background image

saga.

Cienie

z przeszłości

Torill Thorup

background image

W SERII UKAŻĄ SIĘ:

tom 1. Inga
tom 2. Korzenie

tom 3. Podcięte skrzydła
tom 4. Pakt milczenia
tom 5. Groźny przeciwnik
tom 6. Pościg

tom 7. Mroczne tajemnice
tom 8. Kłamstwa
tom 9. Wrogość
tom 10. Nad przepaścią
tom 11. Odrzucenie

tom 12. Zaginiony

tom 13. Waśń rodowa

background image

tom 11.

ODRZUCENIE

background image

1

0vre Gullhaug, 8 maja 1909 roku

Gdy dwuskrzydłowe drzwi do pokoju zostały nagle ot-

warte,   muzyka   wypełniająca   salę   balową   w   0vre 
Gullhaug  natychmiast   ucichła.   Muzykanci   wyciągali   z 
ciekawości   szyje,   chcąc   przyjrzeć   się   nowo   przybyłemu 
gościowi. Ale na szczęście zaraz sobie przypomnieli, że 
wynajęto ich, żeby  grali na weselu Torsteina i Sigrid, a 
nie po to, aby rozglądali się na boki. Szybko przywołali się 
do   porządku   i   już   po   chwili   fałszywe   dotąd   dźwięki 
skrzypiec i basów znowu zabrzmiały czysto i melodyjnie.

Wielu gości zaczęło szeptać coś sobie na ucho, rzuca-

jąc przybyszowi nienawistne spojrzenia. Najwyraźniej wie-
dzieli, kim jest mężczyzna.

- To ten od procesu - relacjonowała sąsiadce żądna

sensacji pani Smedsrud. - No wiesz, ojciec Torsteina.

Przyjaciółka skinęła znacząco głową.
-Zastanawiam się, co o tym wszystkim sądzi Hedvig... 
Założę się, że on nie był zaproszony Skoro przybył tak 
późno - dodała pośpiesznie.
-Stara miłość nie rdzewieje - pani Smedsrud nie mogła 
powstrzymać   się   od   śmiechu.   -   Hedvig   raczej   nie 
przypuszczała, że jej kłamstwo wyjdzie na jaw. A już 
na pewno

5

background image

nie sądziła, że się dowiemy, że ani Halvdan, ani Kristian nie 
są ojcem dziecka.

Gadatliwe   przyjaciółki   z   zainteresowaniem   śledziły 

wzrokiem obiekt swoich plotek. Mężczyzna zatrzymał się 
zaskoczony na samym środku parkietu, najwyraźniej szu-
kając kogoś w tłumie gości. Wodził oczami od jednego 
końca sali do drugiego, aż w końcu zakłopotany wycofał się 
pod ścianę.

Nadal jednak kogoś wypatrywał.

Hedvig o mało co nie straciła panowania nad sobą, gdy 
nagle zobaczyła swojego dawnego adoratora. Mimowolnie 
złapała się za gardło i przełknęła ślinę. Poczuła, że się dusi, 
a jej policzki płoną ze wstydu. Na Boga, co ta kreatura tutaj 
robi? Jak on śmiał pojawić się na weselu Torsteina?

W końcu jest jego ojcem, przemknęło jej przez myśl, 

ale nie miało to dla niej żadnego znaczenia. Mons już od 
dawna nie był częścią jej życia. Właściwie nigdy nie był, po-
myślała z jadowitą satysfakcją, chociaż udało im się razem 
spłodzić syna.

Wydało jej się nieprawdopodobne, żeby Torstein albo 

Sigrid zaprosili go na wesele. Chyba nie zrobiliby tego za jej 
plecami? I dlaczego nie pojawił się na ślubie ani na uroczy-
stym obiedzie? Czy dlatego, że nie miał odwagi pokazać się, 
zanim zapadła noc?

Krople potu wystąpiły jej na skronie. Ciężko oddychając, 

wytarła twarz elegancką chustką do nosa. Bezgranicznie draż-
niło ją to, że ten przeklęty idiota zepsuł tak udaną zabawę. 
Do tej pory wszystko szło jak z płatka, pomyślała, począwszy 
od kazania wikarego, przez suknię panny młodej, a na obiedzie 
i deserze skończywszy. No tak, absolutnie nie podobało jej się

6

background image

to, że Torbj0rn flirtował z Ingą, ale w głosie jej najmłodsze-
go syna słychać było tajemniczą nutę ironii, gdy przedstawiał 
swój plan ożenku z Ingą - czy raczej wżenienia się w Gaupås 
z całym jego ogromnym bogactwem. Jeśli chodzi o nią, to wal-
czyła jak lwica, żeby ślub Torsteina okazał się wielkim sukce-
sem. Żaden szczegół nie umknął jej uwadze, jej sokoli wzrok 
był w stanie wyłapać każde niedociągnięcie. W czasie obiadu 
wypolerowane na wysoki połysk srebro lśniło w słońcu, tale-
rze i kieliszki stały w idealnym porządku, a stoły uginały się 
pod ciężarem wazonów z kolorowymi kwiatami. Wiele osób 
chwaliło ją za wspaniałe przyjęcie weselne.

Hedvig musiała przyznać sama przed sobą, że ostatnio 

straciła w oczach wielu znajomych. Tego wieczoru czuła 
jednak, że udało jej się odzyskać ich szacunek Dlatego nie-
spodziewane pojawienie się ojca Torsteina było jej wyjątko-
wo nie na rękę. I to właśnie w chwili, gdy sala balowa pełna 
była gości!

Zauważyła, że ludzie dyskretnie jej się przyglądają. Przez 

moment miała nadzieję, że goście nie rozpoznają Mon-sa. 
Niestety,   bardzo   się   myliła.   Upokorzona   i   zrozpaczona 
wymknęła się z sali, przeszła przez korytarz i udała się na 
górę do swojej sypialni. W końcu matka pana młodego ma 
chyba prawo odpocząć po tak wspaniałym, lecz wyczer-
pującym dniu? Nikogo nie powinno to dziwić, próbowała 
przekonać samą siebie, ale musiała przyznać ze wstydem, 
że uciekła, żeby uniknąć dramatycznych scen piętro niżej.

Sigrid zauważyła, że Torstein wygląda, jakby się wahał. 
Do tej pory trzymali się za ręce, ale teraz próbował wyswo-
bodzić się z jej objęć.

- Nie wycofuj się, Torsteinie - poprosiła go z czułoś-

7

background image

cią. - Teraz, kiedy Mons nareszcie się pojawił. Pomyśl tylko, 
ile go to musiało kosztować...

- Sam nie wiem... - odpowiedział nerwowo.

Jego oczy zrobiły się szkliste, a oddech stał się szybki 

i nierówny.

- W końcu to my go tutaj zaprosiliśmy...  I dlatego 

po
winien się czuć mile widziany.

Torstein wsunął palec pod krawat i trochę go rozluźnił.

-Nie sądziłem, że znajdzie w sobie tyle odwagi, żeby tu 
przyjść - odpowiedział, nie zwracając uwagi na żonę.
-Byliśmy świadomi ryzyka - Sigrid odważyła się przy-
pomnieć   o   tym   mężowi.   -   Odwagi!   Idź,   mój   drogi 
mężu, i przywitaj się ze swoim ojcem.

Sigrid delikatnie popchnęła Torsteina do przodu. Idąc 

za nim, trzymała się lekko z tyłu.

Gdy stanęli przed Monsem, Sigrid zauważyła, że niełatwo 

było znaleźć podobieństwo między ojcem a synem. Torstein 
odziedziczył rysy twarzy po matce. Jedyne, co mieli podobne, 
to nosy: wąskie i proste, z idealnie uformowanymi nozdrza-
mi. Uderzyło ją to, że Mons nie był tak przystojny jak Tor-
stein, ale niewykluczone, że miał za to o wiele lepszy charak-
ter od Hedvig. Torstein był równie uparty i stanowczy co jego 
matka, ale miał też w sobie dużo czułości i łagodności. Czy tę 
pozytywną cechę odziedziczył po swoim biologicznym ojcu?

Sigrid serce stanęło w gardle, gdy zobaczyła, z jakim wa-

haniem ojciec i syn podają sobie ręce. To była przełomowa 
chwila, pomyślała Sigrid, wycierając ukradkiem łzę. Lody 
zostały przełamane.

- Nie stójmy tak - zaczął Torstein, nie potrafiąc ukryć

zakłopotania. - Usiądźmy gdzieś, gdzie ludzie nie będą
mogli tak natrętnie nam się przyglądać. - Ostatnią część
zdania wypowiedział wyraźnie rozdrażniony.

8

background image

Ci, którzy usłyszeli jego sarkastyczną uwagę i mieli w so-

bie choć odrobinę przyzwoitości, szybko odwrócili wzrok

Dopiero siedząc wygodnie na małej czerwonej kanapie, 

Mons w końcu odważył się odezwać. - Znalazłeś sobie wy-
jątkowo śliczną żonę - pochwalił syna, wskazując głową na 
Sigrid. - Delikatna jak lilia, a jednak bije od niej wewnętrz-
na siła.

Sigrid oblała się rumieńcem. Nie była przyzwyczajona 

do tego, żeby mężczyźni, których pierwszy raz widziała na 
oczy, prawili jej komplementy.  Schlebiano jej wbrew jej 
woli.

Torstein uśmiechnął się nieporadnie.

-Mieliśmy szczęście pobrać się z miłości. Niewielu się to 
udaje.
-To prawda - zgodził się Mons wzruszony wyznaniem 
syna. Po chwili jego pomarszczona twarz stężała, a głos 
zrobił   się   śmiertelnie   poważny.   -   Dziękuję   za 
zaproszenie... synu. Przepraszam, że nie byłem obecny 
podczas waszych zaślubin. Wydawało mi się, że wiem, 
gdzie leży wasz kościół, ale niestety popełniłem błąd. 
Długo   czekałem   na   was  przed   kościołem   w 
Holmestrand, zanim zorientowałem się,  że  to  nie  ten 
kościół... No cóż, w końcu udało mi się tutaj dotrzeć, 
ale wtedy... nie miałem odwagi, żeby wejść do środka. 
Bałem się reakcji gości. Szczerze mówiąc - swojej też.
-To zrozumiałe - wymamrotał zakłopotany Torstein.
-Tylu rzeczy chciałbym się o tobie dowiedzieć... - wes-
tchnął Mons. - O twoim dzieciństwie i dorastaniu.  ..iw 
ogóle.

Czoło Torsteina zmarszczyło się w gniewie.

- Niczego mi nie brakowało. Matka wychowała Tor-

bjorna, Ingebjorg i mnie najlepiej jak umiała.

9

background image

-Torbjorn i Ingebjorg - Mons z zaciekawieniem po-
wtórzył imiona - to twoje rodzeństwo?
-Tak - przytaknął Torstein. - Torbjorn jest ode mnie 
trzy lata młodszy, a Ingebjorg ma jeszcze mleko pod 
nosem.
-I   oboje   są   dziećmi   Hahrdana?   -   zapytał   spokojnie 
Mons.
-Owszem - odpowiedział Torstein, gwałtownie kiwając 
głową.
-A jaki był ten... Halvdan? - Mons zamrugał oczami 
ze   zdenerwowania,   szybko   splatając   swoje   długie, 
cienkie palce.

Torstein odrzucił głowę do tyłu, tak że grzywka opadła 

mu na oczy.

- Ojciec był wyjątkowo miłym człowiekiem - w głosie

Torsteina słychać było nutę szyderstwa. - Nie ma chyba we
wsi nikogo, kto mógłby powiedzieć o nim coś złego. Cierp
liwy, skłonny do wyrzeczeń, miał z nami bardzo dobry kon
takt. Jednym słowem: świetnie się nami opiekował!

Sigrid skuliła się w sobie ze wstydu. Czy Torstein na-

prawdę musi być taki złośliwy? Czy chciał wzbudzić w swo-
im ojcu wyrzuty sumienia, odpłacając mu za jego nieobec-
ność? Sigrid nie miała odwagi wtrącić się do rozmowy. 
W desperackim geście ścisnęła męża mocno za rękę, mając 
nadzieję, że w końcu się opamięta.

- A ty - spytał Torstein obojętnym tonem - co porabia

łeś przez te wszystkie lata, gdy ciebie nie było? - TymTazem
również nie starał się ukryć sarkazmu.

Mons zwiesił głowę jak zbity pies. Krew uderzyła mu do 

głowy, a zapadnięte policzki nabrały krwistoczerwonego 
koloru.

- Skończyłem szkołę rolniczą, ale to wykształcenie nie

10

background image

na wiele mi się przydało. Znalazłem zatrudnienie jako tak-
sator w Larvik, gdzie pracuje do tej pory. Moje zajęcie pole-
ga na dokonywaniu wyceny głównie starszych gospodarstw, 
spisywaniu szkód i braków i na sporządzaniu kosztorysów 
napraw.

- Na sali sądowej powiedział pan, że jest pan żona

ty - wtrąciła się do rozmowy Sigrid.

Mons uśmiechnął się ze smutkiem.

-To   prawda.   Możliwe,   że   Hedvig   nie   była   mi   prze-
znaczona. Może nie miała być  kobietą mojego życia? 
Trzy  lata   później   spotkałem   bowiem   Martine,   moją 
małżonkę. To wprost idealna towarzyszka życia. Nie ma 
jej   dzisiaj   ze  mną,   ponieważ   była   zdania,   że 
powinniśmy   mieć   okazję   swobodnie   ze   sobą 
porozmawiać - Mons wskazał na Tor-steina i na siebie 
-  nie  niepokojeni  przez  nikogo.  Martine  obdarowała 
mnie dwojgiem wspaniałych dzieci... - Mons zamyślił 
się przez moment.
-A więc mam przyrodnie rodzeństwo? - zapytał za-
skoczony Torstein.
-Tak. Masz młodszą siostrę Helenę i brata Markusa. 
Helenę trzy lata temu wyszła za mąż i sama ma już 
dwie  małe córeczki. Natomiast Markusowi chyba się 
zdaje,  że jest motylem, bo lata z kwiatka na kwiatek. 
Nie znaczy to, oczywiście, że źle się prowadzi - dodał 
szybko,   zawstydzony   swoją   własną   szczerością   -   po 
prostu nie może się ustatkować.
-Czy oni wiedzą o moim istnieniu? - pytanie Torsteina 
było ledwo słyszalne.
-Oczywiście - Mons pośpieszył z odpowiedzią. - To 
oni mnie namawiali, żebym przyjął zaproszenie.
Nareszcie wygląda na to, że nieśmiało zbliżają się do 

sedna sprawy, pomyślała Sigrid, czekając w ogromnym na-

11

background image

pięciu, aż któryś z nich zapyta lub sam przyzna się do tego, 
że tęsknił przez te wszystkie lata, gdy nie mieli ze sobą kon-
taktu.

-Jak Helenę zareagowała na moje zaproszenie? - zapytał 
Torstein.
-Była zdania, że to wspaniała niespodzianka - odpo-
wiedział skwapliwie Mons.
Sigrid nie potrafiła ukryć rozczarowania. Miała serdecz-

nie dość przysłuchiwania się rozmowie, która do niczego 
nie prowadziła. Owszem, zadawali sobie pytania, ale omi-
jali te najtrudniejsze i bolesne... Dlatego postanowiła zary-
zykować i zapytała:

- Czy przed rozprawą myślał pan kiedykolwiek o Tor-

steinie?

Mons uniósł krzaczaste brwi ze zdumienia.
- Oczywiście! Chyba nie myślicie, że było inaczej? - za

pewnił ich gorliwie, kładąc rękę na ich splecionych dło
niach, które spoczywały na kolanie Torsteina. Szybko jed
nak zrozumiał, że się zagalopował, i cofnął rękę. - Myślałem
o Torsteinie dzień i noc. Przez wiele lat.

Torsteinowi  zadrżała  szczęka.  Zagryzł   dolną   wargę, 

po czym powiedział:

- Jeśli rzeczywiście tak często o mnie myślałeś, to dla

czego nie próbowałeś się ze mną skontaktować? Przez te
wszystkie lata... - Jego brązowe oczy przyglądały się ojcu
badawczo.

Mons zwilżył językiem spierzchnięte wargi.

- A kto powiedział, że nie próbowałem? - Tym razem

to jego ton wydał się szorstki i opryskliwy.

Torstein nie był w stanie nic odpowiedzieć. Przyglądał 

się ojcu najwyraźniej zbity z tropu.

- Czy to znaczy, że starał się pan skontaktować z Hedvig

12

background image

w sprawie waszego syna? - Sigrid odważnie pośpieszyła 
mężowi z pomocą. Nadzieja, która w niej zapłonęła, dodała 
jej skrzydeł.

-To pewne jak amen w pacierzu! - zagrzmiał Mons z 
siłą, o którą go nawet nie podejrzewali. - Błagałem ją, 
żeby pozwoliła mi być przy tobie - i to już wtedy, gdy była 
w ciąży. Gdy dowiedziałem się, że urodziła, poszedłem ją 
odwiedzić.  Mój Boże, ile to lat minęło! - wymamrotał 
do siebie. - Ale człowiek, który podawał się za twojego 
dziadka, poszczuł mnie psami. To był taki rosły, niemiły 
mężczyzna.
-Ojciec Halvdana - wyjaśnił Torstein.
-Całkiem   możliwe   -   zgodził   się   podekscytowany 
Mons. - Uwierz mi, synu, że wiele razy próbowałem 
rozmówić   się   z   Hedvig.   Zrezygnowałem   dopiero 
wtedy, gdy dowiedziałem się, że Halvdan traktuje cię 
jak własnego  syna. Zrozumiałem, że nie dzieje ci się 
krzywda.
-Matka nigdy o tobie nie wspominała - Torstein był 
wyraźnie poruszony. - Aż do rozprawy wierzyłem, że 
jestem spadkobiercą 0vre Gullhaug. I że Halvdan jest 
tym,  za kogo się podaje, to znaczy moim prawdziwym 
ojcem.
-Nie mam żalu do Halvdana - odpowiedział Mons. - 
Hedvig go oczarowała, rzuciła na niego swój  urok... 
Może nawet wmawiała mu, że jesteś jego synem?
-Przecież ojciec umiał liczyć - zaoponował Torstein.
-Nie bierz tego tak dosłownie. Chodziło mi o to,  że 
twoja matka... zawsze potrafiła wywieść ludzi w pole... 
omamić...
Nagle Torstein zerwał się na równe nogi.
- Dłużej tego nie zniosę! Matka odpowie mi za swoje

kłamstwa. Właśnie tu i teraz. Jest to winna przede wszyst
kim nam obu, ale także mojemu ojcu. - Wściekłość go 
za
ślepiła.

13

background image

-Uspokój się - błagała usilnie Sigrid. - Opamiętaj się, 
Torsteinie! Najważniejsze, że pojednałeś się ze swoim 
rodzonym   ojcem.   Jeszcze   nie   jest   za   późno   na 
odbudowę   silnych   więzi   rodzinnych,   niezależnie   od 
tego, czego dopuściła się Hedvig...
-O nie! - Torsteinowi z emocji zabrakło tchu. - Odpo-
wie   mi   za   to   dzisiaj.   Teraz,   natychmiast!   -   Torstein 
zacisnął pięści ze złości. - Jak mogła mi to zrobić? Jak 
mogła uczynić nam coś takiego?
W tej samej chwili otworzyły się drzwi i na środku sali 

stanął Torbjorn, chwiejąc się na nogach.

- Inga....' - krzyknął zdyszany,  budząc grozę wśród

zgromadzonych na sali gości. - Inga... leży obok dębu. Ona
chyba nie żyje!

background image

2

Pierwsi na ratunek rzucili się mężczyźni. Zdecydowani i go-
towi do działania pobiegli w stronę dębu. Kobiety ruszyły za 
nimi z pewnym wahaniem. W rękach trzymały chusteczki, 
którymi częściowo próbowały zasłonić sobie oczy, obawia-
jąc się, że to, co ujrzą, może okazać się zbyt przerażające.

Sigrid uniosła suknię ślubną, uważając, żeby nie siać 

zgorszenia, i z pośpiechem podążyła za mężczyznami. Za-
wsze uważała się za tchórza, ale przecież chodziło o jej maco-
chę. Inga! - pomyślała, zanosząc się od płaczu, i stanęła bez 
tchu blisko miejsca, w którym zdarzyło się nieszczęście. Nie-
łatwo było dostrzec cokolwiek w ciemnościach nocy, poza 
tym inni zasłaniali jej widok. Jednak zanim Torstein zdecy-
dowanym tonem rozkazał ludziom cofnąć się o parę kroków, 
udało jej się coś dojrzeć. Zadrżała z przerażenia. Inga leżała 
w bezruchu z zamkniętymi oczami, a z jej ust wyciekało coś 
ciemnobrunatnego. Czy to mogła być krew? Sigrid nie była 
pewna, ale tak to wyglądało w niewyraźnym świetle latarki, 
którą ktoś skierował na nieruchome ciało Ingi.

Gdy Torstein wniósł ją na rękach do domu, Inga przypo-

minała szmacianą lalkę. Bez słowa zaniósł ją po schodach 
na piętro, kopniakiem otworzył drzwi do sypialni przystro-
jonej na noc poślubną i ostrożnie położył nieprzytomną 
na łóżku.

15

background image

Na   korytarzu   zebrał   się   tłum   ludzi,   a   co   bardziej 

ciekawi towarzyszyli Torsteinowi po schodach niemal na 
samą górę.

- Sprowadźcie Lindberga - rozkazał Torstein.

Gdy pojawił się doktor, goście rozstąpili się na boki, ro-

biąc mu przejście. Lekarz pokonał schody, przeskakując po 
kilka stopni naraz.

Jak to dobrze, że Hedvig zaprosiła na nasz ślub doktora, 

pomyślała Sigrid. Ostatnio nie był tutaj częstym gościem, 
ale niegdyś Halvdan i doktor Lindberg spędzali razem so-
botnie wieczory, pijąc koniak i grając w karty. JeżeU się nie 
myliła, doktor pełnił funkcję kogoś w rodzaju przyjaciela 
rodziny - Hedvig była znana z tego, że lubiła otaczać się 
miejscowymi notablami.

Sigrid zauważyła, że wiele osób próbuje się dowiedzieć, 

co się dzieje w sypialni. Niektórzy wyciągali szyję, usiłu-
jąc dostrzec coś przez uchylone drzwi, ale na próżno. Ona 
sama również wolałaby czuwać przy łóżku macochy, ale nie 
była pewna, czy to wypada.

Do licha! - pomyślała, zaciskając zęby. Oczywiście, że tak. 

Była w końcu członkiem rodziny. Zdecydowanym ruchem 
utorowała sobie drogę między ludźmi  i weszła na górę. 
Wchodząc do sypialni, starannie zamknęła za sobą drzwi.

-Ależ Sigrid! - krzyknął rozgniewany Torstein. - Ko-
biecie nie wypada oglądać takich rzeczy...
-Nie jestem wcale tak słaba, jak ci się wydaje - odpo-
wiedziała Sigrid, udając, że nie widzi, że mąż próbuje 
zasłonić   jej   widok   Szybko   zakradła   się   z   boku   i 
podeszła do łóżka. Gdy zobaczyła Ingę, zrobiło jej się 
słabo.   Macocha  miała   posiniaczoną   i   opuchniętą 
twarz, pękniętą dolną wargę, a w niektórych miejscach 
jej   skóra   zaczęła   zmieniać  kolor   na   sinofioletowy. 
Sigrid nawet nie próbowała wyob-

16

background image

razić sobie, jak ciało Ingi wygląda pod ubraniem. Była pew-
na, że najwięcej wściekłych kopnięć i uderzeń trafiło w po-
zostałe części ciała.

Dookoła łóżka stało wiele osób. Twarz Torbjorna wy-

rażała paniczny strach. Jedną ręką czule głaskał Ingę po jej 
kruczoczarnych włosach, a drugą wycierał krew sączącą się 
z kącików jej ust.

Blond grzywka spływa Martinowi na oczy niczym zło-

ty welon, pomyślała Sigrid, a jego oczy płoną żarem, jakie-
go nigdy wcześniej u niego nie widziałam. Wzrok Martina 
utkwiony był w białą twarz Ingi, ale myśli błądziły gdzieś 
bardzo daleko. Wyglądał tak, jakby był zupełnie nieobecny 
duchem.   Dziwne,   pomyślała   Sigrid,   zastanawiając   się, 
dlaczego to wydarzenie akurat na nim zrobiło tak głębokie 
wrażenie.

Laurens stanął obok doktora. Otworzył usta, żeby o coś 

zapytać, ale w ostatniej chwili postanowił poczekać z pyta-
niem do czasu, gdy doktor zbada Ingę. Widać było wyraź-
nie, że to oczekiwanie strasznie go męczy, bo wyłamywał 
sobie palce u rąk i przygnębiony wpatrywał się w sufit, jak-
by liczył na pomoc z nieba.

Po   obu   stronach   łóżka   ustawiono   na   stolikach 

nocnych  gromnice. W pokoju panował półmrok. Nagle z 
ciemności wyłoniła się postać Ragnhild Storedal.

Sigrid odwróciła się w jej stronę.
- Takie   wspaniałe   przyjęcie   -   westchnęła   Ragnhild,

szybko obejmując ją ramieniem. - Szkoda, że kończy się
w ten sposób.

- Czy ona nie żyje? - zatkała przerażona Sigrid.
Ragnhild nie odpowiedziała, tylko posłała jej długie,

pełne smutku spojrzenie.

Wtedy cichym głosem odezwał się doktor.

/

17

background image

- Żyje, ale tętno ma bardzo nierówne. Myślę, że się

z tego wyliże, ale nie wiem, jak poważne są obrażenia we
wnętrzne, których doznała.

Sigrid nie była pewna, czy czerwona mgła, którą miała 

przed oczami, to był sygnał, że zaraz zemdleje, czy rzeczy-
wiście zobaczyła coś czerwonego. Nagle drżącą ręką wska-
zała na łóżko: - Prześcieradło... prześcieradło - jęknęła z 
rozpaczą. - Nie widzicie, że ona leży w kałuży krwi?

Wszyscy natychmiast spojrzeli na podbrzusze Ingi.
- Jezus, Maria! Dziecko! - wykrzyknął przerażony dok

tor. - Pani Storedal - do mnie! Reszta niech natychmiast
opuści pokój!

Sigrid i mężczyźni trwożnie skierowali się do drzwi, 

ale zanim wyszli, zdążyli zobaczyć, jak ciało Ingi zwija się 
w konwulsjach. Nagle wygięło się w łuk, po czym bezwład-
nie opadło na pościel. W ciągu zaledwie kilku sekund kału-
ża krwi niebezpiecznie rozlała się po całym materacu.

Martin i Torstein złapali Sigrid pod ręce i wyprowadzili 

ją z pokoju, a Ragnhild szybko zatrzasnęła za nimi drzwi.

Hedvig słyszała jęki i wrzaski dobiegające z sali, w której od-
bywało się wesele. Do jej uszu dobiegł również dźwięk ot-
wieranych drzwi wejściowych. Zaciekawiona wyjrzała przez 
okno. Podobna do drapieżnego ptaka wyciągnęła szyję, wpa-
trując się szeroko otwartymi oczami w tłum ludzi wybiega-
jących z domu i kierujących się w stronę dębu. Pomyślała, 
że przypominają szczury opuszczające tonący statek. Przez 
chwilę miała nadzieję, że powodem tego zamieszania byli 
Torstein i Mons, którzy rzucili się sobie do oczu. Ta żałosna 
kreatura prawdopodobnie zawitała do 0vre Gullhaug w na-
dziei na pojednanie z synem. Ślub miał być wyśmienitą ku

18

background image

temu okazją. Kto wie, może jej syn, urażony zuchwałością 
Monsa, przepędził go na cztery wiatry? Hedvig przez chwilę 
upajała się tą myślą, ale szybko zrozumiała, że to jedynie jej 
pobożne życzenie. W panującym na dworze mroku trudno 
było zauważyć wszystkie szczegóły, ale przygarbioną sylwet-
kę Monsa rozpoznała niemal natychmiast. Niestety nic nie 
wskazywało na to, że to on był sprawcą zamieszania... Nag-
le tłum ludzi zaczął zawracać w stronę domu. Nawet przez 
zamknięte okno słychać było podekscytowane głosy gości. 
Co się, na Boga, mogło wydarzyć? To musiało być coś po-
ważnego, skoro wywołało takie poruszenie wśród rozentu-
zjazmowanych gości weselnych. Poza tym wydawało jej się, 
że słyszała kroki na schodach prowadzących na piętro.

Miotając przekleństwa, zaczęła walić pięścią w para-

pet. Nie miała najmniejszej ochoty schodzić na dół, wie-
dząc, że zastanie tam Monsa, ale z ciekawości nie mogła 
usiedzieć na miejscu. Muszę zasięgnąć języka, pomyślała 
z   wyższością,   w   końcu   to   przyjęcie   na   cześć   mojego 
syna.  I   chociaż   nie   mogła   się   doczekać,   kiedy   pozna 
powód   tych  nocnych   hałasów,   znalazła   chwilę,   żeby 
przejrzeć się w lustrze. Musiała najpierw się upewnić, że 
wygląda nienagannie. W taki wieczór jak ten gospodyni 
jest przez cały czas na świeczniku, ważne jest więc, żeby 
się dobrze prezentować. Przyczesała włosy i wygładziła 
spódnicę.   Czerwone  rumieńce,   które   pod   wpływem 
silnych emocji pojawiły się na jej policzkach, przygasiła 
odrobiną pudru. O tak! Teraz  była  gotowa stawić czoło 
złośliwym spojrzeniom gości.

Wyszła na korytarz dokładnie w tym samym momencie, 

w którym Sigrid, w otoczeniu kilku mężczyzn, opuszczała 
sypialnię dla nowożeńców.

- Wielkie nieba...! - wybuchła gniewnie Hedvig. - Co 

najlepszego macie do roboty w pokoju młodej pary?

19

background image

Sigrid z wrażenia nie mogła złapać tchu.

-Chodzi   o Ingę...   Znaleźliśmy  ją   nieprzytomną  koło 
dębu...
-To cała Inga! - fuknęła obrażona. - Dlaczego ona za-
wsze musi skupiać na sobie całą uwagę otoczenia? I to 
nawet wtedy, gdy ktoś inny powinien być w centrum 
uwagi? Zobaczysz, że jak tylko zostawicie ją na chwilę 
samą,  zaraz  ozdrowieje.  Nudno  jest  leżeć  bezczynnie 
bez publiczności.
-Teraz naprawdę przeholowałaś. Najwyższy czas, żebyś 
przymknęła jadaczkę - rozgniewała się Tordis. Właś-
cicielka   Nedre   Gulłhaug,   a   zarazem   ich   najbliższa 
sąsiadka, omal nie skoczyła Hedvig do oczu. Grożąc 
jej  palcem, krzyknęła: - Wszystko wskazuje na to, że 
Inga została brutalnie zaatakowana! Ktoś ją skopał albo 
pobił   do   nieprzytomności,   a   ty   twierdzisz,   że   ona 
udaje!

Szyję Hedvig pokryły krwistoczerwone plamy. Demon-

stracyjnie zignorowała uwagę Tordis, mówiąc:

- No, jeśli tak się sprawy mają... - zaczęła powoli, trzę

sąc się w środku ze złości. Co za hańba! Tordis nawymyślała
jej na oczach tylu ludzi. Tym razem jednak Hedvig musia
ła uderzyć się w piersi i przyznać, że była zbyt pochopna
w ocenie. - Jeśli sytuacja przedstawia się tak, jak mówicie,
to stan Ingi jest naprawdę poważny.

Gdy to powiedziała, zeszła na dół po schodach, przybie-

rając postawę godną pani domu.

- Drodzy goście! Bardzo was przepraszam, ale musimy

zakończyć przyjęcie weselne. W naszym domu leży ciężko
ranna osoba, dlatego liczę na waszą wyrozumiałość...

Większość pokiwała głową na znak, że szanuje jej decy-

zję. Powoli zaczęto przygotowywać się do odjazdu.

- Powinnam chyba najpierw ciebie zapytać o zdanie, Si

grid - powiedziała przepraszającym tonem. - Czy zgadzasz

20

background image

się, żeby goście opuścili przyjęcie? Wydaje mi się, że przy-
dałyby się nam teraz cisza i spokój.

Sigrid nie wiedziała, czy śmiać się, czy płakać. Cieszyła 

się, że teściowa życzy jej jak najlepiej, ale łzy same cisnęły 
się do oczu na myśl o tragicznym losie Ingi.

Nieliczna grupa gości zebrała się w salonie. Jedyne, 

co mogli zrobić, to czekać, aż doktor zejdzie do nich i po-
wie, jak się czują matka i dziecko.

Gdy doktor Lindberg zawołał, że jest mu potrzebna pil-

na pomoc, przerażona Ragnhild pobiegła do łóżka chorej. 
Stanęła na środku pokoju i nie wiedząc, co ze sobą począć, 
splotła dłonie na piersiach. Widok Ingi wymachującej  w 
powietrzu rękami i bezwolnie wywracającej oczy sprawił, że 
zamarła z przerażenia.

Ragnhild nie było przy tym, gdy matka Ingi, Jenny, 

umierała, rodząc córkę, ale sądząc po tym, co usłyszała, 
przebieg wydarzeń był bardzo podobny do tego, którego te-
raz była świadkiem. O Boże, błagała, nie pozwól, żeby ta 
młoda kobieta umarła!

- Musi pani znaleźć coś, w czym można będzie położyć 

dziecko! - dyszał zziajany doktor. - I kilka prześcieradeł, 
żeby zatamować krwawienie!

On sam klęczał na podłodze i badał drogi rodne Ingi. 

Nie było zwyczaju, żeby to lekarze mężczyźni badali najin-
tymniejsze miejsca kobiecego ciała, ale doktor Lindberg nie 
miał czasu przejmować się konwenansami.

Ragnhild stała przez chwilę jak osłupiała, ale po chwili 

ocknęła się i ruszyła do działania. Nie miała pojęcia, gdzie 
zacząć szukać, więc otworzyła drzwi szafy stojącej w rogu 
pokoju. Mimo tego, że działała jak w transie, nie uszło jej 
uwadze, że na półkach panował idealny porządek. Ucieszy-
ła się, że ominęło ją bieganie po schodach do bieliźniarki,

21

background image

która znajdowała się na parterze. Pośpiesznie chwyciła dwa, 
trzy prześcieradła. Hedvig będzie musiała mi to wybaczyć, 
pomyślała. A jak nie, to własnoręcznie uszyję jej nowe.

Położyła je na materacu, żeby doktor miał je przez cały 

czas pod ręką. Oczami przeczesywała pokój w poszukiwa-
niu czegoś, w czym można by położyć dziecko. Zadanie 
nie należało do łatwych, ponieważ wystrój wnętrza był ra-
czej spartański. Jest! Ragnhild chwyciła z ulgą dużą, szero-
ką miskę na wodę do mycia wykonaną z przepięknej białej 
porcelany. Na jej dnie ułożyła miękką poszewkę na podusz-
kę. Gotowe! - teraz nie będzie się tak brudzić.

-Brawo - pochwalił ją doktor, spoglądając z uznaniem 
na powłoczkę wyściełającą miskę. - Tak będzie łatwiej 
połączyć wszystko w całość.
-Co takiego?! - krzyknęła przerażona.
-Więc pani mnie  nie zrozumiała? - głos doktora za-
brzmiał bardzo smutno. - Dziecko nie żyje. Inga musiała 
zostać brutalnie zaatakowana, bo dziecko zginęło w jej 
łonie.
Ragnhild nie mogła złapać powietrza.
-Jest pan pewien? - Miała nadzieję, że doktor się myli, 
ale jego odpowiedź nie pozostawiała żadnych złudzeń.
-Nie   mam   najmniejszych   wątpliwości.   -   Odpowiedź 
była krótka i brutalna.

Nagle Inga zaczęła łkać. Jak w malignie wywijała głową 

z jednej strony na drugą. Włosy przy skroniach miała mo-
kre od potu, a na jej bladej twarzy pojawił się grymas bólu.

- Emma, Emma - jęczała chrapliwym głosem.
Ragnhild stanęła przy wezgłowiu łóżka i delikatnie ujęła

dłońmi głowę Ingi.

-Emmy tutaj nie ma. Jesteśmy w 0vre Gullhaug. Pa-
miętasz, że świętowaliśmy wesele Sigrid i Torsteina?
-Taak... Miałam się spotkać z Torbjcrnem przy dębie.

22

background image

Ragnhild i doktor Lindberg wymienili spojrzenia. Czy 

to możliwe, żeby to Torbjern był  sprawcą tej brutalnej 
napaści?   Nie,   to   wykluczone,   pomyślała   Ragnhild, 
przecież to on przybiegł z tragiczną wiadomością o Indze. 
Z drugiej strony sprawcy przestępstw zachowują się cza-
sem nieobliczalnie. Ragnhild niejeden raz czytała o mor-
dercach, którzy chętnie brali udział w pościgu za domnie-
manym sprawcą albo wyczerpująco opowiadali o tym, w 
jakich okolicznościach znaleźli zwłoki. A wszystko po to, 
żeby rzucić podejrzenie na niewinne osoby. Cóż, nie do 
niej należało wyjaśnienie tej makabrycznej zagadki. To 
było zadanie dla lensmana.

-Tak bardzo mnie boli - jęczała Inga, próbując złapać 
oddech. Drżącymi rękami głaskała się po brzuchu.
-Właśnie zaczynasz  rodzić, ale... - Ragnhild szukała 
wsparcia   w   doktorze,   który  powoli   pokiwał   głową.   - 
Dziecku nie udało się przeżyć tego piekła, przez które 
musiałaś przejść...
Przerażona Inga próbowała wyczołgać się do tyłu. Opie-

rając się na ramionach, starała się usiąść na łóżku, ale ból 
trawił ją niczym języki ognia, zmuszając do zarzucenia dal-
szych prób.

-To nie może być prawda - załkała.
-Niestety. Bardzo mi przykro. Moim zdaniem to cud, 
że   jeszcze   żyjesz.   Ślady   na   twoim   ciele   dowodzą 
niezbicie,  że   sprawca   usiłował   cię   zabić.   Być   może 
Torbjern   uratował   ci   życie,   nadchodząc   w 
odpowiednim momencie. Cóż, nie mamy pewności, co 
się   dokładnie   wydarzyło   -   Ragnhild  nabrała   głośno 
powietrza. - Teraz musimy skupić się na tym, żeby wyjąć 
dziecko, a potem będziesz musiała odpocząć...

Z niebieskich oczu Ingi wyczytać można było paniczny 

lęk. Widać było, że walczy ze łzami, ale mimo wysiłku mu-

23

background image

siała poddać się swojemu przeznaczeniu. Bezgłośnie skinęła 
głową, zagryzając zęby i spinając wszystkie mięśnie.

Nagle spomiędzy jej ud chlusnęły wody płodowe. Dok-

tor tak mocno nacisnął na jej brzuch, że Inga z bólu wygięła 
ciało w pałąk.

Kolejny mocny ucisk powalił ją na poduszkę. Z jej ust wy-

dobyło się mrożące krew w żyłach wycie, które po chwili jesz-
cze bardziej przybrało na sile. Ragnhild nie wiedziała, co ma 
robić, złapała więc Ingę za ręce. Palce rodzącej były powygi-
nane we wszystkie strony. Ragnhild ostrożnie je wyprosto-
wała i nachylając się nad nią, szeptała uspokajające słowa.

Inga uniosła się odrobinę na łóżku i przycisnęła twarz 

do piersi Ragnhild.

- Zaraz pani urodzi - doktor próbował podnieść ją na

duchu. - Proszę dać z siebie wszystko, pani Gaupås!

Inga wyła z bólu, trzymając Ragnhild mocno za ramio-

na. Jej spojrzenie stało się szkliste i nieobecne, a po czole 
spływały strużki potu. Gdy było już po wszystkim, opadła 
wycieńczona na materac. Nadał jednak trzymała się kur-
czowo Ragnhild. Nagle zaczęła płakać. W pokoju słychać 
było tylko jej bolesny, rozdzierający serce szloch.

Nie   uwalniając   się   z   uścisku,   Ragnhild   zerknęła   na 

doktora.   Lindberg  przykrył   martwego  noworodka   prze-
ścieradłem, a drugie z całej siły przycisnął do podbrzusza 
rodzącej.   Nietrudno   było   zauważyć,   że   to   przeżycie 
również na nim odcisnęło swoje piętno. Doktor był blady 
i   wymizerowany   na   twarzy,   a   jego   oczy   bezradnie 
krążyły   po   pokoju.   Białą   lnianą   koszulę   w   wielu 
miejscach pokrywały plamy krwi.

- Będzie dobrze - Ragnhild pocieszała Ingę, gładząc

ją delikatnie po policzku. - Musi być dobrze! Ciesz się,
że w ogóle żyjesz.

24

background image

Inga odwróciła głowę na bok, patrząc obojętnie przed 

siebie.

Kilka godzin później w salonie w 0vre Gullhaug słychać 
było ściszoną rozmowę. Dyskutowano o tym, kto w środ-
ku nocy pojedzie do wikarego i przekaże zbitą z desek tru-
mienkę.

-Ciebie nie będziemy fatygować - powiedział Laurens i 
poklepał Torsteina po ramieniu. - W końcu to twoja 
noc poślubna.
-Nie szkodzi - odparł Torstein z powagą. - Ani mi w 
głowie noc poślubna po tym, co się dzisiaj wydarzy-
ło...   -   Zawstydziła   go   własna   szczerość,   ale   miał 
nadzieję, że większość zrozumiała jego intencje. - Sigrid 
jest głęboko  poruszona tragedią, jaka spotkała Ingę - 
dodał   po   chwili.   -   Dlatego   zgadzam   się,   że   byłoby 
najlepiej, gdybym został w domu.
-Ja mogę  pojechać - zaproponował niespodziewanie 
Martin, robiąc krok do przodu. - Zawiozę trumnę  i 
wyjaśnię wikaremu całą sytuację.
-Naprawdę chcesz to zrobić? - zapytał z dumą Laurens. 
- Doktor coś mu zanotował na kartce, więc nie bę-
dziesz musiał dużo mówić. Poza tym nasz wikary z 
pewnością ma doświadczenie w tych sprawach.

Martin pokiwał głową i podążył w ślad za Torsteinem, 

który wyszedł osiodłać konia, który najlepiej nadawałby się 
do tego trudnego zadania. Wybór padł na Echo i gdy Mar-
tin dosiadł konia, Laurens podał mu trumnę.

Według   plotek,   które   słyszał   Martin,   Inga   miała 

rodzić w okolicach nocy świętojańskiej.

To prawdziwa tragedia, westchnął cicho. Gdyby dziec-

25

background image

ko urodziło się przed terminem, miałoby mimo wszystko 
większe szanse na przeżycie. Nieraz się bowiem zdarza-
ło, że noworodek przychodził na świat cały i zdrowy sześć 
tygodni przed planowanym rozwiązaniem. Jednak w tym 
przypadku mieli do czynienia z regularnym zabójstwem 
dziecka w łonie matki.

Martin przygarnął do piersi małą, zbitą naprędce tru-

mienkę. Ach! Dziecko dużo nie ważyło, ale właśnie teraz 
trudno było unieść ten ciężar. I chociaż to nie było jego 
dziecko, czuł w piersi ogromny ból na myśl o torturach, 
na jakie tej nocy skazano Ingę.

- Jedź ostrożnie - powiedział Laurens i klepnął Echo

po grzbiecie. - I upewnij się, że to maleństwo trafi do po
święconej ziemi.

Martin ruszył spokojnie drogą prowadzącą z posiadłości. 
W jednej ręce trzymał trumnę, a w drugiej wodze. Na 
szczęście wikary w lot pojął powagę sytuacji.

-To straszne - westchnął ciężko. - Jutro rano na cmen-
tarzu   w   Holmestrand   chowają   starca   z   przytułku. 
Dopilnuję,   żeby   grabarz   włożył   trumienkę   do   tego 
samego grobu.
-Dziękuję - odpowiedział Martin z wdzięcznością. Jadąc 
powoli w stronę Storedal, czuł, że zaraz serce mu pęknie. 
Starał się nie myśleć o tym, czy to była dziewczynka, czy 
chłopiec i czy ciało dziecka nosiło ślady brutalnej napaści. 
Nie dopuszczał do siebie takich przerażających myśli, żeby 
nie   dać   się   ponieść   wyobraźni.   To   się   wydarzyło, 
wstrząsnęło niemal wszystkimi, a zwłaszcza Ingą. Jedyną 
pociechą dla Martina było to,  że w minimalny sposób 
ulżył je) w cierpieniu.

background image

3

Sigrid znajdowała się na skraju załamania nerwowego, gdy 
w końcu ona i Torstein mogli się udać na spoczynek. Po-
nieważ w izbie dla nowożeńców leżała Inga, młodzi znaleźli 
schronienie w jednym z pokoi dla gości. Łóżko było dość 
wygodne, ale ani tak szerokie, ani tak bogato przystrojone 
jak łoże nowożeńców.

Drżąc na całym ciele, opadła na materac. Nie było jej 

zimno, ale niedawne dramatyczne przeżycia wciąż dawa-
ły o sobie znać. Powinna zdjąć suknię ślubną i ją powiesić, 
ale nie miała siły wstać z łóżka.

- Pozwól, że ci pomogę - szepnął czule Torstein i po-

stawił ją na nogL Delikatnie zdjął welon i starannie rozłożył 
go na plecionym krześle. Ostrożnie odpiął haftki z tyłu suk-
ni, a potem pociągnął lekko za rękawy, żeby uwolnić ramio-
na Sigrid z przyciasnej sukni.

Poddała się temu bezwolnie, czując, że strach ściska ją za 

gardło. Wiedziała, że tej nocy powinna być gorąca i namięt-
na, ale była taka zmęczona... Taka zmarnowana. Nie zapro-
testowała, ale uśmiech zamarł jej na ustach.

Półnaga i przestraszona stała przed Torsteinem, wstydli-

wie krzyżując ramiona, żeby ukryć obnażone piersi. Strach 
sprawił, że jej sutki zrobiły się nabrzmiałe jak małe, różowe 
maliny.

27

background image

Aż podskoczyła z wrażenia, gdy Torstein wyjął pasek ze 

spodni i rzucił go swobodnie na podłogę. A gdy bez cienia 
zażenowania zdjął koszulę i kalesony, przerażona odwróci-
ła się da ściany. Nigdy wcześniej nie widziała nagiego męż-
czyzny, więc ten niecodzienny widok sprawił, że jej policzki 
oblały się rumieńcem. Zauważyła, że Torstein jest przystoj-
ny i umięśniony, ale to, co miał na dole... wcale nie było 
ładne, stwierdziła ze zdziwieniem, nie mogąc pojąć, że nie-
które kobiety o tym marzą.

Torstein musiał zrozumieć, że Sigrid paraliżuje strach, 

bo śmiało odpiął jej pas do pończoch. Nie mogąc oderwać 
wzroku od jej piersi, uwolnił ją z reszty ubrania. Na szczęś-
cie nie wodził oczami po jej chudym ciele, ale i tak umierała 
ze wstydu. Serce waliło jej jak oszalałe i czuła nieprzyjem-
ną suchość w gardle. Przerażona przełknęła ślinę. Bała się, 
że nie będzie w stanie wymówić ani jednego słowa. Struny 
głosowe na pewno odmówiłyby jej posłuszeństwa, a ciężki, 
urywany oddech sprawiłby, że głos by jej drżał.

