background image

Józef hr. De Maistre

„Kiedy władza rozkazuje, trzy tylko
zostają drogi: posłuszeństwa, przed-
stawienia i rokoszu, który w porządku
duchowym herezją, a w porządku 
świeckim nazywa się rewolucją.

Przykłady nauczyły dostatecznie nas,
że największe zło wypływające z po-
słuszeństwa nie może równać się w
tysięcznej części ze złem, jakie jest
owocem rozkazu.”

background image

Spis treści

Redakcja –  De revolutionibus
Piotr Gaxotte –  Rewolucyjny duch parlamentu
Tomasz G. –  Wolny rynek a rewolucja
Paweł M. –  Zygmunt Krasiński a etyczny aspekt rewolucji
Adam Gwiazda –  Non conspidandum est

3
4
5
7
9

Adres do korespondencji:

www.konserwatyzm.pl

; e-mail: 

kzm@konserwatyzm.pl

Klub Zachowawczo-Monarchistyczny, ul. Żubrowa 7, 01-978 Warszawa

Konto bankowe:

Klub Zachowawczo-Monarchistyczny: 77-1240-1066-1111-0000-0006-1131

Opracowanie elektroniczne: Portal Młodzieży Prawicowej - www.xportal.pl (31 XII 2008 r.)

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (4) AD 1989

Strona 2

background image

De revolutionibus

Redakcja

istoria   nie   lubi   mate-
matyki. Rzadko odwo-
łuje się do magii liczb. 

Było co prawda „sto dni” Na-
poleona, trzech kajzerów i trzy 
ósemki w 1888 roku, ale to tyl-
ko   wyjątki   potwierdzające   re-
gułę. W tym roku upływa 200 
lat od wybuchu Wielkiej Rewo-
lucji   Antyfrancuskiej,   chciało 
by   się   rzec   antyeuropejskiej. 
Dla   nas   jest   to   symboliczny 
fakt   otwierający   pewien   prze-
dział   historii   –   okres   kryzysu 
cywilizacji   łacińskiej   oraz 
upadku   jej   wartości   i   zasad. 
Dwieście   lat   temu   cywilizacja 
została   otwarcie   zaatakowana; 
sto   lat   temu   prądy   jej   wrogie 
odniosły   sukces   i   zdobyły 
„rząd dusz”. Czas więc, aby te-
raz,   w   epoce   nowego  fin   de 
sieclu’u
,  wahadło   Wielkiego 
Zegara   odchyliło   się   w   drugą 
stronę. Na ile trwałe będzie to 
wychylenie,   zależy   od   tego, 
czy  cywilizacja   będzie   umiała 

H

bronić   się   przed   rewolucjami. 
Właśnie   problem   rewolucji 
uczyniliśmy tematem niniejsze-
go numeru.

W naszej deklaracji założy-

cielskiej z 7 marca 1988 roku 
pisaliśmy w punkcie siódmym, 
że będziemy zwalczać „rewolu-
cjonizm zawarty w demokracji 
i   komunizmie”.   Publicysta 
wrocławskiej „Nowej Republi-
ki”,   W.   Majewski,   w   tekście 
„Czego   chcą   monarchiści?” 
(„NR” nr 28) wyraża wątpliwo-
ści   co   do   rewolucyjnego   cha-
rakteru demokracji. Mamy na-
dzieję,   że   fragment   „Rewolu-
cyjny   duch   parlamentu”,   po-
chodzący z książki  Wielka Re-
wolucja   Francuska
  Piotra  Ga-
zotre’a,   francuskiego   konser-
watywnego historyka, rozwieje 
wątpliwości.   Uchwały   demo-
kratycznie wybranych izb mo-
gą   zniszczyć   wolność     i   wła-
sność równie skutecznie, co re-
wolucjoniści, choć w tym przy-

padku   „łagodność   praktyki 
przykrywa zasady” (de Tocqu-
eville).

Właśnie   z   punktu   widzenia 

defensora własności i wolnego 
rynku próbuje spojrzeć na pro-
blem rewolucji w  swoim zna-
komitym tekście p. Tomasz G., 
rozważając   ich   wzajemne 
związki,   a   właściwie   przeci-
wieństwa. Z kolei etyczne spoj-
rzenie na sprawę „buntu mas” 
prezentuje esej p. Pawła M. Ca-
łości   dopełnia   analiza   progra-
mów rewolucyjnej prawicy bę-
dącą   dokończeniem   tekstu 
Non   conspirandum   est”   p. 
Adama G. Z poprzedniego nu-
meru.  Mamy nadzieję, iż  taka 
różnorodność   aspektów   tego 
nader   ważnego   problemu 
wzbogaci nasze pismo i uczyni 
je atrakcyjniejszym dla naszych 
czytelników.   Zapraszamy   do 
lektury.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (4) AD 1989

