background image

G

LENDA 

S

ANDERS

WIARA, NADZIEJA, MIŁOŚĆ

background image

PROLOG

Pocałunek wyrażał zaproszenie. Richard nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości. 

Kobieta prowokacyjnie przylgnęła do niego całym ciałem, wsunęła mu język do ust i zaczęła 
nim  poruszać  w  niedwuznacznym  rytmie.  Kiedy  wreszcie  oderwała  wargi,  lekko  odchyliła 
głowę i pytająco spojrzała mu w oczy. 

Niczego takiego nie planował. Nie był też do końca pewny, czy tego chciał. Z wysiłkiem 

przypomniał sobie jej imię, obco brzmiące w jego uszach, i spróbował je wypowiedzieć. 

Mocniej naparła na niego biodrami. 
– Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że cię to nie interesuje?
Nie  próbował  się  wypierać.  Jego  wygłodzone  ciało  mimowolnie  go  zdradziło.  Już  od 

ponad  roku  nie  miał  kobiety.  A  jednak  milczał,  speszony  tym,  że  wszystko  zdawało  się 
przebiegać zbyt łatwo. 

Wtedy nastąpił ostateczny atak. 
– Jeżeli  boisz  się  odpowiedzialności,  biorę  pigułki.  A  poza  tym  przyniosłam  środki 

zabezpieczające. 

Musiał mieć bardzo nieufną minę, bo dorzuciła:
– Dziwi  cię  to?  Jesteś  przystojnym  facetem.  Podobasz  mi  się,  a  ja – uśmiechając  się, 

wymownie zakołysała biodrami – też chyba nie jestem ci obojętna. 

Richard wciąż milczał. 
– Przecież jesteśmy parą dojrzałych, odpowiedzialnych ludzi. I do tego bez zobowiązań. 

Więc w czym problem? Dlaczego nie mielibyśmy miło spędzić czasu?

Nie  była  piękna,  ale  na  pewno  bardzo  atrakcyjna.  Wciąż  czuł  na  podniebieniu  jej 

wyrafinowany, drażniący pocałunek. 

Ponad rok... 
Wreszcie odpowiedział, ale nie słowami. Pochylił głowę i brutalnie wtargnął do wnętrza 

jej  ust.  Poczuł,  że  jej  ręce  zaczynają  go  rozbierać.  Błyskawicznie  rozpiął  jej  bluzkę  i  w 
sekundę później jego dłonie spoczęły na obnażonych piersiach. 

Przenieśli się na kanapę. Jeżeli przedtem miał jeszcze jakieś zahamowania, pozbył się ich 

ostatecznie wraz z resztą ubrania. W końcu, czyż nie jest tylko człowiekiem?

Byli  tak  pochłonięci  sobą,  że  nie  usłyszał  ani  odgłosu  otwieranych  drzwi,  ani  cichych 

kroków. Otrzeźwił go dopiero pełen przerażenia okrzyk:

– Tatusiu!
Uniósł głowę. Kątem oka dostrzegł znikającą dziewczęcą sylwetkę. 

background image

ROZDZIAŁ 1

Dziewczyna  siedząca  naprzeciw  psycholog  Barbary  Wilson  była  ubrana  w  dżinsy, 

rozciągniętą  bluzę  i  tenisówki.  Miała  miłą,  niemal  dziecinną  buzię  i  szeroko  rozstawione 
błękitne oczy. Długie falujące włosy opadały jej na ramiona, a grzywka, ułożona za pomocą 
pianki, sterczała nad czołem jak koguci grzebień. Siedziała zgarbiona, ze spuszczoną głową, 
kurczowo ściskając w palcach pasek dużej dżinsowej torby. Odpowiadała monosylabami na 
pytania i jak dotąd ani razu nie podniosła wzroku. 

Nazywała się Missy Benson. Miała szesnaście lat i spodziewała się dziecka. 
– Złożyłaś podanie o indywidualny program do końca semestru – powiedziała Barbara. 
– Uhm. – Mruknięciu towarzyszyło głębokie, bolesne westchnienie. 
Dziewczyna sprawiała wrażenie, jakby coś ją gnębiło. Barbara była tego niemal pewna. 

Nie znała jej zbyt dobrze, ale kiedy poprzednio rozmawiały, wydawała się znacznie bardziej 
kontaktowa. 

– Czy to lekarz kazał ci ograniczyć zajęcia? – spytała Barbara. 
Missy potrząsnęła głową. 
– Termin porodu został wyznaczony na połowę czerwca – ciągnęła Barbara. – Jeżeli nie 

masz  jakichś  poważnych  kłopotów  zdrowotnych,  możesz  chodzić  do  szkoły  do  końca 
semestru.  Wybrałabyś  sobie  zajęcia  przed  południem  albo  po  obiedzie  i  w  każdej  chwili 
mogłabyś odpocząć w gabinecie pielęgniarki. 

Milczenie.  Uporczywe  milczenie  nastolatki.  Odwieczna  zmora  rodziców  i 

wychowawców. Barbara odczekała chwilę i dopiero kiedy nabrała pewności, że Missy nie ma 
zamiaru odpowiedzieć, zapytała:

– Nie wydaje ci się, że będziesz się nudzić w domu? Missy wzruszyła ramionami, jakby 

jej to nie obchodziło, ale Barbara podejrzewała, że było inaczej. 

– Wstydzisz się? – spytała łagodnie. 
– Coś w tym rodzaju. 
Barbara odczekała jeszcze chwilę, a potem powiedziała:
– Większość  twoich  kolegów  i  koleżanek  i  tak  już  wie  o  ciąży,  prawda? – Wiadomość 

dotarła do Barbary pocztą pantoflową na tydzień przed tym, nim podanie Missy trafiło na jej 
biurko. 

– Chyba tak – szepnęła Missy. 
To już było coś więcej niż mruknięcie. Barbara zaczęła być dobrej myśli. 
– Na początku pewnie było ci ciężko, ale teraz, kiedy wszyscy już się z tym pogodzili, nie 

będzie tak źle. 

Dziewczyna słuchała w milczeniu. 
– Nie wolisz być tutaj, wśród kolegów, niż ukrywać się w domu?
Kolejne ciężkie westchnienie. Odczekała moment, a potem ni to stwierdziła, ni to spytała:
– To nie był twój pomysł, żeby zostać w domu, prawda? Nagle Missy zasypała ją lawiną 

słów. 

background image

– Mój tata mówi, że wszyscy będą się ze mnie śmiali i że będę się głupio czuła. 
– A co ty o tym sądzisz?
– Myślę, że on ma rację. Będę gruba i mogę wyglądać śmiesznie. 
Barbara obdarzyła ją uśmiechem, którym miała nadzieję dodać dziewczynie otuchy. 
– Może rzeczywiście trochę śmiesznie pod sam koniec. Jeżeli twoi przyjaciele będą się z 

ciebie  śmiali – mam  na  myśli  twoich  prawdziwych  przyjaciół – to  będą  tylko  takie 
dobroduszne  żarty.  Jak  wtedy,  kiedy  masz  nieudaną  fryzurę  albo  poplamisz  sobie  bluzkę 
sosem do spaghetti. 

Missy poruszyła się na krześle. Nieomylny znak, że mimo wszystko słuchała. I myślała. 
– Młodzi  ludzie  powinni  trzymać  się  razem – dorzuciła  Barbara.  – W  towarzystwie 

rówieśników poczujesz się o wiele lepiej. 

Missy wciąż milczała, wpatrzona we własne ręce. 
– Im dłużej będziesz poza szkołą, tym trudniej będzie ci potem wrócić do szkolnej rutyny

– przekonywała Barbara. – Zostań. Nie chcesz spróbować?

Missy przygryzła dolną wargę. 
– Zawsze możesz zmienić zdanie, gdybyś poczuła się gorzej albo była zbyt zmęczona. 
– Ale mój tata... 
– Czy próbowałaś powiedzieć ojcu, co o tym myślisz?
Dziewczyna, zgnębiona, potrząsnęła głową. Barbara westchnęła. 
– Tak właśnie sądziłam. Jestem pewna, że twój ojciec chce cię tylko chronić, ale rodzice 

nie zawsze wiedzą, jak to robić. Zwłaszcza w trudnych sytuacjach. Może  gdyby dowiedział 
się, co czujesz i znał opinię specjalistów... 

Po raz pierwszy dziewczyna podniosła wzrok i ich oczy się spotkały. 
– Mogłaby pani z nim porozmawiać, pani Wilson? On panią wysłucha. 
Barbara uśmiechnęła się. 
– Z przyjemnością porozmawiam z twoim ojcem, Missy. 
Dziewczyna  szepnęła  „dziękuję”.  Barbara  poczuła  ukłucie  w  sercu.  Wstała  i  obeszła 

biurko. 

– Nie  mogę  zrobić  nic  więcej,  dopóki  się  z  nim  nie  spotkam.  Postaram  się  to 

zorganizować jak najprędzej. 

Missy  poderwała  się,  gotowa  do  ucieczki.  Jest  taka  młoda,  pomyślała  Barbara,  taka 

wrażliwa. I do tego tak przeraźliwie osamotniona. 

– Wiesz co, Czasami potrzebujemy tylko  jednego – móc się do kogoś przytulić. Czułaś 

kiedyś coś podobnego?

– Och,  proszę  pani! – Dziewczyna  ze  szlochem  rzuciła  się  jej  w  ramiona.  – Mój  tata 

uważa, że jestem okropna. 

Barbara objęła ją i zaczęła kołysać jak małe dziecko. 
– Na pewno jest przygnębiony – powiedziała, gładząc dziewczynę po plecach – ale to nie 

znaczy, że uważa cię za okropną. Prawdopodobnie sam jest przerażony. 

– Przerażony? – Missy uniosła głowę i grzbietem dłoni otarła oczy. 
– Nie  wiedziałaś,  że  rodzice  też  mogą  być  przerażeni? – spytała  Barbara,  podając  jej 

background image

pudełko chusteczek do nosa. 

– Pragną chronić swoje dzieci. Nie chcą, żeby im się przytrafiło coś złego. A kiedy coś 

takiego się wydarzy, są  na siebie wściekli, że nie potrafili temu zapobiec. I to ich przeraża. 
Nie tylko twój świat wywrócił się do góry nogami. Świat twojego ojca także. 

Missy wzięła chusteczkę. 
– On się mnie wstydzi. 
– Powiedział ci to?
– Nie musiał. – Głośno wytarła nos. – On nie chce, żeby ktokolwiek mnie widział. 
Barbara znów uściskała Missy. 
– Jestem  pewna,  że  ojciec  chce  dla  ciebie  jak  najlepiej.  On  po  prostu  nie  zdaje  sobie 

sprawy, jak wyrozumiali są twoi przyjaciele. Spróbuję mu to wyjaśnić. 

– Dziękuję – szepnęła Missy. 
– Mam  nadzieję...  – Barbara  przerwała,  żeby  zebrać  myśli.  – Są  sytuacje,  w  których 

rodzicom  niełatwo porozumieć się z  dziećmi. Czasami krzyczą, zamiast  rozmawiać, albo w 
ogóle nic nie mówią, bo  tak jest wygodniej. Chciałabym, żebyś spróbowała porozmawiać z 
ojcem i opowiedziała mu o wszystkim, co czujesz. 

Missy wyprostowała się, zaczerpnęła tchu, a potem skinęła głową. 
Dobrze  rozumiała  dziewczynę,  jej  zmieszanie  i  rozpacz.  Przypuszczała,  że  Missy  ani 

przez chwilę nie wierzyła, że rozmowa z ojcem cokolwiek jej da. 

– Missy – powiedziała, kładąc dziewczynie rękę na ramieniu – jeżeli będziesz chciała z 

kimś  porozmawiać  albo  po  prostu  przytulić  się  do  kogoś,  możesz  zawsze  do  mnie  przyjść. 
Chcę, żebyś o tym wiedziała. 

– Dziękuję pani. 
– Czasami mogę być zajęta. Będziesz wtedy musiała zaczekać kilka minut. Powiesz pani 

Dinker, że jesteś na mojej specjalnej liście, a ja przyjmę cię o każdej porze. 

– Dziękuję pani. 
– W  końcu  po  to  tu  jestem – mruknęła  Barbara.  Kiedy  Missy  czmychnęła  z  gabinetu, 

Barbara  odchyliła  się  w  krześle  i  westchnęła.  Udzielanie  porad  ciężarnym  uczennicom 
kompletnie  ją  wyczerpywało.  Były  takie  młode,  zagubione,  niedoświadczone,  a  życie 
wymagało od nich przedwczesnej dojrzałości. 

Co za ironia losu. Dla tych dziewcząt ciąża była tragedią. Barbara, samotna i bezdzietna, 

uważała ciążę za błogosławieństwo, którego los jej poskąpił. 

W swoim czasie bardzo chciała mieć dziecko. Dennis także sobie tego życzył. W końcu 

to było ogólnie przyjęte, a Dennis zawsze robił to, co było ogólnie przyjęte. 

Nigdy jednak nie udało jej się zajść w ciążę, a wszelkie nadzieje na dziecko rozwiały się 

wraz z rozpadem jej małżeństwa oraz w ciągu pięciu pustych lat, które potem nastąpiły. 

W trzydziestym piątym roku życia Barbara nie mogła narzekać na brak zajęć. Szybko się 

przekonała,  że  było  mnóstwo  młodych  ludzi  spragnionych  życzliwego  słowa,  obiektywnej 
porady czy bodaj przyjaznego uścisku. Miała całą szkołę pełną uczniów, z których większość 
będzie  jej  prędzej  czy  później  potrzebować.  A  jednak  to  dojmujące  pragnienie  własnego 
dziecka  wciąż  tkwiło  gdzieś  w  głębi jej  serca  i  napełniało  ją  smutkiem,  ilekroć  patrzyła  na 

background image

niemowlaki albo na dziewczyny czy kobiety w poważnym stanie. 

Potrząsnęła  głową  i  sięgnęła  po  teczkę  Missy  Benson.  Jedenasta  klasa.  Wzorowa 

uczennica. Od trzech lat członek rady uczniowskiej. Śpiewa w szkolnym chórze. Matka nie 
żyje. Ojciec: Richard Benson. Pośrednik handlu nieruchomościami. 

Richard Benson! Barbara  poczuła, że  krew odpływa  jej z  twarzy. Czy to  nie śmieszne? 

Zareagowała  jak  jedna  z  jej  podopiecznych!  Przecież  w  całym  kraju  są  setki  Richardów 
Bensonów. W lokalnej książce telefonicznej będzie ich z tuzin. Nic nie przemawiało za tym, 
że  ojciec  Missy  to  ten  sam  Richard  Benson  sprzed  lat,  z  oddalonego  o  setki  kilometrów 
małego  miasteczka  w  Georgii.  A  jednak...  Szybko  obliczyła  w  myślach,  że  córka  Richarda 
powinna  mieć  prawie  siedemnaście  lat.  A  więc  jest  w  wieku  Missy.  Co  będzie,  jeżeli  się 
okaże, że to jednak ten sam człowiek?

Z  westchnieniem  ukryła  twarz  w  drżących  dłoniach.  Potem  głęboko  zaczerpnęła  tchu  i 

zmusiła  się  do  obiektywnej  oceny  sytuacji.  Przecież  świat  nie  przestanie  się  kręcić  tylko 
dlatego, że przyjdzie jej stanąć twarzą w twarz z dawnym chłopakiem. Nawet jeżeli... 

Nawet jeżeli  kochała go kiedyś całym sercem i był jej tak bliski jak nikt na świecie. A 

jego pocałunki sprawiały, że ziemia kołysała się pod stopami. Nawet jeżeli złamał jej serce. 

Richard  Benson  był  kimś  więcej  niż  tylko  jej  chłopakiem,  ale  nigdy  nie  zostali 

kochankami i ta świadomość bolała ją i prześladowała nawet po latach. 

Gdyby wtedy pozwoliła Richardowi na wszystko... Ileż to razy zastanawiała się nad tym. 

Jakże inaczej ułożyłoby się jej życie, gdyby miała dość odwagi, żeby mu się oddać. 

Ich miłość mogła wciąż trwać. Mogli się pobrać, mieć dzieci, na zmianę wstawać do nich 

w nocy. Mogli wspólnie zmagać się z domowym budżetem i spędzać zimowe noce wtuleni w 
siebie pod olbrzymią kołdrą w małżeńskim łożu. 

Nie byłoby złamanych serc, gniewu, żalu, rozmyślania o tym, że mogło być inaczej. Nie 

byłoby  Dennisa  Wilsona  i  tych  lat,  w  czasie  których  starała  się  robić  to,  czego  od  niej 
oczekiwano. Nie byłoby przygnębiających wizyt u lekarza i rozpaczliwych prób, żeby począć 
dziecko. Nie byłoby kłótni ojej pracę, nie byłoby rozwodu. 

Gdyby tylko pozwoliła Richardowi na wszystko... Odrzuciła tę myśl, wyprostowała się i 

zaczęła przeglądać akta w poszukiwaniu numeru telefonicznego Richarda Bensona. 

Gdy podała recepcjonistce w Agencji Bensona swoje nazwisko i poprosiła o rozmowę, jej 

głos brzmiał już prawie całkiem normalnie. 

Kiedy zadzwonił wewnętrzny telefon, Richard Benson zajęty był studiowaniem umowy. 
– Tak, Margaret, o co chodzi? – zapytał. 
– Co prawda życzył pan sobie, żebym odbierała wszystkie telefony do pana, ale mam na 

linii  panią  Wilson  ze  szkoły  Missy – poinformowała  recepcjonistka.  Richard  poczuł  nagły 
skurcz żołądka. Ze szkoły Missy?

O Boże! A jeżeli Missy źle się poczuła?
– Porozmawiam  z  nią – powiedział,  wciskając  przełącznik.  – Mówi  Richard  Benson –

warknął do słuchawki. 

– Dzień  dobry  panu...  – Barbara  przełknęła  ślinę.  Szczerze  mówiąc,  nie  była  w  stanie 

background image

stwierdzić,  czy  to  ten  sam  głos,  którego  tak  się  obawiała.  – Tu  Barbara  Wilson,  szkolny 
psycholog. 

– Czy Missy dobrze się czuje?
– Tak – odparła Barbara. Pańska córka ma się wprost fantastycznie, dodała ironicznie w 

duchu. – Właśnie wyszła z mojego gabinetu. Nie ma powodu do obaw – dorzuciła. 

Mężczyzna odetchnął z ulgą. 
– Przeglądałam podanie Missy. Chciałabym je z panem przedyskutować. Czy mógłby pan 

przyjść jutro do szkoły na jakieś pół godziny?

Czy pozwoli mi pan na siebie popatrzeć, abym się mogła przekonać, czy to ta sama twarz, 

którą mam w oczach od siedemnastu lat? – Tego pytania nie wypowiedziała na głos. 

Richard odetchnął. Tak naprawdę nie był w stanie odprężyć się do końca od momentu, w 

którym Missy zakomunikowała mu, że chyba jest w ciąży. 

– Najbardziej odpowiadają mi godziny poranne – powiedział. 
– Ósma trzydzieści?
– Wspaniale. 
Barbara zamarła. Czas nagle się cofnął. Oto znów siedziała w starym mustangu. Richard 

rozpiął jej bluzkę. Był pierwszym chłopcem, któremu pozwoliła obejrzeć swoje piersi. 

– Wspaniałe – wyszeptał bez tchu. 
Ósma trzydzieści też wspaniale mu odpowiadała. 
– Wobec  tego  do  zobaczenia  jutro  rano – rzuciła  szorstko  i  drżącą  ręką  odłożyła 

słuchawkę. 

– Teraz już wszystko wiesz – powiedziała sama do siebie. 
W  drodze  do  domu  wstąpiła  do  drogerii  po  pastę  do  zębów.  Zazwyczaj  kupowała  tu 

tańsze  mydła  i  proszki  do  prania.  Kiedy  dotarła  do  kasy,  ze  zdumieniem  spojrzała  na 
zawartość koszyka. Drogi balsam do włosów, olejek do kąpieli, tusz do rzęs i szminka. 

Tusz  to  jeszcze  nic  dziwnego.  Skończył  jej  się  parę  tygodni  temu  i  jakoś  dotąd  nie 

znalazła  czasu,  żeby  kupić  nowy.  W  zasadzie  do  pracy  się  nie  malowała.  Jutro  miała  się 
jednak  spotkać  z  Richardem  Bensonem.  Dlatego  teraz  kupowała  tusz – i  ciemnoróżową 
szminkę  w kolorze bluzki, którą zawsze  nosiła  do popielatego  kostiumu. Co  zresztą  innego 
mogła  jutro  włożyć,  nie  wzbudzając  podejrzeń?  Nie  mówiąc  już  o  tym,  że  w  tym  właśnie 
kostiumie było jej najbardziej do twarzy. 

A zresztą, to chyba bez znaczenia. 
Marszcząc brwi, patrzyła na kasjera, który po kolei przesuwał jej zakupy na taśmie. Kogo 

właściwie chciała oszukać?  Zadrżała na myśl o jutrzejszym  spotkaniu. Może  dlatego, że  jej 
znajomość z Richardem zakończyła się w tak niemiły, bolesny sposób?  A może dlatego, że 
zakończyła się bezpowrotnie i nieodwołalnie?

– Tak bardzo cię pragnę, Barbaro – szeptał bez tchu, kiedy odsuwała jego rękę od suwaka 

dżinsów. 

– Wiem – szepnęła z rozpaczą. – Ale... boję się. Nie jestem jeszcze gotowa. 
Wtedy odezwał się jakimś złym, zdesperowanym głosem:
– Może powinienem sobie poszukać kogoś, kto jest już gotowy. Dziewczyny, która wie, 

background image

jak zadowolić mężczyznę. 

Te słowa dotknęły ją do żywego. Przełknęła łzy i dumnie uniosła głowę. 
– Jeżeli tego właśnie chcesz... Proszę bardzo, znajdź sobie kogoś innego. 
– Może tak zrobię. 
– No to zrób. 
– Jesteś tego pewna?
– Jasne. Sam wiesz najlepiej, czego chcesz. Mężczyzna... Miał niespełna dziewiętnaście 

lat. Teraz Barbara była w stanie pojąć komizm jego słów. W sumie śmieszna historia – gdyby 
nie to, że jej wspomnienie do dziś tak bolało. 

Richard  znalazł  sobie  kogoś  innego.  Christine,  znaną  głównie  z  tego,  że  świetnie 

wiedziała, jak pocieszyć sfrustrowanych mężczyzn. Przyprowadził ją na mecz piłki nożnej. 

Plotka rozeszła się błyskawicznie. Richard rzucił Barbarę! A ona przyszła sama, pewna, 

że się pogodzą i wszystko znów będzie dobrze. 

Nie miała wiadomości o Richardzie aż do Gwiazdki, kiedy wziął ślub z Christine, żeby 

dać nazwisko ich dziecku. Później dowiedziała się, że urodziła się im córeczka i że Richard 
rzucił studia i poszedł do pracy. 

Następnego roku Barbara wyjechała do college’u. Tam właśnie poznała Dennisa. Nie był 

tak  namiętny  jak  Richard.  Nie  wzbudzał  w  niej  gwałtownych  uczuć.  Dlatego  bez  obaw 
zgodziła się z nim spotykać. I z tej samej przyczyny później się z nim rozwiodła. 

A teraz okazuje się, że Richard też mieszka w Orlando. Co za zbieg okoliczności!

Zjawiła się w szkole wcześniej niż zwykle. Wolała być w znajomym otoczeniu. Szczerze 

mówiąc, bała się nieoczekiwanego spotkania na korytarzu. 

Teraz  siedziała  za  biurkiem,  starannie uczesana,  umalowana i  uperfumowana,  nerwowo 

rozważając  wszystkie  warianty  rozmowy.  Była  tak  spięta,  że  nie  pozwoliła  sobie  nawet  na 
filiżankę kawy. 

Siedemnaście lat... On może być gruby i łysy... 
Co powie? Co ona powinna powiedzieć?
A jeżeli jej nie rozpozna? Jak ma się wtedy zachować? Czy ma z uśmiechem wspomnieć:
– A tak przy okazji, dawniej nazywałam się Simmons. 
A może nie powinna nic mówić? Może lepiej, żeby niczego nie zauważył?
Mój  Boże,  a  co  jeżeli  wyjawi  mu,  kim  jest,  a  on  nie  będzie  mógł  jej  sobie  nawet 

przypomnieć?

A jeśli jednak ją pozna i wszystko będzie tak jak siedemnaście lat temu?
Sama już nie wiedziała, który z tych wariantów najbardziej ją przerażał. 
Richard pojawił się pięć minut przed czasem. Nie był gruby. I nie był też łysy. To był ten 

sam Richard, tylko trochę starszy. I niestety, Barbara musiała to przyznać, czas pracował na 
jego korzyść. 

Zmarszczki przydały jego twarzy wyrazistości, a włosy, kiedyś spłowiałe od słońca, stały 

się ciemniejsze. Trochę przytył, za to nabrał powagi, której brakowało mu, gdy był chudym 
nastolatkiem. 

background image

Tak czy inaczej, rozpoznała go od razu. 
On  też  ją  poznał.  Mogła nawet  dokładnie  określić,  w  którym momencie.  Wszedł  do  jej 

gabinetu i powiedział:

– Pani Wil... 
Na chwilę zamilkł zaskoczony, potem jakby odzyskał zdolność mówienia i dokończył:
– Mój Boże! Barbara?
– Witaj, Richardzie!
Zdążyła już zapomnieć, jak kiedyś na nią patrzył. A może mając siedemnaście lat, była 

zbyt niewinna, żeby odczuć zmysłowość jego spojrzenia?

Przyglądali  się  sobie  przez  chwilę,  która  Barbarze  wydała  się  wiecznością.  Napięcie 

zdawało się rozsadzać ściany pokoju. Oddychali z najwyższym trudem. 

Richard otrząsnął się pierwszy. 
– Mogłaś mnie uprzedzić – powiedział. 

background image

ROZDZIAŁ 2

Barbara... 
Ilekroć nachodziły go wspomnienia, Barbara jawiła mu się w nich taką, jaką ją widział po 

raz ostatni. A przecież od tamtej pory minęło siedemnaście lat. 

Była  teraz  kobietą  dojrzałą,  lecz  wciąż  piękną.  Jej  włosy,  stylowo  ułożone,  zachowały 

dawny połysk i na pewno były równie miękkie jak kiedyś. 

Trochę przytyła, ale te dodatkowe kilogramy przydały jej kobiecości. A jej zielone oczy... 
Były dokładnie takie same – ogromne i pełne wyrazu. W ich głębi czaił się lęk, mimo że 

się uśmiechała. 

– Nie miałam pewności – powiedziała. 
– Że sobie ciebie przypomnę?
– Nie, że jesteś tym samym Richardem Bensonem. 
– Nazywasz się teraz inaczej, Barbaro. Cień smutku przemknął przez jej twarz. 
– Byłam zamężna. 
– Byłaś?
– Moje małżeństwo się rozpadło. 
– Tak mi przykro. – Naprawdę było mu przykro. Boże, jak ktoś na tyle mądry, żeby się 

ożenić z Barbarą, mógł być jednak takim głupcem, żeby się z nią rozwieść?

– To stara sprawa – powiedziała. 
Zapadła cisza. Wreszcie Barbara wskazała krzesło po przeciwnej stronie biurka. 
– Musimy porozmawiać o Missy. 
Richard  zacisnął  zęby.  Jego  usta  wyglądały  teraz  jak  blada  kreska.  Dlaczego  akurat 

Barbara?  Jakim  ojcem  musiał  być  w  jej  oczach?  Co  myślała  o  nim  siedemnaście  lat  temu, 
kiedy porzucił ją dla jakiejś hipiski tylko dlatego, że nie chciała się z nim przespać?

Nagle  poczuł  się  nagi,  bezbronny  i  pozbawiony  godności.  Jak  rycerz,  którego  wróg 

zaskoczył  bez  miecza  i  zbroi.  Spojrzał  na  Barbarę  zastanawiając  się,  jak  mógł,  choć  przez 
chwilę, porównywać ją  do wroga.  Bo w jej oczach  nie dostrzegł  potępienia, tylko życzliwą 
troskę. 

Otworzyła teczkę, szybko przejrzała papiery i uśmiechnęła się. 
– Missy to bardzo miła dziewczyna. 
Wzruszył ramionami. Do czego ona zmierza? O ileż łatwiej byłoby mu rozmawiać z obcą 

osobą. Za dużo o nim wiedziała. 

– Mam tu jej podanie. Dlaczego uważasz, że powinna uczyć się w domu?
– Missy jest bardzo dobrą uczennicą – odparł. – Nie chcę, żeby ta... sytuacja negatywnie 

odbiła się na jej maturze. 

Barbara skinęła głową. 
Profesjonalny  gest,  pomyślał.  Zupełnie  jak  lekarz,  któremu  pacjent  wylicza  objawy 

swojej choroby. 

– Ona chce iść na studia – dorzucił. 

background image

– Z jej stopniami nie będzie miała z tym najmniejszego problemu. 
Wyczuwając wahanie w głosie Barbary, Richard zapytał:
– Czy są jakieś przeciwwskazania do nauki w domu?
– Nie. Raczej wątpliwości. Nie jestem pewna, czy to jest najlepsze wyjście dla Missy. 
Richard przygładził włosy i machinalnie zaczął masować sobie kark. 
– Nie chcę, żeby straciła semestr. 
– Nie ma żadnych powodów, żeby tak się stało – stwierdziła Barbara. – Jeżeli dziecko nie 

urodzi się przedwcześnie, Missy może uczyć się ze swoją klasą do końca roku szkolnego. 

– Ale  ona  będzie...  – Richard  westchnął  zgnębiony.  – Wiesz,  co  mam  na  myśli.  Nie 

chciałbym, żeby się czuła skrępowana. 

– Wolisz, żeby się wstydziła?
– Nie rozumiem. 
– Czy zastanowiłeś się kiedyś nad tym, co sugerujesz Missy, każąc się jej ukrywać?
– O Boże! – Richard oddychał z trudem. – Nie mam pojęcia, co robić. Chcę ją chronić, 

ale... 

– Nie da się chronić dzieci, kiedy stają się dorosłe. Może raczej powinieneś ją wspierać. 
– To też mi nie wychodzi – wyznał z rozpaczą. 
– Na pewno robisz to lepiej, niż ci się wydaje – zapewniła go Barbara. – W przeciwnym 

wypadku  nie  zjawiłbyś  się  tutaj.  A  i  Missy  nie  byłaby  taka,  jaka  jest,  gdybyś  postępował 
niewłaściwie. 

Moja  córka  nie  znalazłaby  się  w  takiej  sytuacji,  gdybym  był  lepszym  ojcem,  pomyślał 

Richard z goryczą. 

– Uważasz, że Missy powinna nadal uczęszczać do szkoły?
– Tak.  Missy  będzie  się  teraz  zmieniać  nie  tylko  fizycznie,  ale  i  emocjonalnie.  Jeżeli 

będziesz ją zmuszać, żeby się ukrywała, gotowa pomyśleć, że się jej wstydzisz. 

– Ale koledzy... 
– Badania wykazały, że młodzież często służy wsparciem i pomocą rówieśnikom w takiej 

sytuacji. Poza tym, im mniej Missy odejdzie od szkolnej rutyny, tym łatwiej będzie jej do niej 
powrócić po urodzeniu dziecka. Może to zabrzmi absurdalnie, ale w całym tym nieszczęściu 
Missy ma to szczęście, że termin porodu nie przypada w czasie roku szkolnego. 

– Masz rację – przyznał Richard z goryczą. – To rzeczywiście brzmi absurdalnie. 
– Rozmawiałam z Missy i myślę, że wolałaby brać udział w lekcjach. 
– Ale ona nie ma pojęcia, jak to będzie, kiedy zrobi się gruba jak balon. 
Barbara roześmiała się. Richard był taki naiwny!
– Okaż jej trochę zaufania. W dzisiejszych czasach młodzież wie znacznie więcej niż my 

w  ich  wieku.  – Pochyliła  się  w  jego  stronę.  – Posłuchaj,  Richardzie,  jeżeli  pozwolisz  jej 
chodzić do szkoły, będzie mogła w każdej chwili zmienić zdanie i odejść. A na razie niech się 
uczy ze swoją klasą. 

Richard  zmarszczył  brwi  i  zamyślił  się.  Oczywiście  postąpi  zgodnie  z  jej  poradą.  W 

końcu to ona jest ekspertem, a on... 

Westchnął  głęboko.  On  sam  nie  był  żadnym  ekspertem.  Gdyby  było  inaczej,  nie 

background image

siedziałby  tu,  rozmawiając  ze  szkolnym  psychologiem  na  temat  dalszej  nauki  swojej 
brzemiennej córki. 

Barbara patrzyła  na niego  ze  zrozumieniem. Mimo upływu lat i  innej  fryzury była taka 

sama jak zawsze. Dobra. Współczująca. Nic dziwnego, że wybrała pracę z młodzieżą. Nagle 
zapragnął  dowiedzieć  się,  jak  potoczyło  się  jej  życie,  odkąd  stracił  ją  z  oczu.  Z  takim 
przekonaniem mówiła o obowiązkach rodzicielskich, ale sama chyba nie mogła mieć dziecka 
w wieku Missy. 

– Masz dzieci? – zapytał. 
– Nie.  Próbowaliśmy,  ale...  – Gdyby  nie  znał  jej  tak  dobrze,  pewnie  przeoczyłby  cień 

smutku w jej oczach. 

– Szkoda – powiedział. Uśmiechnęła się. 
– Mam za to mnóstwo dzieci w tym budynku. Richard skinął głową. Pewnie zajmowała 

się trudnymi uczniami, tak jak ktoś, kto zbiera bezdomne szczenięta. Barbara znów zajrzała 
do dokumentów. 

– Mam tu informację, że matka Missy nie żyje. Richard spuścił wzrok. 
– Zginęła w wypadku samochodowym, kiedy Missy miała siedem lat. 
– To straszne!
– Przed wypadkiem Missy nie widziała matki kawał czasu, a jednak bardzo to przeżyła. –

Zamilkł  i  przełknął ślinę.  – Zawsze  wierzyła,  że  na  skutek  jakiejś  cudownej  przemiany 
Christine  zacznie  wreszcie  postępować  jak  prawdziwa  matka.  Kiedy  zginęła,  te  nadzieje 
ostatecznie się rozwiały. 

– Ty i Christine... 
– Macierzyństwo niewiele ją obchodziło. A bycie żoną – jeszcze mniej. 
– Przykro mi, że tak ci się nie udało. Richard roześmiał się z goryczą. 
– To bardzo wielkodusznie z twojej strony. 
– To  było  dawno  temu,  Richardzie.  – Barbara  wyprostowała  się.  – Byliśmy  jeszcze 

dziećmi. 

Zapadła krępująca cisza. Wreszcie Barbara odezwała się łagodnym tonem:
– Nigdy nie życzyłam ci źle, Richardzie. 
– Wiem. Zresztą nawet nie musiałaś. Ja sam jestem winien własnemu nieszczęściu. 
– Za to masz Missy. 
– Tak – westchnął i pomyślał, że choć starał się jak mógł, nie radził sobie z obowiązkami 

rodzicielskimi, podobnie jak nie potrafił umiejętnie postępować z żoną. 

– Czy Missy utrzymuje bliższy kontakt z jakąś kobietą? Czy jest jakaś osoba, której ufa?
Richard potrząsnął głową. 
– Nie. Od czasu... – zaczerpnął tchu – do zeszłego roku mieszkała z nami moja matka. To 

ona wychowywała Missy, odkąd Christine odeszła. Ale nawet gdyby tu była, nie sądzę, żeby 
Missy zwróciła się do niej. Moja matka... 

– Jeśli dobrze pamiętam, twoja matka nie była szczególnie liberalna. 
– Więc rozumiesz, w czym problem. 
– To całkiem normalne, że młodzież w tym wieku odsuwa się od rodziców. Przy różnicy 

background image

dwóch pokoleń przepaść bywa jeszcze większa. 

Na chwilę umilkła. Znowu wpada w ten swój profesjonalny ton, pomyślał Richard. 
– Missy potrzebuje teraz kogoś, z kim mogłaby swobodnie porozmawiać. A ponieważ w 

waszym domu nie ma żadnej kobiety, powinniście się zwrócić do poradni rodzinnej. 

– Pomówię z nią o tym – obiecał Richard. 
– Dobrze.  – Barbara  z  westchnieniem  odchyliła  się  w  krześle.  – Zawsze  mam  opory, 

doradzając coś takiego. Ludzie niechętnie decydują się na wizytę w poradni. Cieszę się, że w
twoim przypadku jest inaczej. 

– Zgodzę się na wszystko, co będzie dobre dla Missy. 
– To  oczywiste.  – Kiedy  patrzyła  na  niego,  wszystko  stawało  się  oczywiste:  rozpacz  i 

poczucie  winy,  miłość  do  córki  i  troska  o  nią,  wreszcie  świadomość,  że  nie  jest  w  stanie 
rozwiązać jej problemów. Każdego dnia spotykała się z rodzicami, którzy mieli większe czy 
mniejsze  kłopoty.  Sytuacja  Richarda  Bensona  była  szczególna,  ponieważ  musiał  samotnie 
borykać się z własnymi problemami. 

– Służę listą poradni, gdyby Missy się zdecydowała. Możecie też spytać waszego lekarza

– powiedziała, siląc się na służbowy ton. 

– Twoje referencje są wystarczające. Pracujesz z młodzieżą. 
Barbara skinęła głową i wyjęła z szuflady jakąś broszurę. 
– Kiedy  podejmiecie  decyzję,  daj  mi  znać.  Jeżeli  tylko  będzie  wam  potrzebna  moja 

pomoc,  nie  wahaj  się...  – przerwała  i  podejrzliwie  spojrzała  na  Richarda.  Patrzył  na  nią  i 
uśmiechał się. 

– Czy coś przeoczyłam?
– Nie. Po prostu wciąż trudno mi uwierzyć, że to ty siedzisz za tym biurkiem. 
– Zwykły zbieg okoliczności – uśmiechnęła się Barbara. 
– Powinnaś  być  w  holu  i  wyjmować  książki  z  szafki  numer  dwa-dwa-cztery,  a  nie 

udzielać porad w gabinecie. 

– Dwa-dwa-cztery? Ciągle pamiętasz numer mojej szafki?
– Bo sam miałem dwa-dwa-sześć. Zapomniałaś?
– Nie. A potem zdałeś maturę i zostawiłeś mnie na pastwę jakiegoś idioty, który dostał 

szafkę po tobie. 

Na chwilę zatonęli we wspomnieniach. W końcu Richard potrząsnął głową. 
– Czy naprawdę którekolwiek z nas myślało, że kiedyś dorośniemy?
– Nie mieliśmy wyboru – stwierdziła ze smutkiem Barbara. – Piotruś Pan to tylko mit. 
Jej imię. Jej głos, który drażnił mu zmysły i budził wspomnienia... Wspomnienia tak nie 

na miejscu w tym gabinecie, gdzie udzielała porad rodzicom uczniów. 

Barbara zerknęła na zegarek.
– Mam kolejne spotkanie – powiedziała, czując się jak tchórz. – Jeżeli jest jeszcze coś... 
Podniósł się. Machinalnie wyciągnął rękę. 
– Dziękuję ci za to, że pomagasz Missy. 
Kiedy poczuł jej dłoń, mocno zacisnął wokół niej palce. 
– Mój Boże, Barbaro, kto by pomyślał, że wpadniemy na siebie tutaj, kilkaset kilometrów 

background image

od naszego rodzinnego miasteczka?

– Przyjaciele nazywają mnie teraz Barb – powiedziała. 
– A mnie Rick. Roześmiała się cicho. 
– Chyba rzeczywiście staliśmy się dorośli. Niechętnie puścił jej rękę. 
– Masz umówioną kolejną wizytę. 
– Daj mi znać, gdy już coś postanowicie. 
Richard skinął głową i wyszedł. Nogi miał jak z ołowiu. 
Barbara odczekała, aż zniknie za drzwiami, a potem jakby zapadła się w krześle. Musiała 

odreagować  jego  wizytę.  Często  zastanawiała  się  nad  tym,  co  by  poczuła,  gdyby  znowu 
spotkała Richarda.

A teraz się spotkali i nagle wszystko stało się jasne. 
Jakby znów miała szesnaście lat i była szaleńczo zakochana. 
To minie, zapewniała samą siebie. To tylko przepojone nostalgią wspomnienia. Wkrótce 

będzie po wszystkim i sama będzie się z siebie śmiała. 

Tak, wkrótce... Za kolejne siedemnaście lat... 
Tymczasem  czekają  masa  roboty.  W  końcu  rodzice  zawsze  będą  potrzebowali  porady. 

Teraz też już siedzą pod drzwiami gabinetu. 

Przez  cały  dzień  Richard  zaprzątał  jej  myśli.  Także  wieczorem.  I  w  nocy.  Wciąż 

rozpamiętywała magię ich związku i gorycz jego zdrady. A przed oczami miała jego twarz: 
zgnębioną  sfrustrowaną  naznaczoną  poczuciem  winy.  Nie  mogła  też  przestać  rozmyślać  o 
Missy – wrażliwej, pozbawionej matki dziewczynie, która była córką Richarda. 

