G
LENDA
S
ANDERS
WIARA, NADZIEJA, MIŁOŚĆ
PROLOG
Pocałunek wyraŜał zaproszenie. Richard nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości.
Kobieta prowokacyjnie przylgnęła do niego całym ciałem, wsunęła mu język do ust i zaczęła
nim poruszać w niedwuznacznym rytmie. Kiedy wreszcie oderwała wargi, lekko odchyliła
głowę i pytająco spojrzała mu w oczy.
Niczego takiego nie planował. Nie był teŜ do końca pewny, czy tego chciał. Z wysiłkiem
przypomniał sobie jej imię, obco brzmiące w jego uszach, i spróbował je wypowiedzieć.
Mocniej naparła na niego biodrami.
– Chyba nie chcesz mi powiedzieć, Ŝe cię to nie interesuje?
Nie próbował się wypierać. Jego wygłodzone ciało mimowolnie go zdradziło. JuŜ od
ponad roku nie miał kobiety. A jednak milczał, speszony tym, Ŝe wszystko zdawało się
przebiegać zbyt łatwo.
Wtedy nastąpił ostateczny atak.
– JeŜeli boisz się odpowiedzialności, biorę pigułki. A poza tym przyniosłam środki
zabezpieczające.
Musiał mieć bardzo nieufną minę, bo dorzuciła:
– Dziwi cię to? Jesteś przystojnym facetem. Podobasz mi się, a ja – uśmiechając się,
wymownie zakołysała biodrami – teŜ chyba nie jestem ci obojętna.
Richard wciąŜ milczał.
– PrzecieŜ jesteśmy parą dojrzałych, odpowiedzialnych ludzi. I do tego bez zobowiązań.
Więc w czym problem? Dlaczego nie mielibyśmy miło spędzić czasu?
Nie była piękna, ale na pewno bardzo atrakcyjna. WciąŜ czuł na podniebieniu jej
wyrafinowany, draŜniący pocałunek.
Ponad rok...
Wreszcie odpowiedział, ale nie słowami. Pochylił głowę i brutalnie wtargnął do wnętrza
jej ust. Poczuł, Ŝe jej ręce zaczynają go rozbierać. Błyskawicznie rozpiął jej bluzkę i w
sekundę później jego dłonie spoczęły na obnaŜonych piersiach.
Przenieśli się na kanapę. JeŜeli przedtem miał jeszcze jakieś zahamowania, pozbył się ich
ostatecznie wraz z resztą ubrania. W końcu, czyŜ nie jest tylko człowiekiem?
Byli tak pochłonięci sobą, Ŝe nie usłyszał ani odgłosu otwieranych drzwi, ani cichych
kroków. Otrzeźwił go dopiero pełen przeraŜenia okrzyk:
– Tatusiu!
Uniósł głowę. Kątem oka dostrzegł znikającą dziewczęcą sylwetkę.
ROZDZIAŁ 1
Dziewczyna siedząca naprzeciw psycholog Barbary Wilson była ubrana w dŜinsy,
rozciągniętą bluzę i tenisówki. Miała miłą, niemal dziecinną buzię i szeroko rozstawione
błękitne oczy. Długie falujące włosy opadały jej na ramiona, a grzywka, ułoŜona za pomocą
pianki, sterczała nad czołem jak koguci grzebień. Siedziała zgarbiona, ze spuszczoną głową,
kurczowo ściskając w palcach pasek duŜej dŜinsowej torby. Odpowiadała monosylabami na
pytania i jak dotąd ani razu nie podniosła wzroku.
Nazywała się Missy Benson. Miała szesnaście lat i spodziewała się dziecka.
– ZłoŜyłaś podanie o indywidualny program do końca semestru – powiedziała Barbara.
– Uhm. – Mruknięciu towarzyszyło głębokie, bolesne westchnienie.
Dziewczyna sprawiała wraŜenie, jakby coś ją gnębiło. Barbara była tego niemal pewna.
Nie znała jej zbyt dobrze, ale kiedy poprzednio rozmawiały, wydawała się znacznie bardziej
kontaktowa.
– Czy to lekarz kazał ci ograniczyć zajęcia? – spytała Barbara.
Missy potrząsnęła głową.
– Termin porodu został wyznaczony na połowę czerwca – ciągnęła Barbara. – JeŜeli nie
masz jakichś powaŜnych kłopotów zdrowotnych, moŜesz chodzić do szkoły do końca
semestru. Wybrałabyś sobie zajęcia przed południem albo po obiedzie i w kaŜdej chwili
mogłabyś odpocząć w gabinecie pielęgniarki.
Milczenie.
Uporczywe
milczenie
nastolatki.
Odwieczna
zmora
rodziców
i
wychowawców. Barbara odczekała chwilę i dopiero kiedy nabrała pewności, Ŝe Missy nie ma
zamiaru odpowiedzieć, zapytała:
– Nie wydaje ci się, Ŝe będziesz się nudzić w domu? Missy wzruszyła ramionami, jakby
jej to nie obchodziło, ale Barbara podejrzewała, Ŝe było inaczej.
– Wstydzisz się? – spytała łagodnie.
– Coś w tym rodzaju.
Barbara odczekała jeszcze chwilę, a potem powiedziała:
– Większość twoich kolegów i koleŜanek i tak juŜ wie o ciąŜy, prawda? – Wiadomość
dotarła do Barbary pocztą pantoflową na tydzień przed tym, nim podanie Missy trafiło na jej
biurko.
– Chyba tak – szepnęła Missy.
To juŜ było coś więcej niŜ mruknięcie. Barbara zaczęła być dobrej myśli.
– Na początku pewnie było ci cięŜko, ale teraz, kiedy wszyscy juŜ się z tym pogodzili, nie
będzie tak źle.
Dziewczyna słuchała w milczeniu.
– Nie wolisz być tutaj, wśród kolegów, niŜ ukrywać się w domu?
Kolejne cięŜkie westchnienie. Odczekała moment, a potem ni to stwierdziła, ni to spytała:
– To nie był twój pomysł, Ŝeby zostać w domu, prawda? Nagle Missy zasypała ją lawiną
słów.
– Mój tata mówi, Ŝe wszyscy będą się ze mnie śmiali i Ŝe będę się głupio czuła.
– A co ty o tym sądzisz?
– Myślę, Ŝe on ma rację. Będę gruba i mogę wyglądać śmiesznie.
Barbara obdarzyła ją uśmiechem, którym miała nadzieję dodać dziewczynie otuchy.
– MoŜe rzeczywiście trochę śmiesznie pod sam koniec. JeŜeli twoi przyjaciele będą się z
ciebie śmiali – mam na myśli twoich prawdziwych przyjaciół – to będą tylko takie
dobroduszne Ŝarty. Jak wtedy, kiedy masz nieudaną fryzurę albo poplamisz sobie bluzkę
sosem do spaghetti.
Missy poruszyła się na krześle. Nieomylny znak, Ŝe mimo wszystko słuchała. I myślała.
– Młodzi ludzie powinni trzymać się razem – dorzuciła Barbara. – W towarzystwie
rówieśników poczujesz się o wiele lepiej.
Missy wciąŜ milczała, wpatrzona we własne ręce.
– Im dłuŜej będziesz poza szkołą, tym trudniej będzie ci potem wrócić do szkolnej rutyny
– przekonywała Barbara. – Zostań. Nie chcesz spróbować?
Missy przygryzła dolną wargę.
– Zawsze moŜesz zmienić zdanie, gdybyś poczuła się gorzej albo była zbyt zmęczona.
– Ale mój tata...
– Czy próbowałaś powiedzieć ojcu, co o tym myślisz?
Dziewczyna, zgnębiona, potrząsnęła głową. Barbara westchnęła.
– Tak właśnie sądziłam. Jestem pewna, Ŝe twój ojciec chce cię tylko chronić, ale rodzice
nie zawsze wiedzą, jak to robić. Zwłaszcza w trudnych sytuacjach. MoŜe gdyby dowiedział
się, co czujesz i znał opinię specjalistów...
Po raz pierwszy dziewczyna podniosła wzrok i ich oczy się spotkały.
– Mogłaby pani z nim porozmawiać, pani Wilson? On panią wysłucha.
Barbara uśmiechnęła się.
– Z przyjemnością porozmawiam z twoim ojcem, Missy.
Dziewczyna szepnęła „dziękuję”. Barbara poczuła ukłucie w sercu. Wstała i obeszła
biurko.
– Nie mogę zrobić nic więcej, dopóki się z nim nie spotkam. Postaram się to
zorganizować jak najprędzej.
Missy poderwała się, gotowa do ucieczki. Jest taka młoda, pomyślała Barbara, taka
wraŜliwa. I do tego tak przeraźliwie osamotniona.
– Wiesz co, Czasami potrzebujemy tylko jednego – móc się do kogoś przytulić. Czułaś
kiedyś coś podobnego?
– Och, proszę pani! – Dziewczyna ze szlochem rzuciła się jej w ramiona. – Mój tata
uwaŜa, Ŝe jestem okropna.
Barbara objęła ją i zaczęła kołysać jak małe dziecko.
– Na pewno jest przygnębiony – powiedziała, gładząc dziewczynę po plecach – ale to nie
znaczy, Ŝe uwaŜa cię za okropną. Prawdopodobnie sam jest przeraŜony.
– PrzeraŜony? – Missy uniosła głowę i grzbietem dłoni otarła oczy.
– Nie wiedziałaś, Ŝe rodzice teŜ mogą być przeraŜeni? – spytała Barbara, podając jej
pudełko chusteczek do nosa.
– Pragną chronić swoje dzieci. Nie chcą, Ŝeby im się przytrafiło coś złego. A kiedy coś
takiego się wydarzy, są na siebie wściekli, Ŝe nie potrafili temu zapobiec. I to ich przeraŜa.
Nie tylko twój świat wywrócił się do góry nogami. Świat twojego ojca takŜe.
Missy wzięła chusteczkę.
– On się mnie wstydzi.
– Powiedział ci to?
– Nie musiał. – Głośno wytarła nos. – On nie chce, Ŝeby ktokolwiek mnie widział.
Barbara znów uściskała Missy.
– Jestem pewna, Ŝe ojciec chce dla ciebie jak najlepiej. On po prostu nie zdaje sobie
sprawy, jak wyrozumiali są twoi przyjaciele. Spróbuję mu to wyjaśnić.
– Dziękuję – szepnęła Missy.
– Mam nadzieję... – Barbara przerwała, Ŝeby zebrać myśli. – Są sytuacje, w których
rodzicom niełatwo porozumieć się z dziećmi. Czasami krzyczą, zamiast rozmawiać, albo w
ogóle nic nie mówią, bo tak jest wygodniej. Chciałabym, Ŝebyś spróbowała porozmawiać z
ojcem i opowiedziała mu o wszystkim, co czujesz.
Missy wyprostowała się, zaczerpnęła tchu, a potem skinęła głową.
Dobrze rozumiała dziewczynę, jej zmieszanie i rozpacz. Przypuszczała, Ŝe Missy ani
przez chwilę nie wierzyła, Ŝe rozmowa z ojcem cokolwiek jej da.
– Missy – powiedziała, kładąc dziewczynie rękę na ramieniu – jeŜeli będziesz chciała z
kimś porozmawiać albo po prostu przytulić się do kogoś, moŜesz zawsze do mnie przyjść.
Chcę, Ŝebyś o tym wiedziała.
– Dziękuję pani.
– Czasami mogę być zajęta. Będziesz wtedy musiała zaczekać kilka minut. Powiesz pani
Dinker, Ŝe jesteś na mojej specjalnej liście, a ja przyjmę cię o kaŜdej porze.
– Dziękuję pani.
– W końcu po to tu jestem – mruknęła Barbara. Kiedy Missy czmychnęła z gabinetu,
Barbara odchyliła się w krześle i westchnęła. Udzielanie porad cięŜarnym uczennicom
kompletnie ją wyczerpywało. Były takie młode, zagubione, niedoświadczone, a Ŝycie
wymagało od nich przedwczesnej dojrzałości.
Co za ironia losu. Dla tych dziewcząt ciąŜa była tragedią. Barbara, samotna i bezdzietna,
uwaŜała ciąŜę za błogosławieństwo, którego los jej poskąpił.
W swoim czasie bardzo chciała mieć dziecko. Dennis takŜe sobie tego Ŝyczył. W końcu
to było ogólnie przyjęte, a Dennis zawsze robił to, co było ogólnie przyjęte.
Nigdy jednak nie udało jej się zajść w ciąŜę, a wszelkie nadzieje na dziecko rozwiały się
wraz z rozpadem jej małŜeństwa oraz w ciągu pięciu pustych lat, które potem nastąpiły.
W trzydziestym piątym roku Ŝycia Barbara nie mogła narzekać na brak zajęć. Szybko się
przekonała, Ŝe było mnóstwo młodych ludzi spragnionych Ŝyczliwego słowa, obiektywnej
porady czy bodaj przyjaznego uścisku. Miała całą szkołę pełną uczniów, z których większość
będzie jej prędzej czy później potrzebować. A jednak to dojmujące pragnienie własnego
dziecka wciąŜ tkwiło gdzieś w głębi jej serca i napełniało ją smutkiem, ilekroć patrzyła na
niemowlaki albo na dziewczyny czy kobiety w powaŜnym stanie.
Potrząsnęła głową i sięgnęła po teczkę Missy Benson. Jedenasta klasa. Wzorowa
uczennica. Od trzech lat członek rady uczniowskiej. Śpiewa w szkolnym chórze. Matka nie
Ŝ
yje. Ojciec: Richard Benson. Pośrednik handlu nieruchomościami.
Richard Benson! Barbara poczuła, Ŝe krew odpływa jej z twarzy. Czy to nie śmieszne?
Zareagowała jak jedna z jej podopiecznych! PrzecieŜ w całym kraju są setki Richardów
Bensonów. W lokalnej ksiąŜce telefonicznej będzie ich z tuzin. Nic nie przemawiało za tym,
Ŝ
e ojciec Missy to ten sam Richard Benson sprzed lat, z oddalonego o setki kilometrów
małego miasteczka w Georgii. A jednak... Szybko obliczyła w myślach, Ŝe córka Richarda
powinna mieć prawie siedemnaście lat. A więc jest w wieku Missy. Co będzie, jeŜeli się
okaŜe, Ŝe to jednak ten sam człowiek?
Z westchnieniem ukryła twarz w drŜących dłoniach. Potem głęboko zaczerpnęła tchu i
zmusiła się do obiektywnej oceny sytuacji. PrzecieŜ świat nie przestanie się kręcić tylko
dlatego, Ŝe przyjdzie jej stanąć twarzą w twarz z dawnym chłopakiem. Nawet jeŜeli...
Nawet jeŜeli kochała go kiedyś całym sercem i był jej tak bliski jak nikt na świecie. A
jego pocałunki sprawiały, Ŝe ziemia kołysała się pod stopami. Nawet jeŜeli złamał jej serce.
Richard Benson był kimś więcej niŜ tylko jej chłopakiem, ale nigdy nie zostali
kochankami i ta świadomość bolała ją i prześladowała nawet po latach.
Gdyby wtedy pozwoliła Richardowi na wszystko... IleŜ to razy zastanawiała się nad tym.
JakŜe inaczej ułoŜyłoby się jej Ŝycie, gdyby miała dość odwagi, Ŝeby mu się oddać.
Ich miłość mogła wciąŜ trwać. Mogli się pobrać, mieć dzieci, na zmianę wstawać do nich
w nocy. Mogli wspólnie zmagać się z domowym budŜetem i spędzać zimowe noce wtuleni w
siebie pod olbrzymią kołdrą w małŜeńskim łoŜu.
Nie byłoby złamanych serc, gniewu, Ŝalu, rozmyślania o tym, Ŝe mogło być inaczej. Nie
byłoby Dennisa Wilsona i tych lat, w czasie których starała się robić to, czego od niej
oczekiwano. Nie byłoby przygnębiających wizyt u lekarza i rozpaczliwych prób, Ŝeby począć
dziecko. Nie byłoby kłótni ojej pracę, nie byłoby rozwodu.
Gdyby tylko pozwoliła Richardowi na wszystko... Odrzuciła tę myśl, wyprostowała się i
zaczęła przeglądać akta w poszukiwaniu numeru telefonicznego Richarda Bensona.
Gdy podała recepcjonistce w Agencji Bensona swoje nazwisko i poprosiła o rozmowę, jej
głos brzmiał juŜ prawie całkiem normalnie.
Kiedy zadzwonił wewnętrzny telefon, Richard Benson zajęty był studiowaniem umowy.
– Tak, Margaret, o co chodzi? – zapytał.
– Co prawda Ŝyczył pan sobie, Ŝebym odbierała wszystkie telefony do pana, ale mam na
linii panią Wilson ze szkoły Missy – poinformowała recepcjonistka. Richard poczuł nagły
skurcz Ŝołądka. Ze szkoły Missy?
O BoŜe! A jeŜeli Missy źle się poczuła?
– Porozmawiam z nią – powiedział, wciskając przełącznik. – Mówi Richard Benson –
warknął do słuchawki.
– Dzień dobry panu... – Barbara przełknęła ślinę. Szczerze mówiąc, nie była w stanie
stwierdzić, czy to ten sam głos, którego tak się obawiała. – Tu Barbara Wilson, szkolny
psycholog.
– Czy Missy dobrze się czuje?
– Tak – odparła Barbara. Pańska córka ma się wprost fantastycznie, dodała ironicznie w
duchu. – Właśnie wyszła z mojego gabinetu. Nie ma powodu do obaw – dorzuciła.
MęŜczyzna odetchnął z ulgą.
– Przeglądałam podanie Missy. Chciałabym je z panem przedyskutować. Czy mógłby pan
przyjść jutro do szkoły na jakieś pół godziny?
Czy pozwoli mi pan na siebie popatrzeć, abym się mogła przekonać, czy to ta sama twarz,
którą mam w oczach od siedemnastu lat? – Tego pytania nie wypowiedziała na głos.
Richard odetchnął. Tak naprawdę nie był w stanie odpręŜyć się do końca od momentu, w
którym Missy zakomunikowała mu, Ŝe chyba jest w ciąŜy.
– Najbardziej odpowiadają mi godziny poranne – powiedział.
– Ósma trzydzieści?
– Wspaniale.
Barbara zamarła. Czas nagle się cofnął. Oto znów siedziała w starym mustangu. Richard
rozpiął jej bluzkę. Był pierwszym chłopcem, któremu pozwoliła obejrzeć swoje piersi.
– Wspaniałe – wyszeptał bez tchu.
Ósma trzydzieści teŜ wspaniale mu odpowiadała.
– Wobec tego do zobaczenia jutro rano – rzuciła szorstko i drŜącą ręką odłoŜyła
słuchawkę.
– Teraz juŜ wszystko wiesz – powiedziała sama do siebie.
W drodze do domu wstąpiła do drogerii po pastę do zębów. Zazwyczaj kupowała tu
tańsze mydła i proszki do prania. Kiedy dotarła do kasy, ze zdumieniem spojrzała na
zawartość koszyka. Drogi balsam do włosów, olejek do kąpieli, tusz do rzęs i szminka.
Tusz to jeszcze nic dziwnego. Skończył jej się parę tygodni temu i jakoś dotąd nie
znalazła czasu, Ŝeby kupić nowy. W zasadzie do pracy się nie malowała. Jutro miała się
jednak spotkać z Richardem Bensonem. Dlatego teraz kupowała tusz – i ciemnoróŜową
szminkę w kolorze bluzki, którą zawsze nosiła do popielatego kostiumu. Co zresztą innego
mogła jutro włoŜyć, nie wzbudzając podejrzeń? Nie mówiąc juŜ o tym, Ŝe w tym właśnie
kostiumie było jej najbardziej do twarzy.
A zresztą, to chyba bez znaczenia.
Marszcząc brwi, patrzyła na kasjera, który po kolei przesuwał jej zakupy na taśmie. Kogo
właściwie chciała oszukać? ZadrŜała na myśl o jutrzejszym spotkaniu. MoŜe dlatego, Ŝe jej
znajomość z Richardem zakończyła się w tak niemiły, bolesny sposób? A moŜe dlatego, Ŝe
zakończyła się bezpowrotnie i nieodwołalnie?
– Tak bardzo cię pragnę, Barbaro – szeptał bez tchu, kiedy odsuwała jego rękę od suwaka
dŜinsów.
– Wiem – szepnęła z rozpaczą. – Ale... boję się. Nie jestem jeszcze gotowa.
Wtedy odezwał się jakimś złym, zdesperowanym głosem:
– MoŜe powinienem sobie poszukać kogoś, kto jest juŜ gotowy. Dziewczyny, która wie,
jak zadowolić męŜczyznę.
Te słowa dotknęły ją do Ŝywego. Przełknęła łzy i dumnie uniosła głowę.
– JeŜeli tego właśnie chcesz... Proszę bardzo, znajdź sobie kogoś innego.
– MoŜe tak zrobię.
– No to zrób.
– Jesteś tego pewna?
– Jasne. Sam wiesz najlepiej, czego chcesz. MęŜczyzna... Miał niespełna dziewiętnaście
lat. Teraz Barbara była w stanie pojąć komizm jego słów. W sumie śmieszna historia – gdyby
nie to, Ŝe jej wspomnienie do dziś tak bolało.
Richard znalazł sobie kogoś innego. Christine, znaną głównie z tego, Ŝe świetnie
wiedziała, jak pocieszyć sfrustrowanych męŜczyzn. Przyprowadził ją na mecz piłki noŜnej.
Plotka rozeszła się błyskawicznie. Richard rzucił Barbarę! A ona przyszła sama, pewna,
Ŝ
e się pogodzą i wszystko znów będzie dobrze.
Nie miała wiadomości o Richardzie aŜ do Gwiazdki, kiedy wziął ślub z Christine, Ŝeby
dać nazwisko ich dziecku. Później dowiedziała się, Ŝe urodziła się im córeczka i Ŝe Richard
rzucił studia i poszedł do pracy.
Następnego roku Barbara wyjechała do college’u. Tam właśnie poznała Dennisa. Nie był
tak namiętny jak Richard. Nie wzbudzał w niej gwałtownych uczuć. Dlatego bez obaw
zgodziła się z nim spotykać. I z tej samej przyczyny później się z nim rozwiodła.
A teraz okazuje się, Ŝe Richard teŜ mieszka w Orlando. Co za zbieg okoliczności!
Zjawiła się w szkole wcześniej niŜ zwykle. Wolała być w znajomym otoczeniu. Szczerze
mówiąc, bała się nieoczekiwanego spotkania
na korytarzu.
Teraz siedziała za biurkiem, starannie uczesana, umalowana i uperfumowana, nerwowo
rozwaŜając wszystkie warianty rozmowy. Była tak spięta, Ŝe nie pozwoliła sobie nawet na
filiŜankę kawy.
Siedemnaście lat... On moŜe być gruby i łysy...
Co powie? Co ona powinna powiedzieć?
A jeŜeli jej nie rozpozna? Jak ma się wtedy zachować? Czy ma z uśmiechem wspomnieć:
– A tak przy okazji, dawniej nazywałam się Simmons.
A moŜe nie powinna nic mówić? MoŜe lepiej, Ŝeby niczego nie zauwaŜył?
Mój BoŜe, a co jeŜeli wyjawi mu, kim jest, a on nie będzie mógł jej sobie nawet
przypomnieć?
A jeśli jednak ją pozna i wszystko będzie tak jak siedemnaście lat temu?
Sama juŜ nie wiedziała, który z tych wariantów najbardziej ją przeraŜał.
Richard pojawił się pięć minut przed czasem. Nie był gruby. I nie był teŜ łysy. To był ten
sam Richard, tylko trochę starszy. I niestety, Barbara musiała to przyznać, czas pracował na
jego korzyść.
Zmarszczki przydały jego twarzy wyrazistości, a włosy, kiedyś spłowiałe od słońca, stały
się ciemniejsze. Trochę przytył, za to nabrał powagi, której brakowało mu, gdy był chudym
nastolatkiem.
Tak czy inaczej, rozpoznała go od razu.
On teŜ ją poznał. Mogła nawet dokładnie określić, w którym momencie. Wszedł do jej
gabinetu i powiedział:
– Pani Wil...
Na chwilę zamilkł zaskoczony, potem jakby odzyskał zdolność mówienia i dokończył:
– Mój BoŜe! Barbara?
– Witaj, Richardzie!
ZdąŜyła juŜ zapomnieć, jak kiedyś na nią patrzył. A moŜe mając siedemnaście lat, była
zbyt niewinna, Ŝeby odczuć zmysłowość jego spojrzenia?
Przyglądali się sobie przez chwilę, która Barbarze wydała się wiecznością. Napięcie
zdawało się rozsadzać ściany pokoju. Oddychali z najwyŜszym trudem.
Richard otrząsnął się pierwszy.
– Mogłaś mnie uprzedzić – powiedział.
ROZDZIAŁ 2
Barbara...
Ilekroć nachodziły go wspomnienia, Barbara jawiła mu się w nich taką, jaką ją widział po
raz ostatni. A przecieŜ od tamtej pory minęło siedemnaście lat.
Była teraz kobietą dojrzałą, lecz wciąŜ piękną. Jej włosy, stylowo ułoŜone, zachowały
dawny połysk i na pewno były równie miękkie jak kiedyś.
Trochę przytyła, ale te dodatkowe kilogramy przydały jej kobiecości. A jej zielone oczy...
Były dokładnie takie same – ogromne i pełne wyrazu. W ich głębi czaił się lęk, mimo Ŝe
się uśmiechała.
– Nie miałam pewności – powiedziała.
– śe sobie ciebie przypomnę?
– Nie, Ŝe jesteś tym samym Richardem Bensonem.
– Nazywasz się teraz inaczej, Barbaro. Cień smutku przemknął przez jej twarz.
– Byłam zamęŜna.
– Byłaś?
– Moje małŜeństwo się rozpadło.
– Tak mi przykro. – Naprawdę było mu przykro. BoŜe, jak ktoś na tyle mądry, Ŝeby się
oŜenić z Barbarą, mógł być jednak takim głupcem, Ŝeby się z nią rozwieść?
– To stara sprawa – powiedziała.
Zapadła cisza. Wreszcie Barbara wskazała krzesło po przeciwnej stronie biurka.
– Musimy porozmawiać o Missy.
Richard zacisnął zęby. Jego usta wyglądały teraz jak blada kreska. Dlaczego akurat
Barbara? Jakim ojcem musiał być w jej oczach? Co myślała o nim siedemnaście lat temu,
kiedy porzucił ją dla jakiejś hipiski tylko dlatego, Ŝe nie chciała się z nim przespać?
Nagle poczuł się nagi, bezbronny i pozbawiony godności. Jak rycerz, którego wróg
zaskoczył bez miecza i zbroi. Spojrzał na Barbarę zastanawiając się, jak mógł, choć przez
chwilę, porównywać ją do wroga. Bo w jej oczach nie dostrzegł potępienia, tylko Ŝyczliwą
troskę.
Otworzyła teczkę, szybko przejrzała papiery i uśmiechnęła się.
– Missy to bardzo miła dziewczyna.
Wzruszył ramionami. Do czego ona zmierza? O ileŜ łatwiej byłoby mu rozmawiać z obcą
osobą. Za duŜo o nim wiedziała.
– Mam tu jej podanie. Dlaczego uwaŜasz, Ŝe powinna uczyć się w domu?
– Missy jest bardzo dobrą uczennicą – odparł. – Nie chcę, Ŝeby ta... sytuacja negatywnie
odbiła się na jej maturze.
Barbara skinęła głową.
Profesjonalny gest, pomyślał. Zupełnie jak lekarz, któremu pacjent wylicza objawy
swojej choroby.
– Ona chce iść na studia – dorzucił.
– Z jej stopniami nie będzie miała z tym najmniejszego problemu.
Wyczuwając wahanie w głosie Barbary, Richard zapytał:
– Czy są jakieś przeciwwskazania do nauki w domu?
– Nie. Raczej wątpliwości. Nie jestem pewna, czy to jest najlepsze wyjście dla Missy.
Richard przygładził włosy i machinalnie zaczął masować sobie kark.
– Nie chcę, Ŝeby straciła semestr.
– Nie ma Ŝadnych powodów, Ŝeby tak się stało – stwierdziła Barbara. – JeŜeli dziecko nie
urodzi się przedwcześnie, Missy moŜe uczyć się ze swoją klasą do końca roku szkolnego.
– Ale ona będzie... – Richard westchnął zgnębiony. – Wiesz, co mam na myśli. Nie
chciałbym, Ŝeby się czuła skrępowana.
– Wolisz, Ŝeby się wstydziła?
– Nie rozumiem.
– Czy zastanowiłeś się kiedyś nad tym, co sugerujesz Missy, kaŜąc się jej ukrywać?
– O BoŜe! – Richard oddychał z trudem. – Nie mam pojęcia, co robić. Chcę ją chronić,
ale...
– Nie da się chronić dzieci, kiedy stają się dorosłe. MoŜe raczej powinieneś ją wspierać.
– To teŜ mi nie wychodzi – wyznał z rozpaczą.
– Na pewno robisz to lepiej, niŜ ci się wydaje – zapewniła go Barbara. – W przeciwnym
wypadku nie zjawiłbyś się tutaj. A i Missy nie byłaby taka, jaka jest, gdybyś postępował
niewłaściwie.
Moja córka nie znalazłaby się w takiej sytuacji, gdybym był lepszym ojcem, pomyślał
Richard z goryczą.
– UwaŜasz, Ŝe Missy powinna nadal uczęszczać do szkoły?
– Tak. Missy będzie się teraz zmieniać nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. JeŜeli
będziesz ją zmuszać, Ŝeby się ukrywała, gotowa pomyśleć, Ŝe się jej wstydzisz.
– Ale koledzy...
– Badania wykazały, Ŝe młodzieŜ często słuŜy wsparciem i pomocą rówieśnikom w takiej
sytuacji. Poza tym, im mniej Missy odejdzie od szkolnej rutyny, tym łatwiej będzie jej do niej
powrócić po urodzeniu dziecka. MoŜe to zabrzmi absurdalnie, ale w całym tym nieszczęściu
Missy ma to szczęście, Ŝe termin porodu nie przypada w czasie roku szkolnego.
– Masz rację – przyznał Richard z goryczą. – To rzeczywiście brzmi absurdalnie.
– Rozmawiałam z Missy i myślę, Ŝe wolałaby brać udział w lekcjach.
– Ale ona nie ma pojęcia, jak to będzie, kiedy zrobi się gruba jak balon.
Barbara roześmiała się. Richard był taki naiwny!
– OkaŜ jej trochę zaufania. W dzisiejszych czasach młodzieŜ wie znacznie więcej niŜ my
w ich wieku. – Pochyliła się w jego stronę. – Posłuchaj, Richardzie, jeŜeli pozwolisz jej
chodzić do szkoły, będzie mogła w kaŜdej chwili zmienić zdanie i odejść. A na razie niech się
uczy ze swoją klasą.
Richard zmarszczył brwi i zamyślił się. Oczywiście postąpi zgodnie z jej poradą. W
końcu to ona jest ekspertem, a on...
Westchnął głęboko. On sam nie był Ŝadnym ekspertem. Gdyby było inaczej, nie
siedziałby tu, rozmawiając ze szkolnym psychologiem na temat dalszej nauki swojej
brzemiennej córki.
Barbara patrzyła na niego ze zrozumieniem. Mimo upływu lat i innej fryzury była taka
sama jak zawsze. Dobra. Współczująca. Nic dziwnego, Ŝe wybrała pracę z młodzieŜą. Nagle
zapragnął dowiedzieć się, jak potoczyło się jej Ŝycie, odkąd stracił ją z oczu. Z takim
przekonaniem mówiła o obowiązkach rodzicielskich, ale sama chyba nie mogła mieć dziecka
w wieku Missy.
– Masz dzieci? – zapytał.
– Nie. Próbowaliśmy, ale... – Gdyby nie znał jej tak dobrze, pewnie przeoczyłby cień
smutku w jej oczach.
– Szkoda – powiedział. Uśmiechnęła się.
– Mam za to mnóstwo dzieci w tym budynku. Richard skinął głową. Pewnie zajmowała
się trudnymi uczniami, tak jak ktoś, kto zbiera bezdomne szczenięta. Barbara znów zajrzała
do dokumentów.
– Mam tu informację, Ŝe matka Missy nie Ŝyje. Richard spuścił wzrok.
– Zginęła w wypadku samochodowym, kiedy Missy miała siedem lat.
– To straszne!
– Przed wypadkiem Missy nie widziała matki kawał czasu, a jednak bardzo to przeŜyła. –
Zamilkł i przełknął ślinę. – Zawsze wierzyła, Ŝe na skutek jakiejś cudownej przemiany
Christine zacznie wreszcie postępować jak prawdziwa matka. Kiedy zginęła, te nadzieje
ostatecznie się rozwiały.
– Ty i Christine...
– Macierzyństwo niewiele ją obchodziło. A bycie Ŝoną – jeszcze mniej.
– Przykro mi, Ŝe tak ci się nie udało. Richard roześmiał się z goryczą.
– To bardzo wielkodusznie z twojej strony.
– To było dawno temu, Richardzie. – Barbara wyprostowała się. – Byliśmy jeszcze
dziećmi.
Zapadła krępująca cisza. Wreszcie Barbara odezwała się łagodnym tonem:
– Nigdy nie Ŝyczyłam ci źle, Richardzie.
– Wiem. Zresztą nawet nie musiałaś. Ja sam jestem winien własnemu nieszczęściu.
– Za to masz Missy.
– Tak – westchnął i pomyślał, Ŝe choć starał się jak mógł, nie radził sobie z obowiązkami
rodzicielskimi, podobnie jak nie potrafił umiejętnie postępować z Ŝoną.
– Czy Missy utrzymuje bliŜszy kontakt z jakąś kobietą? Czy jest jakaś osoba, której ufa?
Richard potrząsnął głową.
– Nie. Od czasu... – zaczerpnął tchu – do zeszłego roku mieszkała z nami moja matka. To
ona wychowywała Missy, odkąd Christine odeszła. Ale nawet gdyby tu była, nie sądzę, Ŝeby
Missy zwróciła się do niej. Moja matka...
– Jeśli dobrze pamiętam, twoja matka nie była szczególnie liberalna.
– Więc rozumiesz, w czym problem.
– To całkiem normalne, Ŝe młodzieŜ w tym wieku odsuwa się od rodziców. Przy róŜnicy
dwóch pokoleń przepaść bywa jeszcze większa.
Na chwilę umilkła. Znowu wpada w ten swój profesjonalny ton, pomyślał Richard.
– Missy potrzebuje teraz kogoś, z kim mogłaby swobodnie porozmawiać. A poniewaŜ w
waszym domu nie ma Ŝadnej kobiety, powinniście się zwrócić do poradni rodzinnej.
– Pomówię z nią o tym – obiecał Richard.
– Dobrze. – Barbara z westchnieniem odchyliła się w krześle. – Zawsze mam opory,
doradzając coś takiego. Ludzie niechętnie decydują się na wizytę w poradni. Cieszę się, Ŝe w
twoim przypadku jest inaczej.
– Zgodzę się na wszystko, co będzie dobre dla Missy.
– To oczywiste. – Kiedy patrzyła na niego, wszystko stawało się oczywiste: rozpacz i
poczucie winy, miłość do córki i troska o nią, wreszcie świadomość, Ŝe nie jest w stanie
rozwiązać jej problemów. KaŜdego dnia spotykała się z rodzicami, którzy mieli większe czy
mniejsze kłopoty. Sytuacja Richarda Bensona była szczególna, poniewaŜ musiał samotnie
borykać się z własnymi problemami.
– SłuŜę listą poradni, gdyby Missy się zdecydowała. MoŜecie teŜ spytać waszego lekarza
– powiedziała, siląc się na słuŜbowy ton.
– Twoje referencje są wystarczające. Pracujesz z młodzieŜą.
Barbara skinęła głową i wyjęła z szuflady jakąś broszurę.
– Kiedy podejmiecie decyzję, daj mi znać. JeŜeli tylko będzie wam potrzebna moja
pomoc, nie wahaj się... – przerwała i podejrzliwie spojrzała na Richarda. Patrzył na nią i
uśmiechał się.
– Czy coś przeoczyłam?
– Nie. Po prostu wciąŜ trudno mi uwierzyć, Ŝe to ty siedzisz za tym biurkiem.
– Zwykły zbieg okoliczności – uśmiechnęła się Barbara.
– Powinnaś być w holu i wyjmować ksiąŜki z szafki numer dwa-dwa-cztery, a nie
udzielać porad w gabinecie.
– Dwa-dwa-cztery? Ciągle pamiętasz numer mojej szafki?
– Bo sam miałem dwa-dwa-sześć. Zapomniałaś?
– Nie. A potem zdałeś maturę i zostawiłeś mnie na pastwę jakiegoś idioty, który dostał
szafkę po tobie.
Na chwilę zatonęli we wspomnieniach. W końcu Richard potrząsnął głową.
– Czy naprawdę którekolwiek z nas myślało, Ŝe kiedyś dorośniemy?
– Nie mieliśmy wyboru – stwierdziła ze smutkiem Barbara. – Piotruś Pan to tylko mit.
Jej imię. Jej głos, który draŜnił mu zmysły i budził wspomnienia... Wspomnienia tak nie
na miejscu w tym gabinecie, gdzie udzielała porad rodzicom uczniów.
Barbara zerknęła na zegarek.
– Mam kolejne spotkanie – powiedziała, czując się jak tchórz. – JeŜeli jest jeszcze coś...
Podniósł się. Machinalnie wyciągnął rękę.
– Dziękuję ci za to, Ŝe pomagasz Missy.
Kiedy poczuł jej dłoń, mocno zacisnął wokół niej palce.
– Mój BoŜe, Barbaro, kto by pomyślał, Ŝe wpadniemy na siebie tutaj, kilkaset kilometrów
od naszego rodzinnego miasteczka?
– Przyjaciele nazywają mnie teraz Barb – powiedziała.
– A mnie Rick. Roześmiała się cicho.
– Chyba rzeczywiście staliśmy się dorośli. Niechętnie puścił jej rękę.
– Masz umówioną kolejną wizytę.
– Daj mi znać, gdy juŜ coś postanowicie.
Richard skinął głową i wyszedł. Nogi miał jak z ołowiu.
Barbara odczekała, aŜ zniknie za drzwiami, a potem jakby zapadła się w krześle. Musiała
odreagować jego wizytę. Często zastanawiała się nad tym, co by poczuła, gdyby znowu
spotkała Richarda.
A teraz się spotkali i nagle wszystko stało się jasne.
Jakby znów miała szesnaście lat i była szaleńczo zakochana.
To minie, zapewniała samą siebie. To tylko przepojone nostalgią wspomnienia. Wkrótce
będzie po wszystkim i sama będzie się z siebie śmiała.
Tak, wkrótce... Za kolejne siedemnaście lat...
Tymczasem czekają masa roboty. W końcu rodzice zawsze będą potrzebowali porady.
Teraz teŜ juŜ siedzą pod drzwiami gabinetu.