Strona 3

background image

Rewolucyjny duch parlamentu

Piotr Gaxotte

(wz „Wielka Rewolucja Francuska”,

wyd. Trzaska, Evert, Michalski, Warszawa 1939)

a   wniosek   dwóch   de-
putowanych:   wicehra-
biego de Noailles, nie 

posiadającego   żadnej   fortuny, 
oraz księcia d’Aiguillon, wiel-
kiego magnata i filozofa, Zgro-
madzenie   w   dniu   4   sierpnia 
uchwaliło:   znieść   wszystkie 
przywileje komunalne i osobi-
ste.   W   przystępie   jakiegoś 
uczuciowego   obłędu,   wśród 
okrzyków   radości   i   ze   łzami 
rozczulenia powzięto bezładnie 
szereg   uchwał:   o   zniesieniu 
uprawnień   feudalnych,   króli-
karni,   serwitutów,   dziesięciny, 
podatków od dochodów niesta-
łych, tudzież o zwolnieniu pro-
wincji   od   ciężarów   publicz-
nych.   Ściskano   się,   płakano, 
zrzekano się uprawnień zarów-
no  swoich,  jak  i  cudzych,   nie 
zdając   sobie   sprawy   ze   słów 
ani z czynów. O świcie okrzyk-
nięto Ludwika XVI „wskrzesi-
cielem   wolności   ludu   francu-
skiego”,   postanawiając   na   na-
stępnym posiedzeniu nadać for-
mę prawną powziętym tej nocy 
uchwałom.

N

Nie było to jednak rzeczą ła-

twą.   Z   praw   feudalnych   tak 
ochoczo   złożonych   w   ofierze 
jedne miały charakter personal-
ny   i   znamię   pośledniejszego 
pochodzenia. Zniesienie przeto 
tych praw dawało tylko korzy-

ści. Natomiast inne prawa były 
rzeczywiste,   gdyż   związane
z posiadaniem ziemi, i stanowi-
ły   istotną   własność   prywatną. 
W   tym   charakterze   stały   się 
one   przedmiotem   licznych 
transakcji: dzierżawy, sprzeda-
ży, działów, pożyczek hipotecz-
nych,   których   nie   podobna 
przekreślić   jednym   pociągnię-
ciem   pióra   bez   wyrządzenia 
krzywdy. Skądinąd zaś w wielu 
miejscowościach prawa feudal-
ne stanowiły główne źródło do-
chodów drobnej szlachty wiej-
skiej, którą trudno było z zimną 
krwią wtrącić w otchłań nędzy. 
Tylko przez wykup tych  praw 
można   by   sprawiedliwie   roz-
wiązać to zagadnienie. Tak też 
należało postąpić.

Co   się   tyczy   dziesięcin,   to

i one mogły być również przed-
miotem handlu i cesji. Jednak 
nie cofnięto się przed ich znie-
sieniem,   chociaż   wraz   z   dzie-
sięcinami przepadły renty, z ja-
kich   utrzymywały   się   stare 
szkoły  i  od   wieków   istniejące 
bursy,   oraz   gratyfikacje   prze-
znaczone na utrzymanie katedr 
i profesorów

Taką samą hekatombę złożył 

w ofierze Stan Trzeci. Przywi-
leje,   z   których   zrezygnował
w   zapale,   były   bardzo   cenne. 
Wyrzekł   się   bowiem   zgroma-

dzeń   prowincjonalnych,   sta-
nów,   własnej   jurysdykcji,   za-
bezpieczenia od śruby podatko-
wej,   opłat   celnych   i   służby 
wojskowej, a wreszcie ulg na-
tury gospodarczej i administra-
cyjnej, które po przeliczeniu na 
talary   przedstawiały   znaczną 
wartość. Na przykład dla Bor-
doeaux źródłem dochodów był 
monopol   na   wywóz   win
z  Akwitanii,   a   dla   Marsylii   – 
prawie   całkowita   wyłączność 
na   handel   z   Bliskim   Wscho-
dem.

Uchwały   sierpniowe,   mimo 

poczynionych   w   nich   popra-
wek, wstrząsnęły krajem aż do 
jego podwalin; nie ulegało wąt-
pliwości, że skutki tych uchwał 
odczują   wszystkie   dziedziny 
gospodarstwa   narodowego,   że 
przewidziane   w   nich   ulgi   nie 
będą stosowane i że skarb nig-
dy nie wypłaci należności z ty-
tułu   wykupu.   Wszystkie   pod-
stawy życia społecznego i go-
spodarczego   uległy   zmianie. 
Podobny wstrząs zawsze spro-
wadza   ruinę.   Nawet   ci   co 
otrzymali   najwięcej,   ponieśli 
mimo to stratę. Nie było chyba 
ani jednego Francuza, który by 
nie uważał się za pokrzywdzo-
nego.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (4) AD 1989

Strona 4

background image

Wolny rynek a rewolucja

Tomasz G.

a   początek   taka   moja 
prywatna teoria rewo-
lucji. Wszystko zaczy-

na się od gadania. Ludzie gada-
ją, dyskutują o polityce, licytu-
ją się  w  krytykowaniu  ancien 
regime’u
, tworzą słowne wizje 
lepszej przyszłości i wymyślają 
sposoby jej osiągnięcia. A jacy 
ludzie mają najwięcej czasu na 
gadanie? Oczywiście ci na pań-
stwowych   posadach.   Wniosek 
z   tego   płynie,   że   im   większe 
upaństwowienie,   im   większa 
biurokratyzacja   ustroju,   tym 
większa groźba rewolucji. Tak 
interpretuję   stwierdzenie   prof. 
Konecznego, że rewolucja jest 
„emanacją   biurokracji;   jakoż 
lubi się urządzać tak samo biu-
rokratycznie,   jak   ten   ustrój, 
który zwykła zwalczać”. A oto 
kolejne zależności.

