background image

J ó z e f   A u g u s t y n   S J

Widzieli my Pana

IGNACJA SKA METODA MEDYTACJI

I.

WYJD , ABY STAN

 NA GÓRZE WOBEC PANA

1.

 Zm czenie Eliasza

2

. Co ty tu robisz, Eliaszu?

3.

 Moje groty  ycia

4.

 Szmer  agodnego powiewu

II.

CZ OWIEK STWORZONY JEST, ABY PANA BOGA CHWALI

1.

 Cz owiek jest stworzony

2.

 Cz owiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego chwali

3.

 Cz owiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego czci

4.

 Cz owiek po to jest stworzony, aby Bogu, Panu naszemu s

5.

 Zbawi  swoj  dusz

III.

TRZEBA STA  SI  CZ OWIEKIEM WOLNYM

1.

 Ca a natura wybucha mi

ci

2.

 Szukajcie, czego szukacie

3.

 Postawa wolno ci wobec stworze

4.

aska zapomnienia o sobie

IV.

KTÓ  MNIE WYZWOLI Z CIA A, CO WIEDZIE KU  MIERCI ?

1.

 Gdy chc  czyni  dobro, narzuca mi si  z o

2.

 Chc  czyni  dobro

3.

 Narzuca mi si  z o

4.

 Nieszcz sny ja cz owiek

5.

 Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa

V.

BÓG NIE PRZEZNACZA NIKOGO DO PIEK A

1.

 Piek o skandalem Boga

2.

 Realna mo liwo ci wiecznego niespe nienia

3.

 Smakowa  gorycz piek a

4.

 Do cz nas, Panie, do grona swoich wybranych

VI.

ABO

 BOGA

1.

 Innych wybawi , a sam siebie wybawi  nie chce

2.

 Oto Baranek Bo y

background image

WPROWADZENIA DO KONTEMPLACJI

VII.

ZMARTWYCHWSTANIE — ABSOLUTNA NOWO

 BOGA

1.

 Jedno  tajemnicy Krzy a i tajemnicy Zmartwychwstania

2.

 Je eli nie ma zmartwychwstania

3.

 Do wiadczenie rado ci w cierpieniu dla Chrystusa

VIII.

CIESZ SI , KRÓLOWO NIEBIESKA

1.

 To Ty? Mój Synu najukocha szy!

2.

 Mój Syn zmartwychwstanie

3.

 Ciesz si , Królowo Anielska

IX.

PUSTY GRÓB

1.

 Zmartwychwsta y s

cem ludzko ci

2.

 Bezradno  kobiet wobec pustego grobu

3.

 Nie ma Go tutaj — zmartwychwsta

4.

 Zmartwychwstanie w moim  yciu

5.

 Oznajmi y to wszystko Jedenastu

X.

SPOTKANIE Z MARI  MAGDALEN

1.

 Maria Magdalena sta a przed grobem p acz c

2.

 Powiedz tylko jedno s owo

3.

 Nowa obecno  Jezusa Zmartwychwsta ego

XI.

BIEGLI ONI OBYDWAJ RAZEM DO GROBU

1.

 Biegli obydwaj do grobu

2.

 Dochodzenie do wiary w zmartwychwstanie

3.

 Nasze  ycie ukryte jest z Chrystusem w Bogu

XII.

OGOS AWIENI, KTÓRZY NIE WIDZIELI, A UWIERZYLI

1.

 Niewierny Tomasz

2.

 Pan mój i Bóg mój

3.

 B ogos awieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli

XIII.

SPOTKANIE NAD MORZEM TYBERIADZKIM

1.

 Jezus na drugim brzegu

2.

 Praca w nocy

3.

 Praca na rozkaz Jezusa

4.

 To Pan jest

5.

 Chod cie, posilcie si

background image

XIV.

CHRYSTUS PEDAGOGIEM

1.

 Wiara jest drog

2.

 A my my si  spodziewali

3.

 Bóg w Jezusie Chrystusie staje si  bliski cz owiekowi

XV.

ZAPROSZENIE DO STO U S OWA BO EGO

1.

 O nierozumni, jak nieskore s  wasze serca do wierzenia

2.

 Czy  Mesjasz nie mia  tego cierpie

3.

 Zosta , Panie, z nami

XVI.

ZAPROSZENIE NA  AMANIE CHLEBA

1.

 Wtedy otworzy y si  im oczy

2.

amanie chleba — miejsce rozpoznania Jezusa Zmartwychwsta ego

3.

 Wrócili do Jerozolimy

4.

 Spotkanie ze wspólnot  Aposto ów

XVII.

UWIELBI  BOGA SWOJ

MIERCI

1.

mier  a wspó czesna kultura

2.

 Ja jestem zmartwychwstaniem i  yciem

3.

 Jak zapewni  sobie odwag  umierania?

XVIII.

KONTEMPLACJA O MI

CI

1.

 Pomost mi dzy czasem

wicze  duchownych a nasz  codzienno ci

2.

 Jak wiele uczyni  Bóg dla mnie

3.

 Bóg mieszka w stworzeniach

4.

 Bóg dzia a i pracuje dla mnie we wszystkich stworzeniach

5.

 Rozwa

, jak wszystkie dobra zst puj  z góry

ROZWA ANIA REKOLEKCYJNE

XIX.

OBYM POZNA  SIEBIE, OBYM POZNA  CIEBIE

1.

 Potrzeba poznania siebie

2.

 Diament pod popio ami powierzchowno ci

XX.

PRAGNIENIA MODLITWY

1.

 Modlitwa wymaga czasu

2.

 Modlitwa domaga si  walki

3.

 Nie czekajcie na ochot  do modlitwy

4.

 Wierno  w modlitwie

background image

XXI.

POTRZEBA MODLITWY

1.

 Modlitwa w chwilach pokus

2.

 Modlitwa w chwilach cierpienia

3.

 Modlitwa uczestnictwem w historii zbawienia

4.

 Któ  mnie od czy od mi

ci Chrystusowej

XXII.

METODY MODLITWY

1.

 Potrzeba i sens metod modlitwy

2.

 Metody modlitwy na poszczególnych etapach  ycia duchowego

3.

 Potrzeba rozeznania duchowego w  yciu modlitwy

4.

 Zaproszenie Pana Boga

5.

 Potrzeba pe niejszego zaanga owania duchowego

6.

 Je eli si  nie staniecie jak dzieci

XXIII.

MODLITWA USTNA

1.

 Na czym polega modlitwa ustna?

2.

 Modlitwa Psalmów

3.

 Niebezpiecze stwa i zalety modlitwy ustnej

4.

 Rozwój modlitwy ustnej

5.

 Najpierw odmieni  serce, a nie metod

6.

 Modlitwa wspólnotowa

XXIV.

SZANSE I ZAGRO ENIA MEDYTACJI CHRZE CIJA SKIEJ

1.

 Szanse medytacji chrze cija skiej

2.

 Zagro enia medytacji

XXV.

WICZENIA DUCHOWNE A NOWA EWANGELIZACJA

1.

wiczenia duchowne w nowej ewangelizacji

2.

 Jak powsta y

wiczenia duchowne?

3.

wiczenia duchowne skarbem Ko cio a

4.

 Indywidualne prowadzenie

5.

 To nie jest ksi ka — to jest metoda

6.

wiczenia duchowne miejscem spotkania duchowo ci chrze cija skich

JAK MO NA WYKORZYSTA  PROPONOWANE ROZWA ANIA?

1.

 Dla odprawienia czwartego tygodnia

wicze

2.

 Dla odprawienia czwartego tygodnia w yciu codziennym

3.

 Jako wprowadzenie do przed

onej modlitwy indywidualnej

background image

WPROWADZENIA DO MEDYTACJI

1

I. WYJD , ABY STAN

 NA GÓRZE WOBEC PANA

2

Kiedy Achab opowiedzia  Izebeli wszystko, co Eliasz uczyni , i jak pozabija  mieczem
proroków, wtedy Izebel wys

a do Eliasza pos

ca, aby powiedzia : Chocia  ty jeste  Eliasz,

to jednak ja jestem Izebel! Niech to sprawi  bogowie i tamto dorzuc , je li nie post pi  jutro
z twoim  yciem, jak si  sta o z  yciem ka dego z nich. Wtedy Eliasz zl

szy si , powsta

i ratuj c si  ucieczk , przyszed  do Beer–Szeby w Judzie i tam zostawi  swego s ug , a sam na
odleg

 jednego dnia drogi poszed  na pustyni . Przyszed szy, usiad  pod jednym

z janowców i pragn c umrze , rzek : Wielki ju  czas, o Panie! Odbierz mi  ycie, bo nie jestem
lepszy od moich przodków. Po czym po

 si  tam i zasn . A oto anio , tr caj c go,

powiedzia  mu: Wsta , jedz! Eliasz spojrza , a oto przy jego g owie podp omyk i dzban
z wod . Zjad  wi c i wypi , i znów si  po

. Powtórnie anio  Pa ski wróci  i tr caj c go,

powiedzia : Wsta , jedz, bo przed tob  d uga droga. Powstawszy zatem, zjad  i wypi .
Nast pnie moc  tego po ywienia szed  czterdzie ci dni i czterdzie ci nocy a  do Bo ej góry
Horeb.

Tam wszed  do pewnej groty, gdzie przenocowa . Wtedy Pan skierowa  do niego s owo
i przemówi : Co ty tu robisz, Eliaszu? A on odpowiedzia :  arliwo ci  rozpali em si
o chwa  Pana, Boga Zast pów, gdy  Izraelici opu cili Twoje przymierze, rozwalili Twoje

tarze i Twoich proroków zabili mieczem. Tak  e ja sam tylko zosta em, a oni godz  jeszcze

i na moje  ycie. Wtedy rzek : Wyjd , aby stan

 na górze wobec Pana! A oto Pan przechodzi .

Gwa towna wichura rozwalaj ca góry i druzgoc ca ska y sz a przed Panem; ale Pan nie by
w wichurze. A po wichurze — trz sienie ziemi: Pan nie by  w trz sieniu ziemi. Po trz sieniu
ziemi powsta  ogie ; Pan nie by  w ogniu. A po tym ogniu — szmer  agodnego powiewu.
Kiedy tylko Eliasz go us ysza , zas oniwszy twarz p aszczem, wyszed  i stan  przy wej ciu do
groty. A wtedy rozleg  si  g os mówi cy do niego: Co ty tu robisz, Eliaszu? Eliasz za
odpowiedzia :  arliwo ci  rozpali em si  o chwa  Pana, Boga Zast pów, gdy  Izraelici
opu cili Twoje przymierze, rozwalili Twoje o tarze i Twoich proroków zabili mieczem. Tak  e
ja sam tylko zosta em, a oni godz  jeszcze i na moje  ycie
 (1 Krl 19, 1–14).

Obraz dla obecnej medytacji: Przedstawmy sobie proroka Eliasza, który stoi u wej cia do
groty na Bo ej górze Horeb. Ws uchajmy si  te  w g os dochodz cy do niego: Wyjd , aby
stan

 na górze wobec Pana!

Pro ba o owoc medytacji: B dziemy prosi  o g bokie pragnienie wewn trznej wolno ci
wobec wszystkiego, co nas zatrzymuje w drodze do Boga. B dziemy te  modli  si  o  ask

arliwo ci w szukaniu Jego chwa y oraz o  ask  wielkiego wyciszenia wewn trznego.

background image

1. Zm czenie Eliasza

Eliasz po dokonaniu surowego s du nad prorokami poga skimi musi ucieka  przed zemst
królowej Izebel broni cej kultu Baala (por. 1 Krl 19, 1–9). Zm czony, wyczerpany d ug
ucieczk  skar y si  Bogu i prosi Go o  mier : Wielki ju  czas, o Panie! Odbierz mi  ycie, bo
nie jestem lepszy od moich przodków
. Eliasz, wielki Prorok, nie wstydzi si  swojej s abo ci,
nie obawia si  te  wyzna  jej prosto i szczerze przed Jahwe.

Na pocz tku czwartego tygodnia

wicze  duchownych chciejmy odnale

 siebie w tej

skardze Eliasza. Odwo uj c si  do historii naszego  ycia, przypomnijmy sobie nasze chwile
zniech cenia, zw tpienia, chwile smutku, bezsensu, a mo e nawet rozpaczy. Mo e i nam
przychodzi y pragnienia, aby ju  umrze . Mo e mówili my do siebie: Mam ju  wszystkiego
do , lepiej by oby przesta  istnie 
. Mo e nawet przychodzi y nam my li,  e przecie  mo na
by odebra  sobie  ycie.

Bóg jednak nie zostawia cz owieka w jego rozczarowaniu, zgorzknieniu i smutku. Zawsze
odpowiada na jego skarg , cho by nie by a zanoszona wprost do Niego. Bóg wys ucha
modlitwy Eliasza, chocia  inaczej, ni  Prorok tego oczekiwa . Podobnie Bóg–Ojciec
wys ucha  inaczej modlitwy swojego Syna w Ogrójcu. Jahwe nie uwolni  Eliasza od zmagania
i trudu, ale umocni  go na dalsz  drog . Pos

 dwukrotnie swojego anio a, aby posili  Eliasza.

Moc  tego posi ku Prorok idzie jeszcze przez czterdzie ci dni i czterdzie ci nocy, a  do Bo ej
góry Horeb.

W obecnej  modlitwie pro my  gor co o odwag  pe nego otwierania si  przed  Bogiem
i szczerego wypowiadania tego, czym aktualnie  yjemy. Pro my, aby my nie wstydzili si
przedstawia  naszych s abo ci, u omno ci i krzy y, które czyni  nasze  ycie trudnym,
niekiedy wr cz bolesnym, jak  ycie Eliasza i Jezusa. Pro my te  o wielk  wiar ,  e Bóg
zawsze wys uchuje naszych pró b, cho  cz sto czyni to nie na nasz ludzki sposób, ale wed ug
swojej Boskiej m dro ci. Módlmy si , aby my umieli zawsze przyjmowa  Jego Boskie
rozwi zania jako najlepsze dla nas; najlepsze, poniewa  wybrane przez Niego.

2. Co ty tu robisz, Eliaszu?

Po czterdziestu dniach i nocach Eliasz przyszed  wreszcie na Bo

 gór  Horeb. Tam wszed

do pewnej groty, gdzie przenocowa . Wtedy Pan skierowa  do niego s owo i przemówi : Co ty
tu robisz, Eliaszu?

Jahwe zdaje si  pyta : O co ci naprawd , Eliaszu, chodzi w twoim  yciu? Jaki jest cel, jaki
jest sens twojej walki, twojego zmagania? Jaki jest sens twojej ucieczki? Dla kogo ty  yjesz
i trudzisz si ?

Zadajmy sobie w tej modlitwie to w

nie pytanie: Co ja tutaj robi ? Pytanie to ma dla nas

podwójny sens. Po pierwsze: Co ja tutaj robi  podczas tych

wicze  duchownych? O co mi

w nich  naprawd   chodzi?  Jakie  s   moje  pragnienia  i oczekiwania  zwi zane  z czasem

background image

rekolekcji? Po drugie: O co mi chodzi naprawd  w ca ym moim  yciu? Jaki jest sens mojego
trudu, mojego zmagania, mojej pracy, cierpienia?

W odpowiedziach chciejmy by  bardzo szczerzy. Eliasz odpowiada:

arliwo ci  rozpali em

si  o chwa  Pana, Boga Zast pów. Pytanie Boga skierowane do Proroka mog oby si  nawet
wydawa  zb dne, poniewa  by o oczywiste, dlaczego Eliasz zwalcza  fa szywych proroków,
dlaczego zabiega  o czysto  kultu Jahwe, dlaczego nara

 si  m ciwej Izebel. Po co zatem

pyta , skoro odpowied  jest jasna i jednoznaczna. A jednak to, co cz owiek subiektywnie
uwa a za oczywiste, w rzeczywisto ci wcale takie nie musi by . Mo emy mie  z udzenie
oczywisto ci. Dochodzenie do prawdy wymaga od nas d ugiej nieraz refleksji i rozeznania,
w których szukamy potwierdzenia,  e nasze wybory i decyzje s  zgodne z oczekiwaniami
Boga.

Podobnie jak Eliasz, tak i my wiele trudzimy si  w naszym  yciu. Nierzadko zmagamy si
z wieloma  przeciwno ciami  yciowymi,  jeste my  bardzo  przem czeni  i przepracowani
obowi zkami, prac , s

 bli nim i Bogu. Cz sto mamy wra enie,  e jest oczywiste,

dlaczego to wszystko robimy. A jednak czy zadajemy sobie od czasu do czasu to pytanie: Po
co to wszystko? Czy w tej walce, w tym zm czeniu, zapracowaniu kierujemy si

arliwo ci

o chwa  Pana, Boga Zast pów? Czy nie jest to przypadkiem bieganie, zapracowanie, walka,
w której dominuje troska i l k o siebie samego?

Co ty tu robisz? Je eli powierzchownie potraktujemy to pytanie, to mo e natychmiast
odpowiemy sobie: Chc  s

 Panu Bogu, chc  s

 ludziom. Ale czy rzeczywi cie

odpowied  proroka Eliasza mog  uczyni  moj  w asn  odpowiedzi ? Czy naprawd  p on

arliwo ci  o chwa  Pana, Boga Zast pów? Czy przypadkiem nie p on  wielk

arliwo ci

o swoj  chwa , o swoj  wygod , o dobr  opini , o dobre urz dzenie si  w  yciu?

Czas rekolekcji ma by  g bokim wnikni ciem w siebie, by da  sobie i Bogu prawdziw ,
woln  od z udze  odpowied  na zadane pytanie: Co ty tu robisz? Czy rzeczywi cie Bóg, Jego
wola i chwa a znajduj  si  w centrum mojego  ycia? Czy naprawd  zapieram si  siebie, by
szuka  Boga?

Trudne momenty naszego  ycia ods aniaj  nam, jak bardzo jeszcze jeste my skoncentrowani
na sobie, a nie na Bo ej chwale. Cierpienie, drobne upokorzenia, zm czenie, jakiekolwiek
zakwestionowanie nas przez innych — to wszystko ods ania, jak bardzo jeste my pogr

eni

w mniejszych czy wi kszych l kach. Nawet drobne przykro ci ukazuj , jak bardzo jeste my
lud mi zbuntowanymi, jak trudno nam zgodzi  si  na co , co uderza w nasze  ycie, jak trudno
jest nam przyj

 to, co burzy nasze plany, nasze zamiary. Bardzo cierpimy, kiedy nie spe nia

si  to, co sami dla siebie wymarzyli my i zaplanowali my.

Mo e w takich w

nie momentach cierpienia, upokorzenia czy zakwestionowania nas przez

innych mamy szans  dostrzec,  e nasze plany, zamiary i pragnienia nie s  Bo ymi planami,
zamiarami i pragnieniami? Je eli cierpimy,  e nie realizuj  si  nasze idea y i projekty, to
pytajmy siebie, jak one si  zrodzi y. Czy w g bokim rozeznaniu modlitewnym i w trosce
o pe nienie woli Bo ej, czy te  w l ku o siebie samego, o swoj  opini , karier , wygod ?

background image

Kiedy czujemy si  zakwestionowani przez innych, pytajmy: Czy Bogu podoba si  to, co mnie
si  podoba? Czy moje pragnienia s  Bo ymi pragnieniami? Czego mog  si  nauczy  przez to
niepowodzenie, upokorzenie, cierpienie? Kiedy poddajemy si  buntowi, zniech ceniu,

kowi, wtedy trudno nam si  czego  nowego nauczy , bo jeste my zaj ci sob . Aby Bóg

móg  nas prowadzi  swoimi w skimi, ale pewnymi  cie kami, trzeba nam rezygnowa
z naszych szerokich dróg; trzeba nam odchodzi  od siebie, zapomina  o sobie, aby pami ta
o Bogu.

3. Moje groty  ycia

Kiedy Eliasz jasno okre li  si  wobec Jahwe swoim wyznaniem: arliwo ci  rozpali em si
o chwa  Pana, Boga Zast pów
, wówczas otrzyma  polecenie: Wyjd , aby stan

 na górze

wobec Pana!

Jest to kolejne zaproszenie, które Bóg kieruje dzisiaj do ka dego z nas: Wyjd  z groty, aby
stan

 na górze. Wyjd  z groty twojego zm czenia, l ku, z groty twojego skoncentrowania si

na sobie, z groty twoich niepotrzebnych zmartwie , z groty twoich urazów i smutków; wyjd
z tego wszystkiego, co ci  przygniata i skupia tylko na sobie samym.

Grota jest wprawdzie miejscem ciemnym, zamkni tym, ale mimo to wydaje si  by  miejscem
bezpiecznym. W grocie nie jest si  nara onym na wiatr, deszcz czy na burz ; w grocie istnieje
zawsze sta a, na ogó letnia, temperatura. W grocie nie ma jednak  ycia, poniewa  nie ma

wiat a. Brak  wiat a, to brak  ycia.  wiat o jest  ród em  ycia.

W tych rekolekcjach Pan zaprasza nas na gór , na miejsce przestronne, pe ne  wiat a, pe ne

ycia. Wychodz c na gór , wystawiamy si  jednak na ryzyko silnego wiatru, ulewy, burzy,

ale na górze czeka Pan i tylko na górze mo na stan

 wobec Niego.

Oto inne wa ne pytanie dotycz ce nie tylko obecnej medytacji, ale równie  ca ych rekolekcji:
Co jest grot  mojego  ycia? Co przeszkadza mi naprawd  spotka  Boga? Co odbiera jasno
i  wiat o mojemu  yciu, co mnie powstrzymuje, aby i  na gór  — aby stan

 wobec Pana?

Zwró my uwag  na szczególn  grot  naszego  ycia, jak  jest l k o siebie. L k jest ciemn
grot , wr cz otch ani  dla wielu wspó czesnych ludzi. Kiedy go nie rozpoznajemy
i poddajemy si  bezwiednie, parali uje on niemal wszystko w naszym  yciu. Parali uje

ciwe odnoszenie si  do swojego w asnego  ycia, do bli nich, do Boga. L k sprawia,  e

koncentrujemy si  na sobie, na swoim zagro eniu tak, i  jeste my niezdolni wej  w g bok
wi  przyja ni i mi

ci.

k jest ciemn  grot . Kiedy cz owiek zamknie si  w niej, nic nie widzi. W ciemno ciach

groty tak e siebie odczytuje fa szywie. Najmniejszy b ysk  wiat a czy szmer odbiera jako
zagro enie, st d te  rzuca kamieniami gniewu i agresji w ka dego, kto si  zbli a do tej jego
kryjówki. Ka dego, kto zbli y si  do groty l ku, odbiera jako intruza. Tak e sam Bóg ze
swoim S owem jest odbierany jako zagro enie, cho  zbli a si ,  eby nas wyzwoli  i da  nam
pe ni

wiat a i  ycia. W grocie jeste my bowiem tylko niewolnikami samych siebie. Trwanie

background image

w zamkni ciu groty oznacza powolne umieranie. Tylko na górze wobec Pana mo emy by
wolni i pe ni  ycia.

Celem rekolekcji, jak mówi  w. Ignacy ju  na samym pocz tku

wicze  duchownych, jest

usuni cie wszystkich uczu  nieuporz dkowanych, a po ich usuni ciu szukanie i znalezienie
woli Bo ej
 ( D, 1)

3

. Aby szuka  i znajdowa  Boga i Jego wol , aby móc poznawa , kocha

i na ladowa  Jezusa, trzeba najpierw porz dkowa  swoje uczucia; aby stan

 na górze wobec

Pana, trzeba wyj  z groty.

Zadajmy sobie bardzo wa ne pytanie: Czy rzeczywi cie pragn  wyj  z groty moich
nieuporz dkowanych uczu , z koncentracji na sobie, z egoizmu, l ku itp? Czy mam do
wielkie duchowe pragnienia, aby uwolni  si  od tego, co mnie wi zi i zniewala? Je eli nie
mam jeszcze takiego pragnienia, to czy b

 si  o nie modli ? Trzeba mi prosi  przynajmniej

o pragnienie pragnienia. Na nic zda si  poznawanie Jezusa, je eli nie b dzie ono poprzedzone
wyj ciem z nieuporz dkowanych pragnie , nieuporz dkowanych potrzeb, urazów, l ków,
zranie . Pro my gor co, aby dane nam by o odczu  g boko w sercu to Bo e zaproszenie:
Wyjd , aby stan

 na górze wobec Pana!

4. Szmer  agodnego powiewu

oto Pan przechodzi . Gwa towna wichura rozwalaj ca góry i druzgoc ca ska y sz a przed
Panem; ale Pan nie by  w wichurze. A po wichurze — trz sienie ziemi: Pan nie by
w trz sieniu ziemi. Po trz sieniu ziemi powsta  ogie ; Pan nie by  w ogniu. A po tym ogniu —
szmer  agodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go us ysza , zas oniwszy twarz p aszczem,
wyszed  i stan  przy wej ciu do groty. A wtedy rozleg  si  g os mówi cy do niego: Co ty tu
robisz, Eliaszu?

Zauwa my,  e zanim przyszed szmer  agodnego powiewu Eliasz do wiadczy  gwa townej
wichury, trz sienia ziemi, ognia. Równie  w czasie

wicze  duchownych szmer  agodnego

powiewu obecno ci Boga nierzadko poprzedza gwa towna wichura, która rozwala nasze
ludzkie plany, zamiary, pragnienia, urazy. Szmer  agodnego powiewu obecno ci Boga
poprzedza nieraz ogie  oczyszczaj cy nas z niejasnych i dwuznacznych motywacji, ze
zbytniej troski o siebie i o swoje  ycie. Trzeba, by my pragn li podda  si  temu, co Bóg
przygotowuje dla nas w tych rekolekcjach. Nie chciejmy by  w tych rekolekcjach

drcami,

którzy ju  wszystko wiedz , s  zdolni wszystko os dzi , oceni , ustawi , ale chciejmy by  jak
dzieci, które z zaufaniem przyjmuj  to, co jest im dane i nieustannie prosz , by móc dobrze
wszystko rozumie  i kocha . Szmer  agodnego powiewu mo e by  przez nas rozumiany
równie  jako zaproszenie do uciszenia wewn trznego na czas rekolekcji.

Kiedy Eliasz wyszed  z groty i spotka  si  z Panem, Bóg skierowa  do niego po raz drugi to
samo pytanie: Co ty tu robisz, Eliaszu? Prorok móg by powiedzie : Przecie  mnie ju  o to
przed chwil  pyta

? Pytanie jest to samo, ale nie w tej samej sytuacji. Pytanie o sens, cel

ycia cz owieka winno nieustannie powraca : Jaki jest sens moich obecnych do wiadcze ,

czego Bóg pragnie mnie dzi  nauczy ? On bowiem nieustannie stwarza mnie na nowo i ka dy
dzie  staje si  dla mnie nowym pocz tkiem.

background image

W rozmowie ko cowej dzi kujmy Bogu najpierw za to niezwyk e zaproszenie, aby stan
przed Nim na górze. Pro my tak e o wielk  szczero  wobec siebie samych, o  wiat o i moc
Ducha  wi tego potrzebne do nazywania po imieniu wszystkich naszych wewn trznych
do wiadcze , szczególnie tych, które zatrzymuj  nas na sobie, czyni  nas niewolnikami i nie
pozwalaj  nam zaanga owa  si  ca kowicie  w dialog z Bogiem. Pro my równie   o dar
wewn trznego uciszenia i skupienia, aby my dzi ki niemu mogli us ysze szmer  agodnego
powiewu
 Bo ego przej cia i Bo ego pokoju.

W zako czeniu  pro my  tak e  o postaw   wewn trznej  hojno ci  i wielkoduszno ci  w tych
rekolekcjach. Od niej bowiem b dzie zale

 ich owoc. Tak bowiem jest: kto sk po sieje, ten

sk po i zbiera, kto za  hojnie sieje, ten hojnie te  zbiera  b dzie (2 Kor 9, 6). Regularna
modlitwa  rekolekcyjna,  skupienie  wewn trzne,  szczero   i 

otwarto   w 

rozmowach

z kierownikiem duchowym, oto konkretne miejsca naszej hojno ci i wielkoduszno ci wobec
Boga. Módlmy si  te , aby my w naszym wysi ku i w naszej hojno ci byli bardzo
spontaniczni, wewn trznie wolni, a nawet rado ni. Ka dy niech przeto post pi tak, jak mu
nakazuje jego w asne serce, nie 

uj c i nie czuj c si  przymuszonym, albowiem radosnego

dawc  mi uje Bóg (2 Kor 9, 7).

1

Wprowadzenia do modlitwy nr I–VI nawi zuj  przede wszystkim do pierwszego tygodnia

wicze  duchownych

i maj  charakter medytacji powtórkowych.

2

Rozwa ania nr I–V — por. J. Augustyn, Ojciec wzruszy  si  g boko, Wydawnictwo WAM, Kraków 1994.

Rozwa ania VII–XVII — por. J. Augustyn, Rabbi, gdzie mieszkasz?, Wydawnictwo M, Kraków 1993. Rozwa ania
XX–XXIII — por. J. Augustyn, Duch wspomaga s abo  nasz , Wydawnictwo M, Kraków 1994.

3

w. Ignacy Loyola,

wiczenia duchowne (= D), WAM, Kraków 1991.

II. CZ OWIEK STWORZONY JEST, ABY PANA BOGA CHWALI

Tak niech  wieci wasze  wiat o przed lud mi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili
Ojca waszego, który jest w niebie
 (Mt 5, 16).

Któ  bowiem woli Jego mo e si  sprzeciwi ? Cz owiecze! Kim e ty jeste , by  móg  si
spiera  z Bogiem? Czy  mo e naczynie gliniane zapyta  tego, kto je ulepi : Dlaczego mnie
takim uczyni

? Czy garncarz nie ma mocy nad glin ...? (Rz 9, 19–21).

Cz owiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwali , czci  i Jemu s

, a przez

to zbawi  dusz  swoj  ( D, 23).

Obraz dla obecnej medytacji: Tutaj widzie  siebie — zach ca nas  w. Ignacy — jak stoj
przed obliczem Boga, Pana naszego, przed anio ami i  wi tymi, a oni wstawiaj  si  za mn

D, 232).

background image

Pro ba o owoc medytacji: B dziemy prosi  o coraz g bsz

wiadomo , i  celem naszego

ycia jest szukanie Jezusa, w którym mamy Boga chwali , czci  i Jemu s

, i przez to

zbawia  swoj  dusz .

1. Cz owiek jest stworzony

Cel  ycia ludzkiego okre la sam akt stwórczy Boga. S owo stworzy  mogliby my wyrazi
krótko: zrodzi  z mi

ci i przeznaczy  do istnienia w mi

ci. Sam Stwórca i Jego mi

 jest

wi c jedynym i ostatecznym celem i sensem  ycia cz owieka.

Cz owiek jest najdoskonalszym dzie em Boga, dzie em dnia szóstego, które ukoronowa o ca e
stworzenie. Bóg odbi  w cz owieku swoj  doskona

. Autor Ksi gi Rodzaju podkre la,  e

po stworzeniu cz owieka Bóg widzia ,  e wszystko, co uczyni , by o bardzo dobre (Rdz 1, 31).
Doskona

 cz owieka dana mu przez Stwórc , który jest mi

ci  (por. 1 J 4, 16), wyra a

si   przede  wszystkim  w 

zdolno ci  wiadomego  i 

wolnego  przyjmowania  mi

ci

i odpowiadania na ni  swoj  mi

ci .  adne inne stworzenie na ziemi nie posiada takiej

zdolno ci poza cz owiekiem. W

nie dzi ki tej zdolno ci cz owiek mo e by  jak Bóg (por. J

10, 34).

Akt stworzenia dokonany na pocz tku dziejów by  nieustannie potwierdzany przez Stwórc ,
tak e wówczas, kiedy cz owiek przez bunt zlekcewa

 swoje pochodzenie i przeznaczenie.

Co wi cej, wielokrotnie i na ró ne sposoby przypomina  Bóg cz owiekowi jego zrodzenie
z mi

ci  i powo anie  do  mi

ci.  Najpierw  przypomina   przez  proroków,  a  w tych

ostatecznych czasach przypomnia  mu przez swojego Syna, Jezusa Chrystusa (por. Hbr 1, 1).
W Jezusie Ojciec od za

enia  wiata z mi

ci przeznaczy  nas dla siebie jako przybranych

synów (...) wed ug postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej  aski (Ef 1, 5–6).

W obecnej medytacji chciejmy z rado ci  przyj

 nasze  ycie jak dar samego Boga.

Dzi kujmy Bogu tak e za dar wolno ci, który czyni nas podobnymi do Niego samego.
Dzi kujmy Mu tak e za to,  e mo emy otwiera  si  na Jego Bosk  mi

 i odpowiada  na

ni  nasz  ludzk  mi

ci .

Przepraszajmy za chwile, w których pod wp ywem zniech cenia do  ycia, smutku czy mo e
nawet rozpaczy buntowali my si  przeciwko naszemu istnieniu i nie chcieli my dostrzega
w nim daru. Przepraszajmy szczególnie za lekcewa enie Jego mi

ci, za lekcewa enie

mi

ci naszych bli nich. Przepraszajmy za zw tpienie w cel i sens  ycia; przepraszajmy za

niepokorne wyrzuty czynione Bogu z powodu ci arów  ycia, które musimy d wiga .
Cz owiecze!  —  upomina  nas   w.  Pawe   — Kim e ty jeste , by  móg  si  spiera  z Bogiem?
Czy  mo e naczynie gliniane zapyta  tego, kto je ulepi : Dlaczego mnie takim uczyni

? Czy

garncarz nie ma mocy nad glin ? Przepraszajmy za nasze skoncentrowanie na mi

ci

asnej, które uniemo liwia o nam  ycie mi

ci  Boga.

background image

2. Cz owiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego chwali

Chwali  kogo  to odkrywa  pi kno, które w nim istnieje, to ukazywa  jego dobro  i mi

.

Naprawd  chwali  mo na tylko Boga, bo tylko Bóg jest dobry i tylko On jest jedynym
prawdziwym  ród em mi

ci. Czemu nazywasz Mnie dobrym? — pyta Pan Jezus bogatego

odzie ca. Nikt nie jest dobry tylko sam Bóg (Mk 10, 18). Dobro  i pi kno cz owieka oraz

wszystkich innych stworze  jest tylko bladym odbiciem najwy szej dobroci i najwy szego
pi kna samego Stwórcy. Ksi ga M dro ci g upimi nazywa ludzi, którzy z pi kna dóbr
widzialnych nie zdo ali pozna , o ile wspanialszy jest ich W adca; stworzy  je bowiem Twórca
pi kno ci
 (Mdr 13, 3).

Cz owiek winien chwali  Boga najpierw modlitw  wyznaj c Mu nieustannie,  e jest dobry
i  askawy. Zasadnicz  tre  modlitw, które znajdujemy na kartach Pisma  w., stanowi w

nie

uwielbienie Boga: Synowie Bo y, oddajcie Panu chwa  i s awcie Jego pot

, oddajcie

chwa  Jego imieniu (Ps 29, 1) — oto zach ta, która cz sto powtarza si  w psalmach.

To, co mówi  nasze usta musi by  jednak zgodne z naszym  yciem. Ono bowiem ods ania
prawdziwo  s ów naszej modlitwy. Jezus mówi nam: Tak niech  wieci wasze  wiat o przed
lud mi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie
 (Mt 5,
16). Cz owiek swoj  dobroci  objawia dobro  Boga i w ten sposób najpe niej oddaje Mu
chwa . Celem i sensem naszego  ycia jest najpierw do wiadczanie w  yciu osobistym
dobroci Boga a nast pnie dawanie jej  wiadectwa dobrymi czynami.

owa: dobro dobry s  cz sto  le rozumiane. By  dobrym znaczy nieraz by  s abym,

nieporadnym, mi kkim, nie umie  odmówi . Rzeczywi cie nasza ludzka dobro  wi e si
cz sto ze s abo ci , poniewa  kryje si  za ni  l k, niepewno  siebie, próba manipulowania
innymi, nasze potrzeby, ludzkie wyrachowanie. Nierzadko jeste my dobrzy dla innych jak
poganie, którzy mi uj  tych, którzy ich mi uj , po yczaj  tym, od których spodziewaj  si
zwrotu, pozdrawiaj  tych, którzy ich pozdrawiaj  (por. Mt 5, 43nn).

Jakie s  najg bsze motywy mojej dobroci? Dlaczego wykonuj  moje dobre uczynki,
dlaczego pomagam bli nim, darz  ich dobrym s owem, po yczam im rzeczy, po wi cam im
czas,  rodki materialne? Dobro  moich czynów mo e si  objawi  dopiero wówczas, kiedy
zostaj  one odrzucone, zakwestionowane czy wr cz wy miane i zlekcewa one. Nasza dobro
objawia si  przede wszystkim wobec nieprzyjació , którzy nas nienawidz  i prze laduj .
Je eli podwa amy sens naszych dobrych czynów spe nianych wobec nieprzyjació , je eli
poddajemy si  uczuciom krzywdy, nienawi ci, odwetu,  alu, je eli postanawiamy,  e ju
wi cej nie b dziemy naiwni i nie damy si naci gn

 nikomu, to tym samym demaskujemy

nasz dobro . Ostatecznym lustrem dla wszystkich przejawów naszej dobroci jest dobro
Jezusa ukrzy owanego, która zosta a ca kowicie odrzucona, zel ona i wy miana, a mimo to
Jezus modli  si  za swoich wrogów i prze ladowców: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedz , co
czyni 
 ( k 23, 34). Cz owiek, który odrzuca dobro  i mi

, rzeczywi cie nie wie, co czyni.

Jest w jakim  sensie cz owiekiem szalonym, nieszcz liwym. Cz owiek odrzucaj c dobro
i mi

, skazuje si  bowiem na piek o samotno ci.

background image

Dobre, bezinteresowne  ycie cz owieka jest najlepszym uwielbieniem dla Boga, poniewa
staje si  ono odblaskiem niesko czonej dobroci Ojca niebieskiego.

We wspó czesnym  wiecie, pe nym gniewu, agresji i przemocy, wielu ludzi nastawionych jest
bardzo obronnie i wrogo do wszystkich, cz sto otaczaj  si  murem ch odu, bogactwa i nie
pozwalaj byle komu zbli

 si  do siebie. S  to zwykle osoby g boko zranione w mi

ci,

osoby niepewne siebie. S dz ,  e swoim gniewem i agresj  winny ubiec jawn  czy te  — ich
zdaniem — ukryt  wrogo  bli nich. Nasz  bezinteresown  dobroci  i mi

ci  mo emy

takich ludzi rozbraja  z ich obronnych, gniewnych i agresywnych postaw. Nasz  dobroci
mo emy pokaza ,  e dobro i mi

 w  yciu cz owieka s  mo liwe. Jeste my do tego stopnia

dzie mi Bo ymi,  e kochaj c innych mo emy — niejako wbrew ich woli — uczyni  ich
dobrymi i godnymi mi

ci. Mamy by  doskonali jako i Ojciec nasz niebieski doskona y jest

(Mt 5, 48). To znaczy,  e nie mamy upatrywa  w innych z a, ale dawa  im co  z naszego

asnego dobra, a eby wywo

 dobro, które On w nich w

 (T. Merton).

W obecnej medytacji pytajmy siebie, jak reagowali my, kiedy inni odrzucali nasze pe ne
dobrej woli i  yczliwo ci gesty i s owa, kiedy kto  lekcewa

 nasze wysi ki przyj cia mu

z pomoc . Dostrze my rodz cy si  odruchowo  al, powstaj cy uraz do takich ludzi. Pro my
w tej modlitwie, aby dobro  Stwórcy, której do wiadczamy w ka dym momencie naszego

ycia, uczy a nas dobroci wobec naszych bli nich, aby ludzie widzieli nasze dobre uczynki

i chwalili Ojca, który jest w niebie (por. Mt 5, 16).

3. Cz owiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego czci

Czci  kogo , to otacza  go wielkim szacunkiem, przyjmowa  z pokornym zaufaniem jego
osob  i jego wol , otacza  go trosk  i z uwag  s ucha  jego s ów. Czci  Boga, to przyj

 Go

ca ym sercem, ca  dusz , ca ym umys em, wszystkimi si ami (por. Mk 12, 30), da  Mu
centralne miejsce w naszym  yciu, s ucha  Jego S owa i podda  si  z pokorn  uleg

ci  i

z zaufaniem Jego woli.

Oddanie Bogu swojego  ycia, s uchanie Jego S owa i 

poddanie si  Jego woli jest

konsekwencj  uznania Jego niesko czonej, bezwarunkowej dobroci i mi

ci. Przyjmiemy

wol  Boga, nawet t  trudn , je eli uwierzymy,  e w niej kryje si  nasze dobro, chocia  go nie
poznajemy naszym ludzkim poznaniem. Odrzucamy natomiast wol  Boga i buntujemy si
przeciwko niej, kiedy nie wierzymy w jej absolutn  dobro  dla nas. Zauwa my, i
w potocznym poj ciu wola Bo a kojarzy nam si  raczej z rzeczami trudnymi: z cierpieniem,
odrzuceniem, niepowodzeniem  yciowym, s owem — kojarzy nam si  z krzy em. To
potoczne rozumienie woli Bo ej ods ania nam ograniczony, wr cz fa szywy obraz Boga,
który si  za nim kryje. Ograniczony i fa szywy obraz Boga b dzie rodzi  l kliwe czy wr cz
urazowe podej cie do woli Bo ej.

W obecnej modlitwie pro my najpierw, aby Bóg objawi  si  nam jako niesko czenie mi uj cy
Ojciec. Pro my, aby my Osob  Jezusa Chrystusa, ca e Jego  ycie, m

,  mier

i Zmartwychwstanie przyj li jako wielki dowód bezwarunkowej mi

ci. Tak bowiem Bóg

background image

umi owa

wiat,  e Syna swego Jednorodzonego da , aby ka dy, kto w Niego wierzy, nie

zgin , ale mia

ycie wieczne (J 3, 16).

W obecnej medytacji wyra my pragnienie pe nego zaufania Bogu, Jego mi

ci i Jego woli.

Powiedzmy Panu  sercem  i ustami: Poniewa  jeste  niesko czon  dobroci , wierz ,  e
pragniesz tylko mojego dobra. Wierz ,  e we wszystkich Twoich wymaganiach wobec mnie,
w powo aniu, które mi zlecasz oraz we wszystkich krzy ach i cierpieniach, które na mnie
spadaj , ukryta jest Twoja dobro  i Twoja mi

. Pragn  wi c przyjmowa  Twoj  wol  jako

znak Twojej mi

ci wzgl dem mnie. Przepraszajmy równie  najlepszego Ojca za wszystkie

przejawy braku czci dla Jego Osoby, za lekcewa enia Jego naj wi tszej woli, przepraszajmy
za nasz  podejrzliwo  i brak zaufania wobec Niego szczególnie w momentach próby.

4. Cz owiek po to jest stworzony, aby Bogu, Panu naszemu s

Istot  s

by jest wspó praca i wspó dzia anie z panem, udzia  w dziele pana. Plany rodz  si

w sercu pana. On objawia je s ugom. Ale pan nie realizuje swoich planów sam, zaprasza s ugi
do wspó –udzia u, wspó –pracy. Celem i sensem naszego  ycia jest wi c wspó –dzia anie
i wspó –praca z Bogiem. Zasadnicz  tre ci  Bo ego Planu jest dobro i szcz cie ka dego
cz owieka, tak e i moje. Celem  ycia jest wi c najpierw dzia anie razem z Bogiem i wspólna
praca z Nim, aby moje  ycie by o dobre i szcz liwe. Kiedy za  poznam i uwierz ,  e dobry
i s odki jest Pan
, zapragn  w sposób naturalny dzieli  si  moim do wiadczeniem i dawa

wiadectwo dobroci Boga. W ten sposób cz owiek wspó –dzia a, wspó –pracuje z Bogiem dla

dobra i szcz cia innych.

Pro my w tej medytacji, aby my poznali bardziej sercem ni  umys em wielko  i godno
powo ania do wspó pracy ze Stwórc  i aby my przyj li je rado nie i odpowiedzialnie.
Chciejmy sobie u wiadomi ,  e Bóg nas potrzebuje; dzi ki naszej modlitwie, pracy i dobroci
mo emy wielu ludziom pomóc odnale

 jedyne  ród o dobra i szcz cia cz owieka.

5. Zbawi  swoj  dusz

Cz owiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwali , czci  i Jemu s

, a przez

to zbawi  swoj  dusz  — mówi  w. Ignacy ( D, 23). Kiedy troszczymy si  o Bo  chwa ,
cze  i s

, to tym samym zbawiamy swoj  dusz .  w. Ignacy przekonuje nas,  e nie

musimy si  zajmowa  w jaki  narcystyczny sposób swoj  w asn  doskona

ci , czysto ci

swojej duszy, zbawianiem siebie samych. Ka demu z nas grozi wielkie niebezpiecze stwo
bycia faryzeuszem, który wszystko robi w tym celu, aby dowie  sobie i innym,  e jest
pobo ny, doskona y, nienaganny oraz  e zapracowa  sobie sam na swoje w asne zbawienie.

Cz sto u ywane we wspó czesnej psychologii i ró nych podr cznikach samodoskonalenia si
i zdrowia psychicznego poj cie samorealizacji narobi o wiele zamieszania (K. Popielski),
poniewa  sugerowa o potrzeb  narcystycznego zajmowania si  sob  i swoim w asnym
rozwojem. Cz owiek realizuje siebie nie poprzez koncentracj  na sobie i swojej doskona

ci,

ale poprzez wyj cie poza siebie ku warto ciom, które s  mu dane i jednocze nie s  mu

background image

zadane. Te podstawowe warto ci okre la nam Fundament

wicze  duchownych, który

nie rozwa amy.

Jest rzecz  troch  niebezpieczn  w pocz tkach  ycia wewn trznego wzywa  do d

enia do

doskona

ci i  wi to ci, nie precyzuj c, na czym one polegaj . Cz owiek — zw aszcza

ody — mo e  atwo pomyli  stan doskona

ci z narcystycznym zajmowaniem si  w asn

moraln  nienaganno ci  i zewn trzn  wierno ci  przepisom i praktykom religijnym, których
sensu mo e jeszcze zupe nie nie rozumie . Miar  doskona

ci cz owieka jest przede

wszystkim zapomnienie o sobie i niesienie swojego krzy a za Chrystusem (por. Mt 16, 24).

W ko cowej rozmowie dzi kujmy Bogu za powo anie nas do oddawania Mu chwa y, czci
i s

enia  Mu.  Pro my,  aby my  w naszym  yciu  odkrywali  wielko   i godno   tego

powo ania. Rozmawiajmy tak e z Jezusem Chrystusem, który jest  ród em wszelkiej
doskona

ci, prosz c Go, aby kontemplacja Jego  ycia, Jego m ki i Jego Zmartwychwstania

uczy a nas by  w tym, co nale y do Ojca ( k 2, 49) — do Jego chwa y, czci i s

by Jemu.

Polecajmy nasze  ycie Matce Naj wi tszej, prosz c J , aby swoim wstawiennictwem
wyprasza a nam u Syna  ycie dobre, sensowne,  ycie oddane Bogu.

III. TRZEBA STA  SI  CZ OWIEKIEM WOLNYM

Po czym Bóg im b ogos awi , mówi c do nich: B

cie p odni i rozmna ajcie si , aby cie

zaludnili ziemi  i uczynili j  sobie poddan . (...) Oto wam daj  wszelk  ro lin  przynosz
ziarno po ca ej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was b

 one

pokarmem (Rdz 1, 28–29).

Poniewa , cho  Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dzi kowali, lecz
znikczemnieli w swych my lach i za mione zosta o bezrozumne ich serce. (...) Prawd  Bo
przemienili oni w k amstwo i stworzeniu oddawali cze  i s

yli jemu, zamiast s

 Stwórcy

(Rz 1, 21. 25).

Cz owiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwali , czci  i Jemu s

, a przez

to zbawi  dusz  swoj . Inne za  rzeczy na obliczu ziemi s  stworzone dla cz owieka i aby mu
pomaga y do osi gni cia celu, dla którego on jest stworzony. Z tego wynika,  e cz owiek ma
korzysta  z nich w ca ej tej mierze, w jakiej mu one pomagaj  do jego celu, a znów w ca ej tej
mierze winien si  od nich uwalnia , w jakiej mu s  przeszkod  do tego  celu. I dlatego trzeba
nam sta  si  lud mi oboj tnymi nie robi cymi ró nicy w stosunku do wszystkich rzeczy
stworzonych, w tym wszystkim, co podlega wolno ci naszej wolnej woli, a nie jest jej zakazane
lub nakazane, tak by my z naszej strony nie pragn li wi cej zdrowia ni  choroby, bogactwa
wi cej ni  ubóstwa, zaszczytów wi cej ni  wzgardy,  ycia d ugiego wi cej ni  krótkiego,
i podobnie we wszystkich innych rzeczach. Natomiast trzeba pragn

 i wybiera  jedynie to, co

nam wi cej pomaga do celu, dla którego jeste my stworzeni ( D, 23).

background image

Obraz dla obecnej medytacji: W krótkiej refleksji zauwa

wszystkie rzeczy, które s  do mojej

dyspozycji, których u ywam i które sprawiaj  mi wielk  rado . U wiadomi  sobie, i  s  one
bezpo rednimi darami Bo ymi.

Pro ba o owoc medytacji: B dziemy prosi  o pragnienie wolno ci  wewn trznej  wobec
wszystkich rzeczy jako Bo ych darów. B dziemy tak e prosi , aby one nie tylko nie
przys ania y nam Boga, ale wprost przeciwnie, aby stawa y si  narz dziem w oddawaniu Mu
chwa y, czci i w s

eniu Mu.

1. Ca a natura wybucha mi

ci

Wszystkie rzeczy s  dla cz owieka, aby mu pomaga y do osi gni cia celu, dla którego jest on
stworzony
 ( D, 23). W obecnej medytacji chciejmy sobie u wiadomi  najpierw posiadanie
wielu darów, które otrzymali my od Boga do naszej dyspozycji. Przypomnijmy sobie
wszystkich ludzi, których Bo a Opatrzno  postawi a na naszej drodze  ycia: rodziców,
rodze stwo, przyjació , wychowawców i wszystkie inne osoby, które odgrywa y lub te  nadal
odgrywaj  wa

 dla nas rol . Chciejmy sobie u wiadomi  tak e wszystkie inne dary:

osobiste talenty, osi gni cia  yciowe, posiadane dobra materialne, ca y  wiat przyrody.

Wszystkie te dary s  dobre, bo Bóg zawar  w nich cz stk  swojej niesko czonej dobroci
i mi

ci. W opisie stworzenia  wiata autor Ksi gi Rodzaju powtarza jak refren s owa:

widzia  Bóg,  e by o dobre (Rdz 1, 10. 12. 18. 21. 25). Ukryta w stworzeniach dobro
i mi

 Stwórcy ma by  dla nas przewodnikiem do  ycia pe ni  Jego dobroci i mi

ci.

Wszystkie stworzenia s  listami mi osnymi Boga do nas. S  one wybuchami mi

ci. Ca a

natura wybucha mi

ci  wkomponowan  w ni  przez Boga, który jest mi

ci , aby zapali

ogie  mi

ci w nas. Wszystkie rzeczy nie maj

adnej innej racji istnienia,  adnego innego

sensu. Nie mog  da  nam  adnego zadowolenia ani przyjemno ci poza pobudzaniem w nas
mi

ci Boga. (...) Jak zimorodek zosta  stworzony do  owienia ryb, a koliber do wysysania

nektaru z kwiatów, tak my zostali my stworzeni dla kontemplacji i mi

ci Boga (E. Cardenal).

Nawi zuj c do do wiadczenia z naszego  ycia przypomnijmy sobie sytuacje,  w których
stworzenia prowadzi y nas do Stwórcy; podzi kujmy za ludzi, którzy daj c nam  wiadectwo
swojej ludzkiej dobroci i zaufania Bogu wzbudzali w nas pragnienie Boga i s

enia Mu.

Przypomnijmy sobie chwile zachwytu pi knem przyrody, dzie ami sztuki, które by  mo e
budzi y w nas nienasycenie ducha i t sknot  za czym  niesko czenie wielkim i pi knym — za
Bogiem.

2. Szukajcie, czego szukacie

Cz owiek zawsze szuka najwy szej mi

ci i dobra, ale cz sto nie tam, gdzie mo e je

odnale . G. K. Chesterton stwierdza,  e nawet pijak w rowie szuka Pana Boga.  w.
Augustyn za  upomina: Szukajcie, czego szukacie, ale nie tam, gdzie szukacie. Kiedy
cz owiek szuka dobra, mi

ci i pi kna jedynie w samym sobie lub innych stworzeniach,

background image

wówczas zaczyna uprawia  ba wochwalstwo. Budzi si  w nim po dliwo , która sprawia,  e
zaczyna  le korzysta  z tego, co Bóg uczyni  dobrym. Zniewolenie cz owieka polega na tym,

 patrzy on na stworzenia w sposób nieczysty, to znaczy pod k tem zaspokajania w asnej

po dliwo ci nie ogl daj c si  ju  na cel, dla którego zosta y stworzone, nie ogl daj c si  na
Stwórc , swego Pana. To po dliwo  sprawia, i  cz owiek oddaje swoje serce stworzeniom,
zamiast odda  je Bogu.  w. Pawe  mówi o poganach,  e prawd  Bo

 przemienili w k amstwo

i stworzeniu oddawali cze  i s

yli jemu, zamiast s

 Stwórcy.

Kiedy cz owiek koncentruje si  na stworzeniach, odwracaj c si  od Stwórcy, przemienia
prawd  Bo  w k amstwo. Odrzuca bowiem swoje pochodzenie i przeznaczenie dla Boga
czyni c stworzenia jedynym celem i sensem  ycia.

W obecnej medytacji odwo ajmy si  do osobistego do wiadczenia, aby zauwa

cis

zale no  pomi dzy uleganiem jakiejkolwiek nami tno ci i niekontrolowanym korzystaniem
ze stworze  a naszym oddalaniem si  od Boga, od chwalenia Go i s

enia Mu. Wejd my

w konkretne sytuacje, przyzwyczajenia i postawy  yciowe, aby zobaczy , jakie stworzenia
spychaj  Boga na drugie miejsce. Mo e to by  przesadne liczenie si  z opini  innych, wygoda

yciowa, kariera, której podporz dkowuje si  wszystko, zbytnia troska o siebie czy swoich

najbli szych, uzale nienie si  od przyjemno ci zmys owych itp.

3. Postawa wolno ci wobec stworze

Boga mo e chwali , czci  i s

 Mu jedynie cz owiek wolny. Dlatego te

w. Ignacy

ukazawszy nam najpierw ostateczny cel  ycia, uzasadnia nast pnie konieczno  stawania si
lud mi oboj tnymi w stosunku do wszystkich rzeczy stworzonych. Wolno  wobec stworze
polega na tym, aby korzysta  z nich w ca ej tej mierze, w jakiej pomagaj  one cz owiekowi do
jego celu, a znów w ca ej tej mierze winien si  od nich uwalnia , w jakiej mu s  przeszkod
do tego  celu
 ( D, 23).

Prawdziwa wolno  wobec  wiata stworze  nie polega zatem na pogardzie do nich, ale na
rozeznawaniu ich stosunku do celu ostatecznego oraz dokonywaniu wyboru tylko tych, które

 pomocne w d eniu do niego. Pogarda wobec stworze  by aby pogard  dla Stwórcy.

Ko ció  zawsze zdecydowanie odrzuca  wszystkie pogl dy filozoficzne i teologiczne, które
negatywnie odnosi y si  do  wiata materii.

Postawa wolno ci wobec stworze  nie przychodzi cz owiekowi  atwo, poniewa  jego
wewn trzne rozdarcie (por. Rz 7, 18–25) jest  ród em wci  na nowo odradzaj cej si
po dliwo ci wobec  wiata stworze : sukces, bogactwo, przyjemno , u ycie, wygoda
wydaj  si  czym  najwa niejszym i wprost koniecznym do szcz cia.

Trwaliby my w jakim  ogromnym z udzeniu, gdyby my s dzili,  e  atwo mogliby my
zrezygnowa  z pewnych stworze , do których czujemy si  przywi zani lub te  przyj  te, do
których czujemy niech .

background image

Cz owiek, który nie zna siebie i g bi swojego zniewolenia, sk ada  atwe deklaracje o braku
przywi zania lub wyra a gotowo  przyjmowania tego, co trudne i wymagaj ce. Konkretne
sytuacje  yciowe  atwo jednak demaskuj  trwanie w z udzeniu i oszukiwanie siebie.

Chc c u wiadomi  nam wielki trud zdobywania si  na wewn trzn  wolno  wobec stworze ,

w. Ignacy podaje nam w tzw. Fundamencie  wicze  kilka konkretnych przyk adów,

w których zdobycie si  na oboj tno  wymaga od nas wielkiego zmagania wewn trznego:
Trzeba nam sta  si  lud mi oboj tnymi (...) tak by my z naszej strony nie pragn li wi cej
zdrowia ni  choroby, bogactwa wi cej ni  ubóstwa, zaszczytów wi cej ni  wzgardy,  ycia

ugiego wi cej ni  krótkiego, i podobnie we wszystkich innych rzeczach ( D, 23). Jak bardzo

trudno by oby nam si  zgodzi  na wolno  wewn trzn , gdyby Pan Bóg postawi  przed nami
chorob , ubóstwo, wzgard , krótkie  ycie jako to, czego chce dla nas!

Na pocz tku naszej drogi duchowej Bóg nie wzywa nas do tego, aby my od razu byli lud mi
wolnymi.  w. Ignacy zbyt dobrze zna  cz owieka, by  udzi  go mo liwo ci  stania si
wolnym raz na zawsze, pod ka dym wzgl dem i to w ci gu kilku dni. Stawanie si  wolnym
jest d ugim procesem, wewn trzn  przemian , która wymaga od cz owieka wysi ku,
cierpliwo ci i modlitwy.

Prawdziwe nawrócenie cz owieka nigdy nie jest do wiadczeniem chwili. Wielkie nawrócenia,

których  czytamy  w yciorysach  wi tych  (sam  w.  Ignacy prze

  w

nie  takie

nawrócenie) nie by y natychmiastow  przemian  ca ego  ycia, ale wej ciem na drog
radykalnego zrywania z dotychczasowym grzechem i szukaniem jedynie Boga i Jego woli. Na
przyk ad  w. Augustyn w Wyznaniach daje bardzo szczere  wiadectwo, jak wiele musia
stoczy  walk, aby oderwa  si  od grzechu.

Nasz brak wolno ci wobec stworze  nie przekre la jednak mo liwo ci realizowania
powo ania, dla którego zostali my stworzeni. Rzeczywiste szukanie Bo ej chwa y, czci
i s

enie Mu b dzie jednoczesnym zdobywaniem w trudzie tej w

nie wolno ci. Bez trudu,

zmagania i walki nie staniemy si  lud mi wolnymi. By oby rzecz  niew

ciw , gdyby nasz

brak oboj tno ci wobec stworze  sta  si  dla nas powodem do niepokoju, l ku i wewn trznej
udr ki. Trzeba nam pokornie zgodzi  si  na to, i  jeste my zniewoleni, uwik ani w nasze
nami tno ci. W tej medytacji pro my gor co, aby my mogli pozna  nasze zasadnicze
zniewolenia, które zatrzymuj  nas na sobie i nie pozwalaj  nam odda  si  Bogu bez reszty.

Odkrywanie w asnych zniewole  nie jest ani  atwe, ani proste, poniewa  stary cz owiek w nas
nie poddaje si

atwo przemianie. Potrzebujemy wiele niezwyk ej odwagi i 

mocy

wewn trznej, które s  bardziej owocem wytrwa ej modlitwy ni  wysi ku woli, aby nie podda
si  rodz cemu si  w nas buntowi i aby stan  pokornie przed trudn  prawd  o w asnych
zniewoleniach. Kiedy cz owiek przestaje si  broni  i uznaje swoje nieuporz dkowanie
wewn trzne, wówczas dopiero doznaje g bokiego pokoju. Intuicj  wiary wyczuwa bowiem,

e jedynym wyj ciem w tej sytuacji jest ca kowite zdanie si  na Tego, który stworzy

cz owieka z mi

ci i przeznaczy  go do mi

ci.

background image

4.  aska zapomnienia o sobie

Cel i sens  ycia, a przez to w asne zbawienie cz owiek realizuje poprzez wyj cie z siebie,
zaparcie si  siebie samego, aby na ladowa  Jezusa (por. Mt 16, 24). Wzrastanie cz owieka do
coraz pe niejszej wolno ci i pe niejszego oddawania Bogu chwa y, czci i s

enia Mu

po czone jest z umieraniem sobie.

V. E. Frankl, który wnikliwie zanalizowa  sytuacj  wspó czesnego cz owieka, podkre la,  e
jego g ówn  chorob  jest egzystencjalna pustka, poczucie bezsensu. L ki, stany depresyjne
i rozpacz wynikaj  z koncentracji cz owieka na sobie przy równoczesnej niech ci do zaj cia
si jak

 dobr  spraw Nie poprzez kontemplowanie siebie, ani przez samouwielbienie, ani

przez kr

enie my lami wokó  w asnego l ku, uwalniamy si  od niego, lecz poprzez

po wi cenie, ofiar  z siebie i oddanie si  sprawie godnej takiego oddania (V.E. Frankl).

Jest  atwiej ni  mo na s dzi  znienawidzi  siebie.  aska jednak polega na tym, aby o sobie
zapomnie 
 (G. Bernanos).  atwo jest znienawidzi  siebie. Kiedy cz owiek postawi siebie
i swoj  doskona

 w centrum  ycia, to szybko znienawidzi siebie, poniewa  ci gle b dzie

odkrywa  w sobie u omno , s abo , niedoskona

, grzech. Je eli w centrum swojej uwagi

postawi sukces, równie

atwo dojdzie do rozczarowania sob , poniewa  nawet najwi kszy

sukces nie zaspokaja pragnienia, którym charakteryzuje si  ka da pycha. Je eli cz owiek
nastawia si  na przyjemno , prze yje szybko g bok  frustracj , bo im bardziej idzie komu
o przyjemno , tym bardziej przechodzi ona obok niego
 (V. E. Frankl).

aska polega na tym, aby o sobie zapomnie . Zapomnie  o sobie, to w

nie znaczy sta  si

wolnym wobec wszystkich stworze  i odda  si  do dyspozycji Boga, Jego uczyni  centrum
swojego  ycia. Sta  si  wolnym oznacza chwa  Boga, Jego cze , s

 Jemu uczyni

swoj dobr  spraw , której po wi ca si  ca e  ycie.

W ko cowej rozmowie polecajmy Bogu nasze  ycie ze wszystkimi zniewoleniami, które nas
jeszcze trapi . Pro my przede wszystkim o wielkie pragnienie powierzenia si  Bogu, oddania
Mu chwa y i czci i s

enia Mu.

Oddaj c Stwórcy, jako naszemu Ojcu, ca e  ycie, b dziemy tym samym zdobywa
wewn trzn  wolno  wobec wszystkich stworze , bo mi

 Ojca oka e si  dla nas warto ci

ponad wszystkie inne warto ci. A kiedy poczujemy si  w pe ni dzie mi Ojca us yszymy Jego
zapewnienie: Moje dziecko, ty zawsze jeste  przy mnie i wszystko moje do ciebie nale y ( k
15, 31). Wyrzekaj c si  nieuporz dkowanej mi

ci do stworze  odnajdujemy je wszystkie na

powrót w mi uj cym nas Bogu.

background image

IV. KTÓ  MNIE WYZWOLI Z CIA A, CO WIEDZIE KU  MIERCI?

Jestem bowiem  wiadom,  e we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo  atwo
przychodzi mi chcie  tego, co dobre, ale wykona  — nie. Nie czyni  bowiem dobra, którego
chc , ale czyni  to z o, którego nie chc . Je eli za  czyni  to, czego nie chc , ju  nie ja to
czyni , ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo,  e gdy chc
czyni  dobro, narzuca mi si  z o. Albowiem wewn trzny cz owiek we mnie ma upodobanie
zgodne z Prawem Bo ym. W cz onkach za  moich spostrzegam prawo inne, które toczy walk
z prawem mojego  umys u  i podbija  mnie  w niewol   pod prawo  grzechu  mieszkaj cego
w moich cz onkach. Nieszcz sny ja cz owiek! Któ  mnie wyzwoli z cia a, co wiedzie ku tej

mierci? Dzi ki niech b

 Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! Tak wi c umys em

 Prawu Bo emu, cia em za  — prawu grzechu (Rz 7, 18–25).

Obraz dla obecnej medytacji: Przedstawimy sobie Jezusa ukrzy owanego, który swoimi
rozci gni tymi ramionami obejmuje ca y wszech wiat. Dostrze my tak e siebie samych
obejmowanych przez Niego.

Pro ba  o owoc  medytacji:  B dziemy  prosi   o pe ne  poznanie naszego  wewn trznego
rozdarcia i s abo ci, które s

ród em naszego grzechu i mierci. B dziemy te  prosi

o g bok  potrzeb  stawania w prawdzie przed Jezusem ukrzy owanym i zmartwychwsta ym
jako  ród em naszego zbawienia, jako  ród em naszego  ycia.

1. Gdy chc  czyni  dobro, narzuca mi si  z o

Jestem bowiem  wiadom,  e we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo  atwo
przychodzi mi chcie  tego, co dobre, ale wykona  — nie
. Jest to bardzo osobiste
i jednocze nie bardzo bolesne wyznanie Aposto a Narodów, który czuje si  rozdarty,
rozdwojony pomi dzy dwoma sprzecznymi d eniami obecnymi w 

nim. To w

nie

rozdwojenie  w. Pawe  opisuje w sposób wielostronny:

— atwo przychodzi mi chcie  tego, co dobre, ale wykona  — nie;

— nie czyni  dobra, którego chc , ale czyni  z o, którego nie chc ;

— gdy chc  czyni  dobro, narzuca mi si  z o;

— wewn trzny cz owiek we mnie ma upodobanie zgodne z Prawem Bo ym,

w cz onkach za  moich spostrzegam prawo inne, które toczy walk  z prawem mojego umys u
i podbija mnie w niewol  pod prawo grzechu.

Te sprzeczne d enia w sobie Aposto  Narodów prze ywa tak g boko,  e personifikuje je:
pragnienie i d enie do dobra nazywa cz owiekiem duchowymcz owiekiem nowym lub te

background image

cz owiekiem wewn trznym; natomiast si  pchaj

 go do z a nazywa cz owiekiem starym lub

te

cz owiekiem zewn trznymTrzeba porzuci  starego cz owieka — pisze w Li cie do

Efezjan — który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych 

dz (...) i przyoblec cz owieka

nowego, stworzonego wed ug Boga (Ef 4, 22. 24).

Ods aniaj c osobiste do wiadczenie wewn trzne,  w. Pawe  ukazuje nam jednocze nie
prawd  o ka dym cz owieku, o ka dym z nas. Prawda ta ujawnia si  codziennie w naszych
najprostszych prze yciach, odczuciach i do wiadczeniach. Do wiadczali jej ju  poga scy
my liciele, którzy nierzadko z du ym pesymizmem patrzyli na ludzk  natur . Widz  rzeczy
lepsze i popieram je, ale id  za gorszymi
 — stwierdza  rzymski poeta Owidiusz,  yj cy
w czasach Jezusa.

