background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

1 z 24

B r u n o  

B r u n o  

B r u n o  

B r u n o        F e r r e r o

F e r r e r o

F e r r e r o

F e r r e r o     

 

 

Wydawnictwo Salezjańskie 

Warszawa, 2009 

 

1.   DĄB   I   RÓŻA 

 

W  ogrodzie  rosły  pomiędzy  drzewami  i  krzakami,  kwiatami  oraz  kwitnącymi  klombami  – 

dąb i róża.  

Dąb  –  był  drzewem  majestatycznym,  a  jego  potężne  konary  wydawały  się  tworzyć  jakąś 

koronę, która rozpościerała się władczo nad skromnymi kwiatami ogrodu. 

Róża – posiadała tylko łodygę z nielicznymi zielonymi listkami oraz kłującymi kolcami. Miała 

wygląd anemiczny i wydawało się, że lada moment zwiędnie. 

Krzepki dąb zabawiał się upokarzaniem jej: 
-Jesteś jedynie marną, kolczastą gałązką. 
Gdy  wiał  wiatr,  wielkie  drzewo  nauczyło  się  poruszać  swymi  niezliczonymi  listkami, 

modelując szum, wydając egzotyczne świsty i pełne wdzięku harmonijne dźwięki. 

Wszystko to sprawiało, że dąb był dumny. 
-Wypełniam  niebo  wspaniałymi  symfoniami!  Jestem  niczym  orkiestra!  Nie  jestem 

taki, jak ten nędzny patyczek, który nie potrafi zrobić niczego! Do czego właściwie służy 
róża? 

Nieśmiałą róża, wystraszona bardzo, milczała. 
Gdy nadszedł maj, zakwitła. 
Cały ogród zaczął oklaskiwać ją długo, szczerze i gorąco. 
 

* * * 

 
Są tacy, którzy udają, że są lepsi; że są silniejsi, niż jest w rzeczywistości. Nie chcą pokazać się 

takimi, jakimi są naprawdę. 

Kwiaty po prostu kwitną. 

 

2.   ZESZYCIK 

 

Pewien turysta zatrzymał się przypadkowo w pobliżu ładnej wsi, położonej wśród pól. Jego 

uwagę  przyciągnął  mały  cmentarzyk:  był  otoczony  drewnianym  płotem.  Pełno  w  nim  było  drzew, 
ptaków i cudownych kwiatów. Turysta zaczął powoli przechodzić między grobami, jasnymi płytami, 
rozmieszczonymi nieregularnie wśród drzew. 

Zaczął  odczytywać  napisy.  Pierwszy  głosił:  „Jan  Tareg,  żył  8  lat,  2  tygodnie  i  3  dni”.  Tak 

małe dziecko pochowano w tym miejscu… 

Mężczyzna  odczytał  napis  na  sąsiedniej  płycie:  „Denis  Kalib,  żył  5  lat,  8  miesięcy,  3 

tygodnie”. Inne dziecko… 

Czytał  kolejne  napisy  na  innych  płytach.  Wszystkie  zawierały  podobne  dane:  imię, 

nazwisko,  dokładny  wiek  osoby  zmarłej.  Najdłużej  żyło  dziecko,  które  przekroczyło  zaledwie  11 
lat… Turystę opanował wielki smutek. Usiadł i zaczął płakać. 

Jakiś  starzec,  który  właśnie  tam  przechodził,  popatrzył  w  milczeniu  na  płaczącego,  potem 

spytał, czy opłakuje kogoś z rodziny. 

-Nie,  nie  ma  tu  żadnego  krewnego.  –  powiedział  turysta.  –Ale  co  się  dzieje  w  tej 

wsi?  Co  strasznego  się  tu  dzieje?  Co  za  okropne  przekleństwo  ciąży  na  tych 
mieszkańcach, że umierają same dzieci? 

Staruszek uśmiechnął się i powiedział: 
-Proszę  się  uspokoić.  Nie  chodzi  tu  o  żadne  przekleństwo.  Po  prostu  tutaj 

jesteśmy  wierni  starodawnemu  zwyczajowi.  Gdy  ktoś  skończy  15  lat,  rodzice  dają 
młodemu  człowiekowi  mały  zeszycik,  taki,  jaki  mam  zawieszony  na  szyi.  Zgodnie  z 
tradycją,  każdy  z  nas,  gdy  przeżywa  coś  bardzo  intensywnie,  otwiera  zeszycik  i  notuje, 
jak długo trwało to silne i głębokie szczęście. Zakochał się… Jak długo trwało to wielkie 
uczucie? Tydzień? Dwa? Trzy i pół? A potem emocje związane z pierwszym pocałunkiem, 
jak  długo  trwały?  Minutę  pocałunku?  Dwa  dni?  Tydzień?  A  ciąża  i  narodziny  pierwszego 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

2 z 24

dziecka?  A  ślub  przyjaciół?  Podróż  najbardziej  upragniona?  A  spotkanie  z  bratem 
powracającym  z  dalekiej  krainy?  Jak  długo  trwała  radość  z  powodu  tych  wydarzeń? 
Godziny?  Dni?  W  ten  sposób  notuje  w  zeszyciku  każdą  chwilę  szczęśliwą…  każdy 
moment  szczęścia.  Gdy  ktoś  umiera,  naszym  zwyczajem  otwieramy  jego  zeszycik, 
sumujemy  chwile,  w  których  odczuwał  pełną  i  doskonałą  satysfakcję,  a  ten  wynik 
zapisujemy na jego grobie. Według nas, jest to jedyny prawdziwie przeżyty czas. 

 

* * * 

 
Nie ograniczaj się do istnienia… Żyj! 
Nie ograniczaj się do dotykania…Odczuwaj! 
Nie ograniczaj się do patrzenia… Zobacz! 
Nie ograniczaj się do słuchania… Usłysz! 
Nie ograniczaj się do mówienia… Powiedz coś! 

 

3.   CODZIENNIE 

 

Pewien uczony i szanowany powszechnie rabin został poproszony o wygłoszenie wykładu na 

wyjścia  Izraela  z  Egiptu  w  jednym  z  najbardziej  znaczących  ośrodków  kulturalnych  w  mieście. 
Publiczność była wykształcona i przygotowana, uważnie przysłuchiwała się wykładowi. 

Rabin tak przedstawił epizod związany z manną spadającą z nieba: 
-Pan  zesłał  na  ziemię  swój  chleb,  który  smakował  jak  placek  z  miodem  i  który 

wystarczał  na  jeden  dzień.  Nie  można  go  było  przechowywać  do  następnego  dnia  za 
wyjątkiem piątku. Gdy słońce zaczynało przygrzewać, manna topiła się… 

Pewien słuchacz przerwał mu: 
-Co  za  marnotrawstwo!  Dlaczego  tylko  na  jeden  dzień?  Czy  nie  lepiej  byłoby 

zesłać  zapasy  mogące  wystarczyć  na  cały  rok?  Byłoby  to  bardziej  praktyczne  i 
wymagałoby mniej wysiłku… 

Rabin, jak to miał w zwyczaju, odpowiedział za pośrednictwem anegdoty: 
-Pewien wielki król miał syna. Był dopiero dzieckiem, ale miało kiedyś wstąpić na 

jego  tron  i  jego  wykształcenie  miało  rangę  państwową.  Istniało  prawo,  które  pozwalało 
królowi  zobaczyć  syna  tylko  jeden  raz  w  roku.  Król  bardzo  kochał  syna,  a  mały  książę 
uwielbiał swego tatusia. Bardzo pragnęli przebywać razem trochę dłużej. Ale prawo było 
nieubłagane. I tak powoli stali się obcymi dla siebie. 

Rabin kontynuował: 
-Dlatego Bóg posyłał swój dar każdego dnia… 
 

* * * 

 
Dlatego też my modlimy się codziennie… 
 

4.   BRACISZEK 

 
Pewna  młoda  matka  oczekiwała  narodzin  drugiego  dziecka.  Gdy  dowiedziała  się,  że  to 

dziewczynka, nauczyła swego pierworodnego synka Michała, żeby opierając główkę na jej brzuchu, 
razem z nią śpiewał kołysankę maleństwu, które miało się urodzić. Piosenka, która zaczynała się od 
słów:  „Gwiazdko,  gwiazdeczko,  zbliża  się  noc…”,  bardzo  podobała  się  chłopczykowi.  Śpiewał  ją 
wielokrotnie. 

Poród  był  przedwczesny  i  skomplikowany.  Malutka  dziewczynka  została  umieszczona  w 

inkubatorze i poddana intensywnej opiece. Rodzice, pełni lęku, byli przygotowani na najgorsze: ich 
córeczka miała nikłe szanse na przeżycie. Mały Michał błagał ich: 

-Chcę ja zobaczyć! Muszę koniecznie ją zobaczyć! 
Po  tygodniu  stan  dziecka  jeszcze  się  pogorszył.  Wówczas  matka  postanowiła  zaprowadzić 

Michała  na  oddział  intensywnej  terapii.  Pielęgniarka  starała  się  nie  dopuścić  do  tego,  ale  matka 
zdecydowanie  zaprowadziła  chłopca  do  łóżeczka  siostrzyczki,  podłączonej  do  wielu  aparatów,  pod 
którymi maleńka walczyła o życie. 

Zbliżywszy się do inkubatora, Michał instynktownie zaczął śpiewać cichutko: 
-Gwiazdko, gwiazdeczko… 
Dziewczynka zareagowała natychmiast. Zaczęła oddychać spokojnie, bez zadyszki. 
Matka ze łzami w oczach powiedziała: 
-Śpiewaj, śpiewaj dalej, Michałku! 
I Michał śpiewał. 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

3 z 24

Dziewczynka zaczęła poruszać maleńkimi rączkami. 
Mamusia  i  tatuś  płakali  i  uśmiechali  się  na  przemian.  Pielęgniarka  patrzyła  na  tę  scenę 

zdumiona, nie dowierzając własnym oczom. 

W  kilka  dni  później  maleńka  znalazła  się  w  domu,  przyniesiona  przez  rodziców.  Michał 

głośno okazywał swą radość. 

Lekarze  z  kliniki,  zdumieni  poprawą  stanu  noworodka,  w  mądrych  słowach  starali  się 

wytłumaczyć ten fakt. Mamusia i tatuś wiedzieli, że ta poprawa – to cud. Cud miłości braciszka do 
siostrzyczki, tak bardzo oczekiwanej. 
 

* * * 

 
Możemy żyć tylko wtedy, gdy jesteśmy przekonani, że ktoś na nas czeka. 
Jedno z najpiękniejszych zapewnień Jezusa brzmi: 
„Idę przygotować wam miejsce (…) abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem.” (J 14,2-3) 
 

5.   DWAJ   RYCERZE 

  
Dwóch  ważnych  i  walecznych  rycerzy  brało  udział  w  walkach,  ryzykownych  przygodach, 

narażając się na niebezpieczeństwa. Służyli wielu panom. 

Pewnego wieczoru jeden z nich, patrząc na zachodzące słońce, powiedział: 
-Pozostaje mi jeszcze ostatnia przygoda! 
-Jaka? 
-Chcę wejść na górę, na której mieszka Bóg! 
-Dlaczego? 
-Chcę się dowiedzieć, dlaczego nakłada na nas ciężary i trudy ogromne przez całe 

życie  i  nadal  wymaga  coraz  więcej,  zamiast  ulżyć  nam  przynajmniej  co  pewien  czas.  
– powiedział z goryczą  pierwszy rycerz. 

-Pójdę z tobą! Sądzę jednak, że Bóg wie, co czyni. – stwierdził drugi. 
Podróż była długa i uciążliwa. Dotarli do góry Pana. Wchodzili w milczeniu, idąc obok koni, 

gdyż  ścieżka  była  stroma  i  uciążliwa.  Już  widoczny  był  szczyt  góry  we  mgle,  gdy  jakiś  głos 
zabrzmiał z wysoka: 

-Zabierzcie ze sobą wszystkie kamienie, jakie znajdziecie na ścieżce. 
-A widzisz?
 – zaprotestował pierwszy rycerz. –Zawsze ta sama historia. Po całym tym 

wysiłku Bóg chce nas jeszcze obarczyć dodatkowo. Ja już na to się nie godzę! 

I wrócił z powrotem. 
Drugi  rycerz  uczynił  to,  czego  domagał  się  głos  Boga.  Kosztowało  go  to  dużo  czasu  oraz 

wysiłku. Ale gdy pierwsze promienie słoneczne rozbłysły, kamienie umieszczone w pojemnikach na 
koniu i niesione przez poranione ręce pobożnego rycerza, rozbłysły wspaniałym blaskiem. 

Zmieniły się w cudowne diamenty o niebywałej wartości. 
 

* * * 

 
Panie, stawiam o wiele więcej pytań, niż Ty to czynisz. 
Sądzę, że proporcja wyraża się liczbowo jak dziesięć do jednego. 
 
Pytam: 
-Dlaczego dopuszczasz cierpienie? 
-Jak długo muszę je znosić? 
-Jaki jest cel tego? 
-Czy zapomniałeś o swym miłosierdziu? 
-Zmęczyłeś się? 
-A może obraziłeś się? 
-Odrzuciłeś mnie? 
-Kiedy utraciłem Twoje kierownictwo? 
-Kiedy zagubiłem się? 
-Czy nie widzisz mojej ogromnej rozpaczy? 
 
Ty mnie tylko pytasz: 
-Czy ufasz Mi? 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

4 z 24

6.   DAR 

 
Zimno  było  przenikliwe.  Pasterze  grzali  się  przy  ogniu.  Wieść  o  narodzeniu  nowego  Króla 

obwieściły  im  świetliste,  skrzydlate  postacie.  Wiadomość  ta  zupełnie  ich  poraziła.  Chcieli  pójść  i 
zobaczyć Go, uczcić, a potem prosić Go o zdrowie i pokój. 

Również  Filip,  chłopak,  który  od  niedawna  przebywał  z  pasterzami,  usłyszał  wieść 

przekazaną od aniołów. Zastanawiał się, jaki dar zanieść Dzieciątku do Betlejem. 

