background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

1 z 21

Bruno Ferrero 

 

„CZY   JEST  TAM   KTOŚ ?” 

 

Wydawnictwo Salezja

ń

skie 

Warszawa, 2007 

 

1.   „ JESTEŚMY   TUTAJ ! ” 

 

Jest  to  historia  o  pewnym  getcie,  które  już  nie  istnieje  i  o  pewnym  człowieku,  który  pełnił  służbę  

w synagodze. Każdego poranka, zanim jeszcze zaczął sprzątanie synagogi, wchodził na mównicę i wołał z dumą 
w głosie: 

-Przyszedłem Ci oznajmić, Panie Wszechmocny, że jesteśmy tutaj! 
W  getcie  miały  miejsce  okrutne  prześladowania  rasistowskie.  Rozpoczęły  się  przesłuchania  

i  znęcania  się.  Ale  każdego  dnia  zakrystianin  wdrapywał  się  na  mównicę  w  synagodze  i  krzyczał,  
czasami z gniewem: 

-Przyszedłem Ci oznajmić, że jesteśmy tutaj! 
Odbyła  się  pierwsza  masakra,  po  której  nastąpiło  wiele  następnych.  Zakrystiani  wychodził  z  nich 

zawsze bez szkody. Przedzierał się do synagogi, by bijąc pięścią o mównicę krzyczeć aż do utraty tchu: 

-Panie Wszechmocny, spójrz, my jesteśmy tutaj! 
Po kolejnej masakrze on jeden został przy życiu. Udało mu się dotrzeć do opuszczonej synagogi. 
Ostatni żyjący Żyd wspiął się po raz ostatni na mównicę. Podniósł w górę przygaszone oczy i wyszeptał 

z niewypowiedzianą radością: 

-Widzisz? Jestem wciąż tutaj! 
Zastanowił się przez chwilkę, zanim dodał zachrypniętym i smutnym głosem: 
-A Ty, Ty gdzie jesteś? 

 

* * * 

 

Módlmy się każdego dnia, by móc powiedzieć Bogu: 
-Pamiętaj o tym, że jestem tutaj! 

 
 

2.   KAZANIE   ŚWIĘTEGO   FRANCISZKA 

 

Pewnego  dnia  święty  Franciszek,  wychodząc  z  klasztoru,  napotkał  brata  Ginepro.  Był  on  bardzo 

prostym, dobrym człowiekiem i święty Franciszek i święty Franciszek bardzo go kochał. 

Spotkawszy go, powiedział: 
-Bracie, Ginepro, pójdź ze mną będziemy głosić kazania. – poprosił. 
-Ojcze mój! – odpowiedział brat. –Wiesz przecież, że jestem za mało wykształcony. Czy mogę 

więc przemawiać do ludzi? 

Święty  Franciszek  nalegał  jednak  i  brat  Ginepro  wreszcie  się  zgodził.  Wędrowali  przez  całe  miasto 

modląc  się  w  ciszy  za  wszystkich  tych,  którzy  pracowali  w  warsztatach  i  ogrodach.  Uśmiechali  się  do  dzieci, 
szczególnie  tych  bardzo  biednych.  Zamieniali  kilka  słów  z  najstarszymi.  Dotykali  chorych.  Pomogli  pewnej 
kobiecie dźwigać ciężki dzban z wodą. 

Kiedy przemierzyli już kilkakrotnie całe miasto, święty Franciszek powiedział: 
-Bracie Ginepro, czas byśmy powrócili do klasztoru. 
-A nasze kazanie? 
-Wygłosiliśmy je już... Wygłosiliśmy.
 – odpowiedział z uśmiechem Święty. 

 

* * * 

 

Jeśli  twoje  ubranie  jest  przesiąknięte  zapachem  mchu,  nie  ma  potrzeby,  byś  mówił  o  tym 

wszystkim. Zapach będzie mówił sam za siebie. 

Najlepszym kazaniem jesteś ty sam. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

2 z 21

3.   BIEDNY   STARZEC 

 

Żył sobie kiedyś pewien starzec, który nigdy nie był młody. I dlatego nie nauczył się, jak żyć.   
A nie umiejąc żyć, nie wiedział też, jak umrzeć. 

 

Nie  znał  ani  nadziei,  ani  niepokoju;  nie  wiedział,  jak  płakać,  ani  jak  się  śmiać.  Nie  przejmował  się,  

ani nie dziwił ty, co zdarzało się na świecie. 

Spędzał  dni  nudząc  się  na  progu  swojego  domu  i  patrząc  w  ziemię.  Nie  zaszczycił  nawet  jednym 

spojrzeniem  nieba  –  tego  lazurowego  kryształu,  który  Pan  Bóg  także  i  dla  niego  czyścił  codziennie  delikatną 
watą chmur. 

Jakiś wędrowiec czasem go o coś zapytał. Miał bowiem tyle lat, że ludziom zdawało się, że jest bardzo 

mądry i pragnęli uszczknąć coś z jego wiedzy. 

-Co powinniśmy robić, by osiągnąć szczęście? – pytali go młodzi. 
-Szczęście jest wynalazkiem głupich. – odpowiadał starzec. 
Przychodzili ludzie o szlachetnych duszach, którzy pragnęli stać się pożyteczni dla bliźnich. 
-Co mamy czynić, by pomóc naszym braciom? – pytali go. 
-Kto się poświęca dla ludzi, ten jest szaleńcem. – odpowiadał starzec z ponurym uśmiechem. 
-Jak mamy kierować nasze dzieci drogami dobra? – pytali go rodzice. 
-Dzieci są jak węże! – odpowiedział starzec. –Możecie się spodziewać po nich jedynie trujących 

ukąszeń. 

Również artyści i poeci zwracali się o rade do starca, którego uważali za mędrca: 
-Naucz nas, jak wyrażać uczucia, które nosimy w duszy. 
-Lepiej, abyście milczeli! 
– mamrotał pod nosem starzec. 
Powoli jego zgorzknienie i złość zaczęły się rozprzestrzeniać, najbliższe otoczenie zmieniło się w ponury 

zakątek, gdzie nie rosły kwiaty, ani nie śpiewały ptaki, wiał chłodny wiatr Pesymizmu (tak bowiem nazywał się 
ten zły starzec). Miłość, dobroć i wielkoduszność zamrożone tym śmiertelnym podmuchem więdły i wysychały.  

Wszystko to nie podobało się Panu Bogu, postanowił więc w jakiś sposób temu zaradzić. 
Dobry Bóg zawołał dziecko i powiedział: 
-Pójdź i ucałuj tego biednego staruszka. 
Dziecko  objęło  swymi  delikatnymi,  pulchnymi  rączkami  szyję  starca  i  wycisnęło  wilgotny,  głośny 

pocałunek na jego pomarszczonej twarzy. 

Wówczas staruszek po raz pierwszy w życiu zdumiał się. Jego podejrzliwe oczy nagle zabłysły. Jeszcze 

nigdy w życiu nikt go nie pocałował. 

W ten sposób otworzyły mu się oczy na świat, a potem umarł, uśmiechając się. 

 

* * * 

 

Czasami  rzeczywiście  wystarcza  jeden  pocałunek.  Jedno  „Kocham  cię”,  nawet  takie  tylko 

wyszeptane.  Jedno  nieśmiałe  „dziękuję”.  Jedna  szczera  opinia.  To  tak  bardzo  łatwo  uczynić  kogoś 
szczęśliwym.  

Dlaczego więc tego nie czynimy? 

 

4.   NAJPIĘKNIEJSZA   RZECZ   TATY 

 

Tata pyta pięcioletniego Aleksandra: 
-Co ci się najbardziej podoba u tatusia? 
Aleksander po chwili zastanowienia, odpowiada: 
-Mama. 

 

* * * 

 

-Kiedy ci się wydaje, że twoja rodzina jest dobra? – zapytano pewną dziewczynkę. 
-Kiedy mamusia i tatuś całują się. – odpowiedziała. 
 
Rodzice  wcale  nie  muszą  się  chować  w  szafie,  kiedy  chcą  się  pocałować.  Za  każdym  razem,  

kiedy się całują, na dzieci spływa fala ciepłej i radosnej nadziei. Wiedzą bowiem dobrze, że wzajemna 
miłość i jedność rodziców jest jedną pewną skała, na której mogą budować swoje życie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

3 z 21

5.   ZŁODZIEJ   W   FABRYCE 

 

W  pewnej  fabryce  zaczęły  zdarzać  się  codzienne  kradzieże.  Kierownictwo  zmuszone  było  więc 

powierzyć  firmie,  specjalizującej  się  w  tego  rodzaju  działalności,  zadanie  kontrolowania  każdego  pracownika 
opuszczającego zakład po skończeniu pracy. 

Pracownicy zazwyczaj dobrowolnie otwierali torby i oddawali do kontroli pojemniki, w których przynosili 

pierwsze  śniadanie.  Kontrolerzy  byli  bardzo  rzetelni  i  sprawdzali  wszystkich  pracowników  od  pierwszego  
do ostatniego włącznie. Ostatnim był pewien typ, który każdego dnia z wózkiem pełnym śmieci zamykał kolejkę 
pracowników.  Podczas,  gdy  wszyscy  pracownicy  wracali  spokojnie  do  domu,  strażnicy  przynajmniej  przez  pół 
godziny  przetrząsali  opakowania  po  produktach,  niedopałki  papierosów  i  plastikowe  kubki,  by  upewnić  się,  
czy człowiek ten na pewno nie wynosi nic wartościowego. Nigdy jednak nie mogli niczego znaleźć. 

Pewnego wieczoru jeden poirytowany strażnik zwrócił się do podejrzanego: 
-Wiem,  że  coś  kombinujesz,  każdego  dnia  przeglądam  każdy  najmniejszy  śmieć,  

który wieziesz na wózku i nie znajduję nigdy niczego, co można by ukraść. Nie rób ze mnie idioty. 
Powiedz mi, co wynosisz, a przysięgam ci, że nie doniosę na ciebie. 

Typek podniósł z politowaniem ręce i powiedział: 
-Przecież to oczywiste, kradnę wózki. 

 

* * * 

 

Wypaczamy  całkowicie  sens  naszego  życia,  kiedy  myślimy,  że  jego  czas  służy  nam  

do poszukiwania wygód i przyjemności. Z coraz to większą frustracją, rozpaczliwie poszukujemy wśród 
upływających  dni  i  lat  jakiegoś  sukcesu,  który  mógłby  nadać  sens  naszemu  życiu.  Podobnie  czynili 
strażnicy.  Poszukując  wartościowych  rzeczy  pomiędzy  śmieciami  leżącymi  na  wózku,  nie  zwracali 
uwagi na to, co było oczywiste. 

Kiedy  nauczycie  się  żyć,  samo  życie  stanie  się  waszą  nagrodą.  Życie  jest  wszystkim  tym,  

co posiadamy. 

 

6.   CHCĘ ,   ŻEBY   BYŁA   KRÓLOWĄ  ! 

 

Kiedyś,  przed  wieloma  wiekami,  było  sobie  pewne  bardzo  sławne  miasto.  Powstało  ono  w  pięknej 

dolinie, a ponieważ jego mieszkańcy byli bardzo pracowici, nieprawdopodobnie się rozrosło w krótkim czasie. 

Pielgrzymi  dostrzegali  je  z  daleka,  urzeczeni  i  olśnieni  pięknem  marmurów  i  pozłacanych  brązów.  

Było to, rzeczywiście, szczęśliwe miasto, którego wszyscy mieszkańcy żyli w zgodzie. 

Ale pewnego brzydkiego dnia postanowili oni wybrać swojego króla. 
Złote  trąby  heroldów  zgromadziły  wszystkich  przed ratuszem  miejskim.  Nie  brakowało nikogo.  Biedni  

i bogaci, młodzi ii starzy, wszyscy patrzyli sobie w twarze i szeptali coś przyciszonym głosem. 

Srebrzysty  dźwięk  potężnej  trąby  zmusił  całe  zgromadzenie  do  ciszy.  Wtedy  dumnie  wysunął  się  

przed gromadę pewien niski i tęgi typ. Był on najbogatszym człowiekiem miasta. 

Podniósł dłoń pełną błyszczących pierścieni i powiedział: 

-Mieszkańcy!  Staliśmy  się  nieprawdopodobnie  bogaci.  Nie  brakuje  nam  pieniędzy.  Nasz  król  musi 
być  człowiekiem  dostojnym  Najlepiej  hrabią,  markizem,  księciem,  tak,  aby  wszyscy  szanowali  go  
za szlacheckie pochodzenie. 

