background image

Autorka: crimsonmarie 
Tłumaczyła: Kristenhn 
Beta: chochlica1 
 

*BELLA* 

 
Przez boczne okno księgarni obserwowałam, jak Edward zjeżdżał z krawężnika i kierował się ku 

naszej drodze. Oplotłam się ramionami, a na mojej twarzy widniał jeden z najidiotyczniejszych 
uśmiechów. 

Zmęczenie, które czułam w każdym calu ciała, nie zniknęło, ale nie było tak zauważalne, jak kilka 

minut temu. To banalne i sentymentalne, jednak za każdym razem, kiedy mnie dotknął, moje nerwy 
się ożywiały, jakby niecierpliwie na niego czekały.  

Nie spodziewałam się, że zobaczę go przed skończeniem pracy. Cholernie przeraziło mnie 

spokojne zachowanie Jessici przebywającej z jej obiektem westchnień w tym samym pokoju. 

Zanim zaczęłyśmy się nienawidzić, raz powiedziała mi, że – gdyby miała możliwość spotkania go – 

robiliby wiele nielegalnych rzeczy, nieważne, gdzie by się znajdowali albo kto by im się przyglądał. W 
porę zrozumiałam, iż nie żartowała, więc fakt, że była spokojniejsza, niż kiedykolwiek ją widziałam, i 
siedziała po drugiej stronie pomieszczenia od niego, okropnie mnie przestraszył. 

Wtedy – gdy powiedział mi, że przekupił ją w zamian za to, że dostanę tydzień wolnego, którego 

nie miałam dłużej, niż mogłam pamiętać – przysięgam, moje serce się zatrzymało. Rzeczy, jakich 
prawdopodobnie chciała od niego w zamian za to, sprawiały, że robiło mi się niedobrze.   

Domyśliłam się, iż bilet na premierę filmu to wszystko, więc me serce wróciło na swoje miejsce, 

bijąc tam, gdzie powinno, a nie w gardle, jak to było kilka chwil temu.  

- Więc nadal nie mogę się do niego zbliżać? 
Zostałam wyrwana z rozmyślań, gdy usłyszałam za sobą zadowolony i brzmiący jak wszystko 

wiedzący głos Jessici.   

- Tak – odpowiedziałam natychmiast, nie odwracając się do niej nawet mimo tego, że samochód 

zniknął za rokiem ponad dwie minuty temu.  

- Idę z nim na premierę, Bello. – Niemal słyszałam, jak wywróciła oczami. – Nie sądzisz, że teraz nie 

ma to sensu? 

Och, gdyby tylko wiedziała, że będzie znajdowała się w bezpiecznej od niego odległości pośród 

morza innych fanów wyglądających dokładnie tak samo. Jak mogła nawet myśleć, że pójdzie z nim, 
jeżeli on tylko zaoferował jej bilet? To nie miało dla mnie sensu, ale sądzę, że tak proste rzeczy 
zwyczajnie nie posiadały racji bytu w jej mózgu.   

- Co według ciebie się wydarzy? – spytałam, w końcu się do niej odwracając. – Sądzisz, że zakocha 

się w tobie bez pamięci? 

- A ty? – warknęła, gapiąc się na mnie z drugiej części pomieszczenia. – Naprawdę uważasz, że 

masz u niego szanse?  

Ze wszystkich spojrzeń, jakie posyłała podczas jego pobytu tutaj, wykonała niezłą robotę, 

ignorując sposób, w jaki jego dłonie ujmowały moją twarz. 

I pomimo tego, że wiedziałam lepiej, jej słowa wciąż trafiły w czuły punkt. Zdawałam sobie 

sprawię, iż on był ze mną i że chciał tego, jednak to nie powstrzymało mnie przed wątpliwościami, 
które pojawiały się w mojej głowie, nawet odkąd istniała możliwość, iż staniemy się parą. 

- Co widzisz, kiedy na niego patrzysz, Jess? – zapytałam, powoli przemieszczając się do blatu i 

stając przed nią. – Co takiego w nim widzisz, co sprawia, że chcesz go tak bardzo? 

- Jest gorący – odparła zwyczajnie, wzruszając ramionami i opierając się plecami o krzesło. – I 

wydaje mi się, że naprawdę wie, jak podarować dziewczynie niezapomniane chwile. – Przerzuciła 
włosy przez ramię, zdecydowanie krzyżując ramiona na piersiach. – Pewnie nigdy się o tym nie 
dowiesz, prawda? 

- Więc sądzisz, że pasujesz do niego, biorąc pod uwagę fakt, że jest gorący i wygląda, jakby 

wiedział, co robi w łóżku? To powód, dla którego go pożądasz?  

background image

- Tylko dlatego, że jesteś jego cholerną sąsiadką, uważasz, że wiesz o nim wszystko? – Pochyliła się 

na swoim fotelu, składając ręce na biurku. – Nie znasz go. 

Ugryzłam się w język na tyle mocno, aby natychmiast posmakować krwi. Spojrzałam na nią. 
Gdyby tylko mogła przeczytać moje myśli albo na jeden dzień znaleźć się na moim miejscu, wtedy 

nie byłoby mowy, aby była w stanie wypowiedzieć choć jedną z tych rzeczy, patrząc mi prosto w 
twarz.  

- A ty znasz? – zadałam pytanie, naśladując jej wcześniejsze słowa, starając się, aby mój głos 

brzmiał naturalnie.  

Nieznaczna ilość klientów włócząca się dookoła w innym pomieszczeniu z pewnością nie byłaby 

zadowolona, gdybym zaczęła krzyczeć na nią w sposób, w jaki chciałam.  

- Wiem o nim więcej, niż ty mogłabyś kiedykolwiek marzyć. Jesteś tylko zabawką, Bello, a kiedy on 

da ci do zrozumienia, że nic dla niego nie znaczysz, będzie mi cię żal. Wyrzuci cię na zbity pysk tak 
szybko, jak stąd wyjedzie i wróci do Kalifornii.  

