background image

Autorka: crimsonmarie 
Tłumaczyła: Kristenhn 
Beta: chochlica1  
 

*EDWARD* 

 

Usiadłem  w  bogato  umeblowanym  salonie,  podpieraj

ą

c  nogi  na  stoliku,  którego 

warto

ś

ci  naprawd

ę

  nie  doceniałem.  Mocno  trzymaj

ą

c  kubek  paruj

ą

cej  kawy  w 

dłoniach,  westchn

ą

łem  oci

ęż

ale  i  u

ś

miechn

ą

łem  si

ę

  z  zadowoleniem.  Opieraj

ą

c  tył 

głowy o sof

ę

, zamkn

ą

łem oczy i zastukałem pier

ś

cieniem mojego dziadka z czarnego 

onyksu w naczynie, gdy wsłuchiwałem si

ę

 w absolutn

ą

 cisz

ę

.  

Domek  był  cichy.  Ulice  równie

ż

.  Wszystko  dookoła  mnie  spowite  zostało 

bezwarunkow

ą

 cisz

ą

 i nie s

ą

dz

ę

, abym był tak zadowolony od lutego, kiedy ostatnio 

tu przyjechałem.  

Nie  telefonowali  do mnie  nieco  irytuj

ą

cy  –  aczkolwiek  czasami  bardzo  zabawni  – 

fani,  którzy  poradzili  sobie  z  odszukaniem  mojego  prawdziwego  numeru  i  dzwonili, 
chichocz

ą

c, tylko po to, aby si

ę

 rozł

ą

czy

ć

, kiedy powiem „słucham”. Faks, którego – 

jak  obstawiał  mój  agent  –  potrzebowałem  i  nadal  nie  rozumiałem,  nie  drukował 
kilometrowych listów o tym, co powinienem zrobi

ć

 przed nast

ę

pnym filmem, w którym 

zgodziłem si

ę

 zagra

ć

Nie było nic, prócz mojego regularnego oddechu i oddalonego brz

ę

czenia lodówki 

w  pomieszczeniu  obok,  odpr

ęż

aj

ą

cego  mnie  i  pozwalaj

ą

cego  mi  oddycha

ć

 

równomiernie bez zamartwiania si

ę

ż

e mogłem o czym

ś

 zapomnie

ć

Wydawało si

ę

, jakbym był w całkiem innym wszech

ś

wiecie. 

Kiedy  po  raz  pierwszy  przybyłem  tu  po  kupnie  domu,  kilku  tutejszych  ludzi 

zwracało  si

ę

  do  mnie  z  pro

ś

b

ą

  o  autografy  albo  sprawdzało  czy  jest  co

ś

,  w  czym 

mogli mi pomóc. 

I  byłem  całkiem  pewien, 

ż

e  moje  i  ich  co

ś

  było  dwiema  kompletnie  ró

ż

nymi 

rzeczami. 

I  szczerze  mówi

ą

c,  naprawd

ę

  niczego  nie  chciałem.  Próbowałem  umawia

ć

  si

ę

  z 

gwiazdami, ale to tylko prowadziło do  wkurzania siebie nawzajem, kiedy nasze ega 
stawały si

ę

 troch

ę

 zbyt du

ż

e. Próbowałem umawia

ć

 si

ę

 z niesławnymi dziewczynami, 

a  to  ko

ń

czyło  si

ę

  frustracj

ą

,  kiedy  wołały  mnie,  krzycz

ą

c  o  nowej  okładce  jakiego

ś

 

głupiego  tabloidu  o

ś

wiadczaj

ą

cej,  i

ż

  umawiałem  si

ę

  z  najnowsz

ą

  aktork

ą

  w 

Hollywood. Ko

ń

czyło si

ę

 pot

ęż

n

ą

 migren

ą

 i kilka miesi

ę

cy temu zdecydowałem, 

ż

e to 

nie  było  tego  warte.  Z  ochot

ą

  sp

ę

dzałem  reszt

ę

  mojej  aktorskiej  kariery  w 

samotno

ś

ci,  czekaj

ą

c  na  przej

ś

cie  na  emerytur

ę

,  zanim  znajd

ę

  kogo

ś

,  z  kim 

mógłbym si

ę

 nawet ustatkowa

ć

.  

Mimo  wszystko  przez  wi

ę

kszo

ść

  czasu  wszyscy  w  tym  mie

ś

cie  byli  wyluzowani  i 

swobodni  w  zwi

ą

zku  z  moj

ą

  obecno

ś

ci

ą

.  Nikt  nie  biwakował  na  moim  trawniku, 

czekaj

ą

c,  a

ż

  wyjd

ę

  na  zewn

ą

trz  w  nadziei, 

ż

e  zyska  moje  zainteresowanie  i  stanie 

si

ę

 moim nast

ę

pnym... kimkolwiek my

ś

lał, 

ż

e chc

ę

, aby był. 

Mogłem pój

ść

 do miasta do Cumberland Farms

1

, kiedy sko

ń

czyło si

ę

 mleko b

ą

d

ź

 

chleb, albo  chciałem  kupi

ć

  paczk

ę

  chipsów  ziemniaczanych,  które  miałam ogromn

ą

 

ochot

ę

  zje

ść

  bez  bycia  obserwowanym.  Nie  było 

ż

adnych  kamer  skierowanych 

prosto  na  moj

ą

  twarz  z  lud

ź

mi  wrzeszcz

ą

cymi  moje  imi

ę

,  chc

ą

cych,  abym  podniósł 

wzrok. Nie musiałem wystawia

ć

 głowy za szyb

ę

 samochodu, by upewni

ć

 si

ę

ż

e nie 

przejad

ę

 nikogo, gdy b

ę

d

ę

 wyje

ż

d

ż

ał z miejsca parkingowego.  

                                                 

1

Cumberland Farms - sklep 

background image

Jestem pewien, 

ż

e kiedy te trzy tygodnie zaczn

ą

 dobiega

ć

 ko

ń

ca, nie b

ę

d

ę

 chciał 

wyjecha

ć

  i  wróci

ć

  do  tego  wszystkiego.  To  było  najdłu

ż

ej,  ile  byłem  w  stanie  tutaj 

zosta

ć

 i chciałem cieszy

ć

 si

ę

 ka

ż

d

ą

 pojedyncz

ą

 minut

ą

.  

Miałem plany i determinacj

ę

, by nie robi

ć

 zupełnie nic i je spełni

ć

.  

Podnosz

ą

c  głow

ę

,  otworzyłem  oczy  i  uniosłem  kubek  do  ust,  u

ś

miechaj

ą

c  si

ę

kiedy kawa z łatwo

ś

ci

ą

 spłyn

ę

ła po moim gardle.   

Nawet  picie  kawy  wydawało  si

ę

  by

ć

  nowym  do

ś

wiadczeniem.  Rankiem  przed 

wyj

ś

ciem z domu zazwyczaj spieszyłem si

ę

 i próbowałem przełkn

ąć

 jedzenie i kaw

ę

 

tak, 

ż

e  ledwie  rejestrowałem,  co  wpychałem  sobie  do  gardła,  nim  nie  sko

ń

czyłem.

 

Kawa  mogła  by

ć

  wrz

ą

ca,  a  ja  mógłbym  je

ść

  trzymiesi

ę

cznego,  starego  bajgla  i  nie 

zauwa

ż

yłbym ró

ż

nicy.  

Zdolno

ść

  do  rozło

ż

enia  si

ę

  na  kanapie  i  smakowania  napoju,  który  zalałem  pi

ęć

 

minut temu, był jednym z małych cudów 

ż

ycia. 

Wtedy kto

ś

 zapukał do drzwi, a ja westchn

ą

łem oci

ęż

ale, nim opu

ś

ciłem stopy na 

podłog

ę

 i postawiłem kubek na stoliku.  

Wiedziałem, 

ż

e to nie potrwa długo, ale mimo wszystko miałem nadziej

ę

.  

Była tylko jedna osoba, która pukała do moich drzwi i nie mogłem wini

ć

 jej za to, 

ż

e  wyrwanie  si

ę

  z  niemal 

ś

pi

ą

czkowego  stanu  na  wygodnej  kanapie  mi  si

ę

  nie 

podobało. 

Przeczesuj

ą

c  włosy  dłoni

ą

,  si

ę

gn

ą

łem  do  wej

ś

ciowych  drzwi  i  otworzyłem  je, 

oczekuj

ą

c ujrze

ć

 Bell

ę

 stoj

ą

c

ą

 po ich drugiej stronie. 

Zamiast  tego  nie  zobaczyłem  nic  prócz  por

ę

czy  na  werandzie  i  drzew 

otaczaj

ą

cych  moj

ą

  mał

ą

  posiadło

ść

.  Mrugaj

ą

c  powoli,  spojrzałem  za  siebie,  jak 

gdyby  kto

ś

  w  magiczny  sposób  pojawił  si

ę

  w  drzwiach  prowadz

ą

cych  do  jadalni, 

skacz

ą

c  w  gór

ę

  i  w  dół,  z  rado

ś

ci

ą

  klaszcz

ą

c  dło

ń

mi  i 

ś

miej

ą

c  si

ę

  ze  mnie. 

O

ś

wiadczaj

ą

c,  i

ż

  wła

ś

nie  zrobił  mi  jeden  z  najciekawszych  kawałów.  Wci

ąż

  nie 

widz

ą

c nikogo, z powrotem si

ę

 odwróciłem i spojrzałem w dół, zauwa

ż

aj

ą

c, 

ż

e nic nie 

było tak

ż

e zostawione na wycieraczce.  

Mo

ż

e  spokój  i  cisza  dra

ż

niły  si

ę

  ze  mn

ą

  po  całym  dniu  sp

ę

dzonym  bez 

niezb

ę

dnych odgłosów i wariowałem.  