Mniej bogaci natychmiast podnieśli na te słowa niemiłosierny wrzask: 

-Nie! 

Co 

też 

ty 

wygadujesz?! 

Zamknij 

się! 

Chcemy 

na 

króla 

człowieka 

bogatego  

i wspaniałomyślnego, który rozwiąże nasze problemy! 

W  tym  samym  czasie  żołnierze  wznieśli  na  swoich  ramionach  barczystego  olbrzyma  i  wygrażając 

złowrogo swoimi zbrojami wrzeszczeli: 

-To on będzie naszym królem! Musi być najsilniejszy! 
W  tym  strasznym  rozgardiaszu  nikt  już  nic  nie  rozumiał.  Ze  wszystkich  stron  dobiegały  krzyki, 

pogróżki, chrzęst ścierających się o siebie zbroi. Zamieszanie stawało się coraz gorsza i było już wielu rannych. 

Znowu  zabrzmiała  trąba.  Tłum  powoli  uspokajał  się.  Pewien  dobroduszny  i  roztropny  starzec  

wdrapał się na najwyższy stopień ratusza i przemówił: 

-Przyjaciele,  nie  popadajmy  w  szaleństwo  z  powodu  króla,  który  jeszcze  nie  istnieje. 

Wybierzmy spośród nas jakieś niewinne dziecko i niech ono wyznaczy. kto ma być naszym królem. 

Wzięli więc za rękę jakieś dziecko i wyprowadzili je przed wszystkich. 
Starzec spytał go: 
-Kogo chciałbyś uczynić królem tego wielkiego miasta? 
Chłopczyk spojrzał na wszystkich, włożył do buzi palec i odpowiedział: 
-Królowie  są  źli. Nie  chcę  żadnego  króla.  Chcę,  żeby  była  królowa:  niech  zostanie  nią  moja 

mama. 
 

* * * 

 

Rząd składający się z mam... To wspaniała idea. Świat byłby  wtedy na pewno mniej zepsuty,  

nie  używałoby  się  tylu  brzydkich  słów,  każdy  chętnie  podałby  rękę  starcu  pragnącemu  przejść  
przez ulicę... W ten sam sposób wymyślił to Bóg. Dał nam Maryję. 

 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

4 z 21

7.   RZEŹBA 

 

Żył sobie kiedyś wśród gór pewien człowiek, który był posiadaczem rzeźby wykonanej przez wielkiego 

artystę. Porzucił ją jednak dawno, w jakimś kącie, twarzą do ziemi i zupełnie o niej zapomniał. 

Pewnego dnia pojawił się w tamtej okolicy mieszkaniec wielkiego miasta. 
Był  on  człowiekiem  o  dużej  wiedzy  i  kulturze.  Gdy  tylko  zobaczył  rzeźbę,  zapytał  właściciela,  

czy przypadkiem nie chciałby jej sprzedać. 

Właściciel roześmiał się i powiedział: 
-Niech pan nie żartuje, kto chciałby kupić taki paskudny kamień bez żadnego kształtu? 
Człowiek z miasta odrzekł: 
-Dobrze, dam ci w zamian srebrną monetę. 
Człowiek ucieszył się bardzo i zdziwił jednocześnie. 
Posąg  został  przewieziony  do  miasta  na  grzbiecie  słonia.  O  tego  czasu  minęło  wiele  dni  

i nocy, aż pewnego dnia człowiek z gór udał się do miasta i przechodząc jedną z ulic, spostrzegł mnóstwo ludzi 
tłoczących się przed pewnym budynkiem, gdzie jakiś mężczyzna wrzeszczał na całe gardło: 

-Przyjdźcie 

tutaj, 

aby 

zobaczyć 

najsłynniejszy 

najpiękniejszy 

posąg 

świata.  

Za dwie srebrne monety będziecie mogli podziwiać niezwykłe dzieło wielkiego mistrza! 

Człowiek  z  gór  zapłaciwszy  dwie  srebrne  monety,  wszedł  do  muzeum,  aby  zobaczyć  rzeźbę,  

którą sprzedał za jedną.  

(K. Gibran) 

 

* * * 

 

Żyłem w zapomnianym cieniu drogi 

wpatrując się w ogrody moich sąsiadów, 
którzy po przeciwnej stronie, 
biesiadowali w słońcu, 

Czułem się jak żebrak, 

który przenosi od drzwi do drzwi swoją biedę. 
A im więcej dostawałem z nadmiaru ich przepychu, 
tym bardziej mi ciążyła 
moja żebracza miska. 

Aż pewnego poranka wyrwałeś mnie ze snu 

otwierając znienacka moje drzwi. 
Stałeś w nich i prosiłeś o miłosierdzie. 

Bez cienia nadziei otworzyłem moją puszkę 

i zdziwiony zobaczyłem jak bardzo jestem bogaty. 

(R. Tagore) 

 

8.   DEMORALIZACJA 

 

Pewien  mistrz  murarski  pracował  wiele  lat  w  wielkim  zakładzie  budowlanym.  Aż  kiedyś  otrzymał 

zamówienie na wybudowanie wspaniałej willi według własnego projektu i uznania. Mógł  wybrać najpiękniejsze 
miejsce i nie przejmować się żadnymi kosztami. 

Prace  rozpoczęły  się  natychmiast.  Wykorzystując  jednak  pokładane  w  nim  bezgraniczne  zaufanie, 

jakim  go  obdarzono,  najpierw  pomyślał  sobie,  że  może  użyć  starych  surowców  oraz  zatrudnić  mniej 
wykwalifikowanych robotników, aby w ten sposób zagarnąć dla siebie nieuczciwie zaoszczędzone pieniądze. 

Kiedy  dom  został  już  ukończony,  w  czasie  wydanego  na  tę  okoliczność  przyjęcia,  wręczył  swojemu 

Prezesowi klucze do posiadłości. 

Prezes jednak zwrócił mu je natychmiast i uśmiechając się powiedział: 
-Ten dom jest naszym podziękowaniem dla ciebie za rzetelną pracę. Niech będzie wyrazem 

naszego poważania i szacunku. 
 

* * * 

 

Twoje dni są cegłami, z których budujesz dom swojej przyszłości... 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

5 z 21

9.   NA   JEGO   MIEJSCU 

 

Pewien  stary  pustelnik  Sebastian  zwykł  modlić  się  w  maleńkim  sanktuarium  ukrytym  

w cieniu doliny. Czczono tam krucyfiks, który nosił nazwę „Chrystus miłosierny”. Przybywała tam ludność z całej 
okolicy, by wypraszać przez niego miłosierdzie i pomoc. 

Pewnego dnia również stary Sebastian postanowił zwrócić się o pewną łaskę i uklęknąwszy, modlił się: 
-Panie,  pragnę  cierpieć  razem  z  Tobą.  Pozwól  mi  zająć  Twoje  miejsce.  Pragnę  zawisnąć  

na krzyżu. 

I trwał tak w ciszy, wpatrzony w krzyż, oczekując odpowiedzi. 
Aż nagle Chrystus poruszył ustami i powiedział: 
-Przyjacielu,  zgadzam  się  na  twoją  prośbę,  ale  pod  jednym  warunkiem:  cokolwiek  

by się zdarzyło, cokolwiek byś zobaczył, musisz zachować ciszę. 

-Obiecuję Ci, Panie. 
Nastąpiła zamiana. 
Nikt  nie  poznał,  że  od  tej  chwili  Sebastian  był  przytwierdzony  do krzyża,  podczas  gdy Chrystus  zajął 

jego  miejsce.  Wierni  –  jak  zwykle  –  zanosili  swe  błagania,  wyrażali  dziękczynienia,  a  on  dotrzymując  swej 
obietnicy, milczał. Aż pewnego dnia... 

Przybył  bogacz,  modlił  się  długo,  a  zakończywszy  modlitwę,  gdy  odchodził,  zapomniał  zabrać  

z klęcznika worek pełen złotych monet. Sebastian spostrzegł to, lecz zachował milczenie. Nie odezwał się nawet 
w  godzinę  potem,  kiedy  przybył  pewien  biedak,  zabrał  ze  sobą  worek  i  wyszedł  nie  dowierzając  swemu 
wielkiemu  szczęściu.  Nie  otworzył  też  ust,  kiedy  uklęknął  przed  nim pewien  młody  człowiek, prosząc  o opiekę 
podczas długiej podróży przez morze. Nie wytrzymał jednak, kiedy ujrzał wbiegającego bogacza, który myśląc, 
że młodzieniec ukradł jego worek ze złotymi monetami, wrzeszczał na całe gardło, by zawezwano straże. 

Wtedy Sebastian nie wytrzymał i wydał z siebie straszny krzyk: 
-Stójcie! 
Wszyscy z lękiem spojrzeli w górę i zobaczyli, że przemawia do nich krucyfiks. Sebastian opowiedział 

im  całe  zdarzenie.  Bogacz  ruszył,  co  sił  w  nogach,  aby  szukać  biedaka.  Młodzieniec  oddalił  się  w  pośpiechu,  
by  nie  spóźnić  się  na  statek.  Ale  kiedy  w  sanktuarium  nie  było  już  nikogo,  Chrystus  wrócił  do  Sebastiana  
z reprymendą: 

-Zejdź z krzyża. Nie jesteś godzien zajmować mojego miejsca. Nie umiesz milczeć. 
-Ależ,  Panie...  
–  protestował  zawstydzony  Sebastian  –Czy  mógłbym  zgodzić  się  na  taką 

niesprawiedliwość? 

-Nie  wiedziałeś  o  tym,  ...  –  odpowiedział  Chrystus  -  ...że  bogacz  miał  zgubić  swój  worek,  

bowiem  pragnął  użyć  pieniędzy  w  złym  celu.  Biedny,  natomiast,  bardzo  ich  potrzebował.  
Gdyby  młodzieniec  zosta  zatrzymany  przez  straże,  nie  zdążyłby  na  statek  i  ocaliłby  swe  życie,  
bowiem w tym momencie jego statek osuwa się na dno głębokiego morza. 
 

* * * 

 

Pisarz Piero Chiara, który nie był zbyt religijny, miał przyjaciela, rzeźbiarza Francesco Messina,  

który – w przeciwieństwie do niego – był człowiekiem głęboko wierzącym. 

Kiedy Chiara leżał na łożu śmierci, Messina zbliżył się do niego, wziął go za rękę i powiedział: 

-Piotrze, jaka jest twoja wiara? 

Chiara popatrzył na niego ze smutkiem i odpowiedział: 

-Wierzę w ciebie. 

Są to najpiękniejsze słowa, jakie możemy skierować do przyjaciela: „Wierzę w ciebie”. 

 

Jest to również najpiękniejsza modlitwa, którą możemy skierować do Boga: „Wierzę w Ciebie”. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

6 z 21

10.   KRÓLOWA   WIKTORIA 

 

Królowa  Wiktoria,  wielka  monarchini  Anglii  kochała  niezwykle  swojego  męża  Alberta.  Nie  mógł  on, 

niestety, nosić królewskiego tytułu, ani też piastować żadnej ważnej funkcji społecznej. Pomimo wielkiej miłości 
wybuchały pomiędzy nimi awantury. Kiedyś po takiej kłótni książę zamknął się w swojej komnacie. Po krótkiej 
chwili Wiktoria przełamała się i zapukała do jego drzwi. 

-Kto tam? – zapytał Albert. 
-Królowa Anglii! – padła odpowiedź. 
Drzwi nie otworzyły się, a młoda królowa pukała dalej. 
-Kto tam? 
-Królowa Anglii! 
Cisza. I tak powtarzało się kilkakrotnie. Wreszcie... 
-Kto tam? 
-Twoja żona, Albercie. 
– odpowiedziała królowa. 
Drzwi otworzyły się natychmiast. 

 

* * * 

 

Bóg wielokrotnie stukał do ludzkich drzwi. 
-Kto tam? 
-To ja, twój Bóg. 
Drzwi pozostawały jednak nieubłaganie zamknięte. Wreszcie... 
-Kto tam? 
-To ja, twój Ojciec. 
Drzwi otwierały się. 

 

11.   LAS 

 

Podczas wakacji pewien człowiek udał się na przechadzkę po lesie, rozciągającym się nieopodal miasta, 

w  którym  zamieszkiwał.  Błądził  po  nim  przez  kilka  godzin,  aż  zgubił  się.  Długo  próbował  odnaleźć  drogę 
prowadzącą do domu, przemierzając wszystkie ścieżki, ale żadna nie wyprowadziła go z lasu.  