Przez cały dzień Richard zaprzątał jej myśli. TakŜe wieczorem. I w nocy. WciąŜ
rozpamiętywała magię ich związku i gorycz jego zdrady. A przed oczami miała jego twarz:
zgnębioną sfrustrowaną naznaczoną poczuciem winy. Nie mogła teŜ przestać rozmyślać o
Missy – wraŜliwej, pozbawionej matki dziewczynie, która była córką Richarda.
Tylko jednego pytania Barbara starała się sobie nie zadawać. Czyjej dziecko z Richardem
wyglądałoby jak Missy?
Następnego ranka Barbarze parokrotnie przemknęło przez głowę, Ŝe Richard moŜe
zadzwonić, by poinformować, co Missy postanowiła w sprawie wizyty w poradni. Nie
spodziewała się jednak, Ŝe zobaczy jego nazwisko na liście rodziców umówionych na
przedpołudnie. Zdziwiona wyjrzała do poczekalni. Richard natychmiast poderwał się i
podszedł do niej.
– Będziesz mogła mnie przyjąć? Dosłownie na minutę. Ich oczy się spotkały.
– JeŜeli moŜesz zaczekać...
– Dobrze. Poczekam. Później, w gabinecie, spytała:
– Nie masz nic przeciwko temu, Ŝe będę jadła podczas naszej rozmowy? – Wyjęła z
szuflady zawiniętą w papier kanapkę, paczkę chipsów i jabłko.
– Nie miałem zamiaru pozbawiać cię przerwy na lunch.
– Nie po raz pierwszy jem przy biurku. I pewnie nie po raz ostami. Rozgość się. To nie
jest normalny posiłek.
Richard zdjął marynarkę i powiesił ją na oparciu krzesła. Barbara rzuciła mu jabłko jak
baseballową piłeczkę. Schwycił je, obejrzał uwaŜnie i zapytał:
– Kusi mnie pani, pani Wilson?
– Staram się tylko być uprzejma. Poczęstowałabym cię kanapką, ale moŜesz zjeść coś w
drodze do biura, a ja nie mogę się stąd ruszyć.
– Szkoda, Ŝe o tym nie wiedziałem. Przyniósłbym ci zapiekankę i truskawki w
wiklinowym koszyczku.
Jej śmiech zabrzmiał naturalnie i szczerze.
– Ile razy jadłeś zapiekankę na lunch?
– Raz czy dwa razy w Ŝyciu – odpowiedział z udaną powagą.
Nie stracił poczucia humoru, pomyślała. To wciąŜ ten sam Richard. Richard, który złamał
jej serce. Gdy sobie to uświadomiła, łzy stanęły jej w oczach.
– Rozmawiałem z Missy – odezwał się po chwili.
– I co powiedziała?
– Zgadza się, ale pod pewnym warunkiem. Barbara, zaskoczona, odłoŜyła kanapkę.
– Pod jakim warunkiem?
– śe to ty weźmiesz ją pod swoją opiekę.
– Ja? PrzecieŜ...
Richard wzruszył ramionami.
– Dlatego do ciebie przyszedłem. Nie wiem, jaka jest procedura, ale Missy... – Westchnął
głęboko. – Ona chce rozmawiać tylko z tobą. Nie zgadza się na nikogo obcego. Powiedziałem
jej, Ŝe muszę ciebie o to zapytać.
– Ale ja nie mam licencji. Nie pracuję w poradni, tylko w szkole.
– Oczywiście zapłacę ci.
– Nie chodzi o pieniądze. Jak w ogóle moŜna brać pieniądze za coś takiego?
– PrzecieŜ problem Missy nie polega na tym, Ŝe ma mordercze skłonności.
– Tu, w szkole, nie mogę zapewnić Missy takiej opieki, jaka jest jej w tej chwili
potrzebna.
– Ale ona dobrze się z tobą czuje – perswadował Richard.
– MoŜe udałoby nam się coś zorganizować raz czy dwa razy w tygodniu.
– Dziękuję – rzucił Richard z ulgą.
Popatrzyła na niego wyczekująco, ale on tylko potrząsnął głową.
– Po prostu... dziękuję ci. Czasami jestem bardziej skołowany niŜ moja córka.
Barbara uśmiechnęła się pobłaŜliwie.
– Missy jest młoda, a brak doświadczenia to błogosławieństwo młodości. Poczucie
rzeczywistości to przekleństwo rodziców.
Przyjął tę filozoficzną uwagę w milczeniu. W końcu wstał.
– Zająłem ci juŜ zbyt wiele czasu.
– Ale nie zdąŜyłeś nawet zjeść jabłka – zauwaŜyła. Popatrzył na jabłko, skrzywił się i
ostroŜnie połoŜył je na skraju biurka.
– Nie mógłbym przyjąć jabłka od nauczycielki. Barbara czuła, Ŝe powinna powiedzieć
coś dowcipnego albo przynajmniej sensownego, ale pod przenikliwym spojrzeniem Richarda
zabrakło jej nagle słów.
– To czyste szaleństwo – rzekł, wkładając w te trzy słowa całą swoją bezradność. –
Muszę się z tobą zobaczyć, ale nie tutaj. Gdzieś, gdzie będziemy mogli swobodnie
porozmawiać.
Barbara skinęła głową.
– Dziś wieczorem? – zapytał. – Wezmę cię na kolację.
– Przyjdź do mnie – powiedziała. – Tak będzie wygodniej. Ja coś przygotuję.
– Ciągle pieczesz te twoje pierniczki? – rozmarzył się nagle.
– Nie piekłam ich od lat – przyznała się – ale mam jeszcze gdzieś przepis.
W drodze do domu zatrzymała się przed supermarketem. Kupiła kakao i orzechy do
pierniczków. Wstąpiła teŜ do drogerii. Tym razem nie po tusz do rzęs.
ROZDZIAŁ 3
Pierniczki stygły na blasze. Ziemniaki, owinięte w papierowe serwetki, takŜe były
gotowe. Wystarczyło je tylko włoŜyć do kuchenki mikrofalowej. Piersi kurczaka moczyły się
w zalewie.
Barbara zanurzyła się w pachnącej wodzie. Po gorączce zakupów, gotowania i sprzątania
zarezerwowała sobie piętnaście minut na relaks.
Letnia kąpiel przynosiła ulgę i koiła nerwy, boleśnie napięte od chwili, w której
rozpoznała w słuchawce głos Richarda Bensona; odpręŜała, ale nie była w stanie przywrócić
spokoju i opanować gonitwy myśli.
Richard Benson przychodzi na kolację! Upiekła mu pierniczki. Jakby nie minęło
siedemnaście lat. Czuła się tak samo podekscytowana, znowu ściskało ją w Ŝołądku i była w
stanie najwyŜszej euforii jak zawsze przed jego wizytą. Nawet pierniczki piekła z tym samym
radosnym uczuciem, bo wiedziała, jak bardzo je lubił.
Próbowała sobie uświadomić, Ŝe nie jest juŜ nastolatką. Jest dorosła, ma prawie
trzydzieści pięć lat. A Richard to nie czarujący student, ale stroskany ojciec, którego córka
spodziewa się dziecka i tak bardzo potrzebuje kobiecej rady.
Z westchnieniem oparła głowę o brzeg wanny. Czemu na przykład nie wpadła na niego w
supermarkecie? Albo w zoo? Zajmował się sprzedaŜą nieruchomości – dlaczego nie spotkała
go, kiedy próbowała kupić dom? , Richard. Ilekroć zamykała powieki, miała przed oczami
jego twarz. WciąŜ ten sam, a jednak odmieniony – dojrzały i pewny siebie, a zarazem tak
bezradny, gdy chodziło o córkę. Jego córka. Kochana, wraŜliwa Missy, która uznała, Ŝe z
Barbarą łatwo się rozmawia.
Barbara miała nadzieję, Ŝe nigdy nie będzie Ŝałować decyzji, aby się zająć Missy.
Dziewczyna nie była przecieŜ niezrównowaŜona. Potrzebowała jedynie towarzystwa dojrzałej
kobiety, a Barbara zawsze miała słabość do dzieci spragnionych miłości i uwagi. Czy
powinna jednak angaŜować się tak bardzo akurat tym razem? W końcu chodzi o córkę
Richarda.
Córka Richarda... Los potrafi czasami być przewrotny. Ofiarował Richardowi dziecko,
którego nie chciał, w chwili kiedy nie był na to przygotowany, odmawiając jednocześnie
dzieci Barbarze, choć tak bardzo ich pragnęła. A teraz postawił na jej drodze Missy,
zmuszając Barbarę do przyjęcia delikatnej roli przyjaciółki i powiernicy.
MoŜe to nie była mądra decyzja, ale w przypadkach takich jak ten Barbara nigdy nie
kierowała się rozsądkiem. PrzecieŜ pomogłaby kaŜdemu, kto by tego potrzebował. A fakt, Ŝe
Missy była córką Richarda, czynił ją tylko jeszcze droŜszą jej sercu. Gdyby los ułoŜył się
inaczej...
Szybko odrzuciła tę myśl. Po co te wszystkie gdybania?
Dawno juŜ przebolała zdradę Richarda i miała swoje własne Ŝycie.
Niechętnie wypuściła wodę z wanny i zaczęła się wycierać puszystym ręcznikiem.
Richard powinien zjawić się wkrótce, a chciała dobrze wyglądać. Nie za dobrze, by nie
sprawiać wraŜenia, Ŝe włoŜyła w to zbyt wiele wysiłku, ale po prostu dobrze. Po dłuŜszym
namyśle zdecydowała się na czarne dŜinsy i koralowy golf. Obcisłe spodnie doskonale
podkreślały jej kobiecą figurę, a w czerwieni zawsze było jej do twarzy. Srebrny wisiorek w
kształcie serca, który dostała od rodziców na urodziny, stanowił eleganckie uzupełnienie
prostego stroju. Jeszcze tylko odrobina róŜu na policzki, ostatni ruch grzebieniem, i juŜ była
gotowa na przyjęcie Richarda.
UłoŜyła pierniczki na talerzu i zaczęła nakrywać do stołu, bezładnie przekładając serwetki
aŜ do chwili, kiedy dzwonek obwieścił przybycie Richarda. Z bijącym sercem podeszła do
drzwi.
Richard przyniósł kwiaty. Z nieśmiałym uśmiechem wręczył Barbarze bukiet
przewiązany wstąŜką.
– Nie byłem pewny, czy lubisz wino.
– Jakie piękne – powiedziała, kryjąc twarz w kwiatach. – Dziękuję.
Przeszli do kuchni. Barbara włoŜyła bukiet do wazonu. Potem zajęła się kolacją.
Wstawiła ziemniaki do kuchenki mikrofalowej. Z piekarnika rozchodził się smakowity
zapach kurczaka.
– Zawsze byłaś dobrą kucharką – stwierdził Richard.
– Nie wydaje mi się, Ŝeby odgrzewanie ziemniaków w kuchence mikrofalowej i pieczenie
kurczaków wymagało jakichś szczególnych kwalifikacji – odpowiedziała z uśmiechem. – A
tak przy okazji, chcesz czymś popić tego pierniczka, którego właśnie podkradłeś? MoŜe
szklankę mleka?
– Co? – spytał i roześmiał się. Za plecami, w zaciśniętej dłoni trzymał pierniczek. – Nie
będzie Ŝadnych kazań na temat psucia sobie apetytu?
– Nie jestem twoją matką – zauwaŜyła, sięgając do lodówki po karton mleka. – Poza tym,
nie przypominam sobie, Ŝeby cokolwiek było w stanie popsuć ci apetyt.
Richard odgryzł kawałek pierniczka, zamknął oczy i westchnął z zachwytem.
– Pyszne jak zawsze.
I nie chodzi tylko o pierniczki, pomyślał, biorąc z rąk Barbary szklankę mleka. Mleko,
pierniczki... i Barbara. Jej twarz, głos, dobroć i bezpośredniość sprawiły, Ŝe cofnął się do
czasów, kiedy wszystko wydawało się proste, dopóki nie popełnił straszliwej pomyłki.
Przez siedemnaście lat Ŝałował swej młodzieńczej nie przemyślanej decyzji.
Siedemnaście lat! Ojcostwo... śona, która nie nadawała się ani do małŜeństwa, ani do
macierzyństwa. Nieustanny wyraz potępienia w oczach matki. Ciągła pogoń za pieniądzem.
Poczucie winy w stosunku do wszystkich, których skrzywdził albo rozczarował. Łącznie z
nim samym. I z Barbarą...
Nie mógł zapomnieć jej pobladłej twarzy, kiedy zobaczyła go z Chnstine uwieszoną u
jego ramienia. Nie czul wtedy Ŝadnej satysfakcji. Nagle poraziła go świadomość, Ŝe popełnia
horrendalny błąd i, co gorsza, nie ma ochoty się z tego wycofać. Chnstine garnęła się do niego
i oznaczała seks. A Barbara... Barbara z tymi swoimi oczami zranionej łani juŜ raz go
odtrąciła. Pomyślał wtedy, Ŝe nadeszła pora, Ŝeby wreszcie zrozumiała, czego potrzebuje
męŜczyzna.
MęŜczyzna! Miał dziewiętnaście lat i za wszelką cenę chciał dowieść swojej męskości.
Tymczasem dowiódł wyłącznie głupoty.
– Wyglądają tak pięknie. – Barbara postawiła wazon z kwiatami na stole, nakrytym na
dwie osoby. Odwróciła się i omal nie zderzyła z Richardem. Odskoczyła z cichym okrzykiem,
a potem nerwowo się roześmiała.
– Przepraszam. Nie jestem przyzwyczajona do obecności drugiej osoby w kuchni.
Zwłaszcza do obecności Richarda Bensona. Miał metr osiemdziesiąt i był szczupły, ale w
tym małym pomieszczeniu wydawał się znacznie większy. Cofnęła się o krok, mimo to wciąŜ
czuła bijący od niego Ŝar.
Ich spojrzenia spotkały się na moment. Potem Richard uniósł brwi i mruknął:
– MoŜe lepiej ja popilnuję pierniczków, a ty zajmij się kolacją.
Kątem oka dostrzegła, Ŝe wziął następne ciastko. Uśmiechnęła się.
– Zawsze się zastanawiałam, czy je lubisz, czy tylko udajesz, Ŝeby sprawić mi
przyjemność.
– Tak jak ty udawałaś, Ŝe podoba ci się „Młody Frankenstein”?
– Wcale nie udawałam.
– Byliśmy na tym filmie sześć razy.
– Siedem – poprawiła go.
– Ale ty ani razu nie obejrzałaś go w całości. Co chwila ze strachu kryłaś twarz na mojej
piersi, a potem wmawiałaś mi, Ŝe film bardzo ci się podobał.
– Bo wiedziałam, Ŝe tobie się bardzo podobał, a nie chciałam, Ŝebyś poszedł do kina z
kimś innym – powiedziała. – Zwłaszcza z którymś z tych twoich kumpli. Potem godzinami
obgadywalibyście biust Teri Garr.
Richard wybuchnął śmiechem.
– Biust Teri Garr! PrzecieŜ tylko dlatego ciągle namawiałem cię na ten film, Ŝe tak się do
mnie tuliłaś. Czułem wtedy twoje piersi i z trudem zauwaŜałem jakąś Teri Garr na ekranie.
Barbara się zarumieniła. Richard, zaŜenowany swoim wyznaniem, wzruszył ramionami.
– W końcu miałem tylko dziewiętnaście lat. Wybuchnęli śmiechem.
Kiedy zadzwonił zegar mikrofalowej kuchenki, Barbara stwierdziła:
– Kolacja gotowa.
Usiedli. Richard błyskawicznie spałaszował wszystkie ziemniaki i trzy kurze piersi.
– ZdąŜyłem juŜ zapomnieć, jak smakuje domowa kuchnia – powiedział tonem
usprawiedliwienia, kiedy skończył.
– Zwłaszcza odkąd mama się wyprowadziła.
– A ty i Missy...?
– Nigdy nie nauczyliśmy się gotować. Mama miała taką manię. Kiedy gotowała, nie
wpuszczała nikogo do kuchni.
– Więc co wieczór jecie pizzę? – Barbara nie potrafiła nawet wyobrazić sobie czegoś
podobnego. Jednym z jej najwcześniejszych wspomnień była zabawa w kucharkę pod
czujnym okiem babci.
– Przyswoiłem sobie trudną sztukę gotowania klusek – wyjaśnił ironicznie Richard. –
Kupowaliśmy do nich róŜne gotowe sosy. A Missy nauczyła się tak smaŜyć hamburgery, Ŝeby
nie były surowe w środku i spalone z wierzchu. Ostatnio postanowiłem iść z duchem czasu i
kupiłem kuchenkę mikrofalową.
– Nie mieliście przedtem kuchenki?
– Missy twierdzi, Ŝe jesteśmy ostatnią rodziną w Ameryce, która sobie wreszcie kupiła
kuchenkę mikrofalową. Mama nie chciała się zgodzić. UwaŜała, Ŝe takie urządzenia są
radioaktywne.
– Dokąd wyjechała twoja matka? – spytała Barbara.
– Oczywiście nie musisz mi tego mówić.
– To nie tajemnica. Wuj zapadł na chorobę Alzheimera, więc pojechała do siostry, Ŝeby
jej pomóc w najcięŜszym okresie. Wuj zmarł zeszłego lata, a mama została u ciotki.
– Głęboko odetchnął. – Teraz podróŜują po Europie. Wyjechały na sześć tygodni.
– To wspaniale. Richard zawahał się.
– To chyba najlepsze wyjście... dla nas wszystkich.
– Zwłaszcza dla Missy, prawda? Spojrzał Barbarze w oczy.
– Mama zawsze zajmowała się Missy. Nawet zanim Christine i ja... ale ostatnio, odkąd
Missy... stała się kobietą... – westchnął bezradnie – kiedy wyjechała, wszyscy odczuliśmy
ulgę.
– I dlatego masz poczucie winy?
– Czy twoja mama nigdy ci nie mówiła, Ŝe to brzydko czytać w cudzych myślach? –
obruszył się Richard.
– Nie – odparła Barbara – ale jestem pewna, Ŝe byłoby lepiej, gdyby twoja matka poznała
twoje myśli.
Richard popatrzył na nią podejrzliwie.
– Do czego zmierzasz?
– Uznałeś, Ŝe jej metody wychowawcze nie są w tej chwili najodpowiedniejsze dla twojej
córki. To wcale nie oznacza, Ŝe zapomniałeś, jak wiele Missy jej zawdzięcza.
Richard potrząsnął głową.
– Kiedy Missy zwierzyła mi się ze swojego... problemu, odruchowo pomyślałem: co za
szczęście, Ŝe nie ma tu mojej matki. Boję się o tym jej powiedzieć. Historia się powtarza.
Historia się powtarza, pomyślała Barbara. Nagle przed oczami stanął jej Richard z
Christine ostentacyjnie uczepioną jego ramienia. Zraniona, spuściła wzrok.
Wygląda dokładnie tak samo jak siedemnaście lat temu, pomyślał Richard. Nagle
ogarnęło go poczucie winy. Nigdy nie przeprosił Barbary za to, co między nimi zaszło.
Po tej idiotycznej kłótni, podczas której wykrzyczał tyle strasznych rzeczy, nie rozmawiał
z nią ani razu aŜ do wczorajszego dnia, kiedy stanął z nią twarzą w twarz w jej gabinecie. A
przecieŜ wtedy, zaraz po powrocie do akademika, chciał zadzwonić. Potem doszedł do
wniosku, Ŝe lepiej będzie poczekać, aŜ się zobaczą.
A moŜe nie trzeba było czekać? Przez ile juŜ lat na próŜno zadawał sobie to pytanie? Czy
byłoby lepiej, gdyby napisał list albo zatelefonował do Barbary, jeszcze zanim wybuchła
bomba i okazało się, Ŝe Christine jest w ciąŜy? A moŜe byłoby mu jeszcze cięŜej? Czy
znalazłby w sobie dość siły, Ŝeby oŜenić się z Christine, gdyby nie miał przeświadczenia, Ŝe
Barbara pogardza nim za to, jak ją potraktował?
– Nie musisz tego kończyć. – Głos Barbary wyrwał go z niewesołych rozmyślań. Dopiero
wtedy zdał sobie sprawę, Ŝe machinalnie grzebie widelcem w talerzu.
– Nie mam zamiaru zostawić ani kęsa – mruknął, choć do reszty stracił apetyt. Pokroił
resztki kurczaka, przełknął je i odsunął talerz.
Zapadła cisza. I co teraz, pomyślała Barbara. Nagle ogarnęła ją fala gorąca. Zmieszana
zerwała się i zaczęła zbierać ze stołu talerze.
– A teraz zdradź, co robiłeś przez te wszystkie lata – poprosiła.
– Wszystko ci opowiem przy zmywaniu.
– Jesteś moim gościem. Nie musisz...
– Pozwól mi zrobić chociaŜ tyle. Ty przygotowałaś kolację.
Barbara uśmiechnęła się.
– Nie musisz mnie namawiać. Nie znoszę zmywania. A moŜe masz ochotę na kawę? –
spytała. – Co – prawda, jest jeszcze dość wcześnie, ale moŜemy wypić bezkofeinową i...
– Chętnie się napiję – wpadł jej w słowo.
Barbara wsypała kawę do dzbanka i zalała ją wrzątkiem, a potem wsparta o kuchenny blat
patrzyła, jak Richard układa talerze w zmywarce.
– Miałeś mi opowiedzieć, co się z tobą działo przez te siedemnaście lat.
– Nie bardzo jest o czym mówić – stwierdził. – Missy juŜ widziałaś. Oficjalnie moje
małŜeństwo z Christine trwało trzy lata, ale tak naprawdę skończyło się znacznie wcześniej.
Matka pomagała mi wychowywać Missy aŜ do ubiegłego roku. I to właściwie wszystko.
– Niezupełnie – sprzeciwiła się Barbara. – W swoim czasie dotarła do mnie wiadomość,
Ŝ
e rzuciłeś studia. Teraz jesteś właścicielem dobrze prosperującej agencji handlu
nieruchomościami.
– Chwytałem się róŜnych zajęć, Ŝeby jakoś związać koniec z końcem – wyjaśnił Richard.
– Te, które lubiłem, były źle płatne. A nierzadko okazywało się, Ŝe robię coś, czego bardzo
nie lubię, a co w dodatku jest nieprzyjemne i nieopłacalne.
Spojrzał na swoje dłonie i ciągnął dalej:
– Kiedy pracowałem w sklepie z narzędziami, zwrócił na mnie uwagę jeden z naszych
klientów. Zapytał, czy nie myślałem o tym, Ŝeby zająć się handlem, bo umiem łatwo
nawiązywać kontakty z ludźmi. Nie byłem pewny, o co mu chodzi. Ale kiedy zaproponował
mi, Ŝebym się rozejrzał po jego agencji obrotu nieruchomościami i sam się przekonał, czy
taka praca by mi odpowiadała, postanowiłem spróbować. Zawsze to lepsze niŜ sprzedawać
gwoździe.
– I okazało się, Ŝe znakomicie sobie poradziłeś.
– Po prostu trafiłem na stosowny moment – powiedział. – W tamtych czasach, Ŝeby
odnieść sukces, nie trzeba było się specjalnie wyróŜniać. Wystarczyło być przeciętnym. A
jeŜeli ktoś wyrastał ponad przeciętność, wiodło mu się świetnie.
– Nie bądź taki skromny – powiedziała Barbara. – Musiałeś wykazać się nie byle jakimi
umiejętnościami, skoro udało ci się załoŜyć własną agencję.
Richard uśmiechnął się ze smutkiem.
– Zawsze dostrzegasz w człowieku to co najlepsze.
– MoŜe właśnie dlatego zostałam psychologiem.
– Sam nie wiem, dlaczego twoja obecność w tym gabinecie tak mnie zaskoczyła. W
końcu, jeśli się zastanowić, to najodpowiedniejsze miejsce dla ciebie.
Obrzuciła go sceptycznym spojrzeniem.
– Gabinet psychologa – tak, ale niekoniecznie w szkole twojej córki. Tym bardziej Ŝe
znajdujemy się o setki kilometrów od naszego rodzinnego miasta.
– Ja trafiłem tutaj dzięki korzystnej sytuacji na rynku nieruchomości w tych stronach. A
ty, Barbaro? Co ciebie tu przywiodło?
– Nowe otoczenie, nowe szkoły. Kiedy prowadziłam zajęcia ze studentami, moją
promotorką była pani Stephon, która później została tutaj kuratorem. Kiedy się tu przeniosła,
zaproponowała mi posadę na swoim terenie. Spodobały mi się okolice, praca teŜ mi
odpowiadała.
Zapadło milczenie. Wreszcie Barbara powiedziała:
– Kawa juŜ gotowa.
Napełniła dwie filiŜanki i zaproponowała:
– Przenieśmy się do pokoju.
Richard usiadł w jednym z obszernych foteli, stojących po obu stronach sofy. Barbara
wręczyła mu filiŜankę, a drugą postawiła na niskim stoliku.
– Mam nowe nagranie przebojów z lat siedemdziesiątych – powiedziała. – Chcesz
posłuchać?
– Jasne.
– To smutne, Ŝe przeboje z naszej młodości naleŜą juŜ do historii – stwierdziła, wkładając
kasetę do odtwarzacza. Z głośników popłynął dyskotekowy przebój grupy Bee Gees.
– Parę dni temu słyszałem w radiu dyskusję na ten temat – powiedział Richard.
– Czy to aby nie znaczy, Ŝe zaczynamy się starzeć? My mielibyśmy się zestarzeć? –
pomyślał Richard.
Właśnie spotkał kobietę, której złamał serce, kiedy była w wieku jego córki – jego
brzemiennej córki – a ona się martwi, Ŝe mógłby uwaŜać ją za starą.
– Tak. To chyba jeden z objawów starości – zaŜartował patrząc, jak Barbara zdejmuje
buty i podkula pod siebie nogi. Zawsze tak robiła, kiedy miała ochotę porozmawiać.
Z głośników płynęła cicha muzyka. Pili kawę zatopieni we wspomnieniach. Wreszcie
Barbara odstawiła filiŜankę.
– Pomyślałam sobie, Ŝe Missy mogłaby przychodzić do mnie po szkole, raz w tygodniu.
Rozmawiałybyśmy o róŜnych sprawach.
– U ciebie w domu? To bardzo miłe z twojej strony, ale...
– Będzie się tu czuła lepiej niŜ w szkolnym gabinecie. Potrząsnął głową.
– Z pewnością, ale... to chyba zbyt wiele...
– Osobiste kontakty z uczniami to najprzyjemniejsza strona mojej pracy.
– Ale przyjmowanie uczniów u siebie w domu chyba trochę wykracza poza twoje
obowiązki?
Barbara wzruszyła ramionami.
– Twojej córce potrzebna jest przyjaciółka.
Richard westchnął głęboko, a potem spojrzał Barbarze w oczy.
– Wiem, Ŝe Missy potrzebna jest przyjaciółka. I wiem, Ŝe trafiła w dobre ręce. Nie
chciałbym tylko naduŜywać twojej Ŝyczliwości.
– Missy jest moją uczennicą – przypomniała Barbara. – I twoją córką – dodała łagodnie. –
Podejrzewasz mnie o to, Ŝe mogłabym odmówić jej pomocy?
Znowu zapanowało milczenie, które przerwał Richard:
– Nie, myślę, Ŝe nikomu nie odmówiłabyś pomocy. Jednego tylko nie rozumiem. Jak
moŜesz spokojnie na mnie patrzeć po tym, co ci zrobiłem? Barbara cięŜko westchnęła.
– Nie mam zamiaru zaprzeczać, Ŝe mnie wtedy zraniłeś. Złamałeś mi serce. Myślę nie
tylko o tej kłótni. W końcu przeŜyliśmy tyle szczęśliwych chwil...
– Przepraszam, Ŝe cię skrzywdziłem. Nie o to mi wtedy chodziło. Ja tylko...
próbowałem...
Barbara gorzko się uśmiechnęła.
– Próbowałeś być dorosły.
– Byłem po prostu głupi.
– Popełniłeś błąd. W młodości wszyscy popełniamy błędy.
– Ale nie tego rodzaju – zaprotestował Richard. Nie takie, pomyślał, których
konsekwencje trzeba ponosić przez całe Ŝycie.
– MoŜe nie ten konkretny błąd – zgodziła się Barbara. Wszystkich nas prześladują jakieś
upiory z przeszłości, dodała w duchu.
Richard podniósł do ust pustą filiŜankę.
– Jest jeszcze kawa w dzbanku – powiedziała Barbara, ale on odstawił filiŜankę na stolik i
podniósł się.
– Nie, dziękuję. Muszę juŜ iść.
– Zapakowałam ci parę pierniczków. Zaraz przyniosę.
Wstała i poszła do kuchni. W obcisłych dŜinsach i kolorowym swetrze, z rozpuszczonymi
włosami, wyglądała równie młodo jak jej uczennice. Po chwili wróciła z papierową torbą,
którą wręczyła Richardowi.
– Będę się musiał tłumaczyć przed Missy.
– Więc ona nic nie wie o twojej wizycie? Potrząsnął głową.
– Wyjaśniłem jej tylko, Ŝe powinienem na chwilę wyjść. Pewnie pomyślała, Ŝe mam
spotkanie z klientem.
– Mówiłeś jej, Ŝe się znamy?
– Nie. Wydawało mi się, Ŝe nie ma powodu.
– NaleŜałoby coś jej powiedzieć – stwierdziła Barbara. – Nie musi wiedzieć, Ŝe
spotykaliśmy się. Wystarczy, jeśli wspomnimy, Ŝe chodziliśmy razem do szkoły. W końcu
ś
wiat jest mały. JeŜeli dowie się o tym przypadkiem, moŜe pomyśleć, Ŝe chcieliśmy ją
oszukać.
Richard machinalnie skinął głową. Jego uwagę bez reszty przykuły poruszające się usta
Barbary.
– Zobaczę się z nią jutro w szkole i wyznaczymy terminy spotkań – ciągnęła Barbara.
I wtedy z głośników popłynęła ta piosenka. JakŜe znajoma piosenka. Nucili ją wspólnie w
mustangu Richarda. Tańczyli przy jej muzyce, całowali się...
– To nie było zaplanowane – pospiesznie wyjaśniła Barbara. – Nawet nie wiedziałam, Ŝe
ta piosenka jest...
Zaplanowane czy nie, było juŜ za późno, Ŝeby cokolwiek zatrzymać. Piosenkę,
wspomnienia, ramiona Richarda, które nagle ciasno ją otoczyły, i jego usta, które spoczęły na
jej wargach. Za późno, Ŝeby powstrzymać nagły przypływ namiętności, który zagarnął ich bez
reszty.
W ostatnim przebłysku rozsądku Barbara pomyślała, Ŝe nie popełni tego samego błędu po
raz drugi.
Objęła Richarda i przyciągnęła do siebie, wodząc dłońmi po jego plecach, jakby chciała
go wchłonąć. Pod naciskiem jego ust jej wargi rozchyliły się, by go przyjąć.
Richard atakował wszystkie jej zmysły. śar, który bił od niego, jego siła, zapach, smak,
namiętny pomruk, który wyrwał się z jego piersi, kiedy miaŜdŜył usta Barbary – wszystko to
sprawiało, Ŝe omdlewała teraz bez tchu. Nie była w stanie ani myśleć, ani nawet oddychać.
Pragnęła juŜ tylko jednego – kochać się z Richardem.
Kiedy niespodziewanie ją odsunął, doznała wstrząsu.
– Barbaro! Nie wolno nam tego robić! – powiedział głucho, niemal siłą rozplatając
obejmujące go ramiona.
Nie wolno im tego robić! To niepojęte! Czegoś takiego nie przeŜywała od siedemnastu lat
i przez te wszystkie lata czekała na tę chwilę. Jak mógł ją odtrącić, kiedy nareszcie się
odnaleźli? Dlaczego nie pragnął doprowadzić do końca tego, co tyle czasu czekało na
dokończenie?
Nagła odmowa Richarda sprawiła jej ból. Wpatrzyła się w jego twarz, szukając
odpowiedzi na nurtujące ją pytania, ale wyczytała z niej jedynie odbicie własnej udręki.
Potem drŜącymi rękami poprawiła sweter, jakby to mogło cokolwiek naprawić.
– Czy jesteś... związany z kimś innym? – spytała schrypniętym głosem.
– Nie – potrząsnął głową. – To byłoby zbyt proste.
– Więc dlaczego?
Richard nie mógł znieść jej spojrzenia. Zamknął oczy i ukrył twarz w dłoniach, tłumiąc
okrzyk rozpaczy.
– Nie umiem ci tego wyjaśnić – powiedział głucho.
– To nie tak, Ŝe cię nie chcę. Pragnę cię aŜ do bólu. Od chwili gdy przekroczyłem próg
twojego gabinetu.
– No to powiedz mi dlaczego! – krzyknęła zgnębiona.
– Nie jesteśmy dziećmi. Jesteśmy dorośli i odpowiedzialni. Będziemy... ostroŜni. Nikogo
przecieŜ nie skrzywdzimy. Powiedz mi chociaŜ tyle. Czy uwaŜasz, Ŝe moglibyśmy w ten
sposób wyrządzić komuś krzywdę?
Z głośników wciąŜ płynęła piosenka, szydząc z uczuć, które w nich wzbudzała.
Richard połoŜył ręce na ramionach Barbary, jakby chciał ją utrzymać na bezpieczny
dystans.
– Mój BoŜe, Barbaro! Nie jestem w stanie myśleć, kiedy na ciebie patrzę. Ani mówić...
Ani nic ci wyjaśnić...
– Nie proszę cię, Ŝebyś mówił ani cokolwiek wyjaśniał. Proszę cię tylko o to, Ŝebyś się ze
mną kochał.
– JeŜeli zostanę jeszcze pół minuty, na pewno to zrobię – powiedział opuszczając ręce,
jakby się bał, Ŝe swoim dotykiem rani Barbarę. – A wtedy oboje będziemy tego Ŝałować.
– No to idź! – spokojnie powiedziała Barbara, a kiedy Richard doszedł do drzwi i ujął
klamkę, dodała: – Myślałam, Ŝe stałeś się dorosły, Richardzie. Miałam nadzieję, Ŝe twoje
błędy czegoś cię nauczyły. Teraz widzę, Ŝe to były tylko poboŜne Ŝyczenia. Jesteś wciąŜ tym
samym egoistą, który mnie przed laty porzucił.
Popatrzył na nią z bólem. Jego usta poruszyły się, jakby chciał wypowiedzieć jej imię, ale
nie wydobył się z nich Ŝaden dźwięk. Potrząsnął głową, wyprostował zgarbione ramiona i
wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi.
ROZDZIAŁ 4
Barbara zamarła na środku pokoju, z poczuciem, iŜ poniosła druzgocącą klęskę.
Potem, stopniowo, zaczęła do niej docierać rzeczywistość.
Stara sentymentalna piosenka nagle się urwała. Z głośników popłynął hałaśliwy
dyskotekowy przebój. Barbara podbiegła i wyłączyła magnetofon.
Nagła cisza, zamiast przynieść ukojenie, jeszcze bardziej ją przytłoczyła. Jak w transie
przeszła przez pokój i osunęła się na sofę, a potem z podciągniętymi pod brodę kolanami
zaczęła się kołysać. Wstrząsnął nią dreszcz.
Richard znowu ją odtrącił! Kiedy miała siedemnaście lat, potraktowała jego zdradę z
właściwą młodości wielkodusznością, usprawiedliwiając wszystko brakiem dojrzałości. Teraz
jednak była prawie trzydziestopięcioletnią kobietą i uznała, Ŝe trudno wytłumaczyć
zachowanie dojrzałego męŜczyzny, jakim był Richard, czym innym niŜ tylko brakiem
zainteresowania.
Obolała i sfrustrowana, z dojmującym uczuciem zawodu, wyszeptała jego imię. Przez tyle
lat marzyła o chwili, w której Richard weźmie ją w ramiona, a kiedy wreszcie ten moment
nadszedł...
Wtuliła twarz w poduszkę, a z jej piersi wyrwał się cichy szloch. MoŜe popełniła błąd,
kurczowo trzymając się marzeń. Czy Richard nosił w sercu bodaj cząstkę tego marzenia? A
przecieŜ kiedy ją całował, wydawało jej się, Ŝe...
Z furią odrzuciła poduszkę. JakŜe była głupia! W całym tego słowa znaczeniu! I teraz
przyjdzie jej z tym Ŝyć. Na domiar złego, prędzej czy później, znowu będzie musiała spotkać
się z Richardem. PrzecieŜ obiecała, Ŝe zajmie się jego córką. Czy będzie w stanie spojrzeć mu
w oczy i zachowywać się tak, jakby tego nieszczęsnego wieczoru w ogóle nie było?
JuŜ wkrótce miała się o tym przekonać, i to w najmniej spodziewanym miejscu.
Wybrała się do hali sportowej, gdzie zorganizowano mecz koszykówki. Przy wejściu
przystanęła obok kiosku z napojami i zaczęła się rozglądać za Susan Tanner, nauczycielką
biologii. Susan wyszła za mąŜ za trenera druŜyny koszykarskiej, więc czuła się w obowiązku
uczęszczać na wszystkie mecze i dopingować jego podopiecznych. Barbara często jej
towarzyszyła.
Trzymając w jednej ręce droŜdŜówkę, a w drugiej butelkę wody sodowej, odeszła od
okienka i juŜ miała wejść na salę, kiedy pod wpływem impulsu zawróciła, aby wziąć kilka
serwetek.
Właśnie wtedy zobaczyła Richarda. Stał przy stoisku z hot dogami. I nie był sam!
Towarzyszyła mu bardzo atrakcyjna kobieta, o wybitnie południowym typie urody. Była
ubrana w sportową koszulkę, która opinała jej kształtny biust, i szorty w kolorze khaki
podkreślające szczupłą talię i smukłe nogi. Patrząc na nią, Barbara poczuła się jak szara
myszka.
Kobieta z oŜywieniem tłumaczyła coś Richardowi, wyciskając jednocześnie musztardę i
ketchup na leŜące przed nią hot dogi. Barbara juŜ miała się odwrócić, ale w tym momencie
Richard powiedział coś do swojej towarzyszki i oboje wybuchnęli śmiechem.
Zamarła, wpatrzona w rozbawioną parę. Przed oczami stanął jej obraz roześmianego
Richarda z inną kobietą, a raczej dziewczyną – podczas innego meczu, w całkiem innym
mieście. Stała jak sparaliŜowana, na nowo przeŜywając dawną zdradę i wstyd.
Dlaczego po tylu latach to wspomnienie wciąŜ sprawiało jej ból?
Dlatego, odpowiedziała sama sobie, Ŝe nie dalej jak wczoraj Richard znowu cię zostawił.
Chciałaś mu się oddać, a on po prostu sobie poszedł. Z wysiłkiem odwróciła wzrok, ale było
juŜ za późno. Richard zauwaŜył ją, powiedział coś do swojej towarzyszki i zdecydowanym
krokiem ruszył w stronę Barbary.