Torstein zdecydowanym ruchem wziął ją na ręce i z uśmie-

chem położył na łóżku tuż przy ścianie. Wiedziała, że nie od-
waży mu się sprzeciwić, jeśli będzie chciał skonsumować ich 
małżeństwo. Jako jej mąż miał do tego pełne prawo.

Gdy nakrył ich kołdrą, położył się na boku i zaczął jej 

się uważnie przyglądać.

- Czy ty się mnie boisz?

Sigrid zadrżała z przerażenia. Co miała odpowiedzieć? 

Gdyby mogła mu zdradzić tajemnicę, którą przez te wszyst-
kie lata ukrywano w jej rodzinie... Gdyby mogła mu się 
zwierzyć, wyjaśnić powód panicznego lęku. Nie, nie mogła 
tego zrobić ze względu na zmarłą siostrę. Co prawda i Gu-
drun, i ojciec odeszli już z tego świata, ale siostra ma prawo 
do godności - nawet po śmierci... Wyjawienie prawdy Tor-

28

background image

Steinowi byłoby dla Sigrid wybawieniem. Czułaby, że ka-
mień spada jej z serca, ale czy on by to zrozumiał? Po głęb-
szym zastanowieniu musiała przyznać, że nie jest tego wcale 
taka pewna, bo kazirodztwo było tematem tabu. A jeśli jej 
maż uzna, że sama to wszystko wymyśliła? Że to zwyczajne 
kłamstwo albo jej chora wyobraźnia?

-Nieee... - odpowiedziała drżącym głosem. - Nie boję 
się ciebie, Torsteinie, ale...
-Ale? - powtórzył prosząco, robiąc znak, że ma mówić 
dalej.
-Nigdy wcześniej nie byłam z żadnym mężczyzną -zwie-
rzyła się zawstydzona. -1 dlatego... boję się bólu.

Torstein wybuchnął  gromkim śmiechem.  Nie był  to 

śmiech szyderczy ani pogardliwy, lecz radosny i płynący 
prosto z serca.

- Moja   słodka   żoneczka   -   szepnął   jej   czule   do

ucha. - Nie będę ukrywał, że z tą nocą wiązałem pewne
plany, ale gwałtem cię nie wezmę. Jak tylko poczujesz się
bezpiecznie, polubisz nasze... pożycie małżeńskie. Chyba
nie myślisz, że nie czuję twojego strachu? Drżysz jak liść
osiki, gdy tylko się do ciebie zbliżam.
Sigrid uśmiechnęła się zawstydzona. Torstein objął ją 
swoim ramieniem, starając się, żeby jej głowa leżała 
wygodnie na jego piersi.

- Będę cierpliwy. Sama zobaczysz, że wkrótce zatęsk

nisz za rozkoszami małżeńskimi.

Sigrid westchnęła z ulgą, ale wcale nie była pewna, 

czy Torstein ma rację.

W ogólnym zamieszaniu ustalono, że Mons zatrzyma się 
w Storedal, u Laurensa i Ragnhild. Sigrid czuła się z tego po-

29

background image

wodu niezręcznie. Dopiero co ojciec Torsteina pojawił się 
po tylu latach, a już musi stąd wyjeżdżać... Przepraszała go 
z całego serca, ale Mons zapewnił ją, że doskonale wszystko 
rozumie. Przy okazji uzgodnili, że za dwa dni ich odwiedzi. 
W tym czasie stan zdrowia Ingi być może nieco się poprawi, 
a pozostali nabiorą dystansu do tego, co się wydarzyło.

- Wszystko działo się tak szybko - powiedział Mons

w zamyśleniu, gdy przybyli do Storedal. Przed snem Laurens
zaprosił swojego dawnego kolegę ze studiów do biblioteki na
kieliszek wina. W tym czasie Ragnhild poszła na górę, żeby
przygotować pokój dla nieoczekiwanego gościa. - Nie wie
działem dokładnie, kim jest ta nieprzytomna kobieta, ale do
złudzenia przypominała Kristiana Svartdala.

Laurens chwycił za kieliszek, wypijając łyk czerwonego 

wytrawnego wina.

-Zgadza się. Pamiętasz kobietę, która na sali sądowej 
przedstawiła dowód na to, że jesteś rodzonym ojcem 
Torsteina? To była właśnie Inga - moja siostrzenica i 
jedyna córka Kristiana. Nie widziałeś nigdy Jenny, ale 
Inga przypomina bardziej ją aniżeli swojego ojca.
-Być  może, ale widzę również podobieństwo między 
tobą a Ingą - stwierdził Mons z naciskiem. - Właśnie 
sobie uświadomiłem, że jesteś jej wujem.
-Ma taką samą ciemną karnację skóry co Jenny i ja - 
zgodził się Laurens - ale temperament odziedziczyła po 
Kristianie. Niestety.
-Niestety   -   powtórzył   Mons   z   szelmowskim   uśmie-
chem. - Na sali sądowej nietrudno było zauważyć, że nie 
pałacie   do   siebie   miłością.   Wciąż   nie   udało   się   wam 
zaprzyjaźnić?

Laurens odchylił głowę do tyłu, wpatrując się ponuro 

w sufit.

- Nie, nie udało. A ja, jak skończony idiota, wierzyłem,

30

background image

że się pogodzimy. Zwłaszcza po tym, jak pomogliśmy 
mu na rozprawie. Ale głową muru nie przebijesz. Zapadła 
cisza.

-Za to wydaje się, że Torstein, mój syn... - Mons za-
milkł, rozkoszując się ostatnim słowem. - Odniosłem 
wrażenie,   że   Sigrid   to   dobra   dziewczyna.   Chociaż 
przypomina mi wygłodzoną kotkę...
-Niezłe porównanie - przytaknął Laurens - ale ona za-
wsze   była   drobna   i   niepozorna.   Każdy   mężczyzna 
natychmiast czuje się w obowiązku, żeby chronić ją przed 
całym światem.
-I   mam   nadzieję,   że   Torstein   będzie   to   robić   -   za-
grzmiał rozgniewany Mons. - W końcu Sigrid trafiła się 
nie byle jaka teściowa!

Laurensa rozśmieszyła zapalczywość przyjaciela.

- Masz rację. Rozprawa sądowa nadwątliła reputację

Hedvig, która nie cieszy się już teraz takim szacunkiem co
kiedyś. Nie wydaje mi się, żeby miała prawo triumfować
nad synową. W końcu Sigrid była córką sędziego.

Mons zagwizdał przeciągle.
- A tak przy okazji - Inga jest macochą Sigrid, ale tego

już się chyba sam domyśliłeś?

Mons pokręcił głową.
-Nie, wcale nie. Choć przyznaję, że zauważyłem,  że 
obie   kobiety   łączy   jakaś   szczególna   więź.   Teraz   już 
mnie nie dziwi, dlaczego Sigrid była tak poruszona, gdy 
znaleziono Ingę nieprzytomną.
-Od czasu gdy Inga zamieszkała w  Gaupås, mają ze 
sobą   bardzo   dobry   kontakt.   Dlatego   widok   tak 
brutalnie pobitej macochy musiał Sigrid wstrząsnąć.
-Zagadką   pozostaje,   kto   tak   źle   życzy   Indze   -   po-
wiedział Mons, zapalając fajkę. Z ust wypływały mu 
białe obłoczki dymu i unosiły się aż do sufitu.

31

background image

- Tak brutalnej napaści można było dokonać tylko  z 

bezsilnej   wściekłości   -   przytaknął   Laurens.   -   Ktoś  )e) 
szczerze nienawidzi. Zakładam,  że Torstein powiadomi 
jutro lensmana. Thuesen musi przecież przesłuchać Ingę. 
Być może widziała sprawce i będzie mogła o tym opowie-
dzieć.

<r Miejmy nadzieje - westchnął Mons, wytrząsając po-

piójkz fajki i kładąc ją obok popielniczki.

:•'-- Życzę ci dobrej nocy, przyjacielu - rzekł Laurens, 
wstając z fotela. - Jutro może być długi i męczący dzień, je-
śli tensman postanowi przesłuchać więcej świadków. Mons 
pokiwał głową.

Gdy następnego dnia Ragnhild przyszła do Ingi z wizytą, 
zastała ją w opłakanym stanie. Biedaczka drzemała w łóż-
ku, blada i wycieńczona.

-Gdzie ja jestem? - zapytała niepewnym głosem, usi-
łując podnieść się do pozycji siedzącej.
-Jesteś w Gaupås - wyjaśniła Ragnhild. - Rano prosiłaś, 
żeby przewieziono cię z 0vre Gullhaug do domu.
-Och, w ogóle sobie tego nie przypominam - odpo-
wiedziała   Inga   słabym   głosem.   -   Ale   pamiętam,   że 
moje dziecko nie żyje.
Łzy napłynęły jej do oczu. Podniosła rękę do czoła, 

żeby opanować płacz. Ból w karku był nie do wytrzyma-
nia. Właściwie całe ciało miała obolałe. Zemdlona opadła 
na poduszkę i językiem zwilżyła spierzchnięte wargi.

Głos Ragnhild zadrżał z emocji:
- Powiadomiono już lensmana, ale on postanowił od

roczyć przesłuchanie o kilka dni. Ja również nie zamierzam

32

background image

cię dręczyć, ale o jedno muszę zapytać... Czy... widziałaś 
napastnika?

Inga ostrożnie pokręciła głową.

-Nie. Było za ciemno. A poza tym napadł na mnie od 
tyłu.
-Więc sądzisz, że to był mężczyzna?
-Pierwsze kopnięcie trafiło mnie z taką siłą, że to nie-
możliwe,   żeby   zrobiła   to   kobieta.   Zresztą   nie   mam 
wrogów wśród kobiet. Przynajmniej teraz, gdy Gudrun 
nie żyje.
Inga przygryzła lekko wargę. Nie potrafiła zebrać myśli, 

ale gdzieś z tyłu głowy włączyło jej się czerwone światło. 
Poczuła, że musi się bardziej kontrolować, żeby Ragnhild 
tak łatwo nie udało się wyciągnąć z niej prawdy o śmierci 
synowej.

Ragnhild poklepała ją uspokajająco po ręce.
- Już dobrze, dobrze! Nie mówmy więcej o tym.
Inga   nieporadnie   poruszyła   ręką,   wskazując   na 

brzuch, i wybuchła płaczem.

-To nie tak miało być...
-Moja droga! Chłopczyk miał tak liczne obrażenia, że 
nawet gdyby przeżył, jego życie byłoby dla niego wiecz-
ną udręką - wyrwało się Ragnhild.

Inga z wysiłkiem odwróciła głowę w jej stronę.
-Więc to był chłopiec? Ragnhild 
wpadła w popłoch.
-Wybacz mi, nie miałam zamiaru...

- Nic się nie stało - ucięła Inga ze smutkiem. Ragnhild

nie wspomniała słowem o tym, co zrobiono z dzieckiem
ani gdzie ono teraz jest. Inga sama nie chciała o to pytać.
Nie teraz. Jeszcze nie. Fizyczny ból, którego doświadcza
ła, był niczym w porównaniu ze świadomością, że dziecko,
którego z taką radością oczekiwała, zostało zamordowane.

33

background image

Mam nadzieję, że bardzo nie cierpiało, myślała zdjęta trwo-
gą. Modliła się za to maleństwo, prosząc, aby dobry Bóg po-
zwolił mu spocząć w poświęconej ziemi.

-Masz w piersiach mleko? - spytała Ragnhild ni z tego, ni 
z owego. Zawstydzona własną bezpośredniością zaczęła 
strzepywać   z   sukni   niewidzialne   pyłki.   Widać   było 
wyraźnie, że wstydzi się, że zadała tak intymne pytanie.
-Nie wiem - przyznała Inga z wahaniem i delikatnie 
ścisnęła piersi. Ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu 
poczuła, że są twarde i nabrzmiałe od mleka.
-Tak, ale... mleko zniknie w ciągu kilku dni. Tak mi 
się   wydaje.   Oczywiście   jeśli   nie   zdecyduję   się   dłużej 
karmić Emilii, ale planowałam odstawić ją już od piersi.
Gdy tylko Inga dokończyła ostatnie zdanie, Ragnhild 

wykrzyknęła: - Proszę cię, nie, błagam cię...! - Nagle za-
milkła. Dalej mówiła już łagodnym głosem: - Od śmierci 
Gudrun   mamy   problem   z   karmieniem   Runy.   Nie   chce 
jeść chleba ani zwykłych obiadów. Próbowaliśmy dawać jej 
mleko kozie i końskie, ale po nim robi jej się niedobrze. Jest 
tak wychudzona, że boimy się, że nie przeżyje. - Oczy Ragn-
hild zaszły łzami, ale udało jej się opanować płacz.

-Nie macie mamki? - spytała zaskoczona Inga. - Wy-
dawało mi się, że...
-Owszem, mieliśmy,  ale Annę musi wykarmić swoje 
własne   dziecko,   a   poza   tym   mleko   jej   się   kończy.   - 
Ragnhild podniosła głowę i zerknęła z nadzieją na Ingę. 
-   A   może   ty  zgodziłabyś   się   przystawić   Runę   do 
piersi?
Inga zamarła z przerażenia. Miałaby karmić dziecko 

Nielsa i Gudrun? Ta myśl wydała jej się tak niedorzeczna, 
że aż zadrżała z obrzydzenia.

Ragnhild musiała zrozumieć, że Inga jest bardzo nie-

chętna jej propozycji, bo ciągnęła dalej:

34

background image

- Ciężko jest patrzeć na cierpienie wnuczki, a skoro jest

dla niej ratunek... Proszę, bądź tak dobra i zgódź się...

Inga głośno jęknęła. Więzy krwi między Nielsem a Gu-

drun były naznaczone piętnem kazirodztwa. Czy mogła 
przyłożyć do swojej piersi owoc ich grzechu? Odrzuciła 
taką możliwość. Pokręciła powoli głową na znak odmowy. 
Po policzkach Ragnhild popłynęły łzy.

- Runa jest taką śliczną dziewczynką. Niedługo skończy

dziewięć miesięcy. Myśleliśmy, że wkrótce zacznie raczkować,
ale ona nie ma na to siły. Robię wszystko, co w mojej mocy,
żeby ją ratować, ale wygląda na to, że ona nas opuszcza...

Inga poruszyła niespokojnie nogami. Trudno było odmó-

wić tej błagalnej prośbie. Nagle przypomniała sobie, że Ragn-
hild jest szczęśliwie nieświadoma faktu, że Martin nie jest oj-
cem Runy. Wciąż wierzyła, że dziewczynka jest jej prawdziwą 
wnuczką, i dlatego walczyła o jej życie jak lwica.

- Mogę spróbować - Inga poddała się. Odsunęła z czo

ła spocone włosy i powiedziała: - Dobrze, przynieś dziecko,
to zobaczymy.

Zachwycona Ragnhild aż podskoczyła na krześle.
- Och, dziękuję! Dziękuję! Zaraz po nią pójdę! - krzyk

nęła, wybiegając z pokoju jak burza.

W tej samej chwili Inga zauważyła, że Ragnhild nie za-

brała ze sobą torebki. Nagle zrobiło jej się żal kobiety. Bied-
na Ragnhild! Na pewno przyszła tutaj z Runą i zostawiła ją 
w kuchni pod opieką Eugenie.

Miała rację. Dwie minuty później uśmiechnięta Ragnhild 

stała w drzwiach, trzymając na ręce małą dziewczynkę.

Minęło sporo czasu od dnia, w którym Inga widziała 

Runę po raz ostatni. Widok dziecka ją przeraził. Pamię-
tała Runę jako rozkosznego noworodka o zdrowym kolo-
rze skóry. Natomiast teraz dziewczynka przypominała za-

35

background image

niedbanego kurczaka: była chuda jak szczapa, miała cienie 
pod oczami, a jej szarobure włosy były matowe i przyklejo-
ne do czaszki. W jednej chwili dostrzegła uderzające podo-
bieństwo miedzy Nielsem a Runą. Przerażające podobień-
stwo. .. Noworodki często przypominają swoich dziadków, 
ale Runa była lustrzanym odbiciem Nielsa. Dobry Boże, je-
dyna nadzieja w tym, że nikt inny tego nie zauważył!

Z ogromną czułością Ragnhild położyła wnuczkę na 

łóżku obok Ingi.

- Będę twoją dłużniczką do końca życia. Powiedz tylko,

jeśli będę mogła coś dla ciebie zrobić, jakoś się odwdzię
czyć.

Inga objęła ramionami małe zawiniątko i wbiła wzrok 

w Ragnhild. Jej głos zabrzmiał ostrzej, niż zamierzała:

- Może się zdarzyć, że kiedyś skorzystam z twojej pro

pozycji. Wiesz dużo więcej, niż chcesz powiedzieć. Które
goś dnia zapytam cię o... - Nie dokończyła zdania, ale obie
wiedziały, co Inga ma na myśli: waśń rodową.

Ragnhild cofnęła się do drzwi, mamrocząc coś pod no-

sem.

Inga wiedziała, że postąpiła nikczemnie, wiążąc Ragnhild 

obietnicą. Czuła się z tego powodu podle, jak kobieta wyko-
rzystana w chwili słabości. Cóż, pomyślała, usprawiedliwia-
jąc samą siebie, ja ocalę życie Runy, a Ragnhild przywróci 
spokój mojej duszy, wtajemniczając mnie w to, co się niegdyś 
wydarzyło między rodem Svartdalów i Storedalów.

-Obiecujesz?
-Obiecuję - odpowiedziała potulnie Ragnhild.
-Teraz przystawię Runę do piersi - powiedziała Inga 
milszym tonem. - A ty wracaj do domu, wycieńczona 
kobieto - zażartowała, żeby rozładować nieco napięcie. - 
Wieczorem wyślę do Storedal posłańca z wiadomością, 
czy się

36

background image

udało. Jeśli Runa zacznie pić mleko, zatrzymam ją tutaj na 
jakiś czas.

Ragnhild złożyła ręce w podziękowaniu.

-Będę czekała z niecierpliwością - odpowiedziała, po 
czym  pochyliła  się nad łóżkiem i pocałowała lekko 
Runę   w   policzek.   Wyraźnie   podniesiona   na   duchu 
pogłaskała Ingę po włosach.
-Będę informować cię na bieżąco - uśmiechnęła się 
Inga i rozwiązała troczki przy nocnej koszuli.

Ragnhild cicho zamknęła za sobą drzwi.

Inga przyjrzała się maleństwu. Runa nie była zdrowa, 

to nie budziło żadnych wątpliwości, ale kiedy jasnoczer-
wony sutek zbliżył się do jej twarzyczki, dziewczynka ot-
worzyła buzię jak małe pisklę. Inga zadrżała, gdy Runa ła-
komie przyssała się do jej piersi. Po policzkach popłynęły 
jej łzy, spływając na drobną twarzyczkę dziecka. Nigdy nie 
przypuszczała, że kiedyś uratuje życie córce kobiety, którą 
wbrew swojej woli doprowadziła do śmierci.

Bardzo bolało ją to, że zamiast synka, który powinien 

leżeć teraz koło niej, przytulała do piersi córkę Gudrun.

To, co teraz robiła, powinno uciszyć wyrzuty sumienia po 

tym, czego się dopuściła, ale tak się, niestety, nie stało. To Gu-
drun powinna karmić teraz swoje dziecko, a tymczasem Runa 
ssała pierś morderczyni swej matki. Ta myśl była tak absurdal-
na i szalona, że Inga nie mogła złapać powietrza.

W tym samym momencie poczuła, że przechodzi we-

wnętrzne oczyszczenie: w końcu ona również kogoś stra-
ciła. Wspomnienie tragicznego losu jej dziecka wywołało 
gwałtowną reakcję. Tym razem opłakiwała nie Runę, lecz 
swojego synka...

background image

4

Gdy od strony Storedal nadjechał powóz, zdenerwowany 
Torstein rozkopywał butem żwir. Z typową dla siebie po-
wściągliwością podszedł przywitać  się ze swoim ojcem, 
Monsem   Arnesenem.   Emocje   związane   ze   ślubem   już 
opadły i sprawa Ingi również zdążyła nieco przycichnąć. 
Teraz przyszedł czas na poważną rozmowę ojca z synem.

Sigrid zapytała, czy ma mu towarzyszyć, ale Torstein od-

rzucił jej propozycję. Miło z jej strony, że to zaproponowała, 
ale czuł, że chce rozmówić się z ojcem w cztery oczy. Przez 
te wszystkie lata uważał Hah/dana za swojego ojca i nigdy 
nie   wątpił   w   swoje   pochodzenie.   I   dlatego   trudno   mu 
było w pełni zaakceptować fakt, że to krew Monsa krąży w 
jego żyłach.

Pół godziny wcześniej Hedvig wyszła z domu, tłuma-

cząc się, że musi zaczerpnąć świeżego powietrza. A ponie-
waż matka nigdy nie miała zwyczaju wychodzić na spacer 
wczesnym przedpołudniem, Torstein zrozumiał, że był to 
tylko unik z jej strony.

Stajenny przyszedł po konia, którego Mons parę dni 

temu od nich pożyczył. Chłopak uprzejmie skinął głową, 
złapał klacz za ogłowie i wprowadził do stajni, gdzie czekały 
już na nią woda i owies.

Tymczasem ojciec i syn spacerowali w milczeniu wo-

38

background image

kół domu. Nagle Torstein wpadł na pomysł, gdzie mogliby 
posiedzieć w ciszy i spokoju. Zaprowadził Monsa do dębu, 
pod którym stała pomalowana na biało ławka ogrodowa. 
Rozłożyste drzewo dawało ożywczy cień, chroniąc przed 
palącym majowym słońcem.

-Jak się czuje Inga? - zapytał uprzejmie Mons.
-Zdaje się, że trochę lepiej - odpowiedział Torstein ze 
wzrokiem utkwionym w żyzną glebę. Przeszło mu przez 
myśl,  że już niedługo pojawią się pierwsze zielone pędy 
roślin. - Inga jest silną kobietą, być może nawet silniejszą 
niż   większość   ludzi   -   w   dobrym   i   złym   tego   słowa 
znaczeniu.   Z   nikim   chyba  jeszcze   nie   rozmawiała   o 
dziecku, które straciła.
-To zupełnie zrozumiałe - wymamrotał Mons - ale to 
wcale nie musi oznaczać, że o nim nie myśli.
-Z pewnością - odrzekł Torstein. - A wiesz, że zgodziła 
się zostać mamką  dla wnuczki Laurensa i Ragnhild? 
Może to złagodzi nieco ból po stracie dziecka.
-Tak,   Ragnhild   opowiadała   nam   o   tym.   Była   taka 
szczęśliwa,   gdy   kilka   dni   temu   nadeszła   z  Gaupås 
wiadomość, że mała dobrze toleruje jej pokarm. Gdy 
ostatni   raz  ją   widziałem,   Runa   przypominała 
wygłodzone pisklę.
-To straszne, że mała straciła matkę. Na szczęście wy-
gląda na to, że dziecko uda się uratować.

Torstein opowiadał gorączkowo o wszystkich, tylko nie 

o sobie, w nadziei, że rozmowa z ojcem nie zejdzie zbyt 
szybko na osobiste tematy. Mimo to czuł, że krew pulsuje 
mu w żyłach i czyni go niespokojnym. Wiedział, że nie 
uniknie trudnych pytań.

Na szczęście to Mons pierwszy wytoczył ciężką artylerię.

- Naprawdę   sądziłeś,   że   nigdy  nie   próbowałem  się

z tobą skontaktować?

Torstein wił się na ławce jak piskorz. Z tonu głosu wy-

39

background image

wnioskował, że ojciec nie żywi do niego urazy - tym bar-
dziej było mu wstyd, że podejrzewał go o taką nieczułość 
i obojętność.

-Nieee... Ale nie zapominaj, że przez całeżycie to Halv-
dan był moim ojcem. Ty dla mnie nie istniałeś. A na sali 
sądowej   wydawałeś   mi   się   taki   chłodny   i... 
nieprzystępny.
-Obawiałem się spotkania z Hedvig. Zrozum, ona była 
pierwszą   kobietą,   na   której   mi   zależało.   Czułem   się 
zdradzony i poniżony i długo nie mogłem się z tego 
otrząsnąć.  I   chociaż   od   tamtego   czasu   minęło   już 
trzydzieści lat, wciąż bałem się swojej reakcji.
Szczerość ojca wprawiła Torsteina w osłupienie. Co praw-

da z ust Monsa nie padło słowo „miłość", ale krążyli już gdzieś 
bardzo blisko tego tematu.

-Czy ten żarzący się płomień... zgasł już na dobre?
-Tak! Przykro mi, że muszę to powiedzieć, ale obecnie 
czuję do twojej matki wyłącznie odrazę. Hedvig wciąż 
jest elegancką kobietą, ale teraz w moim życiu króluje 
niepodzielnie Martine. - Mons uśmiechnął się na myśl 
o żonie.
To dziwne, ale słowa ojca wcale Torsteina tak bardzo nie 

zabolały. Wiedział, że mówi prawdę. W ciągu ostatniego roku 
on także poznał matkę od innej, niezbyt korzystnej strony.

- Wysyłałem listy, ale wszystkie do mnie wracały. Za pierw

szym i drugim razem czułem w sobie taki ogromny, palą
cy ból, że aż... - Mons westchnął ciężko, lecz nie dokończył
zdania. - Ale potem poczułem złość. Prawdziwą wściekłość.
W końcu zrozumiałem, że z nią nie wygram. Moi rodzice mnie
wspierali, ale matka płakała, nie mogąc zobaczyć wnuka...
Uwierz mi, to był bardzo bolesny okres w moim życiu.

Torstein   głęboko   zmarszczył   brwi.   A   więc   Hedvig 

skrzywdziła nie tylko Monsa i jego, ale również jego dziad-
ków. Co prawda on sam nie miał jeszcze dzieci, ale żywił

40

background image

nadzieję, ze lada chwila Sigrid obdarzy go potomstwem. 
Jednak i bez tego potrafił sobie wyobrazić, jak zrozpaczony 
musiał być Mons. I jego biedni rodzice...

- Czy jeszcze kiedyś się zobaczymy? - spytał bez ogró

dek.

Mons aż podskoczył z wrażenia, ale zaraz się rozpro-

mienił.

-Jeśli tylko będziesz sobie tego życzył, synu. Mógłbyś 
zabrać ze sobą swoją uroczą żonę i odwiedzić nas w 
Larvik.  Poznałbyś   wtedy   swoje   rodzeństwo   i   moją 
matkę.
-To znaczy, że babcia jeszcze żyje - wymamrotał Tor-
stein pod nosem. Podniósł się i chwycił ojca za rękę. 
Przyjrzał mu  się badawczo, ale nie potrafił dostrzec 
między  nimi   żadnego   podobieństwa.   -   Przekażę   tę 
wiadomość   Sigrid.   To   ona   była   inicjatorką   naszego 
pierwszego spotkania - przyznał nieśmiało Torstein. - 
I zaręczam, że nie będziemy zwlekać z wizytą.
-To   dobrze.   Bardzo   dobrze!   -   krzyknął   zadowolony 
Mons.   -  Podejdź  ze  mną  do  powozu.   Mam  dla   was 
prezent ślubny.
Torstein z wahaniem podążył za ojcem. Czuł się trochę 

niezręcznie, przyjmując prezent od prawie obcej osoby. Sta-
rał się jednak nie zapominać, że Mons przez niemal całe ży-
cie traktował go jak syna.

Ojciec wręczył mu dużą, miękką paczkę. Prezent był za-

pakowany w szarobrązowy papier i przewiązany sznurkiem.

- Dziękuję - uśmiechnął się Torstein. - Mam go otwo

rzyć teraz czy...

Mons przerwał mu ruchem głowy.
- Nie, rozpakuj go razem z Sigrid dopiero po moim wy

jeździe. To mojej Martine i twojej babci należą się słowa
uznania. Spędziły nad tym wiele długich godzin.

41

background image

Torsteinowi zrobiło się ciepło na sercu. Gdy podawał 

ojcu rękę na pożegnanie, w oczach stanęły mu łzy.

- Dziękuję... ojcze.

Ich  spotkanie   również   na   Monsie   zrobiło  wrażenie. 

Wierzchem dłoni szybko wytarł oczy.

- Do zobaczenia, synu. I niech ci się dobrze wiedzie.

Gdy Torstein niespodziewanie wszedł do salonu, przerażo-
na Sigrid puściła zasłonę. Ciekawość żony wyraźnie go roz-
bawiła.

-Przepraszam - szepnęła Sigrid i oblała się rumieńcem. 
- Tak bardzo chciałam wiedzieć, czy udało wam się ze 
sobą porozmawiać...
-Jeśli patrzyłaś z boku, mogło ci się wydawać, że w ogóle 
ze sobą nie rozmawiamy - zażartował Torstein - tylko 
siedzimy na ławce, przyglądając się sobie bez emocji.
-Co ty mówisz? - Sigrid była przerażona. - Rozmowa 
się nie kleiła?

Torstein położył paczkę na okrągłym stoliku do kawy.

-Ależ   nie,   wręcz   przeciwnie   -   uspokoił   ją.   -   Udało 
nam  się  wyjaśnić  kilka  spraw.  Mons  zaprosił  nas  do 
Larvik, ponieważ chce, żebyśmy poznali jego rodzinę.
-Cudownie! - ucieszyła się Sigrid. - Jestem taka szczęś-
liwa, że poznałeś swojego prawdziwego ojca!
Torstein próbował ostudzić jej zapał:
-Ja też się cieszę, ale chciałbym ci przypomnieć, że nadal 
traktuję Halydana jak ojca. To on był przy mnie, gdy 
byłem dzieckiem.
-Oczywiście, oczywiście! - ucięła Sigrid. - Doskonale to 
rozumiem,   ale   Halvdan   nie   żyje   i   tylko   Mons   ma 
szansę zostać dziadkiem dla naszych przyszłych dzieci.

42

background image

- Ty się chyba nigdy nie poddajesz - powiedział Tor

stein i lekko pocałował żonę w policzek. - To jest prezent
ślubny od Monsa. Chciał, żebyśmy go razem rozpakowali.
Zdaje się, że to dzieło jego żony i matki.

Sigrid pociągnęła za sznurek. Paliła ją ciekawość, co kry-

je się pod papierem. Gdy ujrzała prezent, nie była w stanie 
wydusić z siebie ani słowa. Spojrzała na Torsteina. Zauwa-
żyła, że on również z wrażenia przełknął ślinę.

-Jaka   cudowna!   -   wykrzyknął   Torstein   z   podziwem, 
głaszcząc dłonią  białą pościel.  Całą  kołdrę ozdobiono 
bogatym   haftem   i   zrobioną   na   szydełku   koronką. 
Również   brzegi   zakończone   były   koronką   z 
dekoracyjnymi  języczkami.  Pościel była wystarczająco 
duża, żeby przykryć małżeńskie łoże.
-Naprawdę musieli o nas myśleć - szepnęła Sigrid z za-
chwytem.
-Co do tego nie ma żadnych wątpliwości - zgodził się 
oszołomiony Torstein. - Popatrz na te piękne wypukłe 
różyczki. Wyhaftowanie tylko jednego kwiatu musiało 
zabrać mnóstwo czasu!

Stali obok siebie i przyglądali się temu dziełu sztuki ko-

ronkarskiej. W końcu Torstein westchnął głęboko i objął 
ramieniem smukłą kibić Sigrid.

- Wydaje mi się, że ten prezent jest wyrazem tęsknoty,

którą przez wiele lat musiał czuć mój ojciec...

Sigrid cicho wytarła nos chusteczką.

- Nie chciał pojawić się na ślubie - szepnęła, wkładając

chustkę z powrotem do kieszeni fartucha - a mimo to ofia
rował ci tak uroczą pamiątkę rodzinną.

Torstein troskliwie owinął z powrotem prezent.
-Idź i ozdób nią nasze łóżko - powiedział do żony.
-Uczynię to z największą przyjemnością - odpowie-

43

background image

działa Sigrid, wsunęła pakunek pod ramię i zniknęła w ich 
sypialni.

Po obiedzie Sigrid postanowiła odwiedzić Ingę. Co prawda 
jako świeżo upieczona żona i pani domu miała mnóstwo 
nowych zadań i obowiązków, jednak troska o macochę 
nie dawała jej spokoju. Słyszała, że Inga wyjątkowo dobrze 
daje   sobie   radę   -   jak   na   kogoś,   kto   urodził   martwe 
dziecko  i omal nie zginął - ale Sigrid znała ją lepiej od 
innych. Wiedziała, że Inga zamknęła się w sobie, tłumiąc 
emocje, i dlatego wydaje się chłodna i nieczuła.

Widok Runy leżącej przy piersi Ingi najpierw ją ucie-

szył, a potem zasmucił. Inga zawstydzona próbowała scho-
wać obnażoną pierś, ale dziecko nie zamierzało jej wypuś-
cić. Postanowiła więc pozwolić małej dalej ssać, częściowo 
przysłaniając jej twarzyczkę pieluszką.

Gdy Sigrid weszła do pokoju, Inga próbowała posłać jej coś 

na kształt uśmiechu, ale nie udało jej się ukryć zmęczenia.

-No... i jak to jest zostać młodą mężatką?
-Nie mogłoby być lepiej - zachichotała Sigrid, siadając 
na krześle. - Torstein jest taki dobry i miły.
-To oczywiste - uśmiechnęła się słabo Inga. - Szkoda, 
że zepsułam wam takie wspaniałe przyjęcie, ale...

Słysząc to, Sigrid przechyliła się szybko do przodu i po-

łożyła uspokajająco rękę na dłoni Ingi.

- Nawet nie waż się tak myśleć! Kiedy cię napadnięto,

było już prawie po weselu. I nie ma w tym żadnej twojej
winy, że jakiś szaleniec próbował cię zabić! - Sigrid zmie
szana cofnęła się na krześle. Nie powinna była tak otwarcie
wspominać próby zabójstwa.

Inga uśmiechnęła się blado.

44

background image

-Masz rację.
-Chcesz   o   tym   porozmawiać?   -   zapytała   Sigrid   ze 
współczuciem.

Twarz Ingi wykrzywiła się w nagłym grymasie.

-Nieee... Właściwie nie. Nie mogę przestać myśleć  o 
tym,   kto   mnie   tak   bardzo   nienawidzi,   ale   nic   nie 
przychodzi mi do głowy. Do przybycia  lensmana nie 
znajdę chyba odpowiedzi na to pytanie.
-No cóż - odpowiedziała Sigrid odrobinę zawiedziona. 
Miała nadzieję, że Inga zechce jej się zwierzyć. Zrozu-
miała jednak, że to, co się stało, jest dla macochy zbyt 
bolesne,   żeby   mogła   o   tym   spokojnie   rozmawiać. 
Postanowiła  szybko   zmienić   temat:   -   Jestem   taka 
szczęśliwa, że Mons i Torstein tak dobrze się ze sobą 
dogadują! Jak nas odwiedzisz, pokażę ci ten wspaniały 
prezent ślubny, jakim obdarował nas mój teść. Możesz 
mi wierzyć: jego żona i matka  musiały pracować nad 
tym przez wiele tygodni!

Inga delikatnie przystawiła Runę do drugiej piersi.

- Nie chcę cię straszyć twoją teściową, ale Hedvig na

pewno   się   to   nie   spodoba.   Podejrzewam,   że   poruszy 
niebo
i ziemię, żeby przeszkodzić wam w kontaktach z Monsem,
i dlatego musisz być silna. Nie pozwól, żeby to ona decydo
wała o waszym życiu!

Sigrid skubała chropowaty paznokieć kciuka.
- Teraz jestem o wiele bardziej świadoma jej błędów. Tor

stein również. Nie pozwolimy jej wtrącać się w nasze sprawy.

Gdy Runa była już najedzona, Inga odstawiła ją od pier-

si. Delikatnie przełożyła małe zawiniątko przez ramię i czu-
le poklepała je po krótkich, miękkich pleckach. Gd}* małej 
się odbiło, macocha uśmiechnęła się z zadowoleniem.

- Odłożysz ją do kołyski?
Sigrid rozpromieniła się.

45

background image

- Oczywiście!

Zachwycona wzięła Runę na ręce. Trzymając ją w ramio-

nach, jak urzeczona wpatrywała się w maleńką twarzyczkę 
i głaskała jej krótkie paluszki. Już wcześniej widziała naj-
różniejsze zniekształcenia u małych dzieci, ale i tak zdziwi-
ło ją to, że dziewczynka ma tak krótkie palce. Co może być 
tego przyczyną? - zastanawiała się z niepokojem. No cóż, 
na szczęście nie szpeci jej to tak bardzo. Byłoby gorzej, gdy-
by mała urodziła się garbata lub z zajęczą wargą.

- Być może los zesłał na ciebie straszne nieszczęście,

żebyś mogła uratować to maleństwo... - Nagle zauważy
ła, że Inga znieruchomiała, słysząc jej słowa. A przecież nie
miała nic złego na myśli. - Chociaż ty, oczywiście, wolała
byś na pewno, żeby twoje dziecko przeżyło - dodała szyb
ko, żeby załagodzić sytuację.

Inga przytaknęła w zamyśleniu.

Sigrid zrobiło się wstyd. Widząc, jak macocha naciąga 

kołdrę po samą szyję, żeby ukryć drgawki, które wstrząsały 
jej ciałem, zrozumiała, że w ten sposób Inga broni się przed 
bolesnymi wspomnieniami. Jej tępy, smutny wyraz twarzy 
świadczył o tym, że myśl o śmierci dziecka ciągle do niej 
wracała, a ból po stracie synka wciąż był nie do zniesienia. 
Sigrid wiedziała, że popełniła nietakt, i dlatego gorączkowo 
szukała tematu, który poprawiłby Indze nastrój.

-Wspaniale, że opiekujesz się dzieckiem Martina i mojej 
zmarłej siostry. Wygląda na to, że szwagier zaczął do-
chodzić do siebie po śmierci Gudrun.
-Ach, tak - przytaknęła słabo Inga.
-Tak   -   ciągnęła   dalej   niczym   niezrażona   Sigrid.   - 
Ingebjorg   jest   nim   najwyraźniej   bardzo   zaintereso-
wana. Zauważyłam, że na weselu tańczyli bardzo blisko 
siebie. A ty nie zwróciłaś na to uwagi?

46

background image

-Nieee... - odpowiedziała powoli Inga i pokręciła słabo 
głową.
-Jak przyjdzie pora, Hedvig na pewno rozmówi się z 
Laurensem w sprawie ich małżeństwa.
-Chyba aż tak się nie pali? - spytała Inga beznamiętnie.
-Cóż, może i nie, ale Ingebjorg to świetna partia.  A 
poza tym dość często się zdarza, że wdowcy szybko żenią 
się   ponownie.   Och,   mam   głęboką   nadzieję,   że   się 
pobiorą!

Sigrid spojrzała na Ingę porozumiewawczo, ale nie wy-

dawało się, żeby macocha podzielała jej entuzjazm. Właś-
ciwie trudno było tego oczekiwać: napad i poród musiały 
kompletnie pozbawić ją sił witalnych.

-Przyślesz do mnie Torbjorna? - spytała nagle Inga.
-Rozumiem, że nie udało wam się wcześniej porozma-
wiać - powiedziała miękko Sigrid.
-Nie, mieliśmy porozmawiać, ale... zostałam pobita do 
nieprzytomności.

Ku ogromnemu zaskoczeniu Sigrid Inga zaczęła płakać. 

Nie był to głośny, mrożący krew w żyłach płacz, raczej stłu-
miony szloch. Macocha niezręcznie otarła łzy i uśmiech-
nęła się przepraszająco, ale widać było wyraźnie, że wspo-
mnienia tamtej nocy nadal ją prześladują. Sigrid delikatnie 
okryła dziecko pledem i pocałowała je w czoło.

-Pójdę już, a ty sobie chwilę odpocznij.
-Nie zapomnij przysłać do mnie Torbjorna - tym ra-
zem Inga powtórzyła te słowa z naciskiem.
-Przekażę   mu   wiadomość,   jak   tylko   wrócę   do  0vre 
Gullhaug.   Trzymam   za   was   kciuki.   Wiem,   że   nie 
zdradzisz  mi   teraz   swojej   odpowiedzi.   I   bardzo 
słusznie - Torbjorn  powinien pierwszy ją poznać. Do 
zobaczenia!
Sigrid pożegnała się z Ingą i po cichu zamknęła za sobą 

drzwi.

background image

5

Niecałą godzinę później w sypialni Ingi zjawił się wyraźnie 
zdenerwowany i przygnębiony Torbjorn. Na jego zazwyczaj 
pełnej wigoru twarzy malowało się ogromne napięcie.

- Chciałaś ze mną rozmawiać - zagaił ostrożnie.
Inga ruchem ręki poprosiła go, żeby usiadł na krześle

przy oknie.

- Podczas wesela twojego brata miałam ci dać odpo

wiedź na twoje oświadczyny, ale ktoś nam przeszkodził.
W końcu podjęłam decyzję...

Trzęsąc się ze strachu, Torbjorn opadł na krzesło. Jego klatka 
piersiowa unosiła się i opadała jak po wielkim wysiłku. Inga 
złożyła ręce i położyła je na kołdrze.

- Twoja propozycja bardzo mi pochlebia - powiedzia

ła szczerze. - Jesteś pociągającym mężczyzną, co do tego
hie ma żadnych wątpliwości. Jak już powiedziałam, jesteś
bardzo przystojny - kontynuowała bez cienia zażenowa
nia. - Bez problemu wyobraziłam sobie również ciebie jako
ojca dla Emilii. Ona zawsze tak się ożywia, gdy tylko cię zo
baczy albo usłyszy twój głos...

Inga przerwała na chwilę. Torbjorn odchylił się na krze-

śle, przecierając dłonią spoconą grzywkę.

- Do czego zmierzasz? - jęknął jak potępieniec.
Inga odpowiedziała z głębokim żalem:

48

background image

- Niestety nie mogę przyjąć twoich oświadczyn.
Zapadła cisza

W końcu zrozpaczony mężczyzna pokręcił głową.

- Czy to dlatego, że czujesz się wolna, bo straciłaś dziec

ko? Nie potrzebujesz już męża, który zaopiekowałby się
twoim nieślubnym dzieckiem? - w jego pytaniu czuć było
wyraźnie sarkazm.

Inga zadrżała. Mógł sobie darować tę nikczemną uwagę. 

Co za podłe zachowanie!

- Mój drogi - wykrzyknęła - ta decyzja nie ma z dziec

kiem nic wspólnego! Naprawdę myślałeś, że planuję wyjść
za mąż wyłącznie z powodu moich dzieci? Nie* aż taka cy
niczna nie jestem. Małżonkowie dzielą się odpowiedzial
nością nie tylko za dom i dzieci.

Torbjorn uśmiechnął się głupkowato.

- Miałem nadzieję dzielić się z tobą również innymi

rzeczami. Jesteś taką ponętną kobietą i... i... - Z emocji za
brakło mu słów.

Na szczęście jego głos był teraz o wiele łagodniejszy.
-Jest   tyle   innych   kobiet,   które   z   pewnością   chętnie 
przyjęłyby twoje oświadczyny. Nie trać czasu na mnie.
-Ale   dlaczego?   -   Pytanie   Torbjorna   zabrzmiało   jak 
stłumiony szloch.

Inga oparła się o poduszki. Czy powinna powiedzieć mu 

prawdę, czy też lepiej skłamać, że chwilowo ślub nie wcho-
dzi w rachubę? Szybko jednak odrzuciła tę drugą ewentual-
ność. Gdyby tak przedstawiła sprawę, dawałaby mu nadzie-
ję, że wystarczy cierpliwie poczekać.

- Pragnę kogoś innego - wyszeptała niechętnie.
Torbjern nie był w stanie ukryć szoku. Najpierw uniósł

brwi, a potem spuścił wzrok, zaciskając mocno powieki. 
Zrezygnowany pokręcił głową.

49

background image

- Mogłaś od razu tak mówić... zamiast pozwalać mi łu

dzić się, że kiedykolwiek będziemy parą.

Jego słowa były jak ukłucia igły.

-Masz   pełne   prawo   mnie   obwiniać   -   odpowiedziała 
posępnym głosem - ale wybór wcale nie był prosty. 
Uwierz,   że   poważnie   rozważałam   twoją   propozycję. 
Właściwie nic nie przemawiało za tym,  żeby odrzucić 
twoją ofertę, ale... - Inga spojrzała w sufit i przełknęła 
ślinę.   -   Zrozumiałam,   że   muszę   walczyć   o   innego 
mężczyznę. O jego miłość...
-Nie   mogę   dłużej   tego   słuchać   -   powiedział   nagle 
Torbjorn,   podnosząc   się   z   krzesła.   -   Nie   jestem   na 
ciebie  zły, ale świadomość, że tęsknisz i wzdychasz do 
kogoś innego, sprawia mi ogromny ból. Jak pomyślę, że 
inny mężczyzna dostanie to, czego ja pragnę...
-Rozumiem - westchnęła zawstydzona Inga - ale mam 
nadzieję, że to nas nie poróżni. Chciałabym, żebyś nadal 
pozostał moim przyjacielem - mocno poruszona zerk-
nęła na Torbjorna, który ze smutkiem na twarzy stanął 
na wprost niej.
-Nie jestem twoim wrogiem, ale minie sporo czasu, 
zanim znów będę mógł normalnie z tobą rozmawiać. 
Rana musi się najpierw zagoić.
Szczęście w nieszczęściu, pomyślała Inga, że odważył się 

wyznać swoje cierpienie. Był z nią szczery do bólu, ale dzię-
ki temu wiedziała, na czym stoi.

- Gdzieś tam czeka na ciebie kobieta twojego życia - po

wiedziała na zakończenie rozmowy. - Jestem tego pewna.

Torbjern uśmiechnął się ze smutkiem i skinął głową na 

pożegnanie.

50

background image

Torstein chodził po kuchni tam i z powrotem, czekając na po-
wrót matki. Tak długo jej nie ma, niecierpliwił się, ale rozu-
miał, że Hedvig zwleka z przyjściem do domu, żeby mieć ab-
solutną pewność, że w 0vre Gullhaug nie zastanie już Monsa.

Nie bardzo wiedział, jak przedstawić sprawę, gdy mat-

ka w końcu się zjawi. Dostrzegł ją już z oddali: początkowo 
jako ledwo widoczny punkcik, z czasem jednak postać mat-
ki stawała się coraz wyraźniejsza. Starał się okiełznać swoje 
emocje, ale, niestety, nie było to łatwe.

Wchodząc do środka, Hedvig szybko omiotła kuchnię 

wzrokiem. Gdy upewniła się, że są sami, na jej twarzy po-
jawił się uśmiech zadowolenia. Niemal tanecznym ruchem 
wyjęła z szafki filiżankę i nalała sobie kawy.

Torstein sądził, że to ona zagai rozmowę, ale ku jego 

zdziwieniu nie odezwała się ani słowem. Postanowił zrobić 
pierwszy krok.

- Masz coś na swoje usprawiedliwienie?

Hedvig aż podskoczyła z oburzenia, natychmiast prze-

chodząc do kontrofensywy.

-A w jakiej sprawie, jeśli wolno spytać?
-Wiadomość, że Halvdan nie jest moim prawdziwym 
ojcem,   głęboko   mną   wstrząsnęła   -   wyjaśnił   Torstein 
pozornie spokojnym głosem - ale nie potrafię wprost 
opisać   rozczarowania,   jakiego   doznałem,   słysząc,   że 
uniemożliwiałaś  Monsowi   jakiekolwiek   kontakty   ze 
mną.
-Kontakty z tobą? - powtórzyła, nic nie rozumiejąc.
-Tylko nie kłam - ostrzegł ją Torstein, płonąc z gniewu. 
- Właśnie się dowiedziałem,  że po moim urodzeniu 
ojciec przysyłał ci wiele listów. Dlaczego nigdy ich nie 
otworzyłaś?
-Bo mnie nie interesowały - odpowiedziała buńczucznie 
Hedvig.