Tylko jednego pytania Barbara starała się sobie nie zadawać. Czyjej dziecko z Richardem 

wyglądałoby jak Missy?

Następnego  ranka  Barbarze  parokrotnie  przemknęło  przez  głowę,  że  Richard  może 

zadzwonić,  by  poinformować,  co  Missy  postanowiła  w  sprawie  wizyty  w  poradni.  Nie 
spodziewała  się  jednak,  że  zobaczy  jego  nazwisko  na  liście  rodziców  umówionych  na 
przedpołudnie.  Zdziwiona  wyjrzała  do  poczekalni.  Richard  natychmiast  poderwał  się  i 
podszedł do niej. 

– Będziesz mogła mnie przyjąć? Dosłownie na minutę. Ich oczy się spotkały. 
– Jeżeli możesz zaczekać... 
– Dobrze. Poczekam. Później, w gabinecie, spytała:
– Nie  masz  nic  przeciwko  temu,  że  będę  jadła  podczas  naszej  rozmowy? – Wyjęła  z 

szuflady zawiniętą w papier kanapkę, paczkę chipsów i jabłko. 

– Nie miałem zamiaru pozbawiać cię przerwy na lunch. 
– Nie po raz pierwszy jem przy biurku. I pewnie nie po raz ostami. Rozgość się. To nie 

jest normalny posiłek. 

Richard zdjął marynarkę i powiesił ją na oparciu krzesła. Barbara rzuciła mu jabłko jak 

baseballową piłeczkę. Schwycił je, obejrzał uważnie i zapytał:

– Kusi mnie pani, pani Wilson?
– Staram się tylko być uprzejma. Poczęstowałabym cię kanapką, ale możesz zjeść coś w 

drodze do biura, a ja nie mogę się stąd ruszyć. 

background image

– Szkoda,  że  o  tym  nie  wiedziałem.  Przyniósłbym  ci  zapiekankę  i  truskawki  w 

wiklinowym koszyczku. 

Jej śmiech zabrzmiał naturalnie i szczerze. 
– Ile razy jadłeś zapiekankę na lunch?
– Raz czy dwa razy w życiu – odpowiedział z udaną powagą. 
Nie stracił poczucia humoru, pomyślała. To wciąż ten sam Richard. Richard, który złamał 

jej serce. Gdy sobie to uświadomiła, łzy stanęły jej w oczach. 

– Rozmawiałem z Missy – odezwał się po chwili. 
– I co powiedziała?
– Zgadza się, ale pod pewnym warunkiem. Barbara, zaskoczona, odłożyła kanapkę. 
– Pod jakim warunkiem?
– Że to ty weźmiesz ją pod swoją opiekę. 
– Ja? Przecież... 
Richard wzruszył ramionami. 
– Dlatego do ciebie przyszedłem. Nie wiem, jaka jest procedura, ale Missy... – Westchnął 

głęboko. – Ona chce rozmawiać tylko z tobą. Nie zgadza się na nikogo obcego. Powiedziałem 
jej, że muszę ciebie o to zapytać. 

– Ale ja nie mam licencji. Nie pracuję w poradni, tylko w szkole. 
– Oczywiście zapłacę ci. 
– Nie chodzi o pieniądze. Jak w ogóle można brać pieniądze za coś takiego?
– Przecież problem Missy nie polega na tym, że ma mordercze skłonności. 
– Tu,  w  szkole,  nie  mogę  zapewnić  Missy  takiej  opieki,  jaka  jest  jej  w  tej  chwili 

potrzebna. 

– Ale ona dobrze się z tobą czuje – perswadował Richard. 
– Może udałoby nam się coś zorganizować raz czy dwa razy w tygodniu. 
– Dziękuję – rzucił Richard z ulgą. 
Popatrzyła na niego wyczekująco, ale on tylko potrząsnął głową. 
– Po prostu... dziękuję ci. Czasami jestem bardziej skołowany niż moja córka. 
Barbara uśmiechnęła się pobłażliwie. 
– Missy  jest  młoda,  a  brak  doświadczenia  to  błogosławieństwo  młodości.  Poczucie 

rzeczywistości to przekleństwo rodziców. 

Przyjął tę filozoficzną uwagę w milczeniu. W końcu wstał. 
– Zająłem ci już zbyt wiele czasu. 
– Ale  nie  zdążyłeś  nawet  zjeść  jabłka – zauważyła.  Popatrzył  na  jabłko,  skrzywił  się  i 

ostrożnie położył je na skraju biurka. 

– Nie  mógłbym  przyjąć  jabłka  od  nauczycielki.  Barbara  czuła,  że  powinna  powiedzieć 

coś dowcipnego albo przynajmniej sensownego, ale pod przenikliwym spojrzeniem Richarda 
zabrakło jej nagle słów. 

– To  czyste  szaleństwo – rzekł,  wkładając  w  te  trzy  słowa  całą  swoją  bezradność.  –

Muszę  się  z  tobą  zobaczyć,  ale  nie  tutaj.  Gdzieś,  gdzie  będziemy  mogli  swobodnie 
porozmawiać.

background image

Barbara skinęła głową. 
– Dziś wieczorem? – zapytał. – Wezmę cię na kolację. 
– Przyjdź do mnie – powiedziała. – Tak będzie wygodniej. Ja coś przygotuję. 
– Ciągle pieczesz te twoje pierniczki? – rozmarzył się nagle. 
– Nie piekłam ich od lat – przyznała się – ale mam jeszcze gdzieś przepis. 
W  drodze  do  domu  zatrzymała  się  przed  supermarketem.  Kupiła  kakao  i  orzechy  do 

pierniczków. Wstąpiła też do drogerii. Tym razem nie po tusz do rzęs. 

background image

ROZDZIAŁ 3

Pierniczki  stygły  na  blasze.  Ziemniaki,  owinięte  w  papierowe  serwetki,  także  były 

gotowe. Wystarczyło je tylko włożyć do kuchenki mikrofalowej. Piersi kurczaka moczyły się 
w zalewie. 

Barbara zanurzyła się w pachnącej wodzie. Po gorączce zakupów, gotowania i sprzątania 

zarezerwowała sobie piętnaście minut na relaks. 

Letnia  kąpiel  przynosiła  ulgę  i  koiła  nerwy,  boleśnie  napięte  od  chwili,  w  której 

rozpoznała w słuchawce głos Richarda Bensona; odprężała, ale nie była w stanie przywrócić 
spokoju i opanować gonitwy myśli. 

Richard  Benson  przychodzi  na  kolację!  Upiekła  mu  pierniczki.  Jakby  nie  minęło 

siedemnaście lat. Czuła się tak samo podekscytowana, znowu ściskało ją w żołądku i była w 
stanie najwyższej euforii jak zawsze przed jego wizytą. Nawet pierniczki piekła z tym samym 
radosnym uczuciem, bo wiedziała, jak bardzo je lubił. 

Próbowała  sobie  uświadomić,  że  nie  jest  już  nastolatką.  Jest  dorosła,  ma  prawie 

trzydzieści pięć  lat.  A  Richard  to  nie  czarujący  student,  ale  stroskany  ojciec,  którego  córka 
spodziewa się dziecka i tak bardzo potrzebuje kobiecej rady. 

Z westchnieniem oparła głowę o brzeg wanny. Czemu na przykład nie wpadła na niego w 

supermarkecie? Albo w zoo? Zajmował się sprzedażą nieruchomości – dlaczego nie spotkała 
go,  kiedy  próbowała  kupić  dom?  ,  Richard.  Ilekroć  zamykała  powieki,  miała  przed  oczami 
jego  twarz.  Wciąż  ten  sam,  a  jednak  odmieniony – dojrzały  i  pewny  siebie,  a  zarazem  tak 
bezradny,  gdy  chodziło  o  córkę.  Jego  córka.  Kochana,  wrażliwa  Missy,  która  uznała,  że  z 
Barbarą łatwo się rozmawia. 

Barbara  miała  nadzieję,  że  nigdy  nie  będzie  żałować  decyzji,  aby  się  zająć  Missy. 

Dziewczyna nie była przecież niezrównoważona. Potrzebowała jedynie towarzystwa dojrzałej 
kobiety,  a  Barbara  zawsze  miała  słabość  do  dzieci  spragnionych  miłości  i  uwagi.  Czy 
powinna  jednak  angażować  się  tak  bardzo  akurat  tym  razem?  W  końcu  chodzi  o  córkę 
Richarda. 

Córka  Richarda...  Los  potrafi  czasami  być  przewrotny.  Ofiarował  Richardowi  dziecko, 

którego  nie  chciał,  w  chwili  kiedy  nie  był  na  to  przygotowany,  odmawiając  jednocześnie 
dzieci  Barbarze,  choć  tak  bardzo  ich  pragnęła.  A  teraz  postawił  na  jej  drodze  Missy, 
zmuszając Barbarę do przyjęcia delikatnej roli przyjaciółki i powiernicy. 

Może  to  nie  była  mądra  decyzja,  ale  w  przypadkach  takich  jak  ten  Barbara  nigdy  nie 

kierowała się rozsądkiem. Przecież pomogłaby każdemu, kto by tego potrzebował. A fakt, że 
Missy  była  córką  Richarda,  czynił  ją  tylko  jeszcze  droższą  jej  sercu.  Gdyby  los  ułożył  się 
inaczej... 

Szybko odrzuciła tę myśl. Po co te wszystkie gdybania?
Dawno już przebolała zdradę Richarda i miała swoje własne życie. 
Niechętnie  wypuściła  wodę  z  wanny  i  zaczęła  się  wycierać  puszystym  ręcznikiem. 

Richard  powinien  zjawić  się  wkrótce,  a  chciała  dobrze  wyglądać.  Nie  za  dobrze,  by  nie 

background image

sprawiać wrażenia, że  włożyła w to  zbyt wiele  wysiłku, ale po prostu dobrze.  Po  dłuższym 
namyśle  zdecydowała  się  na  czarne  dżinsy  i  koralowy  golf.  Obcisłe  spodnie  doskonale 
podkreślały jej kobiecą figurę, a w czerwieni zawsze było jej do twarzy. Srebrny wisiorek w 
kształcie  serca,  który  dostała  od  rodziców  na  urodziny,  stanowił  eleganckie  uzupełnienie 
prostego stroju. Jeszcze tylko odrobina różu na policzki, ostatni ruch grzebieniem, i już była 
gotowa na przyjęcie Richarda. 

Ułożyła pierniczki na talerzu i zaczęła nakrywać do stołu, bezładnie przekładając serwetki 

aż  do  chwili,  kiedy  dzwonek  obwieścił  przybycie  Richarda.  Z  bijącym  sercem  podeszła  do 
drzwi. 

Richard  przyniósł  kwiaty.  Z  nieśmiałym  uśmiechem  wręczył  Barbarze  bukiet 

przewiązany wstążką. 

– Nie byłem pewny, czy lubisz wino. 
– Jakie piękne – powiedziała, kryjąc twarz w kwiatach. – Dziękuję. 
Przeszli  do  kuchni.  Barbara  włożyła  bukiet  do  wazonu.  Potem  zajęła  się  kolacją. 

Wstawiła  ziemniaki  do  kuchenki  mikrofalowej.  Z  piekarnika  rozchodził  się  smakowity 
zapach kurczaka. 

– Zawsze byłaś dobrą kucharką – stwierdził Richard. 
– Nie wydaje mi się, żeby odgrzewanie ziemniaków w kuchence mikrofalowej i pieczenie 

kurczaków wymagało jakichś szczególnych kwalifikacji – odpowiedziała z uśmiechem. – A 
tak  przy  okazji,  chcesz  czymś  popić  tego  pierniczka,  którego  właśnie  podkradłeś?  Może 
szklankę mleka?

– Co? – spytał i roześmiał się. Za plecami, w zaciśniętej dłoni trzymał pierniczek. – Nie 

będzie żadnych kazań na temat psucia sobie apetytu?

– Nie jestem twoją matką – zauważyła, sięgając do lodówki po karton mleka. – Poza tym, 

nie przypominam sobie, żeby cokolwiek było w stanie popsuć ci apetyt. 

Richard odgryzł kawałek pierniczka, zamknął oczy i westchnął z zachwytem. 
– Pyszne jak zawsze. 
I nie  chodzi  tylko o pierniczki,  pomyślał, biorąc  z  rąk Barbary szklankę  mleka. Mleko, 

pierniczki...  i  Barbara.  Jej  twarz,  głos,  dobroć  i  bezpośredniość  sprawiły,  że  cofnął  się  do 
czasów, kiedy wszystko wydawało się proste, dopóki nie popełnił straszliwej pomyłki. 

Przez  siedemnaście  lat  żałował  swej  młodzieńczej  nie  przemyślanej  decyzji. 

Siedemnaście  lat!  Ojcostwo...  Żona,  która  nie  nadawała  się  ani  do  małżeństwa,  ani  do 
macierzyństwa. Nieustanny wyraz potępienia w oczach matki. Ciągła pogoń za pieniądzem. 
Poczucie  winy  w  stosunku  do  wszystkich,  których  skrzywdził  albo  rozczarował. Łącznie  z 
nim samym. I z Barbarą... 

Nie  mógł  zapomnieć  jej  pobladłej  twarzy,  kiedy  zobaczyła  go  z  Chnstine  uwieszoną  u 

jego ramienia. Nie czul wtedy żadnej satysfakcji. Nagle poraziła go świadomość, że popełnia 
horrendalny błąd i, co gorsza, nie ma ochoty się z tego wycofać. Chnstine garnęła się do niego 
i  oznaczała  seks.  A  Barbara...  Barbara  z  tymi  swoimi  oczami  zranionej  łani  już  raz  go 
odtrąciła.  Pomyślał  wtedy,  że  nadeszła  pora,  żeby  wreszcie  zrozumiała,  czego  potrzebuje 
mężczyzna. 

background image

Mężczyzna!  Miał  dziewiętnaście lat  i  za  wszelką cenę chciał  dowieść  swojej  męskości. 

Tymczasem dowiódł wyłącznie głupoty. 

– Wyglądają tak  pięknie.  – Barbara postawiła  wazon  z  kwiatami  na  stole,  nakrytym na 

dwie osoby. Odwróciła się i omal nie zderzyła z Richardem. Odskoczyła z cichym okrzykiem, 
a potem nerwowo się roześmiała. 

– Przepraszam. Nie jestem przyzwyczajona do obecności drugiej osoby w kuchni. 
Zwłaszcza do obecności Richarda Bensona. Miał metr osiemdziesiąt i był szczupły, ale w 

tym małym pomieszczeniu wydawał się znacznie większy. Cofnęła się o krok, mimo to wciąż 
czuła bijący od niego żar. 

Ich spojrzenia spotkały się na moment. Potem Richard uniósł brwi i mruknął:
– Może lepiej ja popilnuję pierniczków, a ty zajmij się kolacją. 
Kątem oka dostrzegła, że wziął następne ciastko. Uśmiechnęła się. 
– Zawsze  się  zastanawiałam,  czy  je  lubisz,  czy  tylko  udajesz,  żeby  sprawić  mi 

przyjemność. 

– Tak jak ty udawałaś, że podoba ci się „Młody Frankenstein”?
– Wcale nie udawałam. 
– Byliśmy na tym filmie sześć razy. 
– Siedem – poprawiła go. 
– Ale ty ani razu nie obejrzałaś go w całości. Co chwila ze strachu kryłaś twarz na mojej 

piersi, a potem wmawiałaś mi, że film bardzo ci się podobał. 

– Bo wiedziałam, że  tobie  się bardzo podobał, a  nie chciałam, żebyś poszedł  do kina z 

kimś innym – powiedziała. – Zwłaszcza z którymś z tych twoich kumpli. Potem godzinami 
obgadywalibyście biust Teri Garr. 

Richard wybuchnął śmiechem. 
– Biust Teri Garr! Przecież tylko dlatego ciągle namawiałem cię na ten film, że tak się do 

mnie tuliłaś. Czułem wtedy twoje piersi i z trudem zauważałem jakąś Teri Garr na ekranie. 

Barbara się zarumieniła. Richard, zażenowany swoim wyznaniem, wzruszył ramionami. 
– W końcu miałem tylko dziewiętnaście lat. Wybuchnęli śmiechem. 
Kiedy zadzwonił zegar mikrofalowej kuchenki, Barbara stwierdziła:
– Kolacja gotowa. 
Usiedli. Richard błyskawicznie spałaszował wszystkie ziemniaki i trzy kurze piersi. 
– Zdążyłem  już  zapomnieć,  jak  smakuje  domowa  kuchnia – powiedział  tonem 

usprawiedliwienia, kiedy skończył. 

– Zwłaszcza odkąd mama się wyprowadziła. 
– A ty i Missy...?
– Nigdy  nie  nauczyliśmy  się  gotować.  Mama  miała  taką  manię.  Kiedy  gotowała,  nie 

wpuszczała nikogo do kuchni. 

– Więc  co  wieczór  jecie  pizzę? – Barbara  nie  potrafiła  nawet  wyobrazić  sobie  czegoś 

podobnego.  Jednym  z  jej  najwcześniejszych  wspomnień  była  zabawa  w  kucharkę  pod 
czujnym okiem babci. 

– Przyswoiłem  sobie  trudną  sztukę  gotowania  klusek  – wyjaśnił  ironicznie  Richard.  –

background image

Kupowaliśmy do nich różne gotowe sosy. A Missy nauczyła się tak smażyć hamburgery, żeby 
nie były surowe w środku i spalone z wierzchu. Ostatnio postanowiłem iść z duchem czasu i 
kupiłem kuchenkę mikrofalową. 

– Nie mieliście przedtem kuchenki?
– Missy twierdzi,  że  jesteśmy ostatnią  rodziną  w  Ameryce,  która  sobie  wreszcie  kupiła 

kuchenkę  mikrofalową.  Mama  nie  chciała  się  zgodzić.  Uważała,  że  takie  urządzenia  są 
radioaktywne. 

– Dokąd wyjechała twoja matka? – spytała Barbara. 
– Oczywiście nie musisz mi tego mówić. 
– To nie tajemnica. Wuj zapadł na chorobę Alzheimera, więc pojechała do siostry, żeby 

jej pomóc w najcięższym okresie. Wuj zmarł zeszłego lata, a mama została u ciotki. 

– Głęboko odetchnął. – Teraz podróżują po Europie. Wyjechały na sześć tygodni. 
– To wspaniale. Richard zawahał się. 
– To chyba najlepsze wyjście... dla nas wszystkich. 
– Zwłaszcza dla Missy, prawda? Spojrzał Barbarze w oczy. 
– Mama zawsze zajmowała się Missy. Nawet zanim  Christine i ja... ale ostatnio, odkąd 

Missy...  stała  się  kobietą...  – westchnął  bezradnie – kiedy  wyjechała,  wszyscy  odczuliśmy 
ulgę. 

– I dlatego masz poczucie winy?
– Czy  twoja  mama  nigdy  ci  nie  mówiła,  że  to  brzydko  czytać  w  cudzych  myślach? –

obruszył się Richard. 

– Nie – odparła Barbara – ale jestem pewna, że byłoby lepiej, gdyby twoja matka poznała 

twoje myśli. 

Richard popatrzył na nią podejrzliwie. 
– Do czego zmierzasz?
– Uznałeś, że jej metody wychowawcze nie są w tej chwili najodpowiedniejsze dla twojej 

córki. To wcale nie oznacza, że zapomniałeś, jak wiele Missy jej zawdzięcza. 

Richard potrząsnął głową. 
– Kiedy Missy zwierzyła mi się ze swojego... problemu, odruchowo pomyślałem: co za 

szczęście, że nie ma tu mojej matki. Boję się o tym jej powiedzieć. Historia się powtarza. 

Historia  się  powtarza,  pomyślała  Barbara.  Nagle  przed  oczami  stanął  jej  Richard  z 

Christine ostentacyjnie uczepioną jego ramienia. Zraniona, spuściła wzrok. 

Wygląda  dokładnie  tak  samo  jak  siedemnaście  lat  temu,  pomyślał  Richard.  Nagle 

ogarnęło go poczucie winy. Nigdy nie przeprosił Barbary za to, co między nimi zaszło. 

Po tej idiotycznej kłótni, podczas której wykrzyczał tyle strasznych rzeczy, nie rozmawiał 

z nią ani razu aż do wczorajszego dnia, kiedy stanął z nią twarzą w twarz w jej gabinecie. A 
przecież  wtedy,  zaraz  po  powrocie  do  akademika,  chciał  zadzwonić.  Potem  doszedł  do 
wniosku, że lepiej będzie poczekać, aż się zobaczą. 

A może nie trzeba było czekać? Przez ile już lat na próżno zadawał sobie to pytanie? Czy 

byłoby  lepiej,  gdyby  napisał  list  albo  zatelefonował  do  Barbary,  jeszcze  zanim  wybuchła 
bomba  i  okazało  się,  że  Christine  jest  w  ciąży?  A  może  byłoby  mu  jeszcze  ciężej?  Czy 

background image

znalazłby w sobie dość siły, żeby ożenić się z Christine, gdyby nie miał przeświadczenia, że 
Barbara pogardza nim za to, jak ją potraktował?

– Nie musisz tego kończyć. – Głos Barbary wyrwał go z niewesołych rozmyślań. Dopiero 

wtedy zdał sobie sprawę, że machinalnie grzebie widelcem w talerzu. 

– Nie mam zamiaru zostawić ani kęsa – mruknął, choć do reszty stracił  apetyt. Pokroił 

resztki kurczaka, przełknął je i odsunął talerz. 

Zapadła cisza.  I  co  teraz,  pomyślała Barbara.  Nagle  ogarnęła  ją  fala  gorąca.  Zmieszana 

zerwała się i zaczęła zbierać ze stołu talerze. 

– A teraz zdradź, co robiłeś przez te wszystkie lata – poprosiła. 
– Wszystko ci opowiem przy zmywaniu. 
– Jesteś moim gościem. Nie musisz... 
– Pozwól mi zrobić chociaż tyle. Ty przygotowałaś kolację. 
Barbara uśmiechnęła się. 
– Nie musisz  mnie namawiać. Nie znoszę  zmywania. A może  masz  ochotę na kawę? –

spytała. – Co – prawda, jest jeszcze dość wcześnie, ale możemy wypić bezkofeinową i... 

– Chętnie się napiję – wpadł jej w słowo. 
Barbara wsypała kawę do dzbanka i zalała ją wrzątkiem, a potem wsparta o kuchenny blat 

patrzyła, jak Richard układa talerze w zmywarce. 

– Miałeś mi opowiedzieć, co się z tobą działo przez te siedemnaście lat. 
– Nie  bardzo  jest  o  czym  mówić – stwierdził.  – Missy  już  widziałaś.  Oficjalnie  moje 

małżeństwo z Christine trwało trzy lata, ale tak naprawdę skończyło się znacznie wcześniej. 
Matka pomagała mi wychowywać Missy aż do ubiegłego roku. I to właściwie wszystko. 

– Niezupełnie – sprzeciwiła się Barbara. – W swoim czasie dotarła do mnie wiadomość, 

że  rzuciłeś  studia.  Teraz  jesteś  właścicielem  dobrze  prosperującej  agencji  handlu 
nieruchomościami. 

– Chwytałem się różnych zajęć, żeby jakoś związać koniec z końcem – wyjaśnił Richard. 

– Te, które lubiłem, były źle płatne. A nierzadko okazywało się, że robię coś, czego bardzo 
nie lubię, a co w dodatku jest nieprzyjemne i nieopłacalne. 

Spojrzał na swoje dłonie i ciągnął dalej:
– Kiedy pracowałem  w  sklepie  z  narzędziami,  zwrócił  na  mnie  uwagę  jeden  z  naszych 

klientów.  Zapytał,  czy  nie  myślałem  o  tym,  żeby  zająć  się  handlem,  bo  umiem  łatwo 
nawiązywać kontakty z ludźmi. Nie byłem pewny, o co mu chodzi. Ale kiedy zaproponował 
mi,  żebym  się  rozejrzał  po  jego  agencji  obrotu  nieruchomościami  i  sam  się  przekonał,  czy 
taka  praca  by  mi  odpowiadała,  postanowiłem  spróbować.  Zawsze  to  lepsze  niż  sprzedawać 
gwoździe. 

– I okazało się, że znakomicie sobie poradziłeś. 
– Po  prostu  trafiłem  na  stosowny  moment – powiedział.  – W  tamtych  czasach,  żeby 

odnieść  sukces,  nie  trzeba  było  się  specjalnie  wyróżniać.  Wystarczyło  być  przeciętnym.  A 
jeżeli ktoś wyrastał ponad przeciętność, wiodło mu się świetnie. 

– Nie bądź taki skromny – powiedziała Barbara. – Musiałeś wykazać się nie byle jakimi 

umiejętnościami, skoro udało ci się założyć własną agencję. 

background image

Richard uśmiechnął się ze smutkiem. 
– Zawsze dostrzegasz w człowieku to co najlepsze. 
– Może właśnie dlatego zostałam psychologiem. 
– Sam  nie  wiem,  dlaczego  twoja  obecność  w  tym  gabinecie  tak  mnie  zaskoczyła.  W 

końcu, jeśli się zastanowić, to najodpowiedniejsze miejsce dla ciebie. 

Obrzuciła go sceptycznym spojrzeniem. 
– Gabinet  psychologa – tak,  ale  niekoniecznie  w  szkole  twojej  córki.  Tym  bardziej  że 

znajdujemy się o setki kilometrów od naszego rodzinnego miasta. 

– Ja trafiłem tutaj dzięki korzystnej sytuacji na rynku nieruchomości w tych stronach. A 

ty, Barbaro? Co ciebie tu przywiodło?

– Nowe  otoczenie,  nowe  szkoły.  Kiedy  prowadziłam  zajęcia  ze  studentami,  moją

promotorką była pani Stephon, która później została tutaj kuratorem. Kiedy się tu przeniosła, 
zaproponowała  mi  posadę  na  swoim  terenie.  Spodobały  mi  się  okolice,  praca  też  mi 
odpowiadała. 

Zapadło milczenie. Wreszcie Barbara powiedziała:
– Kawa już gotowa. 
Napełniła dwie filiżanki i zaproponowała:
– Przenieśmy się do pokoju. 
Richard  usiadł  w  jednym  z  obszernych  foteli,  stojących  po  obu  stronach  sofy.  Barbara 

wręczyła mu filiżankę, a drugą postawiła na niskim stoliku. 

– Mam  nowe  nagranie  przebojów  z  lat  siedemdziesiątych – powiedziała.  – Chcesz 

posłuchać?

– Jasne. 
– To smutne, że przeboje z naszej młodości należą już do historii – stwierdziła, wkładając 

kasetę do odtwarzacza. Z głośników popłynął dyskotekowy przebój grupy Bee Gees. 

– Parę dni temu słyszałem w radiu dyskusję na ten temat – powiedział Richard. 
– Czy  to  aby  nie  znaczy,  że  zaczynamy  się  starzeć?  My  mielibyśmy  się  zestarzeć? –

pomyślał Richard. 

Właśnie  spotkał  kobietę,  której  złamał  serce,  kiedy  była  w  wieku  jego  córki – jego 

brzemiennej córki – a ona się martwi, że mógłby uważać ją za starą. 

– Tak.  To  chyba  jeden  z  objawów  starości – zażartował  patrząc,  jak  Barbara  zdejmuje 

buty i podkula pod siebie nogi. Zawsze tak robiła, kiedy miała ochotę porozmawiać. 

Z  głośników  płynęła  cicha  muzyka.  Pili  kawę  zatopieni  we  wspomnieniach.  Wreszcie 

Barbara odstawiła filiżankę. 

– Pomyślałam sobie, że Missy mogłaby przychodzić do mnie po szkole, raz w tygodniu. 

Rozmawiałybyśmy o różnych sprawach. 

– U ciebie w domu? To bardzo miłe z twojej strony, ale... 
– Będzie się tu czuła lepiej niż w szkolnym gabinecie. Potrząsnął głową. 
– Z pewnością, ale... to chyba zbyt wiele... 
– Osobiste kontakty z uczniami to najprzyjemniejsza strona mojej pracy. 
– Ale  przyjmowanie  uczniów  u  siebie  w  domu  chyba  trochę  wykracza  poza  twoje 

background image

obowiązki?

Barbara wzruszyła ramionami. 
– Twojej córce potrzebna jest przyjaciółka. 
Richard westchnął głęboko, a potem spojrzał Barbarze w oczy. 
– Wiem,  że  Missy  potrzebna  jest  przyjaciółka.  I  wiem,  że  trafiła  w  dobre  ręce.  Nie 

chciałbym tylko nadużywać twojej życzliwości. 

– Missy jest moją uczennicą – przypomniała Barbara. – I twoją córką – dodała łagodnie. –

Podejrzewasz mnie o to, że mogłabym odmówić jej pomocy?

Znowu zapanowało milczenie, które przerwał Richard:
– Nie,  myślę,  że  nikomu  nie  odmówiłabyś  pomocy.  Jednego  tylko  nie  rozumiem.  Jak 

możesz spokojnie na mnie patrzeć po tym, co ci zrobiłem? Barbara ciężko westchnęła. 

– Nie  mam  zamiaru  zaprzeczać,  że  mnie  wtedy  zraniłeś.  Złamałeś  mi  serce.  Myślę  nie 

tylko o tej kłótni. W końcu przeżyliśmy tyle szczęśliwych chwil... 

– Przepraszam,  że  cię  skrzywdziłem.  Nie  o  to  mi  wtedy  chodziło.  Ja  tylko... 

próbowałem... 

Barbara gorzko się uśmiechnęła. 
– Próbowałeś być dorosły. 
– Byłem po prostu głupi. 
– Popełniłeś błąd. W młodości wszyscy popełniamy błędy. 
– Ale  nie  tego  rodzaju – zaprotestował  Richard.  Nie  takie,  pomyślał,  których 

konsekwencje trzeba ponosić przez całe życie. 

– Może nie ten konkretny błąd – zgodziła się Barbara. Wszystkich nas prześladują jakieś 

upiory z przeszłości, dodała w duchu. 

Richard podniósł do ust pustą filiżankę. 
– Jest jeszcze kawa w dzbanku – powiedziała Barbara, ale on odstawił filiżankę na stolik i 

podniósł się. 

– Nie, dziękuję. Muszę już iść. 
– Zapakowałam ci parę pierniczków. Zaraz przyniosę. 
Wstała i poszła do kuchni. W obcisłych dżinsach i kolorowym swetrze, z rozpuszczonymi 

włosami,  wyglądała  równie  młodo  jak  jej  uczennice.  Po  chwili  wróciła  z  papierową  torbą, 
którą wręczyła Richardowi. 

– Będę się musiał tłumaczyć przed Missy. 
– Więc ona nic nie wie o twojej wizycie? Potrząsnął głową. 
– Wyjaśniłem  jej  tylko,  że  powinienem  na  chwilę  wyjść.  Pewnie  pomyślała,  że  mam 

spotkanie z klientem. 

– Mówiłeś jej, że się znamy?
– Nie. Wydawało mi się, że nie ma powodu. 
– Należałoby  coś  jej  powiedzieć – stwierdziła  Barbara.  – Nie  musi  wiedzieć,  że 

spotykaliśmy  się.  Wystarczy,  jeśli  wspomnimy,  że  chodziliśmy  razem  do  szkoły.  W  końcu 
świat  jest  mały.  Jeżeli  dowie  się  o  tym  przypadkiem,  może  pomyśleć,  że  chcieliśmy  ją 
oszukać. 

background image

Richard machinalnie skinął głową. Jego uwagę bez reszty przykuły poruszające się usta 

Barbary. 

– Zobaczę się z nią jutro w szkole i wyznaczymy terminy spotkań – ciągnęła Barbara. 
I wtedy z głośników popłynęła ta piosenka. Jakże znajoma piosenka. Nucili ją wspólnie w 

mustangu Richarda. Tańczyli przy jej muzyce, całowali się... 

– To nie było zaplanowane – pospiesznie wyjaśniła Barbara. – Nawet nie wiedziałam, że 

ta piosenka jest... 

Zaplanowane  czy  nie,  było  już  za  późno,  żeby  cokolwiek  zatrzymać.  Piosenkę, 

wspomnienia, ramiona Richarda, które nagle ciasno ją otoczyły, i jego usta, które spoczęły na 
jej wargach. Za późno, żeby powstrzymać nagły przypływ namiętności, który zagarnął ich bez 
reszty. 

W ostatnim przebłysku rozsądku Barbara pomyślała, że nie popełni tego samego błędu po 

raz drugi. 

Objęła Richarda i przyciągnęła do siebie, wodząc dłońmi po jego plecach, jakby chciała 

go wchłonąć. Pod naciskiem jego ust jej wargi rozchyliły się, by go przyjąć. 

Richard atakował wszystkie jej zmysły. Żar, który bił od niego, jego siła, zapach, smak, 

namiętny pomruk, który wyrwał się z jego piersi, kiedy miażdżył usta Barbary – wszystko to 
sprawiało, że omdlewała teraz bez tchu. Nie była w stanie ani myśleć, ani nawet oddychać. 
Pragnęła już tylko jednego – kochać się z Richardem. 

Kiedy niespodziewanie ją odsunął, doznała wstrząsu. 
– Barbaro!  Nie  wolno  nam  tego  robić! – powiedział  głucho,  niemal  siłą  rozplatając 

obejmujące go ramiona. 

Nie wolno im tego robić! To niepojęte! Czegoś takiego nie przeżywała od siedemnastu lat 

i  przez  te  wszystkie  lata  czekała  na  tę  chwilę.  Jak  mógł  ją  odtrącić,  kiedy  nareszcie  się 
odnaleźli?  Dlaczego  nie  pragnął  doprowadzić  do  końca  tego,  co  tyle  czasu  czekało  na 
dokończenie?

Nagła  odmowa  Richarda  sprawiła  jej  ból.  Wpatrzyła  się  w  jego  twarz,  szukając 

odpowiedzi  na  nurtujące  ją  pytania,  ale  wyczytała  z  niej  jedynie  odbicie  własnej  udręki. 
Potem drżącymi rękami poprawiła sweter, jakby to mogło cokolwiek naprawić. 

– Czy jesteś... związany z kimś innym? – spytała schrypniętym głosem. 
– Nie – potrząsnął głową. – To byłoby zbyt proste. 
– Więc dlaczego?
Richard nie mógł znieść jej spojrzenia. Zamknął oczy i ukrył twarz w dłoniach, tłumiąc 

okrzyk rozpaczy. 

– Nie umiem ci tego wyjaśnić – powiedział głucho. 
– To nie tak, że cię nie chcę. Pragnę cię aż do bólu. Od chwili gdy przekroczyłem próg 

twojego gabinetu. 

– No to powiedz mi dlaczego! – krzyknęła zgnębiona. 
– Nie jesteśmy dziećmi. Jesteśmy dorośli i odpowiedzialni. Będziemy... ostrożni. Nikogo 

przecież  nie  skrzywdzimy.  Powiedz  mi  chociaż  tyle.  Czy  uważasz,  że  moglibyśmy  w  ten 
sposób wyrządzić komuś krzywdę?

background image

Z głośników wciąż płynęła piosenka, szydząc z uczuć, które w nich wzbudzała. 
Richard  położył  ręce  na  ramionach  Barbary,  jakby  chciał  ją  utrzymać  na  bezpieczny 

dystans. 

– Mój Boże, Barbaro! Nie jestem w stanie myśleć, kiedy na ciebie patrzę. Ani mówić... 

Ani nic ci wyjaśnić... 

– Nie proszę cię, żebyś mówił ani cokolwiek wyjaśniał. Proszę cię tylko o to, żebyś się ze 

mną kochał. 

– Jeżeli  zostanę  jeszcze pół  minuty, na pewno to  zrobię – powiedział  opuszczając ręce, 

jakby się bał, że swoim dotykiem rani Barbarę. – A wtedy oboje będziemy tego żałować. 

– No  to  idź! – spokojnie powiedziała  Barbara,  a  kiedy Richard  doszedł  do  drzwi  i  ujął 

klamkę,  dodała: – Myślałam,  że  stałeś  się  dorosły, Richardzie.  Miałam  nadzieję,  że  twoje 
błędy czegoś cię nauczyły. Teraz widzę, że to były tylko pobożne życzenia. Jesteś wciąż tym 
samym egoistą, który mnie przed laty porzucił. 

Popatrzył na nią z bólem. Jego usta poruszyły się, jakby chciał wypowiedzieć jej imię, ale 

nie  wydobył  się  z  nich  żaden  dźwięk.  Potrząsnął  głową,  wyprostował  zgarbione  ramiona  i 
wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi. 

background image

ROZDZIAŁ 4

Barbara zamarła na środku pokoju, z poczuciem, iż poniosła druzgocącą klęskę. 
Potem, stopniowo, zaczęła do niej docierać rzeczywistość. 
Stara  sentymentalna  piosenka  nagle  się  urwała.  Z  głośników  popłynął  hałaśliwy 

dyskotekowy przebój. Barbara podbiegła i wyłączyła magnetofon. 

Nagła  cisza,  zamiast  przynieść  ukojenie,  jeszcze  bardziej  ją  przytłoczyła.  Jak  w  transie 

przeszła  przez  pokój  i  osunęła  się  na  sofę,  a  potem  z  podciągniętymi  pod  brodę  kolanami 
zaczęła się kołysać. Wstrząsnął nią dreszcz. 

Richard  znowu  ją  odtrącił!  Kiedy  miała  siedemnaście  lat,  potraktowała  jego  zdradę  z 

właściwą młodości wielkodusznością, usprawiedliwiając wszystko brakiem dojrzałości. Teraz 
jednak  była  prawie  trzydziestopięcioletnią  kobietą  i  uznała,  że  trudno  wytłumaczyć 
zachowanie  dojrzałego  mężczyzny,  jakim  był  Richard,  czym  innym  niż  tylko  brakiem 
zainteresowania. 

Obolała i sfrustrowana, z dojmującym uczuciem zawodu, wyszeptała jego imię. Przez tyle 

lat marzyła o chwili, w  której Richard weźmie ją w ramiona, a kiedy wreszcie  ten moment 
nadszedł... 

Wtuliła  twarz w poduszkę, a z  jej piersi wyrwał  się cichy szloch. Może  popełniła błąd, 

kurczowo trzymając się marzeń. Czy Richard nosił w sercu bodaj cząstkę tego marzenia? A 
przecież kiedy ją całował, wydawało jej się, że... 

Z  furią  odrzuciła  poduszkę.  Jakże  była  głupia!  W  całym  tego  słowa  znaczeniu!  I  teraz 

przyjdzie jej z tym żyć. Na domiar złego, prędzej czy później, znowu będzie musiała spotkać 
się z Richardem. Przecież obiecała, że zajmie się jego córką. Czy będzie w stanie spojrzeć mu 
w oczy i zachowywać się tak, jakby tego nieszczęsnego wieczoru w ogóle nie było?

Już wkrótce miała się o tym przekonać, i to w najmniej spodziewanym miejscu. 
Wybrała  się  do  hali  sportowej,  gdzie  zorganizowano  mecz  koszykówki.  Przy  wejściu 

przystanęła  obok  kiosku  z  napojami  i  zaczęła  się  rozglądać  za  Susan  Tanner,  nauczycielką 
biologii. Susan wyszła za mąż za trenera drużyny koszykarskiej, więc czuła się w obowiązku 
uczęszczać  na  wszystkie  mecze  i  dopingować  jego  podopiecznych.  Barbara  często  jej 
towarzyszyła. 

Trzymając  w  jednej  ręce  drożdżówkę,  a  w  drugiej  butelkę  wody  sodowej,  odeszła  od 

okienka i  już  miała  wejść  na  salę,  kiedy pod  wpływem  impulsu  zawróciła, aby  wziąć kilka 
serwetek. 

Właśnie  wtedy  zobaczyła  Richarda.  Stał  przy  stoisku  z  hot  dogami.  I  nie  był  sam! 

Towarzyszyła  mu  bardzo  atrakcyjna  kobieta,  o  wybitnie  południowym  typie  urody.  Była 
ubrana  w  sportową  koszulkę,  która  opinała  jej  kształtny  biust,  i  szorty  w  kolorze  khaki 
podkreślające  szczupłą  talię  i  smukłe  nogi.  Patrząc  na  nią,  Barbara  poczuła  się  jak  szara 
myszka. 

Kobieta z ożywieniem tłumaczyła coś Richardowi, wyciskając jednocześnie musztardę i 

ketchup na leżące przed nią hot dogi. Barbara już miała się odwrócić, ale w tym momencie 

background image

Richard powiedział coś do swojej towarzyszki i oboje wybuchnęli śmiechem. 

Zamarła,  wpatrzona  w  rozbawioną  parę.  Przed  oczami  stanął  jej  obraz  roześmianego 

Richarda  z  inną  kobietą,  a  raczej  dziewczyną – podczas  innego  meczu,  w  całkiem  innym 
mieście. Stała jak sparaliżowana, na nowo przeżywając dawną zdradę i wstyd. 

