background image

saga.

Cienie

z przeszłości

Torill Thorup

background image

W SERII UKAŻĄ SIĘ:

tom 1. Inga

tom 2. Korzenie
tom 3. Podcięte skrzydła
tom 4. Pakt milczenia
tom 5. Groźny przeciwnik
tom 6. Pościg
tom 7. Mroczne tajemnice
tom 8. Kłamstwa
tom 9. Wrogość
tom 10. Nad przepaścią
tom 11. Odrzucenie
tom 12. Zaginiony
tom 13. Waśń rodowa

background image

tom 12.

ZAGINIONY

background image

1

Kiedy Inga zobaczyła wychodzącego z lasu Erlinga, wpad-
ła w panikę i poczuła ból, jakby w serce ktoś wbijał jej 
ostry pazur.

Dobry Boże, jęknęła żałośnie, czego on ode mnie chce? 

Dlaczego tu za mną przyszedł? Poprzedniego dnia dowie-
działa się, że Erling umówił się z lensmanem na rozmowę 
w cztery oczy po niedzielnej mszy. Erling twierdził, że po-
siada jakieś informacje o próbie zabójstwa. Używał dziwnie 
konspiracyjnego tonu, przypomniała sobie nagle Inga i za-
stanowiło ją, czy miał na myśli zabójstwo Gudrun, czy też 
chodziło mu o napaść na nią. W popłochu wydało jej się bar-
dziej prawdopodobne, że parobek chce się podzielić z lens-
manem swymi podejrzeniami na temat śmierci Gudrun...

Zaplanowała już, jak powstrzymać gadatliwość Erlin-

ga. Miała nadzieję, że ojciec także przybędzie na mszę do 
kościoła w Botne, i ufała, że zdoła nakłonić Erlinga do 
milczenia. Kristian zapewne się zdziwi, dlaczego córka 
prosi go o taką przysługę, ale Inga zapewni go, że mu kie-
dyś o tym powie. Kiedy indziej...

5

background image

Ingę i Erlinga dzieliła długa równina porośnięta trawą 

i kwiatami  we wszystkich możliwych  kolorach. W po-
wietrzu bzyczały owady.  Erling musiałby mocno  przy-
śpieszyć kroku, by ją dogonić. Inga zmagała się ze sobą. 
Z jednej strony pragnęła uciec jak najdalej, z drugiej zaś 
ciekawiło ją, czego parobek od niej chce.  Niepewność 
zżerała ją już od dawna, a teraz po prostu nie potrafiła 
ustać spokojnie.

- Chcę ci przedstawić pewne warunki, Inga - dolecia

ło do niej wołanie Erlinga. - Jeśli ich nie przyjmiesz, lens-
man dowie się, że zamordowałaś Gudrun. I zgadnij, kto
także zostanie obwiniony o pomoc Bjornarowi w ucieczce
z więzienia...

Rechot Erlinga odbił się stłumionym  echem od skał 

otaczających łąkę.

Ze strachu serce tłukło jej się w piersi niczym uderze-

nia młota w kuźni. Poruszyła się niespokojnie. Może po-
mimo wszystko jest jeszcze jakiś ratunek? - pomyślała z 
nadzieją. O ile żądania Erlinga nie okażą się zbyt wygó-
rowane, na jakiś czas ominie ją jeszcze kara i wieczne po-
tępienie,   bo   potem   ten   drań   zażąda   z   pewnością 
kolejnych dóbr.

-Chcę dostać okazałą parcelę...
-To niemożliwe - odparła Inga przerażona.
Erling przyłożył dłoń za uchem, udając, że nie dosły-

szał, co mu odpowiedziała.

-To   niemożliwe   -   powtórzyła   Inga   raz   jeszcze.   - 
Gaupås nie ma już wolnych...
-Na pewno znajdziemy jakieś rozwiązanie - machnął 
nonszalancko dłonią i dodał szyderczo: - Przecież już 
kiedyś   wytyczyłaś   dodatkową   parcelę.   Poza   tym 
zapew-

6

background image

nisz   mi   służbę   w  Gaupås  do   końca   moich   dni. 
Oczywiście za wyższą zapłatą.

Inga rozglądała się bezradnie. Strach paraliżował jej 

ciało, zupełnie jakby zaatakowało je tysiące mrówek. Nie 
chciała   tego   słuchać...   Nie   zamierzała   się   ugiąć   pod 
wygórowanymi żądaniami Erlinga. Nadal dzieliła ich spo-
ra odległość, która się jednak niebezpiecznie kurczyła.

- Znasz  mnie  już,  Inga  - zaśmiał  się cynicznie  Er-

ling. - Wiesz dobrze, że się nie zawaham i wydam cię, jeśli
nie przyjmiesz moich warunków. A prócz tego, że szepnę
na ucho parę słów lensmanowi, to kto wie, czy dodatkowo
nie ucierpisz.

W pierwszej chwili Inga nie zrozumiała, o co mu cho-

dzi,   dopiero   po   jakimś   czasie   dotarła   do   niej   brutalna 
prawda.

- To   ty...   -   Inga   zamrugała   przerażona,   w   każdym

nerwie swego ciała czując przejmujący lęk, i z niedowie
rzaniem wyjąkała: - To ty na mnie napadłeś? Ty mnie po
biłeś tak dotkliwie, że straciłam dziecko?

Jej oczy napełniły się łzami, a nogi trzęsły się tak, że 

mało brakowało, a osunęłaby się bezwładnie na ziemię. 
Zmusiła się jednak, by się wyprostować.

- Głupia, zagubiona Ingo... Że też potrzebowałaś tyle

czasu, by się tego domyślić! - wyśmiewał się Erling złośli
wie z jej naiwności.

Muszę stąd uciekać! - kołatała się w głowie Ingi tylko 

ta jedna myśl. Sądząc po szaleńczym spojrzeniu parobka, 
nie ma sensu wchodzić z nim w żadne układy. W jego nie-
bieskich oczach dostrzegła groźny błysk, a uśmiech, któ-
ry błąkał się w okolicach ust, zdradzał radość z cudzego 
nieszczęścia. Nie miała żadnych wątpliwości co do złych

7

background image

zamiarów Erlinga, ani teraz, ani w przyszłości. A kto wie 
czy z czasem nie będzie jeszcze gorzej. Inga cofnęła sit 
przerażona, zrozumiawszy, że ma do wyboru albo zgodzie 
się na jego warunki, albo uciekać stąd na łeb na szyję. Te 
raz wszystko będzie zależało od tego, czy ojciec zechce je 
pomóc...

W czasie tej wymiany zdań żadne z nich nie zwracało 

uwagi na Czarnulkę. Nagle ciszę przeszyło przejmując* 
rżenie klaczy, która tłukła kopytami o ziemię z taką siłą 
że rozpryskiwały się spod nich kępki trawy. Uszy położyli 
po sobie, a jej pysk pokryła piana.

Gdy z wolna dotarło do świadomości Ingi, co się  

K

 

chwilę stanie, rozszerzyła oczy z niedowierzaniem i opuś-
ciła ręce, w których trzymała uzdę. Zaraz jednak ocknęła 
się i w przypływie strachu zaczęła wymachiwać rękami 
krzycząc, ile sił w płucach:

- Uciekaj stąd, Erling! Biegnij! Szybko!

Boże  drogi,   przemknęło  jej  przez   głowę,   czemu  or 

mnie nie słucha? Nie widzi, co się dzieje z Czarnulką?

Erling,   nie   zwalniając   kroku,   zmierzał   w   jej   stronę 

Odległość między nimi zmniejszyła się na tyle, by mogła 
dostrzec   na   jego   twarzy  ten  pewny  siebie,   triumfując) 
uśmiech. Był już niebezpiecznie blisko. Najwyraźniej miai 
jej więcej do powiedzenia, skoro już trafiła mu się okazja 
porozmawiać z nią w cztery oczy.

Inga pomyślała, że musi za wszelką cenę założyć uprząi 

Czarnulce, bo tylko wtedy zdoła ją okiełznać i zapobiec 
katastrofie.   Chwyciła   rozjuszone   zwierzę   za   grzywę   i 
usiłując je przytrzymać,  manipulowała przerażona przy 
jegc pysku. W głębi serca wiedziała, że za nic w świecie 
nie   zdoła   zapanować   nad   silną   klaczą,   mimo   to 
próbowała

8

background image

Łzy spływały jej po policzkach, pulsowało jej w skroniach. 
Gdy złapała ucho Czarnulki, by nałożyć jej uzdę, klacz za-
rżała i stanęła dęba. Szarpnięcie poderwało Ingę do góry. 
Czarnulka potrząsnęła łbem i odrzuciła ją na bok. Inga 
upadła na ziemię, a wówczas nic już nie mogło przeszko-
dzić klaczy w zemście. Dziewczyna szlochała rozdzierają-
co, gdy Czarnulka niczym strzała pomknęła do upatrzo-
nego celu.

Dopiero wtedy Erling zrozumiał, że popełnił błąd. Na 

jego twarzy odmalował się strach. Pobladł gwałtownie  i 
wymachując ramionami, rzucił się do ucieczki. Gdy ten 
potężny mężczyzna biegł co sił w nogach, walcząc o życie, 
Inga siedziała jak porażona.

Ziemia   drżała   pod   dudniącymi   kopytami   Czarnulki, 

która galopem dopadła Erlinga. Nad wierzchołkami sosen 
wzbił   się   przejmujący   krzyk   parobka.   Jego   wołanie 
poniosło się przez las, rozbrzmiało nad łąką i odbiło się 
głuchym echem w sercu Ingi.

Zatkała palcami uszy, kucnęła i wtuliła głowę w kola-

na. Nie chciała widzieć ani słyszeć...

Nie ciekawość więc pchnęła ją, by podnieść wzrok, 

ale jakiś wewnętrzny nakaz. Trzęsła się cała, przeniknięta 
lodowatym   chłodem,   i   wbrew   swej   woli   obserwowała 
całe zdarzenie. Widziała, jak Erling, sparaliżowany stra-
chem, odwrócił się do Czarnulki w nadziei, że uspokoi 
zwierzę lub jakimś cudem jego błagania zostaną wysłu-
chane. Ale nic nie było w stanie zatrzymać Czarnulki, któ-
ra,   najwyraźniej   gnana   żądzą   zemsty,   zamierzała 
dopełnić tego, co sobie postanowiła. Co do tego nie było 
żadnych wątpliwości.

Czarnulka stanęła dęba, kierując przednie kończyny

9

background image

w Erlinga, który zamarł i z rozdziawionymi ustami wpa-
trywał się w klacz.

Czy   on   zdaje   sobie   sprawę,   że   jest   za   późno   na 

ratunek i śmierć zagląda mu w oczy?

Czarnulka kopnęła Erlinga w ramiona i zmusiła,  by 

upadł na kolana. Erling wrzeszczał coś głośno, ale Inga nie 
rozróżniała słów.  Pokręciła  głową ze smutkiem,  ukryła 
twarz w dłoniach i zasłoniła usta. Wstrząśnięta odwróciła 
się z płaczem, gdy zrozumiała, że Erling tego nie przeżyje. 
Słyszała, jak Czarnulka tratuje mężczyznę, który był jej 
śmiertelnym   wrogiem.   Pod   wpływem   tych   makabrycz-
nych odgłosów z jej gardła wydobył się krzyk...

Inga nie miała pojęcia, jak długo, rozdygotana, zalewała 
się łzami. Klęczała, a świat wirował jej przed oczami,  i 
zdawało jej się, że znalazła się na granicy obłędu.

- Dobry   Boże   -   jęczała,   kompletnie   niezdolna   do

działania. - Dobry Boże! Cofnij czas, bym mogła temu
zapobiec! Albo nie każ mi wiedzieć, że to Czarnulka zabi
ła Erlinga. Nienawidziłam tego człowieka, tak, lękałam się
go, ale nie zasłużył na to, co się stało...

Nie zasłużył...

Inga drgnęła, gdy Czarnulka parsknęła jej we włosy i 

miękkim pyskiem szturchnęła ją delikatnie w głowę. Inga 
podniosła wzrok, ale przez zasłonę łez widziała tylko  jak 
przez mgłę stojącą przy niej spokojnie klacz.

- Co zrobiłaś?! - zawołała ze złością, a jej krzyk uto

nął w rozpaczliwym szlochu. Brzegiem fartucha wytarła
oczy. Zwymiotowała i pochylona zauważyła krew na ko
pytach Czarnulki. Krew Erlinga...

10

background image

Zrozumiała nagle, że to jej wina. Gdyby nie wybrała 

się na przejażdżkę, parobek nie straciłby życia. Gdyby nie 
zdjęła uprzęży i nie pozwoliła klaczy paść się swobodnie, 
Erling nadal by żył.  Całkiem wyparła z pamięci, że to 
przecież Erling przyszedł  tu za nią po kryjomu,  Erling 
zlekceważył jej ostrzeżenia i się nie posłuchał...

Zabójstwo! Inga w najgorszych snach nie przewidzia-

ła, że zostanie wplątana w kolejną straszliwą śmierć. Er-
ling nie żyje! Ale czy na pewno? Kierowana wewnętrz-
nym nakazem, wstała, by to sprawdzić. Może tylko stracił 
przytomność? Założyła klaczy uzdę i osiodłała ją, po czym 
przywiązała rzemienie do pnia solidnym węzłem. Nie mog-
ła ryzykować, że Czarnulka oswobodzi się i jeszcze raz za-
atakuje parobka. Jeżeli on żyje, trzeba klacz trzymać z dala 
od niego.

Zebrało jej się na mdłości, gdy zbliżyła się do zbroczo-

nej krwią postaci. Wzbraniała się przed tym, by spojrzeć 
na poranionego mężczyznę, ale rozsądek nakazywał jej to 
uczynić. Nie może pozwolić na to, by leżał opuszczony i 
bez pomocy, jeśli nadal tli się w nim życie.

Uniosła brzeg sukni samodziałowej i zakrywszy nos, 

ostrożnie posuwała się naprzód. Obawiała się tego, co zo-
baczy. Osunęła się na kolana tuż przy Erlingu i jęknęła. 
Przerażający widok wywołał w niej gwałtowną reakcję. 
Ciążyła jej głowa i wirowało przed oczami. Zachwiała się 
i podparłszy rękami, by nie zemdleć, dyszała ciężko. W 
jednej   chwili   zrozumiała,   że   nie   ma   sensu   sprawdzać 
pulsu czy nasłuchiwać bicia serca. Erling jest martwy.

Leżał na ziemi w kałuży krwi, ubrania pokryły się czer-

wonymi plamami, a część twarzy, gdzie trafiły go końskie 
kopyta, była całkowicie zmiażdżona.

11

background image

Inga siedziała sztywna. Co mam robić? Co robić? - po-

wtarzała jak zaklęcie.

Nagle   uświadomiła   sobie,   że   ma   tylko   dwie   możli-

wości. Albo dotaszczy zmasakrowane zwłoki do dworu i 
opowie, co się stało, albo musi je ukryć w nadziei, że ni-
gdy nie zostaną znalezione.

Gryząc   paznokcie,   myślała   gorączkowo.   Mimo   że 

głowa   pękała   jej   z   bólu,   wiedziała,   że   musi   coś 
przedsięwziąć.  Nie   może   tak   siedzieć   sparaliżowana 
strachem, niezdolna do działania, wierząc, że Bóg za nią 
to   załatwi.   Nie,  to   jej   sprawa!   To   ona   musi   dokonać 
owego brzemiennego w skutki wyboru. Ona, nikt inny. 
Nie ma czasu do stracenia. Musi sama zadecydować, i to 
szybko... Szybko!

Zawieźć zwłoki do Gaupås, opowiedzieć, co ,się stało, 

uśmiercić Czarnulkę i żyć dalej? Przepełniło ją bolesne 
uczucie, bo zdała sobie sprawę, że nie może opowiedzieć 
prawdy.   Ludzie   zaczną   się   dopatrywać   podobieństw 
pomiędzy śmiercią Erlinga a Gudrun i zdziwią się, gdy 
nagle się okaże, że Inga jest zamieszana w kolejną podej-
rzaną śmierć. To, że była w pobliżu, gdy zginęła Gudrun, 
uznano za nieszczęśliwy przypadek i zbieg okoliczności, 
ale jeśli pojawi się we dworze z kolejnym trupem... Lu-
dzie z pewnością będą się zastanawiać, dlaczego zawsze 
jest sama, gdy dochodzi do takich tragedii. Nikt nic nie 
będzie mógł jej udowodnić, bo przecież nie było świad-
ków zdarzenia, ale z pewnością nie minie wiele czasu, gdy 
ludzie we wsi zaczną plotkować o niewyjaśnionych oko-
licznościach śmierci. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nabie-
rze podejrzeń, choćby nie wiem jak próbowała wyjaśniać 
to, co się stało.

Inga powoli wypuszczała powietrze. Została pochwy-

12

background image

eona w pułapkę kłamstw, zaklęty krąg oszustw. Niczym 
koszmar jawiła jej się czekająca ją kara. Więzienny loch, 
szyderstwo i pogarda... Zaszlochała i łzy spłynęły jej po 
policzkach i spadły na ziemię. Wcześniej zdawało jej się, 
że przyjmie śmierć odważna i silna, ale teraz w ułamku 
chwili uświadomiła sobie, jak bardzo kocha życie. Tak 
bardzo pragnie żyć! Chce widzieć, jak jej córeczka wyrasta 
na piękną kobietę, chce poczuć znów pieszczoty Martina. 
Nie, niech kara jej teraz nie dosięga! Życie i przyszłość 
wciąż tyle jej mogą zaoferować.

Zakręciło jej się w głowie, ale zrozumiała, że może 

uczynić tylko jedno: ukryć  ciało Erlinga i nigdy, nigdy 
nikomu o tym nie wspomnieć. Wprawdzie to Czarnulka 
skopała Erlinga na śmierć, ale klacz przecież należała do 
niej i na niej w związku z tym spoczywa odpowiedzial-
ność. Pewnie, że nie ona jest bezpośrednio winna, ale lu-
dzie dopowiedzą swoje. Wytkną jej nieodpowiedzialność 
i głupotę. W pewnym sensie zabiła dwoje ludzi.

Inga pobiegła do Czarnulki. Ręce trzęsły jej się tak, że 

z   wielkim   trudem   rozwiązywała   lejce.   Przerwała   na 
moment, by wytrzeć spocone dłonie w spódnicę, i spró-
bowała na nowo. Dyszała ciężko, w końcu jednak udało 
jej się rozwiązać węzeł. Pośpiesznie zawróciła klacz i przy-
wiązała ją do drzewa bliżej zwłok. Nigdy by nie dała rady 
ukryć ciała Erlinga bez pomocy klaczy. Spocona i cała we 
łzach przeciągnęła   zmasakrowane   zwłoki   bliżej   klaczy. 
Czarnulka uderzała poirytowana kopytami, zupełnie jak-
by rozpoznawała i nie chciała dźwigać na grzbiecie tego 
człowieka przesiąkniętego złem na wskroś. Ani żywego, 
ani martwego.

Inga odwróciła głowę w przerażeniu i rozpaczy. Po pro-

13

background image

stu nie była w stanie patrzeć z bliska na zmasakrowane 
zwłoki. Gdy poczuła ich ciężar, omal znów nie zwymioto-
wała. Słodkawy zapach krwi drażnił jej nozdrza.

Nie miała pojęcia, skąd wzięła tyle siły, ale w końcu 

udało jej się przewiesić martwe ciało Erlinga przez koński 
grzbiet.

Przez chwilę znów targały nią wątpliwości. Zastana-

wiała się, czyby nie wrzucić Erlinga po prostu do rzeki. 
Nurt mógłby jednak znieść ciało w stronę wsi i znaleziono 
by go za dzień lub dwa. Może ludzie uznaliby, że się uto-
pił, a rany i obrażenia przypisali niebezpiecznym wirom i 
wartkiemu prądowi płynącej dziko rzeki? Inga zyskałaby 
trochę czasu, by pomyśleć i się przygotować...

Pokręciła głową zasmucona. Nie, nie może tak ryzy-

kować. Poza tym nie ma pewności, czy ludzie uwierzą, 
że rany na ciele powstały wskutek uderzeń o kamienie i 
głazy w rzece. Zwłaszcza gdy zobaczą zmiażdżoną poło-
wę twarzy...

Byłoby szybciej, gdybym wskoczyła na koński grzbiet, 

pomyślała Inga w panice. Ale nie dam rady siedzieć tuż 
obok mężczyzny, którego dopiero co zabiłam. Sumienie 
mam czarne jak noc. Po tym, co się zdarzyło, już nigdy nie 
będę w pełni człowiekiem. A przecież dopiero co udało 
mi się otrząsnąć po śmierci Gudrun...

Inga ruszyła biegiem obok Czarnulki, bo przecież mu-

siała zdążyć wrócić do dworu, zanim wszyscy wyruszą do 
kościoła. Nie może zjawić się zbyt późno, wszystko musi 
się   odbyć   normalnie,   by   nie   wzbudzić   podejrzeń. 
Normalnie, normalnie - dźwięczało jej w głowie niczym 
smutny anielski chór.

Inga zatrzymała się raptownie. Czarnulka szarpnęła

14

background image

ze złością łbem, a w jej dużych czarnych oczach błysnął 
lęk. Czy to szczęście w nieszczęściu, czy też może sam Bóg 
okazał mi miłosierdzie? - zastanawiała się Inga, z trudem 
łapiąc oddech. W gęstym świerkowym lesie zauważyła ot-
wór w skale. Wyglądało na to, że jest to niewielka grota 
ukryta głęboko w cieniu drzew. Zmusiła konia, by wszedł 
w gąszcz. Sama pochyliła głowę, by gałęzie nie uderzały ją 
w twarz. Nie może przecież wrócić do dworu cała podra-
pana.

Złożyła pośpiesznie dłonie w głębokiej wdzięczności, 

gdy się okazało, iż rzeczywiście jest tu niewielka jaskinia! 
Musiała się schylić i uklęknąć, by się dostać do środka, 
ale to miejsce nadawało się wprost idealnie do ukrycia 
zwłok Niełatwo będzie je tu znaleźć.

Inga podprowadziła Czarnulkę bliżej otworu w skale i 

podciągnęła ciało Erlinga po leśnym poszyciu. Jakiż był 
ciężki! Czoło pokryło jej się perlistym potem, ale nie pod-
niosła ręki, by je otrzeć, póki nie umieściła zwłok w gro-
cie. Zdyszana i wyczerpana wyczołgała się na zewnątrz. 
Niepokój przybrał na sile. Pulsowało jej w nadgarstkach. 
W pośpiechu podchodziła od drzewa do drzewa, by na-
zrywać dużych gałęzi. Starannie okryła zwłoki świerkiem. 
Uznała, że nie ma sensu zakrywać otworu do jaskini ga-
łęziami, bo i tak się zaraz przewrócą. A poza tym mogą 
wzbudzić   niepotrzebnie   podejrzenia,   gdyby   ktoś   przy-
padkiem tędy przechodził.

Inga zerknęła jeszcze raz uważnie na grotę. Ciało do-

kładnie okryte  gałęziami  było  z zewnątrz niewidoczne. 
Pośpiesznie dosiadła konia na oklep i pogalopowała z po-
wrotem na łąkę, gdzie osiodłała Czarnulkę i skierowała ją 
w stronę rzeki. Szybko umyła w wodzie ręce, a potem

15

background image

pocwałowała brzegiem w dół rzeki, rozpryskując wodę, 
by obmyła ślady krwi z końskiego ciała.

Ale dopiero po paru godzinach zrozumiała w pełni 

powagę sytuacji.

background image

2

Słowa pastora odprawiającego mszę szumiały w uszach 
Ingi niczym bzyczenie pszczół. Zupełnie nie była w sta-
nie się skupić, bo błądziła myślami całkiem gdzie indziej. 
Szybko zorientowała się co prawda, że nowy duchowny 
wygłasza kazanie spokojnie, dobierając łagodne i ciepłe 
słowa,  zupełnie   inaczej,  niż  czynił  to pastor   Mohr,  ale 
niewiele ją to teraz obchodziło. Mocno ściskała srebrną 
sprzączkę zamocowaną przy dekolcie. Tego dnia włożyła 
oczywiście odświętny strój, tak jak należało do kościoła. 
Krawiec uszył  jej nową suknię, bo znudziła jej się już 
zarówno prosta czarna suknia, w której brała ślub, jak i ta 
czerwona,   którą   podarował   jej   ojciec   przed   zamążpój-
ściem. Nowa suknia miała czerwony dół i zielony gorset i 
była ozdobiona pięknymi taśmami ze srebrnymi nitkami, 
które sama utkała.

Jak to się stało, że została wciągnięta w wir zabójstw?
Czemu   wciąż   znajdowała   się   w   niewłaściwym 

miejscu o niewłaściwej porze?

Inga westchnęła głośno. Nowy pastor zatrzymał na

17

background image

niej zdziwione spojrzenie. Poprawiła się więc i pokornie 
pochyliła kark.

Nikt nie zauważył niczego nienormalnego, gdy przygalo-

powała w ostatniej chwili do dwora Arne zdążył właśnie za-
prząc Mikrusa do odświętnego powozu, pośpiesznie zatem 
nozsiodłał Czarnulkę, wyczyścił ją i zaprzągł obok Mikrusa.

- Przepraszam - szepnęła Inga z wymuszonym uśmie

chem - ale Czarnulka była dziś wyjątkowo niepokorna.
Biegnę szybko się przebrać.

W paru susach przemierzyła dziedziniec i wbiegła po 

schodach do swojej sypialni. Zdyszana sięgnęła do wie-
szaka   po   nowy   odświętny   strój,   potem   zdjęła   przez 
głowę  sabrudzoną   samodziałową   suknię,   rzuciła   ją   na 
podłogę i w minutę była przebrana.

Kiedy   zeszła   na   dół,   wszyscy   już   siedzieli   w 

odkrytym powozie.

- Dziwne - odezwał się Torę leniwie. - A gdzie jest

Erling?

Inga ścisnęła kant powozu, aż pobielały jej kłykcie. 

Zdawało jej się, że wszystko wokół niej wiruje, przełknęła 
więc głośno ślinę.

- Och, zbyt gorliwie to on nie uczęszcza do kościo

ła - odparł Arne z uśmiechem.

Dzięki, pomyślała w duchu Inga. Jak to dobrze, że mnie 

wyręczyłeś w odpowiedzi. Bez słowa wspięła się po schod-
ach do powozu i usiadła blisko Gulbranda.

-Mimo to wydaje mi się dziwne, że nie przyszedł - 
mruknął Torę, marszcząc brwi.
-A to już jego zmartwienie - uznał Arne i cmoknął la 
konie.

18

background image

Inga oparła się w ławce i utkwiła wzrok w ołtarzu.

- Zmiłuj się nade mną, Boże, w swoim miłosierdziu

i daruj mi przewinienia! Znam bowiem swe słabości i grze
chy. Oczyść mnie z grzechów, tak bym znów była czysta,
obmyj, bym stała się bielsza niż śnieg! Boże, przywróć mi
czyste serce i odnów we mnie siłę ducha! - Ze złożonymi
rękami szeptała coraz szybciej: - Okaż mi miłosierdzie,
o Panie! Okaż miłosierdzie grzesznemu człowiekowi. Ja,
grzeszna istota, pragnę zbawienia. Wybacz mi moje grze
chy!

Słowa płynęły cicho z jej ust, a w czasie modlitwy prze-

suwały jej się przed oczami obrazy. Widziała Erlinga wy-
chodzącego z lasu, siebie siłującą się z Czarnulką i klacz 
galopującą przez łąkę... Gdy pojawiły się kolejne obrazy 
stającej dęba rozjuszonej klaczy, która powaliła Erlinga 
na ziemię, Inga skuliła się z bólu. W jej uszach wciąż po-
brzmiewał   odgłos   przecinających   powietrze   kopyt   i 
trzask miażdżonych kości.

Czoło   pokryło   jej   się   perlistym   potem.   Przycisnęła 

dłonie do skręcającego ją żołądka. Zacisnęła powieki, by 
odpędzić   wspomnienia,   ale   wówczas   jeszcze   wyraźniej 
pojawił się obraz zbroczonego krwią Erlinga, niedającego 
znaku życia. Bezwiednie pokręciła głową i jęknęła cicho 
pod wpływem duchowych męczarni.

- Drogi Boże Wszechmogący - modliła się, na nowo

składając ręce.

Nie była zbyt religijna, ale teraz jak nigdy potrzebowa-

ła wsparcia z góry od Tego, który w dniu sądu ostateczne-
go przyjdzie sądzić żywych i umarłych.

Ze wstydem przypomniała sobie, że wczesnym ran-

kiem życzyła Erlingowi śmierci. Oczywiście w jednej

19

background image

chwili tego pożałowała, ale mimo wszystko przemknęła jej 
taka myśl. Teraz czuła się podwójnie winna, bo nie dość, 
że przyczyniła się do jego tragicznej śmierci, to w głębi 
serca tego pragnęła.

Nie   ma   dla   mnie   wybaczenia,   pomyślała   Inga   ze 

smutkiem. Przyjdzie mi wąchać zapach piekielnej siarki!

Na placu przed kościołem Inga starannie unikała spot-
kania z panem Thuesenem. Gorączkowo wmieszała się w 
gromadę służących, ale nie była w stanie uczestniczyć w 
rozmowie. W zamyśleniu przysłuchiwała się, jak dyskutują 
na temat nowego pastora.

-Całkiem przystojny z niego mężczyzna - zachichotała 
Eugenie i mrugnęła porozumiewawczo.
-Moim zdaniem jest trochę za stary - odparła Marlenę. 
- Na pewno po czterdziestce.
-Owszem - potwierdziła Eugenie rozbawiona. - Zna-
komita partia dla dojrzałych pań. Tylko patrzeć, jak 
wnet  zaczną go odwiedzać stare kwoki, te spragnione 
mężczyzn paniusie z rozterkami duchowymi.
Młode kobiety wybuchnęły zgodnym śmiechem.
-Jestem ciekawa - ciągnęła Eugenie, ściszając głos - 
czy taki pastor robi to wyłącznie po bożemu?
-Ale o czym ty mówisz? - spytała Marlenę, nie zro-
zumiawszy aluzji.
-No, czy kocha się po bożemu - wyjaśniła Eugenie, 
zarumieniwszy   się   po   uszy,   zawstydzona   własną 
odwagą.

Kristiane   i   Marlenę   zachichotały,   ale   nie 

odpowiedzią-ły.

Do Ingi dotarło niejasno, że słowa Eugenie dały im

20

background image

pożywkę dla wyobraźni, która podsunęła dość szczegó-
łowe obrazki. Sama nie była w stanie zawracać sobie gło-
wy tym, jakie pozycje preferuje pastor w chwilach intym-
nych. Przypuszczała zresztą, że duchowni nie różnią się 
pod tym względem zbytnio od innych mężczyzn. Pastor 
stał na schodach prowadzących do kościoła i przyjmował 
od parafian życzenia powodzenia w posłudze. Oczywi-
ście lensman ustawił się obok pastora i jak Inga zauważy-
ła z daleka, usta mu się nie zamykały. Lensmanowi wyda-
wało się najwyraźniej, że z racji uprzywilejowanej pozycji 
należy mu się większa uwaga pastora.

Indze nie przeszkadzało bynajmniej, że pan Thuesen 

jest zajęty. Najchętniej ulotniłaby się stąd czym prędzej. 
Zdenerwowana nie mogła ustać spokojnie. Chodziła więc 
po placu w tę i z powrotem, starannie omijając wzrokiem 
lensmana. Obawiała się bowiem, że gdy na nią spojrzy, 
przypomni mu się umowa z Erlingiem i zapyta ją, gdzie 
jest parobek.

Nie mogła jednak tak po prostu stąd odejść. Dziedzi-

niec kościelny był miejscem spotkań spragnionych poga-
wędki gospodarzy i służby. Wszyscy z utęsknieniem wy-
czekiwali niedzieli, wolnego od pracy dnia, kiedy mogli 
wreszcie zobaczyć się z innymi mieszkańcami wsi, poroz-
mawiać o żniwach, o pogodzie, pochwalić się zakupiony-
mi końmi i podzielić krążącymi po okolicy plotkami.

Inga zerknęła w stronę stojącego w grupce mężczyzn 

Gulbranda. Staruszek, zadowolony, iż może odpocząć i po-
gadać z parobkami z okolicznych dworów, wprost tryskał 
humorem i co rusz wybuchał rozbrajającym śmiechem, 
rozchylając usta szeroko, a jego zielone oczy błyszczały. 
Nie, nie może mu przerywać takiej miłej pogawędki.

21

background image

Wzdrygnęła   się,   gdy  ktoś   poklepał   ją   po   ramieniu. 

Odwróciła się gwałtownie, niemal gotowa do ataku, ale 
natychmiast się opanowała i rzuciła tylko:

- Ależ mnie pan przestraszył...

A niech to! - zdenerwowała się w duchu i ciarki jej 

przeszły po plecach. Zagapiła się na Gulbranda i nie za-
uważyła   nadchodzącego  lensmana.   Och,   gdyby   się   zo-
rientowała choć chwilę wcześniej, to przynajmniej spró-
bowałaby wmieszać się w tłum...

Inga przezornie odeszła na bok, by odciągnąć lensma-

na od grupki ciekawskich służących. Na pozór spacero-
wym krokiem skierowała się w stronę kamiennego ogro-
dzenia od wschodu.

-Coś szczególnego, lensmanie? - zapytała ze sztucz-
nym uśmiechem.
-Nieee - odparł przeciągle lensman. - Tyle tylko, że 
umówiłem się z Erlingiem na rozmowę. Mieliśmy się 
spotkać   po   mszy.   Chciał   mi   przekazać   jakieś 
informacje o próbie zabójstwa.
-A to szkoda, że nie przyjechał  z nami  - odpowie-
działa Inga, starając się, by głos się jej nie łamał.
-Nie przyjechał? Co pani powie? - Pan Thuesen nie 
potrafił   ukryć   zaskoczenia.   -   Nie   lubię   trwonić 
cennego czasu!
-Ależ doskonale pana rozumiem - odparła przymilnie 
Inga. - No cóż, nie mogę się specjalnie skarżyć na Er-
linga, bo jest bardzo pracowity, ale... Nie należy do 
osób,   na   których   można   zbytnio   polegać.   Rozumie 
pan... - Inga pochyliła głowę, modląc się w duchu, by 
Bóg   wybaczył   jej  kłamstwo.  - Erling posprzeczał  się 
dość ostro z jedną ze służących w  Gaupås  i od tamtej 
pory... zrobił się po prostu nie-

22

background image

znośny. Chodzi wciąż naburmuszony. Proszę mu dać trochę 
czasu,   panie   Thuesen.   Na   pewno   się   u  pana   pojawi.   - 
Głos jej niebezpiecznie się załamał, udała więc, że złapał 
ją   kaszel.   Po   chwili   dokończyła:   -   Sama   chętnie 
dowiedziałabym się, kto usiłował mnie zabić. Bo pewnie o 
tym chciał porozmawiać z panem Erling - dodała, usiłując 
odciągnąć myśli lensmana od tragicznej śmierci Gudrun. - 
Może dowiedział się czegoś więcej o tym, kto mnie napadł. 
Lensman pokiwał głową zamyślony.

-Pani  Gaupås, byłaby pani tak miła i zechciała przy-
słać   do   mnie   Erlinga   za   dwa   dni?   Teraz   nie   mam 
możliwości przesłuchać świadka, ale we wtorek...
-Oczywiście,   panie   lensmanie   -   obiecała   przyjaźnie 
Inga. A kiedy lensman odszedł, odetchnęła z ulgą.

Zrozpaczona oddaliła się od tłumu. Wokół słychać było 
śmiech   i   nawoływania,   ona   jednak   nie   była   w   stanie 
uczestniczyć w ogólnej wesołości. Niczym ranne zwierzę 
powędrowała powoli w stronę mogił, które znajdowały się 
na cmentarzu całkiem z tyłu. Ciągnęło ją w stronę grobu 
matki, ale powstrzymała się przed tym,  by tam pobiec, 
świadoma, że miejsce to jest zbyt dobrze widoczne z koś-
cielnych schodów. Mieliby mnie jak na dłoni, pomyślała 
rozdarta, bo jedyne,  czego teraz pragnęła, to ukryć  się 
przed wszystkimi.

Płacz dławił ją w gardle, kiedy uklęknęła przy grobie 

swoich nieznanych dziadków. Umarli oboje na długo przed 
jej przyjściem na świat, ale mimo to czuła ich wzniosłą bli-
skość. Z ociąganiem musnęła palcami inskrypcję „Mały 
Jorgen", widniejącą na nagrobku poświęconym wujkowi.

23

background image

Biedne dziecko, pomyślała ze smutkiem, przeżyło zaledwie 
pięć lat...

Co za ironia losu, pomyślała Inga, wycierając oczy, że 

właśnie przed tym grobem przyszło mi wypłakiwać pełne 
goryczy łzy. To nie jest właściwe miejsce na użalanie się 
i rozpacz z powodu posłania Erlinga na tamten świat. To 
niemal absurd, niedorzeczność, myślała, czując, jak serce 
ściska się z żalu.

Pochyliła się i stłumiła krzyk. Gardłowy dźwięk pró-

bował   wydobyć   się   z   jej   ust,   ale   zakryła   je   brzegiem 
sukni  i zacisnęła histerycznie zęby. Oddychała ciężko i 
nierówno i kołysała się nieprzerwanie na klęczkach.

- Inga...
Zerwała się na równe nogi, zanim w ogóle uświadomi-

ła sobie, kto zwraca się do niej po imieniu. Głos brzmiał 
znajomo, mimo to doznała lekkiego wstrząsu, gdy obok 
zobaczyła ojca.

- Tato...
Kristian   patrzył   ponuro,   a   pod   skórą   w   okolicach 

kości policzkowych drżały mu mięśnie.

- Doszły mnie paskudne plotki - zaczął surowo, kop

nąwszy na bok luźną kępkę trawy. - Plotki o tym, że Mar
tin Storedal i ty...

Inga przerwała mu, pokręciwszy głową.
-Nie teraz, tato! Akurat w tej chwili nie zniosę twoich 
upomnień. To nasz wybór i niech tak zostanie.
-Inga! - Ton jego głosu nie był już miły, lecz groźny. - 
Czy jesteś świadoma...
-Nie - przerwała mu Inga. - I nie ciekawi mnie też, by 
to usłyszeć.
Kristian oniemiał z przerażenia.

24

background image

- Ależ Ingo, jestem twoim ojcem! I twoim obowiąz

kiem jest mnie słuchać!

Inga zwęziła powieki.

- Stoimy przy grobie twojego brata, ojcze. Takie roz

mowy tu nie przystoją.

Kristian aż się cofnął na takie upomnienie.

-W takim razie odejdźmy stąd. Możemy porozmawiać 
przy bramie.
-Nie - odmówiła Inga, czując, jak narasta w niej hi-
steria.   Zakręciło   jej   się   w   głowie,   więc   odruchowo 
chwyciła   się  koszuli   ojca,   by nie  upaść.   Oparła   mu 
głowę na ramieniu i dzwoniąc zębami, wyszeptała: - 
Nie jestem w stanie myśleć teraz o przyszłości, ojcze... 
Wokół mnie dzieją się takie straszne rzeczy...

Ojciec zesztywniał w odruchu niechęci, ale ku zdumie-

niu Ingi nie odsunął się od niej. Żadne z nich nie przywyk-
ło do takiego bliskiego kontaktu. Nigdy bym się do niego 
nie przytuliła, pomyślała Inga jak przez mgłę, gdyby nie 
to, że zakręciło mi się w głowie i omal nie upadłam.

Po chwili już z opanowaniem i cierpliwością zapytał:

- To kiedy zamierzałaś w takim razie porozmawiać ze

mną o swoim związku z Martinem?

Nigdy,   pomyślała   Inga   z   goryczą.   Nigdy!   Nie 

będziesz miał możliwości nas rozdzielić.

-Ojcze - mruknęła, czując, jak uginają się pod nią nogi 
Gwałtownie, niczym lodowate masy wody w wodo-
spadzie,   spadła   na   nią   gorączka.   Poczuła   ból   w 
kończynach, a przed oczami zamigotała jej  czerwona 
mgła.
-Inga! - zawołał ojciec przestraszony i trzymając jej 
ramiona w żelaznym uścisku, postawił ją na nogi. - 
Co się z tobą dzieje?

25

background image

Nie wiedział, jak ma się zachować w tej sytuacji, ale nie 

puścił jej, póki nie odzyskała równowagi.

-Nie daję już rady - wyjąkała Inga spłoszona i przy-
łożyła dłoń do piersi. W gardle ją dławiło. - Zrobiłam 
coś   niewybaczalnego...   coś   okropnego,   tato.   Teraz 
dosięgnie mnie kara...
-Nie   mów   tak   -   upomniał   ją   Kristian,   ale   w   jego 
oczach   błysnęła   trwoga.   -   Co   takiego   zrobiłaś?   - 
zapytał,   jakby   go   korciło,   by   zmusić   ją   do 
odpowiedzi.
Inga pokręciła głową udręczona.
-Nie mogę tego zdradzić... Pozostała mi jedynie na-
dzieja.  Nie męcz  mnie  teraz, proszę. - Posłała  ojcu 
błagalny wzrok. - Lepiej mi pomóż... Jeśli możesz.
-Oczywiście, oczywiście - uspokajał ją Kristian, a na 
jego   ogorzałej   twarzy   odmalowało   się   zwątpienie   i 
zdziwienie.
-Dziękuję - wymamrotała Inga i odeszła od niego na 
chwiejnych nogach.

Droga powrotna była dla Ingi prawdziwą męczarnią. Sie-
działa odrętwiała, mając nadzieję, że ta podróż nigdy się 
nie skończy. Nie chciała wracać do dworu, świadoma, że 
tam wszyscy będą się rozglądać za Erłingiem. A jeśli nie 
zjawi się do wieczora, być może ludzie zaczną go szukać... 
Zadrżała   na   całym   ciele,   przeniknięta   lodowatym 
strachem.

Czy ktoś wie o tej grocie? - zastanawiała się. Może od 

zawsze stanowi ulubioną kryjówkę bawiących się w cho-
wanego dzieciaków z okolicy? Może Arne i Torę bawili się 
tam w rozbójników, gdy byli mali...

