background image

Sekwana, rzeka we Francji. Widać w tle katedrę Notre-Dame. Jej nazwę tłumaczy się jako Nasza 

Pani i odnosi się do Matki Boskiej. Wzniesiono ją na wyspie na Sekwanie, zwanej Île de la Cité, na 
śladach po dwóch kościołach powstałych jeszcze w IX w.

background image

Spis treści

Arystokratyzm ducha
Krzysztof Mogilnicki – Tezy do założeń programowych monarchizmu polskiego
Jacek Bartyzel – Spojrzenia nad Sekwanę
Aleksander Popiel – Odbudować arystokrację pieniądza
Artur Górski – Jedyną partią dla oficera są Siły Zbrojne
Kacper Krasicki – Westchnienie po Habsburgach

3
6

12
14
17
20

Adres do korespondencji:

www.konserwatyzm.pl

; e-mail: 

kzm@konserwatyzm.pl

Klub Zachowawczo-Monarchistyczny, ul. Żubrowa 7, 01-978 Warszawa

Konto bankowe:

Klub Zachowawczo-Monarchistyczny: 77-1240-1066-1111-0000-0006-1131

Opracowanie elektroniczne: Portal Młodzieży Prawicowej – www.xportal.pl (31 XII 2008 r.)

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

2

background image

Arystokratyzm ducha

(Fragmenty dyskusji, która miała miejsce w Klubie 8 września AD 1990)

Józef Ortega y Gasset, „Bunt mas”

„…ludzie wybrani, a nie masy, żyją w prawdziwym poddaństwie. Życie nie ma dla nich 
smaku, jeśli nie polega na służeniu czemuś transcendentnemu. Dlatego też takiej służby 
nie odbierają jako ucisku. Jeśli tego im brakuje, wówczas odczuwają niepokój i 
wynajdują nowe normy, jeszcze trudniejsze, jeszcze bardziej wymagające, które ich 
gnębią. To jest życie rozumiane jako narzucona sobie dyscyplina – życie szlachetne. 
Szlachectwo określają wymagania i obowiązki, a nie przywileje. 

[…] Szlachetny to znaczy „znany”, w tym sensie, że znany wszystkim, sławny, ktoś, kto 
dał się poznać, wybijając się ponad anonimową masę. Określenie to implikuje istnienie 
jakiegoś szczególnego wysiłku, który dał powody do sławy. Tak więc słowo szlachetny 
jest równoznaczne ze słowem w trudzie wypracowany, doskonały. 

[…] Szlachectwo to synonim życia pełnego trudu i wydarzeń, zawsze gotowego do 
doskonalenia się do przechodzenia od tego, co już jest, do wyższych jeszcze celów i 
obowiązków.”

Artur Górski  – Arystokra-

tyzm  ducha   musimy rozumieć 
we   dwojaki   sposób.   W   taki, 
który proponuje Ortega, to zna-
czy budowanie arystokratyzmu 
w   sobie   samym,   umacnianie 
swojego wnętrza. Przez samo-
doskonalenie się, przez realiza-
cję siebie w działaniu możemy 
dostrzegać   wyższe   cele.   In-
stynkt   arystokraty   pozwoli 
działać   zgodnie   z   naszym   su-
mieniem, działać nie dla dobra 
swojego, czy w sferze władzy – 
nie   dla   zdobycia   władzy   dla 
siebie,   lecz   w   celu   zdobycia 
władzy   dla   niego,   dla   tego 
przyszłego   władcy.   Tak   rozu-
miany   arystokratyzm   ducha 
wyraża naszą postawę moralną. 

Z   drugiej   strony   arystokra-

tyzm ducha musi być także za-
warty   w   pewnych   formach. 
Formy  te   tyczą   się  np.   metod 
działania, lecz także wiążą się z 
pewnym szacunkiem dla siebie, 

który wyraża się m.in. w ubio-
rze. Przez szacunek dla siebie, 
lecz także dla innych, dbamy o 
to, byśmy wyglądali przyzwo-
icie   i   reprezentacyjnie.   Formy 
w   „szlachectwie”   związane   są 
bowiem   z   pewnym   aspektem 
estetycznym.

Kacper Krasicki  – Wydaje 

się, że arystokratyzm i w ogóle 
etos   rycersko-arystokratyczny 
jest   to   specyfika   europejska, 
żeby   nie   powiedzieć   zachod-
nioeuropejska. (Pomijam świa-
domie np. etos samurajski). Ri-
chard   Pipes   w   swojej   książce 
Rosja   carów  twierdzi,   że   np. 
dawne   elity   społeczne   Rosji 
carskiej nie miały nic wspólne-
go z etosem arystokratycznym, 
takim   jaki   ukształtował   się   w 
Europie   zachodniej   i   środko-
wej.   Pipes   nawet   stawia   tezę, 
że pojęcie honoru i arystokraty-
zmu w ogóle mogło ukształto-
wać   się   tylko   w   wyniku   po-

wstania   i   krystalizacji   społe-
czeństwa   feudalnego,   czyli   od 
czasów Karola Wielkiego oraz 
całej   dalszej   ewolucji   Europy 
Zachodniej.   Tak   więc   dla   elit 
społecznych   Rosji   pojęcie   ho-
noru, pojęcie godności własnej 
nie istniały do końca XVII w. 
Dopiero w XVIII, a zwłaszcza 
w   XIX   wieku   elity   rosyjskie 
ukształtowały się  na  wzór elit 
zachodnioeuropejskich.   Dopie-
ro   wtedy   możemy   mówić   o 
arystokratyzmie rosyjskim.

Artur   Górski  –   Ortega   w 

swojej pracy dodaje, że arysto-
kratyzm może być pojmowany 
jako   arystokratyzm   dziedzicz-
ny, to znaczy, że ktoś po przod-
kach   w   spadku   krwi   dostaje 
szlachectwo.   Jednakże   wyraź-
nie mówi, że jest to błędne po-
traktowanie arystokratyzmu, je-
śli   mamy   na   myśli   arystokra-
tyzm   ducha.   Ponieważ   –   wg 
Ortegi – uszlachcenie powinno 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

3

background image

iść   w   drugim   kierunku.   Czło-
wiek poprzez zdobycie pewne-
go   znaczenia,   pewnego   szla-
chectwa,   w   zależności   jaki 
wielki   jest   to   arystokratyzm, 
nobilituje swoich przodków.

Mariusz Affek  – Sądzę, że 

ten   podział   na   arystokratów 
krwi i arystokratów ducha nale-
ży   utrzymać.   Znamy   bowiem 
wiele   osób,   które   należą   do 
arystokracji   ze   względu   na 
swoje pochodzenie, a które to 
swoim   zachowaniem   sugerują, 
że   z   tym   pochodzeniem   nie 
mają zbyt wiele wspólnego. Po 
pierwsze,   nie   propagują   idei 
arystokratycznych czy w ogóle 
zachowawczych;   po   drugie, 
często   zachowują   się   wręcz 
niegodnie. Zatem winien to być 
podział ze względu na pocho-
dzenie, jak i ze względu na za-
chowanie.   Najważniejsze   jest 
bowiem to, czy człowiek przy-
znaje   się   do   arystokratyzmu   i 
czy realizuje go. Można to łą-
czyć   z   ideą   chrześcijańskiego 
apostolstwa   pewnych   zacho-
wań. Należy bowiem propago-
wać   pewne   postawy   moralno-
-religijne,  które dla  konserwa-
tysty mają niebagatelne znacze-
nie.

Artur Górski – Owszem, to 

rozróżnienie   jest   konieczne, 
gdyż w XX wieku nie zawsze 
arystokratyzm   ducha   pokrywa 
się   z   arystokratyzmem   krwi. 
Jednakże,   ponieważ   w   historii 
to   arystokraci   krwi   byli   szla-
chetni, tak ze względu na for-
my, jak i na treści, teoretycznie 
dziś   również   stanowić   mogą 
pewien potencjał. Bowiem ów 
instynkt arystokratyczny jest w 
pewnym   sensie   przekazywany 
genetycznie,   przynajmniej   do 
pewnego   stopnia.  Wielu   świa-
domie   go   zatraca.   Zauważmy, 

że część starej arystokracji zde-
generowała   się   zupełnie,   a 
część   jednak   kultywuje   trady-
cje. Nie jest więc to takie jed-
noznaczne.   Choć   oczywiście 
arystokracja   krwi   jako   elita 
społeczna   swoją   historyczną 
szansę przegrała. 

Kacper Krasicki – Jako hi-

storyk dodam, że nie ma się co 
dziwić, że przegrała. Od czasu 
rewolucji   francuskiej,   czyli 
przez ponad 200 lat wszystkie 
procesy społeczne, jakie zacho-
dziły w Europie, były wymie-
rzone   przeciwko   elitom,   a 
zwłaszcza  starym  elitom. Naj-
bardziej  niwelujący  okazał   się 
przecież ustrój komunistyczny, 
który jest antyelitarny z założe-
nia. Zatem trudno coś kultywo-
wać nie mając zaplecza i to nie 
tylko ekonomicznego, ale także 
zaplecza w strukturach społecz-
nych   czy   państwowych.   Nie-
wątpliwie   można   powtórzyć 
słowa   Chateaubrianda,   który 
mówił, iż przeszliśmy „z epoki 
zwycięstw do epoki przechwa-
lania się”.

Już   w   pierwszej   połowie 

XIX   wieku   wielcy   myśliciele, 
jak właśnie Chateaubriand, To-
cqueville   i   de   Maistre,   twier-
dzili,   że   po   rewolucji   francu-
skiej arystokracja i szlachta eu-
ropejska raz na zawsze upadła. 
A  przecież   w   pierwszej   poło-
wie XIX wieku sprawa nie wy-
dawała się jeszcze tak oczywi-
sta,   a   podstawy   ekonomiczne 
były mimo wszystko dość moc-
ne. W końcu XX wieku trudno 
mówić   o   jakiejś   genetycznej 
degeneracji, tylko po prostu na-
leży twierdzić, że wraz z kon-
sekwencjami rewolucji francu-
skiej   stara   europejska   arysto-
kracja   znikła,   np.   pod   wpły-
wem nowej arystokracji, którą 

wydał rozwój kapitalizmu.

Mariusz Affek – To co Pan 

powiedział   potwierdza   moją 
tezę związaną z upadkiem ary-
stokracji pochodzenia.  Ja bym 
dodał, że liczne procesy indu-
strializacyjne   wywodzą   się 
jeszcze   sprzed   rewolucji   fran-
cuskiej, bo od rewolucji Crom-
wella.   Powiedzmy   otwarcie; 
były   wynikiem   wytworzenia 
się   nowej   klasy   społecznej   – 
burżuazji. XIX wiek natomiast 
ostatecznie   spowodował   zubo-
żenie arystokracji pochodzenia. 
Jednakże nie wolno zapominać, 
że   po   narodzeniu   burżuazji 
mamy do czynienia z typowym 
wynalazkiem XX wieku, który 
powstał po rewolucji paździer-
nikowej. Powstała wtedy nowa, 
czerwona elita komunistyczna, 
która   była   „quasi-burżuazją” 
opierającą   się   na   zupełnie   in-
nych   przesłankach   ideologicz-
nych. Właśnie w wytworzeniu 
się tych dwóch nowych warstw 
społecznych   możemy  dopatry-
wać się źródeł obecnych złych 
zachowań   współczesnych   ary-
stokratów z urodzenia. 

Artur Górski – Zastanawia-

my się, czy arystokracja z po-
chodzenia   ostatecznie   upadła 
moralnie,   a   jeśli   upadła,   to   w 
jaki sposób i kiedy. Natomiast 
należy   powiedzieć,   jak   widzi-
my   odbudowanie   arystokracji, 
tej arystokracji ducha. Jak by-
ście Panowie widzieli tych no-
wych   arystokratów,   zakładając 
że należenie dzisiaj do arysto-
kracji   pieniądza   nie   eliminuje 
arystokratyzmu ducha?

