background image

 Autorka: crimsonmarie  
Tłumaczyła: marcia993 
 
Beta: chochlica1 

 

Rozdział 4. 

 

*BELLA* 

 
Przyspieszyłam,  by  dogonid  biegnącego  ulicą  Edwarda.  Trzymane  przeze  mnie  książki  zachwiały 

się, gdy próbowałam wychylid głowę, by dostrzec jego samochód, kiedy zniknął za rogiem. 

Czy on właśnie zaprosił mnie na randkę? 
Nie, nie mógłby tego zrobid. 
To było szalone. 
Prawda? 
Nie było we mnie nic nadzwyczajnego, co mogłoby utrzymad jego zainteresowanie na dłużej  niż 

kilka dni. Nie było więc mowy, aby Edward Cullen właśnie zaprosił mnie na kolację... na randkę. 

Albo może to wcale nie miała byd randka? Może po prostu chciał zjeśd wspólnie z przyjaciółką? 
W koocu robiliśmy to przez ostatni rok. 
Ale czemu wycofał się tak szybko, zanim zdążyłam mu wytłumaczyd, dlaczego odmówiłam? 
Chuchając, pokręciłam głową i obróciłam się, po czym weszłam do księgarni i położyłam książki na 

ladzie. 

Mimo  że  chciałam  o  tym  myśled    i  rozważad  przez  resztę  dnia,  miałam  tonę  książek,  które 

musiałam  wpisad  do  rejestru,  a  potem  przez  prawie  godzinę  odwalad  papierkową  robotę,  aby  się 
upewnid, że wszystko zostało dobrze wykonane. 

- Bello. 
Rozejrzałam  się  wokół  stosu  książek,  żeby  zobaczyd  Jessicę  Stanley,  zmorę  mojego  życia,  która 

siedziała  sztywno  na  wyściełanym  siedzeniu  za  ladą.  Jej  paznokcie,  które  przeszły  przez  manicure, 
były uniesione nad zabytkową klawiaturą, podczas gdy usta zostały zaciśnięte na mój widok. 

- Tak? – zapytałam słodko. 
Byłam  jej  szefową.  Musiałam  zachowywad  się  miło.  Musiałam  udawad,  że  dźwięk  jej  głosu  nie 

działał mi na nerwy za każdym razem, kiedy otwierała usta. Musiałam udawad, że ją lubię, bo ostatnią 
rzeczą, jakiej potrzebowała ta księgarnia, był pewnego rodzaju proces sądowy, jaki jej ojciec wytaczał 
każdemu, kto skrzywdził jego małą dziewczynkę. 

Jej  byli  chłopcy  kooczyli  w  więzieniu  na  przynajmniej  jedną  noc  -  po  tym,  jak  z  nią  zrywali  – 

z powodu bardzo głupich wykroczeo. 

Jej ojciec całkowicie władał tym miastem, by ochronid swoją drogą, manipulującą córeczkę i jeśli 

sprawy jej dotyczyły, to nikt nie mógł uciec od odpowiedzialności. 

A  ja  nie  chciałam  stracid  księgarni,  która  była  w  posiadaniu  mojej  rodziny  od  przeszło  połowy 

dekady, tylko dlatego, że postawiłam się Jessice. Nie była warta utraty moich środków do życia. 

- Słyszałam, że był tu Edward Cullen. 
Zapragnęłam wywrócid oczami. To pragnienie było tak wielkie, że aby je powstrzymad, musiałam 

zamknąd powieki i wziąd przed odpowiedzią głęboki oddech. 

To  nie  pierwszy  raz,  kiedy  wypytywała  o  mojego  sąsiada.  Była  jedną  z  pierwszych  osób,  które 

odkryły, iż wprowadził się niedaleko mnie i musiałam dosłownie paśd na kolana i błagad, żeby go nie 
nachodziła. 

Poznałam go trochę od czasu, kiedy odkryła, że tu mieszka i wiedziałam, że ostatnią rzeczą, której 

potrzebował, była Jessica Stanley siedząca na jego trawniku w najbardziej kuszącym stroju, jaki mogła 
założyd, w smutnej, żałosnej próbie oczarowania go. 

Zgodziła się zostawid go w spokoju pod warunkiem, że będzie miała opłacane raz w roku wakacje. 

Z  kolei  ja  musiałam  poświęcid  swoje,  by  ją  zakwaterowad  i  żałowałam  tego  za  każdym  razem,  gdy 
wracała z nich z idealną opalenizną.. 

background image

Nie istniały żadne słowa opisujące to, jak bardzo chciałam uderzyd ją w twarz, gdy ciągle nadawała 

o tym, jak piękne jest Cabo San Lucas zimą. 

- Tak – powiedziałam wolno, zaciskając zęby i ściskając rękami krawędź lady. 
- Wydaje mi się, że teraz jest dobry czas na to, abym wzięłam sobie tydzieo wolnego. 
Posłała mi  chytry, słodki  uśmieszek,  a  ja musiałam  złapad  się  lady  nawet mocniej,  by oprzed  się 

pragnieniu, którym nagle stało się duszenie jej. 

- Jasne, Jess – odpowiedziałam przez zęby, zmuszając się do rozluźnienia koniuszków palców. 
Przytaknęła,  prostując  ramiona  w  sposób,  który  już  dobrze  znałam,  nim  wróciła  to  wpisywania 

tytułów książek swoimi nieznośnie głośnymi, sztucznymi paznokciami.  

Zwężając oczy na jej ciche, zwycięskie chełpienie się, obróciłam się na pięcie i wyszłam na mroźne 

powietrze, dokładnie okrywając się płaszczem i mamrocząc przekleostwo, gdy zmierzałam w stronę 
furgonetki. 

Prowadziłam  tę  księgarnię  od  czasu,  kiedy  moja  matka  dwa  lata  temu  ponownie  wyszła  za mąż  

i przeprowadziła  się  z  moim  ojczymem  na  Florydę.  To  doskonale  do  mnie  pasowało.  Kochałam 
książki.  Chciała  spełnid  swoje  marzenie  wiążące  się  z  jej  kapryśną  i  romantyczną  stroną  przez 
przeprowadzkę do innego stanu z mężczyzną, którego kochała. Ja pragnęłam tu zostad. 

Nieszczególnie lubiłam zimy, ale lata zdecydowanie mnie tu zatrzymywały. 
Kupiłam sobie domek jako prezent gratulacyjny, gdy tylko księgarnia znalazła się w moich rękach. 

Ciężko pracowałam, aby ją utrzymad, kiedy moi dziadkowie ją otworzyli. A ponieważ zainwestowałam 
w nią swoje pieniądze, kupienie domu na stałe wydawało się dobrym rozwiązaniem.  

Jake się do mnie wprowadził, na co nie zwracałam wtedy wielkiej uwagi. To miało przecież sens. 

