background image

Suma ta jest świetną syntezą całej nauki katolickiej. Teologię wykłada podług źródeł najzdrowszej 
tradycji, a wszystkie ważniejsze zagadnienia lozoczne rozwiązuje w sposób zgodny z zasadami 
wiary. To dzieło właśnie zjednało Doktorowi Anielskiemu uwielbienie, jakie wypowiada Leon XIII 
papież w głośnej encyklice Aeterni Patris z dnia 4 sierpnia 1879 r., przytaczając słowa Cajetana:

„Tomasz z Akwinu posiadł w pewnym znaczeniu rozum wszystkich poprzedzających go 
uczonych. Zgromadził ich nauki w jedną całość, jako rozproszone członki jednego 
ciała; zestawił jedne z drugimi, przedziwnym sposobem je podzielił i tak dalece 
wzbogacił, że jego słusznie uważać należy za szczególnego obrońcę i zaszczyt 
Kościoła”.

background image

Spis treści

Artur Górski – Jesteśmy „skazani" na monarchię
Adam Gwiazda – Kościół a mass–media
Ankieta
Artur Górski – „Dyktatura” nie jest dyktaturą
Marek Święcicki – Sztuka „res publiki”
Iwan Sołniewicz – Monarchia i plan
Król jest gotów

3
4
7
9

Adres do korespondencji:

www.konserwatyzm.pl

; e-mail: 

kzm@konserwatyzm.pl

Klub Zachowawczo-Monarchistyczny, ul. Żubrowa 7, 01-978 Warszawa

Konto bankowe:

Klub Zachowawczo-Monarchistyczny: 77 1240 1066 1111 0000 0006 1131

Opracowanie elektroniczne: Portal Młodzieży Prawicowej – www.xportal.pl (1 XI 2008 r.)

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 2

background image

Jesteśmy „skazani” na monarchię

Artur Górski

ak przystało na porządne-
go prawicowca, konserwa-
tystę żyjącego w gnuśnym, 

podupadłym socjalizmie, patrzę 
nań ze stoickim spokojem, ale i 
nadzieją, że się skończy. Wie-
rzę, że oczekiwane jutro nadej-
dzie bez odcienia czerwonego. 
Na   biel   jeszcze   za   wcześnie. 
Jeszcze długo zostanie ona tyl-
ko   marzeniem   wielu,   ale   już 
dziś   „zasadzić   trzeba   błękitny 
kwiat ideału” (Novalis), „skła-
niać czoła przed ideą, co w bó-
lach rodzi się dla światła” (K. 
M. Morawski). Trzeba spojrzeć 
na   owe   „jutro”   jak   na   dzień, 
który   poprzedzi   wypełnienie 
politycznego   absolutu.   Dziś, 
patrząc z perspektywy totalne-
go   upadku   naszej   cywilizacji, 
trudno dostrzec szansę na to, co 
przez   mistrza   paryskiego   Jac-
kuesa le Loupe zostało nazwa-
ne   ustrojem   doskonałym,   co 
bajką się wydaje, a co bajką nie 
jest.   Nie   jest   także   ironią   ani 
szaleństwem.   Gdy   spojrzy   się 
na drogi, jakimi mogą potoczyć 
się  losy naszej   ojczyzny,  wie-
rząc w opatrzność Bożą, można 
zobaczyć, że jest realna szansa, 
że trzeba tylko sztandar konser-
watyzmu   trzymać   wysoko   i 
nieść śmiało. Okaże się, że my 
właściwie   jesteśmy   „skazani” 
na   monarchię.   Praktyka   poli-
tyczna być może to potwierdzi.

J

W   naszej   sytuacji,   w   sytu-

acji przemian, ale i wciąż głę-
bokiego, a może i pogłębiające-
go się kryzysu gospodarczego, 
jak i wszelkich wartości, mogą 
zaistnieć   tylko   dwa   rozwiąza-
nia polityczne. Pierwszym jest 
demokracja,   której   zaczyn   już 

powstał, drugim zaś dyktatura, 
którą   kończą   się   zazwyczaj 
wszelkie anarchiczne  rozruchy 
ogólnospołeczne. Sprawą spor-
ną   zostaje,   która   demokracja 
jest   zła,   lub   gorsza,   a   która 
„dyktatura”   ludzka   lub   która 
dyktatura   antyludzka.   Zakła-
dam, że złe jest to co na lewo, 
co historia lat ostatnich i przed-
ostatnich   potwierdza,   a   dobre 
to co na prawo, co dzień dzi-
siejszy, a i przyszłe potwierdzą. 
Zakładam także, że demokracja 
i „dyktatura” są lepsze, gdy re-
alizuje się w nich prawica kon-
serwatywna,   pozostająca   wier-
ną prawom Boskim i ludzkim.

Rozważmy   najpierw   sytu-

ację,   w   której   nie   dojdzie   do 
„wybuchu   społecznego   gnie-
wu” i w której rozkwitnie nam 
demokracja.   Nie   widzę   demo-
kracji bez rozdziału na lewicę i 
prawicę, bez silnej  partii kon-
serwatywnej (neokonserwatyw-
nej), głoszącej naprawę gospo-
darki i odnowę moralną społe-
czeństwa. Z biegiem czasu, gdy 
okaże się – a okazać się musi – 
że kapitalizm – i to nie w wy-
daniu   szwedzkim,   lecz   np. 
Hong-Kongu – zwycięża, spo-
łeczeństwo polskie  od lat  wy-
biedzone   poprzez   tych,   którzy 
zagwarantują   mu   dobrobyt. 
Dobrobyt zaś może być zagwa-
rantowany tylko przez ciągłość 
tego   modelu   gospodarczego. 
Zaś ciągłość kapitalizmu może 
zagwarantować   tylko   prawica. 
Lud   zaakceptuje   tych,   którzy 
zagwarantują   mu   możliwość 
bogacenia   się,   możliwość 
uczciwego życia w normalnych 
warunkach;   tych,   którzy   za-

gwarantują   bezpieczeństwo   i 
wolność państwa oraz jednost-
ki.   Społeczeństwo   wcześniej 
czy później poprze konserwaty-
stów   dyskredytując   lewicę. 
Konserwatyści   wcześniej   czy 
później zaczną partycypować w 
rządach, by w konsekwencji, w 
wyniku którychś kolejnych wy-
borów   przejąć   samodzielną 
władzę. Przejęcie władzy przez 
konserwatystów   drogą   parla-
mentarną   będzie   dobitnie 
świadczyło   o   tym,   że   społe-
czeństwo myśli tymi kategoria-
mi co prawica konserwatywna, 
że   przełamało   ostatecznie   na-
bytą socjalistyczną mentalność, 
Tak się stanie. Gdy w komuni-
zmie (socjalizmie) instynkt sa-
mozachowawczy   kazał   wal-
czyć o przetrwanie, tak w kapi-
talizmie   narodzą   się   słuszne 
aspiracje   do   godnego   życia. 
Praca   jednostek   (egoistyczna), 
mająca   za   cel   pomnożenie 
dóbr,   stanie   się   korzystna   dla 
całego narodu, a w konsekwen-
cji dla państwa. Inaczej być nie 
może.

W tej sytuacji nastąpi zbież-

ność interesów konserwatystów 
i całego narodu (nie licząc le-
wicowych fanatyków i dewian-
tów   politycznych).   Tak   jedni 
jak   drudzy   będą   chcieli,   aby 
umocnić   i   utrwalić   możliwość 
wolnego wyboru między boga-
ceniem   się,   a   życiem   w   ubó-
stwie. Będą pragnęli, aby pra-
wica   szczęśliwie   rządziła   kra-
jem. Wszystko zaś zamyka się 
w instytucji głowy państwa.

Wszelkie działania ze strony 

konserwatystów   skupią   się   te-
raz wokół osoby prezydenta. W 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 3

background image

interesie partyjnych konserwa-
tystów, a i monarchistów (zob. 
oświadczenie   programowe, 
„Biuletyn   Monarchistyczny” 
Klubu   Zachowawczo-Monar-
chistycznego nr 3, 04.1989 r.), 
będzie dążenie do wzmocnienia 
jego   pozycji   przez   nadawanie 
mu   coraz   szerszych   preroga-
tyw, a także do utrzymania w 
jego   rękach   władzy   przez   jak 
najdłuższy   okres   czasu.   (Za-
wsze mogą znaleźć się tacy, co 
jak   w   Chile,   nie   pamiętając 
czasów Allende niezależnie od 
poziomu   dobrobytu,   zagłosują 
w  kaprysie   na  lewicę).  Społe-
czeństwo   ogólnie   będzie   za 
wzmocnieniem   tej   władzy,   za 
poszerzeniem   jej   uprawnień, 
jednakże tylko takich, które nie 
będą   tyczyły  się   bezpośrednio 
obywateli. Jedną z tych prero-
gatyw   winna   być   możliwość 
zmiany ustroju demokratyczne-
go   na   autorytarny,   na   monar-
chię. Prezydent przyjmie funk-
cję regenta aż do czasu prawne-
go obsadzenia tronu przez mo-
narchę, co będzie już zwykłym 
problemem

 

technicznym. 

Zmiana   ta   niewątpliwie   przy-
pieczętuje,   wzmocni   i   utrwali 
dotychczasowe osiągnięcia po-
lityczne i ekonomiczne konser-
watystów.   Oczywiście   spotka 
się   to   z   ostrą   reakcją   wspo-
mnianej lewicy, która nie zwa-
żając na dobro narodu, podnie-
sie   krzyk   „wolności”.   Będzie 
chciała bronić „biedną” demo-
krację przed „okrutną dyktatu-
rą”. Aby obalić zarzut dyktatu-
ry,   co   rzeczywiście   może   być 
podchwycone przez pewne gru-
py   społeczne,   konserwatyści 
będą musieli udowodnić sobie i 
wszystkim   innym   ludziom,   że 
większość jest właśnie za mo-
narchią. Owo wola narodu, bło-

gosławiąca dzieło, winna doko-
nać   się   przez   aprobatę   parla-
mentu.   Jeśli   konserwatyści 
będą   prawi,   jeśli   racja   będzie 
całkowicie   po   ich   stronie, 
prawda i dobro zwyciężą. Doj-
dzie   do   restauracji   monarchii 
dziedzicznej. 