Cz owiek nie mo e by  istot  radykalnie z ej woli. Nawet, gdy czyni z o, szuka w nim jakiego
dobra, ale wola cz owieka jest jednak s aba i  lepa
 — pisze J. Tischner. I chocia  wszyscy
mamy dobr  wol , to jednak ona sama ze wzgl du na jej s abo  i  lepot  nie mo e sta  si
fundamentem dobrego  ycia i doskona

ci chrze cija skiej. Dobra wola nie gwarantuje nam

post powania moralnie dobrego. Ulegaj c s abo ci, pope niaj c b dy t umaczymy si  nieraz
sami przed sob  lub przed innymi: Ale  ja chcia em przecie  dobrze. Takie t umaczenie jest
jednak nie tyle uzasadnieniem dla s abo ci i grzechu, ile raczej prób  jego racjonalizowania.
Naszego zbawienia nie mo emy budowa  na naszej dobrej woli czy na osobistej pracy nad
sob . Zbawienie domaga si  wyj cia poza siebie.

Cz owiek wspó czesny by  mo e prze ywa dramat wewn trznego rozdarcia jeszcze g biej

mocniej.  Istnieje  dzisiaj  ogromna przepa   pomi dzy rozwojem  intelektualnym

i technicznym cz owieka a jego rozwojem emocjonalnym, moralnym i duchowym. To  mo na
by  bez ducha nawet wielkim uczonym
 — zauwa a F. W. Nietzsche. Ta w

nie niespójno

w rozwoju zagra a nie tylko pojedynczemu cz owiekowi i jego najbli szemu otoczeniu, ale
tak e  ca ej  ludzko ci.  Osi gni cia  naukowe  i 

techniczne  w 

r kach  cz owieka

nieodpowiedzialnego mog  si  sta  narz dziem destrukcji i zag ady.

W obecnej medytacji pro my o ask  u wiadomienia sobie g bi naszego wewn trznego
rozdarcia, które tak otwarcie wyznaje Aposto  Narodów. Je eli on, cz owiek ca kowicie
oddany Chrystusowi i Jego Ewangelii, uznaje szczerze fundamentalne rozdwojenie w sobie,
to o ile  bardziej takiej szczero ci i otwarto ci potrzebujemy my sami?

W obecnej modlitwie pytajmy siebie, na ile zauwa amy wewn trzne rozdwojenie pomi dzy
dobrymi pragnieniami i d

eniami a naszymi  s abo ciami i grzechami ujawniaj cymi  si

w naszym codziennym my leniu, prze ywaniu i dzia aniu? Pytajmy si  tak e, czy nie
usi ujemy usprawiedliwia , uzasadnia , racjonalizowa  naszej s abo ci i rozdarcia? Zadajmy
sobie tak e pytanie, czy nie usi ujemy jej przerzuca  na innych, oskar aj c ich z powodu
naszego z ego samopoczucia czy jakich  niepowodze

yciowych.

background image

2. Chc  czyni  dobro

w. Pawe  opisuj c swoj  sytuacj  rozdarcia wewn trznego podkre la najpierw istniej ce

w nim mocne pragnienie dobra: atwo przychodzi mi chcie  tego, co dobrechc  czyni  dobro,
wewn trzny cz owiek we mnie ma upodobanie zgodne z Prawem Bo ym.  I cho   owo
pragnienie dobra jest uwik ane w s abo , zmienno  i  lepot  ludzkiej woli, to jednak nale y
je uzna , doceni  i przyj

 jako wielki dar Ducha  wi tego. Wszelkie duchowe pragnienia s

owocem dzia ania w nas Ducha Bo ego. One s  tak e naszym zadaniem  yciowym.
Pragnienia duchowe s  jak ziarno rzucone w ziemi , które wymaga dobrej gleby, piel gnacji,
podlewania. Je eli dobre pragnienia nie by yby przyj te, piel gnowane, wzmacniane
i stopniowo realizowane, wówczas zamiera yby w nas nie wydaj c owocu.

W obecnej medytacji chciejmy sobie u wiadomi ,  e jeste my lud mi dobrej woli, lud mi
dobrych pragnie . Chciejmy ucieszy  si  tym faktem. Cz sto podejmujemy decyzje maj ce
na celu rozwijanie w nas dobra. Towarzyszy nam nierzadko subiektywna pewno ,  e
zwyci stwo dobra w nas jest mo liwe. Podejmujemy wiele wysi ku, cho  mo e nie zawsze
jest on regularny i systematyczny. Nawet w pewnych uzale nieniach czy na ogach, które nas
bole nie dotykaj , powtarzamy sobie z uporem: to ju  ostatni raz, to si  ju  wi cej nie
powtórzy
. Przypomnijmy sobie konkretne  yciowe sytuacje, postanowienia, decyzje, aby
zobaczy  si  naszej dobrej woli. W wielu naszych modlitwach, spowiedziach i innych
praktykach pobo nych jeste my nieraz pe ni entuzjazmu i zapa u. Jeste my podobni wówczas
do  w. Piotra, który szczerze, z wielk  szlachetno ci  i hojno ci  mówi  do Jezusa: Cho by mi
przysz o umrze  z Tob , nie wypr  si  Ciebie
 (Mt 26, 35).

Chciejmy dostrzec  tak e  wszystkie  dobre  pragnienia  w naszych  relacjach  z bli nimi.
Przypomnijmy sobie najbli sze nam osoby i zauwa my dobre ch ci, które  ywimy wobec
nich. I cho  by  mo e dochodzi cz sto do nieporozumie  i konfliktów, to wówczas jest nam
bardzo przykro. Boli nas zarówno to,  e ranimy innych, jak i sam fakt,  e nasze ch ci s  tak
ma o skuteczne. Cierpimy z powodu ran zadanych innym, poniewa  gdzie  na dnie serca
pragniemy przecie  dla nich dobra.

W obecnej medytacji podzi kujmy Bogu za nasz  dobr  wol  i za wszystkie dobre pragnienia
wyp ywaj ce z 

niej. Je eli nasza dobra wola zosta a os abiona na skutek grzechu

pierworodnego i grzechów w asnych, to jednak jest ona zawsze odbiciem (mo e bardzo
bladym, ale rzeczywistym) niesko czonej i najwy szej dobroci samego Boga. Wyra my
w modlitwie rado  z posiadania dobrej woli i przyjmijmy j  jako dar Dobrego Boga. To
dzi ki naszej dobrej woli wspieranej  ask  Pana b dziemy mogli zrzuca  z siebie starego
cz owieka, aby móc przyoblec si  w nowego.

3. Narzuca mi si  z o

Aby jednak poznanie nas samych by o prawdziwe, przejd my do refleksji nad s abo ci
i za lepieniem ludzkiej dobrej woli. Aposto  Narodów zauwa aj c obecno  dobrej woli
i dobrych pragnie  w swoim  yciu, podkre la jednak, i  s  one nieskuteczne i jednocze nie

background image

zmieszane z pragnieniami wprost przeciwnymi: jestem bowiem  wiadom,  e we mnie nie
mieszka dobro, (...) nie czyni  bowiem dobra, którego chc , (...) czyni  to z o, którego nie
chc , (...) w cz onkach za  moich spostrzegam prawo, które podbija mnie w niewol  pod
prawo  grzechu  mieszkaj cego  w 

moich  cz onkach. Uderza nas ogromna prostota

i bezpo rednio  wyznania s abo ci przez  w. Paw a, która jest przecie  bardzo bolesna

upokarzaj ca.  Usi ujmy  na ladowa   t   prostot   i 

bezpo rednio ;  chciejmy  wej

w konkretne sytuacje  yciowe, by móc zobaczy  równie  nasz  s abo , nasz  niemoc wobec
dobrych pragnie . Zobaczmy, jak cz sto nasze mocne postanowienia, decyzje, przyrzeczenia
sk adane sobie, Bogu i bli nim  ko czy y si  na  niczym.  W konkretnych sytuacjach,
zdarzeniach, do wiadczeniach naszego  ycia chciejmy dostrzec bezw ad dobrej woli, jej
inercj , jej lenistwo duchowe. Przypomnijmy sobie jak mocno i cz sto dawa  zna  o sobie
stary cz owiek, niezdolny do realizowania dobrych zamiarów i pragnie .

Zauwa my, i  cz sto mogliby my si  porówna  do Piotra, który nied ugo po przyrzeczeniach
dawanych Jezusowi, i  pójdzie z Nim na  mier  — przysi ga  si  i zaklina : Nie znam tego
Cz owieka
 (Mt 26, 74). Szlachetna, ofiarna i dobra wola Piotra by a za lepiona l kiem
o siebie, który w nim drzema  pod przykrywk  energicznego d enia do bycia pierwszym

ród uczniów Mistrza.  lepota Piotra polega a równie  i na tym,  e chcia  dzia

 dla Jezusa

— umiera  za Niego — nie wiedz c,  e to w

nie on sam potrzebowa  zbawczego dzia ania

swego Mistrza: Jego m ki,  mierci i Zmartwychwstania. Pro my gor co, aby my poprzez
modlitw  docierali do g bi naszego wewn trznego rozdwojenia, do s abo ci dobrej woli, do
pe nej prawdy o nas samych. Tylko ona bowiem mo e nas wyzwoli  (por. J 8, 32).

4. Nieszcz sny ja cz owiek

Spotykamy nieraz ludzi bardzo dumnych (mo e sami te  tacy jeste my), którzy nieustannie
udowadniaj  sobie i innym,  e s  wa ni, mocni i wielcy, doskonali, itp. Zaprzeczaj  i broni
si  jednak bardzo zdecydowanie, kiedy kto  zarzuci im jaki  najmniejszy b d. Taka dumna
i wynios a postawa  wiadczy jedynie o g boko skrywanej s abo ci, której cz owiek nie chce
uzna  w sobie. Do wiadczenie wiary zak ada osobiste do wiadczenie niemocy, która domaga
si

aski Boga; do wiadczenie niemo no ci czynienia dobrze o w asnych ludzkich si ach,

niemo no ci wyzwolenia si  samemu ze z a, z grzechu. Paw owe wyznanie wewn trznego
rozdarcia ko czy si  dramatycznym okrzykiem: Nieszcz sny ja cz owiek! Któ  mnie wyzwoli
z cia a, co wiedzie ku tej  mierci?
 To radykalne stwierdzenie  w. Paw a wynika z jego
osobistego do wiadczenia, które zostaje potwierdzone nauk  Jezusa: Beze Mnie nic (dobrego)
uczyni  nie mo ecie
 (J 15, 5). Pawe  jest przekonany,  e taka w

nie jest sytuacja, któr

cz owiek jeszcze nieodkupiony prze ywa w swym  yciu, nawet je eli nie zawsze z tym samym
napi ciem. Rzecz jednak w 

tym,  e cz owiek mo e sta  si

wiadomym swojej

przedchrze cija skiej sytuacji jedynie na mocy do wiadczenia chrze cija skiego (K.
Kertelge).

Chrze cija skie u wiadomienie cz owiekowi jego dramatycznej sytuacji nie jest jednoznaczne

natychmiastowym  i 

ca kowitym  przezwyci eniem  wewn trznego  rozdarcia.

Chrze cija stwo zaprasza cz owieka do wej cia na drog  nawrócenia, drog  zbawienia, drog

background image

wiary. Chrze cija stwo nie jest stanem, lecz drog  (por. Dz 9, 2). Wytrwa e kroczenie t
drog  pozwala cz owiekowi przechodzi  ze starego do nowego cz owieka,  z niewoli  do
wolno ci.

W obecnej medytacji pytajmy siebie, czy jeste my  wiadomi dramatyzmu naszej sytuacji?
Czy nie patrzymy na  ycie powierzchownie, banalnie? Czy nie za lepia nas odrobina
powodzenia  yciowego, materialnego komfortu, sukcesu? Autentyczno ci naszego
chrze cija stwa nie mierzy si  zadowoleniem z siebie, tak e na p aszczy nie religijnej. Czy
nie uwa am samozadowolenia za dowód, i  jestem porz dnym cz owiekiem? Apokalipsa daje
nam prost  przestrog : Ty bowiem mówisz: jestem bogaty i wzbogaci em si  i niczego mi nie
potrzeba, a nie wiesz,  e to ty jeste  nieszcz sny i godzien lito ci, i biedny, i  lepy, i nagi
 (Ap
3, 17). Mo e i ja nie wiem o tym,  e jestem nieszcz sny, godzien lito ci i biedny, i  lepy,
i nagi? Trudno nam b dzie mo e zmierzy  si  z wymagaj cymi s owami  w. Paw a i  w.
Jana. Pro my jednak gor co o szczero  wobec siebie samych i o odwag , aby l k przed

asn  s abo ci  nie sk oni  nas do ok amywania siebie i do ucieczki przed sob .

5. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa

Dramatyzm naszej sytuacji polega najpierw na tym,  e mo emy si  oszukiwa , mo emy
trwa  w nieprawdzie i zak amaniu. Ale nawet, je li si  nie oszukujemy, to i tak nasza sytuacja
pozostaje dramatyczna, poniewa  widz c z o i walcz c z nim, nie mo emy si  go ustrzec
o w asnych ludzkich si ach, a widz c dobro i pragn c go ca ym sercem, nie mo emy go
realizowa  naszymi tylko ludzkimi si ami. St d s uszno  Paw owego okrzyku: Nieszcz sny
Ja cz owiek! Któ  mnie wyzwoli z cia a, co wiedzie ku tej  mierci?
 To dramatyczne Paw owe
wo anie nie jest teatralnym gestem, którym chcia by zrobi  wra enie na adresatach swojego
listu, ale jest to jego g bokie prze wiadczenie prze ywane na co dzie  we wszystkich
wyborach i decyzjach.

A jednak okrzyk  w. Paw a nie jest tragiczn  deklaracj  absolutnej niemocy i bezsensu
istnienia cz owieka. Zadawszy pytanie: Któ  mnie wyzwoli z cia a, co wiedzie ku tej  mierci?
natychmiast daje pe

 nadziei odpowied : aska Boga przez Pana naszego Jezusa Chrystusa

(Rz 7, 24 — t um. S. Kowalski). Nie popadamy zatem w rozpacz, poniewa  z naszego
nieszcz cia i  mierci — je eli tego naprawd  zapragniemy — mo e nas wyrwa

aska Boga

przez Jezusa Chrystusa. Tak wi c bole nie do wiadczana prawda  o naszym za lepieniu
i s abo ci, która czyni nas prawdziwie nieszcz liwymi i skazanymi na  mier , prowadzi nas
do Jezusa Chrystusa, do Prawdy, która jest  ród em  ycia. Jezus bowiem mówi o sobie: Ja
jestem drog  prawdziw  do  ycia
 (J 14, 6 — t um. M. Wolniewicz). aska Boga przychodzi
do nas przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, poprzez wiern  i wytrwa  kontemplacj  Jego
Osoby, Jego  ycia ukrytego i publicznego, Jego nauki (drugi tydzie

wicze  duchownych),

Jego m ki i mierci (trzeci tydzie )  oraz  Jego Zmartwychwstania i Wniebowst pienia
(czwarty tydzie ).

W ko cowej cz ci medytacji zwró my najpierw nasze oczy na Jezusa ukrzy owanego,
kontemplujmy Jego cierpienie i Jego  mier , wiedz c,  e w Jego ranach jest nasze zdrowie

background image

(Iz 53, 5), nasza moc i nasze  ycie. Przez Krzy  Jezusa Chrystusa przychodzi

aska Boga,

która objawia nam wielko  naszej s abo ci oraz konieczno  szukania pomocy. Nast pnie
zwró my nasz  uwag  na Jezusa Zmartwychwsta ego, który objawia nam, i  w naszej

abo ci objawia si  Jego moc. Po ród najwi kszej s abo ci mo e objawi  si  moc

Zmartwychwsta ego. To Jezus ukrzy owany i zmartwychwsta y nape nia nas nadziej ,
odwag , moc  i pokojem.

V. BÓG NIE PRZEZNACZA NIKOGO DO PIEK A

Je eli twoja r ka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij j ; lepiej jest dla ciebie u omnym
wej  do  ycia wiecznego, ni  z dwiema r kami pój  do piek a w ogie  nieugaszony. I je li
twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij j ; lepiej jest dla ciebie chromym wej
do  ycia, ni  z dwiema nogami by  wrzuconym do piek a. Je li twoje oko jest dla ciebie
powodem grzechu, wy up je; lepiej jest dla ciebie jednookim wej  do Królestwa Bo ego, ni
z dwojgiem oczu by  wrzuconym do piek a, gdzie robak ich nie umiera i ogie  nie ga nie
 (Mk
9, 43–48).

Ka dy, kto trwa w Nim, nie grzeszy,  aden za  z tych, którzy grzesz , nie widzia  Go ani Go
nie pozna . Dzieci, nie dajcie si  zwodzi  nikomu; kto post puje sprawiedliwie, jest
sprawiedliwy, tak jak On jest sprawiedliwy. Kto grzeszy jest dzieckiem diab a, poniewa
diabe  trwa w grzechu od pocz tku
 (1 J 3, 6–8).

Obraz dla obecnej medytacji:  w. Ignacy zach ca, aby w tej medytacji widzie  przy pomocy
wyobra ni d ugo , szeroko  i g boko  piek a (por.  D, 65).

Pro ba o owoc medytacji: B dziemy prosi  o wewn trzne odczucie kary, jak  cierpi
pot pieni,  eby je eli z powodu moich upadków zapomn  o mi

ci Boga, przynajmniej obawa

przed kar  powstrzyma a mnie od wpadni cia w grzech ( D, 65).

W rozwa aniach

wicze  duchownych

w. Ignacy daje nam tak e medytacj  o piekle.

Poprzez ni  pragnie ukaza , jak tragiczne mog  by  konsekwencje naszego grzechu.
Wprawdzie  rozwa ania  o piekle  s   umieszczone  w pierwszym  tygodniu,  ale  celowo
przenosimy je na czwarty tydzie  rekolekcji. Tajemnic  t  b dziemy bowiem rozwa

 nie

tylko  w perspektywie  grzechu  i zagro enia  zwi zanego  z nim,  ale  tak e  z perspektywy
tajemnicy Zmartwychwstania, która objawia nam moc Chrystusa nad grzechem i jego
skutkami. Rozwa anie o piekle z perspektywy Zmartwychwstania nie b dzie budzi  w nas
jakiego  parali uj cego l ku. Mo e natomiast inspirowa  nas do adoracji pot gi Jezusa
Zmartwychwsta ego, który dzi ki swojemu zwyci stwu nad grzechem i mierci  usun
z naszej drogi niebezpiecze stwo wiecznego pot pienia. Ikonografia Ko cio a Wschodniego
ukazuje cz sto Jezusa Zmartwychwsta ego depcz cego g ow  szatana.

background image

1. Piek o skandalem Boga

Historia grzechu cz owieka mo e zako czy  si  w podwójny sposób: wyzwoleniem si

niego  przez  przyj cie  Jezusa  ukrzy owanego  i 

zmartwychwsta ego  a  w 

Nim

niesko czonego mi osierdzia Ojca albo te  skazaniem si  na wieczne pot pienie z powodu
zamkni cia si  na przebaczaj

 mi

 Ojca. Nie mo emy by  zjednoczeni z Bogiem, je eli

nie wybieramy w sposób dobrowolny Jego mi

ci. Nie mo emy jednak kocha  Boga, je eli

grzeszymy ci ko przeciwko Niemu, przeciw naszemu bli niemu lub przeciw nam samym.
Ka dy, kto nie mi uje, trwa w  mierci. Ka dy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójc ,
a wiecie,  e  aden zabójca nie nosi w sobie  ycia wiecznego (1 J 3, 14–15). (...) Umrze
w grzechu  miertelnym, nie 

uj c za niego i nie przyjmuj c mi osiernej mi

ci Boga,

oznacza pozosta  z wolnego wyboru na zawsze oddzielonym od Niego. Ten stan ostatecznego
samowykluczenia z jedno ci z Bogiem i ze  wi tymi okre la si  s owem piek o
 (Katechizm
Ko cio a Katolickiego [=KKK], 1033).

W czasie  ycia ziemskiego Bóg nie stosuje wobec cz owieka tzw. zasady sprawiedliwo ci
moralnej
. Dobre post powanie moralne cz owieka nie gwarantuje nam w sposób konieczny
powodzenia w sprawach materialnych, a pope nione grzechy nie musz

ci ga  na nas

natychmiastowej kary Bo ej tutaj na ziemi. W 

czasie naszego ziemskiego  ycia

sprawiedliwo  Bo a jest mi osierdziem wobec wszystkich. Ale kiedy cz owiek uparcie trwa
w grzechu jeszcze w chwili  mierci, kiedy odrzuca krzy  i Zmartwychwstanie Jezusa, a z nim
mi osierdzie Ojca, sam ponosi skutki swojego wyboru. Grzech, którego cz owiek nie podda
mi osierdziu Boga, posiada straszliw  moc pogr

enia grzesznika w wiecznym cierpieniu

i rozpaczy. To nie Bóg pot pia cz owieka, ale cz owiek sam siebie pot pia nie przyjmuj c
ofiarowanego mu przebaczenia.

Piek o (jest) skandalem dla Boga.(...) Piek o jako absolutne odrzucenie mi

ci, istnieje tylko

zawsze u jednej strony, chc  powiedzie  u tego, który je stwarza stale dla samego siebie. (...)
Je eli wi c jest w Bogu jaka  reakcja na istnienie piek a, to jest to reakcja bólu, a nie
zatwierdzenia, reakcja niesko czonego cierpienia, a nie upodobania. (...) Nasz ból z powodu
piek a jest wi c tylko echem Jego bólu, nasz dramat jest tylko bardzo dalekim odbiciem Jego
dramatu i piek o jest dla Boga nigdy nie zagojon  ran 
 (G. Martelet).

nie dlatego,  e piek o jest bólem i dramatem Boga Chrystus cz sto mówi  o gehennie

ognia nieugaszonego, przeznaczonej dla tych, którzy do ko ca swego  ycia odrzucaj  wiar
i nawrócenie; mog  oni zatraci  w niej zarazem cia o i dusz . Jezus zapowiada z surowo ci ,

e po le anio ów swoich: ci zbior  z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy

dopuszczaj  si  nieprawo ci, i wrzuc  ich w piec rozpalony (Mt 13, 41–42). On sam wypowie

owa pot pienia: Id cie precz ode Mnie, przekl ci w ogie  wieczny! (Mt 25, 41) (KKK,

1034). U ywaj c j zyka symbolicznego Chrystus okre la rzeczywisto  wiecznego pot pienia
ró nymi imionami; mówi o otch ani ( k 16, 23), o ciemno ciach zewn trznych (Mt 8, 12),
o piecu rozpalonym (Mt 13, 42), o karze ognia (Mt 5, 22) oraz miejscu p aczu i zgrzytania

bami (Mt 25, 30). Wszystkie te poj cia kojarz  si  z jak  straszn  rzeczywisto ci , któr

trudno sobie wyobrazi . Tym jasnym i zdecydowanym nauczaniem o tajemnicy wiecznego
odrzucenia Jezus pragnie przestrzec cz owieka przed takim rodzajem  ycia, które mog oby go

background image

oddali  od mi

ci Boga. W obecnej medytacji pro my Jezusa o  ask  otwarcia na t  trudn

tajemnic  naszej wiary. Pro my o g bokie przeczucie, i

Bóg nie przeznacza nikogo do

piek a; ale dokonuje si  to przez dobrowolne odwrócenie si  od Boga przez grzech  miertelny
i trwanie w nim a  do ko ca  ycia
 (KKK, 1037).

2. Realna mo liwo ci wiecznego niespe nienia

Je eli twoja r ka, noga, oko jest powodem grzechu, odetnij j , wy up je, lepiej jest u omnym,
chromym, jednookim wej  do królestwa ni  z dwiema r kami, z dwiema nogami, z dwojgiem
oczu by  wrzuconym do piek a
 (por. Mk 9, 43–48). S  to niezwykle trudne i twarde s owa
Jezusa, po których by  mo e mieliby my ochot  powtórzy  s owa uczniów zgorszonych
nauk  Chrystusa o Eucharystii: Trudna jest ta mowa. Któ  jej mo e s ucha ? (J 6, 60). I cho
Ko ció  nigdy nie interpretowa  tych s ów w sposób dos owny i nie zach ca  do okaleczania
si  celem unikni cia grzechu, to jednak odczytywa  je jako obrazowe ukazanie tragicznych
konsekwencji grzechu ludzkiego po  mierci. Nawet utrata jednego z cz onków jest dla
cz owieka nieporównanie mniejsz  strat  ni  wieczne pot pienie. Nie sprzykrzy o si  Jezusowi
trzykrotnie powtarza  te same s owa: By  wrzuconym do piek a. Któ  si  nie przerazi tym
powtórzeniem i tak silnym podkre leniem owej kary przez usta samego Boga
  —  mówi   w.
Augustyn w komentarzu do przytoczonej perykopy ewangelicznej.

W naszym  yciu duchowym winni my si  kierowa  mo liwie najczystszymi motywami:
pragnieniem mi

ci Boga, pragnieniem oddawania Mu chwa y, czci i s

enia Mu.  w.

Ignacy jako wielki znawca ludzkiej duszy by  jednak realist  i doskonale wiedzia ,  e cz sto
cz owiek nie jest w stanie kierowa  si  tak wznios ymi pobudkami. Gdyby wi c do walki
z grzechem zabrak o nam motywów mi

ci, wdzi czno ci i s

by Bogu, wówczas niech

przynajmniej l k przed nieodwracalnymi skutkami grzechu podtrzymuje nasz  wytrwa
w walce ze z em. Teologia moralna stwierdza,  e do odpuszczenia grzechu ci

kiego

w sakramencie pojednania wystarcza  al, który wyp ywa z l ku przed wiecznym pot pieniem.
Jest to  al niedoskona y, ale daje cz owiekowi mo liwo  mocnego postanowienia poprawy.
W obecnej medytacji wzbud my w sobie g bok  wiar  w tajemnic  wiecznego odrzucenia
jako prawd  podan  przez samego Jezusa. Pro my Boga, aby prawda o realnej mo liwo ci
wiecznego niespe nienia
 (K. Rahner) ukazywa a nam powag  ludzkiej odpowiedzialno ci
oraz konieczno  liczenia si  ze starym cz owiekiem w nas, który opiera si  Bogu i Jego woli.

3. Smakowa  gorycz piek a

W medytacji o piekle  w. Ignacy ka e nam odwo

 si  do wszystkich ludzkich zmys ów, aby

nie tyle pozna  prawd  o piekle intelektualnie, ale raczej j  odczu , smakuj c jej gorycz
i tragizm.  w. Ignacy proponuje wi c, by: Widzie  oczami wyobra ni owe ogromne ognie
i dusze jakby w cia ach ognistych. S ucha  uszami wyobra ni lamentów, wycia, krzyków
i blu nierstw przeciw Chrystusowi, Panu naszemu i przeciw wszystkim Jego  wi tym. W chem
wyobra ni odczu  dym, siark  (...) i zgnilizn . Smakiem wyobra ni smakowa  rzeczy gorzkich,
jak  zy, smutek i robak sumienia. Dotykiem w wyobra ni dotyka  i do wiadcza  jak ognie owe
dotykaj  i pal  dusz 
 ( D, 66–70).

background image

We wszystkich tych wskazówkach  w. Ignacego widzimy jakby echo  redniowiecznych scen

du Ostatecznego, na których piek o ukazywano za pomoc  wizji budz cych przera enie

i groz . Z e duchy maj  posta  potworów po eraj cych ludzkie cia a, cz ciowo podobnych
do ludzi, cz ciowo do  zwierz t.  Zniekszta cone  twarze  budz  odraz  i 

l k.

W  redniowiecznych scenach piek a z e duchy posiadaj  ca kowit  w adz  nad pot pionymi;
zn caj  si  nad nimi w okrutny sposób. Wymy laj  dla nich najokrutniejsze tortury i m ki
piekielne. Twarze pot pionych s  pe ne smutku, beznadziejno ci, bólu i rozpaczy. Cz owiek

redniowiecza dla wyra enia swojego do wiadczenia religijnego cz ciej odwo ywa  si  do

zmys ów ni  do abstrakcyjnego j zyka poj

. St d te  w taki plastyczny sposób malowa

rzeczywisto  wiecznego pot pienia. Przemawia a ona szczególnie do ludzi prostych, którzy
nie mieli dost pu do opisów literackich.

Zauwa my, i

w. Ignacy zach caj c nas do medytacji o piekle anga uje w ni  ca ego

cz owieka ze wszystkimi jego w adzami. Ten sposób medytowania tajemnicy wiecznego
odrzucenia wyda nam si  w

ciwy, je eli u wiadomimy sobie,  e przecie  ca y cz owiek

z wszystkimi swoimi zmys ami i w adzami duszy bierze udzia  w grzechu. Pokusa dociera do
serca ludzkiego poprzez ludzkie zmys y, a grzech postanowiony w sercu zostaje dokonany
równie  poprzez zmys y. St d te  wydaje si  rzecz  naturaln ,  e je li zmys y cz owieka bior
udzia  w grzechu, to b

 bra y udzia  tak e w karze wiecznego odrzucenia. Równie  sam

Jezus pragn c przybli

 nam tajemnic  piek a, odwo uje si  do naszych zmys ów.

W obecnej medytacji o piekle chciejmy wi c pos

 si  uwagami  w. Ignacego i w czy

w ni  wszystkie nasze zmys y, aby móc odczu  kar , na jak  mo e skaza  si  grzesznik i
w ten sposób umocni  si  przed z ym u yciem wolno ci. W wolno ci bowiem przyjmujemy
z pokor  i skruch  przebaczenie naszych grzechów i postanawiamy popraw  przy Jego  asce

D, 43). Korzystaj c ze zmys ów w medytacji o piekle pami tajmy jednak,  e rozwa ana

tajemnica przekracza wszelki porz dek materialny. Obrazy materialne s  jedynie analogiami
dla przybli enia tajemnicy wiecznego niespe nieniaTak wielka to jest kara,  e z ni  nie
mo na porówna

adnych udr cze , jakie znamy, skoro owa b dzie wieczna, te za  cho by

trwa y przez bardzo wiele nawet wieków, b

 tylko d ugie ( w. Augustyn).

4. Do cz nas, Panie, do grona swoich wybranych

We wprowadzeniu pierwszym do medytacji o piekle  w. Ignacy pisze: Widzie  oczami
wyobra ni d ugo , szeroko  i g boko  piek a
 ( D, 65). Ogl danie wymiarów piek a
przypomina nam wymiary mi

ci Jezusa, o których mówi na  w. Pawe : Niech Chrystus

zamieszka przez wiar  w sercach waszych; aby cie (...) zdo ali ogarn

 duchem, czym jest

Szeroko ,  D ugo ,  Wysoko   i G boko   i pozna   mi

  Chrystusa  przewy szaj

wszelk  wiedz  (Ef 3, 17–19). Jak mi

 Chrystusa przewy sza wszelk  mo liwo

ludzkiego poznania, tak samo piek o, które jest odrzuceniem tej mi

ci nie mo e by

zg bione ludzkim rozumem. Jak cz owiek nie jest w stanie przewidzie , jak wielkie rzeczy
przygotowa  Bóg tym, którzy Go mi uj 
 (1 Kor 2, 9), tak te  nie jest w stanie w pe ni pozna ,
co sam sobie przygotowuje przez radykalne odrzucenie Bo ej mi

ci. Piek o jako wieczne

pot pienie jest odwrotno ci  nieba jako wiecznego zbawienia.

background image

Istot  wiecznego szcz cia jest pe ne zjednoczenie z Bogiem — pe na przynale no  do
Niego; niebo utrwala na wieki nasz  jedno  budowan  na ziemi z Ojcem przez Jego Syna
w Duchu  wi tym. Chrze cijanin to cz owiek, który w  yciu, w  mierci i w wieczno ci nale y
ca kowicie do Pana (por. Rz 14, 8). Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy prosi swojego Ojca,
aby Jego uczniowie byli zawsze z Nim zjednoczeni: Ojcze, chc , aby tak e ci, których Mi
da

, byli ze Mn  tam, gdzie Ja jestem (J 17, 24).

Piek o jest wiecznym oddaleniem si  od Boga, pozbawieniem si  na zawsze Jego mi

ci.

Oddalenie si  od Boga to jednoczesne zbli enie si  do szatana. Zerwanie jedno ci z Bogiem
to nawi zanie jedno ci z Jego przeciwnikiem. Zlekcewa enie mi

ci Boga to uczestnictwo

w nienawi ci Z ego. Zaprzeczy  Prawdzie to przyj

ojca wszelkiego k amstwa (por. J 8, 44).

Odrzuci  dzieci ctwo Bo e to przyj  dzieci ctwo diab a, bo ka dy, kto grzeszy, jest
dzieckiem diab a
  (1  J  3,  8).  Nie  sta   si

ogos awionym Ojca to jednocze nie sta  si

przekl tym  diab a i jego  anio ów (por. Mt 25, 34. 41); odrzucenie Chrystusa oznacza
przyj cie Antychrysta, bo ka dy (...) duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest
duch Antychrysta
 (1 J 4, 3).

Tragizm piek a mo e naprawd  odczu  tylko ten, kto wchodzi w intymn  jedno  z Bogiem,
kosztuje Jego s odyczy i do wiadcza wielko ci i g bi Jego niesko czonej mi

ci. Mistycy

byli w

nie lud mi, którzy najg biej smakowali gorzko  piek a. Po okresie wielkich

mistycznych  ask i pociech, Bóg przeprowadza  ich nieraz przez ciemn  noc — mistyczny
smutek wewn trzny, który oni sami nazywali smakowaniem piek a.

Poniewa  nie znamy dnia ani godziny, musimy, w my l upomnienia Pa skiego, czuwa
ustawicznie, aby my zako czywszy jeden jedyny bieg naszego ziemskiego  ywota, zas

yli

wej  razem z Panem na gody weselne i by  zaliczeni do b ogos awionych, i aby nie kazano
nam, jak s ugom z ym i leniwym, pój  w ogie  wieczny, w ciemno ci zewn trzne, gdzie b dzie

acz i zgrzytanie z bów (Lumen Gentium, 48). W zako czeniu tej medytacji b agajmy Boga

o mi osierdzie modlitw , któr  odmawiamy w czasie sprawowania Eucharystii: Bo e, przyjmij

askawie t  ofiar  od nas, s ug Twoich, i ca ego ludu Twego. Nape nij nasze  ycie swoim

pokojem, zachowaj nas od wiecznego pot pienia i do cz do grona swoich wybranych.

VI.

ABO

 BOGA

Id c stamt d, wszed  do ich synagogi. A by  tam cz owiek, który mia  usch  r

. Zapytali

Go, by móc Go oskar

: Czy wolno uzdrawia  w szabat? Lecz On im odpowiedzia : Kto

z was je li ma jedn  owc , i je eli mu ta w dó  wpadnie w szabat, nie chwyci i nie wyci gnie
jej? O ile  wa niejszy jest cz owiek ni  owca! Tak wi c wolno jest w szabat dobrze czyni .
Wtedy rzek  do owego cz owieka: Wyci gnij r

! Wyci gn , i sta a si  znów tak zdrowa jak

druga. Faryzeusze za  wyszli i odbyli narad  przeciw Niemu, w jaki sposób Go zg adzi . Gdy
si  Jezus dowiedzia  o tym, oddali  si  stamt d. A wielu posz o za Nim i uzdrowi  ich

background image

wszystkich. Lecz im surowo zabroni ,  eby Go nie ujawniali. Tak mia o si  spe ni  s owo
proroka Izajasza: Oto mój S uga; którego wybra em, Umi owany mój, w którym moje serce
ma upodobanie. Po

 ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom. Nie b dzie si

spiera  ani krzycza , i nikt nie us yszy na ulicach Jego g osu. Trzciny zgniecionej nie z amie
ani knota tlej cego nie dogasi, a  zwyci sko s d przeprowadzi. W Jego imieniu narody
nadziej  pok ada  b

 (Mt 12, 9–21).

Zanim przejdziemy do bezpo redniej kontemplacji tajemnicy Zmartwychwstania Jezusa,
w niniejszej kontemplacji zatrzymamy si  na perykopie ewangelicznej, która — jak
w soczewce — ukazuje nam sam  istot  m ki Jezusa. Jest ni

abo  Boga wobec wolno ci

cz owieka. Wszechmocny Bóg staje si  s aby i bezbronny wobec odmowy cz owieka
przyj cia Jego mi

ci. Bóg–Cz owiek pozwoli  si  ukrzy owa , ale nie uleg  pokusie

odebrania cz owiekowi prawa decyzji przyj cia lub odrzucenia Jego Boskiej mi

ci. Im

biej przemówi do nas tajemnica s abo ci Boga w m ce i  mierci Jezusa, tym ja niej

zab

nie dla nas tajemnica Zmartwychwstania Jezusa.

Obraz dla obecnej medytacji: Przedstawmy sobie Jezusa jako cichego Baranka, który po
ludzku okazuje si  s aby; pozwala si  przez swoich wrogów uwi zi , oskar

; pozwala si

te  os dzi , ubiczowa , ukoronowa  cierniem i wreszcie daje si  zaprowadzi  na Golgot
i ukrzy owa .

Pro ba o owoc medytacji: B dziemy prosi  o wielkie zaufanie do Jezusa i Jego ludzkiej

abo ci. To w

nie dzi ki

abo ci Boga w Jezusie mo emy odkry  Jego niesko czon

mi

 do nas. Pro my tak e o  ask  odkrycia naszej ludzkiej wolno ci. To w

nie z jej

powodu umiera Jezus dla nas na krzy u, ale tak e dzi ki naszej wolno ci mo emy dost pi
zbawienia.

1. Innych wybawi , a sam siebie wybawi  nie chce

W Starym Testamencie Bóg objawia si  Izraelowi przede wszystkim w swojej Boskiej mocy.
Bóg Jahwe niszczy siark  i ogniem grzeszników Sodomy i Gomory (Rdz 19, 23–29), plagami
zmusza do uleg

ci pot nego faraona (Wj 7, 14nn), a pó niej niszczy w wodach morskich

jego wielkie wojska (Wj 15, 4nn). O mocy Boga Jahwe pi knie opowiadaj  niektóre Psalmy.
Oto jeden z nich:

Przyznajcie Panu, synowie Bo y,
przyznajcie Panu chwa  i pot

!

os Pa ski ponad wodami, zagrzmia  Bóg majestatu:

Pan ponad wodami niezmierzonymi!

os Pana pe en pot gi! G os Pana pe en dostoje stwa!
os Pana  amie cedry, Pan  amie cedry Libanu,

sprawia,  e Liban skacze niby cielec i Sirion niby m ody bawó .

os Pana rozsiewa ogniste strza y,

os Pana wstrz sa pustyni , Pan wstrz sa pustyni  Kadesz.

os Pana zgina d by, oga aca lasy:

background image

a w Jego pa acu wszystko wo a: Chwa a!
Pan zasiad  na tronie nad potopem
i Pan zasiada jako Król na wieki
 (Ps 29).

Stary Testament wychowuje nas najpierw do dostrzegania i przyjmowania niemo liwej do
pokonania pot gi Jahwe. Prorocy ukazuj  nam przede wszystkim Jahwe, który niszczy
wrogów Izraela, kiedy ten daje si  prowadzi  swojemu Bogu. Stary Testament przekonuje nas
najpierw, i  si a jest jednym z zasadniczych atrybutów Boga. Wed ug naszego sposobu
rozumienia Bóg jest mocny, pot ny i nic nie mo e Mu si  oprze . Bóg jest taki w

nie z racji

samej swej natury. Jego pot ga jest Jego natur . Do istoty Boga nale y zdolno  obalania
wszystkiego. Bóg jest mocny i nie mo e zrezygnowa  ze swojej mocy, bo nie mo e przesta  by
Bogiem
 (C. M. Martini).

W Biblii moc Boga kieruje si  przede wszystkim przeciwko z u. Bóg nienawidzi z a z ca ej
swojej mocy. Bóg niszczy z o, Bóg je unicestwia. Moc Bo a w obliczu z a staje si  Bo ym
gniewem. Z o przed obliczem zagniewanego Boga mo e si  tylko unicestwi , rozp yn .
Jezus Chrystus objawia nam moc Boga wówczas, kiedy czyni spektakularne cuda: przemienia
wod  w wino, ucisza burz  na morzu, chodzi po falach jeziora, kiedy rozmna a chleb,
uzdrawia i wskrzesza umar ych, kiedy uzdrawia chorych, wyp dza z e duchy z op tanych.

Ta moc Jezusa uwidacznia si  nie tylko w szczególnych znakach i cudach, ale tak e w ca ej
Jego postawie i w Jego s owach. Zdumiewali si  Jego nauk , gdy  s owo Jego by o pe ne
mocy
 ( k 4, 32). Kobieta chora na krwotok zosta a uzdrowiona dzi ki mocy, która wysz a
z Jezusa
, cho  dotkn a si  Go bez Jego wiedzy i zgody ( k 8, 43nn). Uczniowie id  za
Chrystusem w

nie dlatego,  e do wiadczaj  Jego przyci gaj cej ich si y. Ewangeli ci wiele

razy podkre laj  moc Jezusa. Po uzdrowieniu op tanego Ewangelista zauwa a,  e
uzdrowienie wprawi o wszystkich w zdumienie i mówili mi dzy sob : Có  to za s owo?
Z w adz  i moc  rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodz 
 ( k 4, 36). Ca y t um stara
si  Go dotkn

, poniewa  moc wychodzi a od Niego i uzdrawia a wszystkich  ( k  6,  19)  —

pisze  ukasz.

Moc Jezusa kieruje si  przeciwko z u; przeciwko z u fizycznemu, jakimi by y choroby,

mier , g ód oraz przeciwko z u duchowemu, jakim by  grzech. Ca e dzia anie Jezusa kieruje

si  tak e przeciwko z emu duchowi, którego cz sto z moc  wyrzuca z op tanych. W Biblii
ka de z o, tak e z o fizyczne, wi e si  jako  z grzechem. Jest ono zawsze jakim  przejawem
obecno ci i dzia ania z ego ducha.

W ca ej dzia alno ci Jezusa zauwa amy, i  walczy ze z em, które dotyka innych, natomiast
poddaje si  i przyjmuje to z o, które uderza w Niego samego. Wrogowie Jezusa wy miewaj c
Go na krzy u b

 mówili: Innych wybawia , siebie nie mo e wybawi  (Mk 15, 31).

Stwierdzenia: Innych wybawia  jest s uszne. Zasadnicz  misj  Jezusa jest wybawianie innych
od z a. Jezus ka e nam równie  prosi  Ojca: ale zbaw nas od z ego. Lecz dalsze z

liwe

stwierdzenie wrogów Jezusa: sam siebie nie mo e wybawi  jest nieprawdziwe. Jezus sam
siebie wybawi  po prostu nie chce
.

background image

W Jezusie Chrystusie odkrywamy inny, nowy rys oblicza Boga, rys nieznany jeszcze
w Starym Testamencie:

abo  Boga wynikaj

 z Jego niesko czonej mi

ci do cz owieka

oraz z Jego wielkiego uszanowania dla ludzkiej wolno ci. W Jezusie okrywamy, i  moc Boga
zostaje w jakim  sensie ograniczona wolno ci  i mi

ci  do swoich stworze , je eli mo emy

wyrazi  si  w ten sposób naszym ludzkim j zykiem.

Innych wybawia , a sam siebie nie mo e wybawi . To paradoksalne zachowanie si  Jezusa
uwidacznia si  w sposób szczególny na przyk adzie uzdrowienia chorego z usch  r

. Jezus

uzdrawia w szabat pewnego cz owieka i czyni to wbrew faryzeuszom. Faryzeusze odbieraj
uzdrowienie Jezusa jako swoist  prowokacj  i odbywaj  narad  przeciw Jezusowi. G ównym
tematem narady jest pytanie, w jaki sposób Go zg adzi . Jezus dowiaduje si  o spotkaniu
faryzeuszy i wówczas widz c,  e Jego  yciu zagra a niebezpiecze stwo, oddala si ; po prostu
ucieka z tego miejsca. W czasie ucieczki Jezusa wielu posz o za Nim, a On uzdrowi  ich
wszystkich. Uzdrowionym za  surowo zabrania, aby nie zdradzali miejsca Jego pobytu.

Ewangelie ukazuj  nam Jezusa jako wybranego i umi owanego przez Boga, pe nego mocy
Ducha  wi tego. W chrzcie w Jordanie na pocz tku swojej publicznej dzia alno ci oraz
w czasie przemienienia na górze Tabor, które mia o miejsce przed m

 i  mierci , Jezus

otrzymuje potwierdzenie bycia wybranym i umi owanym Synem Ojca: Ten jest mój Syn
umi owany, w którym mam upodobanie
 (Mt 3, 13). I oto nagle ten umi owany Syn Ojca,
maj cy bezpo redni udzia  w Jego Boskiej mocy, wydaje si  by  s aby, bezsilny wobec
niebezpiecze stwa, jakie Mu grozi ze strony w adz religijnych. Kiedy faryzeusze naradzaj
si , w jaki sposób Go zg adzi , On ust puje i ucieka. Zgadza si , aby ich z

 rozpali a si

przeciwko Niemu.

Jezus nie realizuje w swoim  yciu utartej przez opini  ludow  woli Jahwe, zgodnie z któr
swoim gniewem natychmiast niszczy On i t umi z o w samym zarodku. Z o, które uderza
w Jezusa, nie zostaje st umione. Wr cz przeciwnie — rozpala si  coraz bardziej. Jezus
przyjmuje posta

abego cz owieka, który dzi  ucieka, ale jutro pozwoli si  schwyta  i zabi .

Nienawi  faryzeuszy ca kowicie zatriumfuje nad Nim. Jezus posiada moc dla innych,
poniewa  broni ich przed z em choroby i przed moc  z ych duchów, dla siebie natomiast staje
si  bezbronny i s aby. Innych wybawia, a sam siebie wybawi  nie chce. Innych uzdrawia, ale
sam siebie nie chce uzdrowi .

Pro my w tej kontemplacji o wielk  przenikliwo  duchow , dzi ki której b dziemy w stanie
przeczu  sens tego z pozoru sprzecznego — w ludzkim znaczeniu — zachowania si  Jezusa.
Pro my tak e o wielkie zaufanie do Jezusa, dzi ki któremu b dziemy w stanie uwierzy ,  e
Jego postawa jest wyrazem Jego niesko czonej mi

ci do nas, która zaprowadzi a Go a  na

krzy . Módlmy si , aby my docenili niezwyk y dar, jakim jest nasza wolno  — z powodu
której — ale tak e dzi ki której — umiera Jezus dla nas na krzy u.

background image

2. Oto Baranek Bo y

Zachowanie Jezusa w sytuacji zagra aj cej Jego  yciu b dzie dla uczniów powodem
zgorszenia; b dzie kamieniem, o który si  potkn . Z jednej strony Jezus objawia si  im jako
Mesjasz, który b dzie panowa  na wieki na tronie Dawida; z drugiej strony za  kiedy
wrogowie Mu zagra aj , On ucieka.

Krewni Jezusa b

 Go poucza : Wyjd  st d i id  do Judei, aby i uczniowie Twoi ujrzeli

czyny, których dokonujesz. Nikt bowiem nie dokonuje niczego w ukryciu, je eli chce si
publicznie ujawni . Skoro takich rzeczy dokonujesz, to oka  si

wiatu! Bo nawet Jego bracia

nie wierzyli w Niego (J 7, 3–5). Poka  si

wiatu. Je eli przyszed

, by mówi  do  wiata, to

dlaczego nie troszczysz si , aby Ci  wszyscy widzieli, s yszeli?

W ostatnim, najtrudniejszym okresie publicznej dzia alno ci Jezus zachowuje si  tak, jakby
Mu ju  nie zale

o na tym, aby poszerza  grono uczniów. Niekiedy robi wra enie, jakby Mu

ma o zale

o na tych, którzy do Niego nale eli. Po trudnej mowie eucharystycznej, kiedy

wielu odesz o, Jezus pyta swoich najbli szych: Czy  i wy chcecie odej ? (J 6, 67).

To z pozoru sprzeczne zachowanie Jezusa zosta o przepowiedziane przez proroka Izajasza.
Bo cho  Jezus uczestniczy w mocy samego Boga, posiada Jego niezwyci onego Ducha
i b dzie og asza  prawo narodom, to jednak nie b dzie tego nigdy czyni  przemoc  i si
ludzk . Tak mia o si  spe ni  s owo proroka Izajasza: Oto mój S uga, którego wybra em,
Umi owany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Po

 ducha mojego na Nim, a On

zapowie prawo narodom. Nie b dzie si  spiera  ani krzycza , i nikt nie us yszy na ulicach Jego

osu. Trzciny zgniecionej nie z amie ani knota tlej cego nie dogasi, a  zwyci sko s d

przeprowadzi (Mt 12, 17–20).

Syn Bo y objawia si  jako  agodny i cichy Baranek Bo y. Przychodzi dokona  s du nad

wiatem, ale Jego g os jest s aby, nie umie krzycze . Ten g os mo na st umi , zag uszy .

Mo na zamkn  usta cichemu Barankowi. Przychodzi dokona  zwyci stwa nad ca  pot

a i szatana, ale kiedy faryzeusze Mu gro

, rezygnuje z samoobrony i ze zwyci stwa nad

nimi. Kiedy Go niesprawiedliwie oskar aj , nie usprawiedliwia si , nie broni si , ale milczy.
Pozwala, aby wydano nies uszny wyrok na Niewinnego. Takiego wybra  sobie Bóg. W Nim
ma swoje upodobanie. Nie jest to tylko upodobanie Boga. Jest to tak e upodobanie
wszystkich narodów, które Go poznaj  i b

 w Nim pok ada  nadziej .

Rozwa ana  Ewangelia  o Jezusie,  który  z moc   uzdrawia  innych  a sam  ucieka  przed
faryzeuszami, jest kluczem do m ki i  mierci Jezusa. Mesjasz sam nie podniesie g osu na
nikogo, ale dozwoli, aby oskar yciele krzyczeli na Niego, aby Go wy miewali i wydrwili.
Trzciny nad amanej nie z amie, ale sam stanie si  trzcin , która zostanie z amana,
zmia

ona. Knota tlej cego nie dogasi, ale pozwoli, aby zgaszono Jego  ycie, aby zabito Go

na drzewie krzy a. Kontempluj c to nielogiczne po ludzku zachowanie módlmy si : Ty, Bo e
Wszechmocny, który stworzy

 niebo i ziemi  i wszystko podtrzymujesz swoj  moc , stajesz

si  s aby, bezbronny i milcz cy wobec tych, którzy Ci  nienawidz . Takie Twoje zachowanie
staje si  zgorszeniem dla roztropnych i m drych na tym  wiecie. Jeszcze dzi  zezwalasz, aby

background image

Ci blu niono. Niektórzy odwa ni mówi : je eli Bóg jest, to niech mnie unicestwi, niech mnie
natychmiast u mierci. Na te s owa Ty milczysz, nie odpowiadasz cz owiekowi, a jemu zdaje
si ,  e ma racj .

W ten sposób powtarza si  blu nierstwo spod krzy a: Je eli jeste  Synem Bo ym, wybaw
samego siebie...
 Zgorszenie

abo ci  Boga trwa. Cz owiek niesprawiedliwy, cz owiek

krzywdz cy innych, chciwy i pyszny cz sto odnosi tryumf; a ten, kto odwróci  si  od Boga,
robi  wietnie swoje nieczyste interesy, w 

których Bóg zdaje Mu si  b ogos awi .

Sprawiedliwy natomiast  doznaje  prze ladowania  i Bóg nie bierze go  w obron   w jaki
widoczny dla  wiata sposób. M ka Jezusa Chrystusa zadaje zasadnicze pytania dotycz ce
naszego  ycia duchowego, dla wiary: Jaki jest nasz obraz Boga? Czego oczekujemy od Boga
doznaj c niesprawiedliwo ci, doznaj c drobnych krzywd lub drobnych pos dze ? Czy
w g bi serca nie oczekujemy jakiej  materialnej interwencji Pana Boga, aby wysz a na jaw
nasza niewinno , nasza sprawiedliwo , aby okaza o si  w ko cu,  e to my w

nie mamy

racj ?

Czego oczekujemy od Boga w naszej pracy apostolskiej? Czy nie ma w nas pragnie  i d

,

aby my okazali si  po ludzku silniejsi, bardziej wp ywowi, bardziej szanowani? Czy nie
chcemy nasz  si  udowadnia  innym,  e to my mamy racj ? Czy nie poddajemy si
zw tpieniu, kiedy pozornie Bóg przegrywa na naszych oczach i w naszym  yciu? Czy nie

abnie w nas wiara i nadzieja, kiedy dostrzegamy panosz ce si  z o w  wiecie, które zdaje si

by  ur ganiem Bogu? Czy nie w tpimy w obecno  i dzia anie Chrystusa w Ko ciele, kiedy
postrzegamy s abo  i grzechy ludzi Ko cio a?

Na placu apelowym w O wi cimiu w czasie drugiej wojny  wiatowej wieszano 15–letniego

ydowskiego ch opca za jakie  obozowe przewinienie. Jeden z  ydów w rozpaczy i buncie

rzuci  do swojego kolegi retoryczne pytanie: Gdzie jest Bóg, który to wszystko widzi?
W odpowiedzi us ysza : Patrz, wieszaj  Go teraz. Odpowied  ta zbudowana jest na Biblii.
Wzgardzony i odepchni ty przez ludzi, m  bole ci, oswojony z cierpieniem. (...) Dr czono
Go, lecz sam si  da  gn bi , nawet nie otworzy  ust swoich. Jak baranek na rze  prowadzony,
jak owca niema wobec strzyg cych j , tak On nie otworzy  ust swoich!
 (Iz 53, 3. 7).

Pro my, aby my do wiadczyli ludzkiej s abo ci Boga–Cz owieka, która objawia si  w Jezusie
Chrystusie. Pytajmy Go tak, jak zach ca nas  w. Ignacy: jak to si  sta o,  e On b

c

wszechmocnym Bogiem, który stworzy  niebo i ziemi , ucieka, gdy kilku ludzi zastanawia si
nad tym, by Go skaza  na  mier ?
 Pro my o poznanie, przynajmniej zacz tkowe, na czym
polega istota

abo ci Boga–Cz owieka. Pro my, aby my od rozwa

 nad s abo ci  Jezusa

przeszli do rozwa

 nad naszym sposobem prze ywania ludzkiej s abo ci. Pro my Jezusa,

aby On sam da  nam odpowied , jak my mamy si  zachowa  w spotykaj cych nas
krzywdach, niesprawiedliwo ciach, w kl skach, pos dzeniach, odrzuceniach itp. Pro my,
aby my w  wietle m ki i  mierci Jezusa umieli oceni  nasze postawy, reakcje i zachowania:
odruchowe a mo e nieraz tak e agresywne bronienie si  w sytuacji najmniejszego cho by
zagro enia  ze  strony  innych;  podnoszenie  g osu  i krzyk  w 

chwilach  niecierpliwo ci

i wewn trznego gniewu na siebie i innych; spieranie si  i k ótnie dla obrony swoich w asnych
interesów, nieraz bardzo dwuznacznych czy wr cz nieczystych; brak delikatno ci wobec

background image

abszych, próby dominowania i 

manipulowania innymi; pokazywanie swojej w adzy

i wy szo ci.

Pro my Jezusa ukrzy owanego i zmartwychwsta ego, aby równie  w naszym  yciu, tak jak i
w Jego, mog a objawi  si

abo  Boga, która jest najwy szym znakiem Jego niesko czonej

mi

ci i szacunku dla ludzkiej wolno ci. Dopuszczenie do naszego serca i do naszej

wiadomo ci ludzkiej s abo ci Boga–Cz owieka sprawi, i  b dziemy naprawd  przygotowani

na przyj cie niesko czonej mocy Boskiej, która objawi a si  w Jezusie Zmartwychwsta ym.

VII. ZMARTWYCHWSTANIE — ABSOLUTNA NOWO

 BOGA

Je li On wyda swe  ycie na ofiar  za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przed

y, a wola

Pa ska spe ni si  przez Niego. Po udr kach swej duszy, ujrzy  wiat o i nim si  nasyci. Zacny
mój S uga usprawiedliwi wielu, ich nieprawo ci On sam d wiga  b dzie. Dlatego w nagrod
przydziel  Mu t umy, i posi dzie mo nych jako zdobycz, za to,  e Siebie na  mier  ofiarowa
i policzony  zosta   pomi dzy  przest pców.  A On  poniós   grzechy  wielu,  i or duje  za
przest pcami
 (Iz 53, 10–12).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przywo ajmy w pami ci jeden ze znanych nam obrazów
Jezusa Zmartwychwsta ego.

Pro ba  o 

owoc  kontemplacji:  Pro my  o 

g bokie  do wiadczenie  rado ci  Jezusa

Zmartwychwsta ego; pro my, by rado  ta mog a stanowi  dla nas oparcie i si , dzi ki której

dziemy w stanie pokona   w naszym  yciu fascynacj   grzechem  i l k przed  mierci .

Pro my te , aby kontemplacja Jezusa Zmartwychwsta ego by a  ród em rado ci i pokoju dla
nas samych oraz dla bli nich, z którymi  yjemy.

1. Jedno  tajemnicy Krzy a i tajemnicy Zmartwychwstania

Chocia  w

wiczeniach duchownych kontemplacja m ki i  mierci Jezusa chronologicznie jest

oddzielona od kontemplacji Zmartwychwstania, to jednak winni my nieustannie pami ta ,  e
oba te wydarzenia s  po prostu tylko dwoma obliczami jednego centralnego misterium
paschalnego
 (D. M. Stanley). Nie ma Jezusowego Krzy a bez Jego Zmartwychwstania, nie
ma te  Jezusowego Zmartwychwstania bez Jego Krzy a. Im pe niej do wiadczymy bole ci
wespó   z Chrystusem  pe nym  bole ci  i udr ki
 ( D, 203), tym g bsze mo e by  nasze
do wiadczenie wesela i rado  razem z Jezusem Zmartwychwsta ym.

H. U. von Balthasar, wielki wspó czesny teolog, w swoich rozwa aniach o Tajemnicy
Paschalnej Chrystusa nalega, aby nie banalizowa  zwi zku pomi dzy m
i zmartwychwstaniem. M ka nie stanowi tylko preludium, wst pu do zmartwychwstania. Ale

background image

te  zmartwychwstanie nie jest jedynie szcz liwym zako czeniem nieszcz liwej historii
Jezusa. Obie rzeczywisto ci nale y traktowa  w sposób jednakowo g boki i zasadniczy.

ka Jezusa ko czy ludzkie do wiadczenie Syna Bo ego.  mier  Jezusa jest prawdziwa, jest

ostateczna sama w sobie. Jezus do wiadczy

mierci tak, jak do wiadcza jej ka dy cz owiek

umieraj cy. Istnieje niesko czona przepa  pomi dzy  mierci  a zmartwychwstaniem, któr
mo e przeby  tylko sam Bóg.

Od pocz tku powstawania Ko cio a prawda o Zmartwychwstaniu Jezusa znajdowa a si
w centrum  wiary. Zmartwychwstanie by o istot  Dobrej Nowiny. W swojej  pierwszej
katechezie  w. Piotr przypomina o  yciu i mierci Jezusa tylko po to, aby na ko cu
stwierdzi ,  e w

nie Bóg wskrzesi  Go, zerwawszy wi zy  mierci (Dz 2, 24).

ka Pa ska

wydaje si  w ustach Aposto a zaledwie przygrywk  do tego, co najwa niejsze —  wiadectwa
o Zmartwychwstaniu. A to  wiadectwo jest tu bardzo wa ne, gdy  ukazanie si  Uwielbionego
nie mia o by  widowiskiem przeznaczonym dla ca ego ludu, lecz zwi zane by o
z przekazaniem wybranym uprzednio przez Boga na  wiadków misji og oszenia ludowi tego
wydarzenia
 (H. U. von Balthasar). Od przyj cia Zmartwychwstania Jezusa zale

o

ustosunkowanie si  do ca ego Jego  ycia, nauczania i Jego  mierci.  ycie Jezusa z ca  Jego
niezwyk  nauk  o mi

ci Boga do cz owieka nie mia oby wi kszego znaczenia, gdyby Jezus

nie zmartwychwsta . A je eli Chrystus nie zmartwychwsta , daremna jest wasza wiara i a
dot d  pozostajecie  w swoich  grzechach
 (1 Kor 15, 17). Jezusa, który nie powsta by
z martwych, cho by 

 i umar  dla prawdy, mogliby my czci  jak greckiego bohatera; nie

mogliby my uzna  Go jednak za zwyci zc  grzechu,  mierci i szatana; nie mogliby my
oddawa  Mu czci boskiej i przyjmowa  Go jako Pana naszego  ycia, którego winni my nie
tylko mi owa , ale tak e na ladowa  we wszystkim, tak e w Jego cierpieniu i m ce
krzy owej.

Ojciec R. de Gasperis, profesor Papieskiego Uniwersytetu Gregoria skiego w Rzymie,
opowiada  podczas wyk adów nast puj ce zdarzenie. Zg osi  si  do niego kiedy  pewien

ody cz owiek pochodzenia tureckiego, muzu manin, który studiowa  prawo we W oszech.

A poniewa  chrze cija stwo mia o du y wp yw na kszta towanie si  prawa w Europie, chcia
dobrze pozna  tak e religi  chrze cija sk , by móc g biej rozumie  ducha prawa
europejskiego. Ojciec de Gasperis opowiada  mu wi c o  yciu Jezusa, o Jego nauce i  mierci.
Stwierdzi  równie , i  my chrze cijanie wierzymy,  e On  yje, poniewa  na trzeci dzie  po

mierci zmartwychwsta . Wówczas student ten przerwa  profesorowi jego wywód

i spontanicznie  zapyta : Dlaczego wi c przedstawiacie Go tylko jako umar ego na krzy u?
I cho  pytanie niechrze cija skiego studenta zawiera zbytnie uogólnienie, to jednak jest
bystr  obserwacj  postawy wielu chrze cijan i zawiera w sobie ziarno prawdy. Nierzadko
bowiem  w naszej powierzchownej pobo no ci m ka i krzy  Jezusa s  oddzielane  od
Zmartwychwstania. Cz sto do m ki Chrystusa podchodzimy zbyt naturalistycznie.
Zatrzymujemy si  przede wszystkim na jej zewn trznym opisie nie umiej c dotrze  do jej
zbawczej istoty. Zewn trzne podej cie do m ki i  mierci Jezusa z konieczno ci warunkuje
powierzchowno  w rozwa aniu Zmartwychwstania Jezusa. Zmartwychwstanie traktujemy
niekiedy nie tyle jako centrum wiary, ale raczej jako radosny dodatek.

background image

W tym rozwa aniu zadajmy sobie nast puj ce pytania: Czy do wiadczamy w naszym  yciu
wiary jedno ci  mierci i Zmartwychwstania Jezusa? Na ile do wiadczenie Zmartwychwstania
Jezusa jest dla mnie pocieszeniem, obietnic  w chwilach trudno ci, zmaga , smutku

przygn bienia? Czy do wiadczenie Zmartwychwstania Jezusa uspokaja moje my li

i odczucia zwi zane z moj  osobist

mierci  oraz ze  mierci  bliskich mi osób? Te i tym

podobne pytania, które mo emy sobie sami zada , pomog  nam g biej rozezna , na ile

yjemy tajemnic  Zmartwychwstania Jezusa w naszej codzienno ci.

Prorok Izajasz w czwartej Pie ni przepowiada  nie tylko m

 i cierpienie, ale tak e

uwielbienie S ugi Jahwe, który ujrzy  wiat o i nim si  nasyci. W nagrod  Jahwe przydzieli Mu
narody i posi dzie mo nych jako zdobycz. Je eli szczerze prosili my Chrystusa, aby dopu ci
nas do udzia u w tajemnicy Jego m ki i  mierci krzy owej, to teraz mamy tym wi ksze prawo
zosta  dopuszczeni do udzia u w Jego Zmartwychwstaniu; mamy prawo sta  si

Jego

narodem wybranymJego zdobycz . Na pocz tku kontemplacji Zmartwychwstania Jezusa
pro my Go wi c serdecznie, aby pozwoli  nam przeczu  donios

 i wag  tej wielkiej

tajemnicy dla naszego  ycia. Pro my te , aby ods oni  przed nami te miejsca naszego  ycia,
w których mo e si  g biej realizowa  tajemnica Jego Zmartwychwstania.

2. Je eli nie ma zmartwychwstania

Prawd  o zmartwychwstaniu bardzo trudno przyj , poniewa  zaprzecza naszemu ludzkiemu
do wiadczeniu i ka e nam otworzy  si  na tajemnic . Kontempluj c ewangeliczne perykopy
mówi ce o Zmartwychwstaniu Jezusa nieustannie pami tajmy, i  mamy do czynienia
z wielk  tajemnic  naszej wiary. Wszystko, co dotyczy Zmartwychwstania Jezusa (...) jest bez
analogii — brakuje jakiegokolwiek odpowiednika w naszych dziejach dla tej Prawdy wiary
(C. M. Martini). W tajemnicy paschalnej dotykamy nieprzewidywalnego dzia ania Bo ego,
absolutnej nowo ci Boga, który nieustannie wszystko czyni nowym (Ap 21, 5).

Ta w

nie absolutna nowo  Boga jest dla nas najtrudniejsza do przyj cia. By a ona tak e

najtrudniejsza dla Aposto ów Jezusa. Chrystus d ugo b dzie musia  rozwiewa  w tpliwo ci
i nieufno  uczniów. Tomasz b dzie domaga  si eksperymentalnego stwierdzenia to samo ci
ukrzy owanego  i Zmartwychwsta ego  Jezusa.  B dzie  chcia   w

  palce  w rany po

gwo dziach, a ca  r

 w Jego przebity bok (por. J 20 24–29).

Nie tylko Aposto owie mieli trudno ci z przyj ciem tajemnicy Zmartwychwstania Jezusa. Jest
to prawda tak szokuj ca, i  przyj ciu tej tajemnicy opiera o si  i nadal opiera si  wielu.  lady
tego oporu odnajdujemy w dzia alno ci  w. Paw a. Wielu wierz cych wspólnoty korynckiej
twierdzi o, i  nie ma zmartwychwstania.  w. Pawe  mówi do nich z wyrzutem: Je eli zatem

osi si ,  e Chrystus zmartwychwsta , to dlaczego twierdz  niektórzy spo ród was,  e nie ma

zmartwychwstania? Je li nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwsta  (1 Kor
15, 12–13). G oszenie Dobrej Nowiny w Atenach, mie cie s yn cym z uprawiania filozofii,
rozbi o  si   w

nie  o 

prawd   o Zmartwychwstaniu  Jezusa.  Kiedy  Pawe   wspomnia

o zmartwychwstaniu, mieszka cy dumnego miasta, ufaj c bardziej swojemu rozumowi ni

background image

wiadectwu Aposto a Narodów, zlekcewa yli go banalnym stwierdzeniem: Pos uchamy ci

o tym innym razem (Dz 17, 32).