Spotykaliśmy się od prawie roku, więc z logicznego punktu widzenia kolejnym krokiem wydawało się 
byd wspólne zamieszkanie. 

A teraz, kiedy chciał zabrad stamtąd wszystkie swoje rzeczy - i połowę tego, co razem kupiliśmy – 

nic dziwnego, że żałowałam tej decyzji. 

Zadzwonił z samego ranka, nim zdążyłam nawet wstad z łóżka i zażądał, abym była tu wieczorem, 

byśmy  mogli  przejrzed  nasz  dobytek  i  nareszcie  zakooczyd  ten  etap  naszego  życia  oraz  go 
zaakceptowad.    

Zabolało mnie to, że nawiązał do naszego związku jako zwykłego „etapu życia”. Jakby była to jakaś 

faza, przez którą przechodził, a teraz znalazł się na lepszym, bardziej zielonym pastwisku i chciał ode 
mnie uwolnid.  

Ostatnie trzy lata nic dla niego nie znaczyły. 
I  podczas  gdy  ja  poszukiwałam  tej  części  siebie,  która  chciała  za  nim  rozpaczad,  nigdy  nie 

pomyślałam o nim jako o etapie. Przez długi czas był ogromną częścią mojego życia, więc usłyszenie, 
że po prostu chciał się wynieśd jak najdalej ode mnie, zabolało mocniej, niż przypuszczałam. 

I  chociaż  wiedziałam,  że  Jessica  mogłaby  ukraśd  mi  czas  wakacyjny,  gdyby  dowiedziała  się,  że 

Edward jest w mieście, posiadałam nadzieję, że jednak tego nie zrobi. Nie brałam wolnego od ponad 
roku  i  naprawdę  wierzyłam  w  to,  że  byd  może  uda  mi  się  wziąd  kilka  dni  urlopu.  Nawet  jeśli  to 
oznaczało wynajęcie pokoju w Queensbury, to zawsze znajdowałabym się przez jakiś czas z dala od 
miasta i ludzi. 

Wzdychając  z  przygnębieniem,  wyciągnęłam  z  mojej  furgonetki  ostatni  stos  książek,  po  czym 

zatrzasnęłam drzwiczki i ruszyłam do księgarni. 

To z całą pewnością nie był mój najlepszy dzieo...  
 

~*~ 

 
Ze  stosami  plików  leżącymi  na  podłodze  mojego  salonu,  papierami  rozsypanymi  dookoła 

i szalejącą migreną wysłuchiwałam, jak Jake i jego przyjaciele przeszukiwali rzeczy piętro wyżej oraz 
pakowali jego połowę z naszego życia. Robili, co mogli, by wyrzucid ją z domu. 

Próbowałam im pomóc, ale tylko się zdenerwowałam, gdy nikt mnie nie słuchał. 

background image

Sprzeczaliśmy  się  o  drobiazgi,  które  dostaliśmy  od  rodziców,  o  garnki,  których  nigdy  nie 

używaliśmy, mimo że  kiedyś obiecywał, że  będzie to robił, o kanapę,  jaką wybrałam, lecz on za nią 
zapłacił i na koocu o głupie kino domowe.  

Rzecz  jasna,  teraz  mój  telewizor  i  DVD  leżały  na  podłodze  dokładnie  na  wysokości  oczu,  kiedy 

skupiłam  się  na  swojej  papierkowej  robocie,  której  nie  miałam  szansy  dokooczyd,  ponieważ  nie 
posiadałam już kanapy. 

Mogłam  wymienid  prawie  wszystko,  czego  według  tego,  co  mówił,  potrzebował,  więc  to  nie 

stanowiło dla mnie zbyt wielkiego kłopotu. 

Kilka  godzin  temu  poddałam  się  i  nie  zamierzałam  już  się  z  nim  kłócid  o  branie  tego,  cokolwiek 

zechce. To było bezcelowe i tylko sprawiało, że bardziej się stresowałam. 

Miałam  nawet  pewnośd,  że  widziałam,  jak  godzinę  temu  Embry  i  Seth  wynosili  przez  garaż 

niektóre  części  mojego  łóżka,  jednak  nie  miałam  siły,  aby  powiedzied  im,  że  to  ja  zapłaciłam  za  to 
cholerne żelastwo, którego Jake tak bardzo pragnął. 

Nie  posiadałam  zielonego  pojęcia  o  tym,  gdzie  będę  dziś  wieczorem  spad,  ale  nie  potrafiłam 

znaleźd  już  siły,  by  się  tym  przejmowad.  Zbyt  wiele  wydarzeo  miało  miejsce  i  jedyna  rzecz,  jaką 
osiągnął Jacob, to wkurzenie mnie. 

No więc zostałam w salonie, siedząc po turecku na podłodze i pochylając się nad papierami, oraz 

próbując zignorowad tłuczenie i trzaskanie dochodzące z sypialni. 

Nawet przestałam się kulid za każdym razem, gdy usłyszałam klęcie chłopaków i ich wykrzykiwanie 

przeprosin  ze  szczytu  schodów.  Nie  chciałam  w  ogóle  myśled  o  tym  wszystkim,  co  będę  musiała 
naprawid, kiedy w koocu skooczą.   

Gdybym za dużo na ten temat rozważała, to najprawdopodobniej poszłabym na górę i próbowała 

wydłubad im oczy moimi krótkimi, obgryzionymi paznokciami.  

Nie  zostawiłabym  żadnych  śladów,  chod  mimo  że obecnie  nie mam,  gdzie spad,  to  perspektywa 

snu w celi nie wydawała się zbyt kusząca. 

Dwie  godziny  później,  gdy  słowa  zapisane  na  kartce  zaczęły  się  zlewad,  a  odgłosy  tłuczenia 

ustąpiły, podniosłam wzrok, by ujrzed Jake’a niezręcznie stojącego w drzwiach. 

- Skooczyliście? – spytałam oschle, podpierając się łokciami na kolanach i przecierając oczy. 
- W garażu zostało jeszcze kilka rzeczy, ale nie mam już miejsca, żeby je wziąd. Dam ci znad, kiedy 

po nie przyjadę. 

- A co? Rower nie zmieści się razem z łóżkiem? – westchnęłam ciężko i machnęłam na niego, nie 

interesując się tym, co mówił. – Daj mi klucz i wynoś się stąd. 

- Jest na stole. 
- Och, łaskawie zostawiłeś mi stół? – Spojrzałam na niego, pocierając czoło i kręcąc głową. – Jakie 

to miłe z twojej strony. 

Wywrócił  oczy  i  skrzyżował  ramiona  na  swojej  szerokiej  piersi.  –  Zadzwonię  do  ciebie,  jak  będę 

miał czas. 

