background image

saga

Cienie

z przeszłości

Torill Thorup

background image

W SEMI UKAŻĄ SIĘ:

tom 1. Inga
tom 2. Korzenie
tom 3. Podcięte skrzydła
tom 4. Pakt milczenia
tom 5. Groźny przeciwnik
tom 6. Pościg

tom 7. Mroczne tajemnice
tom 8. Kłamstwa
tom 9. Wrogość
tom 10. Nad przepaścią
tom 11. Odrzucenie
tom, 12. Zaginiony
tom 13. Waśń rodowa

background image

tom 9.

WROGOŚĆ

background image

1

Gaupås, wrzesie  1908 roku

ń

Kiedy Gulbrand zbudził się z długiej i zasłużonej drzem-
ki i wyszedłz domku dla służby, od razu pojął, że coś jest 
nie tak. Zdawało mu się wcześniej, że słyszy rżenie koni 
i hałas ze stajni, ale dźwięki pomieszały się mu z głosa-
mi we śnie.

Po dniu ciężkiej pracy na kartoflisku pozwolił sobie 

na chwilę odpoczynku, lecz teraz trzeba było wracać 
do obowiązków. Z rosnącym niepokojem nasłuchiwał 
odgłosów   ze   stajni.   Co   wprawiło   zwierzęta   w   taką 
nerwowość?

Przezwyciężając zmęczenie, stary służący pośpie-

szył ku zabudowaniom gospodarczym. Czarnulka prze-
bierała kopytami z wyraźnym poirytowaniem. Piękne 
zwierzę przewracało oczami i niespokojnie tłukło się 
w boksie.

- Już dobrze - szepnął Gulbrand, wyciągając rękę.

5

background image

W tej samej chwili dostrzegł, że skobel u drzwi jest od-
sunięty. To cud, że klacz nie wyrwała się na wolność. 
Ze zdumieniem zerknął w stronę sąsiedniego boksu. 
Gdzie jest Mikrus?

Gulbrand zmarszczył brwi. Coś musiało wydarzyć 

się w stajni podczas jego drzemki. Może żmija wślizg-
nęła się do środka i przestraszyła zwierzęta? Tak, po-
myślał nieco uspokojony, to całkiem prawdopodobne. 
Mikrus zdołał uciec w panice, Czarnulka zaś nie od-
ważyła się opuścić ciepłego schronienia.

Gulbrand   poklepał   ją   delikatnie   po   szyi.   Klacz 

opuściła głowę i wolniej poruszała chrapami. Służący 
przesunął grabie oparte o ścianę i ostrożnie zbliżył się 
do zwierzęcia. Co u licha? Jego wzrok padł na jakąś 
postać. Na parę sekund zamarł w bezruchu, po czym 
gwałtownie ruszył do wyjścia.

Zatrzymał się przy oknie kuchennym i zaczął wy-

machiwać rękoma. Na całe szczęście Eugenie dostrzeg-
ła tę rozpaczliwą pantomimę i wybiegła na próg.

-Co się stało?
-Niels - prychnął Gulbrand i złapał się za gardło. - 
Zawołaj   żniwiarzy.   I   każ   Toremu   sprowadzić 
doktora i lensmana.
-Lensmana? - pisnęła Eugenie przestraszona.

- Tak! Chyba popełniono przestępstwo!
Gulbrand nie silił się na dłuższe wyjaśnienia. Kątem

oka dostrzegł, że służąca podkasała spódnicę i puściła 
się pędem ku zabudowaniom dla służby. Sam wrócił 
do  miejsca,   gdzie   w   sianie   dostrzegł   zwinięte   w 
kłębek ciało Nielsa.

6

background image

Czarnulka jeszcze nie wróciła do równowagi i pry-

chała lękliwie. Kiedy nadbiegł Arne, Gulbrand wie-
dział już, co czynić.

- Wyprowadź ją do ogrodu! - polecił. - Boję się,

że podepce Nielsa...

Żniwiarz wzdrygnął się na dźwięk imienia, ale usłu-

chał   bez   słów.   Czarnulka   nie   stawiała   oporu,   kiedy 
Arne wyprowadzał ją z boksu. Uniosła ogon i ostroż-
nie ominęła bezwładne ciało.

Gwałtowny   żal   targnął   sercem   Gulbranda,   kiedy 

nachylał się nad sędzią. Już po nim, pomyślał z bólem, 
leżący bowiem nie dawał znaku życia i nie oddychał. 
Na czole Nielsa widniała głęboka rana pokryta cienką 
warstwą skrzepłej krwi. Biedny Niels, pomyślał Gul-
brand, i płacz zdławił mu gardło. Jak długo tak tu leży?

Może   zawiodło   go   serce   i   stracił   przytomność? 

Może upadając, uderzył czołem w ścianę?

Gulbrand pokręcił głową z rozżaleniem.  Coś bu-

dziło jego niepokój... Co Niels robił w stajni? Nigdy 
tu nie zachodził. Kiedy potrzebował sań lub powozu, 
ktoś ze służby zaprzęgał konia. Niels dbał o, zwierzęta 
gospodarskie, ale takie obowiązki zostawiał innym.

Poza tym po co miałby zaglądać tutaj w porze po-

obiedniej? Niels nie był już taki sprawny jak dawniej i 
z drzemki po posiłku uczynił stały punkt dnia.

Do stajni wciąż napływali ludzie.
-Torę wyjechał?
-Tak   -   potwierdził   Arne.   -   Popędził   do   Nedre 
Gullhaug   po   konia.   Powiedziałem   mu,   że 
Czarnulka  się spłoszyła, więc wołał zostawić ją w 
spokoju.

7

background image

- To dobrze - odrzekł Gulbrand i przysunął twarz

do ust Nielsa, ale nie poczuł najmniejszego tchnienia.
Układając ciało sędziego w miękkim sianie, poprawił
wykręcone ramię i dostrzegł, że Niels ściska w dłoni
kawałek   papieru.   Gulbrand   wyłuskał   go   z   bezwład
nych palców.

Podniósł kartkę do oczu i z trudem przebiegł wzro-

kiem wzdłuż linijek. Za młodu niewiele czasu spędził 
w ławie szkolnej i dopiero w dorosłym wieku nauczył 
się składać litery. Zerknął na spód dokumentu i roz-
poznał podpis lensmana i jego charakterystyczną pie-
częć.

- Wielki Boże - mruknął.

Eugenie przestępowała z nogi na nogę, jej twarz po-

szarzała.

- Powiedz nam, co tam jest napisane, Gulbrand!
Służący przetarł oczy i westchnął.

-Pan Thuesen ostrzega sędziego, że lensman okręgu 
Norę i Uvdal wie, pod jakim nazwiskiem ukrywa 
się Stener R0ysholt...
-Stener...   Ten   morderca!   -   krzyknęła   Eugenie   z 
niedowierzaniem. - A więc w ogóle stąd nie wyje-
chał?

Gulbrand pokiwał głową powoli.

-Tak, na to wygląda. Wszystkich wyprowadził w 
pole.
-A my wiemy, kto to? - szepnęła Eugenie, nachy-
lając się ku niemu.
-Tak, wiemy, niestety - westchnął Gulbrand. - To 
Bjornar.

8

background image

-Nasz Bjornar? - Eugenie jeszcze bardziej zniżyła 
głos.
-Tak - potwierdził Gulbrand ze smutkiem. - A teraz 
zniknął, zabierając Mikrusa. Ten drań zwlekał, póki 
nie dostanie zapłaty. - Gulbrand zamilkł, zbierając 
myśli. - Niels zapewne oświadczył mu, że zna jego 
prawdziwe nazwisko, a Bjornar uderzył sędziego i 
uciekł   na   Mikrusie.   Wielkie   nieba,   tak   właśnie 
musiało   się   to   odbyć   -   dokończył   stary   służący 
strwożonym głosem.

Eugenie zakryła usta rąbkiem fartucha.

-A Inga? - szepnęła. - Miała zawieźć Kristianowi 
znaczną sumę pieniędzy. Co będzie, jeśli Bjornar 
dowiedział się o wszystkim i pojechał jej śladem?
-Inga nie jest znów tak łatwowierna, by opowiadać 
takie historie nieznajomemu żniwiarzowi - odrzekł 
Gulbrand z irytacją.
-Mnie   powiedziała   -   Eugenie   rozwarła   szeroko 
oczy. - Jemu też mogła.
Gulbrand potarł powieki ociężale. Przypuszczenie 

Eugenie   nie   było   bezpodstawne.   Inga   uważała,  że 
wzrok i słuch mu już nie służą, ale zainteresowanie, 
jakim młoda gospodyni darzyła przystojnego żniwia-
rza, nie umknęło uwadze Gulbranda. Bjornar podobał 
się   kobietom,   inne   też   wodziły   za   nim   wzrokiem. 
Bezsilna złość ogarnęła Gulbranda, czyżby Inga zdra-
dzi a m

a? Wprawdzie trafi a do Gaupås wbrew w as

ł

ęż

ł

ł -

nej woli, ale to nie dawało jej prawa, by zachowywać 
się jak ladacznica. Niepokój o Ingę mieszał się z gnie-
wem.

- Arne! - warknął. - Biegnij do gabinetu sędziego

9

background image

i przynieś strzelbę. Weź ze sobą Trygvego i ruszajcie za 
Ingą. Musicie ją znaleźć przed Bjernarem!

-Mamy go zabić? - zdumiał się Arne.
-Nie - rzucił Gulbrand. - Gdyby jednak próbował 
ucieczki,   strzelajcie   w   nogi.   Tym   razem   już   nie 
umknie. Jak tylko zjawi się lensman i jego ludzie, 
poślę  ich   waszym   śladem.   Życie   Ingi   jest   w 
niebezpieczeństwie!
Arne cofnął się przerażony, ale posłuchał polece-

nia. Po chwili wybiegł z domu, dzierżąc w dłoniach 
strzelbę.

Gulbrand odprowadził wzrokiem obu żniwiarzy i 

zwrócił się do Erlinga.

- Wniesiemy Nielsa do sypialni i obmyjemy z krwi.

Winniśmy szacunek temu człowiekowi. Nie chcę, by le
karz znalazł go w takim stanie.

Eugenie   nie   potrzebowała   instrukcji.   Pośpieszyła 

do kuchni, by zagotować wody, po czym przyniosła 
czyste prześcieradła i powłoczki z gotowalni. Zanim 
przybędzie doktor, pacjent znajdzie się w świeżej po-
ścieli.

Gulbrand   dyszał   ciężko,   niosąc   bezwładne   ciało 

Nielsa po schodach. W zamieszaniu nikt nie pamiętał, 
że   sędzia   nie   dzieli   już   sypialni   ze   swoją   żoną,   i 
rannego   złożono   wśród   koronek   i   poduszek   z 
frędzlami.

Erling czuł się źle. Bardzo źle. Wszystko zdarzyło się 
tak szybko i to Gulbrand wydawał polecenia. Może 
powinien znaleźć się w gronie tych, którzy ruszy-

ło

background image

li na poszukiwanie Bjornara? Może znalazłby okazję, 
by błagać tamtego, by nie opowiadał nikomu o kra-
dzieży u chłopa z Aulesjordet? Co będzie, jeśli Bjornar 
go wyda, kiedy dopadną go ludzie lensmana? Na myśl 
o tym Erling oblał się zimnym potem. Wtedy i jego dni 
w  Gaupås  b d  policzone... Dreszcz  l ku wstrz sn

ę ą

ę

ą ął 

jego cia em a  po koniuszki palców.

ł

ż

Kiedy złożono sędziego w łóżku, Erling stanął obok, 

nerwowo przestępując z nogi na nogę. Nie wiedział, 
gdzie się podziać, tkwił w miejscu, czekając na kolejne 
polecenie Gulbranda. Stary służący zajmował się ran-
nym  z tkliwym oddaniem i Erling zrozumiał, że sę-
dziego łączyła ze służbą szczególna więź. Ogarnęło go 
wzruszenie.   Gaupås   bardzo   przypad o  mu   do   gustu,

ł

 

pracował już w wielu miejscach, ale dopiero tutaj zda-
rzyło mu się zasiąść z właścicielem majątku do wspól-
nego stołu. Ten z pozoru drobny gest obudził w nim 
poczucie godności. Poza tym nie skąpiono mu jedze-
nia. Spał na materacu wypełnionym słomą, ale łóżka, 
w którym dość było miejsca dla dwóch, nie dzielił z ni-
kim. Czasami marzł, lecz nie musiał znosić towarzy-
stwa zawszonego człowieka. Poza tym pościel zmie-
niano regularnie.

Erling pochylił głowę i zadumał się nad swoim ży-

ciem. Po raz pierwszy naszła go ochota, hy się ustat-
kować, stać się częścią tej niezwykłej  społeczności. 
Przestać kraść i rabować, okłamywać i oszukiwać ła-
twowiernych współbraci. Miał już tego dość, ogarnęło 
go znużenie. Praca w majątku niosła z sobą wyzwole-
nie, dawała spokój i rodziła przywiązanie do miejsca.

11

background image

Teraz jednak, pomyślał z niechęcią, poczucie bez-

pieczeństwa gdzieś się ulotniło. Że też Bjornar musiał 
zachować się tak lekkomyślnie! Wszystko zaczęło się 
dobrze układać, ale tamten miał jedynie własny los na 
względzie. Erling prychnął gniewnie. Może to i lepiej, 
że nie dołączył do tych, którzy ruszyli w pościg za jego 
kompanem. Nie zdziwiłby się, gdyby Bjornar wpadł w 
rozdrażnienie  na jego widok. Bóg jeden wie,  co by 
wyznał zaślepiony złością...

Erling schował ręce za plecami i zacisnął kciuki. 

Miał nadzieję, że Bjornar nie wpadnie w ręce gonią-
cych. Los ich obu zależał od powodzenia ucieczki.

Wkrótce dziedziniec w Gaupås zaroi  si  lud mi. Lens-

ł ę

ź

man   nie   znał"   szczegółów;   nie   wiedział   nic   o 
wypadku Nielsa, nie miał też pojęcia, że zbieg Stener 
Roysholt   od   miesięcy   ukrywał   się   w   majątku   pod 
imieniem   Bjornar.   Mimo   to   domyślił   się   powagi 
sytuacji i przybył w licznym towarzystwie.

Gulbrand   polecił   Erlingowi   pilnować   sędziego, 

póki nie zjawi się lekarz. Sam wyszedł na dziedziniec 
i zdał lensmanowi krótką relację z wydarzeń.

- Całkiem możliwe, że pani Inga jest ze zbiegiem - 

zakończył wyraźnie zażenowany.

Lensman uniósł jedną brew ze zdziwieniem i spoj-

rzał na służącego z pobłażliwością. Czyżby staruszek 
zdawał się sugerować, że żona sędziego oddawała się 
cielesnym uciechom w lesie ze zwykłym żniwiarzem? 
Gulbrand skulił się pod tym spojrzeniem. Pozostawało

12

background image

mieć nadzieje, że pogoń nie zdybie ich właśnie wtedy, 
gdy będą połączeni w gorącym uścisku... Nie, uspo-
kajał sam siebie, podnosząc rękę na sędziego i krad-
nąc konia, Bjornar działał w desperacji. Chodziło mu 
o pieniądze, a nie o Ingę.

Gulbrand zdawał sobie sprawę, że Inga nie zawsze 

kierowała   się   nakazami   rozumu,   ale   niema   sugestia 
we  wzroku   lensmana   kazała   mu   stanąć   w   obronie 
dziewczyny.

- Niels zdemaskował zbiega jako bratobójcę z Norę.

Bjornar mógł trafić na ślady Ingi w lesie i podążyć za
nią w nadziei, że uda mu się pozbawić ją skórzanego
woreczka   z   pieniędzmi,   który   zamierzała   przekazać
ojcu.

Lensman skubał wąsy czubkami palców.

-A więc ona jest...
-Bjornar mógł podążyć w swoją stronę lub zaczaić 
się w lesie i okraść Ingę z pieniędzy. Według mnie - 
dodał Gulbrand z namaszczeniem - stała się jego 
zakładniczką!

Pan Thuesen wzdrygnął się na to przypuszczenie, 

spojrzał na służącego przyjaźniej, a głos mu złagod-
niał.

- Oczywiście uczynimy wszystko, by ją uratować,

jeśli Stener Roysholt wziął ją w niewolę.

Gulbrand pokiwał głową z ulgą.
- Zbyt wiele dzieje się w Gaupås od chwili, kiedy

Gudrun   omal   nie   uton a.  B agam  pana,   by   uczyni

ęł

ł

ł

pan wszystko, by uwolni  Ing  z r k zbiega. Zdrow

ć

ę

ą

ą

i ca .

łą

13

background image

Pan Thuesen położył mu ciężką dłoń na ramieniu.
- Proszę nam zaufać!

Z zaciśniętymi wargami Gulbrand patrzył, jak po-

ścig rusza w górę, w kierunku linii lasu. Część ludzi 
miała strzelby, inni ściskali stare pordzewiałe bagnety. 
Starzec życzył im, by złapali Bjornara, ale życie Ingi 
było najważniejsze. Myśl o tym, że musiałby opłakiwać 
dwoje zmarłych w jeden wieczór, wydała mu się nie do 
zniesienia...

background image

2

Inga chwyciła się za gardło i pokręciła głową z rozpa-
czą.

- Stener - wykrztusiła i ciarki przebiegły jej po ple

cach. Z największym wysiłkiem opanowała drżenie.

Niebieskie oczy, które wcześniej badały ją z pożą-

daniem, przybrały teraz wyraz zimnej bezwzględno-
ści.

- A więc wiesz, kim jestem - stwierdził Bjornar,

uśmiechając się wzgardliwie. - Bratobójcą z Norę!

Inga nie odważyła się zaprzeczyć. Zrozumiała, że 

kłamstwo na nic by się nie zdało. Poza tym nie chciała 
go prowokować.

-Sądziłam...   sądziłam,   że   opuściłeś   Botne   przed 
wieloma miesiącami.
-A więc chłopi nie wiedzieli, że zatrzymałem się w 
okolicy - odrzekł, wzruszając ramionami. - Biedni 
głupcy, myśleli, że będę unikał miejsc, w których 
widziano mnie ostatnio. Najciemniej zaś jest pod 
latar-

15

background image

nią! Najmądrzejsze, co można zrobić, to ukryć się tam, 
gdzie   nikt   się   tego   nie   spodziewa!   -   zakończył   z 
triumfującym uśmiechem.

Inga wzdrygnęła się i machinalnie okryła się szczel-

niej suknią. Właściwie powinna była naciągnąć ją so-
bie przez głowę, ale to by go pewnie rozzłościło. Ży-
czył sobie, by poświęciła mu całą uwagę. Znalazła się 
w potrzasku, niezdolna do ucieczki, zdrętwiała ze stra-
chu. Gorączkowo szukała wyjścia z sytuacji, wyobra-
ziła sobie nawet, jak pędzi przez las, czuj c oddech

ą

 

Bjornara na plecach. Do Gaupås nie da aby rady do

ł

-

trzeć, ale była młoda i szybka jak łania, więc może 
dobiegłaby   do   Svartdal,   zanim   Bjornar   by   ją 
dopadł... ?

Rozważała tę myśl, ale chwila nie wydała się jej od-

powiednia. Odkrycie prawdy wstrząsnęło nią, potrze-
bowała czasu, by się otrząsnąć. Zdawało się jej, że do-
brze poznała Bjornara w ciągu tych letnich miesięcy, aż 
nagle okazał się być bezwzględnym mordercą. Dreszcz 
lęku wstrząsnął jej ciałem: a może ją też zamierzał za-
bić? Może spotkanie w lesie było jedynie pretekstem? 
Upozorował miłosną schadzkę, by pozbawić ją skórza-
nego mieszka z pieniędzmi. Wyprowadził ją w pole! 
Wykorzystał jej naiwność i łatwowierność!

- Nigdy cię nie zapomnę, Ingo - wyszczerzył zęby 

Bjernar. - Twoja gościnność nie zna granic. Dobrze 
mi zapłacono za robotę. I dostałem sporą nawiązkę.

Inga zapłonęła gniewem, słysząc nieskrywaną iro-

nię w jego głosie, ale nie dała wyprowadzić się z rów-
nowagi. A więc ta miłosna przygoda nic dla niego nie 
znaczyła. I nawet znając całą prawdę o nim, poczuła

16

background image

smutek. Uczucia, zwierzenia, czułości... Wszystko to 
było jedynie  grą, którą prowadził wobec wszystkich 
gospodyń, u których najmował się na służbę? I udawał 
pożądanie? Pewnie dla korzyści  gotów był  sypiać  z 
każdą. Laurens opowiadał, że kobiety łatwo ulegały 
jego urokowi. Ona też wpadła w jego sidła.

- Zatrzymam  to -  ciągnął  beznamiętnie  Bjornar,

ukrywając woreczek z pieniędzmi w dłoniach. - Zdej
mij   kolczyki,   Ingo   -   dodał,   uśmiechając   się   fałszy
wie. - Zachowam je sobie na pamiątkę.

Inga wzdrygnęła się. Machinalnie podniosła dłoń 

do ucha i dotknęła cynowego kolczyka, który kiedyś 
należał do jej matki. Ozdoby były piękne, ale nie pięk-
no stanowiło o ich wartości. Laurens i Ragnhild kupili 
je Jenny w prezencie ślubnym, a kiedy waśń rodowa 
stała się faktem, Kristian bez słowa wyjaśnienia zwró-
cił je ofiarodawcom. Kolczyki stały się namacalnym 
dowodem końca przyjaźni między obiema rodzinami.

- Nie - rzuciła hardo Inga. - Nie dostaniesz ich!
Bjornar zmarszczył brwi z poirytowaniem.

W jednej chwili Inga pożałowała tych słów. Nie po-

winna była  zareagować  tak gwałtownie,  tylko  spró-
bować przemówić mu do sumienia. Jeśli w ogóle je 
miał.

Bjornar podszedł bliżej. Twarz mu stężała, gniew-

nie napiął mięśnie wokół ust. Podniósł rękę, jakby za-
mierzał ją uderzyć, i Inga przywarła do skały. Kilka 
razów zniosę, pomyślała z determinacją pomieszaną z 
lękiem, ale nie utratę rodzinnych kosztowności;

17

background image

- Daj mi je, diablico - syknął, a z jego zwykle ła

godnych oczu sypnęły się iskry.

Inga zakryła uszy dłońmi w obronnym geście, a jej 

ciałem wstrząsnął paroksyzm strachu. Głos Bjornara 
był odmieniony, brzmiał chrapliwie, lodowato i bezna-
miętnie. Inga zamierzaFa bronić drogich jej sercu pa-
miątek, ale gdyby zacisnął ręce na jej gardle, poddała-
by się, nie stawiając oporu.

Bjornar opadł na kolana tuż przy niej.

Inga zacisnęła wargi, by stłumić krzyk. Nie chciała 

okazywać słabości. Jego spalone słońcem dłonie, któ-
re jeszcze przed chwilą gładziły jej skórę w delikatnej 
pieszczocie, stały się brutalne i gwałtowne. Szarpał ją za 
ręce, a dziewczyna z całych sił przyciskała je do głowy.

Zaczął dyszeć z wysiłku. Inga czuła na sobie jego 

słodki oddech, ale teraz już nie budził w niej pożąda-
nia.

I nagle zrezygnował. Puścił jej dłonie i podniósł 

się powoli, nasłuchując.

Inga też usłyszała jakieś głosy. Ktoś wykrzykiwał jej 

imię!   Błogosławiona,   długo   oczekiwana   chwila. 
Ogarnęło ją uczucie ulgi. A więc nadchodzi pomoc? 
Kończy się ten koszmar?

Bjornar cofnął się niepewnie i spojrzał z przestra-

chem w głąb lasu.

Inga nie miała pojęcia, co zamierza. Przez chwilę 

wydawało się, że podejmie ostatnią desperacką próbę 
zdobycia kolczyków.

- Inga! - Krzyk poniósł się pośród drzew.
Dziewczyna obrzuciła Bjornara ukradkowym spoj-

18

background image

rżeniem. Wahała się, czy odpowiedzieć na wezwanie, 
skoro jej prześladowca jest w pobliżu. Zdecydowała się 
nie kusić losu.

Nawoływania dochodzące od północnej strony za-

niepokoiły Bjernara. Zanim dziewczyna  zdążyła  za-
reagować, chwycił jej ubranie, wskoczył na Mikrusa i 
skierował go w gęstwinę zarośli.

Doktor Lindberg zbadał Nielsa i wyprostował się po-
woli. Przyłożywszy kciuk i palec wskazujący do ust, za-
myślił się, ale nie przerwał milczenia.

- Źle z nim? - odważył się spytać Gulbrand.
Doktor pokiwał głową z roztargnieniem i odwrócił

wzrok na służącego.

- Biedny Niels, że też przyszło mu skończyć w ten

sposób...

Gulbrand uczynił krok do przodu.
-Więc nie przeżyje? - spytał z niedowierzaniem.
-Nie,   nie   tym   razem.   Uderzenie   w   skroń   było 
potężne. Dla człowieka w jego wieku to straszny 
wstrząs. - Doktor Lindberg uniósł ramię sędziego, 
po   czym   puścił   je,   a   ono   opadło  bezwładnie   na 
materac. - Sądzę też, że doznał zawału serca. Samo 
uderzenie   w   głowę   by   go   nie   zabiło,   ale   zawał 
przypłaci życiem.

Gulbrand opadł bezsilnie na krzesło. Nie rozpłakał 

się, ale poczuł w sobie przerażającą pustkę. Przed oczy-
ma przesunęły mu się sceny z tych długich lat, które

19

background image

sp dzi  w Gaupås. Ujrza  Nielsa w kwiecie wieku, roz

ę

ł

ł

-

promienionego szczęściem po ożenku. Zobaczył także 
chwile smutku i żałoby. Noc, kiedy umarła Andrine.

Większość uważała, że sędzia odżyje, żeniąc, się po-

nownie, ale tak się nie stało. Niels i Inga nie darzyli 
się uczuciem i to Niels był temu winien. Małżeństwo 
z osiemnastoletnią panną Gulbrand uznał za posunię-
cie wysoce nieroztropne, ale, rzecz jasna, nigdy głośno 
nie wyraził swojego poglądu.

Niels zawsze traktował go z szacunkiem. Właścicie-

la dworu łączyła ze służącym więź nadspodziewanie 
silna i w okolicy trudno byłoby znaleźć podobny przy-
padek. Gulbrand odczuwał wdzięczność z tego powo-
du. Doprawdy, nie mógł narzekać na swój los.

- Ile jeszcze godzin mu zostało? - spytał, podno

sząc zasmucony wzrok na lekarza.

Lindberg spojrzał na niego badawczo zza czystych 

szkieł okularów.

- Jeszcze tej nocy opuści ziemski padół.
Gulbrand miętosił bezradnie czapkę w dłoniach,

po chwili jednak wziął się w garść.

- Przyślę na górę Eugenie, by przy nim czuwała. Sam

muszę... wydać parę poleceń i załatwić kilka spraw.

Lekarz pokiwał głową.

Wyszedłszy   na   ganek,   Gulbrand   gwałtownie   za-

czerpnął powietrza. Zakręciło mu się w głowie, poczuł, 
jak ogarnia go słabość. Serce ścisnęło się mu ze strachu 
na myśl o tym, że Inga jest sama gdzieś w lesie, wydana 
na łaskę i niełaskę bezwzględnego mordercy. Pokładał 
jednakże zaufanie w skuteczność pościgu i wierzył, iż

20

background image

lensman i jego ludzie złapią Stenera i uratują dziew-
czynę. Jej miejsce było teraz w domu, należy zająć się 
przygotowaniami do pochówku.

Sam   nie   mógł   wiele   uczynić,   by   pomóc   Indze, 

więc musiał powiadomić Sigrid i przesłać wieści do 
Gudrun  w   Storedal.   To  rzecz   najważniejsza,   myślał 
Gulbrand,  stąpając   ciężko   po   stopniach.   Najstarsza 
córka   powinna   dowiedzieć   się   o   wszystkim,   zanim 
będzie za późno.

Gudrun i Nielsa łączyła chora więź. Stary służący 

wzdrygnął się, ale do głowy mu nie przyszło, by prze-
szkodzić córce w ostatnim pożegnaniu z ukochanym 
ojcem.

Inga wpadła w popłoch. Zerwała się na równe nogi, 
weszła do wody i zaczęła płynąć. Boże jedyny, pomy-
ślała i zamknęła oczy, kiedy woda obmyła jej usta. Za-
czerpnęła powietrza i zaczęła miarowo  poruszać ra-
mionami. W jaki sposób wyjaśni swoim wybawcom, 
dlaczego jest naga? Go za poniżenie! Co sobie pomyślą 
o pani z Gaupås? Pewnie odgadn ,  e 

czy  j  bliski

ą ż łą

ł ą

 

związek ze żniwiarzem. Związek zakazanej miłości.

Woda była zimna, ale wstyd palił ciało Ingi. Dopły-

nęła do skał po drugiej stronie stawu i przytuliła się do 
szorstkich kamieni w nadziei, że nikt jej nie dostrzeże. 
Właściwie   to   chciała,   by   ją   znaleziono,   bo   Bjornar 
mógł wszak wrócić i znów jej grozić, ale musiałaby się 
pokazać im bez odzienia. To niemożliwe, pomyślała, 
wyrzucając sobie gorzko związek, który tak chętnie

21

background image

nawiązała, nie wyjdę naga z wody wprost pod ich spoj-
rzenia.

Łzy popłynęły jej po policzkach, nie potrafiła zna-

leźć wyjścia z potrzasku. Nawet jeśli mężczyźni  jej 
nie  dostrzegą,   musi   niepostrzeżenie   dostać  si   do

ę

 

Gaupås.   A   jak e   mia a   ukry   si   przed   ludzkim

ż

ł

ć

ę

 

wzrokiem?

Na kamienistym brzegu pojawiła się gromada jeźdź-

ców i pieszych. Inga rozpoznała lensmana i dwóch jego 
ludzi, zauważyła też sylwetki Arnego i Trygvego. Wi-
dok Arnego sprawił, żełzy znów napłyn y jej do oczu.

ęł

 

Polubi a go od samego pocz tku, wyda  si  jej taki roz

ł

ą

ł ę

-

s dny i opanowany. Kiedy zjawi  si  w Gaupås, poczu

ą

ł ę

-

ła się pewniej. Był dla niej łącznikiem z bezpiecznym 
światem.

Z zimna i desperacji zaczęła szczękać zębami. Męż-

czyźni przeczesywali wzrokiem brzeg, ale na szczęście 
nikt jej nie zauważył. Kiedy w końcu zaczęli się od-
dalać, Inga podniosła głowę i oparła ją o wąski pień 
drzewka stojącego tuż nad brzegiem.

- Pani Gaupås!

Inga wzdrygnęła się. A więc jednak któryś ją do-

strzegł!   Zawstydzona   zsunęła   się   do   wody,   żałując 
teraz, że sama  się nie ujawniła. Podpłynęła  na bez-
pieczną odległość i zatrzymała się, kiedy poczuła pod 
stopami dno.

- To pani! - przemówił lensman. - Gulbrand oba

wiał się, że wpadnie pani w ręce zbiega, ale widzę,
że nic takiego się nie stało.

Inga nie miała pojęcia, co odpowiedzieć, ale wie-

działa, że musi znaleźć jakieś wytłumaczenie. Na tyle

22

background image

wiarygodne, by nie narazić na szwank własnego imie-
nia, pomyślała zrezygnowana.

-Widziałam go - przyznała z lekką ironią. - Przy-
jechał tu na Mikrusie, kiedy kąpałam się w stawie.
-Doprawdy?   -   zdziwił   się   lensman.   -   Mam   na-
dzieję, że pani nie skrzywdził?
-Nie - odrzekła cicho. - Czegoś szukał.
-Woreczka z pieniędzmi?

Inga skinęła głową i przykryła piersi dłońmi.

-Chyba tak, bo grzebał w rzeczach, które odłoży-
łam   na   skale.   Bardzo   się   rozzłościł,   kiedy 
oznajmiłam,  że nie wyjdę z wody. Powiedział, że 
mnie za to ukarze, po czym zabrał woreczek i moje 
ubranie.
-Nie odezwała się pani, kiedy wołaliśmy - skon-
statował podejrzliwie lensman.
-Nie   odważyłam  się   -  jęknęła  Inga  z   udawanym 
przerażeniem. - Myślałam, że to podstęp Bjernara, 
by wywabić mnie z wody.
-Proszę   pokazać,   w   którą   stronę   pojechał,   pani 
Gaupås.   Jestem   pewien,   e  z apiemy   go   jeszcze

ż

ł

 

przed zachodem słońca.
Inga wskazała kierunek drżącym palcem.

- Nie ma nad wami wielkiej przewagi - dodała.
Lensman wskoczył na koniach.
-Zostań tu, Trygve, i zaopiekuj się panią. Pojadę 
do Svartdal i przyślę tu kogoś z ubraniem dla pani.
-Dziękuję   -   mruknęła   Inga,   czerwieniąc   się   ze 
wstydu.

23

background image

Inga   nigdy   dotąd   nie   znalazła   się   w   równie 
niezręcznej  sytuacji. Musiała pływać  nago w stawie, 
mając   Trygve-go   za   opiekuna.   Trygye   starał   się 
zachować   dyskrecję,  ale   raz   po   raz   obrzucał   ją 
ukradkowym spojrzeniem. Jego policzki były bardziej 
rumiane niż zazwyczaj i raz po raz niezdarnie nasuwał 
kapelusz na czoło.

Na widok Emmy Indze odebrało mowę z zawsty-

dzenia. Dlaczego właśnie ona się zjawiła? Czy ojciec 
nie mógł przysłać Lovise? Stara służąca potrafiła bły-
skawicznie ocenić każdą sytuację i wydobyć z Ingi całą 
prawdę.

Trygve odwrócił się grzecznie plecami do stawu, 

kiedy Emma stawiała kosz z ubraniem na skale. Zro-
zumiał, że Inga zaraz wyjdzie z wody naga, a ten widok 
nie był przeznaczony dla oczu żniwiarzy.

Emma rozpostarła ręcznik i wyciągnęła przed siebie.
Inga wyszła na brzeg i otuliła się ręcznikiem,  po 

czym zaczęła się wycierać, unikając wzroku Emmy.  Z 
wdzięcznością   przyjęła   bieliznę   i   suknię   z   rąk   słu-
żącej. Suknia należała zapewne do Sorine, nie nosiła 
bowiem żadnych śladów użycia. Marie, matka Sorine, 
była zręczną krawcową. Uszyła córce mnóstwo pięk-
nych sukien, jeszcze zanim ta została panią w Svart-
dal.

-Póki trwa pogoń za mordercą, powinnaś zostać w 
Svartdal, Ingo.
-Masz rację - odrzekła Inga, drżąc. Z ulgą skon-
statowała, że Emma nie wspomniała słowem o jej 
relacji   ze   zbiegiem.   Powoli   zdjęła   kolczyki   i 
schowała je do kieszeni sukni. Założyła je wcześniej 
po to, by sprowo-

24

background image

kować reakcję ojca, teraz jednak nie miało to już żad-
nego znaczenia. Życie niesie wystarczająco dużo dra-
matów, pomyślała sentencjonalnie. Emma skinęła 
ręką na Trygyego.

- Ciebie też zapraszamy, Trygve. Wolałabym, byś

nie wraca  samopas do Gaupås. W lesie nie jest dzi

ł

ś

bezpiecznie.

Trygve zdjął kapelusz i ukłonił się.

- Miło mi,  że troszczy się pani o mnie  - powie

dział i ruszył przodem.

Inga wciąż nie mogła się uspokoić, oddychała nie-

równo, czuła nieznośny ucisk w piersi. Szła sztywna, 
tak niezdarnie stawiając kroki, że rozbolały ją biodra.

- Popełniłaś jakieś głupstwo, moja  mała?  - usły

szała głęboki głos Emmy tuż przy swoim uchu.

Inga przełknęła ślinę. A więc Emma przejrzała ją 

po raz kolejny. Szła dalej, utkwiwszy wzrok w stopy.

- Chyba tak - szepnęła.

background image

3

Na widok Svartdal Inga poczuła ulgę i niepokój. Ulga 
brała się stąd, że bliskość domu oddalała niebezpie-
czeństwo ponownego spotkania z Bj0rnarem. Niepo-
kój zaś przenikał ją na wspomnienie ostatniego spot-
kania z ojcem, które zakończyło się sprzeczką. Nie tak 
gwałtowną jak wtedy gdy zaczęła okładać go pięściami 
po plecach, ale i tak zdołał doprowadzić ją do płaczu, 
oświadczając gniewnie, że nigdy nie przebaczy Lau-
rensowi. Inga wciąż nie mogła pojąć, że ojciec nie zła-
godniał, mimo że od wybuchu konfliktu minęło kilka-
dziesiąt lat. Jak można tak długo nosić w sobie urazę i 
się zadręczać?

Z drżeniem serca zaczerpnęła powietrza i weszła 

za Emmą i Trygvem do kuchni.

Ludzie z dworu zbili si  w gromadk  na wie  o tym,

ę

ę

ść

 

e  niwiarz z Gaupås i bratobójca z Nor  to ta sama oso

ż ż

ę

-

ba. Sprawa nabra a szczególnej powagi, kiedy dosz y ich

ł

ł

 

pogłoski o tym, że Inga mogła wpaść w jego ręce.

26

background image

Na widok dziewczyny rozległy się okrzyki radości. 
Lorang odezwał się pierwszy.
- Jak to dobrze widzieć cię całą i zdrową, Ingo!
Inga uśmiechnęła się zażenowana i zatrzepotała

powiekami, by ukryć łzy. Kristoffer i Krister klepali 
ją po ramieniu, a Sorine uścisnęła serdecznie. Bratowa 
płakała i śmiała się jednocześnie.

- Szukasz przygód? - spytała żartobliwie. - Zimą

omal nie utonęłaś, ryzykując życie podczas ratowania
Gudrun, a teraz wdajesz się w rozprawę z mordercą?

Inga nie odpowiedziała, tylko zwróciła się do Kri-

stiana.

-Przykro mi, ojcze, ale pieniądze od Nielsa prze-
padły.   Ja...   -   Nie   znalazła   właściwych   słów. 
Trudno było wyjaśnić całe zdarzenie, nie wchodząc 
w szczegóły jej relacji z Bjornarem.
-To nie ma znaczenia. - Ojciec zbył jej przeprosiny 
machnięciem ręki. Wypowiedział te słowa głośno i 
zdecydowanie, ale już po chwili zniżył głos. - Naj-
ważniejsze, że ten morderca nie... zabił cię ani nie 
skrzywdził.   To   byłaby   tragedia   dla   nas... 
wszystkich.
Zimny dreszcz przeszedł Indze po plecach. O, świę-

ta naiwności! Przeżyła z Bjornarem gorący romans, 
obsypywał ją komplementami, w które chętnie wie-
rzyła, a wszak okazał się być zabójcą. I to własnego 
brata! Dlaczego ją miałby oszczędzić, zwłaszcza teraz, 
kiedy zdesperowany uciekał przed pogonią? Poza tym 
bardziej niż  jej  pożądał woreczka z pieniędzmi. Inga 
uważała się za znawczynię duszy ludzkiej, ale Bjornar 
wyprowadził ją w pole. Nie kochał jej, zapewne niespe-

27

background image

cjalnie lubił. Potraktował ją jak chętną dziewkę, z którą 
mógł się zabawić. I z pewnością poczytywał sobie za 
powód do dumy, że zdybał na sianie panią dworu!

- Cieszę się, ojcze, że się nie gniewasz.

Kiedy emocje opadły, a Inga i Trygve zajęli miejsce 

za stołem, dziewczyna dostrzegła łensmana. Zdziwiła 
się, że nie bierze udziału w pościgu, ale nie odezwała 
się.   Lensman   zapewne   poinstruował   swoich   ludzi   i 
zdecydował   się   czekać   w   dworze   na   meldunek   od 
nich.