26

background image

Inga jęknęła, ale zaraz udała, że ziewa. Że też wcześniej 

o tym nie pomyślała! A jeśli od przeszukania groty zaczną 
sprawdzać,   gdzie   podział   się   Erling?   Na   samą   myśl 
oblała się gorącem, ale głos rozsądku podpowiadał jej, że 
przecież nikt nie będzie tam szukał dorosłego mężczyzny. 
Nikomu   nie   przyjdzie   do   głowy,   że   parobek   mógłby 
szukać   schronienia   w   grocie   w   gorący   letni   dzień. 
Uchwyciła się tej nadziei.

-Eugenie   i   Kristiane,   możecie   zająć   się   obiadem? 
Klopsy   i   ziemniaki   są   w   spiżarni.   Wszystko 
przygotowałam  wcześniej,   trzeba   tylko   podgrzać.   A 
na deser jest budyń z sokiem, znajdziecie go na dolnej 
półce.
-Spokojnie,  Ingo - odparła  Eugenie  z uśmiechem.  - 
Poradzimy   sobie.   Przecież   nieraz   przygotowywa-
łyśmy posiłki.
-Dziękuję!   Ja   się   tylko   trochę   ogarnę...   -   w   biegu 
rzuciła   ostatnie   słowa,   kierując   się   w   stronę   swojej 
sypialni. Pośpiesznie podniosła z podłogi ubrudzoną 
suknię   i   zwinęła   ją   w   tobołek.   Przez   chwilę   stała 
niezdecydowana,   po   czym   prędko   wepchnęła   ją 
głęboko do komody.

Wypierze suknię później przy okazji. Musi tylko uwa-

żać, by być sama, by nikt nie zauważył, jak woda barwi się 
na czerwono. Na szczęście suknia jest uszyta z ciemnej 
wełny, więc nikt nie dostrzegł krwawych plam, gdy wje-
chała konno na dziedziniec.

Nagle   przypomniała   sobie   o   nożu.   Pomimo   strasz-

liwych   wydarzeń,   w   których   dopiero   co   uczestniczyła, 
ogarnęła   ją   lekka   ulga.   Odtąd   nie   będzie   się   już   bała 
wyjąć noża i używać go, kiedy przyjdzie jej na to ochota. 
Nie musi się już lękać Erlinga, który chodził za nią, za-
stanawiając się, czy czasem noża nie użyto podczas „wy-

27

background image

padku" kiedy Gudrun spadła z drabiny. Inga bardzo się 
obawiała, że ktoś nabierze podejrzeń, iż nóż miał jakiś 
związek ze śmiercią Gudrun, chociaż było to mało praw-
dopodobne. Pamięta, jak wybiegła w popłochu w zimową 
noc, by go poszukać. W stajni spotkał ją wtedy Erling i za-
czął roztrząsać, czy wyjaśnienia, jakie złożyła, są zgodne 
z prawdą. Zwłaszcza te na temat drabiny... Gdyby wie-
dział, pomyślała Inga ponuro. Gdyby się domyślił, że śla-
dy na moim ramieniu nie powstały wskutek otarcia o ko-
stropaty  brzeg   drabiny,   tylko   skaleczyła   mnie   Gudrun, 
gdy wymachiwała z desperacją nożem.

Może nie powinnam była tak się przejmować tym no-

żem? - zastanawiała się Inga, siadając na brzegu łóżka. 
Ale wtedy szalałam ze strachu i za wszelką cenę pragnę-
łam zatrzeć wszystkie możliwe ślady. Chodziło mi o to, 
by nikt się nie dowiedział, że nie byłam jedynie świad-
kiem tego zdarzenia, lecz zepchnęłam Gudrun wprost w 
objęcia śmierci...

A   teraz   nie   tylko   ją   mam   na   sumieniu.   Dziś 

przyczyniłam się do śmierci Erlinga...

I nagle uświadomiła sobie, że już nigdy nie sięgnie po 

ten nóż. Woli nie ryzykować, by ktoś w ten czy inny spo-
sób wytropił prawdę. Niech już lepiej nóż leży schowany 
bezpiecznie na samym dnie zamkniętego kufra.

Ale o ile nóż łatwo ukryć, o tyle dużo trudniej będzie 

strzec tej drugiej tajemnicy. Do końca życia, pomyślała, 
czując, jak przechodzą ją ciarki, a po policzkach płyną go-
rące łzy. Tajemnicy dotyczącej tego, co naprawdę się stało 
zErlingiem...

28

background image

Podczas obiadu znów powrócił temat Erlinga. Inga, led-
wie żywa ze strachu, przeżuwała odruchowo, ale jedzenie 
wcale jej nie smakowało. Przeciwnie, miała wrażenie, że 
rośnie jej w ustach.

-Nic z tego nie rozumiem - odezwał się Torę. - Er-ling 
wprawdzie nie uczęszcza zbyt  gorliwie do kościoła, 
ale prawie nigdy nie opuszcza niedzielnego obiadu.
-Na pewno się zaraz zjawi - ze spokojem orzekł Gul-
brand, nakładając sobie dodatkowo dwa klopsy.

Nie przyjdzie, słyszała Inga swój niemy krzyk. Erling 

nie żyje! Zabiłam go przed południem. Nie pojmujecie 
tego? Erling już nigdy nie wróci.

Inga najchętniej wstałaby od stołu i wykrzyczała na 

głos całą prawdę. Opamiętała się jednak. Nie może tego 
uczynić. Nigdy! Drżała na całym ciele, a serce waliło jej 
mocno i rozbolała ją głowa. Pochyliwszy się nad talerzem, 
jadła wyłącznie z obowiązku.

Po obiedzie wykorzystała okazję i kiedy została sama 

ze służącymi, zwróciła się do Eugenie i Kristiane:

- Przyznaję, że sama jestem ciekawa, gdzie się podział

Erling.

Uznała, że najlepiej będzie podjąć samej temat, by w 

przyszłości   nikt   jej   nie   zarzucił,   że   gospodyni   nie 
wykazała troski o swojego pracownika.

Kristiane wzruszyła obojętnie ramionami,  a Eugenie 

rzekła:

- Nie widziałam go od śniadania.
Inga odwróciła się tak, by służące nie mogły widzieć 

jej twarzy. Usta zacisnęła w wąską białą kreskę, a w oczach 
czaiła się rozpacz. Co ja zrobiłam? Co zrobiłam? Skręciło 
ją w żołądku i z jękiem osunęła się na krzesło.

29

background image

-Co się stało? - zapytała przestraszona Eugenie.
-To   nic   groźnego   -   uspokoiła   ją   Inga.   -   Po   prostu 
chwyciła mnie kolka.
-Połóż   się   w   salonie   na   kanapie.   Przyniosę   ciepły 
kompres   i   przyłożę   ci   na   brzuchu   -   pocieszyła   ją 
służąca z wyraźną troską.

Ingi nie trzeba było dwa razy prosić. Skulona poszła 

położyć się na kanapie. Bardzo ją bolało, że oszukuje naj-
lepszą   przyjaciółkę.   Nie   miała   jednak   innego   wyjścia. 
Musi oderwać myśli służącej od Erlinga, bo sama nie jest 
w stanie dłużej o nim rozmawiać. Kolkę wymyśliła w samą 
porę...

background image

3

Inga w pełni zdawała sobie sprawę, że ten moment musi 
nastąpić. Równie dobrze mogła od razu powiedzieć lens-
manowi, że Erling nie stawi się na przesłuchanie za dwa 
dni. Dopiero by to było, pomyślała, a sumienie nie prze-
stawało ją dręczyć, gdybym wyjawiła mu, że Erling leży 
martwy pod gałęziami w lesie...

Inga sądziła, że dwudniowa zwłoka pozwoli )ej odzy-

skać równowagę, teraz jednak ściskało ją w żołądku z ner-
wów i panika ogarnęła ją z nową siłą. Uznała, że musi wy-
słać Torego do lensmana z wyjaśnieniem, iż Erling do tej 
pory nie pojawił się we dworze, i poprosić, by zarządził 
poszukiwania zaginionego parobka...

Nie  minęło  dużo  czasu,   gdy na   dziedziniec  Gaupås 

wkroczył lensman i przybrawszy ważną minę, oświadczył:

-   Zarządzam   poszukiwania   Erlinga.   Nie   wykluczam 

możliwości, że jest ranny lub zabity.

Kiedy pan Thuesen wyraził na głos obawy, z którymi 

każdy borykał się dotąd sam, mężczyźni ożywili się i po-
dzielili się swym niepokojem.

31

background image

-  Dobrze,  już  dobrze!  - zawołał  lensman  władczym 

tonem i pomachał rękami. - Proponuję, by Gulbrand ra-
zem z którymś z moich ludzi ruszył w kierunku letniego 
pastwiska i szałasów. Arne i Torę wypytają o Erlinga w 
Holmestrand, bo możliwe, iż wybrał się w odwiedziny do 
znajomych   i   zabawił   tam   dłużej.   A   ja   razem   z   moim 
urzędnikiem sprawdzimy w jeziorze tuż za pralnią.

Inga, Eugenie, Kristiane i Marlenę stały na schodach i 

przysłuchiwały   się   temu   z   zapartym   tchem.   Lensman 
może sobie myśleć, że Erling poszedł odwiedzić znajo-
mych, ale one w to nie wierzyły. Parobek chyba nie miał 
żadnych   przyjaciół...   Ingę   uderzyło   nagle,   jak  niewiele 
wie o człowieku, który dość długo pracował w  Gaupås. 
Pamiętała, że pojawił się we dworze w tym samym czasie 
co Bjornar. Czy także pochodził z okolic Norę i Uvdal? 
Cóż, za późno, by to sprawdzać.

Inga wykręcała nerwowo spocone dłonie, spoglądając 

w stronę wyruszających na poszukiwania mężczyzn. Od 
tragicznej śmierci Gudrun żyła w ciągłym strachu, który 
jednak   wydał   jej   się   niczym   w   porównaniu   z   lękiem 
napinającym teraz każdy jej nerw. Kiedy to nieszczęście 
dotknęło  Gaupås  niemal   przed   rokiem,   na   poczekaniu 
wymyśliła kłamstwo, natomiast teraz... Inga wytarła dło-
nie w spódnicę. Teraz niepewność gryzła jej sumienie ni-
czym żarłoczny szczur. Zastanawiała się, czy dobrze ukryła 
zwłoki Erlinga? Pod powiekami przesuwały jej się obrazy 
z  tamtego  dnia.  Pamiętała,  że  nałamała  gałęzi  i okryła 
ciało, ale... Czy zrobiła to wystarczająco dokładnie? Jeśli 
Gulbrand i Torę znajdą zwłoki w jaskini, domyśla się od 
razu, że Erling został zabity.  Krew, kryjówka  i gałęzie 
okrywające ciało będą tego najlepszym dowodem.

32

background image

Dobry Boże, modliła się rozpaczliwie, czując, jak że-

lazna obręcz zaciska się wokół jej głowy. Okaż mi jeszcze 
raz swoje miłosierdzie. Błagam cię, po raz ostatni cię pro-
szę o taką przysługę... Jeśli mnie teraz uchronisz, nigdy 
więcej nie zbłądzę...

Kristian w zamyśleniu żuł źdźbło trawy. Jaśniejsza koń-
cówka była soczysta, ale im wyżej, tym smak stawał się 
bardziej cierpki. Wypluł więc źdźbło, podkurczył kolana i 
objąwszy  je   rękoma,   nie   przestawał   rozmyślać.   Po  raz 
drugi Inga zachowała się w jego obecności jak zaszczute 
zwierzę. Na cmentarzu sądził zrazu, że córka udaje, pró-
bując się wymigać od rozmowy na temat jej związku z po-
miotem   ze   Storedal,   ale   potem   się   zorientował   w 
powadze  sytuacji.   Inga   była   zdenerwowana   i 
roztrzęsiona, niemal bliska obłędu.

Wcześniej zdradziła mu, że wplątała się w coś, co mia-

ło związek z pastorem, ale teraz na pewno nie chodzi o tę 
sprawę. Pastor Mohr zresztą opuścił parafię już parę mie-
sięcy temu... Kristian nic nie pojmował. Poza tym teraz 
Inga   histeryzowała   znacznie   bardziej   niż   poprzednio. 
Może to skutek paktu, który zawarła z byłym pastorem, 
może dosięgły jej jakieś konsekwencje? Kristian podrapał 
się zrezygnowany w czoło. Miał przeczucie, że to, co te-
raz dręczy Ingę, nie ma raczej związku z tamtym epizo-
dem, kiedy tak usilnie go prosiła, by okazał łaskę pastoro-
wi Mohrowi w obecności biskupa.

I dlaczego powtarzała w kółko o karze? Czy to tylko 

jakiś wymysł w chwili rozpaczy, czy może Inga weszła

33

background image

w konflikt z prawem? Na samą myśl o tym oblał się po-
tem.   Sam   kiedyś   popełnił   poważne   przestępstwo,   miał 
więc wielką nadzieję, że córka nie pójdzie w jego ślady. 
Z wyglądu przypominała Jenny, ale, niestety, odziedziczy-
ła jego temperament. Czasami zaletą jest sprawiać wraże-
nie osoby autorytarnej i władczej, ale może Inga jest rów-
nież   pobudliwa   i   impulsywna   jak   on?   Kristian   stłumił 
westchnienie.   -   Nie   przychodziło   mu   do   głowy,   co 
takiego mogłaby zrobić Inga, by zasłużyć na karę. Mówiła 
niewiele, sądząc  jednak po jej dzikim, niemal oszalałym 
spojrzeniu...   Miał   przeczucie,   że   jego   córka   w   coś   się 
wplątała, coś niebezpiecznego, ale co to może być? Serce 
zaczęło  Kristiano-wi  bić  szybciej  z  napięcia  i   rosnącej 
irytacji. Bezmyślna  dziewucha! Jeśli z czymś się zmaga, 
powinna przyjść i mu

0 tym powiedzieć! Bo jak ma jej pomóc, skoro ona upar
cie milczy.

Kristianowi zrobiło się gorąco, tak się rozgniewał.

1 nagle uderzyła go pewna myśl. Chyba nie... Nie, z pew
nością nie, przekonywał się w duchu, ale strach nie ustąpił.
Ostatnio słyszał, że zaginął parobek z Gaupås. Chyba Inga
nie ma z tym nic wspólnego... Oczywiście, że nie, uspo
kajał sam siebie Kristian i roześmiał się cicho. Jego córka
nie jest taka naiwna, by dać się zaciągnąć parobkowi na
siano. Ale jeśli nawet nosi owoc tego grzechu, to mądrze
postąpiła, nakazując parobkowi opuścić Gaupås.

Kristian poklepał się po kolanach i wstał. Z pewnością 

Erling ulotnił się z innego powodu. Inga jest uczciwą i do-
brze prowadzącą się młodą kobietą, choć nie wykluczał 
całkiem możliwości, że wypędziła ze dworu niepokorne-
go parobka. Na pewno tak było, doszedł do wniosku Kri-

34

background image

stian i zaśmiał się cichym basem. Mimo to... Niepokój w 
sercu nie zniknął.

Gdy mężczyźni się oddalili, Kristiane wróciła z powrotem 
do kuchni. Nie zaprzeczała, że bardzo była ciekawa tego, 
co się stało z Erlingiem. Zastanawiała się, czy ten tchórz tak 
po prostu odszedł ukradkiem, czy może leży gdzieś ranny 
w lesie. Bardzo możliwe, że padł ofiarą przestępstwa. Komu 
się udało złapać tego typka, który potrafił się wywinąć 
jak  piskorz z każdych tarapatów? Może ktoś miał z nim 
jakieś   porachunki?   Nie,   to   niemożliwe,   pomyślała 
Kristiane   i   zajęła   się   wypiekaniem   chleba.   Choć 
oczywiście  mogło   się  zdarzyć, że ktoś na niego napadł, 
albo   stał   się   przypadkową  ofiarą   kogoś,   komu   były 
potrzebne pieniądze.

Dręczyły ją wyrzuty sumienia, że z takim spokojem i 

obojętnością odnosi się do tego wszystkiego. Nosi prze-
cież pod sercem jego dziecko, ale... Trzeba przyznać, że 
zakochała się po uszy w tym  przystojnym,  urodziwym 
żniwiarzu. Dostrzegała wprawdzie lodowaty błysk w jego 
oczach, ale spojrzenie parobka przyciągało jak magnes. 
Naiwnie sądziła, że uda jej się obudzić w nim gorące uczu-
cie. Też coś! - ubolewała nad własną łatwowiernością, 
zagniatając mocno ciasto na chleb.

Dzięki Indze zrozumiała, jakim bezwzględnym czło-

wiekiem jest w rzeczywistości Erling. Sporo czasu straci-
łam, nim przejrzałam na oczy, strofowała siebie w duchu. 
Kiedy wreszcie tak się stało, ujrzałam nagle całkiem inną 
osobę. Erling zdjął maskę uwodziciela i cóż pozostało z 
uczucia? Nic, stwierdziła zdruzgotana. Po prostu nic.

35

background image

Kristiane   odłożyła   na   bok   uformowane   bochenki   i 

otrzepała spódnicę z maki. Nigdy więcej nie chcę mieć z 
nim do czynienia, stwierdziła, choć nie przestawało jej 
frapować, co się z nim stało. Niechby mężczyźni, którzy 
wyruszyli na poszukiwania, przyprowadzili go z powro-
tem. Miałaby wówczas przynajmniej pewność.

Inga  w  strachu obserwowała  grupę  mężczyzn  wracają-
cych z poszukiwań. Nie mają go! - radowała się w duchu. 
Nie znaleźli go! Poczuła tak wielką ulgę, że westchnęła 
uszczęśliwiona.

Nie powinnam się cieszyć, a mimo to nie potrafię po-

wstrzymać  radości, pomyślała  skruszona. Ale już sama 
myśl, że mężczyźni mogliby przytaszczyć stratowane na 
śmierć ciało Erlinga, przyprawiała ją o dygot. Zakołysała 
się i uczepiła framugi drzwi.

-Nie znaleźliście go? - zapytała z fałszywym współ-
czuciem.
-Niestety nie - odparł stłumionym głosem Gulb-rand. - 
Szukaliśmy   go   wszędzie.   Przed   chwilą   zamieniłem 
parę   słów   z   lensmanem.   Też   już   zaniechali   dalszych 
poszukiwań   w   okolicach   jeziora.   Reszta   w   rękach 
Boga. Erling wróci, jeśli taka będzie Jego wola.

Inga odsunęła się i przepuściła mężczyzn do środka. 

Zmęczeni i zatroskani minęli ją, powłócząc nogami.

Przez cały wieczór panował we dworze nastrój smut-

ku i oczekiwania. Nikt się specjalnie nie odzywał, wszyscy 
jakby przez cały czas nasłuchiwali, czy nie nadchodzi Er-
ling. Spodziewali się, że na własną rękę wróci do domu.

36

background image

Tej nocy Inga wstała, ubrała się po cichu i zerknąwszy na 
łóżeczko, w którym spokojnie spała Emilia, nachyliła się 
i wyciągnęła spod łóżka suknię, którą miała na sobie tego 
dnia, kiedy został zabity Erling. Ukryła ją tam wieczorem, 
by nie hałasować w nocy otwieraniem szuflady w komo-
dzie. Trudno będzie teraz usunąć zaschnięte plamy krwi, 
nie miała jednak odwagi wcześniej uprać sukni.

Na palcach wymknęła się po schodach w dół. Na szczęś-

cie nie zaskrzypiały. Odetchnęła głęboko i wyszła na dwór 
w   chłodną   sierpniową   noc.   Dopiero   gdy   zamknęła   za 
sobą drzwi, odważyła się wypuścić powietrze z płuc.

Zwinnie   niczym   łasica   zbiegła   w   dół   do   jeziora, 

uklęknęła   na   gładkiej   skale   i   zanurzyła   suknię   w 
lodowatej wodzie. Płukała ją i płukała, unosiła i tarła o 
kamienie, po czym znów moczyła.

Była zadowolona, że w ciemnościach nie widzi zabar-

wionej na czerwono wody. Wprawdzie od horyzontu po-
woli   się   przejaśniało,   ale   jeszcze   parę   godzin   upłynie, 
nim   zapieje   kogut.   Wreszcie   wyjęła   mokry   tłumok   i 
porządnie  wykręciła. Woda ściekała jej na kolana, ale w 
końcu udało jej się porządnie wykręcić suknię.

Odłożyła ją na ścieżce pomiędzy oborą a budynkiem 

mieszkalnym, a następnie skierowała się w pośpiechu do 
domku dla służby. W obawie, że ktoś mógłby usłyszeć jej 
kroki,   zeszła   ze   żwiru   na   bok   i   poruszała   się   wzdłuż 
rowu.

Przy domku dla służby zacisnęła zęby i w napięciu do-

tknęła klamki. Jęknęła z ulgą, bo i te drzwi nie zaskrzy-
piały przy otwieraniu. Oszołomiona weszła do wąskiego 
korytarza i z lękiem rozejrzała się na boki. Na szczęście 
wszyscy służący zamykali na noc drzwi do swych izb. Inga

37

background image

wiedziała, w której sypiał Erling, stąpając więc ostrożnie, 
weszła do środka.

Kręciło jej się w głowie ze strachu, gdy przeglądała jego 

ziemski dobytek. Nie posiadał wiele, bo przecież zarówno 
łóżko, pościel, komoda, jak i szafa należały do Gaupås. 
Na samym środku pomieszczenia zauważyła wysłużony 
szary plecak z opuszczoną klapką, ale niezbyt starannie 
zasznurowany. Nie miała odwagi zapalić świecy, która sta-
ła na komodzie. Czuła się niezręcznie, wkładając drżącą 
rękę do worka z niewiadomą zawartością, ale nic nie mog-
ło jej powstrzymać. Pod palcami wyczuła drewniany ku-
bek, samodziałowe spodnie, grzebień z brakującymi zę-
bami i pudełko z tabaką. A jeśli Erling wziął pochewkę do 
jej noża ze sobą? To niewykluczone, uświadomiła sobie, 
tłumiąc płacz. Kto wie, czy nie zamierzał się nią posłużyć, 
by mnie szantażować.

Jeszcze raz przeszukała zawartość plecaka, ale bez re-

zultatu. Chlipnęła i bezradna ukryła twarz w dłoniach. 
Tłumaczyła  sobie, że odszukanie należącego  do niej 
przedmiotu nie jest już takie ważne, skoro Erling nie żyje 
i jak miała nadzieję, nikt nigdy nie znajdzie jego zwłok, 
ale... Bliska załamania podniosła klapkę plecaka i ostroż-
nie rozsznurowała przednią kieszeń, zdając sobie sprawę, 
że to ostatnia szansa na odnalezienie pochewki.

Krew napłynęła jej do twarzy, gdy wyczuła pod pal-

cami coś twardego. Nerwowo zajrzała do środka i wyjęła 
przedmiot, którego tak szukała. Nie posiadając się z rado-
ści, przycisnęła go do piersi. Po policzkach popłynęły jej 
łzy szczęścia. Boże święty, Boże święty, dziękuję, powta-
rzała w duchu uradowana.

Najchętniej trwałaby tak pochylona, czując, jak jej cia-

38

background image

ło przenika upojenie, ale nie miała odwagi. Ostrożnie od-
stawiła plecak dokładnie w taki sam sposób, jak go zasta-
ła, odwróciła się i opuściła izbę.

Czujnie stąpała korytarzem z pochewką przyciśniętą 

do   piersi   i   w   pośpiechu   wyszła   przez   drzwi.   Chłodny 
orzeźwiający   wiaterek   musnął   luźne   kosmyki   włosów 
przy jej uszach. Pośpiesznie przeszła przez dziedziniec, 
po drodze zabrała mokrą suknię i niezauważona przez ni-
kogo wróciła do domu.

Kiedy już bezpieczna znalazła się w sypialni, płuca po-

ruszały jej się jak miechy. Przeżycia kosztowały ją tyle sił, 
że z trudem zdołała podnieść wieko skrzyni. Zdyszana 
położyła pochewkę obok noża i powoli zamknęła skrzy-
nię.

Trudno niemal uwierzyć, pomyślała Inga rozdygotana, 

z nerwami napiętymi  jak postronki. Bóg mnie tyle razy 
wysłuchał, ale czy zdoła przeszkodzić w odnalezieniu ciała 
Erlinga...?

background image

4

Hedvig nie była zadowolona, że młodzi planują wyjazd 
do   Larvik.   To   widać   wyraźnie,   myślała   Sigrid,   kiedy 
razem   z   Torsteinem   pakowali   walizki   do   bryczki.   Na 
podróż, która miała potrwać od czwartku do niedzieli, nie 
potrzebowali zbyt wiele, a jednak gdy włożyli wszystko 
do   walizek,   z   trudem   je   domknęli.   Musiała   wziąć 
przecież   ze   sobą   przybory   toaletowe,   mydło,   szczotkę, 
spinki do włosów i lusterko, do tego starannie złożone 
komplety bielizny i halki. Skoro wybierali się z wizytą do 
ojca   Torsteina   i   jego   rodziny,   uważała,   że   należy   się 
zaprezentować   i   wyglądać   godnie.   Dlatego   oprócz 
codziennych   sukien   zabrała   ze   sobą   także   dwie 
odświętne.

Sigrid przypadło też w udziale przejrzenie garderoby 

męża. Sprawiło jej to wiele radości, bo wreszcie mogła 
wczuć się w rolę obowiązkowej małżonki. Poczuła przy-
jemne łaskotanie w żołądku. Odparowała i wykrochma-
liła jego ubrania zgodnie z regułami  sztuki i, o dziwo, 
Hedvig nic po niej nie poprawiała. Teściowa krążyła je-

40

background image

dynie w tę i z powrotem, gdy Sigrid przesuwała żelazkiem 
po ubraniach, ale nie znalazła powodu, by ją skrytykować. 
Sigrid starannie zapakowała białe koszule, krawat i dwie 
pary czarnych spodni wyprasowanych w kant oraz skó-
rzaną kurtkę.

-A przecież jutro zaczynamy  strzyżenie  owiec - na-
rzekała Hedvig.
-Mamo... - upomniał ją łagodnie Torstein. - Nieraz już 
sama to nadzorowałaś. Nie sądzę, by obecność Sigrid i 
moja   była   przy  tym   niezbędna.   Poza   tym   -   dodał   z 
naciskiem - przyjąłem dwie dziewczyny do pomocy.
-I   to   ma   mnie   niby   uspokoić!   -   prychnęła   Hedvig. 
-Pewnie nie mają pojęcia, gdzie głowa, a gdzie zad 
owcy!

Torstein i Sigrid wymienili zrezygnowane spojrzenia. 

Hedvig uparła się, by mieć zły humor.

- Wiedzą,   wiedzą   -   odparł   Torstein   poirytowa

ny. - A nawet jeśli nie, to chyba potrafisz raz-dwa przy
uczyć nowe służące do tej pracy. Zwykle ci się to udawa
ło.

Hedvig nie odpowiedziała, kopnęła jedynie ze złością 

kamyk, który leżał pod jej stopami.

Torstein z galanterią pomógł Sigrid wsiąść do bryczki 

i zatroszczył się, by siedziała wygodnie na miękkich fu-
trzanych nakryciach.

- Nie możesz mi się rozchorować, wiesz - powiedział

do żony i mrugnął do niej z czułością.

Sigrid   oblała   się   rumieńcem.   Wciąż   nie   mogła   się 

nadziwić,   że   Torstein   okazuje   jej   tyle   ciepła   i   troski. 
Pomyśleć  tylko,  że spotkało ją takie szczęście. Wprost 
trudno uwierzyć, że trafił jej się taki miły i opiekuńczy 
mąż.

41

background image

-Pozdrowić od ciebie Monsa? - zapytał Torstein z po-
zorną obojętnością i zerknął na Hedvig.
-Torstein   -   odezwała   się   Sigrid   zakłopotana.   -   No 
wiesz...

Przecież nie może proponować czegoś takiego swojej 

matce! Hedvig strasznie się piekliła, kiedy się dowiedzia-
ła, że zamierzają w końcu wybrać się do Larvik. Pora była 
sprzyjająca, bo poza strzyżeniem owiec we dworze nie go-
niły ich żadne prace. Sigrid zerknęła nieśmiało na Hedvig, 
która uniosła brwi i zacisnęła usta.

A gdy już Torstein zamierzał cmoknąć na konia, na 

dziedziniec wjechała bryczka. Torstein przyłożył rękę do 
czoła, bo pod słońce nie widział, kto nadjeżdża. Sigrid, 
która siedziała na koźle obok męża, także odwróciła się 
zaciekawiona. Nie rozpoznawała ani konia, ani woźnicy.

- Prrr! - zawołał nieznajomy i ostrożnie ściągnął wo

dze. Brązowa kobyła zatrzymała się posłusznie.

Sigrid zauważyła, że Torstein ma ochotę zapytać przy-

jezdnego, kim jest, ale powstrzymał się. Słusznie, bo jej 
też 
się zdawało, że będzie lepiej, gdy gość się sam przed-
stawi.

-Szukam Sigrid  -  odezwał   się   mężczyzna   z  ociąga-
niem. - Gospodyni w sąsiednim dworze powiedziała 
mi,   że   Sigrid   mieszka   teraz   tutaj...   -   Jego   słowa 
zabrzmiały bardziej jak stwierdzenie niż jak pytanie.
-To ja - wyjąkała Sigrid i odchrząknęła, by pozbyć się 
chrypki.

A więc ten człowiek najpierw zajechał do Gaupås i tam 

o nią pytał. Pewnie Inga go tu skierowała.

- Przysłała mi pani list - wyjaśnił powoli mężczyzna.

42

background image

-Ja? - zdziwiła się Sigrid zdezorientowana, bo zupeł-
nie   nie   przypominała   sobie,   by   utrzymywała 
korespondencję z kimś obcym.
-Proszę mi wybaczyć  - uśmiechnął się mężczyzna. - 
Nie przedstawiłem się. Nazywam się Anders, Anders 
Grindstuen.
-Ach tak - odpowiedziała Sigrid cicho i nagłe doznała 
olśnienia.  -  Ach  tak!   -  powtórzyła  ożywiona.   -  Pan 
jest... moim stryjem!
-Na to wygląda - przyznał Anders.

Torstein spoglądał zdumiony to na Andersa, to na Sigrid 

prowadzących tę dziwną z początku rozmowę, ale wresz-
cie i do niego dotarło, kim jest gość. Sigrid opowiadała 
mu trochę o dzieciństwie swojej mamy, ale nie wtajem-
niczyła go w szczegóły tragedii, kiedy to jej matka zabiła 
swoją młodszą siostrę Annę, oblewając ją wrzątkiem.

-Witamy pana - rzekł i wyciągnął rękę na powitanie.
-Dziękuję - odparł Anders nadal z pewną rezerwą. - 
Zdaje się, że państwo gdzieś się wybierają? - rzekł i 
wskazał na bagaże.
-Owszem - odparł Torstein z ociąganiem. - Ale nie ma 
takiego pośpiechu.
-Oczywiście,   że   nie   -   wtrąciła   Hedvig,   która   rezo-
lutnie chwyciła Andersa pod rękę i niemal wyciągnęła 
go siłą  z bryczki.  Gość,  zdziwiony jej ożywieniem, 
omal nie stracił równowagi, ale posłusznie podążył za 
nią do domu mieszkalnego.
-A to ci dopiero - wyrwało się Torsteinowi. - Że też 
musiał   przyjechać   właśnie   dzisiaj,   kiedy 
zaplanowaliśmy

 wyjazd.   No   cóż   -   dodał 

zrezygnowany. - Poproszę stajen-

43

background image

nego, by wniósł walizki z powrotem do domu i zajął się 
końmi.

-Zależy mi, by się dowiedzieć, co Anders ma do po-
wiedzenia - odezwała się cicho Sigrid.
-Naturalnie   -   pocieszył   ją   Torstein,   który   nagle 
uświadomił sobie, że zareagował zbyt nieprzyjaźnie. - 
To  nasz   gość   i   należy   go   przyjąć   godnie.   Jeśli 
wyjedzie dziś wieczorem albo jutro, wyruszymy  do 
Larvik o świcie.

Sigrid weszła do izby na chwiejnych nogach. Wolałaby, 

żeby   Torstein   podążył   od   razu   z   nią,   ale   on   musiał 
jeszcze wydać polecenia stajennemu. Na szczęście zajęło 
mu   to  tylko   chwilę.   Sigrid   wiedziała,   że   poczuje   się 
pewniej,   mając   u   boku   męża   podczas   rozmowy   z 
wujkiem.

Hedvig zdążyła już nakryć do stołu. Przyniosła chleb, 

śmietanę, wędzoną szynkę i masło. Na patelni skwierczała 
jajecznica, a na piecu gotowała się kawa.

-Twój   stryj   musi   się   posilić   -   oznajmiła   niepytana, 
widząc   zdziwienie   na   twarzy   Sigrid   na   widok 
uginającego się stołu. - Przybył aż ze Svene.
-Wiem - odparła Sigrid. Nie chciała być opryskliwa, 
ale chyba teściowa nie sądzi, że wie więcej o jej stryju 
niż ona sama.  Miło oczywiście, że Hedvig przyjęła 
gościa,   jak   należy,   ale   Sigrid   nie   mogła   znieść   jej 
zadowolonej  miny. Domyślała się bowiem, że Hedvig 
cieszy się głównie z tego, że Anders przybył w samą 
porę,   by   im   przeszkodzić   w   zaplanowanym 
wyjeździe.

Nastrój nieco zelżał, gdy przyszedł Torstein, który jak 

nikt   potrafił   nawiązać   rozmowę.   Sigrid   z   podziwem 
przysłuchiwała się, jak po chwili obaj mężczyźni z oży-
wieniem dyskutowali o warunkach na drodze pomiędzy 
Kongsberg a Holmestrand. Obaj narzekali na jesienne

44

background image

błoto, które niemal uniemożliwia korzystanie z dróg, i na 
kłopoty z zimowym  odśnieżaniem.  Takie rozmowy po-
trafią prowadzić tylko mężczyźni, pomyślała sobie Sigrid, 
przygryzając chleb i popijając kawę. Hedvig niczego nie 
poskąpiła, bo kawa była mocna i aromatyczna. Zapewne 
zaparzona z zakupionych niedawno i świeżo zmielonych 
ziaren przechowywanych w spiżarni. Mężczyźni tymcza-
sem zmienili temat i rozmawiali o różnych pracach po-
lowych. Sigrid odczuwała coraz większe napięcie. Ghyba 
stryj nie przybył tutaj, by pogawędzić o prowadzeniu go-
spodarstwa? Chyba ma do niej jakąś sprawę?

- Przepraszam, że nie przyjechałem na pogrzeb two

jej siostry - oznajmił wreszcie Anders, zwracając się do
Sigrid. - Otrzymałem twój Ust dzień wcześniej i nie mia
łem możliwości, by zdążyć na czas...

Na wspomnienie śmierci Gudrun przeniknął ją lodo-

waty dreszcz. Tęsknota za siostrą ogarnęła ją z taką siłą, 
że   zagryzła   dolną   wargę,   by   nie   wybuchnąć   płaczem. 
Przez zasłonę łez dostrzegła, że Torstein chce ją objąć ra-
mieniem.   Powstrzymała   go   jednak,   kręcąc   głową. 
Wolała,  by   jej   teraz   nie   przytulał,   w   obawie,   że   jego 
współczucie  całkiem   ją   rozklei.   A   nie   miała   ochoty 
płakać przy obcym człowieku.

-Możesz mi powiedzieć, co się stało? - zapytał Anders 
niepewnie. - Pisałaś o tym tak niejasno...
-Gudrun   spadła   z   drabiny   prowadzącej   na   strych   z 
sianem w  Gaupås  - wyjaśnił Torstein łagodnie, gdy 
Sigrid   rozpaczliwie   rozłożyła   ręce.   -   Zginęła   na 
miejscu.
-Och, to bardzo przykre - mruknął Anders, a między 
brwiami utworzyła mu się głęboka bruzda.
Sigrid odniosła wrażenie, że od Andersa bije chłód.

45

background image

Na początku zachowywał się z rezerwą i był zakłopotany, 
ale z tonu jego głosu wyczuwała, że nie przejął się zbytnio 
śmiercią Gudrun.

- A   czemu   nie   przyjechałeś,   stryju,   gdy   umarła

Elen? - odważyła się zapytać, bo w jej sercu nadal tkwił
cierń z powodu jego nieobecności na pogrzebie babci.

Anders westchnął ciężko.

- Nie potrafię tego wytłumaczyć - przyznał, nie kry

jąc   poczucia   winy.   -   Kiedy  pożegnaliśmy   się   z   mamą
przy Vestfossen, wiedziałem, że widzimy się po raz ostat
ni, bo albo umrze po drodze, albo kilka tygodni później
w Gaupås. Miała bardzo liche zdrowie.

Hedvig spojrzała na niego poruszona.

- Pozwolił pan matce staruszce wyruszyć w tak daleką

drogę?

Anders uśmiechnął się gorzko.
-Tak, pozwoliłem i nie żałuję tego. Moja mama może 
sprawiała wrażenie kruchej i bezwolnej, ale kiedy już 
coś postanowiła, nie warto było jej od tego odwodzić. 
Mama miała swój cel, pani Gullhaug, i zamierzała go 
osiągnąć.
-Cieszę się z tego powodu - wyrwało się Sigrid. - Twoja 
matka, a moja babcia była cudowną kobietą - rzekła 
pewniejszym głosem. - Przez ten krótki czas, gdy była 
w  Gaupås,   bardzo   się   ze   sobą   zaprzyjaźniłyśmy. 
Dowiedziałam się też więcej o Andrine...

Na te słowa Anders poruszył się niespokojnie na krze-

śle, a jego niebieskie oczy zasnuł mroczny cień. Zakłopo-
tany wychylił łyk kawy, ale się nie odezwał. A kiedy odsta-
wił filiżankę, która zadźwięczała o spodek, zapatrzył się 
przez okno w dal.

- Nie chcesz mówić o mojej mamie? - zapytała Sigrid

46

background image

dotknięta, szarpiąc nerwowo zapięcia przy mankietach. 
Zauważyła luźną nitkę, ale wolała jej nie ciągnąć, bo mog-
łaby spruć cały szew. Dobrze, że dostrzegła to teraz, przy-
najmniej zdąży zszyć przed wyjazdem.

- Wolałbym nie - przyznał Anders szczerze. - Andri

ne nie była dobrym człowiekiem...

Sigrid i Hedvig wymieniły spojrzenia. W brązowych 

oczach   teściowej   mieniło   się   zdziwienie   i 
niezrozumienie. Hedvig pierwsza zabrała głos.

-Nie znałam zbyt dobrze Andrine. To znaczy nie by-
łyśmy   przyjaciółkami,   ale   często   ucinałyśmy   sobie 
pogawędki. Słyszałam jakieś plotki, że w dzieciństwie 
była dość  nieznośna i dlatego oddano ją pod opiekę 
pastora Rollef-sena i jego żony, ale... - Hedvig zrobiła 
sztuczną   pauzę   i   dodała:   -   Andrine   była   pobożna, 
gotowa do poświęceń i wyrozumiała. Często kobiety 
we   wsi   szukały   u   niej   pomocy,   ponieważ   potrafiła 
wysłuchać i mądrze doradzić.
-Chyba nie mówi pani o mojej siostrze - odezwał się 
zdumiony Anders.
-Ależ tak! - upierała się Hedvig. - W okresie dora-
stania młodzi ludzie często popełniają różne głupstwa, 
ale nie powinno się to za nimi ciągnąć przez resztę 
życia!
Mówisz o sobie, Hedvig? - zastanawiała się Sigrid, 

choć w głębi serca była wdzięczna teściowej, że próbowa-
ła zmienić nastawienie Andersa do siostry.

Gniewne   upomnienia   Hedvig   musiały   chyba   zrobić 

duże wrażenie na Andersie, bo spuścił głowę zamyślony. 
Sigrid miała nadzieję, że opowie coś więcej o mamie, ale 
przez   wystąpienie   Hedvig   ta   możliwość   została   chyba 
zaprzepaszczona.

- W takim razie Andrine musiała się bardzo zmie-

47

background image

nić - rzucił wreszcie cicho Anders. Nikt nie wiedział, czy 
kierował te słowa do nich, czy też mówi do siebie. 
Hedvig pokiwała głową.

- Tak, Andrine miała dobre serce!
Sigrid   uniosła   brwi   zdziwiona,   bo   teściowa   rzadko 

wyrażała się pozytywnie  o innych ludziach. Zazwyczaj 
wszędzie węszyła plotki i lubiła grzebać w cudzych spra-
wach. Czy to ze względu na mnie broni Andrine - za-
stanawiała się Sigrid - czy też naprawdę mama dała się 
lubić? Ukradkiem obserwowała zaszokowaną twarz stry-
ja; jego jasne rzadkie włosy, prosty, dość długi nos z cha-
rakterystycznym  czubkiem, niebieskie oczy i krzaczaste 
brwi, krótko przystrzyżoną brodę, która zaczynała się po-
niżej uszu i rosła wzdłuż policzków, kończąc się spicza-
sto na podbródku. Minęło wiele lat od chwili, gdy Sigrid 
po raz ostatni widziała swoją mamę, w pamięci zatarły jej 
się więc rysy twarzy, ale mimo to dostrzegła rodzinne po-
dobieństwo. Mama miała takie same łagodne oczy i takie 
same rumieńce na policzkach. Zazwyczaj czerwieniła się 
najbardziej na wysokości kości policzkowych... Anders i 
Andrine byli rodzeństwem, co do tego nie miała żadnych 
wątpliwości.

-No cóż, muszę już jechać - odezwał się nagle An-
ders, wstał i przysunął krzesło do stołu.
-Nawet tak nie myśl, stryju - przerwała mu Sigrid. - 
Przecież dopiero co przyjechałeś.
-To prawda,  miałem  do  załatwienia  sprawę  w  Hol-
mestrand.   Uznałem,   że   skoro   już   jestem   w   tych 
stronach, mogę odwiedzić dwór, w którym mieszkała 
Andrine...

Sigrid, zawiedziona, że wuj tak pośpiesznie chce opuś-

cić 0vre Gullhaug, odprowadziła go na schody.

48

background image

Torstein  się   nie   sprzeciwiał.   Skoro  gość   postanowił 

jechać, to proszę bardzo. Hedvig też nie wyszła za nimi, 
tylko zajęła się sprzątaniem ze stołu. Może domyśliła się, 
że Sigrid chce przez chwilę pobyć ze stryjem sama?

Sigrid chwyciła mocniej za ramię Andersa, ale poluzo-

wała uścisk, speszona swą impulsywnością.