- Co jeśli będę niedostępna? – odpyskowałam, patrząc na niego spod rzęs.  
- Więc zgadamy się, kiedy przyjdzie pora. Bello, nie utrudniaj tego bardziej niż to konieczne. 
 - Nawet nie ośmielaj się traktowad mnie protekcjonalnie, Jake.  
Kolejny raz wywrócił oczami, a ja wypuściłam nosem powietrze, ściskając ręce w pięści i kładąc je 

na kolanach. 

-  Wynoś  się  –  wyszeptałam,  oddychając  tak  równomiernie  jak  to  możliwe,  kiedy  wbiłam  wzrok 

w papiery,  których  nie  miałam  w  planach  dokooczyd  dzisiejszego  wieczoru.  –  Chcę,  żebyś  stąd 
wyszedł. 

- Nie ma sprawy. Przekaż ode mnie „cześd” swojemu chłopakowi – warknął. 
Skwapliwie  podniosłam  głowę,  żeby  spojrzed  zwężonymi  oczami,  jak  się  odwraca.  Zacisnęłam 

zęby.  

Nie  miał  żadnego  prawa,  by  oczekiwad  czegoś  więcej.  Zdecydował  się  na  to,  gdy  oznajmił,  że 

z nami koniec. 

Nie  miał  prawa  podejrzewad  Edwarda.  Nawet  po  tych  wszystkich  spędzonych  z  nim  godzinach 

Jacob nie wiedział niczego o naszym sąsiedzie. 

background image

Pomyłka:  o  moim  sąsiedzie.  Jake  już  nie  posiadał  roszczeo  wobec  wszystkiego,  co  dotyczyło 

mnie... włączając w to tą ulicę i ludzi, którzy na niej mieszkali. 

Słyszałam,  jak  trzy  pojazdy  na  podjeździe  wycofały  się  tyłem  i  niecierpliwie  czekałam,  by  moich 

uszu dobiegł odgłos ich odjeżdżania. 

Na  chwilę  usiadłam  tam,  gdzie  wcześniej,  stukając  koniuszkami  palców  o  czoło  i  biorąc  głęboki 

wdech na uspokojenie. 

Jeszcze  kilka  minut  zajęło  mi  zorientowanie  się,  że  dom  był  całkowicie  cichy,  a  także  prawie 

kompletnie pusty. W salonie, który uwielbiałam i którego dekoracja zajęła mi wieki, prawie nic się nie 
znajdowało. Miałam leżankę podarowaną przez ojca, gdy się tu wprowadziłam, mój telewizor, DVD 
i wyglądającą  bardzo  wzruszająco  kolekcję  filmów  zaścielającą  podłogę  obok  niego  oraz  kilka  zdjęd 
wiszących na białych ścianach. 

Ostrożnie kładąc trzymany  przeze  mnie  folder  za  resztą  papierów,  przez  które  nie  przebrnęłam, 

wstałam i wolno ruszyłam do jadalni, a następnie poszłam na górę. 

Wchodząc  do  sypialni,  osunęłam  się  wzdłuż  futryny,  kiedy  ujrzałam,  że  miałam  rację,  mówiąc 

o tym, że Jake zabiera łóżko. Miejsce, gdzie znajdowała się ogromna rama, pozostawało teraz pustą 
przestrzenią na drewnianej podłodze. Moja szafa nadal się tam znajdowała, lecz wolne miejsce obok 
świadczyło  o  tym,  że  zabrał  swoją.  Jeden  ze  stolików  nocnych  także  zniknął,  jak  również  lampa 
pasująca do tej stojącej po mojej stronie łóżka. 

Chociaż ciężko było mied stronę łóżka, skoro już się go nie posiadało. 
By  znieważyd  mnie  jeszcze  bardziej,  na  moim  idealnym,  drewnianym  parkiecie  znajdowały  się 

ślady otard. Kawałek ściany, do której przylegało wezgłowie, został wgnieciony, a wielka częśd drzwi 
szafy wnękowej była zdeformowana. 

Kpiąc z tego i przeczesując ręką włosy, pokręciłam głową, nim zeszłam na dół i weszłam do kuchni. 
Scena, która mnie przywitała, sprawiła tylko, że wzięłam jeszcze kilka oddechów, gdy w drodze do 

lodówki  przechodziłam  obok  pustych  miejsc  po  garnkach,  patelniach,  ręcznikach  i  plastikowych 
pojemnikach. 

Mój dom wyglądał, jakby został okradziony, a nie jakby wyprowadził się z niego mój były chłopak.  
I  wtedy  moja  szczęka  opadła  niemal  do  podłogi,  kiedy  otworzyłam  drzwiczki  do  lodówki 

i zobaczyłam, że mam w niej tylko puszkę kawy i pół galona mleka. 

Gniew, który ledwie w sobie tłumiłam, natychmiast ponownie zapłonął, gdy trzasnęłam drzwiami, 

zacisnęłam pięści i zaczęłam krzyczed tak głośno, jak potrafiłam.  

Zabrał  jedzenie.  Małostkowy,  samolubny,  arogancki,  źle  poinformowany  łajdak,  który  zabrał 

dosłownie  wszystko,  co  mógł  złapad  w  swoje  łapy,  a  ja  mniej  niż  tydzieo  temu  twierdziłam,  że  go 
kocham. 

Znowu chciałam go zabid. 
Nie dośd, że mój dom pozostał praktycznie pusty, to na dodatek z lodówki zniknęło całe jedzenie, 

a ja byłam strasznie głodna. Nie zdawałam sobie z tego sprawy do czasu, aż otworzyłam tę przeklętą 
lodówkę. Niemniej jednak nadal padałam z głodu, a nie posiadałam ani ociupinki tego pieprzonego 
jedzenia. 

Zirytowana kopnęłam w nią i skoczyłam do jadalni. Zdążyłam tylko uderzyd się w palec u nogi i po 

podnieśd    słuchawkę  telefonu.  Wykręciłam  numer  do  miejscowej  pizzerii  serwującej  całkiem  dobrą 
pizzę –  nazywała się „u Rickiego” -  i skrzyżowałam ramiona, czekając, aż ktoś odbierze. 

Wszedłszy do salonu, moje spojrzenie spoczęło na drugiej stronie ulicy. Przygryzłam wargę. 
Światło  w  jego  kuchni  się  paliło.  Chociaż  nie  miał  jedzenia  –  w  koocu  dotarło  do  mnie,  że  to 

pewnie dlatego zaprosił mnie na obiad  –  prawdopodobne  szwendał się  po pomieszczeniu, szukając 
czegoś jadalnego. 

Gdy  nareszcie  ktoś  odebrał,  szybko  zamówiłam  dwie  duże  pizze  serowe  i  tuzin  grillowanych 

skrzydełek kurczaka, nim się rozłączyłam i skrzyżowałam ręce. 

