background image

*Edward* 

 
- Wyglądam śmiesznie. 
Parsknęła, przyciskając podbródek do kierownicy. 
- Naprawdę! 
- Tak – zaśmiała się, przytakując i ponownie siadając prosto. – Naprawdę. 
- Jesteś pewna, że to coś da? 
- Nie jesteś rozpoznawalny. Jesteś śmieszny, pamiętasz? 
Zacisnąłem  na  nią  usta,  obracając  się,  bym  mógł  spojrzed  w  boczne  lusterko  i  popodziwiad  jej 

dzieło. Moje włosy zostały całkowicie ukryte pod czarną chustką, ponieważ kapelusz znajdujący się na 
czubku mej głowy był wystarczająco duży, żeby ukryd całą osobę. łaszcz zakrywał brodę, odkrywając 
jedynie nos. 

-  Śmieszny  –  wymamrotałem  po  raz  kolejny,  siadając  na  niewygodnej  kanapie  samochodu 

i zerkając na Bellę. 

Ścisnęła  wargi  w  bardzo  smutnej  próbie  nie  wyśmiania  mnie,  co  robiła  od  czasu,  gdy  dziesięd 

minut temu założyła na moją głowę ten głupi kapelusz. 

Jednak  o  wiele  lepiej  widzied  ją  powstrzymującą  się  od  śmiechu  niż  ze  łzami  w  oczach,  tak  jak 

wcześniej.  

One  były  jak  szybkie  ukłucie  w  brzuch.  Zwłaszcza  że  wiedziałem,  iż  to  ja  je  spowodowałem. 

Zadawałem jej ból, płakała przeze mnie. Nigdy nie chciałem stad się tego przyczyną. 

Cholernie  tremowałem  się  przed  zobaczeniem  jej.  Pragnąłem  z  nią  porozmawiad,  spytad 

o wszystko, o czym myślała od ubiegłej nocy. 

Byłem podminowany – zbyt zajęty rozmyślaniem o tym, co się między nami wydarzyło, by zasnąd. 

O  czwartej  nad ranem mój umysł  pracował  na pełnych obrotach, zastanawiając się nad tym, co do 
mnie czuła, dlaczego mnie pocałowała i jak sobie z tym poradzimy. Nie chciałbym, aby tego żałowała, 
czy była przestraszona mną lub swoim zachowaniem, bo Bóg jeden wie, że ja nie byłem. 

I  kiedy  scena  z  zeszłego  wieczoru  odtworzyła  się  w  mej  głowie,  zdecydowałem,  że  jej  na  to  nie 

pozwolę.  Gdyby  wskazówka  zegara  przetoczyła  się  przez  czwartą,  a  ona  wróciła  do  domu  i  gdyby 
dziesięd minut wcześniej nie stała na mojej werandzie, poszedłbym tam. 

Nie  miałem  pewności,  kiedy  podjąłem  decyzję,  by  nie  pozwolid  jej  odejśd,  ale  doszedłem  do 

wniosku, że nie wyrażę zgody na to, by przeszła obok mnie. Była jedyną osobą, która nie traktowała 
mnie  inaczej  niż  resztę,  chod  wiedziała,  kim  jestem.  Była  jedyną,  z  którą  mógłbym  spędzad  wiele 
godzin i nie potrafiłbym się tym męczyd. 

 Nie tylko stresowałem się odezwaniem do niej, to mnie przerażało. Co, jeśli sprawa z Jacobem nie 

okazałaby się zamknięta, a ja tylko przyczyniłbym się do złagodzenia jej bólu? Zerwali zaledwie kilka 
dni  wcześniej,  a  ona  już  dawała  mi  coś  do  zrozumienia.  Nie  chciałem  stad  się  facetem,  z  którym 
spotykałaby się w zastępstwie za Jacoba. Chciałem byd facetem, z którym pragnęłaby się związad. 

I jeśli naprawdę z nim skooczyła, czy potrafiłaby poradzid sobie ze stylem życia, który prowadzę? 

Stałym  nękaniem,  spekulacjami  i  niekooczącym  się  nawałem  fotografów,  którzy  chodziliby  za  nami 
krok  w  krok?  Teraz  nie  ma  do  czynienia  z  żadną  z  tych  rzeczy,  więc  czy  naprawdę  zechce  z  tego 
zrezygnowad tylko po to, żeby ze mną byd? 

Nie miałem też pojęcia, jak poradzimy sobie ze związkiem na odległośd. Nigdy wcześniej się nad 

tym nie zastanawiałem. Jednak  nie potrafiłbym byd  z dala od niej przez długi czas,  a utrzymywanie 
kontaktu  jedynie  przez  telefon  nie  jest  zbyt  dobrym  rozwiązaniem.  Czy  pragnęła  byd  ze  mną  tak 
bardzo, że poradziłaby sobie z tym, że nie widywalibyśmy się regularnie? 

Tak.  Ufała  mi  –  robiła  więc  coś,  czego  nawet  nie  próbowały  moje  byłe  dziewczyny,  nim 

rozpętywało się między nami to całe piekło. Chciała byd ze mną, zrezygnowad dla mnie z normalnego, 
spokojnego życia, jakie prowadziła w małym miasteczku, które mogliśmy oboje nazwad domem. 

Takie coś się nigdy nie zdarzyło. Nikt nie poświęcał swojego życia, by byd ze mną w sposób, jakiego 

pragnąłem. 

Uśmiechnąłem  się  do  niej,  obserwując,  jak  patrzy  na  drogę,  a  palce  taoczą  w  rytmie,  który 

odtwarzał się w jej głowie. 

background image

Nalegała,  żebyśmy  wzięli  tę  śmiertelną  pułapkę,  jaką  nazywała  furgonetką,  bo  możliwe,  że  ktoś 

widział, gdy wysiadałem kilka dni temu z volvo. 

Nie  myślałem  o  tym  w  ten  sposób  i  zostałem  zmuszony,  by  na  to  przystad.  Wspiąłem  się  na 

miejsce  pasażera  w  zardzewiałym  pojeździe,  kiedy  ona  zajęła  miejsce  kierowcy,  niemal  jakby 
taoczyła, trzymając tryumfalnie klucze nad głową. 

I  przysiągłem,  wtedy  i  teraz,  że  gdybyśmy  musieli  gdzieś  pojechad,  będę  nas  woził  swoim 

wypożyczonym samochodem. 

W nim przynajmniej działało radio. 
I nie czułem się w nim, jakbym siedział na bombie zegarowej, która wybuchnie, kiedy któreś z nas 

wykona jakiś zły ruch. 

Większośd  jazdy  minęła  nam  w  komfortowej  ciszy,  a  przerywały  ją  tylko  momenty,  gdy  Bella 

zerkała na mnie i ponownie prychała. 

