background image

G

LENDA 

S

ANDERS

 

 

WIARA, NADZIEJA, MIŁOŚĆ 

background image

PROLOG 

 

  Pocałunek wyraŜał zaproszenie. Richard nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości. 

Kobieta prowokacyjnie przylgnęła do niego całym ciałem, wsunęła mu język do ust i zaczęła 

nim  poruszać  w  niedwuznacznym  rytmie.  Kiedy  wreszcie  oderwała  wargi,  lekko  odchyliła 

głowę i pytająco spojrzała mu w oczy.   

Niczego takiego nie planował. Nie był teŜ do końca pewny, czy tego chciał. Z wysiłkiem 

przypomniał sobie jej imię, obco brzmiące w jego uszach, i spróbował je wypowiedzieć.   

Mocniej naparła na niego biodrami.   

– Chyba nie chcesz mi powiedzieć, Ŝe cię to nie interesuje? 

Nie  próbował  się  wypierać.  Jego  wygłodzone  ciało  mimowolnie  go  zdradziło.  JuŜ  od 

ponad  roku  nie  miał  kobiety.  A  jednak  milczał,  speszony  tym,  Ŝe  wszystko  zdawało  się 

przebiegać zbyt łatwo.   

Wtedy nastąpił ostateczny atak.   

–  JeŜeli  boisz  się  odpowiedzialności,  biorę  pigułki.  A  poza  tym  przyniosłam  środki 

zabezpieczające.   

Musiał mieć bardzo nieufną minę, bo dorzuciła: 

–  Dziwi  cię  to?  Jesteś  przystojnym  facetem.  Podobasz  mi  się,  a  ja  –  uśmiechając  się, 

wymownie zakołysała biodrami – teŜ chyba nie jestem ci obojętna.   

Richard wciąŜ milczał.   

– PrzecieŜ jesteśmy parą dojrzałych, odpowiedzialnych ludzi. I do tego bez zobowiązań. 

Więc w czym problem? Dlaczego nie mielibyśmy miło spędzić czasu? 

Nie  była  piękna,  ale  na  pewno  bardzo  atrakcyjna.  WciąŜ  czuł  na  podniebieniu  jej 

wyrafinowany, draŜniący pocałunek.   

Ponad rok...   

Wreszcie odpowiedział, ale nie słowami. Pochylił głowę i brutalnie wtargnął do wnętrza 

jej  ust.  Poczuł,  Ŝe  jej  ręce  zaczynają  go  rozbierać.  Błyskawicznie  rozpiął  jej  bluzkę  i  w 

sekundę później jego dłonie spoczęły na obnaŜonych piersiach.   

Przenieśli się na kanapę. JeŜeli przedtem miał jeszcze jakieś zahamowania, pozbył się ich 

ostatecznie wraz z resztą ubrania. W końcu, czyŜ nie jest tylko człowiekiem? 

Byli  tak  pochłonięci  sobą,  Ŝe  nie  usłyszał  ani  odgłosu  otwieranych  drzwi,  ani  cichych 

kroków. Otrzeźwił go dopiero pełen przeraŜenia okrzyk: 

– Tatusiu! 

Uniósł głowę. Kątem oka dostrzegł znikającą dziewczęcą sylwetkę.   

background image

ROZDZIAŁ 1 

 

Dziewczyna  siedząca  naprzeciw  psycholog  Barbary  Wilson  była  ubrana  w  dŜinsy, 

rozciągniętą  bluzę  i  tenisówki.  Miała  miłą,  niemal  dziecinną  buzię  i  szeroko  rozstawione 

błękitne oczy. Długie falujące włosy opadały jej na ramiona, a grzywka, ułoŜona za pomocą 

pianki, sterczała nad czołem jak koguci  grzebień. Siedziała zgarbiona, ze  spuszczoną głową, 

kurczowo  ściskając  w  palcach  pasek  duŜej  dŜinsowej  torby.  Odpowiadała  monosylabami  na 

pytania i jak dotąd ani razu nie podniosła wzroku.   

Nazywała się Missy Benson. Miała szesnaście lat i spodziewała się dziecka.   

– ZłoŜyłaś podanie o indywidualny program do końca semestru – powiedziała Barbara.   

– Uhm. – Mruknięciu towarzyszyło głębokie, bolesne westchnienie.   

Dziewczyna  sprawiała  wraŜenie,  jakby  coś  ją  gnębiło.  Barbara  była  tego  niemal  pewna. 

Nie znała jej zbyt dobrze, ale kiedy poprzednio rozmawiały, wydawała się znacznie bardziej 

kontaktowa.   

– Czy to lekarz kazał ci ograniczyć zajęcia? – spytała Barbara.   

Missy potrząsnęła głową.   

– Termin porodu został wyznaczony na połowę czerwca – ciągnęła Barbara. – JeŜeli nie 

masz  jakichś  powaŜnych  kłopotów  zdrowotnych,  moŜesz  chodzić  do  szkoły  do  końca 

semestru.  Wybrałabyś  sobie  zajęcia  przed  południem  albo  po  obiedzie  i  w  kaŜdej  chwili 

mogłabyś odpocząć w gabinecie pielęgniarki.   

Milczenie. 

Uporczywe 

milczenie 

nastolatki. 

Odwieczna 

zmora 

rodziców 

wychowawców. Barbara odczekała chwilę i dopiero kiedy nabrała pewności, Ŝe Missy nie ma 

zamiaru odpowiedzieć, zapytała: 

– Nie wydaje ci się, Ŝe będziesz się nudzić w domu? Missy wzruszyła ramionami, jakby 

jej to nie obchodziło, ale Barbara podejrzewała, Ŝe było inaczej.   

– Wstydzisz się? – spytała łagodnie.   

– Coś w tym rodzaju.   

Barbara odczekała jeszcze chwilę, a potem powiedziała: 

–  Większość  twoich  kolegów  i  koleŜanek  i  tak  juŜ  wie  o  ciąŜy,  prawda?  –  Wiadomość 

dotarła do Barbary pocztą pantoflową na tydzień przed tym, nim podanie Missy trafiło na jej 

biurko.   

– Chyba tak – szepnęła Missy.   

To juŜ było coś więcej niŜ mruknięcie. Barbara zaczęła być dobrej myśli.   

– Na początku pewnie było ci cięŜko, ale teraz, kiedy wszyscy juŜ się z tym pogodzili, nie 

będzie tak źle.   

Dziewczyna słuchała w milczeniu.   

– Nie wolisz być tutaj, wśród kolegów, niŜ ukrywać się w domu? 

Kolejne cięŜkie westchnienie. Odczekała moment, a potem ni to stwierdziła, ni to spytała: 

– To nie był twój pomysł, Ŝeby zostać w domu, prawda? Nagle Missy zasypała ją lawiną 

słów.   

background image

– Mój tata mówi, Ŝe wszyscy będą się ze mnie śmiali i Ŝe będę się głupio czuła.   

– A co ty o tym sądzisz? 

– Myślę, Ŝe on ma rację. Będę gruba i mogę wyglądać śmiesznie.   

Barbara obdarzyła ją uśmiechem, którym miała nadzieję dodać dziewczynie otuchy.   

– MoŜe rzeczywiście trochę śmiesznie pod sam koniec. JeŜeli twoi przyjaciele będą się z 

ciebie  śmiali  –  mam  na  myśli  twoich  prawdziwych  przyjaciół  –  to  będą  tylko  takie 

dobroduszne  Ŝarty.  Jak  wtedy,  kiedy  masz  nieudaną  fryzurę  albo  poplamisz  sobie  bluzkę 

sosem do spaghetti.   

Missy poruszyła się na krześle. Nieomylny znak, Ŝe mimo wszystko słuchała. I myślała.   

–  Młodzi  ludzie  powinni  trzymać  się  razem  –  dorzuciła  Barbara.  –  W  towarzystwie 

rówieśników poczujesz się o wiele lepiej.   

Missy wciąŜ milczała, wpatrzona we własne ręce.   

– Im dłuŜej będziesz poza szkołą, tym trudniej będzie ci potem wrócić do szkolnej rutyny 

– przekonywała Barbara. – Zostań. Nie chcesz spróbować? 

Missy przygryzła dolną wargę.   

– Zawsze moŜesz zmienić zdanie, gdybyś poczuła się gorzej albo była zbyt zmęczona.   

– Ale mój tata...   

– Czy próbowałaś powiedzieć ojcu, co o tym myślisz? 

Dziewczyna, zgnębiona, potrząsnęła głową. Barbara westchnęła.   

– Tak właśnie sądziłam. Jestem pewna, Ŝe twój ojciec chce cię tylko chronić, ale rodzice 

nie  zawsze  wiedzą,  jak  to  robić.  Zwłaszcza  w  trudnych  sytuacjach.  MoŜe  gdyby  dowiedział 

się, co czujesz i znał opinię specjalistów...   

Po raz pierwszy dziewczyna podniosła wzrok i ich oczy się spotkały.   

– Mogłaby pani z nim porozmawiać, pani Wilson? On panią wysłucha.   

Barbara uśmiechnęła się.   

– Z przyjemnością porozmawiam z twoim ojcem, Missy.   

Dziewczyna  szepnęła  „dziękuję”.  Barbara  poczuła  ukłucie  w  sercu.  Wstała  i  obeszła 

biurko.   

–  Nie  mogę  zrobić  nic  więcej,  dopóki  się  z  nim  nie  spotkam.  Postaram  się  to 

zorganizować jak najprędzej.   

Missy  poderwała  się,  gotowa  do  ucieczki.  Jest  taka  młoda,  pomyślała  Barbara,  taka 

wraŜliwa. I do tego tak przeraźliwie osamotniona.   

–  Wiesz  co,  Czasami  potrzebujemy  tylko  jednego  –  móc  się  do  kogoś  przytulić.  Czułaś 

kiedyś coś podobnego? 

–  Och,  proszę  pani!  –  Dziewczyna  ze  szlochem  rzuciła  się  jej  w  ramiona.  –  Mój  tata 

uwaŜa, Ŝe jestem okropna.   

Barbara objęła ją i zaczęła kołysać jak małe dziecko.   

– Na pewno jest przygnębiony – powiedziała, gładząc dziewczynę po plecach – ale to nie 

znaczy, Ŝe uwaŜa cię za okropną. Prawdopodobnie sam jest przeraŜony.   

– PrzeraŜony? – Missy uniosła głowę i grzbietem dłoni otarła oczy.   

–  Nie  wiedziałaś,  Ŝe  rodzice  teŜ  mogą  być  przeraŜeni?  –  spytała  Barbara,  podając  jej 

background image

pudełko chusteczek do nosa.   

–  Pragną  chronić  swoje  dzieci.  Nie  chcą,  Ŝeby  im  się  przytrafiło  coś  złego.  A  kiedy  coś 

takiego  się  wydarzy,  są  na  siebie  wściekli,  Ŝe  nie  potrafili  temu  zapobiec.  I  to  ich  przeraŜa. 

Nie tylko twój świat wywrócił się do góry nogami. Świat twojego ojca takŜe.   

Missy wzięła chusteczkę.   

– On się mnie wstydzi.   

– Powiedział ci to? 

– Nie musiał. – Głośno wytarła nos. – On nie chce, Ŝeby ktokolwiek mnie widział.   

Barbara znów uściskała Missy.   

–  Jestem  pewna,  Ŝe  ojciec  chce  dla  ciebie  jak  najlepiej.  On  po  prostu  nie  zdaje  sobie 

sprawy, jak wyrozumiali są twoi przyjaciele. Spróbuję mu to wyjaśnić.   

– Dziękuję – szepnęła Missy.   

–  Mam  nadzieję...  –  Barbara  przerwała,  Ŝeby  zebrać  myśli.  –  Są  sytuacje,  w  których 

rodzicom  niełatwo  porozumieć  się  z  dziećmi.  Czasami  krzyczą,  zamiast  rozmawiać,  albo  w 

ogóle  nic  nie  mówią,  bo  tak  jest  wygodniej.  Chciałabym,  Ŝebyś  spróbowała  porozmawiać  z 

ojcem i opowiedziała mu o wszystkim, co czujesz.   

Missy wyprostowała się, zaczerpnęła tchu, a potem skinęła głową.   

Dobrze  rozumiała  dziewczynę,  jej  zmieszanie  i  rozpacz.  Przypuszczała,  Ŝe  Missy  ani 

przez chwilę nie wierzyła, Ŝe rozmowa z ojcem cokolwiek jej da.   

–  Missy  –  powiedziała,  kładąc  dziewczynie  rękę  na  ramieniu  –  jeŜeli  będziesz  chciała  z 

kimś  porozmawiać  albo  po  prostu  przytulić  się  do  kogoś,  moŜesz  zawsze  do  mnie  przyjść. 

Chcę, Ŝebyś o tym wiedziała.   

– Dziękuję pani.   

– Czasami mogę być zajęta. Będziesz wtedy musiała zaczekać kilka minut. Powiesz pani 

Dinker, Ŝe jesteś na mojej specjalnej liście, a ja przyjmę cię o kaŜdej porze.   

– Dziękuję pani.   

–  W  końcu  po  to  tu  jestem  –  mruknęła  Barbara.  Kiedy  Missy  czmychnęła  z  gabinetu, 

Barbara  odchyliła  się  w  krześle  i  westchnęła.  Udzielanie  porad  cięŜarnym  uczennicom 

kompletnie  ją  wyczerpywało.  Były  takie  młode,  zagubione,  niedoświadczone,  a  Ŝycie 

wymagało od nich przedwczesnej dojrzałości.   

Co za ironia losu. Dla tych dziewcząt ciąŜa była tragedią. Barbara, samotna i bezdzietna, 

uwaŜała ciąŜę za błogosławieństwo, którego los jej poskąpił.   

W swoim czasie bardzo chciała mieć dziecko. Dennis takŜe sobie tego Ŝyczył. W końcu 

to było ogólnie przyjęte, a Dennis zawsze robił to, co było ogólnie przyjęte.   

Nigdy jednak nie udało jej się zajść w ciąŜę, a wszelkie nadzieje na dziecko rozwiały się 

wraz z rozpadem jej małŜeństwa oraz w ciągu pięciu pustych lat, które potem nastąpiły.   

W trzydziestym piątym roku Ŝycia Barbara nie mogła narzekać na brak zajęć. Szybko się 

przekonała,  Ŝe  było  mnóstwo  młodych  ludzi  spragnionych  Ŝyczliwego  słowa,  obiektywnej 

porady czy bodaj przyjaznego uścisku. Miała całą szkołę pełną uczniów, z których większość 

będzie  jej  prędzej  czy  później  potrzebować.  A  jednak  to  dojmujące  pragnienie  własnego 

dziecka  wciąŜ  tkwiło  gdzieś  w  głębi  jej  serca  i  napełniało  ją  smutkiem,  ilekroć  patrzyła  na 

background image

niemowlaki albo na dziewczyny czy kobiety w powaŜnym stanie.   

Potrząsnęła  głową  i  sięgnęła  po  teczkę  Missy  Benson.  Jedenasta  klasa.  Wzorowa 

uczennica.  Od  trzech  lat  członek  rady  uczniowskiej.  Śpiewa  w  szkolnym  chórze.  Matka  nie 

Ŝ

yje. Ojciec: Richard Benson. Pośrednik handlu nieruchomościami.   

Richard  Benson!  Barbara  poczuła,  Ŝe  krew  odpływa  jej  z  twarzy.  Czy  to  nie  śmieszne? 

Zareagowała  jak  jedna  z  jej  podopiecznych!  PrzecieŜ  w  całym  kraju  są  setki  Richardów 

Bensonów. W lokalnej ksiąŜce telefonicznej będzie ich z tuzin. Nic nie przemawiało za tym, 

Ŝ

e  ojciec  Missy  to  ten  sam  Richard  Benson  sprzed  lat,  z  oddalonego  o  setki  kilometrów 

małego  miasteczka  w  Georgii.  A  jednak...  Szybko  obliczyła  w  myślach,  Ŝe  córka  Richarda 

powinna  mieć  prawie  siedemnaście  lat.  A  więc  jest  w  wieku  Missy.  Co  będzie,  jeŜeli  się 

okaŜe, Ŝe to jednak ten sam człowiek? 

Z  westchnieniem  ukryła  twarz  w  drŜących  dłoniach.  Potem  głęboko  zaczerpnęła  tchu  i 

zmusiła  się  do  obiektywnej  oceny  sytuacji.  PrzecieŜ  świat  nie  przestanie  się  kręcić  tylko 

dlatego, Ŝe przyjdzie jej stanąć twarzą w twarz z dawnym chłopakiem. Nawet jeŜeli...   

Nawet  jeŜeli  kochała  go  kiedyś  całym  sercem  i  był  jej  tak  bliski  jak  nikt  na  świecie.  A 

jego pocałunki sprawiały, Ŝe ziemia kołysała się pod stopami. Nawet jeŜeli złamał jej serce.   

Richard  Benson  był  kimś  więcej  niŜ  tylko  jej  chłopakiem,  ale  nigdy  nie  zostali 

kochankami i ta świadomość bolała ją i prześladowała nawet po latach.   

Gdyby wtedy pozwoliła Richardowi na wszystko... IleŜ to razy zastanawiała się nad tym. 

JakŜe inaczej ułoŜyłoby się jej Ŝycie, gdyby miała dość odwagi, Ŝeby mu się oddać.   

Ich miłość mogła wciąŜ trwać. Mogli się pobrać, mieć dzieci, na zmianę wstawać do nich 

w nocy. Mogli wspólnie zmagać się z domowym budŜetem i spędzać zimowe noce wtuleni w 

siebie pod olbrzymią kołdrą w małŜeńskim łoŜu.   

Nie byłoby złamanych serc, gniewu, Ŝalu, rozmyślania o tym, Ŝe mogło być inaczej. Nie 

byłoby  Dennisa  Wilsona  i  tych  lat,  w  czasie  których  starała  się  robić  to,  czego  od  niej 

oczekiwano. Nie byłoby przygnębiających wizyt u lekarza i rozpaczliwych prób, Ŝeby począć 

dziecko. Nie byłoby kłótni ojej pracę, nie byłoby rozwodu.   

Gdyby tylko pozwoliła Richardowi na wszystko... Odrzuciła tę myśl, wyprostowała się i 

zaczęła przeglądać akta w poszukiwaniu numeru telefonicznego Richarda Bensona.   

Gdy podała recepcjonistce w Agencji Bensona swoje nazwisko i poprosiła o rozmowę, jej 

głos brzmiał juŜ prawie całkiem normalnie.   

 

Kiedy zadzwonił wewnętrzny telefon, Richard Benson zajęty był studiowaniem umowy.   

– Tak, Margaret, o co chodzi? – zapytał.   

– Co prawda Ŝyczył pan sobie, Ŝebym odbierała wszystkie telefony do pana, ale mam na 

linii  panią  Wilson  ze  szkoły  Missy  –  poinformowała  recepcjonistka.  Richard  poczuł  nagły 

skurcz Ŝołądka. Ze szkoły Missy? 

O BoŜe! A jeŜeli Missy źle się poczuła? 

–  Porozmawiam  z  nią  –  powiedział,  wciskając  przełącznik.  –  Mówi  Richard  Benson  – 

warknął do słuchawki.   

–  Dzień  dobry  panu...  –  Barbara  przełknęła  ślinę.  Szczerze  mówiąc,  nie  była  w  stanie 

background image

stwierdzić,  czy  to  ten  sam  głos,  którego  tak  się  obawiała.  –  Tu  Barbara  Wilson,  szkolny 

psycholog.   

– Czy Missy dobrze się czuje? 

– Tak – odparła Barbara. Pańska córka ma się wprost fantastycznie, dodała ironicznie w 

duchu. – Właśnie wyszła z mojego gabinetu. Nie ma powodu do obaw – dorzuciła.   

MęŜczyzna odetchnął z ulgą.   

– Przeglądałam podanie Missy. Chciałabym je z panem przedyskutować. Czy mógłby pan 

przyjść jutro do szkoły na jakieś pół godziny? 

Czy pozwoli mi pan na siebie popatrzeć, abym się mogła przekonać, czy to ta sama twarz, 

którą mam w oczach od siedemnastu lat? – Tego pytania nie wypowiedziała na głos.   

Richard odetchnął. Tak naprawdę nie był w stanie odpręŜyć się do końca od momentu, w 

którym Missy zakomunikowała mu, Ŝe chyba jest w ciąŜy.   

– Najbardziej odpowiadają mi godziny poranne – powiedział.   

– Ósma trzydzieści? 

– Wspaniale.   

Barbara zamarła. Czas nagle się cofnął. Oto znów siedziała w starym mustangu. Richard 

rozpiął jej bluzkę. Był pierwszym chłopcem, któremu pozwoliła obejrzeć swoje piersi.   

– Wspaniałe – wyszeptał bez tchu.   

Ósma trzydzieści teŜ wspaniale mu odpowiadała.   

–  Wobec  tego  do  zobaczenia  jutro  rano  –  rzuciła  szorstko  i  drŜącą  ręką  odłoŜyła 

słuchawkę.   

– Teraz juŜ wszystko wiesz – powiedziała sama do siebie.   

W  drodze  do  domu  wstąpiła  do  drogerii  po  pastę  do  zębów.  Zazwyczaj  kupowała  tu 

tańsze  mydła  i  proszki  do  prania.  Kiedy  dotarła  do  kasy,  ze  zdumieniem  spojrzała  na 

zawartość koszyka. Drogi balsam do włosów, olejek do kąpieli, tusz do rzęs i szminka.   

Tusz  to  jeszcze  nic  dziwnego.  Skończył  jej  się  parę  tygodni  temu  i  jakoś  dotąd  nie 

znalazła  czasu,  Ŝeby  kupić  nowy.  W  zasadzie  do  pracy  się  nie  malowała.  Jutro  miała  się 

jednak  spotkać  z  Richardem  Bensonem.  Dlatego  teraz  kupowała  tusz  –  i  ciemnoróŜową 

szminkę  w  kolorze  bluzki,  którą  zawsze  nosiła  do  popielatego  kostiumu.  Co  zresztą  innego 

mogła  jutro  włoŜyć,  nie  wzbudzając  podejrzeń?  Nie  mówiąc  juŜ  o  tym,  Ŝe  w  tym  właśnie 

kostiumie było jej najbardziej do twarzy.   

A zresztą, to chyba bez znaczenia.   

Marszcząc brwi, patrzyła na kasjera, który po kolei przesuwał jej zakupy na taśmie. Kogo 

właściwie  chciała  oszukać?  ZadrŜała  na  myśl  o  jutrzejszym  spotkaniu.  MoŜe  dlatego,  Ŝe  jej 

znajomość  z  Richardem  zakończyła  się  w  tak  niemiły,  bolesny  sposób?  A  moŜe  dlatego,  Ŝe 

zakończyła się bezpowrotnie i nieodwołalnie? 

– Tak bardzo cię pragnę, Barbaro – szeptał bez tchu, kiedy odsuwała jego rękę od suwaka 

dŜinsów.   

– Wiem – szepnęła z rozpaczą. – Ale... boję się. Nie jestem jeszcze gotowa.   

Wtedy odezwał się jakimś złym, zdesperowanym głosem: 

– MoŜe powinienem sobie poszukać kogoś, kto jest juŜ gotowy. Dziewczyny, która wie, 

background image

jak zadowolić męŜczyznę.   

Te słowa dotknęły ją do Ŝywego. Przełknęła łzy i dumnie uniosła głowę.   

– JeŜeli tego właśnie chcesz... Proszę bardzo, znajdź sobie kogoś innego.   

– MoŜe tak zrobię.   

– No to zrób.   

– Jesteś tego pewna? 

–  Jasne.  Sam  wiesz  najlepiej,  czego  chcesz.  MęŜczyzna...  Miał  niespełna  dziewiętnaście 

lat. Teraz Barbara była w stanie pojąć komizm jego słów. W sumie śmieszna historia – gdyby 

nie to, Ŝe jej wspomnienie do dziś tak bolało.   

Richard  znalazł  sobie  kogoś  innego.  Christine,  znaną  głównie  z  tego,  Ŝe  świetnie 

wiedziała, jak pocieszyć sfrustrowanych męŜczyzn. Przyprowadził ją na mecz piłki noŜnej.   

Plotka rozeszła się błyskawicznie. Richard  rzucił Barbarę! A ona przyszła sama, pewna, 

Ŝ

e się pogodzą i wszystko znów będzie dobrze.   

Nie  miała  wiadomości  o  Richardzie  aŜ  do  Gwiazdki,  kiedy  wziął  ślub  z  Christine,  Ŝeby 

dać nazwisko ich dziecku. Później dowiedziała się, Ŝe urodziła się im córeczka i Ŝe Richard 

rzucił studia i poszedł do pracy.   

Następnego roku Barbara wyjechała do college’u. Tam właśnie poznała Dennisa. Nie był 

tak  namiętny  jak  Richard.  Nie  wzbudzał  w  niej  gwałtownych  uczuć.  Dlatego  bez  obaw 

zgodziła się z nim spotykać. I z tej samej przyczyny później się z nim rozwiodła.   

A teraz okazuje się, Ŝe Richard teŜ mieszka w Orlando. Co za zbieg okoliczności! 

 

Zjawiła się w szkole wcześniej niŜ zwykle. Wolała być w znajomym otoczeniu. Szczerze 

mówiąc, bała się nieoczekiwanego spotkania

 

na korytarzu.   

Teraz  siedziała  za  biurkiem,  starannie  uczesana,  umalowana  i  uperfumowana,  nerwowo 

rozwaŜając  wszystkie  warianty  rozmowy.  Była  tak  spięta,  Ŝe  nie  pozwoliła  sobie  nawet  na 

filiŜankę kawy.   

Siedemnaście lat... On moŜe być gruby i łysy...   

Co powie? Co ona powinna powiedzieć? 

A jeŜeli jej nie rozpozna? Jak ma się wtedy zachować? Czy ma z uśmiechem wspomnieć: 

– A tak przy okazji, dawniej nazywałam się Simmons.   

A moŜe nie powinna nic mówić? MoŜe lepiej, Ŝeby niczego nie zauwaŜył? 

Mój  BoŜe,  a  co  jeŜeli  wyjawi  mu,  kim  jest,  a  on  nie  będzie  mógł  jej  sobie  nawet 

przypomnieć? 

A jeśli jednak ją pozna i wszystko będzie tak jak siedemnaście lat temu? 

Sama juŜ nie wiedziała, który z tych wariantów najbardziej ją przeraŜał.   

Richard pojawił się pięć minut przed czasem. Nie był gruby. I nie był teŜ łysy. To był ten 

sam Richard, tylko trochę starszy.  I niestety,  Barbara musiała to przyznać, czas pracował na 

jego korzyść.   

Zmarszczki przydały jego twarzy wyrazistości, a włosy, kiedyś spłowiałe od słońca, stały 

się  ciemniejsze.  Trochę  przytył,  za  to  nabrał  powagi,  której  brakowało  mu,  gdy  był  chudym 

nastolatkiem.   

background image

Tak czy inaczej, rozpoznała go od razu.   

On  teŜ  ją  poznał.  Mogła  nawet  dokładnie  określić,  w  którym  momencie.  Wszedł  do  jej 

gabinetu i powiedział: 

– Pani Wil...   

Na chwilę zamilkł zaskoczony, potem jakby odzyskał zdolność mówienia i dokończył: 

– Mój BoŜe! Barbara? 

– Witaj, Richardzie! 

ZdąŜyła  juŜ  zapomnieć,  jak  kiedyś  na  nią  patrzył.  A  moŜe  mając  siedemnaście  lat,  była 

zbyt niewinna, Ŝeby odczuć zmysłowość jego spojrzenia? 

Przyglądali  się  sobie  przez  chwilę,  która  Barbarze  wydała  się  wiecznością.  Napięcie 

zdawało się rozsadzać ściany pokoju. Oddychali z najwyŜszym trudem.   

Richard otrząsnął się pierwszy.   

– Mogłaś mnie uprzedzić – powiedział.   

background image

ROZDZIAŁ 2 

 

Barbara...   

Ilekroć nachodziły go wspomnienia, Barbara jawiła mu się w nich taką, jaką ją widział po 

raz ostatni. A przecieŜ od tamtej pory minęło siedemnaście lat.   

Była  teraz  kobietą  dojrzałą,  lecz  wciąŜ  piękną.  Jej  włosy,  stylowo  ułoŜone,  zachowały 

dawny połysk i na pewno były równie miękkie jak kiedyś.   

Trochę przytyła, ale te dodatkowe kilogramy przydały jej kobiecości. A jej zielone oczy...   

Były dokładnie takie same – ogromne i pełne wyrazu. W ich głębi czaił się lęk, mimo Ŝe 

się uśmiechała.   

– Nie miałam pewności – powiedziała.   

– śe sobie ciebie przypomnę? 

– Nie, Ŝe jesteś tym samym Richardem Bensonem.   

– Nazywasz się teraz inaczej, Barbaro. Cień smutku przemknął przez jej twarz.   

– Byłam zamęŜna.   

– Byłaś? 

– Moje małŜeństwo się rozpadło.   

– Tak mi przykro. – Naprawdę było mu przykro. BoŜe, jak ktoś na tyle  mądry, Ŝeby się 

oŜenić z Barbarą, mógł być jednak takim głupcem, Ŝeby się z nią rozwieść? 

– To stara sprawa – powiedziała.   

Zapadła cisza. Wreszcie Barbara wskazała krzesło po przeciwnej stronie biurka.   

– Musimy porozmawiać o Missy.   

Richard  zacisnął  zęby.  Jego  usta  wyglądały  teraz  jak  blada  kreska.  Dlaczego  akurat 

Barbara?  Jakim  ojcem  musiał  być  w  jej  oczach?  Co  myślała  o  nim  siedemnaście  lat  temu, 

kiedy porzucił ją dla jakiejś hipiski tylko dlatego, Ŝe nie chciała się z nim przespać? 

Nagle  poczuł  się  nagi,  bezbronny  i  pozbawiony  godności.  Jak  rycerz,  którego  wróg 

zaskoczył  bez  miecza  i  zbroi.  Spojrzał  na  Barbarę  zastanawiając  się,  jak  mógł,  choć  przez 

chwilę,  porównywać  ją  do  wroga.  Bo  w  jej  oczach  nie  dostrzegł  potępienia,  tylko  Ŝyczliwą 

troskę.   

Otworzyła teczkę, szybko przejrzała papiery i uśmiechnęła się.   

– Missy to bardzo miła dziewczyna.   

Wzruszył ramionami. Do czego ona zmierza? O ileŜ łatwiej byłoby mu rozmawiać z obcą 

osobą. Za duŜo o nim wiedziała.   

– Mam tu jej podanie. Dlaczego uwaŜasz, Ŝe powinna uczyć się w domu? 

– Missy jest bardzo dobrą uczennicą – odparł. – Nie chcę, Ŝeby ta... sytuacja negatywnie 

odbiła się na jej maturze.   

Barbara skinęła głową.   

Profesjonalny  gest,  pomyślał.  Zupełnie  jak  lekarz,  któremu  pacjent  wylicza  objawy 

swojej choroby.   

– Ona chce iść na studia – dorzucił.   

background image

– Z jej stopniami nie będzie miała z tym najmniejszego problemu.   

Wyczuwając wahanie w głosie Barbary, Richard zapytał: 

– Czy są jakieś przeciwwskazania do nauki w domu? 

– Nie. Raczej wątpliwości. Nie jestem pewna, czy to jest najlepsze wyjście dla Missy.   

Richard przygładził włosy i machinalnie zaczął masować sobie kark.   

– Nie chcę, Ŝeby straciła semestr.   

– Nie ma Ŝadnych powodów, Ŝeby tak się stało – stwierdziła Barbara. – JeŜeli dziecko nie 

urodzi się przedwcześnie, Missy moŜe uczyć się ze swoją klasą do końca roku szkolnego.   

–  Ale  ona  będzie...  –  Richard  westchnął  zgnębiony.  –  Wiesz,  co  mam  na  myśli.  Nie 

chciałbym, Ŝeby się czuła skrępowana.   

– Wolisz, Ŝeby się wstydziła? 

– Nie rozumiem.   

– Czy zastanowiłeś się kiedyś nad tym, co sugerujesz Missy, kaŜąc się jej ukrywać? 

– O  BoŜe! – Richard oddychał z trudem. – Nie  mam pojęcia,  co robić.  Chcę ją  chronić, 

ale...   

– Nie da się chronić dzieci, kiedy stają się dorosłe. MoŜe raczej powinieneś ją wspierać.   

– To teŜ mi nie wychodzi – wyznał z rozpaczą.   

– Na pewno robisz to lepiej, niŜ ci się wydaje – zapewniła go Barbara. – W przeciwnym 

wypadku  nie  zjawiłbyś  się  tutaj.  A  i  Missy  nie  byłaby  taka,  jaka  jest,  gdybyś  postępował 

niewłaściwie.   

Moja  córka  nie  znalazłaby  się  w  takiej  sytuacji,  gdybym  był  lepszym  ojcem,  pomyślał 

Richard z goryczą.   

– UwaŜasz, Ŝe Missy powinna nadal uczęszczać do szkoły? 

–  Tak.  Missy  będzie  się  teraz  zmieniać  nie  tylko  fizycznie,  ale  i  emocjonalnie.  JeŜeli 

będziesz ją zmuszać, Ŝeby się ukrywała, gotowa pomyśleć, Ŝe się jej wstydzisz.   

– Ale koledzy...   

– Badania wykazały, Ŝe młodzieŜ często słuŜy wsparciem i pomocą rówieśnikom w takiej 

sytuacji. Poza tym, im mniej Missy odejdzie od szkolnej rutyny, tym łatwiej będzie jej do niej 

powrócić po urodzeniu dziecka. MoŜe to zabrzmi absurdalnie, ale w całym tym nieszczęściu 

Missy ma to szczęście, Ŝe termin porodu nie przypada w czasie roku szkolnego.   

– Masz rację – przyznał Richard z goryczą. – To rzeczywiście brzmi absurdalnie.   

– Rozmawiałam z Missy i myślę, Ŝe wolałaby brać udział w lekcjach.   

– Ale ona nie ma pojęcia, jak to będzie, kiedy zrobi się gruba jak balon.   

Barbara roześmiała się. Richard był taki naiwny! 

– OkaŜ jej trochę zaufania. W dzisiejszych czasach młodzieŜ wie znacznie więcej niŜ my 

w  ich  wieku.  –  Pochyliła  się  w  jego  stronę.  –  Posłuchaj,  Richardzie,  jeŜeli  pozwolisz  jej 

chodzić do szkoły, będzie mogła w kaŜdej chwili zmienić zdanie i odejść. A na razie niech się 

uczy ze swoją klasą.   

Richard  zmarszczył  brwi  i  zamyślił  się.  Oczywiście  postąpi  zgodnie  z  jej  poradą.  W 

końcu to ona jest ekspertem, a on...   

Westchnął  głęboko.  On  sam  nie  był  Ŝadnym  ekspertem.  Gdyby  było  inaczej,  nie 

background image

siedziałby  tu,  rozmawiając  ze  szkolnym  psychologiem  na  temat  dalszej  nauki  swojej 

brzemiennej córki.   

Barbara  patrzyła  na  niego  ze  zrozumieniem.  Mimo  upływu  lat  i  innej  fryzury  była  taka 

sama jak zawsze. Dobra. Współczująca. Nic dziwnego, Ŝe wybrała pracę z młodzieŜą. Nagle 

zapragnął  dowiedzieć  się,  jak  potoczyło  się  jej  Ŝycie,  odkąd  stracił  ją  z  oczu.  Z  takim 

przekonaniem mówiła o obowiązkach rodzicielskich, ale sama chyba nie mogła mieć dziecka 

w wieku Missy.   

– Masz dzieci? – zapytał.   

–  Nie.  Próbowaliśmy,  ale...  –  Gdyby  nie  znał  jej  tak  dobrze,  pewnie  przeoczyłby  cień 

smutku w jej oczach.   

– Szkoda – powiedział. Uśmiechnęła się.   

– Mam za to mnóstwo dzieci w tym budynku. Richard skinął  głową. Pewnie zajmowała 

się  trudnymi  uczniami,  tak  jak  ktoś,  kto  zbiera  bezdomne  szczenięta.  Barbara  znów  zajrzała 

do dokumentów.   

– Mam tu informację, Ŝe matka Missy nie Ŝyje. Richard spuścił wzrok.   

– Zginęła w wypadku samochodowym, kiedy Missy miała siedem lat.   

– To straszne! 

– Przed wypadkiem Missy nie widziała matki kawał czasu, a jednak bardzo to przeŜyła. – 

Zamilkł  i  przełknął  ślinę.  –  Zawsze  wierzyła,  Ŝe  na  skutek  jakiejś  cudownej  przemiany 

Christine  zacznie  wreszcie  postępować  jak  prawdziwa  matka.  Kiedy  zginęła,  te  nadzieje 

ostatecznie się rozwiały.   

– Ty i Christine...   

– Macierzyństwo niewiele ją obchodziło. A bycie Ŝoną – jeszcze mniej.   

– Przykro mi, Ŝe tak ci się nie udało. Richard roześmiał się z goryczą.   

– To bardzo wielkodusznie z twojej strony.   

–  To  było  dawno  temu,  Richardzie.  –  Barbara  wyprostowała  się.  –  Byliśmy  jeszcze 

dziećmi.   

Zapadła krępująca cisza. Wreszcie Barbara odezwała się łagodnym tonem: 

– Nigdy nie Ŝyczyłam ci źle, Richardzie.   

– Wiem. Zresztą nawet nie musiałaś. Ja sam jestem winien własnemu nieszczęściu.   

– Za to masz Missy.   

– Tak – westchnął i pomyślał, Ŝe choć starał się jak mógł, nie radził sobie z obowiązkami 

rodzicielskimi, podobnie jak nie potrafił umiejętnie postępować z Ŝoną.   

– Czy Missy utrzymuje bliŜszy kontakt z jakąś kobietą? Czy jest jakaś osoba, której ufa? 

Richard potrząsnął głową.   

– Nie. Od czasu... – zaczerpnął tchu – do zeszłego roku mieszkała z nami moja matka. To 

ona wychowywała Missy, odkąd Christine odeszła. Ale nawet gdyby tu była, nie sądzę, Ŝeby 

Missy zwróciła się do niej. Moja matka...   

– Jeśli dobrze pamiętam, twoja matka nie była szczególnie liberalna.   

– Więc rozumiesz, w czym problem.   

– To całkiem normalne, Ŝe młodzieŜ w tym wieku odsuwa się od rodziców. Przy róŜnicy 

background image

dwóch pokoleń przepaść bywa jeszcze większa.   

Na chwilę umilkła. Znowu wpada w ten swój profesjonalny ton, pomyślał Richard.   

– Missy potrzebuje teraz kogoś, z kim mogłaby swobodnie porozmawiać. A poniewaŜ w 

waszym domu nie ma Ŝadnej kobiety, powinniście się zwrócić do poradni rodzinnej.   

– Pomówię z nią o tym – obiecał Richard.   

–  Dobrze.  –  Barbara  z  westchnieniem  odchyliła  się  w  krześle.  –  Zawsze  mam  opory, 

doradzając coś takiego. Ludzie niechętnie decydują się na wizytę w poradni. Cieszę się, Ŝe w 

twoim przypadku jest inaczej.   

– Zgodzę się na wszystko, co będzie dobre dla Missy.   

–  To  oczywiste.  –  Kiedy  patrzyła  na  niego,  wszystko  stawało  się  oczywiste:  rozpacz  i 

poczucie  winy,  miłość  do  córki  i  troska  o  nią,  wreszcie  świadomość,  Ŝe  nie  jest  w  stanie 

rozwiązać jej problemów. KaŜdego dnia spotykała się z rodzicami, którzy mieli większe czy 

mniejsze  kłopoty.  Sytuacja  Richarda  Bensona  była  szczególna,  poniewaŜ  musiał  samotnie 

borykać się z własnymi problemami.   

– SłuŜę listą poradni, gdyby Missy się zdecydowała. MoŜecie teŜ spytać waszego lekarza 

– powiedziała, siląc się na słuŜbowy ton.   

– Twoje referencje są wystarczające. Pracujesz z młodzieŜą.   

Barbara skinęła głową i wyjęła z szuflady jakąś broszurę.   

–  Kiedy  podejmiecie  decyzję,  daj  mi  znać.  JeŜeli  tylko  będzie  wam  potrzebna  moja 

pomoc,  nie  wahaj  się...  –  przerwała  i  podejrzliwie  spojrzała  na  Richarda.  Patrzył  na  nią  i 

uśmiechał się.   

– Czy coś przeoczyłam? 

– Nie. Po prostu wciąŜ trudno mi uwierzyć, Ŝe to ty siedzisz za tym biurkiem.   

– Zwykły zbieg okoliczności – uśmiechnęła się Barbara.   

–  Powinnaś  być  w  holu  i  wyjmować  ksiąŜki  z  szafki  numer  dwa-dwa-cztery,  a  nie 

udzielać porad w gabinecie.   

– Dwa-dwa-cztery? Ciągle pamiętasz numer mojej szafki? 

– Bo sam miałem dwa-dwa-sześć. Zapomniałaś? 

–  Nie.  A  potem  zdałeś  maturę  i  zostawiłeś  mnie  na  pastwę  jakiegoś  idioty,  który  dostał 

szafkę po tobie.   

Na chwilę zatonęli we wspomnieniach. W końcu Richard potrząsnął głową.   

– Czy naprawdę którekolwiek z nas myślało, Ŝe kiedyś dorośniemy? 

– Nie mieliśmy wyboru – stwierdziła ze smutkiem Barbara. – Piotruś Pan to tylko mit.   

Jej imię. Jej głos, który draŜnił mu zmysły i budził wspomnienia... Wspomnienia tak nie 

na miejscu w tym gabinecie, gdzie udzielała porad rodzicom uczniów.   

Barbara zerknęła na zegarek.   

– Mam kolejne spotkanie – powiedziała, czując się jak tchórz. – JeŜeli jest jeszcze coś...   

Podniósł się. Machinalnie wyciągnął rękę.   

– Dziękuję ci za to, Ŝe pomagasz Missy.   

Kiedy poczuł jej dłoń, mocno zacisnął wokół niej palce.   

– Mój BoŜe, Barbaro, kto by pomyślał, Ŝe wpadniemy na siebie tutaj, kilkaset kilometrów 

background image

od naszego rodzinnego miasteczka? 

– Przyjaciele nazywają mnie teraz Barb – powiedziała.   

– A mnie Rick. Roześmiała się cicho.   

– Chyba rzeczywiście staliśmy się dorośli. Niechętnie puścił jej rękę.   

– Masz umówioną kolejną wizytę.   

– Daj mi znać, gdy juŜ coś postanowicie.   

Richard skinął głową i wyszedł. Nogi miał jak z ołowiu.   

Barbara odczekała, aŜ zniknie za drzwiami, a potem jakby zapadła się w krześle. Musiała 

odreagować  jego  wizytę.  Często  zastanawiała  się  nad  tym,  co  by  poczuła,  gdyby  znowu 

spotkała Richarda. 

A teraz się spotkali i nagle wszystko stało się jasne.   

Jakby znów miała szesnaście lat i była szaleńczo zakochana.   

To minie, zapewniała samą siebie. To tylko przepojone nostalgią wspomnienia. Wkrótce 

będzie po wszystkim i sama będzie się z siebie śmiała.   

Tak, wkrótce... Za kolejne siedemnaście lat...   

Tymczasem  czekają  masa  roboty.  W  końcu  rodzice  zawsze  będą  potrzebowali  porady. 

Teraz teŜ juŜ siedzą pod drzwiami gabinetu.   

Przez  cały  dzień  Richard  zaprzątał  jej  myśli.  TakŜe  wieczorem.  I  w  nocy.  WciąŜ 

rozpamiętywała  magię  ich  związku  i  gorycz  jego  zdrady.  A  przed  oczami  miała  jego  twarz: 

zgnębioną  sfrustrowaną  naznaczoną  poczuciem  winy.  Nie  mogła  teŜ  przestać  rozmyślać  o 

Missy – wraŜliwej, pozbawionej matki dziewczynie, która była córką Richarda.   