Nagle natknął się na innego człowieka, który, podobnie jak on, chodził po lesie i wykrzyknął: 
-Dzięki Bogu, że jest tu jeszcze inny człowiek. Czy mógłbyś wskazać drogę do miasta? 
W odpowiedzi usłyszał: 
-Nie,  bowiem  ja  także  się  zgubiłem.  Ale  istnieje  pewien  sposób,  który  może  nam  pomóc: 

musimy  sobie  powiedzieć,  którymi  ścieżkami  próbowaliśmy  już  wyjść  z  lasu.  To  nam  pomoże 
odnaleźć tą, która nas stąd wyprowadzi. 
 

* * * 

 

Jednego dnia w pewnym bardzo uczęszczanym lesie wybuchł pożar. Wszyscy ogarnięci paniką 

uciekali. Pozostał jedynie pewien ślepiec i pewien kulawy. Przerażony ślepiec szedł dokładnie w stronę 
ognia. 

-Nie tam! – krzyknął do niego kulawy. –Idziesz w stronę ognia! 
-Gdzie mam więc iść? 
– zapytał go ślepiec. 
-Mogę  ci  wskazać  drogę.  –  powiedział  kulawy  –Ale  nie  mogę  uciekać.  Jeśli  jednak 

weźmiesz mnie na ramiona, zdołamy obaj uciec stąd i ocalić się. 

Ślepiec posłuchał kulawego. I w ten oto sposób uratowali się obaj. 
 
Gdybyśmy  potrafili  dzielić  się  ze  sobą  wszystkimi  naszymi  doświadczeniami,  pragnieniami  

i  rozczarowaniami,  naszymi  cierpieniami  i  naszymi  zdobyczami,  niejednokrotnie  moglibyśmy  
uratować się przed niebezpieczeństwem i o wiele łatwiej. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

7 z 21

12.   SCHODY 

 

Mały  chłopiec  bawił  się  na  schodach  domu  „w  księdza”  razem  ze  swoim  rówieśnikiem.  Wszystko 

przebiegało  dobrze,  aż  do  momentu,  w  którym  jego  mały  przyjaciel,  znudzony  faktem  bycia  jedynie 
ministrantem, wspiął się na wyższy stopień i zaczął wygłaszać kazanie. 

Oczywiście kolega natychmiast ostro go zganił: 
-Kazania mogę mówić tylko ja! Ty nie możesz mówić! 
-Teraz ja! Nie jesteś miły i nie umiesz się bawić! 
Przywołana  tymi  krzykami  mama,  zwróciła  uwagę  synkowi,  że  jako  gospodarz  nie  powinien  mieć  nic 

przeciwko temu, by i jego gość mógł wygłaszać kazania. 

Słysząc  to,  chłopiec  zmartwił  się  przez  chwilę,  po  czym  wspiął  się  o  jeden  stopień  wyżej  

i powiedział: 

-Dobrze, możesz mówić swoje kazania, ale ja będę Bogiem. 

 

* * * 

 

Jeśli myślisz, że świat jest zbudowany ze stopni, tracisz czas rozpychając się na nich i usiłując  

wspiąć się choćby trochę w górę. 

 

13.   STARA   NIEZNOŚNA   PANI 

 

Na nocnym stoliku starszej kobiety przebywającej w domu starców, w dzień po jej śmierci, znaleziono 

pewien list. Był on zaadresowany do młodej pielęgniarki z oddziału: 
 

„Co widzisz ty, która się mną opiekujesz? Kogo widzisz, kiedy na mnie patrzysz? Co myślisz, gdy mnie 

opuszczasz? I co mówisz, kiedy o mnie opowiadasz? 

Najczęściej widzisz starą nieznośną kobietę, trochę zwariowaną i jej błędny wzrok, który mówi, że nie 

jest  w  pełni  zdrowych  zmysłów.  Kobietę,  która  ślini  się  podczas  jedzenia  i  nie  odzywa  się  nigdy  wtedy,  kiedy 
powinna.  Nie  przestaje  gubić  butów  i  pończoch.  Bardziej  lub  mniej  posłusznie  pozwala  ci  podczas  mycia  i 
jedzenia robić ze sobą, co tylko chcesz, by tylko wypełnić kolejny długi i smutny dzień. 

To jest to, co widzisz! 
Ale otwórz szeroko oczy. To nie jestem ja. 
Powiem ci, kim jestem. 

 

Jestem ostatnią z dziesięciorga dzieci, co ma matkę i ojca. Braci i siostry, którzy się kochają. 
Jestem 16-letnią dziewczyną, co ma skrzydła w nogach i marzy, by móc jak najszybciej spotkać swego 

ukochanego. 

Poślubiłam  go  wreszcie  mając  20  lat,  do  dziś  jeszcze  moje  serce  łomocze  z  radości  na  samo 

wspomnienie tego dnia. 

Miałam 25 lat i małego synka przy piersi, który wciąż mnie potrzebował. 
Miałam 30 lat, a mój synek rósł szybko. Łączyła nas miłość, której nikt nigdy nie rozerwie. 
Gdy skończyłam 40 lat, syn wkrótce mnie opuścił. Lecz mąż wciąż był przy moim boku. 
Miałam  50  lat,  wokół  mnie  bawiły  się  dzieciątka.  Jak  to  dobrze  było  znów  znaleźć  się  pośród  dzieci.  

Ja i mój ukochany mąż cieszyliśmy się z wnuków. 

Nieoczekiwanie  nastały  mroczne  dni,  zabrakło  mego  męża.  Spoglądam  z  lękiem  w  przyszłość.  

Moje dzieci są pochłonięte, bez reszty, wychowaniem swego własnego potomstwa. 

Z  żalem  myślę  o  latach,  które  minęły  bezpowrotnie  i  doznanej  miłości.  Jestem  stara.  Natura  

jest  okrutna,  drwi  sobie  z  przyjścia  starości.  Ciało  mnie  zapomina,  piękno  i  siły  odeszły  na  zawsze.  
A w miarę jak przybywa mi lat, spostrzegam, że tam, gdzie było serce, znajduje się jedynie kamień. 

Ale  w  tym  starym  wraku  jest  jeszcze  dziewczyna,  której  serce  płonie  bez  ustanku.  Wspominam  

me radości, wspominam me cierpienia i czuję, jak wzbierają we mnie siły i uczucia. 

Powracam  myślą  do  lat,  nazbyt  krótkich,  co  tak  szybko  odeszły.  Zgadzam  się  na  to  prawo,  

że „nic nie może trwać wiecznie”. 

Lecz  ty,  która  troszczysz  się  o  mnie,  otwórz  przynajmniej  twe  oczy  i  spójrz  uważnie  

na nieznośną staruszkę... Spójrz lepiej, by móc mnie dostrzec”. 
 

* * * 

 

Ileż  twarzy,  ileż  oczu,  ileż  załamanych  rąk  każdego  dnia.  Na  co  patrzymy?  Na  zmarszczki, 

trudności,  wahania,  zawziętość.  Gdybyśmy  zamiast  tego  nauczyli  się  przyglądać  snom,  biciom  serca  
i  uczuciom  tak  często  starannie  ukrytym,  o  ile  mniej  byłoby  cierpienia,  a  świat  wokół  nas  stałby  się 
piękniejszy. 

 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

8 z 21

14.   KARAWANA   NA   PUSTYNI 

 

Podróżował  po  pustyni  potężny  monarcha,  a  w  ślad  za  nim  postępowała  długa  karawana  przewożąca 

należące do niego niezliczone skrzynie złota i drogocennych kamieni. 

Podczas drogi jeden z wielbłądów, oślepiony rozżarzonym piaskiem, runął z westchnieniem na kolana  

i  więcej  się  już  nie  podniósł.  Skrzynie,  które  dźwigał  zsunęły  się  z  jego  boków  na  ziemię  roztrzaskując  się,  a 
perły i drogocenne kamienie zmieszały się z piaskiem. 

Król  nie  zatrzymał  pochodu,  bowiem  nie  miał  już  więcej  skrzyń,  a  wszystkie  wielbłądy  były  

i  tak  przeciążone.  Z  gestem  wyrażającym  tyle  żalu,  co  i  wielkoduszności,  zezwolił  swym  paziom  i  giermkom 
pozbierać te cenne kamienie, które zdołają odszukać. 

Podczas  gdy  poszukiwali  chciwie  łupu  i  przetrząsali  mozolnie  piach,  król  kontynuował  swą  podróż  

po pustyni.  Spostrzegł  jednak,  że  ktoś  postępuje  nieustannie  jego  śladem.  Odwrócił  się  i  zobaczył,  że  biegnie  
za nim spocony i zdyszany jeden z jego paziów. 

-A ty...? – zapytał go monarcha. –Nie zatrzymałeś się, by pozbierać bogactwa? 
Młodzieniec odpowiedział mu z radością i dumą: 
-Ja idę za moim królem. 

 

* * * 

 

Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu:  

„Czyż i wy chcecie odejść?” 

Odpowiedział  mu  Szymon  Piotr:  „Panie,  do  kogóż  pójdziemy?  Ty  masz  słowa  życia 

wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga”. (J 6,66-69) 

 

15.   KRÓL   MYSIKRÓLIKÓW 

 

Pewnego  dnia,  bardzo  dawno  temu,  pewien  wielki  i  gruby  niedźwiedź  dowiedział  się,  że  mysikrólik  

jest królem ptaków. 

Mysikrólik  jest  ptakiem  tak  malutkim,  tak  bardzo  malutkim,  że  niedźwiedź  nie  chciał  uwierzyć,  

iż    właśnie  on  mógłby  być  królem.  Nie  mógł  się  jednak  oprzeć  ciekawości,  by  nie  wsadzić  swojego  nosa  
do gniazda siedziby królewskiej. 

-Pfu! – zamruczał potężnym głosem. –To ma być dwór? Mysikrólik jest chyba królem biedaków? 
W gnieździe znajdowały się pisklęta mysikrólika tak malusieńkie, że prawie niewidoczne. Usłyszawszy 

słowa niedźwiedzia, poczuły się znieważone i wyskoczyły na zewnątrz, bez żadnego strachu, krzycząc: 

-Powiedz zaraz „przepraszam”, prostaku! 
Niedźwiedź odszedł sobie spokojnie ze śmiechem. 
Jednak  chwilę  po  tym  przylecieli  na  dwór  Król  z  Królową.  Pisklęta  opowiedziały  im  o  wszystkim,  

co się zdarzyło. 

-Nie  dopuszczę  do  tego,  aby  ktokolwiek  znieważał  moje  dzieci.  –  powiedział  król.  

–Natychmiast wypowiadam wojnę niedźwiedziowi.  

Tak też uczynił. 
Jednak,  kiedy  mały  i  niepozorny  ambasador królewski  udał  się,  by wypowiedzieć  mu wojnę,  olbrzymi 

niedźwiedź zaczął się tak bardzo śmiać, że jego śmiech zdmuchnął małego jak muszka ambasadora. 

Tymczasem wojsko Króla mysikrólików zbierało się. Należały do niego wszystkie skrzydlate stworzenia: 

ptaszki, motyle, muchy, pszczoły... Także niedźwiedź zgromadził swoje wojsko. składało się ono ze wszystkich 
potężnych zwierząt o czterech łapach. Były tam: słonie, wilki, konie... Najwyższe dowództwo zostało powierzone 
wilkowi, który słynął ze swej niezwykłej przebiegłości. 

Przed wyruszeniem do walki wilk wyjawił żołnierzom plan swojego działania: 
-Idźcie  za  mną,  a  zaprowadzę  was  do  zwycięstwa!  Mój  ogon  będzie  dla  was  sygnałem. 

Dokąd  będzie  on  wyprostowany,  idźcie  naprzód  i  bijcie  równo.  Kiedy  go  opuszczę,  będzie  to 
znaczyło,  że  nie  idzie  nam  najlepiej  i  musimy  uciekać,  ale  tej  ewentualności  nie  bierzmy  
pod uwagę... 

W  pobliskich  krzakach  ukrywała  się  mała  ważka  wysłana  na  przeszpiegi.  Szybko  poleciała  

do swojego Króla i opowiedziała to, co usłyszała. 

-Dobrze. – powiedział Król. –Niech natychmiast, jak tylko wilk wysunie się na czoło, zbliży się 

do niego komar i ugryzie go pod ogonem! 

Dwie armie stanęły naprzeciw siebie. Wilk z zadartym do góry ogonem, a za nim  niedźwiedzie i wilki 

drwiące sobie ze  swoich nieprzyjaciół. 