Centraln  prawd , od której wszystko si  zaczyna w chrze cija stwie, nie jest krzy , ale

nie zmartwychwstanie. W samym fakcie  mierci Jezusa na krzy u nie by o nic

nadzwyczajnego. W czasach rzymskich dziesi tki tysi cy osób kona o w okrutnych m kach
na krzy u. Kar  krzy a zniós  dopiero cesarz Konstantyn w IV wieku. Krzy  Jezusa nabiera
blasku chwa y dzi ki zmartwychwstaniu, poprzez zmartwychwstanie. Gdyby Chrystus nie
zmartwychwsta , by by tylko jednym z wielu nieszcz snych ludzi, który z powodu zawi ci
faryzeuszy i nieudolno ci w adzy s downiczej Rzymian zawi li na szubienicy krzy a.

Dla wielu chrze cijan rozwa anie m ki i  mierci Jezusa jest modlitw , której oddaj  si
bardzo cz sto i bardzo ch tnie. Wiemy, jak smuci  si  z Jezusem maltretowanym, poni anym,
biczowanym,  krzy owanym,  ale  nie  zawsze  umiemy radowa   si   z 

Jezusem

Zmartwychwsta ym, Jezusem wst puj cym do nieba i zasiadaj cym po prawicy Ojca.
Mówimy nieraz, i  nasze  ycie z 

Boskiego dopuszczenia jest naznaczone krzy em

i cierpieniem. Trzeba nam jednak zawsze pami ta ,  e jest to tylko cz

 prawdy. Drug

cz

 tej prawdy stanowi stwierdzenie, i  nasze  ycie ma by  naznaczone tak e rado ci

i pokojem, które przynosi Jezus Zmartwychwsta y.

w. Ignacy wprowadzaj c nas w kontemplacj  Jezusa Zmartwychwsta ego, ka e nam prosi

ask  wesela i silnej rado ci z powodu tak wielkiej chwa y i rado ci Chrystusa ( D, 221),
poniewa nie w naszej mocy jest zdoby  i zatrzyma  wielk  pobo no , siln  mi

,  zy czy

te  inne pocieszenie duchowe, lecz wszystko to jest darem i  ask  Boga, Pana naszego ( D,
322).

Ostatecznym celem naszego  ycia nie jest bole  i udr ka, ale udzia  w chwale i rado ci wraz
z Chrystusem Zmartwychwsta ym. Jezus odchodzi z tego  wiata w bole ci i m ce, ale po to,
aby móc znowu powróci  jako pe en chwa y i obdarzy  swoich umi owanych pe

 rado ci ,

pokojem i chwa . Pisarze natchnieni, chc c przybli

 nam, na czym b dzie polega  pe na

rado  i chwa a, zapowiadana przez Chrystusa, s  bezradni.  w. Pawe , cytuj c bli ej
nieznanego autora, powie,  e ani oko nie widzia o, ani ucho nie s ysza o, ani serce cz owieka
nie zdo

o poj

, jak wielkie rzeczy przygotowa  Bóg tym, którzy Go mi uj  (1 Kor 2, 9).

Kontemplowanie Jezusa Zmartwychwsta ego ma nas wi c podprowadzi  do wewn trznego
odczuwania i smakowania tych wielkich rzeczy, aby Jezusowa rado  by a w nas i aby nasza
rado  by a pe na (por. J 15, 11).

3. Do wiadczenie rado ci w cierpieniu dla Chrystusa

Do wiadczenie rado ci z Jezusem uwielbionym nie usuwa jednak z naszego  ycia na ziemi
krzy a  i cierpienia,  ale  umacnia  nas  w jego  d wiganiu  w cierpliwo ci  i chrze cija skiej
nadziei. Doskona y przyk ad tej paschalnej rado ci po ród cierpienia daje nam  w. Pawe :
je li nawet krew moja ma by  wylana przy ofiarniczej pos udze oko o waszej wiary, ciesz
si  i dziel  rado  z wami wszystkimi: a tak e i wy si  cieszcie i dzielcie rado  ze mn !
 (Flp
2, 17–18). Równie  i nasz

ask  i rado ci  jest nie tylko wierzy  w Chrystusa, ale tak e dla

background image

Niego cierpie  (por. Flp 1, 29–30). Rado  z Jezusem Zmartwychwsta ym do wiadczana
nawet po ród cierpie  i prze ladowa  jest zapowiedzi  i przedsmakiem wiecznej rado ci.
Chrystus (bowiem) zmartwychwsta  jako pierwszy spo ród tych, co pomarli (1 Kor 15, 20).

Do wiadczenie rado ci i pokoju Jezusa Zmartwychwsta ego obecne nawet po ród cierpienia
i krzy a dane jest nie tylko dla nas samych, ale tak e dla tych, którzy nie umiej  jeszcze
cieszy  si  z Jezusem Zmartwychwsta ym. Jezus pociesza nas w ka dym naszym utrapieniu,
by my sami mogli pociesza  tych, co s  w jakiejkolwiek udr ce, pociech , której doznajemy
od Boga
 (2 Kor 1, 4). Mamy dzieli  si  z naszymi bra mi naszym zaufaniem Jezusowi, aby
i oni powierzaj c si  Jemu, mogli w swoich utrapieniach odnajdywa  t  rado , która p ynie
z tajemnicy Jego Zmartwychwstania.

niniejszym  rozwa aniu  si gnijmy  do  tych  momentów naszego  ycia,  w 

których

do wiadczali my smutku, przygn bienia, zamkni cia si  w sobie. Zauwa my, i  w tych
do wiadczeniach byli my kuszeni do odruchowego koncentrowania si  na tym, co sprawia o
nam ból, cierpienie, co jest ostatecznie  ród em  mierci. Czy pokonywali my t  pokus ? Czy
przekraczali my koncentracj  na tym, co negatywne w naszym  yciu?

Zauwa my, i  nieprzezwyci anie pokusy koncentracji na sobie i swoim cierpieniu sprawia,

e do wiadczenie nadziei i obietnica przysz ej rado ci, obietnica zmartwychwstania staje si

niemo liwa.  mier  nie mo e wspó istnie  ze zmartwychwstaniem.  mier  musi zosta
pokonana, aby mo na by o do wiadczy  zmartwychwstania. Pro my o takie do wiadczenie
rado ci Jezusa Zmartwychwsta ego, aby mog o si  ono odbi  w naszym  yciu i aby mog o
w przysz

ci stanowi  dla nas oparcie i si , dzi ki której b dziemy w stanie przekracza  te

do wiadczenia, które wi

 si  ze  mierci , z grzechem i ze z em.

Si gaj c do naszego  ycia zauwa my jeszcze wokó  nas osoby smutne, przygniecione
ci arem  ycia, zamkni te w sobie, osoby w depresji. Jak oddzia ywali my na te osoby? Czy
naszym zachowaniem, naszymi s owami nie utwierdzali my ich w tych negatywnych
stanach? Czy nie uciekali my od takich osób kieruj c si  w asnymi smutkami lub te  jakim
lenistwem wewn trznym? Czy usi owali my pomaga  im pokonywa  ich smutek

zniech cenie do  ycia?  Czy  wobec  takich osób byli my  wiadkami Jezusa

Zmartwychwsta ego, który daje rado  i daje j  w obfito ci? Czy do wiadczyli my rado ci
pomagania ludziom w ich trudnych chwilach?

Powierzmy Jezusowi Zmartwychwsta emu nasze do wiadczenie rado ci wewn trznej oraz
nasze do wiadczenie dzielenia si  ni  z innymi. Pro my, aby my poprzez te kontemplacje
utwierdzili si  w potrzebie szukania Jezusa jako  ród a rado ci i pokoju dla siebie samych
oraz dla innych.

background image

VIII. CIESZ SI , KRÓLOWO NIEBIESKA

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie Maryj , Matk  Jezusa w dwu scenach.
Najpierw w scenie zwiastowania. Zauwa my najpierw zdziwienie obecno ci  niebieskiego
zwiastuna, a nast pnie pokorn  zgod  na jego pos anie. Ws uchajmy si  w s owa Maryi: Oto
ja s

ebnica Pa ska. W drugiej scenie przedstawmy sobie spotkanie Maryi z Jej Synem

Zmartwychwsta ym. Nie rozbudowujmy zb dnych szczegó ów; zauwa my przede wszystkim
rado  i g boki pokój Maryi.

Pro ba o owoc kontemplacji: Pro my Maryj , aby wyprosi a nam  ask  szczerej i g bokiej
rado ci ze Zmartwychwstania Jezusa. Pro my te , aby do wiadczenie duchowej rado ci
i pokoju by o dla nas zaproszeniem i jednocze nie zapowiedzi  rado ci  ycia wiecznego.
Maryja bowiem uosabia nam wieczn  rado .

1. To Ty? Mój Synu najukocha szy!

w. Ignacy w czwartym tygodniu

wicze  duchownych zaprasza nas do kontemplowania

spotkania Chrystusa Zmartwychwsta ego ze swoj  Matk . Propozycja ta wyp ywa nie tylko
z jego osobistej wra liwo ci, która wczuwa si  w synowskie serce Jezusa. Ojciec Ignacy
odwo uje si  w niej tak e do bardzo starej tradycji chrze cija skiej. Tradycja ta przekazuje,  e
Maryja by a pierwsz  osob , której objawi  si  Jej Zmartwychwsta y Syn. Sedeliusz,
chrze cija ski pisarz  yj cy na prze omie czwartego i pi tego wieku wielbi hymnem
tajemnic  objawienia si  Chrystusa Zmartwychwsta ego swojej Matce:

Matka najs awniejsza zawsze dziewic  zostaje,
Przed Jej oczyma najpierw zwyci ski Chrystus staje.
Niech dobra Matka — ongi  droga Jego przybycia –

wiadczy teraz o cudzie Jego powrotu do  ycia.

niniejszym rozwa aniu  pos

ymy  si   dwoma  opisami ukazania si   Jezusa

Zmartwychwsta ego swojej Matce. Pierwszym z nich b dzie opis R. Brandstaettera, który
ukazuje nam najpierw bardzo ludzkie, a przez to bardzo nam bliskie, prze ycie przez Maryj

ki i  mierci swojego Syna, a nast pnie niespodziewane spotkanie ze Zmartwychwsta ym

Synem. Drugi opis, który przytoczymy, nale y do  w. Wincentego Ferreriusza, wielkiego
teologa i kaznodziei dominika skiego,  yj cego na prze omie XIV i XV wieku.

W opisie Brandstaettera Maryja bardzo bole nie prze ywa  mier  Jezusa. I chocia  jest pe na
smutku i cierpienia, to jednak powierza si  z wielkim zaufaniem Elohim. Objawienie si
Zmartwychwsta ego Syna jest dla Niej wielkim zaskoczeniem, niezwyk  niespodziank .
Dobra Nowina o Zmartwychwstaniu rodzi spontaniczn  wielk  rado , adoracj  i modlitewne
milczenie.  Pos uchajmy  opowiadania  Brandstaettera  o 

spotkaniu  Maryi  z 

Jezusem

Zmartwychwsta ym.

background image

Miriam, która ju  drug  noc sp dzi a z niewiastami na modlitwach, opar a si  plecami
o  cian  i zm czona usn a. Wówczas Mariamne z Magdali, Hana, Mariam, matka Jaakowa,
i Salome, matka synów Zebadii,  wysz y na palcach z izby i uda y si  pustymi ulicami,
pogr onymi jeszcze w jasnych ciemno ciach ksi ycowej nocy, do Bramy Ogrodów, aby
natychmiast po jej otwarciu — a by o ju  do  witu niedaleko — pój  na Golgoth  i u wi ci
grób Jeszuy ben Josef wonno ciami zakupionymi wczoraj wieczorem u znajomego sprzedawcy
balsamu. Miriam ockn a si . W k cie izby dopala a si  oliwna lampka, której p omyk by
teraz ledwo widoczny w jasnych p omieniach  witu. Niewiasta rozejrza a si  po izbie. Posz y.
Posz y do grobu. Nie zbudzi y jej. Jak d ugo spa a? Chcia a z nimi i . A one posz y same.
Prawdopodobnie chcia y,  eby nieco wypocz a, ale w

ciwie po co chce i  do grobu? Ten

grób d wiga w sobie, pod sercem. Jak ongi  d wiga a Jeszu  w swoim macierzy skim  onie,
tak samo teraz d wiga w sobie Jego grób. W  onie. Pod sercem. O, jak ci kie jest to 

obne

brzemi ! Z Jego  mierci  dobieg o ko ca Jej  ycie. Nie ma ju  czego szuka  na tym  wiecie.
Tak... tak... wiedzia a,  e J  bardzo kocha , ale poszed  w  wiat, ca y oddany Elohim. Ojca
wi cej kocha  ni  J ... Tak powinno by ... Tak powinno by ... S owa te powtarza a wci

 od

wielu, wielu lat i za ka dym powtórzeniem przynosi y Jej wielk  ulg . A teraz Syn nie  yje.
Czy nie mog a umrze  przed Nim? Na pewno by a do czego  potrzebna, skoro Pan kaza  Jej

 i prze

mier  Syna. Mo e  yciem w cieniu mia a  wiadczy  o prawdziwo ci cienistego

Zwiastowania? Mo e Jej obecno  potrzebna by a pod krzy em? Mo e Pan chcia , aby
martwa g owa Jeszuy spocz a na Jej  onie? Dobrze jest tak, jak jest. Wszystko spe ni a, co
Pan Jej kaza  spe ni . By a pos usznym narz dziem Jego woli, chocia  nie wszystko po dzie
dzisiejszy jest dla Niej zrozumia e i jasne. Niech si  dzieje wed ug Jego s owa. O, jak ci ki
jest ten grób, który w sobie d wiga! Czy to jest naprawd  grób? Czy to jest naprawd  grób?
Czy to brzemi  jest naprawd  martwym cia em Jej Syna? Jej niebieskie, g boko osadzone
oczy pod czarnymi  ukami brwi zab ys y  agodnym  wiat em, jak wtedy, gdy b

c

nazaretha sk  dziewczyn   w domu rodziców ujrza a  w sobie posta  nieznanego  M a
id cego ku Niej z g bi pó mrocznej izby.

Upad a na twarz, obj a r kami Jego nogi i spyta a:

— To Ty? Mój Synu najukocha szy.

Us ysza a odpowied .

Milcza a, bo nie mog a z siebie wydoby  g osu

W tej kontemplacji pro my Maryj , aby zaprosi a nas do prze ycia razem z Ni  Jej cierpienia
i bólu zwi zanego z m

 i  mierci  Jej  Syna. B dziemy w stanie odczu  Jej niezwyk

rado , je eli najpierw wczujemy si  w ból Matki, która straci a Jedynego Syna; Syna, który
by  Jej ca ym  yciem. Tylko Maryja mog a kocha  swojego Syna i odda  si  Mu tak, jak
cz owiek mo e kocha  i odda  si  tylko Bogu.  adna inna matka nie mo e w takich sposób
kocha  swojego dziecka i powierzy  si  mu, jak Maryja kocha a i powierzy a si  Jezusowi.

Ka da matka, aby kocha  dojrzale swoje dziecko, musi najpierw ukocha  Boga. Przykazanie:

dziesz mi owa  Pana, Boga swego, ca ym swoim sercem, ca  swoj  dusz , ca ym swoim

background image

umys em i ca  swoj   moc  (Mk 12, 30) tworzy fundament ka dej mi

ci ojcowskiej

i matczynej. Sam Chrystus przestrzega: kto kocha syna lub córk  bardziej ni  Mnie, nie jest
Mnie godzien
 (Mt 10, 37). Tylko Maryja mia a prawo kocha  swojego Syna na równi
z Bogiem, poniewa  Jej Syn by  Bogiem i Cz owiekiem. St d te  Jej ból jest ca kowicie inny
od jakiegokolwiek bólu matki trac cej swoje dziecko. St d te  tylko Maryja mo e nam
ods oni  swój ból i zaprosi  nas do wspó udzia u w swoim cierpieniu.

Dziel c ból Maryi pro my J  nast pnie, aby ukaza a nam swoj  wielk  rado  ze spotkania
z Jezusem Zmartwychwsta em. R. Brandstaetter opisuje nam do  szeroko smutek i ból
Maryi, ale wydaje si  by  bezradny wobec do wiadczenia rado ci Maryi. Nie umie Jej
opowiedzie . Rado  t  os ania jedynie zdziwieniem, zaskoczeniem i milczeniem Maryi,
która nie mog a z siebie wydoby  g osu. G boka duchowa, mistyczna rado  jest znacznie
trudniejsza do wyra enia i opisania, ni  ból i cierpienie. By  mo e tak e dlatego, i  g boka
duchowa rado  zdaje si  by  znacznie rzadszym do wiadczeniem, ni  do wiadczeniu udr ki
i bólu.

Chciejmy przez d

sz  chwil  towarzyszy  Maryi w Jej zdziwieniu, milczeniu i adoracji

Jezusa Zmartwychwsta ego. Razem z Ni  chciejmy ukl kn  i odda  Jezusowi chwa .

2. Mój Syn zmartwychwstanie

Przejd my teraz  do opowiadania  w. Wincentego  Ferreriusza o 

spotkaniu Jezusa

Zmartwychwsta ego ze swoj  Matk . Ma ono zupe nie inny charakter i w

nie dlatego

doskonale uzupe nia opowiadanie R. Brandstaettera, które mo e nam si  wyda  zbyt ludzkie.
Opowiadanie  w. Wincentego podobne jest raczej do wschodniej ikony ni  do realistycznego
obrazu. Jest ono uduchowione, jakby nieco odciele nione, jakby by o teologicznym
opowiadaniem
 o wierze Maryi oraz o Jej chwale niebieskiej. W opowiadaniu  w. Wincentego
Maryja nie prze ywa ju  smutku i bólu z powodu  mierci Syna. Jej wiara jest bardzo jasna,
prosta i 

jakby oczywista. Maryja nie jest ju  zmieszana, zaniepokojona jakimi

niejasno ciami, w tpliwo ciami. Walk , cierpienie, ból ma ju  poza sob . Wiara Maryi
w opowiadaniu  w. Wincentego jest wiar

uwielbion wyniesion  do chwa y, adorowan

przez Patriarchów i anio ów. Wiara Maryi w tym opowiadaniu stanowi dla nas niedo cig y
wzór dla naszej wiary.  w. Wincenty w

nie Maryi przypisuje zmian

wi ta z szabatu na

niedziel , dzie  zmartwychwstania Jej Syna.

Maryja wsta a, spojrza a przez okno i zobaczy a,  e zaczyna  wita . Jej rado  by a ogromna.

— Mój Syn zmartwychwstanie — powiedzia a i zginaj c kolana zacz a si  modli : Zbud  si ,
sta  przy mnie i popatrz. Chrystus natychmiast wys

 Anio a Gabriela mówi c do niego:

— 

Ty, który  zwiastowa  mojej Matce Wcielenie S owa, og

 Jej teraz Jego

Zmartwychwstanie. Anio  polecia  do Dziewicy Maryi i oznajmi  jej:

— Ten, którego nosi

 w swoim  onie, zmartwychwsta , jak zapowiedzia . Chrystus pozdrowi

wówczas swoj  Matk  mówi c do Niej:

background image

— Pokój niech b dzie z Tob . Maryja odpowiedzia a Synowi:

— A  do tej pory dniem uwielbienia Pana by a sobota dla uczczenia  wi tego odpocznienia
Boga po dziele stworzenia  wiata. Od tej pory b dzie to niedziela na pami tk  Twojego
Zmartwychwstania. Twojego odpocznienia, Twojej chwa y. Chrystus wyrazi  zgod
i opowiedzia  Maryi o tym, czego dokona  w otch ani i jak uwi zi  szatana. Przedstawi  te
Maryi Patriarchów, których z otch ani wyprowadzi . Oddali oni Maryi cze  mówi c:

— Ty jeste  chwa  Jeruzalem, rado ci  Izraela, chlub  swojego ludu. Maryja równie
pozdrowi a ich mówi c:

— Wy jeste cie Narodem Wybranym, królewskim kap

stwem, ludem nabytym przez Pana

dla objawienia Jego chwa y. On was wezwa  z ciemno ci do swojego przedziwnego  wiat a.
Anio owie za piewali wówczas: Ciesz si  Królowo niebieska.

Bóstwo Jezusa, które w ca ym Jego  yciu, szczególnie za  w Jego m ce i  mierci zdawa o si
ukrywa  tak e przed Maryj , teraz  objawia  si   (Jej)  i ukazuje tak cudownie  w Jego
naj wi tszym Zmartwychwstaniu
 ( D, 223). Maryja staj c wobec swojego uwielbionego ju
Syna, adoruje Go, oddaje Mu chwa  i dziwi si

wielkim rzeczom, które uczyni  Jej

Wszechmog cy; dziwi si ,  e to w

nie Ona uboga dziewczyna z Galilei, pokorna s

ebnica

by a Jego Matk  ( k 1, 49). Wraz z 

Maryj  oddajmy najpierw chwa  Jezusowi

Zmartwychwsta emu. A nast pnie razem z Patriarchami i anio ami uwielbiajmy tak e Maryj
Matk  Jezusa: Ty jeste  chwa  Jeruzalem, rado ci  Izraela, chlub  swojego ludu.

3. Ciesz si , Królowo Anielska

Mo e po Zmartwychwstaniu po raz pierwszy Jezus objawi  si  swojej Matce w ca ym blasku
swojego bóstwa, które za  ycia ziemskiego by o bardziej przedmiotem wiary ni  wiedzy
 (P.
Schiavone). Wiara Maryi, Jej ca kowite zaufanie w moc Boga dzia aj cego w ca ym Jej  yciu
we wszystkich próbach poczynaj c od Zwiastowania w Nazarecie a  po  mier  Syna na
Golgocie, owocuje po Zmartwychwstaniu rado ci  pe nego spotkania ze swoim Synem. Jezus
Zmartwychwsta y nie musia  przekonywa  swojej Matki o swoim powstaniu z martwych; nie
musia  pokonywa  Jej nieufno ci; nie musia  wychowywa  Jej do wiary w Jego powstanie
z martwych, jak mia o to miejsce w wypadku uczniów. Maryja nosz c nieustannie w swoim
sercu nie tylko s owa swojego Syna, ale przede wszystkim Jego samego, z prostot  serca, bez
zmaga  z pokus  zw tpienia i niewiary przyj a t now  posta  Jego obecno ci wynikaj
z tajemnicy Zmartwychwstania. Maryja natychmiast ca kowicie i bez zastrze

 otworzy a si

na rado  p yn

 z tajemnicy Zmartwychwstania Syna.

Zaufanie Bogu w momentach próby otwiera cz owieka na rado  pe nego spotkania
z Jezusem uwielbionym. Uczniowie nie potrafili od razu ucieszy  si  Zmartwychwsta ym
Mistrzem. Rado  ich rodzi a si  powoli, w trudzie przekraczania zw tpie  i nieufno ci. Jezus
musia  przezwyci

 najpierw ich zamkni cie w sobie, ich l ki, obawy o siebie, ich

niewiar .

background image

Rado  Maryi ze Zmartwychwstania Jezusa jest dla nas najpierw wezwaniem do zaufania
Bogu w naszych próbach; jest tak e zaproszeniem do otwarcia si  na rado  p yn

 z Jego

zwyci skiego dzia ania w 

naszym  yciu. Rado  Maryi os dza  wszystkie nasze

przygn bienia, smutki, nasze ocieranie si  o granice rozpaczy p yn cej z naszej nieufno ci do
Boga i do ludzi.

W bezpo redniej, serdecznej rozmowie pro my, aby my mogli cieszy  si  z Maryj ,  e Jej
Syn ju  Zmartwychwsta y w niebiosa wszed  do swej chwa y
. Maryj  za  pro my, aby
wstawia a si  za nami w niebie, by my si  te  tam dostali i na wieki razem z Ni

piewali

Alleluja (pie : Ciesz si , Królowo Anielska).

IX. PUSTY GRÓB

pierwszy dzie  tygodnia (niewiasty) posz y skoro  wit do grobu, nios c przygotowane
wonno ci. Kamie  od grobu zasta y odsuni ty. A skoro wesz y, nie znalaz y cia a Pana
Jezusa. Gdy wobec tego by y bezradne, nagle stan o przed nimi dwóch m czyzn w l ni cych
szatach. Przestraszone, pochyli y twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: Dlaczego
szukacie  yj cego w ród umar ych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwsta . Przypomnijcie sobie,
jak wam mówi , b

c jeszcze w Galilei: Syn Cz owieczy musi by  wydany w r ce grzeszników

i ukrzy owany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie. Wtedy przypomnia y sobie Jego s owa
i wróci y od grobu, oznajmi y to wszystko Jedenastu i wszystkim pozosta ym. A by y to: Maria
Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba; i inne z nimi opowiada y to Aposto om. Lecz

owa te wyda y im si  czcz  gadanin  i nie dali im wiary. Jednak e Piotr wybra  si  i pobieg

do grobu; schyliwszy si , ujrza  same tylko p ótna. I wróci  do siebie, dziwi c si  temu, co si
sta o
 ( k 24, 1–12).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie najpierw kobiety stoj ce u pustego
grobu. Zauwa my ich bezradno  i zagubienie. W drugim obrazie przywo ajmy w pami ci
dwóch m ów w l ni cych szatach, którzy staj  wobec bezradnych niewiast. Ws uchajmy si
w ich s owa: Nie ma Go tutaj; zmartwychwsta .

Pro ba o owoc kontemplacji: Pro my najpierw o ask  wielkiej otwarto ci na przyj cie
Dobrej Nowiny  o Jezusie  Zmartwychwsta ym.  Pro my  tak e  o g bokie  wewn trzne
pragnienie dzielenia si  do wiadczeniem Jezusa Zmartwychwsta ego z tymi, do których Jezus
nas posy a.

1. Zmartwychwsta y s

cem ludzko ci

Po pogrzebie rozpocz o si

wi to Paschy. Ale dla uczniów i przyjació  Jezusa dzie  ten by

pe en pustki i smutku. Wielu z nich czu o si  g boko zawiedzionych, rozczarowanych.
Mówili do siebie nawzajem: My my si  spodziewali,  e On w

nie mia  wyzwoli  Izraela ( k

background image

24, 21). Po ród smutku i przygn bienia nale

o jednak zacz

normalne  ycie. Ale nagle w t

ci

 atmosfer  panuj

 w ród uczniów wdar a si  nieoczekiwana wiadomo  o pustym

grobie Jezusa. Wiadomo  t  przynios y kobiety. Uczniowie nie dali jej jednak wiary.
Wydawa o im si , i  jest to jedynie czcza gadanina.

Pierwszymi  wiadkami Zmartwychwsta ego  u  ukasza  s   niewiasty przyby e  z Galilei.
W czasie pogrzebu obejrza y grób i w jaki sposób zosta o z

one cia o Jezusa. Po powrocie

przygotowa y wonno ci i olejki ( k 23, 55). Chc  je zanie  do grobu, aby odda ostatni
przys ug 
 Jezusowi i uczci  Jego martwe Cia o. Jako wierne córki Izraela czekaj  jednak na
poranek niedzielny, który ko czy szabat. Wszystkie te czynno ci kobiety wykonuj  jednak
z pewn  rezygnacj . Przyjmuj  bowiem  mier  Jezusa jako nieodwracalny fakt.

pierwszy dzie  tygodnia posz y skoro  wit do grobu...

wit pierwszego dnia tygodnia jest

tutaj przeciwstawiony ciemno ciom po udnia, które towarzyszy y  mierci Jezusa. Ten  wit
rozpoczyna w Ewangelii  ukasza bardzo d ugi dzie .  ukasz bowiem wszystkie wydarzenia
dotycz ce Zmartwychwstania gromadzi w 

jednym dniu, jakby dla zaznaczenia,  e

ograniczenia czasu i przestrzeni nie istniej  dla Jezusa Zmartwychwsta ego. Wieczno  jest
jak jeden dzie , który nigdy nie przemija.

Chrystus jest wiecznym  wiat em. Chrystus jest  witem ludzko ci. Chrystus jest wiecznym

cem, które nigdy nie zachodzi. Ciemno ci, które na krótko zapanowa y nad Jezusem (por.

k 22, 53), nie maj  ju

adnego dost pu do Niego. W tej modlitwie kontemplujmy Chrystusa

jako wieczny  wit ludzko ci, jako  wiat o, jako s

ce, które nigdy nie zachodzi. W dawnych

wiekach chrze cijanie budowali  wi tynie w ten sposób,  e o tarz by  zwrócony ku
wschodowi. Tak wyra ali pragnienie i oczekiwanie na Chrystusa, wstaj ce s

ce ludzko ci.

Je eli by oby to mo liwe, obecn  kontemplacj  mo emy odprawia  wczesnym rankiem
w miejscu, które pozwoli oby nam kontemplowa  wschodz ce s

ce. To samo s

ce by o

jedynym  wiadkiem Zmartwychwstania Jezusa; s

ce to ogl da y równie  kobiety udaj ce si

do grobu.  wit poranka i wschodz ce s

ce mo e by  dla nas wielkim znakiem Jezusa

Zmartwychwsta ego.

2. Bezradno  kobiet wobec pustego grobu

Nios c przygotowane wonno ci, kobiety sz y na spotkanie umar ego. Sz y do grobu.
Namaszczeniem zmar ego chcia y okaza  zmar emu szacunek i cze , który  ywi y wzgl dem
Niego. Towarzyszy y Mu od Galilei w ca ym Jego wst powaniu do Jerozolimy, by y

wiadkami Jego  mierci, a teraz namaszczeniem chcia  Go po egna . Kiedy kobiety przysz y

do grobu Jezusa, kamie  by  odsuni ty, a skoro wesz y do wn trza, nie znalaz y Jego Cia a.

tej  zaskakuj cej  sytuacji  stan y  bezradne  i 

zagubione.  Ich  drogie  i 

starannie

przygotowywane wonno ci i olejki okaza y si  bezu yteczne. Do ich smutku do cza si
jeszcze uczucie bezradno ci i zagubienia.

Chciejmy  wczu   si   w ich sytuacj .  Zagubienie jest  jednym z 

najbardziej  bole nie

prze ywanych ludzkich uczu . Towarzyszy ono cz owiekowi wówczas, kiedy staje w sytuacji

background image

bez wyj cia, w sytuacji przerastaj cej jego si y, gdy znajduje si  w osaczeniu. Rodzi si  wtedy
pe ne niepokoju pytanie: co robi  dalej, jak wyj  z tej sytuacji. Niew tpliwie by y to pytania
kobiet przy grobie Jezusa. W sytuacjach bezradno ci cz owiek dotyka w bolesny sposób
granic swoich ludzkich mo liwo ci, których w  aden sposób nie jest w stanie przekroczy .

Skazanie na bezradno  jest szczególnie niezno ne dla tych ludzi, dla których w adza, si a,

wiadomo  tego,  e jest si  panem sytuacji, jest idea em przewodnim (K. Horney). Ka demu

z nas wcze niej czy pó niej przychodzi stan  wobec granic swoich ludzkich mo liwo ci
i do wiadczy  uczucia bezradno ci. I cho  jest ono trudne i bolesne, to jednak poprzez nie

atwiej i szybciej dochodzimy do prawdy o nas samych: odkrywamy nasze ubóstwo, nasze

abo ci, odkrywamy potrzeb  pomocy ludzkiej i boskiej. Takie do wiadczenie, cho  bolesne,

otwiera nas na przyj cie Dobrej Nowiny, najwa niejszej pomocy, jak  mo emy otrzyma . To

nie dzi ki do wiadczeniu bezradno ci i zagubienia pozwalamy si  Bogu prowadzi ,

poznajemy Jego Bosk  moc.

W obecnej  kontemplacji odszukajmy  w naszym  yciu momenty,  w których czuli my si
w wi kszym czy mniejszym stopniu bezradni i zagubieni. Pozwólmy, aby one nas jeszcze raz
dotkn y. Wybierzmy jedn  szczególn  sytuacj , która wydaje nam si  najtrudniejsza
i najbardziej przykra. Powró my do niej. Nie bójmy si , i  ponownie nas zaboli. Zauwa my
te , i  pod wp ywem tych przykrych sytuacji pokornieli my wewn trznie, a przez to
stawali my si  bardziej otwarci na przyjmowanie pomocy Boga i bli nich. Pro my, aby
sytuacje bezradno ci i zagubienia by y dla nas szczególnymi okazjami otwierania si  na
przyjmowanie Dobrej Nowiny o Zmartwychwstaniu Jezusa.

3. Nie ma Go tutaj — zmartwychwsta

Gdy wobec tego by y bezradne, nagle stan o przed nimi dwóch m czyzn w l ni cych
szatach. Przestraszone, pochyli y twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: Dlaczego
szukacie  yj cego w ród umar ych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwsta 
.

W naszej kontemplacji zauwa my dwóch m czyzn w l ni cych szatach rozmawiaj cych
z kobietami. Przypominaj  nam Jezusa przemienionego na górze Tabor, Jego odzienie l ni co
bia e, oraz dwóch m ów — Moj esza i Eliasza — rozmawiaj cych z Nim o Jego odej ciu
(por. Mk 9, 2nn). Scena Przemienienia Jezusa na górze zapowiada Jego Zmartwychwstanie.

czno  Przemienienia ze Zmartwychwstaniem podkre la równie  zachowanie si  kobiet,

które podobnie jak uczniowie na górze Tabor, pochyli y twarze ku ziemi.

Pochylenie twarzy do ziemi jest odruchowym gestem cz owieka  wiadomego swojej ma

ci

i bezradno ci wobec tajemnicy objawiaj cego si  Boga. W taki w

nie sposób spontanicznie

reagowali najwi ksi m owie Izraela: Moj esz, Eliasz, Izajasz. W tej medytacji pochylmy
równie  i my nasze twarze ku ziemi wobec tajemnicy objawiaj cego si  w Zmartwychwstaniu
Jezusa Boga. Zmartwychwstanie, jak  adne inne wydarzenie w historii ludzko ci, objawia
nam pot

 Boga, Jego moc.

background image

Dlaczego szukacie  yj cego po ród umar ych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwsta  — us ysza y
kobiety od m

ów w l ni cych szatach. S owa te s  delikatnym wyrzutem z powodu ma ej

wiary kobiet szukaj cych wiecznie  yj cego po ród umar ych, a jednocze nie og aszaj
Dobr  Nowin  o Jego Zmartwychwstaniu. Na potwierdzenie Dobrej Nowiny, i  Jezus  yje,
dwaj m owie odwo uj  si  do pami ci kobiet: Przypomnijcie sobie, jak wam mówi  b

c

jeszcze w Galilei: Syn Cz owieczy musi by  wydany w r ce grzeszników i ukrzy owany, lecz
trzeciego dnia zmartwychwstanie. Wtedy przypomnia y sobie Jego s owa
.

Zasadniczym  ród em wiary w Zmartwychwstanie Jezusa mia  by  nie tyle pusty grób lub te
obecno  dwóch m ów w l ni cych szatach, którzy budzili raczej l k ni  wiar , ile
przypomnienie im s ów wypowiedzianych przez Jezusa jeszcze przed Jego  mierci .

Ewangelii  ukasza  Jezus  a   osiem razy zapowiada  swoj   m

,  mier

i Zmartwychwstanie. To w

nie nauka Jezusa z okresu Jego  ycia ziemskiego ma by

decyduj cym motywem wiarygodno ci Jego Zmartwychwstania. Objawiaj c si  Aposto om
Jezus b dzie równie  przypomina  dawan  im wielokrotnie obietnic  powstania z martwych.
Wszystkie inne znaki, na które Jezus b dzie si  powo ywa  po swoim Zmartwychwstaniu,
maj  jedynie wspomaga  ten pierwszy znak, którym s  Jego s owa. Ten, który powsta
z martwych, jest Tym samym, który powo

 Dwunastu, naucza , czyni  cuda, zosta

um czony i ukrzy owany.

W obecnej kontemplacji chciejmy z uwag  towarzyszy  kobietom. Ws uchajmy si  uwa nie
w ich  dialog  z dwoma  m ami  w l ni cych  szatach.  Wczuwajmy  si   w ich  wewn trzne
prze ycia. Zauwa my ich l k, bezradno , ale tak e zdziwienie, zaskoczenie i wreszcie rado
ze Zmartwychwstania Jezusa. Pro my je, aby i nam udzieli a si  ich rado . Pro my za ich
wstawiennictwem, aby my pozwalali Bogu wchodzi  w nasze  ycie z Jego Dobr  Nowin
o Jezusie Zmartwychwsta ym. Módlmy si  równie  o duchow  pami , dzi ki której
w sytuacji  bezradno ci  i zagubienia  odnajdziemy s owa  Jezusa,  którymi poucza   nas
przygotowuj c na maj ce nadej  próby.

4. Zmartwychwstanie w moim  yciu

Zmartwychwstanie Jezusa nie mo e by  dla nas przede wszystkim faktem historycznym. Jest
faktem, który trwa nieustannie. Jezus zaprasza nas, aby z Jego Zmartwychwstania uczyni
fundament naszego  ycia, fundament naszej codzienno ci. Jezus jest Panem przez swoje
Zmartwychwstanie.  To  dzi ki  Zmartwychwstaniu  króluje  w 

historii.  To  dzi ki

zmartwychwstaniu Jezus jest tak e moim Panem, króluje w mojej osobistej historii  ycia. Si a
naszej wiary w Jego Zmartwychwstanie sprawia, i  Jezus posiada dost p do naszego serca, do
naszego  ycia. To dzi ki wierze w Jego Zmartwychwstanie Jezus mo e przemienia  nasze
serca, mo e nadawa  nowy kszta t naszemu  yciu.

W niniejszej kontemplacji oraz w nast pnych zadawajmy sobie pytanie: Czy do wiadczenie
wiary nie kojarzy nam si  wy cznie z cierpieniem, m

, umartwieniem, z krzy em, z walk

z grzechem, z walk  ze z em? Chocia  te trudne do wiadczenia s  integraln  cz ci

ycia

duchowego, to jednak nie wyczerpuj  go ca kowicie. Czy prze ywanie wiary kojarzy nam si

background image

spontanicznie tak e z 

do wiadczeniem rado ci, pociechy, przyja ni, mi

ci, pokoju,

ukojenia, otuchy? Czy Zmartwychwstanie Jezusa przenika nasz  codzienno : codzienn
modlitw , codzienne zmagania, ofiary, ludzk  mi

, przyja

, prac , odpoczynek? Czy

wie

 i pi kno  witaj cego poranka kojarzy nam si  ze Zmartwychwstaniem Jezusa? Czy

mogliby my powiedzie ,  e Zmartwychwstanie Jezusa jest centrum naszej wiary? Czy
przemienia ono nasze serca — nasze  ycie, jak przemienia o serca i  ycie uczniów, kobiet?
Czy Jezus Zmartwychwsta y wyrywa nas z naszego smutku, beznadziejno ci, zw tpienia?
Czy Jezus Zmartwychwsta y kszta tuje rzeczywi cie nasz  — moj  histori

ycia? Niech te

liczne pytania powracaj  nie tylko w tej modlitwie, ale tak e w nast pnych kontemplacjach
Jezusa Zmartwychwsta ego. Pro my Jezusa o szczero  odpowiedzi, których b dziemy sobie
udziela . Pro my, aby my potrafili otwarcie i szczerze rozmawia  o owocach naszej refleksji
z Matk  Naj wi tsz , z Jezusem Zmartwychwsta ym, z Bogiem Ojcem.

5. Oznajmi y to wszystko Jedenastu

Uwierzywszy w Zmartwychwstanie Jezusa dzi ki Jego w asnym s owom, kobiety wróci y od
grobu  i oznajmi y  to  wszystko  Jedenastu  i wszystkim  pozosta ym
. Ka de autentyczne
do wiadczenie Jezusa Zmartwychwsta ego ma charakter misyjny, ma charakter apostolski.
Jezus nie objawia si  nam tylko dla nas samych. Poprzez nas pragnie objawia  si  tak e
innym. Jezus zawsze posy a swego ucznia do innych z jego do wiadczeniem wiary i mi

ci

jako  wiadka Zmartwychwsta ego.

Misja dawania  wiadectwa Jezusowi jest jednak zwykle bardzo trudna. Cz sto natrafia na
brak gotowo ci do jej przyj cia ze strony cz owieka. Tak by o w wypadku Aposto ów, którym

wiadectwo kobiet o Jezusie Zmartwychwsta ym wyda o si

czcz  gadanin  i nie dali jej

wiary. Podobnie jest i dzi .  wiadectwo dawane Jezusowi bywa lekcewa one, a nawet
odrzucane z wrogo ci . W takiej sytuacji mo e nam si  zdawa , i  nasze  wiadczenie jest
bezu yteczne i bezsensowne.  atwo wówczas mo emy popa  w zw tpienie i zniech cenie.
Ale cho  Aposto owie nie uwierzyli natychmiast, jednak byli poruszeni  wiadectwem kobiet.
Poruszenie to b dzie pocz tkiem ich wiary w Zmartwychwstanie Jezusa.

Na zako czenie ca ej kontemplacji pro my o wielkie pragnienie dzielenia si  z innymi
naszym wewn trznym do wiadczeniem Jezusa Zmartwychwsta ego; pro my o g bok

wiadomo , i  naszemu  wiadectwu zawsze towarzyszy Jego moc. Módlmy si , aby my nie

zniech cali si

atwo lekcewa eniem naszego  wiadectwa przez ludzi, którzy nie s  jeszcze

gotowi w nie uwierzy . Odrzucanie przez bli nich  wiadectwa o Jezusie nie oznacza
bynajmniej braku potrzeby Dobrej Nowiny, ale jedynie ich aktualny brak wewn trznej
dyspozycji do jej przyj cia.

background image

X. SPOTKANIE Z MARI  MAGDALEN

Maria Magdalena natomiast sta a przed grobem p acz c. A kiedy tak p aka a, nachyli a si  do
grobu i ujrza a dwóch anio ów w bieli, siedz cych tam, gdzie le

o cia o Jezusa — jednego

w miejscu g owy, drugiego  w miejscu nóg. I rzekli do niej: Niewiasto, czemu p aczesz?
Odpowiedzia a im: Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go po

ono. Gdy to powiedzia a,

odwróci a si  i ujrza a stoj cego Jezusa, ale nie wiedzia a,  e to Jezus. Rzek  do niej Jezus:
Niewiasto, czemu p aczesz? Kogo szukasz? Ona za  s dz c,  e to jest ogrodnik, powiedzia a
do Niego: Panie, je li ty Go przenios

, powiedz mi, gdzie Go po

, a ja Go wezm .

Jezus rzek  do niej: Mario! A ona obróciwszy si  powiedzia a do Niego po hebrajsku:
Rabbuni, to znaczy: Nauczycielu! Rzek  do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie
wst pi em do Ojca. Natomiast udaj si  do moich braci i powiedz im: Wst puj  do Ojca mego
i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego. Posz a Maria Magdalena oznajmiaj c
uczniom: Widzia am Pana i to mi powiedzia 
 (J 20, 11–18).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie Chrystusa Zmartwychwsta ego,
podobnego do ogrodnika, do którego Maria zwraca si  z pytaniem, gdzie jest cia o Jezusa.
Ws uchajmy si  te  w jedno s owo Jezusa: Mario i jedno s owo Marii: Rabbuni.

Pro ba o owoc kontemplacji: B dziemy prosi  o wielk  otwarto  serca oraz o pragnienie
wolno ci wewn trznej, dzi ki której b dziemy w 

stanie odkrywa  obecno  Jezusa

Zmartwychwsta ego w ka dej sytuacji naszego  ycia. Pro my te  o wielk  wiar  w moc Jego

owa; Jezus bowiem swoim jednym s owem mo e otworzy  nam oczy, mo e powo

 nas do

ycia, mo e nas zbawi .

1. Maria Magdalena sta a przed grobem p acz c

Maria Magdalena widzi wprawdzie zewn trzne znaki Zmartwychwstania Jezusa (pusty grób
oraz obecno  anio ów), ale nie potrafi sama z siebie przeczu  tajemnicy powstania Jezusa
z martwych. Zamkni ta  w swoim smutku  z powodu  mierci Chrystusa szuka pocieszenia
w obecno ci Jego zmar ego cia a. Ale i ta ostatnia pociecha zosta a jej odebrana. Przychodz c
bowiem do grobu znajduje go pustym. Pusty grób a w nim dziwna obecno

dwóch anio ów

okrytych biel  nie s  w stanie do niej przemówi . Anio owie zadaj  jej pytanie: Dlaczego

aczesz? Ona odpowiedzia a: Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go po

ono. Fakt

mierci Jezusa jest tak mocno utrwalony w 

pami ci Marii Magdaleny, i  znaki

Zmartwychwstania Jezusa nie mog  naprowadzi  jej na inny sposób my lenia i poszukiwania.
Zapominaj c o s owach Jezusa, który wiele razy przepowiada  swoje Zmartwychwstanie,
zatrzyma a si  na sobie, na swoich wyobra eniach i oczekiwaniach tego, co chcia a prze
w czasie swojego pobytu u grobu. Poniewa  nie by a zdolna odczyta  danych jej znaków
Zmartwychwstania, sam Jezus przychodzi do niej. Ale jej za lepienie smutkiem i d eniem
do odnalezienia martwego cia a Jezusa by o tak du e, i  nie by a w stanie rozpozna  Go

ywego. Chrystus zadanymi pytaniami: Niewiasto, czemu p aczesz? Kogo szukasz?, pragnie

pomóc jej oderwa  si  od koncentracji na martwym ciele i naprowadzi  j  na szukanie Osoby

background image

Jezusa. Smutek i ból Marii Magdaleny wynika y nie z powodu znikni cia cia a, ale z powodu

mierci Jezusa. Obecno ci  martwego cia a Chrystusa pragnie ukoi  swój ból i smutek.

Zapatrzenie w 

cierpienie powoduje tak e, i  Maria Magdalena traci jakby poczucie

rzeczywisto ci:

dz c,  e to jest ogrodnik, powiedzia a do Niego: Panie, je li ty Go

przenios

, powiedz mi, gdzie Go po

, a ja Go wezm . Dziwnym mog oby bowiem

wydawa  si  zabieranie cia a zmar ego  cz owieka z ogrodu przez ogrodnika, a tak e
przeniesienie go z powrotem do grobu przez s ab  kobiet .

Je eli w naszym do wiadczeniu wiary, pomimo podejmowanych nieraz nawet wielkich
wysi ków duchowych pozostajemy zap akani i smutni, narzekaj cy przede wszystkim na
siebie samych lub innych ludzi (jeste my zwykle zbyt ob udni, aby narzeka  na Pana Boga),
to w

nie z powodu naszego zatrzymania si  i skoncentrowania na tym, czego sami

oczekujemy od siebie lub od Pana Boga. S  to jakie religijne fiksacje. W takiej postawie
planujemy sobie sami, jak winno przebiega  nasze spotkanie z Jezusem, jakich winni my
doznawa  wówczas uczu , w jaki sposób Bóg winien rozwi zywa  nasze problemy.
Pozostajemy zap akani, bo nie spe niaj  si  nasze duchowe  yczenia, nie b

ce

wewn trznymi pragnieniami otrzymanymi od Boga, ale jedynie wyrazem naszych ludzkich
potrzeb. I cho  Bóg daje nam nieraz bardzo wyra ne znaki, jak Marii Magdalenie, to jednak
religijne fiksacje nie pozwalaj  nam dobrze ich odczyta .

bsze  i d

sze  podtrzymywanie  w sobie  takich  w

nie fiksacji religijnych staje si

powodem utraty kontaktu z duchow  rzeczywisto ci ; tego, co dzieje si  wokó  nas oraz
w nas samych nie poddajemy wówczas rozeznaniu duchowemu, ale interpretujemy jedynie
przez nasze ludzkie my lenie, prze ywanie. W ten sposób dokonujemy fa szywej oceny
zarówno zewn trznych znaków Bo ego dzia ania, jak równie  naszych wewn trznych
do wiadcze  i prze

. Obok rozpaczy, z udzenia religijne s  jedn  z najwi kszych pokus.

Cz owiek sam z siebie nie jest  ród em wewn trznego do wiadczenia, jedynie otwiera si  na
te do wiadczenia, w które pragnie go wprowadzi  sam Bóg.

W obecnej kontemplacji pro my o ask  wielkiej dyspozycyjno ci wobec Boga, aby my
mogli, rozpoznaj c pokus  iluzji wewn trznych, otwiera  si  na Jego realn  obecno .
Pro my tak e o to, by my pozwalali Bogu zaskakiwa  si  ci gle nowymi sposobami Jego
objawiania si  w naszym  yciu. Jezus Zmartwychwsta y przekracza bowiem wszelkie granice
i wszelkie przyj te przez nas schematy.

2. Powiedz tylko jedno s owo

Maria Magdalena nie jest w stanie rozpozna  Jezusa patrz c sama na Niego. Konieczna by a
wi c inicjatywa Jezusa. Jedno Jego s owo: Mario wystarcza, aby otworzy y si  jej oczy i aby
odkry a w ogrodniku Zmartwychwsta ego. Jedno s owo Jezusa otrz sn o Mari  z jej smutku.

Jedno s owo Chrystusa mo e nas obudzi , uzdrowi , zbawi . Jedno s owo mo e otworzy
nam oczy, da  nam nowe  ycie. To jedno s owo objawia moc Tego, który je wypowiada.
Rzymski setnik wyzna  kiedy  wiar  w moc jednego s owa Jezusa: Powiedz tylko s owo,

background image

a mój s uga odzyska zdrowie (Mt 8, 8). Przejmuj c t  wiar  w moc s owa Jezusa powtarzamy
w ka dej Mszy  w. parafraz  s ów setnika: Powiedz tylko s owo, a b dzie uzdrowiona dusza
moja
. W obecnej modlitwie wyra my wiar  w moc s owa Jezusa. Pro my o jedno Jego s owo,
dzi ki któremu mogliby my przejrze , uwierzy  w Jego Zmartwychwstanie, dzi ki któremu
mogliby my tak e do wiadczy  g bokiej wewn trznej rado ci i pokoju.

Jedno s owo Jezusa: Mario otworzy o jej oczy i natychmiast zobaczy a Pana. Wyrwana
z koncentracji na martwym ciele Jezusa, mog a wreszcie zobaczy

ywego Pana. Od

za lepienia  bólem  i 

smutkiem  zostaje  doprowadzona  do  do wiadczenia  Jezusa

Zmartwychwsta ego. Na jedno s owo Jezusa, Maria równie  odpowiada jednym s owem
Rabbuni. Tym jednym s owem wyra a wiar , i  Ten którego widzia a i s ucha a przed

mierci  krzy ow  jest Tym samym, którego teraz widzi i któremu teraz oddaje ho d. Tym

jednym s owem uznaje z pokor ,  e do wiadczenie Zmartwychwstania jest ofiarowan  jej

ask .

Podobnie jak Jezusowi wystarcza jedno s owo, aby móg  si  nam w pe ni objawi , tak
równie  i nam mo e wystarczy  jedno s owo, aby my mogli wyzna  nasz  wiar , odda  Mu
chwa , wyrazi  nasz  al, wypowiedzie  wszystkie nasze pro by. Nierzadko usi ujemy
zast pi  wielo ci  s ów brak wiary. Ale sam Chrystus przestrzega nas przed tak  modlitw :
Na modlitwie nie b

cie gadatliwi jak poganie. Oni my

,  e przez wzgl d na swe

wielomówstwo b

 wys uchani. Nie b

cie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz,

czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie (Mt 6, 7–8). Jednym s owem mo emy
powiedzie  Bogu, i  chcemy otrzyma  wszystko to, co jest Mu dobrze znane jako nasza
potrzeba i nasze pragnienie. Jedno nasze s owo mo e posiada  wielk  moc dzi ki ukrytej
w nim wierze.

Tym jednym s owem powiedzianym do Marii jest jej w asne imi . W imieniu ukrywa si
moc. Wypowiadaj c imi  Bóg powo uje cz owieka do  ycia. Jezus wypowiadaj c imi  Marii
powo uje j  do nowego  ycia, do nowego istnienia. Pro my, aby Jezus Zmartwychwsta y
równie  nad nami wypowiedzia  nasze imi , aby w ten sposób powo

 nas do nowego  ycia,

do nowego istnienia. Dobry Pasterz wo a swoje owce po imieniu i wyprowadza je, staje na ich
czele, a one post puj  za Nim (por. J 10, 3–4). Wyra my w tej kontemplacji pragnienie
nale enia do owczarni Jezusa, dzi ki czemu Jezus b dzie móg  nas — wo aj c po imieniu —
powo ywa  ci gle na nowo do nowego  ycia, do nowego widzenia Jego i 

naszej

rzeczywisto ci.

Chciejmy odwdzi czy  si  Chrystusowi równie  jednym s owem. Wymówmy ze czci  i
z mi

ci  Jego imi : Jezus. Miejmy  wiadomo , i  mo emy je wypowiedzie  z wiar  tylko

dzi ki pomocy Jego Ducha. W miar  naszego wzrostu wewn trznego to jedno s owo, imi
Jezus mo e sta  si  najwa niejsz  — wr cz jedyn  — tre ci  naszej modlitwy. Imi Jezus
mo e wype ni  ca kowicie nasze serce. Poprzez imi  Jezus nawi zujemy nie tylko wi
z Synem, ale tak e z Jego Ojcem. Kto bowiem posiada wi  z Synem, posiada j  równie
z Ojcem, poniewa  Syn i Ojciec s  jedno. Na nasz  modlitw : Panie, powiedz tylko s owo,
a b dzie uzdrowiona dusza moja
 Chrystus móg by nam odpowiedzie  równie : Ty równie
powiedz z wiar  tylko jedno s owo, moje imi  — Jezus — a b dzie zbawiona dusza twoja
.

background image

3. Nowa obecno  Jezusa Zmartwychwsta ego

Kiedy Maria powiedzia a do Jezusa: Rabbuni, wówczas Jezus odpowiedzia  jej: Nie zatrzymuj
Mnie, jeszcze bowiem nie wst pi em do Ojca
. Istot  misji Jezusa, istot  tajemnicy Wcielenia
jest zst pienie od Ojca i powrót do Niego: Wyszed em od Ojca i przyszed em na  wiat; znowu
opuszczam  wiat i id  do Ojca
 (J 16, 28). Ostatecznym wype nieniem misji jest wi c nie tyle
samo Zmartwychwstanie, ile raczej jego zasadniczy cel: powrót do Ojca, by zasi

 po Jego

prawicy. Odchodz c ze  wiata i zasiadaj c po prawicy Ojca pozostaje jednocze nie na zawsze
ze swoimi uczniami: Odchodz  i 

przyjd  znów do was. Gdyby cie Mnie mi owali,

rozradowaliby cie si ,  e id  do Ojca (J 14, 28). Odej cie do Ojca jest konieczno ci  nie tylko
dla samego Jezusa, ale tak e dla Jego uczniów. Z tej konieczno ci wynika obopólne wi ksze
dobro, wi ksza rado .

Spotkanie Jezusa z Mari  Magdalen  tworzy jakby moment przej ciowy pomi dzy dawn
obecno ci  Jezusa, na sposób fizyczny i widzialny, a now  obecno ci . Maria Magdalena
i wszyscy uczniowie Jezusa b

 musieli dopiero nauczy  si  szukania Jezusa w nowy

sposób, w nowej formie. Nowa obecno  urzeczywistnia si  poprzez wiar  ca ej wspólnoty
Ko cio a. Maria Magdalena, podobnie jak wszyscy uczniowie Jezusa po Zmartwychwstaniu,
znajduje  si   w jakim   momencie  prze omowym,  w momencie  przej ciowym.  Dopiero
bowiem Wniebowst pienie Jezusa oraz zes anie Ducha  wi tego utworzy z nich now
wspólnot  — Ko ció .

Ale zanim to nast pi, wszyscy uczniowie, podobnie jak Maria Magdalena, b

 uczy  si

wiary w Jezusa Zmartwychwsta ego. Nie da si  bowiem zatrzyma  czasu; nie da si
zatrzyma  Jezusa z przesz

ci. Godzina Jezusa, czas Jego ziemskiego  ycia ju  przemin ,

nale y do historii. Fizyczna, ziemska obecno  Jezusa z chwil  Jego  mierci sta a si  cz ci
historii ludzko ci. Po Zmartwychwstaniu Jezus przekracza histori , przekracza czas,
przekracza przestrze . Jezus staje si  odt d panem historii, panem czasu, panem przestrzeni.
St d te  nie mo e by  przez czas i histori  zatrzymany, wi ziony. Po Zmartwychwstaniu
Jezus mówi o sobie,  e jest Alf  i Omeg Pocz tkiem i Ko cem, jest tym, Który jest, Który
by   i Który  przychodzi
, jest Wszechmog cym (Ap 1, 8). Próba zatrzymania Jezusa
historycznego przy sobie staje si  niemo liwa, jak niemo liwe okaza o si  dla Marii
Magdaleny znalezienie Jego martwego cia a. Jak nie ma ju  martwego cia a, poniewa  Jezus
zmartwychwsta , tak równie  nie ma ju  Jezusa historycznego, poniewa  wst pi  do Ojca
i zasiada po Jego prawicy. Szukanie Jezusa historycznego jest wi c szukaniem iluzji, jest
rozmijaniem si  z Jezusem wiecznie  yj cym po prawicy Ojca.

I chocia  nie mo na powróci  do przesz

ci, to jednak trzeba nawi za

cis  wi

z przesz

ci  i z histori . Jezus Zmartwychwsta y jest bowiem tym samym Mistrzem

z Nazaretu, któremu Maria Magdalena oraz inni uczniowie towarzyszyli w czasie Jego

drówek po Galilei i Judei. I cho  pomi dzy obiema postaciami Jezusa istnieje g boka

ró nica, to jednak pozostaje identyczno  Osoby. W Jezusie Zmartwychwsta ym objawia si
absolutna nowo  Boga, której do tej pory  wiat jeszcze nie zna . Aby móc odkry , widzie

now  rzeczywisto ci  Jezusa Zmartwychwsta ego, potrzeba nowego spojrzenia;

spojrzenia oczyszczonego z osobistych przywi za   i ludzkich tylko  oczekiwa .  W nowej

background image

wi zi z Jezusem trzeba ca kowicie zda  si  na Niego, tak jak On sam zda  si  na wol
swojego Ojca.

Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wst pi em do Ojca. Tymi s owami Jezus wzywa
Mari  Magdalen , aby oderwa a si  od Jego starejdawnej obecno ci; aby zrezygnowa a
z przywi zania do swoich ludzkich idei, wyobra

, oczekiwa . Jezus wzywa j  do

otwarto ci i wiary w Jego now  obecno . Nowa obecno  jest tak samo realna i tak samo
rzeczywista jak Jego fizyczna obecno  przed  mierci . Jezus uczy Mari  odkrywa  Go
w nowy sposób, 

 Nim na sposób nadprzyrodzony.

Kiedy zbyt materialnie, zbyt zewn trznie i zbyt uczuciowo rozwa amy  ycie Jezusa, wówczas
spontanicznie rodzi si  w nas jaki

al, i  my nie mieli my mo liwo ci spotka  na sposób

fizyczny Jezusa historycznego, tak jak spotka a Go Jego Matka Maryja, Aposto owie oraz
inni uczniowie,  a w ród  nich tak e  i kobiety. Takie  ludzkie pragnienia  i ca y sposób
rozumowania zwi zany z nimi, cho  trzeba uszanowa  i mo na zrozumie , jest jednak
ca kowicie fa szywy. Ods ania bowiem zatrzymanie si  wiary jedynie na powierzchni naszych
emocji. Objawia te  powierzchowno  naszego do wiadczenia Jezusa Zmartwychwsta ego.

Nasza dzisiejsza wi  z Jezusem jest rzeczywista, realna, prawdziwa i g boka. Nie jeste my
w niczym poszkodowani, nie jeste my w gorszej sytuacji od tych, którzy mogli spotka  Jezusa
historycznego. Nie przychodzi nam bynajmniej z wi kszym trudem wierzy  w Jezusa jako
Syna Bo ego, jako naszego Zbawc . Wr cz przeciwnie. Maj c za sob

wiadectwo dwóch

tysi cy lat, nam — w pewnym sensie — jest mo e nawet  atwiej. Opieramy si  bowiem nie
tylko na naszych osobistych do wiadczeniach Jezusa, ale tak e na do wiadczeniach milionów
Jego wyznawców, którzy dla Niego po wi cali wszystko, nierzadko tak e swoje  ycie. Ich
wiara nas zastanawia, pobudza, zach ca, otwiera.

W niniejszej kontemplacji oddajmy chwa  Jezusowi Zmartwychwsta emu. Dzi kujmy Mu za
Jego now  obecno . Dzi ki niej pozostaje pomi dzy nami

 do sko czenia  wiata (Mt 28,

20). Pozostaje obecny tak e i dla nas, pozostaje obecny tak e i dla mnie. I nam i mnie objawia
si , jak objawi  si  swojej Matce Maryi, Marii Magdalenie, Aposto om, uczniom id cym do
Emaus i wielu innym. Dzi kujmy tak e Jezusowi za wiar  wszystkich Jego wyznawców,
dzi ki której wiara ta dotar a a  do naszych czasów. Nasza wiara jest kontynuacj , jest
przed

eniem ich wiary. Pro my jednocze nie, aby my i my mogli przekaza  t  wiar

w Jezusa Zmartwychwsta ego tym, którzy przyjd  po nas. Jezus zaprasza równie  nas, jak
zaprosi  Mari  z Magdali: Udaj si  do moich braci i powiedz im: Wst puj  do Ojca mego
i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego
. Maria pos usznie posz a oznajmi
uczniom: Widzia am Pana i to mi powiedzia .

Na zako czenie ca ej kontemplacji oddajmy chwa  Jezusowi zasiadaj cemu po prawicy Ojca
wyra aj c  wiar   w Jego now , ci gle  yw  obecno  po ród nas. Nieobecny na sposób
widzialny, Jezus towarzyszy nam jednak przez wszystkie dni a  do sko czenia  wiata.
Pro my, aby Jego nowa obecno  sta a si

ród em nowego spojrzenia na nasze  ycie oraz na

ca  nasz  ludzk  rzeczywisto . Pro my, aby my mogli wewn trznie do wiadczy ,  e jako

background image

Zmartwychwsta y jest Pocz tkiem i Ko cem, jest Alf  i Omeg , jest tym, Który jest, Który by
i Który przychodzi
.

XI. BIEGLI ONI OBYDWAJ RAZEM DO GROBU

pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze by o ciemno, Maria
Magdalena uda a si  do grobu i zobaczy a kamie  odsuni ty od grobu. Pobieg a wi c
i przyby a do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kocha , i rzek a do nich:
Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go po

ono. Wyszed  wi c Piotr i ów drugi ucze

i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi ucze  wyprzedzi  Piotra i przyby
pierwszy do grobu. A kiedy si  nachyli , zobaczy  le

ce p ótna, jednak e nie wszed  do

rodka. Nadszed  potem tak e Szymon Piotr, id cy za nim. Wszed  on do wn trza grobu

i ujrza  le

ce p ótna oraz chust , która by a na Jego g owie, le

 nie razem z p ótnami, ale

oddzielnie zwini

 na jednym miejscu. Wtedy wszed  do wn trza tak e i ów drugi ucze , który

przyby  pierwszy do grobu. Ujrza  i uwierzy . Dot d bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma,
które mówi,  e On ma powsta  z martwych
 (J 20, 1–9).

Któ  nas mo e od czy  od mi

ci Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prze ladowanie, g ód

czy nago , niebezpiecze stwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijaj  nas
przez ca y dzie , uwa aj  nas za owce przeznaczone na rze . Ale we wszystkim tym odnosimy
pe ne zwyci stwo dzi ki Temu, który nas umi owa . I jestem pewien,  e ani  mier , ani  ycie,
ani anio owie, ani Zwierzchno ci, ani rzeczy tera niejsze, ani przysz e, ani Moce, ani co
wysokie, ani co g bokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdo a nas od czy  od mi

ci

Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym (Rz 8, 35–39).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie Piotra i Jana biegn cych z po piechem i
z niepokojem do grobu Jezusa. Obserwujmy tak e pusty grób Jezusa oraz le ce p ótna
i chust , która by a na Jego g owie.

Pro ba  o 

owoc  kontemplacji:  B dziemy  prosi   o 

wewn trzne  pragnienie  g bokiego

i intymnego zwi zania z Jezusem oraz o wewn trzne przekonanie, i  nic nie mo e nas od
Niego oddzieli .

1. Biegli obydwaj do grobu

Maria Magdalena powróciwszy od pustego grobu dzieli si  z Piotrem i Janem nie tyle
rado ci  ze Zmartwychwstania Jezusa, ile raczej swoim g bokim niepokojem i pytaniem,
gdzie znajduje si  Jego cia o. Niepokój Marii Magdaleny udziela si  tak e uczniom. Pod jego
wp ywem oni równie  pobiegli do grobu: Wyszed  wi c Piotr i ów drugi ucze  i szli do grobu.
Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi ucze  wyprzedzi  Piotra i przyby  pierwszy do grobu
.

background image

odszy i silniejszy Jan wyprzedzi  Piotra, który — jak sugeruje nam Ewangelia — ledwie

nad

 za Janem.

To po pieszne zd anie Piotra i Jana do pustego grobu wynika o z ich g bokiego zwi zania
z Jezusem.  mier  Chrystusa, ucieczka uczniów, upadek Piotra nie tylko nie oddali a ich od
Mistrza, lecz wr cz przeciwnie — zbli

a ich do Niego. Obaj, Piotr i Jan, towarzyszyli

Jezusowi w Jego cierpieniach i  mierci krzy owej; obaj prze yli wewn trzne zagubienie
i smutek. Jan, cho  sta  pod krzy em Mistrza, to jednak w Ogrójcu uciek  razem z innymi
Aposto ami. On równie  do wiadczy  g bokiego wewn trznego zagubienia i niewiary.
Uwierzy  w Zmartwychwstanie Chrystusa dopiero przy pustym grobie ogl daj c zb dne ju

ótna i chust  po Zmartwychwsta ym.

Piotr za  od Ogrójca towarzyszy  Jezusowi najpierw z daleka. Nast pnie zapar  si  swojego
Mistrza z obawy,  e i jego mo e spotka  los Jezusa. Zaparcie si  Piotra nie oddali o go jednak
od m ki i  mierci Mistrza. Wprost przeciwnie. Zaparcie sta o si  prze omowym momentem,
który pozwoli  mu odkry  rzeczywisty cel i sens cierpienia i  mierci Jezusa. Dopiero po
swoim zaparciu Piotr odkry  swoj  zarozumia

, swoj  zbytni  pewno  siebie, brak

poznania siebie i grzechu swojego serca. Nie znaj c siebie Piotr dawa  Jezusowi obietnice bez
pokrycia w rzeczywisto ci: Z Tob  gotów jestem i  nawet do wi zienia i na  mier  ( k 22,
33). Po swoim grzechu Piotr wreszcie poj ,  e to on — biedny grzesznik — potrzebuje
zbawienia przez Chrystusa. Po swoim upadku Piotr nie broni si , aby Jezus umy  mu nogi,
aby Go oczy ci , aby Go zbawi . I chocia  Piotr nie sta  pod krzy em razem z Matk  Jezusa
i umi owanym uczniem, to jednak g boko do wiadcza,  e jest to  mier  dla niego i za niego.
Szybki bieg Piotra do pustego grobu wyra a jaki  wewn trzny niepokój. W niepokoju tym
jest ju  przeczucie wiary w Zmartwychwstanie. Czy  bowiem Piotr móg by ca kowicie
zapomnie  o 

wielokrotnych  zapowiedziach Zmartwychwstania Jezusa? Czy   móg by

zapomnie  o obietnicy ponownego spotkania w Galilei? Przeczucie Zmartwychwstania Jezusa
by o jednak tak niesamowit  nowin , i  trudno by o uwierzy  w mo liwo  jej spe nienia.

