background image

Herb Imperium Rosyjskiego

background image

Spis treści

Artur Górski – Rozwiązać partie!
Ks. Michał Poradowski – O powrót do monarchii w Polsce
Jacek Bartyzel – „Konserwatyzm” Szekspira
Marek Matera – Romanowowie
Monika Wolska – Idea sprawiedliwości u Platona
Kacper Krasicki – Powrót Króla
Mariusz Tomasz Paszkiewicz – Gdy padną słowa: Afryka Południowa…
Aleksander Popiel – O systemie zgodnym z naturą

3
5
6
9

11

13
15
17

Adres do korespondencji:

www.konserwatyzm.pl

; e-mail: 

kzm@konserwatyzm.pl

Klub Zachowawczo-Monarchistyczny, ul. Żubrowa 7, 01-978 Warszawa

Konto bankowe:

Klub Zachowawczo-Monarchistyczny: 77 1240 1066 1111 0000 0006 1131

Opracowanie elektroniczne: Portal Młodzieży Prawicowej – www.xportal.pl (31 XII 2008 r.)

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 2

background image

Rozwiązać partie!

Artur Górski

im że jest król, gdy w 
kraju   rządzą   partie? 
Nikim!

K

Dzisiejsze monarchie są mo-

narchiami malowanymi. Królo-
wie panują, lecz nie rządzą. Są 
makietami   władców.   Makieta-
mi,   które   dowolnie   ustawiają 
rządzący   z   ramienia   partii,   z 
woli   tłumu.   To   tłum   odebrał 
władzę królom, to partyjni bon-
zowie   chcą   przywłaszczyć   so-
bie autorytet monarszy. Nie po-
zwólmy na to.

Nie   pozwólmy,   by   partie 

tworzyły   historię   narodu,   by 
nadal ustalały w państwie wa-
runki, które pchną państwo do 
zguby. Nie dopuśćmy do bała-
ganu   i   anarchii,   do   obłudy   i 
chamstwa,   do   tyranii   ludu. 
Uchrońmy

 

społeczeństwo 

przed utratą największych war-
tości   materialnych   i   ducho-
wych. Odbierzmy partiom głos.

Jest wiele zła, które czynią 

partie   polityczne   działające   w 
systemie demokratycznym. Wi-
dać   to   m.in.   w   parlamencie. 
Przez swoją niezrównoważoną 
działalność, wynikającą z  par-
tykularnych interesów i ambicji 
ich przywódców, prowadzą do 
bezładu i nieporządku. Zamiast 
obradować   w   spokoju   i   we 
wzajemnym   szacunku,   bojow-
nicy partii kłócą się i wyzywają 
nawzajem   (mniej   lub   bardziej 
kulturalnie).   Bojkotują   wza-
jemne   propozycje   paraliżując 
prace parlamentu. Wolą podej-
mować na forum kwestie mało 
istotne,   gdyż   w   poważnych 
boją się klęski swego stanowi-
ska.   Nie   przyznają   się   w   tym 
wszystkim  ani  do  błędów,   ani 
do kłamstw. Ślepo bronią par-

tyjnej   linii   zalewając   wszyst-
kich morzem zbędnych pustych 
słów.

Prowadzą także do rozbicia 

społeczeństwa   na   zwalczające 
się,   często   nienawidzące   frak-
cje.   To   nacisk   grup   społecz-
nych ma przyczynić się do ich 
sukcesu.   Jednak   w   rzeczywi-
stości   partie   nie   reprezentują 
narodowych interesów, lecz je-
dynie swoje polityczne aspira-
cje. Walczą o władzę dla swych 
liderów,   a   cena   tej   władzy 
może być każda. Bowiem ten, 
kto   zwycięża,   może   kontrolo-
wać przychody i wydatki pań-
stwa.   Kto   rządzi,   ten   dzieli. 
Aby   dzielić,   trzeba   najpierw 
wygrać   wybory.   Partie   w   tym 
celu dokonują wielu zabiegów 
na   ciele   społeczeństwa.   Sączą 
kcyjne   obietnice,   deklaracje 
bez pokrycia i perspektywy no-
wych lepszych czasów. Nie do-
puszczają   do   myśli   faktu,   że 
czasy ładu, spokoju i dobrobytu 
mogą nastąpić tylko w monar-
chii dziedzicznej.

Jeśli więc chcemy zdrowego 

narodu i silnego państwa, jeśli 
chcemy   stworzyć   prawdziwą 
monarchię,   musimy   dążyć   do 
całkowitej likwidacji partii po-
litycznych. Nie zabroni się lu-
dziom, rzecz jasna, skupiać w 
związkach   politycznych,   ale 
winno się maksymalnie ograni-
czyć   wpływ   partii   na   władzę. 
Jednym   słowem,   należy   za-
mknąć   przed   partiami   wrota 
parlamentu. W zamian powin-
no się umożliwić ludziom wy-
rażanie opinii w innych, apoli-
tycznych   strukturach.   W   Sej-
mie (jeśli nie zostanie on przez 
króla   rozwiązany)   znajdą   się 

przedstawiciele   poszczegól-
nych   grup   społeczno-zawodo-
wych,   rekrutowani   z   cechów 
czy np. korporacji. Gdy w Izbie 
Niższej   zasiądą   reprezentanci 
chłopów, rzemieślników, przed-
siębiorców, robotników czy in-
teligencji,   a   nie   jacyś   partyjni 
socjaliści   czy   liberałowie,   to 
ich   spojrzenie   na   rzeczywiste 
potrzeby   poszczególnych   grup 
społecznych   i   całego   narodu 
nie będzie zniekształcone przez 
ideologie   i   polityczne   animo-
zje. Będą mogli wyrazić swoje 
autentyczne   bolączki   i   potrze-
by, a król wysłucha je i podej-
mie odpowiednie decyzje.

W Izbie Wyższej zaś winni 

znaleźć się (po części z nomi-
nacji królewskiej) ludzie posia-
dający ogólnospołeczny szacu-
nek, czy to ze względu na za-
sługi  dla  ojczyzny,   czy  też  ze 
względu   na   nieprzeciętną   ma-
jętność, lub inni będący autory-
tetami moralnymi. Gdy Sejm w 
monarchii   winien   być   instytu-
cją bardziej opiniotwórczą, tak 
Senat doradczą,

Jako realiści powyższe dąże-

nia nasze i próby reeksji prak-
tycznych rozwiązań odkładamy 
na później, nie tracąc ich wsze-
lako z oczu. Dziś bowiem jest 
naszym obowiązkiem wspierać 
wszelkich   konserwatystów, 
którzy dążą do naprawy, choć-
by chwilowo byli w szeregach 
partii.   Mamy   nadzieję,   że   nie 
zarażą się trądem partyjniactwa 
i – gdy nadejdzie odpowiednia 
chwila – złożą partyjne sztan-
dary. Wiemy też, że gdybyśmy 
my partię rojalistyczną założy-
li, byłby to prawdziwy koniec 
monarchii w Polsce .

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 3

background image

Cytat

Jan Vanier

„Władza jest wielką i piękną odpowiedzialnością: osoba, która ją sprawuje, otrzymuje 
od Boga światło, siłę i dary niezbędne do wykonania zadania. Dlatego odpowiedzialny 
nie powinien poprzestać na zasięganiu rad ludzi, którzy powierzyli mu tę funkcję, jak 
sekretarz jakiegoś zgromadzenia. Powinien w skrytości ducha szukać rady Boga i 
odkrywać Boże światło w najtajniejszej głębi swego jestestwa. Głęboko wierzę w łaskę 
stanu; Bóg zawsze spieszy z pomocą człowiekowi sprawującemu władzę, który w 
pokorze stara się służyć prawdzie.”

„Jednym z najistotniejszych przymiotów osoby sprawującej władzę jest jasna i 
jednoznaczna hierarchia ważności problemów, przy czym niektóre mają bezwzględne 
pierwszeństwo; jeśli odpowiedzialny zatonie w szczegółach, może stracić wizję całości. 
Niech nigdy nie traci z oczu tego, co najważniejsze. W gruncie rzeczy, najlepiej 
sprawuje władzę ten, kto sam robi niewiele, ale uświadamia innym sens ich funkcji i 
życia, uczy ich podejmować odpowiedzialność, wspiera, umacnia i kontroluje.”