Ale mały, malusieńki komarek zbliżył się do wilczego ogona i tak długo gryzł go i kąsał, aż jego ogon 

nie mogąc wytrzymać z bólu, opadł w dół. 

Żołnierze,  widząc  wilka  z  opuszczonym  ogonem,  pomyśleli,  że  przegrywają  i  zaczęli  uciekać,  

co sił w nogach. Wojsko króla mysikrólików oraz jego odważne pisklęta nie mogły się powstrzymać od śmiechu. 
 

* * * 

 

W tej właśnie chwili się Jezus rozradował w Duchu Świętym i rzekł: 

„Wysławiam  Cię,  Ojcze,  Panie  nieba  i  ziemi,  że  zakryłeś  te  rzeczy  przed  mądrymi  
i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. 

Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie”. (Łk 10,21) 
Gdyby wszyscy „prostaczkowie” tego świata... 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

9 z 21

16.   DZIWNY   MŁODZIENIEC 

 

Gospodarz  pewnego  wielkiego  gospodarstwa  potrzebował  pomocnika  do  pracy  w  stajni  i  w  stodole.  

Tak jak nakazywała tradycja, zaczął go poszukiwać podczas jarmarku, który odbywał się w wiosce. Spostrzegł 
tam pewnego 16–17-letniego młodzieńca, który krążył pomiędzy jarmarcznymi namiotami. Był bardzo szczupły 
i nie wydawał się być nazbyt silny. 

-Jak się nazywasz, młodzieńcze? 
-Alfred, panie. 
-Poszukuję  kogoś,  kto  zechciałby  pracować  w  moim  gospodarstwie.  Czy  znasz  się  

na rolnictwie? 

-Tak, panie. Mogę spać w burzliwą noc! 
-Co mówisz?
 – zapytał zaskoczony gospodarz. 
-Mogę spać w burzliwą noc. – odrzekł spokojnie. 
Gospodarz pokiwał głową i odszedł. 
Jednak późnym popołudniem spotkał ponownie Alfreda i ponowił swoją propozycję. Odpowiedź Alfreda 

była taka sama: 

-Mogę spać w burzliwą noc! 
Gospodarz  potrzebował  pomocnika,  a  nie  młodzieńca,  dumnego  z  powodu  tego,  że  umie  spać  

w burzliwe noce. 

Próbował szukać gdzie indziej, ale nie mógł znaleźć nikogo do pracy w swym gospodarstwie. Nie mając 

innego wyjścia, zdecydował się zatrudnić Alfreda, który nieustannie powtarzał mu: 

-Niech pan się nie martwi, ja mogę spać w burzliwą noc. 
-W porządku. Zobaczymy, co potrafisz robić. 
Alfred  pracował  w  gospodarstwie  przez  kilka  tygodni.  Jego  gospodarz  był  tak  bardzo  zajęty,  

że nie zwracał uwagi na to, jak pracował młodzieniec. 

Jednakże  jednej  nocy  zbudził  go  silny  wiatr.  Burza  miotała  drzewami,  wyła  w  kominach  i  trzaskała 

oknami.  Gospodarz  wyskoczył  z  łóżka.  Zawierucha  mogła  otworzyć  na  oścież  drzwi  stajni,  przestraszyć  konie  
i krowy, porozrzucać siano i słomę, wyrządzić mnóstwo różnych szkód. 

Pobiegł, aby pukać do drzwi Alfreda, ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Stukał wielokrotnie. 
-Alfred, obudź się! Wstawaj i pomóż mi, zanim wiatr wszystko zniszczy! – wołał. 
Ale Alfred wciąż spał. 
Gospodarz  nie  miał  czasu  do  stracenia.  zbiegł  w  dół  po  schodach,  przedarł  się  przez  podwórze,  

aż wreszcie dotarł do zagrody. 

I tutaj spotkało go wielkie zaskoczenie. 
Drzwi  do  stajni  były  szczelnie  zamknięte,  a  wszystkie  okna  starannie  zablokowane.  Siano  i  słoma 

poprzykrywane  i  poukładane  w  taki  sposób,  że  żaden  wiatr  nie  byłby  w  stanie  ich  rozwiać.  Konie  uwiązane,  
a  trzoda  i  kury  wyjątkowo  spokojne.  Na  zewnątrz  wiatr  szalał  gwałtownie.  Wewnątrz  gospodarstwa  zwierzęta 
cicho spały, a wszystko było zabezpieczone. 

Nagle  gospodarz  wybuchnął  śmiechem.  Zrozumiał  bowiem,  co  miał  na  myśli  Alfred,  kiedy  mówił,  

że może spać nawet w burzliwą noc. 

Młodzieniec  każdego  dnia  wykonywał  dobrze  swoją  pracę.  Sprawdzał,  czy  wszystko  było  zrobione,  

jak  należy.  Zamykał  szczelnie  drzwi  i  okna,  opiekował  się  zwierzętami.  Był  przygotowany  na  burzę  każdego 
dnia. I właśnie dlatego nigdy się jej nie lękał. 
 

* * * 

 

Czy i ty możesz spać podczas tej burzliwej nocy, którą jest twoje życie? 

 
 

17.   IMIĘ   BOŻE 

 

Był  dzień  Bierzmowania.  Kandydaci  poustawiani  w  rzędy  oczekiwali  w  głównej  nawie  kościoła.  

Biskup  usiadł  i  tak,  jak  się  często  zdarzało,  rozpoczął  rozmowę  z  dziećmi.  Poprosił  pewną  dziewczynkę,  
aby się do niego zbliżyła. 

-Jak masz na imię? 
-Emanuela 
– odpowiedziała bardzo zdenerwowana dziewczynka. 
-Powiedz mi, Emanuelko, co mówimy, kiedy wykonujemy znak krzyża św.? 
-„ ... ” 
-Mówimy...
 – podpowiedział jej biskup z uśmiechem: -W imię Ojca i Syna i... 
-... i Mamy! 
– dokończyła dziewczynka. 
 

* * * 

 
To  bardzo  piękne  określenie  dla  Ducha  Świętego.  Jezus  nazywa  Go  również  Pocieszycielem  

i  Uzdrowicielem,  to  znaczy  Tym,  który  zawsze  wspiera  swoich  apostołów  i  ochrania  ich  od  złego.  
Duch Święty to ten, który pamięta. leczy i umacnia... 

 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

10 z 21 

18.   BÓG   STWORZYŁ   OJCA 

 
Kiedy dobry Bóg zajmował się tworzeniem ojca, wykonał najpierw konstrukcję dosyć wysoką i potężną. 
Ale pewien anioł, który znajdował się akurat w pobliżu powiedział: 
-Ojejku,  a  co  to  za  ojciec?  Jeśli  dzieci  uczyniłeś  tak  malutkie  jak  dziurki  w  serze,  

dlaczego  robisz  tak  potężnego  ojca?  Nie  będzie  mógł  grać  w  warcaby  dopóki  nie  uklęknie.  
Nie utuli dziecka do snu bez zwijania się w kłębek, ani nawet nie ucałuje bez składania się na pół. 

Bóg uśmiechnął się i powiedział: 
-Masz  rację,  ale  jeśli uczynię  go  mniejszym,  to  dzieci  nie  będą  miały nikogo, na  kogo  będą 

mogły patrzeć zadzierając w górę głowę. 

Kiedy potem lepił jego dłonie, uczynił je dosyć dużymi i silnymi. 
Anioł przechylił głowę i z dezaprobatą powiedział: 
-Ojejku, jak takie olbrzymie ręce będą mogły zawiązać dziecku kokardkę, zapiąć lub odpiąć 

guzik, zapleść warkocz albo wyjąć drzazgę z paluszka? 

Bóg uśmiechnął się i rzekł: 
-To  prawda,  ale  za  to  są  wystarczająco  duże,  by  pomieścić  wszystko  to,  co  można  znaleźć  

w dziecięcej kieszeni, a jednocześnie wystarczająco małe, by pogłaskać go po głowie. 

Bóg  właśnie  rozpoczął  tworzenie  nóg,  tak  dużych,  jak  jeszcze  nikt  nie  widział,  kiedy  anioł  znów 

wybuchnął: 

-Tak  nie  może  być!  Czy  Ty,  naprawdę  myślisz,  że  takie  dwie  barki  będą  w  stanie  na  czas 

wyskoczyć rano z łóżka, by móc ukoić płaczące dziecko? Czy przeciśnie się on między grupką dzieci, 
bez zmiażdżenia co najmniej dwojga z nich? 

Bóg uśmiechnął się i powiedział: 
-Nie  obawiaj  się,  będą  bardzo  dobre.  Zobaczysz:  utrzymają  równowagę  dziecka,  

które  się  z  nim  bawi  w  „Jedzie,  jedzie  pan,  na  koniku  sam...”.  Będą  wypędzały  myszy  z  wielkiej 
chaty i chwaliły się butami, za dużymi na kogokolwiek innego. 

Bóg  pracował  całą  noc,  aby  powierzyć  ojcu  jedynie  niewielką  ilość  słów,  ale  za  to  silny  i  budzący 

zaufanie  głos;  oczy,  które  wszystko  widzą,  ale  pozostają  spokojne  i  wyrozumiałe.  A  w  końcu,  po  długim 
namyśle, uczynił ostatnim dotknięciem łzy. Po tym wszystkim zwrócił się do swojego anioła z pytaniem: 

-Czy teraz już się przekonałeś, że ojciec może kochać tak bardzo, jak matka? 

(Erma Bombeck) 

 

* * * 

 

Studenci  pewnego  uniwersytetu  zostali  poproszeni  o  wykonanie  na  koniec  tygodnia  „zadania 

domowego” – miało nim być długie i czułe objęcie własnego ojca. 

-Nie mogę tego zrobić – zaprotestował jeden z nich. –Mój ojciec umarłby z przerażenia. 
-Poza tym
 – dodał drugi. –Mój ojciec przecież i tak wie, że go kocham. 
-To  znaczy,  że  nie  jest  to  takie  trudne.  –  powiedział  profesor.  –Dlaczego  więc  tego  

nie zrobisz? 

W  poniedziałek  wszyscy  opowiadali  ze  zdumieniem  o  tym,  jak  niezwykłe  rezultaty  przyniosło  

to doświadczenie. 

-Mój ojciec rozpłakał się! – powiedział jeden. 
Drugi natomiast dodał: 
-To nieprawdopodobne. Mój ojciec podziękował mi za to. 

 
 

19.   DLACZEGO   SIĘ   BOICIE ? 

 

Żyła  sobie  bardzo  szczęśliwa  rodzina,  która  miała  malutki  domek  na  peryferiach.  Ale  pewnej  nocy  

w ich kuchni wybuchł straszny pożar. 

Kiedy  płomienie  rozprzestrzeniły  się,  rodzic  wraz  z  dziećmi  wybiegli    na  zewnątrz.  Jednak  

w  pewnym  momencie  spostrzegli  z  przerażeniem,  że  brakowało  wśród  nich  najmłodszego,  pięcioletniego 
chłopca. W momencie, w którym wychodzili, przeraził się trzasku ognia i dławiącego dymu i uciekł na strych. 

Co robić? Ojciec i matka spoglądali na siebie zrozpaczeni, dwie siostrzyczki zaczęły krzyczeć. 
Rzucić się w ten żywioł było prawie niemożliwe... Tymczasem strażacy spóźniali się.  
W  pewnej  chwili  zobaczyli  otwierające  się  na  górze  okienko  strychu,  w  którym  pojawił  się  krzyczący 

chłopiec: 

-Tata! Tata! 
Ojciec podbiegł i zawołał: 
-Skacz w dół! 
Chłopiec widząc pod sobą tylko czarny dym i ogień, a słysząc jedynie głos, odpowiedział: 
-Tatusiu, ja cię nie widzę... 
-Ale ja ciebie widzę, to wystarczy. Skacz w dół! 
– krzyczał ojciec. 
Chłopiec rzucił się w przestrzeń i opadł cały i zdrowy w silne ramiona ojca, który pewnie pochwycił go 

w locie. 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

11 z 21 

20.   ODJAZD   ŻOŁNIERZA 

 

Podczas  I  wojny  światowej  powołani  byli  na  front  także  młodzi,  zaledwie  osiemnastoletni  chłopcy. 

Pożegnania tych chłopców z rodzinami były rozdzierająco smutne. 

Na stacji kolejowej pewnego dużego miasta rodzice i przyjaciele tłoczyli się wokół odjeżdżającej grupy 

żołnierzy. Wszyscy obejmowali się płacząc, niektórzy widzieli się po raz ostatni. 

