background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

1 z 29

Bruno Ferrero 

 

ZNA   TO   TYLKO   WIATR

ZNA   TO   TYLKO   WIATR

ZNA   TO   TYLKO   WIATR

ZNA   TO   TYLKO   WIATR    

 

Wydawnictwo Salezjańskie 

Warszawa, 2007 

 
 

1.   PRZEMINĘŁO    Z   WIATREM 

 

W  ciepłym,  wiosennym  słońcu,  na  trawniku  pewnego  miejskiego  ogrodu,  pośród 

rosnącej trawy, wyłoniły się mięsiste ząbki Lwiej Paszczy. Jedna z nich była już cudownym 
żółtym kwiatkiem. Niewinnym i pogodnym jak zachód słońca w maju. Już po pewnym czasie 
z  „dmuchawca”  roślina  przekształciła  się  w  delikatną  tkankę,  składającą  się  z  piórek,  
niczym koronka, przytwierdzonych do łodyżki, które skupione były w środkowej jej części. 

Wszystkie te ziarenka zaigrały w sobie mnóstwo pragnień. Kiedy świerszcze zaczynały 

intonować swoje serenady, podmuchy wieczornego wiatru kołysały tysiące marzeń 

-Gdzie je będziemy zasiewać? 
-Kto to wie? 
-Zna to tylko wiatr. 
Pewnego  poranka  wiatr  swoją  niewidzialną  ręką  rozrzucił  mocne  i  gwałtowne 

podmuchy.  Małe  ziarenka  przyczepione  były  do  swoich  spadochroników,  trzymając  się 
wiatru , poleciały w dal. 

-Do zobaczenia… Do zobaczenia! – pozdrawiały się małe nasionka. 
Kiedy  większość  z  nich  lądowała  na  żyznej  ziemi  ogrodów  i  łąk,  najmniejsze  zdołało 

odbyć  jedynie  krótką  podróż  zakończoną  na  cementowej  krawędzi  chodnika.  Stało  się  ono 
odrobiną  kurzu  przybyłego  z  wiatrem,  bardzo  biedne  w  porównaniu  z  dobrą  i  urodzajną 
ziemią łąki. 

-Jest cała moja! – powiedziało do siebie ziarenko.  
Zebrało  w  sobie  wszystkie  siły  i  nie  zastanawiając  się  dwa  razy,  przystąpiło 

natychmiast do zapuszczania w niej korzeni. 

Naprzeciw  cementowego  krawężnika  znajdowała  się  krzywa  i  chwiejąca  ławeczka.  

To  właśnie  na  niej  odpoczywał  od  czasu  do  czasu  pewien  młodzieniec.  Był  on  udręczony  
i niespokojny. Jego serce wypełniał smutek, a dłonie zawsze zaciskały się w pięści. 

Pewnego  razu  dostrzegł,  jak  z  cementowego  krawężnika  wyrastają  dwa  zielone  

i delikatne listki. Zaśmiał się szyderczo i powiedział: 

-Nie uda się wam! Jesteście słabe tak jak ja! 
I zdeptał je swoim butem… 
Następnego  dnia  spostrzegł  jednak,  że  listki  znowu  podniosły  się  i  na  dodatek  było 

ich aż cztery. 

Od  tego  momentu  nie  mógł  odwrócić  swojej  uwagi  od  obserwowania  odważnej  

i  niezłomnej  rośliny.  Po  kilku  dniach  zamieniła  się  ona  w  wesoły  i  żółty  kwiatek,  podobny  
do krzyku radości. 

Po raz pierwszy od dłuższego czasu przygnębiony młodzieniec poczuł, że jego smutek 

i niechęć do życia zaczęły ustępować. Podniósł swoją głowę i zaczął oddychać pełną piersią. 
Uderzył pięścią w oparcie ławki i krzyknął: 

-Oczywiście! Musi nam się udać! 
Rozpierała  go  radość,  chciało  mu  się  jednocześnie  śmiać  i  płakać.  Palcami  musnął 

delikatnie żółtą główkę kwiatu.  

Kwiaty odczuwają delikatność i dobroć płynącą od ludzi. A dla małej i odważnej Lwiej 

Paszczy pieszczota młodzieńca była czymś najprzyjemniejszym. 

 

* * * 

 

 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

2 z 29

Nie  wypytuj  Wiatru,  dlaczego  znajdujesz  się  tam,  gdzie  jesteś.  Nawet,  

jeśli  zostałeś  przykryty  warstwą  cementu,  rób  wszystko,  abyś  mógł  zapuścić 
korzenie i żyć. Masz jakieś przeznaczenie. 

Również  te  krótkie  opowiadania  są  rozsiewanymi  przez  Wiatr  nasionami. 

Dokąd polecą i co z nich wyrośnie, wie tylko Wiatr. 

 

2.   CUD 

 
- Wierzysz w cuda? 
- Tak. 
- Naprawdę? A czy widziałeś jakiś cud? 
- Cud? Oczywiście. 
- Jaki? 
- Ciebie. 
- Mnie? Czyżbym był cudem? 
- Tak. 
- Nie rozumiem? 
- Oddychasz. Masz delikatną i ciepłą skórę. Twoje serce bije. Widzisz. Słyszysz. 

Biegasz. Jesz. Śpiewasz. Myślisz. Śmiejesz się. Kochasz. Płaczesz… 

- Czy tak? I to jest właśnie cud?  
 

* * * 

 
Żył  sobie  kiedyś  pewien  szary  wróbel,  którego  życie  było  niekończącym  się  pasmem 

zmartwień i kłopotów. 

Był jeszcze w skorupie, a już miał swoje problemy: 
-Czy uda mi się wydostać z tej twardej skorupy? Czy nie wypadnę z gniazda? 

A czy moi rodzice zdołają mnie wyżywić? 

Zaledwie  uporał  się  z  tymi  zmartwieniami  i  miał  wyfrunąć  w  powietrze  po  raz 

pierwszy, pojawiły się już następne wątpliwości :  

-Czy  moje  skrzydła  zdołają  mnie  utrzymać  ?  A  jak  rozbiję  się  w  drobiazg? 

…Kto mnie pozbiera? 

Kiedy mógł już latać, to znów zaczął narzekać:  
-Czy uda mi się znaleźć żonę? Czy zdołam zbudować gniazdo? 
Pokonał również i te problemy, ale wciąż się zadręczał:  
-Czy wylęgną mi się pisklęta? A co będzie, jeśli urwie się gałąź, i cała rodzina 

zginie?  A  jeśli  jakiś  sokół  rozszarpie  moje  pisklęta?  I  czy  w  ogóle  zdołam  je 
wyżywić?”. 
 

Kiedy  wykluły  się  zdrowe,  wesołe  i  śliczne  pisklęta,  zaczęły  już  trzepotać 

skrzydełkami, wróbel wciąż narzekał:  

-Czy oby mają wystarczająco dużo jedzenia? Czy uda im się uciec przed kotem 

i innymi drapieżcami? 

     Pewnego  dnia  pod  drzewem  zatrzymał  się  Jezus.  Wskazał  palcem  na  wróbla  

i powiedział:  

-Spójrzcie  na  te  ptaki  niebieskie  :  nie  sieją,  nie  orzą,  nie  zbierają  żniwa...  

a Pan Niebieski żywi je! 

Wtedy  to  szary  wróbel  zdał  sobie  sprawę,  że  niczego  mu  nie  brakowało...  

Nie uświadamiał sobie tego. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

3 z 29

3.   ŚWIATŁO 

 
 
-Czy widzieliście w kościele jakieś światło? – zapytała dzieci katechetka. 
-Lampy. 
-Świece. 
-Czerwone światełko w tabernakulum. 
-Słońce w oknie. 
Dzieci zamilkły. 
-A czy było tam jeszcze inne światło? – zapytała ponownie katechetka. 
Pewne dziecko podniosło rękę do góry i powiedziało:  
-Ludzkie oczy. 
 

* * * 

 
Dlaczego tak często zapominamy o świetle, 
które znajduje się w naszym wnętrzu? 
Dlaczego pozwalamy, aby w nas zgasło? 
 
„Kiedy byłem mały, 
mój ojciec w nocy zostawiał mi zawsze na szafce zapaloną lampkę." 
"Mój ojciec był światłem”. 
 

4.   OSIOŁ   I   FLET 

 
  Na  polu  leżał  porzucony  od  dłuższego  czasu  Flet,  na  którym  nikt  już  nie  grał.  

Aż  pewnego  dnia  przechodzący  obok  Osioł  dmuchnął  w  niego  z  całej  siły.  Wyzwolił  dźwięk 
piękniejszy  niż  jakikolwiek  inny,  który  kiedykolwiek  słyszał  w  swoim  życiu.  I  nie  tylko  
w swoim oślim życiu, ale również w życiu Fletu. 

     Nie  mogąc  zrozumieć  tego  co  się  stało  (obaj  nie  byli  roztropni,  a  jedynie  wierzyli  

w  roztropność)  –  oddalili  się  natychmiast  od  siebie,  zawstydzeni  tym,  co  wydarzyło  się 
najpiękniejszego w ich życiu.  

 

* * * 

 
     A  ileż  w  naszym  życiu  porzuconych  fletów,  osłów?  Wielu  z  nas  nie  poznało  nigdy 

samych  siebie,  ukrywają  kim  są,  oczekując  miłości  od  innych  nie  znanych  sobie  osób,  
które  również  chowają  się  przed  samymi  sobą.  A  przecież  czasami  może  jakieś  odkrycie, 
jakaś  niespodzianka,  jakaś  iskra…  I  wszystko  znowu  się  kończy.  Wszystko  dlatego,  
że  brakuje  nam  odwagi,  aby  kogoś  pokochać.  Trzeba  mieć  jej  tyle  samo,  jak  do  tego,  
aby pokochali mnie inni.
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

4 z 29

5.   SŁUSZNA   SPRAWA 

 
Pewien  człowiek  przechodząc  przez  wieś  spostrzegł  postać  stojącą  pod  drzewem, 

trzymającą  w  ręku  sznur.  Jeden  koniec  miał  przywiązany  do  bioder,  a  drugi  starał  się 
zarzucić na grubą gałąź będącą w górze. 

-Co pan zamierza zrobić? –  zapytał zaciekawiony turysta. 
-Chcę się powiesić. – odpowiedział. 
-Jak to, w ten sposób? – zapytał przechodzień. -Przecież musi pan sznur uwiązać 

sobie u szyi. 

-Próbowałem już – odpowiedział człowiek -ale boję się, żebym się nie udusił. 
 

* * * 

 
Tak wielu z nas chciałoby dokonać rzeczy wielkich, ważnych i decydujących. Nie mają 

jednak odwagi na to, aby również ponosić związane z nimi konsekwencje. 

Każda  decyzja,  ale  przede  wszystkim  ta  wielka,  ważna  i  ostateczna  niesie  ze  sobą 

określone  skutki.  Mądrość  życiowa  zawiera  się  właśnie  w  tym,  aby  zdawać  sobie  sprawę  
z konsekwencji, rezultatów wynikających z czynów, których dokonujemy.
 

 

6.   SPOTKANIE 

 
Siedmioletni  Maksymilian,  rozgniewany,  wyszedł  z  lekcji  religii  trzymając  ręce  

w kieszeni. Wzruszył ramionami i wyznał z niechęcią: 

-Mówią  tam  tylko  o  Bogu;  Bóg,  Bóg,  Bóg,  tylko  Bóg.  Dlaczego  nie  powiedzą 

czegoś  interesującego?  Dlaczego,  na  przykład,  nie  mówią  o  piłce  nożnej  i  zespołach 
rockowych? 

 

* * * 

 
Usłysz mnie, o Panie! 
Mówiono mi, że nie istniejesz, 
A ja, jak ten idiota, wierzyłem w to. 
Ale pewnego wieczoru, 
Jakby przez dziurę jakiejś starej bomby, zobaczyłem niebo. 
I nagle zdałem sobie sprawę, że powiedziano mi kłamstwo. 
Gdybym zadał sobie odrobinę trudu, 
Aby przyglądać się uważnie temu, co stworzyłeś, 
Mógłbym natychmiast spostrzec, 
Że ci, którzy to mówili, robili wszystko, 
Aby mi nie powiedzieć, że kot to kot. 
Czy to nie dziwne, że musiałem znaleźć się w tym piekle po to, 
Aby znaleźć czas na to, by spojrzeć Ci w twarz! 
Kocham Cię bezgranicznie… I pragnę, abyś o tym wiedział. 
Za chwilę odbędzie się straszna bitwa. Kto to wie? 
Może zawitam u Ciebie już dzisiaj wieczorem. 
Nie byliśmy dotąd wielkimi przyjaciółmi, 
I dlatego trwożę się, mój Boże, 
Czy będziesz na mnie czekał przy drzwiach. 
Spójrz: widzisz, jak płaczę! 
Widzisz mnie, jak się rozklejam! 
Ach, gdybym Cię poznał wcześniej… 
Tak, idę! Muszę już iść. 
Czy to nie paradoksalne: 
Teraz, kiedy Cię już spotkałem, nie boję się śmierci. 
Do zobaczenia! 
 

(modlitwa znaleziona w plecaku pewnego żołnierza,  
który zginął pod Monte Casino – rok 1944) 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

5 z 29

7.   PRAGNIENIE 

 
Żył sobie kiedyś pewien wyjątkowo ubogi człowiek. Wierzył jednak mocno w świętego 

Mikołaja  i  żarliwie  się  do  niego  modlił.  Aż  pewnego  dnia  Święty  zstąpił  na  ziemię,  
aby się z nim spotkać. 

