background image

Polskie insygnia koronacyjne, regalia królów polskich – oznaki władzy, godności i stanu kró-

lewskiego królów polskich używane podczas ceremonii koronacyjnych. Były nimi: korona, jabłko, 
berło, miecz.

Karol Maurras

„Państwo bez króla, to państwo bez honoru, stabilizacji, siły i chwały”

background image

Spis treści

Andrzej Kaśmirowski – Odzyskanie niepodległości
Adam Gwiazda – Gwarancje dla dobrobytu
Tomasz G. – Czy koniec ery projektorów?
Artur Górski – Moja polemika z Majakowskim
Artur Górski – Monarchia – Republika

3
4
7
9

10

Adres do korespondencji:

www.konserwatyzm.pl

; e-mail: 

kzm@konserwatyzm.pl

Klub Zachowawczo-Monarchistyczny, ul. Żubrowa 7, 01-978 Warszawa

Konto bankowe:

Klub Zachowawczo-Monarchistyczny: 77-1240-1066-1111-0000-0006-1131

Opracowanie elektroniczne: Portal Młodzieży Prawicowej - www.xportal.pl (31 XII 2008 r.)

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 AD 1988

Strona 2

background image

Odzyskanie niepodległości

Andrzej Kaśmirowski

września 1917 roku 
dekretem   cesarzy 
Niemiec   i   Austrii 

powołana   została   do   życia 
Rada Regencyjna jako najwyż-
sza władza państwowa na tere-
nie Królestwa Polskiego. Miała 
ona   działać   tymczasowo,   do 
czasu   objęcia   jej   przez   króla 
lub   regenta.   Władzę   ustawo-
dawczą   pełniła   przy   udziale 
Rady   Stanu,   zaś   wykonawczą 
przez Radę Ministrów. W skład 
Rady   wchodziły   trzy   szeroko 
znane   osobistości:   arcybiskup 
Aleksander   Kakowski,   książę 
Zdzisław   Lubomirski   i   hrabia 
Józef   Ostrowski.   Rada   otrzy-
mała na wpół suwerenny status, 
choć   nie   określano   szczegóło-
wo   jej   uprawnień   wykonaw-
czych.

12

7 grudnia Rada Regencyjna 

powołała   gabinet,   któremu 
przewodniczył   wybitny   histo-
ryk Jan Kucharzewski. Chociaż 
ów rząd był zależny od guber-
natora niemieckiego, gen. Bes-
selera, a poprzez niego od Ber-
lina,   udało   mu   się   rozwinąć 
szeroką działalność w dziedzi-
nie   oświaty   publicznej,   spra-
wiedliwości, finansów i spraw 
społecznych.   Od   początku   dą-

żył do reorganizacji i poloniza-
cji   wszelkich   dziedzin   życia 
publicznego   i   do   położenia 
podwalin   polskiej   państwowo-
ści. Zarówno samo jego istnie-
nie, jak patriotyzm i wysiłki or-
ganizacyjne były ponad wszel-
ką wątpliwość cenne.

Po sierpniu 1918 roku stało 

się oczywiste, że Niemcy i Au-
stria poniosą klęskę. We wrze-
śniu Hindenburg i Luddendorff 
poinformowali cesarza, że mili-
tarnie nie można wygrać woj-
ny.   Zbliżające   się   załamanie 
państw   centralnych   oznaczało 
dla   Rady   Regencyjnej   okazję 
do   spotęgowania   aspiracji   w 
kierunku   rozszerzenia   swych 
wpływów na wszystkie ziemie 
byłego Królestwa Polskiego. W 
szeroko   rozpowszechnionym 
manifeście   z   7   października 
1918 roku dała ona wyraz woli 
narodu   uzyskania   pełnej   nie-
podległości,   odzyskania   ziem 
utraconych wskutek rozbiorów 
i   posiadania   swobodnego   do-
stępu do morza. Manifest ogła-
szał również rozpoczęcie przy-
gotowań   do   wyborów   do   Sej-
mu, który objąłby w pełni su-
werenną władzę.

Pomimo wysiłków i kwalifi-

kacji działających w niej ludzi 
Rada nie cieszyła się popular-
nością   w   wielu   kręgach, 
zwłaszcza   wśród   socjalistów, 
którzy myśleli raczej o jej oba-
leniu.   Ich   wrogiego   nastawie-
nia nie zmniejszyło nawet mia-
nowanie   Piłsudskiego   –   inter-
nowanego   w   Magdeburgu   – 
ministrem   obrony.   Przeciwnie, 
7   listopada   socjaliści   i   inne 
ugrupowania lewicowe niespo-
dziewanie   utworzyli   samo-
zwańczy   Tymczasowy   Rząd 
Ludowy   w   Lublinie,   rzucając 
wyzwanie   Radzie   i   stwarzając 
sytuację grożącą wojną domo-
wą.   Mimo   tych   rozdźwięków 
społecznych   Rada   Regencyjna 
miała   niezmiennie   największe 
wpływy w Wielkopolsce.