N

1

Im   „większa”   władza,   im 

rozleglejszy   jej   zakres,   tym 
większa   pokusa   opanowania 
państwowej   maszynerii,   tym 
bardziej   rozpalona   żądza   wła-
dzy,   tym   większe   nadzieje   na 
obfite   „żniwo   pensyj,   posad, 
prebend i synekur”.

2

Im   bardziej   rozbudowany 

aparat państwowy, im większy 
zakres   jego   interwencji,   tym 
większy   budżet   i   tym   więcej 
chętnych do jego podziału.

3

Im   bardziej   rząd   interesuje 

się życiem prywatnym obywa-
teli, tym bardziej obywatele są 

skłonni   zajmować   się   rządem. 
Jak pisał Paweł Morand, „Lite-
rat [francuski – T. G.] w 1848 
roku, a nawet w 1914, nie pła-
cił   podatku   dochodowego   od 
swoich   książek,   lecz   dziś   czy 
mógłby zapomnieć o cedule B
i  rubryce   dochodów   zawodów 
wolnych?”   Oczywiście   nie 
mógłby i nie zapomina, rzuca-
jąc się w wir polityki. Podobnie 
jak   literaci,   czynią   wszyscy 
inni,   których   rząd   kontroluje, 
którymi się opiekuje, którzy od 
niego zależą, od niego wszyst-
kiego oczekują, w jego działa-
niach   upatrują   lekarstwo   na 
kłopoty kraju (czyli swoje).

4

„Im   więcej   wolności   w   ja-

kimś kraju, tym mniej tam poli-
tykomanii, bo stosunki rozwija-
jąc   się   ewolucyjnie,   niewiele 
stosunkowo dają pola do poli-
tycznego   eksperymentowania” 
(F. Koneczny).

5

W   scentralizowanym,   zeta-

tyzownym,   zbiurokratyzowa-
nym   ustroju   szybko   rosną   za-
stępy   niezadowolonych.   Jeśli 
bowiem to rząd dysponuje wol-
nością i własnością obywateli, 
aby ich – jak twierdzi – uczy-
nić   szczęśliwymi,   to   kiedy 
szczęście jakoś nie nadchodzi, 
wszyscy   oskarżają   rząd   i   są
z niego  niezadowoleni. Każdy 
przeto rząd winien pamiętać o 
słowach   Fryderyka   Bastiata, 
napisanych w 1850 roku: „ Ale 
jeśli rząd podejmuje się kontro-
li   i   podwyższania   płac   i   nie 

może tego zrobić; jeśli rząd po-
dejmuje się opieki nad wszyst-
kimi,   którzy  mogą   być   w   po-
trzebie i nie może tego zrobić; 
jeśli rząd podejmuje się wspo-
magania wszystkich niezatrud-
nionych i nie może tego zrobić; 
jeżeli rząd podejmuje się poży-
czać   pieniądze   bez   procentu 
wszystkim potrzebującym  kre-
dytu i nie może tego zrobić; je-
żeli,   jak   uważa   p.   Lamartine 
(szkoda,   że   te   słowa   wyszły 
spod   jego   pióra),   celem   pań-
stwa   jest   oświecać,   rozwijać, 
powiększać,   wzmacniać,   udu-
chawiać i uświęcać ludzi – jeśli 
rząd   nie   może   zrobić   tych 
wszystkich   rzeczy,   co   zatem? 
Czyż nie jest całkowicie pew-
ne,   że   po   każdym   rządowym 
niepowodzeniu – które niestety 
jest bardziej niż prawdopodob-
ne   –   staniemy   przed   nieunik-
nioną groźbą rewolucji?”

6

Im więcej rządowych inter-

wencji,   tym   więcej   niepowo-
dzeń, tym więcej niezadowolo-
nych,   którzy   jednak   zamiast 
dostrzegać błąd w samej inter-
wencji i ją odrzucić, dochodzą 
do przekonania, że tylko inter-
wencja   spotęgowana,   obejmu-
jąca wszystkie dziedziny życia 
społecznego, a więc rewolucja, 
przyniesie   oczekiwane   efekty. 
Kiedy po  latach  okaże  się, że 
marzenia się nie spełniły, jesz-
cze raz podejmą próbę rewolu-
cji,   skierowaną   tym   razem 
przeciw   dawnym   rewolucjoni-
stom.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (4) AD 1989