Ale  jeżeli  wszyscy  pasterze  wyruszali,  kto  będzie  opiekował  się  ich  owcami?  Z  pewnością 

nie można zostawić ich samych! 

Żaden  z  pasterzy  nie  chciał  zrezygnować  z  zobaczenia  nowonarodzonego  Króla.  Jeden  z 

pasterzy miał pomysł: niech pozostanie i opiekuje się owcami ten, kto przygotował najlżejszy dar. 

Przyniesiono wagę blisko ognia. 
Pierwszy  umieścił  na  wadze  wielki  dzban  pełen  mleka  oraz  ciężki  kawał  sera.  Drugi 

przyniósł  ogromny  kosz  pełen  jabłek.  Trzeci  z  trudem  umieścił  na  wadze  wiele  gałęzi  i  kawałków 
drewna, które płonąc, miały ogrzewać stajenkę przez dłuższy czas. 

Pozostał jeszcze Filip. 
Chłopiec ze smutkiem spoglądał na swą maleńką latarnię, jedyne bogactwo, jakie posiadał. 

To był dar, który chciał zanieść Dzieciątku Królowi. Ale ten dar był taki lekki! 

Zawahał  się  przez  chwilę,  potem  zdecydowanie  usiadł  na  wadze  z  latarnią  w  ręce  i 

powiedział: 

-Ja  jestem  darem  dla  Króla!  Dzieciątko  nowonarodzone  z  pewnością  potrzebuje 

kogoś, kto Mu przyniesie latarnię. 

Wokół  ogniska  zapadła  głęboka  cisza.  Pasterze  patrzyli  na  chłopca  siedzącego  na  wadze, 

zaskoczeni  jego  słowami.  Jedno  było  pewne:  w  żadnym  wypadku  Filip  nie  zostanie  i  nie  będzie 
pilnował owiec. 

 

* * * 

 
Darem jesteś ty, a nie rzeczy, które przynosisz. 
 

7.   ZAMARZNIĘTY   STAWEK 

 
Pewnego  razu,  dwóch  małych  chłopców  zaprzyjaźnionych,  jeździło  na  łyżwach  po  małym 

zamarzniętym stawku. Był wieczór zimny i chmurny. Dzieci bawiły się spokojnie, nagle lód załamał 
się i jeden z chłopców wpadł do wody. 

Staw nie był głęboki, ale woda zaczęła w dziurze zamarzać, pokrywając otwór. 
Drugi  chłopiec  wrócił  na  brzeg,  porwał  największy  znaleziony  kamień  i  pobiegł  tam,  gdzie 

jego mały przyjaciel wpadł do stawu. Zaczął uderzać lód kamieniem z całych sił i w końcu udało mu 
się go rozbić. Uchwycił rękę przyjaciela i pomógł mu wydostać się z wody… 

Gdy zjawili się strażacy i zobaczyli, co się stało, zastanawiali się zdumieni: 
-Jak to ten chłopiec zrobił? Lód był gruby i mocny, jak chłopczyk mógł go rozbić? 
W tym momencie pojawił się jakiś starzec i powiedział: 
-Wiem, jak to zrobił! 
-Jak?
 – spytali. 
Staruszek odpowiedział: 
-Nie było przy nim nikogo ostrzegającego go: 

»

To ci się nie uda…!

«

 

 

* * * 

 
Istnieją zdumiewające siły w was, ale wystarczy tak niewiele, by o nich zapomnieć! 
 

8.    WAŻNA   SPRAWA 

 
-Tatusiu, ile płacą ci za jedną godzinę pracy? 
-Czterdzieści euro. 
-Oto 40 euro. Kupuję jedną godzinę twego czasu. Dla siebie! 
 

* * * 

 
Zaprosiłem ją do restauracji i do teatru. Byłem spóźniony, a w dodatku jadąc, uderzyłem silnie 

o  krawędź  chodnika.  Chwilę  potem  zobaczyłem  sympatię  czekającą  na  mnie.  Gdy  wysiadłem  z 
samochodu,  szybko  upewniłem  się,  czy  przez  uderzenie  nie  uszkodziłem  opony.  Ale  nic  się  nie  stało. 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

5 z 24

Gdy uśmiechnięty, zwróciłem się do niej, odwróciła się zagniewana. Była niczym kawałek lodu. Czułem 
się jak idiota. Przez cały  wieczór przypominała mi, że opona mojego auta była dla mnie ważniejsza od 
niej… 

 

9.   PEWIEN   MĄŻ 

 
Bez względu na sytuację, mąż zawsze wypominał żonie: 
-Ty naprawdę niczego nie rozumiesz! 
Żona rzeczywiście nie ukończyła studiów, jedynie szkołę podstawową, nie interesowała się 

polityką,  nie  czytała  gazet.  Zajmowała  się  jedynie dziećmi,  domem,  praniem, kuchnią,  kurnikiem, 
pracą w fabryce obuwia. 

Gdy rozpoczynała się jakaś dyskusja w rodzinie, mąż odrzucając z zasady wszelki rozsądny 

dialog, stwierdzał: 

-Ty niczego nie rozumiesz! 
Gdy  żona  próbowała  zainteresować  go  jakimś  poważnym  problemem,  dotyczącym 

wydatków albo wyboru miejsca na wakacje dla dzieci, albo rezultatów szkolnych synów, czy bilansu 
rodzinnego… jego odpowiedź zawsze była taka sama, definitywna: 

-Ty niczego nie rozumiesz! 
Pewnego  wieczoru,  gdy  telewizja  transmitowała  mecz  ważnej  drużyny,  nagle  wyłączono 

prąd.  Mąż,  jak  zwykle,  zaczął  zrzędzić,  potem  postanowił  udać  się  w  ciemności  do  piwnicy,  by 
zobaczyć, czy nie trzeba wymienić bezpieczników. 

-Zapal świeczkę! – zasugerowała żona. 
Jak zwykle mąż odpowiedział: 
-Ty niczego nie rozumiesz! Znam tę drogę na pamięć! 
Ale  tego  wieczoru  widocznie  coś  nie  funkcjonowało  właściwie.  Mężczyzna  poślizgnął  się  i 

wydawszy  nieludzki  okrzyk,  uderzył  głową  o  mur  i  upadł  zakrwawiony  z  wieloma  złamaniami. 
Wypadek  był  poważny,  ale  lekarze  w  szpitalu  po  wielu  dniach  intensywnych  zabiegów  uratowali 
życie biedakowi. 

Gdy  wreszcie  po  czterech  dniach  odzyskał  przytomność,  zobaczył  żonę  przy  swym  łóżku, 

pochyloną  nad  nim  z  oczyma  pełnymi  łez  i  troski.  Biedna  kobieta  nie  opuściła  go  ani  na  chwilę. 
Dniem i nocą czuwała przy nim, pełna miłości modląc się w jego intencji. 

Po  dwóch  tygodniach  pobytu  w  szpitalu,  gdy  mężczyzna  wreszcie  mógł  wyszeptać  parę 

słów, z wielkimi łzami w oczach powiedział: 

-Jestem naprawdę głupcem. Nigdy nie wierzyłem, że ty mnie tak bardzo kochasz! 
A ona, uśmiechając się jak zawsze serdecznie i pogodnie, wyszeptała: 
-Ty naprawdę niczego nie rozumiesz! 
 

* * * 

 
Pewna  74-letnia  kobieta  opowiada,  że  otrzymała  w  wieku 65  lat,  tylko  jeden  pełen  miłości  list 

od swego męża. 

„To  był  pierwszy  raz,  gdy  wyjechał  na  dłużej  niż  jeden  dzień  w  sprawach  administracyjnych. 

Do  tego  momentu  zawsze  towarzyszyłam  mu  w  jego  podróżach.  Zatrzymał  się  w  jakiejś  kawiarni  i 
napisał  list,  który  zaczynał  się  następująco:  »Jesteśmy  małżeństwem  od  30  lat  i  uświadomiłem 
sobie dzisiaj, że nigdy nie mówiłem Ci o mojej miłości do Ciebie«”

 

10.   RACHUNEK 

 
Pewien  mężczyzna  zatroskany  o  sens  swego  życia,  o  to,  jaki  będzie  ostatni  dzień  jego 

życia,  a  przede  wszystkim  –  o  sąd  ostateczny,  przed  którym  prędzej  czy  później  będzie  musiał 
stanąć, miał sen. 

Śnił,  że  po  śmierci  zbliżył  się  pełen  lęku  do  wielkiej  bramy  domu  Boga.  Zapukał  i  jakiś 

uśmiechnięty anioł otworzył mu. Zaprosił go do poczekalni Raju. 

Pomieszczenie było bardzo surowe. Trochę przypominało salę sądową. 
Mężczyzna czekał coraz bardziej speszony. 
Anioł  powrócił  po  pewnym  czasie  z  kartką  w  ręku.  Widniał  na  niej  napis:  „Rachunek”. 

Mężczyzna wziął kartkę i przeczytał: 

„Za  światło  słońca  i  szelest  liści,  za  śnieg  i  wiatr,  za  lot  ptaków  i  za  trawę.  Za  powietrze, 

którym oddychaliśmy i za podziwianie gwiazd, za wieczory i za noce…” 

Lista była bardzo długa. 
Mężczyzna  kontynuował  lekturę:  „…  za  śmiech  dzieci,  oczy  dziewcząt,  za  świeżą  wodę,  za 

ręce  i  nogi,  za  czerwień  pomidorów,  za  pieszczoty,  za  piasek  na  plaży,  za  pierwsze  słowa  twego 
dziecka, za podwieczorek nad brzegiem jeziorka górskiego, za pocałunek wnuczka, za fale morza…” 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

6 z 24

W miarę jak czytał listę, mężczyzna stawał się coraz bardziej zaniepokojony. 
Ile  wynosić  będzie  rachunek?  W  jaki  sposób  będzie  mógł  zapłacić  za  to  wszystko,  co 

otrzymał? 

Podczas gdy czytał z bijącym sercem, nadszedł Bóg. Poklepał go ręką po ramieniu. 
-Wszystko  to  Ja  ofiarowuję.  –  powiedział  uśmiechając  się.  –Aż  do  końca  świata. 

Sprawia mi to wielką przyjemność! 

 

* * * 

 
Bóg zna określenie „za darmo”. 
 

11.   KONKURS 

 
Pewnego  dnia,  gdy  świat  był  jeszcze  całkiem  nowy,  mieszkańcy  pewnej  okolicy 

zorganizowali  konkurs  muzyczny,  na  który  szybko  zgłosili  się  prawie  wszyscy  obecni.  Od  szczygła 
począwszy, po nosorożca. 

Pod  kierownictwem  sowy  postanowiono,  że  głosowanie  podczas  konkursu  będzie  tajne  i 

powszechne. Będą więc głosować, wszyscy uczestnicy tworzyć będą sami komisję sędziowską, czyli 
jury. 

Tak  też  się  stało.  Wszystkie  zwierzęta  oraz  człowiek  wchodzili  pojedynczo  na  scenę  i 

śpiewali.  Otrzymywali  większe  lub  mniejsze  brawa  od  publiczności.  Potem  wypełniali  karteczkę  i 
złożoną wrzucali do wielkiej urny pod kontrolą sowy. 

Gdy  nadeszła  pora obliczeń,  sowa  weszła  na  zaimprowizowaną  scenę  i  mając u  boku  dwie 

stare  małpy,  otwarła  urnę,  by  przeliczyć  głosy.  Jedna  z  małp  wyciągnęła  pierwszą  kartkę,  a  sowa 
przy ogólnym zaciekawieniu zawołała: 

-Pierwszy głos, bracia, padł na naszego przyjaciela, osła! 
Zapadła cisza, po której odezwały się nieśmiałe oklaski. 
-Drugi głos został oddany na osła! 
Ogólne zaskoczenie. 
-Trzeci głos: osioł! 
Wszyscy  spoglądali  na  siebie  zdumieni.  Potem  zaczęli  wymieniać  między  sobą  spojrzenia 

oskarżycielskie,  a  w  końcu  widząc,  że  ciągle  powtarzały  się  głosy  za  osłem,  poczuli  się  winni  za 
takie  głosowanie.  Wszyscy  wiedzieli,  że  nie  było  śpiewu  gorszego  od  straszliwego  ryku  osła.  A 
przecież jeden po drugim uznali go za najlepszego śpiewaka. 

Po zakończeniu liczenia głosów, bezstronna komisja zdecydowała, że skrzeczący i fałszywie 

brzmiący ryk osła okazał się zwycięski. Oficjalnie więc ogłoszono, że osioł posiada „najlepszy głos w 
okolicy”. 

Następnie  sowa  wyjaśniła,  co  się  wydarzyło.  Każdy  z  uczestników  pewien,  że  zwycięży, 

oddał własny głos na uczestnika mającego najmniej szans, na kogoś, kto nie przedstawiał żadnego 
zagrożenia. 

Głosowanie było prawie jednomyślne. Jedynie dwa głosy nie oddano na osła: jeden należał 

do  osła,  który  uważał,  że  nie  ma  nic  do  stracenia  i  zagłosował  szczerze  na  skowronka,  a  drugi 
należał do człowieka, który naturalnie głosował na siebie. 

 

* * * 

 
„Człowiekiem nikczemnym jest i nicponiem, kto chodzi z kłamstwem na ustach. Oczyma strzela, 

szurga  nogami,  palcami  swymi  wskazuje,  a  w  sercu  podstęp  ukrywa,  stale  przemyśliwa  zło,  jest 
podnietą dla kłótni. 

Dlatego też zagłada nań przyjdzie: w mgnieniu oka zniszczony i nieodwracalnie”. (Prz 6,12-15) 
 

12.   TRÓJKA   DZIECI 

 
Gdy  dostał  przyjęty  jako  redaktor  w  ważnym  tygodniku  krajowym,  wydawało  mu  się,  że 

złapał  Pana  Boga  za  nogi.  Zatelefonował  do  matki  i ojca,  i  naturalnie  do  ukochanej  Moniki,  której 
powiedział po prostu: 

-Dostałem pracę! Możemy pobrać się! 
Zawarli  małżeństwo  i  w  kolejnych  latach  urodziła  się  trójka  dzieci:  Mateusz,  Marta  oraz 

Wawrzyniec. 