51

background image

- A więc przyznajesz, że ojcu na mnie zależało?
Hedvig zacisnęła wargi, robiąc kwaśną minę.

-Cóż, nie potrzebuję żadnego potwierdzenia - konty-
nuował poirytowany Torstein - przed chwilą sama się 
do tego przyznałaś. Chcę tylko, matko, żebyś wiedziała, 
że zamierzam odbudować kontakty z Monsem.
-Jak możesz?! - wysyczała nagle. - Halvdan przewró-
ciłby się w grobie, gdyby wiedział, że jego syn nie chce 
go już dłużej znać!
-Nie ma  mowy,  żebym  o nim zapomniał - Torstein 
poczuł, że krew się w nim gotuje - ale czy uważasz, że 
ignorowanie Monsa było właściwe? Przez te wszystkie 
lata marzył, żeby mnie poznać. To ty go odepchnęłaś!
Hedvig parsknęła ze złością.
-To sprawka Sigrid! To ona naplotła ci bzdur o twoich 
przeklętych   korzeniach.   Nie   mam   pojęcia,   dlaczego 
tak   ją  to   interesuje!   Do   diabła!   -   zaklęła   Hedvig   i 
trzasnęła filiżanką o stół.
-Tylko   spróbuj   czynić   Sigrid   wymówki!   -   Torstein 
ostrzegł matkę lodowatym głosem. - Moja żona zrobiła 
to,  co zrobić powinna: otworzyła mi  oczy na resztę 
rodziny. Rodziny, którą niedługo z radością poznam.

Hedvig prychnęła ze złością, ale nie zawołała syna, gdy 

ten odwrócił się na pięcie i opuścił kuchnię.

Indze kręciło się w głowie. Od chwili, gdy Sigrid opowie-
działa jej o możliwym małżeństwie Martina z Ingebjorg, 
nie mogła się uspokoić. Właściwie sama jestem sobie win-
na, ganiła samą siebie, bo ostatnio byłam dla Martina na-
prawdę   podła.   Wcale   tego   nie   chciała,   ale   zazdrość 
wzięła

52

background image

górę nad rozsądkiem i pokorą. I niewielką pociechę stano-
wił fakt, że Martin nie był jej dłużny, raniąc ją równie boleś-
nie. Znaleźliśmy się w labiryncie naszych uczuć, westchnę-
ła przygnębiona, i żadne z nas nie potrafi odnaleźć drogi 
do wyjścia.

Zadrżała na wspomnienie Ingebjorg. Na Boga! To jest 

słodka i miła dziewczyna, ale powinna trzymać się z dala 
od Martina! Przez cały czas Ingę dręczyła myśl, że leży bez-
czynnie w łóżku, słaba i chora, podczas gdy jakaś panna z 
0vre Gullhaug nie traci czasu i nachalnie zaleca się do jej 
ukochanego.  Nagle  poczuła,  że  niecierpliwość  zaraz  roz-
sadzi ją od wewnątrz. Muszę jak najszybciej wyzdrowieć 
i wstać z łóżka! - pomyślała.

Bolało ją, że musiała odmówić Torbjornowi, ale podczas 

wesela pasierbicy uświadomiła sobie, że pragnie Martina. 
Może się oczywiście okazać, że Martin już mnie nie chce, 
pomyślała z rosnącym niepokojem, a ja właśnie odprawi-
łam z kwitkiem innego zalotnika. Cóż, muszę podjąć to ry-
zyko, chociaż przyznaję, że Torbjorn byłby dobrym towa-
rzyszem życia.

Szybko zamrugała powiekami, żeby zwilżyć oczy. Odtąd 

musiała zapomnieć o wszystkim, co ją do tej pory z Marti-
nem różniło, i zawalczyć o miłość, która - czego była pew-
na - płonęła w ich sercach. Teraz już ani Niels, ani Gudrun 
nie zagrażali ich szczęściu.

Gdy usłyszała, że po południu lensman ma im złożyć wizytę, 
umyła się dokładnie w misce, zaplotła włosy w dwa warko-
cze i włożyła koronkową bluzkę i czarną, elegancką spódni-
cę. Wiele razy robiło jej się słabo, aż w końcu ubierając się, 
upadła zemdlona na łóżko. Od Ragnhild wiedziała, że pod-

53

background image

czas porodu straciła dużo krwi, ale dopiero teraz, gdy stanęła 
na własnych nogach, w pełni to sobie uświadomiła.

Służba   przyglądała   jej   się   z   zaciekawieniem,   ale   na 

szczęście nie padły żadne komentarze. Czyżby sądzili, po-
myślała odrobinę zasmucona, że będę leżała w mojej sypial-
ni aż do śmierci? I chyba nie wyobrażali sobie, że im po-
wiem, co się czuje, rodząc martwe dziecko?

Większość spojrzeń wyrażała głęboką troskę i współ-

czucie, jedynie oczy Erlinga świeciły stalowym blaskiem. 
On jeden nie odwrócił wzroku, gdy Inga spojrzała na nie-
go posępnie. W kąciku ust krążył mu niemiły uśmieszek. 
Uśmiech pełen drwiny i szyderstwa.

W zasadzie nie powinna się dziwić, że Erling cieszy 

się, że straciła dziecko. Chciał, żeby cierpiała, i teraz mógł 
triumfować, chociaż zginęło niewinne dziecko. Inga nie 
miała   siły   dłużej   przejmować   się   Erlingiem.   Wyprosiła 
wszystkich z kuchni i wyjęła ciasto, które Eugenie była ła-
skawa upiec z myślą o wizycie lensmana. Inga przynajmniej 
ze sto razy dziękowała w myślach Bogu za to, że miała przy 
sobie Eugenie. Służąca należała do osób wyjątkowo sumien-
nych, miłych i spokojnych. Czasem potrafiła być niewiary-
godnie naiwna, niemal śmieszna, ale dobrze orientowała 
się w zwyczajach panujących w Gaupås. Inga nie musiała 
wydawać jej żadnych poleceń w związku z wizytą urzęd-
nika, ponieważ Eugenie doskonale wiedziała, że Inga lubi 
mieć w zanadrzu coś słodkiego dla wyjątkowych gości.

Lensman za bardzo lubi słodycze, żeby przejrzeć mój 

plan i zrozumieć, że staram mu się przypochlebić, pomy-
ślała zadowolona Inga, bacznie przyglądając się wypieko-
wi   Eugenie.   Ciasto   z   makaroników   udało   jej   się 
doskonale   i   miało   dokładnie   tyle   słodkawej,   lekko 
klejącej się masy migdałowej, ile powinno. Thuesen miał 
opinię urzędni-

54

background image

ka, który oczekuje godnego traktowania. Kiedyś nawet ok-
ropnie rozgniewany opuścił posiadłość Gudum, gdy pani 
domu nie zaproponowała mu niczego do kawy.

W pewnej chwili Inga zdała sobie sprawę, że ponoszą 

ją emocje. Dlaczego na Boga aż tak bardzo zależało jej na 
tym, żeby lensman opuścił Gaupås syty i zadowolony? Miał 
ją przecież przesłuchać w sprawie napadu, a nie w związ-
ku z zabójstwem Gudrun. Dochodzenie w tej drugiej spra-
wie zostało już na szczęście zamknięte, więc nie było po-
wodu, dla którego miałaby obawiać się wizyty Thuesena. 
Odgarnęła z czoła kilka niesfornych kosmyków i westchnę-
ła. Lensman kojarzył jej się z morderstwem i cierpieniem. 
Przesłuchiwał ją po tym, jak Bjornar zabił Nielsa, a ostat-
nim razem, gdy znaleziono ciało Gudrun...

Nagle poczuła, jak dreszcz przechodzi jej po plecach. 

Wciąż nie mogła uwierzyć, że nie postawiono jej zarzutu 
zabójstwa Gudrun. Od tamtej chwili minęło prawie pół 
roku, a ona każdego ranka budziła się mokra ze strachu. 
Nie śmiała nawet pomyśleć, że udało jej się wszystkich 
oszukać... Zresztą wszystkich na pewno nie wyprowadzi-
ła w pole: Erling kręcił się koło niej, węsząc jak szczwany 
lis. Na szczęście nie sprawiał jej kłopotów, przynajmniej tak 
długo, jak długo nie wchodziła mu w drogę ani nie kazała 
się pakować. Do diabła! - pomyślała roztrzęsiona, Erling 
ma mnie właściwie w garści! Bardzo nie lubiła, gdy inni lu-
dzie mieli decydujący wpływ na jej życie.

Gdy Thuesen wszedł do środka, pozdrawiając wszyst-

kich domowników, Inga zadrżała jak liść osiki. Zwalczyła 
jednak strach i serdecznie się z nim przywitała.

- Jak się pani teraz czuje, pani Gaupås? - zapytał uprzej-

mie. To pytanie mile Ingę zaskoczyło. Czyżby naprawdę in-
teresował się stanem jej zdrowia?

55

background image

- Bywało lepiej - przyznała. - Nadal mam sińce na ca

łym ciele i poobijane żebra. Boli mnie, gdy się poruszam,
ale najgorsze jest to, że sprawca skopał mnie tak, że uszło ze
mnie życie.

Wyglądało na to, że swoją szczerą odpowiedzią Inga 

wprawiła lensmana w zakłopotanie, bo przez chwilę sie-
dział z otwartymi ustami, nie mogąc wykrztusić z siebie ani 
jednego słowa.

-Oczywiście, oczywiście - wydusił w końcu. - Chciał-
bym, o ile to możliwe, przejść od razu do rzeczy...
-Naturalnie - odpowiedziała Inga, podsuwając mu za-
chęcająco   paterę   z   ciastem.   Sama   zaś   nalała   świeżo 
zaparzonej kawy do dwóch filiżanek Cukiernica i kubek 
ze śmietaną stały na tyle blisko, że lensman z łatwością 
mógł się sam obsłużyć.
-Przesłuchałem część gości uczestniczących w weselu - 
wyjaśnił rzeczowo. - Żaden z nich nie zeznał, jakoby 
widział moment napadu. A czy pani widziała sprawcę, 
pani Gaupås?
-Niestety nie - odpowiedziała Inga i pokręciła głową, 
żeby wzmocnić znaczenie swych słów. - Słyszałam, że 
ktoś  idzie   za   mną   po   trawie,   ale   myślałam,   że   to 
Torbjorn.
-Tak, Torbjern zeznał - lensman wyszczerzył zęby w 
uśmiechu   -   że   o   północy   miała   mu   pani   dać 
odpowiedź, czy przyjęła jego oświadczyny.
-Zgadza się. I dlatego sądziłam, że to właśnie on idzie w 
moją stronę.
-Niewykluczone, że tak było - mruknął Thuesen, su-
gerując rozwiązanie zagadki.
-Nie - odpowiedziała Inga zdecydowanym tonem - nie 
mam   żadnych   podstaw,   by   sądzić,   że   to   on   chciał 
mnie  skrzywdzić. Zresztą dlaczego miałby to zrobić? 
Nie zaata-

56

background image

kowałby mnie - w końcu miałam mu dać odpowiedź na 
jego zaloty. A gdyby nawet, to byłby głupcem, umawiając 
się ze mną na spotkanie. Wątpię, czy chciałby, żeby można 
było dokładnie określić czas i miejsce zdarzenia.

- Przecież   go   pani   tam   nie   widziała   -   przypomniał

trzeźwo lensman. - A może umówił się, żeby mieć pew
ność, że zjawi się pani w wyznaczonym miejscu? Z dala od
gości?

Inga zamyśliła się.

- Nie - powtórzyła po chwili. - To ja zaproponowa

łam czas i miejsce spotkania. I jeśli się nie mylę, to właś
nie Torbjorn wszystkich zaalarmował. Gdyby rzeczywiście
chciał mnie pobić albo nawet zabić... to dlaczego tak szyb
ko pobiegł po pomoc? Powinien mnie tam zostawić, skazu
jąc na powolną śmierć.

Thuesen skrupulatnie notował zeznania Ingi w swoim 

notesie, głośno skrobiąc piórem po kartce.

- Celna uwaga - pochwalił ją. - Wygląda na to, że mo

żemy wykluczyć młodego pana Gullhauga. Czy ma pani in
nych wrogów, pani Gaupås?

Inga zmieszała się. Oczywiście, że miała wrogów, ale nie 

zamierzała tego rozgłaszać. Lensman pod żadnym pozo-
rem nie mógł wpaść na trop Erlinga.

-Nieeee... W każdym razie nic o tym nie wiem. - Kła-
miąc,   poczuła,   że   waży   tonę,   ale   musiała   przecież 
ratować swoją skórę.
-Większość ma alibi - poinformował ją lensman, na-
kładając   sobie   trzeci   kawałek   ciasta.   Było   jasne,   że 
wypiek  bardzo mu smakuje. - Jednak wymienię pani 
kilka   nazwisk.   Mam   nadzieję,   że   przypomni   pani 
sobie, gdzie te osoby mogły wówczas przebywać i czy 
ich zachowanie nie wzbudziło pani podejrzeń.

57

background image

To brzmi rozsądnie, pomyślała Inga.

-W takim razie proszę zaczynać - zachęciła go przy-
jaźnie.
-Torstein Gullhaug.
-No wie pan! - krzyknęła przerażona Inga. - To prze-
cież   pan   młody!   Kiedy  opuszczałam   salę,   wywijał   w 
najlepsze ze swoją świeżo upieczoną małżonką.
-Właściwie to jego wcale nie podejrzewałem - wycofał 
się zawstydzony lensman. - Spytałem o niego, bo nie 
pamiętał, gdzie był, gdy opuściła pani przyjęcie. A co z 
Lau-rensem Storedalem?
-Nie - Inga zdecydowanie odrzuciła również tę ewen-
tualność.   -   To   mój   wuj.   On   nigdy   nie   zrobiłby   mi 
krzywdy.
-Więc pani wie...? - Thuesen nie potrafił ukryć szoku.
-Tak. Ludzie próbowali ukryć to przede mną, ale to, 
co   krewni   usiłują   zataić,   zwykle   wydostaje   się   na 
światło dzienne.
-Wcale w to nie wątpię - odpowiedział lensman, sku-
piając nagłe uwagę na swoich bazgrołach. - A jego syn, 
Martin Storedal?

Inga   z   przerażeniem   przycisnęła   dłoń   do   piersi. 

Martin był zajęty tańcem z Ingebjorg, a gdy potem z nim 
rozmawiała,  z  jego  głosu sączył   się  jad.  Czy to  Martin, 
właśnie on, zaatakował ją w napadzie szału? Inga nie mogła 
w to uwierzyć, ale wiedziała, że ślepa zazdrość może pchnąć 
ludzi nawet do zbrodni. A poza tym on wtedy pił...

-I co pani o tym sądzi, pani Gaupås? - ponaglił ją znie-
cierpliwiony   lensman   i   korzystając   z   przerwy   w 
rozmowie, poczęstował się kolejnym kawałkiem ciasta.
-W tej sprawie zależy mi na tym, żeby mieć pewność 
- odpowiedziała ostro Inga - a nie opierać się na przy-

58

background image

puszczeniach. Moim zdaniem o północy Martin Storedal 
przebywał z resztą gości.

Nie miała pewności, czy mówi prawdę, ale nie chciała 

rzucać podejrzeń na Martina. Na jej Martina... Postanowi-
ła działać na własną rękę, żeby ustalić, czy to był on. Może 
był zazdrosny o Torbjorna? A jeśli nie, to czy jest możliwe, 
że żywił urazę do dziecka, które nosiła pod sercem? Poczuła 
się   dziwnie   nieprzyjemnie   -   nie   mogła   przecież   podej-
rzewać wybranka swojego serca o to, że chciał ją zabić!

-W   ten   sposób   wykluczyliśmy   najważniejszych   po-
dejrzanych   w   pani   sprawie   -   powiedział   Thuesen, 
odstawił filiżankę ze spodkiem na talerzyk do ciasta i 
wstał od stołu. - Przykro mi, pani Gaupås, ale wygląda 
na   to,   że   tę  sprawę  trudno będzie  wyjaśnić.   Miejmy 
nadzieję, że świadkowie z czasem zrobią się bardziej 
rozmowni i przypomną sobie więcej szczegółów.
-A czy mógł to zrobić ten Bjornar? - zapytała w zamy-
śleniu.   -   Czy   możemy   mieć   absolutną   pewność,   że 
opuścił naszą parafię?
-To nie był on - uciął ostro lensman. - Bjornara wi-
dziano   gdzieś   na   obrzeżach   Bergen.   Jeśli   wierzyć 
plotkom,  jest teraz obwoźnym kramarzem. Policja już 
wpadła na jego  trop, więc wątpię, że chciałby kusić 
los.
-Bogu niech będą dzięki! - wykrzyknęła z ulgą.
-Dziękuję   za   serdeczne   przyjęcie   -   uśmiechnął   się 
Thuesen. - Niedługo znów się odezwę.
-Z pewnością - Inga trochę od niechcenia odwzajem-
niła uśmiech, w głębi serca mając nadzieję, że to było 
ich   ostatnie   spotkanie.   Oczywiście   zależało   jej   na 
wyjaśnieniu   sprawy,   ale   teraz   przede   wszystkim 
potrzebowała  spokoju.  Nie da się już cofnąć czasu i 
wrócić życia mojemu dziecku, pomyślała ze smutkiem.

59

background image

Gdy lensman opuścił posiadłość, Inga nagle doznała 

olśnienia. To spadło na nią jak grom z jasnego nieba. Poru-
szona i zaniepokojona oparła się o ścianę i wciągnęła głębo-
ko powietrze, zaciskając mocno usta.

O Boże! To przecież mógł być Erling! Dlaczego wcześ-

niej nie przyszło jej to do głowy? Erling nie został co praw-
da zaproszony na wesele, ale 0vre Gullhaug dzielił od 
Gaupås jedynie trawiasty nasyp. Mógł przecież ukryć się 
w zaroślach i czekać na odpowiedni moment. Oczywiście 
nie wiedział, że o północy miała się spotkać z Torbjornem, 
ale mógł założyć, że podczas wesela uda się na spacer do al-
tany.

Musiało tak być, pomyślała, czując, że świat wiruje jej 

przed oczami. Erling miał motyw: nienawiść.

background image

6

Na początku czerwca Serine urodziła dorodnego chłop-
czyka. Porodowi nie towarzyszyły żadne dramatyczne oko-
liczności.   Poprzedniego   wieczoru   poczuła   intensywny 
ból  w krzyżu, lecz sądziła, że to normalne dolegliwości 
występujące w czasie ciąży. Czasem ból mocno dawał jej 
się we znaki, a innym razem była w świetnej formie.

Emma nie zdążyła wezwać akuszerki, ale Mina poma-

gała najlepiej, jak umiała. Po pewnym czasie dwie dojrzałe 
kobiety, wzruszone do łez i bardzo szczęśliwe, mogły poka-
zać świeżo upieczonej mamie zdrowe, rumiane dziecko.

-Jaki   on   cudowny!   -   zatkała   Sorine,   rozkoszując   się 
słodkawym zapachem noworodka. - I wszystko poszło 
tak sprawnie i gładko - dodała, nie mogąc otrząsnąć 
się ze zdziwienia.
-Cieszę się, że postanowiliście spróbować jeszcze raz 
- powiedziała zadowolona Emma. - Zobaczysz, że z cza-
sem   w   Svartdal   będzie   słychać   tupot   wielu   par 
dziecięcych nóżek.
-Być może - zmęczona Serine uśmiechnęła się niewy-
raźnie - ale w tej chwili myśl o kolejnym dziecku wydaje 
mi się bardzo odległa.

Kobiety wymieniły znaczące spojrzenie, uśmiechając się 

z pobłażaniem. Narodzinom dziecka towarzyszył paniczny

61

background image

lęk, ale wszystko poszło o wiele sprawniej, gdy tylko mło-
da kobieta zrozumiała, że poród przebiega prawidłowo. 
Co prawda pękło jej krocze, jednak Emma zgrabnie zszy-
ła ranę, tak że skończyło się na dwóch ledwo widocznych 
szwach.

- Możecie zawiadomić Kristoffera? - poprosiła Sorine,

posyłając im pełne wdzięczności spojrzenie. - Jestem pew
na, że z niecierpliwością czeka, żeby zobaczyć syna.

Gdy w końcu pozwolono Kristofferowi spotkać się  z 

żoną i dzieckiem, Emma i Mina dyskretnie wycofały się 
z pokoju. Otwarto okno. Ciężkie, wilgotne powietrze, któ-
re wypełniało pokój, powoli ustępowało miejsca świeżemu, 
przyjemnemu zapachowi z dworu. Właśnie zakwitła cze-
remcha i upojna woń bujnego, białego kwiecia wkradła się 
do pokoju. Po zaplamionym krwią prześcieradle i misce z 
wodą zabarwioną na czerwono nie było już śladu.

Kristoffer stał na środku pokoju sztywny jak kłoda. Za-

nim w ogóle odważył się spojrzeć na żonę, nerwowo prze-
jechał ręką po włosach.

- Podejdź do mnie, mężu - zachęciła go Serine, uśmie

chając się łagodnie. - Nasz syn jest śliczny jak majowy po
ranek - w jej głosie słychać było dumę i szczęście.

Mężczyzna zbliżył się z lekkim wahaniem. Osunął się na 

kolana, a łokcie oparł na materacu. Niebieskie oczy zaszły 
mu mgłą.

- Więc jednak będzie dla kogo kupować krótkie spo

denki i granatową koszulę - wydusił ochrypłym głosem.

Sorine z czułością zmierzwiła mu grzywkę.

- Tak. W końcu jest nas troje!
Radosny nastrój sprawił, że zaczęła cicho płakać.
-Proszę cię, nie płacz... - zaczął przerażony Kristoffer.
-To nic, to nic! - przerwała mu w pół słowa. Nie było

62

background image

wiadomo, czy się śmieje, czy płacze. - Wiesz, jaka jestem 
szczęśliwa?

Kristoffer skinął głową, a na jego zazwyczaj poważnej 

twarzy pojawił się szeroki, promienny uśmiech.

- Ja też - powiedział łagodnie. - Chociaż się bałem.

Bałem się, że znowu stracimy dziecko, ale najbardziej,
że umrzesz w trakcie porodu.

Sorine pocałowała go lekko w sam czubek nosa.

- Rozumiem. Tak przecież umarła Jenny. Mój poprzed

ni poród też nie należał do łatwych.

Gdy tylko wypowiedziała te słowa, pokój zalało słońce. 

Jeszcze przed chwilą zasłaniało je rosnące przed domem 
rozłożyste drzewo, ale teraz świeciło zbyt wysoko, by gałę-
zie drzewa mogły stanowić jakąkolwiek przeszkodę. Ciepłe 
promienie słońca tańczyły po deskach podłogi.

-Ono świeci dla nas - oznajmił uroczyście Kristoffer.
-Oczywiście, że tak - potwierdziła Sorine, pozwalając 
mężowi   podziwiać   tę   maleńką   istotkę,   która   leżała 
przytulona bezpiecznie do jej piersi.

Na wieść o tym, że Sorine urodziła zdrowego chłopczy-

ka, Inga wpadła w ekstazę. W głębi serca obawiała się, jak 
bratowa zniesie poród, dlatego ucieszyła się, że nie wiedzia-
ła, kiedy zaczęła się akcja porodowa. Najgorsza jest zawsze 
niepewność, pomyślała, ocierając łzy. Przytuliła Emilię do 
siebie i nagle zdała sobie sprawę z tego, jakie szczęście ją 
spotkało. Chociaż wciąż cierpiała po stracie synka, miała 
przecież córeczkę. Mimo wszystko lepiej mieć jedno dziec-
ko niż żadne, westchnęła.

Przypominało jej się czasem, że to Niels był  ojcem 

Emilii. Na samo wspomnienie wzdrygała się ze wstrętem. 
Ale przecież Emilia nie byłaby tym samym dzieckiem, ga-
niła siebie w myślach, gdyby jej ojcem był ktoś inny. Po-

63

background image

wstała z nasiona, które zasadził we mnie Niels, z nasiona, 
z którego wyrosła jej ukochana córeczka.

Miłość, którą czuła do Emilii, okazywała się tak silna, 

że aż czasami brakowało jej tchu. Intuicja podpowiadała jej, 
że jest to miłość bezwarunkowa i że nie ma takiej rzeczy 
na świecie, której by dla niej nie zrobiła. Nigdy nie musiała 
tego udowadniać, ale wiedziała, że gdyby zaszła taka ko-
nieczność, oddałaby za córkę życie.

Emilia szybko się rozwijała. Oprócz wyrazów jednosy-

labowych umiała już nawet wymówić proste zdania złożo-
ne i wyglądało na to, że rozumie ich znaczenie. Ten fakt 
Inga odnotowała z prawdziwą dumą. Zauważyła jednak, 
że córka bierze wszystko dosłownie. Kiedyś, gdy w trakcie 
wesołej zabawy zupełnie bezmyślnie nazwała córkę „ma-
łym trollem", Emilia wybuchła płaczem i łkając, powtarza-
ła, że wcale nim nie jest. Indze zrobiło się wstyd, bo wcześ-
niej ostrzegła córkę, żeby nie chodziła sama nad jezioro. 
Chcąc ją skutecznie do tego zniechęcić, wymyśliła, że pod 
powierzchnią wody ukrywa się okropny troll.

Starała się pocieszyć i uspokoić córkę najlepiej jak umia-

ła, ale Emilia przyglądała jej się sceptycznie. Inga nauczyła 
się wtedy jednej ważnej rzeczy: córka była za mała, żeby 
zrozumieć ukryte znaczenie słów.

Z czasem, i niejako wbrew swojej woli, pokochała także 

Runę - chociaż nigdy nie zapomniała, że to dziecko było 
owocem zakazanej miłości Gudrun i Nielsa. A jednak... 
Runa to przecież Bogu ducha winne dziecko, które być 
może wymagało większej troski niż inne maluchy.

Nie drżała już z obrzydzenia, gdy mała ssała jej pierś, 

mimo tego, że w twarzy dziecka z łatwością rozpoznawa-
ła rysy Nielsa. Gdy Runa puszczała brodawkę, pokazując 
w uśmiechu dwa białe ząbki, jej instynkt macierzyński wy-

64

background image

buchał ze zdwojoną siłą. Prawda była taka, że myśl o tym, 
że dziewczynka któregoś dnia wróci do Storedal, napawała 
Ingę smutkiem. Ragnhild i Laurens byli bez wątpienia ide-
alnymi dziadkami, a do tego Martin traktował ją jak rodzo-
ną córkę, jednak... Inga nie do końca uświadamiała sobie 
swoje uczucia, ale jednego była pewna: wszystkie dzieci po-
winny mieć i matkę, i ojca.

Emilia nie chciała towarzyszyć matce do Svartdal, żeby po-
dziwiać nowo narodzone dziecko Sorine. Zanim nadeszła 
wiadomość, Eugenie obiecała jej, że we dwie będą piec bu-
łeczki, i dziewczynka nie mogła się już tego doczekać. Tak 
więc to Runę położono w plecionym koszu i umieszczono 
na wozie między Ingą a kozłem.

Gdy Inga przybyła na miejsce, z żalem zerknęła w kie-

runku stajni. Doskonale pamiętała czasy, gdy Czarny wy-
stawiał z boksu swój duży łeb obrośnięty gęstą, kręconą 
grzywą. Na jej widok rżał z radości i czujnym wzrokiem 
śledził każdy ruch Ingi, a gdy pasł się na padoku, wydawało 
się, że ziemia drży pod jego kopytami, gdy pijany ze szczęś-
cia pędził jej na spotkanie.

Ale Czarnego już nie było... Inga poczuła ból. Stary, 

poczciwy Czarny! Zawsze taki cierpliwy i wyrozumiały. 
Nie przeszkadzało mu, gdy Kristoffer, Krister i ona plątali 
mu się między nogami. Inga poczuła ukłucie tęsknoty.

-To nie w porządku - wymamrotała Sorine, gdy Inga 
wręczyła jej koszyk z ubrankami. - Przecież wiem, że 
uszyłaś to wszystko z myślą o własnym synu.
-To prawda - wyszeptała Inga, czując, że żal ściska ją za 
gardło.   Wiele   długich   godzin   siedziała   z   robótką   w 
ręku,  żeby  zdążyć   uszyć   małe,   zgrabne   ubranka   dla 
dziecka. Sy-

65

background image

nek miał przyjść na świat w czerwcu, więc śpioszki musiały 
być   lekkie   i   przewiewne.   -   Zrób   mi   tę   przysługę, 
kochana, i ubieraj w nie waszego malca. Przynajmniej moja 
praca nie pójdzie na marne...

Sorine wyciągnęła nieporadnie rękę w jej kierunku. Gdy 

Inga podała jej dłoń, ścisnęła ją serdecznie, nie ukrywając 
przygnębienia.

-Czy teraz czujesz się trochę lepiej?
-Tak - Inga odkaszlnęła, starając się odzyskać kontrolę 
nad   swoim   głosem.   -   Złamane   żebra,   dzięki   Bogu, 
dobrze się zrosły, ale to oczywiste, że... rana w sercu 
długo się nie  zagoi. Zwłaszcza że straciłam dziecko w 
tak dramatycznych okolicznościach.
-Pozwolimy ci doglądać naszego syna - pocieszała ją 
Sorine - kiedy tylko trochę podrośnie. Tak jak Emilia 
jest  po części moja,  tak nasze dziecko będzie trochę 
należeć do ciebie.
Troska, jaką jej okazano, wzruszyła Ingę do łez. Mimo to 

starała się odpowiedzieć opanowanym głosem.

- Powinniśmy się ze sobą dzielić. W końcu jesteśmy ro

dziną.

Młoda matka wzięła na ręce małe zawiniątko i pokazała 

je Indze z niemal triumfującym uśmiechem.

- Popatrz na niego. Czyż on nie jest słodki?

Inga ostrożnie przytuliła maleństwo. Policzki pałały jej 

z wrażenia. Z podziwem przyglądała się małej główce z wy-
raźnie zaznaczonymi czarnymi brwiami, ciemnymi włos-
kami i czerwonymi wąskimi ustami. Nosek był odrobinę 
krzywy, ale z czasem miał szansę się wyprostować.

- Jak dacie mu na imię? - zapytała Inga, nie mogąc na

sycić się widokiem noworodka.

Sorine pękała z dumy.

66

background image

-Jeszcze się nie zdecydowaliśmy,  ale zastanawiamy się 
nad... Sverre.
-Piękne imię - pochwaliła Inga. Gdy maleństwo otwo-
rzyło buzię i ziewnęło, złapała się na tym,  że sama z 
zaangażowaniem naśladuje jego miny.
-Słyszałam, że karmisz piersią córkę Gudrun - powie-
działa spokojnie Sorine, zerkając z ciekawością na Ingę.
-To prawda - odparła Inga zmęczonym głosem i od-
dała chłopca jego matce. - Po śmierci Gudrun Runa 
była  niedożywiona.  Nie  zdążyła  wypić  wystarczająco 
dużo mleka.
-Ale jest już lepiej?
-O tak! Teraz mała ssie mleko tak chętnie jak młode 
cielątko. Ostatnio całkiem sporo przybrała na wadze, a 
jej policzki zaokrągliły się i nabrały zdrowego wyglądu.
-Czy to nie dziwne? Mam na myśli to, że karmisz córkę 
Gudrun - wyjaśniła Sorine.

Inga osunęła się na krzesło.

-Taaak. Nie przeczę, że Gudrun była moim najwięk-
szym wrogiem. Czuję się trochę niezręcznie, ratując jej 
córkę, ale w ten sposób mogę uspokoić sumienie...
-A dlaczego miałabyś czuć wyrzuty sumienia? - spytała 
Sorine z oburzeniem. - Gudrun zrobiła z twojego życia 
prawdziwe piekło.
Och, nie wiesz wszystkiego, kołatało Indze w głowie. 

I obyś nigdy się nie dowiedziała... Czasem łatwo było zapo-
mnieć, że ludzie nie znają prawdy. Czuła, że czyn, którego 
się dopuściła, miała wyryty na czole, chociaż w rzeczywi-
stości nikt o niczym nie wiedział. Nosiła w sobie tę straszną 
tajemnicę - i musiała się z tym pogodzić.

- Ja również nie zawsze byłam dla niej miła - mruknęła

wymijająco.

67

background image

- Nikt z nas nie jest.doskonały - rzekła Sorine. - Gu

drun nie była wyjątkiem. Wiem, że powinniśmy czcić zmar
łych, ale nie mam zamiaru z tego powodu wynosić ich na
ołtarze - dodała ostrym tonem.

Inga siedziała i potakiwała głową w milczeniu. Sorine 

miała rację. Słowa bratowej dodały jej otuchy.

W ciepłej, przytulnej kuchni Svartdalów panował nastrój 
pełen radości i podniecenia. Wchodząc do środka, Inga na-
potkała wzrok ojca. Uśmiechnęła się do niego z zakłopota-
niem. Zauważyła, że po chwili wahania Kristian odwzajem-
nił jej uśmiech.

Czoło ojca zroszone było potem, a jego policzki płonęły 

z emocji. Najwyraźniej poród Sorine wytrącił z równowagi 
wszystkich domowników. Kristian zapalił fajkę i zaciągnął 
się kilka razy. Wyglądało na to, że dopiero teraz był w stanie 
odetchnąć z ulgą.

-Wybraliście   piękne   imię   dla   waszego   dziecka   -   za-
uważyła Inga z uznaniem, zwracając się do brata.
-Nam również się tak wydaje - odpowiedział Kristo-
ffer buńczucznie. - W końcu to przyszły dziedzic - 
dodał, mrugając szelmowsko do siostry.

Runa poznała ją po głosie, bo chwiejąc się na boki, za-

częła natychmiast raczkować w jej stronę. Przez ten mie-
siąc, który spędziła w Gaupås, zaczęła bardzo szybko się 
rozwijać. Inga przykucnęła i wzięła małą na ręce.

-Byłaś   grzeczna?   -   zapytała   z   czułością,   przytulając 
dziewczynkę do siebie.
-Jakie to mądre i spokojne dziecko - zauważyła Emma.
-Teraz tak, ale na początku krzyczała jak opętana - za-
śmiała się Inga. - Biedactwo było takie wygłodniałe!

68

background image

-Ale nie widać, że pochodzi z rodu Storedalów -oznaj-
mił   Kristian   w   zamyśleniu,   prawie   natychmiast 
żałując,  że wymienił  nazwisko swojego największego 
wroga. - Chodziło mi o to, że jest taka jasna.
-Być  może  - zgodziła  się Inga,  siadając  na  krześle, 
które   odsunęła   dla   niej   Emma.   Trzymając   Runę   na 
kolanach, odkroiła dla niej kawałek ciasta. - Czasem 
trudno  doszukać się podobieństwa między członkami 
tego   samego   rodu   -   powiedziała   pogrążona   we 
własnych myślach. Nagle zrozumiała, jak bliska była 
prawdy. Tego by brakowało, żeby ojciec się dowiedział, 
że  w  żyłach  Runy nie  płynie  ani  jedna   kropla   krwi 
Storedalów...

Zanim jeszcze Inga skręciła w stronę  Gaupås, usłyszała 
mrożące krew w żyłach rżenie konia. Co się tam dzieje? - 
pomyślała,   czując   w   sercu   ukłucie   strachu.   Popędziła 
Mikrusa, który posłusznie przyśpieszył tempa.

Przez dziedziniec biegli Torę, Arne i Gulbrand. Wszy-

scy kierowali się w stronę stajni. Inga szybko zeskoczyła 
z wozu, zostawiając Runę w koszyku, i pomknęła tam, skąd 
dobiegały przeraźliwe dźwięki.

Rozjuszona Czarnulka stanęła dęba, przebierając w po-

wietrzu przednimi nogami. Gdy straciła równowagę i opad-
ła na ziemię, podłoga stajni zadrżała od huku. Po chwili 
klacz znów uniosła swoje ciężkie ciało, wierzgając kopyta-
mi. Zrobiła się nagle tak wysoka i potężna, że uszami do-
tykała sklepienia dachu. Nerwowo wywracała oczami, a jej 
dzikie rżenie mroziło krew w żyłach.

Nagle zauważyli Erlinga. Siedział skulony w rogu boksu 

i osłaniał głowę rękami. Był tak przerażony, że nie miał odwagi 
podnieść oczu na konia, nie mówiąc już o próbie ucieczki.

69

background image

-Erling! - krzyknęła Inga, czując, jak cała sztywnieje 
ze strachu. - Musisz stamtąd uciekać!
-Ja... ja się boję - jęknął przerażony chłopak.

Inga spojrzała na pozostałych mężczyzn, ale wszyscy 

trzej stali w osłupieniu, nie mogąc zrobić ani kroku. Szybko 
otworzyła drzwi do stajni, ale Gulbrand przytrzymał ją de-
likatnie za ramię.

-Nie wchodź tam - ostrzegł ją - bo Czarnulka zadep-
cze się na śmierć.
-Musimy ratować Erlinga! - krzyknęła, nie mogąc zła-
pać tchu.
-Spróbujmy wypędzić Czarnulkę kijem od miotły albo 
widłami.
-Nie zdążymy - wyrzuciła z siebie zdyszana i wyrwała 
się Gulbrandowi. Nie miała pojęcia, skąd czerpie siły, 
ale jednej rzeczy była pewna: Nie może pozwolić, żeby 
znarowiony   koń   stratował   Erlinga.   -   Spokojnie, 
spokojnie   -   powiedziała   cichym,   miękkim   głosem, 
wchodząc do boksu. Jedną rękę wyciągnęła w górę w 
stronę Czarnulki  i powoli zaczęła ją opuszczać. Wiele 
razy widziała, jak to robił jej ojciec, ujeżdżając młode 
konie.   Klacz   natychmiast  skupiła   na   niej   całą   swoją 
uwagę. Parskając, opadła na cztery nogi, najwyraźniej 
poddając   się   ruchowi   ręki   Ingi.   -   Dobrze,   dobrze   - 
dziewczyna   kontynuowała   tym   samym   łagodnym 
tonem.   To,   że   Czarnulka   uspokoiła   się   tak   szybko, 
graniczyło niemal z cudem. Inga ostrożnie chwyciła za 
uzdę i przytrzymała ją zdecydowanym ruchem.
Klacz szarpnęła się do tyłu, widząc, że Erling się poru-

szył. Zmrużyła oczy i nerwowo uderzała na boki ogonem.

- Leż nieruchomo - syknęła rozgniewana Inga. - Po

czekaj, aż wyprowadzimy Czarnulkę na padok.

Na bladej twarzy Erlinga pojawił się grymas niezadowo-

70

background image

lenia. Chłopak zagryzł jednak zęby i w niemal niewidzialny 
sposób pokiwał głową.

Inga powoli wyprowadziła Czarnulkę z boksu. Klacz 

była eleganckim, zgrabnym zwierzęciem, ale z łatwością 
dostrzegało  się,   że   pod   skórą   klatki   piersiowej   drżą   jej 
wszystkie mięśnie. Gdyby trafiła Erlinga kopytem, mogła-
by go mocno poturbować. A gdyby udało jej się trafić wie-
le razy? Inga bała się nawet o tym pomyśleć, bo wiedziała, 
że finał zapewne okazałby się tragiczny.

Gulbrand podszedł do Czarnulki, poklepał ją po pysku 

i bez pośpiechu wyprowadził ze stajni w stronę wybiegu. 
Wszystko wskazywało na to, że klacz w końcu się uspokoiła.

Pozostali odetchnęli z ulgą.
Inga skinęła głową. Arne i Torę zrozumieli, że to znak, 

że mają się ulotnić.

-Jak mogłeś być tak nierozważny? - zapytała z rezyg-
nacją w głosie. - Nie rozumiesz, że Czarnulka ciebie 
nie lubi? Widocznie poczuła się zagrożona.
-Poszedłem tylko po miotłę - próbował bronić się Er-
ling - ale klacz zupełnie oszalała.
Miotła, o której mówił, stała częściowo ukryta za jego 

plecami. Najwyraźniej chciał ją stąd zabrać, ale dlaczego 
wszedł do boksu Czarnulki? To pytanie nie dawało jej spo-
koju. Bardzo chciała poznać odpowiedź, ale nie miała ocho-
ty na kłótnię. Nagle nabrała podejrzeń, że chłopak chciał 
ponownie skrzywdzić klacz. Poczuła, że zalewa ją złość, 
ale pozwoliła, żeby tym razem skończyło się na ostrzeże-
niu:

- Nigdy więcej do niej nie podchodź! Nigdy więcej!

Następnym razem może się okazać, że nikt cię nie uratuje!

background image

7

W  Gaupås  było już po sianokosach i od dwóch tygodni 
na  kozłach suszyło się siano. Wszystko zdążyło pięknie 
wyschnąć,   gdy   od   wschodu   zaczęły   nadciągać   ciężkie, 
deszczowe chmury.

-Najwyższy   czas   zwieźć   siano   pod   dach   -   oznajmił 
Gulbrand podczas śniadania - zanim spadnie deszcz.
-Masz rację - Inga pokiwała głową.

Co prawda przed południem planowała upiec chleb  i 

zrobić ser, ale wiedziała, że teraz najważniejsze to urato-
wać siano przed zmoknięciem. Mężczyźni chwycili za wid-
ły i grabie, zaprzęgli konie do wozów drabiniastych i ruszyli 
na pole. Kobiety zaś schowały resztki jedzenia do spiżarni, 
pozmywały naczynia i zaczęły przygotowywać się do wyj-
ścia.

-Eugenie, czy chciałabyś  zostać w domu i ugotować 
kaszę na obiad? - spytała serdecznym tonem Inga. - A 
przy okazji zaopiekowałabyś się Emilią i Runą.
-Bardzo chętnie! - służąca rozpromieniła się z radości. 
- Będziemy się dobrze bawić.
Co do tego nie było żadnych wątpliwości. Eugenie miała 

dobre podejście do dzieci, była wymagająca, ale sprawiedli-
wa, a przy tym łagodna i wesoła.

Inga zdawała sobie sprawę, że Gulbrand będzie 
musiał

72

background image

wynająć dodatkowych ludzi do pomocy, ale widok Torstei-
na i Torbjorna Gullhaugów stojących razem z resztą pra-
cowników sprawił, że zawstydzona oblała się rumieńcem. 
Zauważyła, że wzięli ze sobą Grację. Torbjorn posłał jej pu-
ste, smutne spojrzenie... Inga miała nadzieję, że zdążył po-
godzić się z tym, że odrzuciła jego oświadczyny, ale najwy-
raźniej nadal żywił do niej ciepłe uczucia.

-Zebraliście już wasze siano? - spytała z zaciekawie-
niem.
-Oczywiście - odpowiedział poważnie Torstein i dodał 
kpiąco: - Nie mieliśmy odwagi dłużej zadzierać z siłami 
natury i dlatego już wczoraj się z tym  uporaliśmy.  - 
Chcąc podkreślić znaczenie swych słów, wskazał głową 
na   ciemne  chmury,   które   nadciągały   ze   wschodu, 
wróżąc ulewę.
Indze nie spodobała się ta ukryta krytyka. To Gulbrand 

był odpowiedzialny za żniwa i dlatego postanowiła wziąć 
go w obronę.

- Przez jakiś czas brakowało nam rąk do pracy, głównie

z tego powodu, że leżałam przykuta do łóżka, dodatkowo
zajmując się Runą. Zamiast pomagać przy zbiorach, sama
wymagałam opieki i stąd ta niespodziewana zwłoka.

Ostry ton głosu Ingi przeraził Torsteina. Chcąc zatrzeć 

niemiłe wrażenie, powiedział:

-I właśnie dlatego miło ze strony sąsiadów, że pośpie-
szyli wam z pomocą.
-Wiedziałam, że można na was liczyć - pochwaliła go 
Inga, czując, jak mija jej złość.

Zapach świeżo ściętej koniczyny i tymotki kręcił w nosie. 

Na wzgórzach rosły kępy dzwonków, krwawnika i komoni-
cy, którym udało się uniknąć ostrza kosy. Białe margerytki 
kołysały się lekko na wietrze, a na rumowisku skalnym bli-
sko gospodarstwa pyszniła się swą czerwienią wierzbówka.

73

background image

Nie ma nic piękniejszego, rozmarzyła się Inga, od dywa-
nów kwiatowych utkanych z tej rzucającej się w oczy bar-
wnej rośliny. Tak właśnie wygląda lato, pomyślała z nabo-
żeństwem.

W strumyku płynącym tuż obok cicho szemrała woda 

i rechotały żaby. Nisko nad ziemią, bardzo blisko siebie, 
frunęły dwa motyle. Skrzydła jednego z nich były fioletowe, 
zakończone czarną obwódką. Nagle promienie słoneczne 
oświetliły zewnętrzną stronę skrzydeł motyla, podkreślając 
jego niezwykłą urodę. Ten drugi wcale nie jest taki ładny, 
zauważyła Inga. Niebieski kolor nie robi już takiego wraże-
nia. Zdawało się, że owady latają zupełnie bez celu, jednak 
już po chwili wzbiły się do nieba, znikając w koronie dębu.

Gdzieś niedaleko brzęczała znienawidzona końska mu-

cha. Ciepła, słoneczna pogoda sprawiała, że owady te cię-
ły bezlitośnie. Uporczywy, monotonny dźwięk był wprost 
trudny do wytrzymania. Leniwe włochate szerszenie prze-
latywały z jednego kwiatu czerwonej koniczyny na drugi.

Gulbrand zaczął rozdzielać obowiązki:

- Arne, Torstein i Torbjorn ściągają siano z kozłów i ła

dują je na wozy. Marlenę grabi to, co spadnie na ziemię.
Inga, Kristiane i ja zwozimy siano do stodoły. A ty, Erling,
zajmiesz się rozładunkiem, dobrze?

Gdy chłopak ospale ruszył w stronę stodoły, Inga po-

czuła ulgę pomieszaną z radością. Co prawda będą się spo-
tykać za każdym razem, gdy przywiezie nową porcją sia-
na, ale przynajmniej nie będzie jej się przez cały czas plątał 
między nogami.

- A wy - Gulbrand wyszczerzył zęby w uśmiechu, kła

dąc dłonie na chudych ramionach Elleva i Tidemanna - wy
będziecie ugniatać siano.

Chłopcy wydali okrzyk radości. To było najciekawsze

74

background image

zajęcie, jakie można było sobie wymarzyć. W każdym ra-
zie o niebo lepsze od biegania z grabiami. Będą sobie ska-
kać wesoło po sianie i nie nabawią się zgarbionych pleców, 
otarć ani bolesnych pęcherzy.

-Chciałabym   wziąć   Czarnulkę   -   powiedziała   Inga, 
zwracając się do Gulbranda. Nie wyjaśniła dlaczego, 
ale w ten sposób zamierzała mieć klacz przez cały czas 
na   oku,   a   zwłaszcza   wtedy,   gdy   Erling   będzie 
rozładowywał  siano.   Od   czasu   pamiętnego   zajścia 
Czarnulka   pałała   do  niego   żywą   nienawiścią.   Inga 
odnosiła wrażenie, że tylko  ona ma odwagę zmierzyć 
się z tym problemem. Gulbrand z pewnością zadbałby 
o to, żeby Czarnulce drugi raz nie stała się krzywda, ale 
tylko ona miała prawo ukarać Erlinga, gdyby zrobił coś 
złego.
-W takim razie ja biorę Furię - rzucił Gulbrand. - Do-
brze   by   było,   gdyby   Kristiane   dostała   Mikrusa.   W 
końcu zna go od dawna.