Tylko natychmiastowa ucieczka mogła ją uratować, ale trudno przedzierać się przez tłum
uczniów, rodziców i nauczycieli, nie wzbudzając sensacji. Cofnęła się parę kroków, ale
Richard juŜ był przy niej i trzymał za rękę.
– To nie to co myślisz, Barbaro – powiedział. – To tylko moja sąsiadka. Przyjaźnimy się,
ale...
– Nie musisz się tłumaczyć, Richardzie. Nie moja sprawa, z kim jesteś i, szczerze
mówiąc, nic mnie to nie obchodzi.
– Widziałem, jak na mnie patrzyłaś. Twoje oczy mówiły co innego.
– To tylko... – Opuściła głowę. – Po prostu przez chwilę coś mi się przywidziało.
– Za nic w świecie nie chciałbym sprawić ci przykrości.
– Richardzie, proszę cię – powiedziała błagalnym tonem.
– Missy wspomniała, Ŝe z nią rozmawiałaś. Barbara w milczeniu skinęła głową.
– Podobno ustaliłyście dzień spotkań.
– Wtorek – westchnęła z rezygnacją. Po co w ogóle się na to zgodziła? Czy uda jej się
zachować bezstronność w kontaktach z dziewczyną? Bo jeśli coś spartaczy, Missy pierwsza
za to zapłaci.
– Ona tak się cieszy...
– Rick! – Głos towarzyszki Richarda przerwał ich rozmowę.
Trzymając w uniesionych rękach hot dogi, kobieta uśmiechała się przepraszająco.
– Muszę wracać do kiosku – zawołała. – Automat do popcornu...
Richard zwrócił się do Barbary:
– Muszę iść. MoŜe moglibyśmy...
– Myślę, Ŝe nie – odpowiedziała, a kiedy odszedł, weszła do sali i wmieszała się w tłum.
Udało jej się dotrzeć do Susan, ale przez pierwszą ćwiartkę meczu drŜała ze strachu, Ŝe
Richard mógłby je znaleźć. Rozluźniła się dopiero w połowie drugiej ćwiartki i z
zainteresowaniem zaczęła śledzić grę. TuŜ przed przerwą miejscowa druŜyna przegrywała
róŜnicą dwóch punktów. Dosłownie w ostatnich sekundach środkowy druŜyny Eddie Munoz
rzucił wyrównującą piłkę i natychmiast, zdopingowany entuzjastyczną owacją kibiców,
zdobył kolejne dwa punkty.
– Co za mecz! – wykrzyknęła Susan. – Roger z wraŜenia nie będzie mógł zasnąć przez
cały tydzień. Chyba Ŝe pomogę mu się odpręŜyć – zachichotała.
– Jesteś beznadziejna – skrzywiła się z niesmakiem Barbara.
– Raczej nieznośna – mruknęła Susan. – Kiedy przygotowują się do rozgrywek, Roger
jest tak zajęty, Ŝe zapomina o swoich świętych męŜowskich obowiązkach.
– Nie wątpię, Ŝe co noc mu o nich przypominasz.
– Jak myślisz, po co kupowałam te przezroczyste piŜamki?
– Rzeczywiście świetny mecz – przyznała Barbara z roztargnieniem.
– O, tak. Eddie Munoz był fantastyczny. ZaleŜało mu na tym, Ŝeby wypaść jak najlepiej.
Jego ojciec jest na widowni. Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, czy uda nam się go tu
ś
ciągnąć. Ale jest, o, tam – podała Barbarze lornetkę – na wózku inwalidzkim.
– Co mu się stało?
– Pamiątka z Wietnamu. Nie słyszałaś o tej historii? Miesiąc temu kosił trawnik przed
domem. Nagle upadł i juŜ nie mógł się podnieść. Prześwietlenie wykazało, Ŝe ułamek
szrapnela utkwił mu w ciele i latami wędrował, aŜ wreszcie dotarł do kręgosłupa.
– To straszne! – Barbara była wstrząśnięta. – Czy juŜ na zawsze będzie sparaliŜowany?
– Nie wiadomo. Przebył operację i teraz trzeba po prostu czekać. Na razie odzyskuje
czucie w lewej stopie, a to juŜ dobry znak.
Barbara jeszcze raz spojrzała w jego stronę.
– PotęŜny facet – zauwaŜyła.
– Metr dziewięćdziesiąt pięć – potwierdziła Susan. – Grał w koszykarskiej reprezentacji
uczelni. Jego wzrost to największy problem. Trudno go gdziekolwiek zabrać. Wiesz, jak
cięŜko go podnieść?
– Mogę to sobie wyobrazić. – Barbara, ulegając niezdrowej ciekawości, podniosła do
oczu lornetkę.
– Eddie to wysoki chłopak, ale sam nie jest w stanie podnieść ojca z fotela. Gdyby nie
pomoc sąsiada pan Munoz byłby na dobre uwięziony w domu.
Zaabsorbowana własnymi myślami Barbara mruknęła coś w odpowiedzi. Nagle w
szkłach lornetki pojawił się sąsiad Munoza. Wręczył mu butelkę lemoniady i coś powiedział,
po czym obaj wybuchnęli śmiechem. Barbara dobrze znała ten śmiech. Równie dobrze jak
twarz męŜczyzny, który troskliwie nachylał się nad Munozem.
– Co tam widzisz ciekawego? – zainteresowała się nagle Susan.
Barbara natychmiast opuściła lornetkę.
– Nic takiego – odparła nerwowo. – Przyglądałam się tylko panu Munozowi. Niezdrowa
ciekawość – dorzuciła tonem usprawiedliwienia.
Susan z niedowierzaniem potrząsnęła głową, ale w tym momencie gracze znów wbiegli
na parkiet i rozpoczęła się druga połowa meczu. Po trzeciej ćwiartce miejscowa druŜyna
miała juŜ ośmiopunktową przewagę, by w końcu wygrać dwunastoma punktami.
– Roger będzie szczęśliwy – stwierdziła Barbara. – Chłopcy spisali się na medal.
– Nawet na nich nie patrzyłaś – zauwaŜyła z wyrzutem Susan. – Wyraźnie myślałaś o
czym innym.
– Dobrze wiesz, Ŝe koszykówka mnie nie interesuje. Przychodzę na mecze tylko po to,
Ŝ
eby się z tobą spotkać.
– No, niech ci będzie, ale tym razem byłaś wyjątkowo nieobecna duchem. Posłuchaj,
Roger wróci do domu dopiero za kilka godzin. Zapraszam cię na pizzę. Przy okazji opowiesz
mi, dlaczego jesteś taka roztargniona.
– Dziś nie mogę – powiedziała Barbara. – Miałam cięŜki dzień. Jestem bardzo zmęczona.
A poza tym – mrugnęła porozumiewawczo – musisz mieć trochę czasu, Ŝeby wybrać
najstosowniejszą piŜamę.
– Na noc po meczu wszystko jest ustalone. JeŜeli wygraliśmy – wkładam piŜamę w
kolorach klubowych. JeŜeli przegraliśmy – czarną.
Barbara pokręciła głową.
– A nie mówiłam, Ŝe jesteś beznadziejna? Skierowały się do wyjścia. Kilku nauczycieli
podeszło do nich, Ŝeby pogratulować Susan i zaprosić wszystkich na przyjęcie. Barbara
ś
cisnęła ją za łokieć i szepnęła:
– Jedź z nimi. Ja pędzę do domu. Zobaczymy się w poniedziałek.
Idąc powoli przez parking, zobaczyła niewielkie zbiegowisko nie opodal swojego
samochodu.
– Gotowi? – Rozpoznała głos Richarda. – Na „trzy” podnosimy.
– Raz, dwa, trzy! – rozległ się gromki chór.
– Hopla! – krzyknął Richard, a potem dodał z wysiłkiem: – Koniec z hot dogami, Munoz.
Jesteś cięŜki jak słoń.
Z pomocą kilku męŜczyzn usiłował przesadzić sparaliŜowanego męŜczyznę z wózka do
samochodu.
– Uwaga na głowę! – niepokoiła się zaaferowana kobieta, prawdopodobnie pani Munoz.
– Ma głowę twardą jak kula bilardowa – zapewnił ją Richard, a potem zwrócił się do
Munoza: – Jak ty wytrzymujesz z tą kobietą?
Munoz, bezpiecznie ulokowany na przednim siedzeniu, roześmiał się:
– Ma fantastyczne nogi.
Richard nachylił się nad panią Munoz, która mocowała się z wózkiem.
– Zaraz go złoŜę – powiedział.
Barbara wślizgnęła się do samochodu. Nie oglądając się za siebie, wyjechała z parkingu.
Kiedy znalazła się w domu, zrzuciła buty, a potem szarpnęła za wstąŜkę przytrzymującą
włosy. Z uczuciem ulgi potrząsnęła głową i przeczesała palcami ciemne loki. Dobrze było
znów znaleźć się u siebie, ale tym razem widok znajomych kątów nie przyniósł jej ukojenia.
Pewna, Ŝe mimo zmęczenia nie będzie mogła długo zasnąć, skuliła się na sofie i włączyła
telewizję. Obejrzała wiadomości, fragment jakiejś mało śmiesznej komedii, wreszcie zmusiła
się do skupienia uwagi na programie o dziurach w budŜecie i braku funduszy na oświatę.
W przerwie poszła do kuchni, Ŝeby sobie przygotować coś do jedzenia, a potem znów
zasiadła przed telewizorem ze szklanką soku i paroma pierniczkami.
Na ekranie grupa pacjentów opisywała objawy dręczącej ich tajemniczej choroby, której
nikt nie mógł rozpoznać i na którą nie było lekarstwa. Z cięŜkim westchnieniem pomyślała,
Ŝ
e chyba teŜ się do nich zalicza. Poza tym, jeŜeli natychmiast nie przestanie objadać się
pierniczkami, grozi jej spora nadwaga.
Dzwonek do drzwi zaskoczył ją. Kto to moŜe być o wpół do jedenastej w nocy? MoŜe
jakaś sąsiadka, przeŜywająca chwilowy kryzys? Lekko zaniepokojona wyjrzała przez wizjer.
Kiedy zobaczyła twarz nocnego gościa, poŜałowała, Ŝe w ogóle podeszła do drzwi. Czego
Richard moŜe od niej chcieć o tej porze? Zresztą, cokolwiek by to było, nie miała ochoty na
nową porcję zmartwień.
Stąpając cicho na palcach, wróciła do pokoju i skuliła się na sofie.
Kolejny dzwonek. Szczeniak sąsiadów zaczął histerycznie ujadać. Barbara ukryła twarz w
dłoniach.
– Idź sobie, Richardzie – jęknęła cicho. – Błagam! Jednak on nie miał zamiaru odejść.
Odczekał jakiś czas i znów zadzwonił, a potem zapukał.
– Barbaro! Słyszę twój telewizor. Wiem, Ŝe tam jesteś. Pies sąsiadów szczekał jak
oszalały. Barbara zwlokła się z sofy, wyłączyła telewizor i podeszła do drzwi. Jednak nie
starczyło jej sił, Ŝeby je otworzyć.
Dzwonek zadzwonił po raz kolejny. Barbara wzdrygnęła się, zamknęła drzwi na łańcuch,
a potem lekko je uchyliła.
– Odejdź, Richardzie – powiedziała.
– Muszę z tobą porozmawiać.
– JuŜ późno.
– Chodzi o nasz ostatni wieczór. Jestem ci winien wyjaśnienie – nalegał Richard.
– Obyłam się bez twoich wyjaśnień, kiedy miałam siedemnaście lat, teraz tym bardziej
nie są mi potrzebne.
– Źle mnie zrozumiałaś.
Zza sąsiednich drzwi wyjrzała zaniepokojona sąsiadka.
– Co się dzieje? – spytała. – Wszystko w porządku?
– Nic, nic – westchnęła Barbara. – To tylko mój znajomy.
Otworzyła drzwi z łańcucha i wpuściła Richarda.
– Słuchaj – zaczął, kiedy znaleźli się w salonie – źle mnie zrozumiałaś. To, co się stało,
nie miało nic wspólnego z twoją osobą.
– Zrozumiałam cię aŜ nadto dobrze. Prosiłam, Ŝebyś został, a ty odszedłeś. Nie ma o
czym mówić.
– Barbaro...
– Po prostu zapomnieliśmy się na chwilę – przerwała mu, starając się panować nad
nerwami. – Słuchaliśmy starego przeboju i...
– Nie chciałbym cię skrzywdzić po raz drugi – tłumaczył Richard. – Uwierz mi.
Opuściła głowę i ze smutkiem spytała:
– To po co tu przyszedłeś?
– Bo nie chcę, byś myślała, Ŝe wtedy uciekłem.
– A co innego mogę myśleć? – zdumiała się Barbara. – W końcu to ja się na ciebie
rzuciłam.
Zapanowało milczenie. Wreszcie Richard westchnął i zapytał:
– Nie zrobiłabyś mi kawy?
– Niestety, nie mam kawy. MoŜe napijesz się gorącej czekolady?
– Nie piłem czekolady od...
– JeŜeli powiesz, Ŝe od siedemnastu lat, uduszę cię własnymi rękami.
– Od dłuŜszego czasu – mruknął Richard.
Przeszli do kuchni. Mimo Ŝe Barbara miała czekoladowy napój instant, postanowiła
przyrządzić Richardowi prawdziwe domowe kakao.
Albo jestem wariatką, rozmyślała, starannie mieszając gęsty, brunatny napój, albo po
prostu kocham go, i zawsze będę kochać. Nawet jeśli to bez sensu i kiedyś gorzko tego
poŜałuję.
Rozlała dymiące kakao do dwóch kubków i jeden wręczyła Richardowi.
– Do tego pasowałyby bezy, ale niestety nie mam.
– Po co mi bezy? – mruknął i wypił łyk. – Pyszne – pochwalił.
Stali naprzeciw siebie, oparci o kuchenne szafki.
– Nie przyszedłeś tu po to, Ŝeby po raz kolejny wychwalać moje umiejętności kulinarne –
odezwała się nagle Barbara. – Powiedz wreszcie, co ci leŜy na sercu!
Richard zapatrzył się w swój kubek, a potem gwałtownie go odstawił i uderzył pięścią w
stół.
– Do diabła, Barbaro! Dlaczego nie spotkaliśmy się wcześniej? Kiedykolwiek, zanim
jeszcze...
Odwrócił się i cicho zaklął. Z całej jego postaci biło przygnębienie.
Barbara podeszła i połoŜyła mu rękę na ramieniu.
Ciałem męŜczyzny wstrząsnął dreszcz. Odwrócił się raptownie. Dłoń kobiety zawisła w
powietrzu. Ich oczy się spotkały. Potem Richard uniósł rękę i drŜącymi palcami pogładził
Barbarę po policzku.
Kiedy zanurzył palce w jej włosy, Barbara wstrzymała oddech.
– Szkoda, Ŝe nie moŜesz się teraz zobaczyć – szepnął. – I te twoje oczy... Nie umiem
wyrazić słowami, co czuję, kiedy tak na mnie patrzysz. Przypominają mi się dawne dobre
czasy, zanim wszystko się poplątało.
Delikatnie musnął ucho Barbary. Nagle odniosła wraŜenie, Ŝe poŜerają głodnym
wzrokiem. Jej oczy wyraŜały to samo pragnienie. Richard był pierwszym męŜczyzną, który
budził w niej takie uczucia. I prawdopodobnie ostatnim.
– JeŜeli natychmiast nie przestanę cię dotykać – powiedział stłumionym głosem –
zapomnę o wszystkich swoich postanowieniach.
Cofnął rękę, ale Barbara uwięziła ją w swoich dłoniach. Błagalnie spojrzała mu w oczy i
szepnęła:
– Zapomnij o nich, Richardzie.
ROZDZIAŁ 5
Richard w milczeniu oswobodził rękę i cofnął się.
– Richardzie – błagalnym tonem powiedziała Barbara – muszę znać te tajemnicze
powody, dla których nie chcesz się ze mną kochać. PrzecieŜ przyszedłeś, Ŝeby mi wszystko
wyjaśnić. Więc słucham...
– Nie mogę więcej ryzykować... Nie chcę i tobie skomplikować Ŝycia.
– Jak to: i mnie?
– Nie słyszałaś? – burknął. – Wystarczy, Ŝe rozepnę spodnie, a zaraz wszystko wokół
mnie się wali. Koniecznie chcesz się o tym przekonać?
– Richardzie! – powtórzyła. Była zaskoczona jego ostrą reakcją, choć doskonale zdawała
sobie sprawę, Ŝe Richard przeŜywa wielki stres. Nic zresztą dziwnego. Samotny ojciec,
którego nieletnia córka spodziewa się dziecka. Teraz jednak zrozumiała, Ŝe był w najwyŜszej
rozpaczy. Musiała być ślepa, Ŝeby tego wcześniej nie dostrzec.
Zrobiła krok w jego stronę, ale cofnął się i zasłonił rękami, jakby się obawiał z jej strony
ataku.
– Nie będziesz kolejnym nieszczęsnym przypadkiem. Na pewno nie ty!
Zapadło krępujące milczenie. Wreszcie Barbara sięgnęła po swoje kakao.
– Właściwie po co tak tu stoimy, zamiast wygodnie rozsiąść się w salonie? JeŜeli masz
ochotę porozmawiać, będę wdzięczną słuchaczką. Chyba jeszcze pamiętasz, Ŝe byliśmy
kiedyś przyjaciółmi?
Przeszli do pokoju. Richard przysiadł na brzegu fotela, ściskając kubek w dłoniach.
Milczenie przeciągało się. Barbara, kuląc się w rogu sofy, pomyślała, Ŝe w gruncie rzeczy
byłoby lepiej, gdyby Richard sobie poszedł. Zamęt, w jakim Ŝyła od dnia, w którym się znów
spotkali, sprawił, Ŝe nagle poczuła się śmiertelnie zmęczona.
Czy jednak miała prawo odmówić Richardowi pomocy? Był tak udręczony i samotny,
bardziej nawet niŜ jego własna córka. Nagle zrozumiała, Ŝe tylko ona moŜe mu pomóc. Niech
wreszcie zrzuci z siebie to brzemię winy.
– To nie jest zaczarowane kakao – powiedziała. Nie miała siły na jakieś subtelności. –
Gapiąc się w kubek, nie rozwiąŜesz swoich problemów.
Uniósł wzrok i wzruszył ramionami.
– Dlaczego obarczasz się winą za to, co spotkało twoją córkę?
Richard gorzko się roześmiał.
– Jesteś ostatnią osobą, z którą powinienem omawiać problemy Missy.
– Na razie nie rozmawiamy o jej problemach, tylko starasz się wykręcić od odpowiedzi
na moje pytanie.
Odstawił kubek i zwrócił się do Barbary:
– To jasne, Ŝe za wszystko odpowiadam. PrzecieŜ jestem jej ojcem.
– Jako ojciec odpowiadasz za warunki, w jakich Ŝyje – powiedziała Barbara. – Ale nawet
najbardziej troskliwi rodzice nie muszą brać odpowiedzialności ani obarczać się winą za
wszystko, co robią ich dorastające dzieci.
– W tym szczególnym przypadku czuję się odpowiedzialny – upierał się Richard.
– To całkiem naturalna reakcja. Niełatwo pogodzić się z faktem, Ŝe dzieci dorastają i stają
się bardziej samodzielne. Ale tak juŜ, niestety, jest. MoŜe po prostu boli cię świadomość, Ŝe
Missy jest juŜ na tyle dorosła, Ŝeby...
– Oszczędź mi tego profesjonalnego ględzenia – przerwał ostro Richard. – Nie masz o
niczym pojęcia. – Potrząsnął głową i gorzko się roześmiał. – Skąd zresztą miałabyś wiedzieć?
Ale zaraz wszystkiego się dowiesz. Po to tu przyszedłem. Nie powinnaś myśleć, Ŝe tamtej
nocy nie chciałem zostać. Ja tylko nie mogłem... nie mogłem ci tego zrobić.
Poderwał się i zaczął nerwowo krąŜyć po pokoju. W pewnej chwili przystanął, wyjął z
magnetofonu kasetę i z ironicznym uśmiechem przeczytał tytuł: „Szalone wspomnienia”.
Odwrócił się i nie widzącym wzrokiem spojrzał na Barbarę.
– Kiedy usłyszałem tę piosenkę, wydało mi się, Ŝe tych siedemnastu lat w ogóle nie było.
A kiedy wziąłem cię w ramiona, zapomniałem o boŜym świecie.
Gwałtownym ruchem wsunął z powrotem kasetę do stereo.
– Wtedy znów poczułem smak niewinności. – Roześmiał się jakimś złym, gorzkim
ś
miechem. – Chcesz wiedzieć, dlaczego czuję się odpowiedzialny za to, co zrobiła Missy?
Moja córka przyszła kiedyś do mnie i spytała, czy uwaŜam, Ŝe dziewczyna w jej wieku
powinna sypiać ze swoim chłopcem. Zaufała mi, a ja potraktowałem to jako czysto retoryczne
pytanie i udzieliłem jej rutynowej odpowiedzi.
Zdesperowany przeczesał włosy palcami.
– Zafundowałem jej typowe ojcowskie kazanie o tym, Ŝe seks jest wyrazem miłości
między dwojgiem ludzi.
– To całkiem zdrowe podejście.
– O, tak – przyznał z goryczą – a Missy grzecznie tego wszystkiego słuchała. Potem
chciała się dowiedzieć, czy to prawda, Ŝe chłopcy potrzebują seksu bardziej niŜ dziewczęta.
Wyjaśniłem jej, Ŝe dla chłopców to uczucie raczej fizyczne, natomiast dziewczęta podchodzą
do tego bardziej emocjonalnie. Starałem się przekonać ją, Ŝeby nigdy nie ulegała swojemu
chłopcu tylko dlatego, Ŝe on tego Ŝąda, i Ŝeby nie robiła pod presją czegoś, na co nie jest
jeszcze gotowa.
Znów się roześmiał i potrząsnął głową.
– Niełatwo mi było patrzeć córce w oczy, wygłaszając te mądrości. Jak ja sam
postąpiłem, kiedy byłem w jej wieku?
Barbara uśmiechnęła się.
– Nie jesteś pierwszym ojcem, który wyrywa sobie włosy z głowy, bo jego córka stała się
kobietą.
– Missy spytała mnie, jak długo muszę znać kobietę, Ŝeby pójść z nią do łóŜka.
– To odwaŜne pytanie.
– OdwaŜne pytanie?! Tu chodzi o moje dziecko! Moją małą córeczkę, która nawet nie
powinna wiedzieć, co to seks, a tym bardziej wypytywać o moje Ŝycie intymne. Byłem
zszokowany!
– Co jej powiedziałeś?
– A co miałem powiedzieć? Wygłosiłem mowę na temat dwojga ludzi, którzy się kochają.
Oznajmiłem, Ŝe muszę znać tę kobietę na tyle długo, Ŝebym był absolutnie pewny swoich
uczuć.
Osunął się na fotel i powoli zaczerpnął tchu.
– To nie była czysta teoria – dodał tonem usprawiedliwienia. – Moje Ŝycie intymne to
Ŝ
aden temat dla reporterów „Playboya”. Byłem wierny Christine, choć ona, Bóg mi
ś
wiadkiem, nie miała pojęcia, co to wierność czy lojalność.
Barbara słuchała z uwagą. Zawsze uwaŜała Richarda za człowieka uczciwego. Nawet po
tym, jak z nią zerwał. Dlatego wcale nie zdziwiło ją wyznanie, Ŝe traktował swoje
małŜeństwo powaŜnie.
– Po naszym rozwodzie – ciągnął – byłem zbyt zajęty, Ŝeby sobie zawracać głowę
kobietami. A jeśli nawet miałem trochę czasu, nie starczało mi energii. Zawarłem kilka
znajomości, które prowadziły donikąd. Potem, dwa lata temu, zaangaŜowałem się w coś
powaŜniejszego.
Zamilkł i w zamyśleniu potarł czoło.
– To był kolejny niewypał. Matka i Missy jej nie znosiły. Rzecz w tym, Ŝe wcale nie
kłamałem, kiedy mówiłem Missy, Ŝe muszę dobrze kogoś poznać, zanim się zaangaŜuję.
– Czy Missy zarzuciła ci kłamstwo? – spytała Barbara.
– Mnie? Kłamstwo? – powtórzył. – Nie. Nigdy mnie o nic takiego nie oskarŜała.
– Ale odniosłeś wraŜenie, Ŝe ci nie wierzy?
– AleŜ wierzyła mi – powiedział z rozpaczą. – Czemu miałaby mi nie wierzyć?
Przynajmniej do chwili, kiedy...
Wstał i znów zaczął chodzić po pokoju, aŜ wreszcie przystanął przed wiszącą na ścianie
reprodukcją przedstawiającą niedzielne popołudnie w parku. Machinalnie zacisnął pięści i
wsunął ręce do kieszeni.
– CiąŜy nade mną jakieś fatum – westchnął. – Ilekroć ryzykowałem, zawsze wpadłem. A
przecieŜ popełniam takie same błędy jak wszyscy, tylko Ŝe potem płacę za nie do końca Ŝycia.
– Chodzi ci o Christine? Richard gwałtownie się odwrócił.
– Co drugi facet ma na swoim koncie taką Christine, ale Ŝaden z nich się z nią potem nie
Ŝ
eni. Na liście kochanków Christine miałem dość odległy numer. Spędziłem z nią tylko jeden
weekend – spaliśmy ze sobą raptem dwa razy! I co? Wpadka! śegnajcie, studia, piękne plany
na przyszłość, Ŝegnaj, ukochana dziewczyno.
– To było dawno temu, Richardzie.
– Masz rację, ale ja popełniam szczególne błędy. Ich konsekwencje ciągną się potem
latami.
Przeszedł przez pokój i znowu usiadł w fotelu.
– O, tak, jeŜeli o to chodzi, jestem mistrzem – westchnął.
– Jaki błąd popełniłeś w stosunku do Missy? Richard milczał przez chwilę. Potem na jego
ustach pojawił się ironiczny uśmiech.
– Ten sam co zawsze – mruknął. – Historia lubi się powtarzać. Zdjąłem spodnie i jak
zwykle wszystko skończyło się fatalnie.
– Opowiedz mi, co się stało – cicho poprosiła Barbara.
– Ona pracowała w jednej z agencji handlujących nieruchomościami. Znalazła kupca na
dom, który wystawiłem na sprzedaŜ. Spotykaliśmy się podczas negocjacji. Po sfinalizowaniu
umowy zaprosiłem ją do restauracji, Ŝeby oblać transakcję. Ja wcale... – Zrezygnowany
potrząsnął głową. – Ona nawet mi się nie podobała. Poza tym, jak juŜ ci mówiłem, nie
miałem ani czasu, ani ochoty na takie przygody. Tego wieczora Missy wybrała się na mecz, a
po meczu na przyjęcie, a matka właśnie wyjechała do ciotki Sharon, więc...
Richard umilkł na chwilę.
– To było takie niecodzienne uczucie – ciągnął. – Miałem trzydzieści parę lat i po raz
pierwszy w Ŝyciu nie musiałem się nikomu opowiadać, kiedy chciałem wyjść wieczorem na
kolację.
– Więc zaprosiłeś ją? Richard wzruszył ramionami.
– Tak. A po kolacji spytałem, czy chce obejrzeć moje patio.
– W dawnych czasach pokazywałeś swoje grafiki – wtrąciła Barbara drwiącym tonem.
– Nie szydź ze mnie! To zbyt przykra sprawa, Ŝeby się silić na dowcipy. Rozmawialiśmy
o patiach przy kolacji. Opowiedziałem jej o oranŜerii mojej matki.
– Przepraszam – mruknęła Barbara.
– Nie trzeba być geniuszem, Ŝeby zgadnąć, co nastąpiło potem. Sobie mam tylko jedno do
zarzucenia. Dlaczego, na Boga, nie miałem dość rozumu, Ŝeby ją zabrać do sypialni? –
Przesunął dłonią po włosach i westchnął głęboko. – Missy wróciła do domu, bo czegoś
zapomniała. Weszła do salonu...
– To okropne! – Barbara była wstrząśnięta.
– Okropne?! – zachłysnął się Richard. – Moja mała dziewczynka przyłapuje mnie in
flagranti z jakąś przypadkową znajomą. I to zaledwie dwa tygodnie po tych wszystkich
ś
wiątobliwych kazaniach, jakimi ją uraczyłem.
– Jak na to zareagowała? – spytała cicho Barbara. Richard patrzył przed siebie martwym
wzrokiem.
– Zawołała tylko: „Tatusiu!” Potem wybiegła z domu. Do końca Ŝycia nie zapomnę tej
koszmarnej nocy!
– Czy później, kiedy szok minął, rozmawialiście o tym?
– Nie. Missy nigdy o tym nie wspomniała.
– A ty? Nie próbowałeś jej objaśnić sytuacji?
– Po co? – zapytał z rezygnacją. – To byłoby dla nas obojga krępujące i niczego by nie
zmieniło.
– Mylisz się, Richardzie! To musiało być równie okropne dla niej jak dla ciebie. Jestem
pewna, Ŝe szczera rozmowa wiele by wam dała.
– Barbaro! – Richard spojrzał na nią z niedowierzaniem. – Moja córka, być moŜe nawet
w towarzystwie koleŜanek, nakrywa swojego ojca na sofie w salonie, nago, z jakąś obcą
kobietą... O czym tu rozmawiać? Im mniej słów, tym lepiej.
– Jestem pewna, Ŝe Missy myśli inaczej, ale wstydzi się przyjść z tym do ciebie.
Powinieneś jej to ułatwić.
– Dwa miesiące później oświadczyła mi, Ŝe jest w ciąŜy. Myślę, Ŝe to mówi samo za
siebie.
– Czy ty naprawdę uwaŜasz, Ŝe zaszła w ciąŜę dlatego, Ŝe przyłapała cię z jakąś kobietą?
– Ona wzięła ze mnie przykład – powiedział Richard z goryczą. – A poza tym musiała
pomyśleć, Ŝe ją oszukałem, mówiąc co innego i robiąc co innego. – Popatrzył Barbarze w
oczy. – Przysięgam ci, Ŝe wtedy nie kłamałem. To był przypadek.
– Wierzę ci – powiedziała Barbara, a po chwili cicho dodała: – Missy teŜ by ci uwierzyła,
gdybyś pomówił z nią tak jak teraz ze mną.
– Za późno na wyjaśnienia – westchnął. – I chyba teraz rozumiesz, dlaczego po raz trzeci
nie chcę ryzykować.
Patrzyła na niego z niedowierzaniem.
– Nie mogę sobie pozwolić na jeszcze jeden błąd – powtórzył. – Zwłaszcza po tej całej
historii z Missy.
– Rozumiem – powiedziała. Zamiast spodziewanej ulgi poczuła wściekłość na los, który
postawił Richarda na jej drodze w chwili, kiedy bał się zapoczątkować kolejną znajomość. –
Po tych strasznych przeŜyciach postanowiłeś Ŝyć w celibacie, tak?
– Masz mi to za złe?
– Nie muszę. – Potrząsnęła głową. – Twoje własne poczucie winy w zupełności ci
wystarczy.
– Ostatnio mało mam powodów do dumy.
– Zadręczasz się z powodu drobnych ludzkich błędów. Jesteś dorosłym męŜczyzną.
Zaprosiłeś dziewczynę na kolację i... spędziliście miły wieczór. Nie jesteś Ŝonaty, więc
nikogo nie zdradziłeś. Skąd mogłeś wiedzieć, Ŝe Missy wróci? Zaskoczyła cię.
Wychyliła się do Richarda i połoŜyła mu dłoń na ramieniu.
– Nie dręcz się tak, proszę. Dla twojego własnego dobra, i dla Missy. Tracisz całą energię
na rozpamiętywanie czegoś, na co i tak juŜ nie masz wpływu. A ta energia jest ci potrzebna,
Ŝ
eby pomóc córce.
Richard spojrzał na drobną dłoń Barbary spoczywającą na jego ramieniu, a potem cofnął
się i zdecydowanym tonem powiedział:
– Nie, Barbaro.
Zapadła przygnębiająca cisza. Wreszcie Barbara odezwała się cicho, lecz dobitnie:
– Nie ty jeden popełniasz błędy.
Richard czekał na jej dalsze słowa pełen najgorszych przeczuć. Bo tak naprawdę nie
chciałby usłyszeć, Ŝe jej Ŝycie nie było jednym ciągiem cudownych wydarzeń.
– Po naszym zerwaniu przysięgłam sobie, Ŝe nigdy więcej nie pozwolę się skrzywdzić w
taki sposób, jak ty to zrobiłeś.
Słuchał z przytłaczającym poczuciem winy. Bez względu na to, jaki błąd popełniła
Barbara, on był za to odpowiedzialny.
– Stałam się bardziej niŜ ostroŜna. Nie pozwalałam nikomu zbliŜyć się do siebie, a sama
teŜ unikałam związków z ludźmi, którzy w jakikolwiek sposób mogliby zburzyć mój spokój.
Nie interesowali mnie męŜczyźni, przy których czułam się bodaj w najmniejszym stopniu
zagroŜona. AŜ w końcu poznałam Dennisa. On był... – przerwała, Ŝeby zebrać myśli. – Był
wręcz idealny. Uprzejmy, godny szacunku, dojrzały. I nie musiałam się obawiać, Ŝe przy nim
stracę kontrolę nad sobą, bo Dennis miał jej za dwoje. Nie Ŝyliśmy ze sobą aŜ do nocy
poślubnej. Tak ustaliliśmy wcześniej, a dla Dennisa czekanie nie było Ŝadnym problemem.
Nie tak jak dla ciebie...
Spojrzała na Richarda ze smutnym uśmiechem. Omal nie zerwał się fotela i nie zmiaŜdŜył
jej w objęciach. Czuł, Ŝe pragnie jej równie mocno jak przed laty.
– Byłam przekonana, Ŝe wszystko przewidziałam. – Barbara gorzko się roześmiała. –
Nawet nie dopuszczaliśmy do siebie pewnych myśli. UwaŜaliśmy nasz związek za dojrzały, a
to było znacznie waŜniejsze niŜ jakieś tam ulotne zauroczenie. Mieliśmy wspólne poglądy na
wiele spraw i darzyliśmy się nawzajem szacunkiem.
Umilkła na chwilę, a potem ciągnęła:
– Upłynęło wiele czasu, nim zdałam sobie sprawę, jak puste moŜe być Ŝycie pozbawione
namiętności. Wydawało mi się, Ŝe kiedy juŜ dojdzie do zbliŜenia między mną i Dennisem...
sama natura postara się o resztę i... i będę czuła to, co czułam, kiedy byłam z tobą.
– Jestem ostatnim człowiekiem, któremu powinnaś mówić takie rzeczy – przerwał jej. Za
wszelką cenę pragnął ją powstrzymać, ale Barbara okazała się silniejsza. Jak zawsze.
– O, nie – zaprotestowała – to moŜe śmieszne, ale jesteś jedynym człowiekiem, któremu
mogę o tym opowiedzieć. Nigdy nikomu się z tego nie zwierzałam. Chyba ze strachu, Ŝe ktoś
mógłby mi zarzucić oziębłość. Przy tobie nie mam juŜ tych obaw, bo kiedy znów mnie
pocałowałeś...
Podniosła na niego rozjarzone oczy.
– Czy ty wiesz, co to za ulga przekonać się, Ŝe jest się zdolnym do namiętności? śe to nie
tylko gra wyobraźni? Nie masz pojęcia, przez ile bezsennych nocy zastanawiałam się nad
tym, czy uczucie, które Ŝywiłam do ciebie, istniało naprawdę, czy teŜ wyolbrzymiałam je jak
dziecko, któremu we wspomnieniach wszystko wydaje się większe i piękniejsze niŜ w
rzeczywistości.
– To nie była tylko fantazja – zapewnił ją Richard. Barbara uśmiechnęła się, ale jej oczy
nagle przygasły.
– Zdałam sobie z tego sprawę w chwili, kiedy stanąłeś w progu mojego gabinetu i
popatrzyłeś na mnie jak dawniej . A potem powiedziałeś, Ŝe musisz się ze mną zobaczyć.
Miałam nadzieję... – Z jej ust wyrwało się westchnienie.
– Richardzie, ten jeden jedyny raz pragnęłam się przekonać, jak mogło być...
Richard zerwał się na równe nogi. Jego wytrzymałość teŜ miała swoje granice. PrzecieŜ
chciał tylko być w porządku i zachować się uczciwie.
– Chcesz wiedzieć, jak by to było? – wykrzyknął. – Mogę ci powiedzieć. Byłoby tak, jak
nie było nigdy, od czasu kiedy uległem młodzieńczej głupocie. To stałoby się częścią nas,
częścią naszego Ŝycia, punktem granicznym między przeszłością i przyszłością. Ogniskową,
w której skupiłyby się nasze marzenia. Nie moglibyśmy przejść obok tego obojętnie.
Zostałoby w nas jakieś piętno...
– Myślisz, Ŝe o tym nie wiedziałam? – spytała Barbara.
– Mimo to byłam gotowa zaryzykować.
– Ale nie ja! – wykrzyknął Richard. – Lista moich pomyłek jest juŜ wystarczająco długa.
Barbara wstała, zabrała kubki i odwróciła się do niego plecami.
– Do widzenia, Richardzie – rzuciła mu przez ramię.
– Nie mam prawa... Mógłbym znowu cię skrzywdzić – niezdarnie próbował się bronić.
– JuŜ to mówiłeś. A teraz wyjdź!
Chciał iść do drzwi, ale nogi odmawiały mu posłuszeństwa.
– Widzisz, do czego doprowadziłem.
– Nie mam zamiaru z tobą dyskutować. – Barbara minęła go obojętnie, jakby był
meblem. – Wszystko zostało powiedziane. Idź juŜ sobie!
– Barbaro!
Przystanęła, ale się nie odwróciła. Richard patrzył na jej rozrzucone włosy, wyprostowane
ramiona pod wełnianym swetrem, pośladki, których krągłość uwypuklały obcisłe dŜinsy,
nagie stopy... Widział jej piękno, ufność, wraŜliwość i siłę. Czuł, Ŝe poŜąda jej jak dawniej,
boleśnie i rozpaczliwie. A świadomość, Ŝe była gotowa mu ulec, podsycała jeszcze jego
namiętność.
– Tak będzie najlepiej – powiedział.
– Chyba tak. – Ton Barbary był lodowaty.
Gdyby nie wpatrywał się w nią z takim natęŜeniem, pewnie przeoczyłby ledwo
dostrzegalne drŜenie jej ramion.
Skoro wychodząc tak ją ranił – skąd ta uporczywa pewność, Ŝe głębiej ją zrani zostając?
Raz jeszcze z rozpaczą zajrzał w głąb swoich myśli i sumienia, próbując znaleźć jakikolwiek
powód do odejścia.
I nie znalazł Ŝadnego! Z jego ust wyrwało się głuche przekleństwo.