Przez 6 lat trwało szczęście, potem czasopismo było zmuszone zawiesić działalność. Młody 

ojciec  znalazł  miejsce  jako  redaktor  w  lokalnym  dzienniku.  Ale  również  ta  gazeta  przestała 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

7 z 24

wychodzić. Tym razem poszukiwanie nowej pracy było bardzo mozolne. Co wieczór młoda mamusia 
i trójka dzieci wpatrywały się w oblicze ojca, coraz bardziej zatroskane. 

Pewnego wieczoru w czasie kolacji mężczyzna powiedział z goryczą: 
-Wszystkie wysiłki idą na marne! W moim sektorze nie ma żadnej pracy! Wszędzie redukują 

liczbę pracowników albo wszystkich zwalniają… 

Monika  starała  się  dodawać  mu  odwagi,  przypominała  mu  jego  marzenia,  zdolności, 

pobudzała nadzieję… 

Następnego  dnia,  gdy  ojciec  wstał  rano,  dzieci  były  już  w  drodze  do  szkoły.  Z  ciężkim 

sercem  wypił  filiżankę  kawy  i  zbliżył  się  do  biurka,  przy  którym  zazwyczaj  pracował.  Spojrzał  na 
koszyk stojący obok. Duże kawałki czerwonej porcelany zwróciły jego uwagę. Stwierdził, że były to 
skorupy  trzech  czerwonych  świnek,  należących  do  dzieci.  Wkładały  do  nich  swoje  oszczędności.  A 
na jego biurku leżała garść monet, przeważnie centów oraz kilka euro i pozłacanych guzików. Pod 
tymi skarbami leżała kartka papieru, na której dziecięca ręka napisała: „Drogi tatusiu, my wszyscy 
wierzymy w Ciebie: Mateusz, Marta i Wawrzyniec”. 

Oczy napełniły mu się łzami, złe myśli zostały wymazane, a odwaga i błysła na nowo. Młody 

tatuś zacisnął pięści i przyrzekł: 

-Wasza wiara nie zostanie zawiedziona! 
Dzisiaj na biurku jednego z najważniejszych wydawców europejskich znajduje się karteczka 

w srebrnej ramce. Wydawca pokazuje ją z dumą mówiąc: 

-To  jest  tajemnica  mojej  siły!  Jest  to  kartka  trochę  już  wyblakła  ze  zdaniem  napisanym 

niepewną ręką: „Drogi tatusiu, my wszyscy wierzymy w Ciebie!…” 

 

* * * 

 
-Wierzę  w  Ciebie!  –  to  o  wiele  więcej  niż  deklaracja  miłości.  To  jest  siła  najczystsza.  Dlatego 

Jezus powiedział: 

„Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: »Wyrwij się 

z korzeniami i przesuń się w morze!« , a byłaby wam posłuszna”. (Łk 17,6) 

 

13.   OSTRYGA 

 
Konik  Morski,  przechadzając  się  pewnego  dnia  po  dnie  morza,  zobaczył  młodą  Ostrygę. 

Musiała  zjawić  się  tu  niedawno,  gdyż  Konik  Morski,  miłośnik  przechadzek,  nigdy  jej  przedtem  nie 
widział. 

-Dzień dobry! – powiedział uprzejmie Konik Morski, pukając cicho w muszlę Ostrygi. 
Już miał oddalić się, by cieszyć się cudownym morzem i jego stworzeniami, gdy cichy, miły 

głosik mu odpowiedział: 

-Dla mnie to będzie z pewnością dobry dzień, bo ty mnie zauważyłeś! 
-Nie  jesteś  stad,  prawda?
  –  spytał  Konik  Morski,  którego  zainteresowało  to  szare  i 

chropowate stworzenie. 

-Nie, ale czasami prądy morskie niosą donoszą mnie już tutaj… 
-A  więc  znasz  pewnie  moich  przyjaciół!  Silnego  i  gadatliwego  Kraba,  przepiękną, 

ale trochę kłującą Meduzę… 

-Właściwie nie znam ich… Nie mam przyjaciół. 
-Naprawdę? To niemożliwe! 
-Widzisz, jestem bardzo nieśmiała, nie jestem ładna, nie umiem tylu rzeczy… 
-Co też mówisz! Każdy potrafi towarzyszyć komuś! 
Konik  morski  czuł  się  szczęśliwy,  mogąc  przebywać  w  towarzystwie  Ostrygi,  a  Ostryga 

zaczęła  oddychać  swobodnie,  w  wyniku  czego  trochę  otwarła  się.  Nigdy  dotąd  nie  zdawała  sobie 
sprawy, że tak łatwo można dawać komuś radość i korzystać z niej. 

Nadeszła  noc  i  księżyc  odbijał  się  w  dnie  morza.  Dopiero  wtedy  Konik  Morski  i  Ostryga 

poczuli się trochę zmęczeni. Zamilkli na chwilę, potem Ostryga wyszeptała: 

-Byłam  bardzo  szczęśliwa  dzisiaj.  Chcę  podarować  ci  coś,  co  sprawi  ci  radość, 

mam nadzieję. 

I  przed  oczyma  zdumionego  Konika  Morskiego,  Ostryga  otwarła  się  i  darowała  przepiękną 

perłę o różowych smugach, która błyszczała w świetle księżyca. 

-To jest mój prezent dla ciebie. Weź ją. – wyszeptała Ostryga. 
Konik Morski wziął delikatnie perłę. Była błyszcząca i ciepła. Konik Morski odczuł fale czułej 

miłości Ostrygi. 

 

* * * 

 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

8 z 24

Możecie  uszczęśliwiać  wszystkich,  którzy  żyją  z  wami.  Odkryjecie  wówczas  niewyobrażalne 

skarby, które w przeciwnym razie nie zostałyby wykorzystane. 

Możecie to uczynić przy pomocy drobiazgów. 
A więc dlaczego tego nie robicie? 
 

14.   GDYBYM   WIEDZIAŁ   WCZEŚNIEJ 

 
Pewnego  dnia  Bóg  wszedł  do  raju  i  swemu  wielkiemu  zdziwieniu  odkrył,  że  wszyscy  byli 

tam obecni. Nawet jedna dusza nie została posłana do piekła. Trochę Go to zaniepokoiło. Czyż do 
Jego  obowiązków  nie  należało  dopilnowanie  sprawiedliwości?  Dlaczego  wobec  tego  istniało  piekło, 
jeśli nie było zupełnie wykorzystane? Powiedział więc do archanioła Gabriela: 

-Wezwij wszystkich przed Mój tron i odczytaj dziesięć przykazań. 
Zawezwano wszystkich. Gabriel odczytał pierwsze przykazanie. Wówczas Bóg rzekł: 
-Wszyscy,  którzy  zgrzeszyli  przeciwko  temu  przykazaniu,  niech  natychmiast 

udadzą się do piekła. 

Kilka  osób  odeszło  z  tłumu  i  udało  się  ze  smutkiem  do  piekła.  Podobnie  stało  się  po 

odczytaniu  drugiego  przykazania…  trzeciego…  czwartego…  piątego…  W  tym  czasie  liczba 
zgromadzonych  w  raju  zmniejszyła  się  znacznie.  Po  odczytaniu  szóstego  przykazania,  do  piekła 
udali się wszyscy za wyjątkiem grubego, starego, łysego pustelnika. 

Bóg spojrzał na Gabriela i spytał: 
-To jedyna osoba, która została w raju? 
-Tak.
 – stwierdził Gabriel. 
-Dobrze.  –  powiedział  Bóg.  –On  jest  tu  raczej  osamotniony,  prawda?  Powiedz 

wszystkim, żeby powrócili! 

Gdy  pustelnik  gruby,  stary  i  łysy  usłyszał,  że  wszystkim  Bóg  przebaczył,  oburzył  się  i 

powiedział do Boga: 

-To niesprawiedliwe! Dlaczego tego nie powiedziałeś wcześniej? 
 

* * * 

 
Istnieje jedna tajemnica, by być szczęśliwym: kochaj to, co czynisz. 
 

15.   KRUCYFIKS 

 
W  starej  katedrze,  bardzo  wysoko  wisiał  ogromny,  srebrny  krucyfiks.  Dwa  szczegóły  go 

wyróżniały. Pierwszy – to cierniowa korona na głowie Jezusa: była ze złota, wysadzana rubinami o 
ogromnej wartości. 

Drugi szczegół – prawa ręka Jezusa nie była przybita, ale odchylona do przodu. 
Pewna historia tłumaczy przyczynę tego faktu. 
Przed wielu laty, w nocy, jakiś złodziej, nie lękający się przebywania na wysokości, obmyślił 

doskonały plan, by ukraść wspaniałą, złotą koronę wysadzaną rubinami. Spuścił się na linie z okna 
dachu i dotarł do krucyfiksu. 

Ale  korona  cierniowa  była  silnie  przytwierdzona.  Złodziej  miał  tylko  nóż,  by  oderwać  ją. 

Wsadził  ostrze  noża  pod  koronę  i  z  całych  sił  zaczął  podważać  ją.  Ponawiał  próbę  wielokrotnie, 
pocąc się i sapiąc. Ostrze noża złamało się, a lina zbyt napięta oderwała się od okna. 

Złodziej  zginąłby  spadając  na  posadzkę,  ale  poruszyła  się  ręka  z  krucyfiksu  i  podtrzymała 

złodzieja. 

Rano kościelni znaleźli go tam w górze, zdrowego i całego. Trzymał go Jezus ukrzyżowany 

mocno i serdecznie. 

 

* * * 

 
„Dopóki z nimi byłem, ustrzegłem ich, a nikt nie zginął”. (J 17,12) 
 

16.   PYTANIE 

 
Słynny  filozof  codziennie  starał  się bardzo  znaleźć  sens  życia.  Poświęcił  na  rozwiązanie  tej 

zagadki  najlepsze  lata  swego  życia  oraz  badania.  Konsultował  się  z  największymi  mędrcami 
ludzkości i nie znalazł żadnej zadowalającej odpowiedzi na to pytanie. 

Pewnego  wieczoru  w  ogrodzie  przy  domu,  kiedy  odpoczywał,  wziął  na  rękę  pięcioletnią 

córeczkę, która bawiła się wesoło i spytał ją: 

-Córeczko, dlaczego jesteś tu na ziemi? 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

9 z 24

Dziewczynka odpowiedziała uśmiechając się: 
-Aby ciebie kochać, tatusiu! 
 

* * * 

  
Należałoby ogłosić wielki dekret: 
Życie należy do wszystkich, 
Dane jest nam darmo,  
Ofiarowane z miłością. 
 
Jest podstawowym darem: miłość istnieje wszędzie, obejmuje każdego, dociera o wiele dalej niż 

życie. 

 

17.   DLACZEGO   KRZYCZYMY ? 

 
Pewnego dnia nauczyciel spytał swoich uczniów: 
-Dlaczego ludzie zagniewani krzyczą? 
-Krzyczą, gdyż tracą cierpliwość.
 – odpowiedział jeden z uczniów. 
-Ale dlaczego krzyczysz, gdy jakaś osoba stoi przy tobie? – spytał znów nauczyciel. 
-Krzyczymy,  gdyż  chcemy,  by  druga  osoba  nas  na  pewno  usłyszała.  –  powiedział 

ktoś inny. 

Nauczyciel spytał ponownie: 
-A więc nie można rozmawiać normalnie? 
Padło wiele innych odpowiedzi, ale żadna nie przekonała nauczyciela. 
Wtedy powiedział: 
-Wiecie,  dlaczego  człowiek  zdenerwowany  krzyczy  na  innych?  Oto,  gdy  dwie 

osoby są rozgniewane na siebie, ich serca oddalają się bardzo od siebie. Aby przebyć tę 
przestrzeń, trzeba krzyczeć, by móc  się usłyszeć. Im bardziej ludzie są zagniewani, tym 
głośniej  muszą  krzyczeć,  by  móc  się  usłyszeć.  A  co  się  dzieje,  gdy  dwie  osoby  są 
zakochane? One nie krzyczą, one mówią do siebie po cichutku. Dlaczego? Bo ich serca są 
blisko  siebie.  Odległość  między  nimi  jest  maleńka.  Czasami  są  tak  blisko  siebie,  że  ich 
serca  nawet  nie  mówią,  ale  szepczą.  A  gdy  miłość  jest  jeszcze  intensywniejsza,  nie 
potrzebny  jest  nawet  szept,  wystarcza  patrzenie  na  siebie.  Ich  serca  rozumieją  się 
doskonale. Tak się dzieje, gdy dwie osoby kochają się. 

Na koniec nauczyciel powiedział: 
-Gdy  dyskutujecie,  nie  pozwólcie,  by  wasze  serca  oddaliły  się  od  siebie,  nie 

mówcie słów, które mogłyby je oddalić jeszcze bardziej. Może nadejdzie dzień, w którym 
dystans będzie tak wielki, że serca nie znajdą już nigdy więcej drogi powrotnej. 

 

* * * 

 
Istnieje niezawodny sposób, by zlikwidować kłótnie: kłóćcie się, obejmując się mocno! 
 

18.   SŁUCHAJ ! 

 
Pewien  chłopak,  zaproszony  na  ślub  przyjaciela,  zdumiony  był  ilością  osób,  które  składały 

życzenia nowożeńcom i witały się z ich rodzinami. 

Zauważył,  że  goście  i  krewni  nowożeńców  wypowiadali  mechanicznie  życzenia,  nawet  nie 

słuchając się wzajemnie. 