Tylko jednego pytania Barbara starała się sobie nie zadawać. Czyjej dziecko z Richardem 

wyglądałoby jak Missy? 

Następnego  ranka  Barbarze  parokrotnie  przemknęło  przez  głowę,  Ŝe  Richard  moŜe 

zadzwonić,  by  poinformować,  co  Missy  postanowiła  w  sprawie  wizyty  w  poradni.  Nie 

spodziewała  się  jednak,  Ŝe  zobaczy  jego  nazwisko  na  liście  rodziców  umówionych  na 

przedpołudnie.  Zdziwiona  wyjrzała  do  poczekalni.  Richard  natychmiast  poderwał  się  i 

podszedł do niej.   

– Będziesz mogła mnie przyjąć? Dosłownie na minutę. Ich oczy się spotkały.   

– JeŜeli moŜesz zaczekać...   

– Dobrze. Poczekam. Później, w gabinecie, spytała: 

–  Nie  masz  nic  przeciwko  temu,  Ŝe  będę  jadła  podczas  naszej  rozmowy?  –  Wyjęła  z 

szuflady zawiniętą w papier kanapkę, paczkę chipsów i jabłko.   

– Nie miałem zamiaru pozbawiać cię przerwy na lunch.   

– Nie po raz pierwszy jem przy biurku.  I pewnie nie po raz ostami. Rozgość się. To nie 

jest normalny posiłek.   

Richard  zdjął  marynarkę  i  powiesił  ją  na  oparciu  krzesła.  Barbara  rzuciła  mu  jabłko  jak 

baseballową piłeczkę. Schwycił je, obejrzał uwaŜnie i zapytał: 

– Kusi mnie pani, pani Wilson? 

– Staram się tylko być uprzejma. Poczęstowałabym cię kanapką, ale moŜesz zjeść coś w 

drodze do biura, a ja nie mogę się stąd ruszyć.   

background image

–  Szkoda,  Ŝe  o  tym  nie  wiedziałem.  Przyniósłbym  ci  zapiekankę  i  truskawki  w 

wiklinowym koszyczku.   

Jej śmiech zabrzmiał naturalnie i szczerze.   

– Ile razy jadłeś zapiekankę na lunch? 

– Raz czy dwa razy w Ŝyciu – odpowiedział z udaną powagą.   

Nie stracił poczucia humoru, pomyślała. To wciąŜ ten sam Richard. Richard, który złamał 

jej serce. Gdy sobie to uświadomiła, łzy stanęły jej w oczach.   

– Rozmawiałem z Missy – odezwał się po chwili.   

– I co powiedziała? 

– Zgadza się, ale pod pewnym warunkiem. Barbara, zaskoczona, odłoŜyła kanapkę.   

– Pod jakim warunkiem? 

– śe to ty weźmiesz ją pod swoją opiekę.   

– Ja? PrzecieŜ...   

Richard wzruszył ramionami.   

– Dlatego do ciebie przyszedłem. Nie wiem, jaka jest procedura, ale Missy... – Westchnął 

głęboko. – Ona chce rozmawiać tylko z tobą. Nie zgadza się na nikogo obcego. Powiedziałem 

jej, Ŝe muszę ciebie o to zapytać.   

– Ale ja nie mam licencji. Nie pracuję w poradni, tylko w szkole.   

– Oczywiście zapłacę ci.   

– Nie chodzi o pieniądze. Jak w ogóle moŜna brać pieniądze za coś takiego? 

– PrzecieŜ problem Missy nie polega na tym, Ŝe ma mordercze skłonności.   

–  Tu,  w  szkole,  nie  mogę  zapewnić  Missy  takiej  opieki,  jaka  jest  jej  w  tej  chwili 

potrzebna.   

– Ale ona dobrze się z tobą czuje – perswadował Richard.   

– MoŜe udałoby nam się coś zorganizować raz czy dwa razy w tygodniu.   

– Dziękuję – rzucił Richard z ulgą.   

Popatrzyła na niego wyczekująco, ale on tylko potrząsnął głową.   

– Po prostu... dziękuję ci. Czasami jestem bardziej skołowany niŜ moja córka.   

Barbara uśmiechnęła się pobłaŜliwie.   

–  Missy  jest  młoda,  a  brak  doświadczenia  to  błogosławieństwo  młodości.  Poczucie 

rzeczywistości to przekleństwo rodziców.   

Przyjął tę filozoficzną uwagę w milczeniu. W końcu wstał.   

– Zająłem ci juŜ zbyt wiele czasu.   

–  Ale  nie  zdąŜyłeś  nawet  zjeść  jabłka  –  zauwaŜyła.  Popatrzył  na  jabłko,  skrzywił  się  i 

ostroŜnie połoŜył je na skraju biurka.   

–  Nie  mógłbym  przyjąć  jabłka  od  nauczycielki.  Barbara  czuła,  Ŝe  powinna  powiedzieć 

coś dowcipnego albo przynajmniej sensownego, ale pod przenikliwym spojrzeniem Richarda 

zabrakło jej nagle słów.   

–  To  czyste  szaleństwo  –  rzekł,  wkładając  w  te  trzy  słowa  całą  swoją  bezradność.  – 

Muszę  się  z  tobą  zobaczyć,  ale  nie  tutaj.  Gdzieś,  gdzie  będziemy  mogli  swobodnie 

porozmawiać.   

background image

Barbara skinęła głową.   

– Dziś wieczorem? – zapytał. – Wezmę cię na kolację.   

– Przyjdź do mnie – powiedziała. – Tak będzie wygodniej. Ja coś przygotuję.   

– Ciągle pieczesz te twoje pierniczki? – rozmarzył się nagle.   

– Nie piekłam ich od lat – przyznała się – ale mam jeszcze gdzieś przepis.   

W  drodze  do  domu  zatrzymała  się  przed  supermarketem.  Kupiła  kakao  i  orzechy  do 

pierniczków. Wstąpiła teŜ do drogerii. Tym razem nie po tusz do rzęs.   

background image

ROZDZIAŁ 3 

 

Pierniczki  stygły  na  blasze.  Ziemniaki,  owinięte  w  papierowe  serwetki,  takŜe  były 

gotowe. Wystarczyło je tylko włoŜyć do kuchenki mikrofalowej. Piersi kurczaka moczyły się 

w zalewie.   

Barbara zanurzyła się w pachnącej wodzie. Po gorączce zakupów, gotowania i sprzątania 

zarezerwowała sobie piętnaście minut na relaks.   

Letnia  kąpiel  przynosiła  ulgę  i  koiła  nerwy,  boleśnie  napięte  od  chwili,  w  której 

rozpoznała w słuchawce głos Richarda Bensona; odpręŜała, ale nie była w stanie przywrócić 

spokoju i opanować gonitwy myśli.   

Richard  Benson  przychodzi  na  kolację!  Upiekła  mu  pierniczki.  Jakby  nie  minęło 

siedemnaście lat. Czuła się tak samo podekscytowana, znowu ściskało ją w Ŝołądku i była w 

stanie najwyŜszej euforii jak zawsze przed jego wizytą. Nawet pierniczki piekła z tym samym 

radosnym uczuciem, bo wiedziała, jak bardzo je lubił.   

Próbowała  sobie  uświadomić,  Ŝe  nie  jest  juŜ  nastolatką.  Jest  dorosła,  ma  prawie 

trzydzieści  pięć  lat.  A  Richard  to  nie  czarujący  student,  ale  stroskany  ojciec,  którego  córka 

spodziewa się dziecka i tak bardzo potrzebuje kobiecej rady.   

Z westchnieniem oparła głowę o brzeg wanny. Czemu na przykład nie wpadła na niego w 

supermarkecie? Albo w zoo? Zajmował się sprzedaŜą nieruchomości – dlaczego nie spotkała 

go,  kiedy  próbowała  kupić  dom?  ,  Richard.  Ilekroć  zamykała  powieki,  miała  przed  oczami 

jego  twarz.  WciąŜ  ten  sam,  a  jednak  odmieniony  –  dojrzały  i  pewny  siebie,  a  zarazem  tak 

bezradny,  gdy  chodziło  o  córkę.  Jego  córka.  Kochana,  wraŜliwa  Missy,  która  uznała,  Ŝe  z 

Barbarą łatwo się rozmawia.   

Barbara  miała  nadzieję,  Ŝe  nigdy  nie  będzie  Ŝałować  decyzji,  aby  się  zająć  Missy. 

Dziewczyna nie była przecieŜ niezrównowaŜona. Potrzebowała jedynie towarzystwa dojrzałej 

kobiety,  a  Barbara  zawsze  miała  słabość  do  dzieci  spragnionych  miłości  i  uwagi.  Czy 

powinna  jednak  angaŜować  się  tak  bardzo  akurat  tym  razem?  W  końcu  chodzi  o  córkę 

Richarda.   

Córka  Richarda...  Los  potrafi  czasami  być  przewrotny.  Ofiarował  Richardowi  dziecko, 

którego  nie  chciał,  w  chwili  kiedy  nie  był  na  to  przygotowany,  odmawiając  jednocześnie 

dzieci  Barbarze,  choć  tak  bardzo  ich  pragnęła.  A  teraz  postawił  na  jej  drodze  Missy, 

zmuszając Barbarę do przyjęcia delikatnej roli przyjaciółki i powiernicy.   

MoŜe  to  nie  była  mądra  decyzja,  ale  w  przypadkach  takich  jak  ten  Barbara  nigdy  nie 

kierowała się rozsądkiem. PrzecieŜ pomogłaby kaŜdemu, kto by tego potrzebował. A fakt, Ŝe 

Missy  była  córką  Richarda,  czynił  ją  tylko  jeszcze  droŜszą  jej  sercu.  Gdyby  los  ułoŜył  się 

inaczej...   

Szybko odrzuciła tę myśl. Po co te wszystkie gdybania? 

Dawno juŜ przebolała zdradę Richarda i miała swoje własne Ŝycie.   

Niechętnie  wypuściła  wodę  z  wanny  i  zaczęła  się  wycierać  puszystym  ręcznikiem. 

Richard  powinien  zjawić  się  wkrótce,  a  chciała  dobrze  wyglądać.  Nie  za  dobrze,  by  nie 

background image

sprawiać  wraŜenia,  Ŝe  włoŜyła  w  to  zbyt  wiele  wysiłku,  ale  po  prostu  dobrze.  Po  dłuŜszym 

namyśle  zdecydowała  się  na  czarne  dŜinsy  i  koralowy  golf.  Obcisłe  spodnie  doskonale 

podkreślały jej kobiecą figurę, a w czerwieni zawsze było jej do twarzy. Srebrny wisiorek w 

kształcie  serca,  który  dostała  od  rodziców  na  urodziny,  stanowił  eleganckie  uzupełnienie 

prostego stroju. Jeszcze tylko odrobina róŜu na policzki, ostatni ruch grzebieniem, i juŜ była 

gotowa na przyjęcie Richarda.   

UłoŜyła pierniczki na talerzu i zaczęła nakrywać do stołu, bezładnie przekładając serwetki 

aŜ  do  chwili,  kiedy  dzwonek  obwieścił  przybycie  Richarda.  Z  bijącym  sercem  podeszła  do 

drzwi.   

Richard  przyniósł  kwiaty.  Z  nieśmiałym  uśmiechem  wręczył  Barbarze  bukiet 

przewiązany wstąŜką.   

– Nie byłem pewny, czy lubisz wino.   

– Jakie piękne – powiedziała, kryjąc twarz w kwiatach. – Dziękuję.   

Przeszli  do  kuchni.  Barbara  włoŜyła  bukiet  do  wazonu.  Potem  zajęła  się  kolacją. 

Wstawiła  ziemniaki  do  kuchenki  mikrofalowej.  Z  piekarnika  rozchodził  się  smakowity 

zapach kurczaka.   

– Zawsze byłaś dobrą kucharką – stwierdził Richard.   

– Nie wydaje mi się, Ŝeby odgrzewanie ziemniaków w kuchence mikrofalowej i pieczenie 

kurczaków  wymagało  jakichś  szczególnych  kwalifikacji  –  odpowiedziała  z  uśmiechem.  –  A 

tak  przy  okazji,  chcesz  czymś  popić  tego  pierniczka,  którego  właśnie  podkradłeś?  MoŜe 

szklankę mleka? 

– Co? – spytał i roześmiał się. Za plecami, w zaciśniętej dłoni trzymał pierniczek. – Nie 

będzie Ŝadnych kazań na temat psucia sobie apetytu? 

– Nie jestem twoją matką – zauwaŜyła, sięgając do lodówki po karton mleka. – Poza tym, 

nie przypominam sobie, Ŝeby cokolwiek było w stanie popsuć ci apetyt.   

Richard odgryzł kawałek pierniczka, zamknął oczy i westchnął z zachwytem.   

– Pyszne jak zawsze.   

I  nie  chodzi  tylko  o  pierniczki,  pomyślał,  biorąc  z  rąk  Barbary  szklankę  mleka.  Mleko, 

pierniczki...  i  Barbara.  Jej  twarz,  głos,  dobroć  i  bezpośredniość  sprawiły,  Ŝe  cofnął  się  do 

czasów, kiedy wszystko wydawało się proste, dopóki nie popełnił straszliwej pomyłki.   

Przez  siedemnaście  lat  Ŝałował  swej  młodzieńczej  nie  przemyślanej  decyzji. 

Siedemnaście  lat!  Ojcostwo...  śona,  która  nie  nadawała  się  ani  do  małŜeństwa,  ani  do 

macierzyństwa.  Nieustanny  wyraz  potępienia  w  oczach  matki.  Ciągła  pogoń  za  pieniądzem. 

Poczucie  winy  w  stosunku  do  wszystkich,  których  skrzywdził  albo  rozczarował.  Łącznie  z 

nim samym. I z Barbarą...   

Nie  mógł  zapomnieć  jej  pobladłej  twarzy,  kiedy  zobaczyła  go  z  Chnstine  uwieszoną  u 

jego ramienia. Nie czul wtedy Ŝadnej satysfakcji. Nagle poraziła go świadomość, Ŝe popełnia 

horrendalny błąd i, co gorsza, nie ma ochoty się z tego wycofać. Chnstine garnęła się do niego 

i  oznaczała  seks.  A  Barbara...  Barbara  z  tymi  swoimi  oczami  zranionej  łani  juŜ  raz  go 

odtrąciła.  Pomyślał  wtedy,  Ŝe  nadeszła  pora,  Ŝeby  wreszcie  zrozumiała,  czego  potrzebuje 

męŜczyzna.   

background image

MęŜczyzna!  Miał  dziewiętnaście  lat  i  za  wszelką  cenę  chciał  dowieść  swojej  męskości. 

Tymczasem dowiódł wyłącznie głupoty.   

–  Wyglądają  tak  pięknie.  –  Barbara  postawiła  wazon  z  kwiatami  na  stole,  nakrytym  na 

dwie osoby. Odwróciła się i omal nie zderzyła z Richardem. Odskoczyła z cichym okrzykiem, 

a potem nerwowo się roześmiała.   

– Przepraszam. Nie jestem przyzwyczajona do obecności drugiej osoby w kuchni.   

Zwłaszcza do obecności Richarda Bensona. Miał metr osiemdziesiąt i był szczupły, ale w 

tym małym pomieszczeniu wydawał się znacznie większy. Cofnęła się o krok, mimo to wciąŜ 

czuła bijący od niego Ŝar.   

Ich spojrzenia spotkały się na moment. Potem Richard uniósł brwi i mruknął: 

– MoŜe lepiej ja popilnuję pierniczków, a ty zajmij się kolacją.   

Kątem oka dostrzegła, Ŝe wziął następne ciastko. Uśmiechnęła się.   

–  Zawsze  się  zastanawiałam,  czy  je  lubisz,  czy  tylko  udajesz,  Ŝeby  sprawić  mi 

przyjemność.   

– Tak jak ty udawałaś, Ŝe podoba ci się „Młody Frankenstein”? 

– Wcale nie udawałam.   

– Byliśmy na tym filmie sześć razy.   

– Siedem – poprawiła go.   

– Ale ty ani razu nie obejrzałaś go w całości. Co chwila ze strachu kryłaś twarz na mojej 

piersi, a potem wmawiałaś mi, Ŝe film bardzo ci się podobał.   

–  Bo  wiedziałam,  Ŝe  tobie  się  bardzo  podobał,  a  nie  chciałam,  Ŝebyś  poszedł  do  kina  z 

kimś  innym  –  powiedziała.  –  Zwłaszcza  z  którymś  z  tych  twoich  kumpli.  Potem  godzinami 

obgadywalibyście biust Teri Garr.   

Richard wybuchnął śmiechem.   

– Biust Teri Garr! PrzecieŜ tylko dlatego ciągle namawiałem cię na ten film, Ŝe tak się do 

mnie tuliłaś. Czułem wtedy twoje piersi i z trudem zauwaŜałem jakąś Teri Garr na ekranie.   

Barbara się zarumieniła. Richard, zaŜenowany swoim wyznaniem, wzruszył ramionami.   

– W końcu miałem tylko dziewiętnaście lat. Wybuchnęli śmiechem.   

Kiedy zadzwonił zegar mikrofalowej kuchenki, Barbara stwierdziła: 

– Kolacja gotowa.   

Usiedli. Richard błyskawicznie spałaszował wszystkie ziemniaki i trzy kurze piersi.   

–  ZdąŜyłem  juŜ  zapomnieć,  jak  smakuje  domowa  kuchnia  –  powiedział  tonem 

usprawiedliwienia, kiedy skończył.   

– Zwłaszcza odkąd mama się wyprowadziła.   

– A ty i Missy...? 

–  Nigdy  nie  nauczyliśmy  się  gotować.  Mama  miała  taką  manię.  Kiedy  gotowała,  nie 

wpuszczała nikogo do kuchni.   

–  Więc  co  wieczór  jecie  pizzę?  –  Barbara  nie  potrafiła  nawet  wyobrazić  sobie  czegoś 

podobnego.  Jednym  z  jej  najwcześniejszych  wspomnień  była  zabawa  w  kucharkę  pod 

czujnym okiem babci.   

–  Przyswoiłem  sobie  trudną  sztukę  gotowania  klusek  –  wyjaśnił  ironicznie  Richard.  – 

background image

Kupowaliśmy do nich róŜne gotowe sosy. A Missy nauczyła się tak smaŜyć hamburgery, Ŝeby 

nie były surowe w środku i spalone z wierzchu. Ostatnio postanowiłem iść z duchem czasu i 

kupiłem kuchenkę mikrofalową.   

– Nie mieliście przedtem kuchenki? 

–  Missy  twierdzi,  Ŝe  jesteśmy  ostatnią  rodziną  w  Ameryce,  która  sobie  wreszcie  kupiła 

kuchenkę  mikrofalową.  Mama  nie  chciała  się  zgodzić.  UwaŜała,  Ŝe  takie  urządzenia  są 

radioaktywne.   

– Dokąd wyjechała twoja matka? – spytała Barbara.   

– Oczywiście nie musisz mi tego mówić.   

– To nie tajemnica. Wuj zapadł na chorobę Alzheimera, więc pojechała do siostry, Ŝeby 

jej pomóc w najcięŜszym okresie. Wuj zmarł zeszłego lata, a mama została u ciotki.   

– Głęboko odetchnął. – Teraz podróŜują po Europie. Wyjechały na sześć tygodni.   

– To wspaniale. Richard zawahał się.   

– To chyba najlepsze wyjście... dla nas wszystkich.   

– Zwłaszcza dla Missy, prawda? Spojrzał Barbarze w oczy.   

–  Mama  zawsze  zajmowała  się  Missy.  Nawet  zanim  Christine  i  ja...  ale  ostatnio,  odkąd 

Missy...  stała  się  kobietą...  –  westchnął  bezradnie  –  kiedy  wyjechała,  wszyscy  odczuliśmy 

ulgę.   

– I dlatego masz poczucie winy? 

–  Czy  twoja  mama  nigdy  ci  nie  mówiła,  Ŝe  to  brzydko  czytać  w  cudzych  myślach?  – 

obruszył się Richard.   

– Nie – odparła Barbara – ale jestem pewna, Ŝe byłoby lepiej, gdyby twoja matka poznała 

twoje myśli.   

Richard popatrzył na nią podejrzliwie.   

– Do czego zmierzasz? 

– Uznałeś, Ŝe jej metody wychowawcze nie są w tej chwili najodpowiedniejsze dla twojej 

córki. To wcale nie oznacza, Ŝe zapomniałeś, jak wiele Missy jej zawdzięcza.   

Richard potrząsnął głową.   

–  Kiedy  Missy  zwierzyła  mi  się  ze  swojego...  problemu,  odruchowo  pomyślałem:  co  za 

szczęście, Ŝe nie ma tu mojej matki. Boję się o tym jej powiedzieć. Historia się powtarza.   

Historia  się  powtarza,  pomyślała  Barbara.  Nagle  przed  oczami  stanął  jej  Richard  z 

Christine ostentacyjnie uczepioną jego ramienia. Zraniona, spuściła wzrok.   

Wygląda  dokładnie  tak  samo  jak  siedemnaście  lat  temu,  pomyślał  Richard.  Nagle 

ogarnęło go poczucie winy. Nigdy nie przeprosił Barbary za to, co między nimi zaszło.   

Po tej idiotycznej kłótni, podczas której wykrzyczał tyle strasznych rzeczy, nie rozmawiał 

z nią ani razu aŜ do wczorajszego dnia, kiedy stanął z nią twarzą w twarz w jej gabinecie. A 

przecieŜ  wtedy,  zaraz  po  powrocie  do  akademika,  chciał  zadzwonić.  Potem  doszedł  do 

wniosku, Ŝe lepiej będzie poczekać, aŜ się zobaczą.   

A moŜe nie trzeba było czekać? Przez ile juŜ lat na próŜno zadawał sobie to pytanie? Czy 

byłoby  lepiej,  gdyby  napisał  list  albo  zatelefonował  do  Barbary,  jeszcze  zanim  wybuchła 

bomba  i  okazało  się,  Ŝe  Christine  jest  w  ciąŜy?  A  moŜe  byłoby  mu  jeszcze  cięŜej?  Czy 

background image

znalazłby w sobie dość siły, Ŝeby oŜenić się z Christine, gdyby nie miał przeświadczenia, Ŝe 

Barbara pogardza nim za to, jak ją potraktował? 

– Nie musisz tego kończyć. – Głos Barbary wyrwał go z niewesołych rozmyślań. Dopiero 

wtedy zdał sobie sprawę, Ŝe machinalnie grzebie widelcem w talerzu.   

–  Nie  mam  zamiaru  zostawić  ani  kęsa  –  mruknął,  choć  do  reszty  stracił  apetyt.  Pokroił 

resztki kurczaka, przełknął je i odsunął talerz.   

Zapadła  cisza.  I  co  teraz,  pomyślała  Barbara.  Nagle  ogarnęła  ją  fala  gorąca.  Zmieszana 

zerwała się i zaczęła zbierać ze stołu talerze.   

– A teraz zdradź, co robiłeś przez te wszystkie lata – poprosiła.   

– Wszystko ci opowiem przy zmywaniu.   

– Jesteś moim gościem. Nie musisz...   

– Pozwól mi zrobić chociaŜ tyle. Ty przygotowałaś kolację.   

Barbara uśmiechnęła się.   

–  Nie  musisz  mnie  namawiać.  Nie  znoszę  zmywania.  A  moŜe  masz  ochotę  na  kawę?  – 

spytała. – Co – prawda, jest jeszcze dość wcześnie, ale moŜemy wypić bezkofeinową i...   

– Chętnie się napiję – wpadł jej w słowo.   

Barbara wsypała kawę do dzbanka i zalała ją wrzątkiem, a potem wsparta o kuchenny blat 

patrzyła, jak Richard układa talerze w zmywarce.   

– Miałeś mi opowiedzieć, co się z tobą działo przez te siedemnaście lat.   

–  Nie  bardzo  jest  o  czym  mówić  –  stwierdził.  –  Missy  juŜ  widziałaś.  Oficjalnie  moje 

małŜeństwo z Christine trwało trzy  lata,  ale tak naprawdę skończyło się znacznie wcześniej. 

Matka pomagała mi wychowywać Missy aŜ do ubiegłego roku. I to właściwie wszystko.   

– Niezupełnie – sprzeciwiła się Barbara. – W swoim czasie dotarła do mnie wiadomość, 

Ŝ

e  rzuciłeś  studia.  Teraz  jesteś  właścicielem  dobrze  prosperującej  agencji  handlu 

nieruchomościami.   

– Chwytałem się róŜnych zajęć, Ŝeby jakoś związać koniec z końcem – wyjaśnił Richard. 

–  Te,  które  lubiłem,  były  źle  płatne.  A  nierzadko  okazywało  się,  Ŝe  robię  coś,  czego  bardzo 

nie lubię, a co w dodatku jest nieprzyjemne i nieopłacalne.   

Spojrzał na swoje dłonie i ciągnął dalej: 

–  Kiedy  pracowałem  w  sklepie  z  narzędziami,  zwrócił  na  mnie  uwagę  jeden  z  naszych 

klientów.  Zapytał,  czy  nie  myślałem  o  tym,  Ŝeby  zająć  się  handlem,  bo  umiem  łatwo 

nawiązywać kontakty z ludźmi. Nie byłem pewny, o co mu chodzi. Ale kiedy zaproponował 

mi,  Ŝebym  się  rozejrzał  po  jego  agencji  obrotu  nieruchomościami  i  sam  się  przekonał,  czy 

taka  praca  by  mi  odpowiadała,  postanowiłem  spróbować.  Zawsze  to  lepsze  niŜ  sprzedawać 

gwoździe.   

– I okazało się, Ŝe znakomicie sobie poradziłeś.   

–  Po  prostu  trafiłem  na  stosowny  moment  –  powiedział.  –  W  tamtych  czasach,  Ŝeby 

odnieść  sukces,  nie  trzeba  było  się  specjalnie  wyróŜniać.  Wystarczyło  być  przeciętnym.  A 

jeŜeli ktoś wyrastał ponad przeciętność, wiodło mu się świetnie.   

– Nie bądź taki skromny – powiedziała Barbara. – Musiałeś wykazać się nie byle jakimi 

umiejętnościami, skoro udało ci się załoŜyć własną agencję.   

background image

Richard uśmiechnął się ze smutkiem.   

– Zawsze dostrzegasz w człowieku to co najlepsze.   

– MoŜe właśnie dlatego zostałam psychologiem.   

–  Sam  nie  wiem,  dlaczego  twoja  obecność  w  tym  gabinecie  tak  mnie  zaskoczyła.  W 

końcu, jeśli się zastanowić, to najodpowiedniejsze miejsce dla ciebie.   

Obrzuciła go sceptycznym spojrzeniem.   

–  Gabinet  psychologa  –  tak,  ale  niekoniecznie  w  szkole  twojej  córki.  Tym  bardziej  Ŝe 

znajdujemy się o setki kilometrów od naszego rodzinnego miasta.   

– Ja trafiłem tutaj dzięki korzystnej sytuacji na rynku nieruchomości w tych stronach. A 

ty, Barbaro? Co ciebie tu przywiodło? 

–  Nowe  otoczenie,  nowe  szkoły.  Kiedy  prowadziłam  zajęcia  ze  studentami,  moją 

promotorką była pani Stephon, która później została tutaj kuratorem. Kiedy się tu przeniosła, 

zaproponowała  mi  posadę  na  swoim  terenie.  Spodobały  mi  się  okolice,  praca  teŜ  mi 

odpowiadała.   

Zapadło milczenie. Wreszcie Barbara powiedziała: 

– Kawa juŜ gotowa.   

Napełniła dwie filiŜanki i zaproponowała: 

– Przenieśmy się do pokoju.   

Richard  usiadł  w  jednym  z  obszernych  foteli,  stojących  po  obu  stronach  sofy.  Barbara 

wręczyła mu filiŜankę, a drugą postawiła na niskim stoliku.   

–  Mam  nowe  nagranie  przebojów  z  lat  siedemdziesiątych  –  powiedziała.  –  Chcesz 

posłuchać? 

– Jasne.   

– To smutne, Ŝe przeboje z naszej młodości naleŜą juŜ do historii – stwierdziła, wkładając 

kasetę do odtwarzacza. Z głośników popłynął dyskotekowy przebój grupy Bee Gees.   

– Parę dni temu słyszałem w radiu dyskusję na ten temat – powiedział Richard.   

–  Czy  to  aby  nie  znaczy,  Ŝe  zaczynamy  się  starzeć?  My  mielibyśmy  się  zestarzeć?  – 

pomyślał Richard.   

Właśnie  spotkał  kobietę,  której  złamał  serce,  kiedy  była  w  wieku  jego  córki  –  jego 

brzemiennej córki – a ona się martwi, Ŝe mógłby uwaŜać ją za starą.   

–  Tak.  To  chyba  jeden  z  objawów  starości  –  zaŜartował  patrząc,  jak  Barbara  zdejmuje 

buty i podkula pod siebie nogi. Zawsze tak robiła, kiedy miała ochotę porozmawiać.   

Z  głośników  płynęła  cicha  muzyka.  Pili  kawę  zatopieni  we  wspomnieniach.  Wreszcie 

Barbara odstawiła filiŜankę.   

– Pomyślałam sobie, Ŝe Missy mogłaby przychodzić do mnie po szkole, raz w tygodniu. 

Rozmawiałybyśmy o róŜnych sprawach.   

– U ciebie w domu? To bardzo miłe z twojej strony, ale...   

– Będzie się tu czuła lepiej niŜ w szkolnym gabinecie. Potrząsnął głową.   

– Z pewnością, ale... to chyba zbyt wiele...   

– Osobiste kontakty z uczniami to najprzyjemniejsza strona mojej pracy.   

–  Ale  przyjmowanie  uczniów  u  siebie  w  domu  chyba  trochę  wykracza  poza  twoje 

background image

obowiązki? 

Barbara wzruszyła ramionami.   

– Twojej córce potrzebna jest przyjaciółka.   

Richard westchnął głęboko, a potem spojrzał Barbarze w oczy.   

–  Wiem,  Ŝe  Missy  potrzebna  jest  przyjaciółka.  I  wiem,  Ŝe  trafiła  w  dobre  ręce.  Nie 

chciałbym tylko naduŜywać twojej Ŝyczliwości.   

– Missy jest moją uczennicą – przypomniała Barbara. – I twoją córką – dodała łagodnie. – 

Podejrzewasz mnie o to, Ŝe mogłabym odmówić jej pomocy? 

Znowu zapanowało milczenie, które przerwał Richard: 

–  Nie,  myślę,  Ŝe  nikomu  nie  odmówiłabyś  pomocy.  Jednego  tylko  nie  rozumiem.  Jak 

moŜesz spokojnie na mnie patrzeć po tym, co ci zrobiłem? Barbara cięŜko westchnęła.   

–  Nie  mam  zamiaru  zaprzeczać,  Ŝe  mnie  wtedy  zraniłeś.  Złamałeś  mi  serce.  Myślę  nie 

tylko o tej kłótni. W końcu przeŜyliśmy tyle szczęśliwych chwil...   

–  Przepraszam,  Ŝe  cię  skrzywdziłem.  Nie  o  to  mi  wtedy  chodziło.  Ja  tylko... 

próbowałem...   

Barbara gorzko się uśmiechnęła.   

– Próbowałeś być dorosły.   

– Byłem po prostu głupi.   

– Popełniłeś błąd. W młodości wszyscy popełniamy błędy.   

–  Ale  nie  tego  rodzaju  –  zaprotestował  Richard.  Nie  takie,  pomyślał,  których 

konsekwencje trzeba ponosić przez całe Ŝycie.   

– MoŜe nie ten konkretny błąd – zgodziła się Barbara. Wszystkich nas prześladują jakieś 

upiory z przeszłości, dodała w duchu.   

Richard podniósł do ust pustą filiŜankę.   

– Jest jeszcze kawa w dzbanku – powiedziała Barbara, ale on odstawił filiŜankę na stolik i 

podniósł się.   

– Nie, dziękuję. Muszę juŜ iść.   

– Zapakowałam ci parę pierniczków. Zaraz przyniosę.   

Wstała i poszła do kuchni. W obcisłych dŜinsach i kolorowym swetrze, z rozpuszczonymi 

włosami,  wyglądała  równie  młodo  jak  jej  uczennice.  Po  chwili  wróciła  z  papierową  torbą, 

którą wręczyła Richardowi.   

– Będę się musiał tłumaczyć przed Missy.   

– Więc ona nic nie wie o twojej wizycie? Potrząsnął głową.   

–  Wyjaśniłem  jej  tylko,  Ŝe  powinienem  na  chwilę  wyjść.  Pewnie  pomyślała,  Ŝe  mam 

spotkanie z klientem.   

– Mówiłeś jej, Ŝe się znamy? 

– Nie. Wydawało mi się, Ŝe nie ma powodu.   

–  NaleŜałoby  coś  jej  powiedzieć  –  stwierdziła  Barbara.  –  Nie  musi  wiedzieć,  Ŝe 

spotykaliśmy  się.  Wystarczy,  jeśli  wspomnimy,  Ŝe  chodziliśmy  razem  do  szkoły.  W  końcu 

ś

wiat  jest  mały.  JeŜeli  dowie  się  o  tym  przypadkiem,  moŜe  pomyśleć,  Ŝe  chcieliśmy  ją 

oszukać.   

background image

Richard  machinalnie  skinął  głową.  Jego  uwagę  bez  reszty  przykuły  poruszające  się  usta 

Barbary.   

– Zobaczę się z nią jutro w szkole i wyznaczymy terminy spotkań – ciągnęła Barbara.   

I wtedy z głośników popłynęła ta piosenka. JakŜe znajoma piosenka. Nucili ją wspólnie w 

mustangu Richarda. Tańczyli przy jej muzyce, całowali się...   

– To nie było zaplanowane – pospiesznie wyjaśniła Barbara. – Nawet nie wiedziałam, Ŝe 

ta piosenka jest...   

Zaplanowane  czy  nie,  było  juŜ  za  późno,  Ŝeby  cokolwiek  zatrzymać.  Piosenkę, 

wspomnienia, ramiona Richarda, które nagle ciasno ją otoczyły, i jego usta, które spoczęły na 

jej wargach. Za późno, Ŝeby powstrzymać nagły przypływ namiętności, który zagarnął ich bez 

reszty.   

W ostatnim przebłysku rozsądku Barbara pomyślała, Ŝe nie popełni tego samego błędu po 

raz drugi.   

Objęła Richarda i przyciągnęła do siebie, wodząc dłońmi po jego plecach, jakby chciała 

go wchłonąć. Pod naciskiem jego ust jej wargi rozchyliły się, by go przyjąć.   

Richard atakował wszystkie jej zmysły.  śar, który  bił od niego, jego siła, zapach, smak, 

namiętny pomruk, który wyrwał się z jego piersi, kiedy miaŜdŜył usta Barbary – wszystko to 

sprawiało,  Ŝe  omdlewała  teraz  bez  tchu.  Nie  była  w  stanie  ani  myśleć,  ani  nawet  oddychać. 

Pragnęła juŜ tylko jednego – kochać się z Richardem.   

Kiedy niespodziewanie ją odsunął, doznała wstrząsu.   

–  Barbaro!  Nie  wolno  nam  tego  robić!  –  powiedział  głucho,  niemal  siłą  rozplatając 

obejmujące go ramiona.   

Nie wolno im tego robić! To niepojęte! Czegoś takiego nie przeŜywała od siedemnastu lat 

i  przez  te  wszystkie  lata  czekała  na  tę  chwilę.  Jak  mógł  ją  odtrącić,  kiedy  nareszcie  się 

odnaleźli?  Dlaczego  nie  pragnął  doprowadzić  do  końca  tego,  co  tyle  czasu  czekało  na 

dokończenie? 

Nagła  odmowa  Richarda  sprawiła  jej  ból.  Wpatrzyła  się  w  jego  twarz,  szukając 

odpowiedzi  na  nurtujące  ją  pytania,  ale  wyczytała  z  niej  jedynie  odbicie  własnej  udręki. 

Potem drŜącymi rękami poprawiła sweter, jakby to mogło cokolwiek naprawić.   

– Czy jesteś... związany z kimś innym? – spytała schrypniętym głosem.   

– Nie – potrząsnął głową. – To byłoby zbyt proste.   

– Więc dlaczego? 

Richard  nie  mógł  znieść  jej  spojrzenia.  Zamknął  oczy  i  ukrył  twarz  w  dłoniach,  tłumiąc 

okrzyk rozpaczy.   

– Nie umiem ci tego wyjaśnić – powiedział głucho.   

– To nie tak, Ŝe  cię nie  chcę. Pragnę  cię aŜ do bólu. Od chwili  gdy przekroczyłem próg 

twojego gabinetu.   

– No to powiedz mi dlaczego! – krzyknęła zgnębiona.   

– Nie jesteśmy dziećmi. Jesteśmy dorośli i odpowiedzialni. Będziemy... ostroŜni. Nikogo 

przecieŜ  nie  skrzywdzimy.  Powiedz  mi  chociaŜ  tyle.  Czy  uwaŜasz,  Ŝe  moglibyśmy  w  ten 

sposób wyrządzić komuś krzywdę? 

background image

Z głośników wciąŜ płynęła piosenka, szydząc z uczuć, które w nich wzbudzała.   

Richard  połoŜył  ręce  na  ramionach  Barbary,  jakby  chciał  ją  utrzymać  na  bezpieczny 

dystans.   

–  Mój  BoŜe,  Barbaro!  Nie  jestem  w  stanie  myśleć,  kiedy  na  ciebie  patrzę.  Ani  mówić... 

Ani nic ci wyjaśnić...   

– Nie proszę cię, Ŝebyś mówił ani cokolwiek wyjaśniał. Proszę cię tylko o to, Ŝebyś się ze 

mną kochał.   

–  JeŜeli  zostanę  jeszcze  pół  minuty,  na  pewno  to  zrobię  –  powiedział  opuszczając  ręce, 

jakby się bał, Ŝe swoim dotykiem rani Barbarę. – A wtedy oboje będziemy tego Ŝałować.   

–  No  to  idź!  –  spokojnie  powiedziała  Barbara,  a  kiedy  Richard  doszedł  do  drzwi  i  ujął 

klamkę,  dodała:  –  Myślałam,  Ŝe  stałeś  się  dorosły,  Richardzie.  Miałam  nadzieję,  Ŝe  twoje 

błędy czegoś cię nauczyły. Teraz widzę, Ŝe to były tylko poboŜne Ŝyczenia. Jesteś wciąŜ tym 

samym egoistą, który mnie przed laty porzucił.   

Popatrzył na nią z bólem. Jego usta poruszyły się, jakby chciał wypowiedzieć jej imię, ale 

nie  wydobył  się  z  nich  Ŝaden  dźwięk.  Potrząsnął  głową,  wyprostował  zgarbione  ramiona  i 

wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi.   

background image

ROZDZIAŁ 4 

 

Barbara zamarła na środku pokoju, z poczuciem, iŜ poniosła druzgocącą klęskę.   

Potem, stopniowo, zaczęła do niej docierać rzeczywistość.   

Stara  sentymentalna  piosenka  nagle  się  urwała.  Z  głośników  popłynął  hałaśliwy 

dyskotekowy przebój. Barbara podbiegła i wyłączyła magnetofon.   

Nagła  cisza,  zamiast  przynieść  ukojenie,  jeszcze  bardziej  ją  przytłoczyła.  Jak  w  transie 

przeszła  przez  pokój  i  osunęła  się  na  sofę,  a  potem  z  podciągniętymi  pod  brodę  kolanami 

zaczęła się kołysać. Wstrząsnął nią dreszcz.   

Richard  znowu  ją  odtrącił!  Kiedy  miała  siedemnaście  lat,  potraktowała  jego  zdradę  z 

właściwą młodości wielkodusznością, usprawiedliwiając wszystko brakiem dojrzałości. Teraz 

jednak  była  prawie  trzydziestopięcioletnią  kobietą  i  uznała,  Ŝe  trudno  wytłumaczyć 

zachowanie  dojrzałego  męŜczyzny,  jakim  był  Richard,  czym  innym  niŜ  tylko  brakiem 

zainteresowania.   

Obolała i sfrustrowana, z dojmującym uczuciem zawodu, wyszeptała jego imię. Przez tyle 

lat  marzyła  o  chwili,  w  której  Richard  weźmie  ją  w  ramiona,  a  kiedy  wreszcie  ten  moment 

nadszedł...   

Wtuliła  twarz  w  poduszkę,  a  z  jej  piersi  wyrwał  się  cichy  szloch.  MoŜe  popełniła  błąd, 

kurczowo  trzymając  się  marzeń.  Czy  Richard  nosił  w  sercu  bodaj  cząstkę  tego  marzenia?  A 

przecieŜ kiedy ją całował, wydawało jej się, Ŝe...   

Z  furią  odrzuciła  poduszkę.  JakŜe  była  głupia!  W  całym  tego  słowa  znaczeniu!  I  teraz 

przyjdzie jej z tym Ŝyć. Na domiar złego, prędzej czy później, znowu będzie musiała spotkać 

się z Richardem. PrzecieŜ obiecała, Ŝe zajmie się jego córką. Czy będzie w stanie spojrzeć mu 

w oczy i zachowywać się tak, jakby tego nieszczęsnego wieczoru w ogóle nie było? 

JuŜ wkrótce miała się o tym przekonać, i to w najmniej spodziewanym miejscu.   

Wybrała  się  do  hali  sportowej,  gdzie  zorganizowano  mecz  koszykówki.  Przy  wejściu 

przystanęła  obok  kiosku  z  napojami  i  zaczęła  się  rozglądać  za  Susan  Tanner,  nauczycielką 

biologii. Susan wyszła za mąŜ za trenera druŜyny koszykarskiej, więc czuła się w obowiązku 

uczęszczać  na  wszystkie  mecze  i  dopingować  jego  podopiecznych.  Barbara  często  jej 

towarzyszyła.   

Trzymając  w  jednej  ręce  droŜdŜówkę,  a  w  drugiej  butelkę  wody  sodowej,  odeszła  od 

okienka  i  juŜ  miała  wejść  na  salę,  kiedy  pod  wpływem  impulsu  zawróciła,  aby  wziąć  kilka 

serwetek.   

Właśnie  wtedy  zobaczyła  Richarda.  Stał  przy  stoisku  z  hot  dogami.  I  nie  był  sam! 

Towarzyszyła  mu  bardzo  atrakcyjna  kobieta,  o  wybitnie  południowym  typie  urody.  Była 

ubrana  w  sportową  koszulkę,  która  opinała  jej  kształtny  biust,  i  szorty  w  kolorze  khaki 

podkreślające  szczupłą  talię  i  smukłe  nogi.  Patrząc  na  nią,  Barbara  poczuła  się  jak  szara 

myszka.   

Kobieta  z  oŜywieniem  tłumaczyła  coś  Richardowi,  wyciskając  jednocześnie  musztardę  i 

ketchup  na  leŜące  przed  nią  hot  dogi.  Barbara  juŜ  miała  się  odwrócić,  ale  w  tym  momencie 

background image

Richard powiedział coś do swojej towarzyszki i oboje wybuchnęli śmiechem.   

Zamarła,  wpatrzona  w  rozbawioną  parę.  Przed  oczami  stanął  jej  obraz  roześmianego 

Richarda  z  inną  kobietą,  a  raczej  dziewczyną  –  podczas  innego  meczu,  w  całkiem  innym 

mieście. Stała jak sparaliŜowana, na nowo przeŜywając dawną zdradę i wstyd.   

Dlaczego po tylu latach to wspomnienie wciąŜ sprawiało jej ból? 

Dlatego, odpowiedziała sama sobie, Ŝe nie dalej jak wczoraj Richard znowu cię zostawił. 