Kiedy przybył do jego domu i zobaczył jego nędzę, postanowił mu pomóc. 
Dotknął  palcem  leżącego  na  progu  kamienia,  który  natychmiast  przemienił  się  

w lśniące złoto. 

-Czy potrzebne ci jest złoto? – zapytał Święty biedaka. 
Ten skłonił się głęboko i odpowiedział: 
-Nie, panie, nie potrzebuję go. 
Mikołaj spojrzał na niego radosnym wzrokiem i powiedział: 
-Ach, mój synu, jak wielką jesteś dla mnie pociechą. Teraz już wiem na pewno, 

że idziesz drogą zmierzającą do doskonałości. 

Człowiek odpowiedział: 
-Tak naprawdę, to potrzebowałem jedynie twojego palca. 
 

* * * 

 
Bóg  oddał  się  nam  całkowicie.  Tak  więc  nie  pragnijmy  już  od  Niego  żadnych  cudów. 

Dlaczego? 

 

8.   BARYŁKA 

 
     Żył  sobie  kiedyś  pewien  rycerz,  który  z  wielką  odwagą  walczył  na  wszystkich 

frontach  swojego  Królestwa.  Aż  któregoś  dnia  potknął  się,  kusza  przecięła  mu  nogę  i  omal 
nie doprowadziła go do śmierci. 

     Kiedy  leżał  ranny  na  ziemi,  przyśniło  mu  się  niebo.  Było  ono  jednak  bardzo 

daleko,  prawie  całkowicie  poza  zasięgiem  jego  możliwości.  Tymczasem  piekło,  ze  swoją 
bramą  na  oścież  otwartą,  z  której  buchał  ogień,  znajdowało  się  bardzo  blisko.  Rycerz  ten 
rzeczywiście  od  pewnego  czasu  odrzucił  wszelkie  reguły  i  obietnice  rycerskie,  a  przeobraził 
się  w  zwykłego  żołdaka,  który  zabijał  i  popełniał  wiele  zła,  nie  biorąc  pod  uwagę  drugiego 
człowieka. 

     Pełen  strachu,  rzucił  hełm,  miecz  i  zbroję,  i  udał  się  pieszo  do  jaskini,  

gdzie przebywał pewien święty pustelnik. 

-Ojcze  mój,  chciałbym  otrzymać  rozgrzeszenie  z  moich  win,  ponieważ  bardzo 

obawiam się o zbawienie duszy. Przyjmę wszelki rodzaj pokuty. Niczego się nie lękam. 

-Dobrze,  mój  synu.  –  odpowiedział  pustelnik.  -Zrobisz  tylko  jedną  rzecz:  

idź i napełnij wodą tę beczułkę i wróć z nią do mnie. 

-Och! To jest pokuta dla dzieci i dla kobiet! – wykrzyknął nasz rycerz, podnosząc 

wojowniczo rękę w górę. Lecz wizja diabła śmiejącego się szyderczo, szybko go ostudziła. 

Wziąwszy  baryłeczkę  pod  pachę,  mrucząc  udał  się  w  kierunku  rzeki.  Zanurzył 

baryłkę w wodzie, lecz ta nie chciała się napełnić. 

-To są czary! – krzyknął pokutnik. -Ale teraz zobaczymy. 
Poszedł  do  innego  źródła:  baryłeczka  była  nadal  pusta.  Wściekły  udał  się  

do wioskowej studni. Trud daremny. 

Rok  później,  stary  pustelnik  ujrzał  go  z  daleka,  w  podartych  łachmanach,  

z krwawiącymi nogami i z pustą baryłeczką pod pachą. 

-Mój ojcze – rzekł rycerz (to był właśnie on) głosem niskim i zbolałym. -Odwiedziłem 

wszystkie rzeki i źródła Królestwa. Nie mogłem napełnić baryłki…Teraz wiem, że moje 
grzechy  nie  będą  odpuszczone.  Będę  potępiony  na  wieczność!  Ach,  moje  grzechy, 
grzechy tak bardzo ciężkie…Zbyt późno zacząłem za nie żałować. 

Łzy  strumieniem  spływały  mu  po  policzkach.  Jedna  z  nich,  bardzo  maleńka, 

spływając  po  brodzie,  spadła  do  baryłki.  W  jednym  mgnieniu  oka  baryłeczka  napełniła  się  
aż po brzegi wodą czystą, świeżą i dobrą, taką, jakiej nigdy nie widziano. 

Jedna maleńka łza żalu. 
 

* * * 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

6 z 29

Pewien święty przybył do nieba, w nagrodę dano mu koronę z czystego złota. 
Szczęśliwy  i  dumny  ze  swego  wyróżnienia  przechadzał  się  po  drogach  nieba  

i  spostrzegł  po  jakimś  czasie,  że  większość  świętych  nosiła  korony  ozdobione  klejnotami  
i szlachetnymi kamieniami. 

Z małą nutką żalu w głosie spytał: 
-Dlaczego moja korona nie ma nawet jednego klejnotu? 
Anioł odpowiedział:  
-Ponieważ  na  żaden  nie  zasłużyłeś.  Klejnoty  te  są  łzami,  jakie  święci  wylali  

na ziemi. Ty nigdy nie płakałeś. 

-Jak  mogłem  płakać?  –  spytał  święty.  -gdy  byłem  tak  szczęśliwy,  

będąc zanurzony w miłości Boga? 

-To  jest  na  pewno  bardzo  wielka  rzecz.  –  odpowiedział  anioł.  -Stąd  też  korona 

twa  jest  cała  ze  złota.  Ale  szlachetne  klejnoty  i  kamienie  należą  się  tym,  
którzy kiedyś płakali. 

 

9.   TRUDNA   PRZYJAŹŃ 

 
Pewien  pies  żył  w  wielkiej  przyjaźni  z  koniem.  Obaj  wykorzystywali  każdą  sytuację, 

aby w jakiś sposób okazywać sobie wzajemną przyjaźń. 

Pies przynosił  koniowi najlepsze  kości, jakie  udało mu  się znaleźć,  podczas gdy  koń 

odkładał na bok psu swoje porcje siana.  

Kochali się tak bardzo, że aż obaj umarli z głodu. 
 

* * * 

 
To ja jestem moim szczęściem, nie ty. 
I to nie dlatego, że nie chciałbyś mi go dać, 
Ale dlatego, że byłbym wtedy kimś innym, niż jestem. 
Nie mógłbym być szczęśliwym wówczas, 
Gdybym zmieniał się jedynie po to, 
Aby usatysfakcjonować twój egoizm. 
Nie mógłbym być szczęśliwy, 
Gdybyś krytykował mnie za to, 
Że nie myślę twoimi myślami, 
Ani nie widzę tak, jak widzisz ty. 
Nazywasz mnie buntownikiem. 
A jednak za każdym razem, 
Kiedy się z Tobą nie zgadzam, 
Nie zależy mi na tym, aby zmieniać ciebie. 
„Ty musisz być tym, kim jestem”. 
Nie pozwolić na to, 
Abyś mówił mi, kim mam się stać. 
Mówiłeś mi, że jestem przejrzysty 
I bardzo łatwo o mnie zapomnieć. 
Dlaczego więc, użyłeś mojego życia, 
Aby udowodnić samemu sobie, 
Kim właściwie jesteś? 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

7 z 29

10.   LINOSKOCZEK 

 
Żył sobie kiedyś sławny linoskoczek. Wszyscy podziwiali jego niezwykłe umiejętności  

i nikomu nie udało się zobaczyć go w sytuacji, aby stracił równowagę czy upadł. 

Jednak pewnego dnia cyrk, w którym pracował akrobata, przeżywał poważne kłopoty 

finansowe. 

Dyrektor  zaproponował  mu,  aby  podwyższył  swoją  linę  i  zwiększył  stopień 

niebezpieczeństwa  w  swoim  numerze,  który  miał  wykonać.  Wszystko  po  to,  aby  bardziej 
przyciągnąć publiczność. 

Pracownicy cyrku pokładali w nim wielką nadzieję oraz wierzyli, że uda mu się znów 

osiągnąć wielki sukces. 

Linoskoczek zapytał swoich kolegów: 
-Jesteście pewni, że mi się uda? 
Ci odpowiedzieli: 
-Mamy do ciebie wielkie zaufanie i jesteśmy pewni, że i tym razem się uda. 
Ryzykowny  występ  linoskoczka  stał  się  rzeczywiście  wielkim  osiągnięciem.  Każdego 

dnia  ludzie  kupowali  bilety  w  cyrkowej  kasie,  by  móc  wziąć  udział  w  tym  niezwykłym 
widowisku zręczności i odwagi. 

W  rok  później  dyrektor  postanowił  odnieść  jeszcze  większe  powodzenie  i  zażyczył 

sobie,  aby  linoskoczek  wykazał  się  większymi  umiejętnościami,  a  także  przyciągnął  liczną 
publiczność.  Zaproponował,  aby  nad  rzeką  przepływającą  przez  wielki  wodospad, 
przeciągnąć  z  jednej  strony  na  drugą  metalową  linę,  zaprosić  telewizję  i  wszystkich 
zamieszkujących w okolicy ludzi na widowisko, jakiego nie było w przeszłości. 

Pracownicy cyrku znów pokładali w linoskoczku duże nadzieje. Linoskoczek im uległ 

i postanowił zmierzyć się z nowym zadaniem. 

Chwilę  przed  rozpoczęciem  swojej  niebezpiecznej  przeprawy,  jeszcze  raz  zapytał 

swoich przyjaciół, czy rzeczywiście w niego wierzą i mają do niego zaufanie. 

-Tak! – krzyczeli wszyscy bez żadnego wyjątku. 
Akrobata zwycięsko pokonał trudności, wywołując u publiczności wielki entuzjazm. 
Po  zakończeniu  numeru,  w  pewnym  momencie,  cyrkowiec  podniósł  dłoń  

dając do zrozumienia, że pragnie coś powiedzieć. 

-Zaufanie, które we mnie pokładacie, jest nieograniczone. – powiedział. 
-Ma się rozumieć. – odpowiedział, w imieniu zebranych ludzi, jakiś człowiek. 
-Pragnę  więc  wam  zaproponować  coś  jeszcze  bardziej  niezwykłego,  niż  to,  

co robiłem poprzednio! 

-Wspaniale! Powiedz nam, co to ma być. Nasze zaufanie do ciebie nie ma granic: 

zgadzamy się na wszystko, co tylko zaproponujesz. 

-Pragnę przejść po tej  metalowej linie tam i  z powrotem  prowadząc przed sobą 

taczkę.  A  ponieważ  zaufanie,  które  we  mnie  pokładacie  nie  ma  granic,  chcę  posadzić 
na niej kogoś z was. Tej przeprawy dokonamy we dwóch. 

Tymczasem nikt nie zgłosił się na tę przeprawę. 
 

* * * 

 
Gdy  wszedł  do  łodzi,  poszli  za  Nim  Jego  uczniowie.  Nagle  zerwała  się  gwałtowna 

burza  na  jeziorze,  tak,  że  fale  zalewały  łódź;  On  zaś  spał.  Wtedy  przystąpili  do  Niego  Jego 
uczniowie i obudzili Go, mówiąc: 

-Panie, ratuj, giniemy! 
A On im rzekł: 
-Czemu bojaźliwi jesteście, ludzie małej wiary ?! 

(Mt 8,23-26) 

 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

8 z 29

11.   BOŻE   SERCE 

 
Pewna  pani  katechetka  opowiedziała  swoim  uczniom  przypowieść  o  synu 

marnotrawnym.  W  czasie,  gdy  mówiła,  zdała  sobie  jednak  sprawę,  że  dzieci,  w  większości,  
są  bardzo  rozkojarzone.  Poprosiła  więc  ich,  aby  swoimi  słowami  opisali  przytoczoną  im 
przypowieść. 

Jeden z nich zrelacjonował ją w następujący sposób: 
„Pewien  człowiek  miał  dwóch  synów,  jednak  ten  młodszy  niechętnie  przebywał  w  domu,  

a  pewnego  dnia  całkowicie  opuścił  domostwo,  zabierając  ze  sobą  wszystkie  pieniądze,  jakie  miał. 
W pewnym momencie pieniądze skończyły się. Młodzieniec nie miał już nic do jedzenia i postanowił 
powrócić  do  swojego  domu.  Kiedy  już  był  niedaleko,  zauważył  go  ojciec.  Złapał  za  wielki  kij  
i, co tchu, popędził za nim. Biegnąc tak, spotkał swojego dobrego syna i powiedział do niego: 

-Wrócił  ten  twój  okropny  brat,  który  po  tym  wszystkim,  co  zrobił,  zasługuje  

na parę kijów! 

-Tato, chcesz, żebym ci pomógł? – zapytał syn. 
-Oczywiście. – odpowiedział ojciec. 
I  tak  we  dwóch  zaczęli  go  okładać  kijami.  Kiedy  już  zakończyli  swoje  zajęcie,  ojciec 

wezwał  służącego,  nakazał  zabić  najtłustsze  jagnię  i  przygotować  wielkie  przyjęcie,  
bo przeszła mu już chęć znęcania się nad synem, który tak wiele narozrabiał”. 

 

* * * 

 
Tak, zrozumieć Boże serce to zadanie zbyt trudne dla każdego. 
 