Strona 5

background image

7

Już Gustaw Le Bon wskazy-

wał na to, że Ameryka Północ-
na   uniknęła   rewolucji   właśnie
z   tego  powodu,  iż  działalność 
rządu była tam sprowadzona do 
minimum, a jednostek do mak-
simum. Tezę tę potwierdza re-
wolta   studencka   1968   roku, 
która była konsekwencją inter-
wencjonistyczno-etatystycz-
nych reform  J. F. Kennedy’ego 
(Nowe Rubieże) i L. B. Johnso-
na   (Wielkie   Społeczeństwo). 
Rząd finansując w latach 50. i 
60.   potężny   „boom   edukacyj-
ny”, doprowadził do znacznego 
obniżenia   poziomu   nauczania
i   powstania   inteligenckiego 
proletariatu,   którego   jedyną 
szansą było zatrudnienie w sek-
torze   publicznym.   Sektor   ten, 
choć   rozbudowany,   i   tak   nie 
mógł wchłonąć tylu ludzi. Nic 
dziwnego,   że  mnożyły się  żą-
dania   radykalnych   reform 
(czyt. więcej posad w sektorze 
publicznym). Rząd wyproduko-
wał   własnych   przeciwników. 
Podobny proces zaszedł w Ira-
nie, gdzie w wyniku kolektywi-
zacji   nastąpiła   migracja   do 
miast   (szczególnie   do   Tehera-
nu). To były te masy (a często 
motłoch),   które   poparły   Cho-
meiniego.

8

Scentralizowane,   zbiurokra-

tyzowane państwa, łamiąc Rzą-
dy   Prawa,   nie   szanując   zasad 
wolności   i   praw   własności, 
anarchizują   życie   społeczne 
niejako od góry, wywołując re-
akcję w postaci anarchii z dołu. 
To miał  zapewne  na myśli  de 
Tocqueville,   gdy  w   „Dawnym 
ustroju   i   rewolucji”   pisał   o 
„pewnych   sposobach,   którymi 
rząd   zakończył   rewolucyjne 
wychowanie ludu”.   Ponieważ 
„administracja   utrzymywała 
wszystkich   Francuzów   pod 
swoją opieką”, to nic dziwne-
go, że „lud nieraz stosował na-
wyknienia   niewolnicze,   nawet 
wówczas,   gdy   korzystał   ze 
swojej wolności, a wykazał tyle 
nieumiejętności   w   rządzeniu 
sobą, ile surowości wobec swo-
ich   nauczycieli”.   Jeśli   słuszne 
jest powiedzenie, że społeczeń-
stwo ma taki rząd, na jaki za-
sługuje, to słuszne jest również 
twierdzenie   odwrotne   –   rząd 
ma takie społeczeństwo, na ja-
kie zasługuje.

9

Państwowa kuratela sprawo-

wana   nad   jednostką   prowadzi 
do   wykorzenienia   w   niej   po-

czucia wolności, niszczy samo-
dzielność   i   chęć   polegania   na 
sobie,   zamienia   zróżnicowane 
społeczeństwo   w   bezforemną 
masę łatwo ulegającą demago-
gii   i  zdolną  jedynie  do  aktów 
rewolty i buntu („zdawało się, 
że   ludzie   kochali   wolność,
a w rzeczywistości nienawidzili 
swego pana”) – plebs rzymski, 
zdemoralizowany   darmowym 
rozdawnictwem zboża, jest do-
brym   –   acz   nie   jedynym   – 
przykładem. Z bliższej nam hi-
storii można przywołać Niem-
cy, gdzie „ucieczka od wolno-
ści”   zaczęła   się   w   momencie 
wprowadzenia   przymusowych 
ubezpieczeń.  Etatyzacja  i  cen-
tralizacja okresu I wojny świa-
towej   i   Republika  Weimarska, 
którą Cyryl N. Parkinson nazy-
wa w „Ewolucji myśli politycz-
nej”   socjalnym  welfarestate
wytworzyły typ człowieka go-
towego na przyjęcie narodowo-
socjalistycznej „rewolucji nihi-
lizmu”. Podsumujmy: wprowa-
dzenie wolnego rynku   oddala, 
a nie przybliża groźby rewolu-
cji w Polsce. Zaś odgórne musi 
być ono dlatego, że trzeba bę-
dzie   przełamywać   zwolenni-
ków „prawa do żądania”.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (4) AD 1989

Strona 6

background image

Zygmunt Krasiński a etyczny aspekt rewolucji

Paweł M.

„Nie zemstą dzieją się wszelki postępy rodu
ludzkiego, ale miłością, ale pracą długą ducha.”

świecenie.   Epoka,   w 
czasie   której   odrzuco-
no   niemal   wszystkie 

kategorie kultury feudalnej, za-
negowano   nie   tylko   wartości 
religii,   ale   także   fundamental-
nej   dla   europejskiej   formacji 
duchowej   etyki   chrześcijań-
skiej. Okres, kiedy to na szer-
szą skalę spopularyzowany zo-
stał relatywizm etyczny, które-
go  zgubne   konsekwencje  uka-
zał   dopiero   wiek   XX.   Hasła 
Wielkiej   Rewolucji   Francu-
skiej:   wolność,   równość,   bra-
terstwo okazały się tylko narzę-
dziem walki z wartościami po-
nadczasowymi.   Absolutyzacja 
wolności   ukazała   swe   oblicze 
już w czasie samej Rewolucji. 
Równość w jej oświeconym ro-
zumieniu okazała się tylko ne-
gacją   odwiecznego,   hierar-
chicznego   sposobu   postrzega-
nia świata. Braterstwo okazało 
się fikcją, służącą tylko budo-
wie nowego zniewolenia, znie-
wolenia   stokroć   gorszego   niż 
ancien regime.