Chciałaś mu się oddać, a on po prostu sobie poszedł. Z wysiłkiem odwróciła wzrok, ale było 

juŜ  za  późno.  Richard  zauwaŜył  ją,  powiedział  coś  do  swojej  towarzyszki  i  zdecydowanym 

krokiem ruszył w stronę Barbary.   

Tylko natychmiastowa ucieczka mogła ją uratować, ale trudno przedzierać się przez tłum 

uczniów,  rodziców  i  nauczycieli,  nie  wzbudzając  sensacji.  Cofnęła  się  parę  kroków,  ale 

Richard juŜ był przy niej i trzymał za rękę.   

– To nie to co myślisz, Barbaro – powiedział. – To tylko moja sąsiadka. Przyjaźnimy się, 

ale...   

–  Nie  musisz  się  tłumaczyć,  Richardzie.  Nie  moja  sprawa,  z  kim  jesteś  i,  szczerze 

mówiąc, nic mnie to nie obchodzi.   

– Widziałem, jak na mnie patrzyłaś. Twoje oczy mówiły co innego.   

– To tylko... – Opuściła głowę. – Po prostu przez chwilę coś mi się przywidziało.   

– Za nic w świecie nie chciałbym sprawić ci przykrości.   

– Richardzie, proszę cię – powiedziała błagalnym tonem.   

– Missy wspomniała, Ŝe z nią rozmawiałaś. Barbara w milczeniu skinęła głową.   

– Podobno ustaliłyście dzień spotkań.   

–  Wtorek  –  westchnęła  z  rezygnacją.  Po  co  w  ogóle  się  na  to  zgodziła?  Czy  uda  jej  się 

zachować  bezstronność  w  kontaktach  z  dziewczyną?  Bo  jeśli  coś  spartaczy,  Missy  pierwsza 

za to zapłaci.   

– Ona tak się cieszy...   

– Rick! – Głos towarzyszki Richarda przerwał ich rozmowę.   

Trzymając w uniesionych rękach hot dogi, kobieta uśmiechała się przepraszająco.   

– Muszę wracać do kiosku – zawołała. – Automat do popcornu...   

Richard zwrócił się do Barbary: 

– Muszę iść. MoŜe moglibyśmy...   

– Myślę, Ŝe nie – odpowiedziała, a kiedy odszedł, weszła do sali i wmieszała się w tłum.   

Udało  jej  się  dotrzeć  do  Susan,  ale  przez  pierwszą  ćwiartkę  meczu  drŜała  ze  strachu,  Ŝe 

Richard  mógłby  je  znaleźć.  Rozluźniła  się  dopiero  w  połowie  drugiej  ćwiartki  i  z 

zainteresowaniem  zaczęła  śledzić  grę.  TuŜ  przed  przerwą  miejscowa  druŜyna  przegrywała 

róŜnicą dwóch punktów. Dosłownie w ostatnich sekundach środkowy druŜyny Eddie Munoz 

rzucił  wyrównującą  piłkę  i  natychmiast,  zdopingowany  entuzjastyczną  owacją  kibiców, 

zdobył kolejne dwa punkty.   

–  Co  za  mecz!  –  wykrzyknęła  Susan.  –  Roger  z  wraŜenia  nie  będzie  mógł  zasnąć  przez 

cały tydzień. Chyba Ŝe pomogę mu się odpręŜyć – zachichotała.   

– Jesteś beznadziejna – skrzywiła się z niesmakiem Barbara.   

background image

–  Raczej  nieznośna  –  mruknęła  Susan.  –  Kiedy  przygotowują  się  do  rozgrywek,  Roger 

jest tak zajęty, Ŝe zapomina o swoich świętych męŜowskich obowiązkach.   

– Nie wątpię, Ŝe co noc mu o nich przypominasz.   

– Jak myślisz, po co kupowałam te przezroczyste piŜamki? 

– Rzeczywiście świetny mecz – przyznała Barbara z roztargnieniem.   

– O, tak. Eddie Munoz był fantastyczny. ZaleŜało mu na tym, Ŝeby wypaść jak najlepiej. 

Jego  ojciec  jest  na  widowni.  Do  ostatniej  chwili  nie  wiedzieliśmy,  czy  uda  nam  się  go  tu 

ś

ciągnąć. Ale jest, o, tam – podała Barbarze lornetkę – na wózku inwalidzkim.   

– Co mu się stało? 

–  Pamiątka  z  Wietnamu.  Nie  słyszałaś  o  tej  historii?  Miesiąc  temu  kosił  trawnik  przed 

domem.  Nagle  upadł  i  juŜ  nie  mógł  się  podnieść.  Prześwietlenie  wykazało,  Ŝe  ułamek 

szrapnela utkwił mu w ciele i latami wędrował, aŜ wreszcie dotarł do kręgosłupa.   

– To straszne! – Barbara była wstrząśnięta. – Czy juŜ na zawsze będzie sparaliŜowany? 

–  Nie  wiadomo.  Przebył  operację  i  teraz  trzeba  po  prostu  czekać.  Na  razie  odzyskuje 

czucie w lewej stopie, a to juŜ dobry znak.   

Barbara jeszcze raz spojrzała w jego stronę.   

– PotęŜny facet – zauwaŜyła.   

– Metr dziewięćdziesiąt  pięć – potwierdziła Susan. – Grał w koszykarskiej reprezentacji 

uczelni.  Jego  wzrost  to  największy  problem.  Trudno  go  gdziekolwiek  zabrać.  Wiesz,  jak 

cięŜko go podnieść? 

–  Mogę  to  sobie  wyobrazić.  –  Barbara,  ulegając  niezdrowej  ciekawości,  podniosła  do 

oczu lornetkę.   

–  Eddie  to  wysoki  chłopak,  ale  sam  nie  jest  w  stanie  podnieść  ojca  z  fotela.  Gdyby  nie 

pomoc sąsiada pan Munoz byłby na dobre uwięziony w domu.   

Zaabsorbowana  własnymi  myślami  Barbara  mruknęła  coś  w  odpowiedzi.  Nagle  w 

szkłach lornetki pojawił się sąsiad Munoza. Wręczył mu butelkę lemoniady i coś powiedział, 

po  czym  obaj  wybuchnęli  śmiechem.  Barbara  dobrze  znała  ten  śmiech.  Równie  dobrze  jak 

twarz męŜczyzny, który troskliwie nachylał się nad Munozem.   

– Co tam widzisz ciekawego? – zainteresowała się nagle Susan.   

Barbara natychmiast opuściła lornetkę.   

– Nic takiego – odparła nerwowo. – Przyglądałam się tylko panu Munozowi. Niezdrowa 

ciekawość – dorzuciła tonem usprawiedliwienia.   

Susan  z  niedowierzaniem  potrząsnęła  głową,  ale  w  tym  momencie  gracze  znów  wbiegli 

na  parkiet  i  rozpoczęła  się  druga  połowa  meczu.  Po  trzeciej  ćwiartce  miejscowa  druŜyna 

miała juŜ ośmiopunktową przewagę, by w końcu wygrać dwunastoma punktami.   

– Roger będzie szczęśliwy – stwierdziła Barbara. – Chłopcy spisali się na medal.   

–  Nawet  na  nich  nie  patrzyłaś  –  zauwaŜyła  z  wyrzutem  Susan.  –  Wyraźnie  myślałaś  o 

czym innym.   

–  Dobrze  wiesz,  Ŝe  koszykówka  mnie  nie  interesuje.  Przychodzę  na  mecze  tylko  po  to, 

Ŝ

eby się z tobą spotkać.   

–  No,  niech  ci  będzie,  ale  tym  razem  byłaś  wyjątkowo  nieobecna  duchem.  Posłuchaj, 

background image

Roger wróci do domu dopiero za kilka godzin. Zapraszam cię na pizzę. Przy okazji opowiesz 

mi, dlaczego jesteś taka roztargniona.   

– Dziś nie mogę – powiedziała Barbara. – Miałam cięŜki dzień. Jestem bardzo zmęczona. 

A  poza  tym  –  mrugnęła  porozumiewawczo  –  musisz  mieć  trochę  czasu,  Ŝeby  wybrać 

najstosowniejszą piŜamę.   

–  Na  noc  po  meczu  wszystko  jest  ustalone.  JeŜeli  wygraliśmy  –  wkładam  piŜamę  w 

kolorach klubowych. JeŜeli przegraliśmy – czarną.   

Barbara pokręciła głową.   

–  A  nie  mówiłam,  Ŝe  jesteś  beznadziejna?  Skierowały  się  do  wyjścia.  Kilku  nauczycieli 

podeszło  do  nich,  Ŝeby  pogratulować  Susan  i  zaprosić  wszystkich  na  przyjęcie.  Barbara 

ś

cisnęła ją za łokieć i szepnęła: 

– Jedź z nimi. Ja pędzę do domu. Zobaczymy się w poniedziałek.   

Idąc  powoli  przez  parking,  zobaczyła  niewielkie  zbiegowisko  nie  opodal  swojego 

samochodu.   

– Gotowi? – Rozpoznała głos Richarda. – Na „trzy” podnosimy.   

– Raz, dwa, trzy! – rozległ się gromki chór.   

– Hopla! – krzyknął Richard, a potem dodał z wysiłkiem: – Koniec z hot dogami, Munoz. 

Jesteś cięŜki jak słoń.   

Z  pomocą  kilku  męŜczyzn  usiłował  przesadzić  sparaliŜowanego  męŜczyznę  z  wózka  do 

samochodu.   

– Uwaga na głowę! – niepokoiła się zaaferowana kobieta, prawdopodobnie pani Munoz.   

–  Ma  głowę  twardą  jak  kula  bilardowa  –  zapewnił  ją  Richard,  a  potem  zwrócił  się  do 

Munoza: – Jak ty wytrzymujesz z tą kobietą? 

Munoz, bezpiecznie ulokowany na przednim siedzeniu, roześmiał się: 

– Ma fantastyczne nogi.   

Richard nachylił się nad panią Munoz, która mocowała się z wózkiem.   

– Zaraz go złoŜę – powiedział.   

Barbara wślizgnęła się do samochodu. Nie oglądając się za siebie, wyjechała z parkingu.   

Kiedy znalazła się w domu, zrzuciła buty, a potem szarpnęła za wstąŜkę przytrzymującą 

włosy.  Z  uczuciem  ulgi  potrząsnęła  głową  i  przeczesała  palcami  ciemne  loki.  Dobrze  było 

znów znaleźć się u siebie, ale tym razem widok znajomych kątów nie przyniósł jej ukojenia.   

Pewna, Ŝe mimo zmęczenia nie będzie mogła długo zasnąć, skuliła się na sofie i włączyła 

telewizję. Obejrzała wiadomości, fragment jakiejś mało śmiesznej komedii, wreszcie zmusiła 

się do skupienia uwagi na programie o dziurach w budŜecie i braku funduszy na oświatę.   

W  przerwie  poszła  do  kuchni,  Ŝeby  sobie  przygotować  coś  do  jedzenia,  a  potem  znów 

zasiadła przed telewizorem ze szklanką soku i paroma pierniczkami.   

Na ekranie grupa pacjentów opisywała objawy dręczącej ich tajemniczej choroby, której 

nikt  nie  mógł  rozpoznać  i  na  którą  nie  było  lekarstwa.  Z  cięŜkim  westchnieniem  pomyślała, 

Ŝ

e  chyba  teŜ  się  do  nich  zalicza.  Poza  tym,  jeŜeli  natychmiast  nie  przestanie  objadać  się 

pierniczkami, grozi jej spora nadwaga.   

Dzwonek  do  drzwi  zaskoczył  ją.  Kto  to  moŜe  być  o  wpół  do  jedenastej  w  nocy?  MoŜe 

background image

jakaś sąsiadka, przeŜywająca chwilowy kryzys? Lekko zaniepokojona wyjrzała przez wizjer.   

Kiedy zobaczyła twarz nocnego gościa, poŜałowała, Ŝe w ogóle podeszła do drzwi. Czego 

Richard moŜe od niej chcieć o tej porze? Zresztą, cokolwiek by to było, nie miała ochoty na 

nową porcję zmartwień.   

Stąpając cicho na palcach, wróciła do pokoju i skuliła się na sofie.   

Kolejny dzwonek. Szczeniak sąsiadów zaczął histerycznie ujadać. Barbara ukryła twarz w 

dłoniach.   

–  Idź  sobie,  Richardzie  –  jęknęła  cicho.  –  Błagam!  Jednak  on  nie  miał  zamiaru  odejść. 

Odczekał jakiś czas i znów zadzwonił, a potem zapukał.   

–  Barbaro!  Słyszę  twój  telewizor.  Wiem,  Ŝe  tam  jesteś.  Pies  sąsiadów  szczekał  jak 

oszalały.  Barbara  zwlokła  się  z  sofy,  wyłączyła  telewizor  i  podeszła  do  drzwi.  Jednak  nie 

starczyło jej sił, Ŝeby je otworzyć.   

Dzwonek zadzwonił po raz kolejny. Barbara wzdrygnęła się, zamknęła drzwi na łańcuch, 

a potem lekko je uchyliła.   

– Odejdź, Richardzie – powiedziała.   

– Muszę z tobą porozmawiać.   

– JuŜ późno.   

– Chodzi o nasz ostatni wieczór. Jestem ci winien wyjaśnienie – nalegał Richard.   

–  Obyłam  się  bez  twoich  wyjaśnień,  kiedy  miałam  siedemnaście  lat,  teraz  tym  bardziej 

nie są mi potrzebne.   

– Źle mnie zrozumiałaś.   

Zza sąsiednich drzwi wyjrzała zaniepokojona sąsiadka.   

– Co się dzieje? – spytała. – Wszystko w porządku? 

– Nic, nic – westchnęła Barbara. – To tylko mój znajomy.   

Otworzyła drzwi z łańcucha i wpuściła Richarda.   

– Słuchaj – zaczął, kiedy znaleźli się w salonie – źle mnie zrozumiałaś. To, co się stało, 

nie miało nic wspólnego z twoją osobą.   

–  Zrozumiałam  cię  aŜ  nadto  dobrze.  Prosiłam,  Ŝebyś  został,  a  ty  odszedłeś.  Nie  ma  o 

czym mówić.   

– Barbaro...   

–  Po  prostu  zapomnieliśmy  się  na  chwilę  –  przerwała  mu,  starając  się  panować  nad 

nerwami. – Słuchaliśmy starego przeboju i...   

– Nie chciałbym cię skrzywdzić po raz drugi – tłumaczył Richard. – Uwierz mi.   

Opuściła głowę i ze smutkiem spytała: 

– To po co tu przyszedłeś? 

– Bo nie chcę, byś myślała, Ŝe wtedy uciekłem.   

–  A  co  innego  mogę  myśleć?  –  zdumiała  się  Barbara.  –  W  końcu  to  ja  się  na  ciebie 

rzuciłam.   

Zapanowało milczenie. Wreszcie Richard westchnął i zapytał: 

– Nie zrobiłabyś mi kawy? 

– Niestety, nie mam kawy. MoŜe napijesz się gorącej czekolady? 

background image

– Nie piłem czekolady od...   

– JeŜeli powiesz, Ŝe od siedemnastu lat, uduszę cię własnymi rękami.   

– Od dłuŜszego czasu – mruknął Richard.   

Przeszli  do  kuchni.  Mimo  Ŝe  Barbara  miała  czekoladowy  napój  instant,  postanowiła 

przyrządzić Richardowi prawdziwe domowe kakao.   

Albo  jestem  wariatką,  rozmyślała,  starannie  mieszając  gęsty,  brunatny  napój,  albo  po 

prostu  kocham  go,  i  zawsze  będę  kochać.  Nawet  jeśli  to  bez  sensu  i  kiedyś  gorzko  tego 

poŜałuję.   

Rozlała dymiące kakao do dwóch kubków i jeden wręczyła Richardowi.   

– Do tego pasowałyby bezy, ale niestety nie mam.   

– Po co mi bezy? – mruknął i wypił łyk. – Pyszne – pochwalił.   

Stali naprzeciw siebie, oparci o kuchenne szafki.   

– Nie przyszedłeś tu po to, Ŝeby po raz kolejny wychwalać moje umiejętności kulinarne – 

odezwała się nagle Barbara. – Powiedz wreszcie, co ci leŜy na sercu! 

Richard zapatrzył się w swój kubek, a potem gwałtownie go odstawił i uderzył pięścią w 

stół.   

–  Do  diabła,  Barbaro!  Dlaczego  nie  spotkaliśmy  się  wcześniej?  Kiedykolwiek,  zanim 

jeszcze...   

Odwrócił się i cicho zaklął. Z całej jego postaci biło przygnębienie.   

Barbara podeszła i połoŜyła mu rękę na ramieniu.   

Ciałem  męŜczyzny  wstrząsnął  dreszcz.  Odwrócił  się  raptownie.  Dłoń  kobiety  zawisła  w 

powietrzu.  Ich  oczy  się  spotkały.  Potem  Richard  uniósł  rękę  i  drŜącymi  palcami  pogładził 

Barbarę po policzku.   

Kiedy zanurzył palce w jej włosy, Barbara wstrzymała oddech.   

–  Szkoda,  Ŝe  nie  moŜesz  się  teraz  zobaczyć  –  szepnął.  –  I  te  twoje  oczy...  Nie  umiem 

wyrazić  słowami,  co  czuję,  kiedy  tak  na  mnie  patrzysz.  Przypominają  mi  się  dawne  dobre 

czasy, zanim wszystko się poplątało.   

Delikatnie  musnął  ucho  Barbary.  Nagle  odniosła  wraŜenie,  Ŝe  poŜerają  głodnym 

wzrokiem.  Jej  oczy  wyraŜały  to  samo  pragnienie.  Richard  był  pierwszym  męŜczyzną,  który 

budził w niej takie uczucia. I prawdopodobnie ostatnim.   

–  JeŜeli  natychmiast  nie  przestanę  cię  dotykać  –  powiedział  stłumionym  głosem  – 

zapomnę o wszystkich swoich postanowieniach.   

Cofnął rękę, ale Barbara uwięziła ją w swoich dłoniach. Błagalnie spojrzała mu w oczy i 

szepnęła: 

– Zapomnij o nich, Richardzie.   

background image

ROZDZIAŁ 5 

 

Richard w milczeniu oswobodził rękę i cofnął się.   

–  Richardzie  –  błagalnym  tonem  powiedziała  Barbara  –  muszę  znać  te  tajemnicze 

powody,  dla  których  nie  chcesz  się  ze  mną  kochać.  PrzecieŜ  przyszedłeś,  Ŝeby  mi  wszystko 

wyjaśnić. Więc słucham...   

– Nie mogę więcej ryzykować... Nie chcę i tobie skomplikować Ŝycia.   

– Jak to: i mnie? 

–  Nie  słyszałaś?  –  burknął.  –  Wystarczy,  Ŝe  rozepnę  spodnie,  a  zaraz  wszystko  wokół 

mnie się wali. Koniecznie chcesz się o tym przekonać? 

– Richardzie! – powtórzyła. Była zaskoczona jego ostrą reakcją, choć doskonale zdawała 

sobie  sprawę,  Ŝe  Richard  przeŜywa  wielki  stres.  Nic  zresztą  dziwnego.  Samotny  ojciec, 

którego nieletnia córka spodziewa się dziecka. Teraz jednak zrozumiała, Ŝe był w najwyŜszej 

rozpaczy. Musiała być ślepa, Ŝeby tego wcześniej nie dostrzec.   

Zrobiła krok w jego stronę, ale cofnął się i zasłonił rękami, jakby się obawiał z jej strony 

ataku.   

– Nie będziesz kolejnym nieszczęsnym przypadkiem. Na pewno nie ty! 

Zapadło krępujące milczenie. Wreszcie Barbara sięgnęła po swoje kakao.   

–  Właściwie  po  co  tak  tu  stoimy,  zamiast  wygodnie  rozsiąść  się  w  salonie?  JeŜeli  masz 

ochotę  porozmawiać,  będę  wdzięczną  słuchaczką.  Chyba  jeszcze  pamiętasz,  Ŝe  byliśmy 

kiedyś przyjaciółmi? 

Przeszli do pokoju. Richard przysiadł na brzegu fotela, ściskając kubek w dłoniach.   

Milczenie przeciągało się. Barbara, kuląc się w rogu sofy, pomyślała, Ŝe w gruncie rzeczy 

byłoby lepiej, gdyby Richard sobie poszedł. Zamęt, w jakim Ŝyła od dnia, w którym się znów 

spotkali, sprawił, Ŝe nagle poczuła się śmiertelnie zmęczona.   

Czy  jednak  miała  prawo  odmówić  Richardowi  pomocy?  Był  tak  udręczony  i  samotny, 

bardziej nawet niŜ jego własna córka. Nagle zrozumiała, Ŝe tylko ona moŜe mu pomóc. Niech 

wreszcie zrzuci z siebie to brzemię winy.   

–  To  nie  jest  zaczarowane  kakao  –  powiedziała.  Nie  miała  siły  na  jakieś  subtelności.  – 

Gapiąc się w kubek, nie rozwiąŜesz swoich problemów.   

Uniósł wzrok i wzruszył ramionami.   

– Dlaczego obarczasz się winą za to, co spotkało twoją córkę? 

Richard gorzko się roześmiał.   

– Jesteś ostatnią osobą, z którą powinienem omawiać problemy Missy.   

–  Na  razie  nie  rozmawiamy  o  jej  problemach,  tylko  starasz  się  wykręcić  od  odpowiedzi 

na moje pytanie.   

Odstawił kubek i zwrócił się do Barbary: 

– To jasne, Ŝe za wszystko odpowiadam. PrzecieŜ jestem jej ojcem.   

– Jako ojciec odpowiadasz za warunki, w jakich Ŝyje – powiedziała Barbara. – Ale nawet 

najbardziej  troskliwi  rodzice  nie  muszą  brać  odpowiedzialności  ani  obarczać  się  winą  za 

background image

wszystko, co robią ich dorastające dzieci.   

– W tym szczególnym przypadku czuję się odpowiedzialny – upierał się Richard.   

– To całkiem naturalna reakcja. Niełatwo pogodzić się z faktem, Ŝe dzieci dorastają i stają 

się bardziej samodzielne. Ale tak juŜ, niestety, jest. MoŜe po prostu boli cię świadomość, Ŝe 

Missy jest juŜ na tyle dorosła, Ŝeby...   

–  Oszczędź  mi  tego  profesjonalnego  ględzenia  –  przerwał  ostro  Richard.  –  Nie  masz  o 

niczym pojęcia. – Potrząsnął głową i gorzko się roześmiał. – Skąd zresztą miałabyś wiedzieć? 

Ale  zaraz  wszystkiego  się  dowiesz.  Po  to  tu  przyszedłem.  Nie  powinnaś  myśleć,  Ŝe  tamtej 

nocy nie chciałem zostać. Ja tylko nie mogłem... nie mogłem ci tego zrobić.   

Poderwał  się  i  zaczął  nerwowo  krąŜyć  po  pokoju.  W  pewnej  chwili  przystanął,  wyjął  z 

magnetofonu kasetę i z ironicznym uśmiechem przeczytał tytuł: „Szalone wspomnienia”.   

Odwrócił się i nie widzącym wzrokiem spojrzał na Barbarę.   

– Kiedy usłyszałem tę piosenkę, wydało mi się, Ŝe tych siedemnastu lat w ogóle nie było. 

A kiedy wziąłem cię w ramiona, zapomniałem o boŜym świecie.   

Gwałtownym ruchem wsunął z powrotem kasetę do stereo.   

–  Wtedy  znów  poczułem  smak  niewinności.  –  Roześmiał  się  jakimś  złym,  gorzkim 

ś

miechem.  –  Chcesz  wiedzieć,  dlaczego  czuję  się  odpowiedzialny  za  to,  co  zrobiła  Missy? 

Moja  córka  przyszła  kiedyś  do  mnie  i  spytała,  czy  uwaŜam,  Ŝe  dziewczyna  w  jej  wieku 

powinna sypiać ze swoim chłopcem. Zaufała mi, a ja potraktowałem to jako czysto retoryczne 

pytanie i udzieliłem jej rutynowej odpowiedzi.   

Zdesperowany przeczesał włosy palcami.   

–  Zafundowałem  jej  typowe  ojcowskie  kazanie  o  tym,  Ŝe  seks  jest  wyrazem  miłości 

między dwojgiem ludzi.   

– To całkiem zdrowe podejście.   

–  O,  tak  –  przyznał  z  goryczą  –  a  Missy  grzecznie  tego  wszystkiego  słuchała.  Potem 

chciała  się  dowiedzieć,  czy  to  prawda,  Ŝe  chłopcy  potrzebują  seksu  bardziej  niŜ  dziewczęta. 

Wyjaśniłem jej, Ŝe dla chłopców to uczucie raczej fizyczne, natomiast dziewczęta podchodzą 

do  tego  bardziej  emocjonalnie.  Starałem  się  przekonać  ją,  Ŝeby  nigdy  nie  ulegała  swojemu 

chłopcu  tylko  dlatego,  Ŝe  on  tego  Ŝąda,  i  Ŝeby  nie  robiła  pod  presją  czegoś,  na  co  nie  jest 

jeszcze gotowa.   

Znów się roześmiał i potrząsnął głową.   

–  Niełatwo  mi  było  patrzeć  córce  w  oczy,  wygłaszając  te  mądrości.  Jak  ja  sam 

postąpiłem, kiedy byłem w jej wieku? 

Barbara uśmiechnęła się.   

– Nie jesteś pierwszym ojcem, który wyrywa sobie włosy z głowy, bo jego córka stała się 

kobietą.   

– Missy spytała mnie, jak długo muszę znać kobietę, Ŝeby pójść z nią do łóŜka.   

– To odwaŜne pytanie.   

–  OdwaŜne  pytanie?!  Tu  chodzi  o  moje  dziecko!  Moją  małą  córeczkę,  która  nawet  nie 

powinna  wiedzieć,  co  to  seks,  a  tym  bardziej  wypytywać  o  moje  Ŝycie  intymne.  Byłem 

zszokowany! 

background image

– Co jej powiedziałeś? 

– A co miałem powiedzieć? Wygłosiłem mowę na temat dwojga ludzi, którzy się kochają. 

Oznajmiłem,  Ŝe  muszę  znać  tę  kobietę  na  tyle  długo,  Ŝebym  był  absolutnie  pewny  swoich 

uczuć.   

Osunął się na fotel i powoli zaczerpnął tchu.   

–  To  nie  była  czysta  teoria  –  dodał  tonem  usprawiedliwienia.  –  Moje  Ŝycie  intymne  to 

Ŝ

aden  temat  dla  reporterów  „Playboya”.  Byłem  wierny  Christine,  choć  ona,  Bóg  mi 

ś

wiadkiem, nie miała pojęcia, co to wierność czy lojalność.   

Barbara słuchała z uwagą. Zawsze uwaŜała Richarda za człowieka uczciwego. Nawet po 

tym,  jak  z  nią  zerwał.  Dlatego  wcale  nie  zdziwiło  ją  wyznanie,  Ŝe  traktował  swoje 

małŜeństwo powaŜnie.   

–  Po  naszym  rozwodzie  –  ciągnął  –  byłem  zbyt  zajęty,  Ŝeby  sobie  zawracać  głowę 

kobietami.  A  jeśli  nawet  miałem  trochę  czasu,  nie  starczało  mi  energii.  Zawarłem  kilka 

znajomości,  które  prowadziły  donikąd.  Potem,  dwa  lata  temu,  zaangaŜowałem  się  w  coś 

powaŜniejszego.   

Zamilkł i w zamyśleniu potarł czoło.   

–  To  był  kolejny  niewypał.  Matka  i  Missy  jej  nie  znosiły.  Rzecz  w  tym,  Ŝe  wcale  nie 

kłamałem, kiedy mówiłem Missy, Ŝe muszę dobrze kogoś poznać, zanim się zaangaŜuję.   

– Czy Missy zarzuciła ci kłamstwo? – spytała Barbara.   

– Mnie? Kłamstwo? – powtórzył. – Nie. Nigdy mnie o nic takiego nie oskarŜała.   

– Ale odniosłeś wraŜenie, Ŝe ci nie wierzy? 

–  AleŜ  wierzyła  mi  –  powiedział  z  rozpaczą.  –  Czemu  miałaby  mi  nie  wierzyć? 

Przynajmniej do chwili, kiedy...   

Wstał i znów zaczął chodzić po pokoju, aŜ wreszcie przystanął przed wiszącą na ścianie 

reprodukcją  przedstawiającą  niedzielne  popołudnie  w  parku.  Machinalnie  zacisnął  pięści  i 

wsunął ręce do kieszeni.   

– CiąŜy nade mną jakieś fatum – westchnął. – Ilekroć ryzykowałem, zawsze wpadłem. A 

przecieŜ popełniam takie same błędy jak wszyscy, tylko Ŝe potem płacę za nie do końca Ŝycia.   

– Chodzi ci o Christine? Richard gwałtownie się odwrócił.   

– Co drugi facet ma na swoim koncie taką Christine, ale Ŝaden z nich się z nią potem nie 

Ŝ

eni. Na liście kochanków Christine miałem dość odległy numer. Spędziłem z nią tylko jeden 

weekend – spaliśmy ze sobą raptem dwa razy! I co? Wpadka! śegnajcie, studia, piękne plany 

na przyszłość, Ŝegnaj, ukochana dziewczyno.   

– To było dawno temu, Richardzie.   

–  Masz  rację,  ale  ja  popełniam  szczególne  błędy.  Ich  konsekwencje  ciągną  się  potem 

latami.   

Przeszedł przez pokój i znowu usiadł w fotelu.   

– O, tak, jeŜeli o to chodzi, jestem mistrzem – westchnął.   

– Jaki błąd popełniłeś w stosunku do Missy? Richard milczał przez chwilę. Potem na jego 

ustach pojawił się ironiczny uśmiech.   

–  Ten  sam  co  zawsze  –  mruknął.  –  Historia  lubi  się  powtarzać.  Zdjąłem  spodnie  i  jak 

background image

zwykle wszystko skończyło się fatalnie.   

– Opowiedz mi, co się stało – cicho poprosiła Barbara.   

– Ona pracowała w jednej z agencji handlujących nieruchomościami.  Znalazła kupca na 

dom, który wystawiłem na sprzedaŜ. Spotykaliśmy się podczas negocjacji. Po sfinalizowaniu 

umowy  zaprosiłem  ją  do  restauracji,  Ŝeby  oblać  transakcję.  Ja  wcale...  –  Zrezygnowany 

potrząsnął  głową.  –  Ona  nawet  mi  się  nie  podobała.  Poza  tym,  jak  juŜ  ci  mówiłem,  nie 

miałem ani czasu, ani ochoty na takie przygody. Tego wieczora Missy wybrała się na mecz, a 

po meczu na przyjęcie, a matka właśnie wyjechała do ciotki Sharon, więc...   

Richard umilkł na chwilę.   

–  To  było  takie  niecodzienne  uczucie  –  ciągnął.  –  Miałem  trzydzieści  parę  lat  i  po  raz 

pierwszy w Ŝyciu nie musiałem się nikomu opowiadać, kiedy  chciałem wyjść  wieczorem na 

kolację.   

– Więc zaprosiłeś ją? Richard wzruszył ramionami.   

– Tak. A po kolacji spytałem, czy chce obejrzeć moje patio.   

– W dawnych czasach pokazywałeś swoje grafiki – wtrąciła Barbara drwiącym tonem.   

– Nie szydź ze mnie! To zbyt przykra sprawa, Ŝeby się silić na dowcipy. Rozmawialiśmy 

o patiach przy kolacji. Opowiedziałem jej o oranŜerii mojej matki.   

– Przepraszam – mruknęła Barbara.   

– Nie trzeba być geniuszem, Ŝeby zgadnąć, co nastąpiło potem. Sobie mam tylko jedno do 

zarzucenia.  Dlaczego,  na  Boga,  nie  miałem  dość  rozumu,  Ŝeby  ją  zabrać  do  sypialni?  – 

Przesunął  dłonią  po  włosach  i  westchnął  głęboko.  –  Missy  wróciła  do  domu,  bo  czegoś 

zapomniała. Weszła do salonu...   

– To okropne! – Barbara była wstrząśnięta.   

–  Okropne?!  –  zachłysnął  się  Richard.  –  Moja  mała  dziewczynka  przyłapuje  mnie  in 

flagranti  z  jakąś  przypadkową  znajomą.  I  to  zaledwie  dwa  tygodnie  po  tych  wszystkich 

ś

wiątobliwych kazaniach, jakimi ją uraczyłem.   

– Jak na to zareagowała? – spytała cicho Barbara. Richard patrzył przed siebie martwym 

wzrokiem.   

–  Zawołała  tylko:  „Tatusiu!”  Potem  wybiegła  z  domu.  Do  końca  Ŝycia  nie  zapomnę  tej 

koszmarnej nocy! 

– Czy później, kiedy szok minął, rozmawialiście o tym? 

– Nie. Missy nigdy o tym nie wspomniała.   

– A ty? Nie próbowałeś jej objaśnić sytuacji? 

– Po co? – zapytał z rezygnacją. – To byłoby  dla nas obojga krępujące i niczego by  nie 

zmieniło.   

– Mylisz się, Richardzie! To musiało być równie okropne dla niej jak dla ciebie. Jestem 

pewna, Ŝe szczera rozmowa wiele by wam dała.   

– Barbaro! – Richard spojrzał na nią z niedowierzaniem. – Moja córka, być moŜe nawet 

w  towarzystwie  koleŜanek,  nakrywa  swojego  ojca  na  sofie  w  salonie,  nago,  z  jakąś  obcą 

kobietą... O czym tu rozmawiać? Im mniej słów, tym lepiej.   

–  Jestem  pewna,  Ŝe  Missy  myśli  inaczej,  ale  wstydzi  się  przyjść  z  tym  do  ciebie. 

background image

Powinieneś jej to ułatwić.   

–  Dwa  miesiące  później  oświadczyła  mi,  Ŝe  jest  w  ciąŜy.  Myślę,  Ŝe  to  mówi  samo  za 

siebie.   

– Czy ty naprawdę uwaŜasz, Ŝe zaszła w ciąŜę dlatego, Ŝe przyłapała cię z jakąś kobietą? 

–  Ona  wzięła  ze  mnie  przykład  –  powiedział  Richard  z  goryczą.  –  A  poza  tym  musiała 

pomyśleć,  Ŝe  ją  oszukałem,  mówiąc  co  innego  i  robiąc  co  innego.  –  Popatrzył  Barbarze  w 

oczy. – Przysięgam ci, Ŝe wtedy nie kłamałem. To był przypadek.   

– Wierzę ci – powiedziała Barbara, a po chwili cicho dodała: – Missy teŜ by ci uwierzyła, 

gdybyś pomówił z nią tak jak teraz ze mną.   

– Za późno na wyjaśnienia – westchnął. – I chyba teraz rozumiesz, dlaczego po raz trzeci 

nie chcę ryzykować.   

Patrzyła na niego z niedowierzaniem.   

–  Nie  mogę  sobie  pozwolić  na  jeszcze  jeden  błąd  –  powtórzył.  –  Zwłaszcza  po  tej  całej 

historii z Missy.   

– Rozumiem – powiedziała. Zamiast spodziewanej ulgi poczuła wściekłość na los, który 

postawił Richarda na jej drodze w chwili, kiedy bał się zapoczątkować kolejną znajomość. – 

Po tych strasznych przeŜyciach postanowiłeś Ŝyć w celibacie, tak? 

– Masz mi to za złe? 

–  Nie  muszę.  –  Potrząsnęła  głową.  –  Twoje  własne  poczucie  winy  w  zupełności  ci 

wystarczy.   

– Ostatnio mało mam powodów do dumy.   

–  Zadręczasz  się  z  powodu  drobnych  ludzkich  błędów.  Jesteś  dorosłym  męŜczyzną. 

Zaprosiłeś  dziewczynę  na  kolację  i...  spędziliście  miły  wieczór.  Nie  jesteś  Ŝonaty,  więc 

nikogo nie zdradziłeś. Skąd mogłeś wiedzieć, Ŝe Missy wróci? Zaskoczyła cię.   

Wychyliła się do Richarda i połoŜyła mu dłoń na ramieniu.   

– Nie dręcz się tak, proszę. Dla twojego własnego dobra, i dla Missy. Tracisz całą energię 

na rozpamiętywanie czegoś, na co i tak juŜ nie masz wpływu. A ta energia jest ci potrzebna, 

Ŝ

eby pomóc córce.   

Richard spojrzał na drobną dłoń Barbary spoczywającą na jego ramieniu, a potem cofnął 

się i zdecydowanym tonem powiedział: 

– Nie, Barbaro.   

Zapadła przygnębiająca cisza. Wreszcie Barbara odezwała się cicho, lecz dobitnie: 

– Nie ty jeden popełniasz błędy.   

Richard  czekał  na  jej  dalsze  słowa  pełen  najgorszych  przeczuć.  Bo  tak  naprawdę  nie 

chciałby usłyszeć, Ŝe jej Ŝycie nie było jednym ciągiem cudownych wydarzeń.   

– Po naszym zerwaniu przysięgłam sobie, Ŝe nigdy więcej nie pozwolę się skrzywdzić w 

taki sposób, jak ty to zrobiłeś.   

Słuchał  z  przytłaczającym  poczuciem  winy.  Bez  względu  na  to,  jaki  błąd  popełniła 

Barbara, on był za to odpowiedzialny.   

– Stałam się bardziej niŜ ostroŜna. Nie pozwalałam nikomu zbliŜyć się do siebie, a sama 

teŜ unikałam związków z ludźmi, którzy w jakikolwiek sposób mogliby zburzyć mój spokój. 

background image

Nie  interesowali  mnie  męŜczyźni,  przy  których  czułam  się  bodaj  w  najmniejszym  stopniu 

zagroŜona.  AŜ  w  końcu  poznałam  Dennisa.  On  był...  –  przerwała,  Ŝeby  zebrać  myśli.  –  Był 

wręcz idealny. Uprzejmy, godny szacunku, dojrzały. I nie musiałam się obawiać, Ŝe przy nim 

stracę  kontrolę  nad  sobą,  bo  Dennis  miał  jej  za  dwoje.  Nie  Ŝyliśmy  ze  sobą  aŜ  do  nocy 

poślubnej.  Tak  ustaliliśmy  wcześniej,  a  dla  Dennisa  czekanie  nie  było  Ŝadnym  problemem. 

Nie tak jak dla ciebie...   

Spojrzała na Richarda ze smutnym uśmiechem. Omal nie zerwał się fotela i nie zmiaŜdŜył 

jej w objęciach. Czuł, Ŝe pragnie jej równie mocno jak przed laty.   

–  Byłam  przekonana,  Ŝe  wszystko  przewidziałam.  –  Barbara  gorzko  się  roześmiała.  – 

Nawet nie dopuszczaliśmy do siebie pewnych myśli. UwaŜaliśmy nasz związek za dojrzały, a 

to było znacznie waŜniejsze niŜ jakieś tam ulotne zauroczenie. Mieliśmy wspólne poglądy na 

wiele spraw i darzyliśmy się nawzajem szacunkiem.   

Umilkła na chwilę, a potem ciągnęła: 

– Upłynęło wiele czasu, nim zdałam sobie sprawę, jak puste moŜe być Ŝycie pozbawione 

namiętności. Wydawało  mi się, Ŝe kiedy juŜ dojdzie do zbliŜenia między  mną i Dennisem... 

sama natura postara się o resztę i... i będę czuła to, co czułam, kiedy byłam z tobą.   

– Jestem ostatnim człowiekiem, któremu powinnaś mówić takie rzeczy – przerwał jej. Za 

wszelką cenę pragnął ją powstrzymać, ale Barbara okazała się silniejsza. Jak zawsze.   

– O, nie – zaprotestowała – to moŜe śmieszne, ale jesteś jedynym człowiekiem, któremu 

mogę o tym opowiedzieć. Nigdy nikomu się z tego nie zwierzałam. Chyba ze strachu, Ŝe ktoś 

mógłby  mi  zarzucić  oziębłość.  Przy  tobie  nie  mam  juŜ  tych  obaw,  bo  kiedy  znów  mnie 

pocałowałeś...   

Podniosła na niego rozjarzone oczy.   

– Czy ty wiesz, co to za ulga przekonać się, Ŝe jest się zdolnym do namiętności? śe to nie 

tylko  gra  wyobraźni?  Nie  masz  pojęcia,  przez  ile  bezsennych  nocy  zastanawiałam  się  nad 

tym, czy uczucie, które Ŝywiłam do ciebie, istniało naprawdę, czy teŜ wyolbrzymiałam je jak 

dziecko,  któremu  we  wspomnieniach  wszystko  wydaje  się  większe  i  piękniejsze  niŜ  w 

rzeczywistości.   

– To nie była tylko fantazja – zapewnił ją Richard. Barbara uśmiechnęła się, ale jej oczy 

nagle przygasły.   

–  Zdałam  sobie  z  tego  sprawę  w  chwili,  kiedy  stanąłeś  w  progu  mojego  gabinetu  i 

popatrzyłeś  na  mnie  jak  dawniej  .  A  potem  powiedziałeś,  Ŝe  musisz  się  ze  mną  zobaczyć. 

Miałam nadzieję... – Z jej ust wyrwało się westchnienie.   

– Richardzie, ten jeden jedyny raz pragnęłam się przekonać, jak mogło być...   

Richard zerwał się na równe nogi. Jego wytrzymałość teŜ miała swoje  granice. PrzecieŜ 

chciał tylko być w porządku i zachować się uczciwie.   

– Chcesz wiedzieć, jak by to było? – wykrzyknął. – Mogę ci powiedzieć. Byłoby tak, jak 

nie  było  nigdy,  od  czasu  kiedy  uległem  młodzieńczej  głupocie.  To  stałoby  się  częścią  nas, 

częścią  naszego  Ŝycia,  punktem  granicznym  między  przeszłością  i  przyszłością.  Ogniskową, 

w  której  skupiłyby  się  nasze  marzenia.  Nie  moglibyśmy  przejść  obok  tego  obojętnie. 

Zostałoby w nas jakieś piętno...   

background image

– Myślisz, Ŝe o tym nie wiedziałam? – spytała Barbara.   

– Mimo to byłam gotowa zaryzykować.   

– Ale nie ja! – wykrzyknął Richard. – Lista moich pomyłek jest juŜ wystarczająco długa.   

Barbara wstała, zabrała kubki i odwróciła się do niego plecami.   

– Do widzenia, Richardzie – rzuciła mu przez ramię.   

– Nie mam prawa... Mógłbym znowu cię skrzywdzić – niezdarnie próbował się bronić.   

– JuŜ to mówiłeś. A teraz wyjdź! 

Chciał iść do drzwi, ale nogi odmawiały mu posłuszeństwa.   

– Widzisz, do czego doprowadziłem.   

–  Nie  mam  zamiaru  z  tobą  dyskutować.  –  Barbara  minęła  go  obojętnie,  jakby  był 

meblem. – Wszystko zostało powiedziane. Idź juŜ sobie! 

– Barbaro! 

Przystanęła, ale się nie odwróciła. Richard patrzył na jej rozrzucone włosy, wyprostowane 

ramiona  pod  wełnianym  swetrem,  pośladki,  których  krągłość  uwypuklały  obcisłe  dŜinsy, 

nagie  stopy...  Widział  jej  piękno,  ufność,  wraŜliwość  i  siłę.  Czuł, Ŝe  poŜąda  jej  jak  dawniej, 

boleśnie  i  rozpaczliwie.  A  świadomość,  Ŝe  była  gotowa  mu  ulec,  podsycała  jeszcze  jego 

namiętność.   

– Tak będzie najlepiej – powiedział.   

– Chyba tak. – Ton Barbary był lodowaty.   

Gdyby  nie  wpatrywał  się  w  nią  z  takim  natęŜeniem,  pewnie  przeoczyłby  ledwo 

dostrzegalne drŜenie jej ramion.   

Skoro wychodząc tak ją ranił – skąd ta uporczywa pewność, Ŝe głębiej ją zrani zostając? 

Raz jeszcze z rozpaczą zajrzał w głąb swoich myśli i sumienia, próbując znaleźć jakikolwiek 

powód do odejścia.   