12.   TRZEJ   SYNOWIE 

 
Trzy  kobiety  szły  do  studni,  aby  zaczerpnąć  z  niej  wody.  Na  kamiennej  ławce,  w 

pobliżu fontanny, siedział starszy człowiek i przysłuchiwał się ich rozmowom. Każda z kobiet 
wychwalała swego syna. 

-Mój  syn  –  mówiła  pierwsza.  -jest  tak  zwinny  i  bystry,  że  nikt  nie  jest  w  stanie 

mu dorównać. 

-Mój  syn  –  mówiła  druga.  -śpiewa  jak  słowik.  Nie  ma  nikogo  na  świecie,  kto 

mógłby się poszczycić tak pięknym głosem, jak on. 

-A ty, co powiesz o swoim synu? –  zapytały trzecią kobietę, która nic nie mówiła. 
-Sama  nie  wiem,  czy  mogę  powiedzieć  coś  niezwykłego  o  moim  dziecku.  

–  odpowiedziała  tamta.  -Jest  dobrym  chłopcem,  tak  jak  wielu  innych.  Nie  robi  jednak 
nic specjalnego… 

     Kiedy  dzbany  były  już  pełne,  kobiety  skierowały  się  w  stronę  domów.  Podążył  za 

nimi również starzec. Naczynia były ciężkie i ramiona kobiet uginały się od wysiłku. 

     W  pewnym  momencie  zatrzymały  się,  aby  móc  troszkę  odpocząć.  Podbiegło  do 

nich  wtedy  trzech  młodzieńców.  Pierwszy  rozpoczął  natychmiast  jakieś  widowisko:  oparł 
dłonie  na  ziemi  i  zaczął  wywijać  koziołki,  wierzgając  nogami  w  górze,  a  potem  zaczął 
wykonywać salta. Kobiety przyglądały się mu z zachwytem:  

-Ach, jaki zręczny! 
     Drugi  chłopiec  zaraz  zaintonował  jakąś  piosenkę.  Głos  miał  tak  piękny,  jak 

słowik! Kobiety przysłuchiwały się mu ze wzruszeniem w oczach:  

-Ach, cóż to za anioł !  
Trzeci  z  chłopców  podszedł  do  matki,  zarzucił  sobie  ciężką  amforę  na  ramiona  i 

zaczął ją dźwigać przy jej boku. Wtedy kobiety zwróciły się do starca:  

-Co powiesz o naszych synach?”. 
-O synach?
 – zawołał ze zdziwieniem starzec. -Widziałem tylko jednego. 
 

* * * 

 
„Poznacie ich po ich owocach” (Mt 7,16) 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

9 z 29

13.   ŁAŃCUCH   I   GRZEBIEŃ 

 
   W  pewnym  zakątku  świata  żyło  kiedyś  dwoje  małżonków,  których  miłość  nie 

przestawała rosnąć od pierwszego dnia ich ślubu. Byli bardzo ubodzy i wiedzieli, że każdy z 
nich  nosił  w  swoim  sercu  niezaspokojone  pragnienie:  on  miał  w  swojej  kieszeni  złoty 
zegarek, który otrzymał od swojego ojca. 

Z  całego  serca  marzył  o  złotym  łańcuszku.  Ona  posiadała  długie,  piękne  i  jasne 

włosy,  a  marzyła  o  perłowym  grzebieniu,  którym,  niby  diademem,  mogłaby  je  ozdabiać.  Z 
biegiem  lat  mężczyzna  coraz  bardziej  marzył  o  grzebieniu,  kobieta  natomiast  robiła 
wszystko,  aby  móc  zdobyć  dla  męża  złoty  łańcuszek.  Od  długiego  czasu  wcale  o  nich  nie 
rozmawiali, ale ich serca nie przestawały myśleć o tym ukrytym marzeniu. Rano w dziesiątą 
rocznice ich ślubu, małżonek spostrzegł zbliżającą się w jego stronę uśmiechniętą żonę. Jej 
głowa była pięknie ostrzyżona i nie posiadała już swoich lśniących i długich włosów. 

- Co z nimi zrobiłaś, kochana? - zapytał pełen zdziwienia. 
Żona otworzyła swoje ręce, w których migotał złoty łańcuszek. 
- Sprzedałam je, aby móc kupić złoty łańcuszek do twojego zegarka. 
-  Ach,  kochanie,  co  ty  zrobiłaś?
  -  powiedział  mężczyzna,  otwierając  dłonie,  w 

których trzymał cudowny perłowy grzebień. 

- Ja właśnie sprzedałem zegarek, aby ci móc kupić grzebień. 
I tak, wpadli sobie w objęcia, szczęśliwi z tego, że mają siebie nawzajem. 
 

* * * 

 
Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, 
jak pieczęć na twoim ramieniu. 
Bo jak śmierć potężna jest miłość. 
Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, 
nie zatopią jej rzeki. 
Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, 
pogardzą nim tylko."  
 

 

 

(PnP 8,6-7) 

 
"W życiu istnieje tylko jedno wielkie szczęście: 
kochać i być kochanym" 
 

14.   NIEBIESKA   RÓŻA 

 
Imperator  Chin  czując,  że  zbliża  się  coraz  bardziej  dzień  jego  śmierci,  postanowił 

znaleźć  męża  dla  swojej  jedynej  córki.  Była  ona  nie  tylko  najbardziej  elegancką,  ale  także 
inteligencją  i  pięknością  przewyższała  wszystkie  dziewczęta  w  Imperium.  Posiadała  jedną 
wadę: za żadne skarby świata nie chciała wyjść za mąż. 

Widząc jednak, jak bardzo ojcu na tym zależało, obiecała, że wyda się za młodzieńca, 

który podaruje jej niebieską różę. Wszyscy kandydaci, jak tylko dowiedzieli się o pragnieniu 
księżniczki, natychmiast zaczęli  prześcigać się w tym, kto pierwszy znajdzie niebieską różę. 
Usiłowania większości z nich były daremne. Tych, którzy ją zdobyli, było tylko trzech. 

Pierwszym z nich był kupiec, o wiele bogatszy od samego imperatora. Udał się on do 

największego  alchemika  świata,  który  za  pomocą  tajemniczych  filtrów  i  kolorowych 
roztworów  zmienił  biały  kwiat  w  różę  o  cudownym  niebieskim  kolorze.  Nie  tracąc  czasu 
przyniósł  ją  czym  prędzej  do  pałacu  imperatora.  Na  jej  widok  księżniczka  zbladła,  a  potem 
przyglądając się róży powiedziała:  

-Gdyby  na  tej  róży  usiadł  jakiś  motyl,  zaraz  by  się  otruł  !  –  i  odrzuciła  różę  ze 

wstrętem. 

Drugim  kandydatem  był  generał  imperatorskich  wojsk.  Poprosił  najsłynniejszego 

złotnika  świata,  aby  wykonał  dla  niego  niebieską  różę  całą  z  szafiru.  Kiedy  księżniczka  o 
oczach koloru nocy zawiesiła wzrok na mieniącej się aksamitnie róży, powiedziała:  

-Ojcze,  czy  ty  nie  widzisz,  że  to  wcale  nie  jest  róża,  tylko  zwykły  szafran  w 

kształcie róży? 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

10 z 29

Trzecim  kandydatem  był  syn  pierwszego  ministra,  młodzieniec  piękny,  grzeczny  i 

sympatyczny.  Nakazał  wszystkim  najlepszym  artystom  kraju,  aby  w  przeciągu  trzech 
miesięcy wykonali dla niego niebieską różę z jak najszlachetniejszej porcelany. 

-Zatrzymam  ją,  ponieważ  jest  piękna,  –  powiedziała  księżniczka,  -ale  i  ona  jest 

jedynie bibelotem.  

W ten sposób i trzeci kandydat został odrzucony. 
Pewnego  letniego  wieczoru,  kiedy  księżniczka  podziwiała  ze  swego  okna  zachód 

słońca,  usłyszała  jakiś  piękny  głos.  Pochodził  on  od  pewnego  młodego  poety,  który 
przechadzał  się  przypadkowo  pod  jej  oknem.  Nagle  jego  oczy  spotkały  się  z  oczyma 
księżniczki.  Przez  długą  chwilę  były  w  sobie  utkwione  w  ciszy.  Po  chwili  mężczyzna 
powiedział cicho:  

-Pragnę cię poślubić. 
-Ojej !
 – westchnęła księżniczka. -Ale ja jestem córką imperatora, i powiedziałam, 

że  poślubię jedynie kogoś, kto przyniesie mi  niebieską  różę.  Nikomu dotąd się to  nie 
udało. 

-To nic, znajdę ją dla ciebie. –  powiedział poeta. 
Następnego  dnia  młodzieniec  zerwał  białą  różę  i  przyniósł  ją  imperatorowi.  Ten 

przekazał  córce  śmiejąc  się.  Księżniczka  wzięła  jednak  różę  i  powiedziała  opanowanym 
głosem:  

-Och, wreszcie niebieska róża ! 
Imperatorowi  na  chwilę  odebrało  głos  ze  zdziwienia.  Ministrowie  i  dworzanie  zaczęli 

szeptać do siebie:  

-Przecież to wcale nie jest niebieska róża… 
Królewna przemówiła do nich:  
-Czy  wasze  oczy  naprawdę  nie  widzą?  Ta  róża  jest  niebieska,  zapewniam  was. 

Przypatrzcie się jej dokładnie, a zobaczycie, że ma cudowny, niebieski kolor ! 

Cały dwór zamilkł. Księżniczka poślubiła poetę i byli szczęśliwi przez całe życie. 
 

* * * 

 
Dobrze można widzieć jedynie za pomocą serca. 
Musimy mu coraz bardziej ufać. 
 

15.   CZELADNIK 

 
W  epoce  kamiennych  zamków  i  walecznych  rycerzy  przyodzianych  w  zbroje,  pewien 

odważny  młodzieniec  o  złotych  rękach  postanowił  zostać  kowalem.  Przyszedł  do  warsztatu 
jako uczeń i bardzo szybko nauczył się tajników rzemiosła. Wiedział, jak należy posługiwać 
się  narzędziami,  kuć  żelazo  na  kowadle,  dąć  w  miech  kowalski.  Był  naprawdę  wspaniały: 
nauczył  się  jak  kuć  szpady  o  harmonijnym  kształcie  i  lekkie  hełmy,  odporne  na  każde 
uderzenie, kandelabry o tysiącach wgłębień i potężne kraty. 

Zaledwie zakończył szkolenie, został przyjęty do oficyny przy królewskim pałacu. 
Okazało  się  jednak,  że  cała  jego  zdolność  obcowania  z  młotami  jest  bezużyteczna, 

bowiem  młodzieniec  nigdy  nie  zdobył  umiejętności  robienia  rzeczy  zupełnie  najprostszych: 
nie wiedział, na przykład, jak używać krzemienia do rozpalania ognia, który jest nieodzowną 
rzeczą potrzebną do uprawiania tego zawodu. 

 

* * * 

 
To  oczywiste,  że  nasze  dzieci  muszą  przyswoić  sobie  podstawowe  umiejętności: 

czytania,  pływania,  korzystania  z  komputera,  a  także  powinny  nauczyć  się  rzeczy 
potrzebnych  im  do  życia  w  dwudziestym  pierwszym  wieku.  Jeżeli  jednak,  poza  zdobyciem 
tych  wszystkich  umiejętności,  nie  zaoferujemy  im  nic  innego,  jeżeli  nie  pomożemy  w  rozwoju 
duchowym,  a  będziemy  zajmować  się  jedynie  szczegółami  potrzebnymi  im  do  życia,  
to  nie będą oni nigdy posiadali swojego centrum. W niektórych kulturach  proces odkrywania 
własnego centrum duchowego nazywamy po prostu nauką stawania się istotą ludzką. 

 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

11 z 29

16.   BŁOGOSŁAWIEŃSTWO 

 
Ze  wspólnotą  „Arka”,  po  latach  spędzonych  wśród  naukowców,  zdecydował  się 

związać  sławny  ojciec  Henri  Nouwen.  Pewnego  dnia  podeszła  do  niego  pewna  upośledzona 
dziewczyna i zapytała: 

-Henri, czy możesz mnie pobłogosławić? 
Ojciec  Nouwen  odpowiedział  na  prośbę  w  sposób  konkretny  i  postawił  na  jej  czole 

znak krzyża. 

Jednak  zamiast  okazania  mu  wdzięczności  dziewczyna  zaprotestowała  w  ostry 

sposób: 

-Nie, to nie działa! Chcę prawdziwego błogosławieństwa! 
Ojciec  Nouwen,  który  zorientował  się,  że  zareagował  w  sposób  automatyczny  

i zewnętrzny, powiedział: 

-Ach,  przepraszam,  obdarzę  cię  prawdziwym  błogosławieństwem  podczas 

nabożeństwa. 

Po  zakończeniu  nabożeństwa  około  trzydziestu  osób  siedziało  „w  kole”  na  podłodze, 

ojciec Nouwen powiedział: 

-Janet  poprosiła  mnie,  abym  udzielił  jej  specjalnego  błogosławieństwa.  Uważa, 

że jest jej ono teraz bardzo potrzebne. 

Dziewczyna  podniosła  się  i  zaczęła  iść  w  stronę  duchownego,  który  wkładał  właśnie 

na  siebie  długą  komżę  z  szerokimi  rękawami  pokrywającymi  mu  nie  tylko  ramiona,  ale  i 
ręce.  W  pewnym  momencie  Janet  objęła  go  mocno  i  położyła  swoją  głowę  na  jego  piersi. 
Ojciec Nouwen, bez zastanowienia, objął ją również mocno i dziewczyna skryła się całkowicie 
pod jego szatą. 