O

Po   przełomie   oświecenio-

wym   nadszedł   Romantyzm. 
Epoka, w czasie której starano 
się powrócić przynajmniej czę-
ściowo   do   odrzuconych   przez 
Oświecenie wartości. Jednakże 
przełom   był   już   dokonany, 
nowa   formacja   intelektualna 
już istniała, a powrót możliwy 
był tylko poprzez ogromny wy-
siłek   wewnętrzny,   negujący 
dużą część współczesności.

Można   więc   chyba   stwier-

dzić, że również w twórczości 
polskich   romantyków   znalazło 
odzwierciedlenie

 

zarówno 

dziedzictwo   kultury   feudalnej, 
jak i kultury oświeceniowej.

Sytuacja Polski, kraju znaj-

dującego   się   pod   zaborami, 
tworzyła – zdaniem Słowackie-
go czy Mickiewicza – potrzebę 
nowej   hierarchii   wartości,
w której istniałoby miejsce dla 
czynu   zbrodniczego.   Działal-
ność   spiskowa,   skierowana 
przeciw   carowi,   będącemu 
wszak   również   królem   pol-
skim, implikowała konieczność 
czynu,   który   –   rozpatrywany
w   kategoriach   etyki   chrześci-
jańskiej   –   był   czynem  niemo-
ralnym.

Mickiewicz   pisząc   „Konra-

da  Wallenroda”   ukazał   totalne 
spustoszenie wewnętrzne czło-
wieka, który podejmuje walkę 
wbrew   wartościom   etycznym. 
W miejsce praw boskich poja-
wiają   się   nowe,   „dostosowane 
do   sytuacji”   ludzkie   prawa. 
Nową arką przymierza staje się 
poezja   nawołująca   do   bez-
względnej walki.

Pierwiastki   takiego   samego 

rozumowania   ukazuje   również 
„Dziadów   część   III”   i   „Kor-
dian”.  Ten  ostatni  dramat  naj-
dobitniej   –   moim   zdaniem   –
mówi   o   chęci   zwalczania   zła 
złem.

Dalej   dwaj   wielcy   twórcy 

polskiego Romantyzmu uznali, 
że  czyn   zbrodniczy,  choć   nie-
moralny,   jest   nieunikniony.
A   trzeci?   Zygmunt   Krasiński 
był   tym,   który   głosił   chwałę 
formacji niszczonej przez ludzi 
oświecenia,   a   także   w   jakiś 
sposób   przez   romantyków. 
Prześledźmy cechy tej formacji 

na podstawie jego stosunku do 
rewolucji.

„Nie-Boska   komedia”.   Hi-

storia   ukazana   w   pryzmacie 
Boga. Człowiek otrzymał wol-
ną wolę, ale nie potrafi jej wła-
ściwie   wykorzystać.   Ludzka 
komedia przemienia się w ko-
medię   szatańską.   Rozpoczyna-
jące  dramat   słowa:  „Pokój  lu-
dziom   dobrej   woli”,   słowa 
wieszczące   narodzenie   Chry-
stusa oraz kończąca utwór wi-
zja powtórnego przyjścia Zba-
wiciela tworzą klamrę kompo-
zycyjną, w obrębie której autor 
zamknął tragedię ludzkich po-
staw   wobec   zła,   ludzkich   za-
chowań, wreszcie ludzkiej wol-
ności. Rewolucja jest dla Kra-
sińskiego   złem   totalnym.   Jest 
piekłem na ziemi. Autor „Nie-
Boskiej”   ukazuje   obraz   ogar-
niętych   fanatyzmem   tłumów 
mordujących   dawnych   panów. 
Po   karkach   motłochu   wspina 
się   Pankracy   –   uwielbiany 
przez   rewolucjonistów   przy-
wódca,   Leonard   –   kapłan   no-
wej   wiary   czy   generał   Bian-
chetti – genialny żołnierz.

Pierwszy z nich, wódz któ-

rego imię znaczy „wszechwła-
dza”, jest niewątpliwie świado-
my istoty przewrotu. Widzi on 
fanatyzm i zaślepienie tłumów. 
Pragnie   zniszczyć   stary  świat, 
by   móc   na   ruinach   wznieść 
świat nowy. Swe przywództwo 
traktuje jak swoistą misję, mi-
sję   jednostki   występującej
w   imieniu   wszystkich   uciska-
nych. Pankracy niszczy kulturę 
i religię, widząc w nich ostoje 
starego porządku, ale zdaje so-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (4) AD 1989

Strona 7

background image

bie   sprawę   z   konieczności 
stworzenia substytutu, który je 
zastąpi.  Wydatnie   pomaga   mu 
Leonard,   budujący   nową   reli-
gię. Bezwzględny kapłan prze-
wodniczący orgiom wokół szu-
bienicy, święcący sztylety mor-
derców jest jednym z tych, któ-
rzy stworzą fundamenty nowe-
go świata. O ile jednak Pankra-
cy jest „rozumem bez uczucia” 
(co można odczytać jako przy-
czynek do krytyki oświecenio-
wego   sposobu   postrzegania 
świata), to Leonard nie jest po-
zbawiony   uczuciowości.   Jego 
duch   skierowany   jest   ku   złu, 
które pochłonęło go bez reszty. 
Obce   są   mu   nawet   wahania, 
które   przeżywa   Pankracy. 
Oczywiście odbija się to rów-
nież   na   kształcie   tworzonej 
przez niego religii, będącej tyl-
ko budzącym prymitywne emo-
cje obrzędem.