Zamieszanie, które wówczas 

nastąpiło, trwało zaledwie kilka 
dni. 10 listopada, w przeddzień 
podpisania   zawieszenia   broni, 
owiany   legendą   Piłsudski   zo-
stał zwolniony z internowania. 
Skłonił on rząd lubelski do roz-
wiązania,   zaś   Rada   Regencyj-
na, która dała podwaliny pań-
stwowości polskiej, przekazała 
mu   wszelkie   uprawnienia. 
Pierwszy   legalny   rząd   polski 
zakończył swoją działalność.

Cytat

Hieronim hr. Tarnowski
(„Dziesięciolecie niepodległości”, Warszawa 1929)

„Religia nie może być czymś od święta, musi stać się busolą na co dzień, winna być pojęta jako czynnik, 
który życie świata całego, pojętego nie atomistycznie, lecz organicznie, jako całość społeczności ludz-
kich, ma przenikać i nim kierować… Nauka katolicka stała się wytyczną życia Narodu i Państwa Polskie-
go. Dzisiejsze stanowisko prawne Kościoła katolickiego, dające Mu jedynie możliwość rządzenia się wła-
snymi prawami, jest niewystarczające. Religia katolicka musi być uznana za panującą w Państwie Pol-
skim”.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 AD 1988

Strona 3

background image

Gwarancje dla dobrobytu

Adam Gwiazda

az zrodzona żądza no-
wości,   która   już   od 
dawna   wstrząsa   społe-

czeństwami,   musiała   w   końcu 
swą   chęć   zmian   przenieść   z 
dziedziny polityki na sąsiednie 
pole   gospodarstwa   społeczne-
go”.

R

Tak   pisał   Ojciec   Święty 

Leon XIII w swojej encyklice
o   kwestii   robotniczej   „Rerum 
Novarum”. Jego bardzo  trafne 
spostrzeżenie   opisuje   pewien 
charakterystyczny   dla   XIX 
wieku   proces   zmiany   ustrojo-
wej,   tzn.   rewolucyjne   bądź 
stopniowe   wprowadzenie   de-
mokracji w miejsce Monarchii, 
które   dokonując   się   pociągało 
za   sobą   szereg   zmian   w   róż-
nych sferach:  kulturze,  gospo-
darce   i   świadomości   społecz-
nej.

Celem   niniejszego   artykułu 

jest   odszukanie   przyczyn   wy-
stąpienia   owych   zmian   w   go-
spodarce   i   znalezienie   odpo-
wiedniego   zabezpieczenia   in-
stytucjonalnego   dla   właściwe-
go jej funkcjonowania.

Socjalistyczne   koncepcje

w   ekonomii   pojawiły   się   na 
szeroką   skalę   mniej   więcej
w tym samym okresie, co kon-
cepcje contract social w polity-
ce,   i   z   pewnością   są   one   ze 
sobą powiązane. Śmiem twier-
dzić,   iż   demokracja   zawsze 
prowadzi do urzeczywistnienia 
gospodarki   socjalistycznej,   w 
mniejszym lub większym stop-
niu.   Początków   nieuniknionej 
ewolucji od demokracji do so-
cjalizmu należy szukać w sfe-
rze, która do tej pory skutecz-
nie  chroniła   podstawowe  wol-

ności człowieka – w sferze pra-
wa. Prawo jest – wg Fryderyka 
Bastiata – zorganizowaną spra-
wiedliwością,   jest   „stosowa-
niem   wspólnej   siły   w   zastęp-
stwie   sił   indywidualnych”
w obronie trzech filarów wol-
ności stanowiących  fundament 
zdrowego   społeczeństwa.   Te 
trzy filary to: prawo do życia, 
wolnego działania na rzecz za-
pewnienia   sobie   godziwego 
bytu oraz prawo do własności. 
Prawa   te   są  naturalne,   a   więc 
przyrodzone każdemu człowie-
kowi i może on z nich korzy-
stać, pod warunkiem jednakże, 
iż nie będzie to godzić w takie 
same prawa innych ludzi. Lu-
dzie   zorganizowani   w   społe-
czeństwo   przekazują   swoje 
kompetencje   dotyczące   użycia 
siły   w   obronie   swoich   praw 
państwu. W tym sensie prawo 
jest sprawiedliwością zinstytu-
cjonalizowaną.