I nie znalazł Ŝadnego! Z jego ust wyrwało się głuche przekleństwo.   

background image

ROZDZIAŁ 6 

 

Zapadła  cisza.  Barbara  stała  odwrócona  plecami  do  Richarda.  Czekał  w  napięciu,  by 

zrobiła jakiś ruch, przemówiła, dała mu znak, Ŝe go rozumie, Ŝe nie zmieniła zdania, Ŝe wciąŜ 

chce, by z nią został. Ale ona zamarła jak posąg, z dumnie uniesioną głową.   

ZbliŜył  się  i  poczuł  bijący  od  niej  Ŝar,  usłyszał  przyspieszony  oddech.  Chciał  coś 

powiedzieć,  ale  pytania,  które  cisnęły  mu  się  na  usta,  nie  dały  się  wyrazić  słowami.  Wobec 

tego połoŜył dłonie na ramionach Barbary i odwrócił ją ku sobie.   

Kiedy spojrzał jej w twarz, odetchnął z ulgą. Siedemnaście lat rozpłynęło się we mgle, a 

wraz  z  nimi  poczucie  winy  i  dręczącej  samotności.  Znów  był  z  Barbarą,  patrzył  na  nią, 

zaglądał w oczy. Nagle jego serce wypełniła bezbrzeŜna radość.   

Dotknął  gładkiego  policzka,  a  potem  pieszczotliwie  musnął  jej  usta.  Uśmiechnął  się,  a 

jego uśmiech koił zadawnione rany.   

– I co teraz? – szepnęła bez tchu.   

Nachylił  się  i  delikatnie  ją  pocałował,  ale  kiedy  chciał  ją  objąć,  poczuł,  Ŝe  wciąŜ 

przyciska  do  piersi  kubki  po  kakao.  Śmiejąc  się  cicho,  wyjął  je  z  jej  zaciśniętych  palców  i 

odstawił na stół. A potem znów wziął ją w objęcia.   

Policzki Barbary okryły się rumieńcem. Richard patrzył na nią i wciąŜ nie mógł uwierzyć 

w  cud,  który  sprawił,  Ŝe  w  szkole  swojej  córki  odnalazł  Barbarę.  Po  latach  dręczących 

wspomnień  mógł  ją  zamknąć  w  ramionach,  poczuć  miękkość  jej  kobiecego  ciała.  Nagle 

zrozumiał, Ŝe znów jest zdolny do czystej miłości i radosnej nadziei, którą Barbara wzbudziła 

w nim przed laty.   

PołoŜyła  mu  dłonie  na  piersi,  a  potem  objęła  go  za  szyję.  Pochylił  głowę.  Ich  usta  się 

zetknęły. Nagle ogarnęła go fala gorąca. Usłyszał swój galopujący puls. Jak zawsze, kiedy był 

z Barbarą. Nawet wtedy, gdy był zbyt niedoświadczony, by pojąć, Ŝe pocałunek to coś więcej 

niŜ para tulących się do siebie ust.   

Minęło siedemnaście lat, a nadal nic się nie zmieniło. Wystarczyło kilka pocałunków, by 

rozpalić w nim zmysły.   

Oderwał  usta  od  warg  Barbary,  ale  wciąŜ  trzymał  ją  w  ramionach.  Otworzyła  oczy  i  z 

uśmiechem  zanurzyła  palce  w  jego  włosy.  Kiedy  kciukiem  musnęła  jego  ucho,  cicho 

westchnął.   

– Ciągle to lubisz? – spytała.   

Richard objął ją w talii i mocno do siebie przycisnął.   

– A jak myślisz? – mruknął.   

Spojrzała na niego pociemniałymi oczyma.   

–  Myślę,  Ŝe  mamy  na  sobie  za  duŜo  ubrań  –  szepnęła  i  zaczęła  mu  rozpinać  koszulę,  a 

potem nachyliła się i pocałowała jego owłosiony tors. Dotyk jej warg, jeszcze wilgotnych od 

pocałunku, doprowadzał go do szaleństwa.   

– Spieszy ci się? – jęknął, choć chciał, by jego pytanie zabrzmiało ironicznie.   

– Czekałam na to siedemnaście lat. Przycisnął głowę Barbary do piersi.   

background image

– Umiesz postawić na swoim – szepnął, całując jej włosy.   

Z zamkniętymi oczyma wsłuchała się w rytm jego serca.   

– Nie sprawisz mi zawodu.   

– Skąd ta pewność? 

–  Bo  juŜ  teraz  jest  cudownie  –  westchnęła.  Jej  gorący  oddech  przyprawił  Richarda  o 

dreszcz.   

– Barbaro? – zapytał.   

– Uhm? 

– Którędy do sypialni? 

– Spieszy ci się? – Ŝartobliwie powtórzyła jego pytanie.   

– Czekałem na to siedemnaście lat.   

– Ty teŜ umiesz postawić na swoim.   

Richard odgarnął ciemny kosmyk i pocałował skroń Barbary.   

– Nie sprawisz mi zawodu – mruknął.   

– Skąd ta pewność? 

Powiódł wargami po jej policzku, aŜ dotknął ust.   

– Bo... juŜ... jest...   

Pocałunek  powiedział  jej  więcej  niŜ  słowa.  Słowa  –  namiętne  i  podniecające  –  mogły 

tylko  opisywać  uczucia.  Pocałunkiem  dało  się  wyrazić  nieskończenie  więcej.  Wkrótce 

koszula Richarda była juŜ całkiem rozpięta, a jego dłonie wślizgnęły się pod sweter Barbary i 

spoczęły na jej nagich plecach.   

– Racja – przyznał. – Rzeczywiście mamy na sobie za duŜo ubrań.   

– Ty teŜ miałeś dobry pomysł – odparła.   

– Który? – zapytał. – Podsunęłaś mi ich kilka.   

–  Ten  z  sypialnią.  –  Wzięła  go  za  rękę  i  pociągnęła  za  sobą.  W  drzwiach  nagle  się 

zatrzymała. Wyraz jej twarzy zaniepokoił Richarda.   

– Obleciał cię strach? – spytał, choć lękał się odpowiedzi.   

Barbara zarzuciła mu ręce na szyję.   

– Przy tobie niczego się nie boję.   

– Więc skąd to wahanie? 

– Przekraczamy pewien próg – powiedziała z uśmiechem. – Chciałam się tylko upewnić, 

Ŝ

e moje wahania zostały za drzwiami.   

– Jakie znowu wahania? 

– Te złośliwe istoty, które mogłyby mi zepsuć radość ze wspólnie spędzonych chwil.   

– JeŜeli nie jesteś pewna... jeśli masz jakieś wątpliwości...   

– Zostawiłam je za drzwiami, pamiętasz? – ściszyła głos. – A zresztą, to były stare, głupie 

wątpliwości. Powinnam była się ich pozbyć siedemnaście lat temu.   

–  Chyba  się  nie  obwiniasz  o  to,  co  się  wtedy  stało?  –  Coś  takiego  nigdy  przedtem  nie 

przyszło Richardowi do głowy. – Mój BoŜe, Barbaro... nie masz czego Ŝałować.   

– Gdybym nie była takim tchórzem...   

–  Mylisz  się  –  powiedział  i  zamknął  ją  w  uścisku.  –  To  ty  miałaś  w  sobie  więcej  siły. 

background image

Mnie jej zabrakło. Dlatego wszystko popsułem.   

– I co mi przyszło z tej siły? 

Zalała  go  fala  czułości.  Zawsze  był  świadom  tego,  Ŝe  swoją  zdradą  głęboko  zranił 

Barbarę.  W  jego  wspomnieniach  urosła  do  symbolu  zdradzonej  niewinności.  Nigdy  nie 

myślał  o  niej  jako  o  kobiecie  z  krwi  i  kości,  która  podczas  samotnych  nocy  oskarŜała  się  o 

cudze winy.   

Kurczowo przytulił ją do siebie, jakby na nowo chciał się upewnić, Ŝe jest przy nim.   

–  Mamy  tyle  zaległości  do  odrobienia.  –  Pocałował  ją  w  czoło,  skroń,  policzek.  –  Te 

samotne noce...   

Z westchnieniem spojrzała mu w twarz.   

– Masz rację. Tylko Ŝe to wszystko wydaje się takie nierealne.   

Richard przeciągle spojrzał jej w oczy.   

– Chyba nie masz zamiaru zmienić zdania? 

–  To  nie  mnie  dręczyły  kiedyś  rozterki  –  odparła.  Dałby  wszystko,  Ŝeby  nie  słyszeć 

oskarŜenia, które zabrzmiało w jej głosie.   

– Wyzbyłem się wszelkich wątpliwości. Jestem tylko trochę zdenerwowany.   

– Ja teŜ – przyznała cicho Barbara. Zsunęła z ramion Richarda koszulę i połoŜyła dłonie 

na  jego  obnaŜonych  plecach.  Richard  podciągnął  jej  do  góry  sweter.  Cofnęła  się  o  krok. 

Sweter spadł na podłogę.   

Richard  wbił  wzrok  w  kształtny  biust  Barbary,  przysłonięty  jedynie  półprzeźroczystą 

koronką.   

– Zapomniałem juŜ, jaka jesteś piękna – powiedział, z trudem łapiąc oddech. – Wydawało 

mi się, Ŝe wszystko pamiętam, a jednak zapomniałem.   

Bez  trudu  go  zrozumiała.  Ona  teŜ  sądziła,  Ŝe  pamięta,  a  przecieŜ  zapomniała. 

Rzeczywistość okazała się piękniejsza od wspomnień.   

Rozpięła stanik i zsunęła ramiączka. Richard wyciągnął rękę i dotknął zagłębienia między 

piersiami Barbary, a potem połoŜył na nich dłonie.   

– Jeszcze nigdy tak się nie bałem – odezwał się stłumionym głosem.   

–  A  ja  nigdy...  –  Z  westchnieniem  przylgnęła  do  jego  obnaŜonej  piersi  i  objęła  go.  – 

PokaŜ mi, co straciłam.   

Obsypał  ją  gwałtownymi  pocałunkami.  Pod  dotykiem  jego  rąk,  ust,  języka  odkrywała 

ś

wiat nowych doznań.   

Szarpnęła za pasek spodni Richarda. On zsunął jej dŜinsy z bioder. Stali naprzeciw siebie, 

dotykając się jedynie spojrzeniami. Gorący dreszcz raz po raz wstrząsał ciałem Barbary.   

–  Nikt  nie  patrzał  na  mnie  tak  jak  ty  –  westchnęła.  –  Tak  jakby...  –  Głos  zamarł  jej  w 

gardle.   

– A twój mąŜ? – zapytał Richard. Potrząsnęła głową.   

– Dennis nie był namiętny.   

– Ten twój Dennis musiał być głupcem.   

–  Nie  chcę  o  nim  rozmawiać.  Chcę  tylko...  –  zająknęła  się,  bo  dłoń  Richarda 

powędrowała w górę jej uda – chcę się z tobą kochać.   

background image

W  odpowiedzi  usta  Richarda  zmiaŜdŜyły  jej  wargi  w  namiętnym  pocałunku.  Jego 

muskularne ciało, szorstkie włosy, palący oddech, zachłanne ręce – wszystko to nagle stopiło 

się  w  jedno.  W  ramionach  Richarda  przeŜywała  uniesienia,  jakich  nie  zaznała  z  innym 

męŜczyzną. Pragnęła go z całej duszy, a jej ciało płonęło w oczekiwaniu spełnienia.   

Objęci  przeszli  przez  sypialnię  i  osunęli  się  na  łóŜko.  Barbara  drŜała  w  oczekiwaniu  na 

kolejne pocałunki, kolejne pieszczoty. Tak długo czekałam, myślała, tak strasznie długo...   

Barbara!  Richard  wciąŜ  nie  mógł  uwierzyć,  Ŝe  wreszcie  mają  przy  sobie.  Nagą  –  z 

wyjątkiem  skrawka  turkusowego  jedwabiu.  ..  Zakręciło  mu  się  w  głowie.  Barbara...  Gdyby 

nie ciepło jej ciała, zapach włosów, jedwabista gładkość skóry, byłby pewny, Ŝe śni.   

Ale obecność Barbary i jego poŜądanie były zbyt realne, by je uznać za wytwór fantazji.   

Barbara  z  westchnieniem  zagarnęła  go  pod  siebie  i  spojrzała  na  niego  zamglonym 

wzrokiem. Usta miała obrzmiałe od pocałunków. Pochyliła się i delikatnie pocałowała  go  w 

ucho, a potem obwiodła je językiem.   

– Wolisz, jak cię tu dotykam czy jak całuję? 

– Przestań. – Przyciągnął ją do siebie. – Widzisz, co się ze mną dzieje.   

– Chyba wciąŜ mamy na sobie za duŜo ubrań – szepnęła bez tchu.   

–  MoŜe  by  coś  z  tym  zrobić.  –  Te  dwa  skrawki  materiału,  jeden  bawełniany,  drugi 

jedwabny, zaczęły mu nagle bardzo przeszkadzać.   

– Co proponujesz? – spytała Barbara, unosząc się na łokciach.   

– Masz niewiarygodny biust – powiedział, poŜerając ją wzrokiem.   

Wsunęła palce pod gumkę jego slipek.   

– Nie słuchasz, co do ciebie mówię.   

– AleŜ słucham – zaprzeczył, wpatrzony w jej obnaŜone piersi.   

–  Mówiliśmy  o  zbytecznej  garderobie  –  stwierdziła  i  jednym  ruchem  ściągnęła  z  niego 

slipy.   

Richard uniósł się, objął Barbarę, a potem połoŜył ją na materacu. Z zamkniętymi oczami 

czekała, aŜ spełni się marzenie jej Ŝycia.   

Richard  uwodził  ją  kaŜdym  gestem,  podniecał  słowem  i  dotykiem.  Nagle  przestała 

myśleć i po raz pierwszy w Ŝyciu poddała mu się bez reszty.   

Kiedy  zsunął  z  jej  bioder  skrawek  jedwabiu,  drŜąc  wstrzymała  oddech.  Czuła  na  sobie 

jego palący wzrok. Palce Richarda delikatnie wślizgnęły się między jej uda. Cicho krzyknęła.   

– Co ci jest, Barbaro? – Głos Richarda dobiegł ją jakby z oddali.   

– Nic. Nie przerywaj...   

– Nie łudź się – mruknął. – Masz moŜe....   

– Tak. W szkatułce na stoliku.   

Sięgnął do szkatułki i wyjął mały pakiecik.   

– Trzęsą mi się ręce jak jakiemuś smarkaczowi.   

– Pomogę ci. – Pewną ręką poprowadziła jego dłoń, a potem opadła na plecy i wyciągnęła 

do niego ramiona.   

– Teraz! – szepnęła. – Nareszcie.   

Zagarnął  ją  pod  siebie.  Zatracili  się  w  pocałunku.  Na  moment  oderwał  usta  odjej  warg, 

background image

Ŝ

eby wyszeptać ostatnie świadome słowo: „Nareszcie!” 

Połączyli się z jękiem rozkoszy. Richard poczuł, Ŝe wciąga go jedwabisty Ŝar. Kurczowo 

przyciągnął Barbarę do siebie.   

Wiła  się  pod  nim,  wpijając  palce  w  jego  ramiona.  Otaczał  ją  i  pochłaniał,  więŜąc  w 

ramionach, miaŜdŜąc udami.   

Stopieni  w  jedność  i  ogarnięci  Ŝarem,  poddali  się  odwiecznemu  rytmowi,  który  miał 

przynieść im spełnienie. KaŜda sekunda tej słodkiej tortury przybliŜała moment wyzwolenia.   

Wreszcie osiągnęli szczyt. Ciałem Richarda wstrząsnęły spazmatyczne dreszcze. Barbara 

przytuliła go tak mocno, jakby od tego zaleŜało jej Ŝycie.   

ś

adne  z  nich  nie  wiedziało,  jak  długo  tak  leŜeli,  wciąŜ  połączeni,  czekając,  aŜ  ich  serca 

się uspokoją, a oddech wyrówna.   

Barbara  ocknęła  się  pierwsza.  Richard  delikatnymi  pocałunkami  obsypał  jej  skroń  i 

policzek. Czuła jego gorący oddech, słyszała westchnienia.   

Chciała coś powiedzieć, ale zawiódł ją głos. Wszelkie słowa wydały się niewystarczające. 

Czule pogładziła Richarda po włosach. W głębi duszy lękała się chwili, w której będą musieli 

się rozstać.   

Tyle lat, pomyślała. Tyle zmarnowanych lat.   

Nagle  wydało  jej  się,  Ŝe  czas  stanął  w  miejscu  i  będą  mogli  zostać  tak  na  zawsze,  nie 

dręcząc się błędami przeszłości i tym, co przyniesie przyszłość.   

Z  westchnieniem  zamknęła  oczy  i  pomyślała,  jakby  to  było  cudownie.  Wzięła  Richarda 

za rękę i połoŜyła ją na sercu.   

– Mówiłem ci, Ŝe tak będzie – mruknął.   

– Hm? 

– Mówiłem ci, Ŝe to nie będzie proste. Barbara uniosła się i spojrzała mu w twarz.   

– Czy to znaczy, Ŝe było ci dobrze? 

– Nie – odpowiedział. – Nie było mi dobrze. Przeraziła się.   

– Jak to? 

–  Jakoś  nie  mogę  sobie  wyobrazić,  Ŝe  leŜysz  w  łóŜku  z  męŜczyzną  i  pytasz  go:  Było  ci 

dobrze? – jakby chodziło o pogodę.   

– Nigdy nikogo o to nie pytałam.   

– Więc jak moŜesz tak mówić? – spytał z wyrzutem. – Po co? Wiesz, jak było. Nie było 

nam po prostu „dobrze”, bo nie był to tylko seks.   

Barbara dotknęła jego policzka.   

– Było tak, jak sobie wymarzyłam.   

Richard zamknął oczy, a potem z trudem je otworzył.   

–  Gdyby  to  był  tylko  seks,  chciałbym  jak  najprędzej  uciec  z  tego  łóŜka.  A  ja  marzę, 

Ŝ

ebym nigdy nie musiał z niego wychodzić.   

– No cóŜ – westchnęła – uprzedzałeś, Ŝe to nie będzie łatwe.   

Spojrzeli sobie w oczy i zrozumieli się bez słów. Bali się, Ŝe mogliby powiedzieć za duŜo. 

Wreszcie  Barbara  z  uśmiechem  pochyliła  się  nad  Richardem  i  nim  ich  usta  się  spotkały, 

spytała: 

background image

– Czy nie mówiłeś teŜ, Ŝe raz to stanowczo za mało? 

background image

ROZDZIAŁ 7 

 

–  JeŜeli  nie  masz  nic  przeciwko  temu,  porozmawiamy  w  kuchni  –  zaproponowała 

Barbara.  –  Dziś  jest  chłodniej,  więc  mam  ochotę  na  ciepłą  kolację.  Postanowiłam  zrobić 

pieczeń. Muszę ją teraz nastawić, bo nie będzie gotowa na wieczór.   

– Dobrze – nieśmiało powiedziała Missy.   

–  No  to  chodźmy.  –  Barbara  skierowała  się  do  kuchni.  Przeczuwając,  Ŝe  Missy  będzie 

skrępowana  podczas  ich  pierwszego  spotkania,  postanowiła  wymyślić  dla  nich  obu  jakieś 

praktyczne zajęcie. Najłatwiejszą i najbardziej naturalną czynnością wydało jej się gotowanie.   

– Napijesz się mleka? 

– Tak.   

– A moŜe zjesz jabłko? – Barbara otworzyła lodówkę. Boja mam ochotę na jabłko.   

– Tak, chętnie – odparła Missy.   

Barbara podała Missy szklankę mleka i posadziła dziewczynę za stołem. Opłukała owoce, 

wyjęła z szafki talerze, noŜe i słoik masła orzechowego.   

– Lubisz masło orzechowe? – spytała.   

– Tak, ale nie z jabłkami. – Missy zmarszczyła nos zupełnie tak samo jak jej ojciec, kiedy 

Barbara po raz pierwszy poczęstowała go jabłkiem z masłem orzechowym.   

–  Moja  mama  przyrządzała  mi  w  ten  sposób  jabłka,  kiedy  byłam  małą  dziewczynką  – 

powiedziała  Barbara.  –  Posmaruję  jedno  dla  ciebie.  Spróbuj,  moŜe  będzie  ci  smakowało.  – 

Rozcięła jabłko, wydrąŜyła i napełniła połówki masłem orzechowym.   

Missy sięgnęła po jabłko i niepewnie ugryzła mały kęs.   

– Niezłe – przyznała z ulgą.   

Barbara  z  radością  zauwaŜyła,  Ŝe  dziewczyna  powoli  się  odpręŜa.  Szybko  przekroiła 

drugie jabłko.   

– Z masłem czy bez? – spytała.   

–  Z  masłem.  –  Missy  uśmiechnęła  się  kącikiem  ust.  Barbara  odwzajemniła  uśmiech, 

podsunęła następne jabłko i wstała.   

– Muszę zacząć szykować kolację.   

Wyjęła  z  lodówki  mięso  i  jarzyny,  połoŜyła  mięso  na  desce  i  starannie  odcięła  tłuszcz. 

Czując na sobie uwaŜny wzrok dziewczyny, dodała: 

– Lubię ciepłe kolacje, kiedy jest brzydka pogoda. Missy milczała. Barbara zdjęła z półki 

kilka  słoiczków  z  przyprawami  i  ustawiła  jej  na  kuchennym  blacie.  Potem  zmełła  pieprz  w 

młynku i obficie natarła  mięso. Missy wciąŜ przyglądała jej się z uwagą.  Barbara uznała, Ŝe 

przyszła pora na pierwszy ruch.   

–  MoŜesz  mi  pomóc?  –  spytała,  a  widząc  zakłopotanie  na  twarzy  dziewczyny,  szybko 

dorzuciła: – Nie będę musiała co chwila myć rąk.   

– Dobrze – niepewnie zgodziła się Missy.   

– Więc najpierw papryka. Missy zawahała się.   

–  Zdejmij  wieczko  –  podpowiedziała  Barbara  –  i  potrząśnij  słoiczkiem.  Teraz  moŜesz 

background image

sypać.   

Missy ostroŜnie wykonała polecenie. Barbara wtarła przyprawę i przewróciła mięso.   

– Teraz z tej strony. Śmiało! To łagodna papryka. Nigdy nie jest jej za duŜo.   

Tym razem Missy z zapałem sypnęła paprykę.   

– Teraz gałka muszkatołowa – poleciła Barbara. – Ładnie pachnie, prawda? 

Dziewczyna skinęła głową. Barbara konspiracyjnym szeptem dodała: 

– To jeden z sekretów mojej kuchni.   

– Pani na pewno lubi gotować – stwierdziła Missy.   

– Mieszkam sama, więc na ogół kupuję gotowe dania, ale parę razy w tygodniu staram się 

przygotować coś porządnego. Chwileczkę... teraz sól czosnkowa, a potem dodamy mąki.   

Missy otworzyła kolejny pojemniczek i posypała mięso solą czosnkową.   

– Myślałam, Ŝe mąki uŜywa się wyłącznie do chleba i ciasta.   

– Do mięsa teŜ, ale tylko troszkę. Ładniej się wtedy rumieni i sos będzie gęstszy.   

– Pani naprawdę musi być dobrą kucharką. Barbara roześmiała się.   

– Moja babka była wspaniałą kucharką. To ona nauczyła mnie gotować.   

–  A  moja  babcia  ma  fioła  na  punkcie  porządku.  Nigdy  nie  chciała  mnie  wpuścić  do 

kuchni. Bała się, Ŝe narobię bałaganu.   

– Skoro juŜ znasz moją tajemnicę, będziesz mogła sama przyrządzić taką pieczeń.   

– Myśli pani, Ŝe potrafiłabym? 

–  Czemu  nie?  –  Barbara  znów  wzruszyła  ramionami.  –  Kiedy  skończymy,  będziesz 

ekspertem.  Mąka  jest  w  tym  plastikowym  pojemniku.  W  środku  jest  sitko.  Posyp  trochę  z 

kaŜdej strony, a ja będę wcierać. Dobrze. Widzisz? Nie trzeba na to duŜo czasu.   

– Dziwnie to wygląda.   

–  MoŜe  i  tak  –  przyznała  Barbara  –  ale  zobaczysz,  jakie  będzie  pyszne.  –  Podeszła  do 

zlewu i opłukała ręce. – PomoŜesz mi przygotować jarzyny? 

– Dobrze.   

– Czysta deska i nóŜ są  w tej szufladzie – powiedziała, odłamując dwie łodygi selera. – 

Umyję jarzyny, a ty je pokroisz.   

Missy zawahała się i przygryzła wargę.   

– Nie umiem kroić.   

– Weź nóŜ i deskę. Spróbujemy. W czym problem? 

–  Nie  umiem  pokroić...  noo...  na  równe  kawałki.  Barbara  nachyliła  się  i  szepnęła  Missy 

do ucha: 

– Przy pieczeni to nie ma znaczenia. Missy spojrzała na nią z powątpiewaniem.   

– Naprawdę! – zapewniła ją Barbara. – Jarzyny  dodaje się tylko do smaku i Ŝeby mięso 

było wilgotne.   

Pokroiły  selery,  marchewkę,  cebulę,  nad  którą  ze  śmiechem  roniły  łzy,  i  wreszcie,  po 

wstawieniu potrawy do piekarnika, Barbara oznajmiła: 

– Teraz moŜemy trochę odpocząć.   

W salonie Missy chciała usiąść, ale potem się zawahała.   

– Czuj się jak u siebie w domu. MoŜesz zdjąć buty i wyciągnąć się na sofie.   

background image

– Jak u psychiatry? 

Pytanie  było  tak  nieoczekiwane,  a  zarazem  tak  logiczne,  Ŝe  Barbara  wybuchnęła 

ś

miechem.   

–  Nie  jestem  psychiatrą,  Missy.  Pomyślałam  tylko,  Ŝe  będziesz  chciała  odpocząć  po 

długim dniu w szkole. JeŜeli wolisz, moŜesz usiąść w fotelu i połoŜyć nogi na stoliku.   

– Mogę rozpiąć spodnie? Zrobiły się trochę za ciasne.   

–  Oczywiście.  Jesteśmy  tu  same.  Chyba  niedługo  będziesz  musiała  sprawić  sobie  kilka 

ciąŜowych sukienek.   

– Chyba tak – westchnęła Missy.   

– Nie lubisz zakupów? Missy skrzywiła się.   

– Chodzimy czasem z Heather po sklepach, ale...   

– Są ciekawsze miejsca niŜ sklepy dla przyszłych matek? Missy ponuro skinęła głową.   

– A twój ojciec? Robisz z nim czasem zakupy? 

– Niezbyt często. On się nie zna na... tych rzeczach.   

– MoŜe wybrałybyśmy się razem któregoś dnia? Ja uwielbiam zakupy.   

Missy milczała, więc Barbara zmieniła temat.   

–  Chcesz  posłuchać  muzyki?  Mam  nową  taśmę  z  przebojami  z  czasów,  kiedy  byłam  w 

twoim wieku.   

– Dobrze.   

Barbara włączyła stereo i usiadła w fotelu naprzeciw Missy.   

–  Twój  ojciec  na  pewno  pamięta  te  piosenki  –  dorzuciła,  jakby  mimochodem.  – 

Chodziliśmy do tej samej szkoły. Mówił ci o tym? 

Dziewczyna skinęła głową.   

– Byłam zaskoczona, kiedy zobaczyłam w swoim gabinecie znajomego z dawnych lat.   

Po krótkiej chwili Missy spytała drŜącym głosem: 

– Czy znała pani takŜe moją mamę? 

Barbara zająknęła się, dobierając w myślach słowa.   

–  Niezbyt  dobrze  –  powiedziała  wreszcie.  –  Była  starsza  o  parę  lat.  Nie  chodziłyśmy 

razem do szkoły.   

– Czy jestem do niej podobna? 

WytęŜyła  pamięć,  usiłując  przypomnieć  sobie  Christine,  ale  przed  oczami  miała  tylko 

zamazaną  postać  u  boku  Richarda,  z  pełnym  wyŜszości  uśmiechem  na  twarzy.  A  Missy?  W 

Missy widziała jedynie córkę Richarda. Dziecko, które nagle znalazło się w kłopotach.   

–  Wydaje  mi  się,  Ŝe  bardziej  przypominasz  ojca.  MoŜe  dlatego,  Ŝe  od  lat  nie  widziałam 

twojej matki.   

Missy spuściła wzrok.   

– Babcia mówi, Ŝe wyglądam zupełnie jak mama.   

–  Na  pewno  jesteś  do  niej  trochę  podobna.  A  takŜe  do  ojca  i  do  babci.  Do  wszystkich, 

którzy coś dla ciebie znaczą. Ta mieszanka rozmaitych cech stanowi o twojej wyjątkowości. 

Tak samo będzie w przypadku twojego dziecka.   

Missy zamyśliła się. Barbara odczekała chwilę, a później znów podjęła rozmowę.   

background image

– Powiedziałam ci przed chwilą, Ŝe nie jestem psychiatrą, i to prawda. Chciałabym zostać 

twoją przyjaciółką, jeśli kogoś takiego potrzebujesz. I chcę teŜ, byś wiedziała, Ŝe moŜesz mi 

zaufać. JeŜeli tylko masz ochotę porozmawiać o czymkolwiek, moŜesz się do mnie zwrócić. 

Wszystko, co mi powiesz, zostanie między nami.   

– Nie powtórzy pani... nikomu? 

– JeŜeli mnie o to poprosisz – na pewno nie.   

– Nawet mojemu tacie? 

Nagle Barbara zdała sobie sprawę, w jak kłopotliwej sytuacji się znalazła, podejmując się 

opieki  nad  dziewczyną  i  jednocześnie  romansując  z  jej  ojcem.  W  pierwszym  odruchu,  po 

spędzonej wspólnie nocy, kiedy wszystko wydawało im się takie proste, postanowili utrzymać 

ich związek w tajemnicy jeszcze przez jakiś czas. Richard uznał, Ŝe Missy Ŝyła teraz w zbyt 

wielkim stresie, by dodatkowo obarczać ją informacją o nagłym,  a zarazem tak powaŜnym i 

romantycznym związku ojca.   

–  Jeśli  będzie  mi  się  wydawało,  Ŝe  jest  coś,  o  czym  powinien  wiedzieć,  będę  cię 

namawiać,  Ŝebyś  mu  o  tym  powiedziała.  Ale  w  Ŝadnym  wypadku  nie  naduŜyję  twojego 

zaufania.   

Z uwagą czekała na odpowiedź Missy. Dziewczyna, nie po raz pierwszy, zaskoczyła ją.   

– Naprawdę poszłaby pani ze mną na zakupy? 

–  Bardzo  chętnie.  Najpierw  musiałybyśmy  poprosić  twojego  tatę  o  zgodę.  MoŜe  w 

przyszłym tygodniu? Zamiast spotkania w domu? 

–  Dobrze.  –  Missy  zawahała  się,  a  potem  dodała:  –  Bardzo  potrzebuję  kilku  rzeczy.  Na 

przykład... staników.   

–  To  zupełnie  normalne  –  odparła  Barbara.  –  Biust  bardzo  się  zmienia  w  czasie  ciąŜy. 

Wiedziałaś o tym? 

–  Tak.  Piszą  o  tym  w  ksiąŜce,  którą  dostałam  od  mojej’  lekarki.  Tylko  Ŝe  –  wzruszyła 

ramionami – wstydzę się prosić w sklepie o... wie pani co.   

– CiąŜowe staniki? 

Missy skinęła głową.   

–  MoŜe  będzie  lepiej,  jak  razem  je  kupimy.  –  Barbara  uśmiechnęła  się.  –  Właśnie  w 

takich sprawach chciałabym ci pomóc. JeŜeli masz jakiekolwiek problemy związane z ciąŜą, 

fizyczne czy inne, zawsze moŜemy o tym porozmawiać.   

Widząc, Ŝe Missy słucha z uwagą, Barbara postanowiła zaryzykować.   

– Mogłybyśmy porozmawiać o dziecku albo o jego ojcu.   

Trafiła w sedno. Missy zbladła i posmutniała.   

– JuŜ się nie widujemy. – Z zaŜenowaniem odwróciła wzrok i wyjaśniła: – On chodzi do 

innej szkoły, ale to nie jest jedyny powód. Jego matka nie pozwala mu się ze mną spotykać. 

UwaŜa, Ŝe to moja wina.   

Matka mu nie pozwala. Co za absurd! Barbara była wstrząśnięta.   

Nagle Missy głośno się rozszlochała.   

–  Wszystko,  co  ona  mówi,  to  nieprawda,  pani  Wilson.  Nie  zrobiłam  tego  naumyślnie. 

Zabezpieczyliśmy się, ale... Ja wcale tego nie planowałam.   

background image

Barbara usiadła obok Missy, objęła ją i podsunęła jej pudełko chusteczek do nosa.   

– Ludzie w gniewie wygadują rozmaite rzeczy. Jestem pewna, Ŝe matka twojego chłopca 

nie wierzy w to wszystko.   

–  Wierzy,  wierzy.  –  Missy  skuliła  się  w  objęciach  Barbary.  –  Gdyby  pani  wiedziała! 

Nazwała mnie dziwką, a Josh siedział obok i nawet się nie odezwał. A kiedy mój tato spytał, 

jak  on  moŜe  w  tej  sytuacji  milczeć,  chociaŜ  wie,  Ŝe  był  moim  pierwszym  chłopcem,  matka 

Josha oświadczyła, Ŝe nie byłaby tego taka pewna. Kiedy Josh próbował jej przerwać, kazała 

mu  się  zamknąć.  Powiedziała,  Ŝe  jest  naiwny,  a  ja  nieźle  sobie  to  wszystko 

wykombinowałam.  A  w  ogóle  skąd  wiadomo,  Ŝe  to  dziecko  Josha.  –  Z  desperacją  wytarła 

nos. – To było takie okropne, pani Wilson! Barbara kojąco kołysała Missy w ramionach.   

– Wiem. WyobraŜam sobie, co czułaś.   

Nagle dziewczyna zaczęła mówić, jakby pękły w niej jakieś tamy.   

– Powiedziała, Ŝe jak ktoś sypia z chłopakami na lewo i prawo, powinien się przynajmniej 

zabezpieczyć.  I  Ŝe  to  dziewczyna  ma  się  pilnować,  nie  chłopak.  Krzyczała,  Ŝe  Josh  jest 

jeszcze za młody na ojca, a ja nie nadaję się na matkę. I Ŝe jeŜeli mam chociaŜ trochę oleju w 

głowie,  powinnam  zrobić  skrobankę.  Ale  ja  powiedziałam:  „Nie!  Nie  zabiję  swojego 

dziecka!” 

Znowu głośno wydmuchała nos. Barbara poszła do łazienki i przyniosła mokry ręcznik, a 

potem usiadła na podłodze u stóp Missy.   

– Jak matka Josha zareagowała, kiedy jej oznajmiłaś, Ŝe chcesz mieć dziecko? 

Missy otarła twarz ręcznikiem i głośno przełknęła ślinę.   

– Znowu obrzuciła mnie wyzwiskami. Tata kazał jej się zamknąć. Oświadczył, Ŝe nikt nie 

ma  prawa  tak  do  mnie  mówić  i  Ŝe  Josh  jest  tak  samo  winny  jak  ja.  Wtedy  matka  Josha 

powiedziała,  Ŝe  jeśli  nie przerwę  ciąŜy,  to  złamię  Ŝycie  Joshowi,  sobie  i  dziecku,  i Ŝe  to  nie 

fair, aby Josh musiał ponosić konsekwencje mojej głupoty. A jeŜeli spodziewam się, Ŝe będą 

płacić na dziecko, muszę najpierw zrobić testy i udowodnić, Ŝe to Josh jest ojcem.   

Szlochając wtuliła twarz w ręcznik i stłumionym głosem ciągnęła dalej: 

–  Wtedy  tata  się  wściekł  i  oświadczył,  Ŝe  jeŜeli  Josh  nie  chce  brać  na  siebie 

odpowiedzialności  za  swoje  postępki,  musi  zrzec  się  wszelkich  praw  do  dziecka.  A  jego 

matka na to, Ŝe to świetnie i Ŝeby im przysłać papiery, to Josh z radością je podpisze. A on... 

on tak po prostu siedział i w ogóle się nie odzywał.   

– Musiało ci być bardzo przykro. Missy skinęła głową.   

– Myślałam, Ŝe...   

– śe mu na tobie zaleŜy, tak? Dziewczyna znów przytaknęła.   

– A tobie musiało bardzo na nim zaleŜeć, skoro zdecydowałaś się z nim sypiać? 

Missy zamarła, a potem spojrzała Barbarze w twarz.   

– On był moim pierwszym i jedynym chłopakiem. Pani mi wierzy, prawda? 

Barbara  myślała,  Ŝe  serce  jej  pęknie.  Przytuliła  Missy  tak  mocno,  jakby  to  była  jej 

rodzona córka.   

– Wierzę ci. Oczywiście, Ŝe ci wierzę. Twój ojciec teŜ ci wierzy. On bardzo cię kocha. I 

twoja babcia...   

background image

Missy skamieniała, a potem gwałtownie wybuchnęła: 

– Dlaczego muszę babci o tym powiedzieć?! Ona na pewno pomyśli sobie...   

Nie dokończyła, tylko głęboko westchnęła i usta jej zadrŜały. Barbara dałaby wiele, Ŝeby 

się  dowiedzieć,  o  jakie  myśli  Missy  podejrzewa  swoją  babkę,  ale  dziewczyna  powtórzyła 

tylko: 

– Po co jej o tym mówić?! 

Barbara odgarnęła z twarzy Missy wilgotny kosmyk.   

–  Twój  ojciec  uwaŜa,  Ŝe  moŜna  zaczekać  do  kwietnia,  aŜ  babcia  wróci  z  Europy.  Masz 

jeszcze dość duŜo czasu, Ŝeby się zastanowić, w jaki sposób jej to zakomunikujesz.   

– Barbara uściskała Missy. – Myślę, Ŝe kiedy otrząśnie się z pierwszego szoku, moŜe ci 

okazać wiele zrozumienia. W końcu dziecko, które w sobie nosisz, będzie jej prawnukiem.   

Missy  ze  sceptyczną  miną  wytarła  nos,  ale  jakby  się  trochę  uspokoiła.  Wreszcie 

przemówiła tak cichym głosem, Ŝe Barbara ledwo ją usłyszała.   

–  Czy  pani  teŜ  uwaŜa,  Ŝe  powinnam  przerwać  tę  ciąŜę?  Było  to  ostatnie  pytanie,  jakie 

Barbara chciałaby usłyszeć.   

–  Nie  jestem  pewna,  czy  akurat  mnie  powinnaś  pytać.  W  tej  sytuacji  nie  umiem  być 

obiektywna. Ale jedno mogę ci powiedzieć. UwaŜam, Ŝe poszłaś za głosem serca, a to często 

najlepszy doradca kobiety, która musi podjąć tę niełatwą decyzję.   

Missy w milczeniu rozwaŜyła jej odpowiedź, a potem spytała: 

– Dlaczego nie moŜe pani być obiektywna? Zastanawiała się, do jakiego stopnia powinna 

zwierzyć  się  Missy,  ale  poniewaŜ  nie  miała  nic  do  ukrycia,  a  chciała  zdobyć  zaufanie 

dziewczyny, szczerze odpowiedziała: 

–  Bo  zawsze  pragnęłam  dziecka.  I  dlatego  nie  potrafię  mówić  o  aborcji,  nie  myśląc 

jednocześnie  o  dzieciach,  których  nigdy  nie  miałam.  Kiedy  patrzę  na  ładną,  młodą 

dziewczynę  jak  ty,  u  progu  Ŝycia,  myślę,  o  tu  –  palcem  dotknęła  skroni  –  Ŝe  nie  planowane 

dziecko moŜe skomplikować jej Ŝycie pod kaŜdym względem. I jestem w stanie zrozumieć, Ŝe 

aborcja często jest jedynym sensownym wyjściem. Ale tu – połoŜyła dłoń na sercu – w głębi 

duszy, nie mogę zapomnieć o tych nie narodzonych dzieciach.   

I  mam  pretensje  do  losu,  Ŝe  daje  dzieci  kobietom,  które  ich  nie  chcą,  a  innym  odmawia 

tego szczęścia.   

– Czemu nie zaadoptowała pani dziecka? 

– MoŜe byśmy się na to zdecydowali, ale moje małŜeństwo się rozpadło. A po rozwodzie 

skupiłam  się  na  innych  sprawach.  Zrobiłam  magisterium,  a  potem  zaczęłam  pracować  z 

młodzieŜą.   

– PrzecieŜ samotne kobiety teŜ mają dzieci.   

– Tak, ale macierzyństwo to wielki obowiązek. Gdybym urodziła dziecko, chciałabym je 

otoczyć  naleŜytą  opieką.  Trudno  by  mi  było  połączyć  to  z  pracą  zawodową.  Z  czasem  moi 

uczniowie stali się moimi dziećmi. Często czuję się tak, jakbym co roku miała kilkaset dzieci.   

Missy cicho westchnęła.   

–  Moja  lekarka  mówi,  Ŝe  ma  pacjentki,  które  nie  mogą  zajść  w  ciąŜę,  więc  gdybym 

chciała oddać dziecko do adopcji, pomogłaby mi znaleźć dla niego dobry dom.   

background image

– Zastanawiałaś się nad tym, Ŝeby oddać dziecko do adopcji? – Ta myśl jakoś przedtem 

nie przyszła Barbarze do głowy.   

Missy spuściła wzrok.   

–  Adwokat,  który  załatwiał  sprawę  z  Joshem,  powiedział,  Ŝe  gdybym  chciała  oddać 

dziecko jakiejś rodzinie, Josh nie moŜe mnie juŜ powstrzymać.   

– A co ty o tym sądzisz? 

– To byłoby łatwiejsze  wyjście.  A moŜe i lepsze dla dziecka. – Nagle podbródek zaczął 

jej się trząść. – Ale nigdy więcej bym go nie zobaczyła. Byłoby mi strasznie smutno.   

Smutno, pomyślała Barbara. To łagodnie powiedziane. Spotkała juŜ tyle kobiet, które do 

końca Ŝycia sobie nie wybaczą, Ŝe oddały własne dziecko. Historie o połączeniu rodzin, które 

po latach się odnalazły, stały się tematem numer jeden telewizyjnych programów.   

Słowo  „smutno”  miało  oznaczać  rozterki  związane  z  wyrzeczeniem  się  dziecka, 

„łatwiejsze  wyjście”  –  ucieczkę  przed  trudnościami,  z  jakimi  wiąŜe  się  jego  wychowanie, 

zwłaszcza  przez  matkę  tak  młodą  jak  Missy.  Z  drugiej  strony,  macierzyństwo  na  zawsze 

zmieniłoby jej Ŝycie, skracając młodość i obarczając jedną z najtrudniejszych ról.   

Sytuacji, w jakiej znalazła się Missy, nie dało się rozwiązać ani szybko, ani bezboleśnie. 

Podobnie  jak  problemów  Richarda,  który  był  jej  ojcem.  Missy  czuła  się  winna,  Richard  – 

odpowiedzialny. A w sumie oboje byli wyjątkowo nieszczęśliwi i udręczeni.   

Nagle  Barbara  zdała  sobie  sprawę,  Ŝe  po  uszy  utkwiła  w  ich  problemach.  I  Ŝe  jedyną 

rzeczą,  jakiej  wszyscy  troje  mogą  odtąd  być  pewni,  to  Ŝe  w  ich  Ŝyciu  zaszły  nieodwracalne 

zmiany.   

background image

ROZDZIAŁ 8 

 

Kiedy zadzwonił telefon, Barbara właśnie wychodziła spod prysznica.   

– Halo! – rzuciła w słuchawkę.   

