background image

J ó z e f   A u g u s t y n   S J

Daj mi pi

IGNACJA SKA METODA MEDYTACJI

I.

ISTOTA I CEL KONTEMPLACJI

1.

 Czym jest kontemplacja ewangeliczna?

2.

 Cel kontemplacji ewangelicznej

3.

 Kontemplacja domaga si  trudu

4.

 Bezpo rednie przygotowanie do kontemplacji

II.

METODA KONTEMPLACJI EWANGELICZNEJ

1.

 Trzy akty strzeliste

2.

 Metoda medytacji a metoda kontemplacji ewangelicznej

3.

 Potrójna rozmowa

4.

 Postawa cia a w kontemplacji

5.

 Refleksja po kontemplacji

6.

 Powtórzenia kontemplacji

WPROWADZENIA DO KONTEMPLACJI

III.

MODLITWA OFIAROWANIA SIEBIE JEZUSOWI

1.

 Wi cej kocha

2.

 Modlitwa ofiarowania

IV.

RABBI, GDZIE MIESZKASZ?

1.

 Spotkanie w milczeniu

2.

 Czego szukacie?

3.

 Rabbi, gdzie mieszkasz?

4.

 Chod cie, a zobaczycie!

5.

 Chc  i pragn  na ladowa  Jezusa

V.

WCIELENIE

1.

 Zagro ony rodzaj ludzki

2.

 Dokonajmy odkupienia

3.

 Zwiastowanie

4.

 Oto ja s

ebnica Pa ska!

background image

VI.

NARODZENIE JEZUSA

1.

 Panowanie na tronie Dawida

2.

 Niebezpieczna podró

3.

 Narodzenie w stajni

4.

 Pok on pasterzy

VII.

DWUNASTOLETNI JEZUS

1.

 Dom modlitwy

2.

 Przys uchiwa  si  i zadawa  im pytania

3.

 By  w tym, co nale y do Ojca

4.

 Oni jednak nie zrozumieli

VIII.

YCIE UKRYTE

1.

 Trzydzie ci lat w ukryciu

2.

 Ubóstwo Nazaretu

3.

 Praca Jezusa w Nazarecie

4.

 Bezinteresowno  w oddaniu si  Ojcu

5.

 Samotno  Jezusa

IX.

DWA SZTANDARY

1.

 Walka Jezusa z szatanem

2.

 Sztandar szatana

3.

 Sztandar Chrystusa

X.

TRZY PARY LUDZI

1.

 Przypowie  o trzech parach ludzi

2.

 Postawa pierwszej pary ludzi

3.

 Postawa drugiej pary ludzi

4.

 Postawa trzeciej pary ludzi

XI.

CHRZEST JEZUSA

1.

 Jezus przyj  chrzest

2.

 Bóg w Trójcy  wi tej

3.

 Jedno  pomi dzy modlitw , dzia aniem Ducha  wi tego i wype nianiem misji

XII.

OGOS AWIENI JESTE CIE — BIADA WAM

1.

 Kim jest bogacz, a kim ubogi?

2.

 B ogos awieni ubodzy — biada bogaczom

3.

 Ubóstwo Jezusa

4.

 Misterium Paschalne

background image

XIII.

ODWAGI, JA JESTEM!

1.

 Z inicjatywy Jezusa

2.

 Zaanga owanie uczniów

3.

 Wyszed  na gór , aby si  modli

4.

 Odwagi, Ja jestem!

XIV.

WIERZ , ZARAD  MEMU NIEDOWIARSTWU!

1.

 O plemi  niewierne, dopóki mam by  z wami?

2.

 Wszystko mo liwe jest dla tego, kto wierzy

3.

 Zarad  memu niedowiarstwu

XV.

BURZA NA JEZIORZE

1.

 Jezus wszed  do  odzi

2.

 Burza na jeziorze

3.

 Sen Jezusa w  odzi

4.

 Moje do wiadczenie obecno ci Jezusa

5.

 Cud uzdrowienia serca

6.

 Kim e On jest?

XVI.

WOLNO

 JEZUSA

1.

 D enie do wolno ci

2.

 Jezus Chrystus  ród em wolno ci

3.