Stanął w kolejce, a gdy dotarł do pierwszego krewnego, powiedział spokojnie z uśmiechem: 
-Dzisiaj umarła moja żona. 
Odpowiedź brzmiała: 
-Tysięczne dzięki! 
Powtórzył to samo zdanie innemu krewnemu, a ten mu odpowiedział: 
-Serdecznie dziękuję! 
Wreszcie dotarł do nowożeńców, powtarzając to samo zdanie. 
Tym razem odpowiedź brzmiała: 
-Dzięki! Teraz kolej na ciebie, mój stary! 
 

* * * 

  
Dawna sentencja biblijna urzeczywistnia się dzisiaj wśród ludzi: 
„Mają oczy, ale nie widzą, mają uszy, ale nie słyszą”. 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

10 z 24

Powinniśmy iść za radą, jaką daje nam natura: nasze usta mogą się zamykać, ale nasze uszy 

w żadnym wypadku! 

 

19.   ANIOŁ 

 
Abraham  był  bardzo  stary.  Pewnego  dnia  o  zachodzie  słońca  siedział  przed  namiotem, 

cieszył się chłodem, gdy nagle zauważył w dali, wśród drgań powietrza, anioła, który zbliżał się do 
niego, był Aniołem Śmierci. 

-Pan z tobą, Abrahamie. – powiedział anioł. 
Abraham szorstko zwrócił się do niego: 
-Aniele Śmierci, czy słyszał ktoś, by przyjaciel pragnął śmierci przyjaciela? 
Anioł uśmiechnął się: 
-A czy ktoś słyszał, by ukochany nie chciał połączyć się z osobą, którą kocha? 
Abraham na to odpowiedział: 
-Aniele Śmierci, zabierz mnie ze sobą! 
 

* * * 

 
Gdy urodziłem się, ludzie byli szczęśliwi i uśmiechali się. 
Jedynie ja płakałem. 
Gdy umarłem, wszyscy ludzie byli smutni i płakali. 
Jedynie ja byłem szczęśliwy i uśmiechałem się! 
 

20.   CESARZOWA 

 
Gdy  umarł  cesarz,  młody  książę  przygotowywał  się  z  pewnym  niepokojem  do  zajęcia  jego 

miejsca. Mądry i wiekowy wychowawca powiedział mu: 

-Potrzebujesz  od  razu  pomocy.  Nim  wstąpisz  na  tron,  wybierz  sobie  przyszłą 

cesarzową,  ale  uważaj:  musi  to  być  dziewczyna,  której  możesz  ślepo  zaufać.  Zaproś 
wszystkie  dziewczęta,  które  pragną  zostać  cesarzową.  Ja  ci  wytłumaczę,  jak  znaleźć 
najgodniejszą. 

Najmłodsza  z  pomywaczek  kuchni  królewskiej  była  zakochana  potajemnie  w  księciu. 

Postanowiła też zgłosić się. 

-Wiem, że nie zostanę nigdy wybrana, jednak będzie to jedyna okazja, by znaleźć 

się blisko księcia, przynajmniej przez kilka chwil i to już mnie uszczęśliwi. – pomyślała. 

W  wyznaczony  wieczór,  wszystkie  najpiękniejsze  dziewczęta  w  okolicy,  we  wspaniałych 

sukniach i najdroższych klejnotach, zjawiły się w pałacu. 

W otoczeniu dworu, książę oznajmił im, na czym polegać będzie współzawodnictwo: 
-Każdej  z  was  dam  po  jednym  nasionku.  Ta,  która  wyhoduje  z  niego 

najpiękniejszy kwiat za 6 miesięcy, zostanie przyszłą cesarzową. 

Gdy  nadeszła  kolej  na  pomywaczkę,  dziewczyna  wzięła  nasionko,  maleńkie  ciemne 

ziarenko, zaniosła je do domu zawinięte w chusteczkę. Umieściła je w donicy wypełnionej wilgotną 
ziemią.  Nie  była  wytrawną  ogrodniczką,  ale  opiekowała  się  swą  roślinką  bardzo  starannie  i  z 
niezwykłą czułością. Codziennie rano z niepokojem przyglądała się ciemnej ziemi, z której miała się 
wyłonić roślinka.  

Minęło 6 miesięcy, ale w jej doniczce nic nie wyrosło. 
Nadszedł  dzień  weryfikacji.  Gdy  dotarła  do  pałacu  ze  swoją  doniczką,  w  której  widoczna 

była  tylko  ziemia,  zauważyła,  że  wszystkie  inne  dziewczęta  osiągnęły  wspaniałe  rezultaty.  Książę 
przyglądał się każdej doniczce z wielką uwagą. Podszedł do każdej. Kwiaty były wspaniałe. Spojrzał 
również  na  pomywaczkę,  która  nie  śmiała  podnieść  oczu  i  prawie  ukrywała  swoją  doniczkę 
pozbawioną kwiatka. 

Po przeglądnięciu wszystkich doniczek, książę stanął po środku i ogłosił wynik konkursu: 
-Nową cesarzową, moją małżonką zostanie oto ta dziewczyna! 
W ciszy słychać było uderzenia wszystkich serc. Bez wahania książę ujął za rękę młodziutką 

pomywaczkę. 

Potem wyjaśnił powód swego wyboru: 
-Ta  dziewczyna  jako  jedyna,  wyhodowała  kwiat  uczciwości  i  stała  się  godną 

zostać cesarzową! Wszystkie nasiona, które wam dałem, były pomalowanymi kawałkami 
drewna i żaden kwiat nie mógł z nich wyrosnąć! 

 

* * * 

 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

11 z 24

Jest  to  naturalnie  tylko  bajka.  Dzisiaj  trudno  byłoby  znaleźć  cesarzową.  Zapomnieliśmy 

wszyscy, jak hoduje się kwiaty uczciwości. 

 

21.   NAJBIEDNIEJSZY 

 
Przed  laty  istniała  wieś,  której  mieszkańcy  byli  bardzo  biedni.  Zima  w  tamtych  okolicach 

była bardzo sroga i wszyscy martwili się o biednego starca, który z pewnością bardzo ucierpi: nie 
miał czym się okryć, odziany był w łachmany. Potrzebował ciepłego swetra. Ale nikt nie miał w tej 
wsi dwóch swetrów i nikt też nie miał pieniędzy, by staruszkowi pomóc. 

W końcu pewna kobieta wpadła na pomysł: 
-Jeśli  każdy  z  mieszkańców  wsi  wyciągnie  ze  swego  swetra  jedną  wełnianą  nić, 

zbierzemy  wystarczającą  ilość  wełny,  by  zrobić  z  niej  sweter,  który  podarujemy 
staruszkowi. Nikt też nie ucierpi! 

Wszyscy  się  zgodzili.  Każdy  przyniósł  kawałek  wełnianej  włóczki.  Wszystkie  kawałki 

powiązano i utworzono z nich kłębki wełny. Pewna dobra kobieta pracowała przez wiele dni i zrobiła 
na  drutach  wspaniały,  różnokolorowy  sweter.  Na  początku  zimy,  wszyscy  razem  zanieśli  go  do 
biednego staruszka. 

Starzec  ze  łzami  w  oczach  przyjął  dar.  I  tak,  w  tę  mroźną  zimę,  nikt  z  mieszkańców  nie 

odczuwał zimna. Biedny starzec był bez wątpienia ubrany najbardziej elegancko. 

 

* * * 

 
Miłość jest jedynym skarbem, który przy podziale powiększa się! 
 

22.   NIEPOTRZEBNY SZNUREK 

 
Istniał kiedyś sznureczek bawełniany, który czuł się niepotrzebny.  
-Jestem zbyt słaby, by stać się sznurem! – narzekał. –Jestem za mało atrakcyjny, 

by  można  mnie  było  użyć  do  produkcji  arrasu  czy  do  zwykłego  haftu.  Ach,  gdybym  był 
złotą  nitką…  ozdobiłbym  jakąś  stułę,  znalazłbym  się  na  ramionach  jakiegoś  prałata! 
Jestem  niepotrzebny,  jestem  bankrutem!  Nikt  mnie  nie  potrzebuje.  Nie  podobam  się 
nikomu, nawet sobie samemu! 

Skulił się na fotelu, słuchał smutnej muzyki i ciągle przebywał sam. 
Pewnego dnia usłyszała go grudka wosku i powiedziała do niego: 
-Nie  pogrążaj  się  w  depresji,  mały  sznureczku  bawełniany.  Mam  pomysł:  zróbmy 

coś  wspólnie!  Z  pewnością  nie  możemy  stać  się  dużą  świecą,  umieszczoną  na  ołtarzu 
albo  w  salonie.  Ty  jesteś  zbyt  krótki,  ja  nie  ważę  wiele.  Możemy  jednak  stać  się 
kagankiem  dającym  odrobinę  ciepła  i  światła.  Lepiej  jest  oświetlać  i  ogrzewać  choć 
troszeczkę, niż przebywać w ciemności i narzekać. 

Sznureczek bawełniany zgodził się chętnie. 
W połączeniu z woskiem stał się kagankiem, który świecił w ciemności i wydzielał odrobinę 

ciepła. Był szczęśliwy. 

 

* * * 

 
Kto wie, ile bawełnianych, zbyt krótkich sznureczków znajduje się na świecie. Powinny znaleźć 

grudkę wosku, aby stać się szczęśliwe. 

 

23.   SREBRZYSTE   KUROPATWY 

 
Liczna  gromadka  srebrzystych  kuropatw  zamieszkała  na  skraju  lasu.  Pewien  myśliwy 

zauważył je i zastawił sieci. Gdy któraś wpadła w nie, na próżno starała się uwolnić. 

Pewna  stara  i  mądra  kuropatwa  zebrała  towarzyszki,  które  uniknęły  sieci  i  starała  się 

nauczyć je, w jaki sposób należy ocalić swe pióra. 

-Siostry  moje!  –  powiedziała.  –Uważajcie!  Widziałyście  jak  spadają  siatki 

myśliwych  na  łąkę.  Jeśli  na  nieszczęście  znajdziecie  się  wewnątrz  nich,  musicie  po 
prostu  wsadzić  główkę  w  oczko  sieci  i  potem  musicie  zacząć  uderzać  skrzydłami  ze 
wszystkich sił. Uda wam się wówczas unieść sieć i zrzucić ją na jakieś drzewo. 

Następnego  dnia  wiele  kuropatw  wpadło  w  siatkę  myśliwego.  Przypomniały  sobie  o 

poleceniu starej towarzyszki, umieściły główki w oczka sieci i zaczęły poruszać skrzydełkami z całej 
siły. Sieć uniosła się z nimi ponad koronę jakiegoś buku. 

Tam porzuciły ją Myśliwy znalazł ją niebawem. 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

12 z 24

Po  kilku  dniach  niektóre  kuropatwy  szperały  na  łące,  dziobiąc  robaki  i  miękkie  pączki. 

Nieoczekiwanie spadła na nie siatka myśliwego. 

-Siostry,  słuchajcie!  –  powiedziała  jedna  z  nich.  –Wiemy,  co  należy  czynić,  by  się 

wyzwolić. Przesuńmy główki przed oczka siatki, a potem na mój znak zacznijmy uderzać 
skrzydłami wszystkie razem. Jesteście gotowe? Raz, dwa, trzy… 

-Nie rozumiem, dlaczego ty  masz  wydawać  nam rozkazy! – przerwała jej ostro inna 

kuropatwa. –Ja jestem silniejsza. To do mnie należy wydawanie rozkazów! 

-Co?! – wrzasnęła inna. –Ja jestem najstarsza! 
-Za kogo wy się uważacie?
 – mruknęła inna. –Nie mam najmniejszej ochoty słuchać 

was! 

-Ja  mam  więcej  doświadczenia.  –  stwierdziła  pierwsza.  –To  ja  będę  wydawać 

rozkazy! Uwaga! Na mój sygnał: raz, dwa, trzy!  

-To do mnie należy wydawanie sygnałów! 
-Nie, do mnie! W przeciwnym razie poczujecie, jak bardzo ostry jest mój dziób! 
-Spróbuj, jeśli się odważysz, tłuściocho! 
-Proszę,  posłuchajcie  mnie!
  –  błagała  pierwsza.  –Myśliwy  zjawi  się  szybko.  Na  trzy 

zacznijcie uderzać skrzydłami: raz, dwa, trzy…! 

Ale  kuropatwy  nie  słyszały  już  nic  więcej.  Mając  pióra  w  nieładzie,  walczyły  uderzeniami 

dziobów, nóżek, główek, krzycząc i hałasując. Cały ten zamęt przyciągnął uwagę myśliwego, który 
uśmiechając  się  z  zadowolenia,  wsadził  kuropatwy  do  worka,  w  którym  nadal  biły  się  i  obrażały 
nawzajem. 

 

* * * 

 
Jedynie zgoda uratuje świat! 
 

24.   PROSTOTA 

 
Pewien mężczyzna  nie mógł spać, gdyż prześladowała go jakaś zmora. Gdy tylko kładł się 

do  łóżka,  miał  wrażenie,  że  jakiś  straszliwy  potwór  zaczyna  poruszać  się  pod  posłaniem.  Spędzał 
noc, nasłuchując, sparaliżowany strachem. 

Lekarz  próbował  przemówić  mu  do  rozsądku.  Przepisał  silny  środek  nasenny.  Ale  zmora 

nadal gnębiła mężczyznę. 

-Dzisiaj w nocy jakiś potwór spragniony krwi zakradł się pod moje łóżko! 
Słynny profesor poradził mu akupunkturę oraz kosztowną kurację homeopatyczną. 
Bez rezultatu. Zmory nie przestawały go dręczyć. 
Zaprowadzono  go  do  słynnego  psychoanalityka,  który  zalecił  mu  20  wizyt  związanych  z 

najlepszymi technikami hipnotycznymi. 