ROZDZIAŁ 6
Zapadła cisza. Barbara stała odwrócona plecami do Richarda. Czekał w napięciu, by
zrobiła jakiś ruch, przemówiła, dała mu znak, Ŝe go rozumie, Ŝe nie zmieniła zdania, Ŝe wciąŜ
chce, by z nią został. Ale ona zamarła jak posąg, z dumnie uniesioną głową.
ZbliŜył się i poczuł bijący od niej Ŝar, usłyszał przyspieszony oddech. Chciał coś
powiedzieć, ale pytania, które cisnęły mu się na usta, nie dały się wyrazić słowami. Wobec
tego połoŜył dłonie na ramionach Barbary i odwrócił ją ku sobie.
Kiedy spojrzał jej w twarz, odetchnął z ulgą. Siedemnaście lat rozpłynęło się we mgle, a
wraz z nimi poczucie winy i dręczącej samotności. Znów był z Barbarą, patrzył na nią,
zaglądał w oczy. Nagle jego serce wypełniła bezbrzeŜna radość.
Dotknął gładkiego policzka, a potem pieszczotliwie musnął jej usta. Uśmiechnął się, a
jego uśmiech koił zadawnione rany.
– I co teraz? – szepnęła bez tchu.
Nachylił się i delikatnie ją pocałował, ale kiedy chciał ją objąć, poczuł, Ŝe wciąŜ
przyciska do piersi kubki po kakao. Śmiejąc się cicho, wyjął je z jej zaciśniętych palców i
odstawił na stół. A potem znów wziął ją w objęcia.
Policzki Barbary okryły się rumieńcem. Richard patrzył na nią i wciąŜ nie mógł uwierzyć
w cud, który sprawił, Ŝe w szkole swojej córki odnalazł Barbarę. Po latach dręczących
wspomnień mógł ją zamknąć w ramionach, poczuć miękkość jej kobiecego ciała. Nagle
zrozumiał, Ŝe znów jest zdolny do czystej miłości i radosnej nadziei, którą Barbara wzbudziła
w nim przed laty.
PołoŜyła mu dłonie na piersi, a potem objęła go za szyję. Pochylił głowę. Ich usta się
zetknęły. Nagle ogarnęła go fala gorąca. Usłyszał swój galopujący puls. Jak zawsze, kiedy był
z Barbarą. Nawet wtedy, gdy był zbyt niedoświadczony, by pojąć, Ŝe pocałunek to coś więcej
niŜ para tulących się do siebie ust.
Minęło siedemnaście lat, a nadal nic się nie zmieniło. Wystarczyło kilka pocałunków, by
rozpalić w nim zmysły.
Oderwał usta od warg Barbary, ale wciąŜ trzymał ją w ramionach. Otworzyła oczy i z
uśmiechem zanurzyła palce w jego włosy. Kiedy kciukiem musnęła jego ucho, cicho
westchnął.
– Ciągle to lubisz? – spytała.
Richard objął ją w talii i mocno do siebie przycisnął.
– A jak myślisz? – mruknął.
Spojrzała na niego pociemniałymi oczyma.
– Myślę, Ŝe mamy na sobie za duŜo ubrań – szepnęła i zaczęła mu rozpinać koszulę, a
potem nachyliła się i pocałowała jego owłosiony tors. Dotyk jej warg, jeszcze wilgotnych od
pocałunku, doprowadzał go do szaleństwa.
– Spieszy ci się? – jęknął, choć chciał, by jego pytanie zabrzmiało ironicznie.
– Czekałam na to siedemnaście lat. Przycisnął głowę Barbary do piersi.
– Umiesz postawić na swoim – szepnął, całując jej włosy.
Z zamkniętymi oczyma wsłuchała się w rytm jego serca.
– Nie sprawisz mi zawodu.
– Skąd ta pewność?
– Bo juŜ teraz jest cudownie – westchnęła. Jej gorący oddech przyprawił Richarda o
dreszcz.
– Barbaro? – zapytał.
– Uhm?
– Którędy do sypialni?
– Spieszy ci się? – Ŝartobliwie powtórzyła jego pytanie.
– Czekałem na to siedemnaście lat.
– Ty teŜ umiesz postawić na swoim.
Richard odgarnął ciemny kosmyk i pocałował skroń Barbary.
– Nie sprawisz mi zawodu – mruknął.
– Skąd ta pewność?
Powiódł wargami po jej policzku, aŜ dotknął ust.
– Bo... juŜ... jest...
Pocałunek powiedział jej więcej niŜ słowa. Słowa – namiętne i podniecające – mogły
tylko opisywać uczucia. Pocałunkiem dało się wyrazić nieskończenie więcej. Wkrótce
koszula Richarda była juŜ całkiem rozpięta, a jego dłonie wślizgnęły się pod sweter Barbary i
spoczęły na jej nagich plecach.
– Racja – przyznał. – Rzeczywiście mamy na sobie za duŜo ubrań.
– Ty teŜ miałeś dobry pomysł – odparła.
– Który? – zapytał. – Podsunęłaś mi ich kilka.
– Ten z sypialnią. – Wzięła go za rękę i pociągnęła za sobą. W drzwiach nagle się
zatrzymała. Wyraz jej twarzy zaniepokoił Richarda.
– Obleciał cię strach? – spytał, choć lękał się odpowiedzi.
Barbara zarzuciła mu ręce na szyję.
– Przy tobie niczego się nie boję.
– Więc skąd to wahanie?
– Przekraczamy pewien próg – powiedziała z uśmiechem. – Chciałam się tylko upewnić,
Ŝ
e moje wahania zostały za drzwiami.
– Jakie znowu wahania?
– Te złośliwe istoty, które mogłyby mi zepsuć radość ze wspólnie spędzonych chwil.
– JeŜeli nie jesteś pewna... jeśli masz jakieś wątpliwości...
– Zostawiłam je za drzwiami, pamiętasz? – ściszyła głos. – A zresztą, to były stare, głupie
wątpliwości. Powinnam była się ich pozbyć siedemnaście lat temu.
– Chyba się nie obwiniasz o to, co się wtedy stało? – Coś takiego nigdy przedtem nie
przyszło Richardowi do głowy. – Mój BoŜe, Barbaro... nie masz czego Ŝałować.
– Gdybym nie była takim tchórzem...
– Mylisz się – powiedział i zamknął ją w uścisku. – To ty miałaś w sobie więcej siły.
Mnie jej zabrakło. Dlatego wszystko popsułem.
– I co mi przyszło z tej siły?
Zalała go fala czułości. Zawsze był świadom tego, Ŝe swoją zdradą głęboko zranił
Barbarę. W jego wspomnieniach urosła do symbolu zdradzonej niewinności. Nigdy nie
myślał o niej jako o kobiecie z krwi i kości, która podczas samotnych nocy oskarŜała się o
cudze winy.
Kurczowo przytulił ją do siebie, jakby na nowo chciał się upewnić, Ŝe jest przy nim.
– Mamy tyle zaległości do odrobienia. – Pocałował ją w czoło, skroń, policzek. – Te
samotne noce...
Z westchnieniem spojrzała mu w twarz.
– Masz rację. Tylko Ŝe to wszystko wydaje się takie nierealne.
Richard przeciągle spojrzał jej w oczy.
– Chyba nie masz zamiaru zmienić zdania?
– To nie mnie dręczyły kiedyś rozterki – odparła. Dałby wszystko, Ŝeby nie słyszeć
oskarŜenia, które zabrzmiało w jej głosie.
– Wyzbyłem się wszelkich wątpliwości. Jestem tylko trochę zdenerwowany.
– Ja teŜ – przyznała cicho Barbara. Zsunęła z ramion Richarda koszulę i połoŜyła dłonie
na jego obnaŜonych plecach. Richard podciągnął jej do góry sweter. Cofnęła się o krok.
Sweter spadł na podłogę.
Richard wbił wzrok w kształtny biust Barbary, przysłonięty jedynie półprzeźroczystą
koronką.
– Zapomniałem juŜ, jaka jesteś piękna – powiedział, z trudem łapiąc oddech. – Wydawało
mi się, Ŝe wszystko pamiętam, a jednak zapomniałem.
Bez trudu go zrozumiała. Ona teŜ sądziła, Ŝe pamięta, a przecieŜ zapomniała.
Rzeczywistość okazała się piękniejsza od wspomnień.
Rozpięła stanik i zsunęła ramiączka. Richard wyciągnął rękę i dotknął zagłębienia między
piersiami Barbary, a potem połoŜył na nich dłonie.
– Jeszcze nigdy tak się nie bałem – odezwał się stłumionym głosem.
– A ja nigdy... – Z westchnieniem przylgnęła do jego obnaŜonej piersi i objęła go. –
PokaŜ mi, co straciłam.
Obsypał ją gwałtownymi pocałunkami. Pod dotykiem jego rąk, ust, języka odkrywała
ś
wiat nowych doznań.
Szarpnęła za pasek spodni Richarda. On zsunął jej dŜinsy z bioder. Stali naprzeciw siebie,
dotykając się jedynie spojrzeniami. Gorący dreszcz raz po raz wstrząsał ciałem Barbary.
– Nikt nie patrzał na mnie tak jak ty – westchnęła. – Tak jakby... – Głos zamarł jej w
gardle.
– A twój mąŜ? – zapytał Richard. Potrząsnęła głową.
– Dennis nie był namiętny.
– Ten twój Dennis musiał być głupcem.
– Nie chcę o nim rozmawiać. Chcę tylko... – zająknęła się, bo dłoń Richarda
powędrowała w górę jej uda – chcę się z tobą kochać.
W odpowiedzi usta Richarda zmiaŜdŜyły jej wargi w namiętnym pocałunku. Jego
muskularne ciało, szorstkie włosy, palący oddech, zachłanne ręce – wszystko to nagle stopiło
się w jedno. W ramionach Richarda przeŜywała uniesienia, jakich nie zaznała z innym
męŜczyzną. Pragnęła go z całej duszy, a jej ciało płonęło w oczekiwaniu spełnienia.
Objęci przeszli przez sypialnię i osunęli się na łóŜko. Barbara drŜała w oczekiwaniu na
kolejne pocałunki, kolejne pieszczoty. Tak długo czekałam, myślała, tak strasznie długo...
Barbara! Richard wciąŜ nie mógł uwierzyć, Ŝe wreszcie mają przy sobie. Nagą – z
wyjątkiem skrawka turkusowego jedwabiu. .. Zakręciło mu się w głowie. Barbara... Gdyby
nie ciepło jej ciała, zapach włosów, jedwabista gładkość skóry, byłby pewny, Ŝe śni.
Ale obecność Barbary i jego poŜądanie były zbyt realne, by je uznać za wytwór fantazji.
Barbara z westchnieniem zagarnęła go pod siebie i spojrzała na niego zamglonym
wzrokiem. Usta miała obrzmiałe od pocałunków. Pochyliła się i delikatnie pocałowała go w
ucho, a potem obwiodła je językiem.
– Wolisz, jak cię tu dotykam czy jak całuję?
– Przestań. – Przyciągnął ją do siebie. – Widzisz, co się ze mną dzieje.
– Chyba wciąŜ mamy na sobie za duŜo ubrań – szepnęła bez tchu.
– MoŜe by coś z tym zrobić. – Te dwa skrawki materiału, jeden bawełniany, drugi
jedwabny, zaczęły mu nagle bardzo przeszkadzać.
– Co proponujesz? – spytała Barbara, unosząc się na łokciach.
– Masz niewiarygodny biust – powiedział, poŜerając ją wzrokiem.
Wsunęła palce pod gumkę jego slipek.
– Nie słuchasz, co do ciebie mówię.
– AleŜ słucham – zaprzeczył, wpatrzony w jej obnaŜone piersi.
– Mówiliśmy o zbytecznej garderobie – stwierdziła i jednym ruchem ściągnęła z niego
slipy.
Richard uniósł się, objął Barbarę, a potem połoŜył ją na materacu. Z zamkniętymi oczami
czekała, aŜ spełni się marzenie jej Ŝycia.
Richard uwodził ją kaŜdym gestem, podniecał słowem i dotykiem. Nagle przestała
myśleć i po raz pierwszy w Ŝyciu poddała mu się bez reszty.
Kiedy zsunął z jej bioder skrawek jedwabiu, drŜąc wstrzymała oddech. Czuła na sobie
jego palący wzrok. Palce Richarda delikatnie wślizgnęły się między jej uda. Cicho krzyknęła.
– Co ci jest, Barbaro? – Głos Richarda dobiegł ją jakby z oddali.
– Nic. Nie przerywaj...
– Nie łudź się – mruknął. – Masz moŜe....
– Tak. W szkatułce na stoliku.
Sięgnął do szkatułki i wyjął mały pakiecik.
– Trzęsą mi się ręce jak jakiemuś smarkaczowi.
– Pomogę ci. – Pewną ręką poprowadziła jego dłoń, a potem opadła na plecy i wyciągnęła
do niego ramiona.
– Teraz! – szepnęła. – Nareszcie.
Zagarnął ją pod siebie. Zatracili się w pocałunku. Na moment oderwał usta odjej warg,
Ŝ
eby wyszeptać ostatnie świadome słowo: „Nareszcie!”
Połączyli się z jękiem rozkoszy. Richard poczuł, Ŝe wciąga go jedwabisty Ŝar. Kurczowo
przyciągnął Barbarę do siebie.
Wiła się pod nim, wpijając palce w jego ramiona. Otaczał ją i pochłaniał, więŜąc w
ramionach, miaŜdŜąc udami.
Stopieni w jedność i ogarnięci Ŝarem, poddali się odwiecznemu rytmowi, który miał
przynieść im spełnienie. KaŜda sekunda tej słodkiej tortury przybliŜała moment wyzwolenia.
Wreszcie osiągnęli szczyt. Ciałem Richarda wstrząsnęły spazmatyczne dreszcze. Barbara
przytuliła go tak mocno, jakby od tego zaleŜało jej Ŝycie.
ś
adne z nich nie wiedziało, jak długo tak leŜeli, wciąŜ połączeni, czekając, aŜ ich serca
się uspokoją, a oddech wyrówna.
Barbara ocknęła się pierwsza. Richard delikatnymi pocałunkami obsypał jej skroń i
policzek. Czuła jego gorący oddech, słyszała westchnienia.
Chciała coś powiedzieć, ale zawiódł ją głos. Wszelkie słowa wydały się niewystarczające.
Czule pogładziła Richarda po włosach. W głębi duszy lękała się chwili, w której będą musieli
się rozstać.
Tyle lat, pomyślała. Tyle zmarnowanych lat.
Nagle wydało jej się, Ŝe czas stanął w miejscu i będą mogli zostać tak na zawsze, nie
dręcząc się błędami przeszłości i tym, co przyniesie przyszłość.
Z westchnieniem zamknęła oczy i pomyślała, jakby to było cudownie. Wzięła Richarda
za rękę i połoŜyła ją na sercu.
– Mówiłem ci, Ŝe tak będzie – mruknął.
– Hm?
– Mówiłem ci, Ŝe to nie będzie proste. Barbara uniosła się i spojrzała mu w twarz.
– Czy to znaczy, Ŝe było ci dobrze?
– Nie – odpowiedział. – Nie było mi dobrze. Przeraziła się.
– Jak to?
– Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, Ŝe leŜysz w łóŜku z męŜczyzną i pytasz go: Było ci
dobrze? – jakby chodziło o pogodę.
– Nigdy nikogo o to nie pytałam.
– Więc jak moŜesz tak mówić? – spytał z wyrzutem. – Po co? Wiesz, jak było. Nie było
nam po prostu „dobrze”, bo nie był to tylko seks.
Barbara dotknęła jego policzka.
– Było tak, jak sobie wymarzyłam.
Richard zamknął oczy, a potem z trudem je otworzył.
– Gdyby to był tylko seks, chciałbym jak najprędzej uciec z tego łóŜka. A ja marzę,
Ŝ
ebym nigdy nie musiał z niego wychodzić.
– No cóŜ – westchnęła – uprzedzałeś, Ŝe to nie będzie łatwe.
Spojrzeli sobie w oczy i zrozumieli się bez słów. Bali się, Ŝe mogliby powiedzieć za duŜo.
Wreszcie Barbara z uśmiechem pochyliła się nad Richardem i nim ich usta się spotkały,
spytała:
– Czy nie mówiłeś teŜ, Ŝe raz to stanowczo za mało?
ROZDZIAŁ 7
– JeŜeli nie masz nic przeciwko temu, porozmawiamy w kuchni – zaproponowała
Barbara. – Dziś jest chłodniej, więc mam ochotę na ciepłą kolację. Postanowiłam zrobić
pieczeń. Muszę ją teraz nastawić, bo nie będzie gotowa na wieczór.
– Dobrze – nieśmiało powiedziała Missy.
– No to chodźmy. – Barbara skierowała się do kuchni. Przeczuwając, Ŝe Missy będzie
skrępowana podczas ich pierwszego spotkania, postanowiła wymyślić dla nich obu jakieś
praktyczne zajęcie. Najłatwiejszą i najbardziej naturalną czynnością wydało jej się gotowanie.
– Napijesz się mleka?
– Tak.
– A moŜe zjesz jabłko? – Barbara otworzyła lodówkę. Boja mam ochotę na jabłko.
– Tak, chętnie – odparła Missy.
Barbara podała Missy szklankę mleka i posadziła dziewczynę za stołem. Opłukała owoce,
wyjęła z szafki talerze, noŜe i słoik masła orzechowego.
– Lubisz masło orzechowe? – spytała.
– Tak, ale nie z jabłkami. – Missy zmarszczyła nos zupełnie tak samo jak jej ojciec, kiedy
Barbara po raz pierwszy poczęstowała go jabłkiem z masłem orzechowym.
– Moja mama przyrządzała mi w ten sposób jabłka, kiedy byłam małą dziewczynką –
powiedziała Barbara. – Posmaruję jedno dla ciebie. Spróbuj, moŜe będzie ci smakowało. –
Rozcięła jabłko, wydrąŜyła i napełniła połówki masłem orzechowym.
Missy sięgnęła po jabłko i niepewnie ugryzła mały kęs.
– Niezłe – przyznała z ulgą.
Barbara z radością zauwaŜyła, Ŝe dziewczyna powoli się odpręŜa. Szybko przekroiła
drugie jabłko.
– Z masłem czy bez? – spytała.
– Z masłem. – Missy uśmiechnęła się kącikiem ust. Barbara odwzajemniła uśmiech,
podsunęła następne jabłko i wstała.
– Muszę zacząć szykować kolację.
Wyjęła z lodówki mięso i jarzyny, połoŜyła mięso na desce i starannie odcięła tłuszcz.
Czując na sobie uwaŜny wzrok dziewczyny, dodała:
– Lubię ciepłe kolacje, kiedy jest brzydka pogoda. Missy milczała. Barbara zdjęła z półki
kilka słoiczków z przyprawami i ustawiła jej na kuchennym blacie. Potem zmełła pieprz w
młynku i obficie natarła mięso. Missy wciąŜ przyglądała jej się z uwagą. Barbara uznała, Ŝe
przyszła pora na pierwszy ruch.
– MoŜesz mi pomóc? – spytała, a widząc zakłopotanie na twarzy dziewczyny, szybko
dorzuciła: – Nie będę musiała co chwila myć rąk.
– Dobrze – niepewnie zgodziła się Missy.
– Więc najpierw papryka. Missy zawahała się.
– Zdejmij wieczko – podpowiedziała Barbara – i potrząśnij słoiczkiem. Teraz moŜesz
sypać.
Missy ostroŜnie wykonała polecenie. Barbara wtarła przyprawę i przewróciła mięso.
– Teraz z tej strony. Śmiało! To łagodna papryka. Nigdy nie jest jej za duŜo.
Tym razem Missy z zapałem sypnęła paprykę.
– Teraz gałka muszkatołowa – poleciła Barbara. – Ładnie pachnie, prawda?
Dziewczyna skinęła głową. Barbara konspiracyjnym szeptem dodała:
– To jeden z sekretów mojej kuchni.
– Pani na pewno lubi gotować – stwierdziła Missy.
– Mieszkam sama, więc na ogół kupuję gotowe dania, ale parę razy w tygodniu staram się
przygotować coś porządnego. Chwileczkę... teraz sól czosnkowa, a potem dodamy mąki.
Missy otworzyła kolejny pojemniczek i posypała mięso solą czosnkową.
– Myślałam, Ŝe mąki uŜywa się wyłącznie do chleba i ciasta.
– Do mięsa teŜ, ale tylko troszkę. Ładniej się wtedy rumieni i sos będzie gęstszy.
– Pani naprawdę musi być dobrą kucharką. Barbara roześmiała się.
– Moja babka była wspaniałą kucharką. To ona nauczyła mnie gotować.
– A moja babcia ma fioła na punkcie porządku. Nigdy nie chciała mnie wpuścić do
kuchni. Bała się, Ŝe narobię bałaganu.
– Skoro juŜ znasz moją tajemnicę, będziesz mogła sama przyrządzić taką pieczeń.
– Myśli pani, Ŝe potrafiłabym?
– Czemu nie? – Barbara znów wzruszyła ramionami. – Kiedy skończymy, będziesz
ekspertem. Mąka jest w tym plastikowym pojemniku. W środku jest sitko. Posyp trochę z
kaŜdej strony, a ja będę wcierać. Dobrze. Widzisz? Nie trzeba na to duŜo czasu.
– Dziwnie to wygląda.
– MoŜe i tak – przyznała Barbara – ale zobaczysz, jakie będzie pyszne. – Podeszła do
zlewu i opłukała ręce. – PomoŜesz mi przygotować jarzyny?
– Dobrze.
– Czysta deska i nóŜ są w tej szufladzie – powiedziała, odłamując dwie łodygi selera. –
Umyję jarzyny, a ty je pokroisz.
Missy zawahała się i przygryzła wargę.
– Nie umiem kroić.
– Weź nóŜ i deskę. Spróbujemy. W czym problem?
– Nie umiem pokroić... noo... na równe kawałki. Barbara nachyliła się i szepnęła Missy
do ucha:
– Przy pieczeni to nie ma znaczenia. Missy spojrzała na nią z powątpiewaniem.
– Naprawdę! – zapewniła ją Barbara. – Jarzyny dodaje się tylko do smaku i Ŝeby mięso
było wilgotne.
Pokroiły selery, marchewkę, cebulę, nad którą ze śmiechem roniły łzy, i wreszcie, po
wstawieniu potrawy do piekarnika, Barbara oznajmiła:
– Teraz moŜemy trochę odpocząć.
W salonie Missy chciała usiąść, ale potem się zawahała.
– Czuj się jak u siebie w domu. MoŜesz zdjąć buty i wyciągnąć się na sofie.
– Jak u psychiatry?
Pytanie było tak nieoczekiwane, a zarazem tak logiczne, Ŝe Barbara wybuchnęła
ś
miechem.
– Nie jestem psychiatrą, Missy. Pomyślałam tylko, Ŝe będziesz chciała odpocząć po
długim dniu w szkole. JeŜeli wolisz, moŜesz usiąść w fotelu i połoŜyć nogi na stoliku.
– Mogę rozpiąć spodnie? Zrobiły się trochę za ciasne.
– Oczywiście. Jesteśmy tu same. Chyba niedługo będziesz musiała sprawić sobie kilka
ciąŜowych sukienek.
– Chyba tak – westchnęła Missy.
– Nie lubisz zakupów? Missy skrzywiła się.
– Chodzimy czasem z Heather po sklepach, ale...
– Są ciekawsze miejsca niŜ sklepy dla przyszłych matek? Missy ponuro skinęła głową.
– A twój ojciec? Robisz z nim czasem zakupy?
– Niezbyt często. On się nie zna na... tych rzeczach.
– MoŜe wybrałybyśmy się razem któregoś dnia? Ja uwielbiam zakupy.
Missy milczała, więc Barbara zmieniła temat.
– Chcesz posłuchać muzyki? Mam nową taśmę z przebojami z czasów, kiedy byłam w
twoim wieku.
– Dobrze.
Barbara włączyła stereo i usiadła w fotelu naprzeciw Missy.
– Twój ojciec na pewno pamięta te piosenki – dorzuciła, jakby mimochodem. –
Chodziliśmy do tej samej szkoły. Mówił ci o tym?
Dziewczyna skinęła głową.
– Byłam zaskoczona, kiedy zobaczyłam w swoim gabinecie znajomego z dawnych lat.
Po krótkiej chwili Missy spytała drŜącym głosem:
– Czy znała pani takŜe moją mamę?
Barbara zająknęła się, dobierając w myślach słowa.
– Niezbyt dobrze – powiedziała wreszcie. – Była starsza o parę lat. Nie chodziłyśmy
razem do szkoły.
– Czy jestem do niej podobna?
WytęŜyła pamięć, usiłując przypomnieć sobie Christine, ale przed oczami miała tylko
zamazaną postać u boku Richarda, z pełnym wyŜszości uśmiechem na twarzy. A Missy? W
Missy widziała jedynie córkę Richarda. Dziecko, które nagle znalazło się w kłopotach.
– Wydaje mi się, Ŝe bardziej przypominasz ojca. MoŜe dlatego, Ŝe od lat nie widziałam
twojej matki.
Missy spuściła wzrok.
– Babcia mówi, Ŝe wyglądam zupełnie jak mama.
– Na pewno jesteś do niej trochę podobna. A takŜe do ojca i do babci. Do wszystkich,
którzy coś dla ciebie znaczą. Ta mieszanka rozmaitych cech stanowi o twojej wyjątkowości.
Tak samo będzie w przypadku twojego dziecka.
Missy zamyśliła się. Barbara odczekała chwilę, a później znów podjęła rozmowę.
– Powiedziałam ci przed chwilą, Ŝe nie jestem psychiatrą, i to prawda. Chciałabym zostać
twoją przyjaciółką, jeśli kogoś takiego potrzebujesz. I chcę teŜ, byś wiedziała, Ŝe moŜesz mi
zaufać. JeŜeli tylko masz ochotę porozmawiać o czymkolwiek, moŜesz się do mnie zwrócić.
Wszystko, co mi powiesz, zostanie między nami.
– Nie powtórzy pani... nikomu?
– JeŜeli mnie o to poprosisz – na pewno nie.
– Nawet mojemu tacie?
Nagle Barbara zdała sobie sprawę, w jak kłopotliwej sytuacji się znalazła, podejmując się
opieki nad dziewczyną i jednocześnie romansując z jej ojcem. W pierwszym odruchu, po
spędzonej wspólnie nocy, kiedy wszystko wydawało im się takie proste, postanowili utrzymać
ich związek w tajemnicy jeszcze przez jakiś czas. Richard uznał, Ŝe Missy Ŝyła teraz w zbyt
wielkim stresie, by dodatkowo obarczać ją informacją o nagłym, a zarazem tak powaŜnym i
romantycznym związku ojca.
– Jeśli będzie mi się wydawało, Ŝe jest coś, o czym powinien wiedzieć, będę cię
namawiać, Ŝebyś mu o tym powiedziała. Ale w Ŝadnym wypadku nie naduŜyję twojego
zaufania.
Z uwagą czekała na odpowiedź Missy. Dziewczyna, nie po raz pierwszy, zaskoczyła ją.
– Naprawdę poszłaby pani ze mną na zakupy?
– Bardzo chętnie. Najpierw musiałybyśmy poprosić twojego tatę o zgodę. MoŜe w
przyszłym tygodniu? Zamiast spotkania w domu?
– Dobrze. – Missy zawahała się, a potem dodała: – Bardzo potrzebuję kilku rzeczy. Na
przykład... staników.
– To zupełnie normalne – odparła Barbara. – Biust bardzo się zmienia w czasie ciąŜy.
Wiedziałaś o tym?
– Tak. Piszą o tym w ksiąŜce, którą dostałam od mojej’ lekarki. Tylko Ŝe – wzruszyła
ramionami – wstydzę się prosić w sklepie o... wie pani co.
– CiąŜowe staniki?
Missy skinęła głową.
– MoŜe będzie lepiej, jak razem je kupimy. – Barbara uśmiechnęła się. – Właśnie w
takich sprawach chciałabym ci pomóc. JeŜeli masz jakiekolwiek problemy związane z ciąŜą,
fizyczne czy inne, zawsze moŜemy o tym porozmawiać.
Widząc, Ŝe Missy słucha z uwagą, Barbara postanowiła zaryzykować.
– Mogłybyśmy porozmawiać o dziecku albo o jego ojcu.
Trafiła w sedno. Missy zbladła i posmutniała.
– JuŜ się nie widujemy. – Z zaŜenowaniem odwróciła wzrok i wyjaśniła: – On chodzi do
innej szkoły, ale to nie jest jedyny powód. Jego matka nie pozwala mu się ze mną spotykać.
UwaŜa, Ŝe to moja wina.
Matka mu nie pozwala. Co za absurd! Barbara była wstrząśnięta.
Nagle Missy głośno się rozszlochała.
– Wszystko, co ona mówi, to nieprawda, pani Wilson. Nie zrobiłam tego naumyślnie.
Zabezpieczyliśmy się, ale... Ja wcale tego nie planowałam.
Barbara usiadła obok Missy, objęła ją i podsunęła jej pudełko chusteczek do nosa.
– Ludzie w gniewie wygadują rozmaite rzeczy. Jestem pewna, Ŝe matka twojego chłopca
nie wierzy w to wszystko.
– Wierzy, wierzy. – Missy skuliła się w objęciach Barbary. – Gdyby pani wiedziała!
Nazwała mnie dziwką, a Josh siedział obok i nawet się nie odezwał. A kiedy mój tato spytał,
jak on moŜe w tej sytuacji milczeć, chociaŜ wie, Ŝe był moim pierwszym chłopcem, matka
Josha oświadczyła, Ŝe nie byłaby tego taka pewna. Kiedy Josh próbował jej przerwać, kazała
mu się zamknąć. Powiedziała, Ŝe jest naiwny, a ja nieźle sobie to wszystko
wykombinowałam. A w ogóle skąd wiadomo, Ŝe to dziecko Josha. – Z desperacją wytarła
nos. – To było takie okropne, pani Wilson! Barbara kojąco kołysała Missy w ramionach.
– Wiem. WyobraŜam sobie, co czułaś.
Nagle dziewczyna zaczęła mówić, jakby pękły w niej jakieś tamy.
– Powiedziała, Ŝe jak ktoś sypia z chłopakami na lewo i prawo, powinien się przynajmniej
zabezpieczyć. I Ŝe to dziewczyna ma się pilnować, nie chłopak. Krzyczała, Ŝe Josh jest
jeszcze za młody na ojca, a ja nie nadaję się na matkę. I Ŝe jeŜeli mam chociaŜ trochę oleju w
głowie, powinnam zrobić skrobankę. Ale ja powiedziałam: „Nie! Nie zabiję swojego
dziecka!”
Znowu głośno wydmuchała nos. Barbara poszła do łazienki i przyniosła mokry ręcznik, a
potem usiadła na podłodze u stóp Missy.
– Jak matka Josha zareagowała, kiedy jej oznajmiłaś, Ŝe chcesz mieć dziecko?
Missy otarła twarz ręcznikiem i głośno przełknęła ślinę.
– Znowu obrzuciła mnie wyzwiskami. Tata kazał jej się zamknąć. Oświadczył, Ŝe nikt nie
ma prawa tak do mnie mówić i Ŝe Josh jest tak samo winny jak ja. Wtedy matka Josha
powiedziała, Ŝe jeśli nie przerwę ciąŜy, to złamię Ŝycie Joshowi, sobie i dziecku, i Ŝe to nie
fair, aby Josh musiał ponosić konsekwencje mojej głupoty. A jeŜeli spodziewam się, Ŝe będą
płacić na dziecko, muszę najpierw zrobić testy i udowodnić, Ŝe to Josh jest ojcem.
Szlochając wtuliła twarz w ręcznik i stłumionym głosem ciągnęła dalej:
– Wtedy tata się wściekł i oświadczył, Ŝe jeŜeli Josh nie chce brać na siebie
odpowiedzialności za swoje postępki, musi zrzec się wszelkich praw do dziecka. A jego
matka na to, Ŝe to świetnie i Ŝeby im przysłać papiery, to Josh z radością je podpisze. A on...
on tak po prostu siedział i w ogóle się nie odzywał.
– Musiało ci być bardzo przykro. Missy skinęła głową.
– Myślałam, Ŝe...
– śe mu na tobie zaleŜy, tak? Dziewczyna znów przytaknęła.
– A tobie musiało bardzo na nim zaleŜeć, skoro zdecydowałaś się z nim sypiać?
Missy zamarła, a potem spojrzała Barbarze w twarz.
– On był moim pierwszym i jedynym chłopakiem. Pani mi wierzy, prawda?
Barbara myślała, Ŝe serce jej pęknie. Przytuliła Missy tak mocno, jakby to była jej
rodzona córka.
– Wierzę ci. Oczywiście, Ŝe ci wierzę. Twój ojciec teŜ ci wierzy. On bardzo cię kocha. I
twoja babcia...
Missy skamieniała, a potem gwałtownie wybuchnęła:
– Dlaczego muszę babci o tym powiedzieć?! Ona na pewno pomyśli sobie...
Nie dokończyła, tylko głęboko westchnęła i usta jej zadrŜały. Barbara dałaby wiele, Ŝeby
się dowiedzieć, o jakie myśli Missy podejrzewa swoją babkę, ale dziewczyna powtórzyła
tylko:
– Po co jej o tym mówić?!
Barbara odgarnęła z twarzy Missy wilgotny kosmyk.
– Twój ojciec uwaŜa, Ŝe moŜna zaczekać do kwietnia, aŜ babcia wróci z Europy. Masz
jeszcze dość duŜo czasu, Ŝeby się zastanowić, w jaki sposób jej to zakomunikujesz.
– Barbara uściskała Missy. – Myślę, Ŝe kiedy otrząśnie się z pierwszego szoku, moŜe ci
okazać wiele zrozumienia. W końcu dziecko, które w sobie nosisz, będzie jej prawnukiem.
Missy ze sceptyczną miną wytarła nos, ale jakby się trochę uspokoiła. Wreszcie
przemówiła tak cichym głosem, Ŝe Barbara ledwo ją usłyszała.
– Czy pani teŜ uwaŜa, Ŝe powinnam przerwać tę ciąŜę? Było to ostatnie pytanie, jakie
Barbara chciałaby usłyszeć.
– Nie jestem pewna, czy akurat mnie powinnaś pytać. W tej sytuacji nie umiem być
obiektywna. Ale jedno mogę ci powiedzieć. UwaŜam, Ŝe poszłaś za głosem serca, a to często
najlepszy doradca kobiety, która musi podjąć tę niełatwą decyzję.
Missy w milczeniu rozwaŜyła jej odpowiedź, a potem spytała:
– Dlaczego nie moŜe pani być obiektywna? Zastanawiała się, do jakiego stopnia powinna
zwierzyć się Missy, ale poniewaŜ nie miała nic do ukrycia, a chciała zdobyć zaufanie
dziewczyny, szczerze odpowiedziała:
– Bo zawsze pragnęłam dziecka. I dlatego nie potrafię mówić o aborcji, nie myśląc
jednocześnie o dzieciach, których nigdy nie miałam. Kiedy patrzę na ładną, młodą
dziewczynę jak ty, u progu Ŝycia, myślę, o tu – palcem dotknęła skroni – Ŝe nie planowane
dziecko moŜe skomplikować jej Ŝycie pod kaŜdym względem. I jestem w stanie zrozumieć, Ŝe
aborcja często jest jedynym sensownym wyjściem. Ale tu – połoŜyła dłoń na sercu – w głębi
duszy, nie mogę zapomnieć o tych nie narodzonych dzieciach.
I mam pretensje do losu, Ŝe daje dzieci kobietom, które ich nie chcą, a innym odmawia
tego szczęścia.
– Czemu nie zaadoptowała pani dziecka?
– MoŜe byśmy się na to zdecydowali, ale moje małŜeństwo się rozpadło. A po rozwodzie
skupiłam się na innych sprawach. Zrobiłam magisterium, a potem zaczęłam pracować z
młodzieŜą.
– PrzecieŜ samotne kobiety teŜ mają dzieci.
– Tak, ale macierzyństwo to wielki obowiązek. Gdybym urodziła dziecko, chciałabym je
otoczyć naleŜytą opieką. Trudno by mi było połączyć to z pracą zawodową. Z czasem moi
uczniowie stali się moimi dziećmi. Często czuję się tak, jakbym co roku miała kilkaset dzieci.
Missy cicho westchnęła.
– Moja lekarka mówi, Ŝe ma pacjentki, które nie mogą zajść w ciąŜę, więc gdybym
chciała oddać dziecko do adopcji, pomogłaby mi znaleźć dla niego dobry dom.
– Zastanawiałaś się nad tym, Ŝeby oddać dziecko do adopcji? – Ta myśl jakoś przedtem
nie przyszła Barbarze do głowy.
Missy spuściła wzrok.
– Adwokat, który załatwiał sprawę z Joshem, powiedział, Ŝe gdybym chciała oddać
dziecko jakiejś rodzinie, Josh nie moŜe mnie juŜ powstrzymać.
– A co ty o tym sądzisz?
– To byłoby łatwiejsze wyjście. A moŜe i lepsze dla dziecka. – Nagle podbródek zaczął
jej się trząść. – Ale nigdy więcej bym go nie zobaczyła. Byłoby mi strasznie smutno.
Smutno, pomyślała Barbara. To łagodnie powiedziane. Spotkała juŜ tyle kobiet, które do
końca Ŝycia sobie nie wybaczą, Ŝe oddały własne dziecko. Historie o połączeniu rodzin, które
po latach się odnalazły, stały się tematem numer jeden telewizyjnych programów.
Słowo „smutno” miało oznaczać rozterki związane z wyrzeczeniem się dziecka,
„łatwiejsze wyjście” – ucieczkę przed trudnościami, z jakimi wiąŜe się jego wychowanie,
zwłaszcza przez matkę tak młodą jak Missy. Z drugiej strony, macierzyństwo na zawsze
zmieniłoby jej Ŝycie, skracając młodość i obarczając jedną z najtrudniejszych ról.
Sytuacji, w jakiej znalazła się Missy, nie dało się rozwiązać ani szybko, ani bezboleśnie.
Podobnie jak problemów Richarda, który był jej ojcem. Missy czuła się winna, Richard –
odpowiedzialny. A w sumie oboje byli wyjątkowo nieszczęśliwi i udręczeni.
Nagle Barbara zdała sobie sprawę, Ŝe po uszy utkwiła w ich problemach. I Ŝe jedyną
rzeczą, jakiej wszyscy troje mogą odtąd być pewni, to Ŝe w ich Ŝyciu zaszły nieodwracalne
zmiany.
ROZDZIAŁ 8
Kiedy zadzwonił telefon, Barbara właśnie wychodziła spod prysznica.
– Halo! – rzuciła w słuchawkę.
– JeŜeli nie pocałuję cię w ciągu najbliŜszej godziny, zwariuję – odezwał się znajomy
głos.
– Richard! – wykrzyknęła. Serce radośnie zabiło jej w piersi.
– Mógłbym się urwać na chwilę, gdybym miał pewność, Ŝe pewna pani stęskniła się za
moim towarzystwem.
– Właśnie brałam prysznic. Mam się ubrać?