Byłam  idiotką,  że  sądziłam,  iż  zaprosił  mnie  na  randkę.  Chciał  po  prostu  zjeśd  i  pewnie  pragnął, 

abym poszła z nim, żeby ludzie  nie podchodzili do niego bez ustanku jak zapewne działoby się, gdyby 
był sam. 

background image

Nie chodziło o nic więcej. To okrutna wyliczanka i wszystkim, czego chciał, było wspólne zjedzenie. 

Żadnej randki, żadnego taoczenia przy świecach, które uwydatniałyby jest rysy twarzy, kiedy usiadłby 
naprzeciw  mnie  w  romantycznej  restauracji.  Żadnych  szeptanych  słówek  nad  naszymi  daniami 
i definitywnie żadnego pocałunku o zmroku. 

Nie chodziło o żadną, cholerną rzecz, tylko o Edwarda, który pragnął coś zjeśd. 
Potrząsając  głową,  westchnęłam  ciężko.  Pochyliłam  się  i  zebrałam  wszystkie  papiery  z  podłogi, 

zbierając je do kupy przed podniesieniem i pójściem do jadalni, aby tam położyd je na stole. 

Chwyciłam klucze i torebkę,  wsunęłam na nogi botki i wzięłam płaszcz, nim wybiegłam z domu. 

Szybko  wskoczyłam  do  zimnej  furgonetki,  drżąc  i  wsadzając  kluczyki  do  stacyjki  oraz  wycofując 
z podjazdu. 

Byłam  na  misji.  Nie  miałam  pewności,  czy  zostanie  ona  w  ogóle  przyjęta,  ale  była  warta 

spróbowania.  Jedyna  gorsza  rzecz,  która  mogłaby  mi  się  przytrafid,  to  zatrzaśnięcie  mi  drzwi  przed 
nosem,  przez  co  musiałabym  wrócid  do  samochodu.  W  którym  tak  bardzo  przyzwyczaiłam  się 
przebywad.  

Który był domem zamiast pustej muszli po minionym związku zrujnowanym przez zazdrośd i całe 

piekło nieporozumieo. 

Gdy  podjeżdżałam  pod  Cumberland  Farms,  łagodnie  stukałam  rękoma  o  kierownicę. 

Zaparkowałam  i  wyciągnęłam  z  torebki  portfel,  zanim  wyskoczyłam  z  samochodu  i  weszłam  do 
znienawidzonego przeze mnie sklepu spożywczego.  

Miejscowi  licealiści,  którzy  stali  na  zewnątrz,  uważali  go  za  swój  dom  i  zawsze  rzucali  złośliwe 

komentarze, gdy ktoś obok nich przechodził, kiedy oni opierali się o ceglaną ścianę i palili papierosy, 
jakich nawet nie mogli sami kupid. 

A sprzedawcy nie byli wcale lepsi. 
I  gdyby  to  nie  jedyne  osoby  w  mieście  mogące  sprzedad  dwunastopak  piwa,  pewnie  nigdy  nie 

postawiłabym w tym sklepie  nogi. 

Minęłam uczniów ze spuszczoną głową. Otworzyłam drzwi i weszłam do ciepłego miejsca.  
- Bella! 
Skrzywiłam  się  i  powoli  spojrzałam  na  ladę,  dostrzegając  stojącego  za  nią  Mike’a  Newtona 

oblizującego wargi w sposób, jaki pewnie uważał za dwuznaczny.   

Wyglądał obrzydliwie.  
- Cześd, Mike – wymamrotałam, szybko zmierzając w kierunku lodówek i chwytając dwunastopak 

Heinekena. 

Wolno podeszłam do lady, chcąc, żeby zarówno zakupy jak i wgapianie się tego chłopaka w mój 

dekolt skooczyło się jak najszybciej. 

Wpatrywał  się  w  biust  każdej  kobiety,  która  weszła  do  sklepu  i  była  na  tyle  głupia,  żeby 

odpowiedzied na jego przywitanie. 

Tak jak ja. 
Jęcząc w duchu i przygryzając wnętrze policzka, położyłam piwo na ladzie. 
-  Robisz  przyjęcie,  Bello?  -  spytał,  uśmiechając  się  do  mnie,  kiedy  skanował  kod  kreskowy 

znajdujący się z boku opakowania. 

- Po prostu spędzam noc w domu – westchnęłam, bawiąc się portfelem i patrząc na mały ekranik, 

który jeszcze nie pokazywał ceny. 

Czy on mógł działad jeszcze wolniej? Ile czasu może zajmowad zeskanowanie kodu? 
Otuliłam  się  ciaśniej  płaszczem  wokół  klatki  piersiowej,  gdy  zauważyłam,  że  spojrzenie  Mike’a 

błądzi w dół tej drogi, przez co odchrząknęłam. 

- Słyszałem, że ty i Jake zerwaliście – powiedział zwyczajnie, wzruszając jednym ramieniem, kiedy 

cena nareszcie się wyświetliła.  

Chciałam go zapytad, skąd się tak szybko o tym dowiedział, ale powstrzymałam się, gdy pytanie już 

prawie opuściło moje usta. W tak małym mieście, z tyloma wścibskimi ludźmi, to wręcz nieuniknione, 
że koniec mojego związku przez kolejny tydzieo będzie głównym tematem rozmów. 

- Tak, bo jestem lesbijką – skłamałam szybko, podając mu banknot dwudziestodolarowy. – A jemu 

nie bardzo się to podobało. 

background image

Obserwowałam  z  zadowoleniem,  jak  szczęka  Mike’a opada,  a  on  powoli  bierze  pieniądze  z  lady 

i wsadza je do kasy. 

- Serio? 
Przytaknęłam, biorąc głęboki wdech i patrząc mu w oczy. – Jestem oddana dziewczynom, Mike. 
- Och – wymamrotał z przygnębieniem, po czym wyliczył moją resztę i mi ją podał. – Życzę miłego 

wieczoru, Bello. 

Wsadziłam  pieniądze  do  portfela  i  wzięłam  piwo,  przytakując  i  radośnie  mu  machając,  gdy 

wychodziłam ze sklepu. 

- Ja tobie też, Mike! 
Powinnam przejmowad się tym, że ta plotka rozniesie się po mieście w przeciągu minuty, jednak 

nie robiłam tego.  

Dopóki ktoś nie wyprowadzi go z błędu 
Radośnie  odkładając  piwo  na  miejscu  pasażera  w  mojej  furgonetce,  wycofałam  się  tyłem 

z parkingu i pojechałam wzdłuż ulicy do Rickiego. 

Jedną  zaletą  tego  miasta  było  to,  że  wszystko  mieściło  się  na  jednej  ulicy:  sklep  monopolowy, 

w którym  można  było  kupid  tylko  wino  i  mocniejsze  trunki,  pizzeria,  Sticks  Pharmacy,  Cumberland 
Farms, Stewart’s, lodziarnia i jadłodajnia T.J.’s Deli, które znajdowały się po obu stronach. 

