyba  nie 
chcesz?   Chyba   chcesz   cieszyć   się   wolnością,   czuć   się 
atrakcyjna i móc założyć własny dom, mieć męża i dzieci. 
Następnym razem, kiedy spotkasz mężczyznę, to nie... - 
Inga  nie   wiedziała,   czy  odważy  się   powiedzieć   o   tym 
wprost. - Nie wpuszczaj go pod spódnicę, dopóki nie dacie 
na zapowiedzi...
-Żaden mężczyzna już mnie nie będzie chciał - szlochała 
Marlenę.
-Ależ będzie - zapewniła Inga z przekonaniem. - Nikt nie 
wie o twojej ciąży...

Tyle tylko Inga zdążyła powiedzieć, ponieważ Marlenę wy-

padła za drzwi. Napój zaczynał działać.

Inga zamknęła oczy. Biedna Marlenę, przez co ona teraz bę-

dzie musiała przejść!

76

background image

Marlenę pobiegła w stronę obory. Kiedy znalazła się w bez-
piecznym miejscu za ścianą zwróconą w stronę jeziora, pogoni-
ło ją z obu końców przewodu pokarmowego. Z trudem łapała 
powietrze, gdy nowa fala wymiotów podeszła jej do ust. Gardło 
paliło ją, przełykała bez ustanku, żeby powstrzymać mdłości. 
Jednocześnie czyściło ją z drugiego końca, lecz na to nic nie 
mogła poradzić. Zgięta wpół oparła się o ścianę, czując, że zno-
wu zaraz zwymiotuje.

- Dobry Ojcze Niebieski, pomóż mi - poprosiła i wytarła 

oczy.

Nogi się pod nią ugięły, ale wiedziała, że nie może usiąść. 

Dlatego całym wysiłkiem wyprostowała się i wytrzymała tak, 
dopóki ból brzucha nie powalił jej na kolana. Nigdy w życiu nie 
czuła takiego bólu! Brzuch skręcały silne skurcze. Chciała krzy-
czeć, krzyczeć, by wszyscy ją usłyszeli, ale rozsądek jej w tym 
przeszkodził. Nikt, absolutnie nikt nie może jej zobaczyć tak 
upokorzonej, przerażonej i zabrudzonej. Nikt nigdy nie może 
się dowiedzieć, co zrobiła, że próbowała pozbyć się ciąży!

Ścisnęło ją w brzuchu. Rwała i szarpała ubranie - to pomog-

ło jej przetrwać śmiertelny ból. Pot po niej spływał, a włosy 
kleiły się do mokrej twarzy. Jeszcze raz rwący skurcz przeszył 
brzuch, aż przed oczami zatańczyły czerwone i żółte plamy.

Kiedy złapał ją ostatni atak, podniosła głowę i zapłakała ku 

niebu. Wyciągnęła w górę ręce i jęknęła. Czując krew spływają-
cą po udach, z drżeniem skuliła się na zimnej ziemi.

Wraz ze zmarłym zarodkiem odpłynęła resztka miłości do 

Pedera.

Słońce słało przez okno blade promienie, wystarczająco ciepłe, 
by ogrzać kuchnię i przegonić chłód, który, jak się Indze zda-
wało, tu zagościł. Nikt w czasie śniadania nie spytał o Marle-
nę, ale Inga zauważyła zaciekawione spojrzenia domowników. 
Wszyscy rozumieli, że coś jest nie tak.

Sama ntffcła na górę do Marlenę. Przedtem przygotowała

77

background image

tacę z jedzeniem: świeżo ugotowaną kaszę na mleku z cukrem 
oraz chleb z kozim serem i kiełbasą. Do tego wywar z tasznika, 
który miał powstrzymać krwawienie. Domyślała się, że Marle-
nę dobrze to teraz zrobi.

Służąca leżała pod baranicą. Widać jej było tylko oczy i nos, 

lecz Ingą wstrząsnął jej widok. Dziewczyna była śmiertelnie 
blada.   Na   szczęście   poruszyła   się,   kiedy   Inga   weszła   do 
pokoju. Inaczej można by pomyśleć, że jest martwa.

- Jak się czujesz? - spytała Inga przyjaźnie i postawiła tacę

na komodzie.

Marlenę odwróciła twarz, ale nie dość, by ukryć łzy, które 

toczyły się po policzkach.

- Było aż tak źle?
Skinęła głową. Nagle bez słowa schowała się pod kołdrą. 

Leżała tak przez chwilę, ale zaraz zebrała siły i spróbowała się 
unieść. Grymas, który przeciął jej twarz, Inga wytłumaczyła so-
bie jako znak, że służącej dokucza silny ból.

- Pomogę ci - zaproponowała.

Ostrożnie podłożyła rękę pod plecy Marlenę i lekko ją unios-

ła.   Szybko-przesunęła   wyżej   poduszkę,   by   dziewczyna   z 
pomocą ramion mogła usiąść.

- Krwawisz?

Milczące skinienie w odpowiedzi.

- Zmienię ci prześcieradło, żebyś  się lepiej poczuła - za

proponowała Inga i zeszła na dół do pokoju, gdzie przechowy
wali lniane płótno, żeby przynieść czyste prześcieradło.

-r To potworne - szepnęła Marlenę, kiedy Inga wróciła, od-

kryła kołdrę i obie ujrzały pod spodem duże, ciemne krwawe 
plamy.

Inga powstrzymała krzyk. Marlenę bardzo krwawiła.

- Przekręć się trochę na bok - poprosiła i Marlenę zrobiła,

jak kazała.

Inga szybko zrolowała prześcieradło do połowy, rozłożyła je 

od brzegu, ostrożnie wsunęła pod Marlenę i poleciła jej odwró-
cić się w przeciwną stronę. Następnie chwyciła prześcieradło od

78

background image

drugiej strony i starannie rozłożyła na materacu. Zakrwawioną 
pościel zostawiła na razie na podłodze przy łóżku, po czym 
usiadła na brzegu posłania.

Delikatnie pogładziła służącą po policzku i uśmiechnęła się.

- Tó nasza tajemnica, Marlenę, bądź o to spokojna. Nigdy 

nikt się o tym nie dowie.

Później w ciągu dnia Inga zapragnęła znaleźć się z Bjornarem 
sam na sam. Naturalnie widywała go podczas posiłków, ale to 
nie to samo. Starała się znaleźć jakąś wymówkę, by mogła się z 
nim spotkać w kuźni.

Nagle   przyszło   jej   do   głowy:   może   wziąć   dwa   pęknięte 

miedziane czajniki, o których mu wspominała, że przydałoby 
się je naprawić. Być może Bjornar, tak uczynny, znajdzie czas, 
by je uszczelnić?

Dziwnie ożywiona z napięcia pośpieszyła najpierw do po-

koju i zakręciła się przed lustrem. Ubranie wydawało się bez 
zarzutu, potem uważnie przyjrzała się swej twarzy - podobało 
jej się odbicie. Intensywne czerwone rumieńce na policzkach 
zdradzały   podniecenie   i   rozgorączkowanie.   Włosy   zaczesała 
starannie do tyłu, tak że opadły na plecy.

Ostrożnie zdjęła miedziane czajniki z belki. Stały tam dla 

ozdoby i nikt nie mógł zobaczyć, że miały pęknięte dno, chyba 
żeby je ktoś zdjął i dokładnie obejrzał. Wypolerowane i błysz-
czące świadczyły o bogactwie i dobrobycie oraz budziły po-
dziw.

Serce Ingi zabiło szybciej, kiedy zbliżyła się do kuźni i usły-

szała   miarowe   uderzenia   Bjornara.   W   dużym   gospodarstwie 
zawsze znalazły się jakieś narzędzia, które trzeba było spraw-
dzić i doprowadzić do porządku. Inga była tak spięta, że aż za-
kręciło się jej w głowie. Przez całą godzinę będzie z Bjornarem 
sam na sam! Roześmiała się z radości i zastanowiła się: co ją te-
raz czeka?

79

background image

Bjornar nie słyszał, jak do niego podeszła. Stał pochylony 

nad ogniskiem kowalskim, z powodu gorąca jego włosy były 
mokre od potu. Inga rozkoszowała się widokiem mężczyzny o 
silnych,   muskularnych   ramionach.   Uwielbiała   widok   mięśni, 
które   napinały   się   i   grały   pod   opaloną   skórą.   Te   ramiona 
obejmowały ją... Sama myśl o tym rozgrzała ją do temperatury 
iskier w trzaskającym palenisku.

Bjornar odwrócił się do Ingi, a jego twarz rozjaśniła się na 

jej widok.

- Do diabła, ależ jesteś piękna! - zawołał spontanicznie.
Inga zawstydzona spuściła wzrok. Właściwie powinno

ją   oburzyć   jego   słownictwo,   ale   przekleństwo   nie   brzmiało 
obraźliwie. Raczej przeciwnie, podkreślało to, co chciał wyra-
zić. W jej uszach dźwięczało jak muzyka. Cudowny komple-
ment.

- Dziękuję - odparła tylko i podała mu miedziane naczy

nia.

Bjornar odłożył narzędzia i odsunął Ingę od ognia.
- To się da zrobić - rzekł, oglądając pęknięcia. - Ale szko

da mi czasu na przyglądanie się czajnikom, wolę patrzeć na cie
bie.

Inga roześmiała się. Kiedy ją objął, nie odepchnęła go. Na-

wet wtedy, gdy jego usta szukały jej ust. Łakomie. Z tłumioną 
tęsknotą. Otworzyła usta i odwzajemniła pocałunek. Pozwoliła, 
by Bjornar rozpiął jej bluzkę. Jęknęła, gdy jego dłoń zamknęła 
się na jej piersi. Nie uciskał jej mocno, lecz pieścił czułymi, 
zmysłowymi palcami.

-Nie   możemy   -   szepnęła   Inga   głosem   wypełnionym   ra-
dością. - Nie tutaj.
-Spotkajmy się wieczorem w zagajniku, gdy wszyscy pójdą 
spać... - zaproponował cicho Bjornar.

Umówiwszy się na spotkanie, Inga pośpiesznie wróciła do 

domu.

80

background image

Wieczorem jej myśli powędrowały ku Bjornarowi, który czekał 
nieopodal. Wieczorny zmrok kładł się na wszystkie czynności, 
ponieważ dzień dobiegał końca. Wyglądało na to, że służba - 
wreszcie   -   udała   się   na   spoczynek.   Inga   drżała   z   napięcia. 
Gorąco w podbrzuszu paliło niczym gorączka.

Inga szybko zarzuciła szal na ramiona, zerknęła jeszcze do 

lustra w przedpokoju. Była zadowolona z tego, co zobaczyła. 
Rumieńce i zdenerwowanie nadawały oczom blasku, a policz-
kom świeżości.

Mimo późnej pory powietrze było ciepłe.
Zapadający zmierzch niczym tłumiący dźwięki dywan otu-

lał gospodarstwo; Inga najbardziej lubiła tę porę. Czuła się za-
wsze piękniejsza o zmroku niż w ujawniającym każdy szczegół 
świetle dziennym.

Zdawała sobie sprawę, że to szczęśliwy moment w jej ży-

ciu, a mimo to czuła w sercu niepokój. Szczęście nie było pełne, 
choć szła do swego wybranka. Jakaś zjawa miotała się w jej gło-
wie i Inga wiedziała, że przybrałaby postać Martina, gdyby nie 
przegoniła myśli w locie. Rozumiała, dlaczego dręczyła ją myśl 
o Martinie - dziś wieczorem będzie się być może kochała z innym 
mężczyzną. Z własnej woli. To nie to samo co poprzednie noce 
spędzone z Nielsem. Wtedy musiała się podporządkować władzy 
męża. Teraz szła w stronę zagajnika i wiedziała, co się stanie. Dziś 
wieczorem odda swe serce i ciało mężczyźnie, który jej pożąda. 
Chciała tego. I to jej się spodoba. Wolała wierzyć, że po tej nocy 
Martin stanie się tylko bladym, smutnym wspomnieniem.

Bjcrnar siedział oparty o drzewo, kiedy przyszła. Nie pod-

niósł się, tylko bawił jakimś źdźbłem trawy, jednak jego uśmiech, 
który jej posłał, mówił więcej niż tysiąc słów.

Inga usiadła obok niego. Blisko.

-Przykro mi, że musiałeś czekać - przeprosiła.
-Czekałem z przyjemnością - roześmiał się Bjornar i wziął 
ją za rękę.
Inga przyglądała się splecionym dłoniom. Wiele razy zasta-

nawiała się, dlaczego tak bardzo pociągają jąsilne, mocne ręce.

81

background image

Dla niej były symbolem męskości i siły. Westchnęła cicho ze 
szczęścia. Czuła w powietrzu panujące napięcie, odnosiła wra-
żenie, jak gdyby czas stanął w miejscu. Jak gdyby natura czekała 
na to co nieuchronne, by ich ciała stopiły się w jedno.

Inga przeciągnęła wolną ręką przez włosy Bjornara. Były gę-

ste, a jednocześnie miękkie.

Podniósł głowę i przykuł ją wzrokiem. Nie czuła zażeno-

wania, kiedy przyglądał się jej natarczywie swymi niebieskimi 
oczami, ponieważ wiedziała, że podoba mu się to, co widzi.

Nie wymienili ani słowa, kiedy powoli zaczęli się nawzajem 

rozbierać. Początkowo robili to spokojnie i cierpliwie, ale ostat-
nie rzeczy niemal zdzierali.

Inga  jęknęła na głos, kiedy wiatr musnął jej nagą  skórę. 

Oszołomiona z pożądania wyciągnęła ręce ku górze i kołysała 
się w przód i w tył. Piersi unosiły się w jednym rytmie z biodra-
mi. Bjornar chwycił pożądliwie, lecz ostrożnie jedną z jej piersi, 
pochylił się i wsunął brodawkę do ust. Inga roześmiała się z 
zadowolenia,  kiedy gładząc   lewą   ręką   jej  plecy,   jednocześnie 
drażnił   językiem   brodawkę.   Całe   ciało   przebiegł   dreszcz 
rozkoszy. Powoli uklęknęła przed Bjornarem.

Przywarli do siebie, na wpół siedząc, na wpół stojąc. Prag-

nęli tylko, by skóra dotykała do skóry. Mieli wrażenie, jak gdy-
by nie mogli znaleźć się wystarczająco blisko siebie, ręce śliz-
gały się po ciele, pocałunki stawały coraz bardziej pożądliwe. 
Inga jęknęła, kiedy poczuła, jak jego męskość pulsuje między 
jej udami. Nie miała wątpliwości, czego pragnął.

Kiedy Bjornar ostrożnie poprowadził swą rękę na jej łono, 

nie broniła się. Odrzuciła głowę do tyłu i zamknęła oczy. Nie 
okazał się dzikusem, który rozłożył jej nogi i od razu ją wziął. 
Delikatnie, powoli przesuwał rękę ku dołowi, bawił się czułym 
trójkącikiem,   a   jego   palce   wydobywały   z   niej   soki,   zanim 
jeszcze   w   nią   wszedł.   Leciutki   dotyk   sprawił,   że   niemal 
oszalała z tęsknoty.

Inga nie czuła się jak rozpustnica, kiedy stanęła na czwo-

rakach. W podbrzuszu odezwało się potworne ssanie, zanim

82

background image

Bjornar stanął z tyłu, chwycił ją za biodra i wsunął w nią swą 
męskość. Tkwili tak nieruchomo przez chwilę, po czym Bjornar 
powoli zaczął się poruszać w przód i w tył.

Pomiędzy pocałunkami i pieszczotami zmienili pozycję. Inga 

zdecydowanie położyła Bjornara na ziemi, a potem usiadła na 
nim okrakiem. Śmiało patrzyła w jego zdumione oczy, gdy osu-
wała się na jego przyrodzenie. Chwycił ją za biodra, by ją przy-
trzymywać, kiedy się unosiła, a potem rytmicznie opadała.

Kochali się coraz bardziej szaleńczo. Bjornar jęczał i wił się 

pod spodem, lecz Inga nie zatrzymywała się. Lubiła decydować, 
a jednocześnie mogła obserwować grymasy jego twarzy. Gry-
masy rozkoszy i pożądania. Opadła na jego twardą pierś i le-
żąc tak, lekko się kołysała. Ukrył twarz w zagłębieniu jej szyi 
i oddychał ciężko. Ugryzł ją lekko w koniuszek ucha, a dłońmi 
gładził miękkie pośladki. Kiedy na powrót odzyskali oddech, 
Bjornar szybko się obrócił, tak że Inga znalazła się pod nim. 
Całowali się i śmiali.

Inga poczuła, jak jego męskość dotknęła punktu pełnego 

soków i słodyczy. Zaparło jej dech, uniosła w górę biodra. Za-
migotało jej przed oczami od ponadzmysłowej rozkoszy.

Nagle zaniepokoiła się. Poczuła, jak gdyby całe ciało do-

magało się, by Bjornar się odsunął. Zapragnęła go odepchnąć. 
Oszołomiona odwróciła głowę, nie mogąc pojąć, co to oznacza. 
Było przecież tak cudownie! Wreszcie zrozumiała. Ta pozycja 
była zbyt... zbyt intymna. A ona nie była jeszcze na to gotowa.

W jednej chwili pojawiła się wyraźnie przed jej oczami dro-

ga twarz.

Bjornar nie zauważył jej cierpienia. Uniósł się na wypro-

stowanych rękach i jęknął, osiągając szczytowanie. Nasycony 
i szczęśliwy osunął się na nią i pocałował w szyję. Czule gładził 
jej ramiona.

Inga nie podzielała jego zachwytu. W rozpaczy zagryzła 

zęby na skórze dłoni.

- Martin - szepnęła bezgłośnie. - Martin...

background image

8

Inga nie poruszała się. Leżała na plecach z podkurczonymi no-
gami. Chłodna trawa lekko ja łaskotała. Inga przełknęła cięż-
ko i spojrzała w wieczorne niebo. Słońce dawno już zaszło za 
wzgórze, ale jeszcze nie było całkiem ciemno.

Po policzku stoczyła się łza, popłynęła w stronę ucha, 

po czym zniknęła we włosach. Piekło pod powiekami, lecz ból 
w piersi był silniejszy. Rozchodził się od serca ku szyi. Dudnił 
i pulsował, ugniatał i dokuczał.

Bjornar nadal leżał nad nią. Nagi. Zaspokojony. Czule gładził 

ja po włosach i znowu, i jeszcze raz. Przytulił policzek do jej po-
liczka, ugryzł ją lekko w koniuszek ucha i skulił się z rozkoszy.

Inga nie znajdowała słów. Pragnęła go zepchnąć, zabrać 

rzeczy i uciec. Jak najdalej od Bjornara i miłosnych uniesień. 
Od wszystkich wspomnień. Lecz tego nie uczyniła. Nie poru-
szyła się, tylko leżała w milczeniu, czując dotyk skóry Bjornara 
na swojej.

Wreszcie stoczył się z Ingi, wziął ją za rękę i uścisnął. 

Uśmiechnął się, lecz ona udała, że tego nie zauważyła. Zorien-
towała się, że zmarszczył brwi zdziwiony, więc zapanowała nad 
sobą. Odwróciła się do niego i odwzajemni* uśmiech. Ostroż-
nie wyjmowała gałązki i liście z jego bujnych włosów, udając 
zadowolenie.

Bjornar znowu się uśmiechnął, tym razem rozpogodzony 

jej życzliwością.

84

background image

- Czy tobie też było dobrze? - spytał z nadzieją.
Inga nie odpowiedziała, tylko skinęła głową. Odchrząknęła, 

żeby sformułować jakieś słowa, ale poprzestała na skinięciu. 
Co też on sobie pomyśli, zastanowiła się ze smutkiem. Nie wie, 
co mnie dręczy. Nie widzi twarzy, która płonie w mojej duszy. 
Twarzy   człowieka,   którego   kocham,   ale   którego   nie   mogę 
mieć.

Żeby zagłuszyć smutek i pocieszyć Bjornara, przeciągnęła 

palcem po jego torsie. Wodziła od jednej twardej brodawki do 
drugiej, po czym zjechała niżej w stronę brzucha. Był napięty i 
drgnął   pod   jej   dotykiem.   Zagłębiła   palec   w   jego   kręconych 
włosach łonowych. Bjornar wziął ją w ramiona i mocno przy-
tulił. Oddychał szybko i drżał, i Inga poznała, że znów jest go-
tów.

Ostrożnie, żeby go nie urazić, lekko go odsunęła. Z weso-

łym, lecz fałszywym śmiechem, obsypując jego ramię pocałun-
kami, rzekła:

- Muszę już iść, Bjornarze.

Bjornar spojrzał na nią dużymi, niebieskimi oczami. Ujął 

jej twarz w obie dłonie i pocałował delikatnie w czubek nosa.

-Wiem   -   szepnął   pełen   tęsknoty.   -   Wiem,   że   ta   piękna 
chwila minęła, ale chyba się znowu spotkamy, prawda?
-Tak   -   odpowiedziała,   czując,   jak   smutek   rozdziera   jej 
piersi. - Zobaczymy się jutro rano.

Wiedziała, że nie to miał na myśli, ale nie zdobyła się na to, 

by mu cokolwiek obiecać. Teraz potrzebowała czasu dla siebie. 
Z ciężkim sercem opuściła Bjornara, zostawiając go w lesie.

Inga dowlokła się do łóżka. Z płaczem rzuciła się na miękki 

materac. Głośno pociągała nosem i wycierała łzy chusteczką.

Wieczór z Bjcrnarem był udany. Nie mogła temu mężczyź-

nie nic zarzucić. Wręcz przeciwnie, był wrażliwy i czuły, a w las-
ku potraktował ją delikatnie i z troską. Inga zwróciła również 
uwagę, że zachowywał się z klasą, niczym młody ogier czystej 
krwi. Nie to ciążyło jej na duszy...

85

background image

Dlaczego myśl o Martinie musiała się pojawić w samym 

środku   gorącego   aktu   miłosnego?   Dlaczego   jeszcze   nie 
nauczyła się rozumieć, że Martin należy do przeszłości? Że jest 
mężem  Gudrun,   tej   nieczułej   jędzy,   która   nigdy   nie   da   mu 
szczęścia w małżeństwie.

Inga   tęskniła   za   Martinem   w   tych   rzadkich   momentach, 

kiedy Niels groźbą doprowadzał do zbliżenia. Wtedy płakała w 
głębi duszy, pragnęła i błagała, by ramiona, które ją obejmo-
wały, należały do Martina. Lecz tym razem czuła, że było ina-
czej, teraz oddała się Bjornarowi z własnej, nieprzymuszonej 
woli.   Uczyniła   krok   ku   nowemu   życiu.   Życie   z   Martinem 
minęło.

Wstała z wysiłkiem, rozpięła suknię, pozwoliła, by opadła 

na podłogę. Niech tak leży do jutra, Inga nie miała siły jej po-
wiesić.   Zrzuciła   z   nóg   buty,   one   również   zostaną   do 
następnego dnia w miejscu, gdzie upadły.

Najbardziej dręczy mnie to, pomyślała ze smutkiem, że mu-

szę. zrozumieć, że Bjornar  zajął  miejsce Martina. Nie mogę 
dłużej   żyć   wspomnieniem   czegoś   nieosiągalnego.   Nadszedł 
czas, żeby się obudzić, kazać ciału i duszy pogodzić się z tym, 
że Bj0rnar jest mężczyzną, który daje mi radość. Martina nie 
ma, teraz muszę myśleć o Bjornarze.

Świadoma tego, że powinna dziękować Bogu, że postawił na 

jej drodze Bjornara, zasnęła ze spokojem w duszy. Po raz pierw-
szy od dawna.

Następnego dnia na niebie wisiały ciężkie chmury i nagle roz-
pętała się burza. Deszcz bębnił o dach i plaskał na dziedzińcu. 
Inga dostrzegła tylko koniuszek ogona kota, kiedy smyrgnął, 
żeby się schronić w oborze.

-Psst! - szepnęła Eugenie i przywołała Ingę ku sobie.
-Co się stało?
-Muszę z tobą porozmawiać. Na osobności.

Inga podążyła za służącą wzdłuż korytarza. Serce zabiło jej

86

background image

szybciej z niepokoju. W głosie Eugenie brzmiało coś dziwnego. 
Mogłaby niemal przypuszczać, że służącą coś przeraziło. 
Eugenie odwróciła się do Ingi i spojrzała jej prosto w oczy.

-To trwa już kilka dni - rzekła cicho.
-Co takiego? - spytała Inga, czując, jak ogarnia ją panika.
-Po gospodarstwie kręci się jakiś obcy.
Eugenie rozejrzała się ukradkiem, jak gdyby się bała, że nie-

znajomy stoi ukryty za rogiem.

- Mógł   tylko   przypadkiem   tędy   przechodzić   -   uznała

Inga.

Eugenie pokręciła z uporem głową.

- Widuję go od kilku dni. On albo ona znika mi z oczu, 

gdy
tylko się zbliżam. Mimo to mam wrażenie, jak gdyby ten ktoś
nas obserwował.

Inga  poczuła, jak jej się włosy podnoszą na przedramio-

nach. Świadomość, że mogą być obserwowani, wydawała się 
przerażająca.

-Czy jeszcze ktoś widział tego osobnika?
-Tak, Marlenę również wspominała coś o jakimś obcym.
-Ale przecież Marlenę nadal leży w łóżku. Jeszcze nie wróciła 
do zdrowia.
-Zastanów   się,   Ingo!   Jak   myślisz,   skąd   można   najlepiej 
obserwować,   co   się   dzieje   w   gospodarstwie?   Właśnie   z 
pokoju   Marlenę!   Jej   okna   wychodzą   na   dziedziniec. 
Marlenę   codziennie   siada   na   chwilę   w   oknie,   żeby 
zaczerpnąć   świeżego   powietrza.   Niezależnie   od   tego   - 
uznała   Eugenie   i   głęboko   odetchnęła   -   nie   ma   sensu 
dyskutować, czy Marlenę widziała obcego, czy nie. Ja na 
pewno zauważyłam kogoś podejrzanego-

Mówiąc to, opuściła Ingę, żeby wrócić do pracy.
Inga wzdrygnęła się odruchowo. Wcale nie podobała jej się 

myśl, że jakiś obcy mógłby obserwować ich gospodarstwo.  I 
dlaczego ten ktoś wykazywał tak duże zainteresowanie właśnie 
ich majątkiem?  Nie  miała  żadnych   wrogów,   jeśli  nie  liczyć 
Gudrun.

87

background image

Czego ten człowiek chciał? I dlaczego on lub ona nie przyj-

dzie tu i otwarcie nie wyłoży swojej sprawy?

Inga zadrżała i pośpieszyła za Eugenie. Nie miała już ochoty 

przebywać sama w pokoju.

- Zauważyłaś, czy to mężczyzna, czy kobieta? - zwróciła

się półgłosem do służącej, kiedy ją dogoniła. Odwróciły się ple
cami do domowych odgłosów i rozmawiały szeptem.

-, Nie, i właśnie to jest takie denerwujące - zwierzyła się 

Eugenie. - Nigdy nie widziałam jego twarzy, ale ten człowiek 
jest wysokiego wzrostu i ma szerokie ramiona. Wydaje mi się, 
że to mężczyzna, chociaż dobrze się pilnuje, żeby nie zostać 
zdemaskowanym.

-Nie wiadomo, czy czegoś od nas chce - stwierdziła Inga.
-A co za człowiek może się włóczyć całymi dniami w po-
bliżu gospodarstwa? - pytanie padło cichym, lecz ostrym 
głosem.

Inga aż podskoczyła. Nie przywykła do stanowczego tonu 

służącej. Najwyraźniej dziewczyna czuła się zagrożona i bała się 
bezimiennego intruza.

-Mam nadzieję, że ten ktoś nie ma złych zamiarów - wes-
tchnęła Inga.
-Niemożliwe! Nikt nie kryje się bez powodu. Proponuję, 
żebyś wieczorem dokładnie zamykała drzwi na klucz i 
nigdy nie spuszczała Emilii z oczu.

Jeśli Inga spodziewała się jakichś słów otuchy ze strony Eu-

genie, to gorzko się rozczarowała.

Myśl o nieznajomym rzucała ponury cień na życie w gospo-
darstwie. Chociaż przestało padać i znowu wyszło słońce, Inga 
nie mogła się uspokoić. Przez cały czas się zastanawiała, kto to 
może być i czego od nich chce. Za każdym razem, gdy przecho-
dziła przez dziedziniec, rzucała bojaźliwe spojrzenia przez ra-
mię. Nie podobała jej się również myśl, że ów ktoś obserwował 
wszystko, co się u nich dzieje.

88

background image

Czy patrzy na nią w tej chwili? Czy 
stoi za stodołą i ją obserwuje?
-Jestem pewna, że to mężczyzna - wyznała Eugenie. - Nie 
wierzę, że kobieta mogłaby krążyć  wokół gospodarstwa. 
Kobieta od razu przystąpiłaby do rzeczy, wiem po sobie. 
Kiedy   jesteśmy   złe   albo   czujemy,   że   zostałyśmy 
niesprawiedliwie   potraktowane,   zaciskamy   pięści   i 
mówimy bez ogródek, co o tym  myślimy! Rozzłoszczone 
kobiety krzyczą i awanturują się, rozładowując w ten sposób 
swą złość. - Jak myślisz, co powinnyśmy zrobić? - spytała 
zmartwiona.   -   Czy   powiedzieć   wszystkim  o   tym 
człowieku?
-Obawiam się, że to wywołałoby panikę - odparła Inga 
po namyśle. - Mężczyźni zaraz będą chcieli bezpardonowo 
go  przegonić.   Ale   czy   to   się   dobrze   skończy?   Czy 
przypadkiem ten człowiek nie wróci, bardziej niebezpieczny, 
pełen złości i nienawiści?
-Nie wiem - odparła ze strachem Eugenie.
-Nie, uważam, że na razie powinnyśmy te podejrzenia za-
chować dla siebie - westchnęła Inga.

Marlenę nie miała możliwości niczego zdradzić. Nadal le-

żała w swoim pokoju. Inga celowo wyolbrzymiała jej choro-
bę, która wcale nie była chorobą, ale dzięki temu służba nie 
chodziła do Marlenę na górę. Inga nie sądziła, by mężczyźni 
w ogóle zważali na „dolegliwości kobiece", ale wolała nie ryzy-
kować.