Spuściłem jedynie rondo kapelusza niżej, sprawiając, że jej prychnięcia przeistoczyły się w chichot, 

a potem w zdecydowany śmiech. Zniżyłem się na siedzeniu i skrzyżowałem ramiona. 

Ale  dźwięk  jej  śmiechu  był  tego  warty.  A  sposób,  w  jaki  odchylała  głowę  przy  moich  próbach 

udawania południowego akcentu, był jeszcze lepszy. 

Może nie tak bardzo jak pomysł, by to ona prowadziła. Ale nadal czułem się dzięki temu o wiele 

lepiej, kiedy wiedziałem, że to dzięki mnie. 

Gdy  dwadzieścia  minut  później  wjechaliśmy  na  parking  Price  Chopper,  wszystkie  oznaki 

zrelaksowania  opuściły  moje  ciało.  Spojrzenie  na  głupi  sklep  wystarczyło,  abym  się  spiął,  co  było 
dosyd głupie z mojej strony. 

Nie  mogłem  unikad  każdego  miejsca,  w  którym  mnie  rozpoznano.  Gdybym  to  robił,  nigdy  bym 

nigdzie nie wychodził. Utknąłbym w domu i po jakimś czasie strasznie się zestarzał. 

- Hej. 
Porzuciłem  te  myśli,  kiedy  usłyszałem  głos  Belli.  Zorientowałem  się,  że  zaparkowała  tak  blisko 

sklepu, jak to możliwe. Ze wszystkich sił starałem się do niej uśmiechnąd, czując się z tego powodu 
trochę niedobrze. 

Gdyby jej dom był złączony z moim, może to wszystko nie wydawałoby się takie złe. 
- Hm? – wymruczałem, próbując się szczerze uśmiechnąd. 
Chwyciła moją dłoo i splotła nasze palce, ściskając ją lekko i łagodnie się do mnie uśmiechając. 
- Nikt oprócz mnie nie wie, Edwardzie. Nie będziemy tam dłużej niż godzinę. 
- Wiem. Tylko... 
- Wiem. – Przytaknęła, ponownie ściskając moją rękę przed puszczeniem jej i popchnięciem drzwi. 

– Godzina! 

Przełknąłem  ciężko  i  złapałem  klamkę,  szarpiąc  ją,  po  czym  wyszedłem  z  furgonetki.  Położyłem 

dłoo  na  czubku  kapelusza,  upewniając  się,  że  jest  na  miejscu,  chociaż  nawet  nie  wiał  wiatr,  by  coś 
mogło go strącid. 

Nie miałem zamiaru niczego zmieniad, aby zostad  rozpoznanym. Nie, kiedy byłem w mieście,  do 

którego lubiłem uciekad. Nie, kiedy byłem z dziewczyną, która rzuciła wszystko, aby do mnie dołączyd 
I  nie  zadawała  przy  tym  żadnych  pytao.  Zostało  nam  nieco  ponad  dwóch  tygodni,  żebyśmy  mogli 
nacieszyd się spokojem i ciszą, zanim powrócę do Kalifornii i zmierzę się ze wszystkim, co się z tym 
wiąże. Nie chciałem marnowad ani chwili, którą z nią spędzam. 

A uciekanie od hordy ludzi raczej nie wydawało się dobrze spędzanym z Bellą czasem. 
Wcześniej nie popadałem w tak wielką paranoję. I gdybym nie miał dziewczyny przy sobie, może 

nadal bym w nią nie popadał. 

Nie lubiłem krzyków i pędzenia do mnie, jednak gdybym był sam, zniósłbym to trochę lepiej. Nie 

chciano mnie skrzywdzid, po prostu zobaczyd. 

Teraz miałem Bellę. Jeśli kapelusz by nie zadziałał i ktoś mimo wszystko by mnie rozpoznał, ona 

znalazłaby  się  w  samym  centrum  zamieszania.  Istniało  duże  ryzyko,  że  mogłaby  zostad  ranna,  jeśli 
doszłoby do tego. Jestem pewny, że zacząłbym odpychad ludzi, żeby się do niej dostad. 

Jeannie odarłaby mnie żywcem ze skóry, gdyby zobaczyła takie zdjęcia. 

background image

- Może powinniśmy iśd gdzieś indziej – wymamrotałem do Belli, gdy obeszła samochód i dołączyła 

do mnie. 

-  Może  powinieneś  się  odprężyd  i  rozejrzed  dookoła  –  powiedziała  łagodnie,  kolejny  raz  łącząc 

nasze palce i ciągnąc mnie w stronę wejścia. 

Ludzie byli rozproszeni po całym parkingu, goniąc swoje dzieci lub pakując torby pełne zakupów 

do aut. 

I  wszyscy  z  nich  rzucali  mi  jedynie  krótkie  spojrzenia,  kiedy  szedłem  naprzeciw  nich,  po  czym 

odwracali  wzrok,  kontynuując  to,  co  robili.  Nikt  nie  gapił  się  na  mnie,  zatrzymywał  czy  wskazywał 
palcami. Czułem, że zaczynam się relaksowad, gdy zmierzaliśmy do automatycznych drzwi. 

- Mówiłam – wymruczała kącikiem ust, biorąc wózek. 
Szarpnąłem jej  rękę, zmuszając do zatrzymania się,  i pochyliłem się, aby złożyd pocałunek  na jej 

policzku, ostrożnie unikając wsadzenia jej kooca kapelusza do oka. 

- Kiedy masz rację, to masz rację. 
Patrzyłem, jak jej twarz stawała się coraz bardziej czerwona i pojawia się na niej szeroki uśmiech. 

Wziąłem od niej wózek i ruszyłem za nią, kiedy wyciągała listę zakupów z torebki. 

I po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułem się  normalnie. Byłem odprężony, znów  garbiłem 

się  nad  rączką  wózka  i  podążałem  za  Bellą  wzdłuż  przejścia,  obserwując,  jak  przez  dziesięd  minut 
zastanawiała się, na który ser ma większą ochotę. 

Wiedziałem, że spędzimy tu więcej niż godzinę, ale jeśli postrzegano mnie za normalnego faceta 

robiącego  zakupy  ze  swoją  dziewczyną,  moglibyśmy  zostad  tu  nawet  przez  sześd  godzin  i  nie 
przejmowałbym się tym. 

- Co myślisz o tym, żeby zrobid na kolację kurczaka z parmezanem?  – zapytała z roztargnieniem, 

wędrując oczami po dwóch opakowaniach sera, jakie trzymała. 

Oparłem łokied na rączce i podparłem policzek na ręce, uśmiechając się z wyższością i obserwując, 

jak podąża wzrokiem między produktami spoczywających w jej dłoniach, myśląc o tym, który rodzaj 
będzie się do tego bardziej nadawał. 