Wyskakując z furgonetki z portfelem w ręce, pobiegłam do niedorzecznie małej pizzeri, zapłaciłam 

za zamówione jedzenie i po pięciu minutach stamtąd wyszłam. 

Przesuwając piwo na podłogę, położyłam na fotelu gorącą pizzę i schowałam portfel do torebki, 

po czym wyjechałam na główną drogę.  

Zaczęłam się denerwowad, gdy dotarłam do swojej ulicy. Moje ręce mimowolnie zaczęły uderzad 

w  kierownicę,  a  ja  obgryzałam  dolną  wargę,  kiedy  minęłam  niewielkie  wzgórze  prowadzące  do 
naszego domu. 

Mógłby  zamknąd  mi  drzwi  przed  nosem.  Mógłby  nawet  ich  nie  otworzyd.  Istniało  wiele  rzeczy, 

które mógłby zrobid, a wszystko, co sobie wyobrażałam, nigdy nie wychodziło po mojej myśli.  

Pewnie  był  zbyt  zmęczony  moim  widokiem.  Odkąd  przyjechał,  widywałam  go  codziennie, 

a zazwyczaj zdarzało mi się to bardzo rzadko. Prawdopodobnie byłam ostatnią osobą, jaką chciał w 
tej  chwili  zobaczy.  Wjeżdżając  na  podjazd,  zauważyłam,  że  światło  w  jego  kuchni  wciąż  pozostało 
zapalone. 

Może zostawił je włączone i zasnął?  Może  nawet nie był  teraz przebudzony. Tylko to, że ledwie 

była  dziewiętnasta,  nie  znaczyło,  iż  nie  czuł  wyczerpany  i  nie  spał.  Nie  miał  regularnej  pracy  jak 
większośd mieszkaoców tego miasteczka. Nie potrafiłam sobie w ogóle wyobrazid, jak niewiele czasu 
poświęcał na sen, gdy pracował. 

Wjechałam  na  podjazd  i  wpatrywałam  się  przez  lusterko  wsteczne  w  jego  dom,  a  moja  dolna 

warga nadal znajdowała się między zębami.  Kontynuowałam jej żucie. 

Najgorsze, co mogło się zdarzyd, to nieodtworzenie mi drzwi. A gdyby  tego nie zrobił, miałabym 

przynajmniej jedzenie na trzy dni do czasu, aż nie poszłabym do warzywniaka. 

Powoli wyszłam z furgonetki, zamknęłam za sobą drzwiczki i podeszłam do niej z drugiej strony, by 

za jednym zamachem wyciągnąd jedzenie, piwo i torebkę. 

Wymierzyłam wzrokiem długośd  drogi między naszymi domami a lodem, który znajdował się  na 

naszych podjazdach, po czym przewiesiłam torebkę  przez ramię i wzięłam zakupy do obu dłoni, by 
zachowad równowagę. 

Zatrzasnęłam  drzwi  biodrem  i  zaczęłam  wolno  zmierzad  na  drugą  stronę  ulicy,  nadwyrężając 

wzrok, żeby uniknąd poślizgnięcia się i upadku.  

Może  powinnam  napisad  mu  notkę  i  znowu  przykleid  ją  na  drzwiach.  To  było    z  mojej  strony 

tchórzliwe i dziecinne, ale kiedyś się sprawdzało. 

Wskoczyłam  na  ganek,  z  łatwością  omijając  zamarzniętą  kałużę  na  szczycie  schodów  i  byłam 

z siebie  dumna,  że  nie  pozwoliłam  lodowi  mnie  dzisiaj  zabid.  Następnie  podeszłam  pod  drzwi, 
ponownie łapiąc wargę między zęby.  

Jeśli wieczorem nadal pozostanie cała i zdrowa, to stanie się cud. 

background image

Biorąc  głęboki  oddech,  delikatnie  zapukałam,  wytężając  słuch,  by  dosłyszed  jakiekolwiek  oznaki 

ruchu i zadrżałam z powodu niecierpliwego stania na zewnątrz budynku. 

Gdy po minucie nadal niczego nie słyszałam, zapukałam jeszcze raz, bo miałam żałosną nadzieję, 

że może po prostu nie dosłyszał za pierwszym razem.  

Ale kiedy minęła kolejna minuta, a moich uszu wciąż nie dobiegał zza drzwi żaden odgłos ruchu, 

westchnęłam ociężale i odwróciłam się, by zejśd z ganku. 

Przyjrzałam  się  błyszczącemu  w  niewyraźnym  świetle  lataro  ulicznych  lodowi  i  ostrożnie  na  nim 

stanęłam, wiedząc, że przeskoczenie przez niego jeszcze raz to jak podpisane własnego aktu zgonu.  
Moja noga prawie natychmiastowo się z niego zsunęła, a ja spadłam prosto na tyłek. 

- To chyba jakiś żart – jęknęłam, gdy skrzydełka kurczaka i pizze wyleciały z moich rąk. 
Piwo  wylądowało  obok  mnie,  a  ręka  znajdowała  się  na  jego  szczycie,  jednak  mimo  tego  byłam 

pewna, że kilka butelek się stłukło. 

Miałam ochotę się rozpłakad. Chciałam tylko wsadzid głowę między kolana i wyszlochad moje małe 

serduszko, bo cały ten dzieo jest jednym, wielkim rozczarowaniem. 

 Za  to,  kiedy  łzy  zaczęły  wypełniad  moje  oczy,  podparłam  się  o  dwunastopak,  aby  móc  wstad. 

Pociągając  nosem,  podniosłam  opakowania  z  pizzą,  które  ślizgały  się  po  podjeździe.  Jednak 
skrzydełek  kurczaka  nie  spotkał  ten  sam  los.  Szczyt  białego,  styropianowego  pudełka  otworzył  się 
i niemal mogłam ujrzed, jak rozsypały się dookoła. 

Przetarłam  policzki,  próbując  pozbyd  się  łez.  Zaczęłam  ostrożnie  zaczęłam  kopad  skrzydełka  na 

ulicę, żałośnie chlipiąc. 

Boże, mam nadzieję, że Edward spał, bo jeśli teraz wyjdzie z domu i zobaczy mnie w takim stanie, 

to już nigdy nie będę mogła mu spojrzed w oczy. 

Ale  oczywiście  mniej  niż  dziesięd  sekund  później  usłyszałam  otwieranie  drzwi  i  ledwie 

powstrzymałam  się  od  szlochu.  Zebrałam  wpół  pełne  pudełko  ze  skrzydełkami  kurczaka,  po  czym 
ścisnęłam je w wolnej ręce.  

Byłam pewna, że każdy w mojej sytuacji byłby rozbawiony. 
- Bella? – spytał, a jego cichy głos uniósł się w powietrzu. Z opuszczoną głową poruszyłam się na 

jego podjeździe najdalej od niego, jak potrafiłam. 