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 4

background image

O powrót do monarchii w Polsce

Ks. Michał Poradowski

Santiago, Chile, 11 lutego 1990 r.

ormalne i prawne przy-
wrócenie   Orłowi   Białe-
mu   jego   złotej   korony 

jest   głęboko   symboliczne.   Bo 
chociaż nasz Orzeł Biały miał 
swą złotą koronę także i w cza-
sach   ustroju   republikańskiego 
w okresie dwudziestolecia Nie-
podległości,  to   jednak   korona, 
jako taka, jest zawsze symbo-
lem monarchii i Królestwa. Co 
zresztą wcale nie przeszkadza, 
że Polska od wieków nazywała 
się   i   była   w   rzeczywistości 
Rzecząpospolitą, czyli republi-
ką   (res-publica),   podobnie   jak 
wszystkie monarchie współcze-
sne. W ciągu całej swej historii 
niepodległej   Polska   zawsze 
była,   z   wyjątkiem   wspomnia-
nego   dwudziestolecia,   monar-
chią i do tego ustroju powinna 
powrócić, gdyż monarchia, tak-
że ta tradycyjnie polska, a więc 
Rzeczypospolitej, ma swe wła-
ściwości,   których   nie   należy 
lekceważyć.   Chodzi   tutaj 
przede wszystkim o pewne za-
sady prawne i  moralne,  które, 
oczywiście, w wieku dwudzie-
stym pierwszym, do którego się 
zbliżamy, choć zawsze te same 
co w czasach minionych, mu-
szą   być   dostosowane   do   rze-
czywistości obecnej i z wizją o 
przyszłości.   „Król”   to   nie   to 
samo, co „prezydent” – nie tyl-
ko dlatego, że raz wybrany rzą-
dzi aż do swej śmierci (co ma 

F

ogromne znaczenie praktyczne, 
jako rządy ciągłości w polityce 
zagranicznej, wewnętrznej, go-
spodarczej   i   kulturalnej),   ale, 
że   jako   „Pomazaniec   Boży” 
posiada  szczególny autorytet   i 
wyjątkową   godność,   co   spra-
wia,   że   jego   rządy   –   mimo 
wszelkich zmian politycznych, 
jakie zachodzą w kraju – cha-
rakteryzuje powaga, ciągłość i 
stałość. Monarchia jest bowiem 
z natury swej instytucją ponad 
partyjną i król nie reprezentuje, 
jak   Prezydent,   jakiejś   chwilo-
wej  „większości”  parlamentar-
nej czy plebiscytowej, ale cały 
Naród i interesy całego kraju, a 
więc   Polski   jako   bytu   histo-
rycznego. Nasze bratnie sąsied-
nie narody: węgierski i rumuń-
ski   także   prawdopodobnie  po-
wrócą   do   monarchii.   Oczywi-
ście,   powrót   do   monarchii 
chrześcijańskiej, jako iż Naród 
Polski – choć zawsze w ciągu 
swej   tysiącletniej   historii   bar-
dzo tolerancyjny wobec innych 
wyznań i przekonań – jest na-
rodem   chrześcijańskim   i   w 
swej większości katolickim.

Przywrócenie Orłowi Białe-

mu   jego   złotej   korony   trzeba 
nam powitać jako znak i sym-
bol powrotu do Polski Tysiąc-
letniej, a więc do Polski chrześ-
cijańskiej,   i   dlatego   korona   ta 
powinna być uwieńczona Krzy-
żem – tak jak to było zawsze w 

czasach monarchii. Zanim więc 
przyszły król zasiądzie w Zam-
ku,   niechaj   Prezydenci   rządzą 
w   okresie   przejściowym   pod 
symbolem Orła Białego w zło-
tej   koronie   z   Krzyżem,   czyli 
niechaj   rządzą   po  chrześcijań-
sku. Polska w tej chwili potrze-
buje nie tylko pożyczek i inwe-
stycji   zagranicznych,   lecz 
przede   wszystkim   błogosła-
wieństwa Bożego i opieki Kró-
lowej   Polski,   Najświętszej 
Dziewicy   Bogarodzicy   Maryi; 
wszelkie jednak błogosławień-
stwa Boże idą tylko z Krzyża i 
przez Krzyż, póki więc nie bę-
dzie   Krzyża   na   koronie   Orła 
Białego,   trudno   jest   liczyć   na 
opiekę Bożą. 

Jeśli   niedawno   sprawdziła 

się przepowiednia mnichów ty-
betańskich, że książę z Krako-
wa   otrzyma   trzy   korony   (co 
dawniej   było   tłumaczone   jako 
zapowiedź   przywrócenia   mo-
narchii w Polsce, która objęła-
by Polskę, Litwę i Ruś), a co 
okazało się być Tiarą Papieską, 
możemy   spodziewać   się,   że   i 
inne przepowiednie się spraw-
dzą odnośnie powrotu do mo-
narchii i że nowy „Piast” zjed-
noczy   wszystkie   ziemie   i 
wszystkie ludy dawnej Rzeczy-
pospolitej   w   duchu   Prawdy, 
Sprawiedliwości i Miłości.

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 5

background image

„Konserwatyzm” Szekspira

Jacek Bartyzel

udzysłów, którym ujęto 
powyżej konserwatyzm 
Szekspira,   nie   oznacza 

zamiaru   zaprzeczenia   tegoż; 
stanowi   on   wyłącznie   sposób 
ostrzeżenia Czytelnika, że kwa-
likacja   ideowa   tego   rodzaju 
zyskuje   pełnię   obywatelstwa 
jedynie w  odniesieniu do fak-
tów z epoki po rewolucji 1789 
r.,   kiedy   to   zakwestionowane 
zostały wszystkie wartości tra-
dycyjnego   społeczeństwa,   kie-
dy ujawniła się – jakże zgubna 
dla całego rodzaju ludzkiego – 
antynomia społeczna Prawicy i 
Lewicy.   W   epoce   wielkiego 
Stradfordczyka   wartości   owe 
trzymały się całkiem krzepko, a 
„konserwatyzm”,   czy   może 
wciąż   jeszcze   tradycjonalizm, 
zdawał się być naturalną posta-
wą wobec rzeczywistości, nie-
omal   instynktem   albo   przesą-
dem   –   jakby   powiedział   Ed-
mund Burke. I zaiste, autorowi 
Hamleta nie przyszło by nawet 
na myśl nazywać siebie konser-
watystą,   nie   tylko   dlatego,   że 
termin   taki   nie   był   jeszcze   w 
obiegu.

C

Wszelako,   istnieją   całkiem 

poważne   powody,   dla   których 
wolno   posługiwać   się   –   bez 
obawy   popełnienia   grubego 
anachronizmu   –   pojęciem 
„konserwatyzm”,   dla   próby 
charakterystyki poglądów spo-
łecznych Szekspira. Elżbietanki 
i   jakobicka   Anglia   nie   znała 
wprawdzie rozłamu na prawicę 
i lewicę, nie miała nawet jesz-
cze stronnictw Whigów i Tory-
sów, ale w jej budowle społecz-
nej i w jej życiu duchowym za-
kiełkowały   już   zarodki   wspo-

mnianej antynomii. Trzeba bo-
wiem pamiętać, że w XVI wie-
ku   Królestwo   Anglii   wstrzą-
śnięte   zostało   odgórnie   stero-
waną rewolucją religijną o an-
tykatolickim   i   antypapieskim 
ostrzu.   Kościół   angielski   nie 
tylko pozbawiony został nieza-
leżności   od   władzy   świeckiej, 
ale i wyjałowiony – po odrzu-
ceniu wielu podstawowych do-
gmatów katolickich i po znisz-
czeniu struktur monastycznych 
–   z   najwznioślejszych   pier-
wiastków   duchowości   chrześ-
cijańskiej.

Religijna rewolucja Henryka 

VIII miała też poważne skutki 
w sferze społecznej. Rozprawa 
z Kościołem i z zakonami po-
ciągnęła   za   sobą   konskaty 
dóbr i ziem klasztornych; ode-
brane zakonom – a przy okazji 
niektórym starym rodom – zie-
mie zawłaszczyli plebejscy nu-
worisze oraz skwapliwie korzy-
stająca z antykatolickiego kur-
su ludność żydowska. Za pano-
wania Elżbiety I bezczelne roz-
pychanie   się   rozmaitych   sel-
f-made-manów   było   już   na-
gminne i Szekspir, choć socjo-
logicznie patrząc, jeden z nich, 
patrzył na to z odrazą – respek-
tem   otaczając   starą   arystokra-
cję.

Dla   uwypuklenia   w   tym 

choćby,   tzn.   religijnym,   wy-
miarze antycypacji przez Szek-
spira   nowożytnego   konserwa-
tyzmu   warto   podkreślić,   że 
przynajmniej   do   tzw.   spisku 
prochowego   (1601)   był   on   z 
całą   pewnością   kryptokatoli-
kiem. Rzeczony spisek, na któ-
rego czele stał przyjaciel i pro-

tektor   poety,   hr.   Essex,   za-
chwiał prawdopodobnie wynie-
sioną z tradycji domowej jego 
wiarą,   ponieważ   drastycznie 
odsłonił   konikt   dwóch   lojal-
ności,   którym   bezskutecznie 
pragnął   dochować   wierności: 
wobec   Rzymu,   który   jakoby 
nakazywał   mordować   niewin-
nych   i   wobec   narodowej   mo-
narchii. (Nasz poeta nigdy za-
pewne   nie   dowiedział   się,   że 
cały ten spisek był w rzeczywi-
stości sprawnie skonstruowaną 
przez służby specjalne Elżbiety 
prowokacją, mającą na celu zo-
hydzenie katolicyzmu i katoli-
ków).

Jakkolwiek było z formalną 

koncesją Szekspira, z jego dzieł 
widać   jasno,   że   świat   pojęć   i 
wartości pisarza był par excel-
lence   katolicki.   Nawet   jeśli 
składał on niekiedy dank „anty-
papistowskim” sloganom angli-
kanów,   zachowywał   zawsze   i 
armował credo łacińskie: wia-
rę   w   rzeczywistą   i   całkowitą 
transsubstancjację,   teologię 
czyśćca,   równowagę   Łaski   i 
Zasługi   w   teodycei,   dogmat 
świętych   obcowania.   Często 
też   dawał   wyraz   swej   odrazie 
wobec purytanizmu. Przez śre-
dniowieczną teologię katolicką 
uformowana   była   także   Szek-
spirowska wizja wszechświata i 
miejsca w nim człowieka. Jak 
wykazał   Francis   Fergusson, 
słynna gnoma Hamleta o arcy-
dzielności   rodzaju   ludzkiego 
(II, 2), uważana długo za dekla-
rację   renesansowego,   nieomal 
laickiego   humanizmu,   stanowi 
przedłużenie ortodoksyjnej po-
chwały   człowieka   jako   istoty 

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 6

background image

stworzonej   na   obraz   i   podo-
bieństwo   Boże;   tworu   pośred-
niego   w   hierarchii   bytów   po-
między   aniołami,   do   których 
podobien jest rozumem i „eks-
presją”, a zwierzętami, z który-
mi łączą go niskie instynkty i 
żądze.