– JeŜeli chodzi o mnie – nie musisz.
Mimo wszystko Barbara się ubrała. WłoŜyła czerwoną nocną koszulę, obszytą czarną
koronką – luksusowy zakup, na który pozwoliła sobie kiedyś w przypływie wisielczego
humoru, a który dotąd spoczywał nie rozpakowany na dnie szuflady, czekając na specjalną
okazję.
Taką jak dzisiejszy wieczór.
I na właściwego męŜczyznę.
Jak Richard.
Richard przyjechał w niespełna godzinę, z butelką wina i bukietem kwiatów, ale wino
nawet nie zostało otwarte, a kwiaty włoŜone do wazonu.
Wcale nie miał zamiaru posiąść Barbary z pośpiechem i gwałtownością rycerza
powracającego z krucjaty, ale nie przewidział paru rzeczy. Jej stroju, przezroczystego jak
purpurowa mgiełka, promiennego uśmiechu i palącego pocałunku, którym obdarzyła go na
powitanie. Nie spodziewał się, Ŝe juŜ w progu wyciągnie do niego ręce i zacznie go rozbierać.
Po raz pierwszy w Ŝyciu kobieta rozbierała go w taki sposób. Jakby nie mogła się
doczekać chwili, w której dotknie jego ciała. Czuł jej gorący oddech, kiedy całowała jego
ramiona i tors, posuwając się coraz niŜej, póki nie natrafiła na pasek spodni, z którym
poradziła sobie szybko, choć ze wzruszającą nieporadnością. Zsunęła mu z bioder spodnie i
okryła jego uda drobnymi pocałunkami. Wreszcie uklękła i zdjęła mu buty.
Kiedy znów dotknęła ustami jego uda, oblał go Ŝar. Ukląkł i spojrzał Barbarze w oczy, a
potem sięgnął po butelkę i bukiet. Ukryła twarz w kwiatach i powąchała rozkwitłą róŜę.
Nagle wydało mu się, Ŝe jest jakimś staroświeckim zalotnikiem, a Barbara jego damą.
WciąŜ patrząc Barbarze w oczy, zamknął jej uśmiechnięte usta głębokim, zaborczym
pocałunkiem. Zarzuciła mu ręce na szyję i pociągnęła go na podłogę. Zapomnieli o bukiecie i
winie.
Dzieliła ich juŜ tylko koszula, wykwintna i podniecająca jak kobieta, której ukryta siła
przeczy jej bezbronnemu wyglądowi. Przezroczysty materiał zdawał się Ŝyć własnym Ŝyciem,
broniąc dostępu do nagiego ciała Barbary.
Wreszcie Richard zrezygnował z daremnych wysiłków i z cięŜkim westchnieniem usiadł.
– O co chodzi? – spytała Barbara, z trudem łapiąc oddech.
– Ta przeklęta koszula! Skoro i tak musimy przerwać na chwilę, Ŝeby się jej pozbyć,
poszukajmy jakiegoś wygodniejszego miejsca.
– To dobry pomysł – przyznała i uśmiechnęła się zalotnie. – MoŜe byś wreszcie przestał
narzekać i zaczął się ze mną kochać... Ricky!
Nim skończyła wymawiać to znienawidzone przez niego zdrobnienie, juŜ jej nie było.
Dogonił ją w sypialni.
– Nawet mojej matce nie było wolno tak mnie nazywać – powiedział ze złością, bo w
slipach i skarpetach wydał się sobie bardzo śmieszny, a Barbara w eleganckiej koszuli
wyglądała jak królowa.
– No to mi wytłumacz, dlaczego nie powinnam tak do ciebie mówić?
Z determinacją zdjął majtki i skarpety i wszedł do łóŜka.
– Powód pierwszy – powiedział. Barbara zmruŜyła oczy i wyciągnęła rękę.
– Rzeczywiście, imponujący – przyznała z podziwem. Richard połoŜył się na wznak i
patrzył, jak Barbara go dotyka. Nagle wydało mu się, Ŝe jest zarazem świadkiem i
uczestnikiem tej sceny. Widział jak gdyby z oddali, Ŝe Barbara otwiera szkatułkę i wyjmuje z
niej małą paczuszkę, a jednocześnie czuł jej zręczne palce, które pieściły go i podniecały,
kiedy go zabezpieczała.
Zarumieniona, oddychała coraz szybciej, aŜ wreszcie uklękła nad nim i przyjęła go w
siebie.
Wsunął ręce pod delikatny materiał i wreszcie dotknął jej ciała. Na nowo odkrywał
krągłość bioder i cięŜar pełnych piersi, kiedy się nad nim pochylała.
Kochali się coraz szybciej i coraz bardziej zapamiętale, aŜ w końcu Barbara zadrŜała i
wykrzyknęła jego imię. Wtedy on osiągnął szczyt, szczęśliwy, Ŝe go wyprzedziła.
Potem, kiedy juŜ uspokojeni leŜeli obok siebie, Richard szepnął:
– Cudownie pachniesz.
– Bo mnie wyciągnąłeś prosto spod prysznica. Zapadło milczenie. Po chwili znów się
odezwał:
– Barbaro...
– Hm? – mruknęła. – Co znowu?
– Chciałem cię o coś zapytać.
– Mam nadzieję, Ŝe o nic powaŜnego.
– Jestem po prostu ciekawy.
– No to strzelaj.
– Za kaŜdym razem, kiedy się kochaliśmy, pilnowałaś, Ŝebym się zabezpieczył, a przecieŜ
nie masz dzieci. Myślałem, Ŝe...
Barbara westchnęła.
– Myślałeś, Ŝe jestem bezpłodna? Richard skinął głową.
– Mówiłaś przecieŜ...
– Nie mówiłam, Ŝe to ja, tylko Ŝe Dennis i ja nie mogliśmy mieć dzieci.
– Więc to wina Dennisa?
– Nie. Badania wykazały, Ŝe z nim teŜ wszystko było w porządku. Lekarze uznali, Ŝe to
jakaś poza fizyczna przyczyna.
– I nie potrafili nic na to poradzić?
– Nic, na co Dennis gotów był się zgodzić. On uwaŜał, Ŝe te wszystkie badania są
Ŝ
enujące i upokarzające, a wszelkie dalsze propozycje nie do przyjęcia.
Nagle posmutniała. Richard poczuł, Ŝe serce mu się ściska. Delikatnie dotknął jej ust.
– Nie chciałem przywoływać złych wspomnień.
– Nie są złe, raczej smutne. Sprawa byłaby prosta, gdybym to ja okazała się bezpłodna.
Przynajmniej mógłby mnie wprost o to obwiniać.
– Ciebie?
– Dennis był metodycznym, schludnym facetem. KaŜda rzecz musiała mieć swoje
miejsce i czas. A kiedy stało się inaczej, a jemu nie udało się znaleźć winnego, szalał, bo to
obraŜało jego poczucie porządku. Gdy uznał, Ŝe pora na dziecko, a ja wciąŜ nie zachodziłam
w ciąŜę, to ja musiałam poddawać się tym wszystkim badaniom. A kiedy lekarze
zasugerowali, Ŝeby i on... – Ze smutkiem potrząsnęła głową. – Myślę, Ŝe nasze małŜeństwo
skończyło się w dniu, kiedy Dennis dostał szału, bo musiał oddać nasienie do badania. Ja
byłam oglądana, kłuta i prześwietlana na wszystkie moŜliwe sposoby, a on się obraził, bo w
męskiej toalecie leŜały pisma pornograficzne. Wkrótce potem wszczęliśmy kroki rozwodowe.
Richard przysunął się do Barbary i ujął jej twarz w dłonie.
– Trzeba było cię odszukać dawno temu. Próbowałem postępować fair z Christine, ale
kiedy stało się jasne, Ŝe naszego małŜeństwa nie da się uratować, powinienem przewrócić
niebo i ziemię, Ŝeby cię odnaleźć.
Jego spojrzenie było tak wymowne, Ŝe aŜ się przeraziła. Nie mogła uwierzyć w to, co
sugerował.
– Richardzie, co ty mówisz? – powiedziała z wyrzutem. – PrzecieŜ byłam męŜatką.
Przysięgałam, Ŝe zrobię wszystko, aby moje małŜeństwo było udane. Nie mogłabym odejść
tylko dlatego, Ŝe ktoś złoŜył mi lepszą propozycję.
– Oczywiście, Ŝe nie. – Richard westchnął z rezygnacją i przymknął na chwilę powieki,
jakby chciał schować w sobie swój ból, a potem znów spojrzał na Barbarę. – Sam juŜ nie
wiem, co o tym wszystkim myśleć. Wiem tylko jedno, Ŝe twoje miejsce jest przy mnie, tak
jak teraz. Nawet gdyby nasza rozłąka trwała sto lat, a nie siedemnaście, wchodząc do twojego
gabinetu, poczułbym to samo. I niewaŜne, jak źle pokierowałem moim Ŝyciem ani jak bardzo
gubię się w tym wszystkim, co mnie otacza, bo wiem na pewno, Ŝe to... to...
Pocałował ją gwałtownie i zachłannie, do utraty tchu.
– My – mówił dalej urywanym głosem – ty, ja, tutaj... razem... jak w tej chwili... tylko to
jest waŜne, tylko to się liczy.
– Nie będę się z tobą spierać – powiedziała Barbara, zanurzając palce w jego włosy. –
Musiałabym kłamać.
Przyciągnęła do siebie jego głowę. Ich pocałunek był pełen Ŝaru i desperacji, podobnie
jak to, co potem nastąpiło.
– Nic ci nie jest? Nie sprawiłem ci bólu? – spytał Richard, kiedy był juŜ w stanie wydać z
siebie głos.
– Bólu? Mnie? – zdziwiła się Barbara. Czuła się tak lekko i radośnie. Jej elegancka
koszula leŜała zmięta w rogu pokoju, a pościel na łóŜku wyglądała, jakby nad sypialnią
przeszedł huragan.
– Nie wiesz – spytała – Ŝe niektóre kobiety przez całe Ŝycie czekają na takie chwile?
Miałam wraŜenie, Ŝe stałam się częścią ciebie.
– Widocznie tak bywa, kiedy jest się z właściwą osobą – stwierdził Richard.
Barbara uśmiechnęła się leniwie.
– Tym bardziej mi Ŝal tych siedemnastu straconych lat.
– Co się stało, to juŜ się nie odstanie. Cieszmy się teraz i nie traćmy energii na próŜne
Ŝ
ale. Wszystko ma swój czas.
– Ale jak tylko cię dotykam, przychodzą mi na myśl te wszystkie lata, kiedy tego nie
robiłem, choć mogłem.
– JeŜeli mówimy tylko o seksie, to spotkaliśmy się w najkorzystniejszym dla mnie
momencie.
Richard spojrzał na nią pytającym wzrokiem.
– Naprawdę. Gdybyśmy zaczęli współŜyć ze sobą, kiedy miałeś dziewiętnaście lat, nie
znalazłbyś we mnie partnerki. Dopiero teraz przyszedł mój czas.
– Z tobą czuję się, jakbym znowu miał dziewiętnaście lat, ale niestety moje ciało zbliŜa
się do czterdziestki.
Barbara roześmiała się.
– To nie ma najmniejszego znaczenia. Jestem absolutnie zaspokojona.
Richard wziął ją w objęcia i wycisnął na jej policzku głośny pocałunek.
– Muszę przyznać, Ŝe mi ulŜyło – powiedział.
– Chyba wezmę prysznic. – Barbara uniosła się i wsparła na łokciu.
– Zdawało mi się, Ŝe dopiero co wyszłaś spod prysznica.
– Przez ciebie muszę się umyć jeszcze raz.
– Mogę ci umyć plecy – zaproponował Richard – pod warunkiem, Ŝe nie będziesz chciała
wykorzystać sytuacji.
– Moje ciało teŜ ma juŜ trzydzieści parę lat – uspokoiła go z uśmiechem.
– JeŜeli tak...
Nie zdąŜyli jeszcze wyjść z łóŜka, kiedy zadzwonił telefon.
– Kto to moŜe być? JuŜ po jedenastej – zaniepokoiła się Barbara.
– To pewnie Missy – powiedział Richard z zaŜenowaniem. – Przyjechałem do ciebie
prosto z biura, a twój numer nagrałem na automatyczną sekretarkę.
– Wobec tego odbierz – zaproponowała Barbara. – Missy mogłaby rozpoznać mój głos.
Richard skinął głową.
– Przepraszam cię. Nie pomyślałem, Ŝe moŜe to być dla ciebie krępujące.
Telefon zadzwonił po raz drugi.
– Na Boga, odbierz! – ponagliła go Barbara. – JeŜeli to do mnie, powiedz, Ŝe to pomyłka.
NajwyŜej ten ktoś zatelefonuje jeszcze raz.
Richard podniósł słuchawkę.
– Richard Benson – powiedział. – Cześć, kochanie. Znalazłaś tę ksiąŜkę w bibliotece? –
Przez chwilę słuchał. – Dobrze się czujesz? To świetnie. W porządku. Niedługo wracam. Za
jakąś godzinę. Zamknij dokładnie drzwi. Dziękuję, Ŝe zadzwoniłaś. Dobranoc.
OdłoŜył słuchawkę i spojrzał na Barbarę.
– Odkąd matka wyjechała, próbujemy przyzwyczaić się do niezaleŜności. JeŜeli nie ma
mnie w domu wieczorem, dzwonię do Missy albo ona do mnie. Missy miała dziś zebranie w
bibliotece. Przygotowują jakiś referat.
– Nie musisz się tłumaczyć ze swoich ojcowskich obowiązków. Chciałabym, Ŝeby więcej
moich uczniów miało rodziców podobnych do ciebie. Zdziwiłbyś się, gdybym ci powiedziała,
jak wielu rodziców nie ma pojęcia, gdzie ich dzieci spędzają czas.
– Przepraszam – uśmiechnął się Richard – ale kiedy tak stoisz przede mną naga jak cię
Pan Bóg stworzył, zapominam o tym, Ŝe jesteś psychologiem.
– A ja zapominam o tym, Ŝe jesteś troskliwym ojcem, skoro musisz mnie odwiedzać
ukradkiem i robić te kombinacje z telefonami.
– JeŜeli sobie tego nie Ŝyczysz – więcej tak nie postąpię. Powinienem to najpierw z tobą
uzgodnić.
– Nie chodzi mi o telefon. Missy musi mieć moŜliwość w kaŜdej chwili się z tobą
skontaktować. Po prostu mam wraŜenie, Ŝe się spotykam z Ŝonatym męŜczyzną.
– To nie będzie trwać wiecznie. Barbara uśmiechnęła się ironicznie.
– Wszyscy Ŝonaci męŜczyźni powtarzają to swoim kochankom.
– Tak jest – mruknął Richard. – Zwłaszcza przed umyciem pleców.
– Teraz twoja kolej – powiedziała Barbara, kiedy juŜ umył jej plecy i parę innych, równie
waŜnych miejsc. – Podaj mi mydło.
– Dlaczego mydło? Wolę ten śliski Ŝel.
– Nie moŜesz wracać do domu, pachnąc fiołkami.
– JuŜ i tak za późno – mruknął, przytulając Barbarę. Obróciła się w jego ramionach i
spojrzała mu w oczy.
– No to trzeba będzie z ciebie zmyć ten damski zapach. Zmoczyła mydło i zaczęła nim
wodzić po torsie Richarda.
– Widzisz? Mydło wcale nie jest takie złe.
– Od dziś zmieniam zdanie na temat mydła. – Zamknął oczy, kiedy zaczęła mu myć
plecy.
Potem wytarli się nawzajem do sucha. Richard pozbierał swoje rzeczy porozrzucane po
całym mieszkaniu, a kiedy się ubrał, zastał Barbarę w salonie. LeŜała na sofie, otulona
grubym szlafrokiem. Na stoliku płonęły świece.
Zatrzymał się i z zachwytem spojrzał na ukochaną.
– Wyglądasz dokładnie tak jak siedemnaście lat temu. Wyprostowała się i poklepała
poduszkę obok siebie.
– Usiądź przy mnie.
– UwaŜaj, Ŝeby ci nie było zbyt wygodnie – ostrzegł ją, kiedy przytuliła się do jego
ramienia.
– Za późno – mruknęła, kładąc mu głowę na piersi – juŜ mi jest nadzwyczaj wygodnie.
– Naprawdę nie mogę zostać.
– Wiem, ale przez chwilę moŜemy poudawać.
– Jak kiedyś?
– Uhm.
– Kto by pomyślał, Ŝe znowu będę cię całował na dobranoc, a potem wymykał się do
domu?
– To nie będzie trwać wiecznie.
– O tym teŜ juŜ rozmawialiśmy – ponuro stwierdził Richard.
Barbara głęboko westchnęła.
– Nie mieliśmy w ogóle okazji porozmawiać.
– Wolę to, co robiliśmy, od rozmowy.
– Ale musimy pomówić o Missy.
– Słyszałem, Ŝe wybieracie się na zakupy.
– Ona chce cię spytać o pozwolenie. Nie masz nic przeciwko temu, prawda? Missy
potrzebuje kilku damskich drobiazgów i parę ciąŜowych sukienek.
– Dałem juŜ jej swoją kartę kredytową. Będę ci dozgonnie wdzięczny, jeŜeli to z nią
załatwisz. Do tej pory moja matka zawsze zajmowała się zakupami. Ze mnie Missy nie
miałaby Ŝadnego poŜytku.
– Zabiorę ją do któregoś z większych magazynów w mieście. Tutaj mogłaby się czuć
zaŜenowana, gdyby ktoś z klasy spotkał ją w takim sklepie, do tego w moim towarzystwie.
– Cieszę się, Ŝe nawiązałyście kontakt. Nie wiem, jak to określić, ale ostatnio Missy jakby
się uspokoiła. Jest znacznie bardziej... skupiona.
– Missy rozpaczliwie potrzebuje kogoś zaufanego – stwierdziła Barbara. – Mam na myśli
kobietę. I cieszę się, Ŝe to mnie obdarzyła zaufaniem. Ale, szczerze mówiąc, wciąŜ mam
mieszane uczucia, Richardzie. Nie powinnam się zbyt głęboko angaŜować. Dla dobra Missy,
oczywiście, nie dla własnego spokoju ducha.
– Ona cię lubi, a to najwaŜniejsze. Gdybyśmy przekazali ją w ręce kogoś obcego, na
pewno zamknęłaby się w sobie.
– Znasz ją lepiej niŜ ja. Mam nadzieję, Ŝe instynkt cię nie zawiódł. – Zamyśliła się i po
chwili dodała: – Wiedziałeś, Ŝe rozwaŜała oddanie dziecka do adopcji?
– To wypłynęło przy okazji podpisywania papierów przez Josha.
– A co ty o tym sądzisz?
– Czysto profesjonalne pytanie – mruknął Richard. Barbara wyczuła napięcie w jego
głosie.
– Skrzywienie zawodowe – odrzekła z przepraszającym uśmiechem. – Nie musisz mi
odpowiadać.
– Przepraszam cię, Barbaro – westchnął Richard. – Wiem, Ŝe przyświecają ci jak
najlepsze intencje. Tylko Ŝe... nie mam pojęcia, co powiedzieć. Co, u diabła, o tym wszystkim
sądzić? Jeszcze nie do końca oswoiłem się z myślą, Ŝe Missy jest w ciąŜy, a co dopiero
mówić o dziecku. Kiedy sobie uprzytomnię, jak będzie uwiązana, wydaje mi się to trochę...
nie fair. W końcu ona sama jest jeszcze dzieckiem.
– Ona juŜ nie jest dzieckiem, Richardzie.
– To prawda. – W głosie Richarda zabrzmiały gorycz i przygnębienie. – Dla mnie zawsze
pozostanie moją małą córeczką, którą nosiłem na rękach. – Spojrzał Barbarze w oczy. – Była
taka drobna. Jak lalka.
Barbara ujęła go za ręce i wtuliła twarz w jego dłonie.
– Dobrze znaleźć się w takich rękach.
Richard odpowiedział jej smutnym uśmiechem. Czuł, jak bardzo chciała go pocieszyć.
– Tak się wtedy bałem, Ŝe upuszczę to maleńkie zawiniątko. Teraz teŜ się o nią boję.
– Missy musi sama podjąć tę trudną decyzję.
– Trudną? – powtórzył Richard. – Raczej niemoŜliwą. Znam moją córkę. Kiedy juŜ coś
robi, to całym sercem. Nie przychodzi mi łatwo wyobrazić ją sobie jako matkę wychowującą
dziecko, ale juŜ na pewno nie widzę jej w roli matki oddającej swoje własne dziecko obcej
osobie. Bez względu na to, jaką Missy podejmie decyzję, coś w niej zostanie bezpowrotnie
zniszczone.
Potrząsnął głową i roześmiał się z goryczą.
– Ta dziewczyna miała tylko jednego chłopaka – a juŜ jej Ŝycie zostało przewrócone do
góry nogami. Znowu ta sama historia.
– Przestań wreszcie porównywać swoje przeŜycia z sytuacją, w jakiej znalazła się Missy.
To nie to samo.
– Nie – przyznał. – Chyba rzeczywiście nie. Oboje przespaliśmy się z niewłaściwą osobą,
z niewłaściwych powodów. Ja zrobiłem to dlatego, Ŝe byłem młody i nie potrafiłem okiełznać
swoich hormonów. A Missy... – zająknął się z przejęcia – dlatego, Ŝe dałem jej zły przykład w
nieodpowiednim momencie.
– Czy naprawdę uwaŜasz, Ŝe nie poszłaby do łóŜka ze swoim chłopakiem, gdyby cię
wtedy nie zaskoczyła w dość kłopotliwej sytuacji?
– Tak. Jestem tego pewny.
– Nie przyszło ci nigdy do głowy, Ŝe tu zadziałała zewnętrzna presja? W końcu mass
media nieustannie trąbią o seksie. A dziewczęta w jej wieku bardzo mocno wszystko
przeŜywają. Pewnie była przekonana, Ŝe kocha tego chłopaka.
– Tego smarkacza bez charakteru?
– Teraz mówisz jak prawdziwy ojciec – powiedziała Barbara.
Richard z oburzeniem potrząsnął głową.
– To gnojek. Nie zastanawiał się nad tym, co robi, kiedy ciągnął porządną dziewczynę do
łóŜka. Za to jak wpadł, umył od wszystkiego ręce.
– Ile on ma lat?
– Szesnaście.
– To jeszcze dzieciak. Myślę, Ŝe jest po prostu śmiertelnie przeraŜony.
– Tak samo jak Missy.
Na to juŜ Barbara nie znalazła odpowiedzi. W ciszy, która zapadła, znów przypomniała
sobie o fizycznej bliskości Richarda. Oparła mu głowę na piersi i wsłuchała się w rytm jego
serca.
– Nie ułatwiasz mi wyjścia – westchnął.
– Jest tyle rzeczy, które chciałabym ci ułatwić. Niestety, zostawianie mnie samej do nich
nie naleŜy.
– To nie będzie trwać wiecznie – zapewnił ją i tym razem przypieczętował obietnicę
pocałunkiem.
ROZDZIAŁ 9
Na obu pasmach jezdni wolno sunęły cztery rzędy samochodów. Światła zmieniły się juŜ
dwa razy, a Barbara i Missy wciąŜ czekały na wolny skręt w lewo.
– Czy zawsze w śródmieściu jest taki ruch? – spytała Missy.
– W wolne dni i weekendy jeszcze gorszy – odparła Barbara – ale warto się tu wybrać.
– Starsza siostra Heather kupiła sobie sukienkę na bal maturalny – powiedziała Missy. –
Mówi, Ŝe to najlepsze miejsce na zakupy.
– Ja uwielbiam butiki. PokaŜę ci mój ulubiony sklep papierniczy. Jest doskonale
zaopatrzony w bardzo ładne zeszyty i nalepki. Nigdy tu nie byłam przed dniem świętego
Walentego, ale wyobraŜam sobie, Ŝe muszą mieć mnóstwo śmiesznych kartek.
Kiedy wysiadły z samochodu, Barbara spytała:
– Chcesz najpierw coś zjeść czy zaczniemy od zakupów?
– Nie jestem jeszcze głodna – odparła Missy.
– Wobec tego musimy sprawdzić, gdzie są sklepy dla przyszłych matek. – RozłoŜyły plan
centrum handlowego. Barbara przeczytała: – „Dla Przyszłej Mamy”. Drugie piętro.
Towary w witrynach były naprawdę w dobrym guście. Sprzedawczyni, sympatyczna pani
po pięćdziesiątce, przedstawiła się jako Connie i zaproponowała pomoc.
– Szukamy ciąŜowych biustonoszy – wyjaśniła Barbara.
– Mamy trzy fasony – powiedziała Connie. – Z przyjemnością je paniom pokaŜę. –
Otworzyła gablotę i wyjęła biały bawełniany stanik. – Nasze klientki, które planują karmienie
piersią, najczęściej wybierają ten fason, odpowiedni i na ciąŜę, i później, podczas karmienia.
Missy w milczeniu patrzyła na prosty biustonosz.
– Jest niezbyt... ładny – stwierdziła Barbara, jakby czytając w jej myślach.
Connie roześmiała się.
– Rzeczywiście, nie jest piękny, ale bardzo praktyczny. Wyjęła kolejny stanik,
przyozdobiony wąziutką koronką.
– Ten jest ładniejszy, ale droŜszy.
– A ten? – spytała Barbara, wskazując na trzeci, beŜowy, z delikatnymi aplikacjami i
koronkową wstawką.
– Śliczny, prawda? Ale nie nadaje się do karmienia, co oznacza podwójny wydatek, jeŜeli
ma pani zamiar karmić piersią. – Pytająco spojrzała na Barbarę. – Będzie pani sama karmić
czy nie jest pani jeszcze zdecydowana?
Barbara zarumieniła się. Oczywiście sprzedawczyni sądziła, Ŝe to ona jest w ciąŜy, a nie
Missy. PołoŜyła dłoń na ramieniu dziewczyny i powiedziała:
– Pyta pani niewłaściwą osobę.
Connie nie okazała zdziwienia. Spojrzała na Missy i uśmiechnęła się.
– Albo to ja się starzeję, albo mamy coraz młodsze matki. Zacznijmy od tego, Ŝe zmierzę
cię i zobaczymy, jakiego potrzebujesz rozmiaru. Potem wybierzesz sobie fason. Rozejrzyj się
teŜ po sklepie, zanim pójdziesz do przymierzalni. Przyjdę do ciebie za chwilę.
Missy wybrała parę dŜinsów i wełnianą tunikę, a potem weszły z Barbarą do kabiny.
Missy zmierzyła spodnie.
– Znakomite! – stwierdziła Barbara. – Są tylko trochę za długie, ale moŜna podwinąć
nogawki.
– Mogę wejść? – usłyszały głos Connie.
Missy skinęła głową i Barbara odsunęła zasłonę. Weszła Connie z centymetrem w ręku.
– Bardzo dobrze leŜą – orzekła, przyjrzawszy się Missy. Dziewczyna stanęła tyłem do
lustra i zerknęła przez ramię.
– Chyba mi pupa urosła – zauwaŜyła z niepokojem.
– Twoje ciało przygotowuje się do porodu – wyjaśniła Connie. – Hormony sprawiają, Ŝe
rozsuwają ci się kości biodrowe. To samo dzieje się z twoimi stopami. Robią się szersze, Ŝeby
móc udźwignąć dodatkowy cięŜar. Czy natura nie jest mądra?
Mądra? O, tak, bardzo mądra! Barbara z goryczą pomyślała o tych wszystkich latach,
kiedy na próŜno starała się zajść w ciąŜę.
A przecieŜ była gotowa z radością przyjąć wszystkie niedogodności związane z
powaŜnym stanem – poranne mdłości, ruchy dziecka pod sercem, ból i tajemnicę narodzin,
piersi wypełnione pokarmem...
Jeden rzut oka na spłoszoną twarz Missy, kiedy sprzedawczyni rozprawiała o cudzie
natury, wystarczył, by Barbara zeszła z obłoków na ziemię. Miała przed sobą zrozpaczoną
nastolatkę, uwikłaną w nie chcianą ciąŜę i przeraŜoną koniecznością podjęcia salomonowej
decyzji.
Patrząc na Missy, nie mogła jednocześnie nie pomyśleć o Richardzie. W spojrzeniu
dziewczyny widniała rozpacz, podobnie jak w oczach jej ojca. Richard... Nagle zdała sobie
sprawę, Ŝe kocha go z Ŝarliwością siedemnastolatki, a zarazem mądrością kobiety dojrzałej,
boleśnie doświadczonej przez Ŝycie. A skoro tak bardzo go kocha, czy moŜe nie kochać jego
córki? PrzecieŜ to jego krew.
Connie mierzyła obwód klatki piersiowej Missy, tuŜ pod piersiami.
– Zawsze namawiam panie, by wziąć miarę – mówiła. – Klientki przychodzą i podają mi
rozmiar stanika, nie zdając sobie sprawy z tego, Ŝe ich biust bardzo się powiększa podczas...
Czy ukłułam cię moŜe, kochanie?
– Nie – bąknęła Missy trochę nieprzytomnie. Miała dziwny wyraz twarzy. Barbara
przysunęła się bliŜej, na wypadek gdyby Missy nagle zrobiło się słabo.
– Poczułam coś dziwnego – powiedziała dziewczyna i połoŜyła rękę na brzuchu. – O, tu.
– Ból? – W oczach Connie błysnął niepokój, ale nadal uprzejmie się uśmiechała. – A
moŜe skurcz?
– Nie – odparła Missy. – Coś jakby się we mnie poruszyło.
– Dziecko? – szeptem spytała Barbara.
– Nie wiem. MoŜe.
– Który to miesiąc? – spytała Connie, a kiedy dziewczyna milczała, dorzuciła: – Kiedy
będziesz rodzić?
– W czerwcu – równocześnie odpowiedziały Missy i Barbara.
Connie policzyła na palcach.
– To znaczy, Ŝe jesteś juŜ w piątym miesiącu. Więc to pewnie dziecko. Nigdy przedtem
czegoś takiego nie odczułaś?
– Nie. Och! – Ręka dziewczyny znów dotknęła brzucha.
– Boli? – zaniepokoiła się Barbara.
Dziewczyna potrząsnęła głową i szeroko otworzyła oczy.
– To muszą być ruchy dziecka – powiedziała.
– Myślisz, Ŝe ja teŜ je wyczuję? – spytała Barbara. Missy połoŜyła dłoń Barbary na
swoim brzuchu.
– Teraz? – spytała Barbara, podniecona. Missy radośnie skinęła głową. Nagle spojrzały
sobie w oczy i wybuchnęły śmiechem.
Connie zwinęła taśmę i dyskretnie wycofała się z przymierzalni.
– Gdyby mnie panie potrzebowały, proszę wołać. Kiedy zniknęła za kotarą, Barbara
powiedziała:
– Musimy to jakoś uczcić.
Missy skinęła głową i zarzuciła Barbarze ręce na szyję.
– Tak się cieszę, Ŝe razem wybrałyśmy się na zakupy.
– Ja teŜ – przyznała Barbara, mając świadomość, Ŝe tak naprawdę Missy wcale nie chodzi
o zakupy. Czule poklepała dziewczynę po plecach. – Bardzo się cieszę.
Potem Missy cofnęła się i spojrzała w lustro.
– No więc – spytała Barbara – chcesz te dŜinsy? Są wygodne? Nie piją w pasie?
W końcu Missy postanowiła kupić i dŜinsy, i tunikę, która wyglądała zupełnie jak
obszerna młodzieŜowa koszula i w niczym nie przypominała bezkształtnych ciąŜowych
strojów.
Zadowolona, Ŝe znalazły coś odpowiedniego, Missy przebierała się we własne ubranie.
Czekając, aŜ dziewczyna skończy, Barbara przechadzała się po sklepie. Nagle spostrzegła
półkę z ksiąŜkami. Jej uwagę przykuł tytuł: „Pięćdziesiąt dwa tygodnie – krok po kroku”.
Zaczęła przeglądać ksiąŜkę. Zafascynowały ją zdjęcia.
– Masz to? – spytała, kiedy Missy wyłoniła się z przymierzalni.
Dziewczyna przecząco potrząsnęła głową.
– Chcę ci ją ofiarować. Nie masz nic przeciwko temu?
– Nie.
– To świetnie. – Barbara połoŜyła ksiąŜkę na ladzie. Tymczasem Connie zdąŜyła juŜ
zapakować wybrane stroje.
– Zdecydowałaś się na jakiś biustonosz? – zwróciła się do Missy.
Dziewczyna przygryzła wargę i bezradnie spojrzała na Barbarę, która się uśmiechnęła.
– Weźmiemy ten najładniejszy – zdecydowała. Missy odetchnęła z ulgą.
– Jaki kolor? – spytała Connie.
– A jakie są? – jednogłośnie spytały Barbara i Missy.
– BeŜowe, niebieskie, róŜowe i czarne.
– Czy moŜe nam pani pokazać? – spytała Barbara. Missy wbiła wzrok w kolorową
bieliznę. Przypominała dziecko w sklepie z zabawkami. Z wahaniem dotknęła błękitnego
ramiączka, jakby bała się sparzyć.
Po chwili, kiedy Missy wciąŜ nie była w stanie podjąć decyzji, Barbara zasugerowała:
– Będziesz potrzebowała kilku staników. Weź dwa beŜowe i po jednym w pozostałych
kolorach.
– Mogę?
Barbara natychmiast domyśliła się, o co chodzi.
– Czy twój ojciec wyznaczył ci jakiś limit finansowy?
– Prosił, Ŝebym nie szalała.
– Do szaleństwa jeszcze daleko – roześmiała się Barbara. – Wybierz, co chcesz.
Później odwiedziły jeszcze kilka sklepów i wstąpiły na lunch. Po lunchu, w drodze na
parking, miały zajrzeć do sklepu papierniczego.
– Jeszcze jeden zakup, a te wszystkie torby nie zmieściłyby się w bagaŜniku – stwierdziła
Missy, kiedy usiadły przy stoliku i zamówiły dania.
– Udało nam się znaleźć bardzo ładne rzeczy! – cieszyła się Barbara. – Szyją teraz takie
modne stroje na ciąŜę, Ŝe trudno je odróŜnić od zwykłych ubrań. – Spojrzała na swoją
towarzyszkę i nagle się zaniepokoiła. – EjŜe! Co to za ponura mina? Nie jesteś zadowolona z
naszych zakupów?
– Mama Heather zapowiedziała, Ŝe jak moja ciąŜa zacznie być widoczna, będę mogła
odwiedzać Heather w domu, ale nie wolno jej się ze mną pokazywać w miejscach
publicznych.
– Czy długo się przyjaźnicie? – spytała Barbara, starając się zachować spokój.
Missy skinęła głową.
– Wobec tego musi ci być bardzo przykro, Ŝe jej matka tak się zachowała.
Missy zmarszczyła brwi, a potem nagle wybuchnęła:
– To nie fair!
– Masz rację. Jestem pewna, Ŝe nie chciała cię urazić.
Po prostu boi się, jak wszyscy rodzice. I pewnie stara się chronić Heather.
– Ona zachowuje się tak, jakby Heather była święta, a ja nie wiadomo kim. – W głosie
Missy zabrzmiała gorycz.
– Matka Heather dobrze wie, Ŝe nie jesteś taka. Dlatego tak bardzo się boi. Bo jeŜeli coś
takiego spotkało ciebie, równie dobrze moŜe przydarzyć się i Heather.
Missy milczała. Kiedy kelner przyniósł talerze, Barbara zaczekała, aŜ odejdzie, a potem z
westchnieniem zabrała się do jedzenia. Gdyby miała teraz matkę Heather w zasięgu ręki,
chętnie nadziałaby ją na widelec. Jednak jako osoba mądra postanowiła nie okazywać
wzburzenia.
– Mają tu pyszne sałatki – powiedziała spokojnie. Przygnębienie w niczym nie
umniejszyło apetytu Missy.
Barbara z niemal macierzyńską satysfakcją patrzyła, jak dziewczyna je, i na deser
zaproponowała jej olbrzymią porcję lodów. Sama zadowoliła się filiŜanką kawy. Nagle omal
się nie zakrztusiła, bo Missy ponurym tonem wyznała:
– Nigdy nie miałam kolorowego stanika. Nosiłam tylko białe i beŜowe. Babcia w
ostateczności zgadzała się na beŜowe.
– Myślisz, Ŝe nie podobałyby jej się niebieskie i róŜowe?
– Ona uwaŜa, Ŝe młodym panienkom nie wypada nosić kolorowej bielizny, bo jest zbyt
wyzywająca.
Barbara posmutniała, mimo to zdołała się uśmiechnąć.
– MoŜe twoja babcia nie zauwaŜyła, Ŝe dorosłaś?
JuŜ wkrótce się o tym przekona, pomyślała. JuŜ wkrótce...
– W jakim wieku jest twoja matka? – spytała Barbara. Był piątkowy wieczór. Spędzali go
wspólnie z Richardem, który stawił się zaopatrzony w kasety wideo i chińskie przysmaki.
Missy wybrała się z koleŜankami do kina.
Po kolacji obejrzeli moŜe dziesięć minut filmu, a potem przenieśli się do sypialni. Teraz
leŜeli obok siebie, spokojni i nasyceni.
– Właśnie skończyła siedemdziesiąt lat – odparł Richard. – Czemu pytasz?
– Wydawało mi się, Ŝe jest starsza od mojej matki, ale chciałam się upewnić.
Richard wsparł się na łokciu i spojrzał Barbarze w oczy.
– Dobrze to wymyśliłaś.
– Nie rozumiem.
– Nie pytasz bez powodu. Coś się za tym kryje.
– Masz rację. Missy powiedziała coś, z czego wywnioskowałam, Ŝe twoja matka jest
bardziej konserwatywna niŜ większość dzisiejszych babć. Zastanawiałam się, czy to sprawa
wieku.
– Nie tylko. Moja matka zawsze była trochę... staroświecka. Długo nie wychodziła za
mąŜ. Wiedziałaś o tym?
Barbara przecząco potrząsnęła głową.
– Mieszkała w małym miasteczku. W końcu poznała mojego ojca. Był wdowcem
starszym od niej prawie o dwadzieścia lat. Zanim ja się urodziłem, matka parokrotnie
poroniła. Myślę, Ŝe moje narodziny musiały być dla niej wielkim szokiem.
Richard z westchnieniem opadł na poduszki.
– Kiedy Missy była mała, dało się jeszcze jakoś wytrzymać, ale gdy zaczęła dorastać,
kłóciły się praktycznie o wszystko: o fryzury, kosmetyki, stroje.
– A ty znalazłeś się między młotem i kowadłem?
– Tak. I zazwyczaj stawałem po stronie Missy. Kiedy Heather, jej najlepsza przyjaciółka,
zrobiła prawo jazdy, wyłoniły się nowe problemy. Matka uwaŜała, Ŝe młode panny nie
powinny same wychodzić po zmierzchu. Panicznie się bała, Ŝe Missy mogła odziedziczyć złe
skłonności po Christine.