Marek   Święcicki  –  Trzeba 

szerzej   powiedzieć,  jakich  wi-
dzimy arystokratów ducha. Do-
tychczas   mówiliśmy   o   arysto-
kratyzmie ducha w aspekcie hi-
storycznym, w aspekcie arysto-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

4

background image

kracji pochodzenia czy arysto-
kracji   zachowania.   Natomiast 
ja chciałbym zwrócić uwagę na 
to, jak pojęcie to może być od-
bierane u przeciętnego, współ-
czesnego człowieka. Arystokra-
cja ducha – termin ten jest wła-
ściwie   bliższy   językowi   po-
etyckiemu   czy   filozofii   i   być 
może  także  dlatego  zwracamy 
na   to   jakąś   szczególniejszą 
uwagę. Często sama barwa po-
jęcia   bardziej   nas   interesuje 
aniżeli jego treść. W związku z 
tym wydaje mi się, że powinni-
śmy zwrócić uwagę nie na ze-
wnętrzny,   ale   na   wewnętrzny, 
rzeczowy   aspekt   tego   pojęcia, 
to znaczy na to, jakiej kategorii 
mają być elity kreowane przez 
nas.   Musimy   określić,   jakie 
wymagania i kryteria dla nich 
będziemy   stawiali.   Moje   poj-
mowanie pojęcia „arystokracja 
ducha”  to  pojmowanie   arysto-
kracji jako elity idei. Ma to być 
elita  ludzi,  którzy są w  stanie 
objąć otaczającą nas rzeczywi-
stość   spoglądając   z   pewnego 
punktu ponadczasowego, a dy-
stansem po to, by móc w spo-
sób   obiektywny   tę   rzeczywi-
stość oceniać, analizować i for-
mować.   Lecz   przede   wszyst-
kim   muszą   oni   formować   sa-
mych siebie.

Artur Górski – Jeżeli spoj-

rzymy   przez   pryzmat   arysto-
kratyzmu ducha na cele nasze-
go Klubu, to właśnie zadaniem 
naszym   jest   wykształcić,   wła-
śnie   formować   arystokratów 
ducha,  czyli  takich ludzi, któ-

rzy będą z jednej strony czuli 
instynktownie ideę, co wynika 
z   pewnych   predyspozycji   du-
chowych – arystokratą ducha w 
pewnym   sensie   albo   się   jest, 
albo się nie nim jest. Po drugie, 
potrzebujemy   arystokratów, 
którzy będą  potrafili  nie tylko 
widzieć,   że   najlepszym   syste-
mem jest monarchia, ale także 
będą   potrafili   wyjaśnić   to   w 
sposób   racjonalny.   W   dzisiej-
szych czasach walki o ideę po-
trzebny  jest   zarówno   instynkt, 
jak   i   wiedza.   Zwykli   poddani 
Jego Królewskiej Mości są mo-
narchistami   tylko   z   instynktu. 
Natomiast   arystokraci   ducha, 
czyli ci, którzy winni stać przy 
królu, winni walczyć o króla i 
za króla, muszą nie tylko wie-
rzyć i kochać, ale także w spo-
sób   racjonalny   i   bezpośredni 
działać na rzecz monarchii. Za-
tem,  jak napisał w  jednym  ze 
swych   artykułów   nasz   kolega 
Adam Gwiazda, musimy starać 
się   wykształcić   „pół-rycerzy, 
pół-zakonników”.   Oczywiście 
jest to metafora, nie jest to jakiś 
absolutny   wyznacznik   arysto-
kratyzmu ducha, ale niewątpli-
wie   pewien   pożądany  cel   for-
macyjny.   Arystokrata   ducha 
musi   być   przede   wszystkim 
człowiekiem prawym i działać 
zgodnie z własnym sumieniem.

Mariusz Affek – Arystokra-

tyzm ducha wiąże się z wzna-
wianiem   pewnych   idei   moral-
nych, które – jak już wspomi-
nałem – winny rodzić się z ide-
ami   religijnymi.   Ludzie   o 

orientacji lewicowej raczej nie 
posiadają   wzorców   religijnych 
i propagować ich nie mogą.

Artur Górski  – Czy zatem 

np.   komunista   nie   może   być 
człowiekiem prawym?

Kacper   Krasicki   –   Ja   uwa-

żam, że chodzi tu o coś głęb-
szego. Samo greckie słowo ari-
stoi
 – najlepszy, lepszy – samo 
to   brzmienie   nasuwa   pojęcie 
pewnej elitarności. To nieważ-
ne,   czy   chodzi   o   arystokrację 
pochodzenia,   czy   tę   lepszą   – 
arystokrację ducha. Nie można 
być   prawdziwym   arystokratą, 
będąc egalitarystą, gdyż jest to 
zaprzeczenie   sobie   samemu. 
Co   nie   znaczy,   że   egalitarysta 
nie może być człowiekiem pra-
wym  czy  uczciwym.   Gdy  jest 
się   arystokratą,   to   nie   można 
być np. demokratą. Neutralnym 
jest tu właśnie monarchizm. 

Marek   Święcicki  –   Sądzę, 

że   zalążkowy   konserwatyzm 
jest składnikiem każdego czło-
wieka, natury człowieka, nawet 
socjalisty.   Bowiem   jest   to   pe-
wien sposób samoograniczania 
się,   tworzenia,   działania   w 
oparciu   o   jakieś   elementy 
wspólne w ogóle dla całej ludz-
kości. Chodzi o to, by wzmac-
niać te zachowania i te postawy 
w   ludziach.   Chodzi   o   to,   aby 
spośród ludzi wyłaniać te oso-
by,   w   których   przejawiają   się 
one w sposób szczególny. Wła-
śnie   z   tych   ludzi   należy   kre-
ować   naszych   „pół-rycerzy, 
pół-zakonników”. 

W dyskusji udział wzięli:
Artur Górski – student Wydziału Kościelnych Nauk Historycznych i Społecznych Akademii Teo-

logii Katolickiej w Warszawie; Kacper Krasicki – student Wydziału Historii Uniwersytetu War-
szawskiego; Mariusz Affek – pracownik naukowy Instytutu Historii Nauki Oświaty i Techniki PAN; 
Marek Święcicki – student Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

5

background image

Tezy do założeń programowych monarchizmu polskiego

Krzysztof Mogilnicki

Od Redakcji

Poniższe   tezy   do   założeń 

programowych   monarchizmu 
polskiego zostały nadesłane do 
„Pro Fide, Rege et Lege” z Po-
znania. Są one bardzo interesu-
jące (jako propozycje), ale za-
razem w wielu miejscach bar-
dzo kontrowersyjne. Zatem po-
niżej tekstu zamieszczamy kry-
tyczne   uwagi   jako   pierwszy 
głos w dyskusji nad tezami.

Mamy nadzieję, że czołowi 

monarchiści   polscy,   którzy 
wejdą  (zapewne)  do  zaprojek-
towanego   przez   p.   dra   Jacka 
Bartyzela Instytutu Badań nad 
Myślą Konserwatywną i Roja-
listyczną,   wspólnie   wypracują 
spójne   koncepcje   programowe 
polskiego monarchizmu.

I

Monarchia

Rzeczypospolitej Pol-

skiej

Określenie   Rzeczpospolita 

jako nazwa państwa polskiego 
jest   głęboko   zakorzenione   w 
tradycji   narodowej.   Aczkol-
wiek   w   bezpośrednim   tłuma-
czeniu oznacza „republikę”, w 
Polsce utożsamiano je zawsze z 
ogólnym   pojęciem   państwa   – 
nie koniecznie zaś z systemem 
republikańskim. I Rzeczpospo-
lita była wszak monarchią elek-
cyjną, a król Polski był „,mał-
żonkiem Rzeczypospolitej”. Ta 
oryginalnie polska i nie mająca 
w innych krajach analogii tra-
dycja   winna   być   zachowana 
zgodnie   z   narodowym   odczu-
ciem.   Dlatego   zakłada   się,   że 

oficjalna   nazwa   państwa   po 
przywróceniu monarchii winna 
brzmieć „Królestwo Rzeczypo-
spolitej   Polskiej”,   a   tytuł   mo-
narchy   powinien   odpowiednio 
brzmieć nie „Król Polski”, lecz 
„Król   Rzeczypospolitej   Pol-
skiej”.

II

Monarchia elekcyjno-

-dziedziczna

Od wygaśnięcia dynastii ja-

giellońskiej (a w pewnym sen-
sie już od czasów królowej Ja-
dwigi) król polski był powoły-
wany   drogą   elekcji   przez 
szlachtę.   Monarchia   elekcyjna 
była   oryginalną   polską   trady-
cją;   elekcyjność   tronu   trwała 
praktycznie aż do końca I Rze-
czypospolitej (zniosła ją dopie-
ro Konstytucja Trzeciego Maja) 
– podczas gdy w innych pań-
stwach Europy utrwala się mo-
narchia dziedziczna (zrazu ab-
solutna, potem konstytucyjna). 
Polska   była   tu   prekursorem 
obecnych   systemów   demokra-
cji   wyborczo-parlamentarnej. 
Równocześnie przy utrzymaniu 
zasady   wolnej   elekcji   dążono 
do  utrzymania   ciągłości   dyna-
stii, wybierając na królów ko-
lejnych jej członków (Jagiello-
nowie,   Wazowie,   dynastia   sa-
ska). Usiłowano w ten sposób 
znaleźć   syntezę   dwóch   zasad 
na   pozór   sprzecznych:   pocho-
dzenie   władzy   królewskiej 
bądź od Boga, bądź od narodu. 
Tradycja narodowa i nowocze-
sne   zasady   liberalno-demokra-
tyczne   mogą   i   powinny  być   i 

dzisiaj tu pogodzone – wg na-
stępującego trybu:

1. Monarchia w Polsce po-

winna być elekcyjna, ale zara-
zem dziedziczna w ramach za-
chowania ciągłości sukcesji dy-
nastycznej.   Przyszła   konstytu-
cja winna stwierdzać, że „Król 
Rzeczypospolitej   Polskiej   pa-
nuje z łaski Boga i woli naro-
du”,   a   regulację   następstwa 
władzy   królewskiej   powinna 
zawierać ustawa o sukcesji.

2. Pierwszy król Rzeczypo-

spolitej zostaje wybrany w gło-
sowaniu   powszechnym,   rów-
nym,   tajnym   i   bezpośrednim 
wszystkich   pełnoletnich   oby-
wateli polskich spośród kandy-
datów   przedstawionych   przez 
połączone:   Sejm   Narodowy   i 
Senat   Ziem.   Kandydat   może 
też być tylko jeden – wówczas 
elekcja ma charakter akceptują-
cego   referendum.   Z   tą   chwilą 
powstaje   dynastia   panująca. 
Równocześnie   z   elekcją   króla 
Sejm   i   Senat   powołują   Radę 
Koronną   (Radę   Królewską)   z 
osobistości   zasłużonych   i   cie-
szących się powszechnym sza-
cunkiem narodu.

3.   Konstytucyjnie   desygno-

wanym następcą tronu jest naj-
starszy   bezpośredni   potomek 
panującego   już   monarchy   – 
syn, a w przypadku jego braku 
córka (tradycja polska zezwala 
na   panowanie   królowej).   Jed-
nak   jego   wstąpienie   na   tron 
musi być zatwierdzone każdo-
razowo   przez   naród   w   drodze 
elekcji – referendum. Desygno-
wany   następca   (następczyni) 
tronu jest w nim kandydatem z 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

6

background image

mocy prawa.

4. W wypadku braku bezpo-

średnich   potomków   królew-
skich   automatycznie   desygno-
wanym   kandydatem   elekcyj-
nym jest najbliższy krewny po-
przedniego króla w linii równej 
lub zstępnej (brat, siostra, bra-
tanek,   bratanica,   siostrzeniec 
itd.).

5.   W   wypadku,   gdy   desy-

gnowany   następca   tronu   nie 
daje   gwarancji   właściwego 
sprawowania funkcji panujące-
go, jak również gdy nie uzyska 
w elekcji wymaganych  ⅔  gło-
sów, Rada Koronna może wy-
znaczyć   innego  kandydata  lub 
kilku   kandydatów   elekcyjnych 
do tronu – jednak tylko spośród 
członków   dynastii   panującej 
(rodziny królewskiej) wyszcze-
gólnionych w punkcie 4.