Potrz

ą

saj

ą

c  głow

ą

,  podniosłem  jedn

ą

  r

ę

k

ę

,  aby  ponownie  przeczesa

ć

  ni

ą

  włosy, 

nim zrobiłem krok do tyłu i zacz

ą

łem zamyka

ć

 drzwi.  

Kawałek białej kartki błysn

ą

ł mi przed oczami i znowu je otworzyłem, by zobaczy

ć

 

nieco niedbałe pismo Belli.  

U

ś

miechaj

ą

c si

ę

, chwyciłem j

ą

 i wyszedłem na werand

ę

ż

eby w por

ę

 zobaczy

ć

 jej 

zatrzaskuj

ą

ce si

ę

 drzwi. Chichocz

ą

c lekko, wszedłem do domu i zamkn

ą

łem za sob

ą

 

drzwi, spogl

ą

daj

ą

c na notatk

ę

.  

 
Edwardzie, 
zjesz ze mn

ą

 lunch? 

Bella 
 

Fakt,  dlaczego  uwa

ż

ała, 

ż

e  nie  mogła  tu  sta

ć

  i  zada

ć

  mi  tego  pytania  prosto  w 

oczy,  był  zagadkowy.  Nie  chciałem,  aby  mi  przeszkadzano.  Nie.  Ale  nie  było 
potrzeby, 

ż

eby  przyklejała  notatki  do moich drzwi  i  uciekała,  jakbym  mógł  j

ą

  ugry

źć

 

za zakłócanie ciszy.  

Ś

miej

ą

c  si

ę

,  wszedłem  do  jadalni  i  chwyciłem  komórk

ę

,  aby  przeszuka

ć

 

zaprogramowan

ą

  ksi

ąż

k

ę

  telefoniczn

ą

.  Znajduj

ą

c  jej  numer,  nacisn

ą

łem  zielony 

przycisk  i  umie

ś

ciłem  telefon  mi

ę

dzy  szyj

ą

  i  ramieniem.  Zgniotłem  notatk

ę

  w  dłoni  i 

skierowałem si

ę

 do salonu, si

ę

gaj

ą

c po kubek. Wsłuchiwałem si

ę

 w d

ź

wi

ę

k ł

ą

czenia. 

background image

- Słucham? – zapytała nie

ś

miało. 

Ponownie  si

ę

  za

ś

miałem,  id

ą

c  do  kuchni  i  opieraj

ą

c  si

ę

  o  zlew,  gdy  wylałem  do 

niego kaw

ę

.  

- Wiesz, mogła

ś

 zosta

ć

 w pobli

ż

u. 

- Nie chc

ę

 ci przeszkadza

ć

. Mo

ż

esz odmówi

ć

! – powiedziała szybko. – Po prostu 

my

ś

lałam... Nie wiem... mo

ż

e...  

-  Bella...  –  zacz

ą

łem,  potrz

ą

saj

ą

c  głow

ą

,  kiedy  powstrzymywałem 

ś

miech  i 

rozpocz

ą

łem mycie kubka.  

- Nie musisz przychodzi

ć

! Naprawd

ę

, to nie problem, je

ś

li nie chcesz. Mam dzisiaj 

wolne i jestem po prostu...  

-  Znudzona?  –  zgadłem,  gdy  jej  głos  stopniowo  zanikał.  Umie

ś

ciłem  naczynie  w 

suszarce, zanim złapałem telefon i podparłem si

ę

 jedn

ą

 r

ę

k

ą

 o blat kuchenny.   

-  Taak,  my

ś

l

ę

ż

e  co

ś

  w  tym  stylu  –  wymamrotała,  sapi

ą

c.  –  Ale  nie  musisz!  Po 

prostu pomy

ś

lałam, 

ż

e chciałby

ś

 co

ś

 zje

ść

.  

Odwróciłem si

ę

 i przyjrzałem si

ę

 lodówce, wiedz

ą

c, 

ż

e w tej chwili nie było w niej 

nic  poza  butelk

ą

  wody.  Planowałem  pój

ść

  do  sklepu  spo

ż

ywczego  jeszcze  dzisiaj, 

ale  to  nie  znajdowało  si

ę

  na  szczycie  priorytetów,  dopóki  pó

ź

niej  nie  stałbym  si

ę

 

głodny.  

Kr

ę

c

ą

c głow

ą

, wyszedłem z kuchni i wróciłem do salonu, aby odsłoni

ć

 zasłony na 

frontowym oknie i spojrze

ć

 na jej dom.  

Samochodu  Jacoba  wci

ąż

  nie  było,  przez  co  wierzyłem, 

ż

e  nie  umiała  si

ę

  z  nim 

skontaktowa

ć

. A zakładałem, 

ż

e próbowała. 

Oczywi

ś

cie, 

ż

e  do  siebie  wróc

ą

.  Zawsze  byli  ze  sob

ą

  tacy  szcz

ęś

liwi,  gdy  ich 

widziałem – my

ś

l, i

ż

 mogli ze sob

ą

 zerwa

ć

 na dobre, nie miała w mojej głowie sensu. 

Nie  zatrzymałem  nieznacznego  trzepotania,  które  pi

ę

ło  si

ę

  wzdłu

ż

  mojego 

kr

ę

gosłupa, kiedy powiedziała mi, 

ż

e zerwali poprzedniej nocy. Ale nigdy nie przyszło 

mi do głowy, 

ż

e nie wróciliby do siebie w przeci

ą

gu tygodnia. 

Postanowiłem  nie  rozpami

ę

tywa

ć

  tego  głupiego  trzepotania,  bo  relacja  pomi

ę

dzy 

Bell

ą

 i mn

ą

 była całkowitym bezsensem. Nie znajdowałem si

ę

 tutaj przez cały czas, 

ona była z Jacobem i to nie miało 

ż

adnego, cholernego sensu.  

Dodatkowo  wywołałoby  to  niepotrzebny  dramat  pomi

ę

dzy  nami,  a  ja  ceniłem  jej 

przyja

źń

 zbyt mocno, 

ż

eby zrujnowa

ć

 to na rzecz czego

ś

 tak głupiego jak zwi

ą

zek.  

- Edward? 
Głos  Belli  otrz

ą

sn

ą

ł  mnie  z  my

ś

li  biegaj

ą

cych  w  mojej  głowie.  Potrz

ą

sn

ą

łem  ni

ą

bior

ą

c gł

ę

boki wdech i pozwalaj

ą

c zasłonom opa

ść

 na ich wła

ś

ciwe miejsce.  

- Naprawd

ę

 – za

ś

miała si

ę

 nerwowo. – To 

ż

aden problem. Mo

ż

e innym razem. 

Miałem  otwarte  usta  i  odpowied

ź

  na  ko

ń

cu  j

ę

zyka,  zanim  usłyszałem  klikni

ę

cie 

przy uchu oznaczaj

ą

ce, 

ż

e si

ę

 rozł

ą

czyła. 

Zamkn

ą

łem  usta,  odsuwaj

ą

c  telefon  od  ucha  i  gapi

ą

c  si

ę

  na  niego.  Powoli  go 

wył

ą

czyłem. To był drugi raz w przeci

ą

gu dwóch dni, kiedy kobieta si

ę

 rozł

ą

czyła. 

Nie mogłem powiedzie

ć

ż

e to lubiłem.  

Potrz

ą

saj

ą

c głow

ą

, wszedłem do jadalni i poło

ż

yłem j

ą

 w jej podstawce, wcze

ś

niej 

narzekaj

ą

c  na  to,  jak  radziłem  sobie  otoczony  przez  kapry

ś

ne  kobiety.  Chwyciłem 

moje buty z dołu schodów.  

Do  czasu,  gdy  miałem  je  nało

ż

one,  naci

ą

gaj

ą

c  na  siebie  kurtk

ę

,  wyszedłem  z 

domu. Obserwowałem, jak samochód Belli ruszył w dół ulicy i moje ramiona opadły.   

Mo

ż

e  nigdy  nie  powinienem  wsta

ć

  z  łó

ż

ka  tego  ranka.  Szczerze  mówi

ą

c,  nie 

chciałem i naprawd

ę

 zaczynałem my

ś

le

ć

ż

e powinienem po prostu do niego wróci

ć

Nie  miałem  powodów,  aby  zamierza

ć

  co

ś

  zrobi

ć

.  Nie  było  pilnej  potrzeby,  aby 

zobaczy

ć

 si

ę

 z kimkolwiek przez nast

ę

pne trzy tygodnie i 

ż

adna krzywda by si

ę

 nie 

background image

stała,  gdybym  zrzucił  ubrania  i  wczołgał  si

ę

  pod  ciepł

ą

,  bawełnian

ą

  po

ś

ciel,  by 

przespa

ć

 reszt

ę

 dnia. 

Klapi

ą

c  j

ę

zykiem

2

,  po

ś

piesznie  przeczesałem  włosy  r

ę

k

ą

,  zanim  wszedłem  do 

domu. Pozbyłem si

ę

 kurtki, rzucaj

ą

c j

ą

 na bujany fotel przy drzwiach.  

Wła

ś

nie  podnosiłem  j

ą

  z  powrotem,  kiedy  Bella  wróciła  sk

ą

d

ś

  –  gdziekolwiek  to 

było – gdzie nagle potrzebowała znikn

ąć

.    

Ponownie  mrucz

ą

c,  zaci

ą

gn

ą

łem  bujany  fotel  do  frontowego  okna  i  zaczepiłem 

zasłony na dr

ąż

kach. Klapn

ą

łem na kurtk

ę

 i wpatrywałem si

ę

 uwa

ż

nie za okno.  

Nie  mogła  pojecha

ć

  bardzo  daleko  na  bardzo  długo.  Je

ś

li  chodzi  o  to,  co 

wiedziałem,  Bella  lubiła  gotowa

ć

  potrawy  bardziej,  ni

ż

  je  zjada

ć

.  Prawdopodobnie 

miała  co

ś

  na  kuchence  albo  w  piekarniku,  kiedy  zdecydowała  si

ę

  przyklei

ć

  notatk

ę

 

do moich drzwi. Logicznie rzecz bior

ą

c, nie było mowy, 

ż

eby znikn

ę

ła na dłu

ż

ej. 