Po paru chwilach wyczuła też, że wśród zebranych 

panuje napięta atmosfera, której przyczyną  nie  była 
obawa domowników o jej los, a raczej obecność łens-
mana. Spojrzała znacząco na Emmę, ale stara służąca 
pokręciła głową. Pora i miejsce nie były odpowiednie 
na stawianie pytań.

Miejsca wokół długiego stołu zapełniły się i Sori-

ne poczęstowała wszystkich kawą. Podano też placki 
ziemniaczane,   śmietanę   i   cukier   w   kostkach.   Inga 
oparła dłonie o gorący kubek, rozkoszując się chwilą.

Pan  Thuesen  wyjął   notatnik  i   pióro  z   kieszeni   i 

zwrócił się do Ingi.

- Mog aby pani zda  mi relacj  z tego, co si  zda

ł

ć

ę

ę

rzy o od chwili, kiedy opu ci a pani Gaupås?

ł

ś ł

Inga opowiedziała wszystko ze szczegółami, choć 

pozwoliła   sobie   na   drobne   odstępstwa   od   prawdy. 
Kłamstwo nie przyszło jej łatwo, ale przecież wspólna 
kąpiel z Bjornarem nie miała chyba żadnego znacze-
nia   dla   rozwoju   wydarzeń?   Oczywiście,   że   nie, 
uznała, usprawiedliwiając samą siebie.

28

background image

Lensman kiwał głową z zadowoleniem, ale po chwi-

li popadł w zamyślenie.

- Nie powinienem by  zawiadamia  pana Gaupåsa

ł

ć

o Stenerze Roysholcie. Gdybym wiedział, że Bjornar
najął się u was na służbę, zebrałbym ludzi i pojmałbym
go. Uniknęlibyśmy nieszczęścia.

Inga zdrętwiała.

- Nieszczęścia? - spytała ze zdumieniem. - W Gau-

pas zdarzyło się nieszczęście?

Lensman odwrócił wzrok.

- A   więc   ona   o   niczym   nie   wie?   Sądziłem,

że... - Zwrócił się do Emmy.  - Sądziłem,  że powie
działa jej pani o wszystkim.

Emma sięgnęła po kostkę cukru.

- Nie,   nie   uczyniłam   tego.   Uznałam,   że   to 

obowią
zek lensmana. Nie byłam świadkiem wypadku Nielsa.

Inga zerwała się na równe nogi, wsparła dłonie o 

blat stołu i krzyknęła:

- Niels miał wypadek?

Niels nie był mężem ze snów i marzeń, ale Inga nie 

życzyła mu bólu ani cierpienia. Ten człowiek miał wie-
le wad, ale i parę zalet.

Kristoffer łagodnie skłonił ją, by usiadła.

- Uspokój się, Ingo. Pozwól mówić lensmanowi.
Inga wbiła wzrok w pana Thuesena. Lensman obtarł

usta chusteczką i niepewnie rozejrzał się wokół. Jego 
urząd otaczał nimb władzy i autorytetu, ale pan Thue-
sen źle się czuł w roli posłańca złych wiadomości.

- Nie zastanawiała się pani, dlaczego zbieg podą

żył za panią?

29

background image

-Nie - zdumiała  się  Inga. Sądziła, że chodziło  o 
woreczek z pieniędzmi,  ale widocznie coś jeszcze 
kazało   Bjornarowi   odsłonić   złe   oblicze   swojej 
osobowości   właśnie   tego   dnia.   Inga   słuchała 
lensmana z bijącym sercem.
-Nie wiemy,  co się tak naprawdę stało - ciągnął 
delikatnie   lensman   -   ale   pan  Gaupås   poszed   do

ł

 

stajni, otrzymawszy list ode mnie. Przypuszczam, 

e s dzia o wiadczy  temu Bjornarowi,  e zna jego

ż

ę

ś

ł

ż

 

prawdziwe   nazwisko.   Zbieg   pobi   go   i   uciek   na

ł

ł

 

wierzchowcu nale

cym do dworu.

żą

Inga uniosła brew.
-Powinien pan znać przebieg wypadków! Przecież 
ma pan oświadczenie Nielsa!
-Nie   mam   -   westchnął   lensman.   -   Niels   stracił 
przytomność...   Doktor   twierdzi,   że   nie   przeżyje 
nocy.
Inga zamrugała oczami z przerażenia.

Laurens  Storedal  zdziwi   si   niepomiernie  na  widok

ł ę

 

starego s u cego z Gaupås. Zniszcz

ł żą

ony powóz wto-

czył się z łoskotem na dziedziniec, kara klacz targnęła 
głową, kiedy woźnica gwałtownie ściągnął wodze.

- Gulbrand - powitał go przyjaźnie Laurens. - Skąd

ten pośpiech?

Służący zeskoczył z wozu i zebrał wodze w jednej 

ręce.

- Niels został pobity przez Stenera Roysholta - wy

jąkał.

30

background image

-Stenera Roysholta? To on wrócił do Botne?
-Nigdy   stąd   nie   wyjechał   -   pokręcił   głową   Gul-
brand. - Ukrył się pod innym nazwiskiem i najął się 
u nas do pracy na czas żniw.
-Co też mówisz? - przeraził się Laurens. - I pod-
niósł rękę na mojego przyjaciela? To nie do wiary.

Gulbrand zagryzł wargę i spojrzał prosto w niebie-

skie oczy Laurensa.

-Nie   jest   dobrze.   Jeśli   żniwiarz   wpadnie   w   ręce 
stróżów prawa, zostanie oskarżony o pobicie.
-Żaden człowiek o zdrowych zmysłach nie skrzyw-
dziłby Nielsa. Niels zawsze dobrze traktował swoich 
ludzi. - Laurens nie ukrywał wzburzenia.
-O pobicie ze skutkiem śmiertelnym - dodał cicho 
Gulbrand.

Laurens cofnął się dwa kroki i oparł plecami o ścia-

nę domu.

-Nie - jęknął przerażony. - Niels... nie żyje?
-Jeszcze nie umarł - odrzekł Gulbrand ze smutkiem 
-   ale   Gudrun   powinna   się   pośpieszyć,   jeśli   chce 
pożegnać się z ojcem...
Laurens zrozumiał.
- Zaraz j  zawiadomi , a ty wracaj do Gaupås! Lu

ą

ę

dzie   w   dworze   cię   potrzebują.   Osobiście   dopilnuję,
by Gudrun zaraz wyruszyła w drogę.

Gulbrand nie ruszył się z miejsca. Laurens domyślił 

się przyczyny.

- Wracaj - powtórzył. - Dotrzymam słowa.
Służący wdrapał się na kozioł i zaciął konia. Powóz

potoczył się żwirową alejką.

31

background image

Laurens nie  mógł  dojść  do siebie. Biedny Niels, 

miałby dokonać żywota, ginąc z ręki bezwzględnego 
przestępcy? Co za smutny koniec, pomyślał i wszedł 
do   domu.   Przed   oczyma   przetoczyły   się   mu   sceny 
sprzed   lat,   wspaniałe   chwile,   które   spędzili   razem. 
Leczyła ich silna przyjaźń, której nie zmącił zapiekły 
konflikt z Kristianem.  Niels ze wszystkich sił starał 
się  ich   pogodzić,   a   kiedy   stracił   resztki   nadziei, 
pozostał przyjacielem ich obu.

Znalazł Gudrun w jednej z sypialni. Na chwilę za-

trzymał się, chłonąc widok synowej z dzieckiem w ra-
mionach. Twarz Gudrun była spokojna, a rysy mięk-
kie, kiedy z dumą przyglądała się córeczce. Laurens 
bolał nad tym, że musi zakłócić tę idylliczną scenę.

- Gudrun! W Gaupås zdarzy  si  wypadek.

ł ę

Gudrun spojrza a na niego z otwartymi ustami.

ł

Czerwone plamy wystąpiły jej na policzki.

- Coś poważnego? - Wstała, trzymając córeczkę,

a na jej twarzy pojawił się wyraz przestrachu.

Laurens chwycił ją za ramię i poprowadził na dół.

- Tak   -   przyznał   grobowym   głosem.   -   Zostaw

Runę pod opieką Ragnhild i jedź tam.

Gudrun przytuliła małą do siebie opiekuńczym ge-

stem.

- Nie - zaprotestowała. - Wezmę ją ze sobą.
Laurens chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymał.

Gdy Gudrun coś zdecydowała, nikt nie był w stanie 
skłonić jej do zmiany postanowienia. Jeśli Runa za-
cznie marudzi , zajm  si  ni  s u ce z Gaupås. Naj

ć

ą ę

ą ł żą

-

ważniejsze, by nikt nie niepokoił Nielsa.

32

background image

- Spakuj jej rzeczy, bo nie wiem, kiedy... będzie po

wszystkim.

Gudrun stanęła i oswobodziła się spod jego uści-

sku.

- Co masz na myśli?
Laurens podkulił ramiona.

- Twój   ojciec   leży  na   łożu   śmierci,   Gudrun.   Je

dziesz tam, by pożegnać się z nim na zawsze -. powie
dział delikatnym głosem.

Pulchna twarz Gudrun pobladła, jej szare oczy po-

ciemniały lekko. Pochyliła głowę, ale już po chwili wy-
prostowała się z godnością i schowała usta za rąbkiem 
chusteczki.

- Poproś   Martina,   by   zaprzągł   konia   -   poleci

ła - a ja przygotuję Runę do drogi.

Laurens odprowadził wzrokiem jej zwalistą sylwet-

kę, obrócił się na pięcie i wyszedł, by spełnić jej proś-
bę.

Martin postanowił odwieźć żonę i dziecko do Gaupås. 
Uzna   za   konieczne,   by   wesprze   Gudrun   w   trudnej

ł

ć

 

godzinie. Wdrapując sie na wóz, dostrzegł ślady łez na 
jej   zaczerwienionym   obliczu.   Biedna   Gudrun,   miała 
utracić człowieka, który był jej najbliższy. Martin szyb-
ko^odgadł, że Nielsa łączyła z córką szczególna więź, 
a   kiedy   Gudrun   została   gospodynią   w   Storedal,   ta 
więź  stała się jeszcze silniejsza. Co dziwne, Gudrun 
rzadko odwiedzała dom rodzinny, ale można to było 
łatwo wytłumaczyć mnogością nowych obowiązków.

33

background image

Siedzieli blisko siebie. Czasami ich kolana dotykały 

się lekko, ale tym razem Gudrun nie odsuwała się. Wy-
dawało się, że w ogóle tego nie zauważa.

Martin skierował spojrzenie na dziecko, które spa-

ło słodko w dużym koszu, stojącym u ich stóp. Ruchy 
wozu ukołysały je do snu. Z początku Martin nie chciał 
mieć z nim nic do czynienia, wściekły, że Gudrun od-
mawia podania nazwiska ojca dziewczynki. Dziecko 
stało się widocznym symbolem jej niewierności, zdra-
dy, która w ogóle nie napawała jej wstydem.

Przed dwoma dniami Runa rozpłakała się żałośnie 

w kołysce, a Martin wpadł w złość, bo ani Gudrun, ani 
żadna ze służących nie pośpieszyły, by ją uciszyć. Mar-
tin odłożył gazetę i podszedł do kołyski. Ujrzał małą za-
czerwienioną twarzyczkę i usta otwarte do krzyku. Mała 
zacisnęła piąstki, a z jej oczu tryskały łzy. Kiedy położył 
dłoń na jej piersi, poczuł, jak serce dziecka bije w oszala-
łym rytmie. Pod dotykiem jego ręki dziewczynka zaczę-
ła łapać powietrze, a płacz przeszedł w żałosne łkanie.

Kiedy wsunął palec wskazujący w zaciśniętą piąst-

kę i ze zdumieniem dotykał króciutkich paluszków, w 
jego sercu zaszła gwałtowna odmiana. Uczucia zalały 
go gorącą falą i w jednej chwili zrozumiał swój błąd: 
złości na Gudrun nie powinien przenosić na dziecko. 
Dziewczynka była już na tym świecie i nic tego nie 
mogło zmienić.

Ostrożnie wyjął małą z kołyski i położył ją sobie na 

ramieniu. Delikatnie pogładził ją po plecach. Dziew-
czynka  przestała  płakać,  słyszał  jedynie  jej  cichutki 
oddech tuż przy uchu.

34

background image

Gudrun pociągnęła nosem i wytrąciła Martina z za-

myślenia. Poczuł się nieswojo, Gudrun bowiem rzad-
ko dawała upust emocjom. Miałby objąć ją w geście 
współczucia czy udać, że nic nie zauważył? Wybrał to 
drugie rozwiązanie, nie wiedząc, jak by zareagowała 
na ten nagły odruch troski.

- Chcesz,   żebym   przyjechał   po   ciebie   wieczo

rem? - spytał, kiedy dotarli na miejsce.

Gudrun podniosła na niego zapłakane oczy i w ką-

cikach jej ust pojawił się gorzki uśmiech.

- Nie,   Martin.   Poproszę   Gulbranda,   by   nas   od

wiózł, kiedy... będzie po wszystkim.

Choć raz jej głos był miękki i przyjazny.

-Jak  chcesz   -  wzruszył  ramionami   Martin.  -  Nie 
martw się o dom. Teraz musisz być przy nim.
-Tak  - odrzekła  bezbarwnym  tonem i  z  Runą  w 
ramionach ruszyła do drzwi.

W tej samej chwili, kiedy lensman kończył zdawać re-
lację z wydarzeń w Gaupås, drzwi dworu otworzy y si

ł

ę 

pod czyimś  gwałtownym  pchnięciem.  Jeden z męż-
czyzn biorących udział w pościgu wszedł energicznie 
do środka. Na widok zgromadzonych stropił się, za-
trzymał i zdjął kapelusz.

- Panie Thuesen, złapaliśmy zbiega!

Lensman zerwał się z miejsca i uśmiechnął szeroko.

- To wspaniale! Gdzie jest ten morderca?
Mężczyzna obracał kapelusz w dłoniach.

35

background image

- Wsadziliśmy   go   do   lochu   w   domu   lensmana.

Już znalazł się za kratkami!

Pan Thuesen cmoknął z zadowoleniem i zwrócił się 

do Kristiana.

- Dziękuję za gościnę. Wybaczy mi pan, że się już

pożegnam. Muszę przesłuchać tego łotra w lochu!

Ten dzień obfitował w nadmiar wrażeń. Inga jak 

przez mgłę dostrzegła, że Kristian wzdrygnął się na 
słowa lensmana. Czy chodziło o sposób, w jaki pan 
Thuesen   wypowiedział   tę   kwestię?   Nie,   stwierdziła, 
patrząc, jak policzki ojca wolno przyoblekają się w bla-
dość, on nie miał zwyczaju przejmować się takimi dro-
biazgami.

I  nagle  zrozumiała:   reakcję  ojca  wzbudził  wyraz 

„loch"!   Spojrzała   na   niego   podejrzliwie.   Wyraz 
twarzy  Kristiana   zdawał   się   potwierdzać   jej 
przypuszczenie.  Czyżby ojciec zawarł kiedyś bliższą 
znajomość  z tym  miejscem?  Nie skomentował  słów 
lensmana i nie wykonał żadnego gestu, by się z nim 
pożegnać. Po prostu patrzył przed siebie.

Kiedy   lensman   i   jego   ludzie   wyjechali,   Inga 

otrząsn a si  z ot pienia. Nie mia a czasu zosta  tu

ęł

ę

ę

ł

ć

 

d u ej!   Jej   m

  le a   ci

ko   ranny   w   Gaupås,

ł ż

ąż

ż ł

ęż

 

balansuj c na 

ą

cienkiej linie między życiem a śmiercią.

background image

4

Niels nie umarł tej nocy, jak przewidywał lekarz, wszy-
scy jednak zdawali sobie sprawę, że świeca jego życia 
się dopalała. Z należytą ostrożnością przeniesiono sę-
dziego do jego własnej sypialni. Inga uznała to za ko-
nieczne, bo łóżko i rzeczy Emilii znajdowały się w jej 
pokoju. W  ten sposób nie  zakłóci  spokoju chorego, 
chcąc przebrać lub położyć córeczkę.

We dworze nastały chaotyczne dni, ale na całe szczęś-

cie Inga nie musiała zajmować się gospodarstwem. Kri-
stiane i Eugenie wypełniały przykładnie swoje obowiąz-
ki, a Marlenę zatroszczyła się o zwierzęta.

Inga uradowała się, kiedy chłopiec stajenny lens-

mana odprowadził Mikrusa. Starannie zbadała ogiera i 
stwierdziła, że nie doznał najmniejszego uszczerbku. 
Mikrus rżał donośnie, a Czarnulka wystawiła głowę z 
boksu.   Chłopiec   podprowadził   Mikrusa   do   klaczy  i 
konie otarły się chrapami w geście powitania.

Strumień sąsiadów i krewnych ciągnął do dworu,

37

background image

wszyscy chcieli pożegnać się z sędzią. Indze nie przy-
padło to do gustu, myśl, że będą gapić się na bezwład-
ne ciało jej męża, wydała się jej odpychająca. Nikomu 
innemu to nie przeszkadzało, więc milczała. Zaglądała 
jednak do niego za każdym razem, kiedy pojawiał się 
kolejny gość, wygładzała włosy na głowie i ocierała śli-
nę z kącików ust.

Gudrun przyjmowała te oznaki troski o  jej  ojca z 

niechęcią. W pokoju panowała atmosfera nienawiści i 
zazdrości, ale Inga się tym nie przejmowała. Gudrun 
doceniała, że ojciec ma dobrą opiekę, ale nie podobało 
się jej,  iż to macocha przygotowywała go na ostatnią 
drogę.

- Ja to zrobię - burknęła, kiedy Inga weszła do po

koju po raz czwarty. - Postaw miskę na komodzie, sama
go umyję.

Inga nie zaprotestowała i wymknęła się za drzwi.

Nie mogła zaprzeczyć, że na widok Runy, córki Gu-

drun, doznała szoku. Koszyk z dziewczynką umiesz-
czono w kuchni i wszystkie służące poświęcały jej mnó-
stwo uwagi. Wystarczył jeden pisk i zaraz ktoś brał ją 
na ręce i uspokajał. Emilia rozpromieniła się, ujrzawszy 
niemowlę. Klękała przy koszyku, obserwowała Runę 
i z wielką ochotą dotykała jej i obrzucała pieszczotami. 
Czasami Inga musiała hamować jej zapał.

-Kooocha dzidzię - powiedziała, rozciągając sa-
mogłoskę,   i   przeciągnęła   czubkiem   palca   po 
delikatnym policzku Runy.
-Kocha - powtórzyła Emilia i przytuliła się do ma-
łej.
Inga przyglądała się obu dziewczynkom, ale szcze-

38

background image

golną uwagę poświęcała Runie. Musiała przyznać, że 
Runa jest ładnym dzieckiem. Miała duże oczy barwy 
szarej,   gładką,   miękką   skórę   i   małe   czerwone   us-
teczka. Większość niemowląt rodziła się z czarnymi 
włosami,   natomiast   czubek  głowy  Runy  zdobił   nie-
wielki kosmyk jasnych loków.

Imię dziewczynki też ją frapowało. Wiedziała, że to 

stary norweski wyraz znaczący „tajemnica". Czy Gu-
drun wybrała je bez przyczyny, czy ze względu na zna-
czenie? Runa była przecież mroczną tajemnicą Nielsa 
i jego córki...

Na trzeci dzień pojawiły się oznaki rychłej śmierci: 
sine   paznokcie   i   chrapliwy  oddech.   Policzki   Nielsa 
zapadły się, jego usta cały czas pozostawały otwarte.

Inga podeszła cicho do jego łóżka. Gudrun ledwo 

trzymała się na krześle.

- Odpocznij, Gudrun - powiedziała Inga. - Posiedzę

przy nim. Dam ci znać, gdyby jego stan się pogorszył.

Gudrun zamrugała powiekami, oczy miała zaczer-

wienione.

Inga zrozumiała, że jej propozycja  była  kusząca. 

Córka Nielsa nie odeszła od łóżka umierającego od 
chwili, kiedy przybyła do dworu. Chwilami zapadała 
w sen, ale budziła się, kiedy ktoś wchodził do środka. 
Nie odmówiła Indze od razu, więc chyba naprawdę nie 
panowała już nad zmęczeniem.

- Sama nie wiem... - zaczęła Gudrun niepewnie. -

Powinnam zostać z ojcem.

39

background image

- Ja z nim zostanę - powiedziała ostrożnie Inga.
Gudrun wyprostowała się.
- Tylko żeby mu się nie pogorszyło w twojej obec

ności.

Inga zaniemówiła. Czyżby ta kobieta zamierzała 

prawić jej złośliwości w takiej chwili?

- Pogorszyło? - powtórzyła z niedowierzaniem.
Gudrun rzuciła hardo głową.
- Już od dawna życzysz mu śmierci! Jeśli udusisz

go, kiedy będę odpoczywać, to oskarżę cię o morder
stwo!

Inga osłupiała. W pierwszej chwili nie wiedziała, 

co odpowiedzieć. Komentarz Gudrun był niesłycha-
ny, ale Inga nie straciła panowania nad sobą. W końcu 
Gudrun była pogrążona w żałobie.

- Miejmy więc nadzieję, że nie umrze w twojej

obecności - odrzekła, siląc się na spokój - i nie będę
miała okazji obwinie cię o to samo.

Złapała Gudrun za ramiona i wyprowadziła z po-

koju. Zdecydowanym ruchem zamknęła drzwi, zanim 
Gudrun zdążyła wygłosić kolejną kąśliwą uwagę.

Nad Gaupås zapad a noc. Inga wygl da a przez zie

ł

ą ł

-

lonkawe, nierówne szyby. Drzewa oświetlone sierpem 
księżyca rzucały długie cienie. Wierzchołki olbrzy-
mich świerków kołysały się na wietrze.

Gulbrand zapalił dwie pochodnie przy drzwiach 

wejściowych. Miały się palić, póki Niels pozostawał 
przy życiu. Gest służącego wzruszył Ingę. Płomie-

40

background image

nie pochodni chybotały się pod podmuchami wiatru. 
Ich blask docierał aż do okna.

Noc była  długa i bezsenna. Inga mrugała  raz po 

raz, by zwilżyć wyschnięte spojówki. Usiłowała czytać, 
ale w świetle samotnej świecy litery w książce ledwie 
były widoczne. Nie chciała zapalać kolejnych, by nie 
niepokoić Nielsa.

Kiedy świeca się dopaliła, Inga podniosła się z krze-

sła, by wymienić ją na nową. W tej samej chwili Niels 
poruszył się i wydał z siebie dziwny gardłowy dźwięk. 
Dziewczyna opadła ńa krzesło i znieruchomiała. Umie-
ra, taka myśl przebiegła je) przez głowę. Z napięciem 
nasłuchiwała odgłosów od strony łóżka. Miała ochotę 
wstać i obudzić Sigrid. Sigrid mogłaby powiadomić 
Gudrun, zastanawiała się gorączkowo, ale się nie poru-
szyła. Jeśli Niels miał teraz dokonać żywota, to powin-
na być u jego boku, a nie biegać po korytarzach.

Gwałtowne dreszcze wstrząsnęły ciałem sędziego.

- Niels, Niels - szepnęła Inga i położyła dłoń na

piersi męża,  by go uspokoić.  Pod czubkami  palców
wyczuła zarys obojczyka i żeber, sędzia wychudł bar
dzo w ciągu ostatniego tygodnia.

Niels poruszył głową i otworzył oczy. Jego wzrok 

był zamglony, spojrzał na nią bezradnie. Usiłował coś 
powiedzieć, ale nie zdołał.

- Jesteś   w   swoim   łóżku   -   wyjaśniła   ostrożnie

Inga.   -   Nie   bój   się,   Niels.   Bjernar   został   złapany  i 
lens-
man wtrącił go do lochu. Już tutaj nie wróci. Nie do
stanie ani ciebie, ani mnie.

Kącik jego ust opadł, ale nie sposób było powie-

41

background image

dzieć, czy poruszył nim bezwiednie, czy usiłował się 
uśmiechnąć.

- Siedzimy przy tobie na zmianę - ciągnęła chao

tycznie Inga - najczęściej jednak pilnuje cię Gudrun.
Nie odstąpiła od twojego boku, Niels. Chcę, żebyś to
wiedział.

Prawa ręka sędziego była bezwładna. Usiłował po-

ruszyć lewą.

- Nie wytężaj się, Niels - uspokajała go. - Myślę,

że wiem, co chcesz powiedzieć. - Schyliła głowę i za
myśliła się. Nie wiedziała, czy powinna zdobyć się na
szczerość. - Kazirodztwa nigdy ci nie wybaczę - ciąg
nęła, unosząc czoło. - To był straszny czyn i wciąż nie
mogę uwierzyć, że to zrobiłeś. Widziałam twoją cór
kę. Piękne dziecko, ale urodziło się ze skazą. Nie, Runa
nie jest upośledzona, ale ma kalekie rączki. Nie będzie
bardzo cierpieć z tego powodu, ale całe życie nosić bę
dzie piętno zła, które wyrządziłeś Gudrun. Modlę się
do niebios, by ludzie ze wsi nigdy nie poznali prawdy.

Niels mrugnął jednym okiem. Z drugiego oka po-

płynęły łzy.

- Musisz wiedzieć, Niels, że nigdy nie zdradzę wa- .

szej tajemnicy. Nigdy. I nie dlatego, że usprawiedli
wiam wasz czyn, ale po to, by uchronić dziecko przed
niepotrzebnym cierpieniem. Gdyby prawda wyszła na
jaw, Runa przeżyłaby katusze.

Inga czuła się podle. Niels leżał bezsilny, nie mógł 

się bronić. Nabrała tchu przed ostatnim wyznaniem.

- Nie   byłeś   mężem,   o  jakim   marzyłam.   Dobrze

o tym wiesz. Ja też jednak nie stałam się twoją wy-

42

background image

marzoną żoną. Darzyłeś własną córkę chorą miłością, 
a musiałeś się zadowolić mną. Czasami zastanawiam 
się, jakie mogłoby być nasze małżeństwo, gdybyśmy 
traktowali się z szacunkiem. Gdybym starała się ciebie 
pokochać... - Wezbrało w niej obrzydzenie  na samą 
myśl, że mogłaby dzielić z nim łoże. - Przeszłość jest 
już za nami, Niels, i nie ma co gdybać. Nic nie wymaże 
naszych sprzeczek i kłótni.

Niels zacisnął powieki, łzy płynęły ciurkiem po jego 

pobrużdżonej twarzy.

Inga chwyciła jego dłoń i ścisnęła delikatnie.

- Ludzie dobrze o tobie mówią, Niels, i to wspo

mnienie zachowam na zawsze. Służących traktowałeś
jak równych sobie i za to też należy ci się szacunek.

Z piersi sędziego wydobył się charkliwy dźwięk. Niels 
powoli rozwarł powieki i spojrzał przenikliwie na Ingę. 
Inga wstała i musnęła ustami jego czoło.

- Umieraj ze spokojem w duszy, Niels. Niech twoja

ostatnia podróż będzie spokojna, tak jak spokojne jest
teraz moje serce.

Zacisnął dłoń na jej dłoni, a po chwili uszła z niej 

cała moc. Sędzia patrzył szklistym wzrokiem w sufit. 
Inga westchnęła i zamknęła mu powieki.

Niels Gaupås nie  y .

ż ł

Inga obudziła Sigrid.

Sigrid opuściła szybko stopy na podłogę i zaczęła 

pocierać oczy.

- Co się stało? - spytała z lekką irytacją.

43

background image

-Twój ojciec wydał ostatnie tchnienie. 
Sigrid przeraziła się.
-To znaczy, że... nie żyje? Inga 
skinęła głową.

- Zasnął   spokojnie,   Sigrid.   Nie   cierpiał.   Musisz

pamiętać, że był już stary.

Sigrid pociągnęła nosem.

- Tak, wiem, ale... To takie dziwne, że już go nie

ma...

Inga poklepała ją pocieszająco po ramieniu.

- Rozumiem.  Chcę, żebyś  powiadomiła  Gudrun.

Ona śpi na kanapie w gabinecie.

Sigrid skrzywiła się, ale nie odmówiła prośbie.
Inga zostawiła pasierbicę i ruszyła do kuchni, by roz-

palić w piecu. Obawiała się reakcji Gudrun, ale i tak 
nic nie mogła poradzić. Zamierzała traktować płacz, 
złorzeczenia i bezrozumne uwagi z pobłażaniem. Tego 
dnia nie ma miejsca na swary, bo śmierć przeszła przez 
ten dom.

Zdążyła zagotować owsiankę, kiedy zwalista syl-

wetka Gudrun pojawiła się w drzwiach. Jej blada twarz 
była spuchnięta od łez. Na widok dymiącego garnka 
pełnego strawy wydęła usta z wyrzutem.

-Ojciec nie żyje - warknęła - a ty myślisz o jedze-
niu!
-Jeść   trzeba   -   odrzekła   spokojnie   Inga.   -  Ludzie 
mają   przed   sobą   dzień   pracy.   Poza   tym   zwłoki 
muszą  leżeć   dwie   godziny,   zanim   się   nimi 
zajmiemy.
Słowo „zwłoki" ledwie przeszło jej przez usta. Taka 

jednak jest rzeczywistość, pomyślała trzeźwo.

44

background image

Gudrun podskoczyła ku niej z zaciśniętymi  pięś-

ciami.

-Ty... ty! Wiedziałaś, że chciałam być przy nim w 
chwili śmierci! Ty przeklęta, egoistyczna...
-Uważasz, że powinnam biec do ciebie i zostawić 
go samego, kiedy wydawał ostatnie tchnienie? To 
nazywasz egoizmem?

Oszalała z bólu Gudrun zaczęła wymachiwać ra-

mionami, ale Inga błyskawicznie chwyciła ją za nad-
garstki.

-Zastanów się, Gudrun. Twój ojciec nie był sam, 
kiedy   odchodził   z   tego   świata.   Nie   to   jest 
najważniejsze?
-I to musiałaś być   ty,  ty  ze  wszystkich  ludzi  na 
świecie!   -   Gudrun   wyrwała   się   z   uścisku   i 
oskarżyciel-sko wbiła w nią palec wskazujący.

Inga wzruszyła ramionami.

- To Niels wybrał mnie na żonę. Na dobre i na

złe.

Gudrun chlipnęła głośno i cofnęła się.

Inga   westchnęła.   Nie   zatrzymała   Gudrun,   tylko 

skończyła   przygotowywać   poranny   posiłek.   Tysiące 
myśli przelatywało jej przez głowę, ale była zbyt zmę-
czona, by nad nimi zapanować. Czekało ją mnóstwo 
obowiązków, na odpoczynek przyjdzie czas.

- Wieczorem   będziemy   wspominać   naszych

zmarłych   -   oznajmiła,   kiedy   wszyscy   zebrali   się 
wokół
stołu. - Niels odszedł o świcie, doktor zjawi się rano,
by wystawić akt zgonu.

Spojrzała przelotnie na Gudrun, która znów się po-

45

background image

jawiła. Najstarsza córka sędziego kurczowo ściskała 
dłonie.

- Gulbrand,   możesz   odmówić   Modlitwę   Pań

ską? - spytała Inga, kiedy wszyscy się posilili.

Na   ogorzałej   twarzy  służącego  pojawił   się   wyraz 

nabożeństwa. Donośnym głosem zmówił Ojcze nasz, ■ 
finalne „Amen" powtórzyli wszyscy zgromadzeni.

Panował nastrój powagi, kiedy ludzie rozchodzili 

się do swoich obowiązków. Inga została z Sigrid i Gu-
drun.

- Powinnyśmy   umyć   ciało,   zanim   zjawi   się   le

karz...

-To obowiązek jego córek! - przerwała jej Gudrun. 
Sigrid cofnęła się z przestrachem.
-Boję się... - powiedziała przez drżące wargi.

-Strach nie ma tu nic do rzeczy! - Gudrun szturch-
nęła ją w plecy. - Musisz okazać szacunek ojcu!
-Proszę... - Sigrid spojrzała błagalnie na Ingę.
-Dobrze, Sigrid - ucięła dyskusję Inga. - Nie będę 
cię do niczego zmuszać. Możemy z Gudrun...
-W takim razie sama to zrobię - postanowiła Gu-
drun. - Wyprasuj jego lnianą koszulę - zarządziła 
złośliwie   i   zaczęła   gromadzić   niezbędne 
przedmioty: ście-reczki, ręcznik, miskę i mydło.

Inga uśmiechnęła się życzliwie do Sigrid, a ta odpo-

wiedziała jej spojrzeniem pełnym wdzięczności.

Wyszukała śnieżnobiałą koszulę, uszytą specjalnie 

na cele pochówku. Wciąż miała mętlik w głowie, ale 
starała  się  nie  myśleć  o  Bjornarze  i  dramatycznych 
wydarzeniach związanych z jego osobą. Wspomnienie

46

background image

tamtych   chwil   nadal   przeszywało   ją   zimnym   dresz-
czem, a moment obecny wymagał od niej skupienia 
się na innych sprawach.

Trudno było uwierzyć, że żyła z Nielsem ponad dwa 

lata, a nawet spłodziła z nim córkę. Wciąż wzdrygała 
się z obrzydzenia, wracając pamięcią do tamtej strasz-
nej chwili, choć czas jakoś zaleczył tę ranę. Wyblakłe 
wspomnienie powracało coraz rzadziej.

To było w jakiś sposób... dziwne, ta świadomość, 

że jej mąż leżał martwy w sypialni. Nie należała już 
do niego. Nie należała do żadnego mężczyzny.  Była 
wolna. Wolna. Inga smakowała brzmienie tego słowa. 
Czuła nieomal fizyczną ulgę. Miała nawet ochotę się 
uśmiechnąć, ale się powstrzymała. Nie upadła jeszcze 
tak nisko, by cieszyć się ze zgonu męża.

Wzięła wykrochmaloną  i wyprasowaną koszulę i 

ruszyła   w   górę   schodów.   Zatrzymała   się   przed 
drzwiami sypialni i zapukała.

Nikt nie odpowiedział.
- Kładę koszulę pod drzwiami - powiedziała. Gu-

drun z pewnością usłyszała  pukanie, ale  nie  zamie-
rzała otworzyć. Inga pośpieszyła do swojego pokoju, 
by zapleść włosy i zmienić bluzkę przed przybyciem 
lekarza.   Zajęta   dzieckiem   i   wydawaniem   poleceń 
służbie, dotąd nie miała na to czasu.

Ledwie się przebrała, kiedy na dziedziniec wtoczył 

się powóz doktora. Inga wygładziła fałdy ubrania i wy-
szła go przywitać. Koszuli już nie było. Powodowana 
ciekawością Inga weszła do pokoju zmarłego.

Gudrun starannie zaczesała rzadkie kosmyki wło-

47

background image

sów sędziego, ubrała go w czarne lniane spodnie i białą 
koszulę. Z zamkniętymi oczyma i ustami wyglądał jak 
pogrążony w spokojnym śnie. Złożone dłonie przycis-
kały BibUc.

Gudrun stała nieruchomo na środku pokoju. Mu-

siała domyślić się jej obecności, bo odezwała się gło-
sem przepełnionym gorzkim żalem i niechęcią.

- Wyjdź, Ingo. Niels nie żyje i teraz już chyba może 

należeć do mnie?

Obróciła się wolno i zmierzyła ją tak nienawistnym 

spojrzeniem, że Inga musiała położyć dłoń na piersi, 
by uspokoić oddech.

background image

5

Nielsa pochowano siódmego dnia po śmierci. Cały ten 
czas jego odświętnie przystrojone ciało leżało na ma-
rach i dopiero bladym świtem Gulbrand i Torę prze-
nieśli je do trumny. Trumnę wniesiono do największej 
izby, do której ciągnął strumień żałobników.

Kiedy Inga weszła do środka i zbliżyła się do trum-

ny, by uczcić zmarłego minutą ciszy, spoczęło na niej 
wiele ciekawskich spojrzeń. Stanęła wyprostowana i 
skłoniła głowę, wiedząc, że przyszła na nią godzina 
próby.  Ludzie przypatrywali  się jej w poszukiwaniu 
oznak żałoby, a ona walczyła z własnymi uczuciami. 
Ogarnęła ją żałość na myśl o tym małżeństwie, które 
nigdy nie dorosło do  jej  marzeń. Dla Nielsa też nie 
okazało się niczym szczególnym. Czuła się podle, bo 
właściwie nigdy nie była  dla niego dobra. Niels nie 
chciał jej krzywdy, tylko po prostu nie potrafił zapa-
nować nad pożądaniem. Z drżeniem wspominała ten 
pierwszy raz, wciąż słyszała echo własnego płaczu, jego

49

background image

twardy głos, czuła stalowy uścisk dłoni, które ciągnęły 
ją w dół. Wciąż pamiętała przenikliwy ból, który zda-
wał się rozdzierać jej ciało...

Niels   pozostawał   w   niewoli   własnej   żądzy. 

Najgorsze jednak było to, że sprowadził ją do dworu, 
by   oddalić   od   siebie   podejrzenia.   Kto   mógł 
przypuszczać,  że   sędziego   łączy   chory   związek   z 
własną córką?

Inga nie życzyła mu nagłej śmierci, bo na nią nie 

zasłużył, ale nie potrafiła zdusić w sobie radości z tego, 
co zaszło. Niels nie mógł już stanowić o jej losie, a poza 
tym... A poza tym skończył się czas panowania Gu-
drun! Teraz ona, Inga Karolin  Gaupås, sta a si  w a

ę

ł

ę ł ś-

cicielką zabudowań, lasów i pól, sprzętów i pieniędzy, 
zwierzchniczką   służby.   Mogła   posłać   Gudrun   do 
wszystkich diabłów, jeśli tylko przyjdzie jej na to ocho-
ta!

Wzięła   się   w garść,   tłumiąc  tę  nagłą   ekscytację. 

Nie   wypadało   okazywać   pychy,   stojąc   nad   trumną 
małżonka. Haczykowate palce Nielsa spleciono mu na 
piersi, paznokcie obcięto. Ze zdumieniem dostrzegła, 
że   ktoś,   zapewne   Gudrun,   nasunął   mu   obrączkę 
ślubną   z   małżeństwa   z   Andrine   na   palec   serdeczny 
lewej ręki, tak że złoto błyszczało teraz na obu jego 
dłoniach. Gudrun powinna była spytać o zgodę, uznała 
Inga,   ale   nie  zamierzała   czynić   jej   z   tego   powodu 
wyrzutów.

Zapadnięte   policzki   Nielsa   były   gładko  ogolone, 

przerzedzone siwe pasemka włosów ułożone starannie 
na   głowie.   Wyglądał   jak   za   życia,   pomyślała   z 
nabożeństwem   Inga.   Rozcięcie   na   czole   umyto   i 
oczyszczono, a brzegi rany nie były już pokryte

50

background image

opuchlizną. I tak oto  jej  małżonek żegnał się z tym 
światem.

Skinęła głową w kierunku Gudrun i Sigrid i córki sę-

dziego wystąpiły do przodu. Sigrid chwyciła ją za rękę 
i Inga poczuła, że dziewczyna nie panuje riad dreszcza-
mi. Biedna Sigrid, pomyślała ze współczuciem, Niels 
był wprawdzie w podeszłym wieku, ale śmierć przyszła 
nań niespodziewanie. Na bladej twarzyczce Sigrid ma-
lowało się cierpienie, ale Inga nie miała wcale pewno-
ści, że utrata ojca była jedyną przyczyną jej zdenerwo-
wania. Sigrid nosiła w sobie jakieś tajemnice, których 
znaczenia nie potrafiła sobie wytłumaczyć. Inga miała 
nadzieję, że będzie przy niej, kiedy Sigrid przyjdzie 
zmierzyć się ze złymi myślami.

Gulbrand   podniósł   wieko   trumny   dostojnym   ru-

chem, położył je na miejsce i przybił spokojnie i z na-
maszczeniem.