6.   W   okresie   małoletniości 

króla lub w razie niemożności 
sprawowania przez niego funk-
cji   panującego   Rada   Koronna 
wyznacza   Regenta   Królestwa 
spośród członków rodziny kró-
lewskiej

7. W okresie bezkrólewia, tj. 

pomiędzy śmiercią poprzednie-
go monarchy a zatwierdzeniem 
przez   elekcję   desygnowanego 
następcy   (względnie   wyboru 
dokonanego zgodnie z punktem 
4, funkcję panującego sprawuje 
zgodnie z polską tradycją pry-
mas  Polski jako interrex. Pry-
mas   dokonuje   też   koronacji 
każdorazowego   wybranego 
króla.

8.   Przedstawione   rozwiąza-

nia zapewniają syntezę zasady 
powołania   panującego   z   woli 
narodu   z   zasadą   dynastycznej 
ciągłości   władzy   królewskiej. 
Nadto świadomość konieczno-
ści poddania swej kandydatury 
zatwierdzeniu przez cały naród 

będzie   sprzyjać   właściwemu 
przygotowaniu i kwalifikacjom 
każdorazowego   desygnowane-
go następcy dla pełnienia swej 
roli   reprezentanta   i   symbolu 
Najjaśniejszej   Rzeczypospoli-
tej.

III

Monarchia prawna, 

konstytucyjna 

i parlamentarna

1. Zgodnie zarówno z trady-

cjami polskimi, jak i nowocze-
snymi   systemami   państwowy-
mi, konstytucyjne formy Króle-
stwa Rzeczypospolitej Polskiej 
winny opierać  się na podziale 
trzech władz i systemie parla-
mentarnym.

2. Król panuje, lecz nie rzą-

dzi. Jest symbolem całego na-
rodu i symbolem państwa. Re-
prezentuje  majestat  i   wielkość 
Rzeczypospolitej,   jej   powagę, 
wielkość, godność i honor. Stoi 
ponad władzami państwowymi, 
lecz sam nie sprawuje władzy. 
Jest   Najwyższym   Arbitrem. 
Jest   „małżonkiem   Rzeczypo-
spolitej”.   Podpisuje   ustawy, 
lecz nie ponosi za nie odpowie-
dzialności konstytucyjnej. Oso-
ba monarchy jest nietykalna.

3.   Władza   ustawodawcza 

należy  do  Sejmu   Narodowego 
wybieranego   w   powszechnych 
wyborach i Senatu reprezentu-
jącego jednostki federalne (Zie-
mie), wspólnoty i elity narodo-
we.

4.   Władzę   wykonawczą 

sprawuje rząd. Szef rządu mia-
nowany   jest   przez   króla   spo-
śród większości parlamentarnej 
lub   koalicji   stronnictw.   Posia-
dać   on   powinien   wobec   tego 
znaczne   uprawnienia,   na   nim 
bowiem   spoczywa   prowadze-

nie   bieżącej   polityki   państwa. 
Postuluje się dyskusyjnie zastą-
pienie   XX-wiecznego   określe-
nia „premier” przywróconą sta-
rą   polską   nazwą   „kanclerz”. 
Kanclerz w I Rzeczypospolitej 
pełnił   funkcje   państwowe   w 
dużym   stopniu   odpowiadające 
dzisiejszemu urzędowi premie-
ra.   Błędne  jest  łączenie   tytułu 
kanclerza z Niemcami. W Pol-
sce urząd kanclerski istniał od 
XVI   wieku   (formalnie,   gdyż 
praktycznie istniał już znacznie 
wcześniej), a w Niemczech do-
piero po ich zjednoczeniu przez 
Bismarcka i stworzeniu II Rze-
szy w 1871 roku.

5. Władza sądownicza nale-

żeć będzie do niezawisłych są-
dów, mianowanych przez króla 
jako   strażnika   Prawa,   prawa 
naturalnego   i   chrześcijańskie-
go, którego źródłem jest Bóg.

6.   Z   chwilą   wprowadzenia 

monarchii   urzędy   i   instytucje 
publiczne, tj. państwowe, przy-
jąć winny nazwę „królewskie”, 
a   więc   np.   królewskie   koleje, 
poczta, Policja Królewska (fe-
deralna) itp.

IV

Monarchia liberalna, 

konserwatywna 

i chrześcijańska

1.   Królestwo   Rzeczypospo-

litej Polskiej będzie monarchią 
opartą   na   wielkich   tradycjach 
polskich   łacińskiej,   śródziem-
nomorskiej,   chrześcijańskiej 
kultury,   wartościach  z  których 
wywodzi się. Jego podstawami 
muszą być:

a)   wolność   jednostki   i   jej 

praw, ograniczona jedynie pra-
wem i wolnością innych jedno-
stek;

b)   własność   prywatna   jako 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

7

background image

święte   i   nienaruszalne   prawo 
jednostki   do   samorealizacji   i 
realizacji jej celów;

c)   rodzina   i   jej   rola   jako 

podstawowej   wspólnoty   ludz-
kiej,   płynąca   z   etosu   wiary 
chrześcijańskiej i katolickiej;

d)   tradycja   narodowa   jako 

wspólnota   łącząca   wszystkich 
Polaków   –   monarchia   jest   jej 
uosobieniem,   strażnikiem   i 
kontynuatorem; 

e) tolerancja – jako wzorzec 

etyki katolickiej;

f)   prawo   –   jednakowe   dla 

wszystkich, wzornik i strażnik 
wolności jednostek i wspólnot, 
ich bezpieczeństwa; prawo po-
chodzące od nakazów boskich;

g)   demokracja   –   ale   tylko 

jako stosunkowo najmniej nie-
doskonała   technika   realizacyj-
na rządzenia na co dzień pań-
stwem.

Demokracja jest środkiem, a 

nie celem samym w sobie. Słu-
żyć musi wolności jednostek i 
wspólnot, ich praw w życiu pu-
blicznym,   lecz   nie   może   tych 
praw   naruszać.   Służyć   winna 
tworzeniu   elit,   a   nie   mecha-
nicznej   liczbowej   przewadze 
masy, mogącej tym elitom za-
grozić. Wolność jednostek i ich 
wspólnot   jest   w   monarchii 
ważniejsza   od   nadmiernej   de-
mokracji   prowadzącej   zawsze 
do kolektywistycznego totalita-
ryzmu lub anarchii.

2.   Podstawy   powyższe   i 

wartości, które wyrażają się w 
monarchii,   zawarte   są   w   kon-
stytucji   i   prawach   szczegóło-
wych.

V

Monarchia państwowa 

i narodowa

1.   Monarcha   jest   głową   i 

symbolem   państwa.   Państwo 
zaś jest nie tylko najwyższą or-
ganizacją   życia   narodowego, 
lecz wyraża ciągłość, kontynu-
ację  jego  najświętszych  trady-
cji. Monarchia uosabia jego tra-
dycję   i   wielkość.   Liberalizm 
klasyczny,   lewicujący   słusznie 
odrzuca   gospodarczą   działal-
ność państwa, jego bezpośred-
nią   obecność   w   gospodarce   – 
jest to nie tylko szkodliwa, ko-
lektywistyczna   doktryna,   lecz 
również   poniżenie   rangi   pań-
stwa – niesłusznie jednak dąży 
do   jego   osłabienia   polityczne-
go.   Państwo   monarchistyczne 
musi być silne w dziedzinach, 
które do niego należą: w dyplo-
macji, obronie kraju i jego inte-
resów, w czuwaniu nad porząd-
kiem   i   bezpieczeństwem   dla 
wolnych   inicjatyw   jednostek. 
Królestwo musi posiadać silną, 
zawodową armię, sprawną po-
licję, kompletną administrację. 
Zakres jego działań winien być 
ściśle ograniczony, ale w tych 
granicach musi być silne. Mo-
narchista musi być państwow-
cem,   bo   władza   królestwa   to 
właśnie państwo.

2. Monarchista nie może na-

tomiast   być   nacjonalistą.   Król 
jest   ojcem   narodu.   Monarchia 
jest  opiekunem  i  [nieczytelne] 
wszystkich   obywateli   i   wobec 
niej wszyscy mają to samo pra-
wo   do   opieki   i   te   same   obo-
wiązki.   Musi   być   utrzymana 
wspaniała tradycja I Rzeczypo-
spolitej, gdzie każdy, czy to Po-
lak, czy też Rusin, Litwin, Nie-
miec był wolnym obywatelem 
wolnego   państwa   i   poddanym 
swojego   króla.  Wobec   monar-
chy  są   równi   bez   względu   na 
swoje pochodzenie, język i wy-
znawaną   wiarę.   Ojczyzna   jest 
jedna dla wszystkich, a monar-

chia jest gwarantem tolerancji

3. Naród jest najszerszą, naj-

wyższą z dobrowolnych wspól-
not,   jakie   tworzą   jednostki. 
Państwo   monarchistyczne   wy-
raża   i   broni   jego   interesów, 
strzeże   jego   tradycji,   czuwa 
nad jego prawami. Patriotyzm, 
miłość do swego narodu i kraju 
jest   spoiwem   władzy   królew-
skiej. Ale w monarchii te natu-
ralne   uczucia   nie   mogą   wyra-
żać się w irracjonalny, bezkry-
tyczny kult narodu, stawianiem 
go ponad wszystkim. Prowadzi 
to   do  szowinizmu,  ksenofobii, 
a w końcu do narodowego tota-
litaryzmu,   będącego   w   duchu 
lewicową,   kolektywistyczną 
doktryną   masową   niszczącą 
wolność jednostki – narodowy 
socjalizm. Faszyzm był przeja-
wem tego samego sposobu my-
ślenia, co marksistowski komu-
nizm i niemarksistowski socja-
lizm.   Monarchista   nie   może 
być nacjonalistą – właśnie dla-
tego, że wie jak wielką rzeczą 
jest naród, każdy naród. Winien 
być natomiast mądrym patriotą. 
Władza   królewska   zapewnia 
kierowanie się racją stanu i do-
brem państwa, które chroni do-
bro narodu.

VI

Monarchia federacyjna

1. Zakłada się, że Królestwo 

Rzeczypospolitej   Polskiej   bę-
dzie   monarchią   federacyjną   o 
wielkiej administracyjnej auto-
nomii poszczególnych prowin-
cji   (ziem)   i   rozbudowanych 
uprawnieniach i kompetencjach 
lokalnych   władz   obywatel-
skich.   Silnej   władzy   ogólno-
państwowej w zakresie polityki 
zagranicznej,  obrony i  bezpie-
czeństwa   towarzyszyć   winna 
jednocześnie   decentralizacja   i 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

8

background image

wielka   swoboda   działania 
wspólnot   lokalnych   –   te   bo-
wiem małe ojczyzny zapewnia-
ją maksymalnie możliwość peł-
nej realizacji wolnych, prywat-
nych inicjatyw jednostek w ich 
działalności gospodarczej, kul-
turalnej   itp.   –   niezagrożonych 
próbami   ingerencji   ze   strony 
centralistycznych,   kolektywi-
stycznych   instytucji   państwo-
wych. Miejscowe tradycje, lo-
kalne inicjatywy, wolna przed-
siębiorczość jednostek to pod-
stawy   dobrobytu   obywateli 
królestwa.

