background image

J ó z e f   A u g u s t y n   S J

Adamie, gdzie jeste ?

IGNACJA SKA METODA MEDYTACJI

I. WARUNKI MODLITWY MEDYTACYJNEJ

1.

 Bóg mówi w ciszy

2.

 Ha as wspó czesnej cywilizacji

3.

 Odpowiednie miejsce medytacji

4.

 Potrzeba kierownictwa duchowego

5.

 Zostaw wszystkie troski

II. METODA MEDYTACJI

1.

 Przygotowanie do medytacji

2.

 Trzy akty strzeliste poprzedzaj ce medytacj

3.

 S owo Bo e zasadniczym  ród em medytacji chrze cija skiej

4.

 S owo Bo e zdolne os dzi  my li serca

5.

 Serdeczna rozmowa

6.

 Refleksja po medytacji

7.

 Powtórzenia medytacji

8.

 Postawa cia a na modlitwie

W P R O W A D Z E N I A   D O   M E D Y T A C J I

III. WALKA JAKUBA Z ANIO EM

1.

 Zosta  sam jeden

2.

 Ka dy z nas cierpi

3.

 Pu  mnie bo ju  wschodzi zorza

4.

 Wierno  kobiety kananejskiej

5.

 Jakie jest twoje imi ?

6.

ycie duchowe rozpoczyna si  od nawrócenia wewn trznego

IV. MÓJ OBRAZ BOGA

1.

 Do jakiego Boga ja si  modl ?

2.

 Panie, poka  nam Ojca, a to nam wystarczy

3.

 Moja fascynacja Bogiem

4.

Mi owa em Izraela, gdy jeszcze by  dzieckiem

V. MOJE SERCE SI  NIE PYSZNI

1.

 Je eli si  nie staniecie jak dzieci

2.

 Nasz nie ad wewn trzny

3.

 Rodzaje ludzkiej pychy

background image

VI. S UCHAJ IZRAELU

1.

 Co jest najwa niejsze w naszym  yciu?

2.

 S uchaj Izraelu

3.

Pan Bóg jest nasz

4.

 Pan Bóg jest jedyny

5.

 Piramida warto ci naszego  ycia

VII. B DZIESZ MI OWA  PANA, BOGA SWEGO

1.

 Mi owanie Boga

2.

 Integralno  w mi

ci Boga

3.

 B

cie doskonali, jak Ojciec wasz niebieski

VIII. B DZIESZ MI OWA  BLI NIEGO

1.

 Kto jest moim bli nim?

2.

 Drugie przykazanie konsekwencj  pierwszego

3.

 Mi

 daje wolno

IX. B DZIESZ MI OWA  SIEBIE SAMEGO

1.

 Mi

 siebie samego miar  mi

ci bli niego

2.

 Przyj cie swojego  ycia jako daru mi

ci Boga

3.

 Mi

 siebie na równi z mi

ci  bli niego

4.

yje we mnie Chrystus

5.

 Nie ma wi kszego przykazania od tych dwóch

X. FASCYNACJA GRZECHEM

1.

 Geniusz przewrotnej inteligencji u pocz tków grzechu

2.

 Bezradno  cz owieka w nami tno ci i w pokusie

3.

 Zerwa a zatem owoc i da a swemu m owi

XI. ROZCZAROWANIE GRZECHEM

1.

 G bia przyzywa g bi  hukiem Twych potoków

2.

 Skryli si  przed Panem Bogiem

3.

 Adamie, gdzie jeste ?

4.

 Rozmowa z Jezusem ukrzy owanym

XII. ZGRZESZY EM WOBEC PANA

1.

 Puste serce miejscem ludzkiego grzechu

2.

 Grzech rodzi grzech

3.

 Za lepienie w grzechu

4.

 Misja proroka Natana

5.

 Czemu zlekcewa

 S owo Pana?

6.

 W Jego ranach jest nasze zdrowie

background image

XIII. JAK WIELKIE JEST MI OSIERDZIE PA SKIE!

1.

 Przegl d swych grzechów

2.

 Wa

 ci ko  grzechów

3.

 Do wiadczy  w asnej ma

ci

4.

 Kim jest Bóg, przeciwko któremu grzeszymy

5.

 Okrzyk pe en zdziwienia i wielkiej mi

ci

XIV. OJCIEC WZRUSZY  SI  G

BOKO

1.

 Przej cie od grzechu do mi osierdzia

2.

 A gdy syn by  jeszcze daleko...

3.

 Ujrza  go jego ojciec

4.

 Wzruszy  si  g boko

5.

 Wybieg  naprzeciw niego

6.

 Rzuci  mu si  na szyj  i uca owa  go

7.

 W mi

ci licz  si  czyny a nie s owa

8.

 Dwie r ce mi osiernego ojca

XV. SZYMONIE, SYNU JANA, CZY MI UJESZ MNIE?

1.

 Wi ksza mi

 w kontek cie wi kszej s abo ci

2.

 Pa  baranki moje

3.

 Zasmuci  si  Piotr

4.

 B dziesz dla Mnie cierpia

XVI. ZRÓBCIE WSZYSTKO, COKOLWIEK WAM POWIE MÓJ SYN

1.

 Zaproszono tak e Jezusa

2.

 Nie maj  ju  wina

3.

 Czy  to moja lub twoja sprawa, niewiasto?

4.

 Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie mój Syn

5.

 Praca cz owieka i moc Jezusa

6.

 Czas wskazany przez Jezusa

XVII. SAKRAMENT POJEDNANIA

1.

 Wychowanie do sakramentu pojednania

2.

 Czym jest sakrament pojednania?

3.

 Podej cie jurydyczne do spowiedzi

4.

 Podej cie osobowe

5.

 Podej cie prawne a podej cie osobowe do sakramentu pojednania

6.

 Kap an znakiem

7.

al judaszowy a  al piotrowy

8.

 Kryteria dla odró nienia  alu Piotra od  alu Judasza

XVIII. RACHUNEK SUMIENIA

1.

 Istota rachunku sumienia

2.

 Modlitwa zwi zana z bólem

background image

3.

 Propozycja rachunku sumienia

4.

 Dzi kczynienie

5.

 Wyznanie swoich s abo ci, niewierno ci i grzechów

6.

 Powierzenie si  z zaufaniem Bogu

R O Z W A

A N I A   R E K O L E K C Y J N E

XIX. ROZWA ANIA O LUDZKICH UCZUCIACH

1.

 Wej cie w nieuporz dkowane uczucia pocz tkiem nawrócenia

2.

 Co to s  uczucia?

3.

 Sk d si  bior  nasze uczucia?

4.

 Jak pracowa  nad swoimi uczuciami?

5.

 Ocena moralna uczu

6.

 Opór wewn trzny

7.

 Werbalizacja uczu

8.

 B ogos awieni czystego serca

9.

 Miejcie te same uczucia, co Jezus Chrystus

XX. ROZWA ANIA O L KACH

1.

 S

 Mu b dziemy bez l ku

2.

 W mi

ci nie ma l ku

3.

 Co to jest l k?

4.

 Nie wiadoma obrona przed l kami

5.

 Konsekwencje l ku

6.

 Czego si  boj ?

7.

 Do wiadczenie l ku kryterium autentyczno ci wiary

8.

 Jezus pogr ony w udr ce jeszcze usilniej si  modli

XXI. WYCHOWANIE SEKSUALNE

1.

 A Bóg widzia ,  e wszystko, co uczyni  by o bardzo dobre

2.

 Trzy wymiary ludzkiej seksualno ci

3.

 Wychowanie seksualne

4.

 Rozwój seksualny cz owieka

5.

 Oddramatyzowa  trudno ci seksualne

6.

 Rozeznanie odpowiedzialno ci moralnej

7.

 Poczucie winy i l k w mechanizmie napi cia seksualnego

8.

 Dynamika napi cia seksualnego

9.

 Akceptacja w asnej seksualno ci

XXII. KIEROWNICTWO DUCHOWE

1.

 Có  to za rozmowy prowadzicie ze sob  w drodze?

2.

 S uchanie

3.

 Spotkanie

background image

XXIII. ROZEZNAWANIE DUCHOWE

1.

 Potrzeba rozeznawania duchowego

2.

 Trudno ci w rozeznawaniu duchowym

3.

 Dzia anie z ego ducha

4.

 Dzia anie dobrego ducha

5.

 Rozeznawanie duchowe szukaniem woli Bo ej

XXIV.

REGU Y O ROZEZNAWANIU DUCHOWYM

1.

 Dzia anie duchów u tych, którzy przechodz  od grzechu  miertelnego do grzechu  miertelnego

2.

 Dzia anie duchowe u tych, co usilnie post puj  w oczyszczaniu si  ze swoich grzechów

3.

 Pocieszenie duchowe

4.

 Strapienie duchowe

5.

 Taktyka dzia ania z ego ducha

XXV. JAK KONTYNUOWA

WICZENIA DUCHOWNE?

1.

wiczenia szko

ycia wewn trznego

2.

 Codzienny rachunek sumienia

3.

 Przed

ona modlitwa osobista

4.

 Praktyka rozeznawania duchowego

5.

 Pog bia

ycie wspólnotowe

6.

 Potrzeba cierpliwo ci dla duchowego wzrostu

7.

 Pog bia  nasze wi zi z innymi

8.

 Nie da  sobie odebra  duchowych pragnie

JAK MO NA WYKORZYSTA  PROPONOWANE ROZWA ANIA?

1.

 Dla odprawienia pierwszego tygodnia

wicze

2.

 Dla odprawienia pierwszego tygodnia w yciu codziennym

3.

 Jako wprowadzenie do przed

onej modlitwy indywidualnej

background image

I. WARUNKI MODLITWY MEDYTACYJNEJ

1

1. Bóg mówi w ciszy

Wyciszenie wewn trzne oraz milczenie zewn trzne jest koniecznym warunkiem modlitwy
i  ycia duchowego w ogóle. Modlitwa jest bowiem rozmow , w której najpierw jeste my
zaproszeni do s uchania tego, co Bóg do nas mówi. Modlitwa nie jest przede wszystkim
mówieniem cz owieka. Modlitwa jest najpierw otwieraniem si  na S owo Boga. Bóg za
mówi w ciszy. Pismo  w. stwierdza, i na ulicy Jego g osu nie us yszysz. I w

nie dlatego,  e

Bóg mówi w ciszy, konieczne jest wyciszenie wewn trzne i milczenie zewn trzne. Bóg mówi
w ciszy
, poniewa  nie gwa ci ludzkiej wolno ci. Krzyk jest wyrazem przemocy. Im

niejszy i cz stszy krzyk, tym wi ksza przemoc.

naszych relacjach mi dzyludzkich pojawia si  nieraz wiele przemocy zwi zanej

z wywieraniem na siebie nawzajem presji poprzez podnoszenie g osu i krzyk. Próbujemy
wywiera  nacisk psychiczny pos uguj c si  ha

liwym i chaotycznym przemawianiem do

bli nich. Bóg natomiast nie pos uguje si  krzykiem.

W milczenie zewn trzne i wyciszenie wewn trzne mo emy wej  w pe ni tylko w wolno ci.
Je eli chcemy, aby milczenie, cisza mia y na nas pozytywny wp yw, musimy je przyj
dobrowolnie, w wolno ci. Nie da si  bli niemu nakaza  wyciszenia wewn trznego. Je eli
kogo  zmusiliby my do milczenia zewn trznego, b dzie to niedobre milczenie, poniewa

dzie naznaczone pewn  form  przemocy. Stosowanie przemocy rodzi za

atwo bunt.

Wolno   w 

milczeniu  zewn trznym  oraz  w 

wyciszeniu  wewn trznym  jest  jakim

szczególnym warunkiem modlitwy. Nasza modlitwa mo e rozwija  si  tylko w wielkiej
wolno ci. Wolno  na modlitwie jest pewn  — o ile tak mo emy powiedzie  — przestrzeni
w ludzkim sercu, w któr  Bóg wchodzi. Je eli cz owiek nie powierzy by swojej wolno ci,
swojej woli Bogu, modlitwa by aby niemo liwa.

2. Ha as wspó czesnej cywilizacji

Zwró my uwag ,  e wspó czesna cywilizacja charakteryzuje si  bardzo mocnym
oddzia ywaniem na nas silnymi bod cami zewn trznymi. Bod ce te widoczne s  cho by
w  rodkach spo ecznego przekazu. S  one nie tylko mocne, ale niekiedy wr cz brutalne.
W wielu programach istnieje ju  nie tylko wiele krzyku i ha asu, ale ukazuje si  tak e
przemoc fizyczn : zadawanie cierpienia, u miercanie, brutalne sceny seksualne.

Dlaczego  rodki spo ecznego przekazu odwo uj  si  dzi  do gwa towno ci, przemocy,
niekiedy nawet do perwersji? Dlatego, i  cz owiek sta  si  niewra liwy na codzienne,
normalne bod ce
. Spokojnym, subtelnym opowiadaniem o ludzkim  yciu, o ludzkiej mi

ci

nie mo na ju  nikogo zachwyci . Takie bod ce wydaj  si  by  ju

za s abeNa takich

programach nie mo na ju

zrobi  interesu. St d w

nie odwo anie si  do przemocy

background image

i perwersji. Jan Pawe  II w Li cie do Rodzin mówi,  e pewne elementy naszej cywilizacji s
chore. Na pewno bardzo chore w naszej cywilizacji jest ukazywanie w  rodkach spo ecznego
przekazu przemocy, brutalno ci, gwa tu, krzyku. Kiedy przez d

szy czas podlegamy

oddzia ywaniu takich w

nie mocnych obrazów, wówczas tracimy wra liwo . Nie jeste my

ju  w stanie us ysze  ani siebie samych, ani te  drugiego cz owieka. Po prostu nie jeste my
w stanie s ucha .

Chorob  naszych czasów jest niezdolno  do s uchania. Nie umiemy siebie nawzajem

ucha , poniewa  nosimy w sobie jaki  wielki niepokój, który czyni nas niewra liwymi na

siebie samych i na bli nich. Wej cie w wyciszenie wewn trzne i milczenie zewn trzne w tej
sytuacji mo e okaza  si  czym  bardzo trudnym; mo e okaza  si  wr cz do wiadczeniem
bolesnym. Je eli jeste my przyzwyczajeni do ci

ego krzyku i ha asu, wówczas staje si  to

utrwalonym stylem  ycia. I chocia  styl ten nas m czy, to jednak nie umiemy si  od niego
oderwa . Jest to wówczas pewna forma narkotyku, który codziennie za ywamy. Alkoholik
bywa wprawdzie udr czony nadu ywaniem alkoholu, nie umie jednak bez niego 

. Kiedy

za  usi uje zerwa  z na ogiem, do wiadcza wielkiego g odu alkoholowego. Dla wielu z nas
wyciszenie wewn trzne i milczenie zewn trzne mo e by  trudne. Jeste my bowiem nieraz
wr cz uzale nieni od ha

liwych d wi ków i obrazów naszej cywilizacji audiowizualnej.

W milczeniu zewn trznym  i wyciszeniu  wewn trznym ujawnia si  to,  kim naprawd
jeste my. Ujawnia si  ca y d awiony do tej pory niepokój wewn trzny, zagubienie, poczucie

alu i krzywdy, wielkie poczucie winy, gniew czy wr cz agresja wobec innych, kompleksy

ni szo ci lub te  nasze chore ambicje. Kiedy wchodzimy w g bsze wyciszenie wewn trzne
oraz milczenie zewn trzne, te i tym podobne uczucia dopadaj  nas nieraz jak s py. W ciszy
ujawnia si  wszystko to, co udaje nam si  zdusi  i zd awi  poprzez krzyk, ha as, gwa towne
i silne prze ycia wywo ane sztucznymi d wi kami i obrazami.

Ogl da em  kiedy   polski  film o 

samotnej  matce,  kobiecie  bardzo  zagubionej

i znerwicowanej. Pami tam z niego jedn  szczególn  scen . W przyp ywie szczero ci kobieta
ta powiedzia a do swojej kole anki: Tak chcia abym wyjecha  na dwa tygodnie, odpocz
gdzie   w ciszy
. Kole anka za , która j  dobrze zna a, odpowiedzia a jej: Ty w ciszy, dwa
tygodnie? Przecie  ty pi

 minut nie umiesz by  sama.

Cz sto narzekamy na przepracowanie, przem czenie, na brak czasu. Jest to jednak tylko
pewien pozór narzekania. Mówi c bowiem nieco paradoksalnie, z naszym przepracowaniem
i przem czeniem jest nam nieraz bardzo dobrze. Z jednej strony narzekamy na przem czenie
i przepracowanie, a z drugiej strony za , kiedy mamy d

sz  chwil  nie wiemy, co z ni

zrobi . Zagospodarowanie wolnego czasu, który nagle spada nam z nieba, stanowi dla nas
nie raz powa ny problem. Cz sto nie umiemy wypoczywa , nie umiemy reflektowa  nad
sob ,  nie umiemy spokojnie spotyka   si   z innymi, z Bogiem. Uciekamy  w ogl danie
mocnych programów audiowizualnych, w tani  lektur , w konsumpcj . Tak szybko nieraz

czy nas rozmowa z Bogiem, z lud mi, m czy nas g bsza refleksja nad swoim  yciem.

Dla wielu z nas zapracowanie jest bardzo dobrym alibi,  eby nie wej  w siebie i nie
dowiedzie  si , co w

ciwie nam jest, na co w

ciwie jeste my chorzy.

background image

Wej  w cisz , to jednocze nie zrezygnowa  z owego alibi. Wej  w cisz  to przesta  si
oszukiwa . I w

nie dlatego dla wielu ludzi cisza mo e by  trudna, a nawet bolesna. Szans

ciszy jest z jednej strony odkrycie prawdy o naszym ludzkim  yciu, prawdy o  ród ach
naszego niezadowolenia z siebie, z innych, prawdy o  ród ach naszego zagubienia; z drugiej
strony za  cisza jest szczególn  okazj  do szukania ratunku i wyj cia z naszej zagmatwanej
sytuacji  yciowej.

Bóg przemawia w ciszy. Ustami proroka Ozeasza Jahwe oznajmia: chc  j  (oblubienic )
przyn ci , na pustyni  j  wyprowadzi  i mówi  jej do serca (Oz 2, 16)
. Na samym pocz tku
rekolekcji chciejmy prosi  Boga o g bokie pragnienie wej cia w samotno  serca, której
domaga si  modlitwa. Pro my, aby my pozwolili si  Bogu wyprowadzi  na pustyni , by my
chcieli us ysze  Jego G os.

Je eli rekolekcje te odprawiamy w wi kszej wspólnocie, wówczas atmosfera skupienia
i ciszy b dzie zale

 od wszystkich; b dzie ona wzajemnym darem wszystkich dla

wszystkich. Mury domu nie mog  ofiarowa  nam milczenia. We wspólnocie wszyscy
wzajemnie mo emy sobie ofiarowa  skupienie i cisz . Dar wyciszenia zewn trznego jest
delikatny, poniewa  domaga si  wr cz jednomy lno ci wszystkich cz onków wspólnoty.
Milczenie zewn trzne w 

czasie wspólnotowego odprawiania rekolekcji jest wyrazem

wzajemnego szacunku do siebie, jest wyrazem braterskiej mi

ci oraz  wiadectwem wiary.

3. Odpowiednie miejsce medytacji

w. Ignacy zach ca, aby na czas rekolekcji oddali  si  od przyjació  i znajomych

i zamieszka  w innym domu. Je eli nie jest to mo liwe, proponuje, aby przynajmniej na czas
skupienia rekolekcyjnego zmieni  pokój mieszkalny (por.  D, 20)

2

.

Aby móc wej  w 

przed

on  modlitw  medytacyjn  trzeba  koniecznie znale

odpowiednie miejsce; miejsce pe ne ciszy, w którym wielo  bod ców zewn trznych nie
by aby przeszkod  w skupieniu i koncentracji. Z pewno ci  mo na modli  si  w ulicznym
gwarze. Mo na nawet robi

medytacj  ulicznego gwaru. Takie do wiadczenie mo e by

jednak rzadkie i wyj tkowe.

Id  tam, gdzie móg by  by  sam — podpowiada nam K. Tilmann — gdzie by ci nie
przeszkadzano, w miejsce które promieniowa oby pokojem ze wszystkiego, co ci  otacza. By
mo e b dzie to twoje mieszkanie, ko ció . Kiedy znalaz

 miejsce, które promieniuje

pokojem, zatrzymaj si  w nim.

Odpowiednie miejsce do medytacji odnajdujemy z jednej strony poprzez przeczucie
wewn trzne, z drugiej strony za  dzi ki do wiadczeniu. Niekiedy trzeba spróbowa  modli
si  w ró nych miejscach, aby poprzez porównanie i praktyk  móc wybra  to, które naj atwiej
wprowadza  nas  w 

atmosfer   wyciszenia,  skupienia  i 

pokoju.  Swojego  miejsca  dla

przed

onej modlitwy trzeba nam nieraz z cierpliwo ci  szuka  przez d

szy czas.

background image

4. Potrzeba kierownictwa duchowego

Istotnym elementem rekolekcji ignacja skich s  rozmowy indywidualne z kierownikiem
duchowym. Celem tych rozmów nie jest z pewno ci  jakakolwiek forma kontroli, nacisku
psychicznego czy te paternalistycznie rozumianej opieki duchowej. Ignacy Loyola swoim
do wiadczeniem podkre la wielk  potrzeb  wolno ci, hojno ci i zaanga owania w  yciu
duchowym. Je eli metoda ignacja ska okazuje si  by  dla wielu osób tak bardzo skuteczn ,
to tylko dlatego, i  odwo uje si  ona do ich ludzkiej wolno ci, do ich szlachetno ci i wielkich
pragnie  duchowych. To one w

nie staj  si

ród em ofiarnego zaanga owania

w porz dkowanie swojego  ycia oraz w szukanie i znajdowanie woli Bo ej.

ównym  celem  kierownictwa  duchowego  w 

rekolekcjach  jest  obiektywizacja

do wiadczenia wewn trznego. W rozmowach indywidualnych przygl damy si  sobie jak
w lustrze, rozeznajemy autentyczno  naszego s uchania S owa Bo ego oraz naszego
otwarcia na nie. W cz owieku prowadz cym  ycie duchowe daj  si  bowiem s ysze  ró ne

osy: nie tylko g os Boga, natchnienia Ducha  wi tego, ale tak e natchnienia w asnych

ludzkich nami tno ci oraz natchnienia z ego ducha. Poniewa  w czasie rekolekcji b dziemy
z wi kszym wysi kiem pracowa  duchowo, dlatego te  wi ksza b dzie intensywno  tych

osów. Ta w

nie wi ksza intensywno

osów i natchnie  domaga si  z naszej strony

szczególnie uwa nego rozeznania duchowego.

Rozmowa z kierownikiem duchowym s

y przede wszystkim nam samym. Kierownik

duchowy pe ni jedynie rol  s

ebn . Winien tylko pomaga  w rozwijaniu si  relacji

pomi dzy odprawiaj cym

wiczenia duchowne a Bogiem. Nie jest on zasadniczym punktem

odniesienia dla rekolektanta. Zasadniczym punktem odniesienia dla odprawiaj cego
rekolekcje jest sam Bóg.

Nierzadko zdarza si , i  w czasie

wicze  duchownych pierwszego tygodnia rekolektant

spontanicznie powraca do swojej, nieraz bardzo bolesnej przesz

ci, powraca do wielu

zranie  i zagubie

yciowych. W tych trudnych chwilach rekolekcyjnych nie powinien

jednak pozosta  sam. Wypowiedzenie bolesnych do wiadcze

yciowych przed

kierownikiem duchowym jest pewnym przygotowaniem, aby wypowiada  je tak e
z zaufaniem i z wielk  wolno ci  wewn trzn  przed samym Bogiem. Idea  kierownictwa
duchowego zak ada, i

yczliwe przyj cie i akceptacja kierownika stanie si  znakiem

bezwarunkowej akceptacji i mi

ci samego Boga. Kiedy zaczynamy wypowiada , opisywa

nasze wewn trzne prze ycie, sami zaczynamy je lepiej rozumie . Ju  samo wypowiedzenie
naszych do wiadcze  wewn trznych przed drugim sprawia, i  one si  krystalizuj , okre laj
przybieraj  jakby inny kszta t.

O czym  konkretnie  winni my  rozmawia   na  spotkaniach  z kierownikiem  duchowym
w czasie rekolekcji ignacja skich? Po prostu o tym, co aktualnie prze ywamy na modlitwie.
O rodz cych si  uczuciach, my lach, natchnieniach. W pierwszych rozmowach mo emy
krótko przedstawi  si  i podj  nasze najtrudniejsze problemy, które chcieliby my podda
dzia aniu S owa Bo ego oraz rozeznaniu kierownictwa duchowego. Mo emy zacz

 od tego,

co jest dla nas najtrudniejsze, o czym najtrudniej by oby nam powiedzie ; mo na zacz

background image

o tego, co nas najbardziej upokarza, zawstydza w naszej w asnej  wiadomo ci. Mogliby my
w ten sposób przezwyci

 l k o siebie oraz poczucie zagro enia. Ale podobnie jak

rekolekcyjne milczenie, tak równie  i kierownictwo duchowe domaga si  naszej pe nej
wolno ci wewn trznej oraz g bokiego przekonania o jego s uszno ci dla naszego  ycia
duchowego.

Nie nale

oby jednak rozpoczyna  bardzo szczerych rozmów na si , jakby wbrew w asnej

wolno ci. Je eli bowiem otwieraliby my si

na si , wówczas mogliby my si  poczu

wewn trznie upokorzeni i zawstydzeni. Wszystko, co robimy w  yciu duchowym posiada
warto  tylko wtedy, kiedy jest dokonywane pod wp ywem wolno ci i hojno ci wewn trznej.
Je eli w kierownictwie duchowym boimy si  bardzo mówi  o sobie, wówczas przed pe nym
otwarciem si  nale

oby modli  si  o otwarto , szczero  i ducha wiary, który pozwoli nam

w kierowniku duchowym dostrzec dzia anie Chrystusa. To On bowiem przede wszystkim
proponuje nam pomoc w ramach wspólnoty Ko cio a.

Z tej w

nie otwarto ci, szczero ci i wiary na modlitwie spontanicznie zrodzi si  tak e

szczero  i otwarto   w kierownictwie duchowym. Praktyka pokazuje, i  osoba,  która
naprawd  szczerze modli si  o pokonanie l ków i o otwarcie w

wiczeniach duchownych,

stosunkowo szybko otrzymuje t

ask . Wielka modlitwa rekolekcyjna zwi zana

z

wiczeniami duchownymi  nie  jest  bowiem  tylko  nasz

osobist  prac . Jest to równie

wielka praca Boga w nas. Przecie  nie tylko nam zale y, aby pokona  nasze problemy i l ki.
Na tym zale y tak e Bogu, który nad nami nieustannie czuwa i nas prowadzi. Jemu tak e
bardzo zale y na naszym otwarciu si  przed Nim. Nasze otwarcie przed przedstawicielem
Ko cio a jest symbolem otwarcia si  przed samym Bogiem. Mo emy wi c modli  si

owami: Panie Jezu, nie tylko mnie zale y na Twojej mi

ci, ale tak e Tobie zale y na mojej

mi

ci. Daj mi  ask  szczero ci i otwarcia na Twoje S owo. Przekonanie wewn trzne,  e

Bóg  pracuje  w 

nas,  mo e  by

ród em  wielkiej  odwagi  w 

ca ym  do wiadczeniu

rekolekcyjnym, tak e w rozmowach indywidualnych.

Je eli w czasie rekolekcji rodz  si  jakie  szczególne uczucia wobec kierownika duchowego,
które nam przeszkadzaj , wówczas w 

wielkiej wolno ci wewn trznej mo emy je

wypowiedzie , by rozezna  ich  ród o. Takie zwerbalizowanie uczu  potrzebne jest
szczególnie wówczas, kiedy nie daj  nam spokoju, nieustannie przeszkadzaj c w modlitwie.

5. Zostaw wszystkie troski

Ignacy jest  wiadom,  e owocno  modlitwy zale y nie tylko od milczenia zewn trznego, od
rozmów z kierownikiem, od dobrego miejsca, ale przede wszystkim od postawy serca
ludzkiego. Wa nym warunkiem, jaki Ojciec Ignacy stawia przed cz owiekiem pragn cym
odprawi

wiczenia duchowne, jest troska o wewn trzne uwolnienie si  od wp ywu

zewn trznego  rodowiska. Rekolektant — stwierdza Ignacy — post pi w  wiczeniach tym
wi cej, im bardziej od czy si  od wszystkich przyjació  i od wszelkiej troski doczesnej
. K.
Tilmann doradza: Uwolnij si , zostaw wszelkie troski, obowi zki, wysi ek, po piech oraz
aktywno . I jeszcze bardziej uwolnij si  od niepokoju, dyskusji wewn trznych, my li,
projektów, wszystkich planów dzia ania. Im bardziej uwolnisz si  od tego wszystkiego, tym

background image

bardziej uwolnisz si  od siebie samego i zanurzysz si  w medytacj . Uwolnienie si  od
codziennych trosk pozwala rekolektantowi z tym wi ksz  dyspozycyjno ci  i hojno ci

 Bogu w ofierze ca  sw  wol  i wolno , aby Boski Jego Majestat tak jego osob , jak

i wszystkim, co posiada, pos ugiwa  si  wedle naj wi tszej woli swojej  ( D,  5).  Mówi c
innym j zykiem, pokój wewn trzny oraz uwolnienie si  od tego, co zajmuje nasz

wiadomo , konieczne jest, aby móc s ucha  S owa Bo ego.

Przyst puj c do porz dkowania swojego  ycia oraz do szukania i znajdowania woli Bo ej
w

wiczeniach duchownych nie mo emy rozpoczyna  jednak od autoanalizy naszych

niepokojów i naszych problemów. Nie mo emy te  odwo ywa  si  najpierw do naszych
ludzkich sposobów i metod. Rozpoczynaj c modlitw  od siebie  i swoich problemów
ryzykujemy, i  znajdziemy w

nie swoje w asne rozwi zania. P. van Breemen, znany

rekolekcjonista w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych, na pocz tku udzielanych
przez siebie rekolekcji zach ca rekolektantów, aby problem, z którym przyjechali, schowali
do szafy. Rozwa ane S owo Bo e samo nam poka e, w którym dniu rekolekcji i w jaki
sposób go wyci gn .

Nasze problemy, którym pragniemy stawi  czo a, w  wietle S owa Bo ego zwykle wygl daj
inaczej. Nierzadko te  rozwi zanie, w  wietle S owa, staje si  oczywiste i proste. Innym
razem problem znika. Bywa jednak i tak, i  rekolektant do wiadcza,  e jego problem jest
o wiele powa niejszy ni  s dzi  i przypuszcza . Ten za , który przywióz  z sob , okazuje si
by  jedynie substytutem g bszego problemu, którego do tej pory nie umia  lub te  nie chcia
dostrzec. Nie jeste my w stanie odkry  istoty naszych problemów bez o wietlenia ich

owem Bo ym. Dzi ki S owu Bo emu odkrywamy tak e, i  nasze problemy nie s  ju  tylko

nasze, ale  e staj  si  tak e problemami Pana Boga. Rozwi zujemy je bowiem z Nim i dzi ki
Niemu.

Owocno

wicze  duchownych jest wi c  ci le uzale niona od naszej wolno ci

wewn trznej oraz od otwarto ci i hojno ci wobec Boga. Przyst pienie do rekolekcji
w postawie zamkni cia, duchowego sk pstwa, bez g bokiego zaanga owania si  i ofiarno ci
mog oby uniemo liwi  osi gni cie po

danego owocu.

1

Rozwa ania  nr  I,  III  —  por.  J.  Augustyn, Duch wspomaga s abo  nasz , Wydawnictwo M, Kraków 1994.

Rozwa ania nr II, IV, V, X–XIV, XVII–XIX, XXI, XXIII, XXIV — por. J. Augustyn, Ojciec wzruszy  si  g boko,
Wydawnictwo WAM, Kraków 1991. Rozwa ania nr VI–IX — por. J. Augustyn, Jak szuka  i znajdowa  wol
Bo ,
 Wydawnictwo M, Kraków 1993. Rozwa anie nr XV — por. J. Augustyn, Rabbi, gdzie mieszkasz?,
Wydawnictwo M, Kraków 1993. Rozwa anie nr XXII — por. J. Augustyn, Praktyka kierownictwa
duchowego,
WydawnictwoM,Kraków1993.

2

w. Ignacy Loyola,

wiczenia duchowne (= D), WAM, Kraków 1991.

background image

II. METODA MEDYTACJI

1. Przygotowanie do medytacji

Ka

 medytacj  w rekolekcjach poprzedzamy osobistym przygotowaniem. Jest ono wa nym

elementem szko y modlitwy, któr  proponuje nam Ignacy Loyola w

wiczeniach

duchownych. Nieraz d ugimi latami modlimy si  powierzchownie tylko dlatego,  e do
spotkania z Bogiem przyst pujemy nie przygotowani, wchodzimy w modlitw  jakby prosto
z ulicy.

Nierzadko zdarza si ,  e cho  szczerze szukamy g bszej modlitwy, nieraz ca ymi latami
modlimy si  do  powierzchownie. Mamy np. pó  godziny czasu na modlitw . Bierzemy jaki
tekst  biblijny,  zaczynamy  go  czyta   i analizowa   z ca   szczero ci   i  z wysi kiem
wewn trznym. Budzi si  w nas pewne wewn trzne do wiadczenie. Ale w tym momencie,
kiedy zaczyna rodzi  si  jakie  prze ycie, jeste my najcz ciej zmuszeni przerwa  modlitw ,
poniewa  nasz czas si  ju  sko czy . Modlitwa, je eli ma by  pog biona, winna by
uprzednio przygotowana. Modlitwa poranna b dzie bardzo owocna, je eli zostanie
przygotowana wieczorem. Jednym z wielkich owoców rekolekcji, które odprawiamy, mo e
by  odkrycie przygotowania do modlitwy, jako wa nego warunku dobrego spotkania
z Bogiem.

A oto konkretna propozycja bezpo redniego przygotowania si  do modlitwy. Zaproponowany
tekst do medytacji czytamy kilka razy ró nymi metodami.

Pierwsza metoda. Wybrany tekst czytamy w sposób ci

y, zdanie po zdaniu. Warto t

metod  przeczyta  proponowany fragment biblijny dwa lub trzy razy. W ten sposób dobrze
poznajemy najpierw perykop  biblijn .

Druga metoda czytania. Za drugim razem czytamy tekst wolniej, zatrzymuj c si  krótko po
ka dym zdaniu lub nawet fragmencie zdania. W tym sposobie czytania nie chodzi ju  tylko
o to, by poznawa  tre , ale tak e j smakowa .  w. Ignacy zauwa a,  e nie obfito  wiedzy
nasyca dusz , ale wewn trzne smakowanie ( D, 2).

I wreszcie trzecia metoda czytania. W tej metodzie zatrzymujemy si  w dowolnym miejscu
tekstu dowoln  ilo  czasu. Trwamy w wybranym zdaniu, s owie, my li tyle czasu, ile
potrzebujemy. Próbujemy w ten sposób uchwyci  to, co nas najbardziej uderza, co przyci ga
nasz  uwag . Mog  zatrzyma  si  na tym, co mi si  podoba, budzi moj  rado , nadziej ,
entuzjazm; warto te  zatrzyma  si  w tych miejscach, które budz  mój opór i sprzeciw.

Podczas przygotowania mo emy sobie pewne zdania, s owa, odczucia i my li wypisa ,
podkre li , zatrzyma  si  na nich. Do wiadczenie pokazuje, i  takie przygotowanie wymaga
oko o 15 — 20 minut. Nie powinni my si  spieszy  podczas przygotowania modlitwy.

background image

Na zako czenie przygotowania do medytacji warto skorzysta  tak e z obrazu  ci le
dostosowanego do tematu medytacji. Obraz ten mo emy ogl da  przez kilka minut. Mo na
te  korzysta  z podk adu muzycznego. Kontemplowanie obrazu ma na celu pobudzenie
wyobra ni, a przez ni  ca ej sfery emocjonalnej (serca)  i zapobieganie  w ten  sposób
zbytniemu intelektualizowaniu na modlitwie. Modlitwa Ko cio a Wschodniego, jak wiemy,

adzie wi kszy nacisk na dzia anie

wyobra ni  i serca  i 

jest  ci le  zwi zana

z kontemplowaniem  ikony.  Korzystanie  z obrazu  w rekolekcjach  odprawianych  samotnie
mo e by  nieco trudniejsze. Jest ono jednak mo liwe, o ile rekolektant sam przygotuje sobie
wcze niej odpowiednie obrazy. W

wiczeniach duchownych  odprawianych  w grupach

zorganizowanych, np. w domach rekolekcyjnych, odpowiedni obraz wraz z muzyk  mo e
proponowa  rekolekcjonista.

2. Trzy akty strzeliste poprzedzaj ce medytacj

Ignacja ska metoda medytacji, któr  proponujemy, jest prost  modlitw , w której obecne s
wszystkie najwa niejsze elementy duchowo ci chrze cija skiej. Na rozpocz cie medytacji
Ignacy proponuje trzy krótkie akty strzeliste, które s  jakby wej ciem do namiotu spotkania
z Bogiem.

Pierwszy akt strzelisty jest krótk  pro

 o prawo  intencji,  o wewn trzn  uczciwo  na

modlitwie.  w. Ignacy zach ca, by prosi  o  ask , aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny
by y skierowane w sposób czysty do s

by i chwa y Jego Boskiego Majestatu ( D, 46);

prosi , by ca a moja modlitwa by a skierowana ku Bogu. Jezus przestrzega nas przed
fa szyw  modlitw , w której istnieje przede wszystkim odniesienie do naszych ludzkich
potrzeb i pragnie , natomiast brakuje odwo ania si  do Boga i Jego S owa. Klasycznym
przyk adem
 fa szywej modlitwy w Ewangelii jest modlitwa faryzeusza w  wi tyni, podczas
której przemawia on bardziej do siebie samego ni  do Boga. Poniewa  nie szuka  Boga i Jego
sprawiedliwo ci, ale jedynie w asnej ludzkiej chwa y, wyszed  ze  wi tyni

nie

usprawiedliwiony (por.  k 18, 10–14).

Drugi akt strzelisty dotyczy obrazu, który ma nam towarzyszy  w czasie modlitwy. Obraz ten
ma by  pewn  pomoc  we w czeniu w modlitw  naszej wyobra ni.  w. Teresa Wielka
stwierdza,  e dwie w adze w cz owieku, pami  i wyobra nia, przeszkadzaj  nam najbardziej
w modlitwie. Nie nale y jednak z nimi walczy , ale jedynie w czy  je w proces modlitwy;
zaanga owa  je  w dialog z Bogiem dostarczaj c im pokarmu. Je eli mamy mo no
kontemplacji obrazu, o której wspominali my wcze niej, zaanga owanie naszej wyobra ni
w modlitw  mo e by  nieco  atwiejsze.

Trzeci krótki akt strzelisty dotyczy pro by o 

owoc medytacji. Pro ba powinna by

odpowiednia do przedmiotu medytacji. Je eli np. medytacja  jest  o zmartwychwstaniu,
[trzeba] prosi  o rado  z Chrystusem radosnym; je eli jej przedmiotem jest m ka, [trzeba]
prosi  o ból,  zy i cierpienie z Chrystusem cierpi cym
 ( D, 48). Istot

ycia duchowego — od

naszej ludzkiej strony — s  g bokie pragnienia i d enia. Je eli nie by oby w nas tych

bokich pragnie  i t sknot, nie by oby te  prawdziwego  ycia duchowego. Przed ka

modlitw  pytamy si  wi c, jakimi pragnieniami kieruje si  nasza modlitwa. Nasze

background image

modlitewne spotkania z Bogiem bywaj  nieraz p ytkie, poniewa  nie s  motywowane
najpierw g bokimi d eniami, ale przede wszystkim poczuciem obowi zku, poczuciem
winy, l ku, ludzkimi wzgl dami.

Czego chc , czego pragn ? O co mi naprawd  chodzi? Dlaczego rozpoczynam to szczególne
do wiadczenie?
 — s  to wa ne pytania na pocz tku tych rekolekcji. Chciejmy sobie

wiadomi , i  w czasie rekolekcji Bóg oka e si  hojnym na miar  naszych pragnie . Wielkie

pragnienia b

ród em wielkich darów Bo ych, ma

 naszych pragnie  mo e zniweczy

hojno  Boga w naszym  yciu. Bóg ka demu z nas daje tyle, na ile si  przed Nim otwiera.
Je eli b dziemy prosi  o wiele, Bóg udzieli nam wiele.

Jest rzecz  wa

, aby nasza modlitwa by a prawdziwa. Trzeba wi c przedstawia  Bogu

pragnienia, które w nas odnajdujemy. Na modlitwie nie tyle trzeba by  najpierw pi knym, ile
raczej prawdziwym. Jeste my pi kni przed Bogiem w

nie wtedy, kiedy jeste my prawdziwi.

Na modlitwie nie trzeba udawa  pragnie , ale przedstawia  te, które mamy i prosi  o ich
pog bienie i utrwalenie. Je eli nie posiadaliby my wielkich pragnie , wówczas t  nasz
sytuacj  winni my przedstawi  Bogu prosz c o pragnienie pragnie Nasze duchowe
pragnienia s  nie tylko owocem naszego wysi ku. S  one tak e owocem  aski. Bóg daje
wielkie pragnienia. Dzi ki pro bie o owoc rozmy lania mo emy rozwija  i piel gnowa  nasze
duchowe pragnienia.

3. S owo Bo e zasadniczym  ród em medytacji chrze cija skiej

Mistrzowie medytacji z regu y nie bardzo chc  mówi  o tym, czym jest medytacja i co chce
ona osi gn

, wskazuj  raczej na konieczno  jej uprawiania. Pouczaj ,  e samo mówienie

do wiadczeniu  nie  jest  równoznaczne  z 

byciem  cz owiekiem  do wiadczonym (H.

Waldenfels).  Samo mówienie o metodzie  medytacji nie wprowadza nas jeszcze w jej
do wiadczenie. Jest to jedynie opis zewn trzny tego, co mo e dopiero sta  si  naszym
udzia em, je eli rozbudzaj c w nas duchowe pragnienia dostosujemy si  wiernie do
wskazówek przekazanej nam metody.

Istot  medytacji ignacja skiej, a tak e istot  chrze cija skiej modlitwy, jest doprowadzenie
do rzeczywistego spotkania S owa Bo ego z  yciem cz owieka w ca ej jego przesz

ci,

tera niejszo ci i przysz

ci. W medytacj  wnosimy nie tylko to, jacy jeste my w czasie

tera niejszym, ale tak e ca  swoj  przesz

 i przysz

. Cz owiek wchodzi w medytacj

w sposób integralny.

Jedn  z pierwszych rzeczy, na któr  winni my zwróci  uwag  w medytacji, jest potrzeba
autentycznego s uchania S owa Bo ego, obiektywnego patrzenia na medytowan

histori

D, 2). Cz owiek wchodz cy w medytacj  winien u wiadomi  sobie niebezpiecze stwo

odczytywania S owa Bo ego poprzez w asne, najcz ciej nieu wiadomione oczekiwania, l ki
i potrzeby. W medytacji os dzamy nie S owo Bo e, ale w asne  ycie w  wietle S owa. Istnieje
ci ka choroba
 — pisze P. Antoine — na któr  cierpimy wszyscy: jest to przerost s dzenia.
Posiadamy pasj  wydawania s dów. Jeste my spokojni tylko wówczas, je li udaje nam si
sprowadzi  ka

 rzecz do jednej tylko kategorii dobra lub z a. Pierwsz  konsekwencj  tej

background image

choroby jest trzymanie si  na uboczu i ocenianie wszystkiego z góry. Drug  konsekwencj  jest
zniekszta cenie poznania a przez  to zniekszta cenie tak e i dzia ania
. Je eli nie widzimy
u siebie tej tendencji do przesadnego oceniania wszystkiego wokó  nas, to w medytacji
mo emy  atwo przyj

 niepokorn  postaw  patrzenia z góry na prawd  S owa Bo ego. Grozi

nam wówczas manipulowanie S owem Bo ym.

Inne niebezpiecze stwo, przed którym stoimy w medytacji, to zatrzymanie si  przede
wszystkim na p aszczy nie intelektualnej. W naszej mentalno ci zachodniej, w której intelekt
odgrywa wielk  rol , intelektualizacja w medytacji nie jest rzadko ci . Rozmawiaj c
z osobami uprawiaj cymi d

sz  modlitw  my ln  odnosi em wra enie,  e ich modlitwa jest

nieraz przede wszystkim my leniem. Po okresie zapa u, entuzjazmu, szybko jednak czuj  si
zm czone tym my leniem na modlitwie. Rodzi si  wówczas potrzeba wielu tre ci religijnych,
aby ubogaci  medytacyjne my lenie. Je eli takie osoby nie odkryj  sfery serca, to z czasem
porzucaj  d

sz  modlitw  medytacyjn  nabieraj c nawet do niej pewnego urazu.

uchanie prawdy S owa Bo ego wi e si  nie tyle z intensywnym, aktywnym my leniem, ile

raczej  z pewn

pasywno ci ; chodzi raczej o poddanie si  dzia aniu S owa Bo ego, ni

o samo dzia anie cz owieka. Pytania, które cz owiek medytuj cy stawia sobie szukaj c
prawdy S owa, nie powinny by  spekulatywne. Prosta, d

sza koncentracja poprzedzona

wewn trznym wyciszeniem jeszcze przed modlitw , sprawia, i  nasza uwaga spontanicznie
zwróci si  ku pewnym konkretnym tre ciom, zawartym w jednym s owie, zdaniu czy my li.
Rodz  si  wówczas pewne uczucia wobec tych tre ci, uczucia, które nie s  zale ne od naszej
woli. Niektóre tre ci mog  przyci ga  cz owieka medytuj cego, inne mog  budzi  jego
wewn trzny opór. W medytacji trzeba nam zatrzymywa  si  zarówno na tym, co budzi nasze
reakcje pozytywne: entuzjazm, nadziej , pokój wewn trzny, jak i na tym, co budzi nasz
wewn trzny sprzeciw, opór, uczucia znu enia, nudy i inne uczucia negatywne. Rodzenie si
uczu  negatywnych w medytacji jest dobrym objawem, stanowi bowiem znak, i  S owo Bo e
dotyka w nas miejsc najbardziej zranionych, nieuporz dkowanych, których mo e sobie
w  yciu jeszcze nie u wiadomili my. Kiedy cz owiek wchodzi w medytacj , ujawnia si
z ca  moc  przyt umiony dotychczas niepokój wewn trzny, brak uporz dkowania, wina
i po danie, strach i opór, wielorakie formy przywi zania i zniewolenia. Cz owiek prze ywa
wówczas swoje Ja, które kryje si  zwykle na co dzie  za mask  cz owieka poczciwego
 (H.
Waldenfels).

4. S owo Bo e zdolne os dzi  my li serca

wiadome przyj cie reakcji emocjonalnej, która budzi si  w nas pod wp ywem s uchania

Prawdy S owa prowadzi nas do prawdy o naszym  yciu. S owo Bo e nie tylko potwierdza
nasze dobre pragnienia, decyzje i czyny, które s  zgodne z wol  Bo , ale tak e os dza nas;
ukazuje nam zasadnicze rozdarcie istniej ce pomi dzy tym, kim powinni my by  zgodnie
z Bo ym planem, a tym kim jeste my w rzeczywisto ci z powodu grzechu. ywe bowiem jest

owo Bo e, skuteczne i ostrzejsze ni  wszelki miecz obosieczny, przenikaj ce a  do

rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne os dzi  pragnienia i my li serca (Hbr 4,
12).  W Apokalipsie

wiadek  wierny  i prawdomówny mówi Ko cio owi w Laodycei: Ja

wszystkich, których kocham karc  i  wicz . B

 wi c gorliwy i nawró  si ! (Ap 3, 19).

background image

W medytacji winni my z jednej strony spontanicznie przyjmowa  prawd  S owa Bo ego
i uczucia, które ono w nas budzi, ale z drugiej strony trzeba nam wykaza  si  wielk
aktywno ci  w badaniu i ocenianiu naszego  ycia. S owo Bo e — o ile otwieramy si  na jego
prawd  — ujawni wszystkie zamys y naszego serca oraz ich wp yw na nasze  wiadome
i nie wiadome reakcje, na nasz sposób my lenia i warto ciowania, na nasze wybory i czyny
z nimi zwi zane. Odkrywanie naszych najg bszych zamys ów serca, szczególnie wówczas,
gdy utar y si  w nas od dawna zak amane sposoby reagowania, my lenia i post powania,
kiedy poddali my si

zadziwiaj cej  i niesamowitej  ludzkiej sk onno ci  do fa szerstw

moralnych (K. Rahner), mo e by  procesem bardzo bolesnym, przeciwko któremu budzi  si

dzie w nas bunt, opór wewn trzny i sprzeciw. Gdyby my nie dostrzegli tego buntu,

gdyby my nie rozpocz li z pokor  szuka  jego  róde ,  atwo popadliby my w stan smutku
i depresji. W psychologii znane jest  poj cie oporu, który rodzi si   w cz owieku, kiedy
ods ania si  jego zachowania i postawy dotychczas nieu wiadomione. Na opór wewn trzny,
który rodzi si  wobec S owa Bo ego ods aniaj cego swoist  t pot  (K. Horney) serca, trzeba
nam patrze  nie tylko z punktu widzenia psychologicznego, ale przede wszystkim z punktu
widzenia duchowego. Opór wobec S owa Bo ego z czony z ow

niesamowit  ludzk

sk onno ci  do fa szerstw moralnych jest wpisany w nasz  zranion  grzechem osobowo .

w. Pawe  mówi, e d no  cia a wroga jest Bogu, nie podporz dkowuje si  bowiem Prawu

Bo emu, ani nawet nie jest do tego zdolna (Rz 8, 7). Jan Pawe  II w encyklice Dominum et
vivificantem
 nawi zuj c do tego Paw owego tematu walki cz owieka cielesnego
z cz owiekiem duchowym pisze:

owa  w. Paw a pozwalaj  nam pozna  i  ywo odczu

wielko  owego napi cia oraz walki, jaka toczy si  w cz owieku pomi dzy otwarciem wobec
Ducha  wi tego a oporem i sprzeciwem wzgl dem Niego, wzgl dem Jego zbawczego daru. Te
przeciwstawne czynniki czy bieguny, to od strony cz owieka jego ograniczono  i grzeszno
— newralgiczny punkt jego rzeczywisto ci psychologicznej i etycznej, a od strony Boga —
tajemnica Daru: owo nieustanne udzielanie si

ycia Bo ego w Duchu  wi tym. Kto

zwyci y? Ten, który potrafi przyj

 Dar (Jan Pawe  II, Dominum et vivificantem, 55).

wiadomo ,  e zwyci stwo

no ci cia a w cz owieku jest mo liwe tylko dzi ki przyj ciu

Daru, otwiera nas na dialog z Bogiem.

5. Serdeczna rozmowa

w. Ignacy zach ca do wielkiej szczero ci i otwarto ci w naszym dialogowaniu z Bogiem

w medytacji. Rozmow  ko cow , ujmuj c j  trafnie, nale y odby  tak, jakby przyjaciel mówi
do przyjaciela, albo s uga do pana swego, ju  to prosz c o jak

ask , ju  to oskar aj c si

przed Nim o jaki  z y uczynek, ju  to zwierzaj c Mu si  ufnie ze swoich spraw i prosz c Go
w nich o rad . Na ko cu odmówi  Ojcze nasz
 ( D, 54).

Zasadnicza tre  dialogu wy ania si  ze spotkania S owa Bo ego z naszym  yciem. Dialog ten
nie musi zawsze by  cichym i uleg ym b aganiem, podnios ym wielbieniem, radosnym
dzi kczynieniem. Mo e on by  tak e bolesnym krzykiem. Cz owiek medytuj cy na laduj c
Psalmist  lub Jezusa w Ogrójcu mo e wypowiada  z odwag  ca y swój ból wewn trzny,
cierpienie. Przyjacielowi mówi si  zawsze prawd , nawet je eli jest ona bardzo trudna
i bolesna. Dialog jest wymian , jest przyjmowaniem mi

ci i dawaniem na ni  odpowiedzi.

W samym przyjmowaniu znajduje si  ju  odpowied .

background image

Dzia anie Boga jest zawsze uwarunkowane ludzk  wolno ci . Wolno  bowiem jest jedynym
miejscem
 w cz owieku, do którego nikt nie ma dost pu — nawet sam Bóg. Istot
medytacyjnego dialogu z Bogiem jest wolne oddawanie Mu tego jednego miejsca do Jego
ca kowitej dyspozycji.

Ta w

nie wolno  wobec siebie samego oraz oddanie si  Bogu staje si

ród em wielkiej

przejrzysto ci wewn trznej. Przyjmuj c S owo Bo e cz owiek otrzymuje niezwyk  zdolno
przenikania rzeczywisto ci  wiata na podobie stwo przenikania samego Boga. Dla cz owieka
medytuj cego nic nie jest ju  p ytkie i powierzchowne, wsz dzie bowiem otwiera si  przed nim
przepastna perspektywa; dlatego kroczy on poprzez istnienie i poprzez  wiat (...) jako ten,
który widzi
 (J. B. Lotz). W

nie ta przejrzysto  wewn trzna i zdolno

widzenia otwiera

medytuj cego na Chrystusa i uzdalnia go do kontemplacji Jego Osoby,  ycia, nauki,  mierci
i Zmartwychwstania.

6. Refleksja po medytacji

Po sko czonym  wiczeniu przez kwadrans, siedz c lub chodz c, zbadam, jak mi si  powiod a
ta kontemplacja lub rozmy lanie. Je li  le, zbadam przyczyn  tego, a tak poznawszy
przyczyn , b

owa  za to, chc c si  poprawi  w przysz

ci. A je li dobrze, podzi kuj

Bogu, Panu naszemu, i nast pnym razem b

 si  trzyma  tego samego sposobu ( D, 77).

W medytacji cz owiek winien podda  si  dobrze rozumianej spontaniczno ci. Polega ona
przede wszystkim na otwarciu si  na dzia anie Ducha  wi tego, który wieje tam, gdzie chce (J
3, 8). Podczas modlitwy nie powinni my zbytnio obserwowa  siebie pytaj c si , czy nasza
modlitwa jest zgodna z metod , której si  uczymy. Stopniowe zapominanie o stosowanej
metodzie, rezygnacja z odczuwania przyjemno ci modlitwy pozwalaj  dopiero skoncentrowa
si  ca ym sercem na dialogu z Bogiem, który jest centrum medytacji. Dopiero po medytacji
winni my zreflektowa  nad nasz  postaw  i naszymi prze yciami na modlitwie. W pytaniu:
jak mi si  powiod a medytacja? w. Ignacy ka e nam bardziej odwo

 si  do spontanicznego

odczucia sumienia ni  do analizy intelektualnej odbytego czasu modlitwy. Sumienie daje
cz owiekowi ogólne poznanie jego zaanga owania na modlitwie, wysi ku i ofiary z ni
zwi zanej oraz hojno ci wobec Boga; sumienie spontanicznie pochwali lub zgani
medytuj cego.

Od ogólnego odczucia trzeba przej  do konkretów i zbada  przyczyn  tego,  e medytacja
powiod a mi si

le lub dobrze. W refleksji nad medytacj  mo emy zadawa  sobie dwa

rodzaje pyta . Pierwszy dotyczy osobistego zaanga owania na modlitwie: wyciszenia
wewn trznego, rozbudzania w 

sobie hojno ci wobec Boga, wierno ci proponowanej

metodzie. Pytania te dotycz  tego wszystkiego, na co mamy wp yw. Drugi rodzaj pyta
dotyczy wewn trznych odczu , porusze , na które nie mamy bezpo redniego wp ywu, ale s
nam one dane, np.: Jakim Bóg mi si  wyda ? Co dzia o si  we mnie? Co mnie szczególnie
uderzy o? Jak si  czu em podczas modlitwy? Co Bóg stara  mi si  w tym wszystkim
powiedzie ? Czy jest jaki  punkt, do którego powinienem wróci  w nast pnej modlitwie?
(Przy cz mnie do swego Syna.  wiczenia duchowne w  yciu codziennym, Kraków 1987/88).
Zbadanie przyczyny tego, jak mi si  powiod a medytacja, ma konkretny pedagogiczny cel:
je eli medytacja powiod a mi si

le,

owa  za to, chc c poprawi  si  w przysz

ci;

background image

a je li dobrze, podzi kuj  Bogu, Panu naszemu, i nast pnym razem b

 si  trzyma  tego

samego sposobu ( D, 77).

Dzi ki refleksji nad nasz  modlitw  rekolekcje staj  si  prawdziw  szko  modlitwy, w której
ucze  najpierw sam siebie koryguje, a nast pnie mo e skonfrontowa  rozeznanie swojej
sytuacji z kierownikiem duchownym. W tym kontek cie pope nione b dy nie staj  si
przyczyn  rozczarowania samym sob  i niszcz cego uczucia zniech cenia, ale s  raczej
okazj  do pog bienia w asnego do wiadczenia na modlitwie. Niepowodzenie w medytacji
ma si  sta  dla nas okazj  do wi kszego upokorzenia przed Bogiem. Taka postawa jest pro
o przebaczenie, a tak e modlitw  o  ask  wi kszej wierno ci. Poprawa w przysz

ci zale y

bowiem nie tylko od nas, ale równie  od otrzymanej  aski. Natomiast medytacja, któr
odprawili my dobrze, winna zrodzi  uczucia wdzi czno ci wobec Boga, poniewa  by a ona
nie tylko owocem naszego wysi ku, ale tak e owocem Bo ego dzia ania; winna te  sta  si
zach

 do wi kszej wierno ci Bogu w nast pnych

wiczeniach duchownych. Zgodnie z tym,

co mówi  w.Ignacy, refleksja jest nie tylko analiz  w asnych postaw i odczu , lecz tak e
modlitw  — jakby przed

eniem samej medytacji.

7. Powtórzenia medytacji

w. Ignacy poleca bardzo cz sto robi  powtórzenia medytacji. W drugim tygodniu

wicze

duchownych ka e odprawia  tylko jedn  kontemplacj  dziennie i trzy, a nawet cztery
powtórki. Powtórzenia s  sposobem pog biania rozwa anej prawdy. Poniewa  pami
i rozum nie otrzymuj  nowej tre ci, mo emy poznan  uprzednio tre  bardziej zg bi
sercem. Poprzez powtórzenia medytacji rozwa ane tajemnice maj zst pi  z pami ci i rozumu
do serca
. Ignacja ska powtórka nie polega na powracaniu do wszystkich tre ci i do wiadcze
z poprzednich medytacji, ale tylko do tych, które mia y dla nas szczególne znaczenie:
Powtórzy

wiczenie (...), zwracaj c uwag  i d

ej si  zatrzymuj c, nad tymi punktami,

w których odczu em wi ksze pocieszenie lub strapienie, albo te  w ogóle mia em jakie
wi ksze prze ycie duchowe
 ( D, 62). W medytacjach powtórkowych wracamy wi c do
konkretnych pojedynczych s ów, zda , my li, odczu , natchnie , szczególnie wa nych
w poprzedniej modlitwie.

Ojciec Ignacy podkre la jednak,  e nale y zatrzyma  si  nie tylko nad tymi punktami, które
przynios y nam szczególne pocieszenie, ale tak e nad tymi, które powodowa y strapienie
wewn trzne. Ignacja skie powtórzenia  medytacji zbiegaj  si  w 

przedziwny sposób

z do wiadczeniem modlitwy chrze cija skiego Wschodu (chrze cija ski hesychazm). Mnisi
na Wschodzie od pierwszych wieków chrze cija stwa korzystali z krótkich medytacyjnych
wersetów nierzadko zaczerpni tych z Psalmów, które powtarzali nieraz wiele lat. Szczytem
tej modlitwy jest tak zwana modlitwa Jezusa polegaj ca na wielokrotnym powtarzaniu w rytm
oddechu s ów: Panie Jezu Chryste, Synu Bo y, zmi uj si  nade mn .

tym rodzaju medytacyjnego modlenia si  stosowali Ojcowie ca kiem prost  zasad
psychologiczn : im bardziej modl cy si , przez powtarzanie wci

 tego samego s owa, wnika

w g bi  jego sensu, tym lepiej przyswaja sobie wyra on  w nim wewn trzn  postaw , tym
milsze staje mu si  to s owo i tym cz ciej i atwiej przychodzi ono przez jego wargi.

background image

Nieprzerwanie powtarzane s owo modlitwy staje si  czym  wi cej ni  d wi kiem, który
przebrzmiewa. Staje si  wewn trzn  postaw , która pozostaje i wp ywa na  ycie, nawet gdy
nie wymawia si  ju  aktualnie modlitwy. D

enie mnichów do trwa ej postawy modlitewnej,

niezale nie od tego, czy kto  si  aktualnie modli, czy nie, osi ga w ten sposób swój cel (R.
Scherschel). Zbie no ci ignacja skich powtórze  w medytacji z do wiadczeniem modlitwy
chrze cija skiego Wschodu nie nale y upatrywa  we wp ywach Wschodu na Autora

wicze

duchownych, ale przede wszystkim w fakcie, i  oba te do wiadczenia modlitwy nie szuka y
najpierw rozumienia intelektualnego Bo ych tajemnic (obfito ci wiedzy), ale wewn trznego
odczuwania i smakowania rzeczy, które zadowala i nasyca dusz 
 ( D, 2).

Metoda medytacji ignacja skiej winna by  podawana i przyjmowana w sposób integralny,
tzn. bez uszczerbku dla w

ciwej jej wewn trznej si y oddzia ywania. Winna by  jednak tak

przetwarzana i przyswajana, aby sta a si  bardzo osobistym narz dziem spotkania cz owieka
z Bogiem. Ka dy medytuj cy w ramach podanej metody medytacji winien szuka  swojej

asnej, dostosowanej do swojego do wiadczenia psychicznego i duchowego. By oby dobrze,

gdyby wytworzy o si  tyle form medytacji, ilu jest medytuj cych: im bardziej proces ten jest
osobisty, tym bardziej mo e by  autentyczny
 (J. B. Lotz). Szukajmy wi c w czasie rekolekcji

asnej formy medytacji, która sta aby si  przestrzeni  naszego spotkania z Bogiem.

8. Postawa cia a na modlitwie

W czasie medytacji modlimy si  nie tylko sercem — dusz , ale ca  nasz  osob . Ofiarujemy
Bogu na ofiar

yw ,  wi

 i Bogu przyjemn  nie tylko nasze dusze, ale tak e i nasze cia a (1

Kor 12, 1); chwalimy Boga nie tylko w naszym sercu, ale tak e i w naszym ciele (Rz 6, 20).
Jest to naturalna konsekwencja faktu, i  nasze cia o stanowi integraln  cz

 naszego

cz owiecze stwa. Skoro  yjemy w ciele winni my równie  wykorzysta  nasze cia o do
szukania i znajdowania Boga. Do fundamentalnych b dów zachodniej duchowo ci nale y
przesadne podkre lanie momentu duchowego przy równoczesnym gardzeniu bratem cia em.
(...) Pismo  wi te zna ca ego cz owieka i nie jest wrogie cia u
 (H. Waldenfels). St d te  Biblia
cz sto zach ca nas do w czania cia a w modlitw : Wraz z d

mi wznie my i serca do Boga

w niebiosach (Lm 3, 41); Wejd cie, uwielbiajmy, padnijmy na twarz i zegnijmy kolana przed
Panem
 (Ps 95, 6).

Mo emy w cza  nasze cia o w modlitw  w podwójny sposób: po pierwsze, dusz  wp ywa
na cia o. Na modlitwie postawa cia a winna by  kszta towana tym, czego do wiadcza ludzkie
serce. St d te

w. Ignacy zach ca nas, aby w momencie bezpo redniej serdecznej rozmowy

z Bogiem przyj  postaw  wi kszego uszanowania ( D, 3). Ale nierzadko zdarza si  nam na
modlitwie,  e dusza nie mo e rozmawia  serdecznie z Panem, bo czuje si ca kiem leniwa,
letnia, smutna, jakby od czona od swego Stwórcy i Pana
  ( D,  317).  Je eli  nie  umiemy  si
modli  sercem, módlmy si  przynajmniej cia em. W chwilach osch

ci przyjmijmy pokorn

postaw  pro by, zaufania,  alu. W ten sposób b dziemy oddzia ywa  cia em na dusz , której
cierpliwo  w strapieniu rych o zostanie nagrodzona pocieszeniem (por.  D, 321).

w. Ignacy dopuszcza w medytacji ka

 mo liw  postaw  cia a: Rozpocz

 kontemplacj

ju  to kl cz co, ju  to le

c krzy em, ju  to le c na wznak, ju  to siedz c lub stoj c, zawsze

background image

jednak staraj c si  znale  to, czego chc  ( D, 76). Poniewa  nie ka da postawa jest dobra
dla ka dego, st d te  Autor

wicze  duchownych zach ca najpierw do szukania najbardziej

odpowiedniej dla siebie postawy cia a, a nast pnie do wiernego stosowania jej w medytacji:
Je eli znajd  to, czego chc , kl cz c, nie przejd  do innej postawy, a je eli le

c krzy em, to

tak samo, itd. ( D, 76). Zauwa my,  e wszystkie proponowane przez  w. Ignacego postawy

 nieruchomym trwaniem w jednym miejscu.  w. Ignacy dopuszcza spacerowanie dopiero

w czasie refleksji. Zwi zane jest to z pewno ci  z mo liwo ci  wi kszego skupienia, któremu
Autor

wicze  duchownych przypisuje ogromn  wag  w czasie modlitwy.  w. Ignacy jako

cz owiek bardzo dyskretny, zwraca tak e uwag , aby t  dowolno  postaw stosowa
samotno ci,  np.  w domu,  nigdy  za   w ko ciele  w obecno ci  innych ( D, 88). Nie
lekcewa my wi c postawy cia a w czasie rekolekcji, ale zgodnie z zach

w. Ignacego

szukajmy swojej w asnej, najbardziej odpowiedniej dla nas, w której mogliby my wyrazi  na
zewn trz wewn trzne poznanie siebie samych w Bogu.

III. WALKA JAKUBA Z ANIO EM

Gdy za  wróci  i zosta  sam jeden, kto  zmaga  si  z nim a  do wschodu jutrzenki, a widz c  e
nie mo e go pokona  dotkn  jego stawu biodrowego i wywichn  Jakubowi ten staw podczas
zmagania si  z nim. A wreszcie rzek : Pu  mnie, bo ju  wschodzi zorza! Jakub odpowiedzia :
Nie puszcz  ci , dopóki mi nie pob ogos awisz! Wtedy tamten go zapyta : Jakie masz imi ? On
za  rzek : Jakub. Powiedzia : Odt d nie b dziesz zwa  si  Jakub, lecz Izrael, bo walczy
z Bogiem i z lud mi i zwyci

. Potem Jakub rzek : Powiedz mi, prosz , jakie jest Twe imi .

Ale on odpowiedzia : Czemu pytasz mnie o imi ? I pob ogos awi  mu na owym miejscu (Rdz
32, 25–30).

Potem Jezus odszed  stamt d i pod

 w stron  Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska,

wyszed szy z tamtych okolic, wo

a: Ulituj si  nade mn , Panie, Synu Dawida! Moja córka

jest ci ko dr czona przez z ego ducha. Lecz On nie odezwa  si  do niej ani s owem. Na to
podeszli Jego uczniowie i prosili Go: Odpraw j , bo krzyczy za nami. Lecz On odpowiedzia :
Jestem pos any tylko do owiec, które pogin y z domu Izraela. A ona przysz a, upad a przed
Nim i prosi a: Panie, dopomó  mi! On jednak odpar : Niedobrze jest zabra  chleb dzieciom
a rzuci  psom. A ona odrzek a: Tak, Panie, lecz i szczeni ta jedz  z okruszyn, które spadaj  ze
sto ów ich panów. Wtedy Jezus jej odpowiedzia : O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech
ci si  stanie, jak chcesz! Od tej chwili jej córka by a zdrowa
 (Mt 15, 21–28).

Obraz dla obecnej medytacji. Przedstawmy sobie kobiet  kananejsk , która w pewnym
oddaleniu idzie za Jezusem i wo a cierpliwie i wytrwale: Ulituj si  nade mn , Panie, Synu
Dawida!

background image

Pro ba o owoc rozmy lania. B dziemy prosi , aby my w tych rekolekcjach szczerze weszli
w zmaganie si  z sob  samym oraz z Bogiem. B dziemy te  prosi  o wierno , o wytrwa
w naszej rekolekcyjnej modlitwie.

1. Zosta  sam jeden

Na pocz tku naszych rozwa

 chciejmy zobaczy  kontekst walki Jakuba z Anio em. Jakub

czeka na spotkanie z bratem Ezawem. Przewiduje, i  b dzie to spotkanie trudne. Przez wiele
lat obaj  yli w wielkiej wrogo ci. Jakub obawia si ,  e Ezaw b dzie chcia  si  zem ci  za
nieuczciwe zagrania z przesz

ci m odszego brata, szczególnie za  za podst pnie odebrane

mu pod wp ywem matki b ogos awie stwa ojca Izaaka. W przeddzie  spotkania z Ezawem
Jakub zostawia na drugim brzegu rzeki ca y swój dobytekTej jeszcze nocy wsta  i zabrawszy
obie swe  ony, dwie ich niewolnice i jedena cioro dzieci, przeprawi  si  przez bród potoku
Jabbok. A gdy ich przeprawi  przez ten potok, przeniós  równie  [na drugi brzeg] to, co
posiada 
 (Rdz 32, 23–24). Sam natomiast pozostaje, aby si  modli . I tu w

nie ma miejsce

jego tajemnicze spotkanie z Jahwe.

Gdy za  wróci  i zosta  sam jeden — mówi Autor biblijny. Aby owocnie rozmawia
z Bogiem,  eby wej  w szczery dialog z Nim, cz owiek musi najpierw zosta  sam jeden,
musi wszystko zostawi na drugim brzegu rzeki. W modlitw  wchodzimy sami. Tylko sami.
Do modlitwy konieczna jest samotno  serca. Ona otwiera nas na Boga. Ona jest
podstawowym warunkiem modlitwy. Nie mo na wej  w g bsz  modlitw , kiedy wnosimy
do niej ca y nasz dobytek, ca y ci ar codzienno ci, ci ar obowi zków i spraw, które rodz
w nas nierzadko zbytni  trosk .

Kiedy cz owiek zostaje sam na sam ze sob , zostaje sam na sam z Bogiem. I w takiej w

nie

chwili Kto  — jaka  Tajemnicza Istota — zmaga si  z nim. Zauwa my, i  to w

nie Jakub

rozpoczyna modlitw  swoj  decyzj  oddalenia si  od wszystkiego, co posiada , aby móc
zosta  sam jeden. Rozpoczynamy nasz  modlitw  tworz c w nas przestrze  samotno ci. Bóg
wchodzi w t  przestrze  ze swoim S owem, ze swoj  mi

ci . Zmaga si  z nami. Pan Bóg

wchodzi w  ycie cz owieka tylko wtedy, kiedy ten zrobi Mu miejsce; kiedy cz owiek stworzy
Mu pewn , cho by najmniejsz , przestrze  wolno ci w swoim sercu. By

sam na sam

z Bogiem stanowi istotny pocz tek naszej modlitwy.

Gdy za  wróci  i zosta  sam jeden. Najpe niejszym symbolem naszej modlitwy jest nasza

mier . To w

nie w  mierci naprawd  zostajemy sam na sam z Bogiem.  Cz owiek  tak

bardzo zostaje sam w chwili  mierci, i  nikt z ludzi nie jest w stanie wej  w to, co dzieje si
mi dzy Bogiem a umieraj cym. Nikt. Nie mo na towarzyszy  cz owiekowi w jego tajemnicy
umierania. Jest to moment najpe niejszego spotkania cz owieka z Bogiem.

Pro my w tej modlitwie, aby my w tych  rekolekcjach chcieli wej   w samotno  serca,
aby my nie bali si  jej, aby my zrozumieli j  i przyj li jako wielk  szans  naszego  ycia;
szans  na pog bienie naszego zwi zku z Bogiem i z bli nimi, szans  na g bsze pojednanie
z sob . Pro my równie , aby w t  przestrze  samotnego serca wszed  rzeczywi cie Bóg,
aby my j  Jemu oddali.

background image

Zanim nasza modlitwa stanie si

agodnym odpocznieniem, zanim stanie si  wielkim

pocieszeniem, musi najpierw przej  przez okres zmagania, okres walki, trudu. Stary cz owiek
w nas nie atwo poddaje si  Bogu; z wielkim trudem rezygnuje ze swojej wolno ci, aby podda

wolno ci Boga. W chwilach intensywnej modlitwy do wiadczamy w sposób szczególny

oporu starego cz owieka. Aby go zwyci

 i podda  S owu Bo emu, konieczne jest nasze

zmaganie, nasza walka.

2. Ka dy z nas cierpi

Autor natchniony pisze, i Kto  zmaga  si  z Jakubem

 do wschodu jutrzenki, a widz c  e

nie mo e go pokona  dotkn  jego stawu biodrowego i wywichn  Jakubowi ten staw podczas
zmagania si  z nim.
 Sprawdzonym sposobem Boga na pokonanie oporów cz owieka jest
cierpienie. Ka dy z nas cierpi. Nie wszyscy oczywi cie jednakowo cierpimy, nie ma jednak
ludzi, którzy by nie cierpieli. Zdarzaj  si  mo e osoby, które udaj , i  cierpienie ich nie
dotyka.

Niektórzy usi uj  wprawdzie podchodzi  do  ycia na weso o, ale jest to mo liwe tylko do
pewnego momentu. Tam, gdzie cz owiek za wszelk  cen  ukrywa cierpienie, zwykle jest ono
znacznie g bsze i bardziej rozleg e. Jan Pawe  II stwierdza, i cierpi naprawd  nie ten, kto
cierpi, ale ten, kto nie wie, dlaczego cierpi
Maska weso

ci tak naprawd  demaskuje

cz owieka. Ukazuje bowiem l k cz owieka przed cierpieniem i  mierci . Pro my, aby my
w tych rekolekcjach nie uciekali od cierpienia, aby my nie udawali,  e nic nas nie boli.
Pro my tak e, by my kierowani l kiem przed wysi kiem i cierpieniem nie uciekali przed
naszym  yciem oraz przed tym wszystkim, co w nim jest trudne. Módlmy si  równie ,
aby my poczuli si  odpowiedzialni za nasze  ycie takie, jakie jest nam dane dzisiaj.

Mo emy by  pewni,  e sam Bóg ods oni nam w tych dniach nasze miejsca bol ce, nasze
zwichni te biodro. Zranione miejsca w nas prze ywane bez Boga staj  si  bowiem  ród em

ku, gniewu, niezadowolenia, kompleksów, chorych ambicji; s owem tego wszystkiego, co

przeszkadza Bogu w nas zamieszka  i pracowa  (por.  D, 235–236). Je eli nasze bolesne
do wiadczenia  yciowe nie s  oddane Bogu, staj  si

ród em naszego nieszcz cia,  ród em

zgorzknienia, buntu przeciwko sobie, bli nim i buntu przeciwko Bogu.

Kiedy prze ywamy nasze  ycie g biej, wówczas odkrywamy nasze cierpienie jako integraln
cz

 naszej egzystencji. Przestajemy si  te  obawia  go. Kiedy patrzymy naszym

cierpieniom prosto w oczy, wówczas pe niej przeczuwamy prawd  naszego  ycia. Prawda ta
rodzi w nas wielkie pragnienie Boga. To w

nie poprzez dostrzeganie s abo ci, ma

ci,

cierpienia i bólu naszego  ycia, rodzi si  w nas pragnienie Boga. Jest to bardzo ludzka droga
do Boga. Pan Jezus mówi, i  nie potrzebuj  lekarza zdrowi, ale ci, którzy si

le maj . Nie

trzeba si  nam wstydzi , i  szukamy Boga dlatego, poniewa  sami nie dajemy sobie rady.

Do wiadczenie naszej bezradno ci wobec nieobecno ci Boga nie upokarza nas i nie
umniejsza. Przys owie: jak trwoga to do Boga, oddaje wielk  prawd  o naszym  yciu. Trzeba
wyrzec si chorej szlachetno ci, która ka e nam szuka  Boga w sposób bezinteresowny i bez

adnej przyczyny. Szukamy Boga, poniewa  bez Boga nie potrafimy nic dobrego uczyni ; bez

background image

Niego nie potrafimy ani 

, ani te  umiera . Bez Boga nie potrafimy dobrze cierpie . Bez

Jego mi osnej obecno ci ka de cierpienie wyrz dza nam wielk  krzywd  i niszczy nas. Kiedy
cierpienie zwichni tego stawu biodrowego dotkn o bole nie Jakuba, wówczas spontanicznie
modli si , aby Jahwe zosta  z nim do ko ca, tak jak do ko ca Bóg nas umi owa  (por. J 13, 1).

3. Pu  mnie, bo ju  wschodzi zorza

wreszcie rzek : Pu  mnie, bo ju  wschodzi zorza! Kiedy robimy w naszym  yciu miejsce
Bogu, On przychodzi i prowadzi z nami dialog. Ale w dialogu tym Stwórca zachowuje si
nierzadko w sposób, który mogliby my po ludzku oceni  jako niekonsekwentny. Najpierw
sam  przychodzi, a pó niej sam pragnie zostawi  cz owieka. Tajemnicza Istota mówi do
Jakuba: Pu  mnie, bo ju  wschodzi zorza!  Pan  Jezus  w swoich  spotkaniach  z lud mi
nierzadko zachowywa  si  podobnie. Klasycznym przyk adem mo e by  tutaj postawa Jezusa
wobec uczniów id cych do Emaus. Chrystus sam z w asnej inicjatywy do cza si  do nich,
zaprasza ich, aby wypowiedzieli si  przed Nim szczerze: Có  to za rozmowy prowadzicie ze
sob  w drodze?
 A kiedy nawi za  si  serdeczny dialog, Jezus okazywa , jakoby mia  i  dalej.
Chrystus przychodzi sam, ale nie chce zosta  z uczniami z w asnej inicjatywy. Ewangelista
pisze, i  uczniowie przymusili Go, eby zosta  z nimi ( k 24, 13–35).

W  yciu duchowym cz owiek najpierw sam robi przestrze  dla Boga, a pó niej Bóg robi
przestrze  dla cz owieka. Jest to przestrze  ludzkiej wolno ci. Cz owiek najpierw daje
miejsce Bogu, a pó niej Bóg daje miejsce cz owiekowi. Je eli ma nast pi  rzeczywiste
spotkanie, cz owiek musi sam z ca  wolno ci  i zaanga owaniem wej  w dialog ze Stwórc .
Zosta  z nami, gdy  ma si  ku wieczorowi i dzie  si  ju  nachyli  ( k 24,29), nie puszcz  ci ,
dopóki mi nie pob ogos awisz
 — s  to dwie modlitwy, które objawiaj  determinacj
szukaj cych Boga: uczniów id cych do Emaus i 

Jakuba. Objawiaj  one radykalizm

wewn trznego pragnienia.

Pro my w tej medytacji o tak  w

nie wewn trzn  determinacj , dzi ki której zaprosimy

i wr cz przymusimy Boga, aby zosta  z nami. Bóg zostaje do ko ca z tymi, którzy Go szukaj .
Boga znajduj  tylko ci, którzy Go g boko i szczerze pragn . Aby móc Go znale , trzeba ju
Nim 

.

W obecnej modlitwie wró my do naszej przesz

ci i spróbujmy zobaczy  najpierw chwile,

w których bardzo nam zale

o na Panu Bogu, chwile, w których przymuszali my Go, aby

zostawa  z nami. Je eli jest w nas dzisiaj cho by najmniejsze pragnienie modlitwy, to w

nie

dlatego, i  takie chwile by y w naszym  yciu. Byli my jako  Bogu wierni. Ale z drugiej
strony zobaczmy, i  nieraz byli my niekonsekwentni w naszych pragnieniach duchowych,
w naszym szukaniu Stwórcy. Zauwa my, i  brakowa o nam nieraz wytrwa

ci i radykalizmu

ewangelicznego.  Zauwa my  nasz   opiesza

  w modlitwie,  w skupieniu  wewn trznym,

w korzystaniu z sakramentów  wi tych. I w

nie z powodu opiesza

ci nasze  pragnienie

Boga jest mo e jeszcze bardzo zewn trzne i powierzchowne. Je eli w  yciu modlitwy brakuje
konsekwencji, radykalizmu, brakuje tak e rozwoju i dojrza

ci. Nie puszcz  ci , dopóki mi

nie pob ogos awisz — módlmy si  t  w

nie modlitw  Jakuba. Pro my, aby wraz z naszym

yciem modlitwy rós  nasz radykalizm wewn trzny.

background image

4. Wierno  kobiety kananejskiej

Pan Bóg nierzadko — mówi c ludzkim j zykiem — poddaje próbie pragnienia cz owieka,
sprawdza ich si . Aby móc pe niej zrozumie  t  prawd , odwo ajmy si  do bardzo pi knego,
cho  tak e bardzo trudnego, spotkania Jezusa z kobiet  kananejsk . Na pocz tku spotkania
Jezus zdaje si  traktowa  t

biedn  kobiet ,  pogank   w sposób  bardzo niegrzeczny,

z ch odem, z oboj tno ci . Kobieta ta idzie za Nim, wo a, krzyczy, a On nie odezwa  si  do
niej ani jednym s owem
Mi osierny i lito ciwy Jezus wydaje si  by  niewra liwy i nieczu y na
bied  kobiety, której córka by a ci ko dr czona przez z ego ducha.

Kiedy krzyk kobiety sprzykrzy  si  uczniom, radz  Mu: Odpraw j , bo krzyczy za nami. Jezus
zdaje si  s ucha  uczniów i mówi do kobiety: Nie bierze si  chleba dzieciom i nie rzuca si
psom
. Jezus odwo uj c si  w tych s owach do ludowej teologii

ydów, w której poganie

uwa ani byli za nieczyste psy, daje kobiecie odpowied  odmown . By y to bardzo przykre
czy nawet wr cz bolesne s owa. Zauwa my jednak si  wiary w odpowiedzi kobiety, jej

bi  zaufania do Jezusa, g bi  jej modlitwy: Tak, Panie, lecz i szczeni ta jedz  z okruszyn,

które spadaj  ze sto ów ich panów. Po tych s owach Jezus ods ania dopiero do ko ca swoje
karty
Wielka jest twoja wiara. Id , niech ci si  stanie jak chcesz.

Kananejka mia a wszelkie powody, aby si  obrazi  na Jezusa. Odwo uj c si  do swojego
poczucia godno ci osobistej mog aby powiedzie  Jezusowi: Niby dlaczego wy,  ydzi,
jeste cie wybranymi dzie mi Boga, a my poganie nieczystymi psami
. Cz owiek mo e obrazi
si  na Boga, kiedy Ten próbuje jego wiar , kiedy zdaje si  odmawia  spe nienia dobrze
uzasadnionych po ludzku pró b. Pro my w tej medytacji, by my nie obra ali si  na Boga, na
siebie samych, na bli nich, ale z najbardziej przykrych i bolesnych sytuacji, zdarze  i s ów
umieli wyczyta  prawd  o nas samych. Pro my tak e, by my pozwolili Bogu próbowa  nasz
ma  wiar . Im wi cej nieraz jest prawdy w pewnych opiniach o nas, tym bardziej bywamy
kuszeni, by si   obra

 i zamkn   w sobie, aby wycofywa  si  z  ycia. Takie jednak

wycofanie  ci ga na nas jeszcze wi ksze cierpienie, wi ksz  samotno , wi kszy ból, wi ksz
udr

. Jezus b dzie próbowa  nasz  wiar , nasz  otwarto . Pro my jednak o inteligencj

serca, o intuicj  kobiety kananejskiej, dzi ki której potrafimy przeczu , co Jezus robi z nami,
jaki jest cel Jego dzia ania wobec nas.

5. Jakie jest twoje imi ?

Kiedy cz owiek zadeklaruje swoje oddanie Bogu: Nie puszcz  ci  dopóki mi nie
pob ogos awisz
, wtedy Pan Bóg wkracza  w jego  ycie w sposób bardzo jednoznaczny
i zdecydowany. I tu w

ciwie zaczyna si  tak naprawd  dialog Boga z cz owiekiem: Jakie

masz imi ? Kim Ty jeste ? Cz owiek winien do wiadczy , kim jest, je eli ma rozmawia
prawdziwie z Bogiem. Nie mo esz rozmawia  ze Mn  — zdaje si  mówi  Bóg do Jakuba —
je eli nie znasz siebie.
 Dojrza y dialog osobowy wymaga  wiadomo ci:  wiadomo ci siebie
i  wiadomo ci drugiego. Im bardziej cz owiek jest enigmatyczny dla siebie samego, tym
bardziej zamkni ty jest na Boga.  w. Augustyn modli si : obym pozna  siebie, obym pozna
Ciebie
. Pocz tkiem prawdziwej modlitwy jest poznanie siebie.

background image

Jakie masz imi ? — pyta Jakuba Anio  Jahwe. Jakub odpowiada: Jakub. Imi Jakub w sensie
etymologicznym znaczy: by  oszustem. Oszustwa Jakuba tak zros y si  z jego  yciem,  e sta y
si  cz ci  jego imienia. Sam Ezaw mówi o swoim bracie: Nie darmo dano mu imi  Jakub!
Dwukrotnie mnie ju  podszed : pozbawi  mnie mego przywileju pierworodztwa, a teraz
odebra  za mnie b ogos awie stwo!
 (Rdz 27, 36). K amstwo, bycie oszustem tak zrasta si
z cz owiekiem,  e staje si  jego imieniem, staje si  jego  yciem. Imi  w sensie biblijnym, to
sama istota cz owieka. Pytanie: Jakie jest moje imi ? w tym kontek cie brzmi dla nas: Jakie

 moje k amstwa?