Na   zewnątrz   czekała   Czarnulka   przystrojona   w 

wypolerowaną, odświętną uprząż. Inga zdziwiła się, 
że to klacz, a nie Mikrus, odwiezie Nielsa na miejsce 
ostatniego   spoczynku.   Słyszała,   że   kiedy   znaleziono 
sędziego,   Czarnulka   zachowywała   się   niespokojnie. 
Sama  zresztą   też   darzyła   Mikrusa   większym 
zaufaniem. Jednakże Gulbrand wiedział zapewne, co 
czyni, wybierając klacz. Tradycja nakazywała zresztą, 
by kary koń ciągnął karawan.

Kiedy trumnę złożono na wozie, ludzie zbili się w 

gromadę. Trumna nie była malowana, zbito ją z sos-
nowych desek pozbawionych sęków. Drewno pięknie 
błyszczało i wciąż pachniało lasem. Wieńce spleciono

51

background image

z czerwonych, żółtych i pomarańczowych liści. Barwy 
jesieni efektownie kontrastowały z zielenią świerko-
wych gałązek i bielą szarf.

Dwóch starszych krewnych pana Gaupåsa poprze-

dza o  trumn ,  nios c  zapalone   wiece.  Poruszali   si

ł

ę

ą

ś

ę 

wolnym krokiem, miny mieli powa ne i podnios e.

ż

ł

Nagły   podmuch   wiatru   przemknął   nad 

dziedzińcem i zgasił lewą świecę. Kobiety krzyknęły z 
przestrachem  i   orszak   żałobników   stanął   w   miejscu. 
Torę   zachował   się  rezolutnie,   podbiegł   i   ponownie 
zapalił świecę.

Inga jęknęła i położyła dłoń na piersi. Wiedziała, 

co to za znak: zdmuchnięta świeca oznaczała kolejny 
zgon. Jeśli gasła prawa, śmierć czekała mężczyznę, jeśli 
lewa, kobietę.

Jakaś kobieta z dworu lub z żałobnego orszaku mia-

ła wkrótce pożegnać się z tym światem.

Czarnulka wyprowadziła wóz z dziedzińca, a ludzie 

wciąż rozpamiętywali to zdarzenie. Inga poczuła, jak 
oblewa ją fala gorąca, a na czoło występuje zimny pot. 
Nie dawała wiary starym przesądom, a jednak nie po-
trafiła przestać zastanawiać się, do kogo los kierował 
ostrzeżenie. Może do niej samej... Nie, miała nadzieję, 
że przepowiednia nie jej dotyczy. Dotąd spoglądała w 
przyszłość   obojętnie,   ale   teraz   pojawiła   się   iskierka 
nadziei.

Może zgaśnie świeca Sigrid? Mogło tak być, zasta-

nawiała się Inga, bo dziewczynę coś gnębiło. Wszyscy 
to widzieli. Może zamierzała targnąć się na własne ży-
cie? Inga wzdrygnęła się, odpędzając od siebie to przy-
puszczenie, ale złe myśli nie chciały jej opuścić.

52

background image

A może chodzi o Gudrun? O nie, ta kobieta była jak 

kot, który ma siedem żywotów.

To mogła być każda z nich, może któraś ze staruszek 

podążających za trumną. Choćby Emma. Należała do 
najstarszych kobiet w okolicy i wkrótce jej serce przesta-
nie bić. Inga zadrżała i skierowała myśli na inny tor.

Pastor Mohr wygłosił piękne kazanie nad trumną Niel-
sa. Byłoby dziwne, gdyby tego nie uczynił, bo Niels nie 
żałował grosza na potrzeby świątyni, a poza tym los 
duchownych zależał w dużej mierze od przychylności 
lokalnych urzędników. Pastor Mohr trząsł się z zimna 
w cienkiej sutannie i starał się skupić na sobie uwagę 
zgromadzenia.

Inga wiedziała, że Niels wysłał list do biskupa, in-

formując go, że pastor skłamał pod przysięgą podczas 
procesu między Hedvig z 0vre Gullhaug a jej ojcem, 
Kristianem Svartdalem. Minie zapewne sporo czasu, 
zanim biskup rozpatrzy sprawę, ale pastorowi Mohro-
wi ta lekcja cierpliwości wyjdzie jedynie na zdrowie.

Inga pochyliła głowę, usiłując się skupić. Nie wie-

działa, skąd bierze się ta jej obojętność. Może po pro-
stu nie zdawała sobie w pełni sprawy z tego, co zaszło. 
Emocje przyjdą później, kiedy jej uwagi nie będą już 
zaprzątać codzienne obowiązki.

Sądziła, że po dwóch utarczkach z Gudrun prze-

stanie jej współczuć. Tymczasem widok Gudrun wal-
czącej   bezsilnie   z   łzami   sprawił   jej   niewymowną 
przykrość. Córka sędziego przyłożyła  chusteczkę do 
ust,

53

background image

by stłumić łkanie, a strumienie łez płynęły po jej pulch-
nych policzkach. Obfite piersi Gudrun falowały i Inga 
pojęła, że pasierbica zanosiła się płaczem za zaciśnię-
tymi zębami. Biedna kobieta, miała złożyć w ziemi cia-
ło jedynego mężczyzny, którego kochała...

Ironia losu sprawiła, że w nawie kościoła Kristian 

Svartdal i Laurens Storedal znaleźli się obok siebie po 
obu stronach trumny.  Z przodu postępowało dwóch 
kuzynów Nielsa, potem dwóch jego szwagrów, a na 
końcu dwóch odwiecznych wrogów.

Spojrzenia Kristiana i Laurensa spotkały się, kiedy 

obaj schylili się, by złapać za uchwyt trumny. Porozu-
mieli się bez słów: na czas uroczystości obowiązuje za-
wieszenie broni.

Stypa   wlokła   się   niemiłosiernie.   Inga   prowadziła 
puste  pogawędki   z   sąsiadami   i   dalekimi   krewnymi 
Nielsa,   których   widziała   po   raz   pierwszy   w   życiu. 
Zauważyła   z   niemałym   zdumieniem,   że   wśród 
zgromadzonych panował zgoła... wesoły nastrój, jakby 
wszyscy już zdążyli zapomnieć, że sędziego złożono 
w ziemi parę godzin wcześniej. Flaga powiewała na 
maszcie na znak,  że właściciel dworu pożegnał się z 
życiem.

Inga zezwoliła służbie na udział w stypie. Wydało 

się jej to oczywiste, Gulbrand i Torę znali Nielsa lepiej 
niż niektórzy z jego krewnych.

Wyszła do kuchni, by przynieść kolejne dzbany z pi-

wem, kiedy usłyszała kroki za sobą. To była Hedvig. 
Stukała butami o drewniane deski podłogi. Inga nie

54

background image

zatrzymała się, zmarszczyła jedynie czoło, wyczekując 
z niepokojem jakiejś kąśliwej uwagi.

Chwyciła dzbanki w obie dłonie i obróciła się.
Hedvig zagrodziła jej drogę. Koci uśmiech nie wró-

żył nic dobrego.

- Nie widać po tobie żałoby!

Inga zaniemówiła i z wrażenia oparła się o stół. Od-

stawiła niezdarnie dzbany, bo ręce nagle odmówiły jej 
posłuszeństwa.

-I kto to mówi! Nie przypominam sobie, byś moc-
niej   opłakiwała   Halvdana   niż   ja   Nielsa.   W 
przeciwieństwie do ciebie, Hedvig, nie zamierzam 
wykorzystywać   śmierci   męża,   by   wyciągać   od 
ludzi pieniądze.
-Nie masz pojęcia, jak cierpiałam - syknęła Hedvig.
-Być   może   -   wzruszyła   ramionami   Inga.   -   Nie 
skradaj   się   jednak   za   mną   jak   podstępna   lisica. 
Dość   już   mam   wtrącania   się   w   moje   sprawy 
rodzinne.   Powiedz   choć   jedno   złe   słowo,   a 
przekonam ojca, by cię  pozwał. Nie zapomniał, że 
chciałaś  go  zmusić,   by  przyznał   się   do   ojcostwa 
twojego bękarta!

To nie było właściwe określenie dla Torsteina, ale 

Inga nie panowała nad sobą.

Hedvig zatupała gniewnie nogami i chciała coś po-

wiedzieć, ale w tej samej chwili w progu pojawiła się 
Gudrun.

- Ingo, mogę z tobą porozmawiać na osobności?
Nogi ugięły się pod dziewczyną. Wielki Boże,

czy ten koszmar nigdy się nie skończy? Ten dzień nale-
żał do najdłuższych w jej życiu. Gudrun nigdy wcześ-
niej nie zwracała się do niej z taką prośbą. Inga była

55

background image

zaciekawiona, ale i zarazem zaniepokojona. Czy po-
winna zdobyć się na odwagę i zostać sam na sam z tą 
nieobliczalną kobietą?

Podniosła głowę i podała dzbanki Hedvig.
- Zanieś je, przynajmniej się na coś przydasz.
Zaskoczona Hedvig wzięła dzbanki, odwróciła się

na pięcie i wymaszerowała z kuchni. 

-Mów!

- Nie tutaj - odrzekła Gudrun - wyjdźmy na we

randę. Tu się kręcą ludzie, a moja propozycja przezna
czona jest wyłącznie dla twoich uszu.

Niepokój Ingi wzmógł się, kiedy niezdarnie wkła-

dała   buty.   Chciała   znaleźć   się   za   drzwiami,   zanim 
Gudrun się na nią rzuci. To podejrzenie nieco ją za-
wstydziło,   ale>   uważała,   że   Gudrun   zdolna   jest   do 
wszystkiego.

- No więc czego chcesz? - spytała, kiedy znalazły

się w ogrodzie.

Gudrun nie śpieszyła się z odpowiedzią. Powoli umoś-

ciła się na białej ławce stojącej pod oknem kuchennym.

-Nie usiądziesz?
-Postoję - mruknęła Inga. W życiu nie wpadłaby na 
pomysł, by znaleźć się tak blisko tamtej kobiety.

Gudrun wystawiła twarz na promienie jesiennego 

słońca.

-Nie   skończyłaś   jeszcze   dwudziestu   jeden   lat, 
Ingo. Dopiero w lutym przyszłego roku...
-I co z tego? - zdziwiła się Inga.
-Jesteś   niepełnoletnia   -   stwierdziła   Gudrun,   świ-
drując ją wzrokiem.

56

background image

-Byłam mężatką, Gudrun...
-Co nie zmienia wieku pełnoletności - przerwa a jej

ł

 

spokojnie Gudrun. Za spokojnie jak na ni . - Gdy

ą

-

by nie ty, zosta abym w a cicielk  Gaupås. Ojciec

ł

ł ś

ą

 

nie   yje   -   doda a   nieco   dr

cym   g osem.   -

ż

ł

żą

ł

 

Proponuj   wi c,  

e   zostan   twoj   prawn

ę

ę

ż

ę

ą

ą 

opiekunk ,   póki   nie   sko czysz   dwudziestu   jeden

ą

ń

 

lat.

Inga nie wiedziała, czy się śmiać, czy płakać. W ży-

ciu nie słyszała równie bezczelnej propozycji.

- Ty! Ty miałabyś.

Gudrun wyprostowała się hardo.

-To  jest   mój   dom   rodzinny,   Ingo,   i   mam   prawo 
zarządzać nim w twoim imieniu!
-Nie ma mowy - rzuciła ze złością Inga. Gudrun 
nie dostanie schedy po Nielsie! Poza tym myśl, że 
Gudrun znów mia aby sprawowa  nad ni  w adz ,

ł

ć

ą ł

ę  

by a nie do zniesienia. - Nie w tpi ,  e przysz o

ł

ą

ę ż

ł ść 

Gaupås  leży   ci   na   sercu,   ale   nie   mówisz   chyba 
poważnie?

Gudrun zakołysała się jak kura na grzędzie.

- To tylko sześć miesięcy, Ingo! W lutym zwrócę ci

klucze i znów b dziesz pani  w Gaupås.

ę

ą

Inga nie posiadała się ze zdumienia.
-A więc zamierzasz się tutaj przeprowadzić?
-Oczywiście - skinęła głową Gudrun. - A jak ina-
czej mogłabym prowadzić gospodarstwo?
-Chyba masz źle w głowie! - zaśmiała się drwiąco 
Inga.   -   Gdybym   rzeczywiście   potrzebowała 
opiekuna,   to   ty  byłabyś   ostatnią   osobą,   o   której 
bym   pomyślała!   Zresztą   porozmawiam   o   tym   z 
ojcem.

Gudrun zerwała się z miejsca.

57

background image

- Wcale nie musisz! - Wsunęła rękę do wewnętrz

nej   kieszeni   żałobnego  kostiumu   i   wyciągnęła   jakiś
dokument. - Sporządziłam już umowę między nami.
Przeczytaj ją, Ingo, i podpisz w tym miejscu. - Wska
zała palcem linijkę tekstu.

Inga   obrzuciła   dokument   długim   spojrzeniem. 

Rozpoznała pismo Gudrun. Nie miała wcale przeko-
nania, że córka sędziego usiłuje ją oszukać, ale myśl o 
podporządkowaniu   się   jej   na   pół   roku   była   jej   cał-
kowicie obca. Nie zdołałaby wytrzymać jednego dnia, 
długo walczyła o własną samodzielność. A zresztą dla-
czego miałaby iść tamtej na rękę?

Odwróciła się, zamierzając odejść, ale Gudrun bły-

skawicznym ruchem przytrzymała ją za rękę.

- Powinnyśmy zachowywać się jak ludzie doroś

li   -   powiedziała   łagodnie   -   same   damy   sobie   radę
z tym problemem, nieprawdaż? Jesteś wdową po Niel-
sie, a ja jego najstarszą córką. Mam prawo, by...

Inga wyrwała się z uścisku.

.- Daj już spokój! Masz nieczyste zamiary, widzę 

to  w twoim chytrym  spojrzeniu. Nigdy nie byłaś dla 
mnie miła, aż tu nagle okazujesz mi taką troskę!

Ruszyła w kierunku schodów na werandę, ale Gu-

drun  skoczyła   jak   żbik  i   zagrodziła   jej   drogę.   Inga 
przeraziła się, obróciła na pięcie i popędziła do drzwi 
frontowych. Nie patrząc za siebie, dopadła zadyszana 
do progu i weszła do środka.

background image

6

Inga zatrzasnęła drzwi za sobą, nie mogąc zapanować 
nad drżeniem rąk. Zakręciło się jej w głowie, oparła 
się o ścianę i odchyliła w tył, by się uspokoić. Nie mog-
ła w takim stanie pokazać się ludziom. Bezczelność 
Gudrun nie miała granic! Z początku nawet uwierzyła 
w zapewnienia o chęci pomocy,  ale dziwny wzrok  i 
natarczywość tej kobiety wzbudziły jej podejrzliwość. 
Gudrun nie powiedziała jej wszystkiego...

Siląc się na spokój, wkroczyła do salonu. Ludzie 

obracali się ku niej, ale Inga nie zwracała na to uwagi. 
Stoły wciąż uginały się pod półmiskami z jedzeniem, 
piwo lało się strumieniami.

- Ojcze... - Inga chwyciła Kristiana za rękaw ko-

szuli. - Możesz poświęcić mi parę minut?

Kristian spojrzał na nią ze zdziwieniem, przeprosił 

uprzejmie swego rozmówcę i podążył za córką do ga-
binetu.

Inga rzuciła się na fotel i zmęczonym gestem od-

59

background image

garnęła kosmyki włosów z czoła. Boże, żeby ta stypa 
wreszcie się skończyła!  Zwykle  nie brała Emilii do 
swego łóżka, ale tego wieczora zamierzała położyć się 
z   córeczką.   Będą   dzielić   się   ciepłem,   pomyślała  z 
uśmiechem   na  ustach,  a   bliskość   dziecka  da   uprag-
niony spokój jej duszy. Już nie mogła doczekać się tej 
chwili.

-O co chodzi? - spytał Kristian. Inga 
wróciła do rzeczywistości.
-Musisz mnie wysłuchać, ojcze... 
Kristian poruszył się.

-Nic nie mów, tylko wysłuchaj, co mam ci do po-
wiedzenia. - Urwała, a Kristian skinął lekko głową. - 
Gudrun zaproponowa a mi w a nie,  e otoczy mnie

ł

ł ś

ż

 

kuratel .   Chce   zarz dza   Gaupås   do   czasu,   a   w

ą

ą

ć

ż

 

lutym osi gn  

ą ę

pełnoletność. Pewnie nic nie wiesz o 

naszych  kłótniach  z   Gudrun,   ale   oświadczam,   że 
się na to nie zgadzam. Po moim trupie! Choćby się 
waliło i paliło, Gudrun nie będzie się tutaj panoszyć, 
a już na pewno nie będzie rządzić mną!
-Ingo...
Inga powstrzymała go ruchem dłoni.
- Nie, ojcze, nie przerywaj mi! Pozwól mi dokoń

czyć, bo następnym razem już nie będę miała odwagi
tego powiedzieć. Proszę cię, żebyś został moim kura
torem, aż nie ukończę dwudziestu jeden lat. Przypusz
czam,   że   Gudrun   chce   w   jakiś   sposób   przejąć   całą
schedę, a ja nie zamierzam jej na to pozwolić. Jesteś
uczciwy, ojcze, i na pewno nie sprzeniewierzysz pie
niędzy własnej córki.

60

background image

Kristian ponownie chciał coś powiedzieć, ale Inga 

nie dopuściła go do głosu.

- To   może   dziwne   -   dodała   pojednawczo   -   ale

stawiam   jeden   warunek.   Ważny   warunek.   -   Niebie
skie oczy dziewczyny wpatrywały się w ojca stanow
czo. - Musisz obiecać, że mnie nie wydasz za mąż!

Kristian westchnął głośno i odwrócił wzrok.
- Nigdy   bym...   nigdy...   -   Poddał   się   i   pokręcił

gwałtownie głową. - Nie obawiaj się tego, moja miła.

Inga wzruszyła się. Ojciec nigdy nie poprosił jej o 

przebaczenie za to, że zmusił ją do małżeństwa. Ta re-
akcja była w jakimś sensie przeprosinami. Wyraźnie ża-
łował wyboru, którego dokonał dwa lata wcześniej.

- A więc mogę na ciebie liczyć?
Kristian uśmiechnął się krzywo.

-Nie   wiem,   co   Gudrun   sobie   wyobraża,   ale   ty 
wcale nie potrzebujesz opiekuna.
-Nie potrzebuję?
-Nie, Ingo, byłaś kobietą zamężną, a teraz zostałaś 
wdową. A to oznacza, że masz takie same prawa jak 
osoba pełnoletnia.
Napięcie uszło z niej jak z przekłutego balonu. Inga 

oparła łokcie na stole i ukryła twarz w dłoniach. Zmę-
czonym gestem potarła oczy i czoło.

-Gudrun   nalegała,   bym   podpisała   dokument,   w 
którym   ustanawiam   ją   kuratorem.   -   Do   Ingi   z 
wolna docierał sens intrygi. - Ona wiedziała, ojcze, 
że mam prawa osoby pełnoletniej.
-Pewnie  tak.  Sprawdziłaś,  czego dotyczyła   umo-
wa?

61

background image

-Nie, przestraszyłam się i pobiegłam do domu. W 
ogóle nie rozważałam tej głupiej propozycji.
-To dobrze, Ingo. Zresztą twoja zgoda nie miałaby 
żadnego znaczenia. To zadanie dla sądu.

Twarz Ingi rozjaśniła się w uśmiechu.

- Wracajmy do gości. Dziękuję, że zechciałeś mnie

wysłuchać.

Kristian wstał.

- Tego by tylko  brakowało - powiedział zażeno

wany. - Przecież jesteś moją córką.

Kristian upewnił się, że Inga zniknęła z pola widzenia, 
zanim podszedł do Gudrun. Gudrun nie zauważyła go 
od razu i kiedy wypowiedział jej imię, podskoczyła 
przestraszona, nieomal wylewając zawartość kieliszka.

Po wyrazie jej twarzy Kristian domyślił się, że Gu-

drun wie, z czym przychodzi. Złożyła usta w dzióbek, 
gotując się do obrony.

-Chciałbym przeczytać dokument, który pokazałaś 
Indze - powiedział spokojnie Kristian.
-A dlaczego? - prychnęła.
-Ponieważ podejrzewam,  że jego treść nie odpo-
wiada   propozycji,   którą  )e)  złożyłaś   -   wyznał 
szczerze  Kristian.   -   Z   niezrozumiałego   dla   mnie 
powodu bardzo ci się śpieszyło...

Gudrun pociągnęła łyk ponczu i uśmiechnęła się z 

satysfakcją.

- Przed chwilą spaliłam to pismo.
Kristian zdumiał się.

62

background image

-Nie wierzę ci - krzyknął podenerwowany.
-To   twoja   sprawa.   -   Gudrun   wyszczerzyła   zęby. 
-Możesz   pogrzebać   w   popiele   na   kominku. 
Zapewne  znajdziesz   jakieś   skrawki,   których   nie 
zjadły płomienie.

Kristian wyprostował się i wbił wzrok w zacięte ob-

licze Gudrun. Nie do wiary, że córki Nielsa i Andrine 
były aż tak różne: łagodna, skromna i miła Sigrid i Gu-
drun, złośliwa intrygantka. Już w dzieciństwie zawsze 
stawiała na swoim, a po tragicznej śmierci matki stała 
się nie do zniesienia. Zwrócił kiedyś na to uwagę Niel-
sowi, ale Niels zrobił się czerwony na szyi i wyjąkał, 
że dziewczynka przechodzi trudne chwile. Może Gu-
drun zamęczyła ojca na śmierć, zastanawiał się teraz 
Kristian, tak że ojciec zaczął pozwalać jej na wszystko? 
No tak, Gudrun nie była łatwa we współżyciu, ale po-
trafiła zająć się domem. Nie mając jej u swego boku, 
Niels musiałby zatrudnić gospodynię.

Kristian wziął się w garść. Nie wolno zapominać, 

że pochował tego dnia dobrego przyjaciela.

- Nie możesz sprawować kurateli nad Ingą, dobrze

o tym wiesz, Gudrun. O co ci właściwie chodzi?

Pytanie wywołało hipnotyczny blask w jej szarych 

oczach.

- Chcę tego, co do mnie należy! - syknęła. - Inga

musi podzielić spadek, żebym dostała swoją część!

Kristian cofnął się pod naporem jej słów. Dobrze 

wiedział, że ludzie potrafią bezwzględnie walczyć  o 
ziemskie   dobra,   ale   Gudrun   chodziło   o   coś   więcej. 
Postanowił się z nią podroczyć.

- To się da jakoś załatwić - oznajmił dyplomatycz-

63

background image

nie. - Niels zostawił sporą sumkę. Jeśli Inga wydzieli 
tobie i Sigrid część spadku, nie zostanie bez grosza 
przy duszy.

Z zatroskaniem wpatrywał się w cienką nóżkę kie-

liszka, który Gudrun trzymała w dłoni. Miał wrażenie, 
że Gudrun zmiażdży ją siłą swojej złości. Otworzyła 
usta, aby rzucić jakąś pogardliwą uwagę, ale jej słowa 
zabrzmiały jak syk węża.

- No właśnie, Kristianie, musisz wreszcie sprawić, 

by Inga dostała to, czego pożąda. Ona nie ustąpi ani o 
krok, by zdobyć to, co inni kochają. Raz już tak zro-
biła i nie zdziwię się, jeśli znów to powtórzy!

Energicznie odstawiła kieliszek na komodę i odda-

liła się.

Kristian nie ruszył się z miejsca. Co Gudrun miała 

na myśli? Wprawdzie rozmawiał z nią ironicznym to-
nem, ale przyznał przecież, że może dochodzić swych 
praw. Praw do majątku po matce. W zamyśleniu po-
drapał się za uchem i odsunął na bok niesforne kos-
myki włosów, które opadły mu na czoło.

To dziwne. Gudrun powiedziała najpierw, że Inga 

pragnie   rzeczy   materialnych.   Potem   jednak   dodała 
niejasne   sformułowanie:   „to,   co   inni   kochają".   Za-
brzmiało to nieomal tak, jakby miała na myśli jakąś 
osobę! To przecież niemożliwe, pomyślał z niepoko-
jem, by jego córka sprzeniewierzyła się jednemu z naj-
ważniejszych nakazów biblijnych: „Nie pożądaj żony 
bliźniego swego, ani jego sługi, ani jego służebnicy, ani 
żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego"?

64

background image

Inga i Kristian zdążyli zamienić ze sobą kilka słów, za-
nim krewni sędziego przystąpili do wygłaszania mów 
okolicznościowych.

-Rozmawiałeś z Gudrun? - spytała z ciekawością. - 
Widziałam, że staliście obok siebie.
-Tak - odrzekł niechętnie Kristian.

Inga uniosła brwi. Ojciec musiał chyba zdawać so-

bie sprawę, jak bardzo pragnie poznać rezultat tej roz-
mowy?

-No i co? - spytała, machając niecierpliwie rękoma.
-Gudrun nie zostawia po sobie śladów - przyznał 
Kristian. - Ponoć spaliła dokument, który dała ci do 
podpisu.   Poza   tym   życzy   sobie,   byś   dokonała 
podziału spadku po Andrine...

Inga odetchnęła z ulgą.

- Mam taki zamiar. Uważam jednak, że mogła wy

kazać się większym opanowaniem. Ta kobieta wie, jak
doprowadzić mnie do szału! - Ojciec uśmiechnął się
krzywo, więc Inga spuściła nieco z tonu. - Poza tym
chodziło jej o coś jeszcze - dodała, mrużąc oczy - ale
nie wiem, o co...

Podniosła wzrok i wyczytała z twarzy Kristiana, że 

jest podobnego zdania.

- Ukrywasz coś przede mną? - spytała z niepoko

jem.

Kristian poluźnił krawat. Rumieniec na jego obli-

czu był nieco silniejszy niż zazwyczaj. Chrząknął dys-
kretnie i zaczął mówić.

- Wydaje mi się, że Gudrun chce cię zrujnować.

65

background image

W każdym razie kiedy dowiedziała się, że po podziale 
spadku przypadnie ci całkiem spory majątek, bardzo 
się rozeźliła.

Mimo powagi sytuacji Inga roześmiała się.

-To w jej stylu!
-Gaupås   pozostanie   twoj   w asno ci   -   ci gn

ą

ł

ś ą

ą ął 

Kristian   z   zadowoleniem.   -   Dom   s dziego

ę

 

przypisany jest do stanowiska i zazwyczaj wdowa 
musi   ustąpić  miejsca   nowemu   urzędnikowi.   W 
twoim   wypadku   jest  inaczej,   Ingo,   bo   rodzina 
Nielsa mieszka tutaj od wielu pokoleń.

Inga położyła dłoń na piersi.

-To dobrze,  że  mi  to mówisz  -  szepnęła  - bo  w 
ogóle   o   tym   nie   pomyślałam!   Całe   szczęście,   że 
Niels nie ma syna! Syn przejąłby prawa do majątku 
po ojcu.
-To prawda - uśmiechnął się Kristian - ale...
Umilkł, a Inga spojrzała nań ze zdziwieniem. Dla-

czego przerwał w pół słowa? Zacisnęła dłonie, czując, 
jak paznokcie wbijają się jej w skórę.

- Niels  chciał   się   z   tobą   ożenić...   -   wydukał   za

wstydzony Kristian. - Błagał mnie o twoją rękę, a ja
niestety...  dałem się przekonać. - Ostatnie słowa  po
wiedział   ledwie   słyszalnie.   -   Zawarłem   pewną   klau
zulę w naszej umowie. Nie na piśmie, wierzyłem bo
wiem,   że   Niels   dotrzyma   słowa.   Mój   wierny 
przyjaciel
mnie nie zawiódł.

Ingę paliła ciekawość. Wpiła wzrok usta Kristia-

na.

- Zażąda em, by  odziedziczy a Gaupås po jego

ł

ś

ł

mierci. Córki dostan  spadek po matce, Gaupås po-

ś

ą

66

background image

zostanie twoją własnością na zawsze, niezależnie od 
tego, co Gudrun sądzi na ten temat! W testamencie 
Nielsa znajduje się odpowiedni zapis.

- Dlaczego?   -   spytała   Inga   drżącymi   wargami.

Zdumiała się niepomiernie. Ojciec zabezpieczył ją na
przyszłość. Nie zawsze wykazywał  tyle troski o nią,
ale Gaupås musia o mie  dla niego znaczenie szczegól

ł

ć

ne. Nie rozumia a te , dlaczego Niels przysta  na to 

ł

ż

ł

żą

danie. Znała wszak całą prawdę o tym szalonym uczu
ciu, które jej mąż żywił do swojej najstarszej córki.

Kristian zakłopotał się.

- Częściowo dlatego, że znałem nieznośny charak

ter Gudrun. Częściowo zaś, bo uznałem, że to ci się
należy.

Inga przełknęła ślinę i pokiwała głową.

- Poznaję po twoich oczach, że coś jeszcze leży ci

na sercu. Teraz jest właściwy moment, byś powiedział
mi o wszystkim. - Spojrzała na ojca błagalnie.

Kristian wbił wzrok w czubki swoich czarnych trze-

wików.

- Gudrun  sugeruje,   że...  pożądałaś  jakiegoś  męż

czyzny. - Podniósł raptownie głowę i przygwoździł ją
oczyma. - Mam nadzieję, że to nieprawda?

Pytanie zabrzmiało jak wyrzut.
Inga wzdrygnęła się. Kłamstwo miało gorzki smak.
- Oczywiście!   Gudrun   musiała   mieć   Nielsa   na

myśli. Przecież wiesz, jak bardzo była z nim związa
na. Szalała z zazdrości, kiedy się pobraliśmy, przecież
to żadna tajemnica. Stałam się konkurentką w walce
o względy ojca.

67

background image

Z emocji spociła się jak mysz, na szczęście na ciem-

nej żałobnej sukni nie widać było plam. Musiała trafić 
ojcu do przekonania, ani słowem nie wspominając  o 
kazirodczym związku. Niels nie żył, a ona przysięgła 
mu, że nie zdradzi tajemnicy, nie zbruka jego imienia. 
Zresztą straszna prawda o przyjacielu zraniłaby Kri-
stiana do żywego.

-Masz   rację,   Ingo   -   uśmiechnął   się   niepewnie 
Kristian.   -   Powinienem   był   się   domyślić,   że 
Gudrun sili się na złośliwości.
-Nie zapominajmy, że to dla niej smutny dzień - do-
dała   Inga   w   nagłym   przypływie   pobłażliwości. 
Starała się zrobić wszystko, by ojciec jej uwierzył.
-To   prawda   -   pokiwał   głową   Kristian.   -   Znajdź 
sobie   jakiegoś   dobrego   prawnika,   Ingo,   i   załatw 
sprawę spadku po Andrine. Może udobruchasz tym 
Gudrun?

Wyszedł z pokoju, kiedy jeden z kuzynów sędziego 

zadzwonił w kieliszek, by wygłosić mowę.

Strach wciąż wstrząsał ciałem Ingi. Szczękała zębami, 
kręciło się jej w głowie. Otarła krople potu z czoła, 
zastanawiając się gorączkowo, czy Gudrun wie o jej 
związku  z   Martinem.   Raczej   nie,   uznała   z   gorzkim 
uśmiechem, bo nie omieszkałaby o tym wspomnieć. 
Gudrun słynęła z ciętego języka i nie zmilczałaby, nie-
zależnie od tego, czy kocha Martina, czy ma go za nic. 
Inga pamiętała te żałosne boje, jakie toczyły o Niel-sa. 
Gudrun najchętniej uczepiłaby się jego rękawa, Inga z 
przyjemnością wysłałaby go do piekła. Nie, sło-

68

background image

wa, które powtórzył )ej Kristian, miały źródło w miło-
ści Gudrun do zmarłego ojca.

Cały ten czas Inga unikała towarzystwa Martina, ale on 
nagle pojawił się przed nią.

- Wyrazy współczucia - powiedział miękko i wy

ciągnął rękę.

Inga uścisnęła jego dłoń z zawstydzeniem.

- Dziękuję - powiedziała i skłoniła głowę. Czuła cie

pło jego ciała i nagle zdała sobie sprawę, że ich związek
był dużo głębszy niż to, co łączyło ją z Bjornarem. Do żni
wiarza czuła jedynie zwierzęce pożądanie, więź z Marti
nem miała inny smak... Jego widok napełnił ją radością,
smutkiem i tęsknotą. Kochała go szczerze, każdego ranka
przeklinała los, który nie był dla nich łaskawy.

Miała nieomal ochotę zapytać Martina, czy zasta-

nawiał się nad tym, że została wdową. Wiedział, oczy-
wiście, o tym, ale czy rozumiał, co to oznacza? Była 
wolna,   mogła   wyjść   za   mąż,   za   kogo   chciała.   To 
prawda, tyle  że Martin nie był  wolny.  Inga musiała 
pohamować emocje. Nie wypadało rozmawiać o tych 
sprawach   w   takiej   chwili,   mając   tłum   ludzi   wokół 
siebie.

- Pożegnamy   się   już,   Ingo   -   powiedział   Martin

i cofnął dłoń. - Gudrun chce wracać do Runy i...

Urwał, bo Gudrun pojawiła się u jego boku. Rze-

czywiście   powinna   była   wrócić   do   niemowlęcia, 
ciemny materiał sukni na jej piersiach znaczyły duże 
plamy od mleka. Gudrun usiłowała je zakryć, ale bez 
powodzenia.

69

background image

Martin uśmiechnął się smutno i ruszył do wyjścia.
Gudrun stała, przestępując z nogj na nogę. Wyraź-

nie zamierzała coś powiedzieć.

- Nie potrzebuję kuratora. Wiedziałaś o tym, ję-

dzo syknęła Inga i zanim Gudrun zdążyła zareago-
wać, rozpłynęła się wśród gości.

background image

7

Przez cały tydzień Inga spotykała się z troskliwością 
służby. Nikt nie wspominał o Nielsie, wszyscy starali 
się ulżyć jej w obowiązkach. Eugenie zajmowała się 
domem i doglądała Emilii, Torę zjawiał się pół godzi-
ny wcześniej, by oporządzić konie, a Kristiane i Mar-
lenę utrzymywały porządek w zabudowaniach gospo-
darczych.

Inga chętnie pozwoliła sobie na kilka dni bezczyn-

ności. Dzień po pogrzebie zapłaciła Trygyemu za wy-
dajną pracę przy żniwach. Wiedziała, że Niels zdążył 
rozliczyć się z Arnem i Erlingiem. Teraz jednak musia-
ła podjąć decyzję co do dalszego ich losu i nie bardzo 
wiedziała, co począć.

Kiedyś   zaproponowała   Nielsowi,   by   zatrudnił 

Bjornara na stałe, ale na całe szczęście nic z tego nie 
wyszło. Z wdzięcznością pomyślała olensmanie, który 
w   samą   porę   zdemaskował   przestępcę.   Zadrżała   na 
myśl, że o mały włos nie podpisała z nim umowy.

71

background image

Odnalazła Gulbranda przed stajnią. Służący strzygł 

ogon i grzywę Mikrusa.

- Chciałabym podpisać umowę z Arnem lub Er-

lingiem. Nie na cały rok, ale do czternastego kwietnia,
jak nakazuje tradycja. Co o tym sądzisz?

Gulbrand pokraśniał z dumy, że Inga pyta go o radę.
- Obaj garną się do roboty. To trudny wybór.
Inga ostrożnie poklepała Mikrusa między uszami.

Koń przysunął łeb do jej piersi i połaskotał ją w szyję.

- Może potrzebujemy obu?
Gulbrand opuścił nożyce.

-O zmarłych źle się nie mówi, ale Niels nigdy nie 
brał   udziału   w   pracach   w   gospodarstwie. 
Obowiązki urzędowe pochłaniały go bez reszty. Ja 
nie   jestem   już  w   pełni   sił,   a   Torę   ma   mnóstwo 
zajęć   w   Lokken.   Może  więc...   może   powinnaś 
zatrudnić obu.
-Tak też uczynię - oznajmiła Inga z zadowoleniem.

Gulbrand chrząknął dyskretnie.

-Nie powinnaś poprosić o radę innych mężczyzn? - 
spytał z ociąganiem.
-A po co? - zdziwiła się Inga. - Przecież powie-
działeś, że obaj rwą się do roboty.

Gulbrand pokiwał głową.

-Pod tym względem nie mam im nic do zarzuce-
nia.
-Więc problem rozwiązany! Zaoferuję im służbę.
Gdyby Inga nie odeszła, wypowiedziawszy te sło-

wa, zobaczyłaby,  że Gulbrand zamknął  oczy i wes-
tchnął zatroskany.

72

background image

Czasami Inga wspominała Bjornara. Ogarniał ją smu-
tek na myśl, że okazał się kimś innym niż człowiek, 
którego wszyscy znali. Pracował rzetelnie, zachowy-
wał się uprzejmie i miał ten niezwykły błysk w oku. 
Nie była jedyną osobą, którą oczarował uśmiechem, 
zabawnymi replikami i uczynnością. Dlaczego, do dia-
ska, nie był po prostu Bjornarem?

Okazał się wyrachowanym mordercą. Inga zatrzęsła 

się ze strachu. Przyjęli go na służbę, a ona, pani dworu 
Gaupås, wpu ci a go do  ó

ś ł

ł ż

ka. Czy żałowała tego? Nie, 

pomyślała hardo, mogłaby żałować, gdyby to się zda-
rzyło raz. Nie można żałować czegoś, co robiło się wie-
lokrotnie. Tak po prostu bywa, kiedy człowiek naiwnie 
odda się w niewolę pożądaniu.

Październikowy wiatr dmuchał chłodem. Rankiem 

rosa   zamieniała   się   w   szron,   który   znikał   po 
wschodzie  słońca.   Inga   złapała   się   na   dziwnych 
myślach: czy w lochu jest zimno? Czy Bjornar marzł 
nocami?   A   może   lensman   wyposażył   go   w   pled? 
Wiedziała,   że   więźniom   podawano   marny   posiłek. 
Czy Bjornar najadał się do syta?

Poirytowana własną naiwnością, odsunęła te myśli 

od siebie. Nie zamierzała się o niego troszczyć. Bjornar 
zniknął z jej życia. Nie powinien w ogóle się w nim po-
jawić, ale co się stało, to się nie odstanie.

Zajęła się dokumentami. Nie miała pojęcia, że Niels 

miał tyle spraw na głowie. Zamierzała posortować do-

73

background image

kumenty najlepiej jak umie i przekazać cały plik nowe-
mu sędziemu. W tej samej chwili przypomniała sobie 
o metalowej skrzyneczce przechowywanej w szufla-
dzie komody. Nikt już nie mógł powstrzymać jej przed 
zajrzeniem do środka! Nie miała wprawdzie klucza, 
ale dotąd nie było to żadną przeszkodą. Wiedziała, jak 
dobrać się do zawartości... Poczuła dreszcz emocji. W 
tej samej chwili ktoś zapukał do drzwi gabinetu.

- Wejść - powiedziała władczo.

Gulbrand wsadził głowę w szparę i uśmiechnął się 

niepewnie.

Inga odłożyła na bok plik papierów.

- Wejdź do środka, Gulbrand.

Zawstydzony podszedł do biurka i na blacie położył 

nóż. Indze zrobiło się gorąco. Co to miało znaczyć?