Znowu jej słowa trafiły w czuły punkt, a ja potrafiłam jedynie przebiegnąć językiem po zębach, 

kiedy kontynuowałam wpatrywanie się w nią. Moje myśli wirowały dookoła.  

Może jednak zauważyła jego ręce na mej twarzy i wynajdywała wszystkie małe rzeczy, których 

mogła użyć, by mnie zranić.  

- W ogóle go nie znasz – warknęłam.  
- Ty także. Kimkolwiek myślisz, że jest, to tylko dlatego, że jest tutaj z dala od wszystkiego. Minutę 

po tym, jak będzie daleko stąd, daleko od ciebie, sama zobaczysz. Nic dla niego nie znaczysz.  

- A pięć minut wcześniejszej rozmowy z nim natychmiast robi z was przyjaciół, prawda?  
- Nie, ale sprawia, że jesteśmy ze sobą bardzo blisko. Nie masz pojęcia, o czym rozmawialiśmy, 

Isabello. 

A sposób, w jaki uniosła podbródek, wyprostowała ramiona i plecy na tym cholernym fotelu, 

sprawił, że chciałam ją zamordować. Koniuszki moich palców zadrgały przy bokach, a nozdrza się 
rozszerzyły, kiedy walczyłam, aby kontrolować wściekłość. 

- I nie robi dla mnie żadnej, cholernej różnicy – powiedziałam niskim tonem głosu. – Fantazjujesz 

na temat tego, kim jest. Wiem lepiej; znam jego prawdziwą osobowość i jedna nieistotna rozmowa z 
tobą tego nie zmieni. 

- Nie jesteś dla niego wystarczająca – syknęła, pochylając się, aby oprzeć się dłońmi o biurko i 

powoli się podnieść. – Nie jesteś wystarczająco ładna albo utalentowana, albo bystra, albo 
wystarczająco dobra, abyś była z kimś takim jak on. Wyrzuci cię na zbity pysk zaraz po tym, jak 
odpocznie, i nie będzie zastanawiał się nad tym dwa razy. Jesteś zabawką i wszyscy to dostrzegają.  

Zacisnęłam zęby i wzięłam głęboki wdech przez nos. Gapiłam się na nią, zaciskając dłonie w pięści.  
Tak łatwo byłoby cofnąć rękę, a potem uderzyć ją w sztuczny nos, gdybym tylko nie była jej 

szefową.  

- Nie masz o niczym pojęcia – wydyszałam. 
- Zobaczymy.  
Nie odzywając się już, przebiegłam przez schody i zamknęłam za sobą drzwi do mojego biura, 

zanim oparłam się o nie i rozluźniłam ręce.  

Powinnam być na dole, pomagając żałośnie małej ilości klientów – którzy przeszukiwali książki, w 

jakich poszukiwanie włożyłam serce i duszę – i obowiązkowo ignorując siedzącą na swoim stanowisku 
Jessicę, nie pozwalając jej słowom przedostać się do moich myśli, co sprawiłoby, że zaczęłabym 
wątpić w Edwarda.  

Znałam go. Wiedziałam, że go znałam. Wiedziałam, kim naprawdę był, ponieważ ja nie byłam taka 

jak ona. Nie byłam z nim dla sławy i możliwości przelecenia hollywoodzkiego Złotego Chłopca 
sześcioma sposobami do niedzieli. Znałam go i wiedziałam, że nigdy nie skrzywdziłby mnie w ten 
sposób.  

Ale te słowa, te pięć drobnych słów zawierały tyle prawdy: – „Nie jesteś dla niego wystarczająca”. 

– Paliły mnie w brzuchu, oczach i policzkach.  

O tak, miałam świadomość, że były prawdziwe.  

 

background image

~*~ 
 

Do czasu, kiedy dzień dobiegał końca, a ja parkowałam na moim podjeździe, czułam się bardziej 

niż pokonana. Nie poprawiło się ani trochę po mojej konfrontacji z Jessicą i pomimo tego, że nie 
mogłam doczekać się jednej rzeczy po powrocie do domu, nawet to nie mogło poprawić mi humoru.  

Przestałam płakać po jakichś piętnastu minutach, zebrałam się w sobie i śmiało zeszłam po 

schodach w próbie zachowywania się jak wyrafinowana, profesjonalna posiadaczka księgarni, która 
podczas większości dni była niemal pusty.  

Papierkowa robota, jaka zawsze na mnie czekała, została w końcu ukończona kilka chwil 

wcześniej, nim nie zawołano mnie na dół. Przez to naprawdę nie miałam dobrej wymówki na 
ukrywanie się tam przez resztę dnia, nieważne, jak bardzo potrafiło to być usprawiedliwione.  

Jej słowa nie przestawały krążyć w mojej głowie. Nieistotne, o czym próbowałam myśleć albo jak 

bardzo starałam się być szczęśliwa na zbliżającą się noc, którą zamierzałam spędzić z Edwardem. Nic 
nie pomagało. Zostały wypalone w moim umyśle, szydząc ze mnie i ośmielając mnie do zaprzeczenia 
im.  

Nie mogłam tego zrobić. Nie mogłam zaprzeczyć czemuś, co było oczywistą prawdą. Nieważne, jak 

bardzo tego chciałam.  

Leniwie sięgając, chwyciłam torebkę i otworzyłam drzwi samochodu, wyślizgując się z siedzenia. 

Ociężale skierowałam się ku frontowej werandzie.   

Moje oczy wylądowały na białym kawałku kartki przyklejonym do drzwi, przez co głośno 

przełknęłam, powoli wyciągając po niego rękę.  

Bello, 
dzisiaj ja gotuję. Wszystko, co musisz zrobić, to przyjść. Niedługo. 
Edward 
Z moich ust wyrwał się niespodziewany szloch, więc pospiesznie włożyłam klucze do zamka, zanim 

wbiegłam do domu i zatrzasnęłam za sobą drzwi.  