 Wolno  Jezusa wobec  ycia doczesnego

4.

 Wolno  Jezusa wobec posiadania materialnego

5.

 Wolno  Jezusa wobec potrzeb cia a

6.

 Wolno  Jezusa wobec ludzkiej mi

ci

XVII.

DAJ MI PI

1.

 Mi

 wy czna

2.

 Nasza s abo  w relacji z Jezusem

3.

ywa woda

4.

 Mi

 darem z siebie

5.

 Zawo aj swego m a

XVIII.

PO EGNANIE W BETANII

1.

 Bóg kocha tych, którzy daj  z rado ci

2.

 Rozdra nienie Judasza

3.

 Od czasu do czasu s

 Bogu z przyjemno ci

background image

XIX.

PRZEMIENIENIE NA GÓRZE

1.

 Przemienienie na górze zapowiedzi  tajemnic paschalnych

2.

 Przez krzy  do chwa y

3.

 Misterium tremendum et fascinosum

4.

 To jest mój Syn umi owany

5.

 Nie nazywam was s ugami

6.

 Aby rado  wasza by a pe na

ROZWA ANIA REKOLEKCYJNE

XX.

WIADOMO

 W ASNYCH UCZU

1.

 Trzecie pomieszczenie

2.

 Zd awiony  wiat emocji

3.

 Rezygnacja z kreowania rzeczywisto ci emocjonalnej

4.

 Pokona  opór

5.

 Uzdrowienie uczu

6.

 Mi

 i karcenie

7.

 Na mi

 si  nie zas uguje

8.

 Odzyskiwanie zd awionych emocji

XXI.

DAR WOLI BO EJ

1.

 Jezus szuka woli swojego Ojca

2.

 Woli Bo ej trzeba szuka

3.

 Pos usze stwo i zaanga owanie

4.

 Dwa niebezpiecze stwa w szukaniu woli Bo ej

5.

 Dzia anie Boga w cz owieku

XXII.

ROZEZNAWANIE DUCHOWE SZUKANIEM WOLI BO EJ

1.

 Znaki rozeznawania woli Bo ej

2.

 Natchnienia wewn trzne

3.

 Jak post powa  w chwilach w tpliwo ci?

4.

 Cz owiek znakiem woli Bo ej

5.

 Poznanie  wiata a znaki woli Bo ej

XXIII.

ROZEZNAWANIE WA NYCH DECYZJI  YCIOWYCH

1.

 Zweryfikowa  ludzki wymiar

2.

 Zweryfikowa  wymiar duchowy

3.

 Przyj cie pomocy Ko cio a

4.

 Metoda rozeznawania duchowego

5.

 Zaanga owanie i czas

background image

XXIV.

DROGA  YCIA MA

SKIEGO

1.

 Mi

 a  do  mierci

2.

 Ma

stwo drog  do Boga

3.

 P odno  apostolskim wymiarem ma

stwa

XXV.

POWO ANIE DO CELIBATU

1.

 Bez enni dla Królestwa niebieskiego

2.

 Samotno  w celibacie

3.

 Potrzeba rozwoju w celibacie

4.

 Pomoce w zachowaniu celibatu

XXVI.

EWANGELICZNE UBÓSTWO

1.

 Wezwanie do ewangelicznego ubóstwa

2.

 Sens ewangelicznego ubóstwa dzisiaj

3.

 Ubogacenie si  przez ubóstwo

4.

 Sposoby praktykowania ewangelicznego ubóstwa

JAK MO NA WYKORZYSTA  PROPONOWANE ROZWA ANIA?

1.

 Dla odprawienia drugiego tygodnia  wicze

2.

 Dla odprawienia drugiego tygodnia w  yciu codziennym

3.

 Jako wprowadzenie do przed

onej modlitwy indywidualnej

background image

IGNACJA SKA METODA MEDYTACJI

I. ISTOTA I CEL KONTEMPLACJI

1

 W drugim  tygodniu

wicze  duchownych

w. Ignacy wprowadza nas w nowy sposób

modlitwy: w tak zwan  kontemplacj  ewangeliczn . Jej w

nie po wi cimy nasze obecne

rozwa ania.