Pewien  człowiek  ściskał  mocno  dłoń  swego  syna,  nie  mógł  nawet  wypowiedzieć  słów  pożegnania.  

Jego oczy były pełne łez. Drżały mu ręce i nie był w stanie mówić. Chłopak był jego jedynym synem, kochał go 
ze wszystkich sił. Co mógł wówczas mu powiedzieć? Najchętniej zabrałby go z powrotem do domu. 

Pociąg  zagwizdał.  Żołnierze  zaczęli  pośpiesznie  wsiadać  do  wagonów.  Mężczyzna  pragnął  jakoś 

przestrzec swojego syna. Przycisnął go do piersi i wyszeptał: 

-Jaśku, Jaśku mój kochany! Nie dopuść, aby cię zabili! 
Żołnierze  znajdowali  się  już  w  pociągu,  który  wolno  ruszał  ze  stacji.  Tłum  ściskał  ich  dłonie  i  machał 

rękoma na pożegnanie. 

Zrozpaczony  mężczyzna  wpatrywał  się  w  swojego  Jaśka,  który  kiwał  do  niego  z  okna.  Tak  bardzo 

pragnął  coś  mu  powiedzieć.  Pociąg  jechał.  Ojciec  podniósł  swą  dłoń.  Jeszcze  raz  przedarł  się  przez  tłum, 
podbiegł do jadącego pociągu i zawołał: 

-Jaśku, chłopcze mój, bądź zawsze blisko generała! 

 

* * * 

 

Tam, gdzie znajdują się generałowie, nie dochodzą strzały nieprzyjaciela. Ojciec wiedział o tym. 
Taki dar daje ci Kościół: nieustannie masz pewność, że jesteś przy Generale. 
 
„Ja  jestem  krzewem  winnym,  wy  –  latoroślami.  Kto  trwa  we  Mnie,  a  Ja  w  nim,  

ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. (J 15,5) 

 
Chłopcze mój, bądź zawsze blisko generała! 

 

21.   NA   ROZSTAJU   WSI 

 

Bardzo dawno temu żył sobie człowiek, który przez wiele lat próbował odkryć tajemnicę życia. Pewnego 

dnia  mądry  pustelnik  wskazał  mu  studnię,  która  zawierała  w  sobie  odpowiedź,  jakiej  człowiek  gorliwie 
poszukiwał. Mężczyzna pobiegł do studni i zapytał: 

-Co jest tajemnicą życia? 
Z głębokości przypłynęła odpowiedź: 
-Pójdź na rozstaje wsi, tam odnajdziesz to, czego szukasz. 
Przepełniony nadzieją mężczyzna udał się tam i zobaczył trzy małe budki: w jednej sprzedawano jakieś 

pręty, w drugiej drewno, a w trzeciej metalowe części. Nie wydawało mu się, aby cokolwiek w tej okolicy mogło 
wyjawić mu tajemnicę życia. 

Rozczarowany człowiek powrócił więc do studni, aby otrzymać wyjaśnienie. Studnia odpowiedziała mu: 
-Zrozumiesz  wszystko  we  właściwym  czasie.  Mężczyzna  zaprotestował,  ale  odpowiedź, 

którą otrzymał, była jedynie echem jego sprzeciwu. 

Myśląc, że został oszukany, powrócił do domu i kontynuował swoje poszukiwania. 
Z biegiem czasu zapomniał o tym zdarzeniu, aż tu pewnej nocy, podczas gdy przechadzał się w świetle 

księżyca, usłyszał dźwięk sitary (orientalny instrument muzyczny), który przyciągnął jego uwagę. 

Była to cudowna muzyka, grana z wielkim znawstwem i uczuciem. 
Zachwycony  muzyką  człowiek  zaczął  iść  w  stronę  głosu:  zobaczył  ręce  muzyka,  które  zręcznie 

przesuwały  się  po  strunach,  zobaczył  sitarę:  wtedy  zrozumiał  wszystko  i  krzyknął  z  radości.  Sitara  wykonana 
była  z  metalowych  drutów  i  części  połączonych  ze  sobą  drewnem,  dokładnie  takie,  jakie  widział  w  trzech 
budkach na rozstaju wsi, na które wówczas nie zwrócił najmniejszej uwagi. 
 

* * * 

 

Życie  jest  podróżą.  Idziesz  przez  nie  krok  po  kroku.  Jeśli  każdy  twój  krok  jest  wspaniały,  

jeśli  każdy  twój  krok  jest  ciekawy  –  to  takie  też  będzie  całe  twoje  życie.  Nie  będziesz  wtedy  nigdy 
podobny do człowieka, który dotarł do śmierci, a nie znał wcale życia. 

Nie pozwól, aby umknęło ci cokolwiek. Nie oglądaj życia zza pleców innych osób. Spoglądaj mu 

zawsze prosto w oczy. Nie mów w imieniu twoich dzieci. Uchwyć raczej ich twarz w swe dłonie i wtedy  
z nimi rozmawiaj. 

Nie obejmuj jedynie ciała, obejmuj osobę. Czyń to od zaraz. Nie marnuj uczuć, intuicji, pragnień, 

wzruszeń,  myśli,  spotkań,  nie  marnuj  niczego.  Pewnego  dnia  odkryjesz  jak  wielkie  i  nieodzowne  było 
wszystko. Ucz się każdego dnia czegoś nowego o sobie i o innych. 

Każdego  dnia  odkrywaj  piękno,  którym  jest  przepełniony  nasz  świat.  Nie  dopuść,  

by cię przekonano, że jest na odwrót. 

Przypatruj  się  kwiatom.  Zauważaj  ptaki.  wsłuchaj  się  w  wiatr.  Smakuj  potrawy  i  doceniaj  je. 

Wszystkim  dziel  się  z  innymi.  Największe  uszanowanie,  jakie  można  komuś  okazać,  to  zaproponować 
mu: 

-Spójrz na ten zachód słońca. 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

12 z 21 

22.   BYĆ   ZADOWOLONYM 

 

Wujek Karol zapytał mnie: 
-Dlaczego  napisałeś  w  liście  do  Świętego  Mikołaja,  że  pragnąłbyś,  aby  przyniósł  na  świat 

pokój? Czy nie wystarczy ci rower? (Ludwik, lat 7) 

 

* * * 

 

Pewien  wieśniak  upolował  kiedyś  sokoła  i  uwiązawszy  go  za  jedną  nogę,  przytwierdził 

sznurem  do  klepiska.  Sokół  nie  mógł  się  pogodzić  z  tym,  aby  żyć  jak  kura.  Nieustannie  szarpał  swój 
sznur, przywiązany do deski kurnika. 

Wpatrywał  się  w  niebo  i  usiłował  wzbić  się  w  nie.  Jednak  sznur  bezlitośnie  przyciągał  go  

z  powrotem  na  ziemię.  Zmagała  się  tak  tygodniami,  aż  zdarł  z  łap  całą  skórę  i  zniszczył  swoje  piękne 
skrzydła. 

W końcu zrezygnował z walki. Po kilku miesiącach zaczął mu nawet smakować kurzy pokarm. 

Potem przyzwyczaił się do grzebania w ziemi. 

I  w  ten  sposób  nie  spostrzegł  nawet,  że  jesienne  deszcze  i  zimowy  śnieg  rozpuściły  sznur, 

którym był przywiązany do ziemi. 

A  wystarczyłoby  jedno  najzwyklejsze  porwanie  się  do  lotu  i  sokół  znów  wróciłby  na  wolność  

i stał się panem nieba. 

Ale nie uczynił tego. 
Nasze  ciało  męczy  nawet  wspinanie  się  o  jeden  stopień  schodów  wyżej.  Ale  nasza  dusza  

ma skrzydła. Całe niebo jest nasze. 

 

23.   STRUŚ   OLIWIER 

 
Pewien  dumny  i  wykształcony  struś  dawał  lekcje  strusim  pisklętom  na  temat  wyższości  ich  gatunku 

nad innymi. 

-Jesteśmy największymi ptakami, co oznacza, że jesteśmy najważniejsi. 
Wszyscy uczniowie przytakiwali mu: 
-Oczywiście! Oczywiście!  
Tylko pewien rezolutny struś imieniem Oliwier stawiał pytania: 
-Ale my nie potrafimy latać do tyłu, tak jak to robią kolibry! – powiedział odważnym głosem. 
-I co z tego, za to koliber nie jest związany ze swoim terenem. 
-Oczywiście! Oczywiście! 
– powtarzały wszystkie strusie, oprócz Oliwiera. 
-Znosimy największe, a jednocześnie najładniejsze jajka! – kontynuował stary nauczyciel. 
-To nieprawda, jajka rudzika są ładniejsze. – zaprzeczył Oliwier. 
-Z  jajek  rudzika  wykluwają  się  jedynie  rudziki.  –  odburknął  stary  struś.  –Rudziki  umieją 

jedynie wydziobywać polne glisty i tyle! 

-Oczywiście! Oczywiście! – wykrzykiwały wszystkie strusie poza Oliwierem. 
-My potrafimy chodzić na czterech palcach podczas, gdy człowiek potrzebuje ich aż dziesięć. 

– przypomniał swoim uczniom stary nauczyciel. 

-Ale  człowiek  potrafi  latać  nawet  na  siedząco  podczas,  gdy  my  nie  umiemy  latać  w  ogóle!  

– skomentował Oliwier. 

Stary struś zmierzył go surowym wzrokiem. 
-Człowiek  przemierza  nieustannie  kulisty  świat  nazbyt  szybko.  Wkrótce  wpadnie  na  siebie 

od tyłu i nie będzie nawet wiedział, że to, co na niego wpadło, to on sam. 

-Oczywiście! Oczywiście! – krzyczały wszystkie pozostałe strusie. 
-Poza  tym  w  niebezpiecznych  momentach  stajemy  się  niewidzialni  chowając  naszą  głowę  

w piasek. – wyskandował nauczyciel. –Nikt inny nie umie tego zrobić. 

-Jak  możemy  wiedzieć,  że  nikt  nas  nie  widzi,  kiedy  to  my  sami  nic  nie  widzimy?  –  zapytał 

Oliwier. 

-Demagogia! – wykrzyknął stary struś i wszystkie pozostałe strusie powtarzały: 
-Demagogia! – nie znając nawet znaczenia tego słowa. 
I  właśnie  w  tym  momencie,  zarówno  nauczyciel,  jak  i  jego  uczniowie  usłyszeli  jakiś  złowrogi  hałas, 

który podobny był do grzmotu i zbliżał się coraz bardziej w ich stronę. Nie był to huk wydobywający się z nieba, 
ale  złowrogi  tętent  nieprzebranej  hordy  rozwścieczonych  słoni  w  pełnym  natarciu,  które  przestraszone  
nie wiadomo czym, biegły na oślep przed siebie. 

Stary  struś  wraz  ze  swoimi  uczniami  schował  natychmiast  głowę  w  piasek.  Tylko  Oliwier  ukrył  się  

za  pewną  znajdującą  się  nieopodal  skałą  i  pozostał  tam,  aż  do  chwili,  w  której  rozwścieczona  horda  zwierząt 
zniknęła.  Kiedy  wydostał  się  zza  niej,  zobaczył  rozorany  piach,  pokryty  martwymi  ciałami  i  pierzem:  to  było 
wszystko,  co  pozostało  ze  starego  nauczyciela  i  jego  uczniów.  By  upewnić  się  Oliwier  zwołał  apel,  ale  jedyne 
imię, które odpowiedziało mu na jego rozkaz było jego własnym. 

-Oliwer! – powiedział. 
-Obecny! – odpowiedział sobie. 
Był to jedyny żywy głos usłyszany na pustyni. 
 

* * * 

 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

13 z 21 

Pewien statek rozbił się o skały. Pasażerowie zostali załadowani do  wielkiej łodzi ratunkowej. 

Razem  z  nimi  wsieli  do  niej  także  niektórzy  oficerowie  oraz  kapitan  statku.  Zanim  szalupa  odbiła  
od burty rozbitego okrętu, kapitan zwrócił się do nich z ostatnią przestrogą: 

-Słuchajcie się oficera, który wie, jak kierować łodzią. 
Jedna staruszka wyszeptała pod nosem: 
-Nie jestem taka pewna... Dopiero co rozbił nas o skały! 
 
Nie ulegajcie cudzemu rozumowi. Ilość słuchaczy nie jest wykładnią inteligencji mówiącego. 