Uchwyciła się nadziei, że Wszechmogący okaże jej litość. 

Modliła się, by ją uchronił od nieznanego niebezpieczeństwa. 
Czy może nie dość doświadczyła w swym życiu okrucieństwa? 
Wyprostowała się i zdała się na Boga: albo wysłucha jej modli-
twy, albo nie.

Kiedy służba udała się wieczorem na spoczynek, Inga i Eugenie 
usiadły w salonie przy kominku, każda ze swą filiżanką kawy. 
Eugenie miała tej nocy nocować w Gaupås, ponieważ następ-

89

background image

nego ranka bardzo wcześnie zamierzały zająć się pieczeniem 
chleba. Obie lubiły grzać się przy ogniu i przysłuchiwać miłym 
trzaskom z kominka. Było coś szczególnie przyjemnego w ob-
serwowaniu ruchliwych płomyków.

Nagle Eugenie przeraźliwie krzyknęła.
Inga podskoczyła, wylewając kawę prosto na kolana. Bły-

skawicznie się poderwała przerażona krzykiem, lecz również 
dlatego, że gorący napój rozlał się jej po udach.

-To on! - syknęła Eugenie, z trudem łapiąc oddech, i wska-
zała na okno.
-Kto? - Inga szybko spojrzała w tamtą stronę, ale nikogo 
nie zobaczyła. Starała się unieść spódnicę, żeby ochłodzić 
trochę palącą skórę.
Eugenie była zdenerwowana.
-Ten obcy mężczyzna, Ingo! Stał tuż za oknem i zaglądał 
do środka!
-Uspokój się, Eugenie. Jesteś pewna, że to nie ogień z ko-
minka   tworzył   cienie   na   szybie,   układające   się   w 
powykrzywiane figury?

Eugenie prychnęła.

- Naprawdę tu był! Czy nie słyszysz, co mówię? Zaglądał

do środka!

Na twarzy Eugenie malowało się przerażenie i Inga nie mogła 

jej nie wierzyć. Czym prędzej zasunęła grube pluszowe zasłony. 
Miły nastrój prysnął. W salonie zrobiło się ponuro.

Skóra jej ścierpła ze strachu. Świadomość, że obcy już nie 

tylko kręcił się w pobliżu, lecz nawet zaglądał przez okna, bu-
dziła grozę.

- Widziałaś, kto to był?

Eugenie zrezygnowana pokręciła głową.

- Nie, nie zauważyłam - odparła i zaraz dodała: - Ale je

stem pewna, że na zewnątrz stał mężczyzna. I nam się przy
glądał. Czy to mógł być Stener Roysholt? - spytała z drżącymi
wargami.

Inga wycierała ściereczką mokrą spódnicę.

90

background image

-Nie wiadomo, czy jeszcze jest w okolicy. Dawno temu wi-
dziano go w Tonsberg. - Przebiegł ją dreszcz. - Jednak to 
mógł być on^ Nie wiemy nic pewnego.
-Dzięki Bogu, że będę tutaj nocowała - westchnęła Eugenie 
i złożyła ręce na piersi. Na samą myśl o tym, że miałaby po 
ciemku wracać sama  do domu, wiedząc, że w pobliżu 
chodzi  sobie   swobodnie   obcy,   może   niebezpieczny 
mężczyzna, serce jej zabiło z przerażenia.
-Chodź! - Inga pociągnęła Eugenie za sobą. Czuła, jak jej 
ciało drży z napięcia, bała się, że nie zdąży zamknąć na 
klucz wszystkich drzwi.
Doskoczyły przestraszone do drzwi wejściowych i przekrę-

ciły w zamku klucz, potem pobiegły dalej do wyjścia na ganek. 
Odetchnęły z ulgą, upewniwszy się, że wszystkie drzwi są do-
brze zamknięte.

- Myślisz, że spróbuje wejść do środka? - spytała Eugenie,

gdy trochę ochłonęła.

- Nie wiem - odparła Inga. - Ale nie możemy ryzykować.
Obie pomyślały o tym samym: były odcięte od wszelkiej

pomocy. Niels spał na piętrze, ale on niewiele by pomógł, gdy-
by obcy wdarł się do domu; był już stary i słaby. W pokoju 
naprzeciwko leżała Marlenę. Właściwie mieszkała w niewiel-
kiej klitce urządzonej w budynku dla służby, ale Inga nie mia-
ła serca jej tam odesłać. Komórka nie nadawała się dla mło-
dej dziewczyny, która przeżyła zawód miłosny. Przygnębienie 
z powodu porzucenia mogłoby się spotęgować, gdyby Marle-
nę została sama w mrocznej, ciasnej izdebce. Służąca potrze-
bowała opieki po tym, jak potraktował ją Peder. W razie na-
paści ona także na niewiele by się zdała, bo bała się własnego 
cienia.

Gulbrand, Bjornar, Erling, Arne i Trygve znajdowali się 

w budynku dla służby. Inga mogła go zobaczyć, gdy wyjrzała 
przez okienko w drzwiach na ganek, ale nawet gdyby wołała 
i krzyczała, nic by nie wskórała. Mężczyźni by jej nie usłyszeli,, 
ponieważ pewnie spali o tej porze. Poza tym obcy na pewno

91

background image

by zareagował na jej krzyk. Może słysząc jej wołanie o pomoc, 
wyważyłby drzwi, wpadł do salonu i zamordował i ją, i Euge-
nie?

Inga zerknęła na Eugenie, a Eugenie na nią. Wyglądało na 

to, że wpadły na tę samą myśl, Eugenie zapewne również zdała 
sobie sprawę, że w domu są tylko kobiety i dzieci. Nie było 
nikogo, kto mógłby im pomóc, gdyby nieznajomy spróbował 
wtargnąć do środka.

Inga zagryzła dolną wargę w zamyśleniu. Nie miała pewno-

ści, czy intruz jest niebezpieczny, ale musiało być z nim coś 
nie  tak. Żaden  normalny człowiek  nie  skrada  się w pobliże 
domu i nie zagląda przez okna. Żeby potem zniknąć!

- Usiądźmy przy kominku - zaproponowała drżącym gło-

sem.

Z twarzami zwróconymi w stronę zasłoniętych grubymi ko-

tarami okien, czując na plecach ciepło ognia, ściskały kurczowo 
pogrzebacze.

Mężczyzna ukrył się szybko, kiedy przerażona twarz Eugenie 
zdradziła, że został zauważony. Przez chwilę siedział bez ruchu 
skulony w grządce kwiatów i przeklinał własną głupotę. Nie po-
winien zaglądać do pokoju, gdy wewnątrz byli ludzie. Jednak 
zwykle nie zapalano świec, gdy nikt tam nie przebywał, ponie-
waż oszczędzano stearynę.

A tylko przy zapalonym świetle mógł zajrzeć do środka i 

ocenić   wartościowe   przedmioty.   Wprawdzie   jadał   posiłki   w 
kuchni, lecz mężczyzn  do pomocy przy żniwach rzadko za-
praszano do pokoi. Z doświadczenia wiedział, że to w salonie 
lub w sypialni przechowywano najcenniejsze rzeczy. Srebra, bi-
żuterię i zegarki kieszonkowe...

Teraz nie miał odwagi dłużej tu tkwić. Gospodyni nie nale-

ży   do   bojaźliwych,   jak   zauważył,   i   może   przeczesać   teren, 
żeby  sprawdzić, kto przestraszył Eugenie. Pośpiesznie, zgięty 
wpół   przebiegł   wzdłuż   ściany   domu,   a   potem   przez 
dziedziniec.

92

background image

W pobliżu budynku dla służby zwolnił, uspokoił się, zaczerpnął 
powietrza i ostrożnie otworzył drzwi.

BCiedy następnego dnia wczesnym rankiem cała służba zjawiła 
się na miejscu, Inga i Eugenie popatrzyły na siebie z ulgą. Wes-
tchnęły. Niewiele spały tej nocy. Oczy paliły je z powodu niewy-
spania i bolały plecy, ponieważ obie spędziły długie godziny na 
niewygodnych krzesłach.

Rozmowy, stukot drewnianych naczyń i gwar przy sto-

le ze śniadaniem brzmiały jak muzyka w uszach Ingi. Dzisiaj 
nie przeszkadzało jej, że wszyscy wkoło hałasowali i śmiali się. 
Przytłaczająca cisza, którą musiała wytrzymać ostatniej nocy, 
zniknęła bez śladu. Indze poprawił się humor.

-Źle się czujesz? - spytał Bjornar, kiedy zostali sami po 
śniadaniu.
-Ja? Nie - odparła z uśmiechem. - Jestem tylko zmęczona.
-Zauważyłem, że jesteś jakaś blada i masz zaczerwienione 
oczy - wyjaśnił.
Czy to takie dziwne? - pomyślała i uśmiechnęła się szero-

ko.

- Może myślałam o tobie i nie mogłam spać?
Bjornar rozpromienił się.
-Wkrótce nie tylko będziesz o mnie myśleć. - Objął ją wo-
kół talii i pocałował w policzek.
-Żartownisi - roześmiała się zawstydzona, ale podobało 
jej się to, co usłyszała. Słowa podnieciły ją i wywołały 
płomienny rumieniec na policzkach. - A teraz pędź do 
pracy. Nie potrzebuję tu nierobów, wiesz! - Udała, że chce 
go   uderzyć   ścierką,   ale   ścierka   tylko   zakręciła   się   w 
powietrzu, nie trafiając.

Bjornar klepnął Ingę zalotnie po pośladku i zniknął na dzie-

dzińcu.

93

background image

Strach, którego Inga doświadczyła ostatniej nocy, nadal ściskał 
ją za serce niczym żelazny szpon. Po jej głowie kołatało się jed-
no pytanie: kim jest ten obcy? Jakaś ogromna siła musi go tu 
sprowadzać, inaczej nie kręciłby się w pobliżu. I co to za siła? 
Pociąg i pożądanie? Przygnębiona pokręciła głową. Nagle cała 
krew napłynęła jej do twarzy. Czy to możliwe, żeby... Może to 
Hedvig wysłała tu jednego ze swych synów, żeby siał strach! 
Tak, pomyślała Inga, przez kilka sekund przekonana, że się nie 
myli, lecz zaraz ogarnęły ją wątpliwości. Czy rzeczywiście Tor-
stein albo Torbjorn mogliby w taki sposób pełnić rolę posłań-
ców matki? Nie potrafiła sobie na to odpowiedzieć, ale synami 
Hedvig mogła kierować chęć zemsty. Istniało duże prawdopo-
dobieństwo, że tak było, chociaż Inga nie przypominała sobie, 
żeby ich w jakiś sposób uraziła. Nie miała bezpośrednich wro-
gów, jeśli nie liczyć Gudrun.

Czy rozwiązanie tajemnicy mogło być takie proste, że to ja-

kiś biedny włóczęga zagląda tu w poszukiwaniu jedzenia i pi-
cia? Szuka miejsca, gdzie mógłby się ogrzać, najeść i znaleźć 
kąt do spania? Inga wiedziała, że wielu ludzi we wsi cierpi bie-
dę. Najgorzej sytuowani udawali się do gospodarstw w nadziei, 
że znajdą tam życzliwość i zaspokoją najgorszy, dręczący głód.

Inga nie sądziła jednak, by rozwiązanie było tak proste. Lu-

dzie, którzy nie mają nic do ukrycia, nie skradają się w pobliże 
domów pod osłoną nocy.

- Przyjdź do mnie dziś w nocy - szepnęła Inga do Bjor-

nara. - Niels nie ośmiela się już do mnie zaglądać, więc będzie-
my całkiem bezpieczni.

Nie podniósł  nawet  wzroku, tylko  nieznacznie uniósł  do 

góry kciuk. Usłyszał.

Bjornar   nie   miał   w   zasadzie   nic   przeciwko   potajemnym 

schadzkom. Nie czuł się wykorzystywany, ponieważ wiedział, 
w jak trudnej  sytuacji  znajduje się Inga  jako mężatka. Cóż, 
przyznał otwarcie, jej mąż jest bardzo stary. Ciekawe, ile mu

94

background image

jeszcze zostało...? Pierś ścisnęła mu się z żalu na myśl o tym, 
że nie miałby obejmować i pieścić tej miłej, cudownej istoty, 
którą jest Inga. Nawet godziny, które zostały do zmroku, wy-
dawały się wiecznością. Jak uda mu się znosić całe lata, zanim 
Niels rzuci się w ramiona śmierci?

Inga   zdążyła   zapalić   świece   w   trzech   kandelabrach,   kiedy 
Bjornar wszedł do pokoju. Z uśmiechem zdmuchnęła żywiczny 
patyczek.  Wzrokiem przebiegła  przystojną  męską sylwetkę  i 
wypięła   dumnie   pierś   zadowolona.   Bjornar   włożył   swe   naj-
lepsze ubranie: świeżo wyprane grube spodnie, białą, wypraso-
waną   koszulę   i   brązowy   kubrak.   Jego   włosy   kręciły   się   na 
karku i Inga zauważyła, że są mokre. Zapewne wykąpał się w 
jeziorze  koło pralni. Podobało jej się to. Nie żeby miała coś 
przeciwko zapachowi potu mężczyzn, którzy ciężko pracowali, 
ale uważała, że każdy po pracy powinien się choćby ochlapać. 
Bjornar  należał do tych, którzy myli się częściej, nie tylko w 
soboty, kiedy to tradycyjnie przypadała pora kąpieli w balii.

Podszedł   do   Ingi,   uśmiechając   się,   a   jego   widok 

przyprawiał ją o drżenie z pożądania. Czuła, że jego oczy płoną 
ku niej, kiedy na nią patrzy.  Jej serce  biło w piersi  dziko i 
gorąco. Zwilżyła wargi czubkiem języka.

- Jesteś jak nieosżlifowany diament: wewnątrz dobra i miła, 

lecz o ostrych krawędziach. - Gładził jej ramiona i lekko ugryzł 
w kark.

Inga nie przyjęła jego słów jako obrazy. Czuła, że właśnie 

taka jest: niepokorna, o ostrych kantach, jeśli ktoś wszedł jej w 
drogę.   Owszem,   w   niewielkim   stopniu   Bjornar   wprawił   ją 
również w zakłopotanie, lecz jego słowa niezmiernie ją ucieszy-
ły. Znał sztukę obsypywania kobiet pochwałami.

Nie potrzebowali słów, żeby się odnaleźć. Bjornar poszukał 

ustami jej ust, a ona z ochotą mu na to pozwoliła. Zrobiło jej 
się błogo, gdy poczuła jego miękkie wargi  na swoich. Były 
jakby stworzone do całowania: odpowiednio delikatne i ciepłe. 
Roz-

95

background image

gorączkowana zarzuciła mu ręce na szyję i pociągnęła za sobą 
na łóżko.

Przytulił ją mocno. Jego oddech był przesycony pożąda-

niem. Nagle Bjernar usiadł na posłaniu.

- Muszę na ciebie popatrzeć!

Niezdarnymi palcami rozwiązywał wstążki jej ubrania. Jęk-

nął głośno, kiedy obnażył jej piersi.

Inga pomogła mu i wyśliznęła się ze spódnicy. W końcu le-

żała przed nim naga. Jej widok jakby go zaczarował. Uniosła się 
i zaczęła rozpinać mu spodnie. Syknął, kiedy wzięła do ręki jego 
przyrodzenie i zaczęła poruszać dłonią w górę i w dół. Kiedy 
lekko przeciągnęła po nim językiem, Bjornar jęknął z rozko-
szy.

Potem ściągnęła z niego kubrak i rzuciła na podłogę. Koszu-

la pofrunęła tą samą drogą. Inga położyła się na materacu, na-
pawając się widokiem silnego mężczyzny, który przed nią klę-
czał. Jego męskość prężyła się dumnie. Inga przyglądała się jej 
podniecona. Poczuła słodki skurcz w podbrzuszu.

Gorycz, której doznała, kiedy się ostatnio kochali, zniknęła 

bez śladu. Inga leżała na plecach, kiedy Bjornar w nią wszedł. 
Tym razem nie czuła smutku, że to nie Martin jest w jej ramio-
nach, choć w tej pozycji dawali sobie kiedyś najwięcej czułości.

Znalazła   się   u   szczytu   pożądania,   jej   łono   pulsowało. 

Uszczypnęła Bjornara, aż jęknął. Wysunęła ku niemu biodra na 
znak, że pragnie ostrej jazdy. Nie zwlekał ze spełnieniem jej ży-
czenia.

Zagryzła kołdrę, żeby zdusić krzyk. Krew się w niej goto-

wała. Inga czuła, jak gdyby uciekała od własnych uczuć, które 
zawiodły ją na rozlewisko tłumionej rozkoszy. Kiedy osiągnęła 
apogeum, zgięła się wpół i oddychała ciężko.

- Pozwól mi! - rozkazała.

Więcej nie musiała mówić, by kochanek odwrócił się na ple-

cy. Tym razem nie dosiadła go przodem. Nie, odwróciła się ple-
cami, żeby mógł obserwować jej pośladki.

- Och!

96

background image

Złapał Ingę za kostki, dając jej oparcie, by mogła się szyb-

ciej ruszać. Podniósł głowę, żeby widzieć, jak unosi się i opada. 
Ów widok sprawił, że zaparło mu dech. Namiętność usadowiła 
się nie tylko w podbrzuszu, ale rozchodziła się promieniście na 
całe ciało.

Bjornar jęknął, gdy doszedł. Wygiął się pod Ingą w łuk i od-

chylił głowę do tyłu.

- Moja huldra, moja huldra - powtarzał szczęśliwy.

background image

9

Kristian zirytowany kopnął drobny kamyk leżący na trawniku. 
Kamyk poszybował szerokim łukiem w powietrzu i uderzył w 
ścianę obory. Niech diabli porwą Hedvig! Niech diabli porwą 
te wszystkie szkaradne, piekielne babska!

Rozgniewany przysiadł na spróchniałym pniu i ponuro po-

patrzył na pola. Wątłe, zielone pędy rosły ochoczo i wyciągały 
się ku słońcu. Chwila odpoczynku dobrze mi zrobi, pomyślał i 
kilka razy głęboko wciągnął powietrze. Na szczęście wszystko 
się dobrze ułożyło między nim a Miną. Naprawdę się z tego 
cieszył. Po awanturze, jaką im urządziła w lesie Hedvig, oba-
wiał się, że Mina nigdy więcej nie spojrzy w jego stronę, ale 
tak  się   nie   stało.   Więzi   między   nimi   tylko   się   wzmocniły. 
Dzięki   Hedvig,   pomyślał   z   odrobiną   złośliwości.   Mimo   to 
rozumiał, że ten szalony tłuścioch nie powinien się dowiedzieć, 
że od tamtej pory on i Mina częściej się spotykają. Gdyby tak się 
stało, Hedvig pewnie jeszcze bardziej by się wściekała i mściła. 
O ile to w ogóle możliwe, pomyślał ironicznie.

Mina odcięła się od wiejskich plotek i postanowiła go od-

wiedzić, żeby dowiedzieć się prawdy. Gdyby tak wszyscy robi-
li podobnie, westchnął, ale ludzie wolą widocznie cieszyć się 
myślą, że Svartdal być może przejdzie w ręce Torsteina. Mimo 
wszystko, stwierdził Kristian sceptycznie, niewielu odważyło 
się go odwiedzić, jak gdyby nie chcieli się wtrącać w jego pry-
watne sprawy...

98

background image

Kiedy Mina mu powiedziała, że uciekła ze sklepu pana 

Smedsruda, nagle zdał sobie sprawę, że nie zdążyła kupić po-
trzebnych rzeczy. Wspaniałomyślnie dał jej dwa worki ziarna, 
cukier, sól i dwadzieścia jajek. Mina broniła się przed jego hoj-
nością, ale nie przyjął jej protestów. Oczywiście, że powinna so-
bie oszczędzić powrotu do sklepu i nie narażać się na dociekli-
we pytania i źle skrywane aluzje! Tego by tylko brakowało, żeby 
Mina nie dostała od niego tego, czego potrzebowała.

Kristiana ogarnął smutek niczym mroczny cień. Tyle pra-

cy i znoju włożył w to gospodarstwo. A przed nim jego ojciec. 
A przed Kolbjernem dziadek. I przodkowie przed nim... Gdy 
zdał sobie z tego sprawę, przeszedł go dreszcz.

W miarę jak lata będzie ubywało, do rozprawy sądowej bę-

dzie coraz mniej czasu. A jeśliby... Nie, Kristian odegnał nie-
wygodną myśl niczym natrętną muchę. Nie zamierzał tak nisko 
upaść, nie wolno mu w tym wszystkim zapomnieć o własnej 
godności.

Tłusta zielonkawa mucha plujka krążyła denerwująco wo-

kół jego głowy. Kristian pacnął ją otwartą dłonią. Na wpół 
oszołomiona odleciała, bzycząc. Nagle przyszła mu do głowy 
chytra myśl. A gdyby tak udawał, że mimo wszystko chce się 
z Hedvig ożenić...? Czy uda mu się wywieść w pole tę kapryśną 
kobietę? Nie musi nawet wprost obiecać jej małżeństwa, lecz 
wystarczy zawrócić jej w głowie, żeby wycofała pozew. Wtedy 
lensman i sędzia zrozumieliby, że chodzi jej tylko o zdobycie 
Svartdal. Poza tym zyskałby na czasie, rozmyślał rozochocony, 
zdobył czas potrzebny na to, żeby Niels i Inga zdążyli sprawdzić 
kilka faktów, przemawiających na jego korzyść.

Podniesiony na duchu wstał i otrzepał spodnie ze świerko-

wych igieł.

- Gdzie się wybierasz? - spytała Emma zaciekawiona, kie

dy w pośpiechu wszedł do domu i ściągał z haka kubrak i kape
lusz.

- Idę do Hedvig - odparł wesoło.
Emma położyła mu rękę na ramieniu.

99

background image

-Czy mądrze robisz? - spytała zmartwiona.
-W każdym razie mądrzej, niż gdybym załamał ręce - 
stwierdził. Ostrzeżenie starej służącej dźwięczało mu w 
głowie,   ale   zachęcony   swym   świetnym   pomysłem,   nie 
przejął się zbytnio.
W drodze do 0vre Gullhaug rozmyślał o tym, jak powinien 

wyłożyć sprawę, żeby się nie upokorzyć. Nie miał zwyczaju 
o nic błagać i prosić ani też przyznawać się do błędu. Nie nale-
żał do tych, którzy łatwo zmieniają zdanie. Cóż, pomyślał zjad-
liwie, nie chodzi tu o rozszczepianie swojej osobowości, lecz 
o to, żeby się wkraść w łaski Hedvig. Głupia flądra! Na pewno 
oszaleje z radości, kiedy zaproponuje jej wspólną przyszłość.

Pewność siebie i szlachetne plany nie wystarczą, by zwieść tę 

wielką gospodynię, pomyślał Kristian, kiedy Hedvig z rezerwą 
powitała go na dziedzińcu. Nie zdradziła również chęci, żeby 
zaprosić go do środka. Najczęściej zachowywała się jak przy-
milny kociak, lecz teraz jakby odrobinę wyżej uniosła głowę 
i nerwowo oddychała przez nos.

- Czego chcesz? - rzuciła ostro.

Jej gniew podziałał na Kristiana jak kubeł gorącej wody. 

Już miał na końcu języka ciętą odpowiedź, lecz się opamię-
tał. Odruchowo zacisnął pięści i aż go korciło, by wymierzyć 
Hedvig policzek, lecz ogromnym wysiłkiem woli założył, ręce 
na plecy. Uznał, że nie warto się zdradzać i okazywać wzburze-
nia.

- Chciałbym przede wszystkim porozmawiać o Svart-

dal - wyjaśnił aksamitnym głosem.

Hedvig odrzuciła do tyłu głowę, aż jej gruby warkocz opadł 

na plecy.

- Czy nie jest na to odrobinę za późno?

Kristian poczuł się jak złapany insekt między dwoma opusz-

kami palców. Tak to musiało wyglądać, palce trzymały i uciska-
ły, czekając tylko, żeby zmiażdżyć ofiarę.

- Za późno i za późno - powtórzył niedbale. - Nie sądzi

łem, że byłem ci tak drogi, że... że to odbierze ci rozsądek.

100

background image

Hedvig zmrużyła oczy i spojrzała na Kristiana krytycznie.
Jak mógł powiedzieć coś tak bezmyślnego? Oczywiście nie 

powinien mówić nic, co mogłaby potraktować jako obraźliwe. 
Zmieszany spróbował znowu:

-Nie brałem twoich uczuć poważnie. Myślałem, że się tylko 
ze mną bawisz. Tak długo byłem wdowcem, wiesz, i nie 
bardzo   rozumiałem,   do   czego   zmierzasz.   -   Boże,   jak 
nienawidził  udawania. Gdyby  tylko  mógł  uniknąć tych 
idiotyzmów!
-Dawałam ci to do zrozumienia chyba wystarczająco wiele 
razy, czyż nie? - zauważyła Hedvig i zmarszczyła czoło 
poirytowana. - Musiałeś chyba być naprawdę głupi, skoro 
tego nie zauważyłeś!
W Kristianie zagotowało się. Tylko spokojnie, tylko spokoj-

nie, upominał w jego głowie wewnętrzny głos. Nie daj się spro-
wokować! Pamiętaj, o co się toczy gra!

- Tak, tak - roześmiał się fałszywie. - Halvdan był moim

przyjacielem, Hedvig, i uważałem, że to by było nieładnie z mo
jej strony, jeżeli... gdybyśmy się pobrali tak szybko po jego
śmierci.

Łagodniejszy wyraz wokół ust Hedvig sprawił, że wydawała 

się mniej przerażająca.

- To prawda, Kristianie, ale w miarę upływu czasu uświa

domiłam sobie, że odrzuciłeś miłość, którą chciałam ci dać.

Kristian wzruszył ramionami. Nie śmiał powiedzieć nic, 

co mogłoby Hedvig urazić. Nie powinien też próbować jej 
przekonywać, że jest inaczej. Pozwolił, by uczyniła następny 
ruch.

- Poza tym - mówiła dalej i ruszyła przez dziedziniec - Halv-

dana nie łączyło z tobą nic szczególnego. Wasza przyjaźń nale
żała do przeszłości.

Oskarżenie niczym ostry paznokieć rozdarło jego sumie-

nie. Hedvig miała rację, ale mogła podziękować samej sobie, 
że ta przyjaźń się skończyła. Kiedy Halvdan przywiódł Hedvig 
do 0vre Gullhaug, Kristian postanowił trzymać się z dala. 
Ta nienasycona suka nieraz posyłała mu zalotne spojrzenia już

101

background image

w pierwszych latach po ślubie. Bał się, że Hah/dan to zauważy. 
Co by wtedy powiedział? A jeśli Hedvig tak namieszałaby w gło-
wie swemu zakochanemu mężowi i zrzuciła całą winę na niego? 
Nie, najbezpieczniej było spotkać się z Halvdanem w miejscach, 
gdzie gromadziło się więcej ludzi.

Kristian nie miał daru przekonywania, sam to słyszał, a jego 

głos brzmiał niepewnie, kiedy pośpieszył za Hedvig:

- Nie pozwólmy, by Halvdan stanął między nami, Hedvig.

Powiedz mi, moja słodka... - ostatnie słowa urosły mu w us
tach - jak ułożymy nasze sprawy po ślubie? Zostaniesz w 0vre
Gullhaug, a ja w Svartdal, czy...

Hedvig zatrzymała się gwałtownie i wbiła w Kristiana swe 

brązowozielone oczy.

- Ach tak! Svartdal to jedyne, na czym ci zależy, Kristianie!

Nie przychodzisz tu, żeby się oświadczyć. Chcesz tylko zapew
nić Kristofferowi prawo do dziedzictwa.

Kristian poczuł się tak, jak gdyby uszło z niego powietrze. 

Hedvig rozszyfrowała całą intrygę.

- Naturalnie! Torstein nie jest moim synem i nie może,

do diabła, przejąć Svartdal. Nie pojmuję, co się z tobą stało. Jak,
do licha, możesz myśleć, że...

Hedvig przerwała mu, uśmiechając się drwiąco:
- Możesz sobie wymyślać i grozić do woli, Kristianie,

ale twoje zarozumialstwo cię zgubi. - Niemal łagodnym gło
sem dodała: - Oniemiejesz z wrażenia, kiedy zobaczysz dowo
dy, które przedstawię w sądzie. Wierz mi!

Groźba odebrała Kristianowi mowę. Dowody? Jak zdoła 

przedstawić dowody, które nie istnieją? Odpokutował swoją 
winę i od tamtej pory nie uczynił nic niedozwolonego. Ani wo-
bec Hedvig, ani wobec innych ludzi.

Hedvig była prawie o głowę niższa od Kristiana. Wściekła 

stanęła blisko niego i spojrzała mu prosto w oczy.

- Svartdal będzie moje! Na nic się nie zdadzą składane pół

głosem miłosne wyznania. Myślałam, że to zrozumiałeś.

Kristian z trudem poskromił złość, która w nim narastała.

102

background image

Rozsądek podpowiadał mu milczeć, odczekać i zobaczyć, jaki 
obrót przyjmie ta rozmowa, lecz to była ciężka próba.

- Hedvig...   Oczywiście   chciałbym   zostać   w   Svartdal,

ale możemy się pobrać...

Hedvig przerwała mu stanowczo:
- Co ty sobie wyobrażasz? To niczego nie zmieni. Ty jesteś

daleko, ja tutaj! Już nie pragnę ciebie, lecz twojego majątku.

Wtedy Kristian nie wytrzymał. Próba cierpliwości minęła.
- Niedoczekanie twoje, Hedvig, bym zobaczył u siebie two

jego wyrodka! Nigdy do tego nie dojdzie!

Hedvig odchyliła głowę do tyłu i roześmiała się.

-Nie zadzieraj nosa! Sprzymierzyłam się z potężnymi wro-
gami...
-Z kim? - spytał Kristian gniewnie. - Gadaj, szatańska ko-
bieto! - Złapał ją za ramiona i mocno przytrzymał.
-Już zgadłeś - uśmiechnęła się zimno. - Zawarłam pakt z 
samym szatanem.