Rozważmy   teraz   sytuację 

przeciwną, w której, w wyniku 
niekonsekwentnych,   a   dziw-
nym   zbiegiem   okoliczności 
długich rządów lewicy, dojdzie 
do poważnego tąpnięcia. W ta-
kiej sytuacji jedyną silą, która 
będzie w stanie temu się prze-
ciwstawić, która będzie w sia-
nie zaprowadzić lad i porządek 
w państwie, jest armia. Ona to 
wprowadzi dyktaturę. Sam mo-
ment   wprowadzenia,   a   nawet 
oblicze   sił,   które   ją   wprowa-
dzają,   nie   świadczą   jeszcze   o 
charakterze dyktatury. Czasami 
trzeba poświęcić coś, by zyskać 
wszystko. Ponieważ założyłem 
na początku, że będzie to „dyk-
tatura”,   a   nie   dyktatura,   musi 
być   spełniony   jeden   warunek. 
Porządek w państwie zrobią nie 
starzy,   zramolali   ideologicznie 
generałowie,   lecz   młodzi, 
otwarci na idee i ludzi pułkow-
nicy (por.: Tomasz Gabiś, Czas 
pułkowników
,

 

„Stańczyk” 

11/1989, s. 36). Tylko oni będą 
mogli   nadać   dyktaturze   inne, 
nowe oblicze. (Generałowie nie 
odważą   się  na  przewrót,   gdyż 
ich   dotychczasowe   zaplecze 
partyjno-ideologiczne   kończy 
się,   a  są  zbyt  zaskorupiali,   za 
starzy, by myśleć w innych ka-
tegoriach   niż   lewicowe).   Za-
wieszeni w próżni politycznej i 
ideowej   będą   musieli   szukać 
sprzymierzeńców.   Wiadomą 
rzeczą jest, że nigdy cale społe-
czeństwo nie poprze dyktatury. 
Mogą poprzeć ją tylko ci, któ-

rzy ideologicznie są przygoto-
wani do sprawowania silnych, 
autorytarnych   rządów.   Do   ta-
kich rządów jest przygotowana 
tylko   prawica   konserwatywna. 
Zatem   pułkownicy,   jeśli   będą 
chcieli legalizować swój  prze-
wrót, będą musieli podać rękę 
konserwatystom   i   sięgnąć   po 
instrumentarium   prawdziwego 
kapitalizmu.   Konserwatyści 
będą   mieli   świadomość,   że   w 
sytuacji post zapalnej, aby nie 
skompromitować   się   współ-
udziałem w dyktaturze, muszą 
ją   przekształcić   w   prawdziwą 
władzę.   Zagwarantują   zacho-
wanie   przymiotów   autorytar-
nych,   władzy,   uniemożliwiają-
cych powrót do stanu anarchii 
sprzed   dyktatury.   Jedyną   wła-
dzą od narodu, dla narodu, je-
dyną   władzą   posiadającą   atry-
buty „dyktatury”, a nie mającą 
nic wspólnego z żadną dyktatu-
rą,   jedyną   władzą   opartą   na 
prawdziwym   autorytecie   jest 
właśnie monarchia. Pójdzie za-
tem   –   za   wskazaniem   Karola 
Maurrasa   –   do   przejścia   od 
dyktatury do monarchii. Pierw-
szym krokiem na tej drodze bę-
dzie   „dyktatura”   regenta   (re-
gentów),   który   przygotuje   go-
spodarcze i społeczne podłoże 
do   wprowadzenia   monarchii 
dziedzicznej.   Dzięki   „dyktatu-
rze” regent (regenci) nie będzie 
krępowany   przez   parlament   i 
będzie   mógł   w   tempie   przy-
spieszonym   realizować   totalną 
liberalizację gospodarki  (przez 
przymus   ekonomiczny).   Gdy 
cały  dom   zostanie   uporządko-
wany,   począwszy   od   funda-
mentów,   będzie   mógł   przyjść 
jego prawdziwy właściciel. Na-
stanie monarcha, który – jak i 
w poprzednim wypadku – osta-
tecznie przypieczętuje, wzmoc-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 4

background image

ni i utrwali osiągnięcia gospo-
darcze oraz polityczne konser-
watystów.

Zostaje   jeszcze   tylko   jedna 

niejasność,   która   może   przez 
cały czas nurtować niezoriento-
wanego czytelnika. Co wskazu-
je  na  to, że  jak  ojciec  winien 
być głową rodziny, tak właśnie 
król powinien być głową pań-
stwa?   Co   legitymizuje   władzę 
królewską,   co   zaś   pozwala 
przeciwko   niej   wystąpić?   Są 
dwa zasadnicze czynniki dające 
placet władzy monarszej

Pierwszy czynnik opiera się 

na organicznym, istotnym poj-
mowaniu rządów, gdzie władza 
króla jest prawem naturalnym. 
Istotą   króla   jest   jego   królew-
skość,   jego   przygotowanie   do 
rządzenia od dzieciństwa,  wy-
rażone   w   wychowaniu,   wy-
kształceniu   i   wyuczeniu;   jego 
autorytet i majestat. Jednak na-
wet   Jan   Gerson,   akcentujący 
konieczność wierności królowi 
i dynastii, mówił że prawo na-
tury każe występować przeciw 

temu,   kto   je   znieważa.   Jeśli 
głowa   państwa   czyni   to   mocą 
swojej władzy, to poddani mają 
vim vi repellere” i jak uczy hi-
storia, nie zostają bierni.

Drugim   czynnikiem   jest 

fakt,   że   jak   twierdził   Joanes 
Wyklif,   władza   opiera   się   na 
prawie Boskim. Król rządzi tyl-
ko   dzięki   Bożej   lasce,   którą 
otrzymuje podczas namaszcze-
nia przez głowę Kościoła. Przy 
tym prawo do rządzenia przy-
sługuje   tytko   tym   władcom, 
którzy są nieustannie w stanie 
łaski.   Rządzący   traci   więc   to 
prawo,   gdy   popada   w   stan 
grzechu ciężkiego, gdy wystę-
puje   przeciw   Bogu   lub   lu-
dziom.   Jest   rzeczą   oczywistą, 
że   poddani   odwrócą   się   od 
władcy,   który   wyrządził   zło. 
Władca   tracący   autorytet   w 
społeczeństwie, a nie opierają-
cy  swej   władzy  na   przymusie 
zycznym, popełniając niepra-
wość będzie skazany na moral-
ną,   a   w   konsekwencji   i   poli-
tyczną klęskę. Abdykacja złego 

monarchy   nie   może   jednak 
oznaczać likwidacji ładu i zasa-
dy   królewskiej.   Władza   musi 
być przekazana następcy tronu. 
Gdy to nie zostanie uczynione, 
gdy   poddani   pozostaną   zdra-
dzeni, zawsze znajdzie się ktoś, 
kto   udowodni   republikanizm 
swych przodków.

Król zatem odpowiada przed 

Bogiem,   dzięki   którego   łasce 
może   rządzić;   przed   narodem 
(żywym organizmem), którego 
jest bijącym sercem i głową; a 
także przed historią oraz przed 
tym,   któremu   ma   przekazać 
królewską władzę. Jego następ-
ca będzie kolejnym symbolem 
wielkości państwa i świetności 
narodu, być może nie tak bar-
dzo odległych czasów.

Polscy konserwatyści są ka-

tolikami  i  przyjmują  za  swoją 
organiczną wizję świata. Jest to 
dodatkowym   argumentem   na 
to,   że   jesteśmy   „skazani”   na 
monarchię.

Cytaty

Św.Tomasz z Akwinu
(„De regimine principum”, księga 1, rozdział 2)

„Otóż niewątpliwą jest rzeczą, iż to, co z istoty swej jest jednem,
zdolniejsze jest do stworzenia jedności, niż to, co wielorakie,
rząd jednego jest więc lepszy, niż rząd kilku.”

(„De regimine principum”, księga 1, rozdział 2)

„Państwa i miasta, któremu nie rządzi jeden, rozdarte są przez walki stronnictw, 
jakgdyby dla potwierdzenia słów proroka: Pastones multi demoliti sunt vineam meam. 
(Jenemiasz, XLI, 10). Przeciwnie państwa i miasta, gdzie rządzi jeden, cieszą się 
pokojem, kwitną w sprawiedliwości i rozwijają się w obtości. Dlatego obiecuje Bóg 
ludowi przez usta proroka, jako cenny dar, że postawi na jego czele monarchę, który 
sam nad nim panować będzie.”

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 5

background image

Kościół a mass media

Adam Gwiazda

d   niedawna   na   ekra-
nach telewizorów oraz 
przez radiowe głośniki 

możemy oglądać i słuchać sze-
reg audycji przygotowywanych 
przez redakcję programów ka-
tolickich. Nie znam kryteriów, 
którymi   kierowali   się   jezuici 
sprawujący   nadzór   nad   dobo-
rem materiałów jako szefostwo 
całej redakcji, ale widząc efek-
ty owego wyboru, mogę się ich 
domyśleć.   Katolicki   telewidz 
ogląda więc przede wszystkim 
modlitwy z Jasnej Góry prowa-
dzone   przez   wielebnego   prze-
ora   o.  Runa  Abramka,   widzi 
Obraz, słyszy fanfary, ale naj-
chętniej   ogląda   zapewne   setki 
wiernych w kaplicy – ludzi sta-
rych jak on sam, a przez to od-
czuwa satysfakcję – wszak nie 
jest wykluczone, że on sam do-
stąpi   zaszczytu   wystąpienia   w 
telewizji   obok   Jasnogórskiej 
Pani.   Ale   pomińmy   wrażenia 
statystycznego telewidza, a zaj-
mijmy  się  motywami  redakto-
rów   programów   katolickich. 
Na zadane pytanie odpowiedzą 
zapewne,   że   chcą   udostępnić 
Częstochowskie   Sanktuarium 
jak   najszerszemu   gronu   wier-
nych,   którzy   być   może   nigdy 
się   tam   nie   udadzą   osobiście. 
Oczywiście  nikomu  nie   przyj-
dzie   do   głowy   to,   że   liczba 
pielgrzymujących zacznie (a je-
stem   przekonany,   że   zacznie) 
spadać właśnie dlatego, że ist-
nieje   możliwość   „uczestnicze-
nia”   w   modlitwach   przez   po-
średnictwo   szklanego   ekranu. 
Podobnie z transmisjami Mszy 
św. – liczni wierni wolą pozo-
stać w domu, niż uczestniczyć 

O

w   Najśw.   Oerze   w   kościele. 
W   kościele   nic   ma   możności 
włączenia   drugiego   programu, 
kiedy kazanie jest nużące. Wy-
bór   jest   prosty,   ale   tylko   dla 
roztropnych   i   gorliwych,   tacy 
wolą jednak prawdziwe uczest-
niczenie we Mszy, a nie nędzny 
radiowo-telewizyjny erzatz.