2.   Polska   królewska   winna 

być federacją wielkich (a więc 
silnych) ziem – jak Wielkopol-
ska,   Mazowsze,   Małopolska, 
Pomorze, Górny i Dolny Śląsk 
itd. Poza Sejmem Narodowym, 
wybieranym   przez   obywateli 
całego   kraju,   istnieć   winny  w 
każdej Ziemi lokalne, wybiera-
ne przez ludność prowincji Sej-
my Ziem i wyłonione przez nie 
prowincjonalne   władze   dyspo-
nujące   lokalną   gospodarką 
miejską, szkolnictwem, policją 
lokalną   –   przede   wszystkim 
jednak czuwające nad prawami 
i   prywatnymi   inicjatywami 
obywateli.   Reprezentantem 
państwa w każdej Ziemi będzie 
wojewoda   mianowany   przez 
króla   na   wniosek   kanclerza   – 
premiera. Lokalnymi natomiast 
urzędnikami   będą   kasztelano-
wie   (w   większych   miastach), 
burmistrzowie (w mniejszych), 
starostowie, wójtowie. Ogólno-
narodową   reprezentacją   ziem 
winien   być   Senat   Królestwa, 
wejdą doń wojewodowie, kasz-
telanowie,  a także przedstawi-
ciele   duchowieństwa,   rektorzy 
wyższych   uczelni,   wybitni 
przedstawiciele   środowisk   na-
ukowych, twórczych itd. – czę-

ściowo w drodze wyboru, czę-
ściowo   z   nominacji   królew-
skiej.   Rozstrzyganie   spraw 
spornych i arbitraż między sej-
mem i senatem, a szerzej mię-
dzy władzami administracji fe-
deralnej,   a   lokalnej,   należeć 
będą do monarchy jako do Naj-
wyższego Arbitra. 

3. Senat jako druga izba par-

lamentu grupować będzie więc 
elitę kraju. Kompetencje szcze-
gółowe obu izb określi Konsty-
tucja   Królestwa,   podobnie   jak 
Rady   Koronnej   przy   królu. 
Oczywiście istnieć będzie peł-
na   swoboda   powoływania   na-
czelnych związków, korporacji 
zawodowych,   izb   gospodar-
czych, związków zawodowych 
itd. Działać też winien Trybu-
nał   Konstytucyjny,   Trybunał 
Senatu   i   niezależny   od   niego 
Sąd   Najwyższy.   Szczegóły 
ustrojowe   Królestwa   będą 
oczywiście   określone   w   Kon-
stytucji i Ustawach.

VII

Monarchia narodowej 

dynastii

1.   Królestwo   Rzeczypospo-

litej Polskiej winno mieć swoją 
dynastię   narodową.   Monarcha 
polski pochodzić winien z za-
służonej narodowi, nieskazitel-
nej, znanej i opromienionej tra-
dycją rodziny. Warunkom tym 
odpowiadająca i najbardziej do 
stworzenia dynastii polskiej po-
wołana   jest   rodzina   Czartory-
skich.

2.   Ród   Czartoryskich   na 

przestrzeni naszych dziejów za-
słynął z nieskazitelnego patrio-
tyzmu i położył ogromne zasłu-
gi   polityczne   i   kulturalne   dla 
kraju, wydając wielkich mężów 
stanu i mecenasów kultury (Pu-

ławy Muzeum Czartoryskich).

3.   Czartoryscy  jako   „Fami-

lia”   usiłowali   w   XVIII   wieku 
ratować   upadającą   Rzeczpo-
spolitą, odrodzić naród i przy-
wrócić   niezależność   państwa. 
Nie jest ich winą, że nie udało 
się tego dokonać. Adam August 
Czartoryski   był   powszechnie 
uznanym   i   popieranym   przez 
patriotyczne   siły   kandydatem 
na króla polskiego przed elek-
cją 1763 – jego wyborowi nań 
zapobiegła jedynie interwencja 
carowej   Katarzyny   II,   która 
wymusiła   wybór   Stanisława 
Augusta,   o   ileż   mniej   odpo-
wiedniego   kandydata,   wycho-
wanego zresztą przez Czartory-
skich   i   im   zawdzięczającego 
swe najlepsze posunięcia. Syn 
Adama   Augusta,   Adam   Jerzy 
Czartoryski – prezes  powstań-
czego   Rządu   Narodowego   w 
1831 roku, przywódca emigra-
cji stojący na czele tzw. Hotelu 
Lambert, nestor dyplomacji eu-
ropejskiej,   szef   Towarzystwa 
Monarchicznego   im.   3   maja. 
Szanowany powszechnie nawet 
przez   przeciwników   politycz-
nych,   prowadzący   niestrudze-
nie   przez   szereg   lat   walkę   o 
niepodległość   Polski   organiza-
tor   armii   polskiej   w   wojnie 
krymskiej.   Był   powszechnie 
uważany   za   niekoronowanego 
króla   polskiego   na   emigracji, 
Adama Pierwszego. Wzór wiel-
kiego męża stanu i patrioty ska-
zanego na śmierć i pozbawio-
nego majątku przez carską Ro-
sję. Dwa razy rodzina ta predy-
stynowana była już do objęcia 
polskiego tronu.

4.   Czartoryscy   byli   bezpo-

średnio spokrewnieni z Jagiel-
lonami, ostatnią wielką narodo-
wą dynastią polską (pochodzą-
cą od Korygiełły – Konstante-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

9

background image

go, brata przyrodniego Jagiełły, 
syna   Olgierda,   wnuka   Giedy-
mina). Jest to więc jedyna ro-
dzina   w   której   żyłach   płynie 
krew   władców   polsko-litew-
skich. Objęcie przez nich tronu 
byłoby więc naturalne w świe-
tle   tradycji   i   ciągłości   histo-
rycznej. Nie byłoby też pozba-
wione znaczenia dla przyszłych 
stosunków polsko-litewskich – 
są bowiem rodziną pochodzącą 
od wielkoksiążęcej dynastii li-
tewskiej   (herbem   Czartory-
skich jest Pogoń, będąca zara-
zem   godłem   niepodległej   Li-

twy).

5.   Czartoryscy  są  spokrew-

nieni   bądź   spowinowaceni   z 
większością panujących rodzin 
królewskich w Europie (m.in. z 
Burbonami hiszpańskimi – sio-
stra   obecnego   króla   Hiszpanii 
Juana   Carlosa   wyszła   za   mąż 
za   Czartoryskiego).   Fakt   ten 
nie jest bez znaczenia dla przy-
szłych stosunków międzynaro-
dowych   z   wieloma   krajami   i 
zapewni   dynastii   Królestwa 
Rzeczpospolitej   wyższą   rangę 
w Europie.

Z   tych   względów   wysuwa 

się kandydaturę członka rodzi-
ny Czartoryskich na pretenden-
ta do tronu polskiego. Monar-
chiści   powinni   przyjąć   ją   za 
swoją   –   po   uzyskaniu   zgody 
zainteresowanych.

Tezy   powyższe   winny   być 

podstawą   wyjściową   dla 
oficjalnego programu ideowego 
jednoczonego   polskiego   ruchu 
monarchistycznego.   Jako   takie 
przedstawia je się do dyskusji 
wszystkim   monarchistom   pol-
skim.

Uwagi do Tez

Artur Górski

Uwagi do tezy II

1. Zaproponowane  połącze-

nie   elementu   elekcyjnego   i 
dziedzicznego w celu osiągnię-
cia syntezy tzw. monarchii rze-
czywistej   wydaje   się   abstrak-
cyjne. Tak przedstawiona elek-
cyjność (wywodząca się z tra-
dycji   demokratycznej)   rzeczy-
wiście   nie   jest   zupełnym   za-
przeczeniem   dziedziczności 
(wywodzącej się z tradycyjne-
go monarchizmu), lecz niewąt-
pliwie te tendencje antagonizu-
ją się. Jak wygląda koło kwa-
dratowe   w   matematyce   –   tak 
będzie   wyglądała   zapropono-
wana synteza w praktyce poli-
tycznej.   Zostańmy  przy  trady-
cyjnej   monarchii   dziedzicznej, 
jeśli nie chcemy, by inni królo-
wie traktowali naszego władcę 
jako   „króla   drugiej   kategorii”. 
Takie   samo   odczucie   mogliby 
mieć   i   sami   poddani   królów 
RP.

2. Co to znaczy „król z woli 

narodu”?   Europa   przeżyła   już 

kilku cesarzy „z woli narodu”. 
Przede   wszystkim   należy   pa-
miętać, że jeśli ktoś ma prawo 
powoływać, to jest też święcie 
przekonany, że może także od-
woływać. Jeśli naród nie będzie 
w pełni zadowolony z rządów 
króla, to  być  może  zechce go 
odwołać   (unieważniając   refe-
rendum) i wybrać np. jego bra-
ta, by po kilku latach ustanowić 
władcą kogoś innego z rodziny 
„królewskiej”.   Czym   większy 
jest wpływ  narodu na władzę, 
tym mniejszy naturalny autory-
tet monarchy. Prawdą jest tak-
że, że istotą prawdziwej monar-
chii jest brak wyboru demokra-
tycznego.

3.  Według   przedstawionego 

modelu   może   także   dojść   do 
sytuacji, że żaden kandydat nie 
otrzyma   wymaganej   większo-
ści w referendum narodowym. 
I co wtedy? Bezkrólewie przy 
np.   trzech   legitymistycznych 
kandydatach–pretendentach? 
Aby ów wybór miał sens, musi 
być pewność, że się on dokona, 

że najgodniejszy potomek króla 
przejmie berło. Zatem owa ak-
ceptacja przez referendum musi 
być   formalna.   Skoro   zaś   ma 
być tylko formalnością, to zre-
zygnujmy   z   niej   w   ogóle. 
Niech król sam w testamencie, 
czy  w   inny  sposób   wyrażonej 
swojej woli wskazuje, który z 
potomków, jeśli nie pierworod-
ny, ma przejąć po nim schedę. 

Uwagi do tezy III

1. Król nie może być tylko 

marionetką   obliczoną   na 
zwiększenie ruchu turystyczne-
go. Król musi być faktycznym 
władcą   w   swym   królestwie,   a 
zatem musi mieć realną władzę 
ustawodawczą i wykonawczą. 

Owszem, król nie ponosi od-

powiedzialności   za   ustawy, 
które wydaje. Ponoszą je ci mi-
nistrowie, którzy je wykonują. 
Każdy   minister   kładąc   swój 
podpis pod pieczęcią królewską 
bierze na siebie odpowiedzial-
ność za realizację ustawy i jej 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

10

background image

konsekwencje.

2.   Do   prerogatyw   Sejmu 

Narodowego   (zakładając,   że 
taki będzie istniał) winno nale-
żeć   przekazywanie   królowi 
skarg,   opinii   i   postulatów   od 
poddanych oraz podejmowanie 
decyzji tyczących się preroga-
tyw sejmów lokalnych – na ich 
wniosek   lub   wedle   ustawy. 
Sejm, czyli sam lud winien zaj-
mować się swoimi sprawami, a 
nie   sprawami   władzy   central-
nej. Sejm winien być w całości 
z   wyboru,   z   tym   że   powinien 
gromadzić   z   jednej   strony 
przedstawicieli samorządów lo-
kalnych, z drugiej zaś przedsta-
wicieli   zawodów   (cechów   i 
korporacji).

3. Władza wykonawcza kró-

la   winna   być   nieograniczona, 
lecz   nie   może   ona   wychodzić 
poza   jego   wyraźnie   określone 
kompetencje.   Do   kompetencji 
króla   winny   należeć   przede 
wszystkim:   a)   czuwanie   nad 
spokojem   i   bezpieczeństwem 
obywateli   poprzez   sądy   (pra-
wo) i przez siły porządku (ku-
ratela   króla   nad   policją);   b) 
prowadzenie   polityki   zagra-
nicznej   i   obrona   państwa 
(zwierzchnictwo   nad   siłami 
zbrojnymi);   c)   mecenat   (jako 
osoby   prywatnej).   Natomiast 
powinien   być   maksymalnie 
ograniczony

 

bezpośredni 

wpływ   króla   na   działalność 
obywateli poprzez przekazanie 
szerokich   uprawnień   samorzą-
dom   lokalnym   (patrz   punkt 
VI).