–  JeŜeli  nie  pocałuję  cię  w  ciągu  najbliŜszej  godziny,  zwariuję  –  odezwał  się  znajomy 

głos.   

– Richard! – wykrzyknęła. Serce radośnie zabiło jej w piersi.   

–  Mógłbym  się  urwać  na  chwilę,  gdybym  miał  pewność,  Ŝe  pewna  pani  stęskniła  się  za 

moim towarzystwem.   

– Właśnie brałam prysznic. Mam się ubrać? 

– JeŜeli chodzi o mnie – nie musisz.   

Mimo  wszystko  Barbara  się  ubrała.  WłoŜyła  czerwoną  nocną  koszulę,  obszytą  czarną 

koronką  –  luksusowy  zakup,  na  który  pozwoliła  sobie  kiedyś  w  przypływie  wisielczego 

humoru,  a  który  dotąd  spoczywał  nie  rozpakowany  na  dnie  szuflady,  czekając  na  specjalną 

okazję.   

Taką jak dzisiejszy wieczór.   

I na właściwego męŜczyznę.   

Jak Richard.   

Richard  przyjechał  w  niespełna  godzinę,  z  butelką  wina  i  bukietem  kwiatów,  ale  wino 

nawet nie zostało otwarte, a kwiaty włoŜone do wazonu.   

Wcale  nie  miał  zamiaru  posiąść  Barbary  z  pośpiechem  i  gwałtownością  rycerza 

powracającego  z  krucjaty,  ale  nie  przewidział  paru  rzeczy.  Jej  stroju,  przezroczystego  jak 

purpurowa  mgiełka,  promiennego  uśmiechu  i  palącego  pocałunku,  którym  obdarzyła  go  na 

powitanie. Nie spodziewał się, Ŝe juŜ w progu wyciągnie do niego ręce i zacznie go rozbierać.   

Po  raz  pierwszy  w  Ŝyciu  kobieta  rozbierała  go  w  taki  sposób.  Jakby  nie  mogła  się 

doczekać  chwili,  w  której  dotknie  jego  ciała.  Czuł  jej  gorący  oddech,  kiedy  całowała  jego 

ramiona  i  tors,  posuwając  się  coraz  niŜej,  póki  nie  natrafiła  na  pasek  spodni,  z  którym 

poradziła  sobie  szybko,  choć  ze  wzruszającą  nieporadnością.  Zsunęła  mu  z  bioder  spodnie  i 

okryła jego uda drobnymi pocałunkami. Wreszcie uklękła i zdjęła mu buty.   

Kiedy znów dotknęła ustami jego uda, oblał go Ŝar. Ukląkł i spojrzał Barbarze w oczy, a 

potem  sięgnął  po  butelkę  i  bukiet.  Ukryła  twarz  w  kwiatach  i  powąchała  rozkwitłą  róŜę. 

Nagle wydało mu się, Ŝe jest jakimś staroświeckim zalotnikiem, a Barbara jego damą.   

WciąŜ  patrząc  Barbarze  w  oczy,  zamknął  jej  uśmiechnięte  usta  głębokim,  zaborczym 

pocałunkiem. Zarzuciła mu ręce na szyję i pociągnęła go na podłogę. Zapomnieli o bukiecie i 

winie.   

Dzieliła  ich  juŜ  tylko  koszula,  wykwintna  i  podniecająca  jak  kobieta,  której  ukryta  siła 

przeczy jej bezbronnemu wyglądowi. Przezroczysty materiał zdawał się Ŝyć własnym Ŝyciem, 

broniąc dostępu do nagiego ciała Barbary.   

Wreszcie Richard zrezygnował z daremnych wysiłków i z cięŜkim westchnieniem usiadł.   

– O co chodzi? – spytała Barbara, z trudem łapiąc oddech.   

background image

–  Ta  przeklęta  koszula!  Skoro  i  tak  musimy  przerwać  na  chwilę,  Ŝeby  się  jej  pozbyć, 

poszukajmy jakiegoś wygodniejszego miejsca.   

– To dobry pomysł – przyznała i uśmiechnęła się zalotnie. – MoŜe byś wreszcie przestał 

narzekać i zaczął się ze mną kochać... Ricky! 

Nim  skończyła  wymawiać  to  znienawidzone  przez  niego  zdrobnienie,  juŜ  jej  nie  było. 

Dogonił ją w sypialni.   

–  Nawet  mojej  matce  nie  było  wolno  tak  mnie  nazywać  –  powiedział  ze  złością,  bo  w 

slipach  i  skarpetach  wydał  się  sobie  bardzo  śmieszny,  a  Barbara  w  eleganckiej  koszuli 

wyglądała jak królowa.   

– No to mi wytłumacz, dlaczego nie powinnam tak do ciebie mówić? 

Z determinacją zdjął majtki i skarpety i wszedł do łóŜka.   

– Powód pierwszy – powiedział. Barbara zmruŜyła oczy i wyciągnęła rękę.   

–  Rzeczywiście,  imponujący  –  przyznała  z  podziwem.  Richard  połoŜył  się  na  wznak  i 

patrzył,  jak  Barbara  go  dotyka.  Nagle  wydało  mu  się,  Ŝe  jest  zarazem  świadkiem  i 

uczestnikiem tej sceny. Widział jak gdyby z oddali, Ŝe Barbara otwiera szkatułkę i wyjmuje z 

niej  małą  paczuszkę,  a  jednocześnie  czuł  jej  zręczne  palce,  które  pieściły  go  i  podniecały, 

kiedy go zabezpieczała.   

Zarumieniona,  oddychała  coraz  szybciej,  aŜ  wreszcie  uklękła  nad  nim  i  przyjęła  go  w 

siebie.   

Wsunął  ręce  pod  delikatny  materiał  i  wreszcie  dotknął  jej  ciała.  Na  nowo  odkrywał 

krągłość bioder i cięŜar pełnych piersi, kiedy się nad nim pochylała.   

Kochali  się  coraz  szybciej  i  coraz  bardziej  zapamiętale,  aŜ  w  końcu  Barbara  zadrŜała  i 

wykrzyknęła jego imię. Wtedy on osiągnął szczyt, szczęśliwy, Ŝe go wyprzedziła.   

Potem, kiedy juŜ uspokojeni leŜeli obok siebie, Richard szepnął: 

– Cudownie pachniesz.   

–  Bo  mnie  wyciągnąłeś  prosto  spod  prysznica.  Zapadło  milczenie.  Po  chwili  znów  się 

odezwał: 

– Barbaro...   

– Hm? – mruknęła. – Co znowu? 

– Chciałem cię o coś zapytać.   

– Mam nadzieję, Ŝe o nic powaŜnego.   

– Jestem po prostu ciekawy.   

– No to strzelaj.   

– Za kaŜdym razem, kiedy się kochaliśmy, pilnowałaś, Ŝebym się zabezpieczył, a przecieŜ 

nie masz dzieci. Myślałem, Ŝe...   

Barbara westchnęła.   

– Myślałeś, Ŝe jestem bezpłodna? Richard skinął głową.   

– Mówiłaś przecieŜ...   

– Nie mówiłam, Ŝe to ja, tylko Ŝe Dennis i ja nie mogliśmy mieć dzieci.   

– Więc to wina Dennisa? 

– Nie. Badania wykazały, Ŝe z nim teŜ wszystko było w porządku. Lekarze uznali, Ŝe to 

background image

jakaś poza fizyczna przyczyna.   

– I nie potrafili nic na to poradzić? 

–  Nic,  na  co  Dennis  gotów  był  się  zgodzić.  On  uwaŜał,  Ŝe  te  wszystkie  badania  są 

Ŝ

enujące i upokarzające, a wszelkie dalsze propozycje nie do przyjęcia.   

Nagle posmutniała. Richard poczuł, Ŝe serce mu się ściska. Delikatnie dotknął jej ust.   

– Nie chciałem przywoływać złych wspomnień.   

–  Nie  są  złe,  raczej  smutne.  Sprawa  byłaby  prosta,  gdybym  to  ja  okazała  się  bezpłodna. 

Przynajmniej mógłby mnie wprost o to obwiniać.   

– Ciebie? 

–  Dennis  był  metodycznym,  schludnym  facetem.  KaŜda  rzecz  musiała  mieć  swoje 

miejsce i czas. A kiedy stało się inaczej, a jemu nie udało się znaleźć winnego, szalał, bo to 

obraŜało jego poczucie porządku. Gdy uznał, Ŝe pora na dziecko, a ja wciąŜ nie zachodziłam 

w  ciąŜę,  to  ja  musiałam  poddawać  się  tym  wszystkim  badaniom.  A  kiedy  lekarze 

zasugerowali,  Ŝeby  i  on...  –  Ze  smutkiem  potrząsnęła  głową.  –  Myślę,  Ŝe  nasze  małŜeństwo 

skończyło  się  w  dniu,  kiedy  Dennis  dostał  szału,  bo  musiał  oddać  nasienie  do  badania.  Ja 

byłam oglądana, kłuta i prześwietlana na wszystkie moŜliwe sposoby, a on się obraził, bo w 

męskiej toalecie leŜały pisma pornograficzne. Wkrótce potem wszczęliśmy kroki rozwodowe.   

Richard przysunął się do Barbary i ujął jej twarz w dłonie.   

–  Trzeba  było  cię  odszukać  dawno  temu.  Próbowałem  postępować  fair  z  Christine,  ale 

kiedy  stało  się  jasne,  Ŝe  naszego  małŜeństwa  nie  da  się  uratować,  powinienem  przewrócić 

niebo i ziemię, Ŝeby cię odnaleźć.   

Jego  spojrzenie  było  tak  wymowne,  Ŝe  aŜ  się  przeraziła.  Nie  mogła  uwierzyć  w  to,  co 

sugerował.   

–  Richardzie,  co  ty  mówisz?  –  powiedziała  z  wyrzutem.  –  PrzecieŜ  byłam  męŜatką. 

Przysięgałam,  Ŝe  zrobię  wszystko,  aby  moje  małŜeństwo  było  udane.  Nie  mogłabym  odejść 

tylko dlatego, Ŝe ktoś złoŜył mi lepszą propozycję.   

– Oczywiście, Ŝe nie. –  Richard westchnął z rezygnacją i przymknął na  chwilę powieki, 

jakby  chciał  schować  w  sobie  swój  ból,  a  potem  znów  spojrzał  na  Barbarę.  –  Sam  juŜ  nie 

wiem,  co  o  tym  wszystkim  myśleć.  Wiem  tylko  jedno,  Ŝe  twoje  miejsce  jest  przy  mnie,  tak 

jak teraz. Nawet gdyby nasza rozłąka trwała sto lat, a nie siedemnaście, wchodząc do twojego 

gabinetu, poczułbym to samo. I niewaŜne, jak źle pokierowałem moim Ŝyciem ani jak bardzo 

gubię się w tym wszystkim, co mnie otacza, bo wiem na pewno, Ŝe to... to...   

Pocałował ją gwałtownie i zachłannie, do utraty tchu.   

– My – mówił dalej urywanym głosem – ty, ja, tutaj... razem... jak w tej chwili... tylko to 

jest waŜne, tylko to się liczy.   

–  Nie  będę  się  z  tobą  spierać  –  powiedziała  Barbara,  zanurzając  palce  w  jego  włosy.  – 

Musiałabym kłamać.   

Przyciągnęła  do  siebie  jego  głowę.  Ich  pocałunek  był  pełen  Ŝaru  i  desperacji,  podobnie 

jak to, co potem nastąpiło.   

– Nic ci nie jest? Nie sprawiłem ci bólu? – spytał Richard, kiedy był juŜ w stanie wydać z 

siebie głos.   

background image

–  Bólu?  Mnie?  –  zdziwiła  się  Barbara.  Czuła  się  tak  lekko  i  radośnie.  Jej  elegancka 

koszula  leŜała  zmięta  w  rogu  pokoju,  a  pościel  na  łóŜku  wyglądała,  jakby  nad  sypialnią 

przeszedł huragan.   

–  Nie  wiesz  –  spytała  –  Ŝe  niektóre  kobiety  przez  całe  Ŝycie  czekają  na  takie  chwile? 

Miałam wraŜenie, Ŝe stałam się częścią ciebie.   

– Widocznie tak bywa, kiedy jest się z właściwą osobą – stwierdził Richard.   

Barbara uśmiechnęła się leniwie.   

– Tym bardziej mi Ŝal tych siedemnastu straconych lat.   

–  Co  się  stało,  to  juŜ  się  nie  odstanie.  Cieszmy  się  teraz  i  nie  traćmy  energii  na  próŜne 

Ŝ

ale. Wszystko ma swój czas.   

–  Ale  jak  tylko  cię  dotykam,  przychodzą  mi  na  myśl  te  wszystkie  lata,  kiedy  tego  nie 

robiłem, choć mogłem.   

–  JeŜeli  mówimy  tylko  o  seksie,  to  spotkaliśmy  się  w  najkorzystniejszym  dla  mnie 

momencie.   

Richard spojrzał na nią pytającym wzrokiem.   

–  Naprawdę.  Gdybyśmy  zaczęli  współŜyć  ze  sobą,  kiedy  miałeś  dziewiętnaście  lat,  nie 

znalazłbyś we mnie partnerki. Dopiero teraz przyszedł mój czas.   

– Z tobą  czuję się, jakbym znowu miał dziewiętnaście lat, ale niestety moje ciało zbliŜa 

się do czterdziestki.   

Barbara roześmiała się.   

– To nie ma najmniejszego znaczenia. Jestem absolutnie zaspokojona.   

Richard wziął ją w objęcia i wycisnął na jej policzku głośny pocałunek.   

– Muszę przyznać, Ŝe mi ulŜyło – powiedział.   

– Chyba wezmę prysznic. – Barbara uniosła się i wsparła na łokciu.   

– Zdawało mi się, Ŝe dopiero co wyszłaś spod prysznica.   

– Przez ciebie muszę się umyć jeszcze raz.   

– Mogę ci umyć plecy – zaproponował Richard – pod warunkiem, Ŝe nie będziesz chciała 

wykorzystać sytuacji.   

– Moje ciało teŜ ma juŜ trzydzieści parę lat – uspokoiła go z uśmiechem.   

– JeŜeli tak...   

Nie zdąŜyli jeszcze wyjść z łóŜka, kiedy zadzwonił telefon.   

– Kto to moŜe być? JuŜ po jedenastej – zaniepokoiła się Barbara.   

–  To  pewnie  Missy  –  powiedział  Richard  z  zaŜenowaniem.  –  Przyjechałem  do  ciebie 

prosto z biura, a twój numer nagrałem na automatyczną sekretarkę.   

– Wobec tego odbierz – zaproponowała Barbara. – Missy mogłaby rozpoznać mój głos.   

Richard skinął głową.   

– Przepraszam cię. Nie pomyślałem, Ŝe moŜe to być dla ciebie krępujące.   

Telefon zadzwonił po raz drugi.   

– Na Boga, odbierz! – ponagliła go Barbara. – JeŜeli to do mnie, powiedz, Ŝe to pomyłka. 

NajwyŜej ten ktoś zatelefonuje jeszcze raz.   

Richard podniósł słuchawkę.   

background image

– Richard Benson – powiedział. – Cześć, kochanie. Znalazłaś tę ksiąŜkę w bibliotece? – 

Przez chwilę słuchał. – Dobrze się czujesz? To świetnie. W porządku. Niedługo wracam. Za 

jakąś godzinę. Zamknij dokładnie drzwi. Dziękuję, Ŝe zadzwoniłaś. Dobranoc.   

OdłoŜył słuchawkę i spojrzał na Barbarę.   

–  Odkąd  matka  wyjechała,  próbujemy  przyzwyczaić  się  do  niezaleŜności.  JeŜeli  nie  ma 

mnie w domu wieczorem, dzwonię do Missy albo ona do mnie. Missy miała dziś zebranie w 

bibliotece. Przygotowują jakiś referat.   

– Nie musisz się tłumaczyć ze swoich ojcowskich obowiązków. Chciałabym, Ŝeby więcej 

moich uczniów miało rodziców podobnych do ciebie. Zdziwiłbyś się, gdybym ci powiedziała, 

jak wielu rodziców nie ma pojęcia, gdzie ich dzieci spędzają czas.   

–  Przepraszam  –  uśmiechnął  się  Richard  –  ale  kiedy  tak  stoisz  przede  mną  naga  jak  cię 

Pan Bóg stworzył, zapominam o tym, Ŝe jesteś psychologiem.   

–  A  ja  zapominam  o  tym,  Ŝe  jesteś  troskliwym  ojcem,  skoro  musisz  mnie  odwiedzać 

ukradkiem i robić te kombinacje z telefonami.   

– JeŜeli sobie tego nie Ŝyczysz – więcej tak nie postąpię. Powinienem to najpierw z tobą 

uzgodnić.   

–  Nie  chodzi  mi  o  telefon.  Missy  musi  mieć  moŜliwość  w  kaŜdej  chwili  się  z  tobą 

skontaktować. Po prostu mam wraŜenie, Ŝe się spotykam z Ŝonatym męŜczyzną.   

– To nie będzie trwać wiecznie. Barbara uśmiechnęła się ironicznie.   

– Wszyscy Ŝonaci męŜczyźni powtarzają to swoim kochankom.   

– Tak jest – mruknął Richard. – Zwłaszcza przed umyciem pleców.   

– Teraz twoja kolej – powiedziała Barbara, kiedy juŜ umył jej plecy i parę innych, równie 

waŜnych miejsc. – Podaj mi mydło.   

– Dlaczego mydło? Wolę ten śliski Ŝel.   

– Nie moŜesz wracać do domu, pachnąc fiołkami.   

–  JuŜ  i  tak  za  późno  –  mruknął,  przytulając  Barbarę.  Obróciła  się  w  jego  ramionach  i 

spojrzała mu w oczy.   

–  No  to  trzeba  będzie  z  ciebie  zmyć  ten  damski  zapach.  Zmoczyła  mydło  i  zaczęła  nim 

wodzić po torsie Richarda.   

– Widzisz? Mydło wcale nie jest takie złe.   

–  Od  dziś  zmieniam  zdanie  na  temat  mydła.  –  Zamknął  oczy,  kiedy  zaczęła  mu  myć 

plecy.   

Potem  wytarli  się  nawzajem  do  sucha.  Richard  pozbierał  swoje  rzeczy  porozrzucane  po 

całym  mieszkaniu,  a  kiedy  się  ubrał,  zastał  Barbarę  w  salonie.  LeŜała  na  sofie,  otulona 

grubym szlafrokiem. Na stoliku płonęły świece.   

Zatrzymał się i z zachwytem spojrzał na ukochaną.   

–  Wyglądasz  dokładnie  tak  jak  siedemnaście  lat  temu.  Wyprostowała  się  i  poklepała 

poduszkę obok siebie.   

– Usiądź przy mnie.   

–  UwaŜaj,  Ŝeby  ci  nie  było  zbyt  wygodnie  –  ostrzegł  ją,  kiedy  przytuliła  się  do  jego 

ramienia.   

background image

– Za późno – mruknęła, kładąc mu głowę na piersi – juŜ mi jest nadzwyczaj wygodnie.   

– Naprawdę nie mogę zostać.   

– Wiem, ale przez chwilę moŜemy poudawać.   

– Jak kiedyś? 

– Uhm.   

–  Kto  by  pomyślał,  Ŝe  znowu  będę  cię  całował  na  dobranoc,  a  potem  wymykał  się  do 

domu? 

– To nie będzie trwać wiecznie.   

– O tym teŜ juŜ rozmawialiśmy – ponuro stwierdził Richard.   

Barbara głęboko westchnęła.   

– Nie mieliśmy w ogóle okazji porozmawiać.   

– Wolę to, co robiliśmy, od rozmowy.   

– Ale musimy pomówić o Missy.   

– Słyszałem, Ŝe wybieracie się na zakupy.   

–  Ona  chce  cię  spytać  o  pozwolenie.  Nie  masz  nic  przeciwko  temu,  prawda?  Missy 

potrzebuje kilku damskich drobiazgów i parę ciąŜowych sukienek.   

–  Dałem  juŜ  jej  swoją  kartę  kredytową.  Będę  ci  dozgonnie  wdzięczny,  jeŜeli  to  z  nią 

załatwisz.  Do  tej  pory  moja  matka  zawsze  zajmowała  się  zakupami.  Ze  mnie  Missy  nie 

miałaby Ŝadnego poŜytku.   

–  Zabiorę  ją  do  któregoś  z  większych  magazynów  w  mieście.  Tutaj  mogłaby  się  czuć 

zaŜenowana, gdyby ktoś z klasy spotkał ją w takim sklepie, do tego w moim towarzystwie.   

– Cieszę się, Ŝe nawiązałyście kontakt. Nie wiem, jak to określić, ale ostatnio Missy jakby 

się uspokoiła. Jest znacznie bardziej... skupiona.   

– Missy rozpaczliwie potrzebuje kogoś zaufanego – stwierdziła Barbara. – Mam na myśli 

kobietę.  I  cieszę  się,  Ŝe  to  mnie  obdarzyła  zaufaniem.  Ale,  szczerze  mówiąc,  wciąŜ  mam 

mieszane uczucia, Richardzie. Nie powinnam się zbyt głęboko angaŜować. Dla dobra Missy, 

oczywiście, nie dla własnego spokoju ducha.   

–  Ona  cię  lubi,  a  to  najwaŜniejsze.  Gdybyśmy  przekazali  ją  w  ręce  kogoś  obcego,  na 

pewno zamknęłaby się w sobie.   

– Znasz ją lepiej niŜ ja.  Mam nadzieję, Ŝe instynkt cię nie zawiódł. –  Zamyśliła się i po 

chwili dodała: – Wiedziałeś, Ŝe rozwaŜała oddanie dziecka do adopcji? 

– To wypłynęło przy okazji podpisywania papierów przez Josha.   

– A co ty o tym sądzisz? 

–  Czysto  profesjonalne  pytanie  –  mruknął  Richard.  Barbara  wyczuła  napięcie  w  jego 

głosie.   

–  Skrzywienie  zawodowe  –  odrzekła  z  przepraszającym  uśmiechem.  –  Nie  musisz  mi 

odpowiadać.   

–  Przepraszam  cię,  Barbaro  –  westchnął  Richard.  –  Wiem,  Ŝe  przyświecają  ci  jak 

najlepsze intencje. Tylko Ŝe... nie mam pojęcia, co powiedzieć. Co, u diabła, o tym wszystkim 

sądzić?  Jeszcze  nie  do  końca  oswoiłem  się  z  myślą,  Ŝe  Missy  jest  w  ciąŜy,  a  co  dopiero 

mówić  o  dziecku.  Kiedy  sobie  uprzytomnię,  jak  będzie  uwiązana,  wydaje  mi  się  to  trochę... 

background image

nie fair. W końcu ona sama jest jeszcze dzieckiem.   

– Ona juŜ nie jest dzieckiem, Richardzie.   

– To prawda. – W głosie Richarda zabrzmiały gorycz i przygnębienie. – Dla mnie zawsze 

pozostanie moją małą córeczką, którą nosiłem na rękach. – Spojrzał Barbarze w oczy. – Była 

taka drobna. Jak lalka.   

Barbara ujęła go za ręce i wtuliła twarz w jego dłonie.   

– Dobrze znaleźć się w takich rękach.   

Richard odpowiedział jej smutnym uśmiechem. Czuł, jak bardzo chciała go pocieszyć.   

– Tak się wtedy bałem, Ŝe upuszczę to maleńkie zawiniątko. Teraz teŜ się o nią boję.   

– Missy musi sama podjąć tę trudną decyzję.   

–  Trudną?  –  powtórzył  Richard.  –  Raczej  niemoŜliwą.  Znam  moją  córkę.  Kiedy  juŜ  coś 

robi, to całym sercem. Nie przychodzi mi łatwo wyobrazić ją sobie jako matkę wychowującą 

dziecko,  ale  juŜ  na  pewno  nie  widzę  jej  w  roli  matki  oddającej  swoje  własne  dziecko  obcej 

osobie.  Bez  względu  na  to,  jaką  Missy  podejmie  decyzję,  coś  w  niej  zostanie  bezpowrotnie 

zniszczone.   

Potrząsnął głową i roześmiał się z goryczą.   

– Ta dziewczyna miała tylko jednego chłopaka – a juŜ jej Ŝycie zostało przewrócone do 

góry nogami. Znowu ta sama historia.   

– Przestań wreszcie porównywać swoje przeŜycia z sytuacją, w jakiej znalazła się Missy. 

To nie to samo.   

– Nie – przyznał. – Chyba rzeczywiście nie. Oboje przespaliśmy się z niewłaściwą osobą, 

z niewłaściwych powodów. Ja zrobiłem to dlatego, Ŝe byłem młody i nie potrafiłem okiełznać 

swoich hormonów. A Missy... – zająknął się z przejęcia – dlatego, Ŝe dałem jej zły przykład w 

nieodpowiednim momencie.   

–  Czy  naprawdę  uwaŜasz,  Ŝe  nie  poszłaby  do  łóŜka  ze  swoim  chłopakiem,  gdyby  cię 

wtedy nie zaskoczyła w dość kłopotliwej sytuacji? 

– Tak. Jestem tego pewny.   

–  Nie  przyszło  ci  nigdy  do  głowy,  Ŝe  tu  zadziałała  zewnętrzna  presja?  W  końcu  mass 

media  nieustannie  trąbią  o  seksie.  A  dziewczęta  w  jej  wieku  bardzo  mocno  wszystko 

przeŜywają. Pewnie była przekonana, Ŝe kocha tego chłopaka.   

– Tego smarkacza bez charakteru? 

– Teraz mówisz jak prawdziwy ojciec – powiedziała Barbara.   

Richard z oburzeniem potrząsnął głową.   

– To gnojek. Nie zastanawiał się nad tym, co robi, kiedy ciągnął porządną dziewczynę do 

łóŜka. Za to jak wpadł, umył od wszystkiego ręce.   

– Ile on ma lat? 

– Szesnaście.   

– To jeszcze dzieciak. Myślę, Ŝe jest po prostu śmiertelnie przeraŜony.   

– Tak samo jak Missy.   

Na  to  juŜ  Barbara  nie  znalazła  odpowiedzi.  W  ciszy,  która  zapadła,  znów  przypomniała 

sobie o fizycznej bliskości Richarda. Oparła mu głowę na piersi i wsłuchała się w rytm jego 

background image

serca.   

– Nie ułatwiasz mi wyjścia – westchnął.   

– Jest tyle rzeczy, które chciałabym ci ułatwić. Niestety, zostawianie mnie samej do nich 

nie naleŜy.   

–  To  nie  będzie  trwać  wiecznie  –  zapewnił  ją  i  tym  razem  przypieczętował  obietnicę 

pocałunkiem.   

background image

ROZDZIAŁ 9 

 

Na obu pasmach jezdni wolno sunęły cztery rzędy samochodów. Światła zmieniły się juŜ 

dwa razy, a Barbara i Missy wciąŜ czekały na wolny skręt w lewo.   

– Czy zawsze w śródmieściu jest taki ruch? – spytała Missy.   

– W wolne dni i weekendy jeszcze gorszy – odparła Barbara – ale warto się tu wybrać.   

– Starsza siostra Heather kupiła sobie sukienkę na bal maturalny – powiedziała Missy. – 

Mówi, Ŝe to najlepsze miejsce na zakupy.   

–  Ja  uwielbiam  butiki.  PokaŜę  ci  mój  ulubiony  sklep  papierniczy.  Jest  doskonale 

zaopatrzony  w  bardzo  ładne  zeszyty  i  nalepki.  Nigdy  tu  nie  byłam  przed  dniem  świętego 

Walentego, ale wyobraŜam sobie, Ŝe muszą mieć mnóstwo śmiesznych kartek.   

Kiedy wysiadły z samochodu, Barbara spytała: 

– Chcesz najpierw coś zjeść czy zaczniemy od zakupów? 

– Nie jestem jeszcze głodna – odparła Missy.   

– Wobec tego musimy sprawdzić, gdzie są sklepy dla przyszłych matek. – RozłoŜyły plan 

centrum handlowego. Barbara przeczytała: – „Dla Przyszłej Mamy”. Drugie piętro.   

Towary w witrynach były naprawdę w dobrym guście. Sprzedawczyni, sympatyczna pani 

po pięćdziesiątce, przedstawiła się jako Connie i zaproponowała pomoc.   

– Szukamy ciąŜowych biustonoszy – wyjaśniła Barbara.   

–  Mamy  trzy  fasony  –  powiedziała  Connie.  –  Z  przyjemnością  je  paniom  pokaŜę.  – 

Otworzyła gablotę i wyjęła biały bawełniany stanik. – Nasze klientki, które planują karmienie 

piersią, najczęściej wybierają ten fason, odpowiedni i na ciąŜę, i później, podczas karmienia.   

Missy w milczeniu patrzyła na prosty biustonosz.   

– Jest niezbyt... ładny – stwierdziła Barbara, jakby czytając w jej myślach.   

Connie roześmiała się.   

–  Rzeczywiście,  nie  jest  piękny,  ale  bardzo  praktyczny.  Wyjęła  kolejny  stanik, 

przyozdobiony wąziutką koronką.   

– Ten jest ładniejszy, ale droŜszy.   

–  A  ten?  –  spytała  Barbara,  wskazując  na  trzeci,  beŜowy,  z  delikatnymi  aplikacjami  i 

koronkową wstawką.   

– Śliczny, prawda? Ale nie nadaje się do karmienia, co oznacza podwójny wydatek, jeŜeli 

ma  pani  zamiar  karmić  piersią.  –  Pytająco  spojrzała  na  Barbarę.  –  Będzie  pani  sama  karmić 

czy nie jest pani jeszcze zdecydowana? 

Barbara zarumieniła się. Oczywiście sprzedawczyni sądziła, Ŝe to ona jest w ciąŜy, a nie 

Missy. PołoŜyła dłoń na ramieniu dziewczyny i powiedziała: 

– Pyta pani niewłaściwą osobę.   

Connie nie okazała zdziwienia. Spojrzała na Missy i uśmiechnęła się.   

– Albo to ja się starzeję, albo mamy coraz młodsze matki. Zacznijmy od tego, Ŝe zmierzę 

cię i zobaczymy, jakiego potrzebujesz rozmiaru. Potem wybierzesz sobie fason. Rozejrzyj się 

teŜ po sklepie, zanim pójdziesz do przymierzalni. Przyjdę do ciebie za chwilę.   

background image

Missy  wybrała  parę  dŜinsów  i  wełnianą  tunikę,  a  potem  weszły  z  Barbarą  do  kabiny. 

Missy zmierzyła spodnie.   

–  Znakomite!  –  stwierdziła  Barbara.  –  Są  tylko  trochę  za  długie,  ale  moŜna  podwinąć 

nogawki.   

– Mogę wejść? – usłyszały głos Connie.   

Missy skinęła głową i Barbara odsunęła zasłonę. Weszła Connie z centymetrem w ręku.   

–  Bardzo  dobrze  leŜą  –  orzekła,  przyjrzawszy  się  Missy.  Dziewczyna  stanęła  tyłem  do 

lustra i zerknęła przez ramię.   

– Chyba mi pupa urosła – zauwaŜyła z niepokojem.   

– Twoje ciało przygotowuje się do porodu – wyjaśniła Connie. – Hormony sprawiają, Ŝe 

rozsuwają ci się kości biodrowe. To samo dzieje się z twoimi stopami. Robią się szersze, Ŝeby 

móc udźwignąć dodatkowy cięŜar. Czy natura nie jest mądra? 

Mądra?  O,  tak,  bardzo  mądra!  Barbara  z  goryczą  pomyślała  o  tych  wszystkich  latach, 

kiedy na próŜno starała się zajść w ciąŜę.   

A  przecieŜ  była  gotowa  z  radością  przyjąć  wszystkie  niedogodności  związane  z 

powaŜnym  stanem  –  poranne  mdłości,  ruchy  dziecka  pod  sercem,  ból  i  tajemnicę  narodzin, 

piersi wypełnione pokarmem...   

Jeden  rzut  oka  na  spłoszoną  twarz  Missy,  kiedy  sprzedawczyni  rozprawiała  o  cudzie 

natury,  wystarczył,  by  Barbara  zeszła  z  obłoków  na  ziemię.  Miała  przed  sobą  zrozpaczoną 

nastolatkę,  uwikłaną  w  nie  chcianą  ciąŜę  i  przeraŜoną  koniecznością  podjęcia  salomonowej 

decyzji.   

Patrząc  na  Missy,  nie  mogła  jednocześnie  nie  pomyśleć  o  Richardzie.  W  spojrzeniu 

dziewczyny  widniała  rozpacz,  podobnie  jak  w  oczach  jej  ojca.  Richard...  Nagle  zdała  sobie 

sprawę,  Ŝe  kocha  go  z  Ŝarliwością  siedemnastolatki,  a  zarazem  mądrością  kobiety  dojrzałej, 

boleśnie doświadczonej przez Ŝycie. A skoro tak bardzo go kocha, czy moŜe nie kochać jego 

córki? PrzecieŜ to jego krew.   

Connie mierzyła obwód klatki piersiowej Missy, tuŜ pod piersiami.   

– Zawsze namawiam panie, by wziąć miarę – mówiła. – Klientki przychodzą i podają mi 

rozmiar stanika, nie zdając sobie sprawy z tego, Ŝe ich biust bardzo się powiększa podczas... 

Czy ukłułam cię moŜe, kochanie? 

–  Nie  –  bąknęła  Missy  trochę  nieprzytomnie.  Miała  dziwny  wyraz  twarzy.  Barbara 

przysunęła się bliŜej, na wypadek gdyby Missy nagle zrobiło się słabo.   

– Poczułam coś dziwnego – powiedziała dziewczyna i połoŜyła rękę na brzuchu. – O, tu.   

–  Ból?  –  W  oczach  Connie  błysnął  niepokój,  ale  nadal  uprzejmie  się  uśmiechała.  –  A 

moŜe skurcz? 

– Nie – odparła Missy. – Coś jakby się we mnie poruszyło.   

– Dziecko? – szeptem spytała Barbara.   

– Nie wiem. MoŜe.   

–  Który  to  miesiąc?  –  spytała  Connie,  a  kiedy  dziewczyna  milczała,  dorzuciła:  –  Kiedy 

będziesz rodzić? 

– W czerwcu – równocześnie odpowiedziały Missy i Barbara.   

background image

Connie policzyła na palcach.   

– To znaczy, Ŝe jesteś juŜ w piątym miesiącu. Więc to pewnie dziecko. Nigdy przedtem 

czegoś takiego nie odczułaś? 

– Nie. Och! – Ręka dziewczyny znów dotknęła brzucha.   

– Boli? – zaniepokoiła się Barbara.   

Dziewczyna potrząsnęła głową i szeroko otworzyła oczy.   

– To muszą być ruchy dziecka – powiedziała.   

–  Myślisz,  Ŝe  ja  teŜ  je  wyczuję?  –  spytała  Barbara.  Missy  połoŜyła  dłoń  Barbary  na 

swoim brzuchu.   

–  Teraz?  –  spytała  Barbara,  podniecona.  Missy  radośnie  skinęła  głową.  Nagle  spojrzały 

sobie w oczy i wybuchnęły śmiechem.   

Connie zwinęła taśmę i dyskretnie wycofała się z przymierzalni.   

–  Gdyby  mnie  panie  potrzebowały,  proszę  wołać.  Kiedy  zniknęła  za  kotarą,  Barbara 

powiedziała: 

– Musimy to jakoś uczcić.   

Missy skinęła głową i zarzuciła Barbarze ręce na szyję.   

– Tak się cieszę, Ŝe razem wybrałyśmy się na zakupy.   

– Ja teŜ – przyznała Barbara, mając świadomość, Ŝe tak naprawdę Missy wcale nie chodzi 

o zakupy. Czule poklepała dziewczynę po plecach. – Bardzo się cieszę.   

Potem Missy cofnęła się i spojrzała w lustro.   

– No więc – spytała Barbara – chcesz te dŜinsy? Są wygodne? Nie piją w pasie? 

W  końcu  Missy  postanowiła  kupić  i  dŜinsy,  i  tunikę,  która  wyglądała  zupełnie  jak 

obszerna  młodzieŜowa  koszula  i  w  niczym  nie  przypominała  bezkształtnych  ciąŜowych 

strojów.   

Zadowolona,  Ŝe  znalazły  coś  odpowiedniego,  Missy  przebierała  się  we  własne  ubranie. 

Czekając,  aŜ  dziewczyna  skończy,  Barbara  przechadzała  się  po  sklepie.  Nagle  spostrzegła 

półkę  z  ksiąŜkami.  Jej  uwagę  przykuł  tytuł:  „Pięćdziesiąt  dwa  tygodnie  –  krok  po  kroku”. 

Zaczęła przeglądać ksiąŜkę. Zafascynowały ją zdjęcia.   

– Masz to? – spytała, kiedy Missy wyłoniła się z przymierzalni.   

Dziewczyna przecząco potrząsnęła głową.   

– Chcę ci ją ofiarować. Nie masz nic przeciwko temu? 

– Nie.   

–  To  świetnie.  –  Barbara  połoŜyła  ksiąŜkę  na  ladzie.  Tymczasem  Connie  zdąŜyła  juŜ 

zapakować wybrane stroje.   

– Zdecydowałaś się na jakiś biustonosz? – zwróciła się do Missy.   

Dziewczyna przygryzła wargę i bezradnie spojrzała na Barbarę, która się uśmiechnęła.   

– Weźmiemy ten najładniejszy – zdecydowała. Missy odetchnęła z ulgą.   

– Jaki kolor? – spytała Connie.   

– A jakie są? – jednogłośnie spytały Barbara i Missy.   

– BeŜowe, niebieskie, róŜowe i czarne.   

–  Czy  moŜe  nam  pani  pokazać?  –  spytała  Barbara.  Missy  wbiła  wzrok  w  kolorową 

background image

bieliznę.  Przypominała  dziecko  w  sklepie  z  zabawkami.  Z  wahaniem  dotknęła  błękitnego 

ramiączka, jakby bała się sparzyć.   

Po chwili, kiedy Missy wciąŜ nie była w stanie podjąć decyzji, Barbara zasugerowała: 

–  Będziesz  potrzebowała  kilku  staników.  Weź  dwa  beŜowe  i  po  jednym  w  pozostałych 

kolorach.   

– Mogę? 

Barbara natychmiast domyśliła się, o co chodzi.   

– Czy twój ojciec wyznaczył ci jakiś limit finansowy? 

– Prosił, Ŝebym nie szalała.   

– Do szaleństwa jeszcze daleko – roześmiała się Barbara. – Wybierz, co chcesz.   

Później  odwiedziły  jeszcze  kilka  sklepów  i  wstąpiły  na  lunch.  Po  lunchu,  w  drodze  na 

parking, miały zajrzeć do sklepu papierniczego.   

– Jeszcze jeden zakup, a te wszystkie torby nie zmieściłyby się w bagaŜniku – stwierdziła 

Missy, kiedy usiadły przy stoliku i zamówiły dania.   

– Udało nam się znaleźć bardzo ładne rzeczy! – cieszyła się Barbara. – Szyją teraz takie 

modne  stroje  na  ciąŜę,  Ŝe  trudno  je  odróŜnić  od  zwykłych  ubrań.  –  Spojrzała  na  swoją 

towarzyszkę i nagle się zaniepokoiła. – EjŜe! Co to za ponura mina? Nie jesteś zadowolona z 

naszych zakupów? 

–  Mama  Heather  zapowiedziała,  Ŝe  jak  moja  ciąŜa  zacznie  być  widoczna,  będę  mogła 

odwiedzać  Heather  w  domu,  ale  nie  wolno  jej  się  ze  mną  pokazywać  w  miejscach 

publicznych.   

– Czy długo się przyjaźnicie? – spytała Barbara, starając się zachować spokój.   

Missy skinęła głową.   

– Wobec tego musi ci być bardzo przykro, Ŝe jej matka tak się zachowała.   

Missy zmarszczyła brwi, a potem nagle wybuchnęła: 

– To nie fair! 

– Masz rację. Jestem pewna, Ŝe nie chciała cię urazić.   

Po prostu boi się, jak wszyscy rodzice. I pewnie stara się chronić Heather.   

–  Ona  zachowuje  się  tak,  jakby  Heather  była  święta,  a  ja  nie  wiadomo  kim.  –  W  głosie 

Missy zabrzmiała gorycz.   

– Matka Heather dobrze wie, Ŝe nie jesteś taka. Dlatego tak bardzo się boi. Bo jeŜeli coś 

takiego spotkało ciebie, równie dobrze moŜe przydarzyć się i Heather.   

Missy milczała. Kiedy kelner przyniósł talerze, Barbara zaczekała, aŜ odejdzie, a potem z 

westchnieniem  zabrała  się  do  jedzenia.  Gdyby  miała  teraz  matkę  Heather  w  zasięgu  ręki, 

chętnie  nadziałaby  ją  na  widelec.  Jednak  jako  osoba  mądra  postanowiła  nie  okazywać 

wzburzenia.   

–  Mają  tu  pyszne  sałatki  –  powiedziała  spokojnie.  Przygnębienie  w  niczym  nie 

umniejszyło apetytu Missy.   

Barbara  z  niemal  macierzyńską  satysfakcją  patrzyła,  jak  dziewczyna  je,  i  na  deser 

zaproponowała jej olbrzymią porcję lodów. Sama zadowoliła się filiŜanką kawy. Nagle omal 

się nie zakrztusiła, bo Missy ponurym tonem wyznała: 

background image

–  Nigdy  nie  miałam  kolorowego  stanika.  Nosiłam  tylko  białe  i  beŜowe.  Babcia  w 

ostateczności zgadzała się na beŜowe.   

– Myślisz, Ŝe nie podobałyby jej się niebieskie i róŜowe? 

–  Ona  uwaŜa,  Ŝe  młodym  panienkom  nie  wypada  nosić  kolorowej  bielizny,  bo  jest  zbyt 

wyzywająca.   

Barbara posmutniała, mimo to zdołała się uśmiechnąć.   

– MoŜe twoja babcia nie zauwaŜyła, Ŝe dorosłaś? 

JuŜ wkrótce się o tym przekona, pomyślała. JuŜ wkrótce...   

– W jakim wieku jest twoja matka? – spytała Barbara. Był piątkowy wieczór. Spędzali go 

wspólnie  z  Richardem,  który  stawił  się  zaopatrzony  w  kasety  wideo  i  chińskie  przysmaki. 

Missy wybrała się z koleŜankami do kina.   

Po kolacji obejrzeli moŜe dziesięć minut filmu, a potem przenieśli się do sypialni. Teraz 

leŜeli obok siebie, spokojni i nasyceni.   

– Właśnie skończyła siedemdziesiąt lat – odparł Richard. – Czemu pytasz? 

– Wydawało mi się, Ŝe jest starsza od mojej matki, ale chciałam się upewnić.   

Richard wsparł się na łokciu i spojrzał Barbarze w oczy.   

– Dobrze to wymyśliłaś.   

– Nie rozumiem.   

– Nie pytasz bez powodu. Coś się za tym kryje.   

–  Masz  rację.  Missy  powiedziała  coś,  z  czego  wywnioskowałam,  Ŝe  twoja  matka  jest 

bardziej  konserwatywna  niŜ  większość  dzisiejszych  babć.  Zastanawiałam  się,  czy  to  sprawa 

wieku.   

–  Nie  tylko.  Moja  matka  zawsze  była  trochę...  staroświecka.  Długo  nie  wychodziła  za 

mąŜ. Wiedziałaś o tym? 

Barbara przecząco potrząsnęła głową.   

–  Mieszkała  w  małym  miasteczku.  W  końcu  poznała  mojego  ojca.  Był  wdowcem 

starszym  od  niej  prawie  o  dwadzieścia  lat.  Zanim  ja  się  urodziłem,  matka  parokrotnie 

poroniła. Myślę, Ŝe moje narodziny musiały być dla niej wielkim szokiem.   

Richard z westchnieniem opadł na poduszki.   