- Powiedz mi,  Anders... Proszę... Czy mama  zabiła

Annę celowo? Oblała ją wrzątkiem, by ta umarła?

Anders nie był zadowolony, że go o to pyta. Przyciskał 

nerwowo do czoła daszek czapki, oglądał uważnie swoje 
spracowane   dłonie,   w   końcu   jednak   podniósł   głowę   i 
spojrzał Sigrid prosto w oczy.

- Niestety, Sigrid, tak właśnie było. Z początku nie

domyślaliśmy się tego, ale po paru latach Andrine sama
się przyznała. Jak sądzę, wiesz o pożarze?

Sigrid pokiwała głową, ale w gardle dławiło ją boleś-

nie.

-Właśnie z powodu pożaru została przeniesiona, choć 
tak naprawdę zadecydowała ta sprawa z wrzątkiem.
-Babcia... Elen - chlipnęła Sigrid, wycierając nos - nie 
powiedziała nigdy wprost, że to mama... zabiła Annę.

Anders odwrócił głowę, ale nie zdołał ukryć błysku 

współczucia.

- Może   i   nie   powiedziała,   Sigrid,   ale   to   dlatego,

że sama nie chciała tego przyjąć do wiadomości. Wyparła
tę straszliwą prawdę. Nie zapominaj, że Andrine była jej
córką...

Kiedy powoli zbliżył się do nich Torstein, prowadząc 

konia zaprzężonego do bryczki, Sigrid zrozumiała, że stryj 
nic więcej nie powie.

49

background image

- Elen i Andrine leżą na cmentarzu w Botne - poka

zała ręką kierunek. - Jeśli pojedziesz drogą do Holme-
strand, zobaczysz po prawej stronie iglicę wieży kościel
nej. Bez trudu znajdziesz groby.

Tak wiele pragnęła jeszcze opowiedzieć, a zamiast tego 

zaplątała się w wyjaśnieniach.

Anders sprawiał wrażenie, że jej nie słucha.

- Żegnaj, Sigrid! - Uścisnął mocno jej dłoń. - W każ

dym razie cieszę się, że mama zdążyła cię poznać. Wyda
jesz się dobrą dziewczyną.

Torstein objął Sigrid w talii, a ona zasmucona oparła 

mu głowę na ramieniu. W milczeniu stali na dziedzińcu, 
kiedy   Anders   podniósł   rękę   na   pożegnanie,   i   odpro-
wadzali wzrokiem bryczkę, póki nie stała się maleńkim 
punktem w oddali.

Anders nie czuł się najlepiej. Wpatrywał się ponuro wkori-
ski ogon, który kiwał się z boku na bok. Klacz opędzała 
się od natarczywych much, które bzyczały wokół jej zadu. 
Zerknął tylko obojętnie, mijając rozjazd w stronę kościo-
ła. Gdybym  teraz skręcił, łatwo odnalazłbym cmentarz, 
pomyślał niechętnie.

Niecierpliwie cmoknął na kobyłę i pogonił ją tak, by 

przyśpieszyła. Nie żałował, że odwiedził Sigrid, mimo że 
żadne z nich nie dowiedziało się nic więcej. Prócz tego, że 
teraz już Sigrid wie na pewno, że to Andrine spowodo-
wała śmierć siostry. Odniósł wrażenie, że z jakiegoś po-
wodu Sigrid bardzo zależało na tym, by się tego dowie-
dzieć.

Sam musiał przyznać, że mowa obronna Hedvig zła-

50

background image

godziła trochę nienawiść, jaką żywił wobec Andrine. Nie 
utrzymywał  z siostrą kontaktu, odkąd puściła z dymem 
dorobek   życia   ojca.   Rozpacz   ojca   z   powodu   utraty 
gospodarstwa   i   głębokiego   zawodu   w   nim   także   wy-
zwoliła nienawiść. A tymczasem ta gospodyni okazałego 
dworu twierdzi uparcie, że Andrine była pobożna niczym 
anioł... Pierwszy raz słyszał, by ktoś wypowiadał się z sza-
cunkiem o jego siostrze. Czy naprawdę tak się zmieniła? 
Odnosił się do tego sceptycznie, ale wyczuł, że Hedvig jest 
kobietą władczą i jej słowom należy dawać wiarę. Posta-
wiła tamę złości i gniewowi, które w nim buzowały. A tak 
chciał oczernić Andrine, wykrzyczeć wszystkie jej przewi-
nienia, zło, którego się dopuściła. Ale czemu by to miało 
służyć? Jemu by to nie pomogło, boleśnie tego doświad-
czył, bo często pomstował i wyklinał niewidzialną Andri-
ne. W myślach przywoływał jej obraz i pozwalał, by do-
stała za swoje...

A Sigrid - pomyślał gwałtownie - jest krucha niczym 

trzcina. Nie można jej dokładać więcej cierpienia. Wy-
starczy, że uświadomił jej, co się właściwie stało tamtej 
brzemiennej w skutki wigilii...

Zjazd w stronę kościoła oddalał się coraz bardziej. An-

ders uznał, że umarli to umarli. Nie ma sensu rozpaczać 
przed   jakimiś   nagrobkami.   Odwiedził   Sigrid   i   tym 
samym krąg się zamyka.

background image

5

Tego   wieczoru   Torstein   długo   tulił   Sigrid.   Przylgnęła 
plecami   do   jego   torsu,   a   on   położył   swą   ciepłą 
bezpieczną   dłoń   na   jej   brzuchu.   Jak   dobrze   było   czuć 
jego bliskość, bo chociaż nie mówił wiele, to delikatne 
pieszczoty sprawiały, że cieplej jej się robiło na sercu. W 
pieszczotach  Torsteina   nie   było   zakamuflowanej 
namiętności   i   pożądania,   jedynie   pragnienie,   by   ją 
pocieszyć i ochronić.

- Posmutniałaś - odważył się wreszcie powiedzieć.
Sigrid pokiwała głową w milczeniu.
- Dziwny człowiek z tego Andersa - rozmyślał na głos

Torstein. - Taki obojętny wobec Andrine, Elen i Gudrun.
Co by go kosztowało pojechać z tobą na cmentarz?

Na wspomnienie o tym, że Anders był we dworze, ale 

nie wykazał zainteresowania, by posłuchać i opowiedzieć 
więcej o swej rodzinie, do oczu Sigrid znów napłynęły 
łzy.

- Być może nie miał odwagi. Obawiał się swej reak

cji...

Torstein westchnął ciężko i przyznał:

52

background image

- Hmm, może... Choć, szczerze mówiąc, wydaje mi

się, że jego to specjalnie nie obeszło. Pozostał zimny jak
lód.

Po policzkach Sigrid potoczyły się bezgłośnie łzy, spły-

nęły w kąciki ust i kapnęły na poduszkę. Prawda była dla 
niej taka bolesna. Stryj wyraźnie nie troszczył się o swoją 
rodzinę. Niepotrzebnie oczekiwała, że dla niego korzenie 
będą tak samo ważne jak dla niej. Ale Anders nie widział 
siostry,   odkąd   jako   piętnastolatka   została   oddana   pod 
opiekę pastora. Mógł choćby odwiedzić jej grób, uważała 
Sigrid, czując w sercu piekący ból.

- Tak, tak - westchnął Torstein zrezygnowany. - Ale

przynajmniej   dowiedziałaś   się,   kto   jest   winien   śmierci
Anny. Zauważyłem, że od dawna ci to nie daje spokoju.

Sigrid przesunęła się nerwowo. Nie była w stanie roz-

mawiać   więcej   o   tym   strasznym   sadystycznym   czynie, 
któremu winna była jej matka. Nie jest w stanie wyobra-
żać sobie krzyków Anny, która została żywcem ugotowa-
na... Rozdzierające wrzaski, zwykle wbrew woli, nie cichły 
w jej głowie, mimo że przecież nie słyszała ich w rzeczy-
wistości. Wyobraźnia sama je tworzyła.

Być może Torstein domyślił się, że żona zamknęła się 

w sobie, bo zmienił temat rozmowy.

- Jeden krąg się zamknął, kochanie, ale jutro wkro

czymy   w  następny.   Czeka   nas  spotkanie   z   moją   rodzi
ną.

Sigrid   obróciła   się   i   wtuliła   nos   w   jego   owłosioną 

klatkę piersiową. Połaskotało ją i mimo woli roześmiała 
się.

- Cieszę się na to spotkanie - zapewniła, oznajmiając

stanowczo: - Jedziemy, niezależnie od tego, kto nam bę
dzie chciał w tym przeszkodzić.

53

background image

Torstein uśmiechnął się i przytulił ją mocniej. I 
tak zasnęli.

Następnego ranka przygotowania do wyjazdu nie zajęły 
im wiele czasu. Walizki stały zapakowane i gotowe już od 
poprzedniego dnia. Sigrid i Torstein zjedli śniadanie ra-
zem z Hedvig, Torbjornem, Ingebjorg i służbą.

Sigrid wydawało się, że milczenie zawisło nad nimi ni-

czym ciężka czarna chmura. Wolała więc udawać, że nie 
dostrzega skwaszonej miny teściowej, która bynajmniej 
nie była zadowolona z ich wyjazdu do Larvik. O nie!

Kiedy  Torstein  wynosił   bagaże   do  powozu,   Hedvig 

wybiegła z domu. Drzwi wejściowe zatrzasnęły się za nią 
głośno, a szyby w oknach zadrżały. Zdecydowanym kro-
kiem ruszyła przez dziedziniec w stronę obory.

-Najwyraźniej  nie zamierza nam życzyć  szczęśliwej 
podróży   -   zażartował   Torstein,   kręcąc   głową   z 
dezaprobatą z powodu zachowania matki. - Nie wiem, 
co   gorsze,   czy   słuchać   jej   gderania,   czy   znosić   jej 
demonstracyjne milczenie.
-Nie ukrywam, że chętnie uniknę jej narzekań - przy-
znała Sigrid zawstydzona. - Bo akurat teraz nie mam 
siły, by się z nią spierać.

Torstein uśmiechnął się figlarnie, po czym usadowił ją 

wygodnie na koźle i podał jej pokaźny kosz z jedzeniem 
na drogę. Do Larvik droga była  daleka, dlatego Sigrid 
przygotowała sporo kanapek i zapakowała wiele butelek 
soku.

54

background image

Torstein zatrzymał konia, kiedy skręcili w prawo na żwi-
rową drogę. Z kozła dostrzegli w oddali niewielkie gospo-
darstwo jego ojca. Przy drodze rosły niewysokie brzozy, 
tworząc aleję prowadzącą w prostej linii na dziedziniec. 
Dom   pomalowany   na   biało   miał   szerokie   rzeźbione 
okiennice i szprosy. Nad schodami znajdował się daszek 
także bogato zdobiony. Wygląda zupełnie jak miniatura 
Gaupås, rozmarzyła się Sigrid, choć daleko mu do wynios-
łości jej rodzinnego dworu. Po lewej stronie pod uginają-
cymi się od owoców drzewami mignęły im pomalowane 
na czerwony kolor budynki gospodarcze.

Może widziała i piękniejsze miejsca, ale tu panował 

taki spokój. Było przytulnie i miło.

- To co, odważymy się? - zapytał Torstein zatroska

ny.

Sigrid oparła mu głowę na ramieniu.
-Tak - odpowiedziała powoli, choć i ona czuła zde-
nerwowanie. - Nie możemy uciekać, skoro jesteśmy 
już tak blisko.
-Myślisz, że nas dobrze przyjmą? - zapytał Torstein z 
napięciem w głosie.
-Z pewnością - uspokoiła go Sigrid i wyprostowała 
się, choć tak naprawdę wcale nie była do końca o tym 
przekonana. Nie zamierzała jednak denerwować męża 
swoimi wątpliwościami. Na pewno, utwierdziła się po 
dalszym namyśle. Mons wyraźnie cieszył się z tego, że 
nawiązał   kontakt   z   Torsteinem,   i   bardzo   gorąco 
zapraszał ich do siebie.

Torstein, nie zwlekając dłużej, pogonił konia i wóz z 

szarpnięciem ruszył naprzód. Sigrid ścisnęła rękę męża i 
uśmiechnęła się, a Torstein odpowiedział jej także uśmie-

55

background image

chem, choć nieco wymuszonym.  Rozumiała jednak, jak 
bardzo jest spięty.

Lepszego   przyjęcia   nie   mogliśmy   sobie   wyobrazić, 

pomyślała Sigrid, czując, jak ją ściska w gardle. Bo kiedy 
Torstein   zatrzymał   Grację   głośnym:   Prrr!,   przed   dom 
wyległa cała rodzina z Monsem na czele. Uśmiechając 
się serdecznie i pokrzykując wesoło, powitali gości.

Sigrid zeskoczyła z kozła. Zauważyła, że Torstein za-

chowuje rezerwę i nie kryje zdziwienia. Wziął się jednak 
w garść i odwzajemnił uśmiech. Z pewnością kierowała 
nim ciekawość, choć nie opuszczała go równocześnie nie-
pewność. Serce przestało jej na moment bić, gdy Mons 
objął Torsteina.

- Witamy   -   powiedział   niewyraźnie   Mons   łamią

cym się głosem. - Mój syn marnotrawny - dodał wzru
szony.

Torstein, zakłopotany, spuścił wzrok, ale na szczęście 

Mons nie wywoływał w nim dłużej chaosu uczuciowego. 
Przyjaźnie przedstawił swoją żonę, Martine, i swoją mat-
kę.

Sigrid,   wtulona   w   ramię   Torsteina,   uznała   zarówno 

Martine, jak i babkę Torsteina za bardzo miłe i gościnne. 
Staruszka uśmiechnęła się do niej, odsłaniając bezzębne 
dziąsła, i zagruchała:

- A więc spodziewasz się.
- Spodziewam się? - powtórzyła Sigrid. - Czego?
Ingrid położyła delikatnie dłonie na brzuchu Sigrid

i odpowiedziała:

- Dziecka.
Sigrid cofnęła się o krok i wyjąkała:
- Nie.

56

background image

- Jesteś tego pewna? - uśmiechnęła się Ingrid i mrug

nęła. - Cała promieniejesz  szczęściem,  dziewczyno.  Po
znaję po twojej twarzy, że jesteś przy nadziei. Bije od niej
taki blask jak u kobiet, które są brzemienne.

Sigrid spuściła głowę. Promieniała, oczywiście, ale to 

z radości, że oboje z Torsteinem zostali tak mile powitani. 
Czy to takie dziwne? Co prawda w ostatnim czasie spę-
dzili z Torsteinem wiele upojnych nocy w małżeńskim 
łożu. Cierpliwością i troskliwością zdołał wykrzesać z niej 
namiętność. Z czasem coraz bardziej lubiła jego zbliże-
nia. Kiedy wreszcie się odprężyła  i przestała wstydzić, 
ich igraszki w łóżku nabrały całkiem nowego wymiaru. 
Przestała myśleć jedynie o tym, by sprawić przyjemność 
Torsteinowi, teraz sama chętnie włączała się do zabawy i 
czerpała z tego rozkosz.

-Nie   bądź   taka   zaskoczona,   Sigrid   -   roześmiał   się 
Mons.   -   Mama   obdarzona   jest   nadzwyczajnymi 
zdolnościami rozpoznawania, czy kobieta jest w ciąży. 
Przepowiedziała to już wielu kobietom. I nigdy się nie 
pomyliła.
-Nigdy - potwierdziła z dumą Ingrid. - Więc już mo-
żecie się zacząć cieszyć na dziecko, Sigrid i Torstein.
Torstein mruknął coś niezrozumiałego, ale popatrzył 

na Sigrid promiennie. W jego brązowozielonych oczach 
dostrzegła nadzieję. Tak bardzo zapragnęła, by babcia się 
nie pomyliła. Zarumieniła się i poczuła, jak palą ją policz-
ki. Uszczęśliwiona rozchyliła usta w uśmiechu, radując się 
nowiną.

- Tak  się   cieszymy,   że   zechcieliście   do   nas   przyje

chać - odezwał się Markus, najmłodszy syn Monsa. Wy
ciągnął rękę i przywitał się z Torsteinem. - Razem z He
lenę - kiwnął głową w kierunku siostry, która stała z tyłu

57

background image

wyczekująco - uważamy, że to wielka radość, zwłaszcza 
dla taty, który... tak długo za tobą tęsknił.

Sigrid z trudem powstrzymała wzruszenie, uznając tę 

chwilę za magiczną. Równocześnie zrobiło jej się strasznie 
żal   nowo   poznanego   teścia.   Ileż   to   łat   ten   człowiek 
musiał  cierpieć   z   powodu   egoizmu   Hedvig!   Jakby   na 
własnym  ciele odczuła jego ból i serce  jej  się ścisnęło. 
Powoli wypuściła powietrze z płuc i ból zelżał.

Helenę stanowiła całkowite przeciwieństwo swojego 

brata. Markus był bardziej podobny do matki. Miał jasne 
włosy, niebieskie oczy i spiczasty podbródek oraz wysta-
jące kości policzkowe. Helenę miała czarne włosy, orli nos 
i odrobinę za duże uszy, ale za to zęby miała białe, a usta 
pięknie wykrojone. Bardziej przypominała z urody Mon-
sa, zauważyła Sigrid, przyglądając się uważnie rysom twa-
rzy rodzeństwa i dopatrując się podobieństwa do Torstei-
na. Nadaremnie, bo przecież Torstein stanowił lustrzane 
odbicie swojej matki, Hedvig.

Kiedy już wszyscy się przywitali, Mons zaprosił Torstei-

na i Sigrid do domu.

- Ach, jak tu przytulnie - odezwała się zachwycona 

Sigrid, rozglądając się wokół.

Teść   poprowadził   ich   korytarzem.   Minęli   niewielką 

kuchnię   urządzoną   rustykalnie   i   weszli   do   salonu. 
Podzielono go na dwie części, większa używana była na co 
dzień. Stały tam dwa fotele, kanapa, okrągły stolik, w rogu 
znajdował się kominek, a na ścianach wisiało dużo półek z 
książkami. W drugiej części stał bukowy stół na osiem osób 
i komoda z tego samego drewna oraz szafa z witrynką.

Mroczne wnętrze jadalni ożywiały szydełkowe obru-

sy, postumenty z kwiatami, dywaniki z frędzlami, a tak-

58

background image

że białe lekkie firanki z koronek w oknach. Na ścianach 
wisiało   dużo   obrazów.   Wszystkie   ozdoby   czyniły 
wnętrze przytulnym i bezpiecznym.

-Czekaliśmy   na   was   wczoraj   -   usprawiedliwiał   się 
Mons, kiedy kobiety zaczęły pośpiesznie nakrywać do 
stołu, krążąc pomiędzy spiżarnią a jadalnią.
-Planowaliśmy   przyjechać   wczoraj   -   wyjaśnił   Tor-
stein miękko. - Ale nieoczekiwanie zjawił się u nas 
nieznany krewny Sigrid. No i... nie mogliśmy przecież 
kazać mu zawrócić.
-Oczywiście,   że   nie   -   odparł   Mons.   -   O   krewnych 
należy się troszczyć.

Torstein z dumą objął Sigrid ramieniem i rzekł:

-Moja żona bardzo o to zabiega, by krewni zacieśniali 
więzy.
-Mądrze,   bardzo   mądrze   -   roześmiał   się   tubalnie 
Mons. - Masz bardzo rozsądną żonę.

Rozmowę   przerwała   im  Martine,   która   zaczęła   roz-

kładać na stole talerze, sztućce i filiżanki. Nie była zbyt 
rozmowna, ale na jej twarzy odbijały się radość i spokój. 
Wydawało się, że cieszy ją, że mąż doczekał się wizyty 
utraconego syna.

-Bardzo dziękujemy za  ten uroczy prezent  ślubny - 
odezwała się Sigrid z ożywieniem.  - Nie widziałam 
chyba nigdy piękniejszej narzuty na łóżko.
-Ja też nie - zapewnił Torstein.
-Cieszę się, że się wam podoba - odezwała się Mar-
tine zadowolona. - Nie wiedzieliśmy,  czy już macie 
jakąś narzutę, ale zależało nam, żeby to był taki prezent 
z duszą. Wydaje mi się, że to wiele znaczy, gdy młoda 
para potrafi dostrzec, że w ręcznych splotach kryje się 
miłość i troska.

59

background image

-> O tak, my w każdym razie tak to odebraliśmy - od-

parła Sigrid.

Martine   rozpromieniła   się   zadowolona   z   pochwały, 

odprężyła się i odważyła się wreszcie uśmiechnąć do go-
ści. Na jej twarzy pojawiły się intensywne rumieńce. Wy-
tarła pośpiesznie w fartuch spocone dłonie i sprawdziła, 
czy wszystko jest już na stole.

Sigrid nie sądziła, że zdoła cokolwiek przełknąć, bo w 

drodze była bardzo zdenerwowana i niespokojna, ale w 
tej pełnej ufności atmosferze rozluźniła się.

Gospodarze zadbali o obfity poczęstunek. Wystawili 

wędzone wędliny, śmietanę, różne gatunki chleba i om-
lety z jaj. Pachniało świeżym masłem i serem. Parowała 
gorąca kawa, a zapach przyrządzonych na różne sposoby 
śledzi drażnił Sigrid w nozdrza. Poczęstowała się obficie, 
kiedy   Martine   podała   jej   półmisek   z   wędzonkami. 
Czyżby tak zgłodniała po podróży, czy też nabrała apetytu 
w miłej atmosferze?

Po posiłku kobiety uprzątnęły ze stołu, a Sigrid skorzy-

stała z okazji, by porozmawiać z Monsem. Już dawno to 
sobie postanowiła, że dowie się jak najwięcej o ojcu Tor-
steina. I nawet jeśli mąż będzie jej posyłał ostrzegawcze 
spojrzenia i kopał w łydkę, by nie naprzykrzała się z pyta-
niami, uda, że tego nie zauważa. Zależało jej, by usłyszeć 
jak najwięcej.

- Czy Martine wiedziała o Torsteinie, kiedy się pobie

raliście?

Mons poklepał się po brzuchu i roześmiał się.
-Ależ oczywiście! To chyba pierwsze, o czym jej po-
wiedziałem, kiedy się poznaliśmy. Że mam syna.
-Nie mamy przed sobą tajemnic - zwierzyła się Mar-

60

background image

tine, która właśnie weszła do salonu. - Przynajmniej mnie 
nic o takich nie wiadomo - dodała żartobliwie, stukając 
męża w bok.

Mons   poklepał   żonę   po   pośladkach   i   stwierdził   ze 

spokojem:

- Tajemnice w małżeństwie to pożywka  dla diabła.

Szczerość i zaufanie to ważne podstawy związku.

Sigrid zagryzła wargi, zastanawiając się nad tymi sło-

wami. Czy ona ukrywa coś przed Torsteinem? Nie. Ależ 
tak. Nie wtajemniczyła go w sprawę związku kazirodcze-
go pomiędzy Gudrun a ojcem. Może powinna była mu 
powiedzieć, ale... Czemu to miałoby służyć? Nie przynios-
łoby nikomu pożytku, a jedynie szkodę. Ucierpiałoby na 
tym dobre imię Nielsa i Gudrun... Nie, utwierdziła samą 
siebie   w   przekonaniu,   przeszłość   należy   zostawić   za 
sobą.   Ale   jeśli   z   czasem  zdarzy  się   coś   przykrego,   na 
pewno   nie   będzie   zwlekać,   by   zwierzyć   się   ze   swych 
kłopotów Tor-steinowi.

- A jak zareagowała Hedvig... - zapytał Mons i umilkł

na chwilę. W końcu odważył się dokończyć: - Jak zarea
gowała   Hedvig,   kiedy   się   dowiedziała,   że   zamierzacie 
nas
odwiedzić? - Na jego szczupłej twarzy malowało się na
pięcie.

Torstein poruszył się niespokojnie na krześle i odpo-

wiedział:

- Jeśli mam być szczery, ojcze... nie była z tego za

dowolona.   O,   bardzo   jej   się   to   nie   spodobało   i   robiła
wszystko, by nas nakłonić do zmiany planów, ale... Jak
widzisz, bez powodzenia - dodał i mrugnął okiem łobu
zersko.

Mons pokręcił głową zrezygnowany.

61

background image

- No cóż, Hedvig najwyraźniej nie zmieniła się zbyt

nio przez te wszystkie lata. Piękna niczym grecka bogi
ni, ale niebezpieczna jak wąż, który często okręcał szyję
bogini. Meduza. Jej uwodzicielskie spojrzenie potrafi za
bić, gdy tylko zmieni jej się humor. - Mons, pogrążywszy
się we wspomnieniach, najwyraźniej nie zreflektował się,

' że przedstawia w bardzo złym świetle matkę Torsteina. 

Ocknął się jednak z zamyślenia i szybko dodał: - Przepra-
szam, Torstein. Nie chciałem...

- Nic nie szkodzi - machnął lekceważąco ręką Tor

stein. - Wiem, jaka potrafi być mama.

Mons jakby znów stracił kontrolę nad swoimi uczucia-

mi i oczy mu się zaszkliły, gdy mówił:

- Ją jak psa należy głaskać z włosem. Biada temu, kto

odważy się przeciągnąć dłonią pod włos!

Sigrid nie spodobał się ten odpychający ton, który po-

brzmiewał teraz w głosie teścia, choć oczywiście go rozu-

miała. Hedvig tak strasznie go zawiodła. Jej zdaniem jed-

nak powinien to puścić w niepamięć. Na szczęście Mons 

przestał wyrażać się negatywnie o Hedvig, złagodniał 

i zwrócił się ożywiony do Torsteina.

Obaj mieli do nadrobienia tyle lat. Po co wypełniać je 

goryczą, skoro lepiej się cieszyć z tego, że wreszcie mogą 

się poznać.

Następnego dnia Sigrid parę razy musiała wycierać chu-
steczką łzy. Powóz trząsł się i podskakiwał na nierównej 
żwirowej drodze. Zarówno Torstein, jak i ona zerkali za 
siebie i unosili ręce w pożegnalnym geście, a gromadka na 
dziedzińcu z zapałem im kiwała.

62

background image

Kiedy już zniknęła w oddali, Torstein i Sigrid usadowili 

się wygodniej.

- Chyba  wszystko poszło dobrze - odezwał się Tor

stein z ociąganiem.

Sigrid poznała po jego głosie, że obawia się wyrażać 

zbyt zdecydowanie. Wyraźnie chciał usłyszeć najpierw, 
co ona o tym sądzi.

-Bardzo   dobrze   -   stwierdziła   stanowczo   Sigrid.   - 
Przyznaję szczerze, że na początku Martine wydawała 
mi się trochę nieufna, ale szybko odtajała. I choć nie 
starała się nam niczego udowodnić, zwróciłam uwagę 
na wiele szczegółów świadczących o tym, że bardzo jej 
zależało,   by   nas   serdecznie   ugościć:   upiekła   na   tę 
okazję smaczne ciasto, w pokoju gościnnym postawiła 
kwiaty...   Tak,   to   takie   drobne   gesty,   dzięki   którym 
czułam się tam naprawdę dobrze.
-Co prawda, to prawda - odparł Torstein zadowolony.
Sigrid rozchyliła usta w uśmiechu.
- A   więc,   mój   kochany   mężu   -   rzekła,   podnosząc

wzrok i klepiąc go po kolanie - żałujesz, że przyjechali
śmy?

Torstein pocałował ją delikatnie w czoło i odparł:

- Nie żałowałem ani przez chwilę, Sigrid. Ani przez

chwilę.

Sigrid poprawiła się zadowolona.

background image

6

Inga czuła miłe łaskotanie w żołądku, kiedy czesała włosy 
przed lustrem. Wyjątkowo nie zamierzała ich ciasno za-
platać, ale zostawić rozpuszczone, by swobodnie opadały 
jej na plecy. Może powinna je trochę podciąć, bo sięgały 
jej aż do bioder, ale nie miała na to teraz czasu.

Za każdym razem gdy pomyślała o tym, dokąd się uda 

tego wieczoru, czuła napięcie w podbrzuszu. Uśmiechnę-
ła się do swego odbicia w lustrze i westchnęła. Na łóżku 
leżała niewielka torba podróżna. Nie zapakowała do niej 
wiele, bo uznała, że gdy czegoś jej będzie brakować, to za-
wsze   może   wpaść   na   chwilę   do  Gaupås.   Schowała 
szczotkę do włosów, lusterko, puder i bieliznę, a także 
czystą bluzkę i spódnicę.

Eugenie uśmiechała się znacząco, kiedy Inga trochę 

zawstydzona zapytała ją, czy nie zajęłaby się Emilią przez 
sobotę i niedzielę. Służąca nie zapytała, dokąd Inga się 
wybiera, ale jej uśmiech świadczył o tym, że się domyśla. 
Inga zarumieniła się speszona, ale na szczęście Eugenie 
poklepała ją przyjaźnie po plecach i oświadczyła, że z ca-

64

background image

łego   serca   życzy   jej,   żeby   odpoczęła   od   codziennych 
obowiązków.

Była więc gotowa, by się udać do Storedal.
Tylko Martin i ona, sami przez całą sobotę i niedzie-

ic.

Inga wprost nie pojmowała, że to prawda. Po tylu la-

tach są nareszcie wolni i nadal w sobie zakochani. Przy-
garbiony,   dyszący   Niels   umarł   i   spoczął   w   grobie. 
Gudrun  także, pomyślała Inga i czym prędzej odgoniła 
męczące myśli. Nie chciała sobie przypominać, jak to się 
stało,   że   Martin   i   ona   wreszcie   mogą   być   razem.   Nie 
teraz. Nie w tym radosnym dniu.

Inga pożegnała się z domownikami  i ruszyła  drogą. 

Mogła poprosić Gulbranda, by ją podwiózł do Storedal, 
ale uznała, że chętnie się tam przejdzie pieszo, zwłaszcza 
że odległość nie była zbyt duża, a torba jej nie ciążyła. Poza 
tym cudowny był taki spacer, podczas którego wreszcie 
miała czas, by w pełni poczuć czekającą ją radość.

Gdy Inga zatrzymała się przy rosnącym na dziedzińcu 

drzewie,   dostrzegła   z   daleka   Martina,   który   zgarniał 
grabiami żwir na podwórzu. Niezauważona przystanęła, 
by nacieszyć oczy pięknym widokiem. Słońce zaszło za 
wzgórza, ale pojedyncze promienie oświedały złotym bla-
skiem różowe niebo. Białe za dnia obłoki nabrały blado-
liliowego odcienia. Włosy Martina wyglądają jakby były 
pozłacane, pomyślała Inga z zachwytem.  Koszula odci-
nała się nieskazitelną bielą od ogorzałego karku, spodnie, 
szerokie u dołu, zwężały się w biodrach, a na szerokich 
ramionach naprężały się szelki.

Inga opuściła torbę na ziemię z głuchym odgłosem, po 

czym przemknęła się bliżej. Starała się iść bezgłośnie,

65

background image

ale gdy od Martina dzieliło ją zaledwie parę metrów, on 
odwrócił się nieoczekiwanie.

- Inga! - zawołał radośnie i odstawił grabie.

Inga zaśmiała się głośno, wprost wskoczyła mu w ra-

miona, otulając nogami jego biodra. Martin przytrzymał 
ją mocno i zakręcił się z nią dokoła, a ona, nie przestając 
się śmiać, odchyliła głowę. Jej czarne włosy rozłożyły się 
jak wachlarz.

Wreszcie Martin zatrzymał się i patrząc na nią, rozchy-

lił usta w szerokim uśmiechu.

Inga pochyliła się i odszukała ustami jego warg, skła-

dając gorący i głęboki pocałunek. Próbował się uwolnić, 
ale nie chciała go puścić, tylko przywarła do niego jeszcze 
mocniej.

-Ty... - dyszał chrapliwie Martin.
-Chyba nie ma nikogo w domu? - zapytała Inga nie-
mądrze i pozwoliła się powoli postawić na ziemi. Oj! A 
co, jeśli Ragnhild stoi ukryta za firankami w kuchni i 
im   się   przygląda?!   Inga   na   samą   myśl   oblała   się 
piekącym rumieńcem.  Zachowała się nazbyt  śmiało, 
tyle że po wielu latach czekania i tęsknoty trudno o 
rozsądek.
-Nie obawiaj się - zapewnił ją Martin rozbawiony. - 
Mama z ojcem wyjechali o świcie, a rodzeństwo na 
szczęście udało mi się namówić, by gdzieś zniknęli na 
ten wieczór.
-Domyślili się, dlaczego?
-Chyba   zrozumieli,   że   oczekuję   wizyty   wyjątkowej 
dziewczyny.   Nie   zdradziłem   im   jednak   jakiej.   - 
Martin   chwycił   grabie   i   zaniósł   je   do   budynku 
gospodarczego.
Inga tymczasem pośpieszyła po swoją torbę. Spotkali 

się przy schodach prowadzących do budynku mieszkal-

66

background image

nego i weszli do środka. Martin z galanterią przytrzymał 
jej drzwi, a Inga ze szczęścia poczuła ssanie w żołądku. 
Za kilka miesięcy, a może za rok pewnie zostanie wniesio-
na przez próg jako panna młoda, żona Martina.

Inga zauważyła fotografię od razu, gdy weszli do kory-

tarza. Zaskoczona zawołała:

- Na miłość boską! Znów tu wisi?

Zdecydowanym krokiem skierowała się w stronę foto-

grafii i koniuszkiem palca musnęła ramkę. Mimowolnie 
obejrzała palec. Był czysty, nie nosił śladu kurzu. Zapew-
ne fotografia przedstawiająca Kristiana, Jenny, Laurensa 
i Ragnhild w młodości wróciła na swoje miejsce niedaw-
no, chyba że Ragnhild lub któraś ze służących starannie 
pilnuje wycierania kurzu i usuwania pajęczyn, a to znaczy, 
że to zdjęcie ma dużą wartość albo dla Laurensa, albo dla 
samej gospodyni, wywnioskowała Inga.

Wreszcie mogła swobodnie przyjrzeć się twarzom na 

fotografii.   Ojciec   od   tamtego   czasu   znacznie   się 
postarzał,  choć   nadal   nieźle   się   trzyma.   Włosy   wciąż 
mają   tę   samą   kruczoczarną   barwę,   ale   wokół   ust 
utworzyły mu się głębokie bruzdy. Zresztą czy można się 
temu dziwić, pomyślała ze smutkiem o ojcu, który tak 
ciężko zniósł śmierć żony.

Na fotografii nie uśmiecha się, ale z jego postawy bije 

młodzieńcza radość i odwaga. Stoi wyprostowany,  a w 
oczach   czai   się   radosny   błysk.   Serce   ścisnęło  jej  się 
boleśnie, gdy patrzyła na ojca, bo wiedziała, że w parę go-
dzin po wyjściu tej czwórki od fotografa w jego życiu na-
stąpi dramatyczny zwrot. Żadne z nich nie zdawało sobie 
sprawy,   że   w   ciągu   tego   jesiennego   wieczoru   zostanie 
zerwana przyjaźń pomiędzy Storedal i Svartdal, a gwał-

67

background image

towna kłótnia rozdzieli dwie rodziny na dziesięciolecia. 
Może nawet na zawsze, uświadomiła sobie Inga, bo Kri-
stian i Laurens nadal unikali się jak ognia. Martin stanął 
obok niej i wyjaśnił:

-Mama nie była zadowolona, ale ojciec uparł się, by ta 
fotografia wróciła na swoje miejsce na ścianie. No i 
mama, choć niechętnie, ustąpiła.
-Jenny   była   przecież   jego   siostrą   -   odparła   Inga, 
czując,   jak   dławi   ją   w   gardle.   „I   moją   mamą"   - 
usłyszała w sercu melodyjne słowa.
-Owszem.   Choć   przyznaję   szczerze,   że   ojciec   nie 
mówi o niej zbyt często. Nie wiem, dlaczego - ciągnął 
odrobinę   zawstydzony.   -   Zresztą   nigdy  go  o  to   nie 
pytałem.
-W ogóle się o niej nie rozmawia - westchnęła Inga 
stłumionym głosem.
-No   cóż   -   rzekł   Martin   i   odgarnął   dłonią   z   czoła 
grzywkę, która wciąż opadała mu na oczy. - Zdarza 
się,  że tata wspomina swoje dzieciństwo. Opowiada o 
tym, jak dziadek zawiesił huśtawkę na starym drzewie 
osikowym. Zdaje się, że tam zwykle bawili się z Jenny. 
Takie tam drobiazgi - zakończył speszony.
Inga  pokiwała  powoli  głową. Zabolało ją, że  w ro-

dzinnym domu nie wspomina się o mamie. Pewnie przez 
Ragnhild, pomyślała  zasmucona,  ale musiała się z tym 
pogodzić. Gospodyni dworu ma zapewne swoje powody.

Martin poprowadził ją po schodach na górę. Szła za 

nim z ociąganiem. Była już raz na piętrze w tym okaza-
łym budynku, ale wówczas to Laurens zaprowadził ją do 
sypialni, którą dzielił wraz z Ragnhild. Wydarzyło się to 
podczas wesela Martina i Gudrun. Stryj pragnął jej wów-

68

background image

czas podarować kolczyki, które niegdyś należały do Jenny. 
Wtedy Laurens o mało nie opowiedział jej o waśni rodo-
wej. Uczyniłby to zapewne, gdyby nagle nie przerwała 
im rozmowy Ragnhild.

Inga stanęła wyczekująco w progu, gdy Martin otwo-

rzył drzwi.

-Nie chcesz odstawić torby? - zapytał niewinnie.
-Owszem   -   odparła   Inga   zamyślona   i   omiotła   spoj-
rzeniem pomieszczenie.

Na szerokim łożu leżała biała pościel, a po obu stro-

nach łóżka stały krzesła z oparciem, pomalowane na brą-
zowo   komody   nakryte   szydełkowymi   serwetkami,   na 
których ustawiono świeczniki, a także stojak na miednicę 
i dzbanek z wodą. Sterylnie, prosto, bezosobowo.

- O co chodzi? - zapytał Martin z czułością. - Coś cię

dręczy?

Inga nabrała głębokiego oddechu i udawała beztroskę, 

ale jej się to nie udało.

Martin stanął przed nią, ostrożnie wziął torbę z jej ręki 

i odstawił na łóżku. Jego błękitne oczy przyglądały jej się 
badawczo.

-Dlaczego tak nagle zamilkłaś i zamknęłaś się w so-
bie?
-Czy... tu dzieliłeś łoże z Gudrun? - zapytała cicho i 
odwróciła głowę w nadziei, że uda jej się ukryć przed 
nim łzy. Martin jednak ją przytrzymał.
-Czy tym się zadręczasz? - zapytał czule, a w kąci-
kach   jego   ust   czaił   się   zaprawiony   lekką   goryczą 
uśmiech.
-Zadręczam   to   za   dużo   powiedziane   -   odparła   spe-
szona.

Możliwe, że zachowała się trochę dziecinnie, rozgrze-

69

background image

bując stare rany, ale nic nie mogła na to poradzić, że pod 
powiekami przewijały jej się obrazy Martina i Gudrun we 
wspólnym łożu.

- To   nie   jest   małżeńska   sypialnia,   którą   dzieliłem

z Gudrun - zdradził Martin.

Inga uświadomiła sobie, że nie tylko to ją paraliżuje, 

ale zauważywszy, iż Martin nie ma ochoty drążyć tego 
tematu, powoli rozluźniła ramiona. Nie wolno jej grzebać 
w jego prywatnych sprawach. Nic ją to nie powinno ob-
chodzić. A poza tym Gudrun to już przeszłość.

- Zejdźmy na dół - poprosił  Martin i musnął  ją  le

ciutko wargami w policzek.

Inga  odruchowo cofnęła  głowę.  Słyszała,  że  Martin 

westchnął zrezygnowany. Zebrała się więc w garść i z za-
chęcającym uśmiechem ochoczo podążyła za nim do sa-
lonu. Widok, jaki tam zastała, prawdziwie ją wzruszył. 
Cieplej jej się zrobiło na sercu i tym razem dyskretnie wy-
tarła łzy radości. Martin przygotował obiad dla dwojga. 
Zadał sobie wiele trudu, wyciągnął wykrochmalone ser-
wety, zapalił świece i ustawił delikatną porcelanę.

Poczuła się nieco zakłopotana taką oprawą. Może nie 

jestem romantyczką? - zdziwiła się nagle. Na szczęście 
Martin nie traktował tego wszystkiego z nadmierną po-
wagą i do siebie samego też miał pewien dystans. Śmiał 
się i żartował, by rozładować nastrój, w który wdarł się 
nieoczekiwanie zbytni patos. Nieporadnie napełnił miski 
ziemniakami i warzywami, wylał na stół sos przy przele-
waniu go do sosjerki, za to pieczeń z dziczyzny udało mu 
się pokroić wyjątkowo elegancko.

Inga nawet nie przypuszczała, że jest taka głodna, ale 

gdy poczuła zapach jedzenia, ślinka napłynęła jej do

70

background image

ust Martin otworzył butelkę z winem tak, że korek po-
leciał aż pod powałę. Rozbawieni aż zanosili się od śmie-
chu.

-Chcesz mnie upić? - zażartowała Inga.
-Oczywiście - wyjaśnił Martin figlarnie i mrugnąwszy 
okiem, dodał: - Będziesz łatwiejsza...
Inga wychyliła łyk dobrego mocnego wina i w tym 

samym żartobliwym tonie ciągnęła rozmowę:

- Czyżbyś mnie uważał za świętoszkę?
Oczy mu rozbłysły.

- Skąd! Wiem przecież, że nią nie jesteś! Mimo to...

Nie zaszkodzi cię trochę upić i nakłonić do szaleństwa.

Inga poruszyła  się niespokojnie na krześle.  Wpraw-

dzie Martin nie powiedział wprost o planach na wieczór, 
ale przecież nie była głupia, by nie domyślać się, do czego 
zmierza. Poczuła łaskotanie w podbrzuszu i mimowolnie 
ścisnęła uda. Tej nocy leżeć będzie w jego ramionach... 
Najchętniej zwabiłaby go natychmiast do sypialni, ale po 
raz kolejny upomniała się w duchu, by poczekać. Zosta-
wić pożywkę dla wyobraźni...