Gotował dla mnie. Gotował i czekał na mnie. Chciał, abym do niego przyszła, a wszystkim, o czym 

umiałam myśleć, to jaka okropna dla niego byłam.  

Pieprzona Jessica Stanley zachowująca się wyniośle i właściwie mająca rację dwie minuty przed 

otworzeniem cholernych ust w związku z czymś, co bardzo wiele dla mnie znaczyło. 

Warknęłam, agresywnie rzucając torbę i notatkę na podłogę, nim skierowałam się na górę do 

mojej śmiechu wartej sypialni.  

Przedarłam się przez szafę, nakładając czystą bieliznę i parę jeansów na, w większości, sflaczałym 

materacu za mną. Gwałtownie odwróciłam się w stronę szafy i zaczęłam przedzierać się przez 
wieszaki w poszukiwaniu koszuli.  

Nie miała racji w związku z tą sprawą. Nie mogła. Nie, kiedy mi na nim zależało, nie, kiedy 

nareszcie byłam szczęśliwa po tak długim nudzącym mnie związku. I nie, kiedy miałam tak bardzo 
ograniczoną ilość czasu spędzanego z nim. Nie, nie ukradnie mi tego.  

Chwytając jasnoniebieską bluzkę z długimi rękawkami, założyłam ją, a następnie wzięłam torbę 

podróżną z półki nade mną, zdziwiona, że wciąż tu była.  

Miałam torbę podróżną. Nie posiadałam łóżka, ale ostatecznie miałam pieprzoną torbę podróżną.  
Ponownie warcząc, zamknęłam drzwiczki od szafy i podeszłam do materaca, pospiesznie 

wpychając wszystkie moje ciuchy do torby, zanim weszłam do łazienki po drugiej stronie korytarza. 

Dobywając wszystko, czego potrzebowałabym na jedną noc, wrzuciłam to także do torby, 

zapinając ją i schodząc po schodach.  

Zasługiwałam na coś dobrego w życiu. Zasługiwałam, aby mieć w nim Edwarda. Wiedziałam, kim 

naprawdę był; blaski i flesze, które niemal każdego dnia go otaczały, kiedy wyjechał z miasta, nie 
robiły żadnej różnicy. Był tylko Edwardem Cullenem. Współczującym, troskliwym, słodkich facetem, 
który z jakiegoś powodu wybrał mnie. 

Spośród wszystkich kobiet, w jakich mógł przebierać, wybrał mnie. 
Zatrzymałam się w połowie drogi do drzwi wejściowych z torbą przerzuconą przez ramię, kiedy 

głośno przełknęłam.  

background image

Dlaczego akurat ja? Co w ogóle we mnie widzi? Byłam zwykła, niezdarna i nudna. Żadna z tych 

cech nie mogła się równać z cechami tych, z którymi on powinien być.  

Miała rację. Nie byłam dla niego wystarczająco dobra.  
Znowu głośno przełknęłam i zaczęłam powoli iść w stronę drzwi, schylając się po torebkę i klucze, 

nim zamknęłam je za sobą i wyszłam na werandę.  

I pomimo tego wszystkiego, wciąż pragnęłam z nim być. Nadal pragnęłam spędzać z nim czas, jaki 

mu pozostał. Gdyby to była jedyna szansa na bycie szczęśliwą, podczas chwil, gdy się z nim 
znajdowałam, nie chciałam ich marnować.  

Zmierzałam tylko do zranienia siebie, ale jeśli miałabym okazję do poczucia tego, czego nigdy nie 

doświadczyłam z Jakiem, nie zamierzałam się zastanawiać.  

Owinęłam się ciaśniej płaszczem, idąc na drugą stronię ulicy, a następnie wchodząc na jego 

werandę. Stanęłam naprzeciwko drzwi i wzięłam głęboki wdech. 

Zapukałam, kręcąc się niespokojnie, kiedy słuchałam odłogu jego pospiesznych kroków po drugiej 

stronie. Uśmiechnęłam się, potrząsając głową i spoglądając na własne nogi.  

Póki co nie wiedział, że za jakiś czas byłabym dla niego odpowiednia. 
Drzwi otworzyły się i zanim mogłam tak naprawdę coś pojąć, znalazłam się w jego ramionach. 

Nasze usta się złączyły. 

Upuściłam torbę podróżną na podłogę, kiedy zamknął za nami drzwi. Jego ramiona wciąż ciasno 

mnie oplatały. Wyciągnęłam ręce, aby założyć je na jego szyi.  

- Tęskniłem za tobą – wydyszał przed ponownym pocałowaniem mnie.  
Przycisnęłam go do siebie, przesuwając językiem po jego dolnej wardze i chętnie spotykając jego 

język, kiedy otworzył dla mnie usta.  

Moje serce jednocześnie wydawało się nieco pęknąć i przyspieszyć na jego słowa. Wsunęłam 

dłonie w jego włosy, przybliżając jego twarz do mojej, jak tylko to możliwe. 

Nie zamierzałam tego marnować. Wzięłabym wszystko, co chciałby mi dać, bez sprzeciwu i 

pytania o więcej, ponieważ nie miałam pojęcia, kiedy byłabym od niego odcięta.   

- Lepiej zjedzmy – wysapał, lekko się odsuwając. Wciąż oplatał jedną ręką moją talię, a ja w końcu 

zobaczyłam, że w drugiej trzymał drewnianą łyżkę. – Albo możesz nigdy nie wejść dalej.  

Uśmiechnęłam się, kiwając na łyżkę w jego dłoni, na co się zaśmiał, pochylając się, aby złożyć 

pocałunek na moim policzku. Zaprowadził mnie do jadalni, zatrzymując mnie tuż przy wejściu do 
kuchni.  

Na stole leżał czerwony obrus. Otwarta butelka białego wina znajdowała się w czymś, co 

wyglądało jak srebrny kubełek, dwa kieliszki stały obok, dwie niezapalone świeczki znajdowały się w 
srebrnych świecznikach, a bukiet czerwonych róż leżał na samym środku tego wszystkiego.  