A  kiedy  otworzyłam  usta,  żeby  opowiedzied  jakiś  głupi  żart,  który  zobrazowałby  moje  dziwne 

zachowanie, nie udało mi się z nich wydobyd niczego innego oprócz stłumionego szlochu. 

Chciałam umrzed. 
Albo przynajmniej znaleźd bardzo głęboką, ciemną dziurę, w której mogłabym się ukryd do czasu, 

aż Edward nie wróci do Kalifornii. 

No  więc  przyłożyłam  do  warg  jedną  z  dłoni  i  pokręciłam  głową,  kiedy  zeszłam  ze  schodów,  aby 

wziąd piwo. 

- Bello, wszystko w porządku? 
A  on  tam  był.  Bez  żadnego  ostrzeżenia,  bez  niczego.  Stał  boso  na  dole  schodów,  a  także  bez 

płaszcza i chwycił piwo, zanim zdążyłam po nie sięgnąd. 

- Tak – pisnęłam, pociągając głośno nosem i patrząc się na jego nieodziane stopy. 
- Nic ci się nie stało? 
Moja duma była wystarczająco urażona, a tyłek nawet ukłuł, ale oprócz tego czułam się cudownie. 
- Nie – ponownie zapiszczałam, kręcąc głową, kiedy znów chwyciłam wargę między zęby. 
Nawet jego stopy były atrakcyjne. Uch, o czym ja myślałam? Przecież to mój sąsiad  – mój znany 

sąsiad,  bardzo  przystojny  sąsiad,  który  nigdy  nie  spojrzał  na  mnie  inaczej  niż  na  częśd  pary,  jaka 
pomagała mu w odśnieżaniu zimą podjazdu. Samo pomyślenie przez chwilę o tym, że mógłby się mną 
zainteresowad, było obłędem. 

- Bello. 
I wtedy mój podbródek znalazł się w jego dłoni, a oczy patrzyły w moje, zmuszając mnie, bym na 

niego spojrzała. 

- Nie jest w porządku. 
-  Ja  właśnie...  -  czknęłam  i  zamknęłam  oczy,  próbując  odepchnąd  jego  rękę.  Nie  udało  mi  się.  – 

Jesteś głodny. 

background image

- Co to ma do rzeczy? 
Delikatnie uniósł mój podbródek, a ja podniosłam powieki, czując się nawet bardziej upokorzoną, 

ponieważ kilka łez spłynęło po moich policzkach. 

- Ja... ja... 
O  Boże,  to  się  nigdy  nie  skooczy,  prawda?  Jąkałam  się  i  znajdowałam  na  skraju  szlochania.  Bez 

względu na to, jak bardzo chciałam powiedzied: „Przyniosłam jedzenie, żebyśmy coś zjedli”, te słowa 
nie opuściły moich ust. 

- Oddychaj, Bello – powiedział łagodnie, odkładając piwo na ziemię, by objąd moją twarz dłoomi. 
Starł kciukami łzy z moim policzków i wpatrywał się w moje oczy, a ja poczułam, że się uspokajam. 
Jednakże  zażenowanie  ponownie  się  nasiliło,  a  moja  twarz  zapłonęła,  kiedy  wciąż  tam  stał, 

uosabiając dziesięd drastycznie różnych odcieni perfekcji, podczas gdy światło z werandy oświetlało 
go i jego piękne, zielone oczy, wciąż wpatrujące się w moje brązowe. 

- Co tu robisz? – zapytał łagodnie. 
- Mogę sobie iśd. 
-  Nie  powiedziałem,  że  chcę,  abyś  poszła.  Chcę  po  prostu  wiedzied,  co  tu  robiłaś...  i  dlaczego 

kopałaś skrzydełka kurczaka na ulicę. 

Dlaczego  świat  kazał  mi  cierpied  za  te  zawstydzenia,  a  nie  mógł  się  otworzyd  i  połknąd  mnie 

w całości, kiedy nie potrafiłam już sobie z tym radzid? 

Musiałam  się  wyprowadzid.  Nie  było mowy,  abym  potrafiła  to  znieśd,  widując  go  i wspominając 

ten moment, przez który miałam ochotę skoczyd z klifu. 

-  Jeszcze  nie  jadłam  i  nie  mam  też  żadnego  jedzenia  –  odpowiedziałam  niewyraźnie,  brzmiąc, 

jakbym się dusiła. – Więc pomyślałam, ze może gdzieś pójdę i kupię coś, żebyśmy mogli... 

Przełknęłam. To brzmiał tak głupio, jak sądziłam. Co ja sobie w ogóle myślałam? Szczerze? 
On chciał ciszy i spokoju, a ja nie pozwalałam mu się tym nacieszyd, odkąd tu przyjechał. Cholera, 

to na pewno wyglądało tak, jakbym robiła wszystko, od czego uciekał  - od rozbijania obozu na jego 
trawniku, pomimo panującej na zewnątrz temperatury. 

Byłam gównianą sąsiadką. I okropną przyjaciółką. 
- Nieważne – wymamrotałam, czując, jak łzy zbierały się w głębi mojego gardła.  – Ja po prostu... 

mam... 

- Co to za pizza? 
Zamrugałam na niego, całkowicie ignorując łzę, która z tego powodu spłynęła po mym policzku.  
- Słucham? – mruknęłam, a ton mojego głosu był monotonny. 
- Jaką pizzę kupiłaś? – spytał cicho, a jego usta ułożyły się w mały uśmiech, kiedy kolejny raz wytarł 

moje łzy. 

- Naprawdę nie musisz... 
- Jeśli serową, to zaciągnę cię do domu bez względu na to, co powiesz. 
Przytaknęłam, w koocu poddając się chęci otarcia swojej twarzy o jedną z jego dłoni.  Uśmiech na 

jego twarzy stał się o wiele większy i nie miałabym nic przeciwko, gdybym widywała go przez resztę 
swojego życia. 

-  W  takim razie po co tu stoimy?  –  zaśmiał się,  zabierając rękę  z mojej  twarzy i schylając się  po 

piwo. 

Zatęskniłam za dotykiem jego dłoni, gdy tylko straciłam z nią kontakt, i westchnęłam, ruszając za 

nim po schodach. Weszłam do domu.   

Zamknęłam za sobą drzwi i rozejrzałam się dookoła w salonie, orientując się, że jeszcze nigdy tu 

nie byłam. Edward często bywał u mnie, ale ja nigdy nie znalazłam się dalej niż na jego ganku. 

Zdałam sobie sprawę, że większośd mebli została przywieziona do jego domu, kiedy odwiedzili go 

rodzice, i zazdrościłam mu kanapy. I małego, eleganckiego, szklano-metalowego telewizora, który stał 
po przeciwnej stronie pokoju. I leżanki. Wiedziałam, że w przeciwieostwie do ohydnej, wyblakniętej, 
niebieskiej, dwudziestokilkuletniej, którą przywiozłam do swojego salonu, ta miała jedynie rok. 