4. Wszystkie „królewszczy-

zny”   winny  stać   się   prywatną 
własnością króla, by mogła się 
z   nich  utrzymać   cała   jego  ro-
dzina   oraz   dwór.   „Królewsz-
czyzna”   jako   dobra   prywatne 
winna   uczestniczyć   w   gospo-

darce   na   równych   prawach   z 
innymi dobrami prywatnymi na 
zasadzie konkurencji. Gdy po-
licja rzeczywiście będzie Kró-
lewska   (patrz   punkt   3b),   nie 
można   założyć,   że   np.   poczta 
będzie prywatna, lecz nie kró-
lewska   (a   więc   i   nie   Królew-
ska).   Nie   wykluczam   oczywi-
ście istnienia policji prywatnej. 
Instytucje   objęte   mecenatem 
prywatnym, np. Akademia Mu-
zyczna, mogą otrzymać w na-
zwie przymiotnik „Królewska” 
z powyższego względu. 

Uwaga do tezy IV

Co się tyczy demokracji, to 

jest w tezie wiele trafnych sfor-
mułowań,   ale   nie   powinniśmy 
jej (tzn. władzy ludu) tak eks-
ponować   w   systemie   królew-
skim.   Niech   lud   rządzi   sobie 
we własnych zagrodach i w sa-
morządach lokalnych.

Uwaga do tezy VI

Senat   (Izba   Wyższa)   powi-

nien mieć funkcję doradczą, a 
częściowo także powinien sta-
nowić   polityczne   zaplecze   dla 
króla.  To   z   Senatu   król   może 
powoływać   bezpośrednich   do-
radców   oraz   wykonawców 
swej   woli   (ministrów).   Zatem 
w senacie winni  zasiadać: na-
stępca tronu po ukończeniu 18 
lat, kardynałowie i arcybiskupi, 
rektorzy   szkół   wyższych 
(wszyscy wyłącznie jako głosy 
doradcze). Wszelkie inne auto-
rytety moralne, czyli fachowcy 
od   poszczególnych   dziedzin 
podstawowych oraz zawodowi 
politycy powinni znaleźć się w 
Senacie częściowo z nominacji 
królewskiej, a częściowo z re-
komendacji samorządów lokal-
nych.   Muszą   być   ludźmi   za-

możnymi.

Uwagi do tezy VII

1.   Nikt   nie   może   jedno-

znacznie   i   autorytatywnie 
stwierdzić, która z rodzin ary-
stokratycznych jest najbardziej 
zasłużona   i   czy   w   ogóle   jest 
godna   tronu.   Wydaje   się,   że 
okres rządów komunistycznych 
pokazał, że nie może być god-
nych kandydatów ze starej ary-
stokracji.   Niech   mój   pogląd 
wyjaśnią słowa jednego z mo-
narchistów francuskich: „Praw-
dziwi i godni arystokraci wygi-
nęli   podczas   rewolucji”.   Po-
dobnież było i z naszymi.

2.   Nie   mają   oni   (Czartory-

scy) żadnego przygotowania do 
objęcia   tronu,   a   takowe   być 
musi,   jeśli   monarchia   nie   ma 
być   tylko   malowana.   Nie   są 
przygotowani do założenia ko-
rony ani politycznie, ani nawet 
psychicznie.   Nie   decydują   się 
dzisiaj   udźwignąć   ciężaru   idei 
królewskiej, gdyż są na wskroś 
przesiąknięci demokracją. Jeśli 
zaś   chodzi   o   przyszłość,   to 
może ona być odległa i raczej 
sama   wskaże   odpowiedniego 
kandydata   na   tron   Królestwa 
Rzeczypospolitej Polskiej. Jeśli 
ma się okazać, że nie będzie to 
jakiś Czartoryski, lepiej nie ry-
zykujmy   i   nie   uprzedzajmy 
Opatrzności.

Uwaga końcowa do tez

Przedstawione   tezy   są   wy-

raźną   propozycją   zainstalowa-
nia   monarchii   parlamentarnej, 
w  której   król  panuje,  lecz  nie 
rządzi.   Wzorzec   jest   dostoso-
wany do systemu demokratycz-
nego, wręcz w niego wkompo-
nowany.   Zakłada   on,   iż   doj-
dziemy   do   monarchii   poprzez 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

11

background image

naprawę demokracji i w ogóle 
dzięki   demokracji.   Osobiście 
skłaniam się do innego wzorca 

monarchii   i   do   drogi   przez 
„dyktaturę”,   jako   drogi   pew-
niejszej. Brak silnej władzy, je-

śli nawet będzie to monarchia, 
nie uratuje Polski.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

12

background image

Spojrzenia nad Sekwanę*

Jacek Bartyzel

Od najdawniejszych czasów 

polscy myśliciele i artyści kie-
rowali swój wzrok nad Sekwa-
nę, tam upatrując nie tylko do-
skonały   wzorzec   kultury   za-
chodniej, ale i sprawdzian wła-
snych   możliwości   intelektual-
nych   i   twórczych.   Jakże   zna-
mienny jest tu fakt, że pierwszy 
znaczący polski poeta, Jan Ko-
chanowski, by udokumentować 
swoje   pełnoprawne   obywatel-
stwo w latyńskiej republice po-
etów,   oznajmia   zwięźle   i   z 
dumą: Ronsardum vidi

Dla   unaocznienia   tego 

szczególnego  napięcia interna-
cjonalnego ku Francji i francu-
skiej   cywilizacji   chciałbym 
przypomnieć   mało   znane,   na-
wet w Polsce, wydarzenie, któ-
rego sens jest nie tylko anegdo-
tyczny. W 1923 r. przebywał w 
Polsce   entuzjastycznie   witany 
bohater   Wielkiej   Wojny,   mar-
szałek Foch. Kiedy przejeżdżał 
ulicami  Warszawy,  przed Uni-
wersytetem   wybiegł   na   ulicę 
młody   człowiek   wznosząc 
okrzyk: „Niech żyje Francja li-
lii!”. Marszałek zdziwiony za-
pytał:   „Skąd   się   tu   taki 
znalazł?”   I   rzeczywiście:   ten 
niecodzienny incydent (którego 
bohaterem był rojalistyczny pi-
sarz,   Leszek   Gembarzewski) 
dowodzi, jak bardzo przeżywa 
się   w   Polsce   wszystko,   co 
Francji   dotyczy,   nieomal   tak, 
jakby dotyczyło to własnej oj-
czyzny. 

Ale   jednocześnie   stosunek 

Polaków do Francji zawsze na-
cechowany był znamienną am-
biwalencją,   znajdującą   wyraz 
w wypowiedziach tych samych 

autorów.   Gdzie   bije   źródło 
owej  ambiwalencji?  Zbadajmy 
rzecz na przykładach. Oto po-
eta   romantyczny,   Adam   Mic-
kiewicz, nazywał ojczyznę Na-
poleona „kuźnią ognia święte-
go”. Polsce zaś, która najmoc-
niej   zaczerpnęła   „ducha   napo-
leońskiego”   przeznaczył   rolę 
pośrednika między Francją od-
nowionego   chrześcijaństwa   a 
Słowiańszczyzną.   Ten   sam 
Mickiewicz   jednak   w   epopei 
narodowej „Pan Tadeusz” wy-
powiada   miażdżąco-ironiczne 
słowa   pod   adresem   jakobiń-
skich   reformatorów:   „Jacyś 
Francuzi wymowni zrobili wy-
nalazek,   iż   ludzie   są   równi 
(Choć o tym dawno w Pańskim 
pisano zakonie). I każdy ksiądz 
toż samo gada na ambonie”. 

Inny   zaś   polski   romantyk, 

Juliusz Słowacki, autor uroczy-
stego hymnu „Na sprowadzenie 
prochów Napoleona”, gdzie in-
dziej   wyrokuje:   „Francuzów 
(…)   czynność:   szwędanie   się 
ciągłe za niskimi dociekaniami 
praw   postępu   (…)   nie   może 
[być] wzorem przyszłości…”.

Wiele   świadectw   dowodzi, 

że   Polacy   wielbili   Cesarza 
Francuzów za to także – prócz 
oczywistego   powodu   upatry-
wania w jego polityce nadziei 
własnej   niepodległości   –   że 
przywrócił we Francji wolność 
religii i zakończył ideologiczny 
terror rewolucji; boleli zaś, gdy 
znieważał papieża i plamił się 
śmiercią   ks.   D’Enghien.   W 
szerszej zaś perspektywie zary-
zykuję   twierdzenie,   że   duch 
polski   w   idei   napoleońskiej 
(którą wyrażała formuła jedno-

czesnego   pochodzenia   władzy 
cesarskiej od Boga i od narodu) 
dojrzał   syntezę   pierwiastków 
ładu i wolności; wykazując na-
tomiast zmysł religijny i trady-
cjonalistyczny oraz to, co sami 
Francuzi   nazywają   „politesse 
de coeur”, myśl polska z odra-
zą odwracała się od materiali-
stycznych schematów oświece-
niowego   progresywizmu   oraz 
zimnego racjonalizmu jakobiń-
skiego konceptu społeczeństwa 
„zgeometryzowanego”.

Myśl   polska   poszukiwała 

zatem w cywilizacji francuskiej 
nade wszystko mocnego wspar-
cia dla zagrożonych przez idee 
wywrotowe   czynników   ładu 
moralnego i społecznego. Dla-
tego   też   polscy   konserwatyści 
w XIX w. czerpali natchnienie 
– jak zaświadcza Paweł Popiel 
– z pism de Maistre’a, Chate-
aubrianda,   Veuillota.   Dlatego 
też aż dwie szkoły polityczne-
go myślenia w XX w. – naro-
dowi demokraci pod przywódz-
twem   Romana   Dmowskiego   i 
konserwatywni   monarchiści, 
jak S. Cat-Mackiewicz – przy-
znawali   się   do   powinowactwa 
ideowego   z  Action   Francaise. 
Nawiasem mówiąc, nie było to 
w żadnym wypadku proste na-
śladownictwo,   lecz   twórcza 
osmoza,   a   np.   praca   Dmow-
skiego „Nasz patriotyzm” jest o 
pięć   lat   wcześniejsza   niż 
„Enquete   sur   la   monarchie” 
Maurrasa.

Trzeba   jednakowoż   powie-

dzieć i to, że z Paryża do Polski 
płynęły nie tylko idee ładu, ale 
również – może nawet obficiej 
–   idee   nieładu.   Nieprzyjaciele 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

13

background image

tradycyjnej   cywilizacji   od   ba-
buwistów po goszystów z maja 
1968 r. znajdowali i tu nad Wi-
słą   posłuch   i   naśladownictwo 
ze   strony  wprawdzie   płytkich, 
ale   często   urzędowo   wpływo-
wych   umysłów.   Dlatego   jeśli 
wypada mi  wyrazić  pod adre-
sem naszych francuskich przy-
jaciół   jakieś   nadzieje   czy   ży-
czenia,   to  pragnąłbym  bardzo, 
aby Francja zachowała – pomi-
mo   wszelkich   przeciwności   – 
swoją religijną i narodową toż-
samość. Nie mógłbym wyrazić 
trafniejszymi   słowy   owej   na-
dziei   niż   przypominając   we-
zwanie wypowiedziane do ludu 
francuskiego przez Jana Pawła 
II,  który  mówił  o  wieczystym 
zobowiązaniu   wynikającym   z 
dumnego miana Francji – „naj-
starszej córy Kościoła”. Pamię-
tajmy, że nie tylko naród polski 
został oddany w opiekę Matce 
Bożej   przez   króla   Jana   Kazi-
mierza, ale wcześniej to samo 
dla narodu francuskiego uczy-
nił Ludwik XIII.

Jeżeli chcemy, żeby jedność 

Europy budowana była nie pod 
mechaniczną prasą uniformizu-
jącej   ideologii   laicystycznej 

oraz   pod   dyktando   jednego, 
najsilniejszego   ekonomicznie 
uczestnika   wspólnoty,   tylko   z 
poszanowaniem   chrześcijań-
skiego   ładu   moralnego   i   przy 
zachowaniu   tożsamości,   pod-
miotowości   i   suwerenności 
każdego   państwa   narodowego, 
to   nie   możemy   również   nie 
wskazać   idealnej   zgodności 
polskiego   poglądu   na   tę   kwe-
stię z fascynującą wizją twórcy 
pojęcia   „Europy   Ojczyzn”   – 
Generała de Gaulle’a.