Bieg Piotra i Jana do pustego grobu to bieg do  ród a nadziei, do  ród a prawdziwej rado ci,
do  róde

ycia. W obecnej modlitwie kontemplujmy bieg Piotra i Jana do pustego grobu.

Zauwa my ich po piech, oczekiwanie pe ne niepokoju. E. Burnand namalowa  znany obraz
Piotr i Jan biegn cy do grobu. Obraz ten wyra a po piech i niepokój uczniów Aposto ów.

Pusty grób przemawia do uczniów. Pusty grób jest dla nich znakiem, symbolem, jest jakby
sakramentem Zmartwychwsta ego. Og asza im dobr  nowin . Zmartwychwsta em  i zawsze
jestem  z wami
 (Antyfona ze Mszy  w. Wielkanocnej) — mówi Chrystus swoim pustym
grobem. Cho  sytuacja  yciowa ka dego z nich by a inna, obaj potrzebowali tej niezwyk ej
Nowiny.

bia naszego uczestnictwa w rado ci Jezusa Zmartwychwsta ego zale y od g bi naszej

wi zi z Jezusem, od naszego uczestnictwa w Jego m ce i  mierci, od wewn trznego uznania
naszej s abo ci i grzeszno ci. Rado  Wielkiej Niedzieli mo e odkry  tylko ten, kto
do wiadczy  bólu Wielkiego Pi tku. Zmartwychwstanie Jezusa mo e by  wielk  Nowin
tylko dla tych, dla których  mier  Chrystusa by a wielkim smutkiem. Pe ni rado ci Jezusa

background image

Zmartwychwsta ego mo e do wiadczy  tylko cz owiek, który prze yje rzeczywiste
zagro enie wynikaj ce z grzechu, w którym pogr ony jest zarówno on sam jak i  wiat.

Pro my w tej  kontemplacji o g bokie pragnienie intymnego zwi zania si  z Chrystusem.
Pro my o zanurzenie nas w Jego m ce i  mierci, aby my mogli by  zanurzeni w rado ci Jego
Zmartwychwstania. Módlmy si  tak e, aby zapewnienie Jezusa: Zmartwychwsta em i zawsze
jestem  z wami
 by o dla nas  ród em wewn trznego pokoju i 

rado ci, szczególnie

w momentach próby.

2. Dochodzenie do wiary w zmartwychwstanie

Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi ucze  wyprzedzi  Piotra i przyby  pierwszy do grobu.
Jan nie wszed  jednak od razu do wn trza. Nachyli  si  jedynie, aby sprawdzi , czy
rzeczywi cie grób jest pusty. Tak. Grób by  pusty. Jan zobaczy  jedynie p ótna, w które by o
zawini te cia o Jezusa. Zaczeka  na Piotra, aby ten jako pierwszy wszed  do grobu.
W ust pieniu pierwsze stwa Piotrowi przy wej ciu do grobu dostrzegamy delikatno
i szacunek m odszego Jana dla starszego Piotra. W ten dyskretny sposób Jan ukazuje równie
rol  Piotra we wspólnocie Aposto ów. Kiedy Piotr wszed  jako pierwszy, za nim wszed  tak e
Jan.

W rozwa anej Ewangelii uderza nas detaliczny opis u

enia p ócien, które jako relikwie

zosta y po Zmartwychwsta ym Jezusie. Piotr zobaczy  le

ce p ótna oraz chust , która by a

na Jego g owie, le

 nie razem z p ótnami, ale oddzielnie zwini

 na jednym miejscu. Pod

wp ywem szoku pustego grobu uczniowie jakby sfotografowali w pami ci i wyobra ni

enie chusty i p ócien. Obraz ten zapami tali na ca e  ycie.

Dzi ki szczególnemu do wiadczeniu Jezusowej mi

ci — Jan nazywa bowiem siebie

uczniem, którego Jezus mi owa  (por. J 21, 7) — dzi ki intuicji swojego czystego serca, Jan
szybciej przedar  si  przez w asne zagubienie i niepewno . Szybciej te odnalaz  w pami ci
wielokrotn  zapowied  Jezusa,  e po trzech dniach od  mierci zmartwychwstanie. Zaledwie
zobaczy  pusty grób, le ce p ótna oraz chust , uwierzy  w tajemnic  Zmartwychwstania.
Szybki bieg Jana jest symbolem jego szybkiej wiary. Mi

 otwiera oczy. Mi

 sprawia, i

cz owiek widzi wi cej i szybciej.

Piotr bieg  wolniej. Piotrowi, który miota  si  pomi dzy wynios

ci  a 

doznanym

upokorzeniem w asnym grzechem, trudniej by o uwierzy . Potrzebowa  wi cej czasu. Piotr do
rado ci Jezusa Zmartwychwsta ego dochodzi  wolniej i z wi kszym trudem. Ka dy grzech,
za lepiaj c cz owieka, niszczy jego duchow  wra liwo . Utrudnia mu przez to odkrywanie
obecno ci Jezusa. Gorzkie i serdeczne  zy Piotra wylane po zaparciu si  Jezusa przygotowa y
jednak jego serce na przyj cie tajemnicy Zmartwychwstania. Do rado ci Zmartwychwstania
Piotr dochodzi nie tylko dzi ki w asnym wysi kom,  zom  alu i skruchy, ale tak e dzi ki
modlitwie Jezusa, który zapewni  go: Szymonie, Szymonie, oto szatan domaga  si ,  eby was
przesia  jak pszenic ; ale Ja prosi em za tob ,  eby nie usta a twoja wiara
 ( k 22, 31).

background image

Odwo uj c si  do naszej wyobra ni oraz opisu, jaki zostawi  nam  w. Jan, kontemplujmy
pusty grób. Przypatrujmy si  niepotrzebnym ju  p ótnom oraz chu cie. Zauwa my radosne
zdziwienie Jana, wyraz jego wiary w Zmartwychwstanie Mistrza.

I chocia  Piotr i Jan dochodz  do rado ci Zmartwychwstania ró nymi drogami, to jednak
w ko cu pe na rado  sta a si  udzia em ich obu. Pro my Jana, umi owanego ucznia Jezusa,
aby jego droga do wiary w Zmartwychwstanie Jezusa uczy a nas potrzeby wewn trznej
przejrzysto ci w naszych pragnieniach i d

eniach. Czyste serce widzi szybciej, widzi dalej,

widzi wi cej. Pro my tak e o intuicj  serca, dzi ki której b dziemy w stanie odkry  obecno
Jezusa Zmartwychwsta ego w naszych codziennych do wiadczeniach,  yciowych sytuacjach,
zdarzeniach. Podobnie jak zb dne p ótna sta y si  dla Jana znakiem obecno ci Jezusa
Zmartwychwsta ego, tak równie  i dla nas wiele najprostszych sytuacji  yciowych, po ludzku
przypadkowych i zb dnych mo e by  równie  znakiem Jego obecno ci.

Piotra za  pro my, aby uczy  nas gorzko i serdecznie p aka  z powodu naszych s abo ci

grzechów. Tym w

nie  alem przygotujemy nasze serce na przyj cie rado ci

Zmartwychwstania. Nasza grzeszna przesz

 nie musi by  przeszkod  w drodze do Jezusa.

Mo emy uczyni  z niej — jak uczyni  to Piotr — miejsce spotkania z Jezusem. Im bardziej
rozla  si  nasz grzech, tym obficiej mo e rozla  si

aska wiary w Jezusa Zmartwychwsta ego.

Wraz z Piotrem i Janem upadnijmy przed Jezusem, wyra my nasz  mi

, nasze oddanie,

nasze uwielbienie dla tajemnicy Jego Zmartwychwstania.

3. Nasze  ycie ukryte jest z Chrystusem w Bogu

Jan nie widzia  oczami cia a Zmartwychwsta ego Jezusa, a jednak — jako pierwszy

uczniów  —  uwierzy .  I 

w

nie  do  niego  w 

pierwszym  rz dzie  mo na  odnie

ogos awie stwo, które Jezus wypowie pó niej wobec niewiernego Tomasza:

ogos awieni,

którzy nie widzieli, a uwierzyli (J 20, 29). Jezus b dzie pomaga  uczniom uwierzy  w swoje
Zmartwychwstanie ukazuj c si  im a  do czasu Wniebowst pienia. Da  On Aposto om po
swojej m ce — jak pisze  ukasz — wiele dowodów,  e  yje: ukazywa  si  im przez
czterdzie ci dni i mówi  o Królestwie Bo ym
 (Dz 1, 3).

Po odej ciu Jezusa z tej ziemi  ród em wiary w Jego Zmartwychwstanie b dzie jedynie

wiadectwo Jego pierwszych uczniów, którzy Go widzieli na w asne oczy. Jan Aposto , który

uwierzy  w Zmartwychwstanie Jezusa zanim Go jeszcze zobaczy , staje si  szczególnym
wzorem wiary dla nas, którzy równie  nie widzieli my Zmartwychwsta ego, a wierzymy
w Niego. Nasza wiara  w Jezusa opiera si  na zaufaniu i dlatego nasze

ycie ukryte jest

z Chrystusem  w Bogu (Kol 3, 3). Naszej wiary, naszego  ycia duchowego, wewn trznej
rado ci, mi

ci, nie dostrze emy ludzkim okiem. I chocia  mo emy sprawdza  ich

autentyczno  po owocach, to jednak nie mo emy uj

 rozumem, nie mo emy opisa

ludzkim j zykiem. S  one bowiem ukryte w Chrystusie.

Poniewa  nasze  ycie duchowe ukryte jest w 

Chrystusie, mo emy by  kuszeni, by

pomniejsza  rol  i znaczenie  ycia w Jezusie. Mo emy by  nawet kuszeni, aby twierdzi ,  e

ycie to nie istnieje. Ziarno wrzucone w ziemi  jest tak e niewidoczne dla oka. I cho  tego

background image

nie widzimy na zewn trz, to jednak ziarno ci ko pracuje w ziemi — obumiera, by wyda
owoc.

Nasza wiara w Jezusa ukrzy owanego i Zmartwychwsta ego jest podobna do ziarna ukrytego
w ziemi, które pracuje. Do wiadczenie wewn trzne wskazuj ce, i  nasze  ycie ukryte jest

Chrystusem  w 

Bogu,  mo e  by   dla  nas  wielk   pociech   i 

nadziej ,  szczególnie

w momentach zniech cenia duchowego. W chwilach wielkich w tpliwo ci i ataków niewiary
mo emy w sposób pewny odwo ywa  si  nie do naszych odczu  i do naszej wiedzy o nas, ale

nie do tego, co jest ukryte w Chrystusie. Tak w

nie prze ywa  swoj  wiar

w. Piotr po

swoim zaparciu si  Jezusa. To w

nie dzi ki w asnemu upadkowi i dzi ki  mierci Jezusa

Piotr wreszcie zrozumia , i  nie mo e odwo ywa  si  do swojej wiedzy o sobie, poniewa  jej
do ko ca nie zna. Samo odczucie wiedzy o sobie okaza o si  dla Piotra z udne. Piotr odwo uje
si  zatem do ukrytej wiedzy Jezusa o nim. Na pytanie Mistrza: Szymonie, Synu Jana, czy
mi ujesz Mnie?
, Piotr odpowiada pokornie: Panie, Ty wiesz,  e Ci  kocham. Moja mi

 do

Ciebie, moja wiara w Ciebie, moje  ycie Tob  ukryte jest w Tobie. I w

nie dlatego Ty sam

najlepiej wszystko wiesz. Ty wiesz,  e Ci  kocham (por. J 21, 15nn).

W obecnej kontemplacji dzi kujmy Jezusowi za to, i  mo emy ukry  nasz  wiar , nasz
mi

 i ca e nasze  ycie w Nim. Pro my, aby my dzi ki temu zaznali g bokiego poczucia

bezpiecze stwa i pewno ci siebie. W

nie dlatego, i  mo emy si  ukry  w Chrystusie, nic

nie mo e nas od Niego oddzieli . St d te  ze  w. Paw em mo emy stawia  retoryczne
pytanie: Któ  nas mo e od czy  od mi

ci Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy

prze ladowanie, g ód czy nago , niebezpiecze stwo czy miecz? Pewni, i  nasze  ycie ukryte
jest z Chrystusem w Bogu mo emy równie  ze  w. Paw em odpowiedzie  na pytanie: I jestem
pewien,  e ani  mier , ani  ycie, ani anio owie, ani Zwierzchno ci, ani rzeczy tera niejsze, ani
przysz e, ani Moce, ani co wysokie, ani co g bokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie
zdo a nas od czy  od mi

ci Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

Dzi kujmy Jezusowi za ukrycie naszego  ycia w Nim, za to, i  dzi ki Niemu mo emy czu
si  bezpieczni.

XII. B OGOS AWIENI, KTÓRZY NIE WIDZIELI, A UWIERZYLI

Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie by  razem z nimi, kiedy przyszed  Jezus.
Inni wi c uczniowie mówili do niego: Widzieli my Pana! Ale on rzek  do nich: Je eli na

kach Jego nie zobacz

ladu gwo dzi i nie w

 palca mego w miejsce gwo dzi, i nie w

ki mojej do boku Jego, nie uwierz . A po o miu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu

wewn trz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszed  mimo drzwi zamkni tych, stan  po rodku
i rzek : Pokój wam! Nast pnie rzek  do Tomasza: Podnie  tutaj swój palec i zobacz moje r ce.
Podnie  r

 i w

 j  do mego boku, i nie b

 niedowiarkiem, lecz wierz cym! Tomasz Mu

odpowiedzia : Pan mój i Bóg mój! Powiedzia  mu Jezus: Uwierzy

 dlatego, poniewa  Mnie

ujrza

? B ogos awieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I wiele innych znaków, których nie

background image

zapisano w tej ksi

ce, uczyni  Jezus wobec uczniów. Te za  zapisano, aby cie wierzyli,  e

Jezus jest Mesjaszem, Synem Bo ym, i aby cie wierz c mieli  ycie w imi  Jego (J 20, 24–31).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawimy sobie Jezusa, który przychodzi do uczniów
mimo drzwi zamkni tych. Ws uchajmy si  w s owa Chrystusowego pozdrowienia: Pokój
wam
; ws uchajmy si  te  w modlitw  adoracji Tomasza: Pan mój i Bóg mój.

Pro ba o owoc kontemplacji: Pro my, aby sam Jezus rozwiewa  nasz  nieufno , jaka ko ata
si  w nas gdzie  na dnie serca. Pro my tak e o postaw  g bokiej i pokornej adoracji Jezusa
Zmartwychwsta ego, której wzór daje nam modlitwa Tomasza: Pan mój i Bóg mój.

1. Niewierny Tomasz

Tomaszowi nieobecnemu na spotkaniu z Jezusem Zmartwychwsta ym Aposto owie mówi
prosto: Widzieli my Pana. Jest to pierwsze  wiadectwo o Jezusie Zmartwychwsta ym, które
Aposto owie daj  jednemu ze swoich braci.

Zdanie: Widzieli my Pana staje si  jakby najkrócej sformu owanym wyznaniem wiary, staje
si  opowie ci  kerygmatyczn  o Jezusie. Mówi ona nie tylko o Jego Zmartwychwstaniu, ale
równie  o Jego obecno ci we wspólnocie Aposto ów.

Nie atwo by o uwierzy  Jedenastu Aposto om w Zmartwychwstanie Jezusa, kiedy t  Dobr
Nowin  przynios y im trzy kobiety. S owa kobiet wyda y im si  czcz  gadanin  i nie dali im
wiary
 ( k 24, 11). Ale  wiadectwo dziesi ciu Aposto ów, dane jednemu z nich, mog oby
wydawa  si

atwe do przyj cia. Znali si  dobrze nawzajem. Nie by a to grupa ludzi

atwowiernych,  dnych tanich sensacji. Wszyscy byli trze wymi realistami, których nie atwo

by o przekona  o czym , co przekracza o ich prosty,

ski sposób rozumowania. Tomasz,

jeden z nich, s ysz c jednog

nie brzmi ce  wiadectwo: Widzieli my Pana, móg  odwo

 si

do tego w

nie krytycyzmu swoich braci Aposto ów. Ale Tomaszowi Dobra Nowina wyda a

si  niemo liwa. I tym razem uzna  j  za czcz  gadanin .

Mo emy wczu  si  w sposób rozumowania Tomasza: to prawda,  e Jezus czyni  cuda. Ale
czyni  je przecie  tak e Moj esz i wielcy prorocy, jak Eliasz, Elizeusz. Nie zdarzy o si
jednak nigdy dot d, aby kto  sam wróci  z grobu, w którym go pochowano.

Na  wiadectwo Dziesi ciu Tomasz spontanicznie odpowiada: Je eli na r kach Jego nie
zobacz

ladu gwo dzi i nie w

 palca mego w miejsce gwo dzi, i nie w

 r ki mojej do

boku Jego, nie uwierz . Im wi ksze i mocniejsze  wiadectwo, tym twardsze warunki wiary
w Zmartwychwstanie stawia Tomasz nie tyle swoim braciom Aposto om, ile raczej samemu
Jezusowi Zmartwychwsta emu. Reakcja Tomasza wydaje si  by  przejawem nie tylko
realizmu, ale tak e wyrazem pewnego urazu i uporu emocjonalnego, jakim nierzadko
odznaczaj  si  ludzie zagubieni i niepewni siebie. Trzymaj  si  swego zdania nieraz wbrew
oczywisto ci. Tomasz, podobnie jak wszyscy Aposto owie, czu  si  g boko zawiedziony
niespodziewanym, niepomy lnym i tak bolesnym ko cem Jezusa. By  mo e Tomasz po

mierci Jezusa mocno 

owa , i  da  si wci gn

 w Jego spraw  i nie chcia  ponownie da

background image

si  nabra . Tomasz metodami eksperymentalnymi pragnie sprawdzi  Dobr  Nowin
o Zmartwychwstaniu. Chce zobaczy  i dotkn  te miejsca na ciele Jezusa, które by y
przyczyn  Jego  mierci. Tomasz zdaje si  by  podobny do wielu dzisiejszych naukowców,
którzy w sposób eksperymentalny usi uj  udowadnia  co , co dla trze wo my

cego

cz owieka jest po prostu absurdem lub te  chc  podwa

 moraln  oczywisto  prawd, które

do naszych czasów wyznawa a ca a ludzko . Zdecydowana i jednoznaczna reakcja Tomasza
sprawi a, i  wspólne  wiadectwo dziesi ciu Aposto ów o Zmartwychwstaniu Jezusa dane
Jedenastemu z nich ponios o pierwsz  pora

.

Nieufno  Tomasza posiada jednak — o ile mo emy tak powiedzie  — swój pozytywny
wymiar. Spraw  Jezusa Tomasz traktowa  bardzo na serio. By  w ni  ca y zaanga owany.
Zmartwychwstanie Jezusa by o dla niego, jak i dla innych Aposto ów, nie tylko problemem
wiary  w cud. By  to bardzo osobisty problem: Jak 

 dalej? Komu po wi ci  dalej  ycie?

Komu si  teraz powierzy ? Tomasz rozumia  dobrze, i  jego  ycie nabra oby zupe nie innego
znaczenia i sensu, gdyby Jezus 

, gdyby Jezus zmartwychwsta . St d te  Chrystus traktuje

nieufno  Tomasza nie tylko z wielkim mi osierdziem, ale tak e bardzo serio. Spe nia
dos ownie wszystkie warunki, jakie Tomasz postawi , aby uwierzy  w tajemnic  Jego
Zmartwychwstania.

Odwo uj c si  do naszego do wiadczenia wejd my w tej modlitwie tak e w pokus  naszej
nieufno ci. Rodzi si  ona najcz ciej, podobnie jak w wypadku Tomasza, jako reakcja
obronna na bolesne do wiadczenia zawodu i rozczarowania, szczególnie za  zawodu
i rozczarowania  w mi

ci.  Je eli  wielokrotnie  nie  zosta y spe nione rozbudzone  w nas

oczekiwania  i nadzieje na trwa   ludzk  mi

  i przyja

,  wówczas na propozycj

nawi zania ponownej wi zi mi

ci i 

przyja ni spontanicznie bronimy si  uczuciem

nieufno ci. Odruchowo i z uprzedzeniem mówimy wówczas,  e nie damy si  nabra  kolejny
raz.

Nieufno ci i uprzedzenia nie daj  jednak  adnej obrony przed kolejnym zranieniem.
Nieufno  izoluje cz owieka, zamyka go w sobie, czyni go coraz bardziej zgorzknia ym.
Nieufno  obraca si  w 

ko cu przeciwko cz owiekowi, który j  stosuje. Nieufno

i zamkni cie, je eli nie s  stopniowo przezwyci ane, rodz  stany rozpaczy. U pod

a

ka dego ludzkiego grzechu le y zawsze nieufno , która przejawia si  na wielu poziomach.
Jest to nieufno  wobec Boga, nieufno  wobec bli nich oraz nieufno  wobec siebie samego.

 w ogrodzie Eden, nak aniaj c pierwszego cz owieka do buntu wobec Boga, zasia  w nim

nieufno  wobec Jego mi

ci i Jego woli.

Pro my Jezusa, aby ods oni  przed nami wszystkie przejawy nieufno ci naszego serca.
Najpierw nieufno  wobec Boga. Zauwa my, jak  atwo nieufno  ta rodzi si  w nas, kiedy
w naszym subiektywnym odczuciu Bóg nie spe nia naszych pró b, pragnie , oczekiwa ;
kiedy  nasze  wyobra enie  o 

Nim  zostaje  zakwestionowane.  W 

sytuacjach  za

niespodziewanego cierpienia czy niepowodzenia, do nieufno ci do cza si  nierzadko tak e
podejrzliwo  wobec mi

ci Boga.

background image

Mo e jeszcze  atwiej b dzie nam zauwa

 i przyzna  si  do naszej nieufno ci wobec

bli nich? Pytajmy si  w czasie tej modlitwy, jakie osoby zawiod y nas? Zauwa my, jak
bardzo boli nas zawód, jaki nam sprawi y. Zauwa my, w jakich sytuacjach i wobec jakich
osób daje zna  o sobie ci gle na nowo nasza nieufno ? Wielu m odych ludzi  atwo w tpi
w mo liwo  g bokiej przyja ni i mi

ci, poniewa  w przesz

ci do wiadczyli bolesnego

odrzucenia ze strony osób, od których spodziewali si  przyj cia i akceptacji.

Zauwa my te  nasz  nieufno  wobec siebie samych: nieufno  wobec naszych ludzkich si ,

asnych mo liwo ci, si y woli. Pytajmy, czy w chwilach s abo ci i grzechu nie za amujemy

si  zbyt  atwo rezygnuj c z 

dalszych zmaga . Jakie do wiadczenia  yciowe, jakie

niepowodzenia mog  le

 u podstaw nieufno ci wobec siebie? Pro my Jezusa, aby my

pozwolili Mu rozbija  w nas nasze postawy nieufno ci wobec Niego, wobec bli nich i wobec
siebie samych. Nieufno  serca ma jedno zasadnicze  ród o: jest nim nieufno  wobec Boga
i Jego mi

ci.

2. Pan mój i Bóg mój

po o miu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewn trz domu i Tomasz z nimi, Jezus
przyszed  mimo drzwi zamkni tych, stan  po rodku i rzek : Pokój wam!
 Samym wej ciem do
wn trza domu, w którym przebywali Aposto owie, Jezus podwa a eksperymentaln  metod
dochodzenia do wiary, któr  zaproponowa  Tomasz. Chrystus przychodzi mimo drzwi
zamkni tych
. Tym niezwyk ym wej ciem do domu Jezus pragnie powiedzie  Tomaszowi,  e
istnieje rzeczywisto , która przekracza wymiar materialny — wymiar sprawdzalny dla
ludzkich zmys ów. Chrystus pragnie te  ukaza  niedowierzaj cemu uczniowi,  e poprzez
Zmartwychwstanie wkroczy  On ostatecznie w rzeczywisto , która dla  yj cych na ziemi
pozostaje nadal zakryta tajemnic . I cho  nowa rzeczywisto  wymyka si  ludzkim zmys om,
jest ona równie realna jak rzeczywisto  materialna, któr  mo na bada  metodami
eksperymentalnymi. Wej cie mimo drzwi zamkni tych wzbudzi o  w uczniach nie tylko
zdziwienie, ale tak e l k ( k 24, 37). St d te  Jezus pozdrawia ich s owami: Pokój wam.
Zmartwychwsta y pragnie ich zapewni ,  e swoj now  obecno ci  nie tylko im nie zagra a,
ale wprost przeciwnie — dzi ki niej mo e im ofiarowa  trwa y pokój i rado .

Po o miu dniach, jakie up yn y od poprzedniego spotkania, w którym Tomasz nie bra
udzia u, Jezus zdaje si  przychodzi  przede wszystkim do niego samego. Po s owach
pozdrowienia Jezus zaraz zwraca si  do Tomasza: Podnie  tutaj swój palec i zobacz moje

ce. Podnie  r

 i w

 j  do mego boku, i nie b

 niedowiarkiem, lecz wierz cym! Jezus

z wielk  pokor  i z wielk  hojno ci  spe nia 

dania Tomasza. Pozwala Mu ogl da  swoje

rany, pozwala w

 palec do ran r k, a ca  r

 do rany boku. I cho  Jezus swoim

Zmartwychwstaniem wkroczy  w 

now  rzeczywisto  przekraczaj

 wymiar ludzkich

zmys ów, to nie sta  si  przez to nieuchwytnym widmem. Cz owiecze stwo Jezusa
Zmartwychwsta ego jest tak samo realne jak Jego  mier , spowodowana ranami, które
Tomasz ogl da  swoimi ludzkimi zmys ami. Jezus daj c Tomaszowi mo liwo  ogl dania
i dotykania swoich ran, upomina go jednocze nie: Nie b

 niedowiarkiem, lecz wierz cym!

background image

Nieufno   i podejrzliwo   Tomasza  w jednym  momencie  przemienia  si   w os upienie
i zdziwienie wiary. Nie broni ju  swojej nieufno ci, ale natychmiast uznaje swoje za lepienie.
Spontanicznie, nie dotykaj c nawet ran Jezusa (Ewangelia o tym nie wspomina), niewierny
Tomasz wo a:

Pan  mój  i 

Bóg  mój.  Jest  to kolejne  wyznanie  wiary  w 

Jezusa

Zmartwychwsta ego, którym — jak twierdz  egzegeci — pos ugiwa  si  tak e Ko ció
pierwotny. Swoim okrzykiem Tomasz wypowiedzia  swoje do wiadczenie wiary: pragnienie
intymnego przylgni cia do Jezusa, pragnienie uznania Go Panem swego  ycia, pragnienie
pe nienia Jego woli. S owo mój powtórzone dwukrotnie w tym krótkim wyznaniu wiary
ukazuje, jak bardzo bliskim sta  si  dla Tomasza Zmartwychwsta y Jezus. I na Tomaszu
sprawdzi y si  s owa  w. Paw a, którym mówi,  e gdzie ... wzmóg  si  grzech, tam jeszcze
obficiej rozla a si

aska (Rz 5, 20). Wzmo ona niewiara Tomasza sta a si  miejscem

szczególnej  aski zwi zania si  z Jezusem Zmartwychwsta ym.

Tomasz przez osiem dni trwa  w swojej niewierze. Jezus Zmartwychwsta y przyszed
w czasie ustalonym przez siebie. Tomasz potrzebowa  tych dni, aby jego uparta niewiara
nieco opad a. Jezus bowiem nigdy nie  amie ludzkiej wolno ci, nie gwa ci jej. Kiedy
upieramy si

przy swoim, On jak dobry Pedagog, jak cierpliwy Pasterz, potrafi czeka .

Przychodzi w najbardziej odpowiednim momencie.

Czekanie Jezusa jest dla nas wielk  pociech  i wielk  nadziej . Je eli nawet budz  si  w nas
jeszcze i dzi  jakie  odruchy niewiary i zamkni cia, mo emy by  pewni,  e On jedynie czeka
na odpowiedni moment, aby przyj  nam z pomoc , by móc pokona  w nas nasz  nieufno .
Mo emy by  pewni,  e wobec nas oka e si  tak samo mi osierny, hojny i pokorny, jak okaza
si  wobec Tomasza. Je eli Jezus potrafi cierpliwie czeka  na wzrost naszej wiary, to równie
i my mo emy czeka  razem z Nim. Modl c si  o wzrost naszej wiary, usi uj c przezwyci
nasz  nieufno , pro my jednocze nie, aby my byli cierpliwi wobec siebie, jak Jezus jest
cierpliwy wobec nas. Pos uguj c si  za  s owami Tomasza: Pan mój i Bóg mój, chciejmy
wyrazi  Jezusowi nasze wewn trzne pragnienia, aby my do wiadczyli wewn trznie Jego
wielkiej intymno ci, Jego wielkiej blisko ci. Pro my Go, aby On sam by naszym Panem,
naszym Bogiem.

3.

ogos awieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli

Jezus przyjmuje adoracj  Tomasza, ale jednocze nie stwierdza, i  jest ona niemal oczywista:
Uwierzy

 (Tomaszu) dlatego, poniewa  Mnie ujrza

? B ogos awieni, którzy nie widzieli,

a uwierzyli. Ostatecznie doj cie do wiary w Jezusa Zmartwychwsta ego by o dla Tomasza

atwe. Jezus umo liwi  niedowierzaj cemu uczniowi eksperymentalne sprawdzenie

prawdziwo ci tajemnicy Zmartwychwstania. T

atw  wiar  Tomasza Chrystus

przeciwstawia trudnej wierze tych, którzy nie b

 mogli zobaczy  w sensie materialnym

przebitych r k, nóg i boku, nie b

 te  mogli w

 r ki do Jego boku. Uwierz  tylko dzi ki

wiadectwu Aposto ów. Uczniów

trudnej wiary Jezus nazywa

ogos awionymi,

szcz liwymi.

background image

Po Zmartwychwstaniu uczniowie Chrystusa spe niaj  niezwyk  rol  pomostu pomi dzy
Jezusem historycznym  yj cym pod Poncjuszem Pi atem  a Jezusem Zmartwychwsta ym,
który przekracza wszelki czas i wszelk  przestrze . Aposto owie s

wiadkami

 do

sko czenia  wiata (Mt 28, 20),  e Ten, którego ukrzy owano, trzeciego dnia zmartwychwsta .

yj  w prze omowym momencie historii  wiata. S  stró ami przej cia ze Starego do Nowego

Przymierza. Na ich oczach ko czy si  bowiem stary czas, czas chrystofanii, kiedy Chrystusa
mo na poznawa  za pomoc  ludzkich zmys ów, a rozpoczyna si nowy czas, w którym mo e
poznawa  Go ka dy cz owiek dzi ki  wiadectwu Jego uczniów. Odt d Jezus b dzie obecny
poprzez swój Ko ció  zgromadzony wokó  Aposto ów.

W czasach  Jezusa znaki prowadz ce do wiary w Niego by y bezpo rednim przedmiotem
ludzkiego poznania. W czasach Ko cio a natomiast znaki te s  przekazywane z pokolenia na
pokolenie poprzez  wiadectwo. Nie oznacza to wcale,  e uczniowie Jezusa maj  dzisiaj
zamkni

 drog  do osobistego do wiadczenia Jezusa Zmartwychwsta ego. Wprost

przeciwnie. Dane im jest do wiadcza  Jego rado ci, Jego pokoju, Jego przebaczenia
grzechów, obecno ci Ducha  wi tego. Ale sama historia Jezusa winna by  przyj ta dzi ki

wiadectwu (B. Maggioni). Nale ymy wszyscy do pokolenia tych, którym nie jest dane

widzie  Jezusa bezpo rednio z pomoc  zmys ów, ale dane jest nam s ucha

wiadectwa

o Nim. Nasze do wiadczenie Jezusa Zmartwychwsta ego zrodzi o si  ze s uchania.

W obecnej kontemplacji pro my o rado  ze s ów Jezusa:

ogos awieni, którzy nie widzieli,

a uwierzyli. I cho  nasza wiara jest s aba, uboga, jest jednak naznaczona b ogos awie stwem
Jezusa. Dzi kujmy Chrystusowi za pochwa  naszej ma ej wiary w Jego Zmartwychwstanie.
Niech Jego pochwa a podniesie nas na duchu, niech doda nam odwagi do nieustannego
szukania sposobu jej pog bienia.

Dzi kujmy Jezusowi tak e za wiar  Jego Aposto ów oraz wiar  wszystkich pokole  wiernych
uczniów, dzi ki którym Dobra Nowina o Jego Zmartwychwstaniu dotar a a  do naszych
czasów i do nas osobi cie. Oddajmy chwa  wielkiej rzeszy wyznawców i m czenników,
którzy po wi cali wszystko, nierzadko tak e swoje  ycie, aby zachowa  i przekaza  wiar
w Zmartwychwsta ego.  Pro my,  aby my my z kolei, jako Jego  uczniowie,  czuli  si
wewn trznie zobowi zani do przekazywania  wiadectwa o Jego  mierci i Zmartwychwstaniu
nast pnym  pokoleniom.  Jezus  pragnie  w czy   nas  w 

przed

enie  wiary  w 

Jego

Zmartwychwstanie

 do sko czenia  wiata. Pro my, aby nasza wiara wyra ona

w Tomaszowym  wyznaniu: Pan mój i Bóg mój  by a  nie  tylko  na  naszych  ustach,  ale  by
promieniowa a tak e z codzienno ci naszego  ycia.

XIII. SPOTKANIE NAD MORZEM TYBERIADZKIM

Potem znowu ukaza  si  Jezus nad Morzem Tyberiadzkim. A ukaza  si  w ten sposób: Byli
razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie

background image

Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedzia  do nich: Id

owi  ryby.

Odpowiedzieli mu: Idziemy i my z tob . Wyszli wi c i wsiedli do  odzi, ale tej nocy nic nie

owili. A gdy ranek za wita , Jezus stan  na brzegu. Jednak e uczniowie nie wiedzieli,  e to

by  Jezus. A Jezus rzek  do nich: Dzieci, czy macie co na posi ek? Odpowiedzieli Mu: Nie. On
rzek  do nich: Zarzu cie sie  po prawej stronie  odzi, a znajdziecie. Zarzucili wi c i z powodu
mnóstwa ryb nie mogli jej wyci gn

. Powiedzia  wi c do Piotra ów ucze , którego Jezus

mi owa : To jest Pan! Szymon Piotr us yszawszy,  e to jest Pan, przywdzia  na siebie
wierzchni  szat  — by  bowiem prawie nagi — i rzuci  si  w morze. Reszta uczniów dobi a

odzi , ci gn c za sob  sie  z rybami. Od brzegu bowiem nie by o daleko — tylko oko o

dwustu  okci. A kiedy zeszli na l d, ujrzeli  arz ce si  na ziemi w gle, a na nich u

on  ryb

oraz chleb. Rzek  do nich Jezus: Przynie cie jeszcze ryb, które cie teraz u owili. Poszed
Szymon Piotr i wyci gn  na brzeg sie  pe

 wielkich ryb w liczbie stu pi

dziesi ciu trzech.

A pomimo tak wielkiej ilo ci, sie  si  nie rozerwa a. Rzek  do nich Jezus: Chod cie, posilcie
si !  aden z uczniów nie odwa

 si  zada  Mu pytania: Kto Ty jeste ? bo wiedzieli,  e to jest

Pan. A Jezus przyszed , wzi  chleb i poda  im — podobnie i ryb . To ju  trzeci raz, jak Jezus
ukaza  si  uczniom od chwili, gdy zmartwychwsta 
 (J 21, 1–14).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Z rozwa anej Ewangelii wybierzmy dwa obrazy. Pierwszy,
to obraz Jezusa stoj cego na brzegu i uczniów na jeziorze. Ws uchajmy si  w polecenie
Jezusa wydane uczniom: Zarzu cie sie  po prawej stronie  odzi. Przedstawmy sobie te  drugi
obraz: Jezusa razem z uczniami przy  niadaniu nad brzegiem jeziora. Zauwa my, jak Jezus
podaje uczniom chleb i ryb . Wczujmy si  w klimat pe en  yczliwo ci i przyja ni.

Pro ba o owoc kontemplacji: Pro my o wewn trzne odczucie wiary,  e g ównym celem
naszego  ycia jest pod anie za Jezusem Zmartwychwsta ym do wieczno ci. Pro my tak e,
aby  wiadomo

ycia dla nieba nadawa a sens ca emu naszemu  yciu na ziemi, naszemu

zmaganiu si  z falami morza, ciemno ciami nocy, sens naszemu wysi kowi, naszej pracy.

1. Jezus na drugim brzegu

Cudowny po ów ryb oraz spotkanie Jezusa Zmartwychwsta ego z uczniami odbywa si
w Galilei, nad jeziorem, w miejscu licznych spotka  w czasie Jego publicznej dzia alno ci.
W obecnym spotkaniu po  mierci  i Zmartwychwstaniu nie chodzi jednak o powrót  do
przesz

ci, nie chodzi o romantyczne wspomnienia wspólnie prze ytych chwil. To spotkanie

odbywa si  ju  w innej perspektywie, w perspektywie eschatologicznej. Jest to bowiem
spotkanie uczniów  yj cych na ziemi z uwielbionym i Wiecznie  yj cym Synem Bo ym.

Ka de nasze spotkanie z Jezusem jest spotkaniem z wiecznie  yj cym. Nasz  modlitw
dotykamy wymiaru przekraczaj cego czas, dotykamy wieczno ci. Ka da nasza modlitwa,
cho  dokonuje si  w czasie, to jednak dosi ga wieczno ci. T  prawd  o wiecznym wymiarze
naszej modlitwy dobrze podkre la spotkanie Jezusa z uczniami nad Jeziorem Galilejskim.

Ca e spotkanie odbywa si  jakby w dwu  wiatach, w dwu przestrzeniach. Z jednej strony
uczniowie znajduj  si  na pe nym morzu, w miejscu niesta ym, zmiennym i gro nym.

biny morskie wed ug poj

ydowskich by y siedliskiem z ych mocy, wrogich

background image

cz owiekowi. Ryby by y uwa ane za istoty wi zione przez z e moce. Z drugiej strony Jezus
znajduje si  ju  na brzegu, na l dzie sta ym, w miejscu bezpiecznym, niezmiennym. Widzimy
tutaj jakby odwrócenie przestrzeni w stosunku do  ycia ziemskiego. Przed  mierci  Jezus
cz sto  przebywa  z uczniami  w odzi.  W odzi  wypoczywa,  pi, z  odzi  naucza.  W czasie
ziemskiego  ycia Jezus dzieli  los razem z uczniami przebywaj c z nimi w tym niesta ym,
zmiennym i niebezpiecznym miejscu.

Odwrócenie przestrzeni oznacza w tej Ewangelii zmian  czasu. Jezus osi gn  brzeg  ycia
wiecznego, dotar  do sta ego miejsca, do swojego Ojca. W

nie z tego nowego miejsca

ukazuje si  uczniom b

cym jeszcze na morzu. Z tego nowego miejsca towarzyszy uczniom,

jest z nimi obecny.

Z brzegu Jezus wzywa uczniów do po owu na pe nym morzu, do kontynuacji Jego misji,
któr  rozpocz . Wzywa ich do wydobywania ludzi z g bin przepa ci, z niewoli z ych mocy,
ze  mierci: Odt d ludzi b dziesz  owi  ( k 5, 10).

czasie po owu widz c cudown  owocno  swojej pracy — nieproporcjonaln  do

onego wysi ku, rozpoznaj  obecno  Jezusa Zmartwychwsta ego. Po dokonaniu po owu

oni równie  zd aj  na brzeg, w miejsce sta e i bezpieczne, gdzie czeka na nich Jezus
z posi kiem, z uczt . Ewangelia ta jest jakby  yw  figur  Ko cio a. Ukazuje jego obecno  na
morzu  wiata w tera niejszo ci oraz jego wymiar eschatologiczny, Jego zmierzanie do
wieczno ci, gdzie przebywa Jezus po prawicy Ojca.

niniejszej kontemplacji do czmy do uczniów przebywaj cych na pe nym morzu.

Chciejmy odczu  ko ysanie  odzi, niesta

 miejsca. Razem z uczniami chciejmy tak e

dostrzec  Jezusa  na  brzegu. Wpatrzmy si   w Niego  razem  z nimi.  Pro my o g bokie
przekonanie wiary,  e Jezus  yje w wieczno ci i oczekuje nas. Pro my tak e o wewn trzne
odczucie, i  zasadniczym celem naszego  ycia jest pod anie za Jezusem do wieczno ci.
Módlmy si , aby nasze zbytnie troski, prace, ca a nasza walka o byt, o ludzk  mi

, nasze

zmaganie si  ze s abo ci  i grzechem nie zamkn y nas na  ycie wieczne. I cho  cz sto
obecno  Jezusa na drugim brzegu wydaje nam si  odleg a, mglista, to jednak jest to
obecno  rzeczywista, realna.

2. Praca w nocy

mier  Jezusa wywo

a u uczniów kryzys wiary. Powracaj c do porzuconych kiedy  sieci

rybackich, chc  przetrzyma  najtrudniejsze chwile. Pracuj  jednak sami, pracuj  w nocy: Tej
nocy nic nie z owili
. Fakt,  e uczniowie pracuj  w nocy, posiada u  w. Jana mocny wyd wi k.
Jan podkre la,  e kiedy Judasz opuszcza  wieczernik by a noc. Praca w nocy jest prac  bez

wiat a, bez Chrystusa, jest to praca bezskuteczna.

Bezowocno  pracy w nocy zostaje przerwana przyj ciem Jezusa o wicie: Gdy ranek
za wita , Jezus stan  na brzegu
. Ranek — wschód s

ca w j zyku biblijnym symbolizuje

nadchodz ce zbawienie. Przychodz cy Jezus jest s

cem, które roz wietla mroki nocy.

background image

Nie nadajemy sami sensu ka dej pracy, tym bardziej pracy apostolskiej. Sam cz owiek nie
nadaje warto ci swojemu wysi kowi. Wysi ek cz owieka, wysi ek aposto a, jest bezowocny,
je eli dzia a w oddaleniu od Boga, je eli pracuje w nocy: Je eli Pan domu nie zbuduje, na
pró no si  trudz  ci, którzy go wznosz . Je eli Pan miasta nie ustrze e, stra nik czuwa
daremnie. Daremnym jest dla was wstawa  przed  witem, wysiadywa  do pó na — dla was,
którzy jecie chleb zapracowany ci ko; tyle daje On i we  nie tym, których mi uje
 (Ps 127, 1–
2). Pro my o  yw

wiadomo ,  e sens naszej pracy nie le y w naszym wysi ku i trudzie, ale

w tym,  e towarzyszy nam w niej obecno  Jezusa. Nasza praca ma sens, kiedy jest
wykonywana w obecno ci Jezusa, z Jego polecenia. Pro my tak e, aby sam Chrystus ods oni
nam ja owo  tych naszych prac, które podejmujemy bez Niego: pod wp ywem chorych
ambicji, niezdrowej rywalizacji, chciwo ci pieni dza, dla zabicia w asnego niepokoju i l ku.
Pro my Go, aby uzdrawia  nieczyste motywy zwi zane z naszymi pracami albo te  doda  nam
odwagi, by my nie obawiali si  zostawi  tych prac, które odczytamy jako nieprawdziwe,
nieautentyczne, jako prace podj te w nocy, bez Jezusa.

3. Praca na rozkaz Jezusa

Jezus rzek  do nich: Dzieci, czy macie co na posi ek? Odpowiedzieli Mu: Nie. On rzek  do
nich: Zarzu cie sie  po prawej stronie  odzi, a znajdziecie
. Jezus przychodz c do uczniów
zwraca si  do nich bardzo serdecznie: dzieci. Tym ciep ym s owem Jezus pragnie dotkn
w uczniach ich bolesnego do wiadczenia zagubienia, poczucia winy, bezradno ci, które
ujawni y si  w czasie Jego m ki. Jezus nie strofuje uczniów, ale pragnie ich podnie  na
duchu. Pragnie ich pocieszy . Z zatroskaniem pyta, czy maj  co na posi ek.

ywaj c serdecznego tonu Jezus zach ca uczniów do ponownego zarzucenia sieci, ale

w miejscu wyznaczonym przez Niego — po prawej stronie  odzi. W j zyku biblijnym prawa
strona jest stron  b ogos awion . Jezus zasiad  po prawicy Ojca.

Nakaz po owu wydany przez Jezusa po Jego Zmartwychwstaniu przypomina uczniom ich
misj  zlecon  im jeszcze przed Jego  mierci . Cudowny za  po ów zapowiada wielk
owocno  ich pracy misyjnej. Zauwa my, i  Jezus wchodz c w  ycie uczniów i powo uj c
ich do nowej misji, nie przekre la ich dotychczasowej historii  ycia, ich do wiadczenia, ich
ludzkiej rzeczywisto ci jako rybaków. Jezus powo uj c cz owieka idzie po linii tego, kim on
jest, czym dysponuje. Jezus wzywa uczniów, aby byli nadal rybakami, ale w innym
wymiarze. Zostaj  wezwani, aby wykonywali to samo zaj cie, ale w zupe nie innych celach.

ód  na morzu i zarzucane sieci stan  si  odt d symbolem Ko cio a i jego misyjnej pos ugi

dla  wiata. W naszym powo aniu Bóg nie idzie nigdy wbrew temu, kim jeste my dzi ki
naszej historii, naszemu charakterowi, naszym zdolno ciom. Bóg wci ga w powo anie ca
nasz  osobowo , ca  nasz  histori

ycia.

W obecnej kontemplacji ofiarujmy Jezusowi wszystko to, czym jeste my i co posiadamy
z ca  nasz  histori

ycia. Oddajmy to, co jest w tej historii dobre, pozytywne, co stanowi jej

bogactwo. Powierzmy wszystkie talenty, zdolno ci, umiej tno ci. Ale nie obawiajmy si
odda  tak e naszych braków, b dów, grzechów i s abo ci. Jezus potrafi wszystko przemieni

background image

na nasz po ytek; potrafi wszystko w czy  w nasz  misj . Pro my Chrystusa, aby my odkryli
nasz ludzki, ziemski wymiar naszego  ycia jako miejsce naszego powo ania, miejsce,
z którego wzywa nas Jezus.

Zarzucili wi c sieci i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyci gn

. Obfito  po owu, to

skutek  owienia na rozkaz Jezusa i w miejscu wyznaczonym przez Niego: po prawej stronie,
po stronie b ogos awionej. I cho  to uczniowie pracuj , sam Jezus pozostaje Panem po owu,
On kieruje po owem. On wskazuje miejsce i czas pracy. Owoce pracy zale  od Niego.
Owoce pracy tak e nale  do Niego. Liczba 153 ryb jest przez egzegetów interpretowana jako
symbol pe ni. Zoologowie ówcze ni przyjmowali,  e w przyrodzie istniej  153 gatunki ryb.
Po ów dokonany przez uczniów jest po owem uniwersalnym, powszechnym. To w

nie

obfito  po owu symbolizuje nastanie pe ni czasu.

Tego obfitego po owu dokonuj  uczniowie swoj  prac , ale na rozkaz Jezusa i w miejscu
wyznaczonym przez Niego. Sam wysi ek uczniów jest bezowocny. W ka dej misji, pracy dla
Jezusa, musz  spotka  si  dwa elementy: nasz wysi ek i nasza praca oraz polecenie Jezusa.
W sytuacji ma ej skuteczno ci czy wr cz bezowocno ci naszego dzia ania mo emy popada
w zniech cenie. Jeste my wówczas kuszeni b

 do zwi kszania naszego wysi ku i liczenia

tylko na siebie samych lub te  do porzucenia wszystkiego i zaniechania wysi ku. W takich
momentach trzeba nam pyta , czy pracujemy w miejscu wyznaczonym przez Chrystusa?

W obecnej kontemplacji chciejmy sobie u wiadomi  wzgl dno  naszego ludzkiego wysi ku.
W sytuacji nawet ma ego sukcesu  atwo ulegamy pokusie s dzenia,  e sobie samym
zawdzi czamy wszystko. Pro my o realizm wiary, który pozwoli by nam przyj  z pokor

owa Jezusa: Beze Mnie nic uczyni  nie mo ecie. Pro my tak e, aby ma a owocno  wysi ku

na skutek pracy w nocy nie zniech ca a nas do dalszego trudzenia si  w pracy, ale raczej
sk ania a nas do nas uchiwania Jezusa: w jakim miejscu i w jakim czasie winni my
podejmowa  nasze prace. Sam Jezus sprawi, i  nasz wysi ek przyniesie owoc obfity.

4. To Pan jest

Jednak e uczniowie nie wiedzieli,  e to by  Jezus. (...) Powiedzia  wi c do Piotra ów ucze ,
którego Jezus mi owa : To jest Pan
. Jan rozpoznaje Jezusa stoj cego na brzegu jako pierwszy.
On równie  ogl daj c pusty grób jako pierwszy uwierzy  w Zmartwychwstanie. Postawa  w.
Jana, który nazywa siebie umi owanym uczniem Jezusa, ukazuje nam zbie no  dwóch
rzeczywisto ci w  yciu wiary: poznania i mi owania.

Do wiadczenie bycia mi owanym prowadzi do wi kszego poznania kochanej osoby,
pe niejsze za  poznanie powoduje wi ksze pragnienie bycia kochanym. W

nie w Ewangelii

w. Jana Jezus swoj  wi  z Ojcem objawia jako relacj  poznania i mi

ci. W komunii Syna

z Ojcem te dwie rzeczywisto ci: poznanie i mi

 nak adaj  si . Poznanie jest mi

ci ,

a mi

 jest poznaniem. Syn kocha Ojca mi

ci  doskona , gdy  poznaje Go w pe ni.

Poznaje za  w pe ni dzi ki doskona ej mi

ci.

background image

W nas te dwie rzeczywisto ci s  zawsze rozdzielone: nie kochamy w pe ni, poniewa
poznajemy tylko jakby w zwierciadle, nasze za  poznanie jest ograniczone nasz  niedoskona
mi

ci . Dopiero w wieczno ci nasze poznanie zjednoczy si  z mi

ci . Postawa Jana,

u którego poznanie i mi

 sta y bardzo blisko, uczy nas, jak mamy szuka  prawdziwego

zbli enia do Jezusa. A jaka by a reakcja Piotra, kiedy us ysza ,  e to Pan jest?

Przywdzia  na siebie wierzchni  szat , by  bowiem prawie nagi, i rzuci  si  w morze. Reszta
uczniów dobi a  odzi , ci gn c za sob  sie  z rybami
. W swoich pierwszych reakcjach Piotr
si  nie zmieni . Pozosta  porywczy i gor cy. Obecno  Jezusa u wiadamia Piotrowi najpierw
jego nago , która w j zyku biblijnym oznacza grzeszno  i niegodno  cz owieka. Równie
Adam zawstydzi  si  swoj  nago ci , kiedy Bóg zawo

 do niego: Adamie, gdzie jeste ? (Rdz

3, 9).

wiadomo  w asnej grzeszno ci nie ka e jednak Piotrowi kry  si  przed Jezusem, jak to

chcia  uczyni  Adam w raju, ale wprost przeciwnie, ka e mu spieszy  do Jezusa. Po grzechu
trzykrotnego zaparcia si  Mistrza Piotr odkry  Go wreszcie jako  ród o mi osierdzia. Pro my
w tej  kontemplacji  o jasno  i przejrzysto   widzenia Jana,  która pozwoli nam z daleka
i szybko dostrzec obecno  Jezusa oraz o odwag  Piotra w uznawaniu naszej grzeszno ci. Te
dwie postawy pomog  nam silniej przylgn

 do Jezusa i zawsze szuka  Jego mi osiernej

obecno ci.

5. Chod cie, posilcie si

kiedy zeszli na l d, ujrzeli  arz ce si  na ziemi w gle, a na nich u

on  ryb  oraz chleb.

Rzek  do nich Jezus: Przynie cie jeszcze ryb, które cie teraz u owili. Poszed  Szymon Piotr
i wyci gn  na brzeg sie  pe

 wielkich ryb. (...) Rzek  do nich Jezus: Chod cie, posilcie si .

Cho  Aposto owie przyjmuj  polecenie Jezusa i dokonuj  po owu na pe nym morzu, to
jednak praca na morzu nie jest ich wiecznym przeznaczeniem. B dzie mia a swój kres.
Uczniowie dobij  do brzegu i opuszcz  na zawsze to niesta e miejsce wraz z obfitymi
owocami swojej misji. Na brzegu, w wieczno ci b dzie na nich czeka  Zmartwychwsta y
Jezus z posi kiem, z uczt . Uczniowie zostaj  jednak zaproszeni nie tylko do korzystania
z tego, co przygotowa  im Jezus, ale sami dzi ki spe nionej misji wnosz  swój udzia  do
uczty.

W obecnej kontemplacji pro my Jezusa o g bokie pragnienie nieba, wiecznego przebywania
z Jezusem Zmartwychwsta ym. Pro my, aby my byli  wiadomi, i  nasz  obecn  prac
wnosimy wk ad do wiecznej uczty z Jezusem. Pro my tak e, aby  wiadomo

ycia dla nieba

nadawa a sens ca emu naszemu  yciu na ziemi, naszemu zmaganiu si  z falami morza,
ciemno ciami nocy, sens naszemu wysi kowi, naszej pracy. Ws uchajmy si  w zaproszenie
Jezusa: Chod cie i posilcie si  i zechciejmy przyj  je z pokor  i wdzi czno ci .

Posi ek uczniów z Jezusem Zmartwychwsta ym nad Jeziorem Tyberiadzkim jest równie
symbolem Eucharystii. To, w czym kiedy  b dziemy uczestniczy  w ca ej pe ni, ju  dzi
antycypuj c mo emy smakowa . Ona bowiem jest tutaj na ziemi miejscem rzeczywistego
spotkania uczniów z Jezusem Zmartwychwsta ym. Na Eucharysti  uczniowie przychodz

background image

z trudami swojej pracy. Jezus przyjmuje i u wi ca ten trud i w cza go w uczt  niebiesk .
W ten sposób nasze uczestnictwo  w Eucharystii posiada wymiar eschatologiczny. Jest
zapowiedzi  uczty niebieskiej, któr  Jezus obiecuje uczniom: Wy cie wytrwali przy Mnie
w moich przeciwno ciach. Dlatego i Ja przekazuj  wam królestwo, jak Mnie przekaza  je mój
Ojciec: aby cie w królestwie moim jedli i pili przy moim stole oraz  eby cie zasiadali na
tronach, s dz c dwana cie pokole  Izraela
 ( k 22, 28–30).

XIV. CHRYSTUS PEDAGOGIEM

Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sze dziesi t
stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sob  o tym wszystkim, co si  wydarzy o. Gdy tak
rozmawiali i rozprawiali z sob , sam Jezus przybli

 si  i szed  z nimi. Lecz oczy ich by y

niejako na uwi zi, tak  e Go nie poznali. On za  ich zapyta : Có  to za rozmowy prowadzicie
z sob  w drodze? Zatrzymali si  smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedzia  Mu:
Ty jeste  chyba jedynym z przebywaj cych w Jerozolimie, który nie wie, co si  tam w tych
dniach sta o. Zapyta  ich: Có  takiego? Odpowiedzieli Mu: To, co si  sta o z Jezusem
Nazarejczykiem, który by  prorokiem pot nym w czynie i s owie wobec Boga i ca ego ludu;
jak  arcykap ani  i nasi  przywódcy  wydali  Go  na  mier   i ukrzy owali.  A my my  si
spodziewali,  e On w

nie mia  wyzwoli  Izraela. Tak, a po tym wszystkim dzi  ju  trzeci

dzie , jak si  to sta o. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przerazi y nas: by y rano
u grobu, a nie znalaz szy Jego cia a, wróci y i opowiedzia y,  e mia y widzenie anio ów,
którzy zapewniaj , i  On  yje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak
kobiety opowiada y, ale Jego nie widzieli. Na to On rzek  do nich: O nierozumni, jak nieskore

 wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czy  Mesjasz nie mia  tego

cierpie , aby wej  do swej chwa y? I zaczynaj c od Moj esza poprzez wszystkich proroków
wyk ada  im, co we wszystkich Pismach odnosi o si  do Niego. Tak przybli yli si  do wsi, do
której zd ali, a On okazywa , jakoby mia  i  dalej. Lecz przymusili Go, mówi c: Zosta
z nami, gdy  ma si  ku wieczorowi i dzie  si  ju  nachyli . Wszed  wi c, aby zosta  z nimi
 ( k
24, 13–29).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie dwóch uczniów opuszczaj cych
Jerozolim . Zauwa my, i  w 

miar  up ywu drogi miasto oddala si  coraz bardziej.

Wyobra my sobie tak e, jak przygodny w drowiec do cza si  do uczniów. Ws uchajmy si
w szczer  rozmow , jaka wywi zuje si  od pocz tku ich spotkania.

Pro ba o owoc kontemplacji: Pro my o wewn trzne odczucie, i  jeste my na naszej drodze

ycia prowadzeni przez Jezusa, tak e w momentach, kiedy nie jeste my tego  wiadomi.

Pro my te , by my z otwarto ci  i szczero ci  wypowiadali przed Jezusem wszystkie nasze
do wiadczenia wewn trzne.

background image

Historia dwóch uczniów id cych do Emaus z 

przygodnym w drowcem jest jedn

z najpi kniejszych scen Nowego Testamentu. By a ona cz stym tematem dla malarzy,
poetów, pisarzy ascetycznych. Opowiadanie o uczniach z Emaus robi o zawsze g bokie
wra enie na wszystkich pokoleniach chrze cijan. Ca

 opowiadania, jak podkre laj

egzegeci, posiada kunsztown , mistern  konstrukcj . Jest to opowiadanie bardzo  ywe, pe ne
emocji. Ruchliwo  postaci, dramatyczno  dialogu sprawiaj , i  opowiadania tego s ucha si
tak e z du  przyjemno ci . Ale nie w zaletach estetycznych le y najwi ksza warto  tej
Ewangelii. Opowiadanie o uczniach id cych do Emaus jest form  rozwini tej katechezy
o tym, w jaki sposób mo na nauczy  si  odkrywa  Jezusa Zmartwychwsta ego  yj cego
pomi dzy nami.

1. Wiara jest drog

W rozwa anej Ewangelii  ukasz nie k adzie nacisku najpierw na ponowne ukazanie si
Jezusa swoim uczniom, ale pragnie nakre li  przede wszystkim drog  któr  nale y przeby ,
aby móc rozpozna  Zmartwychwsta ego. Chrze cija stwo ukazane jest jako droga; droga do
poznania, pokochania i na ladowania Jezusa, który dla nas umar  i zmartwychwsta .

Chrze cija stwo jest drog . To stwierdzenie wydaje si  dzi  bardzo donios e. W

nie dzisiaj,

mo e bardziej ni  w przesz

ci, u wiadamiamy sobie,  e wiara jest pielgrzymowaniem, jest

drog  do przebycia. Wiary nie mo emy naby  jako sta ej i niezmiennej warto ci. Nasza wiara
posiada charakter dynamiczny, stale si  rozwija. Wiara polega na pokornym kroczeniu

cie kami wyznaczonymi przez Boga. Jeste my bowiem jedynie go mi i pielgrzymami na tej

ziemi.

Dwaj uczniowie id cy do Emaus w towarzystwie Jezusa Zmartwychwsta ego przypominaj
nam Izrael, który idzie przez pustyni  w towarzystwie Jahwe do Ziemi Obiecanej. W s upie
ob oku lub s upie ognia Bóg idzie na czele, aby torowa  drog . Wody Morza Czerwonego nie
zatrzymuj  Izraela w jego drodze, poniewa  Pan kroczy przed nimi. Twoja droga wiod a
przez wody, Twoja  cie ka przez wody rozlane
 — wspomina Psalmista (Ps 77, 20).

W czasie d ugiej w drówki przez pustyni  Jahwe walczy za swój lud i podtrzymuje go jak
Ojciec podtrzymuje syna. On sam karmi swój lud mann , wyprowadza dla niego wod  ze
ska y. W drówka przez pustyni  jest czasem trudnym. Bóg bowiem do wiadcza swój lud, aby
odkry  g bi  jego serca, aby zwróci  jego serce ku sobie.

Ka dego roku w czasie  wi ta Paschy i  wi ta Namiotów Izraelici powracali do drogi
przebytej przez pustyni , aby u wiadomi  sobie,  e nadal s  w drodze do swojego Boga.
Prorocy i Psalmi ci ukazuj  prawo Pa skie jako drog  do Boga Jahwe:

ogos awieni,

których droga nieskalana, którzy post puj  wed ug prawa Pana (Ps 119, 1); Szcz liwy ka dy,
kto boi si  Pana, który chodzi Jego drogami
 (Ps 128,1).

Jan Chrzciciel nawi zuj c do proroka Izajasza b dzie równie  mówi  o drodze, któr  nale y
przygotowa  dla Chrystusa: Przygotujcie drog  Panu, prostujcie  cie ki dla Niego! ( k 3, 4).

background image

Przyj cie Chrystusa b dzie otwarciem nowej drogi nie tylko dla Izraela, ale poprzez niego dla
wszystkich pogan.

Dzieje Apostolskie rodz ce si  chrze cija stwo nazywaj  drog : Pewien  yd imieniem
Apollos
 — pisze  ukasz — zna  ju  drog  Pa sk , przemawia  z wielkim zapa em (Dz 18,
24–25). Chrze cijanie maj

wiadomo , i  znale li drog  do Boga. Drog  t  jest nie Prawo,

ale Osoba Jezusa. Chrystus sam powie o sobie: Ja jestem drog  i prawd , i  yciem (J 14, 6);
Ja jestem drog  prawdziw  do  ycia (t um. M. Wolniewicz). Niektóre wspó czesne ruchy
odnowy w Ko ciele nawi zuj  do tej tradycji pierwotnego Ko cio a, np. cz onkowie wspólnot
neokatechumenalnych, podkre laj c, i  chrze cija stwo jest drog  wiary.

Okre lenie wiary jako drogi posiada swoje donios e konsekwencje. Pierwsz  z nich jest

wiadomo , i

ycie ka dego z nas pochodzi od Boga i do Boga zmierza; jeste my — jak to

podkre lano w przesz

ci — wygna cami na tej biednej ziemi. Wygna cami i pielgrzymami.

List do Hebrajczyków podkre la,  e ci którzy uwierzyli w Jezusa do lepszej d

 (ojczyzny),

to jest do niebieskiej (Hbr 11, 16).

W niniejszej kontemplacji chciejmy zauwa

 dwóch uczniów, którzy wczesnym rankiem,

z po piechem opuszczaj  Jerozolim . Oddalaj  si  od miasta coraz bardziej. W pewnym
momencie do cza si  do nich Nieznajomy. Id my razem z nimi przez d

sz  chwil . Id c

razem z dwoma uczniami do Emaus w towarzystwie Jezusa, zadajmy sobie pytania, które
mog yby nam pomóc okre li  charakter naszej wiary. Czy jeste my  wiadomi, i  nasze  ycie,
nasza wiara jest pielgrzymowaniem, drog ? Czy do wiadczamy przemijania wielu spraw
naszego  ycia, na podobie stwo przemijania wielu wydarze  na drodze pielgrzyma? Czy
podejmujemy nasze kroczenie do Boga z ca

wiadomo ci  i dobrowolno ci  jako wyj cie

od Boga i zmierzanie do Niego?

Pro my Jezusa, który towarzyszy nam w naszej drodze do Ojca, aby my mogli dostrzec to
wszystko, co opó nia nasz  w drówk , nasz  pielgrzymk . Pro my równie , aby my nie
usi owali zatrzymywa  tego, co musimy pozostawi  w drodze, by my bez  alu, z ca
wolno ci  rezygnowali z tego, co utrudnia i obci a nasz  pielgrzymk .

2. A my my si  spodziewali

Powró my do naszej Ewangelii. Opuszczaj c Jerozolim  dwaj uczniowie udaj  si  w drog
do Emaus. Rozmawiaj  i dyskutuj  o tym wszystkim, co si  ostatnio wydarzy o w ich  yciu.
Rozmowa ta rodzi w nich smutek i utwierdza ich w zniech ceniu. Prze ywaj  gorzki smak
wielkiej pora ki  yciowej. Chc  uwolni  si  od ci

kiej atmosfery zwi zanej z przegran

yciow . I w

nie dlatego postanawiaj  oddali  si  od Jerozolimy, miejsca, które przypomina

im ich pora

. Nie daj  wiary w kr

ce pog oski o widzeniu anio ów, którzy mieli

zapewnia ,  e On  yje. Umar a w nich nadzieja zwi zana z Jezusem. Jego ukrzy owanie sta o
si  momentem kl ski i zawodu: A my my si  spodziewali... mówi  z rozgoryczeniem do
Nieznajomego. W przesz

ci czego  si  spodziewali; obecnie ju  niczego nie oczekuj .  yj

bez nadziei.

background image

Je eli do wiadczyli my w naszym  yciu cho by ma ej pora ki w wa nej dla nas sprawie,
mo emy rozumie , jak bardzo ludzkie jest zachowanie si  dwóch uczniów.
Z psychologicznego punktu widzenia jest to postawa bardzo zrozumia a, postawa naturalna.
W chwili wielkiej pora ki pragnie si  uciec od miejsca, które j  przypomina; pragnie si
zmieni  otoczenie, by móc zapomnie  o ca ym nieprzyjemnym wydarzeniu, by ukoi  ból
i rozgoryczenie. Pora ka i cierpienie z ni  zwi zane s  tym wi ksze, i  nadzieje, które obudzi
w nich Jezus, by y ogromne. Jezus bowiem by  prorokiem pot

nym w s owie i czynie wobec

Boga i ca ego ludu. Im wi ksza nadzieja, tym wi ksze rozczarowanie i pora ka po jej utracie.

mier  nadziei, to  mier  cz owieka. Nie mo na 

 bez nadziei. Jak mo na walczy  o dzie

jutrzejszy, kiedy nie widzi si  sensu dnia dzisiejszego. Dante Alighieri wi

e piek o w

nie

z brakiem nadziei. W swojej Boskiej komedii nad miejscem wiecznego pot pienia umieszcza
napis: Wy, którzy tu wchodzicie, porzu cie wszelkie nadzieje. W sytuacji utraty nadziei przez
uczniów nasuwa im si  bardzo konkretne i praktyczne rozwi zanie: pozby  si  wielkich
aspiracji, zrezygnowa  — cho by na jaki  czas — z wielkich idea ów i wycofa  si  w  ycie
prywatne, zaj

 si  codzienno ci , na niej skupi  ca  uwag

yciow .