Wraz   z   rozwojem   techniki 

przekazywania   myśli,   słowa   i 
obrazu   w   sposób   naturalny 
zwiększały się także możliwo-
ści Kościoła w zakresie ewan-
gelizacji. Po wynalezieniu dru-
ku   można   było   drukować   Bi-
blię w większych nakładach, a 
mnisi–kopiści   pogrążyli   się 
głębiej w modlitwie. Z drugiej 
jednak   strony   musieli   znaleźć 
sobie inną sferę działania, która 
byłaby   okazją   do   ćwiczenia 
cierpliwości,   pokory  itp.   cnót. 
Podobnie   dzieje   się   i   dziś,   w 
epoce, kiedy już nie słowo dru-
kowane, lecz obraz zaczyna pa-
nować nad przekazem.

A  propos:   Paweł   VI   przy-

chylił się w adhortacji „Evan-
gelii   nuntiandi”   do   opinii,   iż 
„cywilizacja   słowa,   jako   nie-
skuteczna i nieużyteczna (sic!), 
już się przeżyła, a obecnie na-
stępuje nowy styl życia, cywili-
zacja  obrazu”. Czy znaczy to, 
że Słowo Objawione należało-
by   zamienić   na   Obraz   Obja-
wiony? Fakt, że z określeniem 
„objawiony”   i   pojęcie   obrazu 
nawet   lepiej   koresponduje. 
Wróćmy   jednak   do   postępu 
technicznego w sferze środków 
przekazu.   Tak   jak   wynalazek 
Gutenberga postawił Kościół w 
nowej sytuacji, tak i dziś jawią 
się nowe problemy związane z 

tą dziedziną. Pojawia się pyta-
nie o granice kompromisu mię-
dzy majestatycznością i powa-
gą Kościoła a technicznością i 
skłonnością do łatwych chwy-
tów i efektów specjalnych mass 
mediów.   Mass   media   wydają 
się   dysponować   umiejętnością 
roztaczania swego rodzaju cza-
ru,   któremu   ulega   nawet   Ko-
ściół.   Dekret   „Inter   mirica” 
nazywa   najdonioślejszymi   te 
urządzenia,   które   „z   natury 
swej zdolne są do sięgnąć i po-
ruszyć nie tylko jednostki, lecz 
także   całe   zbiorowości   i   całą 
społeczność ludzką” (DSP 1), a 
to co zdaje się najbardziej fa-
scynować Kościół, to „siła od-
działywania,   która   może   być 
tak wielka, że ludzie z trudem 
potraą   ją   zauważyć,   opano-
wać lub w razie potrzeby ode-
przeć” (DSP 4l). Hipnotyzujące 
szklane oczy zdają się przy cią-
gać   najważniejszą   instytucję 
ludzkości,   a   ona   wydaje   się 
ulegać.   Z   drugiej   strony   Ko-
ściół  dostrzega  zagrożenie,  ja-
kie   stwarza   wchodzenie   w 
alians z mass mediami; zaleca 
wiernym,   a   szczególnie   mło-
dzieży,   umiar   i   roztropność   w 
korzystaniu   z   tych   środków. 
Obydwa   motywy   nieustannie 
przewijają się przez papieskie i 
soborowe   dokumenty   tyczące 
tego tematu: z jednej strony fa-
scynacja   możliwościami   (do 
iluż to pogan dotrzeć można tą 
drogą!),   a   z   drugiej   świado-
mość zagrożenia wiary i moral-
ności.

Na czym polega owo zagro-

żenie ze strony mass mediów? 
Wielkie   możliwości   stwarzają 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 6

background image

nowe i wielkie pokusy dla sa-
mych kapłanów i Kościoła jako 
instytucji.   Pokusa   ułatwiania 
sobie   życia,   również   liturgii, 
ma to do siebie, że bardzo trud-
no   ją   zwalczać,   a   w   czasach 
obecnych wręcz rezygnuje się z 
tej   walki,   stawia   się   wszelkie 
ułatwienia na ołtarzu (dosłow-
nie   i   w   przenośni).   Kryteria 
techniczne stanowią najczęściej 
pretekst dla ograniczania i eli-
minowania z liturgii wszystkie-
go,   co   majestatyczne.   Np.   w 
przypadku   głoszenia   kazań   z 
ambon argumentuje się tym, że 
mikrofony przy ołtarzu zapew-
niają   lepszą   słyszalność   itd. 
Kiedy w 1618 roku przyjechał 
do Paryża sławny ze swego ka-
znodziejskiego   talentu   arcybi-
skup   Genewy   św.   Franciszek 
Salezy, na jego kazanie do Sa-
int   Roch,   do   jednego   z   naj-
większych kościołów w stolicy 
Francji   przybyła   ludność 
wszelkich stanów z całego mia-
sta.   Wszyscy   słyszeli.   Każdy, 
kto widział olbrzymie gotyckie 
katedry,   jakie   budowano   na 
Bożą chwałę w  pięknej  epoce 
średniowiecza, ten wie, że nie 
w sprzęcie nagłaśniającym leży 
sekret powodzenia; chodzi o to, 
by   ksiądz   potrał   operować 
głosem, świątynia miała odpo-
wiednią   akustykę,   a   ambona 
była należycie zbudowana. Ks. 
Tarsycjusz Sinka CM  twierdzi 
w   znakomitym   podręczniku 
„Zarys   liturgiki”,   że   nie   bez 
znaczenia jest daszek nad am-
boną, który wzmacnia i potęgu-
je głos kaznodziei. Dziś zanikł 

już   zwyczaj   głoszenia   nauk   z 
ambon. „Kapłani skapitulowali 
przed presją kolektywistyczne-
go   egalitaryzmu.  Ambony   bę-
dące  znakiem  wyniesienia   po-
nad ogół wiernych opustoszały. 
Panuje   wszak   partnerstwo   i 
wszyscy   są   równi”   (Maurycy 
Rojski, „Stańczyk” nr 7, s. 30). 
Skutek jest taki, iż księża mają 
kłopoty   z   homilią   dla   dwustu 
osób, kiedy wysiadają mikrofo-
ny. Dzieje się tak dlatego, że w 
seminariach   osłabione   zostały 
mechanizmy   selekcyjne:   jeżeli 
nieznajomość   łaciny   nie   jest 
przeszkodą do święceń, to tym 
bardziej nie jest nią tak „błaha” 
rzecz – jak słaby głos. Tak w 
wypadku kazań, jak i w wielu 
innych   sferach:   wielkie   uła-
twienie,   jakim   jest   technika, 
jest jednocześnie wielkim nie-
bezpieczeństwem.   Niemiecki 
pisarz   Nossack   pisał,   że   „Ko-
ściół   wyda   na   siebie   wyrok 
śmierci, jeżeli będzie paktował 
z aparaturą stulecia tzn. trans-
mitował Msze przez radio i te-
lewizję oraz organizował maso-
we   mityngi   z  «Ojcze   nasz» 
przez głośniki i z flagami, mu-
zyką i całą tą inferalną reżyse-
rią,   politycznych   wieców   wy-
borczych  i walk  bokserskich”. 
Jeżeli zgodzić się z opinią Nos-
sacka,   to   przyznać   należy,   że 
zachowanie   tłumów   wiernych 
(?), a także organizacja papie-
skich   pielgrzymek   oraz   wizyt 
biskupich nie wróży zbyt dłu-
giego życia. Polecam Szanow-
nym   Czytelnikom   artykuł   p. 

Macieja   Srebro  Notatnik   piel-
grzyma
 w 1 i 2 numerze pisma 
„Młoda Polska” będący repor-
tażem ze spotkania europejskiej 
młodzieży   z   Papieżem,   które 
przypominało raczej festiwal w 
Woodstock niż dzień modlitwy 
i skupienia religijnego. Kościół 
epoki   „Christo-Disco”   (czyli 
dyskoteki   z   Papieżem)   zbliża 
się   niebezpiecznie   do   granicy, 
po której przekroczeniu odwrót 
na pozycje katolickiej ortodok-
sji   wymagał   będzie   tak   wiel-
kich   wyrzeczeń   i   mobilizacji 
sił, że niektórzy już dziś zdają 
się powątpiewać w dewizę Ło-
dzi   Piotrowej  Fluctuat   nec 
mergitur
. W istocie jedynym ra-
tunkiem   jest   zastosowanie   się 
przez Kościół jako instytucję i 
każdego kapłana z osobna (nie 
wyłączając dostojników, w tym 
także   tych   najwyższych)   do 
wskazówki   Arnolda   Gehlena, 
który   twierdził,   że   rezygnacja 
(lub   znaczne   ograniczenie)   z 
pokazywania   się   w   mass   me-
diach   powinna   być   jedną   ze 
współczesnych form ascezy. Je-
żeli   obecnie   panujące   w   Ko-
ściele trendy nie odwrócą się w 
najbliższym   czasie,   nastąpi   to 
niewątpliwie   nieco   później,   a 
będzie to reakcja tak gwałtow-
na, że nie jest wykluczona ka-
nonizacja   abpa   Lefebvre’a.. 
Odwrót ten możliwy będzie do-
piero wtedy, gdy Matka Nasza 
zda sobie sprawę, że mass me-
dia,   jak   kobra   hipnotyzują 
szklanym   wzrokiem,   aby   po-
tem zabić.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 7

background image

Ankieta 

Od Redakcji

Postanowiliśmy odkryć karty polskiej prawicy. Czołowym Przedstawicielom tego kierunku za-

daliśmy trzy pytania na nurtujące nas tematy.