Mogłem robi

ć

 cokolwiek innego. Mogłem nadal pi

ć

 kaw

ę

, któr

ą

 wylałem do zlewu z 

bli

ż

ej nieokre

ś

lonych powodów i cieszy

ć

 si

ę

 cisz

ą

, która pochłaniała moj

ą

 ucieczk

ę

Mogłem  ogl

ą

da

ć

  bezmy

ś

lne  opery  mydlane

3

  tylko  dlatego, 

ż

e  nigdy  przedtem  nie 

miałem do tego okazji.   

Zamiast tego siedziałem na drewnianym krze

ś

le bujanym, wpatruj

ą

c si

ę

 za okno i 

czekaj

ą

c  na  powrót  mojej  wielce  kapry

ś

nej  s

ą

siadki,  a

ż

ebym  mógł  przyj

ąć

  jej 

propozycj

ę

 dotycz

ą

c

ą

 lunchu.  

Powinienem  po  prostu  powiedzie

ć

  tak.  Nie  było  absolutnie 

ż

adnego  powodu, 

abym nie miał si

ę

 zgodzi

ć

 i pój

ść

 tam bez dzwonienia do niej. Nie istniała przyczyna 

mojej  niepewno

ś

ci,  gdy  wpatrywałem  si

ę

  za  okno  na  domek  identyczny  jak  mój, 

poniewa

ż

 zawsze miałem ch

ęć

 na potraw

ę

, któr

ą

 przygotowała Bella.  

Ponadto  siedziałbym  z  ni

ą

  w  o  wiele  bardziej  komfortowej  ciszy,  ni

ż

  robiłem  to, 

zanim  zadzwoniła.  Nigdy  nie  było  dla  nas 

ż

adnego  powodu, 

ż

eby  wypełnia

ć

  j

ą

 

bezsensownym paplaniem, kiedy po prostu dobrze si

ę

 czuli

ś

my, nic nie mówi

ą

c. To 

był sposób, w jaki działali

ś

my i lubiłem go. 

Wi

ę

kszo

ść

  dni  sp

ę

dzałem,  próbuj

ą

c  nie  powiedzie

ć

  do  nieodpowiedniej  osoby 

czego

ś

  głupiego,  co  wyl

ą

dowałoby  w  jakiej

ś

  obskurnej  gazecie  kompletnie  wyj

ę

te 

spoza  kontekstu  i  wyolbrzymiaj

ą

ce  rzeczy,  które  nic  nie  znaczyły,  podczas  gdy  w 

czyim

ś

 towarzystwie rzeczywisto

ść

 uznawałem za niebo.  

Nigdy  nie  pytała  o  moj

ą

  karier

ę

,  a  ja  jedynie  oferowałem  jej  kawałki  i  fragmenty, 

je

ś

li było to nieuniknione. Nie traktowała mnie inaczej ni

ż

 kogokolwiek innego. Nigdy 

tego po niej nie oczekiwałem. Gdy byłem tutaj z ni

ą

, nie byłem aktorem, Edwardem 

Cullenem, tylko sob

ą

. Dokładnie do tego d

ąż

yłem, kiedy kupowałem ten dom.  

Zgoda,  nie  liczyłem  na  to, 

ż

e  b

ę

d

ę

  tak  blisko  z  jedn

ą

  z  moich  s

ą

siadek,  ale  to 

dodatkowy bonus. Nie była ciekawska i nigdy nie w

ę

szyła, ani nie łowiła informacji o 

innych celebrytach, których spotkałem i z którymi współpracowałem.  

Pochyliłem  si

ę

  do  przodu,  kiedy  usłyszałem  na  ulicy  turkotanie  samochodu. 

Chwyciłem kurtk

ę

, zanim zdałem sobie spraw

ę

ż

e to nie samochód Belli wjechał na 

podjazd po drugiej stronie mojego. 

To  odnowiony  Volkswagen  Rabbit  Jacoba  usłyszałem.  Moje  brwi  zł

ą

czyły  si

ę

 

razem jak w porozumieniu. 

Okej,  wi

ę

c  mógł  wróci

ć

  do  domu  i  mogli  doj

ść

  do  zgody,  tak  jak  wiedziałem, 

ż

zrobi

ą

.  Cokolwiek  stało  si

ę

  pomi

ę

dzy  nimi,  było  zaledwie  stłuczk

ą

  na  drodze. 

Normalne pary miały owe raz na jaki

ś

 czas.   

                                                 

2

W oryg. clucking  my tongue. Oznacza to wydawanie dźwięków za pomocą języka. W przedszkolu nazywano to 

„udawaniem osiołka” ☺  

3

Opera mydlana – gatunek telewizyjny, często mylony z telenowelą; 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Opera_mydlana

  

background image

A  ona  nie  była  potwornie  zaniepokojona  ostatniej  nocy,  kiedy  mi  o  tym 

powiedziała.  Smutna tak,  ale  nie  załamana  jak  wi

ę

kszo

ść

  dziewczyn,  które  znałem, 

gdy zostały porzucone przez ich drug

ą

 połówk

ę

.  

Wi

ę

c  dlaczego  czułem  si

ę

  tak  cholernie  zawiedziony  na  widok  jego  samochodu 

zaparkowanego na podje

ź

dzie, jak powinno by

ć

 ostatniej nocy? To było irracjonalne 

uczucie.  Czy  nie  mówiłem  ju

ż

  sobie, 

ż

e  Bella  była  dla  mnie  nikim  wi

ę

cej  poza 

przyjaciółk

ą

, i 

ż

e tak wła

ś

ciwie nale

ż

ała do Jacoba? 

Był  dla  niej o  wiele  lepszym  wyborem.  Stanowiłem  dla niej  zbyt  wielkie  ryzyko,  a 

mój  styl 

ż

ycia  wyra

ź

nie  nie  był  czym

ś

,  co  by  jej  odpowiadało.  Zasługiwała  na 

stateczno

ść

 i normalno

ść

 – dwie rzeczy, których nie byłbym w stanie jej da

ć

, nawet 

gdybym chciał. 

Ale nie chciałem.  
Z  powrotem  rzuciłem  kurtk

ę

  na  bujany  fotel,  usiadłem  na  jego  wierzchu  i 

pochyliłem  si

ę

  do  przodu,  obserwuj

ą

c,  jak  wychodzi  z  samochodu  i  gniewnie 

zatrzaskuje za sob

ą

 drzwi. 

Wyprostowałem  si

ę

  nieco,  słysz

ą

c  to,  i  podparłem  policzek  na  parapecie, 

przypatruj

ą

c si

ę

, jak chodził w t

ą

 i z powrotem po topniej

ą

cym lodzie na podje

ź

dzie.  

Jego  długie,  czarne  włosy  były  zwi

ą

zane  w  niskiego  kucyka  nad  karkiem,  a  r

ę

ce 

zaci

ś

ni

ę

te w pi

ęś

ci przy bokach, kiedy niecierpliwie kr

ąż

ył. 

Nigdy  wcze

ś

niej  nie  widziałem  go  zachowuj

ą

cego  si

ę

  w  ten  sposób.  Zawsze  był 

spokojny i przyjacielski. Widzenie go spi

ę

tego, nerwowego i po prostu wkurwionego 

co

ś

 we mnie wyzwalało. 

Moje  r

ę

ce  zwin

ę

ły  si

ę

  w  pi

ęś

ci,  kiedy  spoczywały  na  kolanach,  a  oczy  zmru

ż

yły 

si

ę

,  gdy  zobaczyłem  jego  szcz

ę

k

ę

  otwieraj

ą

c

ą

  si

ę

  i  zamykaj

ą

c

ą

,  z  pewno

ś

ci

ą

  do 

kogo

ś

 mówi

ą

c

ą

. Gapił si

ę

 na mój dom co kilka sekund. Jego oczy zw

ę

ziły si

ę

, zanim 

odwrócił wzrok i kontynuował swoje nerwowe chodzenie.  

Wygl

ą

dał, jakby chciał kogo

ś

 uderzy

ć

. I je

ś

li tym kim

ś

 była Bela... 

Zassałem  powietrze  w  gł

ę

bokim  wdechu.  Moje  nozdrza  rozszerzyły  si

ę

  nieco, 

kiedy wstałem ze sztywno wyprostowanymi plecami i napi

ę

tym całym ciałem.  

Usłyszałem  charkotanie  samochodu  Belli  w  jego  drodze  powrotnej  i  szybko 

chwyciłem  kurtk

ę

,  przewieszaj

ą

c  j

ą

  przez  ramiona.  Wci

ąż

  stałem,  obserwuj

ą

c  j

ą

 

wje

ż

d

ż

aj

ą

c

ą

 na podjazd. 

ż

, przynajmniej miałem racj

ę

ż

e nie znikn

ę

łaby na długo. 

Nieznacznie marzyłem, abym si

ę

 mylił. Nie chciałem, 

ż

eby była blisko niego, kiedy  

zachowywał  si

ę

  w  taki  sposób.  Wygl

ą

dał,  jakby  zamierzał  chwyci

ć

  j

ą

  z

ę

bami. 

Niewa

ż

ne  jak  szybko  mogłem  si

ę

  tam  znale

źć

,  kiedy  zajdzie  taka  potrzeba. 

Wiedziałem, 

ż

e je

ś

li j

ą

 skrzywdzi, nie dotarłbym na czas, aby go powstrzyma

ć

.  