Kiedy tak trwali w uścisku, ojciec Nouwen przemówił do niej: 
-Janet,  chcę,  żebyś  wiedziała,  że  jesteś  ukochaną  Córką  Boga.  Uwielbia  On  

na  ciebie  patrzeć.  Twój  cudowny  uśmiech  i  uprzejmość  w  stosunku  do  wszystkich  
z naszej wspólnoty, całe dobro, które nam wyświadczasz, mówią, jak cudownym jesteś 
stworzeniem. Wie, że w tych dniach ogarnia cię smutek i twoje serce przykrywa jakaś 
ciemność,  ale  pragnę  ci
  przypomnieć,  kim  jesteś:  jesteś  niezwykłą  osobą,  w  całości 
ukochaną przez Boga i
 wszystkich, którzy się teraz tutaj razem z tobą znajdują. 

Janet  podniosła  głowę  i  przyjrzała  mu  się;  jej  szeroki  uśmiech  był  dowodem  na  to,  

że otrzymała prawdziwe błogosławieństwo. 

Kiedy  Janet  powróciła  na  miejsce,  wszyscy  pozostali  chorzy  pragnęli  również 

otrzymać  coś  bardzo  podobnego.  Nawet  jeden  z  ich  opiekunów,  dwudziestoczteroletni 
młodzieniec podniósł dłoń i zapytał: 

-A ja? 
-Oczywiście!
 – odpowiedział ojciec Nouwen. –Przyjdź i ty. 
Przytulił go do siebie i powiedział: 
-John, to takie piękne, że jesteś tutaj z nami. Jesteś ukochanym Synem Boga. 

Twoja obecność jest radością dla nas wszystkich.. Kiedy napotykamy jakieś trudności 
i  nasze  życie  staje  się  ciężkie,  pamiętaj  o  tym,  że  jesteś  ukochany  poprzez 
nieskończoną miłość. 

Młodzieniec spojrzał na niego ze łzami w oczach i powiedział: 
-Dzięki, wielkie dzięki. 
 

* * * 

 
O  wiele  bardziej  przeżywamy  przykrość,  która  nas  spotyka,  aniżeli  uczucie  bycia 

błogosławionymi. 

Powinniśmy jeszcze raz odkryć sens i piękno błogosławieństwa. 
Kiedy jest nam trudno i nasze życie staje się ciężkie, nie zapominaj o tym, kim jesteś: 

jesteś  kimś  specjalnym,  jesteś  wielce  ukochany  przez  Boga  oraz  tych  wszystkich,  z  którymi 
przebywasz. 

 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

12 z 29

17.   KOZIOŁ   OFIARNY 

 
Pewnego razu dziesięciu wieśniaków zmierzało razem w kierunku swoich pól.  
W  czasie  drogi  nagle  nadszedł  huragan,  który  trząsł  gwałtownie  drzewami  oraz 

wzdragał ziemią. 

Uciekając przed piorunami i silnym gradem skryli się w starym zrujnowanym zamku. 
Huk  piorunów  ogłuszał  ich  coraz  bardziej,  a  błyskawice  straszliwie  tańczyły  

po  zamku.  Wieśniacy  byli  tak  przestraszeni,  zaczęli  więc  szeptać,  ze  wśród  nich  musi 
znajdować się jakiś grzesznik i to on ściągnął na nich tę niepohamowaną wściekłość natury. 

-Musimy znaleźć winnego i usunąć go spośród nas. - powiedział jeden z nich. 
-Wywieśmy za drzwiami nasze czapki. – zadecydowali. -Ten któremu pierwszemu 

wiatr porwie, jest grzesznikiem i będzie musiał nas opuścić.  

Wszyscy  zgodzili  się  z  tym  przypuszczeniem.  Z  wielkim  wysiłkiem  otworzyli  drzwi  

i każdy z nich powiesił za nimi swoją czapkę. 

Jedna z nich została natychmiast porwana przez wiatr. 
Wieśniacy  bez  żadnego  miłosierdzia  wypchnęli  za  drzwi  właściciela  czapki.  Zwinięty  

w pół biedak przedzierał się przez wiatr i miotającą burzę. 

Nie zdążył zrobić jeszcze kilku kroków, gdy nagle usłyszał przerażający grzmot:  
to  piorun  uderzył  w  zamek  i  razem  ze  znajdującymi  się  w  nim  ludźmi,  spalił  go  

na pył. 

 

* * * 

 
Pewnego  razu  mały  leopard  zgubił  się  w  stepie  i  przez  nieuwagę  został  zadeptany 

przez  słonia.  Chwilę  potem  nieżyjące  zwierzątko  zostało  znalezione.  Wiadomość  
o nieszczęściu zaraz przekazano ojcu. 

-Twoje dziecko zginęło! - krzyczano do starego leoparda. 
-Znaleźliśmy je tam w dolinie jak leżało w trawie. 
Leopard zaryczał z bólu i wściekłości. 
-Kto je zabił? Powiedzcie mi, abym mógł pomścić jego śmierć.  
-To słoń.  
-Słoń? 
-Tak, słoń.  
Stary Leopard pogrążył się w myślach, a potem powiedział: 
-Nie,  to  nie  mógł  być  słoń.  To  z  całą  pewnością  owce!  Na  pewno  owce!  Już  ja 

się z nimi rozprawię!  

I tak rozwścieczony złością pobiegł w stronę łąk, na których pasło się całe stado. 
 

18.   PIĘKNY   DZIEŃ 

 
Deszcz padał przez dwa tygodnie. Potem niebo się nagle przejaśniło i nastał cudowny 

słoneczny dzień. Był on tak piękny, że piękniejszy trudno sobie wyobrazić. 

Prace  na  roli  były  bardzo  opóźnione  i  pewien  gospodarz  zaczął  nerwowo  szukać 

swojego pomocnika. Wysłał córkę, aby go odszukała. Ta znalazła go wyciągniętego na słońcu 
przed  swoją  chałupą,  z  twarzą  wystawioną  ku  słońcu.  Zganiła  za  lenistwo  i  stanowczo 
wezwała do pracy. 

Ten przyjrzał się jej z uśmiechem i powiedział:  
-Czy ty naprawdę myślisz, że dam ci się wynająć w tak piękny dzień? 
 

* * * 

 
Przyzwyczailiśmy  się  tak  bardzo  do  tego,  że  możemy  sprzedawać  i  kupować 

wszystko,  na  co  mamy  ochotę.  Przestaliśmy  zdawać  sobie  sprawę  z  tego,  że  istnieją  jeszcze 
rzeczy „bezcenne”. 

 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

13 z 29

19.   NA   KOŃCU   ŚWIATA 

 
Na  końcu  świata,  miliardy  osób  zostaną  zaprowadzone  na  wielką  polanę  przed  tron 

Boga.  Wiele  z  nich  cofnie  się  z  powodu  panującej  tam  jasności.  Jednak  nie  wszyscy  będą  
z  nim  rozmawiali  w  sposób  pokorny  i  uniżony.  Niektórych  nie  stać  będzie  na  dialog, 
przepełniony  lękiem  i  prowadzony  z  należytym  szacunkiem.  Już  w  samym  tonie  ich 
wypowiedzi czuje się bunt i zniechęcenie. 

 -Czy  Bóg  może  osądzać?  A  co  On  sam  wie  na  temat  cierpienia?  -  wybąkała 

pewna stojąca w pierwszym rzędzie młoda niewiasta.  

Zawinęła  sobie  rękaw,  by  móc  pokazać  wytatuowany  na  ramieniu  numer,  

który wyciśnięto w obozie koncentracyjnym.  

-Przeżyliśmy  wszystko  to,  co  wydawało  się  niemożliwe  do  przeżycia,  byliśmy 

bici i torturowani na śmierć! 

 Stojący w innej grupie młody Murzyn pokazał Mu swój kark.  
-A  co  powiesz  na  to?  –  powiedział,  wskazując  ślady  po  duszeniu.  -Byłem 

maltretowany. Jedyną zbrodnią, jaką popełniłem, było to, że jestem czarny. 

 W  jeszcze  innej  grupie  oczekującego  tłumu  stała  studentka  z  małym  dzieckiem  

i podkrążonymi oczami.  

-Dlaczego muszę tak cierpieć? – wyszeptała. -To nie była moja wina. 
A  w  głębi  doliny  stały  jeszcze  setki  innych  zbuntowanych  grup.  Każda  z  nich  

skarżyła się na Boga za to, że dopuścił, aby na ziemi panowało tak wielkie cierpienie. 

Bóg  mógł  być  szczęśliwy,  bo  żył  w  miejscu,  które  było  tak  piękne,  i  panowało  tam  

tyle  dobra,  nie  było  cierpienia,  głodu  i  nienawiści.  Czy  mógł  więc  sam  coś  wiedzieć  o  tym, 
czego musiał doświadczać człowiek na ziemi? Bóg miał życie bardzo spokojne, mówiono. 

Każda  z  grup  wydelegowała  reprezentanta,  który,  jej  zdaniem,  ucierpiał  najbardziej: 

Żyda,  Murzyna,  ofiarę  Hiroszimy,  kalekę  dotkniętego  chorobą  Bergera,  dziecko  
z  wodogłowiem.  Ci  wszyscy  zgromadzili  się  na  środku  placu,  aby  móc  między  sobą 
porozmawiać. Byli starannie przygotowani do opowiadania o swoim przypadku. 

Chcieli przekonać Boga, że, aby móc ich osądzać, sam powinien najpierw przeżywać 

to,  co  było  ich  udziałem.  Uważali,  że  obowiązkiem  Boga  jest  najpierw  zejście  na  ziemię,  
aby móc przeżyć wszystkie tragedie ludzkie. 

-Każcie  Mu  się  urodzić  Żydem.  Sprawcie,  aby  najpierw  był  poddany  

w  wątpliwość  jego  sposób  przyjścia  na  świat.  Dajcie  Mu  taki  nadmiar  pracy,  
żeby  nawet  najbliżsi  pomyśleli,  że  chyba  zwariował.  Spowodujcie,  aby  był  zdradzony 
przez  swoich  przyjaciół.  Zmuście  go  do  tego,  aby  musiał  składać  zeznania,  
był osądzany przez przekupionych adwokatów i potępiany przez tchórzliwych sędziów. 
Niech będzie torturowany. I wreszcie pozwólcie, żeby poczuł się śmiertelnie samotny. 
A  jeszcze  później  zamordujcie  Go.  Zniszczcie  Go  w  taki  sposób,  by  nie  było 
najmniejszej wątpliwości o Jego śmierci. I czyńcie to w obecności świadków. 

Podczas  gdy  każdy  z  nich  przedstawiał  swój  punkt  widzenia,  dookoła  roznosił  się 

aprobujący szept wszystkich pozostałych. 

Kiedy  ostatni  skończył  mówić,  nastała  wielka  cisza.  Nikt  nie  miał  odwagi,  aby 

cokolwiek  jeszcze  dopowiedzieć.  A  to  dlatego,  że  w  trakcie  opowiadań  wszyscy  zdali  sobie 
sprawę, że Bóg doskonale rozumiał ich cierpienia. 

 

* * * 

 
„A Słowo ciałem się stało” (J 1,14) 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

14 z 29

20.   KTO   WIĘCEJ   ZNACZY ? 

 
Żył sobie kiedyś bardzo dobry i pobożny bramin, który utrzymywał się jedynie z ofiar 

składanych przez jego wiernych. Pewnego dnia pomyślał sobie: 

- Pójdę prosić o jałmużnę, przebrany za trędowatego. 
Przepasał  sobie  biodra  jakąś  szmatą,  tak  jak  czynią  to  „paria”,  najubożsi  ludzie  w 

Indiach. Tego dnia nikt mu się nie ukłonił na ulicy ani też nikt nie dał mu żadnej jałmużny. 
Poszedł  najpierw  na  targ,  potem  do  świątyni,  ale  nikt  nie  odezwał  się  do  niego  ani  jednym 
słowem. 

Następnego  dnia  bramin  ubrał  się  w  sposób,  w  jaki  ubierają  się  ludzie  z  jego  kasty: 

zarzucił na siebie biały strój, jedwabny turban i bogato wyszywany żakiet. Ludzie znowu go 
pozdrawiali i dawali pieniądze dla niego i na świątynię. 

Kiedy powrócił do domu, zdjął z siebie swoje szaty, ułożył je na krześle i głęboko się 

pokłonił. Potem powiedział: 

-  Ach!  Jakie  wy  musicie  być  szczęśliwe,  moje  ubrania!  Jakie  szczęśliwe!  

To,  co  szanuje  się  na  ziemi,  to  właśnie  ubrania,  a  nie  ludzkie  istoty,  które  się  tylko  
w nie odziewają. 

 

* * * 

 
Pewien  cyrk  ustawiony  na  jakimś  peryferyjnym  placu  miasta,  nagle  podczas 

przedstawienia  zaczął  się  palić.  Tymczasem  klown,  przygotowany  już  na  występ,  wybiegł 
czym prędzej na zewnątrz, aby wzywać na pomoc. Dobiegł zdyszany na miejski plac i zaczął 
wołać do przechodniów: 

- Biegnijcie za mną! Cyrk się pali! 
Ludzie jednak śmiali się z niego myśląc, że to jakiś błazeński żart mający tylko na celu 

zwabienie ludzi na cyrkowy spektakl. Zaczęli bić mu brawo i pokładać się ze śmiechu. 