1. Kto w Polsce należy do prawicy konserwatywnej? 
2. Czy istnieją przesłanki do zaistnienia kapitalizmu?
3. Czy monarchizm przedstawia dzisiaj jakąś wartość?

Oto odpowiedzi ankietowanych.

Ryszard Legutko

1

Do prawicy (jak i do lewicy) 

należy   zawsze   ten,   kto   swoją 
przynależność do niej deklaru-
je. Nie ma sposobu, żeby zmu-
sić ruchy polityczne do stoso-
wania   jakiegoś   obiektywnego 
kryterium   odróżniającego   sta-
nowisko lewicowe od prawico-
wego.   Można   dyskutować   ty-
godniami   na   temat   tego,   czy 
PZPR była w swej istocie lewi-
cowa (jak twierdzą polscy kon-
serwatyści   i   komuniści),   czy 
też   prawicowa   (jak   twierdzą 
niektórzy socjaliści i socjalde-
mokraci), ale dyskusja taka bę-
dzie   zawsze   niekonkluzywna. 
Nie   znaczy   to   oczywiście,   że 
będzie ona bezpożyteczna; przy 
tej   okazji   może   dojść   do   wy-
pracowania   całego   szeregu 
ustaleń cząstkowych, które roz-
jaśnią istniejące podziały i róż-
nice   światopoglądowe.   Nie 
stworzą   jednak   one   nigdy   ja-
kiegoś względnie trwałego sku-
pienia   środowisk   po   dwóch 
stronach   frontu.   Prowadzi   to 
oczywiście   do   ogromnych 
sprzeczności zarówno po stro-
nie   lewicy,   jak   i   prawicy.   W 
przypadku  tej  pierwszej   musi-
my zaszeregować pod wspólną 
kategorią   Pol   Pota   i   Jurgena 
Habermasa,   przeciw   czemu 

buntuje się nasz zdrowy rozsą-
dek. W przypadku prawicy ob-
serwujemy równie bulwersują-
ce zestawienia, na przykład w 
Ameryce, gdzie tzw. libertaria-
nie zwykle występują pod ha-
słem prawicy, choć wiele łączy 
ich z politycznymi programami 
europejskich socjalistów (zwła-
szcza w sprawach polityki mię-
dzynarodowej).

W Polsce obserwujemy po-

dobne   pomieszanie.   Spotęgo-
wane jest ono dodatkowo fak-
tem,   że   pod   dziesięcioleciach 
zamrożenia   autentycznego   ży-
cia   politycznego   istnieje 
ogromna potrzeba światopoglą-
dowych szyldów. Niemal każda 
grupa   pragnie   zatem   szerszej 
identykacji,   zwłaszcza   pod 
wielkim   hasłem   Prawicy 
(wszak   Lewica   ma   nad  Wisłą 
jednoznacznie złe skojarzenia). 
Często   takie   dążenie   do 
identykacji   pokrywa   niestety 
brak   poważniejszych   przemy-
śleń czy zwykłe polityczne i in-
telektualne   niedołęstwo.   W 
praktyce podziały te bardzo się 
komplikują.   Na   przykład 
„Arka”,   pismo   które   współre-
daguję, uchodzi za prawicowe; 
jest to o tyle słuszne, iż redak-
torzy nad Marksa przedkładają 
Burke’a i Tocqueville’a. Ale do 
prawicy zalicza się też „Polity-

kę Polską”. Z kolei „Krytyka” 
uchodzi powszechnie za publi-
kację   lewicową.   Jednak   80 
proc.   tekstów   z   lewicowej 
„Krytyki” mogłoby bez proble-
mu   ukazać   się   w   prawicowej 
„Arce”,   natomiast   znalazłyby 
w niej miejsce tylko nieliczne 
artykuły z nominalnie prawico-
wej „Polityki Polskiej”.

Myślę, że sytuacja stanie się 

jaśniejsza w momencie normal-
nienia   życia   politycznego.   Do 
tej   pory   ideologiczne   uzasad-
nienia były czynione w próżni. 
Gdy   nadejdzie   czas   podejmo-
wania konkretnych decyzji po-
litycznych   i   gdy   zderzą   się   z 
rzeczywistością,

 

większej 

ostrości   nabierze   też   powoły-
wanie  się  na dziedzictwo pra-
wicowe i lewicowe. Będzie to 
też   okazja   dla   tych,   którzy 
utożsamiają się z Prawicą, aby 
rozwinąć   swoje   intelektualne 
zaplecze. W dzisiejszej  Polsce 
jest ono nikłe i wyraźnie ustę-
puje zapleczu tzw. Lewicy.

2

Jest to kwestia praktyczna, a 

nie teoretyczna. Lepiej byłoby 
dla nas wszystkich, gdyby takie 
przesłanki istniały.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 8

background image

3

Nie ma szczególnych opinii 

na ten temat. Jest jasne, że w 
niektórych krajach monarchizm 
jest ideą wartościową i prężną. 
W   Polsce   natomiast   tradycja 
monarchiczna została już daw-
no   zerwana,   w   momencie 
wprowadzenia monarchii elek-
cyjnej. Lelewel napisał kiedyś, 

że nasza historia oparta jest o 
ideę   republikańską   i   że   nawet 
polscy królowie tę ideę krzewi-
li. Jak dotąd, teza Lelewela wy-
daje się sprawdzać, a przynaj-
mniej   zwolennicy   monarchii 
nie uczynili dotychczas niczego 
takiego, żeby trzeba było na se-
rio i na szeroką skalę tezę tę re-
widować.

Ryszard   Legutko  (ur.   1949   r.)   –   z 
wykształcenia lolog angielski i lo-
zof. Pracownik naukowy Instytutu Fi-
lozoi  Uniwersytetu  Jagiellońskiego. 
Członek redakcji kwartalnika „Arka”, 
stały   współpracownik   miesięcznika 
„Znak”. Opublikował: „Dylematy ka-
pitalizmu” (Paryż 1986), „Bez gniewu 
i   uprzedzenia”   (Paryż   1989)   oraz 
„Krytyka demokracji w lozoi poli-
tycznej Platona” (w druku).

Aleksander Popiel

1

Pytanie   może   dotyczyć   za-

równo zasad, jak i konkretnych 
ugrupowań   konserwatywnych. 
To drugie nie nastręcza wątpli-
wości. W Polsce mamy do czy-
nienia z Klubem Konserwatyw-
nym w Łodzi, Klubem Zacho-
wawczo-Monarchistycznym   w 
Warszawie   i   Klubem   Konser-
watystów im. A. hr. Fredry we 
Wrocławiu.   Konserwatywne 
oblicze ma również Unia Poli-
tyki Realnej. Sympatie dla kon-
serwatyzmu

 

przejawiają: 

Chrześcijańsko-Liberalny Klub 
z Krakowa i Klub „Ład i Wol-
ność” z Poznania. Dużo to czy 
mało?   Jeśli   uwzględni   się  eli-
tarny   charakter   klubów   –   nie 
mają   one   większych   szans   w 
pięcioprzymiotnikowych   wy-
borach.   Jednak   warto   również 
patrzeć na nie jako zalążek par-
tii politycznej.

Prawicowy   konserwatyzm 

wyróżnia   się   spośród   innych 
kierunków charakterystycznym 
katalogiem   wartości,   składają-
cych się z:

 prymatu moralności w po-

lityce;

 uznania dla rządów prawa 

wspartych   na   nietykalności 

osobistej   obywateli,   nienaru-
szalności   własności   i   swobo-
dzie działania;

 przyznaniu głowie rodziny 

władzy nad dziećmi.

W praktyce równa się to od-

rzuceniu   dogmatów   politycz-
nych   XX   wieku.:   demokracji, 
rewolucji   i   utopizmu.   Pesy-
mizm   okazywany   wobec   cu-
downych   recept   politycznych 
skłania   konserwatystów   do 
przyjęcia zasady „Lepiej mniej, 
ale lepiej”.

2

Oczywiście!   Socjaletatyzm 

po polsku (PRL) zbankrutował. 
Państwo   polskie   uratować 
może kapitalizm na skalę więk-
szą niż w XIX w. Upadek cy-
wilizacyjny jest ogromny i ko-
nieczne są wobec tego rozwią-
zanie ekstremalne.

3

Idea   monarchiczna   zawsze 

przedstawiała wartość (choćby 
logiczną

*

) i dlatego w przyszło-

ści także będzie w cenie. Pro-
szę   zauważyć,   że   restaurację 
monarchii przewidują powieści 
science ction…

Monarchizm w Rzeczpospo-

litej   Polskiej?   Machiavelli   pi-
sał,   że   zaprowadzenie   lub 
utrzymanie   wolności   wymaga 
nadania państwu ustroju o wie-
le  bliższego  monarchii  niż  re-
publice.   Żyjemy   w   kraju,   w 
którym kolejne ekipy chcą zro-
bić   reformę   państwa   i   nic   z 
tego nie wychodzi ze względu 
na   opór   przeciwników   zmian. 
Niestety   naszym   rządzicielom 
brakuje niezbędnej siły i auto-
rytetu, aby złamać partykulary-
zmy. Jeśli Machiavelli miał ra-
cję, może się okazać, że nie za-
służyliśmy na  władcę  z  praw-
dziwego   zdarzenia.,   któremu 
bardziej   zależałoby   na   Spra-
wiedliwości   niż   na   własnym 
stołku.