Pro my w tej medytacji, aby my mieli odwag  wej  w tych rekolekcjach w nasze k amstwa;
wej  w to wszystko, co zniekszta ca nasze  ycie, co fa szuje nasz obraz Boga, spojrzenie na
zasadniczy cel i sens naszego  ycia.  yciowe k amstwa, o których tutaj mówimy, wcielaj  si
nieraz  w pewien  styl  ycia,  w sposób  zachowania,  w nasz  sposób  na  ycie.  Nasza
codzienno ,  ycie spo eczne, wspólnotowe, s  nieraz utkane z k amstw. Oto pewne
przyk ady takich w

nie k amstw wpisanych w mentalno  spo eczn : cz owiek powinien

pi

 si  coraz wy ej po drabinie kariery  yciowejwszyscy powinni nas szanowa nikt nie

powinien sprawia  mi przykro ciwszyscy powinni dobrze o nas mówi  itd.

Jakie s  moje k amstwa? Jakie s  moje zniekszta cenia obrazu Boga? Jakie s  zniekszta cenia
sensu i celu mojego  ycia? Duchowo  chrze cija ska,  ycie Ewangeli  wymaga od nas
krytycznego my lenia, wymaga refleksji, krytycznej oceny siebie. Lustrem tej oceny nie mo e
by

ycie spo eczne, codzienna prasa, programy telewizyjne, opinie  rodowiska. Lustrem dla

naszego  ycia winna by  Ewangelia. Trzeba dobrze odkry  swoje k amstwa,  eby móc
pomaga  innym w ich odkrywaniu. Je eli nie zdemaskujemy naszych k amstw, wtedy
próbuj c demaskowa  cudze k amstwa b dziemy ich s dzi , obra

, b dziemy ich

upokarza , poni

, b dziemy ich moralizowa . Nie b dzie to wówczas pomaganie i s

enie

innym, ale przede wszystkim przerzucanie w asnego gniewu i niezadowolenia z siebie na
innych.

6.  ycie duchowe rozpoczyna si  od nawrócenia wewn trznego

Odt d nie b dziesz zwa  si  Jakub, lecz Izrael, bo walczy

 z Bogiem i z lud mi i zwyci

.

Nie b dziesz k amc , ale b dziesz Izraelem, b dziesz moim dzieckiem, b dziesz moim
synem. Dlaczego nie b dziesz k amc ? Bo k amstwa nie daj  ci  ycia, w k amstwie nie ma
szcz cia. K amstwo wyp ywa z l ku o siebie i jest ono  ród em nienawi ci. To w

nie

amstwa Jakuba by y  ród em wzajemnych nieporozumie  pomi dzy nim a jego bratem

Ezawem. To k amstwa by y przyczyn  konfliktu z Bogiem, konfliktu z sob  samym.  ycie
duchowe zaczyna si  od przyznania si  do k amstwa, do s abo ci, do grzechu po to, aby
przyj  imi  nadane nam przez Boga.  ycie duchowe rozpoczyna si  od nawrócenia.

W zako czeniu ca ej medytacji rozmawiajmy najpierw z Matk  Naj wi tsz . Pro my J , aby
prowadzi a nas w tych rekolekcjach, aby by a nasz  Mistrzyni  modlitwy. Rozmawiajmy
tak e z Jezusem, który wobec swojego Ojca by  tylko synem, dzieckiem. Pro my, aby my
poprzez ten intensywny czas modlitwy odkryli, co znaczy by  dzieckiem, by  synem naszego
Ojca w niebie.

background image

Rozmawiajmy z Bogiem Ojcem prosz c Go, aby my poznali, kim On jest naprawd , by my
odkryli Jego Bosk  mi

. Ojcostwo jest rodzeniem, dawaniem  ycia z mi

ci. Pro my,

aby my w tych rekolekcjach zdemaskowali l k przed Bogiem, który wyp ywa z naszego
poczucia zagro enia, z l ku przed  mierci . Czujemy si  niekochani przez Boga, odbieramy
Go nieraz jako zagro enie, poniewa  byli my zranieni przez ludzi. Zamykamy si  na Boga,
poniewa   obawiamy  si ,   e  On  tak e  mo e  nas  zrani   tak,  jak  ranili  nas  bli ni.  Pro my,
aby my umieli odczu  bezsens naszego bronienia si  przed Bogiem, naszego uciekania przed
Nim.

IV. MÓJ OBRAZ BOGA

Mi owa em Izraela, gdy jeszcze by  dzieckiem, i syna swego wezwa em z Egiptu. Im bardziej
ich wzywa em, tym dalej odchodzili ode Mnie. A przecie  Ja uczy em chodzi  Efraima, na swe
ramiona ich bra em; oni za  nie rozumieli,  e troszczy em si  o nich. Poci gn em ich
ludzkimi wi zami, a by y to wi zy mi

ci. By em dla nich jak ten, co podnosi do swego

policzka niemowl  — schyli em si  ku niemu i nakarmi em go (Oz 11, 1–4).

Obraz dla obecnej medytacji: Powracaj c do naszej przesz

ci wyobrazimy sobie siebie

samych jako dzieci w ramionach swojego ojca, w ramionach swojej matki. Mo e on by
bardzo mi ym, przyjemnym wspomnieniem. Jednak nie dla wszystkich. Dla zranionych przez
swoich rodziców mo e to by  obraz bardzo bolesny; obraz, który istnieje tylko
w pragnieniach, oczekiwaniach i t sknotach; obraz nigdy nie zrealizowany.

Pro ba o owoc rozmy lania: B dziemy prosi , aby my dog bnie poznali nasze ograniczenia,
zafa szowania obrazu Boga w nas. B dziemy te  prosi  o wewn trzne do wiadczenie kim jest
Bóg, jaki On jest. B dziemy prosi  równie  o odkrycie Jego niesko czonej i bezwarunkowej
mi

ci.

1. Do jakiego Boga ja si  modl ?

Kim jest Bóg? Jaki jest Bóg? Jest to pytanie, które winno nieustannie powraca  w naszej
modlitwie, w ca ym naszym  yciu duchowym. Do jakiego Boga ja si  modl ? Przed jakim
Bogiem ja staj ?
 Znalezienie odpowiedzi na te pytania, jest jednym z zasadniczych celów
tych rekolekcji.

Zauwa my, i  Bóg jest tajemnic  i 

nasze poznanie Go b dzie zawsze cz ciowe

ograniczone. Najpierw b dzie ograniczone przez nasz ludzki sposób pojmowania

rzeczywisto ci. Cz owiek–stworzenie swoim umys em i sercem nie mo e w pe ni ogarn
Boga–Stwórcy. Subiektywne przekonanie pewnych osób, i  dobrze znaj  Boga, mo e

wiadczy  nie tyle o g bi ich  ycia duchowego, ale raczej o nieznajomo ci Boga. Bóg jest

tajemnic . Ta prawda winna ujawnia  si  w naszej codziennej modlitwie.

background image

W obecnej medytacji zadam sobie pytanie: na ile do wiadczam Boga jako tajemnicy? Czy nie
nosz  w sobie jakiego  powierzchownego przekonania,  e poznanie Boga jest najpierw
owocem mojego wysi ku, mojej pracy, mojego szukania? Kiedy wydaje nam si ,  e Bóg jest
kim  oczywistym w naszym  yciu, wówczas usi ujemy Nim manipulowa , usi ujemy
wykorzystywa  Go dla naszych ludzkich celów. Do wiadczenie tajemnicy Boga chroni nas
przez próbami narzucania Panu Bogu naszej woli, naszego sposobu my lenia, prze ywania
i dzia ania.

Ograniczenie obrazu Boga w nas wyp ywa jednak nie tylko z jakiego

ogólnoludzkiego

uwarunkowania. Ma ono swoje  ród o tak e w naszej osobistej historii  ycia, w naszych
indywidualnych ograniczeniach: w naszych osobistych l kach, w pretensjach do  ycia, do
ludzi, do siebie.

Pan Jezus nakazuj c nam wo

 do Boga: Ojcze, odwo uje si  do naszego ludzkiego

do wiadczenia mi

ci. By objawi  nam swoj  Bosk  mi

, ka e nam przywo

 ludzk

mi

: g ównie mi

 naszych rodziców: mi

 ojca i mi

 matki. Nasze pierwsze

do wiadczenia Boga zbudowane s  z ludzkiej mi

ci. Bóg jest na tyle pokorny, by pos

si  kruch  i niedoskona  mi

ci  cz owieka,  eby przez ni  objawi  swoj  odwieczn  Bosk

mi

.

W tej medytacji chciejmy sobie u wiadomi ,  e na nasze do wiadczenie mi

ci Boga sk ada

si  najpierw do wiadczenie mi

ci ludzkiej. Poznanie zafa szowa  w ludzkiej mi

ci

pomaga nam bardzo odkry  nasze zafa szowania w do wiadczaniu mi

ci samego Boga.

W obecnej medytacji zapytam siebie, na ile obraz mi

ci mojego ojca, obraz mi

ci mojej

matki naprowadza mnie na mi

 Boga? Na ile mi

 moich rodziców jest podobna do

mi

ci Boga Ojca? Co mo e przeszkadza  mi w relacji do Boga, kiedy próbuj  skorzysta

z mi

ci ziemskiego ojca jako analogii dla mi

ci Boga? Na ile mi

 mojej matki mo e

stanowi  dla mnie analogi  mi

ci Boga? Pro my, aby my zobaczyli przepa , jaka istnieje

pomi dzy mi

ci  ludzk , cho by najbardziej szlachetn , a mi

ci  samego Boga.

Ograniczenia w mi

ci naszych rodziców mog  nas naprowadza  na fa szywe prze ywanie

naszej wi zi z Bogiem. Niedojrza

 mi

ci ludzkiej mo e nam sugerowa niedojrza

mi

ci Boga. Surowo  rodziców, ich osch

 lub te  zaborczo  emocjonalna mo e by

ród em naszych l ków rodz cych si  przed Bogiem. Jedn  z 

zasadniczych pokus

w do wiadczeniu duchowym jest podejrzliwo  i nieufno  wobec Boga. Ale nieufno
wobec Stwórcy jest t  sam , której wcze niej do wiadczali my w relacji do naszych
najbli szych.

W rozwoju naszej mi

ci winni my doceni  mi

 naszych rodziców oraz ich po wi cenie

i oddanie w wychowywaniu nas. Winni my by  im wdzi czni. Jednak trzeba mie  równie

wiadomo  ogranicze  tej mi

ci, jej braków i b dów. Mi

 jest autentyczna tylko

wówczas, kiedy buduje na prawdzie; prawdzie o ludzkiej szlachetno ci, dobrej woli, wysi ku,
trudzie,  ofiarno ci,  ale  tak e  na  prawdzie  o s abo ci,  o bezradno ci,  o nienasyconych
potrzebach emocjonalnych itp. Aby móc do wiadczy  mi

ci Boga, trzeba przekroczy

background image

ograniczenia mi

ci ludzkiej; trzeba zobaczy , i  mi

 ta jest nie tylko niewystarczaj ca,

ale  e nierzadko równie  rani. Dla do wiadczenia mi

ci Boga koniecznie trzeba

przeprowadzi  rozgraniczenie pomi dzy biedn  ludzk  mi

ci , jakiej do wiadczy em

w  yciu, a mi

ci  Boga, której jeszcze nie znam do ko ca, cho  g boko jej pragn . Bóg

Objawienia ukazuje si  jako ca kowicie inny od mojego do wiadczenia Boga. Moje prze ycie
Boga nie jest Bogiem. W tym kontek cie pytajmy wi c: Jaki jest mój obraz mi

ci Boga?

W tych rekolekcjach si gajmy do ca ej historii naszego  ycia, aby pyta  siebie: w jaki sposób
do wiadcza em Boga w najtrudniejszych momentach? Jak Go wówczas prze ywa em? Co
wtedy o Nim my la em? Jaki obraz Boga stawa  mi przed oczyma? Kim On by  wtedy dla
mnie? W szukaniu odpowiedzi na te pytania, wa ne b

 nasze pierwsze odczucia, pierwsze

my li. Je eli np. w momentach trudnych Bóg wydawa  mi si  nieobecny, oboj tny, nieczu y,
wówczas moje do wiadczenie ods ania zafa szowania Jego obrazu we mnie.

Moje odczucie Boga nie uto samia si  z samym Bogiem. Zniekszta cony obraz Boga
zniekszta ca tak e nasze prze ywanie Go. Je eli w momentach krytycznych Bóg nie jawi nam
si  jako troskliwy, czuwaj cy, mi osierny, to znaczy, i  prze ywamy Go w sposób niepe ny.
Zobaczmy, ile w naszych relacjach z Bogiem jest jeszcze l ku o siebie samych? Nieraz
pod wiadomie boimy si ,  e Bóg czego  nam odmówi. Boimy si , i  co  nam zabierze.
Obawiamy si , i  obci

y nas ponad nasze ludzkie mo liwo ci. Odczucia te wyp ywaj  ze

zniekszta conego obrazu Boga. Je eli w 

tych rekolekcjach mamy do wiadcza  Boga

prawdziwego, Boga Jezusa Chrystusa, to musimy rozpozna  wszystkie ograniczenia,
wszystkie zniekszta cenia Jego obrazu w 

nas. Musimy zobaczy , jak bardzo moje

do wiadczenie Boga jest jeszcze niepodobne do Boga prawdziwego.

Jedno z najg bszych  róde  naszego bólu psychicznego, emocjonalnego, duchowego, le y

nie w zafa szowanym obrazie Boga. G ównie z tego  ród a  wyp ywa  wiadomo

asnego nieszcz cia, zagubienia i rozpaczy. Gdy mamy fa szywy obraz Boga, wydaje si

nam,  e jeste my sami,  e sami sobie musimy poradzi  w  yciu,  e na wszystko musimy
sobie zas

. Do wiadczenie niedobrej samotno ci, wynika z fa szywego obrazu Boga.

Podejrzewamy wówczas,  e On si  nami nie interesuje.

2. Panie, poka  nam Ojca, a to nam wystarczy

Chaos, krzyk cywilizacji wspó czesnej, krzyk  rodków przekazu jest jednym wielkim
wo aniem o mi

. Dzisiejszy cz owiek zachowuje si  jak ma e dziecko, które czuje si

niekochane: tupie nó kami, krzyczy, próbuje rozbija  ró ne przedmioty, aby zwróci  na
siebie uwag . Zobaczmy, jak cz sto zachowywali my si  w taki w

nie sposób. Jak wiele

w naszym post powaniu jest histerycznego zwracania na siebie uwagi.

Nasze wygórowane ambicje maj  w

nie ten jeden cel — pragn  przyci gn  uwag  i mi

naszych bli nich. Podpowiadaj  nam zupe nie fa szywie,  e kiedy dokonamy w  yciu czego
wielkiego, genialnego, wówczas wszyscy b

 nas bardzo kocha  i podziwia . U pod

a

takich zachowa  le y w

nie chory obraz Boga, zbudowany na przekonaniu,  e na mi

background image

trzeba sobie zas

. U pod

a wszystkich naszych chorób duchowych i emocjonalnych

le y w jaki  sposób zafa szowany obraz Boga.

Tak e w tych rekolekcjach nie potrafiliby my niczego dobrego zrobi , gdyby my modlili si
do fa szywego boga, gdyby my modlili si  do bo ka naszych obowi zków, do bo ka naszych

ków, do bo ka zrobionego z naszych nieuporz dkowanych potrzeb. Skuteczne rozwi zanie

wszystkich problemów naszego  ycia mo emy znale  dopiero wówczas, kiedy b dziemy
modli  si  do Boga prawdziwego, do Boga Jezusa Chrystusa. St d te  tak wa

 jest nasza

modlitwa o dog bne poznanie Pana. Aposto  Filip ma racj , kiedy mówi do Jezusa: Poka
nam Ojca, a to nam wystarczy
 (J 14, 8). Poznanie prawdziwego oblicza Jezusa b dzie
jednoczesnym poznaniem Ojca, do którego Jezus nas prowadzi. Poznaj c za  Ojca, poznamy
tak e wyj cie ze wszystkich naszych najbardziej zawik anych ludzkich spraw i problemów.

3. Moja fascynacja Bogiem

Kim jest Bóg? Czy jest to dla mnie pytanie wa ne? Czy jest to pytanie, które wzbudza moje
zainteresowanie; zainteresowanie bardzo osobiste, intymne? Czy szukanie odpowiedzi na to
pytanie jest dla mnie fascynuj ce, ciekawe? Czy wiara, modlitwa,  ycie duchowe nie sta y si
dla mnie przykrym obowi zkiem?

Je eli do wiadczenie duchowe, do wiadczenie wiary sta y si  dla mnie tylko obowi zkiem,
wówczas trudno b dzie mi odkry  prawdziwy obraz Boga. Boga znajduj  ci, którzy Go
szukaj  ca ym sercem, ca  dusz , ca ym umys em i ca  swoj  moc  (por. Mk 12, 30).
Przekroczenie zafa szowa  obrazu Boga w naszym  yciu nie b dzie a  tak trudne, je eli
zaistnieje w nas cho by nawet najmniejsza fascynacja Bogiem, pragnienie Boga. On sam
doprowadzi nas do ca ej prawdy o nas, do ca ej prawdy o Jego mi

ci.

Aby móc odkry  prawdziwy obraz Boga, trzeba zdemaskowa  fa szywe obrazki Boga i trzeba
z nich zrezygnowa . Trzeba rozbi  w nas to, z czym mo e od dawna z yli my si , do czego
jeste my ju  dobrze przyzwyczajeni. Jezus napomina nas: Zaprawd , zaprawd  powiadam
wam, je eli si  nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci nie wejdziecie do Królestwa
niebieskiego
 (Mt 18, 3). Tymi s owami Chrystus zaprasza nas do zakwestionowania naszej
doros ej wiary. Aby móc odkry  prawdziwy obraz Boga, trzeba sta  si  na powrót dzieckiem,
trzeba przyj

 postaw  niemowl cia. Odkrycie Boga wymaga odmiany serca.

4. Mi owa em Izraela, gdy jeszcze by  dzieckiem

Si gnijmy teraz do s ów proroka Ozeasza, aby zbli

 si  do odpowiedzi na pytanie: Kim jest

naprawd  Bóg? Jaki On jest rzeczywi cie? By oby rzecz  wa

, aby my w tej medytacji nie

próbowali przeprowadza  intelektualnych refleksji. Chciejmy si  jedynie podda  tym
uczuciom, które rozwa any tekst mo e w nas wzbudzi .

Mi owa em Izraela, gdy by  jeszcze dzieckiem i syna swego wezwa em z Egiptu. Bóg kocha
nas od dzieckaod wieków, od zawsze. Bóg kocha nas odwieczn  mi

ci . Zobaczmy, jak

cz sto czuli my si  niekochani, jak cz sto istnia a w nas jaka  wielka oboj tno  wobec Boga,

background image

niewra liwo  na Jego mi

. Mi

 Boga nie jest uwarunkowana tym, jak cz owiek j

przyjmuje. Mi

 Boga nie zale y od odpowiedzi cz owieka. Mi owa em Izraela, gdy jeszcze

by  dzieckiem. Byli my mi owani tak e wtedy kiedy byli my przekonani,  e jeste my sami, i
jeste my opuszczeni.

Im bardziej ich wzywa em, tym dalej odchodzili ode Mnie. A przecie  Ja uczy em chodzi
Efraima, na swe ramiona ich bra em
. Nasze odchodzenie od Boga by o powodowane
najcz ciej nasz  nie wiadomo ci  Jego niesko czonej mi

ci. Odchodzili my od Stwórcy,

poniewa  czuli my si  przez Niego s dzeni,  ledzeni. Odchodzili my, poniewa  czuli my si
niekochani.  wiadomo ,  e jeste my niekochani lub ma o kochani, ka e nam lekcewa
Boga. Nie wiadomo  mi

ci Boga sprawia,  e szukamy innych bogówinnych bo ków,

którzy — w 

naszej zafa szowanej  wiadomo ci — mog  nam ofiarowa  wi cej.

Do wiadczenie pokazuje jednak, i  to, co jest bo kiem cz owieka, staje si  jednocze nie jego
demonem.  ród em naszego nieszcz cia s  w

nie nasze bo ki, nasze demony. Nie b dziesz

mia  cudzych bogów obok Mnie! — mówi Jahwe (Wj 20, 3). Cudzy bogowie  s   bowiem
naszymi demonami, s

ród em naszego nieszcz cia, s  naszym piek em.

przecie  Ja uczy em chodzi  Efraima, na swe ramiona ich bra em. W obecnej medytacji
chciejmy sobie u wiadomi ,  e Bóg uczy  nas chodzi  w promieniach swojej mi

ci. Je eli

dzisiaj jest w nas cho by najmniejsze pragnienie Pana Boga, to w

nie dlatego, i  byli my

wcze niej uczniami Jego mi

ci. Pro my, by my przeczuli prawd ,  e Bóg prowadzi nas do

swojej mi

ci poprzez wszystkie do wiadczenia  yciowe — tak e te najgorsze (a mo e

przede wszystkim przez nie). Nasza  lepota, zal knienie, naiwno  duchowa sprawiaj ,  e
cz sto jednak tego nie widzimy.

Poci gn em ich ludzkimi wi zami, a by y to wi zy mi

ci. By em dla nich jak ten, co podnosi

do swego policzka niemowl  — schyli em si  ku niemu i nakarmi em go. W obecnej medytacji
zadajmy sobie zasadnicze pytanie: Jakimi wi zami jestem z czony z Bogiem? Co mnie
z Nim  czy? Jaka jest rzeczywista tre  tych wi zów? Wszyscy co prawda jeste my zwi zani
z Bogiem i na Bogu bardzo nam zale y. Gdyby my nie byli z Nim powi zani, nie by oby
w nas tak intensywnego pragnienia modlitwy, pragnienia pe nienia Jego woli, porz dkowania
naszego  ycia. Rodzi si  jednak pytanie: jakie wi zy nas z Nim  cz ? Z Bogiem mo na by
powi zanym nie tylko wi zami mi

ci, ufno ci, oddania. Mo emy by  z Bogiem zwi zani

tak e l kiem o siebie, poczuciem obowi zku, poczuciem winy itp. Z obawy o siebie mo emy
stara  si  by  przed Bogiem bardzo poprawnymi, spe nia pobo ne praktyki, unika  okazji do
grzechu.

Syn pierworodny, z przypowie ci o synu marnotrawnym, wykonywa  bardzo skrupulatnie
wszystkie rozkazy ojca kierowany niewolnicz  zale no ci , a nie z mi

ci. B

c pos uszny

ojcu we wszystkim, czu  si  jednocze nie obcy i nieszcz liwy w jego domu. Czu  si
bardziej niewolnikiem, ni   kochanym  i 

kochaj cym synem.  Stwierdza:

Nigdy nie

przekroczy em  adnego rozkazu, ale jednocze nie posiada wiele gniewu wobec brata, pretensji
do ojca, i innych niezaspokojonych nami tno ci (por.  k 15, 25).

background image

Mo na by  bardzo poprawnym zewn trznie, a jednocze nie w sercu do wiadcza  g bokiego
niezadowolenia  z siebie,  z bli nich,  z Boga.  Czy  jestem  zadowolony  z mojego Boga,
z mojego prze ywania Jego Osoby, Jego istoty? — oto wa ne pytanie na czas tych rekolekcji.
Byliby my bardzo niezadowoleni z Boga, je eli w naszej relacji z Nim zabrak oby intymnych
wi zów mi

ci, zaufania i oddania. Ile w moim zwi zaniu z Bogiem jest jeszcze l ku?

Zobaczmy, jak wiele rzeczy robimy przede wszystkim z poczucia obowi zku.

Nie trzeba nam zrywa , niszczy  jakichkolwiek wi zów. Wszystkie wi zy z Bogiem, tak e te
naznaczone l kiem, poczuciem obowi zku, poczuciem winy trzeba docenia . Doceniaj c
trzeba je jednocze nie oczyszcza , uszlachetnia , pog bia . By oby rzecz  niebezpieczn ,
gdyby my usi owali najpierw zrywa  nasze niedoskona e wi zy z Bogiem, aby nast pnie
budowa  nowe. Zachowujemy si  nieraz wobec Boga jak niedojrza y i roz alony nastolatek.
Odkrywaj c ograniczono  mi

ci swoich rodziców, próbuje od niej ucieka , zaprzecza  jej

istnieniu, próbuje j  nieraz nawet przekre li . Oskar a rodziców, ucieka z domu, poniewa
czuje si  za ma o kochany.

By em dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowl  — schyli em si  ku niemu
i nakarmi em go
. Chciejmy przez d

sz  chwil  kontemplowa  ten pi kny obraz nakre lony

przez proroka Ozeasza. Pytajmy siebie, na ile obraz Ozeasza przypomina mi obraz mojego
ojca, mojej matki? Czy opisane do wiadczenie jest mi bliskie; czy bliskie jest mi
do wiadczenie Boga jako Mi

ci; Boga, który pochyla si  nad tym co kruche, u omne,

niedoskona e? Czy w 

momentach s abo ci czuli my si  przede wszystkim kochani,

akceptowani, wspomagani, podnoszeni? Czy mo e przeciwnie — czuli my si  najpierw
karceni, upokarzani, poni ani?

zako czeniu medytacji przeprowad my potrójn  rozmow . Najpierw rozmawiajmy

z Matk  Naj wi tsz . Pro my J , aby Ona — Matka Pi knej Mi

ci — naprowadza a nas na

niesko czon  mi

 Boga, dzi ki której Ona sama sta a si  Matk  Syna Bo ego. To mi

Boga do cz owieka le y u  róde  Wcielenia. Rozmawiajmy z Jezusem, prosz c Go, aby nam
objawia  Oblicze swojego Ojca. Módlmy si  ze  w. Filipem Aposto em: Poka  nam Ojca, a to
nam wystarczy.
 Pro my, aby my przyj li odpowied  Jezusa: Kto Mnie widzi, widzi i Ojca (J
14, 8–9).

Rozmawiajmy wreszcie z Bogiem Ojcem. Pro my Go, aby udzieli  nam  wiat a Ducha

wi tego, by my byli w stanie odró ni  mi

 w porz dku ludzkim od niesko czonej mi

ci

Boga–Ojca. Mi

 ludzka jest tylko bladym odbiciem Jego bezwarunkowej mi

ci. Pro my,

aby Jego  aska pozwoli a nam przekroczy  ograniczenia w ludzkiej mi

ci, by my mogli

czu  si  kochani

 do ko ca.

background image

V. MOJE SERCE SI  NIE PYSZNI

tym czasie uczniowie przyst pili do Jezusa z zapytaniem: Kto w

ciwie jest najwi kszy

w Królestwie niebieskim? On przywo

 dziecko, postawi  je przed nimi i rzek : Zaprawd ,

powiadam wam: Je li si  nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa
niebieskiego. Kto si  wi c uni y jak to dziecko, ten jest najwi kszy w Królestwie niebieskim
(Mt 18, 1–4).

Panie, moje serce si  nie pyszni
i oczy moje nie s  wynios e.
Nie goni  za tym, co wielkie,
albo co przerasta moje si y.
Przeciwnie: wprowadzi em  ad
i spokój do mojej duszy.
Jak niemowl  u swej matki,
jak niemowl  — tak we mnie jest moja dusza
 (Ps 131).

Obraz dla obecnej medytacji: Podobnie jak w poprzedniej medytacji, przedstawimy sobie
siebie  samych  jako dzieci  w ramionach  ojca,  w ramionach  matki. Zwrócimy jednak
szczególn  uwag  na nasze pragnienia idealnej mi

ci. Jaki mia by by  mój ojciec, aby móg

spe ni  wszystkie moje marzenia? Jaka mia aby by  moja matka, aby mog a spe ni  wszystkie
moje pragnienia?

Pro ba o owoc rozmy lania: B dziemy prosi  o poznanie, co znaczy by  przed Bogiem, jak
niemowl  u swej matki
; do czego Jezus nas zaprasza, kiedy mówi,  e mamy sta  si  jak dzieci.

dziemy te  prosi  o poznanie naszej pychy, która przeszkadza nam stan

 przed Bogiem

jak dzieci.

1. Je eli si  nie staniecie jak dzieci

ród uczniów Jezusa istnia a rywalizacja o pierwsze miejsce. Z tej  w

nie rywalizacji

zrodzi o si  pytanie: Kto mo e by  pierwszym. Matka synów Zebedeusza, kobieta zaradna,
prosi Jezusa, aby jej synowie byli pierwszymi w Królestwie; aby jeden z nich zasiad  po
prawej stronie Jezusa, a drugi po lewej Jego stronie (por. Mt 20, 20–24). I chocia  pytanie
uczniów o pierwsze miejsce wyp ywa z ich ludzkich ambicji, to jednak Chrystus podejmuje
problem na  serio  i stawia  go  w innej  p aszczy nie  —  w p aszczy nie  nadchodz cego
Królestwa niebieskiego. On przywo

 dziecko, postawi  je przed nimi i rzek : Zaprawd ,

powiadam wam: Je li si  nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa
niebieskiego. Kto si  wi c uni y jak to dziecko, ten jest najwi kszy w Królestwie niebieskim.
Królestwo niebieskie mog  zdoby  tylko dzieci. Do Królestwa niebieskiego mog  wej
doro li z sercem dziecka.

background image

Co to znaczy by  jak dziecko? By  jak dziecko z pewno ci  nie oznacza najpierw by
niewinnym
  w sensie  moralnym. Niewinno  dziecka polega na s abo ci cia a, nie na
niewinno ci duszy
 — mówi  w. Augustyn. Niewinno  jest cech  ludzi dojrza ych: dojrza ych
emocjonalnie i duchowo. Niewinno  jest cnot  zdobyt  w wielkim trudzie. Nie trzeba myli
niewinno ci duchowej  z nie wiadomo ci   emocjonaln   i intelektualn . Na w asne oczy
widzia em niemowl , które jeszcze nie umia o mówi , a ju  by o blade ze z

ci — wspomina

Wyznaniach w. Augustyn.

Co zatem ma na my li Jezus zapraszaj c nas, aby my stali si  jak dzieci? Pan Jezus mówi
przede  wszystkim  o wielkiej  otwarto ci,  o zaufaniu,  o powierzeniu  si   Bogu.  Dziecko
kochane przez swoich rodziców jest bardzo otwarte,  atwo budzi si  w nim zaufanie. Ma e
dziecko, kiedy czuje si  kochane, pozwala si  wzi  w ramiona nieomal ka demu. By jak
dziecko
 oznacza równie by  zale nym. Dziecko — ma e dziecko — nie ma najmniejszej

tpliwo ci, i  jest s abe, bezbronne, i  potrzebuje pomocy, opieki i wsparcia. Dziecko wie,

 wszystko otrzymuje od kochaj cych go rodziców. Ono z zaufaniem i z wiar  potrafi

o wszystko prosi . Nie czuje si  upokorzone pro

. Dziecko — niemowl , nie usi uje te

rywalizowa  z rodzicami. Rywalizacja ta rodzi si  znacznie pó niej, w momencie, kiedy

ody cz owiek wychodzi z okresu dzieci stwa i wchodzi w okres dojrzewania. I ta w

nie

rywalizacja  wiadczy o tym,  e dziecko staje si  doros ym cz owiekiem. W rozumieniu
biblijnym negatywnie rozumiana doros

 oznacza prób  rywalizacji cz owieka z Bogiem.

Sta  si  jak dziecko, to do wiadcza ,  e Bóg jest Ojcem. Je eli za  On jest najpierw naszym
Ojcem
, to my mo emy by  tylko Jego dzie mi. Pragnienie wej cia w dialog z Bogiem jako
naszym Ojcem staje si  dla nas jednocze nie zaproszeniem do przyj cia postawy dzieci ctwa:
postawy uleg

ci, ufno ci, zawierzenia.

2. Nasz nie ad wewn trzny

Psalm 131 doskonale pokazuje nam drog  do naszego stawania si jak dziecko. Aby przed
Bogiem sta  si jak niemowl  u swej matki, trzeba najpierw zrezygnowa  z pysznego serca,
trzeba przezwyci

 pyszne oczy, które goni  za wynios

ci , trzeba zrezygnowa  z pogoni

za tym, co wielkie i co przerasta ludzkie si y.

Nie czujemy si  przed Bogiem jak dzieci u swej matki, poniewa  nie do wiadczamy zaufania,
otwarto ci, zale no ci. Czujemy si  zagro eni, niekochani, poniewa  obawiamy si  Boga.

Psalm opisuje do wiadczenie wiary cz owieka dojrza ego, pokornego; cz owieka, który
w pe ni powierzy  si  ju  Bogu. Jego serce si  nie pyszni i w

nie dlatego jest pe ne pokoju,

adu i zaufania. Cz owiek ten czuje si  przed Bogiem jak niemowl  u swej matki. Nasza

sytuacja jest inna. Jeste my na drodze do dojrza

ci, do pokory, do prze ywania Boga jako

Ojca, do do wiadczania naszego dzieci ctwa. Poniewa  nasze serce bardzo si  pyszni, goni za
tym, co wielkie, co przerasta jego si y, w

nie dlatego jest pe ne nie adu i niepokoju. Je eli

istnieje  cis y zwi zek mi dzy pokor ,  adem i pokojem, to równie  istnieje ten sam  cis y
zwi zek pomi dzy pych , nie adem i niepokojem.

background image

W obecnej medytacji zobaczmy najpierw nasz nie ad. Zobaczmy go na ró nych poziomach

ycia. Najpierw nie ad w naszych uczuciach. Dostrze my zmienno  naszych emocji, która

sprawia, i  tak cz sto towarzysz  nam uczucia sprzeczne ze sob . Niekiedy czujemy si
winni,  atwo oskar amy si , ale za chwil  w tej samej sprawie usi ujemy si  t umaczy ,
usprawiedliwia . Innym razem znowu ogrania nas uczucie wy szo ci, a jednocze nie czujemy
si  gorsi, zakompleksieni. Wobec pewnych ludzi przyjmujemy postaw  uleg

ci, poddania;

wobec innych jeste my wynio li, dumni.

Nie ad  w 

relacjach  z bli nimi  objawia  si   cz sto  w 

konfliktach,  nieporozumieniach,

w ci

ych pretensjach. Raz wyra a si  w wielkiej zaborczo ci emocjonalnej, w uczuciach

zazdro ci, w narzucaniu swojego zdania. Chcemy wówczas posi

 kogo  jakby na w asno .

Innym razem nie ad w relacjach z bli nimi wyra a si  w oboj tno ci, niewra liwo ci na ich
potrzeby i cierpienia.

W obecnej medytacji zobaczmy tak e nasz nie ad w wykorzystaniu czasu, nie ad w pracy,
nie ad w planowaniu dnia. I wreszcie mo e najwa niejszy nie ad — nie ad moralny: nie ad
naszych czynów, naszych my li, nie ad naszych postanowie , nie ad naszych pragnie . Ka dy
rachunek sumienia, zarówno ten codzienny jak i ten przygotowuj cy nas do spowiedzi,
naprowadza nas na nie ad naszego serca. Ile  razy podejmujemy pewne postanowienia i nie
dotrzymujemy ich? Jest to wyraz naszego nie adu moralnego.

Z nie adem zwi zany jest niepokój. W obecnej medytacji chciejmy dostrzec tak e nasz
niepokój wewn trzny. Mo e on przybiera  wiele ró nych form, wiele postaci. Mo e ujawnia
si  w ci

ym poczuciu zagro enia, w obawie,  e nikt nas nie kocha, w ci

ym poczuciu

zagubienia,  w jakiej   dezorientacji  yciowej,  w nieustannym  stanie  zm czenia i napi cia
psychicznego, w nieumiej tno ci podj cia decyzji itp. Niepokój ten nie pozwala nam usi
na jednym miejscu, nie pozwala nam zabra  si  do systematycznego wysi ku.

Nie ad, niepokój, zagubienie wewn trzne staj  si  nierzadko  ród em ró nych na ogów
i uzale nie . Poniewa  poczucie niepokoju jest bolesne, cz sto usi ujemy je u mierza
ró nymi  rodkami odurzaj cymi. U mierzanie to powoduje stopniowe uzale nienie od
za ywanego  rodka. Pytajmy siebie, czy nie istnieje w nas tendencja do uzale niania si ?
Rozmawiajmy z Bogiem o tych  trudnych  sprawach  prosz c  jednocze nie, aby my  nie
zatrzymywali si  na powierzchni problemów, ale usi owali przebi  si  do samego  ród a
naszego nie adu i niepokoju: braku g bokiego zwi zania z Bogiem jako Ojcem.

3. Rodzaje ludzkiej pychy

Nie goni  za tym, co wielkie, albo co przerasta moje si y. Przeciwnie: wprowadzi em  ad
i spokój do mojej duszy
. Je eli  ad i pokój wynikaj  z pokory, to nie ad i niepokój wynikaj
z pychy. Ostatecznym  ród em nie adu i niepokoju s  wynios e oczy, pogo  za tym co wielkie
i co przerasta nasze si y; s owem — serce, które si  pyszni. S owo pycha posiada wyd wi k
bardzo negatywny, st d te  bardzo bronimy si  przed zastosowaniem go do naszej sytuacji.
Rzadko te  otwarcie przyznajemy si  wprost do naszej pychy, zarówno sami przed sob  jak

background image

równie  przed innymi. U ywamy nieraz pewnych eufemizmów, aby — ods aniaj c r bka tej
brzydkiej wady — nie robi  jednak zbyt z ego wra enia.

Pycha nie daje si

atwo zdemaskowa , poniewa  posiada wiele ró nych form. W zasadzie

mogliby my wyró ni  cztery formy, cztery rodzaje ludzkiej pychy: d enie do kariery za
wszelk  cen , górowanie nad innymi z odcieniem m ciwo ci, perfekcjonizm oraz ho dowanie
manii wielko ci.

enie do kariery za wszelk  cen , to pierwszy rodzaj pychy, o której chcemy mówi .

Pogo  za w asn  wielko ci  — pogo  za karier  jest bardzo powszechnym rodzajem ludzkiej
pychy. Zauwa my najpierw, i

kariera  yciowasukces same w sobie s  warto ciami

pozytywnymi. Wyrazem pychy jest jednak kariera, która podporz dkowuje sobie wszystko;

asn  rodzin , warto ci moralne i 

religijne, przyjació , w asne zdrowie itd. Cech

charakterystyczn

kariery za wszelk  cen  jest zdobycie ludzkiego podziwu. Ten rodzaj

pychy kieruje si  nast puj cym rozumowaniem: kiedy zajd  wysoko wszyscy b

 mnie

podziwia  i b

 mnie kocha . Pycha pragnie zdoby  mi

 przez podziw. Karierowicz

w swoim  yciu wszystko ocenia poprzez pryzmat swoich osi gni , które wzbudzaj  podziw
i uznanie. Je eli jakie  jego dzia anie, cho  bardzo po yteczne dla innych, staje si
niewidoczne,  atwo w tpi w jego sens. Neurotyczne d enie do kariery sprawia, i  cz owiek
nie umie ucieszy  si  do ko ca  adnym sukcesem. Ka dy sukces jest za ma y. St d te
karierowicza z era nieustannie niepokój, ci

y l k, obawa, i  zostanie w tyle; obawa,  e

zostanie odrzucony przez innych. Karierowicz daje si

atwo wci gn  w prymitywn

rywalizacj  z innymi, która staje si

ród em nieustannych napi  i konfliktów.

Górowanie nad innymi z odcieniem m ciwo ci, oto kolejny rodzaj pychy. W tym rodzaju
pychy nie chodzi najpierw o karier  i podziw innych, ale raczej o wywy szenie si  nad innych
poprzez poni anie ich. Ten typ pychy mo na uj

 w zdaniu: jestem wielki, kiedy inni obok

mnie staj  si  mali. Aby zdoby  przewag  nad innymi, w tym rodzaju pychy umiej tnie
wykorzystywane s  najprostsze sytuacje mi dzyludzkie: codzienna rozmowa, wspólna praca,

arty, drobne nieporozumienia i konflikty. Osoby charakteryzuj ce si potrzeb  górowania

nad innymi atwo te  wykorzystuj  spe niane funkcje dla realizowania swojej potrzeby
psychicznej. Kierowanie zespo em ludzi, zarz dzanie finansami, wydawanie polece ,
upominanie mo e  atwo przerodzi  si  wówczas w upokarzanie innych. Ludzie d

cy do

górowania nad innymi z odcieniem m ciwo ci, ci gle czuj  si  zagro eni.  atwo dopatruj  si
te  celowego upokorzenia w najprostszych przypadkowych sytuacjach. B

 bowiem  atwo

pos dza  bli nich o to, co sami robi  z innymi.

O ile pierwsze dwa rodzaje pychy s  skierowane na zewn trz, jakby do innych, czy raczej
przeciwko innym, o tyle dalsze dwa — perfekcjonizm i ho dowanie manii wielko ci —
skierowane s do wewn trz, ku sobie, czy raczej przeciwko sobie. W perfekcjonizmie nie
chodzi najpierw o karier  lub sukces. Perfekcjonista nie szuka cudzego uznania i pochwa .
Nie d

y te  do poni ania innych. Perfekcjonista najpierw udowadnia samemu sobie w asn

nienaganno , poprawno , wielko , doskona

. Ten rodzaj pychy mo na uj

 w zdaniu:

jestem wielki, poniewa  wszystko robi  doskonale. O ile w pierwszym i drugim rodzaju pychy
stosunek do innych osób jest decyduj cy, to w trzecim rodzaju pychy decyduje odniesienie do

background image

siebie samego. Perfekcjonista sam sobie udowadnia nieustannie swoj  wielko . Jezus cz sto
demaskowa  ten w

nie rodzaj pychy u faryzeuszy. Perfekcjonista, jak faryzeusz, po yka

wielb dy  a 

przecedza  komary.  Jest  bardzo  dok adny  w 

drobiazgach,  zaniedbuj c

jednocze nie podstawowe warto ci i obowi zki. Musi wszystko robi  wed ug w asnej recepty
i w asnego planu. Perfekcjoni ci nierzadko s  lud mi upartymi, zamkni tymi w sobie. Chc
sami decydowa  o tym, co jest doskona e, a co nie. Jedna z wa nych cech perfekcjonizmu to
ci

e  niezadowolenie  z 

siebie.  O 

ile  karierowicz  i 

cz owiek  pogardzaj cy  innymi

charakteryzuj  si  agresj  wobec innych, o tyle gniew perfekcjonisty kieruje si  najpierw
przeciwko sobie samemu. Gniew ten  wyra a si   w ci

ym niezadowoleniu z siebie.

Najlepsze dzie o, najlepiej wykonana praca, zostanie przez perfekcjonist  zakwestionowana,
je eli znajdzie w niej cho by najmniejsz  skaz .

Czwarty, ostatni rodzaj pychy, to mania wielko ci. Jest to ten rodzaj pychy, który kosztuje
najmniej wysi ku i trudu, poniewa  w du ym stopniu ogranicza si  do dzia ania w asnej
wyobra ni. Ten rodzaj pychy mo na by wyrazi  zdaniem: ja i tak wiem,  e jestem wielki.
Cz owiek ho duj cy manii wielko ci nie d

y do kariery za wszelk  cen , nie pragnie te

upokarza  innych, nie jest sk onny do perfekcjonizmu; nosi jednak w sobie wewn trzne
przekonanie  o 

swojej  wielko ci  i 

niezwyk

ci.  To

pyszne  przekonanie  o 

w asnej

niezwyk

ci wyra a si  przede  wszystkim w 

skrywanych marzeniach,  wynios ym

mniemaniu o sobie.

Ten rodzaj pychy jest szczególnie podatny na kompleksy ni szo ci. Kompleksy ni szo ci s
zawsze drugim ko cem pychy. Im bardziej jeste my zakompleksiali, tym g biej skrywamy
nasze sk onno ci do wynios

ci i pychy. Kompleksy to cechy ludzi bardzo pysznych. Kiedy

nasze kompleksy mocno nam doskwieraj , nale y je zostawi  w spokoju, a zaj

 si  postaw

pychy, która je kreuje.

W obecnej modlitwie zadajmy sobie podstawowe pytanie: jaka jest moja pycha? Zwykle
posiadamy mieszank  dwóch rodzajów z pewn  przewag  jednego z nich. Trzeba nam jednak
by  uwa nymi, aby nie wmawia  sobie postaw i zachowa , których wewn trznie nie
do wiadczamy. Istnieje bowiem niebezpiecze stwo oszukiwania si ; dla wi kszej pokory
w jaki  zewn trzny i sztuczny sposób mo emy uzna  si  za ludzi g boko pysznych. Ten
sposób post powania pog bia w nas jedynie kompleksy ni szo ci oraz chore poczucie winy.
Trzeba nam raczej otwiera  si  na  wiat o  aski, dzi ki któremu sam Bóg ods oni przed nami
nasz  pych  jako zasadnicz  przeszkod  w drodze do Jego mi

ci. Pycha bowiem jest

pierwszym i najwi kszym grzechem. Jest ona  ród em wszystkich innych grzechów. Je eli
nie potrafiliby my pozna  naszej pychy, to tym samym nie byliby my w stanie odczyta
w prawdzie innych grzechów.

W zako czeniu medytacji rozmawiajmy z Matk  Naj wi tsz , pokorn  S

ebnic . Pro my J

o ask  otwarcia na mi

 Boga. To w

nie dzi ki do wiadczeniu mi

ci mo emy

zdemaskowa  nasz  pych . Rozmawiajmy tak e z Jezusem jako Dzieci tkiem le

cym

w  óbku betlejemskim. To On objawia nam najpe niej, jak  postaw  winni my przyj

 przed

Bogiem. Jezus wobec swojego Ojca by  tylko dzieckiem, by  tylko synem. Jezus nauczy  si

background image

pos usze stwa wobec Ojca przez to, co wycierpia . Mo emy zdemaskowa  nasz  pych
i przyj  postaw  dziecka tylko dzi ki pos usze stwu Bogu.

Rezygnacja z pogoni za w asn  wielko ci  b dzie bolesna. Uleg

 Bogu, pos usze stwo

dziecka, musz  by  przez cz owieka wycierpiane. Je eli Chrystus nauczy  si , jak by
dzieckiem przez cierpienie, to tym bardziej my, którzy nie mamy Jego niewinno ci.

W zako czeniu medytacji jeszcze raz powró my do s ów Jezusa: Je li si  nie odmienicie i nie
staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego
.  Pro my,  aby my  przyj li  te

owa jako wielki dar i wielk  obietnic  naszej wiary. S owa te mog  si  zrealizowa

w naszym  yciu. Rozmawiajmy tak e z Bogiem Ojcem prosz c Go o wielk  otwarto  na
Jego Syna. Pro my Go, aby my przyj li Jego Syna jako jedyny i najwi kszy skarb naszego

ycia.

VI. S UCHAJ IZRAELU

Zbli

 si  tak e jeden z uczonych w Pi mie, który im si  przys uchiwa , gdy rozprawiali ze

sob . Widz c,  e Jezus dobrze im odpowiedzia  zapyta  Go: Które jest pierwsze ze wszystkich
przykaza ? Jezus odpowiedzia : Pierwsze jest: S uchaj Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest
jedyny. B dziesz mi owa  Pana, Boga swego, ca ym swoim sercem, ca  swoj  dusz , ca ym
swoim umys em i ca  swoj  moc 
 (Mk 12, 28–30).

Obraz dla obecnej medytacji: Przedstawmy sobie Jezusa — Nauczyciela, który daje nam
przykazanie mi

ci. Mo emy w tym celu pos

 si  obrazem Ikony Jezusa Nauczyciela.

Pro ba o owoc rozmy lania: B dziemy prosi  o poznanie, co powinno by  pierwsze
w naszym  yciu. B dziemy te  prosi  o prawdziwe rozeznanie naszej hierarchii warto ci.

1. Co jest najwa niejsze w naszym  yciu?

Które jest pierwsze ze wszystkich przykaza ? — pyta uczony w Pi mie. Pytanie to oddaje
powszechny problem wszystkich ludzi. Praktycznie ka dy stawia sobie pytanie, co jest dla
niego najwa niejsze. W konkrecie naszej codzienno ci zadajemy je sobie nieraz bardzo
cz sto. Dokonuj c ró nych wyborów  yciowych musimy odwo

 si  do konkretnych

kryteriów, do zasad, do warto ci.

Uczony w Pi mie pyta Jezusa: Które jest pierwsze ze wszystkich przykaza , poniewa
zauwa

,  e Jezus dobrze odpowiedzia  saduceuszom w sprawie zmartwychwstania. Uczony

w Pi mie zadaje wi c to pytanie Komu , kto okaza  si  wiarygodnym w innych wa nych
ludzkich sprawach. Ewangelia ods ania nam w ten sposób jedn  z bardzo wa nych prawd:
nie mo na byle gdziebyle kogo i byle jak pyta  o rzeczy najwa niejsze.

background image

Podkre lmy jednak,  e cz owiek nie mo e pyta  o rzeczy najwa niejsze tylko samego siebie.
Zamykaj c si  w sobie, w swoim w asnym my leniu i odczuwaniu, cz owiek nie znajdzie
pe nej odpowiedzi na to pytanie. Trzeba otworzy  si  na Boga. Odpowied  na pytanie, co jest
pierwsze  i najwa niejsze przychodzi poprzez ludzkie serce, poprzez jego najg bsze
pragnienia i t sknoty. Samo serce cz owieka nie jest jednak ostatecznym  ród em tej
odpowiedzi. Robimy nieraz wiele powa nych pomy ek  yciowych tylko dlatego, i
odpowiedzi na najwa niejsze pytania szukamy u przypadkowych osób, przypadkowych
mistrzów. W takiej sytuacji nierzadko otrzymujemy te  przypadkowe odpowiedzi.  I te

nie przypadkoweniesprawdzone odpowiedzi bywaj  cz sto przyczyn  wielu ludzkich

dramatów.

Czy interesuje mnie tak naprawd , jaki jest fundament mojego  ycia? Na kim lub na czym
jest ono budowane? Dok d ono zmierza? Czy nie uciekam od wa nych pyta , które stawia
mi  ycie? Chciejmy sobie przypomnie  momenty, w których zadali my sobie te pytania
w sposób bardzo wyra ny. Czy nie  yjemy z dnia na dzie  lekcewa c zasadniczy cel i sens
ca ego naszego  ycia? Czy naszym  yciem nie kieruj  przypadki, szcz liwe lub
nieszcz liwe zbiegi okoliczno ci?

Nasz  yciowy nieporz dek, nie ad, niepokój cz sto wynika w

nie z 

braku jasno

postawionego pytania, co jest dla nas najwa niejsze. Nasze plany, decyzje i dzia ania b
cz sto krótkowzroczne, je eli braknie im fundamentu odpowiedzi na te pytania. Je eli
chcemy prowadzi

ycie pe ne  adu i pokoju, musimy mie  wizj  naszego  ycia, musimy

wiedzie , sk d ono pochodzi i dok d ono zmierza.

Patrz c z boku na wielu ludzi mo na by odnie  wra enie,  e sens ich  ycia zamyka si
w kr gu codziennych zaj

: porannego wstawania, pracy, posi ków, obowi zków wobec

najbli szych, rozrywki, ma ych przyjemno ci itd. I w

nie dlatego,  e  ycie zamyka si

w tym ciasnym kr gu codziennych czynno ci, tak szybko staje si  ono nu ce i nudne.
Cz owiek znu ony  yciem szuka wówczas mocnych dozna  i wra

, dzi ki którym móg by

troch

urozmaici , o ywi  to swoje ma o ciekawe

ycie. Nasza cywilizacja ofiaruje nam

wiele takich mocnych wra

 dla ubarwienia nieco naszego  ycia.

my jednak szczerzy. S  to ubarwienia sztuczne i dlatego trwaj  krótko. Po mocnych

wra eniach i doznaniach przychodzi wi ksze zm czenie i jeszcze wi ksza ja owo  i nuda.
V. E. Frankl nazywa j

pustk  egzystencjaln  i stwierdza,  e jest ona g ówn  chorob

wspó czesnego cz owieka. T  pustk  V. E. Frankl  czy z brakiem poczucia sensu i celu

ycia. Pustka egzystencjalna posiada zwykle  cis y zwi zek z pewn bez–my lno ci , czyli

brakiem jasnego my lenia,  z brakiem jasnej my li,  jasnej  wizji  ycia,  z brakiem
ca

ciowego ogl du swojej egzystencji.  ycie cz owieka, jako istoty wolnej i rozumnej,

wymaga spojrzenia dalekowzrocznego i integralnego; spojrzenia, które obj oby zarówno
pocz tek, czyli genez

ycia, jak równie  koniec, czyli cel ostateczny.

Aby po

 fundament  ycia, trzeba nabiera  dystansu — cho by minimalnego — do

naszych emocji, naszych l ków, ludzkich potrzeb, zagro

. Nie zdob dziemy odpowiedzi

na pytanie, co jest najwa niejsze w naszym  yciu, je eli poddamy si  l kowi, je eli

background image

dziemy tkwi  po ród po da . Trzeba wznie  si  ponad wszystkie emocje,  eby móc

drze zada  pytanie i szuka  na nie

drej odpowiedzi.

2. S uchaj Izraelu

Pierwsze jest: S uchaj Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jedyny. Odpowied  Jezusa na pytanie,
co jest najwa niejsze w naszym  yciu, nie pozostawia cienia w tpliwo ci. Pierwsze jest

uchanie Boga. Podstaw  wiary stanowi prawda: Bóg mówi, cz owiek s ucha; Bóg daje,

cz owiek przyjmuje; Bóg dzia a, cz owiek podlega dzia aniu; Bóg kocha, cz owiek pozwala
si  kocha . Nigdy odwrotnie. Przesi kni ci aktywizmem  atwo nieraz zmieniamy kierunek
ustalony przez Boga. Zamiast najpierw s ucha  Boga, zaczynamy sami do Niego mówi ;
zamiast pozwoli  si  kocha , próbujemy udowadnia  Mu najpierw nasz  mi

; zamiast

dostrzega  Jego dzia anie w naszym  yciu, sami pierwsi rzucamy si  w wir dzia ania;
zamiast przyjmowa  Bo e dary i cieszy  si  nimi, usi ujemy sami dawa . Jak faryzeusz
modl cy si  w  wi tyni szukamy w ten sposób potwierdzenia dla w asnej wielko ci we

asnym mówieniu, kochaniu, dzia aniu.

Fundamentem naszego  ycia jest pierwsze stwo Boga, pierwsze stwo Jego S owa, Jego
dzia ania, pierwsze stwo Jego mi

ci, pierwsze stwo Jego obecno ci. Zafa szowanie

fundamentu wiary powoduje jednocze nie zafa szowanie samej wiary. Nasza wiara bywa
bardzo p ytka, banalna, dlatego  e najpierw sami du o mówimy do Boga nie s uchaj c Go;
zapewniamy, i  bardzo Go kochamy, cho  wcale nie czujemy si  kochani przez Niego;
bardzo du o robimy dla Boga, chocia  nie widzimy, co On dla nas czyni.

Kiedy mimo wszystko próbujemy mówi  do Boga, okazywa  Mu nasz  mi

, dawa  Mu

dary, dzia

 dla Niego, wówczas szybko odkrywamy nasze ubóstwo wewn trzne;

dostrzegamy,  e jeste my pu ci i ja owi wewn trznie. Ale to do wiadczenie pustki i ubóstwa
jest bardzo cenne. Naprowadza nas bowiem na potrzeb  otwarcia si  na Boga. Przypomina
nam fundament naszego zwi zania z Bogiem:

uchaj Izraelu.

Nie mo emy bowiem mówi  do Boga, zanim Go nie us yszymy; nie mo emy Go kocha ,
zanim nie pozwolimy si  pokocha ; nie mo emy dla Niego dzia

, zanim nie przyjmiemy

Jego dzia ania. Nasze mówienie do Boga jest bowiem tylko odpowiadaniem na Jego S owo;
nasze dawanie jest dzieleniem si  z Nim Jego w asnymi darami; nasze dzia anie jest
wspó dzia aniem z Nim; nasze kochanie jest odpowiadaniem mi

ci  na mi

.

W tej medytacji zadajmy sobie pytanie, co stoi na pierwszym miejscu w  yciu: moje
dzia anie, czy dzia anie Boga; moja mi

 do Niego, czy do wiadczanie Jego mi

ci; moja

owa wypowiadane przed Nim, czy s uchanie Jego s owa? Czym bardziej przejmuj  si

w  yciu: dzia aniem Pana Boga, czy moim dzia aniem; mi

ci  Boga do mnie, czy te  moj

mi

ci  do Niego? Czy w mojej modlitwie nie ulegam pokusie wielomówstwa, pokusie

wielu s ów, które najcz ciej nie pasuj  do mojej sytuacji?

Czy w moim do wiadczeniu wiary nie ma pewnego moralizmu, który ka e zmienia

ycie

tylko dlatego, aby udowodni  sobie swoj  doskona

,  wi to ? Czy moja wiara nie jest

background image

najpierw szukaniem poprawno ci moralnej? Autentyczna moralno  ma by  owocem
spotkania  z 

Bogiem,  owocem  Jego  dzia ania  w 

nas.  Do wiadczaj c  mi

ci  Boga

spontanicznie dostrzegamy grzech i widzimy potrzeb  walki z nim.

3. Pan Bóg jest nasz

Pierwsze jest: S uchaj Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jedyny.  W odpowiedzi  Jezusa
zwró my uwag  na wa ne s owo nasz. Jezus tym jednym s owem pragnie powiedzie  nam,

e Bóg jest nasz, Bóg jest mój.

Prawda,  e Bóg jest naszmój, to wielka Dobra Nowina pierwszego przykazania; to istota
Ewangelii. To, co ma by pierwsze w  yciu cz owieka, nie jest mu wi c obce, nie przebywa
gdzie  daleko w górze, nie le y te  gdzie  g boko w otch ani. Pierwsze w ludzkim  yciu —
jak mówi  w. Augustyn — jest bli sze cz owieka, ni  cz owiek sam siebie.

Je eli rozmijamy si  z Bogiem, to nie z powodu Jego wielkiego oddalenia od nas, ale wprost
przeciwnie, z powodu niesamowitej Jego blisko ciNowicjusze w poznawaniu Boga zwykle
szukaj  Go tylko na zewn trz: w  wiecie, w przyrodzie, w bli nich, natomiast rozmijaj  si
z Nim we w asnym sercu. Odkrywanie Boga  czy si  z jednoczesnym odkrywaniem samego
siebie. Cz owiek musi wiedzie , kim jest i 

jaki jest, aby móg  dog bnie pozna

i do wiadczy  prawdy,  e Pan Bóg jest naszmój.

Pierwsze jest: S uchaj Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jedyny. Wró my do historii naszego

ycia i chciejmy dostrzec chwile i miejsca do wiadczenia blisko ci Boga. Nie jest wa ne, czy

nasza wiara by a wówczas dojrza a czy te  nie. Liczy si  samo do wiadczenie blisko ci,
intymno ci. Spróbujmy zauwa

, czy do wiadczenie blisko ci Boga narasta o w nas,

powi ksza o si , by o coraz cz stsze, intensywniejsze, czy te  mo e przeciwnie — wygasa o,
pomniejsza o si , by o coraz rzadsze. Je eli cz owiek ucieka od Boga, to w

nie dlatego,  e

brak mu do wiadczenia Jego blisko ci, Jego intymno ci. Pytajmy siebie, czy cenimy sobie
momenty blisko ci i intymno ci Boga? Czy powracamy do nich w chwilach trudnych?
Momenty blisko ci s  nam dane jako pomoc, jako drogowskazy na chwile zagubienia,
niepewno ci. Chwile pocieszenia s  nam dane jako umocnienie na chwile smutku
i strapienia.

4. Pan Bóg jest jedyny

Pierwsze jest: S uchaj Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jedyny. To, co pierwsze
i najwa niejsze w  yciu cz owieka, jest jednocze nie jedyne — mówi Jezus. Izrael ogl daj c
bo ki narodów poga skich kuszony jest do odrzucenia prawdy o jedyno ci swego Boga.
Izraelitom trudno jest uwierzy ,  e tylko ich Bóg jest prawdziwywyj tkowyjedyny. Gotowi

 przyj ,  e ich Bóg jest najwi kszy spo ród bogów. Ale trudno im jest uwierzy ,  e On

istnieje jako naprawd jedyny.

background image

Izrael jako ma y naród, chcia  by  podobny do innych wielkich narodów, które mia y wielu
bogów. Naród Wybrany do wiadcza  swoistego kompleksu inno ci swojego Boga. Nie umia
pogodzi  si  z prawd  o absolutnej odmienno ci Boga Jahwe.

Podobnie jak Izraelici, my równie  nie jeste my najpierw kuszeni do ateizmu, do czystej
niewiary
. Ateizm jest sztucznym tworem filozofów dziewi tnastego wieku. Ateista chc c by
uczciwym wewn trznie, musia by sobie uzasadni  swój ateizm. Czysty ateizm przedstawia
równie  pewn  form  wiary. O wiele prostszym rozwi zaniem problemu Boga jest w czenie
Go w wielo  ró nych idei, potrzeb, pragnie  cz owieka.

Ma o ludzi twierdzi,  e Bóg jest niewa ny. Niemal wszyscy mówi ,  e Bóg jest wa ny. Ale
najcz ciej stawiamy Boga po ród innych spraw  yciowych. Mówimy: w  yciu liczy si
rodzina, przyja

, studia, praca zawodowa, pieni dze, kariera, troch  przyjemno ci... i liczy

si  tak e Pan Bóg. Je eli jednak Bóg zostaje w czony po ród ludzkie sprawy i przestaje by
dla cz owieka Bogiem jedynym, tym samym przestaje by  tak e Bogiem prawdziwym. Bóg
w  yciu cz owieka jest prawdziwym tylko wówczas, kiedy istnieje jako jedyny.

atwo przyj

 Boga, jako tylko jednego z wielu bogów, natomiast szalenie trudno przyj

,  e

On jest jedyny. Kiedy cz owiek stawia cudzych bogów obok Boga Jahwe, prawdziwa wiara
staje si  ju  niemo liwa. Zaczyna si  bowiem manipulowanie Bogiem jedynym. Mistycy,

wi ci, ludzie w obliczu w asnej  mierci, któr  przyjmuj  z zaufaniem, przenikaj  najpe niej

prawd , i Bóg jest jedyny. Nam zanurzonym w codzienno  pe

 przywi za  i s abo ci

z trudem udaje si  intelektualnie zrozumie , a jeszcze trudniej przyj  sercem, prawd  o Jego
absolutnym pierwsze stwie we wszystkich p aszczyznach naszego  ycia.

Je eli nawet do wiadczamy wewn trznie tajemnicy Jedynego Boga, to jednak nasza
codzienno  pokazuje,  e cz sto nasze praktyczne dzia anie, post powanie nie odpowiada
wewn trznym prze yciom. Do wiadczenie jedyno ci Boga rodzi si  stopniowo. Trzeba

boko pragn  i usilnie trudzi  si , aby odrzuci cudzych bogów i móc do wiadczy ,  e

Bóg nasz jest jedyny. Kiedy do wiadczamy Pana Boga jako jedn  z wielu naszych wa nych
spraw, wówczas najcz ciej traktujemy Go mniej lub bardziej instrumentalnie. W czamy Go
w za atwianie naszych wa nych spraw  yciowych: mieszkania, studiów, pracy, zdrowia,
dobrego samopoczucia itd. Pozwalamy Mu tak e  ata  nasze ró norakie  yciowe dziury
i rozwi zywa  nasze rozliczne problemy i konflikty. W takim jednak uk adzie, to nie Pan
Bóg kieruje naszym  yciem, ale raczej my usi ujemy kierowa  Jego dzia aniem. To nie Bóg
dyktuje cz owiekowi swoj  wol , ale raczej cz owiek dyktuje Panu Bogu w asn  wol .

5. Piramida warto ci naszego  ycia

A teraz bardzo wa ne  wiczenie w tej medytacji. Zach cam, aby po wi ci  mu tyle czasu, ile

dziemy potrzebowa .  wiczenie to mo e by  dla nas wa nym krokiem w dalszej dynamice

rekolekcyjnej. Przed rozpocz ciem tego  wiczenia chciejmy modli  si  szczerze do Ducha

wi tego o wielkie  wiat o, o ducha prawdy. Pro my te , aby my byli bardzo szczerzy

i uczciwi, robi c to  wiczenie; aby my mieli odwag  uzna  i przyj

 to, co Pan Bóg zechce

nam powiedzie  o nas samych, o naszym zwi zku z Nim.

background image

Przygotujmy sobie najpierw kilkana cie, a mo e nawet kilkadziesi t ma ych karteczek —
skrawków papieru. Nast pnie chciejmy w sposób bardzo spontaniczny wypisywa  na tych
karteczkach to, co jest dla nas wa ne w  yciu. Róbmy to bardzo odruchowo, spontanicznie.
Nie zastanawiajmy si  zbyt d ugo nad tym, co winni my wymieni . Spontaniczno  jest
bardzo wa nym elementem tego  wiczenia. Im mniej b dziemy my le  w tej cz ci

wiczenia, tym mo e by  ono prawdziwsze. Zach cam, aby wypisywa

wszystkie wa ne

sprawy, problemy. Nie tylko te pi kne, którymi mogliby my si  pochwali  przed innymi, ale
tak e te brzydkie, których mogliby my si  wstydzi . Trzeba nam zauwa

 to wszystko

w naszym  yciu, o czym cz sto my limy, na czym przy apujemy si  w naszych marzeniach,
snach. Zauwa my tak e to, czego si  obawiamy, do czego jeste my kuszeni, od czego
uciekamy. Wszystkie te sprawy s  wa ne, poniewa  zajmuj  nasze serce, zabieraj  nam czas,
energi .

W drugiej  cz ci  tego  wiczenia  pro my  najpierw  o przenikliwo   i jasno   naszego
poznania. Nast pnie za  chciejmy u

 z tych ma ych karteczek, jakby z ma ych cegie ek,

piramid  warto ci. Zacznijmy od warto ci najmniej licz cych si  w  yciu. Co jest dla mnie
najmniej wa ne? Czemu najmniej po wi cam czasu, si , energii, my li, uczu ? Na nich

my warto ci, które zajmuj  wi cej naszej uwagi, si  i czasu. I tak stopniowo k ad my

przygotowane cegie ki coraz wy ej. Im wy ej chcemy po

 jak

warto , tym g biej

chciejmy sobie uzasadni ,  e jest to jej miejsce. Zwró my jednak uwag , by nasza hierarchia
warto ci nie mia a charakteru  yczeniowego i intelektualnego. Winna ona odzwierciedla
nasz aktualny stan ducha; winna opisywa  stan serca. Ko cz c to  wiczenie pole my Bogu
jego owoce. Pro my, aby my coraz bardziej  wiadomie i w sposób bardziej zaanga owany
odpowiadali sobie na podstawowe pytanie o to, co jest dla nas w  yciu najwa niejsze.

Na zako czenie ca ej medytacji rozmawiajmy najpierw z Matk  Naj wi tsz . Oddajmy w Jej

ce owoc modlitwy. Rozmawiajmy tak e z Jezusem, dla którego Ojciec by  zawsze jedyn

i najwy sz  warto ci . Pro my Jezusa o wewn trzne pragnienie na ladowania Go w oddaniu
si  Ojcu. Wreszcie rozmawiajmy z Bogiem Ojcem, prosz c Go, aby swoj  mi

ci  poci ga

nas ku sobie, by ona stawa a si  dla nas najwa niejszym kryterium wszystkich wyborów

yciowych.

VII. B DZIESZ MI OWA  PANA, BOGA SWEGO

Zbli

 si  tak e jeden z uczonych w Pi mie, który im si  przys uchiwa , gdy rozprawiali ze

sob . Widz c,  e Jezus dobrze im odpowiedzia  zapyta  Go: Które jest pierwsze ze wszystkich
przykaza ? Jezus odpowiedzia : Pierwsze jest: S uchaj Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest
jedyny. B dziesz mi owa  Pana, Boga swego, ca ym swoim sercem, ca  swoj  dusz , ca ym
swoim umys em i ca  swoj  moc 
 (Mk 12, 28–30).

Obraz dla obecnej medytacji: Przedstawmy sobie obraz Jezusa nauczaj cego t umy.

background image

Pro ba o owoc rozmy lania: B dziemy prosi  o poznanie,  e najg bszym sensem naszego

ycia jest mi

 Boga, która staje si

ród em ka dej innej mi

ci.

1. Mi owanie Boga

dziesz mi owa  jest odpowiedzi  na

uchaj Izraelu. Kiedy wchodzimy w s uchanie Boga

i Jego S owa, kiedy s yszymy Dobr  Nowin  o mi

ci Boga, wówczas spontanicznie rodzi

si  w nas pragnienie mi owania. Mi

 rodzi mi

. Mi

 przyj ta w sposób prawdziwy

domaga si  odpowiedzi. Przykazanie

dziesz mi owa  jest tylko odpowiedzi .

dziesz

mi owa  nie rodzi si  wi c z inicjatywy cz owieka. Nie jest najpierw decyzj  ludzk , ale
spontanicznym odruchem przyj tej mi

ci.

dziesz mi owa  jest przykazaniem, jest nakazem. Ale zanim

dziesz mi owa  sta o si

przykazaniem, a sta o si  nim po grzechu, by o najpierw zapisane w ludzkim sercu.

dziesz

mi owa  wyp ywa ze stwórczego aktu Boga. Tak w

nie Bóg stworzy  cz owieka, i  bez

mi

ci nie mo e istnie . Aby istnie , cz owiek musi kocha . Wielu wspó czesnych my licieli

zgodnie twierdzi, i  mi

 jest bardziej fundamentalna dla cz owieka, ni  samo jego

istnienie. To mi

 jest  ród em istnienia.

Cz owiek przychodzi na  wiat dzi ki mi

ci swoich rodziców. Kiedy cz owiek nie rodzi si

jako owoc mi

ci, ale owoc przede wszystkim ludzkiej nami tno ci, jego  ycie pozostaje

zwykle g boko zranione. Nienawi  jest form  zawiedzionej mi

ci. Rodzi si  ona

najcz ciej jako reakcja na niespe nione potrzeby mi

ci. Nienawi  jest zepsut  mi

ci .

dziesz mi owa  oznacza uznanie mi

ci za nasze jedyne dobro, za  ród o naszego  ycia.

Mi owanie staje si

ród em szcz cia. Im intensywniejsza mi

, tym intensywniejszy

przep yw szcz cia.

Celu i sensu naszego  ycia nie stanowi jednak jakakolwiek mi

, ale mi

 Boga:

dziesz

mi owa  Pana, Boga swego — mówi Jezus. Jego mi

 mamy uzna  za nasze najwy sze

dobro, w Jego mi

ci mamy widzie  jedyne dobro,  ród o  ycia,  ród o szcz cia. Jezus

zaprasza nas, aby my uznali, i

yjemy dzi ki Jego mi

ci.

Kiedy czujemy si  poranieni, nieakceptowani, niekochani przez ludzi, wówczas
do wiadczenie mi

ci Boga mo e sta  si  dla nas  ród em leczenia zranie  w mi

ci.

Do wiadczenie mi

ci Boga daje cz owiekowi wolno  wobec ludzi, wobec ich ograniczonej

czy wr cz rani cej mi

ci. Cz owiek nie zale y w jaki  absolutny sposób od cz owieka, tak e

wówczas, kiedy jest z nim z czony silnymi wi zami emocjonalnymi.

Przykazanie:

dziesz mi owa  Pana, Boga swego mówi, i  cz owiek nie mo e  da  od

swego bli niego takiej zale no ci, jakiej domaga si  od niego sam Bóg. Mi dzy lud mi
istnieje wzajemna równo . Przed Bogiem wszyscy s  równi. Do wiadczenie braterstwa rodzi
si  z przekonania,  e Bóg da  cz owiekowi  ycie i  ycie to nale y ca kowicie do Niego.

ce  wieci, deszcz pada zarówno dla dobrych, jak i dla z ych. Do wiadczenie zale no ci

od Boga mo e stanowi  ogromn  si  w sytuacji cz owieka, który musi si  broni  przed
próbami zniewolenia go przez ludzi.

background image

Kiedy rodzice uwa aj ,  e ich dzieci nale

 ca kowicie do nich, kiedy m

 s dzi,  e jest

panem swojej  ony, kiedy przyjaciel chce zaw adn  ca kowicie swoim przyjacielem —
wówczas  atwo dochodzi do wzajemnej manipulacji sob , do nadu

 i niesprawiedliwo ci.

Dzieci nie nale  do rodziców w sensie absolutnym. Jest to jedno z zasadniczych praw
dobrego wychowania dziecka w rodzinie. Rodzice dojrzali zdaj  sobie z tego spraw  i ucz
swoje dzieci stopniowego korzystania z osobistej wolno ci. Dobre korzystanie z wolno ci
wyznacza jeden z najwa niejszych celów wychowania dziecka.

dziesz mi owa  Pana, Boga swego. To w

nie do wiadczenie mi

ci Boga daje nam

niezale no  wewn trzn . Byliby my bardzo wolni wobec ludzi, gdyby my rzeczywi cie
do wiadczyli mi

ci Boga. Usi ujemy nieraz zniewala  bli nich naszymi potrzebami

emocjonalnymi w

nie dlatego, i  nie czujemy si  kochani przez Boga. Pro my w obecnej

medytacji o g bokie pragnienie mi owania Boga, szukanie najpierw Jego mi

ci. Wszystko

inne, co jest nam dane, mo emy kocha  z Bogiem i dzi ki Bogu.  To  mi

  Boga  staje  si

bowiem ostatecznym  ród em ka dej innej mi

ci.

2. Integralno  w mi

ci Boga

dziesz mi owa  Pana, Boga swego, ca ym swoim sercem, ca  swoj  dusz , ca ym swoim

umys em  i ca   swoj   moc .  Zauwa my,  e  Jezus  mówi  o pe nej  mi

ci,  o mi

ci

rozumianej integralnie. Wszystko w ludzkim  yciu powinno by  przesi kni te mi

ci .

Wszystko winno by  ni  ogarni te. Mi

 domaga si  wszystkiego, domaga si  ca ej

osobowo ci, ca ego ludzkiego  ycia, ca ego ludzkiego czasu.

dziesz mi owa  Pana, Boga swego... swoim sercem... swoj  dusz ... swoim umys em... swoj

moc , tzn. uznasz,  e wszystkie p aszczyzny  ycia s  przejawem niesko czonej mi

ci Boga.

Uznasz,  e nie ma w tobie nic, co nie by oby przejawem mi

ci Boga.

Jezus nie móg  powiedzie : Mo esz mi owa  Pana Boga swego tylko swoim umys em, lub te
tylko sercem
. Nakaz mi owania cz ci  ludzkiej osoby by by sprzeczny sam w sobie. Próba
mi owania cz ci  osoby prowadzi aby do rozbicia wewn trznego. W pierwszym przykazaniu
mamy do czynienia z zasad  harmonii i spójno ci w cz owieku. Mi

 domaga si  integracji.

Jest wi c rzecz  wa

, aby my porz dkowali, uzdrawiali poszczególne p aszczyzny naszej

osobowo ci, aby móc je podporz dkowa  mi

ci. Nasza duchowo , nasz umys , nasze

uczucia, nasza zmys owo  ma si  sta  miejscem przyjmowania i dawania mi

ci. St d

konieczne jest prostowanie naszego my lenia, uzdrawianie naszych uczu , porz dkowanie
naszej zmys owo ci, aby wszystko by o zintegrowane wokó  mi

ci.

Zasada integralno ci, zasada spójno ci ujawnia si  w ka dej prawdziwej mi

ci. Je eli

w jakim  do wiadczeniu mi

ci brakuje tej zasady, to jednocze nie brakuje mi

ci

rozumianej w najg bszym znaczeniu. Zasad  integralno ci w mi

ci dobrze ods ania analiza

mi

ci ma

skiej. Ma onkowie pragn  si  posiada  ca kowicie i wy cznie. Nawet jeden

fakt zdrady g boko rani wspó ma onka. Ze zdrady nie mo na si wyt umaczy . Nie mo na
za ni  po prostu przeprosi . Po zdradzie konieczne jest niezwyk e wzajemne przebaczenie,
aby móc przej  nad ni  do porz dku dziennego.

background image

Jezus mówi o mi owaniu we wszystkich p aszczyznach: ca ym sercem, ca  dusz , ca ym
umys em, ze wszystkich si . W ka dej z tych p aszczyzn chodzi tak e o ca kowite oddanie.

owo ca ym powtarza si  tu kilkakrotnie. Jezus pragnie w ten sposób powiedzie ,  e

w mi

ci nie mo na niczego zatrzyma  dla siebie. Mi

 oddaje wszystko. Wszystko moje

jest Twoje, a Twoje jest moje (J 16, 15) — powie Jezus o swojej wi zi z Ojcem. Mi

 Jezusa

do uczniów wyra a si  równie  w tym,  e wszystko, co us ysza  od swojego Ojca im objawi
(J 15, 15). W mi

ci pe nej chodzi o ca kowite przenikanie si  osób. Cz owiek zostaje

przenikni ty Bogiem, a Bóg cz owiekiem.

W  wietle rozwa anego przykazania chciejmy podj

 rozeznanie naszej mi

 do Boga.

Chciejmy dostrzec, jak bardzo jest ona podzielona pomi dzy nasze ludzkie nami tno ci
a d enia duchowe. Jak bardzo rozdwojone jest nasze my lenie pomi dzy nieuporz dkowane
potrzeby, a d enie do prawdy; jak

 cz sto racjonalizujemy nasze nami tno ci. Jak e

podzielona jest tak e nasza zmys owo  pomi dzy jej w asnymi d eniami, a celami, które
winna spe nia  w rzeczywisto ci. Nasza zmys owo  miast s

 mi

ci, s

y raczej

mierzaniu naszych wewn trznych niepokojów i l ków. Nadu ywanie naszej zmys owo ci:

nadu ywanie jedzenia, alkoholu, nadu ycia seksualne, to w

nie przejaw rozdarcia

wewn trznego.

W tym kontek cie chciejmy zauwa

, jak daleko nam do pe nej, doskona ej mi

ci.

Pierwsze przykazanie mo e sta  si  lekarstwem dla osób, które zbyt  atwo szafuj  s owem
mi

. Nasze szlachetne s owa mówione do Boga: kocham Ci , Bo e, ca ym sercem

i wszystko Ci oddaj  wyra aj  mo e bardziej nasze pragnienia i my li, ni  rzeczywisto
naszego serca. I chocia  nasze s owa o mi

ci mog  by  pi kne, to jednak — jak mówi  w.

Ignacy — mi

 bardziej zasadza si  na czynach ni  na s owach i my lach (por.  D, 230).

Mi

 Boga nie mo e by  budowana na s owach i odczuciach. Zwraca nam na to uwag  sam

Jezus, który mówi, i

nie ka dy, który Mi mówi: Panie, Panie! wejdzie do Królestwa

niebieskiego, lecz ten, kto spe nia wol  mojego Ojca, który jest w niebie (Mt 7, 21).

Pan Bóg jako pierwszy kocha nas ca ym sercem, ca  dusz , ca ym umys em, ca  swoj
moc . To najpierw Jego mi

 jest integralna, pe na, absolutna. Najpe niejszy dowód swej

integralnej mi

ci do cz owieka Bóg da  we Wcieleniu swego Syna. Bóg anga uje

rzeczywisto  stworzon , aby objawi  odwieczn , tajemnicz  rzeczywisto  swojej boskiej
mi

ci do nas.

Pro my, by my poznali,  e przykazanie mi

ci ca kowicie nas przekracza; przekracza nasze

mo liwo ci rozumienia i mo liwo ci zrealizowania go w  yciu. Pro my tak e, by my zgodzili
si ,  e o naszych ludzkich si ach nie jeste my zdolni do takiej mi

ci. Nasza bezradno

wobec przykazania mi

ci Boga sprawia,  e zaczynamy bardzo serio traktowa  Boga i Jego

mi

. Zaczynamy serio traktowa  s uchanie S owa Bo ego, zaczynamy rozumie ,  e bez

Niego nie mo emy naprawd  kocha . Sam Jezus mówi nam o tym, i  bez Niego nic dobrego
uczyni  nie mo emy (J 15, 5).

Pro my Boga, aby my spokojnie i pokornie zgodzili si  na ubóstwo naszej mi

ci. Pro my

tak e, by my nie ulegali niepokojowi, który mo e wzbudza  w nas pycha, niezadowolona

background image

z takiej oceny naszej mi

ci do Boga. Pierwsze przykazanie staje przed nami jako zadanie;

a jednocze nie stanowi wielk  obietnic . Jezus zapraszaj c nas do tak niezwyk ej mi

ci,

obiecuje nam, i  przy Jego  asce jest ona jednak mo liwa w naszym  yciu. Bóg nie wzywa
nigdy cz owieka do czego , co by oby dla niego niemo liwe.

3. B

cie doskonali, jak Ojciec wasz niebieski

Próba pe nego poznania, jak Bóg nas kocha oraz jak my sami winni my odpowiada  mi

ci

na mi

, rych o spe za na niczym, poniewa  dochodzimy do granic ludzkich mo liwo ci.

W pierwszym przykazaniu, które rozwa amy, odbija si  inny nakaz Jezusa:

cie

doskonali, jak Ojciec wasz niebieski jest doskona y (Mt 5, 48). Przykazania te ods aniaj

bi  tajemnicy Boga, w któr  zanurza  si  b dzie cz owiek przez ca  wieczno .

Przykazania te s  zaproszeniem do kontemplacji Boga, zaproszeniem do  ycia wiecznego. T
sam  rzeczywisto  mi

ci Boga przepowiada  w. Pawe , kiedy mówi: ani oko nie widzia o,

ani ucho nie s ysza o, ani serce cz owieka nie zdo

o poj

, jak wielkie rzeczy przygotowa

Bóg tym, którzy Go mi uj  (1 Kor 2, 9). Pierwsze przykazanie pozwala nam odkry  najg bsze
znaczenie i sens  ycia na ziemi. To, co szatan proponowa  Jezusowi w kuszeniu na pustyni:
Popatrz na wszystkie królestwa  wiata: je eli oddasz mi pok on, wszystko b dzie twoje (por.
Mt 4, 9), przedstawia tylko nieudolne ma powanie Pana Boga. To najpierw Bóg mówi do
cz owieka: Popatrz w moj  odwieczn  mi

 do ciebie, je eli w ni  uwierzysz, ona b dzie

nale

 do ciebie. B dziesz móg  kocha  tak jak Ja kocham. Bogami jeste cie, mówi Pismo,

a Pismo k ama  nie mo e (J 10, 35).

dziesz mi owa  Pana Boga swego ca ym swoim sercem, ca  swoj  dusz , ca ym swoim

umys em i ca  swoj  moc  — znaczy równie : otworzysz si  ca kowicie na Boga daj cego

ycie, otworzysz si  na dobro i szcz cie p yn ce od Niego, powierzysz Mu swój los bez
adnych zastrze

, bez stawiania Mu jakichkolwiek warunków.

Cz owiek nie mo e stawia  warunków Bogu, poniewa  On równie  w swej niesko czonej
mi

ci do cz owieka nie postawi  mu  adnego warunku. Jego mi

 jest bezwarunkowa. Bóg

za  okazuje nam swoj  mi

 w

nie przez to,  e Chrystus umar  za nas, gdy my byli jeszcze

grzesznikami. Tym bardziej wi c b dziemy przez Niego zachowani od karz cego gniewu, gdy
teraz przez krew Jego zostali my usprawiedliwieni
 — mówi  w. Pawe  w li cie do Rzymian
(Rz 5, 8–9).

Grzech cz owieka nie jest ograniczeniem dla mi

ci Boga. Bóg nas bowiem ukocha  jako

grzeszników. S abo  moralna jest ograniczeniem dla cz owieka w przyjmowaniu mi

ci

Boga. Grzech  w swej istocie jest  zawsze dobrowoln  rezygnacj  z mi

ci  Stwórcy.

Wyblak

, miernota  ycia, nuda egzystencjalna, frustracje, jakie prze ywa cz owiek —

wszystko to przychodzi jako owoc podzielonego umys u i serca; podzielonego pomi dzy
Boga i mamon . Nie mo na 

 szcz liwie nie uznaj c samego  ród a szcz cia.  ycie

ludzkie nie mo e by  dobre, je eli cz owiek nie otwiera si  na  ród o samego dobra, na Boga
i Jego wol .

background image

Je li cz owiek nie uzna mi

ci Boga za naczelny cel, naczeln  warto  swego  ycia,

wówczas ubóstwi jak  wzgl dn  warto  ludzk . Odrzucaj c Boga cz owiek jednocze nie
kreuje w swym  yciu jakiego  bo ka. Ale to, co staje si  bo kiem cz owieka, staje si
jednocze nie niszcz cym go demonem. Ubóstwiona ludzka rzeczywisto  obraca si  zawsze
przeciwko cz owiekowi. Ka da ludzka rzeczywisto , która zostaje wyniesiona ponad Boga,
staje si  natychmiast wrogiem cz owieka. Niszczy go i zabija. Aby to móc dostrzec,
wystarczy odwo

 si  do prostej analizy egzystencjalnej wielu ludzkich sytuacji i zachowa .

Pieni dze, kariera, alkohol, seksualno , cho  s  to rzeczywisto ci same w sobie dobre, gdy
tylko staj  si  warto ciami nadrz dnymi, obracaj  si  przeciwko cz owiekowi i niszcz  jego

ycie. Tak e mi

 do cz owieka, cho  jest jedn  z najwa niejszych warto ci, je eli zostaje

ubóstwiona i postawiona na miejscu Boga, staje si

ród em ludzkiego piek a. Kiedy matka

ubóstwi swoje dziecko, zniszczy je. Kiedy m  ubóstwi  on , wówczas zadr czy j  swoj
zazdro ci .