-  Jeśli  go  natychmiast  nie  ugasimy,  ogień  może  się  przedostać  na  zewnątrz, 

zapali  wasze  pola  i  łąki,  a  potem  przedostanie  się  do  waszych  domostw!  -  krzyczał 
nieustannie  klown  i  bezskutecznie  przekonywał  mieszkańców  wioski,  aby  pobiegli  za  nim  
na pomoc.  

Robił wszystko, by ich przekonać, że to co mówi, to nie jakiś żart czy cyrkowy numer, 

ale najprawdziwsza prawda. 

Nawet jego płacz wzmacniał jedynie śmiech wśród zgromadzonych. 
- Brawo! – krzyczano. - Jesteś naprawdę wspaniały! 
A  w  międzyczasie  ogień  przedostawał  się  coraz  bardziej:  zdążył  już  zająć  nie  tylko 

sam cyrk, ale i wszystkie wiejskie domy. 

Dlaczego  zwracamy  uwagę  na  okrycia,  a  nie  na  ludzi?  Pokładamy  ufność  

w  krawatach  i  wyobrażeniach.  Młodzi  ludzie  tak  często  pobierają  się  jedynie  z  ubraniem,  
a nie ze znajdującą się pod nim osobą... 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

15 z 29

21.   DROGOCENNY   KAMIEŃ 

 
Dwóch przyjaciół spotkało się ze sobą po długim okresie rozłąki. W tym czasie jeden z 

nich stał się bogaty, a drugi biedny. 

Zasiedli  razem  do  stołu  i  zaczęli  wspominać  wspólnie  przeżyte  chwile.  Podczas 

prowadzonej  rozmowy  biedny  człowiek  nagle  przysnął.  Przyjaciel,  w  przypływie  wzruszenia, 
przed wyjściem z jego domu wsunął mu do kieszeni duży diament o ogromnej wartości. 

Jednak  gdy  jego  ubogi  przyjaciel  obudził  się,  nie  znalazł  podarowanego  mu  skarbu  

i rozpoczął swój dzień tak, jakby nic się nie wydarzyło. 

Rok później los sprawił, dwaj że przyjaciele znów się spotkali.  
-Powiedz  mi,  –  powiedział  bogaty,  widząc  znowu  swojego  przyjaciela  w  wielkiej 

biedzie.  –dlaczego  nie  uczyniłeś  pożytku  ze  skarbu,  który  pozostawiłem  w  twojej 
kieszeni? 

 

* * * 

 
Podobne  zdarzenie  ma  miejsce  w  każdym  międzyludzkim  spotkaniu.  Żyjący  

blisko nas ludzie obdarowują nas cennymi skarbami. My jednak zazwyczaj nie zdajemy sobie 
z tego sprawy. 

 

22.   OSTATNIE   MIEJSCE 

 
Piekło  było  już  prawie  całkiem  zapełnione,  a  przed  jego  bramą  oczekiwało  jeszcze  

na  wejście  wiele  osób.  Diabeł  nie  miał  innego  rozwiązania  sytuacji  jak  tylko  zablokować 
drzwi przed nowymi kandydatami. 

-  Pozostało  tylko  jedno  miejsce,  i  jak  się  rozumie,  może  je  zając  tylko  ktoś  z 

was, kto był największym grzesznikiem. – powiedział. 

- Czy jest wśród zgromadzonych jakiś zawodowy morderca? - zapytał. 
Ale  nie  słysząc  pozytywnej  odpowiedzi,  zmuszony  był  przystąpić  do  egzaminowania 

wszystkich  stojących  w  kolejce  grzeszników.  W  pewnym  momencie  swój  wzrok  skierował  
na jednego z nich, który umknął wcześniej jego uwadze. 

-A ty, co zrobiłeś? - zapytał go. 
-Nic.  Jestem  uczciwym  człowiekiem  a  znalazłem  się  tutaj  jedynie  przez 

przypadek. 

-Niemożliwe. Musiałeś jednak coś zawinić. 
-Tak.  To  prawda.
  -  powiedział  zmartwiony  człowiek.  -Starałem  się  być  zawsze  jak 

najdalej od grzechu. Widziałem jak jedni krzywdzili drugich, ale sam nie brałem w tym 
udziału.  Widziałem  dzieci  umierające  z  głodu  i  sprzedawane  a  najsłabsze  z  nich 
traktowano jak śmieci. Byłem świadkiem, jak ludzie czynili sobie wzajemne świństwa  
i oskarżali się. Jedynie ja wolny byłem od pokus i nic nie czyniłem. Nigdy. 

-Naprawdę nigdy? - zapytał z niedowierzaniem diabeł. 
-Czy to rzeczywiście prawda, że widziałeś to wszystko na swoje własne oczy? 
-Jak najbardziej! 
-I naprawdę nic nie zrobiłeś?
 – powtórzył jeszcze raz diabeł. 
-Absolutnie nic!  
Diabeł zaśmiał się ze zdziwienia: 
-Wejdź, mój przyjacielu. Ostatnie wolne miejsce należy do ciebie! 
 

* * * 

 
Pewien  święty,  przechodząc  kiedyś  przez  miasto,  spotkał  dziewczynkę  w  podartym 

ubranku, który prosiła o jałmużnę. Zwrócił się wtedy do Boga: 

-Panie, dlaczego pozwalasz na coś takiego? Proszę Cię, zrób coś. 
Wieczorem w dzienniku telewizyjnym zobaczył mordujących się ludzi, oczy konających 

dzieci i ich biedne wycieńczone ciała. I znów zwrócił się do Boga: 

-Panie, zobacz ile biedy. Zrób coś! 
Nocą, święty człowiek usłyszał głos Pana, który mówił: 
-Zrobiłem już coś: stworzyłem ciebie!
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

16 z 29

23.   MAŁA   ŚRUBKA 

 
W  kadłubie  pewnego  olbrzymiego  statku  znajdowała  się  mała  śrubka.  Malutka  i 

niezauważalna,  która  tak  samo  jak  wiele  innych,  równie  mało  ważnych  śrubek,  łączyła  ze 
sobą dwie olbrzymie metalowe płyty. 

Podczas  długiej  podróży  przez  Ocean  Indyjski,  mała  śrubka  stwierdziła,  że  ma  już 

dosyć swojej szarej i przez nikogo nie zauważanej egzystencji (przez wiele lat nie znalazł się 
nikt,  kto  by  za  to  wszystko,  co  robiła,  powiedział  chociażby  małe  "dziękuję").  Stwierdziła 
wówczas: 

-Mam tego dosyć! Odchodzę! 
- Jeśli ty odejdziesz, odejdziemy również my! 
- powiedziały pozostałe śruby. 
I  rzeczywiście,  zaledwie  tylko  mała  śrubka  zaczęła  tańczyć  po  swoim  niewielkim 

mieszkanku,  również  pozostałym  przyszła  ochota  odkręcania  się.  W  tym  uwolnieniu 
pomagała  im  każda  przypływająca  fala.  Wówczas  wszystkie  gwoździe,  które  łączyły  ze  sobą 
kadłub statku protestowały: 

- W ten sposób również i my będziemy zmuszeni, aby porzucić swoje zajęcie... 
-Na  miłość  boską,  opamiętajcie  się!
  -  krzyczały  do  śrub  metalowe  płyty.  -  Jeśli  

nie  będzie  nikogo,  kto  spowoduje,  że  będziemy  się  razem  trzymać,  nie  uda  nam  się 
przeżyć!
 

Bunt  małej  śrubki,  która  zaczęła  odmawiać  swojego  obowiązku,  zaraził  w  mgnieniu 

oka pozostałe części gigantycznego statku. 

Dziób  statku,  który  wcześniej  z  odwagą  przecinał  potężne  fale  oceanu,  zaczął  nagle 

żałośnie skrzypieć i drżeć. 

Wtedy  to  wszystkie  płyty,  więzy,  listwy,  śrubki,  a  nawet  malutkie  gwoździe, 

skierowały  swoją  odezwę  do  zbuntowanej  śrubki,  błagając  ją,  aby  zechciała  zaniechać 
swojego zamiaru: 

-Cały statek roztrzaska się, zatonie i nikt z nas nie zobaczy już więcej ojczyzny. 
Dopiero wówczas mała śrubka poczuła się wreszcie zauważona, zrozumiała nagle, że 

jest kimś o wiele ważniejszym, niż myślała. Postanowiła oznajmić wszystkim, że zdecydowała 
pozostać na swoim miejscu. 

 

* * * 

 
Kiedy świat już śpi, 
Wyglądam przez okno i obserwuję go. 
Obserwuję ciszę, 
Która kiedyś rozbrzmiewała życiem. 
Obserwuję pojawiające się znienacka cienie, 
Które rozciągają się na ziemi. 
Moja twarz przyciśnięta jest do szyby 
I choć prawie niewidoczna - to jednak obecna. 
Właśnie wtedy, kiedy cisza przeszywa ziemię, 
ja liczę cienie na piasku, na bruku, na mym życiu. 
I chociaż widzę, że jestem niczym innym 
Jak jedynie ziarenkiem żyjącej materii, 
Obiecuję wtedy Bogu, ze zanim zgaśnie moje życie, 
Udowodnię światu, że tu byłem. 

Wendy, 12 lat 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

17 z 29

24.   NA   PRZYKŁAD 

 
-Tato  -  zwraca  się  do  swojego  ojca  mały  Andrzejek,  słuchając  wiadomości  

w dzienniku telewizyjnym - od czego zaczyna się wojna? 

-Widzisz  dziecko,  wszystko  zaczyna  się  mniej  więcej  w  ten  oto  sposób:  

jeżeli, na przykład, pomiędzy Anglią a Ameryką nastąpi na pewien temat jakaś różnica 
zdań... 

Nagle wtrąca się mama: 
-Nie opowiadaj mu bzdur. Ameryka i Anglia nigdy się nie kłócą! 
-To nie ma nic do rzeczy. Dawałem tylko przykład. 
-Tak, ty zawsze robisz mu zamęt w mózgu! 
-Już lepiej, żeby się w nim coś znajdowało, niż gdyby miał być pusty! 
-Daj mi święty spokój... Opowiadasz kompletne bzdury! 
Ich awanturę przerywa Andrzej: 
-Aha, dziękuję. Już zrozumiałem! 
 

* * * 

 
Kiedy tatuś przychodzi odebrać mnie z przedszkola, zawsze pyta, ile dzisiaj odbyłem 

wojen. 

Andrzej 4 lata 

 

25.   WYSTARCZAJĄCO 

 
 

Pewien  region  nawiedziła  wielka  susza.  Trawa  bardzo  szybko  zżółkła,  a  potem 

całkowicie  zwiędła.  Mnóstwo  krzewów  i  drzew  zupełnie  opadło  z  sił.  Mimo  tego  strasznego 
nieszczęścia  nie  spadła  z  nieba  ani  jedna  kropla  deszczu,  a  o  poranku  nie  wydobyła  się  z 
ziemi nawet ożywiająca ja rosa. 

Wiele małych i wielkich zwierząt umierało z pragnienia. Tylko te najsilniejsze zdobyły 

się na odwagę, aby uciec z pustyni, która uśmiercała wszystko po kolei. 

Z każdym dniem susza była coraz bardziej potworna. 
Nawet  stare,  potężne  drzewa,  których  korzenie  wrastały  głęboko  w  ziemię  potraciły 

liście. Wszystkie źródła i zdroje kompletnie wyschły. Rzeki i strumyki przestały płynąć. 

Tylko  jednemu  kwiatkowi  udało  się  przeżyć,  a  to  dlatego,  że  rósł  blisko  malutkiego 

źródełka, z którego wypływało jeszcze kilka kropli wody. Ale i to źródełko, widząc naokoło to 
co się dzieje, było bardzo smutne: 

-Wszystko  jest  tak  suche  i  spragnione,  że  będzie  musiało  niechybnie  umrzeć. 

Jak  mogę  temu  zapobiec?  Jaki  sens  ma  tych  kilka  kropli  wody,  które  ze  mnie 
wypływa? 

Blisko  źródełka  stało  stare,  wielkie  drzewo.  Usłyszało  ten  lament  i  zanim  zupełnie 

oddało ducha, zdążyło jeszcze wyszeptać: 

-Nikt 

nie 

oczekuje 

od 

ciebie 

tego, 

abyś 

użyźniało 

całą 

pustynię.  

Twoim zadaniem jest trzymać przy życiu ten kwiatek. Tylko to i nic więcej. 
 

* * * 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

18 z 29

Każdy  z  nas  jest  odpowiedzialny  za  jakiś  kwiatek.  Kiedy  jednak  zaczynamy  

uskarżać się na wszystko, zapominamy natychmiast o naszej powinności i popadamy jedynie 
w smutek. 