Uderzenie   w   prawo   było 

więc ciosem w podstawy cywi-
lizacji,   a   było   możliwe   dzięki 
upowszechnieniu się wśród de-
mokratycznej  góry,  wśród try-
bunów   ludowych   oraz   pupili 
tłumu idei pozytywizmu praw-
nego, jak nazywa ją Mirosław 
Dzielski w eseju o kulturze po-
litycznej.   Wedle   tej   doktryny 
prawo leży w całości w gestii 
rządzącego   (władcy  lub   więk-
szości),   jest   zależne   od   jego 
ustanowienia   i   może   być   mo-
dyfikowane w dowolny sposób. 
Nie istnieją żadne reguły, żadne 
kardynalne zasady, które nigdy 
się   nie   dezaktualizują.   Skoro 
wszystko   się   zmienia   i   idzie
z postępem, to prawo i moral-

ność również. W demokracjach 
czynnikiem   zmian   była   wola 
ludu   wyartykułowana   przez 
większość   wyłonioną   w   taki 
bądź   inny   sposób.   W   okresie 
większego   ożywienia   swobód, 
np. w czasie Rewolucji Francu-
skiej, wola owa przejawiała się 
bardzo   konkretnie,   chociażby 
w   postaci   samowolnego   wy-
znaczania cen na różne towary 
przez   motłoch   uliczny.   W   za-
chodnich   demokracjach   parla-
mentarnych zmiany zachodziły 
stopniowo   –   istniała   potrzeba 
upowszechnienia haseł postępu 
w   konserwatywnym   z   natury 
społeczeństwie, ale efekt osta-
teczny był  podobny: uderzono 
w   zasadę   wolnego   kontraktu, 
dziedziczenia,   swobodnego 
dysponowania   własnością.   W 
ten   sposób   stało   się   możliwe 
poważne   naruszenie   głównych 
zasad cywilizacji łacińskiej.

Naturalną   koleją   w   rękach 

rządu znalazły się – po części 
lub w całości – liczne dziedzi-
ny życia, w których do tej pory 
skutecznie   dawało   sobie   radę 
samo społeczeństwo zorganizo-
wane na zasadzie swobodnych 
umów. Oczywiste jest, że skoro 
rząd i administracja zaczęły ob-
sługiwać lecznictwo i szkolnic-
two,   filantropię   (nazywaną 
„opieką   społeczną”)   i   prze-
mysł,   handel   oraz   rolnictwo,
w zasięgu ich możliwości zna-
lazło się dysponowanie docho-
dem   narodowym   (tzn.   groma-
dzenie   i   ponowny   jego 
podział).   Zgubne   tego   skutki 
możemy   obserwować   dziś   w 
dowolnym kraju Zachodu. Pań-
stwo,   mówiąc   „każdemu   we-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 AD 1988

Strona 4

background image

dług   potrzeb”,   dało   sygnał   do 
walki. Walka ta toczy się o par-
tycypowanie w zyskach płyną-
cych z podziału dochodu naro-
dowego.   Różne   grupy,   w   tym
i najsilniejsza – tzw. robotnicy 
wielkoprzemysłowi, toczą mię-
dzy sobą prawdziwą wojnę (jej 
atrybuty   opisuje   Desmond 
Morris) o to, aby także im do-
stało  się  coś  z  tego,  co  hojną 
ręką rozdaje państwo. Źródłami 
bogactwa   przestały  być   praca, 
oszczędność,   inwestycje.   Stała 
się   nim   państwowa   kiesa   –
– urzędnicza łaska. Jasne jest, 
że pieniądze na to nie biorą się 
znikąd; aby obdarzyć wspania-
łomyślnie   jedną   z   grup,   rząd 
musi   odebrać   innym   ich   wła-
sność. Bastiat nazywa to legal-
ną grabieżą i podaje jej różno-
rakie   postaci.   Mamy   więc   cła 
protekcyjne, gwarancje zatrud-
nienia,  zasiłki, subwencje,  po-
datki progresywne. Prawdziwe 
curiosum horrendum to system 
podatkowy Francji. 30% podat-
ku dochodowego płaci 1% oby-
wateli, natomiast 40% obywa-
teli nie płaci zupełnie nic. Jest 
to   doskonałym   odzwierciedle-
niem   stosunków   demokratycz-
nych:   uboga   większość   przy 
pomocy   uchwał   parlamentu 
zmusza   bogatą   mniejszość   do 
płacenia na swoja korzyść, nie 
zważając na to, iż uderzają w 
podstawę dobrobytu.

Skoro zlokalizowaliśmy już 

przyczynę usterek, należy zająć 
się   poszukiwaniem   rozwiązań 
mogących gwarantować stabil-
ny   rozwój   społeczeństwa. 
Pierwszy   postulat   narzuca   się 
sam:   skoro   do   kryzysu   prawa 
doprowadziło   praktyczne   za-
stosowanie   pewnej   filozofii 
prawnej, to znaczy, że jest ona 
niewłaściwa   i   należy  ją   zmie-

nić. Oto pierwszy wniosek, ale 
jak uczy historia, niewystarcza-
jący.   Najważniejsze  jest  insty-
tucjonalne zabezpieczenie  sys-
temu wartości, na którym opie-
ra się trwała budowla „społecz-
nego   gospodarstwa”.   Tu   jest 
pies   pogrzebany,   jak   mawiają 
Niemcy.   Jakie   powinny   być 
prawa, wiemy od czasów Moj-
żesza.   Teraz   należy   je   zabez-
pieczyć   przed   powtórzeniem 
się   opisanych   tu   zgubnych 
zmian.