Kristian puścił ją wstrząśnięty i cofnął się. Co to za bzdury? 

Czyżby tej obłąkanej kobiecie do reszty pomieszało się w gło-
wie?

-Spotkamy się w sądzie - rzekł szorstko w odpowiedzi.
-Zniszczymy   cię,   Kristianie.   Wreszcie   odpłacimy   ci   za 
twoją pychę.

Kristian   odwrócił   się   do   Hedvig   plecami   i   ruszył   ku 

Czarnemu. Już teraz zastanawiał się, czy Hedvig mówiła prawdę, 
czy to tylko jakieś mgliste mrzonki. Kto chciałby świadczyć na 
jej korzyść? Laurens...

Spór obu rodów napsuł wiele krwi między rodzinami, ale 

dlaczego   szwagier   miałby   się   teraz   nagle   na   nim   mścić? 
Kristianowi nic tu się nie zgadzało. Czy to może Oddbjorn z 
Nedre   Gullhaug?   Nie,   pomyślał,   wsunął   nogę   w   strzemię   i 
wskoczył na grzbiet konia. Niels? Poczuł, jak krew odpłynęła 
mu z twarzy z przerażenia, ale w tej samej chwili odrzucił tę 
możliwość. Dobry, stary Niels nigdy by go nie zdradził. Kto to 
mógł być?

103

background image

Każdy, uznał po namyśle. Miał dosyć wrogów, tak wielu, 

że trudno by ich było posortować.

Hedvig zatarła ręce z radości, kiedy Kristian odjeżdżał kon-
no w dół alei. Dała mu do zrozumienia, że nic już nie wskóra 
umizgami i fałszywymi obietnicami. Chciał się ożenić, a jedno-
cześnie każde z nich miałoby zostać u siebie? Ha! Czy naprawdę 
myślał, że jest tak łatwowierna i się na to zgodzi?

Z chytrym uśmiechem obserwowała jego szerokie plecy 

i ciemne włosy, które lekko kręciły się na karku. Nadal przyjem-
nie było na niego popatrzeć, lecz już nie wzbudzał w niej drże-
nia z pożądania. Szalona miłość i namiętność, którą do niego 
czuła, przekształciła się w zaciekłą nienawiść! Kiedyś pragnęła 
być dla niego miła, lecz teraz jej myśli krążyły tylko wokół tego, 
jak się na nim zemścić w możliwie najokrutniejszy sposób. O, 
jeszcze gorzko pożałuje, że ją odtrącił, kiedy proponowała mu 
swe bujne ciało. Co za głupiec! Nie było chyba w parafii męż-
czyzny, który by nie skorzystał z tak szczodrej propozycji.

Hedvig rozejrzała się dokoła, żeby sprawdzić, czy nikogo nie 

ma w pobliżu, pośpieszyła do drzwi i ruszyła w stronę sypialni. 
W szufladzie komody pod bielizną nocną przechowywała pie-
niądze, które miał otrzymać pastor Mohr.

Ustalili, że za swoją przysługę otrzyma w sumie tysiąc ko-

ron. Pastor utrzymywał, że to kwota proporcjonalna do warto-
ści Svartdal. Hedvig nie zamierzała mu wręczyć wszystkiego od 
razu. Nie ma nawet mowy o tym, żeby otrzymał drugą część za-
płaty, zanim zaświadczy przeciw Kristianowi! W dodatku ona 
sama oceni, czy zasłużył na resztę. Według niej będzie to zale-
żało od jego zaangażowania i wyroku sądu.

Banknoty pięćdziesięciokoronowe zaszeleściły między jej 

palcami. Wilhelm Christie, były przewodniczący Stortingu, 
zdobił jedną stronę banknotu i Hedvig doznała nieprzyjemne-
go wrażenia, że patrzy prosto na nią. Nie, co za bzdura, zgromi-
ła samą siebie i zebrała plik banknotów.

104

background image

Suma stanowiła poważną część środków zaoszczędzonych 

w gospodarstwie, ale niech się dzieje, co chce. Po sprzeczce 
z Kristianem przed chwilą Hedvig aż mrowiło z niepokoju. 
Ogarnęła  ją  nagła  potrzeba  wręczenia pieniędzy pastorowi. 
Wtedy Mohr z większym oddaniem włączy się w spór między 
nią a Svartdalem... Postanowiła, że od razu pojedzie na pleba-
nię.

Pastor Mohr ściągnął nieco usta, kiedy służąca zapukała 

i spytała, czy ma czas przyjąć Hedvig z 0vre Gullhaug. Nie zdo-
łał ukryć irytacji i zniecierpliwienia, kiedy zapraszającym ge-
stem dał znać, żeby wpuścić gościa. Zaraz jednak się opanował 
i gdy Hedvig weszła do pokoju, uśmiechnął się.

- Jak miło! - odezwał się radośnie.
Kłamstwo sprawiło, że jego głos zabrzmiał nieczysto. Hedvig 

dosłyszała to, lecz ucieszyła ją niepewność pastora.

-Przyniosłam pieniądze.
-Wszystkie? Hedvig 
pokręciła głową.

- Tylko połowę. Pastor powinien wiedzieć, że niełatwo jest

zdobyć taką dużą sumę naraz.

Czy zrozumiał podwójne znaczenie jej słów? Czy zoriento-

wał się, że uważa go za chciwego? Pewnie nie, pomyślała, bo już 
oblizuje palce i rozanielony bierze plik banknotów, który rzuci-
ła na jego biurko.

Z uśmiechem zadowolenia na ustach przeliczył pieniądze, 

włożył je do szuflady z dokumentami, którą na powrót zasunął. 
Hedvig zastanowiła się, czy nadal przechowuje tam wyrwaną 
stronę z księgi kościelnej, ale nie odważyła się o to spytać. Ten 
temat nie istniał.

- Czy jeszcze coś, pani Gullhaug, skoro już tu pani jest?
Hedvig wolno pokręciła głową.

- Nic takiego nie przychodzi mi na myśl. Jak pastor wie,

przygotowuję się do sprawy przeciwko Kristianowi Svartdalowi.

W oczach pastora pojawił się niebezpieczny błysk. Jego głos 

brzmiał jednak łagodnie i spokojnie, kiedy rzekł:

105

background image

- Tak, i pragnie pani zapewne, żeby wszystko się udało, jak

się spodziewam.

Wyraźna aluzja wprawiła Hedvig w złość.
- Liczę na to, że i pastor tego pragnie! To oznacza więcej

pieniędzy - odparła zjadliwie.

Duchowny spojrzał na Hedvig podejrzliwie.
- Miła pani GuUhaug, insynuuje pani, że nie dostanę reszty,

która mi się należy?

Hedvig zacisnęła usta. W głębi duszy zachichotała.

- To zależy od tego, jak przekonujący będzie pastor w są

dzie!

Ten zazwyczaj blady mężczyzna jeszcze bardziej poszarzał.

- To jest sprzeczne z naszą umową! Uzgodniliśmy, że do

stanę połowę teraz, a resztę potem.

Hedvig wyprostowała się.

- Nie zapłacę za coś, czego nie dostanę. Tyle powinien pa

stor rozumieć! - Zachowywała się wobec Mohra surowiej, niż
właściwie chciała, ale uznała, że trzeba mocno zacisnąć obrożę
na szyi dzikiego zwierzęcia.

Pastor Mohr niemal przefrunął do niej przez pokój. Głębo-

ko osadzone oczy wypełniała wściekłość.

- Nie muszę świadczyć na pani korzyść. A jeśli ludzie do

wiedzą   się   o  pieniądzach,  mogę  powiedzieć,   że  niczego   nie
przyjąłem.

Hedvig kusiło, żeby się cofnąć, ale musiała pokazać, że się 

nie boi.

-Ach tak - zamruczała jak kot. - Lecz na Boga... - Udając 
przerażenie,   położyła   rękę   na   piersi   wstrząśnięta.   -   Co 
powiedzą władze kościelne na brak jednej strony w księdze 
parafialnej?
-Ty chytra obłudnico! - syknął pastor. - Jak śmiesz na mnie 
naciskać? Poza tym... - Triumfujący uśmiech obnażył jego 
krzywe, luźno osadzone zęby. - Kartkę można na powrót 
wkleić!
-Owszem, ale ludzie zapewne się zdziwią, że właśnie ta

106

background image

strona została najpierw wyrwana, a potem wklejona na miejsce. 
Będzie też pognieciona... Jak gdyby ktoś ją zmiął w przypływie 
złości...

- Nie radzę mnie demaskować, pani Gullhaug! Jestem

w gminie szanowanym człowiekiem i mam wpływowych przy
jaciół. Jeżeli...

Hedvig odwróciła się plecami. Zatrzymała się przy drzwiach 

i nacisnęła klamkę. Odczekała chwilę, po czym rzekła ostrze-
gawczo:

- Osobie duchownej nie przystoi używać gróźb! Nie martw

się, pastorze - mówiła dalej zjadliwie. - Jeżeli wyświadczysz
mi przysługę, dostaniesz swoje pieniądze. Judaszowe srebrni
ki - wypluła, zanim opuściła pokój z wysoko zadartym nosem.

background image

10

Inga myślała, że eksploduje, kiedy na początku lipca zobaczyła, 
jak Hedvig zajeżdża do Gaupås.

- Czego tutaj chcesz? - syknęła. - Powinnaś mieć dość

wstydu, by trzymać się od nas z daleka...

Hedvig uśmiechnęła się z wyższością.
- Zapomniałaś, że mój starszy syn zamierza ożenić się z Si-

grid? Pozwól mi więc porozmawiać z Nielsem!

Inga nie mogła zrobić nic innego, jak tylko odsunąć 

się  i   wpuścić   Hedvig   do   środka.   Czując   wypełniającą   ją 
bezsilność, poleciła Eugenie przygotować kawę i zanieść tacę 
do   gabinetu   Nielsa,   gdy   tylko   będzie   gotowa.   Następnie 
pośpieszyła korytarzem i wpadła prosto do pokoju Nielsa, gdzie 
siedział przy swoim biurku. Hedvig zatopiła się w jednym z 
miękkich, głębokich foteli.

Inga przeszywała ją wzrokiem, lecz Hedvig zdawała się nie 

zwracać na to uwagi.

Niels przywołał Ingę do siebie skinieniem dłoni. Cicho szep-

nął jej do ucha:

- Opanuj się, Ingo. Nie życzę sobie żadnych wybuchów

emocji podczas tej rozmowy.

Inga wywróciła oczami zrezygnowana.

-AleżNielsie.ja...
-Rozumiem, że jesteś zła, ale proszę cię, nie przerywaj tej 
dyskusji. Raczej odłóż na później, co masz do powiedzenia.

108

background image

Nie jestem zła, pomyślała Inga oburzona, jestem tak wściek-

ła, że mogłabym tej wiedźmie łeb ukręcić. Przychyliła się jednak 
do prośby męża. Na razie. Hedvig ziewnęła przeciągle, jakby 
znudzona, gdy Inga przechodziła obok, i Inga musiała się po-
wstrzymać, żeby jej nie spoliczkować. Stuliwszy uszy po sobie, 
Inga przeszła przez gabinet i usadowiła się w fotelu pod ścia-
ną. W milczeniu przysłuchiwała się rozmowie między Hedvig 
i Nielsem. Pani Gullhaug zaakceptowała niewiele z propozycji 
Nielsa, ta kobieta odznaczała się szczególną zdolnością przeko-
nywania.

- Zatem wesele odbędzie się w 0vre Gullhaug - rzekł

Niels. - Ponieważ tradycja nakazuje, by miało miejsce w domu
pana młodego.

Hedvig kiwała głową, aż jej kasztanowobrązowy warkocz 

przeskakiwał z jednej strony na bok.

- Tak, chyba jeszcze za wcześnie, żeby wyprawić je w Svart-

dal... - roześmiała się kokieteryjnie.

Kątem oka Inga dostrzegła, że Niels się przeraził. Rzucił 

szybkie, przestraszone spojrzenie w jej stronę. Jego oczy zakli-
nały ją, żeby zachowała spokój. W tej samej chwili zagotowało 
się w niej z powodu jawnej zuchwałości Hedvig, ale opanowała 
się. Niedoczekanie, by Hedvig zdołała ją wyprowadzić z równo-
wagi swymi prostackimi uwagami!

Niels wolał nie odpowiadać wprost.

- Tak czy owak cieszę się - mruknął - że tych dwoje mło

dych pragnie się pobrać. Co do drugiej sprawy, wprawiasz
mnie w zakłopotanie. Jako sędzia muszę oświadczyć, że je
stem niekompetentny, ponieważ łączą nas zbyt bliskie więzi.
W twojej sprawie będzie sędziował sędzia, który przyjedzie
z Larvik.

Hedvig wstała i uścisnęła Nielsowi rękę. O tym nie pomyśla-

ła.

- Sama znajdę drogę, Nielsie.

Wtedy Inga poderwała się nagle z fotela i zaproponowała:

- Odprowadzę cię!

109

background image

Niels drgnął, lecz żadna niema prośba z jego strony nie mog-

ła teraz powstrzymać wściekłości żony.

Hedvig pośpiesznie wyszła z gabinetu z niechętną miną, 

lecz Inga podążyła tuż za nią. Do diabła, nie pozwoli, by Hedvig 
się upiekło. Na dziedzińcu, kiedy Inga zatrzasnęła za sobą drzwi 
wejściowe, złapała Hedvig za ramiona i odwróciła ku sobie.

- Jak mogłaś uganiać się za moim ojcem? Nie wiedziałaś,

że był w tym czasie zaręczony z moją matką?

Hedvig zwęziła oczy.
- On się tym nie przejmował, to dlaczego ja miałabym mieć

skrupuły?

Inga przyrzekła sobie, że będzie się trzymać sprawy, lecz pa-

liła ją żądza zemsty. Pragnęła dopiec Hedvig do żywego.

- Przez wiele lat uchodziłaś za nienaganną gospodynię bez

jednej wstydliwej plamki na opinii. Lecz teraz zaczynam po
znawać inną Hedvig... Pragnęłaś zasiać niezgodę między moi
mi rodzicami. Co by było, gdyby moja matka poznała prawdę,
że krążyłaś koło Kristiana niczym goniąca się bezdomna suka?

Usta Hedvig drżały, a nozdrza pobielały i rozszerzyły się.

- Nigdy się o tym nie dowiedziała - warknęła upokorzo

na. - Ty się o to postarałaś, Ingo!

Inga wstrząśnięta aż cofnęła się o krok. Ależ ta Hedvig pod-

ła! Żeby wykorzystywać przeciw niej śmierć matki. Gorączko-
wo szukała w głowie jakiejś odpowiedzi, ale nie mogła znaleźć 
słów.

- Nie bądź zbyt pewna siebie - szepnęła ochryple. - Pamię

taj, ty szmato, kto zadziera z jednym z dzieci Kristiana Svartda-
la, będzie miał na karku pozostałe.

Przy   tych   słowach   Inga   odwróciła   się   do   Hedvig 

plecami i czmychnęła do domu, szukając w nim schronienia.

Sigrid stała przez chwilę, czekając na Torsteina w umówionym 
miejscu. Nie spóźniał się ani trochę, lecz ona przyszła za wcześ-

110

background image

nie. Serce nabrało szybszego tempa, kiedy dostrzegła znajomą 
sylwetkę. Szedł w jej stronę, ale minie jeszcze kilka minut, za-
nim znajdzie się całkiem blisko.

W ostatnim czasie coraz bardziej oswajała się z myślą, że 

Torstein zostanie jej mężem. Tak, już niemal cieszyła się, że 
zostanie   panią   GuUhaug,   lecz   wiadomość,   że  ukochany   jest 
Svartdalem, sprawiła, że poczuła się bezradna. Oczywiście jego 
pochodzenie nie miało znaczenia, znała Torsteina od dziecka, 
lecz to odkrycie bardzo wstrząsnęło Ingą. Przykro było patrzeć, 
jak macocha cierpi i martwi się, że być może dom jej dzieciń-
stwa przestanie należeć do rodziny. Inga twierdziła poza tym, 
że Hedvig i Torstein kłamią...

Sigrid   nie  miała  pojęcia,  czy  powinna spytać  przyszłego 

męża, kto kłamie. Mogłaby nawet uznać, że Torstein tylko do-
maga się tego, co prawnie mu się należy, lecz Inga dostawała 
szału,   że  matka   i   syn   mogli   zrobić   coś   takiego   Kristianowi 
Svartdalowi.

Torstein   zatrzymał   się   obok   niej,   uśmiechając   się   swym 

żartobliwym i pogodnym uśmiechem. Wziął ją za rękę i razem 
ruszyli ścieżką do lasu.

-Cieszysz się, Sigrid? - spytał ciekawie. 
Sigrid zmieszała się.
-Na co?

- Na ślub - odparł zmartwiony. - Miałem nadzieję, że o ni

czym innym ostatnio nie myślisz - bąknął.

Młode policzki Sigrid pokryły się rumieńcem.
- Oczywiście, że się cieszę! To będzie... - gestykulując, pró

bowała opisać, co chciała powiedzieć, ale wszystkie słowa wy
dawały się jej niewystarczające. Torstein nie skomentował tego,
lecz Sigrid dostrzegła na jego czole zmarszczkę zmartwienia.

Długo szli, nie odzywając się do siebie.

W końcu Torstein przystanął, odwrócił się do niej i rzekł:

-Jesteś taka milcząca. Czy coś się stało? 
Sigrid wbiła wzrok w ziemię zawstydzona.
-Nnie. Nie mnie.

111

background image

- A komu?
Wreszcie Sigrid odważyła się napotkać badawcze spojrzenie 

Torsteina.

- Chciałabym,   żeby   wszystko   zostało   po   staremu.   Żeby

ście ty i Hedvig byli zadowoleni z 0vre Gullhaug i nie marzyli
o przejęciu Svartdal - tłumaczyła trochę niezdarnie, ponieważ
mówiła o czymś, co jej nie dotyczyło.

Torstein uniósł brwi z niedowierzaniem.

- To spór między Kristianem a moją matką. Myślisz, że po

winienem zrezygnować z gospodarstwa, do którego mam pra
wo?

Sigrid wymamrotała zawstydzona:

- Nie, oczywiście, że nie, ale gdyby... Czy to prawda, że je

steś najstarszym synem Kristiana?

Torstein jeszcze wyżej uniósł brwi.

- Chyba  nie sądzisz, że twoja przyszła  teściowa kłamie,

Sigrid?  Myślisz, że sprawia  jej przyjemność  upominanie się
o Svartdal? Wolałaby uniknąć awantury!

Sigrid nie odpowiedziała na pierwsze pytanie.

- Domyślam   się,   że   Hedvig   nie   podoba   się   ta   sytuacja,

ale dlaczego jest to dla niej takie ważne, żebyś teraz przejął
Svartdal?   Minęło  prawie   trzydzieści  lat  od  twoich  narodzin,
Torsteinie, i...

Torstein przerwał jej przyjaźnie, lecz stanowczo:

- Ojciec nigdy się nie dowiedział, że Kristian zgwałcił moją

matkę, i ze względu na niego przez całe lata milczała. Dopiero
kiedy Halvdan umarł, mogła zdradzić ponurą tajemnicę Svart-
dala. Uznała, że nadszedł czas, żeby Kristian został ukarany za
swój występek. Pomyśl o mojej matce, Sigrid, jak bardzo cier
piała, podczas gdy Kristian paradował zarozumiały i nieliczący
się z nikim.

Sigrid zamyśliła się. Nigdy nie osądzała Kristiana w ten 

sposób, ponieważ zawsze był dla niej miły. Może miał trochę 
szorstki język, mogła to przyznać, ale trudno jej było wyobra-
zić go sobie jako gwałciciela. Prawda, pomyślała zaraz, chyba

112

background image

nikt nie mógłby też uwierzyć, że Niels był zdolny do tego sa-
mego. ..

- Kristian powinien być zadowolony - mówił dalej Tor-

stein - że Hedvig nie pozwała go do sądu dawno temu. Wca
le nie okazał wyrzutów sumienia, że przysporzył tylu cierpień
mojej biednej matce...

Biednej matce, powtórzyła Sigrid w duchu. Hedvig była 

ostatnim człowiekiem, do którego pasowałoby to określenie. 
Teraz Torstein zbytnio się zagalopował, starając się bronić mat-
ki, stwierdziła. Nie musiał z niej zaraz robić takiej żałosnej isto-
ty.

-A co ty byś zrobiła, Sigrid, gdyby cię ktoś zgwałcił? I gdy-
byś w dodatku w wyniku gwałtu zaszła w ciążę?
-Nigdy, przenigdy nikomu bym o tym nie powiedziała! 
- wyrwało się jej, zanim zdążyła się zastanowić.

Torstein zamrugał wstrząśnięty. Wyglądało na to, że nie 

uwierzył w to, co usłyszał.

- Dlaczego, moja Sigrid? Musiałabyś przecież szukać po

mocy! Jak byś wytłumaczyła swój odmienny stan?

Sigrid zastanawiała się nad takim dylematem. Odpowie-

działa stanowczo, niemal z pewnym uporem:

- Czy naprawdę myślisz, że przyznałabym się do tego wsty

du? Że potrafiłabym opisać okrutne szczegóły gwałtu? Ludzie
groziliby mi i próbowali wyciągnąć ze mnie imię sprawcy, ale ja
za nic w świecie nie zdradziłabym nazwiska ojca dziecka!

Głos Torsteina brzmiał jak szept:

- A co z dzieckiem?
Sigrid odrzuciła głowę.
- Niezależnie od wszystkiego byłoby moje. Szukałabym

schronienia u kogoś, kto pragnie mojego dobra. Na przykład
u Ingi. Pomimo gróźb i plotek mieszkańców wsi. I nigdy nie
zgłosiłabym tego lensmanowi!

Torstein rozejrzał się niespokojnie przerażony.
- Cii, Sigrid! Nie wolno ci mówić o tym głośno! Czy zda

jesz sobie sprawę, że mężczyźni zaczęliby się do ciebie dobijać,

113

background image

gdyby   się   dowiedzieli?   Uważam,   że   jesteś   szalona,   skoro 
twierdzisz coś takiego.

Sigrid przyglądała mu się ze spokojem. Ty nie wiesz, co to 

wstyd, pomyślała łagodnie, nie masz pojęcia, jak to jest być 
więźniem swego ciała. Nawet teraz gdy Gudrun wyprowadziła 
się na bezpieczną odległość od Nielsa, wstyd oblewał Sigrid 
falami zimna i gorąca, jak woda, która w czasie odpływu cofała 
się do morza - i wtedy robiło jej się potwornie zimno - a potem 
zalewała ją znowu spieniona.

Torstein w poczuciu żalu pocałował Sigrid delikatnie w czo-

ło.

- Nie chciałem być niemiły - wyznał. - Ale boję się o cie-

bie.   Nie   mieliśmy   dyskutować   o   rodzinnych   waśniach,   lecz 
rozmawiać   o   tobie   i   o   mnie,   Sigrid,   o   naszej   wspólnej 
przyszłości.

Sigrid   uśmiechnęła   się   nieśmiało.   Torstein   był   taki 

wrażliwy i właściwie dobrze było usłyszeć jego wersję. A jeśli 
rzeczywiście Hedvig została narażona na upokarzający atak ze 
strony  Kristiana?   Nie   wszyscy   ludzie   zachowują   się   tak,   na 
jakich wyglądają...

Sigrid nie była całkiem przekonana, że Hedvig ma rację, ale 

Torstein w każdym razie był niewinny. Świadomość tego Sigrid 
wystarczyła. Na razie.

Po spotkaniu z Sigrid Torstein zamyślił się. Sądził, że z radością 
padną sobie w objęcia, a tymczasem Sigrid wydawała się dziw-
nie smutna i przygnębiona. Jej powściągliwe zachowanie prze-
rażało go. Z całego serca pragnął przytulić tę nieśmiałą dziew-
czynę do piersi, lecz ona stawiała tyle pytań. Trudnych pytań.

Strach czaił się w okolicach mostka, kiedy Torstein przypo-

mniał sobie o planie, który wcieliła w życie jego matka. Wcześ-
niej ostrzegał matkę, że jej zamysł ma pewne słabości, ale nią 
bez reszty owładnęła żądza zemsty. Hedvig zbyła jego wątpli-
wości.

Torstein zirytowanym ruchem wytarł spocone czoło. Jak

114

background image

uda im się oszukać ludzi we wsi, skoro nawet nie zdołał prze-
konać narzeczonej? Musi to z matką przedyskutować, pomy-
ślał, kiedy wszedł do domu i zastał ją pochłoniętą haftowa-
niem.

- Muszę z tobą porozmawiać - zaczął z wahaniem i usiadł

na krześle obok.

Hedvig uśmiechnęła się w roztargnieniu i odgryzła zębami 

nitkę. Złożyła starannie robótkę i odłożyła ją do koszyka, któ-
ry stał pod małym, okrągłym stolikiem do kawy. Strzepnęła ze 
spódnicy okruchy ciasta i skupiła uwagę na synu.

-Mów.
-Poważnie się martwię, mamo - rzekł i ześliznął się na 
sam skraj krzesła. Złożył ręce i oparł łokcie na kolanach. - 
Zbliża   się   termin   sprawy   w   sądzie   i...   Nie   pojmuję, 
dlaczego sędzia miałby uwierzyć w naszą historię!

Hedvig westchnęła zirytowana.

-Mój dar wymowy jest bez zarzutu, poza tym musisz pa-
miętać, że większość osób darzy Kristiana niechęcią. Nie 
będzie trudno przeciągnąć sędziego na naszą stronę.
-Nie wiemy, jacy świadkowie będą zeznawać na korzyść 
Kristiana. A jeśli sam sędzia Niels stanie po jego stronie? 
Mimo  że zamierzam poślubić jego córkę, nic pewnego, że 
poprze właśnie nas! - Torstein gorączkował się sfrustrowany, 
zwłaszcza gdy spojrzał na matkę, która zachowywała się 
spokojnie   i   stoicko.  Czy   ona   nie   ma   wyrzutów 
sumienia?

Wokół ust matki utworzyły się zmarszczki, kiedy się ode-

zwała:

- Niels jest wprawdzie dobrym przyjacielem Kristiana,

w dodatku mężem jego córki, ale nie sądzę, że poprze swego
kompana. Musi zachować się lojalnie wobec nas obojga i za
pewne będzie wolał milczeć.

Torsteinowi aż mrowie przeszło po skórze ze zniecierpliwie-

nia. Zrezygnowany machnął ręką.

-Nie wystarczy liczyć na jego milczenie!
-Jeżeli Niels okaże się taki głupi, że zacznie zeznawać prze-

115

background image

ciwko nam, znam pewien sposób, żeby powstrzymać jego ga-
datliwość. Nie martw się o to!

Torstein miał zamiar zaprotestować, lecz w tej samej chwili 

Hedvig złapała go za ramię.

- Tss! Widzę, że Torbjern wchodzi do domu. Nie pozwól,

by się dowiedział, o czym rozmawialiśmy.

Torstein pokręcił głową.

- Myślisz, że i do niego nie dotarły plotki?
Hedvig wbiła wzrok w starszego syna.
- Na pewno. Ale nie musimy wtajemniczać go w szczegóły.

Im mniej osób będzie o wszystkim wiedziało, tym lepiej. - Prze
nikliwy, ostry wzrok matki świadczył o tym, że nie życzy sobie
żadnych protestów.

Torstein stłumił westchnienie i załamał ręce.

background image

11

Lato mijało szybko, uważała Inga. Wiedziała, dlaczego czas 
mija szybciej niż zwykle. Po pierwsze dlatego, że niedługo żni-
wa się skończą, a wtedy Bjornar i Eriing opuszczą Gaupås i będą 
musieli poszukać pracy gdzie indziej...

Może uda jej się przekonać Nielsa, żeby zatrzymał choćby 

jednego z nich? Mogłaby to umotywować tym, że Gulbrand jest 
stary i zmęczony. Niels wiedział o tym już wcześniej. Pozosta-
łoby jej tylko w taki czy inny sposób tak to ułożyć, by tym wy-
branym został Bjornar. Pomyśleć tylko, że Niels zgodzi się na 
jej propozycję. Lecz jeśli zdecyduje się na Erlinga? Zgroza, po-
myślała Inga i zadrżała. Drugiego z braci też lubiła, ale w jego 
wzroku kryło się coś trudnego do zdefiniowania, czego nie mogła 
rozgryźć. Eriing był miły i pracowity, nie mogła zaprzeczyć, 
tylko czasami odnosiła wrażenie, że skrada się w pobliżu ni-
czym przebiegły lis.

Zdarzało się, że przyłapała go na tym, że całkiem otwarcie 

się jej przygląda. Jego wzrok błyszczał nie pożądaniem, ale... 
Inga starała się znaleźć właściwe słowo. Miała uczucie, że pa-
trzy na nią z góry w bezwzględny i upokarzający sposób. Jego 
oczy wyrażały pogardę. Niezbyt często zdradzał się z taką po-
stawą, jednak tych kilka chwil wystarczyło, by ją zaniepokoić. 
Nie czuła się przy nim bezpiecznie, pomyślała i wzdrygnęła 
się.

Po drugie bardzo szybko zbliżał się termin rozprawy sądo-

117

background image

wej. Inga miała nadzieję, że pojawią się nowe, ważne szczegóły, 
które zdołają podważyć zarzuty Hedvig. Naturalnie wiedziała, 
że w tym celu powinna szukać i sprawdzać, gdzie się da, ale tego 
lata pozwoliła sobie nie myśleć o zmartwieniach. Boleśnie zda-
wała sobie sprawę, że to z jej strony egoizm, lecz namiętność 
między nią i Bjornarem nieco ją zobojętniła. Pozwoliła sobie 
zażywać rozkoszy, kochać i znowu żyć.

Ze   wstydem   musiała   przyznać,   że   cudzołoży,   ale   zaraz 

obudził się w niej sprzeciw. Nigdy nie chciała Nielsa za męża! 
Wbrew swej woli została młodą gospodynią w Gaupås! Nawet 
Bóg nie żałował jej chyba tej miłosnej przygody?