 

24.   MAGICZNY   PIERŚCIEŃ 

 
Pewien król wezwał na dwór wszystkich swoich magów i powiedział: 
-Chciałbym  być  zawsze  przykładem  dla  moich  podwładnych.  Pragnę  być  silnym  

i  stanowczym,  spokojnym  i  niewzruszonym  względem  zdarzeń  losu.  Czasami  jestem  smutny  
i  przygnębiony  z  powodu  jakiegoś  nieszczęśliwego  zdarzenia  lub  niefortunnej  okoliczności.  
Kiedy 

indziej 

znów 

jakaś 

nagła 

radość 

lub 

wielki 

sukces 

wprawiają 

mnie 

stan 

nieprawdopodobnego  podniecenia.  Nie  podoba  mi  się  to  wszystko.  Czuję  się  jak  jakaś  drżąca 
gałązka  rozhuśtana  morską  falą.  Zróbcie  mi  jakiś  amulet,  który  mnie  wyzwoli  od  tych  wesołych  
i smutnych stanów duszy i zmian nastrojów. 

Jeden  po  drugim,  wszyscy  magowie  wycofywali  się.  Potrafili  wykonywać  różnego  rodzaju  amulety  

dla  zwykłych  ludzi,  ale  zadowolić  króla  nie  było  wcale  tak  łatwo.  Poza  tym  poszukiwał  on  amuletu,  
który miał mieć niezwykle skomplikowane zastosowanie. 

Król  wybuchnął  gniewem  i  był  niepocieszony  bezradnością  swych  magów,  kiedy  stanął  przed  nim 

pewien stary mędrzec, mówiąc: 

-Wasza Wysokość, przyniosę ci jutro pewien pierścień, za każdym razem, jak tylko na niego 

spojrzysz,  jeśli  będziesz  smutny  –  staniesz  się  wesoły,  a  jeśli  będziesz  zdenerwowany  
– uspokoisz się. Wystarczy jedynie, abyś przeczytał wyryte na nim zaklęte zdanie. 

Następnego  dnia  stary  mędrzec  powrócił  i  w  absolutnej  ciszy,  która  była  spowodowana  niezwykłym 

zaciekawieniem wszystkich włożył królowi na rękę pierścień. 

Król przypatrzył mu się uważnie i przeczytał wyryte na złotej obrączce zdanie: „Nawet to przeminie”. 
 

* * * 

 

Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina 
na wszystkie sprawy pod niebem: 
Jest czas rodzenia i czas umierania, 
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono, 
czas zabijania i czas leczenia, 
czas burzenia i czas budowania, 
czas płaczu i czas śmiechu, 
czas zawodzenia i czas pląsów, 
czas rzucania kamieniami i czas ich zbierania, 
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich, 
czas szukania i czas tracenia, 
czas zachowania i czas wyrzucania, 
czas rozdzierania i czas zszywania, 
czas milczenia i czas mówienia, 
czas miłowania i czas nienawiści, 
czas wojny i czas pokoju. 
Cóż przyjdzie pracującemu z trudu, jaki sobie zadaje? 
Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi, 
by się natrudzili. 
Uczynił wszystko piękne w swoim czasie, 
dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata, 
tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, 
jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca. 
Poznałem, że dla niego nic lepszego, niż cieszyć się i o to dbać, 
by szczęścia zaznać w swym życiu, 
Bo też, że człowiek je i pije, 
i cieszy się szczęściem przy całym swym trudzie  
– to wszystko dar Boży. 
Poznałem, że wszystko, co czyni Bóg, 
na wieki będzie trwało: 
do tego nic dodać nie można 
ani od tego coś odjąć. To, co jest, już było, 
a to, co ma być kiedyś, już jest; 
Bóg przywraca to, co przeminęło (Kohelet 3,1-15) 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

14 z 21 

25.   IDĘ   DO   PRZODU ,   TAK   JAK   OSIOŁ 

 
Idę do przodu jak osioł... 
Tak, zupełnie tak, jak to zwierzę, o którym słownik biblijny pisze: „Osioł palestyński jest bardzo silny, 

odporny na upały, żywi się ostem: odpowiednio zbudowane kopyta czynią każdy jego krok pewnym, utrzymanie 
osła kosztuje bardzo niewiele. Jedyne wady, jakie ma to upór i lenistwo”. 

Idę do przodu jak osioł z Jerozolimy, 
który w Niedzielę Palmową, 
był królewskim i spokojnym wierzchowcem Mesjasza. 
Nie jestem uczony, 
ale umiem coś bardzo ważnego: 
wiem, jak na moim grzebiecie 
dźwigać Chrystusa, 
a to czyni mnie bardziej dumnym 
od Burgundczyka czy Baska. 
Dźwigam Go, ale On mną kieruje: 
ufam Mu, a On prowadzi mnie do swego królestwa. 
Kto wie, jak bardzo się niepokoi mój Pan, 
kiedy się potykam o kamień! 
Lecz nigdy mi tego nie wypomina. 
Ach, jak miło jest odczuć 
Jego dobroć i wielkoduszność: 
pozwala mi spokojnie podziwiać 
cudowną oślicę Balaama, 
snuć słodkie sny idąc przez żniwne pole, 
i zapomnieć wręcz o tym, że niosę go na swym grzebiecie. 
Idę naprzód w ciszy. 
To cudowne, jak wiele można rozumieć 
nie rozmawiając wcale! 
Jego zwyczajne słowa, które tak dobrze rozumiem, 
wydają się być powiedziane specjalnie dla mnie: 
„Jarzmo moje jest słodkie, 
a brzemię moje lekkie” 
(Mt 11,30). 
Zwierzęca ufność, 
tak jak wtedy, kiedy w bożonarodzeniową noc, 
dźwigałem uroczyście Jego Matkę do Betlejem. 
Idę przed siebie z radością. 
Gdy pragnę wyśpiewać Mu chwałę, 
drę się jak dziki diabeł, 
bo śpiewam bardzo nieczysto. 
On wtedy bardzo się śmieje 
serdecznym śmiechem, 
a uśmiech Jego zamienia 
mękę mojego stąpania 
w lekki krok po balowym parkiecie, 
a moje ciężkie kopyta 
w uskrzydlone sandały. 
Idę naprzód jak osioł, 
co niesie na grzbiecie Chrystusa. 

(Monsignore Etchegaray) 

 

* * * 

 

Bóg ma taką samą wagę, co szczęście. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

15 z 21 

26.   WSZYSCY   MUSZĄ   PRACOWAĆ 

 
Pani nauczycielka w szkole podstawowej tłumaczy cierpliwie wszystkim swoim małym wychowankom, 

że na świecie wszyscy muszą pracować. 

-Wszyscy, naprawdę wszyscy? – pyta czteroletnia Ewelinka. 
-Hm, prawie wszyscy. – odpowiada nauczycielka. 
-To ja, jak będę duża, zostanę „prawie!” – kończy dziewczynka. 
 

* * * 

 

Ileż to osób na tym świecie zadowala się byciem owym „prawie”... 
Przeżyłem życie w skorupie orzecha kokosowego. 
Czyż nie jest to dobre miejsce do życia? 
Było tam ciemno i ciasno, przede wszystkim rano, kiedy musiałem się golić. Ale to, co dokuczało 

mi  najbardziej,  to  fakt,  że  nie  byłem  w  stanie  kontaktować  się  ze  światem  zewnętrznym.  I  gdyby  ktoś 
odnalazł ten kokosowy orzech i otworzył go, nie musiałbym spędzić całego mojego życia w jego wnętrzu. 
A być może i nie umarłbym tam. 

Zmarłem  jednak  w  środku  orzecha  kokosowego:  wewnątrz  byłem  ja,  skurczony  

i rozpadający się. 

-Jaka  szkoda  !  –  powiedzieli.  –Gdybyśmy  go  znaleźli  wcześniej,  może  moglibyśmy  go 

jeszcze ocalić. Być może są jeszcze inni, zamknięci tak jak on. 

 

27.   UBRANIA   DLA   BIEDNYCH 

 
Proboszcz  pewnej  olbrzymiej  parafii,  leżącej  na  peryferiach  Paryża,  powierzył  pewnego  dnia  pisarce 

Madeleine Delberl, swojej dobrej parafiance, zaniesienie paczki z ubraniami do pewnej niewierzącej rodziny. 

Madeleine  wzięła  ją  i  udała  się  pod  wskazany  przez  proboszcza  adres.  Wdrapała  się  na  piąte  piętro 

bloku,  by  wręczyć  zawiniątko  pewnej  biednie  wyglądającej  kobiecie  z  dzieckiem  na  ręku,  która  otworzyła  jej 
drzwi.  Ta  podziękowała  jej  grzecznie  i  Madeleine  zaczęła  schodzić  w  dół.  Gdy  była  już  na  parterze,  usłyszała,  
że ktoś ją woła. 

Była to kobieta z piątego piętra, która krzyczała: 
-Proszę  przyjść  zabrać  swoją  paczkę!  To  są  straszne  szmaty.  Jesteśmy  biedni,  

ale nie jesteśmy śmieciarzami! 

Madeleine  wróciła.  Zobaczyła,  że  kobieta  miała  rację:  paczka  rzeczywiście  zawierała  brudną  bieliznę. 

Zrobiło jej się wstyd. Przeprosiła i wyszła zmartwiona. Nie wiedziała, jak ma postąpić. 

Przechodząc  koło  kwiaciarni,.  zobaczyła  cudowny  kosz  czerwonych  róż.  Kupiła  je  i  wróciła  

z powrotem, a spotkawszy na drodze dziecko owej kobiety, podała mu kwiaty, mówiąc: 

-Proszę cię, zanieś je twojej mamie. 
Chłopiec ten był pierwszym ochrzczonym w tym bloku. 
 

* * * 

 

Starszy  człowiek,  który  był  ateistą,  udał  się  do  pewnego  znanego  księdza.  Miał  nadzieję,  

że  w  ten  sposób  rozwiąże  problemy  swojej  wiary.  Nie  był  w  stanie  uwierzyć,  że  Jezus  z  Nazaretu 
naprawdę zmartwychwstał. Szukał dowodów, które pozwoliłyby mu uwierzyć w zmartwychwstanie... 

Kiedy dotarł do domu parafialnego,  w którym mieszkał ksiądz, znajdował się już u niego jakiś 

gość. 

Ksiądz  dostrzegłszy  przez  uchylone  drzwi  czekającego  starca,  wyszedł  z  kancelarii  

i z uśmiechem podał mu krzesło. 

Pożegnawszy  się  z  przebywającym  u  niego  gościem,  zaprosił  starca  do  siebie.  Wysłuchał 

uważnie  jego  wątpliwości,  a  potem  przez  długi  czas  rozmawiali.  Po  burzliwej  dyskusji,  ateista  stał  się 
wierzącym.  Powrócił  do  przyjmowania  sakramentów,  wypełniania  słowa  Bożego  i  uwierzył  
w Matkę Bożą. 

Szczęśliwy i trochę zdziwiony kapłan, zapytał go kiedyś: 
-Niech  mi  pan  powie,  co  w  tej  długiej  rozmowie  stało  się  dowodem,  przekonującym 

pana, że Chrystus naprawdę zmartwychwstał i że Bóg rzeczywiście istnieje? 

-Sposób,  w  jaki  podał  mi  ksiądz  krzesło,  abym  nie  zmęczył  się  oczekiwaniem.  

– odpowiedział starzec. 

(Danilo Zanella) 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

16 z 21 

28.   PRZEBACZENIE 

 
Pewien  dobry,  aczkolwiek  słaby  chrześcijanin  spowiadał  się,  jak  zwykle,  u  swojego  proboszcza.  

Jego spowiedzi przypominały  zepsutą  płytę:  zawsze  te same  uchybienia,  a przede  wszystkim  zawsze  ten  sam 
poważny grzech. 

-Koniec  tego!  –  powiedział  mu  pewnego  dnia  zdecydowanym  tonem  proboszcz.  -Nie  możesz 

żartować  sobie  z  Boga.  Naprawdę  ostatni  już  raz  rozgrzeszam  cię  z  tego  przewinienia.  
Pamiętaj o tym! 

Ale po piętnastu dniach człowiek znów przyszedł do spowiedzi wyznając ten sam grzech. 
Spowiednik naprawdę stracił cierpliwość: 
-Uprzedziłem cię, że nie dam ci rozgrzeszenia. Tylko w ten sposób się nauczysz... 
Poniżony i zawstydzony mężczyzna podniósł się z klęczek. 
Dokładnie nad konfesjonałem, zawieszony był na ścianie wielki, gipsowy krzyż. 
Człowiek wzniósł nań swe spojrzenie. I właśnie w tym momencie gipsowy Chrystus z krzyża ożywił się, 

podniósł swoje ramię i uczynił znak przebaczenia: 

„Rozgrzeszam cię z twojej winy...” 
 