- Och – wymamrotałam, przyciskając dłonie do brzucha, kiedy oczy zaczęły mi łzawić.  
- Czy to za dużo? Mogę się tego pozbyć – powiedział cicho i szybko.  
Chwyciłam jego nadgarstki, gdy sięgnął po jeden ze świeczników, i potrząsnęłam głową, 

odwracając się, aby znowu na niego spojrzeć.  

- Nie. – Pokręciłam na niego głową, biorąc głęboki wdech i uśmiechając się do niego. – Nikt nigdy 

nie zrobił dla mnie czegoś takiego. 

Obserwowałam, jak się rozluźnił i odwzajemnił uśmiech. Następnie wyciągnął rękę, aby odsunąć 

kosmyk włosów opadający mi na oczy.  

- Idioci – powiedział zwyczajnie, pocierając kciukiem mój policzek, zanim pozwolił swojej ręce 

ponownie opaść. – Zasługujesz na to i jeszcze więcej.  

To tylko sprawiło, że w oczach zebrało mi się więcej łez, a jedna tak właściwie spływała już po 

moim policzku. Owinęłam ręce dookoła jego pasa i ukryłam twarz w jego klatce piersiowej.  

- Szczerze, Bello, mogę to zabrać – rzekł nerwowo, wzmacniając uścisk dookoła mnie. 
- Nie. – Pociągnęłam nosem, trzęsąc głową i opierając się policzkiem na jego piersi, wpatrując się 

w telefon. – To po prostu o wiele więcej, niż oczekiwałam i...  

- Tak? Bello, musisz ze mną rozmawiać – wyszeptał do mego ucha, rysując na moich plecach 

uspokajające okręgi, kiedy przerwałam. – Nie jestem pewny, co robię źle.  

- Nie robisz niczego źle. Wszystko robisz dobrze. 

background image

Niemal zbyt dobrze. Jakby to był wyćwiczony ruch, którego używał w stosunku do wszystkich, z 

którymi się umawiał. Róże, wino, świeczki i obiad prawdopodobnie oznaczały dla niego tę samą rzecz; 
noc kończącą się igraszkami w jego łóżku, nim wyrzuciłby mnie nad ranem i nigdy więcej nie 
zadzwonił. 

Zamknęłam oczy, chowając noc w jego klatce i biorąc duże hausty powietrza. Chwytałam koszulkę 

chłopaka i zaciskając ją w pięściach.  

Nigdy bardziej nienawidziłam Jessici Stanley niż teraz. Jak śmiała zrujnować coś, co było tak 

nowym i idealnie rozpoczętym związkiem? Jakim prawem mówiła te rzeczy, kiedy nie wiedziała, jak 
między nami jest? 

- Więc co się stało? Bello, proszę – błagał, chwytając moją twarz w dłonie i gładząc moje policzki, 

dopóki nie otworzyłam oczu. – Musisz powiedzieć mi, co cię męczy, albo postradam zmysły.  

- Dlaczego chcesz ze mną być? – zapytałam cicho, zwalczając pociągnięcie nosem. Obserwowałam 

go uważnie. – Dlaczego mnie chcesz? 

Przyglądał mi się przez parę dręczących sekund, zanim schylił się, by oprzeć swoje czoło na moim.  
- Wczoraj, kiedy siedzieliśmy na parkingu Pice Hopper i miałem bardzo mały atak paniki na myśl 

powrotu do tego miejsca – odparł łagodnie, zwilżając usta – zauważyłaś to. Zauważyłaś to i wzięłaś 
mnie za rękę – sięgnął za nas, żeby ująć jedną z moich dłoni – i powiedziałaś, że tylko ty o tym wiesz. 
Nie śmiałaś się ze mnie ani nie powiedziałaś mi, że zachowuję się paranoicznie.  

Uniósł nasze dłonie, złączając palce i odsuwając się lekko, aby umieścić pocałunek na moim palcu 

serdecznym.  

- Zrobiłaś dla mnie obiad – kontynuował, składając kolejny pocałunek na środkowym palcu. – 

Sprzeczasz się ze mną.  

Zaśmiał się lekko z nieznanego mi powodu i ucałował mój palec wskazujący. 
- Nie chcesz zawracać mi głowy budzikiem i oddałaś swój urlop, aby uratować mój odpoczynek. 

Przyniosłaś mi pizzę, skrzydełka kurczaka i piwo.  

Ponownie zachichotał, potrząsając głową, nim umieścił jeszcze jeden całus na zewnętrznej stronie 

mej dłoni i z powrotem zetknął nasze czoła.  

- Nigdy nie traktowałaś mnie inaczej niż swoich przyjaciół. Nigdy nie byłem dla ciebie aktorem, 

zawsze zostawałem sąsiadem. Nie masz pojęcia, jak wiele to dla mnie znaczy. 

Wtedy mnie pocałował, delikatnie poruszając ustami, zanim odsunął się i ścisnął moją rękę. 
- To tylko parę powodów, dla których chcę z tobą być, Bello. Mogę kontynuować, jeśli chcesz... – 

Posłał mi uśmieszek, przyciskając nasze dłonie do swojej klatki piersiowej. – Ale mógłbym nigdy nie 
przestać i wydaje mi się, że właśnie przypala nam się obiad.  

Zaśmiałam się ze łzami w oczach, które teraz wypełniły je z całkowicie innego powodu, gdy 

ścisnęłam jego rękę i uniosłam się, aby raz jeszcze go pocałować.  

- Okej. 
Znowu mnie pocałował, nim zabrał rękę i łyżkę, o której zapomniałam, ze stołu. Poszłam za nim do 

kuchni, unosząc brew na bałagan, jaki zrobił na każdym widocznych calu półek.  

Przetarłam oczy, osuszając je z łez. Oparłam się biodrem o szafkę i obserwowałam, jak mieszał 

coś, co wyglądało na spaghetti w garnku na kuchence.  