Aleksander Popiel (ur. 22.10.1961 r.) 
– publicysta, członek Rady Sygnata-
riuszy UPR, Prezes Klubu Konserwa-
tystów im. Aleksandra hr. Fredry.

*

 W ustroju respektującym dogmat 

suwerenności ludu masy są jednocze-
śnie panem i sługą. Podobne stawia-
nie  sprawy  bliższe   jest  leninowskiej 
dialektyce niż zdrowemu rozsądkowi. 
Natomiast   czymś   oczywistym   jest, 
aby państwo miało swojego gospoda-
rza (głowę państwa), tak jak posiada 
go   zagroda,   rodzina   i   wszelka   wła-
sność. Bez tego stają się one łupem 
czasowych dzierżawców albo są bez-
myślnie niszczone.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 9

background image

Jacek Bartyzel

1

Różne   mogą   być   wyznacz-

niki   prawicowości   i   trudno   – 
nie mając okazji uzasadnić sze-
rzej żadnego – wybrnąć z kło-
potu inaczej, jak godząc się na 
kryterium   subiektywnej   auto-
identykacji.   Trzeba   zatem 
przyjąć po prostu, że są różne 
prawice     (narodowe,   liberalne 
etc.)   i   spróbować   wskazać, 
kogo uważamy (też wedle na-
szej   intuicji)   za   prawicę   kon-
serwatywną.   Otóż   punktem 
wyjścia   naszej   propozycji   jest 
przekonanie, że konserwatyzm 
– tak jak każda inna wielka ide-
ologia społeczna – w konkret-
nych   formacjach   politycznych 
nie występuje na ogół w stanie 
czystym,   tylko   w   korelacji   z 
pewnymi   składnikami   innych 
ideologii.   Obrazuje   to   prezen-
towany obok schemat (zob. za-
łącznik). Wynika z niego, że z 
czterech   lozoi   politycznych 
współczesności, z których dwie 
(konserwatyzm   i   liberalizm) 
narodziły się w społeczeństwie 
arystokratycznym   pod   koniec 
XVIII w., a dwie (nacjonalizm i 
socjalizm)   w   społeczeństwie 
demokratycznym   pod   koniec 
XIX w., możliwe jest wyodręb-
nienie   drogą   kombinatoryki 
niemałej   ilości   stanowisk   po-
średnich. Znamienne, że w tym 
powszechnym „kojarzeniu się” 
ideologii   tylko   jedna   synteza 

nigdy praktycznie się nie doko-
nała, a nawet teoretycznie jest 
„nie   do   pomyślenia”   –   tzn. 
konserwatyzmu z socjalizmem. 
Wskazuje to zatem, gdzie leżą 
antypody.   Samo   wreszcie   zja-
wisko lgnięcia ku syntezie tłu-
maczy się – naszym zdaniem – 
instynktownym   przeczuciem, 
że dogmatyzm polityczny (nie 
ideowy!) prowadziłby każdy z 
tych   kierunków   na   manowce 
sektanctwa. co też schemat ilu-
struje   symbolami   Reakcjoni-
zmu, Szowinizmu, Anarchizmu 
i   Komunizmu.   Punkt   „P”   to 
idealna   „wypadkowa”   wszyst-
kich prawic, do której powinni-
śmy   wszyscy   zdążać,   jeżeli 
chcemy   odegrać   jakąś   rolę   w 
życiu publicznym.

Przekładając teraz ów sche-

macik do realiów polskich na-
szej   doby,   stwierdzić   można 
istnienie dwu orientacji konser-
watywnych   na   prawicy:   kon-
serwatywno-liberalnej   oraz 
konserwatywno-narodowej. Do 
pierwszej zaliczam: Unię Poli-
tyki   Realnej,   Klub   Konserwa-
tystów im. A. hr. Fredry, Klub 
Zachowawczo-Monarchistycz-
ny, Akcję Gospodarczą oraz – z 
wahaniem   –   Liberalno-Demo-
kratyczną   Partię   „Niepodle-
głość”   (wątpliwości   wzbudza 
jej   radykalizm).   Do   drugiej 
orientacji: Kluby „Ładu i Wol-
ności”, Gdańskie Towarzystwo 
Polityczne   „Młoda   Polska”, 

Klub Konserwatywny w Łodzi. 
Brak   bliższych   danych   unie-
możliwia mi umiejscowienie na 
osi: liberalny–narodowy Grupy 
Konserwatywnej   „Antyk”.   Po-
dobne   jak   w   przypadku   LDP 
„N”,   wątpliwości   nakazują 
wstrzymać się przed bezwarun-
kowym   zakwalikowaniem 
jako   konserwatywno-narodo-
wego   Polskiego   Porozumienia 
Niepodległościowego.   Mam 
wreszcie nadzieję, że formacją 
narodowo-konserwatywną   bę-
dzie powstała właśnie pierwsza 
partia prawicy – Zjednoczenie 
Chrześcijańsko-Narodowe.

2

Pojęcie kapitalizm pochodzi 

od łacińskiego wyrazu „capito” 
– głowa, myśl. Odpowiedź na-
rzuca   się   więc   sama:   jeśli   w 
Polsce będą prawdziwi „głowa-
cze”, to i kapitalizm się restau-
ruje. Ale dobrze jednak konser-
watystom pamiętać, że kapita-
lizm – zjawisko w gruncie rze-
czy wiecznotrwałe, bo tak sta-
re,   jak   ludzka   przedsiębior-
czość   –   to   nie   to   samo,   co 
„duch burżujstwa” sprowadza-
jący   człowieka   do   roli  homo 
economicus
,   torujący   zatem 
drogę socjalizmowi.

3

Odpowiadam zawsze aktual-

nymi słowami tragediopisarza:

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 10

background image

Są pod rządami królów szczęśliwe narody,
Gdzie sprawiedliwość dzieli kary i nagrody,
Gdzie sterem prawodawstwa silna włada ręka,
Bezpieczna… bo się nagłych następców nie lęka.
Ale gdzie lud panuje wśród ślepego tłumu,
W burzy rozruchów niknie przewodnia rozumu,
Przemoc, duma urzędy zyskuje bezkarnie,
Często buntownik władzę najwyższą ogarnie… 
jednoroczni królowie na czele senatu, 
Widząc tak krótką trwałość swego majestatu,
Gotowi kraj najlepszych owoców pozbawić,
Ażeby nic następnym władcom nie zostawić,
Mało mając własnego w rzeczypospolitej,
W jej dostatkach szukają korzyści obtej…
Każdy im to przebacza, bo smutnym zwyczajem
I oni także drugim przebaczą nawzajem.
Tak… ten rząd jest najgorszym, 
gdzie lud wszystkim włada.

Pierre Corneille, „Cynna”, akt II sc. 1

Jacek Bartyzel (ur. 1956 r.) – te-

atrolog i historyk idei, publicysta po-
lityczny.   Doktor   nauk   humanistycz-
nych. Od 1975 r. uczestnik antykomu-

nistycznych   ruchów   opozycyjnych. 
Współzałożyciel   i   rzecznik   Ruchu 
Młodej Polski (1979), redaktor „Brat-
niaka”   i   „Polityki   Polskiej”,   Prezes 

Klubu   Konserwatywnego   w   Łodzi 
oraz   wiceprezes   Klubu   Inteligencji 
Katolickiej.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 11

background image

K – konserwatyzm 
L

– liberalizm 

N – nacjonalizm 
S

– socjalizm

R

– reakcjonizm 

A – anarchizm 
Sz – szowinizm 
Km – komunizm

P  – typ idealny prawicy 
Le  – typ idealny lewicy 

KL  – konserwatyzm liberalny
LK  – liberalizm konserwatywny
KN  – konserwatyzm narodowy
NK  – nacjonalizm konserwatywny
NI  – nacjonalizm liberalny
IN  – liberalizm narodowy
SL  – socjalliberalizm
SD  – socjaldemokratyzm
F  – faszyzm
NZ  – nazizm
NB  – narodowy bolszewizm
SN  – socjalizm narodowy 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 12

background image

„Dyktatura” nie jest dyktaturą

Artur Górski

ewica   ostatecznie   się 
kompromituje.   Jedyną 
alternatywą,   a   według 

mnie także jedynym ratunkiem 
dla naszej ojczyzny, jest ekono-
miczny   i   ideowo-polityczny 
program   prawicy.   Wobec   de-
strukcji,   bałaganu   i   anarchii 
spowodowanych   przez   lewicę 
ów program –być może – bę-
dzie   można   zrealizować   tylko 
dzięki dyktaturze. Dyktaturę w 
tym wypadku rozumiem nie jak 
pan   Kazimierz   Dziewanowski, 
jako cel sam w sobie, lecz jako 
jedną z metod realizacji progra-
mu   narodowego   w   radykalnie 
niesprzyjających   warunkach. 
Wychodząc   z   tego   założenia 
można   przyjąć   za   Arystotele-
sem („Polityka”, ks. V, r. 9), że 
istnieje   dyktatura   totalitarna, 
lecz   także   „dyktatura”,   która 
opiera   się   na   autorytecie   jed-
nostki i rządach prawa.

L

Dwa   rodzaje   dyktatury   wi-

doczne   są   najlepiej   w   dwóch 
przeciwnych   sobie   rodzajach 
metod jej utrzymania. Jest to w 
uproszczeniu:   tyrania   i   regen-
cja.