Emilia uśmiechnęła się radośnie do Ingi, gdy zrozumiała, że 

wybiorą się na spacer. Inga chwyciła maleńką, miękką dzie-
cięcą rączkę i ruszyła powoli w stronę Storedal. Emilia miała na 
sobie białą sukienkę w drobne kwiatki, białe skarpetki i buciki, 
a na głowie lekki słomkowy kapelusz z dużym rondem, osłania-
jącym przed piekącym słońcem. Drobne nóżki dreptały ocho-
czo krok za kroczkiem do przodu, lecz dziewczynka zatrzymy-
wała się często, zbierając coś po drodze.

Zachwycona podniosła szyszkę, która spadła ze świerku.
-Szyszka - powiedziała głośno Inga.
-Syska - powtórzyła Emilia niepewnie.
Po chwili przestała się interesować szyszką i rzuciła ją obo-

jętnie na ziemię. Lecz zaraz jej usta rozciągnęły się w uśmiechu, 
kiedy znalazła coś nowego.

-Patyk - wyjaśniła Inga cierpliwie.
-Atyk - powtórzyło dziecko i nieśmiało zerknęło na mat-kę.
-Nie - poprawiła ją Inga łagodnie i powiedziała jeszcze raz: 
- Patyk. - Położyła nacisk na pierwszą sylabę.

Emilia rozpromieniła się szczęśliwa, gdy udało jej się pra-

widłowo powtórzyć:

- Patyk!

Inga przykucnęła i przytuliła córeczkę.

- Dobrze. Patyk - potwierdziła z pochwałą. - Jesteś zdolna.

118

background image

Mamusia   bardzo   cię   kocha   -   wyznała,   czując,   jak   jej   serce 
przepełnia matczyna miłość.

Jej córka nigdy nie powinna mieć wątpliwości, że jest ko-

chana, pomyślała Inga stanowczo. Emilia powinna być wycho-
wywana zupełnie inaczej niż ona sama.

- Kocha - roześmiała się mała beztrosko.

Musiała już wcześniej to słyszeć. To dobrze, pomyślała Inga 

wzruszona.

Kiedy zza drzew liściastych oczom Ingi ukazał się widok 

imponującego dworu Storedal, poczuła łaskoczące w brzuchu 
napięcie. Czy spotka dziś Martina? Odezwały się w niej wyrzu-
ty sumienia; miała wrażenie, jak gdyby go zdradziła, lecz od-
sunęła   dręczącą   myśl.   W   tej   samej   chwili   przyszło   jej   do 
głowy, że może spotka również Gudrun, i odruchowo mocniej 
ścisnęła rączkę Emilii.

Inga kilka razy odetchnęła głęboko. Trudno, pomyślała nie-

złomnie, to z Laurensem zamierza rozmawiać. W ten czy inny 
sposób musi się postarać, żeby zamienić z nim kilka słów w czte-
ry oczy. Coś jej mówiło, że Ragnhild nie będzie zachwycona, 
gdy ona i wujek zostaną sami. Podczas wesela Gudrun i Mar-
tina Laurens o mało co nie wygadał się na temat sporu między 
rodami, lecz niestety Ragnhild temu przeszkodziła. Czy gospo-
dyni Storedal wiedziała, że jej mąż zdradziłby Indze tajemnicę 
dramatycznej kłótni między Svartdalami a Storedalami, gdyby 
go Inga namówiła?

Inga zwróciła uwagę, że Laurens denerwuje się i poci za każ-

dym razem, gdy ktoś wspomina o jej ojcu. Nie było wątpliwości, 
że obaj szwagrowie są zamieszani w jakieś straszne zdarzenie. 
Podejrzewała, że Laurens zdradził Kristiana. Czyżby wewnętrz-
ny głos sprawiedliwości teraz do niego przemówił? Czy Laurens 
wierzył,   że   się   uwolni   od   cieni   przeszłości,   i   wreszcie 
zamierzał ją wtajemniczyć w to, co się wtedy wydarzyło?

Ragnhild przyjęła je z pewną rezerwą. Jej twarz była ściąg-

nięta i chłodna, lecz gospodyni nie mogła się nie uśmiechnąć, 
kiedy Emilia zasapana usiadła na ganku i naciągnęła sukienkę

119

background image

na nogi. Ta mała dziewczynka zachowywała się jak zmęczona, 
skromna panienka.

- No jak? - zagadnęła Ragnhild przyjaźnie i poczochrała

Emilkę po czarnych lokach. - Pójdziesz ze mną i napijesz się
czekolady?

Dziewczynka natychmiast odwróciła głowę i ukazała 

w uśmiechu ulgi kilka białych ząbków.

-Uwielbia to - roześmiała się Inga. 
Ragnhild pokiwała głową.
-Domyśliłam się.
Emilii wolno było usiąść na kuchennym blacie i przyglądać 

się, jak Ragnhild przygotowuje napój.

- Au-au! - zawołała głośno, wskazując na kuchnię.
-Tak, to jest au-au - przytaknęła Ragnhild wesoło. - Spa-
rzyła sobie paluszki? - spytała.
-Świerzbią ją ręce, żeby wszystko sprawdzać - przyznała 
Inga - ale już się nauczyła,  by się trzymać  z dala od 
kuchni.
Ragnhild zestawiła Emilię na podłogę i nalała czekolady do 

trzech filiżanek. Do jednej z nich dolała więcej mleka i zamie-
szała łyżeczką, żeby picie nie było takie gorące.

Nagle do kuchni wszedł Laurens. Zbladł, kiedy zobaczył go-

ści, ale szybko odzyskał panowanie nad sobą.

- O, jak miło! - zawołał rozpromieniony z radości.

Inga starała się wychwycić każdy szczegół w tonie jego gło-

su, zdawało się, że Laurens naprawdę się ucieszył na widok 
jej i Emilii. Z czujnego spojrzenia Ragnhild wywnioskowała, 
że może zapomnieć o rozmowie z wujem sam na sam. Kobieta 
przykuwała męża drapieżnym wzrokiem, a na jej czole utwo-
rzyły się zmarszczki zafrasowania. Dlatego Inga postanowiła 
w obecności Ragnhild wyłożyć swą sprawę.

- Zapewne plotki dotarły również do Storedal - zaczę

ła. -1 z pewnością wiecie, że Hedvig pozwała ojca do sądu.

Laurens właśnie nalewał sobie kawy, lecz zastygł w bezru-

chu z czajnikiem w ręku. Po chwili doszedł do siebie, napełnił 
filiżankę i energicznie skinął głową.

120

background image

- Tak, słyszeliśmy o tym. Myślę, że wszyscy we wsi słyszeli.
Ragnhild nagle zakrzątnęła się koło Emilii. Poprawiła jej

kilka fałdek sukienki i na nowo zawiązała na kokardkę wstążki 
przy szyi. Dziewczynce spodobało się okazane zainteresowanie 
i wyciągnęła pulchne rączki do miłej pani. Ragnhild rozczuliła 
się i wzięła dziecko na kolana. Emilia przytuliła się do jej piersi 
i   westchnęła   zadowolona,  a   Ragnhild  przyłożyła  usta  do  jej 
główki. Niebieskie oczy gospodyni wpatrywały się uparcie w 
podłogę.

Inga  nie przejmowała się brakiem kontaktu wzrokowego. 

Milczenie lub rozbiegane spojrzenie Ragnhild nie powinno jej 
przeszkodzić w wydobyciu z wujka jak najwięcej informacji.

-Dowiedziałam się, że Kristian i Halvdan chodzili w jed-
nym czasie do szkoły w Stavern. Ktoś zasugerował, że ty 
również  w  tym  okresie  tam  się uczyłeś.  Czy to prawda, 
Laurensie?
-Tak, zgadza się. Zaczęliśmy i zakończyliśmy naukę rów-
nocześnie.
Laurens upił duży łyk kawy i nie powiedział nic więcej.
Ingę ogarnęła wielka radość. Dzięki Bogu, że wuj odpowie-

dział na jej pytanie. Zrobił to niechętnie, poznała to po jego 
głosie, ale to nie miało znaczenia. Szczęśliwym trafem Kristian 
i Laurens uczyli się w tym samym czasie w jednej szkole; być 
mbże uda jej się dowiedzieć czegoś więcej o tym okresie.

- Myślisz, że to prawda, że z moim ojcem... Hedvig zaszła

w ciążę? - Z zakłopotania zrobiło się jej gorąco.

Laurens omal się nie zakrztusił kawą, słysząc bezpośrednie 

pytanie Ingi. Kaszlał gorączkowo i rozpiął górny guzik koszuli.

-Nie, Ingo, nie sądzę.
-Nie sądzisz czy wiesz?
-Kristian był w tym czasie zaręczony z Jenny. Nigdy by jej 
nie zdradził z... - Wyglądało na to, że Laurens zamierza o 
Hedvigpowiedzieć   coś   obraźliwego,   ale   się   powstrzymał. 
- ... z Hedvig.

Inga przypomniała sobie, co przykrego i znieważającego na-

pisała o jej matce Gudrun.

121

background image

- A więc ojciec i matka byli sobie wierni?
Ragnhild przysłuchiwała się rozmowie, nic nie mówiąc, po 

pewnym czasie zaczęła okazywać oznaki zniecierpliwienia.

Ze strachu, że im przerwie, Inga wierciła się niespokojnie 

na krześle. Odpowiedzże, pomyślała zdenerwowana. Na litość 
boską, odpowiedz na moje pytanie, zanim Ragnhild się wtrąci, 
zaklinała   Laurensa   w   milczeniu   i   usiłowała   pochwycić   jego 
spojrzenie.

Laurens wił się zakłopotany.

- Więzi łączące twoich rodziców były bardzo silne, Ingo.

Nigdy nie wolno ci w to zwątpić!

Inga poddała się niezadowolona. Laurens ani nie potwier-

dził, ani nie zaprzeczył, że jej ojciec lub matka dopuścili się nie-
wierności. Oczywiście więzi między zaręczonymi lub małżon-
kami mogły być niemal nierozerwalne, ale czy to wykluczało 
zdradę?

Ingę irytowało, że Ragnhild śledziła męża niczym jastrząb. 

Gdyby nie to, zadałaby więcej i bardziej dociekliwych pytań. 
Cóż, pomyślała   pojednawczo,  nie  mogła  po  prostu poprosić 
gospodyni, żeby wyszła. Ostatnie pytanie paliło w język jak 
ogień i Inga machnęła ręką na dobre obyczaje.

- Wiesz, kto właściwie jest ojcem Torsteina?
Laurens odpowiedział sucho:
-  Nie, i nie sądzę, by sama Hedvig to wiedziała.
Inga   drgnęła   i   zamrugała   z   niedowierzania.   Spodziewała 

się, że Laurens bez wahania odpowie, że jest nim Hah/dan, lecz 
on wyraźnie insynuował, że Hedvig miała więcej  mężczyzn. 
Czy rzeczywiście ta napastliwa, odważna wdowa była  zwykłą 
ladacznicą?   Na   to   wyglądało,   pomyślała   Inga   zadowolona. 
Zastanawiała się, czy więcej osób znało tę pogłoskę, czy też 
może wśród mieszkańców Stavern stanowiło to pilnie strzeżo-
ną tajemnicę. Żar, który zagrzewał Ingę, nagle nieco przygasł. 
Nie  wiadomo,  czy Hedvig  sypiała   z  wieloma  mężczyznami. 
Inga zdawała sobie sprawę, że plotki często nie miały potwier-
dzenia w rzeczywistości, a rozpuszczano je, żeby komuś zaszko-

122

background image

dzić. Mimo wszystko to dziwne, że Laurens, człowiek szanowa-
ny i trzeźwy, mógł powtarzać coś takiego. Czyżby jednak w jego 
słowach krył się cień prawdy? Nie, pomyślała Inga zmęczona, 
to tylko jakieś mgliste domysły. Nic tu po mnie, Storedalowie 
nie zdradzą na temat przeszłości nic więcej, niż to absolutnie 
konieczne.

- Ragnhild, czy mogłabyś przez chwilę przypilnować Emi

lię? - spytała Inga wprost. - Przyniosłam dla Gudrun wiado
mość od Nielsa.

Ragnhild osłupiała z przerażenia.
-Taak. Czy to coś ważnego? - Aż biła od niej ciekawość i 
chęć kontrolowania wszystkiego.
-Nie, zupełnie nie - zaprzeczyła Inga z fałszywym śmie-
chem. - To dotyczy ślubu Sigrid. Niczego innego.

Ragnhild jakby ulżyło.

- Oczywiście, zajmę się Emilią. Pędź do Gudrun. Znajdziesz

ją nad rzeką razem z dwoma służącymi. Miały robić pranie.

Inga poderwała się na nogi, zanim Ragnhild zdążyła do-

kończyć zdanie. Zachęcona czule pogładziła córeczkę po gło-
wie i ruszyła w stronę rzeki. Skłamała, że ma do przekazania 
wiadomość od Nielsa.

Zatrzymała się w bezpiecznej odległości, kiedy zauważyła 

Gudrun i dziewczęta nad rzeką. Pracowały, nie wymieniając ze 
sobą słowa. Nietrudno było zauważyć, która z nich to Gudrun. 
Fartuch opinał jej duży, zaokrąglony brzuch. Już niedługo zo-
stało do porodu, zauważyła Inga. Trzeba jej to przyznać, po-
myślała Inga z podziwem, że młoda gospodyni w Storedal nie 
szczędzi sił. Niezmordowana i zaradna uczestniczyła w najcięż-
szych pracach.

- Gudrun! - zawołała Inga. Jej wołanie pomknęło z łagod

ną bryzą.

Gudrun uniosła się gwałtownie i obejrzała za siebie niczym 

przestraszony cietrzew. Kiedy na powrót pochyliła się nad ster-
tą ubrań, jedna ze służących poklepała ją po ramieniu i wska-
zała na Ingę.

123

background image

Inga nie mogła się nie ucieszyć, widząc reakcję pasierbicy. 

Gudrun zawsze była skwaszona i mrukliwa, lecz teraz kąciki 
jej ust opadły jeszcze niżej, jeśli to w ogóle możliwe. Ociężała, 
kiwając się z boku na bok, zaczęła się wspinać pod górę po nie-
równym stromym brzegu.

- Czego chcesz?
Inga zatrzymała się w bezpiecznej odległości.
- Odłóż tylko tarę - odparła Inga sarkastycznie. - Nie bę

dziesz miała okazji, by mnie jeszcze raz uderzyć!

Gudrun prychnęła i mocniej przycisnęła tarę.

-Niektóre gospodynie muszą pracować, chyba  rozumiesz. 
Nie chcę, żeby mój mąż chodził w brudnym ubraniu.
-Lepiej chodzić w zaplamionych rzeczach niż mieć brudne 
myśli - odpowiedziała zaraz Inga. Nic na to nie poradzi; za 
każdym   razem,   kiedy   znalazła   się   w   pobliżu   Gudrun, 
stawała   się  krnąbrna   i   dziecinna.   Z   jej   ust   wylewały   się 
wszystkie przekleństwa i złośliwości. - Tak się martwiłaś, 
że   mieszkańcy  Gaupås  nie   zdołają   po   pożarze   związać 
końca   z   końcem.   Teraz   mogę   cię   zawiadomić,   że   Niels 
wypłacił   pieniądze   z   ubezpieczenia.   Okrągłą   sumkę   za 
straty związane z pożogą.

Gudrun   widocznie   zrozumiała,   że   Inga   mówi   jej   to   z 

czystej złośliwości.

- Uważaj, Inga... - syknęła, drżąc ze wzburzenia. - Niedłu

go nie wytrzymam, że bawisz się moim kosztem. Potrafię się ze
mścić. Poza tym... Następnym razem może nie tylko spiżarnia
pójdzie z dymem!

Inga zamrugała szybko. Spiżarnia? Spiżarnia, zaśpiewało jej 

w głowie. Nagle jakby trafił ją grom z jasnego nieba:

- Podejrzewałam, że to ty podłożyłaś ogień! Jak możesz

być tak wyrachowana, jak mogłaś narazić swego ojca i Sigrid na
głód? A co ze służbą?

Gudrun położyła rękę na piersi i rzekła nienaturalnym gło-

sem:

- Góż takiego każe ci wierzyć, że to ja? A może to ten zbieg,

Stener Roysholt?

124

background image

-Oszczędź sobie - warknęła ostro Inga. - Nie mówisz tego 
wprost, ale aluzje są wystarczająco zrozumiałe.
-Myśl sobie, co chcesz - odparła Gudrun wyniośle. - Nie 
dbam o twoje podejrzenia. - Groźnie machnęła tarą.

Inga cofnęła się przestraszona, odwróciła się i czym prędzej 

odeszła. Mnóstwo w tobie jadu, skarciła samą siebie, Dlaczego 
musiała powiedzieć Gudrun, że jej ponure przepowiednie się 
nie sprawdziły? Co przez to osiągnęła?

Inga odniosła wrażenie, jakby jej serce stanęło z przerażenia, 
kiedy ktoś nagle chwycił ją za ramię w chwili, gdy wychodziła 
zza rogu pralni.

- Martin - jęknęła. - Śmiertelnie mnie przestraszyłeś.
Martin pociągnął ją za sobą ku ścianie pralni, gdzie głęboki

cień skrywał ich przed ciekawskimi spojrzeniami.

- Nie chciałem cię wołać - usprawiedliwił się. - Lepiej, żeby

nikt nas razem nie widział ani nie słyszał, że rozmawiamy.

Inga od razu zrozumiała, że Martin nie jest w typowym dla 

niego dobrym, żartobliwym humorze. Teraz nie miał chęci na 
amory.

- Co się stało, Martinie? - spytała zaniepokojona.

- I ty o to pytasz? - rzucił cierpko.
Inga patrzyła na niego, nie rozumiejąc.

- Nie   zrobiłam   nic   złego.   -   Ku   swej   rozpaczy   poczuła,

że zbiera jej się na płacz. Szorstki, surowy głos Martina sprawił
jej przykrość.

Martin zagryzł dolną wargę.
- Słyszałem, że zadajesz się z jednym z zatrudnionych u cie

bie żniwiarzy!

Ingą wstrząsnęło. Jakim cudem, u licha, Martin się o tym 

dowiedział? Jeżeli on wie, to oczywiste, że inni też zwrócili 
uwagę   na   jej   zażyłą   znajomość   z   Bjarnarem.   O   rany,   prze-
mknęło jej przez głowę, oby tylko nikt nie doniósł o tym Niel-
sowi.

125

background image

- Twoje milczenie świadczy o tym, że te plotki to praw

da - mówił dalej Martin, nie znając litości.

Wreszcie Inga zdołała się usprawiedliwić:
-Wiesz, Martinie, jak ludzie gadają...
-Tak, wiem - odparł opryskliwie. - Jednak myślę,  że 
tym razem mówią prawdę. Czy jest dobry, ten piekielny 
Bjornar? - Każde słowo ociekało zazdrością.

Inga znowu się przestraszyła. Martin nie mówił ogólnikami, 

znał nawet imię jej kochanka. Po jej głowie tłukło się pytanie, 
kto mógł ich razem widzieć.

- Jesteś żonaty, Martinie, a Gudrun spodziewa się...
Martin przerwał jej ze złością.
- Ty też byłaś mężatką i też spodziewałaś się dziecka, kiedy

spotkaliśmy się w lesie. Nadal nosiłaś obrączkę Nielsa, gdy za
bawialiśmy się w jeziorze i kochaliśmy w stodole. Tak, zaciąg
nęłaś mnie nawet do waszego łoża małżeńskiego!

W ciągu jednej sekundy Ingę ogarnęła wściekłość.
- Zaciągnęłam? Zaciągnęłam? - warknęła. - Nie było cię

trudno namówić, do cholery. Nie przelewaj na mnie goryczy za
swe nieudane małżeństwo, Martinie. Naprawdę nie zasłużyłam
na to!

Martin trochę się uspokoił, ale nastrój mu się nie poprawił.
- Czy to prawda, że masz romans z Bjornarem? - Ostroż

nie wziął ją za rękę i czule gładził kciukiem jej dłoń.

Inga zadrżała.

- Nnie - skłamała. Nikt nie może się dowiedzieć, że coś ją

łączy z tamtym mężczyzną, a już tym bardziej Martin. Nie wia
domo, co może przyjść do głowy wzgardzonemu kochankowi.

Jego twarz zdradzała, jak bardzo jest nieszczęśliwy.

- Czy już dla ciebie nic nie znaczę, moja Ingo?

Smutek Martina poruszył w niej czułą strunę. Zbolała za-

mknęła oczy. Na Martinie zależało jej bardziej, niż sądziła. 
Bjornar uciszył trochę tęsknotę za nim, lecz teraz Inga uświa-
domiła sobie, że to, co łączy ją z Bjornarem, to czyste pożąda-
nie.

126

background image

- Miłość między nami jest skazana na niepowodzenie. Sam

to powiedziałeś... Jesteś odpowiedzialny za Gudrun i dziecko,
które wam się urodzi...

Kiedy Martin nie usłyszał zapewnień o wiecznej wierności, 

gwałtownie cofnął ręce.

- Kochasz mnie, wiem o tym. Nie oszukasz mnie, Ingo.

Miałem również nadzieję, że nie będziesz oszukiwała samej sie
bie!

Bez słowa wyjaśnienia odwrócił się i odszedł.

background image

12

Postanowiono, że sprawa sądowa odbędzie się w Gaupås. 
Inga odetchnęła z ulgą, a jednocześnie się zmartwiła, kiedy 
się o tym dowiedziała. Ulżyło jej, ponieważ rozprawy będą 
się toczyły blisko, a to dawało jej większą możliwość śledze-
nia przebiegu posiedzeń. Troska brała się stąd, że w najbliż-
szych dniach ją i służbę będzie czekało dużo pracy. Jesień to 
gorączkowy okres, na szczęście żniwa się skończyły. Owce zo-
stały sprowadzone z gór o tydzień wcześniej niż zwykle, a żyto 
ozime Gulbrand i zatrudnieni pomocnicy zdążyli posiać na 
dzień przed tym, zanim gruchnęło między 0vre Gullhaug 
a Svartdal.

Indze kręciło się w głowie ze strachu, kiedy się rozbierała 

i kładła spać wieczorem przed rozprawą. Bolały ją ręce i nogi od 
mycia sufitów i ścian w całym domu. Właściwie nie podejmo-
wali tak gruntownych porządków przed Bożym Narodzeniem, 
ale teraz musieli to zrobić. To dobrze, pomyślała Inga, będzie 
mniej pracy przed świętami.

Na szczęście żaden z urzędników nie planował nocować, 

a posiedzenia będą miały miejsce w dużej sali. Trzeba będzie 
gościom podać coś do jedzenia i picia i Inga liczyła na palcach, 
czy nawarzono dość piwa i upieczono wystarczająco dużo cia-
sta. Uznała, że powinno starczyć. W przyszłym tygodniu Gul-
brand miał się wybrać do Temsberg po mięso, żeby uzupełnić 
skromny zapas, który im został po pożarze spiżarni. W najgor-

128

background image

szym wypadku pośle kogoś do Sorine, żeby Svartdal też wnios-
ło jakiś wkład w zaopatrzenie.

Wyczerpana i przygnębiona Inga naciągnęła na siebie koł-

drę. Mięśnie i całe ciało miała obolałe i zesztywniałe, tak że 
niemal nie mogła się porządnie wyprostować. Syknęła z bólu, 
kiedy całym ciężarem spoczęła na materacu. Odruchowo zło-
żyła ręce na piersi i posłała modlitwę do Boga. Bóg musi się 
nad nimi jutro zmiłować! Musi sprawić, żeby sprawiedliwość 
zwyciężyła. Syn Hedvig nie ma prawa do domu jej dzieciństwa. 
Nie może mieć...

Ingę przebiegł dreszcz, kiedy zastanowiła się, jakich świad-

ków przyprowadzi Hedvig. Kto, u licha, zechciał ją poprzeć? 
Inga nie miała pojęcia, lecz coś jej mówiło, że Hedvig wykorzy-
sta najbardziej nieczyste metody i ucieknie się do zmiennych 
i fałszywych przyjaciół. Tak zwanych przyjaciół, którzy bardziej 
niż chętnie ujrzeliby gospodarza Svartdal skompromitowane-
go...

Następnego ranka na dziedzińcu zapanował ożywiony ruch. 
Inga przekazała Emilię Eugenie, ponieważ sama zajęła się wi-
taniem gości. Czuła mrowiące napięcie, kiedy ojciec przed-
stawiał jej swego adwokata, Alexandra Hoela-Wigge. Nigdy 
wcześniej go nie widziała ani o nim nie słyszała, lecz jego na-
zwisko brzmiało znajomo. Tak czy owak to, jak się nazywał, 
nie miało większego znaczenia. Najważniejsze, by okazał się 
zdolnym   pełnomocnikiem   procesowym.   Z   zadowoleniem 
stwierdziła, że pan Hoel-Wigge jest starzejącym się mężczy-
zną o bystrych niebieskich oczach. Pomyśleć tylko, że obroń-
cą ojca mógłby być jakiś młokos, który dopiero zdał egzamin! 
Najważniejsze jest duże doświadczenie, pomyślała zadowolo-
na.

Kristian rzadko pokazywał się w tak formalnym stroju. 

Dziś włożył czarne, sztywne spodnie z pięknym skórzanym pas-

kiem. Jego biała koszula była wykrochmalona i wyprasowana,

129

background image

a w mankietach Inga dostrzegła srebrne spinki. Na koszulę na-
rzucił ciemny kubrak. Na tę okazję przypiął nawet żabot. Sta-
rannie uczesał włosy,  lecz najbardziej niesfornych  kręcących 
się kosmyków nie udało mu się ułożyć nawet na mokro. Naj-
wyraźniej ojcu ciążyła powaga sytuacji. Ogorzała twarz wyra-
żała strach. Kristian zagryzał w niepewności dolną wargę, lecz 
jednocześnie, jak Inga stwierdziła, otaczała go aura zaciekłości 
i  woli walki. Świetnie, pomyślała  ze słodko-gorzkim uśmie-
chem, przynajmniej się nie poddał. Jeszcze nie.

Pozdrowiła   uprzejmie   adwokata   Hedvig,   Fritza   Lodema, 

lecz do Hedvig odwróciła się plecami. Za żadne skarby nie poda 
ręki tej zepsutej kobiecie, o nie! To poniżej jej godności. Hedvig 
nawet nie mrugnęła z powodu niegrzecznego zachowania Ingi, 
ale jej usta wykrzywił uśmiech wyższości. Ingę zirytowała jej 
reakcja. Na twarzy pani z 0vre Gullhaug pojawiło się współ-
czucie, jak gdyby Hedvig zdawała się mówić: „Biedactwo. O ni-
czym nie wiesz".

Wkrótce w dużej sali zrobiło się ciasno. Inga  zauważyła 

wielu znajomych, oczywiście znaleźli się tu wszyscy ze Svart-
dal i 0vre Gullhaug, Sigrid, Tordis i Oddbjorn z Nedre Gull-
haug, a także dzierżawcy okolicznych poletek. Zjawiła się więk-
szość mieszkańców parafii związanych z Botne, którzy uzyskali 
pozwolenie, żeby uczestniczyć w rozprawie. Kiedy Inga prze-
biegła wzrokiem wzdłuż ostatnich rzędów, niemal zaparło jej 
dech.   W   ostatniej   ławce   siedzieli   ramię   w   ramię   Laurens   z 
Martinem. Laurens miał ściągniętą twarz; założył prawą nogę 
na lewą i nerwowo bębnił palcami w kolano.

Martin poruszył się niespokojnie. Czyżby ławka była niewy-

godna, czy też może źle się tu czuł? Ingę zdziwiło, że pojawili 
się obaj, ojciec i syn, lecz może Laurens chciał być świadkiem 
upokorzenia Kristiana? Nie, pomyślała, wujek nie wygląda na 
żądnego zemsty, ale nie wolno jej zapominać o tym, że ojciec, 
nie   panując   nad   swym   gwałtownym   temperamentem,   nieraz 
Laurensa zranił. Wiedziała, że Laurens niejednokrotnie próbo-
wał z jej ojcem porozmawiać, lecz Kristian nawet na niego nie

130

background image

spojrzał. Ani razu nie wysłuchał wyjaśnień Laurensa, nie zwa-
żając na dawne urazy. Kristian nie należał do tych, którzy przyj-
mowali przeprosiny. Zdążyła się o tym przekonać.

Inga wyciągnęła szyję i.przechyliła się na bok, żeby zobaczyć, 

czy jest Ragnhild lub Gudrun. Obecność Ragnhild nie miała dla 
niej wielkiego znaczenia, lecz oczywiście najlepiej by było, gdyby 
została w domu. Gospodyni z 0vre Gullhaug potrafiła w szcze-
gólny sposób trzymać męża w garści, dlatego byłoby świetnie, 
gdyby jednak nie przyszła. Przynajmniej do chwili, kiedy Lau-
rens zostanie wezwany na świadka. Cóż, pomyślała Inga, nie wia-
domo, czy Laurens w ogóle będzie zeznawał ani też czy będzie 
świadczył na korzyść Svartdal... Na szczęście nie widziała Gu-
drun. Chwała Bogu! Gudrun nie wysiedziałaby chyba tylu go-
dzin na twardej drewnianej ławce, skoro niedługo ma urodzić?

Kiedy administrator sądowy uderzył drewnianym młotkiem 

w stół, Inga odniosła wrażenie, że gdzieś w tłumie mignął jej 
pastor Mohr. Zadrżała, ale zaraz z dużym wysiłkiem opanowała 
się. Uwagę wszystkich skupiał sędzia, który otwierał posiedze-
nie sądu. Suchym, monotonnym głosem odczytywał dane obu 
stron i treść pozwu.

Adwokat Hedvig szybko otrzymał głos. Pan Lodem wstał, 

obciągnął poły marynarki i stanął przed widzami siedzącymi w 
pierwszym rzędzie. Indze wydało się to dziwne, ponieważ to 
sędzia wydaje wyrok i decyduje o wyniku sprawy. Ludzie nie 
stanowią jury, lecz pełnią rolę ciekawskich obserwatorów.