 1. Czym jest kontemplacja ewangeliczna?

Kontemplacja jest przede wszystkim szukaniem serdecznego, intymnego spotkania z Osob
Jezusa. Miejsce spotkania tworzy ewangeliczny opis  ycia Jezusa w czterech Ewangeliach.

nie dlatego mówimy o kontemplacji ewangelicznej.

Ewangelie opowiadaj  nam o ca ym  yciu Jezusa: o Jego Wcieleniu, o  yciu ukrytym,
o  yciu publicznym, o Jego nauce oraz o Jego  mierci i Zmartwychwstaniu.

Ziemskie  ycie Jezusa, Jego cz owiecze stwo jest znakiem, jest sakramentem, który
umo liwia nam poznanie Tajemnicy samego Boga. Kto Mnie zobaczy , zobaczy  tak e i Ojca
— powie Jezus (J 14, 9).

Patrz c na cz owiecze stwo Jezusa oczami cia a, mo emy widzie  Jego Bóstwo oczami
duszy. Ca e  ycie Jezusa, ka de Jego s owo i ka dy Jego gest opowiada nam Dobr  Nowin .
Istotn  tre  tej Dobrej Nowiny stanowi niesko czona mi

 Boga do nas.

Jezus objawia nam tajemnic  mi

ci Boga nie tylko wtedy, gdy mówi o niej wprost.

Objawia nam j  tak e wówczas, kiedy przebywa z lud mi, uzdrawia, pracuje; Jezus objawia
nam mi

 Boga wtedy, gdy odpoczywa, modli si , spo ywa posi ki. Najwyra niej

przemawia do nas jednak wówczas, kiedy dla nas cierpi, umiera i zmartwychwstaje.

Pe nia Bóstwa obecna w  yciu Jezusa u wi ca ka de Jego s owo, ka dy czyn, ka dy gest.
Ca a ludzka rzeczywisto  dozna a w Jezusie u wi cenia. I dlatego wszystko, co opisuj
Ewangelie stanowi dla nas pouczenie o tym, kim my jeste my, kim mamy si  stawa  i jak
mamy 

. Dzi ki Ewangelii odkrywamy cel i sens naszego  ycia, odkrywamy nasz  ludzk

to samo .

2. Cel kontemplacji ewangelicznej

Jako g ówny cel kontemplacji Ignacy przedstawia dog bne poznanie Pana, który dla mnie
sta  si  cz owiekiem, abym Go wi cej kocha  i wi cej szed  w Jego  lady
 ( D, 104)

2

.

background image

Pozna  Pana Jezusa, to pozna  Syna Bo ego, który sta  si  cz owiekiem — z mi

ci do

cz owieka. Poznanie Pana Jezusa ma prowadzi  do mi owania Go. Poznana mi

 zaprasza

nas do udzielenia odpowiedzi mi

ci  na mi

.

Mi owanie za  Pana Jezusa ma prowadzi  do na ladowania Go w ca ym Jego  yciu. Dzi ki
poznaniu, mi owaniu i na ladowaniu Chrystusa stajemy si  podobni do Niego; stajemy si
obrazem Syna Bo ego (Rz 8, 29). Odzyskujemy w ten sposób pierwotne podobie stwo, które
zaszczepi  w nas Pan Bóg w ogrodzie Eden w chwili stworzenia.

poznawaniu,  mi owaniu  i 

na ladowaniu  Jezusa  nie  chodzi  jednak  o 

zewn trzne

upodobnienie si  do Niego. Nie chodzi o jakie  widoczne dla oka efekty ludzkiej przemiany.
Chodzi raczej o przebóstwienie ca ego naszego  ycia. Przebóstwienie  ycia rozpoczyna si
od przebóstwienia serca. Dzi ki przebóstwionemu sercu zaczynamy tak jak Jezus prze ywa ,
tak jak On my le , tak jak On decydowa  i tak jak On dzia

.