Tyran   upadla   ludzi   wybit-

nych   i   przyzwoitych,   niszczy 
dostojnych i niezależnych, usu-
wa   ambitnych   i   tych,   którzy 
mogą mu bezpośrednio zagro-
zić. Zabrania tworzyć różnora-
kie stowarzyszenia oraz organi-
zować   zebrania,   wiece   etc. 
Rozsyła   wszędzie   szpiegów   i 
„podsłuchiwaczy”, Nie pozwa-
la wypowiadać się otwarcie w 
miejscach   publicznych   i   kon-
troluje   mass   media.   Podburza 
ludzi   przeciw   innym   ludziom, 
lud przeciw możnym, bogatych 

przeciw drugim bogatym. Jed-
nych i drugich zubaża w  celu 
zdobycia   pieniędzy   na   utrzy-
manie wielkiego wojska, straży 
i   całego   aparatu.   W  tym   celu 
nakłada liczne i uciążliwe po-
datki. Stara się także, by ludzie 
przez cały czas, bez chwili wy-
tchnienia   pracowali.   Przygnie-
ceni   obowiązkami,   nie   mając 
wolnego czasu nie będą spisko-
wali. Jeśli zaś nie może zatrud-
nić   obywateli   wystarczająco 
uciążliwie,   podejmuje   wojny, 
które zajmują ich zupełnie. Aby 
zachować swą władzę, stara się 
by   poddani   byli   małoduszni; 
szerzy   wzajemną   nienawiść   i 
przekonanie,   że   obalenie   jego 
jest rzeczą niemożliwą.  Strzec 
się   zaś   musi   wszystkich   bez 
wyjątku.

Regent   gospodaruje   w 

swym państwie. Troszczy się o 
mienie publiczne i inwestuje w 
budynki   użyteczności   publicz-
nej.   Podatki   i   nadzwyczajne 
świadczenia   ściąga   w   bezpo-
średnim   interesie   społeczeń-
stwa   oraz   w   celu   utrzymania 
służb porządkowych, a i armii 
zdolnej do obrony granic przed 
najeźdźcą.   Systematycznie 
składa   sprawozdania   z   docho-
dów   i   wydatków.   Dba   też   o 
swój   autorytet   i   dostojeństwo 
przez moralne zachowanie i da-
wanie   przykładu   swoją   szla-
chetnością, aby ci co przed nim 
staną odczuwali szacunek, a nie 
pogardę, sympatię, a nie strach. 
Jest  też  bogobojny i   pobożny, 
gdyż wie, że tylko taka władza 
się ostanie, która opiera się na 
prawach Boskich. Nagradza też 
osobiście nie zuchwałych i po-

chlebców,   lecz   mądrych   i   za-
służonych   dla   ojczyzny.   Jeśli 
zaś   trzeba   kogoś   ukarać   czy 
władzy   pozbawić,   czyni   to   za 
pomocą   sądów,   po   ojcowsku. 
Musi się zaś strzec tylko tych, 
co   powodowani   ambicją   lub 
namiętnością,  nie  zważając  na 
własne   życie   czy   dobro   pań-
stwa, chcą go zniszczyć i detro-
nizować widząc siebie na jego 
miejscu. Czyniąc dobrze, będąc 
stróżem,   a   nie   właścicielem 
majątku   państwowego,   dobry 
dyktator   widziany   jest   przez 
społeczeństwo   bardziej   jako 
rządca i opiekun aniżeli tyran. 
Bo   –   jak   pisał   Arystoteles   – 
gdy jednym ze sposobów pod-
kopania królestwa jest przetwo-
rzenie panowania w dyktaturę, 
tak środkiem do podtrzymania 
„dyktatury” jest zbliżenie jej do 
królestwa, co świadczy o cywi-
lizowaniu się władzy.

Nie   wszyscy   prawicowi 

„dyktatorzy”   dążyli   do  restau-
racji monarchii. Dążył  Franci-
sco   Franco   i   Miklos   Horthy. 
Nie dążyli Antonio de Oliveira 
Salazar   i   Augusto   Pinochet. 
(Dziwne jest, że żadnego z nich 
p.   K.   Dziewanowski   nie   wy-
mienia z nazwiska. Czyżby byli 
jednak   trochę   bardziej   kontro-
wersyjni?)   Ci   dwaj   ostatni   są 
przykładem, że nie określa się 
oblicza   dyktatury  –   lewicowa, 
czy prawicowa tylko ze wzglę-
du na ideologię, lecz także ze 
względu   na   metodologię   dzia-
łań i związane z nią efekty. Na 
przykład, p. Salazar wyciągnął 
Portugalię   z   olbrzymich   dłu-
gów   zostawiając   w   skarbie 
państwa ponad tonę złota, które 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 13

background image

socjaliści w ciągu miesiąca od 
przejęcia władzy rozparcelowa-
li. Podobnie p. Pinochet wycią-
gnął Chile z olbrzymiej zapaści 
gospodarczej, która została po 
rządach  Allende.   Wszyscy   le-
wicowcy   wytykali   mu   dykta-
torstwo, zarzucali że zniewolił 
naród, że zamykał ludzi w wię-
zieniach.   Przepraszam,   ale   za 
Pinocheta przez cały czas dzia-
łały ocjalnie różne opozycyj-
ne   partie   polityczne   i   wycho-
dziły opozycyjne gazety, które 
nie podlegały cenzurze prewen-
cyjnej i wielokrotnie poddawa-
ły krytyce „dyktatora”. Jedyną 
zakazaną   formacją   polityczną 
była   partia   komunistyczna,   a 
większość więzionych stanowi-
li  właśnie   komuniści,   lecz   jak 
nie zamykać tych, którzy chcą 
przejąć   władzę   rzucając   bom-
by.   Zatem   „dekalog”   p.   K. 
Dziewanowskiego   charaktery-
zuje wszystkie dyktatury lewi-
cowe, a więc stricte faszystow-
skie i komunistyczne, lecz tak-
że pozbawione ideologii, a za-
opatrzone   w   instrumentarium 

lewicy.

Z innej strony. Swego rodza-

ju   „dyktatorem”   jest   także   p. 
Wałęsa. Ten niezmienny, wielo-
letni   szef   Związku,   opierając 
się na swym niewątpliwym au-
torytecie   bardzo   często   podej-
muje samodzielne decyzje. De-
cyzje te niejednokrotnie zaska-
kują i bulwersują innych soli-
darnościowców. Nie zostaje im 
jednak nic innego, jak tylko się 
podporządkować.

Nie   znam   pana   Kazimierza 

Dziewanowskiego,   mam   jed-
nak nadzieję, że niezależnie od 
jego stosunku do rządów prawa 
i autorytetu władzy, nie będzie 
więcej   budował   artykułów 
typu:   „Dyktatura,   jaka   jest...” 
(„Tygodnik

 

Powszechny”, 

3.12.1989  r.,   nr  49),  opierając 
się   jedynie   na   cytatach   frag-
mentów zdań wyjętych z kon-
tekstu   większej   całości   wypo-
wiedzi.   Dla   ścisłości,   aby   nie 
było   więcej   nieporozumień, 
wyjaśniam,   że   na   wspomnia-
nym przez p. Dziewanowskie-

go Kongresie powiedziałem, iż: 
„Być może w obecnej sytuacji, 
w   sytuacji   postępującego   kry-
zysu   gospodarczego,   najlep-
szym   rozwiązaniem   byłaby 
dyktatura wyrażająca się przy-
musem ekonomicznym – kapi-
talizmem”. Jak widać, miałem 
na   myśli   totalną   reprywatyza-
cję. Co się zaś tyczy drugiego 
fragmentu zdania, to wypowie-
działem go właśnie w kontek-
ście metodologicznym, uzupeł-
niając cytatem Karola Maurra-
sa: „Każda dyktatura ma sens, 
jeśli   prowadzi   do   monarchii 
dziedzicznej”.   Arystoteles   by 
się z tym zapewne zgodził.

* O Salazarze jako dyktatorze pi-

sał   m.in.   ks.   Józef   Majka   w   KNS 
(Rzym 1987, s. 276): „W programie 
politycznym ogłoszonym przez Sala-
zara odnajdujemy istnienie wielu tez, 
a   nawet   założeń,   zgodnych   z   nauką 
katolicką nie tylko, gdy idzie o treść, 
ale nawet poszczególne sformułowa-
nia. Jest tu mowa o godności i pra-
wach osoby, o wolności i autorytecie, 
o  władzy  jako  funkcji  społecznej,  o 
godności pracy, godności rodziny i jej 
pierwszeństwie   w   stosunku   do   pań-
stwa, o miłości ojczyzny…”

Cytat

Św.Tomasz z Akwinu
(„De regimine principum”, księga 1, rozdział 5)

„Większe niebezpieczeństwo grozi ludowi pod rządem kilku
niż jednego… Raczej rząd kilku ludzi prowadzi do ucisku,
gdy bowiem wkradnie się pomiędzy nich niezgoda, często
kroć jeden z nich bierze górę nad innymi i chwyta sam jeden
całą władzę. Historia daje nam tego liczne przykłady.
Prawie zawsze panowanie kilku kończy się tyranią jednego,
jak to wykazują, zwłaszcza dzieje Rzeczypospolitej rzymskiej…”

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 14

background image

Sztuka „res publiki

Marek Święcicki

ozmowa z niejakim K. 
Jabłonką,   tudzież   T. 
Ciecierskim   i   W.   Za-

krzewskim,   która   opublikowa-
na została w 7 nrze pisma „Res 
Publica”,   przyprawiła   mnie   o 
zdumienie. Tak w ogóle, to mu-
szę   państwu   zdradzić   pewne 
moje spostrzeżenie, że od paru 
wydań redakcja „Res” promuje 
szczególnego   rodzaju   krytykę 
sztuki   i   szczególnego   rodza-
ju… sztukę. Jej wspólnym mia-
nownikiem   jest   zapewne   tytuł 
poddziału   w   dziale   (ach,   za-
wsze uderzała mnie ta precyzja 
„resowego” miszmaszu) „Sztu-
ka to pieniądze”. Chodzi tu za-
pewne   o   samonapędzający   się 
mechanizm   ściągania   bilonu 
przez   ustawiczne   dolewanie 
oliwy   do   ognia   intelektuali-
styczności.   Po   jakimś   czasie 
należy się bowiem spodziewać, 
że w dziale „Inny kraj” (ten już 
ze „spieniężalną sztuką”) kolej-
ne hordy socjologów zaczną się 
zastanawiać, czy pieniądze ro-
bione   na   Teresie   Pągowskiej 
płyną z kies facetów (ze wzglę-
du na gryzmoły), czy facetów 
(ze względu na autorkę?) i jaki 
to ma wpływ na kształtowanie 
się   struktury   periodyków   w 
trakcie „Życia w poczekalni”.