Dlaczego po tylu latach to wspomnienie wciąż sprawiało jej ból?
Dlatego, odpowiedziała sama sobie, że nie dalej jak wczoraj Richard znowu cię zostawił. 

Chciałaś mu się oddać, a on po prostu sobie poszedł. Z wysiłkiem odwróciła wzrok, ale było 
już  za  późno.  Richard zauważył ją,  powiedział  coś  do  swojej towarzyszki  i  zdecydowanym 
krokiem ruszył w stronę Barbary. 

Tylko natychmiastowa ucieczka mogła ją uratować, ale trudno przedzierać się przez tłum 

uczniów,  rodziców  i  nauczycieli,  nie  wzbudzając  sensacji.  Cofnęła  się  parę  kroków,  ale 
Richard już był przy niej i trzymał za rękę. 

– To nie to co myślisz, Barbaro – powiedział. – To tylko moja sąsiadka. Przyjaźnimy się, 

ale... 

– Nie  musisz  się  tłumaczyć,  Richardzie.  Nie  moja  sprawa,  z  kim  jesteś  i,  szczerze 

mówiąc, nic mnie to nie obchodzi. 

– Widziałem, jak na mnie patrzyłaś. Twoje oczy mówiły co innego. 
– To tylko... – Opuściła głowę. – Po prostu przez chwilę coś mi się przywidziało. 
– Za nic w świecie nie chciałbym sprawić ci przykrości. 
– Richardzie, proszę cię – powiedziała błagalnym tonem. 
– Missy wspomniała, że z nią rozmawiałaś. Barbara w milczeniu skinęła głową. 
– Podobno ustaliłyście dzień spotkań. 
– Wtorek – westchnęła z rezygnacją. Po co w ogóle się na to zgodziła? Czy uda jej się 

zachować bezstronność w kontaktach z dziewczyną? Bo jeśli coś spartaczy, Missy pierwsza 
za to zapłaci. 

– Ona tak się cieszy... 
– Rick! – Głos towarzyszki Richarda przerwał ich rozmowę. 
Trzymając w uniesionych rękach hot dogi, kobieta uśmiechała się przepraszająco. 
– Muszę wracać do kiosku – zawołała. – Automat do popcornu... 
Richard zwrócił się do Barbary:
– Muszę iść. Może moglibyśmy... 
– Myślę, że nie – odpowiedziała, a kiedy odszedł, weszła do sali i wmieszała się w tłum. 
Udało jej się dotrzeć do Susan, ale przez pierwszą ćwiartkę meczu drżała ze strachu, że 

Richard  mógłby  je  znaleźć.  Rozluźniła  się  dopiero  w  połowie  drugiej  ćwiartki  i  z 
zainteresowaniem  zaczęła  śledzić  grę.  Tuż  przed  przerwą  miejscowa  drużyna  przegrywała 
różnicą dwóch punktów. Dosłownie w ostatnich sekundach środkowy drużyny Eddie Munoz 
rzucił  wyrównującą  piłkę  i  natychmiast,  zdopingowany  entuzjastyczną  owacją  kibiców, 
zdobył kolejne dwa punkty. 

– Co za mecz! – wykrzyknęła Susan. – Roger z wrażenia nie będzie mógł zasnąć przez 

cały tydzień. Chyba że pomogę mu się odprężyć – zachichotała. 

– Jesteś beznadziejna – skrzywiła się z niesmakiem Barbara. 

background image

– Raczej  nieznośna – mruknęła  Susan.  – Kiedy  przygotowują  się  do  rozgrywek,  Roger 

jest tak zajęty, że zapomina o swoich świętych mężowskich obowiązkach. 

– Nie wątpię, że co noc mu o nich przypominasz. 
– Jak myślisz, po co kupowałam te przezroczyste piżamki?
– Rzeczywiście świetny mecz – przyznała Barbara z roztargnieniem. 
– O, tak. Eddie Munoz był fantastyczny. Zależało mu na tym, żeby wypaść jak najlepiej. 

Jego  ojciec  jest  na  widowni.  Do  ostatniej  chwili  nie  wiedzieliśmy,  czy  uda  nam  się  go  tu 
ściągnąć. Ale jest, o, tam – podała Barbarze lornetkę – na wózku inwalidzkim. 

– Co mu się stało?
– Pamiątka  z  Wietnamu.  Nie  słyszałaś  o  tej  historii?  Miesiąc  temu  kosił  trawnik  przed 

domem.  Nagle  upadł  i  już  nie  mógł  się  podnieść.  Prześwietlenie  wykazało,  że  ułamek 
szrapnela utkwił mu w ciele i latami wędrował, aż wreszcie dotarł do kręgosłupa. 

– To straszne! – Barbara była wstrząśnięta. – Czy już na zawsze będzie sparaliżowany?
– Nie  wiadomo.  Przebył  operację  i  teraz  trzeba  po  prostu  czekać.  Na  razie  odzyskuje 

czucie w lewej stopie, a to już dobry znak. 

Barbara jeszcze raz spojrzała w jego stronę. 
– Potężny facet – zauważyła. 
– Metr dziewięćdziesiąt pięć – potwierdziła Susan. – Grał w koszykarskiej reprezentacji 

uczelni.  Jego  wzrost  to  największy  problem.  Trudno  go  gdziekolwiek  zabrać.  Wiesz,  jak 
ciężko go podnieść?

– Mogę  to  sobie  wyobrazić.  – Barbara,  ulegając  niezdrowej  ciekawości,  podniosła  do 

oczu lornetkę. 

– Eddie to  wysoki chłopak, ale sam nie jest w stanie podnieść ojca z fotela. Gdyby nie 

pomoc sąsiada pan Munoz byłby na dobre uwięziony w domu. 

Zaabsorbowana  własnymi  myślami  Barbara  mruknęła  coś  w  odpowiedzi.  Nagle  w 

szkłach lornetki pojawił się sąsiad Munoza. Wręczył mu butelkę lemoniady i coś powiedział, 
po  czym  obaj  wybuchnęli  śmiechem.  Barbara  dobrze  znała  ten  śmiech.  Równie  dobrze  jak 
twarz mężczyzny, który troskliwie nachylał się nad Munozem. 

– Co tam widzisz ciekawego? – zainteresowała się nagle Susan. 
Barbara natychmiast opuściła lornetkę. 
– Nic takiego – odparła nerwowo. – Przyglądałam się tylko panu Munozowi. Niezdrowa 

ciekawość – dorzuciła tonem usprawiedliwienia. 

Susan z niedowierzaniem potrząsnęła głową, ale w tym momencie gracze znów wbiegli 

na  parkiet  i  rozpoczęła  się  druga  połowa  meczu.  Po  trzeciej  ćwiartce  miejscowa  drużyna 
miała już ośmiopunktową przewagę, by w końcu wygrać dwunastoma punktami. 

– Roger będzie szczęśliwy – stwierdziła Barbara. – Chłopcy spisali się na medal. 
– Nawet  na  nich  nie  patrzyłaś – zauważyła  z  wyrzutem  Susan.  – Wyraźnie  myślałaś  o 

czym innym. 

– Dobrze wiesz,  że  koszykówka  mnie nie interesuje. Przychodzę na mecze  tylko po to, 

żeby się z tobą spotkać. 

– No,  niech  ci  będzie,  ale  tym  razem  byłaś  wyjątkowo  nieobecna  duchem.  Posłuchaj, 

background image

Roger wróci do domu dopiero za kilka godzin. Zapraszam cię na pizzę. Przy okazji opowiesz 
mi, dlaczego jesteś taka roztargniona. 

– Dziś nie mogę – powiedziała Barbara. – Miałam ciężki dzień. Jestem bardzo zmęczona. 

A  poza  tym – mrugnęła  porozumiewawczo – musisz  mieć  trochę  czasu,  żeby  wybrać 
najstosowniejszą piżamę. 

– Na  noc  po  meczu  wszystko  jest  ustalone.  Jeżeli  wygraliśmy – wkładam  piżamę  w 

kolorach klubowych. Jeżeli przegraliśmy – czarną. 

Barbara pokręciła głową. 
– A nie mówiłam, że jesteś beznadziejna? Skierowały się do wyjścia. Kilku nauczycieli 

podeszło  do  nich,  żeby  pogratulować  Susan  i  zaprosić  wszystkich  na  przyjęcie.  Barbara 
ścisnęła ją za łokieć i szepnęła:

– Jedź z nimi. Ja pędzę do domu. Zobaczymy się w poniedziałek. 
Idąc  powoli  przez  parking,  zobaczyła  niewielkie  zbiegowisko  nie  opodal  swojego 

samochodu. 

– Gotowi? – Rozpoznała głos Richarda. – Na „trzy” podnosimy. 
– Raz, dwa, trzy! – rozległ się gromki chór. 
– Hopla! – krzyknął Richard, a potem dodał z wysiłkiem: – Koniec z hot dogami, Munoz. 

Jesteś ciężki jak słoń. 

Z pomocą kilku mężczyzn  usiłował przesadzić sparaliżowanego mężczyznę z wózka do 

samochodu. 

– Uwaga na głowę! – niepokoiła się zaaferowana kobieta, prawdopodobnie pani Munoz. 
– Ma  głowę  twardą  jak  kula  bilardowa – zapewnił  ją  Richard,  a  potem  zwrócił  się  do 

Munoza: – Jak ty wytrzymujesz z tą kobietą?

Munoz, bezpiecznie ulokowany na przednim siedzeniu, roześmiał się:
– Ma fantastyczne nogi. 
Richard nachylił się nad panią Munoz, która mocowała się z wózkiem. 
– Zaraz go złożę – powiedział. 
Barbara wślizgnęła się do samochodu. Nie oglądając się za siebie, wyjechała z parkingu. 
Kiedy znalazła się w domu, zrzuciła buty, a potem szarpnęła za wstążkę przytrzymującą 

włosy.  Z  uczuciem  ulgi  potrząsnęła  głową  i  przeczesała  palcami  ciemne  loki.  Dobrze  było 
znów znaleźć się u siebie, ale tym razem widok znajomych kątów nie przyniósł jej ukojenia. 

Pewna, że mimo zmęczenia nie będzie mogła długo zasnąć, skuliła się na sofie i włączyła 

telewizję. Obejrzała wiadomości, fragment jakiejś mało śmiesznej komedii, wreszcie zmusiła 
się do skupienia uwagi na programie o dziurach w budżecie i braku funduszy na oświatę. 

W  przerwie  poszła  do  kuchni,  żeby  sobie  przygotować  coś  do  jedzenia,  a  potem  znów 

zasiadła przed telewizorem ze szklanką soku i paroma pierniczkami. 

Na ekranie grupa pacjentów opisywała objawy dręczącej ich tajemniczej choroby, której 

nikt nie mógł rozpoznać i na którą nie było lekarstwa. Z ciężkim westchnieniem pomyślała, 
że  chyba  też  się  do  nich  zalicza.  Poza  tym,  jeżeli  natychmiast  nie  przestanie  objadać  się 
pierniczkami, grozi jej spora nadwaga. 

Dzwonek do drzwi  zaskoczył ją. Kto to  może  być  o wpół do jedenastej  w nocy?  Może 

background image

jakaś sąsiadka, przeżywająca chwilowy kryzys? Lekko zaniepokojona wyjrzała przez wizjer. 

Kiedy zobaczyła twarz nocnego gościa, pożałowała, że w ogóle podeszła do drzwi. Czego 

Richard może od niej chcieć o tej porze? Zresztą, cokolwiek by to było, nie miała ochoty na 
nową porcję zmartwień. 

Stąpając cicho na palcach, wróciła do pokoju i skuliła się na sofie. 
Kolejny dzwonek. Szczeniak sąsiadów zaczął histerycznie ujadać. Barbara ukryła twarz w 

dłoniach. 

– Idź  sobie,  Richardzie – jęknęła  cicho.  – Błagam!  Jednak  on  nie  miał  zamiaru odejść. 

Odczekał jakiś czas i znów zadzwonił, a potem zapukał. 

– Barbaro!  Słyszę  twój  telewizor.  Wiem,  że  tam  jesteś.  Pies  sąsiadów  szczekał  jak 

oszalały.  Barbara  zwlokła  się  z  sofy,  wyłączyła  telewizor  i  podeszła  do  drzwi.  Jednak  nie 
starczyło jej sił, żeby je otworzyć. 

Dzwonek zadzwonił po raz kolejny. Barbara wzdrygnęła się, zamknęła drzwi na łańcuch, 

a potem lekko je uchyliła. 

– Odejdź, Richardzie – powiedziała. 
– Muszę z tobą porozmawiać. 
– Już późno. 
– Chodzi o nasz ostatni wieczór. Jestem ci winien wyjaśnienie – nalegał Richard. 
– Obyłam się  bez  twoich  wyjaśnień,  kiedy  miałam  siedemnaście lat,  teraz  tym bardziej 

nie są mi potrzebne. 

– Źle mnie zrozumiałaś. 
Zza sąsiednich drzwi wyjrzała zaniepokojona sąsiadka. 
– Co się dzieje? – spytała. – Wszystko w porządku?
– Nic, nic – westchnęła Barbara. – To tylko mój znajomy. 
Otworzyła drzwi z łańcucha i wpuściła Richarda. 
– Słuchaj – zaczął, kiedy znaleźli się w salonie – źle mnie zrozumiałaś. To, co się stało, 

nie miało nic wspólnego z twoją osobą. 

– Zrozumiałam  cię  aż  nadto  dobrze.  Prosiłam,  żebyś  został,  a  ty  odszedłeś.  Nie  ma  o 

czym mówić. 

– Barbaro... 
– Po  prostu  zapomnieliśmy  się  na  chwilę – przerwała  mu,  starając  się  panować  nad 

nerwami. – Słuchaliśmy starego przeboju i... 

– Nie chciałbym cię skrzywdzić po raz drugi – tłumaczył Richard. – Uwierz mi. 
Opuściła głowę i ze smutkiem spytała:
– To po co tu przyszedłeś?
– Bo nie chcę, byś myślała, że wtedy uciekłem. 
– A  co  innego  mogę  myśleć? – zdumiała  się  Barbara.  – W  końcu  to  ja  się  na  ciebie 

rzuciłam. 

Zapanowało milczenie. Wreszcie Richard westchnął i zapytał:
– Nie zrobiłabyś mi kawy?
– Niestety, nie mam kawy. Może napijesz się gorącej czekolady?

background image

– Nie piłem czekolady od... 
– Jeżeli powiesz, że od siedemnastu lat, uduszę cię własnymi rękami. 
– Od dłuższego czasu – mruknął Richard. 
Przeszli  do  kuchni.  Mimo  że  Barbara  miała  czekoladowy  napój  instant,  postanowiła 

przyrządzić Richardowi prawdziwe domowe kakao. 

Albo  jestem  wariatką,  rozmyślała,  starannie  mieszając  gęsty,  brunatny  napój,  albo  po 

prostu  kocham  go,  i  zawsze  będę  kochać.  Nawet  jeśli  to  bez  sensu  i  kiedyś  gorzko  tego 
pożałuję. 

Rozlała dymiące kakao do dwóch kubków i jeden wręczyła Richardowi. 
– Do tego pasowałyby bezy, ale niestety nie mam. 
– Po co mi bezy? – mruknął i wypił łyk. – Pyszne – pochwalił. 
Stali naprzeciw siebie, oparci o kuchenne szafki. 
– Nie przyszedłeś tu po to, żeby po raz kolejny wychwalać moje umiejętności kulinarne –

odezwała się nagle Barbara. – Powiedz wreszcie, co ci leży na sercu!

Richard zapatrzył się w swój kubek, a potem gwałtownie go odstawił i uderzył pięścią w 

stół. 

– Do  diabła,  Barbaro!  Dlaczego  nie  spotkaliśmy  się  wcześniej?  Kiedykolwiek,  zanim 

jeszcze... 

Odwrócił się i cicho zaklął. Z całej jego postaci biło przygnębienie. 
Barbara podeszła i położyła mu rękę na ramieniu. 
Ciałem mężczyzny wstrząsnął dreszcz. Odwrócił się raptownie. Dłoń kobiety zawisła w 

powietrzu.  Ich  oczy  się  spotkały.  Potem  Richard  uniósł  rękę  i  drżącymi  palcami  pogładził 
Barbarę po policzku. 

Kiedy zanurzył palce w jej włosy, Barbara wstrzymała oddech. 
– Szkoda,  że  nie  możesz  się  teraz  zobaczyć – szepnął.  – I  te  twoje  oczy...  Nie  umiem 

wyrazić  słowami,  co  czuję,  kiedy  tak  na  mnie  patrzysz.  Przypominają  mi  się  dawne  dobre 
czasy, zanim wszystko się poplątało. 

Delikatnie  musnął  ucho  Barbary.  Nagle  odniosła  wrażenie,  że  pożerają  głodnym 

wzrokiem. Jej  oczy wyrażały to  samo pragnienie. Richard był pierwszym  mężczyzną, który 
budził w niej takie uczucia. I prawdopodobnie ostatnim. 

– Jeżeli  natychmiast  nie  przestanę  cię  dotykać – powiedział  stłumionym  głosem –

zapomnę o wszystkich swoich postanowieniach. 

Cofnął rękę, ale Barbara uwięziła ją w swoich dłoniach. Błagalnie spojrzała mu w oczy i 

szepnęła:

– Zapomnij o nich, Richardzie. 

background image

ROZDZIAŁ 5

Richard w milczeniu oswobodził rękę i cofnął się. 
– Richardzie – błagalnym  tonem  powiedziała  Barbara – muszę  znać  te  tajemnicze 

powody, dla których nie chcesz się ze mną kochać. Przecież przyszedłeś, żeby mi wszystko 
wyjaśnić. Więc słucham... 

– Nie mogę więcej ryzykować... Nie chcę i tobie skomplikować życia. 
– Jak to: i mnie?
– Nie  słyszałaś? – burknął.  – Wystarczy,  że  rozepnę  spodnie,  a  zaraz  wszystko  wokół 

mnie się wali. Koniecznie chcesz się o tym przekonać?

– Richardzie! – powtórzyła. Była zaskoczona jego ostrą reakcją, choć doskonale zdawała 

sobie  sprawę,  że  Richard  przeżywa  wielki  stres.  Nic  zresztą  dziwnego. Samotny  ojciec, 
którego nieletnia córka spodziewa się dziecka. Teraz jednak zrozumiała, że był w najwyższej 
rozpaczy. Musiała być ślepa, żeby tego wcześniej nie dostrzec. 

Zrobiła krok w jego stronę, ale cofnął się i zasłonił rękami, jakby się obawiał z jej strony 

ataku. 

– Nie będziesz kolejnym nieszczęsnym przypadkiem. Na pewno nie ty!
Zapadło krępujące milczenie. Wreszcie Barbara sięgnęła po swoje kakao. 
– Właściwie po co tak tu stoimy, zamiast wygodnie rozsiąść się w salonie? Jeżeli masz 

ochotę  porozmawiać,  będę  wdzięczną  słuchaczką.  Chyba  jeszcze  pamiętasz,  że  byliśmy 
kiedyś przyjaciółmi?

Przeszli do pokoju. Richard przysiadł na brzegu fotela, ściskając kubek w dłoniach. 
Milczenie przeciągało się. Barbara, kuląc się w rogu sofy, pomyślała, że w gruncie rzeczy 

byłoby lepiej, gdyby Richard sobie poszedł. Zamęt, w jakim żyła od dnia, w którym się znów 
spotkali, sprawił, że nagle poczuła się śmiertelnie zmęczona. 

Czy  jednak  miała  prawo  odmówić  Richardowi  pomocy?  Był  tak  udręczony  i  samotny, 

bardziej nawet niż jego własna córka. Nagle zrozumiała, że tylko ona może mu pomóc. Niech 
wreszcie zrzuci z siebie to brzemię winy. 

– To  nie  jest  zaczarowane  kakao – powiedziała.  Nie  miała  siły  na  jakieś  subtelności.  –

Gapiąc się w kubek, nie rozwiążesz swoich problemów. 

Uniósł wzrok i wzruszył ramionami. 
– Dlaczego obarczasz się winą za to, co spotkało twoją córkę?
Richard gorzko się roześmiał. 
– Jesteś ostatnią osobą, z którą powinienem omawiać problemy Missy. 
– Na razie nie rozmawiamy o jej problemach, tylko starasz się wykręcić od odpowiedzi 

na moje pytanie. 

Odstawił kubek i zwrócił się do Barbary:
– To jasne, że za wszystko odpowiadam. Przecież jestem jej ojcem. 
– Jako ojciec odpowiadasz za warunki, w jakich żyje – powiedziała Barbara. – Ale nawet 

najbardziej  troskliwi  rodzice  nie  muszą  brać  odpowiedzialności  ani  obarczać  się  winą  za 

background image

wszystko, co robią ich dorastające dzieci. 

– W tym szczególnym przypadku czuję się odpowiedzialny – upierał się Richard. 
– To całkiem naturalna reakcja. Niełatwo pogodzić się z faktem, że dzieci dorastają i stają 

się bardziej samodzielne. Ale tak już, niestety, jest. Może po prostu boli cię świadomość, że 
Missy jest już na tyle dorosła, żeby... 

– Oszczędź  mi  tego  profesjonalnego  ględzenia – przerwał  ostro  Richard.  – Nie  masz  o 

niczym pojęcia. – Potrząsnął głową i gorzko się roześmiał. – Skąd zresztą miałabyś wiedzieć? 
Ale  zaraz  wszystkiego  się  dowiesz.  Po  to  tu  przyszedłem.  Nie  powinnaś  myśleć,  że  tamtej 
nocy nie chciałem zostać. Ja tylko nie mogłem... nie mogłem ci tego zrobić. 

Poderwał się  i  zaczął  nerwowo krążyć  po pokoju. W  pewnej  chwili przystanął,  wyjął z 

magnetofonu kasetę i z ironicznym uśmiechem przeczytał tytuł: „Szalone wspomnienia”. 

Odwrócił się i nie widzącym wzrokiem spojrzał na Barbarę. 
– Kiedy usłyszałem tę piosenkę, wydało mi się, że tych siedemnastu lat w ogóle nie było. 

A kiedy wziąłem cię w ramiona, zapomniałem o bożym świecie. 

Gwałtownym ruchem wsunął z powrotem kasetę do stereo. 
– Wtedy  znów  poczułem  smak  niewinności.  – Roześmiał  się  jakimś  złym,  gorzkim 

śmiechem.  – Chcesz  wiedzieć,  dlaczego  czuję  się  odpowiedzialny  za  to,  co  zrobiła  Missy? 
Moja  córka  przyszła  kiedyś  do  mnie  i  spytała,  czy  uważam,  że  dziewczyna  w  jej  wieku 
powinna sypiać ze swoim chłopcem. Zaufała mi, a ja potraktowałem to jako czysto retoryczne 
pytanie i udzieliłem jej rutynowej odpowiedzi. 

Zdesperowany przeczesał włosy palcami. 
– Zafundowałem  jej  typowe  ojcowskie  kazanie  o  tym,  że  seks  jest  wyrazem  miłości 

między dwojgiem ludzi. 

– To całkiem zdrowe podejście. 
– O,  tak – przyznał  z  goryczą – a  Missy  grzecznie  tego  wszystkiego  słuchała.  Potem 

chciała się dowiedzieć, czy to prawda, że chłopcy potrzebują seksu bardziej niż dziewczęta. 
Wyjaśniłem jej, że dla chłopców to uczucie raczej fizyczne, natomiast dziewczęta podchodzą 
do  tego  bardziej  emocjonalnie.  Starałem  się  przekonać  ją,  żeby  nigdy nie  ulegała  swojemu 
chłopcu  tylko  dlatego,  że  on  tego  żąda,  i  żeby  nie  robiła  pod  presją  czegoś,  na  co  nie  jest 
jeszcze gotowa. 

Znów się roześmiał i potrząsnął głową. 
– Niełatwo  mi  było  patrzeć  córce  w  oczy,  wygłaszając  te  mądrości.  Jak  ja  sam 

postąpiłem, kiedy byłem w jej wieku?

Barbara uśmiechnęła się. 
– Nie jesteś pierwszym ojcem, który wyrywa sobie włosy z głowy, bo jego córka stała się 

kobietą. 

– Missy spytała mnie, jak długo muszę znać kobietę, żeby pójść z nią do łóżka. 
– To odważne pytanie. 
– Odważne  pytanie?!  Tu  chodzi  o  moje  dziecko!  Moją  małą  córeczkę,  która  nawet  nie 

powinna  wiedzieć,  co  to  seks,  a  tym  bardziej  wypytywać  o  moje  życie  intymne.  Byłem 
zszokowany!

background image

– Co jej powiedziałeś?
– A co miałem powiedzieć? Wygłosiłem mowę na temat dwojga ludzi, którzy się kochają. 

Oznajmiłem,  że  muszę  znać  tę  kobietę  na  tyle  długo,  żebym  był  absolutnie  pewny  swoich 
uczuć. 

Osunął się na fotel i powoli zaczerpnął tchu. 
– To  nie  była  czysta  teoria – dodał  tonem  usprawiedliwienia.  – Moje  życie  intymne  to 

żaden  temat  dla  reporterów  „Playboya”.  Byłem  wierny  Christine,  choć  ona,  Bóg  mi 
świadkiem, nie miała pojęcia, co to wierność czy lojalność. 

Barbara słuchała z uwagą. Zawsze uważała Richarda za człowieka uczciwego. Nawet po 

tym,  jak  z  nią  zerwał.  Dlatego  wcale  nie  zdziwiło  ją  wyznanie,  że  traktował  swoje 
małżeństwo poważnie. 

– Po  naszym  rozwodzie – ciągnął – byłem  zbyt  zajęty,  żeby  sobie  zawracać  głowę 

kobietami.  A  jeśli  nawet  miałem  trochę  czasu,  nie  starczało  mi  energii.  Zawarłem  kilka 
znajomości,  które  prowadziły  donikąd.  Potem,  dwa  lata  temu,  zaangażowałem  się  w  coś 
poważniejszego. 

Zamilkł i w zamyśleniu potarł czoło. 
– To  był  kolejny  niewypał.  Matka  i  Missy  jej  nie  znosiły.  Rzecz  w  tym,  że  wcale  nie 

kłamałem, kiedy mówiłem Missy, że muszę dobrze kogoś poznać, zanim się zaangażuję. 

– Czy Missy zarzuciła ci kłamstwo? – spytała Barbara. 
– Mnie? Kłamstwo? – powtórzył. – Nie. Nigdy mnie o nic takiego nie oskarżała. 
– Ale odniosłeś wrażenie, że ci nie wierzy?
– Ależ  wierzyła  mi – powiedział  z  rozpaczą.  – Czemu  miałaby  mi  nie  wierzyć? 

Przynajmniej do chwili, kiedy... 

Wstał i znów zaczął chodzić po pokoju, aż wreszcie przystanął przed wiszącą na ścianie 

reprodukcją  przedstawiającą  niedzielne  popołudnie  w  parku.  Machinalnie  zacisnął  pięści  i 
wsunął ręce do kieszeni. 

– Ciąży nade mną jakieś fatum – westchnął. – Ilekroć ryzykowałem, zawsze wpadłem. A 

przecież popełniam takie same błędy jak wszyscy, tylko że potem płacę za nie do końca życia. 

– Chodzi ci o Christine? Richard gwałtownie się odwrócił. 
– Co drugi facet ma na swoim koncie taką Christine, ale żaden z nich się z nią potem nie 

żeni. Na liście kochanków Christine miałem dość odległy numer. Spędziłem z nią tylko jeden 
weekend – spaliśmy ze sobą raptem dwa razy! I co? Wpadka! Żegnajcie, studia, piękne plany 
na przyszłość, żegnaj, ukochana dziewczyno. 

– To było dawno temu, Richardzie. 
– Masz  rację,  ale  ja  popełniam  szczególne  błędy.  Ich  konsekwencje  ciągną  się  potem 

latami. 

Przeszedł przez pokój i znowu usiadł w fotelu. 
– O, tak, jeżeli o to chodzi, jestem mistrzem – westchnął. 
– Jaki błąd popełniłeś w stosunku do Missy? Richard milczał przez chwilę. Potem na jego 

ustach pojawił się ironiczny uśmiech. 

– Ten  sam  co  zawsze – mruknął.  – Historia  lubi  się  powtarzać.  Zdjąłem  spodnie  i  jak 

background image

zwykle wszystko skończyło się fatalnie. 

– Opowiedz mi, co się stało – cicho poprosiła Barbara. 
– Ona pracowała w jednej z agencji handlujących nieruchomościami. Znalazła kupca na 

dom, który wystawiłem na sprzedaż. Spotykaliśmy się podczas negocjacji. Po sfinalizowaniu 
umowy  zaprosiłem  ją  do  restauracji,  żeby  oblać  transakcję.  Ja  wcale...  – Zrezygnowany 
potrząsnął  głową.  – Ona  nawet  mi  się  nie  podobała.  Poza  tym,  jak  już  ci  mówiłem,  nie 
miałem ani czasu, ani ochoty na takie przygody. Tego wieczora Missy wybrała się na mecz, a 
po meczu na przyjęcie, a matka właśnie wyjechała do ciotki Sharon, więc... 

Richard umilkł na chwilę. 
– To  było  takie  niecodzienne  uczucie – ciągnął.  – Miałem  trzydzieści  parę  lat  i  po  raz 

pierwszy w życiu nie musiałem się nikomu opowiadać, kiedy chciałem wyjść wieczorem na 
kolację. 

– Więc zaprosiłeś ją? Richard wzruszył ramionami. 
– Tak. A po kolacji spytałem, czy chce obejrzeć moje patio. 
– W dawnych czasach pokazywałeś swoje grafiki – wtrąciła Barbara drwiącym tonem. 
– Nie szydź ze mnie! To zbyt przykra sprawa, żeby się silić na dowcipy. Rozmawialiśmy 

o patiach przy kolacji. Opowiedziałem jej o oranżerii mojej matki. 

– Przepraszam – mruknęła Barbara. 
– Nie trzeba być geniuszem, żeby zgadnąć, co nastąpiło potem. Sobie mam tylko jedno do 

zarzucenia.  Dlaczego,  na  Boga,  nie  miałem  dość  rozumu,  żeby  ją  zabrać  do  sypialni? –
Przesunął  dłonią  po  włosach  i  westchnął  głęboko.  – Missy  wróciła  do  domu,  bo  czegoś 
zapomniała. Weszła do salonu... 

– To okropne! – Barbara była wstrząśnięta. 
– Okropne?! – zachłysnął  się  Richard.  – Moja  mała  dziewczynka  przyłapuje  mnie  in 

flagranti  z  jakąś  przypadkową  znajomą.  I  to  zaledwie  dwa  tygodnie  po  tych  wszystkich 
świątobliwych kazaniach, jakimi ją uraczyłem. 

– Jak na to zareagowała? – spytała cicho Barbara. Richard patrzył przed siebie martwym 

wzrokiem. 

– Zawołała tylko: „Tatusiu!” Potem  wybiegła z  domu. Do końca życia nie  zapomnę tej 

koszmarnej nocy!

– Czy później, kiedy szok minął, rozmawialiście o tym?
– Nie. Missy nigdy o tym nie wspomniała. 
– A ty? Nie próbowałeś jej objaśnić sytuacji?
– Po co? – zapytał z rezygnacją. – To byłoby dla nas obojga krępujące i niczego by nie 

zmieniło. 

– Mylisz się, Richardzie! To musiało być równie okropne dla niej jak dla ciebie. Jestem 

pewna, że szczera rozmowa wiele by wam dała. 

– Barbaro! – Richard spojrzał na nią z niedowierzaniem. – Moja córka, być może nawet 

w  towarzystwie  koleżanek,  nakrywa  swojego  ojca  na  sofie  w  salonie,  nago,  z  jakąś  obcą 
kobietą... O czym tu rozmawiać? Im mniej słów, tym lepiej. 

– Jestem  pewna,  że  Missy  myśli  inaczej,  ale  wstydzi  się  przyjść  z  tym  do  ciebie. 

background image

Powinieneś jej to ułatwić. 

– Dwa  miesiące  później  oświadczyła  mi,  że  jest  w  ciąży.  Myślę,  że  to  mówi  samo  za 

siebie. 

– Czy ty naprawdę uważasz, że zaszła w ciążę dlatego, że przyłapała cię z jakąś kobietą?
– Ona wzięła ze mnie przykład – powiedział Richard z  goryczą. – A poza  tym musiała 

pomyśleć,  że  ją  oszukałem,  mówiąc  co  innego  i  robiąc  co  innego.  – Popatrzył  Barbarze  w 
oczy. – Przysięgam ci, że wtedy nie kłamałem. To był przypadek. 

– Wierzę ci – powiedziała Barbara, a po chwili cicho dodała: – Missy też by ci uwierzyła, 

gdybyś pomówił z nią tak jak teraz ze mną. 

– Za późno na wyjaśnienia – westchnął. – I chyba teraz rozumiesz, dlaczego po raz trzeci 

nie chcę ryzykować. 

Patrzyła na niego z niedowierzaniem. 
– Nie mogę sobie pozwolić na jeszcze jeden błąd – powtórzył. – Zwłaszcza po tej całej 

historii z Missy. 

– Rozumiem – powiedziała. Zamiast spodziewanej ulgi poczuła wściekłość na los, który 

postawił Richarda na jej drodze w chwili, kiedy bał się zapoczątkować kolejną znajomość. –
Po tych strasznych przeżyciach postanowiłeś żyć w celibacie, tak?

– Masz mi to za złe?
– Nie  muszę.  – Potrząsnęła  głową.  – Twoje  własne  poczucie  winy  w  zupełności  ci 

wystarczy. 

– Ostatnio mało mam powodów do dumy. 
– Zadręczasz  się  z  powodu  drobnych  ludzkich  błędów.  Jesteś  dorosłym  mężczyzną. 

Zaprosiłeś  dziewczynę  na  kolację  i...  spędziliście  miły  wieczór.  Nie  jesteś  żonaty,  więc 
nikogo nie zdradziłeś. Skąd mogłeś wiedzieć, że Missy wróci? Zaskoczyła cię. 

Wychyliła się do Richarda i położyła mu dłoń na ramieniu. 
– Nie dręcz się tak, proszę. Dla twojego własnego dobra, i dla Missy. Tracisz całą energię

na rozpamiętywanie czegoś, na co i tak już nie masz wpływu. A ta energia jest ci potrzebna, 
żeby pomóc córce. 

Richard spojrzał na drobną dłoń Barbary spoczywającą na jego ramieniu, a potem cofnął 

się i zdecydowanym tonem powiedział:

– Nie, Barbaro. 
Zapadła przygnębiająca cisza. Wreszcie Barbara odezwała się cicho, lecz dobitnie:
– Nie ty jeden popełniasz błędy. 
Richard  czekał  na  jej  dalsze  słowa  pełen  najgorszych  przeczuć.  Bo  tak  naprawdę  nie 

chciałby usłyszeć, że jej życie nie było jednym ciągiem cudownych wydarzeń. 

– Po naszym zerwaniu przysięgłam sobie, że nigdy więcej nie pozwolę się skrzywdzić w 

taki sposób, jak ty to zrobiłeś. 

Słuchał  z  przytłaczającym  poczuciem  winy.  Bez  względu  na  to,  jaki  błąd  popełniła 

Barbara, on był za to odpowiedzialny. 

– Stałam się bardziej niż ostrożna. Nie pozwalałam nikomu zbliżyć się do siebie, a sama 

też unikałam związków z ludźmi, którzy w jakikolwiek sposób mogliby zburzyć mój spokój. 

background image

Nie  interesowali  mnie  mężczyźni,  przy  których  czułam  się  bodaj  w  najmniejszym  stopniu 
zagrożona. Aż w końcu poznałam Dennisa. On był... – przerwała, żeby zebrać myśli. – Był 
wręcz idealny. Uprzejmy, godny szacunku, dojrzały. I nie musiałam się obawiać, że przy nim 
stracę  kontrolę  nad  sobą,  bo  Dennis  miał  jej  za  dwoje.  Nie  żyliśmy  ze  sobą  aż  do  nocy 
poślubnej.  Tak  ustaliliśmy  wcześniej,  a  dla  Dennisa  czekanie  nie  było  żadnym  problemem. 
Nie tak jak dla ciebie... 

Spojrzała na Richarda ze smutnym uśmiechem. Omal nie zerwał się fotela i nie zmiażdżył 

jej w objęciach. Czuł, że pragnie jej równie mocno jak przed laty. 

– Byłam  przekonana,  że  wszystko  przewidziałam.  – Barbara  gorzko  się  roześmiała.  –

Nawet nie dopuszczaliśmy do siebie pewnych myśli. Uważaliśmy nasz związek za dojrzały, a 
to było znacznie ważniejsze niż jakieś tam ulotne zauroczenie. Mieliśmy wspólne poglądy na 
wiele spraw i darzyliśmy się nawzajem szacunkiem. 

Umilkła na chwilę, a potem ciągnęła:
– Upłynęło wiele czasu, nim zdałam sobie sprawę, jak puste może być życie pozbawione 

namiętności. Wydawało mi się, że kiedy już dojdzie do zbliżenia między mną i Dennisem... 
sama natura postara się o resztę i... i będę czuła to, co czułam, kiedy byłam z tobą. 

– Jestem ostatnim człowiekiem, któremu powinnaś mówić takie rzeczy – przerwał jej. Za 

wszelką cenę pragnął ją powstrzymać, ale Barbara okazała się silniejsza. Jak zawsze. 

– O, nie – zaprotestowała – to może śmieszne, ale jesteś jedynym człowiekiem, któremu 

mogę o tym opowiedzieć. Nigdy nikomu się z tego nie zwierzałam. Chyba ze strachu, że ktoś 
mógłby  mi  zarzucić  oziębłość.  Przy  tobie  nie  mam  już  tych  obaw,  bo  kiedy  znów  mnie 
pocałowałeś... 

Podniosła na niego rozjarzone oczy. 
– Czy ty wiesz, co to za ulga przekonać się, że jest się zdolnym do namiętności? Że to nie 

tylko  gra  wyobraźni?  Nie  masz  pojęcia,  przez  ile  bezsennych  nocy  zastanawiałam  się  nad 
tym, czy uczucie, które żywiłam do ciebie, istniało naprawdę, czy też wyolbrzymiałam je jak 
dziecko,  któremu  we  wspomnieniach  wszystko  wydaje  się  większe  i  piękniejsze  niż  w 
rzeczywistości. 

– To nie była tylko fantazja – zapewnił ją Richard. Barbara uśmiechnęła się, ale jej oczy 

nagle przygasły. 

– Zdałam  sobie  z  tego  sprawę  w  chwili,  kiedy  stanąłeś  w  progu  mojego  gabinetu  i 

popatrzyłeś  na  mnie  jak  dawniej  .  A  potem  powiedziałeś,  że  musisz  się  ze  mną  zobaczyć. 
Miałam nadzieję... – Z jej ust wyrwało się westchnienie. 

– Richardzie, ten jeden jedyny raz pragnęłam się przekonać, jak mogło być... 
Richard zerwał się na równe nogi. Jego wytrzymałość też miała swoje granice. Przecież 

chciał tylko być w porządku i zachować się uczciwie. 

– Chcesz wiedzieć, jak by to było? – wykrzyknął. – Mogę ci powiedzieć. Byłoby tak, jak 

nie  było  nigdy,  od  czasu  kiedy  uległem  młodzieńczej  głupocie.  To  stałoby  się  częścią  nas, 
częścią naszego życia, punktem granicznym między przeszłością i przyszłością. Ogniskową, 
w  której  skupiłyby  się  nasze  marzenia.  Nie  moglibyśmy  przejść  obok  tego  obojętnie. 
Zostałoby w nas jakieś piętno... 

background image

– Myślisz, że o tym nie wiedziałam? – spytała Barbara. 
– Mimo to byłam gotowa zaryzykować. 
– Ale nie ja! – wykrzyknął Richard. – Lista moich pomyłek jest już wystarczająco długa. 
Barbara wstała, zabrała kubki i odwróciła się do niego plecami. 
– Do widzenia, Richardzie – rzuciła mu przez ramię. 
– Nie mam prawa... Mógłbym znowu cię skrzywdzić – niezdarnie próbował się bronić. 
– Już to mówiłeś. A teraz wyjdź!
Chciał iść do drzwi, ale nogi odmawiały mu posłuszeństwa. 
– Widzisz, do czego doprowadziłem. 
– Nie  mam  zamiaru  z  tobą  dyskutować.  – Barbara  minęła  go  obojętnie,  jakby  był 

meblem. – Wszystko zostało powiedziane. Idź już sobie!

– Barbaro!
Przystanęła, ale się nie odwróciła. Richard patrzył na jej rozrzucone włosy, wyprostowane 

ramiona  pod  wełnianym  swetrem,  pośladki,  których  krągłość  uwypuklały  obcisłe  dżinsy, 
nagie stopy... Widział jej piękno, ufność, wrażliwość i siłę. Czuł, że pożąda jej jak dawniej, 
boleśnie  i  rozpaczliwie.  A  świadomość,  że  była  gotowa  mu  ulec,  podsycała  jeszcze  jego 
namiętność. 