Kszta towanie siebie na wzór Jezusa Chrystusa jest jednak nie tylko owocem silnej ludzkiej
woli, ale jest równie  owocem wpatrywania si  w 

Jezusa, s uchania Go, wiernego

towarzyszenia Mu. Wytrwa a kontemplacja ewangeliczna powoli, ale dog bnie i skutecznie
przenika ca ego cz owieka. Kontemplacja daj c nam poznanie Jezusa, rozbudza w nas
pragnienie Jego mi

ci. P on ce za  mi

ci  serce cz owieka popycha go do ca kowitego

oddania si  kochanej osobie i post powania wed ug jej pragnie . Tak wi c przemiana
zewn trzna cz owieka rodzi si  jako owoc przemienionego serca i umys u, kszta towanego na
wzór serca Jezusa.

3. Kontemplacja domaga si  trudu

Jezus nie wprowadza swoich uczniów w z udzenia, obiecuj c im  atwe  ycie. Z naciskiem
podkre la ,  e kto chce i  za Nim, winien si  zaprze  samego siebie, wzi  swój krzy  i i
w Jego  lady (por. Mt 16, 24). Przebóstwianie serca ludzkiego oznacza bolesne umieranie
starego cz owieka w nas.

Historia uczniów Jezusa — opisana w Ewangeliach — pokazuje nam, jak wielkie opory
towarzyszy y przemianie ich serc. Ale Jezus by  bardzo cierpliwy i wyrozumia y dla nich.
Dopiero wierne kontemplowanie wszystkich s ów, gestów i czynów Jezusa pozwala nam
do wiadczy  ewangelicznego paradoksu,  e jarzmo umierania starego cz owieka jest s odkie,
lekkie i daje g boki pokój serca.

4. Bezpo rednie przygotowanie do kontemplacji

Bezpo rednio przed kontemplacj  lub te  w dniu poprzedzaj cym j  mo emy po wi ci
kilkana cie minut na przygotowanie modlitwy. W czasie przygotowania wybrany fragment
z Ewangelii mo emy przeczyta  kilka razy ró nymi metodami, podobnie jak to czynili my

przygotowaniu  do  medytacji  w 

pierwszym  tygodniu

wicze  duchownych. Oto

proponowane metody czytania.

background image

Pierwsza metoda. Wybrany tekst czytamy w sposób ci

y, zdanie po zdaniu. Warto w ten

sposób przeczyta  tekst dwa, trzy, a nawet wi cej razy. W tym sposobie czytania chodzi o to,
aby dobrze pozna  tekst: jego tre , jego zawarto  historyczn , jego przes anie duchowe.

Druga metoda czytania. Za drugim razem czytamy tekst wolniej, zatrzymuj c si  krótko po
ka dym zdaniu. W drugim sposobie czytania nie chodzi nam o poznawanie, ale raczej
o smakowanie tego, co wcze niej poznali my. Koncentrujemy si  przede wszystkim na
duchowym, nadprzyrodzonym wymiarze perykopy ewangelicznej.

Wreszcie trzecie metoda czytania. W tej metodzie zatrzymujemy si  w dowolnym miejscu
dowoln  ilo  czasu. Trwamy w 

wybranym zdaniu, s owie, my li tyle czasu, ile

potrzebujemy. Próbujemy uchwyci  to, co nas najbardziej uderza, co przyci ga nasz  uwag .
W tym sposobie czytania szukamy tych miejsc w naszym  yciu, do których S owo Bo e
pragnie wyra niej i g biej przemówi . Pomoc  w kontemplacji mo e by  zanotowanie
pewnych my li, odczu , natchnie , które zrodz  si  w czasie przygotowania.

Kontemplacja wymaga wyciszenia wewn trznego. St d te

w. Ignacy radzi nam przed

modlitw uspokoi  swego ducha siedz c lub chodz c, jak uznam za lepsze i rozwa

, dok d

si  udaj  i po co

D, 239). Zach ca nas tak e, aby od czy  si  od wszelkiej troski

doczesnej. Bardzo pomaga w dobrym prze yciu rekolekcji, aby na pocz tku powierzy
wszystkie sprawy Bogu i wej  w nie lekkim sercem.

Podstawowe jednak przygotowanie do kontemplacji winno polega  na rozbudzeniu w nas
ducha otwarto ci i hojno ci wobec Jezusa. Dzi ki takiej postawie serca mo emy Chrystusowi

 w ofierze ca  nasz  wolno , aby On sam pos ugiwa  si  ni  wedle naj wi tszej woli

swojej ( D, 106).