- Czy mogę zapytać, co robisz? 
- Spaghetti i pulpety mięsne – oświadczył dumnie, spoglądając na mnie, gdy zgasił ogień i chwycił 

rączkę garnka. – Naprawdę nie wiem, jak przyrządzić coś innego.  

Zaśmiałam się, potrząsając głową. Podszedł do zlewu i wrzucił kluski do sitka znajdującego się w 

środku.  

- Mogłabym coś zrobić.  
- Nie – rzekł szybko, trzęsąc głową, kiedy bezskutecznie odsunął kosmyk włosów z twarzy. 
Zdusiłam w sobie śmiech i przygryzłam dolną wargę.  
- Moja kolej, by zrobić coś dla ciebie.  
- Właśnie załatwiłeś mi tygodniowy urlop.  
Odwrócił się i przewrócił oczami, stawiając parujący garnek z powrotem na kuchence. Otworzył 

drzwi piekarnika i chwycił parę niebieskich rękawic z szafki wiszącej obok niego.  

background image

- Nie liczy się. – Wziął blaszkę z nierówno ułożonymi pulpetami i ustawił ją na palnikach obok 

pustego garnka. – Robisz dla mnie o wiele więcej. Moja kolej.  

- Jeśli nalegasz.  
Odłożył rękawice do szafki, zamykając ją, a następnie odwrócił się do mnie ze ściśniętymi ustami.  
- Dlaczego pytałaś o coś takiego? 
Poruszyłam się niezręcznie, przygryzając wargę i krzyżując ramiona na piersiach. Udawanie głupiej 

i przeciąganie czegoś nieuniknionego nie posiadało sensu. Wiedziałam, o czym mówił. Miał prawo, 
aby znać odpowiedź.  

Nie oznaczało to, że chciałam odpowiedzieć bardziej, niż pragnęłam wyrwać wszystkie włosy z 

głowy. Jednak wolno mu wiedzieć, dlaczego jego dziewczyna zwątpiła w niego już po czterdziestu 
ośmiu godzinach.  

- Ja po prostu... – zaczęłam, biorąc głęboki wdech i ponownie wpatrując się we własne stopy.  
Naprawdę potrzebowałam nowej pary butów, w które mogłabym się wpatrywać. Moje znoszone 

białe tenisówki nie były już interesujące.  

- Nie jestem jak dziewczyny w Kalifornii. Nie mogę być.  
Nic nie mówił, a ja zamknęłam oczy, czekając, aż te same słowa, które wcześniej wypowiedziała 

Jessica, dotrą do moich uszu.  

- Dlaczego sądzisz, że chcę, abyś była? – zapytał w końcu delikatnie. – Jesteś... Bello, spójrz na 

mnie.  

Potrząsnęłam głową, zaciskając palce na moich bokach, kiedy kurczowo trzymałam się tego, co 

pozostało z mojej dumy.  

Nie, żeby zostało jej jakoś dużo, ale wciąż był malutki kawałeczek, jakiego udało mi się uczepić.  
Wydałam z siebie zduszony płacz, kiedy poczułam jego dłoń na moim podbródku unoszącą moją 

głowę i zmuszającą mnie do spojrzenia na niego.  

- Jesteś tą, której szukałem – wyszeptał, otulając moją twarz dłońmi, gdy zyskał moją uwagę. – Nie 

zdawałem sobie z tego sprawy wcześniej, ale teraz w końcu cię mam i nie ma powodu do dalszego 
szukania.  

Dla każdej normalnej, bezpiecznej dziewczyny te słowa byłyby idealne. Przypieczętowałyby 

wszystko, co niemo ze sobą zawarliśmy i nie byłoby potrzeby, aby zadawać inne głupie pytania.  

A ja nie jestem normalną, bezpieczną dziewczyną. Nigdy nie byłam i z pewnością nigdy nie będę. 

Spotykanie się z uosobieniem perfekcji także by tego nie zmieniło.  

- Nie mówisz tego tylko po to, abym nie czuła się jak idiotka? 
- Powiedziałaś, że mi ufasz – wyszeptał, brzmiąc, jakby cierpiał.  
- Nie, Edwardzie, ufam ci! – rzekłam szybko, zmniejszając odległość między nami i chwytając się 

jego talii. – Ufam.  

- Więc zaufaj mi i tym razem. – Oplótł rękoma moje ramiona, przytrzymując mnie przy sobie. – 

Chcę z tobą być. Nigdy nie powiem ci czegoś, co nie jest prawdą, i nigdy nie zostawię cię dla kogoś 
innego, ponieważ – całkiem poważnie – wszyscy inni przestali dla mnie istnieć. – Przycisnął usta do 
mojego czoła, z roztargnieniem przeczesując palcami moje włosy. – Ufaj mi, Bello.  

Owinęłam ramiona dookoła jego pasa, znowu przymykając oczy i oddychając przez nos.  
- Okej – odparłam słabo, głośno przełykając.  
- Okej – powtórzył, nie odsuwając się ode mnie. – A teraz co powiesz na coś do zjedzenia?  
Otworzyłam oczy, spoglądając prosto w jego, i przytaknęłam, gdy ujrzałam lekki uśmieszek na tego 

twarzy. Oczy Edwarda wyglądały na udręczone, ale wciąż się uśmiechał. Chciałam kopnąć samą siebie 
za skażenie tego, co powinno być całkowicie idealną nocą.  

Tak, zasługiwał na kogoś więcej niż ja. Zasługiwał na kogoś pięknego, pewnego siebie, kto mógł 

dać mu wszystko, czego kiedykolwiek by potrzebował, bez pytania. Chciałam być dla niego tą osobą. 
Bardziej niż czegokolwiek na świecie pragnęłam być tą jedną kobietą w jego życiu, jakiej nigdy by nie 
porzucił albo jaką by się nie znudził.  

Lecz nie miałam urojeń i nie zamierzałam oszukiwać siebie, że mogłabym być dla niego tą kobietą. 