–  Kiedy  Missy  była  mała,  dało  się  jeszcze  jakoś  wytrzymać,  ale  gdy  zaczęła  dorastać, 

kłóciły się praktycznie o wszystko: o fryzury, kosmetyki, stroje.   

– A ty znalazłeś się między młotem i kowadłem? 

– Tak. I zazwyczaj stawałem po stronie Missy. Kiedy Heather, jej najlepsza przyjaciółka, 

zrobiła  prawo  jazdy,  wyłoniły  się  nowe  problemy.  Matka  uwaŜała,  Ŝe  młode  panny  nie 

powinny same wychodzić po zmierzchu. Panicznie się bała, Ŝe Missy mogła odziedziczyć złe 

skłonności po Christine.   

– Chyba nie powiedziała tego Missy? – spytała Barbara z przeraŜeniem.   

–  Nie,  skądŜe.  Nigdy  przy  Missy  nie  rozmawialiśmy  o  Christine.  I  tak  dziewczyna  dość 

się wycierpiała z jej powodu. Dobrze wiedziała, jaką beznadziejną miała matkę. Nie musiała 

jeszcze wysłuchiwać, Ŝe Christine była teŜ beznadziejną Ŝoną.   

Niestety,  ona  o  tym  wie,  pomyślała  Barbara.  W przeciwnym  razie  nie  dopytywałaby  się 

background image

tak o matkę. Zmieszana, postanowiła zmienić temat. Odwróciła się na brzuch i wsparła głowę 

na łokciach tak, Ŝe ich oczy się spotkały.   

– Nasza wyprawa na zakupy była bardzo udana. Co sądzisz o nowych strojach Missy? 

– W porządku.   

–  Chyba  nie  wydałyśmy  za  duŜo?  –  Barbara  wyczuła,  Ŝe  Richard  jest  z  czegoś 

niezadowolony. – Większość rzeczy kupiłyśmy na wyprzedaŜach.   

– Nie wydałyście za duŜo.   

– No to o co ci chodzi? 

– Nie rozumiem...   

– To proste pytanie. Zaciskasz zęby tak, Ŝe ledwie domyślam się, co mówisz. Co cię tak 

zdenerwowało? 

– Naprawdę uwaŜasz, Ŝe ta ksiąŜka to był dobry pomysł? 

– Jaka ksiąŜka? – Dopiero po chwili Barbara uświadomiła sobie, o czym mówi. – Ach ta, 

o ciąŜy.   

– Właśnie ta. Sądzisz, Ŝe to dobry pomysł? 

– Oczywiście. Gdybym myślała inaczej, nie kupiłabym jej Missy.   

– Nie wydaje ci się, Ŝe w tej sytuacji to dość okrutny prezent? 

– Okrutny? Dlaczego dziewczyna nie ma wiedzieć, co się z nią dzieje? 

– MoŜe lepiej, Ŝeby tego nie wiedziała.   

– Lepiej? Ona ma do tego prawo! 

–  A  jeŜeli  postanowi  oddać  dziecko  do  adopcji?  –  upierał  się  Richard.  –  Im  bardziej 

przywiąŜe się do niego, tym trudniej będzie jej to zrobić.   

Barbara z oburzeniem wyprostowała się i spojrzała na niego płonącym wzrokiem.   

– Ona juŜ jest z nim związana, Richardzie. To niezaprzeczalny fakt! Mają wspólną krew, 

oddychają tym samym powietrzem. MoŜe tego nie rozumiesz, ale...   

Richard rozsiadł się wygodnie i splótł ręce na piersi.   

–  Nie  próbuj  robić  z  tego  męsko-damskiej  afery.  Chcę  tylko  powiedzieć,  Ŝe  im  mniej 

Missy będzie skoncentrowana na dziecku, tym będzie jej łatwiej, jeŜeli postanowi je oddać.   

– To nie takie proste! Kobieta w ciąŜy moŜe nawet nie myśleć o dziecku, które nosi, ale 

instynktownie reaguje na jego obecność. Czy Missy mówiła ci, Ŝe poczuła ruchy dziecka? 

– Nie mruknął.   

–  W  przymierzalni.  Z  początku  nie  była  pewna,  ale  potem  to  się  powtórzyło.  Obie 

wyczułyśmy  jego  ruchy.  Szkoda,  Ŝe  nie  widziałeś  miny  twojej  córki,  kiedy  ta  mała  istotka 

poruszyła się w niej.   

– TeŜ to poczułaś? 

–  Tak.  Missy  pozwoliła  mi  połoŜyć  ręce  na  swoim  brzuchu.  To  była  szczególna  chwila. 

Dlatego kupiłam jej tę ksiąŜkę. śeby to jakoś uczcić.   

Richard z czułością pogładził ją po twarzy.   

– Wiem, Ŝe miałaś dobre intencje, ale... Barbara zamarła.   

– Ale co...? 

–  Na  Boga,  nie  uzmysławiasz  sobie,  co  robisz?!  Traktujesz  ciąŜę  Missy  jak 

background image

błogosławieństwo! 

– Ktoś musi to zrobić, skoro ty nie chcesz.   

– MoŜe mam dać ogłoszenie do gazety, Ŝe moja nieletnia córka będzie miała dziecko? 

– Nikt nie wymaga od ciebie entuzjazmu – rzuciła sucho Barbara.   

Zapanowała cisza. W końcu Barbara oparła  ręce  na ramionach Richarda i powiedziała z 

naciskiem: 

– Twoja córka nosi dziecko pod sercem! 

– O, tak. A ty jesteś tak zaślepiona, Ŝe nie dociera do ciebie smutna rzeczywistość.   

– Smutna rzeczywistość? – powtórzyła w osłupieniu. Nic juŜ z tego nie rozumiała.   

–  Ta  historia  nie  moŜe  zakończyć  się  szczęśliwie.  JeŜeli  Missy  zatrzyma  dziecko, 

pochłoną  ją  obowiązki  macierzyńskie.  JeŜeli  będzie  się  chciała  dalej  uczyć,  będzie  musiała 

pogodzić  naukę  i  opiekę  nad  dzieckiem,  a  to  bardzo  trudne.  Nie  będzie  miała  czasu  na 

rozrywki,  spotkania  z  przyjaciółmi,  wypady  do  kina,  randki...  Chłopcy  będą  myśleli,  Ŝe  jest 

łatwa, ale kto będzie się chciał z nią związać? Na co komu cudze dziecko? 

Nagle umilkł, jakby przeraŜony tą wizją.   

– Wiem, o czym mówię – ciągnął po chwili. – Mam to za sobą. Dziecko to nie tylko tupot 

drobnych stopek i całe to ględzenie o pierwszym uśmiechu.   

– Nikt tak nie mówi – przerwała mu  Barbara. –  Niczego nie idealizuję. Próbuję ci tylko 

wytłumaczyć,  Ŝe  Missy  nosi  w  sobie  dziecko  i  jest  instynktownie  do  niego  przywiązana. 

KsiąŜka ma pomóc jej zrozumieć, co dzieje się z istotą, której dała Ŝycie.   

– Taką ksiąŜkę kupuje się kobiecie, która jest szczęśliwa z powodu swojego stanu. Ilekroć 

Missy  otworzy  ksiąŜkę,  będzie  ją  to  przybliŜać  do  dziecka.  Nie  rozumiesz,  Ŝe  jej  to  później 

utrudni decyzję? 

Barbara  zaczerwieniła  się.  Jak  mogła  o  tym  nie  pomyśleć?  To  instynktowna  reakcja 

Missy na ruchy dziecka sprawiła, Ŝe kupiła ksiąŜkę, nie zastanawiając się nad tym, co będzie 

potem. Z westchnieniem odwróciła się od Richarda i ukryła twarz w dłoniach.   

– Barbaro! – Richard wyciągnął ręce, ale jej nie dotknął.   

Po chwili cicho powiedziała: 

–  Tego  się  właśnie  obawiałam.  Nie  mam  odpowiednich  kwalifikacji  ani  doświadczenia, 

Ŝ

eby sobie poradzić w takiej sytuacji. Pozwoliłam, Ŝeby dobre intencje przyćmiły mój zdrowy 

osąd.   

Odwróciła się i spojrzała Richardowi w twarz.   

– Myślałam, Ŝe będę mogła wam pomóc, bo mi tak bardzo na was obojgu zaleŜy.   

– Ale ty juŜ pomogłaś Missy.   

– Psycholog musi być obiektywny. Jak ja mogę traktować obiektywnie problemy Missy, 

jeŜeli  kocham  jej  ojca?  Tak  wiele  nas  łączy.  Gdyby  Ŝycie  potoczyło  się  inaczej,  Missy 

mogłaby być moją córką.   

Zapadła cisza. Barbara i Richard spojrzeli na siebie.   

– Nie powinnam tego mówić – szepnęła, wstrząsana dreszczem.   

–  Sądzisz, Ŝe  o  tym  nie  myślałem?  Któregoś  wieczoru  siedziałem  pogrąŜony  w  pracy,  a 

ona przyniosła mi jabłko posmarowane masłem orzechowym. – Bezradnym gestem wyciągnął 

background image

ręce i wziął drŜącą Barbarę w ramiona. – Przepraszam cię. Chyba rzeczywiście przesadziłem 

z  tą  ksiąŜką.  Missy  była  nią  zachwycona.  Tego  wieczora,  kiedy  wróciłyście  z  zakupów, 

przyszedłem  jej  powiedzieć  dobranoc.  Właśnie  ją  czytała.  Pokazała  mi  fotografię 

pięciomiesięcznego płodu.   

– Jak zareagowałeś? – spytała cicho Barbara.   

–  A  jak  miałem  zareagować?  –  Richard  był  wyraźnie  zgnębiony.  –  Popatrzyłem  na 

ilustrację i powiedziałem coś w rodzaju: „To bardzo interesujące”.   

Z jej oczu wyczytał, Ŝe nie takiej odpowiedzi oczekiwała.   

–  Serce  skoczyło  mi  do  gardła  –  dodał  tonem  usprawiedliwienia.  –  Myślałem  tylko  o 

jednym:  jeśli  odda  to  dziecko,  będzie  załamana,  a  jeśli  je  zatrzyma,  będzie  miała  cięŜkie 

Ŝ

ycie.   

Westchnął i opuścił ręce.   

– Nie mam w tych sprawach doświadczenia – ciągnął. – Kiedy Christine spodziewała się 

dziecka, wciąŜ tylko narzekała. Na poranne mdłości, na to, Ŝe tyje i Ŝe robią jej się rozstępy. 

Obwiniała  mnie  o  wszystko,  o  kaŜdy  najmniejszy  szczegół  tego  nieszczęścia,  które  przeze 

mnie  na  nią  spadło.  Gdyby  nie  to,  Ŝe  poród  odbywał  się  przy  świadkach,  chybaby  mnie 

udusiła  gołymi  rękami.  Nie  było  kłótni,  w  której  by  mi  nie  wypominała,  ile  musiała  znieść 

przeze mnie. I przez Missy...   

– Obwiniała Missy? – Barbara była zszokowana. Richard ciągnął bolesne wspomnienia.   

– Tak. Nie miała Ŝadnych ksiąŜek o dzieciach, a nawet gdyby je od kogoś dostała i tak by 

ich nie przeczytała. Widzisz więc, Ŝe nie mam skąd czerpać entuzjazmu.   

Barbara wzięła go za rękę.   

– Następnym razem spróbuj sobie wyobrazić, Ŝe dziecko Missy to twój wnuk.   

– Mój wnuk! – Richard z rozpaczą wzniósł oczy do nieba. – Mam trzydzieści sześć lat i 

od dwudziestego roku Ŝycia musiałem być dorosły. Jestem śmiertelnie zmęczony. Nie jestem 

jeszcze przygotowany na wnuki.   

Barbara zarzuciła mu ręce na szyję i przytuliła go jak dziecko.   

– Niestety, wnuki nie czekają, aŜ człowiek będzie na nie gotowy.   

Tulili się do siebie przez dłuŜszą chwilę. Chciał jej wyznać, jak  wiele dla niego znaczy, 

jak  bardzo  ceni  jej  przyjaźń  i  lojalność,  ale  miał  nadzieję,  Ŝe  Barbara  o  tym  wie.  Delikatnie 

odgarnął jej włosy i zaczął okrywać pocałunkami twarz. Policzki miała mokre.   

– Płaczesz? 

– Tak, bo kiedy myślę o tobie i o Missy, serce mi pęka. Przyciągnął ją do siebie. Opadli 

na  poduszki.  Richard  gładził  i  całował  Barbarę  po  włosach.  Jej  łzy  moczyły  mu  pierś.  Sami 

nie wiedzieli, jak wiele czasu upłynęło, wreszcie Barbara odezwała się pierwsza: 

– Czy rozmawiałeś z Missy o dziecku? 

–  Pomagałem  jej  załatwić  wszystkie  sprawy,  lekarza,  adwokata  i  ciebie,  kiedy  złoŜyła 

podanie o indywidualny tok nauczania.   

– To oczywiste, Ŝe zająłeś się „urzędowymi” sprawami. Ale pytałam, czy rozmawialiście 

o dziecku? O tym, jakie są wyjścia z tej sytuacji, o za i przeciw kaŜdego rozwiązania.   

Richard ukrył twarz w dłoniach i westchnął.   

background image

– Nie. To chciałaś usłyszeć? Przyznaję się, Ŝe nie było o tym mowy. JeŜeli z tego wynika, 

Ŝ

e jestem złym, nieodpowiedzialnym ojcem, przykro mi.   

– Nie zamierzałam cię krytykować.   

– Miałem dość kłopotów z zaakceptowaniem faktu, Ŝe Missy jest w  ciąŜy. O dziecku  w 

ogóle nie myślałem. Do tej pory to była abstrakcja.   

–  Bo  ty  patrzysz  perspektywicznie,  a  Missy  jest  skupiona  na  tym,  co  dzieje  się  w  tej 

chwili. To zupełnie naturalne. Musimy porozmawiać i opracować kilka wariantów.   

– Jakich znowu wariantów? 

– Co będzie, jeŜeli Missy zatrzyma dziecko. Co będzie, jeŜeli je odda. Trzeba się nad tym 

zastanowić.  To  daje  poczucie  bezpieczeństwa.  Wtedy  człowiek  wie,  Ŝe  cokolwiek  się 

wydarzy, jest na to przygotowany.   

– Jakie szczegóły mamy przedyskutować? 

–  Wszystkie.  Im  więcej,  tym  lepiej.  Jak  moŜna  zapewnić  opiekę  dziecku,  kiedy  Missy 

będzie  w  szkole.  Jakie  obowiązki  ma  wziąć  na  siebie  Missy,  jeŜeli  chodzi  o  utrzymanie 

dziecka. W jaki sposób posiadanie dziecka wpłynie na wybór college’u.   

Richard popatrzył na nią dziwnym wzrokiem.   

– O co chodzi? – spytała.   

– Jesteś nadzwyczajna – powiedział. – Raz, dwa... i masz gotową listę.   

Uśmiechnęła się z zadowoleniem.   

– To naleŜy do moich obowiązków. Jestem pewna, Ŝe ty na poczekaniu zasypałbyś mnie 

informacjami na temat kupna domu albo działki. – Umilkła na chwilę. – Jak w ogóle doszło 

do tego, Ŝe padła propozycja adopcji? 

Richard potrząsnął głową.   

–  Szczerze  mówiąc,  nie  wybiegałem  myślami  aŜ  tak  daleko.  Dopiero  prawnik,  który 

przygotowywał  sprawę  zrzeczenia  się  praw  do  dziecka  przez  ojca,  poinformował,  Ŝe  to 

rozwiązuje Missy ręce, gdyby zdecydowała się oddać dziecko do adopcji. Twierdził, Ŝe ludzie 

wciąŜ do niego dzwonią i szukają niemowląt, więc gdyby Missy... – Głośno przełknął ślinę. – 

Kiedy powtórzyłem to Missy, powiedziała, Ŝe lekarka mówiła jej to samo.   

– Co za ironia losu, prawda? Tyle młodych dziewcząt oczekuje nie chcianych dzieci, a z 

drugiej strony tak wiele bezpłodnych kobiet marzy o dziecku. Lekarze i adwokaci załatwiają 

adopcję w ten sam sposób jak maklerzy sprzedają nadwyŜki akcji na giełdzie.   

–  Adwokat  utrzymuje,  Ŝe  w  państwowych  agencjach  adopcyjnych  są  kilometrowe  listy 

małŜeństw oczekujących na zdrowe białe niemowlęta.   

–  Wiem  –  powiedziała  Barbara  i  spojrzała  Richardowi  w  oczy.  –  Według  ciebie  to 

najlepsze wyjście dla Missy? 

Długo rozwaŜał to pytanie, nim wreszcie odpowiedział: 

– Missy odzyska swobodę, jakaś para dostanie dziecko, o którym marzy, a dziecko będzie 

wyrastać w kochającej rodzinie. Czy to nie racjonalne? 

– Bardzo racjonalne, ale gdzie tu miejsce na uczucia? Richard westchnął głęboko.   

– Tak. Nie pomyślałem o uczuciach.   

Barbara pogładziła go po policzku i szybko pocałowała w usta.   

background image

–  Jakoś  się  z  tym  uporasz,  Richardzie.  Missy  takŜe.  Oparła  głowę  o  jego  ramię  i 

przysunęła się bliŜej. Richard pogładził japo włosach. Były takie jedwabiste.   

– Powinienem wreszcie sobie iść, a ty mi to utrudniasz.   

– A dlaczego masz iść? – spytała. Gorący oddech Richarda muskał jej włosy.   

– Kiedy umawialiśmy się wiele lat temu, po kaŜdym naszym spotkaniu nie mogłem spać. 

LeŜałem w łóŜku i wyobraŜałem sobie, jak by to było, gdybym się z tobą kochał. Teraz kiedy 

się budzę, tęsknię za tobą. Chciałbym zasypiać ze świadomością, Ŝe kiedy  następnego ranka 

otworzę oczy, będziesz obok mnie.   

Przerwał,  oczekując  odpowiedzi,  ale  Barbara  milczała.  WciąŜ  gładził  jej  włosy.  Ich 

delikatny zapach ekscytował go, a zarazem uspokajał.   

– Wiesz, co postanowiłem podczas pierwszej bezsennej nocy po tym, jak się kochaliśmy? 

– Co? – mruknęła i mocniej przytuliła się do niego.   

– Chcę, Ŝebyś spała ze mną, w moim łóŜku, kaŜdej nocy, do końca Ŝycia.   

Barbara  wciąŜ  milczała,  a  on  czekał  i  czekał.  AŜ  wreszcie  głosem  cichszym  od  szeptu 

powiedziała: 

– Czy po takim wyznaniu nie powinieneś mnie pocałować? 

Oparł się na łokciu i spojrzał jej w twarz.   

– Dobrze wiesz, Ŝe całowanie się z tobą to jedno z moich ulubionych zajęć. Ale czekam, 

Ŝ

ebyś jakoś zareagowała na moje oświadczyny.   

– To miały być oświadczyny? – Barbara udała zdumienie. – Myślałam, Ŝe zamierzasz Ŝyć 

w grzechu.   

–  To  nie  Ŝarty,  Barbaro.  Nigdy  w  Ŝyciu  nie  byłem  bardziej  serio.  Nie  umiem  Ŝyć  w 

grzechu, a ilekroć zgrzeszyłem, rezultaty były opłakane. Tym razem chcę zrobić wszystko po 

boŜemu. Tak jak naleŜy, z właściwą kobietą. Czy ty... myślałem, Ŝe czujesz to samo? 

Nie odpowiadała. W końcu zawołał gwałtownie: 

–  No  powiedz  coś,  Barbaro!  Nie  kochasz  mnie?  Czy  to  wszystko  nic  dla  ciebie  nie 

znaczy? 

Barbara z westchnieniem zamknęła oczy, a potem znów spojrzała na Richarda.   

– Oczywiście, Ŝe znaczy. PrzecieŜ sprawiłeś, Ŝe mam znowu siedemnaście lat. Patrząc na 

ciebie, na nowo przeŜywam moją pierwszą miłość. A jeśli chodzi o nasze Ŝycie intymne... ileŜ 

to razy podczas bezsennych nocy zastanawiałam się, czy jeszcze przed śmiercią znajdę kogoś, 

z kim będę przeŜywać wszystko tak jak z tobą.   

Richard  w  milczeniu  potrząsnął  głową.  Barbara  myliła  się.  Nie  na  tym  polegał  ich 

związek. Zrozumiał to w chwili, kiedy go dotknęła, gdy popatrzyła mu w oczy. To było coś, 

czego nawet nie dało się wytłumaczyć. Czuł to nie tylko rozumem, ale całym sercem i duszą.   

– To nie nostalgia ani odgrzebywanie dawnych wspomnień. Ja cię kocham, Barbaro. Czy 

masz odwagę spojrzeć mi w oczy i powiedzieć, Ŝe mnie nie kochasz? 

– Jak moŜna mówić o wiązaniu się na całe Ŝycie? PrzecieŜ spotykamy się dopiero trzeci 

czy  czwarty  raz  po  siedemnastu  latach.  PrzeŜywasz  teraz  cięŜki  okres.  Nie  powinieneś 

podejmować  decyzji  dotyczących  twojego  Ŝycia  teraz,  kiedy  jesteś  tak  bardzo  uwikłany  w 

problemy  Missy.  Być  moŜe  lgniesz  do  mnie  tylko  dlatego,  Ŝe  kojarzę  ci  się  z  młodością, 

background image

niewinnością i nieodłącznym optymizmem.   

– Wcale w to nie wierzysz, podobnie jak ja – powiedział z naciskiem. – Porzuć na chwilę 

ten  swój  mentorski  ton  i  przestań  wszystko  analizować.  Nie  moŜesz  choć  raz  być 

spontaniczna? 

Zareagowała natychmiast. Wyprostowała się, zasłaniając prześcieradłem jak tarczą.   

–  Mentorski  ton?  Jestem  tylko  bardziej  przewidująca  niŜ  ty.  Nie  wolno  mi  się  nawet 

zastanowić? Przepraszam, Ŝe to mówię, ale dokąd zaprowadziła cię twoja spontaniczność?! 

–  To  zupełnie  inna  sprawa.  Tu  chodzi  o  mnie  i  o  ciebie.  Nie  o  Christine.  Nie  o  babę,  z 

którą  zastała  mnie  Missy.  Siedemnaście  lat  temu  byłem  w  tobie  zakochany,  ale  wszystko 

popsułem. Nadal cię kocham i nie chcę powtórzyć błędu. Zmarnowaliśmy pół Ŝycia. Szkoda 

czasu na połowiczne rozwiązania.   

Barbara siedziała z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Po chwili powiedziała: 

– Czego po mnie oczekujesz? Mam zemdleć z wraŜenia na wieść, Ŝe chcesz się Ŝenić, bo 

nie masz czasu na połowiczne rozwiązania? 

Richard westchnął głośno.   

–  Niech  ci  będzie.  Nie  jestem  romantykiem,  ale  moŜe  zasłuŜyłem  na  jakieś  punkty  za 

szczerość? 

Barbara przecząco potrząsnęła głową.   

–  A  gdybym  ci  wyznał,  Ŝe  jestem  do  szaleństwa  w  tobie  zakochany?  śe  uwaŜam  cię  za 

najbardziej  pociągającą  kobietę  na  świecie  i  chciałbym  z  tobą  spędzić  resztę  Ŝycia? 

Uśmiechnęła się i spytała: 

–  JeŜeli  całowanie  się  ze  mną  to  jedno  z  twoich  ulubionych  zajęć,  to  moŜe  zechcesz  to 

udowodnić? 

Głodnym spojrzeniem obrzucił jej splątane włosy, zarumienioną twarz, nagie ramiona.   

–  Nie  jestem  pewny,  czy  uda  mi  się  zrobić  to  w...  –  zerknął  na  zegarek  –  dwadzieścia 

minut.   

– Zawsze moŜesz spróbować – zaproponowała, odrzucając prześcieradło.   

background image

ROZDZIAŁ 10 

 

Trzymając  przy  uchu  słuchawkę,  uśmiechnęła  się  do  Missy.  Kiedy  z  drugiej  strony  linii 

odezwał się głos Richarda, powiedziała: 

– Dzień dobry panu. Tu mówi Barbara Wilson.   

– Czemu tak oficjalnie? 

– Tak jest. Psycholog ze szkoły Missy.   

– Rozumiem! Ona jest u ciebie, prawda? 

– Tak. Bardzo miło spędzamy czas.   

– Milej niŜ ze mną? 

Nie podchwyciła Ŝartobliwego tonu.   

–  Jest  pewien  mały  problem,  o  którym  chciałabym  z  panem  porozmawiać.  Missy 

powiedziała mi, Ŝe w czasie następnej wizyty u lekarza mają jej zrobić USG. Jest tym trochę 

zdenerwowana.   

Richard od razu się zaniepokoił.   

– Czy to bolesne badanie? Albo niebezpieczne? 

–  Nie,  ale  widok  aparatury  medycznej  moŜe  na  nią  podziałać  deprymująco.  Dlatego 

poprosiła mnie, Ŝebym z nią pojechała, ale najpierw chciałyśmy pana zapytać o zdanie.   

– Chcesz się z nią wybrać? 

– Myślę, Ŝe to świetny pomysł. Więc zgadza się pan? 

– JeŜeli Missy na tym zaleŜy, a ty nie masz nic przeciwko temu, będę ci wdzięczny.   

Barbara z uśmiechem uniosła w górę kciuk i porozumiewawczo mrugnęła do Missy.   

– Cieszę się, Ŝe jesteśmy tego samego zdania, panie Benson.   

–  Muszę  z  tobą  o  tym  porozmawiać,  Barbaro.  Sam  na  sam.  Kiedy  Missy  przy  tym  nie 

będzie.   

– Dobrze – zgodziła się uprzejmym tonem. – To dobry pomysł.   

– Dziś wieczorem? 

–  Tak.  Świetnie  się  bawimy  z  Missy.  Przyrządzamy  sos  do  spaghetti.  –  Na  moment 

przerwała, bo Missy zaczęła gwałtownie gestykulować. – Przepraszam.   

–  Niech  mu  pani  powie,  Ŝe  nauczyłam  się  robić  spaghetti  –  cicho  wtrąciła  Missy.  – 

Przygotuję mu któregoś dnia na kolację.   

– MoŜe chcesz sama porozmawiać z ojcem? 

– Nie. Wystarczy, jak pani mu to powie.   

Barbara  powtórzyła  wszystko  Richardowi,  potem  wysłuchała  go  i  w  końcu  się 

roześmiała.   

– Dobrze. Powtórzę.   

OdłoŜyła słuchawkę i zwróciła się do Missy: 

–  Twój  ojciec  mówi,  Ŝe  jeŜeli  spaghetti  będzie  choć  w  połowie  tak  dobre  jak  pieczeń, 

którą mu ostatnio przyrządziłaś, zatrudni cię jako szefa kuchni.   

–  Tata  czasem  tak  tylko  Ŝartuje.  –  Było  widać,  Ŝe  komplement  ojca  sprawił  jej  wielką 

background image

przyjemność.   

Tego wieczora Richard pojawił się z butelką wina.   

– Dobry pomysł – pochwaliła Barbara. – MoŜe nam być potrzebne.   

Richard zaniepokoił się.   

–  W  czasie  rozmowy  telefonicznej  odniosłem  wraŜenie,  Ŝe  coś  ci  leŜy  na  sercu.  Czy 

chodzi o tę wizytę Missy u lekarza? 

–  Chodzi  o  wszystko  –  westchnęła  Barbara.  –  JeŜeli  nie  jesteś  zbyt  głodny,  wolałabym 

porozmawiać przed kolacją.   

W milczeniu skinął głową.   

– No to się rozgość. Ja tymczasem wstawię wino do lodówki.   

Kiedy  wróciła  do  salonu,  Richard  juŜ  siedział  na  sofie.  Poklepał  miejsce  obok  siebie,  a 

ona posłusznie usiadła.   

– A gdzie mój całus na powitanie? – zapytał i objął ją czule.   

– Och, Richardzie. – Przytuliła się do niego z westchnieniem ulgi.   

– Czy to ma  coś wspólnego z moimi oświadczynami? – zapytał. –  A tak  przy okazji, to 

było  bardzo  sprytne  z  twojej  strony,  Ŝeby  mnie  uwieść,  i  w  ten  sposób  wymigać  się  od 

odpowiedzi. Wiedziałaś, Ŝe muszę wracać do domu.   

–  Ty  teŜ  o  tym  wiedziałeś  –  zaprotestowała.  –  I  nie  zauwaŜyłam,  Ŝebyś  się  zbytnio 

opierał.   

–  Nie  jestem  doskonały,  ale  teŜ  nie  jestem  szalony.  Było  jasne,  Ŝe  nie  miałaś  ochoty  na 

rozmowę,  a  poza  tym  masz  takie  cudowne  piersi.  –  Uśmiechnął  się  wymownie,  bo  Barbara 

spłonęła rumieńcem.   

– Tym razem będziemy rozmawiać – orzekła.   

– Na początku. Potem pokaŜę ci, jak bardzo się za tobą stęskniłem.   

Barbarę przebiegł lekki dreszcz podniecenia, ale uparcie trzymała się tematu.   

– Musimy omówić kilka waŜnych spraw – powiedziała dobitnie.   

Richard z powagą skinął głową.   

– Dotyczących nas czy Missy? 

–  Missy.  I  nas  teŜ.  Richardzie,  jestem  kompletnie  zagubiona.  Kiedy  postanowiliśmy 

zachować nasz związek w tajemnicy, wydawało mi się to proste i rozsądne. Uznałam, Ŝe masz 

rację, chcąc oszczędzić córce kolejnego stresu. Nadal tak uwaŜam, ale... – Umilkła i na chwilę 

ukryła twarz w dłoniach. – JuŜ samo to, Ŝe odwiedzasz mnie po cichu, jak męŜczyzna Ŝonaty, 

okazało się bardzo nieprzyjemne. A teraz, kiedy bliŜej poznałam Missy, odnoszę wraŜenie, Ŝe 

pragnąc ją chronić, po prostu ją okłamujemy. Gdy rozmawiałam z tobą przez telefon, czułam 

się jak oszustka.   

– UwaŜasz, Ŝe powinniśmy jej o wszystkim powiedzieć? 

– Nie wiem – z rozpaczą westchnęła Barbara. – Odkąd mnie poprosiłeś o rękę, nie mogę 

sama z sobą dojść do ładu.   

– Chodzi ci o nas? 

Nie spodziewał się takiej reakcji, ale nagle wydało mu się, Ŝe Barbara topnieje pod jego 

spojrzeniem.   

background image

–  Sama  juŜ  nie  wiem,  czy  nigdy  nie  przestałam  cię  kochać,  czy  teŜ  na  nowo  się 

zakochałam. Wiem tylko, Ŝe jestem w tobie do szaleństwa zakochana.   

Richard odetchnął, jakby ktoś zdjął mu z piersi stukilowy cięŜar. Był pewny, Ŝe Barbara 

go  kocha,  czuł  to  kaŜdym  nerwem,  ale  co  za  ulga  usłyszeć  to  wreszcie  z  jej  ust!  Mocno  ją 

przytulił i pogłaskał po włosach.   

– Powtórz to jeszcze raz – poprosił.   

– śe cię kocham? 

– To juŜ wiem. – Usta Richarda zatrzymały się o milimetr od jej ust. – Powiedz „Tak!” 

Wargami przechwycił jej słowa. Jak wiele znaczył dla niego ten pocałunek. Zaczął się od 

obietnicy, a zakończył przypieczętowaniem umowy. Poczuli się sobie bliscy jak nigdy dotąd.   

– No to juŜ jesteśmy oficjalnie zaręczeni – odezwał się Richard.   

– Tak. – Oparła mu głowę na ramieniu i po chwili dodała z wahaniem: – Ta chwila nigdy 

juŜ się nie powtórzy. Szkoda, Ŝe nie da się jej zamknąć w butelce i odkorkować, kiedy juŜ nic 

nie będzie w stanie przyćmić naszej radości.   

– Chodzi ci o Missy?   

Barbara skinęła głową.   

– Ona się ucieszy. Tak bardzo cię polubiła.   

–  A  ciebie  kocha.  I  ufa  nam  obojgu.  Więc  kiedy  się  dowie,  Ŝe  początkowo  zatailiśmy 

przed nią nasz związek, moŜe się poczuć oszukana.   

– Myślisz, Ŝe przyszła pora, Ŝeby jej o nas powiedzieć? 

– Trzeba by się zastanowić, kiedy i jak to zrobić.   

–  MoŜe  stopniowo.  Przyjdziesz  do  nas  z  wizytą.  Missy  będzie  zadowolona.  Potem 

powiem jej, Ŝe mi się podobasz. Pewnie będzie mnie namawiać, Ŝebym...   

–  A  jeŜeli  to  jej  się  nie  spodoba?  MoŜe  być  zazdrosna  o  twoją  miłość.  Czy  to  będzie 

oznaczało koniec, czy znowu będziemy się musieli kryć? 

– Na Boga, co ty opowiadasz – oburzył się Richard. – Staramy się oszczędzić mojej córce 

dodatkowych stresów, to wszystko.   

–  To  ty  miałeś  rację,  kiedy  chciałeś  zaczekać,  aŜ  Missy  rozwiąŜe  swoje  problemy. 

Gdybym ci się tak nie narzucała...   

Richard ujął w dłonie jej twarz.   

– Wcale mi się nie narzucałaś. Byliśmy jak dwie lokomotywy, pędzące ku sobie po tym 

samym torze.   

– Miło mi, Ŝe w ten sposób to odebrałeś.   

–  Nie  Ŝałuję  tych  chwil.  Ani  jednej  minuty  czy  sekundy.  Dręczę  się  raczej  z  powodu 

straconych lat, które juŜ nie wrócą. Ta cała historia z Missy musi się przecieŜ jakoś ułoŜyć, a 

kiedy tak się stanie...   

– MoŜe zostanie druhną na moim ślubie. Richard obrzucił ją palącym spojrzeniem.   

– Gdyby w tej chwili zjawił się tu pastor, oŜeniłbym się z tobą natychmiast.   

Barbara gorąco go uściskała i na moment zapomnieli o boŜym świecie.   

Wreszcie z rozmarzenia wyrwało ich wściekłe ujadanie psa w sąsiednim mieszkaniu.   

– Ktoś ma gości – obojętnie zauwaŜyła Barbara.   

background image

– Jak oni mogą wytrzymać z tym psem? – dziwił się Richard.   

–  To  mądry  pies.  Nie  znosi  dźwięku  dzwonka.  Richard  z  niesmakiem  pokręcił  głową,  a 

potem zapytał: 

– Lepiej mi opowiedz o tym badaniu, które mają zrobić Missy.   

– Nie znam się na tym, ale USG to coś w rodzaju radaru. Fale dźwiękowe odbijają się od 

narządów  wewnętrznych  i  tworzą  obraz.  To  nie  boli.  Nie  wszystkie  kobiety  w  ciąŜy  są 

poddawane  temu  badaniu,  ale  Missy  zakwalifikowano  do  grupy  podwyŜszonego  ryzyka  z 

uwagi na jej młody wiek.   

– Tego mi nie mówiła. Czyjej zdrowie moŜe być zagroŜone? 

– Nie jestem lekarzem.   

– Ale jesteś kobietą. I to mądrą.   

–  Moim  zdaniem  Missy  jest  zdrową  szesnastolatką.  Ani  jej,  ani  dziecku  nic  nie  grozi. 

Gdyby  miała  czternaście  lat,  brała  narkotyki  albo  paliła  papierosy,  prognozy  nie  byłyby  tak 

optymistyczne. Ale czemu nie spytałeś o to lekarza Missy? 

– Nie znam jej lekarza.   

– PrzecieŜ woziłeś ją na okresowe wizyty.   

– Siedziałem w poczekalni i wypisywałem czeki. Nikt mnie nigdy nie poprosił do środka. 

Nawet nie wiem, co się znajduje za drzwiami, za którymi znikają pacjentki.   

– Nie zainteresowałeś się tym bliŜej? 

–  Nie  chciałem  się  wdzierać  w  świat  kobiet.  Missy  mogłaby  się  czuć  skrępowana.  Nie 

patrz tak na mnie.   

– Jak? 

– Jakbym był jakimś potworem i wyrodnym ojcem.   

– Wcale tak nie uwaŜam.   

– PrzecieŜ gdyby Missy mnie poprosiła, poszedłbym z nią.   

– Czy naprawdę myślisz, Ŝe wyszłabym za ciebie, gdybym cię uwaŜała za potwora? 

Richard westchnął zgnębiony.   

–  Nie.  Przepraszam  cię.  W  głowie  mi  się  kręci  od  tego  wszystkiego.  Czuję  się 

odpowiedzialny, a zarazem kompletnie... bezradny.   

– W końcu jesteś ojcem.   

– Czasami wcale nie czuję się jak ojciec. Barbara uspokajająco poklepała go po plecach.   

– JuŜ choćby to, Ŝe jesteś taki przygnębiony, dobrze o tobie świadczy.   

Richard przyciągnął Barbarę do siebie i wziął ją w objęcia.   

–  JeŜeli  jestem  dobrym  ojcem,  dlaczego  nie  przyszła  z  tym  do  mnie?  Mogła  poprosić, 

Ŝ

ebym z nią poszedł, a nie...   

– A nie mnie, tak? Znów westchnął.   

– Muszę ci się wydawać strasznym niewdzięcznikiem.   

– PrzecieŜ zgodziliśmy się, Ŝe Missy potrzebna jest Ŝyczliwa pomoc jakiejś kobiety.   

– Czy to znaczy, Ŝe między kobietami istnieje jakaś szczególna więź? 

–  Tak.  A  poza  tym  jestem  pewna,  Ŝe  twoja  obecność  w  gabinecie  lekarskim  podczas 

badania  bardzo  krępowałaby  Missy.  Ona  i  tak  się  wstydzi  swojej  ciąŜy.  Chyba  Ŝe  byłaby  z 

background image

ojcem dziecka. To co innego.   

– Wstydzi się mnie, a nie wstydziłaby się tego durnia, który zrobił jej dziecko?! 

–  To  nie  takie  proste.  Gdyby  Missy  była  starsza  i  zamęŜna,  nie  widziałbyś  w  tym  nic 

dziwnego, Ŝe chce być ze swoim męŜem.   

– Chyba nie.   

–  Szkoda, Ŝe  nie  ma  przepisów  dla  ojców,  których  nic  nie  obchodzi  ciąŜa  ich  nieletnich 

córek.  Gdyby  takie  reguły  istniały,  moŜe  znaleźlibyśmy  odpowiedź  na  pytanie,  kto  ma  iść z 

Missy na USG.   

Wyprostowała się i klepnęła Richarda w kolano.   

– Wino juŜ się pewnie schłodziło. Nalej nam po kieliszku, a ja przygotuję spaghetti.   

Nastawiła  wodę  i  usiadła  przy  stole.  Pociągnęła  mały  łyk  wina.  Miało  cierpki, 

orzeźwiający smak. Tak, to był bardzo dobry pomysł.   

– Coś mi przyszło do głowy – odezwała się sztucznie oŜywionym tonem.   

– I czekałaś, aŜ naleję wina, Ŝeby mi to zakomunikować? – zapytał, unosząc brwi. – To na 

pewno nic przyjemnego.   

– To jest coś, o czym trzeba pomyśleć.   

–  Nie  chcę  juŜ  więcej  o  niczym  myśleć  –  zaprotestował  Richard.  –  Chodźmy  lepiej  do 

sypialni i oddajmy się bezmyślnej namiętności.   

–  Później  –  ostudziła  jego  zapędy  Barbara.  –  Najpierw  muszę  cię  porządnie  nakarmić, 

Ŝ

ebyś  mógł  sprostać  moim  wymaganiom.  A  tymczasem,  nim  woda  się  zagotuje,  moŜemy 

porozmawiać.   

–  Byłabyś  doskonała,  gdyby  nie  to,  Ŝe  jesteś  tak  przeraźliwie  rozsądna  –  narzekał 

Richard.   

– Teraz mówię powaŜnie.   

– Wiem – mruknął zrezygnowany. – Więc o co chodzi? 

–  Fizyczna  strona  tego  badania  jest  zupełnie  nieistotna,  natomiast  moŜe  ono  mieć 

kolosalny  wpływ  na  psychikę  Missy.  Będzie  mogła  zobaczyć  na  monitorze  obraz  swojego 

dziecka i prawdopodobnie dostanie wydruk.   

– Co? Taki jak z komputera? 

–  Tak.  To  wygląda  jak  czarnobiała  fotografia.  Richardzie,  niektóre  matki  oprawiają  te 

zdjęcia w ramki i wieszają na ścianie.   

–  Rozumiem,  Ŝe  po  tym  badaniu  dziecko  stanie  się  dla  niej  czymś  znacznie  bardziej 

realnym.   

Barbara skinęła głową.   

– JeŜeli ono będzie zwrócone w odpowiednią stronę, będzie nawet moŜna określić, czy to 

dziewczynka czy chłopiec.   

Richard ukrył twarz w dłoniach i cicho zaklął.   

– Jak ona to przyjmie? – spytał z przygnębieniem.   

– Przypuszczam, Ŝe to w znacznym stopniu zaleŜy od ciebie.   

– Nie jestem jeszcze gotowy.   

– Ale to nieuniknione, bez względu na to, czy jesteś gotowy, czy nie. Ty masz trzydzieści 

background image

sześć  lat.  Missy  zaledwie  szesnaście.  Powinna  mieć  w  tobie  oparcie  albo  przynajmniej 

wierzyć, Ŝe będzie je miała. JeŜeli nie moŜesz znaleźć dość siły, będziesz musiał zadać sobie 

trochę trudu i udawać, Ŝe ją masz.   

Woda zaczęła wrzeć. Barbara wstała, wsypała makaron do garnka i zamieszała. Kiedy się 

odwróciła, ku swemu zaskoczeniu znalazła się twarzą w twarz z Richardem. Z jej ust wyrwał 

się cichy okrzyk.   

Richard objął ją i spojrzał jej w oczy.   

– JeŜeli znajdę w sobie dość siły, Ŝeby się z tym wszystkim uporać, to tylko dzięki tobie, 

bo to ty wskazałaś mi, gdzie jej szukać.   

background image

ROZDZIAŁ 11 

 

Kiedy pierwsze krople Ŝelu kapnęły na skórę Missy, dziewczyna nerwowo zachichotała.   

–  EjŜe!  PrzecieŜ  to  nawet  nie  jest  zimne  –  roześmiał  się  lekarz,  rozsmarowując  Ŝel  na 

obnaŜonym brzuchu Missy. – Specjalnie go dla ciebie podgrzałem.   

Missy skinęła głową.   

– Tak. Tylko Ŝe to takie dziwne uczucie.   

– Nieprzyjemną część badania masz juŜ za sobą – uspokoił ją lekarz. – Teraz spróbuj się 

odpręŜyć, a my obejrzymy sobie twojego dzidziusia.   

Łatwo powiedzieć, pomyślała ze smutkiem Barbara. Gdyby Missy mogła się odpręŜyć, a 

jej problemy same w jakiś cudowny sposób rozwiązać... Gdyby ktoś zwrócił jej młodość, by 

nie musiała martwić się innymi sprawami niŜ sukienka na bal maturalny i wybór najlepszego 

college’u...  Gdyby  nie  obarczał  jej  cięŜar  decyzji,  pod  którym  ugiąłby  się  nawet  dorosły... 

Missy  znów  stałaby  się  najzwyklejszą  pod  słońcem  nastolatką.  Wtedy  jej  ojciec  mógłby  po 

prostu powiedzieć: „Kochamy się z Barbarą i mamy zamiar się pobrać. Odtąd wszyscy troje 

będziemy rodziną”.   

Lekarz, młody ciemnowłosy męŜczyzna, spojrzał na Missy pełnym Ŝyczliwości wzrokiem 

i zapytał: 

– Czy mam ci wszystko objaśniać? 

Dziewczyna zerknęła na Barbarę i przez ułamek sekundy Barbara poczuła się jak matka, 

do której dziecko zwraca się z trudnym pytaniem. Czego Missy tak naprawdę od niej chciała? 