1

Rozwa ania  nr  I,  II,  IV–XIII,  XIX  —  por.  J.  Augustyn, Rabbi, gdzie mieszkasz?, Wydawnictwo M, Kraków

1993. Rozwa anie nr III — por. J. Augustyn, Jak dokonywa  wyborów, Wydawnictwo M, Kraków 1995.
Rozwa ania nr XX–XXIII — J. Augustyn, Jak szuka  i znajdowa  wol  Bo , Wydawnictwo M, Kraków 1993.
Rozwa ania nr XXIV–XXV — por. J. Augustyn, Integracja seksualna, Wydawnictwo M, Kraków 1994.
Rozwa anie nr XXVI — por. J. Augustyn, Ubóstwo ewangeliczne, Wydawnictwo WAM, Kraków 1992.

2

w. Ignacy Loyola,

wiczenia duchowne (= D), WAM, Kraków 1991.

background image

II. METODA KONTEMPLACJI EWANGELICZNEJ

Spróbujmy krótko opisa  metod  kontemplacji ewangelicznej. Kontemplacj  ewangeliczn ,
podobnie zreszt  jak medytacj , rozpoczynamy od trzech krótkich aktów strzelistych, które
nazywamy przygotowaniami.

1. Trzy akty strzeliste

Po pierwsze, prosi Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny by y
skierowane w sposób czysty do s

by i chwa y Jego Boskiego Majestatu ( d, 46). Jest to

w gruncie rzeczy pro ba o do wiadczenie wielkiej mi

ci, do której  wzywa pierwsze

przykazanie:

dziesz mi owa  Pana, Boga swego, ca ym swym sercem, ca  swoj  dusz ,

ca ym swym umys em i ca  swoj  moc  (Mk 12, 30). Tylko cz owiek, który czuje si  przez
Boga kochany i jednocze nie sam kocha Go ca ym sercem i ca  dusz , cz owiek wolny
wobec rzeczy, mo e kierowa  wszystkie zamiary, decyzje i czyny w sposób czysty do s

by

i chwa y Jezusa; mo e odda  ca e  ycie Bogu, poniewa  do wiadcza Jego niesko czonej
mi

ci.

W drugim przygotowaniu mamy wyobrazi  sobie konkretn  scen  ewangeliczn , która ma
by  przez nas kontemplowana. Syn Bo y sta  si  Cz owiekiem. St d te  mo emy Go widzie
naszymi ludzkimi oczyma, s ysze  naszymi ludzkimi uszami, dotyka  naszymi r koma.
Mo emy Go poznawa  wszystkimi ludzkimi zmys ami. Jeste my zaproszeni tak e do tego,
aby Jezusa wewn trznie smakowa . Mo emy to czyni  dzi ki temu, i  sam ofiarowa  nam
siebie jako pokarm i napój. Wszystkie podane w Ewangeliach fakty i wydarzenia maj  swoje
miejsca materialne, swój konkretny czas, swój przebieg. S  to opisy konkretnych zdarze
historycznych. Przywo anie konkretnego obrazu jest prac  naszej wyobra ni. Je eli naszej
wyobra ni nie w czymy w modlitw , b dzie nam ona przeszkadza . B dzie bowiem rodzi

asne obrazy.

I trzeci akt strzelisty: prosi  o to, czego chc  i pragn . Tutaj prosi  o dog bne poznanie
Pana, który dla mnie sta  si  cz owiekiem, abym Go wi cej kocha  i wi cej szed  w Jego  lady

D, 104). Od naszej ludzkiej strony, do zjednoczenia z Jezusem prowadz  nas przede

wszystkim nasze wewn trzne pragnienia. Pragnienie Jezusa staje si

ród em poznania Go,

mi owania i na ladowania.