Wiedziałam, kim byłam, a Bella Swan nigdy nie stanowiła żadnej z rzeczy, której ktoś taki jak Edward 
Cullen potrzebował.  

background image

Ale teraz chciał mnie. Był świadomy tego, kim jestem, i mimo wszystko chciał mnie. Więc 

trzymałam buzię zamkniętą i korzystałam z tego, co mi ofiarował.  

Stanęłam na palcach i na chwilę przykryłam jego górną wargę swoją, nim odsunęłam się i 

odwzajemniłam jego uśmieszek.  

- Brzmi w porządku.  
Jeszcze raz mnie pocałował, spokojnie i delikatnie poruszając ustami. Wolno odszedł w kierunku 

jedzenia.  

Wzięłam głęboki oddech, uspokajając się. Znowu oparłam się o szafkę i obserwowałam, jak w ciszy 

miesza pulpety ze spaghetti.  

I wtedy bez odrywania oczy od jedzenia znajdującego się przed nim, sięgnął do mnie wolną ręką, 

układając ją wewnętrzną stronę do góry. Zrobiłam krok w jego stronę, umieszczając moją dłoń w jego 
i złączając nasze palce. Przyciągnął mnie bliżej, dopóki nie znalazłam się pod jego ramieniem, 
przyciśnięta do jego boku.  

- Powiedz mi, jeżeli będzie smakowało okropnie, okej? Mam trochę Bagel Bites

1

 w zamrażarce, w 

której przygotowaniu jestem zawodowcem.  

Zaśmiałam się, chowając nos w jego klatce piersiowej i oplatając jego talię wolnym ramieniem.  
I w tym momencie zdecydowałam, że nie zamierzałam pozwolić rozgoryczeniu Jessici Stanley 

odebrać mi coś, co powinno być proste i łatwe. Coś, czego chciałam, nie zdając sobie z tego sprawy, 
póki nie wydarzyło się kilka dni temu. Nie pragnęłam zasmucać Edwarda czymś, co zaprzątało moją 
głowę. To nie w porządku.  

Nie, wciąż nie byłam dla niego wystarczająco dobra i nie, prawdopodobnie nigdy bym nie była. Ale 

niezależnie od tego wszystkiego, on mnie chciał. Chciał mnie i sprawiał, że czułam się szczęśliwa. Nie 
zamierzałam pozwolić komuś na kierowanie moim związkiem zamiast mnie samej. 

- Jestem całkiem pewna, że smakuje idealnie – powiedziałam miękko, unosząc na niego wzrok.  
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się radośnie, ściskając moją rękę.  
- Mam nadzieję, że powiesz to, kiedy już tego spróbujesz.  
- Jak możesz to spieprzyć? No proszę – zaśmiałam się. – To prosta potrawa.  
- Nigdy nie robiłem niczego prostego, Bello. Zawsze wszystko sobie utrudniałem. 
- Więc to twoja własna wina, czyż nie? 
Zaśmiałam się głośno, kiedy jego szczęka opadła. Natychmiast wrzucił drewnianą łyżkę do 

spaghetti. 

- Powinnaś mnie wspierać! – oświadczył w końcu, potrząsając na mnie głową.  
- Sam to powiedziałeś! Ja się tylko zgadzam.  
- Nie powinnaś! 
Znowu zachichotałam, wyswobadzając się z jego ramion i wchodząc do jadalni, aby wziąć butelkę 

wina i nalać trochę do jednego z kieliszków.  

- Obraża mnie, a potem pije moje wino – burknął zza mnie. – Widzę już, jak to jest.  
Powoli odwróciłam się na pięcie, ostrożnie trzymając kieliszek wina w dłoni, kiedy patrzyłam, jak 

sięgnął do szafki po dwa talerze i postawił je na szafce.  

- To bardzo dobre wino – skomentowałam po wypiciu jednego łyka. – Próbujesz mnie upić, aby 

było łatwiej zaciągnąć mnie do łóżka? 

Uniósł na mnie brew, gdy nałożył dużą ilość spaghetti na talerz.  
- Potrzebowałbym wina, aby to zrobić? 
Wszystkie moje mięśnie brzucha wydawały się zamienić w papkę. Szybko wzięłam kolejny łyk 

trunku, obserwując go nad oprawką kieliszka.  

- Nie – oznajmiłam cicho, koncentrując się bardzo uważnie na utrzymaniu moich rąk w miejscu. – 

Nie potrzebowałbyś.  

Poczułam się nieco lepiej, kiedy próbował nie upuścić łyżki i, tak spokojnie jak tylko to możliwe, 

pociągnęłam następny łyk. 

                                                 

1

 

 Bagel Bites – małe, mrożone pizze  

background image

- Ja nie… - Zwilżył usta językiem i wziął głęboki wdech. – Chcę, abyś wiedziała, że nie zaprosiłem 

cię na noc po to, by uprawiać z tobą seks. Naprawdę chcę, żebyś się wyspała. 

Uśmiech, który rozświetlił moją twarz, prawdopodobnie wyglądał bardzo komicznie, ale nie 

mogłam się powstrzymać. Myślałam o tym, jednak nie miałam szansy dłużej nad tym rozważać ze 
słowami Jessici krzyczącymi w mojej głowie.  

Niektóre rzeczy po prostu zapamiętujemy bardziej niż inne.  
- Ja... 
Ponownie odłożył łyżkę do cedzidła i podszedł do mnie. Wyjął kieliszek z mojej dłoń i postawił go 

na stole, zanim ujął obie moje ręce w swoje.  

- Jesteś dla mnie ważna – oznajmił miękko. -  I nie chcę niczego przyspieszać. Kiedy nadejdzie 

odpowiedni czas...  

Skinęłam, zabierając je od niego, aby przeczesać nimi jego włosy, wciąż szczerząc się jak idiotka, 

gdy umieścił dłonie na mojej talii i przyciągnął mnie do siebie bliżej.  