– Tak będzie najlepiej – powiedział. 
– Chyba tak. – Ton Barbary był lodowaty. 
Gdyby  nie  wpatrywał  się  w  nią  z  takim  natężeniem,  pewnie  przeoczyłby  ledwo 

dostrzegalne drżenie jej ramion. 

Skoro wychodząc tak ją ranił – skąd ta uporczywa pewność, że głębiej ją zrani zostając? 

Raz jeszcze z rozpaczą zajrzał w głąb swoich myśli i sumienia, próbując znaleźć jakikolwiek 
powód do odejścia. 

I nie znalazł żadnego! Z jego ust wyrwało się głuche przekleństwo. 

background image

ROZDZIAŁ 6

Zapadła  cisza.  Barbara  stała  odwrócona  plecami  do  Richarda.  Czekał  w  napięciu,  by 

zrobiła jakiś ruch, przemówiła, dała mu znak, że go rozumie, że nie zmieniła zdania, że wciąż 
chce, by z nią został. Ale ona zamarła jak posąg, z dumnie uniesioną głową. 

Zbliżył  się  i  poczuł  bijący  od  niej  żar,  usłyszał  przyspieszony  oddech.  Chciał  coś 

powiedzieć, ale pytania, które cisnęły mu się na usta, nie dały się wyrazić słowami. Wobec 
tego położył dłonie na ramionach Barbary i odwrócił ją ku sobie. 

Kiedy spojrzał jej w twarz, odetchnął z ulgą. Siedemnaście lat rozpłynęło się we mgle, a 

wraz  z  nimi  poczucie  winy  i  dręczącej  samotności.  Znów  był  z  Barbarą,  patrzył  na  nią, 
zaglądał w oczy. Nagle jego serce wypełniła bezbrzeżna radość. 

Dotknął  gładkiego  policzka,  a  potem  pieszczotliwie  musnął  jej  usta.  Uśmiechnął  się,  a 

jego uśmiech koił zadawnione rany. 

– I co teraz? – szepnęła bez tchu. 
Nachylił  się  i  delikatnie  ją  pocałował,  ale  kiedy  chciał  ją  objąć,  poczuł,  że  wciąż 

przyciska  do  piersi  kubki  po  kakao.  Śmiejąc  się  cicho,  wyjął  je  z  jej  zaciśniętych  palców  i 
odstawił na stół. A potem znów wziął ją w objęcia. 

Policzki Barbary okryły się rumieńcem. Richard patrzył na nią i wciąż nie mógł uwierzyć 

w  cud,  który  sprawił,  że  w  szkole  swojej  córki  odnalazł  Barbarę.  Po  latach  dręczących 
wspomnień  mógł  ją  zamknąć  w  ramionach,  poczuć  miękkość  jej  kobiecego  ciała.  Nagle 
zrozumiał, że znów jest zdolny do czystej miłości i radosnej nadziei, którą Barbara wzbudziła 
w nim przed laty. 

Położyła  mu  dłonie  na  piersi,  a  potem  objęła  go  za  szyję.  Pochylił  głowę.  Ich  usta  się 

zetknęły. Nagle ogarnęła go fala gorąca. Usłyszał swój galopujący puls. Jak zawsze, kiedy był 
z Barbarą. Nawet wtedy, gdy był zbyt niedoświadczony, by pojąć, że pocałunek to coś więcej 
niż para tulących się do siebie ust. 

Minęło siedemnaście lat, a nadal nic się nie zmieniło. Wystarczyło kilka pocałunków, by 

rozpalić w nim zmysły. 

Oderwał  usta  od  warg  Barbary,  ale  wciąż  trzymał  ją  w  ramionach.  Otworzyła  oczy i  z 

uśmiechem  zanurzyła  palce  w  jego  włosy.  Kiedy  kciukiem  musnęła  jego  ucho,  cicho 
westchnął. 

– Ciągle to lubisz? – spytała. 
Richard objął ją w talii i mocno do siebie przycisnął. 
– A jak myślisz? – mruknął. 
Spojrzała na niego pociemniałymi oczyma. 
– Myślę, że  mamy na sobie  za  dużo  ubrań – szepnęła i  zaczęła mu  rozpinać koszulę, a 

potem nachyliła się i pocałowała jego owłosiony tors. Dotyk jej warg, jeszcze wilgotnych od 
pocałunku, doprowadzał go do szaleństwa. 

– Spieszy ci się? – jęknął, choć chciał, by jego pytanie zabrzmiało ironicznie. 
– Czekałam na to siedemnaście lat. Przycisnął głowę Barbary do piersi. 

background image

– Umiesz postawić na swoim – szepnął, całując jej włosy. 
Z zamkniętymi oczyma wsłuchała się w rytm jego serca. 
– Nie sprawisz mi zawodu. 
– Skąd ta pewność?
– Bo  już  teraz  jest  cudownie – westchnęła.  Jej  gorący  oddech  przyprawił  Richarda  o 

dreszcz. 

– Barbaro? – zapytał. 
– Uhm?
– Którędy do sypialni?
– Spieszy ci się? – żartobliwie powtórzyła jego pytanie. 
– Czekałem na to siedemnaście lat. 
– Ty też umiesz postawić na swoim. 
Richard odgarnął ciemny kosmyk i pocałował skroń Barbary. 
– Nie sprawisz mi zawodu – mruknął. 
– Skąd ta pewność?
Powiódł wargami po jej policzku, aż dotknął ust. 
– Bo... już... jest... 
Pocałunek  powiedział  jej  więcej  niż  słowa.  Słowa – namiętne  i  podniecające – mogły 

tylko  opisywać  uczucia.  Pocałunkiem  dało  się  wyrazić  nieskończenie  więcej.  Wkrótce 
koszula Richarda była już całkiem rozpięta, a jego dłonie wślizgnęły się pod sweter Barbary i 
spoczęły na jej nagich plecach. 

– Racja – przyznał. – Rzeczywiście mamy na sobie za dużo ubrań. 
– Ty też miałeś dobry pomysł – odparła. 
– Który? – zapytał. – Podsunęłaś mi ich kilka. 
– Ten  z  sypialnią.  – Wzięła  go  za  rękę  i  pociągnęła  za  sobą.  W  drzwiach  nagle  się 

zatrzymała. Wyraz jej twarzy zaniepokoił Richarda. 

– Obleciał cię strach? – spytał, choć lękał się odpowiedzi. 
Barbara zarzuciła mu ręce na szyję. 
– Przy tobie niczego się nie boję. 
– Więc skąd to wahanie?
– Przekraczamy pewien próg – powiedziała z uśmiechem. – Chciałam się tylko upewnić, 

że moje wahania zostały za drzwiami. 

– Jakie znowu wahania?
– Te złośliwe istoty, które mogłyby mi zepsuć radość ze wspólnie spędzonych chwil. 
– Jeżeli nie jesteś pewna... jeśli masz jakieś wątpliwości... 
– Zostawiłam je za drzwiami, pamiętasz? – ściszyła głos. – A zresztą, to były stare, głupie 

wątpliwości. Powinnam była się ich pozbyć siedemnaście lat temu. 

– Chyba  się  nie  obwiniasz  o  to,  co  się  wtedy  stało? – Coś  takiego  nigdy  przedtem  nie 

przyszło Richardowi do głowy. – Mój Boże, Barbaro... nie masz czego żałować. 

– Gdybym nie była takim tchórzem... 
– Mylisz  się – powiedział  i  zamknął  ją  w  uścisku.  – To  ty  miałaś  w  sobie  więcej  siły. 

background image

Mnie jej zabrakło. Dlatego wszystko popsułem. 

– I co mi przyszło z tej siły?
Zalała  go  fala  czułości.  Zawsze  był  świadom  tego,  że  swoją  zdradą  głęboko  zranił 

Barbarę.  W  jego  wspomnieniach  urosła  do  symbolu  zdradzonej  niewinności.  Nigdy  nie 
myślał o niej jako o kobiecie z  krwi i kości, która podczas samotnych nocy oskarżała  się o 
cudze winy. 

Kurczowo przytulił ją do siebie, jakby na nowo chciał się upewnić, że jest przy nim. 
– Mamy  tyle  zaległości  do  odrobienia.  – Pocałował  ją  w  czoło,  skroń,  policzek.  – Te 

samotne noce... 

Z westchnieniem spojrzała mu w twarz. 
– Masz rację. Tylko że to wszystko wydaje się takie nierealne. 
Richard przeciągle spojrzał jej w oczy. 
– Chyba nie masz zamiaru zmienić zdania?
– To  nie  mnie  dręczyły  kiedyś  rozterki – odparła.  Dałby  wszystko,  żeby  nie  słyszeć 

oskarżenia, które zabrzmiało w jej głosie. 

– Wyzbyłem się wszelkich wątpliwości. Jestem tylko trochę zdenerwowany. 
– Ja też – przyznała cicho Barbara. Zsunęła z ramion Richarda koszulę i położyła dłonie 

na  jego  obnażonych  plecach.  Richard  podciągnął  jej  do  góry  sweter.  Cofnęła  się  o  krok. 
Sweter spadł na podłogę. 

Richard  wbił  wzrok  w  kształtny  biust  Barbary,  przysłonięty  jedynie  półprzeźroczystą 

koronką. 

– Zapomniałem już, jaka jesteś piękna – powiedział, z trudem łapiąc oddech. – Wydawało 

mi się, że wszystko pamiętam, a jednak zapomniałem. 

Bez  trudu  go  zrozumiała.  Ona  też  sądziła,  że  pamięta,  a  przecież  zapomniała. 

Rzeczywistość okazała się piękniejsza od wspomnień. 

Rozpięła stanik i zsunęła ramiączka. Richard wyciągnął rękę i dotknął zagłębienia między 

piersiami Barbary, a potem położył na nich dłonie. 

– Jeszcze nigdy tak się nie bałem – odezwał się stłumionym głosem. 
– A  ja  nigdy...  – Z  westchnieniem  przylgnęła  do  jego  obnażonej  piersi  i  objęła  go.  –

Pokaż mi, co straciłam. 

Obsypał  ją  gwałtownymi  pocałunkami.  Pod  dotykiem  jego  rąk,  ust,  języka  odkrywała 

świat nowych doznań. 

Szarpnęła za pasek spodni Richarda. On zsunął jej dżinsy z bioder. Stali naprzeciw siebie, 

dotykając się jedynie spojrzeniami. Gorący dreszcz raz po raz wstrząsał ciałem Barbary. 

– Nikt  nie  patrzał  na  mnie  tak  jak  ty – westchnęła.  – Tak  jakby...  – Głos  zamarł  jej  w 

gardle. 

– A twój mąż? – zapytał Richard. Potrząsnęła głową. 
– Dennis nie był namiętny. 
– Ten twój Dennis musiał być głupcem. 
– Nie  chcę  o  nim  rozmawiać.  Chcę  tylko...  – zająknęła  się,  bo  dłoń  Richarda 

powędrowała w górę jej uda – chcę się z tobą kochać. 

background image

W  odpowiedzi  usta  Richarda  zmiażdżyły  jej  wargi  w  namiętnym  pocałunku.  Jego 

muskularne ciało, szorstkie włosy, palący oddech, zachłanne ręce – wszystko to nagle stopiło 
się  w  jedno.  W  ramionach  Richarda  przeżywała  uniesienia,  jakich  nie  zaznała  z  innym 
mężczyzną. Pragnęła go z całej duszy, a jej ciało płonęło w oczekiwaniu spełnienia. 

Objęci przeszli przez sypialnię i osunęli się na łóżko. Barbara drżała w  oczekiwaniu na 

kolejne pocałunki, kolejne pieszczoty. Tak długo czekałam, myślała, tak strasznie długo... 

Barbara!  Richard  wciąż  nie  mógł  uwierzyć,  że  wreszcie  mają  przy  sobie.  Nagą – z 

wyjątkiem  skrawka  turkusowego  jedwabiu.  ..  Zakręciło  mu  się  w  głowie.  Barbara...  Gdyby 
nie ciepło jej ciała, zapach włosów, jedwabista gładkość skóry, byłby pewny, że śni. 

Ale obecność Barbary i jego pożądanie były zbyt realne, by je uznać za wytwór fantazji. 
Barbara  z  westchnieniem  zagarnęła  go  pod  siebie  i  spojrzała  na  niego  zamglonym 

wzrokiem. Usta miała obrzmiałe od pocałunków. Pochyliła się i delikatnie pocałowała go w 
ucho, a potem obwiodła je językiem. 

– Wolisz, jak cię tu dotykam czy jak całuję?
– Przestań. – Przyciągnął ją do siebie. – Widzisz, co się ze mną dzieje. 
– Chyba wciąż mamy na sobie za dużo ubrań – szepnęła bez tchu. 
– Może  by  coś  z  tym  zrobić.  – Te  dwa  skrawki  materiału,  jeden  bawełniany,  drugi 

jedwabny, zaczęły mu nagle bardzo przeszkadzać. 

– Co proponujesz? – spytała Barbara, unosząc się na łokciach. 
– Masz niewiarygodny biust – powiedział, pożerając ją wzrokiem. 
Wsunęła palce pod gumkę jego slipek. 
– Nie słuchasz, co do ciebie mówię. 
– Ależ słucham – zaprzeczył, wpatrzony w jej obnażone piersi. 
– Mówiliśmy o  zbytecznej  garderobie – stwierdziła  i  jednym  ruchem  ściągnęła  z  niego 

slipy. 

Richard uniósł się, objął Barbarę, a potem położył ją na materacu. Z zamkniętymi oczami 

czekała, aż spełni się marzenie jej życia. 

Richard  uwodził  ją  każdym  gestem,  podniecał  słowem  i  dotykiem.  Nagle  przestała 

myśleć i po raz pierwszy w życiu poddała mu się bez reszty. 

Kiedy  zsunął  z  jej  bioder  skrawek  jedwabiu,  drżąc  wstrzymała  oddech.  Czuła  na  sobie 

jego palący wzrok. Palce Richarda delikatnie wślizgnęły się między jej uda. Cicho krzyknęła. 

– Co ci jest, Barbaro? – Głos Richarda dobiegł ją jakby z oddali. 
– Nic. Nie przerywaj... 
– Nie łudź się – mruknął. – Masz może....
– Tak. W szkatułce na stoliku. 
Sięgnął do szkatułki i wyjął mały pakiecik. 
– Trzęsą mi się ręce jak jakiemuś smarkaczowi. 
– Pomogę ci. – Pewną ręką poprowadziła jego dłoń, a potem opadła na plecy i wyciągnęła 

do niego ramiona. 

– Teraz! – szepnęła. – Nareszcie. 
Zagarnął ją pod siebie. Zatracili się w pocałunku. Na moment  oderwał usta odjej warg, 

background image

żeby wyszeptać ostatnie świadome słowo: „Nareszcie!”

Połączyli się z jękiem rozkoszy. Richard poczuł, że wciąga go jedwabisty żar. Kurczowo 

przyciągnął Barbarę do siebie. 

Wiła  się  pod  nim,  wpijając  palce  w  jego  ramiona.  Otaczał  ją  i  pochłaniał,  więżąc  w 

ramionach, miażdżąc udami. 

Stopieni  w  jedność  i  ogarnięci  żarem,  poddali  się  odwiecznemu  rytmowi,  który  miał 

przynieść im spełnienie. Każda sekunda tej słodkiej tortury przybliżała moment wyzwolenia. 

Wreszcie osiągnęli szczyt. Ciałem Richarda wstrząsnęły spazmatyczne dreszcze. Barbara 

przytuliła go tak mocno, jakby od tego zależało jej życie. 

Żadne z nich nie wiedziało, jak długo tak leżeli, wciąż połączeni, czekając, aż ich serca 

się uspokoją, a oddech wyrówna. 

Barbara  ocknęła  się  pierwsza.  Richard  delikatnymi  pocałunkami  obsypał  jej  skroń  i 

policzek. Czuła jego gorący oddech, słyszała westchnienia. 

Chciała coś powiedzieć, ale zawiódł ją głos. Wszelkie słowa wydały się niewystarczające. 

Czule pogładziła Richarda po włosach. W głębi duszy lękała się chwili, w której będą musieli 
się rozstać. 

Tyle lat, pomyślała. Tyle zmarnowanych lat. 
Nagle  wydało  jej  się,  że  czas  stanął  w  miejscu  i  będą  mogli  zostać  tak  na  zawsze,  nie 

dręcząc się błędami przeszłości i tym, co przyniesie przyszłość. 

Z westchnieniem zamknęła oczy i pomyślała, jakby to było cudownie. Wzięła Richarda 

za rękę i położyła ją na sercu. 

– Mówiłem ci, że tak będzie – mruknął. 
– Hm?
– Mówiłem ci, że to nie będzie proste. Barbara uniosła się i spojrzała mu w twarz. 
– Czy to znaczy, że było ci dobrze?
– Nie – odpowiedział. – Nie było mi dobrze. Przeraziła się. 
– Jak to?
– Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że leżysz w łóżku z mężczyzną i pytasz go: Było ci 

dobrze? – jakby chodziło o pogodę. 

– Nigdy nikogo o to nie pytałam. 
– Więc jak możesz tak mówić? – spytał z wyrzutem. – Po co? Wiesz, jak było. Nie było 

nam po prostu „dobrze”, bo nie był to tylko seks. 

Barbara dotknęła jego policzka. 
– Było tak, jak sobie wymarzyłam. 
Richard zamknął oczy, a potem z trudem je otworzył. 
– Gdyby  to  był  tylko  seks,  chciałbym  jak  najprędzej  uciec  z  tego  łóżka.  A  ja  marzę, 

żebym nigdy nie musiał z niego wychodzić. 

– No cóż – westchnęła – uprzedzałeś, że to nie będzie łatwe. 
Spojrzeli sobie w oczy i zrozumieli się bez słów. Bali się, że mogliby powiedzieć za dużo. 

Wreszcie  Barbara  z  uśmiechem  pochyliła  się  nad  Richardem  i  nim  ich  usta  się  spotkały, 
spytała:

background image

– Czy nie mówiłeś też, że raz to stanowczo za mało?

background image

ROZDZIAŁ 7

– Jeżeli  nie  masz  nic  przeciwko  temu,  porozmawiamy  w  kuchni – zaproponowała 

Barbara.  – Dziś  jest  chłodniej,  więc  mam  ochotę  na  ciepłą  kolację.  Postanowiłam  zrobić 
pieczeń. Muszę ją teraz nastawić, bo nie będzie gotowa na wieczór. 

– Dobrze – nieśmiało powiedziała Missy. 
– No  to  chodźmy.  – Barbara  skierowała  się  do  kuchni.  Przeczuwając,  że  Missy  będzie 

skrępowana  podczas  ich  pierwszego  spotkania,  postanowiła  wymyślić  dla  nich  obu  jakieś 
praktyczne zajęcie. Najłatwiejszą i najbardziej naturalną czynnością wydało jej się gotowanie. 

– Napijesz się mleka?
– Tak. 
– A może zjesz jabłko? – Barbara otworzyła lodówkę. Boja mam ochotę na jabłko. 
– Tak, chętnie – odparła Missy. 
Barbara podała Missy szklankę mleka i posadziła dziewczynę za stołem. Opłukała owoce, 

wyjęła z szafki talerze, noże i słoik masła orzechowego. 

– Lubisz masło orzechowe? – spytała. 
– Tak, ale nie z jabłkami. – Missy zmarszczyła nos zupełnie tak samo jak jej ojciec, kiedy 

Barbara po raz pierwszy poczęstowała go jabłkiem z masłem orzechowym. 

– Moja  mama  przyrządzała  mi  w  ten  sposób  jabłka,  kiedy  byłam  małą  dziewczynką –

powiedziała  Barbara.  – Posmaruję  jedno  dla  ciebie.  Spróbuj,  może  będzie  ci  smakowało.  –
Rozcięła jabłko, wydrążyła i napełniła połówki masłem orzechowym. 

Missy sięgnęła po jabłko i niepewnie ugryzła mały kęs. 
– Niezłe – przyznała z ulgą. 
Barbara  z  radością  zauważyła,  że  dziewczyna  powoli  się  odpręża.  Szybko  przekroiła 

drugie jabłko. 

– Z masłem czy bez? – spytała. 
– Z  masłem.  – Missy  uśmiechnęła  się  kącikiem  ust.  Barbara  odwzajemniła  uśmiech, 

podsunęła następne jabłko i wstała. 

– Muszę zacząć szykować kolację. 
Wyjęła  z  lodówki  mięso  i  jarzyny,  położyła  mięso  na  desce  i  starannie  odcięła  tłuszcz. 

Czując na sobie uważny wzrok dziewczyny, dodała:

– Lubię ciepłe kolacje, kiedy jest brzydka pogoda. Missy milczała. Barbara zdjęła z półki 

kilka słoiczków z  przyprawami i  ustawiła  jej na  kuchennym blacie. Potem  zmełła  pieprz  w 
młynku i obficie natarła mięso. Missy wciąż przyglądała jej się z uwagą. Barbara uznała, że 
przyszła pora na pierwszy ruch. 

– Możesz  mi  pomóc? – spytała,  a  widząc  zakłopotanie  na  twarzy  dziewczyny,  szybko 

dorzuciła: – Nie będę musiała co chwila myć rąk. 

– Dobrze – niepewnie zgodziła się Missy. 
– Więc najpierw papryka. Missy zawahała się. 
– Zdejmij  wieczko – podpowiedziała  Barbara – i  potrząśnij  słoiczkiem.  Teraz  możesz 

background image

sypać. 

Missy ostrożnie wykonała polecenie. Barbara wtarła przyprawę i przewróciła mięso. 
– Teraz z tej strony. Śmiało! To łagodna papryka. Nigdy nie jest jej za dużo. 
Tym razem Missy z zapałem sypnęła paprykę. 
– Teraz gałka muszkatołowa – poleciła Barbara. – Ładnie pachnie, prawda?
Dziewczyna skinęła głową. Barbara konspiracyjnym szeptem dodała:
– To jeden z sekretów mojej kuchni. 
– Pani na pewno lubi gotować – stwierdziła Missy. 
– Mieszkam sama, więc na ogół kupuję gotowe dania, ale parę razy w tygodniu staram się 

przygotować coś porządnego. Chwileczkę... teraz sól czosnkowa, a potem dodamy mąki. 

Missy otworzyła kolejny pojemniczek i posypała mięso solą czosnkową. 
– Myślałam, że mąki używa się wyłącznie do chleba i ciasta. 
– Do mięsa też, ale tylko troszkę. Ładniej się wtedy rumieni i sos będzie gęstszy. 
– Pani naprawdę musi być dobrą kucharką. Barbara roześmiała się. 
– Moja babka była wspaniałą kucharką. To ona nauczyła mnie gotować. 
– A  moja  babcia  ma  fioła  na  punkcie  porządku.  Nigdy  nie  chciała  mnie  wpuścić  do 

kuchni. Bała się, że narobię bałaganu. 

– Skoro już znasz moją tajemnicę, będziesz mogła sama przyrządzić taką pieczeń. 
– Myśli pani, że potrafiłabym?
– Czemu  nie? – Barbara  znów  wzruszyła  ramionami.  – Kiedy  skończymy,  będziesz 

ekspertem.  Mąka  jest  w  tym  plastikowym  pojemniku.  W  środku  jest  sitko.  Posyp  trochę  z 
każdej strony, a ja będę wcierać. Dobrze. Widzisz? Nie trzeba na to dużo czasu. 

– Dziwnie to wygląda. 
– Może  i  tak – przyznała  Barbara – ale  zobaczysz,  jakie  będzie  pyszne.  – Podeszła  do 

zlewu i opłukała ręce. – Pomożesz mi przygotować jarzyny?

– Dobrze. 
– Czysta deska i nóż są w tej szufladzie – powiedziała, odłamując dwie łodygi selera. –

Umyję jarzyny, a ty je pokroisz. 

Missy zawahała się i przygryzła wargę. 
– Nie umiem kroić. 
– Weź nóż i deskę. Spróbujemy. W czym problem?
– Nie umiem pokroić... noo... na równe kawałki. Barbara nachyliła się i szepnęła Missy 

do ucha:

– Przy pieczeni to nie ma znaczenia. Missy spojrzała na nią z powątpiewaniem. 
– Naprawdę! – zapewniła ją Barbara. – Jarzyny dodaje się tylko do smaku i żeby mięso 

było wilgotne. 

Pokroiły  selery,  marchewkę,  cebulę,  nad  którą  ze  śmiechem  roniły  łzy,  i  wreszcie,  po 

wstawieniu potrawy do piekarnika, Barbara oznajmiła:

– Teraz możemy trochę odpocząć. 
W salonie Missy chciała usiąść, ale potem się zawahała. 
– Czuj się jak u siebie w domu. Możesz zdjąć buty i wyciągnąć się na sofie. 

background image

– Jak u psychiatry?
Pytanie  było  tak  nieoczekiwane,  a  zarazem  tak  logiczne,  że  Barbara  wybuchnęła 

śmiechem. 

– Nie  jestem  psychiatrą,  Missy.  Pomyślałam  tylko,  że  będziesz  chciała  odpocząć  po 

długim dniu w szkole. Jeżeli wolisz, możesz usiąść w fotelu i położyć nogi na stoliku. 

– Mogę rozpiąć spodnie? Zrobiły się trochę za ciasne. 
– Oczywiście.  Jesteśmy  tu  same.  Chyba  niedługo  będziesz  musiała  sprawić  sobie  kilka 

ciążowych sukienek. 

– Chyba tak – westchnęła Missy. 
– Nie lubisz zakupów? Missy skrzywiła się. 
– Chodzimy czasem z Heather po sklepach, ale... 
– Są ciekawsze miejsca niż sklepy dla przyszłych matek? Missy ponuro skinęła głową. 
– A twój ojciec? Robisz z nim czasem zakupy?
– Niezbyt często. On się nie zna na... tych rzeczach. 
– Może wybrałybyśmy się razem któregoś dnia? Ja uwielbiam zakupy. 
Missy milczała, więc Barbara zmieniła temat. 
– Chcesz  posłuchać muzyki?  Mam nową taśmę z  przebojami  z  czasów, kiedy byłam  w 

twoim wieku. 

– Dobrze. 
Barbara włączyła stereo i usiadła w fotelu naprzeciw Missy. 
– Twój  ojciec  na  pewno  pamięta  te  piosenki – dorzuciła,  jakby  mimochodem.  –

Chodziliśmy do tej samej szkoły. Mówił ci o tym?

Dziewczyna skinęła głową. 
– Byłam zaskoczona, kiedy zobaczyłam w swoim gabinecie znajomego z dawnych lat. 
Po krótkiej chwili Missy spytała drżącym głosem:
– Czy znała pani także moją mamę?
Barbara zająknęła się, dobierając w myślach słowa. 
– Niezbyt  dobrze – powiedziała  wreszcie.  – Była  starsza  o  parę  lat.  Nie  chodziłyśmy 

razem do szkoły. 

– Czy jestem do niej podobna?
Wytężyła  pamięć,  usiłując  przypomnieć  sobie  Christine,  ale  przed  oczami  miała  tylko 

zamazaną postać u boku Richarda, z pełnym wyższości uśmiechem na twarzy. A Missy? W 
Missy widziała jedynie córkę Richarda. Dziecko, które nagle znalazło się w kłopotach. 

– Wydaje mi się, że bardziej przypominasz ojca. Może dlatego, że od lat nie widziałam 

twojej matki. 

Missy spuściła wzrok. 
– Babcia mówi, że wyglądam zupełnie jak mama. 
– Na pewno  jesteś  do niej  trochę podobna.  A także  do ojca i  do  babci.  Do wszystkich, 

którzy coś dla ciebie znaczą. Ta mieszanka rozmaitych cech stanowi o twojej wyjątkowości. 
Tak samo będzie w przypadku twojego dziecka. 

Missy zamyśliła się. Barbara odczekała chwilę, a później znów podjęła rozmowę. 

background image

– Powiedziałam ci przed chwilą, że nie jestem psychiatrą, i to prawda. Chciałabym zostać 

twoją przyjaciółką, jeśli kogoś takiego potrzebujesz. I chcę też, byś wiedziała, że możesz mi 
zaufać. Jeżeli tylko masz ochotę porozmawiać o czymkolwiek, możesz się do mnie zwrócić. 
Wszystko, co mi powiesz, zostanie między nami. 

– Nie powtórzy pani... nikomu?
– Jeżeli mnie o to poprosisz – na pewno nie. 
– Nawet mojemu tacie?
Nagle Barbara zdała sobie sprawę, w jak kłopotliwej sytuacji się znalazła, podejmując się 

opieki  nad  dziewczyną  i  jednocześnie  romansując  z  jej  ojcem.  W  pierwszym  odruchu,  po 
spędzonej wspólnie nocy, kiedy wszystko wydawało im się takie proste, postanowili utrzymać
ich związek w tajemnicy jeszcze przez jakiś czas. Richard uznał, że Missy żyła teraz w zbyt 
wielkim stresie, by dodatkowo obarczać ją informacją o nagłym, a zarazem tak poważnym i 
romantycznym związku ojca. 

– Jeśli  będzie  mi  się  wydawało,  że  jest  coś,  o  czym  powinien  wiedzieć,  będę  cię 

namawiać,  żebyś  mu  o  tym  powiedziała.  Ale  w  żadnym  wypadku  nie  nadużyję  twojego 
zaufania. 

Z uwagą czekała na odpowiedź Missy. Dziewczyna, nie po raz pierwszy, zaskoczyła ją. 
– Naprawdę poszłaby pani ze mną na zakupy?
– Bardzo  chętnie.  Najpierw  musiałybyśmy  poprosić  twojego  tatę  o  zgodę.  Może  w 

przyszłym tygodniu? Zamiast spotkania w domu?

– Dobrze. – Missy zawahała się, a potem dodała: – Bardzo potrzebuję kilku rzeczy. Na 

przykład... staników. 

– To  zupełnie  normalne – odparła  Barbara.  – Biust  bardzo  się  zmienia  w  czasie  ciąży. 

Wiedziałaś o tym?

– Tak.  Piszą  o  tym  w  książce,  którą  dostałam  od  mojej’  lekarki.  Tylko  że – wzruszyła 

ramionami – wstydzę się prosić w sklepie o... wie pani co. 

– Ciążowe staniki?
Missy skinęła głową. 
– Może  będzie  lepiej,  jak  razem  je  kupimy.  – Barbara  uśmiechnęła  się.  – Właśnie  w 

takich sprawach chciałabym ci pomóc. Jeżeli masz jakiekolwiek problemy związane z ciążą, 
fizyczne czy inne, zawsze możemy o tym porozmawiać. 

Widząc, że Missy słucha z uwagą, Barbara postanowiła zaryzykować. 
– Mogłybyśmy porozmawiać o dziecku albo o jego ojcu. 
Trafiła w sedno. Missy zbladła i posmutniała. 
– Już się nie widujemy. – Z zażenowaniem odwróciła wzrok i wyjaśniła: – On chodzi do 

innej szkoły, ale to nie jest jedyny powód. Jego matka nie pozwala mu się ze mną spotykać. 
Uważa, że to moja wina. 

Matka mu nie pozwala. Co za absurd! Barbara była wstrząśnięta. 
Nagle Missy głośno się rozszlochała. 
– Wszystko,  co  ona  mówi,  to  nieprawda,  pani  Wilson.  Nie  zrobiłam  tego  naumyślnie. 

Zabezpieczyliśmy się, ale... Ja wcale tego nie planowałam. 

background image

Barbara usiadła obok Missy, objęła ją i podsunęła jej pudełko chusteczek do nosa. 
– Ludzie w gniewie wygadują rozmaite rzeczy. Jestem pewna, że matka twojego chłopca 

nie wierzy w to wszystko. 

– Wierzy,  wierzy.  – Missy  skuliła  się  w  objęciach  Barbary.  – Gdyby  pani  wiedziała! 

Nazwała mnie dziwką, a Josh siedział obok i nawet się nie odezwał. A kiedy mój tato spytał, 
jak on może  w tej sytuacji milczeć, chociaż wie, że  był moim  pierwszym  chłopcem, matka 
Josha oświadczyła, że nie byłaby tego taka pewna. Kiedy Josh próbował jej przerwać, kazała 
mu  się  zamknąć.  Powiedziała,  że  jest  naiwny,  a  ja  nieźle  sobie  to  wszystko 
wykombinowałam.  A  w  ogóle  skąd  wiadomo,  że  to  dziecko  Josha.  – Z  desperacją  wytarła 
nos. – To było takie okropne, pani Wilson! Barbara kojąco kołysała Missy w ramionach. 

– Wiem. Wyobrażam sobie, co czułaś. 
Nagle dziewczyna zaczęła mówić, jakby pękły w niej jakieś tamy. 
– Powiedziała, że jak ktoś sypia z chłopakami na lewo i prawo, powinien się przynajmniej 

zabezpieczyć.  I  że  to  dziewczyna  ma  się  pilnować,  nie  chłopak.  Krzyczała,  że  Josh  jest 
jeszcze za młody na ojca, a ja nie nadaję się na matkę. I że jeżeli mam chociaż trochę oleju w 
głowie,  powinnam  zrobić  skrobankę.  Ale  ja  powiedziałam:  „Nie!  Nie  zabiję  swojego 
dziecka!”

Znowu głośno wydmuchała nos. Barbara poszła do łazienki i przyniosła mokry ręcznik, a 

potem usiadła na podłodze u stóp Missy. 

– Jak matka Josha zareagowała, kiedy jej oznajmiłaś, że chcesz mieć dziecko?
Missy otarła twarz ręcznikiem i głośno przełknęła ślinę. 
– Znowu obrzuciła mnie wyzwiskami. Tata kazał jej się zamknąć. Oświadczył, że nikt nie 

ma  prawa  tak  do  mnie  mówić  i  że  Josh  jest  tak  samo  winny  jak  ja.  Wtedy  matka  Josha 
powiedziała, że jeśli nie przerwę ciąży, to złamię życie Joshowi, sobie i dziecku, i że to nie 
fair, aby Josh musiał ponosić konsekwencje mojej głupoty. A jeżeli spodziewam się, że będą 
płacić na dziecko, muszę najpierw zrobić testy i udowodnić, że to Josh jest ojcem. 

Szlochając wtuliła twarz w ręcznik i stłumionym głosem ciągnęła dalej:
– Wtedy  tata  się  wściekł  i  oświadczył,  że  jeżeli  Josh  nie  chce  brać  na  siebie 

odpowiedzialności  za  swoje  postępki,  musi  zrzec  się  wszelkich  praw  do  dziecka.  A  jego 
matka na to, że to świetnie i żeby im przysłać papiery, to Josh z radością je podpisze. A on... 
on tak po prostu siedział i w ogóle się nie odzywał. 

– Musiało ci być bardzo przykro. Missy skinęła głową. 
– Myślałam, że... 
– Że mu na tobie zależy, tak? Dziewczyna znów przytaknęła. 
– A tobie musiało bardzo na nim zależeć, skoro zdecydowałaś się z nim sypiać?
Missy zamarła, a potem spojrzała Barbarze w twarz. 
– On był moim pierwszym i jedynym chłopakiem. Pani mi wierzy, prawda?
Barbara  myślała,  że  serce  jej  pęknie.  Przytuliła  Missy  tak  mocno,  jakby  to  była  jej 

rodzona córka. 

– Wierzę ci. Oczywiście, że ci wierzę. Twój ojciec też ci wierzy. On bardzo cię kocha. I 

twoja babcia... 

background image

Missy skamieniała, a potem gwałtownie wybuchnęła:
– Dlaczego muszę babci o tym powiedzieć?! Ona na pewno pomyśli sobie... 
Nie dokończyła, tylko głęboko westchnęła i usta jej zadrżały. Barbara dałaby wiele, żeby 

się  dowiedzieć,  o  jakie  myśli  Missy  podejrzewa  swoją  babkę,  ale  dziewczyna  powtórzyła 
tylko:

– Po co jej o tym mówić?!
Barbara odgarnęła z twarzy Missy wilgotny kosmyk. 
– Twój ojciec uważa, że  można zaczekać do kwietnia, aż babcia wróci z Europy. Masz 

jeszcze dość dużo czasu, żeby się zastanowić, w jaki sposób jej to zakomunikujesz. 

– Barbara uściskała Missy. – Myślę, że kiedy otrząśnie się z pierwszego szoku, może ci 

okazać wiele zrozumienia. W końcu dziecko, które w sobie nosisz, będzie jej prawnukiem. 

Missy  ze  sceptyczną  miną  wytarła  nos,  ale  jakby  się  trochę  uspokoiła.  Wreszcie 

przemówiła tak cichym głosem, że Barbara ledwo ją usłyszała. 

– Czy  pani  też  uważa,  że  powinnam  przerwać  tę  ciążę?  Było  to ostatnie  pytanie,  jakie

Barbara chciałaby usłyszeć. 

– Nie  jestem  pewna,  czy  akurat  mnie  powinnaś  pytać.  W  tej  sytuacji  nie  umiem  być 

obiektywna. Ale jedno mogę ci powiedzieć. Uważam, że poszłaś za głosem serca, a to często 
najlepszy doradca kobiety, która musi podjąć tę niełatwą decyzję. 

Missy w milczeniu rozważyła jej odpowiedź, a potem spytała:
– Dlaczego nie może pani być obiektywna? Zastanawiała się, do jakiego stopnia powinna 

zwierzyć  się  Missy,  ale  ponieważ  nie  miała  nic  do  ukrycia,  a  chciała  zdobyć  zaufanie 
dziewczyny, szczerze odpowiedziała:

– Bo  zawsze  pragnęłam  dziecka.  I  dlatego  nie  potrafię  mówić  o  aborcji,  nie  myśląc 

jednocześnie  o  dzieciach,  których  nigdy  nie  miałam.  Kiedy  patrzę  na  ładną,  młodą 
dziewczynę jak ty, u progu życia, myślę, o tu – palcem dotknęła skroni – że nie planowane 
dziecko może skomplikować jej życie pod każdym względem. I jestem w stanie zrozumieć, że 
aborcja często jest jedynym sensownym wyjściem. Ale tu – położyła dłoń na sercu – w głębi 
duszy, nie mogę zapomnieć o tych nie narodzonych dzieciach. 

I mam pretensje do losu, że daje dzieci kobietom, które ich nie chcą, a innym odmawia 

tego szczęścia. 

– Czemu nie zaadoptowała pani dziecka?
– Może byśmy się na to zdecydowali, ale moje małżeństwo się rozpadło. A po rozwodzie 

skupiłam  się  na  innych  sprawach.  Zrobiłam  magisterium,  a  potem  zaczęłam  pracować  z 
młodzieżą. 

– Przecież samotne kobiety też mają dzieci. 
– Tak, ale macierzyństwo to wielki obowiązek. Gdybym urodziła dziecko, chciałabym je 

otoczyć należytą  opieką.  Trudno by  mi  było  połączyć  to  z  pracą  zawodową.  Z czasem moi 
uczniowie stali się moimi dziećmi. Często czuję się tak, jakbym co roku miała kilkaset dzieci. 

Missy cicho westchnęła. 
– Moja  lekarka  mówi,  że  ma  pacjentki,  które  nie  mogą  zajść  w  ciążę,  więc  gdybym 

chciała oddać dziecko do adopcji, pomogłaby mi znaleźć dla niego dobry dom. 

background image

– Zastanawiałaś się nad tym, żeby oddać dziecko do adopcji? – Ta myśl jakoś przedtem 

nie przyszła Barbarze do głowy. 

Missy spuściła wzrok. 
– Adwokat,  który  załatwiał  sprawę  z  Joshem,  powiedział,  że  gdybym  chciała  oddać 

dziecko jakiejś rodzinie, Josh nie może mnie już powstrzymać. 

– A co ty o tym sądzisz?
– To byłoby łatwiejsze wyjście. A może i lepsze dla dziecka. – Nagle podbródek zaczął 

jej się trząść. – Ale nigdy więcej bym go nie zobaczyła. Byłoby mi strasznie smutno. 

Smutno, pomyślała Barbara. To łagodnie powiedziane. Spotkała już tyle kobiet, które do 

końca życia sobie nie wybaczą, że oddały własne dziecko. Historie o połączeniu rodzin, które 
po latach się odnalazły, stały się tematem numer jeden telewizyjnych programów. 

Słowo  „smutno”  miało  oznaczać  rozterki  związane  z  wyrzeczeniem  się  dziecka, 

„łatwiejsze  wyjście” – ucieczkę  przed  trudnościami,  z  jakimi  wiąże  się  jego  wychowanie, 
zwłaszcza  przez  matkę  tak  młodą  jak  Missy.  Z  drugiej  strony,  macierzyństwo  na  zawsze 
zmieniłoby jej życie, skracając młodość i obarczając jedną z najtrudniejszych ról. 

Sytuacji, w jakiej znalazła się Missy, nie dało się rozwiązać ani szybko, ani bezboleśnie. 

Podobnie  jak  problemów  Richarda,  który  był  jej  ojcem.  Missy  czuła  się  winna,  Richard –
odpowiedzialny. A w sumie oboje byli wyjątkowo nieszczęśliwi i udręczeni. 