-  Niektóre  kawałki  mogą  byd  połamane  –  powiedziałam  z  zakłopotaniem,  gdy  szłam  za  nim  do 

kuchni, żeby podgrzad pizze i skrzydełka. 

Powoli położył je na blacie tuż obok zlewu i spojrzał na mnie z uniesioną brwią. 

background image

- Dlaczego? 
-  Uderzyły  całkiem  mocno  o  ziemię,  kiedy  upadłam  –  wymamrotałam,  pospiesznie  otwierając 

pudełko, by stwierdzid, że pizza przylegała do jego szczytu. 

Och, przepięknie. Nie zauważyłam, że mogło ono byd do góry nogami, zanim je podniosłam. Nie 

wiem, jakim cudem o tym nie pomyślałam albo jak je przekręciłam, nie zauważając tego, ale wydaje 
mi się, że płacz, pociąganie nosem i próba unikania własnego sąsiada miały z tym wiele wspólnego. 

 - Raczej nie nadają się do jedzenia. 
- Powinnam już iśd – wymruczałam, wsadzając pizzę do pudełka i zakrywając twarz dłoomi. 
- Co? Dlaczego? 
- Miałam bardzo, ale to bardzo zły dzieo, a to – wskazałam na pizzę, kładąc ręce przy ciele – wcale 

go nie polepszyło. 

-  Jeśli to  poprawi  ci humor, to mój dzieo wcale nie był  lepszy.  –  Rozerwał opakowanie z piwem 

i wyciągnął z niego dwie butelki, przyglądając się im przed podaniem mi. – Opowiedz mi o nim. 

- Nie chciałbyś tego słuchad. 
-  Nie  poprosiłbym o  to,  gdybym  nie  chciał.  –  Odkręcił  swoją  butelkę,  po  czym odłożył  ją  z  boku 

i popatrzył na stan innych. – Wyrzud to z siebie, Bello. 

Nie  chciał,  żebym  o  tym  mówiła.  Gdybym  to  zrobiła,  to  wyjąkałabym  tylko  masę  słów 

i popłakałabym  się,  a  łzy  spłynęłyby  na  kuchenną  podłogę.  Żadne  z  nas  nie  musiało  się  teraz  z tym 
zmagad. 

- To naprawdę... 
- Bello. – Przerwał oglądanie butelek i odwrócił się przodem do mnie, krzyżując ramiona na torsie. 

–  Przyniosłaś  mi  jedzenie.  Jestem  strasznie  głodny.  I  mam  dwie  ręce,  które  możesz  wykorzystad, 
jakkolwiek zechcesz. Więc powiedz mi, dlaczego twój dzieo był taki zły. 

- Tylko wtedy, jeśli ty mi opowiesz o swoim. 
- Zgoda... ale ty pierwsza. 
Wzdychając  ciężko,  odkręciłam  swoje  piwo  i  odwróciłam  się,  aby  wrzucid  kapsel  do  śmietnika 

stojącego  obok  lodówki,  po  czym  oparłam  się  o  blat  i  obserwowałam,  jak  wrócił  do  grzebania 
w pudełku.  

Więc  opowiedziałam  mu  o  wszystkim,  co  mi  się  dzisiaj  przydarzyło.  Od  Jessici  Stanley,  która 

ukradła mój czas wakacyjny  –  pomijając to, jaki był ku temu powód –  do Jake’a, który  przybył, aby 
zniszczyd moją sypialnię i wziąd wszystkie meble i jedzenie, co doprowadziło do tego, że skooczyłam 
z górą papierów, nad jakimi pracy jeszcze nie skooczyłam. 

Słuchał  mnie, jakbym mówiła  o najważniejszej  rzeczy na świecie i zaczęłam powoi odczuwad,  że 

napięcie i rozczarowanie towarzyszące mi jeszcze dziesięd minut temu, zaczęło mnie opuszczad. Nie 
potrafiłam sobie przypomnied, dlaczego płakałam na jego podjeździe, chociaż na szczęście o tym nie 
wspomniał. Wszystkie te wydarzenia wydawały mi się takie odległe, jakby miały miejsce wieki temu. 

Naprawdę  minęło  wiele  czasu,  odkąd  ostatni  raz  się  tak  czułam.  Oczywiście  Jake  też  ze  mną 

rozmawiał,  ale  nigdy  nie  słuchał  tego,  co  mówię.  Zadawał  pytania  w  odpowiednich  miejscach 
i wydawał odpowiedni dźwięki, kiedy przytakiwał, ale gdy pytałam go o coś następnego dnia, niczego 
nie pamiętał. 

To  bardzo  miłe  wiedzied,  że  ktoś  mnie  teraz  słucha  i  przejmuje  się  tym  na  tyle,  by  zadawad  mi 

pytania. 

Edward  wybrał  tylko  dwie  butelki  piwa,  które  miały  drobne  zarysowania,  a  resztę  wsadził  do 

pustej lodówki, nim zaatakował pudełka z pizzą i zaczął układad ją na bardzo drogim, białym talerzu 
ze złotą otoczką. Zjadł cały kawałek, kiedy ja dopiero zabrałam swój ze szczytu pudełka i poszłam za 
swoim sąsiadem do salonu, gdzie oboje kłapnęliśmy na kanapę.  

- A tobie co się przytrafiło? – spytałam, odchylając głowę i przyglądając się, jak pożera dwa kawałki 

pizzy w mniej niż minutę. 

Widziałam  fragment  tej  sceny  z  samego  ranka,  ale  byłam  pewna,  że  całośd  prezentowała  się 

o wiele  gorzej.  Tak  łatwo  mnie  rozproszył,  gdy  pomógł  mi  z  książkami,  jakie  wzięłam  ze  starej, 
zamkniętej biblioteki Warrensburgów,  więc nie miałam okazji, aby się wtedy wtrącid. 

background image

-  Próbowałem zrobid zakupy  –  wymamrotał, biorąc kęs.  –  I już prawie wychodziłem, kiedy  jakaś 

kobieta naprzeciw mnie zauważyła, że nie jestem przeciętną osobą i zaczęła krzyczed na całe gardło. 

Wywrócił oczy i oblizał palce. 
Zauważyłam,  że  zostałam  zniewolona  przez  jego  język  oplatający  się  wokół  każdego  koniuszka 

palców i zmusiłam się, by spojrzed mu w oczy, gdy znów zaczął mówid. 

- Reszta tego cholernego sklepu nie potrzebowała dużo czasu, żeby zorientowad się, że ta kobieta 

nie  krzyczała  z  powodu  pająka.  Wybiegłem  stamtąd  tak  szybko,  jak  potrafiłem  i  od  tego  czasu  nie 
wychodziłem z domu. 