Rozpoczęła się kuracja. 
Po dwóch spotkaniach psychoanalityk nie zobaczył więcej pacjenta. Co się stało? 
Czy to możliwe, by dwie wizyty zadziałały cudownie? 
Profesor zaciekawiony odszukał pacjenta i spytał o zdrowie. 
Mężczyzna spokojnie powiedział: 
-Pewnego  wieczoru,  gdy  czułem  się  szczególnie  udręczony,  powiedziałem  o  tym 

mojemu  proboszczowi.  Wysłuchał  mnie  i  poradził,  by  zlikwidować  nogi  łóżka;  w  ten 
sposób materac opierał się na podłodze. Tak też zrobiłem i odzyskałem sen i spokój… 

 

* * * 

 
Pewna  starsza  pani  szczupła  i  pochylona,  opierając  się  o  lasce,  weszła  kulejąc  do  gabinetu 

lekarza. Po pięciu minutach wyszła szybko i wyprostowana. 

Pewien chłopak, który czekał w poczekalni, spytał ją zdumiony: 
-Co takiego zrobił pani lekarz? Rezultat jest nadzwyczajny! 
-Dał mi dłuższą laskę! 
 

25.   BAJKA   O   CHLEBIE 

 
W  dalekim  kraju  pewna  uboga  wdowa  utrzymywała  się  pracując  jak  pomoc  domowa  u 

bogatej pani, która żyła samotnie w posępnej, ukrytej wśród lasu willi. Zacna wdowa wykonywała 
swą  pracę  uczciwie  i  dokładnie,  i  pewnego  dnia  nieoczekiwanie  pani  podarowała  jej  nadzwyczajny 
pierścień. 

-Obracając  pierścionek  dwukrotnie  wokół  palca  –  powiedziała  pani.  –  będziesz 

mogła zmienić się we wszystko, co zechcesz.  

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

13 z 24

Wdowa nie zwróciła na to szczególnej uwagi, ale gdy nastał straszny głód w tym regionie, 

przypomniała sobie o pierścionku. 

Okręciła  go  dwa  razy  wokół  palca  i  zmieniła  się  we  wspaniałego  sokoła,  o  ostrych 

skrzydłach. Postanowiła polecieć na poszukiwanie ziemi, która mogłaby wyżywić syna i sąsiadów. 

Leciała  aż  do  wyczerpania  sił,  potem  powróciła  smutna  do  domu.  Głód  panował  w  całym 

królestwie. Dotknął wszystkich. 

Ale kobieta nie załamała się. Znów okręciła pierścionek dwa razy i zmieniła się w ogromny, 

pachnący bochen chleba. 

Gdy jej syn wrócił do domu i zobaczył ten ogromny bochenek, zaczął jeść chleb z apetytem. 

To  był  tylko  chleb,  ale  zaspokajał  głód  w  sposób  cudowny.  Podczas  gdy  zajadał  się  nim,  zobaczył 
sąsiada.  Uważał  go  za  szczególnie  antypatycznego,  bo  dochodziło  między  nimi  do  wielu 
nieporozumień. 

Wpierw  postanowił  nie  zwracać  na  niego  uwagi,  ale  jakiś  odruch  serca  zmusił  go  do 

zaproszenia  sąsiada  i  do  dania  mu  kawałka  cudownego  chleba.  Wieść  rozniosła  się  po  całej  wsi  i 
ludzie zbiegli się: wielcy i mali, młodzi i starzy, biedni, chorzy i zdrowi, zrozpaczeni i pełni lęku. 

Ten  chleb  wydawał  się  nie  znikać.  Nie  tylko  eliminował  głód,  ale  napełniał  pogodą  ducha 

oraz pokojem, dobrocią, a także zdrowiem. Nieprzyjaciele godzili się między sobą, a ci, którzy byli 
wobec siebie obojętni, uśmiechali się do siebie serdecznie. 

W  nocy  ostatni  okruch  chleba  zmienił  się  znów  w  szlachetną  wdowę.  Następnego  ranka 

kobieta  znowu  stała  się  ogromnym,  pachnącym  bochenkiem  chleba,  który  żywił  ciało  i  duszę 
mieszkańców wsi. 

Tak  było  aż  do  nowych  zbiorów.  Tego  dnia  zorganizowano  wielką  uroczystość,  naturalnie 

uczestniczyła  w  niej  również  wdowa.  Wszyscy,  którzy  podchodzili  do  niej,  odczuwali  zapach 
świeżego chleba, dopiero co wyjętego z pieca. 

 

* * * 

 
„A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im mówiąc: »Bierzcie, to jest 

Ciało moje« (Mk 14,22) 

 

26.   NIEBO   ZA   PUNKTY 

 
Pewna dobra chrześcijanka stanęła u drzwi do nieba. Była zatrwożona. Święty Piotr przyjął 

ją serdecznie, ale powiedział: 

-Aby wejść do Raju, trzeba mieć sto punktów. 
Kobieta zaczęła wymieniać: 
-Byłam wierna mężowi przez całe życie. Starałam się wychować po chrześcijańsku 

moje dzieci. Nie udało mi się to w pełni, ale zrobiłam wszystko, co mogłam. Przez 22 lata 
byłam  katechetką.  Pracowałam  na  rzecz  misji,  pomagałam  Caritasowi.  Starałam  się 
zawsze dobrze traktować osoby, z którymi miałam do czynienia – szczególnie proboszcza 
i moich sąsiadów. 

Gdy zatrzymała się, by nabrać powietrza, święty Piotr powiedział jej: 
-Masz dwa i pół punkta. 
Było to dla kobiety niczym uderzenie obuchem. 
Wówczas podjęła na nowo wyliczanie: 
-Opiekowałam  się  moimi  starymi  rodzicami,  przebaczyłam  siostrze,  która  kłóciła 

się  ze  mną  o  spadek.  Nigdy  nie  opuściłam  Mszy  św.  niedzielnej  za  wyjątkiem  dni 
narodzin  moich  dzieci.  Brałam  udział  w  nabożeństwach  i  naukach  wielkopostnych… 
Zawsze odmawiałam pacierze... różaniec w miesiącu maju… 

Święty Piotr powiedział jej: 
-Mamy 3 punkty. 
Kobieta  załamała  się.  Jak  będzie  mogła  dojść  100  wymaganych  punktów?  Wymieniała  już 

sprawy zasadnicze. Z trudem zdoła znaleźć jeszcze cokolwiek. Ze łzami w oczach, głosem drżącym 
powiedziała: 

-Jeśli tak mają się sprawy, mogę liczyć jedynie na miłosierdzie Boże…! 
-Oto sto punktów!
 – zawołał św. Piotr. 
 

* * * 

 
„Błogosław duszo moja Pana, 
i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach! 
Bo jak wysoko niebo wznosi się nad ziemią, 
tak można jest Jego łaskawość dla tych, 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

14 z 24

co się Go boją… 
Jak Ojciec lituje się nad synami, 
tak Pan lituje się nad tymi, co się Go boją. 
Wie On z czego jesteśmy utworzeni, 
pamięta, że jesteśmy prochem…”  

(Ps 103) 

 
 

27.   DROGI 

 
W  Pierwszym  Światowym  Kongresie  Dróg  uczestniczyło  wielu  oficjalnych  przedstawicieli 

milionów dróg, przecinających kraje świata pod wszystkimi południkami i równoleżnikami. 

Drogi  ogromne  i  maleńkie  dróżki,  dumne  autostrady  o  dwunastu  pasmach  i  ścieżki 

zagubione w dżungli, szlaki górskie i drogi, po których biegną koleje, brukowane trakty i cesarskie 
drogi, ciche ścieżyny i nadbrzeżne promenady południowoamerykańskie. 

W  pierwszych  rzędach  siedziały:  Strada  dei  Fori  Imperiali  i  Boulevard  de  Chaps  Elis

é

es, 

ścieżka leśna i ogromna Avenida 9 de Julio w Buenos Aires, Via Appia i Ramblas z Barcelony, Wall 
Street  i  szlak  saharyjski  przez  Dakar,  La  Leof

ò

ros  Veniz

è

lou  w  Atenach  i  rosyjska  ulica  Gorkij… 

Przewodniczyła watykańska Via della Conciliazione. 

Wzięto  pod  uwagę  najbardziej  złożone  problemy  sektora:  od  metod  asfaltowania,  po 

obsuwanie  się  terenu  w  wyniku  prac  melioracyjnych  w  metropoliach  zakorkowanych  ruchem 
ulicznym, od braku oświetlenia nocnego po reformę sygnalizacji ulicznej. Po trzech dniach wymiany 
zdań,  obfitych  posiłkach  i  rozmowach  w  barze  oraz  po  męczących  nocach…  wreszcie  uczestnicy 
dotarli do najbardziej oczekiwanego momentu: do wyboru najważniejszej drogi świata! 

Rozpoczęło  się  zwykłe  polowanie  na  głosy,  długotrwałe  starania,  zażarte  żądanie,  próby 

korupcji. 

Po  wielu  wystąpieniach,  z  tyłu  sali  poprosiła  o  głos  szczupła,  krucha  i  blada  delegatka, 

dotąd  pogrążona  w  religijnym  milczeniu.  Była  to  oficjalna  reprezentantka  „uliczek  cmentarnych”. 
Również ona, jak miliony jej małych siostrzyczek żyła między dwoma rzędami cyprysów, regularnie 
posypana żwirem smutku i nasiąknięta łzami. 

-Drogie  siostry!  –  zaczęła  głosikiem  cienkim,  ale  zdecydowanym.  –Wy  biegniecie 

niezmordowanie  po  ziemi,  nie  zatrzymując  się  nigdy,  by  trochę  pomyśleć.  Wy 
towarzyszycie ludziom zdążającym w górę, w dół, w  prawo, w lewo,  nie stawiając sobie 
wielkich problemów. Ale nie zapominajcie nigdy: bez względu na to, jak jesteście bogate 
czy biedne, ważne czy zapomniane, o szlacheckim czy plebejskim pochodzeniu, w końcu 
również  wy  z  wszystkimi  waszymi  użytkownikami,  będziecie  musiały  przejść  przez  tę 
nieuniknioną dróżkę cmentarną. To tylko kwestia czasu. Nie ma możliwości odwrotu. Dla 
nikogo! Pamiętajcie o tym dobrze, zanim zagłosujecie. Ja prowadzę do mety! 

Została wybrana jednogłośnie. 
 

* * * 

 
Jest jedyną drogą, którą wszyscy ludzie przemierzają. Codziennie posuwają się o jeden krok. 
 

28.   RODZINA 

 

W  sercu  doliny,  pośród  pól,  łąk  i  lasów,  w  domku  dwupiętrowym,  żyła  szczęśliwa  rodzina. 

Początkowo składała się z trzech osób: z mamusi, tatusia oraz sześcioletniego synka. 

Po środku doliny płynął wesoły i kręty strumyk. 
Domek  był  nieco  oddalony  od  wsi  i  dlatego  w  niedzielę  rodzina  wsiadała  do  maleńkiego 

samochodu i jechała na Mszą św. do kościoła parafialnego. 

Wieczorem  przed  snem  wszyscy  modlili  się  wspólnie.  Jeden  z  aniołów  Pana,  co  wieczór 

zbierał modlitwy i zanosił je do nieba. 

Pewnej  jesieni  przez  wiele  dni  padał  deszcz.  Strumyk  wypełnił  się  mętną  wodą.  Woda 

zaczęła zalewać dolinę. 

Tatuś  obudził  mamusię  i  synka.  Byli  przerażeni,  gdyż  woda  zalewała  parter  domku.  Nadal 

podnosiła się. Coraz ciemniejsza i coraz szybciej. 

-Wejdźmy na dach! – powiedział ojciec. 
Wziął dziecko i wszedł na poddasze, a stamtąd na dach. Mamusia udała się z nimi. 
Na  dachu  czuli  się  jak  rozbitkowie  na  wysepce,  która  stawała  się  coraz  mniejsza.  Woda 

nieustannie podnosiła się i dotarła do kolan ojca. 

Tatuś stojąc na dachu uścisnął żonę i powiedział do niej: 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

15 z 24

-Weź dziecko i wejdź na moje ramiona! 
Matka i dziecko oparli się o ramiona ojca, który nadal zachęcał żonę: 
-Stań  na  moich  ramionach  i  umieść  dziecko  na  swoich  ramionach.  Nie  bój  się. 

Cokolwiek się stanie, ja was nie opuszczę! 

Matka ucałowała synka i powiedziała: 
-Wejdź na moje ramiona i nie bój się. Cokolwiek się stanie, nie opuszczę ciebie! 
Woda nadal podnosiła się. Zalała ojca i jego ramiona, na których stała mama. Potem stało 

się to samo z mamą, ciągle trzymającą synka. Ojciec nie puścił mamy i woda nadal podnosiła się. 
Dotarła aż do ust dziecka, do jego oczu, czoła. 

Anioł  Pana,  który  przyszedł  zabrać  modlitwy  wieczorne,  zobaczył  jedynie  kosmyk  jasnych 

włosków wśród mętnej wody. 

Złapał  za  ten  kosmyk  i  pociągnął.  Wyłonił  się  chłopczyk  i  uczepiona  do  niego matka,  a  do 

niej – ojciec. Wszyscy trzymali się mocno razem. 

Anioł uniósł się z nimi i położył ten ludzki łańcuch na najwyższym wzgórzu, gdzie woda nie 

docierała.  Tatuś,  mamusia  i  dziecko  ułożyli  się  na  trawie,  potem  zaczęli  ściskać  się  płacząc  i 
śmiejąc się. 

Zamiast  modlitw,  tego  wieczoru  anioł  zaniósł  do  nieba  ich  miłość.  Wszystkie  zastępy 

niebieskie zaczęły mocno klaskać. 

 

* * * 

 
„Cokolwiek się wydarzy, Ja ciebie nie opuszczę!” – mówi Bóg w Biblii. 
 

29.   KAMIEŃ   W   KIESZENI 

 
Pewien  biedak  zwrócił  się  do  bogacza  prosząc  o  kawałek  chleba.  Bogacz  nie  tylko,  że 

odmówił mu, ale widząc, że biedak nie odchodzi, wpadł w gniew, wziął kamień i rzucił w niego. 

Biedak podniósł kamień, wsadził go do kieszeni mówiąc: 
-Nosić będę ten kamień, dopóki nie nadejdzie godzina, gdy będę mógł rzucić go na 

bogacza. 