- Jemy razem kolację? – spytałem. 
Podniosła  oczy,  żeby  na  mnie  spojrzed  i  kiwnęła  głową,  jakby  to  była  najbardziej  oczywista 

odpowiedź na świecie. 

- Przynajmniej tyle mógłbyś zrobid, wiesz – wycedziła, rzucając jedno opakowanie sera do koszyka, 

a drugie okładając do lodówki. 

- Słucham? – zadałem pytanie, unosząc brew, chod i tak pewnie tego nie zobaczyła. 
Ten  kapelusz  był  wielki.  A  ja  go  uwielbiałem.  Moja  dziewczyna  i  jej  chytre  pomysły  to  coś 

wspaniałego. 

 I gdyby nie sposób, w jaki powiedziała swój cholerny komentarz i sprawiła, że serce opadło mi aż 

do żołądka, pewnie uśmiechnąłbym się głupio na tę myśl. 

- Pozwolid mi na zrobienie ci zakupów. – Wywróciła oczami i odwróciła się ode mnie. -  Nieważne. 
Wpatrywałem się w nią, a moja szczęka dosłownie opadła. Ruszyła wzdłuż lodówek, przebiegając 

palcami po ich metalowej obudowie. 

Ale po chwili zerknęła na mnie znad ramienia, a jej oczy pojaśniały, natomiast uśmiech stanowczo 

przykleił się do jej ust. 

Odprężyłem  się,  oddychałem  równomiernie  i  z  łatwością,  skupiając  się  na  tym,  co  robiła.  Na 

czymś,  od  czego  właśnie  powinienem  zacząd.  Na  czymś,  co  nie  powinno  działad  na  mnie  w  ten 
sposób. 

Uspokój  się,  Edwardzie.  Wszystko  w  tym  momencie  twojego  życia  jest  idealne.  Przestao  się 

martwić i zacznij cieszyć tym, co masz

-  To  był  cios  poniżej  pasa.  –  Wskazałem  na  nią,  zostawiając  za  nią  wózek  i  efektywnie  łapiąc  ją 

w pułapkę naprzeciw lodówki. – I praktycznie domaga się odwetu. 

- Och? A jaki rodzaj odwetu planujesz? 
Podniosła  brodę  i  obróciła  się,  na  szczęście  nie  uwalniając  się  z  pułapki.  Bezczelnie  skrzyżowała 

ręce na piersiach. 

background image

Mogłem  zobaczyd,  jak  próbuje  zwalczyd  uśmiech,  w  który  formowały  się  jej  usta.  Niemal  nie 

potrafiłem powstrzymad się przed odwzajemnieniem gestu. 

-  Nie  będzie  łatwy  –  zacząłem,  okrążając  wózek,  dzięki  czemu  stałem  teraz  naprzeciw  niej.  – 

I raczej nie polubisz go za bardzo. 

- Nie możesz tego przewidzied już teraz, prawda? Nie masz pojęcia, co lubię, a czego nie. 
A kiedy położyła dłoo na moim torsie, gdy się do niej zbliżyłem, i przygryzła dolną wargę, mogłem 

założyd się o całą swoją karierę, że Bella Swan naprawdę wpędzi mnie do grobu. 

Nie  żebym  narzekał,  gdyby  do  tego  doszło.  O  Boże,  nie.  Umierałbym  z  uśmiechem  na  twarzy, 

gdyby ta dziewczyna była ostatnia osobą, którą zobaczę. 

- Hm – wybełkotałem, delikatnie łapiąc ją za nadgarstek i całkowicie do siebie przyciągając. – Coś 

wymyślę. 

- Tutaj są inni ludzie. 
Baoka,  w  której  się  znajdowaliśmy,  prysła,  i  zobaczyłem,  że  kobieta  w  średnim  wieku  stoi 

naprzeciw  nas  z  trójką  dzieci  i  wpatruje  w  coś,  co  pewnie  stało  się  bardzo  interesującą  scenką, 
w której ja i Bella braliśmy udział. 

Ups. 
Wstrzymałem oddech, czekając, aż odkryje, kto ukrywa się pod kapeluszem, i opadnie jej szczęka, 

a następnie zacznie się jąkad i prawdopodobnie krzyczed. 

-  Przepraszam  –  zaśmiała  się  Bella,  delikatnie  odpychając  mój  tors  i  zmuszając  mnie  do  zejścia 

z drogi. Jej twarz zapłonęła czerwienią. – Już schodzimy pani z drogi. 

Złapała  pierwsze  opakowanie  masła,  jakie  ujrzała,  i  wrzuciła  je  do  zapełnionego  już  wózka,  nim 

szybko pokierowała nas z dala od działu z lodówkami. 

- To było upokarzające. –  Pozwoliła sobie na śmiech, gdy szliśmy przez dział zbożowy w kierunku 

kas. 

-  To  było  absolutnie  niesamowite!  –  krzyknąłem,  łapiąc  ją  za  talię,  sprawiając  przy  tym,  że  się 

zatrzymała. – Nawet do mnie nie mrugnęła – wyszeptałem, obracając ją w swoich ramionach. 

- Kapelusz robi swoje – powiedziała, pochylając się i łagodnie stukając w jego szczyt. 
Śmiałem się, przyciskając żywiołowo jej wargi do swoich, po czym szybko się od niej cofnąłem. 
- Wszystkie podziękowania należą się tobie 
- No cóż. – Odetchnęła, odchrząkując. 
Wyszczerzyłem się.  Ja to  sprawiłem.  I  naprawdę  fajnie  było wiedzied,  że  reaguje  na mnie w  ten 

sam sposób, w jaki ja reaguje na nią . 

- Taki był plan, co nie? – spytała, uśmiechając się do mnie delikatnie, gdy odchodziła do wózka. 
- Już nigdy nie zwątpię w twój wybór nakrycia głowy. 
- Nie powinieneś. – Kiwnęła rzeczowo głową przed zaciśnięciem ust i spojrzeniem na mnie. – Masz 

wszystko, czego potrzebujesz? 

Zerknąłem przez jej ramię na zawartośd koszyka, przeglądając wzrokiem wszystkie produkty, jakie 

były moje, a następnie spojrzałem na te zbożowe, na które miałem straszną ochotę, odkąd pojawiłem 
się tu ostatnim razem. Przytaknąłem. 

A potem, zanim mogła się ruszyd, ciasno oplotłem ją ramionami i przyciągnąłem do siebie. 
- Tak – wyszeptałem jej do ucha. – Mam wszystko, czego potrzebuję. 
 

~*~ 

 
- Wiesz, naprawdę nie musisz pomagad mi w noszeniu tych wszystkich rzeczy. 
Zignorowałem ją, biorąc jeszcze kilka toreb z jej furgonetki i przechodząc przez podjazd do drzwi. 