Powoli, w wewn trznym milczeniu, mo liwie najg bszym, przyci gaj Chrystusa do siebie
gwa towno ci  pragnienia. Ze wzrokiem utkwionym w dobro  Boga mów: chc 
 — zach ca
nas L. Cheneviere. Trzeba nam Jezusa przyci gn  gwa towno ci  pragnienia. Tylko
gwa townicy zdobywaj  Królestwo Bo e. Od wielko ci naszych pragnie  poznania,
pokochania i na ladowania Jezusa zale

 b dzie owoc kontemplacji.

background image

2. Metoda medytacji a metoda kontemplacji ewangelicznej

Czym ró ni si  kontemplacja ewangeliczna od medytacji, któr  odprawiali my w pierwszym
tygodniu

wicze  duchownych? W medytacji podkre la si  przede wszystkim prac  pami ci

i rozumu.  Przewa a  w niej  element  my lenia  i refleksji.  Pokus   medytacji  mo e  by
dyskutowanie ze S owem Bo ym. Zamiast konfrontowa  si  ze S owem Bo ym, nawraca
si  pod Jego wp ywem, mo emy usi owa  prowadzi  ja owe rozwa ania intelektualne.

Pracuj c wi cej rozumem i pami ci , mo emy nieco pomija , zaniedbywa  prac  serca.
Modlitwa jest jednak przede wszystkim intymnym spotkaniem, dialogiem dwu serc: serca
cz owieka z Bo ym Sercem.

W drugim  tygodniu

wicze  duchownych usi ujemy w czy  w ten dialog serc wszystkie

sfery naszej osobowo ci. Jeste my wi c zaproszeni do tego, aby w modlitwie odwo

 si  ju

nie tylko do pracy pami ci i rozumu, lecz tak e do pracy wyobra ni i zmys ów: do pracy
wzroku, s uchu, wewn trznego dotykuwewn trznego smaku.  W ten sposób zaczynamy
wszystkie  sfery  ludzkiej  osoby  w cza   w intymny  dialog  z Bogiem.  W kontemplacji
modlimy si  ca  ludzk  osob . We wzorcowej kontemplacji o Wcieleniu  w. Ignacy zach ca
nas, by w kontemplowanej scenie ewangelicznej widzie  osoby, jedne po drugich; s ucha ,
co one mówi ; a potem patrze  na to, co one czyni . I zastanowi  si  nad tym wszystkim, aby
jaki  po ytek wyci gn

 dla siebie ( D, 106–108).

Tak wi c w kontemplacji ewangelicznej pami  i rozum zostaj  jakby nieco wyciszone. Do

osu dochodz  natomiast zmys y: wzrok, s uch, wewn trzny smak, wyobra nia oraz intuicja.

Odwo uj c si  w

nie do wyobra ni i intuicji wchodzimy w stan pewnej kontemplatywnej

pasywno ci. Pasywno ci w kontemplacji nie nale y jednak myli  z brakiem wewn trznego
zaanga owania i bierno ci .

Kontemplatywna pasywno  polega na spokojnym ogl daniu osób bior cych udzia
w rozwa anej Tajemnicy; na modlitewnym ws uchiwaniu si  w to, co one mówi ; na
wpatrywaniu si  we wszystkie gesty, które czyni . Jest to wi c pewna forma uobecnienia
sobie kontemplowanej sceny ewangelicznej. W tym sposobie modlitwy chodzi najpierw
o nasz   obecno   w rozwa anej  Ewangelii. Modlitwa, podobnie jak mi

, nie polega

w pierwszym rz dzie na robieniu czego . Polega na tym, by na ró ny sposób by  tak
z Bogiem jak dwie osoby, które nawzajem troszcz  si  bardzo o siebie, s  dla siebie
wzajemnie obecne
 — mówi P. Divarkar.

Osobowa wi  z Jezusem, w której pos ugujemy si  zmys ami, nie polega jedynie na
kontakcie zewn trznym i zmys owym. Zmys y zewn trzne: wzrok, s uch, dotyk, s
zmys om wewn trznym, duszy, sercu, intuicji. Zmys y s  tylko j zykiem potrzebnym do
wypowiedzenia tego, co jest w 

cz owieku najg bsze. Odwo anie si  do zmys ów

kontakcie  z 

Jezusem  ma  nam pomóc  w czy   nas  samych,  ca   nasz   osob ,

w nawi zywanie intymnej jedno ci z Jezusem.

background image

W kontemplacji o Narodzeniu Jezusa  w. Ignacy podpowiada nam: Ja za  sam stan  si

 ubo uchnym i niegodnym, patrz c na Jezusa, Maryi  i Józefa, kontempluj c ich

i s

c im w ich potrzebach tak, jakbym tam znalaz  si  obecny z ca ym, jakie tylko jest

mo liwe, uszanowaniem i ze czci  ( D, 114).