Inga uśmiechnęła się. Gulbrand wielokrotnie krytyko-

wał   jej   zachowanie   i   dokonywane   wybory,   ale   jeśli 
chodzi  o stronę praktyczną, ich współpraca układała się 
idealnie.  Jesteśmy   jak   para   koni   w   jednym   zaprzęgu, 
pomyślała zadowolona.

Słońce znajdowało się w zenicie i paliło niemiłosiernie. 

Było duszno i parno. Czarne, złowróżbne chmury zbliżały się 
coraz szybciej. Inga nie traciła nadziei, że ulewa spadnie gdzie 
indziej, bo mieliby cholernego pecha, gdyby siano im zmokło.

Nagle zrobiło się ciemno i zimno. Nadciągające chmury 

zakryły   słońce.   Pracujący   w   polu   ludzie   przystanęli, 
drżąc  z   niepokoju.   Ulegając   zbiorowej   histerii,   stali   jak 
wryci i śledzili wzrokiem niebo.

- Może chmury nas ominą? - wyszeptała przerażona

Marlenę.

75

background image

- Jedyna  nadzieja w Panu - odpowiedział opanowa

nym głosem Arne.

Burzowe chmury zatrzymały się nad Sommerro. Zro-

biło się jeszcze ciemniej. Nagle zagrzmiało i z nieba lunął 
deszcz. Wyglądało to jak potężne oberwanie chmury. Inga 
przeżegnała się i pomodliła o to, żeby okazało się, że miesz-
kańcy Sommerro zdążyli zakończyć żniwa przez burzą.

- Nie ma czasu tak stać i gapić się na deszcz! - krzyknął

szorstkim tonem Gulbrand. Gdy spadła ulewa, był w stodo
le z nowym ładunkiem siana. - Wcale nie jest powiedziane,
że najgorsze już na nami.

Jego reprymenda w jednej chwili postawiła ludzi na 

nogi. Wszyscy zaczęli się uwijać z jeszcze większą gorliwoś-
cią niż przedtem.

Inga wytarła pot z czoła, zajęła miejsce woźnicy i cmok-

nęła na konia. Na myśl o tym, że przez kwadrans będzie z 
Erlingiem zupełnie sama, żołądek podchodził jej do gar-
dła. Czuła, że drży na całym ciele, ale bynajmniej nie z ra-
dosnego podniecenia, lecz ze strachu. Problem polegał na 
tym, że ten chłopak był kompletnie nieprzewidywalny. W 
jednej chwili potrafił być uprzejmy i usłużny, a zaraz potem 
pełen niechęci, jadu i złośliwości.

Gdy wjechała do stodoły, zeskoczyła z wozu i trzęsąc się, 

podała Czarnulce wiadro z wodą. Bardzo chciała czymś się 
zająć, podczas gdy Erling rozładowywał siano. Widły, które 
trzymał w rękach, były zakończone dwoma ostrymi wierz-
chołkami przymocowanymi do długiej rękojeści, która po-
zwalała dobrze je docisnąć. Wbijając widły w siano, z całej 
siły   przyciskał   rękojeść   do   brzucha.   Ładunek   był   tak 
duży i ciężki, że musiał bardzo uważać, żeby nie spaść na 
ziemię, unosząc widły do góry.

Czarnulka opuściła łeb do wiadra i piła wodę, głośno

76

background image

przy tym siorbiąc. Jej uszy leżały płasko przy szyi, ale ocza-
mi co chwilę nerwowo łypała do tyłu. Najwyraźniej była 
w pełni świadoma tego, w czyim towarzystwie przebywa. 
Inga mocno ściągnęła wodze, żeby klacz nie zdołała uciec 
lub poturbować Erlinga. Ona sama również co chwilę zer-
kała na żniwiarza. Widziała, jak od ciężkiej pracy drgają 
mu muskuły. Z przygnębieniem stwierdziła, że Erling jest 
bardzo przystojny. Szkoda, że taki z niego diabeł wcielony, 
westchnęła. Jego ładne, regularne rysy twarzy przyciągały 
jej wzrok. Jednak ani jego urok, ani pociągający wygląd nie 
mogły zrekompensować lodowatego spojrzenia zimnych, 
stalowych oczu. Gdy praca była skończona, Inga wsiadła 
na wóz. Ale Erling wcale nie zamierzał stać bezczynnie i 
odpoczywać oparty o ścianę. W jednej chwili znalazł się 
tuż obok niej. Na szczęście nic nie powiedział, ale Indze nie 
spodobał się sposób, w jaki trzymał widły. Ostre, spiczaste 
wierzchołki skierowane były wprost na nią. Jeden ruch ręką 
i przebije mnie na wylot, pomyślała przerażona. Gdy zaczę-
ła powoli się cofać, chłopak prychnął z pogardą.

Dopiero gdy wóz był pusty i mogła ruszać z powrotem, 

z jej piersi wydobyło się westchnienie ulgi. Dzięki Bogu Er-
ling tym razem nie robił żadnych aluzji, pomyślała wycień-
czona, ale nieźle udało mu się mnie nastraszyć. Cóż, zanim 
słońce zajdzie, jeszcze wiele razy się tam spotkamy. Będzie 
miał mnóstwo okazji, żeby mnie dręczyć, dodała w my-
ślach, prostując się na koźle.

Po deszczu na niebie pojawiła się cudowna tęcza. Kom-

pletnie wykończona Inga patrzyła na nią jak urzeczona. 
Zjawisko należało do tak wyjątkowych,  że trudno było 
skupić uwagę na czymś innym. Zewnętrzny łuk miał ko-
lor   czerwony,   następny   -   pomarańczowy,   potem   był 
żółty,  zielony,  niebieski   i  ostatni,  wewnętrzny,   fioletowy. 
Gdy Inga

77

background image

była jeszcze dzieckiem, Emma żartowała, że na końcu tęczy 
ukryta jest ogromna skrzynia ze złotem, ale z czasem Inga 
zrozumiała, że to tylko przesądy. Widok i tak jest piękny, 
powiedziała do siebie i lekko pociągnęła za cugle. Nawet 
nie spostrzegła, gdy znalazła się z powrotem na polu.

W tym czasie ktoś inny czuł przyjemne łaskotanie w brzuchu 
na myśl o krótkiej chwili sam na sam z Erlingiem. Gdy Mi-
krus wjechał do stodoły, Kristiane zachichotała z radości.

Na jej widok Erling uśmiechnął się i wręczając jej widły, 

powiedział:

- Hej, pośpiesz się!
Nie wyjaśnił, dlaczego tak mu się śpieszy, ale Kristiane 

i tak bardzo chętnie mu pomagała. Mikrus stał spokojnie, 
pijąc wodę, podczas gdy oni ochoczo zabrali się do pracy.

Rozładowanie wozu, uginającego się pod ciężarem sia-

na, nie zajęło im dużo czasu. We dwoje praca idzie dużo 
szybciej, zauważyła dziewczyna, nie mogąc złapać tchu. Za-
wrotne tempo zupełnie ją wykończyło. Potwornie zmęczo-
na oparła się o widły, posyłając Erlingowi zalotne spojrze-
nie.

-Och ty! - zaśmiała się, udając oburzenie, gdy Erling 
niespodziewanie włożył jej rękę pod spódnicę. - Nie 
czas na figle... Niedługo przyjdzie Gulbrand.
-Phi! Staruszek jest powolny jak żółw - zaśmiał się 
Erling, wbijając w nią zniewalające spojrzenie swoich 
błękitnych oczu. Ciepłą, twardą dłonią głaskał ją po 
udzie. - A poza tym pracując razem, zaoszczędziliśmy 
sporo   czasu...   -   Aluzja,   jak   zamierza   ten   czas 
wykorzystać, była bardzo czytelna.

Pochlebiało jej to, ale odpowiedziała:

78

background image

-Mimo wszystko nie mogę... - Śmiejąc się, próbowała 
uwolnić się z jego uścisku. - Ciągle mnie tam boli. 
Ostat nim razem byłeś taki gwałtowny...
-Och,   ty   kocico!   -   mrugnął   do   niej   porozumiewaw 
czo. - Wiem, że lubisz ostrą zabawę! - Zadowolony z 
własnego dowcipu zarżał jak koń.

To nieprawda, pomyślała Kristiane. Na samym począt-

ku jego ręce były miękkie i delikatne, ale potem zrobił się 
tak niecierpliwy, że nawet nie starał się zdjąć z niej ostrożnie 
ubrania. Dziewczyna kilka razy obawiała się, że porozrywa 
jej bieliznę - taki okazał się brutalny i dziki. Jego zachowa-
nie również się zmieniło. Nie szeptał jej już do ucha czułych 
słówek. Bywało, że popychał ją od razu na ziemię i wchodził 
między jej uda, dysząc jak zwierzę. Zastanawiała się, czy coś 
go nie dręczy, ale nie miała odwagi zapytać. W pewnym 
sensie pochlebiało jej, że szuka pociechy w jej ramionach, 
ale wolałaby, żeby nie był taki porywczy i obojętny.

Kristiane czuła, że powinna zachować ostrożność, ale 

wiedziała,   że   nie   posłucha   głosu,   który   ją   przed   nim 
ostrzegał. Kochała Erlinga i zrobiłaby wszystko, żeby go za-
dowolić. Zauważyła ze smutkiem, że jest od niego uzależ-
niona. Tęskniła za jego pieszczotami, jednocześnie bardzo 
się ich obawiając.

Erling nie przyjął odmowy do wiadomości. Podniecony 

przycisnął ją do ściany stodoły i podniósł do góry, wpycha-
jąc jej między uda swoją wybujałą męskość. Sztywny czło-
nek wsuwał się w nią i wysuwał szybko i gwałtownie. Kri-
stiane lekko ugryzła go w ramię, które pachniało słonym 
potem. Tym razem aż tak jej nie bolało, ale poczuła ogrom-
ne rozczarowanie. Następnym razem musi okazać się bar-
dziej stanowcza i niedostępna. Przynajmniej wtedy, gdy bę-
dzie tak obolała jak teraz...

79

background image

- Ty moja mała rozpustnico! - zaśmiał się Erling, usiłu

jąc wyrównać oddech. - No już, obciągnij spódnicę.

Kristiane uśmiechnęła się niepewnie i zrobiła to, o co 

prosił. Po udach spływała jej lepka maź. Wieczorem będzie 
musiała wykąpać się w jeziorze. Dobrze będzie spłukać z 
siebie kłujące źdźbła trawy, brud i pot.

Zrozumiała, że między nią a Erlingiem czegoś brakuje. 

Łączyła ich prymitywna, zwierzęca namiętność, ale czy go 
kochała... ? Tak. Jej serce wypełniała miłość do tego urocze-
go mężczyzny. I dlatego postanowiła cierpliwie znosić jego 
nagłe napady złości. Na pewno już wkrótce Erling znowu 
przyjdzie jej się wyżalić. Ta myśl sprawiła, że dziewczyna 
poczuła się wyjątkowo.

- Tak długo cię nie było - powiedziała Inga zniecierpliwio

nym głosem, ale zaraz tego pożałowała, widząc, jak dziewczy
na zwiesza głowę w poczuciu winy. Tak naprawdę wcale nie
zamierzała jej krytykować, tak jej się po prostu wyrwało.

Policzki   Kristiane   płonęły   ogniem   aż   po   koniuszki 

uszu.

- Musiałam pomóc Erlingowi - odparła zawstydzona.
Co takiego? - zdziwiła się Inga. Czy Erling rzeczywiście

chciał, żeby pomogła mu rozładować wóz z sianem, czy po-
prosił o zupełnie inną przysługę? Wiedziała, że tych dwoje 
łączy intymna więź, ale...? Czyżby chodziło o szybki nu-
merek na sianie? Musiała poprzestać na domysłach, bo nie 
chciała o nic pytać. A poza tym prawdopodobnie i tak nie 
otrzymałaby żadnej odpowiedzi.

W tej samej chwili nadeszła Eugenie, niosąc Runę na ba-

rana. Służąca w jednej ręce dźwigała duży koszyk z jedze-
niem, a w drugiej trzymała Emilię.

80

background image

- Przerwa dobrze wam zrobi - wyjaśniła.

Żniwiarze westchnęli z ulgą i opadli wycieńczeni na zie-

mię. Wszyscy łapczywie chwycili za chleb z masłem i se-
rem, popijając zsiadłym mlekiem.

Chwilę później, powłócząc nogami, nadszedł Erling. 

Najwyraźniej Eugenie przekazała mu wiadomość o prze-
rwie na posiłek. Chłopak usiadł tuż obok innych mężczyzn, 
w niedalekiej odległości od Kristiane. Inga ukradkiem śle-
dziła jego ruchy, zastanawiając się, co ta dziewczyna wi-
działa w tym bezwzględnym, nieczułym draniu. Na szczęś-
cie nie do niej należało rozstrzyganie tej kwestii.

- Był u nas Martin - oznajmiła Eugenie beznamiętnym

tonem, pomagając Emilii napić się mleka.

Na dźwięk jego imienia serce Ingi zaczęło walić jak osza-

lałe. Siedziała przodem do służącej, odwrócona plecami do 
pozostałych, gdyż właśnie karmiła piersią Runę. Powoli za-
czynało brakować jej mleka, chociaż dziecko w końcu na-
uczyło się jeść chleb i proste dania obiadowe. Niedługo trze-
ba ją będzie odwieźć do Storedal, westchnęła Inga, próbując 
odegnać smutne myśli. Tego lata musiała odstawić Emilię 
od piersi, gdyż nie miała dość mleka, żeby wykarmić obie 
dziewczynki.

-Chodziło o coś ważnego? - zapytała pozornie obojęt-
nym tonem.
-Nieee. Mówił,  że  się  stęsknił za  Runą.  Trzymał  ją 
przez chwilę na kolanach i wesoło się z nią bawił. Nie 
wiem, czy dziewczynka go poznała, ale wyglądała na 
bardzo zadowoloną. To takie ufne dziecko - wzruszyła 
się Eugenie.
-Ach tak! - to wszystko, co Inga zdołała powiedzieć. 
Pewnych   cech   Martina   po   prostu   dotąd   sobie   nie 
uświadamiała. Nieczęsto się zdarzało, żeby mężczyźni 
niańczyli   dzieci.   A   przecież   Martin   przekonał   się   aż 
nazbyt boleśnie,

81

background image

że Runa nie jest jego dzieckiem... A może to był tylko pre-
tekst, żeby odwiedzić Gaupås, a przy okazji się z nią spot-
kać? Nie wyobrażaj sobie Bóg wie czego! - zganiła się w du-
chu Inga. Wcale nie jest powiedziane, że jego myśli krążą 
wokół ciebie!

-Powiedział coś jeszcze? - spytała z ciekawością.
-Nic takiego - odpowiedziała Eugenie. - Tylko tyle, że 
czeka na powrót Runy. Najwyraźniej Ragnhild też się już 
niecierpliwi. Tęskni za wnuczką.

Inga w zamyśleniu pokiwała głową. W przyszłym tygo-

dniu będzie musiała zdobyć się na odwagę i pożegnać się 
z tą małą kochaną dziewczynką. Trzeba będzie odwieźć ją 
do Storędal, gdzie jest jej miejsce. Ciężko przyjdzie jej się 
rozstać z Runą, nie miała co do tego żadnych wątpliwości, 
ale rodzina Storedalów dobrze się nią zaopiekuje. A Inga 
będzie miała okazję, żeby znowu zobaczyć Martina...

background image

8

Dopiero na początku sierpnia nadarzyła się okazja odwie-
dzenia Storedal. Było już po sianokosach, które szczęśliwie 
udało im się zakończyć przed zmianą pogody. Co prawda 
ostatniego dnia lunął deszcz, ale wtedy na polu został już 
tylko jeden kozioł. Gulbrand rozłożył mokre siano na zie-
mi, żeby wyschło. Kilka dni później wszystko było już su-
che i ostatnia porcja siana trafiła pod dach stodoły.

Zakończenie sianokosów uczczono w Gaupås uroczy-

stym posiłkiem. Podano ryż ugotowany na świeżo odcedzo-
nym mleku. Każdy dostał tyle owsianki, ile tylko zechciał. 
Nie oszczędzano ani na cukrze, ani na maśle. Potrawa oka-
zała się sycąca, słodka i bardzo smaczna. Dokładnie taka, 
jaka zdaniem żniwiarzy być powinna.

- Och, nie mogłam się już was doczekać! - krzyknęła 

Ragnhild, wybiegając im na spotkanie. Zwinnym ruchem 
wyjęła   dziecko   z   koszyka   i   uniosła   wysoko   do   góry, 
uśmiechając się do niego promiennie. - Babcia się za tobą 
tak   stęskniła   -   zakwiliła   do   małej   i   przycisnęła   ją   do 
piersi.

Runa najwyraźniej nie rozumiała, co się dzieje, ale na 

wszelki wypadek na jej buzi pojawił się niepewny uśmiech. 
A gdy Ragnhild zaczęła się śmiać, dziewczynka zaszczebio-
tała radośnie.

83

background image

-Myślisz, że mnie poznała? - Ragnhild zwróciła się do 
Ingi.
-Bardzo możliwe  - odpowiedziała Inga, przywiązując 
Mikrusa   do   koniowiązu.   -   Dzieci   chyba   dobrze 
wszystko  zapamiętują,   tylko   nie   są   w  stanie   wyrazić 
wielu rzeczy słowami.

Mikrus wsadził łeb do worka z obrokiem i głośno raczył 

się przysmakiem.

-Pamiętam, że jestem ci winna przysługę, i obietnicy 
dotrzymam - oznajmiła łagodnie Ragnhild. - Ale tylko 
raz odpowiem na twoje pytania, Ingo, więc zastanów 
się i wybierz odpowiedni moment. Pamiętaj o tym!
-Tak zrobię - przyrzekła Inga. Już teraz po głowie krą-
żyło jej wiele pytań, ale wiedziała, że powinna zaczekać 
na  bardziej   sprzyjającą   okazję.   To   może   jeszcze 
poczekać,   pomyślała,   jednak   jakieś   niejasne,   niemiłe 
przeczucie sprawiło, że zadrżała na całym ciele. Pomoc 
Ragnhild była nieodzowna.
-W nocy prawie nie zmrużyłam oka - opowiadała po-
godnie   Ragnhild,   wprowadzając   je   do  kuchni.   -   Tak 
dawno  nie   trzymałam   na   rękach   tego   słodkiego 
brzdąca!   -   Jakby  dla   potwierdzenia   swoich   uczuć 
delikatnie pogłaskała Runę po jej jasnych włosach.
-Zwykle   kroję   chleb   na   małe   kawałki   -   wyjaśniała 
Inga   -   i   kładę   je   przed   małą.   Runa   próbuje   jeść 
samodzielnie.   Ale   kaszą   musisz   ją,  oczywiście,   sama 
karmić, bo mała nie radzi sobie jeszcze z łyżką.
-Dostaniesz tyle kaszki, ile tylko będziesz chciała - za-
kwiliła Ragnhild, kładąc Runę na kocyku. - Zrobiłaś 
się  taka  rumiana   i okrąglutka!  A  babcia  się  postara, 
żeby twoje małe nóżki stały się jeszcze pulchniejsze.

Inga i Ragnhild siedziały w kuchni od pół godziny, po-

84

background image

pijając kawę i rozmawiając o sianokosach, pogodzie i in-
nych błahostkach. Nagle Inga aż podskoczyła z wrażenia: 
na schodach przedsionka słychać było czyjeś kroki. Czy to 
zbliżał się Martin? Inga miała nadzieję, że tak, przeklinając 
w myślach rumieniec, którym oblała się aż po samą szyję. 
W Storedal mieszka więcej osób, upomniała samą siebie, 
więc równie dobrze może to być Laurens albo jeden z braci 
Martina. Ta myśl nieco ją uspokoiła, a serce przestało bić 
jak oszalałe.

- Jesteś nareszcie - uśmiechnęła się Ragnhild, wygląda

jąc z kuchni przez otwarte drzwi. W przedsionku stał Mar
tin. - Twoja świeżo uprasowana koszula wisi w pokoju.

Martin zastygł w bezruchu, wpijając wzrok w Ingę. 

Szybko jednak spuścił głowę, przygryzając w zdenerwowa-
niu dolną wargę. Powoli ściągnął buty. Nie miał nic więcej 
do zrobienia i wyglądał na bardzo zmieszanego.

-Wychodzisz? - spytała Inga bez ogródek. W zasadzie 
nie powinno jej obchodzić, dokąd Martin wybiera się 
w wolnym czasie. Zżerała ją jednak ciekawość, w jakim 
celu Ragnhild wyprasowała mu wyjściową koszulę.
-Owszem,   wybieram   się   do   0vre   Gullhaug   -   odpo-
wiedział łagodnie i podszedł do miski z wodą.
Nic więcej nie powie? Nie zdradzi żadnych szczegółów? 

Dotknięta do żywego Inga z całej siły przycisnęła plecv do 
oparcia krzesła. Nagle poczuła w piersiach ukłucie zazdro-
ści. Sigrid bez owijania w bawełnę opowiadała jej o tym, 
że Ingebjorg chętnie wyszłaby za mąż za Martina. I wygląda 
na to, że Martin połknął haczyk. Oczy zaczęły ją piec; kilka 
razy szybko przełknęła ślinę, żeby się nie rozpłakać.

Na szczęście Ragnhild okazała się bardziej rozmowna.
- Ingebj0rg obchodzi dzisiaj urodziny i z tej okazji

wyprawia wieczorem przyjęcie dla kilku wybranych osób.

85

background image

To nie będzie żadna huczna zabawa. Dlatego oboje z Lau-
rensem bardzo się ucieszyliśmy, gdy Martin otrzymał za-
proszenie. Od śmierci Gudrun nasz pierworodny nie ma 
łatwego życia.

-Mamo, daj spokój... - strofował ją Martin.
-Przecież to bardzo miłe, że ludzie chcą przebywać w 
twoim towarzystwie - oburzyła się Ragnhild. - Martin 
przeżył   tak   wiele   smutnych   chwil...   po   tym,   jak 
zginęła Gudrun. To był wyjątkowo trudny okres dla 
nas wszystkich - dodała pośpiesznie. - Tym  większa 
radość, że znów chce się spotykać z rówieśnikami.
Zanim Inga zdążyła się opamiętać, z jej ust popłynął po-

tok słów:

- Przecież mogłeś przyjść do mnie... do Gaupås, jeśli

czułeś się samotny! - Inga ugryzła się w język, żeby prze
rwać ten niekontrolowany wybuch, ale było już za późno.
Usiłowała wytłumaczyć wszystko od nowa, ale nie bardzo
jej to wychodziło. - Miałam na myśli to, że w Gaupås mógł
byś porozmawiać z kimś w twoim wieku...

W kuchni zapadła cisza. Inga poczuła, jak oblewa ją 

zimny pot. Do diabła! - zaklęła w myślach, że też ja nigdy 
nie potrafię trzymać języka za zębami!

Martin wytarł ręce w ręcznik kuchenny i powoli odwró-

cił się w jej stronę.

- Dziękuję, Ingo, ale... - Potem zamilkł, a po chwi

li zwrócił się do Ragnhild: - Nie czekaj na mnie, matko,
bo może się zdarzyć, że wrócę późno.

Twarz Ragnhild rozpromienił szeroki uśmiech.
- Wiem, wiem! Jesteś wystarczająco dorosły, żeby sa

memu o siebie zadbać. No, przebieraj się i pędź do 0vre
Gullhaug. Na urodzinowe przyjęcie nie wypada się spóź
niać.

86

background image

Martin zerknął ukradkiem na Ingę. Nie miał odwagi 

spojrzeć jej prosto w oczy. W uprzejmym, przepraszającym 
geście skłonił głowę, ale widać było, że chce jak najszybciej 
opuścić towarzystwo.

Inga postanowiła niemal natychmiast, że ona również 

już się pożegna. Może przed domem uda jej się zamienić 
z Martinem kilka słów? Zakładała, że on szybko się prze-
bierze, a ona będzie się nieco ociągać z wsiadaniem na ko-
zła. Mogłaby udawać, że zaplątały jej się lejce...

W tej samej chwili Ragnhild dolała jej kawy. Inga ostat-

kiem sił zdusiła w sobie jęk zawodu, obowiązywał bowiem 
zwyczaj, że nie wypada pożegnać się z gospodynią, zanim 
nie dopije się kawy.

Biorąc do ust pierwszy łyk, poczuła się okropnie. Gorą-

cy płyn palił jej język, ale zmusiła się, żeby wypić wszystko 
do końca. Chcąc zmniejszyć ból, przycisnęła dłoń do gar-
dła, ale i tak b mało co nie zwymiotowała. Gorąco uderzyło 
jej do głowy, ale w końcu filiżanka była pusta. Przełykając 
ostatni łyk kawy, przykucnęła przed Runą, pośpiesznie się 
z nią żegnając. W myślach robiła sobie wyrzuty za to krót-
kie i niezbyt czułe pożegnanie. Pocieszała się jednak tym, 
że już niedługo znowu ją zobaczy.

W tej samej chwili, gdy trzasnęły drzwi wejściowe, Inga 

z hukiem odstawiła na stół pustą filiżankę.

-Już   wychodzisz?   -   spytała   zdezorientowana   Ragn-
hild.
-Tak,   muszę...   Obowiązki   wzywają   -   odpowiedziała 
Inga, śmiejąc się sztucznie.

Ragnhild podniosła Runę z podłogi.

- To chociaż przytul ją na pożegnanie.

Inga pośpiesznie zbliżyła twarz do pucołowatego policz-

ka dziecka.

87

background image

- Na razie, malutka - powiedziała, głaszcząc dziew-

czynkę delikatnie. - Wkrótce znowu się spotkamy.

W odpowiedzi Runa uśmiechnęła się, pokazując dwa 

dolne zęby.

Inga tak się śpieszyła, że o mały włos nie spadła ze scho-

dów. W głowie rozbrzmiewały jej słowa wypowiedziane 
przez Ragnhild na odchodnym. Nerwowo pomachała jej 
Runie na do widzenia.

Niestety, po Martinie nie zostało ani śladu. Inga poczuła, 

że traci grunt pod nogami. Czy to możliwe, żeby zdążył już 
odjechać? Zatrzymała się, nasłuchując, ale od strony stajni 
nie dobiegały żadne odgłosy świadczące o tym, że Martin 
siodła konia. Dla pewności zajrzała do środka, ale jedyne, 
co zobaczyła, to pusty boks.

Przygnębiona   odwiązała   Mikrusa,   ściągnęła   lejce  i 

wspięła się na kozła. Martin tak szybko opuścił Storedal. 
Widocznie bardzo mu się śpieszyło; ciekawe, z jakiego po-
wodu? - zastanawiała się Inga. Czyżby nie miał ochoty ze 
mną rozmawiać?

Ragnhild z ogromną radością nakarmiła Runę, przewinę-
ła ją i ułożyła wygodnie w kołysce. Wszystko wskazywało 
na to, że mała na nowo zadomowiła się w Storedal mimo 
nagłego zniknięcia Ingi. Ragnhild była przygotowana na 
to, że przez kilka pierwszych dni wnuczka będzie płakać 
i krzyczeć, bo przecież przez ostatnie tygodnie traktowała 
Ingę jak swoją matkę.

Ragnhild nalała sobie do filiżanki ostatnie krople letniej 

już kawy. Nie miała nic złego na myśli, wspominając przy 
Indze o przyjęciu urodzinowym w 0vre Gullhaug. Z całe-
go serca życzyła synowi dobrej zabawy i zasłużonego od-

88

background image

poczynku od codziennych obowiązków. Nie była pewna, 
czy Martina i Gudrun zdążyła połączyć ze sobą szczegól-
nie mocna więź, ale widziała, że od nagłej śmierci żony jej 
syn chodzi przybity, stroniąc od ludzi. Trudno było dociec, 
czy to z wielkiej tęsknoty, czy z powodu tragicznych oko-
liczności jej śmierci. Jedno pozostawało pewne: śmierć Gu-
drun sprawiła, że Martin zrobił się cichy i zamknięty w so-
bie.

Z błękitnych oczu Ingi łatwo można było wyczytać mi-

łość i pożądanie. Wpatrywała się w Martina z namiętnoś-
cią zmieszaną z tęsknotą. Ragnhild przypomniała sobie, 
jak kiedyś nakryła ich razem w lesie. Nie robili nic niesto-
sownego, ale widać było, że między nimi iskrzy, a przecież 
Inga należała już wtedy do Nielsa. Bóg jeden wie, do cze-
go mogłoby dojść między córką Kristiana a jej synem. Coś 
między nimi było, czuła to wyraźnie, ale nie zamierzała się 
wtrącać.

Z rozbawieniem wspominała, jak niegdyś usiłowała po-

łączyć Martina z Victorią Solverud. Wówczas myślała, że by-
łaby z nich idealna para, ale los najwyraźniej chciał inaczej. 
Okazało się bowiem, że dziewczyna kocha się ze wzajem-
nością w Haraldzie. Ragnhild nie posiadała się z radości, 
bo Victoria zapowiadała się na wprost wymarzoną synową. 
W końcu to nie miało żadnego znaczenia, uśmiechnęła się 
do siebie, który z synów się z nią ożenił. Najważniejsza po-
zostawała świadomość, że jest z nią szczęśliwy.

Nie, tym razem nie zamierzała niczego planować ani 

snuć intryg, żeby zmusić Martina do poślubienia tej a nie 
innej kobiety. Jeśli wybierze Ingę, nie powie na nią złego 
słowa. I ani trochę nie obchodzi jej, co na temat ewentual-
nego ponownego zamążpójścia Ingi pomyśli Kristian. Inga 
uwolniła się od Nielsa, a Martin od Gudrun. Wspomnienie

89

background image

gwałtownej śmierci synowej wciąż było dla Ragnhild bar-
dzo przykre, ale tak właśnie sprawy się miały.

Inga i Martin... Ragnhild rozmarzyła się. Podniosła do 

ust filiżankę i wypiła łyk zimnej kawy. Jej twarz wykrzy-
wiła się z obrzydzenia. Mogą toczyć ze sobą ciche wojny, 
ale ognia namiętności nie uda im się zgasić. Prawdopodob-
nie któregoś dnia staną się parą - i będą ze sobą szczęśliwi.

Inga natomiast miała ochotę krzyczeć wniebogłosy z bez-
silnej złości. Do diabła, do diabła! - przeklinała w myślach, 
zaciskając dłonie na lejcach. Jak mogła być aż taką idiot-
ką, żeby nie poprosić Martina o kilka minut rozmowy na 
osobności? Miała przecież wystarczająco dużo tupetu, żeby 
przy Ragnhild wypytywać go o różne rzeczy, więc dlaczego, 
do licha, przejmowała się tym, czy ich rozmowa w cztery 
oczy wyda się komuś nietaktem?

Jak mogła zaprzepaścić tak wyjątkową okazję? Najpierw, 

przed wizytą w Storedal, błaga siły wyższe, żeby postawiły 
jej na drodze Martina, a gdy tak się dzieje, nie ma w sobie 
dość odwagi, żeby poprosić go o krótki spacer przed do-
mem albo po ogrodzie?

Wszystko wskazywało na to, że szansa na pojednanie 

wymknęła jej się z rąk. Możliwe, że znowu zostaną przyja-
ciółmi, ale co, jeśli Ingebjorg zdąży zawładnąć sercem Mar-
tina? Ingebjorg jest młoda i naiwna, lecz rzeczywiście bar-
dzo piękna, przyznała Inga ze smutkiem. Poza tym to osoba 
zdecydowana i tak łatwo nie daje za wygraną. Jest po prostu 
bezczelna i złośliwa, wymamrotała Inga pod nosem, usi-
łując nie dostrzegać pozytywnych stron córki Hedvig. Nie, 
Ingebjorg wcale nie jest taka zła, pomyślała z narastającym 
przygnębieniem. Chodziło tylko o to, że przyglądając się

90

background image

tej młodej, ślicznej dziewczynie, Inga widziała w jej oczach 
Hedvig. Być może to rzeczywisty powód, dla którego tak 
trudno było jej dostrzec dobre cechy i piękne rysy twarzy 
Ingebjerg?

Bóg jeden wie, co Martin naprawdę myśli o Ingebjorg, 

westchnęła zrozpaczona Inga. Z resztą może ona wcale nie 
chce tego wiedzieć? W końcu Martin przyjął zaproszenie 
na przyjęcie urodzinowe Ingebjorg, musiał więc mieć ku 
temu jakieś ważne powody?

Zły humor jej nie opuszczał. Wściekła i ponura pozwo-

liła, żeby Arne zajął się Mikrusem, gdy wróciła do Gaupås.

Eugenie wyszła na schody, żeby ją przywitać.
- Na pewno trudno było rozstać się z Runą? Mam na

dzieję, że chociaż ucałowałyście się porządnie na pożegna
nie. Tak bardzo się do niej przywiązaliśmy - mówiła z za
pałem służąca.

Gdacze jak stara gęś, pomyślała Inga i odpowiedziała 

krótko:

- Ragnhild była tak zachwycona powrotem Runy, że...

wszystko poszło gładko.

Na drugie pytanie wolała nie odpowiadać, bo wciąż czu-

ła wyrzuty sumienia. Było jej okropnie wstyd, że tak szybko 
rozstała się z małą. Runa bardzo się z nią zżyła, a rozmo-
wa z Martinem równie dobrze mogła poczekać. Co prawda 
chciała rozmówić się z nim jak najszybciej, ale czy Runa 
rzeczywiście tak niewiele dla niej znaczyła, że nie mogła 
poświęcić jej więcej czasu?

Żałując tego, co zrobiła, weszła po schodach do sypialni, 

żeby przebrać się w codzienny strój.

background image

9

Kristiane ukryła się za stodołą. Usiadła w wysokiej, buj-
nej trawie, podciągnęła nogi pod brodę i objęła je rękami. 
Z ciężkim sercem oparła głowę o kolana. Po policzkach ci-
cho spływały jej łzy. Płacząc, nie wydawała żadnego dźwię-
ku, ale czuła się tak, jakby w jej piersiach ukryło się dzi-
kie zwierzę, które tylko czekało, żeby wyskoczyć jej z gardła 
i zawyć. Głośnym, rozdzierającym serce skowytem.

Ociężale wytarła fartuchem oczy i usta. Oszołomiona 

zauważyła, że fartuszek jest mokry.  Po powrocie będzie 
musiała założyć czysty, ale w tej chwili nie miała na nic siły. 
Mogła jedynie oprzeć się o ścianę stodoły i pozwolić my-
ślom krążyć bezwładnie.

Zeszłej nocy miała niejasne przeczucie, że zaszła w cią-

żę. Piersi zrobiły się takie obrzmiałe, kiedy leżała na brzu-
chu. Nie zastanawiała się nad tym dłużej, tylko przewróci-
ła się na bok. Tkliwość w piersiach przestała jej dokuczać, 
ale nagle zrobiło jej się tak niedobrze, że musiała wybiec na 
dwór. W dodatku spóźniał jej się okres...

Kristiane próbowała wziąć się w garść. Miesiączka mog-

ła zaniknąć ze strachu. Słyszała, że na kobiecą przypadłość 
duży wpływ ma niepokój i negatywne emocje.

Teraz jednak nie było już sensu dłużej siebie oszuki-

wać ani szukać usprawiedliwień: spodziewała się dziecka.

92

background image

Nie ma cienia wątpliwości. Ta świadomość sprawiła, że oczy 
Kristiane znowu zalały się łzami, ale tym razem dziewczyna 
nawet nie starała się ich wytrzeć. Szklistym wzrokiem ob-
serwowała dużą gmachówkę, która ciągnęła za sobą drugą 
mrówkę. Ta druga była martwa i wysuszona na wiór, a jed-
nak stanowiła pożywienie dla pracowitych owadów w mro-
wisku.

I co ma teraz zrobić? To pytanie rozsadzało jej czasz-

kę, w głowie kłębiły się tysiące myśli, ale zawsze wracała 
do punktu wyjścia, nie stając się ani odrobinę mądrzejsza. 
Czuła się jak w potrzasku. Przypuszczała, że rodzice będą ją 
wspierać, nawet jeśli urodzi bękarta, ale nie będą z tego po-
wodu szczęśliwi. Rozumiała to doskonale - zachowała się 
jak dziwka, okrywając się hańbą. Jak ma teraz z nimi miesz-
kać w atmosferze niedomówień i niemych oskarżeń?

Poza tym nie powinna składać tego ciężaru na barki ro-

dziców. Wyrzuty sumienia trawiły jej trzewia. Matka i oj-
ciec przez całe życie ciężko harowali i dlatego teraz, kiedy 
nareszcie udało im się spłacić ziemię i dożyć szczęśliwych 
dni, nie ma prawa narażać na szwank ich dobrego imienia, 
rodząc nieślubne dziecko.

Myśl, myśl! - ponaglała samą siebie, pocierając dłonią 

czoło. Czy jest ktoś, kogo mogłabym prosić o radę? Ktoś, 
kto nie zdradzi mojej tajemnicy, a jednocześnie chętnie 
udzieli pomocy? Może powinnam porozmawiać z siostrą? 
Marlenę na pewno dochowałaby tajemnicy, to bardziej niż 
pewne, ale czy byłaby w stanie jej doradzić, skoro nigdy nie 
stała przed podobnym dylematem?

Oczami wyobraźni zobaczyła Ingę. Może to właśnie jej 

powinna się zwierzyć? Inga była dla niej taka miła i wy-
rozumiała. Nagle Kristiane przypomniała sobie, że pani 
Gaupås ostrzegała ją przed Erlingiem. Nie zniosłaby jej

93

background image

triumfującego „a nie mówiłam!". No cóż, prawdopodobnie 
Inga chciała ją przestrzec dla jej dobra, ale... Czy będzie 
mogła coś na to poradzić? A jeśli Kristiane źle odczytała jej 
intencje? Jeśli zamiast dobrego słowa otrzyma wymówienie 
i zostanie wyrzucona na bruk za swoją bezmyślność?

Dziewczyna   zerwała   rosnącą   nieopodal   margerytkę. 

W kompletnym oszołomieniu oberwała wszystkie płatki 
jeden po drugim. Gdy nie było już ani jednego, przycisnęła 
mocno kciuk do żółtego pylnika, który poddał się nacisko-
wi i rozkruszył się między jej palcami. Rozdrażniona rzuciła 
na ziemię resztę kwiatu.

Może się zdarzyć, że Inga i tak mnie odeśle, pomyślała, 

pociągając nosem. Bo kto by trzymał brzemienną służącą? 
Okryłabym Gaupås hańbą. Kristiane czuła, że pani domu 
jest zadowolona z jej pracy, ale jakie to miało teraz znacze-
nie? Przecież była w ciąży...

Z trudem stanęła na nogach i otrzepała spódnicę z liści 

i piasku. Nie widziała innego wyjścia, jak tylko opowiedzieć 
o wszystkim Erlingowi. W końcu razem spłodzili potom-
ka. Kristiane poczuła nagły przypływ złości. A tak ją za-
pewniał, że będzie uważał! Chociaż ona sama nie zauważy-
ła, żeby wykazywał jakąś szczególną ostrożność. Przekonał 
ją, twierdząc, że ma spore doświadczenie w tych sprawach 
i potrafi w porę się wycofać. Ta wiadomość sprawiła jej ból, 
musiała się do tego przyznać. Przykro było usłyszeć, że ro-
bił to z wieloma kobietami. Mimo to nie zamierzała grać 
niedostępnej, bo jej ciało wyło z tęsknoty za nim...

Nagle zrobiło jej się o wiele lżej na sercu. W końcu pod-

jęła decyzję: porozmawia z Erłingiem. Wiedziała, że będzie 
im razem dobrze. Oboje mają przecież pracę i całkiem nie-
źle zarabiają. Panią domu trudno czasem zadowolić, ale Inga 
zawsze była wobec niej sprawiedliwa i troskliwa. Na pewno

94

background image

będzie kręcić nosem i krytykować jej wybór, ale przecież to 
nie Inga ma się ożenić z Erlingiem, więc sprawa załatwio-
na.

Lekkim krokiem podążyła w stronę kuźni, gdzie pra-

cował Erling. Tłumiąc śmiech, pomyślała, że teraz jej luby 
nie wymiga się od poważnej rozmowy o przyszłości. Będzie 
musiał wziąć na siebie odpowiedzialność za nią i dziecko 
i podjąć za ich troje kilka życiowych decyzji.

Och, jak to cudownie, że będą razem!
Pełna podekscytowania stanęła za plecami Erlinga. Oba-

wiała się trochę jego reakcji. Nie do końca wiedziała dlacze-
go, ale sądziła, że wiadomość o dziecku ucieszy go... A jeśli 
nie? Powinna być przygotowana na to, że w pierwszej chwili 
może poczuć złość lub przygnębienie, ale to zdenerwo-
wanie na pewno ustąpi miejsca poczuciu szczęścia, kiedy 
tylko Erling zrozumie, co dla nich oznacza jej ciąża. Musi 
dać mu czas na przemyślenie tej bądź co bądź wspaniałej 
wiadomości.

Jej oczy pieściły jego zgrabną sylwetkę. Erling miał na 

sobie cienką letnią koszulę, pod którą wyraźnie zaznaczały 
się  muskularne  linie  karku i  pleców.  Kristiane  śledziła 
wzrokiem każdy jego mięsień, podziwiała barczyste ramio-
na, miękkie, ciemne włosy... Zauważyła, że ma odrobinę 
krzywe nogi, ale w ogóle jej to nie przeszkadzało. Kochała 
tę jego szczególną cechę. Dzięki temu to był jej Erling.

Dyskretnie chrząknęła, żeby zwrócić na siebie uwagę.
- Kristiane!   -   krzyknął   radośnie   Erling,   odkładając

młotek i gwoździe.

Wyglądało na to, że właśnie naprawiał jakieś narzędzia. 

Kristiane szybko jednak straciła zainteresowanie jego pra-
cą. Odwzajemniła uśmiech i zapytała:

- Przejdziesz się ze mną na pole?

95

background image

-Teraz? W środku dnia?
-dlaczego nie? Przecież pani domu nie ma zwyczaju 
nas   śledzić.   Dopóty,   dopóki   wykonujemy   nasze 
obowiązki... - Kristiane mrugnęła porozumiewawczo.
Erling niechętnie dał się jej przekonać.

Imponowało jej to, że Erling tak dokładnie i starannie 

wykonuje  swoją pracę. Inga z pewnością przedłuży mu 
kontrakt, który wygasa w październiku. Kristiane prawie 
przyjęła za pewnik, że Erling zostanie w Gaupås na zimę. 
Musi zostać, pomyślała z rosnącą paniką. Teraz są od siebie 
zależni, bo przecież oboje muszą utrzymać dziecko. Och! 
Inga na pewno się nad nimi zlituje, w końcu niedługo się 
zaręczą i urodzi im się maleństwo...

Kawałek drogi przeszli w milczeniu, ale gdy tylko Kri-

stiane nabrała pewności, że nikt ich nie zobaczy, wsunęła 
swoją dłoń w wielką i szorstką rękę Erlinga. Kciukiem gła-
dziła powoli wierzch jego dłoni. Skóra mężczyzny była wy-
suszona, ale ciepła i miła w dotyku.

Erling zarżał jak koń, posyłając jej pełne pożądania spój 

-rżenie.

Nie teraz, pomyślała. Niechęć przed współżyciem była 

tak ogromna, że nagle zrobiło jej się słabo. Oczywiście, 
że ona również za nim tęskniła, ale to nie była odpowiednia 
chwila na szybki numerek. Tym razem chciała z nim po-
rozmawiać, wtajemniczyć go w to fantastyczne misterium, 
które rozgrywało się w jej brzuchu. Jakie to dziwne, przy-
szło jej niespodziewanie na myśl. Jeszcze kilka minut temu 
byłam kompletnie bezradna. A teraz wręcz przeciwnie, czu-
ję kiełkującą radość z bycia matką. I pomyśleć, że w moim 
brzuchu mieszka mały człowiek... Spłodzony z miłości, 
która połączyła dwoje ludzi...

- Czy jest coś szczególnego, o czym chciałaś ze mną po-

96

background image

rozmawiać? - zapytał Erling, zatrzymując się na niemal cał-
kowicie zarośniętej ścieżce między polem a lasem.

-Znajdźmy najpierw pień drzewa, na którym mogliby-
śmy usiąść - wyszeptała tajemniczo Kristiane.
-A,   już   rozumiem   -   zachichotał   Erling.   -   Zwabiłaś 
mnie podstępem do lasu, żeby...

Kristiane nie skomentowała tej czytelnej aluzji, tylko 

pociągnęła Erlinga za sobą do pnia sosny, którą niegdyś 
najwyraźniej powaliła potężna wichura. Zadowolona po-
klepała pień ręką, dając Erlingowi znak, żeby usiadł obok 
niej.

Erling oderwał kawałek kory i zaczął ją oskubywać. 

Cienkie białe paski otoczone czarną obwódką spadały po 
kolei na ziemię. Żółta, gęsta żywica oblepiła mu palce.

Kristiane złościło to, że Erling nie skupia na niej całej 

swojej uwagi, ale szybko zrozumiała, że obrażanie się na 
niego byłoby dziecinadą. Z sercem w gardle zebrała się na 
odwagę i wykrzyknęła:

- Jestem w ciąży!

Erlinga zamurowało. Po chwili skulił ramiona i powoli 

odwrócił się w jej stronę.

- Żartujesz, prawda?
Kristiane z dumą pokręciła głową.
Erling rzucił za siebie kawałek kory, który trzymał w 

ręku, podniósł się ociężale i zaczął bez celu krążyć przed 
dziewczyną.

- Uważasz, że to dobra wiadomość?
Kristiane wzdrygnęła się, słysząc jego chłodny ton.
- Nie, wcale tak nie uważam - przyznała cicho. - Ja też

się martwiłam. To znaczy na początku, ale teraz... To prze
cież cudowne, że będziemy rodzicami.

Erling odskoczył do tyłu jak oparzony.

97

background image

- Po moim trupie! Ty będziesz matką, ale niech mnie

piorun trzaśnie, jeśli ja zostanę ojcem.

Zbita z tropu Kristiane zatrzepotała długimi rzęsami:

- Ale przecież nim będziesz...

Erling w rozbrajającym geście rozłożył ręce.

-A skąd, u diabła, mam wiedzieć, czy to na pewno jest 
moje dziecko?!
-Erling!   -   zaskomlała   z   bólu   Kristiane.   -   Przecież 
wiesz,   że   nie   byłam   z   żadnym   innym   mężczyzną, 
kiedy my...
Erling przerwał jej w pół słowa:
- To prawda, że byłaś dziewicą, kiedy współżyliśmy

pierwszy raz - powiedział oschłym tonem - ale skąd mam,
do cholery, wiedzieć, z kim jeszcze zabawiałaś się na sianie?
Nie jestem przecież jedynym mężczyzną w Gaupås.

Okrutne oskarżenia kompletnie ją sparaliżowały. Nie wie-

rząc własnym uszom, zasłoniła ręką usta.

-Jak możesz mówić coś takiego? - załkała zrozpaczona. 
- Tylko ty się dla mnie liczysz! Myślałam, że dobrze o 
tym wiesz!
-Nie   odstawiaj   komedii!   -   krzyknął   na   nią   Erling. 
-Zresztą   bardzo   możliwe,   że   naprawdę   mnie 
pragniesz, ale czy myślisz, że ja chciałbym się wiązać z 
kobietą upadłą?  Nietrudno  było   cię   przekonać,   żebyś 
rozłożyła   nogi,   a   takie  kobiety   nie   mają   za   grosz 
wstydu!   -   Chcąc   pokazać,   jaki   wstręt   budzą   w   nim 
kobiety podobne do Kristiane, splunął  jej prosto pod 
nogi brązową, gęstą mazią, pozostałością po niedawno 
żutym tytoniu.