Bo kiem cz owieka mo e sta  si  tak e jego cierpienie, poczucie krzywdy, zranienia, ch
zemsty. Istnieje jaka  demoniczna pokusa piel gnowania swojego nieszcz cia, swojego
poczucia skrzywdzenia. Oto pewien przyk ad. Jeden z kapelanów wi ziennych opowiada  mi
kiedy  znamienn  wypowied  pewnego wi nia. W rozmowie z nim nalega  na niego, aby
przebaczy  komu , kto go w przesz

ci ci

ko skrzywdzi . Wi zie  ten skutecznie opiera  si

temu naleganiu.  W pewnej chwili  w przyp ywie  szczero ci powiedzia   wprost: Prosz
ksi dza, gdybym przebaczy , straci bym sens  ycia
.

Nic i nikt nie mo e by  Bogiem cz owieka, jak tylko sam Stwórca, który obdarzy  go  yciem.
Prawda ta odnosi si  do ka dego cz owieka, niezale nie od tego czy uwa a siebie za
wierz cego, czy te  za niewierz cego. Grzech niszczy ka dego.

W zako czeniu  rozmawiajmy  najpierw  z Matk   Naj wi tsz ,  która  najwierniej  z ludzi
wype ni a pierwsze przykazanie mi

ci Boga. Ona najg biej do wiadczy a niesko czonej

mi

ci Boga i najpe niej odpowiedzia a na ni .

Rozmawiajmy tak e z Jezusem dzi kuj c Mu za dar pierwszego przykazania. Jest ono Jego
wielk

ask  i wa nym drogowskazem  yciowym. Naprowadza nas bowiem na odkrycie

zasadniczego celu i sensu  ycia. Przykazanie to jest równie

zwornikiem wewn trznej

integracji ludzkiej, zwornikiem jedno ci w cz owieku.

Wreszcie rozmawiajmy z Bogiem Ojcem prosz c Go, aby my przyj li Jego Syna jako
najpe niejszy znak prawdziwo ci tego przykazania. To w

nie Jezus Chrystus, Jego  ycie,

nauka, a zw aszcza Jego  mier  i Zmartwychwstanie mog  nas przekona  o niesko czonej
mi

ci Boga Ojca. Tylko Jezus mo e nas przekona , i  ta niezwyk a mi

, do której nas

zaprasza, jest mo liwa w naszym  yciu.

background image

VIII. B DZIESZ MI OWA  BLI NIEGO

Zbli

 si  tak e jeden z uczonych w Pi mie, który im si  przys uchiwa , gdy rozprawiali ze

sob . Widz c,  e Jezus dobrze im odpowiedzia  zapyta  Go: Które jest pierwsze ze wszystkich
przykaza ? Jezus odpowiedzia : Pierwsze jest: S uchaj Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest
jedyny. B dziesz mi owa  Pana, Boga swego, ca ym swoim sercem, ca  swoj  dusz , ca ym
swoim umys em i ca  swoj  moc . Drugie jest to: B dziesz mi owa  swego bli niego jak
siebie samego. Nie ma innego przykazania wi kszego od tych
 (Mk 12, 28–31).

Obraz dla obecnej medytacji: Przywo ajmy w pami ci osoby, które s  nam bliskie; osoby,
przez które czujemy si  kochani i które sami kochamy.

Pro ba o owoc rozmy lania: B dziemy prosi  o poznanie donios

ci przykazania mi owania

bli niego. B dziemy te  prosi  o dostrze enie integralnego zwi zku pomi dzy mi

ci  Boga

i cz owieka.

1. Kto jest moim bli nim?

Nie mo na od czy  przykazania mi

ci bli niego od przykazania mi

ci Boga. Drugie

przykazanie nie istnieje samodzielnie w 

oddzieleniu od pierwszego. Nie ma innego

przykazania wi kszego od tych dwu. Pan Jezus z dwu przykaza  czyni jedno. Serce ludzkie
zosta o tak stworzone,  e bez drugiego cz owieka nie mo e istnie . Cz owiek otrzymuje  ycie
od cz owieka i bez niego nie mo e istnie .

Wiele naszych ludzkich dzia

 polega na szukaniu mi

ci bli niego. Istot podobania si

innym jest w

nie ch  zdobycia, przyci gni cia ich mi

ci.

dziesz mi owa  bli niego swego: na drugim miejscu uznasz,  e  ycie, dobro, szcz cie

zawdzi czasz cz owiekowi. Uznasz,  e potrzebujesz cz owieka oraz,  e inni potrzebuj  ciebie.
Istnieje tutaj  cis a wzajemna zale no  pomi dzy moim dobrem, które p ynie z mi

ci

innych oraz dobrem innych, które p ynie z mojej mi

ci do nich.

dziesz mi owa  bli niego swego — to znaczy zaufasz bli niemu, jemu powierzysz swoje

ycie. Równocze nie b dziesz tak 

,  eby twój bli ni móg  si  tobie powierzy . B dziesz

tak 

, aby  sta  si  godnym jego zaufania.

dziesz mi owa  bli niego swego. Zatrzymajmy si  na s owie bli ni. Samo s owo bli ni

ukazuje nam sens drugiego przykazania. Twój bli ni to nie kto  obcy, kto  daleki od ciebie.
Drugi cz owiek jest bli nim, to znaczy jest twoim, nale y do ciebie. Twój bli ni to kto  bliski
tobie. Jest twoim, ale nie na podstawie dokonanego wyboru. Jest twoim, poniewa  dano ci go
jako dar.

Nikt z nas nie wybiera sobie ojca, matki, rodze stwa. Rodzice nie wybieraj  swoich dzieci.
Nikt te  specjalnie nie wybiera nauczycieli, pedagogów, duszpasterzy. Tak e osoby, które

background image

wybieramy wprost, np. ch opak, dziewczyna, m ,  ona, przyjaciel, staj  w jaki  sposób na
naszej drodze  ycia. Nasz wybór cz sto polega na tym,  e je przyjmujemy, akceptujemy,
wi emy si  z nimi okre lonymi wi zami. S owo bli ni doskonale okre la rol  drugiego
cz owieka w naszym  yciu i nasz  rol  w  yciu innych.

Kto jest moim bli nim? — pyta Jezusa uczony w Prawie. Jezus odpowiada na to pytanie
przypowie ci   o mi osiernym  Samarytaninie.  W przypowie ci tej  Chrystus  ukazuje,  i
bli nim Samarytanina sta  si  cz owiek, którego on sam nie wybiera , ale który zosta  mu
dany, zosta  mu zadany. Poraniony Judejczyk sta  si  dla niego trudnym darem.  Jezus  t
przypowie ci  pragnie nam powiedzie ,  e bli nim naszym jest zawsze ten, kto nas
potrzebuje, kto staje nam na drodze prosz c nas o pomoc. Ale bli nim naszym jest tak e ten,
kogo my potrzebujemy. Potrzebujemy nie w sensie utylitarnym (mo emy go wykorzysta ),
ale w sensie potrzeby serca.

W poj ciu twój bli ni zwi zki rodzinne maj  szczególn  wag , poniewa  praktycznie nie
dadz  si  one zast pi

adnymi innymi zwi zkami. Nie mo na zast pi  roli ojca, roli matki.

Brak ojca lub matki staje si  dotkliw  ran , po której zostaj

lady na ca e  ycie. Zdrada,

porzucenie  ony, m a staje si  bolesnym zranieniem, które nie daje si  wymaza

adnym

nowym zwi zkiem. Zwi zki rodzinne maj  szczególn  wag , gdy  w sposób szczególny
wp ywaj  na nasze  ycie.

dziesz mi owa  bli niego swego — tzn. uznasz,  e twoi bli ni daj

ci  ycie, a ty masz dawa

ycie im.

W tej  medytacji  wejd my  w ca   histori   naszych  zwi zków  z bli nimi.  Przywo ajmy
w pami ci wszystkie osoby od czasów dzieci stwa a  do dnia dzisiejszego, które odgrywa y
w naszym  yciu donios  rol ; osoby, które naznaczy y w jaki  sposób nasze  ycie, zostawi y
w nim g bszy  lad. Mo emy wypisa  sobie na kartce ich imiona. W tym  wiczeniu zwró my
szczególn  uwag  na fakt,  e ludzie, którzy weszli w nasze  ycie, byli dla nas darem.
Spotkali my ich, poniewa  byli nam dani. Przyjrz  si , jak  rol  odgrywa y poszczególne
osoby w moim  yciu. Czego oczekiwa em od nich? Zauwa my osoby, wobec których
spontanicznie budzi si  wdzi czno . Jakie najg bsze nasze potrzeby i pragnienia spe nia y te
osoby? Zauwa my ich mi

, trosk , akceptacj , ofiarno . Czy wypowiedzia em wobec

tych osób moj  wdzi czno ? W tej medytacji podzi kujmy Panu Bogu za nie. Uznajmy, i
by y one dla nas wielkim darem.

Ale zauwa my tak e osoby, wobec których spontanicznie rodzi si  w nas  al, rozgoryczenie,
czy mo e nawet gniew. Czym te osoby nas zrani y? Co nas jeszcze boli? Czy rozmawiali my
kiedy  z nimi na temat naszego zranienia? Czy rozpocz  si  w nas proces uzdrowienia
i pojednania z nimi? Co chcieliby my powiedzie  teraz Panu Bogu o tych trudnych relacjach?

W dalszej cz ci  wiczenia chciejmy zauwa

 osoby, dla których my z kolei byli my

i jeste my wa ni. Przywo ajmy je w pami ci. Mo emy sobie wypisa  ich imiona. Zauwa my,

 byli my dla tych osób darem. One nas po prostu spotka y. Czego one od nas oczekiwa y

lub nadal oczekuj ? Czy spe niali my lub spe niamy ich oczekiwania? Zauwa my osoby,
których oczekiwania zosta y przez nas spe nione; dostrze my tak e te osoby, które w jaki

background image

sposób zawiedli my. Przywo ajmy w pami ci ich rozczarowanie, ich ból. Co dzisiaj
chcia bym powiedzie  tym osobom?

Chciejmy wej  w wielkie dzi kczynienie Bogu za wszystkich naszych bli nich, którzy
towarzyszyli nam w  yciu. Uznajmy ich za dar. Je eli dzisiaj czujemy si  cho  troch
osamotnieni, niekochani, odrzuceni, zlekcewa eni, to tak e dlatego, i  lekcewa ymy dar
obecno ci drugiego cz owieka. By  mo e bardziej koncentrujemy si  na naszych odczuciach
i potrzebach, ni  na osobach, które Bóg stawia na naszej drodze  ycia.

Pojawia si  w nas nieraz jaka  wielka zach anno  uczuciowa. Ona cz sto sprawia,  e nie
jeste my w stanie przyj

 i doceni  odrobiny mi

ci, akceptacji, ciep a, serdeczno ci

i uznania, które ofiaruj  nam nasi bli ni. Nie jeste my te  w stanie zauwa

 ludzi, którzy

prosz  nas o jak  pomoc. Czasami obra amy si  na naszych bli nich tylko dlatego, i  nie
kochaj  nas mi

ci , na któr  po prostu ich nie sta . 

damy od nich mi

ci absolutnej, do

której nie s  zdolni. Trzeba nam piel gnowa  i rozwija  pokor  przyjmowania skromnych
znaków mi

ci, po wi cenia i ofiary. Trzeba te  mie  pokor  ofiarowywania bli nim naszej

ubogiej mi

ci, na któr  nas dzi  sta . By  mo e w przysz

ci, kiedy doro niemy

emocjonalnie i duchowo, b dzie nas sta  na wi ksz  mi

. Dzi  jednak chciejmy ofiarowa

im to, czym dysponujemy.

W obecnej medytacji pytajmy si , czy nie lekcewa ymy okruszyn  yczliwo ci, ciep a,
zainteresowania, troskliwo ci drugiego cz owieka? Czy nie stawiamy bli nim takich 

da ,

których nie s  w stanie spe nia ? Pytajmy te  siebie, czy nie towarzyszy nam chora
szlachetno 
, która chce dawa  innym to, czego nie posiada. Bli niemu mo emy ofiarowa
tylko to, co posiadamy. Nic wi cej. Je eli kto  nie kocha swojego  ycia, nie mo e pokocha

ycia swoich bli nich.

2. Drugie przykazanie konsekwencj  pierwszego

Przykazanie mi

ci bli niego stoi na drugim miejscu, poniewa  jest konsekwencj

pierwszego. Przykazanie drugie nie oznacza mniej wa ne od pierwszego. Nie nale y robi
zawodów sportowych pomi dzy tymi dwoma przykazaniami. Drugie jest tak samo wa ne jak
pierwsze, cho  wyp ywa z pierwszego. Nie da si  od czy  mi

ci bli niego od mi

ci

Boga. Mi

 Boga stanowi  ród o mi

ci cz owieka. Mi

 cz owieka za  jest wa nym

kryterium autentycznego prze ywania mi

ci Boga.

Je eli kto  nie kocha bli nich, których widzi, nie mo e kocha  Boga, którego nie widzi.
Zachowanie drugiego przykazania wyznaczy kryterium autentyczno ci  ycia pierwszym.
Gdyby drugie znaczy o mniej wa ne, to wówczas istnia aby pokusa od czenia drugiego
przykazania od pierwszego. Je eli natomiast od czymy mi

 do cz owieka od mi

ci do

Boga, to tym podwa ymy spójno  — integralno  ca ego przykazania. Je eli kto  mówi:
Mi uj  Boga, a brata swego nienawidzi, jest k amc 
  —  mówi   w.  Jan. Albowiem kto nie
mi uje brata swego, którego widzi, nie mo e mi owa  Boga, którego nie widzi
 (1 J 4, 20).
Pro my w obecnej medytacji, aby my w naszym  yciu dostrzegali potrzeb

czenia mi

ci

Boga z mi

ci  cz owieka.

background image

W hierarchii warto ci przykazanie mi

ci Boga zawsze jest pierwsze. Bior c jednak pod

uwag  chronologi  naszego do wiadczenia ludzkiego, najpierw do wiadczamy mi

ci

bli niego. Poprzedza ona do wiadczenie mi

ci Boga. Najpierw do wiadczamy mi

ci

ludzkiej: mi

ci rodziców, rodze stwa, mi

ci naszych przyjació . Nast pnie poprzez

analogi , z okruchów ludzkiej mi

ci, budujemy dopiero do wiadczenie mi

ci Boga.

Mi

 ludzka otwiera zasadnicz  drog  do Boga. To w

nie poprzez wzajemn  mi

prowadzimy siebie nawzajem do Boga. Po tym poznaj , 

cie uczniami moimi, je eli

wzajemnie mi owa  si  b dziecie (J 13, 35).

Mi

 daje nam do r ki istotne narz dzie ewangelizacji. Je eli chcemy, aby nasze s owa by y

skuteczne, za s owami musi i

ycie —  wiadectwo mi

ci. Cz owiek swoj  mi

ci

naprowadza bli niego na mi

 Boga. To w

nie jest najistotniejsze w ewangelizacji.

Programy duszpasterskie, metody ewangelizacji, instytucje, dzie a, fundacje maj  sens tylko
wówczas, kiedy stoi za nimi  wiadectwo mi

ci.  w. Pawe  daje temu wyraz w pi knym

hymnie o mi

ci: Gdybym mówi  j zykami ludzi i anio ów, a mi

ci bym nie mia , sta bym

si  jak mied  brz cz ca albo cymba  brzmi cy. Gdybym te  mia  dar prorokowania i zna
wszystkie tajemnice, i posiada  wszelk  wiedz , i wszelk  [mo liw ] wiar , tak i bym góry
przenosi , a mi

ci bym nie mia , by bym niczym. I gdybym rozda  na ja mu

 ca

maj tno  moj , a cia o wystawi  na spalenie, lecz mi

ci bym nie mia , nic bym nie zyska  (1

Kor 13, 1–3). Wszystko, czym si  pos ugujemy w ewangelizacji, ma sta  si  narz dziem
mi

ci. Nie nale y pomniejsza  programów, dzie , instytucji, przepisów, regu , ale umie ci

je w kontek cie mi

ci. One maj  by  darem mi

ci, maj  by  narz dziem mi

ci.

Do wiadczenie mi

ci Boga buduje na do wiadczeniu mi

ci ludzkiej. Bóg pragn c objawi

swoj  mi

, odwo uje si  do poj  z relacji mi dzyludzkich. Nie ma jakich  szczególnych

poj  dla wyra enia mi

ci Boga. Wszystkie poj cia, którymi opisujemy mi

 Boga, s

zaczerpni te z mi

ci ludzkiej. Mówimy, i  Bóg nas kocha jak ojciec i matka, jak

oblubieniec i ma onek, jak przyjaciel, jak pasterz itd. I chocia  mi

 mi dzyludzka jest

wprawdzie punktem wyj cia dla opisania odwiecznej mi

ci Boga, to jednak doczesna

mi

 nie mo e by  ostatecznym  ród em mi

ci. Przykazanie mi

ci bli niego zostaje

podane jako drugie, poniewa  naprowadza nas na  ród o wszelkiej mi

ci: naprowadza nas

na Boga. To w

nie Bóg jest  ród em mi

ci bli niego. Nie mo emy kocha  bli niego,

je eli nie pozwalamy si  kocha  przez Boga.

Je eli kto  nie otwiera si  na Boga, a jednocze nie usi uje dawa  bli nim swoj  ludzk
mi

, stosunkowo szybko stanie si  dwuznaczny w swoim dzia aniu. B dzie zachowywa

si  jak Judasz, który rozdawa  wprawdzie pieni dze ubogim, ale jednocze nie sam podkrada
z trzosa, do którego je wk adano. Jezus przestrzega: Zaprawd , zaprawd , powiadam wam:
Kto nie wchodzi do owczarni przez bram , ale wdziera si  inn  drog , ten jest z odziejem
i rozbójnikiem
 (J 10, 1). Bram  do owczarni, bram  do s

enia bli nim jest Chrystus. Chc c

pos ugiwa  bli nim, trzeba przyj  Chrystusa, trzeba przej  przez Niego. Je eli b dziemy
próbowali realizowa  drugie przykazanie, nie maj c oparcia w pierwszym, natychmiast
staniemy si  dwuznaczni w naszej mi

ci. B dziemy podkrada  ludzkie uczucia, b dziemy

szuka  najpierw w asnego uznania, akceptacji itp. Prowadz c apostolsk  dzia alno

dziemy bardziej wi za  ludzi z sob  ni  z Bogiem. To, co nale y si  Panu Bogu, b dziemy

background image

zabiera  dla siebie. Je eli cz owiek nie opiera si  mocno na Bogu,  atwo mo e manipulowa
swoimi bli nimi. B dzie traktowa  ich jak narz dzia. Matka, która nie ma mocnego oparcia
w m u, mo e  atwo manipulowa  swoimi dzie mi. Mo e kocha  je w sposób zaborczy. Brak
oparcia w mi

ci Boga sprawia,  e nasi bli ni nara eni s  na nasze manipulacje. Im g bsze

i silniejsze b

 wi zi z bli nimi, tym bardziej b

 one nara one na niebezpiecze stwo

manipulacji.

3. Mi

 daje wolno

Tam gdzie nie ma pe nej wolno ci, tam te  nie ma pe nej mi

ci. Syn marnotrawny móg

odej  z domu ojca w

nie dlatego,  e ojciec go kocha . Piek o jest rzeczywisto ci

konieczn  w

nie dlatego,  e Bóg obdarzy  cz owieka wolno ci . Bóg daje wolno ,

poniewa  mi

 zawsze daje wolno . Tam gdzie ogranicza si  wolno , tam mi

 wchodzi

na drog  manipulacji.

A oto wa ne  wiczenie w tej medytacji. Zobaczmy, w jaki sposób byli my manipulowani
przez innych. W 

mniejszym czy wi kszym stopniu wszyscy podlegali my pewnym

manipulacjom; raz manipulacja ta bywa bardzo subtelna, delikatna, innym razem bywa szyta
grubymi ni mi
. Sposoby manipulacji ludzk  wolno ci  mog  by  bardzo ró ne, np. mo na
manipulowa  cz owiekiem odwo uj c si  do jego nie wiadomo ci, l ku, zagro enia, poczucia
winy, chorych ambicji, krucho ci emocjonalnej itp. Manipulacje drugim cz owiekiem s
zawsze w jaki  sposób erowaniem na jego krucho ci, delikatno ci i biedzie.

Cz sto dochodzi do manipulacji w relacji, w której jedna ze stron posiada jak  form
przewagi; przewag  si y, dojrza

ci, funkcji, wieku, posiadania materialnego itp.

Wychowawca i wychowanek, rodzic i dziecko, lekarz i pacjent, bogaty i biedny, prze

ony

i podw adny, profesor  i student  — s  to relacje, w których  atwo  mo e dochodzi  do
manipulacji. Mo e najcz stszymi ofiarami ró nego rodzaju manipulacji s  dzieci. Wiele
chwytów, którymi rodzice lub wychowawcy pos uguj  si  w odniesieniu do dzieci s
nierzadko pewnymi formami manipulacji. Szczególnie bolesn  form  manipulacji dzieckiem
jest odwo anie si  do jego poczucia zagro enia i l ku przed odrzuceniem; np. je eli b dziesz
niegrzeczny, to mama nie b dzie ci  kocha 
je eli b dziesz niepos uszny, mama si
rozchoruje
 itp.

Zauwa my,  e manipulacje innych bardzo nas bol . Tam gdzie istnieje manipulacja, brak jest
spontaniczno ci, rado ci. Z manipulacj  wi e si  przygn bienie, smutek. Manipulacja
stanowi bowiem istotne zagro enie dla naszej wolno ci. U wiadomienie sobie faktu bycia
manipulowanym jest bardzo wa ne, aby móc samemu unikn  takiego sposobu
oddzia ywania na innych. Dzieci cz sto manipuluj  rodzicami, ale tylko dlatego, i  uprzednio
rodzice usi owali manipulowa  dzie mi.

W obecnej medytacji b dziemy prosi  Boga, aby my odkryli pokus  ulegania manipulacjom
innych ludzi oraz nasz  pokus  manipulowania bli nimi. Si gaj c najpierw do historii mojego

ycia zauwa , kto usi owa  mn  manipulowa  i w jaki sposób? Zwróc  uwag  w sposób

szczególny na najbardziej ra

ce formy manipulacji moj  wolno ci  i 

moj  osob .

background image

W manipulacji nie ma prawdziwej troski o bli niego, lecz tylko podporz dkowanie go swojej
woli oraz usi owanie dominowania nad nim.

W ka dej mi

ci mi dzyludzkiej musi by  obecna podstawowa równo  i braterstwo. Przed

Bogiem wszyscy jeste my równi. Ró nica spe nianych ról nie niweczy bynajmniej równo ci
wynikaj cej  z faktu, i   wszyscy  mamy tego  samego  Ojca  w niebie. I chocia   istnieje
zasadnicza ró nica pomi dzy rol  i funkcj  prze

onego  i podw adnego,  wychowawcy

i wychowanka, rodzica i dziecka, to  jednak obie strony maj  te  same podstawowe
niezbywalne prawa i te same podstawowe niezbywalne obowi zki. O podstawowej równo ci
pomi dzy lud mi mówi tak e Jezus: Otó  wy nie pozwalajcie nazywa  si  Rabbi, albowiem
jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy bra mi jeste cie. Nikogo te  na ziemi nie nazywajcie
waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie równie ,  eby was
nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus
 (Mt 23, 8–10).

zako czeniu  medytacji  rozmawiajmy  z Jezusem  jako  jedynym  naszym  Mistrzem,

Nauczycielem; rozmawiajmy z Bogiem Ojcem jako jedynym naszym Prawdziwym Ojcem, do
którego wszyscy nale ymy. Pro my o pokor  wobec ludzi, od których w jakiej  formie
zale ymy; pro my tak e o wielk  wolno  wewn trzn , która pozwoli nam sprawiedliwie
broni  si  przed nies usznymi manipulacjami. Pro my te , aby my byli  wiadomi zarówno
naszych w asnych praw, jak i praw ludzi, którzy od nas zale . Pro my o g bokie
do wiadczenie wiary,  e wszyscy nale ymy do Ojca niebieskiego.

IX. B DZIESZ MI OWA  SIEBIE SAMEGO

Zbli

 si  tak e jeden z uczonych w Pi mie, który im si  przys uchiwa , gdy rozprawiali ze

sob . Widz c,  e Jezus dobrze im odpowiedzia  zapyta  Go: Które jest pierwsze ze wszystkich
przykaza ? Jezus odpowiedzia : Pierwsze jest: S uchaj Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest
jedyny. B dziesz mi owa  Pana, Boga swego, ca ym swoim sercem, ca  swoj  dusz , ca ym
swoim umys em i ca  swoj  moc . Drugie jest to: B dziesz mi owa  swego bli niego jak
siebie samego. Nie ma innego przykazania wi kszego od tych
 (Mk 12, 28–31).

Obraz dla obecnej medytacji: Przypatrzmy si  naszej podobi nie na zdj ciu. Mo emy
spojrze  na siebie w lustrze. Chciejmy sobie jednocze nie u wiadomi  fakt naszego istnienia.
Pomy lmy te ,  e nasze istnienie jest darem Boga.

Pro ba o owoc rozmy lania: Pro my, aby my uznali mi

 siebie samego jako wa ne

przykazanie. Pro my tak e o poznanie, czego najbardziej w sobie nie akceptujemy i co nas
najbardziej koncentruje na nas samych.

background image

1. Mi

 siebie samego miar  mi

ci bli niego

Drugie przykazanie nakazuje nie tylko mi owanie bli niego, ale tak e mi owanie siebie
samego. Mi

 siebie samego jest tak samo wa nym przykazaniem jak mi

 bli niego.

Jezus uczyni  z mi

ci siebie samego miar  mi

ci bli niego. St d te  waga mi

ci siebie,

zawartej w pierwszym przykazaniu. Nie mo emy pokocha  bli niego, je li najpierw nie
pokochamy siebie samych.

P. van Breemen stwierdza, i  prawdziwa mi

 siebie jest jedn  z najtrudniejszych

umiej tno ci w  yciu cz owieka. Do wiadczenie pokazuje, jak niewielu otacza nas ludzi,
którzy umiej  kocha  siebie mi

ci  bezinteresown , mi

ci  ofiarn  i wymagaj

. Wielu

ludziom mówienie o mi

ci siebie samego wydaje si  czym  podejrzanym. Cz sto s dzi si ,

 Jezus wzywa przede wszystkim do nienawi ci siebie samego. Na potwierdzenie takiego

sposobu my lenia przytacza si  s owa: Je li kto chce pój  za Mn , niech si  zaprze samego
siebie, niech we mie krzy  swój i niech Mnie na laduje
 (Mt 16, 24).

Ale jak nale y rozumie  zaparcie si  siebie? Z pewno ci  nie mo na uto samia  go
z nienawi ci  do w asnej osoby. Mi

 siebie samego wyp ywa ze stwórczego aktu Boga.

Poniewa  jestem dzieckiem Boga, jestem zrodzony z mi

ci i przeznaczony do mi

ci. Moje

ycie zas uguje na mi

, tak e na moj  w asn  mi

. To, co pochodzi z mi

ci jako ze

swego  ród a, winno by  obj te mi

ci . Zapieranie si  siebie samego dotyczy za  tego, co

niszczy nasze  ycie: naszych nami tno ci i grzechów. Prawdziwa mi

 siebie polega

najpierw na pe nej akceptacji swojego  ycia takim, jakie ono jest w danej chwili, bez
niech ci, bez zgorzknienia i rezygnacji.

Mówimy cz sto o dobroci i cierpliwo ci wobec bli nich. Aby móc przyj  t  postaw  wobec
innych, dobro  i cierpliwo  trzeba najpierw okaza  sobie samemu. Kiedy nie kochamy
siebie, nie umiemy te  otwiera  si  na mi

 innych; zbyt szybko podejrzewamy ich o brak

mi

ci i o odrzucenie. Poniewa  w tpimy w warto  naszego  ycia, odbieramy nieraz innych

jako zagro enie. Kiedy wobec nas inni s  chwaleni, my czujemy si  wówczas zagro eni.

atwo rodzi si  w nas uczucie zazdro ci, z którym nie umiemy sobie radzi . Negatywny

obraz siebie nie pozwala nam zbli

 si  do innych i przyjmowa  ich mi

ci w sposób

naturalny.

Mi

 siebie jest konsekwencj

ycia przykazaniem mi

ci Boga. Je eli cz owiek czuje si

kochanym przez Boga, je eli usi uje odpowiada  Bogu mi

ci  na mi

, to takie

do wiadczenie owocuje mi

ci  samego siebie. Mi

 siebie samego, podobnie jak mi

bli niego stanowi jednak drugie przykazanie i wyp ywa z pierwszego. Tylko w perspektywie
pierwszego przykazania, czyli w perspektywie mi

ci Boga, ma ona sens i uzasadnienie.

Si gnijmy do ca ej historii naszego  ycia, szczególnie za  do okresu dojrzewania, kiedy to
w sposób  wiadomy uczymy si  akceptacji swojego  ycia. Zadajmy sobie pytanie: Co mi si
we mnie nie podoba o? Czego nie akceptowa em w moim  yciu? Co odrzuca em: wygl d
mojego cia a, poziom mojej inteligencji, mój charakter, wyniki w nauce, moj  seksualno ?

background image

Co dzisiaj jeszcze nie podoba mi si  we mnie? Czego ci gle jeszcze w sobie nie akceptuj ?
Co chcia bym w sobie zmieni ?

Zauwa my, i  to czego w sobie nie akceptujemy, koncentruje nasz  uwag , poch ania nasze

yciowe energie; sprawia, i  skupiamy si  przede wszystkim na tym, czego nam brakuje.

Z drugiej jednak strony zauwa my,  e niektóre braki zaakceptowali my ju  w naszym  yciu.
By  mo e ka dy z nas zgodzi  si  na pewne rysy swojego charakteru, pewne  yciowe
niepowodzenia, problemy. Chciejmy podzi kowa  Panu Bogu za to, co zosta o ju  przez nas
przyj te, zaakceptowane. Dostrze my jednocze nie rodz

 si  w nas wolno  wewn trzn .

Akceptacja siebie w swej istocie polega w

nie na wolno ci wobec siebie samego, wobec

wszystkiego, co posiadamy i kim jeste my. Zamiast dr czy  si  brakami, mo emy korzysta
z darów, które ju  posiadamy.

Akceptacja siebie jest mo liwa tylko wówczas, kiedy widzimy jasno granice naszych
ludzkich mo liwo ci, granice naszej odporno ci psychicznej, odporno ci emocjonalnej, nasz
wra liwo , s abo ci, ludzkie ubóstwo. Mi

 siebie mo e by  budowana tylko na prawdzie.

Nieakceptacja siebie w swej istocie jest buntem przeciwko sobie, jest prób  zaprzeczenia
naturalnym granicom, jakie posiadamy.

Kiedy nie kochamy siebie, wówczas rozwija si  w nas przesadny l k przed dostrzeganiem
naszych b dów i braków. Nie jeste my w stanie stawi  im czo a, a tym bardziej wyzna  ich
przed sob  i przed bli nimi. S dzimy bowiem fa szywie,  e przyznanie si  do w asnej
krucho ci mog oby spowodowa  jeszcze wi ksze odrzucenie nas przez innych. Zamykamy si
wi c i kryjemy ze swoimi s abo ciami; maskujemy je przed sob , przed Bogiem i przed
lud mi. Ten w

nie l k o siebie jest  ród em izolacji, samotno ci, podejrzliwo ci i agresji

wobec innych. Mi

 siebie samego, akceptacja siebie uczy nas prawdziwej wolno ci

wewn trznej: wolno ci wobec bli nich i wolno ci wobec siebie.

2. Przyj cie swojego  ycia jako daru mi

ci Boga

Bóg nie kocha cz owieka za to, kim jest, ale tylko dlatego,  e go stworzy . Jego mi

 jest

czystym darem. Bóg nie oczekuje od nas niczego, poza przyj ciem Jego bezinteresownej
mi

ci. On akceptuje  cz owieka  w 

jego aktualnej rzeczywisto ci ze  wszystkimi

ograniczeniami, s abo ciami, zranieniami.

Mi

 Boga do cz owieka posiada charakter stwórczy. Je eli mi

 cz owieka do cz owieka

wyzwala w nim to, co jest najlepsze, to mi

 Boga stwarza cz owieka: A Bóg widzia ,  e

wszystko, co uczyni , by o bardzo dobre (Rdz 2, 31). T  afirmacj  stworzenia Ksi ga Rodzaju
odnosi nie tylko do cz owieka w ogóle, ale tak e do ka dego konkretnego ludzkiego  ycia.
Bóg uczyni  nasze  ycie dobrym; jednak bycie dobrym wcale nie oznacza bycia dojrza ym,
uko czonym. Nasze  ycie staje przed nami jako zadanie do wype nienia; jest jak ziarno
wrzucone w ziemi , które — aby wydawa  owoce — musi wzrasta . Wzrastanie za
rozpoczyna si  od umierania dla tego, co w nas jest stare, chore, nieuporz dkowane.

background image

Akceptacja swojego  ycia, mi

 do siebie wi e si  z rezygnacj bycia jak Bóg. W buncie

przeciwko swoim ludzkim ograniczeniom zawiera si  bowiem pokusa d enia do bosko ci
o w asnych  si ach.  U pod

a  tej  podstawowej nieakceptacji  siebie  i swego  ycia  le y

zakwestionowanie naszej zale no ci od Boga.

Mi

 do siebie — wbrew temu, jak bywa ona rozumiana — nie polega na rezygnacji, na

bierno ci wobec  ycia. Akceptacja swego  ycia zak ada decyzj  twórczo ci  yciowej, decyzj
przekraczania ludzkich ogranicze . Mi

 siebie domaga si  nawrócenia. Je eli w akceptacji

nie by oby zamiaru wzrostu, nawrócenia, wówczas by aby to jedynie rezygnacja, która
stawa aby si

ród em swoistej wegetacji  yciowej.

Mi

 siebie samego zak ada bezwarunkowe przyj cie swojego  ycia jako daru Boga. Mi

nie stawia warunków. Tak e mi

 siebie nie mo e  czy  si  ze stawianiem sobie

warunków. St d te  mi

 siebie samego jest mo liwa od zaraz. Stawianie sobie warunków:

pokocham swoje  ycie, je eli.... sprawia,  e mi

 do siebie staje si  praktycznie niemo liwa.

Mi

, która stawia warunki, przestaje by  jednocze nie mi

ci , przechodzi w jedn  z form

manipulacji. Cz owiek mo e manipulowa  nie tylko innymi, ale tak e i w asnym  yciem.

Granica mi dzy tym, czego cz owiek nie mo e, a tym czego nie chce, jest zwykle bardzo
cienka. Cz sto niewiele mo emy w naszym  yciu tylko dlatego, i  naprawd  niewiele
chcemy. Ludzkie mo liwo ci znacznie si  powi kszaj , je eli powi kszaj  si  ludzkie
pragnienia, je eli ro nie dobra wiara w siebie. Akceptacja swojego  ycia, mi

 do swojego

ycia b dzie mo liwa, je eli jej naprawd  zapragniemy i uwierzymy w ni .

Z nasz  nieakceptacj  siebie, z naszymi trudno ciami mi owania swojego  ycia, nie zostajemy
przecie  sami. Przyjmuj c z pokor  nieumiej tno  akceptacji, trzeba nam jednocze nie
prosi  Pana Boga, aby objawi  nam prawd  o tym,  e nasze  ycie jest Jego darem, którego nie
wolno nam lekcewa

 i odrzuca .  wiadomo , i

ycie jest darem Boga,  agodzi nasz bunt

wewn trzny.

A oto kolejne wa ne  wiczenie w obecnej medytacji. Chciejmy przywo

 w pami ci na

chwil  wszystkie nasze braki, u omno ci, s abo ci, ograniczenia, grzechy. Wszystko to, co
wydaje nam si  najgorsze i najbardziej wstydliwe; co , czego jeszcze by  mo e nie
wypowiedzieli my przed nikim. Maj c w pami ci te wszystkie okropne rzeczy chciejmy
poczu  si  kochani, przyj ci, akceptowani przez Boga. Pro my o to, aby my do wiadczyli

askawego,  yczliwego spojrzenia Boga. Nieakceptacja siebie, szczególnie wówczas, kiedy

przybiera wi ksze rozmiary, staje si  swoistym wstydem przed sob  i przed innymi.
Obawiamy si ,  e inni, którzy nas kochaj , wstydz  si  nas. Bóg si  nas nie wstydzi. Bóg —
o ile tak mo emy powiedzie  po ludzku — jest dumny ze swojego dzie a, jest dumny z nas:
Bóg widzia ,  e wszystko, co uczyni  by o bardzo dobre.

3. Mi

 siebie na równi z mi

ci  bli niego

Mi uj bli niego swego jak siebie samego. Przykazanie mi

ci siebie samego zaprasza nas,

aby my siebie traktowali na równi z innymi. Przykazanie to mówi nam: zrób dla siebie to, co

background image

chcesz zrobi  dla innych. Akceptuj c siebie sprawiamy naszym bliskim najwi kszy prezent.
Kochaj c siebie, b dziemy bowiem w stanie tak e ich kocha ; b dziemy dla nich mocnym
oparciem;  b dziemy  w 

stanie  pokojowo  rozwi zywa   rodz ce  si   konflikty

i nieporozumienia.

Trzeba si  strzec chorej szlachetno ci, która ka e twierdzi ,  e innym wszystko si  nale y,
mnie nic. Ta  le rozumiana szlachetno  ka e nam nieustannie wszystko oddawa  bli nim,
zaniedbuj c siebie samych. Je eli nie umieliby my sobie ofiarowa  mi

ci, nie byliby my

w stanie ofiarowa  jej tak e naszym bliskim. Je eli nie potrafiliby my sobie samym
ofiarowa  prostego ludzkiego mi osierdzia i wspó czucia, nie byliby my zdolni ofiarowa  go
tak e naszym najbli szym.

Ta  le rozumiana szlachetno  wobec innych, która ka e przekre la  siebie, ma w sobie wiele
dwuznaczno ci. Za ni  kryje si  bowiem ch

 zas

enia sobie na zainteresowanie i mi

bli nich; je eli pomimo po wi cenia i ofiary nie otrzymuje si  spodziewanej gratyfikacji,
rodzi si  wówczas postawa pe na pretensji i  alu. Pretensje te bywaj  nieraz d awione a  do
dnia,  w którym puszcz  nerwy. Wówczas, podobnie jak to zdarzy o si  synowi
pierworodnemu  z 

przypowie ci  o 

synu  marnotrawnym,  wyrzucamy  z 

siebie  ca y

nagromadzony  al: Oto tyle lat ci s

 i nigdy nie przekroczy em twojego rozkazu; ale mnie

nie da

 nigdy ko

cia,  ebym si  zabawi  z przyjació mi ( k 15, 29). Z pretensjami  cz  si

tak e pot pienie i  al do innych: Skoro jednak wróci  ten twój syn, który roztrwoni  maj tek
z nierz dnicami, kaza

 dla niego zabi  utuczone ciel  ( k 15, 27). Oto jak ko czy si  ludzka

szlachetno , która niczego nie szuka dla siebie, ale zawsze wszystko po wi ca dla innych.
Cz owiek, który nie kocha swojego  ycia, nie potrafi by  bezinteresownym. Jest niezdolny do
tego, by da  cokolwiek bli niemu za darmo.

St d nasuwa si  wniosek: zróbmy najpierw dla siebie to, co chcemy zrobi  dla innych.
Ofiarujmy sobie to, co chcemy ofiarowa  bli niemu. W tym kontek cie pytajmy si , na ile
troszczymy si  o nasze w asne  ycie? Czy istnieje w naszym  yciu równowaga pomi dzy
dobrze rozumian  mi

ci  siebie i mi

ci  bli niego? Czy nie kierujemy si

le rozumian

szlachetno ci , która odmawia sobie wszystkiego, ale jednocze nie piel gnuje uczucia  alu do
innych? Czy nie mam  alu, pretensji do innych za to, i  nie doceniaj  mojego wysi ku, mojej
pracy, mojego po wi cenia, mojego zaanga owania?

4.  yje we mnie Chrystus

Mi uj bli niego swego jak siebie samego. S owa te s  wprawdzie cytatem ze Starego
Testamentu, ale przytacza je sam Chrystus. W ten sposób Jezus przykazanie ze Starego
Testamentu przenosi do Nowego.

Przykazanie mi owania siebie nie zawiera w sobie cienia egoizmu. Nie jest te  ono wyrazem
jakiej  ma oduszno ci cz owieka. W autentycznej mi

ci siebie dokonuje si  uto samienie

mi

ci siebie z mi

ci  do Chrystusa. Pi kne  wiadectwo takiego w

nie uto samienia

mi

ci siebie i mi

ci Chrystusa daje nam  w. Pawe , który mówi o sobie: Teraz za  ju  nie

ja  yj , lecz  yje we mnie Chrystus (Ga 2, 20). To, co ucze  Chrystusa robi dla siebie, robi

background image

jednocze nie dla swojego Mistrza, dla Chrystusa. A to, co robi dla swojego Pana, robi
jednocze nie dla siebie. Chrystus identyfikuje si  z 

ka dym cz owiekiem, zw aszcza

z cz owiekiem biednym i ubogim, potrzebuj cym mi osierdzia i pomocy.

Wszystko, co uczynili cie jednemu z tych braci najmniejszych, Mnie cie uczynili (Mt 25, 40).
Zanim zaczniemy s

 ubogim i biednym, najpierw siebie uznajmy za takich. Trzeba

najpierw sobie po wi ci  wiele uwagi, czasu, energii, ofiary, aby nasza mi

 do ubogich

by a cho by w najmniejszym stopniu bezinteresowna. Uznaj c si  za jednego z tych
najmniejszych, mamy prawo zaj

 si  w asnym ubóstwem, w asn  bied , w asn  krucho ci

i do siebie najpierw zastosowa  s owa Jezusa: Wszystko, co uczynili cie jednemu z tych braci
najmniejszych, Mnie cie uczynili.

5. Nie ma wi kszego przykazania od tych dwóch

Nie ma wi kszego przykazania od tych dwóch — mówi Jezus. Dwa przykazania nazywa
jednym. W ten sposób  czy przykazanie mi

ci Boga z przykazaniem mi

ci bli niego. Te

dwa przykazania w zasadzie wystarczy yby do  ycia duchowego. Gdyby my umieli wcieli  je
w  ycie, niepotrzebne by yby inne przykazania.  w Augustyn mówi: Mi uj i czy  co chcesz.
Ale poniewa  nasza mi

 jest bardzo uboga, poraniona, st d te  potrzebujemy innych

przykaza . Jednak e wszystkie nakazy, przepisy, przykazania s

 jedynie interpretacji

pierwszego z nich: przykazania mi

ci. Przykazanie i prawo daj  nam gwarancj  dobrego

rozumienia pierwszego przykazania — przykazania mi

ci.

Je eli jakie  przykazania, regu y i przepisy nie by yby praktyczn  wyk adni  mi

ci, sta aby

si  pustym prawem. Ka de prawo obróci si  przeciwko cz owiekowi, je eli zabraknie w nim
przykazania mi

ci. Nasza religijno  by aby zniekszta cona, gdyby zabrak o w niej mi

ci

Boga i bli niego;  atwo przekszta ci aby si  w zbiór rytów religijnych, w zbiór zwyczajów
i przepisów moralnych, które trzeba zachowa .

Ko czymy rozwa ania na temat pierwszego przykazania. Pytajmy si  wi c, na ile nim

yjemy? Czy u wiadamiamy sobie jego wag  w naszym  yciu? Czy spowiadamy si

z grzechów przeciwko niemu? Czy prze ywamy pierwsze przykazanie jako fundament innych
przykaza ? Czy mamy  wiadomo ,  e wszystkie inne przykazania, przepisy, nakazy, zakazy
wyp ywaj  z tego pierwszego? Pierwsze przykazanie wprowadzone w praktyk  upraszcza
bardzo  ycie duchowe. Dla wielu osób duchowo  chrze cija ska wydaje si  by
skomplikowanym i z

onym zbiorem wielu ró nych tre ci, informacji, metod. Wielu gubi si

w tej wielo ci. Syntez

ycia duchowego mo e sta  si  w

nie przykazanie mi

ci Boga

i bli niego. Pro my zatem, by my tak e w tych rekolekcjach umieli przebi  si  przez g szcz
tre ci odwo uj c si  do sedna  ycia duchowego: do przykazania mi

ci.

background image

X. FASCYNACJA GRZECHEM

A

 by  bardziej przebieg y ni  wszystkie zwierz ta l dowe, które Pan Bóg stworzy . On to

rzek  do niewiasty: Czy rzeczywi cie Bóg powiedzia : Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew
tego ogrodu? Niewiasta odpowiedzia a w owi: Owoce z drzew tego ogrodu je  mo emy,
tylko o owocach z drzewa, które jest w  rodku ogrodu, Bóg powiedzia : Nie wolno wam je
z niego, a nawet go dotyka , aby cie nie pomarli. Wtedy rzek  w  do niewiasty: Na pewno
nie umrzecie! Ale wie Bóg,  e gdy spo yjecie owoc z tego drzewa, otworz  si  wam oczy i tak
jak Bóg b dziecie znali dobro i z o. Wtedy niewiasta spostrzeg a,  e drzewo to ma owoce
dobre do jedzenia,  e jest ono rozkosz  dla oczu i  e owoce tego drzewa nadaj  si  do
zdobycia wiedzy. Zerwa a zatem z niego owoc, skosztowa a i da a swemu m owi, który by
z ni : a on zjad . A wtedy otworzy y si  im obojgu oczy i poznali,  e s  nadzy; spletli wi c
ga zki figowe i zrobili sobie przepaski
 (Rdz 3, 1–7).

Obraz dla obecnej medytacji: Przedstawmy sobie wygnanie z raju pierwszych rodziców.
Mo emy pos

 si  np. obrazem wygnania z raju Micha a Anio a z Kaplicy Syksty skiej

lub innym znanym nam obrazem.

Pro ba o owoc rozmy lania: B dziemy prosi  o g bokie poznanie istoty grzechu. B dziemy
te  prosi  o do wiadczenie bezradno ci w naszych nami tno ciach i pokusach, by my w ten
sposób mogli pe niej i g biej otworzy  si  na pomoc  aski.

1. Geniusz przewrotnej inteligencji u pocz tków grzechu

W opisie grzechu Adama z y duch wypowiada dwa zdania. Egzegeci podkre laj ,  e pierwsze
z nich jest genialne w swej przebieg

ci. Geniusz przewrotno ci tego zdania polega na

doskonale zamaskowanych celach i intencjach z ego ducha. Na pierwszy rzut oka wydaje si ,

e szatan pyta o informacj : Czy rzeczywi cie Bóg powiedzia : Nie jedzcie ze wszystkich

drzew tego ogrodu? Zasadniczym b dem pierwszego cz owieka i naszym jest wchodzenie
w dialog ze z em.

Szatan zadaj c pytanie Ewie sprawia wra enie jakoby wyst powa  w roli obro cy Boga.
Zdaje si  mówi : przecie  Pan Bóg nie jest nielogiczny; skoro sam stworzy  ca y ogród, jak
teraz móg by zakaza  zrywania owocu ze wszystkich drzew tego ogrodu
. Geniusz
przewrotno ci szatana polega w

nie na tym, i  wyst puj c w roli obro cy Boga, d y

jednocze nie do oskar enia Go przed cz owiekiem i oddzielenia cz owieka od Stwórcy.

Ewa pope nia zasadniczy b d odpowiadaj c w owi. Ona równie  wyja niaj c pokr tne
informacje szatana
 zdaje si po swojemu broni  Boga. T umaczy szatanowi: Tak, to prawda,
Bóg nie jest nielogiczny. Owoce z drzew tego ogrodu je  mo emy, tylko o owocach z drzewa,
które jest w  rodku ogrodu Bóg powiedzia ,  e nie wolno nam z niego je , a nawet go
dotyka , aby my nie pomarli
.

background image

Bóg nie potrzebuje obrony szatana, ani te  obrony cz owieka w dialogu ze z ym duchem.
Nierzadko wyst pujemy w roli obro ców Pana Boga wchodz c w k amstwa i kompromisy,
które staj  si  pó niej przyczyn  naszego upadku. Pierwszym naszym zadaniem jest bronienie
siebie samych przed k amstwem w asnych nami tno ci. To w

nie obrona Boga przed

szatanem wprowadzi a pierwszego cz owieka w logik  k amstwa. K amstwo rodzi k amstwo.
Pan Bóg powiedzia : nie wolno je  z drzewa zakazanego, ale nie powiedzia , i nie wolno go
dotyka 
Nie wolno dotyka  jest dodatkiem cz owieka i jest czczym k amstwem.

W dialogu cz owieka ze

em i ze

ym odkrywamy pewien bardzo wa ny mechanizm, który

istnieje w ka dej pokusie. Z jednej strony zakazana rzeczywisto  grzechu znajduje si
w centrum ogrodu, w centrum  ycia, w centrum ludzkich pragnie , my li i d

. Cz owiek

ca  swoj  istot , wszystkimi p aszczyznami swojej ludzkiej osobowo ci d

y do spe nienia

tej nami tno ci. Z drugiej strony w sposób bolesny do wiadcza,  e tej rzeczywisto ci nie
wolno mu nawet dotkn . W ten sposób tworzy si  rozbijaj cy cz owieka i wpychaj cy go
w nerwic  mechanizm nami tno ci i grzechu. Poddanie si  nami tno ci rozbija cz owieka;
rozbija duchowo i psychicznie. Cz owiek  yj cy w nami tno ci rozdarty jest pomi dzy
niemo liwym do spe nienia po daniem a absolutnym zakazem dotykania zakazanego owocu.

Zauwa my, i  wszystko, co w grzechu stanowi przedmiot po dania samo w sobie jest bardzo
dobre
. Jest bowiem darem Boga. Pieni dze, alkohol, w adza, przyjemno , seksualno ,
kariera, ambicja — s  to wszystko rzeczywisto ci same w sobie dobre i — u ywane zgodnie
z wol  Pana Boga — s

 dobru cz owieka, poniewa  s  darem Stwórcy. Istota z a

w korzystaniu z tych warto ci polega na ich absolutyzowaniu i wynoszeniu ich ponad Boga.
To, co jest warto ci  wzgl dn , w grzechu staje si  warto ci  nadrz dn , staje si  dobrem
absolutnym. W grzechu cz owiek podporz dkowuje wszystko tej jednej wzgl dnej warto ci.

To nieprawda,  e nie wolno dotyka  warto ci wzgl dnych. Wolno ich dotyka  i wolno z nich
korzysta , ale zgodnie z zamiarem Boga. Pos ugiwanie si  tymi warto ciami jest najcz ciej
pewn  konieczno ci

yciow . Korzystaj c z nich trzeba jednak mie

wiadomo , i  s  one

darem Pana Boga. Istota grzechu polega na zniewoleniu warto ciami wzgl dnymi.

Odwo ajmy si  do do wiadczenia nami tno ci i grzechów pope nionych pod jej wp ywem
i zobaczmy rozdzieraj cy nas mechanizm. Zauwa my, jak wszystkie nasze my li, pragnienia,
odczucia  kr

y  wokó   zakazanej  rzeczywisto ci.  W 

uzale nieniu  alkoholowym,

narkotycznym, w silnej nami tno ci zmys owej i w ka dym innym uzale nieniu na ogowym
wszystkie my li, pragnienia kr

 wokó zakazanej rzeczy. Ona staje w  rodku ogrodu,

w rodku  ycia. Podobnie dzieje si   w przypadku ka dej  innej nami tno ci. Poddany
nami tno ci cz owiek do wiadcza nieustannie jakiego  emocjonalnego ssania, które nie
pozwala mu my le  o czym  innym, jak tylko o zakazanym owocu. Ca  swoj  energi

yciow , wszystkimi pragnieniami kr y wokó  zakazanej rzeczywisto ci.

Zobaczmy te  ów wielki l k przed dotykaniem zakazanej rzeczywisto ci. Rodzi si  wówczas
uraz do niej. Np. w Polsce istnieje wielkie nadu ywanie alkoholu, które niszczy  ycie wielu
osób, rozbija rodziny, degraduje spo ecze stwo. St d wielu osobom sam alkohol wydaje si
by  z em. Inny przyk ad. Ludzka seksualno  jest Bo ym darem s

cym do wiadczeniu

background image

mi

ci ludzkiej i przekazywaniu  ycia. Ale kiedy seksualno  odgrodzi si  od mi

ci i  ycia

i z czy si  z l kiem i nienawi ci , staje si  ona si  destrukcyjn . Dzisiejsza cywilizacja,
która proponuje prymitywne nadu ywanie seksualno ci, stworzy a w wielu ludziach swoisty
uraz seksualny. Seksualno  jako taka wielu ludziom kojarzy si  ze z em i niemoralno ci .

ysz c s owo grzech my

 przede wszystkim o grzechu seksualnym.

Po ludzku rzecz bior c, nie ma wyj cia z tego rozdarcia pomi dzy po daniem a urazem. Nie
da si  bowiem zaspokoi  nami tno ci przez uleganie jej. Nie da si  te  wyj  z urazu usi uj c
uciec od rzeczywisto ci zakazanej, aby jej nie dotyka . Jedynym wyj ciem z kr

enia od

fascynacji do urazu jest przekraczanie zarówno nami tno ci jak i l ku. Zarówno nami tno
jak i uraz mo na pokona  tylko poprzez zdobywanie coraz wi kszej wolno ci wobec
wszystkich rzeczy stworzonych.

Pierwsze zdanie z ego ducha dialogu z Ew  jest genialne w swej przebieg

ci. Natomiast

drugie zdanie to zwyczajne k amstwo. Bóg mówi: Nie wolno wam je  z niego... aby cie nie
pomarli.
 Z y duch natomiast mówi: Na pewno nie umrzecie, ale wie Bóg,  e je li spo yjecie
owoc z tego drzewa otworz  si  wam oczy i tak jak Bóg b dziecie znali dobro i z o.

Przewrotno  szatana przejawia si  w tym, i  najpierw wyst puje w roli obro cy Boga,
a nast pnie jako Jego oskar yciel. Podobnie post puje w stosunku do cz owieka. Najpierw
zdaje si  broni  cz owieka i jego wolno ci, ale tylko po to, by po grzechu przemieni  si
w oskar yciela.

y duch bowiem ze swej istoty jest w

nie oskar ycielem. Diabe  znaczy oskar yciel

3

.

Zniekszta cenie obrazu Boga w swej istocie polega w

nie na przybraniu przez cz owieka

postawy oskar ania Boga. Szatan zdaje si  mówi  cz owiekowi: Bóg wam zazdro ci. On si
was boi. On nie chce waszego dobra. Tak naprawd  Bóg was nie kocha
. Takie oskar enie
Boga ukrywa si  w ka dej pokusie. Ka de kuszenie zniekszta ca obraz Boga w cz owieku.
Rozdarci pomi dzy w asnym po daniem a urazem, jeste my sk onni nieraz oskar

 Boga,

 stawia nas w sytuacji wiecznego nienasycenia, wiecznego nieszcz cia. Pro my w tej

medytacji o m dro  serca, dzi ki której b dziemy w stanie zdemaskowa  k amstwo ka dej
naszej nami tno ci, k amstwo pokusy i grzechu.

2. Bezradno  cz owieka w nami tno ci i w pokusie

Kiedy cz owiek wejdzie w logik  pokusy, wówczas wszystkie sfery ludzkiej osoby przenikaj

enia nami tno ci. Cz owiek  yje i oddycha ni . To dog bne przenikni cie pokus

doskonale ukazuje Autor natchniony: Wtedy niewiasta spostrzeg a,  e drzewo ma owoce
dobre do jedzenia,  e jest ono rozkosz  dla oczu, i  e owoce tego drzewa nadaj  si  do
zdobycia wiedzy
.

Niewiasta w pokusie do wiadczy a nowego poznania. Pokusa ukazuje grzech jako  ród o
poznania,  ród o m dro ci. Poznanie w pokusie otwiera oczy. Ewa spostrzeg a to, czego
wcze niej nie widzia a. Jej ol nienie jest jednak wielkim za lepieniem. Nierzadko
prze ywamy za lepienie po

daniem zmys owym jako wielkie o wiecenie, jako zdobywanie

background image

do wiadczenia i m dro ci  yciowej. Dopiero sam grzech demaskuje wiat

 zapowiadan

przez pokus .

Co spostrzeg a niewiasta? Najpierw spostrzeg a,  e owoce s  dobre do jedzenia. Pozna a
zakazany owoc przy pomocy zmys ów. Ka dy grzech posiada pewien element zmys owy,
somatyczny. Nie ma grzechów nie zmys owych. Nie ma grzechów, które nie mia yby wp ywu
na nasz  somatyczno . Jedne s  bardziej zmys owe, inne mniej. Ale element zmys owy
i somatyczny znajduje si  w ka dym grzechu. Najbardziej duchowe grzechy posiadaj  tak e
elementy zmys owe. Mówimy np.

odka zemsta. Pycha, smutek, lenistwo widoczne s  tak e

na ludzkiej twarzy. Dalej, niewiasta spostrzeg a,  e owoce s  rozkosz  dla oczu. Nami tno
przenika tak e emocjonalno  cz owieka. Zakazany owoc jawi si  jako rozkosz estetyczna.
Grzech objawia si  nie tylko jako  ród o przyjemno ci, ale tak e jako  ród o pi kna; z o staje
si  przedmiotem kontemplacji. I wreszcie Ewa spostrzeg a,  e grzech nadaje si  do zdobycia

dro ci.

Kiedy cz owiek poddaje si  nami tno ci, ona przenika go ca ego i ca kowicie parali uje.
Cz owiek kuszony cz sto nie umie sobie wyobrazi , jak mo na 

 bez zaspokojenia pokusy.

Kiedy poddajemy si  po daniu, stajemy si  niewolnikami i nie ma w nas skrawka wolnej
ziemi
. K. Rahner stwierdza, i  w pokusie s odkie powaby owocu zakazanego kr

 w duszy

i we krwi, nape niaj  cz owieka  adunkiem po

dliwo ci  lepej na prawa duchowe.

Odwo uj c si  w tej medytacji do osobistego do wiadczenia, chciejmy najpierw dostrzec
przenikanie pokusy do wszystkich sfer osobowo ci. Chciejmy te  zauwa

 nasz  bezradno

w naszych  nami tno ciach:  bezradno   w chorej  ambicji,  w gniewie  i agresji,  bezradno
w zmys owo ci, w smutku, bezradno  w stanach zniech cenia. Do wiadczenie bezradno ci
w pokusie jest bardzo wa ne, poniewa  ono wskazuje nam potrzeb  usilnego wo ania
o pomoc i ratunek.

nie owo do wiadczenie bezradno ci w grzechu mo e wyrwa  z naszych serc modlitw :

Panie, zmi uj si  nad nami. Wo anie to staje si  usilne i wytrwa e, je eli czujemy si  bezradni
i zagubieni. K. Rahner zach ca: Módlmy si  w pokusie. Uczmy si  modli ! Nie mówmy nigdy:
Nie, nie mog . Mówmy do Boga: Ty mo esz. Nie mówmy: Bez tego, z czego mam w

nie

zrezygnowa , nie mog  istnie  i nie mog

. Powtarzajmy wci

, uparcie, cierpliwie,

no: Tylko bez Ciebie, Bo e, nie móg bym istnie . Nie mówmy,  e wyrzeczenie jest

mierci . B

my raczej przekonani,  e jest ono prawdziwym  yciem.  ycie to bierze pocz tek

w umieraniu.

Bezradno  w pokusie i grzechu mo e nas wyzwoli  z naiwno ci, która ka e nam s dzi ,  e
sami mogliby my wyzwoli  si  z grzechu. Do walki z grzechem nie wystarczy wysi ek
cz owieka. Konieczny jest dop yw si  z zewn trz. Konieczna jest  aska Boga. St d te  obok
naszego wysi ku musimy prosi  o moc, prosi  o mi osierdzie. W pokusie trzeba tak e szuka
wsparcia wspólnoty Ko cio a. Kiedy cz owiekiem targaj  nami tno ci, wówczas ogromnej
pomocy do jej przezwyci enia udzieli  mo e kierownictwo duchowe. Kierownictwo
wprowadza cz owieka w prawdziwe poznanie swojego stanu. Odkrywa wówczas jak bardzo
pokusa go za lepia.

background image

3. Zerwa a zatem owoc i da a swemu m owi

Kiedy cz owiek  yje i oddycha nami tno ci , fakty grzechu staj  si  niemal mechaniczne.
Autor natchniony zauwa a: Zerwa a zatem z niego owoc, skosztowa a i da a swojemu m owi,
który by  z ni : a on zjad 
.

Zerwa a zatem... Zrobi a tak, poniewa  nie mog a zrobi  inaczej. Kiedy cz owiek  ywi
w sercu nami tno , musi pope nia  czyny zgodne z ni . Nie ma innego wyj cia. Fakty
grzechu
 s  wówczas niemal mechaniczne. Aby mog o dokona  si  w nas prawdziwe
nawrócenie, nie wystarczy powstrzyma  si  od czynów grzesznych. Trzeba przekroczy
nami tno  mieszkaj

 w sercu.

Zobaczmy, jak wiele naszych czynów, s ów, postanowie , my li, os dów pope niamy wbrew
nam samym, jakby mechanicznie.  w. Pawe  wyznaje podobn  bezradno  w grzechu: Jestem
bowiem  wiadom,  e we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo  atwo przychodzi
mi chcie  tego, co dobre, ale wykona  — nie. Nie czyni  bowiem dobra, którego chc , ale
czyni  to z o, którego nie chc . Je eli za  czyni  to, czego nie chc , ju  nie ja to czyni , ale
grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo,  e gdy chc  czyni
dobro, narzuca mi si  z o
 (Rz 7, 18–21). Pro my o g bokie poznanie, i  grzech pope niany
niemal mechanicznie, nie jest jednak grzechem przypadkowym, ale owocem mieszkaj cej
w nas nami tno ci.

Niewiasta zerwa a zakazany owoc, skosztowa a i da a swemu m owi, który by  z ni : a on
zjad 
.  yj c w grzechu cz owiek dzieli si  nim z tymi, których kocha. Zjad a i da a swemu

owi — a wi c da a komu , kto by  jej najbli szy. Im bardziej kogo  kochamy, tym  atwiej

i szybciej  dzielimy si   z nim swoim grzechem.  Wszystkie nasze  zranienia  w relacjach
mi dzyludzkich: zranienia ma

skie, rodzicielskie, narzecze skie, przyjacielskie, polegaj

na dzieleniu si  z bli nimi swoim w asnym grzechem. Nie wiadomi swoich grzechów,
mo emy karmi  nimi tych, których chcemy bardzo kocha . Zauwa amy tutaj ca e
przekle stwo grzechu, który w swoich skutkach przekazuje si  z pokolenia na pokolenie.

W obecnej medytacji zadajmy sobie pytanie, kto i jakimi grzechami podzieli  si  ze mn ?
Oraz drugie pytanie: jakimi grzechami i z kim ja z kolei teraz si  dziel ? I tak np. rodzice
mog  dzieli  si  swoj  chor  ambicj  ze swoimi dzie mi. W imi  mi

ci do nich mog  ich

popycha  do robienia kariery i sukcesów wbrew ich woli. Takie dzieci b

 si  czu y

zranione. Dziecko bowiem ma prawo do zakresu nale nej mu wolno ci. Jak wielu ludzi

odych czuje si  zranionych grzechem alkoholizmu czy te  niewierno ci  ma

sk  swoich

rodziców.

Pro my w tej medytacji, aby my zdemaskowali mechanizmy pokusy i grzechu. Nasza walka
z grzechem b dzie skuteczna tylko wtedy, kiedy b dziemy  wiadomi, jakie jest jego  ród o.
Nasza bezradno  w grzechu polega cz sto na braku znajomo ci genezy grzechu i jego celu.
Rozmawiajmy w zako czeniu tej medytacji z Jezusem ukrzy owanym. Pro my, aby objawi
nam ogrom ludzkiego grzechu, jego z

 i nieprawo ; aby my odczuli,  e nasz grzech —

mój grzech — ukrzy owa  Jezusa. Pro my tak e o to, aby krzy  Chrystusa objawi  nam

background image

mi

 Boga Ojca do nas. W krzy u najpe niej objawia si  prawda,  e tak bowiem Bóg

umi owa

wiat,  e Syna swego Jednorodzonego da , aby ka dy, kto w Niego wierzy, nie

zgin , ale mia

ycie wieczne (J 3, 16).

XI. ROZCZAROWANIE GRZECHEM

Wtedy niewiasta spostrzeg a,  e drzewo to ma owoce dobre do jedzenia,  e jest ono rozkosz
dla oczu i  e owoce tego drzewa nadaj  si  do zdobycia wiedzy. Zerwa a zatem z niego owoc,
skosztowa a i da a swemu m owi, który by  z ni : a on zjad .

wtedy otworzy y si  im obojgu oczy i poznali,  e s  nadzy; spletli wi c ga zki figowe
i zrobili sobie przepaski. Gdy za  m czyzna i jego  ona us yszeli kroki Pana  Boga
przechadzaj cego si  po ogrodzie, w porze kiedy by  powiew wiatru, skryli si  przed Panem
Bogiem w ród drzew ogrodu. Pan Bóg zawo

 na m czyzn  i zapyta  go: Gdzie jeste ? On

odpowiedzia : Us ysza em Twój g os w ogrodzie, przestraszy em si , bo jestem nagi, i ukry em
si . Rzek  Bóg: Któ  ci powiedzia ,  e jeste  nagi? Czy mo e zjad

 z drzewa, z którego ci

zakaza em je ? M czyzna odpowiedzia : Niewiasta, któr  postawi

 przy mnie, da a mi

owoc z tego drzewa i zjad em. Wtedy Pan Bóg rzek  do niewiasty: Dlaczego to uczyni

?

Niewiasta odpowiedzia a: W  mnie zwiód  i zjad am (Rdz 3, 6–13).

Obraz dla obecnej medytacji: Przedstawimy sobie znany nam obraz Jezusa ukrzy owanego.
W sposób szczególny zwrócimy uwag  na Jego rany.

Pro ba o owoc rozmy lania: B dziemy prosi  o poznanie,  e owocem grzechu jest  mier .

dziemy te  prosi  o us yszenie wo ania Boga: Adamie, gdzie jeste ?

1. G bia przyzywa g bi  hukiem Twych potoków

Zakazany owoc, cho  budzi po danie i wydaje si  by  fascynuj cy i pi kny, to jednak jest
zatruty i niesie z sob

mier . Zap at  za grzech jest  mier  (Rz 6, 23).

Ale jak mo emy pozna  zatrucie pi knego owocu? Cz owiek mo e pozna  grzech
w podwójny sposób. Po pierwsze poprzez zerwanie zakazanego owocu i skosztowanie go.
Dopiero po grzechu cz owiekowi otwieraj  si  oczy: Wtedy otworzy y si  im obojgu oczy
i poznali,  e  s   nadzy
. Ol nienie pokus , fascynacja grzechem by a de facto wielkim
za lepieniem. Otwarcie oczu po grzechu jest poznaniem prawdy o nim. Mo emy jednak
pozna  grzech równie  dzi ki  asce Boga, która mo e nas

wieci . Bóg mo e objawi  nam

o grzechu niepope nionego.  w. Ignacy zach ca modli  si  o ask  poznania grzechu.

Odwo uj c si  do grzechów, które ju  pope nili my, poprzez analogi  Pan Bóg mo e da  nam
poznanie ka dego innego grzechu.

background image

Rozczarowanie grzechem, poznanie jadu grzechu jest koniecznym etapem prawdziwego
nawrócenia. Dopóki cz owiek s dzi ,  e grzech w swej istocie jest dobry, pi kny i daj cy
szcz cie, ale niestety zakazany przez Boga, nie móg  naprawd  szuka  nawrócenia. Wielu
ludziom wydaje si ,  e  wiat by by szcz liwy, gdyby Bóg pozwoli  grzeszy . I chocia
wyrzekamy si  cz sto faktu grzechu, to jednak zostawiamy sobie nieraz — gdzie  na dnie
serca — pewn

furtk  do grzechu. Jest ni  ukryta mi

 do grzechu. Wyrzekamy si

wprawdzie konkretnych czynów, ale pozostaje w nas jaka  subtelna wi  z grzechem.
I w

nie ta wi  sprawia, i  grzech — nawet po wielu latach cnotliwego  ycia — potrafi si

nieraz na nowo odrodzi .

Pro my, aby my mogli zrozumie  z o nie tylko samych faktów grzechu, ale tak e z o naszych
grzesznych pragnie , d

, oczekiwa , my li. Odkrycie w asnego grzechu mo e by  bardzo

trudne, wr cz bolesne. Przeczuwaj c ten w

nie ból cz sto bronimy i usprawiedliwiamy

swoje grzechy.

W  yciorysach  w. Jana Vianneya czytamy, i  modli  si  on kiedy  o ask  poznania
grzechów. Kiedy j  jednak otrzyma ,  wiadomo  w asnych grzechów by a dla niego tak
bolesna, i  natychmiast prosi  Boga, aby mu odebra  t

ask . Cz owiek mo e przerazi  si

swoim grzechem. Mo emy by  jednak pewni pedagogiki Boga, która dostosuje  ask
poznania grzechów do naszych mo liwo ci i ludzkich si . Bóg nie przyt oczy nas jakim
gwa townym zdarciem zas ony z naszych s abo ci moralnych. Odkryje przed nami tyle
grzechu, ile potrafimy d wiga .

Odkrycie naszej grzeszno ci zale y jednak od do wiadczenia mi

ci Boga. G bokie

poznanie grzechu u  w. Jana Vianneya by o mo liwe dzi ki jego wielkiej mi

ci Boga. Istot

grzechu odkrywaj

wi ci, mistycy. Grzechu nie zrozumie grzesznik zanurzony we w asnej

nami tno ci po uszy. Trzeba g boko do wiadczy  Boga,  eby poj

 z o grzechu, jego

wielko , jego nieprawo .

bia przyzywa g bi  hukiem Twych potoków (Ps 42, 8). Dopiero g bia do wiadczenia

mi

ci Boga pozwala nam zrozumie  g bi  nieprawo ci cz owieka. Zdarza si , i

przygotowuj c si  do spowiedzi po d

szym okresie, nieraz po wielu latach, nie umiemy

w sobie odkry  grzechu. Bywa tak, i

yjemy w wielkich nami tno ciach, uwik ani w wiele

nieczystych i dwuznacznych spraw, a jednocze nie czujemy si  niewinni. Kiedy nie umiemy
znale  grzechu, mo emy sobie powiedzie : nie mam grzechu, poniewa  nie mam wiary
w Boga. Im  mniej  wiary, tym mniej do wiadczenia  i wiadomo ci  grzechu.  Ludzie
niewierz cy, ca kowicie odrzucaj  rzeczywisto  grzechu. Im wi ksza wiara, tym g bsza

wiadomo  grzechu.  wi ci i mistycy stwierdzaj  o sobie, i  s  najwi kszymi grzesznikami
wiata. My, zwykli zjadacze chleba, nie wierzymy takim deklaracjom. S dzimy,  e s  to

pobo ne przesady. Do wiadczenie grzechu zawsze odzwierciedla do wiadczenie Boga.

Dlaczego tak bardzo bronimy si  przed uznaniem swojego grzechu? Mi dzy innymi dlatego,

e zaczynamy przeczuwa  konsekwencje swojego czynu. Po grzechu otworzy y si  im obojgu

oczy i poznali,  e s  nadzy. Poznali swoje zha bienie, poni enie, utrat  w asnej godno ci.

background image

Oto bardzo mocne  wiadectwo rozczarowania w asn  nami tno ci  jednego ze znanych
polskich pisarzy. Jest to fragment jego dzienników. Straszno mi,  e jeszcze 

 trzeba. Zdaje

mi si ,  e schodz  z wysokiej góry w przepa , gdzie wykopany jest mój grób. Nami tno
porwa a mnie i unios a.  yj  i oddycham ni . Skarla em szkaradnie
. Pod tym szczerym, ale
jak e gorzkim wyznaniem, by  mo e móg by si  podpisa  ka dy z nas. Nami tno , która
porywa i unosi cz owieka, powoduje szkaradne skarlenie wewn trzne. To szkaradne skarlenie
wida  w decyzjach, czynach i os dach cz owieka.

2. Skryli si  przed Panem Bogiem

Pierwszym uczuciem, które ogarnia cz owieka po grzechu, jest strach. Gdy za  m czyzna
i jego  ona us yszeli kroki Pana Boga przechadzaj cego si  w ogrodzie (...) skryli si  przed
Panem Bogiem
. Cz owiek dopiero po grzechu odkrywa konsekwencje swojego czynu.

Ogarnia go wówczas przera enie, poczucie nieszcz cia, zagubienia, bezsens  ycia, smutek.
A z l ku i zagubienia rodzi si  uczucie agresji wobec innych. Cz owiek usi uje wówczas
zrzuci  ci ar odpowiedzialno ci na bli nich.

W dialogu z Bogiem Adam zrzuca win  na swoj

on . Ewa natomiast zrzuca win  na

szatana. Ze strachu nikt nie chce przyzna  si  do odpowiedzialno ci za pope niony czyn. O ile
przed grzechem z y duch kusi do fascynacji grzechem, po grzechu kusi do rozpaczy. Zdaje si
mówi : Popatrz, co  zrobi . Musisz zgin

. Musisz umrze .

Wspó czesna cywilizacja, która lekcewa y Boga i popycha cz owieka do lekcewa enia
podstawowych zasad moralnych, staje si  jednocze nie cywilizacj  strachu. Cz owiek, który

yje swoimi nami tno ciami,  yje jednocze nie w 

nieustannym poczuciu zagro enia.

W obecnej medytacji pytajmy siebie, z jakimi moimi nami tno ciami i grzechami zwi zany
jest mój strach.

Strach jest bram  do naszej pychy. Najpierw budzi si  l k, a za nim pod a pycha. Aby
odkry  swoj  pych , trzeba najpierw pokona  swój l k. L k broni bowiem dost pu do pychy.

k cz owieka stoi na us ugach najwi kszego grzechu: grzechu pychy. Pierwszy cz owiek by

kuszony przede wszystkim do pychy:

dziecie jak bogowie. Zerwany owoc jest przede

wszystkim owocem pychy.

Kiedy cz owiek zrywa zakazany owoc, przekonuje si ,  e nie mo e sta  si  Bogiem. To

nie owoce grzechu najlepiej pokazuj ,  e tylko Bóg mo e by  Bogiem. Owoce grzechu

ukazuj  prawdziwo  pierwszego przykazania: Nie b dziesz mia  cudzych bogów obok Mnie
(Wj 20, 3).

Si gnijmy do  naszego  ycia  i chciejmy  dostrzec  nasz  l k o siebie,  l k o przysz

.

Zauwa my,  e l k ten wi e si  w jaki  sposób z naszym grzechem, szczególnie za
z grzechem pychy. Chciejmy dostrzec trudno  przyznania si  do swojego grzechu. Trudno
ta wynika w

nie z naszego l ku oraz naszej pychy. Pytajmy si  na ile przekroczyli my ju

background image

nasze l ki o siebie. Czy docieramy powoli do naszej pychy, która jest pierwszym grzechem
i bram  do wszystkich innych grzechów?

Gdyby nie by o w nas grzechu pychy, tym samym znikn yby wszystkie inne grzechy.
W ka dym grzechu kryje si  grzech pychy: grzech lekcewa enia Boga, grzech decydowania
samemu o swoim losie.

Si gaj c do naszego do wiadczenia chciejmy odszuka  tak e inne konsekwencje zwi zane
z naszym grzechem: poczucie nieszcz cia, zagubienie, bezsens  ycia, smutek. Dlaczego
jeste  smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura?
 — pyta Bóg Jahwe Kaina. Przecie  gdyby
post powa  dobrze, mia by  twarz pogodn 
, twarz podobn  do Abla. To grzech, który le y
u wrót i czyha
 na cz owieka, czyni go smutnym (Rdz 4, 7).

Kuszenie do smutku i rozpaczy sk ania cz owieka do wymierzania sobie samemu kary za
grzech. Z rozpaczy, ze smutku rodzi si

mier . Judasz po grzechu wpad  w rozpacz, poszed

i powiesi  si . Kuszenie do smutku i do rozpaczy jest gro niejsze i bardziej niebezpieczne od
kuszenia do grzechu. Rozpacz mo e bowiem ostatecznie oddzieli  cz owieka od Boga na
wieczno  i pogr

 w z u.

Chciejmy zauwa

,  e istniej  ró ne rodzaje rozpaczy. Istnieje rozpacz, która popycha

cz owieka do natychmiastowego unicestwienia si . Ten gro ny rodzaj rozpaczy przydarza si
jednak niewielu. Istnieje te  inna rozpacz: rozpacz przychodz ca powoli i cicho, rozpacz
pe zaj ca, rozpacz, która nie niszczy ca ego  ycia w jednym momencie, ale stopniowo je
zatruwa, czyni c je trudnym i nie do zniesienia. Jest to powolne, roz

one na dziesi tki lat,

zadawanie sobie i innym  mierci. Ten rodzaj rozpaczy mo e by  trudny do zdemaskowania,
gdy  cz sto ukrywa si  pod mask  m dro ci  yciowej, realizmu  yciowego.

Pro my o  ask  zdemaskowania pokusy smutku, rozpaczy, pokusy zamykania si  w sobie,
pokusy oskar ania innych, pokusy bezsensu  ycia. Kiedy cz owiek uznaje swój grzech
i wyznaje go przed sob , przed Bogiem i przed Ko cio em, wówczas szybko powraca do
niego poczucie sensu i adu  ycia, poczucie wewn trznego pokoju, poczucie rado ci.
Przebaczenie Boga przywraca cz owiekowi rado  i nadziej

ycia.

3. Adamie, gdzie jeste ?

Pan Bóg zawo

 na m czyzn  i zapyta  go: Gdzie jeste ? Bóg nie zostawia cz owieka w jego

grzechu oraz w jego rozpaczy, któr  rodzi ten grzech. On szuka i wo a cz owieka: Adamie,
gdzie jeste ?

Si gaj c do ca ej historii naszego  ycia chciejmy odnale  te momenty, w których Bóg
w szczególny sposób zaprasza  nas do nawrócenia. Wo anie to przybiera nieraz bardzo ró
form . S  to zarówno nasze wewn trzne pragnienia, odczucia, natchnienia, jak te  pewne
zdarzenia  i sytuacje  yciowe,  w których  si

przypadkowo znale li my. Nieraz nagle

zaczynamy rozumie ,  e tak dalej nie mo na 

; zaczynamy rozumie , i  prowadzili my do

tej pory ja owe, mia kie, puste  ycie. Innym razem niespodziewanie przychodzi wewn trzne

background image

wiat o rozja niaj ce ca e nasze  ycie. W jednym momencie dostrzegamy to, czego nie

chcieli my widzie  i zrozumie  nieraz przez wiele lat, np.  e swoimi na ogami niszczymy
siebie, krzywdzimy swoich bliskich. W jednej chwili decydujemy si  na zmian

ycia.

Bóg wzywa nas do nawrócenia tak e poprzez pewne wydarzenia  yciowe. Niepowodzenie,
cierpienie, zagro enie chorob ,  mier  bliskiej osoby — cz sto s  to sytuacje, poprzez które
zostajemy wezwani do przemiany  ycia. Oto prosty przyk ad. Jeden z moich przyjació
opowiada  mi sytuacj , która mu si  przydarzy a. Jad c samochodem zim  w górach wpad
w po lizg. Samochód zatrzyma  si  tu  nad przepa ci . Dopiero kiedy wysiad  z samochodu,
zobaczy  rzeczywiste zagro enie. Wystarczy o lekko pchn  r

 samochód, by znalaz  si

w przepa ci. Jedno z pierwszych jego skojarze , które mu si  nasun o po wypadku, wyrazi

owami: Tak dalej 

 nie mog . Marnuj

ycie. Wypadek ten odebra  jako wielkie wo anie

Pana Boga: Adamie, gdzie jeste ?

Pan Jezus nie lekcewa y grzechu. Odpuszczaj c grzechy jednocze nie upomina: Oto
wyzdrowia

. Nie grzesz ju  wi cej, aby ci si  co  gorszego nie przydarzy o (J 5, 14).

W ka dym napomnieniu Jezus zdaje si  mówi : Uwa aj na siebie. Uwa aj, aby  nie
zmarnowa

ycia. Uwa aj, aby  nie krzywdzi  twoich najbli szych. Uwa aj, aby  nie nadu

cudzego zaufania. Uwa aj. Upomnienie Pana Boga nie jest straszeniem cz owieka. Jest
jedynie ukazywaniem mu konsekwencji jego grzechu. Wo aj c do cz owieka: Adamie, gdzie
jeste ?
, Bóg zaprasza go do odpowiedzialno ci za swoje  ycie: bierz odpowiedzialno  za
twoje  ycie. To jest twoje  ycie
.

Aby us ysze  wo anie: Adamie, gdzie jeste ? konieczna jest z naszej strony postawa prawdy.

k  o siebie  i pycha  odgradzaj   nas  od  prawdy  i zniekszta caj   nasz   rzeczywisto .

Przestraszy em si , bo jestem nagi i ukry em si  — mówi Adam (Rdz 3, 10). Aby wej
w proces nawrócenia trzeba najpierw zobaczy  nasz l k oraz pych , która si  za nim kryje.

W obecnej kontemplacji pro my, by my mogli zdemaskowa  ka

 form  l ku, która p ynie

z naszego grzechu: l k przed sob  samym, l k przed Bogiem, l k przed cz owiekiem. Ka dy
nasz l k ma zwi zek z naszym grzechem. Dopóki nie zdemaskujemy naszego l ku, nie

dziemy w stanie ruszy  z miejsca. L k nas parali uje. W l ku wszystko odczytujemy przez

jego pryzmat. Gdy si  boimy, w asny cie  staje si  dla nas zagro eniem. L k sprawia tak e, i
sam Bóg odbierany jest jako zagro enie. Cz owiek po grzechu traktuje Boga jako
niebezpiecze stwo: ukrywa si  przed Nim, zaczyna ucieka  od Niego. To l k sprawia, i  po
grzechu uciekamy przed Tym, który chce i mo e nas zbawi , uratowa , mo e nam pomóc.
Pro my, aby my dostrzegli bezsens naszej ucieczki przed sob , przed bli nim i przed Bogiem.
Pro my  tak e,  aby my  w 

Bo ym  wo aniu:

Adamie, gdzie jeste ? odczytali Jego

bezwarunkow  mi

, trosk  o nasze  ycie.

4. Rozmowa z Jezusem ukrzy owanym

Ca  medytacj  o grzechu  Adama zako czmy rozmow  z Jezusem ukrzy owanym.  w.
Ignacy zach ca nas: Wyobra aj c sobie Chrystusa, Pana naszego, obecnego i wisz cego na
krzy u rozmawia  z Nim, pytaj c Go, jak to On b

c Stwórc  do tego doszed ,  e sta  si

background image

cz owiekiem, a od  ycia wiecznego przeszed  do  mierci doczesnej i do konania za moje
grzechy
 ( D, 53).

Kontemplujmy przez d

sz  chwil  Jezusa ukrzy owanego. Chciejmy sobie te  u wiadomi ,

e jest On Bogiem–Cz owiekiem, który oddaje  ycie za moje grzechy.  wiadomi Jego

niesko czonej mi

ci zadajmy sobie trzy pytania, które proponuje nam Ignacy: Co uczyni em

dla Chrystusa? Co czyni  dla Chrystusa? I co uczyni  dla Chrystusa? ( D, 53)

Najpierw z ca  prostot  i szczero ci  chciejmy odpowiedzie  na pytanie: Co uczyni em dla
Chrystusa?
 By  mo e to, co uczynili my do tej pory, wydaje si  nam ma e, skromne i ubogie.
Chciejmy jednak uzna  to ma e dobro, ucieszy  si  nim i odda  je Jezusowi. Strze my si
fa szywej pokory, która lekcewa y ma e dobro. Lekcewa enie jakiegokolwiek dobra, cho by
by o najmniejsze, jest zwykle przejawem ludzkiej pychy. Ma e dobro uczynione dla
Chrystusa jest obietnic  wi kszego.  w. Ignacy naprowadza nas w ten sposób na wa

 my l:

pe ne oddanie si  Chrystusowi jest mo liwe w naszym  yciu ju  od dzisiaj. Nie musimy
czeka , a  ca kowicie zmienimy nasze  ycie. Od teraz mo emy nale

 do Chrystusa.

Drugie pytanie Ojca Ignacego: Co czyni  dla Chrystusa? Chciejmy sobie u wiadomi ,  e te

nie rekolekcje prze ywamy dla Chrystusa. To, co czynimy dla Chrystusa, czynimy

jednocze nie dla siebie samych. Mo emy sobie zrobi  w tej modlitwie krótki rachunek
sumienia
 z naszego sposobu odprawiania

wicze  duchownych. Jaka jest nasza hojno

wobec Chrystusa, nasza odwaga zaufania, nasz wysi ek, nasza praca dla Jezusa, szczero
w rozmowach z kierownikiem duchowym? W jaki sposób zachowujemy milczenie i skupienie
wewn trzne?

I trzecie  pytanie: Co powinienem uczyni  dla Chrystusa?  Jeste my zaproszeni  w tym
momencie, aby zauwa

, jakie rodz  si  w nas pragnienia duchowe. Pragnienie oddania si

Jezusowi jest zawsze odpowiedzi  na uprzednio przyj

 Jego mi

. Mi

 rodzi mi

.

Oddanie rodzi oddanie.

Jest rzecz  wa

, aby my w tych pytaniach i odpowiedziach byli bardzo spontaniczni.