Inga zmieniła pośpiesznie temat rozmowy w obawie, 

że za moment w ogóle nie będzie w stanie skupić się na 
czymś innym, i sięgnąwszy po dwa cienkie plastry piecze-
ni, zapytała:

-A gdzie jest Runa?
-Ragnfrid wzięła ją z sobą do Soh/erud. Zdaje się, że 
razem z Victorią miały się zaopiekować przez sobotę i 
niedzielę   jeszcze   jakimś   dzieckiem.   Nie   wiem...   - 
Martin zawahał się przez chwilę, ale zaraz dokończył: 
- ...czy dobrze zrobiłem, zgadzając się na to, bo może 
wolałabyś, żeby Runa tu została, ale... Wydaje mi się, 
że mamy parę

71

background image

spraw do rozwikłania, Ingo. Może więc łatwiej nam bę-
dzie skupić się nad tym bez dzieci. Inga pokiwała głową.

- Ciekawi   mnie   między   innymi   -   podjął   z   powagą

Martin, odkładając na bok nóż i widelec - dlaczego nie
chcesz ujawnić, kto jest ojcem Runy? Czy Gudrun w ogóle
to wiedziała?

Inga odłożyła sztućce i chwyciła serwetkę, którą ścis-

nęła w dłoni, aż utworzyła się z niej twarda kula.

-Tak, Gudrun doskonale wiedziała... z kim spłodziła 
Runę.   Niestety,   kochany   -   ciągnęła   zdruzgotana   - 
nigdy ci nie zdradzę, kto to był.
-Dlaczego?   -   zapytał   podniesionym   głosem   Martin. 
Pobielały mu nozdrza, a między brwiami ukazała się 
zmarszczka zdradzająca poirytowanie.
-Ponieważ...   ponieważ   skrzywdziłabym   przy   okazji 
innych ludzi, Martin. Ja...

Przerwał jej wzburzony:

- A co ze mną, Ingo? Nie wydaje ci się, że traktuje się

mnie jak osła?

Zaraz jednak wyraźnie pożałował swego wybuchu i w 
kącikach jego ust pojawił się nieśmiały uśmiech. Inga 
jednak twardo obstawała przy swoim.

-Rozumiem, że to dla ciebie trudne - tłumaczyła się. - 
Przyrzekłam jednak komuś, że dochowam tajemnicy. 
I czuję, że muszę dotrzymać słowa, mimo że stanowi 
to dla ciebie taki problem.
-Sądziłem, Ingo, że nie będziemy przed sobą niczego 
zatajać - wyjaśnił sfrustrowany.
-Nie będziemy, ale umówmy się, że obowiązuje to nas 
od dzisiejszego dnia. Natomiast musimy się pogodzić

72

background image

z tym, że każde z nas ma jakieś tajemnice, które dotyczą 
naszego wcześniejszego życia, i jeśli nie zechce, nie musi 
o nich mówić.

- Dotyczy to także mojego związku z Gudrun? - za

pytał złośliwie.

Indze nie spodobał się ton jego głosu, ale rozumiała, 

że próbuje wywrzeć na nią presję. Była jednak pewna, że 
i tak nie dowiedziałaby się niczego o ich małżeństwie, 
nawet gdyby w zamian zdobyła się na intymne zwierze-
nia. Przełknęła głośno ślinę.

- Tak,   Martin...   Tak   musi   pozostać.   Przysięgłam...

przysięgłam...

. Inga zagryzła wargę. Omal nie wygadałaby się, że umó-
wiła się z Gulbrandem, że nie będą rozgrzebywać sprawy 
kazirodztwa. Lepiej, by Martin nie wiedział, że stary słu-
żący w Gaupås coś wie na temat ojca Runy.

-Dobrze,   Ingo   -   machnął   ręką   Martin,   wyraźnie 
zmęczony. - Muszę uszanować twoje milczenie. Mam 
tylko nadzieję, że kierują tobą wyższe racje.
-Owszem - zapewniła go gorąco. - Boli mnie, że nigdy 
się nie dowiesz prawdy, ale milczę w trosce o parę in-
nych osób. Jedna w ogóle nie ma o tym pojęcia. Nie 
widzę jednak innego wyjścia.
-W   takim   razie   niech   tak   już   zostanie   -   postanowił 
Martin   łagodnie.   -   Może   kiedyś,   Ingo,   zechcesz   mi 
powiedzieć.
-Tak - westchnęła Inga. - Może kiedyś...

W milczeniu posilali się dalej. Martin znów napełnił 

jej kieliszek aż po brzegi, a wtedy Inga odważyła się zapy-
tać:

- Sądzisz, że nasz związek, który tak naprawdę dopie-

73

background image

ro   się   odradza,   przetrwa?   Myślisz,   że   odnajdziemy   do 
siebie drogę?

Wstrzymawszy oddech, czekała na odpowiedź. Nigdy 

wcześniej nie rozmawiali ze sobą tak otwarcie na temat 
przyszłości.

Martin żuł długo, wreszcie przełknął i wytarłszy usta 

serwetką, popatrzył Indze prosto w oczy i rzekł:

-Wydaje mi się, że tak. Każde z nas ma świadomość 
własnych problemów, ale więzi między nami okazały 
się  bardzo  silne,   moja   droga.   Muszę   się   pogodzić   z 
tym, że jesteś dziką kotką, a ty... - Martin zaśmiał się 
głębokim   basem   -   ...ty  musisz   zaakceptować   to,   że 
jestem nudnym przyziemnym dziedzicem.
-Nie jesteś przyziemny - zapewniła go Inga z miłoś-
cią. - O tobie tylko marzyłam, odkąd... odkąd cię spot-
kałam   w   lesie   przed   wielu   laty.   Zauroczyłeś   mnie, 
Martin, ale, niestety, nie kierowałam wówczas swoim 
losem. To ojciec pociągał za sznurki.
-A   więc   kochasz   mnie   od   tamtej   pory...   -   Słowa 
Martina   zabrzmiały   raczej   jak   radosne   stwierdzenie 
niż jak pytanie.

Inga zaczerwieniła się.
- To nie wiedziałeś o tym?
Martin grzebał widelcem w jedzeniu.
- Ależ   tak,   właściwie   wiedziałem.   To   musiało   być 

dla
ciebie straszne poślubić Nielsa.

Pod wpływem smutnych wspomnień Inga zapadła się 

w sobie, zaraz jednak wyprostowała się i prychnęła:

- To nie było straszne, lecz obrzydliwe! Chyba prze

de wszystkim dlatego, że nie dano mi ani czasu, ani moż
liwości, bym się z tym oswoiła, ale też dlatego, że ojciec

74

background image

zmusił mnie do tego małżeństwa. Brutalnie i bezlitośnie.

Zakręciło jej się w głowie. Wychyliła kieliszek wina i 

jego cierpki smak pozwolił jej się otrząsnąć z ponurych 
wspomnień.

- Na szczęście małżeństwo z Nielsem to już przeszłość.

Nie zamierzam za wiele narzekać, bo w gruncie rzeczy nie
był złym człowiekiem. Mimo wszystko... Urodziła nam
się córka. Ale nie poczęliśmy jej bynajmniej w harmonii,
szczęściu i ekstazie.

Gdzieś w głowie kołatały jej pogardliwe słowa, ale nie 

chciała ich wypowiedzieć. Kiedyś może wyrzuciłaby z sie-
bie bez namysłu wyzwiska pod adresem męża, ale teraz... 
on także należał już do przeszłości. Co komu przyjdzie z 
tego, gdy opowiem, jak cierpiałam w małżeńskim łożu, 
pomyślała.

- Każdy  dźwiga   jakieś   brzemię   -   zwierzył   się   Mar

tin. - Jedni cięższe, inni lżejsze, ale nigdy nie można za
pominać   o   tym,   że   ludzie   różnie   przeżywają   kłopoty
i cierpienie. Lecz my się będziemy w tym wspierać, Ingo.
Razem będziemy dźwigać brzemię.

Powiedział   to   tak   pięknie,   że   Inga   przełykała   ślinę 

gwałtownie, by się nie rozpłakać. Cóż, Martin może nie 
był wielkim poetą, ale dla niej liczył się sens jego słów. 
Poczuła się pewniej, mając świadomość, że w przyszłości 
będą nie tylko pracować ramię w ramię, ale też zawsze 
trwać u swego boku.

- Czy Ingebjorg jest dla ciebie też takim ciężarem, o któ

rym nie chcesz rozmawiać? - zapytała Inga, nie odrywając
wzroku od talerza. Widelcem skubneła kawałek marchewki.

Martin roześmiał się.

75

background image

-Moja   zazdrosna   ukochana...   O   ile   pamiętam,   za-
pewniałem   cię   już,   że   nic   mnie   nie   łączyło   z 
Ingebjorg.   Ale   powiem   ci,   że   do   Storedal   przybyła 
nawet   w   tej   sprawie   Hedvig.   Zapytała,   czy   nie 
zechciałbym pojąć za żonę Ingebjorg, za co uprzejmie 
podziękowałem.
-Hedvig tu była?  -  Inga  oparła się  przerażona  o tył 
krzesła.
-Tak. Nawet nie tak dawno - wyjaśnił Martin. - Ode-
szła jednak z kwitkiem.
-I có? Pogodziła się z tym tak po prostu? - zapytała 
Inga zdumiona. - To zupełnie do niej niepodobne. Ona 
się tak łatwo nie poddaje!
-Możliwe   -   odparł   Martin,   wzruszając   ramionami.  - 
Ale nikt mnie nie zmusi do poślubienia osoby, z którą 
nie   chcę   dzielić   życia.   Rzeczywiście,   bardzo   się 
naburmuszyła, nie przeczę. Ale nie robiła awantur.

Na razie, pomyślała Inga zrezygnowana. Nie była bo-

wiem taka pewna, że Hedvig całkiem dała za wygraną. 
Ta kobieta, gdy już sobie coś ubzdurała, nie zrażała się 
pierwszym   niepowodzeniem.   Chociaż   możliwe,   że   nie 
będzie chciała narażać na wstyd swoją córkę. Ingebjorg 
na pewno głęboko zraniła odmowa Martina.

Zmierzch   zabarwił   krajobraz   za   oknami   salonu   na 

niebiesko. Inga nie wiedziała, czy to wino w dużej ilości, 
czy bliskość Martina sprawia, że jest jej tak lekko i radoś-
nie na duszy. Nie wzbraniała się, gdy wziął ją za rękę i po-
ciągnął za sobą na górę.

-Trzeba pozmywać - rzekła nieco oszołomiona.
-Zostawmy to - odparł Martin wesoło.
Inga nie sprzeciwiła się. Podekscytowana i odurzona 

winem wchodziła za nim po schodach. Ledwie zdążyli za

76

background image

sobą zamknąć drzwi, a już znaleźli się w łożu złączeni go-
rącym namiętnym pocałunkiem.

Inga poczuła, że coś w niej pękło, gdy zanurzyła się w 

ramionach Martina. Spełniło się jej największe pragnienie, 
by być z nim nie tylko w wyobraźni, ale naprawdę.

-Płaczesz? - zapytał Martin, odgarniając grzywkę z jej 
mokrych od łez oczu.
-Zdaje się, że tak - wymamrotała Inga zawstydzona. - 
Chyba tak - powtórzyła.

W   jego   spojrzeniu   dostrzegła   zrozumienie.   A   kiedy 

ostrożnie zaczął ją rozbierać, nie protestowała. Leżała na 
wznak, rozkoszując się pełnią szczęścia.

background image

7

-Podobno Inga w ubiegłą sobotę nocowała w Store-

dal - oznajmiła Hedvig bez zamierzonej złośliwości i 

natychmiast pożałowała swych słów, gdy spojrzała na 

córkę, którą ta nowina całkiem przygnębiła.

-A co mnie to obchodzi? - mruknęła Ingebjorg za-

kłopotana, skubiąc wstydliwie długi warkocz, który 

zwisał jej wzdłuż obojczyka z prawej strony.

-Nic - ciągnęła Hedvig już łagodniej. - Nie miałam 

po prostu pojęcia, że Martin spotyka się razem z tą 

paskudną kruczoczarną babą. Nie przypuszczałam, że 

chodziło mu o Ingę. - Hedvig przymknęła oczy i 

pokręciła  głową   udręczona.   -   Inga,   ze   wszystkich 

właśnie   ona!   Martin   powinien   mieć   więcej 

rozumu!
-Jesteś pewna, że to nie są tylko plotki? - zapytała 

Ingebjorg   bezbarwnie.   Szarpnęła   głową,   tak   że 

warkocz opadł jej na plecy.

Hedvig słyszała nadzieję w głosie córki, ale nie mogła 

przecież jej okłamywać.

- Niestety, dowiedziałam się o tym z pewnego źródła.

78

background image

Chyba zaplanowali wcześniej to spotkanie, bo we dworze 
zostali zupełnie sami.

-Sami? - zdziwiła się Ingebjorg, tłumiąc płacz. 
Hedvig poklepała córkę pocieszająco po ręce.
-Niestety.:.

Ingebjorg nie zdołała dłużej udawać dzielnej i w mat-

czynych ramionach rozpłakała się na dobre. Pociągając 
nosem, wydukała:

- Pogodziłabym się jakoś z tym, że Martin mnie nie

chciał, ale mógł chociaż wyjaśnić dlaczego. Mógł powie
dzieć, że Inga na niego czeka. Tymczasem... - Wydmu
chała mocno nos w chusteczkę. - Tymczasem zapewniał,
że jestem wspaniała, mądra i miła pod każdym względem,
ale, niestety, dla niego za młoda.

A więc takie bajeczki wymyślił, pomyślała Hedvig  z 

niesmakiem. No cóż, wolał być szczery, mógł jednak po-
czekać   ze   sprowadzaniem   Ingi   do   Storedal.   Powinien 
zrozumieć,   jak   bardzo   tym   zrani   Ingebjcrg.   Przecież 
dopiero co odrzucił propozycję Hedvig, by ożenił się z jej 
córką.

O dziwo, nie na Martinie skupiała się jej złość i rozcza-

rowanie, lecz na Indze. Ilekroć o niej pomyślała, czuła się 
tak, jakby poparzyła się rozżarzoną lawą. Sama przeżyła 
straszne upokorzenie ze strony Kristiana podczas rozpra-
wy, i miała nadzieję, że nigdy więcej nie będzie miała do 
czynienia z nikim z tego rodu! Przypomniało jej się, jak 
przed ślubem Torsteina z Sigrid Inga właściwie jej groziła. 
Zabroniła jej zasiewać w Sigrid jakieś podejrzenia. Chytry 
uśmiech uniósł kąciki jej ust. Co prawda Indze udało się 
ją wówczas powstrzymać, bo dowiedziała się o przekup-
stwie pastora Mohra, ale... Zamyślona, podrapała się za 
uchem. Spinką wyszarpnęła kilka kosmyków.

79

background image

Hedvig   przeczuwała   niejasno,   że   Ingę   przeraziły 

oskarżenia, jakoby była wplątana w śmierć Gudrun. No 
cóż, Inga z pewnością nie była  niczemu winna, czemu 
jednak ta kruczoczarna kobieta tak się obawiała, że ktoś 
może doszukiwać się związku między nią a wypadkiem 
pasierbicy? Dlaczego reagowała tak nerwowo i tłumaczy-
ła się, że ona i Gudrun wcale się nie kłóciły, zanim drabi-
na runęła? Wszystko to wydaje się w najwyższym stopniu 
dziwne, stwierdziła Hedvig i zaśmiała się. Łatwo wikłała 
się w różne diabelskie pomysły, gdy tylko chodziło o Kri-
stiana i jego zarozumiałą córkę. Teraz jednak nie miała 
odwagi ich otwarcie zaatakować. Parę razy z rzędu zdołali 
ją skutecznie uciszyć...

- Kiedy pomagałyśmy  Sigrid włożyć  suknię ślubną, 

Inga zwierzyła się, że tęskni za kimś. Za człowiekiem z 
krwi i kości, a nie jakimś marzeniem. Potem tłumaczyła 
się   gwałtownie,   że   najbardziej   pragnie   pogodzić   się   z 
ojcem, teraz jednak wreszcie zrozumiałam, co miała na 
myśli... - Ingebjorg odsunęła się od matki na odległość 
ramion.  - Ona tęskniła do Martina! Nie chciała jednak 
powiedzieć tego na głos, mimo że nie miała pojęcia o mo-
ich   uczuciach  do  Martina.   Nie   pojmuję,   dlaczego  była 
taka tajemnicza.

Wtedy Hedvig doznała olśnienia. Że też nie domyśliła 

się tego wcześniej. Inga kochała najstarszego syna Ragn-
hild i Laurensa od dawna! Zapewne zanim wydano ją za 
mąż za Nielsa. Tak, tak właśnie musiało być, pomyślała 
podniecona. Inga nie promieniowała bowiem radością w 
dniu   swego   ślubu.   A   gdy   tak   zastanawiała   się   dłużej, 
przypomniało jej się, że podczas wesela Inga z Martinem 
oddalili się razem nad jezioro. Ależ tak! Doprawdy dziw-

80

background image

ne, rozmyślała  Hedvig rozgorączkowana, żeby tak nie-
przystojnie zachować się w dniu własnego ślubu.

Cała   dygotała   poruszona   dokonanym   właśnie   przez 

siebie   odkryciem.   Przez   moment   poczuła   nienawiść   do 
Martina,   który   zachowywał   się   z   galanterią   i   był   dla 
wszystkich bardzo miły, a w rzeczywistości zdradzał swo-
ich najbliższych. Jego dusza była splamiona pożądaniem i 
namiętnością... Zawiódł swoich rodziców, Gudrun, a te-
raz Ingebjorg. Bo przez cały czas tęsknił za Ingą. Na Boga, 
pomyślała, drepcząc w miejscu. Teraz gdy zarówno Niels, 
jak i Gudrun opuścili ziemski padół, tych dwoje wreszcie 
mogło sobie wyznać miłość.

Znów naszło ją podejrzenie, czy czasami sędziemu  i 

jego córce ktoś nie pomógł opuścić tego świata. Faktycz-
nie ów żniwiarz Bjornar pchnął kruchego staruszka w ob-
jęcia śmierci. Dosłownie. Ale... Domyślała się, że Inga 
straciła głowę dla tego przystojniaka. Krążyły nawet o tym 
jakieś plotki. Zresztą sama widziała blask w oczach Ingi, 
kiedy parobek zjawiał się gdzieś w pobliżu. Czyżby gospo-
dyni posłużyła się Bjornarem, by z jego pomocą pozbyć 
się   Nielsa?   Trudno   powiedzieć,   rozważała   w   myślach. 
Inga bez trudu mogła zawrócić w głowach kochliwym pa-
robkom. Możliwe, że przyrzekła Bjornarowi wierność po 
grób, o ile zechce oddać jej pewną przysługę.

Hedvig aż bała się myśleć o tych wszystkich możliwoś-

ciach. Coś jej mówiło, że jest bliska rozwiązania zagadki, 
Kristian i  Inga  jednak  wielokrotnie  kneblowali  jej  usta. 
Nie miała odwagi ich znów zaatakować... Zbyt wiele mia-
ła do stracenia.

Nie mogła jednak zapanować nad pobudzoną wyob-

raźnią. To dziwne, ale Inga w jakimś stopniu była zamie-

si

background image

szana zarówno w śmierć Nielsa, jak i Gudrun. Hedvig wy-
kręcała nerwowo palce. Pełne nienawiści słowa wyrwały 
jej się z gardła, nim zdążyła się zastanowić.

- Piekielne   babsko!   -   warknęła,   uderzając   pięścią

w stół. - Powinna dostać za swoje za to, że ci zabrała Mar
tina. - Zagniewana spojrzała na córkę i pohamowała się
trochę. - To znaczy... życie już ją trochę doświadczyło,
ale bogowie wiedzą, że należy jej się nauczka. Przydało
by się, żeby spuściła trochę głowę, bo tak zadziera nosa,
że sięga do chmur.

Hedvig   drgnęła   i   omal   się   nie   przeżegnała,   słysząc 

złowrogi śmiech córki. Ale słowa Ingebjorg wryły jej się 
w pamięć.

- Wiem   nawet,   w   jaki   sposób   nauczyć   ją   moresu,

mamo. Już wiem, jak...

Inga właśnie nakrywała do stołu w ogrodzie, gdy zobaczy-
ła nadchodzącą od strony zagajnika Sigrid. Pośpiesznie 
przykryła czystą ściereczka dżem z truskawek i dzbanek 
z sokiem, żeby osy, zwabione aromatycznym zapachem, 
nie zleciały się do smakołyków.

- Sigrid! - zawołała Inga i pomachała ręką do pasier

bicy. - Jak miło, że przyszłaś!

W ostatnim okresie Sigrid wielokrotnie ją odwiedzała. 

Odrodziła się między nimi przyjaźń, która je łączyła, za-
nim Hedvig nie zasiała w głowie synowej podejrzeń, wy-
zywając Ingę od najgorszych.

- Chciałam   zobaczyć   Emilię,   wiesz   -   wyjaśniła 

Sigrid
z uśmiechem i rozejrzała się dokoła w poszukiwaniu przy-

82

background image

rodniej siostrzyczki. Emilia pewnie usłyszała swoje imię, 
bo po chwili przydreptała po trawie i pobiegła wprost do 
Sigrid.

Sigrid ucieszona ukucnęła i wzięła maleństwo na ręce.

- Chyba przybyło ci przez lato parę kilogramów - za

śmiała się do dziewczynki. - Stęskniłaś się za mną?

Emilia nie odpowiedziała, ale pokiwała zdecydowanie, 

a  jej  czarne loki zatańczyły wokół głowy. Pełna ufności 
wtuliła się nosem w zagłębienie na szyi Sigrid i westchnę-
ła z zadowoleniem.

Inga   sięgnęła   po   krzesło   i   podała   Sigrid,   która   z 

wdzięcznością usiadła.

- Co to za tajemniczy uśmiech? - zapytała Inga do

brodusznie. - Coś mi się zdaje, że nie przyszłaś wyłącznie
z powodu Emilii?

Sigrid spuściła wzrok i zarumieniła się gwałtownie, 

po czym oświadczyła uszczęśliwiona:

- Spodziewamy się dziecka!
Nowinie   towarzyszył   okrzyk   radości,   który   tak 

zdziwił  Emilię,   że   popatrzyła   na   przyrodnią   siostrę 
zdumiona.

- To   wspaniale,   Sigrid   -   wydukała   Inga   zaskoczo

na. - Doprawdy...

Nic nie mogła poradzić na to, że się wzruszyła. Sigrid 

wreszcie wyglądała na szczęśliwą u boku Torsteina. Łzy 
napłynęły jej do oczu i gdyby nie pomrugała intensywnie, 
spłynęłyby jej po policzkach. Nie chciała być zbyt nachal-
na, odważyła się jednak stwierdzić:

- To znaczy, że udało ci się odsunąć przykre wspo

mnienia   związane   z   kazirodztwem...   To   znaczy...   - 
umilk
ła, bo czy da się to w ogóle wyjaśnić?

Sigrid postawiła Emilię na ziemi i odparła zakłopotana:

83

background image

- Chyba tak. Nie zapomniałam, ale nie stanowi to już

przeszkody w moim małżeństwie.

Sigrid nie musiała nic więcej mówić. Inga zrozumiała, 

że   jej   pasierbica   odprężyła   się   przy   Torsteinie.   Czy 
mogło  być   coś wspanialszego,  zwłaszcza  że  i Torstein 
odnalazł spokój i szczęście u boku swej żony?

-Domyślam się, że Torstein jest dumny z tego, że zo-
stanie   ojcem   -   ciągnęła   Inga   z   ożywieniem,   by 
skierować rozmowę na tę wspaniałą nowinę.
-Bardzo dumny - odparła Sigrid z zapałem. - Traktuje 
mnie, jakbym była z porcelany.
Inga pociągnęła ją lekko za warkocz.
-No wiesz, jesteś taka delikatna i krucha, i budzisz w 
nim instynkt opiekuńczy. A jak tam Hedvig? Pewnie 
już szydełkuje z zapałem ubranka dla dziecka?
-Hedvig jeszcze nie wie - odpowiedziała Sigrid nie-
śmiało. - Tobie chciałam pierwszej o tym powiedzieć.

Inga poczuła w sercu miłe ciepło, że Sigrid okazała jej 

tyle zaufania. Ucieszyło ją to bardziej, niż była w stanie 
wyrazić słowami. Była pierwszą osobą, z którą Sigrid po-
dzieliła się nowiną, że oczekuje dziecka. Wprawdzie nie 
poczułaby się urażona, gdyby Hedvig została powiado-
miona o tym wcześniej, ale wysoko ceniła ten gest ze stro-
ny Sigrid.

-Spodziewasz się kogoś? - zapytała Sigrid, wskazując 
na nakryty stół.
-Właściwie tak - odparła Inga. - Zaprosiłam mojego 
ojca.   Dostałam   bowiem   właśnie   od   adwokata   list 
dotyczący   twojego   spadku,   Sigrid.   Chcę   mieć 
pewność,  że   wszystko   jest   załatwione   jak   należy, 
zarówno   w   twojej,  jak   i   mojej   sprawie,   dlatego 
wolałabym, żeby dokumenty

84

background image

przejrzał jeszcze mój ojciec. On się zna na tym lepiej ode 
mnie.

Sigrid westchnęła.
-Rozliczenia spadkowe to nic przyjemnego, choć je-
stem przygotowana na to, że kiedyś to trzeba załatwić. 
Mimo   to...   Budzi   to   we   mnie   znowu   bolesne 
wspomnienie, że nie mam już rodziców. Mama umarła 
już wiele lat temu, ale...
-Traktuję cię, Sigrid, jak córkę - odparła Inga ze spo-
kojem.   -   I   mam   nadzieję,   że   wiesz,   iż   w   każdej 
sprawie możesz się zawsze zwrócić do mnie... Tak jak 
córka do matki.
Sigrid pokiwała głową zamyślona.
-Tak   Być   może   będę   tego   potrzebować.   Jeśli   przy-
tłaczać   mnie   będzie   jakieś   zmartwienie   i   nie   będę 
umiała sobie sama z nim poradzić. - Jej posmutniałe 
oczy znów nabrały blasku i dodała: - Ale teraz jest mi 
tak dobrze, że nie mogłoby być lepiej!
-Miło usłyszeć - zapewniła ją jeszcze raz Inga i za-
śmiała   się,   mówiąc:   -   Co   ze   mnie   za   gospodyni! 
Nawet ci nie zaproponowałam kawy.
I zanim Sigrid zdążyła zaprotestować, nalała kawy do 

filiżanek i jedną podsunęła pasierbicy.

- Proszę bardzo - powiedziała, zdejmując lnianą ście-

reczkę. - Poczęstuj się goframi.

Sigrid nie trzeba było długo namawiać.
- Och, twoje gofry są jak zwykle pyszne - stwierdziła

zachwycona, z apetytem pochłaniając każdy kęs. - Jesz
cze nie odważyłam się upiec gofrów Torsteinowi - zwie
rzyła   się.   -   Zamierzam   spróbować,   kiedy   nie   będzie
Hedvig.

85

background image

- Musisz   dodać   dużo   masła   i   śmietany   -   poradziła

Inga. - Wtedy wyjdą ci chrupiące i smaczne.

Sigrid oblizała dżem z palca.

- Spróbuję w takim razie - popiła łyk gorącej kawy

i dodała: - Wiesz, Inga... Odwiedziłam cię jeszcze z inne
go powodu.

Inga drgnęła, bo w głosie Sigrid pobrzmiewało zmar-

twienie. Jeszcze większy niepokój ogarnął ją, gdy zauwa-
żyła, jak twarz pasierbicy wykrzywiła się z dezaprobatą. 
Odchrząknąwszy dyskretnie, odezwała się:

- Ach tak.

Sigrid kręciła się nieswojo na krześle.

- Nie   wiem,   czy  powinnam   -   zaczęła   z   wyraźnym

poczuciem winy. - Bo Ingebj0rg jest moją przyjaciółką.
Zresztą tak samo jak ty.  I szczerze mówiąc, nie wiem,
komu to może pomóc, a komu zaszkodzić.
Inga powoli traciła cierpliwość. Sigrid ociągała się, ale w 
końcu zdecydowała się powiedzieć:

-Wyjdziesz za mąż za Martina. Nie teraz, ale może za 
parę lat... Dlatego uważam, że powinnaś wiedzieć o 
jego romansie z Ingebjcrg.
-Romansie? - przerwała jej Inga opanowana. - Z tego, 
co słyszałam, trudno to nazwać romansem.
-Jesteś tego pewna? - zapytała Sigrid ostrym jak na 
nią   tonem.   -   Ingebjorg   mówiła   co   innego.   Skoro 
jednak wolisz wierzyć Martinowi, to nie będę...
-Nie, nie - przerwała Inga. - Chcę oczywiście wysłu-
chać   obu   stron.   Dobrze   wiedzieć   jak   najwięcej   o 
człowieku, z którym chcę dzielić resztę życia.

Czemu to dla ciebie takie ważne? - skarciła się w du-

86

background image

chu. Przecież oboje z Martinem umówiliśmy się, że nie bę-
dziemy rozgrzebywać przeszłości. Mimo to aż paliła się do 
tego, by dowiedzieć się więcej o jego związku z Ingebjorg. 
W końcu, usprawiedliwiała się w duchu, to nie jest taka 
stara sprawa. Oni się spotykali, gdy ja już byłam wolna.

-Wcześniej zdawało mi się, że Martin specjalnie nie 
zabiegał   o   Ingebjorg,   ale...   -   Sigrid   postukała 
nerwowo palcami - ...wczoraj Ingebjorg opowiedziała 
mi nieco więcej i zrozumiałam, że miała prawo robić 
sobie nadzieje na to, iż Martin wybierze ją na żonę.
-Jak   to?   Dlaczego?   -   zapytała   Inga   z   sarkazmem. 
Postanowiła w duchu, że będzie miła i otwarta, by wy-
dobyć   od   Sigrid   jak   najwięcej   informacji,   ale   w 
przypływie zazdrości okazało się to trudne. Nie mogła 
uwierzyć, że Martin dał się oczarować córce Hedvig z 
0vre Gull-haug, bo odniosła całkiem inne wrażenie, 
gdy jej o tym opowiadał.
-Ingebjorg wspomniała, że ich spotkania były bardzo 
gorące.   -   Sigrid   z   początku   mówiła   głośno,   ale   po 
chwili znacznie ściszyła głos. Zawstydzona bawiła się 
brzegiem sukni.
Jak to gorące? - dziwiła się w duchu Inga poirytowa-

na. Nie miała jednak siły dociekać, czy łączyła ich intym-
na bliskość. Sigrid na pewno i tak tego nie wie, zresztą 
Ingebjorg jest porządną dziewczyną. Chociaż... - zawa-
hała się Inga w myślach. Może jest podobna do swojej 
mamy? A Hedvig w młodości nie odmawiała bynajmniej 
mężczyznom. Inga poczuła, że robi jej się gorąco, a czoło 
oblewa jej się zimnym potem.

Sigrid zaś, jąkając się, mówiła dalej:
- Chcę ci po prostu uświadomić, Inga, że Martin nie

87

background image

jest taki niewinny, jak z pewnością utrzymuje. Nie bez po-
wodu Ingebjorg przeżyła takie rozczarowanie, gdy się do-
wiedziała o waszym związku. Z tego, co mówi, domyśli-
łam się, że był wobec niej bardzo przyjazny, i nie tylko... 
Inga nie była w stanie dłużej powstrzymywać ciekawości.

-Co chcesz przez to powiedzieć? Ze łączyły ich in-
tymne stosunki? - Aż się zatrzęsła ze zdenerwowania, 
a zazdrość zapiekła ją mocno w sercu.
-Nie,   raczej   nie   sądzę   -   wymamrotała   Sigrid   prze-
rażona. - Ingebjorg mówiła tylko o gorących pocałun-
kach i pieszczotach. O barwnych obietnicach i wierno-
ści po grób. Jak mogłaś w ogóle pomyśleć coś takiego 
o   Ingebjorg,   Inga?   Przecież   ona   nie   jest   jakąś 
latawicą!
-Oczywiście,   że   nie   -   mruknęła   Inga   i   osunęła   się 
ciężko   na   krześle.   -   Cieszę   się,   że   mi   o   tym 
powiedziałaś,   Sigrid   -   skłamała,   bo   tak   naprawdę 
wszystko   się   w   niej   burzyło.   Wolałaby,   aby   ta 
rozmowa   nigdy   się   nie   odbyła.   -   Nic   nie   powiem 
Martinowi.   Chyba   będzie   najlepiej,   jeśli   to 
przemilczę.   Mam   tylko   nadzieję,   że   będzie   miał 
odwagę sam mi to wyznać.
Sigrid podziękowała za poczęstunek i obrzuciła Ingę 

uważnym spojrzeniem. Pożałowała, że opowiedziała jej o 
tym, było jednak już za późno.

-Pozdrów ode mnie Kristiana - rzuciła zakłopotana na 
pożegnanie.
-Dziękuję,   pozdrowię   -   odparła   Inga   z   przymusem. 
Powinna pożegnać się bardziej serdecznie, ale w gło-
wie kotłowało  jej  się tyle różnych myśli. Ani Sigrid, 
ani Ingebjorg nie można obwiniać o to, co się stało, 
ale Martin...

88

background image

Okłamał ją! No, może nie wprost, ale powinien przy-

najmniej wyjaśnić, co naprawdę łączyło go z Ingebjorg. 
Wolałaby usłyszeć o tym z jego ust, a nie dowiadywać się 
od pasierbicy w parę dni po tym, jak się wreszcie ze sobą 
pogodzili.

Zdrada! - wykrzykiwała w duchu. Zdrada, zdrada! 

Przyszło jej na myśl, by udać się do Storedal i zażądać od 
niego wyjaśnień, ale niestety nie mogła się teraz nigdzie 
ruszyć, bo lada chwila powinien pojawić się w Gaupås 
ojciec żeby przejrzeć dokumenty. Musi być wówczas na 
miejsca

background image

8

Kiedy Inga odniosła do kuchni brudne filiżanki po kawie 
i   zamierzała   przynieść   na   tacy   czyste,   zwróciła   nagle 
uwagę na kruki. Jedną rękę położyła na klamce i spojrzała 
na jesienne niebo. Słońce nie zaszło jeszcze za wzgórze, 
ale jego złociste promienie przyblakły.

Inga stanęła gwałtownie na schodach i przeszły ją ciar-

ki. Nogi się pod nią ugięły i mało brakowało, a osunęłaby 
się bezwładnie. Szybko jednak przytrzymała się drzwi  i 
błyskawicznym spojrzeniem omiotła siedzących na ławce 
w ogrodzie służących. Poprosiła Gulbranda i Eugenie, by 
zrobili   sobie   przerwę   i   odpoczęli   przy   kawie,   kiedy 
przyjedzie Kristian. Dokumenty postanowiła przejrzeć z 
ojcem, gdy tych dwoje wróci do pracy.

Nikt nie zwrócił uwagi, że Inga stoi niczym skamie-

niała. Nie słyszeli, gdy otworzyła boczne drzwi, by przy-
nieść świeżo zaparzoną kawę i śmietankę. Nie zauważyli 
więc także, jak pobladła, a na jej twarzy odmalował się 
strach, gdy patrzyła w stronę lasu. Zdawało jej się, jakby 
w jednej chwili ucichł wiatr i ptaki zamilkły - jak-

90

background image

by znalazła się poza czasem i przestrzenią. Stała nieru-
chomo   wpatrzona   w   czarne   ptaki   krążące   nad   lasem, 
nasłuchując   ich   ochrypłego   lamentu.   Ptaki   zataczały 
wielkie koła, niektóre obsiadły wierzchołki drzew, inne 
machały  skrzydłami,   po   czym   pikowały  gwałtownie   w 
dół.

Traciła je z oczu, gdy sfruwały pomiędzy korony drzew, 

ale ich krakanie wwiercało jej się do uszu. Miała ochotę 
wypuścić z rąk to, co trzymała, zatkać uszy i wykrzyknąć 
z całych sił: „Nieee!" W głębi serca coś ją jednak powstrzy-
mywało. Nie wolno jej tego uczynić! Nie może wykrzyczeć 
swego szaleństwa, a tym bardziej pozwolić, by ktoś zauwa-
żył jej strach.

Nikt się nie może dowiedzieć, dlaczego kruki tak ją 

przeraziły.   Drapieżne   ptaki,   które   rozszarpywały   teraz 
ziemskie resztki Erlinga...

Inga przymknęła oczy, by zebrać w sobie siły. Zakoły-

sała się groźnie, ale na szczęście nie straciła całkiem rów-
nowagi. To niemożliwe, przekonywała samą siebie. Z Er-
linga na pewno niewiele pozostało. Koniec lata tego roku 
był wyjątkowo upalny... Zwłoki zdążyły się już rozłożyć, 
zaatakowane   przez   owady   i   inne   robactwo.   Nieznośne 
letnie upały usunęły raczej większość śladów.

Inga pomrugała oczami. Chrapliwe krakanie kruków 

na nowo wyzwoliło w niej koszmar. Obrazy przesuwały 
jej  się  w  głowie,  a  pod  ich wpływem   mimowolnie  się 
skuliła.

Właśnie wtedy Erling zrozumiał, że popełnił straszny  

błąd. Pobladł gwałtownie  i wymachując rękami,  rzucił  
się   do ucieczki.  Ten  potężny  mężczyzna biegł   co sił   w  
nogach,  walcząc   o   swoje   życie.   Ona   zaś   siedziała   na  
ziemi jak po-

91

background image

rażona, zdając sobie sprawę, że Erling nie ma żadnych  
szans.

Czarnulka pogalopowała, dudniąc kopytami o drżącą  

ziemię, i szybko go dogoniła. Rozległ się jego głośny szaleń-
czy krzyk, który poniosło nad wierzchołkami sosen. Krzyk  
zabrzmiał niczym przeciągłe echo nad lasem, zagrzmiał  
nad łąką i odbił się głucho w sercu bigi...

Słyszała, jak Czarnulka tratuje mężczyznę, który był  

jej śmiertelnym wrogiem. Inga zawyła głośno, nie mogąc  
znieść straszliwych odgłosów łamanych kości...

Rzuciła ostatnie spojrzenie na grotę. Starannie okryte  

gałęziami ciało z zewnątrz było niewidoczne...

Powoli Inga doszła do siebie. Nie znała się zbyt do-

brze na rytmie natury, nie miała pojęcia, jak w przyrodzie 
czyściciele usuwają padlinę. Ale zdawało jej się, że czas 
działa na jej korzyść. Zwłoki ulegają przecież rozkładowi.

Mdłości podeszły jej do gardła, przełknęła w panice 

parę razy, by nie zwymiotować. Poczuła silną zgagę, od-
chrząknęła.   Za   nic   w   świecie   nie   mogła   się   zdradzić 
przed innymi, jak źle się czuje.

Nigdy jeszcze nie widziała rozkładających się zwłok, 

ale wyobraziła sobie Erlinga, sinego i opuchniętego, trupi 
zapach nie do wytrzymania, robaki łażące po nim i wni-
kające do wnętrzności. Rany po twardych kopytach Czar-
nulki, zakrwawioną skórę, zabrudzoną, porwaną, śmier-
dzącą.

Tego brzemiennego w skutki dnia pojechała konno na 

łąkę.   Urządziła   sobie   długą   przejażdżkę.   Trzymała   się 
ścieżki, choć przez to nadłożyła drogi. Mogłaby przecież 
pocwałować wprost przed siebie, przez wały i rowy, a jed-

92

background image

nak wybrała krętą ścieżkę. Erling zapewne domyślił się, 
że tak uczyni, sam zaś na łeb na szyję pognał przez las, 
by dotrzeć na miejsce niemal równo z nią. Och, że też ją 
znalazł... Skąd mogła wiedzieć, że Czarnulka go zaataku-
je? Nie przewidziała, że klacz zechce dokonać zemsty na 
swym wrogu. Do głowy Indze nie przyszło, że w przecią-
gu paru minut zostanie wplątana w zabójstwo. Bo kiedy 
po godzinie opuszczała to miejsce na końskim grzbiecie 
galopem, zostawiła za sobą martwego mężczyznę. W de-
speracji ukryła jego zwłoki w grocie, zakryła je świerko-
wymi gałęziami i łudziła się, że ten występek nigdy nie 
wyjdzie na jaw.

Inga pozostawiła zmasakrowane ciało Erlinga dokład-

nie w tym miejscu, nad którym teraz krążyły kruki.

Serce łomotało jej w piersi, czuła dudnienie w skroniach, 
zdołała jednak zejść po schodach. Siedzący na ławce w 
ogrodzie służący nie powinni zauważyć, jakie gwałtowne 
uczucia i strach wyzwoliło w niej krakanie kruków. Nie 
mogą nabrać podejrzeń, że przypomniała sobie straszne 
zdarzenie sprzed tygodni.

-^ Jaki piękny wieczór - rzekła z udaną wesołością i 

postawiła tacę na stole w ogrodzie. Na szczęście zdołała 
się roześmiać, mimo że jej śmiech zabrzmiał sztucznie.

Kristian nachylił się, by sięgnąć po gofra posmarowa-

nego dżemem i polanego śmietaną.

Inga zachęcała Eugenie i Gulbranda, by także się po-

częstowali.

- Co za straszne hałasy! - odezwał się nagle Kristian 

poirytowany. Nie musiał tłumaczyć, bo wszyscy wiedzieli,

93

background image

że chodzi mu o kruki. - Żeby tak zakłócać taki piękny je-
sienny wieczór!

-No   tak   -   odparł   dobrodusznie   Gulbrand.   -   Pewnie 
szukają pożywienia, w końcu to drapieżniki.
-Z pewnością natknęły się na jakąś padlinę - przyznał 
mu rację Kristian, nieco spokojniejszy.
-Tobie czasem nie brakuje żadnego zwierzęcia w sta-
dzie?   -   zapytał   uprzejmie   Gulbrand.   -   Może   padła 
jakaś zagubiona owca i stała się zdobyczą ptaków.

Kristian pokręcił głową.

-Owce i krowy są bezpieczne w swoich zagrodach w 
oborze.
-W   takim  razie   kruki   znalazły  pewnie   jakieś dzikie 
zwierzę - uznała Eugenie. - Zdechłego lisa albo łosia.
-W każdym razie mam głęboką nadzieję, że nie roz-
dziobują człowieka - skwitował ironicznie Kristian.
-Ale jeśli ptaki rzeczywiście znalazły człowieka? - od-
ważył się powiedzieć Gulbrand.
-Co za bzdura! - wtrąciła się Inga przerażona, myśląc 
tylko o tym, jak skierować rozmowę na inny temat. - 
Przecież   kruki   nie   atakują   żywych  ludzi.  Nie   są   aż 
takie krwiożercze.
-A skąd wiesz, że to żywy człowiek? - rzekł Gulbrand 
dziwnie ostro, mierząc Ingę uważnie swymi zielonymi 
oczami.   -   Może   ptaki   trafiły   na   trupa?   Muszę 
przyznać,   że   przyszedł   mi   na   myśl   Erling...   Nie 
wiadomo,   co   się   z   nim   stało.   -   Jego   słowa   tylko 
wzmogły nieprzyjemny nastrój przy stole.