I  to  nie  było  tak, 

ż

e  mogłem  po  prostu  wyj

ść

  na  werand

ę

,  otwarcie  patrze

ć

  i 

słucha

ć

  ich  kłótni  -  poniewa

ż

  wła

ś

nie  to  robili,  kiedy  zaczynał  szybko  chodzi

ć

  –  i 

oczekiwa

ć

ż

e  pozostan

ę

  niezauwa

ż

ony.  Nie  istniał  dobry  pretekst  do  wyj

ś

cia  na 

zewn

ą

trz. Mój podjazd był pusty, 

ś

cie

ż

ka do frontowych drzwi wolna, a na dworze nie 

było nic, czym mógłbym udawa

ć

ż

e si

ę

 zajmuj

ę

Uwi

ę

ziono mnie w 

ś

rodku czego

ś

, co dwie minuty temu stanowiło moj

ą

 ostoj

ę

, nie 

chc

ą

c  niczego  wi

ę

cej  poza  znajdowaniem  si

ę

  po  drugiej  stronie  ulicy,  osłaniaj

ą

Bell

ę

 przed wyra

ź

nie widocznym gniewem Jacoba.  

Wi

ę

c  stałem  przy  oknach,  obserwuj

ą

c,  jak  wyszła  z  samochodu  i  ostro

ż

nie 

przeszła na jego przód, co skutecznie zablokowało mi widok. 

Przekl

ą

łem  pod  nosem  wszystko  z  wyj

ą

tkiem  przyciskania  siebie  do  szyby  w 

ż

ałosnej próbie ujrzenia jej. 

background image

Kiedy  to  nie  zadziałało,  zacisn

ą

łem  wargi  w  ciasn

ą

  kresk

ę

  i  skupiłem  si

ę

  na 

Jacobie stoj

ą

cym w przestrzeni pomi

ę

dzy swoim i jej samochodem. Wła

ś

ciwie wtedy 

go usłyszałem i je

ś

li to było mo

ż

liwe, zmru

ż

yłem bardziej oczy. 

- O czym, do cholery, mamy rozmawia

ć

, Bello? Nie mog

ę

 tego wi

ę

cej robi

ć

Jej  odpowied

ź

  była  przytłumiona  i  przekl

ą

łem  fakt, 

ż

e  nie  krzyczała.  Cholera,  ja 

chciałem krzycze

ć

, a nie wiedziałem nawet, co sprawiło, 

ż

e z ni

ą

 zerwał. 

Poza faktem, i

ż

 najwyra

ź

niej nie lubił perfekcji.  

Potrz

ą

saj

ą

c  głow

ą

  w  kierunku,  jaki  nagle  obrały  moje  my

ś

li,  wsłuchiwałem  si

ę

 

intensywnie, by usłysze

ć

 reszt

ę

 argumentu ze strony Jacoba. 

-  Nie  wierz

ę

  w  to,  kurwa!  Nie  ma,  kurwa,  mowy, 

ż

eby

ś

  z  nim  nie  rozmawiała  po 

tym, jak dok

ą

d

ś

 wyjechał, gdziekolwiek to jest! Wasza dwójka jest zbyt blisko, aby to 

si

ę

 nie stało!  

O  czym  on,  do  diabła,  mówił  i  dlaczego  nagle  wydawało  si

ę

,  jakbym  był  wielk

ą

 

cz

ęś

ci

ą

 tego całego bałaganu? 

-  Nie  mów  mi, 

ż

e  pierdol

ę

  głupoty,  Bello!  Spójrz  na  fakty!  Nigdy  wcze

ś

niej  nie 

czuła

ś

  si

ę

  tak  komfortowo  z 

ż

adnym  innym  facetem!  Zaj

ę

ło  ci  niemal  dwa  cholerne 

lata, 

ż

eby

ś

 zgodziła si

ę

 ze mn

ą

 umówi

ć

! I tak po prostu zaczynasz czu

ć

 si

ę

 dobrze w 

jego towarzystwie, kiedy ledwo tu przyjechał? 

To było bole

ś

nie oczywiste, 

ż

e w rzeczywisto

ś

ci stanowiłem ogromn

ą

 cz

ęść

 tego, 

co  działo  si

ę

  mi

ę

dzy  nimi.  I  kiedy  patrzyłem,  jak  opalona  twarz  Jacoba  staje  si

ę

 

czerwona, gło

ś

no przełkn

ą

łem 

ś

lin

ę

.  

Przyjechałem  tu, 

ż

eby  uciec  od  tego  całego  dramatu,  który  wydawałem  si

ę

 

wywoływa

ć

  tylko  przez  jedno  spojrzenie  na  inn

ą

  kobiet

ę

.  A  to  nie  działało.  Wbiłem 

klin  pomi

ę

dzy  dwójk

ę

  ludzi,  których  uwa

ż

ałem  za  przyjaciół,  tylko  przez…  robienie 

tego, o co oboje mnie prosili.  

Gapiłem si

ę

 w moje odbicie w szybie, kiedy Bella odpowiedziała. Jej słowa wci

ąż

 

pozostawały odpowiednio stłumione. Potrz

ą

sn

ą

łem głow

ą

 niedowierzaj

ą

co.  

To  naprawd

ę

  nie  mógł  by

ć

  powód,  dla  którego  z  ni

ą

  zerwał,  prawda?  Byli 

jedynymi,  którzy  chcieli,  abym  zadzwonił  do  nich  podczas  zimy.  Dlaczego  to  nagle 
stało si

ę

 problemem?  

I  o  czym  on  mówił,  kiedy  powiedział, 

ż

e  byli

ś

my  zbyt  blisko?  Nigdy  z  ni

ą

  nie 

rozmawiałem, ani jej nie widziałem po tym, jak opu

ś

ciłem podjazd pod koniec mojego 

pobytu,  wi

ę

c  zupełnie  nie  rozumiałem,  co  sprawiło, 

ż

e  uwierzył,  i

ż

  kiedykolwiek  po 

tym rozmawiali

ś

my.  

- Czego oczekujesz, Bello? Czego wi

ę

cej… 

I  wtedy  w  ko

ń

cu  to  usłyszałem.  Jej  głos  wzrastaj

ą

cy  w  gniewie,  kiedy 

odpowiedziała w sposób, w jaki chciałem.  

Czego oczekuj

ę

? – prawie krzyczała. – Oczekuj

ę

 zaufania! Oczekuj

ę

 od ciebie, 

aby

ś

 wiedział, 

ż

e nigdy bym ci

ę

 nie zdradziła, bo ci

ę

 kocham! I je

ż

eli nie mo

ż

esz mi 

ufa

ć

 w czym

ś

 takim, w czym, do cholery, chcemy tu odnie

ść

 sukces?  

Ś

ci

ą

gn

ą

łem  usta  i  przytakn

ą

łem,  b

ę

d

ą

c  pod  wra

ż

eniem.  Miała  bardzo  dobry 

argument.  

- Oczywi

ś

cie, 

ż

e ci ufam! Nie ufam jemu! 

Moje  brwi  zł

ą

czyły  si

ę

  razem  ponownie  i  oblizałem  zirytowany  usta.  Kiedy  dałem 

Jacobowi powód, aby mi nie ufał? To nie było tak, 

ż

e podkradałem si

ę

 do ich domu, 

by  obserwowa

ć

,  jak 

ś

pi

ą

  albo  co

ś

  absurdalnego  jak  to.  Nigdy  nie  zrobiłem  czego

ś

 

niegodnego  zaufania  w  stosunku  do  któregokolwiek  z  nich,  wi

ę

c  dlaczego  nagle 

wrogo

ść

 obróciła si

ę

 przeciwko mnie?  

- To gówniana wymówka i wiesz o tym! Nie zrobił nic, aby na to zasłu

ż

y

ć

!  

background image

- Wi

ę

c dlaczego tak bardzo go bronisz? Je

ż

eli nic nie dzieje si

ę

 pomi

ę

dzy wami, 

dlaczego go bronisz? 

- Poniewa

ż

 jeste

ś

 dupkiem dla kogo

ś

, kto na to nie zasłu

ż

ył! Nie zdradzam ci

ę

, ty 

wielki, t

ę

py durniu! On jest przyjacielem! 

Taak, jakim

ś

 przyjacielem jestem. Przyjaciele nie stwarzaj

ą

 tego rodzaju zam

ę

tu w 

zwi

ą

zkach  innych.  Nie  zaklasyfikowałbym  siebie  do 

ż

adnego  rodzaju  przyjaciela, 

którego powinni w 

ż

yciu chcie

ć

.  

Mimo wszystko w tym momencie obserwowałem r

ę

ce Jacoba zwini

ę

te w pi

ęś

ci, a 

moja własna szarpn

ę

ła, kiedy uchylałem drzwi. Byłem całkiem pewny, 

ż

e Jacob nie 

chce, abym mieszał si

ę

 w jego sprawy. Albo raczej w tym przypadku w Belli. 

- To jest dla ciebie czym

ś

 innym i wiesz o tym! Cała twoja twarz rozja

ś

nia si

ę

 jak 

cholerna choinka, kiedy on si

ę

 zjawia albo dzwoni! A ty nigdy nie wygl

ą

dała

ś

 tak dla 

kogo

ś

, kogo pono

ć

 dobrze nie znasz! 

- Czy to 

ź

le, 

ż

e lubi

ę

 jego towarzystwo? Jest jednym z bardzo niewielu ludzi w tym 

cholernym mie

ś

cie, którzy nie zaczn

ą

 papla

ć

, je

ś

li powiem co

ś

 osobistego! 

- Teraz mu mówisz o prywatnych brudach? Co mu o nas powiedziała

ś

, Bello? Co 

on wie? 

-  Do  zeszłej  nocy  nie  było  nic,  co  mogłabym  mu  powiedzie

ć

!  Doprowadzasz  si

ę

 

tym do szale

ń

stwa, Jake, a ja mam tego do

ść

!  

- Co to ma oznacza

ć

Ż

e to koniec! 

-  Nie  pieprz, 

ż

e  to  koniec,  Bello!  To  si

ę

  sko

ń

czyło  zeszłej  nocy!  Przyszedłem  tu 

tylko dlatego, bo mój ojciec nie chce, aby

ś

 do niego dzwoniła! 