Proszę   pozwolić   mi   zakoń-

czyć te ułamkowe roztrząsanie 
dygresją   historyczną.   W   roku 
1357   polski   poseł,   Spytko   z 
Meluzyna, bawił na dworze ce-
sarza   rzymsko-niemieckiego 
Karola IV. Kanclerz tak oto re-
lacjonował   wykładaną   przez 
Spytka   polską   doktrynę   poli-
tyczną: „Polacy gardzą powagą 
cesarską i nie chcą mieć cesa-
rza   swoim   rozjemcą.   Należą 
oni do tych barbarzyńskich na-
rodów,   które   nie   uznają   (…) 
pełności   władzy   cesarskiej 
(…). Wasz cesarz niższy jest od 
papieża   –   prawi   ten   nędznik. 
Składa   przed   nim   przysięgę. 
Nasz   król   ma   od   Boga   swoją 

koronę i miecz swój, a własne 
prawa   i   obyczaj   przodków 
przenosi ponad wszelkie prawa 
cesarskie”.

W XIV-wiecznej Europie je-

den   jeszcze   kraj   wyznawał 
„barbarzyńskie” poglądy o su-
werenności   państw   narodo-
wych   i   równości   wszystkich 
władców; była nim Francja Ka-
petyngów.   Zrządzeniem   losu 
założyciel tego rodu, Hugo Ka-
pet, objął tron na kilka lat przed 
śmiercią pierwszego historycz-
nego władcy Polski, Mieszka I, 
który wprowadził nasz kraj do 
europejskiej   Republiki   Chri-
stiani.   W   tym   samym   czasie, 
około roku 1000, francuski be-
nedyktyn   Gilbert   z   Aurillac 
(późniejszy   papież   Sylwester 
II)   natchnął   młodego   cesarza 
Ottona   III   ideą   prawdziwego 
cesarstwa łacińskiego, tzn. zbu-
dowanego   nie   na   dominacji   i 
ujednoliceniu,   ale   na   zgodnej 
współpracy   równoprawnych 
narodów Italii, Galii, Germanii 
i   Słowiańszczyzny.   Podej-
mijmy trud budowy takiej Eu-
ropy w progu Trzeciego Mille-
nium Chrześcijaństwa. 

*Tytuł pochodzi od redakcji. Powyższy tekst jest referatem, który dr Jacek Bartyzel wygłosił 

3.09.1989 r., podczas Kongresu Młodych Giscardystów. Kongres miał miejsce w dniach 1–4 wrze-
śnia. Współorganizatorem ze strony polskiej było Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe (Redak-
cja).

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

14

background image

Odbudować arystokrację pieniądza

Aleksander Popiel

Obserwując nasze życie po-

lityczne dochodzę do wniosku, 
że wadliwość systemu politycz-
nego  polega na  odsunięciu od 
wpływu na politykę ludzi boga-
tych. P. Edmund Osmański pi-
sał   kiedyś   o   Warszawie   jako 
problemie   politycznym   numer 
jeden. Moje sformułowanie jest 
inne,   lecz   w   konkluzjach   po-
dobne. Pora już, aby śmiało po-
stawić tezę, że do uczestnictwa 
w   polityce   ma   prawo   każdy 
człowiek,   lecz   używać   praw 
politycznych powinni z zasady 
ludzie   niezależni   majątkowo. 
Trzeba jasno zaznaczyć, że pra-
wa   jednostki,   takie   jak   niety-
kalność osobista, swoboda wy-
powiedzi,   wolność   poruszania 
się   osób,   towarów   i   kapitału, 
nienaruszalność   własności   – 
przysługują   każdemu   bez 
względu   na   pochodzenie   lub 
zamożność. Jednakże zdolność 
pełnienia   wszelkich   urzędów 
państwowych oraz uczestnicze-
nia   w   pracach   instytucji   pu-
blicznych (sejm, senat) i możli-
wość wyboru powinna być uza-
leżniona od posiadania własno-
ści wystarczającej do utrzyma-
nia się bez „pomocy płacy ja-
kiejkolwiek,   która   by   czyniła 
ich zawisłymi  od kogo bądź”. 
Tak stawiając sprawę narażamy 
się   na   poważne   zarzuty.   Naj-
pierw jednak przytoczę w swo-
jej obronie zdanie Arystotelesa. 
„Bo pierwsi popadają zbyt ła-
two w pychę i przewrotność na 
wielką   miarę,   drudzy   okazują 
się   zbyt   przewrotnymi   i   zło-
czyńcami   w   drobnych   rze-
czach,   a   przecież   wszystkie 
nieprawości wynikają z pychy 

albo   przewrotności.   Ponadto 
ludzie tacy najgorzej się zacho-
wują, tak gdy się od pełnienia 
urzędu uchylają, jak i gdy zbyt 
gorąco o nie zabiegają, co rów-
nież   jest   dla   państwa   szkodli-
we”. Stąd też Stagiryta widział-
by   chętnie   u   steru   właścicieli 
tworzących   w   każdym   kraju 
klasę średnią. Silna warstwa lu-
dzi niezależnych daje gwaran-
cję   utrzymania   ograniczonego 
rządu i potęgi państwa. „Takie 
państwa  mogą   posiadać  dobry 
ustrój, w których istnieje liczny 
stan   średni,   silniejszy   bez-
względnie od pozostałych, lub 
jeśli nie, to chociaż od jednego 
z nich. Bo w którąkolwiek stro-
nę się skłoni, przechyla szalę i 
nie dopuszcza do wytworzenia 
przewagi   jednej   czy   drugiej 
skrajności.  Toteż   największym 
szczęściem jest, jeśli obywatele 
państwa mają średni, a wystar-
czający majątek, ponieważ tam, 
gdzie jedni bardzo wiele posia-
dają, a drudzy nie, przychodzi 
do   władzy  w   następstwie   obu 
tych skrajności albo skrajna de-
mokracja, albo najczystsza oli-
garchia, albo i tyrania”. Jak wi-
dać, ten wybitny myśliciel zale-
cał rozsądne ograniczenie praw 
politycznych do stanu średnie-
go, aby unikać skrajności. Nie-
stety, umiarkowanie polityczne 
z   rzadka   tylko   charakteryzuje 
myślicieli, a prawie wcale nie 
posiadają go politycy. Nie chcę 
rozstrzygać, kto bardziej zawi-
nił w tej sprawie.

Przeciwnicy   cenzusu   wła-

sności mówią, że grozi on ode-
braniem wolności. Tak nie jest. 
Czym   innym   są  bowiem   wol-

ności osobiste (prawa jednost-
ki), a inną rolę spełniają prawa 
polityczne. Utożsamienie praw 
jednostki   z   prawami   politycz-
nymi   prowadzi   do   absurdu   i 
manipulacji   pojęciami   wolno-
ści   oraz   demokracji.   Pierwsze 
dotyczy zakresu działania rzą-
du, drugie określa sposób wyła-
niania władz. Jedno odpowiada 
na pytanie, jak władzę sprawo-
wać,   pozostałe,   kto   ma   pano-
wać.

Stosowanie   cenzusów   wy-

klucza prawo każdego człowie-
ka do stanowienia prawa. Wy-
pada jednak wskazać na to, że 
instytucje   ustawodawcze   nie 
powinny stosować się w działa-
niu do woli powszechnej wyra-
żonej w wyborach, ale to wła-
śnie   wybrańcy   ludu   są   zobo-
wiązani stanowić mądre prawa. 
Dlatego   też   nawet   najbardziej 
demokratyczne   ordynacje   po-
sługują się cenzusami. Mam na 
myśli wymogi ukończenia od-
powiedniego wieku i niekaral-
ności. Jeszcze dawniej nie wol-
no   było   głosować   kobietom. 
Niektóre konstytucje nakładały 
obowiązek zdobycia odpowied-
niego wykształcenia jako wstęp 
do głosowania. Ponadto dobry 
zwyczaj wyłączał do niedawna 
funkcjonariuszy aparatu rządo-
wego od udziału w wyborach. 
Przez pewien czas uzależniano 
prawo   głosu   od   wysokości 
uiszczanych   podatków.   Prawo 
wyborcze   łączono   również   z 
koniecznością   dłuższego   za-
mieszkiwania   na   określonym 
terenie.   Na   osobną   wzmiankę 
zasługuje wprowadzenie podat-
ku   wyborczego,   uiszczanego 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

15

background image

przed umieszczeniem w spisie 
wyborców. Powyższe wylicze-
nia   dotyczą   jedynie   ordynacji 
wyborczych   w   krajach   trady-
cyjnie   demokratycznych,   tj. 
USA, Wielkiej Brytanii i Fran-
cji. Nie wspominałem jeszcze o 
jednym ważnym cenzusie, któ-
ry  obowiązywał   w   większości 
państw. Mam na myśli rozgra-
niczenie   między   obywatelami 
danego kraju i cudzoziemcami. 
Naturalnie   cudzoziemcom   nie 
udzielono   dotychczas   prawa 
głosu. 

Interesujące   są   również   za-

strzeżenia wobec cenzusu wła-
sności ze stanowiska socjalne-
go. Pracownicy najemni (sala-
riat)   posiadają   niewątpliwie 
wspólny interes z całym społe-
czeństwem w dążeniu do jego 
pomyślności.   Bezdyskusyjnie 
celem   robotnika   (pracownika 
najemnego)   jest   przestać   być 
robotnikiem (pracownikiem na-
jemnym).   Socjologia   wyraża 
ten   proces   precyzyjniej:   „Bio-
rąc   indywidualnie,   każdy   po-
szczególny   członek   klasy   ro-
botniczej żyje nadzieją, że wej-
dzie do wyższej klasy społecz-
nej, która mu zabezpieczy byt 
lepszy, bardziej wolny od trosk. 
Wejście   do   drobnej   burżuazji 
stanowi więc ostateczny cel ro-
botnika.”

Doświadczenia   dwudziesto-

wiecznych demokracji pokaza-
ły, że masy w większości uży-
wały praw politycznych do do-
konania   redystrybucji   dóbr   na 
swoją   korzyść.   Przechodzenie 
od   salariatu   do   wyższych 
warstw dokonywało się nie na 
rynku, ale w ramach państwo-
wych,   odgórnych   regulacji 
(Welfare   State).   Państwa   tzw. 
realnego   socjalizmu   postępo-
wały podobnie, prowadząc po-

litykę szerokiego awansu (czy-
taj: grabieży) społecznego. De-
mokratycznie uchwalane nacjo-
nalistyczne reformy rolne i wy-
właszczenie   za   pomocą   ko-
nfiskatoryjnych   podatków   to 
instrumentarium inżynierii spo-
łecznej. Na naszych oczach wi-
dać dodatkowe zagrożenia, ja-
kie niesie udzielanie praw poli-
tycznych bezrobotnym i kobie-
tom. Ubodzy – nieposiadający 
zatrudnienia   –   skazani   są   na 
dobroczynność   prywatną.   Gdy 
tylko   otrzymają   prawo   głosu, 
opowiadają się za opieką spo-
łeczną prowadzoną przez pań-
stwo.   Podobnie   z   kobietami, 
które   swoimi   głosami   poparły 
stronnictwa   opowiadające   się 
za   ustawodawstwem   socjal-
nym.   Dzisiaj   demokratyczne 
państwo   opiekuńcze   zajmuje 
się swymi obywatelami od ko-
łyski aż po grób.

Dlatego też, ze względu na 

zagrożenia   społeczne,   wymóg 
własności uważam za niezbęd-
ny   dla   wyborców   i   wybiera-
nych.