Całe życie przeżył z tym ciężarem, z kamieniem w kieszeni i w sercu. 
Wreszcie  nadeszła  godzina,  by  rzucić  kamień.  Bogacz,  który  dopuścił  się  jakiegoś 

przestępstwa,  został  pozbawiony  wszystkich  dóbr  i  doprowadzony  do  więzienia.  Tego  dnia  biedak 
spotkał  go  na  drodze  do  więzienia.  Zobaczył  człowieka,  który  był  kiedyś  bogaty,  w  kajdankach. 
Wyjął kamień z kieszeni, podniósł rękę, by go rzucić. Ale zabrało mu sił, odwagi. Upuścił kamień na 
ziemię mówiąc do siebie: 

-Biedak!  Był  bogaty  i  rozkazywał,  ale  teraz  żal  mi  go!  Dlaczego  przez  tak  długi 

czas nosiłem ten kamień? Niepotrzebnie! 

 

* * * 

 
Panie, 
nie pozwól mi nigdy zmarnować mego bólu, gdyż… 
popełnianie błędu i nie wyciąganie z tego nauki, 
nie podnoszenie się z upadku, 
grzeszenie bez wyrażenia skruchy, 
nie przebaczanie uraz, 
nie zwiększanie uwagi po doznaniu zmiażdżenia, 
nie powiększanie wrażliwości mimo przeżycia cierpień, 
czyni cierpienie bezużytecznym, bezsensownym… 
 

30.   META 

 
Pewien człowiek po śmierci dotarł przed oblicze Boga. Pan Bóg przyjął go uśmiechając się, 

ale równocześnie bardzo uważnie spoglądał poza przybyłego. 

Uśmiech Boga zabarwił się melancholią. Spytał wówczas człowieka: 
-Ale… dotarłeś tu samotnie? 
 

* * * 

 
Mężczyzna,  jego  koń  i  jego  pies  wędrowali  drogą,  gdy  poraził  ich  piorun.  Nie  zdając  sobie 

sprawy, weszli na ostatnią ścieżkę swego życia. 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

16 z 24

Pięła się ona ku górze, słońce grzało silnie, byli więc bardzo spragnieni. Na zakręcie drogi ujrzeli 

wspaniałą  marmurową  bramę,  która  prowadziła  do  złocistego  placu.  Na  środku  placu  znajdowała  się 
fontanna z tryskającą, krystaliczną wodą. 

Wędrowiec zwrócił się do człowieka, który pilnował wejścia pytając: 
-Co to jest za miejsce? 
-To jest niebo! 
-O, jak to dobrze, że dotarliśmy do nieba, jesteśmy bardzo spragnieni! 
Stróż wskazał na fontannę. 
-Możesz tam podejść i napić się do woli. 
-Również mój koń i mój pies są spragnieni. 
-Przykro mi bardzo
 – powiedział strażnik. –ale tutaj nie wolno wchodzić ze zwierzętami! 
Człowiek był bardzo zawiedziony, jego pragnienie było wielkie, ale nigdy nie odważyłby się pić 

samotnie. Podziękował stróżowi i ruszyli dalej. Po długiej wędrówce przez dolinę, podróżnik i zwierzęta 
dotarli do miejsca, w którym znajdowała się stara brama. Za nią widać było ścieżkę wśród drzew. 

-Dzień dobry. – powiedział wędrowiec do strażnika. Człowiek skinął głową. 
-Ja, mój koń i pies mamy wielkie pragnienie. 
-Źródło  znajduje  się  pomiędzy  kamieniami.
  –  powiedział  człowiek  wskazując  miejsce  i 

dodał: 

-Możesz napić się do woli. 
Mężczyzna, koń i pies zbliżyli się do źródła i ugasili pragnienie. 
Wędrowiec powrócił i podziękował, równocześnie zapytał: 
-Jak nazywa się to miejsce? 
-To jest niebo. 
-Niebo? Ale strażnik przy marmurowej bramie twierdził, że tam jest niebo! 
-Tam nie ma nieba, tam jest piekło! 
Wędrowiec poczuł się zakłopotany. 
-Powinniście  zakazać  im  używania  waszej  nazwy!  Z  pewnością  te  fałszywe  informacje 

powodują wielkie zamieszanie! 

-W  żadnym  wypadku.  W  rzeczywistości  robią  nam  wielką  uprzejmość.  Tam  bowiem 

zatrzymują się wszyscy ci, którzy nie wahają się opuścić najlepszych przyjaciół… 

 

31.   KUCHARZ 

 
U  jednej  ze  studentek  stwierdzono  „overdose”  (przedawkowanie  narkotyków).  Nie 

zgłoszono jej na policję, ale przyjaciele doprowadzili ją do odpowiedniej wspólnoty. 

Gdy sytuacja na to pozwoliła, ksiądz, który prowadził tę wspólnotę, człowiek wykształcony i 

przygotowany, profesor teologii i psychologii, zaprosił ją do swego biura. 

Tak wspomina to spotkanie: 
-Przeplatała  swoje  słowa  przekleństwami.  Muszę  przyznać,  że  wówczas 

zastanawiałem  się,  czy  spożywa  posiłki  tymi  ustami,  którymi  tak  przeklinała.  Zaczęła 
opowiadać mi o swej „strasznej podróży”. Powiedziała, że jakaś góra miała ją zmiażdżyć  
i że jej „przyjaciele” mieli jej pomóc. 

Rozmowy mimo wszystko trwały nadal. 
-Byłem  całkowicie  zdruzgotany  sprawami,  o  jakich  mi  opowiadała  na  każdym 

spotkaniu  –  referował  ksiądz,  który  starał  się  nakłonić  dziewczynę  do  zmiany 
zapatrywań. 

Gdy  studenci  rozpoczęli  wakacje  letnie,  skończyły  się  spotkania  księdza  z  dziewczyną. 

Jesienią dziewczyna nie pokazała się więcej. 

Ksiądz zapytał jej najlepszą przyjaciółkę, gdzie teraz przebywa. 
-Och!  –  powiedziała  przyjaciółka.  –Odmieniła  się.  Żyje  teraz  w  pewnej  wspólnocie 

chrześcijańskiej na północy Włoch i pisze listy jak zakonnica! 

Ksiądz zdziwił się. Nie spodziewał się takiej wiadomości. 
Minęło  wiele  miesięcy  i  pewnego  dnia  dziewczyna  wróciła,  by  zobaczyć  się  z  przyjaciółmi. 

Udała się również do biura księdza i na wstępie uściskała go. Zmiana była widoczna. Ksiądz spytał 
ją, jak doszło do tej przemiany i czy wpływ na to miały też rozmowy z nim. 

Odpowiedziała: 
-O,  nie,  ksiądz  zbyt  delikatnie  podchodził  do  mnie.  Kucharz  w  pizzerii,  gdzie 

pracowałam  latem,  użył  wobec  mnie  innej  metody.  Wielokrotnie  mi  powtarzał  głośno: 
»Jesteś  smutna,  dziewczyno.  Dlaczego  nie  pozwolisz  Jezusowi  Chrystusowi  wejść  do 
swego  życia?  Pozwól,  by  Jezus    zszedł  ze  stron  Biblii  i  by  wszedł  do  twego  serca  i  do 
twego życia!«

 

Dziewczyna uśmiechnęła się i ciągnęła dalej: 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

17 z 24

-Odpowiedziałam  mu:  »Skończ  z  tymi  głupimi  kazaniami!«,  ale  wbrew  sobie  

zaczęłam  czytać  Biblię  każdego  wieczoru.  Pewnego  dnia  Jezus  Chrystus  wyszedł 
rzeczywiście z tych stron i wszedł
 do mojego życia. 

Ksiądz  profesor  ze  swymi  tytułami  akademickimi  został  całkowicie  zwyciężony  przez 

kucharza z pewnej pizzerii. 

 

* * * 

 
Jest to najlepsza recepta: pozwól, by Jezus zszedł ze stron Biblii i wszedł do twojego serca! 
 

32.   SKARPETY   JANA 

 
W  XIX  wieku,  w  pewnym  miasteczku  angielskim,  po  miesiącach  pracy,  grupa  murarzy 

ukończyła  budowę  bardzo  wysokiego  komina  fabrycznego.  Ostatni  robotnik  zszedł  z 
niebezpiecznego drewnianego rusztowania. 

Wszyscy  mieszkańcy  miasteczka  byli  tam,  by  świętować  wydarzenie  i  by  asystować  przy 

rozmontowywaniu rusztowania. 

Gdy  tylko  deski  i  belki  runęły  wśród  huku,  kurzu,  śmiechów  i  okrzyków  mieszkańców,  ze 

zdumieniem  zobaczono  na  szczycie  komina  głowę  jednego  robotnika,  który  ukończył  prace 
wykończeniowe przy wewnętrznym kołnierzu. Tłum zamarł. Zapanowało przerażenie. 

-Potrzeba  będzie  wielu  dni,  by  postawić  nowe  rusztowanie…  W  międzyczasie  ten 

murarz umrze z zimna, pragnienia i głodu…! 

Pośród  zgromadzonych  ludzi  była  również  zrozpaczona  matka  murarza.  W  pewnym 

momencie podeszła pod komin, dała znak synowi u zawołała: 

-Janie, zdejmij skarpety! 
Wśród tłumu rozszedł się szept: 
-Biedaczka, ból spowodował zamęt w jej głowie… 
Ale kobieta nalegała. Aby nie martwić jej, Jan zdjął skarpetę. Kobieta krzyknęła znowu: 
-Wywróć ją i znajdź supeł, potem zacznij pruć skarpetę. 
Mężczyzna posłuchał u szybko w jego rękach znalazł się duży zwój wełny. 
-Zrób  to  samo  z  drugą  skarpetą,  następnie  zwiąż  razem  nić  wełnianą  i  zrzuć  na 

dół, trzymając silnie jeden koniec jej. 

Jan  wypełnił  polecenie.  Do  tej  nici  wełnianej  przywiązano  nić  bawełnianą,  którą  Jan 

przyciągnął  do  siebie.  Potem  do  nici  bawełnianej  przyczepiono  sznurek,  a  do  sznurka  powróz  i 
wreszcie  mocną  linę.  Jan  przytwierdził  ją  mocno  do  komina  i  spuścił  się  po  niej  przy  okrzykach 
tłumu. 

 

* * * 

 
Twoje  życie  i  twoje  zbawienie  zależy  od  małych  i  kruchych  rzeczy.  Prawdopodobnie  już  je 

posiadasz. Wystarczy tylko zastanowić się nad nimi.  

 

33.   SPOWIEDŹ   WILKA 

 
Pewnego  dnia  pod  wpływem  wyrzutów  sumienia,  wilk  wszedł  do  kościółka  w  górach  i 

powiedział do proboszcza: 

-Chciałbym wyspowiadać się! 
-Jesteś pewien?
 – spytał dobry ksiądz. 
-Z pewnością, zapewniam księdza, że chcę się wyspowiadać. 
-Uklęknij przy konfesjonale. 
-Nie masz pojęcia
 – zaczął wilk. –ile owieczek zadusiłem. Biedne zwierzątka, spały 

tak spokojnie a ja… je zjadłem… 

Wilk szlochał. 
-Zaatakowałem też pasterza. To było straszne! Jestem nikczemnym grzesznikiem, 

podłym zabójcą… 

Ksiądz  słuchał  go  z  wyrozumiałością,  ale  zauważył,  że  wilk  był  niespokojny  i  kręcił  się, 

jakby chciał uciec. 

Proboszcz trochę zdenerwowany powiedział do wilka: 
-W czasie spowiedzi zachowuj się przynajmniej spokojnie! 
-Nie lękaj się, mój ojcze, ale gdybyś mógł pospieszyć się trochę… 
-Ale dlaczego? 
-Ponieważ… słyszę, że dzwonią dzwonki zawieszone u szyi owieczek. 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

18 z 24

 

* * * 

 
Nie wódź nas na pokuszenie! 
 

34.   LUSTRO 

 
Na  malowniczym,  ekscentrycznym,  pełnym  hałasu  bazarze,  w  pewnym  mieście  na 

Wschodzie, bogata turystka amerykańska znalazła dziwne lustro w srebrnej ramie. 

Cena  za  nie  była  jednak  zbyt  wysoka,  przesadnie  wysoka.  W  ciągu  długich  targów, 

właściciel tajemniczo powiedział klientce, że lustro posiada czarodziejską, magiczną moc, jedyną w 
świecie. 

Wystarczało  przeglądać  się  w  nim  i  dotykać  leciutko  wskazującym  palcem  prawej  ręki 

powierzchni  szkła.  Natychmiast  razem  z  osobą  przeglądającą  się  lustrze,  ukazywał  się  napis, 
zrozumiały  w  każdym  języku,  który  ujawniał  najgłębszą  prawdę,  dotyczącą  osoby  przeglądającej 
się. 

Była  to  jedyna  i  nadzwyczajna  okazja,  by  osiągnąć  sukces.  Nie  wolno  było  jej  utracić! 

Posiadanie  lustra,  „które  mówi  prawdę  o  wszystkim  i  o  wszystkich”  –  stanowiło  nadzwyczajną 
wartość! 

Amerykanka  uległa  pokusie  i  natychmiast  zrobiła  próbę:  zobaczyła  siebie,  doskonale 

widoczną w lustrze i pocierając palcem wskazującym powierzchnię, zobaczyła u dołu lustra napis w 
języku angielskim: „Bogata pani z Teksasu, naładowana pieniędzmi”

Natychmiast  bez  dyskusji  zapłaciła  żądaną  sumę  i  pocieszyła  się  odbiorem  lustra. 

Odpowiednio zabezpieczone, opakowane, zostało wysłane samolotem do Teksasu. 

Naturalnie,  dzięki  temu  magicznemu  zakupowi,  bogata  spadkobierczyni  była  pewna,  że 

stanie  się  centrum  zainteresowania  ludzi  najbardziej  liczących  się  w  mieście.  Tymczasem 
zwierciadło to stało się dla niej źródłem przelicznych kłopotów. 