- Zadzwoniłam tylko dwa razy zeszłej nocy! 
- To wystarczaj

ą

co! 

Obserwowałem,  jak  znowu  zacz

ą

ł  chodzi

ć

  w  t

ą

  i  z  powrotem  i  w  ko

ń

cu 

zobaczyłem  Bell

ę

  wchodz

ą

c

ą

  w  moje  pole  widzenia. 

Ś

ciskała  w  r

ę

kach  zbyt  du

żą

 

torebk

ę

, a policzki miała zaczerwienione.  

Jej  głos  stał  si

ę

  znowu  łagodniejszy,  kiedy  mogłem  widzie

ć

  jej  poruszaj

ą

ce  si

ę

 

usta, ale nie  usłysze

ć

 

ż

adnego ze słów, w które si

ę

 wsłuchiwałem, odk

ą

d zacz

ę

ła na 

niego krzycze

ć

.  

Sapi

ą

c,  cofn

ą

łem  si

ę

  do  przednich  okien  i  zobaczyłem,  jak  wyrzuca  r

ę

ce  w 

powietrze,  wydaje  z  siebie  wrzask  przekle

ń

stw  skierowanych  w  kierunku  mojego 

domu i wsiada z powrotem do swojego samochodu.  

Z  rozbawieniem  kontynuowałem  obserwacj

ę

.  Bella  uniosła  nog

ę

  i  kopn

ę

ła  przód 

jego samochodu, kiedy był w 

ś

rodku, a pojazd został odpalony.  

I wtedy nie byłem ju

ż

 tak wesoły, kiedy jej druga stopa musiała po

ś

lizgn

ąć

 si

ę

 na 

lodzie,  znajduj

ą

cym  pod  ni

ą

  i  znikn

ę

ła  z  mojego  pola  widzenia  na  par

ę

  bolesnych 

chwil, podczas gdy Jacob wyje

ż

d

ż

ał z podjazdu.  

Bez  pozwolenia  sobie  na  zbyt  długie  my

ś

lenie  o  tym,  co  robiłem,  byłem  na 

zewn

ą

trz  mojego  domu  na  ko

ń

cu  podjazdu,  patrz

ą

c  przezornie  w  dół  drogi,  aby 

ujrze

ć

  tył  samochodu  Jacoba  znikaj

ą

cego  za  pagórkiem.  Przebiegłem  na  drug

ą

 

stron

ę

 i schyliłem si

ę

 do niej. 

Kurczowo 

ś

ciskała  lew

ą

  kostk

ę

  u  nogi.  Jej  portfel  i  ksi

ąż

eczka  czekowa 

rozproszyły si

ę

 dookoła na ziemi od jej upadku. J

ę

czała i przeklinała nieznacznie pod 

nosem.  

- Bella, wszystko w porz

ą

dku?  

Jej  głowa  poderwała  si

ę

  i  niewielkie  skomlenie  wyrwało  si

ę

  z  ust,  kiedy  jej  oczy 

spotkały moje.  

background image

- To co

ś

… Nie mog

ę

 nawet… Uch! – wykrzykn

ę

ła, trz

ę

s

ą

c głow

ą

. Pochyliła si

ę

 w 

bok, aby zebra

ć

 z ziemi zakupy. – Chciałam tylko paczk

ę

 popcornu.  

Uniosłem  na  ni

ą

  brew,  kiedy  otworzyła  torebk

ę

  i  przechyliła  j

ą

  we  wła

ś

ciwy 

sposób,  aby  pokaza

ć

  paczk

ę

  niezrobionego  popcornu  opakowan

ą

  w  celofan,  przed 

rzuceniem portmonetki i ksi

ąż

eczki czekowej na wierzch.  

- Chciałam moje grillowane kanapki serowe, chciałam obejrze

ć

 mój film i chciałam 

zje

ść

  popcorn  –  kontynuowała  narzekanie,  potrz

ą

saj

ą

c  głow

ą

,  gdy  znowu  zawiesiła 

torb

ę

 na ramieniu. – Ale nie, to było po prostu niemo

ż

liwe.  

Podparła si

ę

 r

ę

koma na zimnym betonie i spróbowała wsta

ć

Lekkie  rozbawienie,  które  powróciło,  kiedy  wymieniała,  co  chciała  zrealizowa

ć

 

tego  popołudnia,  znikn

ę

ło,  gdy  krzykn

ę

ła  i  upadła  na  tyłek.  Jej  r

ę

ce  natychmiast 

powróciły do kostki, któr

ą

 z cał

ą

 pewno

ś

ci

ą

 skr

ę

ciła.  

Szybko  zabrałem  jej  r

ę

ce  i  podwin

ą

łem  nogawk

ę

  jeansów,  delikatnie  ujmuj

ą

kostk

ę

 w  dłonie i umieszczaj

ą

c jej nog

ę

 na moich kolanach.  

Zignorowałem  delikatne,  dokuczliwe  szarpanie  wewn

ą

trz  klatki  piersiowe,  gdy 

dotkn

ą

łem  jej  mi

ę

kkiej  skóry.  Skupiłem  si

ę

  na  ostro

ż

nym  wywieraniu  nacisku  na 

kostk

ę

, aby mie

ć

 pewno

ść

ż

e nie została złamana.  

Gdy  dorastałem,  obserwowałem  mojego  ojca  zajmuj

ą

cego  si

ę

  jedn

ą

  z  naszych 

spuchni

ę

tych ko

ń

czyn albo złamanych ko

ś

ci wi

ę

cej razy, ni

ż

 mogłem policzy

ć

. Łatwo 

było zauwa

ż

y

ć

ż

e jedyn

ą

 rzecz

ą

, któr

ą

 Bella potrzebowała zrobi

ć

, było dostanie si

ę

 

do domu i zostanie w jednym miejscu przez reszt

ę

 dnia.  

- Nic si

ę

 nie stało. Prosz

ę

, nawet si

ę

 o to nie martw. Jestem całkowicie zdolna do 

podniesienia si

ę

.  

Spojrzałem  na  ni

ą

  z  uniesion

ą

  brwi

ą

,  przerywaj

ą

c  obserwowanie  wolno  rosn

ą

cej 

guli, która była kiedy

ś

 jej kostk

ą

. Je

ś

li to prawda, stałaby ju

ż

 na nogach. Oboje o tym 

wiedzieli

ś

my. 

Zmru

ż

yła  na  mnie  oczy,  odsuwaj

ą

c  moje  dłonie  od  swojej  kostki  i  ponownie 

podpieraj

ą

c r

ę

ce na betonie.  

- Wiesz, mog

ę

 ci pomóc.  

Potrz

ą

sn

ę

ła głow

ą

, marszcz

ą

c nos, gdy wywarła wi

ę

kszy nacisk na zdrow

ą

 kostk

ę

 

i  dała  sobie  rad

ę

  z  utrzymaniem  si

ę

  w  stoj

ą

cej  pozycji.  Zgi

ę

ła  lewe  kolano, 

przeskoczyła  drog

ę

  w  kierunku  samochodu  i  oparła  si

ę

  o  mask

ę

  plecami  do  mnie. 

Znowu poprawiła torebk

ę

 na  ramieniu. 

I  kiedy  oczekiwałem, 

ż

e  zacznie  skaka

ć

  w  stron

ę

  werandy,  zacz

ę

ła  uderza

ć

 

paznokciami o mask

ę

 samochodu.  

-  Ile  słyszałe

ś

?  –  zapytała  cicho,  ledwo  odwracaj

ą

c  głow

ę

,  aby  spojrze

ć

  na mnie 

przez rami

ę

.  

Podniosłem si

ę

 i niekomfortowo chwyciłem za kark, gdy wpatrywałem si

ę

 na moje 

stopy.  

- Czego?  
-  Nie  wychodzi  ci  udawanie  t

ę

pego,  Edwardzie.  –  Podskoczyła  raz  na  prawej 

nodze, skutecznie odwracaj

ą

c si

ę

 do mnie twarz

ą

. – Ile słyszałe

ś

?  

-  Wszystko  –  powiedziałem  łagodnie,  opuszczaj

ą

c  r

ę

ce  po  bokach  i  zahaczaj

ą

kciuki o kieszenie mojej kurtki. – Czekałem, a

ż

 wrócisz do domu i wtedy zobaczyłem, 

ż

e przyjechał Jacob... 

Kiwn

ę

ła głow

ą

, zamykaj

ą

c oczy i unosz

ą

c dło

ń

, aby mnie powstrzyma

ć

- Przepraszam.  
Moje  oczy  rozszerzyły  si

ę

  i  potrz

ą

sn

ą

łem  głow

ą

,  czekaj

ą

c,  a

ż

  uchyli  powieki  i 

ponownie na mnie spojrzy.  

background image

Za co mnie przepraszała? Nie zrobiła nic, aby mogła prosi

ć

 o przebaczenie. Je

ś

li 

ju

ż

, to było odwrotnie.  

Najwidoczniej  moja  obecno

ść

  w  jej 

ż

yciu  spowodowała  istne  piekło  pełne 

kłopotów,  o  których  nie  byłem  w  stanie  my

ś

le

ć

.  Powinienem,  oczywi

ś

cie.

 

Nigdy  nie 

radziłem sobie z robieniem czego

ś

, oprócz grania w filmie, nawet troch

ę

 lepiej.  

- Bello – powiedziałem z naciskiem, zbli

ż

aj

ą

c si

ę

 do niej i delikatnie umieszczaj

ą

r

ę

ce na jej ramionach. 

Otworzyła oczy i podniosła wzrok, przegryzaj

ą

c doln

ą

 warg

ę

 i wzdychaj

ą

c.  

- Nie masz za co mnie przeprasza

ć

.  

- Słyszałe

ś

 go, Edwardzie. Nic, co powiedział, nie było pochlebne ani prawdziwe.  

- Có

ż

, je

ś

li to nie była prawda, to jest niewa

ż

ne, prawda? – stwierdziłem, posyłaj

ą

jej u

ś

mieszek. 