- Moja klientka, Hedvig z 0vre Gullhaug, wychodzi z dwóch 

podstawowych założeń. - Pan Lodem uniósł do góry palec wska-
zujący, jakby na podkreślenie swych słów. - Żąda, żeby pozwany, 
Kristian Svartdal, przyjął na siebie ojcostwo jej starszego syna, 
Torsteina. To pociąga za sobą konieczność zapłaty pewnej kwoty 
tytułem świadczenia na rzecz syna. Powódka domaga się spłaty 
wspomnianego świadczenia, licząc od dnia uchwalenia nowego 
prawa w roku 1892, co oznacza, że pan Svartdal musi pokryć 
koszty wychowania syna za szesnaście lat! Do tego należy doli-
czyć odsetki.

131

background image

Inga nie miała pojęcia, ile wynoszą miesięczne alimenty na 

nieślubne dziecko, lecz z przerażeniem uzmysłowiła sobie, że to 
będzie znaczna kwota. W dodatku z odsetkami...

Zawsze dobrze umiała liczyć w głowie, lecz nie potrafiła 

określić sumy, nie znając poszczególnych kwot. Jednocześnie 
opadły jej ręce z bezsilności. Pan Lodem wcale nie brał pod 
uwagę tego, że Torstein być może nie jest synem Kristiana, ten 
mizdrzący się adwokat mówił dalej, jak gdyby pokrewieństwo 
już zostało stwierdzone.

- Pozwany musi również uznać Torsteina za swojego syna.

To znaczy, że Torstein będzie traktowany na równi z małżeński
mi dziećmi Kristiana Svartdala. Ponieważ Torstein jest starszy
od Kristoffera Svartdala, dziedzictwo Svartdal należy przekazać
jemu.

Wśród zebranych  rozległ  się szmer. Głośny pomruk roz-

brzmiewał za plecami Ingi, która nagle poczuła się zmęczona. 
Zmęczona i poniżona. Przeklęte spojrzenia ludzi paliły ją w ple-
cy. Zrozpaczona podniosła wzrok na ojca i zobaczyła, że pochy-
lił głowę upokorzony.

Szepty i cichy śmiech ucichły dopiero, kiedy pan Lodem 

się  wycofał i ustąpił miejsca panu Hoelowi-Wigge. Adwokat 
Kristiana rozpoczął energicznie:

- Żądam  całkowitego uniewinnienia mojego klienta! Pan

Svartdal nagle się dowiaduje, że ma zapłacić świadczenie na
syna, który nawet nie jest jego dzieckiem. Cóż za niedorzecz
ność? Zwracam uwagę, że prawo spadkowe zostało przedstawio
ne w 1887 roku, lecz rząd go nie zatwierdził. Sprawę rozpatrywa
no ponownie w roku 1892, ale również wtedy nieślubne dzieci
nie uzyskały prawa dziedziczenia. Nie rozumiem, jak pan Lodem
może się czegoś takiego domagać w imieniu swojej klientki!

Inga odetchnęła z ulgą. Czy tó prawda, co twierdził adwokat 

Kristiana, że nieślubne dzieci nie mogą dziedziczyć po swoim 
ojcu? W takim wypadku zagrożenie, w jakim znalazło się Svart-
dal, przestałoby istnieć!

Pan Lodem wstał.

132

background image

- Sprawdzimy w niniejszej sprawie, jakie jest prawo spad

kowe! Czy Torstein ma cierpieć za to, że możny gospodarz prze
spał się kiedyś z jego matką?

Odważne pytanie wzbudziło szmer wśród zgromadzonych 

widzów. Nawet Inga musiała przyznać, że dzieci pozamałżeńskie 
powinny mieć równe prawa z córkami i synami, którzy przyszli 
na świat w związku małżeńskim. Mimo to, pomyślała ze złoś-
cią, sprawa nie toczy się tylko o to, czy Torstein powinien dzie-
dziczyć, czy nie. Jej ojciec przysiągł przecież, że nigdy nie tknął 
Hedvig! Inga miała wielką ochotę, żeby krzyczeć i bić pięścia-
mi z powodu koszmaru, który tu się rozgrywał, ale zdołała się 
opanować. Czy nikt nie rozumiał, że Hedvig kłamie? Nawet jej 
adwokat powinien zdemaskować jej przymilny uśmiech i wy-
dumaną historię. Inga była głęboko oburzona, że ludzie mogli 
podejrzewać jej ojca o łajdaczenie się!

Pan Lodem mówił z zaangażowaniem:

- Moja klientka i ja chcielibyśmy przedstawić niezbędną

dokumentację, żeby sąd mógł zająć stanowisko, czy sprawę na
leży kontynuować.

Sędzia odpowiedział:

- Prawo spadkowe nie zostało jeszcze uchwalone, jednak

mimo  to  zezwalam   powódce   na   przedstawienie   swojej   doku
mentacji.

Kristian poderwał się z niedowierzaniem, ale zaraz z po-

wrotem opadł przygnębiony na krzesło.

Na   sali   zapanowało   poruszenie,   kiedy   Hedvig   zajęła 

miejsce dla świadka. Wyprostowana patrzyła wprost na swego 
adwokata,   który   łagodnym   i   pełnym   zrozumienia   głosem 
zaczął zadawać jej pytania.

- Niektórzy uznaliby to za... - pan Lodem  wykonał  ruch

ręką,   starając   się   znaleźć   odpowiednie   słowo   -   ...osobliwe,
że utrzymywała  pani  w  tajemnicy prawdę  o ojcostwie  przez
prawie trzydzieści lat. Proszę nam to wyjaśnić, pani Gullhaug.

Inga zamknęła oczy, wykręcając spocone, wilgotne dłonie. 

Jakie kłamstwo wymyśli Hedvig tym razem?

133

background image

- Przez   prawie   trzydzieści   lat   byłam   żoną  miłego,   fanta

stycznego człowieka, Halvdana. Kochał Torsteina, jak gdyby
był jego rodzonym synem, dlatego nie chciałam rozgrzębywać
starej historii między Kristianem i mną. Dopiero kiedy... - po
ciągnęła nosem i wytarła go chusteczką. Zadziwiająco szybko
odzyskała panowanie nad sobą. - Po śmierci Halvdana ogarnę
ła mnie złość na Kristiana. Jest znany ze swego poczucia spra
wiedliwości, ale dlaczego nie starczyło mu odwagi, żeby przy
znać, że Torstein jest jego synem?

.- A więc przez wzgląd na swojego zmarłego męża nie zło-

żyła pani wcześniej pozwu przeciw panu Svartdalowi?

-Tak.
-Czy zezna pani pod przysięgą, że Torstein jest rodzonym 
synem Kristiana Svartdala?

Nie   rozległ   się   nawet   szmer.   Zdawało   się,   jakby   ludzie 

wstrzymali oddech i nie mieli odwagi wypuścić powietrza, za-
nim Hedvig nie odpowie.

Hedvig położyła rękę na Biblii, która leżała obok, i rzekła 

czystym, donośnym głosem:

- Tak!

Inga walczyła z płaczem. Co tu, do licha, się dzieje? Zro-

dziła się w niej wątpliwość: czyżby ojciec nie miał odwagi wy-
znać prawdy? Czyżby nie odważył się tego przyznać w chwili, 
gdy spytała go wprost o to ojcostwo? Zdawała sobie sprawę, że 
mówienie o życiu intymnym było dla niego trudne, ale jakoś 
przełknął   wstyd.   Stawka   jest   zbyt   wysoka,   by   wykręcał   się 
zakłopotaniem. Ingę zdziwiłoby, gdyby Hedvig kłamała, skoro 
przysięgła na Biblię. Czy naprawdę nie zawahałaby się popełnić 
krzywoprzysięstwa?

Pan Lodem wydawał się zadowolony ze stanowczości swojej 

klientki.
-

Proszę opowiedzieć, jak pani spotkała pana Svartdala.

Początkowo Hedvig mówiła cicho i niepewnie, lecz stopnio
wo nabierała śmiałości.

- Pracowałam w kuchni w szkole rolniczej w Stavern, kiedy

134

background image

przyjechał tam Kristian Svartdal. To było chyba... w 1877 roku, 
wydaje mi się. Wtedy, jak i teraz, Kristian był mężczyzną, który 
zwracał na siebie uwagę. Uprzejmy, pewny siebie i bardzo męski.

-Okazał pani zainteresowanie? 
Hedvig zachichotała kokieteryjnie.
-Tak, absolutnie tak bym powiedziała.
- Czy kiedykolwiek wspominał o zaręczynach? Albo o mał

żeństwie?

Hedvig jakby stała się bardziej potulna.
- Nie, niezupełnie. Miał poczucie humoru i był rycerski,

ale nigdy nie wspominał o czymś podobnym.

Pan Lodem zmarszczył krzaczaste brwi.
- Czy zdaje sobie pani sprawę, że ludzie mogą uznać panią

za łatwowierną i... lekkomyślną?

Hedvig poruszyła się niespokojnie zakłopotana, a zgroma-

dzeni uważnie się jej przyglądali.

-Tak, istotnie, potrafię to zrozumieć. Mimo to - tłumaczyła 
się niestrudzenie - Kristian jest mistrzem w manipulowaniu 
ludźmi. Z równą, łatwością, jak przeraża, potrafi również 
przekonywać takie jak... jak ja. - Zawstydzona potarła oczy.
-Czy chce pani powiedzieć, że jako młoda, naiwna dziew-
czyna uległa pani mężczyźnie, który miał dar wymowy?

Hedvig odrzuciła głowę i rzekła głosem, który z goryczy 

brzmiał jak nienastrojone skrzypce:

- Na początku lubiłam Kristiana, przyznaję, lecz nie zdą

żyłam obdarzyć go głębszym uczuciem, ponieważ wziął mnie
gwałtem!

Wyznanie   spadło   na   publikę   jak   grom   z   jasnego   nieba. 

Piskliwe,   karcące   głosy   kobiet   mieszały   się   z   dosadnymi 
okrzykami  mężczyzn.   Sędzia   kilka   razy   uderzył   mocno 
młotkiem w stół, żeby przywołać zebranych do porządku.

Hedvig mówiła dalej z płaczem.

- Był   jeszcze   jeden   powód,   dla   którego   zwlekałam   do

śmierci  drogiego  Halvdana...  On nie powinien przez to prze
chodzić!

135

background image

Inga wymieniła spojrzenia z Kristofferem. Na jego twarzy 

malowały się również wstrząs i przerażenie.

- Pani Gullhaug, tym razem nie zadam pani więcej pytań.

Myślę, że ciężko przyszło pani złożyć te zeznania... - adwokat
zrobił sztuczną przerwę.

Inga zobaczyła, że sporo ludzi kiwnęło przytakująco gło-

wami. To się nie uda, pomyślała smutno, przegramy tę sprawę! 
Złożyła ręce i pomodliła się w duchu, żeby Hoel-Wigge wziął 
Hedvig w krzyżowy ogień pytań, lecz żeby nie przycisnął jej 
zbyt ostro, gdyż właśnie teraz unosiła się na fali współczucia 
płynącego z sali.

- Powinna pani raczej Kristiana, a nie Halvdana, doprowa

dzić groźbą do kościoła - zaczął Hoel-Wigge. - Jeżeli dziew
czyna zajdzie w ciążę z nieżonatym mężczyzną, często musi on
wybierać między poślubieniem jej a zapłaceniem kary. Według
moich dokumentów pan Svartdal nigdy nie został obciążony
żadną opłatą.

Hedvig syknęła przez łzy:

- Nie   mogłam   znieść   Kristiana   po   tym,   co   mi   zrobił.

Myśl o tym, że w przyszłości mielibyśmy dzielić małżeńskie
łoże... - nie dokończyła, tylko się wzdrygnęła.

Inga z wściekłością zmrużyła oczy. Jasne, ta obłąkana ko-

bieta jest w stanie kłamać mimo przysięgi złożonej przed Bo-
giem! Hedvig przecież uganiała się za ojcem na weselu Gudrun 
i Martina, o ile Inga dobrze pamiętała. Dlaczego zachowywała 
się w ten sposób, skoro tak bardzo nienawidziła rzekomego 
gwałciciela? Czas nie złagodził nienawiści, lecz wybuchła nie-
dawno z zupełnie innych powodów.

Pełnomocnik ojca oznajmił, że nie ma więcej pytań. Mą-

drze zrobił, uznała Inga, nie ma sensu pozwalać jędzy na więcej 
zwierzeń, niż to konieczne. Sama zaś łudziła się nadzieją, że pan 
Hoel-Wigge będzie bardziej dociekliwy, gdy zaczną składać ze-
znania pozostali świadkowie.

136

background image

Dziwnie było patrzeć na ojca, który wydał się taki nieporadny, 
kiedy  zajął   miejsce   dla   świadka.   Cichym   głosem   odpowiadał 
przecząco na większość pytań zadawanych przez obu adwoka-
tów. W momentach, gdy miał możliwość obrony, odpowiadał 
jednym  krótkim słowem. Zniecierpliwienie targało Ingą:  dla-
czego bardziej ostro nie odpowiada na bezpodstawne zarzuty? 
Inga miała ochotę potrząsnąć ojcem, wyzwolić w nim złość, ale 
to by się na nic nie zdało.

Kiedy pan Lodem wezwał pierwszego świadka, Ingę zmrozi-

ło od czubka głowy po opuszki palców. Na środek wyszedł 
sam   pastor   Mohr.   Włożył   sutannę,   żeby   podkreślić   swoją 
wiarygodność. Z miejsca, w którym siedziała, Inga zauważyła, 
że pastor zaczyna łysieć. Spomiędzy rzadkich włosów zaczęła 
prześwitywać łysa skóra.

- Czy będzie pastor mówił całą prawdę i tylko prawdę i 

nie
będzie niczego ukrywał? - spytał pan Lodem patetycznie.

Pastor pogładził Biblię.
- Przyrzekam! Amen.
Ostatnie słowo wywołało na sali szum.
- Pani  Gullhaug powiedziała, że był  pastor jej  powierni

kiem w rym trudnym okresie. Czy to prawda?

Pastor Mohr skinął głową.

- Zgadza się. Uczeń Pana ma obowiązek być  przewodni

kiem dla zbłąkanych owiec. Jego powinnością jest wspieranie
cierpiących.

Adwokat uczynił gest zniecierpliwienia.

- Nie możemy znaleźć zapisu w księdze parafialnej, stwier

dzającego, że Halvdan jest ojcem Torsteina. Czy może pastor
wie, jaka jest tego przyczyna?

Pastor użył swojego gromkiego głosu:

-Ponieważ poprzedni proboszcz, który piastował tę funkcję 
przede mną, świętej pamięci Rollefsen, nigdy nie miał przy-
jemności zapisania tego nazwiska!
-Czy  to oznacza,  że Halvdana   nie można  traktować  jako 
biologicznego ojca?

137

background image

Inga nie widziała wyraźnie twarzy tego pastora z piekła ro-

dem, ale z boku dostrzegła, że się uśmiechał.

- Rollefsen był człowiekiem bogobojnym i bardzo skrupu

latnym. Nigdy nie pominąłby żadnego nazwiska, gdyby nie miał
ku temu powodów. Według mnie Torstein nie ma ojca. - Bły
skawicznie jak gronostaj pastor odwrócił głowę i utkwił wzrok
w Kristianie. - Jeżeli ten człowiek - wskazał drżącą ręką na Kri-
stiana - wkrótce nie przyjmie na siebie odpowiedzialności i nie
przyzna się do ojcostwa Torsteina!

Inga ukryła twarz w dłoniach i starała się odzyskać oddech. 

Nie płakała, ale niewiele brakowało. Wiadomość o księdze pa-
rafialnej poraziła ją. Nikogo nie wpisano jako ojca Torsteina! 
To mogło oznaczać tylko jedno: Halvdan kochał chłopca, ale nie 
dość mocno, by go usynowić. Dlaczego, dlaczego? - wszystko 
w niej krzyczało. Czy dlatego, że wiedział, że chłopiec został 
poczęty   podczas   stosunku   Hedvig   z   Kristianem,   najlepszym 
przyjacielem? Przyjaźń między Kristianem i Halvdanem osty-
gła zaraz po powrocie obu ze Stavern, jak się Inga dowiedziała. 
Czy z tego powodu, że Kristian miał romans z Hedvig? Tyle py-
tań kłębiło się w jej głowie. Dlaczego Halvdan zgodził się po-
ślubić Hedvig, skoro już nosiła w łonie dziecko innego mężczy-
zny?

Pan Lodem z triumfem zamierzał przekazać świadka Hoe-

lowi-Wigge, lecz adwokat ojca odrzucił propozycję.

Ingę zirytowało, że pastor nie zostanie dokładniej przesłu-

chany. Czy nikt nie rozumiał, że Mohr być może posiada klucz 
do prawdy? Nie, nikt o tym nie może wiedzieć, tylko ona przyła-
pała go wcześniej na kłamstwie. Wszyscy wierzyli temu obłud-
nikowi, ponieważ pełnił urząd duchownego. Dobrze, pomyśla-
ła stanowczo, już ona nie pozwoli, żeby tak łatwo się wywinął!

Wśród   zebranych   powstało   całkowite   zamieszanie,   kiedy 

pan Lodem wywołał nazwisko następnego świadka.

- Laurens Storedal!

Mimo że Ingę wiele kosztowało odwrócenie się w stronę 

mieszkańców wsi, instynktownie obejrzała się do tyłu i zerknę-

138

background image

ła na Laurensa. Wydawał się spięty, przebiegło jej przez głowę, 
ponieważ pokornie przepraszał, gdy siedzący przed nim musie-
li wstawać, żeby go przepuścić. Wzrok utkwił w deskach podło-
gi, kiedy dotarł do końca.

Kristian  i  Laurens  nie   byli  przyjaciółmi  od  wielu   lat,  to 

prawda, lecz Inga nie wierzyła, by Laurens zadał szwagrowi 
cios w plecy. Może od dawna o tym marzył, a teraz wreszcie 
dostał szansę? W sali zrobiło się gorąco i zebranym pot spływał 
po karku. Kątem oka Inga dostrzegła, że Krister wyciera czoło, 
zaraz jednak wstał i otworzył dwa okna. Do środka wpłynęło 
świeże powietrze, ale nie zrobiło się ani odrobinę chłodniej, 
ponieważ jesienne słońce jeszcze dobrze grzało.

Napięcie niczym skurcz ścisnęło żołądek Ingi. Spróbowała 

trochę odchylić się do tyłu, żeby rozluźnić mięśnie, ale to nie-
wiele pomogło.

- Laurensie  Storedal  - rzekł  pan Lodem  z wielkim pato

sem. - Pan i Kristian Svartdal  chodziliście razem  do szkoły
w Stavern. Zgadza się?

Laurens złapał za barierkę oddzielającą miejsce dla świadków.

-Tak, zgadza się. Zaczęliśmy i skończyliśmy naukę w szkole 
rolniczej równocześnie.
-Zatem mieliście ze sobą bliski kontakt?
-Tak, absolutnie! Byliśmy w tamtym czasie bardzo dobrymi 
przyjaciółmi.
-Pani  Gullhaug  zeznała  przed  chwilą,  że pan  Svartdal   ją 
adorował. Czy potwierdza pan jej wypowiedź?

Laurens nie od razu odpowiedział.

- Tak, chyba tak, ale...

Pan Lodem szybko mu przerwał.

- Proszę   odpowiadać   tylko   na   moje   pytania.   Dobrze,

przejdźmy dalej. Zatem pan Svartdal flirtował z młodą Hedvig.
Wnioskuję z tego, że Halvdan i Hedvig zaręczyli się jakiś czas
po jej romansie z panem Svartdalem. A skoro Torstein jest sy
nem   Kristiana   Svartdala...   -   Adwokat   uczynił   sztuczną   prze
rwę. Wyraźnie chciał, by znaczenie tych słów zapadło głęboko

139

background image

w świadomość obecnych na sali. - To by oznaczało, że Hedvig 
była w ciąży, zanim spotkała Halvdana z 0vre Gullhaug!

Laurens upił łyk wody ze szklanki, którą mu podano. Z sali 

nie dochodził żaden dźwięk. Nikt nawet nie chrząknął ani nie 
kichnął. Kiedy Laurens odstawił szklankę na stół, stuknięcie 
o blat zdawało się niczym strzał z broni.

- Panie Storedal, zechce pan łaskawie odpowiedzieć.

Czy Hedvig była w ciąży, zanim spotkała Halvdana?

Laurens odchrząknął, lecz zaraz rozległo się ciche:
- Tak.
Chociaż sędzia kilka razy uderzył młotkiem o stół, zebrani 

nie mieli zamiaru zamilknąć. Głośne dyskusje i niewybredne 
uwagi posypały się w stronę Kristiana niczym grad.

Oczy Ingi nabiegły łzami. Jej serce krwawiło z powodu ojca, 

któremu nie szczędzono szykan. On zaś siedział zgarbiony jak 
dotychczas, zacisnął usta, aż utworzyły wąską kreskę, i wpatry-
wał się jakby nieobecny w ludzi zmienionych w bestie.

Inga czuła takie rozczarowanie z powodu wujka, że miała-

by ochotę tłuc na oślep pięściami w jego plecy. Bić kułakami 
i krzyczeć, dopóki nie cofnie oskarżenia. Szok ją powstrzymał. 
Jak Laurens mógł to zrobić Kristianowi? Wszystkim Svartda-
lom? Ten diabeł, który wcześniej tak pięknie mówił, że się cie-
szy na jej widok. Sprawiał wrażenie, że jest zadowolony, że ma 
z nią lepszy kontakt. Tak, naprawdę czuła, że brakowało mu 
spotkań z bratanicą. Wszystko to tylko gra, pomyślała Inga ze 
smutkiem, ponieważ Laurens stanął po stronie wroga.

W tej samej chwili podwójne drzwi do sali otworzyły się 

z wielką siłą. Do środka wpadł Brandt, jeden z parobków w Sto-
redal. Szybko ściągnął kapelusz z respektu dla sądu.

- Czy jest tu akuszerka?

Z ławki wstała starsza kobieta.
- Tak. Co się dzieje?
Brandt wyjaśnił zdyszany.

- Młoda pani w Storedal zaczęła rodzić. I... I wygląda na

to, że nie jest dobrze.

140

background image

Inga rzuciła Nielsowi bojaźliwe spojrzenie. Ten stary czło-

wiek był biały na twarzy ze strachu i zmartwienia. Sędzia popa-
trzył na niego, a potem uderzył młotkiem o stół i oznajmił:

- Proponuję ogłosić przerwę. Rozprawa będzie kontynuo

wana jutro. Do widzenia.

Brandt torował akuszerce drogę pośród tłumu.
Inga rozpoznała tę kobietę. To Astrid, która odwiedziła ją 

kilka dni po narodzinach Emilii, ostrożna, mądra i miła. Gu-
drun potrzebowała teraz u swego boku kogoś takiego.

Laurens i Martin pośpieszyli za nimi. Ludzie również powo-

li się rozeszli i wrócili do domu.

Inga niepewnie podeszła do Nielsa.
- Zejdźmy na dół, Nielsie, musisz odpocząć.
Zdawało się, jakby nie usłyszał jej rady.

- Boże, Boże - powtarzał, drżąc. - Nie pozwól, by Gudrun

coś się stało. Naszemu dziecku...

Błagając, podniósł głowę i spojrzał w sufit, jak gdyby w ten 

sposób mógł wezwać na pomoc siły nadprzyrodzone.

Inga dygotała. Na pewno będzie potrzebne wsparcie z góry, 

ponieważ Ragnhild nie posłałaby po akuszerkę, gdyby poród 
przebiegał bez zakłóceń. Wydarzyło się chyba coś złego.

background image

13

Ragnhild biegała niespokojnie od łóżka, w którym leżała Gu-
drun, do okna. Wodziła oczami wzdłuż drogi, lecz ciągle nie 
widziała wozu. W duchu błagała, by Brandt jak najszybciej do-
tarł do Gaupås, a jeszcze bardziej pragnęła, by zastał tam aku-
szerkę. Co zrobi, jeśli Astrid nie będzie na rozprawie?

Przez chwilę stała, wyglądając na rozciągające się daleko 

pola z dojrzałym zbożem. Za kilka dni rozpoczną się roboty 
przy żniwach. Za pomoc w polu zwykle częstowała robotni-
ków puddingiem, który gotowała z ryżu i świeżo odcedzonego 
mleka, nie szczędząc ani masła, ani cukru. W tym roku żniwa 
będą szczególne, pomyślała szczęśliwa, ponieważ miał przyjść 
na świat jej pierwszy wnuk.

Zagubiona oparła ręce na framudze. Właściwie miała dziś 

być na rozprawie, ale nie mogła zostawić Gudrun, kiedy zaczęły 
się pierwsze bóle. Nie żeby miała brać udział w sprawie, ucho-
waj Boże, ale prawdę mówiąc, była ciekawa, co Hedvig szykuje. 
Aż ją łaskotało w brzuchu z napięcia na samą myśl o tym, jaki 
będzie wyrok. Czy Hedvig wygra i czy rodzina Storedalów stra-
ci wspaniałe rodowe gospodarstwo?

Niepokoiło ją, że Laurens pojechał do Gaupås. Nie wiado-

mo, co mu może wpaść do głowy... Na szczęście nie został we-
zwany w charakterze świadka przez żadną ze stron, ale przez 
pewien okres chodził dziwnie podminowany. Taki tajemni-
czy. W środku lata wyjechał na tydzień. Wymówił się, że ma to

142

background image

związek z jego pracą jako kwestora, ale wątpiła w to. Nie okła-
mywał jej, ale podejrzewała, że nie mówi jej wszystkiego...

Gudrun jęknęła cicho z bólu. Ragnhild stłumiła westchnie-

nie, po czym podeszła do miski z wodą, zwilżyła i wykręciła 
ściereczkę. Ostrożnie położyła zimny okład na czole synowej. 
Szybko odskoczyła na odległość metra, kiedy Gudrun machnę-
ła ręką, żeby ją uderzyć.

-Nie dotykaj mnie - syknęła Gudrun zdyszana.
-Chcę ci tylko pomóc - wyjaśniła Ragnhild.
-Sama dam sobie radę - burknęła Gudrun, nie otwierając 
oczu.
-Nie poradzisz sobie - odparła Ragnhild rozważnie, ale sta-
nowczo.   -   Wody   odeszły   ponad   godzinę   temu,   Gudrun,   i 
dziecko powinno zaraz się urodzić.

Co za dziwne zachowanie, pomyślała Ragnhild, starając się 

stłumić narastającą irytację. Większość kobiet woli mieć kogoś 
obok przy łóżku, przynajmniej te, które rodzą pierwszy raz, ale 
nie Gudrun. Synowa musi mieć wysoki próg bólu, ponieważ 
nie ulegało wątpliwości, że cierpi.

Kiedy na zewnątrz zaskrzypiały drzwi, Ragnhild nasłuchi-

wała z rosnącą nadzieją, że może przyjechała akuszerka.

-Astrid! - zawołała z radością, kiedy kobieta weszła do po-
koju.
-Rozumiem, że to coś poważnego - uśmiechnęła się przy-
jaźnie   akuszerka,   ukazując   braki   w   uzębieniu   w   dolnej 
szczęce.
-Hm, nie wiem - usprawiedliwiła się Ragnhild. - Gudrun nie 
należy do tych, które się skarżą z powodu bólu, więc trudno 
powiedzieć. Mimo to coś mi mówi, że coś jest nie tak. - 
Ostatnie słowa wymówiła szeptem, gdyż nie chciała, żeby 
Gudrun to słyszała. Lecz jednocześnie czuła się niezręcznie, 
że rozmawiają za plecami synowej.

Obawy potwierdziły się, kiedy akuszerka zbadała Gudrun. 

Zamyślona odciągnęła Ragnhild na stronę.

- Poród pośladkowy - stwierdziła.

Ragnhild przyłożyła dłoń do ust i przerażona spojrzała na

143

background image

Astrid.   To   straszne!   Potworne   historie,   które   wcześniej 
słyszała,  trzepotały się po jej  głowie jak motyle.  Większość 
dzieci   przy   takim   ułożeniu   nie   zdołało   się   wydostać,   lecz 
nieliczne  historie  skończyły się szczęśliwie.  Biedna  Gudrun, 
pomyślała,   kiedy   się   wzięła   w   garść,   będzie   miała   bolesny 
poród, skoro dziecko ułożyło się pośladkami lub stopkami do 
przodu.

- Myślisz, że matka i dziecko dadzą sobie radę?
Astrid wzruszyła ramionami.
- Prawdopodobnie   matka   sobie   poradzi,   ale   nie   moż

na mieć pewności co do dziecka. Jeśli miednica jest szeroka,
a dziecko drobne, powinno się udać.

- Czy można maleństwo jakoś odwrócić?
Akuszerka pokręciła głową.

- Kilku zdolnym lekarzom się to udało, ale tylko w przy

padku, gdy to zauważyli kilka tygodni przed porodem. Ja nie
odważę się spróbować...

Ragnhild położyła rękę na ramieniu Astrid.
-To była egoistyczna myśl. Przepraszam.
-Nie przepraszaj - odparła Astrid. - Rozumiem twój lęk.
Gudrun była biała na twarzy niemal jak jej koronkowa po-

duszka, stwierdziła Ragnhild, ale dziewczyna była przytomna. 
Nadal nie otwierała oczu, lecz kręciła głową, gdy coś do niej 
mówiły. Akuszerka umiejętnie wszystko jej wytłumaczyła, nie 
zdradzając jednak, że czeka ją skomplikowany poród.

- To ważne, żebyś parła, choć będziesz czuła przeraźliwy

ból. A ja postaram się wyciągnąć dziecko.

Ragnhild   skuliła   się,   słysząc   brutalne   słowa   Astrid,   lecz 

Gudrun nic nie powiedziała. Dziewczyna objęła dłońmi słupki 
u wezgłowia łóżka i uczyniła krótki ruch głową. Była gotowa.

Powietrze przesycał zapach potu, krwi i strachu, kiedy As-

trid mocnym chwytem za pośladki dziecka wyjęła je do połowy. 
Główka wyśliznęła się przy następnym parciu.

- Już   po   wszystkim?   -   spytała   Ragnhild   przestraszo

na. - Myślałam...

144

background image

Akuszerka   uśmiechnęła   się   z   ulgą.   Zręcznymi   rękami 

odcięła pępowinę, umyła i wytarła noworodka.

- Musisz   być   niewiarygodnie   silną   kobietą,   Gudrun! 

Więk
szość matek, które miały poród pośladkowy, nie mogło się po
wstrzymać od krzyku.