Pro my, by pytania te zrodzi y w nas wielkie dzi kczynienie Jezusowi za Jego dzia anie
w naszym  yciu oraz za nasze dzia anie dla Niego. Pro my tak e o wielkie zawstydzenie,
które winno zrodzi  si  w nas, kiedy porównamy to, co Jezus robi dla nas z tym, co my
robimy dla Niego.

tak widz c Go w takim stanie przybitego do krzy a rozwa

 to, co mi si  wtedy nasunie

D, 53).  Wejd my  w spontaniczn ,  intymn  rozmow  z Jezusem  ukrzy owanym. Im

bardziej czujemy si  obci eni naszymi grzechami, s abo ciami, zranieniami, tym bardziej
potrzebujemy takiej w

nie szczerej rozmowy z Jezusem, który oddaje za nas swoje  ycie.

w. Ignacy zach ca, aby rozmawia  z Jezusem jak przyjaciel z przyjacielem, jak syn z ojcem,

jak s uga z Panem (por.  D, 54). Pro my równie  Matk  Naj wi tsz , stoj

 pod krzy em,

aby uczy a nas rozmawia  z Jej Synem o naszych s abo ciach oraz o Jego niesko czonej
mi

ci do nas.

background image

XII. ZGRZESZY EM WOBEC PANA

Na pocz tku roku, gdy królowie zwykli wychodzi  na wojn , Dawid wyprawi  Joaba i swoje

ugi wraz z ca ym Izraelem. Spustoszyli oni ziemi  Ammonitów i oblegali Rabba. Dawid

natomiast pozosta  w Jerozolimie.

Pewnego  wieczora  Dawid,  podniós szy  si   z 

pos ania  i 

chodz c  po  tarasie  swego

królewskiego pa acu, zobaczy  z tarasu k pi

 si  kobiet . Kobieta by a bardzo pi kna.

Dawid zasi gn  wiadomo ci o tej kobiecie. Powiedziano mu: To jest Batszeba, córka Eliama,

ona Uriasza Chetyty. Wys

 wi c Dawid pos

ców, by j  sprowadzili. A gdy przysz a do

niego, spa  z ni . A ona oczy ci a si  od swej nieczysto ci i wróci a do domu. Kobieta ta
pocz a, pos

a wi c, by da  zna  Dawidowi: Jestem brzemienna. (...)

Nast pnego ranka napisa  Dawid list do Joaba i pos

 go za po rednictwem Uriasza.

W li cie napisa : Postawcie Uriasza tam, gdzie walka b dzie najbardziej za arta, potem
odst picie go, aby zosta  ugodzony i zgin . (...)

Pan pos

 do Dawida (proroka) Natana. Ten przyby  do niego i powiedzia : W pewnym

mie cie by o dwóch ludzi, jeden by  bogaczem, a drugi biedakiem. Bogacz mia  owce i wielk
liczb  byd a, biedak nie mia  nic, prócz jednej ma ej owieczki, któr  naby . On j  karmi
i wyros a przy nim wraz z jego dzie mi, jad a jego chleb i pi a z jego kubka, spa a u jego boku
i by a dla niego jak córka. Raz przyszed  go  do bogacza, lecz jemu  al by o bra  co  z owiec
i w asnego byd a, czym móg by pos

 podró nemu, który do niego zawita . Wi c zabra

owieczk  owemu biednemu m owi i t  przygotowa  cz owiekowi, co przyby  do niego. Dawid
oburzy  si  bardzo na tego cz owieka i powiedzia  do Natana: Na  ycie Pana, cz owiek, który
tego dokona , jest winien  mierci. (...)

Natan o wiadczy  Dawidowi: Ty jeste  tym cz owiekiem. To mówi Pan, Bóg Izraela: Ja
nama ci em ci  na króla nad Izraelem. Ja uwolni em ci  z r k Saula. Da em ci dom twojego
pana, a  ony twego pana na twoje  ono, odda em ci dom Izraela i Judy, a gdyby i tego by o za
ma o, doda bym ci jeszcze wi cej. (...)

Dawid rzek  do Natana: Zgrzeszy em wobec Pana. Natan odrzek  Dawidowi: Pan odpuszcza
ci te  twój grzech — nie umrzesz
 (2 Sm 11, 1–5. 14–15; 12, 1–5. 7–8.13).

Obraz dla obecnej medytacji: Przedstawimy sobie króla Dawida pogr

onego w g bokiej

skrusze i pokucie za swoje grzechy.

Pro ba o owoc rozmy lania. B dziemy prosi  o g bokie wewn trzne poznanie,  e grzech jest
niewdzi czno ci  wobec Boga i 

lekcewa eniem Jego S owa. B dziemy te  prosi

o do wiadczenie prawdziwej skruchy za grzechy.

background image

1. Puste serce miejscem ludzkiego grzechu

Opis grzechu Dawida rozpoczyna si  od stwierdzenia,  e król innych wysy a na wojn ,
natomiast sam pozostaje w stolicy i

ywa  ycia. Monarcha pope nia grzech w momencie,

kiedy przestaje walczy . Cz owiek  atwo wchodzi w grzech, kiedy ma puste serce. Pierwsz
okazj  do grzechu jest w

nie puste  ycie. Do pustego serca, pustego  ycia  atwo przyklei si

grzech,  atwo w nim zamieszka.

Pewnego wieczora Dawid przechadzaj c si  po tarasie zobaczy  pi kn  kobiet . Gdyby
Dawid by  jednak bardzo zaj ty wa nymi sprawami pa stwa, gdyby by  przej ty tocz

 si

wojn , sprawami  wi tyni, gdyby by  ogarni ty chwa  Boga, wówczas chocia  nawet
zauwa

by t  kobiet , nie znalaz oby si  w jego sercu miejsce dla niej. Nie dopu ci by do

tego, aby ona zamieszka a w jego duszy.

Mo e wydawa  si  dziwne, i  ten wielki cz owiek: niezwyk y polityk, m drzec znany
w ówczesnym  wiecie ze swej m dro ci, piewca Jahwe w Psalmach, daje si  uwik

 w tak

prymitywny grzech, jak uwiedzenie  ony jednego ze swoich 

nierzy, który dla niego walczy

na wojnie. Ale taka w

nie bezsensowna jest ludzka nami tno . Ogarnia ka dego, kto si  jej

podda. Nami tno  pracuje  tak samo  w ludziach  wielkich jak i w ma ych,  w osobach
niezwyk ych jak i w szarym cz owieku z ulicy, w bogatych jak i w biednych, w prze

onych

jak i w podw adnych.

Pierwszym istotnym elementem rozwijaj cej si  nami tno ci jest za lepienie. Dawid
prawdopodobnie mia  zbyt dobre zdanie o sobie, aby wprost powiedzie  do siebie: zawo am

 kobiet  i uwiod  j . Od samego pocz tku monarcha ok amuje si . Zasi ga najpierw

informacji o kobiecie, wzywa j , rozmawia z ni . Ca e jego zachowanie wobec tej kobiety
by o jednak kierowane zamaskowan  nami tno ci . Oszukiwanie si  Dawida zako czy o si
grzechem cudzo óstwa. By  to jednak tylko pocz tek ca ej historii grzechu.

2. Grzech rodzi grzech

Cudzo óstwo Dawida z Batszeb  mog o si  wydawa  grzechem do

banalnym. Dawid jako

wielki monarcha wschodni by  w

cicielem wielkiego haremu, który liczy  setki na

nic.

Sam maj c setki swoich  on, po da jedynej  ony swego bli niego. Ale taka w

nie jest

ka da ludzka nami tno . Mo na by  bogatym jak Krezus i jednocze nie z chciwo ci
po da  ostatniego grosza biedaka. Podobnie dzieje si  w 

przypadku ka dej innej

nami tno ci: z chor  ambicj , pragnieniem zemsty, z zazdro ci  itp.

By  mo e upadek Dawida z Batszeb  pozosta by nieznany dla nas, gdyby król przyzna  si  do
swojego pierwszego grzechu. Ale król z powodu swojej pychy i l ku o siebie nie chcia  uzna
grzechu. W ten sposób cudzo óstwo staje si  pocz tkiem d ugiej historii grzechu. Pierwszy
grzech rozpoczyna spiral  grzechu. Spiral  t  nakr ca jednak nie tyle zmys owo , ile raczej
pycha królewska. Od momentu, kiedy Dawid dowiedzia  si , i  Batszeba pocz a mu syna,
rozpoczyna si  szereg intryg i k amstw monarchy. Dawid wzywa najpierw z wojny Uriasza

background image

Chetyt , m a Batszeby. Chce stworzy  pozory,  e nie on jest ojcem pocz tego dziecka, ale

 Batszeby. Uriasz Chetyta nie chcia  jednak wej  do swojego domu.

Egzegeci stwierdzaj , i  g ównym motywem, dla którego Uriasz nie wchodzi do swego domu,
by a jego solidarno  z towarzyszami broni. Mo emy jednak przypuszcza ,  e na królewskim
dworze kr

y ju  plotki o zwi zku Dawida i Batszeby. Nag a i niespodziewana askawo

króla mog a wyda  si  Uriaszowi bardzo podejrzana. Chetyta przyjmuje wprawdzie gesty

askawo ci króla, ale czyni to z wewn trznym oporem. Pozwala si  go ci  w pa acu, ale nie

daje pos uchu królowi i nie wchodzi do swego domu.

Dok adny opis sporz dzony przez Autora natchnionego o zachowaniu si  Dawida pozwala
nam dostrzec, jak bardzo król zmienia si  pod wp ywem swego grzechu. Chocia  dawniej by
bardzo uczciwym i lojalnym cz owiekiem ( wiadczy o tym jego zwi zek z królem Saulem), to
jednak teraz pod wp ywem l ku i pychy, które wyzwoli  pierwszy grzech, przemienia si
w chytrego, podst pnego Semit , dla którego ka dy  rodek jest dobry, by osi gn  swój cel.
Usi uje zatrze

lady swojego grzechu odwo uj c si  do intryg i k amstwa. Ten wielki

monarcha p aszczy si  przed swoim s ug  ze strachu i z pychy. Kiedy jednak intrygi
i k amstwo nie przynios y po danego skutku, ucieka si  do zbrodni. Dawid za wszelk  cen
chce ukry  swój pierwszy grzech. Tak e w pope nionej zbrodni Dawid staje si  bardzo
przebieg y. Morderstwo zostaje dokonane cudzymi r kami. Jest to — u ywaj c
wspó czesnego j zyka kryminalnego — zbrodnia doskona a. Nikt o niej nie wiedzia  poza
Joabem, dowódc  wojsk, na którego dyskrecj  móg  w pe ni liczy . Dawid przez Uriasza
Chetyt , przesy a list do Joaba, w którym poleca mu, aby postawi  m a Batszeby w miejscu
najbardziej niebezpiecznym, aby tam zgin  z r k nieprzyjació  na wojnie. Tak te  si  sta o.

Odwo ajmy si  do naszej historii grzechu i spróbujmy zobaczy  nasz  spiral  grzechu.
Zauwa my,  e tak e w naszym  yciu grzech rodzi grzech, k amstwo rodzi k amstwo, przemoc
rodzi przemoc, nienawi  rodzi nienawi . Poddaj c si  jednemu grzechowi cz owiek
wchodzi w pasmo innych grzechów.

3. Za lepienie w grzechu

Pod wp ywem nami tno ci cz owiek traci rozum. Poddaje si  destruktywnym zachowaniom.
Niszczy siebie i 

innych. Za lepienie jak kolwiek nami tno ci  sprawia,  e cz owiek

podejmuje kroki, które dla wszystkich wokó  s  bezsensowne i destruktywne, natomiast on
sam odbiera je jako jedyne rozs dne i m dre wyj cie. Grzech za lepia ka dego. Istot
za lepienia w grzechu dobrze widzimy na przyk adzie grzechu Dawida. Ten pobo ny
cz owiek
, który zorganizowa  kult Jahwe w Jerozolimie, uk ada  Psalmy na Jego cze , chcia
wybudowa  Mu  wi tyni , zapomnia  o najprostszym fakcie, i  Bóg wszystko widzi i  e
przed Nim nie mo e niczego ukry . W swoim za lepieniu Dawid panicznie obawia si
konsekwencji  grzechu  w 

wymiarze  spo ecznym,  natomiast

dziwnie zapomnia

o konsekwencjach swojego grzechu przed Bogiem.

Historia pierwszego grzechu Dawida zako czy a si  po my li króla. Wszystko u

o si  tak,

jak on sam zaplanowa  i chcia .

ona Uriasza dowiedziawszy si ,  e Uriasz jej m  umar ,

background image

op akiwa a swego pana. Gdy czas 

oby min , pos

 po ni  Dawid i sprowadzi  do swego

pa acu. Zosta a jego  on  i urodzi a mu syna (2 Sm 11, 26–27). Historia grzechu Dawida
ko czy  si   w stylu taniego ameryka skiego filmu  z pomy lnym happy endem. Autor
natchniony do tego pomy lnego zako czenia dodaje wszak e jedno zdanie, które demaskuje
zak amanie Dawida i prostuje jego kr te  cie ki: Post pek, jakiego dopu ci  si  Dawid, nie
podoba  si  Panu
 (2 Sm 11, 27).

Utrata rozs dku w grzechu polega mi dzy innymi na tym, i  cz owiek b

c

boko

wierz cym, zapomina o najprostszych i jednocze nie najbardziej podstawowych prawdach
wiary: o tym,  e jego  ycie wysz o od Boga i do Niego zmierza, i  jeste my przed Bogiem
odpowiedzialni,  e On wszystko widzi itp. Poniewa  cz owiek sam nie potrafi zdystansowa
si  od swojego grzechu, dlatego dla odzyskania rozs dku przez grzesznika, potrzebne jest
Bo e wezwanie, Bo e napomnienie. Bóg wysy a do Dawida proroka Natana z misj .

4. Misja proroka Natana

Misja Natana by a jednak bardzo delikatna. Prorok ten doskonale zdawa  sobie spraw ,  e
je eli chce uratowa

ycie, musi by  bardzo ostro ny wype niaj c swoj  misj . Poniewa  ju

jedna g owa polecia a  w obronie królewskiego majestatu, mog y spa  kolejne. Racja stanu
czyni cz sto sumienie w adców bardzo szerokim. Natan zachowuje si  wi c w sposób
niezwykle roztropny, powiedzieliby my nawet wr cz przebieg y — przebieg y  w dobrym.
Przychodzi do Dawida i opowiada mu przypowie  o bogaczu,  który w brutalny sposób
skrzywdzi  cz owieka biednego. Na przyk adzie tej przypowie ci Dawid móg  wykaza  si
swoj  niezwyk  m dro ci . Przypowie  ta przybiera form  pi knej bajki, która mia a na
celu poruszy  emocjonalnie Dawida. Nie by o to zadanie zbyt trudne, poniewa  Dawid
odznacza  si  du  wra liwo ci . Mia  te  du e poczucie sprawiedliwo ci. Znany by  ze
swojej umiej tno ci rozs dzania cudzych spraw. Król da  si  wi c  atwo nabra . Us yszawszy
to opowiadanie uniós  si  szczerym gniewem na bogacza: oburzy  si  bardzo na tego
cz owieka i powiedzia  do Natana: Na  ycie Pana, cz owiek, który tego dokona  winien jest

mierci. W ten sposób Dawid wpad  w sieci Natana. Teraz wystarczy o tylko jedno wyra ne

zdanie: Ty jeste  tym cz owiekiem.

Mo emy sobie wyobrazi , jak bardzo Dawid musia  si  czu  zaskoczony i jednocze nie
zawstydzony. Powodem zawstydzenia by  jednak nie tyle jego grzech osobisty (cudzo óstwo
i zabójstwo), ile raczej pot pianie bogacza za grzech, który sam pope ni .

Zak amanie w grzechu przejawia si  mi dzy innymi w tym, i  cz owiek doskonale widzi
cudze grzechy, umie je sprawiedliwie os dzi , b

c jednocze nie niezdolnym do realnej

oceny siebie samego. Czemu to widzisz drzazg  w oku swego brata, a belki we w asnym oku
nie dostrzegasz? Albo jak mo esz mówi  swemu bratu: Pozwól,  e usun  drzazg  z twego oka,
gdy belka tkwi w twoim oku? Ob udniku, wyrzu  najpierw belk  ze swego oka, a wtedy
przejrzysz, a eby usun

 drzazg  z oka twego brata — przestrzega Pan Jezus (Mt 7, 3–6).

Pro my w obecnej medytacji, aby my zdemaskowali nasze os dzanie innych, by my i my
zawstydzili si  pot pianiem naszych bli nich. Surowe wyroki, jakie wydajemy na innych, s

background image

os dzaniem nas samych. St d te  zadajmy sobie pytanie: kogo s dz  i za co? Je eli s dz
cho by jednego cz owieka, jest to znak, i  ci gle jeszcze nie przyzna em si  w pe ni do
mojego grzechu, ci gle jeszcze broni  grzechu. Aby móc przezwyci

 grzech w sobie,

trzeba go wypowiedzie , wyzna . Ko ció  domaga si  od nas wyznania grzechu
w sakramencie pojednania. Nie mo na grzechu uzna  i wyzna  jedynie przed sob  samym.
Grzech musi by  wypowiedziany g

no przed prorokiem, przed  wiadkiem Boga. Fakt

uznania swojego grzechu i wyznania go przed Ko cio em jest symbolem prawdziwo ci
naszego wyznania grzechu przed samym Bogiem.

5. Czemu zlekcewa

 S owo Pana?

Natan przychodz c do Dawida w imieniu Jahwe nie wypomina mu jednak najpierw
konkretnych grzechów, które pope ni : cudzo óstwa, k amstwa, intryg czy nawet zbrodni.
Natan przypomina królowi przede wszystkim  aski, jakie otrzyma  od Boga: Natan

wiadczy  Dawidowi: Ty jeste  tym cz owiekiem. To mówi Pan, Bóg Izraela: Ja nama ci em

ci  na króla nad Izraelem. Ja uwolni em ci  z r k Saula, (...) a gdyby i tego by o za ma o,
doda bym ci jeszcze wi cej. Czemu zlekcewa

 s owo Pana, pope niaj c to, co z e w Jego

oczach?

Zasadniczym kontekstem dla poznania naszego grzechu jest do wiadczenie otrzymanych  ask.
Nie poznamy wielko ci naszych grzechów, je eli wcze niej nie odkryjemy wielko ci darów
Boga. Istot  grzechu Dawida stanowi lekcewa enie S owa Pana. Lekcewa c S owo Bo e
cz owiek zdolny jest pope ni  ka

 nieprawo . To w

nie z powodu lekcewa enia Boga

i Jego S owa poddajemy si  nami tno ciom. Prawdziwe nawrócenie polega najpierw na
zwróceniu serca do Boga. Z przemienionego serca zrodz  si  nowe czyny, nowe s owa, nowe
my lenie, nowe prze ywanie. Post powanie moralne jest niemo liwe bez nawróconego, czyli
zwróconego do Boga, serca cz owieka.

Odwo ajmy  si   do  naszych  najwa niejszych  grzechów  i 

chciejmy  dostrzec  w 

nich

lekcewa enie Boga i Jego S owa. To w

nie lekcewa enie Boga jest istot  ka dego grzechu

cz owieka, szczególnie za  pychy.

Dawid z apany w sie  Natana uzna  w ko cu swoj  nieprawo . W uznaniu i wyznaniu jej
jeszcze raz okaza a si  wielko  Dawida. Król zrozumiawszy swoje za lepienie przestaje si

umaczy . Uznaje swoj  niewierno  z ca  szczero ci : zgrzeszy em wobec Pana.

Pro my o prostot  serca Dawida w przyznaniu si  do grzechu. W prostocie widzenia i uznania
swojej s abo ci ujawnia si  moc i wielko  cz owieka. Pro my, aby my nie kryli si
z naszymi s abo ciami moralnymi tylko dlatego, aby móc uchodzi  za wielkich, silnych,
samowystarczalnych. W ukrywaniu grzechu ujawnia si  nasza ma

, tchórzliwo  serca.

Cz owiek kryj c swoje nieprawo ci utwierdza si  tym samym w swojej s abo ci. Wielko
cz owieka objawia si  w prawdzie. Si  cz owieka jest prawda; z jednej strony prawda o jego
ubóstwie  i s abo ci,  z drugiej  za   strony  prawda  o mocy  i mi osierdziu  Boga.  Pierwsz
pomoc , której ka dy z nas mo e udzieli  sobie samemu w chwilach zagubienia duchowego,
jest stani cie w prawdzie.

background image

Poznawszy swój grzech Dawid rezygnuje z metody k amstwa. Nie t umaczy si : Tak, to
prawda, ukrywa em grzech, ale co mog em w tej sytuacji zrobi ? Moi poddani zbuntowaliby
si  przeciwko mnie, przestaliby mnie s ucha . W pa stwie zapanowa by chaos. Mog oby to
os abi  obronno  pa stwa
. Inne mo liwe t umaczenie Dawida: Co powiedzieliby na moje
zachowanie 

nierze, którzy dla mnie walczyli na wojnie: innych wysy a do walki, a sam

uwodzi  ony swoich oficerów. Dawid nie szuka uzasadnienia dla swego grzechu.

Pro my, aby my i my nie szukali usprawiedliwie  i racjonalizacji dla naszych upadków.
Zdarza si  nam niekiedy, i  wyznaj c grzech jednocze nie dodajemy uzasadnienie jego

uszno ci. Grzech, który daje si  zracjonalizowa , tym samym przestaje by prawdziwym

grzechem, a staje si  jedynie przypadkowym zbiegiem okoliczno ci lub te jakim  przymusem
psychicznym
, na który nie mamy wi kszego wp ywu. Pro my równie , aby my umieli
zdemaskowa  pokus

ledzenia cudzych grzechów, aby za nimi ukrywa  swoje w asne.

Najwi kszy cudzy grzech nie jest nigdy usprawiedliwieniem dla najmniejszego mojego
grzechu.

6. W Jego ranach jest nasze zdrowie

Na zako czenie medytacji rozmawiajmy raz jeszcze z Jezusem ukrzy owanym. W naszej
rozmowie odwo ajmy si  do czwartej Pie ni S ugi Jahwe proroka Izajasza:

Lecz On si  obarczy  naszym cierpieniem,
On d wiga  nasze bole ci,
a my my Go za skaza ca uznali,
ch ostanego przez Boga i zdeptanego.
Lecz On by  przebity za nasze grzechy,
zdruzgotany za nasze winy.
Spad a Na  ch osta zbawienna dla nas,
a w Jego ranach jest nasze zdrowie.
Wszyscy my pob dzili jak owce,
ka dy z nas si  obróci  ku w asnej drodze,
a Pan zwali  na Niego
winy nas wszystkich.
Dr czono Go, lecz sam si  da  gn bi ,
nawet nie otworzy  ust swoich.
Jak baranek na rze  prowadzony,
jak owca niema wobec strzyg cych j ,
tak On nie otworzy  ust swoich
 (Iz 53, 4–7).

Pro my, aby  wiadomo ,  e Jezus ukrzy owany wzi  na siebie wszystkie grzechy, dawa a
nam odwag  do szczerego wyznania naszych win. I w

nie dlatego,  e Jezus zosta  przybity

do krzy a z 

moimi grzechami, mo liwe jest moje nawrócenie. Dzi ki Jezusowi

ukrzy owanemu nie musimy si  ba  naszych grzechów. Pro my wi c, aby my przyj li Jezusa
ukrzy owanego jako lekarstwo na choroby naszego serca: w Jego ranach jest nasze zdrowie.

background image

Rozmawiajmy tak e z Matk  Naj wi tsz , aby ukaza a nam Jezusa ukrzy owanego jako
jedyne wyj cie z naszej sytuacji zagubienia i grzechu. Maryia jest ucieczk  grzeszników
dzi ki temu,  e prowadzi nas do swojego Syna.

Pro my nie tylko o odwag  przyznania si  do naszych grzechów, ale tak e o wielk
roztropno   i 

ducha  rozeznania,  aby my  w 

naszym  rachunku  sumienia  nie  ulegali

judaszowemu, choremu poczuciu winy, które ka e nam przede wszystkim dr czy  si
grzechem. Judasz uzna  grzech, ale nie uzna  mi osierdzia Jezusa i w

nie dlatego poszed

i powiesi  si . Pro my tak e, aby uznanie naszych grzechów by o po czone z odkryciem
mi osierdzia Bo ego. Mi osierdzie okazane nam przez Boga winno sta  si

ród em

mi osierdzia, które oka emy nie tylko naszym winowajcom, ale tak e sobie samym.
Pojednanie z Bogiem winno nas prowadzi  nie tylko do pojednania si  z bli nimi, ale
najpierw do pojednania si  z sob  samym.

XIII. JAK WIELKIE JEST MI OSIERDZIE PA SKIE!

Je liby wyst pny porzuci  wszystkie swoje grzechy, które pope ni , a strzeg  wszystkich moich
ustaw i post powa by wed ug prawa i sprawiedliwo ci, 

 b dzie a nie umrze: nie b

 mu

poczytane wszystkie grzechy , jakie pope ni , lecz b dzie 

 dzi ki sprawiedliwo ci, z jak

post powa . Czy  tak bardzo mi zale y na  mierci wyst pnego — wyrocznia Pana Boga —
a nie raczej na tym, by si  nawróci  i 

? (...) Powiedz im: Na moje  ycie! — wyrocznia Pana

Boga. Ja nie pragn

mierci wyst pnego, ale jedynie tego, aby wyst pny zawróci  ze swej

drogi i 

. Zawró cie, zawró cie z waszych z ych dróg! (Ez 18,21–23; 33,11).

Obraz dla obecnej medytacji: Ustalenie miejsca b dzie polega  na widzeniu okiem wyobra ni
i rozwa eniu stanu duszy mojej jakby uwi zionej w tym ciele skazitelnym (...) przebywaj cej
jakby na wygnaniu w ród dzikich zwierz t na tym padole ziemskim
 ( D, 47).

Pro ba o owoc rozmy lania: Prosi  o to, czego chc . Tu prosi  o wielk  i g bok  bole
duszy i o  zy z powodu mych grzechów
 ( D, 55).

Od poznania historii cudzych grzechów (Adama i Dawida)  w. Ignacy prowadzi nas do
rozwa ania historii w asnego grzechu. Jasne i dog bne poznanie grzechów innych osób ma
by  dla nas pomoc  do w

ciwej oceny z

ci w asnych grzechów (por.  D, 57).

1. Przegl d swych grzechów

Przywie  sobie na pami

 wszystkie grzechy swego  ycia, badaj c je rok po roku, lub okres

po okresie. Do tego trzy rzeczy s  pomocne. Najpierw zbada  miejsce i dom, gdzie
mieszka em; po drugie zbada  sposób przestawania z drugimi; po trzecie zaj cia, obowi zki
i prace, w ród których 

em ( D, 56).

background image

W pierwszym punkcie tego rozmy lania  w. Ignacy podaje nam klucz do dobrego rozwa enia
historii w asnego grzechu. Zgodnie z zach

wi tego wejd my najpierw w poszczególne

okresy  ycia, badaj c je kolejno: dzieci stwo, lata m odo ci, wiek dojrza y...

Wszystkie etapy  ycia ludzkiego  w jaki  sposób naznaczone s  grzechem. I chocia
odpowiedzialno  osobista w poszczególnych okresach b dzie ró na, to jednak w  adnym
z tych okresów cz owiek nie mo e ca kowicie zwolni  si  z odpowiedzialno ci za swoje

ycie. Zwracajmy uwag  nie tylko na konkretne zaistnia e fakty grzeszne, które mo e

naj atwiej jest dostrzec, ale równie  na grzeszne postawy, sk onno ci, przyzwyczajenia,
motywacje, pami taj c,  e wszelkie z o rodzi si  najpierw w ludzkim sercu (por. Mk 7, 21).

w. Ignacy w medytacji o grzechach w asnych ka e nam zwróci  uwag  na okoliczno ci,

które mog  nam pomóc w przypomnieniu sobie swoich grzechów: a) miejsce i dom, gdzie
mieszka em
, b) sposób przestawania z drugimi, c) obowi zki i prace, w ród których 

em

D, 56). W ca ej historii grzechu próbujmy dostrzec  cis  zale no  pomi dzy  atwym

uleganiem nami tno ciom i mno eniem si  faktów grzechów a praktyczn  oboj tno ci
wobec Boga. Je eli serce cz owieka daleko jest od Boga, wówczas  atwo zamieszkuje w nim
grzech.

2. Wa

 ci

ko  grzechów

Wa

 ci ko  grzechów, patrz c na ich szpetno  i na z

, jak  ma w sobie ka dy

pope niony grzech  miertelny ( D, 57). Ci ko  naszych grzechów, ich szpetno  i z
polega najpierw na wielkiej niewdzi czno ci wobec Boga, na odrzuceniu Jego niesko czonej
mi

ci, lekcewa eniu Jego bezgranicznej dobroci. Mój grzech uderza w Boga, poniewa  rani

Jego mi

 do mnie. W ka dym grzechu zostaje zniewa ona mi

 Stwórcy do stworzenia,

mi

 Ojca do dziecka, mi

 Przyjaciela do przyjaciela, mi

 Pana do s ugi.

Grzech rani Boga, gdy  rani samego grzesznika, którego Bóg kocha mi

ci  niesko czon .

Wiele naszych cierpie  fizycznych, psychicznych i 

duchowych jest owocem  ycia

nami tno ciach,  w 

grzechach.  Spróbujmy  w 

obecnej  medytacji  cho by  na  kilku

konkretnych przyk adach z naszego  ycia dostrzec gorzkie owoce naszych osobistych
grzechów: poczucie winy, smutek, pustk  wewn trzn , znudzenie sob  i innymi, urazy czy
nawet zniszczenie zdrowia fizycznego (alkoholizm, narkomania).

Grzech niszczy ka dego niezale nie od tego, czy kto  deklaruje si  jako wierz cy czy te  jako
ateista. Z

 grzechu ujawnia si  tak e i w tym,  e posiada on zawsze wymiar spo eczny.

Grzechy pozornie nieszkodliwe i ukryte ci

 nieraz bardzo mocno i bardzo d ugo  na

relacjach z bli nimi b

c  ród em cierpienia i krzywdy. Prosta, ale dog bna analiza wielu

sytuacji rodzinnych, spo ecznych mog aby nas o tym przekona .

Grzech jest wi c z em najpierw nie dlatego,  e narusza przykazanie Bo e lub ko cielne, ale
poniewa  uderza w osob : Boga, bli niego i samego grzesznika. Ka de przykazanie stoi na
stra y g bokiej jedno ci cz owieka z Bogiem i cz owieka z cz owiekiem.

background image

3. Do wiadczy  w asnej ma

ci

W trzecim punkcie medytacji o grzechach w asnych  w. Ignacy pomaga nam spojrze  na
siebie obiektywnie, aby my mogli dostrzec — umniejszaj c si  przez porównanie ( D, 58)
— nasz  ma

, ograniczono  i w ten sposób ukorzy  si  przed Bogiem i lud mi. Nasza

pycha jest bowiem pierwsz  przeszkod  do uznania naszych grzechów i do wiadczenia
prawdziwego  alu za nie.

Po pierwsze — kim e ja jestem w porównaniu ze wszystkimi lud mi?  ( D,  58).  Kim e  ja
jestem wobec kilku miliardów ludzi, którzy obecnie  yj  na ziemi? Czym e s  moje
zmartwienia i 

problemy wobec tak  wielkich  nieszcz

 spowodowanych  wojnami,

terroryzmem mi dzynarodowym, dzia alno ci  przest pcz , kataklizmami itp.? Czym e s
moje ma e braki wobec  mierci z g odu i niedo ywienia milionów ludzi, wobec tak wielu
uchod ców, którzy  yj  ca ymi latami bez dachu nad g ow ? Takie porównanie pomaga nam
oderwa  si  troch  od w asnej osoby, od swoich ma ych spraw, na których koncentruj  nas

ki o siebie, nasze nieuporz dkowane pragnienia, potrzeby.

Po drugie — czym e s  ludzie w porównaniu ze wszystkimi anio ami i  wi tymi w raju? ( D,
58). Kim e s  ludzie  yj cy dzisiaj na ziemi w porównaniu z niezliczonymi zast pami
anio ów oraz z wielkim t umem, którego nie móg  nikt policzy , z ka dego narodu i wszystkich
pokole , ludów i j zyków stoj cy przed tronem i przed Barankiem
 (Ap 7, 9)?

Po trzecie — rozwa

, czym s  wszystkie stworzenia w porównaniu z Bogiem? ( D, 58).

Wszyscy anio owie,  wi ci w niebie, ludzie  yj cy obecnie na ziemi s  tylko stworzeniami,
których  ród em i celem istnienia jest sam Stwórca. Istnieje radykalny dystans (K. Rahner)
pomi dzy trzykro

wi tym Bogiem a wszelkim stworzeniem (por. Iz 6, 3–5). Te pytania

pomagaj  mi stan

 przed niesko czon  wielko ci  Boga i u wiadomi  sobie przepa , jaka

istnieje pomi dzy Nim a mn . A ja sam — czym e by  mog  przed Bogiem?

Po czwarte — rozwa

 ca e swe zepsucie i szpetno  cielesn  ( D, 58). Zepsucie i szpetno

grzechu przejawia si  w

nie w tym,  e ja — cz owiek, który jestem przed Bogiem prochem

(Pan pami ta,  e jeste my prochem, Ps 103, 14), o mielam sprzeciwia  si  Jemu i mówi  Mu:
nie.

Po pi te — spojrze  na siebie jak na jak

 ran  i wrzód, z którego wyp yn o tyle grzechów,

tyle niegodziwo ci i ca y ten jad tak bardzo wstr tny ( D, 58). Wra liwo  estetyczna mo e
rodzi  w nas wielki opór wobec tych s ów. Mo emy si  nawet z yma  i pyta , czy nie godz
one w godno  ludzkiej osoby i szacunek dla niej? Nie dajmy si  zwie  estetycznym
odruchom. Prawda o 

nas  le y g biej:  niejeden grzech  w 

nas  mo e budzi   wstr t

i obrzydzenie. I w

nie to uczucie pragnie  w. Ignacy w nas obudzi , bo jest to jednocze nie

uczucie Boga wobec grzechu, szczególnie za  wobec grzechu pychy: Droga grzesznika
obrzyd a dla Pana. (...) Obrzyd e Panu serce wynios e
 (Prz 15, 9; 16, 5). Trzeba uwa nie
przyjrze  si  sobie i odkry ,  e jestem jak jaka

rana  i wrzód i w ten sposób nabra

obrzydzenia do swojego grzesznego  ycia. To prze ycie umocni we mnie pragnienie powrotu
ca ym sercem do  ród a Dobroci i Pi kna.

background image

4. Kim jest Bóg, przeciwko któremu grzeszymy

Rozwa

, kim jest Bóg, przeciw któremu zgrzeszy em. Rozwa

 przymioty Jego Boskie

i porówna  z tym, co jest im przeciwne we mnie: Jego m dro  z moj  niewiedz ; Jego
wszechmoc z moj  s abo ci ; Jego sprawiedliwo  z moj  niegodziwo ci ; Jego dobro
z moj   z

ci  ( D, 59). Bóg, który stworzy  cz owieka na swój obraz, zawar  w nim

wszystkie swoje Boskie przymioty: m dro , dobro , sprawiedliwo , pi kno. Stan grzechu,
w który wprowadza si  cz owiek poprzez bunt wobec Boga, jest jednoczesnym niszczeniem
w sobie obrazu Boga wraz z jego przymiotami. Poprzez analiz  nami tno ci ludzkich mo na

atwo dostrzec,  e grzech wyra a g upot , niesprawiedliwo , z

, s abo  cz owieka, które

niszcz  nie tylko bli nich, ale najpierw samego grzesznika. Ile  wzajemnego zadawania sobie
cierpienia i niesprawiedliwo ci mo e zrodzi  si  np. z nies usznego pos dzenia, oszczerstwa
lub obmowy? Jak wiele s abo ci i g upoty ludzkiej dochodzi do g osu w odgrywaniu si  na
bli nim,  w zem cie,  w podtrzymywanych  urazach? Ile   bólu zadaj   sobie  wzajemnie
ma onkowie grzechami przeciwko mi

ci i wierno ci ma

skiej, jak bardzo krzywdz

i rani  nimi swoje dzieci? Oto tylko kilka przyk adów, jak bardzo nasze grzechy niszcz

dro , dobro , sprawiedliwo  i pi kno ludzkiego  ycia.

W obecnej medytacji odwo ajmy si  do naszych konkretnych grzechów, aby dostrzec w nich
przeciwie stwo przymiotów zaszczepionych w nas przez Boga. Zobaczmy g upot  wielu
naszych grzechów, ich z

 i niesprawiedliwo . Zobaczmy, jak nasze grzechy uderzaj

w naszych bliskich, których przecie  bardzo kochamy. Zobaczmy s abo  zawart  we
wszystkich grzechach, równie  tych, które uchodz  za przejaw si y, mocy czy m dro ci
cz owieka.

5. Okrzyk pe en zdziwienia i wielkiej mi

ci

W medytacji o grzechach w asnych  w. Ignacy zach ca, aby wyda okrzyk pe en zdziwienia
i wielkiej mi

ci. Przechodzi  w my li wszystkie stworzenia i dziwi  si , jak one zezwoli y mi

, owszem przy  yciu mi  zachowa y. Jak anio owie, cho  s  mieczem Bo ej

sprawiedliwo ci, znosili mi  i strzegli i modlili si  za mnie? Jak  wi ci mogli wstawia  si  za
mn  i modli  si  za mnie? A niebo, s

ce, ksi yc i gwiazdy? A  ywio y, owoce, ptaki, ryby

i zwierz ta? A ziemia sama — jak to si  sta o,  e nie otworzy a si  i nie poch on a mi ,
tworz c nowe piek o, abym na wieki doznawa  w nim katuszy?
 ( D, 60)

w. Ignacy zwraca nam uwag  na powszechny wymiar ka dego grzechu. Naszymi grzechami

w jaki  niepoj ty sposób przeciwstawiamy si  planowi Boga wobec wszech wiata. I w

nie

dlatego powinien zrodzi  si  w nas okrzyk pe en zdziwienia i wielkiej mi

ci: oto stworzenia

(anio owie, niebo, s

ce, ksi

yc, gwiazdy,  ywio y, owoce, ptaki, ryby, zwierz ta) nie

obróci y si  przeciwko nam, pomimo tego,  e my niszczymy ukryte w nich od wieków plany
Stwórcy.

Dzi kujmy Bogu,  e jeszcze  yjemy na tej ziemi pomimo pope nionych grzechów. W ten
sposób bowiem Bóg daje nam nieustannie szans  nawrócenia, poniewa  On nie pragnie
naszej  mierci w grzechu, ale naszego nawrócenia i trwania w Jego mi

ci. Czy  tak bardzo

background image

mi zale y na  mierci wyst pnego — wyrocznia Pana Boga — a nie raczej na tym, by si
nawróci  i 

? (Ez 18, 23). Ja nie pragn

mierci wyst pnego, ale jedynie tego, aby wyst pny

zawróci  ze swej drogi i 

. Zawró cie, zawró cie z waszych z ych dróg! (Ez 33, 11).

Pro my gor co, aby my us yszeli to  arliwe wo anie Boga do nawrócenia i aby my
skorzystali z tej szansy, jak  nam daje i powrócili do Jego mi

ci. Ca  medytacj zako czy

rozmow  o mi osierdziu rozwa aj c i dzi kuj c Bogu Panu naszemu za to,  e darzy  mi

yciem a  do tej pory; postanowi  na przysz

 popraw  z pomoc  Jego  aski ( D, 61).

Jezu mój, b agam Ci  przez dobro  Najs odszego Serca Twojego, niech si  uciszy gniew
Twój i 

oka  nam mi osierdzie Swoje. Rany Twoje niech nam b

 zas on  przed

sprawiedliwo ci  Ojca Twojego. Pozna am Ci , o Bo e, jako  ród o mi osierdzia, którym

ywia si  i karmi wszelka dusza. O jak wielkie jest Mi osierdzie Pa skie, ponad wszystkie

przymioty Jego; mi osierdzie jest najwi kszym przymiotem Boga, wszystko, co mnie otacza,
o tym mi mówi. Mi osierdzie jest  ywotem dusz, lito  Jego jest nieprzebrana. O Panie, patrz
na nas i post puj z nami wed ug lito ci Twych niepoliczonych, wed ug wielkiego mi osierdzia
Twego
 (S. M. Faustyna Kowalska).

XIV. OJCIEC WZRUSZY  SI  G

BOKO

Powiedzia  te : Pewien cz owiek mia  dwóch synów. M odszy z nich rzek  do ojca: Ojcze, daj

mi cz

 maj tku, która na mnie przypada. Podzieli  wi c maj tek mi dzy nich. Nied ugo

potem m odszy syn, zabrawszy wszystko, odjecha  w dalekie strony i tam roztrwoni  swój
maj tek,  yj c rozrzutnie. A gdy wszystko wyda , nasta  ci ki g ód w owej krainie i on sam
zacz  cierpie  niedostatek. Poszed  i przysta  do jednego z obywateli owej krainy, a ten
pos

 go na swoje pola,  eby pas

winie. Pragn  on nape ni  swój 

dek str kami,

którymi  ywi y si

winie, lecz nikt mu ich nie dawa . Wtedy zastanowi  si  i rzek : Ilu  to

najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z g odu gin . Zabior  si  i pójd
do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszy em przeciw Bogu i wzgl dem ciebie; ju  nie
jestem godzien nazywa  si  twoim synem: uczy  mi  cho by jednym z najemników. Wybra  si
wi c i poszed  do swojego ojca. A gdy by  jeszcze daleko, ujrza  go jego ojciec i wzruszy  si

boko; wybieg  naprzeciw niego, rzuci  mu si  na szyj  i uca owa  go. A syn rzek  do niego:

Ojcze, zgrzeszy em przeciw Bogu i wzgl dem ciebie, ju  nie jestem godzien nazywa  si  twoim
synem. Lecz ojciec rzek  do swoich s ug: Przynie cie szybko najlepsz  szat  i ubierzcie go;
dajcie mu te  pier cie  na r

 i sanda y na nogi. Przyprowad cie utuczone ciel  i zabijcie:

dziemy ucztowa  i bawi  si , poniewa  ten mój syn by  umar y, a znów o

; zagin ,

a odnalaz  si . I zacz li si  bawi  ( k 15, 11–24).

Obraz dla obecnej medytacji: przedstawmy sobie powitanie syna marnotrawnego przez ojca.
Pos

my si  obrazem Rembrandta Syn marnotrawny. Zwrócimy uwag  na gest przygarni cia

syna oraz na r ce ojca na jego ramionach. Jedna r ka wyra nie kobieca: wyd

ona, subtelna

background image

ka matki. Druga d

 ma charakter m ski: szeroka, wypracowana d

 ojca. Symbol ten

ukazuje integraln  mi

: mi

 ojca i mi

 matki w jednej osobie. Mi

 ojcowska

i macierzy ska w do wiadczeniu ludzkim jest zawsze rozdzielona. W do wiadczeniu Boga te
dwie mi

ci  cz  si  w jedno.

Pro ba  o 

owoc  rozmy lania:  B dziemy  prosi   o ask   poznania  bezinteresownej,

przebaczaj cej mi

ci Boga Ojca. B dziemy te  prosi  o wewn trzne wzruszenie mi

ci

Ojca.

1. Przej cie od grzechu do mi osierdzia

W prawdziwym  alu za grzechy musimy przej  od do wiadczenia grzechu do do wiadczenia
mi osierdzia Bo ego.  Nasze rozwa ania o grzechu by yby niew

ciwe, a nawet wr cz

szkodliwe, gdyby zabrak o w nich wyra nego odniesienia do mi osierdzia Bo ego, do
przebaczaj cej i bezinteresownej mi

ci Ojca niebieskiego. Je eli nasze grzechy nieraz tak

ugo nas dr cz , pomimo tego i  wyznawali my je wielokrotnie w sakramencie pojednania,

to w

nie dlatego, i  zabrak o kontemplacji mi

ci Boga. Przygotowuj c si  do sakramentu

pojednania trzeba tak d ugo cieszy  si  mi osierdziem Bo ym, jak d ugo liczymy nasze
grzechy
. W dobrym przygotowaniu do spowiedzi winna istnie  wielka równowaga pomi dzy
rozwa aniami o grzechu, a rozwa aniami o mi osiernym Ojcu.

Tak naprawd  nie leczy nas samo wyznanie grzechu. Judasz wyzna  wprawdzie grzechy, ale
by o to wyznanie rozpaczliwe. U wiadomiwszy sobie swój grzech, poszed  i powiesi  si . Nie
leczy nas tak e sama  wiadomo  grzechu. Leczy nas do wiadczenie mi osierdzia Boga
okazane  nam  w 

naszej  grzeszno ci.  Leczy  nas  mi

  przyjmuj ca  i 

przebaczaj ca.

W przygotowaniu do sakramentu pojednania mo e zbyt du y nacisk k adziemy na samo
wyznanie grzechu. I cho  jest ono koniecznym warunkiem do prze ycia tego sakramentu, to
jednak  nie  ono  najpierw decyduje  o do wiadczeniu  wewn trznego  pokoju  i 

rado ci.

Do wiadczenie spotkania z mi osiernym Ojcem nie mo e by  traktowane jedynie jako
dodatek do spowiedzi, ale jako jej centrum.

2. A gdy syn by  jeszcze daleko...

W obecnej medytacji zapomnijmy na chwil  o grzechach, aby pe niej skoncentrowa  si  na
bezinteresownej mi

ci Ojca. B dziemy j  odkrywa  poprzez pryzmat ojca z przypowie ci

o synu marnotrawnym.

gdy by  jeszcze daleko ujrza  go jego ojciec. M odszy syn, który odjecha  w dalekie strony,
wyrwa  si  spod w adzy ojca. Nie móg  jednak w  aden sposób wyrwa  si  spod jego
ojcowskiej mi

ci. Ojciec nieustannie my li o swoim synu i wyczekuje jego powrotu.

A kiedy skruszony syn wybra  si  i poszed  do swojego ojca, ten ujrza  go, gdy by  jeszcze
daleko
  i wybieg  naprzeciw niego. Bóg oczekuje i wypatruje ka dego grzesznika. Grzesznik
oddala si  od Boga, ale Bóg nigdy nie rezygnuje ze swej mi

ci do grzesznika. Grzesznik

przekre la Bo e prawo, ale nie mo e przekre li  Jego mi

ci. Mi osiernym wzrokiem swojej

Opatrzno ci Bóg nieustannie mu towarzyszy. A 

kiedy cz owiek wyra a najmniejsze

background image

pragnienie powrotu do Niego, wybiega mu naprzeciw, pomagaj c pokona  t  odleg

, któr

on sam stworzy  pomi dzy sob  a Nim.

W obecnej medytacji dzi kujmy Bogu za to, i  nigdy nie odwo

 swojej mi

ci do nas,

pomimo wszystkich naszych niewierno ci i zdrad. Dzi kujmy Mu za mi osierne oczy Jego
Opatrzno ci, które nam zawsze towarzysz . Pro my o wra liwe serce, które mog oby dostrzec
wybiegaj cego nam naprzeciw Ojca, gdy z powodu naszych niewierno ci oddalimy si  od
Niego. Pro my tak e o g bok

wiadomo  blisko ci Boga w chwilach naszych s abo ci

i grzechów. Módlmy si , by my nie przerzucali na Boga naszego osobistego do wiadczenia
oddalenia, ozi

ci, oboj tno ci wobec Niego.

3. Ujrza  go jego ojciec

Powinni my w

ciwie zinterpretowa  wejrzenie Boga. Wzrok jest pot

nym  rodkiem

komunikacji, wspania ym  rodkiem przekazu. O ile  atwo udaje nam si  k ama  s owami,
o tyle trudniej przychodzi nam k ama  wzrokiem. Np. dzieci, które k ami  s owami, b dz
nieraz swoim wzrokiem gdzie  daleko po  cianach, aby nie patrze  w oczy. A kiedy rodzic
lub wychowawca chce wymusi  na dziecku mówienie prawdy, mówi do niego: popatrz mi
w oczy i powiedz prawd 
.

Pro my, aby my odkryli,  e Bóg patrzy na nas dobrze, patrzy mi osiernie, ciep o,  agodnie.
Wielu ludzi czuje na sobie prze laduj cy wzrok Boga. Odbieraj  wejrzenie Pana Boga jako
swoiste podgl danie ich  ycia. Niektórym ludziom wydaje si , jakby Pan Bóg znajdowa
przyjemno  w przy apywaniu ich na gor cym uczynku. Pro my o g bok

wiadomo , i

Bóg nie patrzy na nas w sposób podejrzliwy, nieufny. Bóg patrzy na nas akceptuj co.
Dzi kujmy Bogu za to Jego dobre wejrzenie i pro my, aby pomog o nam pokona  istniej ce
w nas l ki przed Nim, aby ono uspokoi o nas wewn trznie.

4. Wzruszy  si  g boko

Widz c swojego syna marnotrawnego powracaj cego do domu ojciec wzruszy  si  g boko.
Wzruszenie ojca jest znakiem delikatno ci i g bi jego mi

ci, któr  zawsze darzy  swojego

syna. Odej cie syna z domu zrani o ojcowsk  mi

, uczyni o j  trudn  i bolesn . Ale nie

umniejszy o jej. Wzruszenie ojca wyra a ogromn  rado  z odzyskania utraconej mi

ci

syna.

obecnej medytacji kontemplujmy to niezwyk e zachowanie si  ojca na  widok

marnotrawnego syna. Mamy przed sob  obraz reakcji Boga na widok powracaj cego
grzesznika. Wzruszenie Ojca objawia Jego wielk  mi

. Bóg wzrusza si  na widok

grzesznika, podobnie jak kochaj ce si  osoby wzruszaj  si , kiedy spotykaj  si  po d ugiej
nieobecno ci. Im dalej odchodzimy od Boga, im g bszy jest nasz grzech, tym g bsze jest
Boskie wzruszenie przy naszym powrocie. Pro my, aby my uwierzyli,  e Bogu naprawd  na
nas zale y,  e On interesuje si  naszym ludzkim losem.

background image

Nieraz zbyt  atwo i zbyt szybko interpretujemy zachowanie Boga stosuj c analogie
prymitywnych wr cz zachowa  ludzkich. Mówimy np.,  e Bóg si  obra a. Ale to obra anie
si 
 Boga rozumiemy czasami bardzo powierzchownie, czy wr cz prymitywnie. Bóg nie
obra a si  tak, jak obra aj  si  ludzie na siebie nawzajem. Jak e  atwo nieraz dziecko mo e
urazi  tat , mam . Musi ono bardzo uwa

, by przez przypadek nie wyrwa o mu si  jakie

niew

ciwe s owo. Bóg nie obra a si  w taki sposób. Bóg nie jest nad sanym staruszkiem

siedz cym na chmurach, którego byle co mo e dotkn  i urazi .

Wzruszenie Boga objawia g bi  Jego mi

ci, g bi  t sknoty Boga za cz owiekiem. Pro my,

aby my umieli odpowiedzie  szczerym wzruszeniem na wzruszenie Boga, nasz  t sknot  na
Jego t sknot , naszym otwarciem na Jego otwarcie, naszym zaufaniem na Jego zaufanie,
nasz  mi

ci  na Jego mi

. Kiedy mam szczer  wol  powrotu do Boga, On wzrusza si  na

mój widok, bo jestem Jego dzieckiem. W obecnej medytacji b

 wi c prosi  gor co, aby

zachwyci o i poruszy o mnie wzruszenie si  Boga nade mn , powracaj cym do Niego
grzesznikiem. B

 prosi  o wewn trzne do wiadczenie delikatno ci i g bi Jego mi

ci.

5. Wybieg  naprzeciw niego

Zauwa my po piech ojca w wyj ciu naprzeciw synowi: wybieg  naprzeciw niego. Motywem
po piechu jest ojcowska mi

. Mi

 zawsze si  spieszy. Po piech ojca wyp ywa te  z jego

wiadomo ci niszcz cego charakteru grzechu. Nie jest oboj tne, czy cz owiek grzeszy

miesi c, rok, czy te  wiele lat. Dlaczego? Poniewa  grzech, nawet je eli zostaje przebaczony,
pozostawia swoje destruktywne  lady w cz owieku. Poranienie ludzkiej emocjonalno ci,
poranienie ludzkiego serca jest faktem tak e wówczas, kiedy grzesznik uzna  i wyzna  swój
grzech przed Bogiem.

Pro my, aby i nam spieszno by o do Boga, do wewn trznego nawrócenia. Im szybciej
zrozumiemy istot  w asnego grzechu, tym wi kszy b dzie nasz po piech w walce z nim.
Przepro my Boga za nasze lenistwo, nasz  opiesza

 w dotychczasowym nawracaniu si .

6. Rzuci  mu si  na szyj  i uca owa  go

Oto kolejny niezwyk y gest ojca wobec swojego marnotrawnego syna. W tym ge cie wida
jak  wielk  gwa towno . Ale przecie  ka da prawdziwa mi

 jest gwa towna.

Gwa towno  wyra a przede wszystkim wielko , intensywno  mi

ci, a jednocze nie tak e

jej g bi . Tym mocnym gestem wobec syna ojciec wyra a swoj  bezinteresown
i bezwarunkow  mi

, swoj  pe

 akceptacj .

Kiedy skruszony syn zaczyna wypowiada  samooskar enie przygotowane skrupulatnie
w ci gu d ugich rozmy la  o g odzie przy pasieniu  wi , ojciec przerywa mu przy
stwierdzeniu,  e nie jest godzien nazywa  si  jego synem. Ojciec wyra nie nie podziela tej
opinii. Wie bowiem dobrze,  e syn nie stwarza sam siebie, sam nie daje sobie  ycia. Synem
czyni go jedynie bezinteresowna mi

 ojca. Bezinteresowna mi

 Boga czyni nas

przybranymi dzie mi.

background image

Pro my, aby my przeczuli g bi  mi

ci Boga, jej bezinteresowno . Bóg nie robi interesu na

cz owieku. Ofiaruje nam sw  mi

 ca kowicie darmo. Cz owiekowi trudno uwierzy

w bezinteresowno   Boga.  Wiara  w ni   jest  dla niego  jednym z najbardziej  bolesnych
do wiadcze . Dlaczego? Poniewa  jeste my wychowywani zazwyczaj w mi

ci bardzo

interesownej. Na wszystko musimy sobie zas

. Kiedy kto  bliski ofiaruje nam jaki  dar,

natychmiast niemal rodzi si  w nas pytanie: co on za to b dzie chcia ? Ale kiedy my z kolei
ofiarujemy drugiemu jaki  dar, w nas tak e odruchowo powstaje podobne pytanie: w jaki
sposób on mi si  odp aci? Zauwa my t  interesowno  w naszych relacjach mi dzyludzkich.
Zobaczmy jak bardzo oczekujemy wdzi czno ci, przywi zania, ludzkiego ciep a,
serdeczno ci.

Nierzadko w naszych oczekiwaniach wobec ludzi jeste my troch  nieuczciwi. Dajemy
bowiem rzeczy materialne, dajemy czas, a  damy uczucia. Dajemy to, co zewn trzne
i powierzchowne, a  damy serca. W takich w

nie wielkich 

daniach kryje si nieczysto

naszej mi

ci. Niekiedy mówimy z  alem: nawet mi nie podzi kowa . Zobaczmy t  nasz

pretensjonalno  w mi

ci. Za co spodziewam si  odp aty? Do kogo mam pretensje i o co?

Zauwa my, jak bardzo  le si  czujemy wobec ludzi, którzy  daj  od nas odp aty za oddane
nam przys ugi. Najcz ciej unikamy tych, którzy maj  wobec nas jakie

ale. Kr puje nas

danie wdzi czno ci. Bardzo nas boli wypominanie nam ofiarowanych darów. W wielu

wypadkach woleliby my zwróci  dar, by móc nie s ucha  wypominania. Dlaczego? W

nie

dlatego,  e interesowno  nas boli.

Podajmy przyk ad. Kto  ofiarowuje nam jaki  dar. Odbieramy go najpierw jako przejaw
przyja ni. Dar ten bardzo nas cieszy. Ale z innych dobrze poinformowanych  róde
dowiadujemy si ,  e darem tym cz owiek ten chcia  nas kupi . Czujemy si  wówczas bardzo
rozczarowani, czujemy si  wr cz oszukani. Dar przestaje nas cieszy , poniewa  przesta  by
symbolem przyja ni i mi

ci, ale sta  si  znakiem zimnego wyrachowania. Najwa niejsza

w darze jest bezinteresowno  serca. Lepsze jest troch  jarzyn z mi

ci , ni  t usty wó

z nienawi ci  — mówi Ksi ga Przys ów (Prz 15, 17). Bóg kocha nas mi

ci  absolutnie

bezinteresown . Bezinteresowno  mi

ci Boga do nas wyra a si  najpe niej w Jezusie

ukrzy owanym.

Jedyn  odpowiedzi  z naszej strony mo e by  przyj cie tej mi

ci. Tylko tego Bóg oczekuje

od nas. Nasze wysi ki w  yciu wiary nie s  zas ugiwaniem na mi

, ale s  jedynie wyrazem

otwarcia si  na ni , s  wyrazem przyj cia mi

ci. Pro my, aby my mieli odwag  uwierzy

w bezinteresown  mi

 Boga, by my przyj li Jego szczery u cisk. Pro my, by my dali si

przytuli  Bogu, by my przyj li Jego poca unek pokoju. Pro my te , aby do wiadczenie
przebaczenia wprowadzi o w nasze serce wielki pokój, który wyrazi si  w pojednaniu z sob
samym. Najwyra niejszym znakiem Bo ego przebaczenia jest przebaczenie sobie.

7. W mi

ci licz  si  czyny, a nie s owa

Mi

 winno si  zak ada  wi cej na czynach ni  na s owach ( D, 230) — mówi  w. Ignacy.

Na czynach te  oparta by a mi

 ojca do syna marnotrawnego. Po serdecznym przyj ciu

background image

syna ojciec natychmiast wydaje rozkazy s ugom: Przynie cie szybko najlepsz  szat
i ubierzcie go; dajcie mu te  pier cie  na r

 i sanda y na nogi. Przyprowad cie utuczone

ciel  i zabijcie:  b dziemy ucztowa   i bawi   si . Szata, pier cie  i sanda y s  symbolem
odzyskanej wolno ci syna marnotrawnego, przywrócenia mu godno ci i wszelkich praw
zwi zanych z synostwem.

Niewierno  syna nie odmieni a i nie uszczupli a w niczym mi

ci ojca do niego. Jego

odej cie i powrót sprawi y,  e mi

 ojca istniej ca od pocz tku mog a si  objawi  z now

moc . To objawienie si  mi

ci przywróci o rado  zarówno w sercu ojca, jak i syna. Ojciec

skni  za synem i pragn  jego powrotu do domu nie tylko ze wzgl du na siebie, ale tak e ze

wzgl du na niego. Ojciec wiedzia  dobrze,  e syn nie znajdzie nigdzie szcz cia poza swoim
domem.

Grzesznik, który powraca do Boga, odzyskuje wolno , poniewa  wyrywa si  z niewoli
nami tno ci. Odzyskuje godno  i szacunek, jakimi darzy go Ojciec. Grzesznik odzyskuje
tak e szacunek do siebie samego. Cz owiek uwik any w grzech czuje si  nim poni ony
i upokorzony. Nawrócony grzesznik otrzymuje na powrót wszelkie prawa dziecka Bo ego.
Wyra my Bogu wdzi czno  za to,  e swoj  mi

ci  przywraca nam stan dzieci ctwa, i  na

powrót obdarza nas wewn trzn  wolno ci  i godno ci .

Rozwa ane przez nas gesty i s owa ojca ukazuj  nam jego inicjatyw  w przywracaniu
zerwanej przez syna wi zi. To przede wszystkim sam ojciec dzia a. Syn marnotrawny otwiera
si  jedynie na inicjatyw  ojca. Przyjmuje wszystkie objawy ojcowskiej troskliwo ci i dobroci.
W prze ywaniu sakramentu pojednania niejednokrotnie koncentrujemy si  bardzo na nas
samych i na naszym dzia aniu, zapominaj c o dzia aniu Boga. Ma to miejsce szczególnie
wtedy, kiedy naszemu wyznaniu grzechów towarzyszy l k.

Rozwa ana przypowie  ukazuje nam doskonale,  e pierwszym, który dzia a w sakramencie
pojednania, jest sam Bóg. To On przede wszystkim jedna nas z sob . Nasza rola, nasze
dzia anie ogranicza si  do przyjmowania dzia ania Boga. Ca e przygotowanie do spowiedzi
jest wyrazem naszego otwarcia i dyspozycyjno ci wobec Boga, który pojedna  nas ze sob
przez Chrystusa
. Sta my wi c w g bokim milczeniu przed t  niepoj

 mi

ci  Boga do

grzesznika. I chocia  jej nie rozumiemy do ko ca, to jednak odpowiada ona najg bszym
pragnieniom naszego serca.

8. Dwie r ce mi osiernego ojca

Powró my jeszcze do obrazu Rembrandta. Zauwa my ponownie dwie ró ne r ce na
ramionach syna: r

 ojca i r

 matki, symbol mi

ci integralnej. Przebaczaj ca mi

Boga jest mocna, stanowcza, rodz ca poczucie bezpiecze stwa jak mi

 ojca; ale ta sama

przebaczaj ca mi

 jest jednocze nie subtelna, delikatna, czu a jak mi

 najlepszej matki.

To, co u ludzi bywa podzielone mi dzy ojca i matk , mi dzy kobiet  i m czyzn , u Boga
w sposób cudowny zostaje z czone. Mi

 Boga jest mi

ci  pe

. Pro my, aby my

poczuli na naszych ramionach obie r ce: r

 ojcowsk  i r

 matczyn .

background image

Wracaj c do naszej historii  ycia, chciejmy zobaczy , która r ka jest mo e nieco s absza,
jakby mniej odczuwalna, mniej widoczna na naszych ramionach. Czego nam bardziej
brakuje? Mocy, stanowczo ci, poczucia bezpiecze stwa mi

ci ojca; czy mo e bardziej

brakuje nam delikatno ci, ciep a, serdeczno ci, akceptacji, mi

ci matki? Pro my tak e, aby

do wiadczenie przebaczenia Bo ego uzupe ni o zranienia w 

mi

ci, aby my g biej

do wiadczyli obecno ci tej r ki, której bardziej potrzebujemy.

Przebaczaj ca mi

 Boga jest mocna. Nieraz pytamy z niepokojem, czy potrafimy pokona

nasze grzechy, s abo ci, czy ponownie nie uwik amy si  w grzech. Bo e przebaczenie daje
nam moc. Mo emy si  oprze  na nim, aby skutecznie zmaga  si  ze z em w naszym  yciu.
Pro my jednak tak e o to, aby my do wiadczyli ciep a i delikatno ci przebaczaj cego Boga.
Bóg nam nie wypomina naszych grzechów. Je eli z niepokojem powracamy do grzechów
z przesz

ci to tylko dlatego, i  nie uwierzyli my jeszcze w Bo e przebaczenie. To my sami

wypominamy sobie grzechy. Bóg tego nie czyni.

W zako czeniu medytacji rozmawiajmy z Matk  Pi knej Mi

ci. Ona doskonale  czy

w swoim  do wiadczeniu  mi

ci:  moc,  si   i stanowczo   z delikatno ci ,  serdeczno ci

i ciep em. Rozmawiajmy tak e z Jezusem, który do wiadcza  zarówno mocy mi

ci swojego

Ojca niebieskiego, jak i Jego delikatno ci i czu

ci. Rozmawiajmy równie  z Bogiem Ojcem,

prosz c Go, aby nam objawi  swoje prawdziwe oblicze; oblicze pe ne mi

ci mocnej, ale

tak e delikatnej i czu ej.

XV. SZYMONIE, SYNU JANA, CZY MI UJESZ MNIE?

gdy spo yli  niadanie, rzek  Jezus do Szymona Piotra: Szymonie, synu Jana, czy mi ujesz
Mnie wi cej ani eli ci? Odpowiedzia  Mu: Tak, Panie, Ty wiesz,  e Ci  kocham. Rzek  do
niego: Pa  baranki moje! I znowu po raz drugi powiedzia  do niego: Szymonie, synu Jana, czy
mi ujesz Mnie? Odpar  Mu: Tak, Panie, Ty wiesz,  e Ci  kocham. Rzek  do niego: Pa  owce
moje! Powiedzia  mu po raz trzeci: Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie? Zasmuci  si
Piotr,  e mu po raz trzeci powiedzia : Czy kochasz Mnie? I rzek  do Niego: Panie, Ty
wszystko wiesz, Ty wiesz,  e Ci  kocham. Rzek  do niego Jezus: Pa  owce moje! Zaprawd ,
zaprawd  powiadam ci: Gdy by

 m odszy, opasywa

 si  sam i chodzi

, gdzie chcia

.

Ale gdy si  zestarzejesz, wyci gniesz r ce swoje, a inny ci  opasze i poprowadzi, dok d nie
chcesz. To powiedzia , aby zaznaczy , jak

mierci  uwielbi Boga (J 21, 15–19).

Obraz do obecnej medytacji: Przedstawmy sobie Jezusa, który rozmawia z Piotrem. Chciejmy
ws ucha  si  w pytanie Jezusa: Szymonie, synu Jana, czy mi ujesz Mnie?

Pro ba o owoc rozmy lania: B dziemy prosi , aby my do wiadczyli przebaczaj cej mi

ci

Jezusa oraz aby my poczuli si  wewn trznie zaproszeni, by odpowiedzie  Chrystusowi nasz
mi

ci  na Jego mi

.

background image

1. Wi ksza mi

 w kontek cie wi kszej s abo ci

Do wiadczenie pojednania z Bogiem wi e si  nie tylko z przyj ciem Jego mi

ci, ale tak e

z odpowiedzi  mi

ci na Jego mi

. Mi

 jest darem wymiennym. Przyj ta mi

 Boga

zobowi zuje nas, aby na ni  odpowiedzie . Jezus przebacza nam nasze grzechy, jedna si
z nami, poniewa  chce nas uzdolni  do mi

ci. Jezus potrzebuje naszej mi

ci.

W tej medytacji pro my o g bokie wewn trzne przekonanie, i  nasza uboga ludzka mi
jest Bogu bardzo potrzebna. Jemu bardzo na niej zale y. Jezus umiera za nas na krzy u nie
tylko dlatego, aby nam okaza  swoj  mi

, ale tak e by my i my mogli Go kocha . Pro my

tak e o wewn trzne odczucie, i  jeste my zdolni do mi

ci niezale nie od naszej s abo ci

i ubóstwa duchowego.

Ca  rozmow  Jezusa z Piotrem nale y umie ci  w kontek cie m ki Jezusa, podczas której
Piotr zapar  si  swojego Mistrza. Chrystus wprawdzie przestrzega  Piotra przed tym
grzechem, ale Piotr, polegaj c na swoich odczuciach, zapewnia  Jezusa, i  pozostanie Mu
wierny nawet wtedy, gdyby wszyscy uczniowie zaparli si  Go. Piotr wyra a tak e gotowo

mierci dla Chrystusa: Cho by i na  mier  pójd  z Tob . Potrójne zaparcie si  demaskuje

Piotra i upokarza go jednocze nie. Ukazuje ubóstwo jego mi

ci do Jezusa, która oparta by a

jedynie na jego w asnych si ach.

Przejd my teraz do samego dialogu: A gdy spo yli  niadanie, rzek  Jezus do Szymona Piotra:
Szymonie, synu Jana, czy mi ujesz Mnie wi cej ani eli ci?
 Zauwa my,  e Jezus pyta o wi ksz
mi

 cz owieka, który zapar  si  Go g biej ni  inni. Pozostali uczniowie opu cili

wprawdzie Jezusa, ale  aden z nich nie zapar  si  swego Mistrza wprost. Jezus pyta o wi ksz
mi

 w kontek cie wi kszej s abo ci, wi kszego grzechu. Aby móc wyzna  prawdziwie

mi

 Jezusowi, trzeba pozna  samego siebie, swoj  s abo , granice swoich ludzkich

mo liwo ci. Piotr po swoim upadku odpowiada na pytanie Jezusa bardzo pokornie: Tak,
Panie, Ty wiesz,  e Ci  kocham
.

Zauwa my zmian , jaka dokona a si  w Piotrze pod wp ywem grzechu. Przed m

, kiedy

Jezus zapowiada ,  e wszyscy Go opuszcz , Piotr zapewnia: ja Ci  nie opuszcz . W sposób
spontaniczny Piotr odwo uje si  przede wszystkim do swoich odczu  i do swojej wiedzy
o sobie. Zdaje si  mówi : Ja wiem,  e Ci  nie opuszcz , bo Ci  kocham wi cej od innych,
poniewa  tak zdecydowa em. Wiem,  e mog  umrze  z Tob 
.

Wyznanie mi

ci Piotra przed m

 k adzie nacisk przede wszystkim na jego w asne ja

i dlatego te  Jezus nie przyj  tego wielkodusznego wyznania. Nie opiera o si  ono na
prawdzie, ale jedynie na odczuciach emocjonalnych. Mi

 nie mo e budowa  wy cznie na

emocjach. Odczucia towarzysz  mi

ci, ale one nie s  centrum mi

ci i nie stanowi  o jej

istocie.

Po grzechu zaparcia si  Piotr wyznaje mi

 inaczej: Ty wiesz,  e Ci  kocham. Zachodzi

istotna zmiana w postawie Piotra. W wyznaniu mi

ci przed m

 Piotr odwo uje si  do

swojej  wiedzy o sobie i sam siebie czyni  ród em mi

ci do Jezusa. Wyst puje w roli

background image

szlachetnego ucznia, który chce ofiarowa

ycie swojemu Mistrzowi. Natomiast po grzechu

wyznaj c mi

 Piotr odwo uje si  do wiedzy Jezusa o nim. Grzech ukaza  Piotrowi, i  jego

mi

 jest jedynie dzieleniem si  z Jezusem t  mi

ci , któr  przyjmuje od Niego.

Grzech zaparcia okaza  si  dla Piotra wielk szcz liw  win . O ile tak mo emy powiedzie ,
to w

nie dzi ki grzechowi Piotr zrozumia , i  nie mo e nic ofiarowa  Jezusowi, zanim

wcze niej nie przyjmie Jego daru, zanim nie przyjmie Jego samego. Grzech Piotra sta  si  dla
niego wielk szko  zaufania Jezusowi, wielk  szko  mi

ci. Tak, Panie, Ty wiesz,  e Ci

kocham. Zauwa my w tej odpowiedzi nie tylko wielk  spontaniczno  i szczero , ale tak e
dzieci

 bezradno .

W tej medytacji wró my raz jeszcze do wszystkich naszych b dów, zranie , grzechów, które
odkrywali my do tej pory w rekolekcjach. Jeszcze raz przywo ajmy grzech pychy, grzech
zbytniej pewno ci siebie. I w tym kontek cie chciejmy us ysze  pytanie: Szymonie, synu Jana,
czy kochasz Mnie?
 Pro my, aby to pytanie przekona o nas,  e Jezus potrzebuje naszej mi

ci,

e mi

 do Jezusa jest mo liwa pomimo naszych ludzkich niewierno ci i grzechów.

Kiedy potykamy si  o nasze s abo ci, doznajemy pokusy, by uzna , i  jeste my niezdolni
i niegodni kocha  Jezusa; jeste my kuszeni, by s dzi , i  Jezus gardzi nasz  ubog  mi

ci

z powodu naszych grzechów — naszego zapierania si  Go. Nic bardziej fa szywego nie mo e
nam si  zdarzy . Pro my o g bok  wiar , i  Jezus dzi  potrzebuje naszej ubogiej mi

ci, tej

na któr  nas dzi  sta . Jezus potrzebuje jej nie tylko dla siebie samego, ale tak e dla innych.
Swoim Pa  baranki moje! zaprasza nas, aby my nasz ma  mi

ci  podzielili si  z tymi,

których On nam daje.

2. Pa  baranki moje

Kiedy Piotr wyzna  mi

 do Jezusa, w odpowiedzi us ysza : Pa  baranki moje. Zauwa my

owo moje. Mi

 do Jezusa jest konieczna, aby móc pa  baranki Jezusa. Baranki, które

powierza Jezus Piotrowi, nie nale  do Piotra, ale do Jego Mistrza.  w. Augustyn komentuj c
ten tekst Ewangelii stwierdza, i  Chrystus nie poleci by pa  baranków Piotrowi, gdyby on
nie wyzna  mi

ci. Mi

 do Jezusa jest gwarantem mi

ci do baranków. Jezus mówi

wyra nie: Zaprawd , zaprawd , powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bram ,
ale wdziera si  inn  drog , ten jest z odziejem i rozbójnikiem
 (J 10, 1).

Ka dy, kto próbuje kocha  i s

 bli nim, ale nie czuje si  kochany przez Jezusa i nie

odpowiada swoj  mi

ci  na Jego mi

, nie jest zdolny kocha  braci.

ba staje si  dla

niego okazj  do kradzie y. Je eli cz owiek nie kocha Jezusa, a usi uje s

 bli nim, wtedy

jego bli ni staj  si  jedynie ofiarami jego chciwego serca. Wówczas okrada tych, których
winien kocha  i którym winien s

. Duszpasterz s

c innym bez mi

ci do Jezusa

dzie wi za  ich najpierw z sob  samym, a nie z Bogiem. Autentyczno  naszej mi

ci do

bli nich sprawdza si  dopiero wówczas, kiedy bywa odrzucana, przekre lana i krzy owana na
wzór ukrzy owanej mi

ci samego Jezusa. Kiedy czujemy si  niedocenieni w naszej pracy

i wówczas 

ujemy czasu i trudu po wi conego dla bli nich, jest to znak, i  w naszej s

bie

background image

jeste my bardziej skoncentowani na swoich potrzebach, ni  na mi

ci bli niego i mi

ci do

Jezusa.

3. Zasmuci  si  Piotr

znowu, po raz drugi powiedzia  do niego: Szymonie, synu Jana, czy mi ujesz Mnie? Odpar
mu: Tak, Panie, Ty wiesz,  e Ci  kocham. Rzek  do niego: Pa  owce moje!
 Polskie

umaczenie rozwa anego tekstu nie oddaje dobrze orygina u greckiego. Zwracaj c si  do

Piotra drugi i trzeci raz, Jezus pyta go o coraz wi ksz  mi

. J zyki nowo ytne, tak e j zyk

polski, s  bardzo ubogie w poj cia oznaczaj ce mi

. Jednym poj ciem mi

 okre la si

ca  gam  do wiadczenia ludzkiego: od najsubtelniejszych do wiadcze  mistycznych a  po
zewn trzne, pozbawione mi

ci i odpowiedzialno ci, do wiadczenia seksualne. To ubóstwo

ownictwa jest bardzo znamiennie, bo chocia  ca a wspó czesna kultura mówi o mi

ci, to

jednocze nie brak jej poj

, aby opisa  to podstawowe do wiadczenie ludzkie. Staro ytny

zyk grecki by  bardziej subtelny. W drugim i trzecim pytaniu skierowanym do Piotra

zawiera si  pro ba o g bsz , pe niejsz  mi

.

Drugie pytanie stanowi pewne przej cie do pytania trzeciego, które wydaje si  by  zasadnicze
i centralne  w niniejszej Ewangelii. Powiedzia  mu po raz trzeci: Szymonie, synu Jana, czy
kochasz Mnie? 
Kiedy jednak Jezus po raz trzeci zapyta  Piotra o mi

,  w. Jan Ewangelista

zauwa

,  e pytanie to wprowadzi o Piotra w stan smutku: zasmuci  si  Piotr,  e mu po raz

trzeci powiedzia : Czy kochasz Mnie? I rzek  do Niego: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz,  e
Ci  kocham.
 Chrystus trzykrotnym pytaniem o mi

 sprawia ból swojemu uczniowi. Jezus

pytaj c Piotra trzy razy, przypomnia  mu trzykrotny upadek. Podobnie jak zapieranie si
Jezusa by o coraz g bsze, tak te  i coraz g bszej mi

ci domaga si  Jezus od swojego

ucznia. Za pierwszym razem Piotr jedynie prosto zaprzeczy : Nie znam tego cz owieka. Za
drugim razem wypar  si  Jezusa pod przysi

. Za trzecim pocz  si  zaklina  i przysi ga :

Nie znam tego Cz owieka. I w tej chwili kogut zapia . Wspomnia  Piotr na s owo Jezusa, który
mu powiedzia : Zanim kogut zapieje, trzy razy si  Mnie wyprzesz. Wyszed  na zewn trz
i gorzko zap aka 
 (Mt 26, 74–75).

Swoim potrójnym pytaniem Jezus daje Piotrowi  ask naprawienia grzechu. Pierwsz  reakcj
Piotra na otrzymany dar nie jest jednak rado , ale smutek. Jezus nie obawia si  przypomnie
Piotrowi jego grzechu, cho  wie,  e sprawi mu tym ból. Dlaczego? Poniewa  mi

 mo na

zbudowa  tylko na prawdzie. Ka de wyznanie mi

ci mo e by  prawdziwe tylko

w kontek cie g bokiego do wiadczenia w asnego grzechu. Kiedy brakuje  wiadomo ci

asnej s abo ci, wyznanie mi

ci staje si  jedynie pobo nym  yczeniem. Mi

 mo e by

budowana tylko na pe nej prawdzie o ludzkiej kondycji.

Wracaj c do wszystkich naszych grzechów, których dotykali my w tych rekolekcjach,
chciejmy przywo

 ów smutek i ból, jakie mog y w nas wywo

 poznane s abo ci. Je eli po

wielu latach ok amywania siebie poznajemy trudn  prawd  o nas samych, wówczas mo e
nam ona sprawi  ból. Jest to cz sto ból rozczarowania sob . W kontek cie tego smutku i bólu
chciejmy us ysze  pytanie skierowane ju  nie tylko do Piotra, ale tak e i do nas: Szymonie,
synu Jana, czy mi ujesz Mnie?

background image

Tym pytaniem Jezus zaprasza nas, aby my nie my leli najpierw o naszych grzechach i o bólu,
który one wywo uj , ale o Nim samym oraz o naszej mi

ci do Niego. Pytanie Jezusa:

Szymonie, synu Jana, czy mi ujesz Mnie? po czmy z pytaniem, które poleca nam  w. Ignacy
w

wiczeniach duchownychCo uczyni em dla Chrystusa? Co czyni  dla Chrystusa? I co

uczyni  dla Chrystusa?

Pro my o wewn trzne przekonanie, i  mo emy kocha  Jezusa pomimo naszych s abo ci.
Pro my tak e, by my przyj li pytanie Jezusa nie tylko jako zaproszenie, ale tak e jako
obietnic . Je eli bowiem czujemy si  niezdolni do mi

ci Jezusa, to ju  w samym pytaniu

otrzymujemy obietnic , i  On sam uzdolni nas do niej. Chrystus nie prosi by nas o co , czego
nie mogliby my spe ni . Tym pytaniem chce nam powiedzie , i  Mi

 jest w naszym  yciu

mo liwa. Chciejmy przyj  zatem to pytanie jako Jego wielki dar; dar, który otwiera nam
nadziej ; dar, który otwiera przed nami perspektywy.

Zasmuci  si  Piotr,  e mu po raz trzeci powiedzia : Czy kochasz Mnie? Z g bi swojego bólu
i smutku odpowiada: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz,  e Ci  kocham. Zauwa my g bi
bezradno ci Piotra, który w swej trzeciej odpowiedzi dodaje: Ty wszystko wiesz. Piotr zdaje
si  mówi : Ty znasz ca  moj  przesz

ci. Ty znasz moj  tera niejszo  i Ty znasz przecie

moj  przysz

.

Piotr odwo uje si  do ca ej wiedzy Jezusa o jego  yciu. Chrystus wie o nas wi cej, ni  my
sami o sobie. Jezus zna wszystkich i nie potrzebuje niczyjego  wiadectwa o cz owieku. Sam
bowiem wie, co w cz owieku si  kryje (por. J 2, 24–25). Jezus przenika nas g biej, ni
ktokolwiek inny. W obecnej medytacji powiedzmy Jezusowi razem z Piotrem: Panie, Ty mnie
znasz ca ego. Ty znasz nie tylko moje s abo ci, ale znasz tak e moje pragnienie Twojej
mi

ci. Kiedy Piotr po raz trzeci potwierdzi  swoj  mi

Panie, Ty wszystko wiesz, Ty

wiesz,  e Ci  kocham, Chrystus równie  po raz trzeci poleci  mu misj  pasienia baranków:
Pa  owce moje!

4. B dziesz dla Mnie cierpia

Dialog z Piotrem Jezus ko czy trudnymi s owami: Zaprawd , zaprawd  powiadam ci: Gdy
by

 m odszy, opasywa

 si  sam i chodzi

, gdzie chcia

. Ale gdy si  zestarzejesz,

wyci gniesz r ce swoje, a inny ci  opasze i poprowadzi, dok d nie chcesz. To powiedzia , aby
zaznaczy , jak

mierci  uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzek  do niego: Pójd  za Mn !

Chrystus pragnie powiedzie  Piotrowi: Je eli Mnie kochasz, b dziesz dla Mnie cierpia .
Cierpienie dla Jezusa jest najpe niejszym znakiem mi

ci do Niego. Je eli Mnie kochasz —

zdaje si  mówi  Jezus do Piotra — b dziesz robi  to, co Ja przygotowa em dla ciebie. Je eli
Mnie kochasz, pójdziesz za Moj  wol  tak e wtedy, kiedy b dzie ona sprzeczna z twoj  wol .
Pójdziesz za Mn  tak e wówczas, kiedy b dzie to przeciwko twojej mi

ci  wiatowej

i cielesnej.

Mi

 do Jezusa sprawdza si  w 

codziennym przyjmowaniu trudno ci, problemów;

w codziennym zmaganiu  si   z w asn   s abo ci ;  w codziennym  przyjmowaniu  w asnych
ludzkich ogranicze . Mi

 do Jezusa sprawdza si  w na ladowaniu Go w d wiganiu krzy a:

background image

znoszeniu  wszystkich  krzywd  i 

wszelakiej  zniewagi  i 

we  wszelkim  ubóstwie,  tak

zewn trznym jak i duchowym, je li tylko naj wi tszy Majestat Twój zechce mi  wybra
i przyj

 do takiego rodzaju i stanu  ycia ( D, 98).

Piotr zapar  si  Jezusa z l ku przed cierpieniem. Nie rozumia  jednak wówczas mi

ci

Jezusa. Polega  bardziej na sobie ni  na niej. Teraz cierpienie nie przera a ju  Piotra. Czuje
bowiem w sobie si  do d wigania krzy a. Jego si  jest jego mi

 do Mistrza. To mi

daje odwag . W klimacie przed

onej modlitwy tych rekolekcji dostrzegamy g bi  naszej

abo ci, rozliczne poranienia. Aby temu wszystkiemu stawi  czo a, trzeba b dzie cierpie .

Uzdrowienie wewn trzne jest dzisiaj modnym s owem. Ale uzdrowienie wewn trzne
przychodzi jako owoc oddania si  Bogu. Je eli szukaliby my uzdrowienia dla niego samego,
wówczas ono nigdy nie przyjdzie. Uzdrowienie to owoc przyj tej mi

ci Jezusa i owoc

naszej odpowiedzi mi

ci  na mi

. Cz owiek bywa uzdrowiony po drodze — id c do

Boga, powierzaj c si  Bogu. Je eli szukamy uzdrowienia po to, aby ju  nigdy nie cierpie ,
ono nigdy nam si  nie przydarzy. B dziemy jedynie jeszcze bardziej skoncentrowani na
naszym cierpieniu. To wraz z powierzeniem swojego  ycia Jezusowi przychodzi uspokojenie
wewn trzne. Jest to wówczas dar Jezusa. W 

zako czeniu medytacji przeprowad my

rozmow , dialog, na wzór dialogu Jezusa z Piotrem. Chciejmy ws ucha  si  w pytanie Jezusa
i chciejmy te  udzieli  takiej odpowiedzi, jak  podyktuje nam nasze serce.

XVI. ZRÓBCIE WSZYSTKO, COKOLWIEK WAM POWIE MÓJ SYN

Trzeciego dnia odbywa o si   wesele  w Kanie Galilejskiej i by a tam Matka Jezusa.
Zaproszono na to wesele tak e Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrak o wina, Matka Jezusa
mówi do Niego: Nie maj  ju  wina. Jezus Jej odpowiedzia : Czy  to moja lub Twoja sprawa,
Niewiasto? Czy  jeszcze nie nadesz a godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedzia a do s ug:
Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Sta o za  tam sze  st gwi kamiennych
przeznaczonych do  ydowskich oczyszcze , z których ka da mog a pomie ci  dwie lub trzy
miary. Rzek  do nich Jezus: Nape nijcie st gwie wod ! I nape nili je a  po brzegi. Potem do
nich powiedzia : Zaczerpnijcie teraz i zanie cie staro cie weselnemu! Oni za  zanie li. A gdy
starosta weselny skosztowa  wody, która sta a si  winem — nie wiedzia  bowiem, sk d ono
pochodzi, ale s udzy, którzy czerpali wod , wiedzieli — przywo

 pana m odego i powiedzia

do niego: Ka dy cz owiek stawia najpierw dobre wino, a gdy si  napij , wówczas gorsze. Ty
zachowa

 dobre wino a  do tej pory. Taki to pocz tek znaków uczyni  Jezus w Kanie

Galilejskiej. Objawi  swoj  chwa  i uwierzyli w Niego Jego uczniowie (J 2, 1–11).

Obraz w obecnej medytacji: Przywo ajmy w pami ci dobrze nam znany i bliski naszemu
sercu obraz Matki Naj wi tszej.

background image

Pro ba o owoc rozmy lania: B dziemy prosi , aby my odkryli Maryi  jako wzór naszego
zawierzenia Jezusowi.