Drugim   po   katolicyzmie 

czynnikiem pozwalającym upa-
trywać w dziele Szekspira an-
tycypację ideowego konserwa-
tyzmu jest jego głęboka pogar-
da dla demokracji. Ciekawost-
ką   dla   polskiego   Czytelnika 
może być fakt, iż genetycznie 
materiału   historycznego   do 
ukazania absurdu rządów ludu 
dostarczył   Szekspirowi   polski 
„wynalazek”   elekcji   viritim. 
Echa   tej   procedury   pobrzmie-
wają   np.   w   scenie   5   aktu   IV 
„Hamleta” kiedy to do Elsyno-
ru…   „Wpadł   Laertes   […]   / 
herszt   tałałajstwa,   które   zwie 
go   panem,   /   Jakby  świat   dziś 
dopiero miał się zacząć, / Jakby 
tradycje   stare   zapomniano,   / 
Wrzeszczą:   my   wybieramy? 
My! Laertes! / Czapki, języki, 
dłonie chmurom głoszą: / Laer-
tes! Niechaj żyje król Laertes!” 
(przeł. W. Chwalewik). Nawia-
sem   mówiąc,   ta   groteskowa 
tłuszcza daje się dziecinnie ła-
two rozbroić sprytnemu tyrano-
wi Klaudiuszowi.

Uroszczeniom demosu prze-

ciwstawia  Szekspir  wizję  ładu 
hierarchicznego,   będącego 
wiernym i logicznym odwzoro-
waniem   naturalnego   porządku 
wszechświata. Wizja ta ukształ-
towana   została   pod   wpływem 
wciąż   panującej   w   umysłach 
ludzi renesansu – mimo odkryć 
Kopernika – kosmologii Ptole-
meuszowej.   Tak   wyobrażony 
wszechświat był budowlą pio-
nową, złożoną ze sfer przeźro-

czystych kul, z których najwyż-
sza i najodleglejsza, zwana pri-
mum mobile, obracała się naj-
prędzej i nadawała ruch innym, 
znajdującym   się   wewnątrz   jej 
obwodu.   Hierarchiczną   tę   ar-
chitektonikę   dopełniał   obraz 
Ziemi,   jako   umieszczonej   po-
środku   wirujących   sfer   nieru-
chomej bryły, która oglądana z 
jakiegokolwiek bądź zewnętrz-
nego punktu patrzenia, zawsze 
znajdowała się w dole, co wy-
rażał słynny biblijny topos „pa-
dołu”, a w poezji Szekspira sło-
wo   cellerage   (ciemnica).  Ana-
logonem pionowej budowy ko-
smosu była hierarchiczna struk-
tura   społeczna.   Chyba   najpeł-
niej   wyraził   Szekspir   ideę   ta-
kiego   ładu   oraz   jego   ścisły 
związek z porządkiem kosmosu 
w sławnym monologu Ulissesa 
z tragikomedii „Troilus i Kre-
syda” (I, 4).

Z   tyrady   Ulissesa,   jak   i   z 

wielu   innych   ustępów   dzieł 
Stradfordczyka   wnosić   może-
my śmiało, że trzecim składni-
kiem   jego   „konserwatyzmu” 
było głębokie przywiązanie do 
idei jedynowładztwa, znajdują-
cego pełnię sensu w instytucji 
religijnej   monarchii.   Osoba 
króla – zwierzchnika, wodza i 
pasterza   ludzi,   była   dla   niego 
nieodzownym   warunkiem   hie-
rarchicznego ładu organicznego 
społeczeństwa,   składającego 
się   z   wielostopniowej   drabiny 
stanów   naznaczonych   swo-
istym powołaniem i sobie wła-
ściwymi powinnościami. W ta-
kim   pojmowaniu   scalającej   i 
regulującej funkcji pasterza na-
rodu było oczywiście także za-
kodowane dziedzictwo schola-
stycznej teorii jedynowładztwa.

Król   jest   z   istoty   swojego 

powołania   strażnikiem   Ładu, 

którego korzenie tkwią w trans-
cendencji,   w   ustanowionym 
wolą   Stwórcy   prawie   moral-
nym. Ale tragedie, komedie, a 
zwłaszcza   kroniki   historyczne 
Szekspira,   obtują   przecież   w 
postaci   królewskich   tyranów, 
zbrodniczych   i   podstępnych   – 
jak Ryszard III czy Klaudiusz – 
lub tchórzliwych i kapryśnych 
– jak Ryszard II. Byłażby za-
tem   prawdziwa   głośna   przed 
laty teza Jana Kotta o Wielkim 
Mechanizmie   wplatającym   w 
tryby zbrodni każdego władcę, 
jako clou „historiozoi” Szek-
spira? Nic bardziej błędnego od 
tej jawnie prezentystycznej in-
terpretacji   rozhisteryzowanego 
ex-stalinowca.   Zbrodniczy 
władcy   to   u   Szekspira   nie 
kwintesencja   władzy   monar-
szej,  ale   jej   radykalne   zaprze-
czenie.   Bywa   bowiem   tak,   że 
naturalny ład (order) ulega za-
kłóceniu wskutek bądź to kata-
strof żywiołowych w kosmosie, 
bądź   immanentnych   działań 
ludzkich, biorących się z naru-
szenia   równowagi   „humorów” 
w duszy ludzkiej. Wyzwolone z 
uwięzi woli etycznej namiętno-
ści   wzbijają   wielu   osobników 
w stan pychy, prowadząc i do 
destrukcji porządku społeczne-
go, i do autodestrukcji (słynny 
okrzyk   Ryszarda   III   „Króle-
stwo za konia!”, kończący jego 
nędzny żywot w grzęzawiskach 
równiny   Tamworth).   Ale   ten 
żywioł zła poczyna się właśnie 
dzięki   przyjęciu   zgubnego 
mniemania   niżej   stojących   o 
ich uprawnieniu do kwestiono-
wania piramidy społecznej i le-
gitymizmu prawowitej władzy. 
Awanturnicze   i   żądne   władzy 
indywidua   (w   dramatach   Elż-
bietańskich nazywano je często 
wprost   „Makiawelami”)   czują 

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 7

background image

się uprawnione do transforma-
cji ról społecznych, a ich gwał-
towne wzloty i nie mniej gwał-
towne   upadki   wyzwalają   nie-
uchronnie „rewolucje” w całym 
kosmosie. Również i to zjawi-
sko   najplastyczniej   uwydatnia 
metaforyka monologu Ulissesa.

Zauważmy,   że   źli   królowie 

to   u   Szekspira   bez   wyjątku 
uzurpatorzy,   a   zatem   święto-
kradcy   Boskiego   Pomazania. 
W przeciwieństwie do bohate-
rów Marlowe’a nie odnajdzie-
my   u   Szekspira   nigdy   śladu 
aprobaty dla ich „woli mocy”, 
czy   choćby   rzekomo   bezna-
miętnego   „obiektywizmu”;   co 
najwyżej   ton   współczucia   dla 
jednostek, które w ogromie ich 
zbrodni   nie   zdołały   zagłuszyć 
do   końca   głosu   sumienia   (np. 
Makbet).   Nawet   zupełnie   wy-
jątkowa   postać   Bolingbroke’a, 
ukazanego potem jako roztrop-
ny król Henryk IV, zostaje uka-
rana   nieustannymi   zamachami 
baronów  na  jego  z  kolei  wła-
dzę,   za   pozbawienie   korony   i 
życia   prawowitego   poprzedni-
ka – i to mimo okoliczności ła-
godzących w postaci krzywdy, 
jaka go od Ryszarda II spotka-
ła.

Ale, co najważniejsza, histo-

ria   królów   nigdy   nie   zamyka 
się, wbrew Kottowi, w trybach 
Wiecznego   Powrotu   zbrodni-
czego Mechanizmu. Zło rozpę-
tane   przez   uzurpatorów   może 
przybrać rozmiary nieobliczal-
ne;   spustoszenie   –   w   każdym 
sensie – może być niezmierzo-
ne.   Jednak   gdy   minie   pewien 
szczytowy punkt rozpętania sił 
chaosu i destrukcji, świat i kró-

lestwo muszą wrócić do natu-
ralnej   równowagi,   ponieważ 
obłęd i groza nocy jest unnatu-
ral – przeciwna naturze. Żaden, 
najbardziej mroczny i posępny 
dramat   Szekspira   nie   kończy 
się   armacją   zła   czy   choćby 
biernym przyzwoleniem na pa-
nowanie sil chaosu, nawet jeże-
li przywrócony porządek miał-
by  być   tylko   chwilowym   wy-
tchnieniem   w   nieubłaganej 
walce ze złem. Szekspir był pe-
symistą,   ale   właśnie   w   sensie 
chrześcijańskim, tzn. nie łudził 
się, że zło nie pochodzi z wnę-
trza duszy ludzkiej, zawierają-
cej   obok   substratu   nadprzyro-
dzonego dobra także demonicz-
ny   pierwiastek   zła.   Ten   pesy-
mizm, który nie prowadził nig-
dy do dialektyki nihilizmu ani 
do „makiawelskiego” quasi-re-
alizmu, uwidocznił się również 
w tym, że śmierć w jego trage-
diach ponoszą zawsze ci boha-
terowie, którzy najbardziej za-
służyli się w walce z szatanem; 
którzy – jak Hamlet czy Korde-
lia – doszli do takiego stanu au-
tokreacyjnej   samowiedzy,   że 
pojęli i przyjęli na się, zadaną 
im   przez   Boskiego   Reżysera, 
rolę PURYFIKATORA spusto-
szonego   królestwa   ziemi, 
oczyszczającego je ze zgnilizny 
i trądu zła. I chociaż bohatero-
wie ci giną, to jednak ich misja 
nie   pójdzie   na   marne.   Burza 
uspokoi   się,   pąki   zakwitną   na 
uschniętych   drzewach,   Jałowa 
Ziemia   zacznie   na   powrót   ro-
dzić. Wprawdzie ich następcy i 
egzekutorzy   ich   woli   (Fortyn-
bras, książe Albany) nie dora-
stają do tego samego poziomu 

duchowego i etycznego co oni, 
ale   zabezpieczą   przynajmniej 
ciągłość  życia,  pozwolą  wyło-
nić się nowym siłom zdolnym 
odpierać   kolejne   ataki   Złego. 
W ostatnim okresie twórczości 
Mistrza   ze   Stradfordu   zwłasz-
cza młode księżniczki – Miran-
da, Perdyta, Maryna i Imogena 
–   uosabiać   będą   nadzieję   wy-
zwolenia i odrodzenia; zwycię-
stwo ducha nad materią, wznio-
słego   piękna   nad   prostacką 
brzydotą Kalibana.