Wtedy Gudrun wreszcie otworzyła oczy. Jej szary wzrok 

spoczął na nowo narodzonym dziecku.

- Wycie i wrzaski niczemu nie służą. Lepiej wykorzystać

siły na coś mądrzejszego.

Ragnhild przeraziła obojętność synowej. Jak ta dziewczyna 

zdołała stłumić krzyk? Przecież to musiało ją potwornie boleć! 
Nie, Gudrun była bardzo dzielna, ale chyba ma jakieś uczucia 
jak wszyscy inni?

- Pokaż mi dziecko - poprosiła Gudrun szorstko.
Astrid zawahała się.

- Twoja córeczka jest zdrowa, ale nie wszystko jest, jak być

powinno...

Gudrun uniosła się na łóżku z niedowierzaniem. Już nie 

była tak niewzruszona jak do tej pory.

-Co chcesz przez to powiedzieć?
-Dziecko urodziło się z pewną wadą... Zauważyłam, że ma 
wyjątkowo   krótkie   paluszki.   No,   no   -   pocieszyła   Astrid, 
widząc,  że   Gudrun   się   zdenerwowała,   a   w   jej   wzroku 
pojawił się strach i coś dzikiego. - To nie jest groźne, ale 
nienormalne.

Ragnhild poczuła ssanie w żołądku. Już teraz  ogarnął  ją 

ogromny instynkt opiekuńczy wobec wnuczki.

- Skąd to... skąd to się bierze? - Zawstydzona zdała sobie

sprawę, że jej pytanie zabrzmiało jak desperacki krzyk.

Akuszerka  ostrożnie ułożyła  niemowlę na piersi  Gudrun. 

Gudrun od razu zaczęła czule gładzić maleństwo po kruchej 
główce. Astrid zrobiła dwa kroki do tyłu i wyjaśniła, zwracając 
się do Ragnhild:

- Naukowcy nie wiedzą na pewno. To nic niezwykłego,

że niektóre dzieci rodzą się z takimi... ułomnościami. Widzia
łam już kiedyś taki przypadek, ale wtedy ojciec utrzymywał 8to-

145

background image

sunki z własną córką. Skoro tutaj nie może być o tym mowy, 
pewnie   natura   spłatała   wam   figla.   -   Astrid   uśmiechnęła   się 
łagodnie. - Poza tymi  krótkimi paluszkami dziewczynka jest 
zdrowa. To pewna pociecha.

Ragnhild skinęła głową jakby nieobecna. Akuszerka miała 

rację. Gudrun mogła urodzić dziecko z rozszczepieniem pod-
niebienia lub jakąś poważną chorobą, więc powinni być zado-
woleni. Ostrożnie spytała:

- Nie jest ci przykro, Gudrun, że rączki twojej córeczki nie

są całkiem... całkiem takie, jak powinny?

Gudrun mocniej przytuliła dziecko.
- Nie - odparła zamyślona. - Kocham ją za to. Jeszcze bar

dziej ją za to kocham.

Inga lekko szturchnęła Sigrid.

- Sigrid, Sigrid, musisz się obudzić! - szepnęła.

Stała w pokoju pasierbicy, ale nie miała odwagi mówić głoś-

no. Zaledwie parę metrów dzieliło ją od sypialni Nielsa, a on w 
żadnym wypadku nie powinien się obudzić.

Sigrid zaspana przetarła oczy.
- Co się stało?
Niechętnie zwiesiła nogi z łóżka i przeciągle ziewnęła. 
Inga osunęła Się przed nią na kolana.
- Pamiętasz, że chciałaś się dowiedzieć czegoś więcej o swo

jej matce Andrine?

Pytanie natychmiast rozbudziło Sigrid.

- Taak.

Inga mówiła dalej.

-I że dokumenty, które pozostawił pastor Rollefsen, mog-
łyby ci coś powiedzieć?
-Tak, mam nadzieję, ale...
-Świetnie, Sigrid. W takim razie proponuję, żebyśmy obie 
wybrały   się   na   plebanię   i   przeszukały   papiery   pastora 
Mohra.

146

background image

Ciemność nocy niczym czarna ściana stała za oknami, lecz 

Inga i Sigrid dostrzegały nawzajem niewyraźne kontury swych 
postaci. Sigrid otworzyła szeroko oczy i uszczypnęła Ingę.

-Oszalałaś?!   Całkiem   postradałaś   zmysły?!   Miałybyśmy 
teraz iść z wizytą do pastora? W środku nocy?
-Nie będziemy z nim rozmawiać - uspokoiła ją Inga. - Dla-
tego zakradniemy się tam teraz. Tak żeby nikt nas nie 
widział ani nie słyszał.
Sigrid położyła się z powrotem na łóżku i naciągnęła na sie-

bie kołdrę.

- To już lepiej poszukam jakichś informacji o matce tutaj

na poddaszu. Pastor... - wstrząśnięta pokręciła głową.

Inga zaczynała się niecierpliwić. Nie spodziewała się, że Si-

grid zechce z nią pójść na plebanię w środku nocy bez żadnych 
protestów, ale nie sądziła też, że pasierbica jej odmówi.

-Pomożemy sobie nawzajem, Sigrid.
-Po co ci jestem potrzebna? - spytała dziewczyna z nie-
chęcią i pewnym uporem.

Inga westchnęła.

-Podejrzewam pastora Mohra, że ukrył jakieś dokumenty, 
które   mają   znaczenie   dla   przyszłości   Svartdal.   Tylko 
przytrzymasz mi świecę, żebym mogła szybko przeszukać 
szuflady jego biurka. To nie zajmie dużo czasu...
-Mamy wejść do domu pastora?! Nie, nigdy się na to nie 
odważę! - Sigrid zaczęła obgryzać paznokieć kciuka.
-Oczywiście, że musimy wejść do środka, Sigrid. Myślisz, że 
przechowuje dokumenty na zewnątrz? - Inga nie miała już 
siły dłużej zwlekać i dokładnie wszystkiego tłumaczyć, 
teraz zaczęła wydawać polecenia. - Włóż na siebie jakieś 
czarne  ubranie i przyjdź do mnie do kuchni, jak tylko 
będziesz   gotowa.   -   Szybko   opuściła   sypialnię,   zanim 
Sigrid zdążyła zaprotestować.

Kiedy czekała na Sigrid, wyjęła krzesiwo i świecę i schowa-

ła je do szerokiej kieszeni fartucha. Tylko raz była w kancelarii 
pastora i niezbyt dobrze pamiętała jej rozkład, więc nie chciała

147

background image

tracić czasu na szukanie światła. Dlatego wolała zabrać świecę 
z Gaupås.

- Pojedziemy konno?  - szepnęła cienkim  głosem  Sigrid,

kiedy zeszła na dół.

Ubrała się tak, jak ją Inga poprosiła. Tym razem nie splotła 

włosów, tylko związała je na karku kawałkiem sznurka.

Inga położyła palec na ustach, żeby dać do zrozumienia, że 

muszą się zachowywać cicho.

- Nie, nikt nie może usłyszeć stukotu kopyt o ziemię.

Nie była to przyjemna przechadzka, Inga musiała to przy-

znać, kiedy wymknęły się z domu, ponieważ księżyc stanowił 
tylko cienki rogalik na czarnym  niebie i nie oświetlał drogi. 
Zimny   wiatr   przenikał   przez   cienki   materiał   bluzki.   Wokół 
było ponuro i Sigrid rzucała lękliwe spojrzenia w stronę skraju 
drogi-

Teraz Inga cieszyła się, że nie zaalarmowała domowników

i służby z powodu obcego mężczyzny, który wieczorami krążył 
w pobliżu  Gaupås. Gdyby Sigrid o nim wiedziała, w żadnym 
wypadku nie zgodziłaby się z nią wybrać na plebanię. Sama 
wiele razy oglądała się przez ramię, jak gdyby się niemal spo-
dziewała, że obcy nagle wyskoczy z cienia. Całym wysiłkiem 
woli   starała   się   zachować   spokój.   Ów   mężczyzna   nie   mógł 
chyba kręcić się po okolicy o każdej porze dnia i nocy...?

W pobliżu Gudum zaszczekał jakiś rozwścieczony pies i Si-

grid instynktownie przysunęła się do Ingi, szukając ochrony. 
Obie przykucnęły, ale na szczęście gospodarz nie wystawił gło-
wy przez okno, żeby sprawdzić, czy ktoś obcy nie zakradł się na 
jego dziedziniec. Chyba to nic dziwnego, pomyślała Inga, po-
nieważ ujadanie psa bardzo często dociera stąd przez pola do 
Gaupås; widać kundel szczeka w porę i nie w porę.

Inga popchnęła lekko Sigrid przed sobą i wkrótce skulone 

wpół przemknęły się obok gospodarstwa. Żwir chrzęścił pod 
ich stopami, lecz pewnie ten odgłos brzmiał dużo głośniej w ich 
uszach. Kiedy ostatni odcinek miały przejść przez las, Sigrid 
uczepiła się Ingi.

148

background image

- Nie odważę się!
Po drodze Inga  myślała tylko o tym, że koniecznie musi 

przeszukać kancelarię pastora. Coś się nie zgadzało w jego ze-
znaniu. Nie mogła uwierzyć, że były proboszcz Rollefsen nie 
wpisał Torsteina do księgi parafialnej...

Prawie dotarły na miejsce i Ingę pochłaniało tylko jedno: 

żeby znaleźć ów dokument. Być może się myliła, ale musi przy-
najmniej poszukać. Nic jej teraz nie powstrzyma. Nie teraz, kie-
dy jest tak blisko rozwiązania.

- A masz odwagę wracać sama, Sigrid? - spytała, mimo że

znała odpowiedź.

Sigrid   zerknęła   przez   ramię   i   szeroko   otwartymi   oczami 

wpatrzyła się w ciemny, głęboki świerkowy las. Wiejska droga 
niczym szara wstążka wpadała do środka, lecz zaraz ginęła w 
mrocznym cieniu ogromnych drzew.

-Nnie - wyjąkała.
-Nie masz więc innego wyboru, jak pójść ze mną - rzekła 
Inga   stanowczo.   -   Nie   ma   żadnego   niebezpieczeństwa, 
Sigrid, nikt nas nie zauważy...

Bliska załamania nerwowego Sigrid rozpłakała się.

- Popuszczę w majtki, jeżeli pastor Mohr podkradnie się

do kancelarii i nas przyłapie.

Inga sama zaczynała rozumieć, że to zuchwały pomysł, ale 

nie mogła już się cofnąć.

- Wtedy uciekniemy,  Sigrid, popędzimy na złamanie kar

ku, nie oglądając się za siebie.

-A co będzie, jeżeli złapie jedną z nas? 
Inga zachichotała nerwowo ze strachu.
-To powiemy, że lunatykowałyśmy!
Sigrid zdenerwowana szturchnęła Ingę w plecy.
-Nie   żartuj   sobie,   Ingo.   Uważam,   że   to   wcale   nie   jest 
śmieszne!
-Przepraszam   -  odparła  Inga,   poważniejąc.   -  Nie  myśl   o 
wszystkim, co może się wydarzyć. Musimy się skoncentro-
wać na tym, żeby poruszać się bezgłośnie. Nie możemy się 
zbyt-

149

background image

nio śpieszyć, żeby nie zachować się nieostrożnie lub nie strącić 
czegoś na podłogę. Trzymaj  - podała Sigrid krzesiwo, kiedy 
dotarły na plebanię. - Zapal świecę, kiedy cię o to poproszę. 
Nie wcześniej.

Zaciskając zęby z napięcia, Inga chwyciła za klamkę drzwi 

wejściowych. Jedyne, czego by teraz brakowało, pomyślała zde-
nerwowana, to żeby pastor zamknął drzwi na klucz. Wstrzyma-
ła oddech, powoli naciskając klamkę. Drzwi ustąpiły i z lekkim 
kliknięciem otworzyły się. Inga położyła rękę na piersi i ode-
tchnęła głęboko.

Sigrid pokręciła głową i cofnęła się, ale Inga pociągnęła ją za 

sobą. Pełnymi złości i irytacji ruchami wskazała Sigrid drogę do 
środka,   i   dziewczyna   powoli   ruszyła   do   przodu.   Inga 
wyciągnęła   ręce   przed   siebie   i   sprawdzała   drogę.   Opuszki 
palców ślizgały się wzdłuż ściany, po framugach i skrzydłach 
drzwi. Nawet  po ciemku Inga  mniej  więcej  orientowała  się, 
gdzie znajduje się kancelaria.

Nie musiała się oglądać, żeby sprawdzić, gdzie jest Sigrid; 

słyszała za sobą jej niepewne kroki. Inga uśmiechnęła się zado-
wolona. Pasierbica wolała już iść za nią niż zostać sama na gan-
ku.

Na szczęście nie zaskrzypiały zawiasy, kiedy Inga oparła się 

swym ciężarem o drzwi do kancelarii i otworzyła je. Dopiero 
kiedy  Sigrid   je  za  sobą  zamknęła,  kazała  jej   zapalić  świecę. 
Zesztywniałe   z   napięcia   rozejrzały   się   wokół   siebie.   Niemal 
spodziewały się, że ujrzą pastora zagłębionego w swym fotelu,  ; 
ale na szczęście tu go nie było. Płomień pojedynczej  świecy 
rzucał słabe światło, zbyt słabe, by przegonić cienie z żaka-  
marków.

Inga przywołała Sigrid gestem ręki, by podeszła bliżej do 

biurka.

- Przytrzymaj tu świecę - poprosiła.
Szuflada   była   głęboka  i  pełna   dokumentów.  Początkowo 

Inga gorączkowo wertowała papiery opuszkami palców, lecz po 
chwili uznała, że przeglądanie kartek w pochylonej pozycji jest

150

background image

zbyt   niewygodne.   Rezolutnie   wyjęła   gruby   plik   na   stół   i 
zaczęła szukać.

-Tu tego nie ma - odezwała się Sigrid zniechęcona. - Zni-
kajmy stąd. - Niespokojnie przestępowała z nogi na nogę.
-Za żadne skarby - odparła Inga, nie podnosząc wzroku. - 
Nie poddam się, zanim nie przejrzę wszystkiego kartka po 
kartce.
Omal nie krzyknęła z radości, kiedy rozpoznała fantazyjne, 

ładne pismo pastora Rollefsena.

-Wydaje mi się... Wydaje mi się, że znalazłam!
-No to prędko schowaj to do kieszeni - zganiła ją Sigrid 
zdenerwowana - żebyśmy mogły stąd zniknąć.
Inga sprzątnęła po sobie i ostrożnie zasunęła szufladę. Na-

stępnie wysunęła dwie niższe szuflady, ale tam znalazła tylko 
kałamarz,   pióra   i   czyste   kartki.   Zamyślona   rozejrzała   się 
dookoła i spojrzała prosto w twarz pastora Mohra. Podskoczyła 
i cofnęła się, ale na szczęście to tylko jego portret. Czyżby sam 
pilnował swoich skarbów?

- Inga, co ty wyprawiasz? - syknęła Sigrid, kiedy zauważy

ła, że macocha zdejmuje obraz ze ściany.

Inga nie odpowiedziała, tylko oparła ciężką ramę na pod-

łodze. Tak jak myślała!  Za obrazem  znajdowała się tajemna 
czworokątna wnęka. Nie była duża, lecz wystarczająco pojem-
na, by zmieściły się w niej stos starych książek i inne cenne rze-
czy. Cztery brązowe płócienne sakiewki były ciężkie od pobrzę-
kujących monet. Inga wsunęła głębiej rękę i wyciągnęła cienką 
książeczkę. W słabym świetle nie zdołała rozczytać pisma, lecz 
kształt liter przypominał pismo pastora Rollefsena.

- Cii, ktoś idzie! - Blada twarz Sigrid w chybotliwym świet

le wyglądała jak twarz nieboszczyka.

Teraz również Inga to usłyszała. Nad ich głowami zaskrzy-

piały groźnie deski podłogi. Obie kobiety znieruchomiały i za-
częły nasłuchiwać.

- Stary dom wzdycha  i jęczy na wietrze, Sigrid, po pro

stu. ..

151

background image

-Nie   -   wyszeptała   Sigrid.   -   To   kroki...   -   Dygotała   tak 
mocno, że niemal gasł płomień świecy.
-Zdejmij buty - nakazała Inga, gdy z wysiłkiem starała się z 
powrotem   zawiesić   obraz   na   gwoździu.   Zaczep   był   już 
blisko  gwoździa, ale Inga  tak się denerwowała,  że kilka 
razy   nie   trafiła.   W   tej   samej   chwili   zatrzeszczało   na 
schodach.   Boże,   ktoś   schodzi   na   dół!   Ostrożnie, 
sparaliżowana   strachem,   Inga   opuściła   ręce,   żeby   się 
przekonać,   czy   trafiła   na   gwóźdź.   Obraz   przechylił   się 
nieznacznie   w   jedną   stronę,   ale   na   szczęście   wisiał. 
Niepewna, czy powinna, delikatnie go popchnęła i wreszcie 
porządnie zawisł. Z kartką ukrytą bezpiecznie w kieszeni 
fartucha i książeczką pod pachą, szepnęła:
-Zdmuchnij świecę!

Sigrid natychmiast uczyniła, o co ją Inga poprosiła. W kan-

celarii zapadły nieprzeniknione ciemności.

-Co teraz zrobimy? - płakała Sigrid.
-Trzymaj mocno swoje buty i powoli przesuń się ku ścia-
nie. Pilnuj, żebyś trafiła na stronę przed drzwiami, a nie za 
nimi.

Kiedy drzwi wolno się otworzyły, Inga ścisnęła Sigrid zai 

rękę, Do środka sączyło się światło, gdyż ktoś zapalił na kory-
tarzu lampy parafinowe. Sylwetka pastora Mohra rysowała się 
wyraźnie w otworze drzwi. Duchowny przystanął na chwilę, ni-
czym dyszące drapieżne zwierzę, zataczające krąg wokół swej 
ofiary, lecz zaraz poczłapał w stronę biurka. Po omacku starał 
się zapalić zapałkę.

Teraz albo nigdy, pomyślała Inga w panice i dała znak Si-

grid. Siląc się na spokój, przemknęły bokiem w stronę drzwi. I 
ocalenia. Kiedy Sigrid zrozumiała, że może im się uda, ożywiła 
się i popchnęła Ingę, żeby ją popędzić. Inga posłała jej surowa 
spojrzenie. Nie wolno im się śpieszyć. Nawet kiedy już udało im 
się wymknąć z pokoju, musiały nad sobą panować.

Na kilka sekund przystanęły przy głównym  wejściu. Ing| 

czuła, jak gdyby ramiona stopiły się w jedno z karkiem, tąla 
bardzo była spięta. Rozważnie powstrzymała Sigrid, która jul

152

background image

chciała uciekać, i cierpliwie odczekała, aż pastor Mohr zapali 
lampę w kancelarii. Gdy światło lampy rzuciło blask na kory-
tarz, uformowała wargami słowo „teraz". Szczęście w nieszczęś-
ciu, przemknęło jej przez głowę, ponieważ w chwili, kiedy ot-
wierała drzwi, pastor odsunął stare krzesło przy biurku, żeby 
usiąść. Oba dźwięki zmieszały się ze sobą.

Jak na skrzydłach obie kobiety uciekały z plebanii do 

Gaupås.

background image

14

Kiedy następnego dnia wznowiono rozprawę sądową, kart-
ka z księgi parafialnej paliła Ingę w kieszeni. Pomyśleć tylko, 
że choć jeden raz miała tyle szczęścia i znalazła taki dowód! Ra-
dość podniecała ją. Inga musiała się powstrzymać, by otwarcie 
nie wymachiwać kartką w powietrzu.

Widok ojca przygasił nieco owo ekstatyczne upojenie szczęś-

ciem. Kristian zajął miejsce na krześle obok adwokata. Tym ra-
zem nie patrzył z nienawiścią na obserwatorów, którzy głośno 
nazywali go „wiejskim knurem" lub „starym capem". Ten dum-
ny, gniewny mężczyzna jakby się ukorzył. Jego opinia została 
zbrukana na zawsze.

Wytrzymaj, wytrzymaj, zaklinała go Inga za zaciśniętymi . 

wargami. Wiem, że cierpisz, ojcze, nigdy nie wierzyłeś, że ta 
wiejska sfora będzie mogła bezkarnie cię oczerniać. Nie zrobi-
łeś im nic złego, ale oni niewiele wiedzą, to prości ludzie. Oczy-
wiście mogłabym teraz przekazać sędziemu kartkę z księgi pa-
rafialnej i położyć kres temu upokorzeniu, lecz chcę wysłuchać 
zeznań Laurensa. Pragnę się przekonać, czy sumienie pozwoli 
mu wbić nóż w plecy swemu szwagrowi.

Wśród zgromadzonych zapadła cisza, kiedy stateczny sę-

dzia zajął miejsce między powódką a pozwanym. Ludzie wy-
raźnie mieli przed nim respekt. Okazał się człowiekiem, zarzą-
dzając przerwę w sprawie, kiedy Brandt oznajmił, że Gudrun 

rodzi.

154

background image

Na szczęście Ragnhild pomyślała o tym, by wysłać do 

Gaupås jedną ze służących z wiadomością, że poród prze-
biegł pomyślnie. „Zostałeś dziadkiem uroczej dziewczyn-
ki, panie Gaupås", wyznała śmiało służąca. Nowina wprawi-
ła Nielsa w osłupienie, lecz po chwili potarł się zawstydzony 
po głowie. Niełatwo było zrozumieć, co mamrotał, lecz jego 
twarz zmieniała kolor z żółtoszarej ze strachu na czerwoną ze 
szczęścia.

Inga nie była w stanie złożyć życzeń. Dobrze, że poród się 

udał, ale nie zdobyła się na to, by pogratulować Nielsowi z oka-
zji, że jego starsza córka powiła mu kolejną córkę.

Nagle głos adwokata, wzywającego Laurensa na świadka, 

przywołał Ingę do rzeczywistości. Zaaferowana wbiła wzrok 
w wujka. Gdyby tylko Laurens wiedział, że wkrótce ona uratuje 
Svartdal, bez względu na to, jak bardzo będzie się starał je znisz-
czyć!

Nieoczekiwanie sędzia rzekł:
- Czy wie pan, Laurensie Storedal, że pańskie zezna

nia mogą mieć kluczowe znaczenie dla Kristiana Svartdala?
Czy zdaje pan sobie sprawę, że pańskie słowa mogą się przy
czynić do tego, że będzie musiał opuścić ziemię i gospodar
stwo?

Oczy Ingi wypełniły się łzami. Istnieje dobro na tym świe-

cie, ponieważ teraz rzeczywiście sędzia niejako próbował prze-
konać Laurensa, by odstąpił od składania zeznań.

- W pełni zdaję sobie z tego sprawę - odparł Laurens

z przekonaniem.

Ragnhild obserwowała męża sokolim wzrokiem. Z dez-

aprobatą zacisnęła usta. Inga dostrzegła, że pani Storedal chciała 
go powstrzymać, kiedy został wywołany, lecz Laurens się jej 
wyrwał. Dlaczego, zastanawiała się Inga, Ragnhild usiłowała 
mu przeszkodzić, gdy szedł zeznawać przeciw Kristianowi? Już 
dawno temu Inga zrozumiała, że spór między rodami w obu 
rodzinach pozostawił głębokie rany, lecz czy nigdy nie miały 
zarosnąć?

155

background image

Adwokat Hedvig, pan Lodem, przypominał zadowolonego 

kota, gdy mógł kontynuować przesłuchanie, które mu wczoraj 
przerwano:

- Powiedział pan wcześniej, że moja klientka, pani Gull-

haug, była w ciąży, kiedy spotkała Halvdana. Spodziewam się,
że nie zmienił pan od wczoraj swego zdania?

Laurens zmarszczył brwi z powodu źle skrywanego sarka-

zmu adwokata.

- Nie sądzę, bym mógł zmienić przeszłość, panie Lodem.

Hedvig nosiła w brzuchu dziecko, zanim spotkała Halvdana.

Przez   salę   przeszedł   szmer.   Inga   niemal   czuła   na   karku 

podniecony oddech wiejskiej bestii. Ci ludzie przypominali jej 
dzikie psy, śliniące się na widok ofiary, gotowe zerwać się z 
uwięzi.

- Czy przypuszcza pan, że ojcem dziecka był Kristian Svart-

dal?

Laurens uśmiechnął się chłodno.

- Nie do mnie należy wskazać ojca, lecz gdybym mógł opo

wiedzieć to, co wiem...

Lodem zadowolony odchylił się do tyłu na piętach.
- Proszę bardzo, mój miły panie, chętnie posłuchamy.
Dopiero teraz Kristian odwrócił głowę w stronę Lauren-

sa. Niebieskie oczy ojca wyrażały złość i niedowierzanie, lecz 
może przede wszystkim  smutek. Inga  zauważyła, że zagryzł 
dolną wargę, co zwykle robił, kiedy naprawdę musiał się opa-
nować.

Głos Laurensa brzmiał głośno i wyraźnie.

- Kiedy usłyszałem, że pani Gullhaug złożyła pozew w są

dzie przeciwko panu Svartdalowi, poczułem się, jakby mnie
ktoś rzucił z powrotem w tamte czasy. Czasy w Stavern. Wspo
mnienia, zapomniane fragmenty zdarzeń i urywki rozmów od
żyły w mej pamięci...

Adwokat wtrącił żartobliwie:
- Mówi się, że ma pan doskonałą pamięć!
Indze zrobiło się mdło od tego pochlebstwa. Ale się cieszy,

156

background image

ten adwokat diabła, mogąc przesłuchiwać przychylnego świad-
ka.

- Tak, chyba tak - przyznał Laurens speszony. - W związ

ku z tą sprawą postanowiłem sprawdzić kilka rzeczy na włas
ną rękę. Trochę jeżdżę po okolicy z racji piastowanego urzędu.
Któregoś razu natknąłem się w drodze na starego znajome
go...  - popatrzył   nad  głową   adwokata  prosto na  sędzie
go. - Wysoki sądzie, wolno mi spytać, czy zgodziłby się pan
na wezwanie jeszcze jednego świadka? Człowieka, którego
poprosiłem, żeby zeznawał?

Sędzia wsunął okulary głębiej na nos.
- Czy ten mężczyzna może wnieść do sprawy coś nowego?
Laurens przytaknął energicznie.

- Tak, jak najbardziej. Kristian i ja chodziliśmy razem z nim

na zajęcia. Ten człowiek bardzo dobrze znał Hedvig.

Inga drgnęła zaskoczona tym, że wujek położył nacisk na 

ostatnie zdanie. Hedvig nie była przygotowana na taki prze-
bieg rozprawy, jej zielonobrązowe oczy ciskały wściekle iskry 
w stronę Laurensa. Przyłożyła palce do szyi, sygnalizując adwo-
katowi, żeby zaprotestował. Kiedy pan Lodem stanął bezradnie, 
skrzyżowała ręce na piersi i pokręciła głową.

- Dobrze - zgodził się sędzia. - Proszę go wprowadzić.
Kto to, do licha, może być? - pomyślała Inga zaciekawiona.

Mężczyzna był chudy i kościsty, rozglądał się niepewnie doo-
koła, kiedy niezdarnie zmierzał w stronę miejsca dla świadków. 
Miał tak bardzo zapadnięte policzki, że oczy i uszy wydawały 
się śmiesznie duże w porównaniu z całą głową.

Po złożeniu przysięgi, że będzie mówił prawdę, mężczyzna 

wolno odpowiadał na pytania.

-Mons Arneson, pięćdziesiąt trzy lata, żonaty. Pan 
Lodem niecierpliwie machnął ku niemu ręką.
-Proszę opowiedzieć, co pan wie!

Mons przełknął ślinę, aż duże jabłko Adama zatańczyło na 

szyi.

- Dostałem się do szkoły rolniczej rok wcześniej niż pan

157

background image

Svartdal i pan Storedal. Tam spotkałem Hedvig... - Rozmarzył 
się, ale szybko odzyskał panowanie nad sobą. - Straciłem dla 
niej   głowę.   Była   taka   piękna   i   dobrze   zbudowana.   Zresztą 
nadal  taka jest, jak widzę - usprawiedliwił się i rzucił szybkie 
spojrzenie   na   Hedvig.   -   Dobrze   nam   było   razem   i 
planowaliśmy wziąć ślub, kiedy skończę szkołę...

- Milcz! Milcz! - krzyknęła Hedvig ze złością. - Ten kłam

ca opowiada jakieś bajki. Nigdy wcześniej go nie widziałam.

Wyprowadzona z równowagi wstała z miejsca, przechyliła 

się przez stół i krzyczała, aż na policzki wystąpiły jej ostre ru-
mieńce. Sędzia uderzeniem młotka o blat sprawił, że z powro-
tem usiadła na krześle. Pan Lodem spoglądał to na zdenerwo-
waną Hedvig, to na onieśmielonego Monsa.

-Czy na czas rozprawy zatrzymał się pan w Storedal? 
Mons przytaknął.
-Ile panu zapłacił pan Storedal za tę przysługę?
- No wie pan! - wybuchnął Laurens oburzony. - Pan Arne-

son nie został przekupiony!

Adwokat dokładnie przyjrzał się świadkowi.
- Powtarzam: ile?

Widzowie czekali w niemym napięciu. 
Pan Arneson wykręcał palce.

-Laurens opłacił mi podróż w obie strony ze Stavern i z po-
wrotem.
-A co z noclegiem i wyżywieniem?
-Jestem u niego gościem.

Pan Lodem  zwinnie niczym  gronostaj  prześliznął  się ku; 

zdenerwowanemu mężczyźnie.

- Gzy może pan przysiąc, że nie przyjął pan za swe zezna

nie pieniędzy?

Sędzia uderzył młotkiem z większą Siłą, niż według Ingi był 

do tego zdolny.

-Proszę pozwolić świadkowi złożyć wyjaśnienia lub zosta-
wić go w spokoju!
-Dziękuję, to wszystko - odparł pan Lodem zbity z tropu.

158

background image

Pan Hoel-Wigge nie mógł się doczekać, aż zacznie zadawać 

pytania Arnesonowi. Stary adwokat uśmiechnął się życzliwie 
do świadka.