- To naprawdę jest do kitu. – Przechyliłam butelkę, aby się napid. – Przykro mi. 
Wzruszył jednym ramieniem, odgryzając kolejny kawałek pizzy, zanim na mnie spojrzał. 
 - Po prostu się tego tutaj nie spodziewałem, wiesz? To się nigdy wcześniej nie zdarzyło i wydaje 

mi się, iż sądziłem, że  tak będzie przez cały czas.  – Mówiąc to, wywrócił oczami i pokręcił głową.  – 
Byłem głupi, że w ogóle tak myślałem.  

-  Nie  jesteś  głupi.  Przyjeżdżasz  tu,  żeby  na  kilka  uciec  od  tego  wszystkiego.  Zasłużyłeś  sobie  na 

trochę czasu i to było bardzo niegrzeczne z ich strony, że ci na to nie pozwolili. 

Patrzył  na  mnie,  powoli  oblizując  sos  z  pizzy,  który  został  w  kąciku  jego  ust  –  sprawiając,  że 

całkowicie oniemiałam i w okamgnieniu zaparło mi dech – nim zaczął się uśmiechad. 

- Jesteś pierwszą, normalną osobą, która to tak postrzega. 
Poczułam, że moja twarz robiła się coraz cieplejsza i szybko podniosłam z talerza ostatni kawałek 

pizzy, pospiesznie wsadzając jej koniec do ust i unikając jego spojrzenia. 

- To prawda – wymruczałam, wyciągając rękę, by skubnąd materiał swoich dżinsów. – To znaczy, 

już i tak pewnie masz dośd tego, że cię nękam. 

- Nigdy mnie nie nękasz, Bello. Lubię twoje towarzystwo. 
Jeśli wcześniej sądziłam, że moja twarzy była czerwona, to teraz miałam cholerną pewnośd, że nic 

już nie może tego przebid. 

- Chciałeś od wszystkiego odpocząd – odparłam cicho, odkładając pizzę na talerz. 
- I ciągle odpoczywam. Teraz robię to w twoim towarzystwie i moim zdaniem dzięki temu pobyt 

tutaj jest fajniejszy. Lubię twoje towarzystwo, Bello – powtórzył niskim i delikatnym głosem. 

Spojrzałam na niego i przełknęłam, napotykając jego intensywne spojrzenie. 
-  Też  lubię  twoje  towarzystwo  –  wyszeptałam,  odchrząkając  i  siadając  prosto,  kiedy 

zorientowałam się, że zaczynamy się ku sobie pochylad. 

Chryste,  co  ja  robiłam?  Pochylałam  się  w  jego  stronę  i  do  niego  szeptałam?  To  fantazja,  która 

nigdy nie zostałaby zrealizowana. 

-  Ja,  um.  –  Ponownie  odchrząknęłam,  obserwując,  jak  Edward  przesuwa  się  na  drugi  koniec 

kanapy. –  Muszę iśd do sklepu, więc może...  chciałbyś... um  –  zaśmiałam się  nerwowo  –  iśd tam ze 
mną? Może? 

Patrzył się na mnie, a jego perfekcyjna szczęka poruszała się, gdy przeżuwał pizzę. 
Naprawdę musiałam przestad to robid. 
Naprawdę  musiałam  przestad  mu  bezceremonialnie  przerywad  i  zachowywad  się  jak  wariatka, 

kiedy chcę spędzad z nim czas. 

Co wcale nie było takie łatwe. 
- Mógłbyś, um... założyd kapelusz albo coś innego dla niepoznaki? No wiesz, żeby ludzi mogli się 

kontrolowad. 

Dlaczego niczego nie mówił? 
-  Albo  mógłbyś  –  Przełknęłam,  wbijając  wzrok  w  nogi  i  kładąc  wpół  zjedzony  kawałek  pizzy,  na 

którą już nie miałam ochoty, między nami – dad mi listę zakupów i ja zrobiłabym je dla ciebie? Musisz 
przecież coś jeśd, kiedy nie ma mnie w domu. 

Chciałam się uderzyd. Jakby liczył na to, że będę go karmid... Racja. Zakpiłam z siebie w duchu. Nie 

byłam dla niego taka ważna i nie powinnam pozwolid sobie tak myśled. 

Byłam przystępna jak każda inna dziewczyna. Po prostu miałam okazję  mieszkad obok  niego, co 

stanowiło łatwe udogodnienie. 

background image

Na  tę  myśl  moja  twarz  znów  się  zaczerwieniła  i  zakryłam  ją  ręką,  niewiele  myśląc  o  swoich 

wcześniejszych czynach. 

Nie byłam łatwa... byłam przystępna. Tak, to lepsze słowo. Przystępna. 
- O czym myślisz? 
O, świetnie, to najprostsza forma odrzucenia – pominięcie pytania i zapytanie o coś innego. 
- O niczym – westchnęłam ciężko, kręcąc głową i zamykając oczy. – O niczym. 
- O której jutro kooczysz pracę? – spytał mimochodem. 
- O szóstej, ale potem wychodzę z przyjaciółkami. 
Znowu zaczęłam skubad dżinsy i przygryzłam dolną wargę, kiedy pomyślałam o klubie, do którego 

chciały mnie zaciągnąd Rosalie i Angela. 

Piątkowe  wieczory  to  nasze  „dziewczyoskie  wieczory”  i  odwoływałyśmy  je  tylko  wtedy,  kiedy 

pogoda była do kitu. Ten piątek  zapowiadał się na cholernie zimny, ale przynajmniej śnieg nie miał 
padad.  

W  tym  tygodniu  szłyśmy  na  skrzyżowanie  Saratoga  i  Caroline  Street,  gdzie  znajdowały  się  bary 

i klub oraz naprawdę obskurni, pijani faceci, którzy sobie tam spacerowali i wykrzykiwali prymitywne 
rzeczy, gdy się ich ignorowało. 

Jeśli już, wypiłabym parę drinków i byłabym zdolna do wyrzucenia tej okropnej rozmowy z głowy, 

dopóki  nie  dotarłabym  do  domu,  aby  się  z  tym  zmierzyd,  kiedy  wejdę  do  niemal  pustych 
pomieszczeo. 

- A co z sobotą? 
- Pracuję do czwartej – westchnęłam, dłubiąc przy nitce wystającej z moich spodni. 
- Chciałabyś wtedy iśd? 
Podniosłam  głowę  i  nie  mogłam  powstrzymad  się  od  szerokiego  uśmiechu,  jaki  wpełzł  na  moją 

twarz.  

Mimo wszystko mnie nie odrzucił. 
Moje serce urosło, kiedy usiadłam prosto i przytaknęłam, sięgając po zostawiony kawałek pizzy, by 

z powrotem położyd ją na kolanach. 

- Tak, okej.