Nagle  Barbara  zdała  sobie  sprawę,  że  po  uszy  utkwiła  w  ich  problemach.  I  że  jedyną 

rzeczą, jakiej wszyscy troje mogą odtąd być pewni, to że w ich życiu zaszły nieodwracalne 
zmiany. 

background image

ROZDZIAŁ 8

Kiedy zadzwonił telefon, Barbara właśnie wychodziła spod prysznica. 
– Halo! – rzuciła w słuchawkę. 
– Jeżeli  nie  pocałuję  cię  w  ciągu  najbliższej  godziny,  zwariuję – odezwał  się  znajomy 

głos. 

– Richard! – wykrzyknęła. Serce radośnie zabiło jej w piersi. 
– Mógłbym się urwać na chwilę, gdybym miał pewność, że pewna pani stęskniła się za 

moim towarzystwem. 

– Właśnie brałam prysznic. Mam się ubrać?
– Jeżeli chodzi o mnie – nie musisz. 
Mimo  wszystko  Barbara  się  ubrała.  Włożyła  czerwoną  nocną  koszulę,  obszytą  czarną 

koronką – luksusowy  zakup,  na  który  pozwoliła  sobie  kiedyś  w  przypływie  wisielczego 
humoru,  a  który  dotąd  spoczywał  nie  rozpakowany  na  dnie  szuflady,  czekając na  specjalną 
okazję. 

Taką jak dzisiejszy wieczór. 
I na właściwego mężczyznę. 
Jak Richard. 
Richard  przyjechał  w  niespełna  godzinę,  z  butelką  wina  i  bukietem  kwiatów,  ale  wino 

nawet nie zostało otwarte, a kwiaty włożone do wazonu. 

Wcale  nie  miał  zamiaru  posiąść  Barbary  z  pośpiechem  i  gwałtownością  rycerza 

powracającego  z  krucjaty,  ale  nie  przewidział  paru  rzeczy.  Jej  stroju,  przezroczystego  jak 
purpurowa  mgiełka,  promiennego  uśmiechu  i  palącego  pocałunku,  którym  obdarzyła  go  na 
powitanie. Nie spodziewał się, że już w progu wyciągnie do niego ręce i zacznie go rozbierać. 

Po  raz  pierwszy  w  życiu  kobieta  rozbierała  go  w  taki  sposób.  Jakby  nie  mogła  się 

doczekać  chwili,  w  której  dotknie  jego  ciała.  Czuł  jej  gorący  oddech,  kiedy  całowała  jego 
ramiona  i  tors,  posuwając  się  coraz  niżej,  póki  nie  natrafiła  na  pasek  spodni,  z  którym 
poradziła sobie szybko, choć ze wzruszającą nieporadnością. Zsunęła mu z bioder spodnie i 
okryła jego uda drobnymi pocałunkami. Wreszcie uklękła i zdjęła mu buty. 

Kiedy znów dotknęła ustami jego uda, oblał go żar. Ukląkł i spojrzał Barbarze w oczy, a 

potem  sięgnął  po  butelkę  i  bukiet.  Ukryła  twarz  w  kwiatach  i  powąchała  rozkwitłą  różę. 
Nagle wydało mu się, że jest jakimś staroświeckim zalotnikiem, a Barbara jego damą. 

Wciąż  patrząc  Barbarze  w  oczy,  zamknął  jej  uśmiechnięte  usta  głębokim,  zaborczym 

pocałunkiem. Zarzuciła mu ręce na szyję i pociągnęła go na podłogę. Zapomnieli o bukiecie i 
winie. 

Dzieliła  ich  już  tylko  koszula,  wykwintna  i  podniecająca  jak  kobieta,  której  ukryta  siła 

przeczy jej bezbronnemu wyglądowi. Przezroczysty materiał zdawał się żyć własnym życiem, 
broniąc dostępu do nagiego ciała Barbary. 

Wreszcie Richard zrezygnował z daremnych wysiłków i z ciężkim westchnieniem usiadł. 
– O co chodzi? – spytała Barbara, z trudem łapiąc oddech. 

background image

– Ta  przeklęta  koszula!  Skoro  i  tak  musimy  przerwać  na  chwilę,  żeby  się  jej  pozbyć, 

poszukajmy jakiegoś wygodniejszego miejsca. 

– To dobry pomysł – przyznała i uśmiechnęła się zalotnie. – Może byś wreszcie przestał 

narzekać i zaczął się ze mną kochać... Ricky!

Nim  skończyła  wymawiać  to  znienawidzone  przez  niego  zdrobnienie,  już  jej  nie  było. 

Dogonił ją w sypialni. 

– Nawet  mojej  matce  nie  było  wolno  tak  mnie  nazywać – powiedział  ze  złością,  bo  w 

slipach  i  skarpetach  wydał  się  sobie  bardzo  śmieszny,  a  Barbara  w  eleganckiej  koszuli 
wyglądała jak królowa. 

– No to mi wytłumacz, dlaczego nie powinnam tak do ciebie mówić?
Z determinacją zdjął majtki i skarpety i wszedł do łóżka. 
– Powód pierwszy – powiedział. Barbara zmrużyła oczy i wyciągnęła rękę. 
– Rzeczywiście,  imponujący – przyznała  z  podziwem.  Richard  położył  się  na  wznak  i 

patrzył,  jak  Barbara  go  dotyka.  Nagle  wydało  mu  się,  że  jest  zarazem  świadkiem  i 
uczestnikiem tej sceny. Widział jak gdyby z oddali, że Barbara otwiera szkatułkę i wyjmuje z 
niej  małą  paczuszkę,  a  jednocześnie  czuł jej  zręczne  palce,  które  pieściły  go  i  podniecały, 
kiedy go zabezpieczała. 

Zarumieniona,  oddychała  coraz  szybciej,  aż  wreszcie  uklękła  nad  nim  i  przyjęła  go  w

siebie. 

Wsunął  ręce  pod  delikatny  materiał  i  wreszcie  dotknął  jej  ciała.  Na  nowo  odkrywał 

krągłość bioder i ciężar pełnych piersi, kiedy się nad nim pochylała. 

Kochali  się  coraz  szybciej  i  coraz  bardziej  zapamiętale,  aż  w  końcu  Barbara  zadrżała  i 

wykrzyknęła jego imię. Wtedy on osiągnął szczyt, szczęśliwy, że go wyprzedziła. 

Potem, kiedy już uspokojeni leżeli obok siebie, Richard szepnął:
– Cudownie pachniesz. 
– Bo  mnie  wyciągnąłeś  prosto  spod  prysznica.  Zapadło  milczenie.  Po  chwili  znów  się 

odezwał:

– Barbaro... 
– Hm? – mruknęła. – Co znowu?
– Chciałem cię o coś zapytać. 
– Mam nadzieję, że o nic poważnego. 
– Jestem po prostu ciekawy. 
– No to strzelaj. 
– Za każdym razem, kiedy się kochaliśmy, pilnowałaś, żebym się zabezpieczył, a przecież

nie masz dzieci. Myślałem, że... 

Barbara westchnęła. 
– Myślałeś, że jestem bezpłodna? Richard skinął głową. 
– Mówiłaś przecież... 
– Nie mówiłam, że to ja, tylko że Dennis i ja nie mogliśmy mieć dzieci. 
– Więc to wina Dennisa?
– Nie. Badania wykazały, że z nim też wszystko było w porządku. Lekarze uznali, że to 

background image

jakaś poza fizyczna przyczyna. 

– I nie potrafili nic na to poradzić?
– Nic,  na  co  Dennis  gotów  był  się  zgodzić.  On  uważał,  że  te  wszystkie  badania  są 

żenujące i upokarzające, a wszelkie dalsze propozycje nie do przyjęcia. 

Nagle posmutniała. Richard poczuł, że serce mu się ściska. Delikatnie dotknął jej ust. 
– Nie chciałem przywoływać złych wspomnień. 
– Nie są złe, raczej smutne. Sprawa byłaby prosta, gdybym to ja okazała się bezpłodna. 

Przynajmniej mógłby mnie wprost o to obwiniać. 

– Ciebie?
– Dennis  był  metodycznym,  schludnym  facetem.  Każda  rzecz  musiała  mieć  swoje 

miejsce i czas. A kiedy stało się inaczej, a jemu nie udało się znaleźć winnego, szalał, bo to 
obrażało jego poczucie porządku. Gdy uznał, że pora na dziecko, a ja wciąż nie zachodziłam 
w  ciążę,  to  ja  musiałam  poddawać  się  tym  wszystkim  badaniom.  A  kiedy  lekarze 
zasugerowali, żeby i on... – Ze smutkiem potrząsnęła głową. – Myślę, że nasze małżeństwo 
skończyło  się  w  dniu,  kiedy  Dennis  dostał  szału,  bo  musiał  oddać  nasienie  do  badania.  Ja 
byłam oglądana, kłuta i prześwietlana na wszystkie możliwe sposoby, a on się obraził, bo w 
męskiej toalecie leżały pisma pornograficzne. Wkrótce potem wszczęliśmy kroki rozwodowe. 

Richard przysunął się do Barbary i ujął jej twarz w dłonie. 
– Trzeba  było  cię  odszukać  dawno  temu.  Próbowałem  postępować  fair  z  Christine,  ale 

kiedy  stało  się  jasne,  że  naszego  małżeństwa  nie  da  się  uratować,  powinienem  przewrócić 
niebo i ziemię, żeby cię odnaleźć. 

Jego  spojrzenie  było  tak  wymowne,  że  aż  się  przeraziła.  Nie  mogła  uwierzyć  w  to,  co 

sugerował. 

– Richardzie,  co  ty  mówisz? – powiedziała  z  wyrzutem.  – Przecież  byłam  mężatką. 

Przysięgałam, że  zrobię wszystko, aby moje małżeństwo  było udane. Nie  mogłabym odejść 
tylko dlatego, że ktoś złożył mi lepszą propozycję. 

– Oczywiście, że nie. – Richard westchnął z rezygnacją i przymknął na chwilę powieki, 

jakby  chciał  schować  w  sobie  swój  ból,  a  potem  znów  spojrzał  na  Barbarę.  – Sam  już  nie 
wiem, co o tym wszystkim myśleć. Wiem tylko jedno, że twoje miejsce jest przy mnie, tak 
jak teraz. Nawet gdyby nasza rozłąka trwała sto lat, a nie siedemnaście, wchodząc do twojego 
gabinetu, poczułbym to samo. I nieważne, jak źle pokierowałem moim życiem ani jak bardzo 
gubię się w tym wszystkim, co mnie otacza, bo wiem na pewno, że to... to... 

Pocałował ją gwałtownie i zachłannie, do utraty tchu. 
– My – mówił dalej urywanym głosem – ty, ja, tutaj... razem... jak w tej chwili... tylko to 

jest ważne, tylko to się liczy. 

– Nie  będę  się  z  tobą  spierać – powiedziała  Barbara,  zanurzając  palce  w  jego włosy.  –

Musiałabym kłamać. 

Przyciągnęła do  siebie  jego  głowę.  Ich  pocałunek  był pełen  żaru  i  desperacji,  podobnie 

jak to, co potem nastąpiło. 

– Nic ci nie jest? Nie sprawiłem ci bólu? – spytał Richard, kiedy był już w stanie wydać z 

siebie głos. 

background image

– Bólu?  Mnie? – zdziwiła  się  Barbara.  Czuła  się  tak  lekko  i  radośnie.  Jej  elegancka 

koszula  leżała  zmięta  w  rogu  pokoju,  a  pościel  na  łóżku  wyglądała,  jakby  nad  sypialnią
przeszedł huragan. 

– Nie  wiesz – spytała – że  niektóre  kobiety  przez  całe  życie  czekają  na  takie  chwile? 

Miałam wrażenie, że stałam się częścią ciebie. 

– Widocznie tak bywa, kiedy jest się z właściwą osobą – stwierdził Richard. 
Barbara uśmiechnęła się leniwie. 
– Tym bardziej mi żal tych siedemnastu straconych lat. 
– Co  się stało, to już się nie odstanie. Cieszmy się  teraz i  nie traćmy  energii na próżne 

żale. Wszystko ma swój czas. 

– Ale  jak  tylko  cię  dotykam,  przychodzą  mi  na  myśl  te  wszystkie  lata,  kiedy  tego  nie 

robiłem, choć mogłem. 

– Jeżeli  mówimy  tylko  o  seksie,  to  spotkaliśmy  się  w  najkorzystniejszym  dla  mnie 

momencie. 

Richard spojrzał na nią pytającym wzrokiem. 
– Naprawdę.  Gdybyśmy  zaczęli  współżyć  ze  sobą,  kiedy  miałeś  dziewiętnaście  lat,  nie 

znalazłbyś we mnie partnerki. Dopiero teraz przyszedł mój czas. 

– Z tobą czuję się, jakbym znowu miał dziewiętnaście lat, ale niestety moje ciało zbliża 

się do czterdziestki. 

Barbara roześmiała się. 
– To nie ma najmniejszego znaczenia. Jestem absolutnie zaspokojona. 
Richard wziął ją w objęcia i wycisnął na jej policzku głośny pocałunek. 
– Muszę przyznać, że mi ulżyło – powiedział. 
– Chyba wezmę prysznic. – Barbara uniosła się i wsparła na łokciu. 
– Zdawało mi się, że dopiero co wyszłaś spod prysznica. 
– Przez ciebie muszę się umyć jeszcze raz. 
– Mogę ci umyć plecy – zaproponował Richard – pod warunkiem, że nie będziesz chciała 

wykorzystać sytuacji. 

– Moje ciało też ma już trzydzieści parę lat – uspokoiła go z uśmiechem. 
– Jeżeli tak... 
Nie zdążyli jeszcze wyjść z łóżka, kiedy zadzwonił telefon. 
– Kto to może być? Już po jedenastej – zaniepokoiła się Barbara. 
– To  pewnie  Missy – powiedział  Richard  z  zażenowaniem.  – Przyjechałem  do  ciebie 

prosto z biura, a twój numer nagrałem na automatyczną sekretarkę. 

– Wobec tego odbierz – zaproponowała Barbara. – Missy mogłaby rozpoznać mój głos. 
Richard skinął głową. 
– Przepraszam cię. Nie pomyślałem, że może to być dla ciebie krępujące. 
Telefon zadzwonił po raz drugi. 
– Na Boga, odbierz! – ponagliła go Barbara. – Jeżeli to do mnie, powiedz, że to pomyłka. 

Najwyżej ten ktoś zatelefonuje jeszcze raz. 

Richard podniósł słuchawkę. 

background image

– Richard Benson – powiedział. – Cześć, kochanie. Znalazłaś tę książkę w bibliotece? –

Przez chwilę słuchał. – Dobrze się czujesz? To świetnie. W porządku. Niedługo wracam. Za 
jakąś godzinę. Zamknij dokładnie drzwi. Dziękuję, że zadzwoniłaś. Dobranoc. 

Odłożył słuchawkę i spojrzał na Barbarę. 
– Odkąd matka wyjechała, próbujemy przyzwyczaić się do niezależności. Jeżeli  nie ma 

mnie w domu wieczorem, dzwonię do Missy albo ona do mnie. Missy miała dziś zebranie w 
bibliotece. Przygotowują jakiś referat. 

– Nie musisz się tłumaczyć ze swoich ojcowskich obowiązków. Chciałabym, żeby więcej 

moich uczniów miało rodziców podobnych do ciebie. Zdziwiłbyś się, gdybym ci powiedziała, 
jak wielu rodziców nie ma pojęcia, gdzie ich dzieci spędzają czas. 

– Przepraszam – uśmiechnął się Richard – ale kiedy tak stoisz przede mną naga jak cię 

Pan Bóg stworzył, zapominam o tym, że jesteś psychologiem. 

– A  ja  zapominam  o  tym,  że  jesteś  troskliwym  ojcem,  skoro  musisz  mnie  odwiedzać 

ukradkiem i robić te kombinacje z telefonami. 

– Jeżeli sobie tego nie życzysz – więcej tak nie postąpię. Powinienem to najpierw z tobą 

uzgodnić. 

– Nie  chodzi  mi  o  telefon.  Missy  musi  mieć  możliwość  w  każdej  chwili  się  z  tobą 

skontaktować. Po prostu mam wrażenie, że się spotykam z żonatym mężczyzną. 

– To nie będzie trwać wiecznie. Barbara uśmiechnęła się ironicznie. 
– Wszyscy żonaci mężczyźni powtarzają to swoim kochankom. 
– Tak jest – mruknął Richard. – Zwłaszcza przed umyciem pleców. 
– Teraz twoja kolej – powiedziała Barbara, kiedy już umył jej plecy i parę innych, równie 

ważnych miejsc. – Podaj mi mydło. 

– Dlaczego mydło? Wolę ten śliski żel. 
– Nie możesz wracać do domu, pachnąc fiołkami. 
– Już  i  tak  za  późno – mruknął,  przytulając  Barbarę.  Obróciła  się  w  jego  ramionach  i 

spojrzała mu w oczy. 

– No to trzeba będzie z ciebie zmyć ten damski zapach. Zmoczyła mydło i zaczęła nim 

wodzić po torsie Richarda. 

– Widzisz? Mydło wcale nie jest takie złe. 
– Od  dziś  zmieniam  zdanie  na  temat  mydła.  – Zamknął  oczy,  kiedy  zaczęła  mu  myć 

plecy. 

Potem wytarli się nawzajem  do sucha. Richard pozbierał swoje rzeczy porozrzucane po 

całym  mieszkaniu,  a  kiedy  się  ubrał,  zastał  Barbarę  w  salonie.  Leżała  na  sofie,  otulona 
grubym szlafrokiem. Na stoliku płonęły świece. 

Zatrzymał się i z zachwytem spojrzał na ukochaną. 
– Wyglądasz  dokładnie  tak  jak  siedemnaście  lat  temu.  Wyprostowała  się  i  poklepała 

poduszkę obok siebie. 

– Usiądź przy mnie. 
– Uważaj,  żeby  ci  nie  było  zbyt  wygodnie – ostrzegł  ją,  kiedy  przytuliła  się  do  jego 

ramienia. 

background image

– Za późno – mruknęła, kładąc mu głowę na piersi – już mi jest nadzwyczaj wygodnie. 
– Naprawdę nie mogę zostać. 
– Wiem, ale przez chwilę możemy poudawać. 
– Jak kiedyś?
– Uhm. 
– Kto  by  pomyślał,  że  znowu  będę  cię  całował  na  dobranoc,  a  potem  wymykał  się  do 

domu?

– To nie będzie trwać wiecznie. 
– O tym też już rozmawialiśmy – ponuro stwierdził Richard. 
Barbara głęboko westchnęła. 
– Nie mieliśmy w ogóle okazji porozmawiać. 
– Wolę to, co robiliśmy, od rozmowy. 
– Ale musimy pomówić o Missy. 
– Słyszałem, że wybieracie się na zakupy. 
– Ona  chce  cię  spytać  o  pozwolenie.  Nie  masz  nic  przeciwko  temu,  prawda?  Missy 

potrzebuje kilku damskich drobiazgów i parę ciążowych sukienek. 

– Dałem  już  jej  swoją  kartę  kredytową.  Będę  ci  dozgonnie  wdzięczny,  jeżeli  to  z  nią 

załatwisz.  Do  tej  pory  moja  matka  zawsze  zajmowała  się  zakupami.  Ze  mnie  Missy  nie 
miałaby żadnego pożytku. 

– Zabiorę  ją  do  któregoś  z  większych  magazynów  w  mieście.  Tutaj  mogłaby  się  czuć 

zażenowana, gdyby ktoś z klasy spotkał ją w takim sklepie, do tego w moim towarzystwie. 

– Cieszę się, że nawiązałyście kontakt. Nie wiem, jak to określić, ale ostatnio Missy jakby 

się uspokoiła. Jest znacznie bardziej... skupiona. 

– Missy rozpaczliwie potrzebuje kogoś zaufanego – stwierdziła Barbara. – Mam na myśli 

kobietę.  I  cieszę  się,  że  to  mnie  obdarzyła  zaufaniem.  Ale,  szczerze  mówiąc,  wciąż  mam 
mieszane uczucia, Richardzie. Nie powinnam się zbyt głęboko angażować. Dla dobra Missy, 
oczywiście, nie dla własnego spokoju ducha. 

– Ona  cię  lubi,  a  to  najważniejsze.  Gdybyśmy  przekazali  ją  w  ręce  kogoś  obcego,  na 

pewno zamknęłaby się w sobie. 

– Znasz ją lepiej niż ja. Mam nadzieję, że instynkt cię nie zawiódł. – Zamyśliła się i po 

chwili dodała: – Wiedziałeś, że rozważała oddanie dziecka do adopcji?

– To wypłynęło przy okazji podpisywania papierów przez Josha. 
– A co ty o tym sądzisz?
– Czysto  profesjonalne  pytanie – mruknął  Richard.  Barbara  wyczuła  napięcie  w  jego 

głosie. 

– Skrzywienie  zawodowe – odrzekła  z  przepraszającym  uśmiechem.  – Nie  musisz  mi 

odpowiadać. 

– Przepraszam  cię,  Barbaro – westchnął  Richard.  – Wiem,  że  przyświecają  ci  jak 

najlepsze intencje. Tylko że... nie mam pojęcia, co powiedzieć. Co, u diabła, o tym wszystkim 
sądzić?  Jeszcze  nie  do  końca  oswoiłem  się  z  myślą,  że  Missy  jest  w  ciąży,  a  co  dopiero 
mówić o dziecku. Kiedy sobie uprzytomnię, jak będzie uwiązana, wydaje mi się to trochę... 

background image

nie fair. W końcu ona sama jest jeszcze dzieckiem. 

– Ona już nie jest dzieckiem, Richardzie. 
– To prawda. – W głosie Richarda zabrzmiały gorycz i przygnębienie. – Dla mnie zawsze 

pozostanie moją małą córeczką, którą nosiłem na rękach. – Spojrzał Barbarze w oczy. – Była 
taka drobna. Jak lalka. 

Barbara ujęła go za ręce i wtuliła twarz w jego dłonie. 
– Dobrze znaleźć się w takich rękach. 
Richard odpowiedział jej smutnym uśmiechem. Czuł, jak bardzo chciała go pocieszyć. 
– Tak się wtedy bałem, że upuszczę to maleńkie zawiniątko. Teraz też się o nią boję. 
– Missy musi sama podjąć tę trudną decyzję. 
– Trudną? – powtórzył Richard. – Raczej niemożliwą. Znam moją córkę. Kiedy już coś 

robi, to całym sercem. Nie przychodzi mi łatwo wyobrazić ją sobie jako matkę wychowującą 
dziecko, ale już na pewno nie widzę jej w roli matki oddającej swoje własne dziecko obcej 
osobie. Bez względu na to, jaką Missy podejmie  decyzję, coś w niej zostanie bezpowrotnie 
zniszczone. 

Potrząsnął głową i roześmiał się z goryczą. 
– Ta dziewczyna miała tylko jednego chłopaka – a już jej życie zostało przewrócone do 

góry nogami. Znowu ta sama historia. 

– Przestań wreszcie porównywać swoje przeżycia z sytuacją, w jakiej znalazła się Missy. 

To nie to samo. 

– Nie – przyznał. – Chyba rzeczywiście nie. Oboje przespaliśmy się z niewłaściwą osobą, 

z niewłaściwych powodów. Ja zrobiłem to dlatego, że byłem młody i nie potrafiłem okiełznać 
swoich hormonów. A Missy... – zająknął się z przejęcia – dlatego, że dałem jej zły przykład w 
nieodpowiednim momencie. 

– Czy  naprawdę  uważasz,  że  nie  poszłaby  do  łóżka  ze  swoim  chłopakiem,  gdyby  cię 

wtedy nie zaskoczyła w dość kłopotliwej sytuacji?

– Tak. Jestem tego pewny. 
– Nie  przyszło  ci  nigdy  do  głowy,  że  tu  zadziałała  zewnętrzna  presja?  W  końcu  mass 

media  nieustannie  trąbią  o  seksie.  A  dziewczęta  w  jej  wieku  bardzo  mocno  wszystko 
przeżywają. Pewnie była przekonana, że kocha tego chłopaka. 

– Tego smarkacza bez charakteru?
– Teraz mówisz jak prawdziwy ojciec – powiedziała Barbara. 
Richard z oburzeniem potrząsnął głową. 
– To gnojek. Nie zastanawiał się nad tym, co robi, kiedy ciągnął porządną dziewczynę do 

łóżka. Za to jak wpadł, umył od wszystkiego ręce. 

– Ile on ma lat?
– Szesnaście. 
– To jeszcze dzieciak. Myślę, że jest po prostu śmiertelnie przerażony. 
– Tak samo jak Missy. 
Na to już Barbara nie znalazła odpowiedzi. W ciszy, która zapadła, znów przypomniała 

sobie o fizycznej bliskości Richarda. Oparła mu głowę na piersi i wsłuchała się w rytm jego 

background image

serca. 

– Nie ułatwiasz mi wyjścia – westchnął. 
– Jest tyle rzeczy, które chciałabym ci ułatwić. Niestety, zostawianie mnie samej do nich 

nie należy. 

– To  nie  będzie  trwać  wiecznie – zapewnił  ją  i  tym  razem  przypieczętował  obietnicę 

pocałunkiem. 

background image

ROZDZIAŁ 9

Na obu pasmach jezdni wolno sunęły cztery rzędy samochodów. Światła zmieniły się już 

dwa razy, a Barbara i Missy wciąż czekały na wolny skręt w lewo. 

– Czy zawsze w śródmieściu jest taki ruch? – spytała Missy. 
– W wolne dni i weekendy jeszcze gorszy – odparła Barbara – ale warto się tu wybrać. 
– Starsza siostra Heather kupiła sobie sukienkę na bal maturalny – powiedziała Missy. –

Mówi, że to najlepsze miejsce na zakupy. 

– Ja  uwielbiam  butiki.  Pokażę  ci  mój  ulubiony  sklep  papierniczy.  Jest  doskonale 

zaopatrzony  w  bardzo  ładne  zeszyty  i  nalepki.  Nigdy  tu  nie  byłam  przed  dniem  świętego 
Walentego, ale wyobrażam sobie, że muszą mieć mnóstwo śmiesznych kartek. 

Kiedy wysiadły z samochodu, Barbara spytała:
– Chcesz najpierw coś zjeść czy zaczniemy od zakupów?
– Nie jestem jeszcze głodna – odparła Missy. 
– Wobec tego musimy sprawdzić, gdzie są sklepy dla przyszłych matek. – Rozłożyły plan 

centrum handlowego. Barbara przeczytała: – „Dla Przyszłej Mamy”. Drugie piętro. 

Towary w witrynach były naprawdę w dobrym guście. Sprzedawczyni, sympatyczna pani 

po pięćdziesiątce, przedstawiła się jako Connie i zaproponowała pomoc. 

– Szukamy ciążowych biustonoszy – wyjaśniła Barbara. 
– Mamy  trzy  fasony – powiedziała  Connie.  – Z  przyjemnością  je  paniom  pokażę.  –

Otworzyła gablotę i wyjęła biały bawełniany stanik. – Nasze klientki, które planują karmienie 
piersią, najczęściej wybierają ten fason, odpowiedni i na ciążę, i później, podczas karmienia. 

Missy w milczeniu patrzyła na prosty biustonosz. 
– Jest niezbyt... ładny – stwierdziła Barbara, jakby czytając w jej myślach. 
Connie roześmiała się. 
– Rzeczywiście,  nie  jest  piękny,  ale  bardzo  praktyczny.  Wyjęła  kolejny  stanik, 

przyozdobiony wąziutką koronką. 

– Ten jest ładniejszy, ale droższy. 
– A  ten? – spytała  Barbara,  wskazując  na  trzeci,  beżowy,  z  delikatnymi  aplikacjami  i 

koronkową wstawką. 

– Śliczny, prawda? Ale nie nadaje się do karmienia, co oznacza podwójny wydatek, jeżeli 

ma pani zamiar karmić piersią. – Pytająco spojrzała na Barbarę. – Będzie pani sama karmić
czy nie jest pani jeszcze zdecydowana?

Barbara zarumieniła się. Oczywiście sprzedawczyni sądziła, że to ona jest w ciąży, a nie 

Missy. Położyła dłoń na ramieniu dziewczyny i powiedziała:

– Pyta pani niewłaściwą osobę. 
Connie nie okazała zdziwienia. Spojrzała na Missy i uśmiechnęła się. 
– Albo to ja się starzeję, albo mamy coraz młodsze matki. Zacznijmy od tego, że zmierzę 

cię i zobaczymy, jakiego potrzebujesz rozmiaru. Potem wybierzesz sobie fason. Rozejrzyj się 
też po sklepie, zanim pójdziesz do przymierzalni. Przyjdę do ciebie za chwilę. 

background image

Missy  wybrała  parę  dżinsów  i  wełnianą  tunikę,  a  potem  weszły  z  Barbarą  do  kabiny. 

Missy zmierzyła spodnie. 

– Znakomite! – stwierdziła  Barbara.  – Są  tylko  trochę  za  długie,  ale  można  podwinąć 

nogawki. 

– Mogę wejść? – usłyszały głos Connie. 
Missy skinęła głową i Barbara odsunęła zasłonę. Weszła Connie z centymetrem w ręku. 
– Bardzo  dobrze  leżą – orzekła,  przyjrzawszy  się  Missy.  Dziewczyna  stanęła  tyłem  do 

lustra i zerknęła przez ramię. 

– Chyba mi pupa urosła – zauważyła z niepokojem. 
– Twoje ciało przygotowuje się do porodu – wyjaśniła Connie. – Hormony sprawiają, że 

rozsuwają ci się kości biodrowe. To samo dzieje się z twoimi stopami. Robią się szersze, żeby 
móc udźwignąć dodatkowy ciężar. Czy natura nie jest mądra?

Mądra?  O,  tak,  bardzo  mądra!  Barbara  z  goryczą  pomyślała  o  tych  wszystkich  latach, 

kiedy na próżno starała się zajść w ciążę. 

A  przecież  była  gotowa  z  radością  przyjąć  wszystkie  niedogodności  związane  z 

poważnym stanem – poranne mdłości, ruchy dziecka pod  sercem, ból  i  tajemnicę  narodzin, 
piersi wypełnione pokarmem... 

Jeden  rzut  oka  na  spłoszoną  twarz  Missy,  kiedy  sprzedawczyni  rozprawiała  o  cudzie 

natury,  wystarczył,  by  Barbara  zeszła  z  obłoków  na  ziemię.  Miała  przed  sobą  zrozpaczoną 
nastolatkę,  uwikłaną  w  nie  chcianą  ciążę  i  przerażoną  koniecznością  podjęcia  salomonowej 
decyzji. 

Patrząc  na  Missy,  nie  mogła  jednocześnie  nie  pomyśleć  o  Richardzie.  W  spojrzeniu 

dziewczyny widniała  rozpacz, podobnie jak  w oczach  jej ojca.  Richard...  Nagle zdała sobie 
sprawę, że kocha  go z żarliwością siedemnastolatki, a zarazem mądrością kobiety dojrzałej, 
boleśnie doświadczonej przez życie. A skoro tak bardzo go kocha, czy może nie kochać jego 
córki? Przecież to jego krew. 

Connie mierzyła obwód klatki piersiowej Missy, tuż pod piersiami. 
– Zawsze namawiam panie, by wziąć miarę – mówiła. – Klientki przychodzą i podają mi 

rozmiar stanika, nie zdając sobie sprawy z tego, że ich biust bardzo się powiększa podczas... 
Czy ukłułam cię może, kochanie?

– Nie – bąknęła  Missy  trochę  nieprzytomnie.  Miała  dziwny  wyraz  twarzy.  Barbara 

przysunęła się bliżej, na wypadek gdyby Missy nagle zrobiło się słabo. 

– Poczułam coś dziwnego – powiedziała dziewczyna i położyła rękę na brzuchu. – O, tu. 
– Ból? – W  oczach  Connie  błysnął  niepokój,  ale  nadal  uprzejmie  się  uśmiechała.  – A 

może skurcz?

– Nie – odparła Missy. – Coś jakby się we mnie poruszyło. 
– Dziecko? – szeptem spytała Barbara. 
– Nie wiem. Może. 
– Który to  miesiąc? – spytała Connie, a kiedy dziewczyna milczała, dorzuciła: – Kiedy 

będziesz rodzić?

– W czerwcu – równocześnie odpowiedziały Missy i Barbara. 

background image

Connie policzyła na palcach. 
– To znaczy, że jesteś już w piątym miesiącu. Więc to pewnie dziecko. Nigdy przedtem 

czegoś takiego nie odczułaś?

– Nie. Och! – Ręka dziewczyny znów dotknęła brzucha. 
– Boli? – zaniepokoiła się Barbara. 
Dziewczyna potrząsnęła głową i szeroko otworzyła oczy. 
– To muszą być ruchy dziecka – powiedziała. 
– Myślisz,  że  ja  też  je  wyczuję? – spytała  Barbara.  Missy  położyła  dłoń  Barbary  na 

swoim brzuchu. 

– Teraz? – spytała Barbara, podniecona.  Missy radośnie  skinęła głową.  Nagle spojrzały 

sobie w oczy i wybuchnęły śmiechem. 

Connie zwinęła taśmę i dyskretnie wycofała się z przymierzalni. 
– Gdyby  mnie  panie  potrzebowały,  proszę  wołać.  Kiedy  zniknęła  za  kotarą,  Barbara 

powiedziała:

– Musimy to jakoś uczcić. 
Missy skinęła głową i zarzuciła Barbarze ręce na szyję. 
– Tak się cieszę, że razem wybrałyśmy się na zakupy. 
– Ja też – przyznała Barbara, mając świadomość, że tak naprawdę Missy wcale nie chodzi 

o zakupy. Czule poklepała dziewczynę po plecach. – Bardzo się cieszę. 

Potem Missy cofnęła się i spojrzała w lustro. 
– No więc – spytała Barbara – chcesz te dżinsy? Są wygodne? Nie piją w pasie?
W  końcu  Missy  postanowiła  kupić  i  dżinsy,  i  tunikę,  która  wyglądała  zupełnie  jak 

obszerna  młodzieżowa  koszula  i  w  niczym  nie  przypominała  bezkształtnych  ciążowych 
strojów. 

Zadowolona,  że  znalazły  coś  odpowiedniego,  Missy  przebierała  się  we  własne  ubranie. 

Czekając,  aż  dziewczyna  skończy,  Barbara  przechadzała  się  po  sklepie.  Nagle  spostrzegła 
półkę  z  książkami.  Jej  uwagę  przykuł  tytuł:  „Pięćdziesiąt  dwa  tygodnie – krok  po  kroku”. 
Zaczęła przeglądać książkę. Zafascynowały ją zdjęcia. 

– Masz to? – spytała, kiedy Missy wyłoniła się z przymierzalni. 
Dziewczyna przecząco potrząsnęła głową. 
– Chcę ci ją ofiarować. Nie masz nic przeciwko temu?
– Nie. 
– To  świetnie.  – Barbara  położyła  książkę  na  ladzie.  Tymczasem  Connie  zdążyła  już 

zapakować wybrane stroje. 

– Zdecydowałaś się na jakiś biustonosz? – zwróciła się do Missy. 
Dziewczyna przygryzła wargę i bezradnie spojrzała na Barbarę, która się uśmiechnęła. 
– Weźmiemy ten najładniejszy – zdecydowała. Missy odetchnęła z ulgą. 
– Jaki kolor? – spytała Connie. 
– A jakie są? – jednogłośnie spytały Barbara i Missy. 
– Beżowe, niebieskie, różowe i czarne. 
– Czy  może  nam  pani  pokazać? – spytała  Barbara.  Missy  wbiła  wzrok  w  kolorową 

background image

bieliznę.  Przypominała  dziecko  w  sklepie  z  zabawkami.  Z  wahaniem  dotknęła  błękitnego 
ramiączka, jakby bała się sparzyć.

Po chwili, kiedy Missy wciąż nie była w stanie podjąć decyzji, Barbara zasugerowała:
– Będziesz  potrzebowała  kilku  staników.  Weź  dwa beżowe  i  po  jednym  w  pozostałych 

kolorach. 

– Mogę?
Barbara natychmiast domyśliła się, o co chodzi. 
– Czy twój ojciec wyznaczył ci jakiś limit finansowy?
– Prosił, żebym nie szalała. 
– Do szaleństwa jeszcze daleko – roześmiała się Barbara. – Wybierz, co chcesz. 
Później  odwiedziły  jeszcze  kilka  sklepów  i  wstąpiły  na  lunch.  Po  lunchu,  w  drodze  na 

parking, miały zajrzeć do sklepu papierniczego. 

– Jeszcze jeden zakup, a te wszystkie torby nie zmieściłyby się w bagażniku – stwierdziła 

Missy, kiedy usiadły przy stoliku i zamówiły dania. 

– Udało nam się znaleźć bardzo ładne rzeczy! – cieszyła się Barbara. – Szyją teraz takie 

modne  stroje  na  ciążę,  że  trudno  je  odróżnić  od  zwykłych  ubrań.  – Spojrzała  na  swoją 
towarzyszkę i nagle się zaniepokoiła. – Ejże! Co to za ponura mina? Nie jesteś zadowolona z 
naszych zakupów?

– Mama  Heather  zapowiedziała,  że  jak  moja  ciąża  zacznie  być  widoczna,  będę  mogła 

odwiedzać  Heather  w  domu,  ale  nie  wolno  jej  się  ze  mną  pokazywać  w  miejscach 
publicznych. 

– Czy długo się przyjaźnicie? – spytała Barbara, starając się zachować spokój. 
Missy skinęła głową. 
– Wobec tego musi ci być bardzo przykro, że jej matka tak się zachowała. 
Missy zmarszczyła brwi, a potem nagle wybuchnęła:
– To nie fair!
– Masz rację. Jestem pewna, że nie chciała cię urazić. 
Po prostu boi się, jak wszyscy rodzice. I pewnie stara się chronić Heather. 
– Ona zachowuje się tak, jakby Heather była święta, a ja nie wiadomo kim. – W głosie 

Missy zabrzmiała gorycz. 

– Matka Heather dobrze wie, że nie jesteś taka. Dlatego tak bardzo się boi. Bo jeżeli coś 

takiego spotkało ciebie, równie dobrze może przydarzyć się i Heather. 

Missy milczała. Kiedy kelner przyniósł talerze, Barbara zaczekała, aż odejdzie, a potem z 

westchnieniem  zabrała  się  do  jedzenia.  Gdyby  miała  teraz  matkę  Heather  w  zasięgu  ręki, 
chętnie  nadziałaby  ją  na  widelec.  Jednak  jako  osoba  mądra  postanowiła  nie  okazywać 
wzburzenia. 

– Mają  tu  pyszne  sałatki – powiedziała  spokojnie.  Przygnębienie  w  niczym  nie 

umniejszyło apetytu Missy. 

Barbara  z  niemal  macierzyńską  satysfakcją  patrzyła,  jak  dziewczyna  je,  i  na  deser 

zaproponowała jej olbrzymią porcję lodów. Sama zadowoliła się filiżanką kawy. Nagle omal 
się nie zakrztusiła, bo Missy ponurym tonem wyznała:

background image

– Nigdy  nie  miałam  kolorowego  stanika.  Nosiłam  tylko  białe  i  beżowe.  Babcia  w 

ostateczności zgadzała się na beżowe. 

– Myślisz, że nie podobałyby jej się niebieskie i różowe?
– Ona uważa, że młodym panienkom nie wypada nosić kolorowej bielizny, bo jest zbyt 

wyzywająca. 

Barbara posmutniała, mimo to zdołała się uśmiechnąć. 
– Może twoja babcia nie zauważyła, że dorosłaś?
Już wkrótce się o tym przekona, pomyślała. Już wkrótce... 
– W jakim wieku jest twoja matka? – spytała Barbara. Był piątkowy wieczór. Spędzali go 

wspólnie  z  Richardem,  który  stawił  się  zaopatrzony  w  kasety  wideo  i  chińskie  przysmaki. 
Missy wybrała się z koleżankami do kina. 

Po kolacji obejrzeli może dziesięć minut filmu, a potem przenieśli się do sypialni. Teraz 

leżeli obok siebie, spokojni i nasyceni. 

– Właśnie skończyła siedemdziesiąt lat – odparł Richard. – Czemu pytasz?
– Wydawało mi się, że jest starsza od mojej matki, ale chciałam się upewnić. 
Richard wsparł się na łokciu i spojrzał Barbarze w oczy. 
– Dobrze to wymyśliłaś. 
– Nie rozumiem. 
– Nie pytasz bez powodu. Coś się za tym kryje. 
– Masz  rację.  Missy  powiedziała  coś,  z  czego  wywnioskowałam,  że  twoja  matka  jest 

bardziej konserwatywna  niż większość dzisiejszych babć. Zastanawiałam się, czy to sprawa 
wieku. 

– Nie  tylko.  Moja  matka  zawsze  była  trochę...  staroświecka.  Długo  nie  wychodziła  za 

mąż. Wiedziałaś o tym?