Hrabia   Henryk,   broniący 

starego porządku, jest postacią 
tragiczną. Broni on przeszłości, 
nie   znajduje   jednak   argumen-
tów   na   obronę   współczesnych 
mu   przedstawicieli   arystokra-
cji.   Można   więc   zaryzykować 
stwierdzenie, że rewolucja jest 
również wynikiem słabości du-
chowej   elity,   która   w   innych 
warunkach mogłaby powstrzy-
mać upadek, a nawet poprowa-
dzić świat ku rozwojowi.

Napisany w 1836 roku „Iry-

dion”   jest   swoistą   polemiką
z walenrodyzmem. Walka pro-
wadzona   podstępem   i   zdradą, 
choć   zrodzona   z   czystych   po-
budek, jest  moralnym  występ-
kiem. Motywem działania Iry-
diona   staje   się   nie   miłość   oj-
czyzny,   lecz   nienawiść   i   chęć 
zemsty.

Następny   chronologicznie 

poemat „Przedświt” nie wnosi 
nic do naszych rozważań. Do-
piero   „Psalmy   przyszłości”   –
– napisana w 1845 roku pole-
mika   z   Henrykiem   Kamień-
skim  – ukazują niezwykle cie-
kawe   przeniesienie   idei   walki
o   wyzwolenie   na   płaszczyznę 
uniwersalną.

 

Kamieński

w swym dziele „O prawach ży-
wotnych   narodu   polskiego” 
wyłożył  teorię   przyszłej   walki 
niepodległościowej   mającej 
charakter rewolucji społecznej. 
W „Psalmach” w miejsce walki 
z   wrogiem   politycznym   poja-
wia się walka ze złem metafi-
zycznym.   Krasiński   twierdzi, 
że   porozumienie   szlachty
z chłopstwem jest możliwe, ale 
tylko w oparciu o chrześcijań-
ską zasadę miłości bliźniego.

Poglądy   autora   „Przedświ-

tu”   zostały   zrekapitulowane
w słabym artystycznie poema-
cie   propagandowym   „Dzień 
dzisiejszy”.   U   śmiertelnego 

łoża poety spotykają się repre-
zentanci   demokratów,   hegli-
stów, zwolennicy panslawizmu. 
W   końcowym   fragmencie 
utworu   wszystkich   ich   jedno-
czy  program  polskości   opartej 
na religii katolickiej.

W   ostatnich   latach   życia 

Zygmunt Krasiński działał czy-
nem na rzecz Polski wolnej tak 
od zaborcy, jak i od rewolucji. 
Jeździł   po   misjach,   uczestni-
czył w konferencjach, pisał me-
moriały adresowane do najwy-
bitniejszych osobistości ówcze-
snej Europy: do Karola Monta-
lamberta,   Franciszka   Guizota 
czy papieża Piusa IX.

Twórca   „Nie-Boskiej”   we 

wszystkich   swych   pismach
i   działaniach   dążył   do   obrony 
Europy   przed   złem   rewolucji. 
Widząc   przyszłość   jako   urze-
czywistnienie   ideałów   prze-
szłości, stworzył swoistą apolo-
gię   ginącego   już,   niestety, 
świata   kultury   feudalnej.   Na 
kształt   jego   profetycznych 
utworów   miała   wpływ  Wielka 
Rewolucja   Francuska,   wojna 
domowa   w   Wandei   oraz   rzeź 
galicyjska.   Historiozoficzna 
strona   jego   dramatów   ukazuje 
w sposób genialny konsekwen-
cje   prób   obalenia   porządku 
świata wbrew etyce. I to jest –
–   według   mnie   –   najwyższą 
wartością jego dzieła.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (4) AD 1989

Strona 8

background image

Non conspidandum est

(Cytaty poprzekręcał i tendencyjnie zestawił)

Adam Gwiazda

  programach   anty-
stanowej   prawicy 
rewolucja   zajmuje 

poczesne  miejsce;   w  niezależ-
nej   prasie   wydawanej   przez 
PPN i LDP ”N” słowo to, uży-
wane   wymiennie   z   „powsta-
niem   narodowym”,   „czynem 
zbrojnym”   itp.,   pojawia   się 
chyba   częściej   niż   ulubiona 
„niepodległość”.   Rewolucjoni-
ści nie chcą rozmawiać z wła-
dzą,   ponieważ   „pozbawiona 
jest   ona   legitymacji   własnego 
narodu,   ma   ręce   unurzane   we 
krwi, nie respektuje zawartych 
przez siebie porozumień”. Nie 
jest  więc  celem  koegzystencja 
z   reżimem,   ale   reżimu   tego 
obalenie i ustanowienie niepod-
ległego państwa. Jako że „ko-
muniści”   ani   myślą   oddawać 
władzy, jedynym wyjściem jest 
przewrót   zbrojny.   „Jeśli   ko-
nieczna okaże się droga zbroj-
na, to nią pójdziemy”.