Warto na koniec zauważyć, 

że   wrażliwość   autora   „Burzy” 
na  piękno i sacrum misterium 
monarszego owocowała raz po 
raz aluzjami do więzi duchowej 
łączącej królów z artystami; re-
gnum   z   artyzmem,   a   nawet 
znalazła   prawdopodobnie   wy-
raz   w   symbolice   samego   bu-
dynku   teatru   Szekspirowskie-
go.   (Prawdopodobnie,   boć 
przecie   nie   wiemy   dokładnie, 
jak wyglądał „The Globe”). Jak 
twierdzi znawca teatru Elżbie-
tańskiego,   Kernodle,   scena   ta, 
będąc   jednocześnie   zyczną   i 
metazyczną „sceną” kosmosu, 
wyobrażała   w   swojej   fasadzie 
zamek,   tron,   łuk   triumfalny   i 
posiadała   zawieszony   nad   nią 
stały baldachim w królewskich 
błękitno-złotych   barwach   r-
mamentu.   Ten   czytelny   topos 
ewokował myśl, iż w centrum 
kuli ziemskiej, jaką „był” Szek-
spirowski   „teatr   świata”,   jest 
zawsze   nieruchomy  i   majesta-
tyczny  punkt,   z   którego   zgro-
madzony   naród   czerpie   nigdy 
niewyczerpaną życiodajną moc 
– TRON.

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 8

background image

Romanowowie

 Marek Matera

I. WIELKI KSIĄŻE CYRYL – PIERWSZY EMIGRACYJNY CAR

Zanim prześledzimy życie i 

losy w. ks. Cyryla oraz jego ro-
dziny, przypominamy że dyna-
stia Romanowów wygasła w li-
nii męskiej w 1730 r., a obecny 
Dom   Cesarski   wywodzi   swój 
ród   od   dynastii   Ołdenburgów, 
panującej w Królestwie Danii. 
Założycielem   rodu   był   Adolf 
ks.   Holstein-Gottorp,   młodszy 
brat króla duńskiego Chrystia-
na III, od którego otrzymał w 
1544 r. w dziedziczne władanie 
księstwo   holsztyńskie   na   Got-
torp.

Prapraprawnuk Adolfa, ksią-

żę   Karol   Fryderyk   (+1739) 
ożenił się w 1725 r. z Anną Ro-
manówną,   starszą   córką   cara 
Rosji   Piotra   I   Wielkiego.   Ich 
syn   Karol   Piotr   Ulryk   został 
wyznaczony na następcę tronu 
rosyjskiego   w   1742   r.,   a   w 
1762   r.   zasiadł   na   tronie   pod 
imieniem   Piotra   III.   Przybrał 
nazwisko Holstein-Gottorp-Ro-
manow.   Dynastia   ta   panowała 
w   Cesarstwie   Rosyjskim   do 
1917 r., czyli do momentu, kie-
dy   rewolucja   lutowa   zmusiła 
ostatniego cara Mikołaja II do 
abdykacji.  Rodzina  carska po-
zostawała do lipca t.r. w Car-
skim   Siole   w   areszcie   domo-
wym.   Następnie   została   prze-
wieziona do Tobolska na Sybe-
rii.   Po   upadku   rządu   Kiereń-
skiego   i   wkroczeniu   Armii 
Czerwonej do Tobolska Miko-
łaj II wraz z rodziną znalazł się 
w rękach bolszewików, którzy 
pod   koniec   kwietnia   1918   r. 
wywieźli ich do Jekaterynbur-
ga. Tutaj z 16 na 17 lipca 1918 

r.   dokonano   ponurej   zbrodni: 
zamordowano cara Mikołaja II, 
jego   żonę,   córki   oraz   syna 
strzelając do nich z broni palnej 
i   dobijając   bagnetami.   W   po-
dobny  sposób   zgładzono   jesz-
cze kilkunastu członków cesar-
skiej   rodziny.   Jednakże   wielu 
innych   uniknęło   tragicznego 
losu i zdołało uciec za granicę. 
W gronie tych osób znalazł się 
w. ks. Cyryl i jego rodzina.

W. ks. Cyryl (ur. 1876 r.) był 

synem   w.   ks.   Włodzimierza, 
który był bratem cara Aleksan-
dra III (patrz: tablica genealo-
giczna). W młodości tzw. gie-
l-adiutant   cara,   czyli   osobisty 
adiutant,   walczył   z   Japończy-
kami   pod   Port   Artur   1904–
1905. W 1905 r. poślubił Wik-
torię Melitę, wnuczkę królowej 
Wlk.   Brytanii   Wiktorii.   Ślub 
zawarto bez zgody cara Miko-
łaja   II,   co   spowodowało   jego 
gniew. Należy tu przypomnieć, 
że Wiktoria Melita była po roz-
wodzie z w. ks. heskim Erne-
stem Ludwikiem, a rodzinę ce-
sarską   obowiązywał   kodeks, 
który   określał,   że   członkom 
domu   panującego   nie   wolno 
żenić   się   z   rozwódkami.   Jeśli 
jest   to   konieczne,   to   tylko   za 
aprobatą cara.

W.   ks.   Cyryl   wielokrotnie 

krytykował cara za chwiejność 
charakteru, brak zdecydowania 
w   podejmowaniu   decyzji   oraz 
wyrażał pogląd, że car Mikołaj 
II nie potra kierować tak wiel-
kim państwem, jakim było Im-
perium   Rosyjskie.   W   wyniku 
takiego postępowania oddalono 

z dworu w. księcia i jego mał-
żonkę, co wykorzystali podró-
żując   po   Europie.   W   Niem-
czech  przyszła  na  świat  córka 
Maria (ur. 1907 r.), a we Fran-
cji druga córka Kira (ur. 1909 
r.).   Po  wybuchu  wojny w.  ks. 
Cyryl wraz z rodziną powrócił 
do Rosji. Otrzymał dowództwo 
pułku, którą to funkcję piasto-
wał do lutego 1917 r. W czerw-
cu tego roku opuścił Rosję i z 
brzemienną żoną zamieszkał w 
miasteczku Borga w Finlandii, 
która w owym czasie była jako 
Wielkie   Księstwo   częścią   Im-
perium Rosyjskiego. Tu urodził 
się   w.   ks.  Włodzimierz,   przy-
szły dziedzic rosyjskiego tronu. 
W.   ks.   Cyryl   i   jego   rodzina 
szczęśliwie uniknęli prześlado-
wań   ze   strony   bolszewików. 
Finlandia obroniła się przed na-
porem   komunizmu,   a   dzięki 
wydatnej   pomocy   wojsk   nie-
mieckich   ogłosiła   niepodle-
głość   w   1920   r.   Jednakże   te 
trzy   lata   spędzone   w   bardzo 
ciężkich   warunkach   (niekiedy 
brakowało   żywności   i   opału) 
wyryły niezatarte ślady w umy-
słach i sercach dostojnej fami-
lii.   Po   ustaniu   działań   wojen-
nych   cała   rodzina   poprzez 
Niemcy   i   Szwajcarię   dostała 
się do Francji, a następnie osie-
dliła   się   w   miasteczku   St. 
Brieuc w willi Couer Argonide 
na   Półwyspie   Bretońskim.   W 
1922 r. w. ks. Cyryl proklamo-
wał   się   głową   Cesarskiego 
Domu Romanowów, a 13 wrze-
śnia 1924 r. w manifeście wy-
danym   w   Koburgu   ogłosił   się 

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 9

background image

carem–imperatorem Wszechro-
sji. Zmarł w 1938 r. Jego żona 
Wiktoria Melita zmarła w 1936 

r.   Bretońscy   artyści,   których 
była   patronką,   uczcili   jej   pa-
mięć wystawieniem pomnika w 

St. Brieuc.

II. Wielki książę Włodzimierz – spadkobierca rosyjskiego tronu

Urodził się 30 sierpnia 1917 

roku w miasteczku Borga koło 
Helsinek   w   Finlandii.   Naukę 
podstawową pobierał w domu, 
gdzie   nauczył   się   kilku   języ-
ków – w tym rosyjskiego i an-
gielskiego. Następnie ukończył 
Gimnazjum Rosyjskie w Pary-
żu; potem rozpoczął studia na 
Uniwersytecie   w   Londynie, 
lecz przerwał je po śmierci ojca 
w 1938 roku. W Anglii praco-
wał   też   jako   zwykły   robotnik 
pod nazwiskiem Michałow. Był 
zatrudniony w zakładach meta-
lurgicznych Stamford, Lincoln-
shire aż do wybuchu wojny. W 
ten sposób chciał zapoznać się 
z warunkami pracy i życia lu-
dzi prostych.