Czekałem, aż podejdzie z kluczami. 

W koocu miałem jedzenie i byłem z tego całkiem dumny. Stałem się także bardzo przywiązany do 

kapelusza, dzięki któremu wyglądałem całkiem śmiesznie, ponieważ kiedy miałem go na sobie,  nikt 
nawet nie spojrzał na mnie dwa razy. 

background image

Położyłem  zakupy  na  ladzie,  ponownie  krzywiąc  się,  gdy  zobaczyłem  swoją  twarz  na  okładce 

Life&Style, które przejrzałem. Z łatwością za wszystko zapłaciłem i wyszedłem ze sklepu, a nikt nawet 
za mną nie krzyczał. 

Popołudnie należało do udanych, a resztę wieczoru zamierzałem spędzid z Bellą. 
Serio, nie miałem na co teraz narzekad. 
-  Edward,  masz  jeszcze  masę  rzeczy,  które  musisz  zanieśd  do  swojego  domu.  Naprawdę  jestem 

w stanie ze wszystkim sobie poradzid. 

Uniosłem jedynie na nią głowę, patrząc znacząco na klamkę i klucze w jej rękach. 
Jeśli poważnie myślała, że pozwolę jej wnieśd te wszystkie torby w pojedynkę, chyba postradała 

zmysły. Może na podjeździe nie zostało już zbyt wiele lodu, ale i tak było go wystarczająco dużo, by 
mogła się poślizgnąd i upaśd, gdyby niewątpliwie na niego stanęła. 

Na dodatek to był jeden ze sposobów, w jaki mogłem spędzid z nią czas. 
- To naprawdę irytujące, kiedy się nie odzywasz – narzekała, otwierając drzwi i popychając je. 
Uśmiechnąłem  się  słabo  i  wszedłem  do  salonu,  mrugając  z  powodu  całkowitej,  panującej  tam 

pustki. 

Jedynymi meblami, jakie zostały w małym pokoju, były stary, niebieski, bujany fotel, lampa i mały 

stolik, na którym spoczywała sterta papierów. 

Mówiła mi, że zabrał prawie wszystko, ale sądziłem, że zostawił chociaż kanapę. 
- Naprawdę zabrał wszystko, co nie? 
Westchnęła  ciężko  i  pokiwała  głową,  wzruszając  ramionami  i  posyłając  mi  smutny,  wzruszający 

uśmiech. 

- Tak. 
-  Drao  –  wybełkotałem, a moje  oczy zwęziły się,  gdy poszedłem do kuchni i położyłem torby na 

podłodze. 

Rozweselenie, jakie czułem, odkąd wyszliśmy z Price Chopper, zniknęło. Widząc, co od niej zabrał 

–  od  tej  pięknej,  cholernie  bliskiej  perfekcji  kobiety,  z  którą  teraz  oficjalnie  byłem  –  sprawiło,  że 
wszystko, co wcześniej odczuwałem, prysnęło.  

Nie  rozumiałem,  nieważne,  jak  korzystne  to  było  dla  mnie,  jak  mógł  odejśd  od  niej  z  powodu 

czegoś  tak  śmiesznego  jak  zazdrośd.  I  to,  że  wziął  więcej  niż  połowę  tego,  co  znajdowało  się  w  ich 
wspólnym domu, nie czyniło tego łatwiejszym. 

Czekałem, aż podeszła do mnie, kładąc kilka toreb, jakie trzymała na podłodze, obok tych, które ja 

tam przed chwilą postawiłem. Kiedy to zrobiła, załapałem ją za rękę. 

- Co jeszcze zabrał? – domagałem się odpowiedzi. 
- Nic, czego nie mogłabym zastąpid. 
- Bello, co jeszcze zabrał? 
Znów  ciężko  westchnęła  i  przeczesała  wolną  dłonią  włosy,  wbijając  wzrok  w  podłogę  i  powoli 

kręcąc głową. 

-  Kanapę,  ukochane krzesło, łóżko, swoją szafę,  stolik  nocny, kilka lamp, parę garnków  i naczyo. 

Nic, czego nie mogłabym zastąpid. 

-  Zabrał  twoje  łóżko  –  powtórzyłem,  niemal  warcząc,  przy  czym  moje  oczy  zwęziły  się  jeszcze 

bardziej. – To na czym śpisz? 

- To naprawdę nic wiel... 
- To jest coś wielkiego, Bello! – wykrzyknąłem. - Cholernie wielkiego! 
Łatwo pominęła częśd o tym, że zabrał jej łóżko, co oznaczało, że najprawdopodobniej sypia teraz 

na podłodze lub na tym pieprzonym fotelu stojącym w salonie, który nawet nie wyglądał na wygodny.    

Powiedziała  jedynie,  że  zniszczył  jej  sypialnię.  Nigdy  nie  wspomniała,  iż  zrobił  to  przez  wzięcie 

łóżka. 

To miało sens, a ja powinienem odczytad to między wierszami i sam do tego dojśd. Ale nie, byłem 

tak  cholernie  skupiony  na  tym,  jak  układały  się  jej  usta,  gdy  mówiła,  że  nie  potrafiłem  myśled 
o niczym innym. 

background image

-  Śpię  na  dmuchanym  materacu  –  w  koocu  wymamrotała.  –  Proszę,  Edwardzie,  nie  rób  z  tego 

wielkiej  sprawy.  Odszedł  i  jeśli  poczuł  się  lepiej  dzięki  wywiezieniu  ze  sobą  mebli,  to  kogo  to 
obchodzi? 

- Mnie. Obchodzi mnie to, że od dwóch dni pewnie się nie wysypiasz. 
Podszedłem do niej, okryłem jej twarz dłoomi i ostrożnie popatrzyłem w oczy. 
Jakim cudem wcześniej nie zauważyłem, że były praktycznie sine i z całą pewnością niedokrwione? 

Dostrzegałem w niej wszystko, jednak nie widziałem, że zasypiała na stojąco? 

Jakim ja byłem chłopakiem? 
- Edward, nic mi nie jest. 
Zabrałem jedną rękę z jej twarzy i ściągnąłem nią kapelusz, rzucając go na podłogę, nim stanowczo 

przycisnąłem do niej swoje usta. 

Czułem bezpośredni przepływ energii, który przeze mnie przeszedł, i objąłem wolną ręką jej talię, 

przyciskając ją do siebie.  Jej dłoo leniwie owinęła się wokół mojej szyi. 

Uniosłem  głową,  delikatnie  chwytając  między  zęby  jej  dolną  wargę,  kiedy  ona  pocierała  palcem 

mój policzek. 