Od kontemplowanej sceny ewangelicznej trzeba nam nast pnie przej  do osobistego  ycia:
potem wej  w siebie samego, aby jaki  po ytek duchowy wyci gn

 — mówi  w. Ignacy.

Patrz c na  wi te osoby Jezusa, Maryi , Aposto ów, s uchaj c wypowiadanych przez nie

ów, obserwuj c ca  kontemplowan  scen , b dziemy pyta  siebie: Kim jest Jezus

Chrystus? Jaki jest najg bsza prawda o Nim? Co w moim  yciu przeszkadza Mu zamieszka
we mnie? Do czego On mnie zaprasza? Jak winno si  zmienia  moje  ycie pod wp ywem
Jego Osoby, Jego nauki, a zw aszcza Jego  mierci i Zmartwychwstania? Ca e spotkanie
z Jezusem winno odbywa  si  w serdecznym dialogu jakby przyjaciel mówi  do przyjaciela,
jakby dziecko mówi o do ojca.

Jezus pragnie, aby nasze  ycie by o ca kowicie podobne do Jego  ycia. On pragnie, aby my
nie tylko dla Niego trudzili si , pracowali, modlili si , ale tak e dla Niego cierpieli. Chrystus
pragnie, aby my na ladowali Go w znoszeniu wszelkich krzywd i wszelkiej zniewagi i we
wszelkim ubóstwie
 ( D, 98). Jezus pragnie, aby my dla Niego i razem z Nim nie li swój
krzy , jak On sam dla Ojca i moc  Ojca wzi  swój.

3. Potrójna rozmowa

Na zako czenie ca ej kontemplacji ewangelicznej mo emy przeprowadzi  potrójn
rozmow . Najpierw Matce Naj wi tszej przedstawi  natchnienia, my li i pragnienia, które
zrodzi y si  w czasie modlitwy. Nast pnie ca y owoc kontemplacji powierzy  Jezusowi,
a przez Jezusa Bogu Ojcu; mo emy prosi , uwielbia , dzi kowa , przeprasza  wed ug
naszych wewn trznych odczu  i naszych wewn trznych potrzeb. Wszystko za  czyni  w tym
celu, aby g biej zjednoczy  si  z Jezusem, a w Jezusie z Ojcem.

Na pocz tku korzystania z tej nowej metody modlitwy, jak  jest kontemplacja ewangeliczna,
mo emy czu  si  nieco skr powani. Mo emy te  mie  wra enie pewnej sztuczno ci. Ale
w miar  korzystania z niej b dziemy uwalnia  si  stopniowo od tych odczu . B dziemy te
stopniowo tworzy  sobie swoj  w asn  metod  kontemplacji, dostosowan  bardziej do
naszych konkretnych potrzeb i pragnie . Tak naprawd  bowiem tyle jest sposobów
kontemplacji, ile jest osób kontempluj cych.

4. Postawa cia a w kontemplacji

Jak  winni my przyjmowa  postaw  cia a na kontemplacji?  w. Ignacy zach ca, aby
rozpocz  kontemplacj   w dowolnej postawie  cia a:  np.  w postawie  kl cz cej,  le

c

krzy em, le c na wznak, siedz c lub stoj c. Zawsze jednak nale y stara  si  znale
postaw , która najbardziej odpowiada naszym wewn trznym potrzebom. Je li znajdziemy
odpowiedni  postaw  cia a, nie nale y jej zbyt  atwo zmienia .

background image

Zawsze modlimy si  ca  nasz  osob ; nie tylko sercem, umys em, ale tak e ca ym cia em.
Cz owiek modl cy si  ofiaruje Bogu na ofiar

yw ,  wi

 i Bogu przyjemn  nie tylko swoj

dusz , ale tak e i cia o. Chwali Boga nie tylko w sercu, ale tak e i w ciele. Jest to naturalna
konsekwencja faktu, i  cia o stanowi integraln  cz

 cz owiecze stwa. Skoro  yjemy

ciele, winni my równie  w czy  nasze cia o w spotkanie i dialog z Bogiem.