- To było zawstydzaj

ą

ce.  

Wzruszyłem ramionami. Mój u

ś

mieszek przemienił si

ę

 w stuprocentowy u

ś

miech.  

-  To  nie  było  gorsze,  ni

ż

  czytanie  o  moich  bieli

ź

niarskich  preferencjach  w 

pa

ń

stwowo publikowanej gazecie.  

Jej twarz przybrała czerwony odcie

ń

, zanim za

ś

miała si

ę

, potrz

ą

saj

ą

c głow

ą

.  

- Taak, zgaduj

ę

ż

e to byłoby bardzo 

ż

enuj

ą

ce.  

- Nie znasz połowy tego. – Spojrzałem za ni

ą

 na frontowe drzwi jej domu. – Czy 

propozycja lunchu jest wci

ąż

 aktualna?  

Jej oczy ponownie rozszerzyły si

ę

 lekko i ledwo powstrzymałem ch

ęć

 wywrócenia 

oczami.  Nie  wiem,  dlaczego  zawsze  wydawała  si

ę

  taka  zdziwiona,  kiedy 

powiedziałem co

ś

 o sp

ę

dzeniu z ni

ą

 dodatkowego czasu. Kto nie chciałby sp

ę

dza

ć

 z 

ni

ą

  czasu?  Była  zdecydowanie  jedn

ą

  z  najbardziej  interesuj

ą

cych  osób,  jakie 

kiedykolwiek poznałem w całym moim 

ż

yciu.  

Nie  jedn

ą

  z  najbardziej  barwnych,  ale  z  cał

ą

  pewno

ś

ci

ą

  jedn

ą

  z  najbardziej 

interesuj

ą

cych.  

- Naprawd

ę

 nie musisz tego robi

ć

. To znaczy, to była tylko zachcianka i ja... 

- Jestem głodny – przerwałem jej w ko

ń

cu. – A butelka wody w mojej lodówce nie 

zrobi nic, aby osłabi

ć

 to uczucie.  

- Zamierzałam zrobi

ć

 tylko grillowane kanapki serowe...  

-  Butelka  wody,  Bello.  To  wszystko,  co  mam  w  domu.  –  Zabrałem  r

ę

k

ę

  z  jej 

ramienia  i  wskazałem  kciukiem  na  drug

ą

  stron

ę

  ulicy.  –  Grillowane  kanapki  serowe 

brzmi

ą

 cholernie dobrze.  

Za

ś

miała  si

ę

  nerwowo,  nim  skin

ę

ła,  odwracaj

ą

c  si

ę

  na  zdrowej  pi

ę

cie,  co  

spowodowało, i

ż

 moja druga r

ę

ka spadła z jej ramienia i uderzyła o moje udo.  

Obserwowałem  wewn

ę

trzn

ą

  debat

ę

,  któr

ą

  wydawała  si

ę

  ze  sob

ą

  toczy

ć

,  kiedy 

przechyliła  głow

ę

  z  jednej  strony  na  drug

ą

,  gapi

ą

c  si

ę

  na  taras.  Wzi

ę

ła  gł

ę

boki 

wdech,  a  ja  zgarn

ą

łem  j

ą

  w  swoje  ramiona,  u

ś

miechaj

ą

c  si

ę

  do  niej  szeroko,  gdy 

krzyczała.  

- Edward! – pisn

ę

ła, szybko i ciasno oplataj

ą

c r

ę

kami moj

ą

 szyj

ę

. – Postaw mnie w 

tej chwili!  

-  Nie  b

ę

dziesz  skakała  na  skr

ę

conej  kostce,  kiedy  jestem  całkowicie  zdolny  do 

zaniesienia ci

ę

. Drzwi s

ą

 otwarte?  

Bez  czekania  na  odpowied

ź

  i  rozpaczliwej  próby  znalezienia  sposobu,  aby 

odwróci

ć

  swoj

ą

  uwag

ę

  od  sposobu,  w  jaki  jej  ciało  pasowało  do mojego,  wszedłem 

po  schodach  i  schyliłem  si

ę

,  przekr

ę

caj

ą

c  gałk

ę

  u  drzwi.  Otworzyłem  je,  kiedy  z 

łatwo

ś

ci

ą

 przekr

ę

ciła si

ę

 w moich zaj

ę

tych r

ę

kach.  

- Dlaczego pytasz, skoro nie zamierzasz nawet poczeka

ć

 na odpowied

ź

?  

- Uprzejmie jest zapyta

ć

.  

background image

Wydała z siebie cisze mrukni

ę

cie, gdy sadzałem j

ą

 na kanapie. Szybko chwyciłem 

jedn

ą

  z  rozrzuconych  poduszek  z  drugiego  ko

ń

ca,  podpieraj

ą

c  na  niej  jej  kostk

ę

Rzuciła swoj

ą

 torebk

ę

 na podłog

ę

 obok siebie. 

- Jak mam niby zrobi

ć

 lunch?  

- Pozwolisz mi spróbowa

ć

 zrobi

ć

 proste kanapki.  

Przyjrzała  mi  si

ę

,  przechylaj

ą

c,  aby  pogrzeba

ć

  w  torbie.  Wyjmuj

ą

c  zapakowan

ą

 

paczk

ę

 popcornu i umie

ś

ciła j

ą

 na kolanach. 

- Mog

ę

 to zrobi

ć

.  

-  Prawdopodobnie  tak  –  zgodziłem  si

ę

,  wyswobadzaj

ą

c  z  kurtki  i  zbli

ż

aj

ą

c  do 

frontowych drzwi, zawieszaj

ą

c j

ą

 na szafie za nimi. – Ale nie zamierzam ci pozwoli

ć

Spokojnie – domagałem si

ę

, szybko odwracaj

ą

c, aby zobaczy

ć

ż

e ona tak

ż

e zdj

ę

ła 

wierzchnie okrycie. – I nie wstawaj, dopóki nie poczujesz dymu.  

Wyd

ę

ła usta, rzucaj

ą

c kurtk

ę

 na fotel obok i zakładaj

ą

c ramiona na piersi.  

- Pocieszaj

ą

ce.  

- Prawda? – Wyszczerzyłem si

ę

, zabieraj

ą

c popcorn z jej kolan i szybko udaj

ą

c si

ę

 

do kuchni. 
 

*BELLA* 

 

To był mój jedyny wolny w tym tygodniu dzie

ń

 i sp

ę

dziłam go na kanapie z kostk

ą

 

podpart

ą

 na poduszce, Edwardem robi

ą

cym hałas w mojej kuchni i walcz

ą

c z – teraz 

oficjalnie – byłym facetem rozbrzmiewaj

ą

cym w moich uszach.  

To było okropnie zawstydzaj

ą

ce, 

ż

e Edward słyszał wszystko, co powiedział Jake. 

Miałam nadziej

ę

ż

e uda mi si

ę

 tego unikn

ąć

 poprzez zaci

ą

gni

ę

cie go do domu, ale z 

cał

ą

 pewno

ś

ci

ą

 to nie działało. Powiedział, 

ż

e nie zostanie długo, a gdy oznajmiłam, 

i

ż

 chciałam tylko pogada

ć

, odszedł.  

J

ę

cz

ą

c lekko, zało

ż

yłam r

ę

ce na oczy i oparłam tył głowy o podłokietnik.  

Czułam  si

ę

  samotna,  kiedy  tchórzliwie  przykleiłam  notatk

ę

  do  drzwi  Edwarda. 

Chciałam  tylko  jakiego

ś

  towarzystwa.  Dom  był  zbyt  du

ż

y,  pusty  i  cichy  bez  Jake’a. 

Nawet je

ś

li krzyczeli

ś

my na siebie. Nie byłam do tego przyzwyczajona.   

Głupio wywnioskowałam, 

ż

e Edward – który był nieustannie otoczony przez ludzi 

krzycz

ą

cych jego imi

ę

 i zadaj

ą

cych mu głupie, bezcelowe pytania – mógłby czu

ć

 si

ę

 

podobnie.  

Nie pomy

ś

lałam o tym dobrze. Wi

ę

c kiedy zamierzał da

ć

 mi odpowied

ź

 po pełnych 

pi

ę

ciu minutach ciszy, wybełkotałam co

ś

, rozł

ą

czyłam si

ę

 i zdecydowałam, 

ż

e było mi 

przeznaczone  sp

ę

dzi

ć

  ten  dzie

ń

  w  samotno

ś

ci.  Chwyciłam  kurtk

ę

  oraz  torebk

ę

,  po 

czym wskoczyłam do samochodu, aby pojecha

ć

 do miasta i zobaczy

ć

, czy jest co

ś

co mogłoby utrzyma

ć

 moje zainteresowanie przez reszt

ę

 dnia.  

Jad

ą

c  do  sklepu  z  filmami,  wszystkim,  co  byłam  w  stanie  znale

źć

,  była  paczka 

popcornu. Miałam w domu mnóstwo filmów, ale 

ż

adnego popcornu. Chwyciłam wi

ę

paczk

ę

,  rzuciłam  j

ą

  na  lad

ę

,  zapłaciłam  za  ni

ą

  całego  dolara  i  wróciłam  do 

samochodu, aby pojecha

ć

 do domu.  

Nie oczekiwałam zobaczy

ć

 czekaj

ą

cego na mnie Jake’a. 