 
Pewien  profesor,  kończąc  kiedyś  lekcję,  zwrócił  się  do  swoich  studentów  

w następujący sposób, mówiąc: 

- Czy są jakieś pytania? 
Jeden ze studentów zapytał go wtedy: 
- Tak, panie profesorze: proszę mi powiedzieć,  jaki jest sens życia? 
Jego kolegów, którzy zmierzali już w kierunku drzwi, ogarnął śmiech. Jednak profesor 

przyglądał  się  uważnie  studentowi,  chcąc  zrozumieć  czy  pytanie  zostało  zadane  poważnie 
czy jedynie dla żartu. Kiedy doszedł do wniosku, ze student zadał mu je na serio, powiedział: 

-Odpowiem panu. 
Potem  wyjął z kieszeni swoich spodni portfel, wydobył z niego małe, okrągłe lusterko 

wielkości dużej monety i po chwili namysłu powiedział: 

-Kiedy  wybuchła  wojna,  byłem  jeszcze  dzieckiem.  Pewnego  razu  znalazłem  

na  ulicy  roztrzaskane  w  drobiazg  lusterko.  wziąłem  wtedy  ze  sobą  największy  jego 
kawałek.  To  właśnie  ten  drobiazg.  Zacząłem  się  nim  bawić  i  byłem  pełen  radości,  
że  mogę  odbijać  jego  światło  we  wszystkich  ciemnych  zakątkach,  do  których  nigdy 
nie  zaglądało  słońce:  w  ciemnych  głębokich  dziurach,  szczelinach  i  zakamarkach. 
Zachowałem  sobie  to  małe  lusterko.  Kiedy  stałem  się  już  dorosłym  człowiekiem, 
zdałem  sobie  sprawę,  że  lusterko  to  ma  dla  mnie  jeszcze  większe  znaczenie  
niż  poprzednio.  Dzięki  niemu  zrozumiałem,  że  i  moje  życie  może  przekazywać 
światło. 

Ja  też  jestem  fragmentem  lustra,  którego  nie  znam  w  całości.  poprzez  wszystko  to,  

kim  jestem  i  co  czynię,  mogę  przekazywać  światło  -  światło  prawdy,  zrozumienia, 
świadomości,  dobra,  czułości  -  światłość,  która  powinna  docierać  do  ciemnych  zakątków 
ludzkiego  serca,  by  móc  zmienić  choćby  jego  odrobinę.  Być  może  dostrzegą  to  również  inni  i 
oni także zechcą czynić podobnie. 

W tym właśnie zauważam sens życia. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

19 z 29

26.   POKUSA 

 
Żył sobie kiedyś pewien pustelnik, który był tak święty, że jedną nogą znajdował się 

już prawie w Niebie. 

W  grocie,  gdzie  mieszkał,  która  znajdowała  się  w  ścianie  wysokiej  zielonej  góry,  nie 

było prawie nic. Pustelnik zbierał leśne jagody, zioła, czasami zaś na niedzielny obiad jakieś 
grzyby. 

-W jaki sposób mogę go kusić? - zastanawiał się nieustannie diabeł. 
Szpiegował go, śledził jego ślady, przyglądał mu się od stóp do głowy, wszystko po to, 

aby  móc  w  nim  dostrzec  choćby  najdrobniejszą  wadę.  Ale  nic  nie  znajdował.  Deptał  mu  po 
piętach, wściekał się i klął. W końcu jednak zdecydował, że musi przystąpić do konkretnego 
ataku.  

Pojawił  się  przed  pustelnikiem  właśnie  wtedy,  kiedy  ten  pożywiał  się  kawałkiem 

chleba zanurzonego w źródlanej wodzie. 

-Cześć! - powiedział do niego Szatan -Czy wiesz kim jestem? 
-Diabłem. - odpowiedział spokojnie pustelnik. 
-Bóg  zgodził  się  na  to,  abym  cię  kusił.  Zależy  mi  na  tym,  abyś  popełnił  jakiś 

grzech. 

-Mów dalej, - mówił pustelnik. - słucham cię. 
-Zamorduj kogoś. 
-Nie. Nie ma mowy. 
-Napadnij na jakąś kobietę. 
-To potworne i obrzydliwe. Nigdy tego nie zrobię. Uciekaj stąd diable. Brakuje ci 

nawet fantazji. 

-Napij  się  więc  choćby  odrobiny  wina.  To  przecież  nawet  nie  jest  grzech.  Zrób 

mi jakąś przyjemność! 

Pustelnik westchnął: 
-No dobrze. Łyk wina to rzeczywiście nic złego. 
I znienacka pojawił się w jego ręku puchar wspaniałego, musującego wina. Wypił łyk, 

potem zaczerpnął powietrza i wypił następny. 

-Mniam, wyśmienite! - powiedział. Wypił jeszcze jeden łyk i powiedział: 
-Mocne... jak diabeł! 
Potem zaczął się śmiać, opadł się na kolana i dalej żłopał wino. 
Pobliską ścieżką zmierzała w jego stronę dziewczynka. 
-Dzień  dobry,  święty  człowieku.-  powiedziała.  -Przyniosłam  ci  kilka  jabłek  

i kawałek chleba. 

Pustelnik  z  przesłoniętymi  wściekłością  oczami  złapał  ja  za  włosy  i  rzucił  na  ziemię. 

Dziewczynka  zaczęła  krzyczeć  co  sił  w  płucach.  Usłyszał  ją  pracujący  na  polu  ojciec  
i przybiegł jej na pomoc. Zobaczywszy go pustelnik złapał za wielki  kamień i rzucił w niego  
z wielką mocą. 

Dopiero  po  pewnym  czasie,  kiedy  pustelnik  doszedł  do  siebie,  zorientował  się,  

że u jego stóp leży we krwi człowiek. 

-Wydaje mi się, że nie żyje... - powiedział ze zwycięską miną Szatan.  
Potem zerwał kwiatek i włożył go sobie do ust. 
Pustelnik rzucił się z przerażeniem na kolana: 
-Panie Boże, co ja uczyniłem? 
Odpowiedział mu diabeł: 
-I pomyśleć, że z trzech grzechów wybrałeś najmniejszy. Dzięki niemu będziesz 

musiał spędzać wiele dni w moim towarzystwie. 

I  pogwizdując  sobie  z  rękami  w  kieszeni  ruszył  przed  siebie.  Po  kilku  krokach 

zatrzymał się, odwrócił i przemówił jakby do swojego przyjaciela: 

-No i co, pójdziesz za mną, pustelniku? 
 

* * * 

 
Mniejsze grzechy nie istnieją.... 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

20 z 29

27.   BAMBUS 

 
W  pewnym  niezwykle  pięknym  ogrodzie  rósł  cudowny  bambus.  Właściciel  owej 

posiadłości  kochał  go  o  wiele  bardziej  aniżeli  inne  drzewa.  Rok  po  roku  bambus  był  coraz 
większy,  piękniejszy  i  stawał  się  potężniejszy.  Rósł  tak  również  dlatego,  iż  zdawał  sobie 
sprawę, że Gospodarz bardzo go kocha i jest z niego dumny. 

Jednak pewnego dnia właściciel zbliżył się do niego i powiedział: 
-Kochany bambusie, potrzebuję bardzo twojej pomocy. 
Cudowny  bambus  przeczuwał,  że  przyszła  na  niego  jakaś  upragniona  chwila,  rzekł 

więc z wielką radością: 

-Panie jestem gotów. Zrób ze mną wszystko, czego pragniesz. 
Jednak głos Pana był poważny. 
-By móc cię użyć, wpierw muszę cię ściąć. 
Bambus przeraził się: 
-Ściąć  mnie,  Panie?  Ściąć  mnie,  najpiękniejsze  drzewo  z  twojego  ogrodu?  

Nie  błagam  cię,  nie  rób  tego.  Zrób  ze  mną  coś  pięknego,  ale  błagam  nie  każ  mnie 
ścinać. 

-Mój  kochany  bambusie,  -  mówił  dalej  Pan.  -jeśli  zechcę,  abyś  dalej  rósł,  

nie będę też mógł cię użyć. 

Cały  ogród  zastygł  w  głębokiej  ciszy.  Nawet  wiatr  przestał  wiać  z  przerażenia. 

Wreszcie bambus pochylił swoją bujną grzywę i wyszeptał: 

-Panie, jeśli nie możesz mnie użyć bez ścinania, uczyń to czego pragniesz. 
-Mój  kochany  bambusie,
  -  mówił  dalej  Pan.  -  nie  tylko,  że  cię  zetnę,  

ale w dodatku będę musiał spiłować twoje ramiona i poobrywać twoje liście. 

-Panie  mój,  zlituj  się  nade  mną.  Zniszcz  moje  piękno,  ale  zostaw  mi 

przynajmniej moje gałęzie i liście! 

-Jeśli nie będę ci mógł ich ściąć, nie będę też mógł z nich skorzystać. 
Bambus pochylił się znów do ziemi i wyszeptał; 
-Panie, tnij i zrywaj. 
I  tak  Gospodarz  ogrodu  spiłował  drzewo,  pościnał  jego  gałęzie,  poobrywał  liście, 

przeciął na pół i wydarł z niego całe serce. Potem zaniósł je do miejsca, z którego wypływało 
źródło  świeżej  wody,  znajdujące  się  blisko  gospodarskich  pól  cierpiących  z  powodu  suszy. 
Delikatnie połączył ze źródłem jeden koniec bambusa i skierował go na porażone suszą pola. 

Czysta, świeża i słodka woda zaczęła płynąć jego wnętrzem i docierać do pola. Potem 

Gospodarz zasiał na polu ryż, by po pewnym czasie zebrać obfity plon. 

I w ten oto sposób, pomimo tego, iż najpierw musiał być ścięty i zniszczony, bambus 

okazał się dla wszystkich wielkim błogosławieństwem. 

Kiedy był jedynie pięknym drzewem, żył tylko dla siebie i zachwycał się swoją urodą. 

Dopiero  wówczas,  gdy  został  ścięty,  okaleczony  i  zdeformowany,  przemienił  się  w  kanał, 
który był w stanie użyźnić całe królestwo. 

 

* * * 

 
To co my nazywamy "cierpieniem", Pan Bóg nazywa "potrzebą ciebie" 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

21 z 29

28.   OWCA 

 
Pewna  owca,  natychmiast  jak  tylko  została  stworzona,  zorientowała  się,  że  jest 

najsłabszą ze zwierząt. Żyła z nieustannym biciem serca, bała się, że zostanie zaatakowana 
przez innych, mocniejszych i bardziej agresywnych. Nie potrafiła bronić się w żaden sposób. 
Powróciła więc do Stwórcy, aby wypowiedzieć przed Nim wszystkie swoje obawy. 

-Czy  mam  wyposażyć  cię  w  coś,  co  pozwoliłoby  ci  się  bronić?  –  powiedział  jej  

z czułością Pan Bóg. 

-Tak. 
-A co byś powiedziała o ostrych zębach? 
Owca pokręciła głową:  
-W  jaki  sposób  będę  mogła  skubać  delikatną  trawę?  A  poza  tym  zaczęto  by 

mówić, że jestem rozbójniczką. 

-Czy chciałabyś mieć wielkie pazury? 
-Ach, nie. Wtedy zaczęłabym ich używać do niezbyt mądrych celów… 
-Mógłbym  wstrzyknąć  do  twego  języka  jakiś  jad.
  –  kontynuował  cierpliwie  

Pan Bóg. 

-Nie ma o tym mowy. Byłabym przez wszystkich nienawidzona i pogardzana jak 

żmija. 

-A co myślisz o mocnych rogach? 
-Ach, nie. Nikt nie chciałby się ze mną bawić. 
-Ale żeby się bronić, musisz mieć coś, co sprawi ból komuś, kto cię zaatakuje… 
-Miałabym  zadawać  komuś  ból?  Nie,  nie  zrobię  tego.  Wolę  już  pozostać  taka 

jaka jestem…  

 

* * * 

 
Jako  istoty  ludzkie,  przestaliśmy  zdawać  sobie  sprawę,  że  w  pewnym  sensie,  

tak  samo  jak  małe  zwierzęta,  nie  posiadamy  grubej  skóry,  która  by  osłaniała  nasze  ciała,  
ani  też  nie  mamy  ostrych  zębów,  by  się  nimi  bronić.  My,  ludzie,  nie  możemy  do  obrony 
wykorzystywać  zła,  lecz  zwracać  uwagę  na  nasze  człowieczeństwo:  możemy  to  czynić 
zarówno przez kochanie innych, jak i przyjmowanie ich miłości. 

To  nie  nasza  siła  dostarczy  nam  nocą  ciepła,  ale  jedynie  nasza  czułość.  To  ona 

wyzwala  w  innych  pragnienie  przytulenia  się  do  nas.  Prawdziwą  siłą  człowieka  jest  jego 
wrażliwość. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

22 z 29

29.   PEWNOŚĆ 

 
Żył  sobie  kiedyś  bardzo  dobry  człowiek  o  imieniu  Romoletto,  który  zamieszkiwał  

w  malutkim  domeczku  znajdującym  się  nad  rzeką  Tybr.  Pewnego  dnia  ów  człowiek 
zauważył, że woda Tybru przedzierała się powoli przez drzwi jego domu. Stan taki był coraz 
bardziej niebezpieczny. Jeszcze bardziej przestraszył się, gdy usłyszał radio, które co chwilę 
podawało komunikat: 

-Wszyscy  mieszkający  w  pobliżu  Tybru  muszą  natychmiast  opuścić  swoje 

domostwa; rzeka będzie wylewała coraz bardziej. 

Romoletto był człowiekiem bardzo pobożnym i pokładał wielką ufność w Panu. Ukląkł 

z pokorą i zaczął gorliwą modlitwę. 

-Panie, wybaw mnie! 
W pewnym momencie usłyszał płynący z góry głos: 
-Nie lękaj się, Romoletto! Nie zapomniałem o tobie! 
Był to głos Pana Boga. 
Romoletto wstał i jak gdyby nigdy nic zaczął wykonywać swoje codzienne obowiązki. 