Inne zarzuty dotyczą bloko-

wania   dostępu   do   życia   poli-
tycznego   osobistości   wybitnie 
uzdolnionych, choć nieposiada-
jących   wymaganego   prawem 
majątku.   Odpowiem   krótko: 
rozważany przeze mnie cenzus 
własności nie utrudnia nikomu 
udziału   w   życiu   politycznym. 
Odsuwa on jedynie pewne oso-
by   od   sprawowania   funkcji 
obieralnych   w   państwie   i   nie 
pozwala   im   głosować.   Jeśli 
ktoś   ma   ambicje   polityczne, 
może je realizować w partiach, 
klubach   i   stowarzyszeniach. 
Nie   można   mówić,   że   w   ten 
sposób pozbawiamy się szcze-
gólnych umiejętności. Ponadto 
chciałbym   zwrócić   uwagę   na 

pewną maksymę obowiązującą 
również talenty polityczne – je-
śli jesteś mądry – dlaczego nie 
jesteś bogaty!? Zdolnemu czło-
wiekowi   zdobycie   samodziel-
ności   finansowej   nie   powinno 
sprawić   kłopotu.  A  gdyby  na-
wet,   to   przecież   zwolennicy 
mogą w ostateczności wyposa-
żyć   tę   osobę   w   odpowiednie 
środki,   pozwalające   na   otwo-
rzenie własnego biznesu. Przy-
znaję, że nie odnoszę się z en-
tuzjazmem   do   wymienionej 
ewentualności,   ale   sądzę,   że 
jest   to   lepsze   rozwiązanie   od 
obecnych   sposobów   zdobywa-
nia funduszy wyborczych. Wa-
runek   własności   ma   również 
fundamentalne   znaczenie,   jeśli 
chodzi   o   sprawowanie   funkcji 
obieralnych.  Aby uniknąć  ma-
nipulowania   głosami   posłów 
przez   rząd,   należałoby   zapro-
wadzić   bezpłatność   stanowisk 
poselskich.   Oczywiście   trudno 
sobie wyobrazić, aby ci, co nie 
mają   własności,   mogli   sobie 
pozwolić na zajmowanie urzę-
dów   nie   pobierając   wynagro-
dzenia.

Cenzus   własności   przywró-

ciłby w polityce elitę opartą na 
pieniądzu. Wypada temu przy-
klasnąć. Jeśli dzisiaj uprawnie-
ni do głosowania nie korzystają 
z niego, świadczy to, że wybor-
cy nie mają dobrego mniema-
nia o istniejącej elicie władzy. 
Zaznaczam tutaj, że piszę o ab-
sencji w krajach demokratycz-
nych, która czasem osiąga 40% 
uprawnionych   do   głosowania. 
Trzeba  przywrócić  uznanie  tej 
części   wyborców   do   polityki. 
Nie widzę innej drogi naprawy, 
jak   arystokratyzacja   ustroju, 
czego   składowym   elementem 
jest   oczywiście   wprowadzenie 
cenzusu własności. Spadek ak-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

16

background image

tywności   politycznej   dokonał 
się bowiem na fali demokraty-
zacji   i   dlatego,   aby   zapobiec 
zepsuciu   ustroju,   należy   się-
gnąć po środki służące elitary-
zacji   państwa.   Elitaryzację 
(względnie   arystokratyzację) 
polityki   rozumiem   na   sposób 
Tocquevilowski.   Wybitny   ten 
historyk   dostrzegł   zależność 
między rolą arystokracji rodo-
wej w monarchiach  ancien re-
gimu
  i   funkcjami   elit   w   pań-
stwach współczesnych. 

„W   krajach   arystokratycz-

nych   jest   wielu   bogatych   i 
wpływowych   ludzi,   którzy   są 
samowystarczalni i których nie 
można gnębić bezkarnie. Oni to 
właśnie   sprawiają,   że   władza 
honoruje   przyjęte   zwyczaje, 
nakazujące umiarkowanie i po-
wściągliwość.   W   krajach   de-
mokratycznych   nie   ma   co 
prawda takich ludzi, lecz moż-
na tam sztucznie stworzyć po-
dobną sytuację.

Jestem   głęboko   przeświad-

czony, że na świecie nie da się 
na nowo powołać do życia ary-
stokracji. Myślę jednak, że pro-
ści   obywatele   zawiązując   sto-
warzyszenia, powołują tym sa-
mym   do   życia   coś   w   rodzaju 
bardzo silnej i wpływowej isto-
ty. Innymi słowy stowarzysze-
nie jest tym samym, czym jest 
arystokratyczna jednostka”. Po-
dobnie o roli arystokracji, jako 
ciała   pośredniczącego   w   pań-
stwie (cors intermediaires), pi-
sał Monteskiusz. Kościół kato-
licki oparł zasadę subsydiarno-
ści na tej samej idei. Hasło ary-
stokratyzacji   ustroju   ma   więc 
istotne znaczenie w cywilizacji 
łacińskiej.

Od nas zależy, jaką będzie-

my   mieć   elitę   polityczną.   W 
polityce,   podobnie   jak   w   go-
spodarce,   nie   ma   miejsca   na 
urawniłowkę. Pojęcie równych 
praw nie może się sprowadzać 
do   powszechnego   głosowania. 

Równe   prawa   albo   równość 
wobec prawa mówią nam jedy-
nie   o   tym,   że   rząd   w   swym 
działaniu nie stoi poza prawem. 
Granicą   jego   możliwości   są 
prawa jednostki, celem działa-
nia   rządu   –   obrona   tychże 
praw. Prawa polityczne powin-
ny  przyczyniać  się  do takiego 
wyłonienia   składu   instytucji 
państwowych,   aby   stanowiły 
one   najlepszą   gwarancję   re-
spektowania Rządów Prawa. 

Daleko nam obecnie do re-

alizacji Rex Lex. Ideał ten jed-
nak powinien przyświecać po-
wstającej   elicie   politycznej. 
Przyznaję   się   do   skrótowego 
ujęcia   tematu.   Jednakże   teraz 
właśnie mamy czas na dyskusję 
polityczną. I choćby cel wyda-
wał się odległy, powinna w niej 
przyświecać zasada, którą obrał 
sobie   przed   laty   holenderski 
mąż   stanu   Wilhelm   Milczek: 
„By wytrwać, nadzieja nie jest 
niezbędna”.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

17

background image

Jedyną partią dla oficera są Siły Zbrojne

Rozmowa z oficerem Wojska Polskiego

Rozmawiał Artur Górski

– Jak ocenia Pan dzisiejszy 

stan polskiej armii i to zarów-
no, jeśli chodzi o potencjał mi-
litarny, jak i moralny?

– Zacznijmy od militarnego, 

jeśli Pan pozwoli. Cóż się nań 
składa? To nie tylko nowocze-
sna technika bojowa, nie tylko 
umiejętności   żołnierzy   obsłu-
gujących   uzbrojenie,   stosują-
cych tę broń. To również odpo-
wiednie   zapasy,   to   również 
zdolność   do   zmobilizowania 
dalszych sił – poza armią stałą, 
to wreszcie zaplecze. Posłużmy 
się przykładem: ileż to państw 
ma na swych lotniskach jakieś 
samoloty,   lecz   nie   jest   ich   w 
stanie   podnieść   w   powietrze? 
To zabrakło możliwości remon-
towych,   to   znów   części   za-
miennych,   to   znów   pilotów… 
Prawda, chodzi głównie o pań-
stwa   tzw.   III   świata.   O   takie 
państwa, które nie mogą same 
wyprodukować części zamien-
nych   w   sytuacji,   gdy   zawiódł 
dostawca sprzętu podstawowe-
go. Ale czy doświadczenia po-
siadaczy samochodów zachod-
nich marek u nas w Polsce nie 
nastrajają   do   obaw?   Wszak 
chodzi o sprzęt nieporównanie 
bardziej   skomplikowany   od 
najnowocześniejszych   modeli 
Volvo! Otóż żywię pewne oba-
wy,   ale   i   pewien   optymizm. 
Mamy nasze, niestety już histo-
ryczne,   tradycje   produkcji   do-
skonałych   samolotów,   pistole-
tów maszynowych MORS, wy-
śmienitych karabinów przeciw-
pancernych,   a   z   czasów   nam 
współczesnych   choćby   wspa-
niałe   stacje   radiolokacyjne. 

Możliwości   więc   byłyby.   Jed-
nakże   nasza   obecna   sytuacja 
ekonomiczna   powoduje,   że 
nasz   przemysł   zbrojeniowy 
upada. Upada, bo wojsko – ze 
swym od lat już zmniejszanym 
budżetem   –   zmniejsza   zamó-
wienia.   Bo   brakuje   zamówień 
eksportowych. Jeśli więc prze-
mysł   zbrojeniowy   nie   może 
produkować,   jeżeli   nie   może 
wypracować   zysku,   to   nie 
może i części tego zysku prze-
znaczać   na   opracowanie   no-
wych konstrukcji. 

Zostawmy   jednak   sprawę 

unowocześnienia armii własny-
mi siłami. I tak nasz potencjał 
przemysłowy   jest   zbyt   nikły, 
jak na potrzeby współczesnego 
pola walki. Ale mógłby stano-
wić   realne   zaplecze   dla   prze-
zbrojonej   w   najnowocześniej-
szy   sprzęt   armii.   Czy   jednak 
istnieje   możliwość   takiego 
przezbrojenia?   Z   politycznego 
punktu widzenia – moim zda-
niem – istnieje. Nasze otwarcie 
na   Zachód,   nasze   odejście   od 
ideologicznych   sojuszy   na 
rzecz powiązania naszego bez-
pieczeństwa z systemem euro-
pejskim   –   rzecz   oczywista, 
wówczas, gdy system taki real-
nie powstanie – pozwoliłoby na 
korzystanie z zachodnich tech-
nologii. A to jest niezbędne, je-
żeli nasza armia ma się stać – 
jak   to   stwierdził   podczas   pro-
mocji oficerskiej we Wrocławiu 
1 września 1990 roku wicemi-
nister   obrony   narodowej,   pan 
Piotr   Kołodziejczyk   –   „takimi 
siłami zbrojnymi, które nikomu 
nie zagrażając, zniechęcać będą 

ewentualnego   przeciwnika 
przed zakusami na naszą suwe-
renność”.

– A czy w  obecnym   stanie 

nasze   wojsko   już   spełnia   tę 
„zniechęcającą” funkcję?

– Z pewnością – tak! Jestem 

przekonany, że żołnierz umiał-
by   walczyć   skutecznie   i   że   z 
tego zdaje sobie sprawę każdy, 
kto chciałby suwerenność Rze-
czypospolitej naruszyć. Jednak-
że w wielu sztabach na świecie 
zbyt często tylko przelicza się 
ilości czołgów, samolotów, ar-
mat,   oblicza   się   ewentualne 
proporcje   i   mógłby   ktoś   tam 
dojść do wniosku, że agresja na 
nasze państwo mogłaby być z 
politycznego   i   wojskowego 
punktu widzenia – jak to się w 
takich   kalkulacjach   określa   – 
opłacalną. Z drugiej znów stro-
ny   –   nasze   ewentualne   straty. 
Jeżeli   więc   chcemy,   aby   owe 
proporcje   nie   były   zbyt   oczy-
wiste czy wręcz do agresji za-
chęcające,   jeżeli   chcemy   wy-
kluczyć   straty   spowodowane 
możliwościami

 

bojowymi 

uzbrojenia   –   to   niezbędne   są 
najnowocześniejsze   technolo-
gie.   Powiedzmy   wprost   –   z 
państwem   osiemdziesięciomi-
lionowym,   wyprzedzającym 
nas   w   sferze   technologii   woj-
skowych   –   wygrać   nie   może-
my.   Możemy   tylko   powstrzy-
mać   pierwsze   uderzenie,   wal-
czyć tak, jak walczyliśmy w la-
tach   II   wojny   światowej   –   w 
ugrupowaniu sojuszniczym i w 
podziemiu.   Stąd   też   słusznie 
mówił   we   wspomnianym   już 
przemówieniu pan admirał Ko-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

18

background image

łodziejczyk: „nie ma dla Polski 
trwalszych   gwarancji   bezpie-
czeństwa niż siła niepodległego 
państwa, moc narodowego orę-
ża i niezawodne sojusze”. I do-
dał, że „przyjaciół trzeba mieć 
zarówno blisko, jak i daleko”. 
Ale sojusze – to już sprawa po-
lityków, a nie żołnierza.