Wci

ąż

  nie  rozumiem,  co  do  cholery  sprawiło,  i

ż

  my

ś

lał, 

ż

e  zrezygnowałam  z 

naszego  stabilnego,  wygodnego  zwi

ą

zku  dla  kogo

ś

,  kto  był  powszechnie  po

żą

dany 

przez  kobiety  pi

ę

tna

ś

cie  razy  lepsze  ni

ż

  ja,  i  mieszkał  po  drugiej  stronie  tego 

cholernego  kraju  przez  wi

ę

kszo

ść

  czasu.  Nadal  nie  wiem,  dlaczego  uwa

ż

ał, 

ż

zadzwoniłam  do  Edwarda,  kiedy  jego  nie  było  w  pobli

ż

u  albo  od  kogo  to  mógł 

usłysze

ć

ż

eby cementowa

ć

 ten głupi pomysł w głowie.  

background image

Niew

ą

tpliwie  ludzie  w  tym  mie

ś

cie  byli  zbyt  cholernie  ciekawscy.  I  co  nie  było 

faktem,  upewniali  si

ę

,  aby  wymy

ś

li

ć

  co

ś

  i  brzmie

ć

  wystarczaj

ą

co  przekonuj

ą

co  dla 

kogokolwiek, kto mógłby słucha

ć

 ich głupiego, chaotycznego gadania.  

I do tej pory nie było wci

ąż

 łez po Jake’u.  

We  frustracji  rzucaj

ą

c  r

ę

ce  na  kolana,  gapiłam  si

ę

  w  pusty  telewizor  i 

obserwowałam  pilot  le

żą

cy  na  szczycie  odtwarzacza  DVD  na  olbrzymim  kinie 

domowym, na które Jake upierał si

ę

 sze

ść

 miesi

ę

cy temu. 

Połowa półek była pusta, ale o tak, najbardziej z cał

ą

 pewno

ś

ci

ą

 potrzebowali

ś

my, 

by zajmowało to połow

ę

 durnego salonu. 

- Cholera – westchn

ę

łam ci

ęż

ko.  

Wychylaj

ą

c  si

ę

,  przechyliłam  głow

ę

  na  bok  i  wsłuchałam  si

ę

  w  skwiercz

ą

ce 

d

ź

wi

ę

ki  dochodz

ą

ce  z  kuchni,  wskazuj

ą

ce  na  to, 

ż

e  Edward  jeszcze  nie  próbował 

spali

ć

 mojego domu. Powoli postawiłam zranion

ą

 nog

ę

 na podłodze. 

Sprawdzaj

ą

c  kostk

ę

,  skrzywiłam  si

ę

.  Nacisk  wysłał  pora

ż

aj

ą

cy  ból  wzdłu

ż

  nogi. 

Wbiłam paznokcie w poduszki kanapy, które mocno 

ś

ciskałam. 

Zgrzytaj

ą

c  z

ę

bami,  podniosłam  si

ę

  na  praw

ą

  nog

ę

  i  –  tak  cicho  jak  to mo

ż

liwe  – 

przeskoczyłam drog

ę

 do kina domowego z pomoc

ą

 kanapy, aby chwyci

ć

 pilot.  

Gdy  nie  usłyszałam  wi

ę

cej  ni

ż

  niezb

ę

dne  ruchy  w  kuchni  ze  strony  Edwarda, 

westchn

ę

łam z ulg

ą

. Ostatni

ą

 rzecz

ą

, której potrzebowałam, było jego przyj

ś

cie tutaj i 

próba  poło

ż

enia  mnie  z  powrotem  To  wszystko  zdawało  si

ę

  by

ć

 

ż

enuj

ą

ce.  Nie 

potrzebowałam  sławnego  aktora  staj

ą

cego  si

ę

  s

ą

siadem,  obecnie  robi

ą

cego  mi 

lunch, aby wróci

ć

 tu i zorientowa

ć

 si

ę

ż

e nie przestrzegałam jego lekarskich zalece

ń

Chwytaj

ą

c  mocno  brzeg  telewizora,  skoczyłam  jeszcze  raz  w  prawo  i  zacz

ę

łam 

przegl

ą

da

ć

 filmy na starannie zapełnionej półce.  

Je

ś

li Edward był skłonny zosta

ć

 na wielce ekscytuj

ą

c

ą

 porcj

ę

 filmu, któr

ą

 miałam, 

mogłam równie dobrze jeden wybra

ć

Chwytaj

ą

c  Sweeney  Todd  z  półki,  otworzyłam  go  i  szybko  wło

ż

yłam  do 

odtwarzacza  DVD,  zanim  przeskoczyłam  z  powrotem  do  kanapy  i  szybko  na  ni

ą

 

wskoczyłam.  

- Czy to sprawiło, 

ż

e poczuła

ś

 si

ę

 cho

ć

 troch

ę

 lepiej? 

Podskoczyłam, a niewielki pisk wyrwał si

ę

 z mojego gardła, kiedy wmaszerował do 

salonu  z  woreczkiem  na  kanapki  pełnym  lodu  w  dłoni  i  jedn

ą

  z  moich 

ś

cierek 

przewieszon

ą

 przez  rami

ę

.  

- Co? – Odetchn

ę

łam, gło

ś

no przełykaj

ą

c i próbuj

ą

c złapa

ć

 dech.  

-  Nie  jeste

ś

  tak  cicha,  jak  ci  si

ę

  wydaje.  –  Ostro

ż

nie  uło

ż

ył  moj

ą

  stop

ę

  na 

poduszce,  nim  umie

ś

cił  na  mojej  kostce 

ś

ciereczk

ę

  i  woreczek  z  lodem.  –  Teraz, 

prosz

ę

, zosta

ń

 tutaj.  

Spojrzałam  mu  w  oczy  i  musiałam  ponownie  przełkn

ąć

  gło

ś

no  przed  kiwni

ę

ciem 

głowy w milczeniu.  

Wygl

ą

dał  na  takiego...  zaniepokojonego.  Nawet  Jake  nie  wydawał  si

ę

  taki 

zmartwiony, kiedy zraniłam siebie w jaki

ś

 sposób.  

Naturalnie,  działo  si

ę

  to  cz

ęś

ciej,  ni

ż

  chciałam,  ale  z  pewno

ś

ci

ą

  stopie

ń

 

zmartwienia  mojego  własnego  chłopaka  mógłby  by

ć

  wy

ż

szy.  Mogłam  naprawd

ę

 

siebie  zrani

ć

  podczas jednego  z  moich  mniej  pełnych  gracji  momentów,  a on  wci

ąż

 

siedziałby na kanapie z pilotem w dłoni, niedbale krzycz

ą

c, czy wszystko ze mn

ą

 w 

porz

ą

dku, nawet nie odwracaj

ą

c wzroku od ekranu 

- Och… okej.  
- Masz co

ś

 przeciwko, bym został na chwil

ę

 po tym, jak zjemy? 

Cholera, mógłby

ś

 ze mn

ą

 zamieszka

ć

, a ja nie mrugn

ę

łabym nawet okiem.  

- Nie. W porz

ą

dku.  

background image

Skin

ą

ł i wyszczerzył si

ę

 do mnie przed odwróceniem si

ę

 i ponownym wyj

ś

ciem  z 

pokoju.  

- Prawie sko

ń

czyłem! – zawołał nad ramieniem, nim całkiem znikn

ą

ł.  

- Okej! – odpowiedziałam trz

ę

s

ą

cym si

ę

 głosem.  

Zakryłam  twarz  dło

ń

mi  i  potrz

ą

sn

ę

łam  głow

ą

,  zamykaj

ą

c  mocno  oczy  i  j

ę

cz

ą

nieszcz

ęś

liwie.  

Prawdopodobnie kr

ę

cił si

ę

  w pobli

ż

u tylko, aby upewni

ć

 si

ę

ż

e nie  wstałam albo 

wi

ę

cej  siebie  nie  zraniłam.  Przypuszczalnie  było  milion  innych  rzeczy,  które  miał 

mo

ż

liwo

ść

  robi

ć

  w  zamian  za  przygotowywanie  grillowanych  kanapek  serowych  w 

moim domu, bo pozostawałam wystarczaj

ą

co t

ę

pa, 

ż

eby kopn

ąć

 samochód Jake’a i 

skrzywdzi

ć

 sam

ą

 siebie.  

Ś

wietnie, Bello. Abso-kurwa-lutnie 

ś

wietnie.   

Miałam  tak  du

ż

o  satysfakcji  z  tego  głupiego,  nieistotnego  ruchu.  Uwielbiał  ten 

samochód  i,  nawet  je

ś

li  go  nie  uszkodziłam,  wci

ąż

  czułam  si

ę

  całkiem  dobrze  z 

kopni

ę

ciem go. Wiem, 

ż

e to go tylko bardziej wkurwiło.  

To  nie  tak, 

ż

e  potrzebował  zadarcia  ze  mn

ą

,  lecz  to  sprawiło, 

ż

e  przez  t

ę

  cał

ą

 

absurdaln

ą

 sytuacj

ę

, poczułam si

ę

 lepiej. 

Wtedy  si

ę

  po

ś

lizgn

ę

łam,  skr

ę

caj

ą

c  kostk

ę

,  kiedy  upadłam.  A  nast

ę

pn

ą

  rzecz

ą

jak

ą

 widziałam, był Edward kucaj

ą

cy naprzeciwko mnie z oczami szeroko otwartymi i 

skupionymi  na  mojej  twarzy,  gdy  siadłam  na  zimnej,  mokrej  ziemi,  z  r

ę

koma 

ś

ciskaj

ą

cymi kostk

ę

.  

Co  oznaczało  jedno.  Je

ś

li  widział  mój  upadek,  słyszał  wszystko,  co  Jake  i  ja 

wykrzykiwali

ś

my na siebie nawzajem, a to sprawiło, 

ż

e poczułam si

ę

 jeszcze gorzej 

ni

ż

 wcze

ś

niej.  

Facet  chciał  spokoju  i  ciszy,  a  ja  bardzo  mu  to  dzisiaj  zakłócałam.  Chciał  cichej 

okolicy, aby odpoczywa

ć

, i przestał w ci

ą

gu pi

ę

ciu minut, odk

ą

d zacz

ą

ł.  

J

ę

cz

ą

c,  ukryłam  ponownie  twarz  i  odrzuciłam  głow

ę

  do  tyłu  na  poduszki 

znajduj

ą

ce si

ę

 za mn

ą

, kiedy usłyszałam, 

ż

e otwiera i zamyka drzwiczki mikrofalówki.  