R

Ale tak bez złośliwości: pa-

nowie   wspomniani   powyżej 
konstatują,   iż   polska   sztuka 
„nie ma na Zachodzie specjal-
nych szans”, a to choćby dlate-
go, że połączyć się telefonicz-
nie   z   artystą   w   kraju   oznacza 
tyle, co bez szwanku przepły-
nąć statkiem przez morze naje-
żone górami lodowymi. Polscy 
artyści   nie   posiadają   ani   wy-

starczających   możliwości,   ani 
odpowiednich   predyspozycji 
do   startu   na   Zachodzie.   Cała 
nasza sztuka jest sztuką „głębo-
kiej   prowincji”,   sztuką   pozba-
wioną nowatorstwa i osaczoną 
(sic!)   polskimi   uwarunkowa-
niami,   polską   tradycją,   polską 
kulturą etc. To właśnie sprawia, 
że nie jest w stanie przedstawić 
propozycji   o   charakterze   uni-
wersalnym, spojrzenia bardziej 
szerszego,   ogólnego.   Ot,   co! 
Dodam gwoli ścisłości, że pa-
nowie   dostrzegają   wyjątki,   a 
jakże!   Wyjątki   to   Dwurnik   i 
Abakanowicz.

Proszę wybaczyć mój „pro-

wincjonalizm”, ale moje kryte-
ria oceny sztuki nie są w stanie 
pomieścić klasykacji jej war-
tości komercjalnej, aczkolwiek 
doceniam jej znaczenie dla sy-
tuacji   majątkowej   jednostek. 
Osobiście zawsze traktowałem 
sztukę w sposób instrumental-
ny. Mocno biję się w piersi, ale 
zawsze nie pozwalałem jej od-
rywać   się   od   fundamentu,   ja-
kim jest osoba ludzka – czy to 
artysta,   pragnący   wyartykuło-
wać   swe   myśli,   czy  odbiorca, 
szukający spełnienia różnorod-
nych oczekiwań. Uważałem, że 
może ona jedynie przekazywać 
pewne   wartości,   kształtować 
nastroje,   budzić   emocje,   cho-
ciażby te związane z przeżywa-
niem piękna. W pewnym sensie 
zrozumiała była dla mnie sztu-
ka dla siebie samej – w gruncie 
rzeczy i ona nie separowała się 
od   owego   humanistycznego 
podłoża. Ze skruchą przyznaję, 
iż koncepcje p. Jabłonki, kon-
cepcje sztuki robionej dla forsy, 

sztuki   robionej   dla   samego 
udowodnienia,   że   coś   robione 
jest   po   raz   pierwszy,   że   jakiś 
bazgroł uznany zostanie za ab-
solutnie   nowy   i   odkrywczy 
(wbrew   pozorom   nowatorstwo 
dla nowatorstwa jest bez sensu, 
proszę   państwa,   nowatorstwo 
podporządkowane   celowi   –   to 
owszem), iż takich koncepcji – 
proszę mi  wybaczyć  – nie je-
stem w stanie pojąć. I nie ma 
dla   mnie   w   tym   miejscu   zna-
czenia,   iż   p.   Jabłonka   uzna 
(bądź   nie)   powiększone   paro-
krotnie   przez   p.   Katarzynę 
Fritsch pudełko po papierosach 
za   objawienie.   Nie   obchodzi 
mnie,   jaką   ono   będzie   miało 
wartość   dla   kompanii   X   czy 
koncernu Y, które licytować się 
będą   o   jego   zakup.   Kwestia 
wydawania   tony   pieniędzy   na 
dzieło sztuki jest uwarunkowa-
na tak różnorodnymi czynnika-
mi,   że   odłóżmy   sobie   między 
bajki tezę o miarodajności tego 
wskaźnika. Co więcej, kierunki 
sztuki współczesnej zbyt często 
urywają się w pół drogi, dopóki 
zaś nie odnajdą punktu wyjścia 
i nie zaczną na nowo odszuki-
wać   „śladów   wyznaczanych 
stopami   człowieka”.   Ich   przy-
szłość będzie czarna i ponura. 
Jaką   ocenę   im   przypiszemy  – 
pozwólcie, zostawmy to dla ko-
lejnych   pokoleń.   Sądzę,   że   z 
perspektywy czasu będą one w 
stanie   ocenić,   co   reprezentuje 
rzeczywistą wartość – czy za-
pis   świadectwa   ludzkich   zma-
gań,   w   którym   odnajdą   pra-
gnienie wartości, czy zapis po-
szukiwań   tych   wartości   –   czy 
też zapis stanów majątkowych 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 15

background image

osób i korporacji albo wytwór 
znudzonej,   schorowanej   wy-
obraźni.

Skoro jesteśmy już przy te-

macie   sztuki   współczesnej,   to 
pozwólcie państwo, że przypo-
mnę   tutaj   sprawę   pewnego 
zamku. Ale od początku. W la-
tach siedemdziesiątych, na fali 
prosperity   podjęto   całkiem 
słuszną   decyzję  odbudowy  hi-
storycznego, bo swych począt-
ków   sięgającego   jeszcze   śre-
dniowiecza,   Zamku   Ujazdow-
skiego.   Położony   na   skarpie 
wiślanej, w sąsiedztwie Łazie-
nek Królewskich, w ciekawym 
krajobrazowo punkcie mógł on 
stanowić   dodatkowy,   atrakcyj-
ny   składnik   architektoniczny. 
Jednocześnie kompleks pałaco-
wo-parkowy   rozciągający   się 
od   ulicy   Gagarina   po   Piękną 
nabrałby   swego   pierwotnego 

kształtu.   Oczywiście   stałoby 
się coś dziwnego, gdyby plany 
zostały zrealizowane w całości. 
Zamek budowany jest już ład-
nych parę lat. Mimo iż zasadni-
cza bryła została już ukończo-
na, nadal trwają prace przy wy-
kańczaniu   elewacji   oraz   urzą-
dzaniu otoczenia. Zamek mógł-
by wspaniale spełniać swe za-
danie,   gdyby   został   przezna-
czony np. muzeum lub galerię 
sztuki   dawnej.   Z   pewnością 
sprzyjałby temu jego klimat, a i 
bogata  tradycja.   Stało  się  jed-
nak inaczej, gdyż tę zabytkową 
budowlę przekazano w użytko-
wanie Centrum Sztuki Współ-
czesnej, które nie posiadało do-
tychczas   żadnego   stałego   lo-
kum   w   centrum   stolicy,   które 
jednak – także w opinii uczo-
nych – inicjatorów odbudowy – 
nie jest odpowiednim przezna-

czeniem dla Ujazdowa.

Piszę   o   tym   akurat   teraz, 

gdyż ostatnimi czasy wiele bu-
dynków, często pokaźnych, po-
siadających   odpowiednie   po-
mieszczenia   i   wyposażenie 
techniczne,   atrakcyjny   wygląd 
zewnętrzny,   zmienia   swego 
właściciela.   Może   więc   i   z 
Zamku   Ujazdowskiego   udało-
by   się   eksmitować   Współcze-
snych. Myślę, że najwłaściwszą 
siedzibą dlań mógłby być – nie 
obrażając  nikogo  – lokal  przy 
rogu Al. Jerozolimskich i No-
wego Światu. To byłoby nawet 
niezłe rozwiązanie, dzięki któ-
remu   mógłby   powstać   spory 
kompleks   muzealny   wzdłuż 
Alei Jerozolimskich, w dodatku 
ze   schronem   atomowym   na 
wszelki wypadek.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 16

background image

Monarchia i plan

Iwan Sołoniewicz, tłum. Adam Gwiazda

(w: „Monarchia Narodowa”, San Francisco 1970, Wyd. Globus)

spółczesną   ludzko-
ścią   trzęsie   gorącz-
ka   planowania. 

Każdy coś tam planuje i niko-
mu   nic   z   tego   nie   wychodzi. 
Stalinowskie   pięciolatki   grun-
townie   przeorały   kraj   i   skon-
centrowały w obozach dziesięć 
czy piętnaście milionów niepla-
nowo wykorzystywanych ludzi. 
Hitlerowskie   plany   czterokrot-
nie   zakończyły   się   czterema 
strefami okupacyjnymi. Pięcio-
latka   angielskiej   Partii   Pracy 
trzyma się na włosku, przewa-
gą   pięciu–sześciu   głosów,   i 
upadnie   po   zwycięstwie   kon-
serwatystów.

W

Każdy   szanujący   się   rząd 

ma   „plan”.   Z   żadnego   z   tych 
planów nic nie może wyjść, po-
nieważ   wszystkie   one   są   po-
dyktowane   partykularnymi   in-
teresami tej partii, której w da-
nej chwili udało się dostać do 
władzy.

Należy   skonstatować   i   ten 

fakt,   że   wszystkie   te   „plany” 
mają   czysto   rosyjskie   pocho-
dzenie – nie tylko stalinowskie 
– ponieważ pięciolatki również 
wzięte   były   z   arsenału   rosyj-
skiej  historii. W rosyjskiej  hi-
storii był już tysiącletni plan – 
dojście do mórz. Został on zre-
alizowany.   Rosja   przebiła   się 
do Bałtyku, do Morza Czarne-
go, do Oceanu Spokojnego.