1. Zaproszono tak e Jezusa

Zauwa my,  e na wesele w Kanie Galilejskiej zaproszono najpierw Maryi . A poniewa  by a
ju  Maryia, Matka Jezusa, zaproszono tak e Jezusa i Jego uczniów. Jezus na weselu w Kanie
Galilejskiej zosta  zaproszony jako drugi. W ludzkim porz dku syn stoi zawsze na drugim
miejscu. Pierwsza jest matka. W ludzkim porz dku Jezus znajduje si  nie tylko na drugim, ale
wr cz na ostatnim miejscu. Jezus staje si  s ug  Jahwe. Zajmuje ostatnie miejsce — krzy ,
miejsce przest pcy odrzuconego przez spo ecze stwo i ukrzy owanego poza murami miasta.
W ten sposób Jezus ukazuje nam,  e celem ludzkiego  ycia nie jest bynajmniej bycie
pierwszym w hierarchii spo ecznej, wyprzedzanie innych w d eniu do ludzkiej chwa y. Syn
Bo y zajmuje ostatnie miejsce, aby da  nam wzór najwy szej pokory.

W Li cie do Filipian  w. Pawe  ukazuje pokor  Syna Bo ego: On, istniej c w postaci Bo ej,
nie skorzysta  ze sposobno ci, aby na równi by  z Bogiem, lecz ogo oci  samego siebie,
przyj wszy posta  s ugi, stawszy si  podobnym do ludzi. A w zewn trznym przejawie, uznany
za cz owieka, uni

 samego siebie, stawszy si  pos usznym a  do  mierci — i to  mierci

krzy owej (Flp 2, 6–8). Wiele naszych cierpie  wynika z tego, i  ulegamy pysze: chcemy
wyprzedzi  innych, zrealizowa  nasze nierealne d enia, poddajemy si  manii w asnej
wielko ci. Jezus zajmuj cy ostatnie miejsce ukazuje nam, i  rezygnacja z tego, co przerasta
nasze si y
 jest  ród em  adu i pokoju wewn trznego, prowadzi do dzieci cego zaufania Bogu
oraz do nadziei odt d i a  na wieki (por. Ps 131).

2. Nie maj  ju  wina

 Na weselu w Kanie Galilejskiej Maryia jest obecna w sposób bardzo dyskretny. Nie robi nic
nadzwyczajnego, ale dyskretnie czuwa. Kiedy zabrak o wina, natychmiast odkrywa t

opotliw  sytuacj  i mówi do Jezusa: Nie maj  ju  wina. S owa te wydaj  si  by  jedynie

prost  uwag  uwa nego cz owieka. S  wyrazem wspó czucia Maryi, jak i bardzo subtelnie
wyra on  pro

 do Jezusa. Maryia obecna jest w naszym ludzkim  yciu przede wszystkim

jako Matka czuwaj ca. Na tym w

nie polega rola matki. Dobra matka nie dyryguje

dzieckiem, nie rozkazuje, nie narzuca mu czegokolwiek, ale jest obecna, czuwa, wychodzi
naprzeciw.

Pro my, aby my odkryli w naszym  yciu Maryi  przede wszystkim jako czuwaj

, troskliw

i dyskretn  Matk . Do wiadczenie Jej obecno ci mo e by  dla nas  ród em poczucia
bezpiecze stwa,  ród em niezwyk ej si y,  ród em nieustannego pocieszenia. W czuwaj cej
obecno ci ods ania si  przede wszystkim cz owiecze stwo Maryi. Maryia jest
najpi kniejszym cz owiekiem. Zosta a nam dana jako doskona y wzór cz owiecze stwa,
ukszta towany na wzór Boga–Cz owieka. Pro my w tej medytacji, aby cz owiecze stwo
Maryi by o dla nas zwierciad em dla naszego bycia cz owiekiem. Maryia, Uzdrowienie
chorych, udziela wewn trznego uleczenia zranie  naszego cz owiecze stwa.

background image

Nie maj  ju  wina — mówi Maryia. Ale wino nie jest konieczne do  ycia. Bez wina mo na

. Jednak brak wina na weselu, to brak rado ci. W Biblii wino symbolizuje rado . Maryia

wra liwa na potrzeby cz owieka, ukazuje swojemu Synowi to wszystko, co cho by
w najmniejszym stopniu cz owieka smuci, przygn bia, co odbiera mu rado

ycia. Maryia

nie zaradza jednak ludzkim potrzebom, ludzkiej biedzie, ale przedstawia je Jezusowi. Ona
prowadzi zawsze do Jezusa.

W rozwa anej Ewangelii odnajdujemy wzór prawdziwej pobo no ci maryjnej. Niezdrowa
pobo no  maryjna zawsze zawiera l k, który zadaje pytanie, kto stanowi wa niejszy punkt
odniesienia
 w naszej modlitwie: Maryia czy Jezus. Tak zadane pytanie jest b dne, poniewa
przenosi do nieba nasze wewn trzne konflikty. Kryje si  w tym ludzkie rozumowanie, które
ujawnia nasze obawy i l ki. Maryia nigdy nie zagra a chrystocentryzmowi naszej pobo no ci.
Ani te  chrystocentryzm nie zagra a mariologicznemu wymiarowi naszej modlitwy. Tam
gdzie jest Maryia, tam zawsze jest obecny Jezus. A tam gdzie jest obecny Jezus, tam zawsze
jest obecna Jego Matka. Maryia prowadzi do Jezusa.

Jednym z wa nych kryteriów autentycznej pobo no ci chrze cija skiej jest w

nie zdrowo

rozumiana obecno  Maryi. Matka Jezusa czuwa w sposób cichy, dyskretny zarówno w  yciu
Jezusa, jak równie  i w naszym  yciu. Tak e w taki sposób dyskretny Maryia ukryta jest
w Ewangeliach. Pojawia si  przy Jezusie w najwa niejszych dla Niego momentach.

3. Czy  to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?

Nie maj  ju  wina — mówi Maryia do Jezusa. Jezus odpowiada jej w sposób bardzo trudny,

wr cz niezrozumia y. Odpowied , jak  Syn daje Matce w Kanie Galilejskiej jest jednym
z najtrudniejszych fragmentów Ewangelii  w. Jana. Egzegeci nie s  w stanie odda  go
w sposób jednoznaczny. St d te  istniej  ró nice w interpretacjach.

Oto t umaczenie z pierwszego wydania Biblii Tysi clecia: Czy  to moja lub Twoja sprawa,
Niewiasto? Czy  jeszcze nie nadesz a godzina moja?
 Bardzo trudno zrozumie , co t umacz
chcia  nam przez to powiedzie . Nie wydaj  si  jednak rzecz  konieczn  zbyt g bokie
rozwa ania intelektualne nad tym, co Jezus chcia  powiedzie  Maryi. Te trudne s owa
mo emy uzna  wprost za opatrzno ciowe. Pokazuj  nam, i  to, co dzieje si  pomi dzy
Maryi  a Jezusem, ogarnia tajemnica, do której nie mamy pe nego dost pu. Nie jeste my
w stanie do ko ca zrozumie  istoty wi zi, istoty dialogu Matki i Syna.

Nierzadko nasze interpretacje wi zi pomi dzy Maryi  i Jezusem naznaczone s  nasz , nie
zawsze dojrza , emocjonalno ci . Trzeba by  bardzo ostro nym, aby w asnych potrzeb
i pragnie  uczuciowych nie przerzuca  na zwi zek Maryi i Jezusa. Jezus rozmawia z Maryi
w sposób wymagaj cy. Tak rozmawia  ju  jako Dwunastoletni ch opiec. S owa dorastaj cego
Syna by y tak trudne, i  Ewangelista  ukasz zaznacza,  e Oni, to znaczy Maryia i Józef, nie
zrozumieli tego, co chcia  im powiedzie . Tak e w Kanie Galilejskiej odnajdujemy t  sam
trudn  mow  Jezusa.

background image

Mi

 nie wyra a si  najpierw w jakim

tanim sentymentalizmie,  w tworzeniu mi ego

nastroju emocjonalnego, który unika jakichkolwiek trudno ci i konfliktów. Mi

 Maryi do

swojego Syna jest bardzo pokorna i cierpliwa. Nie szuka poklasku, nie unosi si  pych  (...) nie
szuka swego, nie unosi si  gniewem, nie pami ta z ego; (...) lecz wspó weseli si  z prawd .
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pok ada nadziej , wszystko przetrzyma
 (1
Kor 13, 4–7). Maryia pok ada nadziej  w swoim Synu wbrew Jego pozornej odmowie.

naszym  dialogu  z Jezusem  nie  chodzi  najpierw  o to,  aby  Go  dobrze  rozumie

intelektualnie. Chodzi raczej o to, aby Mu zaufa . Wraz z zaufaniem stopniowo przychodzi
tak e i zrozumienie.

4. Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie mój Syn

 W tej trudnej, niezrozumia ej sytuacji, Maryia — podobnie zreszt  jak kobieta kananejska
(por. Mt 15, 22) — znajduje

ciwe wyj cie: sama ca kowicie ufa i zach ca innych do

ca kowitego zaufania: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie mój Syn. Zauwa my w tym
jednym zdaniu dwa wyra enia, które podkre laj  wielko  zaufania Maryi: zróbcie wszystko
zróbcie cokolwiek. Tym jednym zdaniem Maryia otwiera nam drog  do absolutnego
zaufania Jej Synowi. Zdanie to stanowi sedno pobo no ci maryjnej.

W naszych modlitwach mamy zwyczaj zwraca  si  do Maryi z bardzo ró nymi pro bami.
Przedstawiamy Jej wszystkie nasze trudno ci, k opoty, problemy: nasze z e samopoczucie,
potrzeby materialne, choroby, konflikty mi dzyludzkie, sytuacje zagubienia itd. Maryia
z ca ym zaufaniem przyjmuje to i ofiaruje swojemu Synowi. Przedstawianie naszych potrzeb
Maryi jest dobrze osadzone w duchu Ewangelii o cudzie w Kanie Galilejskiej. Ale kiedy my
prosimy Maryi  o cokolwiek, Ona równie  kieruje do nas pro

Zróbcie wszystko,

cokolwiek wam powie mój Syn. Nasza rozmowa z Maryi  jest cz sto wymian  pró b. To, co
chcemy uzyska  od Maryi, musi by  zawsze zgodne z wol  Jej Syna i w

nie dlatego Maryia

mówi — prosi: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie mój Syn.

W obecnej medytacji chciejmy z wielkim zaufaniem i z wdzi czno ci  przyj

 s owa Maryi

powiedziane do s ug. One streszczaj  bowiem ca  duchowo  chrze cija sk . Pro my,
aby my przyj li te s owa jako b ogos awie stwo Maryi na nasz  drog

ycia. Zróbcie

wszystko, cokolwiek wam powie mój Syn — to jedno zdanie streszcza wszystko, co chce nam
powiedzie  Maryia. Wyznacza zasadnicze kryterium rozwi zywania wszystkich naszych
ludzkich problemów. Tu znajdujemy rozwi zanie wszystkich naszych trudno ci, zagubie ,
zranie , uwik

, konfliktów wewn trznych, konfliktów z innymi. Istot

ycia duchowego

jest s uchanie Jezusa i robienie tego, co On nam ka e.

Co ka e robi  Chrystus s ugom na weselu w Kanie Galilejskiej? Chocia  na sto ach
weselnych brakuje wina, On poleca nosi  wod . Jezus cz sto ka e nam robi  rzeczy na
pierwszy rzut oka
 dla nas niezrozumia e, niepotrzebne, trudne i wymagaj ce. Jezus daje cz sto
polecenia — zdawa  by si  mog o — nielogiczne z punktu widzenia ludzkiego. Takim te
mog o si  wyda  polecenie dane s ugom. Sta o za  tam sze  st gwi kamiennych
przeznaczonych do  ydowskich oczyszcze , z których ka da mog a pomie ci  dwie lub trzy
miary. Rzek  do nich Jezus: Nape nijcie st gwie wod ! I nape nili je a  po brzegi.

background image

Jeste my nieraz tak rutynowo os uchani z Ewangeli  od samego dzieci stwa,  e nawet
najciekawsze jej fragmenty nie robi  na nas wi kszego wra enia. Ci

e s uchanie tego

samego wydaje nam si  ma o interesuj ce. Ewangelia nas ju  nieraz nie dziwi. Wszystko
wydaje si  jasne i proste. Trzeba nam wewn trznej troski, wysi ku duchowego, aby móc
odzyska

wie

 umys u  i wie

 serca, dzi ki którym b dziemy mogli odkrywa

nieustannie nowo  Ewangelii.

Ewangelie opisuj  bardzo du o trudnych, niezrozumia ych i zadziwiaj cych zachowa  Jezusa.
Maryia mówi: Nie maj  ju  wina, a Jezus wydaje polecenie: Nape nijcie st gwie wod ! Na
sto ach brakuje wina, a Jezus ka e nosi  wod . Ka e nosi  du o wody. Sze  st gwi
kamiennych, jak obliczyli egzegeci, mog o pomie ci  oko o 600 litrów wody. Nakaz Jezusa
móg  wzbudzi  opór s ug. Mogli oni upomina  Jezusa: Na sto ach nie brakuje wody. Na
sto ach brakuje wina. Po co tyle wody?
 Ale s udzy pos uszni Maryi nape nili je a  po brzegi.
Potem Jezus powiedzia  do s ug: Zaczerpnijcie i zanie cie staro cie weselnemu! Ci za
zanie li.
 Nakaz Jezusa, aby zanie  g ównemu gospodarzowi wesela wlan  do st gwi wod ,
móg  wywo

 w s ugach ponowny sprzeciw: Przecie  na sto ach nie brakuje wody. Na

sto ach brakuje wina. Jezus nie t umaczy si  jednak przed s ugami z dokonanego cudu
przemiany wody w wino. Bóg nie t umaczy si  przed cz owiekiem ze swoich planów
i zamiarów. Bóg umaczy si  przed cz owiekiem swoj  niesko czon  mi

ci  do niego. Bóg

najpe niej wyt umaczy  si  przed cz owiekiem w swoim Synu Jezusie Chrystusie.

Pro my o pe ne wiary, zaufania i uleg

ci pos usze stwo Jezusowi, które pozwoli nam

przezwyci

  ciekawo   intelektualn ,  niepokój  o przysz

  wynikaj

  z zagubienia

wewn trznego. Pro my tak e, aby trudne s owa Jezusa demaskowa y nasz  niewiar , aby
stawa y si  dla nas wezwaniem do wi kszego otwarcia na Jego S owo.

5. Praca cz owieka i moc Jezusa

Mogliby my zapyta : dlaczego Jezus kaza  nosi  wod  s ugom? Czy nie móg  zrobi
dodatkowego ma ego cudu, by woda sama znalaz a si  w st gwiach? Mo emy te  pyta , po
co w ogóle Jezus poleci  nosi  wod . Przecie  móg  bez wody nape ni  st gwie winem. Cud
przemiany  wody  w wino,  który  w tej  Ewangelii  symbolizuje  wewn trzn   przemian
cz owieka, wymaga dwóch rzeczywisto ci: zwyczajnej ludzkiej pracy i cudownej mocy
Jezusa. Aby nasze  ycie mog o posiada smak dobrego wina, konieczna jest najpierw nasza
ludzka praca — praca wytrwa a i cierpliwa. Ale ludzka praca sama w sobie jest tylko wod .
Cz owiek mo e jedynie nosi  wod . Nie potrafi jej jednak przemieni  w wino. By ludzka
praca sta a si  winem, potrzebne jest nasze zaufanie w moc Jezusa.

Nieraz z niepokojem pytamy, co jest wa niejsze w naszym  yciu: ludzka praca, czy moc
Jezusa. Pytanie to jest jednak pozbawione sensu. Zadawanie go  wiadczy o braku harmonii
w naszym  yciu duchowym
.  w. Ignacy sformu owa  pi kne zdanie ukazuj ce konieczno
równowagi i harmonijnej integracji pomi dzy ludzk  prac  i zaufaniem w moc Jezusa: Ufaj
Bogu tak, jakby ca e powodzenie spraw zale

o wy cznie od Niego; tak jednak dok adaj

wszelkich stara , jakby  ty sam mia  wszystko zdzia

, a Bóg nic zgo a. Jezus nie zast puje

cz owieka  w jego wysi ku, pracy i zaanga owaniu. Tam,  gdzie prac  mo e  wykona

background image

cz owiek, Jezus zostawia mu pole dzia ania. Cuda Jezusa nie s  sztuczkami, dzi ki którym
mo emy 

atwiej, wygodniej i przyjemniej. Cud przemiany wewn trznej wymaga

wielkiego wysi ku cz owieka.

Nasza modlitwa, posty, dawane ja mu ny, pobo na lektura, zaanga owanie w korzystanie
z sakramentów  wi tych, rozmowy z kierownikiem duchowym — to wszystko jest tylko
ludzk  prac . By aby ona bezowocna, gdyby zabra o w niej mocy Jezusa. Nasza praca staje
si

ród em przemiany wewn trznej dzi ki temu,  e towarzyszy nam  aska Jezusa, Jego

Boska moc, Jego Boskie mi osierdzie. Pracuj c, zmagaj c si  z sob , trzeba jednocze nie
wszystko powierzy  mocy Jezusa.

Zauwa my w tej Ewangelii prost  zale no  pomi dzy ilo ci  przyniesionej wody przez s ugi
i otrzymanego wina po jej przemienieniu. Ile by o w st gwiach wody, tyle Jezus przemieni
w wino. Je eli ca ymi nieraz latami w naszym  yciu duchowym niewiele si  dzieje, je eli nie
wzrastamy wewn trznie, to by  mo e dlatego,  e brakuje naszego pe nego zaanga owania,
naszej pracy, naszego wysi ku — hojnego i wytrwa ego noszenia wody. Cz sto Jezus nie
mo e w naszym  yciu dokona  przemiany wody w wino, poniewa  brakuje wody. Jezus
potrzebuje naszej pracy, naszego wysi ku, naszego zaanga owania, aby móg  nas przemieni .

Zauwa my jeszcze i ten fakt, i  tylko ta woda staje si  winem, która zosta a przyniesiona
z polecenia Jezusa, na Jego wyra ne  yczenie, na Jego rozkaz. Ten fakt pozwala nam lepiej
zrozumie ,  e moc przemiany wewn trznej nie le y w wysi ku cz owieka, w jego pracy
i trudzie, ale w powierzeniu si  mocy Jezusa. Pro my w tej medytacji, by my uczyli si
harmonijnego  czenia naszej ludzkiej pracy i mocy Jezusa. Pro my tak e, aby my nie
zrzucali na Jezusa tej pracy, któr  sami winni my wykona . Pro my jednocze nie, by my nie
usi owali sami robi  tego, co mo emy otrzyma  tylko od Jezusa jako Jego  ask .

6. Czas wskazany przez Jezusa

Rozwa ana Ewangelia nic nam nie mówi o tym, kiedy woda sta a si  winem: czy wówczas,
gdy wlewano j  do st gwi, czy te  w momencie, kiedy s udzy czerpali i zanosili na sto y.
Jedno jest pewne. Do st gwi noszono wod , a starosta weselny pi  ju  wino. Ta niewiadoma
jest pi knym symbolem, który przestrzega nas przed swoistym czyhaniem na cud przemiany
wewn trznej. Cud ten nadchodzi w czasie wskazanym przez Jezusa. Cud, ka dy cud,
dokonuje si  na  yczenie Jezusa i z Jego Boskiej inicjatywy. Kto czyha na cud, ten go nie
do wiadcza.

Kiedy w naszych zmaganiach wewn trznych oraz w podejmowanych praktykach duchowych

ymy tylko do tego, aby mniej cierpie  i poczu  si  lepiej, wówczas taka praca nad sob

mo e sprawi , i  b dziemy jeszcze bardziej kr ci  si  wokó  siebie. Na cud przemiany trzeba
nam czeka  cierpliwie i z ufno ci .

Bywa nieraz tak, i  d ugo  yjemy w jakiej  oboj tno ci wobec Boga, w lekcewa eniu
Ko cio a, skoncentrowani tylko na sobie i swoich ziemskich sprawach. Nagle pod wp ywem
jakich  trudnych, dramatycznych do wiadcze

yciowych dokonuje si  w nas pewien prze om

background image

wewn trzny. Zaczynamy rozumie  bezsens takiego  ycia. Wówczas rodzi si  w nas jakie
zniecierpliwienie wobec Boga. 

damy od Niego cudownej przemiany ca ego  ycia w jednym

momencie.  W jednej chwili chcieliby my pozby  si  starych przyzwyczaje  i osi gn
duchowe szczyty. Ale Pan Bóg, najlepszy Pedagog, ka e nam nieraz pokornie i d ugo czeka .
Czyhanie na cud przemiany mo e  atwo sta  si  prób  manipulowania Jezusem i Jego wol .
W  yciu duchowym trzeba nam nosi  wod  i cierpliwie czeka  na interwencj  Jezusa. Cud
przemiany wewn trznej przyjdzie w momencie, kiedy przestaniemy ju  na niego czeka .

Najwi kszym za cudem przemiany jest zapomnienie o sobie samym. Kiedy zrezygnujemy
z czyhania na pokój wewn trzny, na rado

ycia, na ludzkie szcz cie, kiedy zrezygnujemy

z szukania ludzkiego zrozumienia, akceptacji i mi

ci, otrzymujemy je w darze. Szukajcie

najpierw Królestwa niebieskiego, a wszystko inne b dzie wam przydane.

gdy starosta weselny skosztowa  wody, która sta a si  winem, nie wiedzia  bowiem sk d ono
pochodzi, ale s udzy którzy czerpali wod  wiedzieli, przywo

 pana m odego i powiedzia  do

niego: Ka dy cz owiek stawia najpierw dobre wino, a gdy si  napij , wówczas gorsze. Ty
zachowa

 dobre wino a  do tej pory. Bóg ofiaruje nam zawsze to, co dla nas jest najlepsze.

Jezus mo e zachowa  nasze  ycie, mo e udzieli  nam poczucia sensu,  adu i harmonii. On
mo e da  nam wewn trzn  rado  i pokój. Mo e nam je ofiarowa  tak e wówczas, kiedy

 przed nami pi trzy  si  trudno ci, kiedy b dziemy opadali z si .

W zako czeniu tej modlitwy pro my Matk  Naj wi tsz , aby by a patronk  szukania Jezusa,
naszego otwierania si  na Niego. Pro my, aby pokaza a nam, w jaki sposób powierza  Mu
nasze  ycie, otwiera  si  na Jego S owo. Przyjmijmy z wdzi czno ci  Jej s owa: Zróbcie
wszystko, cokolwiek wam powie
 mój Syn jako Jej  yczenie, Jej dobre s owo, jako

ogos awie stwo na nasz  drog

ycia.

XVII. SAKRAMENT POJEDNANIA

Spowied , sakrament pokuty jest nazwany przez odnowion  liturgi  równie  sakramentem
pojednania. Ko ció  pragnie w ten sposób podkre li jednanie, nawi zywanie wi zi cz owieka
z Bogiem, dokonuj ce si  poprzez ten sakrament; pokuta bowiem zmierza ostatecznie do
tego, aby my ukochali Boga i ca kowicie si  Jemu powierzyli
 (Pawe  VI).

Spowied  stanowi dla wielu z 

nas cz st  praktyk , st d te  nara ona jest ona na

niebezpiecze stwo przyzwyczajenia, rutyny, formalizmu. Sakramentu pokuty nie mo emy
traktowa  jak jednego z wielu  wicze  duchownych. Sakrament to znak dany przez samego
Chrystusa, poprzez który Bóg dotyka cz owieka w sposób rzeczywisty. Sakrament pojednania
to droga do Ojca, wyznaczona przez samego Jezusa. St d te  kroczenie t  drog  wymaga od
nas wra liwo ci serca przepe nionego wiar .

background image

1. Wychowanie do sakramentu pojednania

W wychowywaniu cz owieka do dojrza ej  wiary brakuje cz sto rozwoju w ukazywaniu
sakramentu pokuty. Mo e najwi cej uwagi po wi ca si  spowiedzi w czasie przygotowania
dziecka do pierwszej Komunii  w. Jednak dziecko 9–10–letnie nie potrafi zrozumie  ca ego
misterium dokonuj cego si  w wykonywanych obrz dach. Wielu zatrzymuje si  na tym
etapie.

Sakrament pokuty, jak wszystkie inne prawdy wiary, powinien by  ukazywany ci gle na
nowo  w kolejnych  etapach  osobowego  rozwoju  cz owieka:  w dzieci stwie,  w okresie
dojrzewania,  w wieku m odzie czym,  w wieku doros ym. Je eli cz owiek nie odkryje
warto ci tego sakramentu w kolejnych etapach osobowego rozwoju, to wychodz c z okresu
dzieci stwa przestanie go praktykowa  uznaj c go za relikt przesz

ci albo te  b dzie si

ca e  ycie spowiada  w sposób infantylny. Ka da nowa sytuacja egzystencjalna, nowe
warunki  ycia, nowe obowi zki, nowe trudno ci, nowe niebezpiecze stwa i pokusy, nowe
grzechy, wymagaj  nowego podej cia do sakramentu pokuty. W nowej sytuacji  yciowej
cz owiek musi jakby na nowo odkry  warto  i znaczenie spowiedzi  wi tej. Spowied  mo e
sta  si  ogromn  pomoc  w osobowym wzro cie cz owieka i przyczyni  si  bardzo do jego
wyrobienia wewn trznego (por. Vaticanum II, Christus Dominus).

2. Czym jest sakrament pojednania?

Winni my mie

wiadomo  niebezpiecze stwa traktowania sakramentu pokuty przede

wszystkim w kategoriach wy cznie prawnych. Podej cie jurydyczne do spowiedzi nie nale y
do rzadko ci.

Spowied  nie jest przede wszystkim praktyk , dzi ki której mo emy uwolni  si  od winy,
zrzuci  ci ar w asnych grzechów, wymaza  brudy sumienia i w ten sposób zdoby
upragnion  czysto  duszy. Sakrament pokuty nie jest te  tylko naprawianiem pope nionych

dów, by by  w porz dku przed Bogiem.

Czym jest zatem sakrament pojednania? Jest przede wszystkim osobowym spotkaniem
mi osiernego Boga z prosz cym o przebaczenie grzesznikiem. Zrzucenie ci aru w asnych
grzechów, uwolnienie si  od winy, czysto  sumienia s  nie tylko owocem naszego dzia ania
(wyznania grzechów,  alu za nie i postanowienia poprawy), ale g ównie owocem dzia aj cego
mi osierdzia Bo ego. Ci, którzy przyst puj  do sakramentu pokuty, otrzymuj  od mi osierdzia
Bo ego przebaczenie zniewagi wyrz dzonej Bogu i jednocze nie dost puj  pojednania
z Ko cio em
 (Vaticanum II, Lumen gentium). Nasze ludzkie dzia anie w sakramencie pokuty
polega na otwieraniu si  na mi osierdzie Boga.

3. Podej cie jurydyczne do spowiedzi

W jurydycznym podej ciu do sakramentu pokuty Bóg traktowany jest przede wszystkim jako
Prawodawca i

dzia Sprawiedliwy, który za dobre wynagradza a za z e karze. Jest to bardzo

uproszczony obraz Boga, podobny do s dziego zasiadaj cego w trybuna ach ludzkich, gdzie

background image

nie panuje mi osierdzie, ale wierno  prawu. W jurydycznym podej ciu do spowiedzi
cz owiek traktuje samego siebie jak istot  poddan  prawu, które go obowi zuje i z którego
rozlicza go Bóg–S dzia. Grzech za  w podej ciu jurydycznym, to  wiadome i dobrowolne
przekroczenie przykazania Boskiego lub ko cielnego, które domaga si  naprawienia.
Zasadnicz  wi zi  pomi dzy Bogiem a cz owiekiem jest w takim wypadku prawo oraz
nagroda lub kara przewidziana przez prawo.

W jurydycznym podej ciu sakrament pokuty jawi si  przede wszystkim jako s d, w którym
grzesznik jest oskar onym a kap an s dzi  w zast pstwie Pana Boga. W tym modelu nie
akcentuje si  w jaki  szczególny sposób mi

ci i mi osierdzia Bo ego, ale przede wszystkim

zadanie wyznaczone cz owiekowi–stworzeniu przez Boga–Stwórc  oraz prawno–moraln
odpowiedzialno  przed Nim.

Jurydyczne traktowanie grzechu i sakramentu pokuty akcentuje przede wszystkim zakaz
i nakaz zawarty w przykazaniach, st d te  przykazania s  odbierane jako normy ograniczaj ce
ludzk  wolno . Kto z o stale przedstawia jako naruszenie rozkazu, sprawia,  e opór
przeciwko rozkazowi b dzie odczytywany jako akt wyzwolenia
 (J. Guitton).

Podej cie jurydyczne do grzechu i sakramentu pokuty rodzi si  z traktowania prawa Bo ego

ko cielnego  jako rzeczywisto ci autonomicznej, pochodz cej  wprawdzie od Boga

bezpo rednio lub po rednio, ale stawianej niemal e na równi z Nim samym.

4. Podej cie osobowe

Mo na sformu owa  tez ,  e w grzech oraz w zbawcz  rol  sakramentu pokuty uwierzymy
w tym  dniu,  w którym  uwierzymy  w mi

  oraz  w prawd ,  e  mi

  jest  Osob  (A.

Skowronek). W podej ciu osobowym do grzechu i sakramentu pokuty do wiadczamy Boga
przede wszystkim jako Osob , a raczej jako wspólnot  Osób: Ojca, Syna i Ducha  wi tego,
zwi zanych ze sob  wzajemn  mi

ci . Bóg jest mi

ci  (1 J 4, 16) — to Janowe wyznanie

nie podaje wprawdzie definicji Boga, ale ukazuje najwa niejszy przymiot Pana Boga — Jego
mi

.

W osobowym podej ciu do grzechu i sakramentu pokuty cz owiek traktowany jest jako osoba
— istota stworzona z mi

ci i przeznaczona do mi

ci. Zasadnicz  wi zi  cz owieka

z Bogiem staje si  mi

. Cz owiek bowiem wezwany jest, aby w czy  si  we wspólnot

mi

ci Trójcy  wi tej: Je li Mnie kto mi uje, b dzie zachowywa  moj  nauk , a Ojciec mój

umi uje go i przyjdziemy do niego i b dziemy u niego przebywa  (J 14, 23).

Grzech w podej ciu osobowym oznacza przede wszystkim zerwanie, czy te  naruszenie
synowskiej wi zi, któr  sam Bóg ustanowi  pomi dzy sob  a 

cz owiekiem. Nasze

do wiadczenie grzechu uzale nione jest  ci le od dialogu z Bogiem jako Osob . Im g bszy
jest ten dialog, tym wi ksza  wiadomo  grzechu. Spowied  za  w uj ciu osobowym jest
znakiem, poprzez który cz owiek–grzesznik upewnia si  o swoim powrocie do Boga,
przyjmuje Jego mi

, aby móc 

 nadal w intymnej za

ci z Nim.

background image

5. Podej cie prawne a podej cie osobowe do sakramentu pojednania

Charakterystyka tych dwu sposobów podej cia do grzechu i sakramentu pokuty nie ma na
celu przeciwstawiania ich sobie. Nie mo emy powiedzie ,  e podej cie prawne jest fa szywe,
a tylko podej cie osobowe jest prawdziwe. Chodzi o w

ciw  hierarchi  pomi dzy nimi.

Podej cie prawne podkre la przede wszystkim spojrzenie cz owieka–grzesznika na swoj
win  i konieczno  zado uczynienia za ni , natomiast podej cie osobowe zatrzymuje si
najpierw na spojrzeniu Boga na grzesznika oraz na ofiarowanym mu pojednaniu w Jezusie
Chrystusie.

Podej cie osobowe winno by  traktowane jako zasadnicze i pierwszorz dne, natomiast
podej cie jurydyczne jako dope niaj ce. Jezus nie ukazuje nam Boga przede wszystkim jako
Prawodawc   i S dziego, ale jako przebaczaj cego Ojca, który z otwartymi ramionami
przyjmuje powracaj cego grzesznika. Dok adna analiza oraz g boka modlitewna
kontemplacja przypowie ci o synu marnotrawnym mo e by  doskona ym lekarstwem dla
tych, którzy akcentuj c podej cie jurydyczne do grzechu i sakramentu pokuty nie mog
wyzwoli  si  z parali uj cego ich l ku przed Bogiem jako S dzi .

Podej cie osobowe do grzechu i sakramentu pokuty przy zachowaniu ram prawnych
ustanowionych przez Ko ció  stawia nam znacznie wi ksze wymagania ni  samo podej cie
prawne.  W 

osobowym  traktowaniu  spowiedzi  nie  chodzi  tylko  o 

kilka  obrz dów

wykonywanych  nawet  szczerze  i z 

zaanga owaniem,  ale  o zintegrowanie  w nowym

fundamentalnym akcie decyzji rzeczywisto ci naruszonej przez grzech (K. Rahner).

Jurydyczne podej cie do grzechu i sakramentu pokuty jest bardzo mocno zakorzenione
w  wiadomo ci wiernych. Oznak  tego prawnego podej cia s  pewne pytania stawiane nieraz
przez wiernych, np. prosz  ksi dza, czy to ... jest grzechem? W tak sformu owanym pytaniu
nie chodzi najcz ciej o  wiadomo  sumienia, ale o istnienie pewnego prawa, przepisu
ko cielnego, którego samo nawet przypadkowe przekroczenie uwa a si  za grzech.

jurydycznym  traktowaniu  grzechu  i 

spowiedzi  wiadczy  tak e  wyznawanie

niedobrowolnych a nawet nie wiadomych narusze  przepisów ko cielnych, np. zjad em
w pi tek mi so, ale zapomnia em
nie by em w niedziel  na Mszy  w., ale by em ci ko chory.
Grzechy cz owieka o jurydycznym podej ciu najcz ciej ograniczaj  si  w jego mniemaniu
do takich w

nie narusze  przykaza . Przygotowuj c si  do spowiedzi nie bada on swojego

sumienia, ale szuka jedynie z amanych lub naruszonych przez siebie nakazów lub zakazów.
Badania psychologiczne wykazuj ,  e motywacje sumienia, a nieraz i ca y obraz Boga,
przesi kni ty jest w mentalno ci wielu chrze cijan wyobra eniami sali s dowej. Jurydyzm
widzie  trzeba w 

ca ym kontek cie nastawienia religijnego. Tam, gdzie zaw ada on

stosunkami mi dzy Bogiem a cz owiekiem, zatruwa je (A. Skowronek).

W osobowym uj ciu liczy si  przede wszystkim postawa serca. Nie chodzi ju  tylko
o materialne naruszenie prawa, ale przede wszystkim o pragnienia i motywacje, o postawy

yciowe i przyzwyczajenia, wady i sk onno ci do z ego. Zewn trzne naruszenie przykazania

i przepisu  ko cielnego  b dzie  w podej ciu  osobowym  zawsze  rozwa ane  w kontek cie
postawy serca, bo wszelkie grzechy maj  swoje  ród o w ludzkim sercu. W podej ciu

background image

osobowym pierwszym grzechem cz owieka b dzie zawsze ma a wiara lub wprost niewiara,
budowanie swojego  ycia na sobie — egocentryzm,  ycie bez–bo ne.

rachunku sumienia musz  zyska  wziernik w ca

 moich postaw, nie tylko wgl d w moje

wiadome, b dne decyzje, dostrzec musz  wyra nie wszystkie zasadnicze motywy kieruj ce

moim post powaniem, pozna

yciowe przyzwyczajenia, ró ne strony mojego charakteru —

wówczas dopiero u wiadomi  sobie,  e niejedno wo a o gruntown  napraw  i wtedy dopiero
poczuj  si  zdolny do wykonania tej pracy nad sob 
 (A. Skowronek).

Dlatego te  w rachunku sumienia wa ne jest nie tylko pytanie o materialne przekroczenie
przykazania, ale tak e pytanie o motywacje: dlaczego? Niewinne z pozoru grzechy mog  by
wyrazem wielkiej oboj tno ci cz owieka wobec Boga i  ycia tylko dla siebie. Innym za
razem ci kie z pozoru grzechy mog  by  bardziej wyrazem ludzkiej bezradno ci i biedy czy
nawet choroby ni  z a moralnego.

W rachunku sumienia trzeba wej  tak e w yciowe przyzwyczajenia, w ró ne strony mojego
charakteru
, które mog  by

ród em wielu grzechów. Przyzwyczajenia i charakter nie

zwalniaj  nas od odpowiedzialno ci za nasze post powanie. Cz owiek ma charakter, ale jest
osob . Mo emy tu jeszcze doda : cz owiek jako duchowa osoba ma charakter i ma wolno
w stosunku do tego charakteru
 (V. E. Frankl). Mo emy mie  wiele starych przyzwyczaje
i trudny charakter, ale w naszej wolno ci jeste my nieustannie wspomagani przez  ask , która
wzywa nas do przekraczania w asnej faktyczno ci, by osi gn

 prawd  swego bytu  (V.  E.

Frankl).

6. Kap an znakiem

W sakramencie pojednania spowiadamy si  Bogu, ale przed kap anem, który jest znakiem
danym nam przez Chrystusa. To wielki dar móc us ysze  z ust cz owieka, który przez
sakrament kap

stwa staje si  narz dziem samego Boga: I ja odpuszczam tobie grzechy

w imi   Ojca  i Syna  i Ducha  wi tego. Cz owiek jest istot  nie tylko duchow , ale tak e
psychiczn  i cielesn . Bóg przemawia wi c do ca ego cz owieka, do ca ej jego osoby. Ale
materialny znak oddzia ywuj cy na zmys y cz owieka nie mo e przes oni  Rzeczywisto ci
kryj cej si  poza znakiem. To nie kap an przebacza, chocia  kap an rozgrzesza. Z wielk
pokor  i wdzi czno ci  trzeba nam przyj  pos ug  kap ana jako znak, ale nie koncentrowa
si  na nim. Wówczas, kiedy z wyznaniem grzechów wi e si  wielki l k, powstaje silna
tendencja do zatrzymywania swojej uwagi na kap anie: na jego s owach, postawie, reakcji, na
tym wszystkim, co jest nierzadko przypadkowe i drugorz dne przy spowiedzi. Kap an, jak
ka dy cz owiek, reaguje po ludzku i trzeba umie  odró ni  to, co tylko ludzkie w jego

owach, postawie i reakcji od tego, co jest w nim znakiem mi osierdzia Bo ego.

Przyst puj c do spowiedzi trzeba si  nam stara  o wielk  pokor  i wewn trzn  wolno
wobec znaku, jakim jest kap an. S d cz owieka–kap ana winien si  pokrywa  z os dem Boga,
bo kap an nie wyst puje w swoim imieniu, ale w imieniu samego Boga: I ja odpuszczam tobie
grzechy w imi  Ojca...
 Trzeba sobie jednak u wiadomi ,  e znakiem mi osierdzia s  nie tylko

owa pochwa y i przytakiwania, ale tak e s uszne upomnienie, a nawet skarcenie. Sam Bóg

background image

mówi bowiem o sobie: Ja wszystkich, których kocham, karc  i  wicz  (Ap 3, 19). Karcenie
Boga mo e dociera  nieraz do nas tak e przez usta kap ana.

Jak podchodz  do sakramentu pojednania: osobowo czy mo e przede wszystkim jurydycznie?
Czy mój  al jest bardziej podobny do  alu Piotra i Dawida, czy te  mo e bardziej do  alu
Judasza? Dobrym kryterium w odpowiadaniu sobie na te pytania mog  by  nasze uczucia,
które towarzysz  nam w prze ywaniu grzechu i sakramentu pokuty. Co w nich dominuje:
poczucie winy, l k o siebie, wstyd przed os dem drugiego cz owieka, czy te  pierwszym
naszym uczuciem jest ból wewn trzny z powodu naruszenia synowskiej wi zi, pragnienie
odbudowania jej i nadzieja p yn ca ze  wiadomo ci otrzymanego mi osierdzia Bo ego?

7.  al judaszowy a  al piotrowy

Nie ka de poczucie winy wyra a prawdziwy  al za grzechy i otwarcie si  na mi osierdzie
Boga. W Ewangelii znajdujemy dwa rodzaje  alu:  al Judasza i  al Piotra. Judasz po zdradzie
przychodzi z wielkim  alem i gorycz  w sercu do faryzeuszów i rzucaj c srebrniki mówi:
Zgrzeszy em wydaj c krew niewinn . (...) Oddali  si , a potem poszed  i powiesi  si  (Mt 27,
4–5). Judasz wpad  w rozpacz: jego straszliwe wyrzuty sumienia po czone s  z fa szyw

wiadomo ci  bycia odrzuconym i przegranym. Najg bszym  ród em rozpaczy Judasza jest

jego w asna pycha: dostrzega wprawdzie tragiczny b d, który pope ni , ale ju  nie dostrzega
mi

ci i mi osierdzia Jezusa. To pycha sprawia, i  cz owiek woli zgin , ni  si  ugi  przed

Bogiem i prosi  o mi osierdzie. Judasz nie pad  ofiar

lepego losu, jak go niektórzy

przedstawiaj , ale jest ofiar  swojego zamkni cia si  i swojej pychy. Poczucie winy Judasza
by o chore, poniewa  doprowadzi o go do rozpaczy i do samobójczej  mierci.

W chorym poczuciu winy cz owiek sam pragnie ukara  si  za swój grzech. Takie karanie
siebie nie przynosi jednak wybawienia z grzechu, ale zniszczenie siebie. Ofiara Jezusa na
krzy u by aby niepotrzebna, gdyby cz owiek sam móg  odpokutowa  swoje winy. Grzech
Piotra jest równie  wielki: trzykrotnie zapiera si  swego Mistrza potwierdzaj c to jeszcze
zaklinaniem si  i przysi gami. Kiedy jednak pianie koguta u wiadomi o Piotrowi jego grzech,
wyszed szy na zewn trz zap aka  gorzko ( k 22, 62). Trudno by oby porówna  wielko  tych
dwóch grzechów: Judasza i Piotra. Grzechu bowiem nie mierzy si  tylko zewn trznymi
objawami, ale przede wszystkim postaw  serca. Piotr gorzko p acze, ale nie rozpacza; jego
grzech nie prowadzi go do  mierci, ale do pe niejszego powierzenia si  Jezusowi (por. J 21,
15 nn.). Przez poczucie winy Piotra przemawia g os jego sumienia, które prowadzi go do
rzeczywistego nawrócenia.

W naszym rozwoju wiary, w coraz dojrzalszym korzystaniu z sakramentu pojednania b dzie
chodzi o  mi dzy  innymi  o oczyszczenie  naszego  do wiadczenia  alu  i postanowienia
poprawy z elementów judaszowych: z chorego poczucia winy, parali uj cego wstydu i l ku
o siebie, które maj  swoje  ród o w zranionej w asnym grzechem pysze. Najgorszym z em dla
cz owieka nie jest sam grzech, ale pycha zwi zana z nim, która zamyka go w jego w asnym
grzechu i nie pozwala otworzy  si  na ofiarowane mu mi osierdzie Boga.

background image

8. Kryteria dla odró nienia  alu Piotra od  alu Judasza

Podamy teraz kilka kryteriów, które mog  nam pomóc rozeznaniu naszej sytuacji
wewn trznej, by my mogli odpowiedzie  sobie na pytanie, jaki jest nasz  al za grzechy, ile
jest w nim jeszcze judaszowego zamkni cia si  w sobie, rozpaczy, nierozpoznanej pychy.

1. W prawdziwym  alu (w zdrowym poczuciu winy) cz owiek ca kowicie uznaje swój grzech,
ale jednocze nie odrywa si  od niego, by skupi  si  przede wszystkim na Bogu i Jego
niesko czonym mi osierdziu. Dawid wyznaj c swój grzech mówi: Zgrzeszy em wobec Pana
(2 Sm 12, 13). Swój  al za grzechy Dawid odnosi do Boga.

W  alu Judasza (w chorym poczuciu winy) cz owiek nie uznaje swojego grzechu, ale te  nie
umie oderwa  si  od niego; koncentruje si  na nim i dr czy si  nim. Judasz stwierdza:
Zgrzeszy em wydaj c krew niewinn  — w tym wyznaniu brak odniesienia do Boga; pozostaje
tylko odniesienie do siebie samego i w asnego poczucia winy.

2. W prawdziwym  alu cz owiek u wiadamia sobie,  e nie mo e sam ukara  si  za grzech,
wynagrodzi  i naprawi  pope nionego z a. St d te  prosi pokornie Jezusa ukrzy owanego,
aby On sam wzi  na siebie jego winy, aby On d wiga  bolesne skutki ludzkiego grzechu.
W prawdziwym  alu cz owiek doskonale czuje,  e je eli Bóg zachowa by pami  o ludzkich
grzechach, nikt nie móg by si  przed Nim osta  (Ps 130, 3).

W  alu judaszowym cz owiek w swojej pysze nie prosi, aby kto  drugi d wiga  skutki jego
grzechu, ale sam karze siebie za pope nione z o. Samobójcza  mier  Judasza jest kar , jak
na

 na siebie za wydanie niewinnej krwi. W chorym poczuciu winy cz owiek miota si

pomi dzy uczuciami wynios

ci i pychy, a pogard  i nienawi ci  do siebie. Owo miotanie

si  mo e nawet prowadzi  do samobójczej  mierci.

3. W prawdziwym  alu za grzechy cz owiek uwalnia si  od l ku o siebie z powodu swoich
grzechów a kieruje si  przede wszystkim mi

ci . W mi

ci nie ma l ku, lecz doskona a

mi

 usuwa l k, poniewa  l k kojarzy si  z kar . Ten za , kto si  l ka, nie wydoskonali  si

w mi

ci (1 J 4, 18).

W judaszowym  alu cz owiek kieruje si  przede wszystkim l kiem, poniewa  nie ma w nim
mi

ci. Boi si  konsekwencji swoich czynów. Poniewa  nie chce (lub s dzi,  e nie mo e)

przyj  mi

ci Boga, czuje si  wi c nieustannie zagro ony i nie widzi wyj cia ze swojej

sytuacji. Ostateczn  konsekwencj  judaszowego  alu jest zawsze rozpacz.

4. W prawdziwym  alu cz owiek akceptuj c swoj  grzeszn  przesz

 odrywa si  jednak od

niej i wybiega z nadziej  ku przysz

ci, st d te  z prawdziwego  alu za grzechy p ynie

nadzieja. Nadzieja ta wyra a si  w zaufaniu do Boga i postanowieniu poprawy. Dojrza e
zaufanie do siebie opiera si  zawsze na zaufaniu Bogu.

Ze zdrowym poczuciem winy wi e si  tak e pragnienie wyra enia swojego nawrócenia
w konkretnym dzia aniu dla Boga i ludzi. B dy pope nione w przesz

ci staj  si okazj ,

background image

bolesn , ale bardzo nieraz skuteczn , do g bszego powierzenia si  Bogu w zaufaniu
i mi

ci. Bolesne by o dla Piotra do wiadczenie zaparcia si  Mistrza, ale w

nie przy tej

okazji pozna  ostatecznie kim jest on sam i kim naprawd  jest Jezus.

W chorym poczuciu winy cz owiek nie umie oderwa  si  od przesz

ci: nie akceptuje jej,

chcia by od niej uciec i wymaza  j . Nie umie te  uczy  si  na swoich b dach i patrze
z nadziej   w przysz

.  St d  te   z chorego  poczucia  winy  p ynie  smutek  i depresja.

Nierzadko tak e choremu poczuciu winy towarzyszy l k przed jakimkolwiek dzia aniem, aby
nie sta o si  ono okazj  do nowego grzechu.

5. W prawdziwym  alu cz owiek koncentruje si  na osobowej relacji do Boga: wa na jest dla
niego wi  z przebaczaj cym Ojcem. Sakrament pojednania prowadzi do do wiadczenia
powrotu do Ojca.

W  alu judaszowym nie chodzi o relacj  osobow , ale o odniesienie do prawa.  wiadomo

amania prawa rodzi przekonanie o konieczno ci poniesienia kary. St d te  z chorym

poczuciem winy wi e si  pragnienie czysto ci legalnej, która daje podstaw  do unikni cia
kary.

6. W 

prawdziwym  alu za  grzechy  cz owiek umie rozró nia   niedobrowolne,

nieuporz dkowane pragnienia, my li i uczucia od pope nionych grzechów. Takie

e my li,

pragnienia i uczucia s  wprawdzie traktowane jako przejaw sk onno ci do grzechu, ale same
w sobie nie s  oceniane jako grzechy.

W niezdrowym poczuciu winy powstaje silna sk onno  do oskar ania si  i prze ywania
silnego poczucia winy tak e z powodu nieuporz dkowanych my li, pragnie  i uczu , które s
niedobrowolne. Im bardziej cz owiek oskar a si  i boi swoich negatywnych odczu , tym
cz ciej i mocniej one go prze laduj .

7. W zdrowym poczuciu winy nie oceniamy jako grzechu samego materialnego przekroczenia
prawa i nie czujemy te  potrzeby spowiadania si  z formalnego tylko naruszenia jakiego
przepisu.

Natomiast cz owiek z chorym poczuciem winy oskar a si  równie  z niedobrowolnych
narusze  przykaza  i czuje wewn trzny niepokój, je eli w spowiedzi nie wyzna  faktów
formalnego tylko naruszenia jakiego  prawa, które go obowi zuje.

8. Cz owiek ze zdrowym poczuciem winy nie do wiadcza parali uj cego wstydu, który
uniemo liwia by mu przyznanie si  do winy przed sob  i wyznanie jej przed kap anem. Nie
ma te  tendencji do usprawiedliwiania si  przed sob  i przed innymi.

Chore poczucie winy natomiast zwi zane jest zwykle z parali uj cym wstydem, który
utrudnia, a czasem wprost uniemo liwia wyznanie przewinienia. 

czy si  ono tak e zwykle

z potrzeb  t umaczenia si  i usprawiedliwiania przed sob  i przed innymi.

background image

9. Do wiadczenie prawdziwego  alu za grzechy daje cz owiekowi mo liwo  obiektywnej
oceny swojej winy. Nie widzi potrzeby pomniejszania jej, ani te  przesadnego jej
powi kszania. W razie konfliktu z bli nimi umie dostrzec granice pomi dzy w asn  i cudz
win .

Natomiast w chorym poczuciu winy cz owiek nie umie obiektywnie rozezna  swojej winy,
dlatego te  oscyluje pomi dzy dwoma skrajno ciami: ca kowitym wybielaniem si  lub te
nadmiernym  oskar aniem  siebie.  W sytuacji  konfliktowej  z bli nimi porusza si  po
skrajno ciach
: zrzuca ca kowicie odpowiedzialno  na drugich lub te  bierze nies usznie na
siebie ca  win .

10. Prawdziwy  al za grzechy jest uczuciem spójnym, jednorodnym, zharmonizowanym.
W autentycznym  alu istnieje g bokie odczucie sensu i  adu  ycia ludzkiego, który zosta
naruszony przez grzech.

Judaszowy  al — chore poczucie winy — jest uczuciem niespójnym, rozszczepionym.
Zawiera w sobie dwa rodzaje sprzecznych uczu . I tak na przyk ad przesadnemu poczuciu
winy towarzyszy  wiadomo  bycia ca kowicie niewinnym; oskar anie si

czy si

z przesadnym usprawiedliwianiem si ; poni anie si  wobec silniejszych jest nierzadko
rekompensowane pogardzaniem

abszymi.

11. Cz owiek o zdrowym poczuciu winy akceptuje siebie wraz z tym wszystkim, kim jest i co
posiada, dostrzega swoje zalety i ceni je sobie, ale te  umie zgodzi  si  na swoje
ograniczenia. Nie wynosi si  nad s abszych od siebie, ale te  nie poni a si  przed silniejszym.
Zdrowe poczucie winy nie czyni cz owieka dra liwym na punkcie w asnej osoby.

Cz owiek z chorym poczuciem winy nie umie zgodzi  si  na siebie: nie umie doceni  swoich
zalet, nie przyjmuje te  swoich ogranicze . Cz sto zazdrosnym okiem patrzy na innych.
Niezdrowe poczucie winy czyni cz owieka przewra liwionym na swoim punkcie.

ywaj c j zyka obrazowego mogliby my porówna  niezdrowe poczucie winy do prze ycia

ucznia, który zawini  wobec nauczyciela, przez którego nie czuje si  kochany i którego sam
nie kocha. Pierwszym uczuciem ucznia b dzie wówczas l k o siebie. Ucze  z niepokojem

dzie pyta , jak  kar  wymierzy mu ten niekochany cz owiek za pope nione przewinienie.

Nauczyciel wyst pi w roli s dziego, ucze  b dzie czu  si  poddany s dziowskiej roli
nauczyciela. Obaj stan  na gruncie prawa; ucze  b dzie odwo ywa  si  do kodeksu ucznia,
nauczyciel do kodeksu nauczyciela.

Prawdziwy  al i skruch  za grzechy mo emy porówna  do prze ycia dziecka, które zawini o
wobec matki, przez któr  czuje si  kochane i któr  samo bardzo kocha. Pierwszym uczuciem
dziecka nie b dzie l k o siebie, ale ból z powodu rany zadanej matce oraz pragnienie
ponownego nawi zania intymnej wi zi z ni . Dziecko nie boi si  matki, samo przychodzi
z zaufaniem i mówi jej o swojej winie. Jest gotowe ponie  kar . Matka nie wyst puje w roli

dziego, ale we w

ciwej sobie roli: kochaj cej matki. Dziecko nie b dzie czu o si

background image

dzone, nawet gdyby by o ukarane. Matka i dziecko nie b

 odwo ywa  si  do prawa, ale

do  cz cej ich wi zi mi

ci.

XVIII. RACHUNEK SUMIENIA

1. Istota rachunku sumienia

Poj cie rachunek sumienia nie atwo jest zrozumie . Budzi ono u wielu negatywne skojarzenia
oraz niech . S owo rachunek wzi te dos ownie mo e sugerowa  potrzeb  jakiej  wr cz
matematycznej dok adno ci w rozliczaniu si  z Bogiem.

Zmyleni nie tylko samym poj ciem rachunku, ale przede wszystkim jurydycznym podej ciem
do wiary, próbujemy nieraz liczy  z wielk  dok adno ci  zewn trzne przejawy naszych
grzechów i niewierno ci. Badaj c dok adnie to, co w grzechu jest  tylko zewn trzne,
zapominamy  nierzadko  o istocie  grzechu:  o wewn trznych  przyczynach  —  o grzesznych
motywacjach. I chocia  w przypadku powa nych grzechów ich liczba i rodzaj nie jest bez
znaczenia i nale y je wyzna  w sakramencie pojednania, to jednak zawsze o istocie grzechu
ostatecznie decyduje serce. W tym kontek cie mo emy zapyta : czym i jak zmierzy  si
ludzkiej nienawi ci, zazdro ci, pychy i ka dej innej po dliwo ci, szczególnie wówczas,
kiedy s  one ukryte i nie ujawni y si  jeszcze poprzez konkretne dzia ania?

Poj cie rachunek sumienia jest trudne do zrozumienia tak e dlatego, i  mo e kojarzy  si
rachowaniem si  z samym sob . Je eli sumienie cz owieka zosta o  le uformowane (a nie s
to rzadkie przypadki), rachunek sumienia  atwo staje si  dr czeniem siebie. Chore poczucie
winy, którego nie umie si  zauwa

, rodzi wówczas smutek, poczucie zniech cenia, a nawet

rozpaczy. Wiele osób szczerze pobo nych, rachuj c si  cz sto ze swoim sumieniem, nie
zaznaje jednak wewn trznego pokoju i rado ci z odpuszczenia win. Nie umiej  bowiem
oderwa  si  od siebie, by móc dostrzec mi osierdzie Ojca, który wychodzi naprzeciw
grzesznemu cz owiekowi, wzrusza si  i z rado ci  przyjmuje (por.  k 15, 20).

Rachunek sumienia nie jest rachowaniem si  niewolnika z panem, oskar onego z s dzi ,
ucznia z nauczycielem.  Rachunek sumienia jest  dialogiem o wzajemnej mi

ci.  Jest

rozliczaniem si  z mi

ci.

Warunkiem dobrze odprawianego rachunku sumienia jest uprzednie do wiadczenie mi

ci

Boga do cz owieka. Nie odwrotnie. Praktyka rachunku sumienia zak ada, i  wierzymy

boko,  e Bóg zakocha  si  w cz owieku.

Nie odkryliby my sensu i celu rachunku sumienia bez wcze niejszego odkrycia mi

ci Boga

do cz owieka. W rachunku sumienia nasycamy si  najpierw mi

ci  Boga. Podziwiamy Jego

bezwarunkow  akceptacj  i hojno  wobec cz owieka ujawniaj

 si  w Jego obfitych darach.

background image

Tak rozumiany rachunek sumienia nie sprowadza si  do przykrej praktyki, w której cz owiek
mia by czu  si  poni ony i upokorzony przez Boga lub przez siebie samego. Spojrzenie na
nas samych i ca  nasz  histori

ycia, nawet je eli znajdujemy w niej du o chaosu

zagubienia,  nie b dzie przygniataj cym do wiadczeniem, kiedy ujrzymy najpierw

bezwarunkow  mi

 Boga do cz owieka, kiedy odkryjemy,  e mi

 ta nie zale y

bezwzgl dnie od ludzkiej postawy.

Od do wiadczenia mi

ci Boga w rachunku sumienia przechodzimy do refleksji nad nasz

mi

ci  do Niego; spontanicznie pytamy siebie, jaka by a, jest i b dzie nasza odpowied .

Odkrywanie prawdy o naszej odpowiedzi wi e si  jednak z bólem.

2. Modlitwa zwi zana z bólem

Podkre laj c do wiadczenie mi

ci (Boga do cz owieka i cz owieka do Boga) w praktyce

rachunku sumienia, nie chcemy robi  wra enia, i  jest to modlitwa pozbawiona trudu,
cierpienia i bólu. By  chrze cijaninem jest i pozostanie zawsze trudnym zadaniem, poniewa
chrze cija stwo polega na odkrywaniu z a we w asnym sumieniu
 (L. Ko akowski). Nierzadko
robimy nasz rachunek sumienia powierzchownie i p ytko w

nie dlatego, i  boimy si

cierpienia i bólu, zadanego sobie, bli nim i Bogu.

Ka dy grzech dotykaj c tego, co jest dla cz owieka najg bsze i ostateczne: jego w asnego
istnienia, jego  ycia, rani najpierw samego grzesznika g boko i dotkliwie.  aden grzech nie
jest banalny i niewa ny. Mo e by  jedynie banalnie prze ywany, co jednak nie zmienia faktu,

e rani.

Ka dy grzech ods ania dramatyzm ludzkiej sytuacji. Ukazuje krucho  egzystencji ludzkiej
i to nie tylko w wymiarze duchowym, ale tak e psychicznym i fizycznym. To w

nie grzech

pokazuje, jak bardzo  atwo cz owiek mo e by  zraniony i jak  atwo mo e zrani . Grzech nie
tylko rani  ycie cz owieka, ale tak e niszczy je i to we wszystkich jego przejawach
i wymiarach. Zap at  za grzech jest  mier  — powie  w. Pawe . Grzech ods ania krucho

ycia cz owieka. I to w

nie do wiadczenie bardzo nas boli.

Ponadto w ka dym grzechu dotykamy tak e w jakim  sensie ca ej historii naszego  ycia. Nie
ma grzechów przypadkowych i wyizolowanych. Ka dy z nich wynika z ca ej naszej historii
i wp ywa na dalszy jej bieg. Grzech zakorzenia si  mocno w historii cz owieka. Pojmowanie
grzechu i jego odpuszczenia jako przypadkowego zabrudzenia, z którego po obmyciu nie
pozostaje  aden  lad, nie znajduje  potwierdzenia ani  w 

Biblii,  ani te   w 

ludzkim

do wiadczeniu. W ka dym grzechu jest jakby zogniskowane ca e ludzkie do wiadczenie bólu
i cierpienia.

To prawda, i  d ugie, cierpliwe i wierne powierzanie si  Bogu uspokaja, leczy i wycisza
ludzkie zranienia, ból krucho ci cz owieka. Cz owiek mo e godzi  si  z trudem i bólem  ycia.
Ale ka dy, nawet najmniejszy grzech, przypomina mu jednak,  e uspokajanie, leczenie
i wyciszanie zranie  ci gle jeszcze trwa i b dzie trwa  do ko ca  ycia.

background image

Grzech nara a  ycie nie tylko samego grzesznika, ale tak e wszystkich jego bli nich,

którymi jest  on powi zany  wielorakimi relacjami.  U wiadamiaj c sobie g bi

mi dzyludzkich relacji, mo emy porówna

ycie cz owieka do wspinaczki alpejskiej,

w której ka dy powi zany jest z innymi linami — wi zami bezpiecze stwa. Nasze ró ne
formy wspó ycia z 

bli nimi nazywamy w

nie wi zami. Kiedy sami upadamy —

grzeszymy, odrywamy si  od ska y (Psalmista cz sto nazywa Boga ska ) i w jaki  sposób
wci gamy w ten upadek tak e innych. Im bardziej kochamy naszych bli nich, tym bardziej s
oni zamieszani w nasze upadki. Dzieje si  to najcz ciej wbrew naszej woli. I to równie
bardzo boli.

Przekonanie, i  naszym grzechem ranimy siebie i bli nich, przychodzi najcz ciej stopniowo,
w miar  odkrywania mechanizmów, jakimi kieruje si  ludzka po dliwo . Odkrycie
powi zania  grzechu  z 

jego  bolesnymi  skutkami,  które  uwidaczniaj   si   w 

naszej

codzienno ci, u wiadamia nam ostatecznie, i  w grzechu nie ma  ycia. Tylko cz owiek
za lepiony w asn  nami tno ci  mo e ulega  iluzji, i  grzech mo e uszcz liwia .

Cz owiek grzeszy jednak nie tylko przeciw sobie i bli nim, ale tak e przeciw Bogu.
Przeciwko Bogu zgrzeszy em — wyznaje Dawid. Grzech rani Boga. Piek o, owoc grzechu —
jak stwierdza G. Martelet — jest nie tylko dramatem cz owieka, ale równie  dramatem Boga.
Do tego, aby mówi  o 

cierpieniu Boga, uprawnia nas nie tyle nauka niektórych

wspó czesnych teologów, którzy poruszaj  ten problem, ale najpierw ewangeliczna
kontemplacja m ki i  mierci Boga–Cz owieka.

Prze ycie bólu zadanego Bogu w asnym grzechem jest jednak tym do wiadczeniem, które
przychodzi z  aski Boga, o ile tak po ludzku mo emy powiedzie . Mo emy wi c tylko prosi ,
aby dane nam by o odczu , i  naszym grzechem dosi gamy Boga. Tylko wielkie otwarcie na
Bo  mi

 i wielkie pragnienie udzielenia na ni  pe nej odpowiedzi, czyni cz owieka

zdolnym, aby móg  cho  troszk  przeczu  co , czego nie umieli s owami wyrazi  najwi ksi
teologowie ani mistycy: czym by o cierpienie Boga–Cz owieka w Ogrójcu; lub te  czego
Jezus do wiadcza  modl c si  na krzy u: Bo e mój, Bo e mój, czemu  Mnie opu ci ; czym te
by o Jego zst pienie do piekie  i czym jest grzech, który sta  si

ród em takiego cierpienia.

Tego w

nie cierpienia dotykaj  mistycy w do wiadczeniach ciemnej nocy. Powierzaj c si

ca ym swoim istnieniem Bogu, jak Syn swojemu Ojcu, do wiadczaj  jednocze nie bolesnych
chwil ca kowitego opuszczenia, osamotnienia i osch

ci. Mówimy o cierpieniu ciemnej nocy

mistyków tylko dlatego, aby my byli  wiadomi, jak skromne jest nasze do wiadczenie bólu
oddalenia si  od Boga w naszym grzechu.

Zauwa my jeszcze, i  nasz rachunek sumienia winien si  zmienia  wraz ze zmian , jakiej
podlega nasze  ycie. Wychodzenie z okresu dzieci stwa, wi ksza samodzielno  w  yciu,
wst pienie do seminarium lub do zakonu, do wiadczenie ludzkiej przyja ni i mi

ci,

zawarcie zwi zku ma

skiego, przyj cie na  wiat dziecka,  mier  bliskiej osoby, podj cie

nowych wa nych obowi zków, zmiana funkcji, kryzys duchowy lub psychiczny, choroba
fizyczna, pe niejsze do wiadczenie mi

ci Boga — to tylko pewne przyk ady mo liwych

zmian w  yciu cz owieka, które  winny znale  swoje odbicie tak e w jego rachunku

background image

sumienia. Ka da wa na zmiana w ludzkim  yciu zawiera nowe powo anie — nowe zadanie,
jakie Bóg stawia przed cz owiekiem. Z wype niania tego zadania cz owiek rozlicza si
z Bogiem w rachunku sumienia. St d te  rozwijaj c nasze  ycie duchowe trzeba uczy  si
rachunku sumienia nie tylko w oparciu o zewn trzne pomoce, jakimi s  ró norodne, nieraz
bardzo bogate i rozbudowane propozycje rachunku sumienia, ale tak e w  cis ym nawi zaniu
do naszej osobistej sytuacji, w jakiej si  znajdujemy.

3. Propozycja rachunku sumienia

Kardyna  C. M. Martini w pewnej nauce rekolekcyjnej wyznaje,  e mia  kiedy  du e
trudno ci w prze ywaniu sakramentu pokuty. Wówczas zada  sobie pytanie: Je eli spowied
krótka i pospieszna jest dla mnie uci

liwa, to dlaczego nie spróbowa  spowiada  si  d

ej i

z wi kszym spokojem. Wydaje si  to paradoksalne, ale takie paradoksy czasami pomagaj , by
wyj  ze  lepego zau ku. Wtedy z pomoc  kap ana od krótkiej i pospiesznej spowiedzi
przeszed em do tego, co nazwa bym dialogiem pokutnym. Dialog ten zreszt  nie jest niczym
innym, jak tylko konkretnym zastosowaniem wskazówek danych przez Stolic  Apostolsk
w odnowionym obrz dzie sakramentu pojednania.
 C. M. Martini proponuje równie , aby
dialog pokutny z kap anem obejmowa  trzy cz ci: oddanie Bogu chwa y, dzi kczynienie za
wszystkie otrzymane  aski, wyznanie swoich s abo ci, niewierno ci i 

grzechów oraz

powierzenie si  z zaufaniem Panu.

W naszym przygotowaniu do sakramentu pojednania chciejmy skorzysta  z proponowanego
poni ej rachunku sumienia, aby móc dostrzec nie tylko to, co nas od Boga oddziela, ale
równie  i to, co nas z Nim  czy.

4. Dzi kczynienie

w. Ignacy w

wiczeniach duchownych zach ca, aby codzienny rachunek sumienia

rozpoczyna  od dzi kczynienia Bogu, Panu naszemu, za otrzymane dobrodziejstwa ( D, 43).
Cz owiek–stworzenie winien trwa  przed Bogiem–Stwórc  jako istota nieustannie
obdarowywana. Stworzenie — Odkupienie nie s  bowiem tylko aktami historycznymi
dokonanymi przez Boga Stwórc  i Odkupiciela w odleg ej przesz

ci, ale s  tak e ci gle

trwaj cym teraz Boga, który swoim dzia aniem nieustannie wypowiada swoj  mi

 do

cz owieka.

Bóg dzia a obdarowuj c cz owieka, st d te  trzeba prze ywa  nasze  ycie jako nieustanne
otrzymywanie wszystkiego od Niego.  wiadomo  naszych potrzeb i braków oraz zbytnia
troska z nimi zwi zana tak nas nieraz poch aniaj , i  nie dostrzegamy fundamentalnej
prawdy,  e wszystko jest darem i  e zawsze za wszystko winni my dzi kowa Bogu Ojcu
w imi  Pana naszego Jezusa Chrystusa
 (Ef 5, 20).

Przygotowanie do spowiedzi mo emy rozpocz  od podzi kowania Bogu za wszystkie
otrzymane dobrodziejstwa w ostatnim czasie. Zadajmy sobie pytanie: co by o dla mnie
szczególn

ask  ostatnich dni, tygodni, miesi cy czy lat, za któr  chcia bym teraz Panu

podzi kowa ? Wyjd my od konkretnych do wiadcze  wewn trznych, sytuacji zewn trznych,

background image

zdarze , wi zi z bli nimi, które by y dla nas  ród em szczególnej rado ci. Czy prze ywali my
je z wdzi czno ci  wobec Boga jako Jego dary?

Cz owiekowi ma ej wiary grozi b

 postawa pewnego zarozumialstwa, która ka e mu

dzi ,  e sam sobie wszystko zawdzi cza, b

 postawa dziwnej naiwno ci  yciowej, która

z kolei podsuwa my l,  e wszystko bierze si  samo z siebie. Postawa wdzi czno ci bierze si
z realizmu  yciowego, który wynika z uwa nej refleksji cz owieka nad sob  i nad  wiatem.
Cz owiek my

cy  atwo dochodzi do przekonania,  e bez Boga nic uczyni  nie mo e.

Odnajdujemy w nas nieraz wiele niezadowolenia z siebie, odrzucenia swojego  ycia, a nawet
pogardy do niego. Nie doceniamy siebie, swoich osi gni , ale zazdrosnym okiem patrzymy
na udane, jak nam si  wydaje,  ycie naszych bli nich. Nierzadko bywa tak,  e my
zazdro cimy naszym bli nim, a bli ni zazdroszcz  nam.

Pokusa szatana rozpoczyna si  zwykle od stwierdzenia: Gdyby  by  w innej sytuacji ni  jeste ,
to naprawd  by by  szcz liwy
. Na tym w

nie polega a pierwsza pokusa w a w raju,

któremu uda o si  przekona  cz owieka,  e gdyby by  na miejscu Boga, to osi gn by
szcz cie. Nieraz my limy: Gdybym mia  wi ksze sukcesy  yciowe, gdybym mia  udan
rodzin , gdybym by  bardziej inteligentny, bogatszy itd, wówczas by bym szcz liwy
. Ale
przecie

aden cz owiek na ziemi nie mo e znale  si  w innej sytuacji ni  jest, nikt z nas nie

mo e by  na cudzym miejscu, mo e by  tylko sob , na swoim miejscu.

Dzi kowa  Bogu, to przyj

 z rado ci  i pokojem serca swoje miejsce  na  ziemi  jako  dar

samego Boga wyrzekaj c si  patrzenia zazdrosnym okiem na  ycie naszych bli nich.
Dzi kowa  Bogu, to by  zadowolonym z tego  ycia, które da  mi Bóg, z tej sytuacji, w której
mnie postawi . Dzi kowa  Bogu, to uwierzy ,  e w takim  yciu, jakie mam, mog  odda  Mu
chwa  s

c moim bli nim i zbawia  przez to swoj  dusz  ( D, 23). Dzi kowa  Bogu, to

czu  si  ubogim w duchu, kim , kto sam z siebie nic nie posiada i nic sobie sam nie bierze,
ale wszystko otrzymuje od Tego, który dzier y w adz  nad niebem i ziemi . Prawdziwie
ubogi i pokorny cz owiek nie grymasi  z powodu tego, co otrzyma , ale przyjmuje
z wdzi czno ci  ka dy dar jako niczym niezas

on

ask .

Dzi kujmy Bogu nie tylko za te dary, które s  dla nas  ród em rado ci i satysfakcji, ale tak e
za dary trudne i bolesne, które staj  si  wezwaniem do wi kszego powierzenia Panu ca ej
historii naszego  ycia. Niekiedy do wiadczenia i próby  yciowe ods aniaj  bezsens naszego
nerwowego (czy mo e nawet nerwicowego) zagonienia, przepracowania, zamartwiania si
itp. Trudne sytuacje  yciowe wyra nie pokazuj  nam,  e nie wszystko od nas zale y i  e nie
mo emy naszego  ycia budowa  tylko na sobie. W taki w

nie niepoj ty dla nas sposób Bóg

prowadzi nas ku sobie i za to winni my Mu dzi kowa  tak, jak dzi kujemy lekarzowi, który
cho  zadaje nam nieraz ból, pragnie nas uleczy .

5. Wyznanie swoich s abo ci, niewierno ci i grzechów

Na ogó  przyzwyczajeni jeste my do robienia rachunku sumienia przede wszystkim z faktów
grzesznych, które mia y miejsce od ostatniej spowiedzi. Fakty te rachujemy nieraz bardzo

background image

dok adnie, gubi c si  mo e nawet w ich wielo ci. Rachunek sumienia winien by  nie tylko
rachowaniem grzechów, jak mo e sugerowa  sama nazwa, ale równie , a mo e przede
wszystkim, badaniem sumienia, badaniem  wiadomo ci naszej wiary.

Pierwsze pytania w rachunku sumienia winny odnosi  si  do naszej postawy wobec Boga.
Jakie miejsce zajmuje Bóg w moim  yciu? Czy rozeznaj , jaka jest Jego wola, kiedy
podejmuj  decyzje dotycz ce nie tylko samego  ycia religijnego, ale tak e wszystkich innych
spraw egzystencjalnych? Czy ufam Bogu w codziennych trudno ciach, przeciwno ciach

niepowodzeniach  yciowych?  W 

rachunku  sumienia  winni my  pyta   si   tak e

o autentyczno  naszego zaanga owania na modlitwie. Czy pozwalam Bogu, aby Jego S owo
os dza o mój sposób my lenia, moje postawy  yciowe, przyzwyczajenia i reakcje?

Pierwsze  i najwi ksze  przykazanie:

dziesz mi owa  Pana, Boga swego, ca ym swoim

sercem, ca  swoj  dusz , ca ym swoim umys em i ca  swoj  moc  (Mt 22, 37), jest t em dla
wszystkich innych przykaza  Bo ych i ko cielnych. Je eli przykazanie mi

ci Boga nie by oby

w naszym  yciu pierwszym i zasadniczym, wszystkie inne przykazania strac  natychmiast swój
sens. Wszystkie przykazania s  tylko pewnym zabezpieczeniem dla naszej mi

ci do Boga.

Kiedy zachowujemy przykazanie mi

ci Boga, zachowujemy  wraz z 

nim  wszystkie

przykazania.

Autentyczna odpowied  na pytanie o zachowanie przykazania mi

ci Boga zaprowadzi nas

do drugiego przykazania podobnego pierwszemu: B dziesz mi owa  swego bli niego jak
siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera si  ca e Prawo i Prorocy
 (Mt 22, 39–40).

Odpowied  na pytanie, jakie s  nasze najg bsze postawy  yciowe wobec Boga, wobec
bli nich, wobec siebie samych, wobec  wiata rzeczy stworzonych daj  nam przede wszystkim
nasze uczucia i sposób reagowania na nie. Trzeba w nie wej , aby móc stan

 w prawdzie

przed sob  samym i przed Bogiem. Taki rachunek sumienia jest o wiele trudniejszy od
rachowania tylko faktów grzechu, poniewa  wymaga od nas du ego dystansu do nas samych
i  wiadomo ci tego, co dzieje si  w nas. Zwró my uwag  na niektóre tylko zasadnicze
uczucia.

a) Uczucia zwi zane z nasz  pych

Bóg stwarzaj c nas na swój obraz i swoje podobie stwo, powo

 nas tym samym do

wielko ci. Nieszcz cie polega na tym, i  z powodu naszego zranienia grzechem pragniemy
budowa  w asn  wielko  sami na sobie, zamiast na Bogu i na Jego woli. I to jest istot  naszej
pychy.

Nasza pycha mo e si  przejawia  w bardzo ró ny sposób: w d eniu do sukcesu za wszelk
cen ,  bez  liczenia  si   z w asnym  sumieniem,  z innymi  czy  z w asnym  zdrowiem;
w przesadnej  trosce  o swoj   opini ;  w podtrzymywaniu  urazów  do  innych  i m ciwym
odgrywaniu si  przy pewnych okazjach; w wynios ym my leniu o sobie, które nie ma
pokrycia w rzeczywisto ci. Pycha jest pierwszym grzechem i  ród em wszystkich innych
grzechów. St d te  grzech ten jest mo e najtrudniejszy do wykrycia i uznania. Drobiazgowe

background image

zajmowanie si  ma ymi grzeszkami mo e by  nieraz pewnym unikiem, by nie odkry  grzechu
pychy.

W rachunku sumienia pytajmy si ,  w jakich sytuacjach, decyzjach,  wyborach, faktach

yciowych przejawia si  nasza pycha i jaki ona ma odcie ; w czym wyra a si  nasza pogo

za wielko ci , za tym, co przerasta nasze si y (Ps 131). Czy nie d

 do kariery  yciowej id c

na kompromisy z w asnym sumieniem? Czy z jednej strony nie poni am si  przed wy ej
stoj cymi ode mnie, a z drugiej czy nie lekcewa

 tych, których uwa am za postawionych

ni ej ode mnie? Czy nie podtrzymuj  w sobie uczucia wynios

ci wobec innych? Czy nie

ulegam jakiemu  niezdrowemu perfekcjonizmowi, który ka e mi przecedza  komara przy
jednoczesnym po ykaniu wielb da (por. Mt 23, 24)?

b) Uczucia niezadowolenia z siebie, przygn bienia, smutku i apatii

Pycha jest  ród em niemo liwych do urzeczywistnienia pragnie  i d

 cz owieka. Kiedy

nie spe niaj  si  one w nas — a spe ni  si  nie mog , bo s  nierealne — wówczas nachodz
nas uczucia niezadowolenia z siebie, przygn bienia, smutku, apatii. Nasza pycha ka e nam si
dr czy , i  nie jeste my tacy, jakimi ona chcia aby nas widzie . Uleganie tym uczuciom
prowadzi do braku zaanga owania i rezygnacji wobec  ycia, niedbalstwa w wykonywaniu
obowi zków,  lenistwa i oci

ci w  wiczeniach duchownych, egocentryzmu. Ulegaj c

niezadowoleniu z siebie i przygn bieniu pozwalamy si  kierowa  z emu duchowi, który sieje
przede wszystkim bezsens i zw tpienie w dzia anie Boga w nas.

Czy staram si  relatywizowa  niepowodzenia, upadki i s abo ci przezwyci aj c zniech cenie
i niezadowolenie z siebie? Czy w przygn bieniu i smutku zwracam si  w modlitwie do Boga
staraj c si  wzbudzi  w sobie wiar  w si  Jego  aski dzia aj cej w moim  yciu? Czy nie
przerzucam moich stanów depresyjnych na bli nich wytwarzaj c wokó  siebie atmosfer
zgorzknienia i ponuractwa? Moje niezadowolenie z siebie, z bli nich i ze  wiata mo e by
trucizn , przez któr  mog  zniech ca  do  ycia moich bli nich, których sam Bóg stawia na
mojej drodze  ycia.

c) Uczucia niepokoju i l ku o siebie

yjemy nieraz  w wi kszych czy  mniejszych l kach  o siebie  i swoich  bliskich.  L kiem,

zbytni  trosk  (Mt 6, 25) zadr czamy siebie samych i innych próbuj c nieraz wp ywa  na to,
co absolutnie od nas nie zale y. W poddawaniu si  l kowi nierzadko przejawia si  nieufno
zarówno wobec Boga, bli nich, jak i wobec siebie samego.

Czy nie poddaj  si  uczuciom l ku o siebie, o swoj  przysz

? Czy usi uj  zawierzy  Bogu

w sytuacjach trudnych, w których po ludzku nie widz  rozwi zania? Czy nie kieruje mn
zbytnie zabieganie i zbytnia troska w sprawach doczesnych? Czy  yj  prawd  o Opatrzno ci
Ojca niebieskiego, który wie najlepiej, czego nam potrzeba?

background image

d) Uczucia wzgl dem naszych bli nich

W ka dym z nas rodz  si  uczucia niech ci, nie yczliwo ci, czy mo e nawet wrogo ci do
bli nich, przynajmniej w niektórych sytuacjach. Uczucia te s

ród em przykrych s ów,

nie yczliwych gestów, odmawiania innym s usznej pomocy, przerzucania na nich ca ej
odpowiedzialno ci za zaistnia e konflikty. Nie zmienia tej sytuacji fakt,  e nieraz g boko
skrywamy nasz  niech  i agresj  wobec innych.

W przygotowaniu do spowiedzi pytajmy siebie tak e: Czy nie mam do kogo

alu, pretensji?

Je eli tak, to do kogo i z jakiego powodu? Czy nie podtrzymuj  niech ci, budz cej si
nie yczliwo ci do innych? Czy chc  przebaczy  moim winowajcom, i co robi , aby dosz o do
prawdziwej jedno ci i  yczliwo ci wobec nich? Czy w sytuacjach konfliktowych wychodz
pierwszy z przeprosinami; tak e wówczas, kiedy — jak mi si  wydaje — nie by o winy
z mojej strony lub te  by a ona mniejsza? Czy modl  si  za tych, którzy s  mi niech tni,
nie yczliwi, czy mo e nawet wrogo nastawieni do mnie?

Czy dostrzegam wokó  siebie ludzi potrzebuj cych, samotnych i zranionych przez  ycie, i co
robi , aby im przyj  z pomoc ? Winni my nieustannie pami ta  o s owach  w. Jana,  e nie
mo emy kocha  Boga, którego nie widzimy, je eli nie kochamy bli nich, których widzimy (1
J 4, 20).

Jak spe niam moje obowi zki wobec cz onków rodziny czy wspólnoty, w której  yj ? Czy nie
zwalniam si  od odpowiedzialno ci za nich? Czy nie przerzucam na nich ci arów, które sam
winienem nie ? Czy modl  si  za moich najbli szych?

e) Mi uj siebie samego!

dziesz mi owa  swego bli niego jak siebie samego (Mt 22, 39). Mo na kocha  siebie za

du o, ale tylko

 mi

ci , która przejawia si  w ucieczce od swojego prawdziwego  ycia

w  ycie pozorne: w egoistyczn  konsumpcj  lub te  w iluzje o sobie. Prawdziw  mi

ci  nie

mo na nigdy i nikogo kocha za du o. Nale y tutaj odró ni  egocentryczn  mi

 siebie od

takiej mi

ci, która wymaga od cz owieka duchowego wzrostu, pokory i ofiarnej pracy nad

sob . W przykazaniu:

dziesz mi owa  swego bli niego jak siebie samego Jezus pokazuje

nam,  e miar  mi

ci bli niego jest mi

 do samego siebie. Kto , kto nie umie kocha

naprawd  siebie mi

ci  ofiarn  i wymagaj

, nie jest te  zdolny do prawdziwej mi

ci

bli niego.

Czy ceni  naprawd  swoje  ycie jako dar samego Boga? Jak wygl da moje zaanga owanie,
aby dobrze — zgodnie z wol  Stwórcy — prze

 swoje  ycie? Czy podejmuj  pytania

i problemy, które stawia mi moje  ycie: pytania o ostateczny cel  ycia, sens trudu, ofiary,
cierpienia i  mierci? Czy nie uciekam od  ycia i odpowiedzialno ci za  nie  w marzenia
i ró nego rodzaju konsumpcj ? Czy nie marnotrawi  czasu na ogl danie bezwarto ciowych
programów telewizyjnych, liczne i p ytkie kontakty towarzyskie lub ma owarto ciow
lektur ?

background image

Czy jestem odpowiedzialny za powierzon  mi prac ? Czy dobrze j  wykonuj ? Czy staram
si  by  w niej twórczy wykorzystuj c wszystkie talenty, które otrzyma em od Boga? Czy nie
ulegam chciwo ci dóbr materialnych? Czy nie popycha mnie ona do kradzie y lub innego
rodzaju nieuczciwo ci w kontaktach z bli nimi?

Czy nie rozbudzam swojej wyobra ni erotycznej przez marzenia, ogl danie pornografii? Czy
podejmuj  wysi ki, aby zachowa  czysto  zgodnie z moim stanem  ycia? Czy nie niszcz
swojej wra liwo ci duchowej i psychicznej przez nadu ywanie alkoholu? Czy zachowuj
stosowny umiar w jedzeniu i piciu?

Nie ograniczajmy jednak badania sumienia tylko do przytoczonych tutaj pyta . Trzeba wej
w to wszystko, o co oskar a nas w asne serce.

6. Powierzenie si  z zaufaniem Bogu

W sakramencie pokuty nie liczy si  tylko ludzki wysi ek. Sam wysi ek woli, naznaczony
woluntaryzmem, niczego jeszcze nie uzdrawia i nie zmienia. Wnikaj c w siebie samych jasno
widzimy nasz  ma

, ograniczono  i s abo , i to w

nie do wiadczenie, cho  trudne

i bolesne, prowadzi nas do pragnienia coraz pe niejszego powierzenia naszego  ycia Temu,
który jest niesko czenie dobry i mi osierny.

Powierzy  si  Bogu, to odpowiedzie  zaufaniem na Jego uprzedzaj ce zaufanie do nas: Je eli
Ty mnie, Panie, nie odrzucasz pomimo ca ej z

ci i szpetno ci moich grzechów, je eli Ty

mnie przyjmujesz wbrew mojej n dzy, to ja ju  nie mog  kalkulowa  i musz  Ci zaufa  bez
reszty. Okazane nam i przyj te przez nas zaufanie Kogo , kto nas kocha  w sposób
bezinteresowny, leczy nas z naszych s abo ci i zranie

yciowych, które najcz ciej polegaj

na braku zaufania do siebie samego, do ludzi i do Pana Boga.