W   1938   roku   w   wydanym 

przez siebie manifeście ogłosił 
się

 

carem-imperatorem 

Wszechrosji oraz głową Domu 
Cesarskiego. Potwierdził także 
wszystkie prawa i statuty obo-
wiązujące   w   rodzinie   cesar-
skiej. Deklaracja została  przy-
jęta krytycznie przez emigrację 
rosyjską, lecz nie budził wątpli-
wości   fakt,   że   w.   ks.  Włodzi-
mierz,   jako   najbliższy   kuzyn 
ostatniego cara Rosji, jest jedy-
nym   prawowitym   dziedzicem 
rosyjskiego tronu.

We   wrześniu   1939  roku   w. 

ks.   powrócił   do   St.   Grieuc, 
gdzie pozostał do 1944 roku w 
areszcie domowym. W lipcu t.r. 

został wywieziony przez Niem-
ców do Rzeszy, a następnie do 
Austrii. Podczas wojny krążyły 
pogłoski, że Hitler przez swego 
emisariusza   proponował   w. 
księciu objęcie tronu rosyjskie-
go, lecz w. ks. zaprzeczał, aby 
miały   miejsce   jakiekolwiek 
kontakty   ze   znienawidzonym 
wrogiem.

W 1946 roku w. ks. przybył 

do   Hiszpanii,   gdzie   gościł   u 
siostry swej matki, księżniczki 
Beatrycze,   małżonki   hiszpań-
skiego infanta Don Alfonsa. W 
1948 roku ożenił się z Leonidą, 
ks. Bagration-Muchrańską, cór-
ką   Jerzego   ks.   Tyisu,   który 
jest w prostej linii potomkiem 
dawnych władców Gruzji. Mał-
żeństwo   to,   mające   charakter 
dynastyczny,   podniosło   prestiż 
w.   księcia   i   zostało   entuzja-
stycznie przyjęte przez rosyjską 
społeczność mieszkającą w Eu-
ropie   Zachodniej   i   Stanach 
Zjednoczonych Am. Płn.

Po wyjeździe z Hiszpanii w. 

ks. Włodzimierz większą część 
czasu   spędzał   w   swej   willi   w 
St. Brieuc, gdzie poświęcił się 
życiu   rodzinnemu,   kładąc 
szczególny   nacisk   na   wycho-
wanie jedynego dziecka, córki 
Marii.

W. ks. Maria urodziła się w 

1953 roku w Madrycie. Uczyła 
się   języka   angielskiego,   a   w 
wieku 19 lat przybyła  do An-

glii,   aby   na   Uniwersytecie   w 
Oxfordzie studiować język ro-
syjski. W 1976 roku w Dinard 
we   Francji   niedaleko   od   ro-
dzinnego domu wzięła cywilny 
ślub z ks. Franciszkiem Wilhel-
mem   Hohenzollernem,   człon-
kiem pruskiej rodziny królew-
skiej. Po narodzinach jedynego 
dziecka tej pary, syna Jerzego, 
księciu   Franciszkowi   Wilhel-
mowi zaproponowano przejście 
na prawosławie oraz przyjęcie 
tytułu księcia-małżonka wraz z 
imieniem Michała, w. ks. Rosji. 
Książe,   czując   się   bardziej 
Niemcem niż Rosjaninem, od-
rzucił   tę   propozycję.   Obawiał 
się także, że jako książę-małżo-
nek   pełniłby   drugorzędną   rolę 
u boku Marii. Zgodził się więc 
na   rozwód   i   rezygnując   ze 
swych   praw   powrócił   na   łono 
pruskiej szlachty.

W.   ks.   Jerzy   urodził   się   w 

1981   r.   w   Hiszpanii.   Został 
ochrzczony   w   Ambasadzie 
Greckiej w Madrycie i jest wy-
chowywany   w   wierze   prawo-
sławnej.   Po   rozwodzie   rodzi-
ców powrócił wraz z matką do 
Francji   i   zamieszkał   w   domu 
dziadka   w   St.   Brieuc.   W.   ks. 
Włodzimierz   przygotowuje   go 
do   objęcia   w   przyszłości   po 
matce sukcesji do tronu rosyj-
skiego.

(Jest to fragment przygotowywanej do druku w wyd. „Pro de, Rege Et Lege” książki Marka 

Matery pt. „Monarchowie i Pretendenci”)

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 10

background image

Idea sprawiedliwości u Platona

Monika Wolska

zytelnik   Platona   w   ża-
den   sposób   nie   powi-
nien   zaufać   w   pełni 

swojej intuicji i doświadczeniu 
przy   deniowaniu   pojęć   pod-
stawowych i to nie tylko dlate-
go,   że   dopasowanie   denicji 
nowożytnych   do   antycznych 
standardów   może   okazać   się 
fałszywe   lub   zwodnicze.   Nie 
decydując  się na pokorną wę-
drówkę przez epoki i na mozol-
ną rekonstrukcję zapomnianych 
sensów, rychło stwierdzimy, że 
w   kręgu   literatury   i   znaczeń 
starożytnych poruszać możemy 
się   tylko   po   omacku,   lub   też 
(jak często bezsilna złość dyk-
tuje   ignorantom)   zaczniemy   o 
zburzonych   światach   opowia-
dać rzeczy niestworzone i do-
prowadzać   elastyczność   pojęć 
do   granic   absurdu.   Wszystko, 
co   związane   z   pojęciem   pań-
stwa,   tak   obrosło   kontekstem 
lozocznym,   historycznym   i 
socjologicznym

 

ostatnich 

dwóch wieków, że wydaje się 
niemal   nieprzekładalne   na   ję-
zyk   starożytnych.   Trzeba   na 
nowo   wychować   swoją   wy-
obraźnię,   dokonując   operacji 
myślowej przypominającej tro-
chę   odkopywanie   warstwy   po 
warstwie   starożytnego   miasta. 
Na   próżno   będziemy   szukać 
pewnych wieści o nim w „hi-
storiach   podręcznych”   dostoj-
nych   łub   potocznych   naszych 
narodów.   Prędzej   znajdziemy 
je   w   spisie   mitów   i   zaklęć 
metazycznych   ludzkości,   w 
kanonie   wartości   luksusowych 
i elitarnych, jak lozoa i po-
ezja, przeczuwalnych i dostęp-
nych   jedynie   dla   nielicznych. 

C

Przy podejmowaniu próby zro-
zumienia   lozoi   politycznej 
Platona   trzeba   mieć   ciągle   na 
uwadze, że podejmujemy nieła-
twą   wędrówkę   od   złożonego, 
ale opisywalnego zjawiska, ja-
kim   jest   państwo–instytucja 
(utrwalonego   w   pewien   racjo-
nalny   sposób   w   świadomości 
każdego) do zjawiska ponadin-
stytucjonalnego,   którego   przy-
bliżony   opis   umożliwiła   wy-
obraźnia   genialnego   lozofa. 
Odbywamy   zatem   podróż   do 
źródeł   Zasady.   Sformułowana 
przez Platona stanowi początek 
lozoczno-historycznego dys-
kursu o celu i sposobie istnie-
nia państwa. Pytanie o sposób 
istnienia państwa nie jest pyta-
niem o politykę, tak jak ją dzi-
siaj   rozumiemy,   jako   zestaw 
pewnych przepisów o gwaran-
towanej   skuteczności.   Pojęcie 
to w mentalności greckiej jest 
niesłychanie bardziej pojemne i 
nie   istnieje   właściwie   sfera 
ludzkiego   działania,   która   jest 
zeń wyłączona. Pytanie o spo-
sób istnienia państwa, o prawa 
i powinności obywateli jest py-
taniem   o   sposób   istnienia   w 
ogóle.   Państwo   dla   Greków 
było wspólnotą obywateli rzą-
dzących się bez tworzenia od-
rębnego   stałego   aparatu   wła-
dzy. Świadomość uczestnictwa 
w  polis  oznaczała   możliwość 
poznania   i   współuczestnictwa 
w wartościach poprzez religię i 
sztukę,   posługiwania   się   sło-
wem. Państwo stanowiło stały i 
jedyny   układ   odniesienia.   W 
nim tylko człowiek mógł zaist-
nieć   publicznie,   dowieść   swo-
ich racji, przekonać się, czy zy-

skają uznanie. Mógł zdobywać, 
najogólniej   rzecz   biorąc,   wie-
dzę o świecie, a więc o swojej 
polis, bo ona właśnie zakreślała 
granice poznania. Mógł poznać 
kryteria uczciwości, pracowito-
ści,   rzetelności,   wierności.   Da 
się   z   tego   wyciągnąć   konse-
kwentny   wniosek,   że   państwo 
tworzyło   człowieka…   Był   to 
pewien   układ   zastany,   wobec 
którego   obywatel   winien   za-
chować szacunek i zabiegać o 
jego nienaruszalność. Bez nie-
go człowiek stawał się kaleką. 
Nie   posiadał   ani   przeszłości, 
ani   teraźniejszości.   Nie   znał 
obyczajów, norm, tradycji. Nie 
posiadał tożsamości. W rzeczy 
samej   nie   znaczył   nic.   Polis 
oznaczała   wyposażenie   abso-
lutne.   Była   hierarchią   i   syste-
mem, gwarantką ładu wszech-
rzeczy.   Polityka   była,   przede 
wszystkim,   sposobem  ochrony 
trwałości   tego   ładu.   Politycy 
mieli służyć mu i pielęgnować 
go. Zabiegać o ład mogą tylko 
ludzie tegoż świadomi. Ludzie 
świadomi ładu wszechrzeczy to 
lozofowie. To oni mogą oto-
czyć   troskliwą   opieką   materię 
tak delikatną i ważną, jaką jest 
państwo. To oni – według Pla-
tona – powinni nauczać innych 
i zajmować się polityką, zabez-
pieczać to, co istnieje, przed in-
wazją   różnego   rodzaju   „kcji, 
marzeń, konstrukcji hipotetycz-
nych   czy   wyspekulowanych 
projektów”.   Polityka   jest   spo-
sobem   obcowania   z   transcen-
dencją. Sprawiedliwe jest to, co 
występuje   w   obronie   tego,   co 
wieczne.