- Dzisiejszej nocy zostajesz u mnie – szepnąłem, oddalając się od niej. 
- Nie, to nie... 
Przerwałem  jej,  kolejny  raz  przyciskając  do  jej  ust  swoje,  a  mój  język  wędrował  po  jej  górnej 

wardze. Szybko je rozdzieliła. 

Czułem,  jak  rozwiązywała  węzeł,  który  miałem  na  szyi.  Szybko  ściągnęła  chustę  z  mej  głowy 

i zatopiła dłonie we włosach. Jej język napotkał mój. 

Obróciłem nas, przyciskając ją teraz do drzwiczek lodówki i kładąc ręce po jej bokach. 
- Dzisiejszej nocy zostajesz u mnie – wyszeptałem ponownie, gdy po raz kolejny się cofnąłem. 
- To nie... 
Znów  przycisnąłem  swoje  wargi  do  jej,  szybko  kontynuując  pocałunek  z  miejsca,  w  którym 

skooczyłem.  Zacisnęła  pięści  na  moich  włosach,  zawijając  nogę  na  wokół  mnie.  Nie  mogłem 
powstrzymad się przed jęknięciem w jej usta. 

Oczywiście przyparłem ją do siebie już kilka razy przez ten krótki czas, odkąd staliśmy się parą, ale 

wcześniej to nie było ani odrobinę podobne do tej sytuacji. Po prostu pasowała. Była niczym pasujący 
do mnie, brakujący kawałek - jedyny, który mógł wypełnid lukę. 

Nie czułem wcześniej niczego podobnego. Nigdy żadne uczucia nie przebiegały przeze mnie tak jak 

w chwili, gdy przebywała ze mą. Jakby każdy nerw płonął, bolał i czekał na cokolwiek, co ta kobieta 
pragnęła mi dad. 

Nie wiedziałem, czy powinienem byd z tego powodu przerażony, czy może zadowolony. Nigdy nic 

nie działało na mnie tak bardzo i nie miałem pojęcia, co z tym zrobid. 

- Dzisiejszej nocy – wydyszałem, kiedy ponownie się odsunąłem, przypierając swoje czoło do jej – 

zostajesz u mnie. 

- Rano muszę iśd do pracy. 
- Mam budzik. 
- Obudzi cię. 
-  Nie przeszkadza mi to.  –  Otworzyłem oczy,  by zobaczyd,  że  się na mnie patrzy.  –  Mogę  nawet 

spad na kanapie, gdybyś chciała. 

- Nie. Nie wyrzucę cię z własnego łóżka. To ja zostanę na kanapie. 
Wywróciłem  oczami,  znowu  je  zamykając  i  pochylając  się,  by  pocałowad  jej  wargi,  składając  na 

nich serię szybkich, delikatnych pocałunków. 

- Potrzebujesz odpoczynku – wyszeptałem, pochylając się, aby ucałowad ją w czoło. 
-  I  ty  to  mówisz  –  wymamrotała,  opierając  się  o  mnie  i  przyciskając  policzek  do  mojej  piersi.  – 

W poniedziałek mam wolne. Zostanę u ciebie jutro.  

- Bello. – Westchnąłem, potrząsając głową i schylając się, by zatopid nos w jej ramieniu. – Dlaczego 

czynisz to jeszcze trudniejszym, niż to konieczne? 

- Przyjechałeś tu, żeby od wszystkiego odpocząd, włączając w to budziki. – Odsunęła się ode mnie, 

a ja spojrzałem na nią z góry. – Nie chcę ci przeszkadzad. 

background image

- Ile razy muszę ci jeszcze powiedzied, że nie przeszkadzasz? Chcę, żebyś tam była, Bello. 
- Jutro – obiecała. – Jutro wieczorem u ciebie zostanę. 
- Trochę doprowadzasz mnie do szału, wiesz? 
Zaśmiała się i przytaknęła. – Tak, wiem. 
Westchnąłem  ciężko,  łącząc  palce  za  jej  plecami  i  dramatycznie  przewracając  oczami,  nim 

przycisnąłem do siebie nasze czoła. 

- W porządku. Jutro wieczorem zostajesz w moim domu i położysz się spad. 
- Naprawdę nie musisz... 
-  Chcesz,  żebym  się  powtórzył?  –  Zaśmiałem  się,  łagodnie  pocierając  jej  nos swoim.  –  Nie  robię 

niczego, czego nie chcę, Bello. 

- Źle się z tym czuję. 
-  Nie  czuj  się  tak  –  szepnąłem, ocierając  swoimi wargami o  jej  i obserwując,  jak  zamyka  oczy.  – 

Proszę, nie czuj się tak. 

- Jeśli zostanę u ciebie jutro wieczorem – zaczęła, odchrząkując i podnosząc powieki. – Mogę nie 

zechcied stamtąd odejśd. 

- A kto powiedział, że musisz? – zapytałem, uśmiechając się do niej delikatnie, 
-  Praca. Jessica jedzie na wakacje  pod koniec tygodnia i wtedy  nie będę miała żadnych wolnych 

dni. 

Wywróciłem oczami. Nigdy nie spotkałem tej dziewczyny, ale z tego, co mówiła mi o niej Bella, nie 

byłem do niej zbyt przychylnie nastawiony. 

-  Czemu  ona  przejmuje  twój  wakacyjny  czas?  Przecież  to  twój  sklep,  tak?  Nie  powinno  byd 

odwrotnie? 

Patrzyłem, jak czerwieo zaczyna oblewad skórę jej szyi, więc uniosłem na nią brew. Och, więc ta 

cała Jessica szantażowała ją czymś wstydliwym, żeby dostad to, czego chciała. 

- To... nic. 
Próbowała się ruszyd, ale zablokowałem ją ciaśniej ramionami i pokręciłem głową. 
- To coś. 
- Nic ważnego. 
A kiedy to mówiła, to zawsze coś oznaczało. Zorientowałem się, że zazwyczaj było to coś cholernie 

poważnego, co zawsze starała się ukrywad, by nie zranid niczyich uczud. 

- Nie okłamuj mnie, Bello. Proszę – powiedziałem łagodnie błagalnym tonem. 
- Naprawdę jesteś w tym dobry. – Odetchnęła, oblizując wargi. 
- I nie rozpraszaj. 
- Odkryła, że byłeś moim sąsiadem chwilę po tym, jak się wprowadziłeś, więc zrezygnowałam ze 

swoich wakacji, żeby cię nie nękała – w koocu wybełkotała na jednym oddechu. 