Dziewczyna czuła, że na przemian zalewają ją fale zimna 

i gorąca. Szok sprawił, że przed oczami pojawiły jej się czer-
wone mroczki. Ostatkiem sił postanowiła wziąć się w garść 
i przemówić Erlingowi do rozsądku.

98

background image

-Chyba nie myślisz, że poszłabym do łóżka z byłe kim? 
Mam   prawie   dwadzieścia   pięć   lat   i   większość   moich 
rówieśniczek  jest  już  od  dawna  zamężna  i   otoczona 
gromadką  dzieci. Zachowałam dla ciebie to, co kobieta 
ma najcenniejszego i czym  chce obdarować swojego 
ukochanego.   A   ty  wykorzystujesz   to   przeciwko 
mnie...?
-Nie sądziłem, że jesteś aż taka głupia, żeby się we mnie 
zakochać! - ryknął Erling. - Gdybym o tym wiedział, 
między nami nigdy do niczego by nie doszło. Czy ty 
naprawdę  tego nie rozumiesz? Ty naiwna suko! Jestem 
wolny   jak   ptak.  Dzisiaj   pracuję   tu,   jutro   tam   i   sam 
wybieram kobiety, które mnie pociągają. A żona i kupa 
bachorów wlokących się za  mną od gospodarstwa do 
gospodarstwa to ostatnia rzecz, jakiej mi potrzeba!

Kristiane powinna czuć złość, ale zamiast tego miała 

wrażenie, że do brzucha wlewa jej się gorąca lawa. Rozcza-
rowanie paliło ją do żywego. Długo tłumiony płacz sprawił, 
że nie mogła złapać tchu. Jednak najgorsze było to jego nie-
nawistne spojrzenie. Błękitne, pełne serdeczności oczy Er-
linga zamieniły się w lodowate kryształki lodu.

-Sama jesteś sobie winna - zaśmiał się szyderczo, od-
wrócił na pięcie i ruszył ścieżką w dół.
-Zaczekaj! Proszę cię, Erling... - Potykając się co chwilę, 
Kristiane pobiegła za nim. Gdy go dogoniła, chwyciła się 
kurczowo rękawa jego koszuli, zmuszając go, żeby się 
zatrzymał.   -   Nie   możesz   tak  po  prostu  odejść...   Co 
mam   teraz   zrobić?   Co   z   dzieckiem...?   -   Łapiąc 
gwałtownie powietrze, opadła na kolana i wytarła nos.
-Trzeba było myśleć o tym wcześniej - mruknął Erling, 
delikatnie uwolnił się z jej uścisku i ruszył w stronę 
Gaupås. I ani razu nie obejrzał się za siebie.

99

background image

Kristiane wydawało się, że zaraz serce pęknie jej z rozpaczy. 
Wycieńczona i zszokowana leżała na plecach i wpatrywała 
się w niebo. Jakie ono piękne i jakie niebieskie, pomyślała. 
Bezkresne i życiodajne. Czasem zdarzało jej się wymknąć 
w nocy z domku dla służby, żeby podziwiać pełnię księżyca. 
Zafascynowana widokiem potrafiła godzinami obserwo-
wać jego okrągłą, złotą tarczę. Księżyc miał nad nią prze-
dziwną władzę, bo wystarczyło, że spojrzała na ciemne nie-
bo usiane gwiazdami i księżyc w pełni, a natychmiast czuła 
się tak, jakby była częścią wieczności.

Nagle ocknęła się. Ku swojemu przerażeniu zdała sobie 

sprawę, jak bardzo bujała w obłokach. Jak mogła rozmyślać 
o potędze wszechświata, gdy jej ukochany w tak podły spo-
sób odrzucił jej miłość? Nie powinna zresztą tak tu sobie 
leżeć, bo ktoś mógłby ją zobaczyć.

Ostatkiem sił udało jej się w końcu stanąć na nogach. 

Chwiejnym   krokiem   podążyła   w   kierunku   zabudowań, 
ale już po chwili zrobiło jej się słabo i niedobrze. Przepeł-
niona goryczą oparła się o pień drzewa.

Kilka godzin wcześniej łamała sobie głowę nad tym, jak 

wyjść cało z opresji. Pocieszała się myślą, że Erling weźmie 
na siebie część odpowiedzialności za to, co się stało. Byłby 
wówczas cień nadziei, że razem uda im się wytłumaczyć 
przed Ingą. Na wieść, że Eugenie i Torę są parą, Inga wpadła 
w prawdziwy zachwyt. Udało jej się nawet przekonać Niel-
sa, żeby podarował im kawałek ziemi. Co prawda Erling nie 
budził w Indze takiego entuzjazmu co Torę, ale przecież nie 
było w tym nic dziwnego, że służące zaręczały się z parob-
kami. Kristiane nie traciła więc nadziei, że Inga w końcu da 
im swoje błogosławieństwo i pozwoli razem zostać na służ-
bie.

Niestety ta ewentualność nie wchodziła już w grę. Dziew-

100

background image

czyna głośno westchnęła. Została sama ze swoim wstydem 
i dzieckiem, które wychowa się bez ojca.

-Gdzie jest Kristiane? - zapytała Inga w porze obiadu. 
Nie widziała służącej od wielu godzin, a wiedziała, że 
dziewczyna nie ma w zwyczaju spóźniać się na posiłki.
-Nie wiem - wymamrotała Marlenę, wkładając do ust 
kawałek ziemniaka.
Inga zmierzyła wzrokiem Erlinga. Nie wyglądało na to, 

że ma zamiar coś powiedzieć. Nieporuszony jadł dalej.

- Widziałam   was   dzisiaj   przed   południem   idących

w stronę tartaku. Czy Kristiane wróciła z tobą do domu?

Erling zrobił się czerwony od szyi aż po koniuszki uszu.
- Taaak. Wróciła. Mówiła, że idzie nakarmić mlekiem

osierocone jagnięta. Ale nie sprawdzałem, czy rzeczywiście
tam poszła. - Początkowo jego głos brzmiał bezbarwnie
i nienaturalnie, ale z czasem Erling nabrał większej pew
ności siebie. Ostatnia część jego wypowiedzi zabrzmiała
wręcz nonszalancko.

Przynajmniej nie zaprzeczył, że w samym środku dnia 

migali się od pracy, pomyślała oburzona Inga. Coś jej się 
jednak nie zgadzało. Albo Erling nie mówił prawdy, albo 
coś przed nią ukrywał. Prawdą było, że Kristiane miała zaj-
rzeć do osieroconych zwierząt, ale to nie wyjaśniało, dla-
czego nie pojawiła się na obiedzie.

Cóż, westchnęła Inga, nakładając sobie na talerz kolej-

nego klopsa. Widocznie dziewczyna wolała przez jakiś czas 
pobyć sama. A może schadzka z Erlingiem zakończyła się 
kłótnią? To niewykluczone, pomyślała, czując niemal nie-
nawiść do tego podstępnego, obrzydliwego człowieka. Mia-
ta cichą nadzieję, że służąca nareszcie odkryła jego praw-
dziwą naturę.

Niepokój o Kristiane towarzyszył Indze przez całe po-

101

background image

południe. Nie mogąc znaleźć sobie miejsca, sprzątnęła ze 
stołu brudne talerze, szklanki i garnki. Pogrążona w my-
ślach uporała się ze zmywaniem w rekordowo krótkim cza-
sie.

Potem zwinnym ruchem złapała miskę z obierkami od 

ziemniaków. Dla zabicia czasu postanowiła udać się do 
chlewu, żeby podsunąć zwierzakom trochę smakołyków. 
Miała nadzieję, że na dziedzińcu natknie się na Kristiane 
i będzie mogła upewnić się, czy nic jej nie dolega.

Świnie zachrząkały zadowolone, gdy usłyszały dźwięk 

odsuwanej zasuwy. Niezapowiedziane popołudniowe wizy-
ty z reguły oznaczały dobre jedzenie. Świnie nie były tak 
głupie, żeby tego nie rozumieć. Inga poklepała knura po 
twardej szczecinie i wsypała mu do koryta część obierek. 
Zwierzę z głośnym kwikiem zaryło w przysmakach.

Potem hojną ręką rozdzieliła jedzenie między malutkie, 

jasnoczerwone warchlaki. Młode, które jeszcze przed chwi-
lą pędziły jej na spotkanie, nagle zatrzymały się przerażo-
ne i szybko wycofały w głąb chlewu. Inga uśmiechnęła się 
bezradnie, widząc, jak się jej boją. Wiedziała, że są jeszcze 
bardzo młode i dlatego nie zdążyły się do niej przyzwycza-
ić. Pocieszała się, że z czasem będą ją kojarzyć z jedzeniem 
i przyjaznym poklepywaniem.

Wizyta w chlewie wprawiła Ingę w dobry humor. Zapach 

był nieprzyjemny, ale ciepło i bliskość zwierząt podziałały 
na jej skołatane nerwy jak balsam. Jednak gdy tylko znalaz-
ła się znowu na świeżym powietrzu, poczuła dręczący nie-
pokój. Gdzie się podziała Kristiane?

Pełna niespokojnych myśli przeszła przez dziedziniec. 

Najwyższy czas nakryć do podwieczorku. Inga marzyła o 
filiżance kawy i kawałku ciasta. Niecodziennie mogła po-
dać coś słodkiego do kawy, ale dzisiaj wszyscy dostaną po

102

background image

kawałku tortu biszkoptowego. Gulbrand się ucieszy, pomy-
ślała, uśmiechając się pod nosem, on wprost przepada za 
słodyczami.

Nagłe ze strychu na siano dobiegł ją głuchy łomot. Inga 

stanęła zaskoczona i zaczęła nasłuchiwać. Po chwili usły-
szała trzask drewnianej belki. Może to Kristiane ukryła 
się tam przed całym światem, a teraz postanowiła zejść na 
dół?

Belka znowu zaskrzypiała. Tym razem tak głośno, że wy-

dawało się, że zaraz pęknie. Inga pokiwała głową i weszła 
do środka, żeby nastawić wodę na kawę. Służąca na pewno 
zaraz pojawi się w kuchni.

background image

10

Tora poczuła smutek, widząc Johannesa gotowego do od-
jazdu do Andorsrud. Przez ostatnią zimę zdążyła bardzo 
przywiązać się do wujka. Co prawda Johannes nie cieszył 
się zbyt dużym autorytetem wśród domowników, bo nie 
był ostry i wymagający, ale za to jego błękitne oczy pełne 
były ciepła i serdeczności.

- Masz wszystko, czego potrzebujesz? - zapytała zmar

twiona Mina, zerkając na załadowany po brzegi wóz. Fili
żanki, talerzyki, garnki, pościel i koce leżały ułożone jedne
na drugich. - Jeśli czegoś ci zabraknie, nie wahaj się do nas
wrócić - dodała na zakończenie.

Johannes i Kristian wymienili rozbawione spojrzenia.
-Poradzę  sobie,  nie  martw   się  -  Johannes uspokajał 
siostrę.
-Będziesz się czuł samotny - dodała z troską w głosie 
Mina.
-Mam Frigg do towarzystwa - odpowiedział spokoj-
nie. - A jak tylko zatęsknię za twoją babską paplaniną, 
to przyjadę cię odwiedzić. - Johannes uśmiechnął się 
do siostry, żeby załagodzić sytuację.

Mina nieśmiało odwzajemniła uśmiech. Wyglądało na 

to, że wiedziała, że słów brata nie należy brać sobie za bar-
dzo do serca.

104

background image

- Poza tym nie mogę się już doczekać, kiedy zabiorę się

do pracy - dodał łagodnym tonem. - Trzeba naprawić bu
dynki gospodarcze, zaorać ziemię i przerzedzić las. Cieszę się,
że będę żył blisko natury jak pierwsi osadnicy - filozofował
Johannes, wzruszony niemal do łez własnym wywodem.

Kristian podał mu rękę na pożegnanie.

- Powodzenia! I pamiętaj, że w każdej chwili możesz

pożyczyć od nas konie albo narzędzia.

Johannes uścisnął wyciągniętą dłoń Kristiana.

-Nie zapomnę - podziękował uprzejmie. - A ty dobrze 
opiekuj się Miną, Torą i Asne.
-O to możesz być zupełnie spokojny - zażartował Kri-
stian. - Twoja siostra nie da sobie w kaszę dmuchać!

Mina lekko szturchnęła łokciem przyszłego męża. Kri-

stian roześmiał się i objął ją w pasie ramieniem. Johannes 
usiadł na wozie i cmoknął na Frigg. Ruszając powoli żwiro-
wą alejką, uniósł dłoń na pożegnanie.

Wszyscy stali przed domem wpatrzeni w oddalający się 

wóz. Gdy nie było go już prawie widać, Mina głośno wes-
tchnęła.

-Żałuję, że nie został dłużej.
-Johannes   to   pracowity   i   odpowiedzialny   człowiek, 
ale musimy się pogodzić z tym, że chce żyć na własny 
rachunek.   Zdarza   się,   że   mężczyźni   potrzebują 
zaczerpnąć oddechu i odpocząć od towarzystwa kobiet.
Mina spojrzała na niego krzywo.
-Ty też czujesz taką potrzebę?
-Tak - odpowiedział szczerze Kristian. - Jestem sa-
motnym wilkiem i to się nigdy nie zmieni.
-Wilkiem możesz być - uśmiechnęła się czule Mina - 
ale samotny już nie będziesz.
Policzki Tory oblały się rumieńcem. Czuła się niezręcz-

105

background image

nie, będąc świadkiem tej miłosnej rozmowy między mat-
ką i Kristianem. Oczywiście, że życzyła im szczęścia, co do 
tego nie było żadnej wątpliwości, ale wolała, żeby takie sce-
ny nie rozgrywały się w jej obecności. Zauważyła zresztą, 
że nie była w tym odczuciu odosobniona. Kristian również 
zrobił się cały czerwony na twarzy. Zawstydzony wprowa-
dził Minę do domu. Asne pośpieszyła za nimi.

Tora drżała z emocji. W końcu została z Kristerem sam na 

sam. Powinna była przerwać milczenie, ale cisza oddzielała 
ich od siebie niewidzialną ścianą. Och, gdyby tylko potrafiła 
zamienić   z   nim  kilka   niezobowiązujących   zdań!   Niestety 
czuła, że język przywarł jej do podniebienia. Najmłodszy syn 
Svartdala od pierwszej chwili wpadł jej w oko. Jego szlachetna 
twarz, ciemne oczy i czarne włosy po prostu ją urzekły. Tak 
samo jak złocista karnacja skóry, prosty nos i wąskie usta. 
Jego brat, Kristoffer, wydawał się bardziej męski, zauważyła 
nieśmiało. Miał tęższą, bardziej zwartą budowę ciała. Krister 
natomiast był węższy w biodrach, ale ramiona miał bardziej 
umięśnione. A poza tym był piękny niczym grecki bóg...

Nietrudno było zauważyć jego podobieństwo do ojca, 

ale Kristian bardziej przypominał Kristoffera: obaj byli bar-
czyści i odznaczali się dużą tężyzną fizyczną. Mają dość 
grubo ciosane rysy twarzy, pomyślała Tora, a wyglądowi 
Kristera nie sposób niczego zarzucić.

Idąc powoli przez trawnik w stronę zagajnika, czuła 

przyjemne łaskotanie w żołądku. Czy Krister pójdzie  za 
nią? Gdy kątem oka zauważyła, że idzie w jej kierunku, 
stłumiła w sobie radosny chichot i zwolniła kroku.

Krister niezdarnie pociągnął do siebie kłos zboża, które 

rosło nieopodal.

- Przykro ci, że Johannes wyjechał?
Jego głos brzmi tak czysto i melodyjnie, rozmarzyła się

106

background image

Tora, czując w żołądku delikatne trzepotanie skrzydeł mo-
tyla. Zadrżała z podniecenia.

-Tak - odpowiedziała wprost. - To on za pierwszym 
razem uratował nas z rąk pana Sleishego.
-Wtedy gdy uciekałyście z Wulfsberg?
-Tak. Nie zadając żadnych pytań, przyszedł nam z po-
mocą,   chociaż   na   pewno   domyślał   się,   że   matka 
popełniła przestępstwo.
-Zaraz przestępstwo - żachnął się Krister. Najwyraźniej 
miał na ten temat inne zdanie. - Pan Sleishe sam był 
sobie winien, że twoja matka zaatakowała go i zrzuciła 
ze schodów.
-Masz rację - przyznała Tora - ale to nie dawało jej 
prawa posuwać się do tak drastycznych metod.

Na twarzy Kristera pojawił się nieśmiały uśmiech.

- Punkt dla ciebie! Aż boję się pomyśleć, co mogłoby

się wydarzyć, gdyby nie udało wam się uciec...

Tora jęknęła:

-Ta myśl wciąż nie daje mi spokoju. Tylko dzięki Jo-
hannesowi   w   porę   się   stamtąd   wydostałyśmy.   Na 
szczęście nie mieszkał daleko, więc jedna ze służących 
pobiegła i go zaalarmowała.
-Jeśli się nie mylę, Johannes właśnie wtedy owdowiał?
-Tak, krótko przedtem pochował Sunnivę. Matka za-
wsze   miała   dobry   kontakt   ze   swoim   bratem. 
Opowiadała  mi  później, że wujek bardzo cierpiał po 
śmierci żony.
Krister w zamyśleniu rozcierał w dłoniach kłos owsa.
-Więc w pewnym sensie pomogli sobie nawzajem.
-Co masz na myśli? - zapytała niewinnie Tora. W końcu 
odważyła się spojrzeć na niego. Jego widok sprawił, 
że poczuła dreszcz emocji. Nie mogła uwierzyć, że tak 
po  prostu   ze   sobą   rozmawiali.   Ostatnimi   czasy 
wydawało jej

107

background image

się, że gdy Krister wchodzi do pokoju, powietrze zaczyna 
drżeć... Gdy byli blisko siebie, na przykład wtedy,  gdy 
podawała mu miskę z kaszą albo napełniała jego szklankę 
wodą, czuła, że między nimi iskrzy. W każdym razie przez 
jej ciało przepływały fale rozkoszy, ale nie była pewna, 
czy on też to czuje...

-Johannes dopilnował, żeby Sleishe nie dostał was w 
swoje ręce, a Mina odwróciła jego uwagę od choroby 
i śmierci żony. Kto wie, czy twój wujek kompletnie by 
się nie załamał, gdyby nie interwencja siostry? Sama 
mogłaś  się  przekonać,  że  Andorsrud  wymaga  wielu 
poważnych  zmian.  Dzięki temu  Johannes miał  czym 
zająć myśli.
-Nigdy tak o tym nie myślałam - przyznała Tora. - Ale 
teraz widzę, że masz zupełną rację. Johannes nie miał 
czasu się nad sobą rozczulać. Pracy było tyle, że nie 
wiedział, od czego zacząć, a poza tym w jakimś sensie 
czuł się za nas odpowiedzialny. I za Frigg.
-Zwierzęta najlepiej potrafią ukoić zszargane nerwy - 
potwierdził Krister.
Tora zaczęła się zastanawiać, czy mówił na podstawie 

własnego doświadczenia, ale postanowiła o nic go nie py-
tać. Gdyby chciał, na pewno sam by jej o tym opowiedział. 
Poza tym to prawda stara jak świat, że koń jest najlepszym 
przyjacielem człowieka.

Korony drzew szumiały na wietrze. Łagodny powiew de-

likatnie zmierzwił włosy Tory rosnące tuż przy skroniach. 
Już miała odgarnąć niesforny kosmyk, który zabłądził jej 
do kącika ust, ale Krister okazał się szybszy. Wyglądało na 
to, że zrobił to nieświadomie, bo gdy tylko jego dłoń zbliżyła 
się do jej twarzy, zmieszał się i zastygł w bezruchu. Potem 
powoli i ostrożnie odgarnął jej włosy za ucho.

- Jesteś piękna... Wiesz o tym?

108

background image

Zawstydzona Tora wbiła wzrok w ziemię. Miała wraże-

nie, że serce z nieopisanej radości zaraz wyskoczy jej z piersi. 
Krister nie cofnął ręki, tylko delikatnie ujął ją za podbródek.

Asne jest ode mnie ładniejsza, przyszło jej nagle do gło-

wy. Owalną twarz siostry otaczała burza kasztanowych lo-
ków. Poza tym Asne uśmiechała się, połyskując równym 
rzędem lśniąco białych zębów. Za to jej nos nie był bez ska-
zy. Z profilu widać było wyraźnie, że jest krzywy. Siostra 
nosiła się z większą gracją: chodziła wyprostowana jak stru-
na, śmiało wysuwając pierś do przodu.

Zapomnij o Asne, zganiła się w myślach Tora. Nie za-

mierzała w takiej chwili wychwalać siostry. Nie teraz, gdy 
Krister dość nieoczekiwanie docenił jej urodę. Tora opuś-
ciła ramiona, próbując się odprężyć. Chciała jak najdłużej 
rozkoszować się tą magiczną chwilą. Nie wiedząc, co odpo-
wiedzieć, wymamrotała coś ledwie słyszalnym głosem.

- Nie uciekaj mi - poprosił nieśmiało Krister. - Musia

łaś się przecież od dawna domyślać, że... zależy mi na tobie.
Bardzo mi zależy.

Tora gwałtownie pokręciła głową.

- Myślałam, że... że tylko ja za tobą szaleję! - Tora za

słoniła ręką usta. Jak mogła mówić o tym tak otwarcie? Sły
szała, że kobiety powinny być nieprzystępne, a z niej można
było czytać jak z otwartej księgi.

Twarz Kristera zajaśniała jak słońce.

-To dlatego tak mnie ostatnio unikałaś? Myślałem, że 
czymś cię uraziłem, ale...
-Nie, nie! - szepnęła zmieszana. - Bardzo chciałam oka-
zać ci zainteresowanie, ale nic mądrego nie przychodziło mi 
do głowy.  Wszystko wydawało mi się takie śmieszne i 
banalne.
Krister nic już więcej nie powiedział, tylko zdobył się na 

odwagę i przytulił dziewczynę do swojej piersi.

109

background image

Tora odwróciła głowę i spojrzała na otaczający ją kraj-

obraz. Ziemniakom, które zasadzili wiosną, wyrosły już 
długie, jasnozielone łodygi. Z miejsca, gdzie stali, łatwo 
było dostrzec ciemniejsze, sercowate liście. Niektóre ro-
śliny pokryły się już nawet liliowymi kwiatami w kształ-
cie dzwonków. Tora westchnęła z nabożeństwem na myśl 
o tym, że jesienią piwnica zapełni się ziemniakami. Oczy-
wiście o ile przymrozki nie zniszczą zbiorów. Tora postano-
wiła jednak odrzucić te przygnębiające myśli. Zadowolona 
wtuliła nos w szyję Kristera.

Tak musi wyglądać pełnia szczęścia, pomyślała Tora. 

Przez bluzkę czuła bicie serca Kristera. Na początku waliło 
mu młotem, ale teraz odzyskało swój normalny rytm.

Krister ostrożnie uwolnił się z uścisku i odwrócił jej 

twarz do siebie. Gdy tak namiętnie się w nią wpatrywał, 
jego oczy nabrały intensywnie niebieskiego koloru. Spoj-
rzenie Kristera wyrażało ogromną radość. Zbliżył do jej 
twarzy czerwone usta. Uczynił to nieskończenie powoli.

Gdy pożądliwie rozchylił wargi do pocałunku, pokazu-

jąc przy tym białe zęby, oszołomiona Tora błyskawicznie 
położyła swoje dłonie na jego torsie, odepchnęła go do tyłu, 
ujęła w ręce spódnicę i co sił w nogach pobiegła w stronę 
Svartdal.

Łzy napłynęły jej do oczu z bezsilnej złości. Nie chciała pła-
kać, ale delikatny wiatr smagał jej twarz, aż oczy zaszły jej 
mgłą i po policzkach popłynęły łzy. A niech to! - przekli-
nała w duchu. Była pewna, że straciła Kristera na zawsze. 
Tak bardzo chciała, żeby ją pocałował. Czasami gdy z tęsk-
noty nie mogła w nocy spać, pieściła palcem swoje wargi... 
Czuła przyjemne łaskotanie, a sama myśl o tym, że mięk-

110

background image

kie usta Kristera mogłyby dotknąć jej warg, wprawiała ją 
w stan prawdziwego upojenia...

Na początku wstydziła się swoich myśli, ale z czasem je 

zaakceptowała. Czy grzeszyła, stopniowo odkrywając swoją 
zmysłowość i poznając ciało, w którym aż kipiało od emo-
cji?

Miała chyba prawo czuć to rozkoszne drżenie w opusz-

kach palców i innych miejscach, o których się nie mówi? 
Na pewno tak, zdecydowała ostatecznie i z czasem coraz 
bardziej uświadamiała sobie swoje uczucia.

Blada i zupełnie pozbawiona tchu wśliznęła się do sy-

pialni, którą dzieliła z Asne. Na szczęście siostry tam nie 
było. W ciszy i spokoju łatwiej zebrać myśli.

Tora zrozumiała, że nie powinna była uciekać, czując 

jednocześnie, że wypełnia ją totalny chaos. Wstyd i złość 
mieszały się z ekstazą i pożądaniem. Jak ma wytłumaczyć 
Kristerowi coś, czego nie śmie wymówić nawet sama przed 
sobą?

Tora zapłakała z żalu i tęsknoty. Oszołomiło ją to, że Kri-

ster odważył się zrobić pierwszy krok. Miała nadzieję, że na 
tym nie poprzestanie, bo szczerze mówiąc, nie wiedziała, 
czy zdoła przejąć inicjatywę.

Miała ku temu swoje powody.

Zranieni i onieśmieleni wodzili za sobą wzrokiem. Tora 
wyczytała z oczu Kristera, że nie rozumie, dlaczego tak za-
reagowała. Nie wiedział, że Tora działała pod wpływem nag-
łego impulsu wywołanego panicznym lękiem.

Po obiedzie krążyli obok siebie bez słowa. W końcu Kri-

ster dał za wygraną. Nie mogąc dłużej znieść ciszy, chwy-
cił za łopatę i powłócząc nogami, ruszył w kierunku połą.

111

background image

Mężczyźni już od jakiegoś czasu kopali rowy dookoła pól, 
żeby w razie ulewy woda nie zalała upraw.

Tora z tęsknotą wypatrywała powrotu Kristera. Chyba 

jej nie unikał? Od czasu ich ostatniego spotkania musiał 
czuć się bardzo niepewnie. Czy będzie wyglądało, że mu się 
narzuca, jeśli wyjdzie mu naprzeciw? Czy ukochany zdecy-
duje się na kolejną próbę, gdy nikogo nie będzie w pobli-
żu?

Och, tak bardzo pragnęła być teraz blisko niego,  ale 

ośmieszyłaby się, gdyby poszła na pole bez konkretnego 
powodu. Dlatego gdy matka zawołała, że ma dla wszystkich 
zimny napój, Tora natychmiast znalazła się przy niej. Bez 
słowa wyjaśnienia chwyciła dwie szklanki soku malinowe-
go i pośpieszyła do Kristera. Miała nadzieję, że nie słyszał 
nawoływań Miny, bo chciała go wziąć przez zaskoczenie. 
Patrząc pod nogi, dobiegła na miejsce, zanim zdążył wbić 
łopatę w żyzną ziemię.

- Trzymaj! - krzyknęła, łapiąc oddech. - Pomyślałam

sobie, że może chciałbyś się czegoś napić.

Krister uprzejmie podziękował, podniósł szklankę do 

ust i zaczął pić. Przez cały czas kątem oka uważnie obser-
wował dziewczynę.

Szczerze mówiąc, Tora nie miała ochoty na picie, ale była 

wycieńczona i zdenerwowana. A w dodatku czuła ulgę, mo-
gąc czymś się zająć, gdy Krister przeszywał ją wzrokiem na 
wylot.

-Czy ty się mnie boisz? - spytał prosto z mostu, odkła-
dając pustą szklankę na zmurszały pień drzewa.
-Czy się boję? Nie... Wcale nie.
-Wyglądasz, jakbyś się mnie bała - ciągnął dalej pew-
nym   tonem.   -   Nie   miałem   zamiaru   cię   uwieść. 
Sądziłem, że odwzajemniasz moje uczucia.

112

background image

-Bo tak jest - odpowiedziała zawstydzona Tora. - Chodzi 
o to, że... że... - Tora nie była w stanie dokończyć zdania. 
Miała szansę wszystko wyjaśnić, ale słowa utknęły jej w 
gardle. Wiedziała jednak, że nie może zaprzepaścić takiej 
okazji.
-Chodzi o to, że co? - powtórzył Krister nieco łagod-
niej.

Kolana ugięły się pod Torą. Żeby nie upaść, przysiadła 

na pniu, odsuwając szklankę nieco na bok. - Tak bardzo się 
wstydzę...! - Jej głos zupełnie się załamał.

-A czego ty się możesz wstydzić? Przecież nie zrobiłaś 
nic   złego...   -   W   oczach   Kristera   widać   było   nieme 
znaki zapytania.
-Niby nie - westchnęła  Tora  - ale  wspomnienia  nie 
dają   mi   spokoju.   Prześladuje   mnie   poczucie   winy, 
chociaż wiem, że nic złego nie zrobiłam. - Wypowiedź 
Tory była bardzo chaotyczna.
-Masz na myśli jakieś konkretne wydarzenie? - Krister 
ostrożnie wypytywał ją dalej.

Zawstydzona Tora pokiwała głową i skromne naciągnę-

ła spódnicę na kolana.

- Nie  mieliśmy  jeszcze  okazji porozmawiać  o tym,

co się wydarzyło w Andorsrud. Próbuję uciec myślami od
tamtych przeżyć, ale one wciąż powracają.

Krister spojrzał na nią pytającym wzrokiem. Nie zważając 
dłużej na to, co wypada, a co nie, Tora w końcu wyznała, 
co jej leży na sercu.

- Jestem wam dozgonnie wdzięczna za to, że razem

z Kristofferem przyszliście mi z pomocą, gdy jeden z tych
szaleńców usiłował... usiłował dokonać brutalnego gwałtu.
Jednak... Za każdym razem, gdy wracają tamte wspomnie
nia, czuję się, jakbym była sparaliżowana. Przed oczami ma
jaczą mi wciąż te same, mrożące krew w żyłach obrazy...

113

background image

-Chyba nie porównujesz mnie do żadnego z tamtych 
mężczyzn?   -   Krister   wydawał   się   być   kompletnie 
zszokowany jej wyznaniem.
-Nie, nie! Nie wolno ci tak myśleć - wyszeptała prze-
rażona. - Dręczy mnie to, że widziałeś mnie taką... - 
Tora  zamachała   w   powietrzu   ręką,   próbując   znaleźć 
odpowiednie słowa. - Taką przybitą. Taką upokorzoną 
i   zupełnie  nagą...   -   Ogień   palił   jej   policzki,   dlatego 
przyłożyła do nich zimną szklankę w nadziei, że trochę 
się ochłodzi.
-Najdroższa! - wybuchnął Krister. - Nie wolno ci się 
dłużej zadręczać! Rozumiem doskonale, że czułaś się 
znieważona, ale przecież to ty byłaś ofiarą. Bezbronną 
ofiarą  brutalnej przemocy.  Jedyne,  o czym  wówczas 
myślałem,  to   żeby   unieszkodliwić   złoczyńcę   i 
dopilnować, żeby nie zdołał cię... splugawić.
-Więc   nie   ma   to  dla   ciebie   znaczenia,   że   widziałeś 
mnie nagą, i to w tak poniżającej pozycji?

Oczy Tory zaszły łzami.

-Nie pojmuję, jak mogłaś robić sobie z tego powodu 
wyrzuty.   -   Krister   objął   ją   ramionami,   przytulił   do 
siebie i wyszeptał z czułością: - Miła moja, jesteś taka 
czysta... Taka niewinna.
-Mimo tego, że...
-Tak   -   przerwał   jej   spokojnym   głosem.   -   Mimo 
wszystko! Musisz zapomnieć o tych okropnościach i 
spojrzeć z nadzieją w przyszłość.
-Razem z tobą? - odważyła się zapytać. Cieszyła się, 
że jej twarz ukryta jest w jego ramionach. Dzięki temu 
Krister nie miał możliwości zobaczyć, że się uśmiecha.
-Tak, Tora. Razem ze mną.

background image

11

Inga zmierzała w stronę domu wolnym, ociężałym kro-
kiem. Nagle gwałtownie się zatrzymała. Nie, pomyślała naj-
wyraźniej czymś zaniepokojona, coś tu się nie zgadza. Ten 
dziwny dźwięk dobiegający ze stodoły... Zdecydowanym 
ruchem odwróciła się na pięcie i pobiegła w odwrotnym 
kierunku.

- O Boże! Nie! - krzyknęła przerażona.
Kristiane wisiała na sznurze przywiązanym do solidnej 

drewnianej belki. Jej ciało zwijało się w konwulsjach, a pal-
ce sztywniały rozczapierzone na wszystkie strony. Gwał-
towne szarpnięcia sprawiły, że ciało zaczęło się kołysać... 
Z gardła wydobywały się chrapliwe dźwięki, a szkliste oczy 
nabiegły krwią.

- Kristiane! - zawołała nieprzytomna za strachu Inga.

W rozpaczy zasłoniła twarz rękami, ale chwilę później była
gotowa do działania. Natychmiast doskoczyła do ledwie ży
wej dziewczyny, zarzuciła ramiona dookoła jej ud i uniosła
ją tak wysoko, jak tylko zdołała. To poluźni nieco pętlę wo
kół jej szyi, pomyślała oszołomiona, i sprawi, że tchawica
nie ulegnie zmiażdżeniu. - Gulbrand, na pomoc] - zawyła
z trwogą w głosie. - Niech mi ktoś pomoże! Arne... Torę!

Pot lał jej się z czoła strumieniami. Ciepłe krople paliły 

ją w oczy. Przymknęła powieki, mocniej objęła nogi Kri-

115

background image

stiane i poprzysięgła sobie, że nigdy przenigdy nie wypuści 
jej   z   objęć.   Choćby   nawet   kompletnie   opadła   z   sił, 
choćby przyszło jej czekać na pomoc godzinami.

- Na Boga! - krzyknął wstrząśnięty Gułbrand. - Co tej

nieboraczce przyszło do głowy?

Tego na razie Inga nie potrafiła wyjaśnić. Porozmawiają 

o tym później. O ile przeżyje...

Gułbrand przywołał ręką Arnego. Chłopak posłusznie 

podbiegł do niego, przez krótką chwilę stał z rozdziawio-
ną buzią, ale szybko zrozumiał, co powinien zrobić. Silny-
mi ramionami objął Kristiane w pasie i zdecydowanym ru-
chem uniósł ją do góry, o wiele wyżej, niż mogła to uczynić 
Inga.

Ręce Ingi drżały z ogromnego wysiłku i były całe obo-

lałe. Musiała nimi potrząsać, żeby wróciło jej czucie w pal-
cach.

- Myślę, że byłoby najlepiej, gdybyś wdrapała się na

tę belkę - powiedział Gułbrand, zerkając na sufit. - Jesteś
ode mnie młodsza i zręczniejsza - dodał, podając jej siekie
rę. - Musisz odciąć sznur.

Inga zrobiła to, o co ją proszono. Pośpiesznie weszła na 

strych po drabinie, którą po śmierci Gudrun na szczęście 
naprawiono. Z lekkim wahaniem posuwała się po wąskiej 
belce. Ponieważ znajdując się tak wysoko, nie czuła się naj-
lepiej, przełożyła nogi po obu stronach belki i z siekierą 
w prawej dłoni powoli przesuwała się w stronę pętli.

Przełknęła głośno ślinę. Widok z góry ją przeraził. Kri-

stiane przypominała martwą szmacianą kukłę dyndającą na 
linie. Och, żeby tylko nie umarła! Przybiegłam najszybciej, 
jak mogłam, ale czy wystarczająco szybko? Inga nie miała 
pojęcia, ile czasu człowiek umiera, gdy się powiesi, ale była 
pewna, że gdy znalazła dziewczynę, wciąż tliło się w niej

116

background image

życie. A może tak się tylko Indze zdawało? Może to były 
konwulsje pośmiertne?

Za pierwszym razem Inga spudłowała. Szybko wytarła 

nos rękawem, uniosła siekierę do góry i ponownie uderzyła 
z całej siły. Sznur zaczął się rwać, ale dopiero za trzecim ra-
zem pękł na dobre.

Gulbrand pośpieszył Arnemu z pomocą. Chłopak mu-

siał bowiem unieść ciężar całego bezwładnego ciała Kristia-
ne. Ostrożnie położyli dziewczynę na ziemi. Wstrząśnięty 
Gulbrand przetarł ręką oczy i rozluźnił pętlę wokół szyi słu-
żącej, posyłając Indze pełne rozpaczy spojrzenie.

Inga nadal siedziała nieruchomo na belce. Widząc siny 

ślad po sznurze, który jeszcze przed chwilą zaciskał się wo-
kół szyi Kristiane, wstrzymała oddech. Nawet stamtąd mog-
ła dostrzec rozległe krwawe wybroczyny.

- Czy ona... żyje?

Gulbrand sprawdził tętno. Chwilę wahał się z odpowie-

dzią.

-Nie wiem... nie jestem pewny. - Jeszcze raz pochylił 
się nad dziewczyną. Wokół panowała grobowa cisza. - 
Tak mi się wydaje. Mam wrażenie, że wyczuwam słaby, 
bardzo słaby i nieregularny puls.
-Bogu niech będą dzięki! - Inga wybuchła płaczem.
-Jeszcze Mu nie dziękuj - Gulbrand niespodziewanie 
szorstkim tonem ostudził radość Ingi. - Jej życie, że się 
tak wyrażę, wciąż wisi na włosku.

Inga w zamyśleniu pokiwała głową. Powoli wycofata się 

tą samą drogą, którą przed chwilą przebyła. Gdy zeszła po 
drabinie i obiema nogami stanęła na ziemi, poczuła prawdzi-
wą ulgę. Z jej piersi wydobyło się ciche westchnienie. Siedząc 
na belce, na tej samej wysokości, na której zginęła Gudrun, 
czuła, że włos jej się jeży ze strachu i obrzydzenia.

117

background image

- Czy powinniśmy posłać po Lindberga?
Gulbrand pokręcił głową.

- Nie ma po co. Zanim tu dotrze, Kristiane zdąży prze

nieść się na tamten świat albo zacznie oddychać... Doktor
nic tu nie poradzi.

Inga kucnęła obok Gulbranda. Przygnębiona złapała go 

za rękę, a po chwili bez cienia wstydu kurczowo do niego 
przywarła. Mężczyzna wykrzywił usta w uśmiechu, jakby 
trochę na pocieszenie, a trochę dla zachęty. Ale myliła się, 
sądząc, że tylko ona potrzebuje pociechy. Gulbrand dał jej 
to jasno do zrozumienia, lekko ściskając ją za rękę.

To, co się wydarzyło, nie pozostało również bez wpływu 

na Arnego. Ten zazwyczaj zrównoważony, spokojny chło-
pak miał łzy w oczach. Oddychał ciężko i nie mogąc opa-
nować drżenia rąk, bawił się nerwowo kapeluszem.

Żadne z nich nie odezwało się ani słowem. Wszyscy 

troje czekali w śmiertelnym napięciu na rozwój wypadków. 
Ogarniała ich rozpacz, że nie mogą pomóc w jakiś konkret-
ny sposób. Czuliby się inaczej, gdyby musieli na przykład 
zatamować krwawienie albo zabandażować ranę po draś-
nięciu kulą. Inga miała wrażenie, że strach przewierca jej 
czaszkę, a ból głowy zaraz ją rozsadzi. „Dobry Boże", modli-
ła się po cichu, „pozwól Kristiane przeżyć! Ona jest jeszcze 
taka młoda..."

Z każdą mijającą  minutą  twarz Gulbranda nabierała 

coraz bardziej ponurego wyrazu. A kiedy Inga zerknęła w 
jego  stronę,   pokręcił   przepraszająco  głową.   Inga   znowu 
wybuchła płaczem, który przerodził się w cichy, zdławiony 
szloch.

- Zaczekajcie!   -   wykrzyknął   niespodziewanie   Arne.

Chłopak wstrzymał oddech. - Wydaje mi się, że próbowała
podnieść powieki!

118

background image

Pobożne życzenie, pomyślała Inga. To na pewno złudze-

nie. Jednak słowa parobka ożywiły w niej nadzieję. Wypro-
stowana jak struna przyglądała się dziewczynie badawczo.

- Masz   rację!   -   Gulbrand   nie   posiadał   się   z   rado

ści. - Ona żyje. Jej życie tli się, co prawda, wątłym płomie
niem, ale tętno ma coraz szybsze. A przed chwilą widziałem
skurcz w kąciku jej oka. - Gulbrand pochylił się nad twarzą
Kristiane. - Taaak. Czuję, że oddycha.

Inga miała ochotę podskoczyć z radości, ale szybko się 

opamiętała. Dziewczyna potrzebowała teraz ciszy i spoko-
ju. Inga zdawała sobie sprawę z tego, że stan Kristiane nadal 
był poważny, ale i tak czuła ogromną ulgę.

Kristiane zmarszczyła brwi, a na twarzy pojawił się gry-

mas niezadowolenia. Jęczała głucho, nadal nie odzyskując 
przytomności.

-Wyliże się z tego - oznajmił Gulbrand, usiłując ukryć 
wzruszenie. - Możemy zanieść ją na górę do twojego 
pokoju?   -   zwrócił   się   do  Ingi.   -  Lepiej   będzie,   jeśli 
ludzie   nie  będą   walić   drzwiami   i   oknami,   żeby 
przekonać się na własne oczy, w jakim jest stanie.
-Tak, zanieśmy ją na górę - zgodziła się Inga. Wstając na 
nogi, usłyszała, jak trzeszczą  jej  kolana. Rozumiała tok 
myślenia  Gulbranda. Próba odebrania sobie życia  była 
czymś   haniebnym   i   zawsze   wywoływała   niezdrową 
sensację. Dlatego byłoby lepiej dla dziewczyny,  gdyby 
uniknęła   ciekawskich  spojrzeń   gapiów.   Służbie   powie 
się,   że   Kristiane   jest   ranna,   ale   nikt   nie   musi   znać 
dokładnych okoliczności zdarzenia... Inga postanowiła, 
że niebawem zajrzy do służącej i wymusi  na Arnem 
milczenie. Wiedziała, że Gulbrand zachowa dyskrecję, 
ale chłopaka nie była wcale taka pewna.

119

background image

- Odzyskała przytomność - oznajmił cichym głosem

Gulbrand, gdy razem z Arnem zeszli na dół do Ingi. - Wpat
ruje się apatycznie w ścianę i nie jest specjalnie rozmow
na. To chyba nie najlepszy pomysł, żeby zostawiać ją teraz
samą...

Inga pogłaskała go uspokajająco po ramieniu.

-Zaraz do niej pójdę. W takim stanie psychicznym może 
spróbować   wyskoczyć   przez   okno.   Niestety   nie   ma 
wątpliwości,   że   mamy   tutaj   do   czynienia   z   próbą 
samobójczą.
-Masz   rację   -   westchnął   Gulbrand.   -   I   to   właśnie 
Kristiane,   która   zawsze   wydawała   się   taka 
zrównoważona i trzeźwo myśląca.
-Przekaż Arnemu wiadomość, żeby nikomu o tym nie 
opowiadał. Później ja sama z nim porozmawiam.
-Tak zrobię - obiecał Gulbrand i pośpieszył za chłopa-
kiem.
Inga obawiała się spotkania ze służącą. Dziewczyna mu-

siała mieć przecież jakieś ważne powody, które popchnęły 
ją do tak dramatycznego czynu. Odratowana wbrew swojej 
woli   mogła   zamknąć   się   w   sobie   i   unikać   kontaktu   z 
innymi.   Inga   postanowiła  jednak,  że   przerwie   tę   zmowę 
milczenia. Nie miała pojęcia, jak nakłonić dziewczynę do 
zwierzeń, ale wiedziała, że musi przynajmniej spróbować.

Twarz Kristiane zlewała się w jedną całość z białą koron-

kową poduszką. Służąca wyglądała tak, jakby nie zdawała so-
bie sprawy z tego, że ktoś wszedł do pokoju. Wpatrywała się 
nieruchomo w ścianę, ale i tak można było mieć wątpliwo-
ści, czy wie, na co patrzy. Wargi miała rozchylone i spierzch-
nięte. Dookoła szyi nadal widać było wgłębienie po sznurze, 
ale najgorsze były krwiste wybroczyny na skórze.

- Kristiane - zaczęła Inga łagodnym tonem, przysiada

jąc   spokojnie   na   brzegu   łóżka.   Z   pewnym   wahaniem 
ujęła

120

background image

zimną rękę służącej i ogrzała ją w swoich ciepłych dłoniach. 
W przeszłości Inga bardzo skrupulatnie przestrzegała zasa-
dy, że służbę należy chwalić, jeśli tylko nadarzy się ku temu 
okazja. Swoje zadowolenie wyrażała jednak wyłącznie sło-
wami. Fizyczny kontakt między panią domu a służbą nale-
żał do rzadkości, poza jednym wyjątkiem: tego dnia, gdy 
Inga o mało co sama nie utonęła, Kristiane w przypływie 
euforii rzuciła jej się na szyję.

Całkowity brak reakcji ze strony dziewczyny zniechęcił 

Ingę. Jak miała jej pomóc, skoro nie wiedziała, co ją gnębi? 
Postanowiła jednak, że tak szybko się nie podda. Wciągnęła 
głęboko powietrze i odezwała się ponownie:

- Tylko Arne, Gulbrand i ja wiemy, co się stało. Nikogo

więcej tam nie było. Możesz mi zaufać: to, co się wydarzyło,
pozostanie naszą tajemnicą. Nikt poza naszą czwórką o ni
czym się nie dowie. Chyba że będziesz chciała zwierzyć się
swojej siostrze, ale tę decyzję pozostawiam tobie.

W porządku, pomyślała Inga. Teraz przynajmniej dziew-

czyna ma pewność, że tylko parę osób zna okoliczności ca-
łego zajścia. Będzie jej łatwiej żyć ze świadomością, że lu-
dzie nie wiedzą o jej próbie samobójczej.

- Nie zdołam ci pomóc, dopóki nie powiesz, co się sta

ło...

Inga zamilkła. Dała chyba wystarczająco jasno do zro-

zumienia, że chętnie pomoże w rozwiązaniu dręczącego 
dziewczynę problemu. Cudowne błękitne oczy dziewczyny 
powoli zrobiły się szkliste, a jej usta zaczęły drżeć.

-Jestem w ciąży!
-Ty też? - wyrwało się Indze nieopatrznie. Że też nigdy 
nie potrafiła na czas ugryźć się w język!
-Co masz na myśli? - spytała Kristiane, powoli odwra-
cając głowę w jej stronę.