–   Pominął   Pan,   panie   puł-

kowniku,   potencjał   moralny 
naszej armii…

– Pozornie. Bez woli walki 

w obronie suwerenności Rzecz-
pospolitej   nawet   najlepsza 
technika   pozostanie   niczym. 
Pod tym względem – w moim 
najgłębszym przekonaniu – na-
sza   armia   mogłaby   świecić 
przykładem.   Jest   w   niej   bo-
wiem   głęboko   zakorzeniony 
etos   obrony   ojczyzny,   służby 
dla niej, poświęcenia się…

– Mimo internacjonalistycz-

nego   skomunizowania   kadry 
oficerskiej, o czym się dość po-
wszechnie mówi?

–   Bzdury   się   mówi!   Ow-

szem, była indoktrynacja, lecz 
– jak to słusznie stwierdził pan 
Janusz Onyszkiewicz w telewi-
zyjnym programie „100 pytań”, 
ta   indoktrynacja   była   niezbyt 
głęboka.   W   całym   szkoleniu 
politycznym   –   obok   prezento-
wania   treści   marksizmu,   obok 
tzw.   naukowego   komunizmu, 
obok   ateizacji   –   było   przede 
wszystkim wychowanie patrio-
tyczne, narodowe. I to były te 
treści dominujące, te które rze-
czywiście   wychowywały.   Po-
zostałe – wobec powszechnego 
przecież w naszym  społeczeń-
stwie  patriotyzmu, wobec  wy-
chowania w duchu chrześcijań-
skim   wyniesionego   z   domu   – 
były  tylko   czymś,   co   w   serce 
niezbyt mocno, nawet tym, któ-
rzy   za   najzagorzalszych   krze-

wicieli   marksizmu   uchodzili, 
zapadało.   Jakież   więc   tej   in-
doktrynacji   mamy   efekty? 
Mniej niż znikome! Prysnęło to 
jak bańka mydlana! Czy przez 
rok właściwie mogłoby się tak 
wiele   zmienić,   gdyby   to   „po-
wszechne skomunizowanie ka-
dry   oficerskiej”   było   prawdą? 
Mamy   dziś   przecież   mundury 
wszystkich kolorów w kościo-
łach, mamy tysiące żołnierzy – 
w   tym   znaczną   część   kadry 
oficerskiej   i   członków   ich   ro-
dzin – modlących się 9 wrze-
śnia pod jasnogórskim klaszto-
rem na Ogólnowojskowej Piel-
grzymce Żołnierzy Wojska Pol-
skiego   i   Kombatantów…   Ma-
my   powszechnie   wyrażane 
przekonanie,   że   przedwojenny 
system apolityczności sił zbroj-
nych jest tym, czego naszej ar-
mii   potrzeba…   Apolityczność 
ta oznacza odżegnanie się woj-
ska   od   sporów   partyjnych,   od 
ideologii.

– Nie wyklucza to przecież 

posiadania poglądów…

– I każdy oficer je ma. Lecz 

nie jego sprawą jest włączanie 
się   w   walki   międzypartyjne, 
preferowanie takich czy innych 
programów partyjnych czy ide-
ologii.   Ta   apolityczność   i   do-
dajmy   –   powszechne   dążenie 
do niej – oznacza i to, że jedy-
ną   partią   dla   oficera   są   siły 
zbrojne, a programem – dobro 
Rzeczypospolitej.

–   Czy   to   nie   prowadzi   do 

nacjonalizmu w armii?

–   Zależy,   jak   nacjonalizm 

rozumieć. Jeżeli przeciętny cy-
wil   jest   patriotą,   to   żołnierz 
misi   być   patriotą   w   sposób 
szczególny,   ponadprzeciętny. 
Wyrzeka   się   przecież   wielu 
swych   obywatelskich   upraw-
nień,   świadomie   godzi   się   na 

pewne   ograniczenie   wolności 
osobistej   czy   swobody   wypo-
wiedzi – nie dla zysku, nie z in-
nych   pobudek   –   tylko   dla   oj-
czyzny.   Jeżeli   więc   nacjona-
lizm   będziemy   rozumieli   jako 
potęgowany patriotyzm,  to ar-
mia   powinna   być   nacjonali-
styczna. I sądzę, że w znacznej 
mierze, w tym właśnie sensie – 
jest.

– Mówił Pan o pewnych po-

trzebach armii – np. jej unowo-
cześnienia,   wspomniał   Pan   o 
malejącym   budżecie   wojsko-
wym,   o   upadku   przemysłu 
zbrojeniowego.   Czy   nie   sądzi 
Pan, że rządząca prawica lepiej 
zadbałaby o armię?

– Odmawiam odpowiedzi na 

tak skonstruowane pytanie. Nie 
jest   bowiem   sprawą   żołnierza 
sądzić   swój   rząd,   niezależnie 
od tego, jaki on jest. Jeżeli chce 
Pan   znaleźć   odpowiedź   na   to 
pytanie, to niech Pan przeanali-
zuje   programy  wojskowe   tych 
czy   innych   ugrupowań   poli-
tycznych.   Jest   jednak   faktem, 
że na lewicy właśnie pojawiają 
się takie zjawiska, jak – w na-
szej  sytuacji  zbrodniczy  – pa-
cyfizm.   A   na   prawicy   zaś? 
Przypomnijmy   choćby   znane 
oświadczenia Unii Polityki Re-
alnej   i   Zjednoczenia   Chrześ-
cijańsko-Narodowego o potrze-
bie   umocnienia   armii,   przy-
pomnijmy wypowiedzi monar-
chistów. Dodajmy też, że poza 
nielicznymi   grupkami   nikt   nie 
głosi w Polsce tego obłędnego 
pacyfizmu,   nikt   nie   zaprzecza 
tezie, że Polsce armia jest po-
trzebna. Armia silna, sprawna, 
zdolna   co   najmniej   spełnić 
swoją „zniechęcającą” funkcję. 
W moim przekonaniu i ci, któ-
rzy głoszą pacyfizm nie są pa-
cyfistami z rzeczywistego, real-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

19

background image

nego przekonania wewnętrzne-
go. To najczęściej są młodzi lu-
dzie,   którzy   swe   kompleksy   i 
obawy   przed   trudem   służby 
wojskowej ukrywają pod pacy-
fistycznymi hasłami. Twierdzę, 
że z tego wyrosną, że dojrzeją, 

a   dojrzewając   innymi   oczyma 
spojrzą   na   swe   hasła.   Gorzej, 
jeżeli te kompleksy i obawy są 
demagogicznie   wykorzystywa-
ne przez cynicznie usiłujących 
na tym swoistym wyprowadza-
niu   w   pole   młodych   ludzi 

zbijać swój osobisty kapitał po-
lityczny. No cóż, nie dla każde-
go moralność ma jakiś walor w 
walce politycznej.

– Dziękuję za rozmowę.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

20

background image

Westchnienie po Habsburgach

Kacper Krasicki

Przy Tobie, 
Najjaśniejszy Panie, 
stoimy i stać chcemy…

Upłynęło   już   prawie   80  lat 

od detronizacji Cesarza Karola 
I i pogrążeniu się Europy Środ-
kowo-Wschodniej   i   Południo-
wej w chaosie. Od czasu upad-
ku   monarchii   lotaryńsko-habs-
burskiej   zdezintegrowane   zie-
mie byłego państwa austrowę-
gierskiego są w  stanie  stałego 
kryzysu; tym gorszego, że nie 
jest   to   kryzys   jedynie   ekono-
miczno-polityczny – ale jest to 
załamanie   strukturowe.   Wiek 
XX jednoznacznie uzmysłowił 
bezlitosną   prawdę   dawno   już 
spostrzeżoną   przez   genialnego 
ks.   Talleyrand-Periogord:   „Je-
śliby nawet nie było Austrii [tj. 
Ces. Austr. – przyp. K.K.], na-
leżałoby ją wymyślić”. Monar-
chia Habsburgów była cudow-
ną   federacją   narodów   o   tak 
przecież różnych i często anta-
gonistycznych interesach. Wła-
śnie na przykładzie tak niejed-
norodnego organizmu państwo-
wego   stwierdzić   można,   jakie 
to twórcze pierwiastki tkwią w 
monarchizmie   i   idei   królew-
skiej w ogóle. Wszak przez stu-
lecia głównym spoiwem, wzor-
nikiem jednoczącym tak różne 
kraje i narody była jedna dyna-
stia. To ona także łączyła ary-
stokrację   Cesarstwa   Austriac-
kiego, która nie mniej była roz-
darta sprzecznymi interesami.

Dopiero   kataklizm   ogólno-

europejski,   jakim   była   wojna 
roku 1914, położył kres tej sy-
tuacji   i   pożytecznej   federacji. 
Paradoksalnie,   początkiem 
końca Cesarstwa Austriackiego 
było uzależnienie się od impe-
rialnych   Prus.   Austria   „zapo-
mniała”,   że   przede   wszystkim 
powinna być czynnikiem rów-
nowagi między Rosją a Prusa-
mi.   Opowiedzenie   się   Austrii 
jednoznacznie   po   stronie   Prus 
w dużej mierze przyczyniło się 
do destabilizacji też części Eu-
ropy.

W   1914   r.   Cesarstwo   Au-

stro-Węgierskie było państwem 
kwitnącym   tak   gospodarczo, 
jak   kulturalnie.   Po   I   wojnie 
światowej nastały czasy państw 
– republik „narodowych”: wraz 
z   pierwiastkami   destrukcyjny-
mi,   takimi   jak:   źle   pojęty  na-
cjonalizm,   faszyzm,   socjalizm 
– wszystkie składniki bolączek 
republikańskich dały się szyb-
ko odczuć. Nic więc dziwnego, 
że   dziś   nie   istniejące  Austro-
-Węgry cieszą się dobrą opinią. 
Wszak   aż   do   wojny   Austria 
była   państwem   liberalnym, 
czego nie można powiedzieć o 
sukcesorach   tego   organizmu 
państwowego.   Na   terenie   mo-
narchii były tylko dwa więzie-
nia, które zresztą zapełniały się 
tylko   po   nielicznych   narodo-
wych   rebeliach.   Owszem,   za-
rzuca się monarchii austriackiej 
brak   zrozumienia   dla   kwestii 
narodowych,   ale   czemu   zapo-
mina się np. o niechęci tej mo-

narchii dla niemieckiego nacjo-
nalizmu… Po doświadczeniach 
XX-wiecznych   niedocenianie 
indyferentyzmu   w   sprawach 
narodowych   wydaje   się   cechą 
pozytywną.

Dla   stabilizacji   tej   części 

Europy, dla dobrobytu społecz-
ności Europy Środkowej i Po-
łudniowej restauracja Habsbur-
gów  w  Austrii i  na Węgrzech 
jest nie tylko że potrzebna, ale 
jest też aktem sprawiedliwości 
wobec dynastii, która w ciągu 
wieków dowiodła, że jest god-
na panowania.

Warto przypomnieć, że Wę-

gry do 1945 r. były monarchią 
z regentem na czele. Detroniza-
cja Habsburgów  była  przepro-
wadzona pod naciskiem komu-
nistów, czyli bezprawnie. Tym 
bardziej   musi   dziwić   fakt,   że 
pretendent do cesarskiego tronu 
Arcks, Otto von Habsburg, pra-
gnie   zgłosić   swą   kandydaturę 
na prezydenta Węgier. Byłby to 
akt osłabiający legitymizm Bo-
ski i prawny rodziny cesarskiej 
do tronu przodków. Wychodząc 
z   założenia,   że   każda   droga 
wiodąca   do   celu   jest   dobra, 
bruka   się   ideały   monarchii   z 
Bożej Łaski. Przykładem wzor-
cowym   postępowania   rycer-
skiego   jest   hr.   de   Chambord, 
który   wolał   zrezygnować   z 
władzy   i   panowania,   niż   zgo-
dzić się na republikańskie bar-
wy sztandaru – symbolu anty-
monarchicznej   i   antychrześ-
cijańskiej rewolucji.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 3 (9) AD 1990

21


Document Outline