– Chyba nie powiedziała tego Missy? – spytała Barbara z przeraŜeniem.
– Nie, skądŜe. Nigdy przy Missy nie rozmawialiśmy o Christine. I tak dziewczyna dość
się wycierpiała z jej powodu. Dobrze wiedziała, jaką beznadziejną miała matkę. Nie musiała
jeszcze wysłuchiwać, Ŝe Christine była teŜ beznadziejną Ŝoną.
Niestety, ona o tym wie, pomyślała Barbara. W przeciwnym razie nie dopytywałaby się
tak o matkę. Zmieszana, postanowiła zmienić temat. Odwróciła się na brzuch i wsparła głowę
na łokciach tak, Ŝe ich oczy się spotkały.
– Nasza wyprawa na zakupy była bardzo udana. Co sądzisz o nowych strojach Missy?
– W porządku.
– Chyba nie wydałyśmy za duŜo? – Barbara wyczuła, Ŝe Richard jest z czegoś
niezadowolony. – Większość rzeczy kupiłyśmy na wyprzedaŜach.
– Nie wydałyście za duŜo.
– No to o co ci chodzi?
– Nie rozumiem...
– To proste pytanie. Zaciskasz zęby tak, Ŝe ledwie domyślam się, co mówisz. Co cię tak
zdenerwowało?
– Naprawdę uwaŜasz, Ŝe ta ksiąŜka to był dobry pomysł?
– Jaka ksiąŜka? – Dopiero po chwili Barbara uświadomiła sobie, o czym mówi. – Ach ta,
o ciąŜy.
– Właśnie ta. Sądzisz, Ŝe to dobry pomysł?
– Oczywiście. Gdybym myślała inaczej, nie kupiłabym jej Missy.
– Nie wydaje ci się, Ŝe w tej sytuacji to dość okrutny prezent?
– Okrutny? Dlaczego dziewczyna nie ma wiedzieć, co się z nią dzieje?
– MoŜe lepiej, Ŝeby tego nie wiedziała.
– Lepiej? Ona ma do tego prawo!
– A jeŜeli postanowi oddać dziecko do adopcji? – upierał się Richard. – Im bardziej
przywiąŜe się do niego, tym trudniej będzie jej to zrobić.
Barbara z oburzeniem wyprostowała się i spojrzała na niego płonącym wzrokiem.
– Ona juŜ jest z nim związana, Richardzie. To niezaprzeczalny fakt! Mają wspólną krew,
oddychają tym samym powietrzem. MoŜe tego nie rozumiesz, ale...
Richard rozsiadł się wygodnie i splótł ręce na piersi.
– Nie próbuj robić z tego męsko-damskiej afery. Chcę tylko powiedzieć, Ŝe im mniej
Missy będzie skoncentrowana na dziecku, tym będzie jej łatwiej, jeŜeli postanowi je oddać.
– To nie takie proste! Kobieta w ciąŜy moŜe nawet nie myśleć o dziecku, które nosi, ale
instynktownie reaguje na jego obecność. Czy Missy mówiła ci, Ŝe poczuła ruchy dziecka?
– Nie mruknął.
– W przymierzalni. Z początku nie była pewna, ale potem to się powtórzyło. Obie
wyczułyśmy jego ruchy. Szkoda, Ŝe nie widziałeś miny twojej córki, kiedy ta mała istotka
poruszyła się w niej.
– TeŜ to poczułaś?
– Tak. Missy pozwoliła mi połoŜyć ręce na swoim brzuchu. To była szczególna chwila.
Dlatego kupiłam jej tę ksiąŜkę. śeby to jakoś uczcić.
Richard z czułością pogładził ją po twarzy.
– Wiem, Ŝe miałaś dobre intencje, ale... Barbara zamarła.
– Ale co...?
– Na Boga, nie uzmysławiasz sobie, co robisz?! Traktujesz ciąŜę Missy jak
błogosławieństwo!
– Ktoś musi to zrobić, skoro ty nie chcesz.
– MoŜe mam dać ogłoszenie do gazety, Ŝe moja nieletnia córka będzie miała dziecko?
– Nikt nie wymaga od ciebie entuzjazmu – rzuciła sucho Barbara.
Zapanowała cisza. W końcu Barbara oparła ręce na ramionach Richarda i powiedziała z
naciskiem:
– Twoja córka nosi dziecko pod sercem!
– O, tak. A ty jesteś tak zaślepiona, Ŝe nie dociera do ciebie smutna rzeczywistość.
– Smutna rzeczywistość? – powtórzyła w osłupieniu. Nic juŜ z tego nie rozumiała.
– Ta historia nie moŜe zakończyć się szczęśliwie. JeŜeli Missy zatrzyma dziecko,
pochłoną ją obowiązki macierzyńskie. JeŜeli będzie się chciała dalej uczyć, będzie musiała
pogodzić naukę i opiekę nad dzieckiem, a to bardzo trudne. Nie będzie miała czasu na
rozrywki, spotkania z przyjaciółmi, wypady do kina, randki... Chłopcy będą myśleli, Ŝe jest
łatwa, ale kto będzie się chciał z nią związać? Na co komu cudze dziecko?
Nagle umilkł, jakby przeraŜony tą wizją.
– Wiem, o czym mówię – ciągnął po chwili. – Mam to za sobą. Dziecko to nie tylko tupot
drobnych stopek i całe to ględzenie o pierwszym uśmiechu.
– Nikt tak nie mówi – przerwała mu Barbara. – Niczego nie idealizuję. Próbuję ci tylko
wytłumaczyć, Ŝe Missy nosi w sobie dziecko i jest instynktownie do niego przywiązana.
KsiąŜka ma pomóc jej zrozumieć, co dzieje się z istotą, której dała Ŝycie.
– Taką ksiąŜkę kupuje się kobiecie, która jest szczęśliwa z powodu swojego stanu. Ilekroć
Missy otworzy ksiąŜkę, będzie ją to przybliŜać do dziecka. Nie rozumiesz, Ŝe jej to później
utrudni decyzję?
Barbara zaczerwieniła się. Jak mogła o tym nie pomyśleć? To instynktowna reakcja
Missy na ruchy dziecka sprawiła, Ŝe kupiła ksiąŜkę, nie zastanawiając się nad tym, co będzie
potem. Z westchnieniem odwróciła się od Richarda i ukryła twarz w dłoniach.
– Barbaro! – Richard wyciągnął ręce, ale jej nie dotknął.
Po chwili cicho powiedziała:
– Tego się właśnie obawiałam. Nie mam odpowiednich kwalifikacji ani doświadczenia,
Ŝ
eby sobie poradzić w takiej sytuacji. Pozwoliłam, Ŝeby dobre intencje przyćmiły mój zdrowy
osąd.
Odwróciła się i spojrzała Richardowi w twarz.
– Myślałam, Ŝe będę mogła wam pomóc, bo mi tak bardzo na was obojgu zaleŜy.
– Ale ty juŜ pomogłaś Missy.
– Psycholog musi być obiektywny. Jak ja mogę traktować obiektywnie problemy Missy,
jeŜeli kocham jej ojca? Tak wiele nas łączy. Gdyby Ŝycie potoczyło się inaczej, Missy
mogłaby być moją córką.
Zapadła cisza. Barbara i Richard spojrzeli na siebie.
– Nie powinnam tego mówić – szepnęła, wstrząsana dreszczem.
– Sądzisz, Ŝe o tym nie myślałem? Któregoś wieczoru siedziałem pogrąŜony w pracy, a
ona przyniosła mi jabłko posmarowane masłem orzechowym. – Bezradnym gestem wyciągnął
ręce i wziął drŜącą Barbarę w ramiona. – Przepraszam cię. Chyba rzeczywiście przesadziłem
z tą ksiąŜką. Missy była nią zachwycona. Tego wieczora, kiedy wróciłyście z zakupów,
przyszedłem jej powiedzieć dobranoc. Właśnie ją czytała. Pokazała mi fotografię
pięciomiesięcznego płodu.
– Jak zareagowałeś? – spytała cicho Barbara.
– A jak miałem zareagować? – Richard był wyraźnie zgnębiony. – Popatrzyłem na
ilustrację i powiedziałem coś w rodzaju: „To bardzo interesujące”.
Z jej oczu wyczytał, Ŝe nie takiej odpowiedzi oczekiwała.
– Serce skoczyło mi do gardła – dodał tonem usprawiedliwienia. – Myślałem tylko o
jednym: jeśli odda to dziecko, będzie załamana, a jeśli je zatrzyma, będzie miała cięŜkie
Ŝ
ycie.
Westchnął i opuścił ręce.
– Nie mam w tych sprawach doświadczenia – ciągnął. – Kiedy Christine spodziewała się
dziecka, wciąŜ tylko narzekała. Na poranne mdłości, na to, Ŝe tyje i Ŝe robią jej się rozstępy.
Obwiniała mnie o wszystko, o kaŜdy najmniejszy szczegół tego nieszczęścia, które przeze
mnie na nią spadło. Gdyby nie to, Ŝe poród odbywał się przy świadkach, chybaby mnie
udusiła gołymi rękami. Nie było kłótni, w której by mi nie wypominała, ile musiała znieść
przeze mnie. I przez Missy...
– Obwiniała Missy? – Barbara była zszokowana. Richard ciągnął bolesne wspomnienia.
– Tak. Nie miała Ŝadnych ksiąŜek o dzieciach, a nawet gdyby je od kogoś dostała i tak by
ich nie przeczytała. Widzisz więc, Ŝe nie mam skąd czerpać entuzjazmu.
Barbara wzięła go za rękę.
– Następnym razem spróbuj sobie wyobrazić, Ŝe dziecko Missy to twój wnuk.
– Mój wnuk! – Richard z rozpaczą wzniósł oczy do nieba. – Mam trzydzieści sześć lat i
od dwudziestego roku Ŝycia musiałem być dorosły. Jestem śmiertelnie zmęczony. Nie jestem
jeszcze przygotowany na wnuki.
Barbara zarzuciła mu ręce na szyję i przytuliła go jak dziecko.
– Niestety, wnuki nie czekają, aŜ człowiek będzie na nie gotowy.
Tulili się do siebie przez dłuŜszą chwilę. Chciał jej wyznać, jak wiele dla niego znaczy,
jak bardzo ceni jej przyjaźń i lojalność, ale miał nadzieję, Ŝe Barbara o tym wie. Delikatnie
odgarnął jej włosy i zaczął okrywać pocałunkami twarz. Policzki miała mokre.
– Płaczesz?
– Tak, bo kiedy myślę o tobie i o Missy, serce mi pęka. Przyciągnął ją do siebie. Opadli
na poduszki. Richard gładził i całował Barbarę po włosach. Jej łzy moczyły mu pierś. Sami
nie wiedzieli, jak wiele czasu upłynęło, wreszcie Barbara odezwała się pierwsza:
– Czy rozmawiałeś z Missy o dziecku?
– Pomagałem jej załatwić wszystkie sprawy, lekarza, adwokata i ciebie, kiedy złoŜyła
podanie o indywidualny tok nauczania.
– To oczywiste, Ŝe zająłeś się „urzędowymi” sprawami. Ale pytałam, czy rozmawialiście
o dziecku? O tym, jakie są wyjścia z tej sytuacji, o za i przeciw kaŜdego rozwiązania.
Richard ukrył twarz w dłoniach i westchnął.
– Nie. To chciałaś usłyszeć? Przyznaję się, Ŝe nie było o tym mowy. JeŜeli z tego wynika,
Ŝ
e jestem złym, nieodpowiedzialnym ojcem, przykro mi.
– Nie zamierzałam cię krytykować.
– Miałem dość kłopotów z zaakceptowaniem faktu, Ŝe Missy jest w ciąŜy. O dziecku w
ogóle nie myślałem. Do tej pory to była abstrakcja.
– Bo ty patrzysz perspektywicznie, a Missy jest skupiona na tym, co dzieje się w tej
chwili. To zupełnie naturalne. Musimy porozmawiać i opracować kilka wariantów.
– Jakich znowu wariantów?
– Co będzie, jeŜeli Missy zatrzyma dziecko. Co będzie, jeŜeli je odda. Trzeba się nad tym
zastanowić. To daje poczucie bezpieczeństwa. Wtedy człowiek wie, Ŝe cokolwiek się
wydarzy, jest na to przygotowany.
– Jakie szczegóły mamy przedyskutować?
– Wszystkie. Im więcej, tym lepiej. Jak moŜna zapewnić opiekę dziecku, kiedy Missy
będzie w szkole. Jakie obowiązki ma wziąć na siebie Missy, jeŜeli chodzi o utrzymanie
dziecka. W jaki sposób posiadanie dziecka wpłynie na wybór college’u.
Richard popatrzył na nią dziwnym wzrokiem.
– O co chodzi? – spytała.
– Jesteś nadzwyczajna – powiedział. – Raz, dwa... i masz gotową listę.
Uśmiechnęła się z zadowoleniem.
– To naleŜy do moich obowiązków. Jestem pewna, Ŝe ty na poczekaniu zasypałbyś mnie
informacjami na temat kupna domu albo działki. – Umilkła na chwilę. – Jak w ogóle doszło
do tego, Ŝe padła propozycja adopcji?
Richard potrząsnął głową.
– Szczerze mówiąc, nie wybiegałem myślami aŜ tak daleko. Dopiero prawnik, który
przygotowywał sprawę zrzeczenia się praw do dziecka przez ojca, poinformował, Ŝe to
rozwiązuje Missy ręce, gdyby zdecydowała się oddać dziecko do adopcji. Twierdził, Ŝe ludzie
wciąŜ do niego dzwonią i szukają niemowląt, więc gdyby Missy... – Głośno przełknął ślinę. –
Kiedy powtórzyłem to Missy, powiedziała, Ŝe lekarka mówiła jej to samo.
– Co za ironia losu, prawda? Tyle młodych dziewcząt oczekuje nie chcianych dzieci, a z
drugiej strony tak wiele bezpłodnych kobiet marzy o dziecku. Lekarze i adwokaci załatwiają
adopcję w ten sam sposób jak maklerzy sprzedają nadwyŜki akcji na giełdzie.
– Adwokat utrzymuje, Ŝe w państwowych agencjach adopcyjnych są kilometrowe listy
małŜeństw oczekujących na zdrowe białe niemowlęta.
– Wiem – powiedziała Barbara i spojrzała Richardowi w oczy. – Według ciebie to
najlepsze wyjście dla Missy?
Długo rozwaŜał to pytanie, nim wreszcie odpowiedział:
– Missy odzyska swobodę, jakaś para dostanie dziecko, o którym marzy, a dziecko będzie
wyrastać w kochającej rodzinie. Czy to nie racjonalne?
– Bardzo racjonalne, ale gdzie tu miejsce na uczucia? Richard westchnął głęboko.
– Tak. Nie pomyślałem o uczuciach.
Barbara pogładziła go po policzku i szybko pocałowała w usta.
– Jakoś się z tym uporasz, Richardzie. Missy takŜe. Oparła głowę o jego ramię i
przysunęła się bliŜej. Richard pogładził japo włosach. Były takie jedwabiste.
– Powinienem wreszcie sobie iść, a ty mi to utrudniasz.
– A dlaczego masz iść? – spytała. Gorący oddech Richarda muskał jej włosy.
– Kiedy umawialiśmy się wiele lat temu, po kaŜdym naszym spotkaniu nie mogłem spać.
LeŜałem w łóŜku i wyobraŜałem sobie, jak by to było, gdybym się z tobą kochał. Teraz kiedy
się budzę, tęsknię za tobą. Chciałbym zasypiać ze świadomością, Ŝe kiedy następnego ranka
otworzę oczy, będziesz obok mnie.
Przerwał, oczekując odpowiedzi, ale Barbara milczała. WciąŜ gładził jej włosy. Ich
delikatny zapach ekscytował go, a zarazem uspokajał.
– Wiesz, co postanowiłem podczas pierwszej bezsennej nocy po tym, jak się kochaliśmy?
– Co? – mruknęła i mocniej przytuliła się do niego.
– Chcę, Ŝebyś spała ze mną, w moim łóŜku, kaŜdej nocy, do końca Ŝycia.
Barbara wciąŜ milczała, a on czekał i czekał. AŜ wreszcie głosem cichszym od szeptu
powiedziała:
– Czy po takim wyznaniu nie powinieneś mnie pocałować?
Oparł się na łokciu i spojrzał jej w twarz.
– Dobrze wiesz, Ŝe całowanie się z tobą to jedno z moich ulubionych zajęć. Ale czekam,
Ŝ
ebyś jakoś zareagowała na moje oświadczyny.
– To miały być oświadczyny? – Barbara udała zdumienie. – Myślałam, Ŝe zamierzasz Ŝyć
w grzechu.
– To nie Ŝarty, Barbaro. Nigdy w Ŝyciu nie byłem bardziej serio. Nie umiem Ŝyć w
grzechu, a ilekroć zgrzeszyłem, rezultaty były opłakane. Tym razem chcę zrobić wszystko po
boŜemu. Tak jak naleŜy, z właściwą kobietą. Czy ty... myślałem, Ŝe czujesz to samo?
Nie odpowiadała. W końcu zawołał gwałtownie:
– No powiedz coś, Barbaro! Nie kochasz mnie? Czy to wszystko nic dla ciebie nie
znaczy?
Barbara z westchnieniem zamknęła oczy, a potem znów spojrzała na Richarda.
– Oczywiście, Ŝe znaczy. PrzecieŜ sprawiłeś, Ŝe mam znowu siedemnaście lat. Patrząc na
ciebie, na nowo przeŜywam moją pierwszą miłość. A jeśli chodzi o nasze Ŝycie intymne... ileŜ
to razy podczas bezsennych nocy zastanawiałam się, czy jeszcze przed śmiercią znajdę kogoś,
z kim będę przeŜywać wszystko tak jak z tobą.
Richard w milczeniu potrząsnął głową. Barbara myliła się. Nie na tym polegał ich
związek. Zrozumiał to w chwili, kiedy go dotknęła, gdy popatrzyła mu w oczy. To było coś,
czego nawet nie dało się wytłumaczyć. Czuł to nie tylko rozumem, ale całym sercem i duszą.
– To nie nostalgia ani odgrzebywanie dawnych wspomnień. Ja cię kocham, Barbaro. Czy
masz odwagę spojrzeć mi w oczy i powiedzieć, Ŝe mnie nie kochasz?
– Jak moŜna mówić o wiązaniu się na całe Ŝycie? PrzecieŜ spotykamy się dopiero trzeci
czy czwarty raz po siedemnastu latach. PrzeŜywasz teraz cięŜki okres. Nie powinieneś
podejmować decyzji dotyczących twojego Ŝycia teraz, kiedy jesteś tak bardzo uwikłany w
problemy Missy. Być moŜe lgniesz do mnie tylko dlatego, Ŝe kojarzę ci się z młodością,
niewinnością i nieodłącznym optymizmem.
– Wcale w to nie wierzysz, podobnie jak ja – powiedział z naciskiem. – Porzuć na chwilę
ten swój mentorski ton i przestań wszystko analizować. Nie moŜesz choć raz być
spontaniczna?
Zareagowała natychmiast. Wyprostowała się, zasłaniając prześcieradłem jak tarczą.
– Mentorski ton? Jestem tylko bardziej przewidująca niŜ ty. Nie wolno mi się nawet
zastanowić? Przepraszam, Ŝe to mówię, ale dokąd zaprowadziła cię twoja spontaniczność?!
– To zupełnie inna sprawa. Tu chodzi o mnie i o ciebie. Nie o Christine. Nie o babę, z
którą zastała mnie Missy. Siedemnaście lat temu byłem w tobie zakochany, ale wszystko
popsułem. Nadal cię kocham i nie chcę powtórzyć błędu. Zmarnowaliśmy pół Ŝycia. Szkoda
czasu na połowiczne rozwiązania.
Barbara siedziała z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Po chwili powiedziała:
– Czego po mnie oczekujesz? Mam zemdleć z wraŜenia na wieść, Ŝe chcesz się Ŝenić, bo
nie masz czasu na połowiczne rozwiązania?
Richard westchnął głośno.
– Niech ci będzie. Nie jestem romantykiem, ale moŜe zasłuŜyłem na jakieś punkty za
szczerość?
Barbara przecząco potrząsnęła głową.
– A gdybym ci wyznał, Ŝe jestem do szaleństwa w tobie zakochany? śe uwaŜam cię za
najbardziej pociągającą kobietę na świecie i chciałbym z tobą spędzić resztę Ŝycia?
Uśmiechnęła się i spytała:
– JeŜeli całowanie się ze mną to jedno z twoich ulubionych zajęć, to moŜe zechcesz to
udowodnić?
Głodnym spojrzeniem obrzucił jej splątane włosy, zarumienioną twarz, nagie ramiona.
– Nie jestem pewny, czy uda mi się zrobić to w... – zerknął na zegarek – dwadzieścia
minut.
– Zawsze moŜesz spróbować – zaproponowała, odrzucając prześcieradło.
ROZDZIAŁ 10
Trzymając przy uchu słuchawkę, uśmiechnęła się do Missy. Kiedy z drugiej strony linii
odezwał się głos Richarda, powiedziała:
– Dzień dobry panu. Tu mówi Barbara Wilson.
– Czemu tak oficjalnie?
– Tak jest. Psycholog ze szkoły Missy.
– Rozumiem! Ona jest u ciebie, prawda?
– Tak. Bardzo miło spędzamy czas.
– Milej niŜ ze mną?
Nie podchwyciła Ŝartobliwego tonu.
– Jest pewien mały problem, o którym chciałabym z panem porozmawiać. Missy
powiedziała mi, Ŝe w czasie następnej wizyty u lekarza mają jej zrobić USG. Jest tym trochę
zdenerwowana.
Richard od razu się zaniepokoił.
– Czy to bolesne badanie? Albo niebezpieczne?
– Nie, ale widok aparatury medycznej moŜe na nią podziałać deprymująco. Dlatego
poprosiła mnie, Ŝebym z nią pojechała, ale najpierw chciałyśmy pana zapytać o zdanie.
– Chcesz się z nią wybrać?
– Myślę, Ŝe to świetny pomysł. Więc zgadza się pan?
– JeŜeli Missy na tym zaleŜy, a ty nie masz nic przeciwko temu, będę ci wdzięczny.
Barbara z uśmiechem uniosła w górę kciuk i porozumiewawczo mrugnęła do Missy.
– Cieszę się, Ŝe jesteśmy tego samego zdania, panie Benson.
– Muszę z tobą o tym porozmawiać, Barbaro. Sam na sam. Kiedy Missy przy tym nie
będzie.
– Dobrze – zgodziła się uprzejmym tonem. – To dobry pomysł.
– Dziś wieczorem?
– Tak. Świetnie się bawimy z Missy. Przyrządzamy sos do spaghetti. – Na moment
przerwała, bo Missy zaczęła gwałtownie gestykulować. – Przepraszam.
– Niech mu pani powie, Ŝe nauczyłam się robić spaghetti – cicho wtrąciła Missy. –
Przygotuję mu któregoś dnia na kolację.
– MoŜe chcesz sama porozmawiać z ojcem?
– Nie. Wystarczy, jak pani mu to powie.
Barbara powtórzyła wszystko Richardowi, potem wysłuchała go i w końcu się
roześmiała.
– Dobrze. Powtórzę.
OdłoŜyła słuchawkę i zwróciła się do Missy:
– Twój ojciec mówi, Ŝe jeŜeli spaghetti będzie choć w połowie tak dobre jak pieczeń,
którą mu ostatnio przyrządziłaś, zatrudni cię jako szefa kuchni.
– Tata czasem tak tylko Ŝartuje. – Było widać, Ŝe komplement ojca sprawił jej wielką
przyjemność.
Tego wieczora Richard pojawił się z butelką wina.
– Dobry pomysł – pochwaliła Barbara. – MoŜe nam być potrzebne.
Richard zaniepokoił się.
– W czasie rozmowy telefonicznej odniosłem wraŜenie, Ŝe coś ci leŜy na sercu. Czy
chodzi o tę wizytę Missy u lekarza?
– Chodzi o wszystko – westchnęła Barbara. – JeŜeli nie jesteś zbyt głodny, wolałabym
porozmawiać przed kolacją.
W milczeniu skinął głową.
– No to się rozgość. Ja tymczasem wstawię wino do lodówki.
Kiedy wróciła do salonu, Richard juŜ siedział na sofie. Poklepał miejsce obok siebie, a
ona posłusznie usiadła.
– A gdzie mój całus na powitanie? – zapytał i objął ją czule.
– Och, Richardzie. – Przytuliła się do niego z westchnieniem ulgi.
– Czy to ma coś wspólnego z moimi oświadczynami? – zapytał. – A tak przy okazji, to
było bardzo sprytne z twojej strony, Ŝeby mnie uwieść, i w ten sposób wymigać się od
odpowiedzi. Wiedziałaś, Ŝe muszę wracać do domu.
– Ty teŜ o tym wiedziałeś – zaprotestowała. – I nie zauwaŜyłam, Ŝebyś się zbytnio
opierał.
– Nie jestem doskonały, ale teŜ nie jestem szalony. Było jasne, Ŝe nie miałaś ochoty na
rozmowę, a poza tym masz takie cudowne piersi. – Uśmiechnął się wymownie, bo Barbara
spłonęła rumieńcem.
– Tym razem będziemy rozmawiać – orzekła.
– Na początku. Potem pokaŜę ci, jak bardzo się za tobą stęskniłem.
Barbarę przebiegł lekki dreszcz podniecenia, ale uparcie trzymała się tematu.
– Musimy omówić kilka waŜnych spraw – powiedziała dobitnie.
Richard z powagą skinął głową.
– Dotyczących nas czy Missy?
– Missy. I nas teŜ. Richardzie, jestem kompletnie zagubiona. Kiedy postanowiliśmy
zachować nasz związek w tajemnicy, wydawało mi się to proste i rozsądne. Uznałam, Ŝe masz
rację, chcąc oszczędzić córce kolejnego stresu. Nadal tak uwaŜam, ale... – Umilkła i na chwilę
ukryła twarz w dłoniach. – JuŜ samo to, Ŝe odwiedzasz mnie po cichu, jak męŜczyzna Ŝonaty,
okazało się bardzo nieprzyjemne. A teraz, kiedy bliŜej poznałam Missy, odnoszę wraŜenie, Ŝe
pragnąc ją chronić, po prostu ją okłamujemy. Gdy rozmawiałam z tobą przez telefon, czułam
się jak oszustka.
– UwaŜasz, Ŝe powinniśmy jej o wszystkim powiedzieć?
– Nie wiem – z rozpaczą westchnęła Barbara. – Odkąd mnie poprosiłeś o rękę, nie mogę
sama z sobą dojść do ładu.
– Chodzi ci o nas?
Nie spodziewał się takiej reakcji, ale nagle wydało mu się, Ŝe Barbara topnieje pod jego
spojrzeniem.
– Sama juŜ nie wiem, czy nigdy nie przestałam cię kochać, czy teŜ na nowo się
zakochałam. Wiem tylko, Ŝe jestem w tobie do szaleństwa zakochana.
Richard odetchnął, jakby ktoś zdjął mu z piersi stukilowy cięŜar. Był pewny, Ŝe Barbara
go kocha, czuł to kaŜdym nerwem, ale co za ulga usłyszeć to wreszcie z jej ust! Mocno ją
przytulił i pogłaskał po włosach.
– Powtórz to jeszcze raz – poprosił.
– śe cię kocham?
– To juŜ wiem. – Usta Richarda zatrzymały się o milimetr od jej ust. – Powiedz „Tak!”
Wargami przechwycił jej słowa. Jak wiele znaczył dla niego ten pocałunek. Zaczął się od
obietnicy, a zakończył przypieczętowaniem umowy. Poczuli się sobie bliscy jak nigdy dotąd.
– No to juŜ jesteśmy oficjalnie zaręczeni – odezwał się Richard.
– Tak. – Oparła mu głowę na ramieniu i po chwili dodała z wahaniem: – Ta chwila nigdy
juŜ się nie powtórzy. Szkoda, Ŝe nie da się jej zamknąć w butelce i odkorkować, kiedy juŜ nic
nie będzie w stanie przyćmić naszej radości.
– Chodzi ci o Missy?
Barbara skinęła głową.
– Ona się ucieszy. Tak bardzo cię polubiła.
– A ciebie kocha. I ufa nam obojgu. Więc kiedy się dowie, Ŝe początkowo zatailiśmy
przed nią nasz związek, moŜe się poczuć oszukana.
– Myślisz, Ŝe przyszła pora, Ŝeby jej o nas powiedzieć?
– Trzeba by się zastanowić, kiedy i jak to zrobić.
– MoŜe stopniowo. Przyjdziesz do nas z wizytą. Missy będzie zadowolona. Potem
powiem jej, Ŝe mi się podobasz. Pewnie będzie mnie namawiać, Ŝebym...
– A jeŜeli to jej się nie spodoba? MoŜe być zazdrosna o twoją miłość. Czy to będzie
oznaczało koniec, czy znowu będziemy się musieli kryć?
– Na Boga, co ty opowiadasz – oburzył się Richard. – Staramy się oszczędzić mojej córce
dodatkowych stresów, to wszystko.
– To ty miałeś rację, kiedy chciałeś zaczekać, aŜ Missy rozwiąŜe swoje problemy.
Gdybym ci się tak nie narzucała...
Richard ujął w dłonie jej twarz.
– Wcale mi się nie narzucałaś. Byliśmy jak dwie lokomotywy, pędzące ku sobie po tym
samym torze.
– Miło mi, Ŝe w ten sposób to odebrałeś.
– Nie Ŝałuję tych chwil. Ani jednej minuty czy sekundy. Dręczę się raczej z powodu
straconych lat, które juŜ nie wrócą. Ta cała historia z Missy musi się przecieŜ jakoś ułoŜyć, a
kiedy tak się stanie...
– MoŜe zostanie druhną na moim ślubie. Richard obrzucił ją palącym spojrzeniem.
– Gdyby w tej chwili zjawił się tu pastor, oŜeniłbym się z tobą natychmiast.
Barbara gorąco go uściskała i na moment zapomnieli o boŜym świecie.
Wreszcie z rozmarzenia wyrwało ich wściekłe ujadanie psa w sąsiednim mieszkaniu.
– Ktoś ma gości – obojętnie zauwaŜyła Barbara.
– Jak oni mogą wytrzymać z tym psem? – dziwił się Richard.
– To mądry pies. Nie znosi dźwięku dzwonka. Richard z niesmakiem pokręcił głową, a
potem zapytał:
– Lepiej mi opowiedz o tym badaniu, które mają zrobić Missy.
– Nie znam się na tym, ale USG to coś w rodzaju radaru. Fale dźwiękowe odbijają się od
narządów wewnętrznych i tworzą obraz. To nie boli. Nie wszystkie kobiety w ciąŜy są
poddawane temu badaniu, ale Missy zakwalifikowano do grupy podwyŜszonego ryzyka z
uwagi na jej młody wiek.
– Tego mi nie mówiła. Czyjej zdrowie moŜe być zagroŜone?
– Nie jestem lekarzem.
– Ale jesteś kobietą. I to mądrą.
– Moim zdaniem Missy jest zdrową szesnastolatką. Ani jej, ani dziecku nic nie grozi.
Gdyby miała czternaście lat, brała narkotyki albo paliła papierosy, prognozy nie byłyby tak
optymistyczne. Ale czemu nie spytałeś o to lekarza Missy?
– Nie znam jej lekarza.
– PrzecieŜ woziłeś ją na okresowe wizyty.
– Siedziałem w poczekalni i wypisywałem czeki. Nikt mnie nigdy nie poprosił do środka.
Nawet nie wiem, co się znajduje za drzwiami, za którymi znikają pacjentki.
– Nie zainteresowałeś się tym bliŜej?
– Nie chciałem się wdzierać w świat kobiet. Missy mogłaby się czuć skrępowana. Nie
patrz tak na mnie.
– Jak?
– Jakbym był jakimś potworem i wyrodnym ojcem.
– Wcale tak nie uwaŜam.
– PrzecieŜ gdyby Missy mnie poprosiła, poszedłbym z nią.
– Czy naprawdę myślisz, Ŝe wyszłabym za ciebie, gdybym cię uwaŜała za potwora?
Richard westchnął zgnębiony.
– Nie. Przepraszam cię. W głowie mi się kręci od tego wszystkiego. Czuję się
odpowiedzialny, a zarazem kompletnie... bezradny.
– W końcu jesteś ojcem.
– Czasami wcale nie czuję się jak ojciec. Barbara uspokajająco poklepała go po plecach.
– JuŜ choćby to, Ŝe jesteś taki przygnębiony, dobrze o tobie świadczy.
Richard przyciągnął Barbarę do siebie i wziął ją w objęcia.
– JeŜeli jestem dobrym ojcem, dlaczego nie przyszła z tym do mnie? Mogła poprosić,
Ŝ
ebym z nią poszedł, a nie...
– A nie mnie, tak? Znów westchnął.
– Muszę ci się wydawać strasznym niewdzięcznikiem.
– PrzecieŜ zgodziliśmy się, Ŝe Missy potrzebna jest Ŝyczliwa pomoc jakiejś kobiety.
– Czy to znaczy, Ŝe między kobietami istnieje jakaś szczególna więź?
– Tak. A poza tym jestem pewna, Ŝe twoja obecność w gabinecie lekarskim podczas
badania bardzo krępowałaby Missy. Ona i tak się wstydzi swojej ciąŜy. Chyba Ŝe byłaby z
ojcem dziecka. To co innego.
– Wstydzi się mnie, a nie wstydziłaby się tego durnia, który zrobił jej dziecko?!
– To nie takie proste. Gdyby Missy była starsza i zamęŜna, nie widziałbyś w tym nic
dziwnego, Ŝe chce być ze swoim męŜem.
– Chyba nie.
– Szkoda, Ŝe nie ma przepisów dla ojców, których nic nie obchodzi ciąŜa ich nieletnich
córek. Gdyby takie reguły istniały, moŜe znaleźlibyśmy odpowiedź na pytanie, kto ma iść z
Missy na USG.
Wyprostowała się i klepnęła Richarda w kolano.
– Wino juŜ się pewnie schłodziło. Nalej nam po kieliszku, a ja przygotuję spaghetti.
Nastawiła wodę i usiadła przy stole. Pociągnęła mały łyk wina. Miało cierpki,
orzeźwiający smak. Tak, to był bardzo dobry pomysł.
– Coś mi przyszło do głowy – odezwała się sztucznie oŜywionym tonem.
– I czekałaś, aŜ naleję wina, Ŝeby mi to zakomunikować? – zapytał, unosząc brwi. – To na
pewno nic przyjemnego.
– To jest coś, o czym trzeba pomyśleć.
– Nie chcę juŜ więcej o niczym myśleć – zaprotestował Richard. – Chodźmy lepiej do
sypialni i oddajmy się bezmyślnej namiętności.
– Później – ostudziła jego zapędy Barbara. – Najpierw muszę cię porządnie nakarmić,
Ŝ
ebyś mógł sprostać moim wymaganiom. A tymczasem, nim woda się zagotuje, moŜemy
porozmawiać.
– Byłabyś doskonała, gdyby nie to, Ŝe jesteś tak przeraźliwie rozsądna – narzekał
Richard.
– Teraz mówię powaŜnie.
– Wiem – mruknął zrezygnowany. – Więc o co chodzi?
– Fizyczna strona tego badania jest zupełnie nieistotna, natomiast moŜe ono mieć
kolosalny wpływ na psychikę Missy. Będzie mogła zobaczyć na monitorze obraz swojego
dziecka i prawdopodobnie dostanie wydruk.
– Co? Taki jak z komputera?
– Tak. To wygląda jak czarnobiała fotografia. Richardzie, niektóre matki oprawiają te
zdjęcia w ramki i wieszają na ścianie.
– Rozumiem, Ŝe po tym badaniu dziecko stanie się dla niej czymś znacznie bardziej
realnym.
Barbara skinęła głową.
– JeŜeli ono będzie zwrócone w odpowiednią stronę, będzie nawet moŜna określić, czy to
dziewczynka czy chłopiec.
Richard ukrył twarz w dłoniach i cicho zaklął.
– Jak ona to przyjmie? – spytał z przygnębieniem.
– Przypuszczam, Ŝe to w znacznym stopniu zaleŜy od ciebie.
– Nie jestem jeszcze gotowy.
– Ale to nieuniknione, bez względu na to, czy jesteś gotowy, czy nie. Ty masz trzydzieści
sześć lat. Missy zaledwie szesnaście. Powinna mieć w tobie oparcie albo przynajmniej
wierzyć, Ŝe będzie je miała. JeŜeli nie moŜesz znaleźć dość siły, będziesz musiał zadać sobie
trochę trudu i udawać, Ŝe ją masz.
Woda zaczęła wrzeć. Barbara wstała, wsypała makaron do garnka i zamieszała. Kiedy się
odwróciła, ku swemu zaskoczeniu znalazła się twarzą w twarz z Richardem. Z jej ust wyrwał
się cichy okrzyk.
Richard objął ją i spojrzał jej w oczy.
– JeŜeli znajdę w sobie dość siły, Ŝeby się z tym wszystkim uporać, to tylko dzięki tobie,
bo to ty wskazałaś mi, gdzie jej szukać.
ROZDZIAŁ 11
Kiedy pierwsze krople Ŝelu kapnęły na skórę Missy, dziewczyna nerwowo zachichotała.
– EjŜe! PrzecieŜ to nawet nie jest zimne – roześmiał się lekarz, rozsmarowując Ŝel na
obnaŜonym brzuchu Missy. – Specjalnie go dla ciebie podgrzałem.
Missy skinęła głową.
– Tak. Tylko Ŝe to takie dziwne uczucie.
– Nieprzyjemną część badania masz juŜ za sobą – uspokoił ją lekarz. – Teraz spróbuj się
odpręŜyć, a my obejrzymy sobie twojego dzidziusia.
Łatwo powiedzieć, pomyślała ze smutkiem Barbara. Gdyby Missy mogła się odpręŜyć, a
jej problemy same w jakiś cudowny sposób rozwiązać... Gdyby ktoś zwrócił jej młodość, by
nie musiała martwić się innymi sprawami niŜ sukienka na bal maturalny i wybór najlepszego
college’u... Gdyby nie obarczał jej cięŜar decyzji, pod którym ugiąłby się nawet dorosły...
Missy znów stałaby się najzwyklejszą pod słońcem nastolatką. Wtedy jej ojciec mógłby po
prostu powiedzieć: „Kochamy się z Barbarą i mamy zamiar się pobrać. Odtąd wszyscy troje
będziemy rodziną”.
Lekarz, młody ciemnowłosy męŜczyzna, spojrzał na Missy pełnym Ŝyczliwości wzrokiem
i zapytał:
– Czy mam ci wszystko objaśniać?
Dziewczyna zerknęła na Barbarę i przez ułamek sekundy Barbara poczuła się jak matka,
do której dziecko zwraca się z trudnym pytaniem. Czego Missy tak naprawdę od niej chciała?
Dodania odwagi? Moralnego wsparcia? A moŜe w głębi duszy miała nadzieję, Ŝe Barbara
odradzi jej oglądanie własnego dziecka?