121

background image

-Nic   takiego   -   odpowiedziała   szybko   Inga.   -   Tylko 
tyle, że ostatnio mamy prawdziwy wysyp porodów... 
Nie  tak  dawno  ja   sama   urodziłam  dziecko...   -  Inga 
próbowała   jakoś   się   wyłgać   i   wyglądało   na   to,   że 
niebezpieczeństwo  zostało   zażegnane,   Kristiane 
niczego nie zauważyła.  Najwyraźniej   Marlenę   nigdy 
nie   wtajemniczyła   siostry   w   to,  że   kiedyś   zaszła   w 
ciążę z lekkoduchem Pederem. Rodzeństwo było sobie 
bardzo oddane, ale mimo to Marlenę nie odważyła się 
zdradzić siostrze tajemnicy.  Bogu niech będą  dzięki, 
pomyślała samolubnie Inga. Nie miała ochoty dzielić 
się z innymi wiadomością, że dała służącej do wypicia 
wywar   z   widłaka.   Całkiem   możliwe,   że   Kristiane 
dotrzymałaby ponurej tajemnicy, ale pewności co do 
tego Inga mieć po prostu nie mogła. - Zajście w ciążę to 
nie przestępstwo - Inga próbowała ją pocieszyć.
-Znalazłam się w sytuacji bez wyjścia  - wyszeptała 
zrozpaczona dziewczyna. - Okryłam hańbą rodziców, 
samą siebie... i ciebie.
-O mnie się nie martw - zaoponowała z lekkim uśmie-
chem Inga.
-Ale dziecko zostało poczęte w Gaupås.
-Szczerze mówiąc - zaczęła Inga, uśmiechając się sze-
rzej - mało mnie to obchodzi. Najważniejsze, żebyśmy 
wspólnie znalazły rozwiązanie.

Ciałem dziewczyny wstrząsnął płacz.

- Nic na to nie poradzę, ale... Nie widzę żadnego inne

go wyjścia niż odebrać sobie życie.

Determinacja dziewczyny wstrząsnęła Ingą.
- Chcesz chyba powiedzieć, że nie widziałaś innego

wyjścia - poprawiła ją. - Uwierz mi, że czasem wszyst
ko wydaje się beznadziejne, ale w końcu zawsze udaje 
się
dostrzec światełko w tunelu. Bywa, że przed człowiekiem

122

background image

piętrzy się tyle przeszkód, że wcale nie widać ich końca, 
ale... Daj sobie czas, a zobaczysz, że wszystko jakoś się 
ułoży.

-Tak myślisz? - zapytała Kristiane. W jej głosie nadzieja 
mieszała się z rozpaczą.
-Ja   to  wiem  -   odpowiedziała   zdecydowanym   tonem 
Inga. - Najpierw jednak musimy zastanowić się nad 
tym, co zamierzasz zrobić z dzieckiem.

Kristiane aż podskoczyła na łóżku.

-Co   zamierzam   zrobić...?   Istnieją   tylko   dwie   możli-
wości:   albo   dokończę   to,   co   właśnie   próbowałam 
zrobić, albo wydam owoc mojej hańby na świat.
-A więc chcesz urodzić to dziecko?
-Tak  -  rozpaczała   Kristiane.  -  Może  to dziwnie  za-
brzmi, ale to maleństwo wiele dla mnie znaczy, mimo 
tego, że poczęło się w grzechu. Mogę sprawić, że umrze 
razem ze mną, albo patrzeć, jak rośnie.

Inga szczerze podziwiała dziewczynę za jej odwagę. 

Nie szukała połowicznych rozwiązań, chciała mieć wszyst-
ko albo nic.

- W   takim   razie   nie   ma   nad   czym   dłużej   dywago

wać - uśmiechnęła się Inga. - Urodzisz to dziecko!

Nieśmiały uśmiech zagościł w kąciku ust Kristiane.

-Chyba jednak powinnam zawiadomić rodziców. Wo-
lałabym  im tego oszczędzić, ale... Może po namyśle 
przyjmą nas z radością pod swój dach?
-Oczywiście, że ich wtajemniczymy w nasze plany - 
przytaknęła Inga - ale na razie zostaniesz tutaj. Nie 
mam   zamiaru   ciebie   wyrzucać.   -   Inga   zmarszczyła 
brwi. - Czy to dlatego nie chciałaś mi się zwierzyć? 
Bałaś się, że każę ci się stąd wynosić?
Serdeczna troska, jaką okazała jej Inga, sprawiła, że Kri-

123

background image

stiane nie mogła złapać tchu. Głos zamarł jej w gardle od 
dławiącego ją płaczu.

- Taaak - zaszlochała. - Straciłam nad sobą kontrole.

Kiedy zrozumiałam, że kiełkuje we mnie nowe życie, naj
czarniejsze myśli przychodziły mi do głowy. Myślałam o ro
dzicach, którzy niczym sobie nie zasłużyli na taki wstyd,
o dziecku, które będzie wychowywać się bez ojca, o mojej
przyszłości... - Kristiane głośno wydmuchała nos w chu
steczkę. - I o tym, że nie przeżyję tej hańby, jaką będzie wy
rzucenie mnie z Gaupås.

Inga sama była bliska płaczu. Biedna Kristiane! Inga 

doskonale wiedziała, z jakimi czarnymi myślami musi się 
zmierzyć młoda dziewczyna, gdy okazuje się, że urodzi nie-
ślubne dziecko. Ona sama zachowała nieco więcej spokoju, 
gdy odkryła, że znowu jest w ciąży. Nikt nie zdołałby udo-
wodnić, że jej potomstwo zostało poczęte w grzechu. Mog-
ła utrzymywać, że to Niels jest ojcem dziecka. Poza tym nie 
została z gołymi rękami, miała zabezpieczenie w postaci 
dużego gospodarstwa i pieniędzy, które odkładała na czar-
ną godzinę. Oczywiście, że ludzie szeptali o niej za plecami, 
ale nikt nie odważył się głośno oskarżyć ją o cudzołóstwo.

- Być może nie zachęcam zbytnio do zwierzeń - przy

znała Inga, czując, że to wyznanie sprawia jej przykrość - ale
nie jestem bez serca. I mogę cię zapewnić, że spróbuję ci
pomóc najlepiej, jak potrafię. Mam nadzieję, że następnym
razem będziesz o tym pamiętać. - Inga uniosła brodę służą
cej do góry i wbiła w nią spojrzenie.

Kristiane zawstydziła się i spuszczając wzrok, nieśmiało 

pokiwała głową.

-A więc w porządku!
-Ale on... on nie chce mnie więcej znać. - Dziewczyna 
w końcu zebrała się na odwagę. - Ja też na początku nie 
by-

124

background image

łam szczęśliwa... Możesz mi wierzyć. Ale miałam na 
nadzieję  że   ojciec   dziecka   weźmie   na   siebie 
część...odpowiedzialności.   -   Ostatnie   słowo 
Kristiane wypowiedziała z zbitego psa.

Nie musiała nawet wspominać, kto jest ojcem dziecka 

bo Inga doskonale wiedziała, że chodzi o Erlinga. I ani 
trochę nie dziwił jej fakt, że chłopak nie poczuwał się do 
żadnej   odpowiedzialności   za   mające   się   urodzić   dzieci 
Nie należał do mężczyzn, którzy daliby się usidlić kobiecie 
Co innego, gdyby Kristiane związała się na przykład z Ar-
nem, który wydawał się miły i godny zaufania.

- I obrzucił mnie takimi wyzwiskami... - Głos Kristia

ne zadrżał. - Zrobiło mi się tak przykro. Byłam bezradna.
I rozczarowana...

Inga nie wiedziała, co odpowiedzieć. Do głowy przy-

chodziły jej same niecenzuralne, pełne pogardy słowa pod 
adresem Erlinga. Już miała je na końcu języka, ale w ostat-
niej chwili postanowiła milczeć. To i tak nie poprawiłoby 
sytuacji, w której znalazła się Kristiane.

- Niektórzy mężczyźni nie dbają o nic. Taka jest praw

da. Dlatego stawiam ci jeden warunek, który musisz speł
nić, jeśli chcesz nadal u mnie pracować...

Usta Kristiane zastygły ze strachu.
- Jaki?
Inga pouczająco pokiwała palcem.
-Nie wolno ci nigdy, pod żadnym pozorem, słuchać 
Erlinga,  gdyby  znowu  próbował  ci  się  przypodobać. 
Od dzisiaj musisz zerwać z nim jakiekolwiek kontakty. 
Rozumiesz?
-Taaak. Możesz być spokojna, nie będę słuchać jego 
pochlebstw, ale... Dlaczego to tak cię niepokoi?
-Ponieważ znam Erlinga. Na własnej skórze przekona-

125

background image

łam się, jaki jest naprawdę. Obiecujesz, że mu nie ulegniesz, 
jeśli będzie próbował cię odzyskać? Kristiane ścisnęła ją 
mocno za rękę.

-Obiecuję!
-Świetnie - pochwaliła ją Inga. - Odpocznij sobie przez 
kilka dni, a jeśli znowu przyjdą  ci do głowy jakieś 
czarne   myśli,   pamiętaj,   że   razem   uporamy   się   z 
każdym   problemem.   Nie   chcę,   żebyś   znowu 
próbowała... - Nagle urwała w pół słowa. Dziewczyna 
na pewno zrozumiała, co Inga ma na myśli.

Kristiane pokiwała głową ze wstydem. Inga szybkim 
krokiem podeszła do komody, otworzyła szufladę i 
wyjęła z niej kolorową apaszkę.

- O tak! - ucieszyła się, ostrożnie zawiązując ją na szyi

służącej. - Teraz nikt nie zauważy śladów po sznurze. Przy
puszczam, że Marlenę będzie chciała się z tobą zobaczyć.

Przepełniona wdzięcznością Kristiane pociągnęła żałoś-

nie nosem.

background image

12

Inga była tak wściekła na Erlinga, że na widok żniwiarza 
zatrzęsła się ze złości. Jego fałszywy uśmieszek samoza-
dowolenia i lodowate spojrzenie szczwanego lisa sprawiły, 
że krew zaczęła się w niej burzyć. Ostatkiem sił ugryzła się 
w język, chociaż wewnątrz kipiała z bezsilnej złości. Naj-
chętniej doskoczyłaby do niego i nie zostawiłaby na nim 
suchej nitki. Żałowała, że nie może tego zrobić; nie chciała, 
żeby Erling mógł się szczycić tym, że Kristiane z jego po-
wodu usiłowała odebrać sobie życie! A poza tym obiecała 
dziewczynie, że zachowa milczenie.

- Na co się gapisz? - spytał Erling bezczelnym tonem,

gdy spotkali się koło padoku.

Inga   szła   właśnie   tamtędy,   żeby  nazbierać   kwiatów 

chmielu. Zamierzała je wysuszyć, a następnie dodać do 
piwa. Dzięki temu napój ma mocniejszy aromat i dłużej na-
daje się do spożycia.

Erling   naprawiał   ogrodzenie,   które   kilka   dni 

wcześniej  zniszczył Mikrus. Koń z taką gwałtowną siłą 
wierzgał tylnymi kopytami, że poważnie uszkodził żerdź 
i dwie deski.

- To nie twoja sprawa - odpowiedziała Inga zapalczy

wie. Żałowała, że chmiel okręcił się dookoła drzewa owo
cowego, które rosło akurat tam, gdzie stał Erling. Nie za-

127

background image

mierzała jednak z tego powodu zmieniać swoich planów. 
Zdecydowanym   ruchem   zerwała   wiązkę   szyszkowatych 
kwiatów i wrzuciła ją do koszyka.

- Coś mi się wydaje, że się we mnie zadurzyłaś - zakpił

Eriing i mrugnął porozumiewawczo.

Ta bezczelna uwaga rozwścieczyła Ingę.

- Wolałabym  raczej  towarzystwo   żaby  -  odpaliła  ze

złością. - W bajkach zawsze się okazuje, że to zaczarowany
książę, ty natomiast przypominasz wilka w owczej skórze.
Tfu! - Dla podkreślenia swoich uczuć splunęła w mało ko
biecy sposób.

Eriing odchylił głowę do tyłu i zaśmiał się szyderczo. 

Najwyraźniej dobrze się bawił.

-Chyba  dawno nikt cię porządnie nie zerżnął, skoro 
jesteś taka naindyczona!
-Nie waż się odzywać do mnie w ten sposób! - wark-
nęła Inga. Nagle zrozumiała, że dała się wciągnąć w 
pułapkę. Eriing z pewnością chciał ją sprowokować. - 
Powinno ci wystarczyć, że zrobiłeś dziecko Kristiane! - 
W tej samej chwili pożałowała swoich słów, ale było już 
za   późno.   Niedługo   i   tak   wszyscy   się   dowiedzą,   że 
służąca spodziewa się dziecka, pocieszyła się w duchu. 
To   o   próbie   samobójstwa  miałam   nikomu   nie 
opowiadać, a nie o ciąży.
Twarz Erlinga znieruchomiała, a nozdrza pobladły ze 

złości.

- Więc Kristiane już ci się poskarżyła...? Do diabła,

ale się temu czupiradłu dostanie!

Inga przestraszyła się nie na żarty.
-Nic mi nie mówiła, sama wszystkiego się domyśliłam. 
- Skłamała, ponieważ obawiała się, że Eriing zemści 
się na Kristiane.
-I chcesz, żebym w to uwierzył? - Eriing uśmiechnął

128

background image

się, ale bynajmniej nie z sympatii. - A to dziwka! Jestem 
pewny, że trąbiła o tym na prawo i lewo!

-Nie powinno cię to teraz interesować - zganiła go ostro 
Inga. - Zastanów się lepiej nad tym, jak zapewnić byt 
swojej nowej rodzinie.  - Mdliło ją na samą  myśl  o 
Erlingu z żoną i dzieckiem u boku.
-Sama niech się zajmie tym bękartem!
-Razem go spłodziliście - przypomniała mu Inga. - Jeśli 
Kristiane była wystarczająco dobra, żeby...

Rozwścieczony Erling przerwał jej w pół słowa:

- Ta dziwka nadawała się tylko do jednego!
Nagły ból przeszył  mu prawy policzek i część ucha. 

Przerażony złapał się za ucho, które zrobiło się czerwone 
z gorąca.

- Nie waż się tego powtórzyć - ostrzegła go Inga śmier

telnie poważnym tonem - bo...

Groźba zawisła w powietrzu.
- Pożałujesz tego - wysyczał Erling w gniewie. - Bę

dziesz tego gorzko żałować, ty i ta głupia dziwka z Gaupås!

O Boże, pomyślała nieprzytomna ze strachu Inga, gdy 

Erling ze złością ruszył w stronę domku dla służby. Skrzyn-
ka na narzędzia podskakiwała mu z boku. Dlaczego nie po-
hamowała swojego temperamentu i nie trzymała języka za 
zębami? Wiedziała przecież, że Erling jest nieobliczalny, 
a swoim zachowaniem dolała tylko oliwy do ognia.

Wzdychając ciężko, przyłożyła dłoń do serca, które biło 

jak oszalałe.

Przez pierwszych kilka dni Kristiane stroniła od ludzi, ale 
z czasem poczuła się pewniej, głównie dzięki zapewnie-

129

background image

niom Ingi, że Erling nie będzie miał więcej okazji, żeby ją 
poniżać.

Z tego powodu tak rozsadzono służbę, żeby dziewczyna 

mogła siedzieć przy stole jak najbliżej Ingi, a możliwie naj-
dalej od Erlinga.

Erling szybko się zorientował, że ta nieoczekiwana zmia-

na została ukartowana za jego plecami, bo raz po raz obrzu-
cał Kristiane badawczym spojrzeniem. Dziewczyna nie ru-
mieniła się już jednak z pożądania i miłości, lecz z palącego 
wstydu. Inga trzęsła się w środku ze złości, widząc, że Er-
ling nadal ma nad służącą taką władzę. Pocieszała ją tylko 
myśl, że trzymali się od siebie z daleka.

Wybroczyny na szyi Kristiane nieco przybladły i zrobi-

ły się bardziej żółtozielone. Jednak wciąż nikt nie miałby 
problemów z odgadnięciem, co było ich przyczyną, gdyby 
dziewczyna nie zakrywała szyi apaszką.

- Bardzo się cieszę, że możemy na tobie polegać - po

wiedziała poufnym tonem Inga, gdy znaleźli się z Arnem
na osobności. - Sam rozumiesz, że o takich rzeczach jak
próba samobójstwa ludzie ze sobą nie rozmawiają...

Zawstydzony Arne podrapał się w czoło, nie mając 

śmiałości podnieść na Ingę wzroku.

-Może pani na mnie polegać, pani Gaupås. Nie puszczę 
pary z ust.
-Bardzo to sobie cenię - Inga uśmiechnęła się serdecz-
nie.   -   Godni   zaufania   pracownicy   mają   zapewnioną 
przyszłość   w   moim   gospodarstwie.   Lojalność   zawsze 
hojnie wynagradzam.
-Żal mi Kristiane, że... że się zadawała z tym... hul-
tajem   -   wyjąkał   Arne,   pokazując   głową   na   Erlinga, 
który  właśnie przechodził między pralnią a szopą na 
narzędzia. Wyglądało na to, że ich nie zauważył.

130

background image

-Przykra sprawa - przyznała Inga bez wdawania się w 
szczegóły.   Wolała   zachować   swoje   zdanie   tylko   dla 
siebie,  jednak   w   pewien   sposób   ucieszyła   ją 
wiadomość, że inni  również zwrócili uwagę na podłe 
zachowane Erlinga.
-Musimy   zrobić   wszystko,   żeby   przywrócić   jej 
uśmiech - powiedział zawstydzony Arne.
Inga spojrzała ciepło na chłopaka.
- Masz rację. Masz zupełną rację - zgodziła się z uśmie

chem.

Inga od dawna podejrzewała, że Erling jest szalony. Nie są-
dziła jednak, że jej podejrzenia tak szybko się potwierdzą.

Stało się to tuż przed obiadem i oczywiście ofiarą szaleńca 

padła Kristiane. Przez kilka ostatnich dni dziewczyna skarżyła 
się na ból w dużym palcu u nogi i chociaż Inga przyłożyła jej 
okład z liści babki, który miał uśmierzyć rwanie, nic to jednak 
nie pomagało. Palec wciąż puchł i zrobił się intensywnie czer-
wony, a koło paznokcia zebrała się żółta ropa. Za każdym ra-
zem, gdy służąca wkładała drewniaki, ucisk był wprost nie do 
wytrzymania. Dziewczyna jęczała i wiła się z bólu.

-Nie widzę innej rady, jak tylko posłać po doktora Lind-
berga - powiedziała Inga zmęczonym głosem. - Miejmy 
nadzieję, że będzie mógł go amputować.
-Nigdy w życiu! - Kristiane zadrżała ze strachu i szybko 
cofnęła nogę. - Nie pozwolę, żeby mnie oszpecił swoimi 
narzędziami tortur! Co to, to nie!
-Masz ci los! - westchnęła Inga z wyraźną rezygnacją 
w głosie.

Dziewczyna, wyraźnie utykając, poszła w stronę kurni-

ka, żeby zebrać jajka.

131

background image

- Kristiane! - wrzasnął Erling, przywołując ją ręką.
Służąca przystanęła z wahaniem, a potem zastygła

w bezruchu jak spłoszony zając gotowy do ucieczki.

- Kristiane   -   łasił   się   Erling.   -   Nie   bój   się   mnie...

Chciałbym z tobą porozmawiać o tym, co się wydarzyło.

Dziewczyna zmieszała się. Doskonale pamiętała ostrze-

żenie Ingi, a świadomość, co jej grozi za przebywanie z Er-
lingiem sam na sam, ciążyła jej jak młyńskie koło. Nie po-
zwól, żeby znów cię omotał, powtarzała jej w kółko Inga.

- Kochanie, tak mi przykro - czułymi słówkami Erling

próbował zwabić ją do kuźni. - Musimy ustalić, jak zajmie
my się dzieckiem...

To wystarczyło, żeby Kristiane dała za wygraną. Z gry-

masem bólu na twarzy, mocno utykając na jedną nogę, po-
deszła do Erlinga.

-Boli cię? - zapytał z troską w głosie, ruchem głowy 
wskazując na stopę, którą ciągnęła po ziemi.
-Owszem,   nie   zaprzeczę   -   odpowiedziała   chłodnym 
tonem.
-Biedactwo! Naprawdę tak bardzo boli cię ten palec? - 
powtórzył pytanie Erling i z przeraźliwym zgrzytem 
przeciągnął kamieniem szlifierskim po ostrzu siekiery. 
Nie czekając na odpowiedź, dodał: - Dobrze by było go 
obejrzeć.
Wyprostował się, żeby uważnie przyjrzeć się bolące-

mu miejscu. Kristiane niepewnie skinęła głową i wysunęła 
stopę z drewniaka. Nie do końca mu ufała, ale cieszyła się, 
że tak się nią przejął. Bezmyślnie położyła palce na pniaku 
do rąbania drzewa.

-Czy to ten, czy tamten? - spytał Erling, wskazując sie-
kierą na coraz to inny palec dziewczyny.
-To ten - odpowiedziała zbita z tropu. Musiał przecież

132

background image

widzieć, w który palec wdało się zakażenie, bo chory pa-
luch świecił na czerwono niczym latarnia morska.

Erling tylko na to czekał. Błyskawicznie uniósł siekierę 

nad głowę i z całej siły uderzył nią w pniak.

Gdy Kristiane zobaczyła, jak jej duży palec odskakuje 

w róg kuźni, z jej gardła wydobył się piekielny wrzask.

- Proszę bardzo - zaśmiał się mściwie Erling. - To za

twoje gadulstwo. A poza tym palec nie będzie ci już teraz
dokuczał - dodał spokojnie i odwrócił się do niej plecami.

Kristiane wyskoczyła na dwór jak z procy. Z miejsca, gdzie 

jeszcze przed chwilą znajdował się duży palec, sikała krew.

Słysząc mrożący krew w żyłach krzyk służącej, Inga 

czym prędzej wybiegła z domu. Nie musiała o nic pytać, 
bo wszystkiego natychmiast sama się domyśliła. Ty naiwna 
istoto, pomyślała z rezygnacją, dlaczego nie trzymałaś się 
od niego z daleka? Nie było jednak sensu udzielać teraz 
służącej reprymendy. Za to w Indze aż kipiało ze złości na 
Erlinga.

- Koniec z tym - zaklęła z wściekłością. - Teraz mnie

popamięta!

Inga pośpieszyła w stronę kuźni.
- Erling! - krzyknęła. - Jak mogłeś to zrobić? Czy tobie

brak piątej klepki? Zacznij w końcu używać głowy do cze
goś innego niż noszenie kapelusza!

Erling spojrzał na nią, szczerząc zęby w pogardliwym 

uśmiechu. Słowa Ingi spłynęły po nim jak po kaczce.

-Szkoda, że nie bolały jej oba paluchy u nóg - zarechotał 
złośliwie - bo mogłaby nosić buty o jeden numer mniej-
sze! - Erlinga wyraźnie rozbawił okrutny dowcip.
-Nie   wiedziałam,   że   jesteś   taki   mściwy   -   wybuchła 
gniewem   Inga.   -   Nie   pojmuję,   że   wyżywasz   się   na 
Kristiane za to, że urodzi twoje dziecko...

133

background image

- To nie dlatego - zaoponował gwałtownie Erling. - Nie

powinna wciągać cię w nasze sprawy. Nie pozwolę, żebyś
ty - właśnie ty - nade mną triumfowała. Nie zniosę two
ich drwin. A w ogóle to za kogo ty się uważasz? Za obroń
cę moralności? Ty? - w jednej chwili podskoczył do niej
i z całej siły ukłuł ją w pierś. - Ty, która zdradziłaś Nielsa
z Bjornarem? Ty, która dopuściłaś się o wiele gorszego prze
stępstwa niż to...

Inga nie chciała dalej tego słuchać. Nie zamierzała da-

wać Erlingowi okazji, żeby mógł powtórzyć, że jest winna 
morderstwa. Gniew zalewał jej oczy, ale niewiele mogła 
zrobić. Złoszczenie się na Erlinga nic nie dawało. Oczywi-
ście przejmowała się tym, że odrąbał Kristiane palec u nogi, 
ale najbardziej bolało ją to, że nic sobie nie robił z jej uwag. 
Wzruszył tylko obojętnie ramionami, nie pojmując, o co 
tyle hałasu.

On nie ma dla mnie ani odrobiny szacunku, pomyślała 

zrozpaczona. Miała ochotę przepędzić go na cztery wiatry, 
ale brakowało jej odwagi. Włos jej się jeżył na głowie na myśl 
o tym, co Erling mógłby wyszeptać na ucho lensmanowi. 
Ona wiedziała, że nie pomogła Bjornarowi uciec z więzienia, 
ale co, jeśli Erlingowi uda się przekonać Thuesena do swojej 
wersji? Ten przebiegły chłopak naprawdę miał gadane. Jeśli 
wzbudzi zaufanie lensmana, nie minie wiele czasu, a prawda 
o tajemniczej śmierci Gudrun wyjdzie na jaw... Erling mógł 
mieć swoje humory i dopuszczać się brutalnych czynów, 
a ona i tak nie mogła go wyrzucić. Erling miał ją w garści i ta 
myśl sprawiła, że Inga pobladła z przerażenia.

- Ty niemądra dziewczyno! - Inga zbeształa służącą,

gdy znalazła ją na ganku. - Dwukrotnie ostrzegałam cię

134

background image

przed tym człowiekiem i mam nadzieję, że trzeciego razu 
nie będzie...

-Nie - załkała Kristiane. Jej katar, pot i łzy zmieszały 
się w jedno, a oczy zrobiły się opuchnięte i czerwone 
jak  u   królika.   Dziewczyna   osuszyła   nos   wierzchem 
dłoni,   a   gęsty   śluz   wytarła   w   fartuch,   zanosząc   się 
histerycznym płaczem.
-Spróbuj wejść do środka - poleciła Inga, podtrzymując 
ją pod ramię. - Musimy opatrzyć ranę.

W kuchni wybuchło straszne zamieszanie, gdy Eugenie 

i Marlenę zrozumiały, co się stało. Eugenie zasypała Ingę 
pytaniami, a Marlenę załamywała ręce na siostrą.

- Cisza! - zarządziła Inga władczym tonem. - Zabierz

cie stąd Emilię. Nie chcę, żeby widziała, jak krew się leje!

Obie służące natychmiast zamilkły, a Eugenie posłusz-

nie podniosła dziewczynkę z podłogi. Mała wyglądała na 
bardzo zaciekawioną tym, co się dzieje, ale bez słowa prote-
stu zgodziła się opuścić kuchnię.

Kristiane panicznie bała się pokazać stopę.

-Boli? - zapytała Inga, oglądając ranę z każdej strony.
-Nieee.   To dziwne,  ale   nie   -  dziewczyna   pociągnęła 
nosem.
Inga postanowiła nie zdradzać, że do wieczora wróci jej 

czucie w stopie, a wówczas ból będzie ją rozsadzał, zupełnie 
tak, jakby w ranie biło maleńkie serce. Ostrożnie oczyściła 
ranę i pośpiesznie ją zabandażowała.

- Powinna zostać zszyta - powiedziała na głos - ale zo

stało zbyt mało skóry.

Słysząc to, Kristiane ponownie się rozpłakała.
- Już dobrze, dobrze! - pocieszyła ją zrezygnowana

Inga. - Niech to będzie dla ciebie nauczką. Gorzką nauczką,
żeby trzymać się od Erlinga z daleka.

135

background image

Kristiane skinęła głową tak gwałtownie, że aż loki zatań-

czyły jej dookoła twarzy.

W jednej sprawie Erling się nie mylił: więcej już nie słyszeli 
o palcu Kristiane. Pierwszego wieczoru trudno jej było 
dojść do siebie. Leżała na łóżku w pokoju gościnnym i od-
mówiła zejścia na dół na kolację, dopóki Erling nie opuści 
jadalni. Indze nie pozostawało nic innego, jak tylko zanieść 
dziewczynie jedzenie do pokoju. Wiedziała, że nie przema-
wia przez nią czysta przekora, a jedynie paniczny lęk przed 
mężczyzną, który w brutalny sposób odrąbał jej palec.

-Dlaczego go nie odeślesz? - spytała rozżalona Kristiane, 
gdy Inga przyszła do pokoju po pustą tacę.
-Moja droga - zaczęła Inga. - Bardzo żałuję, ale nadal 
wiąże nas umowa.
-Czy to znaczy, że zanim jego kontrakt nie wygaśnie, 
wolno mu zachowywać się, jakby był niespełna rozu-
mu? - dąsała się służąca.
-Nie, wcale nie! - zaprotestowała Inga. Gdyby tylko 
mogła wszystko spokojnie wytłumaczyć! Ale przecież 
nie   mogła   się   przyznać,   że   ona   sama   obawiała   się 
Erlinga.

Następnego dnia Kristiane była już na nogach, chociaż 

jeszcze wyraźnie utykała. Inga zauważyła jednak, że gdy 
tylko Erling znalazł się w zasięgu wzroku dziewczyny, ta 
natychmiast brała się w garść i szła zupełnie normalnie. 
Nie dlatego, że ból nagle ustąpił, o nie, co do tego Inga nie 
miała   złudzeń,   ale   najprawdopodobniej   dlatego,   że   nie 
chciała dawać chłopakowi okazji do naigrawania się ze 
swojego cierpienia.

Inga musiała przyznać, że okrutne zachowanie Erlinga 

mocno nią wstrząsnęło. Wiedziała, że chłopak jest nieobli-

136

background image

czalny, ale nie sądziła, że może być też niebezpieczny. Nag-
le zdała sobie sprawę z istnienia cech, o które go nie po-
dejrzewała i o których wolała nie wiedzieć. Udowodnił jej, 
że w każdej chwili jest gotowy posunąć się dalej, że stać go 
na dużo więcej niż czcze pogróżki i szyderczy uśmiech.

background image

13

Dwunastego sierpnia Runa skończyła roczek. Ragnhild za-
strzegła od razu, że przyjęcie urodzinowe z tej okazji będzie 
skromniejsze niż zazwyczaj, ponieważ od śmierci Gudrun 
nie minął jeszcze rok. Świętowanie urodzin wnuczki miało 
się zatem odbyć w gronie najbliższej rodziny. Inga również 
została zaproszona, ponieważ nie tak dawno karmiła Runę 
własną piersią i tylko dzięki niej dziewczynka nabrała sił 
i dożyła swoich pierwszych urodzin.

Właśnie mija rok od procesu, pomyślała Inga i pogrą-

żyła się we wspomnieniach. Pamiętała doskonale moment, 
w którym na salę sądową wbiegł zdyszany posłaniec ze Sto-
redal i nie mogąc złapać tchu, krzyknął, że Gudrun zaczęła 
rodzić. Na szczęście na sali znajdowała się akuszerka, która 
bez chwili zwłoki ruszyła z Brandtem do rodzącej. Proces 
wstrzymano, a to dało Indze czas do działania. Dzięki Bogu 
odważyła się udać na plebanię w poszukiwaniu dowodów 
na to, że Torstein nie jest prawowitym spadkobiercą Svart-
dal. Ale co by było, gdyby jej się nie udało? Czuła, że na 
samą myśl serce zaczyna bić jak oszalałe. No tak, nie ma co 
się tak tym chełpić i przypisywać sobie całej zasługi, w koń-
cu ojciec wynajął wziętego adwokata. Ale nie zmienia to 
faktu, pomyślała z nieukrywaną satysfakcją, że dzięki jej 
pomocy ojciec wyszedł z tego obronną ręką...

138

background image

Emilia, która siedziała obok niej na koźle, krótkimi 

nóżkami majtała na wszystkie strony. Na kolanach trzy-
mała mały, owinięty w papier prezent. Dziewczynka była 
zachwycona, gdy dowiedziała się, że to niespodzianka dla 
Runy. Prawie tak bardzo, jakby wiozła prezent dla siebie 
samej. Inga zrobiła na drutach białe bawełniane spodenki 
i pasujący do nich sweterek. Ubranko było ciepłe i miłe w 
dotyku, w sam raz na chłodne jesienne wieczory.

-Zaraz będziemy na miejscu - poinformowała, córkę i 
pogłaskała ją po pulchnej nóżce.
-Czy to tam? - pokazała palcem Emilia.
-Tak,   dokładnie   tam   -   uśmiechnęła   się   Inga.   Coraz 
więcej   drzew   gubiło   swoje   liście   i   dlatego   już   z   tej 
odległości widziała zarys dachu wspaniałej posiadłości 
Storedalów. Mikrus spokojnie ciągnął wóz. Po chwili 
dom   Ragnhild  i   Laurensa   ukazał   im   się   w   całej 
okazałości.

Inga mimowolnie wstrzymała oddech. Była tu ostatnio 

kilka razy, ale nigdy nie zastała Martina. Dzisiaj nie miał 
jednak szansy uciec przed nią, wymawiając się jakimiś nie-
cierpiącymi  zwłoki sprawami. Tego dnia jego córka ob-
chodziła swoje święto, dlatego musieli się spotkać, czy tego 
chciał, czy nie.

Wstając o świcie, Inga przyjrzała się krytycznie swoje-

mu odbiciu w lustrze. „Tym razem będę zachowywać się 
nienagannie", przyrzekła sobie uroczyście. „Będę uprzejma 
dla Martina. Pokażę mu, że nie jestem zła ani smutna. Mu-
szę dać mu do zrozumienia, że nadal wiele dla mnie zna-
czy..."

Strach ścisnął ją za gardło na myśl o tym, że może być 

już dla niej za późno. Co prawda nie doszły do niej żadne 
plotki o zaręczynach Ingebjorg i Martina, ale... Eugenie 
zawsze chętnie informowała ją o wszystkim, co się ostat-

139

background image

nio wydarzyło, lecz nie wspomniała o żadnym szczególnym 
ociepleniu stosunków między 0vre Gullhaug i Storedal.

Sigrid na pewno przekazałaby jej tę radosną nowinę, po-

myślała Inga. Jęknęła głośno w poczuciu bezsilności. Pasier-
bica była ostatnio bardzo zabiegana, została przecież panią 
domu, więc Inga nie mogła mieć stuprocentowej pewności, 
że Sigrid pamiętałaby o przekazaniu jej tej wiadomości...

Inga westchnęła z rezygnacją. Gładko upięła włosy, pil-

nując, żeby przy skroniach wiło się kilka zalotnych loków. 
Być może fryzura nie wygląda wówczas idealnie, ale loki 
sprawiają, że rysy twarzy stają się łagodniejsze, pomyślała. 
Dzięki temu nie będzie wyglądała na tak nieprzystępną.

Potem zaczęła się ubierać. Latem krawiec uszył dla niej 

prześliczną suknię. Świat dookoła niej wydawał się taki po-
nury, wszystkie wydarzenia, a nawet ubrania były ciemne 
i nieciekawe. Dlatego ten jeden jedyny raz zamówiła białą 
sukienkę ozdobioną wieloma warstwami koronki i zakoń-
czoną piękną lamówką. Poprosiła również o wyczarowanie 
eleganckiej parasolki chroniącej przed słońcem. Efekt prze-
szedł jej najśmielsze oczekiwania: sukienka miała bufia-
ste rękawy i okazała się dopasowana w pasie i na biodrach. 
Na tę szczególną okazję Inga włożyła gorset, dzięki które-
mu jej sylwetka stała się zgrabniejsza i bardziej ponętna. 
Niełatwo było zauważyć niedawno przebytą ciążę, bo gor-
set znacznie uwypuklał biust, poprawiając wygląd talii.

Nie chciała się do tego przyznać nawet sama przed sobą, 

ale to dla Martina tak się stroiła. Oczywiście dla swojego 
dobrego samopoczucia również, ale przede wszystkim cho-
dziło jej o to, żeby w jego obecności wyglądać wyjątkowo 
pięknie.

Z żalem ubrała Emilię w ciemny watowany kostium, 

uszyty na pogrzeb Gudrun. Na ironię losu zakrawało to,

140

background image

że dziewczynka miała go na sobie również w dniu pierw-
szych urodzin córki nieboszczki... Inga ozdobiła ubranko 
Emilii koronkową lamówką, odganiając czarne myśli. Mała 
była wniebowzięta. Kręciła się w kółko jak bączek, a fal-
banka sukienki tańczyła dookoła jej kolan. Piszcząc z rado-
ści, pochwaliła się służącym cienkimi kolanówkami, a obie 
kobiety nagrodziły ją ciepłym uśmiechem. Ponieważ słońce 
mocno grzało, a na błękitnym niebie nie było widać ani 
jednej chmury, Inga nałożyła Emilii kapelusz, nasuwając go 
mocno na czoło. Musiała pilnować, żeby delikatna skóra 
dziecka za bardzo się nie przypiekła.

Gdy przybyły na miejsce, Emilii z emocji zakręciło się 

w głowie. Inga objęła ją uspokajająco ramieniem, drugą ręką 
przytrzymując lejce. Dzięki Bogu Mikrus miał na tyle rozu-
mu, żeby nie wjechać prosto w ścianę stodoły, bo zaaferowana 
Inga w ostatniej chwili zatrzymała konia, szarpiąc za wędzidło. 
Ogier zarzucił grzywą i stanął tuż przed koniowiązem.

-Zajmę   się   koniem   -   powiedział   przyjaznym   tonem 
Brandt.
-Dziękuję - Inga uśmiechnęła się niepewnie, stawiając 
córkę na ziemi.
-Przyjęcie odbędzie się w pawilonie - oznajmił Brandt, 
zdejmując Mikrusowi uprzęż.
-Dziękuję za wiadomość - Inga uprzejmie podzięko-
wała   i   uniosła   suknię   lekko   do   góry,   żeby   jej   nie 
pobrudzić, ciągnąc ją za sobą po ziemi. Wzięła Emilię 
za rękę i obie skierowały się w stronę pawilonu.

Dziewczynka   uśmiechnęła   się   zadowolona,   ściskając 

paczkę ramieniem.

Jak to dobrze, że nie dajemy w prezencie niczego szkla-

nego, pomyślała rozbawiona Inga, bo nie doniosłybyśmy 
tego na miejsce w jednym kawałku. Czuła, że każdy nerw

141

background image

jej ciała drży z napięcia. Z radością oczekiwała spotkania 
z Martinem. Na pewno wiedział, że ona również została za-
proszona. Inga nie była w stanie określić, czy bardziej się 
cieszy, czy obawia jego reakcji.

Na jego widok zawstydzona  spuściła wzrok. Martin 

stał odwrócony do niej plecami i rozmawiał ze swoją mat-
ką. Jego jasne włosy lśniły w słońcu złotym blaskiem. Gdy 
po dłuższej chwili Ragnhild w końcu zauważyła gości, Inga 
przygryzła nieśmiało wargę.

- Serdecznie zapraszamy. Jak miło was widzieć! - Ragn

hild pochyliła się, żeby odebrać od Emilii paczkę, ale nagle
dziewczynka rozmyśliła się i cofnęła rękę:

-

To dla Runy - powiedziała poważnym głosem.

Ragnhild roześmiała się, czule głaszcząc Emilię po krę
conych włosach, które spływały jej na ramiona.

- Runa śpi w kołysce - wyjaśniła - więc prezent dosta

nie później, jak tylko się obudzi.

Emilia energicznie pokiwała głową, puściła rękę Ingi i 

dając wyraz bezgranicznemu zaufaniu, zamaszystym kro-
kiem podeszła do Laurensa.

Inga zauważyła, że jej widok w pierwszej chwili Martina 

zaskoczył, ale szybko wziął się w garść, starając się opano-
wać emocje:

-Witam cię, Ingo. Jesteś naszym gościem honorowym 
- dodał, nie wiedząc, na czym skupić wzrok. - W końcu 
to ty uratowałaś naszą małą.
-Jaki tam ze mnie honorowy gość - wymamrotała za-
wstydzona Inga. - Cieszę się, że mogłam pomóc.
-Nie masz  już mleka?  - Spytała Ragnhild bez cienia 
zażenowania.

Jej bezpośredniość była tak krępująca, że policzki Ingi 

pokryły się rumieńcem.

142

background image

-Nie, już nie mam... A wciąż macie problemy z jej kar-
mieniem?
-Nie, nie - szybko zaprzeczyła Ragnhild. - Runa zrobiła 
się teraz małym głodomorkiem. Ma to zresztą po swoim 
ojcu - zaśmiała się serdecznie i pieszczotliwie uszczyp-
nęła Martina w brodę. - On też był wiecznie głodny.
Inga i Martin wymienili spojrzenia. A więc Martin nadal 

utrzymywał, że Runa jest jego córką... Inga nie wiedziała, 
co ma o tym myśleć. Korzyść dla dziecka była oczywista, 
co do tego nie można mieć wątpliwości, ale jak długo za-
mierzał utrzymywać prawdę w tajemnicy? No tak, przecież 
nawet nie podejrzewał, kim był prawdziwy ojciec dziew-
czynki. .. Inga zadrżała na samo wspomnienie Nielsa. I tak 
źle, i tak niedobrze, westchnęła. Gdyby Ragnhild i Laurens 
dowiedzieli się, że ich pierworodny syn nie ma pojęcia, z 
kim Gudrun spłodziła Runę, narobiliby rabanu. A co do-
piero, gdyby wyznała Martinowi całą prawdę, a on z kolei 
podał nazwisko ojca dziecka swoim rodzicom...

Porto, które Ragnhild wlała jej do kieliszka, miało cierp-

ki, a zarazem wyborny smak. Inga wypiła łyk wina i pozwo-
liła, żeby powoli spłynęło jej po języku. Rozpoznała smak 
moreli, wiśni i czarnej porzeczki, ale nie zdołała zidentyfi-
kować czwartego składnika.

-Dziki bez - oznajmiła Ragnhild, trafnie odczytując z 
jej twarzy pytanie. - No i oczywiście cukier.
-Dobrze, że Mikrus zna drogę do Gaupås - zażartowała 
Inga - bo to wino zaraz uderzy mi do głowy.
-Pozwól raczej, żeby odurzyła cię radość życia - odpo-
wiedziała   tajemniczo   Ragnhild,   mrugając   do   niej 
porozumiewawczo.

Inga ze zdziwieniem zauważyła, że głos Ragnhild brzmi 

tego dnia jakoś inaczej. Wcześniej miała wrażenie, że matka

143

background image

Martina... nie jest jej specjalnie przychylna, ale teraz jej głos 
dźwięczał jak strumyk w czasie wiosennych roztopów. Inga 
zastanawiała się, z jakiego powodu Ragnhild jest dla niej tak 
serdeczna i wylewna. Domyślała się, że to z uczucia wdzięcz-
ności za to, że Inga własną piersią karmiła jej wnuczkę.

Gdy na stole pojawił się tort urodzinowy Runy, Inga 

przysiadła się do Laurensa. Widać było, że nie żałowano 
na truskawkach i bitej śmietanie. Na torcie paliła się jed-
na świeczka, a ponieważ jubilatka jeszcze się nie obudziła, 
Inga musiała zapewnić Emilię, że Runa dostanie kawałek 
ciasta do spróbowania, jak tylko otworzy oczy.

- Znam najświeższe nowiny o Bjornarze - oznajmił z 

ożywieniem Laurens. Okazywał takie podekscytowanie i 
chęć do rozmowy, że aż odstawił na stół filiżankę z kawą, 
żeby móc żywo gestykulować. - Zaszedłem ostatnio do skle-
pu Smedsruda i tam usłyszałem, że urzędnicy w Norę są zda-
nia, że Bjernarowi udało się przekroczyć granicę ze Szwecją.

Inga spostrzegła, że w jednej chwili twarz Martina spo-

chmurniała.  Jak tylko  padło imię  Bjornara, spojrzał na 
nią  posępnym wzrokiem. Z jego błękitnych oczu dawało 
się wyczytać, że jest o Ingę zazdrosny, chociaż od dawna 
nic  ich ze sobą nie łączyło.  Dziewczyna  zrozumiała, że 
wspominając   jej   dawnego   kochanka,   Laurens   niechcący 
sprawił synowi ból. Może to złe, ale w głębi serca poczuła 
radość, bo niechybnie był to znak świadczący o tym, że 
Martin nadal żywi do niej uczucie...

Niegdyś Bjornar wmawiał jej, że pochodzi ze Szwecji, 

ale teraz Inga była mądrzejsza. Wiedziała, że przez całe ży-
cie mieszkał w Norę i Uvdal, ale kiedy byli razem, nie zdo-
łała odkryć, że blefuje. Co prawda dziwił ją fakt, że Bjornar 
nie mówi z akcentem, ale niektórzy Szwedzi szybko przy-
swajali sobie język miejscowej ludności.

144

background image

-Wygląda więc na to, że nigdy go nie złapią - wymam-
rotała   Inga   poruszona   do   żywego.   Wciąż   czuła,   że 
przeszywa   ją   pełen   żalu   i   rozczarowania   wzrok 
Martina.
-Najprawdopodobniej nigdy - przyznał Laurens. - Mó-
wią,   że   widziano   go   w   towarzystwie   jakiejś   kobiety. 
Miejmy nadzieję, że osiądą gdzieś na stałe.

Zirytowany Martin parsknął śmiechem.

Inga skuliła się w sobie. Nigdy na głos nie przyznała, 

że ją i Bjornara łączyły intymne stosunki, ale Martin nie był 
przecież tak naiwny, żeby się tego nie domyślić.

-Thuesen miał okazję dopaść Bjornara, przynajmniej 
wtedy, gdy ujawniono jego prawdziwe nazwisko. Nasz 
lens-man to zdolny człowiek - zaśmiał się Laurens - 
ale prawdziwa z niego fajtłapa.
-Ależ Laurensie! - zganiła go Ragnhild.
-Nieładnie to może zabrzmiało - żachnął się Laurens - 
ale za to prawdziwie. Gdyby to jego brat był lensma-
nem...   O,   wtedy   Bjornar   na   pewno   by   się   nie 
wymknął!
-A co jest takiego wyjątkowego w bracie Thuese-na? - 
spytała zaciekawiona Inga. Nigdy wcześniej o nim nie 
słyszała.
-Nic poza tym, że to diabeł wcielony! Mściciel żądny 
krwi.   Nie   na   darmo   jest   strażnikiem   więziennym   w 
twierdzy Akershus!

Ragnhild zadrżała.
Inga zerkała to na Laurensa, to znów na Ragnhild. Lau-

rens spoglądał daleko na pola uprawne. Dopiero co ścięto 
zboże, więc na polach pozostały jedynie żółte, sztywne ło-
dygi. Natomiast Ragnhild zacisnęła usta, a jej twarz wyra-
żała głęboką dezaprobatę. Dobrze, że jej małżonek na nią 
nie patrzył, bo jej gniewne spojrzenie mogłoby go zabić. 
Inga pojęła w lot, że dzieje się coś dziwnego...

145

background image

-Ale w takim razie brat Thuesena i tak by go nie aresz-
tował   -   Inga   powoli   badała   grunt   -   skoro   służy   w 
Akershus.
-Niestety nie - westchnął Laurens. - Ale gdyby to on 
był stróżem prawa, a Thuesen strażnikiem, to wtedy 
tak  szybko   nie   dałby   za   wygraną.   Podążyłby   za 
zbiegiem nawet do Szwecji.
-Spotkał go pan kiedyś? spytała Inga. - Pytam o tego 
strażnika.
-Nie - Laurens zaśmiał się szyderczo - ale plotki na 
jego temat dotarły aż do Botne.

To dziwne, zastanawiała się w duchu Inga, skąd Laurens 

wie tak dużo o człowieku, którego nigdy nie spotkał? I dla-
czego Ragnhild tak gwałtownie zareagowała? Stała teraz 
obok nich, przestępując niecierpliwie z nogi na nogę, goto-
wa w każdej chwili przerwać im rozmowę.

W tej samej chwili z kołyski dobiegł cichy płacz dziecka. 

Zachwycona Ragnhild z promiennym uśmiechem pobiegła 
do wnuczki.

- Moja maleńka już nie śpi? - zaszczebiotała. Ostrożnie

wyjęła małą z kołyski i poprawiła jej białą czapeczkę.