- Nie zrozumiałem dobrze... Dlaczego pan tu jest? Co ma

wspólnego pańskie zeznanie ze sporem między panią GuUhaug
a panem Svartdalem?

Mons spuścił głowę, lecz zaraz podniósł wzrok.
W tonie jego głosu brzmiała uraza, kiedy odpowiedział:
- Ponieważ ja jestem tym mężczyzną, z którym Hedvig się

spodziewała dziecka!

Jego wypowiedź wywołała dziki chaos. Sędzia uderzał młot-

kiem, Hedvig rzuciła się do przodu, ale została powstrzymana 
przez strażnika. Torstein ukrył twarz w dłoniach. Inga patrzyła 
przed siebie zdezorientowana, lecz zrozumiała znaczenie słów 
Arnesona, które ciągle jeszcze unosiły się w powietrzu. Wresz-
cie wyjaśniła się sprawa ojcostwa. Boże, Kristian nie jest oj-
cem Torsteina! Inga wstrząśnięta uświadomiła sobie tę prawdę. 
Nie był nim również Halvdan...

- Uprasza się o okazanie sądowi respektu - zagrzmiał wład

czo sędzia - albo nakażę zamknięcie drzwi!

Natychmiast wszyscy zamilkli. Nikt nie chciał być wypro-

szony, by nie stracić okazji śledzenia dalszego ciągu sprawy.

Sędzia uczynił znak w stronę adwokata, że może kontynuo-

wać. Pan Hoel-Wigge zdawał się nie zrażać zamieszaniem.

-Czy Hedvig straciła dla pana zainteresowanie, kiedy do 
Stavern przybył pan Svartdal?
-Nnie, tak się nie stało - odpowiedział Mons niepewnie. 
Nagle jego głos przybrał ton szczególnej zjadliwości. - To 
oszalałe na punkcie mężczyzn  babsko nigdy nie traciło 
zainteresowania dla męskiej płci! Niejednego zaciągnęła na 
siano!
-Dość tego - ostrzegł sędzia oburzony. - Nie zezwalam na 
używanie takich określeń na tej sali!

Mons spuścił wzrok w poczuciu winy.
- Przepraszam. Naprawdę zależało mi na Hedvig. I ja, na

iwny biedak, myślałem, że i jej na mnie zależy. Kiedy pan Svart-

159

background image

dal ją odtrącił, znowu zaczęła do mnie przychodzić. Potem, gdy 
pojawił się Halvdan, zamożny dziedzic z Vestfold, zapomniała 
o mnie.

Od tego mężczyzny aż biło rozgoryczenie, pomyślała Inga 

oburzona. To musiał być dla niego cios, kiedy widział, jak 
Hedvig ugania się za chłopakami z lepszych rodzin. Z satysfak-
cją zerknęła na Hedvig. Matka Torsteina opadła wyczerpana na 
krzesło, lecz nadal się w niej gotowało. Mięśnie jej szczęk praco-
wały i wyglądało na to, że Hedvig chce coś powiedzieć, ale mil-
czała. Na razie.

- Na początku się przeraziłem, kiedy mi wyznała, że spo

dziewa się ze mną dziecka. Ogarnął mnie paniczny strach, że za
miast się kształcić, będę musiał zacząć zarabiać, żeby utrzymać
żonę i dziecko. Moi rodzice ciężko pracowali i odkładali każdy
grosz, żebym mógł się uczyć. Po pewnym czasie pogodziłem
się z tą myślą i cieszyłem się, że ożenię się z moją wybranką.
W każdym razie wierzyłem, że nią jest - zakończył Mons żałoś
nie.

Wtedy Hedvig wstała wyprostowana z dumnie uniesioną 

głową.

- Nie pojmuję, że pan, panie sędzio, może słuchać tego

bełkotu. Ten człowiek nie powiedział ani słowa prawdy. Wiem
wprawdzie, kim on jest, ale my nigdy... - Wzdrygnęła się w na
dziei, że ludzie wytłumaczą sobie jej obrzydzenie jako znak;
że nigdy nawet by go nie tknęła. - To tylko słowa tego... Arne-
sona przeciw moim.

Sędzia notował w swojej księdze protokołów.

- Przykro mi, pani Gullhaug, musimy uznać tę sprawę za

nierozstrzygniętą. To znaczy, że pani syn, Torstein, nie ma żad

j

nych praw do Svartdal...

Hedvig rzuciła się do przodu, zanim ktokolwiek zdołał jej 

przeszkodzić. Zupełnie niezrażona tym, że stoi zaledwie o meti 
od Kristiana, ponownie zwróciła się do sędziego z prośbą:

- Proszę pozwolić jeszcze raz złożyć zeznanie pastorowi

Mohrowi, który posiada ważne informacje. Mogą one podwa-

160

background image

żyć historię tego... - odwróciła się i trzęsąc się ze złości, wska-
zała na Monsa - .. .tego kłamcy. Sędzia odpowiedział 
zmęczony:

- Czemu to ma służyć, pani Gullhaug?
Hedvig była bliska płaczu.

- Mówimy tu o mojej przyszłości. O mojej godności i sza

cunku.

Kristian prychnął.
Hedvig wbiła w niego wzrok, lecz zwróciła się do sędziego:
-Proszę pana.
-Sędzia zezwala na nową turę pytań do pastora!
Inga nie miała odwagi spojrzeć na Kristiana, kiedy zapadła 

ta decyzja.

Pastor Mohr nie był z tego zadowolony. Wcale. Na jego twa-

rzy pojawił się wyraz cierpienia i pastor zakłopotany podrapał 
się pod koloratką.

- Przez dłuższy czas byłem spowiednikiem Hedvig. W cią

gu ostatnich lat uparcie twierdziła, że Kristian jest ojcem Tor-
steina. Dla mnie to nie do pomyślenia, żeby Hedvig okłamywa
ła sługę Bożego.

Hoel-Wigge spytał ostro:
- Czy to prawda, że pastor Rollefsen nie wpisał nazwiska

ojca dziecka do księgi parafialnej?

Pastor wytrzeszczył oczy jak okoń na lądzie.

- Uważa   pan,  że   kłamię?   Ja,   duchowny,   posiadający   dy

plom ukończenia uczelni teologicznej w Kopenhadze? Nie, no
wie pan co?

Hoel-Wigge wydawał się rozbawiony.

- Proszę odpowiedzieć: tak albo nie.

Pastor przełknął ciężko ślinę. Wzrokiem poszukał Hedvig, 

lecz ona wyraźnie opadła z sił.

-Przejrzałem wszystkie księgi parafialne, lecz nie znalazłem 
zapisu z dnia chrztu Torsteina.
-)a to mam! - Inga poderwała się z miejsca i triumfująco

161

background image

zamachała kartką w powietrzu. - Proszę spojrzeć! - mówiła da-
lej podniecona. - Kartka została równo wyrwana z księgi. Kto 
inny poza pastorem miał możliwość to zrobić?

Na sekundę zapadła absolutna cisza, lecz po chwili wybuch-

ła awantura. Pastor Mohr i Hedvig przekrzykiwali się nawza-
jem, a adwokaci zasypywali ich gradem pytań. Sędzia ponownie 
uniósł młotek, lecz wystarczył sam jego ruch, by głosy natych-
miast umilkły.

Inga przyglądała się zaskoczonej twarzy ojca. Ich oczy na 

moment się spotkały i Inga dostrzegła, że ojciec jest z niej dum-
ny. Uniósł ręce z radości, nie spuszczając z niej wzroku. Inga 
uśmiechnęła się szczęśliwa, że ją docenił. Dzięki Ci, dobry 
Boże, przebiegło jej przez głowę, że pozwoliłeś, bym to właśnie 
ja ocaliła rodzinny majątek!

Sędzia upomniał zebranych, żeby zachowali spokój.
- Pastorze Mohr, czy zdaje sobie pastor sprawę, jakiego do

konał przewinienia?

Inga zauważyła, że sędzia jest bardzo wzburzony. Ten star-

szy mężczyzna zmarszczył brwi z odrazą i z niedowierzaniem 
wpatrywał się w duchownego.

Pastor nie odpowiedział.

- Dalszy ciąg rozprawy odbędzie się za zamkniętymi drzwia

mi - oznajmił sędzia. - Proszę wszystkich oprócz świadków, po
wódki, pozwanego i ich adwokatów o opuszczenie sali. - Klasnął
w ręce, żeby popędzić ociągających się ludzi. Tłum zaczął leniwie
wychodzić.

Inga nie poruszyła się.

-

Inga musi zostać, żeby złożyć wyjaśnienia - rzekł sędzia.

Inga dumnie uniosła głowę. Skoro Niels jest sędzią i jej mę
żem, w takim razie i on musi zostać.

Pastor zabrał głos nieproszony.

-Jakim sposobem zdobyła pani tę kartkę? - Jego palce, 
wykrzywione niczym pazury, sterczały w powietrzu, jak 
gdyby miał zamiar wykraść jej cenny dowód.
-Drogi pastorze - roześmiała się Inga. - Sam mi ją pastor

162

background image

przekazał. Zapomniał pastor, że chciał wczoraj ulżyć swemu su-
mieniu? - niewinnie mrugnęła do niego.

Pastor Mohr ruszył ku niej bez słowa; jednocześnie prze-

straszył się reakcji Hedvig. Nie tylko przed sądem będzie mu-
siał odpowiedzieć, o nie.

Sędzia próbował zapanować nad chaosem.
- Proszę tu przynieść tę kartkę, żebym mógł ją zobaczyć.
Inga podeszła do sędziego zadowolona i podała mu ją.
Sędzia przebiegł tekst wyblakłymi oczyma.
-Pastor Rollefsen  rzeczywiście  wpisał  Halvdana  jako  ojca 
dziecka. Czy Halvdan zdawał sobie sprawę, że pani jest w 
ciąży, kiedy dawaliście na zapowiedzi?
-Taak - bąknęła niewyraźnie Hedvig.
-Muszę   przyznać   -   rzekł   sędzia   oburzony   -   że   nas   pani 
okłamała, pani Gullhaug. Sądziłem, że się pani do tego nie 
posunie. Na szczęście nie udało się pani dokonać zemsty na 
Kri-stianie... Na domiar złego doprowadziła pani pastora do 
upadku.

Pastor Mohr otworzył szeroko oczy ze zdumienia.

-Do upadku?
-Nie wyobraża sobie pastor chyba, że to ujdzie pastorowi na 
sucho?   O   poważnym   naruszeniu   obowiązków   należy 
powiadomić biskupa. Poważnie mnie pastor rozczarował, 
osobiście dopilnuję, by dostał pastor karę, na jaką zasłużył.

Inga   zauważyła,   że   Niels   doznał   wstrząsu,   i   trochę   mu 

współczuła. Zupełnie się nie spodziewał, że spotka się z takim 
egoizmem i ludzką podłością. Nie dowierzał, że coś podobnego 
mogło się wydarzyć w jego parafii. Inga wiedziała lepiej,  już 
dawno przejrzała Hedvig i pastora Mohra.

Włosy Hedvig, starannie i ładnie ułożone z samego rana, 

teraz przypominały dziką plątaninę.

-W takim razie żądam, by Mons zapłacił mi część należną 
za wychowanie Torsteina!
-Zdecyduj się wreszcie - rzuciła Inga ze złością. - Ilu właś-
ciwie ojców ma twój syn?

163

background image

Zuchwałość Ingi wprawiła Hedvig w takie zakłopotanie, że 

pani Gullhaug zamilkła.

- Nieczęsto orzekam wyrok na miejscu - wyjaśnił sędzia

wzburzony. - Lecz w tym wypadku to uczynię. Pozew przeciw
ko Kristianowi Svartdalowi zostaje odrzucony we wszystkich
punktach. Pastor Mohr może się spodziewać rozprawy, a pani,
pani Gullhaug... powinna się cieszyć, jeśli pan Svartdal nie po
zwie jej do sądu za zniesławienie.

Gdy   młotek   uderzył   po   raz   ostatni,   Hedvig   natychmiast 

zniknęła. Jej adwokat zakłopotany podążył za nią.

Kiedy Kristian wstał z ławy oskarżonych, Inga zadrżała, czując 
przyjemne napięcie. Co ojciec teraz zrobi? Dostrzegła, że zerka 
niepewnie   w   stronę   Laurensa   i   Monsa.   Niezdarnie   włożył 
kubrak i wyjął włosy, które zostały przygniecione pod komie* 
rzykiem.

Na zewnątrz panowało wysokie ciśnienie, w sali nie było le-

piej. Atmosfera była ciężka i Inga przyłapała się na tym, że wstrzy* 
mała oddech.

Kiedy Kristian ruszył przed siebie, Laurens wyciągnął do 

niego rękę.

Inga w napięciu obgryzała paznokieć kciuka. „Przyjmij ją", 

ojcze,   jęknęła   w   duchu.   „Nie   bądź   teraz   tak   bezsensownie 
dumny. Czy nie poznajesz po spiętej twarzy Laurensa, ile go 
kosztowało, żeby tu przyjść? Zapomnij o swojej dumie, idioto, i 
przyjmij   rękę,   którą   ci   podaje!"   Dreptała   w   miejscu 
zrozpaczona,  ale zdawała sobie sprawę, że nie wolno jej się 
wtrącać.

Wreszcie Kristian.niepewnie chwycił wyciągniętą rękę.

- Dziękuję, Laurensie. - Uparcie wpatrywał się w podłogi

Inga nie rozumiała, dlaczego nie ma odwagi lub nie chce spoj
rzeć szwagrowi w oczy. Czuła, że nogi się pod nią uginają, leci
na szczęście dzień zakończył się całkowitym uniewinnieniem,

Dzięki Laurensowi i dzięki niej.

background image

15

Plotki na temat zdarzenia w sądzie obiegły Botne niczym epi-
demia, dotarły nawet do Holmestrand. W każdym domu dys-
kutowano o wyroku. Większość ludzi uważała, że Hedvig tym 
razem posunęła się za daleko, podczas gdy inni podejrzewali, 
że w jej zeznaniach tkwi ziarno prawdy. Ingę ogarnęło wzbu-
rzenie, że zarzuty przeciw jej ojcu okazały się fałszywe. Kristian 
stał się bezbronną ofiarą kłamstw i pomówień i będzie mu bar-
dzo trudno się z nich oczyścić.

Gdy Niels i Kristian tego jesiennego wieczoru kończyli roz-

mawiać, Inga pilnowała, by zdążyć zamienić z ojcem kilka słów 
na pożegnanie, zanim wyjedzie. Łagodny wiatr lekko targał jej 
włosy i Inga, drżąc, mocniej naciągnęła szal na ramiona.

Ojciec uśmiechnął się szeroko.
- Jesteś bohaterem dnia, Ingo. Bez twojego udziału nie

miałbym chyba teraz dokąd wracać.

Inga zawstydziła się wobec tej jawnej pochwały. Nie tak czę-

sto ojciec sypał na prawo i lewo dobrym słowem.

- Nie mogłam inaczej, ojcze. Kocham dom mojego dzie

ciństwa, wiesz.

Kristian popatrzył na córkę zamyślony.

- Teraz zacząłem to rozumieć... Skłamałaś z mojego powo

du, Ingo? O tej kartce?

Inga rozgrzebywała czubkiem buta żwir.

- Tak. Skłamałam. - Odważnie podniosła głowę i opowia-

background image

dała dalej: - Coś mi podszeptywało, że pastor Mohr nie mówi 
całej prawdy. On coś ukrywał. Coś, co wzbudziło moją cieka-
wość.

- Tak wielką ciekawość, że postanowiłaś się tego dowie

dzieć?

Inga roześmiała się skromnie.

-Tak, można to tak nazwać. Ja... wdarłam się nocą do jego 
domu. I przeszukałam jego dokumenty.
-Ingo, chyba ci rozum odebrało! - jęknął Kristian. - Cóż, to 
nie pora, żeby cię ganić za zbytnią zuchwałość.
-Nie - przyznała Inga z dumą. - Nie zniosłabym myśli,  że 
Svartdal miałoby wpaść w chciwe łapska Hedvig.

Kristian pokiwał głową w zamyśleniu.

- Ja też przeżywałem ten koszmar, żebyś wiedziała. Ja...

nie   umiałem   nawet   sobie   wyobrazić,   jak   to   będzie.   Co   się 
stanie
z Kristofferem i Sorine? I ze starą Emmą... - smutno pokręcił
głową. - To ty ocaliłaś nas wszystkich.

Inga zdobyła się na odwagę.

- I Laurens.
W   tej   samej   chwili   między   brwiami   ojca   utworzyła   się 

zmarszczka niezadowolenia.

-Laurens? Wprawdzie zeznawał dziś na naszą korzyść, ale 
wygrana jest twoją zasługą, Ingo.
-Ale... - zaprotestowała Inga.
-Żadnego „ale" - przerwał jej Kristian stanowczo. - Czy po 
to tu teraz wyszłaś? Żeby opowiadać o jego rycerskości?

W Indze zakiełkowało ziarno buntu, ale nie ośmieliła się 

podjąć dyskusji. Ojciec podniósł głos wyraźnie poirytowany.

-   Myślisz, że jego przysługa pozwoli mi zapomnieć? - Kri-

stian podciągnął rękawy koszuli, aż spinki do mankietów szero-
kim łukiem wystrzeliły w powietrze. - Patrz! - krzyczał zbolały 
i zmusił Ingę, by spojrzała na jego nadgarstki. - To ślady po cien-
kiej lince, Ingo, lince, która wżarła się w moją skórę i która po 
wieczne czasy będzie mi przypominać o tej tragedii. Nie muszę ci 
chyba pokazywać pleców... - w jego głosie brzmiała groźba.

166

background image

Inga zamknęła oczy, czując pieczenie u nasady nosa. 

Nie chciała się rozpłakać przy ojcu.

- Nnie - zająknęła się zawstydzona.
Ojciec uspokoił się.

- O tym właśnie myślałem - rzekł z goryczą. - Z powodu

Laurensa zostałem skazany na sześć lat. Sześć lat w więzieniu,
ponieważ on mnie zdradził. Dzięki usilnym staraniom Nielsa
wyszedłem po upływie połowy tego czasu. Trzy lata to długo,
Ingo, kiedy twoje myśli krążą jedynie wokół tego, co się dzieje
z żoną i dzieckiem. W więzieniu odchodziłem od zmysłów, że
byś wiedziała, w dodatku miałem strażnika, który z upodoba
niem wyciskał ze mnie krew i łzy.

Inga nie wytrzymała i rozpłakała się. Szlochając, zatoczyła 

się w stronę drewnianego filara przy wejściu. Oparła się o nie-
go plecami i osunęła na ziemię, po czym ukryła twarz w dło-
niach.

Głosu ojca nie wypełniało już tak silne rozgoryczenie, lecz 

wzburzenie brzmiało niczym drżąca struna.

- Więc nie bądź tak naiwna, Ingo, by wierzyć, że mogę wy

mazać ze swej głowy miesiące i lata tortury z powodu wspania
łomyślnego zachowania Laurensa przed chwilą. Łaska, którą mi
dziś wyświadczył, nigdy tego nie zrównoważy.

Kroki ojca ucichły w oddali.

Hedvig czuła się zdruzgotana. Postawiła wszystko i bardzo wie-
le straciła. W ciągu jednego fatalnego dnia straciła honor i sza-
cunek. To nie z nieszczęścia Kristiana będą teraz się cieszyć 
i nie jego napiętnują, lecz ją wezmą na języki. Świadomość tego 
obezwładniała ją. Sprawiała, że czuła się zmęczona i pozornie 
obojętna.

Jej samopoczucie wcale się nie poprawiło, gdy tego samego 

wieczoru do salonu wpadł jak burza Torstein.

- A nie mówiłem, mamo? Twój plan miał niedociągnięcia.

167

background image

Torstein był tak wzburzony, że uderzył pięścią w szkatułkę. 

Wazon z kwiatami, stojący na stoliku, zakołysał się z boku na 
bok, przewrócił się i z trzaskiem spadł na podłogę. Kawałki 
szkła i kwiaty zaścieliły podłogę. Nikt nie pośpieszył po ścierkę, 
żeby posprzątać. Woda ściekała wolno w szpary między deska-
mi.

Hedvig podniosła ręce i histerycznie rozczapierzyła palce.
-Myślisz, że nie wiem? Nie mów mi czegoś, z czego aż na-
zbyt jasno zdaję sobie sprawę! - Jej oczy ciskały iskry w 
stronę starszego syna, który śmiał pouczać ją o czymś, co 
sama już wiedziała.
-Kusiłaś dwoma gospodarstwami, mamo - syknął Torstein. 
- Ja miałem  przejąć  Svartdal, a Torbjorn zarządzać 0vre 
Gullhaug. A teraz okazuje się, do diabła, że nie mam prawa 
nawet do tego gospodarstwa.
W   tej   samej   chwili   pojawił   się   Torbj0rn.   Młodszy   syn 

Hedvig stanowił nieco grubsze i mocniej zbudowane wydanie 
brata. Z pobielałymi od gniewu nozdrzami krzyknął urażony:

- Staliśmy się pośmiewiskiem dla całej wsi, mamo! Ludzie

wymyślają ci najgorszymi wyzwiskami. Tym razem nie zamie
rzam cię bronići bo pewnie mają rację!

Otwarta dłoń matki trafiła go w sam środek policzka.

- Nie odzywaj się w ten sposób do matki! Jasne? - Hedvig

groźnie wycelowała w jego twarz palec wskazujący.

Torbjern patrzył na nią przez chwilę przerażony, lecz w koń-

cu umknął wzrokiem.

- Musimy przez to jakoś przejść, a praca w 0vre Gullhaug

musi się toczyć dalej jak zawsze.

Sarkazm drżał w powietrzu.

- Pozostaje nam się modlić do wszystkich świętych, żeby

Kristianowi nie przyszło przypadkiem do głowy zanurzyć się,
w takim gównie jak my - uśmiechnął się Torstein złośliwie. - Bo
wtedy możemy się szykować na kolejną sprawę. O zniesławie
nie. Dzięki Ci, dobry Boże - westchnął ciężko i zmęczony prze
tarł oczy - że nadal mam 0vre Gullhaug.

168

background image

W oczach młodszego brata pojawił się wrogi błysk.

- O nie, starszy bracie! Razem z matką za moimi plecami

wymyślaliście kłamstwa, snuliście plany, w których nawet nie
wolno mi było uczestniczyć, a teraz żądasz prawa do dziedzi
ctwa. Możesz o tym zapomnieć, Torsteinie, ponieważ nie jesteś
synem Hah/dana. Od tej pory to ja jestem właścicielem tego go
spodarstwa!

Torstein otworzył usta ze zdumienia i patrzył to na matkę, 

to na brata.

-Torbjorn - poprosił ochryple. - Chciałem tylko zadbać o 
dobro nas obu. Ty miałeś dostać 0vre Gullhaug.
-To ci się w każdym razie udało - odparł Torbjorn zagad-
kowo. - Nigdy bym się nie dowiedział o moim prawie do 
dziedzictwa, gdyby nie wasze zwodnicze plany.

Torstein opadł rozgoryczony na krzesło. Zrozpaczony prze-

jechał dłonią przez włosy i je nastroszył.

- Chciałem dla ciebie jak najlepiej, Torbjornie. Musisz mi

uwierzyć! Zgodziłem się na to, żebyś ty też miał własne gospo
darstwo.

Torbjorn popatrzył na brata, mrużąc oczy.

- Twoja szlachetność mnie wzrusza - rzekł z sarkazmem. -

Ale szlachetniej z twojej strony by było, gdybyś mnie wtajemni
czył, co z matką szykujecie. Oszukaliście mnie!

Przyszła kolej na Hedvig.

- Zamilczcie,   chłopcy!   Musimy   zapomnieć   o   tej   historii

i  z podniesionymi  głowami  iść  dalej. Halvdan  cię  usynowił,
Torsteinie, a więc ty odziedziczysz gospodarstwo. Nie, żadnych
protestów, Torbjorn - ostrzegła, gdy młodszy syn zamierzał się
sprzeciwić. - Życie musi się toczyć dalej, jak gdyby nic się nie
zdarzyło. Zapomnijcie o tej sprawie.

Bracia wymienili spojrzenia. W oczach jednego malowało 

się rozczarowanie, w oczach drugiego - zawód.

169

background image

Milczenie niczym ściana dzieliło Laurensa i Ragnhild w drodze 
do domu. Dla przyzwoitości wymienili kilka słów, gdy Mons 
siedział razem z nimi w wozie. Lecz kiedy się z nim pożegnali 
na stacji kolejowej, oboje zawzięcie zamilkli. Weszli do domu i 
Ragnhild   pośpiesznie   zdjęła   wierzchnie   okrycie.   Po   jej 
ściągniętej   twarzy   Laurens   poznał,   że   jest   niezadowolona. 
Kiedy się odwróciła, żeby czym prędzej sobie pójść, objął ją 
wokół talii. Tupnęła na niego ze złością, usiłując odepchnąć 
jego ręce.

-Odezwij się do mnie, żono!
-Dlaczego mi nie powiedziałeś, że zamierzasz zeznawać? 
Jako twoja żona miałam prawo wiedzieć.
Laurens szepnął jej do ucha:
- Wtedy byś mnie powstrzymała!
Ragnhild sprytnie odwróciła się.

- Uważasz, że to dziwne? Nie pojmuję, co w ciebie wstąpi

ło, ale pomyślałam, że uporałeś się z rodzinnym sporem. Mia
łam nadzieję, że urazy zbledną w miarę upływu lat, lecz ostat
nio sytuacja pogorszyła się. Pewnie wkrótce skończy się tym,
że Kristian i ty znowu zaczniecie się awanturować.

Laurens posmutniał.

- Raczej wprost przeciwnie! Myślę, że moje zeznanie może

zbudować   między  nami   most   porozumienia.   Najpierw   niewi
dzialną więź, lecz stopniowo mocniejszy i pewniejszy most.

Ragnhild zdumiała się.

- Jesteś szalony. Ty, który znasz Kristiana lepiej niż inni,

powinieneś wiedzieć, że on nigdy się z tobą nie pogodzi. Go
rycz jest dla niego jak pożywienie. To jedyne, co trzyma go przy
życiu.

Laurensa ogarniała coraz większa bezsilność, gdy słuchał 

słów żony.

- Być może masz rację, Ragnhild, ale czy naprawdę sądzisz,

że powinienem pozwolić, by Svartdal wymknęło mu się z rąk?
Mimo wszystko  przez wiele lat  mieszkała tam moja siostra!
Jej dusza tam pozostała!

170

background image

Ragnhild przeraziła reakcja męża. Łagodnie położyła mu 

ręce na ramionach i spojrzała mu prosto w oczy.

-Masz rację, Laurensie. Wybacz mi. Nie pomyślałam o Jen-
ny...
-Już nie myślisz o niej zbyt często - zauważył smutno. 
- Lecz ja wspominam ją każdego dnia. Ona we mnie żyje, 
rozumiesz.   Zawsze.   Gdybym...   gdybym   nie   pomógł 
Kristiano-wi, ją również bym zawiódł. Znowu.
-Już dobrze - uspokajała Ragnhild i przytuliła się do piersi 
męża. - Myślisz nie tylko o sobie, Laurensie, i dlatego tak 
bardzo cię kocham.  Wreszcie lepiej rozumiem,  co tobą 
kierowało. Zrobiłeś swoje, mój dobry mężu. Jeżeli Svartdal i 
Storedal mają  się kiedyś pojednać, teraz kolej Kristiana, 
żeby wyciągnąć rękę. Prawda?

Laurens skinął w milczeniu tuż przy jej włosach.

Sigrid zwinęła się w kłębek na łóżku. Czuła się odrętwiała i zmę-
czona. W sali rozpraw rozpętało się prawdziwe piekło nienawi-
ści. W napięciu śledziła zeznania świadków, jednak nie miała 
pojęcia, komu przyznać rację. Jako przyszła żona Torsteina czu-
ła, że w pewnym sensie powinna być wobec niego lojalna. Było-
by świetnie, gdyby mogli razem zamieszkać w Svartdal, musiała 
to przyznać, ale głównie dlatego, że miała nadzieję, że Hedvig 
zostałaby z Torbjornem. Szczerze mówiąc, Hedvig zaczynała jej 
działać na nerwy. Nie dlatego, że przyszła teściowa awanturo-
wała się i narzekała, lecz ze względu na jej zawiły sposób wyda-
wania poleceń. Początkowo Sigrid traktowała je jako życzliwe 
rady, ale kiedy zastanowiła się nad tym, jak są formułowane, 
doszła do wniosku, że to po prostu polecenia. Ostatnio bardzo 
ją to irytowało.

Razem z Torsteinem nie udałoby się im stworzyć w Svartdal 

domu, w którym panowałby spokój i zgoda. O nie. Teściowa na 
pewno miałaby setki propozycji dotyczących nowych rozwią-

171

background image

zań i ulepszeń. To nie byłby jej dom, pomyślała Sigrid smutno, 
lecz Hedvig.

Oczywiście mogłaby dyskretnie przekonać Torsteina, żeby 

to jej słuchał, lecz Hedvig miała dużo większą zdolność przeko-
nywania. Poza rym Torstein przywykł do słuchania matki, więc 
Sigrid nie zdobyłaby znaczącego prawa głosu.

Podczas rozprawy siedziała obok Ingi. Ponieważ na ław-

kach było ciasno z powodu dużej liczby widzów, Sigrid mog-
ła zaobserwować każdy ruch ciała macochy. Czasami drgnęła 
z rozgoryczenia, złości lub bezsilności, kiedy Hedvig atako-
wała Kristiana. Sigrid współczuła Indze, ponieważ nietrudno 
było zauważyć, jak cierpiała, gdy padały oskarżenia. Chwilami 
Inga zaciskała pięści z wściekłości. Dwa razy Sigrid słyszała, jak 
przeklina.

Sigrid wyciągnęła się i oparła głowę na poduszce. Torstein 

nie był tym mężczyzną, którego, jak się zdawało, znała. Wpraw-
dzie nie świadczył przeciw Kristianowi, lecz trzymał stronę swo-
jej matki. Potwierdziło się to wtedy, kiedy spotkali się w lesie. 
Był święcie przekonany, że Hedvig za pomocą kłamstw i gróźb 
zdobędzie Svartdal. Zatem teraz sam stał się zdradliwym kłam-
cą. Jak po tym wszystkim będzie mu mogła znowu zaufać?