W

Tu kończy się pewność i do-

kładność sformułowań. Wiemy, 
że   wybuchnąć   ma   rewolucja, 
ale nie wiemy kiedy, w jakich 
okolicznościach, co ma do niej 
doprowadzić, kto ma dać hasło. 
Nie   wiemy,   jak   przygotować 
się do niej. AK liczyła ok. 314 
tys.   żołnierzy   (1   marca   1944 
roku), a ilu liczy obecna kon-
spiracja? Czy w ogóle są tam 
jacyś żołnierze, czy mają broń, 
a jeśli tak, to ile? Wszystkie te 
pytania   pozostają   w   szeroko 
kolportowanej prasie bez odpo-
wiedzi, co może być usprawie-
dliwione   wymogami   podziem-
nego   BHP,  ale  nie  przekonuje 
szerokich mas do programu po-

wstańczego,   a   przecież   w   ich 
głowach ma się ono zacząć.

Jak zatem wygląda przykła-

dowy   scenariusz   rewolucji
w Polsce? Odpowiedź na to py-
tanie znajdziemy w programie 
PPN   pt.   „Powstań   Polsko!” 
Otóż   w   wyniku   nieudolnych 
działań władzy sytuacja w kra-
ju będzie się stale   pogarszać. 
Spauperyzowane   społeczeń-
stwo ujawni w swoim łonie po-
stawy radykalne, na bazie któ-
rych   będzie   mogła   rozwinąć 
swoją działalność ta część „So-
lidarności”,   która   usposobiona 
jest   konfrontacyjnie.   Swoją 
drogą,   to   ciekawe,   iż   „polska 
nowa   prawica”   współpracuje
z   lewacką   Komisją   Krajową   i 
takimi działaczami, jak „przy-
wódca   proletariatu   Wybrzeża” 
Andrzej   Gwiazda.   Z   pomocą 
tych   właśnie   sojuszników   po-
wołane, czy też raczej wyłonio-
ne   w   wyniku   wcześniejszych 
konspiracyjnych   przygotowań 
dowództwo,   kierować   będzie 
strajkami,   których   fala   rozleje 
się   po   całej   Polsce.   Tu   znów 
słabe   ogniwo   programu.   Jak 
przejść od fazy „słusznego ro-
botniczego protestu” do „zbroj-
nej   walki   narodu   polskiego”? 
Rozwiązanie   proponowane 
przez  strategów  PPN  daje od-
powiedź na to pytanie, a jedno-
cześnie tłumaczy, dlaczego nie 
organizuje   się   zbrojnego   pod-
ziemia już dziś. Otóż robotnicy 
ze strajkujących zakładów mają 
spowodować   zamieszki   po-
przez   wyjście   do   miast,   a   po 
przyłączeniu   się   mieszkańców 
udać się pod koszary. Teraz po-

zostaje   tylko   nakłonienie   woj-
ska do przyłączenia się do roz-
ruchów.  W ten   sposób  uzyska 
się broń i zapewni siłę w walce 
z   policją,   której   nikt   nie   chce 
nakłaniać   do   buntu.   Zomo-
wiec–patriota   to   typ,   którego 
konspiratorzy   nie   są   w   stanie 
sobie wyobrazić.

To   fakt,   że   wyobraźni   ide-

ologom   rewolucyjnej   prawicy 
odmówić nie można, choć jeże-
li chodzi o ich poczucie reali-
zmu, to mam wiele wątpliwo-
ści. Polska ze swoim półsuwe-
rennym   statusem   jest   wpisana 
w pewien układ, którego niena-
ruszalność jest gwarancją bez-
pieczeństwa   interesów   Rosji
w   Europie.   Jedyne   zdobycze
z okresu II wojny, które wróci-
ły do „wolnego świata”, to Fin-
landia,   obecnie   daleko   mniej 
antysowiecka   niż   Rumunia,
i   Austria   Wschodnia,   którą 
Chruszczow   oddał,   aby   mieć 
swobodę   w   polityce   daleko-
wschodniej   (Chiny).   Oba   te 
kraje leżały na obrzeżach Ukła-
du   Warszawskiego,   natomiast 
Polska   jest   w   jego   centrum. 
Nie, ja nie straszę interwencją. 
Publicyści rewolucyjnej prawi-
cy twierdzą, iż demonizowanie 
groźby   ze   wschodu   jest   „fila-
rem utrzymującym istnienie re-
żimu”.   Sowieci   nie   wejdą,   bo 
byłby to koniec  polityki  prze-
budowy   Gorbaczowa.   W   tym 
punkcie nie wdaję się w pole-
mikę – zgadzam się.