Inga osunęła się bezsilnie na ławkę. Nie była w stanie 

otworzyć ust ani wydobyć z siebie słowa. Gdzieś z daleka, 
jakby to w ogóle jej nie dotyczyło, słyszała, jak Gulbrand

94

background image

rozmawia z Kristianem o zaginionym żniwiarzu. Wymie-
niali się różnymi teoriami na temat tego, co się właściwie 
mogło mu przydarzyć. Inga złożyła ręce i modliła się w 
duchu. Gdyby wtedy przywiozła ciało do dworu... Gdyby 
od razu opowiedziała prawdę...

- Po co myśleć zaraz o najgorszym - uspokajał go Kri-

stian. - Skąd wiadomo, że żniwiarz nie żyje? Może zwy
czajnie miał dosyć Gaupås i poszedł w swoją stronę. Tacy
wędrujący  od dworu  do  dworu pracownicy  dość   łatwo
porzucają pracę, gdy im się trafi coś nowego i ciekawsze
go-

Gulbrand poczekał, aż Kristian skończy, i podzielił się

swoimi wątpliwościami:

- Zastanawiałem się nad tym.  Jego kompan Bjernar

został   usunięty  z   dworu   za   to,   że   spowodował   śmierć
Nielsa. Możliwe, że Erling czuł się potem trochę osamot
niony,   ale...   Dlaczego   odszedł,   nie   zabierając   ze   sobą
swojego   plecaka?   Nie   pojmuję,   czemu   zostawił   swoje
rzeczy osobiste. I nie pożegnał się. Czemu odszedł tak
nagle?

Kristian milczał przez chwilę.

- Nie znajduję odpowiedzi - rzekł w końcu. - Ale je

śli stało się najgorsze... To znaczy... jeśli ten człowiek nie
żyje, to czemu kruki krążą nad lasem? Mówiąc brutalnie,
minęło tyle czasu i pewnie niewiele z niego pozostało,
o ile...

Inga przełknęła ślinę i uchwyciła się blatu. Kręciło jej 

się w głowie. Miała wrażenie, że ziemia i niebo zlały się 
w jedno. Zrobiło jej się niedobrze, przed oczami ujrzała 
mroczki.   Mało   brakowało,   a   osunęłaby   się   na   ziemię. 
Słyszała jednostajny szum, ciało miała jak z waty.

95

background image

- Starczy już! - nakrzyczała na nich Eugenie zagnie

wana. - Nie dam rady dłużej słuchać o trupach, śmierci
i rozkładzie zwłok. Sądziłam, że sobie posiedzimy i miło
pogawędzimy przy gofrach, a teraz całkiem odebrało mi
apetyt. Nie chcę już słyszeć więcej o Erlingu.

Inga podniosła głowę. Dzięki Bogu, że ma Eugenie. 

Gdyby służąca wiedziała, od jakich tortur ją uwolniła.

Poczęstunek miał się już prawie ku końcowi. Inga i Kri-
stian zamierzali się zagłębić w dokumenty nadesłane przez 
adwokata, a Eugenie posprzątała ze stołu w ogrodzie i we-
szła   do   budynku   mieszkalnego.   Gulbrand   przyniósł   ze 
stajni linkę, by przyprowadzić konie z pastwiska.

W tej samej chwili usłyszeli chrzęst żwiru. Inga pod-

niosła wzrok zaciekawiona. Strach spłynął na nią niczym 
woda w źródle. Do dworu przybył lensman! Czego on tu 
chce? Teraz? Już z oddali widziała jego pomarszczoną i 
zagniewaną twarz. Przechyliła się w bok, by przyjrzeć się 
dokładniej, a na widok gromady mężczyzn  ogarnęło ją 
przerażenie. Coś się musiało stać! - przemknęło jej przez 
głowę, inaczej lensman przyjechałby sam.

-A czego on chce? - rzucił ojciec, który też zauważył 
towarzyszącą   lensmanowi   gromadę.   Jego   głos 
zdradzał niechęć do władzy.
-Nie wiem - odparła Inga ochryple. Dłonie kleiły jej 
się od potu, więc bezradnie wytarła je w spódnicę.
-Pani  Gaupåsl   -   zagrzmiał   lensman,   zanim   jeźdźcy 
zdążyli się zatrzymać.
Wołanie zabrzmiało w głowie Ingi niczym uderzenia 

spiżowego dzwonu. Chciała się odezwać, zachować jak

96

background image

należy wobec przedstawiciela władzy, tymczasem milcza-
ła, nie ruszając się z miejsca.

Zrobiło  się  cicho,  kiedy wszyscy  przyjezdni  zatrzy-

mali konie. Lensman, nie zsiadając ze swego rasowego 
rumaka, wypowiedział słowa, które zawisły ciężko w po-
wietrzu.

- Pani Gaupås, zgłosił się jeden świadek. Tym razem

nie chodzi o próbę pozbawienia życia pani, ale o... - zro
bił sztuczną pauzę - ...ale o mężczyznę, który wcześniej
służył u pani we dworze.

Chłodny   wiatr   przemknął   przez   dziedziniec.   Indze 

zdawało się, że kłują ją tysiące ostrych sopli, a potem stra-
ciła czucie w całym ciele od czubka głowy po końce pal-
ców u nóg. W normalnych okolicznościach ucieszyłaby 
się, gdyby usłyszała coś nowego o Erlingu, ale nie w sy-
tuacji, gdy wiedziała, że sama go zabiła/Kamienna twarz 
lensmana kazała jej przypuszczać, że stróż prawa także 
wie o wszystkim...

Ale jak? Jak to możliwe? - pytała samą siebie, gorącz-

kowo szukając wyjaśnienia. Na łące nie było nikogo prócz 
niej i Erlinga. Przynajmniej tak jej się zdawało. A jeśli było 
inaczej, to dlaczego świadek zgłosił się dopiero teraz?

- Właśnie odwiedziła mnie Ingebjorg z 0vre Gullh-

aug - poinformował stanowczym tonem lensman. - Opo
wiedziała, że to Erling napadł na panią podczas wesela
Sigrid i Torsteina. To on skopał panią tak, że zabił dziec
ko.

Lensman   ujął   to   tak   brutalnie,   że   Inga   zamrugała 

oczami. Przez cały czas starała się wyprzeć z pamięci, że 
straciła dziecko, które wnet miało się urodzić, ale czuła w 
sercu taką tęsknotę, jakby ktoś dźgał ją no-

97

background image

żem. Biedne bezbronne dzieciątko, myślała oniemiała z 
bólu.

Równocześnie spłynęła na nią ulga i zdziwienie. Nic 

już z tego nie pojmowała. Przecież lensman przed chwilą 
mówił,   że   jego   obecnośćnie   jest   związana   z   napaścią, 
jakiej padła ofiarą. Dlaczego więc rozgrzebuje stare rany?

-Ingebjorg opowiedziała także, że widziała panią ja-
dącą konno do lasu tego dnia, gdy byłem umówiony 
na   rozmowę   z   pani   parobkiem.   I...   -   podsumował 
lensman,   unosząc   ostrzegawczo   palec   wskazujący 
- ...według słów Ingebjorg za panią podążył Erling...
-I co z tego? - wyrwało się Indze. - Szczerze mówiąc, 
nie rozumiem, co pan sugeruje.

Lensman pochylił się w siodle, aż zatrzeszczała skóra.

-Wydaje mi się to ze wszech miar dziwne, że parobek 
nie stawił się na umówione spotkanie. Dziwne też, że 
zniknął, podążywszy pani śladem...
-A cóż to za bzdury? - zapytał Kristian zdegustowany. 
- Nie podoba mi się, lensmanie, jakim tonem zwraca 
się   pan   do   mojej   córki.   Proszę   lepiej   powiedzieć 
wprost   o   wszystkim,   co   pan   wie,   zamiast   nas   tu 
zarzucać jakimiś wyssanymi z palca zagadkami. Bo z 
tego,   co  pan  mówi,  można   by  wysnuć   wniosek,   że 
podejrzewa   pan   Ingę   o   popełnienie   jakiegoś 
przestępstwa.
Lensman podrapał się w brodę zamyślony.
-Panie   Svartdal,   nie   widzę   innej   rady,   jak  wyjaśnić 
panu,   że...   Istnieje   wyraźne   podejrzenie,   że   pańska 
córka   zabiła   żniwiarza,   który   pracował   u   niej   we 
dworze.
-Co?   -   zachwiał   się   Kristian,   kierując   swe   kroki   w 
stronę pana Thuesena. - A cóż to za podłe oskarżenie?

98

background image

Pan Thuesen pociągnął wodze, a jego koń się cofnął.

-Przypuszczamy, że pani  Gaupås  zabiła Erlinga z czy-
stej   zemsty.   Za   to,   że   przez   niego   straciła   swoje 
dziecko. Zeznania świadka tylko mnie utwierdziły w 
takich przypuszczeniach.
-Zeznania?  -  powtórzył   szyderczo  Kristian.  - Chyba 
nie ufa pan córce Hedvig!
-Owszem - mruknął lensman i ścisnął usta z niechęcią. 
- Poza tym sam od dawna podejrzewałem, że pańska 
córka   coś   ukrywa.   W   każdym   razie   -   dorzucił   na 
wydechu - razem z moimi ludźmi zauważyliśmy stado 
rozkrzyczanych   kruków.   Jeśli   Erling   został 
zamordowany,   wystarczy   udać   się   w   tym   kierunku, 
jaki wskazują ptaki. Spodziewamy się, że odnajdziemy 
go w lesie.

Kristian rozłożył ręce zrezygnowany. 
-Ja...Ja...

Triumfalny uśmiech na twarzy lensmana zdradzał cał-

kowity brak współczucia.

- Arne! - krzyknął głośno i kiwnął na parobka. - Pil

nuj pani Gaupås! Nie wolno ci pozwolić, by uciekła. I nie
daj się zagadać, nawet gdyby cię próbowała przekonywać.
Pod żadnym warunkiem nie może zbiec.

Arne   zbliżył   się   niechętnie.   W   jego   niebieskich 

oczach kryła się ciekawość i niedowierzanie.

- Przyrzekam - rzekł uroczyście, ale głosem zdradza

jącym niepewność.

Pan Thuesen ostrzegł tymczasem cicho, ale złowiesz-

czo:

- Proszę tu być, pani Gaupås, kiedy wrócę. Porozma

wiamy wtedy dłużej.

99

background image

Dał znak swoim ludziom, którzy zawrócili konie i cze-

kali na następny rozkaz.

- Najpierw przeszukamy las. Odwróćcie każdy ka-

mień, przeszukajcie każdą grotę. Znajdziemy tego zabite-
go z zimną krwią człowieka!

background image

9

Indze zdawało się, że świat zniknął w szarej mgle. Kiedy 
mężczyźni na koniach galopem opuścili dziedziniec, Inga 
osunęła się na kolana, z trudem usiłując złapać oddech. 
Zdawało się jej, że biegnie w jej kierunku służba, by zoba-
czyć, co się z nią dzieje, ale nie była w stanie zapanować 
nad własnymi emocjami. Nie była w stanie nic wyjaśnić. 
Nie miała siły wymyślać kolejnych kłamstw.

Została zdemaskowana.
Pan Thuesen niebawem odnajdzie zwłoki Erlinga,  a 

wówczas ją przewiozą do dworu lensmana, gdzie zosta-
nie uwięziona w areszcie i wystawiona na pogardę i szy-
derstwa aż do rozprawy sądowej. Może później zostanie 
przeniesiona do Drammen, do lepiej strzeżonego więzie-
nia, gdzie mają więcej doświadczenia w pilnowaniu mor-
derców. .. Morderców, kołatało jej w głowie i słyszała szy-
derczy śmiech.

Przez długi czas żyła w strachu, że ludzie domyśla się, 

że była zamieszana w śmierć Gudrun. Bo przecież była z 
nią, kiedy pasierbica spadła i zabiła się na miej-

101

background image

scu. Miała też wyrzuty sumienia w związku ze śmiercią 
Erlinga, ale wmówiła sobie, że uda jej się uniknąć kary, 
bo poza nimi nie było na łące żadnych innych świadków.

Inga nie oglądała się za siebie, ale czuła obecność ojca, 

który całkiem zaniemówił, usłyszawszy skierowane prze-
ciwko niej oskarżenia.

Skrzypiały skórzane zelówki, gdy bezradnie chodził w 

tę i z powrotem kilka metrów od niej. Jakie to szczęście, że 
nie   słyszę   jego   myśli,   westchnęła   zrezygnowana,   choć 
dolatywały do niej strzępki słów, które mamrotał pod no-
sem.

Z trudem dźwignęła się na nogi. Była tak wykończona 

i zdruzgotana psychicznie, że kręciło  jej  się w głowie  i 
chwiała się. Przytrzymała się krzesła i po chwili, gdy już 
odzyskała nieco siły, skierowała się w stronę domu.

Nikt jej nie zatrzymał. Jak przez mgłę widziała służą-

cych, którzy stali jak skamieniali i obserwowali ją w zdu-
mieniu. Na ciężkich, drżących nogach Inga doszła do ko-
łyski, w której leżała Emilia. Córeczka nie spała. Na jej 
widok rozpromieniła się i uśmiechnęła serdecznie.

Jest już za duża na kołyskę, pomyślała nagle Inga. Za 

duża, by tu leżeć, gdy służba zajmuje się swoimi obo-
wiązkami. Powinnam się nią więcej zajmować. Chyba już 
pora, by zaczęła mi towarzyszyć w moich codziennych za-
jęciach.

Jak w amoku wyjęła córeczkę z kołyski i przytuliła 

miękkie ciałko do swojej piersi. Emilia dziwnie szybko 
uspokoiła się, choć nie zawsze lubiła, by ją tulono.

Nagle pękły wszelkie tamy, które paraliżowały Ingę.

Zadrżała jej dolna warga, ale zacisnęła mocno usta

102

background image

i z ogromnym wysiłkiem powstrzymała krzyk. Słone łzy 
popłynęły jej po policzkach i zwilżyły kąciki ust.

- Wybacz mi, Emilio. Nie chciałam... - zawładnął nią

płacz. Łza spadła na włosy dziecka. Córeczka jakby do
myślała się, że niebawem stanie się coś strasznego, bo jak
nigdy zachowywała się zupełnie spokojnie. - Mama nie
chce cię porzucić, ale czasami to los za nas decyduje. Los,
na który nie mam żadnego wpływu. Nie potrafię się mu
przeciwstawić ani go w żaden sposób zmienić.

Głos jej się załamał i przemienił w szloch. Niemal de-

speracko tuliła dziecko, jakby nie mogła się nim nasycić. 
Musiała poczuć ciepło maleństwa, zanim będzie za póź-
no.

W końcu opanowała się i pocałowała córeczkę leciut-

ko   w   miękki   pulchny   policzek.   Próbowała   się 
uśmiechnąć uspokajająco, ale jej się to nie udało.

- Jesteś   mamy   największym   skarbem   -   wyszeptała

czule. - Pamiętaj o tym!

Posadziła Emilię z powrotem w kołysce, a dziewczyn-

ka patrzyła na nią nieporuszona. Jej mina zdradzała zdzi-
wienie, na szczęście jednak Emilia się nie rozpłakała.

- Kristiane - odezwała się bezbarwnym głosem Inga do

służącej, która weszła do kuchni i chwyciła ją za ramię. - Mu
szę cię poprosić o przysługę. Zechcesz mi pomóc?

Kristiane pokiwała głową zalękniona.

- Oczywiście. Jeśli tylko mogłabym coś zrobić...
Inga jęknęła i spuściła głowę. Czuła się jak ostatni

nędznik, ale nie widziała innego wyjścia.

- Lensman rozkazał Arnemu pilnować mnie, żebym

nie uciekła. Zauważyłam, ostatnio, że łączy cię z nim coś
więcej niż przyjaźń...

103

background image

Kristiane oblała się rumieńcem,  co tylko  dodało jej 

uroku.

- Bardzo się cieszę - uściśliła Inga. - Arne jest miłym

i godnym zaufania człowiekiem. Z całego serca ci życzę,
byś zaznała z nim szczęścia. Jemu możesz wierzyć. Ale te
raz proszę cię... Czy możesz namówić Arnego, by mi po
zwolił odejść...?

Inga podniosła głowę i popatrzyła służącej prosto w 

oczy.

-Zamierzasz uciec? - spytała Kristiane.
-Tak - padła stanowcza odpowiedź. - Choć może na-
wet nie będziesz musiała go prosić, by pozwolił mi 
uciec,   zanim   wróci   lensman.   Teraz   pójdę 
porozmawiać przez chwilę z ojcem, a potem... - Inga 
odkaszlnęła.   -   Potem   ucieknę.   Rozumiesz   powagę 
sytuacji?
Kristiane zacisnęła usta i skinęła głową.
-Możesz przez chwilę porozmawiać z Arnem i odwrócić 
jego uwagę? - Inga wbiła błagalny wzrok w służącą.
-Lensman twierdzi, że jesteś morderczynią - odezwała 
się   Kristiane   zamyślona.   -   Oskarżył   cię,   że   zabiłaś 
Erlinga!

Zabolało ją, że służąca powtarza słowa pana Thuesena. 

Nie wiedziała, jak zareagować.

-Pomogłam ci kiedyś, Kristiane. Mój dom był zawsze 
dla   ciebie   otwarty.   Nie   wypominam   ci   tego,   broń 
Boże,   ani   nie   uważam,   że   masz   wobec   mnie   dług 
wdzięczności, ale proszę cię o tę jedną przysługę.
-Dobrze - odpowiedziała Kristiane krótko. Nie była 
zła, raczej zdenerwowana i przestraszona. - Co zamie-
rzasz zrobić? Przecież nie możesz się ukrywać przed 
lens-manem wiecznie.

104

background image

Inga nic nie odpowiedziała. Uścisnęła jedynie z wdzięcz-

nością dłoń Kristiane.

Świtał jej w głowie pewien plan. Na razie nie miała od-

wagi, by się go uchwycić, mimo to wiedziała, że wybór 
jest prosty.

Kristian czekał, szalejąc z niepokoju, i kiedy wreszcie 

Inga wyszła zaczerpnąć rześkiego wieczornego powietrza, 
ruszył pośpiesznie w jej stronę. Zabolało ją, gdy ojciec 
ścisnął jej rękę, ale już nic nie miało dla niej znaczenia. 
Nie odezwała się i nie sprzeciwiła, gdy Kristian pociągnął 
ją za sobą przez dziedziniec i zatrzymał się z dala od cie-
kawskich uszu służących.

-Inga - zaczął z ociąganiem, a jego głos drżał w pa-
nice. - Powiedz, kochanie, czy zarzuty lensmana  są 
słuszne? - I ciągnął dalej, nim zdążyła się obronić: - 
Nie próbuj mi wmówić, że moja córka własnoręcznie 
pozbawiła kogoś życia!
-Za   późno  na   błagania   i   wymówki,   ojcze   -   odparła 
cicho   Inga.   -   Jestem   winna   przestępstwa,   za   które 
teraz zostanę ukarana...
-To   o   tym   mi   próbowałaś   wcześniej   powiedzieć? 
Wtedy, gdy potrzebowałaś pomocy, by zamknąć usta 
pastorowi Mohrowi?
-Nie,   nie   -   odparła   ze   smutkiem.   -   Wtedy   Erling 
jeszcze żył w najlepsze.
Kristian zmarszczył brwi.

- Mówisz tak, jakbyś wiedziała, że parobek nie żyje.
Inga walczyła ze sprzecznymi uczuciami. Tak bardzo

pragnęła szukać pociechy w barczystych ramionach ojca, 
opowiedzieć mu o wszystkim, co się wydarzyło, ale nie 
miała odwagi. Komu ma zaufać? Na skraju załamania

105

background image

uświadomiła sobie, że równie dobrze może mu wszystko 
wyznać. Nawet silny Kristian Svartdal nie może przełamać 
tego impasu. W tej sprawie na nic się zda jego grzmiący, 
nienawistny ton i surowe spojrzenie, które potrafiło więk-
szość ludzi przygwoździć do ściany, czy też temperament, 
który nakazywał ludziom milczeć.

W   jednej   chwili   Inga   podjęła   decyzję.   Ojciec   nie 

może  pozostawać   dłużej   w   niewiedzy.   On   musi   się 
dowiedzieć,  co   zrobiła.   Nie   zawsze   był   dla   niej   miły, 
dobrze   to   pamiętała,   ale   ciężko   mu   będzie   znieść   jej 
milczenie.

- To nie było zaplanowane, ojcze - chlipnęła. - Er-

ling śledził mnie, kiedy się wybrałam na konną przejażdż
kę. A Czarnulka stratowała go na śmierć. Zemściła się za
to, że ją kiedyś skatował. Próbowałam ją powstrzymać,
ale bezskutecznie.

Inga oparła się o płot i wybuchnęła płaczem, nie ba-

cząc na wstyd.

- Czarnulka   zabiła   Erlinga?   -   W   głosie   Kristiana

pobrzmiewało   niedowierzanie.   -   Słyszałem   już   nieraz,
że koń rzucił się na swego oprawcę. Ale naprawdę zdołała
go zabić? - Potarł rozpaczliwie czoło.

- Tak - odparła Inga, wzruszając lekko ramionami.
Wtedy Kristian roześmiał się nieoczekiwanie.
- W takim razie nie musisz się niczego obawiać, Ingo.

Lensman nie może cię oskarżyć o morderstwo. To był wy
padek!

Inga skubała nerwowo gałązki poprzetykane pomię-

dzy sztachetami.

- Zrozumiałam to później. Ale wtedy wpadłam w pa

nikę. Powinnam była przywieźć ciało Erlinga do dworu.
Zamiast tego jednak... ukryłam zwłoki pod gałęziami.

106

background image

- Gdzie, Inga? Gdzie? - zapytał ojciec z naciskiem,

dysząc nerwowo. - Powiedz mi! Może zdążę dotrzeć tam
przed lensmanem i lepiej ukryję ciało. Wtedy lensman ni
gdy nie zdobędzie dowodu. - Kristian poczerwieniał na
twarzy z ożywienia.

Wątła nadzieja przemknęła w jej sercu.

-Zrobiłbyś to? - zapytała, ale zaraz jej optymizm zgasł. 
- To na nic. Nie zdążysz już przed nimi.
-Skąd możesz wiedzieć! - nakrzyczał na nią Kristian 
ze   złością.   -   Przecież   nikt   lepiej   ode   mnie   nie   zna 
lasów w Botne.
-On leży... leży w grocie w pobliżu tej rozległej łąki - 
chlipnęła Inga. - Przed jeziorkiem Orebergvannet.
-Między górskimi szałasami w Nordre Leken i Czer-
wonym Bagnem?
-Taak. Znasz to miejsce?
-Pewnie,   że   znam   -   odparł   Kristian   bezradnie,   ob-
serwując krążące w powietrzu kruki. - Jeśli mi się uda 
ukryć zwłoki, musi to pozostać naszą tajemnicą. Przy-
rzekasz?
-Tak   -   odparła   Inga   zawstydzona.   Zaskoczyło   ją   i 
uradowało, że ojciec chce ją wesprzeć, ale nie miała 
serca powtórzyć, że to wszystko nadaremne. Lensman 
ją osaczył. Nie uniknie już kary ani za śmierć Erlinga, 
ani   za   wypadek   Gudrun.   Spoczęło   na   niej   oko 
sprawiedliwości.
-BezmyślnadziewuchoI-strofowałjąKristian.-Trzeba 
było zachować rozsądek i od razu o wszystkim powie-
dzieć. Wówczas sąd wziąłby pod uwagę okoliczności 
łagodzące. Nie pojmuję, że ty...

Prawda popłynęła z jej ust niczym opadające z hukiem

107

background image

wody wodospadu. Nie była już dłużej w stanie powstrzy-
mywać tajemnic które od ponad roku dźwigała w samot-
ności.

-Jakbym wyjaśniła wówczas, ojcze, że... - zaśmiała się 
histerycznie - .. .że mam na sumieniu więcej niż jedno 
życie?   Lensman   krążył   już   wokół   mnie   od   świąt 
Bożego Narodzenia. Kiedy zginęła Gudrun!
-Trudno się dziwić,  przecież  musiał  ustalić fakty w 
związku z wypadkiem. Czy stało się to naturalnie, czy 
nie. To wszystko trzeba zgłosić.
Inga czuła, jak wzbiera w niej frustracja. Przed ocza-

mi migotał jej zamglony krajobraz. Zrobiło jej się słabo i 
mdło. Uchwyciła się mocniej chropowatych sztachet, aż 
kora podrapała jej dłonie.

- Nie rozumiesz! - syknęła, a po czole spłynął jej pot. -

Gudrun też zabiłam.

Inga wpatrywała się w ojca szklistym wzrokiem. On 

zaś cofnął się gwałtownie i nie uczynił najmniejszego ge-
stu, by powstrzymać córkę, która obróciła się na pięcie i 
pobiegła zboczem w dół. Uniosła dół spódnicy i biegła 
tak szybko, jakby chodziło o życie.

Dwa męskie głosy wołały za nią po imieniu. Rozróż-

niła głos ojca, wściekły i zdenerwowany, a także Arnego, 
niepewny i wzburzony. Inga biegła bez celu i tylko jedno 
wiedziała na pewno: nie da się złapać.

Kristian stał przez chwilę zdezorientowany, zaraz jednak 
się ocknął. Boże, nie pozostaje mu nic innego jak uwie-
rzyć w to, co Inga mu niechętnie wyznała. Niemożliwe, 
by   tak   to   było,   jęczał   w   duchu.   Niemożliwe,   by   jego 
córka

108

background image

była morderczynią. Nie Inga... Ale szyderczy głos mówił 
mu,   że   córka   przecież   odziedziczyła   po   nim 
temperament. On także w młodości reagował gwałtownie 
i   bezmyślnie.   Ale   żeby   była   zamieszana   w   dwa 
morderstwa...   Nie,   tego   nie   był   w   stanie   objąć   swoim 
rozumem.

Przez moment zastanawiał się, czy za nią nie pobiec. 

Szarpnąć ją za ramię i nakazać czekać na lensmana. Czy 
nie rozumie tego, że uciekając, wpędza się w dodatkowe 
kłopoty? Lensman zapewne tylko się utwierdzi w swych 
podejrzeniach, kiedy usłyszy, że Inga zniknęła.

Kristian poznał, że Arne myśli o tym samym. Jasno-

włosy młokos ruszył w pogoń za Ingą, która miała parę 
metrów przewagi.

- Arne! - zawołał władczo. Ale stajenny albo nie sły

szał, albo go nie chciał słyszeć, bo gonił zaciekle za gospo
dynią. - Arneee!

Wołanie rozległo się w całym dworze i parobek wresz-

cie zareagował. Arne zwolnił i zatrzymał się bezradnie. 
Pochylił się i oparł dłońmi o kolana, dysząc ciężko.

Kristian ruszył pośpiesznie w stronę pola.
- Proszę cię, Arne. Pozwól Indze pobiec.
Chłopak przyjrzał mu się uważnie z głupią miną na

poczerwieniałej twarzy.

- Ale...
-Żadne ale - przerwał mu Kristian. - Daj mi szansę jej 
pomóc bardzo cię proszę... - Rozpacz rozdzierała mu 
serce, ale Arne tego nie zauważył. - Daj mi szansę jej 
pomóc...
-Nic nie rozumiem - wyrwało się Arnemu. - W jaki 
sposób chcesz )t) pomóc? Pan Thuesen powiedział,

109

background image

że Inga dopuściła się przestępstwa. Poważnego przestęp-
stwa...

- Dziękuję,   wystarczy   już   -   odparł   Kristian   zdysza

ny, unosząc ręce. Bolało go, gdy słyszał, że inni widzą 
już
w Indze morderczynię. - Wezmę na siebie całą winę za
ucieczkę córki - uspokoił chłopaka. - Lensman nie będzie
mógł ci nic zarzucić. Przysięgam! - Opuścił ręce i podał
dłoń Arnemu.

Arne zakłopotany przez chwilę grzebał czubkiem buta 

w ziemi, a potem rozpromienił się i uścisnął wyciągniętą 
do niego dłoń.

-Najlepiej   by   było   oczywiście,   gdyby   ci   się   udało 
oczyścić  Ingę z zarzutów. Ona zawsze była  dla nas 
dobra i miła...
-Uczynię, co w mojej mocy - obiecał Kristian, choć w 
całym ciek odczuwał niepokój. Ucieczka Ingi przera-
ziła go bezgranicznie. A właściwie przede wszystkim 
to jej spojrzenie... Dostrzegł w nim rezygnację, ale też 
jakiś   ostrzegawczy   sygnał.   Coś   jakby   tęsknotę   za 
śmiercią...  Wewnętrzny   głos   podpowiadał   mu,   że 
najpierw   powinien  się   zająć   Ingą,   ale   zwlekał. 
Spojrzał na niebo i zobaczył znów krążące nad lasem 
kruki. Nie! Musi uprzedzić lens-mana i ukryć zwłoki 
Erlinga. Jeśli nie zdąży, i tak nic już nie uratuje jego 
córki.
Kristian wahał się targany wątpliwościami, w końcu 

jednak  podjął   decyzję.   Rezolutnie   pośpieszył   do  stajni, 
zdjął ze ściany łopatę i odwiązał Srebrnego Księcia. Wy-
prowadzając go, pilnował, by łopata przylegała do koń-
skiego boku i nikt jej nie zauważył. Lepiej, żeby służba w 
Gaupås nie widziała, że zabrał ją ze sobą.

Przy domku dla służby dosiadł konia i dał mu ostrogę.

110

background image

Srebrny Książę ruszył galopem, ale Kristian wciąż go po-
ganiał. Wiedział, że nie ma czasu do stracenia. Za wszelką 
cenę musi odnaleźć ciało Erlinga przed lensmanem i jego 
ludźmi...

background image

10

Inga czuła w ustach smak krwi. Korciło ją, by się położyć 
i   odpocząć,   ale   uciekała   niczym   spłoszone   zwierzę. 
Odgarniała gałęzie, by nie uderzały jej w twarz. Zaha-
czyła spódnicą o jakiś kolczasty krzew i usłyszała odgłos 
dartej tkaniny. Przez dziurę przeniknął chłodny powiew 
wiatru.

Ciężko dysząc, wdychała zimne powietrze, a w piersi 

czuła ból. Nie przywykła do takiego wysiłku. Oszołomio-
na i zrozpaczona gnała naprzód, choć już nie tak szybko 
jak z początku. Z lękiem obejrzała się za siebie. Podczas 
ucieczki nie miała odwagi sprawdzić, czy ktoś ją goni, bo-
jąc się, że pomyli kierunek i straci cenny czas.

Wiedziała, że Arne biegł za nią kawałek, ale Kristian 

go zawołał. Nie rozumiała do końca reakcji ojca. Może po 
prostu wolał, by uciekła lensmanowi? Na pewno o to mu 
chodziło, pomyślała, czując, jak rzęzi jej w piersi. Potem 
pewnie będzie żałował i wyrzucał sobie, że tak zadecydo-
wał, ale pocieszy się tym, że działał w dobrej wierze.

Ojciec z łatwością mógłby wskoczyć na konia i ją do-

112

background image

gonić, ale tego nie uczynił. Ingę ciekawiło, co teraz przed-
sięwziął. Niestety, tego się nigdy nie dowie.

Niedaleko Svartdal skręciła w niemal całkiem zaroś-

niętą ścieżkę. Ze smutkiem przypomniała sobie, jak przy-
chodziły tu z Emmą.

Och, Emmo, Emmo, śpiewało jej w duszy. Emmo, któ-

ra zawsze pragnęłaś dla mnie jak najlepiej...

Inga wspięła się na wysokie gołoborze pokryte wielki-

mi głazami. Kiedy już znalazła się wysoko na szczycie, za-
kręciło jej się w głowie. Pod nią rozpościerała się głęboka 
przepaść. Popatrzyła w dół, ale nie czuła strachu.

Zupełnie jakby zamknęło się koło, pomyślała, czując 

w uszach dudnienie. Na Moseplassen zginął mały Jorgen 
i ona też tu postanowiła sobie odebrać życie.

Kristian odczuwał coraz większy niepokój, dlatego poga-
niał wciąż Srebrnego Księcia, aby biegł szybciej i szybciej. 
Koń szarpnął łbem, by mu poluzować wędzidło, ale Kri-
stian poznawał, że zwierzę rozumie. Poluzował więc wo-
dze, a koń już po chwili znacznie przyśpieszył. Kamienie 
i ścieżki, wysokie i niskie zarośla w szaleńczym pędzie 
przesuwały się Kristianowi przed oczami. Na szczęście 
było tego dnia sucho, a poszycie leśne pozostawało mięk-
kie. Kristian nawet nie miał odwagi myśleć, co by się mog-
ło stać, gdyby koń się poślizgnął na śliskiej nawierzchni.

Rzadko kiedy Kristian czuł taki niepokój wewnętrzny. 

Coś  mu   mówiło,   że   powinien  teraz   szukać   Ingi,   a  nie 
galopować w stronę groty... Mimowolnie pociągnął lejce, 
na co Srebrny Książę zareagował i jechał teraz spokojniej-
szym tempem. Może powinien zawrócić? Czy słusznie

113

background image

postąpił, pozwalając je) uciec? Jęknął, bo mądry po szko-
dzie uświadomił sobie, że lepiej by było, gdyby Inga zo-
stała w Gaupås pod czujnym okiem Arnego. Wiedziałby 
przynajmniej, że nie zrobi sobie nic złego. Tak powinie-
nem był postąpić, myślał Kristian, strofując się w duchu. 
Mógłbym wówczas szukać porzuconych zwłok Erlinga, 
nie bojąc się o nią... Najważniejsze, żeby zdążyć dotrzeć 
do groty przed lensmanem i jego ludźmi.

Mało brakowało, by zakończyło się to tragicznie, bo na 

wąskiej ścieżce Kristian natknął się na innego jeźdźca. 
Nie zdążył się zorientować kto to, ale na szczęście w ułam-
ku chwili zdołał skierować konia w bok do rowu, a potem 
wystarczył   jeden   sus,   by  zwierzę   znów   znalazło   się   na 
ścieżce. Niechętnie zatrzymał konia. Wprawdzie bardzo 
się śpieszył, ale przecież musiał sprawdzić, czy jeździec 
nie odniósł jakichś ran i czy nie stracił kontroli nad swo-
im koniem.

Kiedy zobaczył, kim jest ów jeździec, poczuł się tak, 

jakby cios trafił go w brzuch tuż poniżej żeber. Laurens! 
Ach, czemu akurat musiał się natknąć na swojego byłego 
szwagra?   Na   bladożółtej   twarzy   Laurensa   malował   się 
szok. Kiedy Kristian rozeznał się w sytuacji i stwierdził, 
że   koniowi   ani   jeźdźcowi   nic   nie   dolega,   cmoknął  na 
Srebrnego Księcia. Koń posłusznie ruszył przed siebie, a 
Kristian   przymknął   oczy   z   ulgą.   Najpewniej   Laurens 
wstrzymywał wciąż swojego konia, bo słychać było tylko 
odgłos kopyt Srebrnego Księcia.

To stało się nagle, pod wpływem impulsu, bo Kristian, 

nie zdążywszy się nawet zastanowić nad tym,  co robi, 
krzyknął: „Prr!", i koń go posłuchał natychmiast. Obrócił 
się posłusznie, skoro tak mu nakazano. Z pozornym spo-

114

background image

kojem Kristian podjechał do Laurensa. Nie patrząc byłe-
mu szwagrowi w oczy, odezwał się niepewnie:

- Wydaje mi się, że powinieneś mi pomóc, Lau-

rens...

Nie podniósł wzroku, zauważył jednak, że dłonie Lau-

rensa drgnęły.

-Ja?
-Tak, ty! - burknął Kristian, ale zaraz się opanował, 
bo nie było czasu na rozgoryczenie. Od lat był wobec 
niego opryskliwy, a z czasem jego nastawienie do 
Laurensa nie uległo zmianie na lepsze. Teraz jednak 
powinien  o tym zapomnieć, bo jak sobie z irytacją 
uświadomił, potrzebował jego pomocy.
-Mam pewną sprawę do załatwienia... A Inga znik-
nęła.
-Zniknęła? - powtórzył Laurens przerażony. - Dla-
czego?
Kristian zacisnął usta. Nie mógł przecież opowie-

dzieć Laurensowi o oskarżeniach lensmana wobec córki. 
Nie wiadomo, po czyjej stronie opowiedziałby się Lau-
rens.

- Zdaje się, że dowiedziała się czegoś od Ingebjorg

i zareagowała tak gwałtownie - odparł Kristian, tłuma
cząc się w duchu, że to prawda, i uchwyciwszy się tego ni
czym tonący brzytwy, dodał z gniewem: - Z tego, co wiem,
Hedvig i Ingebjorg znów rozpuściły plotki. Zresztą właś
ciwie mnie to nie dziwi!

Laurens zastanawiał się głośno:

- Niedawno   Hedvig   zaproponowała,   żeby   Mar

tin ożenił się z jej córką. Ale Martin odmówił, ponie
waż... - Laurens pochylił głowę upokorzony - ...po-

115

background image

nieważ kocha Ingę. Jak rozumiem, wiesz już, Kristianie, 
że tak czy inaczej szykuje się ślub mojego syna i twojej 
córki.

Kristian   pokręcił   głową   niczym   wściekły  byk.   Ow-

szem, wiedział o tym aż nadto dobrze. Wolał jednak nie 
protestować w tej chwili zbyt gwałtownie.

-Wiem, wiem - zbył to z pozorną rezygnacją. - Ale o 
tym porozmawiamy później. Teraz najważniejsze jest 
odnalezienie   Ingi.   Boję   się,   że   zechce   sobie   coś 
zrobić.
-Z zazdrości? - spytał z powątpiewaniem Lau-rens. - 
Być   może   dowiedziała   się   czegoś,   co   powinna 
usłyszeć od Martina, nie wiem, ale Inga jest przecież 
taka rozsądna. Nigdy by...

Kristian stracił cierpliwość.

-Laurens - rzucił błagalnie. - Nie jest tak, jak myślisz! 
Inga uciekła z  Gaupås  kompletnie rozbita. Nie wiem 
dokąd, ale w jej spojrzeniu widziałem desperację. Boję 
się, że gotowa jest odebrać sobie życie.
-Naprawdę?
-Tak! Dlatego proszę cię, Laurens, znajdź ją! Znajdź 
moją córkę, zanim będzie za późno!
Laurens zamarł, ale wyglądało na to, że wreszcie do 

niego dotarło.

- Jak chcesz, Kristian. Jak chcesz!
Kristian   skinął   tylko,   zawrócił   ponownie   Srebrnego 

Księcia i pogalopował jak szalony w głąb lasu.

Laurens kompletnie oszołomiony skierował się do Store-
dal. Po raz pierwszy przez wszystkie te lata Kristian się do 
niego odezwał. No, niezupełnie. Nieraz rzucał mu kąśliwe

116

background image

uwagi. Teraz jednak sam z siebie zwrócił się do niego, i to 
z przyjaźnią w głosie.

Właśnie to uświadomiło mu,  że Inga jest w niebez-

pieczeństwie. Kristian nigdy by się do niego nie odezwał, 
gdyby było inne wyjście. Jestem ostatnim człowiekiem na 
ziemi, do którego chciałby się zwrócić o pomoc. Mimo 
wszystko, pomyślał Laurens, gdy jego oczom ukazało się 
Storedal, kiedyś stanowiliśmy rodzinę. Możliwe, że Kri-
stian nie miał odwagi prosić o pomoc kogoś innego.

Poza tym coś mu nie pasowało w wyjaśnieniach go-

spodarza ze Svartdal. Nie podejrzewał go o kłamstwo, ale 
czuł, że nie usłyszał od niego całej prawdy. Inga uciekła 
zapewne   z   innych   powodów,   nie   tylko   pod   wpływem 
zazdrości. Świadczył o tym zdenerwowany głos Kristiana. 
Twierdził, że Inga wpadła w panikę, ale on też był bardzo 
wzburzony. A Kristiana niełatwo wytrącić z równowagi.

Laurens nie miał pojęcia, gdzie szukać Ingi. Ale może 

Martin będzie wiedział? Zostawił konia stajennemu i po-
śpieszył do budynku mieszkalnego.

-Martin! Martin!
-Tu jestem, ojcze - odezwał się Martin ze spokojem z 
izby.   Zrobił   sobie   przerwę   od   codziennych   zajęć   i 
przeglądał gazety.
-Chodzi o Ingę! - zawołał Laurens.
Martin rzucił gazetę i zerwał się na równe nogi.
-Stało się coś złego? - zapytał, a krew uderzyła mu do 
głowy.
-Nie   wiem   -   przyznał   się   Laurens.   Nie   zamierzał 
przerazić syna, ale zniknięcie Ingi budziło jego niepo-
kój.   Nietrudno   było   zauważyć,   że   synowi 
przypomniało   się   natychmiast,   jak   Inga   ruszyła   na 
ratunek Gudrun, pod

117

background image

którą załamał się lód. Wtedy życie Ingi wisiało na włos-
ku.

-Kristian zatrzymał mnie po drodze. Jechał konno. 
Powiedział tylko, że Inga uciekła z Gaupås po tym, 
jak Ingebjorg powiedziała jej...
-Ale co takiego? - zapytał Martin zdenerwowany. 
- Przecież ja niczego nie ukrywałem przed Ingą.
-Nie, Kristian nic takiego nie mówił, przeciwnie, od-
niosłem wrażenie, że Inga uciekła z innego powodu, 
dużo poważniejszego.
-Z pewnością masz rację. W innym przypadku Kri-
stian nigdy by się do ciebie nie odezwał. To musi być 
naprawdę jakaś poważna sprawa.
-Właśnie - potwierdził Laurens. - Musimy ją odszu-
kać, Martin. Może pojechałbyś do 0vre Gullhaug i 
wydusił wszystko z Ingebjorg. Jestem pewien, że wie, 
dlaczego  w  Gaupås  jest   takie   zamieszanie.   A   ja 
poszukam Ingi tu w okolicy.
-Dobrze - odparł Martin, narzucając na siebie ubra-

nia.