Około  jedenastej  woda  dotarła  mu  już  do  ramion  i  Rimoletto  musiał  się  przenieść  
na  drugie  piętro.  Zauważył  jak  obok  jego  domu  przepływała  łódź  ratunkowa.  Strażacy, 
którzy go zauważyli zaczęli krzyczeć 

-Szybko, uciekaj razem z nami! Pozostaw tutaj to szaleństwo! 
-Nie.  Mam  zapewnienie  z  góry!
  -  odpowiedział  im  ów  człowiek  wskazując  palcem  

na niebo. O godzinie 15 woda zaczęła pokrywać już jego łóżko i Romoletto musiał wycofać się 
na strych. Przepływała następna barka i znów ktoś zawołał: 

-Wychodź natychmiast! Woda wciąż się podnosi! 
Romoletto i tym razem odmówił ostentacyjnie: 
-Już ja mam swojego protektora! 
O  17.15  woda  dochodziła  już  do  rynien  i  Romoletto  zmuszony  był  wdrapać  się  

na  dach.  Przepływał  znów  jakiś  ponton  Czerwonego  Krzyża  i  poszukiwał  ostatnich 
zagubionych.  Jednak  i  on  na  próżno  usiłował  zabrać  ze  sobą  Romoletta.  Przywarł  mocno  
do komina jak rzep do psiego ogona. 

-Nie potrzebuję waszej pomocy. Mam kogoś, na kogo mogę liczyć. 
Jednak woda wciąż wzbierała i wzbierała i... za  dziesięć szósta Romoletto się  utopił. 

Gdy  tylko  znalazł  się  w  Raju  zaczęły  nim  miotać  furie.  Przybiegł  przed  tron  Pana  Boga  
i powiedział: 

- Czy nie powiedziałeś mi, że będziesz o mnie myślał? Czy nie dziwi Cię to, że 

widzisz przed sobą topielca? 

Pan Bóg przyjrzał się mu wzrokiem pełnym dobroci. 
-Jak to nie myślałem o tobie, Romoletto. Przecież wysłałem ci aż trzy barki! 
 

* * * 

 
Był rzeczywistym biedakiem i życie nie obdarowało go niczym innym, jak tylko kijami. 

Nie przestawał jednak się modlić: 

- Panie, spraw przynajmniej, abym mógł wygrać na loterii. 
I choć jego sprawy wciąż nieustannie się pogarszały, nie przestawał prosić: 
- Panie, pomóż mi, pozwól, abym mógł wygrać na loterii. 
Jego modlitwa każdego dnia docierała do nieba: 
- Panie, pomóż mi, spraw, abym mógł wygrać na loterii. 
Aż pewnego dnia, obudził go zdenerwowany głos Pana Boga: 
- Ty też musisz mi pomóc. Musisz kupić przynajmniej jeden los! 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

23 z 29

 

30.   ZAROBEK 

 
Pewien  chiński  naukowiec  został  zaproszony  przez  Uniwersytet  Berliński.  Jeden  

z  jego  niemieckich  kolegów  oczekiwał  na  niego  przy  wyjściu  z  lotniska.  Po  przywitaniu  się  
i  wymienieniu  pozdrowień,  obaj  postanowili  pójść  do  centrum  miasta.  Na  przystanku  stał 
właśnie gotowy do odjazdu autobus. 

Niemiecki profesor wziął pod rękę swego chińskiego kolegę i zawołał: 
-Niech pan biegnie, szybko! 
Obaj  rzucili  się  do  biegu  i  zdołali  jeszcze  wskoczyć  do  odjeżdżającego  autobusu. 

Zaledwie zdążyli do niego wejść, zamknęły się drzwi i pojazd ruszył. 

Niemiec westchnął z ulgą, zerknął na zegarek i powiedział: 
-Udało nam się zarobić dziesięć minut. 
Chińczyk spojrzał na niego ze zdziwioną twarzą i powiedział: 
-I co teraz zrobimy z tymi dziesięcioma minutami? 
 

* * * 

 
Nie  tyle  ważne  jest  to  jak  bardzo  jesteśmy  zajęci,  ile  to  jaką  sprawą  jesteśmy  zajęci. 

Pszczoła otrzymuje zawsze pochwały; komar zawsze jest ganiony. 

Połowę  życia  spędzamy  na  szukaniu  co  zrobić  z  czasem,  który  byśmy  chcieli  dobrze 

wykorzystać. 

 

31.   ŚCIEŻKA 

 
Pewna  dziewczynka  żyła  sobie  kiedyś  bardzo  szczęśliwie  razem  ze  swoim  tatusiem. 

Jednak z powodu straszliwej zemsty złych ludzi została porwana. 

Pojawili  się  oni  pewnego  dnia,  ubrani  w  długie  płaszcze,  na  drodze  prowadzącej  do 

szkoły i uprowadzili dziecko. 

Gnając  co  sił  na  swoich  czarnych  koniach,  gdy  byli  już  bardzo  daleko  od  wioski, 

skręcili  na  drogę  prowadzącą  w  stronę  lasu.  Był  on  ciemny  i  ciernisty,  pochłaniał  
coraz bardziej zagubionych ludzi. Zależało im bardzo, aby móc ją tam zgubić. 

Dziewczynka  płakała  ze  strachu.  Powtarzała,  a  właściwie  wykrzykiwała  na  cały  głos 

nauczone przez mamę modlitwy:  

-Zdrowaś Maryja, łaski pełna... 
Dotarli  wreszcie  do  miejsca,  w  którym  las  był  już  tak  gesty,  że  prawie  niemożliwy  

do przejścia. Tam właśnie porzucili dziewczynkę. 

Przytulona do wielkiego drzewa, zanosiła się płaczem, nie przestawając kontynuować 

swoich modlitw:  

-Zdrowaś Maryja, łaski pełna... 
Kiedy  tak  płakała,  nagle  niedaleko  jej  nóg,  wyrosła  wyjątkowej  piękności  róża,  

o  płatkach  tak  delikatnych,  jak  pieszczota.  Trochę  dalej  od  niej,  również  w  bardzo 
widocznym  miejscu,  pomiędzy  trawą  a  liśćmi,  rosła  jeszcze  jedna,  a  za  nią  jeszcze  jedna  
i  jeszcze  jedna...  Wszystkie  razem  tworzyły  ścieżynkę,  która  prowadziła  przez  las. 
Dziewczynka  zaczęła  poruszać  się  od  jednej  róży  do  drugiej,  najpierw  bardzo  powoli,  
a  następnie  coraz  szybciej  i  szybciej.  Nie  minęło  wiele  czasu,  kiedy  znalazła  się  na  skraju 
lasu, gdzie czekała na nią mama i tata. Oni również zauważyli ścieżkę wyznaczoną im przez 
róże i podążyli na jej poszukiwanie. 

W  tej  drodze  pomagało  im  również  nieustanne  odmawianie  "Zdrowaś  Maryja".  

To  właśnie  one,  wszystkie  wypowiadane  "Zdrowaś  Maryja",  przemieniły  się  w  ścieżkę  róż, 
które znów doprowadziły ich do siebie. 

 

* * * 

 
Również  nasze  "Zdrowaś  Maryja"  stają  się  jak  ścieżka,  która  prowadzi  nas  

przez  zawiłe  drogi  tego  świata.  Jedynie  one  mogą  nas  pewnie  doprowadzić  aż  do  ramion 
naszego niebieskiego Ojca. 

 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

24 z 29

32.   MISJA 

 
Po długim okresie życia spędzonym na wspólnym studiowaniu oraz medytacji, trzech 

uczniów postanowiło opuścić swojego mistrza i rozpocząć swoja wędrówkę poprzez świat. 

Dziesięć lat później powrócili, aby złożyć wizytę swojemu mistrzowi. 
Stary  mnich  kazał  im  usiąść  wokoło  siebie,  ponieważ  wiek  nie  pozwalał  mu  już  

na podniesienie się z miejsca. Każdy z nich rozpoczął opowiadanie swojej historii. 

-Ja,  –  rozpoczął  pierwszy,  głosem  pełnym  dumy.  -napisałem  3  książki  

i przyczyniłem się do sprzedania milionów ich kopii. 

-To znaczy, ze zapełniłeś świat papierem. - powiedział mistrz. 
-Ja, – powiedział z radością drugi. -wygłaszałem kazania w tysiącach miejsc. 
-To znaczy, ze wypełniłeś świat słowami. 
- powiedział mistrz. 
W końcu przemówił trzeci. 
-Ja  przyniosłem  ci  tylko  tę  poduszkę,  abyś  mógł  na  niej  kłaść  swoje  obolałe 

nogi. - powiedział. 

- Tylko ty - powiedział mistrz -odszukałeś Boga. 
 

* * * 

 
Pewien  wielki  i  znany  na  całym  świecie  święty  asceta  mieszkał  w  ukrytej  jaskini. 

Przez cały dzień zagłębiał się w medytacji, a jego myśli były zawsze zwrócone w stronę Boga. 

Jednak  pewnego  dnia,  kiedy  oddawał  się  rozmyślaniu,  z  dziury  wyszła  myszka  

i zaczęła obgryzać mu sandały. Pustelnik otworzył oczy ze wściekłością. 

-Dlaczego mi przeszkadzasz medytować? 
-Bo jestem głodna. 
- zapiszczała żałośnie myszka. 
-Uciekaj  stąd,  paskudztwo!  -  krzyknął  asceta  -Jak  śmiesz  przeszkadzać  mi 

właśnie wtedy, kiedy rozmawiam z Bogiem? 

-Ciekawe w jaki sposób udaje ci się z Nim porozumieć, - zapytała myszka. -jeśli 

nie potrafisz rozmawiać nawet ze mną? 

 

33.   ŚWIĘTO   STWORZENIA 

 
Siódmego  dnia,  kiedy  Bóg  zakończył  stworzenie  świata,  postanowił,  że  zrobi  sobie 

święto.  Wszystkie,  jak  z  igły  zdjęte,  stworzenia  zapragnęły  podarować  Bogu  najpiękniejszy, 
jaki tylko mogły znaleźć, prezent. 

Wiewiórki  przyniosły  orzechy  i  migdały;  króliki  marchew  i  słodkie  korzenie;  owce 

ciepłą i delikatną wełnę; krowy pieniące się i pełne mleko. 

Miliardy aniołów ustawiły się w półksiężyc i zaczęły śpiewać boskie serenady. 
Również człowiek czekał zaniepokojony na swoje wejście. 
-A  co  ja  mogę  podarować?  Kwiaty  mają  zapach,  pszczoły  miód,  nawet  słonie 

obiecały, że zrobią Panu Bogu kąpiel, a potem przy pomocy swoich trąb osuszą Go... 

Człowiek  stanął  na  końcu  kolejki  i  nie  przestawał  się  martwić  wtedy,  gdy  wszystkie 

stworzenia  przechodziły  przed  tronem  Boga  i  pozostawiały  Mu  przyniesione  przez  siebie 
dary.  Kiedy  na  dojście  do  niego  czekało  zaledwie  kilka  stworzeń:  żółw,  ślimak  i  leniwiec, 
człowiek wpadł w zupełną panikę. 

Wreszcie przyszła na niego kolej. 
Wtedy  człowiek,  któremu  się  wydawało,  że  nie  może  podarować  Panu  Bogu  niczego, 

równie  pięknego  jak  pozostałe  zwierzęta,  wskoczył  Mu  na  kolana,  przytulił  się  do  Niego  
z całych sił i powiedział:  

-Kocham Cię! 
Twarz  Pana  Boga  rozjaśniła  się,  a  wszystkie  stworzenia  zrozumiały  jednoznacznie,  

że człowiek podarował Panu Bogu coś, czego nikt z nich nie był Mu w stanie ofiarować. 

 

* * * 

 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

25 z 29

W jakim celu Pan Bóg nas stworzył? 
„Bóg  stworzył  nas,  abyśmy  Go  poznawali,  kochali  i  służyli  Mu  swoim  życiem  po  to, 

abyśmy się rozkoszowali naszym przyszłym życiem w Raju”. (Katechizm Piusa X) 

 
Pozwól mi, bym Cię kochał, mój Panie. 
Czy jest coś w niebie. 
Czy jest coś na ziemi, co nie byłoby Tobą? 
Ty, który jesteś Bogiem mojego serca 
i moją wieczną ojczyzną 
pozwól, abym był zawsze z Tobą. 
Bądź zawsze ze mną 
i nawet gdybym miał kiedyś chęć Cię porzucić, 
Ty Panie, nie porzucaj mnie nigdy. 
 

34.   ZEGAR   SŁONECZNY 

 
Pewien  wschodni  monarcha  przywiózł  z  podróży  na  Zachód  słoneczny  zegar.  

Jego ludzie nie potrafili jednak jeszcze rozpoznawać godzin. 

Przywieziony  im  prezent  zupełnie  przemienił  życie  mieszkańców  królestwa.  Wszyscy 

poddani  bardzo  szybko  nauczyli  się  dzielić  dzień  na  godziny,  z  radością  patrzyli  na  zegar 
odmierzali  sobie  czas.  Stali  się  punktualni,  porządni,  staranni,  można  było  polegać  na  ich 
słowie. I tak w przeciągu kilku lat zaskarbili sobie pieniądze i dobrobyt. 

Jednak monarcha umarł, a jego dobrzy i szczęśliwi poddani postanowili wznieść mu 

pomnik.  Ponieważ  zegar  słoneczny  stał  się  dla  nich  symbolem  dobra  i  źródłem  dobrobytu, 
zdecydowali również, że umieszczą go w świątyni przykrytej złotą kopułą. 

Kiedy  świątynia  była  już  gotowa  i  kopuła  zawisła  nad  zegarem,  okazało  się,  

że promienie słoneczne nie miały możliwości, aby do niego dotrzeć. 