Ucieczka w prywatno , skupienie si  na przyjemno ciach codziennego  ycia, zamkni cie si
w sobie lub te  w bardzo ciasnym kr gu przyjació  — oto nieustanna pokusa zawiedzionych
w swoich nadziejach, idea ach, pragnieniach. W takich sytuacjach przychodz  my li, które
maj  charakter pokusy: po co si  jeszcze wysila , przecie  to niczego nie zmieni, ju  tyle razy
próbowa em. Nowe ludzkie oczekiwania, które rodz  si  w tej sytuacji, nie maj  ju  nic
wspólnego  z wielkimi  duchowymi  pragnieniami  i nadziejami  z przesz

ci.  W takich

momentach jasno i mocno staje przed nami to, co materialne i zmys owe; co da si  dotkn ,
co da si  u

 i skonsumowa , a co z pewno ci  nas ju  nie zawiedzie. Rezygnuj c ze

zwyci stwa, trwamy w 

rozczarowaniu b

cym  ród em zgorzknienia: A my my si

spodziewali...

Jest to niew tpliwie sytuacja wielu ludzi wspó czesnych, tak e w naszym kraju: sfrustrowane
oczekiwania, nadzieje zawiedzione ju  który  raz z rz du. Pozostaj  jedynie gorzkie
wspomnienia. Ograniczamy si  wówczas jedynie do bezsilnej irytacji i z

ci, która z era

wszystkie  niemal  energie  i si y.  Ucieczka  w prywatno

ycia,  w robienie  pieni dzy,

w konsumpcj , s owem ucieczka w bawienie si

yciem wydaje si  by  jedynym rozs dnym

rozwi zaniem.

Ale kiedy ulegamy takim pokusom, wówczas wystawiamy nasz  ludzk  godno  na
fundamentalne zagro enie. Wraz z nadziej  cz owieka umiera zawsze aspiracja szukania
prawdziwej godno ci, prawdziwego celu i sensu  ycia. W sytuacji braku nadziei, cz owiek
zwraca si  ku sobie, zamyka si  w sobie, nie widzi bowiem innego celu dla swojego  ycia. To
zwrócenie si  ku sobie odcina go jednak od mo liwo ci odnalezienia nadziei, odcina od

ród a.

Wejd my w nasz  histori

ycia, by zobaczy  nasze uleganie zniech ceniu, frustracji, nasze

pokusy wycofania si  z  ycia. Na jakim tle dochodzi o do takich w

nie pokus? Z jakimi

pora kami by y one zwi zane? W co chcieli my ucieka ? Czy poddawali my si  tym

background image

pokusom ucieczki i wycofania si  z  ycia? Czy nie u ywali my podobnych sformu owa :
my my si  spodziewali... a ja my la em... wydawa o mi si ... itp. Pytajmy siebie, czy
wewn trznie nie stawali my si  smutni, zgorzkniali, chowaj cy swoje urazy? Co
chcieliby my Jezusowi powiedzie  o naszym podobie stwie do uczniów id cych do Emaus?
Za co chcieliby my przeprosi ? O co chcieliby my prosi ? Za co chcieliby my podzi kowa ?

3. Bóg w Jezusie Chrystusie staje si  bliski cz owiekowi

Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sob , sam Jezus przybli

 si  i szed  z nimi. Lecz oczy

ich by y niejako na uwi zi, tak,  e Go nie poznali. W t  sytuacj  zawodu i rozczarowania,
w ten brak nadziei wkracza Chrystus. Jezus nigdy nie zostawia cz owieka w jego zagubieniu,
smutku i poczuciu bezsensu, ale dyskretnie w cza si  w t  jego trudn  drog : idzie jako
nierozpoznany pielgrzym.

Bóg w Jezusie Chrystusie staje si  bliski cz owiekowi, wchodzi w jego histori . Bóg nigdy
nie zostawia cz owieka w sytuacji zawodu i braku nadziei. Im trudniejsza sytuacja cz owieka,
im bardziej tragiczna, tym bli ej stoi Bóg. Ale cz sto Go nie rozpoznajemy. Oczy cz owieka

 jakby na uwi zi. Jest tak zaj ty sob , swoim w asnym smutkiem, w asnym uczuciem

zawodu, w asn  krzywd , w asnym bólem, i  nie mo e dostrzec czegokolwiek innego. Bardzo
cz sto w sytuacji krzywdy, pora ki, zawodu  yciowego jeste my jakby zwi zani, skr powani.
Oczy nasze s  na uwi zi. Patrzymy i nie mo emy zobaczy . S uchamy i nie rozumiemy.
Dotykamy i nic nie czujemy. Jeste my wówczas jakby zahipnotyzowani w asnym bólem,
krzywd , niepowodzeniem. Jako jedyna przyjemno  pozostaje nam wówczas rozwa anie
doznanej krzywdy i cierpienia.

W takiej sytuacji Jezus przychodzi do nas, podobnie jak przyszed  do uczniów id cych do
Emaus, aby nas obudzi  z tego stanu odr twienia i parali u duchowego. On za  ich zapyta :
Có  to za rozmowy prowadzicie z sob  w drodze? Zatrzymali si  smutni. A jeden z nich,
imieniem Kleofas,  odpowiedzia  Mu: Ty jeste  chyba jedynym z 

przebywaj cych

w Jerozolimie, który nie wie, co si  tam w tych dniach sta o. Zapyta  ich: Có  takiego?

Wobec tych dwóch zawiedzionych i smutnych uczniów Jezus post puje jak prawdziwy
pedagog. Tak w

nie niektórzy Ojcowie Ko cio a nazywali Chrystusa: Pedagog. Jezus

nawi zuje z uczniami dialog, w którym najpierw oddaje im g os. Zaprasza ich, aby jako
pierwsi opowiedzieli o przyczynach swojego smutku, rozczarowania i utraty nadziei. Jezus
pozwala im  w ten  sposób wyrzuci  z siebie cierpienie spowodowane  rzekom  kl sk .
Zaprasza ich do zwerbalizowania negatywnych do wiadcze .

Zaproszeni przez Jezusa uczniowie opowiadaj  swoj  histori

ycia, histori  — ich zdaniem

— nieudanego powo ania; opowiadaj  o nadziejach rozbudzonych przez Jezusa, który by
prorokiem pot

nym w s owie i czynie; opowiadaj  tak e o Jego gwa townej  mierci, która

przekre li a wszystkie oczekiwania. Wspominaj  jakby mimochodem, i  kr

 pog oski,  e

On jednak  yje. Ale nawet nie przysz o im przez my l, aby da  wiar  plotkom powtarzanym
przez kobiety. Opowiadanie uczniów przepe nia uczuciowe zaanga owanie. Ca a historia
z ukrzy owanym prorokiem wywo uje ich wielkie emocje. Na pytanie Nieznajomego, co si

background image

sta o  w 

Jerozolimie,  Kleofas  odpowiada  ze  zdziwieniem: Ty jeste  chyba jedynym

z przebywaj cych w Jerozolimie, który nie wie, co si  tam w tych dniach sta o.

Jest rzecz  bardzo interesuj

 zauwa

,  e  ukasz po wi ca w tym opowiadaniu znacznie

wi cej miejsca uczniom, ni  Jezusowi. Widzimy tutaj donios

 wypowiadania si  uczniów

przed Jezusem. Uczniowie, zamkni ci dot d w swoim smutku i cierpieniu, poczuli si
wys uchani przez Nieznajomego. Wypowiedzenie si  uczniów to ich pierwszy krok do
wyj cia z zamkni cia i wyzwolenia si  z kr puj cego poczucia rozczarowania i braku nadziei.

Cz owiek potrzebuje wypowiedzie  siebie, potrzebuje wyrazi  to, czym  yje: swoj  rozpacz
i nadziej , swoje cierpienie i rado , swój niepokój i swoje uspokojenie. Ka dy do wiadczony
rodzic, duszpasterz czy wychowawca stwierdzi, i  wa niejsz  jest rzecz  s ucha  cierpliwie i
z wyrozumia

ci , ni  mówi  wiele, cho by pi knie i m drze.

W naszym kontaktach z bli nimi, w naszym stylu wychowania dzieci i m odzie y, w naszym
stylu duszpasterzowania mówimy cz sto zbyt du o. Nasza pomoc zarówno w wymiarze
czysto ludzkim jak i w wymiarze duchowym winna rozpoczyna  si  od uwa nego s uchania
tych, którym chcemy pomaga . Trzeba umiej tnie, z delikatno ci  i dyskrecj  zaprosi
bli niego do wypowiedzenia tego, czym  yje. Nie mo emy powiedzie  drugiemu dobrego
i trafnego s owa, je eli nie wys uchamy go do ko ca. Wys uchanie do ko ca jest wyrazem
mi

ci do ko ca. Poniewa  Jezus umi owa  swoich uczniów do ko ca, pozwoli  im

wypowiedzie  si do ko ca. Rady, pociechy, uwagi dawane bli niemu nie b

 odpowiedzi

na jego sytuacj , je eli zabraknie pe nego wys uchania.

Cz owiek zawsze czuje si  upokorzony, je eli nie pozwolimy mu wypowiedzie  si , je eli nie
wys uchamy go do ko ca, je eli swoj  postaw  s dzenia i pot piania zamykamy mu usta,
je eli nie bierzemy na powa nie tego, co chce nam powiedzie . Pomóc cz owiekowi
w sytuacji zawodu, cierpienia i upokorzenia, oznacza najpierw cierpliwie go wys ucha .

Si gaj c do naszej historii  ycia przypomnijmy sobie ludzi, którzy byli dla nas jak
Nieznajomy dla uczniów id cych do Emaus; ludzi, którzy nas s uchali cierpliwie,
z wyrozumieniem, ludzi, przez których czuli my si  naprawd  s uchani. Przywo ajmy dobre
samopoczucie
 zwi zane z wypowiadaniem siebie. Czy mieli my szcz cie spotka  wielu
takich ludzi? Podzi kujmy Jezusowi za nich. Ale z drugiej strony przywo ajmy tak e te
sytuacje, w 

których kto  swoj  postaw  zamyka  nam usta, nie pozwala  si  nam

wypowiedzie , blokowa  nas. Przywo ajmy uczucie bólu, gniewu, irytacji i upokorzenia, które
rodzi y si  w nas w takiej sytuacji.

Nast pnie si gnijmy nasz  uwag  i pami ci  do sytuacji, w których my sami pe nimy rol
pomagaj cych innym jako rodzice, wychowawcy, duszpasterze, kierownicy duchowi, lekarze,
doradcy itp. Pro my gor co Jezusa, aby my mogli dobrze rozezna , jak wygl da nasza
postawa wobec osób, którym mamy pomaga . Czy nie przygniatamy ich naszymi
pouczeniami, upominaniem, czy te  narzekaniem? Czy umiemy s ucha ? Czy pozwalamy si
im wypowiada do ko ca? Czy nasze s owa s  odpowiedzi  na ich uprzednie wypowiedzenie
tego, czym  yj ?

background image

Pro my Jezusa, aby ukaza  nam sytuacje, w których zranili my kogo  zamykaj c mu usta i nie
pozwalaj c mu wypowiedzie  si  do ko ca. Za co chcieliby my podzi kowa  Chrystusowi;
za co przeprosi ; o co chcieliby my prosi ? Rozmawiajmy tak e z Matk  Naj wi tsz , która
najpe niej i najwierniej s ucha a swojego Syna i nosi a w sercu Jego s owa. S uchanie bli nich
zawsze rozpoczyna si  bowiem od s uchania Boga. S uchanie ludzi jest przed

eniem

uchania Boga. Nasza nieumiej tno  s uchania bli nich jest prost  konsekwencj  zamykania

si  na Boga i Jego S owo.

XV. ZAPROSZENIE DO STO U S OWA BO EGO

Na to On rzek  do nich: O nierozumni, jak nieskore s  wasze serca do wierzenia we wszystko,
co powiedzieli prorocy! Czy  Mesjasz nie mia  tego cierpie , aby wej  do swej chwa y?
I zaczynaj c od Moj esza poprzez wszystkich proroków wyk ada  im, co we wszystkich
Pismach odnosi o si  do Niego. Tak przybli yli si  do wsi, do której zd ali, a On okazywa ,
jakoby mia  i  dalej. Lecz przymusili Go, mówi c: Zosta  z nami, gdy  ma si  ku wieczorowi
i dzie  si  ju  nachyli . Wszed  wi c, aby zosta  z nimi. Gdy zaj  z nimi miejsce u sto u, wzi
chleb, odmówi  b ogos awie stwo, po ama  go i dawa  im. Wtedy oczy im si  otworzy y
i poznali Go, lecz On znikn  im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: Czy serce nie pa

o

w nas,  kiedy  rozmawia   z nami  w drodze  i Pisma  nam  wyja nia ?  W tej  samej  godzinie
wybrali si  i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy
im oznajmili: Pan rzeczywi cie zmartwychwsta  i ukaza  si  Szymonowi. Oni równie
opowiadali, co ich spotka o w drodze, i jak Go poznali przy  amaniu chleba
 ( k 24, 25–35).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawimy sobie uczniów id cych do Emaus
i s uchaj cych  z uwag   i fascynacj   przygodnego  W drowca.  Zbli aj   si   do  Emaus.

drowiec okazuje, jakoby mia  i  dalej. Ws uchajmy si  w 

zaproszenie uczniów

wypowiadane z g bokim przekonaniem: Zosta , Panie, z nami.

Pro ba o owoc kontemplacji: B dziemy prosi  o wielk  wra liwo  serca na s uchanie S owa
Bo ego. B dziemy te  prosi  o pragnienie przed

onego trwania w obecno ci Jezusa jako

odpowied  na przyj cie Jego S owa.

1. O nierozumni, jak nieskore s  wasze serca do wierzenia

Nawet najdok adniejsza autoanaliza i refleksja nad swoim  yciem, szukanie przyczyn
osobistej sytuacji, posiada swoje ograniczenia. Nie mo na rozwi za  problemu w asnego
istnienia, ograniczaj c si  jedynie do autoanalizy, do subiektywnej refleksji nad sob  oraz
otaczaj

 nas rzeczywisto ci . Nie mo emy odkry  celu i sensu naszego istnienia, je eli

zatrzymamy si  jedynie na nas samych. Cz owiek nie wyjdzie z sytuacji rozczarowania,
zawodu i rozpaczy, je li ograniczy si  do auto–psycho–analizy, cho by by a ona najpe niejsza
i najg bsza. Potrzebujemy  wiat a i m dro ci, która przekracza nasz osobisty punkt widzenia.

background image

Potrzebujemy pomocy z zewn trz, która pozwoli nam odczyta  w

ciwy cel i sens  ycia

i osobist  godno ; która mo e sta  si

ród em nadziei.

Jezus towarzysz c uczniom pozwoli  najpierw wypowiedzie  si  im do ko ca. Ale
wys uchawszy ich, sam zabra  g os: Na to On rzek  do nich: O nierozumni, jak nieskore s
wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czy  Mesjasz nie mia  tego
cierpie , aby wej  do swej chwa y? I zaczynaj c od Moj esza poprzez wszystkich proroków
wyk ada  im, co we wszystkich Pismach odnosi o si  do Niego
.

Zauwa my,  e interwencja Jezusa jest bardzo mocna, jasna i zdecydowana. Chrystus ukazuje
najpierw uczniom,  e przyczyn  ich rozgoryczenia jest zamkni cie si  w sobie oraz brak
otwarto ci na s uchanie S owa Bo ego. S  smutni, zawiedzeni, rozczarowani i bez nadziei,
poniewa  nie maj  uszu skorych do s uchania i serc skorych do wierzenia. Z jednej strony
Jezus gani ich za brak wiary, ale z drugiej strony prowadzi ich do  ród a: do S owa Bo ego.
Objawia im, w jaki sposób w S owie Bo ym mog  odnale  odpowied  na swoj  sytuacj

yciow : na swoje rozczarowanie, smutek i brak nadziei.

owo Bo e — oto, co mo e da  nam perspektyw  na przysz

, kiedy znajdujemy si

w  lepej uliczne zawiedzionych nadziei i sfrustrowanych ludzkich pragnie  i potrzeb. W

nie

owo Bo e pozwala nam zachowa  nadziej , pogod  ducha i rado

ycia tak e w chwilach

trudnych i bolesnych do wiadcze .

Jezus nie tylko wyja nia i interpretuje uczniom Pisma, ale tak e medytuje razem z nimi. Robi
to jednak inaczej, ni  uczeni w Pi mie i faryzeusze. Wyk ada im bowiem co we wszystkich
Pismach odnosi o si  do Niego
 samego. Od czasów Chrystusa rozwa amy i medytujemy
Pisma  w nowym  wietle:  w wietle  ycia,  m ki,  mierci  i Zmartwychwstania  Jezusa.
Medytacja Pisma w wietle ca ego  ycia Chrystusa stanie si  odt d nowym sposobem
obecno ci Jezusa Zmartwychwsta ego. Pisma zawieraj  bowiem odwieczny plan Ojca
odnosz cy si  do Mesjasza.

W momentach zniech cenia i smutku potrzebujemy — bardziej ni  czegokolwiek — prawdy

owa Bo ego. I cho  s owa otuchy oraz przyjacielska obecno  kogo  bliskiego mo e nas

bardzo pocieszy , to jednak nie ona rozwi e pokusy rozpaczy. Prawda S owa Bo ego mo e
okaza  si  jednak trudna do przyj cia, jak trudn  by a dla uczniów: O

upi, a leniwego serca

do wierzenia temu wszystkiemu, co powiedzieli prorocy (t um. J. Wujka). Ale ta w

nie

gorzka prawda S owa jest jedynym lekarstwem w naszym zagubieniu.

W niniejszej kontemplacji pytajmy si , czy szukamy prawdy S owa Bo ego zarówno
w sytuacjach  osobistego  zagubienia  i rozczarowania,  jak  te   w sytuacjach  konfliktów
i nieporozumie   z innymi.  Czy  nosimy  w sobie  rzeczywiste  pragnienie  wiat a  S owa
Bo ego? Czy pozwalamy S owu przemawia  do nas jasno, wyra nie i mocno? Pro my w tej
modlitwie, aby pierwsz  trosk  naszego  ycia duchowego by a prawda S owa Bo ego.
Módlmy si  o wielk  otwarto  na prawd  S owa, która podsunie nam rozwi zanie
wszystkich naszych sytuacji, tak e tych po ludzku bez wyj cia.

background image

2. Czy  Mesjasz nie mia  tego cierpie

Czy  Mesjasz nie mia  tego cierpie , aby wej  do swojej chwa y?  —  mówi  z  ca ym
naciskiem przygodny W drowiec uczniom uciekaj cym do Emaus. Trzeba, powinienem,
musz 
 — oto wyra enia, którymi Jezus cz sto podkre la  potrzeb , czy wr cz konieczno
wype nienia Pisma i bycia wy cznie do dyspozycji Ojca. Ju  jako dwunastoletni ch opiec
Jezus powie swoim Rodzicom w  wi tyni Jerozolimskiej: Czy nie wiedzieli cie,  e
powinienem by  w tym, co nale y do mego Ojca?
  ( k  2,  49).  S   to  pierwsze  s owa
wypowiedziane przez Jezusa na kartach Ewangelii  w.  ukasza. Zapowiadaj c za  swoj

,  mier  i Zmartwychwstanie Jezus powie: Syn Cz owieczy musi wiele wycierpie ... ( k

9, 22). Kiedy mówi o g oszeniu Dobrej Nowiny u ywa równie  s owa: trzeba, musz Tak e
innym miastom musz  g osi  Dobr  Nowin 
 ( k 4, 43).

Trzeba by o, musz ... — s owa te oznaczaj : taka jest wola mojego Ojca. Tych s ów nie
mo na wyja ni  w kategoriach ludzkich. Stosuj c logik  ludzk  odruchowo chcieliby my
zapyta : Dlaczego musisz? Dlaczego trzeba? Sk d ta konieczno ?. Jezus nigdy nie pyta
swojego Ojca: Dlaczego musz ? Dlaczego trzeba? Swoim: musz , trzeba wyra a absolutne
zaufanie wobec Ojca, wobec Jego odwiecznego planu. Zapyta  Ojca: dlaczego? oznacza oby
nie mie  zaufania do Niego, w tpi  w Jego mi

 wobec Syna.

W chwilach trudnych, w chwilach cierpienia, rozpaczy, braku nadziei spontanicznie wyrywa
si  nam w modlitwie: Dlaczego w

nie ja? Dlaczego mnie to dotyka? Dlaczego w

nie tak?

I cho  to nasze dlaczego najcz ciej nie posiada charakteru  wiadomego buntu, ale raczej
wyra a  al i nieakceptacj  naszej trudnej sytuacji, to jednak ukazuje ono tak e ma  wiar
i brak pe nego zaufania; jest przejawem nieumiej tno ci powierzenia si  Ojcu.

Rozumienie swojej sytuacji oraz odpowied  na pytanie dlaczego przychodzi wraz
z powierzeniem Bogu swojego  ycia. Dzi ki zaufaniu odkrywamy w nas samych inteligencj
serca
, zdoln  zrozumie  sens Jezusowego trzeba, musz , powinienem.

Kiedy ufamy Jezusowi, wówczas inteligencj  serca, nie za  inteligencj  rozumu, poznajemy
coraz pe niej sens i cel Jego  ycia,  mierci i Zmartwychwstania. Poznaj c za

ycie Jezusa,

poznajemy równie  nasze  ycie. On sam bowiem jest dla nas  yciem. W Jego cierpieniu
i kl sce nabieraj  sensu nasze cierpienia i rozczarowania  yciowe; w Jego  mierci nabiera
sensu nasza  mier , a w wietle Jego powstania z martwych staje si  realne nasze
zmartwychwstanie. Cz owiek nie mo e odnale  siebie poza Chrystusem.

Przywo ajmy znane nam dobrze s owa Jana Paw a II wypowiedziane w Warszawie na Placu
Zwyci stwa w czasie I Pielgrzymki do Ojczyzny: Cz owieka nie mo na do ko ca zrozumie
bez Chrystusa. A raczej: cz owiek nie mo e siebie sam do ko ca zrozumie  bez Chrystusa. Nie
mo e zrozumie , ani kim jest, ani jaka jest jego w

ciwa godno , ani jakie jest jego

powo anie i ostateczne przeznaczenie. Nie mo e tego wszystkiego zrozumie  bez Chrystusa.
Dzi ki Chrystusowi odnajdujemy utracon  nadziej , realizujemy najg bsze aspiracje naszego
serca, odnajdujemy godno  ludzk , godno  dziecka Bo ego. Nasze za  zaanga owanie

background image

mi

  bli niego,  w 

dzia alno   apostolsk   staje  si   pomoc   udzielan   innym

w odnajdywaniu Jezusa jako prawdziwej drogi do  ycia.

Pro my Jezusa o inteligencj  serca, dzi ki której b dziemy w stanie rozumie  i przeczu  to
wszystko, co w Pismach odnosi si  do Jego  ycia i do naszego  ycia osobistego. Pro my
tak e, aby my chcieli i umieli zaufa  i powierzy  si  Jemu, szczególnie w sytuacjach dla nas
niejasnych i trudnych. Módlmy si , aby my nie ulegali pokusie bezsensownego dociekania:
dlaczego w

nie ja?dlaczego mnie to spotyka? A kiedy tego typu pytania b

 si  w nas

rodzi  spontanicznie, wówczas pro my o to, by my umieli je dobrze zinterpretowa  jako
przejaw naszego l ku o siebie, naszej nieufno ci. Mo emy zadawa  Jezusowi tak e to trudne
pytanie: Dlaczego w

nie ja?, ale ze  wiadomo ci , i  odpowied  na nie nie przyjdzie jako

owoc naszego przemy liwania, refleksji i ludzkiej zapobiegliwo ci, ale jako dar  aski.

3. Zosta , Panie, z nami

Droga w towarzystwie Nieznajomego musia a up ywa  uczniom bardzo szybko. Rozmawiali
bowiem na temat interesuj cy ich bardzo: na temat Cz owieka, z którym wi zali niedawno
wielkie nadzieje, i

nie On mia  wyzwoli  Izraela ( k 24, 2). Rozmawiaj c zbli ali si

powoli do celu swojej podró y. Pragn li jednak nacieszy  si  obecno ci  tego niezwyk ego

drowca, który tak doskonale wczuwa  si  w ich my li i pragnienia. I cho  u ywa  trudnych

wyra

 i upomina  ich twardo, to jednak czuli si  przez Niego zrozumiani, przyj ci, kochani.

Ale w

nie wówczas, kiedy ich rozmowa z Nieznajomym si ga a jakby szczytu, On

okazywa  jakoby mia  i  dalej. Przyjemno  przebywania z Nim by a tak wielka, i
spontanicznie przymusili Go, mówi c: Zosta  z nami, gdy  ma si  ku wieczorowi i dzie  si
ju  nachyli . Wszed  wi c, aby zosta  z nimi
.

Zosta ,  Panie,  z nami... — te s owa skierowane do przygodnego W drowca s  jakby
nie wiadom  modlitw  uczniów; modlitw  wyp ywaj

 z g bokiego pragnienia ich serca.

I cho  nie zmienili jeszcze decyzji oddalenia si  od Jerozolimy, miejsca  mierci Jezusa, to
jednak w ich duszy pocz o si  co  dzia . Opu ci  ich smutek i przygn bienie; rozp yn o si
gdzie  ich rozczarowanie i uczucie zawodu. Odk d za  w przygodnym W drowcu rozpoznali
w ko cu Jezusa Zmartwychwsta ego, b

 wspomina  czas tej rozmowy i mówi  do siebie

nawzajem: Czy serce  nie pa

o  w nas,  kiedy  rozmawia  z nami  w drodze  i Pisma nam

wyja nia ?

on ce serce uczniów to znak dzia ania w nich Ducha  wi tego. W j zyku biblijnym ogie

jest znakiem Ducha. Dzieje Apostolskie opowiadaj , i  zes any przez Jezusa Duch  wi ty
ukaza  si  w postaci p omyków ognistych (por. Dz 2, 3). To w

nie pod wp ywem uwa nego

uchania Pisma oraz pod wp ywem dzia ania Ducha  wi tego rodzi si  w uczniach

pragnienie wyra one w pro bie: Zosta , Panie, z nami. Ale poniewa  W drowiec okazywa
jakoby mia  i  dalej, uczniowie nalegaj , przymuszaj  Go, aby zosta  z nimi.

W tej usilnej pro bie uczniów wyra onej z wyra nym naleganiem widzimy echo s ów samego
Jezusa: I Ja wam powiadam: Pro cie, a b dzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; ko aczcie,
a otworz  wam. Ka dy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a ko acz cemu

background image

otworz  ( k 11, 9–10). Poniewa  uczniowie prosili, by o im dane, poniewa  szukali
obecno ci Pielgrzyma, znale li j , poniewa  ko atali do Jego serca, otworzy  im. Wszed  wi c,
aby zosta  z nimi
. Gor ce pragnienie bycia z Pielgrzymem staje si  kolejnym krokiem do
pe nego rozpoznania Jezusa Zmartwychwsta ego. Gdyby zabrak o ze strony uczniów pro by
i nalegania, Pielgrzym przeszed by mimo, gdy  okazywa , jakoby mia  i  dalej.

Nasza wiara karmi si  nie tylko rozwa aniem i wnikaniem w sens Pisma, ale przede
wszystkim g bokim pragnieniem bycia z Jezusem; wiara karmi si  codzienn  przed

on

modlitw . Aby rozpozna  w swoim  yciu obecno  Chrystusa Zmartwychwsta ego, trzeba i
do ko ca za g osem swojego serca rozpalonego przez S owo Bo e. Nie mo emy zatrzyma
si  w pó  drogi. Rozczarowanie wiar , rozczarowanie Ko cio em, jakie prze ywa dzi  wielu
chrze cijan, ma swoje  ród o w tym w

nie zatrzymywaniu si  w pó  drogi: w braku trwania

w obecno ci Jezusa, w braku usilnego nalegania, aby pozosta  z nimi; po prostu, w braku
przed

onej modlitwy.

W naszych rozczarowaniach chrze cija stwem trzeba nam z ca  prostot  powróci  do s ów
Jezusa: Pro cie, a b dzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; ko aczcie, a otworz  wam. Jest
rzecz  niemo liw , aby Jezus nie zosta  z tym, który Go o to prosi, aby nie otworzy  temu, kto
usilnie puka i ko ata do drzwi Jego serca.

On okazywa  jakoby mia  i  dalej — te s owa Ewangelisty wyra aj  ogromn  delikatno
i czu

 Jezusowej obecno ci i mi

ci. Bo cho  sam jako pierwszy do cza si  do uczniów

i nawi zuje z nimi dialog, to jednak nie narzuca im swojej obecno ci, zostawia im wolno .
Aby mog o nast pi  pe ne rozpoznanie Jezusa oraz spotkanie z Nim, konieczne jest
zaanga owanie ze strony uczniów.

Modlitwa, b

ca s uchaniem Jezusa oraz trwaniem w 

Jego obecno ci, jest jednym

z najwa niejszych  sposobów  nawi zywania  coraz  g bszej  i pe niejszej  wi zi z Jezusem
Zmartwychwsta ym. St d te  kontempluj c usilne szukanie obecno ci przygodnego

drowca ze strony uczniów, chciejmy pyta  siebie o nasze zaanga owanie na modlitwie.

Najpierw zadajmy sobie podstawowe pytanie, czym jest dla nas modlitwa? Jakie miejsce
zajmuje ona w  yciu? Ile po wi camy jej uwagi, energii, czasu, zainteresowania? Czy
modlitwa w naszym  yciu nie przegrywa z innymi zaj ciami, nierzadko ma o wa nymi
i przypadkowymi? Czy jest w nas usilno  proszenia, szukania, ko atania? Czy mogliby my
powiedzie , i  bardzo zale y nam na modlitwie? Czy rozeznajemy w kierownictwie
duchowym jako  naszej modlitwy: jej autentyczno , jej szczero ? Czy mo emy
powiedzie , i  bardzo zale y nam na prawdzie naszej modlitwy?

Po tych pytaniach, które s  swoistym rachunkiem sumienia, chciejmy nast pnie spojrze  na
ca  nasz  dotychczasow  drog  modlitwy. Powró my do ca ej historii naszego  ycia
duchowego: do lat wczesnego dzieci stwa, lat dorastania, lat m odo ci, do wieku dojrza ego.
Przypomnijmy sobie najpi kniejsze chwile modlitwy; chwile, w których — podobnie jak
w uczniach id cych do Emaus — p on o nam serce. Przypomnijmy sobie do wiadczenie
mi

ci Boga, do wiadczenia pi kna naszego  ycia, do wiadczenia pojednania, pokoju,

pocieszenia, do wiadczenie nadziei. Zauwa my, i  modlitwa nie zawsze by a dla nas tylko

background image

ci

kim obowi zkiem. By a tak e pi knym spontanicznym do wiadczeniem. By a darem,

ask . Podzi kujmy Jezusowi za te pi kne chwile modlitwy. Te w

nie pi kne chwile mog

stanowi  dla nas zach

 do kontynuowania naszej modlitwy w momentach strapienia

duchowego, zniech cenia, rozczarowania naszym  yciem duchowym. Pami

ywego

i serdecznego spotkania z Jezusem Zmartwychwsta ym mo e sta  si  dla nas si  do dalszego
wysi ku i zmagania o kszta t i jako  naszej modlitwy.

XVI. ZAPROSZENIE NA  AMANIE CHLEBA

Gdy zaj  z nimi miejsce u sto u, wzi  chleb, odmówi  b ogos awie stwo, po ama  go i dawa
im. Wtedy oczy im si  otworzy y i poznali Go, lecz On znikn  im z oczu. I mówili nawzajem
do siebie: Czy serce nie pa

o w nas, kiedy rozmawia  z nami  w drodze i Pisma nam

wyja nia ? W tej samej godzinie wybrali si  i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych
Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: Pan rzeczywi cie zmartwychwsta  i ukaza  si
Szymonowi. Oni równie  opowiadali, co ich spotka o w drodze, i jak Go poznali przy  amaniu
chleba
 ( k 24, 30–35).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawimy sobie najpierw Jezusa zasiadaj cego
z uczniami do sto u. Zauwa my, jak bierze chleb, b ogos awi i podaje uczniom. W drugim
obrazie zobaczmy uczniów w gronie Aposto ów w Jerozolimie, jak opowiadaj  o swoim
do wiadczeniu Jezusa Zmartwychwsta ego.

Pro ba  o 

owoc  kontemplacji:  B dziemy  prosi   o ask   odkrycia  Eucharystii  jako

najwa niejszego miejsca objawienia si  Jezusa Zmartwychwsta ego. B dziemy te  prosi
o g bokie do wiadczenie Ko cio a jako braterskiej wspólnoty uczniów Jezusa.

1. Wtedy otworzy y si  im oczy

Gdy zaj  z nimi miejsce u sto u, wzi  chleb, odmówi  b ogos awie stwo, po ama  go i dawa
im
. Jednym z najcz stszych miejsc spotkania Jezusa z lud mi (w Ewangelii  ukasza) s
posi ki. Jezus nie gardzi  adnym zaproszeniem do sto u. Siada do wspólnego posi ku zarówno
z najubo szymi,  jak te  z bogatymi faryzeuszami.  Ch tnie  posila si  tak e  u przyjació .
Wspólne posi ki — to ulubiony sposób przebywania Jezusa z lud mi.

W Biblii wspólny posi ek jest nie tylko miejscem zaspokojenia g odu, ale równie  wyra a
jedno  i komuni . Faryzeusze odrzucaj  wspólnot  sto u z grzesznikami i celnikami, gdy
odrzucaj  mo liwo  jakiejkolwiek jedno ci z nimi. Jezus natomiast, w przeciwie stwie do
faryzeuszów, pozwala si  wszystkim zaprosi  do sto u. Ch tnie jada z grzesznikami
i celnikami, jak te  z wrogimi sobie faryzeuszami i saduceuszami. Jezus nikogo nie wyklucza
ze wspólnoty sto u. Z wszystkimi pragnie nawi za  g bok  intymn  wi .

background image

Tak e i teraz pozwala Jezus zaprosi  si  do sto u dwom uczniom, którzy pod koniec dnia
dotarli wreszcie do Emaus. Po d ugiej interesuj cej rozmowie wspólny posi ek mia  by
mi ym i pi knym zako czeniem dnia. Ale uczniów czeka a jeszcze jedna, tym razem
najwi ksza niespodzianka.

Przygodny W drowiec, cho  by tylko zaproszonym go ciem, siadaj c do sto u nagle
przemieni  si  w gospodarza i zaczyna spe nia  rol  pana domu. Tworzy wokó  swojej osoby
wspólnot  sto u. Zaj wszy miejsce za sto em wykonuje cztery czynno ci: bierze chleb,
odmawia b ogos awie stwo,  amie go i podaje uczniom. Te same cztery czynno ci wykonuje
Jezus w czasie cudu rozmno enia chleba: On wzi  te pi

 chlebów i dwie ryby, spojrza

w niebo i odmówiwszy nad nimi b ogos awie stwo, po ama  i dawa  uczniom, aby podawali
ludowi
 ( k 9, 16). W czasie ustanowienia Eucharystii w Wieczerniku Jezus równie

wzi

chleb, odmówiwszy dzi kczynienie, po ama  go i poda  uczniom mówi c: To jest Cia o moje

k 22, 19). Te w

nie gesty prawdopodobnie dobrze znane uczniom, otworzy y im oczy.

I nagle u wiadomili sobie,  e Ten, który im towarzyszy  przez kilka godzin, jest dobrze im
znanym Cz owiekiem; Tym, który sprawi  im tyle rado ci i nadziei w  yciu, jak te  tak wiele
cierpienia i bólu. I znowu kolejne zaskoczenie: w momencie, kiedy Go poznali On znikn  im
z oczu. Ale to zaskoczenie nie sprawi o im bólu. By o ono dla uczniów oczywiste.
Odzyskawszy m dro  serca szybko zrozumieli przyczyny swojego smutku i braku nadziei.
Znikni cie Jezusa nie by o dla nich przykre, poniewa  zrozumieli,  e teraz — po
Zmartwychwstaniu — jest obecny w ród nich, ale w zupe nie inny sposób. Uczniowie
zrozumieli tak e,  e sam sposób obecno ci Jezusa nie jest wa ny, wa ny natomiast jest sam
Jezus, fakt,  e On  yje.

W niniejszej kontemplacji pro my uczniów id cych do Emaus, aby zaprosili nas do udzia u
w ich wielkiej spontanicznej rado ci. Chciejmy wczu  si  w ich przyjemne zaskoczenie.
Przyjemne zaskoczenie uczniów jest owocem ich zaufania Nieznajomemu, uwa nego

uchania Jego s ów, uleg

ci wobec Ducha dzia aj cego w nich. Za wstawiennictwem

uczniów id cych do Emaus pro my o wielk  wiar , i  Pan Bóg b dzie nas bardzo przyjemnie
zaskakiwa  w naszym  yciu, je eli pozwolimy Mu si  prowadzi . Najtrudniejsze momenty
naszego  ycia mog , dzi ki Jego  asce i Jego prowadzeniu, sta  si  czasem Jego wielkich
Bo ych niespodzianek.

2.  amanie chleba — miejsce rozpoznania Jezusa Zmartwychwsta ego

Wtedy oczy im si  otworzy y i poznali Go, lecz On znikn  im z oczu. Eucharystia jest dla
uczniów ostatecznym miejscem pe nego rozpoznania Jezusa Zmartwychwsta ego. To, co
przeczu o ich serce, zosta o ods oni te przed nimi w czasie  amania chleba — w Eucharystii.
Rozmowy prowadzone z przygodnym W drowcem, s uchanie wyja nie  Pisma, trwanie
w Jego obecno ci przygotowuj  do rozpoznania Go po  amaniu chleba. Eucharystia jest
szczytowym momentem d ugiej w drówki Jezusa z uczniami. Jezus rozpoznany przez
uczniów, znika im z oczu. Nie jest On ju  trzeci  osob  zasiadaj

 przy stole. Jego obecno

nabiera zupe nie innego charakteru, innego wymiaru. Jego obecno  przekracza ca  ziemsk

background image

rzeczywisto . Uczniowie nie mog  nawi za  z Nim kontaktu materialnego. Ale Jego
obecno  jest jednak rzeczywista,  ywa; jest to obecno  poprzez znaki, w ród których S owo
Bo e i Eucharystia s  najwa niejsze.

Eucharystia —  amanie chleba — stanie si  od pocz tku istnienia Ko cio a
uprzywilejowanym  sposobem  trwania  w 

obecno ci  Jezusa  Zmartwychwsta ego,

uprzywilejowanym sposobem rozpoznawania Go. Dzisiaj my równie  rozpoznajemy Jezusa
Zmartwychwsta ego najpe niej  w Eucharystii. Jest  ona tak e i dla nas najwa niejszym
momentem w szukaniu Jego obecno ci, jest szczytem naszej wiary. Aby Eucharystia mog a
by  w naszym  yciu owocna, podobnie jak owocna by a w  yciu uczniów id cych do Emaus,
musi by  poprzedzona medytacj  S owa Bo ego oraz przed

on  modlitw . Medytacja

owa Bo ego i Eucharystia stanowi  pewn  ca

. Wyra a to doskonale sama struktura

Mszy  w. Je eli Eucharystia nie wywiera aby rzeczywistego wp ywu na  ycie
chrze cija skie, to trzeba by si  zapyta , czy poprzedza j  medytacja S owa Bo ego oraz
przed

ona modlitwa medytacyjna.

Jednym  z 

wa nych  warunków  owocnego  uczestniczenia  w 

Eucharystii  jest  dobre

przygotowanie si  do niej. Trudno jest nam nieraz uczestniczy  w Eucharystii, je eli
wpadamy na ni  (mo e czasami nawet z pewnym opó nieniem) jakby wprost z ulicy,
nierzadko pe ni wewn trznego gwaru, chaosu i po piechu. By  mo e nie zawsze nas sta  na
jaki  szczególny czas samotno ci i ciszy przed Msz

w., aby móc skoncentrowa  si  tylko na

przygotowaniu do niej. I nie jest to mo e zawsze konieczne. Trwaj c po ród naszych zaj
i codziennych czynno ci, mo emy przygotowywa  nasze serce do uczestnictwa w Eucharystii
powracaj c pami ci  i sercem do spotkania, które nas czeka. Jak cz owiek zakochany cz sto
powraca sercem do ukochanej(ego) i my li o zaplanowanym spotkaniu, cho  zajmuje si
wielu innymi sprawami, tak i my mo emy przygotowywa  si  do Eucharystii b

c

jednocze nie pogr

eni w naszej codzienno ci.

Dzi kujmy Jezusowi, i  mamy taki  atwy i prosty dost p do tego najwa niejszego znaku  —
sakramentu, dzi ki któremu mo e prze ywa  Jego obecno . Pro my, aby my z tego daru
korzystali w sposób uwa ny i wra liwy. Przepraszajmy tak e,  e nasze uczestnictwo we Mszy

w. by o nieraz niedba e i zewn trzne.

3. Wrócili do Jerozolimy

Rozpoznawszy Jezusa Zmartwychwsta ego po  amaniu chleba uczniowie u wiadamiaj  sobie
swoje p on ce serca, które s  owocem dzia ania w nich Ducha  wi tego. Swoje p on ce serca
uczniowie odbieraj  jako wielk  obietnic ; obietnic ,  e Duch  wi ty — Duch Jezusa b dzie
im odt d wiernie towarzyszy  w ca ej ich drodze  ycia. Duch Jezusa, który zrodzi  w nich
pragnienie przed

onego trwania w obecno ci przygodnego W drowca i który sformu owa

w nich pro

Zosta , Panie, z nami, nigdy ich ju  nie opu ci. Uczniowie nie boj  si  ju

asnej s abo ci i u omno ci, z powodu której uciekali z Jerozolimy, poniewa  do wiadczyli,

e Duch Jezusa przychodzi z pomoc  ludzkiej s abo ci. Kiedy bowiem nie umiemy si

background image

modli , nie umiemy 

 tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia si  za nami w b aganiach,

których nie mo na wyrazi  s owami (Rz 8, 26).

To w

nie pod wp ywem dzia ania Ducha  wi tego oraz dzi ki uczestnictwu w Eucharystii

dokonuje si  w uczniach z Emaus zdecydowana przemiana  yciowa: W tej samej godzinie
wybrali si  i wrócili do Jerozolimy
. Znikn  ca kowicie stan smutku i przygn bienia uczniów.
Odzyskali nadziej . Ich  ycie nabiera od nowa sensu i znaczenia. Rezygnuj  z dalszej
ucieczki. W tej samej godzinie wracaj  do Jerozolimy.

Jerozolima u  ukasza posiada szczególne znaczenie. Jest ona miejscem m ki i  mierci Jezusa.
Wróci  do Jerozolimy, to zdecydowa  si  na na ladowanie Jezusa w Jego m ce i  mierci.
Jerozolima nie budzi ju  w uczniach l ku i trwogi, gdy  staje si  równie  miejscem
Zmartwychwstania ich Mistrza. Podstawowym owocem Eucharystii dla chrze cijanina b dzie
zawsze na ladowanie Jezusa w Jego m ce i  mierci krzy owej. Owoc ten b dzie zasadniczym
kryterium autentyczno ci uczestnictwa w Eucharystii. W Eucharystii bowiem cz owiek  czy
najpe niej swoje cierpienia z cierpieniami Jezusa, swój krzy  z Jego krzy em.

Kontempluj c powrót uczniów z ustronnego i bezpiecznego Emaus do Jerozolimy, miejsca

mierci Jezusa, powró my raz jeszcze do modlitwy ofiarowania z drugiego tygodnia

wicze

duchownych, w której wyra amy pragnienie na ladowania Chrystusa we wszystkim, tak e
w Jego krzy u. Jeszcze raz zbadajmy nasz  gotowo  do pój cia za Jezusem w tym, co dla
nas najtrudniejsze: w znoszeniu  wszystkich  krzywd  i wszelkiej  zniewagi  i we  wszelkim
ubóstwie
 ( D, 98). Nasza kontemplacja Jezusa Zmartwychwsta ego by aby ma o realistyczna,
gdyby my unikali konfrontacji z naszym l kiem przed cierpieniem. Uczniowie uciekaj cy
najpierw z Jerozolimy, a nast pnie wracaj cy do niej pod wp ywem do wiadczenia Jezusa
Zmartwychwsta ego, s  dla nas wyzwaniem, s  pytaniem, na ile i w nas dokona o si  to
nawrócenie, które sprawia, i  nie uciekamy za wszelk  cen  od cierpienia i krzy a.
Odmawiajmy t  modlitw  z ca ym pokojem wewn trznym, i  Jezus przyjmie nie tylko nasz
gotowo  cierpienia razem z Nim, ale tak e przyjmie nasze l ki i obawy przed uczestnictwem
w Jego m ce i krzy u. Wa niejsze od naszej gotowo ci cierpienia razem z Nim jest nasze
gor ce pragnienie trwania w Jego obecno ci.

Odwieczny Panie wszystkich rzeczy! Oto przy Twej  askawej pomocy sk adam ofiarowanie
swoje w obliczu niesko czonej Dobroci Twojej i przed oczami chwalebnej Matki Twojej
i wszystkich  wi tych dworu niebieskiego o wiadczaj c,  e chc  i pragn  i taka jest moja
dobrze rozwa ona decyzja, je li to tylko jest ku Twojej wi kszej s

bie i chwale, na ladowa

Ci   w znoszeniu  wszystkich  krzywd  i wszelkiej  zniewagi  i we  wszelkim  ubóstwie,  tak
zewn trznym jak i duchowym, je li tylko naj wi tszy Majestat Twój zechce mi  wybra
i przyj

 do takiego rodzaju i stanu  ycia ( D, 98).

4. Spotkanie ze wspólnot  Aposto ów

W Jerozolimie uczniowie zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili:
Pan rzeczywi cie zmartwychwsta  i ukaza  si  Szymonowi. Oni równie  opowiadali, co ich
spotka o w drodze, i jak Go poznali przy  amaniu chleba
.

background image

Do wiadczenie Jezusa Zmartwychwsta ego prze yte przez dwóch uczniów jest autentyczne,
poniewa  zgadza si  ze  wiadectwem Jedenastu. Dwaj uczniowie daj

wiadectwo swojej

wiary, ale w  czno ci z Aposto ami. Tylko to do wiadczenie Zmartwychwsta ego Pana
zostaje uznane za prawdziwe, które jest zgodne z do wiadczeniem Jedenastu i potwierdzone
przez nich. W ten sposób uczniowie w Jerozolimie odnajduj  wspólnot , która przyjmuje ich
do swojego grona i potwierdza prawdziwo  ich wiary. Wspólnota Ko cio a gromadzi si
wokó  Aposto ów i 

ich nast pców. Ko ció  — wspólnota za

ona na fundamencie

Aposto ów — dla wszystkich jest miejscem spotkania z Jezusem; jest miejscem jedno ci
wszystkich uczniów Zmartwychwsta ego.

Jezus Chrystus jest zasadnicz  drog  Ko cio a — stwierdza Jan Pawe  II. Sam Chrystus jest
nasz  drog  do domu Ojca. Jest te  drog  do ka dego cz owieka. Na tej drodze, która
prowadzi od Chrystusa do cz owieka, na tej drodze, na której Chrystus zjednoczy  si
z ka dym cz owiekiem, Ko ció  nie mo e by  przez nikogo zatrzymany. Domaga si  tego
doczesne i wieczne dobro cz owieka. Ko ció  ze wzgl du na Chrystusa, z racji tej tajemnicy,
która jest w asnym  yciem Ko cio a, nie mo e te  nie by  wra liwy na wszystko, co s

y

prawdziwemu dobru cz owieka — jak te  nie mo e by  oboj tny na to, co mu zagra a.

Naszym zasadniczym powo aniem  yciowym, które realizujemy w Ko ciele, jest dawanie

wiadectwa Jezusowi Zmartwychwsta emu, aby ka dy cz owiek odnalaz  Go w swoim  yciu;

aby móg  Go poznawa , kocha  i i  w Jego  lady. Tylko w ten sposób cz owiek mo e
realizowa  swoje najg bsze pragnienia i aspiracje swojego serca, w ten sposób mo e
odnale  swoj  ludzk  godno .

Zaanga owa  si  w realizacj  ludzkiej godno ci w  wiecie, to towarzyszy  cz owiekowi
w jego poszukiwaniach Jezusa, poszukiwaniach bardzo cz sto nieporadnych, pogubionych,
wr cz nie wiadomych. Nie mo emy pomóc cz owiekowi odzyska  jego osobistej godno ci
tylko na drodze zmiany struktur spo ecznych czy politycznych. I chocia  jest prawd ,  e
godne  ycie cz owieka domaga si  sprawiedliwych struktur, to jednak trzeba by

wiadomym,

 istota godno ci cz owieka realizuje si  w jego sercu i poprzez jego w asne serce. G ównym

ród em  godno ci cz owieka  jest  synostwo  Boga  Ojca,  braterstwo  z 

Jezusem

Zmartwychwsta ym.

Dzi kujmy Zmartwychwsta emu za nasz  konkretn  wspólnot  Ko cio a — t , w której
wyro li my i dzi

yjemy. Dzi kujmy za  wiadectwo tych, dzi ki którym narodzi a si

i wzrasta a nasza wiara w Jezusa Zmartwychwsta ego. Dzi kujmy za do wiadczenie jedno ci
z naszymi wierz cymi bra mi i siostrami, którzy budowali nasz  wiar  i umacniali nas w niej.
Pro my jednocze nie, aby my tak e i my nie tylko samym s owem, ale nade wszystko

yciem, potwierdzali wiar  w Jezusa u tych, których On sam postawi na naszej drodze  ycia.

Pro my o odwag  wyznawania wiary. Módlmy si  tak e, aby my poczucie w asnej warto ci

godno ci  upatrywali  przede  wszystkim  w 

do wiadczeniu  synostwa  Bo ego  oraz

do wiadczeniu braterstwa w Jezusie.

background image

XVII. UWIELBI  BOGA SWOJ

MIERCI

Bo dla nie miertelno ci Bóg stworzy  cz owieka — uczyni  go obrazem swej w asnej
wieczno ci. A  mier  wesz a na  wiat przez zawi  diab a i do wiadczaj  jej ci, którzy do
niego nale

. A dusze sprawiedliwych s  w r ku Boga i nie dosi gnie ich m ka. Zda o si

oczom g upich,  e pomarli, zej cie ich poczytano za nieszcz cie i odej cie od nas za
unicestwienie, a oni trwaj   w pokoju.  Cho  nawet  w ludzkim rozumieniu doznali  ka ni,
nadzieja ich pe na jest nie miertelno ci. Po nieznacznym skarceniu dost pi  dóbr wielkich,
Bóg ich bowiem do wiadczy  i znalaz  ich godnymi siebie. Do wiadczy  ich jak z oto w tyglu
i przyj  ich jak ca opaln  ofiar 
 (Mdr 2, 23–3, 6).

Je eli zatem g osi si ,  e Chrystus zmartwychwsta , to dlaczego twierdz  niektórzy spo ród
was,  e nie ma zmartwychwstania? Je li nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie
zmartwychwsta . A je li Chrystus nie zmartwychwsta , daremne jest nasze nauczanie, pró na
jest tak e wasza wiara. Okazuje si  bowiem, 

my byli fa szywymi  wiadkami Boga, skoro

umarli nie zmartwychwstaj , przeciwko Bogu  wiadczyli my,  e z martwych wskrzesi
Chrystusa. Skoro umarli nie zmartwychwstaj , to i Chrystus nie zmartwychwsta . A je eli
Chrystus nie zmartwychwsta , daremna jest wasza wiara i a  dot d pozostajecie w swoich
grzechach. Tak wi c i ci, co pomarli w Chrystusie, poszli na zatracenie. Je eli tylko w tym

yciu w Chrystusie nadziej  pok adamy, jeste my bardziej od wszystkich ludzi godni

politowania. Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwsta  jako pierwszy spo ród tych, co
pomarli
 (1 Kor 15, 12–20).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie siebie samych w chwili  mierci. Zróbmy
sobie w tym momencie krótki przegl d historii  ycia. Jakie najwa niejsze wybory i decyzje

ycia chcieliby my powtórzy ? Jakich b dów i pomy ek chcieliby my unikn

?

Pro ba o owoc kontemplacji: B dziemy prosi  o wielki realizm  yciowy, który pozwoli nam
odczyta

mier  jako integraln  cz

 ludzkiego  ycia. B dziemy te  prosi , aby my w asn

mierci  uwielbili Boga i dali  wiadectwo wiary braciom.

1.  mier  a wspó czesna kultura

Problematyka  mierci jest dzisiaj poruszana raczej rzadko. Jest to temat wstydliwy zarówno
w rodkach  spo ecznego  przekazu  jak  równie   w 

rozmowach  towarzyskich.  Je eli

w rozmowie kto  przypadkowo zejdzie na problem  mierci, nierzadko bywa to kwitowane
krótkim stwierdzeniem: te  nie macie o czym mówi . Ale z drugiej strony zauwa amy w jaki
paradoksalny sposób, i  wspó czesna kultura (czy mo e raczej subkultura), szczególnie za
kinematografia, jest naznaczona brutalnym ukazywaniem  mierci i umierania. Ten paradoks
ods ania jaki  parali uj cy, wr cz paniczny l k wspó czesnego cz owieka przed w asn

mierci .

background image

Umieranie i pogrzeb w  rodowisku miejskim zosta y dzi  tak urz dzone, aby przeci tny
cz owiek nie mia  praktycznie  adnej styczno ci z 

faktem  mierci oraz obrz dami

pogrzebowymi. Typowy przypadek: kto  z bliskiej rodziny czuje si

le. Trafia do szpitala.

W szpitalu okazuje  si , i  jest  ci ko chory. Umiera w szpitalu, nierzadko  w zupe nej
samotno ci lub te  otoczony obcymi sobie lud mi. Cia o zmar ego pozostaje w kostnicy
szpitalnej.  Spotykamy si  z nim ponownie  w czasie obrz dów pogrzebowych  w kaplicy
cmentarnej. Wielu ludzi przez d ugi czas nie ma  adnej styczno ci ze  mierci  lub te
z cia em zmar ego cz owieka. Szczególnie dzieci chronione si , aby nie zetkn y si  ze

mierci , poniewa  mog yby nabawi  si  neurotycznych l ków. Ale samo  ycie pokazuje,  e

im bardziej chronimy siebie, dzieci i m odzie  przed faktem  mierci, tym l k przed ni  staje
si  g bszy i bardziej neurotyczny. Bo chocia  nie spotykamy si  z faktem  mierci, to jednak
fakt w asnej  mierci oraz  mierci naszych najbli szych dog bnie przeczuwamy.
W problematyce  mierci cz owiek nie mo e oszuka  siebie samego, nie mo e te  oszuka
bli nich.

W latach osiemdziesi tych przez kilka tygodni pracowa em w pewnej wielkomiejskiej parafii
w Belgii. Najcz stszym moim obowi zkiem by y pogrzeby. W niektóre dni kilka pogrzebów.
Niemal wszystkie (z wyj tkiem jednego) by y organizowane dans intimité  — na sposób
prywatny
. Na pogrzeb dans intimité przychodzi o dos ownie kilka osób — najbli sza rodzina:
bracia, siostry, dzieci, wspó ma onek, wspó ma onka, wnuki. Czasami na pogrzebie by o
dos ownie cztery, pi

 osób. Mia em wra enie, i  robiono wszystko, aby  mier  bliskiej

osoby nie przeszkadza a innym. Nie zawiadamiano o  mierci i pogrzebie s siadów, przyjació
zmar ego, ale dopiero po pogrzebie rozsy ano wydrukowane pi knie zawiadomienie o  mierci
danej osoby. Mo e  inaczej  wygl da umieranie i obrz dy pogrzebowe w rodowiskach
wiejskich, chocia  trzeba stwierdzi , i  sposób  ycia  rodowiska miejskiego i wiejskiego
w wysoko uprzemys owionych krajach praktycznie si  nie ró ni.

Przytaczamy niniejsz  obserwacj  nie po to, aby poddawa  j  krytyce, ale raczej by móc
zaobserwowa  pewne zjawisko, które trzeba traktowa  jako symbol. Nie chodzi bowiem
o nag  zmian  zwyczajów zwi zanych ze  mierci  i umieraniem. Mog oby to bowiem okaza
si  walk  z wiatrakami. Chodzi raczej o szukanie takiego nastawienia do ludzkiej  mierci,
w tym tak e do w asnej  mierci, które traktuje umieranie jako integraln  cz

 ludzkiego

ycia tutaj na ziemi.

Nietrudno zauwa

, i  ten niemal paniczny l k wspó czesnego cz owieka przed  mierci  jest

skutkiem prób wyeliminowania rzeczywisto ci nadprzyrodzonej z ludzkiej codzienno ci.
Je eli cz owiek koncentruje si  niemal wy cznie na wiecie materialnym, wówczas odbiera
umieranie jako koniec wszystkiego. Kiedy Bóg zostaje ca kowicie usuni ty z ycia
publicznego, wówczas zajmowanie si  ko cem ludzkiego  ycia staje si  k opotliwe,
wstydliwe. Nie bardzo wiadomo, co z tym faktem zrobi .  mier  bowiem odbierana jest
wówczas jako unicestwienie wszystkiego, czemu cz owiek po wi ci  swoje si y, energi , co
kocha  na tej ziemi.

Umieranie — podobnie jak narodziny — jest integraln , nieod czn  cz ci  ludzkiego  ycia.
Jezus Chrystus, Bóg–Cz owiek, który sta  si  podobny do nas we wszystkim, uni

 samego

background image

siebie i sta  si  pos usznym swojemu Ojcu

 do  mierci — i to  mierci krzy owej (Flp 2, 8).

W tajemnicy  Wcielenia  Bóg  przyjmuje  na  siebie  fakt  mierci  i czyni  z niej swoje
egzystencjalne do wiadczenie
.

Prawd  o  mierci winien rozwa

 ka dy cz owiek, nie tylko w podesz ym wieku, ale tak e

cz owiek m ody. Fakt  mierci uczy ka dego z nas wielkiej m dro ci, realizmu  yciowego
oraz mierzenia si y na zamiary. Do wiadczenie w asnej  mierci porz dkuje hierarchi
warto ci w naszym  yciu, pomaga nam szuka  celu i sensu  ycia.  w. Ignacy zach ca nas,
aby my w chwilach dokonywania najwa niejszych wyborów  yciowych wyobra ali sobie
chwil  w asnej  mierci i zastanawiali si nad t  postaw  i t  miar , któr  wtedy chcia bym
widzie  zastosowan  w tym obecnym wyborze; i dostosowuj c si  do niej ca kowicie dokonam
mojej decyzji
 ( D, 186). Fakt  mierci relatywizuje i porz dkuje wiele do wiadcze
przypadkowych i niewa nych, które koncentruj  nieraz na sobie nasz  uwag  i nie pozwalaj
nam patrze  na  ycie bardziej perspektywicznie.

W psychologii podkre la si , i  cz owiek, który nie umie spokojnie my le  o  mierci, nie
umie te  cieszy  si

yciem. Matka za , która l ka si

mierci, przeka e swoim dzieciom l k

przed  yciem. Jej neurotyczny l k przed  mierci  rzuci cie  na  ycie dzieci. L k przed

mierci  parali uje  ycie. W najg bszym sensie l k przed  mierci  jest przejawem l ku przed

yciem. Cieszy  si

yciem mo e tylko cz owiek, który nie pozwala si  sparali owa  l kiem

przed  mierci . Neurotyczny l k przed  mierci  zatruwa nieraz ludziom najpi kniejsze chwile
ich  ycia.

W niniejszym rozmy laniu zadam sobie pytanie, jakie odczucia budzi we mnie sam fakt
ludzkiej  mierci? Przypomn  sobie  mier  jakiej  bliskiej mi osoby. Jak j  prze

em? Jakie

towarzyszy y mi odczucia, refleksje, my li? W jaki sposób my la em do tej pory o mojej

asnej  mierci? Jakie my li, odczucia rodz  si  we mnie, kiedy uprzytomni  sobie fakt mojej

mierci? Czy mog  powiedzie , i  nie ma we mnie jakiego  panicznego l ku przed w asn
mierci ? Co chcia bym powiedzie  Jezusowi o 

moim dotychczasowym  my leniu

i prze ywaniu w asnej  mierci?

2. Ja jestem zmartwychwstaniem i  yciem

Ale czy  mier  nie zawiera w sobie czego  dramatycznego, wr cz tragicznego? Kiedy kogo
spotyka nag a lub gwa towna  mier , mówimy wówczas o tragicznej  mierci. Czy  sam Jezus
Chrystus nie l ka  si  — a  do krwawego potu — w asnej  mierci, która mia a na Niego
przyj ? Czy  nie prosi  Ojca, aby oddali  od Niego ten kielich?  mier  jest wrogiem
cz owieka. Wesz a ona na  wiat, jak mówi Ksi ga M dro ci, przez zawi  diab a (Mdr 2, 24).
Tragizmu  mierci do wiadczaj  jednak tylko ci, którzy nale

 do diab a. Dusze

sprawiedliwych za  s  w r ku Boga i nie dosi gnie ich m ka  mierci. Zda o si  oczom

upich,  e pomarli, zej cie ich poczytano za nieszcz cie i odej cie od nas za unicestwienie,

a oni trwaj  w pokoju. Cho  nawet w ludzkim rozumieniu doznali ka ni, nadzieja ich pe na
jest nie miertelno ci. Po nieznacznym skarceniu dost pi  dóbr wielkich
. Ju  Ksi ga M dro ci
ukazuje  mier  jako przej cie do innego  ycia, jako powierzenie, oddanie swojego  ycia

background image

Bogu. Ksi ga M dro ci nie tai bólu i trudu  mierci. I cho  jasno ukazuje, i  ze  mierci  wi e
si ka skarcenie, to jednak g upimi nazywa jednoznacznie tych, którzy czyni  ze  mierci
tragiczne wydarzenie  ycia, które ostatecznie i ca kowicie ko czy ludzk  egzystencj .

W Ksi dze M dro ci dostrzegamy integralne traktowanie  ycia i ludzkiej  mierci.  L k
wspó czesnego cz owieka przed  mierci  wynika w

nie z wyizolowania ko ca ludzkiego

ycia z ca

ci egzystencji.  mier  znajduje si  przecie  na przed

eniu ludzkiego  ycia, jest

jego przed

eniem. Stwierdzenie, które mo e wyda  si  wr cz bana em: jakie  ycie, taka

mier  jest de facto g bok  m dro ci

yciow .

To, co przeczuwa  autor Ksi gi M dro ci, w pe ni objawi  nam Jezus Chrystus. Ju  nie tylko
poprzez swoj  nauk , swoj  m dro , ale przede wszystkim poprzez swoje  ycie, szczególnie
za  poprzez swoj

mier  i Zmartwychwstanie.  mier  Jezusa Chrystusa, cho  dramatycznie

trudna i bolesna, stanowi a integraln  cz

 Jego  ycia i Jego relacji z Ojcem. Jezus wiele

razy zapowiada  swoj

mier  i ukazywa  j  jako oddanie siebie Ojcu. To w

nie dzi ki  yciu

oddanemu wy cznie Ojcu i Jego woli,  mier  Jezusa nabiera sensu i znaczenia.  mier
Jezusa zostaje wpisana w odwieczny plan mi

ci Ojca wobec Syna, a w Nim w odwieczny

plan mi

ci do ka dego cz owieka. Ludzkie konanie Jezusa na krzy u jest przede wszystkim

aktem mi

ci (G. Bernanos). Poprzez swoj

mier  Jezus potwierdza ostatecznie przyj cie

mi

ci swojego Ojca i zaprasza nas, aby my i my uczyli si  w taki w

nie sposób patrze  na

nasz  przysz

mier .

Jezus, odpowiadaj c na wezwanie Ojca, uczyni  nie tylko ze swego  ycia, ale tak e ze

mierci, miejsce szukania Ojca i Jego woli, miejsce oddania Mu chwa y, miejsce naszego

zbawienia. Dzi ki powierzeniu si  Ojcu,  mier  de facto sta a si  dla Niego pocz tkiem
nowego  ycia — pocz tkiem Zmartwychwstania, poniewa  Jezus uni

 samego siebie,

stawszy si  pos usznym a  do  mierci — i to  mierci krzy owej. Dlatego te  Bóg Go nad
wszystko wywy szy 
 w chwale Zmartwychwstania i darowa  Mu imi  ponad wszelkie imi  (Flp
2, 8–9).

Dla nas chrze cijan do wiadczenie  mierci i Zmartwychwstania Jezusa staje si  szczególnym
miejscem przekroczenia w asnego l ku przed  mierci , a tym samym staje si  miejscem
odkrycia rado ci  i 

pe ni swojego  ycia.  Jezus  mówi  nam  wprost:

Ja jestem

zmartwychwstaniem i  yciem. Kto we Mnie wierzy, cho by i umar , 

 b dzie. Ka dy, kto  yje

i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? (J 11, 25–26).

W niniejszej  medytacji chciejmy z uwag   ws ucha  si   w s owa  Ksi gi M dro ci  oraz
w s owa  Jezusa: Jam jest zmartwychwstanie... jako skierowane do nas osobi cie. Jakie
reakcje, jakie my li, jakie odczucia budz  w nas te s owa? W sposób szczególny chciejmy
ws ucha  si   w 

pytanie Jezusa skierowane do Marty: Wierzysz  w to? Czy wierz

w zmartwychwstanie mojego  ycia, mojego cia a? Czy wiara z zmartwychwstanie uspokaja,
ucisza moje niepokoje i l ki zwi zane z moj  w asn

mierci  lub ze  mierci  moich bliskich?

Co  chcia bym  Jezusowi  powiedzie   o 

mojej  wierze  w 

Jego  Zmartwychwstanie,

o  wiadomo ci mojej  mierci, o  mierci moich bliskich?

background image

3. Jak zapewni  sobie odwag  umierania?

Je eli nawet jeste my lud mi wierz cymi i je eli wiara w Zmartwychwstanie Jezusa i nasze
wraz z Nim jest nam bliska, to jednak fakt  mierci pozostaje dla ka dego z nas dramatycznie
trudnym do wiadczeniem. Pozostaje dla cz owieka wielk  niewiadom . I nawet je eli dzi
traktujemy temat w asnej  mierci z ca  szczero ci  i odwag , to jednak rodzi si  pytanie: Czy
mo emy sobie zapewni  odwag   i pogod  ducha  w chwili umierania? Czy  mo emy
przewidzie ,  e w chwili  mierci potrafimy w taki sposób zaufa  Bogu, i  w asn

mierci

damy przyk ad wiary swoim najbli szym? Z pewno ci  nie mo emy sobie zapewni  takiej
postawy wobec  mierci na przysz

. Nikt z nas nie mo e postanowi , w jaki sposób b dzie

umiera . Nie mo emy przewidzie , w jakiej sytuacji i w jakim nastroju ducha zastanie nas
nasza  mier . Jak nie od nas zale

 czas, miejsce i sposób przyj cia na  wiat, tak równie  nie

od nas b dzie zale

 czas, miejsce i rodzaj  mierci.  mier  Jezusa by a trudna. Jej czas,

miejsce i sposób wyznaczy  Mu Jego Ojciec. I cho  by a to  mier  trudna, to jednak by a to
najpi kniejsza  mier  — poniewa  by a  przyj ta  w ca kowitym pojednaniu z lud mi i
w ca kowitym zaufaniu swojemu Ojcu. Modlitwa Jezusa na krzy u: Ojcze przebacz im, bo nie
wiedz , co czyni ,
 oraz Ojcze, w Twoje r ce powierzam ducha mojego

k 23, 34. 46)

objawia nam pi kno  mierci Jezusa.