Korzystając z nieuwagi gospodyni, Inga nachyliła się 

w stronę Laurensa i zapytała:

-Czy Thuesen ma więcej braci? - Zachowanie Ragnhild 
zasiało  w   niej   podejrzenie,   że   strażnik   więzienny  z 
Akershus ma coś wspólnego z waśnią rodową. Inga po-
czuła, że drży z emocji.
-Taaak... - odpowiedział z wahaniem Laurens - ale na 
pewno   o   nim   nie   słyszałaś   -   dodał   pośpiesznie, 
wzdrygając   się   na   wspomnienie   czegoś   wyjątkowo 
nieprzyjemnego.
-Skoro tak, to równie dobrze mogę poznać jego nazwi-
sko, prawda? - przymilała się Inga. Czuła, jak wali jej 
serce, a w uszach szumi ze zdenerwowania.

146

background image

- Najmłodszy z braci nazywa się Knut Levord - wymam-

rotał niechętnie Laurens. Nagle usłyszał wołanie Ragnhild. 
Z ulgą zerwał się z krzesła i zadowolony pobiegł do żony.

Indze zakręciło się w głowie. Oszołomiona osunęła się 

na krzesło. Czuła się, jakby miała gorączkę. Knut Levord, 
Knut Levord, kołatało jej po głowie. To musiał być ten sam 
człowiek, którego nazwisko potajemnie wyczytała z do-
kumentów sądowych ojca. Wynikało z nich, że Kristian o 
mało co nie zabił kogoś o tym samym nazwisku... Serce 
podeszło jej do gardła. Nie wiedziała nawet, czy Kristian 
rzeczywiście go nie zabił. Oczywiście mogło chodzić o ko-
goś innego, ale to nazwisko było tak rzadkie. A w dodatku 
Laurens wymówił je z taką niechęcią...

Im dłużej się zastanawiała, tym większej nabierała pew-

ności. Nietrudno było zauważyć, że Thuesen i jej ojciec za 
sobą nie przepadają, bo zawsze gdy znaleźli się obok siebie, 
powietrze aż gęstniało od niemych oskarżeń i niedomó-
wień. Czy to dlatego, że Kristian pobił do nieprzytomno-
ści jego młodszego brata? A jeśli tak, to dlaczego? To ostat-
nie pytanie dręczyło ją od wielu lat - czy nigdy nie pozna 
przyczyny bolesnego konfliktu, który poróżnił ich rodziny? 
No cóż, pomyślała odrobinę podniesiona na duchu, przy-
najmniej dowiedziałam się, że Knut Levord jest spokrew-
niony z Thuesenem. Nie miała śmiałości poruszyć tego te-
matu w rozmowie z łensmanem, ale wiedziała teraz, gdzie 
szukać rozwiązania zagadki. Bracia mieli różne nazwiska, 
ale możliwe, że Knut zmienił je jako dorosły. Może teraz, 
gdy zna jego prawdziwe pochodzenie, uda jej się wpaść na 
jego trop? Próbowała tego już wcześniej, ale wówczas nie 
miała żadnego punktu zaczepienia.

Na widok Ingi Runa w zachwycie zaczęła wywijać rącz-

kami i nóżkami.

147

background image

-Moja maleńka! - rozpromieniła się Inga i przytuliła 
małą do siebie. Jak to dobrze móc znowu ją zobaczyć! 
Inga  nie  sądziła, że zatęskni za  Runą,  ale tak się w 
istocie stało.  Z początku próbowała nie przywiązywać 
się uczuciowo do małej, ale któż by oparł się urokowi 
bezbronnej istoty?
-Paczka - przypomniała Emilia.
-A tak! - odpowiedziała Inga, siadając z dzieckiem na 
kolanach.
Emilia wręczyła Runie paczkę. Mała usiłowała wziąć ją 

do rączek, ale nie zdołała porządnie jej uchwycić.

- Otwórz ją za nią, skarbie - Inga czule zwróciła się do

córki.

Emilii nie trzeba było długo prosić. Papier i ozdobna 

wstążka zostały porwane na strzępy i rzucone z impetem 
na ziemię.

- Jakie to cudowne! - wykrzyknęła Ragnhild, klaszcząc

w dłonie. - Masz naprawdę zdolną mamę - powiedziała do
Emilii.

Emilia przytaknęła obojętnie.
- Zrobiłam to tuż przed wyjazdem Runy z Gaupås - wy

jaśniła Inga.

Ragnhild podniosła ubranko do góry, głośno się nim za-

chwycając. Następnie odwróciła się do Laurensa i Martina, 
szukając w ich oczach potwierdzenia dla swojego zachwy-
tu. Mężczyźni skrzywili usta w uśmiechu, niepewnie kiwa-
jąc głowami.

Gdy Ragnhild obietnicą lodów zwabiła Emilię do domu, 

a Runę usadzono bezpiecznie na kolanach dziadka, Martin 
niespodziewanie zapytał:

- Inga... czy nie poszłabyś ze mną na spacer? - Słychać

było, że długo powtarzał w myślach to pytanie, bo zadał je
jakby od niechcenia.

148

background image

-Chętnie - odpowiedziała Inga z wahaniem. - Oczy-
wiście,   jeśli   pan   nie   ma   nic   przeciwko   temu...   - 
dodała, zwracając się do Laurensa.
-Idźcie, dzieci, idźcie - Laurens uśmiechnął się łagodnie 
i pokiwał im na do widzenia.

Pełne przecudnych kwiatów rabaty Ragnhild pachniały 

słodko. Kwiaty mieniły się wszystkimi kolorami tęczy: czer-
wonym, żółtym, niebieskim i różowym. Nawet najmniejsze 
źdźbło trawy nie miało szansy zaplątać się w barwne rabat-
ki, bo Ragnhild wyjątkowo starannie okopała je z każdej 
strony. W powietrzu brzęczały pszczoły i trzmiele, krążąc 
nad kwiatami w poszukiwaniu nektaru. Wszystkie te inten-
sywne zapachy odurzyły Ingę niemal w równym stopniu co 
bliskość Martina.

Strach i podniecenie zapierały jej dech w piersi. Co ją 

czeka? Czuła się tak, jakby wisiała nad przepaścią, jedną 
ręką trzymając się wątłego, spróchniałego korzenia drzewa. 
Znikąd nie mogła oczekiwać pomocy. Wiedziała doskona-
le, że pierwsze słowa Martina albo popchną ją w otchłań 
rozpaczy, albo uszczęśliwią. Trzeciej możliwości nie było. 
Czuła, że gra toczy się o jej przyszłość - o jej szczęście. Za-
mknęła oczy, żeby zebrać siły do dalszej rozmowy. Czy Mar-
tin będzie próbował jak najdelikatniej dać jej do zrozumie-
nia, że wybrał za żonę Ingebjorg? A może los pozwoli im 
być razem? „Jesteśmy wolni, jesteśmy wolni", kołatało jej 
wciąż w głowie. „Nie mów, że pragniesz innej - teraz, gdy 
oboje straciliśmy naszych małżonków i odzyskaliśmy wol-
ność, by w końcu być razem".

- Inga...   Co   byś   powiedziała,   gdybym   związał   się

z Ingebjorg?

Dłoń, która jeszcze przed chwilą kurczowo trzymała 

się korzenia, zwolniła uścisk. Wydawało jej się, że spada

149

background image

w przepaść. Poczuła suchość w ustach. Bezwiednie prze-
łknęła ślinę, ale nadal paliło ją w gardle. Nieswoim głosem, 
który brzmiał jakby z oddali, wykrztusiła:

-Więc...   więc   planujecie   ślub?   -   Z   trudnością   po-
wstrzymując płacz, otworzyła oczy. Nie obchodziło jej 
już to, że są pełne łez.
-Byłoby ci przykro, gdybym wybrał Ingebjorg?
Inga dała za wygraną. Jak nieutulone w smutku dziecko 

oparła głowę o pierś Martina i wybuchła płaczem. Jego ko-
szula zrobiła się mokra od jej łez. Dlaczego mi to zrobiłeś, 
krzyczała w myślach, nie mając ani siły, ani ochoty odpo-
wiadać na jego pytanie.

Martin ostrożnie objął ją ramionami i jedną ręką zaczął 

głaskać po plecach.

Miło było, że chciał ją pocieszyć, ale ból odrzucenia roz-

rywał jej serce. Próbowała wziąć się w garść, ale przez cały 
czas wstrząsał nią płacz, żal ściskał jej gardło. Nie miała po-
jęcia, co powiedzieć. Wyglądało na to, że Martin podjął de-
cyzję, której nic już nie zmieni.

-Czyżby choć trochę ci na mnie zależało? - wyszeptał 
miękko.
-A jak ci się, do diabła, zdawało?! Ty, ty...! - rozgnie-
wana   Inga   zaklęła   ochrypłym   od   płaczu   głosem. 
Miała  ochotę   wbić   mu   pięści   w   żebra,   ale   ciało 
odmawiało jej posłuszeństwa.
-W takim razie dobrze się stało, że wyznałem Ingebjorg, 
że   moje   serce   bije   dla   innej   kobiety.   -   Martin   był 
wyraźnie rozbawiony.

Inga zamrugała oczami, nic z tego nie rozumiejąc. Co on 

przed chwilą powiedział? Kompletnie oszołomiona uwol-
niła się z jego objęć.

- Mówisz poważnie?

150

background image

-Tak - Martin pocałunkiem wytarł łzę, która spływała 
jej po policzku. - Gdy dowiedziałem się, że nie przyjęłaś 
oświadczyn   Tornbjorna,   zrozumiałem,   jaki   był   tego 
prawdziwy powód... Zrobiłaś to przeze mnie, prawda? - 
Błękitnymi   jak   niebo   oczami   przyglądał   jej   się 
badawczo.
-Tak,   tak   -   uśmiechnęła   się   Inga,   wciąż   nie   mogąc 
uwierzyć w swoje szczęście. Odrzucił zaloty Ingebjorg. 
Kochał tylko ją! Och, czyżby koszmar zamienił się w 
cudowny  sen?   -   W   końcu   zrozumiałam,   że   muszę 
walczyć   o...   twoją  miłość.   Pragnęłam   tylko   ciebie   i 
postanowiłam, że cię odzyskam, nawet gdybym musiała 
posunąć   się   do   ostateczności   -   zaśmiała   się 
zawstydzona.
-Moim zdaniem mogłaś bardziej się postarać - zażar-
tował   Martin.   -   W   końcu   bardzo   poważnie 
rozważałem małżeństwo z Ingebjorg...

Zbita z tropu Inga przygryzła niepewnie wargę.

- Naprawdę?

Martin zaczepnie pociągnął ją za warkocz.

-Oczywiście, że nie.
-Och Martin! - westchnęła ciężko Inga i wtuliła nos w 
szyję ukochanego. Dobrze było czuć jego męski zapach. 
Zapach jej mężczyzny.  - Zapomnijmy o przeszłości. O 
tych wszystkich głupstwach i nieporozumieniach.
Martin delikatnie oparł brodę o głowę Ingi.
- Za trzy tygodnie rodzice wyjeżdżają na weekend.

Matka chce towarzyszyć ojcu w jakiejś konferencji, więc zo
stanę tutaj zupełnie sam. Dałabyś się wtedy tutaj zaprosić?

Inga westchnęła z radości.
- Gdybyś mi tego nie zaproponował, czułabym się ura

żona - zaszczebiotała.

background image

14

-Co ci jest? - Inga była wyraźnie zaskoczona, gdy dwa 
dni   później   w  Gaupås  zjawiła   się   Sigrid,   kipiąc   ze 
złości. Wparowała do domu jak burza, zatrzymała się 
na środku  kuchni i z nadąsaną miną wlepiła wzrok w 
macochę.
-Inga, jak mogłaś? - wybuchła oskarżycielskim tonem.
-O co ci chodzi? - zdziwiła się Inga, kompletnie zbita z 
tropu.
-Wiedziałaś, że Martin i Ingebjorg mają się ku sobie, 
a teraz... - Sigrid z rezygnacją machnęła ręką. - Jeszcze 
zaraz się okaże, że ty i Martin jesteście parą!
-A gdyby nawet, to co w tym złego? - spytała ostrym 
tonem Inga.
-Nie mogłaś zostawić Martina w spokoju? Dlaczego 
odbiłaś go Ingebjorg?
Inga straciła cierpliwość.
- Ludzi nie można tak po prostu dostać w prezencie ani

sobie zabrać - odpowiedziała rozżalona. W tej samej chwili
przypomniała sobie słowa Gudrun, która po ślubie wyrazi
ła życzenie, żeby jej oddany sługa, Gulbrand, przeniósł się
razem z nią do Storedal. Chciała go ze sobą zabrać jak jakąś
pluszową zabawkę.

Sigrid przez moment żałowała swoich słów, ale po chwi-

li ciągnęła niewzruszona:

152

background image

- Ingebjerg z rozpaczy odchodzi od zmysłów. Napraw

dę zależało jej na Martinie i wierzyła, że... że wezmą ślub.

Pod Ingą ugięły się kolana. Drżąc na całym ciele, opad-

ła na najbliżej stojące krzesło. Czyżby Martin coś przed nią 
zataił? Nie mogła w to uwierzyć. On był zawsze taki praw-
domówny i prostolinijny.

- Czy chcesz przez to powiedzieć, że Martin przyrzekł

Ingebjorg, że się z nią ożeni? - Czuła taki mętlik w głowie,
że ledwo zdobyła się na to, żeby zadać to pytanie.

Sigrid spuściła głowę.
- Nieee... ale Ingebjorg czuła, że między nimi iskrzy.

Inga przytaknęła w zamyśleniu. Ufała, że Martin za-

chował się wobec dziewczyny przyzwoicie, bała się jednak, 
że Ingebjorg niechcący mogła odnieść wrażenie, że Martin 
ją kocha. Prawdopodobnie ona sama zaślepiona uczuciem 
wmówiła sobie, że ją i Martina łączy coś więcej niż przyjaźń. 
Biedna Ingebjorg.' - wzruszyła się nagle Inga. Ta dziewczy-
na musi teraz przeżywać katusze. Niełatwo znieść odrzuce-
nie. Tak czy inaczej nie mam zamiaru zrezygnować z Mar-
tina, pomyślała, przecierając dłonią zmęczone oczy. Teraz 
Martin należał do niej - na zawsze!

Inga zadrżała z błogiej rozkoszy. Gdy wracały ze Storedal, 

zdawkowo odpowiadała na pytania Emilii, pogrążona we 
własnych myślach. Chciała napawać się upojnym szczęściem, 
które czuła każdym nerwem skóry. I pomyśleć, że w końcu 
ona i Martin będą razem! Czuję się jak w siódmym niebie, 
westchnęła z rozkoszą. Jestem tak niewiarygodnie szczęśli-
wa! Ktoś powinien uszczypnąć mnie w ramię, żebym mogła 
się przekonać, czy to wszystko dzieje się naprawdę...

Po głębszym zastanowieniu stwierdziła, że ją i Martina 

zawsze łączyły silne więzi. Gdyby tak nie było, kłótnie i nie-
porozumienia, do których między nimi dochodziło, po-

153

background image

różniłyby ich już na zawsze. Na szczęście tak się nie stało. 
Ingę oblały na przemian zimne i gorące poty na myśl o tym, 
co mogłoby się stać, gdyby negatywne uczucia wyprowa-
dziłyby ich na manowce...

Inga nie zdawała sobie sprawy, że wzdycha ze szczęścia, 

dopóki Sigrid brutalnie nie sprowadziła jej na ziemię:

-A więc to miałaś na myśli, gdy na moim ślubie wy-
znałaś, że tęsknisz za kimś, kto nadal żyje?
-Tak. Tak właśnie było - odpowiedziała Inga z wyraź-
nym poczuciem winy.
-Do licha! Powinnaś się wstydzić! - krzyknęła obu-
rzona   Sigrid.   -   Przez   cały   czas   wzdychałaś   do 
Martina, nic mi o tym nie mówiąc?! Nawet do głowy 
mi nie przyszło, że pragniesz męża mojej siostry! I jak 
ja mam  się teraz  czuć?  -  lamentowała   łamiącym  się 
głosem.
-Moja droga Sigrid... - zaczęła ostrożnie Inga, ale zaraz 
zamilkła. Nie potrafiła się wytłumaczyć. Zwilżyła wargi 
koniuszkiem języka i postanowiła spróbować jeszcze raz: 
- Ja... ja lubiłam Martina na długo, zanim ożenił się z 
Gudrun...

Sigrid z wrażenia szeroko otworzyła oczy.

-Teraz sobie przypominam! W czasie ślubu Gudrun i 
Martina   rzeczywiście   dziwnie   się   zachowywałaś,   ale 
nigdy  nie podejrzewałam cię o to, że... że pożądasz 
męża mojej siostry.
-No wiesz! - Inga ostro zaprotestowała. Czuła w sobie 
głęboki   sprzeciw   wobec   takiego   sformułowania. 
Nikomu nic do tego, dla kogo bije jej serce.

Głos Sigrid brzmiał nieco spokojniej.

-Dlaczego nic nie powiedziałaś?
-Na miłość boską, Sigrid! - Inga nie kryła oburzenia. - 
Przecież byłam mężatką! Zapomniałaś, że wyszłam za 
twojego ojca?! I co, do licha, miałam ci powiedzieć?

154

background image

Sigrid przygryzła wargę.

- Martin okazał się dla Gudrun wybawieniem. Urato

wał ją od grzechu kazirodztwa... - Dziewczyna pobladła na
samo wspomnienie tej ohydnej tajemnicy.

Inga zadrżała. Nie sądziła, że Sigrid kiedykolwiek wróci 

do tego w rozmowie. Mylisz się, pomyślała w duchu. Gu-
drun pozwoliła wywieźć się do Storedal, żeby zatuszować 
fakt, że łączą ją z ojcem intymne stosunki. Gdybyś wiedzia-
ła, jak niechętnie opuszczała Nielsa... Inga powoli pokręciła 
głową. Mogła wyjawić Sigrid całą prawdę, ale nie chciała 
zadawać pasierbicy dodatkowego bólu i cierpienia. Lepiej 
zostawić zmarłych w spokoju i nie mieszać Sigrid w głowie. 
Niech nadal wierzy, że Gudrun była ofiarą, a Niels gwałci-
cielem. .. Świadomość, że jej siostrę haniebnie wykorzysta-
no, musiała bardzo ją boleć, ale z tą myślą Sigrid zdążyła się 
już pogodzić.

Inga postanowiła dalej grać w tę grę.

-Przeprowadzka do Storedal okazała się dla Gudrun 
szczęśliwym   rozwiązaniem.   Martin   był   dla   niej   taki 
miły!
-Tylko   to   podnosi   mnie   na   duchu   -   wymamrotała 
Sigrid,   wycierając   mokre   od   łez   kąciki   oczu.   - 
Sądzisz, że Martinowi zależało na Gudrun?
Inga postanowiła nie gasić płomyka nadziei, który tlił 

się w spojrzeniu pasierbicy.

-Oczywiście - odpowiedziała stanowczo. - Martin sam 
mi   kiedyś   powiedział,   że   on   i   Gudrun   świetnie   się 
uzupełniali. - Sigrid nie musiała przecież wiedzieć, że 
Martin wypowiedział te słowa pod przymusem. Niech 
wierzy, że było to całkowicie spontaniczne wyznanie. To 
dziwne, ale mówienie  o związku Martina z Gudrun nie 
sprawiało Indze przykrości. Ich małżeństwo należało już 
przecież do przeszłości.
-Niełatwo było zauważyć, że ciebie i Martina coś łą-

155

background image

czy - powiedziała Sigrid niemal oskarżycielskim tonem. - Od 
jak dawna Martin wie, że... że jesteś w nim zakochana? - Na 
bladych policzkach Sigrid zakwitł rumieniec.

- Od pewnego czasu - odparła Inga wymijająco. Sigrid

nie musiała wszystkiego wiedzieć. Czas to wyjątkowo sze
rokie pojęcie.

Sigrid w końcu przestała się złościć. Lekko zrezygnowa-

na opadła na krzesło, opierając się łokciami o blat stołu.

-Jeśli jest tak, że Martin pragnie właśnie ciebie, to... to 
ja   się   temu   nie   będę   sprzeciwiać,   chociaż   widok 
cierpiącej przyjaciółki sprawia mi ból.
-Rozumiem - zapewniła Inga pogodnie, ściskając Sigrid 
przyjaźnie za rękę - ale Martin jest moją pokrewną du-
szą. Tylko będąc razem, tworzymy całość. - To szczere 
wyznanie   sprawiło,   że   krew   uderzyła   jej   do   głowy. 
Liczyło się jednak tylko to, żeby Sigrid spojrzała na tę 
sprawę również z jej perspektywy.

Dziewczyna uśmiechnęła się niepewnie.

- W takim razie życzę ci tego, Inga. Nie myśl, że jest inaczej.

Zawsze byłaś dla mnie nieocenionym wsparciem... - Poruszo
na własnymi słowami wyjęła z kieszeni chustkę do nosa. - Ty
i ojciec nie byliście sobie bliscy. Wiele razy widziałam, że pła
kałaś, i... i bardzo było mi ciebie żal. I... i... - Sigrid z trudem
przełknęła ślinę - ściana między waszą sypialnią a moją jest
dość cienka. Rozumiesz, co mam na myśli...?

Inga mimowolnie pociągnęła nosem, ale szybko wzięła 

się w garść, żeby się nie rozkleić.

-Nic nie zniszczy naszej przyjaźni.
-Ja też tak uważam - zapewniła Sigrid, uśmiechając się 
nieśmiało.

156

background image

Gdy Sigrid wróciła do 0vre Gullhaug, Inga odpoczywała 
wygodnie w fotelu. Wciąż nie mogła powstrzymać się od 
śmiechu na wspomnienie nadąsanej miny Sigrid. Na szczęś-
cie problem został rozwiązany, a niebezpieczeństwo kłótni 
zażegnane. Pasierbica opuściła Gaupås w dobrym nastroju.

Inga wypiła  łyk  kawy i westchnęła z zadowoleniem. 

Ostatnie dni upłynęły jej głównie na rozmyślaniu nad tym, 
jak ułoży się jej życie, gdy zostanie żoną Martina. Obo-
wiązków z pewnością jej nie ubędzie, ale łatwiej wszystkie-
mu podoła, mając u boku ukochanego mężczyznę. Co do 
tego nie miała wątpliwości. Wieczorem będą odpoczywać, 
ciesząc się swoją bliskością i mając pewność, że już nigdy 
się nie rozstaną... Roześmiała się ze szczęścia. Myśl o ich 
wspólnej przyszłości była tak upojna, że Inga miała ochotę 
krzyczeć z dzikiej radości.

A nocami... Och, jak bardzo pragnęła być blisko Mar-

tina! Położyć głowę na jego piersi, wdychać jego zapach. 
Czuć, jak jego dłonie pieszczą jej nagie ciało... Odtąd nie 
musieli ukrywać swoich namiętności. Ich miłość była czy-
sta i zgodna z prawem.

Zastanawiała się, co powiedzą Ragnhild i Laurens, gdy 

Martin wtajemniczy ich w swoje małżeńskie plany. Na pew-
no z niczym się nie zdradzi, zanim jego rodzice nie wyjadą 
na weekend, a on spokojnie nie wyjaśni sobie z Ingą paru 
spraw... Laurens prawdopodobnie przyjmie ją do rodziny 
z otwartymi ramionami, ale Ragnhild może nie okazać się 
taka wylewna. Jako jej przyszła teściowa będzie miała po-
ważne trudności z dalszym ukrywaniem prawdy o rodowej 
waśni. Przecież gdy Inga z nimi zamieszka, nie będzie cho-
dzić za Laurensem krok w krok, żeby strzec pilnie skrywa-
nej tajemnicy...

Trzęsąc się z zimna, mocniej naciągnęła na ramiona

157

background image

cienki, zrobiony na szydełku sweterek. Ojciec z pewnoś-
cią się wścieknie, gdy usłyszy o jej małżeństwie z Marti-
nem. Nie zdziwiłaby się wcale, gdyby przyleciał do Gaupås 
z wywieszonym językiem, żeby zmusić ją do zmiany zda-
nia. Inga z ciężkim sercem przyznała, że jej decyzja dla ojca 
będzie oznaczała cios w plecy. Już raz stanął na drodze jej 
szczęścia, posuwając się do najbardziej drastycznej meto-
dy - wydając ją za mąż za Nielsa... To prawda, że Kristian 
jest uparty i długo chowa urazy, ale Inga nie wierzyła, że jej 
ojca i Laurensa mógł poróżnić jakiś nic nieznaczący dro-
biazg. Wręcz przeciwnie: Laurens musiał zrobić coś, czego 
skutki okazały się dla jej ojca katastrofalne - coś, czego nie 
da się wybaczyć i co sprawiło, że od kilkudziesięciu lat pło-
nie nienawiścią do Laurensa.

Inga odrzuciła głowę do tyłu. Ojciec może się złościć 

i przeklinać jak potępieniec, ale tym razem nic nie wskó-
ra. Nie uda mu się jej złamać. Próba zastraszenia jej też na 
nic się nie zda, bo postawiona pod ścianą zerwie wszystkie 
więzi rodzinne. Będzie jej ciężko, ale zmuszona do wyboru 
między Martinem i ojcem, nie zawaha się ani przez chwi-
lę. Nie zamierza dłużej cierpieć z powodu zawziętości Kri-
stiana. Poirytowana zagryzła zęby na myśl o tym, przez co 
z tego właśnie powodu musiała w życiu przejść...

Od dłuższego czasu łamała sobie głowę nad tym, co po-

winna zrobić z Gaupås. Żywiła nadzieję, że adwokat przy-
śpieszy wypłatę należnej części spadku Sigrid, dzięki czemu 
spadnie jej z głowy poważny problem. Oczywiście mogłaby 
wyznaczyć nowego zarządcę, ale dla niej najlepszym roz-
wiązaniem byłaby sprzedaż gospodarstwa. Miałaby zbyt 
wiele  zobowiązań  i ponosiłaby ogromną  odpowiedzial-
ność, gdyby na akcie własności nadal figurował jej podpis. 
Cóż, po ślubie dysponowanie jej majątkiem będzie należeć

158

background image

do Martina, ale Inga nie pozwoli odebrać sobie prawa do 
wyrażania własnych poglądów.

Ciężko jej przyjdzie rozstać się ze służbą. Postanowiła, 

że nowemu właścicielowi Gaupås postawi jeden warunek: 
służący będą mogli zostać, o ile wyrażą taką chęć. Mogą, 
rzecz jasna, szukać pracy w innych gospodarstwach, ale... 
Większość z nich była bardzo związana z tym miejscem.

Nagle przed oczami stanęła jej postać Gulbranda. Przy-

wołała myślami jego starą, spokojną twarz z rudą brodą i 
zielonymi, pełnymi ciepła i dobroci oczami... Ogarnęło ją 
takie wzruszenie, że musiała mocno wytrzeć nos. Poprosi 
go, żeby przeniósł się razem z nią do Storedal, ale nie będzie 
go wabić i nęcić, jeśli zdecydowanie odmówi. Niespodzie-
wanie przyszło jej do głowy, że Gulbrand w pewnym sensie 
zastępował jej ojca, którego nigdy nie miała...

Poczuła jednak olbrzymią ulgę, że w końcu pozbędzie 

się Erlinga. Nie miała nic przeciwko temu, żeby został w 
Gaupås, gdy ona będzie wiodła spokojne życie w Storedal. 
Niewykluczone   jednak,   że   on   również   chciałby  się   tam 
przenieść, a wtedy Inga szepnie Martinowi do ucha, że ta-
kie rozwiązanie w ogóle nie wchodzi w grę! Dobry Boże! 
Jak cudownie będzie mieszkać z dala od Erlinga! Co praw-
da obie posiadłości dzieli niewielka odległość, ale przy-
najmniej nie będzie musiała codziennie oglądać jego na^ 
burmuszonej twarzy. Na ustach Ingi pojawił się uśmiech 
zadowolenia.

No tak, nie ma co cieszyć się na zapas. Zanim poślubi 

Martina, minie jeszcze sporo czasu. Nie zaszkodzi jednak 
już teraz omówić z nim kilku ważnych spraw. Martin znał 
ją dostatecznie długo, żeby wiedzieć, że nawet po ślubie nie 
ulegnie mu całkowicie.

Inga zachichotała z uciechy.

159

background image

W sierpniowe wieczory nadciągało chłodne i rześkie po-
wietrze. Wspaniale było móc cieszyć się słońcem, ale przy-
jemnie robiło się dopiero wtedy, gdy słońce chowało się za 
górami. W ciągu dnia upał był nie do wytrzymania, zwłasz-
cza podczas prac polowych. Drobne kłosy łatwo przylepiały 
się do spoconej skóry i kłuły niemiłosiernie.

Z uśmiechem na ustach Inga przeszła przez dziedziniec. 

Gulbrand zamykał właśnie wrota stajni i obory, ale na jej 
widok podniósł rękę, pozdrawiając ją serdecznie. Ona sama 
udała się w jedno ze swoich ulubionych miejsc. Usiadła na 
gładkiej, nagrzanej od słońca skale. Wzdychając z zadowo-
lenia, podciągnęła kolana pod brodę, objęła nogi rękami i 
rozejrzała się dookoła po okolicy. Widok zboża związa-
nego w snopki napawał ją radością i wewnętrznym spoko-
jem.

Oto dar od Boga, pomyślała nabożnie. Cieszyła się na 

myśl o złotych kłosach, które przed zimą zamienią się w 
cenną mąkę.

Nagle usłyszała za plecami ciche chrząknięcie. Nie od-

wróciła głowy, bo wiedziała, że to Gulbrand nieśmiało zdra-
dza swoją obecność i pyta, czy jej nie przeszkadza.

- Chodź, chodź! - odpowiedziała wesoło.
Przysiadł obok niej, zachowując przyzwoitą odległość.

Słyszała, jak trzeszczy mu w kościach.

- Piękna pogoda - zaczął uprzejmie.

-To prawda - zgodziła się Inga. - Miejmy nadzieję, że 
zboże dobrze wyschnie, zanim trafi do stodoły.
-Miejmy nadzieję - uśmiechnął się Gulbrand. Zerwał 
długie źdźbło trawy i zaczął się nim bawić, okręcając je 
wo-

160

background image

kół wskazującego palca. - A Runa... - zamilkł z poważną 
miną.

Tyle wystarczyło, żeby wzbudzić zainteresowanie Ingi.

-Co nią?
-Przyglądałem  się temu maleństwu, gdy u nas miesz-
kało - zaczął Gulbrand z wahaniem - i uderzyło mnie 
to, że... że mała nie jest jakoś szczególnie podobna do 
Martina.

Inga wstrzymała oddech.

- Nie wszystkie dzieci przypominają swoich ojców - od

powiedziała wymijająco.

Słysząc to, Gulbrand wbił w nią wzrok.

- Racja - odrzekł opanowanym głosem - ale w tej ma

leńkiej twarzyczce z łatwością rozpoznałem zbyt wiele cech
Nielsa!

Inga poczuła się tak, jakby czyjaś dłoń ścisnęła ją za 

gardło. Co ona sobie myślała? Czy naprawdę łudziła się, 
że Gulbrand bystrym okiem nie dostrzeże podobieństwa? 
Natychmiast zrozumiała, że nie warto dalej go zwodzić, 
twierdząc, że dzieci często są podobne do swoich dziadków. 
Gulbrand najwyraźniej wszystkiego sam się domyślił. Mógł 
o tym świadczyć choćby ton jego wypowiedzi.

-A więc znasz całą prawdę...? - Inga zawiesiła głos, 
nie potwierdzając wprost, że chodzi o kazirodztwo.
-Tak, wiem o wszystkim. Trudno mi powiedzieć, czy 
reszcie służby tak zażyłe stosunki między ojcem a córką 
wydały   się   podejrzane,   ale   ja   w   każdym   razie 
domyśliłem się prawdy.

Zrozpaczona Inga pokręciła głową.

- Żałuję, że dużo wcześniej mi o tym nie powiedziałeś.

Na początku małżeństwa byłam taka zagubiona... Wiedzia
łam, że dzieje się coś złego, coś bardzo złego, ale nie potra-

161

background image

fiłam spojrzeć na to z dystansem. Zaoszczędziłbyś mi wiele 
czarnych myśli, gdybyś podzielił się ze mną swoją wiedzą.

-Nie   mogłem!   Kto   opowiada   na   głos   o   takich   rze-
czach? Pomyśl, jaki wywołałbym skandal, gdybym jako 
służący  zwierzył   się   samej   pani   domu   z   tak   ohydnej 
tajemnicy.  A   poza   tym   to   nie   byłoby   w   porządku 
wobec Gudrun...
-Mam opinię osoby wybuchowej, której niełatwo po-
skromić swój temperament - przyznała z ironią - ale 
gdybyś   poprosił   mnie   o   dyskrecję,   milczałabym   jak 
grób.
-Ale czy wiedziałabyś, jak pomóc Gudrun...? - spytał 
cicho Gulbrand.

Inga zerknęła na niego ze smutkiem.

- To nie był klasyczny gwałt na córce... Myślę, że jesteś

tego świadomy.

Gulbrand westchnął ciężko.

-A więc i ty wiesz, że to Gudrun... - zdenerwowany po-
drapał   się   w   czoło.   Zrozumiał,   że   nie   musi   kończyć 
zdania.
-Tak. Sama mi się przyznała, gdy wkońcu odkryłam praw-
dę. Bez cienia zażenowania oświadczyła, że kocha Nielsa...
-Niestety tak właśnie  było.  Biedna, biedna  Gudrun! 
Najwyraźniej postradała zmysły.
Inga z zaskoczeniem słuchała ostatnich słów Gulbran-

da, który bardzo rzadko i wyjątkowo niechętnie przyzna-
wał, że Gudrun zdradzała objawy szaleństwa. Musiało mu 
być ciężko na sercu, pomyślała Inga z czułością, bo napraw-
dę zależało mu na szczęściu córki Nielsa.

-Pamiętam, jak ostrzegłeś mnie wzrokiem, gdy powie-
działam, że Gudrun zaraz zacznie się przechwalać, że w 
Sto-redal jest jej tak dobrze jak u Pana Boga za piecem. 
Przypominasz to sobie?
-Tak, dobrze to pamiętam. Wiedziałem, że ona zawsze 
będzie tęsknić za ojcem.

162

background image

Zapadła cisza. Rozmowa na tak tragiczny temat była 

dla nich obojga trudna i bolesna. Ta sprawa dotknęła wie-
lu osób, pomyślała Inga, nie tylko Gudrun, która stała się 
ofiarą swojego chorego pożądania, ale także Sigrid, która 
cierpiała razem z siostrą, czy Gulbranda, który wiedział o 
wszystkim, a mimo to musiał milczeć, i jej samej - która 
stała się pionkiem w tej misternej intrydze.

- Martin oczywiście wie o tym, że Runa nie jest jego

córką. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, czy powinnam
ukrywać przed nim prawdę o ojcu dziecka, czy...

Gulbrand przerwał jej w pół słowa, kładąc rękę na jej 

dłoni.

- Są sprawy, które nie powinny ujrzeć światła dzienne

go. Martin nie będzie mniej cierpiał, jeśli zdradzisz mu, czy
im dzieckiem jest Runa. Wręcz przeciwnie. I nie zapominaj,
że w tej całej sprawie liczy się również dobro Sigrid - przy
pomniał delikatnie.

Inga zadrżała.
-To z myślą o Sigrid zachowuję milczenie.
-Pozwól więc, żeby to, co się stało, odeszło w zapo-
mnienie - Gulbrand rzucił jej błagalne spojrzenie.
-Dobrze - westchnęła ze smutkiem Inga. - Zrobię, o co 
mnie prosisz. Całą prawdę Gudrun i Niels wzięli ze 
sobą   do   grobu.   Dalsze   zajmowanie   się   tą   sprawą 
nikomu nie przyniesie pożytku...

Gulbrand smutno pokiwał głową.

Dzisiejszego wieczoru Torstein zachowuje się jakoś inaczej, 
pomyślała Sigrid, gdy zamknęli za sobą drzwi do pokoju. 
Zegar niedawno wybił dziesiątą wieczorem. Zazwyczaj

163

background image

Torstein przez całą drogę do ich sypialni żywo jej o czymś 
opowiadał, w hallu, na schodach, a nawet wtedy, gdy leżeli 
już w łóżkach przykryci kołdrą, buzia mu się nie zamykała. 
Dzisiaj natomiast wydawał się czymś przygnębiony i dziw-
nie poważny. Nie, to nie to, poprawiła się w myślach, zdej-
mując bluzkę i spódnicę, to jednak nie wygląda na smutek. 
Jego milczenie i pożądliwe spojrzenia wytrąciły ją z rów-
nowagi. Kompletnie roztrzęsiona wyjęła z włosów wszyst-
kie szpilki, jednym ruchem głowy rozpuściła włosy, które 
miękko opadły jej na plecy, po czym zaczęła je nerwowo 
rozczesywać.

W panice zamknęła oczy, gdy Torstein stanął nagle za jej 

plecami, wyjął jej z ręki szczotkę i ostrożnie zaczął czesać jej 
brązowawe pukle. Robił to płynnie i delikatnie, uważając, 
żeby przypadkiem nie zawadzić o jej uszy. Potem odłożył 
szczotkę na komodę, wziął do ręki pukiel włosów i zaczął 
je wąchać. Widać było wyraźnie, że podobał mu się zapach 
mydła konwaliowego, którym miała zwyczaj myć włosy.

Sigrid spojrzała na swoje odbicie w lustrze; jej skóra zro-

biła się blada ze strachu, a oczy były szeroko otwarte. Prze-
łknęła ślinę i wstydliwie spuściła wzrok. Zdążyła jednak za-
uważyć, że jej mąż płonie z podniecenia. Wiedziała, że ten 
wieczór musi kiedyś nadejść. Do tej pory nie skonsumowa-
li   małżeństwa,   więc   trudno   się   dziwić,   że   Torstein 
pragnął w końcu przeżyć prawdziwą noc poślubną. Sigrid 
złożyła  ręce,   modląc   się   w   duchu   o   siły  potrzebne   do 
spełnienia obowiązku małżeńskiego.

Od dnia ślubu minęło wiele miesięcy i prawie każdego 

wieczoru Sigrid upominała samą siebie, że powinna oka-
zać mężowi serdeczność, gdy w końcu nadejdzie ta chwila. 
Nie zdołała wykrzesać z siebie entuzjazmu, ponieważ nie 
czuła pożądania, chciała mu jednak pokazać, że jej na nim

164

background image

zależy. Jestem mu to winna, pomyślała, czując, jak mocno 
bije jej serce. Torstein był znacznie bardziej cierpliwy i wy-
rozumiały, niż mogłam się tego spodziewać. Może wcale 
nie będzie tak źle, jeśli tylko dam sobie szansę i okażę się 
bardziej otwarta na cielesne doznania, pomyślała nieco już 
spokojniejsza.

Z lekkim wahaniem odwróciła się w stronę męża, który 

uśmiechał się do niej zachęcająco. Zauważyła, że Torstein 
nie potrafi utrzymać wzroku: swoimi wyjątkowymi brązo-
wozielonymi oczami wodził po jej twarzy, lustrując czoło, 
nos i usta. Wyglądało to tak, jakby jednym rzutem oka pró-
bował uchwycić każdy detal, każdy, nawet najmniejszy, rys 
jej twarzy.

Sigrid miała ochotę odsunąć głowę do tyłu, gdy tylko 

jego usta zbliżyły się do jej twarzy. Jej ciało zesztywniało. 
Poczuła nagłą niechęć, ale stała spokojnie i nieruchomo. 
Jego miękkie wargi sprawiły, że przeszył ją dreszcz. Gdy 
lekko się od niej odsunął, oblizała językiem górną wargę. 
Hm...   Nie   jest   tak   źle,   pomyślała,   rozluźniając   napięte 
mięśnie. Po chwili Torstein ponownie przywarł do niej 
wargami. Są takie miękkie, pomyślała z rozkoszą.

Torstein roześmiał się serdecznie, gdy poczuł, że to Si-

grid mocniej napiera na niego ustami.

- Kocham cię, Sigrid - szepnął z czułością.

Sigrid poczuła, jak pulsują jej skronie. Już wcześniej zda-

rzało się, że mąż obsypywał ją komplementami, ale rzadko 
miał odwagę używać tak mocnych słów. Jego wyznanie za-
wstydziło ją do tego stopnia, że cała oblała się rumieńcem, 
ale nieśmiało odpowiedziała:

-Ja też cię lubię...
-Tylko tyle? - spytał żartobliwym tonem i lekko mus-
nął wargami jej czoło.

165

background image

-Niee - zaśmiała się niepewnie Sigrid - ja... też ciebie 
kocham.
-Wiem o tym  - roześmiał się, obsypując ją czułymi 
pocałunkami.

Sigrid nie opierała się, gdy chwycił ją w ramiona i podniósł 

do góry. Zamiast tego zarzuciła nogi dokoła jego bioder. Wi-
działa wyraźnie, że ten gest sprawił mu ogromną radość.

Upojony rozkoszą położył ją na łóżku. Jak zawsze de-

likatny i ostrożny, pomyślała z uśmiechem, gdy jego dło-
nie pieściły jej nagie ciało. Nagle zadrżała, gdy poczuła, 
że wchodzi między jej uda. W jego spojrzeniu wyczytała 
nieme pytanie. Pełna strachu i podniecenia skinęła głową.

Czując przeszywający ból, zmarszczyła brwi i rozchyliła 

usta w niemym krzyku. Uff, jakie to okropne! Miała ocho-
tę cofnąć się na łóżku, ale nie zrobiła tego w nadziei, że ból 
po chwili zelżeje. Na szczęście da się wytrzymać, pomyśla-
ła z ulgą, gdy Torstein wszedł w nią głęboko. Skłamałaby, 
twierdząc, że czuje przyjemność, ale była w stanie to znieść. 
Dla Torsteina.

Pierwsze pchnięcia członka okazały się tak bolesne, 

że jej ciało wygięło się w pałąk. Cierpiała w milczeniu, z ca-
łej siły zaciskając zęby. Dzięki Bogu Torstein nie zachowy-
wał się jak ogier. Widziała, że stara się być delikatny. Kom-
pletnie wycieńczona opadła na materac, zarzuciła mu ręce 
na szyję i poddała się jego powolnym, miarowym ruchom.

„Następnym razem będzie lepiej, następnym razem bę-

dzie lepiej", pocieszała się w duchu. Ta myśl pozwoliła jej się 
uspokoić, przez co ból stawał się coraz mniej dokuczliwy. 
Co prawda do uczucia zadowolenia było jej jeszcze daleko, 
ale w końcu uwierzyła, że z czasem współżycie między mał-
żonkami może stać się źródłem rozkoszy.

background image

15

Pogrążony w myślach Erling żuł źdźbło trawy. Wywijał nim 
w górę i w dół, ale po chwili znudzony wypluł je przed sie-
bie. Wyjął z kieszeni tabakierę, uformował palcami solidną 
porcję tytoniu i umieścił ją nad górną wargą. Mlasnął języ-
kiem, żeby gęsta brązowa maź nie spływała mu po zębach.

A jednak miałem rację w sprawie Ingi i Martina, skon-

statował z zadowoleniem. A to oznacza, że to, co powie-
dział Gudrun, gdy spotkał się z nią w hallu, nie było wcale 
kłamstwem. Inga naprawdę była zakochana w mężu swojej 
pasierbicy. Takie wieści zwykle rozchodziły się lotem błys-
kawicy, więc już cała wieś wiedziała, że wdowa po Nielsie 
Gaupås i przyszły dziedzic Storedal są parą.

W zasadzie mało go obchodziło, kogo Inga zamierza 

poślubić. Niepokoiła go jego własna niepewna sytuacja. 
Co czeka go w przyszłości, jeśli Inga przeniesie się do Mar-
tina i sprzeda Gaupås? Z pewnością znajdzie się wielu kup-
ców, którzy za tę piękną posiadłość z chęcią zapłacą niema-
łe pieniądze, ale nie oznacza to wcale, że nadal będzie mógł 
tu pracować. No tak, istnieje jeszcze inna możliwość: Inga 
nie sprzeda Gaupås, tylko zdecyduje się je wydzierżawić ja-
kiemuś obrotnemu gospodarzowi.

Erling miał już serdecznie dość wędrownego trybu ży-

cia. Przeszył go dreszcz na myśl o tym, że miałby znowu

167

background image

tułać się wiejską drogą w piekącym słońcu, strugach desz-
czu lub lodowatych podmuchach wiatru. Sam nie pamiętał, 
ile razy kulił się pod drzewem, szukając schronienia przed 
ulewnym deszczem, ani ile razy odmroził sobie palce. Ciąg-
le jeszcze czuł przeszywający ziąb i wiatr, który smagał 
twarz i wdzierał się pod ubranie.

Najgorzej było zimą, przypomniał sobie, czując, że prze-

chodzą go dreszcze. Musiał przedzierać się przez głębokie 
zaspy w poszukiwaniu jakiejś starej, opuszczonej stodoły. 
Zazwyczaj udawało mu się włamać do środka, ale raz czy 
dwa zdarzyło się, że spał na zewnątrz, oparty o ścianę. Kilka 
razy śmierć zaglądała mu w oczy, ale cudownym zrządze-
niem losu zawsze uchodził z życiem.

Oczywiście wcześniej również pracował w wielu znako-

micie prezentujących się gospodarstwach, ale w Gaupås po-
dawano szczególnie smaczne i sycące posiłki. Trzeba to Indze 
oddać, prychnął pogardliwie: masła, boczku i wyśmienitego 
mięsa miał u niej pod dostatkiem. Niektóre panie domu były 
tak skąpe, że Erling odchodził od stołu równie głodny jak 
wtedy, gdy do niego zasiadał. Czyżby naprawdę nie rozumia-
ły, że za ciężką pracę należy się porządna strawa?

Z czasem zaakceptował również pensję, którą zaofero-

wała Inga. Wystarczyło zasięgnąć języka we wsi, a zrozu-
miał, że wynagrodzenie wcale nie jest najgorsze. Nie mógł 
zapominać o tym, że ma zapewniony dach nad głową i peł-
ne wyżywienie. Jego wydatki były zresztą niewielkie. Część 
pieniędzy szła na tytoń i tabakę, a czasem również na bu-
telkę wódki, ale z każdym mijającym miesiącem jego trzos 
robił się coraz cięższy.

Erling wytarł resztki tytoniu z kącików ust. Wiedział, 

że w ten czy inny sposób musi przekonać Ingę, żeby pozwo-
liła mu tutaj zostać. I to bez względu na to, czy ona sama

168

background image

przeniesie się do Storedal, odda gospodarstwo w dzierżawę 
czy też nie ruszy się z Gaupås na krok. Nagle wpadła mu 
do   głowy   genialna   myśl:   droga   do   osiągnięcia   celu 
wiodła przez Kristiane...

Kristiane minęła Erlinga szerokim łukiem. Gdy tylko za-
uważyła jego obecność, wbiła wzrok w ziemię i przyśpie-
szyła kroku. Inga poprosiła ją, żeby wzięła poobijane jabłka 
i poszła na padok nakarmić nimi konie.

Miała nadzieję, że Erling nie domyślił się, dokąd poszła. 