-To dla ciebie - oznajmił Gulbrand.
-Dla   mnie?   -   zdziwiła   się   Inga.   Podniosła   nóż  i 
wyjęła go z pochwy. Głownia była zakrzywiona, a 
na samym środku Gulbrand wyrył jej inicjały: I. K. 
G.,   pięknymi,   splecionymi   ze   sobą   literami. 
Rękojeść   wykonano   z   drewna   i   starannie 
wypolerowano.   Pachniała   świerkiem,   zapewne 
Gulbrand   nasączył   ją   olejkiem.  Inga   uznała,   że 
ciemnobrązowa   pochwa   ze   skóry   jest 
najpiękniejsza.   W   najszerszym   miejscu   Gulbrand 
wyrył sylwetkę orła w locie. Wyraźnie zaznaczył 
rozpostarte   skrzydła   i   oczy.   Oczy   drapieżnika 
symbolizowały tajemnicę i odwagę.
-Bardzo   dziękuję,   Gulbrand.   To   najpiękniejszy 
prezent, jaki w życiu dostałam!
-Chcę ci w ten sposób podziękować za to, że je-

74

background image

steś taka miła. Widzę, że się zamęczasz - dodał poważ-
nie. - Może masz za dużo na głowie? Inga 
zaczerwieniła się.

- Może - szepnęła.
Zapadła cisza.
- Noś go pod suknią - odezwał się w końcu Guł

brand. - Kobiecie nie przystoi chodzić z nożem, który
godny jest mężczyzny.

- Tak też zrobię - zapewniła go Inga.
Gułbrand ociągał się z odejściem. Inga poczuła

ukłucie niepokoju.

- Nie bez powodu daję ci ten nóż, Ingo...

Więc jednak, wzdrygnęła się. Gułbrand musiał mieć 

jakiś ukryty zamiar, wręczając jej ten podarunek.

- Doświadczyłaś   boleśnie   własnej   bezbronno

ści,   kiedy   Bjornar   pokazał   swoje   prawdziwe   obli
cze - mruknął  Gułbrand ze spuszczoną głową. - To
może się powtórzyć. Jesteś tylko kobietą, Ingo, nie po
winnaś się zawahać i użyć go, gdyby... gdyby...

Ostrzeżenie podziałało na nią jak zimny prysznic. 

Mimowolnie ciaśniej owinęła się szalem.

-Bjornar został pojmany, Gułbrand. Nie będzie już 
miał okazji, by...
-Masz rację - przerwał jej spokojnie - ale są jesz-
cze inni mężczyźni. Mężczyźni, którzy nie muszą 
być przyjaźnie nastawieni.
-Chcesz powiedzieć, że coś mi grozi?
-Nie - wykręcił się - ale warto przygotować się na 
wszelką ewentualność.

Ukłonił się uprzejmie i opuścił gabinet.

75

background image

Inga   zadrżała.   Była   wdzięczna   Gulbrandowi   za 

ostrzeżenie, ale jego słowa wzbudziły w niej lęk. Ten 
mądry człowiek wiedział, co w trawie piszczy. Posta-
rzał się i niedomagał, ale wciąż nie utracił niezwykłej 
umiejętności przewidywania  zdarzeń. Nie był  jasno-
widzem,   lecz   znawcą   ludzkiej   duszy.   Potrafił 
przejrzeć czyjeś złe zamiary.

Nie bez powodu sprezentował jej ten ozdobny nóż. 

I nie bez powodu nakazał jej nosić go pod odzieniem. 
Może dlatego, by napastnik nie był przygotowany na 
opór. Pewnie dlatego, westchnęła i zdmuchnęła świecę.

Przypomniała sobie tamten epizod, kiedy Eugenie 

przeraził   jakiś   mężczyzna   przyglądający   się   im  zza 
szyby. Wciąż nie wiedzieli, kto to był. Inga uznała, że 
Bjornar. Bjornar, a właściwie Stener Reysholt, szpie-
gował ją. Nie mogła pojąć, dlaczego to robił; w końcu 
doszła do wniosku, że jest niespełna rozumu. Tacy lu-
dzie zdolni są do wszystkiego.

Pocieszała się myślą, że tajemniczy mężczyzna znik-

n  mniej wi cej w tym samym czasie, kiedy Bjcrnar

ął

ę

 

trafi  do wi zienia. Wi c to on pewnie kr ci  si  ko o

ł

ę

ę

ę ł ę

ł  

Gaupås.

A jednak nie mogła się uspokoić. Nie miała pewno-

ści, czy nieznajomy i Bjornar to ta sama osoba. I dla-
czego Gulbrand uznał za stosowne ostrzec ją właśnie 
teraz, kiedy Bjornar od dawna siedział za kratkami?

background image

8

Sigrid podjęła decyzję. Zamierzała właściwie rozmó-
wić się z Torsteinem zaraz po rozprawie, ale śmierć 
ojca pokrzyżowała  jej  plany. Teraz  ycie w Gaupås

ż

 

znów toczy o si  utartymi kolein

ł

ę

ami.

Ze wzruszeniem Sigrid spakowała deskę do maglo-

wania, którą dał jej Torstein na znak, że w przyszłości 
będą razem. Delikatnie przesunęła palcem po uchwy-
cie uformowanym na kształt konia z rozwianą grzywą. 
Uchwyt świetnie leżał w dłoni i Sigrid pomyślała ze 
smutkiem, że nigdy nie użyje tej deski, by wyprasować 
ubranie Torsteina. Płaską część Torstein ozdobił orna-
mentem z róż o sześciu płatkach i trójkątów. Między 
plątaniną nacięć wyrył napis: „1908 Pan będzie strzegł 
twego wyjścia i przyjścia".

Sigrid była  na krawędzi płaczu, kiedy owijała te 

piękne dekoracje suknem. Torstein nie powiedział jej 
całej prawdy, kiedy rozmawiali o powodach, dla któ-
rych Hedvig pozwała Kristiana przed sąd. A co gorsze,

77

background image

pociągnęła nosem, wcale nie przejął się tym, że Inga 
doznałaby   krzywdy,   gdyby   jej   dom   rodzinny 
przeszedł w ręce rodziny z 0vre Gullhaug.

Torstein nie zrobił jej niczego złego, ale nie mogła 

pozwolić, by przyszły mąż ją okłamywał. Wysoko ce-
niła wzajenme zaufanie, a Torstein zawiódł ją w tym 
względzie.

Była  przygnębiona,  ale szła  zdecydowanym  kro-

kiem w kierunku 0vre Gullhaug. Torstein zbladł na jej 
widok, ale jego twarz zaraz się rozjaśniła.

Sigrid stanęła na schodach. Nie zamierzała wejść 

do środka, nawet gdyby ją poprosił. Chciała już mieć 
to za sobą. Podała mu zawiniątko.

-Proszę - powiedziała ostrym tonem. 
Torstein wziął zawiniątko.
-Co to jest? - spytał, ważąc przedmiot w dłoniach.
-Deska do maglowania, którą mi podarowałeś.

- Sigrid! Chyba nie mówisz poważnie... - Patrzył

na nią zdumiony, opuszczając wolno ręce.

Sigrid zadrżała i odwróciła wzrok.

- Tylko nie próbuj mnie namawiać, bym przyjęła

ją z powrotem - pisnęła.

Torstein zamknął drzwi za sobą, ujął ją pod pod-

bródek i zmusił, by podniosła głowę.

- Zawiodłem się na tobie, Sigrid. Naprawdę. Dla

czego to zrobiłaś?

Sigrid delikatnie oswobodziła się z uchwytu. Nie 

chciała pogarszać sprawy.

- Okłamałeś mnie, Torstein, a tego nie mogę zaak

ceptować.

78

background image

-Okłamałem? - Zmarszczył czoło w zamyśleniu. - 
Nie, nigdy cię nie okłamałem.
-Na jedno wychodzi - odpowiedziała. - Uknuliście 
z matką intrygę i byłeś gotów na wszystko, by prze-
jąć Svartdal. Nawet przez chwilę nie pomyślałeś, że 
pozbawiasz Ingę domu rodzinnego.

Torstein nie odezwał się.
Sigrid podniosła głowę. Jej słowa wprawiły go w za-

kłopotanie. Nie wiedział, czy protestować, czy przy-
znać się do winy.

-Ten spór nie dotyczy ciebie - powiedział w końcu. 
- Przecież się kochamy, prawda?
-Masz rację, że spór nie dotyczy naszego związku - 
zgodziła się Sigrid. - A jednak nie powiedziałeś mi 
całej prawdy, Torstein, i zraniłeś mnie tym głęboko. 
Może wciąż mnie  kochasz, ale ja już nie kocham 
ciebie!
Torstein zamrugał oczyma na dźwięk tych brutal-

nych słów.

Sigrid nie miała pojęcia, skąd bierze siły. Zwykle 

nie dochodziła swoich racji z takim uporem. Z bólem 
odrzucała zaloty takiego przystojnego młodzieńca, ale 
przecież ją oszukał. I Ingę też.

Odwróciła się, by odejść, ale Torstein przytrzymał 

ją za ramię.

- Tak łatwo się nie poddam - oznajmił. -1 tak bę

dziesz moja.

Sigrid zadrżała i ruszyła przed siebie. W jego głosie 

nie było groźby, tylko pewność siebie, która ją przera-
ziła.

79

background image

Torstein rzucił pakunek na stół z taką siłą, że uszkodził 
deskę, ale w ogóle się tym nie przejął. Hedvig 
podskoczyła z przestrachem.

-Co się stało? - spytała gniewnie.
-Co się stało?! Co się stało?! - wrzasnął. - Powiem 
ci, co się stało! Właśnie była tu Sigrid i zerwała 
zaręczyny!

Hedvig zacisnęła usta.

-Co ty mówisz? Zerwała zaręczyny?
-Musisz powtarzać moje słowa? - spytał Torstein 
ze   złością.   Zrezygnowany   rzucił   się   na   krzesło   i 
nerwowo przeciągnął dłonią po włosach.

Hedvig przyciągnęła sobie drugie krzesło i usiadła 

koło syna.

-To tragedia - mruknęła ze współczuciem, ale za-
raz zmieniła ton głosu. - Wszystko ma jakiś sens, 
Torstein, więc może wam dwojgu nie jest pisaną 
wspólna przyszłość. Nie płacz nad nią. Panien na 
wydaniu nie brakuje.
-Czy ty nic nie rozumiesz? - spytał Torstein. - Nie 
chcę innej!
-Oczywiście, mój  chłopcze - odrzekła pojednaw-
czo   Hedvig,   poklepała   go   po   dłoni,   ale   szybko 
cofnęła  rękę.   -   Musisz   jednak   przyjąć   do 
wiadomości,   że   to   już  nie   jest   rozsądny   wybór. 
Ona...
Torstein nie wiedział, czy unieść się gniewem, czy 

czekać na dalszy ciąg. Nie odezwał się, by nie uła-
twiać matce zadania. Spodziewał się, że powie coś ne-
gatywnego o jego wybrance. Wbił wzrok w jej usta.

- Pamiętaj o tym, że Niels nie żyje... - Hedvig

80

background image

uśmiechnęła  się  słabo. - W  naszej społeczności  jest 
dość dziewcząt, które są lepszą inwestycją, że się tak 
wyrażę.

Torstein nie posiadał się ze zdumienia. Słowa matki 

wstrząsnęły nim do głębi.

-Wcześniej   wydawałaś   się   zadowolona,   że   wy-
brałem   Sigrid.   Teraz   już   rozumiem   -   ciągnął 
podekscytowany - że chodzi ci jedynie o prestiż. 
Jak zwykle zresztą! Pragnęłaś, bym pojął za żonę 
córkę   sędziego,   ale   twoje   plany   spaliły   na 
panewce. Śmierć Niel-sa zmartwiła cię wyłącznie z 
tego powodu. Nie żal ci  człowieka, tylko tego, że 
sędzia zabrał autorytet i władzę do grobu!
-Co za język - wzdrygnęła się urażona Hedvig.
-Wstydź   się,   matko,   wstydź   się   swoich   podłych 
myśli!   -   Torstein   wypluł   kolejne   słowa.   -   Nie 
chodziło  ci   o   moje   szczęście,   tylko   o   pieniądze 
przyszłego teścia!
-Szczerze mówiąc... - zaczęła Hedvig.
-Ja coś ci powiem z całkowitą szczerością. - Tor-
stein wbił w nią wzrok. - Posłuchaj mnie dobrze, 
matko,   bo   więcej   tego   nie   powtórzę.   Kocham 
Sigrid i chcę  z nią przejść przez życie. Nikt mnie 
nie   powstrzyma.   A   kiedy   Sigrid   zostanie 
gospodynią   w   tym   domu,   przyjmiesz   ją   z 
szacunkiem. Jeśli nie, to... - Torstein nie dokończył 
groźby, tylko rąbnął pięścią w stół. Poczerwieniał 
na   twarzy,   cały   gotował   się   z   wściekłości.   Nie 
zauważył, że Hedvig patrzy na niego z przeraże-
niem. - Będziesz zachowywać się uprzejmie wobec 
niej,   albo...   wygonię   cię   z   domu.   Nie   będziesz 
mieszkać z ftami pod tym samym dachem!

81

background image

- No   nie...   Za   dużo   sobie   pozwalasz   -   syknę

ła Hedyig, a  jej  zielonkawe oczy zaczęły miotać isk
ry.   -   Nikt   nie   będzie   mówił   do   mnie   takim  tonem,
a już zwłaszcza nikt z mego rodu. Powinieneś pamię
tać, pyskaczu, że gospodarstwo dziedziczy Torbjern!

Torstein   zaniemówił.   Nie   znalazł   słów,   którymi 

mógłby przeciwstawić się tej groźbie. Czyżby matka 
zamierzała   pozbawić   go  tytułu   własności   do  ziemi? 
Przecież   sama   nalegała,   by   ta   sprawa   nie   ujrzała 
światła   dziennego.   Dobrze   wiedział   dlaczego: 
wstydziła się wyznać, że Halvdan nie jest jego ojcem. 
W sądzie wyszło na jaw, że spłodziła go z mężczyzną, 
który nazywał się Mons Arnesen. Torstein w życiu go 
nie   spotkał.  Matka   nieraz   sprawiła   mu   zawód,   ale 
nigdy wcześniej nie zraniła go tak boleśnie.

-Jeśli   mnie   wydziedziczysz,   matko,   pójdę   prosto 
do Svartdal i będę błagał Kristiana, by oskarżył cię 
o zniesławienie.
-Nie odważysz się! - syknęła z błyskiem w kocich 
oczach.
-Doprawdy? Jeśli zabierzesz mi 0vre Gullhaug, nie 
będę miał nic do stracenia.
Nigdy nie wprowadziłby w czyn tej groźby, ale mat-

ka nie musiała o tym wiedzieć. Torstein przeciągnął 
dłonią po włosach, jego czoło pokryło się potem.

- Nie kłóćmy się - powiedział pojednawczo. - Je

steśmy dobrą rodziną, nie rozbijajmy jej od środka.

Hedvig nie zmieniła wyrazu twarzy,  ale złość ją 

opuściła.   Zmiękła   jeszcze   bardziej,   kiedy   Torstein 
uśmiechnął się przepraszająco.

82

background image

-Masz rację - przytaknęła. - A skoro rozmawiamy o 
Svartdal... Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, 
że to Inga namówiła Sigrid do zerwania zaręczyn. 
W zemście za to, że pozwaliśmy jej ojca...
-Tak uważasz?

Hedvig odwróciła się wolno w jego kierunku.

- Tak. Nie sądzisz, że to prawdopodobne?

Torstein zamyślił się. Sigrid powiedziała wyraźnie, 

że zrywa zaręczyny ze względu na Ingę. Uznała,  że 
zdradził je obie. W słowach matki mogło tkwić zia-
renko prawdy.

-Porozmawiam z nią! - Hedvig zerwała się z miej-
sca.
-Z Sigrid?
-Nie, z Ingą.
-To chyba nic nie da - powiedział Torstein z namy-
słem. - Nie będziesz zresztą chodzić tam w moim 
imieniu. Poza tym jesteście jak dwa koguty, zawsze 
gotowe, by rzucić się na siebie. Nie chcę pogarszać 
sprawy.
Hedvig wbiła w niego hipnotyczny wzrok.
- Zaufaj mi - poprosiła. - Przeprowadzę z nią spo

kojną rozmowę.

Torstein   wolno   pokiwał   głową.   Gotów   był   na 

wszystko, by odzyskać Sigrid. Udzielił matce błogosła-
wieństwa na drogę, choć szczerze wątpił, że zachowa 
się poprawnie.

Inga dostrzegła Hedvig z okna pokoju na piętrze, gdzie 
zajęta była. sprzątaniem szuflad w komodzie. Hedvig

83

background image

szła przez trawnik zdecydowanym i szybkim krokiem. 
A ta z czym znów przychodzi?

Zbiegła po schodach, by spotkać Hedvig na progu, 

zanim któraś ze służących wpuści ją do środka. Otwo-
rzyła drzwi w tej samej chwili, kiedy tamta zamierzała 
w nie zapukać.

- Czego chcesz? - spytała lodowatym tonem.
Hedvig zamarła z ręką wyciągniętą w powietrzu.
- To twoja sprawka! - prychnęła gniewnie. - Do

brze o tym wiem.

- Moja sprawka? - powtórzyła Inga.
Hedvig przysunęła twarz do jej twarzy.

- Nie   udawaj   niewiniątka.   Ty  kazałaś   Sigrid   ze

rwać zaręczyny!

Inga cofnęła się zaskoczona. Biedna Sigrid, taka 

była   jej   pierwsza   myśl.   Musiała   mieć   poważny 
powód,  by podjąć tak drastyczną decyzję. Zaręczyny 
uważano za umowę wiążącą obie strony. Na szczęście 
dla Sigrid niepisane reguły nie były już tak surowe jak 
dawniej.  Sto lat wcześniej ukarano by ją grzywną  i 
pięcioletnim  zakazem   zamążpójścia.   A   teraz...   teraz 
Hedvig   oskarżała   ją   o   to,   że   skłoniła   Sigrid   do 
zerwania związku z Torsteinem.

-Myśl sobie,  co  chcesz, ale o niczym nie miałam 
pojęcia!   Sigrid   nie   zdradziła   się   ani   jednym 
słowem!
-Nie okłamujesz mnie? - Hedvig spojrzała na nią 
nieufnie.
-A która z nas jest znaną w okolicy kłamczucha? - 
rozzłościła się Inga.

Hedvig nie zareagowała na tę zniewagę.

84

background image

- Chcę   porozmawiać   z   Sigrid   -   powiedziała   sta

nowczo i postąpiła do przodu.

Inga zagrodziła jej drogę.

- Nie ma mowyf Nie będziesz mi tu jej stawiać na

baczność. Postój tutaj - dodała - zapytam Sigrid, czy chce
z tobą mówić. - Nie czekając na odpowiedź, zatrzasnęła
jej drzwi przed nosem. - Sigrid, Sigrid! - zawołała łagod
nie. - Matka Torsteina chce z tobą porozmawiać.

Nie doczekała się odpowiedzi. Weszła na 
schody i krzyknęła głośniej:
- Sigrid, czy Hedvig może się z tobą rozmówić?
- Nie! - Wrzask Sigrid mógł skruszyć ściany.
Inga wzdrygnęła się, cofnęła i uchyliła 
drzwi. ,

- Opuść nasz dom, Hedvig. Nikt z domowników

nie chce cię widzieć.

Nie starała się ukryć, że odmowa Sigrid sprawiła jej 

satysfakcję. Hedvig przyzwyczaiła się, że jej wola jest 
rozkazem.

- Sigrid nie ma prawa traktować mojego syna w ten

sposób! - krzyknęła Hedvig. - Czy ta chuda koza wy
obraża   sobie,   że   może   odmówić   mu   bezkarnie? 
Wpuść
mnie do środka, Ingo, to...

Przerwała zdyszana, złapała za drzwi, usiłując prze-

cisnąć się obok Ingi.

Inga nie ruszyła się z miejsca, zdumiona bezczel-

nością Hedvig.

- Co ty wyprawiasz?

Przytrzymała drzwi, ale Hedvig była silną kobietą. 

Szpara powiększyła się. Inga nie mogła uwierzyć w to, 
co widzi: tamta próbowała siłą wedrzeć się do jej domu.

85

background image

- Erling - sapnęła Inga, przywołując do siebie żni

wiarza, który pojawił się w drzwiach werandy.

Erling zdziwił się, ale zaraz zrozumiał powagę sytu-

acji.

- Jakieś problemy? - spytał, ustawiając się za Ingą.
Inga puściła klamkę i Hedvig poleciała w tył.

- Mamy   nieproszonego  gościa.   Możesz   wskazać

mu drogę do wyjścia?

Hedvig zacisnęła oczy w wąskie szparki.

- Ty... ty... - Jej palec zawisł oskarżycielsko w po

wietrzu.

Erling chrząknął.

- Słyszała pani, co powiedziała gospodyni. Proszę

odejść, albo osobiście wyrzucę panią z dworu.

Hedvig prychnęła, zatupała nogami ze złością i od-

daliła się. Szła wyprostowana jak struna, szeleszcząc 
nakrochmalonymi sukniami.

Indze zmiękły kolana, musiała oprzeć się o ścianę.

-Dziękuję, Erling - powiedziała.
-Nieprzyjemne zdarzenie - przyznał żniwiarz.
-Tak. Nie przypuszczałam, że spróbuje wedrzeć się 
do środka.
Zaczerwieniła się z zażenowania i nic więcej nie 

powiedziała. Należało utrzymać pewien dystans mię-
dzy domownikami a pracownikami najemnymi. Tych 
ostatnich  nie  zamierzała  informować  o  przyczynach 
konfliktu z 0vre Gullhaug.

- To   dobrze,   że   byłeś   w   pobliżu   -   zakończyła

z wdzięcznością.

background image

9

- Hedvig sobie poszła, Sigrid. Mogę wejść do środ

ka?

Inga stała pod drzwiami pokoju pasierbicy. Nie za-

mierzała wejść bez jej zgody.

Ciszę przerwało słabe szlochanie.

- Sigrid - powiedziała miękko Inga - musimy po

rozmawiać.

Sigrid głośno wytarła nos w chusteczkę. Ingę zdjęła 

litość do dziewczyny. Zazwyczaj była grzeczna i układ-
na, więc ta nagła zmiana w jej zachowaniu musiała bu-
dzić niepokój.

- Wejdź - dobiegł jej w końcu niechętny głos.

Sigrid leżała zwinięta na łóżku, ściskając kurczo-

wo poduszkę między rękoma. Na widok Ingi spuściła 
wzrok, by ukryć zaczerwienione i zapłakane oczy. Nie 
miała  już wiele sił, Inga dostrzegła to od razu. Po-
stanowiła przejąć inicjatywę i usiadła na środku łóżka. 
Sigrid cofnęła się, lecz Inga nie zamierzała ustąpić.

87

background image

Przysunęła się bliżej, opierając się plecami o dziewczy-
nę, i nachyliła się ku jej rozognionej twarzy.

- Miła moja - zaczęła niepewnie i pogłaskała Si-

grid po gorącym policzku - nie wiedziałam, że masz
w sobie tyle mocy, by samodzielnie podjąć taką decy
zję.

Wargi Sigrid zadrżały.
- Nie płacz - poprosiła łagodnie Inga - nie zamie

rzam cię krytykować. Dlaczego zerwałaś zaręczyny?
Czy Torśtein cię skrzywdził?

Sigrid myślała przez chwilę, a potem energicznie 

pokręciła głową.

Inga zdziwiła się. Jeśli Torśtein zachował się właści-

wie, Sigrid nie miała powodu, by zrywać związek.

-Powiedz mi, co się stało. Sigrid 
nabrała tchu.
-Okłamał mnie - pisnęła żałośnie.
-Okłamał?
- Tak. Powiedział, że jest prawowitym spadkobier

cą Svartdal.

- Spytałaś go o to?
Sigrid skinęła głową.
- Tak,   kilka   dni   przed   rozprawą.   Stwierdził,

że Hedvig nie będzie cierpieć za to, że Kristian wziął ją
kiedyś gwałtem.

Inga poczuła przypływ nagłej złości. To podłe,  że 

Hedvig  tak   namieszała   w   głowie   własnemu   synowi! 
Uważała zapewne, że wyświadcza przysługę Torsteino-
wi, ale dobra matka nie powinna siać podejrzeń. Krew 
pulsowała jej w skroniach i z najwyższym trudem za-

88

background image

panowała nad emocjami. Nie było sensu denerwować 
Sigrid ponad potrzebę.

-A więc to spór o ziemię jest przyczyną twojej de-
cyzji?
-Tak - odrzekła Sigrid zduszonym głosem. - Ufa-
łam   mu,   Ingo,   a   on   okazał   się   nienasyconym 
chciwcem. Nie powiedział prawdy swojej przyszłej 
żonie.  I... i w ogóle nie przejął się tym, że może 
wyrządzić ci krzywdę.

Mimo powagi sytuacji Inga uśmiechnęła się. Ta do-

bra, miła dziewczyna postąpiła tak ze względu na nią! 
Ze wzruszeniem ścisnęła jej dłoń.

- Dobrze wiedzieć, że stanęłaś po mojej stronie.

Masz cenną zaletę, Sigrid, potrafisz wczuć się w los in
nych ludzi. Pielęgnuj ją w sobie, bo czyni ona z ciebie
dobrego człowieka.

Sigrid ucieszyła się z pochwały.
-Powiedz mi szczerze, Sigrid. Kochasz Torsteina? 
Sigrid odwróciła wzrok i oblała się rumieńcem.
-Kocham - szepnęła po dłuższym zastanowieniu.

- W takim razie niełatwo ci było postąpić w ten

sposób - stwierdziła Inga. - Chcesz odtrącić miłość ze
względu na mnie i z powodu błędów Torsteina?

Sigrid podniosła na nią strwożony wzrok.
-Sądziłam, że się ucieszysz...
-Cieszę się - zapewniła ją Inga - że mogę ci zaufać. 
Co   jednak   będzie   z   twoim   szczęściem?   Z   twoją 
przyszłością?

Mięśnie na twarzy Sigrid zagrały, a dziewczyna po-

grążyła się w zadumie.

89

background image

-Torstein wyrządził mi  nieodwracalną szkodę-po-
wiedziała po dłuższej chwili. - Zamierzał wystąpić 
przeciwko twojej rodzime. Cynicznie nadużył mojego 
zaufania,   by   zdobyć   spadek.   Po   procesie   nie 
wyobrażam już sobie Hedvig w roli mojej teściowej. 
- Sigrid wzdrygnęła się na tę myśl.
-W Biblii napisano, że należy nadstawić drugi po-
liczek.
-Napisano także „oko za oko, ząb za ząb".
-To prawda - przyznała Inga - ale w dalszej per-
spektywie co bardziej się opłaca? Nienawidzić czy 
wybaczyć?

Sigrid wykrzywiła usta.

- Sama jesteś dość mściwa!

Ingę rozbawiła szczerość dziewczyny.

- Nie zaprzeczam. A jednak... Kiedy podejmujesz

najważniejsze decyzje w życiu, powinnaś okazać po
błażliwość ludziom, którzy cię skrzywdzili. Już dawno
wybaczyłam ojcu, że oddał mnie Nielsowi za żonę...

Urwała speszona, bo przemawiała wszak do córki 

sędziego. A poza tym nie powiedziała prawdy, wspo-
mnienie tamtych chwil wciąż sprawiało jej ból. O nocy 
poślubnej w ogóle bała się myśleć, bo jej wyrozumia-
łość tak daleko nie sięgała.

-Sama nie wiem... - zawahała się Sigrid.
-Nie musisz teraz podejmować decyzji - uspokoiła 
ją Inga. - Pamiętaj jednak, że chodzi o twoją przy-
szłość.   Torsteinowi   zależy   na   tobie,   zapewniam 
cię. Jeśli zmienisz zdanie, zaprosimy go do nas i 
spokojnie   sobie   porozmawiacie.   Wyjaśnisz   mu 
powody, dla

90

background image

których zerwałaś zaręczyny, i określisz warunki waszej 
wspólnej  przyszłości.  Powinnaś  zażądać,  by Hedvig 
nie wtrącała się w wasze sprawy! - Inga podniecała się 
coraz bardziej. Jej samej  udało się uniknąć nadzoru 
teściowej, ale za to przeżyła dwa lata z Gudrun. Wy-
chodziło na to samo.

-Pomyślę o tym - obiecała uroczyście Sigrid. - Choć 
wstyd  będzie się przyznać  - dodała - że decyzję 
podjęłam zbyt pochopnie.
-Nonsens - machnęła ręką Inga. - Torstein w ogóle 
nie zwróci na to uwagi! Sama zdecydujesz, moja 
kochana,   ale   pamiętaj,   że   wybaczając,   zajdziesz 
najdalej.

Tego samego wieczora w Storedal Gudrun opadła na 
fotel koło Martina i jęknęła:

- Jestem wykończona! Nie mam już sił...
Martin siedział, trzymając kota na kolanach i prze-

glądając gazetę. Uznał, że się przesłyszał. Minęło kil-
ka sekund, zanim jego mózg przetrawił tę informację: 
Gudrun skarżyła mu się na coś!

-To nic dziwnego, Gudrun, bo ostatnio wiele prze-
szłaś.   Najpierw   trudny   poród   dziecka,   potem 
śmierć Nielsa.
-Zapewne   masz   rację   -   odrzekła   Gudrun,   zanu-
rzając   kostkę   cukru   w   filiżance   z   kawą.   Wzięła 
cukier do ust i mlasnęła.

- Mam prośbę. Mógłbyś dzisiaj położyć Runę?
Martin zamrugał oczyma. Jego żona znajdowała

91

background image

się chyba  na krawędzi załamania nerwowego, nigdy 
bowiem   nie   przemawiała   do  niego   takim  łagodnym 
tonem. Poza tym zawsze sama zajmowała się córką. 
Ragnhild często oferowała się z pomocą, ale Gudrun 
nigdy z niej nie skorzystała.

-Wykąpałam ją i przebrałam - dodała szybko, bo 
Martin zwlekał z odpowiedzią.
-Oczywiście, oczywiście - mruknął, bo nie bardzo 
wiedział, jak mą  zareagować. Runa leżała w ko-
łysce   w   pokoju   dziennym.   Miała   rozbiegany 
wzrok, kiedy brał ją w ramiona. Za każdym razem 
przeżywał   to   samo.   Nie   był   ojcem   Runy,   ale 
bliskość maleństwa napełniała jego serce miłością. 
Była  zupełnie bezbronna, zależna od dobrej woli 
ludzi, którzy ją otaczali.

Gudrun podniosła się z fotela.

- Połóż ją rta brzuszku - pouczyła Martina. - Do

brej nocy, moja mała - dodała i pogłaskała córeczkę
po miękkim policzku.

Martin stał jak zauroczony. Serce mu rosło na wi-

dok   tej   cudownej   istoty.   Runa   jest   pięknym 
dzieckiem,  pomyślał   z   czułością,   wsłuchując   się   w 
bicie małego serduszka.

Gudrun uśmiechnęła się z zażenowaniem i cofnęła 

się nieco.

Martin stropił się. W jej szarych oczach pojawił się 

przyjazny błysk.

92

background image

Dwa   dni   pó niej   skruszony   Torstein   przyszed   do

ź

ł

 

Gaupås. Inga wys a a po niego Eugenie i s u ca wró

ł ł

ł żą

-

ci a z wiadomo ci ,  e Hedvig zrobi a kwa n  min ,

ł

ś ą ż

ł

ś ą

ę  

dowiedziawszy się, iż jej zaproszenie nie obejmuje.

Inga nie chciała mieszać się do rozmowy młodych. 

Ograniczyła   się   do  zaaranżowania   spotkania,   niepo-
rozumienia musieli rozsądzić sami. Zdziwiła się więc, 
kiedy Torstein wszedł na dziedziniec i skręcił w jej kie-
runku. Chwyciła się starej drabiny, która prowadziła 
do komory, gdzie składowano siano. Gulbrand wykrył 
spróchniałe stopnie w schodach do komory, więc tym-
czasowo musiano używać drabiny. Inga miała nadzieję, 
że Gulbrand szybko usunie usterkę, bo stąpanie po chy-
botliwych szczeblach nie sprawiało jej przyjemności.

Torstein zatrzymał się metr od niej. Inga przywarła 

do drabiny. Nie ze strachu, tylko gotując się na obelgi.

- Muszę cię przeprosić, Ingo - wyjąkał Martin - za

to,   że   uwierzyłem   matce,   kiedy...   kiedy  stwierdziła,
że Svartdal powinno należeć do mnie. Myśl, że mogę
posiadać ten piękny dwór, całkowicie mną owładnęła.
Wiem, że bardzo cenisz swój dom rodzinny, ale ja...
ja... - Skończyły mu się argumenty i spojrzał na nią
speszony.

Inga   postawiła   wiadro   z   wodą   na   ziemi. 

Zamierzała  posprzątać   w   kurniku,   ale   robota   mogła 
poczekać.

- Domyśliłam się, że Hedvig wplątała cię w tę in

trygę - odrzekła szczerze. Nie zważała na to, że wyra
ża się pogardliwie o jego matce, zdecydowana wyznać
mu całą prawdę. - Wiesz, do jakiego wniosku doszłam,
Torstein?

93

background image

Torstein pobladł lekko. W jego pięknych zielono-

brązowych oczach pojawił się wyraz niepokoju.

-Nie - odrzekł niepewnie.
-Że życie jest zbyt krótkie, by nosić w sobie urazę. 
Nie   wyobrażaj   sobie   jednak,   że   chcę   dojść   do 
porozumienia   z   twoją   matką!   Zbyt   wiele 
stoczyłyśmy kłótni i nie mamy woli się godzić. Z 
tobą   jednakże...   -   Inga   wytarła   dłoń   o   fartuch   i 
wyciągnęła ją w jego kierunku. - Z tobą mogę się 
zaprzyjaźnić.

Twarz Torsteina rozjaśniła się w chłopięcym uśmie-

chu. Bez wahania uścisnął dłoń Ingi. Chciał cofnąć 
rękę, ale Inga nie zwolniła uścisku.

- Nie tak szybko - powiedziała. - Jeśli Sigrid zgo

dzi się odbudować wasz związek, musisz rozmówić się
z matką.

Torstein pokiwał głową.
- Ty nie sprzeciwiłaś się ojcu. Takie mnie doszły

słuchy - rzucił.

A więc fakt, że Kristian wydał ją za mąż wbrew jej 

woli, nie był już tajemnicą.

- Próbowałam,   Torstein,   nie   zdajesz   sobie 

sprawy,
jak   bardzo   się   starałam!   Poza   tym...   -   wyprostowa
ła się i spojrzała mu prosto w oczy. - Żaden rozsąd
ny człowiek nie ośmieliłby się przeciwstawić mojemu
ojcu, kiedy ten podjął już decyzję. Czas kobiet nadcho
dzi, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, ale miną
jeszcze dziesięciolecia, zanim będziemy mogły stano
wić o sobie. Powinieneś wiedzieć, Torstein, że pod tym
względem dzieli nas przepaść.

Torstein stropił się jej przemową.

94

background image

- Masz rację - przyznał.
Inga puściła jego dłoń i poklepała go po ramieniu.
- Sigrid czeka.
Torstein zawahał się. Zdawało się, że chce coś do-

dać,   ale   uśmiechnął   się   tylko   i   ruszył   w   kierunku 
drzwi.

Sigrid ściskała spocone dłonie. Stała przy oknie, obser-
wując   Torsteina.   Wciąż   była   rozczarowana   jego 
postępowaniem,   ale   mądre   słowa   Ingi   ukazały   jej 
problem z innej perspektywy.

Nie powinna, rzecz jasna, spodziewać się zbyt wiele. 

Torstein zgodził się z nią porozmawiać, ale nie znaczy-
ło to wcale, że jej przebaczył. Może wciąż nosił w so-
bie urazę. W końcu minęło ledwie parę dni od chwili, 
kiedy go odtrąciła, podeptała jego uczucia, zwróciła 
zaręczynowy podarek. Włożył wiele trudu w jego wy-
konanie i gest Sigrid z pewnością głęboko go zranił. 
Przychodził zapewne wyłącznie po to, by żądać bliż-
szych wyjaśnień i wyrazić swoje zdanie.

Zadrżała z emocji, kiedy usłyszała szczebiot Euge-

nie witającej gościa. Służąca wskazała mu drogę do 
jej  pokoju. Sigrid wpadła w jeszcze większy popłoch, 
kiedy Torstein znalazł się na schodach. Odwróciła się 
niezdarnie   i   potrąciła   wazon   stojący   na   parapecie. 
Zdążyła   złapać   go   w   powietrzu,   kiedy   rozległo   się 
pukanie. Odstawiła wazon na miejsce i upewniła się 
wzrokiem, że stoi stabilnie.

W tej samej chwili pożałowała, że zgodziła się przy-

95

background image

jąć gościa we własnym pokoju. Czy to nie zbyt intym-
ny gest? Być może, nie było już jednak drogi odwrotu.

Rzuciła ostatnie spojrzenie w lustro. Z zawstydze-

niem musiała przyznać, że wystroiła się natę okazję. 
Niezbyt przesadnie, na szyję założyła koronkowy koł-
nierzyk, którego biel tworzyła ładny kontrast z ciem-
noniebieską   suknią.   Miała   nadzieję,   że   nie   skom-
plementuje jej wyglądu, bo Sigrid nie radziła sobie z 
komplementami.

I wreszcie go ujrzała. Cofnęła się i usłyszała własny 

zachrypnięty głos zapraszający go do środka.

-Czego   ode   mnie   chcesz?   -   spytał   opryskliwie  i 
Sigrid   przestraszyła   się.   Nie   wiedziała   właściwie, 
czego spodziewać się po jego wizycie, z pewnością 
jednak  nie   oczekiwała   sprzeczki.   Rozumiała,   że 
czuł   się   zraniony,   ale   nie   musiał   ostentacyjnie 
okazywać złości.
-Chcę...   chcę   przeprosić   za   moje   zachowanie   - 
wyjąkała. - Nie powinnam była  oddawać ci pre-
zentu,   tylko   porozmawiać   z   tobą.   Wyjaśnić,   co 
czuję...
Torstein pokiwał głową zamyślony.
- Powinnaś była.

Sigrid zbierało się na płacz. Torstein nie ułatwiał jej 

zadania. Sprawdzały się jej najgorsze obawy: nie chciał 
już do niej wracać, ale to przecież ona zatrzasnęła mu 
drzwi przed nosem. Ze smutkiem wzięła do ręki szka-
tułkę, złoty pierścionek zabłysnął w jej dłoni.

Torstein rozgniewał się nie na żarty.

- Pierścionek   też   mi   zwrócisz?   Z   premedytacją

sprawiasz mi zawód?!

96

background image

Okrzyk   poniósł   się   echem   po   pokoju.   Sigrid 

ocknęła się i wreszcie zdała sobie sprawę, jak bardzo 
jest rozczarowany.

-A chcesz?
-Co?
-Żebym oddała ci pierścionek?
-Wielki   Boże,   nie!   -   Torstein   przestał   nad   sobą 
panować.   Otoczył   silnymi   ramionami   jej   kruchą 
postać i przyciągnął do siebie. - Już nigdy nie będę 
miał   tajemnic   przed   tobą,   Sigrid,   tylko   daj   mi 
jeszcze jedną szansę! Nie wiedziałem, że cię ranie, 
kiedy   zapragnąłem   przejąć   Svartdal.   Musisz 
zrozumieć... moją matkę. Nie, nie będę już zwalał 
winy na nią.

Sigrid delikatnie uwolniła się z uścisku i wręczyła 

mu pierścionek. Torstein nie zrozumiał, ale kiedy Si-
grid wysunęła przed siebie dłoń, uśmiechnął się pro-
miennie. Drżącą ręką nasunął pierścionek na jej wąski 
palec.

A potem uniósł ją ochoczo i wykręcił kilka pirue-

tów.

Sigrid zakręciło się w głowie z radości. Kiedy posta-

wił ją na ziemi, założyła mu ramiona na szyję.

-A więc jednak będziemy razem, Torstein.
-Tak - potwierdził. - I bardzo się z tego cieszę!
-Ale chcę, byś porozmawiał z Hedvig... - dodała 
po chwili.
Torstein położył palec na jej wargach.
- Bądź pewna, że tak zrobię, moja Sigrid.

background image

10

Inga   miała   wątpliwości,   czy  powinna   zatrudnić   Er-
linga   przed   zimą.   Do   czternastego   kwietnia   zostało 
mnóstwo czasu, a nie mogłaby zwolnić go przed tym 
dniem,  gdyby współpraca przestała się układać.  Nie 
było   powodów,  by się  tego  obawiać,  bo  Erling  wy-
różniał się pracowitością, ale niepokoiło ją to dziwne, 
nieomal nienawistne spojrzenie, którym ją raz na jakiś 
czas obrzucał.