Cz owiek ma g bok  potrzeb  wypowiedzenia siebie przed drugim w atmosferze zaufania;
posiada zarówno potrzeb

wyrzucenia z a, które w sobie czuje, jak te  wyra enia swoich

nadziei, pragnie  i t sknot. Badania dowodz , i  tam, gdzie zanika praktyka spowiedzi,
wzrasta nagle zapotrzebowanie na psychologi  i psychoanaliz . Ludzie znajduj cy si
w trudnych sytuacjach  yciowych, nierzadko w sytuacjach granicznych, nie tyle szukaj

drych i trafnych rad, ile najpierw kogo , kto by by z nimi w ich trudnym po

eniu; przed

kim mogliby wypowiedzie  to wszystko, co prze ywaj . Psychologia mo e pokaza
cz owiekowi jego w asne l ki, potrzeby, zranienia oraz wszystkie mechanizmy, które nim
rz dz , i jest to nieraz bardzo cenna pomoc dla cz owieka w jego procesie przemiany
wewn trznej. Psychologia jednak nigdy nie uleczy duszy cz owieka i nie da si y wewn trznej,
aby móg  on przyj  i d wiga  swoje w asne  ycie takim, jakie Bóg stawia przed jego
wolno ci .  ród em  ycia i mocy cz owieka jest bowiem jego Stwórca i Pan.

Zdarza si ,  e cz owiek szukaj cy pomocy tylko w psychologii, czuje si  jak owa chora
kobieta z Ewangelii, która wyda a ca e swoje mienie na lekarzy i mia a si  jeszcze gorzej
(por.  k 8, 43). Znamy wiele takich ran ludzkich, których  aden lekarz na ziemi nie mo e
uleczy .  Korzystaj c  w razie  potrzeby  z pomocy  kompetentnych  osób  i doceniaj c  ich

background image

wysi ek (sam Bóg mo e si  tak e nimi pos ugiwa ), trzeba jednak mie  jasn

wiadomo ,  e

uleczenie tego, co psychiczne w cz owieku zale y przede wszystkim od uzdrowienia serca.

Sakrament pokuty jest szczególnym miejscem, gdzie cz owiek mo e otworzy  ca kowicie
swoje serce na uzdrawiaj

 moc Bo ej mi

ci, miejscem, gdzie mo e do ko ca

wypowiedzie  to wszystko, co go najbardziej boli i dr czy. Zawsze najbardziej boli cz owieka

o, które wyrz dzili mu inni oraz z o, które sam sobie wyrz dzi  swoim grzechem. Zawsze

najbardziej cierpi, kiedy oskar aj  go inni lub te  kiedy sam siebie oskar a. To oskar ane
i oskar aj ce si  serce cz owieka mo e odnale  ukojenie w Bogu. Je li nasze serce oskar a
nas, to Bóg jest wi kszy od naszego serca.
 (por. 1 J 3, 20).

XIX. ROZWA ANIA O LUDZKICH UCZUCIACH

4

fotelu fryzjerskim siedzia  cz owiek niewymownej brzydoty. Jego twarz blada, d uga, jakby
barania, by a pokryta krwawi cymi krostami. No yce obcina y k aki jego zwe nia ych w osów

tego koloru. Czu em do niego tak wielk  odraz ,  e my l o znalezieniu si  zaraz w tym

samym fotelu i poddanie si  tym samym no ycom by a dla mnie niezno na. Tak przy apa em
si  raz jeszcze na wstr cie do wi kszo ci ludzkich plemion, w czym kry  si  mój poci g do
gatunku ludzi przeciwstawionych tamtym, urodziwych, do których oczywi cie zalicza em
siebie
 (Cz. Mi osz). Autor daje nam w tym krótkim tek cie  wiadectwo autentycznej pracy
nad swoimi uczuciami. Polega ona na rozpoznawaniu i kontrolowaniu budz cych si  w nas
odruchowo

nieuporz dkowanych uczu   i 

próbie  yczliwego  rozumienia,  w 

swoich

nieuporz dkowanych uczuciach, siebie i bli niego.

W naszych rozwa aniach o nawróceniu wewn trznym podkre lamy nierzadko konieczno
zmiany naszego sposobu my lenia i pojmowania rzeczywisto ci. Jest to — jak si  wydaje —
jednostronne i 

powierzchowne traktowanie  problemu przemiany wewn trznej. Je eli

nawrócenie cz owieka ograniczymy do sfery rozumowej, mo emy je osi gn  nawet bardzo
szybko. Oto przyk ad. Osoba niepewna siebie i swoich pogl dów w kontakcie z cz owiekiem
o zdecydowanych i jasnych przekonaniach mo e  atwo uto sami  si  z nimi i uzna  je za
swoje. Po pewnym jednak czasie, kiedy minie pierwsze wra enie, w spotkaniu z nowymi
lud mi mo e na nowo zmienia  swoje przekonania, uznaj c pogl dy z przesz

ci za

niepe ne lub nawet fa szywe.

W nawróceniu na równi ze zmian  sposobu my lenia winien si  tak e zmienia  nasz sposób
uczuciowego reagowania, nasze postawy serca. Nawrócenie winno by  bowiem przemian
ca ego cz owieka, a nie jakiej  jego cz ci. W j zyku biblijnym okre la si  to przemian
serca, które jest centrum osobowo ci, siedzib  wszystkich witalnych si  cz owieka. Przyj cie
argumentów racjonalnych nie oznacza jeszcze pe nej przemiany wewn trznej. Trzeba
równie  przemiany naszych postaw wewn trznych, które s  zasadniczym  ród em naszych

background image

uczu  i p yn cych z nich reakcji. Taka przemiana jest jednak d ugim i trudnym procesem;
procesem wymagaj cym z naszej strony  wiadomego i trwa ego zaanga owania.

1. Wej cie w nieuporz dkowane uczucia pocz tkiem nawrócenia

wiczeniami duchownymi nazywa si  wszelkie sposoby przygotowania i usposobienia duszy

do usuni cia wszystkich uczu  nieuporz dkowanych, a po ich usuni ciu — do szukania
i znalezienia woli Bo ej
 ( D, 1). Nawrócenie domaga si  od nas wej cia w  wiat naszych
nieuporz dkowanych uczu . Pozna

wiat uczu  cz owieka to w pewnym sensie pozna

samego cz owieka. Poprzez nasze uczucia ujawnia si  bowiem to, co jest w nas najg bszego:
nasze pragnienia, t sknoty, nadzieje, oczekiwania, ale tak e nasze potrzeby, obawy, l ki,
gniew, niezadowolenie z siebie i z innych. Je eli pragniemy pozna  siebie, by móc poznawa
Boga, to trzeba nam si  odwo

 nie tyle do naszych my li o nas samych, co raczej do

naszych uczu , rozumianych jednak bardzo szeroko. Nasze rozumienie siebie jest zawsze
bardzo uwarunkowane. Mo e ono kszta towa  si  pod wp ywem dzia aj cych w nas
nie wiadomie mechanizmów obronnych lub te  powierzchownych opinii innych ludzi, które
spontanicznie przejmujemy jako w asne.

Wej cie w  wiat uczu , które nie by y jeszcze  wiadomie kszta towane, piel gnowane, mo e
okaza  si  nie atwym zadaniem. Odnosi si  to zw aszcza do osób nastawionych przede
wszystkim na dzia alno  zewn trzn , którym brak g bszej refleksji.  wiat uczu  ludzkich
przypomina g sty las, niekiedy wr cz wielk  d ungl , w której  atwo mo na si  zagubi .

Aby bezpiecznie kroczy  przez las naszych uczu , zw aszcza nieuporz dkowanych, trzeba
spe ni  pewne podstawowe warunki. Po pierwsze konieczna jest pewna  wiadomo
i pragnienie dobrowolnego wej cia w siebie. Po drugie potrzeba nam tak e czasu wyciszenia
i modlitewnej refleksji nad sob . Nikogo nie mo na na si  wprowadzi  w rozeznawanie,
porz dkowanie i 

kszta towanie w asnych uczu . Próba robienia tego na si  np.

w wychowaniu, przynosi zwykle przeciwne skutki. Aby móc wej  w  wiat naszych uczu ,
niezb dne jest tak e kierownictwo duchowe.

Pierwszym prowadz cym cz owieka w rekolekcjach jest Duch  wi ty, który dzia a przez

owo Bo e. Je eli poddamy si  Temu nauczycielowi, ujawni On i os dzi wszystkie

najg bsze zamys y serca, wszystkie nasze uczucia. Aby jednak nie ulec z udzeniom
z powodu niesamowitej ludzkiej sk onno ci do fa szerstw moralnych (K. Rahner)  i nie
kierowa  si  nie wiadomie mechanizmami obronnymi, Ignacy daje odprawiaj cemu
rekolekcje tak e cz owieka — kierownika duchowego.

Odwo uj c si  do m dro ci Ko cio a, jak równie  do osobistego do wiadczenia i wiedzy,
kierownik ma pomóc rekolektantowi rozezna  si  w  wiecie jego do wiadcze  uczuciowych.
Obejmuj  one nie tylko to, co dzieje si  w duszy cz owieka, ale tak e to, co dzieje si
w  wiecie ludzkiej psychiki. Nie jest to jednak sprawa prosta, poniewa  oba dzia ania
w cz owieku  (duchowe  i psychiczne)  s

ci le  splecione  i nie  mo na  ich  rozdziela .

Do wiadczenia duchowe  wyra aj  si   w prze yciach psychicznych, a nawet cielesnych

odwrotnie,  do wiadczenia  w 

sferze  ludzkiej  psychiki  i 

cia a  maj   zwi zek  tak e

background image

z duchowym wymiarem cz owieka. Powa nym zubo eniem w traktowaniu cz owieka jest
lekcewa enie lub zaniedbanie którejkolwiek z trzech warstw osoby ludzkiej: fizycznej,
psychicznej i duchowej (V. E. Frankl).  wiadome przyj cie kierownictwa duchowego
wyra a osobist  trosk , aby nie ulega  z udzeniom. Dotyczy to przede wszystkim sytuacji,
kiedy stajemy przed konieczno ci  uznania nieuporz dkowanych uczu , których dotychczas
nie byli my  wiadomi.

2. Co to s  uczucia?

W obecnych rozwa aniach nie chcemy zajmowa  si  teoriami psychologicznymi, ale chcemy
poda  jedynie pewien prosty klucz do lepszego poznania siebie. Nieraz zastanawiamy si ,
jakie s  nasze  g ówne wady, nami tno ci, sk onno ci i jak g boko s  one w nas
zakorzenione. Pytamy siebie, nad czym w

ciwie winni my pracowa . Aby odpowiedzie

sobie na te i podobne pytania, trzeba wej  w  wiat swoich uczu . One dopiero powiedz
nam, jakie s  nasze rzeczywiste problemy, które zatrzymuj  nas w drodze do Boga.

Wszystkie uczucia w cz owieku mo emy podzieli  na dwie kategorie: uczucia pozytywne —
przyjemne  w do wiadczaniu  oraz  uczucia negatywne  — nieprzyjemne  w prze ywaniu.
Przyk adem uczu  pozytywnych mo e by  prze ywanie rado ci, zadowolenia, przyjemno ci,
sympatii, mi

ci, entuzjazmu; natomiast przyk adem uczu  negatywnych mo e by  gniew,

, zazdro , wstr t, niech , odraza, niezadowolenie. Podzia , który zosta  tutaj

zaproponowany, jest pewnym uproszczeniem. Istnieje bowiem w 

nas wiele odczu

oboj tnych, które trudno by oby nam zaliczy  do jednej z dwu kategorii. Nasze uproszczenie
jest jednak celowe, gdy  w tych rozwa aniach b dziemy si  zajmowa  przede wszystkim
grubymi uczuciamiuczuciami nieuporz dkowanymi, które przeszkadzaj  nam w drodze do
Boga.

Uczucia pozytywne s  odruchowo i ch tnie przez nas akceptowane, przyjmowane i one
stanowi   o prze ywaniu  stanu  naszego szcz cia. Dobre samo–poczucie, to trwanie
dobrychpozytywnych uczuciach. Uczucia negatywne s  natomiast przez nas odruchowo
odrzucane  i 

staj  si

ród em naszego  stanu nie–szcz cia. Z e samo–poczucie, to

do wiadczanie negatywnych uczu . Nie jeste my zadowoleni z prze ywanego gniewu, z

ci,

wstr tu, zazdro ci itd.

Co to s  uczucia? Uczucia to pewien psychiczny stan cz owieka, pewne nastawienie
wewn trzne, które towarzyszy ka demu naszemu do wiadczeniu. Stan ten ujawnia na
zewn trz
 to, co jest wewn trz cz owieka. Jak ka dy przedmiot materialny posiada okre lon
temperatur , tak niemal ka de nasze ludzkie do wiadczenie posiada tak e swój uczuciowy
stan
, uczuciow  temperatur . Uczucia towarzysz  nam nie tylko na jawie, ale tak e podczas
snu. Nasze sny odznaczaj  si  zwykle wielkim bogactwem uczuciowym.

Uczucia negatywne, przykre dla nas, s znakami,  e dan  sytuacj , w której si  one budz ,
odbieramy przede wszystkim jako zagro enie; przypominaj  czerwone  wiat o, które nas
ostrzega: Uwaga! Niebezpiecze stwo! Uczucia pozytywne sygnalizuj  nam natomiast, i

background image

sytuacja, w któr  wchodzimy, jest dobra dla nas. Jest to jakby zielone  wiat o, które mówi:
mo esz wej  w dan  sytuacj , bo ona jest dla ciebie dobra.

Jest rzecz  ogromnie wa

 u wiadomi  sobie,  e nasze uczucia s  sygna ami

subiektywnymi. Obiektywizm wielu prze ywanych subiektywnie zagro

 winien by

dopiero rozeznany w rozmowie z bli nim, który posiada pewien dystans emocjonalny do
naszych prze

. Takiego rozeznania wymaga wiele naszych uczu , tak e uczu

pozytywnych.

wiadamianie sobie faktu,  e nasze uczucia s

sygna ami subiektywnymi, pozwala nam

nabiera  do nich wi kszego dystansu i nie identyfikowa  si  z nimi. L k, zazdro , wrogo ,
euforia, gniew i ka de inne uczucie jest we mnie, ale ja sam nie jestem l kiem, zazdro ci ,
wrogo ci , eufori  czy gniewem. Teoretycznie wydaje si  to by  stwierdzeniem oczywistym
i wprost truizmem by yby próby udowadniania go. A jednak w codziennych zachowaniach
nierzadko reagujemy tak, jakby my nie mieli  adnej wolno ci i byli niemal skazani na
uleganie naszym najbardziej prymitywnym odruchom uczuciowym.

Cz owiek ma charakter, ale jest osob  (R. Allers). Mo emy tu jeszcze doda : cz owiek jako
duchowa osoba ma charakter i ma wolno  w stosunku do charakteru. Sk onno  charakteru
nie jest wi c w  adnym razie czynnikiem rozstrzygaj cym: ostatecznie rozstrzygaj ce jest
zawsze zaj cie stanowiska przez osob . (...) Cz owiek ma wi c wolno  nie tylko w stosunku
do wp ywów swego  rodowiska, lecz równie  wobec swego charakteru (V. E. Frankl).

Realno  zagro enia wynikaj

 z niektórych sytuacji wida  nieraz bez  adnego rozeznania.

Ale jest wiele innych sytuacji, które odbieramy jako zagro enie tylko z powodu naszych

kowych postaw wobec  ycia. S  to w rzeczywisto ci zagro enia pozorne. Nabranie

dystansu do nich sprawia, i  przestajemy je prze ywa  jako  ród o l ków. Podobnie dzieje
si  w przypadku uczu  pozytywnych: przyjemno  z nich wyp ywaj ca nie musi wi za  si
z rzeczywistym dobrem; dobro  zapowiadana przez pozytywne odczucia mo e by  pozorna
i zwodnicza (por.  D, 314).

W obecnych rekolekcjach stawiamy sobie pytanie: jakie s  nasze zasadnicze uczucia
negatywne? W jakich sytuacjach one si  budz ? Co mnie najcz ciej irytuje, z

ci,

zniech ca? W jakich sytuacjach czuj  si  lepszy, chwalony, a w jakich gorszy, lekcewa ony,
pomijany? Przez kogo czuj  si  przyj ty, akceptowany, kochany, a przez kogo odrzucony,
pomijany, niekochany? Czego w  yciu si  jeszcze spodziewam, jakie s  moje nadzieje? Jakie

 moje obawy, l ki, zagro enia? Te i tym podobne pytania mog  nas naprowadzi  na

pe niejsze odkrycie naszych uczu , które doprowadz  nas do  ród a, z którego one pochodz .

3. Sk d si  bior  nasze uczucia?

Gdy patrzy si  na problem bardzo powierzchownie, mo e si  niekiedy wydawa , i

ród a

naszych uczu  le  poza nami. Mówimy nieraz usprawiedliwiaj c pewien typ naszych
reakcji, cz sto bardzo niedojrza ych: on mnie zdenerwowa , on mnie irytuje, on powoduje

background image

moj  agresj , zazdro , on budzi moj  sympati ,  yczliwo . W tym typie rozumowania
nacisk po

ony jest na on.

Pe niejsze poznanie siebie, u wiadomienie sobie zasadniczych postaw  yciowych pozwoli
nam jednak stwierdzi , i  to nie ludzie, problemy czy konflikty budz  nasze uczucia.
Sytuacje zewn trzne staj  si  jedynie katalizatorami tego, co w nas ju  od dawna istnieje.
Wszystkie nasze uczucia, tak pozytywne jak i negatywne, maj  swoje  ród o w utrwalonych
postawach wewn trznych
utrwalonych zachowaniach wewn trznych. Nasze za  postawy
wewn trzne, utrwalone zachowania kszta towa y si  w nas od niemowl cych lat. Niektórzy
psychologowie stwierdzaj  nawet, i  okres prenatalny mia  tak e decyduj cy wp yw na
kszta towanie si  naszej osobowo ci.

Nasze postawy wewn trzne, utrwalone zachowania s  jak  wypadkow  bardzo wielu
czynników naszego  ycia: wychowania, prze ytych do wiadcze , dokonanych wyborów,
pope nionych b dów itd. Na utrwalanie si  naszych postaw wewn trznych pracowa o ca e
nasze  ycie, ca a nasza historia. Szczególne znaczenie ma tutaj do wiadczenie wyniesione ze

rodowiska rodzinnego. V. E. Frankl podkre la jednak, i  nie jest a  tak wa

 rzecz

doszukiwanie si  w naszej historii  ycia genezy naszych utrwalonych postaw i zachowa
wewn trznych, ale chodzi raczej o poznanie roli, jak  pe ni  one dzisiaj w naszym  yciu.
Doszukiwanie si  samemu genezy utrwalonych postaw i zachowa , szczególnie wówczas,
kiedy nie zaleci y nam tego kompetentne osoby, mo e naprowadza  na ja ow
autopsychoanaliz , która skoncentruje nas jedynie na nas samych.

Aby praca nad sob  przynosi a owoce rzeczywistej przemiany wewn trznej, trzeba najpierw
odkry  utrwalone w nas postawy, które w j zyku potocznym okre lane s  jako g ówne cnoty
i wady. Wielu z tych postaw mo emy by  nie wiadomi.

4. Jak pracowa  nad swoimi uczuciami?

Najpierw trzeba nam nauczy  si  dostrzega  i docenia  nasze uczucia. Uczucia, wszystkie
uczucia,  s   bogactwem  cz owieka.  I 

chocia

bogactwo to  jest  uwik ane  w 

nasze

fundamentalne zranienie grzechem cudzym i w asnym, jednak nie zmienia to faktu, i
posiadaj  one decyduj ce znaczenie na wszystkich p aszczyznach naszego  ycia. G ównym

dem, który pope niamy w pracy nad sob , jest w

nie lekcewa enie  wiata uczu .

Uczucia s  zawsze bardzo cennym  ród em informacji o nas samych, o naszych najg bszych
postawach, które kieruj  naszym  yciem.

W sytuacjach niepowodze  i konfliktów, trzeba nam  wiadomie rezygnowa  z obwiniania
bli nich, by móc dostrzec swoje w asne reakcje uczuciowe oraz zasadnicze postawy
wewn trzne, które si  kryj  za nimi. Zbytnie skoncentrowanie si  na winie innych odwraca
nasz  uwag  od w asnej odpowiedzialno ci za siebie. Jest to pewien mechanizm obronny,
który winien by  przez nas odkrywany  wiadomie i z ca  dobrowolno ci .

Niedojrza

 cz owieka zarówno w sferze emocjonalnej jak i duchowej (obie te sfery  cz

si  ze sob

ci le) polega mi dzy innymi na nieznajomo ci czy te  nawet na lekcewa eniu

background image

wiata uczu . Zwykle jednak cz owiek, który lekcewa y swoje uczucia, w  yciu codziennym

nierzadko kieruje si  najbardziej prymitywnymi odruchami uczuciowymi. Pierwszy wymóg
dojrza

ci emocjonalnej i duchowej, to u wiadomienie sobie uczu , które towarzysz

wszystkim naszym do wiadczeniom.

Jednak nie dochodzimy do u wiadomienia sobie naszych uczu  po to, aby je natychmiast
usuwa  lub zmienia . Winni my zda  sobie spraw ,  e sam  si  woli, woluntaryzmem, nie
mo emy odmieni  naszych emocji. Zbytni nacisk woli na uczucia, mo e prowadzi  jedynie
do represji. K. Rahner, powo uj c si  na  w. Tomasza z Akwinu, stwierdza,  e jest rzecz
niemoraln  t umienie w cz owieku uczu . Represja uczu , spychanie ich do pod wiadomo ci
nie ma sensu, poniewa  wychodz  one na zewn trz w innej, zwykle gorszej postaci. I tak np.
spotykamy nieraz ludzi zewn trznie bardzo poprawnych, u

onych, wprost nienagannych,

ale jednocze nie zamkni tych w sobie, wewn trznie spi tych, bardzo dra liwych na swoim
punkcie. Jest to bardzo wysoka cena, jak  osoby te p ac  za swoj  zewn trzn  poprawno
i nienaganno .

Z uczuciami, nawet najbardziej negatywnymi, nie trzeba walczy . Nie nale y si  te  ich
obawia . Trzeba uczy  si

wiadomie i dobrowolnie je akceptowa . Naszymi uczuciami

mo emy kierowa  tylko wówczas, kiedy uznamy je za swojeJe eli  w  wiecie  uczu
wyrzekasz si  czego 
 — zauwa a A. de Mello — to zrastasz si  z tym na zawsze. Kiedy co
zwalczasz, wi

esz si  z tym na wieki. Tak d ugo, jak z tym walczysz, tak te  d ugo dajesz

temu moc. Dok adnie tak  moc, jak t , któr  wk adasz w t  walk . Tak wi c musisz przyj
twoje uczuciowe demony, bo kiedy z nimi walczysz, dajesz im si .

Z naszymi uczuciami winni my post powa  jak do wiadczony pasterz z trzod  owiec.

ca ym  spokojem  obserwuje  owce  i 

pozwala  im  chodzi   w 

dowolnym  kierunku.

Interweniuje zdecydowanie dopiero wówczas, kiedy owce zbli aj  si  do przepa ci lub te
wtedy, gdy grozi im jakie  inne niebezpiecze stwo.

Pierwszym warunkiem dobrej kontroli naszych uczu  jest ich pe na akceptacja. Ale ju  samo
przyj cie i zgoda na nie wymaga od nas wielkiej pokory. Nie atwo przyzna  si  przed sob ,
przed innymi i przed Bogiem do prymitywnych  i brzydkich uczu , które nieraz bardzo nas
obna aj Fa szywa  wi to  polega mi dzy innymi na nieakceptacji g bi w asnego
nieuporz dkowania wewn trznego oraz g bi w asnego zranienia. Ucieczka od siebie w  wiat
religijnej iluzji stanowi zwykle form  ucieczki od w asnych negatywnych uczu , których nie
chce si  uzna  ani przed sob , ani przed Bogiem. Zepchni cie ich do pod wiadomo ci mo e
by  fa szywie interpretowane jako znak w asnej nienaganno ci moralnej.

5. Ocena moralna uczu

Czy nieuporz dkowane uczucia s  grzechem? Uczucia same w sobie, tak pozytywne jak
i negatywne, s  moralnie oboj tne i nie podlegaj  moralnej ocenie. Rodz  si  bowiem w nas
niezale nie od naszej wolno ci. Dopiero nasza, mniej lub bardziej  wiadoma i wolna, reakcja
na uczucia — kontrolowanie ich lub te  uleganie im — podpada ocenie moralnej.

background image

wiadomo ,  e utrwalone postawy wewn trzne i wyp ywaj ce z nich uczucia nie s  same

w sobie faktem grzechu, cho  stwarzaj  mniej lub bardziej siln  tendencj  do post powania
wewn trznie z ego z punktu widzenia moralnego, daje nam mo liwo  nabierania du ego
dystansu do naszych najbardziej nieuporz dkowanych i najbardziej grzesznych uczu . L k
i poczucie winy rodz ce si  spontanicznie pod wp ywem negatywnych uczu  koncentruje nas
na sobie i utrudnia nam ogromnie pokonanie siebie  w sytuacji kuszeniaInn  jest rzecz
pokus by  przedmiotem, a inn  rzecz  pokusom tym ulec
 (W. Shakespeare). Inn  jest rzecz
budzenie si  w nas nieuporz dkowanych uczu  pychy, zazdro ci, nienawi ci, a inn  rzecz
uleganie tym uczuciom i post powanie zgodnie z nimi.

6. Opór wewn trzny

Odkrycie utrwalonych postaw wewn trznych b

cych  ród em okre lonych uczu  jest

cz sto nie atwe. W ka dym z nas dzia a przecie  wiele mechanizmów obronnych i je eli nie
jeste my ich  wiadomi, utrudniaj  nam ogromnie prawdziw  ocen  samych siebie. Potrzeba
pewnej kultury uczuciowej (wyrobienia wewn trznego), aby dostrzega  w sobie opór
psychiczny, który odruchowo rodzi si  w nas, kiedy dotykamy mocno utrwalonych
i zastarza ych sposobów zachowania i reagowania. Jeste my sk onni ba  si  wszelkiej wiedzy,
która mog aby obudzi  w nas uczucie pogardy do samych siebie lub poczucie ni szo ci,

abo ci, braku warto ci, poczucie,  e jeste my  li i musimy si  wstydzi . Chronimy siebie

i swój idealny obraz przez represj  i inne podobne mechanizmy obronne, które w swojej
istocie s  sposobami na to,  eby nie u wiadamia  sobie prawd nieprzyjemnych
 (A. H.
Maslow).

Dostrze enie w nas utrwalonych postaw i zachowa  wewn trznych bardzo zobowi zuje.
Domaga si  bowiem kwestionowania naszego post powania oraz zmiany siebie. Gdyby my
byli bardzo szczerzy wobec siebie samych, to — by  mo e — mogliby my sobie
przypomnie  pewne sytuacje konfliktowe, w których do wiadczali my, mo e bardziej
intuicyjnie ni  refleksyjnie, potrzeby postawienia sobie pytania o przyczyn  naszych zbyt
impulsywnych reakcji i zachowa .  atwiejsze jednak od szukania odpowiedzi na takie
pytania jest oskar anie innych:  warunków zewn trznych, spo ecze stwa, a najcz ciej
konkretnych osób. Oskar anie to jest jednak tylko form  przerzucania na bli nich
odpowiedzialno ci za zaistnia e nieprzyjemne sytuacjeGdy próbuje si  ods oni  nam
nie wiadome motywy, to zaczynamy z tym walczy , poniewa  niektóre nasze interesy s
zagro one. Krótko mówi c, okre lamy to zjawisko poj ciem oporu
 (K. Horney).

H. J. M. Nouwen, ksi dz, profesor psychologii, w dzienniku swojego siedmiomiesi cznego
pobytu  w klasztorze  trapistów  w Genesee  w USA  tak  oto  szczerze  pisze  o swoich
mechanizmach obronnych: Dzi  rano Ojciec John (kierownik duchowy Autora) wyja ni  mi,

e siewka potrafi oszukiwa  cz owieka udaj c,  e jest ranna, po to,  eby odci gn

 jego

uwag  od jajek z

onych w piasku na otwartej przestrzeni. Wspania e! Udawanie jako bro .

Ile  to razy domaga em si  wspó czucia z bardzo b ahego powodu, po to,  eby odwróci
czyj

 uwag  od problemu, który chcia em zachowa  w tajemnicy. Czasem wydaje mi si ,  e

ka dy ptak zinstytucjonalizowa  który  z moich mechanizmów obronnych. Kuku ka sk ada
swoje jajka w gnie dzie innego ptaka, który j  wyr cza w wychowaniu piskl t; baltimorska

background image

wilga na laduje d wi ki gro nych ptaków,  eby odstraszy  wrogów, czerwonoskrzyd y kos
tak g

no potrafi krzycze  cz owiekowi nad g ow ,  e zm czony tym ha asem szybko

opuszcza teren, który ptak uwa a za swoj  w asno . Nie trzeba d ugo rozmy la ,  eby doj
do wniosku,  e ja robi  wszystko to samo, a nawet znacznie wi cej, by siebie chroni , albo

eby przeprowadzi  swoj  wol . W cytowanym fragmencie ksi

ki Autor daje nam

doskona y przyk ad uwa nej i krytycznej obserwacji swoich mechanizmów obronnych, która
daje mo liwo  ich kontrolowania i panowania nad nimi.

7. Werbalizacja uczu

Nikt nie jest dobrym s dzi  we w asnych sprawach. To przys owie zawiera g bok  prawd
psychologiczn  o cz owieku. Nie mo na samemu rozezna  si  w  wiecie swoich uczu . Aby
móc je obiektywnie oceni , dostrzec ich  ród a oraz wp yw na nasze wybory i decyzje,
potrzebujemy pomocy cz owieka do wiadczonego. Jak nikt z nas nie mo e ogl da  w asnej
twarzy bez pomocy lustra, podobnie nikt nie mo e nauczy  si  prawdziwie odczyta  swojego
stanu wewn trznego bez pomocy bli niego. Stajemy w ten sposób przed problemem
kierownictwa  duchowego,  o 

którym  b dziemy  mówi   w 

dalszych  rozwa aniach.

W pierwszych wiekach chrze cija stwa wyra nie rozgraniczano spowied  od kierownictwa
duchowego. Spowied  odbywano przed kap anem, któremu wyznawano grzechy, natomiast
po kierownictwo duchowe udawano si  do ojców duchownych, którzy najcz ciej nie byli
kap anami, ale mnichami do wiadczonymi w  yciu wewn trznym.

Aby ukszta towa  w sobie kultur  uczu , która pozwoli aby nam poznawa  je i kierowa
nimi, trzeba uczy  si  otwarcie i obiektywnie mówi  o naszych emocjach w kierownictwie
duchowym. Zauwa my najpierw, i  jest rzecz  niemo liw  ca kowite ukrycie naszych uczu .
Tak e cz owiek bardzo zamkni ty, który nigdy nie mówi o sobie i swoich odczuciach, ca
swoj  postaw  nieustannie wypowiada jedno z podstawowych swoich uczu : zamkni cie
i l k o siebie. Nasze uczucia wypowiadamy nie tylko za pomoc  s ów, ale ca ym naszym
zewn trznym zachowaniem: mimik  twarzy, spontanicznymi odruchami, gestami. Nawet
wówczas, kiedy nie s yszymy potoku wypowiadanych s ów,  atwo wyczuwamy czyj  l k,
wrogo , lekcewa enie, czy te  przeciwnie: sympati , otwarto , akceptacj ,  agodno ,
dobro .

Zwykle jednak dla wypowiedzenia naszych uczu  korzystamy ze s ów. S owa zachwytu,
podziwu, sympatii czy te  narzekania, obmowy, przekle stwa s  jak  spontaniczn ,
nierzadko bardzo impulsywn  form  wypowiadania uczu . Mo e ona powodowa  obni enie
rodz cych si  w nas napi  psychicznych, ale daje to efekt tylko dora ny. Celem tego
impulsywnego i bezrefleksyjnego werbalizowania naszych uczu  nie jest bowiem pragnienie
poznania ich, ale szukanie potwierdzenia u innych dla swoich postaw i zachowa .

Do prawdziwego poznania siebie i kierowania sob  potrzeba równie  wypowiadania uczu
przed cz owiekiem postronnym, który móg by nam pomóc obiektywnie spojrze  na nasze
wewn trzne do wiadczenie: na wszystkie nasze uczucia, ich wp yw na nasze sposoby
my lenia, reagowania i na nasze codzienne post powanie. Taka praca mo e dokonywa  si
jedynie w 

obecno ci, najogólniej mówi c, osoby zaufanej, która — poza g bokim

background image

do wiadczeniem  yciowym — ma równie  emocjonalny dystans do przedstawionych jej
spraw.

Ujawnianie swoich uczu , analizowanie ich nawet przed cz owiekiem zaufanym nie
przychodzi nam  atwo, poniewa  mówi c o naszych emocjach dotykamy zawsze tego, co jest

nas  najbardziej  intymne,  osobiste.  Mówi c  za   o uczuciach  nieuporz dkowanych

dotykamy naszych  yciowych zranie  doznanych od innych oraz w asnych grzechów
i b dów, które zwykle d ugo nas bol . Boimy si  wypowiada  to, co czujemy, poniewa
obawiamy si  kolejnego zranienia. Ale nie mo na otrzyma  skutecznej pomocy lekarskiej
uciekaj c przed poznaniem w asnych ran przez zaprzeczanie ich istnieniu. Pomoc lekarza
mo e otrzyma  tylko ten, kto otwarcie i szczerze mówi o swoich dolegliwo ciach.

Czy mo emy pozwoli  sobie na zamkni cie si  w nas samych i nie rozmawia  nigdy i
z nikim otwarcie i szczerze o tym wszystkim, co si  w nas dzieje? Z pewno ci  tak, mo e to
by  nasz wybór, ale jak ka dy wybór, tak równie  i ten posiada swoje konsekwencje.
Nierozpoznane, niewypowiedziane i nie kierowane przez nas nieuporz dkowane uczucia
pracuj  w nas pog biaj c i utrwalaj c wewn trzne postawy, z których si  rodz . W miar
up ywu lat, je eli cz owiek nie pracuje  wiadomie nad sob , jego osobiste problemy
powi kszaj  si  i daj  o sobie zna  we wszystkich jego relacjach: z Bogiem, z bli nimi, ze
sob  samym i ze  wiatem.

O wiele trudniej uleczy  w sobie naros e przez dziesi tki lat urazy do ludzi, poczucie
krzywdy, l ki, ni  uchwyci  tego rodzaju tendencje nerwicowe w m odo ci. Trudniej
zrozumie   i przyj

  utrwalone  w ci gu  d ugich  lat  ycia  popadanie  w zniech cenie,

niezadowolenie z siebie, czy nawet stany depresji, ni  zaakceptowa  takie sk onno ci i uczy
si  je kontrolowa  w momencie wchodzenia w  ycie doros e. Podobnie dzieje si  z ka dym
innym naszym problemem: chorymi ambicjami, pych , zmys owo ci , l kiem itp.

To, czego nie poznamy o sobie i nie przyjmiemy, na pewno przerzuca  b dziemy na innych.
I tak na przyk ad nasze surowe os dy moralne bli nich nie s  niczym innym, jak tylko
naszymi osobistymi nieuporz dkowanymi uczuciami, których nie zaakceptowali my. Zwykle
dra ni nas u innych przede wszystkim to, z czym sami mamy problemy.

Kiedy z ca  szczero ci  i odwag  wchodzimy w nasze uczucia, wypowiadamy je przed sob
samym, przed Bogiem i przed drugim cz owiekiem, aby je rozezna  i odnale  ich  ród a, to
chocia  one same natychmiast i tak si  nie zmieniaj , jednak po d

szej wytrwa ej pracy nad

sob  ulegaj  przemianie nasze postawy wewn trzne, które s

ród em uczu . Przemiana

postaw wewn trznych owocuje jednocze nie przemian  naszych uczu . Autentyczna praca
nad sob  wymaga wiele cierpliwo ci i wyrozumia

ci dla siebie samego, dla swoich

sposobów  reagowania,  jak  równie   wytrwa

ci  w 

rozpoznawaniu  swoich

nieuporz dkowanych uczu , wypowiadaniu ich przed Bogiem, przed kierownikiem
duchowym oraz w podejmowaniu prób kontrolowania ich na co dzie . Ogromn  pomoc
mo e w tym wzgl dzie okaza  si  codzienny rachunek sumienia.

background image

8. B ogos awieni czystego serca

ogos awieni czystego serca, albowiem oni Boga ogl da  b

 (Mt 5, 8). Profesor F.

Arvezú interpretuj c to b ogos awie stwo stwierdza, i  odnosi si  ono nie tylko do czysto ci
seksualnej, ale do wszystkich uczu  cz owieka. Lud mi czystego serca s  ci, którzy nie boj
si  samych siebie i swoich uczu  nieuporz dkowanych; wyzwolili si  bowiem ze strachu
o siebie  i zaakceptowali ca kowicie siebie wraz ze  wszystkimi swoimi emocjami. Nie
koncentruj  si  na sobie, poniewa  nie boj  si  siebie i w

nie dlatego mog  pe niej

skoncentrowa  si  na Bogu. Nie ogl daj  ju  nieustannie siebie z l ku o siebie, dlatego
w mi

ci mog  ogl da  Boga i s ucha  Jego S owa. S  czy ci, s  przejrzy ci przed sob

przed  Bogiem.  I 

chocia   widz ,  e  s   s abi,  zranieni,  grzeszni  —  uczucia

nieuporz dkowane, które w nich s , przypominaj  im o tym nieustannie — to jednak nie boj
si  o siebie, bo zaufali Bogu. Nieakceptacja w asnych uczu  jest brakiem akceptacji siebie,
brak akceptacji w asnych uczu  jest jakim  buntem przeciwko sobie. Nie uciekaj od swoich
wewn trznych uczu , nawet je li wydaj  si  one przera aj ce. Poprzez dok adne  ledzenia
ich zrozumiesz je lepiej i b dziesz móg atwiej szuka  nowych dróg, kiedy te stare natkn  si
na  lep

cian . Badaj c dog bnie swoje niesforne i gwa towne emocje staniesz wobec

swego grzesznego Ja. Ta konfrontacja nie powinna prowadzi  do rozpaczy, lecz da  ci
wolno , dzi ki której otrzymasz mi osierdzie Bo e, bez którego nie jest mo liwe  adne
uzdrowienie
 (H. J. M. Nouwen).

Wchodzenie w 

nasze  uczucia, poznawanie ich, wypowiadanie, odkrywanie postaw

wewn trznych, z których one wyp ywaj  stawia nas w prawdzie. Prawda ta nierzadko boli
i trudno j  przyj . Odkrywamy bowiem w nas ogrom przywi za  do rzeczy i ludzi, chorych
ambicji, niepokoju, poczucia winy, niezadowolenia z siebie, wrogo ci wobec innych,
poczucia zagro enia, zazdro ci, tendencji depresyjnych, itp. Otwarta konfrontacja z tym
wszystkim mo e budzi  nasze przera enie i prowadzi  nas nawet do granic rozpaczy. Obawa
poznania samego siebie jest bardzo cz sto (...) analogiczna do strachu przed  wiatem
zewn trznym
 (A. H. Maslow).

usznie wi c mo e rodzi  si  pytanie, czy temu wszystkiemu podo am. Uzasadnione te

wydaj  si  by  nasuwaj ce si  w tpliwo ci. Czy warto wchodzi  w siebie i pyta  si  o to
wszystko, co jest w nas? Czy nie lepiej 

 w

ogiej nie wiadomo ci? Wielu ludzi tak

nie s dzi i wed ug tego dokonuje wyborów. Nie wchodzi  w siebie, nie poznawa  siebie,

nie czu  si  zobowi zanym do pokonywania swoich zniewole  — to wydaje si

atwiejsz

propozycj . Pytanie, czy jest to prawdziwsze i uczciwsze wobec swojego cz owiecze stwa,
wobec bli nich, z którymi jeste my zwi zani, i wreszcie wobec Boga. Nie otrzymali cie
przecie  ducha niewoli
 (Rz 8, 15), upomina nas  w. Pawe .

Je eli cz owiek nie poznaje swoich nieuporz dkowanych postaw i nie przemienia ich powoli

stopniowo, to  zatrzymuj   go one  na  nim samym  i 

staj  si  zasadniczymi, cho

nie wiadomymi motywami ca ego jego post powania. Cz owiek s

y wówczas sobie

samemu, swojemu nieuporz dkowaniu wewn trznemu nawet je eli subiektywnie wydaje mu
si  (jak faryzeuszowi z przypowie ci o faryzeuszu i celniku),  e s

y Bogu. S

 Bogu

ca ym swoim sercem, ca  swoj  dusz  i ca ym swoim umys em (Mt 22, 37) mo e tylko

background image

cz owiek wolny lub te  przynajmniej d

cy usilnie do wewn trznej wolno ci. Poznajemy

samych siebie, ca y bogaty  wiat uczu  nieuporz dkowanych, aby stawa  si  lud mi pe niej
wolnymi i przez to bardziej dyspozycyjnymi do szukania i znajdowania Boga i Jego woli we
wszystkim (por.  D, 1). Jezus zapewnia nas: Poznacie prawd , a prawda was wyzwoli (J 8,
32).

Bo kiem cz owieka mog  sta  si  nie tylko rzeczy le ce jakby poza nim (posiadanie
materialne, sukces, przyjemno ci zmys owe), ale równie  postawy wewn trzne: zamkni cie
w sobie, zbytnia troska i l k o siebie, melancholia i smutek, wrogo  i niech  wobec innych.
Nasze bo ki powoli jednak zmieniaj  si  w demony. Obietnica  atwiejszego  ycia, któr  daje
demon zamkni cia si  w sobie, jest — jak ka da obietnica z ego ducha — czczym

amstwem. Zamiast teoretycznych dowodów, wystarczy uwa na obserwacja  ycia.

Wszystkie nasze zranienia  yciowe, ca e nieuporz dkowanie wewn trzne trzeba nam

wiadomie i dobrowolnie podj

 jako trudne zadanie dla stawania si  pe niejszymi, tj.

bardziej wolnymi lud mi. Praca nad sob  staje si  (wówczas) nie tylko podstawowym
moralnym obowi zkiem, ale zarazem podstawowym moralnym przywilejem. Gdy b dziemy
powa nie traktowa  spraw  w asnego rozwoju — sami owej pracy nad sob  zapragniemy.
Pozbywaj c si  (...) obsesji na temat w asnej osoby, uzyskuj c wolno  dbania o w asny
rozwój — wyzwalamy u siebie zarazem zdolno  do mi

ci i do troski o innych ludzi (K.

Horney), zdolno  do rzeczywistej troski o s

enie Bogu ca ym swoim sercem, ca  swoj

dusz  i ca ym swoim umys em (Mt 22, 37).

9. Miejcie te same uczucia, co Jezus Chrystus

Ko cz c nasze rozwa ania na temat porz dkowania w asnych uczu , by móc sta  si
wolnymi dla Boga, chciejmy sobie jeszcze raz jasno u wiadomi ,  e uzdrowienie naszych
zranie  i zniewole  nie przychodzi przede wszystkim dzi ki naszemu wysi kowi. Nasz
wysi ek jest konieczny, ale nie decyduj cy. Uzdrowienie przychodzi od Boga. Nasz wysi ek
otwiera nas na dzia anie Jego lecz cej  aski. Im pe niej si  otworzymy, tym skuteczniejsze

dzie Jego dzia anie.

Wchodzimy w nas samych, aby z ca ym brzemieniem, które odkrywamy w sobie, stawa
przez Jezusem ukrzy owanym i kornie prosi  o przebaczenie i uzdrowienie,  wiadomi,  e
tylko w Jego ranach jest nasze uzdrowienie (Iz 53, 5). Leczy nas okazane nam w Jezusie
Chrystusie mi osierdzie Boga Ojca.

To w

nie stawanie przed Jezusem ukrzy owanym w szczero ci i prawdzie czyni nas

wolnymi, to znaczy podobnymi do Niego. A Bóg, który daje cierpliwo  i pociech , niech
sprawi, aby cie wzorem Chrystusa te same uczucia  ywili do siebie i zgodnie jednymi ustami
wielbili Boga i Ojca Pana naszego Jezusa Chrystusa
 (Rz 15, 5). By  podobnym do
Chrystusa, na ladowa  Go, znaczy  ywi  do siebie nawzajem takie uczucia, które by y
w Nim samym. W Jezusie nie by o nieuporz dkowania. Ca kowicie bowiem odda  si
sprawie Ojca. Naszym podobie stwem do Jezusa, zgodno ci  naszych uczu  z Jego
uczuciami wielbimy w pe ni Boga.

background image

Autentyczno  naszego na ladowania Chrystusa domaga si  od nas  wiadomej pracy nad
naszymi

negatywnymi postawami wewn trznymi,  z 

których  p yn   nasze  uczucia

nieuporz dkowane. One bowiem czyni  nas niepodobnymi do naszego Mistrza i Pana.
Dokonuje si  to przez budowanie w nas pozytywnych postaw wewn trznych, które rodz
dobre uczucia; uczucia, które sam Jezus  ywi  wobec swojego Ojca i tych, których Ojciec
Mu powierza . Kiedy modlimy si  s owami: Uczy  serca nasze na wzór Serca Twego,
prosimy Jezusa, aby da  nam  ask  kszta towania w nas takich postaw, jakie odkrywamy
w Nim samym. Rozwa aj c  ycie Jezusa i Jego nauk  trzeba nam si  pyta  si  nie tylko
o zawarte w nich tre ci intelektualne, ale przede wszystkim o ukryte w nich uczucia, o Jego
Serce, aby móc czyni  nasze serca na wzór Jego Serca.

4

 Jedn  z wa nych inspiracji do rozwa ania o uczuciach by y wyk ady F. Arvezú SJ, profesora na

Uniwersytecie Gregoria skim w Rzymie.

XX. ROZWA ANIA O L KACH

1. S

 Mu b dziemy bez l ku

Zachariasz przy narodzinach swojego syna wielbi  Boga i prorokowa ,  e dzi ki Jego
zbawczej mocy bez l ku s

 Mu b dziemy w pobo no ci i sprawiedliwo ci ( k 1, 74).

Proroctwo to spe nia si  w nauczaniu Jezusa, który wiele razy i z wielkim naciskiem wzywa
swoich uczniów do

by bez l kuNie bójcie si  tych, którzy zabijaj  cia o, lecz duszy zabi

nie mog  (Mt 10, 28) — zach ca Chrystus uczniów zapowiadaj c prze ladowania z powodu
Jego imienia. Aposto ów zmagaj cych si  z przeciwnym wiatrem na pe nym morzu po ród
nocy wzywa: Odwagi, Ja jestem, nie bójcie si  (Mt 14, 27). Tu  przed swoj  m

 i  mierci

krzy ow , widz c zagubienie uczniów, napomina ich raz jeszcze: Niech si  nie trwo y serce
wasze ani si  nie l ka
 (J 14, 27).

Chwali  Boga, czci  Go i s

 Jemu ( D, 23) mo emy tylko wówczas, kiedy jeste my

wolni wobec naszych l ków i nie dajemy si  im sparali owa ,  wiadomi faktu, i  Ojciec nasz
niebieski wie, czego potrzebujemy (Mt 6, 32) i nawet jeden w os z naszej g owy nie spada bez
Jego wiedzy ( k 21, 18).  ród em naszych l ków jest zawsze ma a wiara w moc mi

ci Boga

zbytnia troska o nasze  ycie. Nie troszczcie si  wi c zbytnio i nie mówcie: co b dziemy je ?
co b dziemy pi ? czym b dziemy si  przyodziewa ? (...) Ojciec wasz niebieski wie,  e tego
wszystkiego potrzebujecie
 (Mt 6, 31–32).

background image

2. W mi

ci nie ma l ku

Nasze rozwa ania o l ku nie s  wyk adem psychologii, ale jedynie gar ci  refleksji maj cych
nam pomóc dostrzega  l kowe pod

e wielu naszych motywacji i oczyszcza  si  z nich.

Trzeba nam zda  sobie spraw ,  e nasze odruchowe nieraz zapewnianie w rodzaju: Ja si
niczego nie boj 
, s  cz sto tylko obron , aby nie dotyka  w nas tego, co mog oby obudzi
nasze

kowe demony. Nieraz brakuje nam wyra nej spójno ci pomi dzy deklarowanymi

motywacjami, a motywami rzeczywistymi dzia aj cymi w nas.

Wzrost wewn trzny cz owieka mierzy si  wzrostem w mi

ci. W mi

ci (za ) nie ma l ku,

lecz doskona a mi

 usuwa l k, poniewa  l k kojarzy si  z kar . Ten za , kto si  l ka, nie

wydoskonali  si  w mi

ci (1 J 4, 18). Celem naszej modlitwy, naszego zmagania si  z sob ,

winno by  doskonalenie si  w do wiadczeniu mi

ci Boga, bli nich i siebie samych przez

odwa ne stawianie czo a naszym l kom. Ka dy cz owiek do wiadcza w swoim  yciu bardzo
wielu l ków. L k w ró nych postaciach i z ró nym nasileniem idzie za cz owiekiem jak cie ,
od dnia narodzin a  do ostatniego dnia  ycia. Pierwszych l ków naszego  ycia: niemowl cych
obaw z powodu nieobecno ci matki czy braku pokarmu, nie pami tamy, ale przez ca e  ycie
towarzyszy nam wiernie jak pies ostatni l k ka dego cz owieka: l k przed  mierci . Ka demu
okresowi naszego  ycia towarzysz  okre lone l ki. S  one zwi zane z rozwojem cz owieka,
z prze ywanymi  trudno ciami, problemami  i niebezpiecze stwami;  z krucho ci   ludzkiego

ycia i z krucho ci

wiata, po ród którego  yjemy.

3. Co to jest l k?

k jest pewn  reakcj  uczuciow  na jakie  zagro enie, w którym si  znajdujemy. Im g biej

prze ywamy jakie  niebezpiecze stwo, tym wi kszy l k nam towarzyszy. Niebezpiecze stwo
prze ywane w l kach mo e mie  charakter czysto subiektywny; s  to wówczas nasze
wewn trzne postawy l kowe. Nasz l k mo e te  wynika  z rzeczywistego zagro enia,
w którym si  znale li my. Najcz ciej jednak te dwa czynniki — subiektywny i obiektywny
— b

 ze sob  z czone

5

. Poznanie samego siebie, poznanie swoich reakcji l kowych

polega mi dzy innymi na umiej tno ci wyra nego rozgraniczania pomi dzy l kiem czysto
subiektywnym, gdzie zagro enie jest tylko pozorne, a l kiem wynikaj cym z faktycznie
istniej cego  niebezpiecze stwa.  Wyra ne  u wiadomienie  sobie  i 

akceptacja  pozoru

zagro enia  w 

pewnych  sytuacjach  l kowych  mo e  by   ogromn   pomoc   w 

ich

przezwyci aniu i kontrolowaniu. Bowiem przyczyna l ku subiektywnego le y przede
wszystkim w wewn trznych nastawieniach cz owieka, a nie w zewn trznym zagro eniu, które
w takiej sytuacji jest tylko pozorne.

Nasze rozwa ania dotycz  nie tyle wielkich chorobliwych l ków, które wymagaj  zwykle
fachowej pomocy psychologicznej, ale ma ych,  pojawiaj cych  si   tylko  w 

pewnych

sytuacjach, z którymi — jak nam si  wydaje — mo na spokojnie 

, ale które mimo

wszystko niszcz  wiele naszych si  i energii. Te pozornie tylko niewa ne l ki czyni  nas
sztywnymi wobec ludzi, hamuj  nasz  spontaniczno  i rado

ycia, powoduj  cz ste

napi cia psychiczne i zm czenie. I cho  z wielu l kami dajemy sobie jako  rad , to jednak

background image

nieraz daj  si  nam one we znaki. Nasze obawy i l ki tym skuteczniej kieruj  niemal ca ym
naszym  yciem, im mniej jeste my ich  wiadomi.

4. Nie wiadoma obrona przed l kami

6

Jedn  z dominuj cych, a zarazem bardzo  przykrych cech  l ku jest  odczucie  w asnej
bezradno ci. Cz owiek, który si  boi, nie widzi wyj cia z niebezpiecznej sytuacji, w której si
znalaz . Z bezradno ci

czy si  najcz ciej  wiadomo  w asnej bezbronno ci. Gdyby my

mieli rozwi zanie w sytuacjach niebezpiecznych, l k ust powa by natychmiast. Odczucie

asnej bezradno ci i bezbronno ci szczególnie trudno znie  osobom piel gnuj cym w sobie

wiadomo  w asnej si y i mocy, osobom z nadmiernymi ambicjami.

Rodzi si  pytanie: czego cz owiek mo e si  ba ? Nie b dzie chyba przesad , je eli
stwierdzimy,  e mo na ba  si  praktycznie wszystkiego. Ale najbardziej cz owiek zawsze boi
si  samego siebie, tego, co w nim nierozpoznane, nieodkryte. Wiele l ków wywo ywanych
przez  wiat zewn trzny bardzo cz sto odzwierciedla tylko l k przed sob  samym i przed tym
wszystkim, co jest w nas. Dobra znajomo  siebie,  wiadomo  swoich postaw wewn trznych
i reakcji oraz ich akceptacja daje cz owiekowi ogromn  si  wewn trzn  do stawiania czo a
wszystkim zagro eniom, które p yn  ze  wiata zewn trznego.

Nie wszyscy jednak boj  si  wszystkiego. L k jest do wiadczeniem bardzo
zindywidualizowanym. To, czego si  boimy i jak g boki jest nasz l k, zale y od wielu
czynników: od dotychczasowej historii  ycia, od  rodowiska rodzinnego, od struktury
psychofizycznej, od naszych potrzeb, oczekiwa , pragnie , rozczarowa  i 

zawodów

yciowych, podtrzymywanych urazów itp. Dla prostej pracy nad sob  nie trzeba a  tak

boko poznawa  genezy l ków i wi za  ich z konkretnymi prze yciami i do wiadczeniami

z historii  ycia. Decyduj ce znaczenie posiada natomiast poznanie istniej cych aktualnie
postaw l kowych, wielko ci ich nasilenia, ich oddzia ywanie na nasze reagowanie, my lenie,
decyzje, dokonywane wybory i ca e nasze zachowanie.

Czego si  boj , co mnie wprowadza w stan zagro enia i l ku? Jest to bardzo trudne pytanie.
W pierwszej chwili mo e si  nam wydawa ,  e niczego si  nie boimy. Wydaje si ,  e robimy
wszystko, aby uciec od l ku czy od jego odczuwania. Wiele jest powodów do tego, z których
najpowszechniejszy to ten,  e silny l k jest jednym z najbardziej przykrych uczu , jakich
mo emy doznawa 
 (K. Horney).

Gdy kto  usi uje nam pokaza  nasze nie wiadome motywy l kowe, odruchowo zaczynamy
z tym walczy , czujemy si  dotkni ci, zagro eni, niepewni. Rodzi si  jaki  wewn trzny
sprzeciw, bunt, opór. Podobne uczucia rodz  si  w nas tak e wówczas, gdy sami sobie
próbujemy ods ania  l kowo  wielu naszych motywacji. Rodz cy si  w 

nas opór

wewn trzny, pod wp ywem dotykanych postaw l kowych, jest jak Cerber, wielog owy pies

mitologii greckiej, który strzeg  wej cia do Hadesu. Wita  przyja nie zmar ych

wchodz cych do podziemia, ale z zajad

ci  rzuca  si  na wszystkich, którzy chcieli si

z niego wydosta . Pragn c wydosta  si  z Hadesu w asnych l ków musimy pokona  najpierw

background image

Cerbera — swój opór, pierwszy odruchowy bunt wewn trzny, aby tego, co ju  utrwalone
w nas, nie dotyka .

W jaki sposób cz owiek broni si  przed l kami, je eli nie chce ich uzna  w sobie i otwarcie
stawia  im czo a szukaj c oparcia i pomocy u innych? Pierwszym sposobem ucieczki przed
uznaniem i wiadomym przezwyci aniem l ku jest racjonalizowanie go we w asnej

wiadomo ci. Kieruj c si  motywami l kowymi, cz owiek mo e jednocze nie t umaczy

sobie i innym,  e zachowuje si  w sposób uzasadniony i logiczny. Na potwierdzenie swojego

kowego dzia ania mo na podawa  dziesi tki ró nych racji, z których jednak  adna nie

dzie dotyka a istoty problemu. Np. cz owiek maj cy trudno ci w kontaktach z lud mi,

cz owiek nieufny, nie mia y, zamiast dostrzega  swoje l kowe postawy wobec bli nich
i próbowa  je pokonywa , mo e mówi  o wielkiej wrogo ci istniej cej mi dzy lud mi,
o niemo no ci zaufania im z powodu ich niedyskrecji itp. Na potwierdzenie swojego
subiektywnego przekonania mo na przytacza  wiele przyk adów z w asnego  ycia lub te
z  ycia innych. Przyk ady te b

 zwykle odzwierciedla  nagromadzone urazy i poczucie

krzywdy w stosunku do bli nich.

Zaprzeczanie l kowi, który nas dr czy, to kolejna metoda bronienia si  przed nim.
Z zaprzeczaniem tym mo e  czy  si  nawet pewna doza pewno ci siebie, zewn trzne
opanowanie, a w niektórych momentach nawet brawura. Mo na mie  wówczas nawet
odczucie w asnej odwagi, si y  yciowej. Nierzadko m odzi ludzie l kliwi i niepewni siebie
decyduj  si  na uprawianie twardego i wymagaj cego du ej odwagi sportu. Czyni  to jakby
dla zaprzeczenia swojej wewn trznej wra liwo ci i krucho ci, której si  bardzo obawiaj .
Ka

 przegran  prze ywaj  bardzo bole nie, poniewa  ona przypomina im o 

ich

zasadniczym problemie, któremu chc  zaprzeczy  sukcesem sportowym. Rywalizacja
sportowa czy inne zewn trzne formy sprawdzania siebie mog  pomaga  m odemu
cz owiekowi pokonywa  l k i nabiera  wi kszej pewno ci siebie, ale tylko wówczas, kiedy

czy si  z ni  bardziej  wiadoma wewn trzna praca nad sob .

Kolejnym sposobem ucieczki od l ku jest odurzanie go. Psychologia podkre la, i  u pod

a

nadu ycia alkoholu, narkomanii, nadu

 seksualnych czy braku umiaru w jedzeniu le y

nierzadko potrzeba uspokojenia w asnych l kowych prze

. Podobn  rol  wobec l ku mo e

spe nia  chciwa pogo  za posiadaniem materialnym, bardzo liczne, ale powierzchowne
kontakty towarzyskie, przem czanie si  prac , cz ste i bierne korzystanie ze  rodków
audiowizualnych. Wszelkiego typu l kowe konsumowanie ma na celu zalanie wewn trznego
robaka
, który wprawia cz owieka w ci

y stan napi cia i zm czenia psychicznego. W naszej

cywilizacji bardzo znamienny jest wzrost konsumpcji id cy jakby w parze ze wzrostem
znerwicowania i napi cia psychicznego. Odurzanie l ków nie prowadzi bowiem do wyj cia
z nich, ale jest jedynie nie wiadom  form  ich pog biania.

Kolejny pozorny sposób uwalniania si  od l ku polega na unikaniu wszystkich sytuacji, my li
czy prze

, które mog yby go wywo

. Takie w

nie unikanie sytuacji wywo uj cych l k

mo e by

wiadomym wyborem cz owieka. Cz ciej jednak bywa to mechanizm

nieu wiadomiony, który kieruje osob  wbrew jej zamierzonym intencjom.

background image

Podane tutaj sposoby ucieczki przed l kiem najcz ciej nie wyst puj  oddzielnie, ale
w po czeniu z innymi. I tak np. ucieczka od sytuacji l kowych b dzie nierzadko z czona
z racjonalizacj  lub te  z zaprzeczaniem w asnych l ków. Stosowanie powy szych metod
ucieczki od l ków nie zmniejsza samych wewn trznych postaw l kowych, z których one
wyp ywaj . Trwa e stosowanie tych metod raczej utrwala je, co z kolei rodzi potrzeb
cz stszego korzystania ze stosowanych sposobów ucieczki. W taki sposób powstaje b dne
ko o, które mo na zatrzyma  jedynie podejmuj c  wiadom  prac  nad swoimi l kami, by móc
je kontrolowa  z pomoc  Drugiego: cz owieka i Boga.

5. Konsekwencje l ku

Stosowanie powy szych sposobów ucieczki od l ku daje cz owiekowi pozorn  równowag
wewn trzn ; pozorn , poniewa  opart  o chowanie g owy w piasek, a nie o odwa ne i szczere
stawienie czo a l kowi. Ale nawet za t  pozorn  równowag  p aci si  utrat  wielu si  i energii.
To sztuczne u mierzanie l ku kosztuje cz owieka drogo. W jaki sposób okupujemy t  pozorn
równowag , która polega na uciekaniu od naszych l ków? Jakie s  skutki  ycia
w maskowanych l kach?

Po pierwsze, wszelkie nasze dzia anie, z którym wi e si  l k, rodzi napi cie, zm czenie,
wyczerpanie nerwowe. Wiele trudno ci przypisywanych powszechnie przepracowaniu wynika
w rzeczywisto ci nie z samej  pracy, ale z l ku zwi zanego z t  prac  lub kontaktami ze
wspó pracownikami
 (K. Horney). Potocznie mówi si ,  e praca, której cz owiek nie lubi,
szybko m czy. De facto jednak m czy nie sama praca, ale konieczno  pokonywania swoich
wewn trznych oporów wobec tej pracy. Np. kilkana cie minut egzaminu, którego student
bardzo si  obawia, jest nieraz powodem wielkiego zm czenia.

Innym skutkiem l ku, który mo emy obserwowa  u siebie i u innych, jest zak ócenie
dzia ania, z którym  czy si  ten stan l kowy. Np. osoba l kaj ca si  publicznych wyst pie ,
nawet je eli przygotuje si  bardzo dobrze, w czasie wyg aszania przemówienia mo e si
cz sto myli , zacina , robi c wra enie,  e si  nie przygotowa a. L kliwy ucze , cho  dobrze
przygotowa  si  do lekcji, mo e wszystko zapomnie  w jednej chwili. Kiedy dostanie ju
negatywn  ocen  i l k przeminie, nagle w jednej chwili wszystko sobie przypomina.

Dzia anie pod wp ywem l ku, pozbawia nas spontaniczno ci, rado ci, satysfakcji

przyjemno ci twórczego  ycia, których mogliby my do wiadcza , gdyby my umieli

przezwyci

  w sobie  l ki  i 

  w wolno ci  wewn trznej. Jazda kolejk  górsk  (...)

wówczas, gdy powoduje niewielki l k mo e by  nawet bardziej emocjonuj ca, podczas gdy

cz c si  z silnym l kiem b dzie tortur  (K. Horney).

m odego cz owieka powy sze formy obrony przed l kiem mog  mie  charakter

przej ciowy. Nie maj  wówczas wi kszego wp ywu na kszta towanie si  postawy  yciowej.
Je eli jednak s  one stosowane w sposób nie wiadomy przez wiele lat i dana osoba nic nie
robi, aby swoje l ki przezwyci

, ale ci gle chowa g ow  w piasek udaj c przed sob ,  e

wszystko  jest  w porz dku, to wówczas l ki te mog  stawa  si  pewnymi strukturami
nerwicowymi, które umo liwiaj

ycie w normalnych warunkach we wzgl dnej stabilizacji,

background image

w krytycznych  jednak  sytuacjach  yciowych  takie  osoby  wpadaj   w kryzys,  z którego
najcz ciej nie widz  wyj cia. Kryzys ten objawia si  bardzo cz sto w stanach za amania,
bierno ci wobec  ycia, depresji.

6. Czego si  boj ?

Aby móc stawi  czo a swoim l kom, trzeba najpierw u wiadomi  je sobie bardzo jasno.
By oby rzecz  po yteczn  w czasie rekolekcji wej  w histori  swoich l ków. Wi kszo
z nich doskonale pami tamy. Mo emy wi c zada  sobie nast puj ce pytania: Czego si
w  yciu  ba em(am):  w okresie  dzieci stwa,  w okresie  dojrzewania,  m odo ci  i  w wieku
dojrza ym? Co budzi o we mnie l k, jakie sytuacje, jacy ludzie, jakie do wiadczenia?

Dostrze my najpierw zewn trzne sytuacje budz ce strach: do wiadczenia rodzinne, relacje
z rówie nikami, do wiadczenia zwi zane ze szko , studiami, prac . Zauwa my jednak,  e
nierzadko l k rodzi  si  w nas bez  adnej przyczyny zewn trznej, jakby z nas samych, to
znaczy z naszych utrwalonych postaw l kowych.  wiadomo  w asnego l ku wywo ywa
mo e nawet spiral  l kow  (l k przed l kiem), je eli cz owiek nie umie nad nim panowa .

Kolejne wa ne pytanie, które sobie mo emy zada : Jakie by y moje  wiadome reakcje na
prze ywane  l ki?  Co  robi em(am)  w 

sytuacjach  zagro enia,  jak  si   w 

nich

zachowywa em(am)?

Odkrycie i u wiadomienie sobie swoich obaw i l ków — szczególnie tych zamaskowanych
— jest rzecz  nie atw  z powodu wewn trznego oporu, o którym by a ju  uprzednio mowa.
Aby ta praca nad l kami mog a si  powie , potrzeba nam pomocy osoby kompetentnej.
W sytuacji zwyczajnychnormalnych l ków z pewno ci  wystarczy pomoc do wiadczonego
kierownika duchowego. Otwarto  i zaufanie pomo e nam wypowiedzie  to wszystko, czego
si  boimy.

W kierownictwie duchowym trzeba najpierw rozmawia  o tym, czego penitent najbardziej si
boi; winien wypowiedzie  to, o czym za  adne skarby nie chcia by mówi  (por.  D, 326).
Kiedy prze ywamy trudne chwile, w których l k jest jednym z naszych zasadniczych uczu ,
niemal odruchowo szukamy pomocy i oparcia u innych. Chcemy wówczas wyrzuci  z siebie
to wszystko, co budzi nasze obawy. Ju  samo wypowiedzenie l ku przed drugim cz owiekiem
zmniejsza napi cie z nim zwi zane.

Werbalizacja naszych l ków przed bli nimi pozwala tak e u wiadamia  sobie, co w nich
dominuje: rzeczywi cie istniej ce zagro enie czy te  nasze obronne i urazowe postawy wobec

ycia. U wiadomienie sobie i wypowiedzenie naszych obaw i l ków, chocia  nie prowadzi do

natychmiastowego ich znikni cia, to jednak bardzo pomaga do otwartego stawiania im czo a
i uwalniania si  od ich tyra skiej w adzy nad nami.

Uciekaj c przed l kiem nie tylko nie oddalamy si  od prze ywanego zagro enia, które staje
przed nami (w rzeczywisto ci czy tylko w wyobra ni), ale wprost przeciwnie przyci gamy
jedynie to, czego si  obawiamy. Strach (...) po prostu przyci ga to, czego si  boimy.

background image

Stwierdzono kiedy ,  e wi kszo  wypadków utoni cia odnie  mo na w

ciwie do tego,  e

ton cy przerazi  si  mo liwo ci utoni cia. To, czego kto  si  obawia, czego ze strachem
oczekuje, to te  mu si  przytrafia. Kto mocno obawia si  zarumienienia, ten ju  si  czerwieni.
Kto boi si  oblania potem, temu w

nie ta obawa wyciska ze skóry zimny pot. My psychiatrzy

znamy ten mechanizm l ku oczekiwania. Chodzi tu o kr g i cie diabelski: jakie  samo w sobie
niewinne zak ócenie zdrowia, które jako takie by oby czym  przej ciowym, rodzi obawy,
obawy pot guj  to zak ócenie, a spot gowane umacnia pacjenta w jego obawach. Diabelski
kr g zamyka si  wi

c pacjenta, przynajmniej do chwili wkroczenia lekarza. Momentem

najbardziej diabelskim w tym kr gu jest to,  e l kliwe oczekiwanie zawsze prowadzi do
intensywnej samoobserwacji. Pomy lmy tylko o j kale: trwo nie obserwuje on w asn
wymow , i ju  ta samoobserwacja zak óca mu mow  i zahamowuje go. Albo pomy lmy o kim ,
kto na gwa t, kurczowo usi uje zasn

: napi cie, z jakim kieruje swoj  uwag  na za ni cie,

samo je uniemo liwia. Mo e nawet si  zdarzy ,  e kto  taki nagle budzi si  z osi gni tego ju
snu z my

: zdaje mi si ,  e przed za ni ciem chcia em jeszcze co  za atwi . Racja, chcia em

przecie  zasn

! (V. E. Frankl).

7. Do wiadczenie l ku kryterium autentyczno ci wiary

Rodzi si  jednak pytanie: sk d wzi  tyle si y wewn trznej, aby oprze  si  tyranii budz cych
si   w nas  l ków, by  w sytuacji  zagro enia  wiadomie  i z wolno ci   kierowa  swoimi
odruchami, decyzjami, czynami?

Problemu naszych l ków nie rozwi emy odwo uj c si  tylko do ograniczonych i zawsze
zawodnych ludzkich mo liwo ci. Mo e ju  nawet do wiadczali my,  e w l ku nie zawsze
wystarczy wzi

  si   w gar . Nieraz chcieliby my to uczyni , ale odczucie zagro enia

okazuje si  silniejsze. Problem l ku rozwi zuje si  dopiero wówczas, kiedy z wielkim
zaufaniem powierzymy nasze  ycie Temu, który ma moc je nam da  i ma moc je odebra
(por. J 10, 18). Na l k trzeba nam patrze  nie tylko z punktu widzenia psychologicznego, ale
przede wszystkim pod k tem duchowym. Ka dy l k jest straszliwym kuszeniem Z ego, który
pragnie odizolowa  nas od Boga i bli nich, zamkn

 nas w sobie i rzuci  w rozpacz. Sedno

za  rozpaczy stanowi grzech niewiary w moc Boga nad ca ym  wiatem i nad ka dym
pojedynczym cz owiekiem.

Do wiadczenie zagro enia i l ku jest dla cz owieka kryterium autentyczno ci jego wiary; to

nie chwile l ku objawiaj  najpe niej, na kim lub na czym to  ycie si  opiera. L k

demaskuje powierzchowno  wielu naszych przekona  o sobie, wielu naszych deklaracji
sk adanych Bogu i ludziom. L k wystawia cz owieka na prób  — prób

autentyczn

i niebezpieczn . Cz owiek zwyci

y w niej tylko w wypadku, gdy ju  w czasie walki uzyska

dop yw nowych si . Gdyby próbowa  walczy  jedynie z potencja em, z którym wszed  w bój,
musia by — na d ug  met  przegra . (...) Nie przeprowadzi by bowiem potyczki zwyci sko,
gdyby j  chcia  kontynuowa   w ciasnym zak tku, w którym zosta  napadni ty;  w zak tku
ma ych upodoba , wygodnictwa, zamkni tego w sobie samolubstwa. Cz owiek musi rosn
w czasie pokusy, musi sam narzuci  pokusie pole walki, a tym polem musz  by  horyzonty
wieczno ci
 (K. Rahner).

background image

Tak wi c podstawow

terapi  na wszystkie nasze l ki, te zwyczajnecodzienne, które

towarzysz  ka demu cz owiekowi, jak i te wi ksze, których  ród em s  nerwicowe postawy
wobec  ycia, jest pe ne otwarcie si  na Boga i Jego mi

Kto si   w opiek   odda

Najwy szemu i w cieniu Wszechmocnego mieszka (...) nie ul knie si  strachu nocnego — nie

dzie 

 w l ku (Ps 91, 1. 5).

Ostatecznie u  róde  wszystkich l ków le y nasza niewiara, próba budowania bezpiecze stwa
na ludzkich tylko mo liwo ciach, które s  zawsze ograniczone i zawodne; ujawnia si  to
zw aszcza we wszystkich sytuacjach granicznych cz owieka: w chorobie, niepowodzeniach

yciowych, rozczarowaniu lud mi a zw aszcza w zagro eniu ostatecznym — w zagro eniu

mierci . Jezus u wiadamia to Piotrowi, który krocz c po jeziorze na widok silnego wiatru

ul

 si  i (...) zacz  ton

 (...) Czemu zw tpi

, ma ej wiary? — pyta Jezus Piotra (Mt 14,

30–31). Pogr anie si  we w asnym l ku p ynie zawsze z wpatrywania si  w samo zagro enie
i swoje ograniczone ludzkie si y, a nie w Jezusa, który wzywa nas do siebie: Przyjd  i sam
daje moc kroczenia po wzburzonych falach (Mt 14, 29).

Do wiadczenie l ku stawia zawsze przed cz owiekiem wyzwanie do przekraczania siebie
samego, do wyj cia z tego wszystkiego, na czym by o oparte dotychczasowe  ycie, by móc
odnale  fundament, który nie runie tak e wówczas, gdy wali  si  b

 ludzkie

zabezpieczenia. Do wiadczenie l ku wzywa do spojrzenia na swoje  ycie z ewangelicznym
realizmem: Kto z was przy ca ej swej trosce mo e cho by jedn  chwil  do

 do wieku

swego  ycia? (Mt 6, 27).

Sytuacje l kowe, które doprowadzaj  nas do wi kszego zagubienia i rozpaczy, mog
jednocze nie sta  si trudnym darem dla wzrostu wiary. Co zwyci

y, o tym decyduje ludzkie

serce, które, albo coraz bardziej zamyka si  w buncie przeciwko konieczno ci nieustannego
umierania, albo te  zgadzaj c si  na umieranie, otwiera si  na horyzont wieczno ci — na
obietnic

ycia nie miertelnego. I tak, pragnienie  ycia w wolno ci wobec w asnych l ków

(nierealne jest natomiast pragnienie  ycia bez l ków) prowadzi nas do wiary w  ycie wieczne,
w rzeczywist  obecno  i w dzia anie Boga w naszym  yciu. Uleganie l kowi, ucieczka przed
nim — niezale nie od tego czy jest ona jawna, czy te  dobrze zamaskowana — jest znakiem
zamkni cia si  w doczesno ci i znakiem naszej niewiary w Opatrzno  Bo ; jest znakiem
szukania bezpiecze stwa tam, gdzie nie mo emy go odnale  — w sobie samym.

8. Jezus pogr

ony w udr ce jeszcze usilniej si  modli

Wzywaj c swoich uczniów do odwa nego stawiania czo a l kom, sam Jezus musi si  równie
z nimi zmaga , poniewa  by  do nas podobny we wszystkim oprócz grzechu (Hbr 2, 17).
Podobny by  do nas równie  w naszym zmaganiu si  z zagro eniem i l kiem.

Modlitwa Jezusa w Getsemani jest jakby punktem kulminacyjnym Jego walki z wszystkim,
co w sposób naturalny uderza o w Jego ludzkie  ycie.  w.  ukasz pisze: Pogr ony w udr ce
jeszcze usilniej si  modli , a Jego pot by  jak g ste krople krwi, s cz ce si  na ziemi 
 ( k 22,
44). G ste krople krwi to uzewn trznienie straszliwej trwogi Jezusa, któr  prze ywa  przed

background image

okrutn  m

 i  mierci  krzy ow . I w tym w

nie do wiadczeniu wewn trznej trwogi a  do

krwawego potu Jezus staje si  bardzo ludzki i przez to bardzo nam bliski.

W trwodze Jezusa s  obecne l ki wszystkich ludzi. On si  obarczy  naszym cierpieniem, On

wiga  nasze bole ci (Iz 53, 4) — mówi Izajasz. L k jest wielkim cierpieniem i wielk

bole ci  cz owieka, nie mniejsz  ni  cierpienie fizyczne. Parafrazuj c s owa Proroka mo emy
powiedzie : On d wiga  wszystkie nasze l ki.

Jezus nie stosuje  adnej z opisanych metod ucieczki przed l kiem: nie racjonalizuje swojego

ku, Jezus nie wstydzi si  przyzna  do swojej trwogi, nie udaje nadludzkiego bohatera —

twardego i nieczu ego wobec cierpienia. Ta Jezusowa

abo  wobec l ku by a szokiem dla

uczniów i powodem ich zw tpienia, które sam Mistrz zapowiedzia : Wy wszyscy zw tpicie we
Mnie tej nocy
 (Mt 26, 31). Jezus nie odurza tak e swojego cierpienia i l ku. Akceptuje je

wiadomie i dobrowolnie. Dlatego te  przed ukrzy owaniem nie przyj  odurzaj cego napoju

— wina zmieszanego z 

ci  (por. Mt 27, 34). Jezus nie ucieka te  przed sytuacj , która ten

k rodzi.  wiadomy tego, co ma nast pi  i przekonany, i  taka jest w

nie wola Ojca,

Chrystus wchodzi w cierpienie i  mier  oraz w trwog  z nimi zwi zan .

Getsemani wzywa nas do tego, aby my nasze l ki prze ywali  wiadomie, jak Jezus, by my za
Jego przyk adem stawiali im czo a. Jezus do wiadczaj c trwogi szuka pomocy. Najpierw
szuka pomocy u swoich umi owanych uczniów — Piotra, Jakuba i Jana. Prosi ich, aby byli
razem z Nim w Jego do wiadczeniu trwogi. Wyznaje im te  pokornie stan swojej duszy:
Smutna jest dusza moja a  do  mierci (Mt 26, 38).

Kiedy prze ywamy l ki, potrzebujemy pomocy. W naszych l kach trzeba nam szuka
najpierw ludzkiej pomocy; trzeba nam znale  osob  zaufan , przed któr  mogliby my
wypowiedzie  prze ywane zagro enie, bezradno  i bezbronno   w naszym l ku. W l ku
potrzeba nam postawy pokory: uznanie przed sob  i przed innymi, i  prze ywamy l k. Cz sto
nasza chora ambicja nie pozwala nam przyzna  si  do naszych l ków przed sob  i przed
innymi. Zak adamy wówczas maski pewno ci siebie, stosujemy przeró ne wybiegi, aby ukry
nasz  l kow  bezbronno  i bezradno .

Jezus, Bóg–Cz owiek, najdoskonalszy z ludzi, nie boi si  przyzna ,  e potrzebuje pomocy
swoich umi owanych. A kiedy nie udzielili Mu jej, zwraca si  do nich z bardzo ludzkim
wyrzutem
Jednej godziny nie mogli cie czuwa  ze Mn ? (Mt 26, 40).

Cz owiek bliski, chocia  mo e nam wiele pomóc w dobrym prze yciu sytuacji l kowych, to
jednak najcz ciej nie mo e poda  nam rzeczywistego rozwi zania problemu wywo uj cego

k. Nie mo e tego uczyni  szczególnie wówczas, kiedy l ki dotykaj  zasadniczych

problemów ludzkiego istnienia:  ycia i mierci. Problemy te przekraczaj  kompetencje
ka dego cz owieka.

Jezus ma  wiadomo ,  e tylko Jego Ojciec mo e uspokoi  ostatecznie Jego Synowskie serce.
Prosi Aposto ów, aby trwali z Nim w zanoszeniu pro by do Ojca: Ojcze, je li chcesz, zabierz
ode Mnie ten kielich. Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech si  stanie
. Ojciec wys uchuje

background image

pro by swojego Syna: Wtedy ukaza  Mu si  anio  z nieba i umacnia  Go. Pogr ony w udr ce
jeszcze usilniej si  modli , a Jego pot by  jak g ste krople krwi, s cz ce si  na ziemi 
 ( k 22,
42–44).

Ojciec wys uchuje pro by Syna, ale zgodnie ze swoim odwiecznym Planem Zbawienia. To

nie wówczas, kiedy anio  z nieba pocieszy  Jezusa, przychodzi moment najtrudniejszej

walki. Jezus otrzymuje umocnienie, aby Jego walka by a wytrwa a i skuteczna. Bóg nie
uwalnia nas od trudu zmaga  z tym wszystkim, co chce nas pogr

 w smutku i rozpaczy,

ale umacnia swoj

ask , by my walczyli wytrwalej, konsekwentniej i skuteczniej; by my

pe niej i odpowiedzialniej brali nasz los w nasze r ce.

Jezus nie obiecywa  swoim Aposto om  atwiejszego  ycia tylko z tego powodu, i  s  Jego
uczniami; nie obiecywa  im  ycia bez cierpienia. Wr cz przeciwnie. On zaprasza uczniów,
aby cierpieli dla Jego Imienia.  ycie uczniów — je eli b

 wierni Mistrzowi — b dzie

naznaczone zaparciem si  siebie i niesieniem krzy a (por. Mt 16, 24). Obieca  im jednak,  e

dzie  z nimi w ich zmaganiach

 do sko czenia  wiata (Mt 28, 20). Si  do przyj cia

do wiadcze , które budz  l k, poniewa  godz  w samo  ycie cz owieka, mo e da  nam
jedynie Bóg. Sens  mierci, pokój wobec  mierci mo e pochodzi  tylko od Boga, który daje

ycie po  yciu,  ycie wieczne po  yciu ziemskim.

Naszych zasadniczych l ków i obaw, odnosz cych si  do  ycia i  mierci, choroby i zdrowia,
nie mo emy nigdy uspokoi  sami. Spychanie ich, oddalanie, racjonalizowanie, u mierzanie
w sposób sztuczny nie jest  adnym rozwi zaniem. One bowiem pojawiaj  si  z jeszcze
wi ksz  si , w nowych formach.

Wiele psalmów jest modlitw  cz owieka do wiadczonego zagro eniem i l kiem. Sam Jezus
na krzy u modli  si  Psalmem 22, który jest w

nie modlitw  cz owieka osaczonego wielkim

niebezpiecze stwem.

Bo e mój, Bo e, czemu  mnie opu ci ?
Daleko od mego Wybawcy s owa mego j ku.
Bo e mój, wo am przez dzie , a nie odpowiadasz,
wo am i noc , a nie znajduj  pokoju. (...)
Ja za  jestem robak, a nie cz owiek,
po miewisko ludzkie i wzgarda u ludu.
Szydz  ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrz ,
rozwieraj  wargi, potrz saj  g owami:
Zaufa  Panu, niech e go wyzwoli. (...)
Przebodli r ce i nogi moje,
policzy  mog  wszystkie moje ko ci. (...)
Ty za , o Jahwe, nie stój z daleka;
Pomocy moja, spiesz mi na ratunek! (...)

 g osi  imi  Twoje swym braciom

i chwali  Ci  b

 po ród zgromadzenia:

Chwalcie Jahwe wy, co si  Go boicie,

background image

awcie Go, ca e potomstwo Jakuba

(Ps 22, 2–3. 7–9. 17–18. 20. 23–24).

Powy szy Psalm obok Psalmu 91 niech b dzie nasz  modlitw  w chwilach zagro enia i l ku,
niezale nie od tego, czy zagro enie to b dzie realne, czy tylko powsta e w naszej wyobra ni.
Modlitwa skargi i b agania niech si  jednak przeradza — jak w ustach Psalmisty —
w modlitw  uwielbienia i adoracji Boga, który nigdy nie wzgardzi  ani si  nie brzydzi  n dz
biedaka, (...) i wys ucha  go, kiedy ten zawo

 do Niego (Ps 22, 25), jak Ojciec wys ucha

w Ogrójcu swojego Jednorodzonego Syna.

5

W psychologii na okre lenie „subiektywnej” reakcji l kowej stosuje si  poj cie „l ku”, natomiast

„obiektywn ” reakcj  l kow  nazywa si  „strachem”.

6

Por. K. Horney, Neurotyczna osobowo  naszych czasów, Warszawa 1982, str. 44–55.

XXI. WYCHOWANIE SEKSUALNE

Mo liwie najgorsze wychowanie seksualne. Tabu narzucone przez wychowanie katolickie,

plus literatura romantyczna  rubuj ca mi

 na nierealne wy yny, plus j zyk spro ny

rówie ników. Urodzi em si  przecie niemal w dziewi tnastym wieku i nie mam dla niego
ciep ych uczu 
 (Cz. Mi osz). To osobiste wyznanie Cz. Mi osza jest przede wszystkim
oskar eniem pod adresem wychowania seksualnego w okresie jego m odo ci. Ten brak
ciep ych uczu 
 dla pocz tku dwudziestego wieku wynika z prze ycia wielu sprzecznych
mi dzy sob  wp ywów, oddzia uj cych na niego w tak wa nej sprawie, jak  jest ludzka
mi

. Nietrudno zauwa

,  e spro ny j zyk rówie ników to tylko reakcja na wychowanie

katolickie i na literatur

rubuj

 mi

 na nierealne wy yny.

W podobnym tonie pisze A. Arthus na temat wychowania seksualnego w przesz

ci:

Tradycja — która osi gn a szczyt w drugiej po owie XIX wieku — wymaga a, aby dzieci,
a nawet m odzie  dorastaj ca obu p ci, by y wychowywane w ca kowitej nie wiadomo ci
tajemnic biologicznych, które towarzysz  rozmna aniu si  istot  yj cych. Znajomo  tych
<okropnych rzeczy> powinna by a pozosta  przywilejem doros ych. Ch opcy dowiadywali si
o nich ubocznie, bo doro li zachowywali w tych sprawach wstydliwe milczenie. Dziewcz ta
musia y pozostawa  w nie wiadomo ci a  do dnia  lubu
.

Wydaje si , i  pod tym szczerym wyznaniem Cz. Mi osza czy refleksj  A. Arthusa mogliby
si  podpisa  nie tylko ich rówie nicy, ale tak e wiele osób urodzonych pó niej. Dopiero
w ostatnich dziesi tkach lat bardziej otwarcie mówi si  o potrzebie ca

ciowego wychowania

seksualnego; z pewno ci  jest tu jednak jeszcze wiele do zrobienia dla m odych, którzy rodz
si  u progu dwudziestego pierwszego wieku.

background image

1. A Bóg widzia ,  e wszystko, co uczyni  by o bardzo dobre

Seksualno  jest darem samego Stwórcy. Zosta a stworzona i uznana przez Niego wraz z ca
natur  cz owieka za dzie o bardzo dobre (Rdz 1, 31). Sam Stwórca ka e nam wi c patrze  na
nasz  seksualno  pozytywnie; nie ma w niej nic negatywnego, co nale

oby z góry

pot pia . Cia o o tyle, o ile jest seksualne, wyra a powo anie cz owieka do wzajemno ci, to
znaczy do mi

ci i wzajemnego daru z siebie samego. Cia o wreszcie wzywa m czyzn

i kobiet  do spe niania ich podstawowego powo ania, do p odno ci

7

. Trzeba nam wyzwala

si  z patrzenia na sprawy ludzkiej seksualno ci jako na co zakazanego przez Boga, co trzeba
Mu wykrada  za cen  grzechu; bo chocia  w  yciu seksualnym objawia si  tyle s abo ci, to
jednak funkcje p ciowe same w sobie s  naturalne i dobre i w odpowiednich warunkach
odpowiadaj  woli Boskiej
 (F. Sawicki).