Barbara przecząco potrząsnęła głową. 
– Mieszkała  w  małym  miasteczku.  W  końcu  poznała  mojego  ojca.  Był  wdowcem 

starszym  od  niej  prawie  o  dwadzieścia  lat.  Zanim  ja  się  urodziłem,  matka  parokrotnie 
poroniła. Myślę, że moje narodziny musiały być dla niej wielkim szokiem. 

Richard z westchnieniem opadł na poduszki. 
– Kiedy  Missy  była  mała,  dało  się  jeszcze  jakoś  wytrzymać,  ale  gdy  zaczęła  dorastać, 

kłóciły się praktycznie o wszystko: o fryzury, kosmetyki, stroje. 

– A ty znalazłeś się między młotem i kowadłem?
– Tak. I zazwyczaj stawałem po stronie Missy. Kiedy Heather, jej najlepsza przyjaciółka, 

zrobiła  prawo  jazdy,  wyłoniły  się  nowe  problemy.  Matka  uważała,  że  młode  panny  nie 
powinny same wychodzić po zmierzchu. Panicznie się bała, że Missy mogła odziedziczyć złe 
skłonności po Christine. 

– Chyba nie powiedziała tego Missy? – spytała Barbara z przerażeniem. 
– Nie, skądże. Nigdy przy Missy nie rozmawialiśmy o Christine. I tak dziewczyna dość 

się wycierpiała z jej powodu. Dobrze wiedziała, jaką beznadziejną miała matkę. Nie musiała 
jeszcze wysłuchiwać, że Christine była też beznadziejną żoną.

Niestety, ona o tym wie, pomyślała Barbara. W przeciwnym razie nie dopytywałaby się 

background image

tak o matkę. Zmieszana, postanowiła zmienić temat. Odwróciła się na brzuch i wsparła głowę 
na łokciach tak, że ich oczy się spotkały. 

– Nasza wyprawa na zakupy była bardzo udana. Co sądzisz o nowych strojach Missy?
– W porządku. 
– Chyba  nie  wydałyśmy  za  dużo? – Barbara  wyczuła,  że  Richard  jest  z  czegoś 

niezadowolony. – Większość rzeczy kupiłyśmy na wyprzedażach. 

– Nie wydałyście za dużo. 
– No to o co ci chodzi?
– Nie rozumiem... 
– To proste pytanie. Zaciskasz zęby tak, że ledwie domyślam się, co mówisz. Co cię tak 

zdenerwowało?

– Naprawdę uważasz, że ta książka to był dobry pomysł?
– Jaka książka? – Dopiero po chwili Barbara uświadomiła sobie, o czym mówi. – Ach ta, 

o ciąży. 

– Właśnie ta. Sądzisz, że to dobry pomysł?
– Oczywiście. Gdybym myślała inaczej, nie kupiłabym jej Missy. 
– Nie wydaje ci się, że w tej sytuacji to dość okrutny prezent?
– Okrutny? Dlaczego dziewczyna nie ma wiedzieć, co się z nią dzieje?
– Może lepiej, żeby tego nie wiedziała. 
– Lepiej? Ona ma do tego prawo!
– A  jeżeli  postanowi  oddać  dziecko  do  adopcji? – upierał  się  Richard.  – Im  bardziej 

przywiąże się do niego, tym trudniej będzie jej to zrobić. 

Barbara z oburzeniem wyprostowała się i spojrzała na niego płonącym wzrokiem. 
– Ona już jest z nim związana, Richardzie. To niezaprzeczalny fakt! Mają wspólną krew, 

oddychają tym samym powietrzem. Może tego nie rozumiesz, ale... 

Richard rozsiadł się wygodnie i splótł ręce na piersi. 
– Nie  próbuj  robić  z  tego  męsko-damskiej  afery.  Chcę  tylko  powiedzieć,  że  im  mniej 

Missy będzie skoncentrowana na dziecku, tym będzie jej łatwiej, jeżeli postanowi je oddać. 

– To nie takie proste! Kobieta w ciąży może nawet nie myśleć o dziecku, które nosi, ale 

instynktownie reaguje na jego obecność. Czy Missy mówiła ci, że poczuła ruchy dziecka?

– Nie mruknął. 
– W  przymierzalni.  Z  początku  nie  była  pewna,  ale  potem  to  się  powtórzyło.  Obie 

wyczułyśmy  jego  ruchy.  Szkoda,  że  nie  widziałeś  miny  twojej  córki,  kiedy  ta  mała  istotka 
poruszyła się w niej. 

– Też to poczułaś?
– Tak. Missy pozwoliła mi położyć ręce na swoim brzuchu. To była szczególna chwila. 

Dlatego kupiłam jej tę książkę. Żeby to jakoś uczcić. 

Richard z czułością pogładził ją po twarzy. 
– Wiem, że miałaś dobre intencje, ale... Barbara zamarła. 
– Ale co...?
– Na  Boga,  nie  uzmysławiasz  sobie,  co  robisz?!  Traktujesz  ciążę  Missy  jak 

background image

błogosławieństwo!

– Ktoś musi to zrobić, skoro ty nie chcesz. 
– Może mam dać ogłoszenie do gazety, że moja nieletnia córka będzie miała dziecko?
– Nikt nie wymaga od ciebie entuzjazmu – rzuciła sucho Barbara. 
Zapanowała cisza. W końcu Barbara oparła ręce na ramionach Richarda i powiedziała z 

naciskiem:

– Twoja córka nosi dziecko pod sercem!
– O, tak. A ty jesteś tak zaślepiona, że nie dociera do ciebie smutna rzeczywistość. 
– Smutna rzeczywistość? – powtórzyła w osłupieniu. Nic już z tego nie rozumiała. 
– Ta  historia  nie  może  zakończyć  się  szczęśliwie.  Jeżeli  Missy  zatrzyma  dziecko, 

pochłoną  ją  obowiązki  macierzyńskie.  Jeżeli  będzie  się  chciała  dalej  uczyć,  będzie  musiała 
pogodzić  naukę  i  opiekę  nad  dzieckiem,  a  to  bardzo  trudne.  Nie  będzie  miała  czasu  na 
rozrywki, spotkania z przyjaciółmi, wypady do kina, randki... Chłopcy będą  myśleli, że jest 
łatwa, ale kto będzie się chciał z nią związać? Na co komu cudze dziecko?

Nagle umilkł, jakby przerażony tą wizją. 
– Wiem, o czym mówię – ciągnął po chwili. – Mam to za sobą. Dziecko to nie tylko tupot 

drobnych stopek i całe to ględzenie o pierwszym uśmiechu. 

– Nikt tak nie mówi – przerwała mu Barbara. – Niczego nie idealizuję. Próbuję ci tylko 

wytłumaczyć,  że  Missy  nosi  w  sobie  dziecko  i  jest  instynktownie  do  niego  przywiązana. 
Książka ma pomóc jej zrozumieć, co dzieje się z istotą, której dała życie. 

– Taką książkę kupuje się kobiecie, która jest szczęśliwa z powodu swojego stanu. Ilekroć 

Missy otworzy książkę, będzie ją to przybliżać do dziecka. Nie rozumiesz, że jej to później 
utrudni decyzję?

Barbara  zaczerwieniła  się.  Jak  mogła  o  tym  nie  pomyśleć?  To  instynktowna  reakcja 

Missy na ruchy dziecka sprawiła, że kupiła książkę, nie zastanawiając się nad tym, co będzie 
potem. Z westchnieniem odwróciła się od Richarda i ukryła twarz w dłoniach. 

– Barbaro! – Richard wyciągnął ręce, ale jej nie dotknął. 
Po chwili cicho powiedziała:
– Tego się właśnie obawiałam. Nie mam odpowiednich kwalifikacji ani  doświadczenia, 

żeby sobie poradzić w takiej sytuacji. Pozwoliłam, żeby dobre intencje przyćmiły mój zdrowy 
osąd. 

Odwróciła się i spojrzała Richardowi w twarz. 
– Myślałam, że będę mogła wam pomóc, bo mi tak bardzo na was obojgu zależy. 
– Ale ty już pomogłaś Missy. 
– Psycholog musi być obiektywny. Jak ja mogę traktować obiektywnie problemy Missy, 

jeżeli  kocham  jej  ojca?  Tak  wiele  nas  łączy.  Gdyby  życie  potoczyło  się  inaczej,  Missy 
mogłaby być moją córką. 

Zapadła cisza. Barbara i Richard spojrzeli na siebie. 
– Nie powinnam tego mówić – szepnęła, wstrząsana dreszczem. 
– Sądzisz, że o tym nie myślałem? Któregoś wieczoru siedziałem pogrążony w pracy, a 

ona przyniosła mi jabłko posmarowane masłem orzechowym. – Bezradnym gestem wyciągnął 

background image

ręce i wziął drżącą Barbarę w ramiona. – Przepraszam cię. Chyba rzeczywiście przesadziłem 
z  tą  książką.  Missy  była  nią  zachwycona.  Tego  wieczora,  kiedy  wróciłyście  z  zakupów, 
przyszedłem  jej  powiedzieć  dobranoc.  Właśnie  ją  czytała.  Pokazała  mi  fotografię 
pięciomiesięcznego płodu. 

– Jak zareagowałeś? – spytała cicho Barbara. 
– A  jak  miałem  zareagować? – Richard  był  wyraźnie  zgnębiony.  – Popatrzyłem  na 

ilustrację i powiedziałem coś w rodzaju: „To bardzo interesujące”. 

Z jej oczu wyczytał, że nie takiej odpowiedzi oczekiwała. 
– Serce  skoczyło  mi  do  gardła – dodał  tonem  usprawiedliwienia.  – Myślałem  tylko  o 

jednym:  jeśli  odda  to  dziecko,  będzie  załamana,  a  jeśli  je  zatrzyma,  będzie  miała  ciężkie 
życie. 

Westchnął i opuścił ręce. 
– Nie mam w tych sprawach doświadczenia – ciągnął. – Kiedy Christine spodziewała się 

dziecka, wciąż tylko narzekała. Na poranne mdłości, na to, że tyje i że robią jej się rozstępy. 
Obwiniała  mnie  o  wszystko,  o  każdy  najmniejszy  szczegół  tego  nieszczęścia,  które  przeze 
mnie  na  nią  spadło.  Gdyby  nie  to,  że  poród  odbywał  się  przy  świadkach,  chybaby  mnie 
udusiła  gołymi rękami.  Nie  było  kłótni,  w  której  by mi  nie  wypominała,  ile  musiała znieść 
przeze mnie. I przez Missy... 

– Obwiniała Missy? – Barbara była zszokowana. Richard ciągnął bolesne wspomnienia. 
– Tak. Nie miała żadnych książek o dzieciach, a nawet gdyby je od kogoś dostała i tak by 

ich nie przeczytała. Widzisz więc, że nie mam skąd czerpać entuzjazmu. 

Barbara wzięła go za rękę. 
– Następnym razem spróbuj sobie wyobrazić, że dziecko Missy to twój wnuk. 
– Mój wnuk! – Richard z rozpaczą wzniósł oczy do nieba. – Mam trzydzieści sześć lat i 

od dwudziestego roku życia musiałem być dorosły. Jestem śmiertelnie zmęczony. Nie jestem 
jeszcze przygotowany na wnuki. 

Barbara zarzuciła mu ręce na szyję i przytuliła go jak dziecko. 
– Niestety, wnuki nie czekają, aż człowiek będzie na nie gotowy. 
Tulili się do siebie przez dłuższą chwilę. Chciał jej wyznać, jak wiele dla niego znaczy, 

jak bardzo ceni jej przyjaźń i lojalność, ale miał nadzieję, że Barbara o tym wie. Delikatnie 
odgarnął jej włosy i zaczął okrywać pocałunkami twarz. Policzki miała mokre. 

– Płaczesz?
– Tak, bo kiedy myślę o tobie i o Missy, serce mi pęka. Przyciągnął ją do siebie. Opadli 

na poduszki. Richard gładził i całował Barbarę po włosach. Jej łzy moczyły mu pierś. Sami 
nie wiedzieli, jak wiele czasu upłynęło, wreszcie Barbara odezwała się pierwsza:

– Czy rozmawiałeś z Missy o dziecku?
– Pomagałem  jej  załatwić  wszystkie  sprawy,  lekarza,  adwokata  i  ciebie,  kiedy  złożyła 

podanie o indywidualny tok nauczania. 

– To oczywiste, że zająłeś się „urzędowymi” sprawami. Ale pytałam, czy rozmawialiście 

o dziecku? O tym, jakie są wyjścia z tej sytuacji, o za i przeciw każdego rozwiązania. 

Richard ukrył twarz w dłoniach i westchnął. 

background image

– Nie. To chciałaś usłyszeć? Przyznaję się, że nie było o tym mowy. Jeżeli z tego wynika, 

że jestem złym, nieodpowiedzialnym ojcem, przykro mi. 

– Nie zamierzałam cię krytykować. 
– Miałem dość kłopotów z zaakceptowaniem faktu, że Missy jest w ciąży. O dziecku w 

ogóle nie myślałem. Do tej pory to była abstrakcja. 

– Bo  ty  patrzysz  perspektywicznie,  a  Missy  jest  skupiona  na  tym,  co  dzieje  się  w  tej 

chwili. To zupełnie naturalne. Musimy porozmawiać i opracować kilka wariantów. 

– Jakich znowu wariantów?
– Co będzie, jeżeli Missy zatrzyma dziecko. Co będzie, jeżeli je odda. Trzeba się nad tym 

zastanowić.  To  daje  poczucie  bezpieczeństwa.  Wtedy  człowiek  wie,  że  cokolwiek  się 
wydarzy, jest na to przygotowany. 

– Jakie szczegóły mamy przedyskutować?
– Wszystkie.  Im  więcej,  tym  lepiej.  Jak  można  zapewnić  opiekę  dziecku,  kiedy  Missy 

będzie  w  szkole.  Jakie  obowiązki  ma  wziąć  na  siebie  Missy,  jeżeli  chodzi  o  utrzymanie 
dziecka. W jaki sposób posiadanie dziecka wpłynie na wybór college’u. 

Richard popatrzył na nią dziwnym wzrokiem. 
– O co chodzi? – spytała. 
– Jesteś nadzwyczajna – powiedział. – Raz, dwa... i masz gotową listę. 
Uśmiechnęła się z zadowoleniem. 
– To należy do moich obowiązków. Jestem pewna, że ty na poczekaniu zasypałbyś mnie 

informacjami na temat kupna domu albo działki. – Umilkła na chwilę. – Jak w ogóle doszło 
do tego, że padła propozycja adopcji?

Richard potrząsnął głową. 
– Szczerze  mówiąc,  nie  wybiegałem  myślami  aż  tak  daleko.  Dopiero  prawnik,  który 

przygotowywał  sprawę  zrzeczenia  się  praw  do  dziecka  przez  ojca,  poinformował,  że  to 
rozwiązuje Missy ręce, gdyby zdecydowała się oddać dziecko do adopcji. Twierdził, że ludzie 
wciąż do niego dzwonią i szukają niemowląt, więc gdyby Missy... – Głośno przełknął ślinę. –
Kiedy powtórzyłem to Missy, powiedziała, że lekarka mówiła jej to samo. 

– Co za ironia losu, prawda? Tyle młodych dziewcząt oczekuje nie chcianych dzieci, a z 

drugiej strony tak wiele bezpłodnych kobiet marzy o dziecku. Lekarze i adwokaci załatwiają 
adopcję w ten sam sposób jak maklerzy sprzedają nadwyżki akcji na giełdzie. 

– Adwokat  utrzymuje,  że  w  państwowych  agencjach  adopcyjnych  są  kilometrowe  listy 

małżeństw oczekujących na zdrowe białe niemowlęta. 

– Wiem – powiedziała  Barbara  i  spojrzała  Richardowi  w  oczy.  – Według  ciebie  to 

najlepsze wyjście dla Missy?

Długo rozważał to pytanie, nim wreszcie odpowiedział:
– Missy odzyska swobodę, jakaś para dostanie dziecko, o którym marzy, a dziecko będzie 

wyrastać w kochającej rodzinie. Czy to nie racjonalne?

– Bardzo racjonalne, ale gdzie tu miejsce na uczucia? Richard westchnął głęboko. 
– Tak. Nie pomyślałem o uczuciach. 
Barbara pogładziła go po policzku i szybko pocałowała w usta. 

background image

– Jakoś  się  z  tym  uporasz,  Richardzie.  Missy  także.  Oparła  głowę  o  jego  ramię  i 

przysunęła się bliżej. Richard pogładził japo włosach. Były takie jedwabiste. 

– Powinienem wreszcie sobie iść, a ty mi to utrudniasz. 
– A dlaczego masz iść? – spytała. Gorący oddech Richarda muskał jej włosy. 
– Kiedy umawialiśmy się wiele lat temu, po każdym naszym spotkaniu nie mogłem spać. 

Leżałem w łóżku i wyobrażałem sobie, jak by to było, gdybym się z tobą kochał. Teraz kiedy 
się budzę, tęsknię za tobą. Chciałbym zasypiać ze świadomością, że kiedy następnego ranka 
otworzę oczy, będziesz obok mnie. 

Przerwał,  oczekując  odpowiedzi,  ale  Barbara  milczała.  Wciąż  gładził  jej  włosy.  Ich 

delikatny zapach ekscytował go, a zarazem uspokajał. 

– Wiesz, co postanowiłem podczas pierwszej bezsennej nocy po tym, jak się kochaliśmy?
– Co? – mruknęła i mocniej przytuliła się do niego. 
– Chcę, żebyś spała ze mną, w moim łóżku, każdej nocy, do końca życia. 
Barbara  wciąż  milczała,  a  on  czekał  i  czekał.  Aż  wreszcie  głosem  cichszym  od  szeptu 

powiedziała:

– Czy po takim wyznaniu nie powinieneś mnie pocałować?
Oparł się na łokciu i spojrzał jej w twarz. 
– Dobrze wiesz, że całowanie się z tobą to jedno z moich ulubionych zajęć. Ale czekam, 

żebyś jakoś zareagowała na moje oświadczyny. 

– To miały być oświadczyny? – Barbara udała zdumienie. – Myślałam, że zamierzasz żyć 

w grzechu. 

– To  nie  żarty,  Barbaro.  Nigdy  w  życiu  nie  byłem  bardziej  serio.  Nie  umiem  żyć  w 

grzechu, a ilekroć zgrzeszyłem, rezultaty były opłakane. Tym razem chcę zrobić wszystko po 
bożemu. Tak jak należy, z właściwą kobietą. Czy ty... myślałem, że czujesz to samo?

Nie odpowiadała. W końcu zawołał gwałtownie:
– No  powiedz  coś,  Barbaro!  Nie  kochasz  mnie?  Czy  to  wszystko  nic  dla  ciebie  nie 

znaczy?

Barbara z westchnieniem zamknęła oczy, a potem znów spojrzała na Richarda. 
– Oczywiście, że znaczy. Przecież sprawiłeś, że mam znowu siedemnaście lat. Patrząc na 

ciebie, na nowo przeżywam moją pierwszą miłość. A jeśli chodzi o nasze życie intymne... ileż 
to razy podczas bezsennych nocy zastanawiałam się, czy jeszcze przed śmiercią znajdę kogoś, 
z kim będę przeżywać wszystko tak jak z tobą. 

Richard  w  milczeniu  potrząsnął  głową.  Barbara  myliła  się.  Nie  na  tym  polegał  ich 

związek. Zrozumiał to w chwili, kiedy go dotknęła, gdy popatrzyła mu w oczy. To było coś, 
czego nawet nie dało się wytłumaczyć. Czuł to nie tylko rozumem, ale całym sercem i duszą. 

– To nie nostalgia ani odgrzebywanie dawnych wspomnień. Ja cię kocham, Barbaro. Czy 

masz odwagę spojrzeć mi w oczy i powiedzieć, że mnie nie kochasz?

– Jak można mówić o wiązaniu się na całe życie? Przecież spotykamy się dopiero trzeci 

czy  czwarty  raz  po  siedemnastu  latach.  Przeżywasz  teraz  ciężki  okres.  Nie  powinieneś 
podejmować  decyzji  dotyczących  twojego  życia  teraz,  kiedy  jesteś  tak  bardzo  uwikłany  w 
problemy  Missy.  Być  może  lgniesz  do  mnie  tylko  dlatego,  że  kojarzę  ci  się  z  młodością, 

background image

niewinnością i nieodłącznym optymizmem. 

– Wcale w to nie wierzysz, podobnie jak ja – powiedział z naciskiem. – Porzuć na chwilę 

ten  swój  mentorski  ton  i  przestań  wszystko  analizować.  Nie  możesz  choć  raz  być 
spontaniczna?

Zareagowała natychmiast. Wyprostowała się, zasłaniając prześcieradłem jak tarczą. 
– Mentorski  ton?  Jestem  tylko  bardziej  przewidująca  niż  ty.  Nie  wolno  mi  się  nawet 

zastanowić? Przepraszam, że to mówię, ale dokąd zaprowadziła cię twoja spontaniczność?!

– To zupełnie inna sprawa. Tu chodzi o mnie i o ciebie. Nie o Christine. Nie o babę, z 

którą  zastała  mnie  Missy.  Siedemnaście  lat  temu  byłem  w  tobie  zakochany,  ale  wszystko 
popsułem. Nadal cię kocham i nie chcę powtórzyć błędu. Zmarnowaliśmy pół życia. Szkoda 
czasu na połowiczne rozwiązania. 

Barbara siedziała z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Po chwili powiedziała:
– Czego po mnie oczekujesz? Mam zemdleć z wrażenia na wieść, że chcesz się żenić, bo 

nie masz czasu na połowiczne rozwiązania?

Richard westchnął głośno. 
– Niech  ci  będzie.  Nie  jestem  romantykiem,  ale  może  zasłużyłem  na  jakieś  punkty  za 

szczerość?

Barbara przecząco potrząsnęła głową. 
– A gdybym ci wyznał, że jestem do szaleństwa w tobie zakochany? Że uważam cię za 

najbardziej  pociągającą  kobietę  na  świecie  i  chciałbym  z  tobą  spędzić  resztę  życia? 
Uśmiechnęła się i spytała:

– Jeżeli  całowanie się ze  mną to  jedno z  twoich ulubionych zajęć, to  może  zechcesz  to 

udowodnić?

Głodnym spojrzeniem obrzucił jej splątane włosy, zarumienioną twarz, nagie ramiona. 
– Nie  jestem  pewny,  czy  uda  mi  się  zrobić  to  w...  – zerknął  na  zegarek – dwadzieścia 

minut. 

– Zawsze możesz spróbować – zaproponowała, odrzucając prześcieradło. 

background image

ROZDZIAŁ 10

Trzymając przy uchu słuchawkę, uśmiechnęła się do Missy. Kiedy z drugiej strony linii 

odezwał się głos Richarda, powiedziała:

– Dzień dobry panu. Tu mówi Barbara Wilson. 
– Czemu tak oficjalnie?
– Tak jest. Psycholog ze szkoły Missy. 
– Rozumiem! Ona jest u ciebie, prawda?
– Tak. Bardzo miło spędzamy czas. 
– Milej niż ze mną?
Nie podchwyciła żartobliwego tonu. 
– Jest  pewien  mały  problem,  o  którym  chciałabym  z  panem  porozmawiać.  Missy 

powiedziała mi, że w czasie następnej wizyty u lekarza mają jej zrobić USG. Jest tym trochę 
zdenerwowana. 

Richard od razu się zaniepokoił. 
– Czy to bolesne badanie? Albo niebezpieczne?
– Nie,  ale  widok  aparatury  medycznej  może  na  nią  podziałać  deprymująco.  Dlatego 

poprosiła mnie, żebym z nią pojechała, ale najpierw chciałyśmy pana zapytać o zdanie. 

– Chcesz się z nią wybrać?
– Myślę, że to świetny pomysł. Więc zgadza się pan?
– Jeżeli Missy na tym zależy, a ty nie masz nic przeciwko temu, będę ci wdzięczny. 
Barbara z uśmiechem uniosła w górę kciuk i porozumiewawczo mrugnęła do Missy. 
– Cieszę się, że jesteśmy tego samego zdania, panie Benson. 
– Muszę  z  tobą  o  tym  porozmawiać,  Barbaro.  Sam  na  sam.  Kiedy  Missy  przy  tym  nie 

będzie. 

– Dobrze – zgodziła się uprzejmym tonem. – To dobry pomysł. 
– Dziś wieczorem?
– Tak.  Świetnie  się  bawimy  z  Missy.  Przyrządzamy  sos  do  spaghetti.  – Na  moment 

przerwała, bo Missy zaczęła gwałtownie gestykulować. – Przepraszam. 

– Niech  mu  pani  powie,  że  nauczyłam  się  robić  spaghetti – cicho  wtrąciła  Missy.  –

Przygotuję mu któregoś dnia na kolację. 

– Może chcesz sama porozmawiać z ojcem?
– Nie. Wystarczy, jak pani mu to powie. 
Barbara  powtórzyła  wszystko  Richardowi,  potem  wysłuchała  go  i  w  końcu  się 

roześmiała. 

– Dobrze. Powtórzę. 
Odłożyła słuchawkę i zwróciła się do Missy:
– Twój  ojciec  mówi,  że  jeżeli  spaghetti  będzie  choć  w  połowie  tak  dobre  jak  pieczeń, 

którą mu ostatnio przyrządziłaś, zatrudni cię jako szefa kuchni. 

– Tata  czasem  tak  tylko  żartuje.  – Było  widać,  że  komplement  ojca  sprawił  jej  wielką 

background image

przyjemność.

Tego wieczora Richard pojawił się z butelką wina. 
– Dobry pomysł – pochwaliła Barbara. – Może nam być potrzebne. 
Richard zaniepokoił się. 
– W  czasie  rozmowy  telefonicznej  odniosłem  wrażenie,  że  coś  ci  leży  na  sercu.  Czy 

chodzi o tę wizytę Missy u lekarza?

– Chodzi  o  wszystko – westchnęła  Barbara.  – Jeżeli  nie  jesteś  zbyt głodny,  wolałabym 

porozmawiać przed kolacją. 

W milczeniu skinął głową. 
– No to się rozgość. Ja tymczasem wstawię wino do lodówki. 
Kiedy wróciła  do salonu, Richard już  siedział na sofie. Poklepał miejsce  obok siebie, a 

ona posłusznie usiadła. 

– A gdzie mój całus na powitanie? – zapytał i objął ją czule. 
– Och, Richardzie. – Przytuliła się do niego z westchnieniem ulgi. 
– Czy to ma coś wspólnego z moimi oświadczynami? – zapytał. – A tak przy okazji, to 

było  bardzo  sprytne  z  twojej  strony,  żeby  mnie  uwieść,  i  w  ten  sposób  wymigać  się  od 
odpowiedzi. Wiedziałaś, że muszę wracać do domu. 

– Ty  też  o  tym  wiedziałeś – zaprotestowała.  – I  nie  zauważyłam,  żebyś  się  zbytnio 

opierał. 

– Nie jestem doskonały, ale też nie jestem szalony. Było jasne, że nie miałaś ochoty na 

rozmowę, a poza  tym masz  takie cudowne piersi. – Uśmiechnął się wymownie, bo Barbara 
spłonęła rumieńcem. 

– Tym razem będziemy rozmawiać – orzekła. 
– Na początku. Potem pokażę ci, jak bardzo się za tobą stęskniłem. 
Barbarę przebiegł lekki dreszcz podniecenia, ale uparcie trzymała się tematu. 
– Musimy omówić kilka ważnych spraw – powiedziała dobitnie. 
Richard z powagą skinął głową. 
– Dotyczących nas czy Missy?
– Missy.  I  nas  też.  Richardzie,  jestem  kompletnie  zagubiona.  Kiedy  postanowiliśmy 

zachować nasz związek w tajemnicy, wydawało mi się to proste i rozsądne. Uznałam, że masz 
rację, chcąc oszczędzić córce kolejnego stresu. Nadal tak uważam, ale... – Umilkła i na chwilę 
ukryła twarz w dłoniach. – Już samo to, że odwiedzasz mnie po cichu, jak mężczyzna żonaty, 
okazało się bardzo nieprzyjemne. A teraz, kiedy bliżej poznałam Missy, odnoszę wrażenie, że 
pragnąc ją chronić, po prostu ją okłamujemy. Gdy rozmawiałam z tobą przez telefon, czułam 
się jak oszustka. 

– Uważasz, że powinniśmy jej o wszystkim powiedzieć?
– Nie wiem – z rozpaczą westchnęła Barbara. – Odkąd mnie poprosiłeś o rękę, nie mogę 

sama z sobą dojść do ładu. 

– Chodzi ci o nas?
Nie spodziewał się takiej reakcji, ale nagle wydało mu się, że Barbara topnieje pod jego 

spojrzeniem. 

background image

– Sama  już  nie  wiem,  czy  nigdy  nie  przestałam  cię  kochać,  czy  też  na  nowo  się 

zakochałam. Wiem tylko, że jestem w tobie do szaleństwa zakochana. 

Richard odetchnął, jakby ktoś zdjął mu z piersi stukilowy ciężar. Był pewny, że Barbara 

go kocha,  czuł  to  każdym  nerwem,  ale  co  za  ulga  usłyszeć  to  wreszcie  z  jej ust!  Mocno  ją 
przytulił i pogłaskał po włosach. 

– Powtórz to jeszcze raz – poprosił. 
– Że cię kocham?
– To już wiem. – Usta Richarda zatrzymały się o milimetr od jej ust. – Powiedz „Tak!”
Wargami przechwycił jej słowa. Jak wiele znaczył dla niego ten pocałunek. Zaczął się od 

obietnicy, a zakończył przypieczętowaniem umowy. Poczuli się sobie bliscy jak nigdy dotąd. 

– No to już jesteśmy oficjalnie zaręczeni – odezwał się Richard. 
– Tak. – Oparła mu głowę na ramieniu i po chwili dodała z wahaniem: – Ta chwila nigdy 

już się nie powtórzy. Szkoda, że nie da się jej zamknąć w butelce i odkorkować, kiedy już nic 
nie będzie w stanie przyćmić naszej radości. 

– Chodzi ci o Missy? 
Barbara skinęła głową. 
– Ona się ucieszy. Tak bardzo cię polubiła. 
– A  ciebie  kocha.  I  ufa  nam  obojgu.  Więc  kiedy  się  dowie,  że  początkowo  zatailiśmy 

przed nią nasz związek, może się poczuć oszukana. 

– Myślisz, że przyszła pora, żeby jej o nas powiedzieć?
– Trzeba by się zastanowić, kiedy i jak to zrobić. 
– Może  stopniowo.  Przyjdziesz  do  nas  z  wizytą.  Missy  będzie  zadowolona.  Potem 

powiem jej, że mi się podobasz. Pewnie będzie mnie namawiać, żebym... 

– A  jeżeli  to  jej  się  nie  spodoba?  Może  być  zazdrosna  o  twoją  miłość.  Czy  to  będzie 

oznaczało koniec, czy znowu będziemy się musieli kryć?

– Na Boga, co ty opowiadasz – oburzył się Richard. – Staramy się oszczędzić mojej córce 

dodatkowych stresów, to wszystko. 

– To  ty  miałeś  rację,  kiedy  chciałeś  zaczekać,  aż  Missy  rozwiąże  swoje  problemy. 

Gdybym ci się tak nie narzucała... 

Richard ujął w dłonie jej twarz. 
– Wcale mi się nie narzucałaś. Byliśmy jak dwie lokomotywy, pędzące ku sobie po tym 

samym torze. 

– Miło mi, że w ten sposób to odebrałeś. 
– Nie  żałuję  tych  chwil.  Ani  jednej  minuty  czy  sekundy.  Dręczę  się  raczej  z  powodu 

straconych lat, które już nie wrócą. Ta cała historia z Missy musi się przecież jakoś ułożyć, a 
kiedy tak się stanie... 

– Może zostanie druhną na moim ślubie. Richard obrzucił ją palącym spojrzeniem. 
– Gdyby w tej chwili zjawił się tu pastor, ożeniłbym się z tobą natychmiast. 
Barbara gorąco go uściskała i na moment zapomnieli o bożym świecie. 
Wreszcie z rozmarzenia wyrwało ich wściekłe ujadanie psa w sąsiednim mieszkaniu. 
– Ktoś ma gości – obojętnie zauważyła Barbara. 

background image

– Jak oni mogą wytrzymać z tym psem? – dziwił się Richard. 
– To mądry pies. Nie znosi dźwięku dzwonka. Richard z niesmakiem pokręcił głową, a 

potem zapytał:

– Lepiej mi opowiedz o tym badaniu, które mają zrobić Missy. 
– Nie znam się na tym, ale USG to coś w rodzaju radaru. Fale dźwiękowe odbijają się od 

narządów  wewnętrznych  i  tworzą  obraz.  To  nie  boli.  Nie  wszystkie  kobiety  w  ciąży  są 
poddawane  temu  badaniu,  ale  Missy  zakwalifikowano  do  grupy  podwyższonego  ryzyka  z 
uwagi na jej młody wiek. 

– Tego mi nie mówiła. Czyjej zdrowie może być zagrożone?
– Nie jestem lekarzem. 
– Ale jesteś kobietą. I to mądrą. 
– Moim  zdaniem  Missy  jest  zdrową  szesnastolatką.  Ani  jej,  ani  dziecku  nic  nie  grozi. 

Gdyby miała czternaście  lat, brała narkotyki albo  paliła papierosy, prognozy nie byłyby tak 
optymistyczne. Ale czemu nie spytałeś o to lekarza Missy?

– Nie znam jej lekarza. 
– Przecież woziłeś ją na okresowe wizyty. 
– Siedziałem w poczekalni i wypisywałem czeki. Nikt mnie nigdy nie poprosił do środka. 

Nawet nie wiem, co się znajduje za drzwiami, za którymi znikają pacjentki. 

– Nie zainteresowałeś się tym bliżej?
– Nie  chciałem  się  wdzierać  w  świat  kobiet.  Missy mogłaby  się  czuć  skrępowana.  Nie 

patrz tak na mnie. 

– Jak?
– Jakbym był jakimś potworem i wyrodnym ojcem. 
– Wcale tak nie uważam. 
– Przecież gdyby Missy mnie poprosiła, poszedłbym z nią. 
– Czy naprawdę myślisz, że wyszłabym za ciebie, gdybym cię uważała za potwora?
Richard westchnął zgnębiony. 
– Nie.  Przepraszam  cię.  W  głowie  mi  się  kręci  od  tego  wszystkiego.  Czuję  się 

odpowiedzialny, a zarazem kompletnie... bezradny. 

– W końcu jesteś ojcem. 
– Czasami wcale nie czuję się jak ojciec. Barbara uspokajająco poklepała go po plecach. 
– Już choćby to, że jesteś taki przygnębiony, dobrze o tobie świadczy. 
Richard przyciągnął Barbarę do siebie i wziął ją w objęcia. 
– Jeżeli  jestem  dobrym  ojcem,  dlaczego  nie  przyszła  z  tym  do  mnie?  Mogła  poprosić, 

żebym z nią poszedł, a nie... 

– A nie mnie, tak? Znów westchnął. 
– Muszę ci się wydawać strasznym niewdzięcznikiem. 
– Przecież zgodziliśmy się, że Missy potrzebna jest życzliwa pomoc jakiejś kobiety. 
– Czy to znaczy, że między kobietami istnieje jakaś szczególna więź?
– Tak.  A  poza  tym  jestem  pewna,  że  twoja  obecność  w  gabinecie  lekarskim  podczas 

badania bardzo  krępowałaby  Missy.  Ona  i  tak  się wstydzi swojej ciąży.  Chyba że  byłaby z 

background image

ojcem dziecka. To co innego. 

– Wstydzi się mnie, a nie wstydziłaby się tego durnia, który zrobił jej dziecko?!
– To  nie  takie  proste.  Gdyby  Missy  była  starsza  i  zamężna,  nie  widziałbyś  w  tym  nic 

dziwnego, że chce być ze swoim mężem. 

– Chyba nie. 
– Szkoda, że nie ma przepisów dla ojców, których nic nie obchodzi ciąża ich nieletnich 

córek. Gdyby takie reguły istniały, może znaleźlibyśmy odpowiedź na pytanie, kto ma iść z 
Missy na USG. 

Wyprostowała się i klepnęła Richarda w kolano. 
– Wino już się pewnie schłodziło. Nalej nam po kieliszku, a ja przygotuję spaghetti. 
Nastawiła  wodę  i  usiadła  przy  stole.  Pociągnęła  mały  łyk  wina.  Miało  cierpki, 

orzeźwiający smak. Tak, to był bardzo dobry pomysł. 

– Coś mi przyszło do głowy – odezwała się sztucznie ożywionym tonem. 
– I czekałaś, aż naleję wina, żeby mi to zakomunikować? – zapytał, unosząc brwi. – To na 

pewno nic przyjemnego. 

– To jest coś, o czym trzeba pomyśleć. 
– Nie  chcę  już  więcej o  niczym  myśleć – zaprotestował  Richard.  – Chodźmy  lepiej  do 

sypialni i oddajmy się bezmyślnej namiętności. 

– Później – ostudziła  jego  zapędy  Barbara.  – Najpierw  muszę  cię  porządnie  nakarmić, 

żebyś  mógł  sprostać  moim  wymaganiom.  A  tymczasem,  nim  woda  się  zagotuje,  możemy 
porozmawiać. 

– Byłabyś  doskonała,  gdyby  nie  to,  że  jesteś  tak  przeraźliwie  rozsądna – narzekał 

Richard. 

– Teraz mówię poważnie. 
– Wiem – mruknął zrezygnowany. – Więc o co chodzi?
– Fizyczna  strona  tego  badania  jest  zupełnie  nieistotna,  natomiast  może  ono  mieć 

kolosalny  wpływ  na  psychikę  Missy.  Będzie  mogła  zobaczyć  na  monitorze  obraz  swojego 
dziecka i prawdopodobnie dostanie wydruk. 

– Co? Taki jak z komputera?
– Tak.  To  wygląda  jak  czarnobiała  fotografia.  Richardzie,  niektóre  matki  oprawiają  te 

zdjęcia w ramki i wieszają na ścianie. 

– Rozumiem,  że  po  tym  badaniu  dziecko  stanie  się  dla  niej  czymś  znacznie  bardziej 

realnym. 

Barbara skinęła głową. 
– Jeżeli ono będzie zwrócone w odpowiednią stronę, będzie nawet można określić, czy to 

dziewczynka czy chłopiec. 

Richard ukrył twarz w dłoniach i cicho zaklął. 
– Jak ona to przyjmie? – spytał z przygnębieniem. 
– Przypuszczam, że to w znacznym stopniu zależy od ciebie. 
– Nie jestem jeszcze gotowy. 
– Ale to nieuniknione, bez względu na to, czy jesteś gotowy, czy nie. Ty masz trzydzieści 

background image

sześć  lat.  Missy  zaledwie  szesnaście.  Powinna  mieć  w  tobie  oparcie  albo  przynajmniej 
wierzyć, że będzie je miała. Jeżeli nie możesz znaleźć dość siły, będziesz musiał zadać sobie 
trochę trudu i udawać, że ją masz. 

Woda zaczęła wrzeć. Barbara wstała, wsypała makaron do garnka i zamieszała. Kiedy się 

odwróciła, ku swemu zaskoczeniu znalazła się twarzą w twarz z Richardem. Z jej ust wyrwał 
się cichy okrzyk. 

Richard objął ją i spojrzał jej w oczy. 
– Jeżeli znajdę w sobie dość siły, żeby się z tym wszystkim uporać, to tylko dzięki tobie, 

bo to ty wskazałaś mi, gdzie jej szukać. 

background image

ROZDZIAŁ 11

Kiedy pierwsze krople żelu kapnęły na skórę Missy, dziewczyna nerwowo zachichotała. 
– Ejże!  Przecież  to  nawet  nie  jest  zimne – roześmiał  się  lekarz,  rozsmarowując  żel  na 

obnażonym brzuchu Missy. – Specjalnie go dla ciebie podgrzałem. 

Missy skinęła głową. 
– Tak. Tylko że to takie dziwne uczucie. 
– Nieprzyjemną część badania masz już za sobą – uspokoił ją lekarz. – Teraz spróbuj się 

odprężyć, a my obejrzymy sobie twojego dzidziusia. 

Łatwo powiedzieć, pomyślała ze smutkiem Barbara. Gdyby Missy mogła się odprężyć, a 

jej problemy same w jakiś cudowny sposób rozwiązać... Gdyby ktoś zwrócił jej młodość, by 
nie musiała martwić się innymi sprawami niż sukienka na bal maturalny i wybór najlepszego 
college’u...  Gdyby  nie  obarczał  jej  ciężar  decyzji,  pod  którym  ugiąłby  się  nawet  dorosły... 
Missy znów  stałaby się  najzwyklejszą pod słońcem  nastolatką. Wtedy jej  ojciec mógłby po 
prostu powiedzieć: „Kochamy się z Barbarą i mamy zamiar się pobrać. Odtąd wszyscy troje 
będziemy rodziną”. 