Zakładamy   tedy,   że   przed-

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 11

background image

miotem   „Państwa”   nie   jest 
przedstawienie   konkretnych 
rozwiązań,   ale   skierowanie 
uwagi na związek praktyki po-
litycznej   z   etyką,   z   zagadnie-
niami   moralności.   Obcesowe 
stwierdzenie   Poppera   w   roz-
dziale   „Totalitarna   sprawiedli-
wość”, że kryterium moralnym 
(u Platona) jest interes państwa, 
nie   mija   się   w   wprawdzie   ze 
słusznością,   ale   jest   nieścisłe. 
Nie ma nic złego w podporząd-
kowaniu interesu obywateli in-
teresom państwa, jeżeli jest ono 
wartością   powszechnie   akcep-
towaną.   Państwo   platońskie 
jest nie tylko wartością akcep-
towaną i adorowaną, ale wręcz 
w   pewien   sposób   uświęconą. 
Każde   miejsce   zajmowane   w 
nim   jest   miejscem   dobrym. 
Każda pozycja i rola w społe-
czeństwie   jest   sposobem   na 
własną   lepszość.   Samodosko-
nalenie i zachowywanie godno-
ści w robieniu tego, „co komu 
przynależy”, jest jednym z kry-
teriów   platońskiej   sprawiedli-
wości. Takiej, czy innej formie 
politycznego   ustroju   zawsze 
przypisany   jest   pewien   porzą-
dek. Nie jest rzeczą obywatela 
w   ów   porządek   ingerować. 
Państwo jest symbolem związ-
ku człowieka z transcendencją i 
przygotowuje mu w niej jakieś 
określone,   stałe   i   oczywiste 
miejsce.   Zmiana,   naruszenie 
równowagi   puszcza   w   ruch 

„machnę   chaosu”,   jest   wykro-
czeniem   przeciwko   prawom 
Rozumu.   Takie   rozumienie 
ładu społecznego i kosmiczne-
go nie jest zaprzeczeniem waż-
ności   człowieka.   Sprawiedli-
wość nie może być pobłażliwa. 
Potoczne rozumienie równości 
zakłada, że człowiek sam z sie-
bie   jest   równy   najwyższym. 
Równości nie ma i nie będzie – 
odpowiada Platon. Demokracja 
nie   jest   ustrojem   naturalnym, 
gdyż w dobrach elitarnych par-
tycypują wszyscy, bez względu 
na to, czy mają o nich jakiekol-
wiek   pojęcie.   Nierówność   jest 
prawem   natury,   prawem   jak 
najbardziej sprawiedliwym, bo 
uwzględniającym   nienaruszal-
ne   prawo   proporcji,   bowiem 
wszystko   we   Wszechświecie 
posiada swoje miejsce. Sprawą 
mądrości   jest   władać,   rządzić, 
królować. Przez sojusz mądro-
ści i władzy może dokonać się 
ulepszenie,   uporządkowanie 
całego   społeczeństwa.   W   do-
brym   społeczeństwie   ludzie 
prędzej   będą   mogli   zbudować 
swój porządek duchowy.

Państwo   nie   jest   jednak 

„władzą określoną miarą ludz-
ką”,   ale   systemem   wartości, 
drogą, sposobem, Zasadą.

Współcześnie   utożsamiamy 

sprawiedliwość z praworządno-
ścią,   z   równością   obywateli 
wobec prawa. Antyczne pojmo-
wanie sprawiedliwości kojarzy 

się bardziej z cnotą, z właści-
wością   duszy,   z   pewną   jej 
„trwałą dyspozycją” do osądza-
nia dobra i zła, do przestrzega-
nia proporcji. Nie czynienie do-
raźnie takich czy innych wybo-
rów jest, według Platona – zna-
mieniem człowieka sprawiedli-
wego,   ale   także   prawością 
usposobienia   i   pokorą   wobec 
Prawdy, pokorą wobec Absolu-
tu.

Arystoteles pojęcie sprawie-

dliwości   uspołeczni,   osadzi 
mocno w kryteriach stosunków 
międzyludzkich.   Platon   przyj-
muje stanowisko nieprzejedna-
nego  maksymalisty i  idealisty, 
Pełne pojęcie o zasadach mogą 
mieć ludzie uczeni. To oni, w 
odpowiednio pomyślanym sys-
temie edukacji, mogą do abso-
lutnego   pojęcia   sprawiedliwo-
ści wychowywać. I tylko taka 
intencja, jak służenie prawdzie, 
jest intencją sprawiedliwą. Ona 
daje   państwu   szansę   osiągnię-
cia równowagi, mocy i trwało-
ści. Filozofowie mogą osądzać, 
co w rzeczywistości społecznej 
jest najcenniejsze i czemu nale-
ży   podporządkować   rzeczy 
mniej ważne. Autorytet lozofa 
(choć także autorytet w ogóle) 
jest w myśli platońskiej sumie-
niem państwa. Do niego, jako 
uosobienia   sprawiedliwości 
właśnie, można się odwołać.

Cytat

Jan Vanier

„Odpowiedzialny powinien troszczyć się oto, co inni myślą, lecz nie może stać się 
więźniem cudzych poglądów. Odpowiada przed samym Bogiem i nie ma prawa do 
kompromisów, do trwania w kłamstwie ani służenia nieprawości”.

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 12

background image

Powrót Króla

Kacper Krasicki

Spoleczno-ideowe przyczyny restytucji monarchii we Francji w 1815 roku.

Wedle   potocznej   opinii   po-

wrót  dynastii  św.  Ludwika  do 
Francji był spowodowany wy-
łącznie klęską armii napoleoń-
skich i krachem despotycznego 
Bonapartyzmu w ogóle. Demo-
kratyczno-lewicowa   propagan-
da   utrzymywała,   że   Burbono-
wie   powrócili   do   Francji   „na 
bagnetach”   wrogich   armii,   że 
zainicjowali „biały terror” (no-
tabene biały terror byt niczym 
w porównaniu do ludobójstwa 
popełnianego przez rewolucjo-
nistów w Wandei), jednym sło-
wem   dynastia,   która   kładła 
podstawy kultury europejskiej, 
uważana była za zdradziecką i 
nikczemną.   Zrozumiałym   jest, 
że – zwłaszcza w naszym kraju 
–   legenda   napoleońska   i   jego 
kult   jest   szczególnie   silny   i 
atrakcyjny. Jednak prawda leży 
gdzie indziej.

Na   powrót   Ludwika   XVIII 

(brata   męczeńsko   zamordowa-
nego Ludwika XVI) złożyło się 
podwójne   bankructwo   „Wiel-
kiej”   rewolucji.   Po   pierwsze, 
gdy rewolucja – by zachować 
swe   zdobycze   terytorialne   – 
zdecydowała się na despotycz-
ną dyktaturę (jest to zresztą ce-
chą   immanentną   każdej   rewo-
lucji),   po   drugie,   gdy   Cesar-
stwo  rozpoczęło   wojnę   o   całą 
Europę,   oczywiście   nie   rezy-
gnując z demagogicznych haseł 
rewolucyjnych. Dodajmy, że na 
przestrzeni całej historii Francji 
krew   francuska   nie   była   bar-
dziej   szafowana   niż   w   czasie 
rządów   napoleońskich.   Po   la-
tach doktrynerstwa i wyrzeczeń 
Francuzi nie widzieli innej al-

ternatywy   oprócz   monarchicz-
nej.   Krąży   niesprawiedliwa 
opinia,   że   Ludwik   XVIII   „ni-
czego nie zapomniał i niczego 
nie zrozumiał”. W istocie mo-
narcha   wybaczył   nawet   brato-
bójcom   (np.   Fouchemu),   nie 
mówiąc   o   pomniejszych   prze-
ciwnikach i karierowiczach po-
litycznych.   Ludwik   XVIII 
uczynił wszystko, by doprowa-
dzić do zgody narodowej, uni-
kał   jątrzenia   i   moderował   na-
stroje. Wycofanie się wojsk ob-
cych z terytorium Francji oraz 
umocnienie się pozycji francu-
skich w świecie – to wszystko 
zasługi monarchii św. Ludwika.

Ówczesne   społeczeństwo 

doskonale   wyczuwało   wszyst-
kie te czynniki i w większości 
poparło Burbonów; zauważmy, 
że car Rosji i król Prus byli nie-
chętni   starej   dynastii   francu-
skiej. Byli skłonni poprzeć pre-
tensję   pasierba   Bonapartego 
Eugeniusza de Beauharnais.

Nieporozumieniem  

jest 

przecenianie   roli   szlachty   w 
dziele   odbudowy   monarchii. 
Stare elity nie były czynnikiem 
liczącym   się   społecznie.  Ary-
stokracja   głęboko   przeorana 
przez   rewolucyjny   kataklizm 
oraz   zdemoralizowana   syste-
mem „bata i marchewki” stoso-
wanym z lubością przez Napo-
leona, nie odegrała w tym okre-
sie takiej  roli, jaką się jej za-
zwyczaj przypisuje.