I cho  nie mo emy przewidzie  czasu, miejsca i sposobu umierania, to jednak — jak Jezus
w Ogrójcu — mo emy si  modli  o dobr

mier . Chrze cijanin powinien modli  si  nie

tylko o dobre  ycie, ale tak e o dobr

mier  dla siebie i swoich bliskich. W przesz

ci, która

traktowa a  mier  w sposób bardziej naturalny, spokojny i z pewno ci  mniej neurotyczny ni
dzisiaj, istnia y bractwa dobrej  mierci.  w. Barbara oraz  w. Józef, a zw aszcza Naj wi tsza
Maryia Panna, byli uwa ani w 

Ko ciele za szczególnych patronów dobrej  mierci.

Zauwa my, i  zachwycamy si  i podziwiamy cuda ró nych uzdrowie , np. cuda, jakie maj
miejsce w ró nych sanktuariach maryjnych. Niektóre ruchy ko cielne bardzo te  koncentruj
si  na cudzie uzdrowienia. Ale wszystkie te cuda s  zawsze przej ciowe, poniewa  ich skutki
ko cz  si  ze  mierci  cz owieka, tak jak cud wskrzeszenia  azarza zako czy  si  z chwil
jego  mierci. Wydaje si , i  o wiele wi kszym cudem dla cz owieka jest dobra  i pi kna

mier . Stwierdzenie to mo e wyda  si  dziwne, a jednak... Cud pi knej i dobrej  mierci

utrwala na wieki owoce ca ego naszego  ycia. Jednoczy nas na zawsze z Bogiem. Czyni nas
na wieki dzie mi Ojca niebieskiego, bra mi Jezusa Chrystusa,  wi tyniami Ducha  wi tego.
To w

nie dzi ki dobrej  mierci, zostaje zachowane na wieki ca e nasze  ycie: tak e nasze

cia o, które powstanie do  ycia.

Konstytucje Towarzystwa Jezusowego napisane przez  w. Ignacego zobowi zuj  jezuit , aby
w chorobie i  mierci da  zbudowanie innym, aby uwielbi  Boga tak e swoj

mierci . Ten

pi kny tekst mo e by  pomoc  nie tylko dla cz onków Towarzystwa Jezusowego, ale tak e
dla wszystkich, którzy korzystaj  z

wicze  duchownychJak w ci gu ca ego  ycia, tak tym

bardziej w obliczu  mierci powinien ka dy cz onek Towarzystwa stara  si  najusilniej, aby
Bóg i Pan nasz Jezus Chrystus by  w nim uwielbiony, a Jego upodobanie spe ni o si  w nim.
Winien ponadto budowa  innych przynajmniej przyk adem cierpliwo ci i m stwa,  yw  wiar ,
nadziej  i mi

ci  tych dóbr wiekuistych, które nam wys

 Chrystus Pan i zdoby

niezrównanymi trudami swego  ycia doczesnego i  mierci. A poniewa  bardzo cz sto choroba

background image

jest tego rodzaju,  e w du ym stopniu utrudnia korzystanie z w adz umys owych, a przej cie
z  ycia doczesnego do wiecznego jest takie,  e ataki szatana bywaj  gro ne — nies ychanie
za  wa ne jest,  eby im nie ulec — wtedy potrzebna jest pomoc mi

ci braterskiej.

Na zako czenie medytacji chciejmy powierzy  Bogu ca e nasze  ycie, a wraz z nim — jako
jego integraln  cz

 — tak e nasz

mier . Pro my, aby my mogli w chwili  mierci

do wiadczy  pomocy mi

ci braterskiej, opieki i wstawiennictwa Matki Naj wi tszej,  w.

Józefa oraz naszego Patrona. Pro my, aby stopniowo budzi o si  w nas g bokie pragnienie,
by nasz  w asn

mierci  uwielbi  Boga i da  przyk ad swoim braciom zaufania i wiary.

Pro my te  o wi ksz  wra liwo  na ludzi zbli aj cych si  do  mierci. A je eli Opatrzno
pozwoli nam by  przy  mierci jakiej  osoby, pro my, aby my byli dla niej pomoc  w jej
przej ciu do Ojca.

Na zako czenie rozwa

 ws uchajmy si  jeszcze w  wiadectwo dojrza ego przygotowania

na w asn

mier  pozostawione nam przez  w. Teres  od Dzieci tka Jezus, która umiera a

maj c zaledwie dwadzie cia cztery lata: Po ziemskim wygnaniu czeka mnie rado  mieszkania
z Tob  w Ojczy nie niebieskiej. Nie chc  jednak gromadzi  zas ug dla Nieba, ale chc
pracowa  jedynie dla Twojej Mi

ci ku Tobie: aby Tobie, o Bo e, sprawi  rado , aby

przynie  pociech  Boskiemu Sercu Twemu, aby Ci pozyskiwa  dusze, które Ci  wiecznie

 mi owa .

schy ku  ycia stan  przed Tob , o Panie, z pró nymi r kami, gdy  nie prosz , aby  policzy
uczynki moje... Wszystkie nasze dobre czyny maj  skazy w oczach Twoich! Pragn  wi c
przyodzia  Twoj  w asn  Sprawiedliwo  i z aski Twej Mi

ci dost pi  wiecznego

posiadania Ciebie. Nie chc  innej chwa y, innej Korony, tylko Ciebie, o mój Umi owany! Dla
Ciebie, Panie, czas jest niczym, jeden dzie  jest jak lat tysi c. W jednej chwili mo esz mnie
przygotowa  na godne stawienie si  przed Tob 
.

background image

XVIII. KONTEMPLACJA O MI

CI

ogos aw, duszo moja, Pana!

Bo e mój, Panie, jeste  bardzo wielki!
Odziany we wspania

 i majestat,

wiat em okryty jak p aszczem.

Ty zdroje kierujesz do strumieni,
co po ród gór si  s cz :
poj  one wszelkie zwierz ta polne,
tam dzikie os y gasz  swe pragnienie;
nad nimi mieszka ptactwo powietrzne,
spomi dzy ga zi g os swój wydaje. (...)
Ka esz rosn

 trawie dla byd a

i ro linom, by cz owiekowi s

y,

aby z roli dobywa  chleb
i wino, co rozwesela serce ludzkie,
by rozpogadza  twarze oliw ,
by serce ludzkie chleb krzepi .
Drzewa Pana maj  wody do syta,
cedry Libanu, które zasadzi .
Tam ptactwo zak ada gniazda,
na cyprysach s  domy bocianów.
Wysokie góry dla kozic,
a ska y s  kryjówk  dla borsuków.
Ty  stworzy  ksi yc, aby czas wskazywa ;

ce pozna o swój zachód.

Mrok sprowadzasz i noc nastaje,
w niej kr y wszelki zwierz le ny.
Lwi tka rycz  za  upem,
domagaj  si

eru od Boga.

Gdy s

ce wzejdzie, wracaj

i k ad  si  w swych legowiskach.
Cz owiek wychodzi do swojej pracy,
do trudu swojego a  do wieczora.
Jak liczne s  dzie a Twoje, Panie!
Ty wszystko m drze uczyni

:

ziemia jest pe na Twych stworze . (...)
Wszystko to czeka na Ciebie,
by  da  im pokarm w swym czasie.
Gdy im udzielasz, zbieraj ;
gdy r

 sw  otwierasz, syc  si  dobrami.

Gdy skryjesz swe oblicze, wpadaj  w niepokój;
gdy im oddech odbierasz, marniej

background image

i powracaj  do swojego prochu.
Stwarzasz je, gdy  lesz swego Ducha
i odnawiasz oblicze ziemi.
Niech chwa a Pana trwa na wieki:
niech Pan si  raduje z dzie  swoich
 (Ps 104, 1–2. 10–31).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie samych siebie stoj cych przed ca ym
dworem niebieskim
: przed obliczem Boga, Pana naszego, wobec Matki Naj wi tszej, anio ów
i wszystkich  wi tych.

Pro ba o owoc kontemplacji: B dziemy prosi  o wewn trzne poznanie ogromu dobra, jakie
otrzymali my i nieustannie otrzymujemy od Boga. B dziemy równie  prosi , aby otrzymane
dobro czyni o nas coraz bardziej otwartymi i hojnymi wobec Boga i Jego niesko czonej
mi

ci.

1. Pomost mi dzy czasem

wicze  duchownych a nasz  codzienno ci

Kontemplacja Ad amorem — O mi

ci ( D, 230nn), która wie czy ca e

wiczenia duchowne

w. Ignacego Loyoli, jest jakby mostem przerzuconym pomi dzy czasem intensywnej

modlitwy rekolekcyjnej a 

szar  codzienno ci

ycia. Nasze  ycie wymaga du ego

zaanga owania:  zaanga owania  w prac ,  w  ycie  rodzinne,  w codzienne  troski  i k opoty
zwi zane z naszymi ludzkimi potrzebami. Wszystko to nie pozwala nam na tak intensywne
wyciszenie i modlitw , jakie mia y miejsce w czasie trwania

wicze  duchownych. Znaczne

skrócenie czasu po wi conego wy cznie na modlitw , zmniejszenie intensywno ci naszej
uwagi w sprawach duchowych, nie powinno jednak oznacza  rezygnacji z usilnego szukania
obecno ci Boga, z szukania Jego mi

ci w naszej codzienno ci  ycia.

Kontemplacja O mi

ci ma nas przekona ,  e obecno ci Boga mo na poszukiwa  we

wszystkich  rzeczach,  na  przyk ad  w rozmowie  z kimkolwiek,  w chodzeniu,  w patrzeniu,
smakowaniu, s uchaniu, rozumieniu oraz we wszystkim co robimy: poniewa  Jego Boski
Majestat ujawnia si  (...) we wszystkich rzeczach
 ( w. Ignacy).

Ostatni  kontemplacj , kontemplacj  O mi

ci,  w. Ignacy poprzedza dwoma uwagami

precyzuj cymi samo poj cie mi

ci. A poniewa  poj cie mi

ci jest dzisiaj powszechnie

nadu ywane i fa szowane, st d te  uwagi Autora

wicze  duchownych maj  dla nas

szczególne znaczenie.

Najpierw wypada zaznaczy  dwie rzeczy — mówi Ignacy. Pierwsza: Mi

 winno si

zak ada  wi cej na czynach ni  na s owach ( D, 230). S owa te s  pewnym powtórzeniem

ów  w. Jana: Dzieci, nie mi ujmy s owem i j zykiem, ale czynem i prawd ! (1 J 3, 18).

Ignacy wiedzia , jak bardzo cz owiek jest sk onny do wypowiadania wielkich s ów i jak

nie obok nich prezentuje si  praktyka  ycia. Prawdziwa mi

 dzia a i jest skuteczna

jedynie  w czynach (W. Lambert). Podstawowym wyrazem mi

ci nie s  wi c prze ycia

w sferze uczu , nie s  te  s owa opowiadaj ce o tych doznaniach, ale ofiarne i konkretne
dzia anie na rzecz osoby mi owanej. Mi

 winno si  zak ada  wi cej na czynach ni  na

background image

owach — to lakoniczne stwierdzenie  w. Ignacego mog oby by  dobrym lekarstwem na

nasze puste gadanie o mi

ci, którego pe ne s  nasze filmy, ksi

ki, czasopisma, nasze

kazania, katechezy czy te  nasze codzienne rozmowy.

Po drugie. Mi

 polega na (...) tym, aby mi uj cy dawa  i udziela  umi owanemu tego, co

sam posiada, albo co  z tego, co jest w jego posiadaniu lub w jego mocy; i znów wzajemnie

eby umi owany udziela  mi uj cemu ( D, 231). Istot  mi

ci jest pe na komunia, jedno

mi dzyosobowa, wzajemne przenikanie si  tych, którzy si  kochaj ; wzajemne udzielanie
sobie tego wszystkiego, kim s  i co posiadaj . Przed umi owanym niczego si  nie ukrywa.
W mi

ci nic nie pragnie si  zatrzyma  tylko dla siebie. W ka dym akcie mi

ci kochaj ce

si  osoby mówi  sobie wzajemnie: Wszystko moje do ciebie nale y ( k 15, 31). Istot  mi

ci

jest wi c realne odniesienie do drugiego, rzeczywista wi , rzeczywista relacja z osob .

Te uwagi  w. Ignacego posiadaj  dzisiaj niezwyk  warto . Bardzo cz sto mi

 zwyk o si

uto samia  z subiektywnym i przyjemnym odczuciem zakochania. Wielu ludzi, szczególnie

odych, nie kocha naprawd  drugiego, ale kocha swoje wyobra enie o drugim oraz kocha

siebie samego w drugim. Satysfakcja emocjonalno–seksualna staje si  nierzadko najwy szym
i jedynym kryterium mi

ci. St d tak  atwo dochodzi do wzajemnej manipulacji. Takie

rozumienie mi

ci sprawia,  e nie widzi si  potrzeby ofiary, wysi ku i trudu dla wzrostu

mi

ci. Te powierzchowne kryteria mi

ci przyk ada si  nie tylko do mi

ci

przyjacielskiej, narzecze skiej i ma

skiej, ale tak e do mi

ci Boga.

2. Jak wiele uczyni  Bóg dla mnie

Przywie  sobie na pami  dobrodziejstwa otrzymane: stworzenie, odkupienie, a tak e dary
poszczególne, wa c i doceniaj c z wielkim uczuciem mi

ci, jak wiele uczyni  Bóg, Pan

nasz, dla mnie; jak wiele mi da  z tego, co posiada. A dalej, jak bardzo ten e Pan pragnie mi
da  samego siebie, ile tylko mo e wedle swego Boskiego planu
 ( D, 234).

Zgodnie z 

propozycj

w. Ignacego chciejmy przywo

 na pami  wszystkie dary

w porz dku stworzenia i odkupienia. Najpierw chciejmy sobie u wiadomi  wszystkie dary
w porz dku stworzenia: nasze doczesne istnienie wraz z darem nie miertelno ci, dar ludzkiej
wolno ci, nasz  zdolno  do przyjmowania i dawania mi

ci, wszystkie nasze wi zi z lud mi

w ci gu ca ej naszej historii  ycia, nasze talenty osobiste i zdolno ci.

Nast pnie przywo ajmy dary w porz dku odkupienia: dar Jezusa Chrystusa — dar Syna
Bo ego, który sta  si  dla nas Cz owiekiem; dar Mi

ci Boga Ojca objawionej nam w Jego

Synu; dar Ducha  wi tego zes anego nam przez Ojca i Syna. Przywo ajmy tak e dar Maryi,
Matki Jezusa,  wspólnot  Ko cio a — t  powszechn   i 

t  nam najbli sz ,  w której

uczestniczymy na co dzie ; dar S owa Bo ego, którym mo emy si  karmi  na co dzie ;
sakramentalne znaki — szczególnie za  Eucharysti  i sakrament pojednania, i wreszcie

wiadectwo wiary wielu naszych braci i sióstr.

Kiedy Bóg daje nam jakikolwiek dar, to w ka dym z nich, cho by by  najmniejszy, ukrywa
si  ca a Jego niesko czona Boska mi

. W ka dym darze zawiera si  tyle Jego mi

ci, ile

background image

mo emy jej przyj , ud wign  i wcieli  w nasze  ycie. Udzielanie si  nam Boga okre la nie
tylko Jego Boski plan, ale tak e wielko  pragnie  cz owieka. Bóg daje nam wszystko
w Jezusie Chrystusie, daje nam ca  swoj  mi

, ale my nie chcemy lub te  nie jeste my

w stanie jej przyj .

potem  wej   w siebie — zach ca  w. Ignacy. Aby móc sobie u wiadomi  i móc
przewidzie , jaka winna by  nasza reakcja wobec Boga obdarowuj cego nas nieustannie
swoimi darami, odwo ajmy si  do do wiadczenia ludzkiej mi

ci. Pytajmy si  wi c, jak

zachowuje si  kochaj ca  ona, kiedy m  ofiarowuje jej jaki  dar jako wyraz jego wielkiego
serca? Jak reaguje dziecko, które otrzymuje od matki cenny podarek jako wyraz jej mi

ci?

Jak zachowuje si  cz owiek, który w dowód oddania i  yczliwo ci otrzymuje od swojego
przyjaciela cenny i mi y dar? A potem wej  w siebie samego rozwa aj c, com ja z wielk

uszno ci  i sprawiedliwo ci   winien ze swej strony ofiarowa  i da  Jego  Boskiemu

Majestatowi ( D, 234). Je eli Bóg daje mi wszystko, to naturaln  i spontaniczn  reakcj
mojego serca winno by  ofiarowanie Mu równie  wszystkiego: tego, kim jestem i tego, co
posiadam.

Nierzadko na ca  nasz  ludzk  rzeczywisto  patrzymy bardzo zewn trznie
i powierzchownie, poniewa  odbieramy j  w kategoriach czysto ludzkich; jeste my nieraz
zbytnio skoncentrowani na sobie i naszych ludzkich potrzebach. Nierzadko pozwalamy si

era  naszym l kom o siebie, swoich bliskich i ca  nasz  przysz

. Codzienne wydarzenia

yciowe, nawet te najpi kniejsze i najprzyjemniejsze, niewiele nam mówi , poniewa  nie

widzimy w nich dzia ania Bo ego, ale jedynie zbieg przypadków czy te  owoc naszej ludzkiej
zapobiegliwo ci. Gdyby my wszystko w naszym  yciu odbierali jako dar samego Boga i
w ka dym z tych darów dostrzegali Jego mi

, wówczas ca a — zdawa  by si  mog o szara

i nieciekawa — codzienno  przekszta ci aby si  niemal natychmiast w przygod  szukania
i odnajdywania Boga we wszystkich rzeczach.

W ko cowej serdecznej rozmowie z Matk  Naj wi tsz , z Jej Synem Jezusem oraz z Bogiem
Ojcem pro my gor co o wielk  duchow  przenikliwo , dzi ki której b dziemy w stanie
odczytywa  wszystko, ca  nasz  ludzk  rzeczywisto  w  wietle mi

ci Boga do cz owieka.

Pro my tak e o ducha wdzi czno ci, dzi ki któremu b dziemy coraz lepiej usposobieni, aby
sam  Stwórca i Pan  udziela  si  nam  i ogarnia  nas  ku  swej  mi

ci  i chwale,  a tak e

przysposabia  nas ku tej drodze, na której b dziemy Mu mogli lepiej s

 (por.  D, 15).

3. Bóg mieszka w stworzeniach

Zwróci  uwag  na to, jak Bóg mieszka w stworzeniach: w  ywio ach, daj c im istnienie;
w ro linach, daj c im  ycie i wzrost; w zwierz tach, daj c im czucie; w ludziach, darz c ich
rozumieniem
 ( D, 235).  w. Ignacy pos uguje si kluczem ewolucyjnym, aby ods oni  nam
wewn trzne dzia anie Boga w Jego stworzeniach; rozpoczyna bowiem wylicza  stworzenia
od materii nieo ywionej poprzez ro liny i zwierz ta a  do cz owieka. Mieszkanie Boga
w stworzeniach nie jest jakim  statycznym przebywaniem, ale jest ono dzia aj

 energi , jest

background image

ród em wszelkich przejawów  ycia i rozwoju. Sam Bóg daje  ycie i rozwój wszystkiemu, co

porusza si  na ziemi.

Od rozwa

 o Bogu mieszkaj cym w stworzeniach  w. Ignacy ka e nam nast pnie przej

do osobistej refleksji, w jaki sposób Bóg mieszka i pracuje w ka dym z nas osobi cie: I we
mnie tak e Bóg mieszka, daj c mi by , 

, czu  i darz c mi  rozumem. A nadto uczyni  mi

wi tyni  swoj , bom stworzony jest na podobie stwo i obraz Jego Boskiego Majestatu ( D,

235).

Przejawem Bo ego zamieszkania w nas jest najpierw samo istnienie, a nast pnie wszystkie
funkcje  yciowe na wszystkich p aszczyznach: biologicznej, psychicznej, intelektualnej,
duchowej. Bóg mieszka jednak w cz owieku pe niej i g biej ni  w innych stworzeniach.
Tylko cz owiek posiada bowiem zdolno  przyjmowania mi

ci Boga w sposób wolny

i  wiadomy. To w

nie dzi ki tej zdolno ci staje si  Jego szczególnym mieszkaniem —

wi tyni .

znów wej  w siebie w podobny sposób, jak si  to rzek o w punkcie pierwszym, albo w inny
jaki sposób, je li uznam go za lepszy
 ( D, 235).  w. Ignacy zach caj c nas do wyci gania
konsekwencji z tajemnicy zamieszkiwania Boga w nas samych, zwraca nam uwag  na
potrzeb  wielkiej wolno ci i spontaniczno ci duchowej, dzi ki którym rozwa ana tajemnica
dotknie nie tylko naszego umys u, ale przede wszystkim naszego serca.

4. Bóg dzia a i pracuje dla mnie we wszystkich stworzeniach

Aby jeszcze pe niej przybli

 nam mi osn  obecno  Boga,  w. Ignacy ka e nam rozwa

,

jak Bóg dzia a i pracuje dla mnie we wszystkich rzeczach stworzonych na obliczu ziemi.
Znaczy to,  e post puje tak, jak kto  pracuj cy. I tak w niebiosach, w  ywio ach, w ro linach,
owocach, trzodach itd., daj c wszystkiemu istnienie, zachowuj c, darz c wzrostem i czuciem
itd
. ( D, 236) Kiedy Ignacy u ywa s owa pracowa  na okre lenie Boskiej mi

ci, pragnie

nam powiedzie : Bóg kocha nas w pocie oblicza swego i spodoba o si  Mu, aby cena Jego
mi

ci do nas by a wysoka (W. Lambert).

Dla pe niejszego zrozumienia pracy i trudu Boga dla cz owieka Autorzy natchnieni nadaj
Mu imiona zwi zane z ró nymi zawodami wykonywanymi w czasach biblijnych. I tak Bóg
Jahwe nazywany jest Pasterzem, Gospodarzem, Wojownikiem, Budowniczym, Garncarzem,
Królem, W adc . Biblia pos uguje si  niemal ka

 ludzk  prac , aby przybli

 nam prac

Boga dla cz owieka. Nie tylko  mudna m ska praca, ale tak e kobiecy ból i trud rodzenia
nowego  ycia, staj  si  doskona ym obrazem dla ukazania trudzenia si  Boga dla cz owieka.
Bóg rodzi nas w Jezusie Chrystusie do nowego  ycia w cierpieniu i bólu, podobnie jak czyni
to kobieta wydaj c na  wiat nowego cz owieka. Praca cz owieka —  ród o narodzin
i stworzenia jest kontynuacj  oraz odwzorowaniem Boskiej pracy w normalnej cz owieczej
kondycji
 (W. Lambert).

potem wej  w siebie. Celem kontemplacji Jezusa pracuj cego i trudz cego si  dla nas a
do krwawego potu by o dog bne poznanie Pana, abym Go wi cej kocha  i wi cej szed

background image

w Jego  lady ( D, 104). I  w  lady Jezusa oznacza wi c pracowa  razem z Nim za dnia,
czuwa  z Nim po nocy, aby my mogli sta  si  uczestnikami Jego zwyci stwa, jak byli my
uczestnikami Jego trudów (por.  D, 93). Pos uguj c si  modlitw

w. Ignacego, wyra my

gotowo  wspó uczestniczenia w Jego s

bie, pracy, walce i ofierze.

owo Odwieczne, Jednorodzony Synu Bo y,

prosz  Ci , naucz mnie s

 Ci tak,

jak tego jeste  godzien.
Naucz mnie dawa , a nie liczy ,
walczy , a na rany nie zwa

,

pracowa , a nie szuka  spoczynku,
ofiarowa  si , a nie szuka  nagrody innej
prócz poczucia,  e spe ni em Twoj  Naj wi tsz  wol 
.

5. Rozwa

, jak wszystkie dobra zst puj  z góry

Patrze  i rozwa

, jak wszystkie dobra i dary zst puj  z góry; jak moja ograniczona moc —

od  najwy szej  i 

niesko czonej  owej  mocy  z 

góry  pochodzi;  i  w 

podobny  sposób

sprawiedliwo , dobro , mi

, mi osierdzie itd. tak, jak od s

ca wychodz  promienie, jak

ze  ród a — wody. itd. Zako czy  wej ciem w siebie, jak to by o wy ej powiedziane ( D,
237). W ostatnim punkcie kontemplacji O mi

ci Ignacy wraca do zasadniczej my li

z punktu pierwszego, i  wszystko jest Bo ym darem. Tym razem jednak Autor

wicze

duchownych proponuje nam rozwa

 zasadnicze przymioty naszego cz owiecze stwa: moc,

sprawiedliwo , dobro , mi

 i mi osierdzie, jako odblask przymiotów Boskich.

Odwo uj c si  do osobistego do wiadczenia zechc  znale  przejawy mojej mocy,
sprawiedliwo ci, dobroci, mi

ci i mi osierdzia, cho  s  one ograniczone. Nie jest wa ne, czy

jestem zadowolony z tego, jak wielkie s  ich przejawy w konkretnym codziennym  yciu.
Wa niejsze jest pokorne wyznanie wiary, i  wszystkie one s  odblaskiem przymiotów
samego Boga. Jak od s

ca wychodz  promienie, jak ze  ród a wody, tak z Boga sp ywa na

mnie wszystko to, kim jestem i co posiadam.

Wszystkie rzeczy nosz  w sobie tajemnic : ostatecznym ich ko cem jest Bóg, który sam jest
najg bsz  praprzyczyn  wszystkiego, co istnieje. Wdzi czno  w sposób ca kiem naturalny
wydobywa na jaw t  prawd  i pomaga w radosnym spotkaniu Dawcy i odkrywaniu Go w Jego
darach, w znajdowaniu Boga we wszystkich rzeczach
 (P. van Breemen).

Ko cz c kontemplacj  o mi

ci odwo ajmy si  jeszcze do pi knego wyznania mi

ci  w.

Teresy od Dzieci tka Jezus: Pragn , aby ca e moje  ycie by o aktem doskona ej mi

ci,

oddaj  si  na ofiar  ca opaln  Twojej Mi

ci Mi osiernej. Wyniszczaj mnie, b agam Ci ,

bezustannie, przelewaj w serce strumienie niesko czonej czu

ci przepe niaj ce Twoje Serce,

abym sta a si , o mój Bo e, m czennic  Twojej mi

ci. Niechaj to m cze stwo przygotuje

mnie do stawienia si  przed Tob , a potem niechaj mnie o  mier  przyprawi, aby dusza moja
mog a bezzw ocznie wzlecie  w wieczne obj cia Twej Mi

ci Mi osiernej. Za ka dym

uderzeniem serca pragn , o mój Umi owany, po niesko czone razy ponawia  t  ofiar  moj ,

background image

abym gdy si  ju  rozprosz  cienie  mierci, mog a j  Tobie powtarza  twarz  w Twarz
w Wieczno ci
.

Ca  kontemplacj  O mi

ci zako czmy modlitw , któr

w. Ignacy proponuje na

zako czenie

wicze  duchownych ( D, 234). Niech b dzie ona wyrazem naszej

wdzi czno ci Bogu i najg bszego pragnienia oddania Mu tego wszystkiego, co nieustannie
od Niego otrzymujemy.

Zabierz, Panie, i przyjmij ca  wolno  moj ,

pami  moj  i rozum, i wol  m  ca ,
cokolwiek mam i posiadam.
Tobie to, Panie, oddaj .
Twoje jest wszystko.
Rozporz dzaj tym w pe ni
wedle swojej woli.
Daj mi jedynie
mi

 Tw  i  ask ,

albowiem to mi wystarcza. Amen.

XIX. OBYM POZNA  SIEBIE, OBYM POZNA  CIEBIE

Znowu zacz  naucza  nad jeziorem i bardzo wielki t um zebra  si  przy Nim. Dlatego wszed
do  odzi, usiad  w niej pozostaj c na jeziorze, a ca y lud sta  na brzegu jeziora. Uczy  ich
wiele w przypowie ciach i mówi  im w swojej nauce: S uchajcie: Oto siewca wyszed  sia .
A gdy sia , jedno pad o na drog ; i przylecia y ptaki, i wydzioba y je. Inne pad o na miejsce
skaliste, gdzie nie mia o wiele ziemi, i wnet wzesz o, bo nie by o g boko w glebie. Lecz po
wschodzie s

ca przypali o si  i nie maj c korzenia, usch o. Inne znów pad o mi dzy ciernie,

a ciernie wybuja y i zag uszy y je, tak  e nie wyda o owocu. Inne w ko cu pad y na ziemi

yzn , wzesz y, wyros y i wyda y plon: trzydziestokrotny, sze dziesi ciokrotny i stokrotny.

I doda : Kto ma uszy do s uchania, niechaj s ucha! (Mk 4, 1–9).

1. Potrzeba poznania siebie

W wychowywaniu siebie do dojrza ej wiary pope niamy nieraz b d powierzchownego
odczytywania siebie. Traktujemy siebie jak monolit, jak jak  nieurobion , surow  bry ,
któr  trzeba kszta towa  jakby od zewn trz przez narzucenie jej pewnych idea ów, wzorów,
praw. U ywane cz sto poj cia: formacjaformowa  mog  sugerowa zewn trzn  obróbk
osobowo ci. Tymczasem rzeczywiste  ycie duchowe zak ada nie tyle now  form , ile raczej
nowe istnienie. Dokonujemy nieraz du ego wysi ku woli (mo na by to nazwa  wprost
woluntaryzmem), aby przyj te wzory, idea y i prawa by y widoczne w naszym zewn trznym

background image

post powaniu. Takie formowanie siebie, oparte jest przede wszystkim na naszym ludzkim
dzia aniu. My limy: im wi cej si  wysil , tym b

 doskonalszy, bli szy idea owi, który sobie

stawiam sam lub te , który ukazuj  mi inni.

Ale czy jest kto , kto nie do wiadczy  ograniczono ci swojej silnej woli? S  takie sytuacje,
kiedy nasza silna wola okazuje si  ca kowicie bezsilna. Model formowania siebie i innych
oparty tylko na silnej woli nie uwzgl dnia z

ono ci i g bi cz owieka; taki model

wychowania nie pyta, kim jest cz owiek — ten konkretny, z ca  histori  swojego  ycia, ze
swoim charakterem, sk onno ciami, zranieniami, najg bszymi potrzebami itd. Nie pyta, co
si  naprawd  dzieje w tym konkretnym cz owieku, jakie s  jego najg bsze pragnienia,

sknoty, jakie s  jego obawy, l ki, urazy. W wychowywaniu siebie do dojrza ego  ycia

duchowego musimy uwzgl dni  to wszystko, kim jeste my.

Je eli wychowywanie siebie do dojrza ej wiary oprzemy tylko na woluntaryzmie, to owszem,
mo emy mie  pewne efekty, ale b

 one zwykle do  dwuznaczne. B dzie im bowiem

towarzyszy  mniejsze lub wi ksze napi cie psychiczne, zm czenie, dra liwo ,
przewra liwienie na punkcie w asnej osoby, nieuporz dkowana ambicja. W literaturze istnieje
pewien typ wi toszka, który  czy w sobie praktyki pobo ne, wysi ek czynienia dobrze z tym
wszystkim,  o czym  wspomnieli my  wcze niej:  z dra liwo ci ,  koncentracj   na  sobie,
przeros ymi ambicjami, k opotami ze zmys owo ci .

Wszyscy wielcy mistrzowie  ycia wewn trznego ukazuj ,  e do pe nego poznania Boga
potrzeba poznania siebie. Pomi dzy Bogiem a naszym do wiadczeniem Boga tkwi nasza
ludzka natura, która rz dzi si  swoimi prawami. S  to prawa zapisane przez samego Stwórc .
To w

nie ludzka natura ze swoimi prawami staje si  przestrzeni , w której dokonuje si

nasze spotkanie z Bogiem.

w. Bernard z Clairvaux pisz c o stopniach pokory podkre la  niezb dno  prawdziwej

wiedzy o sobie jako pierwszego stopnia  w drodze do prawdy. Poznanie prawdy o Bogu
wymaga poznania prawdy o sobie samym.  w. Ignacy Loyola w

wiczeniach duchownych

podaje liczne wskazówki pomocne w rozeznawaniu duchowym, tzn. w dok adnej obserwacji
tego wszystkiego, co si  w nas dzieje, jakie nastroje nami kieruj , sk d one wyp ywaj , jakie
jest ich  ród o. Wed ug Ojca Ignacego  wiadome  ycie wewn trzne polega bowiem na
odczuwaniu i rozeznawaniu (...) ró nych porusze , które dziej  si  w duszy: dobrych, aby je
przyjmowa , z ych za , aby je odrzuca 
 ( D, 313).

ycie wewn trzne mo e zosta

atwo wypaczone przez z udzenia. Ten bowiem, kto nie zna

siebie  i 

tego,  co si   w 

nim dzieje, bardzo  atwo mo e  pomyli  dzia anie  w asnej

nieuporz dkowanej  emocjonalno ci  z 

dzia aniem  Bo ym.  T   nieznajomo   siebie

wykorzystuje równie  szatan po to, by zwie  cz owieka na manowce. Szatan bowiem, jak
mówi  w. Ignacy, id c w tym za  w. Paw em, przybiera posta  anio a  wiat

ci, by pod

pozorem dobra przywie  cz owieka do z ego (por.  D, 332; 2 Kor 11, 14).

T. Merton zwraca nam uwag ,  e znamy Boga o tyle, o ile wzrasta w nas  wiadomo  nas
samych poznawanych przez Niego. Te dwa poznania — poznanie siebie i poznanie Boga —

background image

musz  i  razem. Celem rekolekcji jest wi c takie rozwa anie S owa Bo ego, które b dzie
prowadzi  do coraz pe niejszego rozumienia siebie i do poznawania tajemnicy Boga.

W obecnym rozwa aniu odwo ajmy si  do konkretnych prze

 i zauwa my, jak bardzo

cz sto nie rozumiemy samych siebie i tego wszystkiego, co si  w nas dzieje; nie rozumiemy,
dlaczego nachodzi nas smutek, przygn bienie, zniech cenie do  ycia, a mo e nawet depresja;
nie rozumiemy naszych impulsów, uczu , nie wiemy, sk d one pochodz . Jeste my
zaskakiwani nieraz nasz  nie yczliwo ci , opryskliwo ci  czy mo e wprost agresj  wobec
bli nich. W innych sytuacjach znowu dziwi nas zbytnia uleg

 i zbytnia kompromisowo

wobec niektórych ludzi. Tak e pragnienia zmys owe budz  w nas l ki. Nie rozumiemy tego,
co dzieje si  w naszej psychice, a tym bardziej nie rozumiemy tego, co dzieje si  w g bi
naszej duszy. Pytamy nieraz bezradnie, jak przezwyci

 zbytni  koncentracj  na sobie, jak

zaufa  Bogu w zagro eniach. Dziwi nas  i irytuje nieraz ogromna zmienno   naszych
pragnie , niesta

 naszych decyzji i mocnych postanowie .  yjemy czasem jakby poza sob

i dlatego nasze zakorzenienie w Bogu okazuje si  p ytkie i powierzchowne.

Kiedy przyjrza em si  uwa nie mojej sytuacji, poj em,  e jestem sp tany sieci  dziwnych
paradoksów. Cho  utyskiwa em na zbyt wiele propozycji, czu em si  nieswojo, kiedy mnie nikt
o nic nie prosi . Cho  narzeka em, jak mi trudno odpowiada  na listy, niepokoi em si , kiedy
moja skrzynka listowa by a pusta. Kiedy martwi em si ,  e czeka mnie m cz cy cykl
wyk adów, by em rozczarowany, gdy nie mia em zaprosze . Cho  marzy em o pustym biurku,
ba em si  chwili, kiedy tak si  stanie. Krótko mówi c, mimo  e pragn em samotno ci, ba em
si ,  e zostan  sam. Im bardziej zdawa em sobie spraw  z tych paradoksów, tym wyra niej
dostrzega em,  e jestem niewolnikiem narzuconych sobie obowi zków,  e ulegam z udzeniu
i  e musz  zatrzyma  si  i zastanowi  si , czy istnieje trwa y punkt, w którym zakotwiczone
jest moje  ycie i z którego mog  wyruszy  w dalsz  podró  z nadziej , odwag  i zaufaniem.

wiadomi em sobie,  e dopiero wtedy znajd  odpowied , gdy zatrzymam si  i pozwol , by

zosta y zadane te trudne pytania, nawet, gdyby mia y bole  — tak  refleksj  zanotowa
w swoim Dzienniku  z klasztoru  trapistów H. J. M. Nouwen, na pocz tku swoich
siedmiomiesi cznych rekolekcji w klasztorze trapistów.

Termin rekolekcje pochodzi od  aci skiego s owa re–colligere i oznacza zbiera  na nowo,
odzyska . Czas rekolekcji mo e by  dla ka dego z nas takim w

nie zebraniem swojego

ycia na nowoodzyskaniem tego, co w nim jest najistotniejsze, z pomoc  S owa Bo ego.

Rekolekcje winny by  dla nas jednym wielkim pytaniem: Czy istnieje trwa y punkt, w którym
zakotwiczone jest moje  ycie i z którego mog  wyruszy  w dalsz  podró , z nadziej , odwag
i zaufaniem
? Zadawanie sobie pewnych zasadniczych pyta  mo e by  dla nas trudne, jak
trudne by o dla cytowanego powy ej autora. Poznawanie siebie, które ma nas doprowadzi  do
poznania Boga dzia aj cego w nas, mo e okaza  si  wielk  i wymagaj

 prac . B dzie to

jednak zmaganie, walka nie tylko z ludzk  ograniczono ci  i s abo ci  w nas, bo nie toczymy
bowiem  walki przeciw krwi  i cia u
, ale b dzie to walka przede wszystkim przeciw
Zwierzchno ciom, przeciw W adzom, przeciw rz dcom  wiata tych ciemno ci, przeciw
pierwiastkom duchowym z a na wy ynach niebieskich
 (Ef 6, 12). Rekolekcje to czas, który
mo e przynie  ból. Jest to jednak równie  czas leczenia ran zadanych nam przez  ycie lub
te  ran, które zadali my sami sobie.

background image

2. Diament pod popio ami powierzchowno ci

Pan Jezus w przypowie ci o siewcy ukazuje nam  cis  zale no  pomi dzy skuteczno ci

owa Bo ego a  yzno ci  gleby serca, na które ono pada. Ujawnienie si  mocy S owa

Bo ego zale y od urodzajno ci gleby. Je li gleba jest nieodpowiednia lub nieodpowiednio
przygotowana, skalista, poro ni ta chwastami, zdeptana, to S owo Bo e pozostaje
bezskuteczne, je li za  gleba jest urodzajna, S owo Bo e mo e objawi  ca  swoj  moc
przemieniaj

 serce i  ycie cz owieka. Jedno z najwa niejszych pyta  na czas rekolekcji

brzmi: Jak  gleb  jest moje serce? Jak uczyni  j  bardziej urodzajn  i pe niej otwart  na
ziarno S owa? Dotychczasowe etapy

wicze  duchownych przez które przeszli my

rozpocz y w nas proces spulchniania i u

niania gleby naszego serca. Jest to jednak ci

y

proces, który winien nieustannie trwa . Je eli chcemy prowadzi  autentyczne  ycie duchowe,
nie mo emy zaprzesta  troski i wysi ku, aby gleba serca by a coraz pe niej przygotowywana
na przyjmowanie S owa.

Poznaniu Boga i Jego S owa winno wi c odpowiada  w naszym  yciu rozpoznanie gleby
naszego serca, rozpoznanie samych siebie. Autentyczne otwarcie si  na obecno  Boga i Jego
dzia anie wymaga od nas prawdziwej i g bokiej wiedzy o glebie serca, o sobie. Intymny,
za

y kontakt z Bogiem, wnikanie w Jego tajemnic  dokonuje si  przy jednoczesnym

wnikaniu  w siebie i zrozumieniu  samego  siebie.  Je eli autentycznie  i z odwag   wejd
w S owo Bo e, poddam si  Jego dzia aniu, Jego os dowi, to wówczas ono objawi mi
prawdziwy obraz mi uj cego Boga oraz prawdziwy obraz cz owieka. S owo Bo e objawia
cz owiekowi genez  jego istnienia; objawia mu równie  cel i sens jego  ycia. To samo S owo
objawia cz owiekowi tak e, kim jest Bóg, który go stworzy  z mi

ci i przeznaczy  do

istnienia w mi

ci.

ycie chrze cijanina, jego rozwój wewn trzny wymaga wi c nieustannego poznawania siebie

samego oraz poznawania Boga i Jego S owa.  G bokie i autentyczne poznanie siebie
prowadzi nas do poznania Boga. Poznanie Boga za  prowadzi nas do poznania siebie. Dzi ki
tajemnicy Wcielenia poznanie swojego w asnego cz owiecze stwa staje si  jednocze nie
drog  do poznania Boga, a poznanie Boga objawia nam istot

ycia ludzkiego.

owo Bo e ods ania nam najpierw nasz  prawdziw  wielko , która wyp ywa z wielko ci

samego Stwórcy. T  wielko  cz owieka odkrywamy poprzez kontemplacj  Jezusa,
Wcielonego Syna Bo ego. Wielko  cz owieka ujawnia si  w tym, i  Bóg uzna  go za
godnego zes ania do  swojego Syna. Wcielony Syn Bo y objawia i potwierdza wielko
i godno  ka dego cz owieka, a jednocze nie broni jej przed niszcz cymi skutkami grzechu,
które uderzaj  w ludzk  godno .

Wielko  cz owieka ujawnia  si   w jego  najg bszych pragnieniach  i d eniach. Dzi ki
medytacji  S owa Bo ego odkrywamy i 

jednocze nie  oczyszczamy  nasze  wn trze

z grzesznych po dliwo ci. Najg bszym d

eniem, najwi kszym pragnieniem cz owieka

dzie zawsze d enie do Boga, pragnienie Boga. Dzi ki medytacji S owa u wiadamiamy

sobie t sknot  za Tym, od którego pochodzimy i do którego nieustannie zd

amy. Dzi ki

medytacji S owa Bo ego odkrywamy t  g bi  serca w nas, któr  mo e wype ni  tylko On

background image

sam, Jego niesko czona, odwieczna Mi

. S owo Bo e ujawnia niepokój ludzkiego serca

nie powierzonego jeszcze w pe ni Bogu.

Nie jest rzecz  prost  ani  atw  odnajdywa  na co dzie  swoje najg bsze t sknoty
i pragnienia, poniewa  najcz ciej s  one zagrzebane popio ami powierzchowno ci (T.
Merton). W

nie S owo Bo e pomaga nam wej  w nasze popio y powierzchowno ci

i odkry  ca y nasz wewn trzny nie ad, nasze zak amanie, liczne nieu wiadomione motywy
post powania, niszcz ce nas nami tno ci, zranienia  yciowe, urazy, s owem wszystko to, co
czyni nas niezdolnymi do codziennego do wiadczania w 

nas najg bszych pragnie

i najg bszych t sknot. Pod popio ami powierzchowno ci le y jednak diament — duchowo
cz owieka, miejsce intymnego dialogu stworzenia ze Stwórc , dziecka z Ojcem, ucznia
z Mistrzem.  Pod popio ami powierzchowno ci ukryte s  nasze najg bsze t sknoty
i pragnienia, t sknota za Bogiem i pragnienie Jego odwiecznej mi

ci.

Pro my  w serdecznej  rozmowie  z Matk   Naj wi tsz ,  z Jezusem  Chrystusem,  z Bogiem
Ojcem o  wiat o Ducha  wi tego. Ono bowiem mo e nam pozwoli  prze

 tajemnic  Boga

i tajemnic  nas samych. Pro my tak e o odwag  w poznawaniu siebie samych, by my nie
przestraszyli si , gdy dotyka  b dziemy g bokich korzeni z a w nas: naszego egoizmu,
pychy, agresji, zmys owo ci, bierno ci  yciowej, sk onno ci do urazów, itp. Pro my o moc
wiary, która mo e nas przekona ,  e Bóg jest zawsze silniejszy od najwi kszej ludzkiej

abo ci. Módlmy si  o g bok

wiadomo ,  e Bóg, który wchodzi w nasze  ycie, pragnie

nas uleczy , wyzwoli , zbawi .

w. Augustyn modli si : Obym pozna  siebie, obym pozna  Ciebie. Uczy my t  modlitw

nasz  w asn . Obym pozna  siebie — obym pozna  Twoje odbicie w moim sercu, Twój obraz
we mnie oraz to wszystko, co go we mnie zniekszta ca. Obym pozna  Ciebie — obym
do wiadczy  Ciebie jako mi

, obym móg  si  uwolni  od wszystkich fa szywych poj

o Tobie.

Ca e rozwa anie zako czmy pi kn  modlitw  T. Mertona o znalezienie siebie samego:
Uwolnij od grzechu dusz  moj , o Bo e, ale równocze nie nape nij ogniem Twoich  róde
moj  wol . B

wiat em mojego umys u, chocia  to mo e oznacza : sta  si  ciemno ci  dla

mego do wiadczenia — ale tak e zalej me serce Twoim nieogarnionym  yciem. Niechaj me
oczy nie widz  na tym  wiecie nic oprócz Twojej chwa y, a moje r ce nie dotykaj  niczego, co
by nie by o narz dziem s

by Twojej. Niech j zyk mój zajmie si  tym, o co nikt nie prosi.

Pragn  chwyta  Twoje s owa i ws uchiwa  si   w harmonie stworzone przez  ciebie,
wy piewuj ce Twoje hymny. (...)

Przede wszystkim przeto ustrze  mnie od grzechu. Zachowaj mnie od  mierci grzechu
ci kiego, który wprowadza piek o do duszy. Oddal ode mnie grzech zmys ów, który za lepia
i zatruwa serce.  Powstrzymaj mnie od grzechów wgryzaj cych si   w cia o cz owieka
nieugaszonym ogniem, który je na wskro  prze era. Strze  mnie od równoznacznej
z nienawi ci  mi

ci pieni dza, od sk pstwa i ambicji, które d awi  we mnie  ycie. Chro

mnie od martwoty prac pocz tych z pró no ci i od niewdzi cznego trudu, w którym arty ci
niszcz  sami siebie z pychy, dla zdobycia s awy i maj tku, a  wi ci dusz  si , przywaleni

background image

lawin  niewczesnej gorliwo ci. Zagój ropiej

 ran  mej po

dliwo ci i zatamuj pragnienia

wyczerpuj ce m  natur  daremnym up ywem krwi. Wyrzu  precz w a zawi ci, który jadem
swym zatruwa mi

 i zabija wszelk  rado .

Rozwi

 mi r ce i wyswobód  serce z wi zów lenistwa. Uwolnij od gnu no ci, przebieraj cej

si  ch tnie za wol  czynu tam, gdzie wszelkie dzia anie jest zb dne i od tchórzostwa, które
zajmuje si  tym, o co nikt nie prosi, a eby si  uchyli  od prawdziwej ofiary.

Daj mi za to si , która w milczeniu i spokoju czeka na Ciebie. Obdarz mnie pokor , jedyn
sprawczyni  pokoju, i uwolnij mnie od pychy, która jest najprzykrzejszym ci arem. Obejmij
moje serce i dusz  prostot  mi

ci. Niechaj  yj  tylko jedn  my

 i jednym pragnieniem

mi

ci: a ebym móg  Ci  ukocha  nie dla zas ugi ani dla doskona

ci, nie dla cnoty ani

nawet dla  wi to ci, ale wy cznie dla samego Ciebie. Bo zaspokoi  i wynagrodzi  mi
mo e tylko sam Bóg
.

XX. PRAGNIENIA MODLITWY

Pierwszym i najwa niejszym owocem odprawienia ca ych

wicze  duchownych w. Ignacego

Loyoli winno by  przede wszystkim g bokie pragnienie modlitwy, które by oby stopniowo
wcielane w nasz  codzienno .

wiczenia duchowe pomagaj  nam rozeznawa  nasze warunki

yciowe oraz wezwania i natchnienia, poprzez które Bóg zaprasza nas do coraz g bszego

zjednoczenia z Nim.

Najbli sze trzy rozwa ania po wi cimy modlitwie. W obecnej konferencji b dziemy mówi
o potrzebie po wi cenia czasu oraz piel gnowaniu pragnie  modlitwy. W nast pnej b dziemy
mówi   o potrzebie czy wr cz  konieczno ci modlitwy dla naszego  ycia. W trzeciej
konferencji za  b dziemy mówi  o metodach modlitwy, dzi ki którym mo emy coraz pe niej

czy  modlitw  z naszym  yciem.

1. Modlitwa wymaga czasu

ycie modlitwy wymaga czasu. Od wszystkich: od duchownych i od  wieckich. Modlitwa

wymaga czasu, poniewa  Bóg dzia a w czasie. Sam istniej c od wieków umie ci  cz owieka
w czasie.

Modlitw  zostaje obj ty ca y czas cz owieka. Zawsze si  módlcie i nigdy nie ustawajcie  —
mówi Jezus (por.  k 18, 1). Modlitwa nie jest tylko zbiorem pojedynczych aktów, ale jest
wiern  relacj , trwa  wi zi  pomi dzy Bogiem a cz owiekiem.

Modlitwa, tak samo jak ludzka mi

, wymaga czasu. Nierzadko dobrze zapowiadaj ce si

ma

stwa, rodziny, przyja nie rozpadaj  si  w

nie dlatego, i  kochaj cym si  osobom

background image

brakuje czasu dla siebie. Pe na spontaniczno ci mi osna fascynacja  atwo zamiera, je eli nie
podtrzymuje jej i nie rozwija wzajemne obcowanie i dialog.

Modlitwa posiada swój dynamizm. Je eli pragniemy, aby  ycie duchowe rozwija o si  w nas,
trzeba go odkry  i uszanowa . Wej  w  ycie modlitwy, to wej

na drog . Chrze cija stwo

jest drog . Droga modlitwy wymaga czasu po wi canego jej systematycznie i regularnie.
Niemowl  nie mo e w jednym dniu nasyci  si  mi

ci  matki na kilka tygodni. Ono

potrzebuje jej codziennej obecno ci, rozmowy, codziennej pociechy i ciep a. Cz owiek przed
Bogiem jest jak niemowl  u swej matki i potrzebuje równie  co dzie  Jego obecno ci
i mi

ci.

Jak modli  si  regularnie w naszym codziennym zabieganym  yciu? Jak wykroi  czas na
systematyczn  modlitw  w nadmiarze zaj

 i obowi zków, którymi nierzadko czujemy si

przyt oczeni?

Oto, jak  rad  daje do wiadczony ojciec duchowny cz owiekowi bardzo zapracowanemu,
który nosi jednak w sobie g bokie pragnienie modlitwy:

Jedynym rozwi zaniem b dzie tu plan modlitw, którego nigdy nie zmienisz bez zasi gni cia
rady twojego duchowego kierownika. Ustal rozs dn  por , a gdy to zrobisz, trzymaj si  jej za
wszelk  cen . Uczy  z modlitwy swoje najwa niejsze zadanie. Niech ka dy wokó  ciebie wie,

e jest to jedyna rzecz, której nigdy nie zmienisz, i módl si  zawsze o tej samej porze. Ustal

dok adne godziny i trzymaj si  ich. Wyjd  od znajomych, kiedy zbli a si  ta pora. Po prostu
niech wtedy b dzie dla ciebie niemo liwa jakakolwiek praca, nawet gdyby wydawa a ci si
pilna, wa na i decyduj ca. Kiedy b dziesz wierny temu postanowieniu, powoli si  przekonasz,

e nie ma sensu my le  o wielu problemach, poniewa  i tak nie mo na ich rozstrzygn

 w tym

czasie. I wtedy powiesz sobie w czasie tych wolnych godzin: Poniewa  nie mam teraz nic do
roboty, mog  si  modli . I tak modlitwa stanie si  równie wa na jak jedzenie i spanie; wolny
czas, przeznaczony na to stanie si  czasem uwalniaj cym, do którego przywi

esz si

w dobrym sensie tego s owa (H. J. M. Nouwen).

Powy sza propozycja z pewno ci  jest bardzo trudna, szczególnie wówczas, gdy prowadzimy
nieregularny, a mo e nawet chaotyczny tryb  ycia. Ale odczucie,  e d

sza, regularna,

codzienna modlitwa jest w naszym  yciu rzecz  nierealn , mo e by  oznak , i  zepchn li my
modlitw  na margines naszego  ycia. Takie odczucie mówi nam równie ,  e wiele mamy
jeszcze do zrobienia, aby przywróci  modlitwie jej w

ciwe miejsce.

Potrzeb  systematyczno ci w modlitwie dobrze podkre la s owo wiczenia, cz sto u ywane
przez  w. Ignacego Loyol  w jego ksi eczce

wicze  duchownychPod mianem  wiczenia

duchowne — pisze  w. Ignacy — rozumiem wszelki sposób odprawiania rachunku sumienia,
rozmy lania, kontemplacji, modlitwy ustnej i my lnej. (...) Albowiem jak przechadzka i bieg s

wiczeniami cielesnymi, tak podobnie  wiczeniami duchownymi nazywam wszelki sposób

przygotowania i usposobienia duszy do usuni cia wszelkich uczu  nieuporz dkowanych, a po
ich usuni ciu do szukania i znalezienia woli Bo ej
 ( D, 1).

background image

Nie tylko sport, ale ka da inna dziedzina  ycia, w której pragniemy by  kompetentni,
wymaga ci

ych  wicze . Je eli pragniemy wzrasta  w modlitwie, trzeba si  nam w niej

wiczy . Modlitwa odruchowa  i spontaniczna winna by  dope nieniem modlitwy regularnej

i systematycznej. Nie mo na przeciwstawia  potrzeby spontaniczno ci w modlitwie potrzebie
systematyczno ci i wysi ku. Obie potrzeby s  wa ne. Dopiero wówczas, kiedy spotkaj  si
w nas te dwa nurty modlitwy, mo emy mówi  o pe nym  yciu modlitwy.

Modlitwa odruchowa  i spontaniczna b dzie w nas coraz g bsza, je eli równocze nie

dziemy systematycznie podejmowa

wiczenie si   w 

modlitwie.  Wra enie,  jakie

towarzyszy wielu ludziom, i  mo na w modlitwie odwo

 si  tylko do spontaniczno ci, jest

udne i prowadzi do zamierania w cz owieku pragnienia modlitwy.

2. Modlitwa domaga si  walki

Modl  si  kiedy mam ochot ! Dlaczego mam si  modli  na si , wbrew sobie? Takie
stwierdzenia wydaj  si  by  bardzo humanitarne i bardzo ludzkie. Zawieraj  one jednak
w sobie pu apk . Oto pewna analogia mog ca nam pomóc zrozumie  istot  tej pu apki.

Czy   w sytuacji  konfliktu  w ma

stwie,  w rodzinie,  w przyja ni  mo emy  powiedzie

podobnie: Dlaczego mam kocha wbrew sobie? Dlaczego mam przebaczy na si ? Je eli
pragniemy uzdrawia , a przez to pog bia  nasze wi zi z lud mi, których kochamy, trzeba
nam pokonywa  wiele oporów na si wbrew sobie. Podobnie, je eli chcemy pog bia  nasz
wi  z Bogiem, trzeba nam si  modli  nieraz wbrew sobie. I chocia  poj cie modlitwy wbrew
sobie
 nie oznacza jedynie woluntarystycznego wysi ku, to jednak naprowadza nas ono na
potrzeb  zaanga owania, ofiary i walki wewn trznej w nawi zywaniu naszej wi zi z Bogiem.

Ojcze, która cnota lub dzie o jest najtrudniejsze ze wszystkich? — zapytali mnisi s awnego
z m dro ci ojca pustyni, Agatona. Ten odrzek : Wybaczcie — wydaje mi si ,  e nie ma trudu
tak wielkiego jak modlitwa. Bo zawsze, kiedy cz owiek chce si  modli , nieprzyjaciele staraj
si  mu przeszkodzi . Wiedz  bowiem, i  mog  mu zaszkodzi  tylko wówczas, kiedy
powstrzymaj  go od modlitwy. I w ka dym innym  wiczeniu, jakiego by si  cz owiek podj ,
je eli jest wytrwa y, zdobywa  atwo . W modlitwie za , a  do ostatniego tchu potrzeba walki
.

Stwierdzenie, i  w modlitwie a  do ostatniego tchu potrzeba walki, mo e wyda  si  nam
przyt aczaj ce i pe ne pesymizmu. Kiedy jednak g biej zastanawiamy si  nad ludzkim

yciem, dochodzimy do wniosku, i  wiele wa nych dla cz owieka spraw potrzebuje walki a

do ostatniego tchu. To samo stwierdzenie mo emy odnie  do ludzkiej mi

ci. Ona tak e

wymaga walki a  do ostatniego tchu. Nierzadko rozbicie ma

stwa, rodziny, przyja ni,

wspólnoty wynika  w

nie z tego, i

atwo popada si   w rezygnacj  i nie walczy si

o prawdziwe oddanie, o wzajemn  ofiarno , przezwyci enie urazów, o wzajemny dialog.
Na pytanie, czy walka o prawdziw  mi

 jest tylko udr

, mo e odpowiedzie  sobie tylko

ten, kto naprawd  kocha.

Zakochani m odzi ludzie, kochaj cy si  ma onkowie, kochaj cy swoje dzieci rodzice,
a przede wszystkim mistycy wiedz  najlepiej, i  jarzmo walki o mi

 jest s odkie, a jej

background image

ci ar jest lekki. W modlitwie a  do ostatniego tchu potrzeba walki, bo modlitwa jest tak e
wyrazem mi

ci. O nasz  odpowied  dawan  Bogu i o wierno  w niej trzeba walczy .

Tylko ci, którzy znaj  naprawd

ycie ludzkie wiedz  dobrze, i  wierno  w mi

ci,

jakiejkolwiek mi

ci, nie jest tani cnot , za któr  wystarczy zap aci  odrobin dobrej woli.

3. Nie czekajcie na ochot  do modlitwy

W naszej  modlitwie nie liczy si  najpierw to, czego do wiadczamy w wiecie uczu .
Do wiadczenia uczuciowe, chocia  nieod cznie towarzysz  modlitwie i s  jej bardzo
wa nym elementem, nie stanowi  jednak ostatecznego kryterium jej autentyczno ci.
Cz owiek zaanga owany w modlitw  musi by  czujny i rozeznawa , aby w asnych porusze
uczuciowych nie uto samia  automatycznie z dzia aniem Boga.

Na modlitwie trzeba nam nieustannie powraca  do podstawowej prawdy,  e nigdy nie
modlimy si  sami. To Duch  wi ty, Duch Jezusa modli si  w nas i przez nas. Wszystkie
modlitwy liturgiczne Ko cio a ko cz  si  wezwaniem: Przez Chrystusa Pana naszego. Ka da
modlitwa, wspólnotowa czy osobista, jest modlitw

przez  Chrystusa,  w Chrystusie  i

z Chrystusem.

To Chrystus prowadzi nas do swojego Ojca, i dzi ki Niemu mo emy wo

 do Boga: Abba,

Ojcze. G boka  wiadomo , i  nie modlimy si  sami, ale Chrystus modli si  w nas, sprawia,

 nasze odczucia staj  si  wzgl dne. Na modlitwie o wiele bardziej od do wiadczenia

uczuciowego liczy si  do wiadczenie wiary. To w

nie wiara jest istot  modlitwy. Jest wi c

rzecz  drugorz dn , czy my sami jeste my zadowoleni z naszej modlitwy; czy sprawia nam
przyjemno ; czy przychodzi nam  atwo. Zadowolenie, przyjemno ,  atwo  modlitwy nie
mo e by  jej ostatecznym kryterium.

Jezus wzywa nas, aby my modlili si  zawsze i nigdy nie ustawali. Nie mo emy si  wi c
modli  tylko wówczas, gdy mamy ku temu nastrój i ochot , gdy uczuciowo jeste my
poci gani do modlitwy. Im wi ksz  czujemy niech

 do modlitwy i im bardziej czujemy si

ospali, smutni i przygn bieni, tym wi cej potrzebujemy modlitwy, poniewa  potrzebujemy
umocnienia.

Nikt z nas nie rodzi si  z odczuwaln  potrzeb  modlitwy. Potrzeb  t  musimy w sobie dopiero
obudzi . Istnieje wprawdzie w ka dym z nas g bokie pragnienie Boga, ale jest ono cz sto

pione, zag uszone. Aby móc do wiadcza  potrzeby modlitwy, trzeba si  modli . To w

nie

na modlitwie rodzi si  stopniowo potrzeba modlitwy. Im wi cej cz owiek si  modli, tym
bardziej nienasycone jest jego pragnienie modlitwy.

Je eli nawet do wiadczamy w jakim  stopniu potrzeby modlitwy, to przez to nie staje si  ona

atwa. Potrzeba modlitwy nie niweczy trudu modlitwy. Dlaczego? Poniewa  modlitwa

najcz ciej nie przynosi zadowolenia i pociechy naszym zmys om. Modlitwa przekracza
ludzkie zmys y. Przekracza to, co jest materialne, co jest tylko czasowe i przestrzenne.
Modlitwa dosi ga wieczno ci.

background image

nie dlatego,  e modlitwa przekracza ludzkie wymiary, tak  atwo rodz  si  w tpliwo ci:

jaki sens ma czynno , której skuteczno ci nie mo na sprawdzi , jaki sens ma wo anie, na
które nie otrzymuje si  natychmiastowej i sprawdzalnej zmys ami odpowiedzi? Je eli chcemy
si  modli , nie mo emy czeka , a  nasze w tpliwo ci ustan , a  przyjdzie nam ochota na
modlitw . Wielu przesta o si  modli  w

nie dlatego, i  dali si  zwie  w asnym

tpliwo ciom. Trzeba nam si  modli  wbrew naszym w tpliwo ciom i pomimo braku

ochoty.

Je eli chcecie si  modli  — nie czekajcie na ochot  do modlitwy, bo w ko cu przestaniecie si
modli  w

nie wtedy, gdy modlitwa b dzie wam najbardziej potrzebna. Jest to niebezpieczne

udzenie, które ju  wielu ludzi oddali o od Chrystusa. Pragnienie modlitwy jest ju  jej

owocem. Niechaj wam wystarczy  wiadomo ,  e Bóg na was czeka. Bóg pragnie was widzie
modl cych si  nawet wówczas, gdy nie macie na to ochoty. A mo e w

nie szczególnie

wówczas? (R. Voillaume).

w. Ignacy Loyola doradza, aby w czasie strapienia wewn trznego, kiedy trudno wytrwa  na

modlitwie, nie tylko jej nie skraca , ale nawet nieco j  przed

, a to w tym celu,  eby

dzia

 przeciw strapieniu i przezwyci

 pokusy. Trzeba si  bowiem przyzwyczai  nie tylko

do tego,  eby stawi  opór przeciwnikowi, ale nadto,  eby go powali  na ziemi  ( D, 13).

W czasie modlitwy jeste my kuszeni najpierw do porzucenia modlitwy. Zniech cenie, nuda,
wewn trzna oci

, budz ce si  nami tno ci nacieraj  na nas rodz c niepokój

wewn trzny; czy w takim stanie ducha mo emy si  modli ? czy mamy prawo rozmawia
z Bogiem  posiadaj c  tak okropne my li, pragnienia, odczucia? Wykorzystuj c nasze
wewn trzne nieuporz dkowanie z y duch przekonuje nas,  e jeste my niegodni stan  przed
Bogiem. To wielka pokusa.

Je eli jednak pokonamy te przeszkody, wówczas pojawi  si  mo e druga pokusa, gorsza od
pierwszej, pokusa idealnej modlitwy. Chcie  modli  si  lepiej ni  si  umie w danym
momencie, jest zawsze kuszeniem z ego ducha. Wielu ludzi porzuci o modlitw  tylko dlatego,

 weszli w logik  takiej pokusy: „Je eli twoja modlitwa jest taka uboga, s aba, je eli nie

przynosi owoców, których oczekujesz, to b dzie lepiej j  porzuci ?”

Trzeba nam zgodzi  si  na ubóstwo naszej modlitwy. Je eli z ubóstwem modlitwy  czy si
szczero , otwarcie i hojno , podoba si  ona Bogu, zbli a nas do Niego. Pozwala nam
do wiadczy , i  jeste my Jego dzie mi.

4. Wierno  w modlitwie

Jednym z najtrudniejszych problemów wspó czesnego cz owieka jest wierno  w relacjach
mi dzyosobowych. Niewierno ci  nacechowane s  dzi  niemal wszystkie wi zi
mi dzyludzkie. Niewierno  ujawnia si  zw aszcza w  yciu rodzinnym i ma

skim. Dzisiaj

wiele ma

stw decyduje si  na rozwód  atwiej ni  kiedykolwiek w przesz

ci. Wielu ojców

opuszcza  dom zostawiaj c  swoje  dzieci.  Podtrzymuj   z 

nimi jedynie  lu ny  i 

ma o

background image

zobowi zuj cy kontakt. S usznie w takiej sytuacji dzieci czuj  si  zdradzone. Tak e wiele
osób duchownych  atwo dzi

amie zobowi zania swojego stanu kap

skiego czy zakonnego.

Niewierno  ta ujawnia si  równie  w relacji do Boga. Wielu ludzi, nie wyrzekaj c si
wprawdzie swojej wiary,  atwo rezygnuje z aktywnego  ycia religijnego t umacz c si
brakiem czasu i si  na praktyki. Dla wielu  ycie duchowe wydaje si  by  ju  tylko luksusem,
na który mog  sobie pozwoli  jedynie mnisi.

Niewierno  wspó czesnego cz owieka przejawia si  tak e w atwym  amaniu przyj tych
norm  ycia osobistego i spo ecznego. Wiele podstawowych zasad moralnych odnosz cych si
do ludzkiego  ycia i post powania, które nigdy dot d nie by y podwa ane, jest dzi
kwestionowanych w sposób zasadniczy. Wielu próbuje uzasadnia  ich nieprzydatno
naszych czasach.

Niewierno  wspó czesnego cz owieka nie wynika z przypadku czy tym bardziej z jego z ej
woli. Zbyt szybkie tempo  ycia, ci

e przem czenie, cz ste znerwicowanie — to wszystko

sprawia, i

yje on jakby poza sob  i nie jest w stanie kontrolowa  tego, co si  w nim i z nim

dzieje. Ma a  wiadomo , czy wr cz nie wiadomo  siebie sprawiaj , i  wiele wa nych
decyzji cz owiek wspó czesny podejmuje kieruj c si  subiektywnymi odruchami, u pod

a

których jest cz sto l k, brak poczucia bezpiecze stwa, a przede wszystkim brak dojrza

ci

emocjonalnej i duchowej.

a) Wierno  w mi

ci

Najg bszym jednak pod

em niewierno ci cz owieka w relacjach mi dzyosobowych jest

niezdolno  do  wej cia  w do wiadczenie mi

ci:  w przyjmowanie mi

ci od innych

i dawanie na ni  odpowiedzi. Niewierno  cz owieka wyp ywa z l ku przed bezwarunkowym
oddaniem si  drugiemu: Bogu i cz owiekowi. Cz owiek boi si  zatraci  siebie i swoj
wolno .