Czułam si

ę

 jak idiotka. Nigdy nie powinnam napisa

ć

 tej notatki. Nie przyniosło mi 

to nic dobrego, a on prawdopodobnie był na mnie tylko zdenerwowany.  

Ale  był  zbyt  cholernie  uprzejmy  i  miły,  aby  mnie  zignorowa

ć

,  tak  jak  powinien. 

Przyjechał  tu,  aby  odsun

ąć

  si

ę

  od  irytuj

ą

cych  ludzi  i  w

ś

cibskich  fanów  z  mani

ą

 

prze

ś

ladowcz

ą

, którzy – byłam pewna – otaczali go na co dzie

ń

 w Kalifornii.  

I  oto  jestem,  w

ś

lizguj

ą

c  si

ę

  w  jego 

ż

ycie,  bez  zastanowienia  czy  mógł  chcie

ć

abym zostawiła go samego. 

Wszystkim, co chciał, 

ż

ebym zrobiła, to od

ś

nie

ż

enie jego podjazdu, kiedy padało, i 

nakarmienie go podczas pierwszej nocy w mie

ś

cie. Po tym dniu nie wspominał nic o 

dodatkowym sp

ę

dzaniu czasu. Chyba, 

ż

e pojawiłby si

ę

 na moich schodach.  

-  Nie  musisz  zostawa

ć

,  je

ś

li  nie  chcesz!  –  krzykn

ę

łam,  znowu  kład

ą

c  r

ę

ce  na 

kolana i wzdychaj

ą

c ci

ęż

ko.  

Usłyszałam  ci

ęż

kie  kroki,  zanim  pojawił  si

ę

  w  drzwiach  do  salonu  z  no

ż

em  do 

masła w jednej dłoni. Jego głowa przekrzywiła si

ę

, a brwi zł

ą

czyły, gdy si

ę

 we mnie 

wpatrywał. 

- Dlaczego miałbym robi

ć

 co

ś

, czego nie chc

ę

Powoli  mrugn

ę

łam  oczami,  a  moje  usta  zacz

ę

ły  drga

ć

.  Wygl

ą

dał  tak 

zdezorientowanie  i  lekko  oniemiało  –  poł

ą

czony  z  no

ż

em  w  r

ę

ce  i  przekrzywion

ą

 

głow

ą

,  jakby  próbował  rozwi

ą

za

ć

  skomplikowane  matematyczne  zadanie. 

Niemo

ż

liwo

ś

ci

ą

 było z niego nie za

ś

mia

ć

-  Co?  –  zapytał,  wchodz

ą

c  całkiem  do  salonu  i  machaj

ą

c  dookoła  no

ż

em.  –  Z 

czego si

ę

 

ś

miejesz? 

background image

- Wygl

ą

dasz niedorzecznie. – Za

ś

miałam si

ę

, zakrywaj

ą

c usta w nieudanej próbie 

powstrzymania 

ś

miechu.  

Spojrzał  ode  mnie  do  no

ż

a,  nim  u

ś

miechn

ą

ł  si

ę

  i  znowu  napotkał  moje  oczy, 

wzruszaj

ą

c ramionami.  

-  To  wła

ś

nie  dzieje  si

ę

,  kiedy  gotuj

ę

.  Teraz  powiedz  mi,  dlaczego  miałbym  robi

ć

 

co

ś

, czego nie chc

ę

?  

-  Nie  chc

ę

ż

eby

ś

  czuł  si

ę

,  jakby

ś

  musiał  tu  zosta

ć

.  –  Wzruszyłam  ramionami, 

ci

ęż

ko  wzdychaj

ą

c,  kiedy  mój 

ś

miech  nagle  ustał.  Pozwoliłam  dłoniom  ponownie 

opa

ść

 na kolana. – Wszystko jest w porz

ą

dku.  

Dosadnie  spojrzał  na  moj

ą

  kostk

ę

,  a  ja  wywróciłam  oczami,  wyrzucaj

ą

c  r

ę

ce  w 

powietrze i sapi

ą

c. 

- Bella, je

ś

li chcesz, 

ż

ebym poszedł, po prostu to powiedz.  

- Nie! – rzekłam szybko. 
Zbyt szybko. I maj

ą

c nadziej

ę

ż

e tego nie zauwa

ż

ył, odwróciłam si

ę

 do okna tak 

szybko, jak zdołałam. Zobaczyłam, 

ż

e jego brwi wystrzeliły do góry. 

Poczułam, 

ż

e  moja  twarz  rumieni  si

ę

  i  chciałam  zagrzeba

ć

  si

ę

  w  poduszkach, 

dopóki najbardziej 

ż

enuj

ą

cy dzie

ń

 mojego 

ż

ycia nie minie.  

- Nie, dopóki ty nie chcesz.  
- I nie chc

ę

. – Podniosłam na niego wzrok, a on szybko kiwn

ą

ł głow

ą

, wskazuj

ą

ko

ń

cówk

ą

 no

ż

a na mnie.  

-  Wi

ę

c  daj  mi  kilka  minut  wi

ę

cej  i  b

ę

dziemy  mieli  grillowane  kanapki  serowe, 

popcorn i troch

ę

 wina.  

- To szalona mieszanka.  
Wzruszył  ramionami,  u

ś

miechaj

ą

c  si

ę

  krzywo  do  mnie,  na  co  mój  oddech  si

ę

 

zatrzymał.  Zmusiłam  siebie  do  przełkni

ę

cia  tak  du

ż

ej  ilo

ś

ci  powietrza,  jak  mogłam 

bez 

ś

ci

ą

gania na siebie uwagi i czekałam, a

ż

 co

ś

 powie. Cokolwiek, co oderwałoby 

moje my

ś

li od tego u

ś

miechu, który wpływał na mnie cał

ą

.  

- Ty to wybrała

ś

. Ja tylko pod

ąż

am drog

ą

, któr

ą

 wyznaczyła

ś

.  

- Nie mówiłam nic o winie. 
- Improwizowałem. Nie masz nic przeciwko, prawda? 
Potrz

ą

sn

ę

łam głow

ą

 i u

ś

miechn

ę

łam si

ę

.  

- Nie, nie mam nic przeciwko.  
Ponownie skin

ą

ł, zanim si

ę

 odwrócił i wyszedł z salonu.  

Menu  DVD  pojawiło  si

ę

  w  telewizorze.  Słyszałam  trzaskanie  popcornu  w 

mikrofalówce  i  pocieszaj

ą

ce  odgłosy  skwierczenia  w  kuchni.  Nie  pozwoliłam  sobie 

nawet czu

ć

 si

ę

 winn

ą

ż

e nie martwiłam si

ę

 o kłótni

ę

, któr

ą

 wła

ś

nie miałam z Jakiem.  

To  był  koniec  zwi

ą

zku  i  prawdopodobnie  nie  istniał  sposób,  aby  to  naprawi

ć

.  W 

tym momencie ponownie nie miałam pewno

ś

ci, czy chciałam to robi

ć

. Fakt, 

ż

e Jake 

nie potrafił mi nawet zaufa

ć

 i na pewno słuchałby ludzi z miasta, którzy byli przeciwni 

dziewczynie, z  jak

ą

 mieszkał przez kilka lat, ułatwiał spraw

ę

 o wiele bardziej, ni

ż

 to 

sobie wyobra

ż

ałam. 

Bardziej  martwiłam  si

ę

  o  publiczne  przedstawienie,  które  dali

ś

my  całej  reszcie 

naszych  s

ą

siadów,  ni

ż

  o  zako

ń

czenie  zwi

ą

zku,  bez  którego  wcze

ś

niej  nawet  nie 

widziałam dla siebie przyszło

ś

ci.  

ż

, mo

ż

e nie tak s

ą

siadom, jak przynajmniej Edwardowi.  

Ś

ci

ą

gaj

ą

c  usta  i  pocieraj

ą

c  oczy,  wzi

ę

łam  gł

ę

boki  wdech  i  spróbowałam  jak 

najlepiej da

ć

 sobie duchow

ą

 pogaw

ę

dk

ę

 o nie robieniu z siebie wi

ę

kszej idiotki przed 

Cullenem.

 

background image

Potem  przewróciłam  oczami  na  sam

ą

  siebie,  bo  naprawd

ę

  my

ś

l  o  mnie  nie 

robi

ą

cej czego

ś

 niemo

ż

liwie głupiego, aby zawstydzi

ć

 siebie przed nim, było 

ś

miechu 

warte. 

 

Stanowiłam  chodz

ą

c

ą

  katastrof

ę

,  a  on  sprawiał, 

ż

e  stawałam  si

ę

  troch

ę

 

zdenerwowana  i  pełna  obaw.  To  było  niemal  jak  jeden  z  odcinków  America’s 
Funniest Home Videos

4

 zamiast mojego 

ż

ycia.

 

A kiedy par

ę

 minut pó

ź

niej wszedł do salonu z jedn

ą

 ze starych tacek mojej babci 

pełn

ą

  kanapek,  wina  i  wielkiej  miski  popcornu,  byłam  całkiem  pewna, 

ż

e  to 

ż

art,  z 

którym musiałam si

ę

 zmierzy

ć

.

 

Strata  mojego  chłopaka,  gor

ą

cy  aktor,  s

ą

siad,  „przyjaciel”  robi

ą

cy  mi  lunch  i 

opiekuj

ą

cy  si

ę

  mn

ą

,  kiedy  skr

ę

ciłam  kostk

ę

  i  moja  całkowita  niezdolno

ść

  do 

powiedzenia  czegokolwiek  innego  ni

ż

  wyj

ą

kanie  „F-film?”,  jak  spojrzałam  na  ekran 

telewizora. To nie mogło by

ć

 po prostu prawdziwe.

 

                                                 

4

America’s Funniest Home Video – amerykański program telewizyjny. Coś takiego jak nasze Śmiechu warte ☺