Doświadczyło  tego  kilka  z  jej  najlepszych  przyjaciółek.  Na  początku  przeglądały  się  w 

lustrze  dla  zabawy  pośród  śmiechu,  ale  słowa,  które  ukazały  się  niebawem,  głosiły:  „Skradła  w 
supermarkecie bieliznę, którą ma na sobie”
 (słowa dotyczyły pierwszej kobiety), „Ma 11 lat więcej 
niż  twierdzi!”
  (chodziło  o  drugą  kobietę),  „Jest  pełna  zazdrości  i  rozpowiada  nieprawdziwe 
wiadomości o dwóch pozostałych”
 (dotyczyło to trzeciej kobiety). 

Zawstydzone  przyjaciółki  szybko  się  pożegnały.  Później  stanął  przed  lustrem  zupełnie 

przypadkowo mąż milionerki. Napis głosił: „Zdradza żonę”. Nastąpiła ostra wymiana słów, powołani 
zostali adwokaci. 

Oczywiście,  sprawa  stała  się  głośna  w  całym  mieście.  W  krótkim  czasie  nikt  nie  odwiedzał 

bogatego domu milionerki. 

Ten wschodni zakup spowodował pustkę wokół kobiety. Rozczarowana i rozżalona bogaczka 

z Teksasu, pewnego dnia rozbiła młotkiem magiczne lustro. 

Gdy lustro rozpadło się na kawałki, ukazał się wielki napis, niczym testament: „Również ty, 

niemądra kobieto, również ty… boisz się prawdy!” 

 

* * * 

 
Prawda uczyni nas wolnymi. Płaci się jednak za to wysoką cenę. 
 

35.   HISTORIA   ŚWIATA 

 
Istniała  kiedyś  myszka,  która  chciała  zostać  królową  zwierząt.  Kazała  sobie  zrobić  tron  z 

chleba i koronę z papierków, w które zawinięte były czekoladki i potem oświadczyła: 

-Jestem  królową  zwierząt!  Zwierzęta  czworonożne,  dwunożne,  uskrzydlone, 

pełzające  –  wszystkie  są  poproszone  o  okazanie  mi  posłuszeństwa,  czci,  szacunku  i  o 
złożenie podarunku na moje urodziny. 

Wiadomość  szybko  się  rozniosła,  gdyż  zwierzęta  należą  do  wielkich  plotkarzy.  Pierwsze 

zjawiły  się  pszczoły,  które  szybko  złożyły  hołd  królowej,  przynosząc  trochę  miodu  i  brzęcząc 
narzekały: 

-Tyle  mamy  pracy,  brakowało  nam  tylko  tego!  Ale  wypełniłyśmy  polecenie  i 

zauważono nas… 

Powoli  docierały  inne  zwierzęta,  które  nie  miały  nic  innego  do  zrobienia  i  złożyły  hołd 

królowej. 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

19 z 24

Przybył  również  piękny  rudy  lis,  który  zamiast  pokłonić  się  królowej,  uśmiechnął  się 

szyderczo  i  zjadł  ją  razem  z  tronem.  Potem  kazał  sobie  zrobić  ładny  tron  drewniany,  wyrzeźbiony 
przez bobry i oświadczył: 

-Teraz królem jestem ja! 
Po  kilku  dniach  przybyła  wielka  tygrysica  o  podejrzliwym  spojrzeniu  i  poruszając  się 

bezszelestnie,  zbliżyła  się  do  lisa-króla,  uśmiechnęła  się  obłudnie  i  rozszarpała  go.  Następnie 
obróciła się i z oczyma błyszczącymi oświadczyła: 

-Królową teraz jestem ja! Możecie zacząć przynosić dary! 
Po  pewnym  czasie,  hałasując  straszliwie,  przybył  do  królowej  olbrzymi  słoń,  który  swym 

ciężarem zmiażdżył ją. Zrujnował również tron. Potem zagrzmiał złowieszczo: 

-Królem  jestem  ja!  Wszyscy  moi  poddani  niech  wzniosą  okrzyk  na  cześć  Słonia 

Pierwszego Wspaniałego! 

Kazał następnie zbudować sobie tron z kamieni, odpowiednio wielki. 
Mieszkańcy  sawanny,  gdy  dowiedzieli  się,  że  słoń  obwołał  się  królem,  napadli  na  niego  z 

dzidami  i  mieczami,  poćwiartowali  go,  a  następnie  zjedli  go  ze  słodkimi  ziemniakami.  Potem  na 
tronie umieścili swojego przywódcę. 

Ludzie morza słysząc o tym, zjawili się, krzycząc: 
-My jesteśmy silniejsi! To my musimy rządzić! 
Ludzie  z  sawanny  stanęli  w  obronie  swego  króla.  W  czasie  walk  zginęło  wielu,  wielu  też 

zostało rannych. Zwyciężyli ludzie morza, a ich przywódca został królem. 

Mieszkańcy  pustyni,  dzicy  i  okrutni,  przybyli  prawie  natychmiast  ze  swymi  wielbłądami  i 

długimi bułatami i zmasakrowali ludzi morza. 

Przywódca  zasiadł  na  tronie  i  obwołano  go  królem.  Jego  panowanie  trwało  krótko. 

Mieszkańcy  miast  połączyli  się  i  wystąpili  przeciwko  królowi  pustyni.  Tym  razem  bitwa  byłą 
straszliwa. Niewielu tylko pozostało przy życiu. Umieścili na tronie jakieś dziecko i powiedzieli: 

-Ty jesteś królem! 
Ale  w  tym  momencie  przed  tronem  pojawiła  się  myszka  i  król-dziecko  wystraszył  się,  i 

uciekł płacząc. 

Myszka weszła na pusty tron, majestatycznie usiadła na nim i powiedziała: 
-Jestem królową wszystkich zwierząt! 
Po zabiciu wielu, po wylaniu mnóstwa krwi wszystko powróciło do początku… 
 

* * * 

 
Czy było warto? 
 

36.   MILCZENIE 

 
-Dość! Mam ich naprawdę dość! 
Wszyscy  w  niebie  wstrzymywali  oddech.  Nikt  nie  widział  nigdy  dotąd  tak  zagniewanego 

Jezusa. I to właśnie On, grzmiącym głosem ujawnił swój boski gniew. 

-Przez  33  lata  przebywałem  wśród  ludzi,  mówiłem  im  wielokrotnie,  że  czyny  są 

tysiące  razy  ważniejsze  od  słów.  Dlatego  zostałem  ukrzyżowany,  tłumaczyłem  na 
wszystkie  sposoby,  że  to  nie  słowa  i  puste  ceremonie  pozwalają  ocenić  moich  uczniów, 
ale  realizacja  miłości.  Ale  prawie  nikt  tego  nie  zrozumiał!  Głoszą  kazania,  śpiewają 
wzruszające hymny, uczestniczą w poruszających nabożeństwach, ale czynią tak mało! 

-Co zamierzasz zrobić, Jezu? – spytał nieśmiało jakiś anioł. 
-Odbiorę im słowa… Tak stało się z Zachariaszem, ojcem Jana Chrzciciela! 
Tak  zdecydował  Jezus  i  odebrał  wszystkim  chrześcijanom  zdolność  mówienia.  I  nagle  w 

całym świecie wśród chrześcijan zapanowało wielkie milczenie. 

W  pierwszym  momencie  zdumieli  się  ludzie.  Wielu  pobiegło  do  aptek,  by  kupić  syropy  i 

pastylki  na  ból  gardła.  Popyt  na  zioła  i  miód  był  też  ogromny.  Potem  zaczęto  się  martwić,  a  w 
końcu ogarnęło ludzi przerażenie. 

Jak  mogli  modlić  się  bez  słów?  Jak  mogli  powiedzieć  Jezusowi  i  bliźnim,  że  ich  kochają? 

Wielcy  teolodzy  nie  mogli  wypowiedzieć  nawet  słów  „transustanziaone”  (przeistoczenie),  a 
kaznodzieje bez słów eleganckich i głębokich pojęć,  czuli się bezrobotni. Zwykli ludzie nie potrafili 
nawet  kłócić  się,  ale  co  gorsza,  nie  wiedzieli,  jak  wyrazić  solidarność,  pociechę,  współczucie, 
łączność. 

W wyniku przemyśleń doszli do prostej konkluzji: 
-To,  czego  nie  możemy  wypowiedzieć  słowami,  możemy  przekazać  za 

pośrednictwem czynów. 

Wielu tak sądziło. 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

20 z 24

Wielcy mistrzowie słowa stali się spontaniczni i szczerzy, nauczyli się wyrażać spojrzeniem, 

uśmiechem, czułością, pomocą. Na uniwersytetach teologicznych otwarto stołówki i schroniska dla 
biedaków  oraz  ludzi  bezdomnych.  Również  nauka  katechizmu  stała  się  radosna,  przeplatana 
zabawą. 

Wielu czuło się zawstydzonych wspominając, jak łatwo było kłamać słowami. 
W niektórych gazetach ukazały się artykuły zatytułowane: „Patrzcie, jak oni się miłują!”. 
Coraz  więcej  ludzi  uznawało  tę  wiarę  za  bardzo  interesującą.  Przyciągała  ich  atmosfera 

przyjaźni pokoju, prawdziwej gościnności, jaką oddychało się wśród uczniów Jezusa. 

Gdy  po  pewnym  czasie  Jezus  zwrócił  im  możliwość  posługiwania  się  słowami,  byli  prawie 

zasmuceni.  W  czasie  wielkiego  milczenia  doświadczyli,  ile  czułości  istnieje  w  wierze 
chrześcijańskiej. 

 

* * * 

 
„Dzieci, nie miłujmy się słowami i językiem, ale czynem i prawdą”. (1J 18) 
 

37.   SPÓŹNIONY   MESJASZ 

 
W  pewnej  wspólnocie  żydowskiej,  bardzo  przestrzegającej  przepisów  Prawa,  oznajmiono, 

że w uroczystą noc Soboty przyjdzie Mesjasz. Miał rozpocząć swoją misję właśnie w ich wspólnocie. 

W dniu sobotnim zebrali się wszyscy. 
Kobiety  przygotowywały  wieczerzę,  zwracając  bardzo  skrupulatnie  uwagę  na  wszystkie 

przepisy  tradycji  i  Prawa,  mężczyźni  długo  ćwiczyli  muzykę  i  śpiewy  oraz  tańce.  Wiedzieli,  ze  tej 
nocy wreszcie zjawi się Mesjasz. Uroczystość rozpoczęła się… 

Północ: wkrótce mieli Go zobaczyć! 
Godzina pierwsza w nocy: Jego przyjście było bardzo bliskie. 
Godzina druga: serca biły coraz mocniej. 
Godzina trzecia: zmęczenie zaczęło dawać się już we znaki. 
Godzina czwarta: niektórzy zaczęli tracić nadzieję. 
Godzina piąta: wszyscy drzemali i ziewali. Mesjasz nie nadchodził… 
W południe Mesjasz zapukał wreszcie do drzwi. Wchodząc powiedział grzecznie: 
-Wybaczcie Mi, ale spotkałem płaczące dziecko i zatrzymałem się, by je pocieszyć. 
Dopóki istnieć będą płaczące dzieci, Mesjasz nie nadejdzie. 
 

* * * 

 
Dzisiaj tym bardziej… 
 

38.   UŚMIECH 

 
Istniał  kiedyś  uśmiech,  który  wędrował  po  świecie.  Był  to  uśmiech  serdeczny,  wesoły, 

przyjazny. Był szczęśliwy, tak, jak może być szczęśliwy uśmiech i od czasu do czasu pogwizdywał. 

Pewnego  dnia  dotarł  do  miasteczka,  w  którym  ruch  był  szczególnie  nerwowy,  mieszkańcy 

również byli pozbawieni spokoju. Uśmiech stał grzecznie na przejściu, czekając na zielone światło, 
gdy dwa auta najechały na siebie. Zatrzymały się gwałtownie przy krawężniku. Drzwiczki otworzyły 
się i z pierwszego auta wyskoczył mężczyzna z marsową miną. Nagle uśmiech pojawił się na jego 
ustach  i  rozjaśnił  twarz  w  przyjacielski  sposób.  Poirytowana  pani,  która  wysiadła  z  drugiego 
samochodu  z  zaciśniętymi  ustami,  stanęła  zdziwiona,  oniemiała.  Potem  również  ona  uśmiechnęła 
się. 

-Przepraszam, to moja wina. – powiedziała szybko. 
-Zdarza się, trudno… – odpowiedział mężczyzna. –Wypijemy razem kawę? 
Uśmiech kontynuował swą wędrówkę. 
Wywołał  słodki  uśmiech  na  ustach  pracownicy  na  poczcie,  a  czekający  ludzie  zaczęli 

rozmawiać przyjaźnie. 

Przemknął po twarzy nauczyciela, a uczniowie zaczęli z uwagą go słuchać. 
Zatrzymał się na twarzy profesora w klinice i chorzy poczuli się lepiej. 
Potem dotarł do kierownika biura, do kasjerki w supermarkecie, do męża powracającego do 

domu, do dwóch chłopaków, którzy zazwyczaj się nie lubili. 

Wieczorem uśmiech odjechał. Był trochę zmęczony, ale miasteczko było szczęśliwe. 
 

* * * 

 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

21 z 24

Uśmiech jest światłem, które przechodzi przez okno twej  twarzy i  mów ludziom, że twoje serce 

jest w domu. 

A więc uśmiechnij się! Jeszcze raz! 
Pokaźny i piękny owoc, gdy przestał się uśmiechać, stał się suszoną śliwką! 
 

39.   SMUTNA   BAJKA 

 
Pierwszy posłaniec, który zszedł na ziemię, pozostał na niej bardzo krótko. Gdy tylko ludzie 

usłyszeli początek jego Posłania, zaczęli hałasować, szukać kamieni i obrzucając go nimi, zmusili do 
odejścia. 