Bzdura, myślała, sporządzając dokument umowy, 

to tylko wymysł wyobraźni. Dlaczego miałby jej nie lu-
bić? Wszak nic mu nie zrobiła. Tylko dała zajęcie, dach 
nad głową i strawę.

Coraz mniej mogła liczyć na wsparcie Gulbranda. 

Służący miał już najlepsze lata za sobą, a po śmierci 
Nielsa wyraźnie się postarza . W Gaupås zacz a si

ł

ęł

ę 

nowa epoka, a Gulbrand źle znosił zmiany. W każdym 
razie, zastanawiała się, szczegółowo spisując warunki 
umowy, Torę nie mógł brać całej odpowiedzialności

98

background image

na swoje barki. Potrzebował co najmniej dwóch po-
mocników.

Inga czuła wdzięczność do Erlinga za to, że pomógł 

jej pozbyć się Hedvig. To wydarzenie nie było przy-
jemne dla żadnej ze stron i Erłing zasłużył na pochwałę 
za stanowcze działanie. Gdyby się nie wtrącił, Hedvig 
mogłaby zrobić coś naprawdę głupiego.

Arne i Erling przybyli  do gabinetu o umówionej 

godzinie.

Inga uśmiechnęła się i włożyła pióro do kałamarza.

- Przypuszczam, że wiecie, dlaczego was wezwa

łam?

Arne zaczerwienił się i pokiwał głową.

-Chodzą   słuchy,   że   chce   nas   pani   zatrzymać   na 
służbie na czas zimy.
-Zgadza się - potwierdziła Inga. - Jestem zadowo-
lona   z   waszej   pracy.   Jak   dot d  -   sprecyzowa a.  -

ą

ł

 

Gaupås to du a posiad o  i mimo zimowej pory jest

ż

ł ść

 

tutaj wiele do zrobienia.
-Zdajemy sobie z tego sprawę - pośpieszył z od-
powiedzią Arne.
-To   dobrze   -   odrzekła   Inga,   zakładając   nogę   na 
nogę. - W kwietniu wypłacę wam sto czterdzieści 
koron, poza tym zapewniam jedzenie i kąt do spa-
nia. - Inga dostrzegła wyraz zachwytu na twarzy 
Ar-nego.   Na   Erlingu   wiadomość   nie   zrobiła 
żadnego wrażenia. - Co na to powiesz, Erling?
Erling uśmiechnął się nagle.
- To dobra propozycja  - powiedział z zadowole

niem. - Nie spodziewałem się.

99

background image

-Ach tak? Nie mam więc podstaw, by proponować 
wam służbę? - Jej głos zabrzmiał nieco za ostro, bo 
reakcja Erlinga ją zaskoczyła.
-Oczywiście, że tak. - Erling wyszczerzył zęby w 
uśmiechu, przestępując z nogina nogę. - Miała pani 
tyle   spraw   na   głowie   w   ostatnim   czasie.   Nie 
sądziłem, że pomyśli pani o nas świeżo po tej... tej 
tragedii, która panią spotkała.
Inga skuliła się. Z początku wydawało się jej, że Erling 

ma jej propozycję za nic, tymczasem żniwiarz okazał tro-
skę o stan jej uczuć. Zrobiło się jej cieplej na sercu.

Arne   z   wielkim   trudem   złożył   swój   podpis   pod 

umową. Litery były koślawe, ale czytelne. Erling pod-
pisał się sprawnie.

- Dziękujemy,   pani  Gaupås   -   sk onili   si   obaj

ł

ę

i wrócili do swych zaj

.

ęć

Kiedy Erling został sam, jego twarz zachmurzyła się. 
Pod maską spokoju targał nim gniew. Nikt nie zauwa-
żył, jak gniewnie rąbnął pięścią w pieniek i zaklął pod 
wąsem. Sto czterdzieści koron! Ta suma była śmiesznie 
niska. Wiedział, że w Drammen i w innych większych 
miastach mężczyźni zarabiali trzydzieści koron więcej. 
Co prawda musieli sami dbać o utrzymanie, a praca w 
fabryce była brudna i uciążliwa.

Zapłata, którą zaoferowała im Inga, nie była taka 

zła, ale Erling wiedział, że Niels zostawił po sobie wo-
rek z pieniędzmi. Nigdy go nie widział, ale podczas 
pobytu w Gaupås zrozumia  niejedno. Móg  sobie wy-

ł

ł

100

background image

obrazić wysokość pensji, którą sędzia pobierał za spra-
wowanie urzędu. I wyliczyć wielkość spadku, którym 
zarządzała Inga...

Erling zna  swoj  warto

. Zdawa  sobie bole

ł

ą

ść

ł

śnie 

spraw ,  e jest jedynie pracownikiem najemnym, ale

ę ż

 

pani Gaupås nie powinna sobie wyobra a ,  e sta  

ż ć ż

ł

się 

jej własnością! Nie będzie chodził na pasku młodej 
kobiety!

Niech   no   tylko   spróbuje   go   sobie   podporządko-

wać!

Październikowy wiatr hulał po zabudowaniach pleba-
nii. Chłód wciskał się przez szpary w starych deskach. 
Rankiem szyby od wewnętrznej strony pokrywały się 
szronem, a kiedy służąca rozpalała w piecu, strumień 
lodowatego powietrza pełznął nad kuchenną podłogą.

Zazwyczaj rozpalano na parterze, w sypialniach na 

pierwszym  piętrze panował przenikliwy ziąb. Pastor 
Mohr westchnął ciężko, odchylając ciepłą kołdrę i sta-
wiając bose stopy na deskach. Zawsze miał wrażenie, 
że mróz wnika mu przez palce i zamienia nogi w sople 
lodu. Haczykowatym palcem podrapał się po nosie.

Stary dom trzeszczał, zagłuszając pojękiwania pa-

stora. Mohr wstał ociężale, przezwyciężając ból znie-
kształconych artretyzmem kolan.

Wkładając sutannę, przypomniał sobie ostatnie ka-

zanie. Te zagubione owieczki, zbrukane dusze śmiały 
się z niego. Widział to na własne oczy! Niech nie sądzą,

101

background image

że jego sokoli wzrok nie dostrzegł spojrzeń, które wy-
mieniali, że nie widział parafian szeptem wymieniają-
cych jakieś uwagi.

Choć w kościele panował ziąb, bo o tej porze roku 

jeszcze go nie ogrzewano, pastorowi zrobiło się gorąco 
z emocji. Spocił się tylko dlatego, że zgromadzeni zro-
bili sobie z niego pośmiewisko. Ci grzeszni nieszczęś-
nicy drwili z niego, kiedy ogłoszono wyrok. Wszyscy 
wiedzieli, że sędzia w porozumieniu z Nielsem donie-
sie biskupowi o jego występku...

Wciąż miał jednak nadzieję. Może teraz po śmierci 

Nielsa sprawa pójdzie w zapomnienie? Może nikt nie 
weźmie na siebie odpowiedzialności i nie zawiadomi 
biskupa?   Nadzieja   wyparowała   po   paru   sekundach. 
Oczywiście, że biskup dowie się o wszystkim. Może już 
wysłano pismo do niego? Występek był zbyt poważny, 
by ktokolwiek odważył się go zatuszować.

Napomknął już swojej małżonce Henriettę, że za-

mierza starać się o posadę duszpasterza diakonatu żeń-
skiego w Oslo. Henriettę nie popierała jego decyzji. 
Rezygnując z urzędu pastora, straciłby szansę na sakrę 
biskupią.   Tego   Henriettę   nie   była   w   stanie   pojąć 
żadną miarą!

Pastor Mohr przeżył katusze, kiedy zwierzył się żonie 

ze wszystkiego. Dla niej chwila też była niełatwa, bo na-
leżała do tych nielicznych osób, które jeszcze nie poznały 
prawdy. Tak zwykle bywa, że plotki docierają do zaintere-
sowanych na szarym końcu. Może to zresztą i szczęście, 
że tak długo żyła w niewiedzy. Dzięki ci, Boże!

Patrzyła na niego zdumionym wzrokiem, błagalnie

102

background image

dając mu do zrozumienia, że chce zostać we wsi. Mał-
żonek powinien wziąć pod uwagę, że żyje w zgodzie i 
harmonii z gospodyniami w okolicy, że smutno będzie 
opuszczać   miejsce,   w   którym   spędzili   taki   szmat 
czasu. Poza tym,  podkreśliła Henriettę z namaszcze-
niem, nie zostawi swojego warzywnika, który dopiero 
teraz po wielu latach starań bujnie się rozwinął.

Pastor słuchał uważnie narzekań małżonki. Jej ar-

gumenty były w dużej mierze słuszne, ale Henriettę nie 
rozumiała, że ziemia pali mu się pod nogami. Chcąc 
uniknąć gniewu biskupa, musiał zrezygnować z karie-
ry. Zapewnił żonę, że życie w stolicy jest równie przy-
jemne jak na tym zapomnianym przez wszystkich od-
ludziu. I że w nowym domu założy nowy warzywnik. 
Pouczył ją też, że obowiązkiem kobiety jest podążać 
wiernie za mężem, tam gdzie go drogi prowadzą. Hen-
riettę schyliła głowę i przytaknęła niechętnie.

Pastor   Mohr   zaczesał   włosy   do   tyłu   i   starannie 

przyklepał krzaczaste brwi. Dał się wciągnąć w intrygę 
Hedvig przeciwko Kristianowi Svartdalowi. I to praw-
da, że chciał zagrać dziedzicowi na nosie, ale nie spo-
dziewał się, iż sprawa skończy się w ten sposób... Po-
kręcił głową z irytacją.

Połowę sumy wciąż trzymał w szufladzie komody. 

Wcale   nie   uważał,   że   to   judaszowe   srebrniki.   W 
końcu wyświadczył  Hedvig przysługę, więc zasłużył 
sobie   na  zapłatę.   A   skoro   oboje   narazili   na   szwank 
własną   reputację,   sprawiedliwość   nakazywała,   by 
Hedvig wypłaciła mu resztę umówionej kwoty.

Pieniądze się przydadzą, pomyślał, jeśli biskup usu-

103

background image

nie go z urzędu. A więc czas zażądać wypłaty, zdecydo-
wał, wpatrując się w odbicie swoich stalowych zdecy-
dowanych oczu w lustrze.

Hedvig siedziała z otwartymi ustami przed toaletką w 
sypialni. Dokuczał jej ząb, świdrujący ból doprowa-
dzał ją do szaleństwa. Próbowała poluzować go palcem 
wskazującym, ale tylko pogorszyła sprawę. Dziąsło za-
częło krwawić, Hedvig poczuła w ustach nieprzyjem-
ny smak i przełknęła ślinę.

Nie było innego wyjścia, jak poprosić o pomoc Al-

freda, stajennego i kowala we dworze. Na szczęście 
chodziło o jeden z tylnych zębów, więc jego utrata nie 
zepsuje jej uśmiechu.

Hedvig   przygotowała   się   do   snu.   Nowa   koszula 

nocna z miękkiej fianeli miło grzała jej ciało. Na sto-
liczku  nocnym  stał  kubek  z  herbatą  posłodzoną  cu-
krem i miodem. Słodki płyn łagodził nieco nieprzy-
jemny smak, który miała w ustach.

Dawno już nie poświęcała się lekturze, ale wresz-

cie zdobyła głośne dzieło Henryka Ibsena Dzika kacz-
ka. 
Książka w czerwonej, nieco zniszczonej skórzanej 
oprawie wyglądała zachęcająco i Hedvig niecierpliwiła 
się, by zajrzeć do środka. Bardzo lubiła dramaty, które 
rozpoczynały się od przedstawienia zagadki. W kolej-
nych aktach pojawiały się nici, które trzeba było nawi-
jać, by dojść do kłębka, czyli końcowego rozwiązania. 
Z Ibsenem bywało nieco inaczej, ponieważ autor zo-

104

background image

stawiał zwykłe czytelnikowi pole do własnych przemy-
śleń.

Zaciągając firanki, Hedvig dostrzegła światło w ok-

nach dworu Gaupås. Widocznie wci

 tam pracowano

ąż

 

mimo późnej pory. I niech tak zostanie, aż Inga straci 
kontrolę   nad   gospodarstwem!   Dziewczę   nie   miało 
żadnego doświadczenia w tym względzie, bo Niels zaj-
mował się wszystkim. Jedyny jej atut to doświadczeni 
pomocnicy,   zwłaszcza   Gulbrand.   Stary   służący   nie 
znał się na finansach, ale w zajęciach gospodarskich 
nie miał sobie równych.

Torstein nie by  specjalnie rozmowny, kiedy wró

ł

-

ci  z Gaupås par  tygodni temu. O wiadczy  jedynie,

ł

ę

ś

ł

 

że zaręczyny z Sigrid pozostają w mocy. Wyraz jego 
oczu kazał Hedvig powstrzymać się od komentarzy. No 
tak, westchnęła i okryła się kołdrą, z tym zastraszonym 
dziewczęciem da sobie jakoś radę. Byleby tylko Inga nie 
zaczęła jej nawiedzać, bo tego sobie nie życzy!

Zbliżała się północ, kiedy Hedvig ziewnęła i odło-

żyła książkę. Treść była fascynująca, ale rozsądek na-
kazywał sen. Zazwyczaj zrywała się z łóżka o bladym 
świcie, więc czytanie po nocy nie wchodziło w grę.

Położyła się na plecach, moszcząc wygodnie w po-

cieli. Zauwa y a,  e w Gaupås wygaszono ju   wiat a,

ś

ż ł ż

ż ś

ł  

więc i tam ludzie udali się na spoczynek. Opanowało 
ją zmęczenie, oddech uspokoił się, ale sen nie przy-
chodził. Doskwierała jej samotność, zwłaszcza w ta-
kich chwilach odczuwała brak Hah/dana. Tęsknota za 
nim nie opuści jej do grobowej deski, nie miała co do 
tego żadnych wątpliwości, ale nie odczuwała żadnych

105

background image

wyrzutów sumienia wobec zmarłego małżonka, rzuca-
jąc powłóczyste spojrzenia za Kristianem Svartdalem. 
Po śmierci Halvdana zawładnęła nią obsesja na punk-
cie Kristiana. Dlaczego tak go pragnęła? Żeby złago-
dzić ból po stracie męża? Żeby zmienić tok myśli po 
jego nagłym zgonie?

O nie, słyszała podszept złych głosów, to po prostu 

pożądanie.   Musiała   przyznać,   że   zdarzało   się  jej 
patrzyć łakomie na dziedzica Svartdal, zanim jeszcze 
Halvdan przeniósł się na tamten świat.

Miłość do Halvdana wyparowała w okamgnieniu, 

kiedy nakryła go z Miną w lesie. Teraz już tamto wspo-
mnienie nie budziło jej gniewu, ale wciąż nie mogła 
przeboleć, że przegrała walkę o względy Kristiana.

Natrętne myśli zawiodły Hedvig w senne marzenia. 

Kręciła się niespokojnie, po raz kolejny przeżywając 
poniżenie w Askeli i rozprawę z Halvdanem w lesie na 
oczach Miny. Jakaś gałąź pękła z trzaskiem pod stopą 
Kristiana, kiedy ten rzucił się w jej kierunku. Tak chy-
ba było, ale we śnie nie miała już takiej pewności. Nie, 
chyba  jednak  nie.  Hedvig pisnęła  boleśnie,  unosząc 
się  między   marzeniem   sennym   a   rzeczywistością. 
Powieki  miała   ciężkie,   ale   kiedy   znów   rozległ   się 
suchy trzask, otrzeźwiała.

Usiadła w łóżku z bijącym sercem i rozejrzała się 

wokół. W pokoju było ciemno, ale Hedvig nie odważy-
ła się zapalić świecy. Z najwyższym wysiłkiem starała 
się uspokoić oddech.

-   Jest...   jest   tu  kto?   -   spytała   w   końcu   drżącym 

głosem. W uszach jej szumiało, serce waliło jak osza-

106

background image

lałe. Przełknęła ślinę, by zwilżyć suche wargi. Przesły-
szałam się, pomyślała, uspokajając się z wolna, zbudzi-
ły ją dźwięki, które słyszała we śnie. Nocne koszmary 
potrafią być takie rzeczywiste. Z ulgą opadła na mate-
rac i uśmiechnęła się. Boże, stała się ostatnio niezwykle 
strachliwa!

Kiedy   jej   głowa   dotknęła   poduszki,   ten   sam 

dźwięk  rozległ  się  ponownie. A więc to jednak nie 
sen. Zdrętwiała ze strachu, nie poruszyła się.

- Heeedvig!

Hedvig przyłożyła dłoń do szyi, a serce znów zaczęło 

bić szaleńczym rytmem. Wielki Boże, któż ją wzywa?

- Ta-ak?   -   pisnęła.   Drżącymi   rękoma   zapaliła

świecę. Knot nie chciał się zająć, ale w końcu pojawił
się niewielki płomień.

Hedvig   wzdrygnęła   się   z   przerażenia.   Ujrzała 

przed sobą pastora Mohra w długiej czarnej sutannie. 
Pastor   był   trupio   blady   i   przez   ułamek   sekundy 
pomyślała,   że   duchowny   musiał   przenieść   się   na 
tamten   świat  i   pojawić   w   jej   pokoju   pod   postacią 
zjawy.

Jak dostał się do środka?
I czego chciał?

Mroczna   postać   podeszła   bliżej,   długie,   kościste 

palce objęły słupek łóżka. Jego ciemne oczy ciskały 
błyskawice.

- Bezbożna ladacznico - syknął - będziesz smażyć

się w piekle, bo oszukałaś sługę Bożego!

Hedvig   nie   odważyła   się   odpowiedzieć.   Wzrok 

pastora przeraził ją i dopiero teraz pojęła, że zawarła 
pakt z diabłem. Skoro pastor dostał się do jej domu

107

background image

niepostrzeżenie, to musiały mu sprzyjać jakieś tajem-
ne moce.

-To twoja wina, Hedvig, że znalazłem się w po-
trzasku.   Muszę   zabrać   żonę   i   dzieci   i   uciekać   z 
parafii przez twoje niecne knowania.
-Nie było cię trudno przekonać - pisnęła Hedvig w 
desperackiej próbie obrony.

Pastor Mohr obrócił błyskawicznie głowę jak prze-

straszona sowa. W zimnym spojrzeniu pojawiły się nie-
bezpieczne błyski, a twarz wykrzywiła się w grymasie.

- Podła   kobieto!   Zostaniesz   skazana   na   wieczne

męki!   -   ryknął   gniewnie.   -   Znajdź   resztę   pieniędzy
i nasza znajomość się zakończy.

Hedvig   zatuptała   bosymi   stopami   po   podłodze. 

Całe szczęście, że ukryła pieniądze w komodzie. Wy-
płaciła tę ogromną sumę z banku i przechowywała ją 
w domu, czekając na wynik procesu. Kiedy Kristiana 
uwolniono od wszystkich zarzutów, nie zamierzała do-
trzymać umowy z pastorem. Nie zasłużył na wynagro-
dzenie! Teraz dziękowała w duchu Bogu, że nie zdą-
żyła wpłacić pieniędzy z powrotem do banku. Ciarki 
przebiegły jej po plecach na myśl, co pastor Mohr by 
zrobił w takim wypadku...

Chciwie wyrwał jej banknoty z dłoni.
- Powiesz choć jedno słowo, Hedvig, a... - Groźba

zawisła w powietrzu.

Hedvig   opuściła   ramiona   wzdłuż   boków   i   nie 

poruszyła się. Ani przez sekundę nie poczuła pokusy, 
by zapytać, co by zrobił w razie jej nieposłuszeństwa.

background image

11

Pierwszego   listopada   Inga   wybrała   się   na   groby  na 
cmentarzu Botne. We wsi była taka tradycja, by tego 
dnia porządkować mogiły i zapalać świece. Pojechała 
tam konno zaraz po śniadaniu, chcąc uniknąć tłumów. 
Ludzie zwykle przychodzili na cmentarz, skończywszy 
wieczorne zajęcia w obejściu, bo wtedy płonące świa-
tełka wyglądały najpiękniej.

Inga odwiedziła najpierw ten grób, który znaczył 

dla niej  najwięcej. To bardzo dziwne, pomyślała  ze 
smutkiem, że mogiła Jenny odegrała tak wielką rolę w 
jej   życiu.   Prawda,   było   to   miejsce   ostatniego   spo-
czynku jej matki, ale przecież nigdy nie poznała tej 
kobiety bliżej. Kiedy dorastała, rzadko wymieniano )
&) 
imię, choć życie codzienne toczyło się, jakby Jenny 
wciąż była wśród nich. Im bardziej ojciec tłumił w so-
bie uczucia, tym więcej pytań cisnęło się jej na usta. 
W ten sposób matka stała się jej niezwykle bliska.

Inga zastanawiała się często, jak wyglądałoby jej ży-

109

background image

cie,   gdyby   matka   nie   odeszła.   Surowość   Kristiana 
była  powszechnie   znana,   ale   dziewczyna   miała 
wrażenie, że nie postawiłby na swoim, gdyby matka 
sprzeciwiła  si   wydaniu   córki   za   m   za   Nielsa

ę

ąż

 

Gaupåsa.

Inga   przesunęła   delikatnie   palcem   po   napisie   na 

nagrobku. Kto byłby jej małżonkiem, gdyby matka po-
dejmowała decyzję? Zapewne nie Martin, bo na ten 
związek Kristian nie zgodziłby się pod żadnym warun-
kiem.

Udekorowała   grób   świeżymi   gałązkami   świerku, 

które pościnał dla niej Gulbrand, i ułożyła na nich ser-
duszko splecione z czerwonej jedwabnej szarfy.

Z trudem wyprostowała zmarznięte kolana, rzuciła 

ostatnie spojrzenie na nagrobek i ruszyła dalej.  Grób 
Nielsa   znajdował   się   w   tej   samej   północnej   części 
cmentarza. „Niels Gaupås" - g osi  napis na zwyk ym,

ł

ł

ł

 

nieco topornie wyciosanym krzy u. Porz dny nagro

ż

ą

-

bek pojawi si  wiosn , kiedy grunt odmarznie. Ziemia

ę

ą

 

zapad a si

ł

ę nieco i na powierzchni wyraźnie rysował 

się prostokątny kształt miejsca, w którym opuszczono 
trumnę.

Ironia losu sprawi a,  e Andrine, któr  pochowano

ł ż

ą

 

wiele lat przed Nielsem, le a a niedaleko swojej mat

ż ł

-

ki, Elen. Elen przyjecha a do Gaupås po  mierci w

ł

ś

ł

as-

nego męża, Auduna, który opuścił ten padół w marcu 
poprzedniego roku, ale przybyła za późno, by spotkać 
się z córką. Babcia Gudrun i Sigrid bardzo rozpaczała 
z tego powodu, ale w jakimś sensie jej żal przerodził się 
w   szczęście.   Poznała   bliżej   swoją   najmłodszą 
wnuczkę  i obie z Sigrid bardzo się polubiły. Elen nie 
zaznała jed-

110

background image

nak spokoju za życia. Inga pamiętała ostrzeżenie, któ-
re staruszka wymruczała na łożu śmierci. Strzeżcie się 
Gudrun, tak powiedziała, ona może być niebezpiecz-
na. .. Inga już wcześniej zdała sobie z tego sprawę, lecz 
słowa babki zrobiły na niej wrażenie.

Poprawiła przekrzywiony krzyż. Zastanawiając się 

nad stanem swej duszy, nie potrafiła określić, czy śmierć 
męża wzbudziła w niej żal czy radość. Niels nie był złym 
człowiekiem, ale fatalnie rozegrał partię swego życia. 
Nie   miała   pojęcia,   czy   targnął   się   na   jej   cześć   z 
premedytacją, wszak sprowadził ją do Gaupis po to, by 
ukryć  swój   kazirodczy   związek.   Przypuszczalnie 
zrobił to, bo zaślepiła go żądza.

Udekorowała grób w taki sam sposób jak grób mat-

ki, tylko serce z wstążki zastąpiła krzyżykiem.

Idąc do ostatniej mogiły, zatrzymała się w miejscu, 

gdzie Sorine i Kristoffer pochowali swoje martwo na-
rodzone   dziecko.   Mieściło   się   ono   niedaleko   grobu 
Jenny i Inga wiedziała, że kiedyś Kristoffer i Sorine 
znajdą   tam   wieczny   spoczynek.   Biedna   Sorine 
musiała  przeżywać katusze, odwiedzając grób synka. 
Właściwie   nigdy   nie   podniosła   się   po   tej   stracie. 
Radość i nadzieja ustąpiły miejsca śmierci i żałobie. 
Inga nie traciła nadziei, że małżonkowie pojednają się 
i razem będą nieść ból. Kto wie, może nawet pomyślą 
o nowym potomstwie.

Na koniec ruszyła w górę wzniesienia ku linii lasu, 

gdzie mieściła się najstarsza część cmentarza. Pamięta-
ła jak przez mgłę, że Emma zaprowadziła ją kiedyś na 
grób rodziców ojca, ale od tamtej chwili minęło spo-

111

background image

ro lat. Nie była nawet pewna, czy imię brata bliźniaka 
Kristiana,  które brzmiało  Jorgen, znajdowało się na 
nagrobku.

Rozglądała się z zaciekawieniem, szukając kamie-

nia. Wiedziała w przybliżeniu, gdzie się znajduje, ale 
mnogość   nagrobków   nie   ułatwiała   zadania.   Część 
grobów była zadbana, innych w ogóle nie odwiedzano. 
Jeden z napisów głosił, że zmarły opuścił świat, mając 
ledwie dwadzieścia parę lat, ale chwasty zdążyły już 
niemal   całkowicie   zasłonić   nagrobek.   Indze   zrobiło 
się  przykro, że nikt nie utrzymywał go w należytym 
stanie.

W końcu znalazła to, czego szukała. Uklękła na-

bożnie i objęła czułym spojrzeniem nierówny czarny 
kamień. Wykuty przecinakiem napis niknął pod war-
stwą mchu i porostów. Trzeba by ją zeskrobać twardą 
szczotką, pomyślała, ale wciąż była w stanie odczytać 
nazwisko dziadków.

Pod nazwiskiem znajdowała się prosta inskrypcja: 

„Mały Jorgen".

Inga poczuła ścisk w żołądku. Mogła sobie wyobra-

zić ból babci, która musiała doglądać grobu własnego 
syna. Dziadek Kolbj0rn też bardzo przeżył tragiczną 
śmierć dziecka. Emma opowiadała jednak, że Karolinę 
nieomal postradała zmysły, opłakując Jorgena.

Klęczała   tutaj   zapewne   wielokrotnie,   pomyślała 

Inga, porządkując mogiłę. Może nawet rozmawiała ze 
zmarłym, tak jak ona rozmawia z Jenny. Pewnie usu-
wała zwiędłe kwiaty i gałązki, zalewając się łzami.

Co by zrobiła na jej miejscu? Co by czuła, gdyby

112

background image

musiała odwiedzać grób Emilii? Nie, wzdrygnęła się, 
nie wolno tak myśleć. Setce waliło )e) jak młotem, zdu-
szony płacz wstrząsał jej piersią.

Zerwała się z kolan. Tragedie sprzed lat zawładnę-

ły nią całkowicie. Myśli krążyły po bezdrożach, przed 
oczyma pojawiały się straszne obrazy babci wpatrują-
cej się w czarną dziurę w ziemi, w której miano pocho-
wać jej syna... Inga poczuła rozdzierający ból w sercu, 
odpychając od siebie sceny, które podsuwała wyobraź-
nia. Odwróciła się i pobiegła w kierunku pobielonej 
ściany kościoła.

Okrążając   róg   świątyni,   wzdrygnęła   się.   Gdyby 

znalazła się tam minutę wcześniej, przy kościelnej fur-
cie natknęłaby się na Gudrun. Córka sędziego zmie-
rzała do grobu ojca, odwrócona do niej plecami. Inga 
przemknęła do wyjścia, stąpając po oszronionej trawie 
i omijając żwirową ścieżkę. Gudrun nie mogła nie za-
uważyć Mikrusa, ale na szczęście nie zainteresowała 
się, kto na nim przyjechał.

Zadyszana i przestraszona Inga sprawdziła popręg 

i uzdę. Za grosz nie ufała tej szalonej kobiecie. Uważa-
ła, że Gudrun jest zdolna uszkodzić uprząż, licząc na to, 
że Inga spadnie z wierzchowca i zrobi sobie krzywdę.

Wszystko było jednak w porządku i Inga bezszelest 

-nie   wspięła   się   na   siodło.   Szarpnęła   za   wodze   i 
Mikrus  posłusznie skierował się do furty. Odwróciła 
głowę   i   odprowadziła   spojrzeniem   postać   Gudrun 
pochyloną   nad   miejscem   ostatniego   spoczynku 
Nielsa.

I zaraz przestała zaprzątać sobie nią głowę, bo cze-

kały ją kolejne wyzwania. Za godzinę we dworze zja-

113

background image

wi   się   lensman,   prowadząc   Bjornara,   czyli   Stenera 
Roysholta. Zaczną się wstępne przesłuchania.

-Już tu są - poinformowała ją Eugenie podekscy-
towanym   głosem.   -   Lensman,   Bjornar   i   jeszcze 
jacyś ludzie. Przeszli do stajni.
-Do stajni? - zdziwiła się Inga, siląc się na obojęt-
ność.
-Wizja lokalna, tak to się chyba nazywa - meldo-
wała Eugenie.
-Ach tak - odrzekła beznamiętnie Inga. Poszukała 
wzrokiem Gulbranda i Torego, ale nie zobaczyła 
ich w pobliżu. Chciała prosić ich, by odprowadzili 
Mikrusa do stajni, bo nie była jeszcze gotowa na 
spotkanie   z   Bjornarem.   Podprowadziła 
wierzchowca   do   ogrodzenia,   rozsiodłała   i 
powiesiła siodło i uzdę na  płocie. Mikrus zarżał 
radośnie i pokłusował w głąb ogrodu.

Inga westchnęła ciężko. Nie mogła tu zostać, lens-

man^apewne czekał na nią w stajni, bo przecież to ona 
przyjęła zbiega na służbę, a ten bezwzględny morderca 
przyczynił się pośrednio do śmierci jej męża. Zrobiła 
znak krzyża, modląc się w duchu, by lensman nie po-
święcił zbyt wiele uwagi epizodowi nad stawem. Co się 
jednak stanie, jeśli Bjornar zdecyduje się wyjawić na-
turę związku, których ich łączył? Mogła sobie wyob-
razić złośliwą satysfakcję ludzi. Wzięliby ją na języki, 
zastanawialiby się, czy Niels wiedział o wszystkim, ża-
łowaliby biednego sędziego oszukiwanego przez nie-
wierną żonę.

114

background image

Ze strachem w sercu zbliżała się do gromady męż-

czyzn, wśród których dostrzegła Gulbranda, Torego i 
pozostałych   dwóch   parobków.   Na   widok   Bjornara 
zadrżała.   Wyglądał   okropnie:   przygarbiony,   rozczo-
chrany, w brudnych i śmierdzących łachach. Poczuła 
nawet coś w rodzaju współczucia, ale nie trwało to 
długo, bo Bjornar odwrócił się i zmierzył ją pogardli-
wym spojrzeniem.

- Witam, pani Gaupås - powiedzia   yczliwie lens-

ł ż

man. - Więzień miał nam właśnie zdać sprawozdanie
z tego, co zaszło tamtego strasznego dnia.

Pan Thuesen spojrzał groźnie na Bjornara.
Speszona   obecnością   tylu   znanych   i   nieznanych 

ludzi Inga nie zdołała wykrztusić słowa, skinęła jedy-
nie głową. Kiedy Bjornar zaczął składać wyjaśnienia, 
nie rozpoznała jego głosu. Kiedyś brzmiał jak pięknie 
nastrojone skrzypce, teraz był jednostajny i chrapliwy. 
Beznamiętnie zdał relację ze sprzeczki z Nielsem.

-A więc sędzia przyszedł do stajni z własnej woli? 
- spytał ostro lensman.
-Tak.
-Wiedziałeś, o czym chciał z tobą mówić?
-Nie.
-Czy pan Gaupås przeczyta  ci Ust, zanim rzuci e

ł

ł ś 

się na niego?
-Oczywiście.
Pan Thuesen rozgniewał się.
- Nie nazywaj tego oczywistością. Uderzyłeś bez

bronnego starca, ty morderco!

Bjornar pobielał na twarzy.

115

background image

- Ale dopiero wtedy, kiedy dowiedziałem się, cze

go rzecz dotyczy!

Lensmanowi nie spodobała się ta bezczelna repli-

ka.

- Zamilcz, ty pozbawiony skrupułów psie! Zamie

rzałeś go zabić?

Bjornar przeciągnął dłońmi po włosach. Dopiero teraz 
Inga dostrzegła, że był zakuty w kajdanki. Metal 
zadźwięczał, kiedy opuszczał ręce.

-Odpowiadaj!
-Wpadłem w panikę - mruknął Bjornar, - Chciałem 
go tylko przewrócić. Nie przewidziałem, że uderzy 
głową w ścianę! Myślałem tylko o ucieczce.
-Ale zrobiłeś to, by mu zamknąć usta, nieprawdaż?
Bjornar grzebał czubkiem buta w słomie pokrywa-

jącej klepisko.

-Tak... Chciałem zyskać przewagę, ale...
-Nie kręć - przerwał mu pan Thuesen. - Trzymaj 
się faktów. Później zawiozę cię do Norę i Uvdal, 
bo   paru   wysokich   urzędników   ma   z   tobą   do 
pogadania!

Inga wzdrygnęła się na dźwięk tych słów. Bjornara 

czekała straszna podróż, oczami wyobraźni ujrzała go 
w   zwierzęcej   klatce.   Wprawdzie   przyczynił   się   do 
śmierci sędziego, ale w Norę czekał go los nie do poza-
zdroszczenia: dyszący zemstą tłum, który chętnie sam 
wymierzy mu sprawiedliwość za zabicie brata. Nieła-
two będzie mu spojrzeć w twarz byłym przyjaciołom, 
którzy stawią się, by świadczyć przeciw niemu. Inga

116

background image

przypomniała   sobie   również   słowa   Laurensa,   który 
twierdził, że bratobójca jest żonaty. Jak ta kobieta mia-
ła na imię? Chyba Ase.

Bjornar poczuje na własnej skórze, jak wszyscy od-

wracają się do niego plecami.

Bądź ostrożna, szeptał jej jakiś głos, nie pozwól so-

bie   na   odruch  współczucia.   Pamiętaj,   jakie   grzechy 
ma  na   sumieniu...   Sama   znalazłaś   się   w 
niebezpieczeństwie   i   mogłaś   stać   się   jego   kolejną 
ofiarą.   Tamtego   dnia   nad   stawem   byłaś   o   krok   od 
śmierci...

Inga zagryzła wargę. Bjornar był kiedyś miłym  i 

uczynnym  człowiekiem dla  wszystkich,  dla  niej  zaś 
czułym  i wyrozumiałym  kochankiem.  Kontrast mię-
dzy  tamtym   związkiem   pełnym   słodyczy   a   brutalną 
rzeczywistością   wydał   się   jej   niepojęty.   Ani   przez 
chwilę nie powinna zapominać, że miała do czynienia 
z mordercą własnego brata, który podstępem i kłam-
stwem zdołał przedrzeć się aż do Borne. A pod koniec 
tej   skazanej   na   niepowodzenie   ucieczki   omamił   ją 
pięknymi słówkami i zabił jej męża. Porzuciwszy cięż-
ko rannego człowieka, poważył się jeszcze ukraść mie-
szek z pieniędzmi...

Krew odpłynęła jej z twarzy, kiedy lensman zwrócił 

się do niej z pytaniami.

-Natkn a  si   pani   na   zbiega   nad   stawem,   pani

ęł

ę

 

Gaupås?
-Tak - Inga zmartwiała z przerażenia. Nie zamie-
rzała   utrudniać   śledztwa,   ale   przecież   nie   mogła 
przyznać   się   do   wspólnej   kąpieli   z   Bjornarem. 
Zdecydowała   się   odpowiadać   zwięźle,   choć 
uprzejmie.

117

background image

-Nie wiedziała pani wtedy, że ten przestępca pod-
niós  r k  na pana Gaupåsa?

ł ę ę

-Nie. - Głos jej zadrżał. - Nie powiedział mi o tym.
Lensman pokiwał głową z zamyśleniem.
- Nie wydał się pani czymś podekscytowany?
Tak, pomyślała Inga, zamykając na chwilę oczy.

Po kąpieli szaleńczo zapragnął zdobyć woreczek z pie-
niędzmi. Lecz mimo to zaprzeczyła.

-Nie, nie miałam takiego wrażenia.
-No właśnie - cmoknął z zadowoleniem lensman. - 
To dowód na to, że podejrzany jest wyzuty z su-
mienia.

Traktował Bjornara jak powietrze, zauważyła Inga, 

nie zwracał się bezpośrednio do niego i nie używał 
jego imienia. Pan Thuesen uważał zapewne, że takim 
ludziom szacunek się nie należy, nawet jeśli ich wina 
nie została udowodniona.

Inga wyczuła, że Bj0rnar z trudem ukrywa poiryto-

wanie. Wpatrywał się w nią badawczo. Kiedy obnażył 
zęby w uśmiechu, dostrzegła, że przypominają kły wil-
ka. Przedtem tego nie zauważyła, ale też wcześniej żyła 
w zaślepieniu.

Strach wstrząsał  )e)  ciałem i mimowolnie złożyła 

dłonie jak do modlitwy. Marzyła, by jej nie wydał, by 
odrzucił pragnienie zemsty. Nigdy go nie skrzywdziła, 
więc   dlaczego   miałby   ulec   podszeptom   diabła   i 
opowiedzieć o tym, co ich łączyło? Nikomu nie wy-
szłoby to na dobre. A zwłaszcza mnie, pomyślała i ob-
lała się zimnym potem.

118

background image

- Kara   śmierci   została   zniesiona   -   syknął   lens-

man. - Jeszcze trzydzieści lat temu ścięto by ci głowę
i zatknięto na palu na pośmiewisko. A teraz w najlep
szym razie wyjdziesz na wolność za dwadzieścia lat!

Wygłosiwszy tę tyradę,  lensman pchnął Bjornara 

w plecy. Strażnicy odprowadzili go na bok.

Inga nie ruszyła się z miejsca, kiedy gromada męż-

czyzn   przemaszerowała   koło   niej.   Bjornara   umiesz-
czono na wozie lensmana w pozycji stojącej. Wiedzia-
ła, co go czeka: długie tygodnie w lochu, zanim sprawa 
trafi przed sąd.

Gulbrand jęknął i potrząsnął głową.
Inga została sama z Erlingiem. Twarz parobka wy-

krzywiał ironiczny uśmieszek.

- Powinna pani się cieszyć, że ten morderca pani

nie zabił, kiedy kąpaliście się razem w stawie.

Zrobiło się jej gorąco. A więc Erling wiedział o wszyst-

kim...

Ą może tylko zgadywał?
-Ja   się   kąpałam   -   odrzekła,   kładąc   akcent   na 
pierwszy  wyraz.   -  Bjornar  przyjechał  na  koniu  i 
ukradł mi ubranie oraz pieniądze!
-Doprawdy? - odrzekł tajemniczo Erling.
Ingę ogarnął gniew. Podawał w wątpliwość jej sło-

wa? Zdarzenia nad stawem w ogóle go nie dotyczyły. 
Zacisnęła pięści, zbliżyła swoją twarz do jego twarzy, 
a jej oczy ciskały gromy.

- Uważasz, że kłamię?