Dar ludzkiej seksualno ci, jest jednocze nie zadaniem, wobec którego Stwórca stawia
cz owieka. Przyjmowanie tego daru oraz rozwijanie go wymaga od nas  wiadomego
i wolnego zaanga owania. Nasza ludzka seksualno  tym si  w

nie ró ni od seksualizmu

zwierz t,  e nie kieruje si  tylko prawami instynktu, ale przede wszystkim rozumem
i wolno ci . Cz owiek z niema ym trudem sam, korzystaj c tak e z pomocy innych, kszta tuje
swoj  seksualno . Mo e  adna inna dziedzina  ycia ludzkiego nie odznacza si  tak
intymno ci , jak sfera seksualna, st d te  ka dy cz owiek kszta tuje swoj  postaw  wobec
seksualno ci osobi cie a wszelka pomoc zewn trzna jest mo liwa tylko na wyra

 pro

.

Seksualno ci  ludzk  rz dz  jednak pewne prawa zapisane w cz owieku. St d te  jego
przywilejem i jednocze nie obowi zkiem jest pozna  te prawa i dostosowa  si  do nich.
Prawdziwe dobro i szcz cie cz owieka gwarantuje jedynie takie korzystanie z p ciowo ci,
które odpowiada prawu Bo emu. Odrzucenie praw rz dz cych ludzk  seksualno ci  godzi
najpierw nie w Boga, ale w samego cz owieka; bo to, co przez Boga zosta o stworzone jako
bardzo dobre, przez cz owieka mo e by  wykorzystane dobrze lub  le. Nieporz dek
w dziedzinie seksualnej powoduje zawsze wiele ludzkich cierpie .

2. Trzy wymiary ludzkiej seksualno ci

Osobowo  cz owieka mo e by  rozpatrywana w trzech warstwach: duchowej, psychicznej
i fizycznej u

onych hierarchicznie. Ka da  z warstw  ni szych  w cz owieku otwiera  si

w stron  warstwy wy szej. Ca

 za  poddaje si  kierownictwu osoby duchowej, któr

charakteryzuje  wolno   i 

odpowiedzialno .  To,  co  w 

cz owieku  ni sze,  mo e  by

korygowane i uszlachetniane przez osob  duchow  i mo e wznosi  si  wy ej (V. E. Frankl).

Jest rzecz  ogromnej wagi, aby w 

traktowaniu seksualno ci, jako integralnej cz ci

cz owiecze stwa, uwzgl dnia  zawsze t  trójwymiarowo  ludzkiego bytu u

on

hierarchicznie: od tego, co cielesne, ku temu co duchowe. Poszczególne warstwy ludzkiej
seksualno ci nie s  jednak oderwane od siebie, ale wzajemnie si  przenikaj . Próba omini cia
lub te  wyeliminowania którejkolwiek z nich b dzie zawsze jakim  okaleczeniem p ciowo ci
cz owieka. Mo e w  adnej innej dziedzinie  ycia ludzkiego nie wida  jednak tak jasno, jak

nie w seksualno ci potrzeby korygowania i uszlachetniania tego, co ni sze przez to, co

background image

wy sze. Seksualno  cz owieka nie mo e by  naprawd

ludzk  bez owego przekraczania

siebie i wznoszenia si  od  lepego pop du do ducha.

Nierzadko  jednak  mówi  si   dzi   i pisze  o ludzkiej  seksualno ci jedynie  w kategoriach
biologicznych czy psychologicznych. Ogromnie upraszcza to i zuba a p ciowo  cz owieka,
co prowadzi zwykle do usprawiedliwienia kra cowego egoizmu. W takim podej ciu rzecz
nadrz dn  staje si  zaspokojenie pop du a drugiego cz owieka traktuje si  przedmiotowo.
Ludzie zawodowo zajmuj cy si  ludzk  seksualno ci  (np. psycholodzy i seksuolodzy)
nara eni s  na redukcyjne patrzenie (V. E. Frankl) na do wiadczenia seksualne cz owieka,
widz c  w nich jedynie splot  dzia aj cych  potrzeb,  pragnie   i lepych  mechanizmów.
Duszpasterze natomiast, zajmuj cy si  przede wszystkim wymiarem duchowym cz owieka,
mog  by  nara eni na niedocenianie praw biologicznych i psychologicznych zapisanych
w naturze. Zawsze, kiedy ma si  do czynienia z cz owiekiem nale

oby pami ta  o jego

trójwymiarowo ci, w której to, co psychofizyczne podporz dkowane jest duchowi.

Owocem zubo onego traktowania seksualno ci jest zawsze wyja owienie wewn trzne
cz owieka, jaka

pustka egzystencjalna (V. E. Frankl), poczucie bezsensu i frustracji.

Cz owiek zawsze czuje si , cho  nieraz dopiero po wielu latach, upokorzony dzia aniem
seksualnym, któremu nie towarzyszy o do wiadczenie uczuciowego i duchowego oddania si
drugiemu. Dewaluacja seksualno ci jest bowiem zawsze znakiem dewaluacji ca ej ludzkiej
osoby.

Dojrza e traktowanie zachowa  seksualnych winno si  wi za  z prawdziw  mi

ci

i odpowiedzialno ci , winno posiada  charakter symboliczny, to znaczy by  zewn trznym
znakiem ca kowitego oddania siebie drugiemu oraz ufnego otwarcia si  na siebie nawzajem
i na nowe  ycie. Takie traktowanie seksualno ci wymaga jednak od cz owieka dojrza ej
osobowo ci, zdolnej do przekraczania siebie samego i rzeczywistego powierzenia si
drugiemu.

3. Wychowanie seksualne

Ca a dziedzina seksualna, zw aszcza dla m odego cz owieka, jest bardzo wa na. I o tej
dziedzinie m ody cz owiek nie mo e nie my le  i nie mo e si  ni  nie interesowa . Chodzi
jedynie o to, aby to zainteresowanie ludzk  seksualno ci  by o dobre i m dre, to znaczy, aby
nie prowadzi o do egoistycznej koncentracji na swoich potrzebach i doznaniach fizycznych,
ale naprowadza o na odpowiedzialn  i ofiarn  mi

.

ody cz owiek z braku wychowania seksualnego w atmosferze zaufania i  yczliwo ci jest

cz sto nie przygotowany do tego, by ustosunkowa  si  do budz cego si  w nim pop du
seksualnego, st d te  nieraz pope nia wiele b dów. Powodem u omno ci w tej dziedzinie jest
tak e fakt, i  ka dy cz owiek rodzi si  niedojrza y w swojej seksualno ci. Nie mo emy si
wi c nie liczy  z tymi faktami. Trzeba u wiadamia  sobie samemu i pokazywa  to m odym
ludziom, i  nie mo na ukszta towa  w sobie dojrza ej seksualno ci bez m drego i ofiarnego
zaanga owania  rozumu  i woli. Zwyci stwo ducha nad  cia em  w dziedzinie seksualnej
wymaga od nas wielkiej nieraz pracy ducha.

background image

dre dzia anie rozumu i szczere zaanga owanie woli nie mo e polega  jednak na budzeniu

ków, na które dziedzina seksualna jest wyj tkowo podatna, ze wzgl du na sw  delikatno

i wra liwo .  Chodzi  raczej  o budzenie  odpowiedzialno ci  i w

ciwe  ukierunkowanie

spontanicznego zainteresowania t  niew tpliwie wa

 dziedzin  ludzkiego  ycia.

Bardzo rzadko m odzi ludzie rozmawiaj  z osobami doros ymi z powag , szczerze i otwarcie
na temat kszta towania w asnej seksualno ci. Ten brak kompensowany jest nieraz rozmowami
z rówie nikami.  Rozmowy z rówie nikami posiadaj  jednak dwa niebezpiecze stwa. Po
pierwsze, informacje na tematy seksualne kr

ce w ród m odzie y s  cz sto uproszczone,

a nawet nieprawdziwe. Koncentruj  si  bowiem na fizycznej stronie seksualno ci; s  te
oparte nierzadko o w asne niedojrza e wyobra enia w tym zakresie. Po drugie, celem takich
rozmów nie jest najcz ciej szukanie dobrej informacji maj cej pomóc wzrasta  w dojrza ym
traktowaniu ludzkiej seksualno ci, ale rozbudzanie jedynie emocjonalnej ciekawo ci.

4. Rozwój seksualny cz owieka

Dla rozwoju seksualnego cz owieka bardzo wa ne s  ju  pierwsze lata  ycia. W tym okresie

ycia nast puje tzw. pierwsza identyfikacja seksualna, która staje si  fundamentem pod

pó niejsze ukierunkowanie w asnej seksualno ci. We wczesnym okresie  ycia bardzo wa
rol  odgrywa obecno  wzoru identyfikacji: dla ch opca obecno  ojca, dla dziewczynki
obecno  matki. Potwierdzenie dla w asnej p ciowo ci dziecko znajduje u swoich rodziców,
w ich odnoszeniu si  do jego p ci. St d tak wa

 rzecz  jest pe na akceptacja dziecka w jego

ci.

Identyfikacja seksualna dziecka w pierwszych latach  ycia dokonuje si  tak e przez
poznawanie w asnego cia a oraz cia a p ci odmiennej. St d te  dzieci spontanicznie
organizuj  sobie zabawy, np. w lekarza, które daj  im mo liwo  wzajemnego ogl dania
siebie. Jakkolwiek rodzice powinni uwa

, aby nie dochodzi o do nadu

, zw aszcza

w zabawach ze starszymi dzie mi, to jednak trzeba pami ta ,  e chodzi tu o dzieci
niewinn  jeszcze ciekawo  seksualn niewinn , poniewa  seksualno  jako jedna
z wa nych energii cz owieka jest w dziecku u piona i budzi si  naprawd  dopiero w okresie
dorastania. Najcz ciej tej dzieci cej ciekawo ci seksualnej cz owiek doros y nie pami ta. Na

naturaln , dzieci

 ciekawo  rodzice i wychowawcy patrz  nierzadko przez pryzmat

swoich nie zawsze udanych i uporz dkowanych do wiadcze  seksualnych, dlatego budzi ona
wiele obaw i niepokojów.

Problem powstaje wówczas, kiedy ta naturalna ciekawo  zostaje mocno napi tnowana
i obci ona l kiem ze strony wychowawców i rodziców. Je eli dziecko wychowuje si
w atmosferze tabu otaczaj cego wszystkie sprawy seksualne, je eli si  je ok amuje, kiedy
zadaje pytania na ten temat, wówczas rodzi si  w dziecku postawa wzmo onej ciekawo ci

koncentracji na fizycznej stronie seksualno ci. Pojawia si  te  dramatyzuj cy l k

i niezdrowe poczucie winy za wszystko, co w tej dziedzinie prze ywa. W cz owieku tkwi
jaka   naturalna  fascynacja  i jednocze nie  naturalny l k  w dziedzinie  seksualnej: Sfera
seksualna z jednej strony ma co  przyci gaj cego i czaruj cego, a pomimo to równocze nie
w naturze ludzkiej co  instynktownie przed ni  si  wzdryga
 (F. Sawicki).

background image

Zwi kszanie tego naturalnego wzdrygania si  i wzbudzanie dodatkowego l ku powoduje
nieuchronne wzmo enie ciekawo ci seksualnej. Mamy tu do czynienia z bardzo znamiennym
prawem psychologicznym: im wi kszy powstaje l k w dziedzinie seksualnej, tym wi ksza
rodzi si  ciekawo . St d te  wychowanie seksualne, które odwo uje si  tylko do l ku, odnosi
zupe nie przeciwne skutki. Uwa na obserwacja do wiadcze  wielu m odych ludzi potwierdza

cis  zale no .

Dynamizm ludzkiej seksualno ci budzi si  w pe ni dopiero w okresie dorastania. Pierwsze
mimowolne wzruszenia seksualne w okresie pokwitania wywo uj  zwykle silne wstrz sy
psychiczne. Budzi si  pop d i ciekawo , ale równocze nie zdziwienie i przera enie, uczucie
wstydu i dziwny jaki  l k jakby przed czym  gro nym i niesamowitym
 (F. Sawicki).

Silnych wstrz sów psychicznych do wiadczaj  przede wszystkim m odzi ludzie nie
przygotowani na okres dojrzewania seksualnego, zaskakiwani przemianami, które nast puj
w ich ciele i psychice. W okresie dorastania daj  o sobie zna  tak e wszystkie nagromadzone

dzieci stwie l ki. M ody cz owiek nierzadko do wiadcza pewnego wewn trznego

rozdarcia, poniewa  z jednej strony doznaje l ku, poczucia winy i zamkni cia w sobie, a
z drugiej strony czuje w sobie wzmo on  ciekawo  i napi cie seksualne.

Konsekwencj  tego rozdarcia i zagubienia jest najcz ciej autoerotyka, czyli koncentracja na
fizycznych doznaniach seksualnych. Poj cie autoerotyzmu traktujemy tutaj bardzo szeroko:
szukanie obrazów seksualnych, marzenia erotyczne, masturbacja, prostytucja i wszystkie inne
kontakty z partnerem maj ce na celu tylko w asne doznania.

Zdaj c  sobie  spraw   z 

negatywnych  skutków  autoerotyki  rodzice,  duszpasterze

i wychowawcy  pe ni  niepokoju  i troski kuszeni s  niekiedy, aby odwo ywa  si  przede
wszystkim do mocnego argumentu, jakim jest l k. Aby pomóc drugiemu cz owiekowi w tak
delikatnej materii, jak  stanowi dziedzina seksualna, trzeba stworzy  najpierw atmosfer
wzajemnej serdeczno ci i zaufania. Ona jedynie mo e pomóc m odemu cz owiekowi
wypowiedzie  wszystkie pytania, niepokoje, obawy i pokusy zwi zane z jego dojrzewaniem
seksualnym.

Rodzina jest najbardziej odpowiednim  rodowiskiem do zapewniania

stopniowego wychowania seksualnego. Ona posiada pewien  adunek afektywny,
umo liwiaj cy, bez ura enia, akceptacj  najbardziej delikatnej dziedziny i jej harmonijnego

czenia w osobowo  zrównowa on  i bogat  (Wytyczne, 48).

Wielu psychologów i 

wychowawców stwierdza, i  wypowiadanie wszystkich pyta ,

tpliwo ci i problemów w dziedzinie seksualnej uspokaja cz owieka,  agodz c zarówno jego

k, jak i jego ciekawo . M ody cz owiek, który szczerze rozmawia ze swoim rodzicem,

z duszpasterzem lub wychowawc  na temat w asnej seksualno ci, prze ywa o wiele  agodniej
ca y kryzys dojrzewania seksualnego.

Aby móc ukszta towa  w sobie dojrza  seksualno , trzeba jednak tego pragn . Trzeba te
zaanga owa  si  z ca  odpowiedzialno ci  i ofiarno ci  we w asny rozwój. St d te  zamiast
budzi  u m odych ludzi zb dne l ki, trzeba raczej pobudza  ich do odpowiedzialno ci i do
pragnienia coraz wi kszej dojrza

ci w tej dziedzinie. Ukazywanie negatywnych skutków

background image

nieuporz dkowanej seksualno ci winno by  oparte o rzeczowe argumenty, które przekonaj

odego cz owieka o potrzebie pokonywania egocentrycznych zachowa , by móc otwiera

si  coraz pe niej na drugiego. Celem autentycznego wychowania seksualnego jest ustawiczny
rozwój w opanowaniu podniet, aby doj  z czasem do prawdziwej mi

ci ofiarnej (Wytyczne,

98).

5. Oddramatyzowa  trudno ci seksualne

Omawiaj c problematyk  dojrzewania seksualnego cytowany dokument Stolicy Apostolskiej
stwierdza, i mo e si  tu pojawi  szczególnie z

ony i delikatny problem masturbacji i jej

wp ywu na integralny wzrost osobowo ci. Masturbacja, zgodnie z doktryn  katolick  jest
powa nym nie adem moralnym, g ównie dlatego,  e stanowi wykorzystanie w asnej zdolno ci

ciowej w sposób, jaki istotowo sprzeciwia si  jej celowo ci; zdolno  p ciowa nie jest ju

czona w s

 mi

ci i  ycia wed ug Bo ego zamys u (Wytyczne, 98).

Po dokonaniu tego zasadniczego zastrze enia, które ka e traktowa  zjawisko autoerotyki
odpowiedzialnie, tzn. bez lekcewa enia go i pomniejszania wagi problemu, dokument Stolicy
Apostolskiej analizuje nast pnie do  szeroko sposób zachowania si  wychowawcy wobec
tego zjawiska. Z wychowawczego punktu widzenia trzeba mie

wiadomo ,  e masturbacja

i inne formy autoerotyzmu s  objawami o wiele g bszych problemów powoduj cych napi cie
seksualne, które wychowanek próbuje roz adowa  uciekaj c si  do takiego zachowania
(Wytyczne, 99).

Nale y doceni  wag  tego stwierdzenia, które mo na odnie  ju  nie tylko do szczegó owego
problemu masturbacji, ale do wszystkich problemów seksualnych. Za ka dym problemem
seksualnym kryje si  zwykle g bszy problem. Nie mo na rozwi za  problemu seksualnego
nie si gaj c do przyczyn. St d te  kolejne wa ne stwierdzenie omawianego dokumentu:
Wynika z tego konieczno  ukierunkowania oddzia ywa  pedagogicznych bardziej na
przyczyny ni  na bezpo rednie zwalczanie tego zjawiska. (...) Aby pomóc m odemu
cz owiekowi wyzwoli  si  z zamkni cia w sobie i poczu  si  przyj tym do wspólnoty mi

ci,

wychowawca  powinien  oddramatyzowa   fakt  masturbacji,  a 

tak e  nie  odmawia

wychowankowi szacunku i  yczliwo ci (Wytyczne, 99–100).

Niedojrza a forma zachowania seksualnego, jakim jest masturbacja prze ywana w g bokim

ku przed  sob   i przed  innymi, prowadzi do zamkni cia si   w sobie. Jednocze nie

zamkni cie i 

izolacja jest  ród em napi

 psychicznych, które prowadz  do napi

seksualnych i pog bienia istniej cej autoerotyki. Ta z kolei prowadzi do jeszcze wi kszej
nieufno ci, ucieczki od innych i pog bienia izolacji. Pierwszym krokiem do przerwania tego

dnego ko a i wyj cia z zamkni cia jest oddramatyzowanie wszystkich form autoerotyki.

Oddramatyzowanie dokonuje si  nie przez lekcewa enie zjawiska, ale poprzez ukazywanie

róde  niedojrza ej seksualno ci oraz przybli enie dzia ania pewnych mechanizmów, na które

ody cz owiek, uzale niony od zachowa  autoerotycznych, nie zawsze ma dostateczny

wp yw tak e dlatego,  e ich nie rozumie.

background image

6. Rozeznanie odpowiedzialno ci moralnej

Aby oddramatyzowa  problem autoerotyki nale y zachowa  niezb dn  roztropno
w os dzaniu subiektywnej odpowiedzialno ci osoby
 (Wytyczne, 99). W celu sformu owania
wywa onej oceny odpowiedzialno ci moralnej konkretnych osób i ukierunkowania dzia
duszpasterskich nale y (w masturbacji) wzi

 pod uwag  niedojrza

 uczuciow , nabyte

nawyki, stany l kowe lub inne czynniki psychiczne lub spo eczne, które zmniejszaj , a nawet
redukuj  do minimum win  moraln 
 (Katechizm Ko cio a Katolickiego, nr 2352).

Przy ocenie moralnej grzechów seksualnych trzeba tak e uwzgl dni  hierarchi  przykaza .
Przeakcentowana koncentracja na grzechach szóstego przykazania powoduje gro

 dla

rozwoju duchowego  lepot  na grzechy pierwszych pi ciu przykaza . Wielu m odym ludziom
— skoncentrowanym na s abo ciach seksualnych — wydaje si , i  maj  zasadniczo jeden
problem
 w swoim  yciu. St d tak wa ne w ocenie moralnej grzechów seksualnych jest
uwzgl dnienie faktu podkre lanego przez Wytyczne wychowawcze w odniesieniu do ludzkiej
mi

ci,  e odpowiedzialno  za czyny seksualne winna naprowadza  na odpowiedzialno  za

rozwi zanie g bszych problemów egzystencjalnych. Nie mo na naprawd  zrozumie  istoty
grzechów szóstego przykazania, je eli nie odkrywa si  istoty grzechu przeciwko pierwszemu
przykazaniu mi owania Boga i ludzi. Odpowiedzialno  moraln  w dziedzinie seksualnej
trzeba rozszerzy  z pojedynczych aktów s abo ci seksualnej tak e na bardziej ogóln
odpowiedzialno  za ca e swoje  ycie: odpowiedzialno  za coraz wi ksz  dojrza
emocjonaln  i duchow , odpowiedzialno  za swoj  wolno , za sposób traktowania drugiego
cz owieka.

Zranienia seksualne wi

 si

ci le ze zranieniami w mi

ci. Otwarcie si  na Boga jako

mi osiernego Ojca leczy najpierw zranienia w 

mi

ci. Kiedy za  cz owiek odkryje

prawdziw  mi

, spontanicznie odchodzi od koncentracji na sobie, aby odda  si  Temu,

który zawsze kocha. Psychologia podkre la,  e silne zwi zki emocjonalne z bli nimi (np.
pe na akceptacja, przyja nie, zakochanie) s  wyra nym czynnikiem  agodz cym napi cia
i problemy seksualne.

Pokusa zamykania si  w sobie: w swoich doznaniach, potrzebach i pragnieniach seksualnych
wi e si  nie tylko z okresem dorastania, ale stanowi ci

e niebezpiecze stwo, na które

napotyka tak e doros y cz owiek. Do wiadczenie pokazuje, i  powrót do niedojrza ych form
autoerotyki nie jest a  tak rzadkim przypadkiem u osób doros ych. Przejawiaj  si  w tym
równie  ich g bsze i powa niejsze trudno ci, zw aszcza w sferze emocjonalnej. Podobnie,
jak w wypadku m odego cz owieka, równie  cz owiek doros y winien szczerze i uczciwie
stara  si  przezwyci

 ka

 niedojrza  form  zachowa  seksualnych. Kiedy jednak,

pomimo podejmowanych prób, nie mo e by  ona przezwyci ona nale y przyj

 jako

za

enie moralne potrzeb  zaakceptowania z cierpliwo ci  tego, co nie mo e by  uleczone

z jednoczesnym  usi owaniem  z ca   postaw   szlachetno ci  zdobywania  coraz  wi kszej
dojrza

ci i ofiarno ci na wszystkich innych polach dzia ania (B. Häring).

Wytyczne wychowawcze  w odniesieniu do ludzkiej mi

ci podkre laj  tak e potrzeb

korzystania ze  rodków zalecanych przez chrze cija sk  ascez , jak modlitwa i sakramenty

background image

oraz  anga owanie  si   w dzie a  sprawiedliwo ci  i mi osierdzia (Wytyczne, 100). S  to
konkretne  rodki dla realizowania naszej dojrza

ci i ofiarno ci na wszystkich polach

dzia ania.

7. Poczucie winy i l k w mechanizmie napi cia seksualnego

Silna koncentracja l kowa na trudno ciach seksualnych uruchamia w psychice cz owieka
funkcjonowanie mechanizmu karania i nagradzania siebie, który podtrzymuje dramatyzuj cy

k i chore poczucie winy, oraz podsyca coraz bardziej nienaturaln  ciekawo . Mechanizm

kary  i nagrody zamyka cz owieka coraz szczelniej w kr gu jego trudno ci tworz c

dne

ko o w jego psychice. Dzia anie tego mechanizmu mo na obserwowa  szczególnie u ludzi

odych, którzy nie zostali wprowadzeni w sprawy seksualne w atmosferze serdeczno ci

i zaufania przez swoich rodziców czy wychowawców, ale odkrywaj  je sami nierzadko
w wielkim poczuciu winy i l ku.

Pierwszym ogniwem

dnego  ko a  karania  i 

nagradzania  siebie jest dramatyczne

prze ywanie ca ej seksualno ci lub te  pewnych jej przejawów: narzucaj cych si  obrazów
i pragnie , masturbacji czy innych form autoerotyki. L kowa dramatyzacja mo e przejawia
si  mi dzy innymi w ci

ym i silnym poczuciu winy, w stanach ci

ego niepokoju, w braku

zdolno ci koncentracji i skupienia, w zniech ceniu, w smutku psychicznym przechodz cym
nawet niekiedy w stan depresji. Tym do wiadczeniom towarzyszy najcz ciej parali uj cy l k
przed wypowiedzeniem swoich trudno ci seksualnych oraz poczucie zagro enia ju  na sam
my l,  e inni mog  si  o tym dowiedzie .

Silne poczucie winy odruchowo popycha z kolei do karania siebie, by w ten sposób naprawi
naruszony porz dek. Karanie to mo e przejawia  si  mi dzy innymi w poni aniu si  we

asnych oczach, w prze ywaniu jakiego  wstr tu do siebie, odruchowym podejmowaniu

umartwie , w mocnych postanowieniach, w praktykach pobo nych lub te  innego rodzaju
praktykach.

Ale psychika ludzka domaga si  pewnej równowagi: st d te  uleganie odruchom karania
siebie uruchamia kolejne ogniwo

dnego ko a, jakim jest pocieszanie si : rodzi ono now

ciekawo  seksualn , budzi nowe pragnienia i now  koncentracj  na doznaniach, które s
z kolei  ród em powtarzania utrwalonych zachowa  autoerotycznych.

Tak zamyka si

dne ko o, z którego nie mo na wyj  uderzaj c tylko w bezpo rednie

zwalczanie samego zjawiska autoerotycznego. Trzeba koniecznie wyj  od przyczyn
rodz cych dramatyzuj cy l k i niezdrow  ciekawo  seksualn . Uchwyci  opisywany
mechanizm u siebie samego oraz wyj  z

dnego ko a mo na tylko z pomoc  cz owieka

do wiadczonego, do którego ma si  pe ne zaufanie.

8. Dynamika napi cia seksualnego

Bod cem do napi cia seksualnego jest zwykle obraz erotyczny w wyobra ni. D

sze

zatrzymywanie si  na nim powoduje podniecenie seksualne.

Ustawiczny rozwój

background image

w opanowywaniu podniet, aby doj  do prawdziwej mi

ci ofiarnej (Wytyczne, 98) polega

wi c najpierw na panowaniu nad w asn  wyobra ni , aby nie dopuszcza  do napi cia, które
cz owiekowi skoncentrowanemu na swojej seksualno ci najcz ciej bardzo trudno opanowa .
Czysto  seksualna w ka dym stanie  ycia domaga si  umiej tno ci panowania nad
wyobra ni  erotyczn .

Ogromn  pomoc do spokojnej, naturalnej kontroli w asnej wyobra ni (nale y odró ni
kontrol  obrazów od l kowego spychania ich do pod wiadomo ci!) daje znajomo  pewnych
podstawowych praw, którymi rz dzi si  wyobra nia. Dzia anie wyobra ni cz owieka mo emy
porówna  do ekranu telewizyjnego, przy którym nie ma jednak  adnego wy cznika. Ekran
naszej wyobra ni nieustannie nadaje jaki program, do tego stopnia, i  nie wy cza si  on
nawet  w czasie snu. To  w

nie sny ukazuj , jak fantastyczne i niezwyk e programy

wype niaj  nasz  wyobra ni .

ówny problem naszej wyobra ni polega na tym, i  nie mo emy na ni  oddzia ywa  wprost:

nie mamy bezpo redniego wp ywu na nadawany przez ni program, nie tylko w czasie snu,
ale tak e na jawie. Kiedy chcemy na si  oddali , zgasi  jaki  obraz, wówczas powraca on
jeszcze cz ciej i z wi ksz  si . Je eli cz owiek oddzia uje w taki w

nie l kowy sposób na

asn  wyobra ni  przez bardzo d ugi czas, to efektem tego oddzia ywania mo e by

obsesyjne powracanie niechcianych obrazów i pragnie . W takiej sytuacji jedna z wa nych
rad polega na tym, aby nie zajmowa  si  i nie zaprz ta  sobie g owy swymi my lami
natr tnymi
 (H. Bless).

Po rednie oddzia ywanie na nasz  wyobra ni  polega na mo liwo ci zast powania jednego
obrazu innym, obrazu emocjonalnie s abszego obrazem silniejszym uczuciowo. Poniewa
wyobra nia cz owieka jest infantylna, trzeba z ni  post powa  troch  tak, jak do wiadczona
matka post puje z ma ym dzieckiem. Kiedy ma e dziecko p acze z jakiej  b ahej przyczyny,
miga mu przed oczyma jak  kolorow  maskotk . Dziecko zainteresowane zabawk  odwraca
spontanicznie swoj  uwag  od tego, co by o  ród em p aczu.

Kiedy w wyobra ni powstaje obraz erotyczny, trzeba wówczas próbowa  zast pi  go innym
obrazem — silniejszym emocjonalnie. Nie jest to jednak proste, poniewa  obrazy erotyczne
cechuje zwykle du y  adunek emocjonalny. Im wi ksza koncentracja l kowa na sprawach
seksualnych, tym trudniej zast pi  obraz erotyczny we w asnej wyobra ni. L k bowiem —
jak ju  mówili my wy ej — w jaki  fatalistyczny sposób popycha nas w to, od czego chcemy
na si  uciec.

Jest  rzecz   wa

,  aby  w momentach  pojawiania si   w 

naszej  wyobra ni pragnie

erotycznych, zachowa  ogromny spokój ducha. Im szybciej opanujemy rodz cy si  niepokój,
tym  atwiej poradzimy sobie z budz

 si  spontanicznie ciekawo ci  wobec powsta ych

obrazów i pragnie . Dopiero du y dystans wobec nawet najbardziej natr tnych obrazów
erotycznych umo liwia nam panowanie nad nimi. G boka  wiadomo  wy szo ci ducha
ludzkiego nad jego pop dami — zdobywana bardziej intuicyjnie ni  rozumowo — stanowi
podstaw  do du ego zdystansowania si  wobec wszystkich tworów naszej wyobra ni.

background image

Zachowanie dystansu wobec w asnych odczu , my li i pragnie  w dziedzinie seksualnej staje
si  mo liwe równie  dzi ki dobrze uformowanemu sumieniu. Nawet najbardziej sugestywne
wyobra enia i budz ce si  pod ich wp ywem pragnienia, o ile nie s

wiadomie i dobrowolnie

wywo ywane i podtrzymywane przez cz owieka, same w sobie nie s  faktami grzechu,
chocia  mog  ukazywa  g bsze wewn trzne nieuporz dkowane postawy wobec
zmys owo ci. Ocena moralna zawsze wi e si  z dzia aniem  wiadomym i wolnym. Nie ma
wi c racji czu  si  winnym tylko z powodu w asnych niedobrowolnych nieczystych pragnie .
Owszem, jest prawd ,  e mog  si  one sta

ród em grzechu, ale te  prawd  jest,  e mog  si

sta  tak e okazj  do pokonania w asnych s abo ci i zwyci stwa nad sob  samym.

Jak modli  si , kiedy przychodz  nam nieczyste my li i pragnienia? Oto jak  odpowied  daje
K. Rahner: Kto , kto  yje pod naciskiem uporczywych my li i pop dów, nie uczyni mo e
dobrze, modl c si  explicite, w potocznym znaczeniu tego s owa, o wyzwolenie od pokusy.
W ten sposób bowiem jego uwaga b dzie zag bia a si  jeszcze bardziej w splot owych
pop dów i my li. W takim wypadku modlitw  powinna by  pogodna ufno , spokój wolny od
przygn bienia, i w tym duchu cz owiek powinien spogl da  ponad widmami nocnych upiorów
swego wn trza ku wolnemu  wiat u Boga, ku swej pracy, przechodzi  m nie do porz dku
dziennego nad tym, co go trapi. (...) Ta taktyka duchowej walki polega na patrzeniu na Boga
.

Aby przechodzi

nie nad tym, co trapi cz owieka w dziedzinie seksualnej, trzeba zdoby

si  na pokor  uznania w asnego zranienia i prosi  o uzdrowienie. Zranienia tego nie leczymy
bowiem sami. Mo e by  ono uleczony tylko przez Tego, który nie przyszed  do zdrowych, ale
do tych, którzy si

le maj  (por. Mt 9, 12). Kiedy analizujemy g biej nasze  ycie, wówczas

wiadamiamy sobie, i  grzech pierworodny nie jest staro ytnym mitem, ale rzeczywisto ci ,

której codziennie dotykamy we wszystkich naszych zranieniach, tak e w dziedzinie ludzkiej
mi

ci. Trudno zaakceptowa  zranienie seksualne, poniewa obna a  i upokarza cz owieka

bardziej ni  jakakolwiek inna s abo .

Leczenie ka dej ludzkiej s abo ci nie rozpoczyna si  od odruchowego usuwania jej, ale od
uzdrowienia swojej osobistej relacji do niej — od akceptacji s abo ci. Najwi ksz  przeszkod ,
jaka staje przed nami, jest nasza pycha, która nie pozwala nam przyj

 z pogodn  ufno ci

i spokojem wolnym od przygn bienia w asnej ludzkiej biedy, ale kreuje nas natychmiast (w
naszej  wiadomo ci) na boga wolnego od wszelkiej, nawet najmniejszej skazy. W ka dej

abo ci, tak e w s abo ci seksualnej, któr  cz owiek usi uje pokona  z ca  szczero ci

i ofiarno ci , Bóg okazuje si  wi kszy od ludzkiego serca, które oskar a cz owieka,
przypominaj c mu o jego zranieniu (por. 1 J 3, 20).

Opanowywanie podniet seksualnych wymaga od cz owieka zachowania higieny w asnej
wyobra ni; polega ona na  wiadomym kontrolowaniu obrazów seksualnych pochodz cych
z zewn trz. Ludzie pragn cy zachowa  czysto  w swoim stanie winni sobie u wiadamia
ogromn  szkodliwo  karmienia w asnej wyobra ni wszelkiego typu obrazami
pornograficznymi. Trudno przeceni  niebezpiecze stwa pornografii zw aszcza dla m odego
cz owieka o psychice bardzo wra liwej i ch onnej. Nieraz sugestywny i silny obraz seksualny
mo e by  dla kogo

ród em napi cia przez d

szy czas. Niszcz ca si a filmów i innego

rodzaju publikacji pornograficznych polega mi dzy innymi na izolowaniu fizycznych

background image

do wiadcze  seksualnych od uczucia mi

ci i 

odpowiedzialno ci. Pornografia, która

prezentuje najcz ciej seks zdeprawowany, stwarza tak e, szczególnie w wyobra ni m odego
cz owieka, nie posiadaj cego jeszcze do wiadczenia w tym zakresie, oczekiwania i pragnienia
niemo liwe do zrealizowania. Równie  w stosunkach ma

skich obrazy pornograficzne

czyni  niema e spustoszenie, poniewa  staj  si  zród em przedmiotowego traktowania
wspó ma onki(a). Wobec oczekiwania niezwyk ych prze

 seksualnych drugi cz owiek

i ca y bogaty  wiat jego uczu  pragnie  i problemów blednie i schodzi na dalszy plan.

9. Akceptacja w asnej seksualno ci

Do dojrza

ci osobowej  i 

chrze cija skiej  konieczne jest  zintegrowanie  w asnej

seksualno ci. Integrowa  seksualno , to znaczy da  jej w swoim  yciu takie miejsce, które
jej si  nale y z prawa Bo ego i dokonanego wyboru stanu  ycia. W  adnym stanie  ycia
seksualno  cz owieka nie mo e by  pomijana i lekcewa ona. Wszelkie próby usuwania ze
swojej  wiadomo ci problemów seksualnych gro

 zubo eniem nie tylko tej jednej wa nej

dziedziny ludzkiego  ycia, ale ca ej osobowo ci.

Aby doj  do pe nej integracji seksualnej, koniecznej zarówno do dojrza ego prze ywania
celibatu jak i ma

stwa, potrzeba najpierw akceptacji w asnej seksualno ci, na tym etapie

rozwoju,  na  którym  si   znajduje  w 

danym  momencie  ycia,  razem  z 

istniej cymi

pragnieniami, trudno ciami, problemami oraz ca  histori

ycia w tym zakresie, akceptacji

ku i jednocze nie nieuporz dkowanej ciekawo ci w sprawach p ci.

Jak w wielu innych dziedzinach ludzkiego  ycia, tak samo i w sprawach kszta towania
dojrza ej postawy wobec w asnej seksualno ci, cz owiek nieraz bardzo szybko dochodzi do
granic swoich mo liwo ci i jasno widzi,  e nie mo e czyni  dobra, którego chce, ale czyni to

o, którego nie chce (por. Rz 7, 19). St d te  wielu ludzi upokorzonych w asnymi

abo ciami seksualnymi, które s  jakim pomieszaniem cierpienia z egoizmem (B. Häring),

swoj  postaw  smutku i przygn bienia nieustannie wo a do Boga: Nieszcz sny ja cz owiek,
któ  mnie wyzwoli z cia a, co wiedzie ku  mierci?
 (Rz 7, 18nn.).

A Bóg, który nieustannie widzi grzech cz owieka i p yn ce z niego cierpienie, odpowiada mu
w swoim Synu Jezusie Chrystusie: On si  obarczy  twoim cierpieniem, On d wiga  twoje
bole ci, On by  przebity za twoje grzechy, zdruzgotany za twoje winy. Spad a na  ch osta
zbawienna dla ciebie, a w Jego ranach jest twoje zdrowie
 (por. Iz 53, 4–5). W Jezusie
Chrystusie odnajdujemy pe ne uzdrowienie naszych ran i jednocze nie najdoskonalszy wzór
czystego serca, które zdolne jest ogl da  Boga.

7

Kongregacja do spraw wychowania katolickiego, Wytyczne wychowawcze w odniesieniu do ludzkiej

mi

ci (= Wytyczne), Rzym 1983, 24.

background image

XXII. KIEROWNICTWO DUCHOWE

Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sze dziesi t
stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sob  o tym wszystkim, co si  wydarzy o. Gdy tak
rozmawiali i rozprawiali z sob , sam Jezus przybli

 si  i szed  z nimi. Lecz oczy ich by y

niejako na uwi zi, tak  e Go nie poznali. On za  ich zapyta : Có  to za rozmowy prowadzicie
z sob  w drodze? Zatrzymali si  smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedzia  Mu:
Ty jeste  chyba jedynym z przebywaj cych w Jerozolimie, który nie wie, co si  tam w tych
dniach sta o. Zapyta  ich: Có  takiego? Odpowiedzieli Mu: To, co si  sta o z Jezusem
Nazarejczykiem, który by  prorokiem pot nym w czynie i s owie wobec Boga i ca ego ludu;
jak  arcykap ani  i nasi  przywódcy  wydali  Go  na  mier   i ukrzy owali.  A my my  si
spodziewali,  e On w

nie mia  wyzwoli  Izraela. Tak, a po tym wszystkim dzi  ju  trzeci

dzie , jak si  to sta o. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przerazi y nas: by y rano
u grobu, a nie znalaz szy Jego cia a, wróci y i opowiedzia y,  e mia y widzenie anio ów,
którzy zapewniaj , i  On  yje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak
kobiety opowiada y, ale Jego nie widzieli. Na to On rzek  do nich: O nierozumni, jak nieskore

 wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czy  Mesjasz nie mia  tego

cierpie , aby wej  do swej chwa y? I zaczynaj c od Moj esza poprzez wszystkich proroków
wyk ada  im, co we wszystkich Pismach odnosi o si  do Niego. Tak przybli yli si  do wsi, do
której zd ali, a On okazywa , jakoby mia  i  dalej. Lecz przymusili Go, mówi c: Zosta
z nami, gdy  ma si  ku wieczorowi i dzie  si  ju  nachyli . Wszed  wi c, aby zosta  z nimi.
Gdy zaj  z nimi miejsce u sto u, wzi  chleb, odmówi  b ogos awie stwo, po ama  go i dawa
im. Wtedy oczy im si  otworzy y i poznali Go, lecz On znikn  im z oczu. I mówili nawzajem
do siebie: Czy serce nie pa

o w nas, kiedy rozmawia  z nami  w drodze i Pisma nam

wyja nia ? W tej samej godzinie wybrali si  i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych
Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: Pan rzeczywi cie zmartwychwsta  i ukaza  si
Szymonowi. Oni równie  opowiadali, co ich spotka o w drodze, i jak Go poznali przy  amaniu
chleba
 ( k 24, 13–35).

1. Có  to za rozmowy prowadzicie ze sob  w drodze?

Osoby, które pragn  prowadzi

ycie duchowo szybko u wiadamiaj  sobie potrzeb

kierownictwa duchowego. I chocia  wiadomo,  e ostatecznym  ród em  ycia duchowego jest
sam Bóg, to jednak narodzinom duchowym musi towarzyszy  drugi cz owiek.  w. Teresa
Wielka  mówi o 

du ych  szkodach  w yciu  wewn trznym, jakie  wyrz dzi   jej  brak

kierownictwa duchowego: Nie mia am bowiem innego nauczyciela, który by mi  rozumia ,
cho  go szuka am przez ca e dwadzie cia lat od czasu, który tu opisuj , co mi wielk  szkod
wyrz dzi o, tak i  po wiele razy cofa am si  wstecz i o ma o,  e ca kiem nie zgin am.

Nasze rozwa ania oprzemy na Ewangelii o uczniach id cych do Emaus. Ewangelia ta mo e
nam powiedzie  bardzo du o o kierownictwie duchowym. Jezus objawia si  nam w niej jako
najdoskonalszy wzór kierownika duchowego. Chrystus do czaj c si  do uczniów rozpoczyna
swój dialog od pytania: Có  to za rozmowy prowadzicie ze sob  w drodze? ( k 24, 17). Jezus

background image

zachowuje si  jak prawdziwy pedagog. Zaprasza najpierw uczniów, aby wypowiedzieli to
wszystko, czym  yj .

Pierwszym etapem kierownictwa jest w

nie wypowiedzenie tego wszystkiego, czym

cz owiek  yje: swoich obaw, l ków, rozczarowa , poczucia winy, pragnie , oczekiwa ,
nadziei. Wszystkie bowiem ludzkie do wiadczenia s  miejscem dzia ania Boga.

Ojcowie Pustyni stwierdzaj ,  e kap anowi w spowiedzi mówi si  o swoich grzechach,
kierownikowi za  o swoich uczuciach. Dlaczego? Poniewa  uczucia s  znakami, dzi ki
którym mo emy poznawa  wol  Pana Boga wobec nas. Nieraz potrzeba wiele czasu  —
stwierdza A. de Jaer — aby kto  uwierzy ,  e poprzez nasze emocje dzia a dobry lub z y duch,
Duch  wi ty lub Szatan.
 Celem wypowiedzenia uczu  nie jest przede wszystkim dostarczenie
informacji kierownikowi duchowemu, ale raczej poznanie siebie. Ju  samo wypowiedzenie
naszych uczu  powoduje,  e zaczynamy je lepiej rozumie . Zupe nie inaczej w naszym
prze yciu wygl da do wiadczenie, które zachowali my w sobie, a inaczej je eli zosta o
wypowiedziane przed drugim.

Korzystanie z kierownictwa duchowego sprawia wielu ludziom sporo trudno ci. Ka demu
z nas trudno przychodzi ods anianie swoich najg bszych zranie , trudno te  mówi
o g bokich do wiadczeniach duchowych. V. E. Frankl mówi,  e ludzie o wiele  atwiej
opowiadaj  o swoich prze yciach seksualnych ni  o do wiadczeniach duchowych. Wydaje si
to logiczne, poniewa  prze ycia seksualne dotycz  pewnej zewn trznej sfery cz owieka.
Do wiadczenia duchowe za  dotycz  najg bszych pok adów serca.

Kiedy cz owiek odczuwa potrzeb  wypowiedzenia swojego do wiadczenia duchowego,
wówczas jednocze nie rodzi si  w nim wewn trzny opór wobec mówienia o sobie. Cz owiek,
który poszukuje kierownictwa duchowego, cz sto czuje si  rozdarty pomi dzy ch ci
zachowania swoich intymnych do wiadcze  emocjonalnych i duchowych tylko dla siebie,
a pragnieniem wypowiedzenia ich i poznania obiektywnej prawdy o nich. G boka potrzeba
rozeznania swoich uczu  potwierdza na ogó  autentyczno

ycia duchowego. Osoba, która

prowadzi  ycie duchowe, nie chce i

asn  drog . Nie chce te  sama wybiera  sobie misji,

ale pragnie s

 Bogu i ludziom zgodnie z wol  Bo . To w

nie d enie do prawdy staje

si

ród em odwagi do pokonania oporów wewn trznych. Wypowiadanie, zw aszcza trudnych

prze

, przynosi ulg  i uspokojenie.

Dwaj uczniowie id cy do Emaus jeszcze przed przy czeniem si  do nich Jezusa wypowiadali
nawzajem przed sob  swoje prze ycia. W ich spojrzeniu nie by o jednak prawdy. Dlatego te
utwierdzali si  jedynie w odczuciu bezsensu i braku nadziei. Kiedy Jezus zada  im pytanie,
o czym rozmawiaj , zatrzymali si  smutni. Jezus zach ca uczniów do wypowiedzenia
przyczyn ich smutku, braku nadziei, rozczarowania.

W  yciu duchowym trzeba mie  nieustannie  wiadomo ,  e to co my sami widzimy w sobie,
winno by  poddane rozeznaniu. Trzeba mie

wiadomo ,  e nawet wielka subiektywna

pewno  siebie mo e by  zwodnicza. Potrzebujemy pomocy bli niego, aby móc zobaczy
siebie w prawdzie. Od szczero ci naszych wypowiedzi przed kierownikiem duchowym

background image

w znacznym stopniu zale y wielko

wiat a w poznaniu osobistej sytuacji wewn trznej.

Je eli nasze wypowiedzi wobec kierownika duchowego by yby ograniczone, l kliwe,
wybiórcze, to rozeznanie z jego strony b dzie tak e niepe ne, a mo e nawet zniekszta cone.

Korzystaj c z 

kierownictwa duchowego  winni my zdawa  sobie spraw , i  istot

kierownictwa nie jest nawi zanie serdecznej wi zi emocjonalnej z kierownikiem, ale
uzyskanie pomocy duchowej w dialogu z Bogiem. Rol  kierownika duchowego mo na by
porówna  do roli jak  odegra  Jan Chrzciciel wobec Chrystusa: Potrzeba, by On wzrasta , a ja
si  umniejsza 
 (J 3, 30). W kierownictwie duchowym wzrasta  ma wi  wychowanka
z Bogiem, jego duchowa dojrza

, jego samodzielno . Je eli kierownik zajmowa by zbyt

wiele miejsca  w  wiadomo ci  i emocjonalno ci swego wychowanka, mo e wówczas sob
przes oni  Boga.

Dzieje si  to zwykle wówczas, kiedy zatraca si  pomi dzy kierownikiem a kierowanym
naturalny dystans na rzecz wi zi uczuciowej pomi dzy nimi. Je eli osoba korzystaj ca
z kierownictwa potrzebuje przyja ni,  winna szuka  jej  najpierw w swoim  rodowisku
rówie ników oraz  w rodowisku  rodzinnym.  W relacji  kierownika  i kierowanego  winna
istnie  ni

yczliwo ci, a nawet przyja ni, ale sama przyja

 nie mo e by  zasadniczym

celem kierownictwa.

2. S uchanie

Kolejnym wa nym elementem kierownictwa duchowego jest s uchanie. Wys uchawszy
uczniów id cych do Emaus, Jezus zabiera g os. Odwo uje si  przede wszystkim do S owa
Bo ego. S owem Pisma o wietla ich rozczarowanie z powodu swojej  mierci: I zaczynaj c od
Moj esza poprzez wszystkich proroków wyk ada  im, co we wszystkich Pismach odnosi o si
do Niego
 ( k 24, 27).

uchanie w kierownictwie duchowym wi e si  wi c  ci le z s uchaniem S owa Bo ego.
uchanie S owa Bo ego obowi zuje nie tylko penitenta, ale tak e kierownika duchowego.

To, co mówi kierownik duchowy, w swej istocie winno zawsze opiera  si  na jego s uchaniu

owa Bo ego. Jego w asne do wiadczenia, przemy lenia i rady winny by  odbiciem  ycia
owem Bo ym. Kierownik duchowy nie wyst puje we w asnym imieniu, ale w imieniu

Ko cio a. Ko ció  daje mu misj , w ramach której spe nia on swoje zadanie. Duch  wi ty,
który dzia a w Ko ciele, o wieca zarówno kierownika jak i kierowanego.

Kierownik duchowy winien tak e s ucha  z uwag  i szacunkiem swojego podopiecznego.
Winien dostrzega  w nim pi kno Bo ego obrazu, nawet je eli cz owiek ten jest zraniony,

aby i grzeszny.  Winien równie   z szacunkiem traktowa   dzia anie Boga  w cz owieku,

któremu pomaga. Kierownik duchowy nie mo e nigdy nim manipulowa . Nie mo e
wychowywa  go wed ug swoich subiektywnych poj

 o  yciu duchowym. Pomoc kierownika

winna by  oparta o prawdziwe kryteria  ycia duchowego. Jest rzecz  wielce niebezpieczn  —
mówi  w. Ignacy — chcie  prowadzi  wszystkich t  sam  drog  do doskona

ci; taki

cz owiek nie rozumie, jak ró ne i jak liczne s  dary Ducha  wi tego.

background image

poj ciem s uchania  czy si

ci le poj cie pos usze stwa. Istot  pos usze stwa

w kierownictwie duchowym stanowi zaufanie. Wychowanek jest pos uszny, poniewa  ufa
kierownikowi, a nie dlatego,  e jest poddany jego w adzy. Pos usze stwo w kierownictwie
duchowym nie mo e by  zwi zane ze  lepym wykonywaniem polece  kierownika, których
osoba prowadzona nie rozumie i którym nie umie zaufa . To nie polecenia i rady kierownika
zbawiaj  podopiecznego, ale jego zaufanie Panu Bogu. Cz owieka zbawia powierzenie ca ego
swojego  ycia Stwórcy. Kierownik, jako przedstawiciel Ko cio a, pomaga jedynie zaufa
Bogu.

Pos usze stwo kierownikowi duchowemu nie posiada tego samego charakteru, co
pos usze stwo prze

onemu. Pos usze stwo kierownikowi wynika z pos usze stwa S owu

Bo emu. Kierownik pomaga penitentowi zrozumie  i przyjmowa  natchnienia Bo e w jego
konkretnej sytuacji  yciowej. Je eli uczniowie id cy do Emaus byli pos uszni Nieznajomemu
Towarzyszowi podró y, to nie dlatego, i  uznawali nad sob  Jego w adz . Byli pos uszni,
poniewa  Nieznajomy swoim s owem rozpali  ich dusze: Czy serce nie pa

o w nas, kiedy

rozmawia  z nami w drodze i Pisma nam wyja nia ? ( k 24, 32).

W sercach uczniów nie zrodzi o si  nawet pytanie, czy winni by  Mu pos uszni. Ich
pos usze stwo wynika o z zaufania, które Nieznajomy w nich wzbudzi . W du ym stopniu
pos usze stwo kierownikowi duchowemu b dzie zale

 od pragnie  wychowanka, od jego

dojrza

ci oraz od jego przejrzysto ci w relacji z przewodnikiem duchowym. Warunkiem

ciwie rozumianego pos usze stwa jest dobre rozumienie intencji wszelkich rad i uwag

kierownika duchowego. Pos usze stwo kierownikowi duchowemu wymaga otwarto ci osoby
prowadzonej. Je eli wychowanek by by zamkni ty, zal kniony i skryty w sobie, nie b dzie
w stanie s ucha  i rozumie  kierownika. Nie b dzie w stanie ca kowicie mu zaufa , a tym
samym nie b dzie nale ycie korzysta  z jego pomocy.

Korzystanie z kierownictwa duchowego wymaga gotowo ci do zakwestionowania siebie.
Zakwestionowanie siebie sprawia,  e podopieczny potrafi przyj

 prawd , jak  odwo uj c si

do S owa Bo ego, chce mu pokaza  kierownik duchowy.

Prawda uczniów id cych do Emaus by a trudna do przyj cia. Jezus napomina uczniów w do
przykry sposób: O, nierozumni, jak nieskore s  wasze serca do wierzenia we wszystko, co
powiedzieli prorocy!
 ( k 24, 25). Przyj cie przez wychowanka trudnej prawdy o swojej
sytuacji duchowej z ust kierownika jest mo liwe tylko wówczas, kiedy w pe ni mu ufa.
Penitent rozumie, i  trudne, czy nawet bolesne s owa wyp ywaj  z wielkiej troski kierownika
o jego dobro duchowe. Kierownik duchowy czuj c jego otwarcie na Pana Boga nie b dzie ba
si  powiedzie  mu wszystkiego, co uwa a za konieczne bazuj c na w asnym do wiadczeniu
i instynkcie duchowym. Podopieczny natomiast przyjmie s owa kierownika, poniewa  b dzie
czu  jego wielk  trosk  i  yczliwo .

background image

3. Spotkanie

Wzajemne wypowiadanie si  i s uchanie siebie sta o si  podstaw  pe nego spotkania —
jedno ci serc. Najpierw by o to spotkanie na p aszczy nie czysto ludzkiej. Uczniowie poczuli
si  dobrze w towarzystwie Nieznajomego: do wiadczyli Jego bezinteresownej mi

ci;

Cz owiek ten s ucha  ich uwa nie,  yczliwie skarci  oraz wyja ni  im znaczenie ich bolesnych
prze

. Poniewa  uczniowie poczuli si  bardzo dobrze w Jego towarzystwie, nak onili Go,

aby zosta  z nimi, cho  On okazywa  jakoby mia  i  dalej.

kierownictwie  duchowym  najwa niejsze  jest  osobowe  spotkanie  kierownika

z kierowanym. U podstaw tego spotkanie le y przede  wszystkim wzajemna akceptacja,
otwarto ,  yczliwo  i zaufanie. Opieraj  si  one na ludzkiej dojrza

ci.  yczliwo

i zaufanie kierownika uprzedza  yczliwo  i zaufanie kierowanego. To one otwieraj  osob
korzystaj

 z kierownictwa i pomagaj  jej wzbudzi  w sobie zaufanie do cz owieka, przed

którym pragnie ca kowicie si  otworzy . Bez szczerego spotkania na p aszczy nie ludzkiej
trudno wyobrazi  sobie owocne spotkanie kierownika z kierowanym.

Wzbudzanie  zaufania  u innych,  to  jedna  z podstawowych  cech  dobrego  kierownika
duchowego. Zaufania nie mo na od innych  da . Jest ono szczególnym darem, którym
obdarza si  drug  osob . Je eli cz owiek czuje, i  nie wzbudza zaufania, to rodzi si  w nim
wa ne pytanie: dlaczego tak jest? Z pewno ci  wzbudzanie zaufania u innych jest pewnym
naturalnym darem, ale p ynie tak e z przejrzysto ci wewn trznej, pe nej akceptacji siebie
i innych, otwarto ci na ludzi. Wszystko to za  rodzi si  z rzeczywistego otwarcia si  na Pana
Boga.

Nawet wielki dar wzbudzania zaufania u innych, wielka przejrzysto  i otwarcie kierownika
duchowego nie zdadz  si  na wiele, je eli sam wychowanek by by zamkni ty, zal kniony
i nieufny. Aby móc korzysta  z kierownictwa penitent musi nieraz pokona  w sobie l k
i nieufno . Postawy te  wyp ywaj  nieraz z ca ej historii jego  ycia, szczególnie za
z wychowania rodzinnego. Je eli w domu rodzinnym panowa a wzajemna nieufno , to

odemu cz owiekowi wychodz cemu z takiego  rodowiska b dzie trudno zaufa  ludziom.

Nieufno   wyniesiona  z domu  rodzinnego  zwykle  utrwala  si   jeszcze  w rodowisku
szkolnym. W takiej sytuacji otwarcie si  na kierownictwo duchowe b dzie wymaga o du o
pracy wewn trznej. Pokonanie nieufno ci w stosunku do kierownika duchowego posiada
jednak wymiar o wiele szerszy. Oznacza bowiem otwarcie si  nie tylko na tego jednego
cz owieka, ale na wszystkie inne wi zi mi dzyosobowe. Tak e na wi  z Bogiem.

Kierownik duchowy winien bardzo cierpliwie odnosi  si  do wychowanka zal knionego
i nieufnego. Potrzeba nieraz wiele czasu, aby zyska  sobie jego zaufanie. Winien by  tak e

wiadom,  e wielka nieufno , zal knienie i skryto  wychowanka nie jest wynikiem jego z ej

woli, ale przede wszystkim wielu zranie , których dozna  on w swoim  yciu. Swoim
zamkni ciem cz owiek broni si  przed kolejnymi zranieniami. Prób  prze amania nieufno ci
przez odwo ywanie si  do autorytetu kierownika mo e odbiera  jako zagro enie. Owocem
takiej emocjonalnej przemocy mo e by  jeszcze wi ksze zamkni cie.

background image

k wywo uje l k, nieufno  wywo uje nieufno . Nawet najmniejsze nieu wiadomione l ki

kierownika b

 wzmacnia  postawy l kowe wychowanka. L ki kierownika mog  by

nierzadko skrywane za postaw  pewnej twardo ci, zbytniej surowo ci, legalizmu. Kierownik
mimo swoich s abo ci winien by  jednak cz owiekiem wolnym wewn trznie. Wolno  ta
wyra a si  mi dzy innymi w pe nej akceptacji siebie wraz ze swoimi ludzkimi s abo ciami.

Wolno  wewn trzna kierownika b dzie u wiadamia  kierowanemu jego zniewolenie
postaw  nieufno ci i zamkni cia. B dzie te  dla niego zach

 do wewn trznego otwierania

si  i pokonywania naros ych l kowych barier wobec ludzi. Rzeczywiste spotkanie kierownika
duchowego i kierowanego mo e dokona  si  jedynie na gruncie wolno ci. Im wi cej b dzie
tej  wolno ci z 

obu  stron,  tym owocniejsze  i 

mniej  uci

liwe b dzie to  spotkanie.

Kierownictwo duchowe nie musi by  wcale czym  bardzo uci liwym i m cz cym zarówno
dla wychowanka jak i dla kierownika duchowego.

Wolno  wewn trzna wi e si  w sposób  cis y z pokor . To w

nie pokora pozwala nam

czu  si  wolnymi. Wolnymi, to znaczy otwartymi na przyjmowanie. Kierownik duchowy
dzi ki pokorze otwiera si  na przyj cie wszystkiego, co mówi i kim jest jego penitent.
Natomiast ten dzi ki pokorze otwiera si  na osob  kierownika i na jego s owa. To, co nas
zamyka na innych, szczególnie za  na Pana Boga, to w

nie brak pokory. Zbudowanie

dobrych wi zi z innymi uniemo liwia nam pycha.

By prze ama  nasze zamkni cie wobec innych nie wystarczy pokona  l k, trzeba tak e
pokona  pych , która si  za nim kryje. Nie zawsze  atwo j  dostrzec. Mo e by  bardzo
subtelna i zas ania  si  fa szyw  skromno ci , pozorn  doskona

ci  oraz kompleksami

ni szo ci.

Spotkanie kierownika duchowego z wychowankiem posiada s

ebn  rol  wobec spotkania

Bogiem.  Istot   kierownictwa  duchowego  jest  pomoc  w 

rozwoju  wi zi  pomi dzy

cz owiekiem i Bogiem. W kierownictwie duchowym bezpo rednio zaanga owane s  trzy
osoby: Pan Bóg, kierowany i kieruj cy. Szczery, serdeczny dialog uczniów id cych do Emaus
z Przygodnym W drowcem w pewnym momencie ko czy si . On okazywa  jakoby mia  i
dalej
. Ostatecznym celem zbli enia si  Jezusa Zmartwychwsta ego do uczniów i ca ej ich

ugiej rozmowy by o spotkanie przy  amaniu chleba. Po znikni ciu Chrystusa u wiadomili

te  sobie,  e Duch  wi ty towarzyszy  im podczas ca ego spotkania: Czy serce nie pa

o

w nas, kiedy rozmawia  z nami w drodze i Pisma nam wyja nia ? Pa aj ce serce w Pi mie

wi tym symbolizuje dzia anie Ducha  wi tego.

Kierownik towarzyszy swojemu podopiecznemu jak ojciec. Idzie krok w krok z nim. Chroni
go. Podtrzymuje. Ale nigdy nie zmusza go, nie zast puje w jego decyzjach. Kierownictwo
duchowe staje si  narz dziem wzrastania w  wi to ci, do której powo any jest zarówno
kierownik jak i penitent. A kiedy osoba prowadzona w kierownictwie nawi zuje ju  g boki
kontakt z Bogiem, kierownik duchowy winien odsuwa  si  na bok. Jego interwencje winny
by  bardziej dyskretne, coraz rzadsze. Winien okazywa , jakoby mia  i  dalej.

background image

XXIII. ROZEZNAWANIE DUCHOWE

W jezuickim Domu Rekolekcyjnym w Czechowicach–Dziedzicach znajduje si  obraz, który
nawi zuj c do  redniowiecznej tradycji malarstwa plastycznie ukazuje temat rozeznawania
duchowego.

Obraz przedstawia gr  w szachy. Z lewej strony sto u siedzi m czyzna ubrany w czerwony

aszcz; pewny siebie, z ironicznym u miechem spogl da na szachownic . Gra czarnymi

figurkami, które przedstawiaj  ma e odra aj ce potworki. Obok m czyzny artysta umie ci
lwa, który trzyma  ap  na trupiej czaszce ludzkiej. W tym kontek cie przypominaj  si  s owa

w. Piotra: Przeciwnik wasz, diabe , jak lew rycz cy kr y szukaj c kogo po re  (1 P 5, 8).

Po drugiej, prawej stronie siedzi m ody cz owiek ubrany skromnie, z torb  u boku, wydaje
si , jakby by  w podró y. Wida ,  e jest bardzo skupiony, zamy lony, a nawet przej ty. Gra
bia ymi figurkami, które wyobra aj  anio ki. Na szachownicy wida  jednak wyra
przewag  czarnych potworków, które okr

y figurki anio ków. Wi kszo  bia ych figurek

trzyma przy sobie m czyzna graj cy z lewej strony. Z obrazu emanuje du e napi cie.
Podkre la to tak e czarny paj k, który pe za w stron  m odego cz owieka i anio , który
z oddali przypatruje si  grze. Ale gra jeszcze si  nie sko czy a, a z góry na szachownic  pada
snop  wiat a.

ody cz owiek od pocz tku widocznie gra  nierozwa nie, pierwsze posuni cia by y

prawdopodobnie zbyt szybkie, nieprzemy lane, odruchowe, nie docenia , a mo e nawet
lekcewa

 przeciwnika i szybko znalaz  si  w bardzo trudnej sytuacji. Teraz nie mo e

pope ni  ju  najmniejszego b du, musi gra  bardzo uwa nie, ka dy ruch musi
wszechstronnie przemy le .

Mo na przypuszcza ,  e intencj  artysty by o ukazanie tego, co dzieje si  w duszy ka dego
cz owieka: nieustannej walki pomi dzy dwoma  wiatami: dobra i z a, ducha i cia a. Jest to
obraz–przestroga.

Rozeznawanie duchowe stanowi jeden z centralnych problemów w

wiczeniach duchownych,

poniewa  jest ono g ównym narz dziem do szukania i znajdowania Boga we wszystkich
do wiadczeniach  yciowych. Inspiracj  do obecnego rozwa ania s  przede wszystkim Regu y

w. Ignacego o rozeznawaniu duchowym zamieszczone w ksi eczce

wicze  duchownych

D, 313–327).

1. Potrzeba rozeznawania duchowego

Oto, czego ucz : post pujcie wed ug ducha, a nie spe niajcie po

dania cia a. Cia o bowiem

do czego innego d

y ni  duch, a duch do czego innego ni  cia o, i st d nie ma mi dzy nimi

zgody (Ga 5, 16–17).

background image

Obserwuj c to, co dzieje si  w nas,  atwo dostrzegamy, i  podlegamy wielu ró nym
impulsom, pragnieniom, natchnieniom wewn trznym, uczuciom. Najcz ciej nie jest  atwo od
razu, jakby spontanicznie, odruchowo stwierdzi , które z nich pochodz  z po dania cia a,
a które z nich s

eniem ducha. To, co na pierwszy rzut oka wydaje si  prowadzi  do dobra,

mo e okaza  si  tylko jego pozorem; i odwrotnie, to, co odruchowo oceniamy nieraz jako
zb dne czy nawet z e, mo e okaza  si  prawdziwym dobrem.

Rozeznawanie duchowe nie dotyczy tylko wyboru pomi dzy z em a dobrem, ale tak e
szukania w ród wielu ró nych dobrych mo liwo ci tej jednej, lepszej dla mnie, któr  Bóg
pragnie mi ofiarowa . Mówimy nieraz: to, co jest dobre dla jednego, nie musi by  koniecznie
dobre dla kogo  innego
. Ka dy z nas jest kim  niepowtarzalnym, kim  jedynym dla Boga i
w ka dym z nas Bóg dzia a w sposób indywidualny. Rozeznawanie duchowe s

y wi c nie

tylko do poznania i odrzucenia

ych porusze  wewn trznych, ale tak e do odkrycia tych

dobrych, ofiarowanych tylko mnie; poprzez nie w

nie Bóg we mnie dzia a. St d te  zach ta

i naleganie  S owa  Bo ego: Wszystko badajcie, a co szlachetne, zachowujcie. Unikajcie
wszystkiego, co ma cho by pozór z a
 (1 Tes 5, 21). Podobn  przestrog  daje nam tak e  w.
Jan: Umi owani, nie dowierzajcie ka demu duchowi, ale badajcie duchy, czy s  z Boga, gdy
wielu fa szywych proroków pojawi o si  na  wiecie
 (1 J 4, 1).

Prowadzenie  ycia duchowego nie polega na spekulowaniu my lowym, ale na podejmowaniu
decyzji
 (N. Koty a), na nieustannym opowiadaniu si  po stronie cz owieka duchowego w nas.
Cz owiek wierz cy winien najpierw dostrzec ca  gam  ró nych porusze , sk onno ci
i natchnie , które przep ywaj  przez jego wn trze najcz ciej niezale nie od jego woli —
dobre, aby je przyjmowa , z e, aby je odrzuca  ( D, 313).

A oto jak sam  w. Ignacy w jednym ze swoich listów uzasadnia potrzeb  rozeznawania
duchowego: Zdarza si  cz sto,  e Pan dzia a na nasz  dusz  poruszaj c j  i przynaglaj c do
wykonania takiej czy innej czynno ci. Przemawia w g bi duszy bez s ów, poci gaj c j  ca
do swojej Boskiej mi

ci w taki sposób,  e nie mo emy si  oprze  temu Boskiemu dzia aniu.

(...) Ale tu mo emy si  cz sto myli , poniewa  po otrzymaniu takiej pociechy lub natchnienia
dusza pozostaje w stanie radosnego uniesienia. Nieprzyjaciel zbli a si  wówczas pod os on
rado ci i jasnych barw, by nam dorzuci  co  od siebie do tego, co otrzymali my od Boga,
Pana naszego i by wprowadzi  do naszej duszy ca kowity nie ad i zamieszanie. Kiedy indziej
znowu stara si  pomniejszy  w nas dzia anie Boga przedstawiaj c nam ró ne trudno ci
i niewygody, byle my tylko nie wype nili ca kowicie tego, co nam zosta o ukazane. W tym
wypadku konieczna jest znacznie wi ksza uwaga ni  w jakimkolwiek innym.

2. Trudno ci w rozeznawaniu duchowym

Dzisiejszy cz owiek z powodu wielo ci zewn trznych wra

, które docieraj  do niego

poprzez wci gaj ce  rodki audiowizualne, nara a si  na  ycie poza sob , poza swoim
wn trzem. Krzykliwa pstra kakofonia audiowizualnych informacji (A. Frossard), która zalewa
wspó czesn  cywilizacj , zag usza delikatny i wymagaj cy ciszy — tak e zewn trznej —

wiat dozna  duchowych. Niedostrzeganie w asnych impulsów wewn trznych po czone

background image

z brakiem ich rozeznawania skazuje cz owieka ma bezwiedne uleganie impulsom i  dzom
najbardziej prymitywnym (por. Ga 5, 19–21).

Innym powa nym b dem w  yciu duchowym mo e by  du a dowolno  i przypadkowo
w rozeznawaniu  natchnie   i  w rostrzyganiu,  które  z nich  prowadz   do  dobra,  a które
prowadz  do z a. Nierzadko w takiej sytuacji wpadamy w pu apk  w asnej nie wiadomo ci
czy nawet naiwno ci, które niezawodnie zostan  wykorzystane tak e przez nieprzyjaciela
ludzkiej natury
 ( D, 334). Aby my mogli uzna  jaki  nasz impuls, natchnienie, uczucie za
dobre, nie wystarczy odwo

 si  tylko do spontanicznego subiektywnego odczucia, ale trzeba

boko rozezna , jakie b

 jego owoce, poniewa  po owocach poznaje si  drzewo (por. Mt

7, 20).

Im wytrwalej i konsekwentniej cz owiek szuka Boga i Jego woli, tym silniej do wiadcza
dzia ania duchów. Wówczas bowiem daje o sobie zna  zarówno to, co w nim najlepsze
i najszlachetniejsze, jak i to, co w nim najgorsze. Mocniej dzia a wówczas  aska Boga,
poniewa  cz owiek pe niej si  na ni  otwiera. Silniej równie  dzia a szatan, który nie atwo
rezygnuje z tego, co ju  — przynajmniej cz ciowo — nale y do niego. Kiedy cz owiek chce
si  modli , nieprzyjaciele staraj  si  mu przeszkodzi : widz  bowiem,  e mu inaczej nic nie
zrobi , jak tylko gdyby go powstrzymali od modlitwy. I w ka dym innym  wiczeniu, jakiego by
si  cz owiek podj , je eli jest wytrwa y, zdobywa  atwo ; w modlitwie za  a  do ostatniego
tchu potrzeba walki
 (Abba Agaton, V w.).

w.  Ignacy  uwa a,  e  kiedy  w 

rekolekcjach  do wiadczamy  zmiennych  i 

nierzadko

uci liwych dla nas porusze , jest to dobry znak.  wiadczy on bowiem o szczerym i ofiarnym
zaanga owaniu w prawdziwe szukanie Boga i Jego naj wi tszej woli.

3. Dzia anie z ego ducha

Poruszeniami z ego ducha

w. Ignacy nazywa to wszystko, co prowadzi do z a, tak e

wówczas, gdyby mia o ono pozory dobra. Dzia aniem

ego ducha nazwiemy najpierw nasze

po dliwo ci: nieuporz dkowane uczucia, odruchy i impulsy. Tradycyjny katechizm wylicza
siedem zasadniczych 

dz cz owieka, tzw. siedem grzechów g ównych. Cz owiek rodzi si  ze

zranion  natur . To naturalne zranienie wynik e z grzechu pierworodnego powi ksza si
jeszcze przez zranienia nabyte w osobistej historii  ycia. Dodatkowo rani  nas zarówno
grzechy cudze jak i grzechy pope nione osobi cie (por. Rz 7, 18–24).

Szatan wp ywa na zranion  ludzk  natur  i pos uguje si  ni  dla zguby cz owieka. Nasza
zraniona natura staje si  jakby instrumentem szatana, na której mo e on wygrywa  swoje
melodie. Szatan w zwodniczy sposób przekonuje nas,  e zaspokajanie naszych 

dz jest

konieczno ci , bez której nie mo emy osi gn

 pokoju i szcz cia.

Praktycznie trudno i chyba nie trzeba oddziela  tego, co mo e pochodzi  od naszej zranionej
natury od tego, co pochodzi od szatana. Oba dzia ania zawsze si

cz . Trzeba nam wierzy ,

e  aden z naszych grzechów nie by  pope niony bez jego zach ty oraz  e równie

w przysz

ci kusiciel nie pominie  adnej okazji, aby nas do z ego doprowadzi .

background image

W ukazywaniu dzia ania szatana zawsze gro

 nam dwa niebezpiecze stwa: z jednej strony

pomniejszanie lub nawet banalizowanie dzia ania ojca k amstwa (J 8, 44), z drugiej za
demonizowanie rzeczywisto ci polegaj ce na przypisywaniu mu mocy, której nie posiada.
Ludzie wierz  w Diab a albo zbyt gorliwie, albo zbyt s abo (C. S. Lewis). Pomniejszanie czy
negowanie roli Szatana jest niebezpieczne, poniewa  najskuteczniej dzia a on wówczas, gdy
si  go nie dostrzega. Nie bez racji mówi si ,  e najwi kszy sukces odniós  przez to,  e wielu
nie wierzy w jego istnienie i dzia anie. Niebezpieczne jest tak e przypisywanie z emu
duchowi mocy, której on nie posiada.  w. Ignacy podkre la,  e szatan dzia a zawsze tylko za
pomoc  jakiej  przyczyny
 (por.  D, 330), to znaczy, i  kusz c musi pos

 si  czym , co

tkwi w nas: jak

 przyczyn . Nie mo e wchodzi  bezpo rednio do duszy i wzbudza  w niej

swoich podst pnych i zwodniczych pragnie . Szatan nie zrobi nam nic z ego bez nas samych,
bez zaanga owania naszej wolno ci.

Przypisywanie szatanowi wi kszej mocy ni  posiada mo e budzi  w cz owieku nies uszne
obawy i l ki przed jego obecno ci  i dzia aniem, a zarazem mo e prowadzi  do zwalniania si
od osobistej odpowiedzialno ci za pope nione z o. Tak w

nie post pi a Ewa w Ogrodzie

Eden. Kiedy Bóg pyta j , dlaczego zerwa a zakazany owoc, ona zrzuca ca  win  na kusiciela:

 mnie zwiód  i zjad am. Ale przecie  nie by a to jedyna przyczyna zerwania zakazanego

owocu. Trzeba nam nieustannie pami ta ,  e ka de kuszenie mo e nas doprowadzi  do
upadku albo do zwyci stwa. Nie kuszenie decyduje o naszym post powaniu, ale nasza
wolno .

Kim jest ten, który wykorzystuj c ludzkie zranienia pragnie dusz  i cia o cz owieka zatraci
w piekle (Mt 10, 28)? Biblia daje mu wiele imion. Okre laj  one jego istot , sposoby i cele
dzia ania: szatan (hebr. sathan — przeciwnik [Boga i tych, którzy do Niego nale

], Mt 12,

26), diabe  (gr. dia–ballo — dzieli , oskar

, oczernia ,  k 4, 1nn), demon (duch z owrogi, 1

Kor 10, 21), k amca i ojciec wszelkiego k amstwa (J 8, 44), smok (Ap 12, 3nn), uwodziciel
(Ap 20, 10), kusiciel (Mt 4, 3), ksi

 tego  wiata (Mt 9, 34), Antychryst (1 J 2, 18), Apollyon

(gr. niszczyciel, eksterminator, Ap 9, 11).

Szatan wci ga dusz  w swe ukryte podst py i przewrotne zamiary pos uguj c si  szeroko
rozumianym l kiem cz owieka przed  mierci . St d te  w Apokalipsie  w. Jan stwierdza,  e
zwyci stwo dzi ki krwi Baranka odnosz  ci, którzy nie umi owali swego  ycia a  do  mierci
(Ap 12, 11).

Zwró my uwag  na jedno cz sto u ywane i szczególnie wa ne dla nas imi  szatana — diabe ,
tzn. ten, który dzieli, oskar a, oczernia. Jestem inteligencj , która kontempluje sam  siebie —
mówi o sobie szatan w ksi ce A. Frossarda. Poniewa  z y duch zwraca si  tylko ku sobie,
dlatego nienawidzi wszystkiego, co jest skierowane ku Drugiemu. Jako pierwszy cel stawia
on sobie oddzielenie cz owieka od Boga, a tym samym wewn trzne rozbicie samego
cz owieka oraz sk ócenie ludzi pomi dzy sob . W tym celu oskar a i oczernia na wszystkie
mo liwe sposoby. Oskar a i oczernia Boga przed cz owiekiem (np. Rdz 3, 5); oskar a tak e
cz owieka przed Bogiem (Hi 1, 6nn; Ap 12, 10). W czasie kuszenia do grzechu szatan oskar a
najpierw Boga przed cz owiekiem staraj c si  go przekona ,  e poprzez swoje prawo Bóg
zniewala go; po grzechu za  szatan oskar a cz owieka przed nim samym przekonuj c go —

background image

jak przekona  Judasza —  e nie ma ju  dla niego mi osierdzia i musi zgin . Szatan oskar a
tak e jednego cz owieka przed drugim rozbijaj c w ten sposób jedno  pomi dzy lud mi.

4. Dzia anie dobrego ducha

Pomimo ca ego naszego zranienia przez grzech pierworodny i grzech w asny naszym
najg bszym pragnieniem jest zawsze dobro i tylko w nim mo emy odnale  prawdziwe
szcz cie.  aden grzech nie mo e nigdy do ko ca zatrze  Bo ego obrazu, którym zostali my
naznaczeni na pocz tku. Pi knie wyrazi  to  w. Augustyn w swoich WyznaniachStworzy
nas bowiem jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie
spocznie.
 T. Merton mówi podobnie: Bóg jest obecny we mnie, w akcie mojego w asnego
bycia, w akcie, który p ynie bezpo rednio z Jego woli i jest Jego darem. Mój akt istnienia, to
bezpo redni udzia  w Bycie Pana Boga.
 Bóg jest obecny w ka dym z nas w najg bszych
warstwach naszego bytowania. Swoj  stwórcz  moc  i mi

ci  wyprowadza nas z nico ci do

istnienia. W Nim  yjemy, poruszamy si  i jeste my (Dz 17, 28).

To naturalne, wynikaj ce z aktu stworzenia, skierowanie nas ku Bogu, jest  ask , jest darem.
Wszystkie nasze dobre pragnienia s  wi c nie tylko nasze, ale s  dzie em samego Boga: Bóg
bowiem jest sprawc  waszych pragnie  i czynów wedle swego upodobania
 (Flp 2, 13).
Równie  samo nasze pragnienie szukania Stwórcy pochodzi od Niego i nikt nie mo e znale
Boga, nie b

c wpierw odnalezionym przez Niego (T. Merton).

Tradycja Ko cio a, na której opiera si

w. Ignacy, utrzymuje, odwo uj c si  do Pisma  w.,  e

Bóg dzia a nie tylko poprzez naturalne dobro, które zaszczepi  w nas w akcie stworzenia, ale
tak e poprzez niewidzialny  wiat czystych duchów — poprzez anio ów:

 oni wszyscy

duchami przeznaczonymi do us ug, pos anymi na pomoc tym, którzy maj  posi

 zbawienie

(Hbr 1, 14). Psalm 91. mówi,  e anio owie strzeg  cz owieka ufaj cego Bogu. Czuwaj  nad
nim, aby nie urazi  swej stopy o kamie  (por. Ps 91, 1. 11–12).  w. Augustyn na temat
dobrych duchów pisze: Jest rzecz  widoczn , i  w czynach, poznanie i afekt cz owieka, bardzo
si  zmienia i mo e od dobrego odpa , dlatego by o odpowiednim, by anio owie do strze enia
cz owieka byli wyznaczeni, przez których ludzie byliby pobudzani i kierowani do dobrego
.

W swoim dzia aniu Bóg nie jest jednak niczym i nikim ograniczony. O ile szatan, aby
wzbudzi  w nas jakie  swe ukryte i podst pne zamiary musi odwo

 si  do przyczyny (por.

D, 332), to znaczy do tego, co jest w nas, to Stwórca mo e dzia

 w stworzeniu bez  adnej

przyczyny czyli bezpo rednio. I tym ró ni si  mi dzy innymi dzia anie Boga w cz owieku od
dzia ania Jego nieprzyjaciela.

Dzia anie Boga w cz owieku przy pomocy jakiej  przyczyny, czy te  bez  adnej przyczyny
nie ogranicza jednak nigdy wolno ci cz owieka. Bóg mo e wej  do duszy i sprawi  w niej
poruszenie, poci gaj c j  ca  do mi

ci swego Boskiego Majestatu ( D, 330), ale nie mo e

sam bez udzia u ludzkiej wolno ci uczyni  go owocnym. Stwórca czeka na zaanga owanie
serca ludzkiego. W tym czekaniu Boga wyra a si  Jego pokora. Pokora Boga wyp ywa z Jego
niesko czonej mi

ci do cz owieka jako istoty obdarzonej wolno ci . Gdy ja si  modl , to

background image

zwracam si  do Kogo  pokorniejszego ode mnie. Gdyby Bóg nie by  pokorny, to ja waha bym
si  nazwa  Go tym, który kocha bezgranicznie
 (F. Varillon).

Nie musimy zatrzymywa  si  nad kryteriami rozró niania dzia ania Boga za pomoc
przyczyny
 i bez przyczyny. Chodzi raczej o g bokie u wiadomienie sobie,  e Bóg nie dokona
w nas niczego bez nas, bez zaanga owania naszej wolno ci. Jego moc by aby bezsilna,
gdyby my zamkn li przed Nim serca, gdyby my byli ozi bli, leniwi i niedbali w  wiczeniach
duchownych ( D, 322). St d trzeba nam usilnie modli  si  zarówno przed rekolekcjami jak
i podczas ich trwania o hojno  ( D, 5) i wra liwo  serca na wszystkie dobre pragnienia,
zach ty i impulsy, jakie Bóg do nas kieruje.

5. Rozeznawanie duchowe szukaniem woli Bo ej

Dwa  wiaty, z ych i dobrych duchów, nieustannie oddzia uj  na nas. Stajemy si  w ten sposób
terenem walki duchów, albo te  — nawi zuj c do terminologii Paw owej — walki pomi dzy
cia em a duchem. Oto, czego ucz : post pujcie wed ug ducha, a nie spe nicie po dania cia a.
Cia o bowiem do czego innego d

y ni  duch, a duch do czego innego ni  cia o, i st d nie ma

mi dzy nimi zgody (Ga 5, 16–17). Z jednej strony cz owiek podlega kuszeniu z ego ducha
(cia a), z drugiej za  prowadzi go i kieruje nim dobry duch. Poniewa teraz widzimy jakby
w zwierciadle, niejasno
 (1 Kor 13, 12), dlatego te  trudno nam odró ni  kuszenie z ego ducha
od natchnie  ducha dobrego. Z y duch nie daje si

atwo rozpozna . Umie bowiem

dostosowa  si  do sytuacji cz owieka i potrafi te  udawa  anio a  wiat

ci (por. 2 Kor 11,

14).

Celem rozeznawania duchowego jest poznawanie i pe nienie w ka dej sytuacji — niezale nie
od wewn trznych stanów cz owieka i zewn trznych okoliczno ci — woli Bo ej, która zostaje
mu objawiona przez dzia ania dobrego ducha. W rozeznawaniu duchowym cz owiek pyta
siebie samego, korzystaj c tak e z rozeznania Ko cio a (kierownictwo duchowe, rozeznanie
wspólnotowe, pos usze stwo prze

onym), które z tych wielu natchnie , pragnie  i porusze

wewn trznych pochodzi rzeczywi cie od Boga, a które jest tylko dzie em ludzkich d

 czy

nawet po da , umiej tnie wykorzystanych przez zwodziciela.

w. Jan Aposto  przestrzega: Nie dowierzajcie ka demu duchowi, ale badajcie duchy, czy s

z Boga (1 J 4, 1), to znaczy: nie dowierzajcie ka demu waszemu pragnieniu, ka demu
wewn trznemu impulsowi, natchnieniu, ale badajcie, czy pochodz  od Boga, czy tylko od
was samych lub od szatana.

ród em fa szywych pragnie  i natchnie  mog  by  tak e ludzie — fa szywi prorocy. Uwaga

w. Jana,  e wielu fa szywych proroków pojawi o si  na  wiecie (1 J 4, 1) zachowuje

aktualno  tak e i dzi . Kusicie si  nawzajem — mówi diabe  w ksi ce A. Frossarda —
mno c doko a siebie obfito  dóbr, które s  przedmiotem po dania, a nierówno ci w ich
podziale budz  u jednych furie 

dzy, a u drugich furi  gniewu. Podobnie nie mam potrzeby

pos ugiwa  si  tradycyjnymi sposobami op tania, aby oderwa  was od Innego (Boga):
jeste cie op tani sami sob 
.

background image

Rozstrzygaj cym kryterium rozró nienia dzia ania duchów mog  by  jedynie owoce tego
dzia ania: Po ich owocach poznacie ich (Mt 7, 20). Za dobre mo na uwa

 te natchnienia,

impulsy czy pragnienia, które nie tylko wydaj  si  by  dobre w swoich pocz tkach czy mo e
nawet w trakcie realizacji, ale przede wszystkim wydaj  owoce wi kszego dobra. Jest rzecz
wiadom , jakie uczynki rodz  si  z cia a (z ego ducha): nierz d, nieczysto , wyuzdanie,
uprawianie ba wochwalstwa, czary, nienawi , spór, zawi , wzburzenie, niew

ciwa pogo

za zaszczytami, niezgoda, roz amy, zazdro ci, pija stwo, hulanki i tym podobne. (...) Owocem
za  ducha jest: mi

, rado , pokój, cierpliwo , uprzejmo , dobro , wierno ,  agodno ,

opanowanie (Ga 5, 19–21. 22–23).