W do wiadczeniu niewierno ci  cieraj  si  ze sob  dwa sprzeczne odczucia: z jednej strony
wielka potrzeba mi

ci, akceptacji, bezpiecze stwa, emocjonalnego ciep a, która ka e

cz owiekowi szuka  wci

 nowych obiektów  mi

ci  i oddania,  z drugiej  za   jakie

wewn trzne zablokowanie, g boki l k przed przyj ciem w

nie tego, czego tak bardzo si

potrzebuje. Przyznanie si  przed sob  samym do tego, i  potrzebuje si  mi

ci i uczucia

Drugiego odbierane jest jako upokorzenie i zniewolenie. Trwanie w takim stanie rozbija
i nerwicuje cz owieka coraz g biej.

Uciekaj c od najg bszego zaanga owania w relacj  z Drugim cz owiek odnosi wra enie, i
obroni  w asn

niezale no   i wolno . Jest to jednak wolno  negatywna — wolno

od

mi

ci oraz wolno

od trudu i ofiar z ni  zwi zanych. Ta w

nie negatywna wolno  staje

si  jednocze nie dr cz

 samotno ci , egzystencjaln  nud  i do wiadczeniem bezsensu.

Cz owiek nie wie wówczas, po co i dla kogo  yje.

background image

Do wiadczenie pokazuje jednak, i  ta negatywna przestrze  powsta a po odmowie kochania
nie pozostaje jednak zbyt d ugo pusta. Zwykle szybko zostaje ona zagospodarowana przez
ró norakie zniewolenia: posiadanie materialne, zmys owo  w ró nej formie, niszcz ce chore
ambicje, nieludzk  ideologi , itp. Cz owiek broni c si  przed mi

ci  (Boga i ludzi) staje si

niewolnikiem siebie i w asnej po dliwo ci.

Modlitwa uczy nas wierno ci. Pokazuje nam, i  wierno  w mi

ci wymaga najpierw

pokornej akceptacji w asnych potrzeb i pragnie  mi

ci, zarówno tej zwyczajnej ludzkiej

mi

ci (narzecze skiej, ma

skiej, rodzicielskiej, przyjacielskiej), jak równie

niesko czonej i odwiecznej mi

ci Boga. Modlitwa daje nam odwag  zaakceptowania

ryzyka zwi zanego z przyjmowaniem i dawaniem mi

ci.

Modlitwa objawia nam Boga, który zawsze pozostaje wierny cz owiekowi i nigdy go nie
zdradzi. Czy mo e niewiasta zapomnie  o swym niemowl ciu, ta, która kocha syna swego

ona? A nawet, gdyby ona zapomnia a, Ja nie zapomn  o tobie (Iz 49, 15). Na modlitwie

cz owiek syci si  wierno ci  Boga i uczy si  odpowiada  wierno ci  na wierno .

b) Wierno  w modlitwie

Aby nasza modlitwa mog a wp ywa  na nasze  ycie i przemienia  je, musi by  wierna. Nie
wystarczy chwilowy modlitewny zapa  i entuzjazm. Kiedy cz owiek wchodzi w g bok
relacj  z Bogiem i pragnie, aby Bóg zaw adn  jego  yciem, to musi mie

wiadomo ,  e

rozpoczyna si  w nim nowe  ycie. Wymaga ono troski, ofiary i pracy.

Do wiadczenie mówi nam,  e wierno  Bogu, sobie i bli niemu wymaga od nas walki.
Modlitwa jest walk . Ten, kto rozpoczynaj c modlitw  unika by wysi ku i zmagania, nie
pozostanie jej wierny.

Aby si  modli  w sposób wierny, trzeba podejmowa  decyzje modlitwy; nie raz na rok,
miesi c czy nawet raz na tydzie , ale ka dego dnia, przed ka

 modlitw . Z czysto

ludzkiego punktu widzenia brak nam motywów, aby si  modli . Aby obejrze  dobry film,
sp dzi  sympatyczny wieczór z 

przyjació mi nie potrzeba wielkiego wysi ku. Takie

do wiadczenia przychodz  nam  atwo. Jeste my po ludzku poci gani przez te czynno ci.

Wprawdzie  mog   pojawi   si   w 

naszym  yciu chwile,  w 

których  modlitwa b dzie

przychodzi a nam  atwo. Cz ciej jednak b dziemy do wiadcza  trudu modlitwy. Nierzadko
staniemy przed jak  pustk  wewn trzn , jakby przed jak  niemo no ci  wydobycia z siebie
czegokolwiek. Nieraz ogarnie nas niepokój i l k o siebie, w tpliwo ci, czy nasza modlitwa
ma sens. W takich chwilach dialog z Bogiem staje si  trudny. Wierno  modlitwie wymaga
wówczas wewn trznego zmagania.

Tej wierno ci na modlitwie domaga si  od nas Jezus.  w. Pawe  wielokrotnie zach ca nas,
aby si  modli  w ka dym czasie, bez przerwy, przy ka dej sposobno ci, w dzie  i w noc. Sam
równie  daje nam przyk ad takiej modlitwy (por. Ef 6, 18; Kol 1, 9; 1 Tes 3, 10; 5, 17; 2 Tes
1, 11).

background image

Wierno  na modlitwie to nie tylko wierno  czasowi modlitwy, ale to przede wszystkim
wierno  wezwaniu, które Bóg kieruje do cz owieka, wierno  Jego mi

ci, Jego woli. Ta

nie wierno  wymaga jedno ci pomi dzy czasem modlitwy a  yciem cz owieka. Bóg

wchodz c w ludzkie  ycie k adzie na nim swoj  r

, ogarnia je i przenika (Ps 139).

Modlitwa i  ycie staj  si  wówczas jednym, poniewa  kieruje nimi jedna mi

 Boga, jeden

Jego Duch, jedna Jego wola.

Wierno  Bo emu wezwaniu us yszanemu na modlitwie sprawia, i  modlitwa przemienia

ycie; by  mo e bardzo powoli, ale w sposób widoczny. Wierno  Bogu na modlitwie

przemienia najpierw serce cz owieka, które kszta tuje si  na wzór Serca Jezusowego. Z serca
za  ludzkiego wyp ywaj  zarówno z e, jak i dobre czyny. Z serca niewiernego, poddanego
po dliwo ci, rodz  si  z e czyny. Natomiast serce przemienione mi

ci  Boga, rodzi czyny

wierne tej mi

ci, czyny odmieniaj ce  ycie.

XXI. POTRZEBA MODLITWY

1. Modlitwa w chwilach pokus

Obserwuj c nasze  ycie i  ycie innych widzimy, i  nierzadko przychodz  na nas okresy
rozpr enia wewn trznego, ch odu, osch

ci (K. Rahner). W takich chwilach jeste my

kuszeni, aby zatrzyma  si  na tym, co zewn trzne, powierzchowne i materialne. Szczególnie
w naszych czasach jeste my kuszeni do tego, aby skoncentrowa  si  na materialnym
dobrobycie i konsumpcji zmys owej. Pokusa ta jest przede wszystkim owocem lekcewa enia
Boga oraz próby urz dzania swojego  ycia i  ycia innych bez Niego. Patrz c na pokus  tylko
od zewn trz, mo e nam si  wydawa ,  e  atwo j  przezwyci

. Takie odczucie mamy tylko

do momentu rozpalenia si  w nas po dliwo ci. Gdy wzmaga si  po

dliwo , wówczas

wydaje si  nam,  e musimy ulec. W chwilach silnych pokus grzech wydaje si  konieczno ci .

W pokusie trzeba nam by   wielkimi realistami. Musimy by

wiadomi, i   w chwili

prawdziwej pokusy mo e zabrakn  nam si  do jej przezwyci enia. Nie mo emy nigdy by
pewni siebie. Subiektywna pewno  siebie, nawet ta najsilniejsza, mo e by  zwodnicza, jak
zwodnicza by a pewno  siebie Piotra, który zapewnia  Jezusa, i  pójdzie z Nim na  mier .
W chwili pokusy potrzebujemy dop ywu nowych si  duchowych, potrzebujemy  aski,
potrzebujemy  wiary. Je eli  wchodzimy  w walk  z pokusami jedynie z naszymi s abymi
si ami, które mamy, z pewno ci  przegramy.

Pokusie towarzyszy ciemno  wiary, która sprawia,  e modlitwa wydaje si  by  czynno ci
absurdaln , niepotrzebn , pust . Konieczna jest wówczas wielka odwaga i zaufanie. Upa  na
kolana przed Bogiem jako Ojcem w chwilach nasilaj cych si  pokus, po ród ciemno ci wiary
— taki czyn wymaga od cz owieka wielkiej determinacji duchowej. Modli  si  naprawd  —

background image

to szuka  oparcia dla swojego  ycia tylko w Bogu. Takie sytuacje egzystencjalne wymagaj
od nas heroizmu nagiej wiary.

Modlitwa w chwilach pokus jest przede wszystkim owocem nagiej wiary. Modlitwa rodzi si
z wiary. Zaniedbywanie modlitwy wynika z zamierania wiary w cz owieku. Porzucenie za
modlitwy zawsze wyra a niewiar . To w

nie wiara ka e nam stawa  przez Tym, którego nie

widzimy ludzkimi oczyma. Oczy wiary mówi  nam jednak, i  jest On bardziej realny ni
jakakolwiek inna rzeczywisto . Cz owiek, który pragnie si  modli , musi nauczy  si  znosi
w chwilach  pokusy ciemno ci nagiej wiary, wiary, która nie jest ju  podtrzymywana
pocieszeniem duchowym, emocjonalnymi prze yciami, ludzk  satysfakcj . Do wiadczenie
nagiej wiary, wiary czystej jest trudne i bolesne, poniewa  cz owiek nie znajduje wówczas
pomocy w ludzkim wymiarze. Do wiadczenie czystej wiary ka e nam rzuci  si  w przepa ,
maj c wewn trzne przekonanie, i  Bóg nas pochwyci i ocali.

Szczególnym rodzajem pokusy jest do wiadczenie zagro enia, l ku, odczucie niepewno ci
jutra. Cz owiekowi wydaje si  wówczas, i  stanie si  z nim co niedobrego, co strasznego.
Odczucie zagro enia mo e mie  swoje  ci le okre lone  ród a: sytuacj  osobist , rodzinn ,
sytuacj  spo eczn , polityczn . Ale mog  pojawi  si  odczucia zagro enia nie posiadaj ce, na
pierwszy rzut oka,  adnego  ród a. Te zagro enia s  tym bole niejsze i trudniejsze do
zniesienia, poniewa  s  nieokre lone i trudne do sprecyzowania.

Cz owiek potrzebuje oparcia i bezpiecze stwa dla swojego  ycia. Odruchowo szuka go
w zwi zkach emocjonalnych z bli nimi,  w posiadaniu  materialnym,  w pozycji  zawodowej,
spo ecznej. Ale tak stworzone poczucie bezpiecze stwa ma swoje  ci le okre lone granice.

atwo bywa zachwiane, a nawet burzone.

W zagro eniu i l ku cz owiekowi wydaje si , i  zosta  zupe nie sam i nikt nie mo e mu
pomóc. Rodz  si  uczucia nieufno ci i podejrzliwo ci. Wszystko i wszyscy wydaj  si  by
wówczas wrogami cz owieka. To odczucie wrogo ci automatycznie przenosi on na Boga.
W do wiadczeniu zagro enia i l ku cz owiekowi wydaje si , i  sam Bóg mu zagra a. Modli
si   w takiej sytuacji — to  wej   w stan zagro enia, w poczucie braku bezpiecze stwa.
Tymczasem modli  si  — to szuka  oparcia tylko w Bogu. Modli  si  — to pozwoli

wiadomie i w wolno ci rezygnowa  ze sztucznych zabezpiecze , jakie daj rzeczy. Modli

si  — to uwierzy ,  e Bóg jest moj  jedyn  ostoj , jedyn  nadziej , murem warownym, moj
ska , tarcz , moim jedynym obro

. On nie pozwoli mi upa . Modli  si  — to

do wiadcza  nieustannie troskliwo ci Ojca niebieskiego, bo przecie  bez Jego wiedzy i woli
nie spadnie nam z g owy nawet jeden w os (por. Mt 10, 30).

2. Modlitwa w chwilach cierpienia

Gdy  ycie p ynie na spokojnie, w chwilach szcz cia modlitwa przychodzi nam zwykle

atwiej. Niemal spontanicznie zdobywamy si  na modlitw  dzi kczynienia, kiedy nie zagra a

nam bezpo rednio jakie  wi ksze niebezpiecze stwo. Czujemy si  wówczas obdarowywani
przez Boga i ludzi.

background image

Rodzi si  jednak pytanie: jak modli  si  w chwilach cierpienia i bólu, w chwilach zagro enia
naszego  ycia? Nasza modlitwa by aby bowiem ma o przydatna dla  ycia, gdyby nie by a
w stanie obj  naszych cierpie  i zagro

, gdyby nie by a nam pomoc  w najtrudniejszych

dla nas chwilach. Mówimy tutaj o cierpieniu na wszystkich p aszczyznach ludzkiego  ycia:
fizycznej, psychicznej, duchowej.

Zauwa my, i  pierwsz  reakcj  cz owieka na zagro enie, na ból i cierpienie jest odruch
wewn trznego buntu. Ca a ludzka osobowo  reaguje w ten sposób. Przeciwko cierpieniu
i bólowi buntuje si  najpierw ludzkie cia o. Dr y. Reakcji odrzucenia i buntu do wiadcza
tak e ludzka emocjonalno . W 

cierpieniu towarzysz  cz owiekowi najpierw emocje

negatywne: poczucie bezsilno ci, l ku, zagro enia, roz alenia, depresji, agresji wobec
otoczenia. Im wi kszy ból, tym wi ksze uczucia buntu i zagro enia. Tak e duchowo
cz owieka buntuje si  i opiera. Wielkie i hojne oddanie si  Bogu deklarowane w chwilach
spokojnie up ywaj cego  ycia i podnios ych uroczysto ci, nie daje si

atwo odtworzy

w momencie cierpienia.

W chwilach  cierpienia  i bólu  cz owiek  —  stworzenie  rozdarte  mi dzy doczesno ci
i wieczno ci  —

czy i wzdycha w bólach rodzenia (Rz 8, 22). Czas cierpienia jest zawsze

czasem wezwania do rodzenia si  do nowego  ycia. Aby cierpienie i ból by y miejscem
rodzenia si  do  ycia, a nie do  mierci, potrzebujemy wytrwa ej modlitwy, która obejmie
ca ego udr czonego cz owieka: jego udr czone cia o, psychik  i udr czonego ducha. W

nie

w chwilach cierpienia i bólu mo emy modli  si ca  nasz  osobowo ci . Mo emy modli  si
cierpi cym cia em, cierpi

 emocjonalno ci , cierpi

 dusz . W cierpieniu modlimy si  tak,

jak kochamy Boga: ca ym sercem, ca  dusz , ca ym umys em, ze wszystkich si .

Kiedy cz owiek nie modli si  w cierpieniu, rodzi si  ku  mierci. Cierpienie niszczy
i degraduje nie tylko ludzkie cia o, ale tak e ludzk  psychik  i dusz . Bez wytrwa ej
modlitwy z cierpienia wychodzimy bardziej zbuntowani, bardziej samotni, wyizolowani.
I chocia  choroba cia a mo e min , to jednak mo e pozosta  w nas cierpi ce, zbuntowane
i smutne serce
.

Cierpienie oczyszcza, uszlachetnia, daje nowe  ycie, ale tylko wówczas, kiedy staje si
modlitw , kiedy cierpi cy pozwala modli  si  Duchowi  wi temu w swoim udr czonym
ciele, w udr czonej psychice, kiedy nie idzie za pierwszym odruchem buntu, ale bunt ten
przemienia i ofiaruje Bogu w pos usze stwie i poddaniu si  Jego woli.

Nawet je eli w cierpieniu cz owiek nie czuje zapa u i smaku modlitwy, nawet je eli czuje si
osch y i oboj tny, je eli do wiadcza bezsensu modlitwy, to jednak wiara ka e mu przyj

, i

aska Boga i Jego mi osierdzie w tych bolesnych chwilach s  bli sze cz owiekowi, ni

w jakichkolwiek innych momentach  ycia. Tylko zranione i zagubione owieczki Dobry
Pasterz bierze na swe ramiona, poniewa  one bardziej ni  inne potrzebuj  Jego pomocy.

Modli   si   w chwilach cierpienia  i bólu,  oznacza  najpierw przyj

  je  i zaakceptowa .

Akceptacja bólu i cierpienia nie polega jednak na bierno ci, rezygnacji, ucieczce od  ycia.

background image

Modlitwa w cierpieniu nie oddala cz owieka od  ycia. Wr cz przeciwnie, w cierpieniu
modl c si , szukamy  ycia. Modlitwa w cierpieniu i bólu jest wielk  pro

 o  ycie.

Ucieczka od  ycia, rezygnacja z  ycia  wiadczy aby o tym, i  nasza modlitwa pozostaje
ci gle nie oczyszczona, niedojrza a. Cz owiek, który modli si  w cierpieniu i bólu, pragnie

 we wszystkich wymiarach, tak e w wymiarze ziemskim. Modlitwa w chwilach cierpienia

i bólu pokazuje cz owiekowi  ci le okre lone granice  ycia ziemskiego. Ods ania, i

ycie

fizyczne cz owieka nie jest ostateczn  i najwy sz  warto ci .

Cierpienie i ból, ucz c nas pokornej akceptacji w asnych granic, wskazuje nam tak e na
potrzeb  szukania ostatecznego celu i sensu tego  ycia, które up ywa i przemija;  ycia, które
bywa os abiane przez chorob ;  ycia, które przecie  wcze niej czy pó niej zostaje zniszczone
przez ostatni akt ludzkiego  ycia: przez  mier .

Akceptacja krucho ci ludzkiego cia a, akceptacja przemijania i umierania jest mo liwa,
poniewa  czuwa nad ni  wieczny Bóg. Modlitwa pozwala nam uczestniczy  w wieczno ci
Boga w czasie naszego ziemskiego  ycia. Cierpienie i ból przynagla nas do wchodzenia
w wieczne  ycie Boga ju  tutaj, na ziemi. W cierpieniu i bólu modlimy si  nasz  krucho ci ,
modlimy si  naszymi granicami, powierzaj c je r kom Boga i wyra aj c ich akceptacj .
Skoro Ty, Panie stworzy

 mnie takim kruchym i ma ym, skoro w mym kruchym ciele dajesz

mi zadatek  ycia wiecznego, przyjmuj  je jako Twój dar.

Modlitwa w cierpieniu i bólu uczy nas zaufania, powierzania si  Opatrzno ci. W chwilach
zdrowia, powodzenia cz owiek sk onny jest oszukiwa  siebie s dz c, i  sam sobie wszystko
zawdzi cza, i  sam swoimi si ami buduje swoje  ycie.

Bezsilno  w cierpieniu ods ania nam, i  wszystko jest darem. W chorobie i bólu bardziej, ni
w jakimkolwiek innym stanie, mamy szczególn  mo liwo  potwierdzenia naszej wiary,
któr  wyznajemy w chwilach powodzenia, zdrowia, komfortu psychicznego i fizycznego. To

nie dzi ki modlitwie czas cierpienia i 

bólu, czas  krzy a zapowiada  czas

zmartwychwstania.

3. Modlitwa uczestnictwem w historii zbawienia

Nasze zaanga owanie w modlitw , w  ycie duchowe nie oznacza bynajmniej ucieczki od

wiata, jego problemów, niepokojów, bol czek i udr k. Do wiadczenie wiary nie zamyka

nam oczu na  wiat, lecz przekszta ca nasz  wizj

wiata i miejsca cz owieka w  wiecie.

Dzi ki modlitwie stajemy si  zdolni patrze  na  wiat oczami jego Stwórcy i Zbawcy.
Cz owiek medytuj cy  yje (bowiem) w stanie s yszenia tego, co si  zewsz d odzywa; jest on
otwarty na istot

wiata, na najg bsz  tajemnic  rzeczy i cz owieka. W miejsce racjonalnego

wyrachowania, które  atwo zadaje gwa t rzeczywisto ci, wchodzi pe en pietyzmu s uchania
lub patrzenia, do wiadczania i uwra liwienia na to, co naprawd  jest
 (J. B. Lotz). To w

nie

przed

ona modlitwa sprawia, i  cz owiek jest obecny w wiecie nie tylko jako

eksploatuj cy go u ytkownik, ale jako kto  stoj cy w obliczu jego tajemnicy. Wchodzi

background image

w  wiat nie tylko po to, aby go

ywa , ale tak e aby ubogaca  go swoj  kontemplacyjn

obecno ci  i twórczym dzia aniem.

Modlitwa pozwala nam zdemaskowa  patrzenie na  wiat oczami tych, którzy nale  tylko do

wiata, przemawiaj  jego j zykiem, realizuj  jego cele i pos uguj  si  jego  rodkami (por. 1 J

2, 15nn). Dzi ki modlitwie  wiat objawia si  nam przede wszystkim jako dzie o samego
Boga. Wysz o ono z Jego r k i jest nieustannie podtrzymywane w istnieniu Jego stwórcz
moc . Dzi ki modlitwie odkrywamy, i  ca a historia  wiata zd a do Stwórcy.

Dzi ki modlitwie mo emy dostrzega , i  to, co dzieje si  w ca ej historii ludzko ci i naszej
osobistej historii, wyp ywa z mi osierdzia Bo ego. Historia ludzko ci i osobista historia
ka dego cz owieka jest miejscem objawiania si  wci  na nowo Jego niesko czonej mi

ci.

Nawet wówczas, kiedy nie jeste my w stanie zrozumie  pewnych zdarze  zachodz cych
w historii ludzko ci czy w naszym osobistym  yciu, modlitwa daje nam g bokie wewn trzne
przekonanie,  e Bóg jest Panem historii. Dzi ki modlitwie jeste my zdolni powierzy  si
Bo ej Opatrzno ci po ród tych niezrozumia ych i cz sto bolesnych dla nas zdarze .

Modlitwa demaskuje fa szywe wizje  wiata i historii oraz fa szywe interpretacje osobistej
historii  ycia. Poprzez modlitw  odkrywamy odwieczne plany Boga, które zakryte s  dla
ludzi nale cych do ziemi  i przemawiaj cych po ziemsku (por. J 3, 31). Modlitwa pozwala
nam z czy  si  z Tym, który patrzy na wszystko z wysoka, pozwala nam Jego oczyma
patrze  na  wiat i jego histori  (por. J 8, 23). Takie g bokie zrozumienie  wiata i jego
problemów mo liwe jest tylko wówczas, kiedy nasza modlitwa jest autentyczna, kiedy
modlimy si  w Duchu i w prawdzie (J 4, 23).

Nasza modlitwa nie da nam jednak w

ciwego spojrzenia na  wiat i jego histori , je eli nie

zdob dziemy si  na w

ciwe spojrzenie na nasz  osobist  histori . To poprzez histori

naszego  ycia interpretujemy najcz ciej to, co dzieje si  na  wiecie.

W  yciu duchowym trzeba nam strzec si  z najwi ksz  uwag  modlitwy, która nas zamyka
w nas samych, w naszych osobistych problemach, pragnieniach, planach, cho by mia y one
pozory najszlachetniejszych planów, pragnie  i celów.

Kiedy cz owiek zamkni ty w sobie narzuca Bogu w asne cele, w asne pragnienia i nie wnika
w Jego  plany,  wówczas profanuje  swoj   modlitw .  W takiej sprofanowanej modlitwie
cz owiek wzywa boga, który nie istnieje, wzywa bo ka uczynionego wprawdzie nie ze z ota
i srebra, ale z w asnych ludzkich wyobra

, pragnie , czy mo e nawet bo ka w asnych

nami tno ci i po da .

Modlitwa, która nie otwiera cz owieka na ca y  wiat, na ca  ludzko , na jej problemy

cierpienia,  niepokoje  i 

l ki,  by aby  jedynie  parawanem  dla  naszych  osobistych,

nieu wiadomionych nami tno ci: egoizmu, samolubstwa, wygody, przeros ych ambicji, itp.

background image

Jedynym lekarstwem na tak

sprofanowan  modlitw , która chcia aby rz dzi

wiatem

i Bogiem, jest pokorne s uchanie S owa Bo ego. Ono objawia nam Boga jako Pana ca ej
historii ludzkiej, historii ka dego cz owieka, mojej osobistej historii. S owo Bo e skoryguje
nasze b dne patrzenie na  wiat i jego histori  i naprowadzi nas na odkrywanie rzeczywistego
Planu Bo ego.

Poprzez autentyczne s uchanie S owa Bo ego Duch  wi ty upomni nas, kiedy b dziemy
ucieka  przed bólem i cierpieniem  wiata, aby zamkn

 si  w nas samych czy te  w jakim

estetyzmie duchowym karmi cym si  przede wszystkim osobist  satysfakcj .

Nasze  modlitewne  uczestnictwo  w 

historii  wiata,  w 

jego  cierpieniach,  niepokojach

i problemach jest uczestnictwem w historii zbawienia. Historia  wiata, ludzko ci jest bowiem
zawsze histori  zbawienia.

Najwa niejsz  potrzeb  naszego czasu w chrze cija skim  wiecie jest owa wewn trzna
prawda, karmiona przez Ducha kontemplacji: wychwalanie i umi owanie Boga, t skne
wyczekiwanie przyj cia Chrystusa, pragnienie objawienia si  Jego chwa y.

Bez kontemplacyjnego ukierunkowania  ycia budujemy ko cio y nie dla chwa y Bo ej, ale aby
umacnia  struktury spo eczne, warto ci i dobra, w których dzi  znajdujemy upodobanie.

Bez kontemplacji podstawy przepowiadania, nasze apostolstwo nie jest wcale apostolstwem,
lecz pustym prozelityzmem, narzucaniem  wiatu sposobu  ycia przyj tego w naszym kraju.

Bez kontemplacji i wewn trznej modlitwy Ko ció  nie mo e wype ni  swojej misji przemiany
i zbawienia ludzko ci. Bez kontemplacji obróci si  w s ug  cynicznych pot g doczesnego

wiata, niezale nie od tego, jak gor co jego wierni b

 zapewniali o swoim zaanga owaniu

w walk  o Królestwo Bo e (T. Merton).

To  wiadectwo wypowiedziane wiele lat temu przez ameryka skiego mnicha i my liciela jest
tak e dzisiaj bardzo aktualne.

4. Któ  mnie od czy od mi

ci Chrystusowej

Modlitwa jest aktem, poprzez który Bóg w Trójcy Jedyny zanurza si  w cz owieku,
a cz owiek zanurza si  w Bogu. Nawi zuje si  w ten sposób intymna, mistyczna jedno
Stwórcy ze swoim stworzeniem. Cz owiek, istota wyprowadzona z prochu ziemi, wchodzi
w dialog z odwiecznym i niewidzialnym Bogiem.

Modlitwa jest aktem, poprzez który cz owiek staje si  uczestnikiem niesko czonej,
odwiecznej mi

ci. To w

nie na modlitwie cz owiek poznaje, kim jest Bóg, przed oblicze

którego zostaje dopuszczony.

Cz owiek poznaje, i  Bóg jest ca kiem Inny, transcendentny, to znaczy przekraczaj cy
wszystko to, co cz owiek o Nim mo e pomy le  lub jak Go mo e do wiadczy . Trzeba nam

background image

nieustannie pami ta ,  e nasze my lenie i 

do wiadczanie Boga nie oddaje ca ej

rzeczywisto ci  Boga.  Nasze  my lenie  i 

do wiadczanie  Boga pozostaje  nierzadko

zniekszta cone i zafa szowane. Nasze prze ywanie Boga nie b dzie nigdy identyczne
z samym Bogiem. Jest tylko odbiciem jakby w zwierciadle, nieraz w bardzo zniekszta conym
zwierciadle (por. 1 Kor 13, 12). Modlitwa jest wielkim zaproszeniem Boga, aby ci gle na
nowo odkrywa  Jego inno . Modlitwa przekonuje nas, i  nie byliby my w stanie dosi gn
Boga, gdyby On sam jako pierwszy nie wezwa  nas do dialogu i nie dopu ci  przed swoje
oblicze.

Modlitwa u wiadamia nam jednocze nie, i  Ten Inny — transcendentny — niesko czenie
wielki Bóg jest jednocze nie cz owiekowi bardzo bliski, bli szy cz owieka, ni  cz owiek sam
siebie
 ( w. Augustyn). Na modlitwie cz owiek dotyka Boga, nawi zuje intymn  wi  z Nim.
Modlitwa ods ania przed nami szale cz  Mi

, która ka e Bogu wkroczy  w czas

i przestrze  ludzk  i sta  si  podobnym do cz owieka we wszystkim, oprócz grzechu.

Jezus Chrystus, Wcielony Syn Bo y, najpe niej objawia nam blisko  Boga. Od momentu
Wcielenia cz owiek mo e na Boga patrze  swoimi ludzkimi oczyma, s ucha  Jego g osu,
a nawet karmi  si  Jego cia em i krwi . Dzi ki tajemnicy Wcielenia blisko  Boga wobec
cz owieka dociera do nas poprzez ca  ludzk  osob , nie tylko poprzez dusz , intelekt,
uczucia, ale tak e poprzez wszystkie zmys y ludzkiego cia a. Samo cia o staje si  miejscem
objawienia mi

ci Boga do cz owieka. Tajemnica Jego blisko ci najwyra niej ods ania si

nie w Eucharystii.

Modlitwa ka e nam si  dziwi , i  ten niesko czenie wielki Bóg staje si  tak bliski
cz owiekowi. Modlitwa jest trwaniem w zdziwieniu. Dzi ki modlitwie poznajemy nie tylko
Boga, ale tak e siebie samych. W

nie poprzez modlitw  cz owiek zdobywa pe

wiadomo  siebie — pe

 prawd  o sobie.

Modlitwa ukazuje cz owiekowi z jednej strony g bi  jego pragnie , które czyni  go
niespokojnym, dopóki nie pozwoli si  do ko ca ukocha  przez Boga. Ale z drugiej strony
ods ania tak e przed cz owiekiem g bi  jego zepsucia i nieprawo ci, g bi  z a i grzechu. T
nieprawo  ludzkiego serca ods aniaj  nam nie tylko grzechy ju  pope nione, ale tak e —
a mo e przede wszystkim — grzechy, które jeste my w stanie pope ni . Wyzwól mnie, Panie,
od grzechów jeszcze nie pope nionych
 (R. Brandstaetter) — jest to modlitwa cz owieka
dobrze znaj cego siebie.

Modlitwa u wiadamia nam, i  jeste my ca kowicie zdani na mi osierdzie Boga. Staro ytna
modlitwa chrze cija ska: Kyrie eleison — Panie, zmi uj si  nad nami — b dzie tkwi  zawsze
w centrum modlitwy.

ogos awiony Bóg, co nie odepchn  mej pro by i nie oddali  ode mnie

swego mi osierdzia ( w. Augustyn).

Ods aniaj c g bi  nieprawo ci ludzkiego serca i potrzeb  mi osierdzia Bo ego, modlitwa
staje si  wezwaniem do ci

ego nawracania si . Cz owiek, który modli si  szczerze,

doskonale czuje, i  nie da si  pogodzi  trwania przed Bogiem z nieuczciwo ci  w  yciu,

background image

z szukaniem  siebie,  z egoizmem, zmys owo ci ,  pych ,  z tym  wszystkim,  co  czyni  go
dzieckiem tego  wiata.

Dzi ki modlitwie cz owiek poznaje prawdziw  nadziej , któr  nosi w g bi swojego serca i
o której wie, i  nikt i nic nie mo e mu jej odebra . Dzi ki modlitwie cz owiek staje si  pewny
swojej przysz

ci. Któ  nas mo e od czy  od mi

ci Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy

prze ladowanie, g ód czy nago , niebezpiecze stwo czy miecz? (...) Ale we wszystkim tym
odnosimy pe ne zwyci stwo dzi ki Temu, który nas umi owa 
 (Rz 8, 35–37). Dzi ki modlitwie
nie  tracimy  pogody  ducha  nawet  w 

najwi kszych  trudno ciach,  zagro eniach,

prze ladowaniach. Wierzymy bowiem,  e w sprawach ludzkich ostatnie s owo ma zawsze
Bóg.

XXII. METODY MODLITWY

1. Potrzeba i sens metod modlitwy

Metody modlitwy s  pewnymi narz dziami, pomocami na us ugach zasadniczego celu  ycia
duchowego, jakim jest trwanie w g bokiej, intymnej jedno ci z Bogiem. S  wi c warto ci
wzgl dn  wobec zasadniczego celu. Trzeba te  powiedzie  z ca ym naciskiem,  e zawsze
najlepsz  metod  modlitwy dla konkretnego cz owieka b dzie ta, która najlepiej s

y mu

w nawi zaniu wi zi z Bogiem.

Metody i sposoby modlitwy winny by  traktowane jak proste narz dzia, którymi pos ugujemy
si  w naszych codziennych zaj ciach i pracach. Bez tych narz dzi nie mogliby my wykona
wielu najprostszych nawet czynno ci. Wykonuj c prace nie koncentrujemy si  jednak na
narz dziach, którymi si  pos ugujemy, ale na samej wykonywanej czynno ci. To ona, nie
narz dzie, poch ania nasz  uwag .

Pos ugujemy si  te  okre lonymi narz dziami do wykonania  ci le okre lonej czynno ci.
Narz dzia zmieniamy i udoskonalamy w zale no ci od potrzeb i post pu w danej dziedzinie
pracy. Stare, nieu yteczne narz dzia usuwa si  na bok, by zrobi y miejsce nowym. Cz owiek
przewiduj cy rzadko jednak niszczy stare narz dzia. W razie awarii nowoczesnych urz dze
si gamy nieraz po stare, ju  sprawdzone. W momentach kryzysowych s  one cz sto bardzo
pomocne. Zawsze jednak najwa niejszy jest sam cel i zadanie, które chcemy wykona .

2. Metody modlitwy na poszczególnych etapach  ycia duchowego

Zjednoczenie z Bogiem w  yciu cz owieka nie dokonuje si  dzi ki jednemu aktowi woli, ale
jest pewn  drog , pielgrzymk . Zjednoczenie z Bogiem posiada swoj  dynamik , swoje

background image

stopnie, etapy. W 

teologii  ycia wewn trznego wyró nia si  zasadniczo trzy etapy:

oczyszczenie, o wiecenie i zjednoczenie.

Etapy te nie s  w jaki  schematyczny i sztywny sposób oddzielone od siebie, ale zachodz  na
siebie. W pewnym sensie znajdujemy si  jednocze nie na wszystkich tych etapach. Przez ca e

ycie b dzie dokonywa o si  nasze oczyszczenie (uzdrowienie wewn trzne), o wiecanie

naszego  ycia S owem Bo ym, ca e te  nasze  ycie b dzie nieustannym d eniem do
zjednoczenia z Bogiem. Pomimo tego zastrze enia wyró niamy te trzy etapy na drodze  ycia
duchowego, poniewa  na poszczególnych etapach akcenty  ycia duchowego rozk adaj  si
troch  inaczej. Mi dzy tymi etapami istnieje pewna zale no  chronologiczna. Niemo liwe
jest  o wiecenie  ludzkiego  ycia  S owem Bo ym i pe ne zjednoczenie z Bogiem bez
uprzedniego przyznania si  do w asnego grzechu i podj cia walki z nim.

a) Oczyszczenie

Na etapie oczyszczenia cz owiek odkrywa z jednej strony w asn  sko czono , krucho
istnienia, swoj  s abo  i grzeszno , z drugiej za  do wiadcza niesko czonego mi osierdzia
i mocy Boga.  wiadomy siebie i  wiadomy obecno ci Boga  w swoim  yciu podejmuje
odpowiedzialno  za nie w takim stopniu, w jakim jest to tylko mo liwe.

Na tym etapie  ycia duchowego podstawowymi metodami modlitwy, z których mo emy
korzysta  i które przynosz  najwi ksze owoce, s : metoda modlitwy ustnej i medytacja.
Metoda modlitwy ustnej pomaga nam w nawi zaniu pierwszego fundamentalnego kontaktu
z Bogiem. Na drodze oczyszczenia wa

 metod  modlitwy jest tak e modlitwa medytacyjna.

Polega ona na wej ciu w S owo Bo e wzywaj ce nas do nawrócenia i wej ciu we w asn
histori

ycia. Tylko poprzez g bokie wej cie w siebie mo emy pozna  w asn  grzeszno ,

wszystkie postawy rodz ce w nas grzech, nieuporz dkowanie. Poznanie siebie, a w nim
poznanie swojego grzechu, wymaga od nas g bokiej refleksji, wej cia w siebie, we w asne
przyzwyczajenia, nawyki, wej cia tak e w to, co dla nas jest bezpo rednio nieuchwytne:
w nasz  pod wiadomo . Wiele naszych z ych pragnie , realizowanych czy nieustannie tylko

awionych, wyp ywa z pod wiadomych motywacji, pod wiadomych postaw, przyzwyczaje .

Dla dobrego poznania swoich grzechów nie wystarczy odwo

 si  do cudzych sformu owa .

Tutaj potrzeba wnikni cia we w asn  histori

ycia, która jest jedyna, niepowtarzalna,

unikalna. Taki w

nie niepowtarzalny, jedyny, unikalny jest tak e nasz grzech. I chocia

dynamika kuszenia i grzechu jest podobna u wszystkich, to jednak decyzje zapadaj ce
w sercu oraz okoliczno ci, w których one zapadaj , s  zawsze jedyne i niepowtarzalne.

Ten wgl d w siebie ma nam da  nie tylko poznanie siebie, naszego nie adu, tego, co tkwi

boko w nas: mi

ci do grzechu, ale tak e poznanie tego, co jest zagrzebane gdzie  g biej:

pragnienie Bo ego przebaczenia, przebaczenia bezwarunkowego, absolutnego; przebaczenia
nieodwo alnego. W tym pragnieniu ju  dzia a Bóg. Samo pragnienie Bo ego mi osierdzia
pokazuje nam ju  bardzo wyra nie kierunek wyj cia z naszej sytuacji grzechu i nie adu
moralnego.

wiczenia duchowne pierwszego tygodnia oraz proponowana w nim metoda

medytacji, sytuuje si  na etapie duchowego oczyszczenia.

background image

b) O wiecenie

Oczyszczenie w  yciu wewn trznym nie stanowi celu samego w sobie, ale etap w naszej
drodze do Boga. Bardzo ubogie by oby  ycie duchowe cz owieka, gdyby jedynym jego celem
by o by   w porz dku  wobec  Boga:  by   czystym.  Mamy  sta   si   czy ci,  aby  Bogu  zrobi
miejsce. St d drugim etapem  ycia wewn trznego jest o wiecenie. Zauwa my,  e to nie my
sami o wiecamy siebie, ale pozwalamy si  o wieci .

wiat em cz owieka jest Chrystus. O wieca nas  ycie Chrystusa i Jego Dobra Nowina:

tajemnica Wcielenia,  ycia ukrytego,  ycia publicznego; Jego nauka, wreszcie Jego  mier
i Zmartwychwstanie. Najpowa niejsze decyzje i wybory  yciowe chrze cijanin podejmuje

nie na tym drugim etapie  ycia duchowego. Zasadnicz  metod  modlitwy na tym etapie

jest kontemplacja ewangeliczna, której uczymy si  pocz wszy od drugiego tygodnia

wicze

duchownych. Ka de s owo Jezusa, ka dy Jego czyn, ca a Jego Osoba s  przekazem Boga.
W Jezusie Bóg daje nam poznanie siebie. Kto Mnie zobaczy , zobaczy  tak e i Ojca — powie
sam Jezus (J 14, 9).

3) Zjednoczenie

Poznanie  Chrystusa  prowadzi  do  jedno ci  z Nim,  a  w Chrystusie  z Ojcem.  W tym
najg bszym zjednoczeniu coraz mniej potrzebne s  s owa, obrazy, metafory. Wystarcza
trwanie w obecno ci Boga. Jedno s owo, zdanie, my l, odczucie mo e sta  si  natchnieniem
i inspiracj  do trwania w modlitewnej obecno ci Boga.

Modlitw , dla której jedno s owo, zdanie, natchnienie wystarcza do trwania w g bokiej
i intensywnej obecno ci Boga, mogliby my nazwa modlitw  uproszczon . Ta uproszczona
modlitwa
 staje si  jednocze nie modlitw wszystkich rzeczy. Modlitwa uproszczona, modlitwa
wszystkich rzeczy, jest zapocz tkowaniem, przedsmakiem trwania w obecno ci Boga w  yciu
wiecznym, ogl daniem Boga twarz  w twarz.

Pos ugiwanie si  s owami, obrazami, porównaniami pomaga cz owiekowi w  yciu modlitwy,
poniewa  przybli a rzeczywisto  tajemnicy Boga. Ale to, co na pocz tku nam przybli a
i pomaga, z czasem mo e nam przeszkadza , a nawet Go zas ania . S owa, obrazy, metafory

 bowiem zawsze tylko zniekszta conym odbiciem realnej rzeczywisto ci Boga, której

w  aden sposób nie da si  wyrazi  do ko ca odwo uj c si  jedynie do ludzkich  rodków
komunikacji. Jedynym uprzywilejowanym s owem w modlitwie uproszczonej jest s owo
Jezus. W tym jednym s owie zawiera si  dla nas wszystko: zarówno ca a rzeczywisto
naszego cz owiecze stwa, jak równie  ca a rzeczywisto  Boska. Kto zna Jezusa, zna tak e
i Ojca
 (por. J 14, 9).

Trzeci i czwarty tydzie

wicze  duchowych oraz proponowana w nich szko a kontemplacji

ki i Zmartwychwstania Jezusa usytuowane s  na etapie zjednoczenia.

background image

3. Potrzeba rozeznania duchowego w  yciu modlitwy

Metody modlitwy, z których korzystamy w  yciu duchowym, zale  od naszych pragnie
i potrzeb, od naszego wyciszenia wewn trznego, od d ugo ci czasu po wi conego modlitwie.
Na przyk ad trudno wej  w g bok  modlitw  medytacyjn , je eli mamy do dyspozycji tylko
chwil  czasu.

Zanim porzucimy jedn  metod  modlitwy (jakakolwiek by ona nie by a) dla innej, konieczne
jest g bokie rozeznanie. Nie mo emy pozbawia  si  jednej, czy mo e nawet jedynej metody
dialogowania z Bogiem, je eli nie zdobyli my nowej, sprawdzonej. Inaczej nara aliby my si
na pewn  pustk  wewn trzn  i zagubienie duchowe. Mogliby my wówczas sta  si

atwym

upem dzia ania z ego ducha.

W rozeznawaniu dotycz cym stosowania metod modlitwy jest bardzo po yteczne —
a niekiedy wprost konieczne — kierownictwo duchowe. Mo e nas ono ustrzec przed
subiektywizmem, który nierzadko powoduje, i  kierujemy si  nieuporz dkowaniem
emocjonalnym. Woluntaryzm, ch

 samodoskonalenia si , odczucie pewnego znu enia nie

mog  by  zasadniczymi motywami zmiany stosowanych przez nas metod modlitwy.

Nie zawsze jednak mamy mo no  korzystania z kierownictwa duchowego w rozwoju naszej
modlitwy. W razie jego braku mo e nie jest a  tak wa

 rzecz  zadawa  sobie pytanie, na

jakim etapie modlitwy si  znajdujemy. Przechodzenie z jednego etapu na drugi, od jednej
metody do nast pnej, mo e by  w nas ma o  wiadome. Przej cie to dokonuje si  u wielu ludzi
prostej, ale g bokiej wiary w sposób spontaniczny i jakby bezrefleksyjny. Ludziom tym
brakuje mo e nieraz poj  do nazwania tego, co prze ywaj , lecz to bynajmniej nie umniejsza

bi ich do wiadczenia modlitwy. Wa ny bowiem jest nie opis do wiadczenia, ale ono samo.

4. Zaproszenie Pana Boga

Uczynienie kolejnego kroku na drodze modlitwy przez zmian  metody modlitwy nie zale y
tylko od cz owieka. Jest to tak e owoc  aski, zaproszenie Pana Boga. Cz owiek rozwijaj c
w sobie ducha modlitwy czuje si  w pewnym momencie jakby wewn trznie przynaglony do
szukania nowej, cz sto mo e trudniejszej, ale bardziej dostosowanej do jego potrzeb
i pragnie  metody modlitwy.

Nie by oby rzecz  dobr , gdyby my sami, kierowani wewn trznym niepokojem czy jakimi
ambicjami duchowymi przynaglali siebie samych do stosowania takich metod modlitwy,
których wewn trznie nie pragniemy i które przerastaj  nasze aktualne potrzeby i pragnienia
duchowe. To nie my wyznaczamy sobie czas, w którym winni my zrobi  kolejny krok na
drodze modlitwy.

Je eli zbyt  atwo, bez rozeznania i g bszych racji obiektywnych, zrezygnowaliby my np.
z modlitwy ustnej, próbuj c praktykowa  od razu doskona  modlitw  kontemplacyjn ,
w której nie by oby ju  s ów nios cych tre ci, to istnia oby niebezpiecze stwo,  e nasza

background image

modlitwa mog aby si  sta  trwaniem w pustce, jakim  mo e wpatrywaniem si  w siebie
samych.

Do modlitwy kontemplacyjnej, w której nie potrzeba ju  s ów, ale wystarcza samo mi osne
trwanie
 w obecno ci Boga, cz owiek nie dochodzi sam. Zostaje do niej doprowadzony przez
samego Boga zwykle po okresie d ugotrwa ego wysi ku i 

trudu modlitwy. Trwanie

w obecno ci Boga bez tre ci, bez s ów, jest rzeczywi cie szczytem modlitwy chrze cija skiej,
ale tylko wtedy, kiedy jest to trwanie pe ne obecno ci Boga, kiedy z tym trwaniem  czy si
intymna wi  mi

ci, w której wszystkie s owa zosta y ju  powiedziane i dlatego  adne

z nich nie jest potrzebne. Ten szczyt modlitewnego trwania przed Bogiem zawiera  w sobie
wszystkie mo liwe modlitwy ustne.

5. Potrzeba pe niejszego zaanga owania duchowego

Jak z jednej strony niebezpieczne jest nie przemy lane dokonywanie zmian w pos ugiwaniu
si  sprawdzonymi metodami, tak z drugiej strony przeszkod  w rozwoju modlitwy mo e by
tak e kurczowe trzymanie si  jednej sprawdzonej modlitwy. Kiedy jedn  metod  modlitwy
pos ugujemy si  przez d

szy czas, to wówczas na sam  my l o pozostawieniu tej metody

mo e rodzi  si  jaki  wewn trzny niepokój czy nawet poczucie winy z powodu ch ci
porzucenia tego, czym pos ugiwali my si  przez tyle lat. I tak mo emy by  rozdzierani
pomi dzy przywi zaniem do jednej sprawdzonej metody modlitwy i l kiem pozostawienia
jej, a z drugiej strony jakim  wewn trznym przynagleniem, które ka e nam szuka  metody
bardziej dostosowanej do naszych potrzeb i pragnie  duchowych. W takiej sytuacji dobrze
jest zwróci  si  o pomoc do osoby do wiadczonej w sprawach modlitwy.

Rozwój modlitwy domaga si  od nas odwagi pozostawienia (niekoniecznie na sta e) metody,
która nie mo e nam zaofiarowa  ju  nic nowego. Z odwag  zostawienia pewnej metody,

czy si  konieczno  odwagi podj cia nowego wysi ku, nowego ryzyka.

Zmiana metody modlitwy polega nie tylko na zmianie pewnej techniki, ale przede wszystkim
na zmianie naszego zaanga owania. Doskonalsze, pe niejsze metody modlitwy, to takie, które
pe niej anga uj  ca e nasze  ycie w dialog z Bogiem. St d te  metoda modlitwy nie mo e by
nigdy jak  technik  wymy lon przy zielonym stoliku, ale musi wyp ywa  z  ycia i do  ycia
prowadzi . Nowa, pe niejsza, g bsza metoda modlitwy jest nowym wezwaniem do
pe niejszego oddania si  Jezusowi nie tylko na modlitwie, ale poprzez modlitw
w konkretnym  yciu. Nowe metody modlitwy wymagaj  wi kszej hojno ci i ofiarno ci
wobec Boga.

Je eli nieraz tak kurczowo trzymamy si  pewnych metod, schematów, przyzwyczaje , to
tak e dlatego, i  boimy si  nie tylko zostawi  co , co znamy, ale tak e boimy si  trudu i bólu
szukania, boimy si  nowego wysi ku, wi kszej ofiary, wi kszego ryzyka. Za tym l kiem
podj cia wysi ku, ofiary, kryje si  co  wi cej: l k przed umieraniem dla siebie, aby odda  si
Chrystusowi. Jezus mówi nam: Je li kto chce pój  za Mn , niech si  zaprze samego siebie,
niech we mie krzy  swój i niech Mnie na laduje
 (Mt 16, 24). Nie mo emy wzrasta
w modlitwie, nie mo emy stawia  kolejnych kroków, nie zgadzaj c si  na coraz g bsze

background image

zaanga owanie, oddanie, coraz pe niejsze umieranie sobie. Je eli zmiana metody modlitwy
by aby motywowana przede wszystkim u atwieniem sobie  ycia, to z pewno ci  nie
przyczyni aby si  ona do naszego wzrostu.

6. Je eli si  nie staniecie jak dzieci

Pos ugiwanie si  metodami modlitwy, zmienianie tych metod, dostosowywanie ich do swojej
sytuacji egzystencjalnej, do wzrostu duchowego mogliby my porówna  do sposobu zabawy
u dzieci. W poszczególnych okresach  wieku dzieci cego zabawa pos uguje si  ró nymi
metodami. Inaczej bawi  si  dzieci roczne, inaczej przedszkolaki, inaczej dzieci w wieku
szkolnym. Zabawa m odzie y czy ludzi doros ych posiada ju  zupe nie inny charakter.

W zmienianiu zabaw dzieci nie odwo uj  si  do teorii, do podr czników szkolnych, ale do

asnego odczucia oraz do przyk adu starszych kolegów. Najwa niejsza jednak jest tutaj

dzieci ca intuicja.

Ka dy wiek ma swoje okre lone zabawy, z których si  stopniowo wyrasta. Gdyby
pi tnastoletni ch opiec bawi  si  misiami, jak przedszkolak, by by nara ony na wy mianie
przez kolegów. Je eli jednak dziecko jest opó nione w rozwoju umys owym i uczuciowym,
to wówczas b dzie tak e opó nione w sposobach korzystania z ró nego rodzaju zabaw.

Niepokój mog  budzi  dzieci, które nie potrzebuj  zabawy, dzieci, które ca ymi godzinami
siedz  apatyczne, smutne. Takie dzieci s  z pewno ci  chore.

Nienaturalna wydaje si  tak e jaka  gwa towna zmiana metod zabawy. Pami tam histori ,
jak  opowiada  mi pewien m ody cz owiek. Do 16 roku  ycia bawi  si  modelarstwem. Biega
po ca ym mie cie po sk adnicach harcerskich, skupowa  modele, skleja , piel gnowa . Jego
pokój by  pe en modeli. By a to swoista ucieczka w  wiat zabawy. Zewn trznie bardzo

ony, pos uszny, bezkonfliktowy, ale jednocze nie zamkni ty i zaj ty swoim  wiatem.

Pewnego dnia ogarn a go jaka  niezwyk a z

 na siebie i na t  swoj  zabaw , tak  e

w kilka minut zniszczy  ca y dorobek paru lat. By o to prze omowe wydarzenie w jego  yciu.
Ta zmiana sposobu zabawy dokona a si  w sposób wyj tkowy. Normalnie dziecko jakby traci
zainteresowanie dla jednej zabawy i zaczyna go poci ga  co  nowego. Motywacj  do zmiany
charakteru zabawy znajduje w nowych pragnieniach. Zwykle du

 rol  odgrywaj  tutaj nieco

starsi rówie nicy, którym pragnie dorówna . Dziecko pragnie doró  i znale  si  na nowym
poziomie. Nowy rodzaj zabawy jest dla niego potwierdzeniem osobowego rozwoju.

Zmiana metod w modlitwie mo e dokonywa  si  jednak spontanicznie tylko wtedy, kiedy
cz owiek g boko anga uje si  w modlitw , kiedy modlitwa stanowi dla niego element  ycia
równie wa ny, jak zabawa w  yciu dziecka. Zmieniamy metody przez to,  e pozwalamy si
poci ga , pozwalamy rosn

 w nas pragnieniom duchowym. W miar  wzrostu w nas ducha

modlitwy, spontanicznie wyrastamy z pewnych metod i potrzebujemy nowych.

background image

XXIII. MODLITWA USTNA

Na pocz tku pierwszego tygodnia rekolekcji ignacja skich mówili my obszernie o medytacji
ignacja skiej. Rozpoczynaj c za  drugi tydzie  przedstawiali my metod  kontemplacji
ewangelicznej. W obecnej konferencji zwró my szczególn  jednak uwag  na modlitw  ustn ,
która — cho  nie jest mo e szczególnie akcentowana w

wiczeniach duchownych, to jednak

odgrywa i b dzie nadal odgrywa  wa

 rol  w naszym  yciu modlitwy.  w. Ignacy tak e

zwraca na ni  uwag  w swojej ksi eczce

wicze  duchownych.

1. Na czym polega modlitwa ustna?

W modlitwie ustnej pos ugujemy si  sformu owaniami modlitewnymi, które u

yli inni, albo

które sami u

yli my dla siebie. Powtarzamy s owa, usi uj c jakby o ywi  to do wiadczenie,

które zosta o w nich zamkni te. Wchodzimy duchem w ich tre . To cudze do wiadczenie
usi ujemy uczyni  naszym.

Modlitwa ustna jest pierwsz  metod  stosowan  na drodze rozwoju modlitwy. Zanim
cz owiek rozwinie si  intelektualnie, uczuciowo i duchowo na tyle, by móg  modli  si
z pe

wiadomo ci  i z g bokim prze yciem wewn trznym, to zwykle najpierw modli si

powtarzaj c cudze s owa, których — szczególnie w dzieci stwie — do ko ca jeszcze nie
rozumie. Rodzice ucz  swoje dzieci modlitewnych gestów i s ów zdaj c sobie spraw , i

bia tre ci daleko przekracza ich mo liwo ci rozumienia. Rozumienie modlitwy przychodzi

pocz tkowo nie poprzez rozumienie tre ci s ów i gestów, ale poprzez uczestniczenie dziecka

modlitewnym  klimacie  emocjonalnym  i 

duchowym,  który  stwarzaj   rodzice.  Ten

modlitewny klimat udziela si  dziecku.

Wa ne s  dla dziecka nie tyle s owa samej modlitwy, ile w

nie ten klimat, w który zostaje

ono w czone przez wspóln  modlitw  z rodzicami. Najcz ciej nie pami tamy modlitw
z okresu  wczesnego  dzieci stwa,  ale  gdzie   w g bi  duszy  zostaje  odci ni ty  w nas
modlitewny klimat w rodzinie.

I chocia  modlitwa ustna jest pierwszym krokiem w rozwoju modlitwy chrze cija skiej,
trzeba nam jednak pami ta ,  e b dzie nam ona towarzyszy  przez ca e nasze  ycie. B dzie
zawsze wiernym towarzyszem wszystkich innych form i metod modlitwy, których b dziemy
si  uczy  i które b dziemy stosowa  w naszym  yciu duchowym.

Modlitwa ustna wcale nie oznacza modlitwy mniej warto ciowej. Je eli mówimy,  e
modlitwa ustna jest modlitw ubog , to w takim sensie, w jakim rozumia  to Jezus. On sam
pos uguje si  cudzymi modlitwami, przede wszystkim modlitwami Psalmów. Ich s owa
wk ada w swoje usta. W momencie najtrudniejszym swojego  ycia, tu  przed  mierci  Jezus
pos uguje si  s owami z Psalmu 22: Bo e mój, Bo e, czemu  Mnie opu ci  (por. Mk 15, 34).

owa tego Psalmu doskonale wyra

y to, co prze ywa .

background image

W modlitwie ustnej trzeba nam bardzo starannie dobiera  w

ciwe modlitewne s owa. Trzeba

pos ugiwa  si  tymi modlitwami, które najbardziej odpowiadaj  nam w danym momencie.
Zauwa my,  e Jezus na krzy u nie powtarza jakiegokolwiek Psalmu, ale Psalm, który
doskonale oddaje Jego sytuacj : sytuacj  kra cowego poni enia, cierpienia, uczucie
ca kowitego opuszczenia przez Boga.

Na pewno zawsze najodpowiedniejsz  modlitw  b dzie: Ojcze nasz. Ta modlitwa dotyczy
wszystkich ludzkich sytuacji. Jest dobra na wszystkie okazje i potrzeby cz owieka, poniewa
ogarnia je wszystkie. Ojcze nasz jest wielkim modlitewnym darem, jaki zostawi  nam Jezus.
Równie  modlitwa Zdrowa  Maryio, z

ona w pierwszej cz ci ze s ów Ewangelii, jest

modlitw  na ka

 chwil  naszego  ycia.

2. Modlitwa Psalmów

Szczególnym zbiorem modlitw ustnych, które winni my piel gnowa  i które Ko ció  nam
poleca, s  Psalmy. Trzeba by nam dobrze pozna  ca y Psa terz, odkry  klimat poszczególnych
Psalmów, by w odpowiednich momentach  ycia si ga  po te Psalmy, które b

 najbardziej

dla nas stosowne w naszej konkretnej  yciowej sytuacji.

Wszystkie Psalmy ukazuj , kim jest cz owiek i kim jest Bóg. Przewijaj  si  przez nie g ównie
dwa tematy: uwielbienie Boga, Jego wielko ci, dobroci oraz wyznanie s abo ci, krucho ci
i grzeszno ci cz owieka. Psalmy odzwierciedlaj

ywego cz owiekacz owieka z krwi i ko ci.

Na szczególn  nasz  uwag  zas uguj  te Psalmy, które wyra aj  uczucia negatywne, których
mo e nawet niekiedy si  wstydzimy: uczucie  alu, gniewu, buntu, z orzeczenia na bli nich,
przywo ywania Bo ej zemsty. Ale wszystkie te negatywne uczucia w Psalmach cz owiek
wypowiada przed Bogiem. I w

nie to sprawia,  e te najbardziej bolesne, wstydliwe

i przykre uczucia staj  si  modlitw . Niektóre  rodowiska ko cielne kieruj c si  chyba jakim
duchem purytanizmu opuszcza y te fragmenty Psalmów, w których wypowiada si  gniew,

orzeczenie, bunt cz owieka. Jednak e cz owiek ma prawo wypowiedzie  przed Bogiem

wszystko, co jest w nim, nie ukrywaj c  adnego uczucia, nawet najgorszego, najbardziej
wstydliwego. Je eli nie wypowie tych uczu  przed Bogiem, ale zd awi je w sobie, b

 one

wydawa  owoce zgorzknienia, ucieczki od  ycia, zamykania si  w sobie, urazów do siebie
i do ludzi.

Wiele Psalmów w pierwszej cz ci wyra a z orzeczenie, przekle stwa, przywo anie Bo ej
pomsty,  w 

drugiej  za   cz ci  Psalmista  oddaje  chwa   Bogu  i 

oddaje  si   Jego

niesko czonemu mi osierdziu. Modlitwa Psalmów jest najdoskonalsz  szko  modlitwy.

Psalmy s  nie tylko modlitwami Starego, ale tak e Nowego Testamentu. Psalmy s  modlitw
Jezusa, Matki Naj wi tszej, wszystkich  wi tych Ko cio a. Ko ció  uczyni  Psalmy swoj
codzienn  modlitw , któr  poleca odmawia  kap anom i zakonnikom. Modlitw  Psalmów
odkrywa dzi  wielu  wieckich i czyni j  swoim powszednim modlitewnym chlebem.

background image

3. Niebezpiecze stwa i zalety modlitwy ustnej

Ten lud (...) s awi Mnie wargami, podczas gdy serce jego jest z daleka ode Mnie (Iz 29, 13) —
oto zasadnicza skarga, jak  Bóg wypowiada wobec tych, którzy modl  si  tylko s owami, jak
poganie
 (Mt 6, 7–8). Ze s owami winno i  w parze do wiadczenie serca. Sens modlitwy
ustnej polega na tym,  e s owa rozpalaj  serce. Wielo ci  s ów nie mo na rozpali  serca.
Serce mo e rozpali  jedynie otwarcie si  na mi

 Boga. S owa maj  nas naprowadza  na

do wiadczenie mi

ci Boga oraz zach ca  nas do jej przyj cia. To hojno  ludzkiego serca,

troska o skupienie i wyciszenie wewn trzne sprawiaj , i  wypowiadane s owa zaczynaj
w nas drga . Modlitwa ustna pozwala nam szybko  wej   w klimat relacji cz owieka
z Bogiem.

Modlitwa ustna wcale nie oznacza modlitwy  atwej, jak mog oby si  nam wydawa . Wymaga
ona od cz owieka ofiary, zaanga owania i wysi ku. Tak samo jak w ka dej innej modlitwie,
konieczne jest tutaj przebicie si  przez s abo  cia a, przez nieczysto  naszych uczu ,
egocentryzm; trzeba przebi  si  przez ca y wiat pokus. Smakowa  modlitw  ustn  mo emy
dopiero wówczas, kiedy przejdziemy przez g bokie oczyszczenie wewn trzne.

4. Rozwój modlitwy ustnej

dnie rozumiemy modlitw  ustn , je eli uwa amy, i  polega ona jedynie na jednostajnym

powtarzaniu znanych na pami

 s ów. Modlitwa ustna mo e przybiera  ró ne formy,

w zale no ci od twórczo ci wewn trznej i potrzeb duchowych cz owieka. Nasza modlitwa
ustna mo e si  rozwija , przemienia  i w sposób niemal e nieuchwytny przechodzi
w modlitw  medytacyjn  i kontemplacyjn .

Pierwszy, najprostszy sposób modlitwy ustnej, to systematyczne, pe ne pokoju i wyciszenia
wewn trznego odmawianie poszczególnych s ów i zda , s owo po s owie, zdanie po zdaniu.
W taki w

nie sposób najcz ciej modlimy si  brewiarzem, odmawiamy pacierz ranny

i wieczorny, Anio  Pa ski  i inne  modlitwy.  I chocia   w tym  sposobie  modlitwy  za
wypowiadanymi s owami cz sto nie nad a ani my l, ani te  uczucie, to jednak tak e taka
modlitwa pozwala nam do wiadczy  intuicyjnie tajemnicy Boga i cz owieka.

Nie nale y lekcewa

 modlitwy ustnej. Dla wielu z nas jest to jedyny znany sposób

modlitwy. Rezygnuj c z takiej formy modlitwy,  musieliby my zrezygnowa  z modlitwy
w ogóle. Nie trzeba porzuca

adnej metody modlitwy, je eli nie umiemy zast pi  jej inn ,

bsz  i bardziej odpowiadaj

 naszej konkretnej sytuacji  yciowej. Wyrz dzaliby my

ogromne szkody duchowe ludziom prostej wiary, gdyby my kwestionowali ich ubogie
sposoby modlitwy, nie umiej c im zaofiarowa  innych metod. Te proste i ubogie  formy  s
zawsze punktem wyj cia dla rozwoju ducha modlitwy.  adnej z metod modlitwy nie nale y
odrzuca , ale trzeba je pog bia  i oczyszcza . Kiedy natomiast przychodzi stosowny moment
mo emy je przekracza , ucz c si  nowych form i nowych metod.

Wychodz c od pierwszego najprostszego sposobu modlitwy ustnej (systematycznego
powtarzania s ów modlitwy), mo emy przechodzi  do innych metod modlitwy ustnej,

background image

bogatszych,  g bszych, a 

tym samym bardziej odpowiadaj cych naszym duchowym

potrzebom i pragnieniom.

Oto nieco inna, znacznie bogatsza metoda modlitwy ustnej zaproponowana przez  w.
Ignacego Loyol  w jego

wiczeniach duchownych: Ten sposób modlitwy polega na tym,  e

przy ka dym oddechu cz owiek mówi w my li jedno s owo Ojcze nasz. A zatem mi dzy jednym
a drugim oddechem mówi si  tylko jedno s owo. (...) I wedle tej samej formy b dzie si
post powa  ze wszystkimi innymi s owami Modlitwy Pa skiej
 lub jakiejkolwiek innej
modlitwy ( D, 258).

W opisanym sposobie modlitwa ustna staje si  bardzo powolna, dostosowana do mo liwo ci
cz owieka. Rytm oddechu nadaje jej naturalny bieg. Harmonia oddechu i

owa, które w swej

istocie w modlitwie jest zawsze S owem Bo ym, wprowadza harmoni  pomi dzy sfer
cielesn   i 

emocjonaln   a 

sfer   duchow .  Taki  sposób  odmawiania  modlitwy ustnej,

szczególnie na pocz tku jej praktykowania, wymaga od cz owieka pewnej dyscypliny cia a,
skupienia, a tak e odpowiednich warunków zewn trznych.

Ta metoda modlitwy, jak ka de nowe narz dzie, do którego u ywania nie jeste my
przyzwyczajeni, mo e rodzi  odczucie pewnego udziwnienia czy te  sztuczno ci. Nie trzeba
si  mu poddawa . Wa niejszy b dzie pewien klimat wyciszenia wewn trznego, g bsze
rozumienie wypowiadanych s ów, które b

 rodzi y si  w nas pod wp ywem stosowania tej

metody modlitwy. W tym nowym klimacie modlitewnym b dziemy spontanicznie zwraca
uwag  na pewne s owa, które mog  nam wyda  si  jakby nowe, nios ce wi cej znaczenia
i tre ci. Mog  te  budzi  w nas nowe odczucia i do wiadczenia wewn trzne.

Praktykuj c przez pewien czas powy ej opisan  metod  modlitwy ustnej, w sposób naturalny
przejdziemy do innej, bardziej pog bionej metody modlitwy, zaproponowanej równie  przez

w. Ignacego Loyol : Ten sposób modlitwy polega na tym,  e osoba modl ca si  (...) wymówi

owo: Ojcze, i zatrzyma si  w rozwa aniu tego s owa tak d ugo, jak d ugo b dzie znajdowa

ró ne znaczenia, smak i pociech  (duchow ) (...), w ten sam sposób niech post puje z ka dym

owem modlitwy Ojcze nasz lub innej jakiej  modlitwy (por.  D, 252).

Na samym pocz tku opisu tej metody  w. Ignacy podkre la konieczno  spe nienia pewnych
warunków: odpowiednia postawa cia a, g bsze skupienie i wyciszenie, uwzgl dnienie

asnych pragnie  i potrzeb duchowych. Ten rodzaj modlitwy ustnej jest jeszcze bardziej

spowolniony. Ilo  wypowiadanych s ów nie jest ju  wa na. Osoba modl ca si  poddaje si
pewnemu natchnieniu wewn trznemu i zatrzymuje si  w sposób spontaniczny na pewnych

owach, zdaniach, my lach tak d ugo, jak tego potrzebuje, wznosz c do Boga te poruszenia

serca, które one w niej rodz .

Ten rodzaj modlitwy trudno nazwa  ju  modlitw  ustn  w cis ym sensie tego s owa.
Praktykuj c j  przez d

szy czas w sposób spontaniczny przechodzimy do modlitwy

medytacyjnej i kontemplacyjnej. Je eli chcieliby my stosowa  opisane powy ej metody
modlitwy w sposób bardziej systematyczny, wówczas by oby rzecz  wa

, aby my zostawili

background image

sobie d

szy czas dla wdro enia ich w  ycie. Dopiero po wielu  wiczeniach dochodzi si

zwykle do pewnej  atwo ci w korzystaniu z nich z pewnym duchowym smakiem.