Dodania  odwagi?  Moralnego  wsparcia?  A  moŜe  w  głębi  duszy  miała  nadzieję,  Ŝe  Barbara 

odradzi jej oglądanie własnego dziecka? 

Zmusiła się do uśmiechu i powiedziała: 

– To zaleŜy od ciebie, kochanie.   

Czy to ulga odmalowała się na zakłopotanej twarzy, kiedy Missy zwróciła się do lekarza i 

skinęła przyzwalająco? A moŜe prosiła o pozwolenie? Trudno było orzec, ale nie uszło uwagi 

Barbary,  Ŝe  Missy  nerwowo  przygryzła  wargi,  a  jej  podbródek  zadrŜał,  gdy  na  ekranie 

monitora ukazał się obraz dziecka.   

–  Popatrz,  jak  mocno  bije  jego  serduszko  –  zauwaŜył  lekarz.  –  Widzisz,  teraz  zaczyna 

poruszać nóŜkami. Będzie z niego niezły piłkarz. Czujesz, jak kopie? 

–  Tak.  –  Na  skupionej  twarzy  Missy  odmalowało  się  zdumienie  i  lekki  przestrach. 

Chwyciła Barbarę za rękę i mocno ją ścisnęła.   

– Och! – krzyknęła, kiedy dziecko znowu mocno kopnęło.   

Spojrzała na Barbarę, jakby się chciała upewnić, Ŝe ona teŜ wszystko widzi.   

– JeŜeli to dziewczynka, będzie z niej niezły numer – zaŜartowała Barbara.   

– Teraz spróbujemy popatrzeć na buzię dziecka. Co my tu mamy? O, jest! 

Palce Missy kurczowo ścisnęły dłoń Barbary.   

– Ono ma nos! 

Barbara poczuła, Ŝe łzy napływają jej do oczu. Jak urzeczona wpatrywała się w monitor.   

background image

– Co za śliczna buzia. Absolutnie doskonała! 

– Teraz zrobię zdjęcie – wyjaśnił lekarz. – Ojej,  przestraszyliśmy dzidziusia. Widocznie 

nie lubi pozować. Spróbujmy go jeszcze raz obejrzeć.   

Na monitorze ukazały się nóŜki. Lekarz cierpliwie czekał, aŜ dziecko się odwróci.   

– Jeszcze  trochę  i  będzie  moŜna  stwierdzić...  No tak!  Ten  młody  człowiek  jest  bardzo z 

siebie dumny! Proszę popatrzeć! 

– To chłopiec, tak? – spytała Missy.   

–  Moim  zdaniem  nie  ma  cienia  wątpliwości  –  z  uśmiechem  –  stwierdził  lekarz.  –  No, 

powiedzmy,  jestem  tego  pewny  na  dziewięćdziesiąt  dziewięć  procent.  Zostawiam  sobie  ten 

jeden procent na wypadek, gdyby to jednak była dziewczynka. Zrobię jeszcze jedno zdjęcie.   

Missy spojrzała na Barbarę. – . To chłopiec – powiedziała.   

– Oczywiście zapewniła ją Barbara.   

Przez następny kwadrans lekarz dokonywał rozmaitych pomiarów, ale Missy ze stoickim 

spokojem znosiła wszystkie niedogodności. Ani na chwilę nie spuszczała wzroku z monitora. 

Podobnie jak Barbara.   

–  Wydaje  się,  Ŝe  wszystko  jest  w  najlepszym  porządku  –  orzekł  lekarz.  –  Na  koniec 

spróbujmy  jeszcze  raz  sfotografować  tę  buzię.  Dobrze.  Bardzo  dobrze,  młody  człowieku. 

Trochę bardziej w moją stronę. Uśmiech! Tak jest! Znakomicie! 

Z zadowoloną miną zwrócił się do Missy: 

–  Tym  razem  młody  człowiek  był  grzeczny  i  sesja  zdjęciowa  się  udała.  A  teraz  – 

wyciągnął  paczkę  ligninowych  serwetek  –  moŜesz  zetrzeć  Ŝel  z  brzucha  i  ubrać  się.  Potem 

pielęgniarka zaprowadzi cię do doktor Scofield, a ja pokaŜę jej wyniki testów.   

Doktor Scofield okazała się drobną kobietą o ciemnych, przyprószonych siwizną włosach, 

ś

ciągniętych  w  koński  ogon.  Zachowywała  się  Ŝyczliwie,  choć  z  rezerwą.  Kiedy  Missy 

przedstawiła jej swoją towarzyszkę, mocno uścisnęła rękę Barbary.   

–  Cieszę  się,  Ŝe  Missy  przyszła  dziś  z  przyjaciółką.  Zapoznała  się  z  wynikami  badań  i 

potwierdziła  to,  co  Missy  i  Barbara  juŜ  wiedziały.  Dziecko  wydawało  się  silne  i  zdrowe,  a 

jego tętno było bardzo mocne.   

– To chłopiec – zwróciła się do Missy po obejrzeniu zdjęć.   

Dziewczyna  machinalnie  skinęła  głową.  Lekarka  spojrzała  na  nią  i  odezwała  się 

oficjalnym tonem: 

– Czy przeczytałaś literaturę, którą ci dałam? Missy przygryzła wargę i skinęła głową.   

– Czy nadal bierzesz pod uwagę adopcję? 

Missy niespokojnie poruszyła się na krześle i spuściła wzrok.   

– MoŜe.   

Lekarka  zaczerpnęła  tchu,  a  potem  spojrzała  na  Barbarę.  W  jej  wzroku  widniało 

zrozumienie i współczucie. Musiała sobie zdawać sprawę, przez co przechodzi jej pacjentka.   

–  Nie  będziesz  miała  najmniejszych  kłopotów  ze  znalezieniem  domu  dla  zdrowego 

chłopczyka.   

Missy milczała i wciąŜ przygryzała wargę, uparcie odwracając wzrok.   

–  Masz  jeszcze  czas,  Ŝeby  to  przemyśleć  –  ciągnęła  doktor  Scofield.  –  Gdybyś  jednak 

background image

chciała spotkać się z ewentualnymi kandydatami na rodziców, tylko po to, Ŝeby porozmawiać, 

mogę to załatwić. Nie musisz im nawet podawać swojego nazwiska. – Jeszcze raz przyjrzała 

się fotografiom. – Chcesz te zdjęcia? Jeśli nie, włoŜę je do twojej kartoteki. Będziesz je mogła 

dostać w kaŜdej chwili.   

– Chcę je wziąć ze sobą – szepnęła Missy. Lekarka oddała jej fotografie.   

–  JeŜeli  nie  masz  juŜ  pytań,  na  dziś  skończyłyśmy.  Missy  się  poŜegnała.  Po  kilku 

minutach były juŜ w samochodzie Barbary.   

– To był podniecający dzień – powiedziała Barbara.   

– Uhm.   

– Nie wydaje ci się, Ŝe powinnyśmy to jakoś uczcić? 

– Uczcić? Co? 

– To, Ŝe po raz pierwszy zobaczyłyśmy buzię twojego synka.   

Missy spojrzała na trzymane w ręku zdjęcia.   

–  Jest  jeszcze  wcześnie  –  nalegała  Barbara.  Czuła,  Ŝe  nim  odwiezie  Missy  do  domu, 

powinna z nią porozmawiać. – Przejdźmy się trochę po mieście, a potem mogłybyśmy zjeść 

razem kolację. JeŜeli chcesz, zadzwoń do ojca i spytaj, czy nie ma nic przeciwko temu.   

– Dobrze.   

Przez jakiś czas jechały w milczeniu. Potem nagle Missy zapytała: 

– Dlaczego tyle ludzi chce mieć chłopca? 

Co za pytanie! Barbara zamyśliła się, a potem odparła: 

– Ludzie chcą mieć dzieci z wielu powodów, Missy. Niektóre są nam wrodzone i stare jak 

ludzka rasa. Jedną z nich jest chęć przedłuŜenia gatunku. Rozumiesz, co to znaczy? 

– Chyba tak.   

–  To  znaczy,  Ŝe  po  naszej  śmierci  jakaś  część  nas  będzie  Ŝyła  w  naszych  dzieciach, 

dzieciach  naszych  dzieci,  i  tak  dalej.  A  większość  męŜczyzn  pragnie  syna  po  to,  Ŝeby  mu 

przekazać nazwisko.   

– Mój tata pewnie wolałby mieć syna – powiedziała Missy bezbarwnym głosem.   

– Skąd ci to przyszło do głowy? Dziewczyna wzruszyła ramionami.   

– MęŜczyzna pragnie syna – ciągnęła Barbara – bo lubi czuć, Ŝe sprawuje nad wszystkim 

kontrolę, a ponadto uwaŜa, Ŝe zrozumie chłopca. Wydaje mu się, Ŝe chłopcu wystarczy kupić 

piłkę,  a  znikną  problemy  wychowawcze.  Natomiast  wobec  małych  dziewczynek  męŜczyzna 

staje się kompletnie bezradny.   

Kątem  oka  dostrzegła,  Ŝe  twarz  Missy  rozjaśniła  się  uśmiechem.  Ośmielona,  ciągnęła 

dalej: 

– Mam ci zdradzić pewien sekret? 

Missy skinęła głową.   

–  Kiedy  ojciec  po  raz  pierwszy  bierze  na  ręce  swoją  nowo  narodzoną  córeczkę,  jest 

ś

miertelnie przeraŜony. Bo jest taka maleńka, i do tego jest kobietą – a to oznacza, Ŝe stanowi 

dla  niego  tajemnicę.  Ale  kiedy  ta  mała  dziewczynka  zaciska  paluszki  wokół  jego  palca, 

następuje cud. Rodzi się między nimi więź, to niezwykłe uczucie, którym ojcowie obdarzają 

swoje  córki.  –  Uśmiechnęła  się  do  Missy.  –  Dla  twojego  ojca  zawsze  będziesz  tą  małą 

background image

dziewczynką. Być moŜe czasem zastanawia się, jak by to było, gdyby miał syna. Większość 

męŜczyzn myśli o tym od czasu do czasu. Ale nigdy w Ŝyciu nie zamieniłby cię na chłopca.   

Nie  była  pewna,  czy  przekonała  Missy,  ale  przynajmniej  spróbowała  powaŜnie  z  nią 

porozmawiać. Teraz uznała, Ŝe nadeszła pora, aby coś zjeść.   

Dała Missy monetę, Ŝeby zadzwoniła do domu, a sama stanęła przed witryną sklepową i 

zaczęła  oglądać  piramidy  garnków.  Kiedy  spojrzała  w  stronę  Missy,  zauwaŜyła,  Ŝe  daje  jej 

gwałtowne znaki. Szybko podeszła do automatu.   

Missy dłonią zakryła słuchawkę i poinformowała: 

– Tata mówi, Ŝe nie jadł dziś obiadu i jest strasznie głodny. Mógłby się z nami spotkać za 

pół godziny, ale tylko jeŜeli pani nie ma nic przeciwko temu.   

W  pierwszej  chwili  Barbara  była  zbyt  zaskoczona,  Ŝeby  cokolwiek  powiedzieć.  Co 

Richard planuje? Ona, on i Missy mają wspólnie zjeść kolację? 

–  Powiedz  ojcu...  Ŝe  tak.  Oczywiście.  To  świetny  pomysł!  Sama  nie  wiem,  dlaczego 

wcześniej o tym nie pomyślałyśmy.   

Później  sama  się  sobie  dziwiła.  Tego  wieczora  zrozumiała,  jak  mogłoby  wyglądać  ich 

wspólne Ŝycie. Nagle wydało jej się zupełnie naturalne, Ŝe siedzą razem w miłej restauracji i 

jedzą  kolację  jak  prawdziwa  rodzina.  Wszystko,  co  robili  tego  wieczora,  wydawało  się 

właściwe.  To,  Ŝe  zachęcała  Missy,  by  opowiedziała  ojcu  o  badaniu,  i  to,  jak  ukradkiem 

ś

ciskała  pod  stołem  dłoń  Richarda,  kiedy  Missy  pokazywała  mu  niebieskie  buciki,  które 

kupiła dla dziecka. I dodające otuchy uśmiechy, i krzepiące spojrzenia, jakie wszyscy rodzice 

wymieniają w trudnych chwilach.   

Te półtorej godziny spędzone w restauracji wydało jej się snem. Nigdy dotąd nie czuła się 

tak bardzo związana z Richardem i Missy. Przez cały wieczór Ŝartowali i przekomarzali się ze 

sobą,  jakby  zupełnie  zapomnieli  o  zmartwieniach.  Kiedy  patrzyła  na  ojca  i  córkę,  czuła,  Ŝe 

oczy zachodzą jej łzami.   

Jak cięŜko było im się rozstać! Barbara przytuliła Missy, wdzięczna, Ŝe mogła wraz z nią 

oglądać dziecko. Potem uścisnęła rękę Richarda w podzięce za mile spędzony czas, choć tak 

naprawdę  miała  ochotę  przytulić  się  do  niego  i  powiedzieć,  jak  wiele  znaczy  dla  niej  ten 

wieczór.   

Po powrocie do domu odczuła zarazem radość i pustkę. Missy potrzebowała jej. Spędziły 

wspólnie cały dzień. Niestety, nie mogła towarzyszyć Missy i Richardowi do ich domu. Choć 

tak  bardzo  ich  oboje  kochała,  była  tylko  powiernicą  córki  i  kochanką  ojca.  Nie  naleŜała 

jeszcze do rodziny, nie będąc ani Ŝoną i matką, ani nawet macochą.   

Kiedy  połoŜyła  się  do  łóŜka  sama,  jedynie  z  ostatnim  numerem  ulubionego  pisma,  z 

niezwykłą  wyrazistością  odczuła  nienormalność  jej  związku  z  Richardem  i  jego  córką. 

Zaczęła czytać jakiś artykuł, ale nie mogła się skupić. Za ścianą rozszczekał się pies. Wtedy 

usłyszała dzwonek. Narzuciła szlafrok, podbiegła do drzwi i wyjrzała przez wizjer.   

–  Jesteś  mi  potrzebna  –  szepnął  Richard,  biorąc  Barbarę  w  ramiona,  jeszcze  zanim 

zamknęły się za nimi drzwi. Wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Upadli na łóŜko. Richard 

wciąŜ ją całował. A potem posiadł z zaborczością, która mogłaby wydawać się przeraŜająca, 

gdyby nie to, Ŝe była tak podniecająca. Potem długo leŜeli w milczeniu, zmęczeni i bez tchu, 

background image

obejmując się i tuląc do siebie.   

– Wiedziałaś o tym – odezwał się Richard. – Dlatego przygotowałaś mnie na wszystko.   

Być  moŜe  w  innych  okolicznościach  mózg  Barbary  pracowałby  sprawniej,  teraz  jednak 

nic nie mogła zrozumieć.   

– Co takiego wiedziałam? – zdziwiła się.   

– śe to ja nie byłem gotowy na przyjęcie tego dziecka, a nie Missy.   

– Richardzie – powiedziała. – Chciałabym być taka mądra, za jaką mnie uwaŜasz. Prawda 

jest  taka,  Ŝe  cię  po  prostu  ostrzegłam,  abyś  mógł  się  zawczasu  przygotować.  Missy  musi 

wiedzieć, Ŝe ma w tobie oparcie.   

Richard westchnął głęboko.   

– Moja matka nigdy nie pozwalała Missy przyklejać czegoś na lodówce, tak jak to robiły 

jej  koleŜanki.  Dlatego  kupiłem  duŜą  plastikową  ramkę,  w  której  wieszaliśmy  jej  dyplomy  i 

ś

wiadectwa. Dziś wieczorem Missy spytała mnie, czy moŜe umieścić tam zdjęcia dziecka.   

– Och, Richardzie! – Barbarze zabrakło słów, więc tylko gorąco go uściskała.   

–  Pokazała  mi  fotografię  jego  twarzy,  a  potem  całego  maleńkiego  człowieczka.  Dobry 

BoŜe, Barbaro! Widziałem swojego wnuka! 

Wzruszony zamilkł i dopiero po chwili podjął: 

–  To  absurd.  Ona  wciąŜ...  to  znaczy,  ja  wiem,  Ŝe  ona  nie  jest  juŜ  dzieckiem,  ale  teŜ  nie 

jest  jeszcze  całkiem  dorosła.  Nie  moŜna  wieszać  zdjęć  dziecka  razem  ze  szkolnymi 

ś

wiadectwami.   

– Która godzina? – przerwała mu Barbara.   

– Dochodzi jedenasta.   

– No to się ubieraj. Szybko! MoŜe jeszcze zdąŜymy. Richard błyskawicznie poderwał się 

i zaczął ubierać.   

Dopiero potem przyszło mu do głowy zapytać, dokąd idą.   

–  Sklep  na  końcu  ulicy  jest  otwarty  do  północy.  Ostatnim  razem,  kiedy  oddawałam  tam 

film do wywołania, widziałam dokładnie to, o co nam teraz chodzi.   

Pół godziny później Richard stał w kolejce do kasy, trzymając w ręku ceramiczne ramki. 

Były błękitne. Na jednej widniał złoty napis „Bobas”, wokół drugiej biegł kolorowy szlaczek 

z baseballowych czapeczek i rękawiczek.   

–  Był  czas,  kiedy  miałbym  wątpliwości,  czy  to  dobry  pomysł.  Teraz  wierzę  ci  bez 

zastrzeŜeń.   

–  Chciała  mieć  te  fotografie,  Richardzie.  Byłam  przy  tym.  I  na  pewno  chce  je  powiesić 

obok  swoich  dyplomów  i  świadectw.  –  Wymownie  spojrzała  mu  w  oczy.  –  Cieszę  się,  Ŝe 

właśnie tak zareagowałeś, kiedy pokazała ci zdjęcia.   

– Nawet kamień by się wzruszył na widok maciupeńkiej twarzyczki.   

– Kiedy dasz jej ramki, będzie to znak, Ŝe akceptujesz dziecko, które w sobie nosi. Missy 

potrzebna  jest  ta  świadomość.  W  sytuacji,  kiedy  ojciec  dziecka  w  ogóle  się  go  wyrzekł,  a 

twoja matka podróŜuje po Europie, jesteś jej jedyną podporą.   

– To nieprawda – zaoponował Richard. – Ona ma teŜ ciebie. 

– Dzisiejszy wieczór... to było prawie jak...   

background image

– Wiem – przerwał jej Richard. – TeŜ to czułem. Wydawało mi się, Ŝe jesteśmy rodziną. 

Miałem nawet ochotę głośno powiedzieć, Ŝe cię kocham.   

– Trochę Ŝałuję, Ŝe tego nie zrobiłeś, ale wiem, Ŝe spędziliśmy ten wieczór tak, jak Missy 

sobie Ŝyczyła.   

Uśmiechnęła  się  do  Richarda.  –  To  był  tak  cudownie  zwyczajny  wieczór.  Ty  i  Missy 

byliście tacy pogodni i odpręŜeni.   

– Było jak za dawnych dobrych czasów.   

– A kiedy wróciliście do domu, odwaŜyła się pokazać ci zdjęcia.   

Zapłacili za ramki i podjechali pod dom Barbary. W samochodzie panował półmrok. Na 

werandzie sąsiedniego budynku płonęły lampki. Barbara zwróciła się do Richarda: 

– Jest późno. Nie musisz mnie odprowadzać.   

–  Ale  chcę  –  odparł,  a  potem  cicho  dodał:  –  Wiem,  Ŝe  rano  musisz  być  w  szkole,  więc 

posiedzę tylko kilka minut. Pozwól mi pobyć z tobą jeszcze chwilę.   

Barbara uśmiechnęła się. W słabym świetle jej twarz nagle zajaśniała.   

– Chętnie wyrzekłabym się snu, gdybyś mógł trzymać mnie w objęciach do rana.   

Richard  został  z  nią,  dopóki  nie  połoŜyła  się  do  łóŜka.  Potem  opatulił  ją  kołdrą  i 

pocałował na dobranoc. Wychodząc sprawdził, czy dobrze zamknął drzwi.   

Przez kilka sekund stał z ręką na klamce.   

– To nie będzie trwać wiecznie – pocieszył się na głos. Idąc do samochodu pomyślał, Ŝe 

zakochał się w Barbarze na dobre i nieodwołalnie.   

background image

ROZDZIAŁ 12 

 

Burza wisiała w powietrzu. Barbara czuła to od pierwszej chwili, kiedy Missy zjawiła się 

na  kolejnym  wtorkowym  spotkaniu.  Na  twarzy  dziewczyny  malowało  się  napięcie,  ruchy 

miała niezgrabne, a jej przygarbione ramiona i spłoszone spojrzenie były bardziej wymowne 

niŜ słowa.   

–  Napijesz  się  mleka?  –  zaproponowała  Barbara.  –  A  moŜe  masz  ochotę  na  jabłko  z 

masłem orzechowym? 

Missy  przecząco  potrząsnęła  głową.  Patrząc  na  zgnębioną  dziewczynę,  trudno  było 

uwierzyć,  Ŝe  to  ta  sama  rozchichotana  nastolatka,  z  którą  nie  tak  dawno  Barbara  spędziła 

uroczy wieczór w restauracji.   

–  Dobrze  się  czujesz?  –  spytała,  chociaŜ  instynkt  podpowiadał  jej,  Ŝe  złe  samopoczucie 

Missy nie ma nic wspólnego z ciąŜą.   

– Tak – mruknęła Missy.   

–  Wyglądasz  dziś  nie  najlepiej.  –  Barbara  nie  dawała  za  wygraną.  –  Czy  coś  ci  leŜy  na 

sercu? MoŜe chcesz o tym porozmawiać? 

Missy  milczała  jak  zaklęta,  tylko  coraz  mocniej  przygryzała  wargi.  W  pierwszym 

odruchu  Barbara  chciała  objąć  dziewczynę  i  przytulić  ją  do  piersi,  pohamowała  się  jednak  i 

postanowiła zaczekać, aŜ sama zacznie mówić.   

– Powinnam uporządkować dokumenty – powiedziała wstając. – Nie będziesz miała nic 

przeciwko temu, jeśli teraz się tym zajmę? 

Missy  nie  zaprotestowała,  więc  rozłoŜyła  papiery  na  stoliku,  a  sama  usiadła  w  kucki  na 

dywanie.   

–  Kopiarka  z  segregatorem  od  tygodnia  jest  zepsuta  –  wyjaśniła  –  muszę  więc  zrobić 

wszystko sama metodą staroświecką.   

– Chętnie pani pomogę. – Missy jakby się oŜywiła.   

–  To  świetnie  –  ucieszyła  się  Barbara.  –  Jedna  z  nas  moŜe  segregować  dokumenty,  a 

druga  będzie  je  zszywać.  –  Wstała  i  wzięła  z  biurka  zszywacz  i  pudełko  zszywek.  –  Ja  juŜ 

kilka razy przekłułam sobie palec. Umiesz zakładać zszywki? 

– Oczywiście.   

Podzieliły się pracą. Barbara układała papiery, a Missy je spinała.   

–  W  przyszłym  tygodniu  i  ty  dostaniesz  taki  zestaw.  To  są  informacje  dotyczące 

egzaminów wstępnych na uczelnie. Przejrzyj je sobie dokładnie, a będziesz wiedziała, czego 

się moŜesz spodziewać.   

Missy mruknęła coś niezrozumiale.   

– Wybierasz się do college’u, prawda? 

– Chciałam zdawać do stanowego college’u, ale... – Z rezygnacją wzruszyła ramionami.   

– Są przecieŜ bardzo dobre szkoły znacznie bliŜej – zauwaŜyła Barbara.   

Usta Missy wygięły się w podkówkę.   

– Czy pani uwaŜa, Ŝe powinnam oddać dziecko do adopcji? 

background image

Barbara usiadła obok dziewczyny i mocno ją przytuliła.   

– To powaŜna decyzja. Musisz się nad tym zastanowić.   

– To chyba byłoby najlepsze wyjście.   

– Rozmawiałaś z kimś na ten temat? – spytała Barbara.   

– Tylko z tatą.   

– Czy powiedział ci, Ŝe najlepszym wyjściem będzie adopcja? 

Richard wprawdzie zapewnił Barbarę, Ŝe nie będzie próbował wpłynąć na decyzję córki, 

ale przecieŜ mógł robić to całkiem nieświadomie.   

–  Nie.  Rozmawialiśmy  o  dzieciach  i  o  odpowiedzialności  rodzicielskiej.  Tato  mówi,  Ŝe 

dziecko moŜe przewrócić człowiekowi Ŝycie do góry nogami.   

–  Wychowanie  dziecka  to  powaŜne  zadanie  –  przytaknęła  Barbara.  –  Czy  miałaś  kiedyś 

do czynienia z małymi dziećmi? 

Missy grzbietem dłoni otarła spływające po policzkach łzy.   

–  Heather,  moja  przyjaciółka,  ma  malutkiego  braciszka.  Jest  słodki,  ale  czasem  potrafi 

być bardzo dokuczliwy. Kiedyś wrzucił jej kosmetyki do muszli i spuścił wodę, tak Ŝe trzeba 

było  wezwać  hydraulika,  bo  zatkały  się  rury.  Matka  Heather  skrzyczała  ją,  Ŝe  zostawia 

kosmetyki na wierzchu, bo jej brat mógł je zjeść i otruć się na śmierć. Kiedyś musiałyśmy go 

pilnować z Heather przez cały dzień. Najgorsze było karmienie. Był naprawdę obrzydliwy.   

– Więc juŜ zdąŜyłaś zauwaŜyć, Ŝe dzieci nie zawsze są słodkie? 

– Tata mówi, Ŝe przy dziecku jest strasznie duŜo roboty, a poza tym dzieci mają specjalne 

potrzeby. Muszą mieć swój pokój, wciąŜ trzeba im kupować nowe ubranka, chodzić z nimi do 

lekarza, a kiedy są chore, nie dają spać przez całą noc.   

– Wszystko to prawda – przyznała Barbara. – Dobrze, Ŝe zdajesz sobie z tego sprawę. To 

powinno  mieć  wpływ  na  twoją  decyzję.  Niektóre  matki  myślą,  Ŝe  dziecko  to  coś  w  rodzaju 

Ŝ

ywej  lalki  i  Ŝe  to  dziecko  będzie  je  kochać  bez  względu  na  wszystko.  Nic  dziwnego,  Ŝe  są 

potem zniechęcone i gorzko rozczarowane.   

Missy zamyśliła się na chwilę.   

– Dlaczego ludzie chcą mieć dzieci, jeŜeli jest z nimi tyle zachodu? 

Barbara uśmiechnęła się. Znowu jedno z tych kłopotliwych Ŝyciowych pytań! 

–  Parę  dni  temu  rozmawiałyśmy  o  przedłuŜaniu  gatunku.  Przekazujesz  dziecku  cząstkę 

samej siebie, uczysz je miłości, aby mogło ją potem przekazać następnym pokoleniom.   

– To trudne.   

– Tak, to rzeczywiście niełatwe, ale takie jest Ŝycie. Dziecko jest teŜ wielkim cudem.   

– Cudem? Nie rozumiem.   

–  Myślę,  Ŝe  mnie  świetnie  rozumiesz.  Pamiętasz,  jak  po  raz  pierwszy  poczułaś  ruchy 

dziecka?  Albo  zobaczyłaś  jego  buzię  na  monitorze?  To  przedziwne  uczucie,  od  którego 

zachciało ci się naraz i śmiać, i płakać? 

Missy skinęła głową.   

– To jest właśnie ten cud. To, co czułaś, to miłość. I to ona sprawia, Ŝe ludzie chcą mieć 

dzieci.   

– Tata mówi, Ŝe cięŜko jest wychowywać dziecko, kiedy  człowiek nie jest jeszcze na to 

background image

przygotowany.   

–  Nawet  kiedy  jest  się  gotowym,  teŜ  nie  jest  to  łatwe.  –  Barbara  uśmiechnęła  się.  – 

Chciałabym  ci  opowiedzieć  o  mojej  koleŜance.  Ale  najpierw  muszę  się  czegoś  napić.  A  ty? 

Masz na coś ochotę? 

– Poproszę o szklankę mleka.   

– A moŜe jabłko z masłem orzechowym? – zaproponowała Barbara.   

Missy nieśmiało skinęła głową. Wstały i przeszły do kuchni.   

– I co z tą pani koleŜanką? – spytała Missy, kiedy usiadły przy stole.   

Barbara uśmiechnęła się.   

–  Miała  na  imię  Samantha.  Mieszkałyśmy  w  jednym  pokoju  w  akademiku.  Była  wtedy 

moją  najlepszą  przyjaciółką.  Później  została  księgową  i  wyszła  za  mąŜ  za  inŜyniera. 

Powodziło  im  się  bardzo  dobrze.  Jej  mąŜ  jeździł  BMW,  ona  miała  własne  volvo.  Kupili  teŜ 

sobie piękny apartament pod miastem.   

Ugryzła kawałek jabłka, a potem ciągnęła dalej: 

–  Kiedy  Samantha  skończyła  dwadzieścia  dziewięć  lat,  doszła  do  wniosku,  Ŝe  juŜ 

najwyŜszy  czas  zdecydować  się  na  dziecko.  Wybrała  się  do  lekarza  i  zaczęła  zaŜywać 

wszystkie  moŜliwe  witaminy  oraz  czytać  literaturę  na  temat  ciąŜy.  Obliczyła,  kiedy 

przypadają  jej  płodne  dni,  i  wykupiła  bilety  na  romantyczny  rejs,  Ŝeby  byli  z  męŜem 

wypoczęci i odpręŜeni, kiedy poczną dziecko.   

– I udało jej się zajść w ciąŜę? 

– O, tak. Gdzieś na morzu pomiędzy Miami a Nassau. Potem znów rzuciła się na ksiąŜki i 

kupiła specjalny megafon, który przyciskała do brzucha, kiedy mówiła do dziecka. Kupiła teŜ 

taśmy  z  muzyką,  która  miała  je  uspokajać.  Zapisali  się  z  męŜem  do  szkoły  rodzenia.  MąŜ 

oczywiście  asystował  przy  porodzie  i  osobiście  przeciął  pępowinę.  Urodziła  im  się 

prześliczna  córeczka.  Samantha  wzięła  półroczny  urlop  macierzyński,  potem  zatrudnili 

cudowną  niańkę  i  wszystko  układało  się  idealnie  aŜ  do  dnia,  w  którym  Chelsea  –  to  znaczy 

ich  córka  –  poszła  do  przedszkola.  Było  to  oczywiście  najlepsze  prywatne  przedszkole 

wychowujące dzieci według najnowocześniejszych metod.   

– I co dalej? – spytała Missy, wyraźnie zaciekawiona.   

–  Któregoś  wieczora  Samantha  zadzwoniła  do  mnie.  Była  w  stanie  histerii.  Płakała  tak 

rozpaczliwie,  Ŝe  z  trudem  rozumiałam,  co  do  mnie  mówiła.  –  Barbara  kwaśno  się 

uśmiechnęła. – To cud, Ŝe łzy nie trysnęły mi do ucha ze słuchawki.   

Missy zachichotała.   

– Co jej się stało? 

–  Wychowawczyni  Chelsea  poradziła  im,  Ŝeby  zatrzymali  małą  jeszcze  przez  rok  w 

niŜszej grupie, bo na jej rysunkach ludzie nie mają palców.   

– Co takiego? – Missy z niedowierzaniem spojrzała na Barbarę.   

– Dokładnie to, co mówię. Samantha zadzwoniła do mnie, bo wiedziała, Ŝe ukończyłam 

studia  pedagogiczne,  a  chciała  się  jeszcze  kogoś  poradzić.  Była  przekonana,  Ŝe  Chelsea  jest 

dzieckiem  opóźnionym  i  Ŝe  to  jej  wina.  Doszła  do  wniosku,  Ŝe  w  ogóle  nie  nadaje  się  na 

matkę, skoro ma takie nieudane dziecko.   

background image

– A co pani jej powiedziała? 

–  Przede  wszystkim  kazałam  jej  się  uspokoić.  Wytłumaczyłam  jej,  Ŝe  kaŜde  dziecko 

rozwija  się  inaczej  i  Ŝe  na  pewno  któregoś  dnia  Chelsea  sama  zauwaŜy,  Ŝe  ludzikom  na  jej 

rysunkach  brak  palców.  Poradziłam  jej  teŜ,  Ŝeby  kupiła  córce  blok  i  kredki  i  pozwoliła  jej 

rysować, zamiast grać z nią w te idiotyczne nowoczesne gry. No i oczywiście, Ŝeby oprawiła 

rysunki Chelsea i powiesiła je na ścianie bez względu na to, czy przedstawiają ludzi z palcami 

czy bez.   

– Posłuchała pani? 

– Tak. A po dwóch tygodniach zatelefonowała do mnie i powiedziała, Ŝe Chelsea zaczęła 

wreszcie  rysować  ludzi  z  palcami  i  wobec  tego  będzie  mogła  uczęszczać  do  wyŜszej  grupy. 

Próbuję  ci  wytłumaczyć,  Missy,  Ŝe  wychowywanie  dziecka  to  trudne  zadanie.  Dlatego 

wszyscy  rodzice,  bez  względu  na  wykształcenie,  wiek  czy  wrodzone  talenty  rodzicielskie, 

stają czasem przed problemami, z którymi nie potrafią sobie poradzić.   

Missy znów przygryzła wargi i głęboko się zamyśliła. Barbara w milczeniu jadła jabłko. 

Potem Missy wypiła mleko i wróciły do salonu, Ŝeby skończyć porządkowanie dokumentów.   

– Jak pani myśli, czy jeśli oddam dziecko do adopcji, jego rodzice pozwolą mu nosić te 

niebieskie buciki, które kupiłam? 

– Nie wiem – odparła Barbara. – Chyba tak, zwłaszcza jeŜeli się dowiedzą, Ŝe buciki są 

od  ciebie.  Gdybyś  chciała  zobaczyć  swoje  dziecko,  prawdopodobnie  mogłabyś  mu  je  sama 

nałoŜyć.   

–  W  broszurce  o  adopcji,  którą  dostałam  od  doktor  Scofield,  jest  napisane,  Ŝe  czasami 

moŜna  pisać  do  dziecka  albo  posyłać  mu  prezenty,  a  nowi  rodzice  mogą  przekazywać  jego 

zdjęcia za pośrednictwem adwokata.   

– Doktor Scofield mówiła teŜ, Ŝe moŜna spotkać się z kandydatami na rodziców i pomóc 

w wyborze pary, która, według ciebie, byłaby najlepsza dla twojego synka.   

Missy pracowicie zszywała papiery.   

– Dałabym mu mojego „Kota w butach” – mruknęła, nie odrywając wzroku od spinanych 

formularzy.   

– To twoja ulubiona ksiąŜka?   

Missy skinęła głową.   

– Tata czytał mi ją co wieczór. Był wtedy bardzo zabawny.   

– Jak w restauracji? 

– Tak. On się czasem wygłupia.   

– Dobrze mieć takiego ojca, prawda? 

– Tak... – Missy nagle przerwała. Ramiona jej zadrŜały. Opuściła głowę i nieoczekiwanie 

wybuchnęła spazmatycznym płaczem.   

Barbara przytuliła ją i zaczęła kołysać jak małe dziecko, głaszcząc po plecach i szepcząc 

słowa pocieszenia.   

– Płacz, płacz, kochanie. Wyrzuć z siebie to wszystko. Będzie ci potem lŜej.   

– Wcale nie chciałam znowu złamać ojcu Ŝycia – szlochała Missy. – Nie zaszłam w ciąŜę 

naumyślnie jak moja matka.   

background image

Jak  jej  matka!  Barbara  poczuła,  Ŝe  włos  jeŜy  jej  się  na  głowie.  Co  Missy  naprawdę 

wiedziała o Christine? Jakie jeszcze fałszywe wyobraŜenia tłamsiła w sobie? Jak dziewczyna 

tak wraŜliwa jak Missy mogła Ŝyć ze świadomością, Ŝe jej matka źle się prowadziła? 

– Co chcesz przez to powiedzieć? – spytała.   

Missy odsunęła się i zaczęła palcami rozmazywać łzy na policzkach.   

–  Nie  powie  pani  nikomu?  –  upewniła  się.  –  Obiecała  pani,  Ŝe  wszystko,  o  czym 

rozmawiamy, zostanie między nami.   

– Nic się nie zmieniło. – Mój BoŜe, pomyślała Barbara, biedne dziecko! 

Missy głośno wytarła nos.   

– Tata miał studiować prawo. Chciał zostać adwokatem. Na pewno dopiąłby celu, gdyby 

nie musiał rzucić studiów, Ŝeby się mną zająć. A to wszystko przez nią.   

– Twoją matkę? Dziewczyna skinęła głową.   

– To ona go uwiodła i naumyślnie zaszła w ciąŜę, Ŝeby się potem musiał z nią oŜenić.   

– Kto ci takich głupstw naopowiadał? – Barbara była zszokowana.   

– Nikt. Podsłuchałam, jak babcia rozmawiała z ojcem na ten temat. – Zarzuciła Barbarze 

ręce  na  szyję  i  znowu  się  rozszlochała.  –  Ona  zawsze  się  bała,  Ŝe  będę  taka  jak  mama. 

Mówiła,  Ŝe  to  dlatego  lubię  się  malować  i  ubierać  tak...  tak...  prowokacyjnie  i  robić  sobie 

takie idiotyczne fryzury.   

–  Och,  Missy  –  westchnęła  Barbara,  kołysząc  ją  i  tuląc  –  moje  biedne  kochanie,  twoja 

babcia...   

– Ona miała rację – szlochała Missy. – Wcale nie jestem lepsza od matki. Jestem w ciąŜy 

tak jak ona, a tatuś znowu ma złamane Ŝycie.   

–  Ale  tym  razem  to  zupełnie  inna  sprawa.  Ty  nie  sypiałaś  ze  wszystkimi  jak...  – 

PrzeraŜona  ugryzła  się  w  język,  nim  wypowiedziała  imię  Christine,  ale  i  tak  było  juŜ  za 

późno.   

Missy zamarła, a potem zaczęła mówić, z trudem łapiąc oddech: 

–  Więc  pani  ją  jednak  znała,  prawda?  I  musiała  pani  wiedzieć,  Ŝe  moja  matka  była  po 

prostu zwykłą. 

–  Cśśś.  –  Barbara  połoŜyła  jej  dłoń  na  ustach.  –  Nie  wolno  tak mówić  o  własnej  matce. 

Mało ją znałam, ale wiem, Ŝe wychowywała się bez rodziny, która by się nią zajęła. Nie była 

zła,  przynajmniej  nie  w  ten  sposób,  jak  myślisz.  Ona  po  prostu  nie  miała  nikogo,  kto  by  ją 

nauczył przyzwoitości i szacunku dla samej siebie. A poza tym, jak mogła być z gruntu zła, 

skoro urodziła taką miłą córkę? 

Odgarnęła  kosmyk,  który  przykleił  się  do  mokrego  od  łez  policzka  Missy,  i  ciągnęła 

dalej: 

– Nie moŜna odziedziczyć po kimś złych skłonności. Nie jesteś odpowiedzialna za to, co 

zrobiła twoja matka, i nie jesteś niemoralna dlatego, Ŝe zaufałaś chłopcu, który nie dorósł do 

sytuacji.   

–  JeŜeli  nie  oddam  dziecka,  tata  znów  będzie  miał  straszne  kłopoty,  jak  przed  moim 

urodzeniem.   

–  Kochanie,  twój  ojciec  jest  taki  przygnębiony,  bo  wie,  jak  bardzo  dziecko  skomplikuje 

background image

twoją  przyszłość.  Twoją  przede  wszystkim,  nie  jego!  Musicie  to  wszystko  głęboko 

przemyśleć  i  przedyskutować,  nim  podejmiesz  decyzję,  która  będzie  miała  wpływ  na  całe 

wasze Ŝycie.   

Trzymała  Missy  w  objęciach,  kołysząc  ją  łagodnie,  aŜ  poczuła,  Ŝe  dziewczyna  zaczyna 

się uspokajać. Wtedy sięgnęła po paczkę chusteczek do nosa.   

Po jakimś czasie skończyły porządkować dokumenty i Missy pojechała do domu. Nim jej 

samochód zniknął za rogiem, Barbara juŜ wykręcała numer agencji Richarda.   

Richard zjawił się o dziewiątej.   

– No i jak tam Missy? – spytała Barbara.   

–  W  porządku.  Postąpiłem  zgodnie  z  twoją  radą  i  zabrałem  ją  na  kolację.  Była  trochę 

przygaszona,  ale  to  ostatnio  u  niej  normalne.  –  Rzucił  Barbarze  pytające  spojrzenie.  –  O  co 

chodzi? Po twoim telefonie spodziewałem się, Ŝe będzie znacznie gorzej.   

– Bo było. Proszę cię, Richardzie, przytul mnie na chwilę.   

–  Chodź  tu!  Mnie  teŜ  to  dobrze  zrobi.  Tak  ładnie  pachniesz  –  dodał,  kryjąc  twarz  w  jej 

włosach.   

–  Proszę  cię,  zrób  coś  dla  mnie  –  szepnęła  Barbara,  kiedy  wziął  ją  w  objęcia  –  spraw, 

Ŝ

eby świat choć na chwilę przestał istnieć.   

–  Gdybym  wiedział,  jak  to  zrobić,  juŜ  by  go  nie  było  –  mruknął  Richard,  a  po  chwili 

zapytał: – Co się dzieje z Missy? 

– Usiądźmy. – Barbara zaprowadziła go do salonu.   

– JeŜeli najpierw mamy rozmawiać, to znaczy, Ŝe jest jakiś problem.   

– Tak – przytaknęła bezbarwnym głosem. – Missy ...   

–  Nagle  zabrakło  jej  słów.  Wzięła  głęboki  oddech  i  znów  zaczęła:  –  Missy  na  serio 

rozwaŜa moŜliwość oddania dziecka do adopcji.   

– PrzecieŜ wiemy o tym nie od dziś. – Richard był wyraźnie zaskoczony. – Chyba cię to 

nie  dziwi?  Mówiliśmy  juŜ,  Ŝe  to  jedna  z  moŜliwości.  Wiem,  jak  bardzo  przeŜywasz  ciąŜę 

Missy, ale trzeba teŜ wziąć pod uwagę...   

– Nie chodzi o to, Ŝe Missy zastanawia się nad adopcją – przerwała mu Barbara – tylko o 

to, dlaczego to robi.   

– No więc dlaczego? – zapytał Richard. – Według mnie po prostu zdała sobie sprawę, Ŝe 

nie dorosła jeszcze do macierzyńskich obowiązków. Barbara popatrzyła mu w oczy.   

–  Gdyby  było  tak,  jak  mówisz,  nie  czułabym  się  taka  przygnębiona.  Chciałabym  mieć 

pewność, Ŝe Missy wybrała wyjście najlepsze dla niej i dla dziecka.   

– A jakie inne moŜe mieć powody? 

– Och, Richardzie – westchnęła Barbara ze smutkiem – jej chodzi o ciebie.   

– O mnie?! 

– Ona myśli... ach, mój BoŜe, jestem w takiej rozterce...   

– Ale dlaczego? 

– No bo... bo sama nie wiem, co i ile powinnam ci wyjawić.   

– JeŜeli to dotyczy Missy, moŜesz mi powiedzieć wszystko.   

– Nie wolno mi zawieść zaufania moich podopiecznych. Tym razem dodatkowo chodzi o 

background image

osobę, do której zdąŜyłam się przywiązać.   

– Ale tak się właśnie składa, Ŝe ta osoba to moja córka.  Źrenice  Barbary  niebezpiecznie 

się zwęziły.   

– Mam moralny obowiązek zachować dyskrecję, skoro Missy mnie o to prosiła! 

– A ja jestem ojcem Missy! I masz moralny obowiązek powiedzieć mi o wszystkim, co jej 

dotyczy. Nie masz prawa niczego przede mną ukrywać! 

Barbara westchnęła z rozpaczą.   