Szczególnie wówczas, kiedy nie mamy jeszcze wi kszego do wiadczenia i rozeznania we

asnym  yciu wewn trznym, b dzie nam bardzo trudno przewidzie , jakie owoce mog  si

zrodzi  z pewnych konkretnych pragnie , natchnie  czy uczu . W takiej sytuacji potrzeba
nam b dzie du ej rozwagi, roztropno ci, umiej tno ci przewidywania, a przede wszystkim
gor cej  modlitwy o wiat o  Ducha  wi tego  i jednocze nie  pomocy  do wiadczonego
duchowego przewodnika, który nie b dzie dokonywa  za nas wyboru, ale pomo e nam
uwzgl dni  wszystkie elementy, jakie winni my wzi  pod uwag  w osobistym rozeznaniu
i podejmowaniu decyzji.

Jednorazowe czy nawet kilkakrotne rozpoznanie i odrzucenie jakiego  impulsu prowadz cego
do z a nie oznacza wcale usuni cia go na zawsze. W nowej sytuacji mo e on powróci  z now
si  i w nowej masce, st d potrzebny b dzie nowy trud rozeznania i odrzucenia. Podobnie
z poruszeniami wewn trznymi prowadz cymi do dobra; kilkakrotne nawet rozpoznanie ich
i pój cie za nimi nie gwarantuje nam wcale nieomylno ci w rozeznawaniu na przysz

.

Pomimo naszego wysi ku w rozeznawaniu duchowym i podejmowaniu konkretnych wyborów
mo emy pope ni  b d: mo emy ulec z udzeniu z ego ducha.  w. Ignacy zach ca nas jednak,
aby pomy ki i b dy nie stawa y si  powodem do zniech cenia, ale okazj  do owocnej
praktyki rozeznawania duchowego: Gdy nieprzyjaciel natury ludzkiej da si  odczu
i rozpozna  po swoim ogonie w owym, i po z ym celu, który podsuwa, wtedy ten, co by
kuszony, odniesie du y po ytek, je li zaraz potem rozwa y przebieg
 ca ego kuszenia i tak
dzi ki temu do wiadczeniu, prze ytemu i zachowanemu w pami ci, niech si  w przysz

ci

strze e przed jego podst pami, które zwyk  podsuwa  ( D, 334).

W nieustannym badaniu duchów ogromn  pomoc  mog  okaza  si  Regu y  w. Ignacego
o rozeznawaniu duchowym, które, jak mówi Autor

wicze  duchownych, s

do odczucia

i rozeznania w pewnej mierze ró nych porusze , które dziej  si  w duszy: dobrych, aby je
przyjmowa , z ych za , aby je odrzuca 
 ( D, 313).

background image

XXIV. REGU Y O ROZEZNAWANIU DUCHOWYM

Dla  w. Ignacego  ycie wewn trzne cz owieka nie polega na ci

ym wzro cie w dobrym

nastroju wewn trznym, ale przede wszystkim na szukaniu i znajdywaniu woli Bo ej po ród
zmienno ci uczu  zwi zanych zarówno z nasz  sytuacj  duchow , jak i okoliczno ciami
zewn trznymi.  Stany pocieszenia  i strapienia  duchowego,  o których  b dziemy  mówi
w dalszej cz ci tych rozwa

, przeplataj  si  nieraz jak zmienna aura.  W procesie

duchowego wzrostu przechodzenie od jednego stanu do drugiego nie jest jednak cyklicznym
powrotem tej samej pociechy i strapienia, jak nieustanne powroty pór roku. Tworzy ono
raczej spiralne wznoszenie si  ku górze, któremu towarzyszy zmienno  do wiadcze
wewn trznych. Autentyczno  i sta

 powierzenia si  Bogu sprawdza si  w

nie po ród tej

zmienno ci.

Zmienno  prze

, najcz ciej niezale na od nas, ukazuje nam bardzo jasno,  e nasza wiara

jest drog  (Dz 16, 17; 22, 4), a  ycie pielgrzymowaniem. Droga naszego  ycia prowadz ca do
niebieskiej ojczyzny (por. Flp 3, 20) wiedzie poprzez wiele do wiadcze  (Dz 14, 22). Za
przyk adem patriarchów, proroków i  wi tych winni my uzna  siebie za go ci i pielgrzymów
na tej ziemi
 (Hbr 11, 13). T  fundamentaln  prawd  naszego  ycia przypomina nam
nieustannie zmienno  naszych wewn trznych uczu .

1. Dzia anie duchów u tych, którzy przechodz  od grzechu  miertelnego do grzechu

miertelnego ( D, 314)

W  yciu wewn trznym nie mo na zatrzyma  si  w jakim  neutralnym punkcie: w ka dym
dniu, poprzez ka

 decyzj  albo zbli amy si  do Boga, albo si  od Niego oddalamy.

Jeden z g ównych sposobów dzia ania z ego ducha polega na tym,  eby przekona  cz owieka
o istnieniu trzeciej mo liwo ci, jakiego  stanu neutralnego; st d pokusa zdystansowania si  od
spraw wiary i przyj cie postawy agnostycyzmu religijnego. Uleganie pokusie trzeciej
mo liwo ci
 nierzadko podbudowywane jest pi knymi i szlachetnymi racjami w rodzaju: skoro
o Bogu nie mo na nic pewnego powiedzie , to trzeba si  zaj

 raczej czynieniem dobra

ludziom;  w yciu nie licz  si  dogmaty g oszone o Panu Bogu, ale przede wszystkim
pomaganie bli nim
, itp. Te pi kne deklaracje s  jednak cz sto tylko przykrywk  dla
duchowego lenistwa w szukaniu prawdy, w dawaniu zdecydowanej i jasnej odpowiedzi na
ostateczne pytania zwi zane z istnieniem cz owieka.

ycie ludzkie wymaga od cz owieka konkretnego opowiedzenia si  w 

zasadniczych

kwestiach: istnienia Boga, nie miertelno ci duszy, sensu istnienia ludzkiego na ziemi.
Agnostycyzm czy oboj tno  wobec Boga najcz ciej popycha nas w kierunku realizowania
naszych nami tno ci, które trzymaj c nas w niewoli jeszcze bardziej oddalaj  od mo liwo ci
poznania Stwórcy. Cz owiek bez Boga traci swoj  to samo , nie wie kim naprawd  jest.
Cz owiek powszechnej chwiejno ci i przeci tno ci, w którego krwi kr

 n

ce powaby

background image

grzechu,  yje jak w odurzeniu i nie wie ju , gdzie naprawd  jest sob : w swych brutalnych,
butnych pop dach czy w jak e s abym ju , jak e onie mielonym sumieniu
 (K. Rahner).

A. Ludziom, którzy przechodz  od grzechu  miertelnego do grzechu  miertelnego,
nieprzyjaciel szatan ma przewa nie zwyczaj przedstawia  przyjemno ci zwodnicze i sprawia,

e wyobra aj  sobie rozkosze i przyjemno ci zmys owe, aby ich tym bardziej utrzyma

i pogr

 w ich wadach i grzechach ( D, 314).

Ludzie opanowani nami tno ciami przechodz c od grzechu do grzechu  yj  jak w odurzeniu.
Nie s  w stanie wyobrazi  sobie,  e mo na 

 inaczej. Ewangelicznym przyk adem jest g upi

bogacz, który wobec obfito ci urodzajów wyobra a sobie rozkosze i przyjemno ci zmys owe
snuj c marzenia o tym, co go czeka w niedalekiej, jego zdaniem, przysz

ci: I powiem sobie:

Masz wielkie zasoby dóbr, na d ugie lata z

one; odpoczywaj, jedz, pij i u ywaj. Ale

marzenia bogacza okaza y si  tylko kuszeniem szatana, który pos ugiwa  si  jego w asnymi
nami tno ciami. Ocena Boga jest jednoznaczna: Lecz Bóg rzek  do niego: G upcze, jeszcze tej
nocy za daj  twej duszy od ciebie
 ( k 12, 19–20).

y duch przedstawia cz owiekowi w grzechu zwodnicze przyjemno ci, aby utrzyma

i pogr

 go w jego dotychczasowym stanie. Utrwalanie grzesznego  ycia dokonuje si

tak e przez ideologi , któr  cz owiek dorabia sobie dla usprawiedliwienia swojego
niemoralnego  ycia. Czasem polega ona na oskar aniu i s dzeniu innych: nie tylko ja tak  yj ,

 jeszcze gorsi ode mnie. Cz owiek mo e utwierdza  si  w swoim grzechu tak e przez to, co

K. Rahner nazywa mistyk  grzechuCz owiek w nas, b

cy k amc , wynajduje tysi ce

przyczyn, dla których nasz przypadek nie podpada pod codzienne, trze we prawo Boga: (...)
prowadzi on swój subtelny i mo e ca kiem pobo ny wyk ad o tym,  e nasza sytuacja jest
wyj tkowa i nie da si  oceni  zwyczajn  miar . Módlmy si  o odporno  na mistyk  grzechu
.

Najgorszym sposobem utwierdzenia si  w grzechu jest przewrotna pycha, która z buntu
wobec Boga robi bohaterski czyn prowadz cy rzekomo do prawdziwej wolno ci i autonomii
cz owieka. Pycha uwa a zabicie Boga w sercu za tryumf cz owiecze stwa: Biada temu, kto
w swym upadku nie jest biedny, kto nie wierzy,  e upad , kto nie chce przysta  na to, aby Bóg
by  wi kszy od jego winy
 (K. Rahner).

B. Dobry duch za  u tych, którzy przechodz  od grzechu  miertelnego do grzechu

miertelnego (...) stosuje sposób dzia ania zgo a przeciwny, k uj c ich i gryz c sumienia ich

przez prawo naturalnego sumienia ( D, 314).

y duch uspokaja cz owieka  yj cego w stanie grzechu, ale jednocze nie niepokoi go duch

dobry.  yj c w grzechach potrafimy si  ok amywa , zag usza  nasze sumienia, nak ada
sobie maski, ale zawsze tylko do pewnego stopnia. Nigdy nie udaje nam si  zniszczy
duchowej wra liwo ci tak, aby sta  si  zupe nie nieczu ymi. Cz owiek jest ze swej istoty
bytem stworzonym na obraz i podobie stwo samego Boga, i tego faktu nie potrafi  wymaza
nawet najwi ksze nami tno ci. Duchowy cz owiek w nas daje s ysze  swój g os przez prawo
naturalnego sumienia
.

background image

Wyrzuty sumienia s  naturaln  reakcj  duchowo ci cz owieka, który w stanie grzechu
przestaje by  sob ; s  naturalnym g osem wewn trznym domagaj cym si  od wolno ci
cz owieka przyznania jej nale ytego miejsca. Wyrzuty sumienia to niepokój ludzkiego serca,
które nie spoczywa w Bogu, swoim Stwórcy.

ucie i gryzienie zdrowego sumienia nale y jednak odró ni  do wyrzutów sumienia

zafa szowanego. Kryterium rozró nienia s  zawsze owoce dzia ania obu sumie . Dobry duch,

uj c i gryz c sumienia przez prawo naturalnego sumienia daje cz owiekowi jednocze nie

nadziej . W 

wyrzutach sumienia zawsze mo na znale  jak  obietnic  pokoju

wewn trznego. Natomiast poczucie winy sumienia zafa szowanego daje tylko rozpacz
popychaj

 do przekre lania lub nawet samozniszczenia siebie.

2. Dzia anie duchowe u tych, co usilnie post puj  w oczyszczaniu si  ze swoich grzechów

D, 315)

A. U tych za , co post puj  w oczyszczaniu si  ze swoich grzechów, a w s

bie Boga, Pana

naszego, wznosz  si  od dobrego do lepszego, rzecz ma si  odwrotnie ni  w regule pierwszej.
Wtedy bowiem w

ciwo ci  ducha z ego jest gry , zasmuca  i stawia  przeszkody,

niepokoj c fa szywymi racjami, aby przeszkodzi  w dalszym post pie ( D, 315). Doskona y
komentarz do tej regu y podaje Autor

wicze  duchownych w li cie do siostry zakonnej

Teresy Rejadell.  w. Ignacy stwierdza w nim mi dzy innymi,  e wobec pocz tkuj cych
w s

bie Boga szatan u ywa trzech rodzajów broni.

Pierwszy rodzaj broni polega na stawianiu przed nimi trudno ci i przeszkód.  wi ty
odwo uj c si  zapewne do w asnego do wiadczenia przytacza przyk ady trudno ci
spotykanych przez pocz tkuj cych w  yciu wewn trznym. Nieprzyjaciel podsuwa takie np.
my li: Czy mo esz p dzi  ca e  ycie w ten sposób, podejmuj c takie pokuty? (...) Czy nie
mo esz zbawi  si  w inny sposób bez nara ania si  na takie ryzyko? Stawiaj c przed oczyma
trudy, jakie nas czekaj , daje nam do zrozumienia,  e b dziemy  yli bardzo d ugo,  e

dziemy musieli prowadzi

ycie, jakiego jeszcze nikt nie prowadzi ; nie wspomina natomiast

zupe nie o ogromnym zadowoleniu i pociechach, jakie Pan zwyk  dawa  nowemu swojemu

udze, gdy ten nie licz c si  z niewygodami wybierze cierpienie ze swoim Stwórc  i Panem.

Drugi rodzaj broni u ywany przez szatana przeciwko ludziom post puj cym na drodze
oczyszczenia polega na nak anianiu do che pliwo ci i pró nej chwa y, daj c do zrozumienia
osobie kuszonej,  e jest pe na dobroci i  wi to ci i stawiaj c j  w jej  w asnych oczach
znacznie wy ej, ni  na to zas uguje
. Jest to cz sta pu apka zastawiana na neofitów, którzy
uporali si  z jakim  ci

kim grzechem. Poniewa  nie wpadaj  w grzechy, natychmiast s dz ,

e s

wi ci. Ale je eli szczerze post puj  na drodze oczyszczenia, autentycznie si  modl ,

szybko odkrywaj  t  pych , któr  najcz ciej demaskuje os d innych.

Je eli drugi rodzaj broni: nak anianie do pychy nie skutkuje, z y duch si ga po jej kolejny
rodzaj: fa szyw  pokor . Polega ona mi dzy innymi na koncentrowaniu si  na swojej

abo ci, zniech ceniu do siebie z 

powodu najmniejszej s abo ci, uwa aniu si  za

bezu ytecznego, pomniejszaniu swoich dobrych czynów i pragnie . We wspomnianym li cie

background image

w. Ignacy wykazuje s. Teresie t  w

nie fa szyw  pokor : Po przedstawieniu niektórych

swoich s abo ci  i obaw zwi zanych z omawianym przedmiotem piszesz:  Jestem biedn
zakonnic . Wydaje mi si ,  e pragn  s

 Chrystusowi, Panu naszemu. Dlaczego nie masz

mia

ci napisa : Pragn  s

 Chrystusowi, Panu naszemu, albo Otrzyma am od Pana

pragnienie s

enia Mu, lecz mówisz: Wydaje mi si ,  e pragn . Je eli dok adniej si

zastanowisz, to jasno zrozumiesz,  e te pragnienia s

enia Chrystusowi, Panu naszemu, nie

pochodz  od Ciebie, lecz od samego Chrystusa, który ci ich udziela. Przedstawiaj c wi c
sprawy w ten sposób,  e Chrystus daje mi wielkie pragnienie s

enia Mu, oddajesz chwa

Panu, poniewa  ujawniasz jego dary.

w. Ignacy zach ca nast pnie s. Teres  do demaskowania z ego ducha przez dzia anie

przeciwne jego dzia aniom: powinni my bardzo uwa

 i upokarza  si , przypominaj c sobie

nasze grzechy i nasz  n dz  w chwilach, gdy nieprzyjaciel stara si  nas wywy szy ; i na
odwrót, podnosi  si  przez prawdziw  wiar  i nadziej  w Panu, (...) gdy nieprzyjaciel stara
si  nas poni

 i pogn bi .

B.  U tych, co usilnie post puj  w oczyszczaniu si  ze swoich grzechów (...) w

ciwo ci

ducha dobrego jest dawa  odwag  i si , pocieszenie,  zy, natchnienia i odpocznienie,
zmniejszaj c lub usuwaj c wszystkie przeszkody, aby mogli post powa  naprzód w czynieniu
dobrze
 ( D, 315).

Bóg jest Bogiem pokoju, a nie udr czenia. Je eli wi c cz owiek z pokor  wznosi si  od
dobrego do lepszego, to rodz ce si  w nim niepokoje wewn trzne nie pochodz  od Boga, ale
od z ego ducha.

Cz owiek post puj cy w oczyszczaniu si  ze swoich grzechów zostaje poddany jeszcze wielu
próbom. Nami tno ci, z których si  co dopiero wyrwa , daj  o sobie zna  szczególnie
w momentach  krytycznych.  W znu eniu  i zm czeniu  walk   z

dzami cia a (2 P 2, 18)

cz owiek nowo nawrócony powraca do rozkoszy i przyjemno ci zmys owych jak Izraelici na
pustyni znu eni jedzeniem manny t sknili za pokarmem spo ywanym w niewoli egipskiej:
Wspominamy ryby, które my darmo jedli w Egipcie, ogórki, melony, pory, cebul  i czosnek.
Tymczasem tu giniemy pozbawieni tego wszystkiego. Oczy nasze nie widz  nic poza mann
(Lb 11, 5–6). Podobnie te  cz owieka, który wyzwoli  si  z grzechu, nachodz  my li, czy nie
lepiej by oby powróci  do dawnego  ycia, w którym ludzkie po

dania by y zaspokojone.

I w ten sposób z powodu ludzkiej przewrotno ci dar samego Boga (manna) mo e sta  si
powodem do nowego buntu.

St d te  dobry duch dodaje odwagi i si y do kroczenia przez pustyni  do ziemi obiecanej,
w której cz owiek otrzyma rado  i wesele duchowe ( D, 329). Dobry duch zmniejsza lub te
usuwa przeszkody, smutek i zak ócenia spotykane na tej drodze. Do wiadczamy nieraz,  e
w momentach osaczenia przez trudno ci nagle sp ywa na nas jakie

wiat o i niemal

natychmiast wewn trznie czujemy,  e to, co dot d wydawa o si  bardzo trudne lub te  wprost
niemo liwe, staje w zasi gu naszych mo liwo ci.

background image

Wraz z usuwaniem przeszkód, dodawaniem odwagi, dobry duch daje pocieszenie  i  zy,
natchnienie i odpocznienie
. Cz owiekowi usilnie wzrastaj cemu od dobrego do lepszego dane
jest nieraz do wiadczy ,  e nie ma nic lepszego nad boja

 Pana i nic s odszego nad

wype nianie Jego przykaza  (Syr 23, 27).

3. Pocieszenie duchowe

A. Czym jest pociecha duchowa?

Pocieszeniem nazywam prze ycie, gdy w duszy powstaje pewne poruszenie wewn trzne, dzi ki
któremu dusza rozpala si  w mi

ci ku swemu Stwórcy i Panu, a wskutek tego nie mo e ju

kocha

adnej rzeczy stworzonej na obliczu ziemi dla niej samej, lecz tylko w Stwórcy

wszystkich rzeczy ( D, 316).

W zmienno ci prze

 duchowych nie chodzi najpierw o odczucia psychiczne, które s

bardzo cz sto uwarunkowane przyczynami psychosomatycznymi lub innymi warunkami
zewn trznymi. Pociecha i strapienie duchowe powstaj  w cz owieku w konfrontacji cz owieka
z Bogiem, z jego reakcji na wo anie Bo e do doskona

ci ewangelicznej (N. Koty a). Chocia

z drugiej strony trzeba mie

wiadomo ,  e do wiadczenia duchowe uzewn trzniaj  si

w sferze psychicznej a nawet somatycznej (np. przez  zy) ze wzgl du na jedno  wszystkich
warstw w cz owieku.

Pierwsze istotne do wiadczenie pociechy duchowej to odczucie wzrostu w mi

ci do Boga

— dusza rozpala si  w mi

ci ku swemu Stwórcy. Drugim natomiast do wiadczeniem

pociechy, z czonym istotnie z 

pierwszym, jest wolno  wobec wszystkich rzeczy

stworzonych. Cz owiek, który kocha Boga ze wszystkich swoich si , nie mo e ju  kocha
z takim samym oddaniem czegokolwiek innego. Je li kocha Boga ca ym sercem, to nie potrafi
kocha  stworze  w tym samym stopniu.

Pociesze duchowej towarzyszy nieraz bardzo szeroka gama do wiadcze  wewn trznych,
które  uzewn trzniaj   si   w 

sferze  psychicznej  i 

somatycznej.  Szczególnym  objawem

pocieszenia, bardzo cenionym przez  w. Ignacego, s

zy. Podobnie i wtedy jest pocieszenie,

gdy (dusza) wylewa  zy, które j  sk aniaj  do mi

ci swego Pana, czy to na skutek  alu za

swe grzechy, czy to wspó czuj c m ce Chrystusa, Pana naszego, czy to dla innych jakich
racji, które s  skierowane wprost do s

by i chwa y Jego ( D, 316).  zy towarzyszy y cz sto

w. Ignacemu w jego prze yciach  mistycznych. Pisze  o tym  w bardzo  wielu miejscach

w swoim dzienniku duchowym. Powtarza si  tam krótkie stwierdzenie  wi tego: W czasie
i po Mszy wielka obfito

ez bez przerwy. Ta obfito

ez (podobnie jak u  w. Franciszka

z Asy u, który z powodu wylewanych  ez na modlitwie chorowa  na oczy) rodzi u  w.
Ignacego obaw  o utrat  wzroku. Przyjmuj c z wdzi czno ci  ten dar,  w. Ignacy doskonale
zdaje sobie spraw ,  e  zy s  tylko zewn trznym przejawem pociechy, st d prosi Boga, eby
by  zadowolony tak e wówczas, kiedy nie b dzie  ez
 (Dziennik duchowy).

Wreszcie nazywam pocieszeniem — pisze dalej  w. Ignacy w Regu ach o rozeznawaniu
duchowym — wszelkie pomno enie nadziei, wiary i mi

ci i wszelkiej rado ci wewn trznej,

background image

która wzywa i poci ga do rzeczy niebieskich i do w

ciwego dobra (i zbawienia) w asnej

duszy, daj c jej odpocznienie i uspokojenie w Stwórcy i Panu swoim ( D, 316). Ka dy rodzaj
pocieszenia duchowego daje cz owiekowi odpocznienie  i uspokojenie  w Stwórcy  i Panu
naszym
. Obrazem pocieszenia daj cego odpocznienie i uspokojenie mo e by  dla nas syn
marnotrawny przebywaj cy w ramionach ojca po swoim powrocie z dalekich stron (por.  k
15, 20) lub te

w. Jan Ewangelista spoczywaj cy na piersiach Jezusa w czasie Ostatniej

Wieczerzy (por. J 13, 25).

Ta Boska pociecha — daj ca odpocznienie i uspokojenie — sprawia wreszcie,  e wszystkie
wysi ki staj  si  przyjemne, a zm czenie staje si  odpoczynkiem. Nie ma takiej pokuty, ani tak
wielkiego ci aru, ani innych tak ci kich prac, które nie wydawa yby si  lekkie i s odkie
temu, kto post puje z t  gorliwo ci , zapa em i wewn trzn  pociech . Ona pokazuje i otwiera
przed nami drog , jak  powinni my post powa , oraz wskazuje to, czego musimy unika 
 ( w.
Ignacy).

B. Jak cz owiek winien zachowa  si  w pociesze?

cy w okresie pocieszenia niech my li o tym, jak si  zachowa w strapieniu, które potem

przyjdzie, i niech ju  teraz nabiera nowych si  na t  przysz  por  ( D, 323). W pociesze
duchowej cz owiek  atwo mo e ulec iluzji, popa  w niezdrow  eufori , st d  w. Ignacy
nawo uje do realizmu duchowego. Do wiadczenie autentycznego pocieszenia ma przede
wszystkim charakter  duchowy, a wi c  winna  mu towarzyszy  równowaga  i harmonia
wewn trzna. Stany zbytniego podniecenia emocjonalnego, ujawniaj cego si  w nadmiernej
weso

ci zewn trznej, narzucaniu si  innym, braku delikatno ci i wyczucia wobec innych s

raczej wyrazem niedojrza ej euforii ni  pociechy wewn trznej.

cy w okresie pocieszenia — pisze dalej  w. Ignacy — niech si  stara upokorzy  i uni

,

ile tylko mo e, my

c o tym, jak niewiele mo e w czasie strapienia bez  aski i pocieszenia

D, 324). Podobnie pisze  w. Ignacy do s. Teresy Rejadell: Gdy odczuwamy pociech ,

poni ajmy si  i upokarzajmy, pami taj c  e wkrótce do wiadczy nas pokusa. Ojciec Ignacy
przestrzega cz owieka post puj cego od dobrego do lepszego przed pokus  pychy, która
mo e zrodzi  si  z pociechy. Jak wspominali my wy ej, t  w

nie broni  pos uguje si  z y

duch wobec pocz tkuj cych na drodze  ycia wewn trznego. Dlatego te  w stanie pocieszenia
nale y szuka  upokorzenia i uni enia. W pociesze nale y my le  o tym, jak ma o cz owiek
mo e sam z siebie bez Boga. Jezus mówi wprost,  e beze Mnie nic uczyni  nie mo ecie (J 15,
5). Natomiast w strapieniu duchowym nale y my le  o tym,  e dzi ki  asce mo na stawi
opór wszystkim swoim przeciwno ciom. W tym w

nie wyra a si  istota ignacja skiego

agere contra (dzia

 przeciwnie). Nie jest ono wyrazem jakiego  uporu psychicznego czy te

niezdrowego woluntaryzmu, ale jest znakiem wierno ci Bogu i sobie.

Pociecha duchowa nie jest owocem naszych wysi ków, ale jest czystym darem, dlatego te
winni my j   z wdzi czno ci   i pokor   przyjmowa   wiedz c,  e nie zawsze nam ona
towarzyszy, ale przychodzi w chwilach okre lonych przez Boga. Wszystko to dzieje si  dla
naszego po ytku
 ( w. Ignacy).

background image

4. Strapienie duchowe

w. Ignacy w Regu ach o rozeznawaniu duchowym po wi ca znacznie wi cej  miejsca

strapieniu duchowemu ni  pocieszeniu, poniewa  wobec przebieg

ci z ego ducha

dzia aj cego w stanie strapienia o wiele trudniej jest zachowa  si  w taki sposób, aby nie
tylko nie ponie  jakiej  szkody duchowej, ale uczyni  ten stan cz owieka szczególn  — cho
bardzo trudn  — okazj  do wzrostu wewn trznego.

A. Co to jest strapienie duchowe?

Dla przybli enia odpowiedzi na to pytanie pos

my si  najpierw dwoma tekstami  w.

Ignacego:  opisem  strapienia  zawartym  w 

Regu ach  o 

rozeznawaniu  duchowym  oraz

fragmentem cytowanego wy ej listu Autora

wicze  duchowych do s. Teresy Rejadell.

To, co jest przeciwie stwem regu y trzeciej (o pocieszeniu) nazywam strapieniem. I tak
ciemno   w duszy, zak ócenia  w niej, poruszenia do rzeczy niskich i ziemskich, niepokój
z powodu ró nych miota  si  i pokus, sk aniaj cy do nieufno ci, bez nadziei, bez mi

ci.

Dusza stwierdza wtedy,  e jest ca kiem leniwa, letnia, smutna i jakby od czona od swego
Stwórcy i Pana
 ( D, 317).

Nieco bardziej rozbudowany opis strapienia zamieszcza Ojciec Ignacy we wspomnianym
li cie. W strapieniu nieprzyjaciel dr czy nas bez przerwy, wywo uje smutek, którego przyczyn
zupe nie nie rozumiemy. Nie odczuwamy  adnej pobo no ci ani w 

modlitwie, ani

w kontemplacji,  adnego  smaku  i upodobania  wewn trznego  w mówieniu  i s uchaniu
o rzeczach Bo ych. Na tym jednak nie koniec, bo gdy nieprzyjaciel spostrze e,  e jeste my
os abieni i upokorzeni przez tego rodzaju przykre prze ycia, wówczas podsuwa nam my l,  e
Bóg, nasz Pan, zupe nie o nas zapomnia . W takich chwilach zaczyna nam si  wydawa ,  e
jeste my daleko od Pana naszego i  e wszystko, co zrobili my i chcieliby my jeszcze zrobi ,
nie ma  adnej warto ci. W ten sposób nieprzyjaciel stara si  doprowadzi  nas do ca kowitej
utraty ufno ci
.

A oto jeszcze jeden opis strapienia podany w ksi ce Przez Syna do Ojca wnikliwego znawcy

wicze  duchownych K. Rahnera: Jest rzecz  pewn ,  e w  yciu ludzkim przychodz  okresy

rozpr enia, ch odu, osch

ci; okresy, w których Bóg,  ycie wieczne,  wiat o cnót moralnych,

takich jak prawo , czysto , sprawiedliwo , wierno  itp., odsuwa si  jakby od cz owieka,
staje si  mgliste, wydaje si  czym  w rodzaju luksusu, na który mo na sobie pozwoli  tylko
w jakich  pogodniejszych czasach. W takich okresach natomiast jasno i mocno rysuje si
przed cz owiekiem to, co da si  dotkn

, czego mo na u

: sukces, bogactwo, nami tno ci,

wygoda. I s odkie powaby tego wszystkiego kr

 ju  w duszy i we krwi, nape niaj  cz owieka

jakby  adunkiem po dliwo ci  lepej na prawa wy sze, duchowe, na Bo

 stref , zanim

jeszcze nasunie si  pytanie, jak w

ciwie zareagowa  na to odmienienie w asnego wn trza.

Jest to tak, jakby prawdziwa pokusa, zanim zaatakuje, by a ju  obecna w sposób ukryty
w twierdzy duszy (jakby mia a w niej sw  pi

 kolumn ) i os abia a ju  znacznie si y oporu.

Taki jest wi c stan, w którym znajduje si  cz owiek w chwili autentycznej i niebezpiecznej
próby
.

background image

Jak w pocieszeniu istnia y zasadniczo dwa rodzaje prze

: rozpalanie si  w mi

ci do

Stwórcy i 

wolno  wobec wszystkich stworze , tak równie  prze ycie strapienia

charakteryzuje si  podobn  dwoisto ci . Z jednej strony cz owiek do wiadczany strapieniem
czuje si  jakby by  od czony od Boga. Wyra a si  to w braku jakiegokolwiek smaku
i upodobania w sprawach duchowych, w rodz cej si  niech ci do modlitwy, do s uchania czy
te  rozmowy o sprawach Bo ych.  ycie duchowe wydaje si  by  czym  wprost nierealnym
lub niemo liwym do urzeczywistnienia. Z drugiej za  strony rodzi si  silny poci g do rzeczy
ziemskich i niskich. W strapieniu odzywaj  si  te wszystkie 

dze i nami tno ci cz owieka,

o których tak  atwo zapomina si  w chwilach pocieszenia. W pocieszeniu mo na nawet ulec

udzeniu s dz c,  e zosta y one ju  raz na zawsze pokonane. Strapienie demaskuje t  iluzj

i ka e nam z ca ym realizmem podej  do starego cz owieka mieszkaj cego w nas.

Poniewa  w strapieniu Bóg wydaje si  bardzo odleg y, jakby by  snem, dlatego istnieje
potrzeba oparcia si  na czym , co da si  dotkn . W strapieniu duchowym rodzi si
nienasycalna wprost potrzeba konsumpcji poj tej w najszerszym znaczeniu, przy czym
konsumpcja zmys owa jest pierwsz , po któr  si ga si  najcz ciej. Rozdarcie pomi dzy sfer
duchow  a emocjonaln   i zmys ow  rodzi  silny niepokój  wewn trzny,  poczucie  winy
i zniech cenie.

w. Ignacy zwraca uwag , aby nie da  si  za lepi  rodz cymi si  w takiej sytuacji my lami,

albowiem, jak pocieszenie jest przeciwie stwem strapienia, tak my li rodz ce si
z pocieszenia s  przeciwie stwem my li rodz cych si  ze strapienia
 ( D,  317).  O ile
w pocieszeniu cz owiek doznaje  pokusy pró no ci i wynios

ci w sprawach duchowych,

o tyle w strapieniu szatan popycha go do fa szywej pokory, która jest tylko drug  stron
medalu pychy. W strapieniu pod wp ywem podsuwanych nam zwodniczych my li zanadto
upokarzamy si  i zbytnio pogr amy w rozwa aniu naszej n dzy; oto w jaki sposób powstaje
w nas boja

 i os abienie ducha. Dlatego tak konieczna jest czujno  u tego, kto walczy ( w.

Ignacy). Zachowanie tej czujno ci umo liwia dobra znajomo  tego, co powinni my robi ,
a czego nie w tym czasie szczególnej próby, jak  jest strapienie.

B. Potrzeba rozpoznania stanu strapienia duchowego.

Wed ug  w. Ignacego strapienie to jaki  szczególny czas dzia ania z ego ducha, st d te  nie
wystarczy czeka  biernie, a  ono minie, ale nale y podj  duchow  walk  z nim. Pierwszym
niebezpiecze stwem,  przed  którym  staje cz owiek w strapieniu  i którego  — o ile  chce
zwyci

 — musi unika , jest mo liwo  za lepienia prze ywanymi emocjami

i identyfikacja z nimi. Szatan d

y najpierw do tego, aby cz owiek w ogóle nie rozpozna

swojego stanu strapienia: Musisz doprowadzi  swojego pacjenta — poucza stary diabe

odego w Listach  o moralno ci  C.  S.  Lewisa  — do takiego stanu, w którym godzinami

móg by analizowa  swoje post powanie, nie odkrywaj c w sobie  adnej rzeczy, które s
widoczne dla ka dego, kto kiedykolwiek zamieszka  z nim pod jednym dachem czy te
pracowa  w tym samym biurze
.

Stan strapienia jest do wiadczeniem bolesnym, st d te  nierozpoznanie go  czy si
z szukaniem przyczyn swojego cierpienia na zewn trz, cz sto przez oskar anie otoczenia.

background image

W strapieniu bardziej ni  w jakimkolwiek innym czasie jeste my nara eni na oskar anie
innych. Pierwsze oskar enie kierujemy zazwyczaj nie do ludzi, ale w

nie do Boga.

C. Czego nie nale y robi , a co nale y robi  w strapieniu duchowym?

a)  W czasie strapienia nigdy nie robi

adnej zmiany, ale mocno i wytrwale sta  przy

postanowieniach i przy decyzji, w jakiej si  trwa o w dniu poprzedzaj cym strapienie, albo
przy decyzji, któr  si  mia o podczas poprzedniego pocieszenia. Bo jak w pocieszeniu
prowadzi nas i doradza nam duch dobry, tak w strapieniu — duch z y, a przy jego radach nie
mo emy wej  na drog  dobrze wiod

 do celu ( D, 318). W strapieniu, kiedy cz owiek

odnajduje pozorne, zewn trzne tylko przyczyny swojego bolesnego stanu, przychodz  silne
impulsy wewn trzne do dokonywania nag ych, szybkich zmian, bez g bszego zastanowienia
si  czy te  radzenia si  innych. Im bardziej intensywne strapienie, tym silniejszy impuls do
podejmowania decyzji. W takich w

nie momentach sprawdza si  prawda ludowego

przys owia: Co nagle, to po diable. Z y duch pa aj c wielkim gniewem przeciwko
cz owiekowi, jest  wiadom,  e jego czas jest krótki (Ap 12, 12), st d te  tak mocno nalega na
dokonanie zmian pod jego wp ywem. Czas szatana jest krótki, jak krótki jest nieraz czas
strapienia, dlatego nale y si  uzbroi  w cierpliwo . W stanie strapienia nie ma  adnych
mo liwo ci podejmowania dobrych i rozs dnych wyborów i decyzji.

b) Chocia  w strapieniu nie powinni my zmienia  poprzednich postanowie , to jednak jest
rzecz  wielce pomocn  usilnie zmienia  samego siebie nastawiaj c si  przeciw temu
strapieniu, np. wi cej oddaj c si  modlitwie, rozmy laniu, rzetelnemu badaniu sumienia i do
pewnego stopnia pomna

 nasze praktyki pokutne ( D, 319).

w. Ignacy zach ca do otwartej walki przeciwko strapieniu nie poprzez zewn trzne zmiany,

ale przez prze amanie swoich oporów wobec modlitwy i wszystkich spraw duchowych oraz
fascynacji ludzkimi nami tno ciami budz cymi si  w strapieniu. Trzeba sobie u wiadamia ,

e jeste my lud mi wolnymi i 

nie mo emy da  si  posi

 przez nasze po dania

i dzia aj cego w nich z ego ducha. Ogromn  pokus  jest s dzi ,  e w stanie strapienia nie
mo na nic zrobi . Nie mówmy nigdy: Nie, nie mog . Mówmy do Boga: Ty mo esz. Nie
mówmy: Bez tego (z czego mam w

nie zrezygnowa ) nie mog

, lecz powtarzajmy wci

uparcie, cierpliwie i g

no: Tylko bez Ciebie, Bo e, nie móg bym istnie  (K. Rahner).

Demona dzia aj cego w nas w czasie smutku cz sto nie wyrzuca si  inaczej jak tylko przez
modlitw   i post
 (Mt 17, 21), st d te

w. Ignacy zach ca do wyd

onej modlitwy,

uwa niejszego badania swojego sumienia oraz do pomna ania praktyk pokutnych. Zanim
stwierdzimy,  e nie mo emy zrezygnowa  z jakiego  grzesznego przywi zania módlmy si

ugo i gor co, wspomagaj c t  modlitw  postem i ja mu

, a Jezus da nam odczu ,  e to, co

jest niemo liwe u ludzi, staje si  mo liwe dla  aski Boga dzia aj cej w nas.

Oto do jakiej modlitwy zach ca nas K.Rahner w strapieniu: Kiedy  w naszym  wn trzu,
w naszym ciele powstaje pokusa s abo ci, po

dliwo ci, tchórzostwa, nienawi ci, m ciwo ci,

niewiary,  lepego  samolubstwa, rozgoryczenia,  równocze nie  powstaje  w 

nas  co

ostatecznego, co  najbardziej wewn trznego, co , co nie mo e pa

upem pokusy, chyba,  e

background image

my sami otworzymy jej drzwi. I to najg bsze w nas zaczyna wo

 — dziko, uporczywie, jak

kto  zdj ty  mierteln  trwog , zaczyna krzycze  do Boga, z gniewem, z twardym oporem
przeciw w asnemu cia u, przeciw kuszonemu duchowi
.

c)

cy w okresie strapienia niech zastanawia si  nad tym, jak to Pan, dla wypróbowania

go, zostawi  go jego w adzom naturalnym, a eby stawia  opór ró nym poruszeniom i pokusom
nieprzyjaciela; albowiem mo e on tego dokona  z pomoc  Bo , na której mu nigdy nie
zbywa, chocia  tego wyra nie nie odczuwa, bo Pan odebra  mu du o zapa u, wielk
odczuwaln  mi

 i siln

ask , pozostawiaj c mu jednak  ask  wystarczaj

 do osi gni cia

zbawienia wiecznego ( D, 320).

Ignacy nie chce, aby cz owiek 

 jako ofiara swojego strapienia, st d te  zach ca go do silnej

wiary i ufno ci w dzia anie Boga w cz owieku. Chrze cijanin nie mo e nigdy traci  nadziei.
Nadzieja jest bowiem jednym z g ównych darów naszego zakorzenienia si  w Bogu.

W stanie strapienia stajemy jakby przed murem niemo liwo ci osaczeni z ró nych stron. Ale
przecie  ten w

nie mur niemo liwo ci przedstawia jak  sta  sytuacj  cz owieka w ci gu

ca ej historii zbawienia. Przed murem niemo liwo ci stawa  Abraham, kiedy Bóg rozkaza  mu

 syna w ofierze; przed murem niemo liwo ci stan  ca y naród izraelski nad Morzem

Czerwonym, przed murem niemo liwo ci stawali prorocy i stan  równie  Jezus Chrystus,
Bo y Syn. Kiedy staje si  przed sytuacj  po ludzku niemo liw  do rozwi zania nie wystarczy
wierzy  ogólnie,  e Bóg mo e dokona  wszystkiego. Wiara winna by  wyra ona w bardzo
konkretnym przekonaniu wewn trznym,  e cud przemiany duchowej mo e si  dokona  tak e
w naszym  yciu.

Ignacy ka e nam pami ta ,  e nawet je eli Bóg odbiera nam odczuwaln  mi

 do Boga i do

ludzi, odczuwalny zapa  do spraw duchowych, to jednak zostawia nam zawsze  ask
wystarczaj

 do osi gni cia zbawienia. Nie pozostajemy nigdy bezbronni wobec ca ego

demonicznego z a, które daje o sobie zna  w chwilach strapienia.

d)

cy w okresie strapienia niech si  sili na wytrwanie w cierpliwo ci, która jest

przeciwna napa ciom, jakie go spotykaj , i niech my li,  e rych o dozna pocieszenia, je li
tylko z pilno ci  przeciwstawi si  temu strapieniu
 ( D, 321). W stanie strapienia winni my
przyjmowa  postaw  cierpliwo ci.  w. Ignacy wie jednak,  e nie przychodzi to  atwo, st d te
zach ca do wysi ku i do pilnego przeciwstawiania si  temu wszystkiemu, co prze ywa si
w strapieniu. K amliwe dzia anie szatana w strapieniu polega tak e na tym, i  przekonuje
cz owieka,  e stan ten b dzie trwa  w niesko czono . Dlatego te

w. Ignacy, aby zwyci

to kuszenie zach ca do wiary,  e wkrótce b dziemy pocieszeni. W strapieniu cz owiek winien
podnosi  si  przez prawdziw  wiar  i nadziej  w Panu, przypominaj c sobie otrzymane
dobrodziejstwa oraz Jego wielk  mi

 ( w. Ignacy).

D. Przyczyny strapienia duchowego.

W rozwa anych Regu ach o rozeznawaniu duchowym  w. Ignacy podkre la,  e dla trzech

ównych racji znajdujemy si  w strapieniu.

background image

Pierwsza: Poniewa  jeste my ozi bli, leniwi lub niedbali w naszych  wiczeniach duchownych;
i tak z powodu naszych win oddala si  od nas pocieszenie duchowe
 ( D, 322). W czasie
strapienia trzeba szuka  prawdziwych przyczyn swojego wewn trznego stanu. Najpierw
trzeba pyta  siebie, czy przyczyna strapienia nie le y w nas: w skoncentrowaniu si  na
naszych  pragnieniach  i 

potrzebach,  w 

naszym  braku  zaanga owania  w 

modlitw ,

w autentyczne oddanie si  Bogu. Nie mo na doznawa  duchowych pociech, je eli w ca ym
swoim  yciu cz owiek my li i reaguje egoistycznie. Serce cielesne nie umie przyjmowa
darów duchowych.

ród em strapienia mo e by  tak e jaki  wewn trzny problem, którego cz owiek nie chce

dotyka   i rozwi zywa .  Z tego  mo e  korzysta   szatan,  utrwalaj c  i pog biaj c  stan
strapienia. Ka dy cz owiek ma wprawdzie swoje s abe punkty i nie w tym le y problem, aby
je natychmiast usun

, bo jest to najcz ciej niemo liwe, ale w tym, jak je dobrze prze ywa ,

aby nie by y one miejscem zamieszkania i pracy z ego ducha. Na w asne problemy i bol ce
miejsca trzeba patrze  w  wietle S owa Bo ego i rozeznania w kierownictwie duchowym,
podda  je mocy Ducha  wi tego czerpanej na modlitwie, wówczas, nawet gdyby by y one
bardzo powa ne, staj  si  szczególnym miejscem mi osierdzia Bo ego, a nie  ród em
strapienia i udr ki duchowej. Gdyby my nie chcieli dotkn  naszych bol cych miejsc i nie
usi owali ich odczytywa  w nowym  wietle, nigdy nie uwolniliby my si  od stanu strapienia.

Druga racja strapienia: Bóg chce nas wypróbowa , na ile nas sta  i jak daleko post pimy
w Jego s

bie i chwale bez takiego odczuwalnego wsparcia pociesze  i wielkich  ask ( D,

322).

Czas strapienia, o ile cz owiek rozpoznaj c go stara si  przezwyci

, nie jest wi c czasem

straconym dla  ycia duchowego. Cz owiek winien wzrasta  w chwilach strapienia w coraz
pe niejszym powierzaniu si  Bogu i pog bianiu znajomo ci praw, którymi rz dzi si

ycie

wewn trzne.

W stanie strapienia mamy sk onno  koncentrowa  si  na sobie i u ala  si  nad nasz  trudn
sytuacj , st d te

w. Ignacy zach ca nas, aby nasze do wiadczenia odczytywa

w perspektywie  ycia wiary. Stan strapienia jest prób , w której ukazuje si  prawdziwo
naszego zaufania Bogu. Stan strapienia najlepiej ods ania braki naszej wiary. Jednym

najwi kszych  niebezpiecze stw  w yciu  duchowym,  któremu  nierzadko  ulegaj

pocz tkuj cy w nim, jest szukanie zadowolenia z w asnych wysi ków i osi gni  duchowych.

Nie zawsze zadowolenie z siebie  wiadczy o wielkim wzro cie wewn trznym, jak te
przeciwnie, nie zawsze niezadowolenie z siebie oznacza cofni cie si  w  yciu duchowym.
Trzeba uczy  si  rozró nia  pomi dzy sensowno ci  i celowo ci  jakiego  do wiadczenia

yciowego a samym odczuciem psychicznym z nim zwi zanym. Odkrycie g bokiego sensu

ukrytego w wielu naszych do wiadczeniach  yciowych mo e nam by  dane nieraz dopiero po
wielu latach. Bóg domaga si  od nas zaufania do sposobu, w jaki nas przez  ycie prowadzi.

Trzecia racja strapienia duchowego podana przez  w. Ignacego: Bóg nam chce da  prawdziwe
poznanie i u wiadomienie sobie, tak i by my to wewn trznie odczuwali,  e nie w naszej mocy

background image

jest zdoby  i zatrzyma  wielk  pobo no , siln  mi

,  zy czy te  inne jakie pocieszenie

duchowe, lecz  e to wszystko jest darem i  ask  Boga, Pana naszego, i  eby my nie panoszyli
si  w cudzym gnie dzie, podnosz c si  rozumem do jakiej  pychy czy pró nej chwa y
i przypisuj c sobie pobo no  lub inne jakie  skutki pocieszenia

D, 322). Poprzez strapienie

Bóg chce nas nauczy ,  e wszystko jest  ask  darmo dan ,  e w  yciu wewn trznym nic sobie
sami nie bierzemy, ale wszystko otrzymujemy. St d te  nasza modlitwa winna nieustannie
przechodzi  od pro by do dzi kczynienia.

nie w stanie strapienia lepiej rozumiemy,  e nie jeste my najemnikami oczekuj cymi

zap aty, jak  jest pociecha i 

dobre samopoczucie, ale  e jeste my oddanymi cho

nieu ytecznymi s ugami. Nie trzeba ba  si  strapienia, przez które Bóg nas do wiadcza,
poniewa  dla tych, co kochaj  naprawd  Boga wszystko staje si  pomocne do wzrostu.

W cz owieku istnieje  cis a zale no  pomi dzy prze ywaniem stanów rado ci i smutku.
Szukanie prawdziwej równowagi i harmonii duchowej polega na relatywizowaniu zarówno
do wiadczenia wielkich pociech jak te  i wielkich strapie  duchowych i psychicznych.
Zachowanie równowagi i opanowania wewn trznego (nie przez d awienie, ale przez akty
zaufania Bogu) w zmiennych stanach duchowych i psychicznych stanowi wa ny czynnik
wychowywania siebie do dojrza ej wiary, z któr

czy si  dojrza a emocjonalno .

5. Taktyka dzia ania z ego ducha

W trzech ostatnich regu ach o rozeznawaniu duchowym  w. Ignacy podaje nam kryteria,
dzi ki którym mo emy rozpozna  sposoby dzia ania z ego ducha.

A. Autor

wicze  duchowych porównuje najpierw dzia anie z ego ducha do zachowania si

pewnego typu kobiety zach annej, narzucaj cej si  i  dnej dominacji. To porównanie wynika
nie z jakiego  negatywnego nastawienia  w. Ignacego do kobiet, ale z uwa nej obserwacji

ycia. Nieprzyjaciel w zachowaniu si  podobny jest do kobiety, w tym mianowicie,  e si y ma

abe, ale ch  szkodzenia mocn . Bo w

ciwo ci  kobiety w czasie sprzeczki z jakim

czyzn  jest traci  odwag  i 

ucieka , je li m czyzna stawia jej dzielnie czo o;

a przeciwnie, je eli m czyzna zaczyna ucieka  trac c odwag , wtedy gniew, m ciwo
i dziko  kobiety nie zna granic, ni miary.

Podobnie w

ciwo ci  nieprzyjaciela jest traci  si y i odwag  i ucieka  ze swymi pokusami,

je eli osoba  wicz ca si  w 

rzeczach duchownych stawia odwa nie czo o pokusom

nieprzyjaciela i dzia a wr cz odwrotnie. A znów je li osoba  wicz ca si  zacznie si  l ka
i traci  odwag  pod naporem pokus, wtedy nie ma na ca ej ziemi bestii bardziej dzikiej ni
nieprzyjaciel natury ludzkiej, w 

d

eniu do spe nienia swego przekl tego zamiaru

z niezmiern  przewrotno ci  ( D, 325).

Autor

wicze  duchowych chce nam tutaj powiedzie ,  e cz owiek powinien zachowa  si

wobec z ego ducha w sposób bardzo zdecydowany i jasny. Najmniejsze niezdecydowanie

zam t szatan wykorzystuje, aby wprowadzi  cz owieka na swoje kr te drogi.

Charakterystyczn  cech  ka dej pokusy jest stan wewn trznego zamieszania, niejasno ci,

background image

dwuznaczno ci  i 

w tpliwo ci.  Równie   nami tno   cz owieka

lubi chwiejno

i niezdecydowanie.

Opieraj c si  na w asnym do wiadczeniu mo emy potwierdzi ,  e brak zdecydowania, brak
jasno ci wewn trznej w czasie kuszenia by  nieraz pocz tkiem naszego grzechu. Z y duch
staje si  tym silniejszy, im cz owiek jest bardziej chwiejny. Kiedy cz owiek zachowuje si
w sposób zdecydowany i jasny, trwa mocno przy Bogu, pokusa z ego ducha traci na sile
i atrakcyjno ci.

B. W kolejnej regule o sposobach dzia ania z ego ducha  w. Ignacy, jakby dla pewnej
równowagi, porównuje dzia anie szatana do zachowania si  m czyzny. Nieprzyjaciel
zachowuje si  jak uwodziciel, który chce pozosta  w ukryciu i nie by  ujawnionym. Albowiem
cz owiek przewrotny, namawiaj c do z ego córk  jakiego  dobrego ojca, albo  on  jakiego
dobrego m a, chce,  eby jego s owa i namowy zosta y w tajemnicy; a przeciwnie bardzo mu
si  nie podoba, gdy córka ojcu, lub  ona m owi wyjawi jego chytre s owa i zamiar
przewrotny, bo wtedy  atwo wnioskuje,  e sprawy rozpocz tej nie b dzie móg  doprowadzi  do
skutku.

Podobnie i nieprzyjaciel natury ludzkiej, kiedy poddaje duszy sprawiedliwej swoje podst py
i namowy,  chce  i pragnie,  eby  zosta y przyj te  i zachowane  w tajemnicy;  a kiedy  si   je
odkrywa przed dobrym spowiednikiem albo inn  osob  duchown , która zna jego podst py
i z

ci, bardzo mu si  to nie podoba; wnioskuje bowiem,  e nie b dzie móg  doprowadzi  do

skutku swego ju  zacz tego a przewrotnego zamiaru, bo odkryte zosta y jego wyra ne
podst py
 ( D, 326).

Dzia anie z ego ducha, je eli ma by  szybko i skutecznie pokonane, winno by  ujawnione
przed Ko cio em: przed spowiednikiem lub kierownikiem duchownym. Otwarto  i szczero
w kierownictwie duchowym daje nam jasno  widzenia naszej sytuacji.  w. Ignacy mocno
wierzy ,  e poprzez otwarto  cz owieka przed przedstawicielem Ko cio a w 

sposób

szczególny dzia a Bóg. Dobre korzystanie z 

kierownictwa duchowego daje nam t

wewn trzn  pewno , i  nie kierujemy si  jakimi  nieuporz dkowanymi, nie wiadomymi
motywami wewn trznymi, ale rzeczywistym pragnieniem odkrywania Boga i Jego woli.

C. W trzeciej regule mówi cej o dzia aniu z ego ducha  w. Ignacy odwo uje si  do swojego

ugoletniego do wiadczenia 

nierza w s

bie króla ziemskiego. Nieprzyjaciel zachowuje

si  tak e jak wódz na wojnie, gdy chce jaki  gród zwyci

 i z upi . Wódz bowiem lub

dowódca wojskowy, rozbiwszy obóz i zbadawszy si y i  rodki obronne jakiego  zamku, atakuje
go od strony najs abszej. Podobnie i nieprzyjaciel natury ludzkiej kr

y i bada ze wszech

stron wszystkie nasze cnoty teologiczne, kardynalne i moralne, a w miejscu, gdzie znajduje
nasz  najwi ksz  s abo  i brak zaopatrzenia ku zbawieniu wiecznemu, tam w

nie nas

atakuje i stara si  nas zdoby  ( D, 327).

W walce duchowej to nie my wybieramy miejsce walki i rodzaj broni, ale z y duch atakuje
nas sam z najs abszej strony i najbardziej skuteczn  broni . Trzeba nam dobrze zna  siebie
samych, nasze s abo ci, szczególnie s abo ci w wierze, aby by  nieustannie uzbrojonymi

background image

(zaopatrzonymi) przeciw atakom z ego ducha. Rozeznawanie duchowe, to nieustanne
szukanie i wybieranie tego, co ofiaruje nam sam Bóg, który pragnie naszego  ycia i pe nego
szcz cia.

W Ksi dze Powtórzonego Prawa czytamy: Patrz! K ad  dzi  przed tob

ycie i szcz cie,

mier  i nieszcz cie. Ja dzi  nakazuj  ci mi owa  Pana, Boga twego, i chodzi  Jego drogami,

pe ni c Jego polecania, prawa i nakazy, aby

 i mno

 si , a Pan Bóg twój, b dzie ci

ogos awi .(...) Ale je li swe serce odwrócisz, nie us uchasz, zb dzisz i b dziesz oddawa

pok on obcym bogom, s

c im — o wiadczam wam dzisiaj,  e na pewno zginiecie. (...)

ad  przed wami  ycie i  mier , b ogos awie stwo i przekle stwo. Wybierajcie wi c  ycie,

aby cie  yli wy i wasze potomstwo, mi uj c Pana, Boga swego, s uchaj c Jego g osu, lgn c
do Niego, bo tu jest twoje  ycie
 (Pwt 30, 15–20).

Chciejmy z uwag  skonfrontowa  nasze  dotychczasowe reakcje w chwilach pocieszenia
i strapienia duchowego z zasadami, które podaje  w. Ignacy, by w ten sposób uczy  si
wi kszej wra liwo ci na to wszystko, co Pan Bóg chce nam powiedzie  poprzez zmienno
naszych codziennych odczu , prze

 i natchnie .

XXV. JAK KONTYNUOWA

WICZENIA DUCHOWNE?

1.

wiczenia szko

ycia wewn trznego

Cztery tygodnie

wicze  duchownych w. Ignacego Loyoli, odprawiane kolejno w odst pach

rocznych, mog  stanowi  ca

ciowe wprowadzenie do  ycia duchowego.

wiczenia w swej

dynamice ujmuj  bowiem ca

ciowo chrze cija skie  ycie duchowe. St d te  proponowany

sposób ich odprawiania mo e stanowi szko

ycia duchowego trwaj

 kilka lat. Tre ci

i metody zdobyte w czasie intensywnej modlitwy rekolekcyjnej mog  sta  si  zasadnicz
pomoc  w rozwijaniu i w prowadzeniu  ycia duchowego.

Nie nale y izolowa  rekolekcji ignacja skich z ca ej historii  ycia. Osobiste prze ycie

wicze  duchownych nale y wpisa  w ca y kontekst  ycia wewn trznego. Z jednej strony

trzeba sobie ceni  to szczególne prze ycie jako dar  aski; z drugiej strony za  nale y mie

wiadomo  jego ogranicze . Intensywno  prze ycia rekolekcyjnego mo e niekiedy nas

zmyli . Mo emy wówczas przesadnie ocenia  wp yw tego pojedynczego do wiadczenia na
ca e nasze  ycie. Rzeczywisty wp yw duchowy do wiadczenia rekolekcyjnego musi by
dopiero sprawdzony w codzienno ci, szczególnie za  w relacji do bli nich. Jak wi c nie
nale y absolutyzowa

adnych metod, tre ci, osób, które nam pomagaj  w  yciu duchowym,

tak równie  nie nale y tego czyni  w odniesieniu do

wicze . Absolutyzowanie metod

i rodków  ycia duchowego zaciemnia  nam spojrzenie  na istot  do wiadczenia
wewn trznego: na do wiadczenie samego Boga. Tylko Bóg jest absolutny. Wszystko inne
w naszym  yciu winno by  Jemu podporz dkowane. Ka de jednorazowe intensywne

background image

prze ycie duchowe, np. pielgrzymka, skupienie, rekolekcje lub inne spotkanie, mo e pog bi
ca e nasze  ycie duchowe tylko wówczas, kiedy jego wp yw zostanie rozci gni ty na nasz
codzienno . Równie

wiczenia duchowne mog  pozytywnie wp yn  na nasze  ycie

wewn trzne tylko wówczas, je eli b dziemy je kontynuowa  w naszej codzienno ci.

Spróbujmy teraz krótko odpowiedzie  na pytanie, w jaki sposób mo emy przenie  pewne
zasadnicze tre ci oraz formy modlitwy z rekolekcji ignacja skich w nasz  codzienno  i w ten
sposób pog bia  i rozwija  nasze spotkanie z Bogiem.

2. Codzienny rachunek sumienia

w. Ignacy zach ca nas, aby na zako czenie ka dego dnia odprawi  codzienny rachunek

sumienia ( D, 43). Wprowadzenie jednak tej formy modlitwy w nasz  codzienno  nie jest

atwe. Wiele osób — po odprawionych rekolekcjach — wprawdzie z zapa em rozpoczyna

praktykowa  codzienny rachunek sumienia, jednak — wobec nat oku zaj

 — szybko z niego

rezygnuj . Kiedy i nam zdarzy si  taka sytuacja, powiedzmy sobie szczerze, nie szkodzi.
Chciejmy wówczas zdoby  si  na pokor  rozpoczynania praktyki rachunku od nowa.

A oto pi  punktów codziennego rachunku sumienia, które podaje  w. Ignacy w ksi eczce

wicze . S  one jakby pewnym streszczeniem pierwszego tygodnia

wicze  duchownych,

który odprawiali my: (1) Dzi kowa  Bogu Panu naszemu za otrzymane dobrodziejstwa. (2)
Prosi  o  ask  poznania grzechów i odrzucenia ich precz. (3) 

da  od duszy swojej zdania

sprawy od godziny wstania a  do chwili obecnego rachunku. Czyni  to przechodz c godzin
po godzinie lub jedn  por  dnia po drugiej, a najpierw co do my li, potem co do s ów,
a wreszcie co do uczynków. (4) Prosi  Pana Boga naszego o przebaczenie win. (5)
Postanowi  popraw  przy Jego  asce
 ( D, 43).

a) Dzi kowa  Bogu Panu naszemu za otrzymane dobrodziejstwa.

W pierwszym punkcie rachunku sumienia  w. Ignacy proponuje nam rachowanie darów i  ask
otrzymanych od Boga. Szczególnie na zako czenie ca ego dnia winni my z wdzi czno ci
zauwa

 to wszystko, co by o dobrem,  ask , pociech  Boga od porannego wstania a  do

czasu rachunku sumienia. Czujemy si  nieraz w  yciu niedowarto ciowani, smutni, cierpi cy.
Nierzadko dzieje si  tak dlatego, i  cz ciej widzimy w asne braki i b dy, ni  zalety i cnoty.
Nie doceniamy te  dóbr, którymi zostajemy obdarowani ka dego dnia. Wdzi czno  uczy nas
dostrzega  dobro w ka dej postaci. Dzi kuj c Bogu za otrzymane  aski  atwo zauwa amy, i
braki i b dy nie s najwa niejsz  spraw . Je eli nawet w naszym  yciu jest wiele s abo ci, to
stanowi  one tylko pó   prawdy  o nas.  Dobro   i 

mi

  Boga,  której  codziennie

do wiadczamy, stanowi drugie pó  prawdy.

b) Prosi  o  ask  poznania grzechów i odrzucenia ich precz.

Duchowo  chrze cija ska zak ada dog bne poznanie siebie i swoich grzechów. Prawdziwe
nawrócenie, które jest pocz tkiem  ycia chrze cija skiego, rozpoczyna si  od poznania
wewn trznego nieuporz dkowania. To  w

nie nieuporz dkowanie zag usza  i 

niweczy

background image

szukanie i pe nienie woli Bo ej. St d te  w drugim punkcie rachunku sumienia  w. Ignacy
zach ca nas do pro by o poznanie g bi naszych grzechów. Nie mo emy pozna  naszej
grzeszno ci bez  wiat a Ducha  wi tego. Wielko  grzechów nie mierzy si  bowiem najpierw
naszym odczuciem emocjonalnym i naszym my leniem o sobie. Nie zawsze te  naszymi
najwi kszymi grzechami s  te, które sprawiaj  nam najwi cej przykro ci i bólu. Cz sto s
nimi grzechy, których jeszcze nie rozpoznali my do ko ca. Wielko  i g bi  naszych
grzechów objawia nam dopiero  aska Boga. Chrze cija skie poznanie grzechu nie polega
jedynie na odkryciu s abo ci cz owieka, ale tak e na do wiadczeniu mi osierdzia Bo ego.

c)

da  od duszy swojej zdania sprawy od godziny wstania a  do chwili obecnego

rachunku. Czyni  to przechodz c jedn  por  dnia po drugiej; najpierw co do my li, potem
co do s ów, a wreszcie co do uczynków
.

Po pro bie o poznanie naszych grzechów Ignacy zach ca nas do rachunku sumienia w sensie

cis ym. Obok otrzymanych  ask nale y w rachunku policzy  s abo ci, niewierno ci i grzechy.

liczeniu tym nie chodzi jednak najpierw o same fakty grzechu, ile raczej o postawy,
przyzwyczajenia, nawyki, z których rodz  si  grzeszne s owa, czyny, my li i os dy. Grzech
mieszka w sercu, a ujawnia si  w czynach. S owa i czyny s  grzeszne tylko wówczas, kiedy
grzeszne jest ludzkie serce. W rachunku sumienia nale y podda  si  pewnej spontaniczno ci.
Nie trzeba jednak ulega  obawom, i  nie jeste my w stanie dostrzec wszystkich naszych
grzechów. Je eli z powodu naszego za lepienia czy te  zagubienia nie jeste my w stanie dzi
policzy  wszystkich naszych grzechów, to Bóg w swoim mi osierdziu, wszystkie nam je
jednak przebacza. Sam Stwórca powoli i stopniowo ods oni nam te grzechy i s abo ci, które
najbardziej przeszkadzaj  Mu dzia

 w naszym sercu.

d) Prosi  Pana Boga naszego o przebaczenie win.

odpu  nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom — mówimy
codziennie do naszego Ojca w niebie. Nasze przebaczenie bli nim jest dla Boga wzorem tego
przebaczenia, jakiego On pragnie nam udzieli . Jest to niezwyk e,  e Bóg na laduje
cz owieka. Przebacza tak, jak cz owiek przebacza. St d te  w czwartym punkcie rachunku
sumienia najpierw ofiarujemy przebaczenie naszym bli nim, a nast pnie prosimy o nie Boga.

e) Postanowi  popraw  przy Jego  asce.

Postanowienie poprawy ko czy codzienny rachunek sumienia. Celem postanowienia poprawy
jest nie tylko wzmocnienie naszej woli, ale przede wszystkim zaufanie Bogu po ród naszych
grzechów. Nieraz wydaje nam si , i  nasze s abo ci przeszkadzaj  nam zupe nie kocha  Boga
i bli nich. Jest to z udzenie. Nasze ludzkie u omno ci, wady i niedoskona

ci mog  by  tym

szczególnym miejscem, w którym codziennie ujawnia si  moc i mi osierdzie Boga. Je eli
postanowiliby my sobie,  e najpierw pozb dziemy si  s abo ci, a pó niej b dziemy kocha ,
to mo emy by  pewni, i  nigdy nie nauczymy si  mi

ci. Postanowienie poprawy polega na

przyj ciu naszego  ycia jako zadania, na pragnieniu wype nienia go pomimo naszych s abo ci
i grzechów. W naszych s abo ciach i w zranieniach mo emy 

 prostym ludzkim  yciem.

Jest to mo liwe poprzez zaufanie Bogu i Jego niesko czonej mi

ci.

background image

w. Ignacy zach ca, aby codzienny rachunek sumienia trwa  kwadrans. Kwadrans codziennej

modlitwy wieczornej mo e by  dla nas kwadransem szczero ci

8

, kwadransem dialogu

o mi

ci Boga do nas oraz o naszej mi

ci do Boga.

3. Przed

ona modlitwa osobista

ycie duchowe wymaga nie tylko codziennego rachunku sumienia, ale tak e przed

onej

modlitwy. Ze wzgl du na intensywno  naszego zaanga owania w ycie zawodowe
i rodzinne codzienna medytacja najcz ciej jest dla nas niemo liwa. Winni my jednak szuka
przynajmniej 1 lub 2 razy w tygodniu pewnej przestrzeni czasowej na przed

on  modlitw

osobist . Je eli potrafimy w ci gu tygodnia ogl da , nieraz kilka razy, pewne programy
telewizyjne, to przecie  czas ten mo emy tak e wykorzysta  na modlitw .

Je eli mówimy,  e nie mamy czasu na modlitw , znaczy to,  e nasz czas jest  le
zaplanowany. W naszym programie dnia brak jest harmonii. By  mo e trzeba by wówczas
zrezygnowa  z pewnych mniej wa nych zaj

 i prac, aby móc zaplanowa  d

sz  modlitw .

Tracimy nieraz du o czasu tylko dlatego,  e brakuje w naszym dzia aniu pewnego porz dku.
Marnujemy cz sto wiele energii na walk  z 

naszymi l kami, obawami, konfliktami

wewn trznymi. Przed

ona modlitwa mo e sta  si  dla nas czasem porz dkowania naszego

ycia, a przez to tak e odzyskiwania marnowanych ludzkich si .

4. Praktyka rozeznawania duchowego

Wa

 problematyk  rekolekcji ignacja skich jest rozeznawanie duchowe. W codziennym

rachunku sumienia mo emy wi c podejmowa  próby wprowadzania w nasze codzienne  ycie

dro ci regu  rozeznawania duchowego, które rozwa ali my w czasie rekolekcji.

Pierwszym krokiem do rozeznawania duchowego jest nabywanie dystansu do naszych uczu ,
szczególnie za  do wszelkich przejawów strapienia duchowego. Nasze  ycie duchowe zostaje

atwo zatrzymane w rozwoju, je eli ulegamy cz sto w asnym nieuporz dkowanym uczuciom

i nastrojom. Rozeznawanie duchowe rozpoczyna si  od nabierania dystansu do naszych
odczu , prze

 i nastrojów. Szczególnie na pocz tku szko y rozeznawania duchowego jest

rzecz  wa

, aby uczy

przy apywa  si  na wszelkiego rodzaju uczuciach negatywnych

i pokonywa  je  w sobie zanim zaczn  one wp ywa  czy wr cz determinowa  nasze
zachowania.

Wa

 pomoc  w rozeznawaniu duchowym jest kierownictwo duchowe. Wypowiadanie si

przed osob  postronn , która jest w stanie ustosunkowa  si  obiektywnie do naszych
do wiadcze , jest konieczne szczególnie w momentach kryzysowych lub te  w wa nych
decyzjach  yciowych. Nie mo emy zostawa  sami w trudnych momentach  ycia. Konieczna
jest nam pomoc Ko cio a w osobie kierownika duchowego. Korzystaj c z kierownictwa
trzeba jednak zdawa  sobie spraw  z granic ludzkiej pomocy. Kierownik duchowy mo e nam
jedynie towarzyszy  swoj  obecno ci , modlitw , rad . Ka dy z nas sam jednak musi

wiga  ci ar swojego  ycia: szczególnie ci ar osobistych decyzji oraz odpowiedzialno ci

za swoje  ycie.

background image

5. Pog bia

ycie wspólnotowe

Wspólnota Ko cio a jest  rodowiskiem, w którym wzrasta nasze  ycie wewn trzne. Jest nam
ona dana najpierw jako pomoc dla naszego wzrostu, nast pnie za  staje si  ona miejscem
dawania  wiadectwa Jezusowi i pe nienia naszej misji.

Oczywi cie nie chodzi tylko o udzia  w  yciu parafialnym, cz sto niestety naznaczony
animowo ci ,  ale tak e  o uczestnictwo  w konkretnej  ywej ma ej wspólnocie Ko cio a.
Parafia, by mog a dobrze spe nia  swoj  rol  — zgodnie z  yczeniem Soboru Watyka skiego
II — winna by  wspólnot  ma ych wspólnot. Od konkretnej ma ej wspólnoty Ko cio a,
zintegrowanej z wi ksz  wspólnot , najpierw sami otrzymujemy wsparcie duchowe i ludzkie,
a nast pnie udzielamy go tym, którzy go potrzebuj . Wspólnota Ko cio a jest miejscem
wzajemnej pomocy, mi

ci oraz wzajemnego wsparcia.

Trzeba nam szuka  mocnego oparcia w konkretnej ma ej wspólnocie Ko cio a szczególnie
wówczas, kiedy brak jest nam naturalnej wspólnoty, jak  jest rodzina czy te  wspólnota
zakonna. Osoby, które czuj  si  powo ane do samotno ci  w  wiecie w sposób szczególny
wezwane s  do tego, aby odkry  Ko ció  jako wspólnot . Osobom tym wspólnota mo e da
mocne oparcie, szczególnie w momentach trudnych. Ko ció  jako Mistyczne Cia o objawia
swoj  moc w

nie przez to, i  cz owiek samotny i zagubiony mo e znale  pomoc, pociech ,

umocnienie  nie  tylko  w 

wymiarze  duchowym,  ale  tak e  w 

sprawach  materialnych

ziemskich. Jeste my jednak powo ani  nie tylko  do tego, aby korzysta  z 

dobrze

funkcjonuj cych wspólnot, ale tak e by umacnia , rozwija  czy mo e nawet zak ada  nowe,
dzi ki którym Ko ció  stawa by si

ywym organizmem wspólnoty wspólnot.

6. Potrzeba cierpliwo ci dla duchowego wzrostu

Anga uj c  si   w 

sposób  bardziej  dojrza y  w 

osobiste  ycie duchowe,  trzeba  sobie

wiadomi , i  wzrost wewn trzny wymaga czasu i cierpliwo ci. Bóg daje nam czas do

naszego wzrostu, a my winni my ofiarowa  sobie cierpliwo . Dar cierpliwo ci konieczny
jest nam szczególnie wówczas, kiedy odkrywamy g bokie problemy lub zranienia
emocjonalne lub te  mamy podejmowa  jakie  wa ne decyzje odnosz ce si  do ca ego
naszego  ycia. Nasza cierpliwo  winna wyrazi  si  w konkretnych postawach wobec siebie.

Nie powinni my stawia  sobie nierealnych 

da , które wyp ywaj  z nieakceptacji siebie

samych lub te  z naszej pychy. Nasze plany na przysz

 winny by  oczyszczane z pogoni za

asn  wielko ci . Pycha natychmiast

da od nas i od innych takich zmian, które

w normalnym procesie dokonuj  si  w ci gu d ugich nieraz lat. Nie mo emy te  wymaga  od
siebie wy cznie sukcesów. S abo  w ró nych wymiarach jest integraln  cz ci  ludzkiego

ycia na ziemi. Pokorne podej cie do siebie samego ka e nam liczy  si  ze s abo ci  naszej

natury. Autentyczno  naszego  ycia duchowego potwierdza si  mi dzy innymi
w  wiadomym prze ywaniu naszej grzeszno ci.

Nasza cierpliwo  nie mo e jednak polega  na biernym czekaniu na cud. Cierpliwo ci winien
towarzyszy  systematyczny wysi ek duchowy. W naszym zmaganiu si  o coraz pe niejsz

background image

dojrza

 wiary ogromn  pomoc  mo e by

metoda ma ych kroków. Wielkie przemiany

wewn trzne nie dokonuj  si  zwykle wielkimi pojedynczymi skokami, ale dzi ki
codziennemu wysi kowi i wytrwa

ci. Przyczyn  naszego zastoju w  yciu duchowym jest

nieraz próba zmiany ca ego naszego  ycia od razu — jednym aktem woli. Dostrzegaj c ma
skuteczno , czy wr cz bezskuteczno  takich jednorazowych wysi ków,  atwo zniech camy
si  do dalszych wewn trznych zmaga . Metoda ma ych kroków uczy nas pokornego
podej cia do  ycia i dostrzegania  ladów obecno ci i dzia ania Boga w drobnych i — zdawa
by si  mog o — ma o wa nych zdarzeniach. Bóg daje nam siebie nie tylko w wielkich darach,
ale tak e w ma ych skromnie wygl daj cych prezentach. Ma e codzienne zwyci stwa s  tak e
owocem wierno ci Boga. Trzeba nam si  uczy  dostrzega  j  i odpowiada  wierno ci  na
wierno .

Metoda ma ych kroków sprawia, i  jeste my w stanie cieszy  si  ka dym najmniejszym
zwyci stwem nad naszymi s abo ciami. Jest ono bowiem obietnic  kolejnych zwyci stw.
W momentach ponownego ujawniania si  s abo ci metoda ma ych kroków ka e nam
powierza  si  mi

ci Boga. Realizm wiary ka e nam u wiadomi  sobie, i  pewne nasze rany

ugo jeszcze b

 nas bole . Trzeba si  liczy  z ich obecno ci , ale jednocze nie nie skupia

si  na nich i nie czyni  z nich centrum naszego  ycia.

7. Pog bia  nasze wi zi z innymi

Nasze  ycie duchowe wyra a si  nie tylko w naszych relacjach z Bogiem, ale tak e
w naszych  wi zach  z bli nimi.  Dobre  wi zi z lud mi  zaczynaj   si   od  do wiadczania
wolno ci wewn trznej wobec siebie samych. Wolno  wobec siebie oraz wobec innych daje
nam dopiero mo liwo  rzeczywistego korzystania z  yczliwo ci i dobroci ludzi. W naszym
ubóstwie emocjonalnym i duchowym winni my uczy  si  przyjmowa  te okruszyny dobra,
które ludzie nam ofiaruj . Nie nale y  da  od innych wi cej mi

ci i pomocy, ni  potrafi

nam da .

Odkrywanie obecno ci drugiego oraz wyj cie ku innym mo e sta  si  dla nas ogromn
pomoc  w pokonywaniu fa szywej koncentracji na w asnej s abo ci i grzechu. Wychodzimy
ku bli nim nie tylko w tym celu, aby korzysta  z ich pomocy, ale tak e by udziela  jej
potrzebuj cym. Nieraz najlepszym lekarstwem na zagubienie  yciowe jest odkrycie bli niego,
który potrzebuje naszej pomocy.

8. Nie da  sobie odebra  duchowych pragnie

Pragnienia duchowe s  darem Ducha  wi tego. Nale y je ceni  jako wielki Bo y dar. Aby
pragnienia duchowe mog y jednak wydawa  owoce, winny by  przez nas troskliwie
piel gnowane. Piel gnowanie to polega na dostrzeganiu naszych pragnie , rozeznawaniu ich
oraz cierpliwym wcielaniu w  ycie. Nale y czuwa , aby z jednej strony nie usztywnia  si
w sposób fanatyczny w naszych pragnieniach i d

eniach; z drugiej za  strony nie nale y

rozmywa  ich i relatywizowa  przez pomniejszanie ich znaczenia. Duchowe pragnienia b
w nas rosn  tylko w miar  ich rozeznawania i realizowania.

background image

Aby zachowa

wie

 naszych pragnie  duchowych nale y je tak e nieraz chroni  przed

dwuznacznymi wp ywami  rodowiska.  ycie duchowe jest stanowczo przeciwne instynktowi
stadnemu
. Instynkt stadny jest wyrazem konformizmu, który — z l ku przed odrzuceniem —
ka e nam dopasowywa  si  do  rodowiska za wszelk  cen .  rodowisko, w którym  yjemy
i pracujemy, nie mo e nam narzuca , co mamy my le , jak si  mamy zachowywa  i co mamy
robi . Nie mo emy te  i

po linii najmniejszego oporu.  ycie duchowe wymaga wolno ci

wewn trznej, wymaga samodzielno ci. Wolno  i samodzielno  rodzi si  jako owoc
rzeczywistego otwarcia si  na Boga.

8

Rozwini cie tematu codziennego rachunku sumienia mo emy odnale  w ksi ce: Józef Augustyn SJ,

Kwadrans szczero ci, Wydawnictwo M, Kraków 1992.

JAK MO NA WYKORZYSTA  PROPONOWANE ROZWA ANIA?

1. Dla odprawienia pierwszego tygodnia

wicze

a) Warunki odprawienia o miodniowych rekolekcji ignacja skich

Niniejszymi rozwa aniami mo na pos

 si  do odprawienia pe nych o miodniowych

rekolekcji ignacja skich. W 

tym celu konieczn  rzecz  by oby stworzenie sobie

odpowiednich warunków. Pierwszym warunkiem odprawienia

wicze

jest odej cie od

swojego codziennego zaanga owania przez zmian  miejsca.  w. Ignacy zach ca, aby na czas

wicze  uda  si  do innego domu lub te  przynajmniej zamieszka  w innym pokoju. W ten

sposób rekolektant odrywa si  od swojej codzienno ci  yciowej, by pe niej odda  si
modlitwie rekolekcyjnej.

Drugim wa nym warunkiem jest nawi zanie kontaktu z do wiadczonym kierownikiem
duchowym, który towarzyszy by odprawiaj cemu

wiczenia poprzez codzienne rozmowy

indywidualne. Usilnie zach ca si , aby nie odprawia  o miodniowych rekolekcji
ignacja skich (z pe nym milczeniem i wyciszeniem wewn trznym) bez kierownictwa
duchowego. Dotyczy to szczególnie osób, które posiadaj  g bsze problemy emocjonalne czy
te  psychiczne. Wchodzenie w siebie — szczególnie  w pierwszym tygodniu

wicze   —

domaga si  gruntownego rozeznania swoich stanów duchowych poprzez kierownictwo
duchowe.

Trzecim warunkiem odprawienia 8–dniowych rekolekcji ignacja skich jest wej cie w pe ne
milczenie i wyciszenie wewn trzne po czone z hojnym zaanga owaniem si  w ca y program.
Inne wskazówki osoba odprawiaj ca rekolekcje mo e przeczyta  w 

poszczególnych

konferencjach i wprowadzeniach do modlitwy.

background image

b) Szczegó owy program o miodniowych rekolekcji

Dla tych, którzy chcieliby w oparciu o niniejsz  ksi

 odprawi  8–dniowe rekolekcje

z pe nym milczeniem oraz z indywidualnych kierownictwem, podajemy poni ej szczegó owy
plan korzystania  z 

proponowanych rozwa

. Jest  on odzwierciedleniem programu

proponowanego w domach rekolekcyjnych, w których udziela si

wicze  duchownych w.

Ignacego Loyoli.

DZIE  ROZPOCZ CIA:
po po udniu I. WARUNKI MODLITWY MEDYTACYJNEJ
II. METODA MEDYTACJI
wieczorem III. WALKA JAKUBA Z ANIO EM

DZIE  1
rano IV. MÓJ OBRAZ BOGA
w po udnie XIX. ROZWA ANIA O LUDZKICH UCZUCIACH
wieczorem V. MOJE SERCE SI  NIE PYSZNI

DZIE  2
rano VI. S UCHAJ IZRAELU
w po udnie XX. ROZWA ANIA O L KACH
wieczorem VII. B DZIESZ MI OWA  BOGA

DZIE  3
rano VIII. B DZIESZ MI OWA  BLI NIEGO
w po udnie XXI. WYCHOWANIE SEKSUALNE
wieczorem IX. B DZIESZ MI OWA  SIEBIE SAMEGO

DZIE  4
rano X. FASCYNACJA GRZECHEM
w po udnie XXII. KIEROWNICTWO DUCHOWE
wieczorem XI. ROZCZAROWANIE GRZECHEM

DZIE  5
rano XII. ZGRZESZY EM WOBEC PANA
w po udnie XXIII. ROZEZNAWANIE DUCHOWE
wieczorem XIII. JAK WIELKIE JEST MI OSIERDZIE PA SKIE!

DZIE  6
rano XIV. OJCIEC WZRUSZY  SI  G

BOKO

w po udnie XVII. SAKRAMENT POJEDNANIA
wieczorem XVIII. RACHUNEK SUMIENIA — spowied

background image

DZIE  7
rano XV. SZYMONIE, SYNU JANA, CZY MI UJESZ MNIE?
w po udnie XXIV. REGU Y O ROZEZNAWANIU DUCHOWYM
wieczorem XVI. ZRÓBCIE WSZYSTKO, COKOLWIEK WAM POWIE MÓJ SYN

DZIE  8
rano XXV. JAK KONTYNUOWA

WICZENIA DUCHOWNE

w po udnie ZAKO CZENIE REKOLEKCJI

c) Propozycja programu dnia rekolekcyjnego

Poni ej podajemy tak e program dnia w czasie 8–dniowych rekolekcji ignacja skich
odprawianych w pe nym milczeniu. Program zawiera trzy medytacje, które poprzedzone
zostaj  przygotowaniem i zako czone tzw. refleksj  po medytacji. Czwarta medytacja, na
zako czenie dnia, (bez przygotowania i bez refleksji) jest pewnym podsumowaniem dnia
w bezpo redniej rozmowie z Bogiem. Je eli to mo liwe, zach ca si  do odprawiania czwartej
medytacji przed Naj wi tszym Sakramentem.

Zach ca si  tak e, aby — o ile to mo liwe — uczestniczy  codziennie w Eucharystii oraz
korzysta  codziennie z rozmowy indywidualnej z kierownikiem duchowym.

Proponowany program nie powinien by  traktowany w 

sposób sztywny. Mo e by

dostosowywany do osobistych okoliczno ci. D ugo  medytacji oraz ca y sposób realizacji
programu winien by  rozeznany z kierownikiem duchowym.

07.00 medytacja I
09.00 lektura wprowadzenia do modlitwy
— przygotowanie osobiste do medytacji
— medytacja II
— refleksja po medytacji
12.00 lektura rozwa ania rekolekcyjnego
15.00 medytacja powtórkowa
— przygotowanie osobiste do medytacji
— medytacja III (powtórkowa)
— refleksja po medytacji
19.00 medytacja IV (powtórkowa)
(bez przygotowania i bez refleksji)
20.00 lektura wprowadzenia do modlitwy porannej
przed snem — rachunek sumienia
— przygotowanie osobiste do medytacji porannej

background image

2. Dla odprawienia pierwszego tygodnia w yciu codziennym

Z pomoc  niniejszych rozwa

 mo na równie  odprawi

wiczenia duchowne  w yciu

codziennym. Ten sposób odprawienia

wicze  (por.  D, 19) nie wymaga odej cia od

codziennego zaanga owania  w ycie zawodowe, rodzinne,  wspólnotowe. Pozostaj c
w codziennych  warunkach  mo emy  odprawia

wiczenia duchowne. Takie rekolekcje

domagaj  si  jednak zapewnienia sobie sta ego czasu ma modlitw . Rytm modlitwy
rekolekcyjnej w

wiczeniach duchownych  w yciu codziennym  winien  by   dobrze

przemy lany i uzgodniony z do wiadczonym kierownikiem duchowym. Jednorazowy blok
czasu
 po wi cony na skupienie, refleksj , lektur  i modlitw  winien trwa  od jednej do
dwóch godzin, w zale no ci od mo liwo ci czasowych oraz intensywno ci odprawiania

wicze . Tak e w tym sposobie odprawiania rekolekcji ignacja skich konieczne by oby

kierownictwo duchowe. Spotkania z kierownikiem mog  odbywa  si  rzadziej, np. raz

tygodniu.  I 

chocia   wyciszenie  wewn trzne  mia oby  nieco  inny  charakter  ni

z rekolekcjach o miodniowych, to jednak na czas

wicze  w  yciu codziennym nale

oby

równie  szuka  wi kszego skupienia wewn trznego, np. poprzez rezygnacj  z ogl dania
programów telewizyjnych.

3. Jako wprowadzenie do przed

onej modlitwy indywidualnej

Niniejsze rozwa ania mog  równie  by  potraktowane jako wprowadzenia do przed

onej

modlitwy osobistej. Nie jest wówczas rzecz  konieczn  tworzenie specjalnych warunków
modlitwy. Nie jest te  konieczne systematyczne kierownictwo duchowe. By oby jednak
rzecz  wa

, aby Czytelnik rozeznawa  natchnienia, pragnienia i inne uczucia, które b

rodzi  si  w nim pod wp ywem lektury.

Wreszcie mo emy korzysta  z tych rozwa

 tak e na zasadzie lektury duchowej. Nie

musimy wówczas czu  si  zobowi zani do regularnej modlitwy w oparciu o przedstawione
tre ci.