Jednak Polska nie ma ani ki-

lometra   granicy   z   państwem, 
które   nie   należy   do   Układu. 
Wojska   sowieckie   wcale   nie 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (4) AD 1989

Strona 9

background image

muszą interweniować zbrojnie, 
aby nastąpił krach niepodległo-
ści Polski. Wystarczy zamknię-
cie granic dla naszych towarów 
i obywateli. Zostanie tylko po-
łączenie   morskie   z   Gdyni
i Gdańska, bo i Szczecin może 
zablokować NRD. Takie odcię-
cie od świata jest o wiele sku-
teczniejsze   niż   wkroczenie 
wojska.

Drugim   wyjściem   dla   wła-

dzy będzie załatwienie proble-
mu przy pomocy wiernych rzą-
dowi   jednostek   i   policji.   Za-
pewne   nie   wszystkie   ośrodki 
przejdą na stronę rewolucjoni-
stów, szczególnie te leżące na 
obrzeżach miast – daleko od fa-
bryk, a nie w centrum miasta, 
jak np. w Szczecinie.

Program   „Powstań   Polsko” 

na wypadek mimo wszystko in-
terwencji poleca... walkę party-
zancką, do niszczenia której so-
wieci   musieliby   przystąpić
z przewagą 4–5 razy większą. 
Autor programu liczy na zmo-
bilizowanie   od   miliona   do 
dwóch   milionów   Polaków   „w 
lesie” czyli strona interweniują-
ca musiała by dysponować 4–
–10 mln. żołnierzy, co ma prze-
rastać jej możliwości.

Słusznie   działacze   PPN-u

i   LDP”N”-u   powołują   się   na 
postać Piłsudskiego. Zachowali 
część z jego koncepcji utopie-
nia   Polski   we   krwi   i   słusznie 
nawiązują do akowskiej trady-
cji.   Jest   w   ich   pomyśle   coś

z   Powstania   Warszawskiego 
mającego   poruszyć   serca   Za-
chodu,   chociaż   ceną   stało   się 
morze krwi.

Argument   etyczny   przeciw 

rewolucji  prawie  zawsze   nosił 
będzie   posmak   moralizator-
stwa, chyba że zostanie wysu-
nięty bez emocji, w wyważony 
sposób.   Nie   zamierzam   więc 
pisać   o   odpowiedzialności 
tych,   którzy   dadzą   hasło   do 
walki,   za   krew   wielu   ludzi. 
Przywołajmy   niewątpliwy   au-
torytet   moralny   –   opinię   Ko-
ścioła, na którą tak często po-
wołują   się   publicyści   PPN-u
i   LDP”N”-u.   W   „Instrukcji
o   chrześcijańskiej   wolności
i wyzwoleniu” wariant zbrojny 
określany   jest   mianem   „mitu 
rewolucji”.   Złudzenie   polega 
na tym, iż dla rewolucjonistów 
likwidacja   sytuacji   krzywdzą-
cej wystarczy sama z siebie do 
zbudowania   lepszego   ustroju, 
będącego   ucieleśnieniem   wol-
ności.   Urząd   Nauczycielski 
Kościoła   wskazuje   na   walkę 
jako   ostateczny   środek,   który 
położyć ma kres długotrwałej i 
oczywistej   tyranii,   która   jest 
szczególnie   szkodliwa   dla   do-
bra   obywateli   kraju.   Warun-
kiem jest „dokładna analiza sy-
tuacji”, a to niestety u publicy-
stów i strategów kontestatorów 
szwankuje.   Zdają   się   oni   nie 
dostrzegać   ewolucji   systemu 
sprawowania władzy, przecho-
dzenia   rządu   na   pozycje   pro-

rynkowe.  W  swojej   propagan-
dzie   ukazują   Polskę   (w   pi-
smach LDP”N”-u pisze się pe-
erel) jako kraj dręczony nędzą
i głodem, który połączony jest 
z   terrorem   policyjnym.   Tego 
typu środki „mogące zniszczyć 
człowieka psychicznie i moral-
nie” są również niedopuszczal-
ne przez Kościół. A niestety w 
ten   właśnie   sposób   działają 
konspiratorzy   –   ich   propagan-
dzie niepodobne nawet DTV i 
„Rzeczywistość”,   które   zdają 
się być miejscami kulturalnych 
polemik,   kiedy   zestawić   je
z   podziemną   prasą   omawia-
nych partyj.

Oto   sposób   działania   tych, 

co  mienią  się  obrońcami  wol-
ności i głoszą „konieczność ka-
tolickiego   działania   w   podzie-
miu”.   Prawica   rewolucyjna   to 
sprzeczność   sama   w   sobie,   to 
negacja   własnej   filozofii   poli-
tycznej. Jak można bowiem go-
dzić ewolucję z rewolucją, tra-
dycję ze zmianą (i to gwałtow-
ną),   etykę   z   niemoralnością 
działania?   Radykalizm   środ-
ków   już   dziś   każe   przypusz-
czać, że ci którzy je proponują, 
prędzej czy później znajdą się 
w obozie lewicy.

Niech   pointą   będzie   wypo-

wiedź   jednego   z   działaczy: 
„Nie obalamy starego ładu, ale 
nowy   po   to,   aby   przywrócić 
stary”.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (4) AD 1989

Strona 10


Document Outline