Zmusiła się do uśmiechu i powiedziała:
– To zaleŜy od ciebie, kochanie.
Czy to ulga odmalowała się na zakłopotanej twarzy, kiedy Missy zwróciła się do lekarza i
skinęła przyzwalająco? A moŜe prosiła o pozwolenie? Trudno było orzec, ale nie uszło uwagi
Barbary, Ŝe Missy nerwowo przygryzła wargi, a jej podbródek zadrŜał, gdy na ekranie
monitora ukazał się obraz dziecka.
– Popatrz, jak mocno bije jego serduszko – zauwaŜył lekarz. – Widzisz, teraz zaczyna
poruszać nóŜkami. Będzie z niego niezły piłkarz. Czujesz, jak kopie?
– Tak. – Na skupionej twarzy Missy odmalowało się zdumienie i lekki przestrach.
Chwyciła Barbarę za rękę i mocno ją ścisnęła.
– Och! – krzyknęła, kiedy dziecko znowu mocno kopnęło.
Spojrzała na Barbarę, jakby się chciała upewnić, Ŝe ona teŜ wszystko widzi.
– JeŜeli to dziewczynka, będzie z niej niezły numer – zaŜartowała Barbara.
– Teraz spróbujemy popatrzeć na buzię dziecka. Co my tu mamy? O, jest!
Palce Missy kurczowo ścisnęły dłoń Barbary.
– Ono ma nos!
Barbara poczuła, Ŝe łzy napływają jej do oczu. Jak urzeczona wpatrywała się w monitor.
– Co za śliczna buzia. Absolutnie doskonała!
– Teraz zrobię zdjęcie – wyjaśnił lekarz. – Ojej, przestraszyliśmy dzidziusia. Widocznie
nie lubi pozować. Spróbujmy go jeszcze raz obejrzeć.
Na monitorze ukazały się nóŜki. Lekarz cierpliwie czekał, aŜ dziecko się odwróci.
– Jeszcze trochę i będzie moŜna stwierdzić... No tak! Ten młody człowiek jest bardzo z
siebie dumny! Proszę popatrzeć!
– To chłopiec, tak? – spytała Missy.
– Moim zdaniem nie ma cienia wątpliwości – z uśmiechem – stwierdził lekarz. – No,
powiedzmy, jestem tego pewny na dziewięćdziesiąt dziewięć procent. Zostawiam sobie ten
jeden procent na wypadek, gdyby to jednak była dziewczynka. Zrobię jeszcze jedno zdjęcie.
Missy spojrzała na Barbarę. – . To chłopiec – powiedziała.
– Oczywiście zapewniła ją Barbara.
Przez następny kwadrans lekarz dokonywał rozmaitych pomiarów, ale Missy ze stoickim
spokojem znosiła wszystkie niedogodności. Ani na chwilę nie spuszczała wzroku z monitora.
Podobnie jak Barbara.
– Wydaje się, Ŝe wszystko jest w najlepszym porządku – orzekł lekarz. – Na koniec
spróbujmy jeszcze raz sfotografować tę buzię. Dobrze. Bardzo dobrze, młody człowieku.
Trochę bardziej w moją stronę. Uśmiech! Tak jest! Znakomicie!
Z zadowoloną miną zwrócił się do Missy:
– Tym razem młody człowiek był grzeczny i sesja zdjęciowa się udała. A teraz –
wyciągnął paczkę ligninowych serwetek – moŜesz zetrzeć Ŝel z brzucha i ubrać się. Potem
pielęgniarka zaprowadzi cię do doktor Scofield, a ja pokaŜę jej wyniki testów.
Doktor Scofield okazała się drobną kobietą o ciemnych, przyprószonych siwizną włosach,
ś
ciągniętych w koński ogon. Zachowywała się Ŝyczliwie, choć z rezerwą. Kiedy Missy
przedstawiła jej swoją towarzyszkę, mocno uścisnęła rękę Barbary.
– Cieszę się, Ŝe Missy przyszła dziś z przyjaciółką. Zapoznała się z wynikami badań i
potwierdziła to, co Missy i Barbara juŜ wiedziały. Dziecko wydawało się silne i zdrowe, a
jego tętno było bardzo mocne.
– To chłopiec – zwróciła się do Missy po obejrzeniu zdjęć.
Dziewczyna machinalnie skinęła głową. Lekarka spojrzała na nią i odezwała się
oficjalnym tonem:
– Czy przeczytałaś literaturę, którą ci dałam? Missy przygryzła wargę i skinęła głową.
– Czy nadal bierzesz pod uwagę adopcję?
Missy niespokojnie poruszyła się na krześle i spuściła wzrok.
– MoŜe.
Lekarka zaczerpnęła tchu, a potem spojrzała na Barbarę. W jej wzroku widniało
zrozumienie i współczucie. Musiała sobie zdawać sprawę, przez co przechodzi jej pacjentka.
– Nie będziesz miała najmniejszych kłopotów ze znalezieniem domu dla zdrowego
chłopczyka.
Missy milczała i wciąŜ przygryzała wargę, uparcie odwracając wzrok.
– Masz jeszcze czas, Ŝeby to przemyśleć – ciągnęła doktor Scofield. – Gdybyś jednak
chciała spotkać się z ewentualnymi kandydatami na rodziców, tylko po to, Ŝeby porozmawiać,
mogę to załatwić. Nie musisz im nawet podawać swojego nazwiska. – Jeszcze raz przyjrzała
się fotografiom. – Chcesz te zdjęcia? Jeśli nie, włoŜę je do twojej kartoteki. Będziesz je mogła
dostać w kaŜdej chwili.
– Chcę je wziąć ze sobą – szepnęła Missy. Lekarka oddała jej fotografie.
– JeŜeli nie masz juŜ pytań, na dziś skończyłyśmy. Missy się poŜegnała. Po kilku
minutach były juŜ w samochodzie Barbary.
– To był podniecający dzień – powiedziała Barbara.
– Uhm.
– Nie wydaje ci się, Ŝe powinnyśmy to jakoś uczcić?
– Uczcić? Co?
– To, Ŝe po raz pierwszy zobaczyłyśmy buzię twojego synka.
Missy spojrzała na trzymane w ręku zdjęcia.
– Jest jeszcze wcześnie – nalegała Barbara. Czuła, Ŝe nim odwiezie Missy do domu,
powinna z nią porozmawiać. – Przejdźmy się trochę po mieście, a potem mogłybyśmy zjeść
razem kolację. JeŜeli chcesz, zadzwoń do ojca i spytaj, czy nie ma nic przeciwko temu.
– Dobrze.
Przez jakiś czas jechały w milczeniu. Potem nagle Missy zapytała:
– Dlaczego tyle ludzi chce mieć chłopca?
Co za pytanie! Barbara zamyśliła się, a potem odparła:
– Ludzie chcą mieć dzieci z wielu powodów, Missy. Niektóre są nam wrodzone i stare jak
ludzka rasa. Jedną z nich jest chęć przedłuŜenia gatunku. Rozumiesz, co to znaczy?
– Chyba tak.
– To znaczy, Ŝe po naszej śmierci jakaś część nas będzie Ŝyła w naszych dzieciach,
dzieciach naszych dzieci, i tak dalej. A większość męŜczyzn pragnie syna po to, Ŝeby mu
przekazać nazwisko.
– Mój tata pewnie wolałby mieć syna – powiedziała Missy bezbarwnym głosem.
– Skąd ci to przyszło do głowy? Dziewczyna wzruszyła ramionami.
– MęŜczyzna pragnie syna – ciągnęła Barbara – bo lubi czuć, Ŝe sprawuje nad wszystkim
kontrolę, a ponadto uwaŜa, Ŝe zrozumie chłopca. Wydaje mu się, Ŝe chłopcu wystarczy kupić
piłkę, a znikną problemy wychowawcze. Natomiast wobec małych dziewczynek męŜczyzna
staje się kompletnie bezradny.
Kątem oka dostrzegła, Ŝe twarz Missy rozjaśniła się uśmiechem. Ośmielona, ciągnęła
dalej:
– Mam ci zdradzić pewien sekret?
Missy skinęła głową.
– Kiedy ojciec po raz pierwszy bierze na ręce swoją nowo narodzoną córeczkę, jest
ś
miertelnie przeraŜony. Bo jest taka maleńka, i do tego jest kobietą – a to oznacza, Ŝe stanowi
dla niego tajemnicę. Ale kiedy ta mała dziewczynka zaciska paluszki wokół jego palca,
następuje cud. Rodzi się między nimi więź, to niezwykłe uczucie, którym ojcowie obdarzają
swoje córki. – Uśmiechnęła się do Missy. – Dla twojego ojca zawsze będziesz tą małą
dziewczynką. Być moŜe czasem zastanawia się, jak by to było, gdyby miał syna. Większość
męŜczyzn myśli o tym od czasu do czasu. Ale nigdy w Ŝyciu nie zamieniłby cię na chłopca.
Nie była pewna, czy przekonała Missy, ale przynajmniej spróbowała powaŜnie z nią
porozmawiać. Teraz uznała, Ŝe nadeszła pora, aby coś zjeść.
Dała Missy monetę, Ŝeby zadzwoniła do domu, a sama stanęła przed witryną sklepową i
zaczęła oglądać piramidy garnków. Kiedy spojrzała w stronę Missy, zauwaŜyła, Ŝe daje jej
gwałtowne znaki. Szybko podeszła do automatu.
Missy dłonią zakryła słuchawkę i poinformowała:
– Tata mówi, Ŝe nie jadł dziś obiadu i jest strasznie głodny. Mógłby się z nami spotkać za
pół godziny, ale tylko jeŜeli pani nie ma nic przeciwko temu.
W pierwszej chwili Barbara była zbyt zaskoczona, Ŝeby cokolwiek powiedzieć. Co
Richard planuje? Ona, on i Missy mają wspólnie zjeść kolację?
– Powiedz ojcu... Ŝe tak. Oczywiście. To świetny pomysł! Sama nie wiem, dlaczego
wcześniej o tym nie pomyślałyśmy.
Później sama się sobie dziwiła. Tego wieczora zrozumiała, jak mogłoby wyglądać ich
wspólne Ŝycie. Nagle wydało jej się zupełnie naturalne, Ŝe siedzą razem w miłej restauracji i
jedzą kolację jak prawdziwa rodzina. Wszystko, co robili tego wieczora, wydawało się
właściwe. To, Ŝe zachęcała Missy, by opowiedziała ojcu o badaniu, i to, jak ukradkiem
ś
ciskała pod stołem dłoń Richarda, kiedy Missy pokazywała mu niebieskie buciki, które
kupiła dla dziecka. I dodające otuchy uśmiechy, i krzepiące spojrzenia, jakie wszyscy rodzice
wymieniają w trudnych chwilach.
Te półtorej godziny spędzone w restauracji wydało jej się snem. Nigdy dotąd nie czuła się
tak bardzo związana z Richardem i Missy. Przez cały wieczór Ŝartowali i przekomarzali się ze
sobą, jakby zupełnie zapomnieli o zmartwieniach. Kiedy patrzyła na ojca i córkę, czuła, Ŝe
oczy zachodzą jej łzami.
Jak cięŜko było im się rozstać! Barbara przytuliła Missy, wdzięczna, Ŝe mogła wraz z nią
oglądać dziecko. Potem uścisnęła rękę Richarda w podzięce za mile spędzony czas, choć tak
naprawdę miała ochotę przytulić się do niego i powiedzieć, jak wiele znaczy dla niej ten
wieczór.
Po powrocie do domu odczuła zarazem radość i pustkę. Missy potrzebowała jej. Spędziły
wspólnie cały dzień. Niestety, nie mogła towarzyszyć Missy i Richardowi do ich domu. Choć
tak bardzo ich oboje kochała, była tylko powiernicą córki i kochanką ojca. Nie naleŜała
jeszcze do rodziny, nie będąc ani Ŝoną i matką, ani nawet macochą.
Kiedy połoŜyła się do łóŜka sama, jedynie z ostatnim numerem ulubionego pisma, z
niezwykłą wyrazistością odczuła nienormalność jej związku z Richardem i jego córką.
Zaczęła czytać jakiś artykuł, ale nie mogła się skupić. Za ścianą rozszczekał się pies. Wtedy
usłyszała dzwonek. Narzuciła szlafrok, podbiegła do drzwi i wyjrzała przez wizjer.
– Jesteś mi potrzebna – szepnął Richard, biorąc Barbarę w ramiona, jeszcze zanim
zamknęły się za nimi drzwi. Wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Upadli na łóŜko. Richard
wciąŜ ją całował. A potem posiadł z zaborczością, która mogłaby wydawać się przeraŜająca,
gdyby nie to, Ŝe była tak podniecająca. Potem długo leŜeli w milczeniu, zmęczeni i bez tchu,
obejmując się i tuląc do siebie.
– Wiedziałaś o tym – odezwał się Richard. – Dlatego przygotowałaś mnie na wszystko.
Być moŜe w innych okolicznościach mózg Barbary pracowałby sprawniej, teraz jednak
nic nie mogła zrozumieć.
– Co takiego wiedziałam? – zdziwiła się.
– śe to ja nie byłem gotowy na przyjęcie tego dziecka, a nie Missy.
– Richardzie – powiedziała. – Chciałabym być taka mądra, za jaką mnie uwaŜasz. Prawda
jest taka, Ŝe cię po prostu ostrzegłam, abyś mógł się zawczasu przygotować. Missy musi
wiedzieć, Ŝe ma w tobie oparcie.
Richard westchnął głęboko.
– Moja matka nigdy nie pozwalała Missy przyklejać czegoś na lodówce, tak jak to robiły
jej koleŜanki. Dlatego kupiłem duŜą plastikową ramkę, w której wieszaliśmy jej dyplomy i
ś
wiadectwa. Dziś wieczorem Missy spytała mnie, czy moŜe umieścić tam zdjęcia dziecka.
– Och, Richardzie! – Barbarze zabrakło słów, więc tylko gorąco go uściskała.
– Pokazała mi fotografię jego twarzy, a potem całego maleńkiego człowieczka. Dobry
BoŜe, Barbaro! Widziałem swojego wnuka!
Wzruszony zamilkł i dopiero po chwili podjął:
– To absurd. Ona wciąŜ... to znaczy, ja wiem, Ŝe ona nie jest juŜ dzieckiem, ale teŜ nie
jest jeszcze całkiem dorosła. Nie moŜna wieszać zdjęć dziecka razem ze szkolnymi
ś
wiadectwami.
– Która godzina? – przerwała mu Barbara.
– Dochodzi jedenasta.
– No to się ubieraj. Szybko! MoŜe jeszcze zdąŜymy. Richard błyskawicznie poderwał się
i zaczął ubierać.
Dopiero potem przyszło mu do głowy zapytać, dokąd idą.
– Sklep na końcu ulicy jest otwarty do północy. Ostatnim razem, kiedy oddawałam tam
film do wywołania, widziałam dokładnie to, o co nam teraz chodzi.
Pół godziny później Richard stał w kolejce do kasy, trzymając w ręku ceramiczne ramki.
Były błękitne. Na jednej widniał złoty napis „Bobas”, wokół drugiej biegł kolorowy szlaczek
z baseballowych czapeczek i rękawiczek.
– Był czas, kiedy miałbym wątpliwości, czy to dobry pomysł. Teraz wierzę ci bez
zastrzeŜeń.
– Chciała mieć te fotografie, Richardzie. Byłam przy tym. I na pewno chce je powiesić
obok swoich dyplomów i świadectw. – Wymownie spojrzała mu w oczy. – Cieszę się, Ŝe
właśnie tak zareagowałeś, kiedy pokazała ci zdjęcia.
– Nawet kamień by się wzruszył na widok maciupeńkiej twarzyczki.
– Kiedy dasz jej ramki, będzie to znak, Ŝe akceptujesz dziecko, które w sobie nosi. Missy
potrzebna jest ta świadomość. W sytuacji, kiedy ojciec dziecka w ogóle się go wyrzekł, a
twoja matka podróŜuje po Europie, jesteś jej jedyną podporą.
– To nieprawda – zaoponował Richard. – Ona ma teŜ ciebie.
– Dzisiejszy wieczór... to było prawie jak...
– Wiem – przerwał jej Richard. – TeŜ to czułem. Wydawało mi się, Ŝe jesteśmy rodziną.
Miałem nawet ochotę głośno powiedzieć, Ŝe cię kocham.
– Trochę Ŝałuję, Ŝe tego nie zrobiłeś, ale wiem, Ŝe spędziliśmy ten wieczór tak, jak Missy
sobie Ŝyczyła.
Uśmiechnęła się do Richarda. – To był tak cudownie zwyczajny wieczór. Ty i Missy
byliście tacy pogodni i odpręŜeni.
– Było jak za dawnych dobrych czasów.
– A kiedy wróciliście do domu, odwaŜyła się pokazać ci zdjęcia.
Zapłacili za ramki i podjechali pod dom Barbary. W samochodzie panował półmrok. Na
werandzie sąsiedniego budynku płonęły lampki. Barbara zwróciła się do Richarda:
– Jest późno. Nie musisz mnie odprowadzać.
– Ale chcę – odparł, a potem cicho dodał: – Wiem, Ŝe rano musisz być w szkole, więc
posiedzę tylko kilka minut. Pozwól mi pobyć z tobą jeszcze chwilę.
Barbara uśmiechnęła się. W słabym świetle jej twarz nagle zajaśniała.
– Chętnie wyrzekłabym się snu, gdybyś mógł trzymać mnie w objęciach do rana.
Richard został z nią, dopóki nie połoŜyła się do łóŜka. Potem opatulił ją kołdrą i
pocałował na dobranoc. Wychodząc sprawdził, czy dobrze zamknął drzwi.
Przez kilka sekund stał z ręką na klamce.
– To nie będzie trwać wiecznie – pocieszył się na głos. Idąc do samochodu pomyślał, Ŝe
zakochał się w Barbarze na dobre i nieodwołalnie.
ROZDZIAŁ 12
Burza wisiała w powietrzu. Barbara czuła to od pierwszej chwili, kiedy Missy zjawiła się
na kolejnym wtorkowym spotkaniu. Na twarzy dziewczyny malowało się napięcie, ruchy
miała niezgrabne, a jej przygarbione ramiona i spłoszone spojrzenie były bardziej wymowne
niŜ słowa.
– Napijesz się mleka? – zaproponowała Barbara. – A moŜe masz ochotę na jabłko z
masłem orzechowym?
Missy przecząco potrząsnęła głową. Patrząc na zgnębioną dziewczynę, trudno było
uwierzyć, Ŝe to ta sama rozchichotana nastolatka, z którą nie tak dawno Barbara spędziła
uroczy wieczór w restauracji.
– Dobrze się czujesz? – spytała, chociaŜ instynkt podpowiadał jej, Ŝe złe samopoczucie
Missy nie ma nic wspólnego z ciąŜą.
– Tak – mruknęła Missy.
– Wyglądasz dziś nie najlepiej. – Barbara nie dawała za wygraną. – Czy coś ci leŜy na
sercu? MoŜe chcesz o tym porozmawiać?
Missy milczała jak zaklęta, tylko coraz mocniej przygryzała wargi. W pierwszym
odruchu Barbara chciała objąć dziewczynę i przytulić ją do piersi, pohamowała się jednak i
postanowiła zaczekać, aŜ sama zacznie mówić.
– Powinnam uporządkować dokumenty – powiedziała wstając. – Nie będziesz miała nic
przeciwko temu, jeśli teraz się tym zajmę?
Missy nie zaprotestowała, więc rozłoŜyła papiery na stoliku, a sama usiadła w kucki na
dywanie.
– Kopiarka z segregatorem od tygodnia jest zepsuta – wyjaśniła – muszę więc zrobić
wszystko sama metodą staroświecką.
– Chętnie pani pomogę. – Missy jakby się oŜywiła.
– To świetnie – ucieszyła się Barbara. – Jedna z nas moŜe segregować dokumenty, a
druga będzie je zszywać. – Wstała i wzięła z biurka zszywacz i pudełko zszywek. – Ja juŜ
kilka razy przekłułam sobie palec. Umiesz zakładać zszywki?
– Oczywiście.
Podzieliły się pracą. Barbara układała papiery, a Missy je spinała.
– W przyszłym tygodniu i ty dostaniesz taki zestaw. To są informacje dotyczące
egzaminów wstępnych na uczelnie. Przejrzyj je sobie dokładnie, a będziesz wiedziała, czego
się moŜesz spodziewać.
Missy mruknęła coś niezrozumiale.
– Wybierasz się do college’u, prawda?
– Chciałam zdawać do stanowego college’u, ale... – Z rezygnacją wzruszyła ramionami.
– Są przecieŜ bardzo dobre szkoły znacznie bliŜej – zauwaŜyła Barbara.
Usta Missy wygięły się w podkówkę.
– Czy pani uwaŜa, Ŝe powinnam oddać dziecko do adopcji?
Barbara usiadła obok dziewczyny i mocno ją przytuliła.
– To powaŜna decyzja. Musisz się nad tym zastanowić.
– To chyba byłoby najlepsze wyjście.
– Rozmawiałaś z kimś na ten temat? – spytała Barbara.
– Tylko z tatą.
– Czy powiedział ci, Ŝe najlepszym wyjściem będzie adopcja?
Richard wprawdzie zapewnił Barbarę, Ŝe nie będzie próbował wpłynąć na decyzję córki,
ale przecieŜ mógł robić to całkiem nieświadomie.
– Nie. Rozmawialiśmy o dzieciach i o odpowiedzialności rodzicielskiej. Tato mówi, Ŝe
dziecko moŜe przewrócić człowiekowi Ŝycie do góry nogami.
– Wychowanie dziecka to powaŜne zadanie – przytaknęła Barbara. – Czy miałaś kiedyś
do czynienia z małymi dziećmi?
Missy grzbietem dłoni otarła spływające po policzkach łzy.
– Heather, moja przyjaciółka, ma malutkiego braciszka. Jest słodki, ale czasem potrafi
być bardzo dokuczliwy. Kiedyś wrzucił jej kosmetyki do muszli i spuścił wodę, tak Ŝe trzeba
było wezwać hydraulika, bo zatkały się rury. Matka Heather skrzyczała ją, Ŝe zostawia
kosmetyki na wierzchu, bo jej brat mógł je zjeść i otruć się na śmierć. Kiedyś musiałyśmy go
pilnować z Heather przez cały dzień. Najgorsze było karmienie. Był naprawdę obrzydliwy.
– Więc juŜ zdąŜyłaś zauwaŜyć, Ŝe dzieci nie zawsze są słodkie?
– Tata mówi, Ŝe przy dziecku jest strasznie duŜo roboty, a poza tym dzieci mają specjalne
potrzeby. Muszą mieć swój pokój, wciąŜ trzeba im kupować nowe ubranka, chodzić z nimi do
lekarza, a kiedy są chore, nie dają spać przez całą noc.
– Wszystko to prawda – przyznała Barbara. – Dobrze, Ŝe zdajesz sobie z tego sprawę. To
powinno mieć wpływ na twoją decyzję. Niektóre matki myślą, Ŝe dziecko to coś w rodzaju
Ŝ
ywej lalki i Ŝe to dziecko będzie je kochać bez względu na wszystko. Nic dziwnego, Ŝe są
potem zniechęcone i gorzko rozczarowane.
Missy zamyśliła się na chwilę.
– Dlaczego ludzie chcą mieć dzieci, jeŜeli jest z nimi tyle zachodu?
Barbara uśmiechnęła się. Znowu jedno z tych kłopotliwych Ŝyciowych pytań!
– Parę dni temu rozmawiałyśmy o przedłuŜaniu gatunku. Przekazujesz dziecku cząstkę
samej siebie, uczysz je miłości, aby mogło ją potem przekazać następnym pokoleniom.
– To trudne.
– Tak, to rzeczywiście niełatwe, ale takie jest Ŝycie. Dziecko jest teŜ wielkim cudem.
– Cudem? Nie rozumiem.
– Myślę, Ŝe mnie świetnie rozumiesz. Pamiętasz, jak po raz pierwszy poczułaś ruchy
dziecka? Albo zobaczyłaś jego buzię na monitorze? To przedziwne uczucie, od którego
zachciało ci się naraz i śmiać, i płakać?
Missy skinęła głową.
– To jest właśnie ten cud. To, co czułaś, to miłość. I to ona sprawia, Ŝe ludzie chcą mieć
dzieci.
– Tata mówi, Ŝe cięŜko jest wychowywać dziecko, kiedy człowiek nie jest jeszcze na to
przygotowany.
– Nawet kiedy jest się gotowym, teŜ nie jest to łatwe. – Barbara uśmiechnęła się. –
Chciałabym ci opowiedzieć o mojej koleŜance. Ale najpierw muszę się czegoś napić. A ty?
Masz na coś ochotę?
– Poproszę o szklankę mleka.
– A moŜe jabłko z masłem orzechowym? – zaproponowała Barbara.
Missy nieśmiało skinęła głową. Wstały i przeszły do kuchni.
– I co z tą pani koleŜanką? – spytała Missy, kiedy usiadły przy stole.
Barbara uśmiechnęła się.
– Miała na imię Samantha. Mieszkałyśmy w jednym pokoju w akademiku. Była wtedy
moją najlepszą przyjaciółką. Później została księgową i wyszła za mąŜ za inŜyniera.
Powodziło im się bardzo dobrze. Jej mąŜ jeździł BMW, ona miała własne volvo. Kupili teŜ
sobie piękny apartament pod miastem.
Ugryzła kawałek jabłka, a potem ciągnęła dalej:
– Kiedy Samantha skończyła dwadzieścia dziewięć lat, doszła do wniosku, Ŝe juŜ
najwyŜszy czas zdecydować się na dziecko. Wybrała się do lekarza i zaczęła zaŜywać
wszystkie moŜliwe witaminy oraz czytać literaturę na temat ciąŜy. Obliczyła, kiedy
przypadają jej płodne dni, i wykupiła bilety na romantyczny rejs, Ŝeby byli z męŜem
wypoczęci i odpręŜeni, kiedy poczną dziecko.
– I udało jej się zajść w ciąŜę?
– O, tak. Gdzieś na morzu pomiędzy Miami a Nassau. Potem znów rzuciła się na ksiąŜki i
kupiła specjalny megafon, który przyciskała do brzucha, kiedy mówiła do dziecka. Kupiła teŜ
taśmy z muzyką, która miała je uspokajać. Zapisali się z męŜem do szkoły rodzenia. MąŜ
oczywiście asystował przy porodzie i osobiście przeciął pępowinę. Urodziła im się
prześliczna córeczka. Samantha wzięła półroczny urlop macierzyński, potem zatrudnili
cudowną niańkę i wszystko układało się idealnie aŜ do dnia, w którym Chelsea – to znaczy
ich córka – poszła do przedszkola. Było to oczywiście najlepsze prywatne przedszkole
wychowujące dzieci według najnowocześniejszych metod.
– I co dalej? – spytała Missy, wyraźnie zaciekawiona.
– Któregoś wieczora Samantha zadzwoniła do mnie. Była w stanie histerii. Płakała tak
rozpaczliwie, Ŝe z trudem rozumiałam, co do mnie mówiła. – Barbara kwaśno się
uśmiechnęła. – To cud, Ŝe łzy nie trysnęły mi do ucha ze słuchawki.
Missy zachichotała.
– Co jej się stało?
– Wychowawczyni Chelsea poradziła im, Ŝeby zatrzymali małą jeszcze przez rok w
niŜszej grupie, bo na jej rysunkach ludzie nie mają palców.
– Co takiego? – Missy z niedowierzaniem spojrzała na Barbarę.
– Dokładnie to, co mówię. Samantha zadzwoniła do mnie, bo wiedziała, Ŝe ukończyłam
studia pedagogiczne, a chciała się jeszcze kogoś poradzić. Była przekonana, Ŝe Chelsea jest
dzieckiem opóźnionym i Ŝe to jej wina. Doszła do wniosku, Ŝe w ogóle nie nadaje się na
matkę, skoro ma takie nieudane dziecko.
– A co pani jej powiedziała?
– Przede wszystkim kazałam jej się uspokoić. Wytłumaczyłam jej, Ŝe kaŜde dziecko
rozwija się inaczej i Ŝe na pewno któregoś dnia Chelsea sama zauwaŜy, Ŝe ludzikom na jej
rysunkach brak palców. Poradziłam jej teŜ, Ŝeby kupiła córce blok i kredki i pozwoliła jej
rysować, zamiast grać z nią w te idiotyczne nowoczesne gry. No i oczywiście, Ŝeby oprawiła
rysunki Chelsea i powiesiła je na ścianie bez względu na to, czy przedstawiają ludzi z palcami
czy bez.
– Posłuchała pani?
– Tak. A po dwóch tygodniach zatelefonowała do mnie i powiedziała, Ŝe Chelsea zaczęła
wreszcie rysować ludzi z palcami i wobec tego będzie mogła uczęszczać do wyŜszej grupy.
Próbuję ci wytłumaczyć, Missy, Ŝe wychowywanie dziecka to trudne zadanie. Dlatego
wszyscy rodzice, bez względu na wykształcenie, wiek czy wrodzone talenty rodzicielskie,
stają czasem przed problemami, z którymi nie potrafią sobie poradzić.
Missy znów przygryzła wargi i głęboko się zamyśliła. Barbara w milczeniu jadła jabłko.
Potem Missy wypiła mleko i wróciły do salonu, Ŝeby skończyć porządkowanie dokumentów.
– Jak pani myśli, czy jeśli oddam dziecko do adopcji, jego rodzice pozwolą mu nosić te
niebieskie buciki, które kupiłam?
– Nie wiem – odparła Barbara. – Chyba tak, zwłaszcza jeŜeli się dowiedzą, Ŝe buciki są
od ciebie. Gdybyś chciała zobaczyć swoje dziecko, prawdopodobnie mogłabyś mu je sama
nałoŜyć.
– W broszurce o adopcji, którą dostałam od doktor Scofield, jest napisane, Ŝe czasami
moŜna pisać do dziecka albo posyłać mu prezenty, a nowi rodzice mogą przekazywać jego
zdjęcia za pośrednictwem adwokata.
– Doktor Scofield mówiła teŜ, Ŝe moŜna spotkać się z kandydatami na rodziców i pomóc
w wyborze pary, która, według ciebie, byłaby najlepsza dla twojego synka.
Missy pracowicie zszywała papiery.
– Dałabym mu mojego „Kota w butach” – mruknęła, nie odrywając wzroku od spinanych
formularzy.
– To twoja ulubiona ksiąŜka?
Missy skinęła głową.
– Tata czytał mi ją co wieczór. Był wtedy bardzo zabawny.
– Jak w restauracji?
– Tak. On się czasem wygłupia.
– Dobrze mieć takiego ojca, prawda?
– Tak... – Missy nagle przerwała. Ramiona jej zadrŜały. Opuściła głowę i nieoczekiwanie
wybuchnęła spazmatycznym płaczem.
Barbara przytuliła ją i zaczęła kołysać jak małe dziecko, głaszcząc po plecach i szepcząc
słowa pocieszenia.
– Płacz, płacz, kochanie. Wyrzuć z siebie to wszystko. Będzie ci potem lŜej.
– Wcale nie chciałam znowu złamać ojcu Ŝycia – szlochała Missy. – Nie zaszłam w ciąŜę
naumyślnie jak moja matka.
Jak jej matka! Barbara poczuła, Ŝe włos jeŜy jej się na głowie. Co Missy naprawdę
wiedziała o Christine? Jakie jeszcze fałszywe wyobraŜenia tłamsiła w sobie? Jak dziewczyna
tak wraŜliwa jak Missy mogła Ŝyć ze świadomością, Ŝe jej matka źle się prowadziła?
– Co chcesz przez to powiedzieć? – spytała.
Missy odsunęła się i zaczęła palcami rozmazywać łzy na policzkach.
– Nie powie pani nikomu? – upewniła się. – Obiecała pani, Ŝe wszystko, o czym
rozmawiamy, zostanie między nami.
– Nic się nie zmieniło. – Mój BoŜe, pomyślała Barbara, biedne dziecko!
Missy głośno wytarła nos.
– Tata miał studiować prawo. Chciał zostać adwokatem. Na pewno dopiąłby celu, gdyby
nie musiał rzucić studiów, Ŝeby się mną zająć. A to wszystko przez nią.
– Twoją matkę? Dziewczyna skinęła głową.
– To ona go uwiodła i naumyślnie zaszła w ciąŜę, Ŝeby się potem musiał z nią oŜenić.
– Kto ci takich głupstw naopowiadał? – Barbara była zszokowana.
– Nikt. Podsłuchałam, jak babcia rozmawiała z ojcem na ten temat. – Zarzuciła Barbarze
ręce na szyję i znowu się rozszlochała. – Ona zawsze się bała, Ŝe będę taka jak mama.
Mówiła, Ŝe to dlatego lubię się malować i ubierać tak... tak... prowokacyjnie i robić sobie
takie idiotyczne fryzury.
– Och, Missy – westchnęła Barbara, kołysząc ją i tuląc – moje biedne kochanie, twoja
babcia...
– Ona miała rację – szlochała Missy. – Wcale nie jestem lepsza od matki. Jestem w ciąŜy
tak jak ona, a tatuś znowu ma złamane Ŝycie.
– Ale tym razem to zupełnie inna sprawa. Ty nie sypiałaś ze wszystkimi jak... –
PrzeraŜona ugryzła się w język, nim wypowiedziała imię Christine, ale i tak było juŜ za
późno.
Missy zamarła, a potem zaczęła mówić, z trudem łapiąc oddech:
– Więc pani ją jednak znała, prawda? I musiała pani wiedzieć, Ŝe moja matka była po
prostu zwykłą.
– Cśśś. – Barbara połoŜyła jej dłoń na ustach. – Nie wolno tak mówić o własnej matce.
Mało ją znałam, ale wiem, Ŝe wychowywała się bez rodziny, która by się nią zajęła. Nie była
zła, przynajmniej nie w ten sposób, jak myślisz. Ona po prostu nie miała nikogo, kto by ją
nauczył przyzwoitości i szacunku dla samej siebie. A poza tym, jak mogła być z gruntu zła,
skoro urodziła taką miłą córkę?
Odgarnęła kosmyk, który przykleił się do mokrego od łez policzka Missy, i ciągnęła
dalej:
– Nie moŜna odziedziczyć po kimś złych skłonności. Nie jesteś odpowiedzialna za to, co
zrobiła twoja matka, i nie jesteś niemoralna dlatego, Ŝe zaufałaś chłopcu, który nie dorósł do
sytuacji.
– JeŜeli nie oddam dziecka, tata znów będzie miał straszne kłopoty, jak przed moim
urodzeniem.
– Kochanie, twój ojciec jest taki przygnębiony, bo wie, jak bardzo dziecko skomplikuje
twoją przyszłość. Twoją przede wszystkim, nie jego! Musicie to wszystko głęboko
przemyśleć i przedyskutować, nim podejmiesz decyzję, która będzie miała wpływ na całe
wasze Ŝycie.
Trzymała Missy w objęciach, kołysząc ją łagodnie, aŜ poczuła, Ŝe dziewczyna zaczyna
się uspokajać. Wtedy sięgnęła po paczkę chusteczek do nosa.
Po jakimś czasie skończyły porządkować dokumenty i Missy pojechała do domu. Nim jej
samochód zniknął za rogiem, Barbara juŜ wykręcała numer agencji Richarda.
Richard zjawił się o dziewiątej.
– No i jak tam Missy? – spytała Barbara.
– W porządku. Postąpiłem zgodnie z twoją radą i zabrałem ją na kolację. Była trochę
przygaszona, ale to ostatnio u niej normalne. – Rzucił Barbarze pytające spojrzenie. – O co
chodzi? Po twoim telefonie spodziewałem się, Ŝe będzie znacznie gorzej.
– Bo było. Proszę cię, Richardzie, przytul mnie na chwilę.
– Chodź tu! Mnie teŜ to dobrze zrobi. Tak ładnie pachniesz – dodał, kryjąc twarz w jej
włosach.
– Proszę cię, zrób coś dla mnie – szepnęła Barbara, kiedy wziął ją w objęcia – spraw,
Ŝ
eby świat choć na chwilę przestał istnieć.
– Gdybym wiedział, jak to zrobić, juŜ by go nie było – mruknął Richard, a po chwili
zapytał: – Co się dzieje z Missy?
– Usiądźmy. – Barbara zaprowadziła go do salonu.
– JeŜeli najpierw mamy rozmawiać, to znaczy, Ŝe jest jakiś problem.
– Tak – przytaknęła bezbarwnym głosem. – Missy ...
– Nagle zabrakło jej słów. Wzięła głęboki oddech i znów zaczęła: – Missy na serio
rozwaŜa moŜliwość oddania dziecka do adopcji.
– PrzecieŜ wiemy o tym nie od dziś. – Richard był wyraźnie zaskoczony. – Chyba cię to
nie dziwi? Mówiliśmy juŜ, Ŝe to jedna z moŜliwości. Wiem, jak bardzo przeŜywasz ciąŜę
Missy, ale trzeba teŜ wziąć pod uwagę...
– Nie chodzi o to, Ŝe Missy zastanawia się nad adopcją – przerwała mu Barbara – tylko o
to, dlaczego to robi.
– No więc dlaczego? – zapytał Richard. – Według mnie po prostu zdała sobie sprawę, Ŝe
nie dorosła jeszcze do macierzyńskich obowiązków. Barbara popatrzyła mu w oczy.
– Gdyby było tak, jak mówisz, nie czułabym się taka przygnębiona. Chciałabym mieć
pewność, Ŝe Missy wybrała wyjście najlepsze dla niej i dla dziecka.
– A jakie inne moŜe mieć powody?
– Och, Richardzie – westchnęła Barbara ze smutkiem – jej chodzi o ciebie.
– O mnie?!
– Ona myśli... ach, mój BoŜe, jestem w takiej rozterce...
– Ale dlaczego?
– No bo... bo sama nie wiem, co i ile powinnam ci wyjawić.
– JeŜeli to dotyczy Missy, moŜesz mi powiedzieć wszystko.
– Nie wolno mi zawieść zaufania moich podopiecznych. Tym razem dodatkowo chodzi o
osobę, do której zdąŜyłam się przywiązać.
– Ale tak się właśnie składa, Ŝe ta osoba to moja córka. Źrenice Barbary niebezpiecznie
się zwęziły.
– Mam moralny obowiązek zachować dyskrecję, skoro Missy mnie o to prosiła!
– A ja jestem ojcem Missy! I masz moralny obowiązek powiedzieć mi o wszystkim, co jej
dotyczy. Nie masz prawa niczego przede mną ukrywać!
Barbara westchnęła z rozpaczą.
– Nie kłóćmy się. PrzecieŜ oboje jesteśmy po tej samej stronie. Po stronie Missy. I
chcemy dla niej jak najlepiej. Powinniśmy ze sobą współdziałać, a nie walczyć.