Nie chciała, a raczej nie miała odwagi zostać z nim sam na 
sam. Jakie to dziwne, że miłość tak nagle może przemie-
nić się w strach, pomyślała, przystawiając jabłko do mięk-
kiego pyska Mikrusa. Ogier spałaszował smakołyk, głośno 
przy tym mlaskając. Czarnulka przyglądała się tej scenie 
w pewnym oddaleniu, ale i ona dała się skusić. Miękka tra-
wa tłumiła odgłos końskich kopyt, ale już po chwili klacz 
z zaciekawieniem wyciągała szyję w stronę ręki dziewczyny. 
Piękne łukowate chrapy rozszerzyły się, żeby móc dokład-
nie obwąchać przysmak. Klacz ostrożnie przegryzła jabłko 
na pół i zaczęła przeżuwać je ze smakiem.

Nagle zarżała, wierzgnęła tylnymi kopytami i pokłuso-

wała w kierunku łąki.

-Kristiane...
-Przestraszyłeś ją - to było wszystko, co Kristiane zdo-
łała powiedzieć. Och, jak bardzo żałowała, że tak jak 
Czarnulka nie może  po prostu uciec! Trzęsąc się w 
środku   ze  strachu,   zacisnęła   dłoń   wokół   żerdzi 
parkanu.
-Jak twoja noga? Już lepiej? - zapytał jak gdyby nigdy 
nic.
-I ty mnie o to pytasz?! - dziewczyna nie mogła uwie-

169

background image

rzyć własnym uszom. Była tak zszokowana, że aż oczy za-
szły jej łzami. - Kpisz sobie ze mnie, czy co?

Erling stanął przy ogrodzeniu w odległości kilku me-

trów. I tak znajduje się za blisko, pomyślała w panice.

- Jestem ci winny przeprosiny - powiedział przygnę

biony. - Byłem... naprawdę zrozpaczony, gdy powiedziałaś
mi o dziecku. Poczułem nagle brzemię odpowiedzialności
i... bardzo się rozzłościłem. Chyba diabeł we mnie wstą
pił - wyznał, zwieszając głowę. - Chciałem cię ukarać za to,
że zaszłaś w ciążę. Wiem, że to brzmi dziwnie, bo przecież
to ja pomogłem ci spłodzić to dziecko...

Kristiane nawet nie odwróciła się w jego stronę. Stała 

zupełnie nieruchomo. Nie miała ochoty słuchać jego po-
krętnych wymówek, ale nie była w stanie na tyle się wyłą-
czyć, żeby nie słyszeć jego głosu.

- Zrozumiem,   jeśli   nie   będziesz   chciała   mi   wyba

czyć - skruszony ciągnął dalej. - Byłem mściwym sadystą.
Zraniłem kobietę, która jest mi najbliższa na świecie...

Dziewczyna chciała uciec czym prędzej, ale zamiast 

tego stała jak wryta. Słowa Erlinga wkradały się do jej serca 
niczym najsłodsza muzyka. Czuła, że jeszcze chwila, a da 
się omamić. Z drugiej strony przez cały czas kołatały jej 
w głowie słowa Ingi, która właśnie przed tym ją ostrzegała: 
nie wolno ci słuchać czułych słówek Erlinga!

- Nazwałeś mnie dziwką - wykrztusiła wreszcie - i nie

wierzyłeś, że jesteś ojcem dziecka.

Wspomnienie tamtej rozmowy wciąż paliło ją do żywe-

go. To prawda, że od czasu do czasu odwiedzali ją zalotnicy, 
ale nikomu z nich się nie oddała. Kilka ukradkowych poca-
łunków i podniecające dotykanie jej krągłych piersi - tylko 
na tyle mogli Uczyć, reszta była zakazana. Kristiane chciała 
zachować dziewictwo, dopóki nie znajdzie mężczyzny swo-

170

background image

jego życia. Erlinga... Jej najdroższe marzenie jednak się nie 
spełniło, pomyślała ze smutkiem. Jej ukochany okazał się 
bardziej brutalny, niż pozostali, a teraz stał przed nią i prze-
praszał za swoje zachowanie.

-Byłem chory z zazdrości - powiedział nagle - bo w czasie 
żniw flirtowałaś z Arnem. Nie myśl, że tego nie zauważy-
łem,   chociaż   większość   czasu   pracowałem   w   stodole. 
Przejrzałem was na wylot te wasze figlarne spojrzenia i 
tajemnicze  uśmieszki   wysyłane   podczas   przerw   na 
odpoczynek.
-To nieprawda! - krzyknęła obrażona. - Arne to miły 
chłopak, ale dla mnie nie liczył się nikt poza... tobą - 
dokończyła, paląc się ze wstydu.

Zazdrosne spojrzenie Erlinga gdzieś nagle zniknęło.

- Nie liczył się... ? Czy między nami nic już nie ma? - za

pytał miękkim głosem, nie ukrywając rozczarowania.

Kristiane podniosła głowę i spojrzała na Mikrusa i Czar-

nulkę, które pasły się spokojnie w cieniu dębów.

- Sam możesz sobie za to podziękować - odpowiedziała

buńczucznie. - Najpierw nie chciałeś nawet słyszeć o dziec
ku. Przez sekundę nie obchodziło cię, przez jakie męki ja
muszę przechodzić.

Nagle zamilkła. Miała ogromną ochotę opowiedzieć mu 

o swojej próbie samobójczej; chciała, żeby każdy, nawet naj-
drobniejszy szczegół wyrył mu się w pamięci, żeby zrozu-
miał, jak bardzo wtedy cierpiała. Może wzbudziłaby w nim 
współczucie? ... Nie, nie upadnie tak nisko, nic mu nie po-
wie. W końcu nie ma żadnej pewności, że się tym przejmie.

- Potem przekonałeś mnie, żebym pokazała ci mój cho

ry palec. W najśmielszych snach nie sądziłam, że mi go od
rąbiesz siekierą. Nie jesteś w stanie wczuć się w cierpienia
innych ludzi! - ostatnie słowa wykrzyczała oskarżycielskim
tonem.

171

background image

- To z dzieckiem to dlatego, że spanikowałem - przy

znał cichym głosem. - A stopa... uwierz mi, byłem pija
ny z zazdrości. Każdego dnia wstydzę się za to, co ci wtedy
w gniewie wykrzyczałem... Dręczą mnie wyrzuty sumie
nia, że wyrządziłem ci taką krzywdę...

Dziewczyna   poruszyła   się   niespokojnie.   To   była   ich 

pierwsza porządna rozmowa od czasu pamiętnej kłótni. 
Wciąż czuła ból, który jej zadał bezpodstawnymi oskar-
żeniami i brutalnym zachowaniem, ale... Jego przeprosi-
ny wbrew jej woli zrobiły na niej duże wrażenie. To praw-
da, że panicznie się go boi, ale gdyby mu wybaczyła...? 
Czy mogliby być  znowu razem? Oczami wyobraźni zo-
baczyła całą ich trójkę: Erlinga, ją i dziecko. Nie była zbyt 
wymagająca, małe poletko w zupełności by ją zadowoliło. 
Gdyby nowy właściciel na to przystał, mogliby dalej praco-
wać w Gaupås. Zdawała sobie sprawę z tego, że będzie im 
ciężko, ale przecież mieli siebie... I dziecko będzie się wy-
chowywać w pełnej rodzinie. Świadomość, że urodzi nie-
ślubne dziecko, wydawała jej się koszmarem.

- Nie potrafię ci zaufać - wyznała, połykając łzy. - Jak

pomyślę, że mógłbyś znowu stracić panowanie nad sobą...

Podszedł do niej, położył jej pod brodę swoją zgrubiałą 

pięść i uniósł jej twarz do góry. Spojrzał na nią czule lśnią-
cymi, ciemnoniebieskimi oczami i wyszeptał:

-

Proszę, daj mi szansę. Daj nam szansę.

Dziewczyna z trudem złapała powietrze. Sama nie wie
działa, czy śmiać się, czy płakać.

- Pomyślę o tym - obiecała potulnie.

Erling nie posiadał się z radości, gdy dziewczyna, zwinna 
jak łania, ruszyła zamyślona w kierunku domu. Nie żeby

172

background image

się chwalił, ale zawsze miał niezłe gadane i wiedział, jak 
czarować, żeby osiągnąć swój cel. Odnosiło się to zwłasz-
cza do naiwnych kobiet. Wiele razy był w niezłych tarapa-
tach, bo miał zbyt lepkie ręce, ale zawsze, tak jak kot, lą-
dował bezpiecznie na czterech łapach. Trzykrotnie uciekał 
przed rozgniewanymi gospodarzami, którym jednak nigdy 
nie udało się go przechytrzyć. Na samym początku, gdy 
sprawdzał, jak daleko może się posunąć i ile łupów zdoła 
sobie przywłaszczyć,  czuł smak przygody,  ale z czasem 
coraz bardziej obawiał się, że zostanie przyłapany na gorą-
cym uczynku. Powoli docierało do niego, że to tylko kwe-
stia czasu - kiedyś szczęście go opuści i długie ramię spra-
wiedliwości w końcu go dosięgnie.

Tym razem postanowił dobrze się zabezpieczyć. Ani 

Inga, ani ewentualny nowy właściciel Gaupås nie okażą się 
chyba aż tak bezduszni, żeby odprawić go z kwitkiem, je-
śli będzie miał na utrzymaniu żonę. A nawet jeśli, zawsze 
może błagać o litość ze względu na dziecko, które ma się 
narodzić.

Spodziewał się, że Inga spróbuje pokrzyżować mu plany, 

ale na nią również miał sposób... Jeśli się nie zgodzi, zmusi 
ją do zmiany zdania.

Pozostało tylko nakłonić Kristiane, żeby przyjęła jego 

oświadczyny. Nie miał jednak cienia wątpliwości, że dziew-
czyna go wybierze, bo z jej spojrzenia łatwo mógł wyczytać, 
że ciągle czuje do niego coś na kształt miłości. Miał pew-
ność, że pamiętała, jak dobrze im było razem.

Erling z zadowolenia parsknął śmiechem.

- Naprawdę jesteś taka naiwna? - pytanie zabrzmiało 

jak   jęk   rozpaczy.   Ingą   tak   bardzo   wstrząsnęła 
wiadomość,

173

background image

którą podzieliła się z nią służąca, że aż z wrażenia opadła 
na fotel. - Chyba nie mówisz poważnie, że zastanawiasz 
się nad tym, czy dać Erlingowi szansę? - Inga pocierała 
czoło ze zmartwienia. Czuła, jak w skroniach pulsuje jej 
krew. - Po tym wszystkim, co ci zrobił?

-Wiem, że nie był miły - przyznała dziewczyna cienkim 
głosem - ale poprosił mnie, żebym mu wybaczyła.
-I to ci wystarczy? - Indze włosy stanęły dęba z prze-
rażenia.   -   Mówiłam   ci   przecież,   że   Erling   jest 
mistrzem  w   uwodzeniu.   Każdego   potrafi   omotać, 
omamić i wyprowadzić na manowce. Jest jak wilk w 
owczej skórze. Czy ty tego nie widzisz?

Kristiane skuliła się w sobie, słysząc tak ostrą reprymendę.

- Wiii...dzę...

Inga była tak zdenerwowana, że aż się spociła.

- Znalazłyśmy przecież rozwiązanie, z którego powin

naś być zadowolona. Prawdopodobnie za jakiś czas prze
niosę się do Storedal, ale na pewno nie stanie się to przed
narodzinami  twojego dziecka. I albo zostaniesz służącą
u Martina, albo znajdziesz zatrudnienie u nowego właści
ciela Gaupås. Wyjaśnię mu, ktokolwiek to będzie, że ma po
rządnie się z tobą obchodzić i że ma cię bronić przed złośli
wymi plotkami i niesprawiedliwym traktowaniem. A jeśli
nie będzie ci dobrze u nowego gospodarza, poślesz po mnie
do Storedal. - Inga wyrzuciła to z siebie tak szybko, że pod
koniec nie mogła złapać tchu.

Kristiane zebrała się w końcu na odwagę i spojrzała jej 

prosto w oczy.

- Ale dziecko będzie się wychowywać bez ojca. Tak

bardzo chciałabym zapewnić mu lepszą przyszłość.

Inga ciężko westchnęła.
- Rozumiem - powiedziała spokojniejszym tonem. -

174

background image

Podłość ludzka nie ma granic, a nieślubne dziecko to wspa-
niała pożywka dla złośliwych plotek, ale... Czy naprawdę 
ci się wydaje, że Erling jest tą właściwą osobą, dzięki której 
unikniesz kłopotu? Czy nie widzisz, że wpadasz z deszczu 
pod rynnę?

Służąca ściągnęła gniewnie usta, po czym oznajmiła 

cierpkim tonem:

- Marzenia się nie spełniają. Teraz to rozumiem i dla

tego nie zastanawiam się, czy z Erlingiem będzie mi lepiej,
czy gorzej. Przede wszystkim zależy mi na tym, żeby dziec
ko nie zostało bez ojca!

Inga zirytowana zdecydowanym ruchem pochyliła się 

do przodu. Nagle zrozumiała, że dziewczyna zupełnie nie 
zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji.

-Wybór należy do ciebie, ale nie licz dłużej na moją 
pomoc.
-Co... co masz na myśli? - spytała przerażona Kristiane.
-Jeśli wybierzesz Erlinga... to nie masz już w  Gaupås 
czego szukać - odpowiedziała Inga opanowanym gło-
sem. - Nigdy.

Erling wyszedł dziewczynie na spotkanie, drżąc z podnie-
cenia. Zaczaił się na nią, gdy wieczorem poszła do obory 
oporządzić zwierzęta. Kiedy go zobaczyła, wybiegła z obo-
ry jak oparzona, ale na szczęście zaraz się zatrzymała.

- No i...? - zachichotał porozumiewawczo. - Podjęłaś

już decyzję?

Kristiane szybkim ruchem przetarła oczy wierzchem 

dłoni.

Dopiero wtedy zauważył, że płakała. Poczuł, że traci 

grunt pod nogami.

175

background image

-Rozmawiałam   o   tym   z   Ingą   -   zaczęła   bezbarwnym 
głosem - i...
-Do cholery, dziewczyno! Chyba nie poszłaś po poradę 
do tej suki?! - wykrzyknął, ale szybko ugryzł się w język. 
Podejrzewał, że nie spodoba jej się, że krytykuje kobietę, 
u   której   ona   zwykle   szuka   pociechy.   Wściekłość 
rozsadzała   mu  czaszkę,   a   przed   oczami   pojawiły   się 
czerwone mroczki.
-Inga obiecała mi pomoc - odpowiedziała oburzona - 
kiedy ty mnie opuściłeś. Chciała nawet zająć się moim 
dzieckiem, gdybym tylko tego potrzebowała.
-To w czym problem - Erling wyszczerzył zęby - skoro 
sama pani domu zamierza grać rolę dobrej wróżki? - W 
każdym jego słowie słychać było sarkazm. - Nawet Inga 
rozumie, że dziecko potrzebuje obojga rodziców.

Twarz Kristiane zrobiła się czerwona z wrażenia.

■- Musiałam wybierać między tobą - powiedziała zde-

cydowanym tonem - a możliwością pozostania na służbie 
w Gaupås.

W jednej chwili uśmieszek samozadowolenia zniknął 

z ust Erlinga. A więc tego zażądała ta zarozumiała suka? 
Do diabła! - zaklął w duchu. Ostatkiem sił zdołał powstrzy-
mać się, żeby nie walić pięściami w ścianę obory. Nie poj-
mował, jak mogła postawić dziewczynie takie ultimatum. 
Kristiane jest w ciąży, więc łatwo nią manipulować. Najwy-
raźniej Inga próbowała to wykorzystać.

- To nic - pocieszył ją, siląc się na obojętność. Trosk

liwie objął ją w pasie ramieniem, a gdy poczuł, że jest cała
sztywna i stawia mu opór, jeszcze mocniej przygarnął ją do
siebie. - Zobaczysz, że jak tylko Inga się namyśli, pozwoli
ci tutaj zostać. W głębi serca wie, że nie uda jej się nas roz
dzielić.

Dziewczyna obrzuciła go chłodnym spojrzeniem.

176

background image

-To nic nie da. Ja już podjęłam decyzję. Służba w Gaupås 
znaczy dla mnie o wiele więcej niż to, co ty mógłbyś mi 
zaproponować. Moja przyszłość w gospodarstwie Ingi 
jest bezpieczna i przewidywalna. Mówisz o miłości, a 
mnie się zdaje, że udajesz uczucie... - W jej długich, 
czarnych   rzęsach  zamigotały  łzy.   -  Coś  mi   świta,   że 
chcesz mnie wykorzystać. Wcale nie chodzi ci o to, żeby 
założyć rodzinę. Masz  nadzieję, że zabezpieczy to twoją 
przyszłość. Dlatego żegnaj!  Nie mamy sobie nic więcej 
do powiedzenia.
-A więc wybierasz Ingę! - krzyknął ze złością. Zszoko-
wany pojął nagle, że Kristiane od niego odchodzi. - 
Odpowiedz mi! Do diabła! Musisz mi odpowiedzieć!
Słysząc jego wściekłe okrzyki, dziewczyna była bliska 

utraty zmysłów, dlatego nie namyślając się długo, przycis-
nęła dłonie do uszu i pobiegła w stronę domu.

Erling kilka razy okrążył  dziedziniec. Uderzał jedną 

pięścią o drugą, kipiąc ze złości. Cholerna Inga! Cholerna 
jędza! To prawda, że nie miał większej ochoty żenić się z 
Kristiane, ale to jego ostatnia deska ratunku. Jasne, że była 
tępa i ograniczona, ale nadawała się na żonę nie gorzej niż 
inne. A tymczasem jego plany spaliły na panewce... - Ale 
nie ze mną te numery - wysyczał pod nosem. - Zostanę w 
Gaupås, czy to się Indze podoba, czy nie.

Koniec z niedomówieniami i czczymi pogróżkami. Je-

śli nie zrobi tego, co jej każe, wbije jej nóż prosto w serce. 
Będzie cierpiała tak bardzo, jakby ktoś solą posypał jej ot-
warte rany. I nie będzie miała innego wyjścia - absolutnie 
żadnego - niż świadczyć mu usługi, których zażąda. A jego 
żądania będą druzgocące, uśmiechnął się przebiegle.

Nadeszła godzina zemsty.

background image

16

Inga była bardzo zdziwiona, gdy w sobotnie przedpołudnie 
zobaczyła lensmana zsiadającego przed jej domem ze swo-
jego wspaniałego konia. Od dawna po wsi krążyły plotki 
o tym wyjątkowym wierzchowcu, za którego Thuesen miał 
ponoć zapłacić znaczną sumę pieniędzy. Inga szybko rzu-
ciła okiem na ogiera, zanim Torę ostrożnie odprowadził go 
do stajni. Koń był rzeczywiście piękny: miał długie nogi, 
zgrabną sylwetkę i szlachetny łeb. W jego miękkiej, gęstej 
grzywie odbijało się słońce, sprawiając, że mieniła się od-
cieniami brązu i miedzianej czerwieni.

- Zapraszam! - powiedziała Inga z przesadnym entu

zjazmem. Nie podobał jej się ten cukierkowy ton, ale prze
konała się już o tym, że Thuesen lubi wylewny sposób bycia
u rozmówców. Pocieszała się tym, że w swojej naiwności
lensman nie zwietrzy pochlebstwa. - Chyba nie odmówi
mi pan i napije się ze mną kawy? - dodała przymilnie, prze
chylając głowę na bok.

Lensman   strzelił   szelkami   od   spodni,   które   opinały 

mu  się na grubym brzuchu. Zadowolony pohuśtał się na 
obcasach i zachichotał z radości.

- Oczywiście, że nie, zwłaszcza jeśli poczęstuje mnie

pani swoim pysznym ciastem z migdałami, którego ostat
nio miałem okazję skosztować. - Mlasnął przy tym języ-

178

background image

kiem dla podkreślenia, że nadal czuje w ustach smak masy 
migdałowej.

- Niestety - wdzięczyła się Inga - dzisiaj nim pana nie

poczęstuję, ale dopiero co upiekłam ciasto cynamonowe.
Miało być na jutro do kawy, ale mając takiego gościa... My
ślę, że możemy ukroić sobie po kawałku.

Inga nie cierpiała samej siebie za te bzdury, które wy-

gadywała. Poczuła, że strach chwyta ją za gardło. Była tak 
zdenerwowana, że w środku cała się trzęsła.

-Zakończyłem dochodzenie w sprawie pani wypadku - 
oznajmił lensman, gdy usiedli razem przy stole.
-O! - zdziwiła się Inga, nalewając im kawy. - Jestem 
bardzo ciekawa, do jakich doszedł pan wniosków.

Szczerze mówiąc, przestała się już zadręczać myślami na 

ten temat. Chciała poznać nazwisko winowajcy, ale za każ-
dym razem, gdy wspominała tamto wydarzenie, ogarniał ją 
smutek. Przykro było wiedzieć, że ktoś życzył jej śmierci.

-Niestety,   pani  Gaupås,  jesteśmy  zmuszeni   umorzyć 
sprawę. - Thuesen posłał jej pełne ubolewania spojrze-
nie.   -   Przesłuchałem   wielu   świadków,   ale   prawie 
wszyscy mają alibi. Poza mężczyznami, których sama 
pani   wykluczyła,   kiedy   ostatnio   ze   sobą 
rozmawialiśmy.
-A więc nie sądzi pan, że sprawę uda się kiedykolwiek 
wyjaśnić?

Lensman smutno pokręcił głową.

- Niestety nie. Chciałem osobiście przekazać pani tę wia

domość, żeby nie łamała już pani sobie nad tym głowy...

I tak nie przestanę się nad tym zastanawiać, pomyślała 

przygnębiona   Inga.   Wolała   wierzyć,   że   lensman   uczynił 
wszystko, żeby wyjaśnić zagadkę.

- Na pewno pracuje pan nad wieloma sprawami? - za

pytała z zaciekawieniem.

179

background image

-O! - Thuesen zrobił poważną minę - obowiązków mi 
nie brakuje, o nie! Taki już mój los - dodał niemal ze 
smutkiem.   -   Spoczywa   na   mnie   ogromna 
odpowiedzialność.  Muszę   bronić   miejscową   ludność 
przed złoczyńcami, złodziejami i wszelką hołotą.
-Założę się, że jest pan na pewno dobrze wyszkolony - 
węszyła dalej Inga.

Odpowiedź przyszła, jak można się było spodziewać, 

bardzo szybko.

- Jestem jednym z najlepszych - oznajmił Thuesen bez

cienia zażenowania. - Może pani sobie wyobrazić, jak bar
dzo ojciec był z nas dumny. Mój brat został strażnikiem
w twierdzy Akershus, a kilka lat później ja z kolei zdałem
pomyślnie egzaminy końcowe na lensmana.

Thuesen jadł Indze z ręki.
-Ach tak! - krzyknęła z podziwem. - Toż to rodzina 
stróżów prawa!
-Można tak to ująć, pani  Gaupås  - zachwyt Ingi po-
zornie   nie   zrobił   na   lensmanie   wrażenia.   -   Ojciec 
dochował się dwóch zdolnych synów, jeśli wolno mi 
się   tak   wyrazić!   -   Thuesen   pogłaskał   się   z 
zadowoleniem po brzuchu, połykając ostatni kęs ciasta. 
- Niestety mój młodszy brat nie miał tyle szczęścia - 
mruknął pod nosem.
-O! - powtórzyła Inga po raz drugi. Czy mówi o tym 
samym   człowieku,   którego   zaatakował   Kristian? 
Ciekawość   Ingi   sięgnęła   zenitu.   Ledwo   mogła 
usiedzieć na miejscu.
-To długa i przygnębiająca historia - westchnął lens-
man wyraźnie nieobecny duchem.
-Nigdzie się nie śpieszę - odpowiedziała Inga. - Jeśli 
jest pan w stanie opowiadać... Chętnie posłucham...
Thuesen spojrzał na nią z powątpiewaniem.

180

background image

- Nie   wypada,   pani  Gaupås.   Kobiety   nie   powinny 

słu
chać podobnych historii...

Inga z trudem znosiła narastające napięcie. Objęła dłoń-

mi filiżankę, żeby nie było widać, że ręce jej się trzęsą.

- Nie jestem przecież słabą, wątłą trzciną, którą złamie

byle wietrzyk - powiedziała zaczepnie.

Lensman parsknął śmiechem, słysząc to porównanie.

- Widzę, że jak na członka rodu Svartdalów przystało,

niełatwo daje pani za wygraną. Być może opowiem kiedyś
historię mojego brata, ale musi pani wówczas pamiętać,
że zło tkwi w każdym z nas, czy tego chcemy, czy nie. W ży
ciu chodzi tylko o to, żeby to zło przezwyciężyć.

Ta dziwna gra słów wyczerpała Ingę. Nie miała wąt-

pliwości, że Thuesen próbuje dać jej coś do zrozumienia. 
Nie wiedziała jednak, czy mówi o Kmicie Levordzie, czy 
o jej ojcu. Gdy lensman podniósł się i podał jej dłoń na 
pożegnanie, Inga poczuła, że ciało odmawia jej posłuszeń-
stwa. Czy nigdy niczego się nie dowie? Była tak poirytowa-
na, jakby gonił ją rój os.

Leniwie zaczęła sprzątać brudne talerzyki deserowe i fi-

liżanki. Ciasto odniosła z powrotem na miejsce i przykry-
ła je ściereczką do naczyń. Chcąc sobie ulżyć, zamknęła 
z głośnym trzaskiem drzwi do spiżarni. W tym samym mo-
mencie zauważyła, że lensman zatrzymał się na dziedzińcu. 
O Boże! To zły znak, przemknęło jej przez głowę. Thuesen 
przystanął, żeby porozmawiać z Erlingiem! Lensman był 
zwrócony do niej plecami, ale przez okno widziała wyraź-
nie, z kim rozmawia. Chłopak stał przed nim na szeroko 
rozstawionych nogach, z głową odchyloną do tyłu, i był wy-
raźnie czymś rozbawiony. Inga poczuła narastającą panikę.

Nie miała czasu na starcie tłustych plam po śmietanie 

i zebranie okruchów po cieście. Ledwo zdążyła chwycić

181

background image

zrobiony na szydełku sweter i wybiec na dwór. Za wszelką 
cenę musi przeszkodzić im w rozmowie! Nie może pozwo-
lić, żeby stali na osobności i rozmawiali w cztery oczy. Ni-
gdy nie wiadomo, co Erlingowi strzeli do głowy, jeśli dłużej 
pobędzie z Thuesenem sam na sam.

-A więc tak tu sobie gawędzicie? - zagaiła Inga, siląc 
się na serdeczność, i wbiła nienawistne spojrzenie w 
swojego   wroga.   -   Erling!   Czy   ty   przypadkiem   nie 
powinieneś  wrócić do swoich obowiązków? - Udało 
jej się zachować z godnością, chociaż jej serce ogarnął 
niepokój i przerażenie.
-Nie będę już dłużej zabierał czasu pani parobkowi - 
zapewnił ją lensman z uśmiechem. Z elegancją wspiął 
się na siodło i ściągnął cugle. - Erling chciał mnie tylko 
zapytać,   czy  znajdę   jutro  dla   niego   trochę   czasu  po 
kościele.   Ma   dla   mnie   podobno   jakieś   wiadomości. 
Chodzi o nieporozumienie związane z próbą usiłowania 
morderstwa. Czyż nie tak?
-Owszem - odpowiedział Erling i pokornie skłonił się 
przed stróżem prawa, który dumnie wyprężył  się na 
koniu.   -   Jestem   w   posiadaniu   pewnych   informacji, 
które z pewnością zainteresują pana lensmana. Niestety 
teraz   nie  mogę   rozmawiać,   ponieważ   wzywają   mnie 
obowiązki. Tym  bardziej cieszę się na nasze jutrzejsze 
spotkanie.

Inga prawie nie mogła wydobyć głosu, gdy po raz drugi 

przyszło jej pożegnać się z Thuesenem. Na szczęście lens-
man niczego nie zauważył. Gdy po jeźdźcu nie było już śla-
du, o mało co nie osunęła się na kolana, krzycząc z roz-
paczy. Ponieważ Erling nadal stał obok niej, ostatkiem sił 
utrzymała się na nogach.

- Co chcesz mu powiedzieć? - spytała przerażona.
Erling nawet nie mrugnął powieką, nie drgnął mu ża-

182

background image

den mięsień. Spojrzał na nią z triumfującym uśmiechem, 
ale nie odezwał się ani słowem.

Cisza stawała się nie do zniesienia.

-Proszę cię, powiedz mi...
-A niby dlaczego? Żebyś miała czas sklecić wiarygodną 
mowę obrończą?
-A więc chodzi o mnie - powiedziała przerażona Inga, 
prawie tracąc przytomność. - Nie możesz iść z tym do 
Thu-esena...
-Trzeba było wcześniej o tym pomyśleć - wysyczał z 
nienawiścią. - Zanim namieszałaś Kristiane w głowie i 
sprawiłaś,   że   teraz   mnie   unika!   Miałem   wielkie 
marzenia, ale ty wszystko zniszczyłaś! Wszystko! - Erling 
z wściekłością tupnął nogą.
-Proszę,   powiedz,   jakie   są   twoje   życzenia   -   błagała, 
próbując wyżebrać jego litość. W końcu mnie dopadł, 
pomyślała,   tracąc   ze   strachu   zmysły.   Nie   mogła 
dopuścić   do  tego,   żeby   lensman   poznał   szczegóły 
dotyczące śmierci Gudrun. Była pewna, że właśnie w 
tę   sprawę   Erling   chce   go  wtajemniczyć.   Jego   oczy 
pałały chęcią zemsty.
-Jest już za późno - zaśmiał się szyderczo. - Nareszcie 
nadszedł twój koniec. Niedługo będę patrzył,  jak kat 
zaciska   pętlę   wokół   twojej   szyi.   -   Odwrócił   się   na 
pięcie i odszedł.

Inga chwiejnym krokiem poszła za pralnię i zwymioto-

wała.

Wiadomość o związku Ingi i Martina w końcu dotarła rów-
nież do Svartdal. Nikt nie miał odwagi osobiście przekazać 
tej nowiny Kristianowi, ale on i tak domyślił się wszystkiego 
dzięki urywkom rozmów, które podsłuchał w HolmestrandL

183

background image

Pojechał tam w pewnej sprawie, której i tak nie udało mu 
się załatwić, ale właśnie wtedy zaczęło się w nim rodzić po-
dejrzenie, że coś jest nie tak. Czy to, o czym szeptano za 
jego plecami, było prawdą? Zauważył, że imiona Ingi i Mar-
tina wymieniano jednym tchem, więc chyba musiał być ku 
temu jakiś konkretny powód?

W   drodze   powrotnej   Kristian   wpadł   w   prawdziwy 

szał. Zrobił wszystko, co było w jego mocy, żeby Inga nie 
zwróciła uwagi na to wężowe plemię. Przez długi czas wy-
dawało mu się nawet, że odniósł zwycięstwo, a jednak... 
Czy kiedykolwiek ostrzegł córkę przed wizytami w Store-
dal? Krzyczał i złorzeczył, ale czy powiedział wprost, że jej 
tego zabrania? Nie przypominał sobie... Z drugiej strony 
Inga dobrze wiedziała o waśni rodowej. Czy nie rozumiała, 
że   kontaktując   się   z   tamtymi   ludźmi,   zrani   go   do 
żywego?  To prawda, że Niels i Laurens należeli do grona 
ich   wspólnych   znajomych,   ale,   do   diabła,   Inga   nie 
musiała przecież zadawać się z synem Laurensa!

Podróż   nie   ostudziła   emocji.   Otwierając   z   impetem 

drzwi przedsionka, był tak samo wściekły jak wtedy, gdy 
wyruszył z domu.

Przerażona Emma podskoczyła jak oparzona, trzymając 

w dłoni drewnianą łopatkę do smażenia.

Do Kristiana powoli dotarło, że służąca smaży naleś-

niki. Kristian wprost za nimi przepadał: gorące naleśniki 
z konfiturą truskawkową i śmietaną to było to, co lubił naj-
bardziej. Do diabła z naleśnikami! - pomyślał roztrzęsiony, 
teraz nic nie jest w stanie mnie udobruchać. Ostatkiem sił 
przywołał się do porządku. Najważniejsze, żeby przy Em-
mie zachować spokój, bo ona zawsze bezbłędnie zgadywa-
ła, kiedy coś go trapi.

Kobieta bez słowa nałożyła na talerz gorący naleśnik

184

background image

prosto z patelni, polała go obficie śmietaną i konfiturą, a do 
filiżanki nalała kawy.

- Proszę - powiedziała zdecydowanym tonem - może

to cię uspokoi.

Kristian posłał służącej jadowite spojrzenie.

- Co tym razem tak cię rozgniewało? - spytała, wzdy

chając ciężko.

Mężczyzna ugryzł kawałek naleśnika i żuł go w zamyśle-

niu.

- Krążą plotki, że Inga i ten... ten cały Martin są ze

sobą.

Kristian spojrzał na Emmę ponurym wzrokiem. Do diab-

ła. .. Zaraz, zaraz... czy na tej starej, pomarszczonej twarzy 
pojawił się uśmiech? Na to wygląda, pomyślał zbity z tropu 
i wpakował resztę naleśnika do ust.

-No tak - westchnęła Emma. - Sprawy nie ułożyły się 
po twojej myśli - dodała przygnębiona.
-Och, chyba nie sądzisz, że nie porozmawiam ze swoją 
córką! Już ja przemówię jej do rozsądku! - Jego głos 
brzmiał jak uderzenia pioruna.

Emma uśmiechnęła się z goryczą.

-Wiesz równie dobrze jak ja, że Inga nie zmieni zdania. 
A poza tym... Zapomnij o rodowej waśni i pozwól córce 
cieszyć się szczęściem u boku męża, którego sama sobie 
wybrała.
-Od początku o wszystkim wiedziałaś? - spytał rozża-
lony.   Wydawało   mu   się,   że   służąca   pochwala   ten 
związek.
-Zaraz tam wiedziałam - odpowiedziała Emma wymi-
jająco. - Po prostu uważam, że nie powinieneś się do 
tego mieszać. Lepiej się z tym pogodzić. W tej sprawie 
nic już nie da się zrobić...
-Po moim trupie! - krzyknął Kristian i jakby dla pod-

185

background image

kreślenia swojego sprzeciwu walnął pięścią w stół. Uderze-
nie było tak mocne, że aż łyżeczka do herbaty podskoczyła 
w misce ze śmietaną i zabrzęczała o ścianki naczynia. - Ju-
tro z samego rana... przed kościołem... porządnie się z Ingą 
rozmówię.

- Chyba jest już za późno - wymamrotała Emma i wró-

ciła do swoich obowiązków.

Kriśtian usłyszał, co powiedziała na końcu, ale nie miał 

odwagi zapytać, co ma na myśli. Nie byłby mężczyzną, gdy-
by nie potrafił zmusić córki do zmiany zdania, ot co!

Tej nocy Inga przeżywała prawdziwe katusze. Długo pła-
kała ze strachu i poczucia winy, a myśl, że niedługo będzie 
musiała pożegnać się z Emilią i innymi bliskimi jej ludź-
mi, przyprawiała ją o czarną rozpacz. Wiedziała, co ją cze-
ka, jeśli Thuesen da wiarę słowom Erlinga. Od śmierci Gu-
drun minęło już prawie dziewięć miesięcy, ale lensman z 
pewnością będzie próbował wyciągnąć z niej całą prawdę. 
A wtedy czeka ją mroczna cela więzienia... A co, jeśli uda 
jej się oczyścić z zarzutów? Kto raz zostanie oskarżony o 
morderstwo, musi nieść ten krzyż do końca swoich dni. 
Czy również wtedy Martin będzie stał niezłomnie przy jej 
boku?

Czuła się tak, jakby powoli traciła grunt pod nogami i 

zapadała się w bagno. Jeszcze nie sięgała dna, jeszcze jej 
głowa wynurzała się nad powierzchnią wody, ale wiedziała, 
że to już nie potrwa długo.

Wyjrzała ze smutkiem przez okno. A może powinna po-

prawić Emilii kołderkę, pocałować ją czule w policzek i wy-
mknąć się chyłkiem z domu? Pobiec nad jezioro i skończyć 
ze sobą... To było zdecydowanie najprostsze rozwiązanie,

186

background image

pomyślała przygnębiona. Życie i tak już się dla niej skoń-
czyło...

Nagle nieśmiało zakiełkowała w jej głowie myśl, że nie 

wszystko jeszcze stracone. Nie! Nie zachowa się jak tchórz, 
nie ucieknie przed karą. Musi ponieść odpowiedzialność za 
to, czego się dopuściła. Musi spróbować oczyścić się z za-
rzutów.

A może... może Bóg w swojej łaskawości zlituje się nad 

nią i w cudowny sposób raz jeszcze ją ocali? Dopóki bije 
moje serce, pomyślała hardo, dopóty nie mogę tracić na-
dziei. O nie, Erling! Mylisz się - jeszcze nie mam pętli na 
szyi!

Zanosząc się płaczem, złożyła ręce do modlitwy i błaga-

ła Boga o pomoc.

Następnego dnia była niedziela, więc wszyscy przygoto-
wywali się do udziału w nabożeństwie. Wstali wczesnym 
rankiem, ponieważ przed wyjściem do kościoła należało 
wszystkim się zająć. Co prawda od spotkania z nowym pa-
storem dzieliło ich jeszcze wiele godzin, ale w gospodar-
stwie czasu nigdy nie było za dużo. Trzeba było przecież 
oporządzić zwierzęta, wyczyścić obejście, wydoić krowy 
i zjeść śniadanie. Poza tym tego dnia wszyscy stroili się 
w swoje najładniejsze, świąteczne ubrania.

-Nie mogę się już doczekać spotkania z nowym pasto-
rem   -   Gulbrand   był   wyraźnie   podekscytowany.   - 
Mówią,  że to młody,  ale bardzo spokojny i ambitny 
człowiek.
-Każdy będzie lepszy od Mohra - powiedział Torę  z 
przekąsem.   -   Mam   dość   straszenia   ogniem 
piekielnym!

Chcąc nie chcąc, wszyscy musieli się z nim zgodzić. W 
nocy Inga wiele razy zwracała się w modlitwie do

187

background image

Najwyższego, ale nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Zrozu-
miała, że nie ma sensu czekać na objawienie, bo Bóg rzadko 
daje jasne, czytelne znaki. Musi uzbroić się w cierpliwość. 
Nie wolno jej tracić nadziei, że Bóg w cudowny sposób ocali 
ją, zanim skończy się nabożeństwo. W przeciwnym razie 
jej los jest już przesądzony. Ze strachu i bezradności ugięły 
się pod nią kolana. Czy naprawdę nic nie da się już zrobić? 
Czy nie ma sposobu, żeby odwieść Erlinga od jego planów? 
Może powinna mu zapłacić? Ale czy to go udobrucha? 
Czy dzięki temu będzie trzymał język za zębami? Może zy-
skałaby dzięki temu trochę czasu, ale to nie rozwiązałoby 
problemu. W ten sposób przyznałaby, że Erling ma rację, 
a to z kolei oznaczałoby przyznanie się do zabicia Gudrun. 
A poza tym na jednym razie na pewno by się nie skończyło, 
do końca życia musiałaby mu płacić za milczenie. Puściłby 
ją z torbami i już na zawsze miałby nad nią nieograniczoną 
władzę.

Cóż, pomyślała Inga ze strachem, teraz też ma mnie w 

garści. Czuła, że opada z sił i traci chęć do dalszej walki. 
Co się stało, to się już nie odstanie. Wbrew swojej woli musi 
pójść tam, dokąd prowadzi ją ślepy los...

W ostatnim, desperackim geście posłała Erlingowi bła-

galne spojrzenie. Tym razem chłopak nie cofnął wzroku. 
Jego złe, pełne nienawiści oczy przebiły ją na wylot. Zroz-
paczona Inga bezradnie opuściła ramiona, starając się po-
wstrzymać łzy.

Po śniadaniu Arne i Torę zniknęli w stajni. Mieli opo-

rządzić konie i przygotować je do jazdy, co zresztą uczynili 
z wielkim nabożeństwem. Erling również opuścił kuchnię, 
ale dokąd się udał, tego Inga nie wiedziała. I mało ją to, 
szczerze mówiąc, obchodziło. Równie dobrze mógłby uto-
pić się w jeziorze, nie tęskniłaby za nim, o nie!

188

background image

Inga poczuła, że jej również przydałaby się chwila sa-

motności. Chciała pobyć sama, z dala od gospodarstwa, 
żeby móc spokojnie zebrać myśli. Do wyjazdu do kościoła 
zostały jeszcze trzy godziny. W tym czasie zapewne nikt nie 
będzie potrzebował jej towarzystwa. Inga zajrzała do obory 
i krzyknęła opryskliwie do Kristiane:

- Przejadę się konno! Wrócę na czas.
Kristiane wystawiła głowę zza krowiego zadu i przytak-

nęła.

-Czy   wybierasz   się   na   konną   przejażdżkę?   -   spytał 
przerażony Torę. - Dopiero co wyczyściliśmy konie.
-Zdążysz przygotować Czarnulkę, zanim wyruszymy 
do   kościoła   -   odpowiedziała   niecierpliwym   tonem. 
Nie   miała   siły  niczego   tłumaczyć.   Szybko   dosiadła 
konia   i   odjechała.   Dopiero   wtedy,   gdy   minęła 
gospodarstwo,  a dokoła niej nie było widać żywego 
ducha,   uspokoiła   się  i   zaczęła   logicznie   myśleć.   W 
domu, wśród ludzi, czuła potworny mętlik w głowie.

Lekko   popędziła   Czarnulkę,   która   ruszyła   galopem 

przed siebie. Tym razem jednak jazda na koniu jej nie cie-
szyła. Pogrążona w myślach nie zauważyła nawet, że klacz 
poniosła ją inną drogą.

Czy powinna poprosić ojca, żeby zmusił Erlinga do mil-

czenia? Zawsze to jakieś rozwiązanie, pomyślała, oczywi-
ście o ile ojciec pojawi się dzisiaj w kościele. Kristian nie był 
częstym gościem w domu Bożym, zakładała jednak, że bę-
dzie chciał przywitać się z nowym pastorem. Tak, ojciec 
z pewnością potrafiłby podziałać na Erlinga paraliżująco, 
ale na jak długo? Zdjęty strachem może i odwołałby roz-
mowę z lensmanem, ale na pewno kiedyś próbowałby do 
niej wrócić. W dodatku ojciec niewątpliwie będzie chciał 
poznać powód jej niecodziennej prośby, a wtedy jej ponura

189

background image

tajemnica wyjdzie na jaw... Trudno, pomyślała, ojciec prze-
cież nigdy mnie nie wyda.

Inga uspokoiła się. Czuła, że jeszcze nie wszystko stra-

cone. Co prawda to tylko tymczasowe rozwiązanie, ale jak-
że w tej chwili potrzebne! Zyskując na czasie, zrobi wszyst-
ko, żeby w ten czy inny sposób pozbyć się Erlinga.

Gdy dotarła do równiny,  Czarnulka zwolniła tempa. 

Po prawej stronie płynęła spokojnym nurtem rzeka, poły-
skując w słońcu. Inga wiedziała jednak, że trochę dalej do-
linę przecina wiele spienionych, huczących wodospadów. 
Pocwałowała wzdłuż koryta rzeki. W końcu udało się do 
tego stopnia uspokoić klacz, że ta stąpała miarowo i bez po-
śpiechu.

Inga poczuła nagłe zmęczenie. W nocy prawie nie zmru-

żyła oka i dlatego teraz czuła się tak, jakby ktoś pod powieki 
nasypał jej piasku. Ściągnęła cugle z lewej strony, żeby po-
kierować Czarnulkę w głąb równiny. Ostrożnie zeskoczyła 
na ziemię. Odpięła koniowi popręg, zdjęła siodło i położyła 
je na trawie, po czym ściągnęła ogłowie. O tak! Czarnulce 
również należał się odpoczynek. Klacz musiała być tego sa-
mego zdania, bo momentalnie zaczęła skubać zieloną, so-
czystą trawę.

Inga położyła się na łące. Nie obawiała się, że Czarnul-

ka jej ucieknie. Klacz była zazwyczaj spokojna i posłusznie 
spełniała każde polecenie. Przez chwilę Inga leżała w bez-
ruchu, delektując się ciszą. Jedyne, co słyszała, to śpiew pta-
ków i brzęczenie owadów. To najmilsze dźwięki na świecie, 
prawdziwy balsam dla uszu, pomyślała. Druga taka okazja 
może szybko nie nadejść, jeśli zamkną ją w więzieniu...

Drżąc na całym ciele, odgoniła ponure myśli. Próbowała 

się odprężyć, leżąc na plecach i wpatrując się w jasne, błę-
kitne niebo. Była śpiąca i potwornie zmęczona, ale starała

190

background image

się nie zamykać oczu. Nie wolno jej zasnąć... nie wolno za-
snąć. ..

Z drzemki wyrwało ją głośne rżenie Czarnulki. Nie była 

pewna, jak długo tak leżała. Zaspana i zdezorientowana ze-
rwała się na równe nogi. Nie, sądząc po położeniu słońca, 
nie drzemała zbyt długo.

Czarnulka   podbiegła   do   niej   drobnym   kłusem.   Inga 

wyciągnęła dłoń, żeby zatrzymać klacz. Zastanawiała się, 
co mogło ją spłoszyć. Może jakiś nieznany dźwięk? A może 
ukąsił ją bąk, zadając piekący ból? Na szczęście koń zatrzy-
mał się obok niej, z ciekawością obwąchując jej dłoń. Nie na 
wiele się to jednak zdało, bo Czarnulka nadal rżała przeraź-
liwie, niespokojnie zarzucając łbem.

- Co ci jest? - spytała Inga, chwytając za ogłowie. - Naj

lepiej będzie, jeśli cię osiodłam i wrócimy do domu.

Nie mogę ryzykować, pomyślała, że Czarnulka znów 

się znarowi i ucieknie. Co mogło ją tak przestraszyć? Jakiś 
drapieżnik? Czując, że jej samej zaczyna się udzielać niepo-
kój i rozdrażnienie Czarnulki, włożyła jej do pyska wędzid-
ło i już miała przerzucić wodze przez szyję, gdy nagle koń 
spłoszył się i zaczął stąpać do tyłu.

- Chodź do mnie, Czarnulko! - Inga starała się prze

mawiać do konia jak najmilszym tonem. - Tylko cię osiod
łam i pojedziemy do domu.

Na samą myśl, że nie zdoła go uspokoić, dostawała bia-

łej gorączki. Nie może pozwolić mu uciec, bo nie zdąży się 
przebrać i spóźni się do kościoła. A przecież musi poroz-
mawiać z ojcem...

Mimo usilnych prób nie udało jej się jednak zwabić 

konia, który z każdą chwilą robił się coraz bardziej dziki i 
narowisty. Parskał, uderzał o ziemię kopytami i nerwowo 
wybałuszał oczy, wietrząc zbliżające się niebezpieczeń-

191

background image

stwo. W końcu rozjuszone zwierzę stanęło dęba, wierzgając 
w powietrzu kopytami.

Ta dramatyczna scena rozgrywała się w ciągu zaledwie 

paru minut, ale gdy było już po wszystkim, Inga nie mogła 
sobie przypomnieć, jak do tego w ogóle doszło. Mimo że 
przerażające szczegóły utkwiły jej w pamięci, miała wraże-
nie, że )e) myśli spowiła mgła niepamięci. Może tak było dla 
niej najlepiej?

Nagle z lasu wyszedł Erling. Jego usta wykrzywiał szy-

derczy uśmiech.

- W końcu zostaliśmy sami - zaśmiał się złowieszczo. 

- Tym razem nikt cię nie uratuje...

Inga zadrżała z przerażenia.