- Idealnie – powiedziałam cicho.  
Po prostu się do mnie uśmiechnął, pochylając się, żeby pocałować mnie jeszcze raz, zanim 

odwrócił się do jedzenia i w końcu zaniósł je do stołu bez żadnych więcej przeszkód.  

Obiad smakował świetnie. Nie był spalony i pomimo tego, że po skosztowaniu go Edward 

znajdował się w połowie drogi do zamrażarki po Bagel Bites, o których wspomniał wcześniej, 
przekonałam go, żeby tego nie robił.  

Denerwował się i to sprawiało, że było mi o wiele łatwiej. Nie stanowiłam jedynej osoby, która 

martwiła się o wszystko. Miło było to wiedzieć.  

Uparłam się, aby zająć się naczyniami, kompletnie ignorując go i unikając, kiedy próbował zabrać 

je z moich rąk. Naprawdę, nie tak trudno zebrać wszystko i włożyć do zmywarki, którą posiadał.  

Mimo to stanowczo stwierdził, że nie zrobię nic przez resztę dnia.  Przed włożeniem wszystkiego, 

czego nie zjedliśmy, do lodówki, usadził mnie w salonie z kieliszkiem wina i pilotem w dłoni, którym 
mogłam kontrolować połowę świata. Nie, żebym wiedziała, co z nim, do cholery, zrobić.  

Szczerze, nawet niczego nie obejrzeliśmy, gdy w końcu do mnie dołączył. Miał swój kieliszek z 

trunkiem, ale szybko położył oba na stoliku do kawy. Chwycił moją twarz i mocno przycisnął swoje 
usta do moich.  

Nie, żebym miała coś przeciwko. Jedną rzeczą, którą wiedziałam, że kocham, były jego wargi blisko 

moich, jego język w moich ustach i jego dłonie na mej twarzy albo ramiona dookoła mnie przez 
wydłużoną ilość czasu.  

I kiedy poczułam, że moje oczy zamykają się bez pozwolenia, zaśmiał się i uniósł mnie, chwytając 

przy okazji moją torbę podróżną. Skierował nas w stronę schodów i zaniósł mnie do jego sypialni, aby 
posadzić na łóżku.  

Raz jeszcze mnie pocałował, śmiejąc się, kiedy zacisnęłam ramiona dookoła jego szyi w żałosnej 

próbie pociągnięcia go ze mną w dół.  

- Nie kuś mnie – wyszeptał, składając pocałunek na moim policzku, nim wstał i podszedł do szafy. 

– Pozwolę ci się przebrać.  

Położyłam się na łóżku chwilę po tym, jak wyszedł z pokoju, ciesząc się z faktu, że nie będę tylko 

spała w prawdziwym łóżku, ale w prawdziwym łóżku z Edwardem.  

Ziewając, przerzuciłam nogi na jego drugą stronę i chwyciłam torbę, którą chłopak zostawił na 

podłodze obok mnie.  

Podniosłam ją i rzuciłam, a moja twarz zaczerwieniła się, kiedy zdałam sobie sprawę, czego 

zapomniałam spakować. 

Jak mogłam nie przynieść czegoś do spania? 
Och, czekaj, byłam zbyt zajęta emocjonowaniem się cholerną współpracowniczką i tym, co 

powiedziała, aby pamiętać o tym, że będę potrzebowała piżamy.  

Wzdychając ociężale, odstawiłam torbę na podłogę i podeszłam do drzwi, otwierając je i kierując 

się w stronę schodów.  

- Porzucasz mnie, tak? 

background image

Podskoczyłam, chwytając się poręczy schodów, nim spadłabym. Odwróciłam się, zauważając 

Edwarda stojącego w wejściu do łazienki i opierającego się o futrynę, mającego na sobie tylko 
flanelowe spodnie od piżamy. 

Bez koszulki. Nie nosił koszulki, a te cholerne, bliskie perfekcji mięśnie brzucha sprawiały, że 

niemal ciekła mi ślinka.  

Kurwa, mój chłopak był wspaniały.  
- Uhm – wymamrotałam, kiedy przełknęłam ślinę, niezdolna, aby oderwać oczy od idealnie 

wyrzeźbionych zaokrągleń jego torsu. – Ja... Zapomniałam czegoś.  

- Czego? 
Moja umiejętność logicznego wysławiania się objawiała się krótkoterminowo. 
- Czegoś do spania – odpowiedziałam zawstydzona, śmiejąc się nerwowo. Zmusiłam się, by 

spojrzeć mu w oczy. – Wcześniej miałam wiele na głowie.  

Zachichotał, nim odepchnął się od futryny i wskazał ręką w kierunku sypialni.  
- Naprawdę muszę pójść po coś do spania.  
- Bello, na zewnątrz jest pięć stopni na minusie – zaśmiał się, podchodząc do mnie i chwytając 

moją rękę, aby pociągnąć mnie za sobą. – Nie pozwalam ci tam wyjść.  

- Ale co ja...? 
- Mam coś, co możesz nosić. Spokojnie – nakazał, śmiejąc się, kiedy w końcu wypuściłam barierkę 

z mojego śmiertelnego uścisku i podążyłam za nim.  

Obserwowałam, jak znowu podszedł do szafy, otwierając jedną z dolnych półek i wyciągając długą, 

białą koszulkę z numerem dwadzieścia trzy w kolorze granatu.  

- Grałeś w coś? – spytałam, biorąc ją od niego, kiedy mi ją zaoferował.  
Odwróciłam ją, uśmiechając się głupkowato na słowo „CULLEN”, które widniało na plecach 

pomiędzy łopatkami.  

- Starałem się. – Zachichotał, wzruszając ramionami. – Byłem najgorszym trzecim bazowym.  
Zaśmiałam się, potrząsając głową.  
- Ciężko mi w to uwierzyć.  
- Och, uwierz mi – zaśmiał się ponownie, całując moje czoło, zanim znowu wyszedł. – Daj mi znać, 

jak będziesz gotowa.  