Hedvig nie powitała Martina równie serdecznie jak wte-
dy, gdy przyszedł odpowiedzieć, czy zgadza się poślubić 
Ingebjorg. Sądziła wówczas, że przyjmie wspaniałomyśl-
ną propozycję, srodze się jednak zawiodła.

Na opalonej twarzy Hedvig pojawiła się chłodna i od-

pychająca mina.

-No - zaczęła niemiło. - Co cię tu sprowadza? 

Martin, nie zsiadając z konia, odparł:

-Chciałbym porozmawiać z Ingebjorg.

118

background image

Na te słowa w kącikach ust gospodyni dworu pojawił 

się chytry uśmiech.

-A, pewnie żałujesz teraz swojej decyzji. Jednak wo-
lałbyś poślubić Ingebjorg.
-Nie   bądź   niemądra   -   odgryzł   się   Martin   twardo. 
Zależało   mu,   by   jak   najszybciej   rozmówić   się   z 
Ingebjorg,  i   nie   miał   cierpliwości   wysłuchiwać 
gadania Hedvig.
-Pewnie   dowiedziałeś   się   już,   co   się   wydarzyło   w 
Gaupås  -   ciągnęła   niezrażona   Hedvig   triumfującym 
tonem, w którym pobrzmiewała groźba. - Zwróć się 
do lensmana, to dowiesz się wszystkich szczegółów o 
tym, czego dopuściła się twoja przyszła żona!

Podeszła bliżej konia, wygrażając pięściami. 
Martin zesztywniał.

-O czym ty mówisz? - wydobył z siebie szeptem.
-A o tym, że Inga jest podejrzana o morderstwo. Nie 
wiedziałeś? - zaśmiała się Hedvig zadowolona. - Nie 
będę cię dłużej męczyć, Martin. Możesz porozmawiać 
z moją córką.
-Nie, poczekaj! - zawołał Martin gorączkowo, kiedy 
Hedvig odwróciła się plecami i zdecydowanym kro-
kiem ruszyła w stronę domu. Nie był bowiem taki pe-
wien,   czy   Ingebjorg   zechce   mu   o   wszystkim 
opowiedzieć.  Hedvig   zaś   nie   kryła   radości,   że 
przeciwko   Indze   skierowano   takie   poważne 
oskarżenie,   i   widać   było,   że   aż   się   pali,   by   mu   to 
wszystko rzucić w twarz.
Hedvig   niemal   przez   pół   drogi   ciągnęła   siłą   córkę, 

która wreszcie stanęła przed Martinem z naburmuszoną 
miną.

- Powiedz temu głupcowi, na jaką kobietą marnuje

swój czas! - nakazała córce, zaraz jednak sama podjęła

119

background image

Hedvig. - Ingebjorg bardzo przeżyła, to, że ją odtrąciłeś, 
lepiej więc, byś nie rozjątrzał starych ran. Odtrąciłeś coś 
cennego, Martin, i zdaje się, że w końcu to do ciebie dotar-
ło. Wybrałeś Ingę. Teraz nawet się z tego cieszę. Bo moja 
córka jest dla ciebie za dobra!

Paplanina Hedvig przypominała mu gdakanie w kur-

niku, do którego się zakradł lis. Martin z trudem się po-
wstrzymał, by nie kazać jej zamilknąć.

-Ingebjorg - podjął jeszcze jedną próbę. - Pomyśl, jak 
postąpiłaś wobec niewinnego człowieka! Inga może 
spędzić za murami więzienia wiele lat, jeśli zostanie 
skazana na podstawie twoich oskarżeń.
-Bez powodu jej  nie  ukarzą - rzuciła Hedvig nader 
wyniośle.
-Zamilcz lepiej! - wybuchnął Martin. - Jeszcze jedno 
twoje słowo, pani  Gullhaug, a  własnoręcznie pchnę 
cię do gnojówki! Rozmawiam z Ingebjorg, a nie z tobą! 
- Wściekłość minęła równie szybko, jak się pojawiła. 
Zrozpaczony zerknął na Ingebjorg. - Proszę cię, moja 
droga, cofnij swoje oskarżenia.
Ingebjorg wykręcała spocone palce. Dręczona poczu-

ciem winy, pokiwała głową, ale kiedy zwróciła się do nie-
go, dostrzegł jej skrzywdzone spojrzenie.

- Chciałabym móc to uczynić, Martin, ale jest już za

późno. Wszystko, co powiedziałam, jest zgodne z prawdą.
Lensman   tak   samo   jak   i   ja   jest   przekonany,   że   Inga 
popeł
niła przestępstwo, w związku z którym prowadzone jest
śledztwo. Wątpliwe, by to nie ona zamordowała Erlinga.

Martin omal nie spadł z siodła. Czuł się tak, jakby nie 

miał sił utrzymać się prosto. Popatrzył w niebo i zauważył 
gromadę hałaśliwych kruków. Czy te drapieżne ptaki po-

122

background image

lowały na to samo co lensman? Czy krążyły wokół zwłok 
Erlinga?

O Boże, nie mógł wprost w to uwierzyć! Wstrząśnięty 

i oniemiały cmoknął tylko na Gniadosza. Jedyne, co moż-
na teraz zrobić, to znaleźć Ingę. A dalej już wszystko w rę-
kach pana Thuesena. To on zadecyduje o je) dalszym lo-
sie.

background image

11

Nie zdążę! Nie zdążę! - dźwięczało Kristianowi w głowie. 
Zerkał na ścieżkę i pilnował, by Srebrny Książę przypad-
kiem nie stratował przygodnego wędrowca, a równocześ-
nie ustalał swoje położenie i kierunek, spoglądając na ha-
łaśliwe kruki unoszące się w powietrzu kilkaset metrów 
w prawo od niego.

Dzięki temu, że Inga bardzo dokładnie określiła, gdzie 

leżą zwłoki Erlinga, mam przewagę, uspokajał się w du-
chu. Ludzie lensmana na pewno też dotrą do tego miejsca, 
kierując się według kruków, ale oni szukają po omacku. 
To pozwoli mi zyskać cenny czas.

Koło łąki Kristian zeskoczył z konia i pociągnął wo-

dze nad końskim łbem. Srebrny Książę zrazu protesto-
wał, niezadowolony z innego niż zazwyczaj traktowania, 
ale na szczęście dał się poprowadzić. Kristian zmusił go, 
by wszedł w gęsty las świerkowy, i uwiązał do pnia.

Kiedy Kristian zobaczył grotę, zatrzymał się i na mo-

ment   zamknął   oczy.   Zmęczony   poczuł,   jak   go   mdli,   i 
otarł  czoło.   Spodziewał   się   makabrycznego   widoku   i 
wiedział,

124

background image

że czeka go nadludzki wysiłek, żeby przenieść stąd ciało, 
ale czy miał inny wybór? Nie, o ile chce wyrwać Ingę z 
tego straszliwego potrzasku, w którym się znalazła.

Nic nie myśl i nie zwlekaj! - upomniał się Kristian z za-

wziętością. Po prostu działaj niezłomnie, odsuń od siebie 
wszelkie doznania, bo inaczej oszalejesz przez to, co mu-
sisz zrobić...

Gromada kruków wyfrunęła z groty, gdy się zbliżył. 

Ptaki krakały głośno, zupełnie jakby je rozgniewało, że 
muszą oddalić się od takiej zdobyczy. Kristian jednak im 
nie współczuł. Podchodził, wymachując szpadlem, na co 
ptaszyska podrywały się z głośnym lamentem.

W grocie panował smród nie do wytrzymania. Poka-

słując, Kristian zdjął z szyi chustkę i zawiązał ją sobie wo-
kół twarzy, zakrywając nos i usta. Najchętniej zakryłby i 
oczy, ale nie mógł przecież działać po omacku.

Zdecydowanie wszedł na czworakach do groty, ale za-

raz równie szybko się wycofał. Podbiegł za świerki i zwy-
miotował. Zgięty wpół, usiłował złapać oddech, podczas 
gdy żołądek dosłownie wywracał mu się na drugą stronę. 
Śniadanie zdążył już częściowo strawić, ale gofry jeszcze 
się nie rozłożyły pod wpływem kwasów w żołądku. Po-
śpiesznie zakrył wymioty mchem i liśćmi, otarł łzy, które 
spłynęły mu po policzkach po gwałtownej reakcji organi-
zmu, i podjął kolejną próbę.

Tym   razem   poszło   lepiej,   myślał   zdesperowany,   z 

ogromnym   wysiłkiem   wydostając   na   zewnątrz   zwłoki 
mężczyzny w zapadający wieczorny zmierzch. Zmusił się, 
by nie patrzeć. Kierując wzrok ślepo przed siebie, prze-
rzucił przez ramię na wpół rozłożone ciało.

Na chwiejnych nogach, odchylając rękę, by nie stracić

125

background image

równowagi, podążył pośpiesznie w stronę swojego konia. 
Z ciężkim westchnieniem przełożył ostrożnie ciało Erlin-
ga przez koński grzbiet. Srebrny Książę, spłoszony, tłukł 
kopytami w miękkie leśne podszycie, ale na szczęście nie 
zarżał. Ten mężczyzna groził mojej córce, pomyślał Kri-
stian z gniewem. Ale zmarłym należy się szacunek.

Kristian miał nadzieję, że koń postoi spokojnie, sam 

zaś wrócił szybko do groty i zerknął do środka, gdzie leża-
ło sporo połamanych gałęzi. Zapewne Inga przytaszczyła 
je, by lepiej ukryć ciało. Kristian wyjął je wszystkie i przez 
moment stał bezradnie, zastanawiając się, co z nimi zro-
bić. Zaraz jednak znalazł dobry schowek. Ukrył zielono-
brązowe   gałęzie   pod   starym,   spróchniałym   świerkiem, 
który pod naporem wiatru i niepogody osunął się na zie-
mię. Uznał, że nikt ich tam nie zauważy. Bał się pozosta-
wić gałęzie w grocie, bo obawiał się, że na nich znajdują 
się zakrzepłe plamy krwi. Wolał więc nie ryzykować.

W chwili gdy Kristian przywiązał szpadel do siodła i 

upewnił   się,   że   ciało   nie   ześlizgnie   się   z   końskiego 
grzbietu, usłyszał głosy wielu ludzi. Zastygł i zakrył pysk 
koniowi. Ze strachu zacisnął zęby i przeszły go ciarki.

Lensman i jego ludzie dotarli właśnie do łąki. Jeśli go 

teraz zauważą z ciałem Erlinga na końskim grzbiecie, ra-
zem z Ingą będą mieli kłopoty.

Kristian odetchnął z drżeniem i zmusił się, by stać w 

spokoju.

Pan   Thuesen   rozglądał   się   po   łące   nieprzeniknionym 
spojrzeniem.   Do   tej   pory   przeszukali   dokładnie   las   na 
lewym brzegu. Posuwali się w górę rzeki, ale nigdzie nie

126

background image

znaleźli zwłok. Myślał o parobku już jak o martwym. Mi-
nęło zbyt dużo czasu, odkąd widziano go ostatnio, by móc 
się łudzić, że żyje.

Wszyscy rozglądali się za ptakami i ich chrapliwym 

krakaniem,   które  ich tu przyprowadziło.   Przez  ostatnie 
pół godziny krzyk kruków jakby się nasilił. Czy ktoś im 
przeszkodził w żerowaniu, czy może ptaki domyśliły się, 
iż wnet ludzie ograbią je ze zdobyczy? Lensman nie był 
pewien, zdawało mu się jedynie, że te drapieżne ptaki nie 
lubią, gdy im się zakłóca żerowanie.

Wzdrygnął   się   mimowolnie.   Sprawując   swój   urząd, 

przeżył już to i owo, ale poszukiwania zaginionych należa-
ły do najtrudniejszych zadań. Nie można się było wcześ-
niej nastawić, co człowieka czeka. Czy zaginiona osoba 
leży ranna, pobita czy martwa? Ludzie potrafią być wobec 
siebie tacy brutalni - zadrżał. A on widział wiele rozkła-
dających się zwłok.

Na szczęście zabrał ze sobą wielu wzbudzających za-

ufanie mężczyzn. Takich, którzy mało czym się brzydzili 
i potrafili podołać najgorszym zadaniom. Sam nie zamie-
rzał brudzić sobie rąk.

Lensman wyprostował się na końskim grzbiecie, kie-

dy pozostali zatrzymali się, czekając na jego następną ko-
mendę.   Władczym   tonem   nakazał   dwóm   mężczyznom 
przeszukiwać  teren  w  górę   rzeki,   dwóch wysłał  w  dół 
rzeki,   a   kolejni   dwaj   mieli   spenetrować   pobliski   teren 
leśny. Lensman czuł się pewniej na myśl o tym, że trzech 
ludzi zostało z nim na otwartej łące. Cała czwórka zsiadła 
z wierzchowców. Byli zmęczeni, puścili konie, by posku-
bały trawę i ugasiły pragnienie.

- Panie Thuesen! - doleciało wołanie z lasu i pojawił

127

background image

się jeden z mężczyzn. - Uważam, że powinien pan rzucić 
okiem!

Lensman powiadomił kompanów, by udali się razem z 

nim.  Napięcie rosło wraz z każdym  metrem,  z którym 
zbliżali się do ludzi przeszukujących las.

-Znaleźliście parobka? - zapytał zaintrygowany.
-Nie - odpowiedzieli wymijająco. - Ale zauważyliśmy 
z   daleka   kruka,   który  sfrunął   na   ziemię,   a   gdy  po-
deszliśmy   bliżej,   ptak   zniknął   w   tamtej   grocie   - 
wskazał ręką.
-No proszę, no proszę - mruknął lensman uradowany. 
Teraz i on dostrzegł otwór w skale. Niezbyt wysoko i 
niezbyt szeroki, ale wydawał się dość głęboki. Może 
tam   leżą   zwłoki   Erlinga?   Jeśli   tak,   stwierdził,   to 
znaczy,   że   parobek   padł   ofiarą   przestępstwa.   Ranny 
człowiek   raczej   nie  chowa   się   w   takim   miejscu. 
Zaciekawiony   uklęknął   i   zajrzał   niepewnie   do 
ciemnego wnętrza.
-Poświećcie mi tu czymś! - zakomenderował, czując 
w ciele mrowienie. Pomyśleć, jeśli znajdą tu Erlinga!

Zaraz któryś z mężczyzn zapalił kawałek suchej gałę-

zi.   Płomień   był   lichy,   dlatego   lensman   niósł   gałąź 
powoli. Płomień zamigotał, ale rozświetlił wnętrze groty 
na parę metrów.

- Niee - odezwał się lensman zawiedziony. - Nic tu

nie ma.

W tej samej chwili usłyszeli głośne „kra, kra", które od-

biło się echem o skałę, i nim lensman zdążył się cofnąć, 
czarny kruk wyleciał z groty, niemal uderzając go skrzyd-
łami w twarz. Pan Thuesen zamachał przerażony palącą 
się gałęzią, żeby się obronić, i przypiekł pióra na skrzyd-
łach ptaka, który odleciał spłoszony, nie doznając chyba

128

background image

poważnych   szkód  przez   przypadkowe   zetknięcie   z   og-
niem.

Lensmanowi   serce   waliło   młotem.   Całkiem   zapo-

mniał, że ludzie mówili mu o wlatującym do groty kruku, 
i zderzenie z nim wręcz go przeraziło. Złapał się za szyję 
i dysząc ciężko, oznajmił przybity:

- Grota  jest  pusta,  ale  nie  mam   wątpliwości,  że  tu

w środku coś było ukryte. Przecież ptaki nie krążą wokół
takich miejsc, chyba że wyczują zdobycz. A już na pewno
nie wchodzą bez powodu do ciemnych i ponurych grot.

Wszyscy pokiwali zgodnie głowami, przyznając lens-

manowi rację.

Pan Thuesen, nie podnosząc się z kolan, rzucił zdecy-

dowanie:

- Kontynuujemy poszukiwania! Zapewne zwłoki zo

stały dopiero co stąd zabrane. Musimy się dowiedzieć, kto
to zrobił...

Pot kapał  z czoła  Kristianowi, który stał ukryty wśród 
świerków i słyszał rozmowę lensmana i jego ludzi. Ner-
wy miał napięte jak postronki, czuł się nieswojo, a rozsą-
dek nakazywał mu, by jak najszybciej stąd uciec. Mimo to 
nie miał odwagi się poruszyć. Bał się, że jeśli pociągnie za 
sobą Srebrnego Księcia, zdradzą ich odgłosy. Oczywiście 
mógłby się jakoś próbować tłumaczyć, że chciał się włą-
czyć do poszukiwań i odnalazł ciało Erlinga przed nimi. 
Uważał pana Thuesena za człowieka dość ograniczonego, 
ale wiedział, że głupcem z pewnością nie jest. Domyśliłby 
się od razu, że Kristian usiłował ukryć zwłoki, i zasypałby 
go gradem pytań.

129

background image

Kiedy lensman dał rozkaz, by kontynuować poszuki-

wania, nogi się pod nim ugięły. Wiedział, że są na jego 
tropie. Na szczęście grupa nie wyruszyła od razu za nim 
w pogoń, ale wycofała się z powrotem na łąkę, by powia-
domić resztę, iż Erling zapewne leżał w grocie, ale ktoś go 
stamtąd zabrał, i wyjaśnić, że nie przerywają poszukiwań, 
tylko podążają za tym, kto to zrobił.

Dopiero wtedy Kristian dostrzegł swoją szansę, by się 

wymknąć. Poklepał Srebrnego Księcia uspokajająco po 
grzywie i ostrożnie owinął jedną wodzę wokół końskiego 
pyska.   Srebrny  Książę   szarpnął   łbem   poirytowany,   nie-
przyzwyczajony, by tak go krępować, ale Kristian przemó-
wił do niego łagodnym szeptem. Nie ścisnął zbyt mocno 
rzemienia   wokół   pyska,   ale   na   tyle   tylko,   by   koń   nie 
mógł go otworzyć i zarżeć. Z piersi zwierzęcia dało się 
słyszeć złowrogie pomrukiwanie, ale powoli zwierzę się 
uspokoiło.

Kristian poprowadził konia na prawo, w głąb gęstego 

lasu. Bywał tu wielokrotnie i wiedział, że za chwilę wyj-
dzie na zarośniętą ścieżkę, skąd już będzie mógł pocwało-
wać do Svartdal.

Odetchnął, gdy istnienie ścieżki się potwierdziło. Co 

prawda kwiaty i gęste krzewy niemal całkiem ją zarosły, 
ale   wciąż   jeszcze   dało   się   ją   zobaczyć.   Cmoknął   na 
Srebrnego Księcia, który natychmiast go posłuchał. Kri-
stian biegł przodem, a zaraz za nim koń. Raz po raz oglą-
dał się za siebie, by sprawdzić, czy nie osunął się ładu-
nek. ..

Nie miał pojęcia, jak długo biegł, nabrał jednak w koń-

cu przekonania, że lensman ze swoimi ludźmi już go nie 
odnajdzie. Uznał też, że nie zdąży na czas do Svartdal.

130

background image

Musi pogrzebać Erlinga gdzieś po drodze, choć planował 
wrzucić jego zwłoki do kompostu w swojej posiadłości. 
Zmienił zdanie, stwierdziwszy, że lepiej, by nikt nie wi-
dział, co robi. Zresztą gdyby lensman uparł się w swoich 
poszukiwaniach, mógłby znaleźć zwłoki u niego we dwo-
rze, a tego by wolał uniknąć.

Wbił łopatę w ziemię. Wierzchnią warstwę stanowił 

wilgotny   gęsty   mech,   wnet   jednak   dostał   się   do   bru-
natnego torfu. Szpadel uderzał raz po raz o jakiś większy 
kamień, ale wtedy Kristian pochylał się i go wyrzucał, po 
czym kopał dalej. Bolały go mięśnie od tej ciężkiej pracy w 
niewygodnej   pozycji,   ale   ból   nie   był   w   stanie   go   po-
wstrzymać. Raz za razem z niezwykłą siłą wbijał szpadel 
w ziemię. Kupka ziemi obok dołu rosła w szybkim tem-
pie.

Nie miał pojęcia, jak długi i głęboki ma być grób, ale 

uznał, że zwłoki powinny się w nim mieścić swobodnie. 
Nie może dopuścić do tego, by wystawały dłoń czy stopa. 
Czytał   kiedyś   o   mordercy,   którego   brutalne   zabójstwo 
zdemaskowano,  ponieważ  lis wygrzebał  zwłoki  z ziemi. 
Ciało   znalazł   przypadkowy   przechodzień,   a   śledztwo 
doprowadziło do mordercy,  który żałując swego czynu, 
przyznał się od razu do winy.

Kiedy grób był już odpowiednio duży, Kristian znów 

owinął chustkę wokół twarzy i zakrył usta. Rozwiązując 
sznur, którym  przymocował  zwłoki do siodła, zamknął 
oczy. Poluzował węzły, ale musiał odejść na parę metrów, 
by złapać oddech. Zaraz jednak wziął się w garść, chwycił 
za martwe nadgarstki i pociągnął ciało do dołu.

W głowie słyszał ostrzeżenie, że zmarłym należny jest 

szacunek. Dlatego też ułożył Erlinga ostrożnie w ziemi.

131

background image

Wolał nie ryzykować, że później będą go dręczyć wyrzuty 
sumienia. Uczyni wszystko, by godnie pogrzebać Erlin-
ga-

Kristian stanął i wbrew swej woli zerknął na zmarłego.

Wszystko jednak wskazywało na to, że los zadecydował 
za niego. Mdłości podeszły mu niebezpiecznie do gardła. 
Odwrócił głowę ze smutkiem. Widok był okropny... Na 
pewno będzie go prześladować całymi  miesiącami,  kto 
wie, czy nie do końca życia, zdawał sobie z tego sprawę. 
Być może było to cynizmem z jego strony, ale teraz naj-
ważniejsze   wydawało   mu   się,   żeby   pomóc   Indze. 
Parobek  i   tak   już   nie   żyje.   Sentymentalne   mrzonki   i 
wyrzuty sumienia nie uratują ani jego córki, ani Erlinga. 
Może powinienem donieść na córkę, krew z mojej krwi, 
zastanawiał   się,   ale   czy   to   w   jakikolwiek   sposób 
pomściłoby   śmierć   Erlinga?   Nie   -   odpowiedział   sobie 
ponuro   Kristian.   Er-ling   nie   zmartwychwstanie   i 
sprawiedliwości nie stanie się zadość.

Inga nie odzyska spokoju, odbywając karę w więzie-

niu. W każdym razie nie według jego oceny. Inga dokona-
ła już wyboru, ukrywając zwłoki Erlinga w lesie. Wyraź-
nie nie chciała być oskarżona o morderstwo.

Ale jak to wpłynie na jego przyszłość? Czy poczuje, 

że zwyciężyła sprawiedliwość? Nie. Przeżył już coś po-
dobnego   w   latach   młodości.   Uważał   się   za   uczciwego 
człowieka, kiedy więzienna brama w twierdzy Akershus 
zamknęła się za nim. Boleśnie także doświadczył, że zło 
często zwycięża dobro...

Pod wpływem ponurych wspomnień na chwilę zapo-

mniał o rzeczywistości. Ale przecież nie wolno mu teraz 
roztrząsać przeszłości. Musi zadbać o to, by Erling ni-

132

background image

gdy nie został odnaleziony, a potem dosiąść konia i po-
śpiesznie  wracać  do  Gaupås. Tam  musi,  niezauważony 
przez nikogo, odwiesić łopatę na miejsce w stajni. Nikt 
nie może wiedzieć, że odjechał z narzędziem do kopania. 
A już zwłaszcza lensman. Kristian przypuszczał, że służba 
okaże się lojalna wobec Ingi, nie miał jednak odwagi bez-
myślnie ryzykować, że się domyśla, do czego potrzebna 
mu była łopata...

Ponadto nie wiedział, jak długo lensman przeciągnie 

poszukiwania. Wkrótce na dobre się ściemni, a wówczas 
szukanie mija się z celem. Pan Thuesen będzie zmuszony 
wrócić do Gaupås, by zająć się więźniem. Jak zareaguje, 
gdy się dowie o ucieczce Ingi? Nie ma co się martwić na 
zapas, pomyślał zrezygnowany, ale w duchu pomodlił się, 
by Laurens tym razem przyszedł mu z pomocą. Nie powi-
nien wykorzystywać tego, że były szwagier gorąco łaknął 
zgody, ale... Kristian nie miał nawet siły się usprawied-
liwiać. Co się stało, to się nie odstanie. Laurens był jedy-
nym człowiekiem, jakiego spotkał w drodze na łąkę. Może 
też jedynym, któremu mogłeś zaufać, dodał uszczypliwie 
jego wewnętrzny głos. W żyłach Laurensa i Ingi płynie ta 
sama krew. Przecież Laurens nie zostawi w potrzebie swo-
jej siostrzenicy. Na pewno nie, stwierdził Kristian, kręcąc 
głową. Bo nawet on sam zauważył, jak Laurensowi bardzo 
zależało, by dowiedzieć się jak najwięcej o Indze. Bardzo 
tęsknił za kontaktem ze swoją siostrzenicą.

Niepokój pobudził Kristiana do działania. Koniec tych 

rozmyślań! Musi za wszelką cenę wrócić do Gaupås przed 
lensmanem i tam czekać jakby nigdy nie na stróża prawa. 
Byłby   w   pełni   spokojny,   gdyby   Laurens   zdołał   znaleźć 
Ingę  i sprowadzić ją z  powrotem do dworu.  Wówczas 
pan

133

background image

Thuesen nie miałby żadnych dowodów i nie mógłby po-
stawić jej zarzutów.

Kristian podniósł łopatę wysoko nad głowę i wbił ją w 

stertę wykopanej ziemi. Targany smutkiem, ale nie bez 
ulgi, zauważył, że już pierwsze porcje ziemi zakryły zma-
sakrowaną twarz Erlinga. Martwy parobek nie wykrzywia 
się już do mnie ponuro, pomyślał zdenerwowany. Piąta i 
szósta łopata pełna piachu zakryły pierś. Szybko,  choć 
nie dostatecznie szybko, zwłoki zostały zasypane. Kiedy 
ziemia zakryła wszelkie ślady, Kristian ubił i przyklepał 
nierówności łopatą. Potem przymocował ją do siodła, a 
następnie nazbierał naręcze suchych gałązek i pożółkłych 
liści. Zamyślony rozsypał je na z pozoru niewidocznym 
grobie.

Ostrożnie   rozwiązał   konia   i   odszedł   kawałek   dalej. 

Odwrócił się raz jeszcze i rzucił okiem po raz ostatni. 
Nikt nie zauważy,  że tam, zaledwie parę metrów dalej, 
leży człowiek zabity przez moją córkę, pomyślał...

background image

12

Laurens miał wrażenie, że szuka Ingi na oślep. Och, gdyby 
Kristian nie zabraniał mu kontaktu z siostrzeńcami przez 
wszystkie te lata, na pewno miałby jakieś pojęcie, gdzie 
zazwyczaj chowa się Inga, gdy jest smutna i zrezygnowa-
na.

Młode dziewczęta mają skłonność do ucieczki, gdy ich 

serca zmagają się z kłopotami miłosnymi albo gdy szaleją 
z zazdrości. Kristian wspomniał, że Ingebjorg powiedzia-
ła Indze coś na temat swojego związku z Martinem. Jakie-
go związku? - zastanawiał się Laurens. Martin traktował 
wprawdzie pannę z 0vre Gullhaug z galanterią, nic jed-
nak nie wskazywało na to, by łączyła ich bardziej intym-
na zażyłość. Zauważył raczej, że młody dziedzic traktował 
Ingebjerg z pewnym dystansem.

Kiedy Martin opowiedział Ragnhild i jemu, że pragnie 

poślubić  jedynie   Ingę,  wszystko  stało się  dla  Laurensa 
jasne. Jak mógł być taki ślepy? Powinien był już dawno 
zauważyć napięcie między kuzynami, oczy pełne blasku, 
gdy napotykały się ich spojrzenia... Z czasem domyślił

135

background image

się, że Ragnhild o tym wiedziała, ale nic mu nie mówiła. 
Jej milczenie bardzo go zabolało, musiał to przyznać, bo 
wyglądało na to, że żona nie chce, by tych dwoje związało 
się ze sobą. Dziwnie jakoś poczuł się urażony, że żona nie 
chce przyjąć  do rodziny osoby,  w której żyłach  płynie 
jego krew. Przecież Inga jest córką Jenny, jego siostry... 
Cóż, Ragnhild miała pewnie swoje powody, ale jego sa-
mego bardzo ucieszyło, że Inga zostanie jego synową.

A teraz Inga zniknęła...
Kristian nie wyjawił do końca, z jakiego powodu Inga 

uciekła z  Gaupås. Nie powinien jednak sądzić, że udało 
mu się oszukać Laurensa. W końcu kiedyś łączyła ich dłu-
goletnia przyjaźń i Laurens potrafił zdemaskować u niego 
każdą nawet najmniejszą zmianę tembru głosu. Poznawał 
także po ruchu głowy, gdy Kristian unikał wchodzenia w 
szczegóły.

Poza tym Laurens nie rozumiał reakcji Ingi. Gdy zo-

stała żoną Nielsa, spotykali się raz po raz i widział w niej 
spokojną i zrównoważoną młodą kobietę, która potrafiła 
zarówno odpyskować, jak i działać energicznie, gdy coś 
jej stanie na drodze. Na pewno nie jest tchórzem. Dlatego 
wydało mu się dziwne, że mogłaby zechcieć odebrać sobie 
życie, jak sugerował Kristian, i to z powodu niespójnych 
plotek na temat miłosnych eskapad Martina. O nie, to zu-
pełnie nie pasowało do Ingi, żeby wybierać takie proste 
rozwiązanie - i to nie konfrontując wpierw plotek z tym, 
co ma do powiedzenia Martin.

Laurens minął konno stare, przekrzywione drewniane 

znaki, na których widniały napisy „Storedal" i „SvartdaT. 
Storedal zostawił za plecami. Dawno już nie cwałował na 
prawo w stronę Svartdal. To prawie jak podróż senty-

136

background image

mentalna, pomyślał ze smutkiem. Ileż to razy przemierzał 
kiedyś tę drogę... Z łatwością rozpoznawał każdy zakręt, 
każdy kamień przy rowie...

Kiedy droga się poszerzyła, pognał konia. Zaraził go 

niepokój Kristiana. To prawda, że Kristian bywał gwał-
towny  i  porywczy,   ale  tym  razem zachowywał   się  jak 
spłoszony zwierz. Choć równie dobrze można by wytłu-
maczyć jego zachowanie zakłopotaniem, że musi prosić o 
pomoc Laurensa. Ten jednak wyczuwał, że pod sztywną 
maską opanowania krył się strach.

Nad doliną zapadał zmierzch, ale droga wiła się niczym 

jasnoszara wstążka. Koń zmęczył się po chwili, lecz Lau-
rens kazał mu wciąż galopować. Znał możliwości swojego 
konia i wiedział, że wytrzyma w tym tempie jeszcze parę 
kilometrów.

I właśnie wtedy w głowie Laurensa pojawił się prze-

błysk wspomnienia. Zamyślony zawrócił konia i cofnął 
się   kawałek.   Jenny  pokazała   mu   kiedyś   miejsce,   które 
miało szczególne znaczenie dla rodu Svartdalów. W tym 
momencie nie mógł sobie przypomnieć, jak się ono na-
zywa, ale zdaje się, że właśnie tam w bardzo tragicznych 
okolicznościach zmarł brat bliźniak Kristiana. Sam Kri-
stian nie zdradził się na ten temat nigdy nawet słowem, 
ale Jenny zdaje się słyszała tę historię od Emmy. A kobiety 
z rodu Svartdalów miały w zwyczaju zbierać tam mech... 
Tak, Moseplassen, tak się nazywa to miejsce! - przypo-
mniał sobie nagle Laurens.

Zaświtała w nim nadzieja, że i Inga zna tę historię. 

Może dzięki niej poczuła silniejsze więzi ze swym rodem. 
Wystarczająco silne, by przybiegać w to miejsce, gdy mia-
ła ochotę powspominać, a także w rozpaczy i bezsilności.

137

background image

Laurens nie miał pojęcia, ale uznał, że musi zaryzyko-

wać, iż znajdzie tu Ingę. Równie dobrze może się okazać, 
że to błędny trop, i tylko straci cenny czas. Tak czy inaczej 
szukał po omacku. Pamięć trochę go zawiodła, bo kiedy 
oglądali to miejsce z Jenny, podjechali na dół od strony 
wielkiego rumowiska. Stali na skraju lasu i patrzyli w górę 
na występ skalny, z którego spadł Jorgen.

W   zapadających   ciemnościach   Laurens   zgubił 

ścieżkę.  Postanowił   odszukać   szczyt   rumowiska,   uznał 
więc, że lepiej zostawić konia uwiązanego do drzewa i 
zejść ostrożnie w dół, by sprawdzić, czy nie ma tam Ingi.

W niewysokich zaroślach zaszeleściły liście, kiedy Lau-

rens zsiadł z konia. Zdziwiony zawołał:

- Inga?!
Cisza.
Laurens zwilżył wargi i powtórzył głośniej:
-Inga? Jesteś tu?
-Czego ode mnie chcesz? - usłyszał ochrypły głos. 
Laurens poczuł taką ulgę, że miał ochotę roześmiać

się na cały głos, jednak odpychający ton Ingi nakazał mu 
opanowanie. Ale jakże cudownie było wiedzieć, że sio-
strzenica żyje.

-Kristian prosił mnie, bym cię odnalazł. Powiedział, 
że...
-Tata rozmawiał z tobą?
-Tak, spotkaliśmy się na drodze. Mówił, że ma do za-
łatwienia ważną sprawę, ale nie wyjawił jaką. Bardzo 
się o ciebie niepokoił, Ingo! - Laurens rozglądał się 
desperacko,   ale   nigdzie   nie   widział   siostrzenicy. 
Zapewne schowała się za jakimiś krzakami.
-Ma powody do niepokoju - wymamrotała Inga.

138

background image

Laurens zasępił się na te słowa. Drżący i zapłakany 

głos siostrzenicy napełnił go lękiem. Słyszał, że czyści nos 
w chusteczkę. Z jakiegoś powodu jest kompletnie wytrą-
cona z równowagi, ale nadal nie rozumiał, czemu przyszła 
to miejsce. Podjął próbę, by ją uspokoić.

-Inga,   kochanie,   wiedz,   że   to   wszystko,   co   mówiła 
Ingebjorg   o   Martinie,   to   jej   wymysły!   Całkowite 
kłamstwa! Znam mojego syna na tyle, że wiem z całą 
pewnością, że między nimi do niczego nie doszło.
-A więc ojciec ci nie powiedział - odparła Inga stłu-
mionym głosem i zamilkła.
Laurens utwierdził  się  w  podejrzeniach,  że  to  nie  z 

powodu plotek na temat  rzekomego związku pomiędzy 
Martinem i Ingebjorg Inga uciekła z domu. Zresztą nie 
pasowało to zupełnie do jej osobowości. Tym bardziej, że 
napomknęła, iż o czymś mu nie powiedziano. Co takiego 
ukrył przede mną Kristian? I dlaczego ten uparty osioł to 
zrobił? Jeśli Inga naprawdę chce sobie odebrać życie, to 
chyba   ten   dureń   powinien   zrozumieć,   że   ja   muszę 
wiedzieć o wszystkim!

Laurens powoli przeszedł parę metrów naprzód. My-

ślał, że Inga tego nie zauważy, ale ona nagle podniosła 
się i cofnęła gwałtownie.

-Stój!   -   wykrzyknęła   oszalałym   głosem,   trzymając 
przed sobą ramiona w geście obronnym. - Ani kroku 
dalej!
-Inga - prosił ją Laurens zdenerwowany. - Chciałem 
tylko...

Urwał,   widząc   naznaczoną   wzburzeniem   twarz   sio-

strzenicy. Ze zgrozą stwierdził, że jest całkiem nie do po-
znania. Włosy w nieładzie, cera blada, niemal ziemista,

139

background image

a oczy... Drgnął, gdy uchwycił jej spojrzenie. Miała takie 
same jak Jenny piękne niebieskie oczy, które teraz, szero-
ko otwarte, mieniły się dziwnym blaskiem, przywodząc 
na myśl oczy szaleńca. Przypominała skazańca, którego 
zmuszono, by uklęknął na szafocie i położył głowę pod 
topór.

-Zrobiłam   coś   niewybaczalnego   -   zaszlochała   Inga, 
zaciskając zęby.
-Tak jak my wszyscy - pocieszył ją łagodnie Lau-rens. 
- Każdy zgrzeszył w ten czy inny sposób. Jedni po-
ważniej, inni mniej...
-Ale nie tak jak ja - płakała Inga.

Laurens jeszcze nigdy nie widział, by ktoś dosłownie 

rozpadał się psychicznie na jego oczach, tak jak to się 
właśnie działo z jego siostrzenicą. Tak bardzo chciał ją 
objąć ramieniem i zapewnić, że zawsze jest jakieś wyjście, 
ale nie mógł tego uczynić. Bo gdy robił krok naprzód, 
ona cofała się gwałtownie i teraz znajdowała się na sa-
mym skraju rumowiska. Jeśli podejdę bliżej, ona rzuci się 
w dół. Obserwując, w jakim jest stanie ducha, nie miał już 
żadnych wątpliwości, że gotowa jest rzucić się w otchłań 
przepaści.

- Powiedz mi o wszystkim, Ingo - błagał przyjaznym

głosem. - Uczynię wszystko, co w mojej mocy, by ci po
móc.

Inga trzęsła się jak w febrze, ale na moment  w jej 

oczach błysnęła nadzieja, która jednak szybko zgasła.

- Lensman będzie oskarżał mnie o okropne rzeczy,

a ja nie mogę zaprzeczyć, bo to wszystko prawda... - wy
szeptała udręczona. Ukrywszy twarz w dłoniach, zaszlo
chała tak, że jej szczupłe ramiona zadrżały.

140

background image

-Co z Kristianem? - zapytał Laurens, by podtrzymać 
rozmowę. Musiał za wszelką cenę powstrzymać ją od 
desperackiego kroku w przepaść. Nie miał kompletnie 
pojęcia,   o   jakim   przestępstwie   mówi   siostrzenica, 
dlatego starał się delikatnie wydobyć  z niej przebieg 
zdarzeń.
-Twój ojciec na pewno wymyślił jakiś plan. Bardzo 
mu   zależało,   żebym   cię   odnalazł.   Odniosłem 
wrażenie, że on sam w tym  czasie musi  zrobić coś 
innego, ważniejszego.

Co takiego? - zastanawiał się Laurens rozgoryczony. 

Co może być ważniejsze od powstrzymania córki od po-
pełnienia samobójstwa?

- Ojciec nie zdąży na czas - chlipała Inga, nerwowo

zaplatając   palce.   -   Nic   nie   rozumiesz,   stryju...   tak  czy 
ina
czej czeka mnie wyrok.

Wpatrywała się w niego swymi zrozpaczonymi, nie-

szczęśliwymi oczami.

A więc dlatego Kristian tak się śpieszył, zrozumiał 

końcu Laurens. Musiał zdążyć coś zrobić. Kolejny frag-
ment układanki znalazł się na właściwym miejscu, wciąż 
jednak pozostawało wiele niewiadomych.

-Ojciec usiłował zakryć łopatę, ale mu się to nie uda-
ło, bo zauważyłem. Po co mu była łopata?
-O Boże, o Boże - żaliła się przerażona, kręcąc głową. 
-   A  więc   o  to  mu   chodziło...   Nie   sądziłam,   że   po-
traktuje to poważnie. Och, na co ja naraziłam swojego 
Djca?
-Kristian z własnej woli poświęcił się dla ciebie, Inga 
- rzekł Laurens, nakłaniając ją dyskretnie do dalszych 
wierzeń.   -   Prawda?   -   Przerażało   go   jej   dzikie, 
błyszczące

141

background image

spojrzenie. Szklane oczy, w których jest życie, ale zarazem 
rezygnacja.

- Ojciec nie wie, co go czeka - wyjąkała Inga niepew

nie.

Laurensa przeszedł dreszcz. Wyglądało na to, że Indze 

się zdaje, iż jest sama. Rozmawia jakby sama ze sobą. Raz 
po raz odkrywa tajemnice, ale dość połowicznie. Pocie-
szył ją nieporadnie:

- Kristian potrafi wiele znieść. Waśń rodowa sprawi

ła, że stał się twardy.

Te słowa niczym magiczne zaklęcie obudziły ją z le-

targu. Na bladej twarzy odmalowała się ciekawość, zaraz 
jednak znów pogrążyła się we własnych rozmyślaniach. 
Laurens   czuł   niemal   fizyczny   ból,   gdy   na   nią   patrzył. 
Wcześniej za wszelką cenę chciała się dowiedzieć jak naj-
więcej o wrogości między Svartdal i Storedal, ale teraz na-
wet ten temat nie był w stanie obudzić w niej ciekawości. 
Dopiero teraz uderzyło go, że Inga musiała zrobić coś złe-
go, coś niewybaczalnego...

-Złóż   swój   ciężar   na   moje   barki,   dziecino   -   błagał 
Laurens.   -   Może   w   ten   sposób   będę   mógł   uciszyć 
wyrzuty sumienia i zapłacić za to, że zawiodłem twoją 
matkę i Kri-stiana...
-Tak się nie da - odparła bezbarwnym głosem Inga. 
-Nie   da   się   naprawić   tego,   czego   się   dopuściłam. 
Dlatego najlepiej, jeśli zabiorę tę tajemnicę ze sobą do 
grobu...
-Nie!   -   krzyknął   Laurens   gorączkowo,   kiedy   za-
chwiała się nad przepaścią. - Nie jest za późno, póki 
nie zostaniesz uznana za winną, a lensman nie założy 
ci kajdanków. Dopiero wtedy nie ma już wyjścia.
-Masz rację - przyznała Inga ze smutkiem. - Ale ja

142

background image

nie mogę z tym żyć, Laurens. Koszmary będą mnie prze-
śladować wiecznie. Jestem tym już taka zmęczona... Zmę-
czona tym udawaniem.