* * * 

 

Każdy  z  nas  związany  jest  z  Bogiem  pewną  nitką.  Kiedy  popełniamy  grzech,  

ta  nić  się  przerywa.  Ale  kiedy  ubolewamy  nad  naszą  winą  –  Bóg  zawiązuje  na  nitce  supełek  
i w ten sposób staje się ona krótsza. Przebaczenie zbliża nas do Boga. 

 
„Powiadam  wam:  Tak  samo  w  niebie  większa  będzie  radość  z  jednego  grzesznika,  

który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują 
nawrócenia”.
 (Łk 15,7) 

 
 

29.   NIKT   NIE   PRZYSZEDŁ 

 
Pewien  chłopiec  wbiegł  z  płaczem  do  domu.  Dziadek  objął  go  czule  i  tuli  w  ramionach.  Chłopiec  nie 

przestaje zanosić się płaczem i dalej szlocha. Dziadek pieści go i stara się uspokoić. 

-Ktoś cię zbił? – pyta. 
Chłopiec zaprzecza kiwając głową. 
-Zabrali ci coś? 
-Nie
 – zanosi się płaczem chłopiec. 
-Więc, co ci się stało? – wypytuje zafrasowany dziadek. 
Chłopiec pociąga nosem i zaczyna opowiadać. 
-Bawiliśmy  się  w  chowanego  i  ja  się  schowałem  za  szafę.  Stałem  tam  i  czekałem,  ale  nikt  

nie  przychodził...  Wreszcie  wyszedłem  z  kryjówki...  i  zobaczyłem,  że  zabawa  była  już  skończona, 
wszyscy poszli do domu i nikt nie przyszedł, aby mnie odnaleźć. 

Łkanie poruszało jego maleńką pierś. 
-Rozumiesz? Nikt nie przyszedł, aby mnie szukać i odnaleźć. 
 

* * * 

 

„Gdy  zaś  mężczyzna  i  jego  żona  usłyszeli  kroki  Pana  Boga  przechadzającego  się  po  ogrodzie,  

w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. 

Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: » Gdzie jesteś « ? 
On odpowiedział: » Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi  

i ukryłem się « ”. (Rdz 3,8-10). 

 
Zdarzenie to dotyczy  wszystkich ludzi na przestrzeni wieków. Przede wszystkim ludzi naszego 

stulecia. 

Gdzie jesteś? 
Może i ty się schowałeś. Ze strachu... z tchórzostwa... z lenistwa... 
Ale Bóg nie przestaje cię poszukiwać. 
 
Pewne  dziecko  po  wysłuchaniu  na  lekcji  religii  przypowieści  o  skarbie  ukrytym  pod  korcem, 

powiedziało: 

-Boże, ja jestem dla ciebie skarbem! 
I choć nie taki był sens przypowieści, to przecież miało ono rację. 

 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

17 z 21 

30.   BRAMA 

 
Istnieje  słynny  obraz,  który  przedstawia  Jezusa  znajdującego  się  w  ciemnym  ogrodzie.  W  lewej  ręce 

dźwiga lampę. która rozjaśnia ciemność, prawą puka w potężne i mocne drzwi. 

Kiedy  obraz  ten  przedstawiany  był  po raz  pierwszy  na  wystawie,  jakiś  zwiedzający  zwrócił  malarzowi 

uwagę na pewien dziwny szczegół: 

-W pana obrazie jest błąd. Drzwi nie mają klamki. 
-Nie ma żadnego błędu. 
– odpowiedział malarz. To są drzwi do ludzkiego serca. Otwierają się 

jedynie od wewnątrz. 

 

* * * 

 

Przez  pewne  lotnisko  na  Dalekim  Wschodzie  przeszła  ulewna  burza.  Pasażerowie  przebiegali  

w pośpiechu płytę lotniska, by dostać się na pokład DC3, który czekał gotowy do odlotu. 

Pewien  przemoczony  do  szpiku  kości  misjonarz,  znalazł  sobie  wygodne  miejsce  przy  oknie.  

Miła stewardessa pomagała pasażerom w rozlokowaniu się.  

Nadchodził już moment odlotu i jakiś członek załogi zamknął potężne drzwi samolotu. 
Nagle  ujrzano  mężczyznę  biegnącego  w  stronę  samolotu.  Spóźniony  człowiek  ochraniając  się 

swym 

przeciwdeszczowym 

płaszczem, 

zaczął 

mocno 

walić 

drzwi 

samolotu, 

prosząc,  

by  mu  otworzono.  stewardessa  próbowała  dać  mu  do  zrozumienia  przy  pomocy  gestów,  że  jest  już  
za późno. Człowiek jeszcze mocniej zaczął się dobijać do drzwi. Stewardessa starała się przekonać go, 
aby zaniechał usiłowań. 

-Nie mogę... Jest już za późno... Musimy odlatywać! – powtarzała. 
Nic  to  jednak  nie  pomagało:  człowiek  nalegał  i  stanowczo  domagał  się  wpuszczenia.  

W  końcu  stewardessa  otworzyła  drzwi.  Wyciągnęła  dłoń  i  pomogła  spóźnionemu  pasażerowi  
wdrapać się na pokład. 

W pewnym momencie zaniemówiła ze zdumienia. Człowiek ten był pilotem samolotu. 
 
Bądź uważny! Nie pozostawiaj na zewnątrz kapitana twojego życia. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

18 z 21 

31.   SPOTKANIE 

 
-Byłem  sam  w  całym  przedziale  pociągu.  Potem  wsiadła  jakaś  dziewczyna.  –  opowiadał 

niewidomy hinduski chłopiec. –Mężczyzna i kobieta, którzy ją odprowadzali, musieli być jej rodzicami. 
Dawali jej mnóstwo rad i wskazówek. Nie widziałem, jak wyglądała dziewczyna, ale podobała mi się 
barwa jej głosu. 

-Czy  jedzie  do  Dehra  Dun?  –  pytałem  się  siebie,  kiedy  pociąg  ruszał  ze  stacji.  Zastanawiałem  się, 

jak mogę nie dać po sobie poznać, że jestem niewidomym. Pomyślałem sobie: jeśli nie będę się ruszał z mojego 
miejsca, powinno mi się to udać. 

-Jadę  do  Saharanpur  –  powiedziała  dziewczyna.  –Tam  wyjdzie  po  mnie  moja  ciocia.  

A pan dokąd jedzie, można wiedzieć? 

-Dehra Dun, a potem do Mussoorie – odpowiedziałem. 
-O,  jaki  pan  szczęśliwy!  Pragnęłabym  bardzo  pojechać  do  Mussoorie.  Uwielbiam  góry. 

Szczególnie w październiku, kiedy jest tam pięknie. 

-Tak, to najlepszy sezon. – odpowiedziałem, sięgając pamięcią do czasów, kiedy jeszcze widziałem. 

–Wzgórza usłane są dzikimi daliami, słońce jest łagodne, a wieczorem można sobie siedzieć wokół 
ogniska i rozmyślać popijając brandy. Większa część letników już wtedy odjeżdża, ulice są bezludne 
i ciche. 

Milczała,  a  ja  zadawałem  sobie  pytanie,  czy  moje  słowa  zrobiły  na  niej  jakieś  wrażenie,  

czy też jedynie myślała, że jestem sentymentalny. Potem popełniłem błąd i zapytałem: 

-Jak jest na zewnątrz? 
Ona  jednak  w  moim  pytaniu  nie  zauważyła  nic  dziwnego.  Czyżby  już  spostrzegła,  że  nie  widzę?  

Jednak słowa, które zaraz po tym wypowiedziała, pozbawiły mnie wszelkich wątpliwości. 

-Dlaczego pan nie spojrzy w okno? – zapytała mnie z największą naturalnością. 
Przesunąłem  się wzdłuż  siedzenia,  starając  się  z  uwagą  odszukać okno.  Było  otwarte, odwróciłem  się  

w  jego  stronę,  robiąc  wrażenie,  że  przyglądam  się  mijanym  widokom.  Oczami  wyobraźni  widziałem 
telegraficzne słupy, które przesuwały się w biegu. 

-Zauważyła pani – ośmieliłem się powiedzieć – że te drzewa wydają się poruszać? 
-Zawsze się tak wydaje
 – odpowiedziała. 
Odwróciłem  się  znów  w  stronę  dziewczyny  i  przez  pewien  czas  siedzieliśmy  w  milczeniu.  

Potem powiedziałem: 

-Ma pani bardzo interesującą twarz. 
Zaśmiała się miło wibrującym i jasnym głosem. 
-Przyjemnie to usłyszeć. –rzekła. –Nudzą mnie ci, którzy mówią, że moja twarz jest ładna! 
„Musisz mieć naprawdę ładną twarz”
 – pomyślałem sobie, a po chwili dodałem pewnym głosem: 
-Hm, interesująca twarz może być również bardzo piękna. 
-Jest pan bardzo miły!
 – powiedziała. –Ale dlaczego jest pan taki poważny? 
-Już niedługo będzie pani na miejscu. – stwierdziłem dość nieoczekiwanie. 
-Dzięki Bogu. Nie lubię długich podróży pociągiem. 
Ja  natomiast  byłbym  gotów  siedzieć  tak  nieskończenie  długo,  byleby  tylko  słyszeć,  jak  ona  mówi.  

Jej  głos  posiadał  tak  srebrzysty  dźwięk  jak  górski  strumień.  Zaraz  po  wyjściu  z  pociągu  zapomni  pewnie  
o naszym spotkaniu; ja jednak zachowam ją w swojej pamięci przez pozostałą część podróży, a może i dłużej. 

Pociąg wjechał na stację. Ktoś zawołał i zabrał ze sobą dziewczynę. Pozostał po niej jedynie zapach. 
Mrucząc coś pod nosem, wszedł pod przedziału jakiś mężczyzna. Pociąg ruszył ponownie. Odszukałem 

po  omacku  okno  i  usadowiłem  się  naprzeciwko  wpatrując  się  w  światło,  które  było  dla  mnie  ciemnością.  
Jeszcze raz mogłem powtórzyć moją grę z nowym towarzyszem podróży. 

-Szkoda,  że  nie  mogę  być  tak  nęcącym  towarzyszem  w  podróży,  jak  ta  dziewczyna,  

która dopiero wyszła. – powiedział do mnie, starając się nawiązać rozmowę. 

-To  bardzo  interesująca  dziewczyna.  –  stwierdziłem.  –Czy  mógłby  mi  pan  powiedzieć...  

czy jej włosy były długie, czy krótkie? 

-Nie  pamiętam  –  odpowiedział  zdawkowym  tonem.  –Przyglądałem  się  jedynie  jej  oczom,  

a  nie  włosom.  Były  rzeczywiście  piękne!  Szkoda,  że  nie  mogły  jej  do  niczego  służyć...  
była niewidoma. Nie zauważył pan tego? 

 

* * * 

 
Dwoje  niewidomych,  którzy  udają,  że  widzą.  Ileż  ludzkich  spotkań  jest  podobnych  do  tego.  

Ze  strachu,  by  nie  objawić  tego,  jacy  jesteśmy  naprawdę,  zaprzepaszczamy  nieraz  najważniejsze 
spotkania naszego życia. A niektóre spotkania zdarzają się jedynie raz w życiu. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

19 z 21 

32.   PISANE   NA   PIACHU 

 
„Uczeni  w  Piśmie  i  faryzeusze  przyprowadzili  do  Niego  kobietę,  która  pochwycono  na  cudzołóstwie,  

a  postawiwszy  ją  pośrodku,  powiedzieli  do  Niego:  »Nauczycielu,  tę  kobietę  dopiero  pochwycono  
na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamieniować. A Ty co mówisz?«
 

Mówili  to  wystawiając  Go  na  próbę,  aby  mieli  o  co  Go  oskarżyć.  Lecz  Jezus  nachyliwszy  się,  pisa 

palcem po ziemi”. (J 8,3-8) 

Niezwykły to wyrok! Sędzia pisze palcem po piasku... Wystarczy wieczorny wiatr, by wszystko zostało 

zmazane. Jezus dobrze wie, kim są oskarżyciele. 