Pewnym rozwiązaniem mo-

że być wprowadzenie dyktatury 
o   charakterze   liberalnym,   jak 
np.   rządy   gen.   Pinocheta   w 
Chile.   Plusy   tego   systemu   są 
duże:   zlikwidowany   zostaje 
cały   system   parlamentarny,   a 
tym   samym   uniemożliwione 
jest toczenie walk o pieniądze 
innych w sposób legalny, przy 
pomocy   prawa.   Prawo   wraca 
więc   na   swoje   miejsce   i   jest 
stróżem dla ludzi chcących się 
bogacić,   a   nie   narzędziem   w 
ich rękach. Poważne są jednak 
i   minusy   tego   systemu:   stan 
wyjątkowy,   rządy   oparte   na 
przymusie   ekonomicznym 
mogą   sprawdzić   się   tylko   na 
krótką metę, krótką wobec hi-
storii,   a   więc   kilkanaście   czy 
kilkadziesiąt   lat.   Taki   stan   z 
wielu   powodów   przypomina 
życie   w   gorączce,   co   czasem 
dla organizmu bywa niezbędne, 
ale   zwykle   powoduje   trwałe 
uszkodzenia.   Niebezpieczeń-
stwo grozi także z innych stron: 
dyktatury mogą w każdej chwi-
li zostać obalone przez rewolu-
cje. Ci, którzy w systemie so-
cjalistyczno-demokratycznym 
czerpaliby większe profity, go-
towi są na każdą chwilę. Rewo-
lucja   może   powieść   się   tym 
bardziej, że władza nie ma cha-

rakteru   sakralnego,   jest   tylko 
samym mechanizmem: samym 
regnum  bez chroniącego je  sa-
cerdotium
.   Dyktator   jeśli   nie 
jest   dość   silny,   może   zostać 
obalony   bądź   zmieniony,
o   czym   świadczą   liczne   przy-
kłady z Ameryki, bądź co bądź 
„Łacińskiej”.

Zreasumujmy:   potrzebna 

jest władza, która zapewni nie-
naruszalność   Rządów   Prawa, 
która jednocześnie będzie sza-
nowana,   trwała   i   silna.   Syste-
mem spełniającym wszystkie te 
warunki jest tradycyjna dla cy-
wilizacji łacińskiej Monarchia. 
Prawo   gwarantowane   jest
w sposób doskonały przez oso-
bę   panującego,   jego   autorytet 
wypływający z sacrum władzy, 
ze   sfery   transcendencji   oraz 
przez   dynastię   tego   władcy. 
Monarcha,   tak   jak   właściciel 
firmy,   zostawia   ją   w   spadku 
swoim dzieciom. Własność ro-
dziny królewskiej jest widocz-
nym symbolem i gwarancją po-
wszechnego   prawa   własności, 
tym bardziej że w nowoczesnej 
gospodarce   podstawą   wzrostu 
są właśnie przedsiębiorstwa ro-
dzinne.   Interes   dynastyczny 
wymusza zatem tworzenie, za-
chowywanie   i   obronę   takich 
praw, które w optymalny spo-
sób   kierują   wysiłkami   jedno-
stek dla osiągnięcia powszech-
nego bogactwa. Bogactwo oby-
wateli   jest   bogactwem   kraju,
a   więc   i   moich   następców   –
–   kalkuluje   z   wyrachowaniem 
Król,   choćby   był   i   najwięk-
szym   egoistą.   Oczywiście 
może   się   zdarzyć   król-idiota, 
lub król-poeta, który nie pojmie 
interesu dynastii, ale zazwyczaj 
jest   on   niechlubnym   wyjąt-
kiem, podczas gdy w demokra-
cji   idioci   i   poeci   trzęsą   pań-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 AD 1988

Strona 5

background image

stwem,  a  ich   rządy są  normą. 
Zresztą   w   systemie   monar-
chicznym rządzi nie tylko król, 
ale także tradycja i zasada mo-
narchiczna, a ta przez wieki zo-
staje niezmieniona. W ostatecz-
ności   króla   socjalistę   można 
zabić lub uwięzić, a władza za-
bezpieczona   jest   przez   arysto-
krację. Któż to zaś zdoła zrobić 
z rozszalałym Demosem?