Laurens zastanawiał się, czy doskoczyć  do niej, ale 

wciąż   nie   miał   pewności,   że   zdąży   ją   złapać,   zanim 
cofnie się w przepaść. Odległość między nimi nie była już 
taka duża, ale Inga stała niczym spłoszone zwierzę gotowe 
do ucieczki Zbyt gwałtowny ruch z jego strony, a rzuci się 
wprost w objęcia śmierci.

- Ja nie chcę żyć  w nieświadomości - rzekł zrozpa

czony Laurens. - Powiedz, z czym się zmagasz! - błagał
załamany, sądząc, że jeśli więcej się dowie, tym większa
szansa, że zdoła przemówić jej do rozsądku.

Inga, targana wątpliwościami, pokiwała wreszcie gło-

wą z namysłem.

- Wydajesz się dobrym człowiekiem, Laurens. Tak mi

przykro, że nie poznaliśmy się wcześniej. Nie obwiniam
cię  o  to.  To  mój   ojciec  przez  cały czas uniemożliwiał 
nam
spotkanie.

Laurens nie chciał na to odpowiadać. Inga wprawdzie 

sama tak stwierdziła, ale nie był pewien, jak by zareago-
wała, gdyby usłyszała to z jego ust. Mogłoby to ją tylko 
sprowokować.   Czekał   więc,   pozostawiając   jej   decyzji, 
czy zechce opowiedzieć, co się stało. Nie chciał, by odczu-
ła z jego strony jakikolwiek nacisk.

Wtedy Inga zerknęła za siebie, zupełnie jakby ocenia-

ła odległość ze szczytu rumowiska w dół. Nerwowe drże-
nie ogarnęło Laurensa. Może powinien ją teraz chwycić? 
Och, co robić? Nie wiadomo, czy Inga zdecyduje się sama 
na skok, ale jeśli ją przestraszy, może przesądzić o tym, 
że wybierze śmierć.

143

background image

- Wyjaśnij mi, Ingo, dlaczego uważasz się za grzesz

nika. Sądzę, że tyle jesteś mi winna. I Martinowi także.
To nie w porządku, że on się nigdy nie dowie, co cię tak
dręczyło, że...

Na dźwięk imienia Martina Inga zatrzymała się na sa-

mym skraju głazu.

- Przynajmniej nie będzie musiał żyć u boku morder

czyni - wyszeptała cicho. - Nie zasługuje na to. Domyśli
łam się od razu, że pan Thuesen zastanawia się, czy to nie
ja zabiłam Gudrun, a dziś wieczorem zapewne tylko uzys
ka potwierdzenie swoich podejrzeń.

Słowa te raziły Laurensa jak błyskawica. Zdawało mu 

się, że wokół głowy zaciska się mu żelazna obręcz. Na 
Boga,   czy   Inga   naprawdę   zabiła   Gudrun?   Śmierć   sy-
nowej nastąpiła gwałtownie, ale nikt w Storedal nawet 
nie podejrzewał Ingi o coś takiego! Laurens nie miał od-
wagi jej oskarżać, raczej starał się ją przekonać, że nie 
ma w tym jej winy. Ale czy to coś da? - myślał wzburzo-
ny.

-Przecież   lensman   nie   może   tego   w   żaden   sposób 
udowodnić   -   uspokajał   ją   łagodnie.   -   Gudrun   od 
dawna spoczywa w grobie, przecież wiesz...
-Ona   tak -   przyznała   Inga   pozbawionym  życia  gło-
sem.   -   Ale   dopatrzy   się   związku,   kiedy   razem   ze 
swoimi ludźmi odnajdzie dziś wieczorem Erlinga...
Laurens zmarszczył brwi zdezorientowany.
- Tego żniwiarza, który zaginął? A co on ma wspólne

go z Gudrun? - zapytał niewyraźnie.

Inga podniosła lekko spódnicę i weszła na najwyższy 

kamień, który zakołysał się pod jej ciężarem. Zdołała jed-
nak utrzymać równowagę.

144

background image

- Dlatego, Laurens, że... - Zacisnęła powieki i pokrę-

ciła głową. - Że jego też zabiłam.

Martin był poirytowany. Rozumiał, że Ingebjorg, szalejąc 
z   zazdrości,   nakłamała   Indze   o   swoim   rzekomym 
związku z nim, ale jak mogła ją oskarżyć o to, że zabiła 
parobka?! Jeśli ktoś wysuwa tak poważne oskarżenia, to 
powinien mieć przynajmniej jakieś dowody.

Nie wierzył, by Inga mogła zadać śmierć Erlingowi! 

Hedvig jest kłamczucha, a teraz nakłoniła jeszcze córkę, 
by   wymyśliła   taką   nieprawdopodobną   historię.   Hedvig 
miała  język  węża. Współczuł Ingebjorg, że wychowała 
się   w   domu,   gdzie   posługiwano   się   groźbami   i   kłam-
stwem.

Gniadosz wspinał się posłusznie pod górę. Martin nie 

miał pojęcia, gdzie może być teraz Inga, więc pozostawa-
ło mu tylko ufać, że ojciec zdołał natrafić na jej ślad. Sam 
postanowił dostać się na szczyt, skąd rozpościera się roz-
legły widok na okolicę. Może stamtąd ją zobaczy?

W głowie wciąż dźwięczały mu urywki zdań wypowie-

dzianych przez Hedvig i Ingebjorg, odsuwał jednak drę-
czące go myśli. Nie chciał osądzać, póki Inga nie będzie 
miała możliwości potwierdzić albo zaprzeczyć plotkom.

Co prawda Inga gdzieś zniknęła, ale Martin podejrze-

wał, że smutna i skrzywdzona potrzebowała na jakiś czas 
pobyć w samotności. Na pewno bardzo ją zabolało, kiedy 
usłyszała, że łączyły go z Ingebjorg intymne stosunki... 
Przecież nie znała prawdy.

Kiedy Gniadosz wspiął się na szczyt, Martin podniósł 

się w siodle. Trochę bolały go już pośladki. Zazwyczaj bez

145

background image

problemów jeździł konno po kilka godzin, ale teraz sie-
dział spięty i było mu niewygodnie.

Nagle coś zauważył, czujnie obserwując dolinę. W le-

sie, spory kawałek od niego, na szczycie skały mignął mu 
jakiś człowiek Nie, to nie skała, tylko rumowisko! Przy-
pomniało mu się, że to miejsce nazywają Moseplassen, a 
w   dzieciństwie   podczas   pieszych   wędrówek   i   konnych 
przejażdżek bardzo często je mijał.

W wieczornym zmroku niełatwo było dokładnie zo-

baczyć, co się dzieje w oddali, ale mógłby przysiąc, że stoi 
tam jego ojciec, Laurens. Rozpoznał go po białej koszuli 
i ciemnym swetrze. Ojciec nie nosił nigdy kapelusza, i te-
raz w mroku lśniły jego białe włosy. Martin złożył dłonie 
w trąbkę i krzyknął: - Tato! - Wołanie poniosło się  nad 
wierzchołkami   drzew,   ale   najwyraźniej   nie   dotarło   do 
ojca.

Martin nie wiedział, co robić. Jak porozumieć się  z 

ojcem? Jak się dowiedzieć, czy znalazł Ingę? Zamierzał 
krzyknąć ponownie, gdy w tej samej chwili dostrzegł jesz-
cze jedną postać. Gdy przesunął wzrok o parę centyme-
trów w prawo, odkrył, że ojciec stoi razem z jakąś kobietą. 
Hmm, właściwie nie miał pewności, że to kobieta, ale po-
stać była znacznie niższa i drobniejsza niż jego ojciec. To 
musi być Inga!

Ogarnęła go ulga i uśmiechnął się do siebie szeroko. 

Tak się o nią bał! Teraz już wszystko się jakoś ułoży, 
pomyślał, o ile przekona go, że plotki nie mają potwier-
dzenia w rzeczywistości. Co jest oczywiste, pocieszał się 
w duchu.

Zamierzał już skierować konia w dół zbocza i wyjechać 

Indze i ojcu na spotkanie, ale coś nagle przykuło jego uwa-

146

background image

gę. Dlaczego ojciec i Inga stoją od siebie tak daleko? Oj-
ciec wyciąga do niej ręce niemal błagalnie, tak się Martino-
wi przynajmniej zdaje, a Inga na ten gest się cofa. Przeraził 
się. Czy ojciec nie widzi, że Inga stoi niebezpiecznie blisko 
skraju rumowiska?

Nie odrywając wzroku od tych dwojga, Martin pogonił 

Gniadosza, który szedł posłusznie w dół. Scena, która ro-
zegrała się w tej samej chwili, sprawiła, że Martin ściągnął 
gwałtownie wodze. Nie, jęknął w duchu. To nie mogło się 
zdarzyć... Zanim ostro pogonił konia, zobaczył, że Inga 
przechyla się w tył. Ostatni obraz, który wbił mu się w pa-
mięć, to Inga rzucająca się w przepaść.

background image

13

Kristian uniósł się wysoko na końskim grzbiecie. Przed 
nim rozpościerał się dwór Gaupås. Rozglądał się uważnie 
za mieszkańcami dworu, ale nie zauważył żywej duszy. 
Zastanawiał się, jak wjechać dyskretnie na dziedziniec. 
Najważniejsze, aby nikt nie zauważył, jak będzie odwie-
szał łopatę na miejsce. Zastanawiał się, czy nie powinien 
raczej ukryć jej gdzieś w bezpiecznym miejscu, póki nie 
ucichnie całe to zamieszanie, ale co, jeśli Gulbrand będzie 
jej szukać albo lensman dostrzeże jej brak? Choć ta ostat-
nia możliwość jest chyba bardzo mało prawdopodobna, 
rozmyślał. Musiał jednak zadbać o to, by wszystko było 
jak należy. Inga nie może zostać uwięziona z powodu ta-
kiej bagateli.

Z ociąganiem cmoknął na Srebrnego Księcia. Nikt nie 

może usłyszeć, jak chrzęści żwir... Nikt nie może zauwa-
żyć go, zanim nie wykona swojego zadania. Miotały nim 
strach i wątpliwości. Tysiące pytań lęgło mu się w głowie. 
A co, jeśli Gulbrand jest w stajni? Przecież nie dowie się 
tego, póki nie wślizgnie się do środka. Może powinien po-

148

background image

zostawić konia gdzieś w pobliżu Gaupås? Ale czy nie wy-
dałoby się to dziwne?

Z napięcia aż zesztywniały mu mięśnie. Podjechał na 

koniu jeszcze kawałek i pomyślał: Póki co wszystko idzie 
jak najlepiej, ale jak długo? Miękko i cicho zeskoczył z 
końskiego grzbietu. Zerkając czujnie w stronę budynku 
mieszkalnego, pośpieszył do stajni. Z desperacją dosko-
czył do schowka na narzędzia. Nie rozglądał się na boki 
za służbą, zresztą nie miał na to czasu, bo manipulując 
niezgrabnie, umieścił łopatę na miejscu.

Oddychał z trudem i nogi się pod nim uginały, ale uda-

ło się! Kompletnie wyczerpany, ciężko dysząc, oparł się 
o ścianę. Ani Gulbrand, ani lensman, ani nikt inny nie za-
uważył jego machinacji. Ciarki mu przeszły na samą myśl, 
co by się stało, gdyby się pan Thuesen dowiedział, do cze-
go posłużyła łopata...

Kristian zdążył wyjść ze stajni, gdy na dziedzińcu zja-

wił się Gulbrand.

- Szukałem cię - rzucił Kristian, choć kłamstwo z tru

dem przeszło mu przez gardło. - Czy... czy Inga wróciła?

Krótkie niewinne pytanie, ale jakże ważne, uderzyło 

go w duchu.

W   zielonych   oczach   starego   służącego   mienił   się 

strach.

- Niestety, panie Svartdal. Mieliśmy nadzieję, że pan

ją znajdzie.

Kristian siadł na ławce w ogrodzie kompletnie wyczer-

pany.

- Nie,   nie   znalazłem.   Wierzyłem   mocno,   że   sama

wróci do domu...

Gulbrand siadł na ławce obok niego, ale na szczęście

149

background image

milczał. Kristian miał o czym rozmyślać i nie był skory do 
rozmowy.

Co prawda zwłoki Erlinga zostały lepiej ukryte, ale na 

co się to zda, jeśli lensman po swym powrocie nie zasta-
nie Ingi we dworze? Tylko utwierdzi go to w przekonaniu, 
że dopuściła się zbrodni. Proszę cię, Ingo - powtarzał w my-
ślach udręczony. Pośpiesz się... Wracaj czym prędzej...

A jeśli Inga nigdy nie wróci? - uderzyła go nagła myśl 

i poczuł się tak, jakby ktoś mu wymierzył siarczysty po-
liczek. Nigdy więcej... Zrozpaczony i bezradny poderwał 
się z ławki i miotał się niczym zwierzę w klatce, krążąc 
wokół Gulbranda. Chyba Inga nie... Gryząc palce, jęknął 
i zatrzymał się gwałtownie. Wzburzony odgarnął palcami 
czarną falującą grzywkę z czoła. Jego córka chyba nie ode-
brała sobie życia?

Rześkie   powietrze   wdarło   się   Indze   pod   suknię,   kiedy 
rzuciła się plecami w przepaść. Nie odwróciła się, by spoj-
rzeć śmierci prosto w twarz, dzięki czemu roztrzaska so-
bie czaszkę, gdy tylko spadnie na twarde głazy.

Wielokrotnie w ciągu ostatnich dwóch lat czuła się tak, 

jakby spadała bezwładnie, ale w ostatniej chwili łapała 
się  jakiegoś   zmurszałego   korzenia   i   od   niej   zależało, 
kiedy ustąpi pod jej ciężarem.

Inga krzyknęła i w tym samym momencie coś ją ścis-

nęło za ramię. Nie uczepiła się korzenia, ale to Laurens 
złapał ją jedną ręką. Poczuła silny ból, bo trzymał ją jak 
w imadle.

- Puść  mnie!  - krzyknęła  zagniewana.  - Pozwól mi 

samej zadecydować o własnym losie...

150

background image

Machała   histerycznie   nogami   w   nadziei,   że   się 

uwolni, ale nadaremno.

U Laurensa tymczasem strach ustąpił miejsca gniewo-

wi.

- Do diabła, Ingo, nie! - zagrzmiał nad jej głową. - Nie

można   być   takim   tchórzem!   Rozumiem,   że   cierpisz,
ale tak się składa, że nie jedyna w swojej rodzinie zostałaś
poddana takiej próbie.

Inga zerknęła w przepaść. Nie obchodziło ją już, co 

stryj   prawi  o tchórzostwie.  Nie  tego dotyczył  teraz  jej 
wybór. Straciła chęć do życia i skoro chce ze sobą skoń-
czyć, nikt nie ma prawa się w to mieszać.

- Kristian   został   niesłusznie   skazany   i   zamknięty

w więzieniu. Musiał opuścić swój ukochany dwór Svart-
dal,   pozostawiając   Jenny  samą,   bezbronną   z   dwojgiem
małych dzieci. Napiętnowaną przez wszystkich do końca
życia. Ale nawet Kristian nie wybrał takiego głupiego roz
wiązania.

W głosie Laurensa pobrzmiewał gniew.

-Nic mnie to nie obchodzi! - wyła Inga udręczona. - 
To jego decyzja, nie moja!
-Owszem - już spokojniej przyznał jej rację Lau-rens. 
- Ale twój ojciec nie poddał się także, kiedy umarła 
Jenny, choć mogę ci powiedzieć, że długo wahał się 
pomiędzy życiem a śmiercią. Ale co by mu dało, Ingo, 
zabrać  do grobu swoją rozpacz? Miałby zawieść was 
wszystkich,   Kristoffera,  Kristera,   ciebie,   całą  służbę 
we dworze?

.- Ojciec zawodził mnie przez wszystkie lata - płakała 

Inga żałośnie.

- Zapewne - zgodził się z nią ponownie. - Ale ty go

teraz nie zawiedziesz! Ani jego, ani mnie, ani Martina,

151

background image

a przede wszystkim nie własną córkę. Ty, która dorastałaś 
bez matki, wiesz najlepiej, jaka pustka pozostaje po...

Z wolna dochodziło do świadomości Ingi, że Laurens 

ma rację. Ale przecież zamordowała dwoje ludzi! Czy on 
nie pojmuje, jakie ją czeka piekło, gdy zostanie uznana 
przez sąd za winną? W swoim mniemaniu zawiodła Emi-
lię już tego dnia, kiedy zepchnęła drabinę, na której stała 
Gudrun... A kiedy odbędzie już karę więzienia, jakie ją 
czeka życie? Straciła szacunek do samej siebie, a wieś jej 
tego nigdy nie zapomni.

Inga przestała walczyć. Zrezygnowana zwisała bez-

władnie nad przepaścią, trzymana za jedną rękę. Bolała ją 
pacha.

- Bitwa nie jest jeszcze przegrana, Ingo - przekony-

wał ją Laurens z przejęciem. Siłą swych mięśni zdołał ją 
wydostać z niebezpieczeństwa. Nie poddał się, póki nie 
wciągnął jej parę metrów w głąb na bezpieczny grunt. Do-
piero wtedy pochylił się i dysząc ciężko, oparł się rękami 
o kolana, wyczerpany nadludzkim wysiłkiem.

Zdruzgotana Inga obróciła się na wznak i spojrzała 

w niebo, na którym zalśniły gwiazdy. Pod wpływem 
tego   piękna   rozpłakała   się   przestraszona,   że   mało 
brakowało, a już nigdy nie oglądałaby nieba usianego 
gwiazdami...

- Opowiesz mi wszystko po drodze - rzucił Laurens 

ostro. Jego ton, nieznoszący sprzeciwu, kazał jej przy-
taknąć. - Razem z twoim ojcem spróbujemy przemówić 
w twojej sprawie, Ingo. Uratujemy cię od grożącego ci nie-
bezpieczeństwa, nawet jeśli będziemy musieli uciec się do 
kłamstwa!

Oszołomiona i zawstydzona usiadła i nie odzywając

152

background image

się, strząsnęła z włosów liście i paprochy. Otrzepała też 
suknię z piasku i brudu.

Martin zastygł w bezruchu, gdy ujrzał rzucającą się w prze-
paść Ingę. Zabije się, zdążył jedynie pomyśleć, a w sercu 
poczuł taki ból, jakby go ktoś dźgnął nożem. Minęło za-
ledwie parę sekund, nim Laurens zdążył ją chwycić, tym-
czasem przez niego przetoczyła się lawina najróżniejszych 
doznań: niedowierzanie, tęsknota, rozgoryczenie i złość.

W pierwszej chwili sparaliżował go strach, a potem 

zdawało mu się, jakby uczestniczył w tym dramacie. Zu-
pełnie jakby sam spadał w dół w labiryncie bólu i cierpie-
nia. Kiedy zaś nabrał pewności, że Laurens złapał Ingę i jej 
już nie wypuści, ogarnęła go pulsująca radość. Zaraz jed-
nak ustąpiła bezsilnej złości. Inga powinna się wstydzić, 
że naraziła Laurensa na taki wstrząs! Co się z nią dzieje?

Jakiś wewnętrzny głos upomniał go, że Inga znalazła 

się w skrajnej rozpaczy. Być może, pchnięta w otchłań 
mroku, nie widziała innego wyjścia z sytuacji.

Nie! - odtrącił konsekwentnie tę myśl Martin. Jeszcze 

nie zapadł na nią wyrok Nie pojmował, jakie asy w rę-
kawie chowa lensman, ale przecież Inga wciąż ma prawo 
przedstawić swoją wersję. Władze nie mogą jej zamknąć 
za kratami, póki nie złoży wyjaśnień.

A przy okazji wiele osób zostanie pociągniętych do 

odpowiedzialności, myślał Martin z gniewem. Hedvig i 
Ingebjorg tym razem się nie wywiną. Odpowiedzą za te 
wszystkie plotki, jakie rozpuściły.

Kiedy Martin upewnił się, że Indze nie grozi już nie-

bezpieczeństwo, pogalopował prosto do 0vre Gullhaug.

153

background image

Już on zadba o to, by tamtejsza gospodyni dworu i jej ka-
pryśna córka znalazły się w Gaupås, kiedy przybędzie tam 
lensman ze swoimi ludźmi!

Skrawki   wspomnień   przesuwały   się   Kristianowi   przed 
oczami, niektóre tak bolesne i przykre, że skulił się pod ich 
natłokiem. Na szczęście były też przebłyski radości i har-
monii, ale nie równoważyły one tych złych wspomnień 
dotyczących  przypadku Ingi, niestety.  Wcześnie uświa-
domił sobie, że traktuje córkę surowo i niesprawiedliwie, 
ale   nigdy   nie   zdobył   się   na   to,   by   ją   poprosić   o 
przebaczenie. Wiele razy był tego bliski, ale nie potrafił 
się ukorzyć. Nie leżało to w jego naturze. Nie wiedział 
dlaczego. Co by szkodziło, gdyby córka dostrzegła w nim 
także   przyjazne  cechy   i   przede   wszystkim   wrażliwość? 
Czyżby obawiał się,  że   się   załamie   i   pokaże   jej   swoją 
prawdziwą naturę?

Udręczony przypomniał sobie nagle, jak Inga leżała w 

gorączce   po   tym,   gdy   z   narażeniem   własnego   życia 
uratowała tonącą Gudrun. Poprzysiągł sobie wówczas, że 
przeprosi ją za swoje odpychające zachowanie, jeśli tylko 
będzie mu dana taka szansa. I Inga cudem z tego wyszła. 
Ale   czy   on   dotrzymał   przyrzeczenia?   Nie.   Stchórzył. 
Pocieszał się jednak, że nie złożył publicznie przyrzecze-
nia.

Kristian przebierał niespokojnie nogami niczym kar-

cony batem koń. Zauważył, że Gulbrand przygląda mu się 
zdziwiony, ale nie zważał na to. Nie był w stanie wziąć się 
w garść.

- Nadjeżdża pan Thuesen ze swoimi ludźmi - przy-

biegł z wieścią zdenerwowany Arne.

154

background image

Kristian jęknął. A więc zbrodnia córki jednak zostanie 

odkryta.   Nie   znaleziono   dowodu,   ale   ucieczka   Ingi  da 
lensmanowi pretekst do wszczęcia śledztwa. A jeśli się 
okaże, że córka odebrała sobie życie, wtedy stróż prawa 
uzna, że była winna, nawet nie podejmując śledztwa.

Arne stał niepewnie i wymamrotał zakłopotany:

-Na mnie się skupi gniew lensmana. Bo to mnie kazał 
pilnować Ingi.
-Zamilcz! - warknął Kristian z pasją. - Akurat teraz 
mało mnie obchodzi, którego z nas lensman obwini o 
ucieczkę Ingi. Moja córka zniknęła, nie rozumiesz, co 
to  może   znaczyć?   -   Zrezygnowany   rozłożył   ręce. 
Uspokoił się po tym wybuchu gniewu i otarł krople 
potu z czoła. - Pan Thuesen nie będzie mógł mieć do 
ciebie pretensji. Dotrzymam słowa, Arne, i zapewnię 
go, że to przeze mnie udało jej się uciec.

Arne skinął głową zawstydzony.

-Zniosę upomnienia lensmana - rzekł krótko. - Jeśli to 
tylko w jakiś sposób może pomóc Indze...
-Dziękuję, doceniam to - pochwalił go Kristian. Zde-
nerwowany   wpatrywał   się   w   drogę   prowadzącą   do 
dworu,  ale   nikogo  póki   co nie   widział.   Ciążyła  mu 
obawa o to, że Inga mogła sobie coś zrobić. Bał się o 
tym myśleć, póki nie jest sam.
W tej właśnie chwili dały się słyszeć kroki z tyłu bu-

dynku.

Wszyscy znieruchomieli.
- To nie ludzie lensmana - stwierdził Gulbrand - bo

oni udali się w kierunku lasu. Odgłosy dochodzą od stro
ny drogi prowadzącej do sąsiednich dworów.

Sztywni z napięcia wyczekiwali w trójkę na stojąco.

155

background image

Kiedy ich oczom ukazał się Martin w towarzystwie 

Hedvig   i   Ingebjorg,   Kristian   nie   wiedział,   czy   ma   się 
śmiać się, czy płakać. Od nikogo z przybyłych nie zależał 
los Ingi. Najstarszy syn Laurensa co prawda miał powody, 
by pojawić się właśnie teraz, ale Kristiana mało to obcho-
dziło.

Nie   był   zadowolony   jednak   z   obecności   plotkary 

Hedvig. Ta mściwa wariatka gotowa tylko dolać oliwy do 
ognia. Jeśli będzie miała możliwość powiedzieć coś, co 
osłabi obronę Ingi, z pewnością to uczyni.

Rzucił Hedvig nienawistne spojrzenie, a ona, zadarłszy 

wysoko głowę, bezczelnie uchwyciła jego wzrok. Jej oczy 
nie lśniły bynajmniej przyjaźnie. Jeśli rzuci choć jedno złe 
słowo, pomyślał nastawiony wojowniczo Kristian, to po-
żałuje do końca życia. Skończy się jego wspaniałomyśl-
ność. Zniszczy ją i jej dobre imię, nawet jeśli będzie go to 
miało   kosztować   wszystkie   monety  przechowywane   na 
dnie kufra.

- Idą - wyszeptał Arne tonem sensacji, płonąc z cie

kawości.

Kristian stłumił  jęk i  nagle do jego oczu napłynęły 

łzy.  Wszystko na próżno, pomyślał zdruzgotany. Na nic 
to, że ukrył lepiej zwłoki Erlinga, na nic jego harówka 
przez  wszystkie   te   lata.   Tego wieczoru  przeżyć  będzie 
musiał

 upokorzenie,   gdy   oczernią   i   okryją 

najstraszniejszą   hańbą  członka   jego   rodziny.   Svartdal 
zawsze   otaczał   mir   tajemnicy,   a   ludzie   opowiadali   o 
dworze   złośliwe   plotki.   Teraz   jednak   wszyscy 
mieszkańcy   wsi   wreszcie   uzyskają   potwierdzenie,   że 
mroczny ród Svartdalów nie jest jak inne rody...

- To Laurens - wyrwało się Gulbrandowi. Służą-

156

background image

cy   stuknął   łokciem   Kristiana   dobrodusznie.   -   Nie   jest 
sam...

Staruszek wyciągał się, by zobaczyć, kto siedzi na koń-

skim grzbiecie za gospodarzem ze StoredaL

- To na pewno Inga - stwierdził zamyślony i czekał

niecierpliwie. - No tak, oczywiście - uśmiechnął się za
dowolony. - Teraz widzę jej rozpuszczone włosy i suknię
łopoczącą na wietrze.

Kristian omal nie runął na ziemię. Słone łzy spłynęły 

mu po policzkach, pośpiesznie je jednak wytarł. Inga nie 
powinna zobaczyć,  że przez nią płakał. Teraz musi być 
zdecydowany i silny, żeby zdołać oszukać lensmana.

Laurens zatrzymał konia tuż przy oczekującej groma-

dzie.   Zeskoczył   pośpiesznie   z   siodła,   ale   pozwolił 
Kristia-nowi pomóc Indze.

Inga drżała jak liść osiki, kiedy ojciec wyciągnął ku niej 

ramiona. Na jej twarzy odmalowała się niepewność z po-
wodu tego nieoczekiwanego przyjaznego gestu. W końcu 
dała się przekonać i nachyliła się nad nim. Kristian objął 
ją opiekuńczo i uścisnął mocniej, niż to było konieczne. 
Zbierało mu się na krzyk, ale stłumił go, wtulając twarz w 
jej włosy.

Laurens dał znak Arnemu, by odprowadził konia do 

stajni, a stajenny go natychmiast posłuchał.

Nikt się nie odezwał nawet słowem. Porozumiewali się 

ukrytymi gestami, by Hedvig nie domyśliła się niczego. 
Nie wiadomo, czy gospodyni sąsiedniego dworu zrozu-
miałaby, że należy zachować w tajemnicy przed panem 
Thuesenem próbę ucieczki Ingi.

- Udało   ci   się...   załatwić   to,   co   planowałeś?   - 

zapytała
Inga zawstydzona, ale pełna napięcia.

157

background image

- Tak,udałosię-potwierdziłKristianzcieżkimsercem,

odwróciwszy się specjalnie plecami do Hedvig. - Wszyst
kie   ślady  zostały   zatarte.   Czy  Laurens   wie,   co   się   sta
ło? - zapytał spokojnie.

Inga i Laurens pokiwali głowami równocześnie.

- I można na tobie polegać? - zapytał Kristian z nacis

kiem.

Laurens odważnie poklepał go w ramię i odparł:

- Tym razem cię nie zawiodę, Kristian. Nigdy więcej

cię nie zawiodę.

Kristian odetchnął z ulgą.

-Dobrze.   W   takim   razie   jesteśmy   umówieni.   A   ty, 
Ingo,   nie   odzywaj   się   za   wiele.   Pozwól,   żebyśmy 
razem   z   Laurensem   zajęli   się   panem   Thuesenem. 
Rozumiesz?
-Tak - odparła zakłopotana i wzruszona.

W tej samej chwili w wieczornym mroku mignęła im 

background image

grupa jeźdźców kierujących się wprost do Gaupås.

background image

14

Indze zakręciło się w głowie, kiedy jeźdźcy z lensmanem na 
czele wjechali na dziedziniec. Podkowy zachrzęściły o żwir, 
a dwa konie zarżały nerwowo, gryząc wędzidło. To był sąd-
ny dzień, pomyślała, czując mdłości. Bała się tak okropnie, 
że zdawało jej się, iż unosi się poza ciałem. Kristian obie-
cywał jej bronić, ale jak zdoła tego dokonać? Gorąco wie-
rzyła w jego umiejętności przekonywania do swoich ra-
cji. Ale równocześnie wiedziała, że są całkowicie zależni 
od tego, czy służba zechce stanąć po jej stronie. Może to 
zrobią, pomyślała w panice. Jej niepokój budziła wszakże 
obecność Hedvig i Ingebjorg. Kristian nie będzie mógł mó-
wić, co mu przyjdzie do głowy, bo wdowa z 0vre Gullhaug 
nie omieszka głośno krzyczeć, jeśli uzna, że kłamie.

Wystarczyło spojrzeć na lensmana, by się przekonać, 

że jest rozgniewany. Pochylił się w siodle i warknął do 
Ingi:

- Co zrobiłaś z ciałem?
Inga schowała się za plecami ojca. Pociła się intensyw-

nie pomimo jesiennego chłodu wieczoru.

159

background image

- Proszę tak nie mówić do mojej córki! - rzekł Kri-

stian gniewnie. - Skoro nie znalazł pan tak zwanych
zwłok - sarkazm przebijał z jego słów - to pewnie ich po
prostu nie ma, nie istnieją. Tak myślę. I nie zamierzam
dłużej przyzwalać na to, by ktoś wyzywał bezpodstawnie
Ingę!

Pan Thuesen odchylił się ze złością w siodle.
-Nie  ma   żadnych   wątpliwości,   że  coś... -  położył 
szczególny   nacisk   na   ostatnie   słowo   -   ...że   coś 
zostało ukryte w grocie przy Czerwonym Bagnie.
-A nie przyszło lensmanowi do głowy, że mogła to 
być   na   przykład   jakaś   padlina?   -   zapytał   Kristian 
szyderczo.   -   Nie   potrafię   zupełnie   sobie   tego 
wyobrazić,   by   Inga,  taka   drobna   kobieta,   zdołała 
przenieść Erlinga w takie miejsce. Pamiętam, że był 
wysoki   i   szeroki   w   barkach   i   na  pewno   bardzo 
ciężki.
-Owszem, rzeczywiście był to postawny mężczyzna 
- przyznał niechętnie lensman.

Inga nie pojmowała, skąd ojciec bierze odwagę, by tak 

mówić. Czy nie zdaje sobie sprawy, że podpowiada roz-
wiązanie tej zagadki? Przecież stróż prawa lada chwila się 
domyśli, że Inga miała pomocnika... Mimo woli poczu-
ła w sobie iskierkę radości. Odniosła bowiem wrażenie, 
że ojciec jest dla niej gotów na wszelkie poświęcenia.

- Ingebjorg - zapiał pan Thuesen. - Powtórz, proszę,

swoje zeznania! Opowiedz, co widziałaś tamtego wieczo
ru, kiedy Inga została napadnięta i pobita.

Ingebjorg niechętnie wysunęła się naprzód. Rzuciła 

zalęknione spojrzenie w stronę swojej matki, ale Hedvig 
zmusiła ją do mówienia zdecydowanym skinięciem gło-
wy.

160

background image

-A więc - zaczęła Ingebjorg, a jej dziewczęcy głosik 
zadrżał - widziałam mężczyznę, który napadł na Ingę.
-I to był Erling? - Pytanie Kristiana zabrzmiało suro-
wo.
-Taak-usłyszał jedynie w odpowiedzi.
-Stałaś w pobliżu, gdy doszło do napaści?
-Niezupełnie - zająknęła się Ingebjorg zrozpaczona. - 
Pamiętam,   że   byłam   koło   spichlerza.   Wyszłam   na 
dwór, by zaczerpnąć świeżego powietrza po tańcu z 
Martinem.  - To ostatnie dodała wyraźnie  podniesio-
nym  głosem,  jakby chciała, by wszyscy usłyszeli, z 
kim tańczyła.
-W maju w środku nocy jest dość ciemno - wytknął jej 
Kristian. - Jesteś całkowicie pewna, że mężczyzna, któ-
rego widziałaś, to był Erling?

Ingebjorg uspokoiła się.

-Tak sądzę...
-Sądzisz   -   powtórzył   Kristian   pogardliwie.   -   Jesteś 
świadoma tego, jaka to różnica dla Ingi? Coś wiedzieć 
i   coś   sądzić   to   dwie   różne   sprawy!   -   prychnął, 
wypuszczając powietrze przez nos.
-Zaraz, zaraz - wtrącił się lensman, usiłując uspokoić 
nastroje.   Nie   podobało   mu   się,   że   Kristian   przejął 
przesłuchanie.
-Nie pojmuję - ciągnął Kristian pozornie opanowany. 
- Jak Inga z niewinnej ofiary mogła się stać podejrza-
ną.   Tyle   się   nacierpiała,   panie   Thuesen,   a   teraz 
dowiaduje   się,   że   jest   podejrzana   o   to,   że   zabiła 
mężczyznę, który, co bardzo możliwe, ją zaatakował.
Pan Thuesen wzruszył w milczeniu ramionami.
- Nawet gdyby Erlinga odnaleziono martwego, to skąd

161

background image

można   wiedzieć,   czy  to   Inga   go   zabiła?   -   przemawiał 
Kri-stian gorąco, zarzucając stróża prawa krytycznymi  i 
bezlitosnymi pytaniami.

- Mamy   pewne   poszlaki   -   wskazał   cierpko   lens-

man. - Pewien świadek uważa, że rozpoznał Erlinga pod
czas napaści na Ingę. Według słów świadka także Erling
zniknął krótko po tym, jak Inga wyruszyła na przejażdżkę
konną, a w grocie cuchnie krwią i śmiercią.

Kristian zaśmiał się brutalnym, fałszywym śmiechem.

- Ja widzę tu tylko Ingebjerg, chorą z zazdrości, która

wskazuje na Erlinga, jakoby to on napadł na Ingę, i któ
ra twierdzi, że widziała go podążającego śladem Ingi tego
dnia, kiedy był umówiony na spotkanie z panem. A tym
czasem grota jest pusta, zupełne jak grób Jezusa trzeciego
dnia po jego śmierci na krzyżu.

Lensman zerkał bezradnie to na Kristiana, to na Mar-

tina, który też wystąpił z gromady.

-Sądzę, że powinien pan posłuchać się pana Svartdala, 
panie   Thuesen   -   rzekł   Martin   łagodnie.   Przemawiał 
bardziej   kornym   tonem   i   dużo   przyjaźniej   niż 
Kristian. - Odmówiłem poślubienia Ingebjorg z 0vre 
Gullhaug.   Pragnę   bowiem   tylko   Ingi...   -   Na   to 
wyznanie wśród zebranych przeszedł szmer. Rzadko 
kiedy bowiem ktoś wyznaje publicznie swoją miłość. 
- Wiem, że Ingebjorg wymyśliła  kłamstwa o tym, że 
coś nas łączyło, żeby doszły do uszu mojej wybranki. 
Pozwalam   sobie   przypuszczać,   szanowny  lensmanie, 
że Ingebjorg oskarża teraz Ingę z czystej zazdrości i 
nienawiści.   Sądzę,   że   usiłuje   mnie   desperacko 
odzyskać...
-Nic podobnego - zaprotestowała Hedvig ze złością.
-Milcz, kobieto - nakazał jej ostrym tonem pan Thue-

162

background image

sen. - Czy Martin mówi prawdę? - Przyszpilił Ingebjorg 
wzrokiem, w którym czaiła się złość.

Ingebjorg założyła ręce za plecami i naburmuszyła 
się.

-Ingebjorg! - powtórzył pan Thuesen poirytowany.
-Może ibyłam trochę zazdrosna - przyznała bezbarw-
nym tonem. - Ale Martin to dla mnie już przeszłość. 
Nic  już dla mnie nie znaczy. Mimo to nie wycofuję 
oskarżenia przeciwko Indze. Wiem, co widziałam!
-Czy dotyczy to także napaści na Ingę? - zapytał Kri-
stian nieprzyjaźnie.
-Niee - wykręciła się Ingebjorg. - Ale tamtej niedzieli 
Erling na pewno poszedł za Ingą.

Kristian   popatrzył   z   wyrzutem   i   rezygnacją   na 

lensma-na.

-Nie wiem, jakie wnioski wyciąga lensman z takich 
nieporadnych i nieścisłych wyjaśnień. Moim zdaniem 
Ingebjorg jest nie w pełni rozumu.
-No cóż, można by odnieść takie wrażenie - przyznał 
mu   rację   lensman.   Z  opuszczonymi   ramionami   sie-
dział w siodle wyraźnie załamany.

Inga zrozumiała, że aż się palił, by ją zatrzymać, zarzu-

cić gradem pytań i oskarżeń. Nie spodziewał się jednak 
aż tak ostrego sprzeciwu jej ojca. Dzięki Ci, dobry Boże, 
pomyślała z ulgą, że Kristian akurat dziś przyjechał do 
Gaupås. Gdyby nie to, lensman z pewnością już by ją za-
mknął w areszcie. A tam całkiem by się załamała.

Ale nawet jeżeli szczęśliwie uniknie więzienia, jak zdo-

ła spojrzeć w oczy ojcu i Laurensowi? Oni przecież wie-
dzą, jakiej się dopuściła zbrodni. Na pewno zgania ją os-
tro, ale niech już tak będzie. Najważniejsze, by zechcieli 
zachować tę tajemnicę dla siebie aż po grób.

163

background image

-Lensman powinien wiedzieć, że Inga gdzieś uciekła! 
- wykrzyknęła nagle Hedvig. - Pan myśli, że ona tu 
była   przez   cały   czas   od   chwili,   gdy   ruszyliście   na 
poszukiwania Erlinga. Ale ja nie jestem taka głupia - 
dodała   ze   złośliwą   satysfakcją.   -   Czemu   uciekłaś, 
Inga? - warknęła z nienawiścią. - Kristian próbuje ci 
pomóc wydostać się z tarapatów, ale przecież uciekłaś 
dlatego, że myślałaś już, iż gra skończona i wszystko 
wyjdzie   na   jaw!   -   krzyknęła,  wskazując   na   Ingę 
drżącym   palcem.   -   Laurens   z   Ingą   pojawili   się   we 
dworze   w   ostatniej   chwili,   tuż   przed   powrotem 
pańskim, lensmanie, i pańskich ludzi. Niech pan za-
pyta tę kruczoczarną kobietę, gdzie była.
-Ach   tak   -   zaczął   lensman   przeciągle.   -   Ptaszek 
myślał,   że   uda   mu   się   czmychnąć?   Czy  to  prawda, 
pani  Gaupås,   że   próbowała   pani   uciec   od 
odpowiedzialności?  Bała   się   pani,   że   znajdziemy 
zwłoki? A gdybyśmy je znaleźli, przyznałaby się pani 
do zabójstwa?
Inga  poczuła,  jak język  jej   staje   kołkiem  w  ustach. 

Chciała zaprzeczyć, ale nie była w stanie wypowiedzieć 
słowa. Znalazła się jakby poza czasem i przestrzenią. Jak 
przez   mgłę   widziała   tylko,   jak   wszyscy   się   jej 
przyglądają z ciekawością.

- Hedvig ma rację - wtrącił się nieoczekiwanie Lau

rens.   -  Razem  z  Ingą  zdążyliśmy   wrócić  tuż  przed pa
nem.

Indze   zrobiło   się   czerwono   przed   oczami   i 

wyjaśnienie  Laurensa dotarło do niej jakby z oddali. A 
więc jednak została zdradzona. Dlaczego?! - krzyczała w 
duchu. Dlaczego właśnie ty, stryju, mnie wydałeś? Teraz 
już   nie   będzie   mogła   niczemu   zaprzeczyć,   bo   Laurens 
wiedział niemal wszystko o Gudrun i Erlingu... Czy na 
taką właśnie oka-

164

background image

zję czekał Laurens przez te wszystkie lata? Wreszcie może 
złamać ostatecznie ród Svartdalów.

- Inga   strasznie   się   przejęła   rzekomym   romansem

pomiędzy Ingebjorg a Martinem. Jak pan sądzi, jak się
czuje kobieta, która usłyszała, że jej wybranek spotyka
się z inną? Tak więc pojechałem po Ingę, by jej wyjaśnić,
że Ingebjorg sobie to wszystko wymyśliła.

Powoli docierało do Ingi, co powiedział. Och, Laurens 

nie zawiódł jej i Kristiana! Ta pewność przyprawiła ją o 
łaskotanie   w  żołądku.   Nagle   zdumiała   się,   jak  w   ogóle 
mogła pomyśleć inaczej. Przypomniała sobie, że na po-
czątku rozprawy przeciwko ojcu też zwątpiła w Laurensa, 
a przecież i wówczas Laurens zeznawał na korzyść ojca. 
Teraz pozbyła się wszelkich wątpliwości, że Laurens prag-
nie pogodzić się z Kristianem. Wielokrotnie, raz za razem 
stawał po stronie rodu Svartdalów.

- Zajęło   nam   to   niewiele   czasu   -   zapewnił   Lau

rens. - I zanim ktoś pomyśli o takich oskarżeniach, mogę
zapewnić, że nie pojechaliśmy ukryć zwłok!