Moje oczy delikatnie się poszerzyły i kiwnąłem głową. – Och. 
Przytaknęła, przygryzając dolną wargę i odwracając ode mnie wzrok. – Tak. 
Otworzyłem usta, po czym zamknąłem je i po chwili znów otworzyłem. – Och. 
Nie byłem w stanie wymówid innego słowa niż to. 
- Chodźmy po resztę zakupów, dobrze? Naprawdę zgłodniałam. 
Jedynie kiwnąłem, pozwalając jej uwolnid się z moich objęd i wyszedłem za nią z domu, skupiając 

się na wszystkim oprócz zakupach, które pewnie zamarzłyby w furgonetce, gdybyśmy zostawili je tam 
na dłużej. 

Poświęciła swój wakacyjny czas, żeby uchronid mnie przed kimś,  kto by mnie tylko denerwował, 

a kilka godzin temu zrezygnowała ze spokojnego życia na rzecz mojego.  

Co jeszcze pozwoliłbym jej poświęcid, nie robiąc tego samego dla niej? 
 

~*~ 

 
Następnego  popołudnia  stałem  naprzeciw  Volvo,  wpatrując  się  w  drzwi  księgarni  i  zaciskając 

przed sobą ręce w pięści. 

background image

Spędziliśmy spokojną noc po tym, jak zmusiłem swoje usta do wypowiedzenia czegoś innego niż 

„och”. Bez względu na to, jak bardzo próbowałem ją przekonad, żeby została u mnie, nie zrobiła tego. 

Nawet  kiedy  pocałowałem  ją  na  dobranoc  i  przeciągnąłem  bez  jej  orientacji  na  ganek,  szybko 

cofnęła się i chuchnęła ciężko, gdy zawiał na nas podmuch bardzo zimnego wiatru. 

Chyba ktoś próbował nam coś powiedzied. 
Musiałem zaczekad do dzisiejszego wieczoru, a ona nie będzie mogła się wtedy wymigad. 
Prawdę mówiąc, chciałem tylko, żeby się wyspała. A trzymanie jej w ramionach podczas snu było 

dla mnie ogromnym dodatkiem. 

Gdy  nareszcie  wróciłem  do  domu,  spędziłem  co  najmniej  cztery  godziny  na  krzątaniu  się  po 

salonie, przeczesywaniu ręką włosów i myśleniu o wszystkim, co dla mnie poświęciła. 

Przecież nie musiałem teraz spad. Mógłbym przespad cały, pieprzony dzieo, gdybym czuł, że jest 

mi to potrzebne. 

I wiedziałem, że poświęciła dla mnie sporą częśd swojego życia, ale nie zdawałem sobie sprawy, 

jak dużą, kiedy byliśmy tylko przyjaciółmi. Nigdy nie powiedziała niczego o Jessice Stanley kradnącej  
jej czas przeznaczony na wakacje z mojego powodu lub o Jacobie, który był wystarczająco zazdrosny, 
by zrobid jej awanturę dzieo przed tym, jak przyjechałem. 

Z czego jeszcze zrezygnowała, nie mówiąc mi o tym? 
A  wydobycie  z  niej  tych  informacji  nie  wydawało  się  łatwym  zadaniem.  Wzbraniałaby  się  przed 

tym,  znajdując  różne  sposoby,  aby mnie  rozproszyd  i  sprawid,  że  całkowicie  zapomnę  o tym,  iż  coś 
innego pochłaniało moje myśli. 

Więc  zamiast  spędzania  dnia  na  chodzeniu  po  domu  i  zamartwianiu  się  tym,  nad  czym  nie 

posiadałem  kontroli,  chwyciłem  kluczyki  i  wyszedłem  na  zewnątrz,  po  czym  pojechałem  do  sklepu 
i stanąłem na krawężniku.   

Przynajmniej to mogłem spróbowad zrobid odpowiednio. 
Biorąc  głęboki  oddech  i  opuszczając  ręce,  wysiadłem  z  samochodu.  Zacząłem  krótki  spacer 

w stronę księgarni, a moje oczy powędrowały do drzwi. 

Kiedyś  to  pewnie  był  czyjś  dom,  lecz  został  zamieniony  w  miejsce  pracy.  Złota  kołatka,  która 

wisiała na ciemno purpurowych drzwiach, sprawiła, że pokręciłem głową. Popchałem je i rozejrzałem 
dookoła, gdy się za mną zatrzasnęły. 

W  pokoju  głównym  stały  trzy  grupy  czterech  szerokich,  wyglądających  na  wygodne  foteli.  Na 

małym stoliku znajdował się ekspres do kawy, cukier i creamer z blondynką siedzącą po jego drugiej 
stronie. Za nią było przejście, które prowadziło do pomieszczenia z książkami. 

Na szczęście oprócz niej nie było tu nikogo. Nie wiem, jaki rodzaj sceny zostanie odegrany z moją 

samozwaoczą, największą fanką, ale nie chciałem, by towarzyszyła temu publicznośd. 

Sam  sobie  przytaknąłem,  będąc  pod  wrażeniem.  Wsadziłem  kciuki  do  kieszeni  dżinsów,  gdy 

zwyczajnie podszedłem do lady. 

Dziewczyna,  która  w  moim  mniemaniu  była  Jessicą,  siedziała  naprzeciw  komputera,  wędrując 

oczami po monitorze. Stukała jasnoróżowymi i oczywiście sztucznym paznokciami w przestrzeo obok 
siebie,  rzecz jasna mnie przy tym ignorując lub nie mając pojęcia o mojej obecności. 

Przykleiłem  do  twarzy  najmilszy  uśmiech,  jaki  potrafiłem  wymusid  i  położyłem  –  raczej  głośno  – 

ręce na ladzie. 

Podskoczyła, a jej podirytowana mina szybko zniknęła, gdy mnie zobaczyła.  
-  O  cholera  –  wymamrotała,  a  jej  usta  uformowały  się  w  idealne  „o”,  natomiast  oczy  się 

poszerzyły. – To... ty. 

Kiwnąłem głową, podtrzymując uśmiech. 
- Tak. 
- Czy... to... czy ty… co mogłabym...? – wyrzucała z siebie, szybko do mnie mrugając. – Naprawdę 

tu jesteś? 

Znów pokiwałem głową. - Tak. 
Patrzyłem,  jak  brała  głęboki  wdech,  i  chciałem  skulid  się  z  dala  od  niej.  Podskoczyła,  piszcząc, 

a krzesło, na którym siedziała, potoczyło się do tyłu i uderzyło w ścianę. 

O mój Boże! 

background image

- Wolałbym nie wywoływad scenki, więc jeśli mogłabyś zachowywad się troszkę ciszej, byłbym ci za 

to naprawdę wdzięczny. 

Promiennie  się  do  niej  uśmiechnąłem,  zwalczając  chęd  przebiegnięcia  całego  sklepu 

w poszukiwaniu Belli i ukrywania się za nią do czasu, aż Jessica zapomniałaby o moim istnieniu. 