Prezydent   czy  też   dyktator, 

choćby   był   największym   pa-
triotą   i   szefem   najstabilniej-
szych rządów, nie ma osobiste-

go interesu w tym, aby nie uzy-
skiwać   ze   swego   stanowiska 
maksimum   profitów.   Najczę-
ściej pod koniec rządów więk-
szość wysiłków nakierowuje on 
na   gromadzenie   majątku,   czę-
sto   w   sposób   rabunkowy   dla 
gospodarki. Król z oczywistych 
względów   nie   musi   tego   czy-
nić. Dla republikańskich przy-
wódców władza jest okazją do 
wzbogacenia się, dla Monarchy 
to po prostu zawód, stanowisko 
pracy, funkcja do której został 
przygotowany od małego. Tak 

więc w świetle tych kilku spo-
strzeżeń   monarchia   jawi   się 
jako system bardzo odpowiedni 
dla narodu, który chce być bo-
gaty i chce mieć stabilną i pew-
ną   ochronę   zapewniającą 
szczęśliwe   życie   w   dostatku. 
Należy więc system taki wpro-
wadzić,   kiedy   społeczeństwo 
do tego dojrzeje i Bóg pozwoli. 
Ale to już zupełnie inna histo-
ria, jak mawiał stary reakcjoni-
sta Kipling.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 AD 1988

Strona 6

background image

Czy koniec ery projektorów?

Tomasz G.

ngielski   historyk   Pa-
weł   Johnson   w   swej 
książce

 

Historia 

świata współczesnego. Od roku 
1917 do lat 80.”
  zauważa, że 
jedną   z   najistotniejszych   cech 
XX   wieku   było   zamiłowanie 
do   inżynierii   społecznej,   czyli 
do   kształtowania   rzeczywisto-
ści wg apriorycznie przyjętych 
wzorów,   często   wymyślonych 
za biurkiem przez oderwanych 
od   życia   intelektualistów   (czy 
raczej pół- lub ćwierćintelektu-
alistów),   a   podjętych   skwapli-
wie przez polityków. Było to – 
innymi słowy – przymierze fi-
lozofii   z   szablą,   jak   określał 
swe rządy Napoleon Buonapar-
te, sam również socjalny inży-
nier,   który   całą   Europę   chciał 
urządzić tak, jak Robespierre et 
consortes urządzali Francję.

A

Duch   społecznej   inżynierii 

był w XX wieku wszechobec-
ny, przejawiając się w najroz-
maitszych projektach, utopiach 
i   eksperymentach.   To   z   tego 
ducha narodziła się stalinowska 
kolektywizacja,   amerykańska 
prohibicja,   „New   Deal”  Ro-
osvelta   i   Wielkie   Społeczeń-
stwo   Lyndona   Johnsona,   fran-
cuska polityka kolonialna, bry-
tyjska reforma rolna w Kenii i 
nacjonalizacja górnictwa, Biała 
Rewolucja w Iranie za rządów 
Rezy   Pahlaviego,   apartheid   w 
RPA, totalitarna demokracja w 
Szwecji kierowana przez awan-
gardę pedago-wychowawców i 
opiekunów,   chińska   rewolucja 
kulturalna, edukacyjna polityka 
SPD.

Jednym z bardziej śmiałych 

społecznych   inżynierów   był 

Adolf   Hitler   (o   Czerwonych 
Khmerach   również   nie   należy 
zapominać).   Szef   narodowych 
socjalistów   nie   tylko   pragnął 
mordować całe narody i doko-
nywać transferu całych popula-
cji   na   olbrzymią   skalę   (np. 
chłopów z południowego Tyro-
lu na Krym), ale planował rów-
nież   wprowadzenie   poligamii 
dla najbardziej zasłużonych dla 
Rzeszy,   wyhodowanie   zboża 
odpornego na zimę, zakaz pale-
nia   i   przymusowy   wegetaria-
nizm,   ożywienie   cymbryjskiej 
sztuki dziewiarskiej, powołanie 
Pełnomocnika Rządu ds. Psów 
oraz Ministerstwa ds. Zwalcza-
nia   Komarów   i   Insektów. 
Wszystko   to   było   wyrazem 
tego   samego   ducha   socjalnej 
inżynierii.

Nie   należy   oczywiście   są-

dzić,   że   we   wcześniejszych 
wiekach   śmieszne   i   bezczelne 
urojenia ludzkiego rozumu (lub 
raczej „bezrozumu”) nie pozo-
stawiały   śladów,   często   krwa-
wych,   na   żywym   organizmie 
społecznym. Nie ulega wątpli-
wości, że nowoczesna inżynie-
ria   społeczna   bierze   swój   po-
czątek   w   rewolucyjnym   roku 
1789,   którego   200.   rocznicę 
będą   niektórzy   świętować   w 
przyszłym roku. Rządzili wów-
czas przez jakiś okres tzw. ja-
kobini, o których umysłowości 
tak   pisał   Hipolit   Taine:   „Nie 
ma   nic   niebezpieczniejszego 
niż ogólna idea w małym  pu-
stym mózgu. W mózgu takim, 
właśnie   dlatego   że   jest   pusty, 
idea nie napotyka żadnego opo-
ru,  żadnej  wiedzy  będącej  dla 
niej   przeszkodą,   podczas   gdy 