Potem  jednak  zastanowili  się  i  poczuli  strach.  Aby  złagodzić  niebo,  wznieśli  kolumnę  na 

rynku. 

Niebo było bardzo wyrozumiałe i zamiast zemścić się, posłało na ziemię drugiego Posłańca. 

Jego posłanie było płomienne, ale twarde, bezlitosne. Drugi Posłaniec mówił prawdę. 

Ale  ludzie  nie  chcieli  słuchać  prawdy.  Chwycili  za  kije  i  za  rusznice,  i  wygnali  również 

drugiego Posłańca. 

Ponownie  ludzie  zaczęli  bać  się  zemsty  nieba  i  by  załagodzić  sprawę,  umieścili  na  rynku 

drugą  kolumnę.  Na  tych  dwóch  kolumnach  umieścili  dach,  tworząc  w  ten  sposób  małą  świątynię, 
aby uczcić niebo. 

Przyszedł trzeci Posłaniec. Przemawiał jeszcze lepiej od drugiego, leczył chorych, bawił się z 

dziećmi,  pocieszał  starców.  Tłumaczył  wszystkim,  dlaczego  chorzy  są  nieszczęśliwi,  dzieci 
zalęknione,  a  staruszkowie  osamotnieni.  Jego  słowa  docierały  do  serc.  Ale  ludzie  nie  chcieli  go 
więcej  słuchać.  Napadli  na  trzeciego  Posłańca  z  mieczami  i  strzelbami,  i  wyrzucili  go  poza  mury 
miasta. 

Tym  razem,  gdy  zaczęli  żałować,  byli  bardzo  wystraszeni.  Dołączyli  dalsze  kolumny  do 

świątyni,  zbudowali  wspaniałą  fasadę,  pełną  złota  i  marmuru.  Wewnątrz  umieścili  obrazy  i  posągi 
oraz świeczniki z palącymi się świecami. Powstała w ten sposób fantastyczna bazylika. Nazywali ją 
Domem Nieba. Ludzie pytali siebie: 

-Co możemy jeszcze zrobić? 
Niebo nie zemściło się, ale ludzie po pewnym czasie stwierdzili, że utrzymywanie wspaniałej 

budowli było zbyt kosztowne. 

Zamknęli ją i powierzyli zarządowi Pomników Historycznych i Muzeów. 
Zamówili odpowiednie reklamy w agencjach turystycznych. Zjawili się również cudzoziemcy 

w  kolorowych  autobusach,  z  aparatami  fotograficznymi.  Aby  wejść  do  Domu  Nieba,  trzeba  było 
zapłacić za bilet. W ten sposób otrzymano pieniądze na utrzymanie budynku. 

Czwartego Posłańca z nieba nie doczekano się.  
Nie  znalazł  drogi?  Nikt  go  nie  zauważył?  A  może  nie  miał  pieniędzy,  by  zapłacić  za  bilet 

wejściowy? 

 

* * * 

 
Ludziom udaje się zrobić z Ewangelii bajkę, a z kościołów – obiekty turystyczne. 
 

40.   SPODNIE 

 
Księgowy Pizzi powrócił do domu zadowolony. W eleganckiej papierowej torbie czerwonej z 

żółtą kokardą, niósł swój ostatni zakup: wspaniałe spodnie. 

Pobiegł do pokoju, by założyć je i pochwalić się nimi przed rodziną. Zaczął podziwiać siebie 

w  lustrze.  Ale  problem,  który  sprzedawca  zgrabnie  zatuszował  –  wystąpił  w  całej  okrutnej 
rzeczywistości. Spodnie były zbyt długie i mogły spowodować potknięcie się właściciela. 

-To  drobnostka.  –  pomyślał  księgowy  Pizzi.  –Mieszkam  z  trzema  kobietami 

umiejącymi szyć: z żoną, córką i teściową. Poproszę jedną z nich o skrócenie spodni. 

Zmierzył dokładnie i zszedł ze spodniami w ręku. W kuchni spotkał żonę. 
-Kochanie, musisz mi skrócić spodnie dokładnie o 7 cm… 
Żona spojrzała na niego zniecierpliwiona: 
-Nie mam czasu. Nie jestem też twoją służącą! 
Księgowy nie załamał się. W salonie przed telewizorem siedziała teściowa. 
-Czy mogłaby mama skrócić moje spodnie dokładnie o 7 cm? 
-Z  pewnością  nie  teraz.  Nie  mogę  opuścić  mojego  ukochanego  serialu,  a  potem 

mam spotkanie z członkami klubu „Trzeciego Wieku”. 

Księgowy odszukał córkę. Udawała, że się uczy, ale właśnie telefonowała do narzeczonego. 

Również ją poprosił o przysługę. 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

22 z 24

-Nie ma mowy! – odpowiedziała córka. –Za trzy dni mam bardzo ważny egzamin! 
Biedny księgowy złożył spodnie i zostawił je na krześle. Następnego dnia poszedł do pracy, 

do banku, w starych spodniach. 

Żona później pomyślała: 
-Biedak, źle go potraktowałam! 
Wzięła spodnie i skróciła je. 
Parę godzin później, widząc spodnie na krześle, teściowa pomyślała: 
-Skrócę je. Dobrze, że jestem w tym domu… 
I skróciła spodnie o 10 cm. 
Po  pewnym  czasie  również  córka,  wróciwszy  do  domu,  znalazła  spodnie  na  krześle. 

Pomyślała: 

-Biedny tato, wszyscy o nim zapominają. Ja skrócę mu spodnie. O ile centymetrów 

kazał je skrócić? O 7 czy o 17? Powiedzmy o 15cm. 

Obcięła je i starannie wykończyła. 
Gdy księgowy zadowolony przymierzył spodnie, zakrywały mu zaledwie kolana. 
 

* * * 

 
Nie można zmierzyć wartości domu rodzinnego metrem, ani wyrazić ciężaru w kilogramach, tak 

jak nie można określić granic wiosennego wietrzyku, czy obliczyć zapachu jakiejś róży.  

Dom oznacza miłość i troskę tych, którzy w nim mieszkają. 
 

41.   TARGI   DIABŁA 

 
Pewnego  dnia  diabeł  zorganizował  targi,  by  na  nich  wystawić  i  sprzedać  swoją  broń  i 

najbardziej wyszukane instrumenty służące do kuszenia istot ludzkich. 

Przez  wiele  dni  jego  podwładni  pracowali  przy  urządzaniu  stoisk,  zakładali  oświetlenie, 

rozkładali  chodniki  i  dywany  oraz  eksponowali  w  sposób  najbardziej  kuszący  ostatnie  wynalazki 
diabelskie. Zorganizowano spotkanie dotyczące wszystkich kategorii grzechów. Szczególnie siedmiu 
grzechów  głównych:  luksusowy  kit,  aby  podniecać  pychę,  skąpstwo,  obżarstwo,  gniew,  rozpustę, 
zazdrość, lenistwo. 

Razem z eksponatami przygotowano stosy katalogów, video, itd. Naturalnie, zgromadzono 

kuszące diablice. Ceny ze specjalną zniżką, były dobrze widoczne, tak jak na każdych liczących się 
targach. 

W  wielkim  i  luksusowym  stoisku  znajdowało  się  miejsce  tajemnicze.  Leżał  tam  mały, 

pozłacany klucz na aksamitnej poduszeczce. Był to jedyny przedmiot, który zamiast zwykłej kartki 
z ceną, posiadał tabliczkę z napisem: „Nie jest na sprzedaż!”. 

Pewien zwiedzający, pokazując złotą kartę kredytową, chciał koniecznie dowiedzieć się, do 

czego  klucz  służy  i  wykrzykiwał,  że  gotów  jest  zapłacić  za  niego  każdą  cenę.  Wobec  jego  uporu, 
przywołano  dyrektora.  Po  długim  oczekiwaniu  przyszedł  szatan,  poprzedzony  zapachem  siarki. 
Swym zachowaniem pełnym fałszywej uprzejmości powiedział klientowi bardzo zainteresowanemu, 
że ten klucz jest nadzwyczajny, wręcz bezcenny. Bardzo szatanowi na nim zależało, gdyż pozwalał 
wejść  do  każdej  duszy  osoby  świeckiej,  kapłańskiej,  zakonnej,  również  do  duszy  biskupa  czy 
kardynała. Bez względu na to, jaki jest stopień jego wiary, jego świętości, jaki jest jego wiek, ten 
cudowny klucz zawsze zadziała. 

Klient  był  bardzo  natarczywy  i  w  końcu  szatanowi,  pomimo  jego  chytrości,  nie  udało  się 

dotrzymać tajemnicy i wyznał półgłosem: 

-Ten klucz – to zniechęcenie! 
 

* * * 

 
Osoba  zniechęcona  zadręcza,  nienawidzi  nie  tylko  siebie  i  innych,  gdyż  jest  zraniona. 

Zniechęcenie jest przeciwieństwem wiary. 

„Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (Rz 8,31) 
 

42.   RZEKA 

 
Fulgenzio był dobrym ojcem i doskonałym mężem, ale pewnego smutnego dnia umarła jego 

młoda żona. 

Ogromny, palący ból zranił jego duszę. Nic nie potrafiło go umniejszyć. Starał się na próżno 

znaleźć  odrobinę  pociechy,  w  swych  dzieciach,  które  zalęknione  patrzyły  na  niego.  Ich  zapłakane 
oczy przywodziły na pamięć obraz ukochanej żony. Nie przypominał już sobie czasu, gdy przy pracy 
śpiewał. Praca oraz chleb stały się gorzkie i ciężkie.  

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

23 z 24

Pewnego wieczoru, skulony w łóżku, płakał cicho, by nie zbudzić dzieci, gdy nagle zobaczył 

miłą i wzbudzającą otuchę postać, która wzięła go za rękę. Była to Matka Boża Bolesna. 

-Chodź ze mną, Fulgenzio. – powiedziała. –Zaprowadzę cię do Rzeki Pokoju. Każdy, 

kto zanurzy się w jej wodach, znajdzie pociechę, jakiej szuka! 

Długo  wędrowali  nocą.  W  pewnym  momencie  Fulgenzio  usłyszał  szum  wody.  Ogromna 

rzeka o wodzie przejrzystej, płynęła przed nim. 

-Zanurz się w Rzece Pokoju, pielgrzymie zbolały. – zachęciła go Najświętsza Panienka. 

–Jej wody uciszą twój ból i twoją rozpacz. 

Fulgenzio  zanurzył  się.  Jego  ciało  doznało  pociechy  pełnej  mocy  i  pogody,  balsamicznego 

pokoju, który leczył jego rany. 

Po tym uzdrawiającym zanurzeniu, Fulgenzio zapytał Madonnę: 
-Skąd płynie ta cudowna woda? 
-Tworzą ją łzy świata.
 – odpowiedziała Maryja. –Wszystkie łzy świata zbierają się w 

tej  rzece.  łzy  gorzkie,  łzy  lęku,  bólu,  rozczarowania,  porażki,  złości.  Ale  również  łzy 
najsłodsze,  wylane  z  miłości  przy  powrocie  ukochanej  osoby,  po  zażegnanym 
niebezpieczeństwie.  

Fulgenzio  usłyszał  westchnienia  i  jęki  wszystkich  tych,  którzy  walali  łzy  i  zrozumiał,  że 

również  jego  łzy  należały  teraz  do  wspólnego  płaczu,  który  płynął  w  wodach  tej  rzeki.  Odczuł 
całkowitą  komunię  z  całym  bólem  i  radością  świata.  W  momencie,  kiedy  Matka  Boża  powiedziała 
mu  o  bólu  swego  Syna,  a  Fulgenzio  usłyszał  płacz  Chrystusa  przed  grobem  Łazarza,  płacz  w 
Getsemani, Jej płacz u stóp krzyża. 

Fulgenzio  obudził  się  nagle,  poduszka  była  jeszcze  mokra  od  łez,  ale  opanował  go  głęboki 

spokój. 

 

* * * 

 
Nie jesteśmy dziećmi bólu, ale współczucia. 
 

43.   OSTATNIE   SŁOWO 

 
Do  sali  operacyjnej  kliniki  uniwersyteckiej  wniesiono  nosze.  Leżał  na  nich  chory,  któremu 

chirurg tłumaczył, na czym polegać będzie operacja. Miała rozpocząć się niebawem. 

-Ma  pan  poważną  formę  nowotworu  strun  głosowych.  Jesteśmy  pewni,  że  uda 

nam  się  w  całości  usunąć  go.  Uratujemy  panu  życie,  ale,  niestety,  nie  będzie  pan  mógł 
mówić… 

Lekarz zamilkł, ale po chwili ciągnął dalej: 
-Jeśli  pan  chce  powiedzieć  ostatnie  słowa  w  swym  życiu,  to  proszę  to  teraz 

uczynić. 

Chory przez chwilę milczał, potem głosem wyraźnym powiedział: 
-Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! 
 

* * * 

 
Katechetka zapytała dzieci: 
-Czy ktoś z was może mi powiedzieć, kim jest Jezus? 
Dzieci milczały speszone. 
W końcu jedno z nich podniosło rękę i powiedziało: 
-Jego imię wymawia moja mamusia, gdy nas biją. 
 
Niektórzy każą sobie na skórze wytatuować imię osoby ukochanej.  
Wierzyć – to nosić imię Jezusa wyryte w głębi duszy. 
 
 
 

KONIEC 

 
 

Przepisał: 

P.P.Z. (Petrus-paulus) 

 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Kwiaty po prostu kwitną 

24 z 24

Z języka włoskiego przełożyła: Anna Gryczyńska 

Warszawa, 2009, 

Wydawnictwo Salezjańskie 

Tytuł oryginału: „Fiori semplicemente fioriscono” 

IMPRIMATUR: Za zgodą Władzy Duchownej 

z dn. 15.08.2007, nr 17/WSI/07 

 

ISBN 978-83-7201-363-7 

 
 

Uwaga!!!  

Książka ta w formie e-booka może być rozpowszechniana  

tylko w celach indywidualnych!!!