Miałem  zadanie  do  wykonania.  Musiałem  to  zrobid  dla  Belli.  To  jedyny  powód,  dla  jakiego 

pozwalałem  jej  się  na  mnie  gapid  i  piszczed  bez  odwrócenia  się  i  rzucenia  do  ucieczki  jak  tchórz, 
którym stałem się, gdy tu przybyłem. 

- Och, tak, oczywiście! – Wydała z siebie kolejny pisk, taocząc przez moment, nim wzięła kolejny 

wdech i się wyprostowała. – Czy jest coś, co mogłabym dla ciebie zrobid? 

- Właściwie tak. – Uśmiechnąłem się i jeszcze bardziej pochyliłem nad ladą, używając wszystkich 

aktorskich  sztuczek,  które  opanowałem.  Nie  czułem  się  nawet  ani  troszeczkę  źle  z  tego  powodu.  – 
Słyszałem o twoich zbliżających się wakacjach. 

- Chciałbyś się przyłączyd? 
Patrzyła  na  mnie,  a  ja  musiałem  zakasład,  aby  odkaszled  połączenie  odrazy  i  niedowierzania  ze 

swojego głosu. 

To nie było łatwe zadanie. 
-  Ach,  nie,  ale  dziękuję,  że  o  mnie  pomyślałaś.  Zastanawiałem  się  tylko,  czy  kiedy  wrócisz,  nie 

miałabyś nic przeciwko, żeby na tydzieo przejąd zmiany Belli? Ona też bardzo potrzebuje odpoczynku. 

Obserwowałem, jak zwęża oczy, a złudzenie tego, czego ode mnie chciała, z każdym momentem 

powoli zanikało. 

- Nie mam żadnych obowiązków względem tego miejsca i jej. Kiedy mnie zatrudniała, wiedziała, że 

nie mam ochoty pracowad więcej, niż muszę. 

-  Nawet  dla  mnie?  –  spytałem,  uśmiechając  się  i  pochylając  nad  ladą,  by  położyd  rękę  na  jej 

ramieniu. – Naprawdę bym to docenił. 

- A czemu to ma dla ciebie takie znaczenie? 
Och, plotki były dla niej ważniejsze niż dobro pracodawcy. 
Cofając  rękę  i  pozwalając  jej  opaśd  z  jej  ramienia  na  ladę,  zwilżyłem  usta  i  kontynuowałem 

uśmiechanie się. 

Nie zamierzałem dad jej satysfakcji bycia pierwszą osobą, która dowie się czegokolwiek, co tyczyło 

się mojego życia prywatnego. 

- Powiem ci, czemu. – Pochyliłem się bliżej, zniżając głos i widocznie się rozglądając. – Jeśli to dla 

mnie zrobisz, imienne zaproszenie na premierę jednego z moich filmów będzie na ciebie czekało. 

Mina  mówiąca  „zobaczyłam  gwiazdę”  powróciła  na  jej  twarz,  gdy  się  uśmiechnęła,  ukazując 

wszystkie zęby. Zaczęła ponownie się we mnie wpatrywad. 

Czy  to  naprawdę  na  kogoś  działało?  Na  mnie  nie  robiło  żadnego  wrażenia  i  stwarzało  sytuację 

jeszcze cięższą, niż była. Zwłaszcza, gdy musiałem zachowad przy tym twarz. 

- Zrobiłbyś to? 
Przytaknąłem,  szczerząc  się  słodko,  po  czym  wstałem  i  ponownie  zacząłem  uderzad  opuszkami 

palców po ladzie. 

- Więc co na to powiesz? Pokryję cały koszt dojazdu na premierę, a wszystkim, co musisz zrobid, 

jest tylko rzucenie okiem na księgarnię przez króciutki tydzieo. 

- Umowa stoi. – Kiwnęła głową, a mały pisk opuścił jej usta. – Mogę zrobid sobie z tobą zdjęcie? Bo 

nikt mi w to nie uwierzy. 

Więc zrobiłem sobie z nią jakieś sześd zdjęd, stając od niej najdalej, jak mi na to pozwalała, kiedy 

rozbłyskał flesz. Zapiszczała, przeglądając te zdjęcia. Wreszcie miałem okazję, żeby spytad, gdzie jest 
Bella. 

Mina jej zrzedła i szybko schowała aparat do torby podróżnej, którą nazywała torebką, zakładając 

ramiona na piersi i ściskając wargi w stanowczej, denerwującej linii. 

- Zaszyła się na cały dzieo w biurze  – oświadczyła kapiącym z pogardy głosem i odwróciła się na 

krześle w stronę komputera. – Zadzwonię do niej i powiem, żeby zeszła na dół. 

- Gdybyś tylko powiedziała mi, jak tam dojśd, sam bym ją znalazł. Nie chcę cię kłopotad. 
- Nie – powiedziała chłodno, podnosząc telefon i podpierając się na łokciu. – Zadzwonię. 

background image

No dobra. 
- Dzięki, Jess. Naprawdę jestem za to wdzięczny. 
Uśmiechnąłem  się  i  widziałem,  jak  świeciła  do  mnie  zębami.  Jej  złośd  całkowicie  zniknęła.  gdy 

przycisnęła klawisz na telefonie. 

- Nie ma za co, Edwardzie. Cała przyjemnośd po mojej stronie. 
Odszedłem od lady, odwracając się do Jessici tyłem i przespacerowałem się leniwie po głównym 

pomieszczeniu w rękoma za plecami. 

Słyszałem,  jak  Jessica  się  rozłączyła.  Uśmiechnąłem  się  przez  okno,  naprzeciw  którego  stałem, 

nasłuchując  uważnie  jakiegokolwiek  dźwięku,  jaki  wskazywałby  na  to,  że  to  Bella  idzie,  by  mnie 
zobaczyd. 

Moje zachowanie było całkowicie patetyczne. Jakbym musiał ją zobaczyd. Przebywanie z dala od 

niej odczuwałem tak, jakby brakowało kawałka mnie. Nieważne, jak niewiele czasu minęło, odkąd ją 
ostatni  raz  widziałem.  Skooczyłem  na  tym,  że  wpatrywałem  się  w  zegarek  na  DVD  częściej,  niż 
robiłem cokolwiek innego, niecierpliwie czekając, aż jej furgonetka zacznie dudnid na drodze. 

- Co słychad, Jess? 
Obróciłem się, słysząc jej wyczerpany głos i patrząc, jak opiera się o ladę i przeczesuje ręką włosy, 

gdy patrzy nieruchomo na Jessicę. 

- Ktoś przyszedł, żeby cię zobaczyd. 
Bella  odwróciła  się  i  wyprostowała.  Szeroki  uśmiech  pojawił  się  na  jej  twarzy,  kiedy  mnie 

zobaczyła. 