–  Nie  kłóćmy  się.  PrzecieŜ  oboje  jesteśmy  po  tej  samej  stronie.  Po  stronie  Missy.  I 

chcemy dla niej jak najlepiej. Powinniśmy ze sobą współdziałać, a nie walczyć.   

–  Przepraszam  cię,  Barbaro.  To  dlatego  Ŝe...  Po  prostu  odchodziłem  od  zmysłów  po 

twoim  telefonie.  Ja  juŜ  nie  jestem  w  stanie  patrzeć  na  to

;

  jak  Missy  się  męczy!  I  do  tego  ta 

przeklęta  świadomość,  Ŝe  nie  mogę  dla  niej  nic  zrobić.  A  teraz  jeszcze  dowiaduję  się,  Ŝe 

ukrywasz przede mną jakąś straszną tajemnicę...   

–  Nie  ma  Ŝadnej  strasznej  tajemnicy,  Richardzie.  Missy  powiedziała  mi  coś,  co  nasuwa 

przypuszczenie, Ŝe ma kompleks winy.   

–  Jakiej  znowu  winy?  Dlaczego  ma  czuć  się  winna?  To  ja,  jej  ojciec,  dałem  jej  zły 

przykład.   

Barbara zamyśliła się głęboko.   

–  Nie  sądzę  –  zaczęła  po  chwili  –  by  Missy  podjęła  współŜycie  ze  swoim  chłopakiem 

dlatego, Ŝe przyłapała cię w kompromitującej sytuacji z jakąś obcą kobietą. ZłoŜyło się na to 

wiele czynników: jej młody wiek i związana z tym pobudliwość, a zarazem ciekawość, presja 

ś

rodowiska, no i oczywiście młodzieńcze zadurzenie, które wzięła za miłość – przerwała i z 

trudem się uśmiechnęła. – Chyba jeszcze pamiętasz, jak to jest w tym wieku? 

Richard ze zdumieniem stwierdził, Ŝe teŜ się uśmiecha.   

– AŜ za dobrze. Barbara wzięła go za rękę.   

– Przypominasz sobie, jak kiedyś twoja matka odkryła ślady szminki na twojej koszuli i 

powiedziała, Ŝe Ŝadna przyzwoita dziewczyna nie maluje ust na tak jaskrawy kolor? 

– Nie.   

– Obawiam się, Ŝe jeśli chodzi o twoją matkę, nie umiem się zdobyć na obiektywizm.   

Usta Richarda zacisnęły się w wąską kreskę.   

– Czy Missy z tobą o niej rozmawia? 

–  Od  czasu  do  czasu.  Ona  kocha  babcię.  Czasami  ludzie,  na  których  nam  najbardziej 

zaleŜy,  mają  na  nas  największy  wpływ,  kształtują  nasze  poglądy,  wpływają  na  nasz  sposób 

myślenia, ocenę sytuacji.   

– Masz na myśli jakąś konkretną sytuację? Barbara zawahała się, a potem spytała: 

– Czy chcesz, Ŝeby Missy oddała dziecko? 

–  Co?!  –  wykrzyknął  Richard,  zaskoczony  zarówno  pytaniem,  jak  i  raptowną  zmianą 

tematu.   

– Czy tego właśnie chcesz? 

– Chcę tego, co będzie dla niej najlepsze.   

– To wymijająca odpowiedź. Nie musisz niczego ukrywać, w końcu jesteśmy tu tylko we 

background image

dwoje. Powiedz mi, czego naprawdę po niej oczekujesz. Tylko szczerze.   

W oczach Richarda pojawił się smutek.   

– Chciałbym zbudzić się jutro rano i odkryć, Ŝe to był jakiś upiorny sen i Missy wcale nie 

jest w ciąŜy.   

– Ale takiej moŜliwości nie ma.   

– Niestety. KaŜde wyjście wydaje mi się jednakowo beznadziejne. Kiedy myślę o tym, Ŝe 

Missy miałaby samotnie wychowywać dziecko, jestem przeraŜony. A z drugiej strony, jeŜeli 

odda je do adopcji, nigdy juŜ nie będzie tą samą osobą. I to teŜ napawa mnie lękiem.   

– A co trapi cię bardziej? 

Richard  spojrzał  Barbarze  w  oczy,  jakby  spodziewał  się  znaleźć  w  nich  zrozumienie  i 

współczucie.   

– Czy w tej chwili jesteś psychologiem czy kobietą? 

– Jestem kobietą, która cię kocha.   

Kurczowo chwycił ją za ręce, jakby była jego ostatnią deską ratunku.   

–  Poradź  mi,  co  mam  robić?  Popełniłem  juŜ  tyle  błędów.  Nie  dopuść  do  tego,  Ŝebym 

znowu wszystko popsuł! 

Obsypała pocałunkami jego szyję, policzki, powieki, gładząc go jednocześnie i tuląc.   

– Zrobisz to, co będzie najlepsze dla Missy. Będziesz przy niej, Ŝeby ją wspierać. Oboje 

przy niej będziemy.   

Tulili  się  do  siebie  przez  długą  chwilę,  wreszcie  Barbara  uspokoiła  się  i  spróbowała 

zebrać myśli.   

–  Czy  rozmawialiście  o  tym,  jak  dziecko  moŜe  zmienić  jej  Ŝycie?  Powiedziałeś  jej,  Ŝe 

zamierzałeś studiować prawo, ale ciąŜa Christine popsuła ci szyki? 

– Co?! Nie! Oczywiście, Ŝe nie! Rozmawialiśmy wyłącznie o tym, Ŝe Missy chce się dalej 

uczyć, a nie o...   

Barbara zgarbiła się i cięŜko westchnęła.   

– Tak właśnie sądziłam.   

Richard rzucił jej pytające spojrzenie.   

– Czy o to ci chodziło, kiedy stwierdziłaś, Ŝe Missy ma kompleks winy? 

Barbara skinęła głową.   

–  Wbiła  sobie  do  głowy,  Ŝe  byłeś  niewinnym  barankiem,  który  wbrew  własnej  woli  dał 

się uwieść i gdyby nie jej przyjście na świat:..   

–  Nigdy  jej  czegoś  podobnego  nie  mówiłem!  PrzecieŜ  ona  nawet  nie  wić,  Ŝe  Christine 

zaszła w ciąŜę przed ślubem.   

–  Twoja  matka  nigdy  nie  mówiła  nic  o  Christine?  Nawet  kiedy  Missy  była  mała  albo 

bawiła  się  w  sąsiednim  pokoju?  Czy  kiedy  Christine  przychodziła  odwiedzić  Missy,  nie 

dochodziło do kłótni? 

Richard potrząsnął głową.   

–  Dzieci  są  mądrzejsze, niŜ  sądzisz.  Domyślają  się  wielu  rzeczy,  nawet  jeŜeli  się  o  nich 

nie  mówi.  Podchwytują  strzępki  rozmów,  wyczuwają  nastroje,  a  potem  ich  wyobraźnia 

wypełnia puste miejsca tej łamigłówki. Richard jęknął z rozpaczą.   

background image

– Nie podejrzewałem, Ŝe jest aŜ tak źle! Czy moŜna jej jakoś pomóc? 

Oczy Barbary zaszły łzami.   

– To nie będzie łatwe.   

–  Łatwe!  –  Richard  gorzko  się  roześmiał.  –  Zapomniałem  juŜ,  Ŝe  w  ogóle  istnieje  takie 

słowo.   

– UwaŜam, Ŝe powinieneś porozmawiać z Missy o Christine. Twoja córka musi wreszcie 

poznać prawdę.   

– To stara historia – powiedział Richard zdławionym głosem. – Co za sens, Ŝeby wciągać 

w to Missy? Po co ma wiedzieć, Ŝe...   

–  śe  kiedy  jej  ojciec  był  młody  i  niedoświadczony,  popełnił  brzemienny  w  skutki  błąd? 

Myślę,  Ŝe  właśnie  to  trzeba  Missy  uświadomić.  –  Zarzuciła  Richardowi  ręce  na  szyję  i 

powiedziała, patrząc mu w oczy: – Missy cię uwielbia i boi się, Ŝe po raz drugi łamie ci Ŝycie. 

JeŜeli  dasz  jej  do  zrozumienia,  Ŝe  i  tobie  zdarzało  się  popełniać  pomyłki,  moŜe  uwierzy,  Ŝe 

rozumiesz ją i pomimo wszystko kochasz.   

– Missy wie, Ŝe ją kocham.   

–  Oczywiście,  Ŝe  wie.  Bo  jesteś  jej  idealnym  tatusiem,  a  idealni  tatusiowie  zawsze 

kochają swoje córki. Wie, Ŝe będziesz ją kochać, nawet jeśli skomplikuje ci Ŝycie, podobnie 

jak uczyniła to jej matka. Pomyśl jednak, jakie to będzie dla niej waŜne, kiedy się dowie, Ŝe 

jesteś  na  tyle  niedoskonały,  by  zrozumieć,  co  teraz  przeŜywa.  Ona  musi  wiedzieć,  Ŝe  bez 

względu  na  wszystko  jesteś  po  jej  stronie,  nawet  jeŜeli  podejmie  decyzję,  która  będzie 

korzystna dla niej i dziecka, a nie dla ciebie.   

–  Ona  rzeczywiście  uzaleŜnia  swój  wybór  ode  mnie?  Barbara  skinęła  głową,  z  trudem 

powstrzymując łzy.   

–  Tak.  A  potem  w  kaŜde  kolejne  święta  czy  urodziny  będzie  rozmyślać  o  utraconym 

dziecku,  aŜ  wreszcie  kiedyś  zda  sobie  sprawę  z  tego,  Ŝe  tak  naprawdę  nigdy  nie  miała 

wyboru.  I wtedy odwróci się od ciebie. Ale jeśli teraz zrobisz to dla niej... jeśli sprawisz, Ŝe 

będzie mogła dokonać prawdziwego wyboru, jeszcze bardziej cię pokocha.   

Richard znowu chwycił Barbarę za ręce. Wydawała mu się ostoją i wybawieniem.   

–  Przedstawiasz  to  tak,  jakbym  czaił  się  przy  łóŜku  Missy,  gotowy  wyrwać  jej  z  rąk 

niemowlę.   

– Wcale cię o to nie podejrzewam – zapewniła go Barbara. – Missy teŜ wie, Ŝe nie jesteś 

taki. Czy to nie ironia losu, Ŝe masz teraz prostować mylne wyobraŜenia, z którymi męczyła 

się przez tyle lat? 

Richard westchnął. Jego gorący oddech muskał ucho Barbary.   

– śycie jest takie... skomplikowane.   

– Czy poczujesz się lepiej, jeŜeli ci powiem, Ŝe cię kocham? 

– Czy poczuję się lepiej? PrzecieŜ jesteś jak opoka. Co bym począł bez ciebie? 

– Ale czy będziesz mnie nadal kochać, kiedy przestanę ci być tak rozpaczliwie potrzebna? 

– Barbara sama nie była pewna, czy to miał być Ŝart.   

– Pokochałem cię od pierwszego wejrzenia i nic – ani czas, ani rozłąka, ani moje błędy – 

nie  jest  w  stanie  tego  zmienić.  To,  Ŝe  cię  odnalazłem  w  chwili,  kiedy  byłaś  mi  najbardziej 

background image

potrzebna, to musiał być jakiś... cud. Nagle rozwiała się gęsta mgła, w której błądziłem przez 

tyle lat, i zaświeciło słońce. Ale nawet gdybyśmy się spotkali dopiero za miesiąc, za rok, od 

nowa bym się w tobie zakochał.   

Barbara serce miała przepełnione radością, a gardło ściśnięte ze wzruszenia. Przytuliła się 

więc do Richarda, by choć w ten sposób dać mu do zrozumienia, jak bardzo jest jej bliski.   

Milczenie przedłuŜało się, aŜ w końcu Richard zapytał: 

– Co zrobimy, jeŜeli Missy zatrzyma dziecko? 

–  Będziemy  je  po  prostu  kochać  –  odparła  Barbara.  –  I  Missy  teŜ  będziemy  kochać,  by 

wiedziała, Ŝe nie jest osamotniona.   

– Wizja małego dziecka w domu trochę mnie przeraŜa – westchnął Richard. – Ten hałas, 

bezsenne noce, ciągły zamęt...   

– PrzecieŜ z Missy jakoś sobie poradziłeś.   

–  Ale  byłem  wtedy  znacznie  młodszy.  Miałem  więcej  energii.  Nie  zdawałem  sobie 

sprawy, jak cięŜkie są rodzicielskie obowiązki. Po prostuje wykonywałem i juŜ.   

–  Więc  pomoŜesz  Missy  w  ten  sam  sposób.  A  ja  pomogę  tobie.  MoŜe  to  zabrzmi 

idiotycznie,  ale  będziemy  to  robić  dlatego,  Ŝe  jesteśmy  rodziną,  a  rodzina  jest  po  to,  Ŝeby 

sobie nawzajem pomagać w trudnych chwilach.   

– To piękne, co mówisz – powiedział Richard.   

– Jest tylko jeden mały kłopot.   

–  Nie  mam  nawet  odwagi  spytać  jaki  –  westchnął  Richard.  –  JeŜeli  jest  jeszcze  coś,  o 

czym nie pomyślałem, wolałbym o tym nie wiedzieć.   

Barbara zachichotała.   

– Rzecz w tym, Ŝe jak na dziadka wyglądasz nieprzyzwoicie młodo. Nikt ci nie uwierzy! 

Dziadkowie powinni mieć siwe wąsy i strugać drewniane zabawki.   

Richard spojrzał na nią pełnym miłości wzrokiem.   

–  Jesteś  jedyną  osobą,  która  potrafi  mnie  w  tej  chwili  rozśmieszyć.  Ale  muszę  ci  coś 

zdradzić – tobie teŜ nikt nie uwierzy. Będziesz najbardziej ponętną babcią pod słońcem.   

– MoŜesz mi kupić flanelową nocną koszulę.   

– PrzecieŜ jesteśmy na Florydzie – roześmiał się Richard. – Nikt tu nie nosi flanelowych 

nocnych koszul. Nie wolałabyś czegoś z koronki, Ŝebym mógł sobie trochę popatrzeć? 

– Dziadek nie powinien nawet myśleć o takich rzeczach.   

– To prawda, ale skoro siedzi obok tak wspaniałej babci...   

Roześmiali  się  oboje  i  na  moment  zapomnieli  o  troskach.  Jednak  po  chwili  Barbara 

wyczuła, Ŝe Richard znów zaczyna się martwić.   

– Która godzina? – zapytał.   

– Wpół do jedenastej. Czy Missy będzie juŜ spała, jak wrócisz do domu? 

–  Nie  wiem.  Zawsze  była  nocnym  markiem,  ale  czasami  lubi  się  wcześniej  połoŜyć.  – 

Umilkł, a po chwili dorzucił: – Chyba powinienem juŜ iść.   

Barbara skinęła głową.   

– Czuję się kompletnie bezsilny – westchnął.   

– Masz w sobie siłę i miłość. Poradzisz sobie. – Ścisnęła go za rękę i czule pocałowała w 

background image

usta. – A kiedy juŜ się z tym uporasz, staniecie się sobie bliscy jak nigdy dotąd.   

Odprowadziła Richarda do drzwi.   

– Pamiętaj, Ŝe istnieje genialny wynalazek zwany telefonem. Daj mi znać, jak ci poszło.   

Skinął głową i obdarzył ją ostatnim pocałunkiem na dobranoc.   

Zaraz po jego wyjściu Barbara połoŜyła się do łóŜka. Próbowała trochę poczytać, ale nie 

potrafiła  się  skupić,  bo  głowę  wciąŜ  miała  zajętą  Richardem  i  Missy.  Pewnie  juŜ  zdąŜył 

wrócić do domu i lada chwila będzie rozmawiał z córką.   

Natarczywy  dźwięk  telefonu  przerwał  jej  rozmyślania.  Z  sercem  pełnym  niepokoju 

podniosła słuchawkę i powiedziała: „Halo!” 

– Missy śpi jak suseł – odezwał się Richard. – Wobec tego nie będę jej budził. Jutro z nią 

porozmawiam.   

–  MoŜe  to  i  lepiej  –  stwierdziła  Barbara.  –  Będziesz  miał  więcej  czasu,  Ŝeby  sobie 

wszystko przemyśleć.   

–  Wracam  do  ciebie,  Barbaro.  Wyglądaj  przez  okno,  Ŝeby  mnie  wpuścić.  Nie  chcę 

dzwonić, Ŝeby ten wściekły pies znowu nie dostał szału.   

– Teraz? O tej porze? 

–  Wszystko  załatwiłem.  Moja  sąsiadka,  Cynthia  Munoz,  ta,  którą  widziałaś  na  meczu, 

zanocuje  u  mnie  na  wypadek,  gdyby  Missy  się  obudziła.  Zgodziła  się  chętnie,  bo 

wyświadczyłem jej niejedną przysługę.   

–  Aha.  –  Barbara  natychmiast  przypomniała  sobie  potęŜnego  męŜczyznę  na  wózku 

inwalidzkim.   

–  Mógłbym  zostać  do  rana,  tylko  będę  musiał  wrócić,  zanim  Missy  się  obudzi  – 

powiedział Richard. – Słuchaj, Barbaro, jeŜeli nie chcesz, Ŝebym teraz przyjeŜdŜał, po prostu 

mi powiedz. Ale jesteś mi tak bardzo potrzebna. Pragnę być z tobą. Przez całą noc.   

Otworzyła mu drzwi w nocnej koszuli, wyciągnęła rękę i zaprowadziła prosto do sypialni. 

Richard rozebrał się i połoŜył obok Barbary.   

– Dziś w nocy nie będziesz miała ze mnie zbyt wiele poŜytku – ostrzegł ją. – Chcę tylko, 

Ŝ

ebyś ze mną była.   

Przysunęła się do niego i wtuliła policzek w zagłębienie jego ramienia.   

– MoŜesz być spokojny, nigdzie się nie wybieram – mruknęła.   

Bo i dokąd miałaby się wybierać, skoro leŜała w ramionach Richarda.   

background image

ROZDZIAŁ 13 

 

– Richardzie! – Barbara pocałowała go w policzek.   

– Richardzie! – powtórzyła głośniej, całując w drugi.   

– Ricky! 

Powoli  otworzył  oczy  i  nieprzytomnie  rozejrzał  się  wokoło.  Kiedy  przypomniał  sobie, 

gdzie jest, uśmiechnął się.   

– Musisz wstawać – usprawiedliwiała się Barbara. Richard leniwie się przeciągnął.   

– Wcale nie miałam ochoty cię budzić. Tak spokojnie spałeś. – Nawet nie drgnął, kiedy 

rozdzwonił się budzik i Barbara wstała do łazienki.   

– Miałem dobre towarzystwo – mruknął półprzytomnie.   

– Jak to miło otworzyć oczy i zobaczyć cię obok siebie – powiedziała. – A potem sobie 

przypomnieć, jak cudownie mi się zasypiało przy twoim boku.   

Richard objął ją i mocno przytulił.   

–  I  tak  właśnie  ma  być.  Tak  będzie.  Jestem  tego  pewny.  Mówił  z  przekonaniem,  które 

wzruszyło Barbarę. Nagle poczuła, Ŝe budzi się w nim namiętność.   

–  Trzeba  było  nastawić  budzik  pół  godziny  wcześniej  –  szepnął,  kryjąc  twarz  w  jej 

włosach.   

Barbara udała zdziwienie.   

– A po co? 

– Tak czy inaczej, zostało nam jeszcze parę minut. Nie zmarnujmy ich.   

– Jak sobie Ŝyczysz – roześmiała się Barbara.   

DuŜo później, wygodnie rozparta na poduszkach, patrzyła na ubierającego się Richarda.   

– Czy coś jest nie tak? – zaniepokoił się.   

– Nie – odparła z uśmiechem. – Wszystko w porządku. Tak właśnie ma być.   

Richard przysiadł na brzegu łóŜka i ujął jej rękę.   

– TeŜ tak mówiłem, pamiętasz? 

Odpowiedziała  uśmiechem.  Na  moment  pogrąŜyli  się  w  marzeniach  o  wspólnej 

przyszłości. Niestety, wkrótce musieli wrócić na ziemię.   

– Zatrzymam dziś Missy w domu – stwierdził Richard.   

–  Nie  chcę  odwlekać  naszej  rozmowy  aŜ  do  popołudnia,  a  gdyby  szła  do  szkoły, 

zostałoby nam za mało czasu.   

–  To  chyba  dobry  pomysł.  Nie  będziesz  musiał  się  spieszyć,  a  Missy  spokojnie  moŜe 

opuścić jeden dzień.   

Richard westchnął i znuŜonym wzrokiem spojrzał na Barbarę.   

– Wiesz, na co mam największą ochotę? Z powrotem znaleźć się w twoim łóŜku i zostać 

w nim cały dzień.   

– Prędzej czy później musiałbyś z niego wyjść i stawić czoło rzeczywistości. Im szybciej 

to zrobisz, tym lepiej.   

Skinął głową i z ponurym wyrazem twarzy podniósł się z łóŜka.   

background image

– Będę o tobie myślała – zapewniła go Barbara. – Zadzwoń do mnie do szkoły, jak tylko 

będziesz miał okazję.   

Jedyną odpowiedzią było posępne skinienie głową.   

Przez cały dzień Barbara była kompletnie wytrącona z równowagi. Oczekując telefonu od 

Richarda,  z  kaŜdą  godziną  bardziej  się  zdenerwowała.  Dawno  minęło  południe,  a  wciąŜ  nie 

było Ŝadnych wieści. Po szkole wróciła do domu i dalej czekała, pełna niepokoju.   

Telefon odezwał się dopiero po piątej.   

– Co z Missy? – krzyknęła, gdy tylko rozpoznała głos Richarda.   

– Wszystko w porządku.   

– Tak długo nie dzwoniłeś. Bałam się, Ŝe coś się stało. Chciałam nawet zatelefonować do 

doktor Scofield i spytać, czy Missy nie pojechała do szpitala.   

– Nie wydaje ci się, Ŝe natychmiast bym cię zawiadomił? 

Barbara głęboko westchnęła.   

– Przepraszam. Niepotrzebnie wpadłam w panikę.   

– Właśnie wróciliśmy z Missy do domu. Spędziliśmy cały dzień na plaŜy.   

–  Wydajesz  się  taki...  –  Nie  mogła  znaleźć  odpowiedniego  słowa.  Rozluźniony? 

Rozradowany? – Jak wam poszło? – zapytała.   

– Bardzo dobrze, ale nie chcę mówić o tym przez telefon. MoŜesz tu przyjechać? Missy 

teŜ chciałaby być przy naszej rozmowie.   

– Do ciebie do domu? 

– Będzie nam miło móc cię gościć – powiedział z Ŝartobliwą powagą.   

Barbara była tak zaskoczona nagłą zmianą nastroju Richarda, Ŝe myślała o tym nie tylko 

przez całą drogę, ale nawet gdy dzwoniła do drzwi jego domu. Kiedy Richard wychodził od 

niej  o  wpół  do  siódmej  rano,  sprawiał  wraŜenie  człowieka  idącego  na  ścięcie.  A  teraz  był 

taki... radosny? To było za słabe określenie...   

Otworzyli  jej  oboje.  Richard  uśmiechał  się.  Missy  powitała  ją  uściskiem,  a  potem 

zaprowadziła  do  salonu,  oddzielonego  szklaną  ścianą  od  osławionego  patia  starszej  pani 

Benson.  Barbara  usiadła  na  sofie  obok  Missy,  starając  się  nie  myśleć  o  pewnej  niefortunnej 

randce Richarda.   

Zapadła cisza. Nikt się nie spieszył, Ŝeby zacząć rozmowę. Barbara zauwaŜyła na stoliku 

zdjęcia dziecka, oprawione w nowe, błękitne ramki.   

Milczenie przedłuŜało się. Patrząc na córkę i ojca, Barbara odniosła wraŜenie, Ŝe rozsadza 

ich  chęć,  by  jak  najprędzej  podzielić  się z  nią  najświeŜszymi  wiadomościami.  Wreszcie,  nie 

mogąc juŜ znieść napięcia, z zachęcającym uśmiechem zwróciła się do Missy: 

– Słyszałam, Ŝe wybrałaś się dziś na wagary i spędziłaś cały dzień na plaŜy.   

Missy nieśmiało się uśmiechnęła.   

–  Nigdy  by  mnie  pani  o  to  nie  podejrzewała,  prawda?  Nie  mieliśmy  dziś  Ŝadnych 

klasówek i oczywiście postaram się wszystko nadrobić.   

– Chcieliśmy się oderwać na chwilę od tego wszystkiego – powiedział Richard. – A poza 

tym dawno juŜ odkryłem, Ŝe najlepiej rozmawia nam się na plaŜy.   

– Nie puściłam pary z ust – zwróciła się Barbara do dziewczyny konspiracyjnym szeptem. 

background image

Napięcie narastało. Znowu zapadło milczenie.   

– Odbyłem z Missy powaŜną rozmowę – przemówił w końcu Richard. – Nareszcie wiele 

zrozumiała.   

Dziewczyna w milczeniu skinęła głową.   

– Missy podjęła pewną bardzo waŜną decyzję. Czy chcesz sama o tym powiedzieć? 

Znów  przytaknęła  i  zerknęła  na  Barbarę.  Miała  oczy  przestraszonego  dziecka.  Po  raz 

kolejny  Barbara  zdała  sobie  sprawę,  Ŝe  mimo  zaawansowanej  ciąŜy  Missy  wciąŜ  była 

niedojrzała.   

–  Nie  dorosłam  jeszcze  do  tego,  Ŝeby  zostać  matką  –  cicho  powiedziała  Missy.  –  Chcę 

być wolna, umawiać się  z przyjaciółmi, a potem  wyjechać na studia.  Kiedyś,  w przyszłości, 

kiedy  będę  starsza  i  spotkam  właściwego  człowieka,  wyjdę  za  mąŜ  i  będę  miała  dzieci.  Ale 

dopiero wtedy, kiedy będę na to przygotowana.   

Richard i Barbara znacząco spojrzeli sobie w oczy.   

– Wydaje mi się, Ŝe podjęłaś bardzo dojrzałą decyzję, kochanie – odezwała się Barbara.   

–  Chcę,  Ŝeby  moje  dziecko  zaadoptował  ktoś  naprawdę  wyjątkowy  –  ciągnęła  dalej 

Missy.   

Richard zachęcająco skinął głową. Wtedy zwróciła się do Barbary.   

–  Chcę,  Ŝeby  to...  pani  adoptowała  moje  dziecko.  –  Łza  stoczyła  jej  się  po  policzku.  – 

Pani i tatuś.   

Barbara poczuła, Ŝe i jej łzy napływają do oczu. Popatrzyła na Richarda. Uśmiechnął się 

przepraszająco i rozłoŜył ręce.   

– Wyszło szydło z worka. Missy juŜ wszystko o nas wie.   

–  Ach  –  zająknęła  się  Barbara  –  Ach...  –  Nic  lepszego  nie  przyszło  jej  do  głowy. 

Zarzuciła Missy ręce na szyję i wreszcie dała upust łzom.   

– Nikomu innemu bym go nie oddała – rozszlochała się Missy. – Pani będzie wspaniałą 

matką. Och, proszę, będę. taka szczęśliwa, jeŜeli pani się zgodzi! 

Długo płakały, trzymając się w objęciach, aŜ wreszcie Barbara otarła łzy i powiedziała: 

– Chciałabym porozmawiać z twoim ojcem w cztery oczy. Chyba nie masz nic przeciwko 

temu? 

Dziewczyna energicznie potrząsnęła głową.   

– SkądŜe. Pewnie macie sobie wiele do powiedzenia. Gdybyście mnie potrzebowali, będę 

w swoim pokoju.   

Zabrzmiało to bardzo dorośle, wręcz protekcjonalnie. Barbara z uśmiechem patrzyła, jak 

Missy wychodzi z salonu. Przez chwilę nie odrywali od siebie wzroku, jakby zobaczyli się po 

raz pierwszy w Ŝyciu, potem Barbara wzięła głęboki oddech i zapytała: 

– Powiedziałeś jej o nas? 

– ZdąŜyliśmy juŜ poruszyć wszystkie inne tematy. Mówiliśmy o Christine i... – przerwał, 

Ŝ

eby zebrać myśli – i o adopcji. O tak zwanej otwartej adopcji, kiedy matka dziecka moŜe się 

spotykać  z  przybranymi  rodzicami.  I  wtedy  Missy  stwierdziła:  „Wiesz  co,  tato,  chciałabym, 

Ŝ

eby pani Wilson miała męŜa”.   

– Tak powiedziała? Richard skinął głową.   

background image

– Kompletnie mnie zamurowało, a kiedy odzyskałem głos, spytałem dlaczego. A ona na 

to: „Bo wtedy mogłaby zaadoptować moje dziecko”.   

Twarz  Richarda  rozjaśniła  się  ciepłym  uśmiechem.  Barbara  poczuła,  Ŝe  oczy  znów  ma 

pełne łez. Siedzieli tak blisko siebie, niemal się dotykając, a mimo to wciąŜ wydawało jej się, 

Ŝ

e dzieli ich zbyt wielki dystans.   

–  Wyjaśniła  –  mówił  dalej  Richard  –  Ŝe  ty  rozumiesz,  co  to  znaczy  być  matką,  zawsze 

pragnęłaś mieć dzieci i gdybyś była zamęŜna, mogłabyś zaadoptować jej dziecko.   

Ze wzruszenia Barbara nie mogła znaleźć słów. Richard kontynuował: 

–  Skoro  tak  się  jakoś  złoŜyło,  Ŝe  mieliśmy  dzień  mówienia  prawdy,  naturalną  koleją 

rzeczy  wyznałem:  „Barbara  była  nie  tylko  moją  szkolną  koleŜanką.  Byliśmy  w  sobie 

zakochani.  A  kiedy  się  znowu  spotkaliśmy,  okazało  się,  Ŝe  nadal  nam  na  sobie  zaleŜy,  więc 

poprosiłem ją, Ŝeby za mnie wyszła”.   

Barbara z wysiłkiem przełknęła ślinę.   

– A... A co ona na to? 

– Była zaskoczona.   

– Tak myślę.   

– Chciała koniecznie wiedzieć, czy powiedziałaś „tak” 

– roześmiał się Richard. – A potem rzuciła mi się na szyję i uznała, Ŝe to cudownie. Nasza 

rozmowa znowu zeszła na temat  adopcji i Missy spytała,  czy,  według mnie, zgodziłabyś się 

zaadoptować jej dziecko i czy w tej sytuacji ja nie miałbym nic przeciwko temu.   

Barbara wstrzymała oddech. Serce głucho biło jej w piersi.   

– Co jej odpowiedziałeś? – spytała szeptem.   

– śe na pewno będziesz zachwycona tym pomysłem.   

– Przerwał na chwilę, a potem zapytał: – I co ty na to? 

–  Od  początku  wiesz,  jak  bardzo  cierpiałam  na  myśl  o  tym,  Ŝe  Missy  miałaby  oddać 

dziecko obcym ludziom – odparła Barbara, starając się mówić spokojnie.   

– Czy to znaczy, Ŝe będziemy rodzicami? 

–  To  zaleŜy  od  ciebie  –  szepnęła.  Jeszcze  nie  mogła  w  to  wszystko  uwierzyć.  CzyŜby 

Richard teŜ pragnął zatrzymać to dziecko? 

– Dlaczego ode mnie? 

– Jeszcze wczoraj wizja małego dziecka w domu wydała ci się przeraŜająca.   

– PrzecieŜ to mój wnuk, Barbaro! Moja krew! Myślisz, Ŝe mógłbym się go wyrzec? 

–  Nie  wyrzec  się  dziecka  i  pragnąć  go,  to  jeszcze  nie  to  samo.  Rodzicielstwo  to 

obowiązek jak małŜeństwo. Zgadzam się pod warunkiem pełnej współpracy.   

Wzrok  Richarda  powędrował  ku  błękitnym  ramkom.  Na  moment  jego  oczy  stały  się 

podejrzanie szkliste. Gwałtownie zamrugał.   

– Przyzwyczaiłem się do tego małego człowieczka. Chcę widzieć, jak będzie dorastał.   

–  To  będzie  adopcja  w  najprawdziwszym  tego  słowa  znaczeniu.  Staniemy  się  jego 

rodzicami, a Missy będzie jego siostrą. Mam nadzieję, Ŝe to zrozumie.   

– Ona to świetnie rozumie. Rozmawialiśmy juŜ o tym. UwaŜa, Ŝe to najlepsze wyjście. I 

ja teŜ jestem tego zdania.   

background image

Spojrzeli sobie w oczy.   

–  Tak  być  powinno,  Barbaro.  Kiedy  urodziła  się  Missy,  moje  przedwczesne  ojcostwo 

dało  mi  mało  radości.  Myślę,  Ŝe  wiele  straciłem.  Tym  razem  jestem  znacznie  lepiej 

przygotowany – emocjonalnie, materialnie i na wszystkie moŜliwe sposoby.   

– Jesteś tego pewny? – WciąŜ bała się uwierzyć, Ŝe to prawda.   

–  Tym  razem  będę  dzielił  to  doświadczenie  z  kimś,  kogo  kocham.  A  poza  tym  – 

uśmiechnął  się  –  Missy  wkrótce  wyjedzie  na  studia.  Dziecko,  które  prędzej  czy  później 

będziemy mieli, musi mieć towarzystwo.   

– Chcesz mieć ze mną dziecko? 

Richard obrzucił ją wymownym spojrzeniem.   

– Myślisz, Ŝe Ŝeniąc się z tobą i wiedząc, jak bardzo pragniesz dziecka, mógłbym ci tego 

odmówić? Musiałbym nie mieć serca.   

–  Nawet  nie  myślałam...  –  Barbara  poczuła,  Ŝe  cała  drŜy.  –  Nie  chciałam  poruszać  tego 

tematu,  kiedy  byłeś  tak  przejęty  sprawami  Missy.  A  zresztą  i  tak  byłam  pewna,  Ŝe  nie 

zechcesz zaczynać wszystkiego od nowa.   

– I mimo to zgodziłaś się wyjść za mnie za mąŜ? 

–  PrzeŜyłam  zbyt  wiele  lat  bez  ciebie,  Ŝeby  teraz  odrzucić  taką  szansę.  Zanim  znowu 

pojawiłeś się w moim Ŝyciu, zdąŜyłam się juŜ pogodzić z myślą, Ŝe nie będę miała dzieci. – 

Spojrzała  mu  prosto  w  oczy.  –  Wolę  spędzić  resztę  Ŝycia  jako  twoja  Ŝona  i  macocha  Missy 

niŜ Ŝyć samotnie, marząc o dziecku.   

– Teraz będziesz miała wszystko, o czym marzyłaś.   

Serce  Barbary  było  zbyt  przepełnione  radością,  by  mogła  usiedzieć  spokojnie  bodaj 

chwilę dłuŜej. Poderwała się, wyciągając ręce do Richarda.   

–  Jak  myślisz,  czy  kobieta,  która  będzie  miała  wszystko,  moŜe  jeszcze  dostać  całusa? 

Bo... – zająknęła się ze wzruszenia – bo bardzo mi tego potrzeba.   

Richard wstał i rozpostarł ramiona.   

– Daj tatusiowi buzi, kochanie! 

– Och, Richardzie! 

W  tych  dwóch  słowach  zawarła  wszystko  –  miłość,  radość  i  nadzieję,  które  miały  im 

odtąd towarzyszyć przez całe Ŝycie.   

– JuŜ lepiej? – spytał Richard po chwili. ‘ 

– Uhm – mruknęła. – Czegoś jednak brakuje, Ŝeby było idealnie.   

– Czego? 

– Raczej kogo. Naszej Missy.   

– I to juŜ wszystko? – roześmiał się, a potem surowym tonem zawołał: – Missy, chodź no 

tutaj! Ale juŜ! 

Zjawiła  się  w  pół  sekundy.  Z  jej  oczu  wyzierał  strach.  Richard  uśmiechnął  się  do  niej z 

czułością.   

– Twoja nowa mama ma ochotę nas wszystkich uściskać.   

Missy podbiegła i objęła ich. Przez chwilę stali w milczeniu, tuląc się do siebie i wspólnie 

przeŜywając radość bycia we troje.   

background image

– Czy to znaczy, Ŝe jesteśmy teraz rodziną? – spytała Missy.   

–  Tak!  –  jednocześnie  wykrzyknęli  Richard  i  Barbara,  a  potem  nagle  wybuchnęli 

ś

miechem.   

– To mi się podoba – stwierdziła Missy. – Nawet bardzo.   

background image

EPILOG 

 

Kiedy pierwsze krople Ŝelu kapnęły na skórę Barbary, poruszyła się i głośno westchnęła.   

– EjŜe! PrzecieŜ nawet nie jest zimny – zauwaŜył lekarz, smarując jej obnaŜony brzuch.   

– Jestem trochę zdenerwowana – wyznała Barbara.   

– Ma pani prawo – powiedział lekarz. – W końcu nie co dzień po raz pierwszy ogląda się 

buzię swojego dziecka.   

Nagle drzwi otworzyły się z hałasem.   

–  A  co  to  takiego?  –  roześmiał  się  lekarz.  –  Rodzinka  w  komplecie?  Chyba  zacznę 

sprzedawać bilety! 

Do gabinetu weszła Missy, a za nią Richard z chłopcem na ręku.   

– JuŜ najwyŜszy czas! – zwróciła się do nich Barbara z Ŝartobliwym wyrzutem.   

Chłopczyk ze śmiechem złapał Richarda za nos.   

– No, no! – Barbara pokręciła głową. – Ty mały łobuzie! 

– Uhuu! – powtórzyło dziecko.   

Barbara z westchnieniem wzniosła oczy do nieba.   

– Jak my sobie poradzimy z dwójką? 

–  Będziemy  ich  kochać  –  odparł  Richard  z  promiennym  uśmiechem  –  i  łykać  masę 

witamin.   

–  Teraz  poszukam  buzi  –  powiedział  lekarz.  –  Ręka  nam  trochę  zasłania.  Musimy 

poczekać, aŜ maleństwo odwróci się w naszą stronę.   

Barbara,  Richard  i  Missy  z  natęŜeniem  wpatrywali  się  w  migoczący  ekran.  Barbara 

chwyciła Missy za rękę.   

– Jest! – triumfalnie obwieścił lekarz. – Oczy, nos i usta! 

–  Och!  –  westchnęła  Barbara.  –  Och,  Richardzie,  Missy,  popatrzcie  na  to!  Widzisz  tę 

buzię, Willy? To twój mały braciszek albo siostrzyczka.   

– MoŜna rozpoznać płeć? – dopytywała się Missy.   

–  Zaraz  zobaczymy  –  powiedział  lekarz.  Na  ekranie  ukazały  się  rączki,  potem  nóŜki.  – 

Jest! – zawołał. – Będziesz miał brata, młody człowieku.   

– Chłopak! – Richard uśmiechnął się z satysfakcją. – Co o tym sądzisz, Willy? 

– Dzidzi tu! – Chłopczyk poklepał Barbarę po brzuchu. Jego błękitne oczy, tak podobne 

do oczu Missy, Ŝywo zalśniły.   

– Masz rację – przyznał Richard. – Mama ma w brzuchu dzidziusia.   

– Willy kocha dzidzi – z powagą oświadczył chłopczyk.   

– Wszyscy je kochamy  – powiedziała Barbara. – Kochamy twojego braciszka tak samo, 

jak kochamy Missy i ciebie, Willy.   

– Teraz muszę przeprowadzić pomiary. MoŜe pani odczuwać pewien ucisk – wtrącił się 

lekarz, ale nikt nie zwrócił na niego uwagi.   

–  Dwóch  urwisów  w  domu!  To  będzie  istne  pandemonium!  –  roześmiał  się  Richard.  – 

Missy, nie przeniosłabyś się na bliŜszą uczelnię? Mogłabyś wtedy zostać z nami i trochę nam 

background image

pomagać.   

– Nie ma mowy! – stwierdziła Missy. – JeŜeli to będzie taki sam łobuz jak Willy, nie da 

się przy nim uczyć! 

Richard i Barbara roześmiali się, ale Missy nagle spowaŜniała.   

– Cieszę się, Ŝe zrobiłaś USG przed moim wyjazdem.   

– ZaleŜało mi na tym – powiedziała Barbara. – W końcu to twój brat.   

– Mogłabym dostać jego komputerowe zdjęcie? – spytała Missy. – Postawiłabym je obok 

naszej rodzinnej fotografii. – Spojrzała na Barbarę i z wymownym uśmiechem ścisnęła ją za 

rękę. – Chcę codziennie patrzeć na obu moich braciszków.   

Następnego  ranka  Richard  i  Barbara  z  Willym  stali  w  progu  domu,  machając  Missy  na 

poŜegnanie. Kiedy jej wyładowany po dach samochód zniknął im z oczu, Richard powiedział: 

– Wiem, Ŝe Missy robi to, co dla niej najlepsze. Mimo to będzie mi jej brakowało.   

Barbara przytuliła się do niego.   

– Co prawda mamy Willy’ego, ale bez niej dom będzie taki pusty.   

– Nie tak znowu pusty... – nagle przerwał, a po chwili ciągnął dalej: – Kiedy pomyślę, jak 

pusty byłby, gdybym cię nie spotkał, włos jeŜy mi się na głowie.   

–  Ale  jednak  mnie  znalazłeś  –  powiedziała  Barbara.  –  I  mamy  Willy’ego,  i  to 

maleństwo...   

Richard połoŜył dłoń na jej zaokrąglonym brzuchu.   

– O, tak – przyznał z uśmiechem – ale oni kiedyś dorosną i pójdą własną drogą. A ty i ja...   

– JuŜ nigdy więcej nie będziemy trwonić energii na próŜne Ŝale i rozmyślania, Ŝe mogło 

być inaczej – dokończyła za niego Barbara.   

– To dziwne – stwierdził Richard – straciliśmy tyle czasu, a jednak w końcu dostaliśmy 

od Ŝycia wszystko, o czym marzyliśmy. Wszystko, z wyjątkiem tych lat, które bezpowrotnie 

przeminęły. Jak myślisz, czy...? 

– Czy co? – spytała.   

– Czy nie dlatego tym bardziej cenimy szczęście, którym los nas teraz obdarzył? 

– Na pewno – powiedziała Barbara.   

– TeŜ tak myślę – przytaknął Richard.   

– No to pozostał nam juŜ tylko jeden mały problem – stwierdziła Barbara.   

– Jaki znowu problem? – zaniepokoił się Richard.   

–  Musimy  podjąć  decyzję,  które  z  nas  ma  odebrać  Willy’emu  jego  nową  zabawkę.  – 

Barbara  głową  wskazała  kąt  podwórza,  gdzie  Willy  z  zaczerwienioną  z  wysiłku  buzią 

usiłował odkręcić kran.   

– O, nie! Tym razem ci się to nie uda! – stwierdził Richard. – Willy! – krzyknął i rzucił 

się w stronę dziecka, ale było juŜ za późno. Kurek ustąpił, a Willy porwał wąŜ ogrodniczy i 

zaczął  nim  energicznie  wymachiwać  w  powietrzu.  Nim  Richardowi  udało  się  dopaść  malca, 

wyrwać mu wąŜ i zakręcić wodę, byli przemoczeni do nitki.   

– Tata mokry! – zachichotał Willy, kryjąc się w bezpieczne ramiona ojca.   

– O, tak, bardzo mokry – ze śmiechem przyznała Barbara, patrząc na zdegustowaną minę 

Richarda. – Ale i tak go kochamy, prawda, Willy? 

background image

– Willy kocha tatę. Mama kocha tatę – powtórzył chłopczyk, a Barbara powaŜnie skinęła 

głową.   

Ociekająca  wodą  twarz  Richarda  rozjaśniła  się  uśmiechem,  pełnym  ojcowskiej  dumy  i 

miłości.   

Biedny Richard. Miał takie miękkie serce. I chyba właśnie dlatego tak bardzo go kochała.