mała  objętość  mózgu sprawia, 
że idea nie potrzebuje zbyt wie-
le   czasu,   aby   go   wypełnić”. 
Tylko w takich umysłach mógł 
się zrodzić pomysł gruntowne-
go   przemodelowania   Francji. 
Czegóż to nie dokonywali fran-
cuscy   inżynierowie   socjalni, 
których   słownik   polityczny   – 
jak twierdzi Taine – nie zawie-
rał   więcej   jak   sto   wyrazów. 
Zmienili   kalendarz   wprowa-
dzając   nową   rachubę   czasu, 
wymyślili nowe nazwy miesię-
cy,   „przestarzały”   tydzień   za-
stąpili   dekadą,   której   ostatni 
dzień   pełnił   funkcję   dawnej 
niedzieli.   Pojawiły   się   nowe 
święta,   np.   święto   braterstwa, 
w czasie którego tworzono łań-
cuchy   równości,   czyli   coś   na 
kształt znanych nam łańcuchów 
czystych   serc.   Skonstruowano 
nową „religię”, wymyślano ob-
rzędy itd.

Wszyscy Francuzi mieli zo-

stać poddani przymusowemu i 
jednolitemu   nauczaniu   i   wy-
chowaniu.   Saint-Just   propono-
wał,   żeby   do   16.   roku   życia 
wszystkie   dzieci   bez   względu 
na płeć nosiły takie same stroje 
(wiemy, skąd pochodzi tak po-
pularny dziś totalitarny unisex). 
Obowiązywał   jeden   gatunek 
chleba,   tzw.   chleb   równości
(w   kolejkach   po   ten   chleb 
pierwszeństwo   miały   kobiety 
ciężarne), jeden ton, jeden styl, 
jeden   język.   To   wówczas   po-
wstał zwyczaj używania bezce-
remonialnego   zaimka   „ty”. 
Zmieniono   układ   administra-
cyjny   kraju,   przemianowano 
place i pomniki, zmieniono na-
zwiska   i   imiona,   np.  Antoine-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 AD 1988

Strona 7

background image

-Luis   zmienił   się   w   Brutusa, 
Laroi w Laloi (laloi  – prawo), 
Leroy   w   Dix-Aout   (10   sierp-
nia), Pierre-Gaspard w Anaxa-
gorasa, Saint-Denis we Francja. 
Późniejszy   nieco   „Program 
równości”   Buonarottiego   po-
stulował,   żeby   żadne   dziecko 
nie mogło nosić nazwiska swe-
go   ojca,   a   oprócz   tego   żaden 
Francuz   miał   nie   opuszczać 
Francji,   wszyscy   mieli   nosić 
określony   jednolity   strój.   Po-
ziom   kulturalny   obywateli 
chciano   podnosić   za   pomocą 
darmowych przedstawień sztuk 
rewolucyjnych. Jak dalece pre-
kursorska   była   ta   rewolucja, 
niech   świadczy   fakt,   że   już 
wówczas chciano przeznaczoną 
do zagłady grupę społeczną ja-
koś wyróżnić. Marat propono-
wał, aby każdy arystokrata no-
sił   błękitną   wstążkę.   Ale   nie 
tylko to znalazło naśladowców 
w XX wieku. W książce „Per-
fekcja techniki” pisze Fryderyk 
Jerzy   Jünger:   „Przerabianie 
ludzkiej skóry miało miejsce w 
czasie   Rewolucji   Francuskiej. 
Sprawozdanie z 20 IX 1794 r. 
zawiera informację o fabrykan-
cie z Liuedon, który przerabiał 
skórę   zgilotynowanych.   Dota-
cja   ze   strony   Zgromadzenia 
Narodowego   wynosiła   45.000 
franków. Filip Égalité (Orleań-
ski – T.G.) miał nosić spodnie
z   ludzkiej   skóry.   Granier   de 
Cassagnac posiadał egzemplarz 
konstytucji   z   1793   roku, 
oprawny w ludzka skórę”.