„A  kiedy  w  dalszym  ciągu  Go  pytali,  podniósł  się  i  rzekł:  »Kto  z  was  jest  bez  grzechu,  niech 

pierwszy rzuci na nią kamień«. I powtórnie nachyliwszy się, pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy, jeden 
po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich”. 
(J 8,7-9) 

Po chwili plac już był pusty. Kobieta stała przed Nim sama. Jezus wstał. Podniósł na nią wzrok. 
„Podniósłszy  się,  rzekł  do  niej:  »Kobieto,  gdzie  oni  są?  Nikt  cię  nie  potępił?«  A  ona  odrzekła:  

»Nikt,  Panie!«.  Rzekł  do  niej  Jezus:  »I  Ja  cię  nie  potępiam.  –Idź,  a  od  tej  chwili  już  nie  grzesz!«  ”.  
(J 8,10-11) 

Wyrok jak wieczorny wiatr, który zmazuje wszystko... 
 

* * * 

 

Znajdziemy zawsze ludzi, którzy będą wszystko czynić, aby skłonić nas do uwierzenia, że Bóg 

jest  jedynie  policjantem,  pilnującym  nas  przez  cały  dzień  i  noc.  Tak  jakby  Bóg  przez  cały  dzień  i  noc 
pisał  i  utrwalał  wszystko  w  swojej  wielkiej  księdze:  nasze  błędy  i  nasze  grzechy  oraz  przewinienia, 
nasze dobre i złe uczynki... 

Ale  dlaczego  Bóg  miałby  być  względem  nas  zawsze  surowy  lub  dlaczego  miałby  występować 

przeciwko nam? Czyż jest naszym nieprzyjacielem? Dlaczego więc istnieją ludzie, którzy pragną widzieć 
w  Bogu  jedynie  kogoś,  kto  liczy  i  podsumowuje?  Bóg  nie  jest  maszyną!  Chcecie  mieć  dowód?  Jedyną 
księgą, na której Bóg czynił swoje zapisy był piach... Jeśli zgubiliście coś pośród tego piasku, spróbujcie 
odnaleźć! 

Piach  jest  odporny  na  wszystko,  piach  zapomni  o  wszystkim,  piach  wszystko  wymaże...  

Na  piachu  nic  nie  pozostanie,  wszystko  zostanie  z  niego  zmazane.  Jezus  zapisuje  na  piachu,  
ponieważ
 jej grzech został już przebaczony. 

 
 

33.   DWÓCH   PRZYJACIÓŁ 

 
Bardzo  dawno  temu  w  Chinach,  żyło  sobie  dwóch  przyjaciół.  Jeden  z  nich  potrafił  pięknie  grać  

na harfie. Drugi był niezwykle utalentowany w bardzo rzadkiej sztuce słuchania. 

Kiedy pierwszy z nich grał i śpiewał o górach, drugi mówił: 
-Widzę te góry, tak jakby stały przede mną. 
Kiedy pierwszy wyrażał swoją muzyką dźwięk strumienia, drugi słuchał go i potwierdzał: 
-Słyszę, jak woda przemyka pośród kamieni. 
Ale pewnego dnia ten, który umiał słuchać zachorował i wkrótce zmarł. 
Jego przyjaciel przeciął struny harfy i nie grał już nigdy więcej. 
 

* * * 

 

Istniejemy  jedynie  wtedy,  kiedy  ktoś  nas  słucha.  Najpiękniejszy  dar,  jaki  możemy  ofiarować 

drugiemu człowiekowi to „naprawdę” wysłuchać go. 

 
Pewna  bardzo  wrażliwa  dziewczyna  rozmawiała  z  nauczycielem  o  nurtującym  ją  bardzo 

problemie. Nauczyciel skłaniał ją do porozmawiania na ten temat z rodzicami. Dziewczyna uczyniła tak, 
ale pomimo jej strachu i rozterki, rodzice zbagatelizowali i zlekceważyli problem, próbując zmienić temat; 
mówiąc,  że  dziewczyna  przesadza;  że  wszystko  się  samo  rozwiąże;  że  trzeba  czasu,  itd.  Nie  chcieli 
kontynuować dyskusji, uważając, że jedynie lekceważąc sprawę, można pomóc córce. 

Kiedy usiłowała popełnić samobójstwo, byli bardzo zdziwieni i pytali: 
-Dlaczego nam nie powiedziałaś, że masz jakieś problemy? 
 
Inna  dziewczynka  napisała:  „Wieczorem,  kiedy  jestem  w  łóżku,  odwracam  się  w  stronę 

ściany i rozmawiam sama ze sobą, by móc siebie wysłuchać”. 

 

 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

20 z 21 

34.   DIETA   PIĘKNOŚCI 

 
Żyły sobie kiedyś w pewnym wschodnim kraju dwie piękne siostry. 
Pierwsza z nich została wydana za króla, druga zaś za pewnego kupca. Jednak z biegiem lat żona króla 

stawała się coraz bardziej chuda, zmęczona i smutna. 

Jej  siostra,  która  żyła  z  kupcem,  w  pobliżu  królewskiego  zamku,  stawała  się  z  każdym  dniem  

coraz piękniejsza. Sułtan wezwał kupca do swojego pałacu i zapytał: 

-Jak ty to robisz? 
-To bardzo proste. Karmię moją żonę językiem. 
Sułtan  wydał  więc  rozkaz,  by  przyrządzono  zaraz  mnóstwo  języków  baranich,  wielbłądzich,  a  także 

języków  kanarków  jako  dietę-cud  dla  jego  małżonki.  Ale  nic  nie  pomogło.  Kobieta  stawała  się  coraz  chudsza  
i wciąż bardziej przygnębiona. 

Rozzłoszczony  król  postanowił  dokonać  zamiany.  Wysłał  królową  do  kupca,  a  wziął  jako  żonę  jej 

siostrę. Jednak żona kupca będąc królową szybko straciła na dworze swoją urodę. Podczas gdy w tym samym 
czasie, jej siostra zamieszkała u kupca, już po krótkim czasie, odzyskała swe piękno i urok. 

Sekret? Każdego dnia kupiec i jego żona rozmawiali ze sobą, opowiadali sobie różne historie i wspólnie 

śpiewali. 

 

* * * 

 

Naprawdę powinniśmy wszyscy zrozumieć, że miłość zaczyna się od rodziny. 
Każdego dnia coraz bardziej zdajemy sobie sprawę, że w naszych czasach największe dramaty 

mają swoją przyczynę właśnie w rodzinie. 

Coraz  bardziej  brakuje  nam  czasu  na  spoglądanie  sobie  w  twarz,  na  przekazywanie  sobie 

pozdrowień,  na  dzielenie  się  ze  sobą  chwilami  radości,  a  jeszcze  bardziej  na  to,  by  móc  ofiarować  to, 
czego najbardziej potrzebują od nas nasze dzieci, to, czego mąż oczekuje od żony, a żona od męża. 

I  tak  z  każdym  dniem  należymy  coraz  mniej  do  naszych  rodzin,  a  nasze  wzajemne  relacje  

są coraz bardziej ograniczone. 

 
A  teraz  osobista  refleksja.  Niedawno  przyjechała  tu  z  wizytą  pewna  liczna  grupa 

amerykańskich profesorów. 

Zapytano mnie: 
-Proszę powiedzieć coś, co może się okazać pożyteczne. 
Powiedziałam im: 
-Uśmiechajcie się do siebie wzajemnie. 
Wydaje mi się, że powiedziałam to z nadmierną powagą. Jeden z profesorów zapytał mnie: 
-Czy jestem zamężna? 
Odpowiedziałam mu: 
-Tak,  uśmiechanie  się  do  Jezusa  jest  czasami  bardzo  trudne;  ponieważ  dociera  

do osoby, która bardzo wymaga. 

Wydaje mi się, że miłość rozpoczyna się właśnie tutaj: w rodzinie. 

(Matka Teresa z Kalkuty) 

 
 

35.   SĄD   OSTATECZNY 

 
Po wypełnieniu prostego i pogodnego życia zmarła pewna kobieta i znalazła się natychmiast w długiej  

i uporządkowanej procesji osób, które przesuwały się powoli w stronę Najwyższego Sędziego. Przesunąwszy się 
do połowy kolejki coraz bardziej przysłuchiwała się słowom Boga. Słyszała, jak Bóg mówił do kogoś: 

-Ty,  co  mi  pomogłeś,  kiedy  miałem  wypadek  na  drodze  i  zawiozłeś  mnie  do  szpitala,  

wstąp do mojego Raju. 

Potem mówił do kogoś innego: 
-Ty,  co  bez  żadnego  zysku  pożyczyłeś  wdowie  pieniądze,  wstąp,  aby  otrzymać  wieczną 

nagrodę. 

A potem znów: 
-Ty,  który  wykonywałeś  bezpłatnie  bardzo  skomplikowane  operacje  chirurgiczne, 

pomagając mi przynosić wielu ludziom nadzieję, wstąp do mego Królestwa. 

I tak dalej. 
Uboga kobieta przeraziła się  bardzo, bowiem – choć wysilała się, jak tylko mogła – nie była w stanie 

przypomnieć  sobie  żadnego  szczególnego  dokonania  czy  czynu  w  swoim  życiu.  Przepuściła  nawet  kolejkę,  
by  mieć  trochę  czasu  na  penetrowanie  swojej  pamięci,  ale  nie  wymyśliła  niczego  ważnego.  
Pewien uśmiechnięty, ale stanowczy anioł nie pozwolił jej ponownie przepuścić długiej kolejki. 

Z  bijącym  sercem  i  z  wielkim  strachem  dotarła  przed  oblicze  Boga:  Ogarnął  ją  natychmiast  swoim 

uśmiechem. 

-Ty, która prasowałaś wszystkie moje koszule... Dziel się moją Radością. 
 

* * * 

 

Często jest nam bardzo trudno wyobrazić sobie rzeczy nadzwyczajne w sposób zwyczajny. 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Czy jest tam Ktoś ? 

21 z 21 

36.   OSTATNI   W   KLASIE 

 
Kiedy  Giovanni  Battista  Vianney,  przyszły  Proboszcz  z  Ars,  był  jeszcze  młodzieńcem,  

miał nieprawdopodobne trudności w szkole. Nie mógł zapamiętać nawet najbardziej prostych rzeczy. Przełożeni 
seminarium wielokrotnie odprawiali go do domu. Ale chłopiec wciąż z uporem powracał. Miał już prawie 21 lat,  
a znajdował się jeszcze w jednej klasie z chłopcami, którzy mieli dziesięć lat mniej niż on. 

Jeden z nich starał się pomóc mu w nauce. 
Giovanni  Battista  Vianney  był  bardzo  wdzięczny  swojemu  jedenastoletniemu  nauczycielowi,  

ale trudności nie ustępowały: nie mógł niczego zrozumieć, zapamiętać, gubił się, jąkał. 

Pewnego  razu  chłopiec  skarżył  się  na  niego  innym  szkolnym  kolegom.  Giovanni  Battista  usłyszał  to. 

Podniósł się ze swojej ławki, podszedł do niego, uklęknął i powiedział: 

-Przebacz mi, że jestem taki głupi. 
 

* * * 

 

Na  polu,  na  którym  rosła  pszenica,  prawie  wszystkie  kłosy  wygięte  były  w  stronę  ziemi. 

Zaledwie  niektóre  z  nich  miały  proste  łodygi  i  beztrosko  przypatrywały  się  niebu,  przechodniom  
i swoim kolegom. 

-To  my  jesteśmy  najlepsze!  –  chełpiły  się.  –Nie  uginamy  naszych  karków  jak  niewolnicy  

i  można  śmiało  o  nas  powiedzieć,  że  wynosimy  się  ponad  przeciętność  i  panujemy  
nad wszystkimi!
  

Ale wiatr, który zna życie lepiej niż ktokolwiek inny, uśmiechnął się złośliwie i powiedział: 
-Wiecie, dlaczego są tak wyniosłe...? Ponieważ są puste! 

 

 

KONIEC 

 

 

Przepisał i sprawdził: 

P.P.Z. (Petrus-paulus) 

 
 
 
 

Redakcja: ks. Roman Szpakowski SDB, Maria D. Śpiewakowska 

Z języka włoskiego przełożył: Tadeusz Chudecki 

Warszawa 2007, 

Wydawnictwo Salezjańskie 

Tytuł oryginału: „C’e qualcuno lassù” 

IMPRIMATUR: Za zgodą Kurii Diecezjalnej Warszawsko-Praskiej 

z dn. 10.08.1993 r., nr 1476/K/93 

 

ISBN 978-83-85528-57-9 

 
 

Uwaga!!!  

Książka ta w formie e-booka może być rozpowszechniana  

tylko w celach indywidualnych!!!