Erling zmieszał się, ale w jego głosie wciąż po-

brzmiewała drwina.

119

background image

- Ńie wiem, które z was kłamie! Bjornar opowie

dział mi całkiem inną historię niż ta, którą przedstawi
ła pani lensmanowi!

Inga poczuła niemoc.
- Co masz na myśli?
Erling uśmiechnął się chytrze.
- Nie udawaj, Ingo. - Nagle zapomniał, jaki dy

stans ich dzieli. - Bjernar zwierzał mi się ze swoich
sukcesów. Sądzisz, że nie wiem, że parzyliście się jak
króliki? Chętnie rozkładałaś dla niego nogi! Oszczędź
sobie kłamstw. Udajesz porządną panią domu, a jesteś
zwykłą dziwką!

Inga miała dość. Nie znalazłszy słów na swoją obro-

nę, odwróciła się na pięcie i odeszła.

background image

12

Inga i Emilia nieoczekiwanie dostały zaproszenie do 
Svartdal. Inga zastanawiała się, co też takiego może 
ono oznaczać. Wiadomość od ojca przywiózł Kristof-
fer, ale pos aniec nie by  skory do zwierze . Kristian

ł

ł

ń

 

prosi  j  do siebie po raz pierwszy od chwili, gdy zo

ł ą

-

sta a pani  w Gaupås.

ł

ą

I choć ciekawość podszyta była niepokojem, Inga 

przyjęła prośbę ojca z radością. Na tę okazję wystroiła 
Emilię w niebieską sukienkę pokrytą wzorkiem ma-
łych białych kwiatów, białe pończochy i buty tego sa-
mego koloru.

-Ładna - cieszyła się Emilia, kręcąc się jak fryga 
przed lustrem.
-Zawsze   jesteś   ładna   -   stwierdziła   z   uśmiechem 
Inga. Córeczka stała spokojnie, kiedy matka czesała 
jej włosy i wplatała w nie białą jedwabną wstążkę. 
Moja strojnisia, pomyślała z dumą.

Gulbrand przyprowadził powóz.

121

background image

- Moje stare serce raduje się, że ojciec zaprosił cię

do Svartdał.

Inga nie wiedziała, jak zareagować na tę szczerą 

uwagę, ale wobec Gulbranda nigdy nie czuła dystansu. 
Uznała, że musi coś odpowiedzieć.

-Mam nadzieję, że ojciec przywita nas przyjaźnie.
-Nie wątpię w to - odrzekł Gulbrand, mrugając do 
niej   okiem.   -  Gdyby   Kristian  gniewał   się  o  coś, 
dawno by już tutaj przyjechał!

\ - Niech Bóg da, byś miał rację - westchnęła Inga, 

sadowiąc się koło służącego. Trzymała Emilię na rę-
kach, a mała rozglądała się wokół z zaciekawieniem.

-Zapraszam i ciebie do środka, Gulbrand - oznaj-
mił   Kristian,   kiedy   powóz   wtoczył   się   na 
dziedziniec. Słysząc te słowa, Inga o mały włos nie 
upuściła   dziecka.   Ojciec   zawsze   traktował 
Gulbranda przyjaźnie, ale nie miał zwyczaju prosić 
go na pokoje.
-Ja... - mruknął Gulbrand zażenowany.
-Nie odmawiaj, proszę - rozpromieniła się Inga. - 
Nie będziesz musiał drugi raz po nas przyjeżdżać.
Zapragnęła nagle, by Gulbrand przyjął zaproszenie. 

W jego obecności czuła się bezpiecznie, a poza tym 
chciała, by posmakował atmosfery dworu w Svartdal. 
Kristian był w dobrym humorze i zapowiadał się miły 
wieczór.

Gulbrand ustąpił, ale oznajmił, że najpierw odpro-

wadzi Mikrusa do stajni.

- Kto   kocha   zwierzęta,   jest   dobrym   człowie

kiem! - roześmiał się Kristian.

122

background image

Inga weszła z Emilią do kuchni, a widok, który uj-

rzała, odebrał jej mowę. Stół zastawiony był półmiska-
mi pełnymi najwymyślniejszych potraw. Jedzenia ni-
gdy im nie brakowało, ale jej oczom ukazały się same 
specjały:  śledzie pod różną postacią, wędzonki, om-
lety, kilka rodzajów kiełbas i karafki z winem. Odku-
rzono rodzinną zastawę, w zdobionych różanym mo-
tywem   dzbanach   o   wymyślnych   kształtach   podano 
świeżo warzone piwo. Ślinka pociekła jej po brodzie, 
kiedy dotarły do niej zapachy od stołu.

- Wielkie nieba - krzyknęła zdziwiona - spodzie-

wamy się wizyty królewskiej ?

Pod drewnianą powałą rozległ się cichy śmiech.

Emilia wyrywała się niecierpliwie i Inga z roztarg-

nieniem postawiła ją na nogi. Zdziwiła się, że nie na-
kryto w salonie, ale wkrótce zrozumiała dlaczego, kie-
dy w drzwiach pojawili się kolejni goście. Tylko przy 
długim kuchennym stole można było wszystkich po-
mieścić; pojawili się Kristoffer, Sorine, Krister i reszta 
służby. Rozpoznała też Minę po jasnej grzywce wło-
sów,   towarzyszył   jej   mężczyzna   i   dwie   panny. 
Kobiety właściwie, bo miały mniej więcej tyle lat co 
ona.   Inga  patrzyła   na   nie   z   zaciekawieniem,   a 
dziewczęta też nie omijały jej wzrokiem.

Gulbrand zjawił się, kiedy wszyscy już zasiedli na 

ławach. Zatrzymał się zawstydzony. Biedny Gulbrand, 
pomyślała tkliwie Inga. Pomachała do niego i pokle-
pała ławę, dając mu znak, że trzyma dla niego miejsce 
blisko siebie.

S0rine i Emma czyniły honory domu, pilnując,

123

background image

by wszyscy mieli pełne szklanice i by nie zabrakło 
chleba   ani   masła.   Inga   poczuła   ssanie   w   żołądku, 
nałożyła omlet i plaster szynki na talerz. Wciąż jednak 
nie  opuszczało  jej  uczucie   niepokoju.   Co   zamierzał 
ojciec? Nie zaprosił jej tutaj bez powodu. Z rosnącym 
zainteresowaniem czekała, aż się odezwie.

Kiedy wreszcie zadzwonił w kieliszek widelcem i 

podniósł się wolno, Inga zapomniała o jedzeniu. Po-
sadziła sobie Emilię na kolanach i dała jej kawałeczek 
kiełbasy, by mała nie zakłócała spokoju podczas prze-
mowy.

Kristian chrząknął i poczerwieniał.

-Zastanawiacie się zapewne, co mi leży na sercu... 
-   Omiótł   wzrokiem   Ingę   i   dziewczyna   odniosła 
wrażenie,  że  zwłaszcza  do  niej  kieruje  te  słowa. 
Ojciec stracił gdzieś tę swoją pewność siebie, jąkał 
się   i   niezdarnie   składał   zdania.   -   Tak   się   życie 
ułożyło - ciągnął, a jego głos nabierał stanowczości 
-   że   poznałem   ostatnio   niezwykłą   kobietę.   - 
Ruchem   ręki   wskazał   Minę,   która   zajmowała 
miejsce   u   jego   boku.   -   Mina   jest   wdową   i 
postanowiliśmy   się   pobrać,   kiedy   przyjdzie 
właściwa pora. Chciałbym więc, byście traktowali 
ten posiłek jak ucztę zaręczynową!
-Na zdrowie i wszystkiego najlepszego! - krzyknął 
Kristoffer, podnosząc szklankę.
-Na   zdrowie,   życzymy   szczęścia   -   dołączyli   się 
pozostali biesiadnicy.

W głowie Ingi kotłowały się sprzeczne myśli. Oczy-

wiście cieszyła się ze względu na ojca. Mina zdawała 
się być kobietą mądrą i miłą, a Kristian z pewnością

124

background image

nie podjął tej decyzji pochopnie i dobrze ją przemyślał. 
A mimo to wiadomość wprawiła Ingę w zakłopotanie. 
W lot pojęła dlaczego: Mina miała zająć miejsce Jenny. 
Ojciec nigdy nie zapomni zmarłej żony, ale w Svart-
dal zacznie się nowa epoka. Stare czasy pójdą w za-
pomnienie, pomyślała i stłumiła chlipnięcie za zasłoną 
chusteczki.

-Co   to   za   zaręczyny   bez   księdza   -   skomentował 
odważnie Embrik.
-Przypuszczam,   że   pastor   Mohr   nie   ma   ochoty 
ogłaszać zapowiedzi - mruknął Kristian. - Zresztą 
uznałem to za zbędne - dodał z obojętnością. - Wy-
starczy, że wie moja rodzina i moi przyjaciele.
-Dzieci z tego związku mogą stracić prawo dzie-
dziczenia - ostrzegł Embrik. Młody parobek nie bał 
się głosić swoich poglądów, w dzieciństwie znany 
był ze swej fanatycznej religijności. Prosty człowiek, 
uznała Inga, łagodny jak owieczka.
Wypowiedź wywołała falę rozbawienia.
- Oj, Embrik, Embrik - śmiał się Kristian, ociera

jąc   łzy.   -   Zapomniałeś,   że   jestem   starym 
człowiekiem?
Nie spodziewam się już potomstwa.

Inga patrzyła na ojca z podziwem. To był ten czło-

wiek, którego tak ceniła. Silny jak skała, niedający się 
zbić z pantałyku. Lubił iść pod prąd i wtedy czuł się 
najlepiej.

- Czy ktoś ma jeszcze coś do powiedzenia w tej

sprawie? - droczył się z nim Kristian.

Wokół stołu zapadła cisza.
Kristian rozejrzał się. Inga domyśliła się, że pytanie

125

background image

miało żartobliwy charakter, ale postanowiła potrakto-
wać je poważnie. Posadziła Emilię na kolanach zakło-
potanego Gulbranda, odsunęła krzesło i wstała.

- Tak! - powiedziała.

Kristian tak się przeraził, że cofnął się o krok i mu-

siał przytrzymać się stołu. Ściągnął krzaczaste czarne 
brwi i na jego czole pojawiła się zmarszczka niezado-
wolenia. Spojrzał na Ingę lodowatym wzrokiem.

Inga skuliła się pod spojrzeniami obecnych.

-

Mino, mogę z tobą porozmawiać na osobności?

Zdawało się, że Kristian zaprotestuje, ale nie odwa
żył się tego uczynić ze względu na gości.

Rumieńce na twarzy Miny zbladły, kiedy podążyła 

za Ingą.

Inga stanęła przy poręczy i rozejrzała  się  wokół. 

Poprzednia noc była chłodna i ziemię wciąż pokrywał 
szron. Słońce stało już wysoko i za chwilę spłowiałe 
źdźbła trawy pokryją się kropelkami wody.

- Chcę ci pogratulować - wyjąkała Inga, nie patrząc

na Minę. - Życzę ojcu szczęścia. Naprawdę, ale... - Bez
radnie wyrzuciła przed siebie ramiona, powstrzymując
z trudem łzy. Sądziła, że lepiej sobie poradzi, ale ta roz
mowa nie była łatwa.

Mina   pogłaskała   ją   po   plecach   w   geście 

pocieszenia i Inga uśmiechnęła się przez łzy.

- Nie sądź, że jestem chciwa, Mino, bo złoto i bły

skotki nic dla mnie nie znaczą. A mimo to... Wiem,
że mama  miała jakąś biżuterię, nic wielkiego, przed
mioty o lichej wartości. Wiem też, że ojciec przecho
wuje drobiazgi, które należały do niej...

126

background image

Inga zacisnęła spocone dłonie. Czuła się taka ma-

łostkowa, ale nie zaznałaby spokoju duszy, gdyby nie 
poruszyła tego tematu.

- Ojciec   może   kupić   ci   najpiękniejsze   broszki

i sznury pereł, ale... Gdyby zechciał ofiarować ci ozdo
by po mamie, mogłabyś... - Inga czuła się niezręcznie.
Pytanie było niewłaściwe, ale przecież Mina mogła po
prostu odmówić. Zaczerpnęła tchu i wypaliła: - Mog
łabym ja je dostać?

Delikatny uśmiech pojawił się w kącikach ust Miny. 

Zdjęła dłoń z pleców Ingi, oparła się o poręcz i spoj-
rzała tęsknie w kierunku zabudowań gospodarczych.

- A więc takie myśli cię prześladują, Ingo?
Inga pokiwała głową zawstydzona.

- Nie chodzi o chęć posiadania - odrzekła. - Tak

niewiele mi po niej zostało. Ledwie parę wspomnień...
Dlatego   tak   desperacko   chronię   wszystko,   co   mi   ją
przypomina.  Te przedmioty mi  ją w pewien sposób
przywrócą...

Mina odwróciła się i pogłaskała ją po włosach.

- Szczególna z ciebie dziewczyna, Ingo. Mogę zło

żyć ci dwa zapewnienia. Po pierwsze, Kristian nigdr
nie wpadłby na pomysł,  by przekazać mi rzeczy po
twojej matce. Nie miałby sumienia cię pominąć.

Nie byłabym tego taka pewna, pomyślała Inga. 

Wobec niej ojciec zdolny był do wszystkiego. Łagod 
ne wyjaśnienie Miny sprawiło jej jednak przyjem 
ność.

- Po drugie zaś - ciągnęła Mina, nie zważając na

chwilowe roztargnienie Ingi - rozumiem doskonale,

127

background image

że rzeczy Jenny mają dla ciebie dużą wartość senty-
mentalną.

Inga nigdy nie słyszała tego sformułowania, ale zro-

zumiała, o co Minie chodzi.

- Nie uważasz więc, że zachowałam się bezczel

nie? - spytała, wbijając wzrok w czubek własnych butów.

Mina roześmiała się wesoło.

- Ależ skąd! Cieszę się, Ingo, że rozmawiasz ze

mną tak otwarcie, bo to znaczy, że mi ufasz. Kocham
twojego ojca za to, kim jest, a nie za to, co posiada.

Było w postawie Miny coś, co budziło natychmia-

stowy   szacunek.   Jej   słowa   brzmiały   szczerze.   I 
jeszcze rzecz najważniejsza: Mina mogła sprawić, by 
Kristian stał się szczęśliwszym człowiekiem.

Dobrym wiadomościom nie było końca, pomyślała 

radośnie Inga, kiedy z Miną znów zasiadły za stołem. 
Ledwie zdążyła pociągnąć łyk kawy, gdy odezwał się 
Kristoffer, zrazu cicho, potem z coraz większym entu-
zjazmem.

- Z Sorine spodziewamy się dziecka!

"I znów rozbrzmiały życzenia pomyślności, a Inga 

uśmiechnęła się promiennie do Sorine.

Bratowa przytuliła się do Kristoffera, jakby był jej 

jedynym   punktem   oparcia,   ale   po   chwili 
wyprostowała się i posłała uśmiech biesiadnikom.

- Tym razem boję się o tym myśleć - szepnęła za

wstydzona. - Boję się cieszyć.

Emma chwyciła jej dłoń i poklepała.
- Dopilnujemy,   by   akuszerka   była   na   miejscu.

Wszystko będzie dobrze, takie mam przeczucie.

128

background image

Sorine pokiwała głową.
- Trzeba w to wierzyć.
Inga przyglądała się bratowej. Sorine pokraśnia-ła 

z   radości,   kiedy   Kristoffer   ogłaszał   nowinę,   ale   jej 
błękitne oczy były poważne. Biedna Sorine, poprzedni 
poród pozostawił w niej głęboki uraz. Nic dziwnego, 
że zachowywała taką rezerwę.

Na widok zadowolonej twarzy starszego brata zrobiło 

się jej ciepło na sercu. Kristoffer promieniał szczęściem i 
dumą. Patrzył z oddaniem na Serine i Inga wiedziała, że 
bratowej nie mógł się trafić lepszy mąż. Bywał uparty jak 
osioł,   ale   cechowała   go   cierpliwość   i   wyrozumiałość. 
Poza tym radowało ją, przeświadczenie, że brat i bratowa 
odnowili swój związek.  Sorine zwierzała się jej, iż unika 
małżeńskich obowiązków   z   obawy,   że   znów   zajdzie   w 
ciążę i straci kolejne dziecko, ale widać teraz na powrót 
wszystko w ich \ stadle funkcjonowało jak należy.

Gulbrand kręcił się niespokojnie. Inga zmarszczyła 

brwi ze zdziwienia. Coś dręczyło starego służącego. 
Znał jej rodzinę od dziesięcioleci i nie miał powodów 
czuć się źle w tym towarzystwie. Może nie co dzień za-
siadał przy stole w Svartdal, ale przecież Kristian za-
prosił go do biesiady z całą serdecznością. Nie, nie ro-
zumiała przyczyny jego niepokoju.

Gulbrand  mia  w a ciwie wraca  do swoich obo

ł ł ś

ć

-

wi zków w Gaupås i przyjecha  po.Ing  i Emili  pó

ą

ć

ę

ę

ź-

niej,   ale   niespodziewane   zaproszenie   pokrzyżowało 
jego plany. Służący zawsze był bardzo sumienny, po-
myślała   Inga,   patrząc   na   niego   przyjaźnie.   Może 
dlate-

129

background image

go si  niecierpliwi ? Nie mia  powodu, w Gaupås do

ę

ł

ł

-

myślono się zapewne, dlaczego nie wracał.

Inga zauważyła, że Gulbrand westchnął, kiedy go-

ście zaczęli się rozchodzić. Poczuł ulgę czy po prostu 
miał już dosyć bezczynności? Raczej to pierwsze. Na 
szczęście nikt nie zwrócił uwagi na jego zachowanie, 
w powietrzu krzyżowały się głosy, ludzie żegnali się 
ze sobą, wymieniali uściski.

Tuż przed wyjazdem zaszło jeszcze jedno drobne 

wydarzenie, które Inga ukryła w sercu jak najcenniej-
szy skarb. Właśnie włożyła Emilii buciki i postawiła ją 
ostrożnie   na   podłodze.   Emilia   podreptała   do   progu, 
gdzie stał Kristian, żegnając gości.

- Dziadzia   -   rozpromieniła   się   i   wyciągnęła   ku

niemu krótkie rączki.

Ufne zachowanie dziecka speszyło Kristiana. Po-

głaskał ją niezdarnie po włosach i uśmiechnął się do-
brodusznie.

-Dziadzia - powtórzyła  Emilia bardziej zdecydo-
wanym głosem.
-Myślę, że życzy sobie, by dziadek wyprowadził ją 
na zewnątrz - uznała Emma.

Kristian na chwilę zamarł w bezruchu, a Inga ob-

serwowała   go   kątem   oka   z   napięciem.   Zlekceważy 
dziecko czy spełni jego życzenie? Kristian unikał ta-
kich sytuacji, bo nie radził sobie z emocjami. To moja 
córka, to moja córka, myślała gorączkowo Inga. Czy to 
ułatwi ojcu podjęcie decyzji?

Kristian   nie   chwycił   dziewczynki   za   rękę,   tylko 

wziął ją w ramiona, po czym zniósł ją po stromych

130

background image

schodach. Kiedy postawił ją na ziemi, Emilia okazała 
niezadowolenie.
-

Rączka, dziadzia - domagała się z lekką irytacją.

Inga nie spuszczała z niej wzroku i z napięciem cze
kała na reakcję ojca.

- No dobrze - roześmiał się Kristian i chwycił ma

lutką dłoń.

Oczy Ingi zaszkliły się, a wargi zaczęły drżeć. Ze 

wzruszeniem   obserwowała   tego   barczystego   męż-
czyznę, ściskającego rączkę dziecka w swojej ogromnej 
dłoni. Żeby do niej sięgnąć, musiał się lekko przechy-
lić.

Inga zagryzała wargi, by się nie rozpłakać. Czy Kri-

stian kiedykolwiek prowadził ją za rękę? Czy kiedy-
kolwiek maszerowali tak przez dziedziniec lub space-
rowali po ogrodzie? Nie pamiętała takiego, zdarzenia i 
wydawało się jej mało prawdopodobne. Zawsze trzy-
mał ją na dystans, Emilia zaś nie dawała się tak trakto-
wać.

Poczuła   czyjąś   dłoń   na   swoim   ramieniu   i 

odwróciła  się. Napotkała łagodne spojrzenie Emmy. 
Emma najlepiej rozumiała jej uczucia.

-Wracaj szczęśliwie do domu, Ingo - powiedziała 
Emma i pogłaskała ją po policzku.
-Dziękuję - szepnęła Inga.
Kristian   posadził   Emilię   na   siedzisku   powozu. 

Gulhrand   mruknął   zadowolony   i   objął   małą   ramie-
niem.

- Buzi - domagała się Emilia, wyciągając ramiona

do Kristiana.

131

background image

-Już   się   robi   -   roześmiał   się   Kristian   i   przytulił 
policzek do twarzy dziewczynki.
-Kłujesz   -   oznajmiła   Emilia   i   skuliła   się   lekko, 
kiedy zarost dziadka połaskotał ją po twarzy.

Kristian cofnął się, ale radosny uśmiech nie scho-

dził z jego ust.

-Dziękujemy za zaproszenie, ojcze - powiedziała 
Inga, sadowiąc się w powozie. - Niech ten nowy 
związek przyniesie ci szczęście. - Uśmiechnęła się, 
by podkreślić szczerość tych życzeń.
-Z Bożą... - Kristian pochylił głowę na chwilę, ale 
zaraz podniósł wzrok. - Mam nadzieję, że tak się 
stanie.
Gulbrand zaciął konia i powóz ruszył.
- Coś ci dolega? - zapytała Inga, kiedy ujechali ka

wałek drogi.

- Nie - odrzekł wymijająco Gulbrand.
Wyczuła, że kłamie, i nie dała za wygraną.
- Mnie nie oszukasz, Gulbrand, w Svartdal byłeś

jakiś nieswój.

Gulbrand zacisnął wargi w wąską kreseczkę. Moc-

niej zacisnął lejce w dłoniach.

- Pamiętasz, Ingo, że rozmawialiśmy kiedyś o nie

nawiści?

Inga zamyśliła się. Trudno przypomnieć sobie epi-

zod z życia na podstawie jednego słowa. Po chwili zro-
zumiała, o co chodzi Gulbrandowi.

- Tak! To było wtedy, kiedy Gudrun zażyczyła so

bie, byś odszedł z nią do Svartdal. Chciała dostać cię
w prezencie ślubnym.

132

background image

Gulbrand pokiwał głową.
-Przyznałem się przed tobą, że przepełniała mnie 
wtedy nienawiść.
-Pamiętam. - Inga położyła z przestrachem dłoń na 
piersi. - Czyżbyś nienawidził kogoś ze Svartdal?
-Nie,   ale   źródło   zła   tam   się   znajduje   -   przyznał 
Gulbrand.

Ingę zdumiały słowa służącego. Twierdził, że nie 

darzy nikogo z dworu Svartdal nienawiścią, a jedno-
cześnie jej dom rodzinny uznawał za źródło wszelkie-
go zła.

- Kogo masz na myśli? - szepnęła z napięciem.
Gulbrand odpowiedział głośno i pewnie, lecz pod

koniec głos mu się załamał.

- Emmę. To Emmę mam na myśli.

background image

13

Inga z niedowierzaniem spoglądała przed siebie, usiłu-
jąc przetrawić słowa Gulbranda.

- Emma - powtórzyła cicho. - Kpisz sobie ze mnie,

prawda, Gulbrand?

Gulbrand pokręcił głową z zakłopotaniem.
- Emma   jest   najmilszą   osobą   na   tym   świecie   - 

roz
złościła się Inga. - Nie uwierzę, że kiedykolwiek źle cię
potraktowała...

Gulbrand poklepał ją pojednawczo po kolanie.
- Nie  jest  tak, jak myślisz,  moje  dziecko. My...

my...   -   Służący   nie   potrafił   znaleźć   właściwych
słów. - Byliśmy kiedyś z Emmą zaręczeni, wiele lat
temu...

Kolejny szok. Inga wyobrażała sobie, że nienawiść 

między   Emmą   a   Gulbrandem   jest   wynikiem   jakiejś 
potężnej sprzeczki lub niewłaściwego zachowania, ale 
przyczyna   leżała   gdzie   indziej.   „Od   nienawiści  do 
miłości tylko jeden krok", powiedziała )e) kiedyś

134

background image

Emma. Mówiła to na podstawie własnego gorzkiego 
doświadczenia?

- Poznaliśmy   się   za   młodu   -   ciągnął   Gulbrand

bezbarwnym głosem. - Jak wiesz, pochodzę ze Sko-
ger, i w tym czasie wielu właścicieli majątków w Bot-
ne szukało rzetelnych pracowników. Dostałem zajęcie
w pewnym gospodarstwie w Hillestad i na jakiejś za
bawie po raz pierwszy ujrzałem Emmę...

Inga pogrążyła się w zadumie. Nie mogła sobie wy-

obrazić Gulbranda i Emmy  jako młodych,  zakocha-
nych w sobie ludzi. Emma była wtedy zapewne węższa 
w talii i nie miała siwych włosów. Pod tym względem 
Gulbrand w ogóle się nie zmienił, jego czupryna i bro-
da pozostawały rude. Otrząsnęła się z tych myśli i wró-
ciła do rzeczywistości.

-Dowiedziałem   się   szybko,   że   Emma   haruje,  by 
utrzymać   rodzinę.   Wcześnie   straciła   ojca   w 
tragicznych okolicznościach, w jakiejś zawierusze 
śnieżnej,   i   los   jej   matki   zależał   wyłącznie   od 
pieniędzy, które Emma zarabiała w Svartdal.
-A więc Emma służyła u nas od wczesnej młodo-
ści?
-Tak,   zaczęła,   mając   czternaście   lat.   Dobrze   ją 
traktowano i dostawała godziwą zapłatę.
Gulbrand zamilkł. Mięśnie na jego twarzy drgały 

nerwowo.

-Przepraszam,   że   ci   przerwałam   -   powiedziała 
Inga. - Mów dalej.
-Zaręczyliśmy   się.   Planowaliśmy   wspólną   przy-
szłość   i   Kolbjorn,   twój   dziadek,   obiecał 
wydzierżawić

135

background image

nam dom na swojej ziemi. Teraz już go nie ma, roze-
brano go dawno temu. To dobrze, bo nie mógłbym na 
niego patrzeć. Ciężar, który wziąłem na swoje młode 
barki, był nie do udźwignięcia. Zacząłem coraz częś-
ciej   zaglądać   do   kieliszka.   Spotkania   z   kompanami 
przeradzały się w pijackie libacje.

-Jak zareagowała Emma?
-Nie   spodobało  się   jej   moje   zachowanie,   ale   ma 
łagodną naturę i nie zdołała mnie poskromić. Do 
dziś się tego wstydzę, ale nie mogę cofnąć czasu. 
W pewne niedzielne popołudnie wybrałem się do 
Svartdal, by spotkać się z moją przyszłą żoną, ale 
twoja babcia nie dopuściła mnie do niej.

Inga skubała złamany paznokieć.

-Trudno się dziwić - przyznała szczerze.
-To prawda, ale wtedy tego nie zrozumiałem. Nie 
zrobiłem   niczego   niewłaściwego,   po   prostu   od-
szedłem.   Nie   powinienem   był   wybierać   się   do 
Emmy  w   takim   stanie,   ale   alkohol   zmącił   moje 
myśli.   Od   tamtej   chwili   popadłem   w   niełaskę   u 
Karolinę.
-I oddaliliście się z Emmą od siebie?
-Nie - odrzekł niechętnie Gulbrand.
Inga zrozumiała, że historia jego życia przybierze 

poważniejszy obrót.

- Byłem   młody   i   pełen   życia.   Lubiłem   tańczyć

i   bawić   się.   Tamtego   lata   poznałem   pewną   kobie
tę, która zaczęła... - Gulbrand podrapał się po nosie
i uśmiechnął zakłopotany. - Prawdę mówiąc, zaczęła
mnie adorować. Nie byłem znów tak głupi, by nie wie
dzieć dlaczego. Jej mąż zginął na morzu sześć miesię-

136

background image

cy wcześniej, została sama z trójką dzieci i czwartym 
w drodze. Mój pociąg do alkoholu zdawał się jej w ogó-
le nie przeszkadzać... Potrzebowała mężczyzny, który 
zapewni jej utrzymanie. Domyślasz się, Ingo, że były to 
niełatwe czasy dla wdowy z gromadką dzieci.

Inga pokiwała głową. Wdowa  z małymi  dziećmi 

musiała wtedy cierpieć głód i niedostatek, lecz, praw-
dę mówiąc, pod tym względem niewiele się zmieniło. 
Prawo zabraniało dziś chodzić po prośbie, więc biada 
temu, kto nie znalazł sobie zajęcia u uczciwych ludzi... 
Inga wzdrygnęła się na samą myśl.

- Karolinę nie była złą kobietą, uważała po prostu,

że Emma zasługuje na kogoś lepszego ode mnie. Na ko
goś, kto potrafi panować nad sobą, kiedy na stole poja
wia się butelka gorzałki. A gdy rozeszły się plotki, że za
chodziłem do wdowy, Karolinę powtórzyła je Emmie.

Gulbrand mówił tak szczerze, że Inga nie zawahała 

się zapytać:

-A w plotkach było ziarno prawdy?
-Wielki Boże! - krzyknął Gulbrand przerażony.  - 
Oszalałaś?   Ja...   kochałem   Emmę   i...   -   Służący 
zaczerwienił się tak mocno, że jego policzki niemal 
przybrały   kolor   rudawej   brody.   -   Ale   Emma 
uwierzyła  i   zaczęła   mnie   unikać,   a   Karolinę 
przeganiała mnie jak  psa. Nie mogłem pozwolić, 
by   tak   mnie   traktowano,   bo   wiedziałem,   że 
pogłoski   są   funta   kłaków   niewarte.   Urażony 
zacząłem po jakimś czasie bywać u innych kobiet...
-Gulbrand   -   jęknęła   Inga.   -   Nie   powinieneś   był 
tego robić. Trzeba było wytrwać.

137

background image

-Codziennie   słyszałem   tę   radę.   Wszyscy   lubili 
Emmę i wielu uważało, że pasujemy do siebie. Nie 
zawsze jednak słucha się dobrych rad i życzliwych 
ostrzeżeń   i   niełatwo   przemówić   innemu 
człowiekowi do rozumu, bo życie trzeba poczuć na 
własnej   skórze.   Poniewczasie   można   spojrzeć 
wstecz   i   odkryć   własne  błędy.   Zwykle   jest   za 
późno, by je naprawić.
-Chyba masz rację -'westchnęła Inga.
-Udzieli em ci wielu wskazówek, kiedy przyjecha

ł

a

ł ś 

do Gaupås. Wiedzia a ,  e mam racj , ale czy cz

ł ś ż

ę

ę

sto 

szłaś za moją  radą? - W pytaniu nie było  cienia 
ironii czy nagany, postawił je przyjaznym tonem.

Inga zaczerwieniła się jak burak. Gulbrand nie wy-

mienił imienia Martina, ale była pewna, że jego miał 
na myśli.

-Podejmowałam   błędne   decyzje   -   stwierdziła   z 
żalem - teraz już wiem, ale... - Krew pulsowała jej 
w skroniach, kiedy składała to wyznanie: - Ale nie 
żałuję.   Brzydko   się   do   tego   przyznawać,   ale   jak 
mogę żałować czegoś, co robiłam wielokrotnie? To 
nie przypadek pchnął mnie w ramiona... - Urwała z 
poczuciem  winy,   nie   musiała   wchodzić   w 
szczegóły.
-Dumna z ciebie kobieta, Ingo, powiedziałbym na-
wet, cyniczna. Jesteś taka, jaki ja byłem za młodu. 
Czułem   się   prześladowany,   obracałem   do   ludzi 
plecami i chodziłem własnymi ścieżkami. Uważałem, 
że wolno mi  tak  postępować, bo nikt nie traktuje 
mnie poważnie.
-Dobrze   jest   wiedzieć,   że   innym   też   zdarza   się 
postępować nierozważnie - westchnęła Inga - choć 
to słaba pociecha.

138

background image

-A  teraz  jesteś  bardziej  odpowiedzialna?  - spytał 
Gulbrand. Pytanie zabrzmiało jak konstatacja.
-Tak   -   odrzekła   z   bólem   Inga.   Powtarzała   sobie 
nieustannie,   że   związek   z   Martinem   należy   do 
przeszłości,   ale   po   raz   pierwszy   zwierzała   się 
komuś   z   tych  myśli.   -   Jestem   wdową,   a   on   jest 
żonaty.  - Głos się jej  załamał.  - Ale nie o mnie 
mieliśmy mówić - dodała, prostując się. - Jak się 
skończyła twoja historia?
-Czułem się zraniony i zawiedziony i w końcu się 
poddałem. Złościłem się na Emmę, bo nie chciała 
ze mną rozmawiać, co jeszcze bardziej oddalało ją 
ode mnie. Cierpieliśmy oboje, ale nie potrafiliśmy 
znów zejść się z sobą. - Gulbrand przekrzywił głowę 
i spojrzał badawczo na Ingę. - Wiedziałaś, że byłem 
żonaty?

Inga aż podskoczyła z wrażenia.

- Jesteś człowiekiem pełnym tajemnic. Nie, nie wie

działam o tym.

Gulbrand zaciął Mikrusa i ogier pokłusował żwawo 

w kierunku Gaupås.

-O   tak   -   ciągnął   wesoło   Gulbrand.   -

v

  Poznałem 

Annę   Lovise  dwa,   może  trzy lata  po  zerwaniu  z 
Emmą. Dobra kobieta, ale nie powinienem był się 
z   nią   wiązać,   nie   uporządkowawszy   własnego 
życia. Nigdy jej nie tknąłem, przysięgam, ale moje 
pijaństwo nie pozwoliło nam zbliżyć się do siebie. 
Pewnego dnia zniknęła. Dowiedziałem się później, 
że   odeszła  z   domokrążnym  handlarzem  końmi   z 
Morę. Nigdy więcej jej nie zobaczyłem.
-A więc wciąż jesteś żonaty - uznała Inga - ale nie 
nosisz obrączki.

139

background image

-Wyrzuciłem   ją   do   morza   po   podpisaniu   doku-
mentów, które Anna Lovise przysłała do sędziego. 
Prosiła   w   nich   o   rozwód,   a   ja   nie   wyraziłem 
sprzeciwu.
-To dziwne - mruknęła pod nosem Inga i pokręciła 
głową.   -   Opowiadasz   o   człowieku,   którego   nie 
znam. - Z nagłym wzruszeniem pogłaskała go po 
plecach. Cisnęły się jej na język podniosłe słowa i 
nie zawahała się ich użyć. - Byłeś dla mnie zawsze 
symbolem   miłości   bliźniego   i   troski,   Gulbrand. 
Czułam,   że...   -   machnęła   rękami,   szukając 
odpowiedniego   wyrazu   -   że   się   poświęcasz.   Aż 
trudno uwierzyć, iż byłeś samolubnym draniem.

Gulbrand nie poczuł się urażony jej szczerością i 

roześmiał się pod wąsem.

-Potrzebowałem wielu lat, by to zrozumieć. Dzięki 
Nielsowi mogłem zacząć nowe życie.
-Dzięki Nielsowi?
-Tak.   Byłem   nieokrzesanym   pijakiem,   a   on   do-
strzegł   moje   dobre   strony,   uczciwość   i 
pracowitość.  Przyjął   mnie   na   służbę,   kiedy 
znalazłem   się   na   samym  dnie,   i   odmienił   moje 
życie.
-Od początku wyczułam, że coś was łączy - przy-
znała Inga - ale nie wiedziałam,  że cię uratował 
przed zatraceniem.
-Niels   był   wyrozumiałym   człowiekiem.   Mój   oj-
ciec, który przepracowa  w Gaupås wiele lat, b aga

ł

ł

ł 

go, by dał mi szansę.

Inga chciała wrócić do punktu wyjścia, poznać całą 

prawdę o związku Gulbranda z Emmą, póki służący 
był skory do wyznań.

140

background image

-Z twojej opowieści wynika, że nigdy się nie po-
godziliście.
-Nie,   to   była   rana,   która   nie   chciała   się   zagoić. 
Wierzyłem,   że   z   czasem   któreś   z   nas  wyciągnie 
rękę do zgody, ale tak się nie stało. Doszły mnie 
plotki,  że Emma cierpiała i zamknęła się w sobie. 
Moją duszę gnębiły wyrzuty sumienia. Nie miałem 
odwagi spojrzeć jej w oczy. Wiem, że to oznaka 
słabości,   ale   nie   wytrzymałem   ciężaru   plotek   i 
oskarżeń. Czułem się jak ptak w klatce.
-Ptak z podciętymi skrzydłami - mruknęła Inga. - 
Wiem,   jak   to   jest,   kiedy   inni   usiłują   układać   ci 
życie.
-Skończyło się na tym, że każde z nas cierpiało w osa-
motnieniu - dodał Gulbrand bezbarwnym głosem.
-Więc wciąż ją kochasz?
-Tak! - Rumieńce na jego twarzy wyblakły.  Słu-
żący nie zwykł dotąd mówić o swoich uczuciach, a 
teraz kiedy już zdobył się na szczerość, rozmowa 
wyraźnie   przynosiła   mu   ulgę.   -   Bez   niej   jestem 
człowiekiem tylko w połowie. - Jego rozmarzony, 
nieobecny   wzrok  pod y   w   kierunku   dworu

ąż ł

 

Gaupås, który pojawi  si  za zakr tem drogi.

ł ę

ę

- Jeszcze nie jest za późno - uznała Inga.
Gulbrand uśmiechnął się zażenowany.

-Starzy ludzie mieliby zejść się po latach? Nie, nikt 
nie życzy sobie, by staruszkowie trzymali  się za 
ręce jak zakochane dzieciaki.
-A co w tym złego? - sprzeciwiła się gorąco Inga. - 
Mnie by się podobało.

141

background image

- Los nie chce, by nasze ścieżki znów się skrzyżo

wały. Już się z nim pogodziłem.

Gulbrand   zaśmiał   się   pod   nosem,   jakby   pomysł 

Ingi wydał mu się niezwykle komiczny.

Kiedy dotarli na miejsce, Gulbrand pomógł Indze 

zsiąść z powozu. Dziewczyna przytrzymała jego dłoń.

- Dziękuję ci za zaufanie, którym mnie obdarzy

łeś - powiedziała z czułością w głosie. - Za to, że od
ważyłeś się otworzyć przede mną.

Gulbrand wbił wzrok w grzywę Mikrusa i pokiwał 

głową zawstydzony. Znów zamknął się w swojej skoru-
pie.

Inga postanowiła w tej samej chwili, że doprowadzi 

do spotkania Gulbranda z Emmą. Może nie od razu, 
ale kiedyś na pewno tak się stanie...

Sigrid rozpromieniła się na widok Ingi i Emilii. Pod-
biegła do powozu, podniosła dziewczynkę wysoko w 
górę i zaśmiała się do niej.

- Wycieczka się udała? - spytała z zaciekawieniem,

całując małą w policzek.

Emilia   otworzyła   buzię   w   uśmiechu,   pokazując 

pierwsze białe ząbki.

-Bardzo   miła   wycieczka   -   potwierdziła   zadowo-
lona Inga.
-Bardzo miła - powtórzyła Emilia, naśladując do-
rosłych.

Ingę cieszyło ponowne zainteresowanie Sigrid Emi-

lią. Wprawdzie Sigrid cały czas okazywała małej troskę,

142

background image

ale w ostatnich dniach miała  sporo własnych  zmar-
twień. Po rozmowie z Torsteinem jej humor znacznie 
się poprawił.

-Mogę nakarmić  i wykąpać  Emilie wieczorem?  - 
spytała Sigrid.
-Oczywiście - odrzekła Inga. - Emilia lubi, jak się 
nią zajmujesz. A poza tym bardzo mi to odpowiada 
- dodała wesoło - bo chcę pomóc Eugenie w przy-
gotowaniach do kolacji.