Mały  promień  światła,  dzięki  któremu  powstał  cień,  który  był  odbiciem  słońca, 

zniknął bezpowrotnie, a wraz z nim przestał istnieć również czas. 

Niektórzy mieszkańcy znowu zaczęli być niepunktualni, inni mało dokładni, a jeszcze 

innym przestało na czymkolwiek zależeć. 

Kiedy  robił  co  chciał,  bez  zwracania  uwagi  na  to  co  robili  inni.  Całe  królestwo 

pogrążyło się znów w niedostatku. 

 

* * * 

 
Czy i my nie robimy dziś tego samego. Staramy się zamknąć Boga w czymś w rodzaju 

muzeum albo czynimy z Niego jedynie stróża cmentarza? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

26 z 29

35.   KAMIENNY   LEW 

 
Był  sobie  kiedyś  17-letni  student,  który  miał  pewien  sen.  Śniło  mu  się,  że  lew 

rozszarpywał go swoimi pazurami. 

Młodzieniec  ten,  następnego  dnia,  razem  ze  swoimi  kolegami  z  klasy,  wyruszył  na 

zwiedzanie  pewnego  nieznanego  sobie  jeszcze  miasta.  Oczywiście  do  głowy  by  mu  nie 
przyszło, by mógł się w nim obawiać jakichś lwów. 

Będąc  jeszcze  pod  wrażeniem  strasznego  snu  student  wszedł  do  kościoła.  Po  chwili 

jednak  znalazłszy  się  na  przylegającym  do  niego  placu,  zauważył  posąg  kamiennego  lwa, 
który kierował swój przerażający ryk w stronę nieba. 

-Ach!  -  powiedział  do  siebie.  -To  jest  właśnie  mój  lew.  Ten,  który  mnie 

rozszarpywał tej nocy!  

Wreszcie  chłopak  opowiedział  całą  historię  swoim  kolegom.  Potem,  śmiejąc  się  

i starając udowodnić wszystkim, że wcale nie wierzy w sny, podszedł do lwa. 

-Poznajesz  mnie,  lwie?  Zbudź  się!  Otwórz  swoje  szczęki  i  rozszarp  mnie,  jeśli 

tylko możesz! 

Mówiąc to, wepchnął swoja rękę aż do samego środka lwiego gardła... 
Nagle krzyknął z bólu i strachu. Wyciągnął natychmiast zakrwawioną rękę i po chwili 

opadł na ziemię.  

Okazało  się, że wielki skorpion, który założył sobie mieszkanie w kamiennym gardle 

lwa, ugryzł go w rękę i zapuścił w nią swój trujący jad. 

 

* * * 

 
"Mogę przestać pić, kiedy tylko mi się zechce. Dwa lata  temu, gdy zorientowałem się, 

że  za  dużo  kosztuje  i  nie  ma  żadnego  sensu  rzuciłem  palenie.  Teraz  nie  czuję  już  żadnego 
głodu.  Nawet  gdy  pomyślę  o  tym,  że  przez  6  miesięcy  nie  zapalę  nawet  jednego  papierosa,  
nie  robi  to  na  mnie  żadnego  wrażenia.  Wydaje  mi  się  jednak  czymś  wspaniałym,  od  czasu  
do  czasu  zapalić  sobie  trochę  marihuanę  i  zrelaksować  się.  Nie  ma  w  tym  nic  złego.  Ludzie 
przesadzają z mówieniem o tym, że jest niebezpieczna..." 

Kanny, 19 lat(na tydzień przed śmiercią z powodu przedawkowania) 

 

36.   MIGDAŁ 

 
Prosty,  wysoki  i  tryumfalny,  skierowany  z  godnością  w  stronę  nieba,  migdał,  

wynosił  się  nad  całym  ogrodem.  Był  szczęśliwy,  kiedy  powabne  papugi,  o  żywych  kolorach  
i  eleganckie  sikorki  o  dobrych  manierach  spacerowały  po  jego  gałęziach;  nosił  z  radością  
na swoich ramionach szczygły, słowiki i wiele innych ptaków. 

Ale  pewnego  dnia  na  jego  gałęzi  pojawił  się  dudek.  Przyłożył  do  kory  swoje  ucho  

i  usłyszał  pod  nią  wielkie  mrowisko  składające  się  z  malutkich,  ale  groźnych  larw, 
zagnieżdżonych  pod  jej  powierzchnią.  Wsadził  swój  długi  i  zakręcony  dziób  we  wnętrze 
migdału i zaczął wydobywać i zjadać z niego larwy. 

Migdał pogrążył się w przerażającym smutku. 
To  straszne  ptaszysko,  które  penetrowało  swoim  dziobem  jego  wnętrze  i  niszczyło 

doskonałą piękność, było naprawdę nie do wytrzymania. 

Dumny  migdał  robił  wszystko,  aby  przegnać  dudka,  ale  dopiero  pewnego  dnia  

udało  mu  się  tego  dokonać.  Od  tego  momentu  żyjące  w  nim  małe  larwy  mogły  znów  
rozwijać się w spokoju i rozprzestrzeniać powoli po całym wnętrzu. 

Kilka  dni  potem,  nocą,  wystarczyło  juz  tylko  lekkie  dmuchnięcie  wiatru,  by  dumny 

migdał rozsypał się w proch. 

 

* * * 

 
Jeśli  ktoś  "zachodzi  ci  za  skórę"  i  stara  się  pokazać  wszystkie  twoje  ułomności  

i nieprawidłowości, nie obrażaj się na niego. Bądź mu raczej za to wdzięczny. 

 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

27 z 29

37.   JAK   SÓL 

 

 

 

Żył sobie kiedyś pewien król, który nosił szlachetne imię Henryk Mądry. Posiadał trzy 

córki,  o  imionach:  Alba,  Bettina  i  Szarlota.  W  skrytości  król  najbardziej  uwielbiał  Szarlotę. 
Będąc  zmuszony  do  tego,  aby  zdecydować  o  tym,  która  z  nich  będzie  następczynią  tronu, 
wezwał je wszystkie do siebie i zapytał:  

-Moje kochane córki, jak bardzo mnie kochacie?". 
Najstarsza odpowiedziała mu:  
-Ojcze,  kocham  cię  jak  światło  dnia,  jak  słońce,  które  obdarowuje  drzewa  

swoim ciepłem. Ty jesteś moim światłem! 
     Szczęśliwy  król,  kazał  usiąść  Albie  przy  swojej  prawicy,  po  czym  zawołał  drugą  córkę. 
Bettina powiedziała mu:  

-Ojcze,  kocham  cię  jak  największy  skarb  świata,  twoja  mądrość  jest  

o wiele cenniejsza od złota i drogocennych kamieni. Ty jesteś moim bogactwem! 

Pocieszony i uszczęśliwiony wyznaniem córki ojciec, kazał jej usiąść po swojej lewicy. 

Potem zawołał Szarlotę.  

-A ty, moja malutka, jak bardzo mnie kochasz? - zapytał ją z czułością.  
Dziewczyna spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała bez żadnego wahania:  
-Ojcze, kocham cię tak bardzo jak sól kuchenną! 
Król zaniemówił:  
-Co powiedziałaś? Ojcze, kocham cię jak sól kuchenną?! 
Król nie zdołał powstrzymać swego gniewu i krzyknął ze złością:  
-Niewdzięcznico!  Jak  śmiesz  traktować  mnie  w  ten  sposób  ty,  która  byłaś 

jasnością  moich  oczu.  Precz  ode  mnie!  Pozbawiam  się  mojego  ojcostwa  i  każę  ci  się 
wynieść! 

Biedna  Szarlota,  nie  mogąc  powstrzymać  się  od  płaczu,  musiała  opuścić  dwór  

i królestwo swego ojca. Zaczęła więc pracować w kuchni ościennego króla. A że była piękna, 
dobra  i  umiała  wspaniale  gotować,  już  w  niedługim  czasie  została  główną  kuchmistrzynią 
króla. 

Pewnego  dnia  przybył  z  wizytą  do  pałacu  król  Henryk.  Wszyscy  mówili  o  nim,  

że  był  bardzo  smutny  i  samotny.  Miał  trzy  córki,  ale  pierwsza  z  nich  uciekła  z  pewnym 
kalifornijskim gitarzystą. Druga wyjechała do Australii, aby hodować kangury, a najmłodsza 
z nich została wygnana przez samego króla.  

Szarlota  natychmiast  rozpoznała  swojego  ojca.  Poszła  zaraz  do  kuchni  i  zaczęła 

przygotowywać  najwspanialsze  potrawy.  Jednak  zamiast  dodawać  do  nich  soli,  dosypywała 
cukier. 

Podczas  całego  obiadu  wszyscy  kręcili  nosami  i  robili  miny:  każdy  próbował  jakieś 

danie i w chwilę po tym w nieprzyzwoity sposób wypluwał je w serwetkę. Rozwścieczony król 
nakazał przywołać do siebie kucharkę. Wezwana Szarlota powiedziała wtedy spokojnie:  

-Kiedyś  mój  ojciec  wygnał  mnie  z  domu  za  to,  że  powiedziałam  mu,  

iż  kocham  go  jak  sól  kuchenną,  która  nadaje  smaku  wszystkim  potrawom.  Właśnie 
dlatego nie chcąc mu robić kolejnej przykrości dodałam do wszystkich potraw cukier. 

Król Henryk podniósł się ze łzami w oczach:  
-To  sól  mądrości  przemawia  przez  twoje  słowa,  moja  córko.  Przebacz  mi  

i przyjmij moją koronę. 

Zarządzono  wielkie  przyjęcie,  a  wszyscy  zaproszeni  płakali  z  radości:  ówczesne 

królewskie kroniki zaświadczają, że wszystkie ich łzy były słone. 
 

* * * 

 

"Jesteście solą ziemi" (Mt 5,13). 

 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

28 z 29

38.   BIUROKRACJA 

 

 
Pewien  Sędzia  Sądu  Najwyższego  siedział  kiedyś  na  brzegu  rzeki,  gdy  przyszedł  

do niego nieznany Podróżny i zapytał: 

-Chciałbym przepłynąć na drugi brzeg. Czy mógłbym użyć tej barki? 
-Tak, ale to moja barka. 
Podróżnik podziękował mu i zaczął wypychać barkę do wody, potem na nią wskoczył 

i wiosłował. Jednak barka zanurzyła się i Podróżnik utonął. 

-Człowiek  bez  serca!  -  powiedział  mu  pewien  oburzony  Przechodzień  -Dlaczego  

nie powiedziałeś mu, że twoja barka miała dziurę? 

-Pytanie o stan barki - powiedział wielki sędzia  -nie zostało mi postawione. 

(A. Bierce) 

 

* * * 

 

"Biada  wam, uczeni  w  Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z  mięty, 

kopru  i  kminku,  lecz  pomijacie  to,  co  najważniejsze  w  Prawie:  sprawiedliwość,  miłosierdzie  
i wiarę" (Mt. 23,23) 

"Uważajcie i strzeżcie się kwasu faryzeuszów!" (Mt 16,5) 
 

39.   SPOSÓB   MÓWIENIA   RZECZY 

 
Pewnego  poranka,  tak  jak  często  się  zdarzało,  kalif  Harun  al  -Rashid,  zawołał 

znanego wróżbitę i opowiedział mu następujący sen: 

-Śniło mi się, że  zęby  wypadały mi jeden po  drugim i  nie było ich już zupełnie  

w moich ustach. 

-Och, proszę pana, to bardzo niedobry znak. Wskazuje na to, że wszyscy z pana 

rodziny umrą przed panem i zostanie pan sam! - powiedział wróżbita. 

Kalif rozwścieczył się do tego stopnia, że nakazał wróżbicie, aby się już nigdy więcej u 

niego nie pokazywał. Opowiedział jednak swój sen innemu wróżbicie. Ten jednak powiedział 
mu: 

-Och, mój panie, to bardzo dobry sen. Mówi  on  o tym, że będziesz miał bardzo 

długie życie i przeżyjesz całą swoją rodzinę, będziesz też o wiele od nich zdrowszy! 

Uradowany kalif odpowiedział mu: 
-Cóż za piękny sen! - i za tak dobrą przepowiednię dał mu w nagrodę sto denarów. 
Dopiero  potem  zawołał  swojego  wezyra,  nakazał  mu  odszukać  pierwszego  wróżbitę,  

i przeprosić go za to, że został wypędzony z zamku. A tak naprawdę, to pierwszy powiedział 
mu to samo co i drugi, tyle tylko, że w inny sposób. 

 

* * * 

 
Nawet najbardziej brutalną prawdę można powiedzieć w łagodny sposób. Grzeczność 

jest dowodem inteligencji serca. 

 
 

KONIEC 

 
 
 

Przepisał i sprawdził: 

P.P.Z. (Petrus-paulus) 

 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Zna to tylko wiatr 

29 z 29

 
 
 

Redakcja: ks. Roman Szpakowski SDB, Maria D. Śpiewakowska 

 

Z języka włoskiego przełożył: Tadeusz Chudecki 

 

Warszawa 2007, 

 

Wydawnictwo Salezjańskie 

 

Tytuł oryginału: „Solo il vento lo sa” 

 

IMPRIMATUR: Za zgodą Kurii Diecezjalnej Warszawsko-Praskiej 

z dn. 26.01.1996., nr 129/K/96 

 
 

ISBN 978-83-86655-40-3 

 
 

Uwaga!!!  

Książka ta w formie e-booka może być rozpowszechniana  

tylko w celach indywidualnych!!!