Lekarz, młody ciemnowłosy mężczyzna, spojrzał na Missy pełnym życzliwości wzrokiem 

i zapytał:

– Czy mam ci wszystko objaśniać?
Dziewczyna zerknęła na Barbarę i przez ułamek sekundy Barbara poczuła się jak matka, 

do której dziecko zwraca się z trudnym pytaniem. Czego Missy tak naprawdę od niej chciała? 
Dodania  odwagi?  Moralnego  wsparcia?  A  może  w  głębi  duszy  miała  nadzieję,  że  Barbara 
odradzi jej oglądanie własnego dziecka?

Zmusiła się do uśmiechu i powiedziała:
– To zależy od ciebie, kochanie. 
Czy to ulga odmalowała się na zakłopotanej twarzy, kiedy Missy zwróciła się do lekarza i 

skinęła przyzwalająco? A może prosiła o pozwolenie? Trudno było orzec, ale nie uszło uwagi 
Barbary,  że  Missy  nerwowo  przygryzła  wargi,  a  jej  podbródek  zadrżał,  gdy  na  ekranie 
monitora ukazał się obraz dziecka. 

– Popatrz,  jak  mocno  bije  jego  serduszko – zauważył  lekarz.  – Widzisz,  teraz  zaczyna 

poruszać nóżkami. Będzie z niego niezły piłkarz. Czujesz, jak kopie?

– Tak.  – Na  skupionej  twarzy  Missy  odmalowało  się  zdumienie  i  lekki  przestrach. 

Chwyciła Barbarę za rękę i mocno ją ścisnęła. 

– Och! – krzyknęła, kiedy dziecko znowu mocno kopnęło. 
Spojrzała na Barbarę, jakby się chciała upewnić, że ona też wszystko widzi. 
– Jeżeli to dziewczynka, będzie z niej niezły numer – zażartowała Barbara. 
– Teraz spróbujemy popatrzeć na buzię dziecka. Co my tu mamy? O, jest!
Palce Missy kurczowo ścisnęły dłoń Barbary. 
– Ono ma nos!
Barbara poczuła, że łzy napływają jej do oczu. Jak urzeczona wpatrywała się w monitor. 

background image

– Co za śliczna buzia. Absolutnie doskonała!
– Teraz zrobię zdjęcie – wyjaśnił lekarz. – Ojej, przestraszyliśmy dzidziusia. Widocznie 

nie lubi pozować. Spróbujmy go jeszcze raz obejrzeć. 

Na monitorze ukazały się nóżki. Lekarz cierpliwie czekał, aż dziecko się odwróci. 
– Jeszcze trochę i będzie można stwierdzić... No tak! Ten młody człowiek jest bardzo z 

siebie dumny! Proszę popatrzeć!

– To chłopiec, tak? – spytała Missy. 
– Moim  zdaniem  nie  ma  cienia  wątpliwości – z  uśmiechem – stwierdził  lekarz.  – No, 

powiedzmy,  jestem  tego  pewny  na  dziewięćdziesiąt  dziewięć  procent.  Zostawiam  sobie  ten 
jeden procent na wypadek, gdyby to jednak była dziewczynka. Zrobię jeszcze jedno zdjęcie. 

Missy spojrzała na Barbarę. – . To chłopiec – powiedziała. 
– Oczywiście zapewniła ją Barbara. 
Przez następny kwadrans lekarz dokonywał rozmaitych pomiarów, ale Missy ze stoickim 

spokojem znosiła wszystkie niedogodności. Ani na chwilę nie spuszczała wzroku z monitora. 
Podobnie jak Barbara. 

– Wydaje  się,  że  wszystko  jest  w  najlepszym  porządku – orzekł  lekarz.  – Na  koniec 

spróbujmy  jeszcze  raz  sfotografować  tę  buzię.  Dobrze.  Bardzo  dobrze,  młody  człowieku. 
Trochę bardziej w moją stronę. Uśmiech! Tak jest! Znakomicie!

Z zadowoloną miną zwrócił się do Missy:
– Tym  razem  młody  człowiek  był  grzeczny  i  sesja  zdjęciowa  się  udała.  A  teraz –

wyciągnął paczkę  ligninowych serwetek – możesz  zetrzeć  żel  z  brzucha  i  ubrać  się.  Potem 
pielęgniarka zaprowadzi cię do doktor Scofield, a ja pokażę jej wyniki testów. 

Doktor Scofield okazała się drobną kobietą o ciemnych, przyprószonych siwizną włosach, 

ściągniętych  w  koński  ogon.  Zachowywała  się  życzliwie,  choć  z  rezerwą.  Kiedy  Missy 
przedstawiła jej swoją towarzyszkę, mocno uścisnęła rękę Barbary. 

– Cieszę  się,  że  Missy  przyszła  dziś  z  przyjaciółką.  Zapoznała  się  z  wynikami  badań  i 

potwierdziła  to,  co  Missy  i  Barbara  już  wiedziały.  Dziecko  wydawało  się  silne  i  zdrowe,  a 
jego tętno było bardzo mocne. 

– To chłopiec – zwróciła się do Missy po obejrzeniu zdjęć. 
Dziewczyna  machinalnie  skinęła  głową.  Lekarka  spojrzała  na  nią  i  odezwała  się 

oficjalnym tonem:

– Czy przeczytałaś literaturę, którą ci dałam? Missy przygryzła wargę i skinęła głową. 
– Czy nadal bierzesz pod uwagę adopcję?
Missy niespokojnie poruszyła się na krześle i spuściła wzrok. 
– Może. 
Lekarka  zaczerpnęła  tchu,  a  potem  spojrzała  na  Barbarę.  W  jej  wzroku  widniało 

zrozumienie i współczucie. Musiała sobie zdawać sprawę, przez co przechodzi jej pacjentka. 

– Nie  będziesz  miała  najmniejszych  kłopotów  ze  znalezieniem  domu  dla  zdrowego 

chłopczyka. 

Missy milczała i wciąż przygryzała wargę, uparcie odwracając wzrok. 
– Masz  jeszcze  czas,  żeby  to  przemyśleć – ciągnęła  doktor  Scofield.  – Gdybyś  jednak 

background image

chciała spotkać się z ewentualnymi kandydatami na rodziców, tylko po to, żeby porozmawiać, 
mogę to załatwić. Nie musisz im nawet podawać swojego nazwiska. – Jeszcze raz przyjrzała 
się fotografiom. – Chcesz te zdjęcia? Jeśli nie, włożę je do twojej kartoteki. Będziesz je mogła 
dostać w każdej chwili. 

– Chcę je wziąć ze sobą – szepnęła Missy. Lekarka oddała jej fotografie. 
– Jeżeli  nie  masz  już  pytań,  na  dziś  skończyłyśmy.  Missy  się  pożegnała.  Po  kilku 

minutach były już w samochodzie Barbary. 

– To był podniecający dzień – powiedziała Barbara. 
– Uhm. 
– Nie wydaje ci się, że powinnyśmy to jakoś uczcić?
– Uczcić? Co?
– To, że po raz pierwszy zobaczyłyśmy buzię twojego synka. 
Missy spojrzała na trzymane w ręku zdjęcia. 
– Jest  jeszcze  wcześnie – nalegała  Barbara.  Czuła,  że  nim  odwiezie  Missy  do  domu, 

powinna z nią porozmawiać. – Przejdźmy się trochę po mieście, a potem mogłybyśmy zjeść 
razem kolację. Jeżeli chcesz, zadzwoń do ojca i spytaj, czy nie ma nic przeciwko temu. 

– Dobrze. 
Przez jakiś czas jechały w milczeniu. Potem nagle Missy zapytała:
– Dlaczego tyle ludzi chce mieć chłopca?
Co za pytanie! Barbara zamyśliła się, a potem odparła:
– Ludzie chcą mieć dzieci z wielu powodów, Missy. Niektóre są nam wrodzone i stare jak 

ludzka rasa. Jedną z nich jest chęć przedłużenia gatunku. Rozumiesz, co to znaczy?

– Chyba tak. 
– To  znaczy,  że  po  naszej  śmierci  jakaś  część  nas  będzie  żyła  w  naszych  dzieciach, 

dzieciach  naszych  dzieci,  i  tak  dalej.  A  większość  mężczyzn  pragnie  syna  po  to,  żeby  mu 
przekazać nazwisko. 

– Mój tata pewnie wolałby mieć syna – powiedziała Missy bezbarwnym głosem. 
– Skąd ci to przyszło do głowy? Dziewczyna wzruszyła ramionami. 
– Mężczyzna pragnie syna – ciągnęła Barbara – bo lubi czuć, że sprawuje nad wszystkim 

kontrolę, a ponadto uważa, że zrozumie chłopca. Wydaje mu się, że chłopcu wystarczy kupić 
piłkę, a znikną problemy wychowawcze. Natomiast wobec małych dziewczynek mężczyzna 
staje się kompletnie bezradny. 

Kątem  oka  dostrzegła,  że  twarz  Missy  rozjaśniła  się  uśmiechem.  Ośmielona,  ciągnęła 

dalej:

– Mam ci zdradzić pewien sekret?
Missy skinęła głową. 
– Kiedy  ojciec  po  raz  pierwszy  bierze  na  ręce  swoją  nowo  narodzoną  córeczkę,  jest 

śmiertelnie przerażony. Bo jest taka maleńka, i do tego jest kobietą – a to oznacza, że stanowi 
dla  niego  tajemnicę.  Ale  kiedy  ta  mała  dziewczynka  zaciska  paluszki  wokół  jego  palca, 
następuje cud. Rodzi się między nimi więź, to niezwykłe uczucie, którym ojcowie obdarzają 
swoje  córki.  – Uśmiechnęła  się  do  Missy.  – Dla  twojego  ojca  zawsze  będziesz  tą  małą 

background image

dziewczynką. Być może czasem zastanawia się, jak by to było, gdyby miał syna. Większość 
mężczyzn myśli o tym od czasu do czasu. Ale nigdy w życiu nie zamieniłby cię na chłopca. 

Nie  była  pewna,  czy  przekonała  Missy,  ale  przynajmniej  spróbowała  poważnie  z  nią 

porozmawiać. Teraz uznała, że nadeszła pora, aby coś zjeść. 

Dała Missy monetę, żeby zadzwoniła do domu, a sama stanęła przed witryną sklepową i 

zaczęła  oglądać  piramidy  garnków.  Kiedy  spojrzała  w  stronę  Missy,  zauważyła,  że  daje  jej 
gwałtowne znaki. Szybko podeszła do automatu. 

Missy dłonią zakryła słuchawkę i poinformowała:
– Tata mówi, że nie jadł dziś obiadu i jest strasznie głodny. Mógłby się z nami spotkać za 

pół godziny, ale tylko jeżeli pani nie ma nic przeciwko temu. 

W  pierwszej  chwili  Barbara  była  zbyt  zaskoczona,  żeby  cokolwiek  powiedzieć.  Co 

Richard planuje? Ona, on i Missy mają wspólnie zjeść kolację?

– Powiedz  ojcu...  że  tak.  Oczywiście.  To  świetny  pomysł!  Sama  nie  wiem,  dlaczego 

wcześniej o tym nie pomyślałyśmy. 

Później  sama  się  sobie  dziwiła.  Tego  wieczora  zrozumiała,  jak  mogłoby  wyglądać  ich 

wspólne życie. Nagle wydało jej się zupełnie naturalne, że siedzą razem w miłej restauracji i 
jedzą  kolację  jak  prawdziwa  rodzina.  Wszystko,  co  robili  tego  wieczora,  wydawało  się 
właściwe.  To,  że  zachęcała  Missy,  by  opowiedziała  ojcu  o  badaniu,  i  to,  jak  ukradkiem 
ściskała  pod  stołem  dłoń  Richarda,  kiedy  Missy  pokazywała  mu  niebieskie  buciki,  które 
kupiła dla dziecka. I dodające otuchy uśmiechy, i krzepiące spojrzenia, jakie wszyscy rodzice 
wymieniają w trudnych chwilach. 

Te półtorej godziny spędzone w restauracji wydało jej się snem. Nigdy dotąd nie czuła się 

tak bardzo związana z Richardem i Missy. Przez cały wieczór żartowali i przekomarzali się ze 
sobą,  jakby zupełnie  zapomnieli  o zmartwieniach.  Kiedy patrzyła  na  ojca  i  córkę,  czuła,  że 
oczy zachodzą jej łzami. 

Jak ciężko było im się rozstać! Barbara przytuliła Missy, wdzięczna, że mogła wraz z nią 

oglądać dziecko. Potem uścisnęła rękę Richarda w podzięce za mile spędzony czas, choć tak 
naprawdę  miała  ochotę  przytulić  się  do  niego  i  powiedzieć,  jak  wiele  znaczy  dla  niej  ten 
wieczór. 

Po powrocie do domu odczuła zarazem radość i pustkę. Missy potrzebowała jej. Spędziły 

wspólnie cały dzień. Niestety, nie mogła towarzyszyć Missy i Richardowi do ich domu. Choć 
tak  bardzo  ich  oboje  kochała,  była  tylko  powiernicą  córki  i  kochanką  ojca.  Nie  należała 
jeszcze do rodziny, nie będąc ani żoną i matką, ani nawet macochą. 

Kiedy  położyła  się  do  łóżka  sama,  jedynie  z  ostatnim  numerem  ulubionego  pisma,  z 

niezwykłą  wyrazistością  odczuła  nienormalność  jej  związku  z  Richardem  i  jego  córką. 
Zaczęła czytać jakiś artykuł, ale nie mogła się skupić. Za ścianą rozszczekał się pies. Wtedy 
usłyszała dzwonek. Narzuciła szlafrok, podbiegła do drzwi i wyjrzała przez wizjer. 

– Jesteś  mi  potrzebna – szepnął  Richard,  biorąc  Barbarę  w  ramiona,  jeszcze  zanim 

zamknęły się za nimi drzwi. Wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Upadli na łóżko. Richard 
wciąż ją całował. A potem posiadł z zaborczością, która mogłaby wydawać się przerażająca, 
gdyby nie to, że była tak podniecająca. Potem długo leżeli w milczeniu, zmęczeni i bez tchu, 

background image

obejmując się i tuląc do siebie. 

– Wiedziałaś o tym – odezwał się Richard. – Dlatego przygotowałaś mnie na wszystko. 
Być może  w innych  okolicznościach  mózg  Barbary pracowałby sprawniej, teraz jednak 

nic nie mogła zrozumieć. 

– Co takiego wiedziałam? – zdziwiła się. 
– Że to ja nie byłem gotowy na przyjęcie tego dziecka, a nie Missy. 
– Richardzie – powiedziała. – Chciałabym być taka mądra, za jaką mnie uważasz. Prawda 

jest  taka,  że  cię  po  prostu  ostrzegłam,  abyś  mógł  się  zawczasu  przygotować.  Missy  musi 
wiedzieć, że ma w tobie oparcie. 

Richard westchnął głęboko. 
– Moja matka nigdy nie pozwalała Missy przyklejać czegoś na lodówce, tak jak to robiły 

jej  koleżanki.  Dlatego kupiłem  dużą  plastikową  ramkę,  w  której  wieszaliśmy jej  dyplomy  i 
świadectwa. Dziś wieczorem Missy spytała mnie, czy może umieścić tam zdjęcia dziecka. 

– Och, Richardzie! – Barbarze zabrakło słów, więc tylko gorąco go uściskała. 
– Pokazała  mi  fotografię  jego  twarzy,  a  potem  całego  maleńkiego  człowieczka.  Dobry 

Boże, Barbaro! Widziałem swojego wnuka!

Wzruszony zamilkł i dopiero po chwili podjął:
– To absurd. Ona wciąż... to znaczy, ja wiem, że ona nie jest już dzieckiem, ale też nie 

jest  jeszcze  całkiem  dorosła.  Nie  można  wieszać  zdjęć  dziecka  razem  ze  szkolnymi 
świadectwami. 

– Która godzina? – przerwała mu Barbara. 
– Dochodzi jedenasta. 
– No to się ubieraj. Szybko! Może jeszcze zdążymy. Richard błyskawicznie poderwał się 

i zaczął ubierać. 

Dopiero potem przyszło mu do głowy zapytać, dokąd idą. 
– Sklep na końcu ulicy jest otwarty do północy. Ostatnim razem, kiedy oddawałam tam 

film do wywołania, widziałam dokładnie to, o co nam teraz chodzi. 

Pół godziny później Richard stał w kolejce do kasy, trzymając w ręku ceramiczne ramki. 

Były błękitne. Na jednej widniał złoty napis „Bobas”, wokół drugiej biegł kolorowy szlaczek 
z baseballowych czapeczek i rękawiczek. 

– Był  czas,  kiedy  miałbym  wątpliwości,  czy  to  dobry  pomysł.  Teraz  wierzę  ci  bez 

zastrzeżeń. 

– Chciała mieć te fotografie, Richardzie. Byłam przy tym. I na pewno chce je powiesić 

obok  swoich  dyplomów  i  świadectw.  – Wymownie  spojrzała  mu  w  oczy.  – Cieszę  się,  że 
właśnie tak zareagowałeś, kiedy pokazała ci zdjęcia. 

– Nawet kamień by się wzruszył na widok maciupeńkiej twarzyczki. 
– Kiedy dasz jej ramki, będzie to znak, że akceptujesz dziecko, które w sobie nosi. Missy 

potrzebna  jest  ta  świadomość.  W  sytuacji,  kiedy  ojciec  dziecka  w  ogóle  się  go  wyrzekł,  a 
twoja matka podróżuje po Europie, jesteś jej jedyną podporą. 

– To nieprawda – zaoponował Richard. – Ona ma też ciebie.
– Dzisiejszy wieczór... to było prawie jak... 

background image

– Wiem – przerwał jej Richard. – Też to czułem. Wydawało mi się, że jesteśmy rodziną. 

Miałem nawet ochotę głośno powiedzieć, że cię kocham. 

– Trochę żałuję, że tego nie zrobiłeś, ale wiem, że spędziliśmy ten wieczór tak, jak Missy 

sobie życzyła. 

Uśmiechnęła  się  do  Richarda.  – To  był  tak  cudownie  zwyczajny  wieczór.  Ty  i  Missy 

byliście tacy pogodni i odprężeni. 

– Było jak za dawnych dobrych czasów. 
– A kiedy wróciliście do domu, odważyła się pokazać ci zdjęcia. 
Zapłacili za ramki i podjechali pod dom Barbary. W samochodzie panował półmrok. Na 

werandzie sąsiedniego budynku płonęły lampki. Barbara zwróciła się do Richarda:

– Jest późno. Nie musisz mnie odprowadzać. 
– Ale chcę – odparł, a potem cicho dodał: – Wiem, że rano musisz  być w szkole, więc 

posiedzę tylko kilka minut. Pozwól mi pobyć z tobą jeszcze chwilę. 

Barbara uśmiechnęła się. W słabym świetle jej twarz nagle zajaśniała. 
– Chętnie wyrzekłabym się snu, gdybyś mógł trzymać mnie w objęciach do rana. 
Richard  został  z  nią,  dopóki  nie  położyła  się  do  łóżka.  Potem  opatulił  ją  kołdrą  i 

pocałował na dobranoc. Wychodząc sprawdził, czy dobrze zamknął drzwi. 

Przez kilka sekund stał z ręką na klamce. 
– To nie będzie trwać wiecznie – pocieszył się na głos. Idąc do samochodu pomyślał, że 

zakochał się w Barbarze na dobre i nieodwołalnie. 

background image

ROZDZIAŁ 12

Burza wisiała w powietrzu. Barbara czuła to od pierwszej chwili, kiedy Missy zjawiła się 

na  kolejnym  wtorkowym  spotkaniu.  Na  twarzy  dziewczyny  malowało  się  napięcie,  ruchy 
miała niezgrabne, a jej przygarbione ramiona i spłoszone spojrzenie były bardziej wymowne 
niż słowa. 

– Napijesz  się  mleka? – zaproponowała  Barbara.  – A  może  masz  ochotę  na  jabłko  z 

masłem orzechowym?

Missy  przecząco  potrząsnęła  głową.  Patrząc  na  zgnębioną  dziewczynę,  trudno  było 

uwierzyć,  że  to  ta  sama  rozchichotana  nastolatka,  z  którą  nie  tak  dawno  Barbara  spędziła 
uroczy wieczór w restauracji. 

– Dobrze się czujesz? – spytała, chociaż instynkt podpowiadał jej, że złe  samopoczucie 

Missy nie ma nic wspólnego z ciążą. 

– Tak – mruknęła Missy. 
– Wyglądasz dziś nie najlepiej. – Barbara nie dawała za wygraną. – Czy coś ci leży na 

sercu? Może chcesz o tym porozmawiać?

Missy  milczała  jak  zaklęta,  tylko  coraz  mocniej  przygryzała  wargi.  W  pierwszym 

odruchu Barbara chciała objąć dziewczynę i przytulić ją do piersi, pohamowała się jednak i 
postanowiła zaczekać, aż sama zacznie mówić. 

– Powinnam uporządkować dokumenty – powiedziała wstając. – Nie będziesz miała nic 

przeciwko temu, jeśli teraz się tym zajmę?

Missy nie zaprotestowała, więc rozłożyła papiery na stoliku, a sama usiadła w kucki na 

dywanie. 

– Kopiarka  z  segregatorem  od  tygodnia  jest  zepsuta – wyjaśniła – muszę  więc  zrobić 

wszystko sama metodą staroświecką. 

– Chętnie pani pomogę. – Missy jakby się ożywiła. 
– To  świetnie – ucieszyła  się  Barbara.  – Jedna  z  nas  może  segregować  dokumenty,  a 

druga będzie  je zszywać. – Wstała  i  wzięła  z  biurka zszywacz  i  pudełko  zszywek. – Ja  już 
kilka razy przekłułam sobie palec. Umiesz zakładać zszywki?

– Oczywiście. 
Podzieliły się pracą. Barbara układała papiery, a Missy je spinała. 
– W  przyszłym  tygodniu  i  ty  dostaniesz  taki  zestaw.  To  są  informacje  dotyczące 

egzaminów wstępnych na uczelnie. Przejrzyj je sobie dokładnie, a będziesz wiedziała, czego 
się możesz spodziewać. 

Missy mruknęła coś niezrozumiale. 
– Wybierasz się do college’u, prawda?
– Chciałam zdawać do stanowego college’u, ale... – Z rezygnacją wzruszyła ramionami. 
– Są przecież bardzo dobre szkoły znacznie bliżej – zauważyła Barbara. 
Usta Missy wygięły się w podkówkę. 
– Czy pani uważa, że powinnam oddać dziecko do adopcji?

background image

Barbara usiadła obok dziewczyny i mocno ją przytuliła. 
– To poważna decyzja. Musisz się nad tym zastanowić. 
– To chyba byłoby najlepsze wyjście. 
– Rozmawiałaś z kimś na ten temat? – spytała Barbara. 
– Tylko z tatą. 
– Czy powiedział ci, że najlepszym wyjściem będzie adopcja?
Richard wprawdzie zapewnił Barbarę, że nie będzie próbował wpłynąć na decyzję córki, 

ale przecież mógł robić to całkiem nieświadomie. 

– Nie.  Rozmawialiśmy o  dzieciach  i  o  odpowiedzialności  rodzicielskiej. Tato  mówi,  że 

dziecko może przewrócić człowiekowi życie do góry nogami. 

– Wychowanie dziecka to poważne zadanie – przytaknęła Barbara. – Czy miałaś kiedyś 

do czynienia z małymi dziećmi?

Missy grzbietem dłoni otarła spływające po policzkach łzy. 
– Heather,  moja  przyjaciółka,  ma  malutkiego  braciszka.  Jest  słodki,  ale  czasem  potrafi 

być bardzo dokuczliwy. Kiedyś wrzucił jej kosmetyki do muszli i spuścił wodę, tak że trzeba 
było  wezwać  hydraulika,  bo  zatkały  się  rury.  Matka  Heather  skrzyczała  ją,  że  zostawia 
kosmetyki na wierzchu, bo jej brat mógł je zjeść i otruć się na śmierć. Kiedyś musiałyśmy go 
pilnować z Heather przez cały dzień. Najgorsze było karmienie. Był naprawdę obrzydliwy. 

– Więc już zdążyłaś zauważyć, że dzieci nie zawsze są słodkie?
– Tata mówi, że przy dziecku jest strasznie dużo roboty, a poza tym dzieci mają specjalne 

potrzeby. Muszą mieć swój pokój, wciąż trzeba im kupować nowe ubranka, chodzić z nimi do 
lekarza, a kiedy są chore, nie dają spać przez całą noc. 

– Wszystko to prawda – przyznała Barbara. – Dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę. To 

powinno mieć wpływ na  twoją decyzję. Niektóre matki myślą, że dziecko to coś w rodzaju 
żywej lalki i że to dziecko będzie je kochać bez względu na wszystko. Nic dziwnego, że są 
potem zniechęcone i gorzko rozczarowane. 

Missy zamyśliła się na chwilę. 
– Dlaczego ludzie chcą mieć dzieci, jeżeli jest z nimi tyle zachodu?
Barbara uśmiechnęła się. Znowu jedno z tych kłopotliwych życiowych pytań!
– Parę  dni  temu  rozmawiałyśmy o  przedłużaniu  gatunku.  Przekazujesz  dziecku  cząstkę 

samej siebie, uczysz je miłości, aby mogło ją potem przekazać następnym pokoleniom. 

– To trudne. 
– Tak, to rzeczywiście niełatwe, ale takie jest życie. Dziecko jest też wielkim cudem. 
– Cudem? Nie rozumiem. 
– Myślę,  że  mnie  świetnie  rozumiesz.  Pamiętasz,  jak  po  raz  pierwszy  poczułaś  ruchy 

dziecka?  Albo  zobaczyłaś  jego  buzię  na  monitorze?  To  przedziwne  uczucie,  od  którego 
zachciało ci się naraz i śmiać, i płakać?

Missy skinęła głową. 
– To jest właśnie ten cud. To, co czułaś, to miłość. I to ona sprawia, że ludzie chcą mieć 

dzieci. 

– Tata mówi, że ciężko jest wychowywać dziecko, kiedy człowiek nie jest jeszcze na to 

background image

przygotowany. 

– Nawet  kiedy  jest  się  gotowym,  też  nie  jest  to  łatwe.  – Barbara  uśmiechnęła  się.  –

Chciałabym ci opowiedzieć o mojej koleżance. Ale najpierw muszę się czegoś napić. A ty? 
Masz na coś ochotę?

– Poproszę o szklankę mleka. 
– A może jabłko z masłem orzechowym? – zaproponowała Barbara. 
Missy nieśmiało skinęła głową. Wstały i przeszły do kuchni. 
– I co z tą pani koleżanką? – spytała Missy, kiedy usiadły przy stole. 
Barbara uśmiechnęła się. 
– Miała  na  imię  Samantha.  Mieszkałyśmy w  jednym  pokoju  w  akademiku.  Była wtedy 

moją  najlepszą  przyjaciółką.  Później  została  księgową  i  wyszła  za  mąż  za  inżyniera. 
Powodziło im się bardzo dobrze. Jej mąż jeździł BMW, ona miała własne volvo. Kupili też 
sobie piękny apartament pod miastem. 

Ugryzła kawałek jabłka, a potem ciągnęła dalej:
– Kiedy  Samantha  skończyła  dwadzieścia  dziewięć  lat,  doszła  do  wniosku,  że  już 

najwyższy  czas  zdecydować  się  na  dziecko.  Wybrała  się  do  lekarza  i  zaczęła  zażywać 
wszystkie  możliwe  witaminy  oraz  czytać  literaturę  na  temat  ciąży.  Obliczyła,  kiedy 
przypadają  jej  płodne  dni,  i  wykupiła  bilety  na  romantyczny  rejs,  żeby  byli  z  mężem 
wypoczęci i odprężeni, kiedy poczną dziecko. 

– I udało jej się zajść w ciążę?
– O, tak. Gdzieś na morzu pomiędzy Miami a Nassau. Potem znów rzuciła się na książki i 

kupiła specjalny megafon, który przyciskała do brzucha, kiedy mówiła do dziecka. Kupiła też 
taśmy  z  muzyką,  która  miała  je  uspokajać.  Zapisali  się  z  mężem  do  szkoły  rodzenia.  Mąż 
oczywiście  asystował  przy  porodzie  i  osobiście  przeciął  pępowinę.  Urodziła  im  się 
prześliczna  córeczka.  Samantha  wzięła  półroczny  urlop  macierzyński,  potem  zatrudnili 
cudowną niańkę i wszystko układało się idealnie aż do dnia, w którym Chelsea – to znaczy 
ich  córka – poszła  do  przedszkola.  Było  to  oczywiście  najlepsze  prywatne  przedszkole 
wychowujące dzieci według najnowocześniejszych metod. 

– I co dalej? – spytała Missy, wyraźnie zaciekawiona. 
– Któregoś  wieczora  Samantha  zadzwoniła  do mnie.  Była w  stanie  histerii.  Płakała  tak 

rozpaczliwie,  że  z  trudem  rozumiałam,  co  do  mnie  mówiła.  – Barbara  kwaśno  się 
uśmiechnęła. – To cud, że łzy nie trysnęły mi do ucha ze słuchawki. 

Missy zachichotała. 
– Co jej się stało?
– Wychowawczyni  Chelsea  poradziła  im,  żeby  zatrzymali  małą  jeszcze  przez  rok  w 

niższej grupie, bo na jej rysunkach ludzie nie mają palców. 

– Co takiego? – Missy z niedowierzaniem spojrzała na Barbarę. 
– Dokładnie to, co mówię. Samantha zadzwoniła do mnie, bo wiedziała, że ukończyłam 

studia pedagogiczne, a chciała się jeszcze kogoś poradzić. Była przekonana, że Chelsea jest 
dzieckiem  opóźnionym  i  że  to  jej  wina.  Doszła  do  wniosku,  że  w  ogóle  nie  nadaje  się  na 
matkę, skoro ma takie nieudane dziecko. 

background image

– A co pani jej powiedziała?
– Przede  wszystkim  kazałam  jej  się  uspokoić.  Wytłumaczyłam  jej,  że  każde  dziecko 

rozwija się inaczej i że na pewno któregoś dnia Chelsea sama zauważy,  że  ludzikom  na jej 
rysunkach  brak  palców.  Poradziłam  jej  też,  żeby  kupiła  córce  blok  i  kredki  i  pozwoliła  jej 
rysować, zamiast grać z nią w te idiotyczne nowoczesne gry. No i oczywiście, żeby oprawiła 
rysunki Chelsea i powiesiła je na ścianie bez względu na to, czy przedstawiają ludzi z palcami 
czy bez. 

– Posłuchała pani?
– Tak. A po dwóch tygodniach zatelefonowała do mnie i powiedziała, że Chelsea zaczęła 

wreszcie rysować ludzi z palcami i wobec tego będzie mogła uczęszczać do wyższej grupy. 
Próbuję  ci  wytłumaczyć,  Missy,  że  wychowywanie  dziecka  to  trudne  zadanie.  Dlatego 
wszyscy  rodzice,  bez  względu  na  wykształcenie,  wiek  czy  wrodzone  talenty  rodzicielskie, 
stają czasem przed problemami, z którymi nie potrafią sobie poradzić. 

Missy znów przygryzła wargi i głęboko się zamyśliła. Barbara w milczeniu jadła jabłko. 

Potem Missy wypiła mleko i wróciły do salonu, żeby skończyć porządkowanie dokumentów. 

– Jak pani myśli, czy jeśli oddam dziecko do adopcji, jego rodzice pozwolą mu nosić te 

niebieskie buciki, które kupiłam?

– Nie wiem – odparła Barbara. – Chyba tak, zwłaszcza jeżeli się dowiedzą, że buciki są 

od  ciebie.  Gdybyś  chciała  zobaczyć  swoje  dziecko,  prawdopodobnie  mogłabyś  mu  je  sama 
nałożyć. 

– W  broszurce  o  adopcji,  którą  dostałam  od  doktor  Scofield,  jest  napisane,  że  czasami 

można  pisać do dziecka  albo posyłać  mu  prezenty,  a nowi  rodzice  mogą  przekazywać jego 
zdjęcia za pośrednictwem adwokata. 

– Doktor Scofield mówiła też, że można spotkać się z kandydatami na rodziców i pomóc 

w wyborze pary, która, według ciebie, byłaby najlepsza dla twojego synka. 

Missy pracowicie zszywała papiery. 
– Dałabym mu mojego „Kota w butach” – mruknęła, nie odrywając wzroku od spinanych 

formularzy. 

– To twoja ulubiona książka? 
Missy skinęła głową. 
– Tata czytał mi ją co wieczór. Był wtedy bardzo zabawny. 
– Jak w restauracji?
– Tak. On się czasem wygłupia. 
– Dobrze mieć takiego ojca, prawda?
– Tak... – Missy nagle przerwała. Ramiona jej zadrżały. Opuściła głowę i nieoczekiwanie 

wybuchnęła spazmatycznym płaczem. 

Barbara przytuliła ją i zaczęła kołysać jak małe dziecko, głaszcząc po plecach i szepcząc 

słowa pocieszenia. 

– Płacz, płacz, kochanie. Wyrzuć z siebie to wszystko. Będzie ci potem lżej. 
– Wcale nie chciałam znowu złamać ojcu życia – szlochała Missy. – Nie zaszłam w ciążę 

naumyślnie jak moja matka. 

background image

Jak  jej  matka!  Barbara  poczuła,  że  włos  jeży  jej  się  na  głowie.  Co  Missy  naprawdę 

wiedziała o Christine? Jakie jeszcze fałszywe wyobrażenia tłamsiła w sobie? Jak dziewczyna 
tak wrażliwa jak Missy mogła żyć ze świadomością, że jej matka źle się prowadziła?

– Co chcesz przez to powiedzieć? – spytała. 
Missy odsunęła się i zaczęła palcami rozmazywać łzy na policzkach. 
– Nie  powie  pani  nikomu? – upewniła  się.  – Obiecała  pani,  że  wszystko,  o  czym 

rozmawiamy, zostanie między nami. 

– Nic się nie zmieniło. – Mój Boże, pomyślała Barbara, biedne dziecko!
Missy głośno wytarła nos. 
– Tata miał studiować prawo. Chciał zostać adwokatem. Na pewno dopiąłby celu, gdyby 

nie musiał rzucić studiów, żeby się mną zająć. A to wszystko przez nią. 

– Twoją matkę? Dziewczyna skinęła głową. 
– To ona go uwiodła i naumyślnie zaszła w ciążę, żeby się potem musiał z nią ożenić. 
– Kto ci takich głupstw naopowiadał? – Barbara była zszokowana. 
– Nikt. Podsłuchałam, jak babcia rozmawiała z ojcem na ten temat. – Zarzuciła Barbarze 

ręce  na  szyję  i  znowu  się  rozszlochała.  – Ona  zawsze  się  bała,  że  będę  taka  jak  mama. 
Mówiła,  że  to  dlatego  lubię  się  malować  i  ubierać  tak...  tak...  prowokacyjnie  i  robić  sobie 
takie idiotyczne fryzury. 

– Och,  Missy – westchnęła  Barbara,  kołysząc  ją  i  tuląc – moje  biedne  kochanie, twoja 

babcia... 

– Ona miała rację – szlochała Missy. – Wcale nie jestem lepsza od matki. Jestem w ciąży 

tak jak ona, a tatuś znowu ma złamane życie. 

– Ale  tym  razem  to  zupełnie  inna  sprawa.  Ty  nie  sypiałaś  ze  wszystkimi  jak...  –

Przerażona  ugryzła  się  w  język,  nim  wypowiedziała  imię  Christine,  ale  i  tak  było  już  za 
późno. 

Missy zamarła, a potem zaczęła mówić, z trudem łapiąc oddech:
– Więc  pani  ją  jednak  znała,  prawda?  I  musiała  pani  wiedzieć,  że  moja  matka  była  po 

prostu zwykłą.

– Cśśś. – Barbara położyła jej dłoń na ustach. – Nie wolno tak mówić o własnej matce. 

Mało ją znałam, ale wiem, że wychowywała się bez rodziny, która by się nią zajęła. Nie była 
zła, przynajmniej nie w  ten sposób,  jak myślisz. Ona po prostu nie miała  nikogo, kto  by ją 
nauczył przyzwoitości i szacunku dla samej siebie. A poza tym, jak mogła być z gruntu zła, 
skoro urodziła taką miłą córkę?

Odgarnęła  kosmyk,  który  przykleił  się  do  mokrego  od  łez  policzka  Missy,  i  ciągnęła 

dalej:

– Nie można odziedziczyć po kimś złych skłonności. Nie jesteś odpowiedzialna za to, co 

zrobiła twoja matka, i nie jesteś niemoralna dlatego, że zaufałaś chłopcu, który nie dorósł do 
sytuacji. 

– Jeżeli  nie  oddam  dziecka,  tata  znów  będzie  miał  straszne  kłopoty,  jak  przed  moim 

urodzeniem. 

– Kochanie, twój ojciec jest taki przygnębiony, bo wie, jak bardzo dziecko skomplikuje 

background image

twoją  przyszłość.  Twoją  przede  wszystkim,  nie  jego!  Musicie  to  wszystko  głęboko 
przemyśleć  i  przedyskutować,  nim  podejmiesz  decyzję,  która  będzie  miała  wpływ  na  całe 
wasze życie. 

Trzymała Missy w  objęciach,  kołysząc  ją  łagodnie,  aż  poczuła,  że  dziewczyna  zaczyna 

się uspokajać. Wtedy sięgnęła po paczkę chusteczek do nosa. 

Po jakimś czasie skończyły porządkować dokumenty i Missy pojechała do domu. Nim jej 

samochód zniknął za rogiem, Barbara już wykręcała numer agencji Richarda. 

Richard zjawił się o dziewiątej. 
– No i jak tam Missy? – spytała Barbara. 
– W  porządku.  Postąpiłem  zgodnie  z  twoją  radą  i  zabrałem  ją  na  kolację.  Była  trochę 

przygaszona, ale to ostatnio u niej normalne. – Rzucił Barbarze pytające spojrzenie. – O co 
chodzi? Po twoim telefonie spodziewałem się, że będzie znacznie gorzej. 

– Bo było. Proszę cię, Richardzie, przytul mnie na chwilę. 
– Chodź tu! Mnie też to dobrze zrobi. Tak ładnie pachniesz – dodał, kryjąc twarz w jej 

włosach. 

– Proszę  cię,  zrób  coś  dla  mnie – szepnęła  Barbara,  kiedy  wziął  ją  w  objęcia – spraw, 

żeby świat choć na chwilę przestał istnieć. 

– Gdybym  wiedział,  jak  to  zrobić,  już  by  go  nie  było  – mruknął  Richard,  a  po  chwili 

zapytał: – Co się dzieje z Missy?

– Usiądźmy. – Barbara zaprowadziła go do salonu. 
– Jeżeli najpierw mamy rozmawiać, to znaczy, że jest jakiś problem. 
– Tak – przytaknęła bezbarwnym głosem. – Missy ... 
– Nagle  zabrakło  jej  słów.  Wzięła  głęboki  oddech  i  znów  zaczęła: – Missy  na  serio 

rozważa możliwość oddania dziecka do adopcji. 

– Przecież wiemy o tym nie od dziś. – Richard był wyraźnie zaskoczony. – Chyba cię to 

nie  dziwi?  Mówiliśmy  już,  że  to  jedna  z  możliwości.  Wiem,  jak  bardzo  przeżywasz  ciążę 
Missy, ale trzeba też wziąć pod uwagę... 

– Nie chodzi o to, że Missy zastanawia się nad adopcją – przerwała mu Barbara – tylko o 

to, dlaczego to robi. 

– No więc dlaczego? – zapytał Richard. – Według mnie po prostu zdała sobie sprawę, że 

nie dorosła jeszcze do macierzyńskich obowiązków. Barbara popatrzyła mu w oczy. 

– Gdyby  było  tak,  jak  mówisz,  nie  czułabym  się  taka  przygnębiona.  Chciałabym  mieć 

pewność, że Missy wybrała wyjście najlepsze dla niej i dla dziecka. 

– A jakie inne może mieć powody?
– Och, Richardzie – westchnęła Barbara ze smutkiem – jej chodzi o ciebie. 
– O mnie?!
– Ona myśli... ach, mój Boże, jestem w takiej rozterce... 
– Ale dlaczego?
– No bo... bo sama nie wiem, co i ile powinnam ci wyjawić. 
– Jeżeli to dotyczy Missy, możesz mi powiedzieć wszystko. 
– Nie wolno mi zawieść zaufania moich podopiecznych. Tym razem dodatkowo chodzi o 

background image

osobę, do której zdążyłam się przywiązać. 

– Ale tak się właśnie składa, że ta osoba to moja córka. Źrenice Barbary niebezpiecznie 

się zwęziły. 

– Mam moralny obowiązek zachować dyskrecję, skoro Missy mnie o to prosiła!
– A ja jestem ojcem Missy! I masz moralny obowiązek powiedzieć mi o wszystkim, co jej 

dotyczy. Nie masz prawa niczego przede mną ukrywać!