Inga słyszała perlisty śmiech córeczki, kiedy Sigrid 

oddalała się z nią tanecznym krokiem przez dziedzi-
niec. Odprowadziła je zadowolonym wzrokiem, radu-
jąc się, że Sigrid połączyła bliska więź z przybraną sio-
strą.

Na widok Erlinga wyprowadzającego Czarnulkę ze 

stajni Inga rozejrzała się za jakąś drogą ucieczki, ale 
szybko   uznała,   że   nie   uniknie   spotkania.   Zresztą 
Erling też ją dostrzegł. Nie miała najmniejszej ochoty 
na kolejną wymianę zdań, bo poprzednim razem usły-
szała w jego słowach nutę groźby. Dał jej do zrozumie-
nia, że zna inną wersję wydarzeń niż ta, którą przed-
stawiła lensmanowi...

Erling uśmiechnął się. Boże, jak nienawidziła tego 

uśmiechu! Nie było w nim radości z ponownego spot-
kania, tylko fałsz i ironia.

-Doszły mnie słuchy, że byłyście w Svartdal - po-
wiedział z udawaną życzliwością.
-Tak, ojciec zaprosił mnie i Emilię - wyjaśniła Inga, 
siląc się na uprzejmość. Miała przeczucie, że Erling 
nie zaczepił jej, by rozmawiać o rodzinnej wizycie.

143

background image

-Więc zapewne odwiedziła pani lensmana po dro-
dze?
-Lensmana? - powtórzyła gniewnie Inga. - Po cóż 
miałabym to robić?
-Proszę mi wybaczyć - ironizował - ale sądziłem, 
że zechce pani po raz ostatni zobaczyć swojego ko-
chanka...

Inga nie wytrzymała.

- Uważaj   na   słowa,   jeśli   chcesz   przepracować

u mnie zimę! Czternastego kwietnia i tak wylecisz na
zbity pysk!

Inga rzuciła hardo głową i ruszyła przed siebie.
- Nie tak szybko - syknął Erling i przytrzymał ją

za ramię.

Inga omal się nie przewróciła. Czuła na sobie wzrok 

jego małych oczu i odwróciła się ze wstrętem.

-Kotłujesz   się   na   sianie   z   mężczyznami   równie 
często, jak ja zmieniam bieliznę - rzucił, a w jego 
głosie pobrzmiewała groźba.
-Zawsze wiedziałam, że jesteś podłym draniem - 
syknęła, wyrwała się i pobiegła do domu. Erling 
nie ruszył się z miejsca.

Znalazłszy się za progiem, Inga oparła się o ścianę, 

aby zebrać siły.  Dotąd Erling jej nie zaczepiał, teraz 
jednak wyraźnie usiłował ją zastraszyć.

Zamyśliła się. Skąd wiedział, że zażywała kąpieli ra-

zem z Bjornarem? Szpiegował ich? To możliwe. Rumie-
niec wystąpił jej na policzki. Co za wstyd! Przywołała 
w pamięci ten namiętny epizod i wyobraziła sobie Erlin-
ga w roli widza. Straszne... Może nawet widział ją nagą!

144

background image

Uświadomiła sobie, że musi się go pozbyć, i to jak 

najszybciej.  Nie wiedziała jednakże,  że jej  życzenie 
spełni się niedługo w sposób, którego żadną miarą nie 
była w stanie przewidzieć.

Dwa dziwne zdarzenia zasz y tego jesiennego wie

ł

-

czoru poza dworem Gaupås.

Martin leżał w swoim łóżku w Storedal i wpatry-

wał się w mrok. Wokół zapalonej lampy naftowej latał 
nietoperz, bijąc skrzydłami. Martin nie pierwszy raz 
widział taki spektakl i wiedział, że nietoperz prędzej 
czy później odleci. Pewnego lata cała chmara nietope-
rzy dostała się na strych. Pamiętał, że Ragnhild bardzo 
się tym zdenerwowała. Bała się tych wampirowatych 
stworów, poza tym zostawiły one po sobie tyle nieczy-
stości, że drewniane belki zaczęły gnić. Na szczęście 
nietoperze nie wróciły kolejnego roku. A może po pro-
stu nie dostały się do środka, bo Laurens kazał staran-
nie zalepić wszystkie otwory.

Martin ziewnął i przewrócił się na bok. Odwróco-

ny tyłem do drzwi, nie zauważył, że ktoś bezgłośnie 
wślizgnął się do środka. Wzdrygnął się dopiero wtedy, 
kiedy jego kołdra uniosła się i poczuł zimny powiew 
na nagiej skórze.

-Gudrun - szepnął zdumiony.  W pokoju panował 
mrok, ale rozpoznał jej sylwetkę.
-Tak - odrzekła niepewnie, po czym zapadła długa 
cisza. - Mogę położyć się obok ciebie? - spytała w 
końcu.

Martin uniósł się w łóżku i niezdarnie przesunął, 

robiąc jej miejsce.

145

background image

- Oczywiście   -   wyjąkał   zażenowany,   po   czym

opadł na materac i wstrzymał oddech. Czego chciała?
Po co przychodziła do niego nocą?

Poczuł dotyk jej ciepłej skóry.  Wyciągnął ramię, 

nie wiedząc, czy zechce położyć na nim głowę, ale ku 
jego zdumieniu skwapliwie skorzystała z propozycji. 
Skuliła się u jego boku i westchnęła z zadowoleniem.

- Ojciec był jedynym człowiekiem, który dał mi

szczęście - przyznała łagodnie. - Nie żyje  - dodała,
walcząc z łzami - ale teraz mam ciebie, prawda?

Z bijącym sercem Martin przyciągnął Gudrun do 

siebie. Wtulił nos w jej pachnące włosy i powiedział:

- Tak, teraz masz mnie.

Erling bieg , oddalaj c si  od Gaupås. Oczekiwanie, a

ł

ą

ę

ż 

Gulbrand i Arne zasną, wystawiło go na próbę cierpli-
wości. Kiedy usłyszał ich chrapanie, na wszelki wypa-
dek odczekał dłuższą chwilę, zanim się podniósł. Bał 
się, że sam zaśnie, ale podniecenie nie pozwoliło mu 
zmrużyć oka.

Ubrał się po cichu, przekradł przez pokój z butami 

w dłoni i otworzył drzwi powoli, by nie zaskrzypiały. 
Na dworze wzuł buty i sprawdził, czy nóż wisi u pasa.

Nigdy nie był w domostwie lensmana, ale wywie-

dział się wszystkiego. Arne nie domyślił się niczego, 
kiedy Erling zarzucił go pozornie niewinnymi  pyta-
niami. Podekscytowany opowiedział mu nawet, gdzie

146

background image

znajduje   się   Bjornar,   więzień,   którego  pań  Thuesen 
osadził w areszcie.

Erling dyszał ciężko, kiedy dotarł do domu lens-

mana. Zatrzymał się, sprawdzając, którędy najłatwiej 
dostać się do środka. Zapewne  o tej porze wszyscy 
spali, ale Erling zachował ostrożność. Posiadłość była 
piękna,   do   białego   domu   mieszkalnego   prowadziły 
dwa wejścia. Duży ogród otaczał domostwo, co Erling 
uznał za okoliczność sprzyjającą, bo świerki i krzewy 
rzucały cienie, w których łatwo się było ukryć.

Kiedy dotarł do pomieszczenia dla więźniów, ukuc-

nął. Wyobrażał sobie wcześniej, że będzie to murowa-
ny domek, miniaturowy solidny fort, ale był to raczej 
rodzaj jamy wydrążonej w nachylonym zboczu. Gdyby 
nie kraty, w ogóle by jej nie zauważył.

Wyciągnął   szyję   i   odsunął   jakąś   gałąź,   by   mieć 

lepszą   widoczność.   Ulżyło   mu,   kiedy   nie   dostrzegł 
strażników,   bo   za   wszelką   cenę   chciał   uniknąć 
przemocy.

- Psst, Stener, słyszysz mnie?

Erling przysunął się do kraty i zajrzał do środka.

- Kto tam? - dobiegł go z ciemności jakiś zaspany

głos.

Erling nie wiedział, czy Stener jest sam, więc na 

wszelki wypadek nie wymienił swojego imienia.

- Podejdź   bliżej,   przyjacielu,   żebym   mógł   się

upewnić, że to ty!

Zaskrzypiała jakaś ławka i ukazało się brudne, wy-

chudzone oblicze Stenera.

- Okropnie wyglądasz - jęknął Erling.

147

background image

-Dziwisz się? - warknął Stener. - Trudno się utu-
czyć, popijając wodą zgniłe solone śledzie.
-Lensman   niedługo   wniesie   twoją   sprawę   przed 
sąd   -   poinformował   go   podekscytowany   Erling, 
prze-stępując niecierpliwie z nogi na nogę. Trzeba 
szybko   załatwić   sprawę   i   znikać,   zanim   ktoś   go 
znajdzie. - To twoja ostatnia szansa!
-Pomożesz mi się stąd wydostać? - spytał Stener.
-Tak - gorączkował się Erling - ale musisz przy-
rzec, że mnie nigdy nie wydasz. Przysięgasz?
-Tak, tak - syknął Stener. 
Erling podał mu nóż.
-Masz, to powinno wystarczyć.

Już wcześniej zorientował się, że pręty krat zro-

biono z drewna. Z metalowymi by sobie nie poradzili, 
a sforsowanie zamków zapewne też nie byłoby pro-
stym zadaniem.

Stener przykucnął i z pasją wbił nóż w kratę, drzaz-

gi   fruwały   w   powietrzu   jak   żółtawe   płatki   śniegu. 
Ostrze wchodziło w drewno jak w masło, kiedy opierał 
się na nim całym ciężarem ciała. Skaleczył się do krwi, 
ale nie zwracał na to uwagi.

Erling zaatakował kratę od zewnętrznej strony.

Kiedy nacięli jeden z prętów, Stener kopnął go dwu-

krotnie i drewno pękło z trzaskiem. Spojrzeli po sobie 
z zadowoleniem i zabrali się do następnego. Tym ra-
zem trwało to dłużej, bo obaj byli zmęczeni.

W końcu poszerzyli otwór na tyle, by Stener mógł 

się przezeń prześlizgnąć.

Objęli się i wymienili uścisk dłoni.

148

background image

-Masz - szepnął Erling - weź ten mieszek z mo-
netami i zatrzymaj nóż.
-Nie sądziłem, że z ciebie taki dobry kompan - od-
rzekł Stener ze wzruszeniem. - Dlaczego mi poma-
gasz?

Erling poklepał go po ramieniu. Jego były wspól-

nik nie dowie się, że uwolnił go, kierując się wyłącznie 
własnym   interesem.   Erling   miał   swoje   powody,   ale 
nie zamierzał ich wyjawiać.

- Uciekaj. I pamiętaj, byś mnie nie zdradził, gdyby

lensman znów cię złapał. Pamiętaj!

Stener podniósł rękę w geście pozdrowienia i znik-. 

nął w mroku.

background image

14

-Więzień uciekł, więzień uciekł! - krzyknął Martin, 
zeskakując  z  Gniadosza.  Ludzie  rzucali  zajęcia  i 
śpieszyli w jego kierunku.
-Co ty mówisz? - spytał Torę z niedowierzaniem.
-Lensman  przyjechał  przed chwilą do Storedal  z 
wiadomością,   że   Stener   czy   Bjornar,   Bóg   jeden 
wie jak on się nazywa, uciekł tej nocy.
-Jak to możliwe? - dopytywał się Torę. - Czuliśmy 
się   bezpiecznie,   sądząc,   że   siedzi   w   lochu   pod 
czujnym okiem strażników.
Martin rzucił wodze Erlingowi. Erling uchwycił je 

jedną   dłonią,   ale   nie   zamierzał   odprowadzać   wierz-
chowca do stajni, póki nie usłyszy wszystkich szczegó-
łów.

- Rzeczywiście   siedział   za   kratkami,   ale   lens

man   przyznał   się,   że   nie   wystawił   straży.   Przypusz
czał, że morderca podejmie próbę ucieczki wcześniej,
ale kiedy to nie nastąpiło, jego czujność osłabła...

150

background image

-Bardzo   sprytne   -   zadrwił   Torę   i   wypluł   grudkę 
tytoniu przez ramię. - Morderca tylko na to czekał. 
Tacy jak on to przebiegłe lisy,  dokładnie wiedzą, 
kiedy uderzyć.
-Masz, niestety,  rację - przyznał  Martin z zamy-

leniem.   -   Przyjecha em   porozmawia   z   pani

ś

ł

ć

ą 

Gaupås.  Trzeba   ją   ostrzec.   Nie   wiadomo,   co   się 
tamtemu   lęgnie  w   głowie.   Może   zapragnie   ją 
ukarać...
-A po co miałby to robić? - odważył się spytać Er-
ling.
-Nie   wiem   -   odrzekł   Martin   i   pokręcił   głową. 
-Lensman prosił mnie, abym tu przyjechał. Trudno 
przypuszczać,   że   morderca   zechce   kręcić   się   po 
okolicy,  ale nie możemy ryzykować. Poza tym on 
dobrze wie,  e pani Gaupås odziedziczy a znaczn

ż

ł

ą 

sum   pieni dzy  

ę

ę

po   mężu.   Tacy  desperaci   jak   on 

gotowi są na wszystko!

Zgromadzeni

1

 przyznali mu rację.

- Wejdź   do   środka,   Martinie   -   powiedział   Gul-

brand. - Inga jest w domu.

Martin widział, że ludzie palili się do dyskusji, ale 

on sam marzył o tym, by spotkać się z Ingą. Dawno już 
nie był z nią sam na sam...

-Martin!   -   krzyknęła   radośnie   Inga,   kiedy  stanął 
przed nią. Odłożyła robótkę, wstała i machinalnie 
wygładziła suknię. - Masz czas na filiżankę kawy? 
- spytała zawstydzona.
-Oczywiście.   -   Martin   opadł   na   krzesło,   a   Inga 
udała się do kuchni.
-Co cię do nas sprowadza? - spytała, nalawszy mu 
świeżego naparu.

151

background image

Głos miała niepewny, a kiedy odstawiała dzbanek 

na tacę, jej ręce drżały.

-

Stener... Bjernar znów jest na wolności.

Dziewczyna położyła dłoń na ustach, a jej oczy roz
warły się z przerażenia.

-To niemożliwe!
-A jednak. Pan Thuesen sądzi, że ktoś mu pomógł w 
ucieczce...
-W ucieczce?
Martin skinął głową i pociągnął łyk kawy.
- Lensman wie, że morderca nie miał przy sobie

noża, a kraty noszą ślady uderzeń ostrym narzędziem.

Przerwał, czekając na jej komentarz. Zapadła 
długa cisza. Inga zmarszczyła brwi.

-Kto? - spytała po chwili. 
Martin wzruszył ramionami.
-Nikt nie wie, kto mógłby mieć w tym jakiś cel. 
Inga odwróciła się wolno ku niemu.
-Chyba nie uważasz, że to ja? - pisnęła. Martin 
postanowił być szczery. Plotki o związku

Ingi z tym przeklętym żniwiarzem nie dawały mu spo-
koju.

- Powiedz prawdę, Ingo, durzyłaś się w tym Bjor-

narzę?

Zaniknął oczy, czekając na odpowiedź.
- To nie ma  nic do rzeczy - odrzekła ostrym to

nem.

Martin stłumił westchnienie. Prawda, to nie miało 

nic wspólnego ze sprawą, ale chętnie by zaspokoił cieka-
wość.   Płonął   z   zazdrości,   kiedy   wyobraźnia 
podsuwała

152

background image

mu obrazy intymnych schadzek Ingi i Bjornara... - Chcę 
ci ufać, Ingo. Uważam, że należy mi się wiarygodne wy-
jaśnienie po tym, co przeżyliśmy razem...

-Nie - odrzekła instynktownie Inga.
-Nie? Co to znaczy? Że nic was nie łączyło? Czy że 
nie zamierzasz udzielić mi wyjaśnień?

Inga jęknęła z irytacją, ale szybko się opanowała.

-Przyznam, że Bjornar był jak długo wyczekiwany 
promień słońca w szary dzień. Na wszystkich twa-
rzach wywoływał radość i uśmiech...
-Na twojej też?
-Tak - odrzekła zażenowana.
-Czymś   jeszcze   kusił?   -   Martin  nienawidził   sam 
siebie   za   te   intymne   pytania,   ale   nie   mógł   się 
oprzeć.
-Zdawało mi  się, że coś do niego czuję, Martin. 
Teraz   już   wiem,   że   pomyliłam   zauroczenie   z 
miłością.
Martin zaklął w duchu. Złościło go, że Inga nie chce 

wyjawić całej prawdy i że dała się uwieść żniwiarzowi.

- A więc... nie posunęliście się za daleko?

Inga zerwała się z krzesła i podeszła do okna. Oparła 

dłonie na parapecie i wyszeptała ze smutkiem: - Czego 
oko nie widzi, tego sercu nie żal. - Po czym odwróciła 
się raptownie i wbiła w niego spojrzenie niebieskich 
oczu. - Nigdy nie pytam, czy dzielisz łoże z Gudrun. 
Co wieczór zadręczam się myślami, czy śpicie razem. 
Czy zasypujesz ją pieszczotami... - Schyliła głowę i 
chlipnęła.

Biedna Inga, pomyślał Martin, cierpi równie moc-

no jak ja. Ale i tak jest już za późno, za późno... Nie

153

background image

wstał, by ją pocieszyć, bo oboje zasługiwali na pocie-
chę. Wiedział, jak by się to skończyło, a chwila była 
nieodpowiednia na miłosne uniesienia.

- A jest tak?
Martin wzdrygnął się.
- O co ci chodzi? Gzy sypiam z Gudrun? Czy było

by to takie dziwne? W końcu jesteśmy małżeństwem.

Inga przejechała dłonią po twarzy, jakby obcierała 

łzy.

- A więc jest tak - skonstatowała smutno. - Sądzi

łam,  że... - Zacisnęła usta i pokręciła głową. - Nie,
dajmy sobie z tym spokój.

Słowa Ingi wzbudziły jego ciekawość. Nie mógł już 

dłużej opierać się pokusie i otoczył ramionami tę ko-
bietę, którą kochał, a która już nigdy nie miała należeć 
do niego.

- O czym myślałaś?-zachęcił ją niezdarnym uśmie

chem.

Oczy Ingi, zazwyczaj błyszczące, teraz były matowe 

i pozbawione życia. Bawiła się ostatnim guzikiem jego 
koszuli, ale nie odważyła się podnieść wzroku.

- Zostałam   wdową.   Pomyślałam,   że   może...   -

Chrząknęła i dodała: - Sądziłam, że jest jeszcze dla

nas nadzieja...

Martin nie zrozumiał.
-Teraz? Jak mielibyśmy  tego dokonać w legalny 
sposób?
-Wiem,   że   to   wbrew   twoim  zasadom  -   szepnęła 
Inga, wijąc się jak piskorz w jego ramionach - ale 
czy nie mógłbyś... odejść od Gudrun?

154

background image

Martin   zesztywniał.   Pytanie   podziałało   na   niego 

jak zimny prysznic.

- Chodzi ci o rozwód?

Inga pokiwała głową, nie podnosząc oczu.

Martin poczuł, że napełnia go gniew, jakiego nigdy 

dotąd nie przeżył. Przestraszył  się, że to gwałtowne 
uczucie opanowało go właśnie teraz, kiedy obejmował 
najdroższą sobie istotę.

- Miałem nadzieję, Ingo - zniżył głos do groźnego

szeptu - że wreszcie zrozumiesz, iż nie jesteśmy so
bie przeznaczeni. Rozwód - powtórzył z niedowierza
niem. - Naprawdę życzysz sobie, bym opuścił Gudrun
i naraził ją na pośmiewisko? Bym ją zostawił dla jej
macochy?  Jesteś szalona, Ingo. - Skóra na jej ramio
nach była  miękka  i ciepła, ale Martin poczuł nagle,
że jej dotyk parzy. Puścił ją z objęć. - Jak możesz być
tak samolubna? Tak cyniczna?

Zachwiał się i cofnął parę kroków. Tego się po niej 

nie spodziewał. Zdawał sobie sprawę, że Inga i Gudrun 
się nie cierpią, ale to nie usprawiedliwiało tak niesły-
chanej propozycji.

Inga też zrozumiała wagę swych słów.

-Przepraszam, Martinie. Niels nie żyje i... nic już 
nas nie dzieli. Jestem wolna!
-A ja nie - warknął Martin. - Przysięgałem przed 
Bogiem,   że   nie   opuszczę   Gudrun  aż   do  śmierci. 
Poza   tym   ponoszę   odpowiedzialność   za   małą 
Runę.
Inga tupnęła nogą.
-Nawet nie jest twoim dzieckiem!
-I właśnie dlatego - syknął gniewnie Martin - mu-

155

background image

szę otoczyć ją szczególną troską. Żegnaj, Ingo, nie spot-
kamy się, póki ci rozum nie wrócL

Z hukiem zatrzasnął za sobą drzwi. Stuk jego pod-

kutych butów rozchodził się echem po całym domu, 
kiedy zmierzał korytarzem do wyjścia.

Inga opadła zniechęcona na krzesło. Rozumiała opory 

. Martina, ale rozwód przestał już być czymś niezwykłym. 
Krążyło mnóstwo opowieści o parach, które zdecydo-
wały się rozstać. To prawda, byli małżonkowie narażali 
się na złośliwe komentarze i plotki, ale możliwość ist-
niała. Dlaczego Martin nie brał jej pod uwagę?

Za swój atut Inga uważała fakt, że byli parą, zanim 

Martin ożenił się z Gudrun. Pokochali się wcześniej, 
więc   miała   do   niego   jakieś   prawa!   Pociągnęła   łyk 
letniej kawy i skrzywiła się. Co za podły smak! Myśli, 
które krążyły jej po głowie, były może dziecinne, ale 
naprawdę żałowała, że małżeństwo Martina i Gudrun 
w ogóle doszło do skutku.

Gdyby człowiek miał moc zaglądania w przyszłość! 

Czy Martin poczekałby na nią, wiedząc, że Niels za dwa 
lata pożegna się z tym światem? Na pewno by zaczekał, 
a tak ustąpił wobec żądań rodziców, którzy troszczyli 
się wyłącznie o przyszłość rodowego dziedzictwa.

Inga zasępiła się. Mieszkali teraz osobno, oboje nie-

szczęśliwi. Martin tęsknił, dostrzegła to w jego wzro-
ku, wyczuła w delikatnym dotyku palców. W głosie, 
w którym słychać było rozpacz, ale i radość z ponow-
nego spotkania.

156

background image

Czy nie rozumiał, że wciąż mają szansę? Właśnie 

teraz,   kiedy   odzyskała   wolność!   Jako   młoda   i 
zamożna   wdowa   stanie   się   atrakcyjną   partią. 
Mężczyźni będą ją adorować i kto wie, może znajdzie 
takiego, przy którym serce mocniej zabije? A wtedy 
Martinowi ta okazja przejdzie koło nosa...

Nic z tego, westchnęła. Martin nie odejdzie od Gu-

drun. Inga walnęła pięścią w oparcie fotela, aż przeszył 
ją ból. Do diabła! Dlaczego musiał być taki lojalny, dla-
czego musiał zachowywać się jak rycerz? Gdyby Martin 
wyst pi  o rozwód, w Gaupås i Storedal rozp ta oby si

ą ł

ę ł

ę 

piekło, ale w końcu burza by przycichła. Wszyscy po-
godziliby się z nową rzeczywistością. Wszyscy oprócz 
Gudrun, lecz, szczerze mówiąc, los Gudrun niewiele 
Ingę obchodził.

Inga potarła bolącą dłoń w zamyśleniu. A jeśli się 

myliła?   Może   związek   Martina   i   Gudrun   okrzepł? 
Może Martin zaczął żywić  jakieś cieplejsze uczucia 
wobec swojej żony...

Wielki Boże, pomyślała Inga i ze smutkiem pokrę-

ciła głową, czy z tego powodu odrzucił jej zawoalowa-
ne oświadczyny?

Tego samego dnia Inga zajęła się czyszczeniem ro-
dowych   sreber.   Był   to   pełen   komplet   sztućców   na 
dwanaście osób, od łyżek do zupy i łyżeczek do her-
baty poczynając,  a  kończąc  na  chochli i łopatce  do 
ciasta.

Sztućce leżały w ciepłej wodzie z dodatkiem sody.

157

background image

W ręce Inga trzymała ściereczkę i łyżkę. Ramiona ją 
bolały, a kciuk spuchł od pocierania.

Nagle   usłyszała   jakiś   dźwięk   i   rzuciła   szybkie 

spojrzenie w kierunku okna. Życie w gospodarstwie 
okraszało mnóstwo dziwnych dźwięków, ale ten był 
wyjątkowo przenikliwy. Nie dostrzegła niczego nad-
zwyczajnego, więc odłożyła wypolerowaną łyżkę i sięg-
nęła po kolejną.

I znów! Jeszcze raz dobiegł jej ten dźwięk! Docho-

dził ze stajni. Inga wybiegła za drzwi i usłyszała roz-
dzierające rżenie konia. Co musiało mu się stać, pomy-
ślała i ruszyła biegiem do zabudowań gospodarczych. 
Do rżenia dołączył się dudniący stukot kopyt, którymi 
koń uderzał o ścianę stajni.

Widok, który ujrzała, zmroził jej krew w żyłach. Er-

ling bił Czarnulkę długim biczem, podnosił go i sma-
gał klacz z całą siłą. Czarnulka przewracała oczyma z 
przerażenia,   rzucała   łbem,   ale   nie   miała   żadnych 
szans, by ujść razów. Erling stał po zewnętrznej stro-
nie boksu i wymachiwał biczem nad niską przegrodą, 
smagając   konia   po   zadzie.   Kiedy   Czarnulka   robiła 
unik, pejcz spadał na jej głowę.

Inga   straciła   panowanie   nad   sobą.   Skoczyła   do 

przodu i wyrwała bicz z dłoni Erlinga.

-Zapłacisz mi za to! - krzyknęła, uderzając go  w 
plecy. Podniosła rękę do nowego ciosu, ale w tej 
samej chwili Gulbrand złapał za rzemień.
-Wystarczy, Ingo.

Inga opadła z sił. Rzuciła złowrogie spojrzenie na 

Erlinga.

158-

background image

- Za pół godziny stawisz się w gabinecie!

Erling nic nie odrzekł, wyprostował się i wyszedł ze 

stajni.

Za narożnikiem budynku zatrzymał się, by złapać 

oddech. Co za upokorzenie! Został wychłostany przez 
kobietę, i to w obecności Gulbranda. Potraktowała go 
jak psa! Zacisnął zęby. Tego nie puści jej płazem. Ta 
suka zapłaci mu za wszystko, nie ma pojęcia, z kim 
zadarła.

Erling nigdy nie darzył sympatią tej upartej kobiety, 

ale musiał być cierpliwy. Przede wszystkim nie może 
pozwolić, by wyrzuciła go ze służby. Kiedyś przyjdzie 
dzień, w którym wymierzy jej zasłużoną karę.

Inga usiadła na stołku przed kominkiem i zamknęła 
oczy. Ledwo była w stanie utrzymać kubek z kawą w 
drżących dłoniach.

Popełniłam głupstwo, pomyślała. Wiedziała, że Er-

ling ogłosił się samozwańczym przywódcą mężczyzn 
pracujących we dworze, choć nikt na dobrą sprawę go 
nie   lubił.   Bez   przerwy   wszystkimi   komenderował, 
uważał, że na wszystkim zna się najlepiej. Chwalił się 
swoimi wyczynami,  co niepomiernie ludzi irytowało. 
Z początku Gulbrand lekceważył tego pyszałka, z cza-
sem jednak i jemu Erling zaczął działać na nerwy.

Inga przeklinała tę chwilę, w której zdecydowała 

się przyjąć Erlinga na służbę. Słyszała ostrzegawcze 
dzwonki, ale je zlekceważyła, kiedy Erling pomógł jej 
pozbyć się Hedvig. Teraz nie pozostawało nic innego,

159

background image

jak zapłacić mu za robotę i przegnać gdzie pieprz roś-
nie!

Że też musiała stracić panowanie nad sobą! Zamiast 

smagać go biczem, powinna była od razu wysłać go do 
gabinetu i udzielić reprymendy.  Jakże jednak mogła 
postąpić inaczej? Wciąż miała przed oczyma przera-
żoną klacz, wierzgającą kopytami, by uniknąć razów. 
Czarnulka spływała krwią i ledwie trzymała się na no-
gach.

Najbardziej lubiła Mikrusa, ale pewnie dlatego, że 

znacznie częściej zaprzęgano go do bryczki i wozu; 
poza tym często jeździła na nim wierzchem. Czarnulka 
zaś była koniem wyjątkowej urody o maści kruczoczar-
nej i z białą strzałką na czole. Poruszała się elegancko 
na długich kończynach, ale miała nerwowy charakter. 
Stała się mimowolnym świadkiem napaści Bjornara na 
sędziego. Może niewiele zrozumiała z tamtego zdarze-
nia, ale rwetes w stajni zostawił ślad w jej psychice.

Inga   odstawiła   kubek   i   zdecydowanym   krokiem 

ruszyła   do   gabinetu.   Zbliżała   się   chwila,   w   której 
Erling miał stawić się na wezwanie.

- Wejść! - powiedziała władczo, kiedy rozległo się

pukanie do drzwi.

Erling wszedł do środka, ściskając czapkę w dło-

niach.

Inga nie wskazała mu krzesła.

.-   Zawiodłam   się   na   tobie.   Bardzo   brutalnie   po-

traktowałeś Czarnulkę.

- Ona...  ona  usiłowała   mnie  ugryźć   -  bronił  się

Erling.

160

background image

- Być może - przyznała Inga - ale mogłeś ją ode

pchnąć lub klepnąć ostrzegawczo po chrapach. Zacho
wałeś się jak barbarzyńca.  -  Gniewnym  ruchem rzu
ciła parę monet na biurko. - Tyle ci się należy i ani
grosza więcej. Zejdź mi z oczu!

W oczach Erlinga pojawił się niebezpieczny błysk.

- Spuść z tonu - syknął. - Jeśli mnie przepędzisz,

pójdę   prosto   do   lensmana.   Pan   Thuesen   chętnie   po
słucha historii o kąpieli w stawie. A jeśli nie uwierzy,
to szepnę mu na ucho o pewnej ptaszynie, która po
mogła kochankowi w ucieczce...

Inga zerwała się z miejsca i zacisnęła dłonie.

- Dobrze wiesz, że to nieprawda!
Erling z obojętnością zaczął studiować paznokieć.
-Nikt nie miał lepszego powodu, by uwolnić więź-
nia. Rozumiem,  że trudno ci było pogodzić się z 
myślą,  że   kochanek   spędzi   resztę   życia   za 
kratkami. Bo przecież go kochasz?
-Nic ci do tego - prychnęła Inga. - Dobrze więc, 
Erling, zostaniesz tutaj do czternastego kwietnia i 
ani dnia dłużej. Nie dam się zastraszyć.
-Już się dałaś, inaczej wyrzuciłabyś mnie natych-
miast. Trzymajmy się umowy, a wszystko dobrze 
się skończy - dodał, uśmiechając się ironicznie.

Kiedy Erling opuścił gabinet, Inga z jękiem opadła 

na krzesło.

background image

15

Inga wolno zbliżała się do stajni. Czarnulka zastrzygła 
uszami, ale nie odwróciła się. Dziewczyna gwizdnęła 
cicho. Klacz odwróciła głowę, ale wciąż była niespo-
kojna. Położyła uszy po sobie.

Inga nawoływała ją raz po raz, ale Czarnulka nie 

zwracała na nią uwagi. Dopiero po chwili długiej jak 
wieczność   obróciła   się   ku   dziewczynie,   ale   wciąż 
trzymała się tylnej części boksu.

Inga nie wiedziała, co robić. Nie mogła przecież 

spędzić w stajni całego dnia, a jej pieszczotliwa prze-
mowa nie przynosiła żadnych efektów; klacz nie chcia-
ła się uspokoić. Dobrze rozumiała sceptycyzm zwie-
rzęcia, jeden człowiek ją pobił, drugi przemawiał do 
niej czule. Nie wiedziała, czy może mu zaufać.

Inga była bliska rezygnacji, kiedy Czarnulka wresz-

cie się poruszyła. Zatrzymała się wprawdzie wbezpiecz-
nej odległości, ale lody zostały przełamane. Po chwili 
podeszła bliżej i powąchała dłoń Ingi. Dziewczyna

162

background image

stłumiła   okrzyk  radości  i  podsunęła  klaczy  kawałek 
chleba pod pysk. Czarnulka rozchyliła wargi i złapała 
chleb, dotykając skóry Ingi miękkimi chrapami.

Ośmielona tymi oznakami ufności, Inga otworzyła 

boks i z bijącym sercem weszła do środka. Znalazła 
się teraz w królestwie Czarnulki i nie była pewna, jak 
zwierzę się zachowa. Klacz nerwowo zadzierała kopy-
tem siano i rżała cicho.

Na widok obrażeń na skórze Czarnulki Inga miała 

ochotę zawyć bezsilnie. W niektórych miejscach smag-
nięcia biczem zostawiły otwarte rany, grzbiet pokrył 
się   zakrzepłą   krwią.   Najgorsza   była   jednak  świado-
mość, że zwierzę doznało szoku. Znalazło się w pułap-
ce, musiało przyjmować razy, nie mając szans ucieczki, 
nie rozumiejąc, dlaczego skazano je na cierpienie.

- Nie bój się, moja mała - szepnęła Inga i pogła

skała Czarnulkę między uszami. - Erling nigdy już nie
postawi swojej stopy w stajni.

Postanowiła, że Gulbrand zajmie się opatrzeniem 

zwierzęcia, bo lepiej znał się na koniach.

Sigrid nie spodziewała się wizyty starszej siostry, ale 
przyjęła ją serdecznie.

-Jak miło,  że mnie  odwiedzasz, Gudrun - oznaj-
miła nie całkiem szczerze. Nie miała właściwie nic 
przeciwko odwiedzinom siostry, ale przewidywała, 
że czeka ją jakaś reprymenda.
-Gdzie jest Inga? - spytała Gudrun, rozglądając się 
bacznie.

163

background image

-W   stajni   u   Czarnulki.   Tam   się   coś...   zdarzyło. 
Jeden   z   parobków   okaleczył   konia.   -   Sigrid 
postawiła  na stole filiżanki i talerzyki oraz świeżo 
upieczone ciasto. Woda gotowała się i obie siostry 
zajęły   miejsca   na   krzesłach.   -   Coś   się   stało   - 
spytała Sigrid - że przychodzisz niezapowiedziana?
-Nic, a co miałoby się stać? Uważasz, że po śmierci 
ojca nie mam prawa tu przebywać?
-Wręcz przeciwnie - uśmiechnęła się ciepło Sigrid.
-Wiesz, czy Inga zaczęła załatwiać sprawy spad-
kowe? - spytała Gudrun po dłuższej pauzie.
-To mnie w ogóle nie interesuje - odrzekła Sigrid 
poirytowana.
-Ty głupia gąsko! - warknęła Gudrun. - Ona nie ma 
prawa do całego majątku ojca. Poza tym należy się 
nam   scheda   po   matce.   Tego   nie   może   nam 
odmówić.
-Wcale nie zamierza - uspokajała ją Sigrid. - Myśl 
sobie   o   Indze,   co   chcesz,   ale   nie   możesz 
powiedzieć, że jest pazerna.
Gudrun wydmuchała nos.
- Zostawiłam coś w moim pokoju, kiedy się wy

prowadzałam.

Sigrid zerwała się na nogi.
-Mam ci to przynieść?
-Nie - uśmiechnęła się przyjaźnie Gudrun. - Nie 
kłopocz się. Lepiej wiem, gdzie co leży.
-Inga posprzątała pokój po śmierci ojca - ciągnęła 
Sigrid. - Zapytaj ją, jeśli nie znajdziesz swoich rze-
czy.

164

background image

- Nie omieszkam - przyrzekła Gudrun i pognała

korytarzem, potem w górę schodów i na krużganek.

Sigrid   odprowadziła   ją   zdumionym   wzrokiem. 

Skąd ten nagły pośpiech?

Serce zabiło w piersi Gudrun, kiedy na krużganku ja-
kaś postać nagle wychynęła z cienia. Wzdrygnęła się i 
uczyniła znak krzyża.

-Gudrun Gaupås, jak s dz  - us ysza a jaki  spo

ą ę

ł

ł

ś

-

kojny g o

ł

s.

-Kto mnie tutaj straszy? - odrzekła poirytowana. - 
Co obcy mężczyzna robi na moim krużganku? Jeśli 
jesteś zwykłym parobkiem, to nie masz wstępu na 
piętro. Precz stąd!

Ciemnowłosy   mężczyzna   podszedł   bliżej. 

Przystojna   twarz,   pomyślała   Gudrun,   ale   spojrzenie 
oczu...  bezwzględne.   Układ   ust   też   wydał   się  jej 
odpychający.

-Nazywa si  pani Gudrun Gaupås. Niepraw

ę

da ? -

ż

 

Nie   odpowiedzia   na   jej   pytania,   tylko   zada

ł

ł 

w asne.

ł

-Tak, tak - zniecierpliwiła się Gudrun. - Właściwie 
teraz nazywam się Gudrun Storedal.
-Przepraszam,   wiedziałem  o  tym   -   roześmiał   się 
nieznajomy.   -   Ja   mam   na   imię   Erling   -   dodał, 
wyciągając   rękę,   ale   Gudrun   nie   zamierzała   jej 
uścisnąć.   -  Doszły  mnie  bardzo  smutne  wieści   - 
zakończył Erling zbolałym głosem i cofnął rękę.

Gudrun nie odpowiedziała, tylko niecierpliwie po-

machała ramionami.

165

background image

-Szanowna pani Storedal, we wsi krążą pogłoski o 
pani mężu...
-O Martinie?
-Tak,   ludzie   gadają,   że   pani   męża   widziano  w... 
sam   nie   wiem,   jak   to   wyrazić...   w   dwuznacznej 
sytuacji z pewną kobietą.
-Co takiego?! - krzyknęła Gudrun, ale natychmiast 
zapanowała nad sobą. Martin z inną kobietą? Ich 
związek nie był gorący, ale to ona ponosiła za to 
winę. Odepchnęła go od siebie, kochała wyłącznie 
Nielsa.   Ostatnio   jednak   jej   myśli   zaczęły  krążyć 
wokół męża. Właściwie był  całkiem przystojny i 
miły... Odkryła to dopiero po śmierci ojca, kiedy 
łuski spadły  jej z oczu. Ostatnimi  czasy stali się 
nawet   przyjaciółmi   i   dzielili   łoże.   W   sensie 
dosłownym, rzecz jasna, ale to i tak duży postęp.

Gudrun zamyśliła się, ale głos mężczyzny przywo-

łał ją do rzeczywistości. Poza imieniem nic o nim nie 
wiedziała, zapewne był jednym z pracowników sezo-
nowych.

- W pogłoskach pojawia się imię tej kobiety - ciąg

nął Erling z ożywieniem.

Gudrun uniosła nieco brwi, ale się nie odezwała. 
Parobek zaczerpnął tchu.

-Inga-
-Inga? Inga Svartdal?
-Nie powinienem może przekazywać pani plotek, 
nie znamy się wszakże. Uznałem jednak za swój 
obowiązek   zwrócić   pani   uwagę   na   brzydkie 
zachowanie wdowy.

166

background image

Przez   chwilę   wydawało   się,   że   Gudrun   odjęło 

mowę, co przecież nie zdarzało się często.

- Obowiązek -  powtórzyła  machinalnie.  - Cieszę 

się, że przyszedłeś z tym do mnie, i nikomu nie powtó-
rzę naszej rozmowy. - Chwyciła go za dłonie i potrząs-
nęła nimi energicznie. - A teraz się rozejdźmy - szep-
nęła - by nikt nas nie zauważył.