5. Najpierw odmieni  serce, a nie metod

Sformu owanie modlitwa ustna mo e by  bogate w tre , o ile nie oznacza mechanicznego
powtarzania s ów, ale jest poszukiwaniem wi zi z Bogiem za pomoc  s ów. W ka dej
modlitwie, tak e w modlitwie ustnej, liczy si  bowiem nie obfito  s ów, tre ci, wiedzy, ale
wewn trzne odczuwanie i smakowanie rzeczy, które zadowala i nasyca dusz  ( D, 2). Istot
ka dej modlitwy jest do wiadczenie serca.

Kiedy w modlitwie brakuje serca, z powodu jej mechaniczno ci i pobie no ci, wówczas nie
wystarczy zmieni  metody modlitwy, ale trzeba odmieni  serce. Sercu, które nie szuka wi zi
z Bogiem, nie pomog

adne nowe metody. Wej cie na drog  modlitwy rozpoczynamy nie od

szukania metod, ale od nape niania duchemsercem tych metod, które ju  znamy
i praktykujemy.

Rozpocz cie naszej modlitwy od korzystania z 

modlitwy ustnej daje nam poczucie

bezpiecze stwa. Jeste my bowiem  wiadomi,  e idziemy dobr  drog , z której korzystali
wszyscy  wi ci Starego i Nowego Testamentu. T  drog  szed  równie  Jezus i Jego Matka
Maryia. Nawet je eli czujemy zaproszenie Pana Boga, aby otwiera  si  na nowe metody
modlitwy bardziej dostosowane do naszych potrzeb i pragnie , to jednak winni my nadal
ceni  i piel gnowa  modlitw  ustn .

6. Modlitwa wspólnotowa

Najpierw zauwa my, i  ka da indywidualna modlitwa w sensie teologicznym jest modlitw
eklezjaln , wspólnotow , to znaczy w czon  w ca  wspólnot  Ko cio a. Nikt z nas nie
modli si  wy cznie indywidualnie, ale modli si  w Ko ciele i poprzez Ko ció .

Modlitwa wspólnotowa w sensie  cis ym (liturgiczna, paraliturgiczna, np. wspólny ró aniec,
droga krzy owa, wspólnotowa modlitwa brewiarzowa) i modlitwa indywidualna s  to dwa
rodzaje modlitwy, które w  yciu duchowym cz owieka bynajmniej si  nie wykluczaj  i nie
rywalizuj  ze sob , ale wzajemnie si  dope niaj  i wspomagaj . Dope nianie si  tych dwu
rodzajów modlitwy jest konieczne. Taka jest intencja Ko cio a. Taka te  by a praktyka
modlitwy Jezusa. Jezus uczestniczy  w modlitwie wspólnotowej w  wi tyni, w synagodze, ale
tak e cz sto modli  si  indywidualnie.

Modlitwa wspólnotowa pomaga nam wej  w klimat modlitewny. Wspólnota tworzy klimat.
Wspólnota niesie nas w modlitwie. Jest to ogromnie wa na pomoc szczególnie dla ludzi
pocz tkuj cych w  yciu wewn trznym, w  yciu modlitewnym.

Pomoc modlitwy wspólnotowej przypomina prowadzenie dziecka przez matk . Kiedy
dziecko stawia pierwsze kroki, matka podtrzymuje je, ale zawsze tylko do pewnego czasu.

background image

W pewnym momencie pozwala dziecku chodzi  samodzielnie, cho  wie, i  mo e si  ono
przewróci . Dla wi kszo ci z nas pierwszym do wiadczeniem modlitwy by o do wiadczenie
modlitwy wspólnotowej: wspólna modlitwa z matk , z ojcem. Z czasem uczyli my si  modli
tak e samodzielnie. Od modlitwy wspólnotowej przechodzimy w pewnym momencie do
modlitwy osobistej.

Wielu  ludzi  szczerze  pobo nych  ch tnie  uczestniczy  w 

modlitwie  wspólnotowej

organizowanej np. przez parafi , grupy modlitewne, ale nie potrafi modli  si  samemu. Kiedy
pozostaj  sam na sam z Bogiem, nie wiedz , co robi , jak Boga s ucha  i jak do Niego
mówi , jak przenie  wspólnotowy klimat modlitwy na modlitw  osobist . Wielu wyznaje, i
kiedy modl  si  we wspólnocie, czuj  si  poci gani, zach cani, porywani do modlitwy, ale
kiedy pozostaj  sami, wówczas nie potrafi  samodzielnie dialogowa  z Bogiem.

takiej  sytuacji  dobrze  jest  systematycznie  korzysta   z 

pomocy  wspólnoty  bez

najmniejszego niepokoju, i  modlitwa wspólnotowa na tym etapie  ycia ma przewag  nad
modlitw  indywidualn . Uczestnicz c w 

modlitwie wspólnotowej jednocze nie nale y

rozbudza  w sobie pragnienie modlitwy indywidualnej oraz podejmowa  trud modlitwy
osobistej. Modlitwa osobista, nie podtrzymywana przez wspólnot  przychodzi trudniej, ale

nie dlatego jest bardzo cenna. Taka w

nie wypracowana, utrudzona, wycierpiana

modlitwa indywidualna, (troch  na wzór trudu i cierpienia Jezusa modl cego si  w Ogrójcu)
mo e sta  si  darem dla wspólnoty. Trzeba bowiem, aby ka dy z cz onków modlitewnej
wspólnoty nie tylko z niej czerpa , ale tak e co  osobistego w ni  wnosi .

W wielu modlitewnych wspólnotach zionie pustk  i p ytko ci  w

nie dlatego, i  wszyscy

próbuj  czerpa  z  ycia modlitewnego wspólnoty, ale niewielu wnosi w nie osobisty wk ad
i trud. Modlitwa wspólnotowa jest sum  trudu, wysi ku, walki wewn trznej poszczególnych
cz onków wspólnoty. Jest sum  ich entuzjazmu, nadziei i duchowych pragnie .

XXIV. SZANSE I ZAGRO ENIA MEDYTACJI CHRZE CIJA SKIEJ

Jak Mnie umi owa  Ojciec, tak i Ja was umi owa em. Wytrwajcie w mi

ci mojej! (J 15, 9).

Ostatecznie j drem obecnego kryzysu  wiata jest poszukiwanie Boga. Chodzi o to, aby
po rodku tej technicznej cywilizacji uczyni  obecnym wymiar transcendencji, poza którym
humanizm nie jest mo liwy
 (J. Daniélou).

1. Szanse medytacji chrze cija skiej

Istot  medytacji w rozumieniu chrze cija skim jest trwanie  w mi

ci Trójcy  wi tej.

Medytacja chrze cija ska jest jakby na ladowaniem Osób Trójcy  wi tej, które nieustannie

background image

wzajemnie siebie kontempluj . Ka da z Nich stanowi oddzieln  Osob , a jednocze nie trwa
w niesko czonej jedno ci, wspólnocie.

a) Jedno  z Bogiem

Podstawow  szans  medytacji w uj ciu chrze cija skim jest wi c jedno  — komunia
z Osobami Trójcy  wi tej. Tak naprawd  trzeba by najpierw mówi  nie tyle o zagro eniach
wynikaj cych z uprawiania medytacji chrze cija skiej, ile raczej o zagro eniach zwi zanych
z jej brakiem. S  to zagro enia zarówno dla  ycia duchowego, jak te  dla  ycia ludzkiego
jako takiego.

Brak medytacji w  yciu chrze cijanina stwarza niebezpiecze stwo p ytko ci duchowej. Bez
medytacji, czyli — mówi c nieco inaczej — bez przed

onej modlitwy osobistej tak

naprawd  nie mo na za

 fundamentów g bszego, systematycznie prowadzonego  ycia

duchowego. To stwierdzenie wyp ywa z prostego faktu,  e cz owiek potrzebuje czasu, aby
móc do wiadczy  mi

ci. Istot

ycia duchowego jest mi

. Do wiadczenie mi

ci Boga

wymaga czasu. W

nie dlatego, aby móc prowadzi

ycie duchowe, potrzebujemy

przed

onej modlitwy — medytacji. A wi c pierwsz  szans  medytacji chrze cija skiej jest

coraz  g bsza  jedno   z Bogiem.  Z owej  jedno ci  z Bogiem  wynikaj   inne  szanse:
wewn trzna spójno  cz owieka oraz jedno  z bli nimi.

b) Wewn trzna spójno  cz owieka

Medytacja chrze cija ska integruje cz owieka wewn trznie, czyni go coraz bardziej spójnym,
poniewa  podporz dkowuje to, co psychiczne i zmys owe warto ciom duchowym. Medytacja
wprowadza  w 

ludzkie  ycie  harmoni   i 

jedno   wewn trzn . Ta szansa medytacji

chrze cija skiej posiada pierwszorz dne znaczenie dla naszych czasów.

Zauwa my, i  podstawowym problemem wspó czesnego cz owieka jest  ycie w ci

ym

stresie, który wytwarza w wielu ludziach trwa e zachowania nerwicowe. Dzisiaj — nie bez
racji — stwierdza si , i  wszyscy jeste my znerwicowani. Bardzo  atwo i szybko dochodzimy
do naszych granic psychicznych i emocjonalnych. Na skutek dotykania naszych granic
stajemy si  nierzadko przem czeni,  atwo popadamy w zniech cenie i stany depresji lub te
stajemy si  bardzo dra liwi i agresywni wobec naszych bli nich. Jeste my wówczas kuszeni,
aby oskar

ca y  wiat o spowodowanie stanu nieszcz cia.

Stan wi kszego czy mniejszego znerwicowania zawsze wynika z rozbicia wewn trznego,
które polega g ównie na braku minimalnej cho by harmonii i jedno ci pomi dzy sfer
emocjonaln   i zmys ow   a  wiatem ducha.  W stanach  nerwicy nasz  wiat  emocjonalny
i zmys owy funkcjonuje w oddzieleniu od  wiata duchowego, poniewa  brakuje jakiejkolwiek
komunikacji pomi dzy nimi.

Na problem nerwicy cz owieka trzeba patrze  nie tylko pod k tem psychicznym i opisywa  j
jedynie j zykiem psychologii, ale tak e z punktu widzenia duchowego. V. E. Frankl okre la
nerwic  jako przejaw ucieczki od odpowiedzialno ci za w asne  ycie. Tam gdzie brak

background image

do wiadczenia duchowego, g bszego do wiadczenia sensu i celu  ycia,  atwo rodzi si
nerwica.

W tej sytuacji wewn trznego rozbicia wspó czesnego cz owieka w

nie medytacja jawi si

jako niezwyk a szansa, która mo e go wewn trznie zjednoczy , zintegrowa . Owo
jednoczenie i integrowanie dokonuje si  poprzez podporz dkowanie wszystkiego, czym
cz owiek  yje,  yciu duchowemu.

Podstawow  tre ci  medytacji chrze cija skiej jest rozwa anie pierwszego przykazania, które
staje si  fundamentaln  zasad  integracji cz owieka. Pierwsze jest: S uchaj, Izraelu, Pan Bóg
nasz, Pan jest jedyny. B dziesz mi owa  Pana, Boga swego, ca ym swoim sercem, ca  swoj
dusz , ca ym swoim umys em i ca  swoj  moc . Drugie jest to: B dziesz mi owa  swego
bli niego jak siebie samego
 (Mk 12, 29–30). Najwa niejszym celem medytacji
chrze cija skiej jest coraz pe niejsze wcielenie w  ycie pierwszego przykazania. Kiedy Bóg
jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu
 ( w. Augustyn). Gdy cz owiek
powierza si  Bogu i czyni Jego mi

 najwa niejszym kryterium wszystkich decyzji, je eli

nawet ma pewne sk onno ci do znerwicowania (np. na skutek zranie  wyniesionych z okresu
dzieci stwa  i dojrzewania), sk onno ci te  nie decyduj  o jego zasadniczych  wyborach

yciowych. Umie bowiem powierza  Bogu swoje  ycie, tak e w stanach zagubienia

emocjonalnego, psychicznego i innego rodzaju ludzkich cierpieniach. Szans  medytacji
chrze cija skiej — u ywaj c poj cia V. E. Frankla — jest logoterapia, czyli leczenie przez
do wiadczanie sensu i celu  ycia, leczenie przez do wiadczanie mi

ci Boga.

c) Jedno  z bli nimi

Mo emy nawi za  prawdziw  jedno  z 

drugim cz owiekiem tylko wtedy, kiedy

do wiadczamy jedno ci w nas samych, kiedy jeste my pogodzeni z naszym w asnym  yciem.
Jezus odwo uj c si  do wielkiej tradycji starotestamentalnej ukazuje mi

 siebie samego

jako zasadnicze kryterium mi

ci bli niego: Mi uj swego bli niego, jak siebie samego! (Mt

19, 19).

Medytacja chrze cija ska wprowadzaj c nas w do wiadczenie mi

ci Boga, które staje si

zasadniczym  ród em mi

ci siebie samego, uczy nas tak e mi owa  bli niego. Podstaw

rozwi zywania wszystkich konfliktów mi dzyludzkich jest otwarcie na Boga. Cz sto nie
mo emy  przezwyci

  wielu  problemów  wzajemnego  wspó ycia  w 

relacjach

mi dzyludzkich: rodzinnych, ma

skich, wspólnotowych, narodowych, politycznych itd.,

nie dlatego, i  nie znajdujemy wspólnej p aszczyzny porozumienia. Odwo ujemy si  do

zró nicowanych warto ci i dlatego mówimy do siebie ró nymi j zykami.

Aby móc rozwi za  najtrudniejsze problemy wzajemnego wspó ycia, potrzebujemy takiej

aszczyzny porozumienia, która przekracza jedynie ludzki wymiar konfliktu. Odwo uj c si

do wspólnej p aszczyzny spotkania, tworzymy tak e wspólny j zyk porozumienia. Najg bsz ,
ostateczn  p aszczyzn  jedno ci mi dzyludzkiej mo e by  tylko Bóg, ostateczne

ród o

ludzkiego  ycia. Ka dy rodzaj  ycia spo ecznego domaga si  wiary w Boga. Kiedy cz owiek

background image

buduje  ycie spo eczne bez Boga, wznosi miasto poza Bogiem, to b dzie ono nie tylko
miastem areligijnym, ale tak e miastem nieludzkim
 (J. Daniélou).

2. Zagro enia medytacji

Czy mo na mówi  o zagro eniach wynikaj cych z medytacji chrze cija skiej? To pytanie
trzeba postawi  w kontek cie innego pytania: czy mo na mówi  o zagro eniach wynikaj cych
z ludzkiej mi

ci? Tak, mo na mówi . Ludzka mi

 jest niebezpieczna wówczas, kiedy si

 zniekszta ca, kiedy si  j

le rozumie. Np. kiedy pojmuje si  j  jako posiadanie, czy wr cz

zniewalanie drugiego, kiedy s

y niemal wy cznie zaspokajaniu swoich osobistych potrzeb,

kiedy odbiera wolno  osobie kochanej. Taka mi

 stanowi zagro enie dla obu stron,

zarówno dla osoby, która pragnie kocha , jak równie  dla obiektu mi

ci. Jak niebezpieczna

jest taka mi

, wystarczy uwa na obserwacja wielu toksycznych zwi zków mi dzyludzkich.

Np. zazdro  wynikaj ca z mi

ci zaborczej mo e bardzo krzywdzi  i rani . Kiedy matka

kocha swoje dziecko mi

ci  zaborcz , wówczas — cho  w 

swoim subiektywnym

przekonaniu daje mu wszystko w nadmiarze (uczucia, rzeczy materialne), zabiera mu jednak
najcenniejsz  warto : osobist  wolno ; usi uje bowiem podporz dkowa  go sobie
ca kowicie kontroluj c niemal wszystkie jego kroki. Poniewa  zabiera mu wolno , nie
nauczy go samodzielnego i odpowiedzialnego  ycia.

Odwo uj c si  do tej analogii mo emy powiedzie ,  e medytacja chrze cija ska mo e by
tak e du ym zagro eniem wówczas, gdy zostanie zniekszta cona. Im bardziej ulega
zniekszta ceniu, tym wi ksze zagro enie mo e stanowi . Je eli pewien sposób uprawiania
medytacji czyni jakie  szkody w  yciu duchowym lub emocjonalnym, to jest to znak, i  w tak
praktykowanej medytacji brakuje jakich  istotnych elementów modlitwy autentycznie
chrze cija skiej. Im wi ksze czyni szkody, tym bardziej odbiega od idea u medytacji
w rozumieniu chrze cija skim.

Kiedy w medytacji istniej  zasadnicze elementy modlitwy chrze cija skiej (S owo Bo e,
osobowe spotkanie z Bogiem, osobista historia  ycia), wówczas medytacja nie tylko nie
powoduje  adnych zagro

, ale stanowi istotn  pomoc w dochodzeniu nie tylko do

pe niejszego  ycia duchowego, ale tak e do równowagi emocjonalnej i psychicznej.

a) Medytacje inspirowane religi  i kultur  Dalekiego Wschodu

W wielu  rodowiskach panuje dzi  moda uprawiania medytacji inspirowanej religi  i kultur
Dalekiego Wschodu. Praktyka medytacji wschodniej staje si  niebezpieczna szczególnie dla
cz owieka zagubionego psychicznie, który nie jest  w 

stanie kontrolowa  procesów

emocjonalnych i psychicznych, które uruchamia w nim medytacyjne do wiadczenie. W takiej
sytuacji przed

ona medytacja, zw aszcza wówczas, kiedy brak nale ytej pomocy duchowej

i terapeutycznej, mo e po prostu rozbi  cz owieka nie tylko duchowo, ale tak e i psychicznie.
Mo e bowiem uruchomi  pewne pogotowie nerwicowe lub psychotyczne, które pojawia si
u wielu osób g boko zranionych przez  ycie. Zauwa my jeszcze i ten fakt, i  dla cz owieka
wychowanego w tradycji chrze cija skiej, do wiadczenie medytacji wschodniej jest obce nie
tylko z punktu widzenia religijnego, ale tak e i kulturowego.

background image

W jaki sposób winni my ustosunkowa  si  do tego zjawiska? Po pierwsze, nie powinni my
jedynie ogranicza  si  do apologetyki. I chocia  pewne elementy apologii s  konieczne,
szczególnie po to, aby demaskowa  nadu ycia i manipulacje niektórych mistrzów  i guru, to
jednak trzeba nam równie  postawi  sobie otwarte i szczere pytania: dlaczego ludzie, którzy
zostali wychowani w chrze cija stwie, posiadali chrze cija skich rodziców, ucz szczali na
katechez , uciekaj  teraz od w asnej tradycji duchowej?

Byliby my jednak niesprawiedliwi, gdyby my s dzili,  e jest to wy cznie ich osobista wina.
Jako wspólnota Ko cio a powinni my zrobi  sobie rachunek sumienia: na ile nasze lokalne
wspólnoty (parafialne, zakonne, oazowe, charyzmatyczne itd.) ofiaruj  systematyczn  szko
medytacji chrze cija skiej pod okiem do wiadczonych chrze cija skich mistrzów
duchowych? Nierzadko ludzie szukaj  g bszego  ycia wewn trznego poza Ko cio em,
poniewa  s  przekonani, i  w Ko ciele nie znajd  takiej mo liwo ci.

U wielu osób istnieje te  pewien uraz do Ko cio a, czy mo e raczej do pewnych ludzi
Ko cio a, od których nie zawsze otrzymali najlepsze  wiadectwo  ycia i wiary. Wspólnota
Ko cio a winna nieustannie ukazywa  niezwyk e bogactwo duchowe ca ej tradycji
chrze cija skiej, z którego mo emy czerpa  bez granic. Musz  jednak istnie  osoby, które
same najpierw  yj  t  wielk  tradycj  i s  w stanie dzieli  si  z innymi swoim bogatym
do wiadczeniem duchowym.

b) Brak osobowego spotkania z Bogiem

Dotykamy tu podstawowego zagro enia dla medytacji. Kiedy medytuj cy odetnie si  od
osobowego spotkania z Bogiem, wówczas koncentruje si  wy cznie na swoim w asnym
wn trzu
. Je eli systematycznie przez d

szy czas usi uje penetrowa

biny swojego serca,

wówczas  na samym jego dnie mo e  odnale  tylko pustk  i 

nico . I 

to w

nie

do wiadczenie w asnej pustki i nico ci doprowadza niekiedy medytuj cego do rozpaczy.
Rozpacz za  rozbija psychicznie.

Medytacja chrze cija ska jest równie  wchodzeniem w g bi  swojego serca, ale tylko po to,
aby na jego dnie odkry  osobowy obraz Boga odbity w akcie stworzenia. Mo emy
powiedzie , i  medytacja, która ostatecznie nie prowadzi do spotkania z Bogiem osobowym,
nie mo e by  nazwana chrze cija ska.

Medytacja chrze cija ska ma oczywi cie swoje stopnie rozwoju, stopnie medytacyjnego
wtajemniczenia. Pierwsze kroki w medytacji chrze cija skiej koncentruj  si  nieraz na
nawi zaniu osobowego dialogu najpierw z w asnym  yciem, ze  wiatem przyrody, z drugim
cz owiekiem. Ten pe niejszy i bardziej przejrzysty dialog ze sob , z bli nim i ze  wiatem

y jednak nawi zaniu pe niejszego dialogu z Osob  Boga. Ostatecznym celem medytacji

chrze cija skiej jest intymna wi  z Trójc

wi

.

Chrze cija stwo poprzez medytacj  ofiaruje nam co  niezwyk ego: nawi zanie intymnej
wi zi z Bogiem, który sta  si  Cz owiekiem. Tajemnica Wcielenia stoi w centrum medytacji
chrze cija skiej. Ona jest jej najwi ksz  szans . Dzi ki tajemnicy Wcielenia chrze cijanin

background image

posiada Boga w zasi gu swojej r ki. Mo e Go dotkn

, mo e Go s ysze , mo e Go widzie ,

mo e si  z Nim zjednoczy  spo ywaj c Jego Cia o, Jego Krew. I w

nie dlatego medytacja

chrze cija ska jest najprostsz , naj atwiejsz  drog  do nawi zania intymnej wi zi z Bogiem.

c) Odrzucenie siebie i swojej historii  ycia

Inne zagro enie dla medytacji wynika z próby szukania zjednoczenia z Bogiem przy
jednoczesnym odrzuceniu siebie samego i w asnej historii  ycia. Cz owiek medytuj cy usi uje
wówczas zbudowa  siln  wi  z Bogiem, ale poza sob : poza swoim aktualnym  yciem oraz
poza histori  swojego  ycia. Medytuj cy ulega wówczas pewnemu rodzajowi iluzji, który
polega na pomieszaniu prze

 czysto psychicznych z do wiadczeniem duchowym. Takie

do wiadczenia duchowe zwykle wik aj  si  w ca y zespó  ludzkich potrzeb i mechanizmów
obronnych, które czyni  cz owieka coraz bardziej zamkni tym i zal knionym.

Odrzucenie siebie i swojej historii  ycia w medytacji wynika najcz ciej z l ku przed w asn

abo ci , której nie chce si  uzna  i przyj

. Ów l k przed w asn  s abo ci  rodzi obronne

nastawienie zarówno do swojego  ycia, jak te  do  wiata zewn trznego. To w

nie l kowe

i obronne nastawienie staje si

ród em powszechnej manipulacji; najpierw manipulacji sob ,

a nast pnie  manipulacji  Drugim:  Bogiem  i cz owiekiem.  Cz owiek  wchodzi  wówczas
w swoiste getto ju  nie tylko duchowe, ale tak e psychiczne. Na takie niebezpiecze stwo
nara eni s  zw aszcza ludzie, którzy wchodz  w  ycie wewn trzne z g bokimi zranieniami
emocjonalnymi i moralnymi. Kiedy ca a przesz

 osobista bardzo boli cz owieka, wówczas

doznaje pokusy, aby j  przekre li , by móc zacz

 wszystko od nowa.

Autentyczne  ycie duchowe nie tylko nie przekre la przesz

ci, ale — wr cz przeciwnie —

y do odzyskania przesz

ci poprzez

uzdrowienie wszystkich ludzkich zranie .

Chrze cija stwo buduje nowe  ycie poprzez zintegrowanie jego ca

ci: przesz

ci,

tera niejszo ci i przysz

ci. Nie mo na rozumie  dzia ania Bo ego w tera niejszo ci, je eli

nie dostrze e si  go tak e w przesz

ci. Rozumienie swojej przesz

ci staje si  kluczem do

zrozumienia tera niejszo ci i przysz

ci.

W medytacji chrze cija skiej dokonuje  si   w jakim  sensie spotkanie dwóch  historii:
osobistej historii naszego  ycia z wielk  Histori  Zbawienia. Moja osobista historia zostaje

czona, zintegrowana z ca  Histori  Zbawienia. Historia Zbawienia ukazana na  amach

Biblii jest jednak nie tylko histori  zagubienia i grzechu cz owieka, ale tak e histori  jego
wysi ków i zmaga  duchowych. Szczytem za  Historii Zbawienia jest Jezus Chrystus. To
ostatecznie przez Niego, w Nim i z Nim w medytacji chrze cijanin nawi zuje intymn  wi
z Bogiem Ojcem w Duchu  wi tym. To w

nie dzi ki medytacji rodzi si  w nas coraz

pe niejsze  ycie, które polega na wprowadzeniu nas w sfer

ycia trynitarnego i stawaniu si

przez to synem Ojca, bratem Chrystusa,  wi tyni  Ducha tak,  e mo emy w sposób osobowy
wej  w zwi zek z Ojcem, Synem i Duchem  wi tym
 (J. Daniélou).

background image

XXV.

WICZENIA DUCHOWNE A NOWA EWANGELIZACJA

Czego  bardziej potrzebuje dzisiaj Ko ció  w tej ciemno ci, przez któr  w druje, ni  ludzi

nych i o wieconych darem mistycznej wewn trznej  aski i do wiadczenia duchowego? (H.

Rahner).

Chrze cijanie jutra b

 mistykami, albo ich wcale nie b dzie (K. Rahner).

Nowa ewangelizacja, to przede wszystkim nowy sposób  ycia samego Ko cio a.  wiat, do
którego zwraca si  nowa ewangelizacja, ma prawo domaga  si  od dzisiejszych aposto ów
(jak domaga  si  tego od samego Jezusa i Jego dwunastu uczniów) jednoznacznych i bardzo
wyra nych owoców g oszonej przez nich Dobrej Nowiny zarówno w ich  yciu osobistym jak
i spo ecznym. Odnowiona ewangelizacja rozpoczyna si  wi c od rozeznania g bi naszego
zakorzenienia w wierze, od oczyszczenia w nas tego, co korzenie te przes ania, a mo e nawet
os abia i zniekszta ca. Do takiej postawy zaprasza nas w

nie Sobór Watyka ski II.

1.

wiczenia duchowne w nowej ewangelizacji

wiczenia duchowne powsta y  w XVI  wieku,  a wi c  w czasach  Renesansu, odkrywania

nowych kontynentów i nowych ras ludzkich. By y to czasy trudne dla Ko cio a. Z bólem
rodzi o si  zupe nie nowe spojrzenie na  wiat oraz nowe spojrzenie na Ko ció . By  to
równie  czas Reformacji — czas bolesnego rozdarcia w Ko ciele Zachodnim. Ko ció
katolicki musia  wówczas na nowo odkry  swoj  identyczno .

wiczenia duchowne w.

Ignacego Loyoli by y niezwyk ym darem Boga dla Ko cio a na ten trudny okres historii.

I nie jest chyba przypadkiem fakt, i

wiczenia odkrywamy na nowo w

nie w naszych

czasach, które s  nie mniej trudne ni  pierwsza po owa XVI wieku. Tak e dzisiaj, u progu
XXI wieku Ko ció  poszukuje na nowo swojej to samo ci. Tak wi c

wiczenia duchowne

i dla nas s  szczególnym darem Boga na trudne czasy.

Prace nad odbr zowieniem

wicze   w  yciu  i apostolstwie  Towarzystwa  Jezusowego

rozpocz y si  na wiele lat przed Soborem Watyka skim II. W wielu centrach duchowo ci
oraz na uniwersytetach prowadzonych przez jezuitów podejmowane by y bardzo gruntowne
i wielostronne badania naukowe nad tekstem

wicze  duchownych i innymi pismami  w.

Ignacego. Przyczyni y si  one nie tylko do lepszego zrozumienia i pog bienia jego my li, ale
tak e do pe niejszego duszpasterskiego wykorzystania

wicze  i dostosowania ich do potrzeb

i oczekiwa  duchowych wspó czesnego cz owieka. Sam Sobór znacznie przyspieszy  g bsze
wdra anie charyzmatu Ignacego w styl  ycia i pracy samych jezuitów oraz tych, którzy z nimi
wspó pracuj  lub te  korzystaj  z ich pos ugi.

Wk ad

wicze  duchownych w now  ewangelizacj  mo e dokona  si  jednak nie tyle dzi ki

refleksji intelektualnej nad samym tekstem, ale przede wszystkim dzi ki praktyce

background image

indywidualnego ich odprawiania i udzielania. By by to jednak wk ad nie tyle nowych tre ci,
ale przede wszystkim wk ad nowej metody.

Jaki móg by by  wk ad

wicze  duchownych w now  ewangelizacj  dzisiejszego Ko cio a

i  wiata?

a)

wiczenia duchowne mog  uczy  nas wi kszej wra liwo ci na udzielanie indywidualnej

pomocy duchowej cz owiekowi. Wraz z metod  indywidualnego towarzyszenia ods aniaj
one podstawow  dla chrze cija skiej duchowo ci prawd , i  do  ycia wewn trznego
dochodzi si  nie tyle poprzez spotkanie z intelektualnymi tre ciami, ale poprzez osobowe
spotkanie z  ywym  wiadkiem Chrystusa. Tre  Ewangelii przekazuje  wiadek. Spotkanie ze

wiadkiem wymaga jednak stworzenia odpowiedniego klimatu ludzkiej  yczliwo ci, klimatu

uchania,  wymaga czasu  oraz  wiele  uwagi i 

si  po wi conych pojedynczemu,

indywidualnemu cz owiekowi.

b) Widz c du e potrzeby duchowe wielu ludzi mo emy by  kuszeni do wielkiej, ale taniej
ewangelizacji, która odwo uje si  jedynie do oddzia ywania masowych  rodków spo ecznego
przekazu lub te  do duszpasterstwa masowego. Chc c ogarn

 ewangelizacj  wszystkich

mo emy utkn  w wielkich planach, programach, przedsi wzi ciach. Nie zaniedbuj c
korzystania z szerokiego oddzia ywania na ludzkie masy, które mo e by  pewn  form  pre–
ewangelizacji, nowa ewangelizacja domaga si  podj cia troski o udzielanie pomocy duchowej
pojedynczym osobom poprzez indywidualne spotkania z nimi.

c) Inn  niezwyk  pomoc  dla nowej ewangelizacji, jak  mog  ofiarowa

wiczenia

duchowne, jest umiej tno  rozeznawania duchowego. Nowa ewangelizacja domaga si
najpierw rozeznawania sytuacji wspó czesnego cz owieka, odkrywania jego wra liwo ci
emocjonalnej i duchowej oraz odkrywania nowych znaków czasu. Dzisiejsze szybkie tempo

ycia sprawia, i  dzie o ewangelizacji domaga si  od nas ci

ego rozeznawania duchowego.

Ewangelizacja b dzie bowiem ma o skuteczna, je eli nie b dzie uwzgl dnia  sytuacji
dzisiejszego cz owieka, jak równie  znaków czasu, które Bóg do niego kieruje.

d) Odchodzenie wielu ludzi z Ko cio a po czone z ich jednoczesnym szukaniem g bszego

ycia duchowego poza nim, dyktowane bywa nierzadko rozczarowaniem mo e nie tyle do

Ko cio a jako do instytucji, ale raczej rozczarowaniem abstrakcyjnym i martwym j zykiem
ko cielnym, rytualizmem, brakiem duchowego o ywienia. Ch  dotarcia do cz owieka
nak ada na Ko ció  potrzeb  poszukiwania nowego j zyka, który by by zrozumia y i czytelny
oraz  liczy by si   z wra liwo ci   emocjonaln   i duchow   wspó czesnych  ludzi. Tak e
proponowane tre ci oraz metoda ich przekazu winny odpowiada  najg bszym potrzebom
i pragnieniom cz owieka. W ostatnich latach przez Europ  przetacza si  wielka dyskusja na
temat j zyka ambony. Z jednej strony czuje si ,  e wyczerpa  si  ju  j zyk typowo
homiletyczny, koncentruj cy si  na analizie tre ci Ewangelii. Z drugiej strony polskie
do wiadczenia pokazuj ,  e do s uchacza przesta a przemawia  równie  stylistyka krytyki

charakterze politycznym. Odbiorca coraz bardziej potrzebuje dzi  ewangelicznego,

pozytywnego nauczania, nacechowanego mi

ci , szacunkiem i trosk  o jego wewn trzny

background image

rozwój (bp J. Chrapek). Takiego w

nie j zyka mo emy uczy  si  odprawiaj c

i jednocze nie udzielaj c

wicze  duchownych w. Ignacego.

e) Bez rozeznania duchowego mo emy w ewangelizacji pope nia  dwa rodzaje b dów.
Z jednej strony mo emy trzyma  si  sztywno starego j zyka i starych metod g oszenia
Ewangelii s dz c mylnie, i  rezygnacja z nich spowoduje jakie  uszczuplenie pe ni prawdy,
jak  niesie Ko ció . Z drugiej strony mo emy rezygnowa  z radykalizmu ewangelicznego,
aby dostosowa  si  do wspó czesnego cz owieka. Mo emy wówczas mówi  g adkim
i zrozumia ym j zykiem, który b dzie podoba  si  s uchaczom, ale nie b dzie on wówczas
no nikiem Dobrej Nowiny.

wiczenia duchowne  odprawione  z 

wewn trznym

zaanga owaniem i hojno ci  wobec Boga daj  odprawiaj cemu niezwyk  przejrzysto
wewn trzn  w widzeniu siebie samego, która staje si

ród em obiektywizmu równie

w sprawach  innych.

wiczenia ucz  tak e metody rozeznania duchowego. Zawieraj  zbiór

cennych regu  i wskazówek rozeznawania duchowego oraz procesu podejmowania decyzji
i wyborów.

f)

wiczenia duchowne mog yby równie  pomóc przygotowywa  dla nowej ewangelizacji

kierowników  ycia duchowego. Odprawiane najpierw przez nich samych, a pó niej udzielane
innym (pod kierunkiem osób do wiadczonych) wprowadzaj  one nie tylko w pewne osobiste
do wiadczenie, ale staj  si  tak e miejscem zdobywania wra liwo ci na drugiego cz owieka,
na jego potrzeby i pragnienia duchowe. Kierownik duchowy mo e dzieli  si  tylko tym,
czego sam najpierw wewn trznie do wiadczy . Istot  kierownictwa duchowego, wbrew
przyj tej tradycyjnej nazwie, nie jest bowiem jakie  zewn trzne kierowanie

yciem

duchowym cz owieka, ale przede wszystkim indywidualne towarzyszenie mu
w nawi zywaniu osobistej wi zi z Bogiem.

2. Jak powsta y  wiczenia duchowne?

w. Ignacy Loyola by  bardzo pow ci gliwy w mówieniu i pisaniu na temat w asnego

do wiadczenia duchowego. Opowie  pielgrzyma (=OP), autobiografia podyktowana ju  pod
koniec  ycia, dzi ki której mo emy prze ledzi  nie tylko  ycie duchowe  wi tego Ignacego,
ale tak e narodziny

wicze , zosta a niemal wymuszona na za

ycielu jezuitów przez jego

pierwszych towarzyszy. Najpierw nie chcia  wcale zgodzi  si  na opowiadanie o swoim

yciu, a pó niej d ugo zwleka  z realizacj  danej obietnicy.

 do dwudziestego szóstego roku  ycia by  cz owiekiem oddanym marno ciom tego  wiata —

tak rozpoczyna si Opowie  pielgrzymaOddanie si  marno ciom tego  wiata

czy o si

z karier  tego spó nionego nieco,  redniowiecznego rycerza. Kariera ta za ama a si  jednak
nagle  i niespodziewanie  w twierdzy  w Pampelunie,  kiedy  to  kula  francuskiego  dzia a
zmia

a mu nog . W rodzinnym zamku Loyoli po ród osamotnienia i cierpienia, pod

wp ywem przypadkowej lektury Vita Christi  i Flos Sanctorum (na zamku nie by o bowiem
innych ksi ek) zrodzi o si  w Ignacym pragnienie nowego  ycia. Najpierw kojarzy  je
niemal wy cznie z zewn trzn  i bardzo surow  ascez  i pokut . Szuka  wi c takiej formy

ycia, w której móg by swobodnie zaspokoi  t  nienawi  do samego siebie, któr  w sobie

background image

odczuwa . (...) Nasuwa a mu si  my l,  eby si  usun

 do klasztoru kartuzów w Sewilli lub te

praktykowa  pokut

druj c po  wiecie (OP, 12). Pog bienie pierwszego nawrócenia

a wraz z nim g bokie uleczenie wewn trzne przysz o w nied ugim czasie. Zwi zane ono by o
z do wiadczeniem w grocie w Manresie.

W  yciu wielu  wi tych ich najwa niejsze wydarzenia  yciowe przychodzi y najcz ciej
przypadkowo.

Przypadkowe by y zarówno ksi

ki,  które  Ignacy czyta   w 

czasie

rekonwalescencji, jak równie przypadkowe by o jego zatrzymanie si  w ma ym miasteczku
Manresa w drodze do Barcelony. Zamierza  si  tam zatrzyma  przez kilka dni, chcia  bowiem
zanotowa  kilka rzeczy w swej ksi

eczce, której strzeg  bardzo troskliwie i nosi  ze sob

czerpi c z niej  wielk  pociech  (OP, 18). Te kilka dni rozros y si  w przesz o dziesi
miesi cy. Zeszyt za  zawieraj cy wypiski z Vita Christi i Flos Sanctorum przerodzi  si
w ksi

eczk

wicze  duchowych, sam za  Pielgrzym sta  si  mistykiem, a dawny rycerz —

nowym cz owiekiem i m em Ko cio a (H. Rahner).

W manreskiej samotni  w. Ignacy doznawa  najpierw gwa townych skrupu ów i wielkich
udr k duchowych z powodu swojego dawnego grzesznego  ycia. Powtarzane spowiedzi, rady
duchowe spowiednika, wielogodzinne modlitwy nie przynosi y mu  adnej ulgi wewn trznej.
Udr czony zacz  (...) g

no wo

 do Boga: Pomó  mi, Panie, bo nie znajduj

adnego

lekarstwa u ludzi. (...) Uka  mi Panie, gdzie móg bym znale  lekarstwo! Cho bym mia
biega  za szczeni ciem,  eby od niego otrzyma  pomoc, uczyni bym to
 (OP, 23). Mimo tak

arliwej modlitwy cz sto nachodzi y go (jednak) gwa towne pokusy,  eby (...) zabi  samego

siebie (OP, 24). Modlitwom Ignacego towarzyszy y bardzo surowe umartwienia, którymi
chcia  zmusi  Boga, aby udzieli  mu pomocy.

Pewnego dnia spodoba o si  Panu sprawi ,  e obudzi  si  jakby ze snu (OP, 25). Przyszed
czas g bokiego pokoju wewn trznego. W tym okresie Bóg obchodzi  si  z nim podobnie jak
nauczyciel w szkole z dzieckiem i poucza  go. Dzia o si  tak z powodu tego,  e umys  jego by
jeszcze zbyt prosty i niewyrobiony
 (OP, 27). Czas wielkich mistycznych  ask sprawi , i
niewyrobiony umys , na który skar

 si

w. Ignacy, zosta  jakby odrzucony precz, tak  e

w zdumieniu serca zrodzi o si  l kliwe pytanie: A có  to jest za nowy rodzaj  ycia, jaki teraz
rozpoczynamy?
 (H. Rahner)

W tym czasie Ignacy do wiadcza wielu mistycznych  ask, które zamyka magna illustratio —
wielkie o wiecenie nad rzek  Cardoner. By o to dla niego centralne do wiadczenie mistyczne.
Nie polega o ono, jak sam wyznaje, na jakiej wizji, ale na tym, i zrozumia  i pozna  wiele
rzeczy tak duchowych, jak i odnosz cych si  do wiary i wiedzy. A sta o si  to w tak wielkim

wietle,  e wszystko wyda o mu si  nowe. Otrzyma  wtedy tak wielk  jasno  dla umys u i do

tego stopnia,  e je li zbierze razem wszystkie pomoce otrzymane od Boga i wszystko to, czego
si  nauczy , to i tak nie s dzi,  eby to wszystko dorównywa o temu, co wtedy otrzyma  w tym
jednym prze yciu
 (OP, 30). W czasie tej wizji wybi a w

ciwa godzina narodzin dla  wicze

duchownych.  W niej  nabieraj

adu i gromadz  si   w jedn  organiczn  ca

 okruchy

wszystkich dotychczasowych o wiece  i ask. Tu dopiero zaczynaj  si  naprawd  tworzy

wiczenia duchowne, ich teologia i psychologia (H. Rahner).

background image

3.

wiczenia duchowne skarbem Ko cio a

Zanim jeszcze

wiczenia zosta y oficjalnie zatwierdzone przez Papie a Paw a III w 1548

roku i zanim odnios y jakikolwiek zewn trzny sukces, Ignacy by  ju  pewien niezwyk ego
skarbu, jaki posiada . Przy ca ej  swojej pokorze  i 

skromno ci  w li cie do jednego

z pó niejszych swoich wspó braci pisa :

wiczenia te s  najlepsz  rzecz , jak  w tym  yciu

mog  sobie pomy le  i w oparciu o do wiadczenie zrozumie , aby cz owiek móg  sam
osobi cie skorzysta  i wielu innym przynie  owocn  pomoc
. Nie by y to tanie przechwa ki
cz owieka zachwyconego sob  i swoim dzie em. Od pierwszej oficjalnej aprobaty Stolicy
Apostolskiej ponad trzydziestu papie y zabiera o g os w sprawie

wicze . Niew tpliwie

najwa niejszym dokumentem jest encyklika Piusa XI Mens Nostra. Papie  pisa :
Dowiedzione jest,  e po ród wszystkich metod w odprawianiu  wicze  duchownych jedna
przed innymi pierwsze zajmowa a miejsce. Mówimy o metodzie wprowadzonej przez  w.
Ignacego Loyol . Jest to przedziwna ksi

eczka  wicze , ma a obj to ci , lecz pe na

niebieskiej m dro ci, odk d zosta a uroczy cie zatwierdzona (...) zaja nia a jako
najm drzejszy i jedynie powszechny kodeks prawd potrzebnych do kierowania duszy na
drodze zbawienia
. Ignacja skie

wiczenia znalaz y uznanie nie tylko oficjalnych czynników

Ko cio a, ale tak e teologów oraz pisarzy chrze cija skich. Oto kilka przyk adów.
Protestancki historyk H. Böhmer, autor  yciorysu  w. Ignacego, nie waha  si  nazwa

wicze  duchownychksi

, która wp yn a na losy ludzko ci. W oski pisarz, konwertyta,

G. Papini, stwierdzi ,  e po ród dziesi ciu czy dwunastu podstawowych dzie  pobo no ci
katolickiej

wiczenia duchowne zajmuj  jedno z pierwszych miejsc. K. Rahner, wspó czesny

teolog,  w jednej  konferencji na  temat

wicze  duchownych powiedzia , i  s  one

podstawowym dokumentem i jedn  z przyczyn wspó tworz cych radykalnie now  mentalno
nowo ytn 
. Polski historyk kultury chrze cija skiej, J. K oczowski, w swojej ksi ce Od
pustelni do wspólnoty
  pisze  o wielkiej oryginalno ci, swoisto ci ca ego dzie a ( wicze ) nie
bardzo maj cego jakie  analogiczne odpowiedniki w tradycji ascetyki  wiata
.

4. Indywidualne prowadzenie

Pius XII w czterechsetn  rocznic  oficjalnego zatwierdzenia

wicze  stwierdzi , i  tak e na

przysz

 one zawsze najskuteczniejszym  rodkiem dla duchowego odrodzenia  wiata

zaprowadzenia  w 

nim  nale ytego  adu,  ale  pod  jednym  warunkiem,  e  pozostan

autentycznie ignacja skie.

wiczenia autentycznie ignacja skie, to

wiczenia udzielane

indywidualnie. Ignacy Loyola nie zna  innych  wicze  poza  wiczeniami udzielanymi
indywidualnie poszczególnym osobom. Osoba taka odbywa medytacje samodzielnie,
otrzymuj c od prowadz cego indywidualnie wskazówki co do tre ci i metody, mog c
codziennie zdawa  mu spraw  ze swych do wiadcze 
 (A. Lefrank).

Taka forma udzielania

wicze  po  mierci  w. Ignacego nie przetrwa a zbyt d ugo. Szybko

rozrastaj cy si  zakon jezuitów, wielo  powierzonych mu zada  oraz masowo
duszpasterskiej pracy sprawi y, i  prawdopodobnie obawiano si  pracowa  z pojedynczymi
osobami w tak intensywny sposób wymagaj cy wielkiej straty czasu
 (A. Lefrank). Przez d ugi
czas

wiczeniami pos ugiwano si  bardziej jako podr cznikiem podpowiadaj cym tre ci do

background image

modlitwy ni  jako metod  wprowadzenia w  ycie duchowe. Metoda udzielania

wicze

duchownych, która nie dostosowuje si  do my li Ignacego i 

nie bierze pod uwag

pojedynczego cz owieka, ale jest mechanicznie stosowana do du ej grupy osób, w znacznym
stopniu traci swoj  moc.

Metoda indywidualnego prowadzenia rekolektanta w

wiczeniach zosta a ponownie odkryta

w ca ym jej blasku w drugiej po owie XX wieku. Odby o si  to z pewno ci  nie bez
oddzia ywania szeroko stosowanej dzi  metody indywidualnego spotkania w psychoterapii.
I chocia   istniej   zasadnicze  ró nice  (zarówno  w celach  jak  i stosowanych  metodach)
pomi dzy

wiczeniami duchownymi udzielanymi indywidualnie  a indywidualn  pomoc

w psychoterapii, to jednak znaczenie i si a oddzia ywania samego spotkania z terapeut  czy

daj cym rekolekcje ignacja skie s  porównywalne ze sob . Musimy przyzna , i

wspó czesna psychologia (nie przymykaj c oczu na wszystkie jej braki, a nawet nadu ycia)
pomog a nam nieco lepiej zrozumie  g bi  antropologii ignacja skiej zawartej
w

wiczeniach duchownych. Wydaje si , i  antropologia ta zosta a zagubiona w znacznym

stopniu przez samych jezuitów w

nie dlatego, i  na d ugie stulecia zrezygnowali z metody

udzielania

wicze ,  jak   stosowa   Ignacy:  z 

metody

indywidualnego prowadzenia

rekolektanta.

Cech  charakterystyczn  antropologii

wicze  jest doskona a harmonia i jedno  pomi dzy

poszczególnymi p aszczyznami ludzkiego  ycia: cielesn , psychiczn  i duchow . Dzi ki

wiczeniom cz owiek do wiadcza nie tylko potrzeby podporz dkowania sfery psychicznej

i cielesnej sferze ducha, ale tak e poprzez integracj  wszystkich tych sfer uczy si  w cza
sfer   psychiczn   i cielesn   w  ycie duchowe.  I chocia   dzi ki  yciu duchowemu ni sze
poziomy cz owiecze stwa (psychiczny i somatyczny) s  przenikane i uszlachetniane przez
wymiar duchowy, to jednak ich rola i znaczenie nie zostaj  przez to zlekcewa one lub te
pomniejszone. Próba przeciwstawiania sobie poszczególnych wymiarów ludzkiego  ycia staje
si  przyczyn  rozbicia wewn trznego (emocjonalnego i duchowego). St d te  religijno ,
która lekcewa y lub te  pomniejsza wymiar somatyczny lub psychiczny, mo e cz owieka
nerwicowa .

Wprowadzenie  w  ycie  duchowe

wiczenia rozpoczynaj  od g bokiego wewn trznego

uspokojenia cz owieka zarówno w sferze duchowej jak i emocjonalnej. Dokonuje si  to
najpierw poprzez dostrze enie wszystkich zranie  natury emocjonalnej i duchowej oraz przez
poddanie ich uzdrowieniu wewn trznemu w indywidualnym spotkaniu z Bogiem i z drugim
cz owiekiem. Odkrycie doznanych ran emocjonalnych (skutek cudzych grzechów)  czy si
z dostrze eniem tak e siebie jako istoty rani cej innych: Boga i ludzi (owoc grzechu
osobistego).

Duch  formalizmu  i 

surowego  legalizmu,  jaki  panowa   w 

Ko ciele  przed  Soborem

Watyka skim II, zrodzi  si  mi dzy innymi pod wp ywem niedoceniania czy mo e nawet
pewnego lekcewa enia sfery somatycznej i psychicznej cz owieka, po czonego z próbami
si owego poddania ich sferze ducha. Widoczne by o to przede wszystkim w podej ciu wielu
autorów podr czników teologii moralnej do ludzkich problemów natury emocjonalnej.

wiczenia duchowne

w. Ignacego wraz ze sw  antropologi  wskazuj

 na potrzeb

background image

integralnego podej cia do wszystkich sfer ludzkiego  ycia, przyczyni y si  w niema ym
stopniu do pokonania nieufno ci, z jak  Ko ció  jeszcze do niedawna podchodzi  do
psychologii i jej mo liwo ci udzielenia pomocy cz owiekowi.

5. To nie jest ksi

ka — to jest metoda

Ju  przy pobie nym czytaniu mo na stwierdzi , i  geniusz duchowy tej ma ej ksi eczki nie
mie ci si  w jej warto ciach literackich.  w. Ignacy zbyt d ugo w ada  mieczem, aby móg
sta  si  mistrzem pióra. Pisanie by o dla niego prac  zawsze bardzo mozoln  (M. Bednarz).
Kiedy wra liwo  estetyczna cz owieka znacznie przekracza intuicj  duchow ,  atwo mo e
si  on zrazi  do

wicze . Ich j zyk jest raczej szorstki, suchy, miejscami mo e nawet

niezgrabny. Nie mo na mu jednak odmówi  wielkiej zwi

ci i precyzji. Zwi

i precyzja j zyka

wicze  nie wynika mo e z literackich zdolno ci Ignacego, ale jest raczej

pewnym zabiegiem dydaktycznym.

wiczenia nie s  przeznaczona dla tych, którzy je maj  odprawia , ale przede wszystkim dla

tych, którzy ich udzielaj . W wielu miejscach

wicze  Ignacy zostawia ca kowicie inicjatyw

kierownikowi

wicze .

Oryginalno

wicze  duchownych nie polega tak e na nowych tre ciach teologicznych.

Zasadniczy zr b propozycji modlitw zawarty w

wiczeniach opiera si  przede wszystkim

o teksty Pisma  wi tego zaczerpni te g ównie z Nowego Testamentu oraz Vita Christi
Rudolfa z Saksonii, jednej z dwu ksi ek, które da y pocz tek jego nawróceniu. Chocia
Ignacy posiada  g bok  teologiczn  wiedz  i 

intuicj  (g ównie dzi ki mistycznym

do wiadczeniom), to jednak nie by  teologiem w sensie  cis ym. Wysokie wykszta cenie
teologiczne, jakie Ignacy zdoby  jak na swoje czasy (magister teologii paryskiej Sorbony)
by y dla niego swoistym potwierdzeniem mistycznych do wiadcze , jakich udzieli  mu Bóg
w manreskiej grocie.

Ignacy nie pisa  dzie  teologicznych. Ca e pisarstwo Ignacego ( wiczenia duchowne,
Konstytucje Towarzystwa JezusowegoDziennik duchowyOpowie  Pielgrzyma oraz kilka
tysi cy listów pochodz cych g ównie z czasów rz dzenia zakonem), chocia  posiada g bokie
fundamenty teologiczne, jest jednak literatur  wybitnie praktyczn . By a ona bowiem
owocem praktyki i mia a tak e praktyce s

.

Niezwyk a oryginalno  i geniusz  w. Ignacego polega przede wszystkim na metodycznym
przekazie duchowo ci chrze cija skiej.

wiczenia duchowne s  skuteczn  metod

wprowadzenia cz owieka w  ycie duchowe, s  niezawodn  szko

ycia wewn trznego na

wszystkich etapach jego rozwoju: od pierwszego nawrócenia a  po mistyczne ycie, kiedy
cz owiek zdolny jest odkrywa  Boga we wszystkich rzeczach ( w. Ignacy).

wiczenia, które

w pierwszym zarysie by y opisem w asnej drogi wewn trznej, zosta y eksperymentalnie
potwierdzone przez d ugoletnie udzielanie ich przez Autora wielu ludziom.

Zasadnicza trudno  przy dokonywaniu jakiejkolwiek oceny

wicze  duchownych polega na

tym, i

nie s  one do czytania, lecz do realizacji (G. Papini). Przy dokonywaniu oceny

background image

wicze  duchownych zapominano nieraz o tym prostym fakcie. Przy zachowaniu wszelkich

proporcji

wiczenia podobne s  w pewnej mierze do Pisma  w.: albowiem jak Pismo  w.

tylko czytane nie porusza tak duszy, jak kiedy jest rozwa ane, tak te  i te  wiczenia. Kiedy si
je czyta, nie bardzo poruszaj , je li si  je jednak odprawia, maj  wielk  moc i skuteczno  do
nawracania dusz
 (Autor anonimowy).

Podobnie jak trudno jest us ysze  bogactwo symfonii wertuj c sam  jej partytur , tak samo
tekst ignacja ski objawia w pe ni swoje pi kno dopiero w trakcie odprawiania. Dostrzeg  to
chyba jako pierwszy Roland Barthes,  wiatowej s awy semiolog, który wprawdzie sam nigdy

wicze  duchownych nie odprawi , ale jako znawca tekstów, odkry  ich wewn trzn  si . To

nie jest ksi ka. To jest metoda (R. Garcia–Mateo).

6.

wiczenia duchowne miejscem spotkania duchowo ci chrze cija skich

Ta w

nie otwarto  i elastyczno

wicze  sprawia, i  duchowo  ignacja ska mo e stawi

si  na us ugi ka dego rodzaju duchowo ci chrze cija skiej — nie po to jednak, aby je
redukowa  i ogranicza , lecz wprost przeciwnie, by je ubogaca  i pog bia . Nie chodzi
jednak o ubogacanie nowymi tre ciami.

wiczenia s  raczej ubogie w tre  i w  aden sposób

nie mog  by  porównywane pod tym wzgl dem z wielkimi (tak e pod wzgl dem literackim)
dzie ami teologii  ycia wewn trznego, np.  w. Jana od Krzy a czy  w. Teresy de Ávila. To

nie same

wiczenia potrzebuj  ubogacenia tre ciami innych duchowo ci.

Duchowo  ignacja ska mo e natomiast s

 wszystkim rodzajom duchowo ci

chrze cija skiej swoj  bardzo precyzyjn  i jednocze nie otwart metodologi  duchow .  ycie
duchowe, jak ka da ludzka twórczo  wymaga bowiem konkretnej metody. Bezradno  wielu
ludzi, których serca pa aj  w kontakcie ze S owem Bo ym lub z wielkimi dzie ami mistrzów

ycia wewn trznego, polega na tym, i  brakuje im konkretnej metody, dzi ki której mogliby

realizowa  swoje duchowe pragnienia: metody modlitwy, badania swojego sumienia,
rozeznawania natchnie  wewn trznych, metody podejmowania wa nych decyzji  yciowych,
metody kierownictwa duchowego.

wiczenia duchowne mog yby tworzy  doskona  p aszczyzn  spotkania dla wszystkich

duchowo ci chrze cija skich. W praktyce bowiem zamiast d

 do wzajemnego przenikania

si  i ubogacenia, duchowo ci te cz sto istniej  obok siebie, a niekiedy nawet izoluj  si
wzajemnie. W tym w

nie przenikaniu i wzajemnym ubogacaniu si  wszystkich duchowo ci

chrze cija skich mo e w pe ni zaja nie  jedna, wspólna wszystkim duchowo  — Duch
Jezusa Chrystusa. Zrozumienie

asnej duchowo ci dokonuje si  nie tylko przez zg bianie

ycia i my li swojego za

yciela lub ojca duchowego, ale tak e przez otwieranie si  na inne

rodzaje duchowo ci. Dopiero odkrywaj c i smakuj c innych mistrzów duchowych, mo na
naprawd  doceni  w asnego. Tworzenie duchowego getta wokó  w asnego mistrza, jakie
nierzadko zdarza si , np. w  yciu wielu wspólnot zakonnych,  wiadczy zwykle o pewnym
formalizmie duchowym oraz braku rozumienia najg bszych intencji swojego duchowego
ojca.

background image

Niniejsza refleksja na temat wzajemnego ubogacania si  duchowo ci na gruncie

wicze

duchownych w. Ignacego nie jest jedynie owocem intelektualnych przemy le , ale przede
wszystkim owocem bogatej praktyki. Na ca ym  wiecie domy rekolekcyjne i centra
duchowo ci oparte na

wiczeniach duchownych Ignacego Loyoli s  miejscem spotka

i wzajemnej ubogacaj cej wymiany duchowej dla wszystkich duchowo ci chrze cija skich.

wiczenia duchowne posiadaj  tak e swój wymiar ekumeniczny, czego dobrym przyk adem

mo e by  cho by fundament

wicze , który mog  zaakceptowa  wszyscy chrze cijanie.

wiczenia duchowne mog  wi c odprawia  z wielk  korzy ci  nie tylko sami katolicy, ale

tak e osoby innych wyzna  pod warunkiem jednak,  e ten, kto chce je odprawi , wejdzie
w nie wielkodusznie i z hojno ci  wzgl dem swego Stwórcy i Pana i z

y Mu w ofierze ca

sw  wol  i wolno , aby Boski Jego Majestat tak jego osob , jak i wszystkim, co posiada,
pos ugiwa  si  wedle naj wi tszej woli swojej
 ( D, 5). Szanuj c wzajemnie wszystkie ró nice
wyznaniowe  i 

osobiste  przekonania,  zarówno  daj cy  jak  i 

odprawiaj cy

wiczenia

koncentruj  si  przede wszystkim na dzia aniu Boga w duszy cz owieka. Ekumeniczny
wymiar

wicze  duchownych potwierdza tak e sama praktyka.

Rozwa ania te zako czmy  yczeniem Jana Paw a II wypowiedzianym w pi dziesi
rocznic  wspomnianej encykliki Piusa XI Mens Nostra po wi conej ignacja skim

wiczeniomNiech szko a  wicze  duchownych b dzie skutecznym  rodkiem przeciwko z u

wspó czesnego cz owieka, który uwik any w ludzk  zmienno

yje poza sob  zaj ty zbytnio

rzeczami zewn trznymi. Niech  wiczenia b

 ku ni  nowych ludzi, autentycznych

chrze cijan, oddanych aposto ów. Jest to  yczenie, które zawierzam wstawiennictwu Matki
Naj wi tszej, najpe niej oddanej kontemplacji, M drej Mistrzyni  wicze  duchownych
.

background image

JAK MO NA WYKORZYSTA  PROPONOWANE ROZWA ANIA?

1. Dla odprawienia czwartego tygodnia

wicze

a) Warunki odprawienia o miodniowych rekolekcji ignacja skich czwartego tygodnia

Niniejszymi rozwa aniami mo na pos

 si  do odprawienia pe nych o miodniowych

rekolekcji ignacja skich czwartego tygodnia.

Je eli rekolektant pragnie uczyni

wiczenia duchowne szko

ycia wewn trznego, dobrze

jest kolejne tygodnie odprawia  w odst pach mniej wi cej jednego roku. Czas pomi dzy
kolejnymi tygodniami

wicze  trzeba wówczas wype ni  stopniowym pog bianiem

prze ytych tre ci przyj tych w trakcie dni rekolekcyjnych. Podstaw  odprawienia czwartego
tygodnia jest uprzednie prze ycie pierwszych trzech tygodni.

(4)

Pierwszym warunkiem odprawienia rekolekcji ignacja skich jest odej cie od swojego
codziennego zaanga owania przez zmian  miejsca. Drugim wa nym warunkiem jest
nawi zanie kontaktu z do wiadczonym kierownikiem duchowym, który towarzyszy by
odprawiaj cemu czwarty tydzie  poprzez codzienne rozmowy indywidualne. Usilnie zach ca
si , aby nie odprawia  o miodniowych rekolekcji ignacja skich (z pe nym milczeniem
i wyciszeniem wewn trznym) bez kierownictwa duchowego. Trzecim warunkiem jest wej cie
w pe ne milczenie i wyciszenie wewn trzne po czone z hojnym zaanga owaniem si  w ca y
program rekolekcji.

b) Szczegó owy program o miodniowych rekolekcji

Dla tych, którzy chcieliby w oparciu o niniejsz  ksi

 odprawi  8–dniowe rekolekcje

czwartego tygodnia

wicze  z pe nym milczeniem oraz z indywidualnych kierownictwem,

podajemy poni ej szczegó owy plan  korzystania z proponowanych rozwa

. Jest on

odzwierciedleniem programu proponowanego w domach rekolekcyjnych, w których udziela
si

wicze  duchownych w. Ignacego Loyoli.

DZIE  ROZPOCZ CIA:
po po udniu I. WYJD , ABY STAN

 NA GÓRZE WOBEC PANA

II. CZ OWIEK STWORZONY JEST, ABY PANA BOGA CHWALI
wieczorem III. TRZEBA STA  SI  CZ OWIEKIEM WOLNYM

DZIE  1
rano IV. KTÓ  MNIE WYZWOLI Z CIA A, CO WIEDZIE KU  MIERCI?
w po udnie XIX. OBYM POZNA  SIEBIE, OBYM POZNA  CIEBIE
wieczorem V. BÓG NIE PRZEZNACZA NIKOGO DO PIEK A

background image

DZIE  2
rano VI.

ABO

 BOGA

w po udnie XX. PRAGNIENIA MODLITWY
wieczorem VII. ZMARTWYCHWSTANIE — ABSOLUTNA NOWO

 BOGA

DZIE  3
rano VIII. CIESZ SI , KRÓLOWO NIEBIESKA
w po udnie XXI. POTRZEBA MODLITWY
wieczorem IX. PUSTY GRÓB

DZIE  4
rano X. SPOTKANIE Z MARI  MAGDALEN
w po udnie XXII. METODY MODLITWY
wieczorem XI. BIEGLI ONI OBYDWAJ RAZEM DO GROBU

DZIE  5
rano XII. B OGOS AWIENI, KTÓRZY NIE WIDZIELI, A UWIERZYLI
w po udnie XXIII. MODLITWA USTNA
wieczorem XIII. SPOTKANIE NAD MORZEM TYBERIADZKIM

DZIE  6
rano XIV. CHRYSTUS PEDAGOGIEM
w po udnie XXIV. SZANSE I ZAGRO ENIA MEDYTACJI CHRZE CIJA SKIEJ
wieczorem XV. ZAPROSZENIE DO STO U S OWA BO EGO

DZIE  7
rano PRZYGOTOWANIE DO SPOWIEDZI — SPOWIED
w po udnie XXV.

WICZENIA DUCHOWNE A NOWA EWANGELIZACJA

wieczorem XVI. ZAPROSZENIE NA  AMANIE CHLEBA

DZIE  8
rano XVII. UWIELBI  BOGA SWOJ

MIERCI

po po udniu XVIII. KONTEMPLACJA O MI

CI

c) Propozycja programu dnia rekolekcyjnego

Poni ej podajemy tak e program dnia w czasie 8–dniowych rekolekcji ignacja skich
odprawianych w pe nym milczeniu. Program zawiera trzy kontemplacje, które poprzedzone
zostaj  przygotowaniem i zako czone tzw. refleksj . Czwarta kontemplacja na zako czenie
dnia, (bez przygotowania i bez refleksji) jest pewnym podsumowaniem dnia w bezpo redniej
rozmowie z Bogiem. Zach ca si , aby — o ile to mo liwe — uczestniczy  codziennie

Eucharystii  oraz  korzysta   codziennie  z 

rozmowy  indywidualnej  z 

kierownikiem

duchowym.

background image

Proponowany program nie powinien by  traktowany w 

sposób sztywny. Mo e by

dostosowywany do osobistych okoliczno ci. D ugo  kontemplacji oraz ca y sposób realizacji
programu winien by  rozeznany z kierownikiem duchowym.

7.00 kontemplacja I
9.00 lektura wprowadzenia do kontemplacji
— przygotowanie osobiste do kontemplacji
— kontemplacja II
— refleksja po kontemplacji
12.00 lektura rozwa ania rekolekcyjnego
15.00 kontemplacja powtórkowa
— przygotowanie osobiste do kontemplacji
— kontemplacja III (powtórkowa)
— refleksja po kontemplacji
19.00 kontemplacja IV (powtórkowa)
(bez przygotowania i bez refleksji)
20.00 lektura wprowadzenia do kontemplacji porannej
przed snem — rachunek sumienia
— przygotowanie osobiste do kontemplacji porannej

2. Dla odprawienia czwartego tygodnia w yciu codziennym

Z pomoc  niniejszych rozwa

 mo na równie  odprawi  czwarty tydzie

wicze   w yciu

codziennym. Ten sposób odprawienia

wicze  nie wymaga odej cia od codziennego

zaanga owania  w ycie  zawodowe,  rodzinne,  wspólnotowe.  Pozostaj c  w codziennych
warunkach mo emy odprawia  kolejne tygodnie. Takie

wiczenia domagaj  si  jednak

zapewnienia sobie sta ego czasu ma modlitw . Rytm modlitwy rekolekcyjnej w

wiczeniach

duchownych  w yciu codziennym  winien  by   dobrze  przemy lany  i 

uzgodniony

z kierownikiem duchowym.

Jednorazowy blok czasu po wi cony na skupienie, refleksj , lektur  i modlitw  rekolekcyjn
winien trwa  od jednej do dwóch godzin, w zale no ci od mo liwo ci czasowych oraz
intensywno ci odprawiania

wicze . Tak e w tym sposobie odprawiania czwartego tygodnia

konieczne by oby kierownictwo duchowe. I chocia  spotkania z kierownikiem mog  odbywa
si  rzadziej (np. raz w tygodniu), to jednak jego pomoc wydaje si  niezb dna.

3. Jako wprowadzenie do przed

onej modlitwy indywidualnej

Niniejsze rozwa ania mog  równie  by  potraktowane jako wprowadzenia do przed

onej

modlitwy osobistej lub wspólnotowej. Nie jest wówczas rzecz  konieczn  tworzenie
specjalnych warunków modlitwy. Nie jest te  konieczne kierownictwo duchowe. By oby
jednak rzecz  wa

, aby Czytelnik rozeznawa  uczucia, natchnienia i pragnienia, które b

rodzi  si  w nim.

background image

Wreszcie mo emy korzysta  z tych rozwa

 tak e na zasadzie lektury duchowej. Nie

musimy wówczas czu  si  zobowi zani do regularnej modlitwy w oparciu o przedstawione
tre ci.

4

 Rozwa ania pierwszego tygodnia nosz  tytu Adamie, gdzie jeste ?, drugiego tygodnia Daj mi pi ,

trzeciego za W Jego ranach.