Jednakże osłabł, gdy rzuciła okiem między mnie a Jessicę, która posyłała mi oczywiste spojrzenia. 
- Uch – wymamrotała, niezręcznie do mnie podchodząc. – Wszystko w porządku? 
Przytaknąłem, promiennie się do niej uśmiechając. – Wszystko w porządku. A teraz nawet jeszcze 

lepiej. 

-  Co  ty...  uch…?  –  Znów  popatrzyła  na  Jessicę,  która  w  ostentacyjny  sposób  wpatrywała  się 

w ekran monitora, jakby coś z niego wyskoczyło sekundę przed tym, jak znów skierowała swój wzrok 
na mnie. – Nie rozumiem, Edwardzie. 

Położyłem ręce na jej policzkach, nadal się uśmiechając i potrząsając głową. 
- Wszystko w porządku – powtórzyłem łagodnie. – Masz chwilę? 
- Ach, tak. – Obróciła się do Jessici, która rażąco się na nas patrzyła. – Jess, nie będzie mnie przez 

kilka minut. 

Złapała  mnie  za  nadgarstek,  nim  dziewczyna  zdążyła  odpowiedzied,  trzymając  go  stanowczo. 

Prowadziła nas przez drzwi i w górę schodów, ukrywając nieopodal nich. Otworzyła drewniane drzwi, 
ciągnąc mnie do małego, zagraconego pokoju. Zatrzaskując je za nami. 

-  Zechcesz  mi  powiedzied,  dlaczego  ona  zachowywała  się  tak  cholernie  spokojnie,  przebywając 

z tobą w  jednym pokoju? Wiesz, że  ma na pulpicie twoje  zdjęcie? Jak  ty... Dlaczego…  Jakim cudem 
ona…? 

-  Bello.  –  Zaśmiałem  się,  podchodząc  do  niej  i  ciasno  oplatając  ramionami  jej  talię,  przez  co 

szarpnąłem ją w swoją stronę. – Wszystko w porządku. 

- Jak to możliwe? – Westchnęła zirytowana, obejmując rękoma moje ramiona. 
- Przekupiłem ją. 
- Nie! – jęknęła, opierając czoło na mojej klatce piersiowej. – Czemu to zrobiłeś? Teraz nigdy nie 

da ci spokoju! 

 - Zrobiłem to, żebyś mogła wziąd tydzieo wolnego, jak wróci z urlopu. 
Ponownie uniosła głowę i zwęziła na mnie oczy. 
- O czym ty mówisz? 
- Kiedy wróci z wakacji, ty wybierzesz się na własne – odparłem delikatnie, pochylając się, by móc 

otrzed jej wargi swoimi. – Zostanie tu i wszystkim się zajmie. 

- Pewnie puści to miejsce z dymem. 
Pokręciłem  głową,  wykręcając  usta  i  uśmiechając  się  do  niej.  –  Nie,  nie  wydaje  mi  się,  żeby  to 

zrobiła. 

- Czym ją przekupiłeś? 

background image

-  Biletami  na  premierę  mojego  filmu.  –  Wzruszyłem  ramionami.  –  Będzie  czekała  na  zewnątrz 

razem z innymi fanami, ale tego jej już nie powiedziałem. 

Jej  usta  się  otworzyły,  lecz  kąciki  uniosły,  zanim  ponownie  przejęła  nad  sobą  kontrolę  i  je 

zacisnęła. 

- To nie było zbyt miłe. 
- Ale dzięki temu załatwiłem ci wakacje, których tak bardzo potrzebujesz, prawda? – Schyliłem się 

i pocałowałem ją łagodnie, uśmiechając się z powodu elektryczności przepływającej  przez moje ciało. 
– I będziesz mogła spędzid cały twój wolny czas ze mną. 

-  Dlaczego  miałabym  chcied  to  zrobid?  –  wymamrotała  w  moje  wargi,  wplątując  dłonie  w  moje 

włosy i ponownie mnie całując. 

- Bo musisz dostad tę częśd mnie, która należy do ciebie, wiesz. – Znów dałem jej całusa, wbijając 

koniuszki palców w jej koszulkę. – Nie zostanę tu na zawsze. 

Poczułem w brzuchu ostry, przeszywający ból, który niemal powodował odrętwienie, i musiałem 

przycisnąd ją do siebie jeszcze bardziej, by powstrzymad się przed skręceniem. 

- Tak – wyszeptała smutno, oddalając się ode mnie. – Wiem. 
- Bello... 
Uniosła  policzek,  posyłając  mi  wymuszony  uśmiech,  jakiego  nienawidziłem,  i  wyciągnęła  palce 

z moim włosów. 

- Edward, to nasza rzeczywistośd. A my sobie z nią poradzimy. – Z łatwością wzruszyła ramionami, 

a  fałszywy  uśmiech  powoli  zamieniał  się  w  mały,  prawdziwy.  –  Nie  pozwolę  ci  odejśd,  ani  też  nie 
zamierzam przestad na ciebie liczyd. 

Uśmiechnąłem się do niej i pochyliłem, by złączyd nasze czoła i delikatnie ją pocałowad. 
- Nawet nie wiesz, jak dobrze to słyszed – szepnąłem, zamykając powieki. 
Położyła dłonie na moich policzkach, a ja kolejny raz otworzyłem oczy i spojrzałem prosto w jej.  
-  Jeśli  ty w  to wchodzisz,  ja  też  –  odszepnęła,  pocierając  kciukami moje  policzki.  –  O  to właśnie 

chodzi. 

Uśmiechnąłem  się  i  złapałem  górną  wargę  między  własne,  ssąc  ją  delikatnie,  przed  niechętnym 

cofnięciem się. 

- Pozwolę ci wrócid do pracy. – Rozejrzałem się po niewielkim biurze i westchnąłem, ściskając ją 

jeszcze raz przed wypuszczeniem z ramion. – Dziś wieczorem? 

Przytaknęła, kładąc ręce przy bokach i przekrzywiając na mnie głowę. 
- Jesteś tego pewny? Nie chcę… 
Zbliżyłem się do niej i ponownie pocałowałem. 
 - Okej – wydyszała, kiedy znów się oddaliłem. – Dziś wieczorem. 
- Dziękuję. 
Gdy wyprowadziła mnie z biblioteki, drzwi się za mną zatrzasnęły, a ja dosłownie wskoczyłem do 

swojego samochodu. 

Zamierzała  trzymad  się  mnie,  a  niewiele  ludzi  to  naprawdę  robiło,  odkąd  stałem  się  aktorem. 

Zdawanie sobie sprawy, że była tu i miała zamiar zostad, to uczucie, którego nie potrafiłem opisad. 

Ale cholernie dobrze było o tym wiedzied.