Był też stuletni plan – wy-

zwolenia chłopstwa pańszczyź-
nianego – rozpoczęty przez Im-
peratora Pawła I, a ostatecznie 
zakończony   przez   Imperatora 
Aleksandra   II.   Był   rozłożony 
na   dłuższy   czas   plan   „opano-

wania Syberii” – Wielka Sybe-
ryjska   Droga,   kolonizacja,   za-
gospodarowania bogactw natu-
ralnych.   Był   „plan”   opanowa-
nia czy też – jak to kiedyś u nas 
mówiono – „opieki” nad Kau-
kazem. Plan wprowadzony był 
w życie dziesięciolecie za dzie-
sięcioleciem, krok za krokiem. 
Był   plan   wprowadzenia   po-
wszechnego   obowiązku   na-
uczania – przed rewolucją był 
w przeddzień wykonania, a na-
wet   przekroczenia.   Był   plan 
rozwoju rosyjskiego przemysłu 
– i tempem doganiał on prze-
mysł pozostałych krajów świa-
ta.   W   żadnym   z   tych   planów 
partyjne korzyści i zamierzenie 
nie grały żadnej roli. Monarcha 
Rosyjski,   w   osobie   którego 
ogniskowały   się   podstawowe 
interesy   kraju,   interesy   bez-
sporne, zrozumiale dla każdego 
człowieka   w   kraju,   stal   nad 
partiami, grupami itp. On wy-
słuchiwał   ich   wszystkich,   ale 
decyzja należała tylko do niego 
– a była  to najbardziej  obiek-
tywna decyzja, jaka tylko mo-
gła być podjęta z czysto tech-
nicznego   punktu   widzenia. 
Kiedy chodziło o kolejność ru-
chów   w   zadania   wyjścia   nad 
Bałtyk czy też nad Morze Czar-
ne,   zwoływały   się   sobory,   na 
których ludzie bardzo doświad-
czeni, zawodowo zaangażowa-
ni   w   doradzanie   formułowali 
swoje opinie, a Monarcha po-
dejmował   końcowe   decyzje 
uzbrojone na wszelkie potrzeb-
ne dane i nie będąc zaintereso-
wany w jakieś częściowej ko-
rzyści.   Każdy  Monarcha   uwa-

żał   siebie   za   związanego   z 
działalnością Swego Przodka i 
„planował” przekazanie swoje-
mu następcy państwa kwitnące-
go   i   należycie   urządzonego. 
Lub też inaczej – każdy monar-
cha działał jak dobry ojciec ro-
dziny   i   ludowe   powiedzenie 
„Car-Batiuszka”,   przy   całej 
jego oczywistej prymitywności, 
jest   powiedzeniem   o   wielkiej 
prawdzie wewnętrznej. Podkre-
śla   ono   znaczenie   monarchii 
jako   politycznego   zniszczenia 
rodzinnego ideału narodu: Car-
Batiuszka i Władca Ziemi Ro-
syjskiej. Tylko On może skupić 
w sobie i prawowitości i silę, i 
ciągłość władzy lub – mówiąc 
innymi słowy – planować naj-
lepiej może tylko On.

Co może planować angielski 

parlament?   Wczoraj   u   władzy 
byli konserwatyści – planowali 
likwidację   bolszewizmu.   Dziś 
do władzy doszli labourzyści – 
zaplanowali   racjonalizację 
przemysłu i pokój z bolszewi-
kami.   Jutro   do   władzy   wrócą 
konserwatyści i co stanie się z 
planami   socjalistów?   Pojutrze 
socjaliści wygrają półtora tuzi-
nem; Mr. Churchill znów stanie 
w   opozycji,   a   jego   „plany” 
znów   znajdą   się   na   śmietniku 
historii.   Tam   też   pójdą   i 
wszystkie inne plany. A to z tej 
prostej przyczyny, że wszystkie 
one   wyrażają   nie   ogólnonaro-
dowe, ale wąskie partyjne inte-
resy. Nacjonalizacja angielskie-
go przemysłu oznacza w prak-
tyce chleb z masłem – chociaż 
na   kartki   –   dla   setek   tysięcy 
partyjnych i związkowych biu-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 17

background image

rokratów. Chleb to niepewny – 
jutro przyjdzie Churchill i roz-
goni ich. Wczoraj przyszedł At-
tler i rozgonił starą, tradycyjną 
i   doświadczoną   angielską   dy-
plomację, zastępując ją swoimi 
towarzyszami partyjnymi. Jutro 
przyjdzie   Churchill,   przywróci 

dyplomatów i rozgoni towarzy-
szy. Co będzie pojutrze?

Być   może   nigdy  jeszcze   w 

historii ludzkości świat – cały 
świat – nie znajdował się w po-
łożeniu tak strasznej nierówno-
wagi,   jak   dziś.   Planują   wszy-
scy: ktoś na pięć lat, ktoś na ty-

siąc, ale nikt nie wie, co przy-
niesie jutro. Najlepszy plan nie-
zawodnego   budowania   i   naj-
większą   pewność   dnia   jutrzej-
szego może  dać  tylko  Monar-
chia.

Cytat

Św. Tomasz z Akwinu
(„De regimine principum”, księga 1, rozdział 4)

„Jest niebezpieczeństwo z jednej i z drugiej strony: czy to, gdy się z obawy przed 
tyranią unika monarchii, która jest najlepszym rządem, czy to, gdy się przez miłość dla 
monarchii powierza władzę komuś, kto staje się tyranem”.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 18

background image

Król jest gotów

AFP (Francja)

(„Tygodnik Demokratyczny” nr 6, 11 lutego 1990 r.)

a   późno   już   na   podej-
mowanie   jakiejkolwiek 
próby   „pierestrojki”   w 

Albanii,   ponieważ   przy   naj-
mniejszej   oznace   liberalizacji 
powstanie   cały   naród   –   taką 
opinię   wyraził   pretendent   do 
tronu albańskiego Leka I.

Z

Leka – syn króla Zogu miał 

3 dni, kiedy wraz z matką opu-
ścił Albanię.  Obecnie mieszka 
w   Afryce   Południowej.   Jest 
przekonany,   że   na   Albanię 
przyjdzie   kolej   uwolnienia   się 
od   reżimu   komunistycznego, 
tak   jak   to   zrobiły   inne   kraje 
tego   obszaru   geogracznego. 
Sprawa   nie   polega   więc   na 
tym,   „czy”   Albania   to   zrobi, 
lecz na tym, „kiedy”. […]

Pretendent do tronu przypo-

mina, że dał już „sygnał” naro-
dowi,   wojsku   i   tajnej   policji, 
wzywając   je   przed   miesiącem 
do   zbrojnego   powstania   prze-
ciw   reżimowi.   Dalej   –   jak 
oświadcza – „moim pierwszym 
obowiązkiem będzie danie na-
rodowi   albańskiemu  prawa  do 
zadecydowania, w jakim ustro-
ju   –   republikańskim   czy   mo-

narchistycznym   –   pragnie   on 
żyć. W tym celu zobowiązałem 
się   do   przeprowadzenia   refe-
rendum”.

Leka   zachowuje   całkowitą 

dyskrecję   co   do   scenariusza, 
który  mógłby doprowadzić  do 
obalenia   reżimu   Ramiza   Alli. 
Zaznacza jednak, że np. w Ru-
munii siły zbrojne miały liczne 
kontakty   ze   Związkiem   Ra-
dzieckim   i   bardzo   prawdopo-
dobne jest, iż Sowieci wywie-
rali   na   nie   wpływ.  W Albanii 
ani Sowieci, ani nikt inny nie 
będzie  miał   kontaktu   z  armią, 
czy tajną policją”. Leka utrzy-
muje, iż takie „kontakty z naro-
dem, wojskiem i tajną policją” 
ma   tylko   on   jeden   z   całej   al-
bańskiej   diaspory.   Twierdzi 
także,   iż   dysponuje   regularnie 
ćwiczoną siłą zbrojną, która w 
odpowiednim momencie może 
wesprzeć   Albańczyków.   Od-
działy te – jak mówi – prowa-
dziły   już   akcje   zbrojne,   które 
jednakże   Leka   pragnie   zacho-
wać w tajemnicy.

Albański następca tronu de-

klaruje się jako przede wszyst-

kim   „nacjonalista”,   który   pra-
gnie   „etnicznej,   zjednoczonej 
Albanii”, a więc łącznie z Al-
bańczykami z jugosłowiańskie-
go   Kosowa.   Jak   twierdzi,   na-
wiązał   sieć   bardzo   ścisłych 
kontaktów z Chorwatami i Sło-
weńcami, którzy dopomogą mu 
w wywieraniu nacisku na Ser-
bię.

„Każdy rząd, który sprawo-

wałby   władzę   w   Albanii   – 
oświadcza – będzie się doma-
gać Albanii etnicznej. Ze mną 
przynajmniej   wiadomo,   że 
będę się starał nawiązać dialog, 
zanim porwę się na jakieś sza-
leństwo. Można zaproponować 
plan   negocjacji   z   Serbią”.   Tu 
Leka ujawnia, że byłby gotów 
zaproponować   Serbii   status 
eksterytorialności   dla   miejsc, 
do   których   przywiązuje   ona 
szczególne   znaczenie,   jak   np. 
monument   upamiętniający   bi-
twę   z  Turkami   pod   Kosowem 
czy niektóre wyjątkowo cenne 
klasztory.

[…]

Od redakcji

A. K.

Król  Albanii   jest   rzeczywi-

ście gotów. Jest gotów walczyć 
o wolność swego narodu i pań-
stwa   zarówno   z   komunistami, 
jak i z wrogami zewnętrznymi. 
Jest gotów wrócić do Albanii, 
by wziąć w swe ręce rzeczywi-
stą władzę. Jest on królem sil-
nym   i   zdecydowanym,   będzie 
silnym   i   prawdziwym   władcą. 

Wydaje   się,   iż   bliżsi   powrotu 
do swych ojczyzn są inni królo-
wie, lecz jeśli nie wezmą przy-
kładu z postawy Leki, jeśli nie 
będą zdecydowanie walczyć  o 
swe prawa do tronu i władzy, 
ich powrót do „domów” nie bę-
dzie triumfalny, nie będą witani 
przez poddanych „z chlebem i 
solą”.   Zejdą  do  roli   zwykłych 

śmiertelników, żyjących w za-
ciszach nawet nie pałaców, lecz 
zwykłych willi. Nikt nie będzie 
szanował   słabych   władców.  A 
raz   utracony   autorytet   trzeba 
ponownie zasłużyć, nie wystar-
czy   pochodzić   z   królewskiej 
rodziny.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 1 (7) AD 1990

Strona 19


Document Outline