Parobek ustąpił w cień z przebiegłym uśmiechem 

na twarzy.

Gudrun nie ruszyła się z miejsca. Kim był ten dziw-

ny mężczyzna i jaki miał powód, by opowiadać jej 
Indze? A może  to ten sam człowiek,  który ćwiczył 
Czarnulkę pejczem? Inga lubiła zwierzęta, a zwłaszcza 
konie, więc pewnie ostro go skarciła za to zachowa-
nie. .. Całkiem możliwe, że powodowała nim chęć ze-
msty.

Więc czy można mu wierzyć? - zastanawiała się, 

wślizgując się cicho do pokoju Ingi. W pomieszczeniu 
panował   wzorowy   porządek.   Gudrun   przeczesała 
komodę   i   stoliczek   nocny,   ale   nigdzie   nie   znalazła 
żadnych dokumentów. Szukała papierów spadkowych, 
ale tutaj ich nie było. Zapewne trzymano je w gabine-
cie, ale tam nie odważyłaby się zakraść. Na piętrze ła-
twiej było się ukryć, usłyszeć kroki na schodach lub 
skrzypnięcie drzwi.

Myśl o zemście nie dawała Gudrun spokoju. Jak 

ukarać Ingę za cudzołóstwo? Kara musiała być dotkli-
wa, co do tego Gudrun nie miała żadnych wątpliwo-
ści. Tej ladacznicy nie ujdzie to na sucho. Najpierw 
zabrała jej Nielsa, a teraz Martina... Po raz pierwszy

167

background image

poczuła coś na kształt zazdrości, kiedy dotarło do niej, 
że Martin zdradził ją z Ingą. Inga chciała mieć wszyst-
ko i wszystko brała. Bez żadnych skrupułów!

Gudrun   postanowiła   odczekać   i   sprawdzić,   ile 

prawdy tkwi w pogłoskach, które przekazał jej paro-
bek. Jeśli jego słowa się potwierdzą, niech Bóg ma Ingę 
w opiece!

Promień słońca wpadł przez szybę, rozświetlił po-

kój i odbił się od jakiegoś błyszczącego przedmiotu, 
który wisiał na kołku obok szali i wełnianych spódnic 
Ingi. Powodowana ciekawością Gudrun podeszła bli-
żej. To był nóż, klinga niedbale wciśnięta w pochwę 
błysnęła w słońcu. Gudrun rozsupłała rzemień, który 
łączył nóż z paskiem. Jaki piękny, pomyślała, rozpo-
znając mistrzowskie rzemiosło Gulbranda. Opuszkami 
palców dotknęła ozdobnych liter, które były zapewne 
inicjałami pełnego nazwiska Ingi. Tyle że taki nóż nie 
pasował do kobiety.  Do czego miałby służyć  jej ma-
cosze?

I nagle przyszedł jej do głowy pewien pomysł. Ścis-

kając nóż w dłoni, wiedziała już, jak się zemści. Naj-
pierw sprawdzi, ile prawdy tkwi w plotkach, potem 
wymierzy karę.

Śmiejąc się złośliwie, niemal histerycznie, Gudrun 

wsunęła nóż do kieszeni.

Inga od razu dostrzegła coś dziwnego w zachowaniu 
Gudrun, kiedy spotkała się z nią w kuchni. Pasierbica 
zajęła miejsce za stołem i nie pozdrowiła jej pierwsza.

168

background image

To akurat nie było takie niezwykłe, ale ze sztucznym 
uśmiechem przylepionym  do twarzy Gudrun wyglą-
dała jak kot, który właśnie połknął mysz.

-Witaj   -  uśmiechnęła   się   Inga.   Wiedziała   dosko-
nale,   że   Gudrun   bardzo   nie   lubiła,   by   jej 
przypominano,  e nie jest ju  pani  Gaupås, ale nie

ż

ż

ą

 

potrafi a si  po

ł

ę

wstrzymać od złośliwości. - Co cię 

do nas sprowadza?
-Chcę ustalić z Sigrid, co nam się prawnie należy 
po ojcu i matce!

Inga oparła się o blat kuchenny. Bardzo cię ta 
kwestia zajmuje. Cierpliwość, moja droga, to cenna 
zaleta.

Gudrun obnażyła zęby na kształt uśmiechu.

- Nie śpieszy się.

Inga zamrugała oczyma ze zdumieniem.
- Doprawdy?   Poprzednim   razem   domagałaś   się,

bym  nie zwlekając, podpisała dokumenty - odrzekła
sarkastycznie.

Gudrun podniosła się i grzecznie podziękowała za 

poczęstunek.

- Kiedyś wszystko zrozumiesz, Ingo, ale wtedy bę

dzie już za późno.

Wyszła z kuchni dostojnym krokiem i wdrapała się 

na wóz.

Inga spojrzała pytająco na Sigrid, ale ta wzruszyła 

tylko ramionami.

Erling z zadowoleniem skonstatował, że Gudrun chci-
wie słuchała jego słów. Kiedyś już widział tę tęgą ko-

169

background image

bietę i szybko zrozumiał, że jej relacje z Ingą są bar-
dzo napięte. Ilekroć wymieniano imię  Gudrun, Inga 
sztywniała. Z podsłuchanych rozmów we dworze Er-
ling domyślił się, że niesnaski zaczęły się, kiedy Ingę 
wydano za Nielsa. Z tą chwilą w osobie najstarszej cór-
ki sędziego Inga zyskała niebezpiecznego wroga.

Coś musiało się za tym kryć. Słuchając krążących 

plotek, Erling doszedł do oczywistego wniosku: wro-
gość dwóch kobiet rodzi się zazwyczaj z konfliktu o 
mężczyznę.

Kiedy więc Martin przyjechał do dworu, by ostrzec 

Ingę po ucieczce Bjornara, Erling pojął wszystko. Obie 
kobiety pożądały tego samego mężczyzny. Nie był pe-
wien, która bardziej, ale wiedzia  jedno: Inga chodzi

ł

a

ł  

z   kwa n   min ,   kiedy   Martin   po piesznie   opu ci

ś ą

ą

ś

ś ł 

Gaupås. Wygl da o na to,  e si  pok ócili...

ą ł

ż

ę

ł

No cóż, Erling snuł jedynie przypuszczenia, lecz w 

tym,   co   powiedział   pani   Storedal,   tkwiło   zapewne 
ziarenko prawdy, bo na dźwięk jego słów pobladła i 
zmieniła się na twarzy. Wiadomość o zdradzie męża 
trudno uznać za przyjemną, zwłaszcza jeśli kochanką 
jest osoba o takiej pozycji. Erling odniósł zresztą wra-
żenie, że Gudrun nosiła się z tym podejrzeniem czas 
jakiś, ale nie chciała się wobec siebie samej do tego 
przyznać.

Erling nie miał wyrzutów sumienia. Nawet jeśli po-

mylił się w swoich domysłach, nikt nie mógł go za to 
winić! Nie zrobił wszak nic złego, po prostu głośno 
wyraził swój pogląd.

Uśmiechnął się szeroko. Miał przed oczyma gniew-

170

background image

ną twarz Gudrun i  coś  mu mówiło, że ta kobieta nie 
okaże Indze litości. Dobrze jej tak, pomyślał mściwie, 
słowa Gudrun zabolą ją tak jak smagnięcia biczem na 
jego plecach.

Kładąc Emilię do snu, Inga bardzo się zdenerwowała. 
Nóż,   podarunek   od   Gulbranda,   zniknął.   W   czystej 
desperacji   poklepała   się   po biodrach,  by  sprawdzić, 
czy nie wisi u paska. Nie, przecież specjalnie trzymała 
go w pokoju, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Ludzie 
gotowi byli pomyśleć, że się czegoś boi, gdyby otwar-
cie nosiła go przy sobie. Jej strach mógłby udzielić się 
służbie, zwłaszcza Eugenie, Marlenę i Kristiane.

Położyła się na łóżku, zastanawiając się, gdzie go 

schowała. Może w jednej z szuflad? Otwierała je po 
kolei, ale go nie znalazła i jej niepokój wzrósł. Ostatnią 
szufladę wsunęła z hukiem na miejsce.

Przeszukała kieszenie w spódnicach i fartuchach, 

ale na próżno.

Jej zdenerwowanie sięgnęło zenitu. Nie mogła po-

wiedzieć o tym Gulbrandowi, boby się obraził, że nie 
pilnowała tak cennego daru. Służbie też nie mogła  o 
niczym napomknąć, bo gotowi pomyśleć, że oskarża 
ich o kradzież.

Po głębszym zastanowieniu przypomniała sobie, że 

widziała przed chwilą, jak Erling wychodzi głównym 
wejściem. To dziwne, zazwyczaj korzystał z drzwi  na 
werandę...   Chyba   że...   Inga   zamrugała   gwałtownie 
powiekami. Chyba że dostał się do jej pokoju i ukradł

171

background image

nóż. Nie brzydził się kłamstw ani gróźb, więc równie 
dobrze mógł być złodziejem.

Zrobiło się jej słabo. Nie mogła oskarżyć Erlin-ga 

o   kradzież,   ale   teraz   już   wiedziała,   kogo   musi   się 
strzec.

background image

16

Dopiero   w   drugi   dzień   świąt   Inga   ujrzała   Martina. 
Zdziwiła się niepomiernie, kiedy dwoje sań wjechało 
na dziedziniec i z pierwszych wyskoczył Laurens.

-

Coś się stało? - spytała zaniepokojona.

Laurens uśmiechnął się i podrapał pod kapelu
szem.

- Nie. Dzisiaj jest dzień wyścigów. Pomyśleliśmy,

że może ty i Emilia wybrałybyście się z nami nad jezio
ro Hillestad.

Inga spojrzała ku saniom. W jednych siedzieli Mar-

tin, Gudrun i woźnica Brandt, z drugich machała do 
niej Ragnhild. Inga znała tę tradycję, kiedy była dziec-
kiem, wyścigi stanowiły nie lada atrakcję. Mężczyźni 
i młodzieńcy gromadzili się na skutym lodem jeziorze, 
by   się   zmierzyć.   Zwycięzca   nie   otrzymywał   żadnej 
nagrody, ludzie brali udział w zawodach, żeby spraw-
dzić, kto jest najsprawniejszym woźnicą we wsi i kto 
ma najlepszego konia. Ojciec Ingi wygrał zawody kilka

173

background image

lat z rzędu z Czarnym w zaprzęgu. Teraz jednak ogier 
był już za stary na taki wysiłek.

-Sama   nie   wiem   -   zawahała   się   Inga.   -   Byłoby 
miło, ale... jesteś pewien, że będziemy mile widzia-
ne? - Uczyniła nieznaczny gest w kierunku sań.
-Ależ oczywiście - odrzekł Laurens z uśmiechem. - 
To   Gudrun   zaproponowała,   byśmy   zajechali  po 
ciebie. Powinnaś wyrwać się z domu, Ingo. Wpraw-
dzie wciąż nosisz żałobę, ale to nie oznacza, że nie 
możesz brać udziału w takich uroczystościach.

Ingę trawiła tęsknota do Martina. W głębi duszy 

wiedziała, że powinna trzymać się od niego z daleka, a 
jednocześnie   rada   była   wiedzieć,   czy   jej   wybaczył. 
Rozstali się w nieprzyjaźni  i Inga przepłakała wiele 
nocy. Czuła wtedy każdą cząstką swego ciała, że brak 
jej jego obecności, i wylewała łzy, rozpamiętując gniew, 
który go ogarnął, kiedy wspomniała o możliwości roz-
wodu.

Zdziwiła się, że propozycja wyszła od Gudrun. Skąd 

ta nagła troska? Bardzo dziwne, pomyślała, ale nie mog-
ła się oprzeć pokusie.

-Dobrze, Laurens, pojadę z wami. Daj mi chwilkę, 
muszę ubrać Emilię.
-Świetnie,   moje   dziecko  -   rozpromienił   się   Lau-
rens. - Pojedziecie ze mną i Ragnhild.

W drodze napotkali tłum ludzi. Inga zadrżała mi-

mowolnie, kiedy jej oczom ukazała się rozległa tafla 
lodu. Była pewna, że ktoś zmierzył jej grubość, ale nie-
bieskawa powierzchnia zmarzniętego jeziora nie bu-
dziła zaufania. Zarówno ona, jak i Gudrun wiedziały

174

background image

z własnego doświadczenia, że w lodzie jest mnóstwo 
zdradliwych szczelin.

Koni było ze dwadzieścia, skonstatowała z podzi-

wem Inga. Zwierzęta rżały, stawały na tylnych kończy-
nach i uderzały kopytami.  Z ich chrap wydobywały 
się  kłęby pary,  złocona uprząż błyszczała w świetle 
dnia.   Właściciele   puchli   z   dumy,   pokazując   swoje 
dorodne,   pięknie   wyszczotkowane   wierzchowce. 
Jeden z ogierów rzucił się nerwowo w bok i woźnica z 
trudem utrzymywał go w szeregu.

Inga, Ragnhild i Gudrun zeskoczyły z sań i dołą-

czyły do kobiet stojących z boku. Ragnhild pozdrawia-
ła znajome, nie zapominając jednak o synowej i Indze. 
Rozłożyła koc, postawiła na środku kosz z wiktuałami 
i   zaczęła   częstować   je   kanapkami   i   ciepłymi 
napojami.

- Musisz wygrać! - krzyknęła do Laurensa, kiedy 

ten przemknął koło nich saniami.

Laurens wyszczerzył zęby w odpowiedzi.

Na linii startowej zjawiło się jedenaście zaprzęgów. 

Inga rozpoznała Torsteina z Furią, Torbjorna z Gracją, 
Martina z Gniadoszem i Laurensa z krępym koniem, 
którego imienia nie znała. Z boku ustawili się Eirik 
Gudum, Lars Braten i czterech jeszcze mężczyzn. Byli 
zbyt daleko, by mogła rozpoznać ich twarze.

Ten ostatni to chyba ojciec, pomyślała, wyciągając 

szyję. Pewnie tak, bo koń przypominał Bułanka. Bu-
łanek był potomkiem Czarnego, równie silnie jak on 
zbudowanym. Czarny słynął z wytrzymałości na dłu-
gich dystansach, Bułanek z dzikości i dzielności. Inga 
nie wątpiła, że ten narowisty ogier skoczy do przodu

175

background image

jak ognista kula, wątpiła jednak, że wytrzyma tempo 
aż do drugiego końca jeziora i zabudowań Notnes. W 
tamtym miejscu zawodnicy robili nawrót i pędzili  co 
sił z powrotem na linię startu. Trzy pierwsze zaprzęgi 
przechodziły do finału.

Inga   uważała,   że   ojciec   ma   przewagę   nad 

wszystkimi, bo nie brakowało mu pewności siebie. W 
pokerze  i   innych   grach   Kristian   nie   miał   sobie 
równych,   bo   potrafił   przeciwników   wytrącić   z 
równowagi, zanim jeszcze przystąpili do rozgrywki.

Podskoczyła z ekscytacji, kiedy rozległ się wystrzał. 

Zaprzęgi ruszyły, tylko jeden koń wspiął się na zadnie 
nogi  i odmówił  posłuszeństwa. Inga usłyszała  świst 
pejcza i zrobiło się jej słabo. Biegnij, pomodliła się w 
duchu,   biegnij...   Jak   ruszysz,   już   cię   nie   uderzy... 
Modlitwa   nie   dotarła   do   uszu   zwierzęcia,   ale   koń 
pojął  chyba   powagę   sytuacji.   Zaparł   się   kopytami   i 
wystrzelił przed siebie.

Kobiety wstały, by mieć lepszy widok. Rozległa się 

wrzawa, kiedy sanie przemknęły obok Torstein pro-
wadził o kilka długości, ale inni szybko go doganiali. 
Już po chwili Eirik Gudum objął prowadzenie.

Inga odprowadziła ich wzrokiem, aż zamienili się 

w małe kropki na horyzoncie. Nie pozostawało nic in-
nego jak czekać. Nie była zdecydowana, kogo dopin-
gować. Serce biło dla Martina i życzyła mu, by prze-
szedł   do   następnej   rundy...   Przynależność   do   rodu 
Svartdalów nakazywała kibicować Bułankowi.

Emilia dreptała wokół, z trudem utrzymując się na 

nogach na pokrytym cienką warstwą śniegu lodzie.

176

background image

Inga ubrała ją na tę okazję w nowy czerwony płaszczyk 
z aksamitu. Ludzie uśmiechali się na widok dziewczyn-
ki i zagadywali ją, kobiety klaskały w ręce z zachwytu 
i nazywały ją czarującą istotą. Emilia nie rozumiała za-
pewne tego wyrażenia, ale kokieteryjnie  przechylała 
główkę. Inga śledziła ją wzrokiem, by nie zniknęła jej 
w tłumie, ale nie protestowała, kiedy dziewczynce wci-
skano do ręki cukierki i inne łakocie.

- Wracają! - krzyknęła jedna z kobiet.

Inga   wzięła   Emilię   na   ręce.   Wysunęła   biodro  w 

bok i oparła o nie dziewczynkę.

-Dziadek - powiedziała, wyciągając rękę.
-Dziadzia - powtórzyła zachwycona Emilia.
Tafla jeziora zaczęła drżeć, kiedy zbliżyły się za-

przęgi,   końskie   kopyta   dudniły  o   lód.   Zauważyła   z 
zadowoleniem, że Martin prowadzi z dużą przewagą, 
a   Eirik   i   Kristian   walczą   o   drugie   miejsce.   Kiedy 
Gniadosz przekroczył linię mety, rozległy się okrzyki 
entuzjazmu. Inga wstrzymała oddech. Poganiała ojca 
w duchu, ale Kristian musiał uznać wyższość Eirika.

-Wiedziałam, że Martin wygra - śmiała się Ragn-
hild. - On i Gniadosz są nie do pobicia!
-No cóż - odpowiedziała wesoło Inga - ojciec też 
przeszedł do następnej rundy. Jeszcze nic nieroz-
strzygnięte.
-Tak,   tak   -   zgodziła   się   Ragnhild.   -   Bułanek   to 
godny następca Czarnego.

Inga zdziwiła się, że Ragnhild zna imiona koni ojca. 

Zdaje   się,   że   śledziła   wydarzenia   w   Svartdal   z 
większą uwagą, niż gotowa była przyznać.

177

background image

Ludzie dyskutowali zawzięcie o szansach zawod-

ników w finałowej rozgrywce. Zarządzono przerwę w 
zawodach. Konie potrzebowały odpoczynku,  a męż-
czyźni czegoś ciepłego na rozgrzewkę.

Inga miała ochotę porozmawiać z ojcem, ale Kri-

stian nie dostrzegł je) wśród tłumu. Odprowadził Bu-
łanka na brzeg, gdzie zapewne czekali na niego Kri-
stoffer i Sorine. Inga zamieniłaby chętnie parę słów z 
krewniakami, ale nie chciała zachować się niegrzecznie 
wobec Laurensa i Ragnhild. W końcu to oni zaprosili 
ją na zawody.

Martin promieniał. Przywiązał Gniadosza do drze-

wa i nałożył mu na głowę worek z owsem, by wzmoc-
nić jego siły przed finałem.

Laurens pęczniał z dumy.
-Nie spodziewałem się, że pobijesz własnego ojca 
- śmiał się.
-To Gniadosz zasłużył na pochwały - odrzekł Mar-
tin. - Dzielny ogier!

Kątem oka Inga dostrzegła, jak Gudrun zarzuca mę-

żowi ramiona na szyję, świergoląc wesoło. Martin nie 
zaprotestował, zauważyła ze smutkiem, a nawet przy-
tulił żonę. Między małżonkami powstała więź, która 
napełniała Ingę najwyższym zdumieniem. Martin był 
wprawdzie mądrym człowiekiem, który we wszystkich 
szukał dobra, ale Gudrun wyraźnie też przeszła jakąś 
odmianę. Na lepsze, pomyślała z zazdrością.

Z   myśli   wyrwały   ją   słowa   Gudrun,   która 

zapraszała wszystkich na placki ziemniaczane.

Inga nie miała ochoty ich próbować. Nie dlatego,

178

background image

że Gudrun nie potrafiła piec, bo w istocie była wy-
trawną gospodynią. Inga nie mogła po prostu pojąć, 
dlaczego ta nadęta kobieta nagle zaczęła traktować ją 
z taką sympatią^ Dlaczego nalegała, by ją zaprosić na 
wyścigi? Nie umiała wytłumaczyć sobie przyczyn tej 
nagłej zmiany.

Dlatego też poczekała, aż inni zaczną jeść, zanim 

odgryzła kęs. Wciąż miała w pamięci wypadek Emilii. 
Może Gudrun przyszła do głowy myśl, by ją otruć. Nie, 
to już czysta histeria, łajała samą siebie.

I musiała przyznać, że placki są wyśmienite. Miały 

smak   kwaśnej  śmietany i  cukru,  były posmarowane 
grubą warstwą masła i doprawione cynamonem. Inga 
nie odmówiła, kiedy Gudrun podała jej kolejny.

- Mniam, mniam - powiedziała Emilia.
Ragnhild roześmiała się i delikatnie pociągnęła

dziewczynkę za loki.

Inga przemokła nieco od siedzenia na brzegu koca, 

ale nie narzekała. Dzień upływał w miłej atmosferze i 
w jednostajnym  życiu Emilii stanowił pożądaną od-
mianę.

Martin rozprostował zdrętwiałe nogi, szykując się 

do kolejnego biegu. Gudrun uścisnęła męża i życzyła 
mu powodzenia. Ragnhild nie posiadała się z emocji i 
sama miała ochotę rzucić się synowi na szyję.

-Odjedziesz   tym   starcom,   jakby   cię   sam   diabeł 
gonił! - krzyknęła do Martina.
-Ależ Ragnhild! - skarcił ją Laurens ze śmiechem.
-Przepraszam   -   zreflektowała   się   Ragnhild   i   za-
kryła usta dłonią.

179

background image

Inga podniosła się, kiedy Martin stanął przed nią. 

Skoro wszyscy go ściskali, to ona też chyba może? Nikt 
nie powinien się  poczuć  urażony.  Z wahaniem oto-
czyła go ramionami. Martin nieco zesztywniał, ale nie 
zaprotestował. Odsunęli się od siebie, ale Inga przy-
trzymała  jego dłonie. I nie chciała puścić, za żadne 
skarby...

-Tylko nie wypchnij ojca na brzeg - ostrzegła go, 
ale jej oczy się śmiały.
-Zrobię, co w mojej mocy - przekomarzał się z nią 
Martin.

Trzy zaprzęgi w finale łatwiej było śledzić wzro-

kiem. Konie ustawiły się bliżej widzów.

-Au - jęknęła Emilia, kiedy rozległ się wystrzał, a 
Inga mimowolnie ścisnęła ją za dłoń.
-Przepraszam, moja mała. Nie chciałam.

I znów Martin wygrał start. Gniadosz pochylił moc-

no głowę, napiął wszystkie mięśnie i popędził przed 
siebie. Sanie ze Storedal wyszły na prowadzenie.

Inga zagryzła  wargi,  kiedy ogier Eirika  Guduma 

minął Bułanka. Nie Uczyła się z wygraną ojca, ale też 
nie życzyła mu, by zajął ostatnie miejsce. Kristian nie 
lubił przegrywać, robił się wtedy nieznośny i wszyst-
kim w Svartdal psuł humor.

-Kto wygra? - spytała podekscytowana Ragnhild.
-Nie wiem - przyznała Inga. - Albo Martin, albo 
ojciec.
Czas   wlókł   się   niemiłosiernie.   Kiedy   w   końcu 

czerwonawo umaszczony koń Martina ukazał się na 
horyzoncie, podniosła się wrzawa.

180

background image

Inga nie zmartwiła się, prawdziwe rozczarowanie 

odczuła dopiero wtedy, kiedy ujrzała, że Bułanek za-
myka stawkę. To przykre, pomyślała, że Kristian do-
zna kolejnego upokorzenia, i to na oczach całej wsi. 
No cóż, nikt jednak nie zmuszał go do współzawodni-
ctwa.

I   nagle   Bułanek   odzyskał   siły.   Szybkim   kłusem 

minął konia Eirika i zaczął zbliżać się do Gniadosza. 
Wciąż jednak zostawał w tyle o kilka długości sań.

- Naprzód, Bułanku! - krzyknęła Inga, podskaku

jąc z emocji.

Gudrun posłała jej pogardliwe spojrzenie.
Inga zaczerwieniła się i umilkła.
Eirik zrezygnował z walki i zwolnił.

Bułanek   zmniejszył   dystans   do   sań   Martina,   ale 

meta   była   tuż-tuż.   Kristian   nie   ma   szans   na   zwy-
cięstwo, pomyślała Inga, ale w tej samej chwili Martin 
popełnił niewybaczalny błąd. Widząc, że Bułanek zbli-
ża się od wewnętrznej strony, odwrócił głowę, by oce-
nić swoją przewagę. Mimowolnie pociągnął za cugle 
w prawej dłoni i koń posłusznie wykonał  polecenie 
woźnicy.  Zamiast popędzić w prostej linii do mety, 
Gniadosz skręcił w prawo.

Przekleństwa Martina zmieszały się z okrzykami 

radości Kristiana.

Inga wstrzymała oddech, kiedy sanie pokonywały 

ostatni odcinek, a potem głośno biła brawo, ciesząc się 
ze zwycięstwa ojca.

- Masz ci los - stwierdziła dobrodusznie Ragnhild

i wymierzyła Indze kuksańca w bok.

181

background image

- Nikt nie pokona koni mojego ojca - oświadczyła 

dumnie Inga.

Laurens i Ragnhild wymienili się spojrzeniami. Inga 

miała wrażenie, że jej radość nie była im niemiła

Tego samego wieczora w Storedal Gudrun siedziała w 
swoim pokoju, strojąc miny do lustra. Wyjęła spinki z 
włosów   i   rzuciła   je   na   komódkę.   Energicznymi   ru-
chami zaczęła rozczesywać włosy.

Niech nikt nie myśli,  że zaprosiła Ingę z czystej 

życzliwości. O nie, taka naiwna znów nie jest. Zrobiła 
to, by sprawdzić, jak Inga i Martin zachowają się wo-
bec siebie. Udawała, że nie widzi, kiedy uścisnęli się 
przed finałową rozgrywką, ale kątem oka śledziła ich 
poczynania. Nie spodobało się jej, że ta bezczelna ma-
cocha   przytula   jej   męża,   ale   prawdę   mówiąc,   nie 
uznała   tego   gestu   za   nieprzyzwoity.   Zdradziły   ich 
ukradkowe spojrzenia i pieszczoty.

Inga nie potrafiła zapanować nad pożądaniem, tej 

suce aż oczy się świeciły do niego. A Martin! Wcale nie 
był lepszy, prychnęła Gudrun obrażona. Powinien był 
cofnąć   dłonie,   kiedy   Inga   je   przytrzymała,   ale   ten 
idiota dał się jej oczarować.

Gudrun   miała   ochotę   trzasnąć   pięścią   w   lustro, 

zbić  szkło i wymazać z niego własne oblicze. Erling 
miał rację! Od jak dawna Inga zabawia się z Martinem 
w   sianie?   Przeklęta   ladacznica,   najpierw   uwiodła 
Nielsa, a teraz zagięła parol na Martina.

182

background image

Gudrun gotowała się z wściekłości. Wkrótce... Jej 

usta ściągnęły się w pogardliwym uśmiechu. Wymaca-
ła fartuch wiszący na krześle obok łóżka i sprawdziła, 
czy nóż wciąż znajduje się w kieszeni.

Nóż Ingi.
Jutro wreszcie się na coś przyda.

background image

17

Kristiane i Marlenę dostały wolne w trzeci dzień świąt. 
Rodzeństwo spędzało zazwyczaj Wigilię i Boże Naro-
dzenie z rodzicami, ale tego roku zaj  w Gaupås by o

ęć

ł  

tak du o,  e Ing

ż ż

a dała dziewczętom dodatkowy wolny 

od pracy dzień.

Właśnie z tego powodu była sama na strychu sto-

doły, kiedy zjawiła się Gudrun. Inga usłyszała skrzy-
pienie butów na śniegu i z ciekawością wyjrzała przez 
szparę w deskach. Widok Gudrun zdziwił ją niepo-
miernie, całkiem niedawno złożyła im przecież wizytę, 
a poprzedniego dnia widziały się nad jeziorem. Więc 
może przyszła do Sigrid? To też byłoby dziwne, bo Si-
grid przyznała się, że poprzednim razem siostra też 
nie miała poważnego powodu, by ją odwiedzić. Chcia-
ła tylko poszukać czegoś w swoim starym pokoju.

Inga machnęła ręką i podeszła do dwóch ogromnych 

klatek z królikami. Na szczęście ma dość roboty i nie 
musi rozmawiać z człowiekiem, którego nie cierpi.

184

background image

Króliki sprowadziła jesienią. Zwierzęta dawały do-

bre mięso, a ich skóra też była nie do pogardzenia. Inga 
nie przychodziła tu zbyt często, by nie przywiązać się 
do tych pięknych istot, które wiosną miały trafić pod 
nóż. Zostanie tylko kilka sztuk na potrzeby hodowli.

Kristiane i Marlenę chyba nie przejmowały się ich 

przyszłym  losem,  bo często brały małe  króliczki na 
ręce i głaskały.

Inga wysprzątała obie klatki i wyścieliła je świeżym 

sianem i trawą. Były święta, więc nie żałowała zwierzę-
tom kapusty i marchwi. Króliki ochoczo rzuciły się na 
smakołyki.

Inga zamyśliła się. Nie mogła uwolnić się od prze-

czucia, że Gudrun coś knuje. Ostrzegawcze myśli kot-
łowały się jej w głowie, ale nie potrafiła określić, skąd 
nadejdzie zagrożenie, i bardzo ją to irytowało. Gudrun 
nie zamierzała chyba skrzywdzić Emilii, zresztą Eugenie 
na jej widok nie odchodziła od małej na krok. Służąca 
gotowa była bronić dziewczynki do ostatniego tchu, zu-
pełnie jakby była jej własnym dzieckiem. Inga nie oba-
wiała się o córeczkę. Gudrun miała chyba inne plany...

Poprzedniego  dnia   była   taka   miła,   tyle   że   w  jej 

uprzejmym zachowaniu był fałszywy ton, przerażają-
co fałszywy ton. Czyżby nagle zrobiło się jej żal Ingi, 
samotnie sp dzaj cej czas w Gaupås?

ę

ą

Inga wróciła do swoich zajęć. Musiała oddzielić sa-

mice od samca, bo wkrótce pojawiłyby się młode, i to 
znacznie więcej, niż potrzebowała. Każdy miot liczył 
sześć, siedem małych króliczków, a samice zdolne były 
rodzić trzy razy do roku!

185

background image

Usłyszała odgłos kroków na klepisku pod strychem. 

Inga wsunęła ostrożnie samca w głąb klatki. Zwierzę 
powąchało jej palce, a ona z zachwytem przyglądała 
się malutkiemu wilgotnemu noskowi, który z wielką 
szybkością poruszał się w górę i w dół. Zamknęła klat-
kę na zatyczkę, podeszła do skraju i spojrzała w dół.

Zobaczyła Gudrun.

-Nie weszłaś do... - zaczęła Inga, ale urwała, na-
potkawszy nienawistne spojrzenie Gudrun.
-Nie   próbuj   żadnych   sztuczek,   podła   dziwko   - 
prychnęła Gudrun. - Myślisz, że nie wiem, co wy-
czyniasz?   Sądzisz,   że   się   nie   domyślam,   iż 
rozkładasz nogi pod moim mężem?
Ingę zdumiały wulgarne słowa. Skąd Gudrun wie-

działa o wszystkim? Czyżby Martin przyznał się, po-
wodowany wyrzutami sumienia? Nie mogła w to uwie-
rzyć, bo przecież oboje zgrzeszyli. Poza tym obiecał jej, 
iż nigdy nie wyjawi prawdy o ich zakazanym związ-
ku.  A jednak...  Poprzedniego  dnia  Gudrun i  Martin 
traktowali się z oddaniem i może zaczęli sobie bardziej 
ufać.   A   może...   Może   Gudrun   widziała   ich   razem? 
Kochali się tutaj na strychu, w lesie i w szopie na sia-
no tamtego dnia, kiedy owce nie odnalazły drogi do 
domu. Inga miała jednak pewność, że wtedy Gudrun 
nie obserwowała ich zza krzaków.

Spojrzenie Gudrun zmroziło jej krew w żyłach. W 

stalowoszarych   oczach   kryła   się   nienawiść.   Gudrun 
wiedziała o wszystkim!

-Mogę wyjaśnić...
-Co wyjaśnić? - syknęła. - Że puszczasz się z moim

186

background image

mężem za moimi plecami? Nie, Ingo, posunęłaś się za 
daleko.

Inga cofnęła się lękliwie, kiedy Gudrun postawiła 

stopę na szczeblu drabiny. Posłała spojrzenie w kie-
runku schodów. Może mogłaby uciec tamtędy, kiedy 
Gudrun  znajdzie  się  w połowie  wysokości   drabiny? 
Niestety,   skonstatowała   z   przerażeniem,   Gulbrand 
usunął większość stopni, zostawiając kilka na samym 
dole i boczne wsporniki.

- Myślisz, że cię nie śledziłam? Wszystko dobrze

zaplanowałam.   Okłamywaliście   mnie   z   Martinem,
ale   wczoraj   otrzymałam   ostateczny   dowód.   Dowód,
na który długo czekałam...

Gudrun weszła dwa szczeble wyżej i zatrzymała się. 

Wolno wyciągnęła nóż z kieszeni fartucha i pomachała 
nim w powietrzu triumfującym gestem.

Inga rozdziawiła oczy. To był jej nóż, ten, którego 

szukała na próżno. Trudno byłoby go nie rozpoznać. 
Gulbrand wyrył na nim lecącego orła, z rozłożonymi 
skrzydłami i wyraźnie zaznaczonymi oczyma. Te oczy 
wpatrywały się teraz w nią, czarne, szkliste oczy mru-
gały, kiedy Gudrun wymachiwała ostrzem.

-Upozoruję wypadek - oznajmiła Gudrun chrapli-
wym   głosem.   -   Umrzesz   od   własnego   noża,   bez 
świadków.   Ludzie   pomyślą,   że   popełniłaś 
samobójstwo,   a   ja   nie   będę   protestować.   Wręcz 
przeciwnie! - Roześmiała się groteskowo.
-Sigrid i Eugenie wiedzą, że tu jesteś - próbowała 
ją przekonać Inga. - Będą...
-Niczego nie zrobią - przerwała jej Gudrun. - Po-

187

background image

żegnałam się z nimi i ruszyłam w drogę powrotną. 
Koło Nedre Gullhaug zawróciłam, bo wiedziałam, 
że już straciły mnie z oczu. A teraz umrzesz za swoją 
zdradę!

- Nie jest tak, jak myślisz - jęknęła Inga. Nie była

specjalnie lękliwa, ale w tej sytuacji rozsądek podpo
wiadał jej, by nie rozdrażniać Gudrun. Oczy Gudrun
błyszczały z gniewu i nienawiści. Wielki Boże, co tu
robić?

Odpowiedział jej pogardliwy śmiech.

-Nigdy cię nie lubiłam, Ingo, a kiedy wyszłaś za 
mąż   za   mojego   ojca,   zaczęłam   cię   nienawidzić. 
Dlaczego   dostał   ci   się   mężczyzna,   którego 
kochałam? Który coś dla mnie znaczył... ?
-Nie chciałam go - zatkała Inga.
-Możliwe - przyznała beznamiętnie Gudrun - ale 
się   nie   poddałaś,   jakbyś   zamierzała   mnie 
zniszczyć.  Nie troszczyłaś się o mojego biednego 
ojca i zastawiłaś  sidła na Martina. Na drugiego 
mężczyznę mego życia. Koniec z tym, już nigdy 
nie dostaniesz tego, co mnie się należy!

Inga rozejrzała się wokół, szukając pomocy, ale ni-

kogo nie zobaczyła. Nie mogła krzyczeć, bo Gudrun 
wspięłaby się na górę i pchnęła ją nożem. Gdyby ktoś 
jednak się zjawił i zaczął pytać o powody tej drama-
tycznej kłótni, cała prawda o jej romansie z Martinem 
wyszłaby na jaw. Znalazła się w potrzasku! W sytuacji 
bez wyjścia.

Dlaczego?
Czy naprawdę sądziła, że związek z Martinem moż-

188

background image

na będzie ukrywać w nieskończoność? Gulbrand wie-
dział o wszystkim i prędzej czy później sprawa ujrzała-
by światło dzienne. Jaka była głupia!

Gudrun ruszyła w górę, ściskając nóż w dłoni. Za-

trzymała się na przedostatnim szczeblu i oblizała war-
gi-

Inga stała jak sparaliżowana, lęk ściął mrozem je)

ciało.  Jak miała  się   bronić?  Gudrun  straciła  rozum, 
śmiała się jak szalona. Poruszała się wolno, zatrzymała 
się nawet, by odgarnąć kosmyk włosów z czoła. Nie za-
chowywała się jak ktoś, kto zamierza popełnić mor-
derstwo!

Nagle podniosła głowę i spojrzała jej prosto w oczy. 

Inga cofnęła się o krok, zimny pot płynął  jej  po ple-
cach i zrobiło jej się słabo. Zaczęła tracić równowagę, 
ale ostatkiem sił zdołała utrzymać się na nogach. Dziki 
wyraz oczu Gudrun nie pozostawiał żadnych złudzeń. 
Szykowała się do ataku.

Gudrun nabrała powietrza i podniosła stopę, by po-

stawić ją na ostatnim szczeblu.

Nie   namyślając   się   wielce,   Inga   skoczyła   do 

przodu i złapała drabinę.

- Precz! - zawyła Gudrun zaślepiona wściekłością. 

Podniosła nóż do śmiertelnego pchnięcia, ale była  za 
daleko. Ciosy znaczyły krwawe ślady na ramionach 
Ingi, ale dziewczyna nie czuła bólu. Mocniej uchwyciła 
drabinę i pchnęła ją w tył.

Na   zawsze   miała   zapamiętać   wyraz   twarzy   Gu-

drun. Pasierbica otworzyła szeroko oczy i rozdziawiła 
usta.   Straszliwy  krzyk   przeszył   powietrze.   Czas   się 
za-

189

background image

trzymał, serce przestało bić. Inga czuła jedynie szum 
w głowie.

Gudrun zamachała ramionami i puściła nóż, który 

zawirował   w   powietrzu   i   spadł   na   klepisko.   W   jej 
oczach pojawił się śmiertelny strach. Łapała dłońmi 
powietrze, szukając oparcia, a drabina kreśliła łuk.

Aż się przewróciła.
Ciało Gudrun z łoskotem uderzyło o ziemię. Krzyk 

ustał.

Inga skuliła się, kiedy głowa Gudrun roztrzaskała 

się o klepisko. To chyba zły sen, pomyślała przez uła-
mek sekundy, ale rzeczywistość natychmiast przypo-
mniała o sobie. Wokół głowy Gudrun pojawiła się ka-
łuża krwi.

A więc przepowiednia z pogrzebu się sprawdziła. 

Zdmuchnięta świeca przy marach Nielsa zapowiadała 
śmierć kobiety. Czy właśnie wtedy los wyznaczył Gu-
drun ten tragiczny koniec?

Nie! Inga nie wierzyła w zabobony! Wiatr zgasił 

świecę, a ludzie zatrzymali się w przerażeniu, ale prze-
cież wiatr nie miał mocy przewidywania przyszłości.

Szum w głowie wzmógł się, a kolana odmówiły jej 

posłuszeństwa.   Opuściły   ją   wszystkie   siły   i   wolno 
opadła na siano. Zabiła Gudrun! Wielki Boże, nie ma 
wątpliwości.   Gudrun   nie   żyje.   Zamordowała   własną 
pasierbicę!