Siłami   popierającymi   mo-

narchię było chłopstwo i część 
mieszczaństwa.   Nie   bez   przy-
czyny   włościanin   sprzyjał   re-
stauracji   królestwa:   terror   re-

wolucyjny   skierowany   był 
przede   wszystkim   przeciwko 
chłopu, chłopu przywiązanemu 
do wartości tradycyjnych, ufa-
jącemu   swojemu   proboszczo-
wi.   Tego   wszystkiego   właśnie 
nienawidziła   logika   i   doktry-
nerstwo rewolucyjne.

Jakie zaś były podstawy ide-

owe rojalistów francuskich AD 
1815? Kontrrewolucjoniści kie-
rowali   się   określonym   zespo-
łem zasad. Była to spójna wizja 
świata,   koherentna,   nawzajem 
się  uzupełniająca  –  w  wymia-
rze ziemskim, ale i boskim. Re-
wolucja   zachwiała   harmonijną 
zależnością między jednostką a 
zbiorowością.   Nieskończony 
dystans   dzieli   dobro   od   ko-
nieczności. Dlatego dla myśli-
cieli monarchistycznych warto-
ści   chrześcijańskie   wysunęły 
się na czołowe pozycje. Zało-
żeniem głównym była wiara w 
destrukcyjny   wpływ   rewolucji 
na   jednostkę,   społeczeństwo, 
państwo,   cywilizację   –   wresz-
cie w szerszym, nie ziemskim 
wymiarze na cały wszechświat. 
Ratunkiem   przed   zamętem   i 
karą Bożą uosabianą przez re-
wolucję   była   odnowa   chrześ-
cijaństwa i Kościoła powszech-
nego. Chateaubriand nie wahał 
się  stwierdzić,  że  i gdyby  mu 
wykazano,   iż   chrześcijaństwo 
niezgodne   jest   z   wolnością, 
wyrzekł by się chrześcijaństwa, 
bo   nie   mogła   by   być   religia 
prawdziwą   bez   wolności.   W 
myśl   zasady:   „polityka,   która 
nie jest religią, jest niczym”.

Myśliciele   kontrrewolucyjni 

postrzegali jako karę Bożą ka-

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 13

background image

taklizm   rewolucyjny;   zdawali 
sobie   sprawę   z   dekadencji 
świeckiego,   oświeceniowego 
stylu życia i wiary. Widzieli w 
tych zjawiskach oznakę zbliża-
jącego   się   końca   cywilizacji. 
Monarchiści   przewidywali,   że 
demokracja   nie   znosi   żadnej 
wyższości,   demokracja   jest 
równością absolutną: „równość 
zaś   absolutna   suponuje   całko-
wite  poddanie  równości  i tym 
stwarza   najuciążliwszą   niewo-
lę”.

Triumf   monarchii   legitymi-

stycznej łączył  się z triumfem 
cywilizacji   europejskiej,   był 
przezwyciężeniem   kryzysu   sa-
moświadomości   społeczeństw 
Europy.   Dlatego   też   powrót 
Burbonów  miał wówczas  zna-
czenie   ogólnoeuropejskie   – 
była   to   sprawa   całej   Europy. 
Na   odwrót,   ich   upadek   impli-
kował   koniec   wszystkich   tro-
nów i dynastii, co – notabene – 
w zasadzie nastąpiło.

Paradoksalnie   monarchia 

św. Ludwika nie skończyła się 
wraz z abdykacją Karola X ani 

z chwilą śmierci hr. de Cham-
bord – ostatniej nadziei legity-
mistów. Monarchia arcychrześ-
cijańska   upadła   wraz   ze   ścię-
ciem Ludwika XVI.

Bluźniercze targnięcie się na 

pomazańca   Bożego   oraz   brak 
zdecydowanej   kontrakcji   mo-
narchicznej   (jeszcze)   Europy 
były   –   z   perspektywy   dwustu 
lat  – początkiem  końca  rycer-
skich, honorowych ideałów sta-
rego świata.

Cytat

Jan Vanier

„Istotnymi przymiotami życia wspólnotowego jest umiejętność prowadzenia dialogu z 
władzą i posłuszeństwo.”

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 14

background image

Gdy padną słowa: Afryka Południowa…

Mariusz Tomasz Paszkiewicz

ielu nas jest, którzy 
w   krajach   cywiliza-
cji   zachodniej   iden-

tykujemy   się   z   szeroko   poj-
mowaną   prawicą   polityczną. 
Coraz więcej. To radosne. Nie 
wszystkim jednak spośród nas 
wystarcza wiedzy, dociekliwo-
ści,   odwagi   intelektualnej   i 
konsekwencji,   by   bronić   na-
szych poglądów wówczas, gdy 
wytaczane są kamienie probier-
cze. Należy do nich np. stosu-
nek do religii, do prywatyzacji 
lecznictwa   i   ubezpieczeń   spo-
łecznych,   stosunek   do   kary 
śmierci   oraz   prawa   obywateli 
do   posiadania   broni   palnej,   a 
także   stosunek   do   państwa 
Izrael   oraz   do   Południowej 
Afryki. Skąd ten wrzask na le-
wicy, gdy poruszane są te spra-
wy? Dlaczego tak trudno nam 
przeforsować   je   w   parlamen-
tach?

W

Spróbujmy się zająć ostatnią 

z nich. Wiadomo powszechnie, 
że   wśród   stu   sześćdziesięciu 
kilku krajów i kraików istnieją-
cych na świecie jedynie około 
trzydziestu   jest   uważanych   za 
demokratyczne   i   liberalne.   Są 
to kraje cywilizacji zachodniej 
oraz   te,   których   konstytucja 
oraz praktyka polityczna wzo-
rowana jest na zachodniej.

Pozostałe   sto   kilkadziesiąt 

państw   –   to   kraje   totalitarne 
bądź   autorytarne,   rządzone 
przez   monopartie   lub   junty 
wojskowe.   Kraje,   w   których 
zachodnia procedura wyborcza 
jest w ogóle nie znana lub jest 
jej   karykaturą.   Kraje,   w   któ-
rych ludzie boją się nawet mó-
wić  o prawach  obywatelskich, 

o wolności  prasy,   zgromadzeń 
etc.   Na   lewicy   nikt   nie   widzi 
problemu…

W większości   spośród  tych 

krajów  dominujące   grupy  ple-
mienne lub rasowe uciskają lub 
wręcz biologicznie wyniszczają 
współobywateli.   Lewica   nie 
widzi   problemu…   Dlaczego? 
Dlaczego ONZ, UNESCO itp. 
zbiurokratyzowane, a hałaśliwe 
„ciała”, a także liczne lewico-
we media i organizacje, zajmu-
ją się wyłącznie tym źdźbłem: 
Izraelem   i   RPA,   a   nie   widzą 
„belki” – nie widzą, jakim jest 
cały dzisiejszy świat?

Oczywiście dlatego, że same 

nim są. To po pierwsze. Po dru-
gie dlatego, że Izrael i RPA są 
krajami   prozachodnimi,   kraja-
mi   cywilizacji   zachodniej,   za-
szczepionej na obcej i wrogiej 
im   ziemi.   Krajami   gospodarki 
rynkowej,   wolności   słowa, 
zgromadzeń i stowarzyszeń. Po 
trzecie   zaś   dlatego,   że   w   grę 
wchodzi „mistyka rasy”, o któ-
rej   ciekawie   pisał   Aleksander 
Małachowski   w   „Diasporze”. 
Otóż   w   ogromnej   większości 
krajów dzisiejszego świata co-
dziennie  Arab   uciska   i   zabija 
Araba, Azjata – Azjatę, a Mu-
rzyn   –   Murzyna.   Lecz   gdy 
krzywdę   wyrządza   człowiek 
biały – o.., to już całkiem co in-
nego… Jest to zakłamanie, na 
które   wielu   ludzi   jest   podat-
nych.

Wśród ok. 50 krajów Afryki, 

skupionych   w   OJA   i   tworzą-
cych w ONZ największą regio-
nalną grupę nacisku, solidarnie 
i nieustannie gardłującą o RPA 
–   żaden,   dosłownie   żaden   nie 

może być uznany za demokra-
tyczny, liberalny i wolnorynko-
wy.   Na   kontynencie   afrykań-
skim   żyje   jeden   tylko   naród: 
afrykanerski.   Jego   ojczyzną 
jest   RPA.  Afrykę   zamieszkują 
także   plemiona   murzyńskie. 
Jest ich ponad tysiąc. 