– Przepraszam cię, Barbaro. To dlatego Ŝe... Po prostu odchodziłem od zmysłów po
twoim telefonie. Ja juŜ nie jestem w stanie patrzeć na to
;
jak Missy się męczy! I do tego ta
przeklęta świadomość, Ŝe nie mogę dla niej nic zrobić. A teraz jeszcze dowiaduję się, Ŝe
ukrywasz przede mną jakąś straszną tajemnicę...
– Nie ma Ŝadnej strasznej tajemnicy, Richardzie. Missy powiedziała mi coś, co nasuwa
przypuszczenie, Ŝe ma kompleks winy.
– Jakiej znowu winy? Dlaczego ma czuć się winna? To ja, jej ojciec, dałem jej zły
przykład.
Barbara zamyśliła się głęboko.
– Nie sądzę – zaczęła po chwili – by Missy podjęła współŜycie ze swoim chłopakiem
dlatego, Ŝe przyłapała cię w kompromitującej sytuacji z jakąś obcą kobietą. ZłoŜyło się na to
wiele czynników: jej młody wiek i związana z tym pobudliwość, a zarazem ciekawość, presja
ś
rodowiska, no i oczywiście młodzieńcze zadurzenie, które wzięła za miłość – przerwała i z
trudem się uśmiechnęła. – Chyba jeszcze pamiętasz, jak to jest w tym wieku?
Richard ze zdumieniem stwierdził, Ŝe teŜ się uśmiecha.
– AŜ za dobrze. Barbara wzięła go za rękę.
– Przypominasz sobie, jak kiedyś twoja matka odkryła ślady szminki na twojej koszuli i
powiedziała, Ŝe Ŝadna przyzwoita dziewczyna nie maluje ust na tak jaskrawy kolor?
– Nie.
– Obawiam się, Ŝe jeśli chodzi o twoją matkę, nie umiem się zdobyć na obiektywizm.
Usta Richarda zacisnęły się w wąską kreskę.
– Czy Missy z tobą o niej rozmawia?
– Od czasu do czasu. Ona kocha babcię. Czasami ludzie, na których nam najbardziej
zaleŜy, mają na nas największy wpływ, kształtują nasze poglądy, wpływają na nasz sposób
myślenia, ocenę sytuacji.
– Masz na myśli jakąś konkretną sytuację? Barbara zawahała się, a potem spytała:
– Czy chcesz, Ŝeby Missy oddała dziecko?
– Co?! – wykrzyknął Richard, zaskoczony zarówno pytaniem, jak i raptowną zmianą
tematu.
– Czy tego właśnie chcesz?
– Chcę tego, co będzie dla niej najlepsze.
– To wymijająca odpowiedź. Nie musisz niczego ukrywać, w końcu jesteśmy tu tylko we
dwoje. Powiedz mi, czego naprawdę po niej oczekujesz. Tylko szczerze.
W oczach Richarda pojawił się smutek.
– Chciałbym zbudzić się jutro rano i odkryć, Ŝe to był jakiś upiorny sen i Missy wcale nie
jest w ciąŜy.
– Ale takiej moŜliwości nie ma.
– Niestety. KaŜde wyjście wydaje mi się jednakowo beznadziejne. Kiedy myślę o tym, Ŝe
Missy miałaby samotnie wychowywać dziecko, jestem przeraŜony. A z drugiej strony, jeŜeli
odda je do adopcji, nigdy juŜ nie będzie tą samą osobą. I to teŜ napawa mnie lękiem.
– A co trapi cię bardziej?
Richard spojrzał Barbarze w oczy, jakby spodziewał się znaleźć w nich zrozumienie i
współczucie.
– Czy w tej chwili jesteś psychologiem czy kobietą?
– Jestem kobietą, która cię kocha.
Kurczowo chwycił ją za ręce, jakby była jego ostatnią deską ratunku.
– Poradź mi, co mam robić? Popełniłem juŜ tyle błędów. Nie dopuść do tego, Ŝebym
znowu wszystko popsuł!
Obsypała pocałunkami jego szyję, policzki, powieki, gładząc go jednocześnie i tuląc.
– Zrobisz to, co będzie najlepsze dla Missy. Będziesz przy niej, Ŝeby ją wspierać. Oboje
przy niej będziemy.
Tulili się do siebie przez długą chwilę, wreszcie Barbara uspokoiła się i spróbowała
zebrać myśli.
– Czy rozmawialiście o tym, jak dziecko moŜe zmienić jej Ŝycie? Powiedziałeś jej, Ŝe
zamierzałeś studiować prawo, ale ciąŜa Christine popsuła ci szyki?
– Co?! Nie! Oczywiście, Ŝe nie! Rozmawialiśmy wyłącznie o tym, Ŝe Missy chce się dalej
uczyć, a nie o...
Barbara zgarbiła się i cięŜko westchnęła.
– Tak właśnie sądziłam.
Richard rzucił jej pytające spojrzenie.
– Czy o to ci chodziło, kiedy stwierdziłaś, Ŝe Missy ma kompleks winy?
Barbara skinęła głową.
– Wbiła sobie do głowy, Ŝe byłeś niewinnym barankiem, który wbrew własnej woli dał
się uwieść i gdyby nie jej przyjście na świat:..
– Nigdy jej czegoś podobnego nie mówiłem! PrzecieŜ ona nawet nie wić, Ŝe Christine
zaszła w ciąŜę przed ślubem.
– Twoja matka nigdy nie mówiła nic o Christine? Nawet kiedy Missy była mała albo
bawiła się w sąsiednim pokoju? Czy kiedy Christine przychodziła odwiedzić Missy, nie
dochodziło do kłótni?
Richard potrząsnął głową.
– Dzieci są mądrzejsze, niŜ sądzisz. Domyślają się wielu rzeczy, nawet jeŜeli się o nich
nie mówi. Podchwytują strzępki rozmów, wyczuwają nastroje, a potem ich wyobraźnia
wypełnia puste miejsca tej łamigłówki. Richard jęknął z rozpaczą.
– Nie podejrzewałem, Ŝe jest aŜ tak źle! Czy moŜna jej jakoś pomóc?
Oczy Barbary zaszły łzami.
– To nie będzie łatwe.
– Łatwe! – Richard gorzko się roześmiał. – Zapomniałem juŜ, Ŝe w ogóle istnieje takie
słowo.
– UwaŜam, Ŝe powinieneś porozmawiać z Missy o Christine. Twoja córka musi wreszcie
poznać prawdę.
– To stara historia – powiedział Richard zdławionym głosem. – Co za sens, Ŝeby wciągać
w to Missy? Po co ma wiedzieć, Ŝe...
– śe kiedy jej ojciec był młody i niedoświadczony, popełnił brzemienny w skutki błąd?
Myślę, Ŝe właśnie to trzeba Missy uświadomić. – Zarzuciła Richardowi ręce na szyję i
powiedziała, patrząc mu w oczy: – Missy cię uwielbia i boi się, Ŝe po raz drugi łamie ci Ŝycie.
JeŜeli dasz jej do zrozumienia, Ŝe i tobie zdarzało się popełniać pomyłki, moŜe uwierzy, Ŝe
rozumiesz ją i pomimo wszystko kochasz.
– Missy wie, Ŝe ją kocham.
– Oczywiście, Ŝe wie. Bo jesteś jej idealnym tatusiem, a idealni tatusiowie zawsze
kochają swoje córki. Wie, Ŝe będziesz ją kochać, nawet jeśli skomplikuje ci Ŝycie, podobnie
jak uczyniła to jej matka. Pomyśl jednak, jakie to będzie dla niej waŜne, kiedy się dowie, Ŝe
jesteś na tyle niedoskonały, by zrozumieć, co teraz przeŜywa. Ona musi wiedzieć, Ŝe bez
względu na wszystko jesteś po jej stronie, nawet jeŜeli podejmie decyzję, która będzie
korzystna dla niej i dziecka, a nie dla ciebie.
– Ona rzeczywiście uzaleŜnia swój wybór ode mnie? Barbara skinęła głową, z trudem
powstrzymując łzy.
– Tak. A potem w kaŜde kolejne święta czy urodziny będzie rozmyślać o utraconym
dziecku, aŜ wreszcie kiedyś zda sobie sprawę z tego, Ŝe tak naprawdę nigdy nie miała
wyboru. I wtedy odwróci się od ciebie. Ale jeśli teraz zrobisz to dla niej... jeśli sprawisz, Ŝe
będzie mogła dokonać prawdziwego wyboru, jeszcze bardziej cię pokocha.
Richard znowu chwycił Barbarę za ręce. Wydawała mu się ostoją i wybawieniem.
– Przedstawiasz to tak, jakbym czaił się przy łóŜku Missy, gotowy wyrwać jej z rąk
niemowlę.
– Wcale cię o to nie podejrzewam – zapewniła go Barbara. – Missy teŜ wie, Ŝe nie jesteś
taki. Czy to nie ironia losu, Ŝe masz teraz prostować mylne wyobraŜenia, z którymi męczyła
się przez tyle lat?
Richard westchnął. Jego gorący oddech muskał ucho Barbary.
– śycie jest takie... skomplikowane.
– Czy poczujesz się lepiej, jeŜeli ci powiem, Ŝe cię kocham?
– Czy poczuję się lepiej? PrzecieŜ jesteś jak opoka. Co bym począł bez ciebie?
– Ale czy będziesz mnie nadal kochać, kiedy przestanę ci być tak rozpaczliwie potrzebna?
– Barbara sama nie była pewna, czy to miał być Ŝart.
– Pokochałem cię od pierwszego wejrzenia i nic – ani czas, ani rozłąka, ani moje błędy –
nie jest w stanie tego zmienić. To, Ŝe cię odnalazłem w chwili, kiedy byłaś mi najbardziej
potrzebna, to musiał być jakiś... cud. Nagle rozwiała się gęsta mgła, w której błądziłem przez
tyle lat, i zaświeciło słońce. Ale nawet gdybyśmy się spotkali dopiero za miesiąc, za rok, od
nowa bym się w tobie zakochał.
Barbara serce miała przepełnione radością, a gardło ściśnięte ze wzruszenia. Przytuliła się
więc do Richarda, by choć w ten sposób dać mu do zrozumienia, jak bardzo jest jej bliski.
Milczenie przedłuŜało się, aŜ w końcu Richard zapytał:
– Co zrobimy, jeŜeli Missy zatrzyma dziecko?
– Będziemy je po prostu kochać – odparła Barbara. – I Missy teŜ będziemy kochać, by
wiedziała, Ŝe nie jest osamotniona.
– Wizja małego dziecka w domu trochę mnie przeraŜa – westchnął Richard. – Ten hałas,
bezsenne noce, ciągły zamęt...
– PrzecieŜ z Missy jakoś sobie poradziłeś.
– Ale byłem wtedy znacznie młodszy. Miałem więcej energii. Nie zdawałem sobie
sprawy, jak cięŜkie są rodzicielskie obowiązki. Po prostuje wykonywałem i juŜ.
– Więc pomoŜesz Missy w ten sam sposób. A ja pomogę tobie. MoŜe to zabrzmi
idiotycznie, ale będziemy to robić dlatego, Ŝe jesteśmy rodziną, a rodzina jest po to, Ŝeby
sobie nawzajem pomagać w trudnych chwilach.
– To piękne, co mówisz – powiedział Richard.
– Jest tylko jeden mały kłopot.
– Nie mam nawet odwagi spytać jaki – westchnął Richard. – JeŜeli jest jeszcze coś, o
czym nie pomyślałem, wolałbym o tym nie wiedzieć.
Barbara zachichotała.
– Rzecz w tym, Ŝe jak na dziadka wyglądasz nieprzyzwoicie młodo. Nikt ci nie uwierzy!
Dziadkowie powinni mieć siwe wąsy i strugać drewniane zabawki.
Richard spojrzał na nią pełnym miłości wzrokiem.
– Jesteś jedyną osobą, która potrafi mnie w tej chwili rozśmieszyć. Ale muszę ci coś
zdradzić – tobie teŜ nikt nie uwierzy. Będziesz najbardziej ponętną babcią pod słońcem.
– MoŜesz mi kupić flanelową nocną koszulę.
– PrzecieŜ jesteśmy na Florydzie – roześmiał się Richard. – Nikt tu nie nosi flanelowych
nocnych koszul. Nie wolałabyś czegoś z koronki, Ŝebym mógł sobie trochę popatrzeć?
– Dziadek nie powinien nawet myśleć o takich rzeczach.
– To prawda, ale skoro siedzi obok tak wspaniałej babci...
Roześmiali się oboje i na moment zapomnieli o troskach. Jednak po chwili Barbara
wyczuła, Ŝe Richard znów zaczyna się martwić.
– Która godzina? – zapytał.
– Wpół do jedenastej. Czy Missy będzie juŜ spała, jak wrócisz do domu?
– Nie wiem. Zawsze była nocnym markiem, ale czasami lubi się wcześniej połoŜyć. –
Umilkł, a po chwili dorzucił: – Chyba powinienem juŜ iść.
Barbara skinęła głową.
– Czuję się kompletnie bezsilny – westchnął.
– Masz w sobie siłę i miłość. Poradzisz sobie. – Ścisnęła go za rękę i czule pocałowała w
usta. – A kiedy juŜ się z tym uporasz, staniecie się sobie bliscy jak nigdy dotąd.
Odprowadziła Richarda do drzwi.
– Pamiętaj, Ŝe istnieje genialny wynalazek zwany telefonem. Daj mi znać, jak ci poszło.
Skinął głową i obdarzył ją ostatnim pocałunkiem na dobranoc.
Zaraz po jego wyjściu Barbara połoŜyła się do łóŜka. Próbowała trochę poczytać, ale nie
potrafiła się skupić, bo głowę wciąŜ miała zajętą Richardem i Missy. Pewnie juŜ zdąŜył
wrócić do domu i lada chwila będzie rozmawiał z córką.
Natarczywy dźwięk telefonu przerwał jej rozmyślania. Z sercem pełnym niepokoju
podniosła słuchawkę i powiedziała: „Halo!”
– Missy śpi jak suseł – odezwał się Richard. – Wobec tego nie będę jej budził. Jutro z nią
porozmawiam.
– MoŜe to i lepiej – stwierdziła Barbara. – Będziesz miał więcej czasu, Ŝeby sobie
wszystko przemyśleć.
– Wracam do ciebie, Barbaro. Wyglądaj przez okno, Ŝeby mnie wpuścić. Nie chcę
dzwonić, Ŝeby ten wściekły pies znowu nie dostał szału.
– Teraz? O tej porze?
– Wszystko załatwiłem. Moja sąsiadka, Cynthia Munoz, ta, którą widziałaś na meczu,
zanocuje u mnie na wypadek, gdyby Missy się obudziła. Zgodziła się chętnie, bo
wyświadczyłem jej niejedną przysługę.
– Aha. – Barbara natychmiast przypomniała sobie potęŜnego męŜczyznę na wózku
inwalidzkim.
– Mógłbym zostać do rana, tylko będę musiał wrócić, zanim Missy się obudzi –
powiedział Richard. – Słuchaj, Barbaro, jeŜeli nie chcesz, Ŝebym teraz przyjeŜdŜał, po prostu
mi powiedz. Ale jesteś mi tak bardzo potrzebna. Pragnę być z tobą. Przez całą noc.
Otworzyła mu drzwi w nocnej koszuli, wyciągnęła rękę i zaprowadziła prosto do sypialni.
Richard rozebrał się i połoŜył obok Barbary.
– Dziś w nocy nie będziesz miała ze mnie zbyt wiele poŜytku – ostrzegł ją. – Chcę tylko,
Ŝ
ebyś ze mną była.
Przysunęła się do niego i wtuliła policzek w zagłębienie jego ramienia.
– MoŜesz być spokojny, nigdzie się nie wybieram – mruknęła.
Bo i dokąd miałaby się wybierać, skoro leŜała w ramionach Richarda.
ROZDZIAŁ 13
– Richardzie! – Barbara pocałowała go w policzek.
– Richardzie! – powtórzyła głośniej, całując w drugi.
– Ricky!
Powoli otworzył oczy i nieprzytomnie rozejrzał się wokoło. Kiedy przypomniał sobie,
gdzie jest, uśmiechnął się.
– Musisz wstawać – usprawiedliwiała się Barbara. Richard leniwie się przeciągnął.
– Wcale nie miałam ochoty cię budzić. Tak spokojnie spałeś. – Nawet nie drgnął, kiedy
rozdzwonił się budzik i Barbara wstała do łazienki.
– Miałem dobre towarzystwo – mruknął półprzytomnie.
– Jak to miło otworzyć oczy i zobaczyć cię obok siebie – powiedziała. – A potem sobie
przypomnieć, jak cudownie mi się zasypiało przy twoim boku.
Richard objął ją i mocno przytulił.
– I tak właśnie ma być. Tak będzie. Jestem tego pewny. Mówił z przekonaniem, które
wzruszyło Barbarę. Nagle poczuła, Ŝe budzi się w nim namiętność.
– Trzeba było nastawić budzik pół godziny wcześniej – szepnął, kryjąc twarz w jej
włosach.
Barbara udała zdziwienie.
– A po co?
– Tak czy inaczej, zostało nam jeszcze parę minut. Nie zmarnujmy ich.
– Jak sobie Ŝyczysz – roześmiała się Barbara.
DuŜo później, wygodnie rozparta na poduszkach, patrzyła na ubierającego się Richarda.
– Czy coś jest nie tak? – zaniepokoił się.
– Nie – odparła z uśmiechem. – Wszystko w porządku. Tak właśnie ma być.
Richard przysiadł na brzegu łóŜka i ujął jej rękę.
– TeŜ tak mówiłem, pamiętasz?
Odpowiedziała uśmiechem. Na moment pogrąŜyli się w marzeniach o wspólnej
przyszłości. Niestety, wkrótce musieli wrócić na ziemię.
– Zatrzymam dziś Missy w domu – stwierdził Richard.
– Nie chcę odwlekać naszej rozmowy aŜ do popołudnia, a gdyby szła do szkoły,
zostałoby nam za mało czasu.
– To chyba dobry pomysł. Nie będziesz musiał się spieszyć, a Missy spokojnie moŜe
opuścić jeden dzień.
Richard westchnął i znuŜonym wzrokiem spojrzał na Barbarę.
– Wiesz, na co mam największą ochotę? Z powrotem znaleźć się w twoim łóŜku i zostać
w nim cały dzień.
– Prędzej czy później musiałbyś z niego wyjść i stawić czoło rzeczywistości. Im szybciej
to zrobisz, tym lepiej.
Skinął głową i z ponurym wyrazem twarzy podniósł się z łóŜka.
– Będę o tobie myślała – zapewniła go Barbara. – Zadzwoń do mnie do szkoły, jak tylko
będziesz miał okazję.
Jedyną odpowiedzią było posępne skinienie głową.
Przez cały dzień Barbara była kompletnie wytrącona z równowagi. Oczekując telefonu od
Richarda, z kaŜdą godziną bardziej się zdenerwowała. Dawno minęło południe, a wciąŜ nie
było Ŝadnych wieści. Po szkole wróciła do domu i dalej czekała, pełna niepokoju.
Telefon odezwał się dopiero po piątej.
– Co z Missy? – krzyknęła, gdy tylko rozpoznała głos Richarda.
– Wszystko w porządku.
– Tak długo nie dzwoniłeś. Bałam się, Ŝe coś się stało. Chciałam nawet zatelefonować do
doktor Scofield i spytać, czy Missy nie pojechała do szpitala.
– Nie wydaje ci się, Ŝe natychmiast bym cię zawiadomił?
Barbara głęboko westchnęła.
– Przepraszam. Niepotrzebnie wpadłam w panikę.
– Właśnie wróciliśmy z Missy do domu. Spędziliśmy cały dzień na plaŜy.
– Wydajesz się taki... – Nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa. Rozluźniony?
Rozradowany? – Jak wam poszło? – zapytała.
– Bardzo dobrze, ale nie chcę mówić o tym przez telefon. MoŜesz tu przyjechać? Missy
teŜ chciałaby być przy naszej rozmowie.
– Do ciebie do domu?
– Będzie nam miło móc cię gościć – powiedział z Ŝartobliwą powagą.
Barbara była tak zaskoczona nagłą zmianą nastroju Richarda, Ŝe myślała o tym nie tylko
przez całą drogę, ale nawet gdy dzwoniła do drzwi jego domu. Kiedy Richard wychodził od
niej o wpół do siódmej rano, sprawiał wraŜenie człowieka idącego na ścięcie. A teraz był
taki... radosny? To było za słabe określenie...
Otworzyli jej oboje. Richard uśmiechał się. Missy powitała ją uściskiem, a potem
zaprowadziła do salonu, oddzielonego szklaną ścianą od osławionego patia starszej pani
Benson. Barbara usiadła na sofie obok Missy, starając się nie myśleć o pewnej niefortunnej
randce Richarda.
Zapadła cisza. Nikt się nie spieszył, Ŝeby zacząć rozmowę. Barbara zauwaŜyła na stoliku
zdjęcia dziecka, oprawione w nowe, błękitne ramki.
Milczenie przedłuŜało się. Patrząc na córkę i ojca, Barbara odniosła wraŜenie, Ŝe rozsadza
ich chęć, by jak najprędzej podzielić się z nią najświeŜszymi wiadomościami. Wreszcie, nie
mogąc juŜ znieść napięcia, z zachęcającym uśmiechem zwróciła się do Missy:
– Słyszałam, Ŝe wybrałaś się dziś na wagary i spędziłaś cały dzień na plaŜy.
Missy nieśmiało się uśmiechnęła.
– Nigdy by mnie pani o to nie podejrzewała, prawda? Nie mieliśmy dziś Ŝadnych
klasówek i oczywiście postaram się wszystko nadrobić.
– Chcieliśmy się oderwać na chwilę od tego wszystkiego – powiedział Richard. – A poza
tym dawno juŜ odkryłem, Ŝe najlepiej rozmawia nam się na plaŜy.
– Nie puściłam pary z ust – zwróciła się Barbara do dziewczyny konspiracyjnym szeptem.
Napięcie narastało. Znowu zapadło milczenie.
– Odbyłem z Missy powaŜną rozmowę – przemówił w końcu Richard. – Nareszcie wiele
zrozumiała.
Dziewczyna w milczeniu skinęła głową.
– Missy podjęła pewną bardzo waŜną decyzję. Czy chcesz sama o tym powiedzieć?
Znów przytaknęła i zerknęła na Barbarę. Miała oczy przestraszonego dziecka. Po raz
kolejny Barbara zdała sobie sprawę, Ŝe mimo zaawansowanej ciąŜy Missy wciąŜ była
niedojrzała.
– Nie dorosłam jeszcze do tego, Ŝeby zostać matką – cicho powiedziała Missy. – Chcę
być wolna, umawiać się z przyjaciółmi, a potem wyjechać na studia. Kiedyś, w przyszłości,
kiedy będę starsza i spotkam właściwego człowieka, wyjdę za mąŜ i będę miała dzieci. Ale
dopiero wtedy, kiedy będę na to przygotowana.
Richard i Barbara znacząco spojrzeli sobie w oczy.
– Wydaje mi się, Ŝe podjęłaś bardzo dojrzałą decyzję, kochanie – odezwała się Barbara.
– Chcę, Ŝeby moje dziecko zaadoptował ktoś naprawdę wyjątkowy – ciągnęła dalej
Missy.
Richard zachęcająco skinął głową. Wtedy zwróciła się do Barbary.
– Chcę, Ŝeby to... pani adoptowała moje dziecko. – Łza stoczyła jej się po policzku. –
Pani i tatuś.
Barbara poczuła, Ŝe i jej łzy napływają do oczu. Popatrzyła na Richarda. Uśmiechnął się
przepraszająco i rozłoŜył ręce.
– Wyszło szydło z worka. Missy juŜ wszystko o nas wie.
– Ach – zająknęła się Barbara – Ach... – Nic lepszego nie przyszło jej do głowy.
Zarzuciła Missy ręce na szyję i wreszcie dała upust łzom.
– Nikomu innemu bym go nie oddała – rozszlochała się Missy. – Pani będzie wspaniałą
matką. Och, proszę, będę. taka szczęśliwa, jeŜeli pani się zgodzi!
Długo płakały, trzymając się w objęciach, aŜ wreszcie Barbara otarła łzy i powiedziała:
– Chciałabym porozmawiać z twoim ojcem w cztery oczy. Chyba nie masz nic przeciwko
temu?
Dziewczyna energicznie potrząsnęła głową.
– SkądŜe. Pewnie macie sobie wiele do powiedzenia. Gdybyście mnie potrzebowali, będę
w swoim pokoju.
Zabrzmiało to bardzo dorośle, wręcz protekcjonalnie. Barbara z uśmiechem patrzyła, jak
Missy wychodzi z salonu. Przez chwilę nie odrywali od siebie wzroku, jakby zobaczyli się po
raz pierwszy w Ŝyciu, potem Barbara wzięła głęboki oddech i zapytała:
– Powiedziałeś jej o nas?
– ZdąŜyliśmy juŜ poruszyć wszystkie inne tematy. Mówiliśmy o Christine i... – przerwał,
Ŝ
eby zebrać myśli – i o adopcji. O tak zwanej otwartej adopcji, kiedy matka dziecka moŜe się
spotykać z przybranymi rodzicami. I wtedy Missy stwierdziła: „Wiesz co, tato, chciałabym,
Ŝ
eby pani Wilson miała męŜa”.
– Tak powiedziała? Richard skinął głową.
– Kompletnie mnie zamurowało, a kiedy odzyskałem głos, spytałem dlaczego. A ona na
to: „Bo wtedy mogłaby zaadoptować moje dziecko”.
Twarz Richarda rozjaśniła się ciepłym uśmiechem. Barbara poczuła, Ŝe oczy znów ma
pełne łez. Siedzieli tak blisko siebie, niemal się dotykając, a mimo to wciąŜ wydawało jej się,
Ŝ
e dzieli ich zbyt wielki dystans.
– Wyjaśniła – mówił dalej Richard – Ŝe ty rozumiesz, co to znaczy być matką, zawsze
pragnęłaś mieć dzieci i gdybyś była zamęŜna, mogłabyś zaadoptować jej dziecko.
Ze wzruszenia Barbara nie mogła znaleźć słów. Richard kontynuował:
– Skoro tak się jakoś złoŜyło, Ŝe mieliśmy dzień mówienia prawdy, naturalną koleją
rzeczy wyznałem: „Barbara była nie tylko moją szkolną koleŜanką. Byliśmy w sobie
zakochani. A kiedy się znowu spotkaliśmy, okazało się, Ŝe nadal nam na sobie zaleŜy, więc
poprosiłem ją, Ŝeby za mnie wyszła”.
Barbara z wysiłkiem przełknęła ślinę.
– A... A co ona na to?
– Była zaskoczona.
– Tak myślę.
– Chciała koniecznie wiedzieć, czy powiedziałaś „tak”
– roześmiał się Richard. – A potem rzuciła mi się na szyję i uznała, Ŝe to cudownie. Nasza
rozmowa znowu zeszła na temat adopcji i Missy spytała, czy, według mnie, zgodziłabyś się
zaadoptować jej dziecko i czy w tej sytuacji ja nie miałbym nic przeciwko temu.
Barbara wstrzymała oddech. Serce głucho biło jej w piersi.
– Co jej odpowiedziałeś? – spytała szeptem.
– śe na pewno będziesz zachwycona tym pomysłem.
– Przerwał na chwilę, a potem zapytał: – I co ty na to?
– Od początku wiesz, jak bardzo cierpiałam na myśl o tym, Ŝe Missy miałaby oddać
dziecko obcym ludziom – odparła Barbara, starając się mówić spokojnie.
– Czy to znaczy, Ŝe będziemy rodzicami?
– To zaleŜy od ciebie – szepnęła. Jeszcze nie mogła w to wszystko uwierzyć. CzyŜby
Richard teŜ pragnął zatrzymać to dziecko?
– Dlaczego ode mnie?
– Jeszcze wczoraj wizja małego dziecka w domu wydała ci się przeraŜająca.
– PrzecieŜ to mój wnuk, Barbaro! Moja krew! Myślisz, Ŝe mógłbym się go wyrzec?
– Nie wyrzec się dziecka i pragnąć go, to jeszcze nie to samo. Rodzicielstwo to
obowiązek jak małŜeństwo. Zgadzam się pod warunkiem pełnej współpracy.
Wzrok Richarda powędrował ku błękitnym ramkom. Na moment jego oczy stały się
podejrzanie szkliste. Gwałtownie zamrugał.
– Przyzwyczaiłem się do tego małego człowieczka. Chcę widzieć, jak będzie dorastał.
– To będzie adopcja w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu. Staniemy się jego
rodzicami, a Missy będzie jego siostrą. Mam nadzieję, Ŝe to zrozumie.
– Ona to świetnie rozumie. Rozmawialiśmy juŜ o tym. UwaŜa, Ŝe to najlepsze wyjście. I
ja teŜ jestem tego zdania.
Spojrzeli sobie w oczy.
– Tak być powinno, Barbaro. Kiedy urodziła się Missy, moje przedwczesne ojcostwo
dało mi mało radości. Myślę, Ŝe wiele straciłem. Tym razem jestem znacznie lepiej
przygotowany – emocjonalnie, materialnie i na wszystkie moŜliwe sposoby.
– Jesteś tego pewny? – WciąŜ bała się uwierzyć, Ŝe to prawda.
– Tym razem będę dzielił to doświadczenie z kimś, kogo kocham. A poza tym –
uśmiechnął się – Missy wkrótce wyjedzie na studia. Dziecko, które prędzej czy później
będziemy mieli, musi mieć towarzystwo.
– Chcesz mieć ze mną dziecko?
Richard obrzucił ją wymownym spojrzeniem.
– Myślisz, Ŝe Ŝeniąc się z tobą i wiedząc, jak bardzo pragniesz dziecka, mógłbym ci tego
odmówić? Musiałbym nie mieć serca.
– Nawet nie myślałam... – Barbara poczuła, Ŝe cała drŜy. – Nie chciałam poruszać tego
tematu, kiedy byłeś tak przejęty sprawami Missy. A zresztą i tak byłam pewna, Ŝe nie
zechcesz zaczynać wszystkiego od nowa.
– I mimo to zgodziłaś się wyjść za mnie za mąŜ?
– PrzeŜyłam zbyt wiele lat bez ciebie, Ŝeby teraz odrzucić taką szansę. Zanim znowu
pojawiłeś się w moim Ŝyciu, zdąŜyłam się juŜ pogodzić z myślą, Ŝe nie będę miała dzieci. –
Spojrzała mu prosto w oczy. – Wolę spędzić resztę Ŝycia jako twoja Ŝona i macocha Missy
niŜ Ŝyć samotnie, marząc o dziecku.
– Teraz będziesz miała wszystko, o czym marzyłaś.
Serce Barbary było zbyt przepełnione radością, by mogła usiedzieć spokojnie bodaj
chwilę dłuŜej. Poderwała się, wyciągając ręce do Richarda.
– Jak myślisz, czy kobieta, która będzie miała wszystko, moŜe jeszcze dostać całusa?
Bo... – zająknęła się ze wzruszenia – bo bardzo mi tego potrzeba.
Richard wstał i rozpostarł ramiona.
– Daj tatusiowi buzi, kochanie!
– Och, Richardzie!
W tych dwóch słowach zawarła wszystko – miłość, radość i nadzieję, które miały im
odtąd towarzyszyć przez całe Ŝycie.
– JuŜ lepiej? – spytał Richard po chwili. ‘
– Uhm – mruknęła. – Czegoś jednak brakuje, Ŝeby było idealnie.
– Czego?
– Raczej kogo. Naszej Missy.
– I to juŜ wszystko? – roześmiał się, a potem surowym tonem zawołał: – Missy, chodź no
tutaj! Ale juŜ!
Zjawiła się w pół sekundy. Z jej oczu wyzierał strach. Richard uśmiechnął się do niej z
czułością.
– Twoja nowa mama ma ochotę nas wszystkich uściskać.
Missy podbiegła i objęła ich. Przez chwilę stali w milczeniu, tuląc się do siebie i wspólnie
przeŜywając radość bycia we troje.
– Czy to znaczy, Ŝe jesteśmy teraz rodziną? – spytała Missy.
– Tak! – jednocześnie wykrzyknęli Richard i Barbara, a potem nagle wybuchnęli
ś
miechem.
– To mi się podoba – stwierdziła Missy. – Nawet bardzo.
EPILOG
Kiedy pierwsze krople Ŝelu kapnęły na skórę Barbary, poruszyła się i głośno westchnęła.
– EjŜe! PrzecieŜ nawet nie jest zimny – zauwaŜył lekarz, smarując jej obnaŜony brzuch.
– Jestem trochę zdenerwowana – wyznała Barbara.
– Ma pani prawo – powiedział lekarz. – W końcu nie co dzień po raz pierwszy ogląda się
buzię swojego dziecka.
Nagle drzwi otworzyły się z hałasem.
– A co to takiego? – roześmiał się lekarz. – Rodzinka w komplecie? Chyba zacznę
sprzedawać bilety!
Do gabinetu weszła Missy, a za nią Richard z chłopcem na ręku.
– JuŜ najwyŜszy czas! – zwróciła się do nich Barbara z Ŝartobliwym wyrzutem.
Chłopczyk ze śmiechem złapał Richarda za nos.
– No, no! – Barbara pokręciła głową. – Ty mały łobuzie!
– Uhuu! – powtórzyło dziecko.
Barbara z westchnieniem wzniosła oczy do nieba.
– Jak my sobie poradzimy z dwójką?
– Będziemy ich kochać – odparł Richard z promiennym uśmiechem – i łykać masę
witamin.
– Teraz poszukam buzi – powiedział lekarz. – Ręka nam trochę zasłania. Musimy
poczekać, aŜ maleństwo odwróci się w naszą stronę.
Barbara, Richard i Missy z natęŜeniem wpatrywali się w migoczący ekran. Barbara
chwyciła Missy za rękę.
– Jest! – triumfalnie obwieścił lekarz. – Oczy, nos i usta!
– Och! – westchnęła Barbara. – Och, Richardzie, Missy, popatrzcie na to! Widzisz tę
buzię, Willy? To twój mały braciszek albo siostrzyczka.
– MoŜna rozpoznać płeć? – dopytywała się Missy.
– Zaraz zobaczymy – powiedział lekarz. Na ekranie ukazały się rączki, potem nóŜki. –
Jest! – zawołał. – Będziesz miał brata, młody człowieku.
– Chłopak! – Richard uśmiechnął się z satysfakcją. – Co o tym sądzisz, Willy?
– Dzidzi tu! – Chłopczyk poklepał Barbarę po brzuchu. Jego błękitne oczy, tak podobne
do oczu Missy, Ŝywo zalśniły.
– Masz rację – przyznał Richard. – Mama ma w brzuchu dzidziusia.
– Willy kocha dzidzi – z powagą oświadczył chłopczyk.
– Wszyscy je kochamy – powiedziała Barbara. – Kochamy twojego braciszka tak samo,
jak kochamy Missy i ciebie, Willy.
– Teraz muszę przeprowadzić pomiary. MoŜe pani odczuwać pewien ucisk – wtrącił się
lekarz, ale nikt nie zwrócił na niego uwagi.
– Dwóch urwisów w domu! To będzie istne pandemonium! – roześmiał się Richard. –
Missy, nie przeniosłabyś się na bliŜszą uczelnię? Mogłabyś wtedy zostać z nami i trochę nam
pomagać.
– Nie ma mowy! – stwierdziła Missy. – JeŜeli to będzie taki sam łobuz jak Willy, nie da
się przy nim uczyć!
Richard i Barbara roześmiali się, ale Missy nagle spowaŜniała.
– Cieszę się, Ŝe zrobiłaś USG przed moim wyjazdem.
– ZaleŜało mi na tym – powiedziała Barbara. – W końcu to twój brat.
– Mogłabym dostać jego komputerowe zdjęcie? – spytała Missy. – Postawiłabym je obok
naszej rodzinnej fotografii. – Spojrzała na Barbarę i z wymownym uśmiechem ścisnęła ją za
rękę. – Chcę codziennie patrzeć na obu moich braciszków.
Następnego ranka Richard i Barbara z Willym stali w progu domu, machając Missy na
poŜegnanie. Kiedy jej wyładowany po dach samochód zniknął im z oczu, Richard powiedział:
– Wiem, Ŝe Missy robi to, co dla niej najlepsze. Mimo to będzie mi jej brakowało.
Barbara przytuliła się do niego.
– Co prawda mamy Willy’ego, ale bez niej dom będzie taki pusty.
– Nie tak znowu pusty... – nagle przerwał, a po chwili ciągnął dalej: – Kiedy pomyślę, jak
pusty byłby, gdybym cię nie spotkał, włos jeŜy mi się na głowie.
– Ale jednak mnie znalazłeś – powiedziała Barbara. – I mamy Willy’ego, i to
maleństwo...
Richard połoŜył dłoń na jej zaokrąglonym brzuchu.
– O, tak – przyznał z uśmiechem – ale oni kiedyś dorosną i pójdą własną drogą. A ty i ja...
– JuŜ nigdy więcej nie będziemy trwonić energii na próŜne Ŝale i rozmyślania, Ŝe mogło
być inaczej – dokończyła za niego Barbara.
– To dziwne – stwierdził Richard – straciliśmy tyle czasu, a jednak w końcu dostaliśmy
od Ŝycia wszystko, o czym marzyliśmy. Wszystko, z wyjątkiem tych lat, które bezpowrotnie
przeminęły. Jak myślisz, czy...?
– Czy co? – spytała.
– Czy nie dlatego tym bardziej cenimy szczęście, którym los nas teraz obdarzył?
– Na pewno – powiedziała Barbara.
– TeŜ tak myślę – przytaknął Richard.
– No to pozostał nam juŜ tylko jeden mały problem – stwierdziła Barbara.
– Jaki znowu problem? – zaniepokoił się Richard.
– Musimy podjąć decyzję, które z nas ma odebrać Willy’emu jego nową zabawkę. –
Barbara głową wskazała kąt podwórza, gdzie Willy z zaczerwienioną z wysiłku buzią
usiłował odkręcić kran.
– O, nie! Tym razem ci się to nie uda! – stwierdził Richard. – Willy! – krzyknął i rzucił
się w stronę dziecka, ale było juŜ za późno. Kurek ustąpił, a Willy porwał wąŜ ogrodniczy i
zaczął nim energicznie wymachiwać w powietrzu. Nim Richardowi udało się dopaść malca,
wyrwać mu wąŜ i zakręcić wodę, byli przemoczeni do nitki.
– Tata mokry! – zachichotał Willy, kryjąc się w bezpieczne ramiona ojca.
– O, tak, bardzo mokry – ze śmiechem przyznała Barbara, patrząc na zdegustowaną minę
Richarda. – Ale i tak go kochamy, prawda, Willy?
– Willy kocha tatę. Mama kocha tatę – powtórzył chłopczyk, a Barbara powaŜnie skinęła
głową.
Ociekająca wodą twarz Richarda rozjaśniła się uśmiechem, pełnym ojcowskiej dumy i
miłości.
Biedny Richard. Miał takie miękkie serce. I chyba właśnie dlatego tak bardzo go kochała.