Wróćmy jednak do społecz-

nej   inżynierii.   Rzeczą   najbar-
dziej zabawną jest to, że już w 
1726 roku ukazała się książka, 
w której opisany został z proro-
czą wręcz intuicją typ ludzi bę-
dących   nieśmiałym   jeszcze 
wcieleniem   socjalnych   dokto-

rów i przyjaciół ludzkości, któ-
rzy postanowili tak szybko, jak 
to jest możliwe, wznieść rodzaj 
ludzki   na   nieznane   mu   dotąd 
wyżyny   powszechnego   szczę-
ścia. W czasie jednej ze swych 
podróży   kapitan   Guliwer   od-
wiedził stolicę krainy Balnibar-
bi Lagade. Dowiedział się tam, 
że pewne osoby po odwiedze-
niu   latającej   wyspy   Laputy, 
pełne lotnych myśli tam naby-
tych, nabrały niechęci do spo-
sobu   zarządzania   wszelkimi 
przedsięwzięciami   w   dole,   że 
zaczęły   zastanawiać   się   nad 
tym, jak postawić na nowej sto-
pie  wszelkie  sztuki, nauki,  ję-
zyki i rzemiosła. Aby tego do-
konać,   uzyskały   zezwolenie 
królewskie   na   ustanowienie 
Akademii PROJEKTORÓW w 
Lagado,   a   pomysł   ów   tak 
spodobał się ludowi, że w ca-
łym królestwie nie było jedne-
go   znaczniejszego   miasta, 
gdzie   nie   istniałaby   podobna 
Akademia.   W   uczelniach 
owych profesorowie obmyślali 
nowe zasady i metody uprawia-
nia   rolnictwa   i   budownictwa,
a   także   wszystkich   rzemiosł
i przemysłów; nowe instrumen-
ty   i   narzędzia,   dzięki   którym
–   jak   zakładają   –   jeden   czło-
wiek   będzie   mógł   wykonać 
pracę dziesięciu, a pałac da się 
wybudować   w   tydzień   i   to
z materiałów tak odpornych, że 
przetrwają całą wieczność bez 
naprawy. Wszystkie płody zie-
mi   będą   dojrzewały   w   każdej 
porze, którą uznamy za stosow-
ną, a plon z nich zbierzemy sto-
krotnie wyższy niż obecnie (ca-
sus   Łysenki).   I   podobna   ilość 
innych najszczęśliwszych ulep-
szeń.   Jedyny   problem   w   tym, 
że żaden z tych projektów nie 
osiągnął jeszcze pełnej dosko-

nałości,   a   w   oczekiwaniu,   że 
się tak stanie, cały kraj popadł 
w nędzę i leży odłogiem, domy 
popadają   w   ruinę,   a   ludziom 
brak odzienia i żywności. Lecz 
wszystko to, zamiast ich znie-
chęcić, każe im z 50 razy więk-
szą   gwałtownością   walczyć
o wprowadzenie w życie swych 
zamysłów,   gdyż   gnają   ich
w równej mierze nadzieja i roz-
pacz.

Swift,   choć   pesymista,   nie 

przewidział,   że   Akademie 
PROJEKTORÓW   powstaną 
także   w   Lillipucie,   Blefuscu, 
Brobdingnyg,   Lapucie,   Lug-
gnagg,   Japonii,  Wittoranii   czy 
Anglii, a PROJEKTORZY zaj-
mą   się   dosłownie   wszystkim: 
gospodarką, polityką, edukacją, 
wychowaniem   oraz   kulturą   i 
będą   projektować,   projekto-
wać, projektować. Ostatnio coś 
jednak zaczyna się zmieniać w 
PROJEKTORACH:

 

jakby 

mniej nadziei, a więcej rozpa-
czy,   która   oby   pomogła   im 
otworzyć   oczy   na   rzeczywi-
stość.   Lud   też   jakby   nieco 
mniej   wierzy   w   PROJEKTY 
(jeśli   dotychczas   wierzył,   to 
sam sobie winien). Coraz wię-
cej ludzi dochodzi do wniosku, 
że cywilizacji w której żyjemy 
nikt nie zaprojektował, bo nikt 
nie   projektował   języka,   oby-
czajów, kultury ani materialne-
go bogactwa. Wiedza jaką dys-
ponują   PROJEKTORZY   jest 
niczym w porównaniu z wiedzą 
mieszczącą   się   w   myśleniu   i 
działaniu milionów ludzi swo-
bodnie kooperujących ze sobą. 
To co powstało, trwa i powsta-
nie  w  przyszłości,  nie  jest re-
zultatem   planu   (PROJEKTU) 
powstałego w Centralnej Aka-
demii   Projektów,   ale   wynika
z   realizacji   milionów   indywi-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 AD 1988

Strona 8

background image

dualnych   projektów   tworzo-
nych przez ludzi na swój pry-
watny użytek i w znacznej mie-
rze   bez   troski,   jaki   mają   one 
wpływ   na   całość   organizmu 
społecznego.   Ale   wpływ   ten 
jest wtedy zawsze dobroczynny 

i   twórczy,   jeśli   tylko   trzymać 
się   zasad   i   reguł   potwierdzo-
nych   przez   tradycję,   doświad-
czenie i zdrowy rozsądek.

Kiedy   powróci   pokora   wo-

bec rzeczywistości i praw, któ-
re nią rządzą, a których całko-

wicie nie znamy, kiedy świado-
mość   zwycięży   ułomności
i ograniczoność naszej wiedzy, 
wtedy   skończy   się   era   PRO-
JEKTORÓW.   Oby  jak   najprę-
dzej.