Najgorsze jest to, pomyślała Sigrid, odsuwając na bok włas-

ny ból, że wziął udział w intrydze, która tak głęboko zraniła 
Ingę. Żarłoczny niczym wilk pragnął oderwać ją od domu dzie-
ciństwa. To podłe, uznała Sigrid, z trudem łapiąc oddech, po? 
nieważ wszyscy wiedzieli, że Inga bardzo silnie była związana 
ze Svartdal. I z mądrą, życzliwą gosposią Emmą.

Sigrid uniosła się na łokciu. Co by się stało z ludźmi, któ-

rzy tam mieszkają, gdyby Hedvig wygrała sprawę? Czy Kristian 
posiadał wystarczająco dużo środków, żeby utrzymać dwóch 
synów, synową i służbę, mieszkając gdzie indziej? Zgoda, pa-
robcy i Lovise są młodzi i silni. Mogliby nająć się do służb) 
w innych dworach, ale co z Emmą? Czyżby Torstein naprawdę 
uważał, że starą służącą należy wyrzucić z miejsca, gdzie miesz-
kała i pracowała przez prawie sześćdziesiąt lat? To by ją zabiło

;

172

background image

uświadomiła sobie Sigrid ze zgrozą, ponieważ starym ludziom 
niełatwo jest przyzwyczaić się do nowych, nieznanych miejsc.

Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego, co Torstein 

zrobił, orzekła Sigrid. Zdradził Ingę i rozczarował resztę rodzi-
ny Svartdalów. Sama czuła się oszukana!

W jednej chwili Sigrid uświadomiła sobie, co powinna zro-

bić.

Nad dziedzińcem Svartdal zapadał zmrok, a szarobiałe obłoczki 
mgły igrały niczym elfy na jeziorze. Ścieżki między budynka-
mi prawie nie było widać pod wysokimi, potężnymi drzewa-
mi. Kot podwórzowy miauczał i ocierał się o nogi Kristiana. 
Gospodarz pochylił się z uśmiechem i podrapał spragnionego 
pieszczot kota za uchem.

- No co, Puszku, wyszedłeś na polowanie? Chodź do domu,

dostaniesz miseczkę mleka.

Zdawało się, jakby kot zrozumiał słowa pana, gdyż uniósł 

prosto ogon do góry i posłusznie wskoczył na ganek. Przed 
wejściem Kristian odwrócił się plecami do drzwi i z zadowo-
leniem spojrzał na okolicę. Nad domami, dziedzińcami, wzgó-
rzami i nad lasem unosiła się niesamowita poświata, ale to nic. 
To wszystko, jak okiem sięgnąć, było jego. Po wieczne czasy.

Kristiana ogarnęło wzruszenie i oszołomienie, kiedy zauwa-

żył, że wszyscy na niego czekają.

- Już dawno powinniście spać - zażartował i mrugnął chy

trze.

Emma jako pierwsza pogratulowała mu zwycięstwa. I jako 

jedyna go przytuliła. Grubymi, miękkimi ramionami objęła 
go za szyję i ten jeden jedyny raz Kristian odwzajemnił uścisk. 
Przytulił ją tak mocno, że się roześmiała.

- Jestem taka szczęśliwa - wyznała Emma, a w kącikach jej

oczu zalśniły łzy. - Szczęśliwsza niż kiedykolwiek właśnie dla
tego, że tak bardzo się bałam.

173

background image

Kristoffer, Krister, S0rine i cała służba potakiwali zgodnie.

- Siadaj, gospodarzu - rzekła Emma serdecznie.  - Ponie

waż trzeba to uczcić!

Kristian   zauważył,   że   nie   brakowało   jedzenia.   Emma   i 

Sorine wniosły półmiski z peklowaną szynką, łososiem i ja-
jecznicą, masłem i świeżo zebraną śmietaną. Na stole pojawiło 
się również chrupkie pieczywo i mocna kawa.

-Co za przyjęcie - uśmiechnął się Kristian, rozkoszując się 
widokiem przysmaków. - Można by pomyśleć, że to czyjeś 
wesele.
-Uważaj, bo słowa się spełniają - zażartowała Emma.

W   tej   samej   chwili   w   drzwiach   do   salonu   pojawiła   się 

Mina.  Onieśmielona uśmiechnęła się do Kristiana, jak gdyby 
nie była pewna, czy zechce ją zaprosić.

-Kristoffer   po   mnie   przysłał   -   wyjaśniła,   zacinając   się. 
-Chciał, żebym już tu była, kiedy przyjedziesz z Gaup&s.
-To bardzo miło - jąkał się Kristian i zaczerwienił się za-
kłopotany.   Uff,   nie   bardzo   wiedział,   jak   zająć   się   bliską 
sercu osobą w obecności innych. Świetnie, że przyszła, lecz 
równocześnie poczuł się trochę niezręcznie.

Emma wybawiła go z kłopotu i z uśmiechem zaproponowa-

ła gościowi miejsce obok gospodarza.

W milczeniu rozkoszowali się posiłkiem. Puszek dostał mi-

seczkę śmietany i jasnoróżowym języczkiem zlizywał z apety-
tem swój rarytas. Embrik i Lorang nie mogli się doczekać, kiedy 
dowiedzą się o wszystkim, co się wydarzyło. Gdy Kristian się 
najadł, opowiedział o przebiegu sprawy i wyroku.

-Hedvig z wielką ochotą zatańczyłaby na mogile Hah/da-na 
- zagrzmiał Lorang zdenerwowany. - Ten człowiek by się w 
grobie przewrócił, gdyby wiedział, co z niej za latawica.
-O - zauważył Kristian dwuznacznie. - Pewnie coś podej-
rzewał.   Nie   mógł   chyba   przeżyć   z   nią   całego   życia,   nie 
widząc jej wad. Musiałby być ślepy.

- A czy człowiek zakochany nie jest ślepy? - spytał Kristo

ffer wprost.

174

background image

- Ach ty! - zgromiła go Sorine, udając obrażoną, i dała mu

kuksańca.

Wszyscy się roześmiali.

- Czy pozwiesz ją do sądu? - spytał Lorang zaciekawiony.
Kristian dobrze się zastanowił.

-Zasłużyła  na karę, to prawda, ale... Dostałem nauczkę  i 
uważam,  że najlepiej  zrobię,  jeśli  zostawię  ją w spokoju. 
Przypuszczalnie   dalej   knułaby   zemstę,   a   nigdy   nie 
wiadomo,   co   takiej   szalonej   kobiecie   może   wpaść   do 
głowy!
-Sąd oczyścił cię z zarzutów, Kristianie, a Hedvig zostanie 
napiętnowana   przez   ludzi   ze   wsi.   Jaka   kara   może   być 
dotkliwsza niż ludzkie drwiny? - Emma upiła łyk kawy.
-Masz rację, Emmo, niech zatriumfuje wspaniałomyślność. 
- Kristian roześmiał się chytrze. Wiedział, że ludzie spo-
dziewają się zdecydowanej reakcji z jego strony, lecz tym 
razem się przeliczą.

Zegar wskazywał północ, kiedy wstali od ątołu. Było na-

prawdę przyjemnie, pomyślał Kristian zadowolony, czując, jak 
wypełnia go niewypowiedziany spokój. Spokój duszy.

-Przygotowałam   dla   Miny   pokój   gościnny   -   oznajmiła 
Emma z dziwnym uśmiechem na ustach. - Zaprowadzisz ją, 
Kristianie?
-Oczywiście   -   bąknął   Kristian,   przeklinając   rumieniec, 
który niczym gorąca woda rozlał się na policzki.

Gospodarz unikał wzroku Emmy, kiedy ruszył korytarzem, 

żeby   odprowadzić   Minę.   Onieśmieleni   zatrzymali   się   przed 
drzwiami do pokoju gościnnego, który sąsiadował przez ścianę 
z sypialnią Kristiana.

-Dobranoc, Mino.
-Dobranoc - odparła Mina ledwie słyszalnie.

Kristian pochylił się i pocałował ją w czoło. Zawstydzony 

trochę się odsunął. Może powinien się zadowolić pocałowa-
niem na pożegnanie jej ręki? Bezwiednie, zniewolony bliskoś-
cią Miny, pochylił się ku niej jeszcze raz. Zatrzymał usta w po-
bliżu jej ust, lecz nie odważył się posunąć dalej. Wówczas Mina

175

background image

położyła rękę z tyłu jego głowy i przycisnęła wargi do jego warg. 
Słodko i namiętnie.

Obojgu zaparło dech z pożądania i podniecenia.
- Czy mogę cię odprowadzić do pokoju? - spytała Mina, 

mocując się z guzikami jego koszuli. Minęło kilka ułamków 
sekund, zanim Kristian zrozumiał, do czego to prowadziło, Co 
to właściwie  oznaczało...  Uśmiechając   się,  skinął   głową,   ujął 
szczupłą dłoń Miny i ruszył do swego pokoju.

Drzwi cicho zamknęły się za nimi.

background image

16

Kristian był zadowolony, kiedy następnego ranka zaprzęgał do 
wozu Bułanka i Srebrnego Księcia. Gwiżdżąc, przywiązywał lej-
ce do kozła, żeby konie stały spokojnie w czasie, gdy on wstą-
pi do domu po pieniądze i listę zakupów przygotowaną przez 
Nielsa.

Zanim dzień wcześniej opuścił Gaupås, dowiedział się, 

że Gulbrand wybiera się w długą i męczącą podróż do Tensberg 
na targ. Niels martwił się, wysyłając służącego tak daleko, po-
nieważ staruszek miał już słaby wzrok i słuch. Dlatego Kristian 
wspaniałomyślnie zaofiarował się, że pojedzie zamiast Gulbran-
da. Niels poczuł się zakłopotany i solennie się zarzekał, że nie 
do tego zmierzał, ale Kristian roześmiał się i zapewnił sędziego, 
że on również wcale tak nie pomyślał.

- Pozwól mi wyświadczyć ci tę przysługę - powiedział.
Po chwili namysłu Niels się poddał i w końcu zaczął Kristia-

nowi dziękować za jego uczynność.

- Myślałam, że trochę odpoczniesz - rzekła Emma. - Mu

sisz jechać do Tonsberg? Właśnie dzisiaj?

Kristian roześmiał się cicho.

- Tak. Poza tym mam również inne plany związane z tą po

dróżą. ..

Służąca popatrzyła na niego, nie rozumiejąc, ale Kristian ni-

czego więcej nie zdradził.

Świeciło słońce i grzało Kristiana w plecy, jednak kiedy znik-

177

background image

nęło za chmurą, zrobiło się chłodniej. Zbliża się jesień, pomy-
ślał Kristian ze smutkiem. Ten rok przyniósł wiele niespodzia-
nek.   Niektóre   wstrząsające   i   straszne,   lecz   również   kilka 
takich,   dzięki   którym   stał   się   lepszym   człowiekiem.   Tak   w 
każdym   razie   sam   myślał,   ale   nie   miał   zamiaru   pytać   o   to 
znajomych.   Mogło   się   zdarzyć,   że   odpowiedzieliby   bardziej 
szczerze, niżby mu się podobało.

Na kwadratowym placu targowym panował ożywiony ruch. 

W Tonsberg zawsze tak jest, pomyślał Kristian i poszukał za-
cisznego miejsca dla koni. Niels zapisał na liście mięso wieprzo-
we i wołowe, żywe kurczaki i króliki. Z rzeźnikiem poszło Kri-
stianowi szybko, ponieważ potrafił się nieźle targować. Dwie 
podzielone na części świnie i wołowina zmieniły właściciela.

Chłop sprzedający kurczaki i króliki wydawał  się niemal 

obrażony z powodu niskiej ceny, którą mu Kristian zapropono-
wał.

-Do licha - narzekał Kristian. - Przecież to jakieś chuder-
lawe kawałki futra! A te kurczaki prawie oskubane z piór.
-Świetnie odhodowane - zaprotestował chłop oburzony.
-Być   może   -   stwierdził   nonszalancko   Kristian.   -   Ale   w 
takim   razie   musi   pan   przestać   je   upychać   po   osiem-
dziewięć sztuk w jednej klatce. Porozszarpują się nawzajem 
na strzępy, sam pan widzi.

Chłop zajrzał do klatki, lecz nie odpowiedział na krytykę.

-Mogę  kupić u kogoś innego  - rzekł Kristian i obojętnie 
wzruszył ramionami.
-Proszę zaczekać! - krzyknął chłop i przywołał go ręką z 
powrotem.   -   Doda   pan   jeszcze   po   dwie   korony,   to 
dojdziemy do porozumienia.

Trzy korony oszczędności, pomyślał Kristian zadowolony i 

zapłacił.   Z   łatwością   podniósł   drewniane   skrzynki   i   na   wy-
ciągniętych rękach zaniósł je do wozu. Świetnie, zlecenie wy-
konane. Zwykle pozwalał sobie na jedno piwo w gospodzie, 
ale nie dzisiaj. Czekało go inne, ważniejsze zadanie.

Na skrzyżowaniu z Oseberghaugen ogarnęła go niepewność.

178

background image

Powoli napiął lejce i konie posłusznie się zatrzymały. Czy powi-
nien pojechać dalej prosto, czy skierować się na prawo? Czując 
rosnącą panikę, starał się sobie przypomnieć, co mówiła Mina, 
ale mu się nie udało. Cóż, nie poprosił jej o szkic, ponieważ nie 
wiedział, że będzie przejeżdżał w pobliżu Wulfsberg. Tak czy 
owak wspomniała raz, że... Nie, jej słowa jakoś mu umknęły. 
Ponownie się skoncentrował. Wydawało mu się, że mówiła, że 
musiała  iść  w  dół  w  stronę  prehistorycznego  wykopaliska  z 
czasów wikingów.

Kristian sporo słyszał o tym owianym legendą odkryciu. W 

gazetach ukazało się na ten temat mnóstwo artykułów, gdyż 
mówiono, że to najwspanialsze znalezisko z okresu wikingów 
w Norwegii. Sam statek przetrwał w bardzo dobrym stanie w 
niebieskiej   glince   i   torfie   -   to   dębowy   szkuner,   Kristian 
pamiętał, że liczył ponad dwadzieścia metrów długości. Stewy 
były wysokie, bogato zdobione zwierzęcym ornamentem.

Najbardziej niezwykłym wydawało się odkrycie grobowca, 

który zawierał dwa szkielety kobiet. Wikingowie wyraźnie wie-
rzyli w życie po śmierci, ponieważ żegnający swych zmarłych 
wkładali im do grobów balie, wiadra, łóżka, skrzynie z mate-
riałami i narzędzia do drobnego rzemiosła. Czterokołowy wóz 
z kunsztownymi rzeźbieniami znaleziono razem z końmi, psa-
mi i wołami.

Kristian rzucił spojrzenie przez ramię. Ogarnął go podnios-

ły nastrój. Pomyśleć tylko, że przed blisko tysiącem lat ludzie 
zbierali się w tym miejscu, żeby opłakiwać zmarłych. Naukow-
cy twierdzili, że jedna z kobiet została tu złożona w ofierze 
jako   niewolnica   dla   drugiej,   która   zapewne   pochodziła   z 
królewskiej rodziny.

Kristian poprawił się na koźle, skręcił w prawo i pojechał w 

górę   stromą   uliczką.   „Vestre   Wulfsberg"   -   wyryto   na 
drewnianej tabliczce. Czując ssanie w żołądku z napięcia, po-
prowadził konie wzdłuż długiej żwirowej drogi. To urzekające 
miejsce, stwierdził, dokładnie tak opisała je Mina. Główny

179

background image

budynek, dwukondygnacyjny, nie był duży, lecz dobrze utrzy-
many. Na wprost znajdowała się poszarzała ze starości stodoła 
z dobudowaną do niej pralnią. Za domami jak okiem sięgnąć 
rozciągało się pole.

Kristian doznał wrażenia, jakby drgnęła w nim jakaś smut-

na struna. To tutaj mieszkała Mina, to dla tego miejsca żyła... 
Podskoczył przestraszony, gdy zgrzytnęło w zamku drzwi wej-
ściowych. Nie przygotował sobie żadnej wiarygodnej wymów-
ki, żeby się wytłumaczyć, co tutaj robi. Wolał wymyślić coś na 
poczekaniu, w zależności od tego, kogo spotka.

Jakaś starsza, chuda kobieta z włosami gładko zaczesanymi 

do tyłu zawołała do niego:

- Czego pan chce?
Oj, pomyślał Kristian zaskoczony, czyżby była równie suro-

wa,   na   jaką   wygląda?   Postanowił   zatem   uśmiechnąć   się 
szeroko  i  grzecznie się przywitać.  Ukłonił  się z galanterią  i 
pocałował kobietę w rękę.

Bezbarwne wargi kobiety rozciągnęły się w pobłażliwym 

uśmiechu.

-Szukam Gustava Sleishego. Czy pan jest w domu?
-To pan nie wie? - spytała kobieta zdumiona.
Strach ścisnął Kristiana za serce. Mina wspomniała, że tej 

nocy,  kiedy uciekła z córkami, popełniła poważne przestęp-
stwo, jednak chyba nie zabiła tego człowieka? Kristian oszoło-
miony oblizał wargi.

-Nie...  Nie   spotykam  się   z  panem   Sleishem  zbyt  często. 
Łączą nas tylko interesy, widziałem go ponad rok temu.
-Ach tak - odparła kobieta, ściągając usta. Pośpiesznie ro-
zejrzała   się   dookoła.   -   Myśleliśmy,   że   nie   przeżyje   - 
wyznała,  a   w   jej   zapadniętych   oczach   rozbłysła   żądza 
sensacji.

- O? - Kristian nie wymyślił nic mądrzejszego.
Rozmówczyni pochyliła się ku niemu tajemniczo. Zdawało

się, że nie przejmuje się tym, że rozmawia z obcym. Na szczęś-
cie.

- Ta bezwzględna kobieta zrzuciła go z wysokich schodów.

180

background image

Mój pan strasznie niebezpiecznie upadł, da pan wiarę, i ude-
rzył tyłem głowy o podłogę. Tygodniami leżał ze złamaną nogą, 
nie odzyskując świadomości. Lecz cudownym zrządzeniem 
losu ocknął się. Niestety z powodu upadku oślepł na jedno oko. 
Okrutne, prawda?

- Tak - skłamał Kristian jak z nut, a jednocześnie czuł roz

pierającą go radość. Nie bardzo żałował tego podłego udzia
łowca. Wprawdzie nieżyjący już mąż Miny oszukał pozostałych
armatorów, w tym również Sleishego, ale Gustav nie powinien
wyrzucać na ulicę Miny i jej córek. Tym bardziej, że jej mąż tej
samej nocy się zastrzelił... No tak, nadal istniało wiele pytań,
lecz na wszystkie może odpowie mu Mina, kiedy znowu zosta
ną sami.

Żeby się upewnić, Kristian odważył się zapytać:
- Kto popełnił taką niegodziwość wobec pana Sleishego?
Kobieta prychnęła:

- Poprzednia   gospodyni,   która   tu   mieszkała.   Mina

Wulfsberg. Powinna się cieszyć, że mój pan jest tak wspaniało
myślny i nie wynajął adwokata. Zostałaby ukarana za tak okrut
ny postępek!

Kristian stłumił westchnienie. A więc Sleishe nie zamierzał 

posunąć się dalej w swych prześladowaniach. I dobrze, inaczej 
sąd dowiedziałby się o jego szantażu.

-Gdzie jest pan Sleishe?
-W Kristianii. Pewien zdolny doktor zamierza wyleczyć 
jego oko.
-Długo tam zostanie?

Kobieta zdumiona zmierzyła Kristiana wzrokiem.

- Tak, wydaje mi się, że tak.

Kristian dowiedział się tego, po co tu przyjechał.

-Proszę pozdrowić pana Shleishego i życzyć mu powrotu 
do zdrowia. Skontaktuję się z nim po Nowym Roku.
-A jak się pan nazywa?! - krzyknęła za nim kobieta, kiedy 
wóz okrążał dziedziniec.

Kristian tylko machnął ręką na pożegnanie.

background image

Inga podkradła się do kuźni. Wzrokiem pieściła szerokie, mu-
skularne plecy Bjornara. Mężczyzna o zręcznych rękach, pomy-
ślała z uznaniem i nagle ogarnęło ją pożądanie.

Bjornar podskoczył, kiedy chichocząc, klepnęła go w twar-

dy pośladek.

-Inga.   Szalona   Inga...   -   zarechotał   zadowolony.   Odłożył 
miech i objął ją.
-Ach ty - roześmiała się Inga. - Pobrudzisz mnie. Ludzie 
natychmiast się zorientują, gdzie byłam, kiedy pokażę się w 
takim czarnym fartuchu.

-Ty mała kusicielko, uwodzicielko... 
Inga powstrzymała go łagodnie.
-Długo tęskniłeś?
Było coś takiego w Bjornarże, co ją ośmielało i wypełniało 

szaleństwem.

- Zbyt długo - odparł błyskotliwie.

-Przepraszam - wyznała, spuszczając wzrok i przybierając 
smutny   ton   głosu   -   lecz   żniwa   i   ta   przeklęta   rozprawa 
zabrały mi dużo czasu.
-No, ale wreszcie już koniec - stwierdził Bjornar i wykradł 
jej całusa. - Zobaczymy się dziś wieczorem?
-Hm, nie wiem - odparła Inga uczciwie. - Muszę zaraz iść 
do Svartdal i załatwić pewną sprawę dla Nielsa.
-Tak? A po co?

Inga wyjęła wypchaną sakiewkę i zamachała nią przed ocza-

mi Bjornara.

- Muszę ojcu zanieść pieniądze. Kristian założył za Nielsa

sporą sumkę. Za mięso.

Bjornar otarł twarz brudną ręką. Od czoła w dół do nosa 

powstała brudna smuga.

-Tym, co mają pieniądze, to dobrze.
-Nie narzekaj - rzekła filuternie. - Ci, którzy pomagali

182

background image

przy żniwach, dostaną swoją zapłatę. Wiem, że Niels był bardzo 
zadowolony z twojej pracy. Nie wyjedziesz stąd bez grosza. 
Bjornar uśmiechnął się.

- Monety pozwolą zimą zaspokoić głód, ale chwile spędzo

ne z tobą są więcej warte.

Inga zaczerwieniła się z powodu pochwały.
-Jesteś miły. Jednak nie zarzuciłam jeszcze nadziei, że bę-
dziesz mógł zostać u nas przez zimę. Postaram się, żeby 
Niels zawarł z tobą umowę.
-Moja   śliczna   -   odparł   Bjornar   i   pogładził   kciukiem   jej 
brodę. - Śpiesz się teraz do Svartdal, by wzrosły nasze szanse 
na wieczorne spotkanie... - jego głos był pełen obietnic.

Inga przymocowała sakiewkę do paska i dobrze wypchany 

trzos dyndał z boku na bok, kiedy ruszyła w drogę. Monety dźwię-
czały i szeleściły banknoty. Nie śpieszyła się. Czasem lubiła być 
sama, zwłaszcza gdy wiedziała, że Eugenie zajęła się Emilią. Chwi-
lami zastanawiała się, co by zrobiła bez tej oddanej służącej. Wy-
raźna różnica, która zwykle dzieliła gospodynię i służącą, zatarła 
się między nimi. Stały się wiernymi przyjaciółkami. Las przybrał 
tak piękne jesienne barwy, że Inga zatrzymała się na kilka minut, 
by rozkoszować się tym widokiem. Liście drzew zrobiły się żółte 
i pomarańczowe, a owoce jarzębiny płonęły czerwienią.

Nagle Inga zatrzymała się. Wyraźnie usłyszała rżenie. Na-

dal znajdowała się zbyt daleko od domu dzieciństwa, by był to 
głos Czarnego lub któregoś z innych koni, które znała. Poczuła, 
że policzki jej płoną. Czyżby to Martin? Może patrzył w stronę 
Gaupås i zauważył, że Inga wybiera się w drogę przez las? Nie, 
nie powinna być tak zarozumiała, pomyślała. Poza tym ostatnio 
rozstali się w niezgodzie. To niewiarygodne, ale jakimś cudem 
dowiedział się, że rzuciła się w objęcia jednego z pomocników 
przy żniwach.

Zdenerwowana poszła dalej. Nieopodal jeziora w Svart-dal 

dostrzegła  cętkowanego  konia. Czy to nie...?  Oczywiście,  to 
Mikrus. Co tutaj robi ten źrebak z  Gaupås? Czyżby wydostał 
się z zagrody i przybłąkał do lasu?

183

background image

- Bjornar!   -   zawołała   Inga   zaskoczona,   kiedy   ujrzała 

znajo
mą postać.

Przywiązał   konia   do   cienkiego   pnia,   a   sam   oparł   się 

plecami  o sosnę. Suche źdźbło trawy poruszało się w górę i w 
dół w jego ustach, kiedy je gryzł.

-Co tu robisz? - spytała zdumiona, stając tuż obok niego i 
spoglądając w dół.
-Wybacz mi, Ingo, moją śmiałość. Nie jestem w stanie... 
czekać do wieczora. Kiedy wspomniałaś, że wybierasz się 
do Svartdal, osiodłałem Mikrusa i ruszyłem za tobą. Tu nikt 
nam nie przeszkodzi, moja maleńka... - Jego słowa utonęły 
w namiętnym pocałunku.

Ingę   ogarnęła   kipiąca   fala   pożądania,   nie   mogła   złapać 

tchu.   Z   jękiem   otworzyła   usta   i   pozwoliła,   by   jego   język 
wśliznął się do środka.

-Nie mogę cię tknąć - syknął Bjornar zdyszany.
-Dlaczego? - spytała Inga rozczarowana.
-Wykąpmy   się   najpierw   -   zaproponował   czule.   -   Zanur-
kujmy na chwilę, by potem słońce mogło nas osuszyć na 
brzegu-

Energicznie  wstał  i  podał  jej  rękę.  Drżąc  z  podniecenia, 

wyskoczyli z ubrania.

Inga śmiała się spazmatycznie, kiedy wchodziła do jeziora. 

Było tak zimne, że szczękała zębami. Kiedy woda sięgnęła jej do 
ud, Inga rozejrzała się, czy ktoś nie patrzy, i ponieważ nikogo 
nie zauważyła, zanurzyła się i zaczęła płynąć.

Szukali ciepła u siebie nawzajem. Inga wśliznęła się w obję-

cia Bjornara, trzęsła się ze szczęścia. Bjornar był gotów, czuła to, 
jego przyrodzenie pulsowało na jej brzuchu. Jej sutki ściągnęły 
się z zimna i pożądania. Przebiegł ją dreszcz, kiedy Bjornar się 
pochylił i wziął do ust różowy pączek. Język kochanka wyzwolił 
cudowną słodycz.

Po chwili Bjornar wyprowadził Ingę na brzeg.

- Brr, zimna woda przeraża tego malucha - rzekł wesoło

i spojrzał po sobie w dół.

184

background image

Inga  nie mogła się nie roześmiać, gdy zobaczyła, jak się 

skurczył. Pragnęła go, bez wątpienia, lecz wiedziała, że nie trze-
ba wiele czasu, by urósł. Mogła poczekać.

Bjornar pociągnął nosem i zakasłał.
-Co za pech, chyba się przeziębiłem.
-Masz - rzekła Inga i podała mu koszulę.
Sama położyła się na kamienistym brzegu. Przyjemnie było 

tak leżeć nago na nagrzanej w słońcu skale. Inga nie obawiała 
się, że ją ktoś zobaczy, ponieważ Bj0rnar jej pilnował. Była tego 
pewna.

Bjornar ubierał się zakłopotany.
-A takie miałem  plany - westchnął. - Miałem się z tobą 
kochać. Gorąco, dziko i długo... - rozmarzył się. - Czuję się 
jak dureń - dodał ze wstydem.
-Nie przejmuj się - pocieszyła go. - Czuję się szczęśliwa, 
gdy po prostu jesteśmy razem. Czy się kochamy, czy nie.

Bjornar włożył skarpetki i zacisnął pasek.

-Przynieść ci suknię?
-Tak - przytaknęła Inga z ochotą. - Narzucę ją na... na łono - 
dokończyła   z   zakłopotaniem.   -   Na   wypadek   gdyby   ktoś 
nieoczekiwanie się pojawił.

Kiedy Inga okryła swe intymne miejsca, popatrzyła w górę 

na Bjornara. Jaki on cudowny: czarne, mokre włosy kręciły się 
na karku, a oczy wydawały się jeszcze bardziej niebieskie na 
opalonej twarzy, i te czerwone wargi, które tak czule ją cało-
wały. .. Drgnęła, gdy zobaczyła, że Bjornar trzyma w rękach sa-
kiewkę Nielsa. Chciała poprosić, by ją odłożył, ale język jakby 
spuchł jej w ustach.

-Zamożny jest ten twój mąż - zauważył Bjornar i potrząsnął 
sakiewką. Zdawało się, jak gdyby ważył ją w dłoni.
-Możliwe - odparła Inga sucho. - Ale ja nie dbam o to. Poza 
tym to nie jego pieniądze. Należą do mojego ojca.

Bjornar nie spuszczał z sakiewki wzroku. Jak opętany ucis-

kał ją palcami. Pociągnął za rzemyk, żeby ją otworzyć.

Inga oniemiała. Bjornar wydał się nagle taki obcy... Zbyt

185

background image

pochłonięty sakiewką. Nie podobało jej się to. Mimo wszystko 
nie były to ani jej, ani jego pieniądze.

- Przestań   -   poprosiła   i   łagodnie   położyła   dłoń   na   jego

ręce. - Odłóż to, Bjornar.

Sztywno odwrócił głowę w jej stronę.
Ingę zastanowił dziki blask w jego oczach. Lekki niepokój 

zatrzepotał   pod   jej   żebrami.   Czujnie   śledziła   każdy   ruch 
Bjornara.  Wydawał  się taki odmieniony...  Nagle zdała sobie 
sprawę, że nie zna tego człowieka. Nie do końca.

- Powiedz mi, Bjornarze... Kim ty właściwie jesteś?
Bjornar obnażył zęby w uśmiechu dzikiej bestii.

- Nazywają mnie Bjornarem - rzekł po prostu. - Ale moje

nazwisko brzmi Stener. Stener Roysholt.