To ostatnie zdanie skierowane było do Hedvig, bo ni-

komu   innemu   nie   przyszłoby   do   głowy,   by   im   coś 
takiego  zarzucić.   Na   szczęście   jednak   Laurens   ją 
uprzedził.

-Jak długo was nie było? - zapytał pan Thuesen bez 
przekonania.
-Hmmm - zwlekał z odpowiedzią Laurens i zwrócił się 
do   Arnego:   -   Nie   wiem,   może   dziesięć,   piętnaście 
minut?

Skinął na parobka, by to potwierdził, ale Arne poru-

szył się niespokojnie. Purpurowy na twarzy naciskał i zsu-
wał nerwowo kapelusz na czoło.

Lensman,   nie   otrzymawszy   odpowiedzi,   powtórzył 

swoje pytanie:

165

background image

- Czy to prawda, co mówi pan Storedal?
Arne wyprostował się i odparł:

- Tak, rozmowa zajęła im nie więcej niż dziesięć mi

nut. Tak mi się zdaje.

Cierpliwość lensmana tym samym się wyczerpała.

- Od tej pory nie chcę już słyszeć od pani ani jedne

go słowa, pani Gullhaug! Panią zajmują ciągle jakieś ta
jemnice i zagadki. Rzuca pani co rusz jakieś oskarżenia,
ale żadne nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości.
A ja, opierając się na pani oskarżeniach, zorganizowałem
akcję poszukiwawczą, która się kończy fiaskiem! Nie ma
dowodów, nie ma żadnych zwłok!

Hedvig   wzdrygnęła   się,   słysząc   reprymendę 

lensmana, ale odpyskowała gniewnie:

- Niech pan nie zwala teraz winy na mnie. Sam pan

mówił, że od dawna podejrzewa Ingę.'

Tym razem lensman skulił się ze wstydu. Poczuł się 

tak, jakby to Kristian zadał mu cios.

-Moim obowiązkiem jest zbadać sprawę - odezwał się 
żałosnym głosem.
-Uważa pan tę sprawę za ostatecznie rozstrzygniętą? - 
zapytał   Kristian   z   gniewem.   -   Czy   też   moja   córka 
wciąż będzie się musiała obawiać intryg Gullhaugów? 
Nie pojmuję, że ktoś w ogóle słucha tej... tej plotkary! 
- spojrzał na Hedvig rozgniewany.
-Uważam   sprawę   za   umorzoną   -   burknął   lensman 
zduszonym głosem. - Z braku dowodów.
-To znaczy, że nie zamierza pan oczyścić Ingi z za-
rzutów? - zapytał Kristian zaszokowany.
Lensman zacisnął usta, ale wreszcie odpowiedział:
- Ech... zastanowię się nad tym, jeśli zostanie znale-

166

background image

zionę ciało Erlinga. Po obejrzeniu ran ocenię prawdopo-
dobieństwo popełnienia zabójstwa przez Ingę.

Kristianowi pociemniało w oczach na słowa lensmana 

i huknął na zarozumialca siedzącego w siodle:

- To ja może pana na moment poproszę, bo mamy so

bie coś do wyjaśnienia. Na osobności. - Użył wobec lens
mana formy grzecznościowej, ale z każdego słowa biła
ironia.

Wyglądało na to, że lensman najchętniej by odmówił, 

ale wreszcie niezadowolony zsiadł z konia. Kołysząc się 
z nogi na nogę, poprosił któregoś ze swych ludzi, by zajął 
się jego rasowym koniem.

Inga zamrugała oczami, nic nie pojmując. Jakiego asa 

w   rękawie   trzyma   ojciec?   Czym   chce   zaszantażować 
pana  Thuesena? Czy to rozsądne z jego strony zmuszać 
stróża prawa do umorzenia sprawy?

Kristian zacisnął mocno zęby, aż zabolały go szczęki, ale to 
był najlepszy sposób, aby się uspokoić. Zawsze miał dziw-
ną skłonność do zadawania sobie bólu, by nie wylewać 
swej złości na innych.

Przy budynku pralni zatrzymał się i ustawił się twarzą 

w twarz do pana Thuesena. Lensman wzdrygnął się, aż 
mu grdyka zadrżała. Tak właściwie to lensman miał dość 
tchórzliwą   naturę,   ale   dodawał   sobie   powagi   i   władzy 
urzędem, który sprawował.

- Już   wcześniej   niesprawiedliwość   dosięgła   mój

ród, wie pan o tym doskonale! - zaczął Kristian spokoj
nie. - Tym razem jednak będę walczył do ostatniej krwi,
zapewniam pana, by to samo nie spotkało mojej córki.

167

background image

Kristian zamilkł. Chciał bowiem, by do lensmana do-

tarł w pełni sens i powaga jego słów.

Pan Thuesen znalazł jakiś punkt za plecami Kristiana. 

Oczy jednak poruszały mu się niespokojnie, choć z upo-
rem nie odrywał wzroku od bezpiecznego widoku.

-Ubolewam,  że musiał  pan zgromadzić  grupę ludzi, 
by   wyruszyć   na   poszukiwania   -   rzucił   Kristian 
dwuznacznie. - Ale wziął pan sobie już zapłatę za ten 
trud.
-A co pan sugeruje? - wyszeptał lensman kompletnie 
zaskoczony.
-Pamięta pan może aresztowanie Bjornara? Z tego, co 
wiem, osobiście pilnował pan tego szczura u siebie w 
„lochu",   jak   pan   dowcipnie   nazwał   areszt,   i   zadbał 
pan, by odesłano z powrotem Mikrusa do Gaupås.
-Zgadza się - przypomniał  sobie  lensman.  Stanął  w 
rozkroku i pociągał za szelki, dumny ze swego osiąg-
nięcia. - Koń wrócił bez uszczerbku.
-Ja jednak zastanawiam się, co się stało ze skórzanym 
woreczkiem   wypełnionym   pieniędzmi.   Była   w   nim 
spora suma, której mi nie zwrócono!
Pan Thuesen powoli puścił szelki, tym razem nie strze-

lając nimi, jak to miał w zwyczaju, gdy był z siebie zado-
wolony.

-Skórzany woreczek - powtórzył  i poczerwieniał na 
policzkach. - Nie znalazłem. Ten, tego... zapomniałem 
przeszukać   Bjornara.   Pewnie   drań   gdzieś   go   ukrył 
przy sobie. Tak... pewnie tak było - dodał z wyraźną 
ulgą, że udało mu się wymyślić wiarygodne wyjaśnie-
nie.
-Nie - odparł Kristian stanowczo. - Osobiście się po-
fatygowałem do aresztu któregoś późnego wieczora i 
po-

168

background image

rozmawiałem z uciekinierem. Powiedział mi wówczas, że 
woreczkiem z pieniędzmi zajął się lensman. Żyła przy 
skroni lensmana nabrzmiała.

-T» nieprawda.' Kłamał!
-Bjornar był bezwzględnym przestępcą, to prawda, ale 
tam w areszcie kompletnie się załamał i mówił szcze-
rze.   Nie   próbował   nic   ukrywać.   Sam   bez   zbytniej 
zachęty opowiedział mi dokładnie, co się wydarzyło. 
Napomknął też, że pieniądze i konia zabezpieczył pan 
osobiście.
-Jak pan może ufać przestępcy? - oburzył się lensman, 
kręcąc ponuro głową. - Zupełnie tego nie pojmuję!
-To zupełnie tak samo, jak ja nie potrafię zrozumieć, 
że ma pan zaufanie do zdradzieckiej i mściwej Hedvig 
-   odpowiedział   Kristian   ze   spokojem.   -   Zna   pan   ją 
przecież dużo lepiej, niż ja znałem Bjornara. Jeśli pan 
chce,   szanowny   lensmanie,   możemy   zapytać   o 
woreczek   z   pieniędzmi   któregoś   z   pańskich 
najbardziej zaufanych ludzi. Na pewno ktoś, kto brał 
dziś   udział   w   poszukiwaniach   zwłok,   był   także 
tamtego   dnia,   gdy   aresztowano   Bjornara.   Może   on 
będzie wiedział, co się stało z moimi pieniędzmi...
-Nie   ma   takiej   potrzeby   -   machnął   ręką   lensman   i 
dodał pośpiesznie: - Pieniądze i tak zniknęły, choć nie 
wiadomo, w czyjej kieszeni.
-Tak   przypuszczałem   -   uśmiechnął   się   Kristian   za-
gadkowo. - Mam za co żyć, poradzę sobie i bez nich, 
ale   może   będzie   lepiej,   jeśli   pan   uniewinni   moją 
córkę?  Tyle różnych niepotrzebnych brudów wyjdzie 
na   jaw,   jeśli  dojdzie   do   rozprawy.   Bo   przecież 
sędziowie będą z pewnością chcieli się dowiedzieć o 
wydarzeniach z ostatniego roku. Oni zawsze doszukują 
się różnych związków, wie

169

background image

pan. Będą pytać o Bjernara, pieniądze, o tragiczną śmierć 
Nielsa...

- Tak,tak-panThuesendreptałwmiejscujakgęś.-Na

piszę krótkie wyjaśnienie dla sędziego w sprawie akcji poszu
kiwawczej. Przekonam go, że została wstrzymana, ponieważ
wprowadziła nas w błąd jakaś zazdrosna panna.

Kristian poklepał lensmana po plecach, omal go nie 

przewracając.

- Wiedziałem, że się dogadamy, panie Thuesen!

background image

15

Nad Gaupås zaległa cisza. Pan Thuesen jak zbity pies opuś-
cił dziedziniec dworu wraz ze swymi ludźmi. Nie trzeba 
też było wypraszać Hedvig i Ingebjorg, bo same jak nie-
pyszne oddaliły się w swoją stronę. Kristian tylko im po-
groził, choć korciło go, by powiedzieć Hedvig parę słów 
prawdy, ale ostatecznie darował to sobie.

Inga   nie   zdołała   porozmawiać   z   Martinem.   Po   dra-

matycznych wydarzeniach była kompletnie wycieńczona. 
Na szczęście Laurens posłał syna do domu, wyjaśniwszy 
mu coś w pośpiechu, za co była mu bardzo wdzięczna. 
Oczywiście powinnam go była  poprosić, by został, po-
myślała dręczona wyrzutami sumienia. Trudno byłoby jej 
jednak uporządkować ten cały bałagan, w jakim się znalaz-
ła, nie wyjawiając mu prawdy. Całej, niezatajonej prawdy 
o swojej groteskowej roli w tych dramatycznych zdarze-
niach. Cóż, pomyślała znużona, tę rozmowę muszą odło-
żyć na później.

Kącikiem oka dostrzegła, jak Eugenie zaprasza Kristia-

na i Laurensa do domu. Kristian zatrzymał się na scho-

171

background image

dach i uprzejmym gestem przepuścił Laurensa przodem. 
Bardzo pragnęła przyłączyć się do tej wspólnoty, jaka się 
między   nimi   zawiązała,   ale   najpierw   musiała   załatwić 
sprawę z Arnem. Zakłopotana grzebała czubkiem buta w 
żwirze.

- Arne,   do   końca   życia   będę   ci   wdzięczna,   że   po

twierdziłeś   słowa   Laurensa.   Gdyby   Hedvig   przekona
ła lensmana, że naprawdę uciekłam, na pewno by mnie
aresztował. A ja po prostu wpadłam w panikę, gdy uzna
no  mnie   za   morderczynię,   rozumiesz?   -   Jakoś  dziwnie
gładko przechodzą mi  przez gardło te kłamstwa, pomy
ślała   zawstydzona.   Wystarczy   zacząć...   No   cóż,   mam
spore   doświadczenie...   -   Zupełnie   jakby   mój   mózg
ogarnęło   jakieś   zaćmienie.   Teraz,   już   po   wszystkim,
zrozumiałam,   że   większe   podejrzenia   wzbudziła   moja
ucieczka, niż gdybym pozostała we dworze, ale... Byłam
niemal pewna, że nikt mi nie uwierzy. Błądziłam jak śle
piec.

Arne odchrząknął i odpowiedział:
-A   jak   można   się   spodziewać,   by   człowiek   myślał 
rozsądnie po takim oskarżeniu? Pewnie zachowałbym 
się podobnie. Nie pracuję tu jeszcze tak długo, pani 
Gaupås,  ale   już   dawno   się   domyśliłem,   że   Hedvig 
chce się na pani zemścić... Słyszałem to owo, a reszty 
dowiedziałem   się  dzisiejszego  wieczoru.   Nienawiść, 
jaką żywi do pani ojca, skupiła się na pani...
-Masz rację - potwierdziła Inga zamyślona. - Też już 
mi to kiedyś przyszło do głowy, ale twoje słowa tylko 
mnie   w   tym   utwierdziły.   Pewnie   rzeczywiście   tak 
było - dodała jednym tchem - że Hedvig po przegranej 
rozprawie,   a   potem   jeszcze   gdy   Ingebjorg   została 
odtrą-

172

background image

eona  przez  Martina,  postanowiła na mnie  wylać  swoją 
złość.

- Delikatnie   powiedziane   -   rzucił   Arne   wyraźnie

rozbawiony. - Myślę, że rozgoryczenie, mściwość i prze
wrotność to lepsze określenia, jeśli ktoś by się mnie pytał
o zdanie. Żeby zrobić coś takiego niewinnemu człowieko
wi, to... nie, po prostu brak mi słów - dorzucił, nie kryjąc
zdumienia.

O,   Inga   doskonale   wiedziała,   jaka   jest   przyczyna 

wściekłości Hedvig, ale pozwoliła parobkowi utwierdzić 
się w przekonaniu, że sam doszedł prawdy. Zresztą miał 
rację, że Hedvig poczuła się urażona, nie mógł  jednak 
wiedzieć, jak bliska prawdy była w swoich domysłach.

- W   każdym   razie   bardzo   ci   dziękuję   -   powtórzy

ła Inga przyjaźnie. - Przekonałam się, że można na tobie
polegać, Arne, i jak już wcześniej wspomniałam, lojalność
opłaca się w Gaupås. Nieprędko będziesz musiał starać się
o nową posadę.

Arne mruknął coś zawstydzony, ale bardzo rad.

Kristian cały lepił się od potu. Nie wiedział, jak się ma za-
chować, ale na szczęście Eugenie zaprosiła ich, by usiedli 
z   Laurensem   w   fotelach.   Uśmiechnęła   się   do   obu 
serdecznie, po czym wyjęła z szafy z witrynką błyszczącą 
karafkę i dwa kieliszki do wina. Nie pytając ich, czy mają 
ochotę się napić, napełniła kieliszki do pełna.

- Proszę   bardzo   -   skinęła   głową,   wskazując   na

wino. - Zostawiam karafkę, gdyby panowie mieli ochotę
na dolewkę.

Kristian czuł się tak, jakby mózg przestał mu dzia-

173

background image

łać. Nie był w stanie nawiązać żadnej rozsądnej rozmo-
wy, a ręce mu się trzęsły. By ukryć wzburzenie, chwyci 
oburącz kieliszek i wlał w siebie jednym haustem jegc 
zawartość. Wino było bardzo gęste, o smaku winogron 
ale zapiekło w gardle. Zawsze bardzo ostrożnie raczył 
si^ trunkami, lecz obecność Laurensa wprawiała go w 
zakłopotanie.   Nieporadnie   napełnił   znów   kieliszek, 
niefortunnie stukając karafką o gładki okrągły blat stołu, 
ale drugi raz nie podniósł kieliszka do ust.

Laurens jest tak samo zdenerwowany, zauważył Kri-

stian, zerkając na byłego szwagra. Co prawda ledwie wy-
chylił łyk wina, za to zerkał z pozornym zainteresowa-
niem na kota, który leżał w koszyku przy piecu. Kied) 
grube leniwe kocisko wyciągnęło się i ziewnęło, Laureni 
uśmiechnął się dobrodusznie. Obaj mężczyźni mieli sobie 
sporo do wyjaśnienia, ale żaden nie miał odwagi przejąć 
inicjatywy.

Może teraz moja kolej, uderzyła Kristiana nagła myśl 

Laurens podejmował tyle prób przez te wszystkie lata, a js 
zawsze odtrącałem jego rękę wyciągniętą do zgody. Czy ta 
noc stanie się przełomowa? Czy tej nocy wreszcie zosta-
nie rzucone światło na waśń rodową i wyjaśnimy sobie 
nawzajem wszystkie żale i urazy? Kristian zawsze bardzc 
pragnął się dowiedzieć, dlaczego Laurens zadał mu cios 
w plecy. W głębi serca zależało mu, by poznać wersję Lau-
rensa, ale kiedy umarła Jenny, nienawiść dodatkowo za-
prawiła się goryczą. Laurens i Ragnhild nie mieli po cc 
pojawiać się w Svartdal... Więzy rodzinne zostały osta-
tecznie zerwane.

- Nie wiem, co ci dokładnie powiedziała Inga - zaczaj 

Kristian niepewnie. Odchrząknął, żeby oczyścić zachryp-

174

background image

nięty głos. W rozmowie z lensmanem nie skąpił słów, ale 
teraz gdy zwracał się do Laurensa, zaschło mu całkiem w 
gardle. - Czy wiesz o... o... - umilkł. Tak trudno pytać o 
zabójstwa,   bo   co,   jeśli   Laurens   nie   wie...   Wtedy   nie-
umyślnie zdradzi, czego się dopuściła Inga.

-Wiem - wyszeptał Laurens.
-O... o...?
-O okolicznościach związanych ze śmiercią Gudrun i 
Erlinga - dokończył Laurens.

Kristian skinął głową zamyślony i rzekł ze smutkiem:

-Nie miałem wcześniej o niczym pojęcia. Dopiero dziś 
się dowiedziałem. Inga sama dźwigała tę tajemnicę.
-Została narażona na nieludzką presję - rzekł Laurens. 
- Aż dziw, że od tego nie zwariowała!
-Tak, dość długo zachowała równowagę ducha, choć 
mało brakowało... Gdyby nie ty...

Laurens wykręcał palce.

- Tak, bogowie raczą wiedzieć! - pokręcił głową prze

rażony. - Gdybym stał pół metra dalej, już by nie żyła.
Bo ona skoczyła w przepaść, Kristian. Pogodziła się ze
śmiercią.

Kristian   zwilżył   usta   koniuszkiem   języka.   Słowa 

wdzięczności nie chciały mu przejść przez gardło. Nie wie-
dział, jak ma dziękować, nie uwłaczając przy tym swojej 
godności.

-Wspaniale, że mogłeś pomóc - zaczął nieśmiało. - Bo 
ja musiałem w tym czasie załatwić inną sprawę.
-A   jakżeby   inaczej   -   burknął   Laurens   wzruszony. 
Obrócił twarz w bok, ale nie zdążył ukryć łez, które 
za-

175

background image

lśniły   zdradziecko.   -   Tylko   nie   mogę   tego   zrozumieć, 
Kri-stian. Jaka sprawa mogła być ważniejsza od tego, by 
powstrzymać Ingę przed samobójczym skokiem?

Na jego zarumienionej twarzy odmalowała się niepew-

ność.   Widać   było,   że   to   pytanie   go   nurtuje   już   od 
dłuższego czasu.

-Inga  ci  o  tym   nie  wspomniała?   - zdumiał   się  Kri-
stian.
-Nie.

Kristian, bębniąc palcami w oparcie na łokcie, przeży-

wał prawdziwą rozterkę. Wątpliwości walczyły z pragnie-
niem, by o wszystkim opowiedzieć Laurensowi. Ale czy 
nie jest zbyt niebezpiecznie wtajemniczać Laurensia w tę 
sprawę?

- No więc widzisz, Laurens, lensman miał słuszne po

dejrzenia. Inga ukryła ciało Erlinga w grocie.

Laurens rozszerzył oczy ze zdumienia i gestykulował 

oniemiały jedną ręką.

- To nie był łatwy wybór, uwierz mi - rzekł Kristian

zdruzgotany. - Postawiłem jednak na to, że Inga nie rzuci
się w przepaść, i uchwyciłem się tej nadziei. Gdyby ludzie
lensmana odnaleźli ciało, tak czy inaczej zostałaby skaza
na na wieczne potępienie.

Laurens   otworzył   usta   ze   zdumienia,   nadal   nic   nie 

pojmując.

- Ale co zrobiłeś... z Erlingiem?
Kristian spochmurniał, przypomniawszy sobie okrop-

ny widok.

-Przewiozłem ciało w inne miejsce i tam je pochowa-
łem.
-A jeśli je znajdą? - zapytał Laurens sceptycznie.

176

background image

-Nikt go nie znajdzie - zapewnił ostro Kristian. - Ni-
gdy!
-Co za wieczór, co za noc! - jęknął Laurens wyczer-
pany. - Wciąż nie mogę uwierzyć, że to prawda. Że 
Inga,   że   ona...   nie,   jak   mogłaby   zamordować   dwie 
osoby i żyć jakby nigdy nic w kłamstwie?

Kristianowi nie spodobał się tok myślenia Lauren-sa. 

Przedstawił   bowiem   Ingę   jako   osobę   pozbawioną 
wszelkich   skrupułów,   zdolną   do   zabójstwa   z   zimną 
krwią. No tak, wciąż nie znał odpowiedzi na wiele pytań. 
Może   lepiej   zrozumieją   Ingę,   kiedy  usłyszą   jej   wersję 
zdarzeń?

- Nie wiem - rzekł ponuro. - Ale jak Inga tu przyj

dzie, będzie musiała nam wiele wyjaśnić!

Trzasnęły   drzwi   i   obaj   mężczyźni   jak   na   komendę 

spojrzeli w stronę kuchni. Sądzili, że to wraca Inga, tym-
czasem ujrzeli rosłą sylwetkę Gulbranda.

-Widziałeś Ingę? - zapytał ostrożnie Kristian.
-Stoi  na  dziedzińcu razem z  Eugenie,  która  po tym 
długim dniu pracy zbiera się wreszcie do powrotu do 
siebie do Lokken.

Kristian pokiwał głową ze zrozumieniem. Minęła pół-

noc i Eugenie powinna już dawno spać. Jak to dobrze, że 
Inga   ma   takie   zaufane   służące,   pomyślał   z   zadowole-
niem. Eugenie bowiem nie chciała odejść, nie upewniw-
szy się, że gościom nic nie brakuje.

Gulbrand zdjął kapelusz i obracając go w dłoniach, 

odezwał się:

- Straszne tu było dziś zamieszanie - zaczął niepew

nie. - Nie wszystko z tego zrozumiałem, nie wiem, co się
właściwie stało. Lensman twierdził, że Inga zabiła Erlin-

177

background image

ga...   -   Zdezorientowany   patrzył   to   na   Kristiana,   to   na 
Laurensa w nadziei, że któryś z nich potwierdzi albo za-
przeczy, że tak było.

Kristian oparł się ciężko w fotelu, zastanawiając się, 

co powiedzieć Gulbrandowi. Wiedział, że Ingę z Gulbran-
dem łączy głęboka przyjaźń, ale może lepiej, by nie wta-
jemniczać służby w szczegóły.

- Rozumiem, że chciałbyś się czegoś dowiedzieć - za

czął cicho - ale usiądź, Gulbrandzie, i poczekaj z nami.
Inga, jak przyjdzie, sama nam opowie to, co uzna za słusz
ne.

Laurens mruknął coś zgodnie i podstawił krzesło sta-

remu służącemu, a Kristian pozwolił sobie sam sięgnąć po 
kieliszek do wina dla niego.

Trzej mężczyźni siedzieli w milczeniu każdy ze swoim 

kieliszkiem w dłoni.

Podskoczyli jak na komendę, gdy wreszcie pojawiła 

się Inga. Oparła się o futrynę drzwi i spuściła głowę. Dłu-
gie czarne włosy zasłoniły jej twarz. Z początku nie bar-
dzo rozumieli, dlaczego tak stoi, ale wnet pojęli, że płacze. 
Jej   drobnymi   ramionami   wstrząsał   szloch.   Zakłopotani 
mężczyźni   wymienili   się   spojrzeniami,   jednak  żaden  z 
nich nie miał pojęcia, jak zareagować.

Ciszę przerwał Gulbrand.
- Inga...
Inga chlipnęła i popatrzyła na niego bezradnie, po czym 

w dwóch susach znalazła się przy nim, szukając pociechy 
w jego ramionach. Kiedy Gulbrand bezradnie ją przytulił, 
rozpłakała się na dobre. Nie był to już tłumiony szloch, 
ale wycie rannego, udręczonego zwierzęcia.

Kristian zapadł się w sobie, upokorzony tym, że córka

178

background image

wolała szukać pociechy u starego służącego niż u włas-
nego ojca. Zwłaszcza że świadkiem tej sceny był Laurens. 
Do mnie powinna się zwrócić, myślał Kristian dotknięty 
do żywego, ale sam rozumiał, że nigdy nie był dla niej do-
brym ojcem.

Inga wzięła się w garść i uwolniła się z ramion Gul-

branda. Otarła palcem nos i zduszonym głosem powie-
działa:

-Przepraszam.
-Nie ma za co - uspokoił ją Gulbrand łagodnie i do-
brodusznie pogłaskał po głowie.

Mężczyźni  podstawili Indze krzesło, po czym  zajęli 

swoje miejsca. Podali jej także kieliszek z mocnym trun-
kiem w nadziei, że podziała na nią uspokajająco.

- Dzisiejszego wieczoru przekonałaś się, Ingo, że mo

żesz   na   nas   polegać   -   zaczął   Laurens   ostrożnie.   - 
Jesteśmy
gotowi wiele poświęcić, żebyś... nie trafiła do więzienia.
Uważamy jednak, że jesteś nam winna w tej sytuacji pew
ne wyjaśnienia. Chciałbym, żebyś zaczęła od zniknięcia
Erlinga...

Inga zamknęła oczy i westchnęła przeciągle. Siedziała w 
gronie   przyjaciół,   którzy  jej   nigdy  nie   zdradzą.   Ojciec 
będzie milczał ze względu na to, że jest jego córką, nato-
miast Laurens wydawał się bardzo zadowolony, że odno-
wił kontakty z rodziną Svartdalów. Gulbrand zawsze stał 
wiernie po jej stronie. Miała nadzieję, że tak będzie na-
dal... Nagle oblała się zimnym potem. A jeśli utraci za-
ufanie Gulbranda, gdy ten się dowie, co naprawdę stało 
się z Gudrun? Inga zerknęła na niego zamyślona. Trudno,

179

background image

pomyślała stanowczo. Nawet jeśli, to ufam, iż ojciec i Lau-
rens zdołają go przekonać, że działałam w swojej obro-
nie.

- Erling i ja staliśmy się wrogami po tym, gdy skato

wał Czarnulkę. Chciałam przegonić go z dworu za mal
tretowanie zwierzęcia, ale on mi zaczął grozić. Nie spo
dobało mi się, że nawiązał romans z Kristiane, mało tego,
przez niego dziewczyna zaszła w ciążę - dodała spokoj
nie. - Nie zamierzał jednak ponieść odpowiedzialności.
Kristiane,   mówiąc   łagodnie,   była   zdruzgotana   -   ciągnę
ła Inga zagadkowo, przypominając sobie próbę samobój
stwa biednej służącej. - Erling był przekonany, że to ja po
mogłam w ucieczce Bjornarowi, ale to nieprawda! - Jej
zapewnienie zabrzmiało niemal jak krzyk. - Nie ja też do
niosłam lensmanowi, że to Erling pobił mnie tak dotkli-

"wie, iż straciłam dziecko.

- Dlaczego? - wtrącił się Gułbrand nieufnie.
Inga oderwała złamany kawałek paznokcia.
- Nie   miałam   o  tym   pojęcia.   Dowiedziałam  się   do

piero tamtej brzemiennej w skutki niedzieli, kiedy Erling
przyszedł za mną na łąkę... Śmiejąc się szyderczo, przy
znał się, że to on mnie wtedy napadł.

Krzaczaste siwe brwi służącego uniosły się w zdumie-

niu.

-Wiedziałem, że ten człowiek jest niebezpieczny! Po-
dejrzewałem go i okazuje się, że nie bez racji!
-Właśnie dlatego zrobiłeś dla mnie nóż - stwierdziła 
Inga.   -   Mówiłeś   tak   zagadkowo,   Gułbrand,   że 
niektórzy  mężczyźni bywają groźni. Miałeś na myśli 
Erlinga, prawda?
Gułbrand, kiwając głową, odpowiedział:

180

background image

-Tak. Za każdym razem, gdy zerkał w twoją stronę, 
wydawało mi się, że ma takie bezwzględne spojrzenie. 
Zupełnie jakby żywił do ciebie nienawiść.
-Było coraz gorzej - wyjawiła Inga zrozpaczona.
-Mów dalej o Erlingu - wtrącił się Laurens. - Tak, że-
bym zrozumiał, co wydarzyło się kolejno.

Indze ulżyło. Nie miała nic przeciwko temu, by odło-

żyć historię o śmierci Gudrun.

- Erling   najwyraźniej   chciał   porozmawiać   ze   mną

w cztery oczy. Zażądał pewnych przywilejów za... W każ
dym   razie   -   podjęła   pośpiesznie   -   Czarnulka   pasła   się
obok bez siodła i uprzęży. Nie miałam żadnych szans, za
pewniam was, kiedy klacz ruszyła niczym strzała w stronę
Erlinga i go zaatakowała. Nic nie mogłam zrobić! Czar
nulka dopadła do znienawidzonego oprawcy i stratowała
go na śmierć kopytami.

Gulbrand zadrżał.
Indze   znów   zebrało   się   na   płacz   i   z   trudem   po-

wstrzymywała się od łez. Zdawało jej się, że słyszy od-
głos   przecinających   powietrze   kopyt   i   trzask   miażdżo-
nych kości.

-Gdybym nie zdjęła Czarnulce uprzęży, to może jakoś 
zdołałabym ją powstrzymać, ale przecież nie miałam 
pojęcia, że Erling się zjawi na łące.
-Może i tak - przyznał  jej rację Laurens. - Choć w 
gruncie rzeczy wątpię, czy starczyłoby ci sił, by utrzy-
mać   konia.   Ale   jak   nierozważnie   postąpił   Erling! 
Przecież  powinien wiedzieć, że Czarnulka może  się 
zemścić.
-To nie twoja wina, że Czarnulka go zabiła - odezwał 
się   Gulbrand   powoli,   jakby   się   nad   czymś   mocno 
zastanawiał.   -   To   był   wypadek,   ale...   Dlaczego   nie 
przywiozłaś

181

background image

zwłok do Gaupås? Przecież wszyscy na własne oczy zoba-
czyliby rany zadane kopytami i nikt by cię o nic nie ob-
winiał.

Zapanowała niezręczna cisza.
Inga zastanawiała się gorączkowo, jak to wyjaśnić ła-

twowiernemu   słudze.   Nie   znalazła   żadnego   logicznego 
wytłumaczenia i zalękniona postanowiła wyznać prawdę.

-Erling chciał ze mną  tego dnia porozmawiać, Gul-
brand.   Groził   mi,   że   wyjawi   wszystko   na   temat 
śmierci Gudrun...
-Śmierci Gudrun? - powtórzył Gulbrand przerażony. - 
Przecież dobrze wiedział, co się stało. Zabiła się, spa-
dając razem z drabiną.
Inga   chrząknęła.   Sumienie   nie   dawało   jej   spokoju, 

serce podeszło jej do gardła. Uciekała wzrokiem, byleby 
nie   napotkać   spojrzenia   służącego.   Zakłopotana   i 
przestraszona, skubała brzeg spódnicy.

- To prawda, że Gudrun się zabiła, gdy przewróciła

się drabina, na której stała, ale... - spojrzała stanowczo
w zielone oczy służącego. Trudno, muszę odpowiedzieć
za swoje czyny, pomyślała z rosnącą przekorą i dodała sta
nowczo: - .. .ale to ja pchnęłam drabinę.

Wyznanie to okazało się dla Gulbranda szokiem. Kieli-
szek z winem omal nie wypadł mu z dłoni. Opanował się 
jednak i odstawił go na stół. Po chwili sięgnął znów po 
kieliszek i  opróżnił  do  dna.  Twarz  mu  się  wykrzywiła 
pod wpływem goryczki.

- Dlaczego? - zapytał  z niedowierzaniem.  - Dlacze

go?

182

background image

Inga   wprawdzie   spodziewała   się   takiej   reakcji,   ale 

usta wykrzywiły jej się w podkowę, jakby znów miała się 
rozpłakać.

- W jakiś sposób Gudrun dowiedziała się o Martinie

i o mnie, mimo że przysięgam, iż po ich ślubie tylko raz
byliśmy ze sobą. To niewybaczalne z naszej strony, ale...
nie   byliśmy   w   stanie   zapanować   nad   naszymi   uczucia
mi - płomienny rumieniec pokrył jej policzki. Nie tak ła
two było obnażać swoje błędy i wstyd przed tymi trzema
mężczyznami.  - Zdawało mi  się, że  zgubiłam nóż, któ
ry dla mnie zrobiłeś, Gulbrand. Ale z czasem domyśliłam
się, że Gudrun przemknęła się ukradkiem na piętro i mi
go ukradła. Bo kiedy weszła po drabinie na strych z sia
nem, trzymała w dłoni mój nóż. Pamiętam, że była prze
rażająco spokojna, gdy mi oznajmiała, że będzie to wyglą
dało tak, jakbym sama sobie wbiła nóż w serce, jakbym
zginęła z własnej ręki...

Gulbrand   podrapał   się   między   oczami.   Trudno   mu 

było uwierzyć we wszystko, co mówiła Inga, chociaż nie 
miał najmniejszych wątpliwości, że Gudrun była zdolna, 
by grozić w taki sposób.

-Nie można było temu przeszkodzić jakoś inaczej? - 
zapytał zatrwożony.
-Możliwe, że tak - odparła Inga. - Ale ja wpadłam w 
panikę. W oczach Gudrun dostrzegłam coś takiego, że 
zrozumiałam,   iż   jest   gotowa   spełnić   swoje   groźby. 
Przez te wszystkie lata ścinałyśmy się nie raz, nigdy 
jednak nie widziałam jej takiej oszalałej z nienawiści 
jak wtedy... Wykrzykiwała, że zabrałam jej zarówno 
Nielsa, jak i Martina...
Gulbrand chrząknął ostrzegawczo. Inga była rozdygo-

183

background image

tana, ale tylko ona i on wiedzieli o kazirodztwie. Kristian 
i Laurens nie mogą się dowiedzieć o tym chorym związku 
między Nielsem a Gudrun.

Inga   mrugnęła   do   niego   porozumiewawczo   i   Gul-

brand poczuł ulgę. Na szczęście przerwała w samą porę 
swoje wyjaśnienia. Nie zapomniała o ich umowie, że nie 
będą więcej podejmować sprawy kazirodztwa.

- Wiele się dziś dowiedziałeś i targały tobą zapew

ne   różne   uczucia,   Gulbrandzie   -   rzekła   Inga   udręczo
na. - Chcę, żebyś wiedział, że odepchnęłam drabinę w od
ruchu samoobrony. W tamtym momencie wydawało mi
się, że walczę o życie i albo zginę ja, albo ona. Tak to wów
czas oceniałam.

Gulbrand poczuł ból w sercu, że Gudrun spotkał taki 

koniec. Ale ogarnęło go też współczucie dla Ingi. Biedna 
dziecina, pomyślał z żalem. Bo jeśli tak się sprawy miały, 
jak je przedstawiła, to przez ostatni rok ciężko jej było się 
z tym zmagać. Pomyśleć tylko, dźwigać taką okropną ta-
jemnicę!

Podczas rozmowy Inga powoli odzyskiwała spokój. Oczy-
wiście nie rozluźniła się całkiem, ale przestało ją dławić 
w gardle. Wydawało się, że wszyscy uwierzyli w jej wy-
jaśnienia. Zresztą powinni, pomyślała zmęczona. Bo tym 
razem odsłoniła się całkowicie. Prawda brutalnie wyszła 
na jaw, Inga jednak nie broniła się bardziej, niż to było 
konieczne. Postąpiła źle wobec Gudrun i Erlinga, ale nie 
planowała ich zabić. Nie życzyła śmierci swoim wrogom. 
Laurens pierwszy przerwał milczenie.

- Jest już po drugiej i Ragnhild z pewnością martwi

184

background image

się o mnie. Martin co prawda miał ją uprzedzić, że jestem 
w  Gaupås,   ale   znacie   moją   żonę   -   zaśmiał   się   za-
wstydzony. - Pewnie umiera z ciekawości. - Podał dłoń 
Indze i rzekł: - Pamiętaj, droga Ingo, jeśli kiedykolwiek 
napotkasz znów problemy... nie próbuj ich rozwiązywać 
na   własną   rękę.   Masz   przecież   nas   -   wskazał   na 
Kristiana, Gulbranda i na siebie. - Obiecujesz?

-Tak - odezwała się nieśmiało, ale zaraz się uśmiech-
nęła.   -   Sądziłam,   że   potrafię   dokonywać   mądrych 
wyborów, ale najwyraźniej tak nie jest.
-Niełatwo postępować właściwie, kiedy strach zaćmi 
rozum - pocieszył ją Laurens. - Zarówno twój ojciec, 
jak i ja też tego doświadczyliśmy - dodał tajemniczo. - 
I ty, Gulbrandzie, też się pewnie z tym zgodzisz.
Zabrzmiało to bardziej jak stwierdzenie niż pytanie.
- O tak, ja wielokrotnie popełniałem błędy - przyznał

Gulbrand.

Inga zadrżała z zimna, kiedy została w salonie sama z 

Gulbrandem.   Kristian   odprowadził   Laurensa   na   dwór. 
Nie chcieli im przeszkadzać. Już oni mają o czym poroz-
mawiać, pomyślała Inga z rosnącym optymizmem. Może 
kiedyś jeszcze dane jej będzie doczekać tego, że Kristian 
i Laurens znów zostaną dobrymi przyjaciółmi?

- Och, ty Ingo! Niezależna i bojowa - odezwał się

Gulbrand trochę żartobliwie, ale nie bez czułości.

Inga uśmiechnęła się z goryczą.
-Wahałam się, czy nie opowiedzieć prawdy o okolicz-
nościach   śmierci   Gudrun,   ale   Erling   krążył   wokół 
mnie jak chytry lis, grożąc mi i wymyślając kłamstwa. 
On mnie po prostu przeraził, Gulbrandzie.
-Tak czułem - zwierzył się Gulbrand. - Bo po śmier-

185

background image

ci   Gudrun  wyraźnie   się   zmienił.   Zhardział   w   pewnym 
sensie. Wiedziałem o waszej kłótni po tym, jak skatował 
Czarnulkę, ale nie miałem pojęcia, że on cię szantażuje. 
Zrobiłem dla ciebie nóż, byś miała się czym bronić, i ni-
gdy bym nie przypuszczał, że ten sam nóż będzie miał 
swój udział w morderstwie!

-To zrozumiałe - stwierdziła Inga, zaciskając opuszki 
palców obu dłoni. - Nie obwiniaj się czasem z tego 
powodu!
-Niee - odparł Gulbrand z ociąganiem. - Ale jednak 
gdyby nie ten nóż... - zawiesił głos.
-Gudrun znalazłaby inny sposób, by się mnie pozbyć - 
odsunęła   jego   wątpliwości   Inga.   -   Jej   oczy   pałały 
żądzą mordu, Gulbrand. Nie zastanawiała się czy, ale 
kiedy się mnie pozbyć.
-Niestety,   masz   chyba   rację   -   powiedział   Gulbrand 
zrezygnowany.

Inga   wyjrzała   przez   okno.   Budynki   dworu   spowijał 

szary mrok, ale w świetle latarni dostrzegła Laurensa do-
siadającego konia, a obok stał Kristian. Na tle światła ry-
sował się kontur jego potężnej sylwetki. W napięciu ob-
serwowała, jak Laurens pochyla się i ściska na pożegnanie 
dłoń wyciągniętą przez Kristiana. Napełniła ją wielka ra-
dość.   Och,   jak   dobrze   było   widzieć   tych   dwóch 
mężczyzn żegnających się przyjaźnie.

Gulbrandowi strzyknęło w kolanach, gdy się podnosił 

z miejsca.

- Idę   złożyć   do   łóżka   swoje   stare   kości   -   zażarto

wał. - Zobaczysz, Ingo, od teraz wszystko będzie lepiej,
i to dla wszystkich. - Na potwierdzenie swych słów kiw
nął głową w stronę okna.

186

background image

- Mam nadzieję - uśmiechnęła się łagodnie Inga.
A gdy Gulbrand wyszedł, uprzątnęła ze stołu karafkę i 

kieliszki. Nie tracąc czasu na ścieranie stołu, wyszła na 
schody. Laurens zdążył już opuścić dziedziniec, ale sły-
chać było jeszcze chrzęst kopyt stąpających po żwirze. W 
chwilę później dźwięk ucichł.

Kristian wycofał się w stronę płotu, zauważyła nagle. 

Wyglądało na to, że zapatrzył się na pola. Podeszła do nie-
go wolno i niepewnie.

Trawa tłumiła jej kroki, ale ojciec miał dobry słuch.

- Chodź tu, Ingo! - odezwał się, nie odwracając gło

wy.

Inga stanęła obok niego i oparła się łokciami o płot. 

Korciło ją, by zapytać, ale bała się odpowiedzi. Mimo to 
zdobyła się na odwagę:

- Pogodziliście się ostatecznie z Laurensem? Czy tyl

ko jednorazowo zawarliście pokój? Jutro będziesz go znów
nienawidził?

Inga lękała się spojrzeć na ojca, ale usłyszała jego cichy 

śmiech.

- Nie   obawiaj   się,   Ingo!   Od   teraz   znów   jesteśmy

przyjaciółmi. Dziwne - dodał zamyślony - że to właśnie
ty nas połączyłaś,  córka, którą  nie  umiałem się  zaopie
kować.

Inga drgnęła przestraszona, gdy Kristian położył jej na 

karku swoją dużą, ciepłą dłoń. Na pewno zauważył  jej 
reakcję, ale nie cofnął ręki. Nocny mrok ukrył łzy rado-
ści, które spłynęły Indze po policzkach. Wzięła się jednak 
w garść, by nie chlipać za głośno. Po co ojciec ma widzieć, 
jak się wzruszyła.

- Nadszedł czas - oznajmił Kristian chrapliwym,

187

background image

drżącym głosem - bym ci powierzył wszystkie tajemnice 
związane z waśnią rodową.

Pod Ingą ugięły się nogi z napięcia i pod wpływem po-

wagi chwili. Wreszcie, pomyślała z ulgą. Wreszcie się do-
wiem!