Moja polemika z Majakowskim

Artur Górski

I

Gdzie idziesz Robotniku
W idei zdobion szaty,
Poeto bez geniuszu,
Geniuszu bez łopaty?
Nie widzisz, że świat płonie,
Że aniołowie śpią?
Chodź raz pójdź w inną stronę!
Lewa zbryzgana krwią.

II

Gdzie idziesz Robotniku
Spragniony swej wolności?
Człowieku animuszu,
Odwago bez mądrości.
Proletariackie dłonie,
Co gardziel świata tną
Choć raz pójdź w inną stronę!
Lewa zbryzgana krwią.

III

Gdzie idziesz Robotniku
Pieśnią rozdarty w szyku?
Artysto bez fetyszu,
Boże nagiego bruku
Zostaw historii konie,
Niech dalej same mkną
Chodź raz pójdź w inną stronę!
Lewa zbryzgana krwią.

IV

Na berło króla spojrzyj
Ty marnotrawny synu.
Odłóż Marksy, Engelsy,
Dość rewolucji czynu,
Oddaj jemu koronę
Nie tobie nosić ją
Teraz pójdź w prawą stronę!
Ona nadzieją twą.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 AD 1988

Strona 9

background image

Monarchia – Republika

Artur Górski

Monarchia jest silną i niesporną władzą na-

czelną   stanowiącą   reprezentację   narodu   i   pań-
stwa.

Republika to ustrój służący rządzącym, po-

dobnie   jak   każda   dyktatura,   bo   wolę   narodu 
wyraża większa lub mniejsza liczba karierowi-
czów.

Monarchia jest stałą, niezależną od zmieniają-

cych się sympatii wyborczych władzą gwarantu-
jącą trwałość rządów, harmonię i ład.

W republice podczas wyborów  partie poli-

tyczne   prowadzą   do   rozbicia   społeczeństwa. 
Dzieje się tak, ponieważ każda z nich ma swoje 
interesy, które nie są ani interesami narodu ani 
państwa, lecz jedynie jej partykularnymi intere-
sami.

W   monarchii   niezmienność   i   dziedziczność 

władzy  oraz   przygotowanie   do   niej   niemal   od 
kołyski są najsilniejszymi elementami uchylają-
cymi wpływ natury osobistej i gwarantującymi 
powodzenie w kierowaniu państwem.

W  republice   rządzą   niefachowcy.   Stanowi-

ska najbardziej eksponowane zajmują ci, którzy 
przy   pomocy   demagogii   i   frazesów   potrafią 
uzyskać dla siebie największe poparcie, lub ci, 
którzy realizują interesy grupowe karmiąc tłu-
my   pustymi   obietnicami   (prezydentem   może 
zostać np. hydraulik lub piosenkarz).

Król – stojąc ponad społeczeństwem – jest sę-

dzią–mediatorem, który łagodzi istniejące kon-
flikty, będąc piastunem tradycji państwowej.

Ustrój   republikański   sprzyja   dezorganizacji 

społeczeństwa,   pobudza   i   zaognia   przejawy 
walk klasowych, a tym samym nie gwarantuje 
społeczeństwu   trwałej   i   spokojnej   egzystencji 
oraz rozwoju.

Król bierze zawsze za żonę „liberalną dziewi-

cę”   dając   wszelkie   wolności   w   gospodarce   i 
funkcjonowaniu władzy lokalnej.

Republika to zawsze mniejsza lub większa 

kolektywizacja,   nacjonalizacja,   biurokracja   i 
etatyzm.

 Do zadań króla należy realizacja polityki zagranicznej oraz ochrona państwa przed ewentual-

nym agresorem poprzez naczelne dowództwo nad silną i nowoczesną armią.

 Do zadań króla należy czuwanie nad przestrzeganiem moralności i zachowaniem wszelkich in-

nych dogodnych warunków potrzebnych do funkcjonowania wolnego rynku oraz całego, opartego 
na zasadach organizmu społeczeństwa.

Cytat

Hieronim hr. Tarnowski
Przemówienie z 10.03.1924 r.

„W pojęciu naszym istotny postęp ludzkości nie może polegać na przeskokach, ekspery-
mentach, próbach, a tym mniej na burzeniu jej dotychczasowego dorobku. Nie może on 
być zrywaniem z przeszłością, jej zaprzeczeniem i przeciwieństwem, lecz jej logicz-
nym, konsekwentnym rozwojem ku dobru i prawdzie. Nowe formy i warunki życia nie 
mają wynikać z przewrotu form dawnych, nie mają panować na gruzach przeszłości, 
lecz z tej przeszłości, jak drzewo, z pnia się rozrastać”.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 AD 1988

Strona 10


Document Outline