Barbara westchnęła z rozpaczą. 
– Nie  kłóćmy  się.  Przecież  oboje  jesteśmy  po  tej  samej  stronie.  Po  stronie  Missy.  I 

chcemy dla niej jak najlepiej. Powinniśmy ze sobą współdziałać, a nie walczyć. 

– Przepraszam  cię,  Barbaro.  To  dlatego  że...  Po  prostu  odchodziłem  od  zmysłów  po 

twoim telefonie. Ja już nie jestem w stanie patrzeć na to

;

 jak Missy się męczy! I do tego ta 

przeklęta  świadomość,  że  nie  mogę  dla  niej  nic  zrobić.  A  teraz  jeszcze  dowiaduję  się,  że 
ukrywasz przede mną jakąś straszną tajemnicę... 

– Nie ma żadnej strasznej  tajemnicy, Richardzie.  Missy powiedziała mi coś, co nasuwa 

przypuszczenie, że ma kompleks winy. 

– Jakiej  znowu  winy?  Dlaczego  ma  czuć  się  winna?  To  ja,  jej  ojciec,  dałem  jej  zły 

przykład. 

Barbara zamyśliła się głęboko. 
– Nie  sądzę – zaczęła  po  chwili – by  Missy  podjęła  współżycie  ze  swoim  chłopakiem 

dlatego, że przyłapała cię w kompromitującej sytuacji z jakąś obcą kobietą. Złożyło się na to 
wiele czynników: jej młody wiek i związana z tym pobudliwość, a zarazem ciekawość, presja 
środowiska, no i oczywiście młodzieńcze zadurzenie, które wzięła za miłość – przerwała i z 
trudem się uśmiechnęła. – Chyba jeszcze pamiętasz, jak to jest w tym wieku?

Richard ze zdumieniem stwierdził, że też się uśmiecha. 
– Aż za dobrze. Barbara wzięła go za rękę. 
– Przypominasz sobie, jak kiedyś twoja matka odkryła ślady szminki na twojej koszuli i 

powiedziała, że żadna przyzwoita dziewczyna nie maluje ust na tak jaskrawy kolor?

– Nie. 
– Obawiam się, że jeśli chodzi o twoją matkę, nie umiem się zdobyć na obiektywizm. 
Usta Richarda zacisnęły się w wąską kreskę. 
– Czy Missy z tobą o niej rozmawia?
– Od  czasu  do  czasu.  Ona  kocha  babcię.  Czasami  ludzie,  na  których  nam  najbardziej 

zależy,  mają  na  nas  największy  wpływ,  kształtują  nasze  poglądy,  wpływają  na  nasz  sposób 
myślenia, ocenę sytuacji. 

– Masz na myśli jakąś konkretną sytuację? Barbara zawahała się, a potem spytała:
– Czy chcesz, żeby Missy oddała dziecko?
– Co?! – wykrzyknął  Richard,  zaskoczony  zarówno  pytaniem,  jak  i  raptowną  zmianą 

tematu. 

– Czy tego właśnie chcesz?
– Chcę tego, co będzie dla niej najlepsze. 
– To wymijająca odpowiedź. Nie musisz niczego ukrywać, w końcu jesteśmy tu tylko we 

background image

dwoje. Powiedz mi, czego naprawdę po niej oczekujesz. Tylko szczerze. 

W oczach Richarda pojawił się smutek. 
– Chciałbym zbudzić się jutro rano i odkryć, że to był jakiś upiorny sen i Missy wcale nie 

jest w ciąży. 

– Ale takiej możliwości nie ma. 
– Niestety. Każde wyjście wydaje mi się jednakowo beznadziejne. Kiedy myślę o tym, że 

Missy miałaby samotnie wychowywać dziecko, jestem przerażony. A z drugiej strony, jeżeli 
odda je do adopcji, nigdy już nie będzie tą samą osobą. I to też napawa mnie lękiem. 

– A co trapi cię bardziej?
Richard  spojrzał  Barbarze  w  oczy,  jakby  spodziewał  się  znaleźć  w  nich  zrozumienie  i 

współczucie. 

– Czy w tej chwili jesteś psychologiem czy kobietą?
– Jestem kobietą, która cię kocha. 
Kurczowo chwycił ją za ręce, jakby była jego ostatnią deską ratunku. 
– Poradź  mi,  co  mam  robić?  Popełniłem  już  tyle  błędów.  Nie  dopuść  do  tego,  żebym 

znowu wszystko popsuł!

Obsypała pocałunkami jego szyję, policzki, powieki, gładząc go jednocześnie i tuląc. 
– Zrobisz to, co będzie najlepsze dla Missy. Będziesz przy niej, żeby ją wspierać. Oboje 

przy niej będziemy. 

Tulili  się  do  siebie  przez  długą  chwilę,  wreszcie  Barbara  uspokoiła  się  i  spróbowała 

zebrać myśli. 

– Czy  rozmawialiście  o  tym,  jak  dziecko  może  zmienić  jej  życie?  Powiedziałeś  jej,  że 

zamierzałeś studiować prawo, ale ciąża Christine popsuła ci szyki?

– Co?! Nie! Oczywiście, że nie! Rozmawialiśmy wyłącznie o tym, że Missy chce się dalej 

uczyć, a nie o... 

Barbara zgarbiła się i ciężko westchnęła. 
– Tak właśnie sądziłam. 
Richard rzucił jej pytające spojrzenie. 
– Czy o to ci chodziło, kiedy stwierdziłaś, że Missy ma kompleks winy?
Barbara skinęła głową. 
– Wbiła sobie do głowy, że byłeś niewinnym barankiem, który wbrew własnej woli dał 

się uwieść i gdyby nie jej przyjście na świat:.. 

– Nigdy  jej  czegoś  podobnego  nie  mówiłem!  Przecież  ona  nawet  nie  wić,  że  Christine 

zaszła w ciążę przed ślubem. 

– Twoja  matka  nigdy  nie  mówiła  nic  o  Christine?  Nawet  kiedy  Missy  była  mała  albo 

bawiła  się  w  sąsiednim  pokoju?  Czy  kiedy  Christine  przychodziła  odwiedzić  Missy,  nie 
dochodziło do kłótni?

Richard potrząsnął głową. 
– Dzieci są mądrzejsze, niż sądzisz. Domyślają się wielu rzeczy, nawet jeżeli się o nich 

nie  mówi.  Podchwytują  strzępki  rozmów,  wyczuwają  nastroje,  a  potem  ich  wyobraźnia 
wypełnia puste miejsca tej łamigłówki. Richard jęknął z rozpaczą. 

background image

– Nie podejrzewałem, że jest aż tak źle! Czy można jej jakoś pomóc?
Oczy Barbary zaszły łzami. 
– To nie będzie łatwe. 
– Łatwe! – Richard  gorzko się roześmiał. – Zapomniałem już, że w ogóle istnieje takie 

słowo. 

– Uważam, że powinieneś porozmawiać z Missy o Christine. Twoja córka musi wreszcie 

poznać prawdę. 

– To stara historia – powiedział Richard zdławionym głosem. – Co za sens, żeby wciągać 

w to Missy? Po co ma wiedzieć, że... 

– Że kiedy jej ojciec był młody i niedoświadczony, popełnił brzemienny w skutki błąd? 

Myślę,  że  właśnie  to  trzeba  Missy  uświadomić.  – Zarzuciła  Richardowi  ręce  na  szyję  i 
powiedziała, patrząc mu w oczy: – Missy cię uwielbia i boi się, że po raz drugi łamie ci życie. 
Jeżeli  dasz jej do zrozumienia, że i tobie zdarzało się popełniać pomyłki, może uwierzy, że 
rozumiesz ją i pomimo wszystko kochasz. 

– Missy wie, że ją kocham. 
– Oczywiście,  że  wie.  Bo  jesteś  jej  idealnym  tatusiem,  a  idealni  tatusiowie  zawsze 

kochają swoje córki. Wie, że będziesz ją kochać, nawet jeśli skomplikuje ci życie, podobnie 
jak uczyniła to jej matka. Pomyśl jednak, jakie to będzie dla niej ważne, kiedy się dowie, że 
jesteś  na  tyle  niedoskonały,  by  zrozumieć,  co  teraz  przeżywa.  Ona  musi  wiedzieć,  że  bez 
względu  na  wszystko  jesteś  po  jej  stronie,  nawet  jeżeli  podejmie  decyzję,  która  będzie 
korzystna dla niej i dziecka, a nie dla ciebie. 

– Ona  rzeczywiście  uzależnia  swój  wybór  ode  mnie?  Barbara  skinęła  głową,  z  trudem 

powstrzymując łzy. 

– Tak.  A  potem  w  każde  kolejne  święta  czy  urodziny  będzie  rozmyślać  o  utraconym 

dziecku,  aż  wreszcie  kiedyś  zda  sobie  sprawę  z  tego,  że  tak  naprawdę  nigdy  nie  miała 
wyboru. I wtedy odwróci się od ciebie. Ale jeśli teraz zrobisz to dla niej... jeśli sprawisz, że 
będzie mogła dokonać prawdziwego wyboru, jeszcze bardziej cię pokocha. 

Richard znowu chwycił Barbarę za ręce. Wydawała mu się ostoją i wybawieniem. 
– Przedstawiasz  to  tak,  jakbym  czaił  się  przy  łóżku  Missy,  gotowy  wyrwać  jej  z  rąk 

niemowlę. 

– Wcale cię o to nie podejrzewam – zapewniła go Barbara. – Missy też wie, że nie jesteś 

taki. Czy to nie ironia losu, że masz teraz prostować mylne wyobrażenia, z którymi męczyła 
się przez tyle lat?

Richard westchnął. Jego gorący oddech muskał ucho Barbary. 
– Życie jest takie... skomplikowane. 
– Czy poczujesz się lepiej, jeżeli ci powiem, że cię kocham?
– Czy poczuję się lepiej? Przecież jesteś jak opoka. Co bym począł bez ciebie?
– Ale czy będziesz mnie nadal kochać, kiedy przestanę ci być tak rozpaczliwie potrzebna?

– Barbara sama nie była pewna, czy to miał być żart. 

– Pokochałem cię od pierwszego wejrzenia i nic – ani czas, ani rozłąka, ani moje błędy –

nie  jest  w  stanie  tego  zmienić.  To,  że  cię  odnalazłem  w  chwili,  kiedy  byłaś  mi  najbardziej 

background image

potrzebna, to musiał być jakiś... cud. Nagle rozwiała się gęsta mgła, w której błądziłem przez 
tyle lat, i zaświeciło słońce. Ale nawet gdybyśmy się spotkali dopiero za miesiąc, za rok, od 
nowa bym się w tobie zakochał. 

Barbara serce miała przepełnione radością, a gardło ściśnięte ze wzruszenia. Przytuliła się 

więc do Richarda, by choć w ten sposób dać mu do zrozumienia, jak bardzo jest jej bliski. 

Milczenie przedłużało się, aż w końcu Richard zapytał:
– Co zrobimy, jeżeli Missy zatrzyma dziecko?
– Będziemy je po prostu kochać – odparła Barbara. – I Missy też będziemy kochać, by 

wiedziała, że nie jest osamotniona. 

– Wizja małego dziecka w domu trochę mnie przeraża – westchnął Richard. – Ten hałas, 

bezsenne noce, ciągły zamęt... 

– Przecież z Missy jakoś sobie poradziłeś. 
– Ale  byłem  wtedy  znacznie  młodszy.  Miałem  więcej  energii.  Nie  zdawałem  sobie 

sprawy, jak ciężkie są rodzicielskie obowiązki. Po prostuje wykonywałem i już. 

– Więc  pomożesz  Missy  w  ten  sam  sposób.  A  ja  pomogę  tobie.  Może  to  zabrzmi 

idiotycznie,  ale  będziemy  to  robić  dlatego,  że  jesteśmy  rodziną,  a  rodzina  jest  po  to,  żeby 
sobie nawzajem pomagać w trudnych chwilach. 

– To piękne, co mówisz – powiedział Richard. 
– Jest tylko jeden mały kłopot. 
– Nie  mam  nawet  odwagi  spytać  jaki – westchnął  Richard.  – Jeżeli  jest  jeszcze  coś,  o 

czym nie pomyślałem, wolałbym o tym nie wiedzieć. 

Barbara zachichotała. 
– Rzecz w tym, że jak na dziadka wyglądasz nieprzyzwoicie młodo. Nikt ci nie uwierzy! 

Dziadkowie powinni mieć siwe wąsy i strugać drewniane zabawki. 

Richard spojrzał na nią pełnym miłości wzrokiem. 
– Jesteś  jedyną  osobą,  która  potrafi  mnie  w  tej  chwili  rozśmieszyć.  Ale  muszę  ci  coś 

zdradzić – tobie też nikt nie uwierzy. Będziesz najbardziej ponętną babcią pod słońcem. 

– Możesz mi kupić flanelową nocną koszulę. 
– Przecież jesteśmy na Florydzie – roześmiał się Richard. – Nikt tu nie nosi flanelowych 

nocnych koszul. Nie wolałabyś czegoś z koronki, żebym mógł sobie trochę popatrzeć?

– Dziadek nie powinien nawet myśleć o takich rzeczach. 
– To prawda, ale skoro siedzi obok tak wspaniałej babci... 
Roześmiali  się  oboje  i  na  moment  zapomnieli  o  troskach.  Jednak  po  chwili  Barbara 

wyczuła, że Richard znów zaczyna się martwić. 

– Która godzina? – zapytał. 
– Wpół do jedenastej. Czy Missy będzie już spała, jak wrócisz do domu?
– Nie  wiem.  Zawsze  była  nocnym  markiem,  ale  czasami  lubi  się  wcześniej  położyć.  –

Umilkł, a po chwili dorzucił: – Chyba powinienem już iść. 

Barbara skinęła głową. 
– Czuję się kompletnie bezsilny – westchnął. 
– Masz w sobie siłę i miłość. Poradzisz sobie. – Ścisnęła go za rękę i czule pocałowała w 

background image

usta. – A kiedy już się z tym uporasz, staniecie się sobie bliscy jak nigdy dotąd. 

Odprowadziła Richarda do drzwi. 
– Pamiętaj, że istnieje genialny wynalazek zwany telefonem. Daj mi znać, jak ci poszło. 
Skinął głową i obdarzył ją ostatnim pocałunkiem na dobranoc. 
Zaraz po jego wyjściu Barbara położyła się do łóżka. Próbowała trochę poczytać, ale nie 

potrafiła  się  skupić,  bo  głowę  wciąż  miała  zajętą  Richardem  i  Missy.  Pewnie  już  zdążył 
wrócić do domu i lada chwila będzie rozmawiał z córką. 

Natarczywy  dźwięk  telefonu  przerwał  jej  rozmyślania.  Z  sercem  pełnym  niepokoju 

podniosła słuchawkę i powiedziała: „Halo!”

– Missy śpi jak suseł – odezwał się Richard. – Wobec tego nie będę jej budził. Jutro z nią 

porozmawiam. 

– Może  to  i  lepiej – stwierdziła  Barbara.  – Będziesz  miał  więcej  czasu,  żeby  sobie 

wszystko przemyśleć. 

– Wracam  do  ciebie,  Barbaro.  Wyglądaj  przez  okno,  żeby  mnie  wpuścić.  Nie  chcę 

dzwonić, żeby ten wściekły pies znowu nie dostał szału. 

– Teraz? O tej porze?
– Wszystko  załatwiłem.  Moja  sąsiadka,  Cynthia  Munoz,  ta,  którą  widziałaś  na  meczu, 

zanocuje  u  mnie  na  wypadek,  gdyby  Missy  się  obudziła.  Zgodziła  się  chętnie,  bo 
wyświadczyłem jej niejedną przysługę. 

– Aha.  – Barbara  natychmiast  przypomniała  sobie  potężnego  mężczyznę  na  wózku 

inwalidzkim. 

– Mógłbym  zostać  do  rana,  tylko  będę  musiał  wrócić,  zanim  Missy  się  obudzi –

powiedział Richard. – Słuchaj, Barbaro, jeżeli nie chcesz, żebym teraz przyjeżdżał, po prostu 
mi powiedz. Ale jesteś mi tak bardzo potrzebna. Pragnę być z tobą. Przez całą noc. 

Otworzyła mu drzwi w nocnej koszuli, wyciągnęła rękę i zaprowadziła prosto do sypialni. 

Richard rozebrał się i położył obok Barbary. 

– Dziś w nocy nie będziesz miała ze mnie zbyt wiele pożytku – ostrzegł ją. – Chcę tylko, 

żebyś ze mną była. 

Przysunęła się do niego i wtuliła policzek w zagłębienie jego ramienia. 
– Możesz być spokojny, nigdzie się nie wybieram – mruknęła. 
Bo i dokąd miałaby się wybierać, skoro leżała w ramionach Richarda. 

background image

ROZDZIAŁ 13

– Richardzie! – Barbara pocałowała go w policzek. 
– Richardzie! – powtórzyła głośniej, całując w drugi. 
– Ricky!
Powoli  otworzył  oczy  i  nieprzytomnie  rozejrzał  się  wokoło.  Kiedy  przypomniał  sobie, 

gdzie jest, uśmiechnął się. 

– Musisz wstawać – usprawiedliwiała się Barbara. Richard leniwie się przeciągnął. 
– Wcale nie miałam ochoty cię budzić. Tak spokojnie spałeś. – Nawet nie drgnął, kiedy 

rozdzwonił się budzik i Barbara wstała do łazienki. 

– Miałem dobre towarzystwo – mruknął półprzytomnie. 
– Jak to miło otworzyć oczy i zobaczyć cię obok siebie – powiedziała. – A potem sobie 

przypomnieć, jak cudownie mi się zasypiało przy twoim boku. 

Richard objął ją i mocno przytulił. 
– I  tak  właśnie  ma  być.  Tak  będzie.  Jestem  tego  pewny.  Mówił  z  przekonaniem,  które 

wzruszyło Barbarę. Nagle poczuła, że budzi się w nim namiętność. 

– Trzeba  było  nastawić  budzik  pół  godziny  wcześniej  – szepnął,  kryjąc  twarz  w  jej 

włosach. 

Barbara udała zdziwienie. 
– A po co?
– Tak czy inaczej, zostało nam jeszcze parę minut. Nie zmarnujmy ich. 
– Jak sobie życzysz – roześmiała się Barbara. 
Dużo później, wygodnie rozparta na poduszkach, patrzyła na ubierającego się Richarda. 
– Czy coś jest nie tak? – zaniepokoił się. 
– Nie – odparła z uśmiechem. – Wszystko w porządku. Tak właśnie ma być. 
Richard przysiadł na brzegu łóżka i ujął jej rękę. 
– Też tak mówiłem, pamiętasz?
Odpowiedziała  uśmiechem.  Na  moment  pogrążyli  się  w  marzeniach  o  wspólnej 

przyszłości. Niestety, wkrótce musieli wrócić na ziemię. 

– Zatrzymam dziś Missy w domu – stwierdził Richard. 
– Nie  chcę  odwlekać  naszej  rozmowy  aż  do  popołudnia,  a  gdyby  szła  do  szkoły, 

zostałoby nam za mało czasu. 

– To  chyba  dobry  pomysł.  Nie  będziesz  musiał  się  spieszyć,  a  Missy  spokojnie  może 

opuścić jeden dzień. 

Richard westchnął i znużonym wzrokiem spojrzał na Barbarę. 
– Wiesz, na co mam największą ochotę? Z powrotem znaleźć się w twoim łóżku i zostać 

w nim cały dzień. 

– Prędzej czy później musiałbyś z niego wyjść i stawić czoło rzeczywistości. Im szybciej 

to zrobisz, tym lepiej. 

Skinął głową i z ponurym wyrazem twarzy podniósł się z łóżka. 

background image

– Będę o tobie myślała – zapewniła go Barbara. – Zadzwoń do mnie do szkoły, jak tylko 

będziesz miał okazję. 

Jedyną odpowiedzią było posępne skinienie głową. 
Przez cały dzień Barbara była kompletnie wytrącona z równowagi. Oczekując telefonu od 

Richarda, z każdą  godziną bardziej się zdenerwowała. Dawno minęło  południe, a wciąż nie 
było żadnych wieści. Po szkole wróciła do domu i dalej czekała, pełna niepokoju. 

Telefon odezwał się dopiero po piątej. 
– Co z Missy? – krzyknęła, gdy tylko rozpoznała głos Richarda. 
– Wszystko w porządku. 
– Tak długo nie dzwoniłeś. Bałam się, że coś się stało. Chciałam nawet zatelefonować do 

doktor Scofield i spytać, czy Missy nie pojechała do szpitala. 

– Nie wydaje ci się, że natychmiast bym cię zawiadomił?
Barbara głęboko westchnęła. 
– Przepraszam. Niepotrzebnie wpadłam w panikę. 
– Właśnie wróciliśmy z Missy do domu. Spędziliśmy cały dzień na plaży. 
– Wydajesz  się  taki...  – Nie  mogła  znaleźć  odpowiedniego  słowa.  Rozluźniony? 

Rozradowany? – Jak wam poszło? – zapytała. 

– Bardzo dobrze, ale nie chcę mówić o tym przez telefon. Możesz tu przyjechać? Missy 

też chciałaby być przy naszej rozmowie. 

– Do ciebie do domu?
– Będzie nam miło móc cię gościć – powiedział z żartobliwą powagą. 
Barbara była tak zaskoczona nagłą zmianą nastroju Richarda, że myślała o tym nie tylko 

przez całą drogę, ale nawet gdy dzwoniła do drzwi jego domu. Kiedy Richard wychodził od 
niej  o  wpół  do  siódmej  rano,  sprawiał  wrażenie  człowieka  idącego  na  ścięcie.  A  teraz  był 
taki... radosny? To było za słabe określenie... 

Otworzyli  jej  oboje.  Richard  uśmiechał  się.  Missy  powitała  ją  uściskiem,  a  potem 

zaprowadziła  do  salonu,  oddzielonego  szklaną  ścianą  od  osławionego  patia  starszej  pani 
Benson. Barbara usiadła na sofie obok Missy, starając się nie myśleć o pewnej niefortunnej 
randce Richarda. 

Zapadła cisza. Nikt się nie spieszył, żeby zacząć rozmowę. Barbara zauważyła na stoliku 

zdjęcia dziecka, oprawione w nowe, błękitne ramki. 

Milczenie przedłużało się. Patrząc na córkę i ojca, Barbara odniosła wrażenie, że rozsadza 

ich chęć, by jak najprędzej podzielić się z nią najświeższymi wiadomościami. Wreszcie, nie 
mogąc już znieść napięcia, z zachęcającym uśmiechem zwróciła się do Missy:

– Słyszałam, że wybrałaś się dziś na wagary i spędziłaś cały dzień na plaży. 
Missy nieśmiało się uśmiechnęła. 
– Nigdy  by  mnie  pani  o  to  nie  podejrzewała,  prawda?  Nie  mieliśmy  dziś  żadnych 

klasówek i oczywiście postaram się wszystko nadrobić. 

– Chcieliśmy się oderwać na chwilę od tego wszystkiego – powiedział Richard. – A poza 

tym dawno już odkryłem, że najlepiej rozmawia nam się na plaży. 

– Nie puściłam pary z ust – zwróciła się Barbara do dziewczyny konspiracyjnym szeptem. 

background image

Napięcie narastało. Znowu zapadło milczenie. 

– Odbyłem z Missy poważną rozmowę – przemówił w końcu Richard. – Nareszcie wiele 

zrozumiała. 

Dziewczyna w milczeniu skinęła głową. 
– Missy podjęła pewną bardzo ważną decyzję. Czy chcesz sama o tym powiedzieć?
Znów  przytaknęła  i  zerknęła  na  Barbarę.  Miała  oczy  przestraszonego  dziecka.  Po  raz 

kolejny  Barbara  zdała  sobie  sprawę,  że  mimo  zaawansowanej  ciąży  Missy  wciąż  była 
niedojrzała. 

– Nie dorosłam jeszcze  do tego, żeby zostać matką – cicho powiedziała  Missy. – Chcę 

być wolna, umawiać się z przyjaciółmi, a potem wyjechać na studia. Kiedyś, w przyszłości, 
kiedy będę starsza i spotkam właściwego człowieka, wyjdę za mąż i będę miała dzieci. Ale 
dopiero wtedy, kiedy będę na to przygotowana. 

Richard i Barbara znacząco spojrzeli sobie w oczy. 
– Wydaje mi się, że podjęłaś bardzo dojrzałą decyzję, kochanie – odezwała się Barbara. 
– Chcę,  żeby  moje  dziecko  zaadoptował  ktoś  naprawdę  wyjątkowy – ciągnęła  dalej 

Missy. 

Richard zachęcająco skinął głową. Wtedy zwróciła się do Barbary. 
– Chcę,  żeby  to...  pani  adoptowała  moje  dziecko.  – Łza  stoczyła  jej  się  po  policzku.  –

Pani i tatuś. 

Barbara poczuła, że i jej łzy napływają do oczu. Popatrzyła na Richarda. Uśmiechnął się 

przepraszająco i rozłożył ręce. 

– Wyszło szydło z worka. Missy już wszystko o nas wie. 
– Ach – zająknęła  się  Barbara – Ach...  – Nic  lepszego  nie  przyszło  jej  do  głowy. 

Zarzuciła Missy ręce na szyję i wreszcie dała upust łzom. 

– Nikomu innemu bym go nie oddała – rozszlochała się Missy. – Pani będzie wspaniałą 

matką. Och, proszę, będę. taka szczęśliwa, jeżeli pani się zgodzi!

Długo płakały, trzymając się w objęciach, aż wreszcie Barbara otarła łzy i powiedziała:
– Chciałabym porozmawiać z twoim ojcem w cztery oczy. Chyba nie masz nic przeciwko 

temu?

Dziewczyna energicznie potrząsnęła głową. 
– Skądże. Pewnie macie sobie wiele do powiedzenia. Gdybyście mnie potrzebowali, będę 

w swoim pokoju. 

Zabrzmiało to bardzo dorośle, wręcz protekcjonalnie. Barbara z uśmiechem patrzyła, jak 

Missy wychodzi z salonu. Przez chwilę nie odrywali od siebie wzroku, jakby zobaczyli się po 
raz pierwszy w życiu, potem Barbara wzięła głęboki oddech i zapytała:

– Powiedziałeś jej o nas?
– Zdążyliśmy już poruszyć wszystkie inne tematy. Mówiliśmy o Christine i... – przerwał, 

żeby zebrać myśli – i o adopcji. O tak zwanej otwartej adopcji, kiedy matka dziecka może się 
spotykać z przybranymi rodzicami. I wtedy Missy stwierdziła: „Wiesz co, tato, chciałabym, 
żeby pani Wilson miała męża”. 

– Tak powiedziała? Richard skinął głową. 

background image

– Kompletnie mnie zamurowało, a kiedy odzyskałem głos, spytałem dlaczego. A ona na 

to: „Bo wtedy mogłaby zaadoptować moje dziecko”. 

Twarz  Richarda  rozjaśniła  się  ciepłym  uśmiechem.  Barbara  poczuła,  że  oczy  znów  ma 

pełne łez. Siedzieli tak blisko siebie, niemal się dotykając, a mimo to wciąż wydawało jej się, 
że dzieli ich zbyt wielki dystans. 

– Wyjaśniła – mówił  dalej Richard – że  ty rozumiesz, co to  znaczy być  matką, zawsze 

pragnęłaś mieć dzieci i gdybyś była zamężna, mogłabyś zaadoptować jej dziecko. 

Ze wzruszenia Barbara nie mogła znaleźć słów. Richard kontynuował:
– Skoro  tak  się  jakoś  złożyło,  że  mieliśmy  dzień  mówienia  prawdy,  naturalną  koleją 

rzeczy  wyznałem:  „Barbara  była  nie  tylko  moją  szkolną  koleżanką.  Byliśmy  w  sobie 
zakochani. A kiedy się znowu spotkaliśmy, okazało się, że nadal nam na sobie zależy, więc 
poprosiłem ją, żeby za mnie wyszła”. 

Barbara z wysiłkiem przełknęła ślinę. 
– A... A co ona na to?
– Była zaskoczona. 
– Tak myślę. 
– Chciała koniecznie wiedzieć, czy powiedziałaś „tak”
– roześmiał się Richard. – A potem rzuciła mi się na szyję i uznała, że to cudownie. Nasza 

rozmowa znowu zeszła na temat adopcji i Missy spytała, czy, według mnie, zgodziłabyś się 
zaadoptować jej dziecko i czy w tej sytuacji ja nie miałbym nic przeciwko temu. 

Barbara wstrzymała oddech. Serce głucho biło jej w piersi. 
– Co jej odpowiedziałeś? – spytała szeptem. 
– Że na pewno będziesz zachwycona tym pomysłem. 
– Przerwał na chwilę, a potem zapytał: – I co ty na to?
– Od  początku  wiesz,  jak  bardzo  cierpiałam  na  myśl  o  tym,  że  Missy  miałaby  oddać 

dziecko obcym ludziom – odparła Barbara, starając się mówić spokojnie. 

– Czy to znaczy, że będziemy rodzicami?
– To  zależy  od  ciebie – szepnęła.  Jeszcze  nie  mogła  w  to  wszystko  uwierzyć.  Czyżby 

Richard też pragnął zatrzymać to dziecko?

– Dlaczego ode mnie?
– Jeszcze wczoraj wizja małego dziecka w domu wydała ci się przerażająca. 
– Przecież to mój wnuk, Barbaro! Moja krew! Myślisz, że mógłbym się go wyrzec?
– Nie  wyrzec  się  dziecka  i  pragnąć  go,  to  jeszcze  nie  to  samo.  Rodzicielstwo  to 

obowiązek jak małżeństwo. Zgadzam się pod warunkiem pełnej współpracy. 

Wzrok  Richarda  powędrował  ku  błękitnym  ramkom.  Na  moment  jego  oczy  stały  się 

podejrzanie szkliste. Gwałtownie zamrugał. 

– Przyzwyczaiłem się do tego małego człowieczka. Chcę widzieć, jak będzie dorastał. 
– To  będzie  adopcja  w  najprawdziwszym  tego  słowa  znaczeniu.  Staniemy  się  jego 

rodzicami, a Missy będzie jego siostrą. Mam nadzieję, że to zrozumie. 

– Ona to świetnie rozumie. Rozmawialiśmy już o tym. Uważa, że to najlepsze wyjście. I 

ja też jestem tego zdania. 

background image

Spojrzeli sobie w oczy. 
– Tak  być  powinno,  Barbaro.  Kiedy  urodziła  się  Missy,  moje  przedwczesne  ojcostwo 

dało  mi  mało  radości.  Myślę,  że  wiele  straciłem.  Tym  razem  jestem  znacznie  lepiej 
przygotowany – emocjonalnie, materialnie i na wszystkie możliwe sposoby. 

– Jesteś tego pewny? – Wciąż bała się uwierzyć, że to prawda. 
– Tym  razem  będę  dzielił  to  doświadczenie  z  kimś,  kogo  kocham.  A  poza  tym –

uśmiechnął  się – Missy  wkrótce  wyjedzie  na  studia.  Dziecko,  które  prędzej  czy  później 
będziemy mieli, musi mieć towarzystwo. 

– Chcesz mieć ze mną dziecko?
Richard obrzucił ją wymownym spojrzeniem. 
– Myślisz, że żeniąc się z tobą i wiedząc, jak bardzo pragniesz dziecka, mógłbym ci tego 

odmówić? Musiałbym nie mieć serca. 

– Nawet nie myślałam... – Barbara poczuła, że cała drży. – Nie chciałam poruszać tego 

tematu,  kiedy  byłeś  tak  przejęty  sprawami  Missy.  A  zresztą  i  tak  byłam  pewna,  że  nie 
zechcesz zaczynać wszystkiego od nowa. 

– I mimo to zgodziłaś się wyjść za mnie za mąż?
– Przeżyłam  zbyt  wiele  lat  bez  ciebie,  żeby  teraz  odrzucić  taką  szansę.  Zanim  znowu 

pojawiłeś się w moim życiu, zdążyłam się już pogodzić z myślą, że nie będę miała dzieci. –
Spojrzała mu prosto w oczy. – Wolę spędzić resztę życia jako twoja żona i macocha Missy 
niż żyć samotnie, marząc o dziecku. 

– Teraz będziesz miała wszystko, o czym marzyłaś. 
Serce  Barbary  było  zbyt  przepełnione  radością,  by  mogła  usiedzieć  spokojnie  bodaj 

chwilę dłużej. Poderwała się, wyciągając ręce do Richarda. 

– Jak  myślisz,  czy  kobieta,  która  będzie  miała  wszystko,  może  jeszcze  dostać  całusa? 

Bo... – zająknęła się ze wzruszenia – bo bardzo mi tego potrzeba. 

Richard wstał i rozpostarł ramiona. 
– Daj tatusiowi buzi, kochanie!
– Och, Richardzie!
W  tych  dwóch  słowach  zawarła  wszystko – miłość,  radość  i  nadzieję,  które  miały  im 

odtąd towarzyszyć przez całe życie. 

– Już lepiej? – spytał Richard po chwili. ‘
– Uhm – mruknęła. – Czegoś jednak brakuje, żeby było idealnie. 
– Czego?
– Raczej kogo. Naszej Missy. 
– I to już wszystko? – roześmiał się, a potem surowym tonem zawołał: – Missy, chodź no 

tutaj! Ale już!

Zjawiła się w pół sekundy. Z jej oczu wyzierał strach. Richard uśmiechnął się do niej z 

czułością. 

– Twoja nowa mama ma ochotę nas wszystkich uściskać. 
Missy podbiegła i objęła ich. Przez chwilę stali w milczeniu, tuląc się do siebie i wspólnie 

przeżywając radość bycia we troje. 

background image

– Czy to znaczy, że jesteśmy teraz rodziną? – spytała Missy. 
– Tak! – jednocześnie  wykrzyknęli  Richard  i  Barbara,  a  potem  nagle  wybuchnęli 

śmiechem. 

– To mi się podoba – stwierdziła Missy. – Nawet bardzo. 

background image

EPILOG

Kiedy pierwsze krople żelu kapnęły na skórę Barbary, poruszyła się i głośno westchnęła. 
– Ejże! Przecież nawet nie jest zimny – zauważył lekarz, smarując jej obnażony brzuch. 
– Jestem trochę zdenerwowana – wyznała Barbara. 
– Ma pani prawo – powiedział lekarz. – W końcu nie co dzień po raz pierwszy ogląda się 

buzię swojego dziecka. 

Nagle drzwi otworzyły się z hałasem. 
– A  co  to  takiego? – roześmiał  się  lekarz.  – Rodzinka  w  komplecie?  Chyba  zacznę 

sprzedawać bilety!

Do gabinetu weszła Missy, a za nią Richard z chłopcem na ręku. 
– Już najwyższy czas! – zwróciła się do nich Barbara z żartobliwym wyrzutem. 
Chłopczyk ze śmiechem złapał Richarda za nos. 
– No, no! – Barbara pokręciła głową. – Ty mały łobuzie!
– Uhuu! – powtórzyło dziecko. 
Barbara z westchnieniem wzniosła oczy do nieba. 
– Jak my sobie poradzimy z dwójką?
– Będziemy  ich  kochać – odparł  Richard  z  promiennym  uśmiechem – i  łykać  masę 

witamin. 

– Teraz  poszukam  buzi – powiedział  lekarz.  – Ręka  nam  trochę  zasłania.  Musimy 

poczekać, aż maleństwo odwróci się w naszą stronę. 

Barbara,  Richard  i  Missy  z  natężeniem  wpatrywali  się  w  migoczący  ekran.  Barbara 

chwyciła Missy za rękę. 

– Jest! – triumfalnie obwieścił lekarz. – Oczy, nos i usta!
– Och! – westchnęła  Barbara.  – Och,  Richardzie,  Missy,  popatrzcie  na  to!  Widzisz  tę 

buzię, Willy? To twój mały braciszek albo siostrzyczka. 

– Można rozpoznać płeć? – dopytywała się Missy. 
– Zaraz  zobaczymy – powiedział  lekarz.  Na  ekranie ukazały się  rączki, potem  nóżki. –

Jest! – zawołał. – Będziesz miał brata, młody człowieku. 

– Chłopak! – Richard uśmiechnął się z satysfakcją. – Co o tym sądzisz, Willy?
– Dzidzi tu! – Chłopczyk poklepał Barbarę po brzuchu. Jego błękitne oczy, tak podobne 

do oczu Missy, żywo zalśniły. 

– Masz rację – przyznał Richard. – Mama ma w brzuchu dzidziusia. 
– Willy kocha dzidzi – z powagą oświadczył chłopczyk. 
– Wszyscy je kochamy – powiedziała Barbara. – Kochamy twojego braciszka tak samo, 

jak kochamy Missy i ciebie, Willy. 

– Teraz muszę przeprowadzić pomiary. Może pani odczuwać pewien ucisk – wtrącił się 

lekarz, ale nikt nie zwrócił na niego uwagi. 

– Dwóch  urwisów  w  domu!  To  będzie  istne  pandemonium! – roześmiał  się  Richard.  –

Missy, nie przeniosłabyś się na bliższą uczelnię? Mogłabyś wtedy zostać z nami i trochę nam 

background image

pomagać. 

– Nie ma mowy! – stwierdziła Missy. – Jeżeli to będzie taki sam łobuz jak Willy, nie da 

się przy nim uczyć!

Richard i Barbara roześmiali się, ale Missy nagle spoważniała. 
– Cieszę się, że zrobiłaś USG przed moim wyjazdem. 
– Zależało mi na tym – powiedziała Barbara. – W końcu to twój brat. 
– Mogłabym dostać jego komputerowe zdjęcie? – spytała Missy. – Postawiłabym je obok 

naszej rodzinnej fotografii. – Spojrzała na Barbarę i z wymownym uśmiechem ścisnęła ją za 
rękę. – Chcę codziennie patrzeć na obu moich braciszków. 

Następnego ranka Richard  i  Barbara z  Willym  stali  w progu domu, machając Missy na 

pożegnanie. Kiedy jej wyładowany po dach samochód zniknął im z oczu, Richard powiedział:

– Wiem, że Missy robi to, co dla niej najlepsze. Mimo to będzie mi jej brakowało. 
Barbara przytuliła się do niego. 
– Co prawda mamy Willy’ego, ale bez niej dom będzie taki pusty. 
– Nie tak znowu pusty... – nagle przerwał, a po chwili ciągnął dalej: – Kiedy pomyślę, jak 

pusty byłby, gdybym cię nie spotkał, włos jeży mi się na głowie. 

– Ale  jednak  mnie  znalazłeś – powiedziała  Barbara.  – I  mamy  Willy’ego,  i  to 

maleństwo... 

Richard położył dłoń na jej zaokrąglonym brzuchu. 
– O, tak – przyznał z uśmiechem – ale oni kiedyś dorosną i pójdą własną drogą. A ty i ja... 
– Już nigdy więcej nie będziemy trwonić energii na próżne żale i rozmyślania, że mogło 

być inaczej – dokończyła za niego Barbara. 

– To dziwne – stwierdził Richard – straciliśmy tyle czasu, a jednak w końcu dostaliśmy 

od życia wszystko, o czym marzyliśmy. Wszystko, z wyjątkiem tych lat, które bezpowrotnie 
przeminęły. Jak myślisz, czy...?

– Czy co? – spytała. 
– Czy nie dlatego tym bardziej cenimy szczęście, którym los nas teraz obdarzył?
– Na pewno – powiedziała Barbara. 
– Też tak myślę – przytaknął Richard. 
– No to pozostał nam już tylko jeden mały problem – stwierdziła Barbara. 
– Jaki znowu problem? – zaniepokoił się Richard. 
– Musimy  podjąć  decyzję,  które  z  nas  ma  odebrać  Willy’emu  jego  nową  zabawkę.  –

Barbara  głową  wskazała  kąt  podwórza,  gdzie  Willy  z  zaczerwienioną  z  wysiłku  buzią 
usiłował odkręcić kran. 

– O, nie! Tym razem ci się to nie uda! – stwierdził Richard. – Willy! – krzyknął i rzucił 

się w stronę dziecka, ale było już za późno. Kurek ustąpił, a Willy porwał wąż ogrodniczy i 
zaczął nim energicznie wymachiwać w powietrzu. Nim Richardowi udało się dopaść malca, 
wyrwać mu wąż i zakręcić wodę, byli przemoczeni do nitki. 

– Tata mokry! – zachichotał Willy, kryjąc się w bezpieczne ramiona ojca. 
– O, tak, bardzo mokry – ze śmiechem przyznała Barbara, patrząc na zdegustowaną minę 

Richarda. – Ale i tak go kochamy, prawda, Willy?

background image

– Willy kocha tatę. Mama kocha tatę – powtórzył chłopczyk, a Barbara poważnie skinęła 

głową. 

Ociekająca  wodą  twarz  Richarda  rozjaśniła  się  uśmiechem,  pełnym  ojcowskiej  dumy  i 

miłości. 

Biedny Richard. Miał takie miękkie serce. I chyba właśnie dlatego tak bardzo go kochała.