Bezwstydnie patrzyłam się na jego mięśnie pleców, gdy wychodził za drzwi, nieświadomie 

oblizując usta, kiedy zamknął je za sobą.  

Och, byłam gotowa. 
Biorąc głęboki wdech, szybko się rozebrałam i nałożyłam koszulkę przez głowę, owijając ramiona 

dookoła siebie i szczerząc się idiotycznie.  

Nosiłam jego koszulkę. I było bardzo wielkim prawdopodobieństwem, że nigdy jej już nie odzyska.  
- Możesz już wejść! – zawołałam, przygryzając dolną wargę, kiedy podeszłam do łóżka i stanęłam 

po stronie, na której wcześniej mnie posadził.  

Drzwi się otworzyły się. Wetknął głowę do środka, uśmiechając się szeroko, gdy jego oczy na mnie 

spoczęły. 

- Hm – wymamrotał, całkowicie otwierając drzwi i wolno podszedł do łóżka z drugiej strony. – Leży 

na tobie idealnie.  

- Tak właściwie, to myślałam sobie, że już jej nie dostaniesz z powrotem.  
Uniósł brew, kiedy odsunął pościel po jego stronie, obserwując intensywnie, jak ja zrobiłam to 

samo.  

- Naprawdę? 
Kiwnęłam, ostrożnie wsuwając jedną z moich nóg pod kołdrę i siadając na zimnej pościeli, 

odwracając się, aby na niego spojrzeć.  

Moje plecy i biodra już się cieszyły, mając pod sobą coś całkowicie solidnego. Chciałam jęknąć, 

odrzucić głowę i ukryć się w pościeli.   

Ale byłam całkiem pewna, że to dałoby Edwardowi złe wrażenie i tak bardzo, jak oboje tego 

chcieliśmy, było prawdopodobnie za wcześnie.  

Prawdopodobnie. Może.  

background image

Przyglądałam się, jak wszedł pod kołdrę, przykrywając nią swoje kolana i przekręcając głowę w 

moją stronę.  

- Naprawdę.  
- Zgodzę się na to pod warunkiem, że będziesz nosiła ją tylko u mnie. – Pochylił się, a nasze usta 

dzieliły milimetry, kiedy kontynuował: – To oznacza, że musisz spędzać każdą noc ze mną... 
zaczynając teraz.  

- Budzik. – To wszystko, co zdołałam z siebie wydobyć.  
- Nie obchodzi mnie to, Bello – wyszeptał, delikatnie dotykając moich ust. – Chcę cię tutaj. – 

Pocałował mnie szybko, zanim nieco się odsunął. – Tak długo, jak jesteś w stanie.  

Włożyłam drugą nogę pod okrycie i przysunęłam się do niego bliżej, umieszczając dłonie na jego 

kolanach okrytych zwykłą, czarną kołdrą.  

- Wiesz, mam własny dom.  
- Tak, ale nie masz łóżka. I chcę cię tutaj – stwierdził cicho, bawiąc się końcówkami moich włosów. 

-  A na dodatek moja koszulka wygląda na tobie naprawdę zajebiście.  

Zaśmiałam się, kładąc łokieć na jego ramieniu i wsuwając jedną z moich dłoni w jego włosy.  
- I jest bardzo wygodna.  
Usłyszałam jego cichy jęk i musiałam głośno przełknąć. Mój oddech zaczął przyspieszać, kiedy 

poczułam delikatne szarpnięcie moich włosów, które sygnalizowało, że zacisnął dłonie w pięści.  

- Powinniśmy spać – wymruczał. – Jesteś zmęczona. 
I tak bardzo, jak chciałam temu zaprzeczyć, była to prawda. Oczywiście gdybyśmy nie przestali i 

pokierowalibyśmy to w odpowiednim kierunku, naprawdę tego bym chciała, a zmęczenie każdej 
części mojego ciała przestałoby dla mnie istnieć.  

- Nie muszę iść spać – wymamrotałam, całując go. 
- Jesteś tu, aby spać. – Wziął głęboki wdech, a jego ręka uwolniła się z moich włosów, kiedy nieco 

się odsunął. – Dodatkowo – zaśmiał się – będziesz tu przez wszystkie noce, więc mamy wiele czasu 
na... niespanie.  

Zachichotałam, zabierając rękę z jego włosów i kładąc ją z powrotem na jego kolanie.  
- Jesteś pewny, że budzik nie będzie cię denerwował, kiedy będę go potrzebowała? 
Westchnął ociężale, mrużąc na mnie oczy. 
- Bello...  
- Chcę się tylko upewnić! – wyjaśniłam, unosząc obie ręce. – Nie chcę...  
Przerwał mi, przyciskając usta do moich, popychając mnie na plecy i częściowo się na mnie kładąc. 

Zakwiliłam, a moje ręce natychmiast oplotły jego szyję. Rozchyliłam dla niego wargi i wygięłam plecy 
w łuk.  

- Naprawdę trudno mi się powstrzymać – wydyszał, siadając i ciągnąc mnie za sobą. – Więc po 

prostu zostań, proszę, Bello.  

I naprawdę, nie zamierzałam się kłócić. Jego oczy błagały mnie, a myśl, że będę z nim każdej 

pojedynczej nocy, dopóki nie będzie musiał wyjechać, zamieniała się w zbyt dobrą do przepuszczenia 
okazję.  

Tyłem dłoni pogładziłam go po policzku, kiwając głową.  
- Teraz ze mną utknąłeś.  
Uśmiechnął się i odwrócił głowę, chwytając moją dłoń i umieszczając na niej delikatny całus.   
- Nie chcę, aby było inaczej. – Znowu się pochylił, zaciskając palce dookoła mojej ręki, kiedy mnie 

pocałował. – Chodźmy spać.  

Wyłączył światło i położyliśmy się, spotykając się w połowie i szybko się do siebie przytulając. Tak 

szybko, jak zamknęłam oczy po pocałunku i wyszeptaniu „dobranoc”, usnęłam. 

A ja kochałam każdą pojedynczą minutę.