W   procesie   dekolonizacji 

kontynent został podzielony na 
państwa,   często   arbitralnie   i 
przypadkowo.   W   każdym   z 
łych   państw   żyje   od   kilku   do 
kilkuset   rozmaitych   plemion, 
jak np. w Zairze, gdzie jest 450 
plemion,   których   członkowie 
często nie potraą się ze sobą 
porozumieć inaczej, aniżeli po 
francusku, jeśli – oczywiście – 
ten język znają. O historii tych 
plemion   można   powiedzieć 
przede wszystkim to, że pełna 
jest   ludobójczych   wojen   ze 
wszystkimi sąsiadami, a o dniu 
dzisiejszym,   że   nasycony   jest 
rasistowską nienawiścią wobec 
kilku   przynajmniej   plemion 
współzamieszkujących kraj. W 
ten lub inny sposób (na ogół w 
ten inny) władzę w każdym z 
państw afrykańskich zagarnęło 
jedno   najbardziej   wojownicze 
lub   najzaradniejsze,   choć   nie 
zawsze   najliczniejsze   plemię, 
tyranizując   wszystkie   pozosta-
łe.   Takim   właśnie   dominują-
cym   plemieniem   w   Etiopii   są 
Amharowie, w Kenii – Kikuju, 
w   Zimbabue   –   Maszona,   w 
Ghanie   –  Aszanti,   a   w   Ruan-
dzie  –  Bahutu,   którzy zdobyli 
tę pozycję dopuszczając się w 
latach 1959–64 ludobójstwa na 
jasnoskórym,   chamickim   ple-
mieniu   Watussi.   Świat   mil-
czał… 

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 15

background image

Był odwrócony w inną stro-

nę. Wiadomo, w jaką. Tu cieka-
wostka: „United Nations Chro-
nology” z 1968 r., odnotowują-
cy poczynania ocjalnych  ciał 
ONZ   w   tym   właśnie   pamięt-
nym   roku,   poświęca   takim 
sprawom, jak: Rodezja, Nami-
bia,   Apartheid,   dekolonizacja, 
Izrael czy Wietnam prawie całą 
swoją   objętość:   kilkadziesiąt 
stron, zaś sowieckiej inwazji na 
Czechosłowację:   jedną   stro-
nę… Świat był odwrócony od 
Czechosłowacji   –   europejskie-
go kraju o tysiącletniej, wspa-
niałej   historii,   który   został 
tchórzliwie rzucony na pastwę 
sowieckiemu niedźwiedziowi.

Zatruty jadem obłąkanej, za-

ciekłej nienawiści rasowej Ara-
bów i Murzynów – świat raz na 
zawsze   zwrócił   swoje   oczy  w 
jedną   tylko   stronę:   Izraela   i 
Afryki Południowej. Jak zosta-
ło powiedziane wyżej, przyczy-

ną tego, prócz „mistyki rasy”, 
było nieczyste sumienie wobec 
własnych obywateli oraz niena-
wiść   do   świata   zachodniego. 
Czwartą przyczyną jest zwykła 
zawiść nieudaczników, których 
niepowodzenia   są   zawsze 
usprawiedliwiane   koloniali-
zmem   czy   syjonizmem.   Izrael 
udowodnił, że nawet bez ropy 
naftowej pustynia może stać się 
ogrodem.   Udowodnił   również, 
że   maleńki   naród   dzięki   swej 
dzielności, zdolności i pracowi-
tości   potra,   jak   za   czasów 
Mojżesza   –   powstrzymać   stu-
milionowe   arabskie   Morze 
Czerwone. Zaś RPA, kwitnąca 
gospodarczo wbrew sankcjom i 
osamotnieniu,   do   której   bram 
pukają co roku rzesze Murzy-
nów z całej Afryki w poszuki-
waniu pracy, dostatku i bezpie-
czeństwa   –   jest   solą   w   oku 
wszystkich   tych   okrutnych, 
ograniczonych   i   skorumpowa-

nych   plemiennych   autokratów, 
którzy w 30 lat po dekoloniza-
cji doprowadzili swoje kraje do 
ruiny,   a   obywateli   do   głodu   i 
rozpaczy. I nie miniony dawno 
kolonializm jest winien dzisiej-
szej dekadencji „krajów zwija-
jących się”. Dowodem Etiopia, 
która nigdy nie była kolonizo-
wana

 

(Mussolini

 

był 

epizodem),   zaś   dzisiaj   należy 
do   kilku   najuboższych   krajów 
świata.

Na takim właśnie szerokim, 

światowym,   a   przynajmniej 
kontynentalnym,   tle   rozpatry-
wać należy święte prawo naro-
du  afrykańskiego  do  tej   ziemi 
obiecanej, którą sam Bóg upo-
sażył   i   dał   mu,   aby   ją   sobie 
czynił   poddaną.   Prawo   zaś   to 
jest historycznie udowodnione, 
moralnie   słuszne,   gospodarczo 
zasłużone i rozumne a politycz-
nie i militarnie – pewne.

Cytat

Jan Vanier

„Najlepszym odpowiedzialnym jest ten, kto przyjmuje swą odpowiedzialność jako 
misję powierzoną mu przez Boga i opiera się na Bożej sile i darach Ducha Świętego. 
Będzie czuł się ubogi i pozbawiony zdolności, ale zawsze będzie działał w pokorze dla 
dobra innych. Ludzie obdarzą go zaufaniem, gdyż wyczują, że on sam pokłada zaufanie 
nie w sobie ani własnej wizji, lecz w Bogu; odczuwają, że nie stara się niczego 
udowadniać, nie szuka niczego dla siebie, jego wizji nie ograniczają mu problemy 
osobiste, a on sam jest gotów usunąć się w cień, gdy tylko upłynie jego czas.”

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 16

background image

O systemie zgodnym z naturą

Aleksander Popiel

Monarchia w lozoi politycznej Adolfa Bocheńskiego.

la Adolfa Bocheńskie-
go jakość systemu po-
litycznego   określana 

była   przede   wszystkim   przez 
kompetencję   sprawujących 
władzę. Ta zaś zależała od war-
tości zasad, na których opierały 
się rządy, oraz jakości elity po-
litycznej. Stąd też wg Bocheń-
skiego monarcha, jako kierow-
nik  życia  politycznego, przed-
stawiał   większą   wartość   niż 
niejeden   dyktator   czy   też   de-
mokratycznie   wybrany   prezy-
dent.   Duże   kompetencje   mo-
narchy przypisywał Bocheński, 
wychowaniu,   które   otrzymuje 
każdy następca tronu. Wiedząc 
bowiem,   że  w  przyszłości   bę-
dzie   sprawował   najwyższy 
urząd, przygotowuje się on już 
w młodości do właściwego wy-
pełniania   obowiązków   pań-
stwowych.   Również   całe   jego 
wykształcenie   koncentruje   się 
głównie na kwestiach państwo-
wych. Wg Bocheńskiego prze-
ciwieństwem   monarchy   są   lu-
dzie,   którzy   w   swym   życiu 
przygotowywali  się  do  innych 
zajęć   niż   rządzenie   krajem. 
Dyktator czy też prezydent byli 
wcześniej   ludźmi   niepolitycz-
nymi i stanowisko rządowe jest 
dla   nich   najczęściej   najwyż-

D

szym   szczeblem   niekompeten-
cji.

Zasada   monarchiczna   wg 

Bocheńskiego   jest   naturalna, 
gdyż   opiera   się   na   powszech-
nym   zwyczaju.   Bocheński 
wskazuje   na   proces   przekazy-
wania władzy w monarchiach, 
który uderza swoim podobień-
stwem do przechodzenia ojco-
wizny   w   ręce   spadkobiercy. 
Państwo i jego instytucje dosta-
ją się następcy tronu niby po-
siadłość ziemska albo przedsię-
biorstwo   przemysłowe.   Porzą-
dek dziedziczenia wtedy tylko 
jest kwestionowany, gdy osoba 
następcy nie posiada kwalika-
cji   umysłowych   czy   moral-
nych.   Jednakże   ilość   niezdol-
nych   do   sprawowania   władzy 
w   rodzinach   królewskich   jest 
znikoma.   Dziedziczność,   cho-
ciaż   wprowadza   przypadko-
wość w porządek przekazywa-
nia władzy – daje silną podsta-
wę dla stabilnych rządów. Do-
datkowo przypadkowość chro-
niona jest przez powagę religii 
–   wszakże   w   wyroki   boskie 
człowiek nie powinien ingero-
wać.

W związku z tym, że interes 

króla utożsamia się z interesem 
państwa, musi on dobierać so-

bie   urzędników   możliwie   naj-
lepszych,   ponieważ   niepowo-
dzenie   państwa   spada   bezpo-
średnio   na   niego.   Dlatego   też 
istnieje   tendencja   do   oddawa-
nia najwyższych stanowisk lu-
dziom   kompetentnym.   Tutaj 
również   występuje   analogia   z 
instytucjami pozapaństwowymi 
w rodzaju przedsiębiorstw pry-
watnych.   Właścicielowi   rmy 
opłaca   się   bowiem   zatrudniać 
fachowców, gdyż od tego zale-
ży   powodzenie   nansowe 
przedsiębiorstwa.

Monarchia gwarantuje rów-

nież   stałość   władzy.   Nie   ma 
czegoś   gorszego   niż   ciągłe 
zmiany  na   najwyższym   stano-
wisku, idące w parze z uktu-
acjami polityki. Z tego punktu 
widzenia   rację   miał   cytowany 
przez Bocheńskiego G. Corne-
vallis:   „Może   się   zdarzyć,   że 
jakaś monarchia nie jest dobrze 
rządzona,   ale   jest   rzeczą   nie-
możliwą, aby dobrze rządzona 
była   republika”.   Monarcha 
dzięki nieusuwalności i długo-
ści   sprawowania   władzy   daje 
wystarczające gwarancje stało-
ści   w   polityce   wewnętrznej   i 
zagranicznej.

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 17

background image

Cytat

Adolf M. Bocheński
„Ustrój a racja stanu”

„Nie trzeba jednak sądzić, że kwestia jakości to tylko i wyłącznie zagadnienie 
osobistych zalet monarchy czy prezydenta. Jakże często zdarza się bowiem, że człowiek 
nawet bardzo mało wybitny, posiada zbawienne znaczenie dla państwa przez urząd, 
który nadaje mu pewne doniosłe cechy. Wystarczy tu przytoczyć takiego Ludwika XIII 
który osobiście nie będąc człowiekiem uzdolnionym, przysłużył się niezwykle Francji i 
stworzył wielkie panowanie dzięki autorytetowi, który zapewniała mu zasada ustrojowa 
i którym poparł Kardynała Richelieu.”

Pro de Rege et Lege

Numer 2 (8) AD 1990

Strona 18


Document Outline