Do fundamentalnych b dów zachodniej duchowo ci nale y przesadne podkre lanie momentu
duchowego przy równoczesnym gardzeniu bratem cia em. Pismo  wi te zna ca ego cz owieka
i nie jest wrogie cia u
 — mówi H. Waldenfels. Winni my wi c modli  si  tak e postaw
cia a.

Z pomoc  cia a mo emy na modlitwie wyra

 nasze potrzeby, pragnienia, mo emy

przeprasza , mo emy dzi kowa , uwielbia . Trzeba nam jednak dobra  w

ciw  postaw

cia a do naszej konkretnej modlitwy i tre ci, które ona zawiera. Postaw  cia a mo emy
z jednej strony wyrazi  nasze do wiadczenia duchowe. Cia o staje si

zykiem, którym duch

wypowiada si  przed Bogiem. Ale z drugiej strony samym cia em mo emy te  wp ywa  na
nasze serce i na ca y przebieg modlitwy. W modlitwie nie tylko duch mo e oddzia ywa  na
cia o, ale tak e cia o mo e oddzia ywa  na ducha. Cia o mo e pobudza  ducha do dialogu
z Bogiem.

Postawa cia a nie powinna jednak koncentrowa  na sobie naszej uwagi, nie mo e nam ona
przeszkadza  w spotkaniu z Bogiem. Cia o w kontemplacji winno by  s

ebne i pokorne.

Winno przyj

 tak  postaw  wobec duszy, jak  dusza przyjmuje wobec Stwórcy.

5. Refleksja po kontemplacji

Po ka dej kontemplacji jeste my zaproszeni do zrobienia tzw. refleksji. Na modlitwie nie
przygl damy si  swojej modlitwie. Nie oceniamy jej. W kontemplacji potrzebujemy du ej
spontaniczno ci, przejrzysto ci duchowej. Przygl danie si  sobie, ocenianie wszystkich
dzia

 i gestów staje si  ogromn  przeszkod  w intymnym dialogu z Bogiem. Dopiero po

modlitwie zadajemy sobie pytanie: Co mi pomaga w modlitwie? Co sprawia,  e jestem
zadowolony z odbytej kontemplacji?

W naszej modlitwie nie trzeba jednak szuka  najpierw braków i b dów, ale trzeba uczy  si
dostrzega  do wiadczenia pozytywne.

Czym Pan Jezus obdarzy  mnie w tej kontemplacji? Co zrozumia em g biej, pe niej? Na ile
wzros o we mnie pragnienie mi owania Jezusa?

W refleksji pytamy si  tak e, co sprawia,  e jeste my zadowoleni z naszej kontemplacji?
Dostrze enie tego, co by o dobre w mojej modlitwie winno spontanicznie przerodzi  si
w dzi kczynienie. Dopiero po dostrze eniu wszystkiego, co by o dobre w kontemplacji,
trzeba nam przej  do braków i b dów naszej modlitwy.

background image

Jedn  z najwa niejszych rzeczy na modlitwie jest hojno , otwarto , szczero  przed sob
samym i przed Bogiem. Na refleksji winni my wi c pyta  si  o nasz  postaw  otwarto ci,
szczero ci,  o 

g bi   naszych  pragnie ,  o 

nasz   wielkoduszno .  Bóg  okazuje  si

wielkodusznym wobec wielkodusznych, hojnym wobec hojnych. Bóg nie mo e by
szczodrym wobec sk pców. Radosnego, hojnego, szczodrego dawc  Bóg mi uje.

W refleksji  pytamy  równie   o braki,  zaniedbania,  niewierno ci  w naszej  modlitwie.
Dostrzeganie naszych zaniedba , s abo ci i b dów winno spontanicznie przerodzi  si
w modlitw  przeproszenia oraz pro

 o  ask  wi kszej wierno ci.

6. Powtórzenia kontemplacji

powtórzeniach  kontemplacji  nie  powracamy  do  wszystkich  tre ci  z 

poprzednich

kontemplacji, ale tylko do tych, które mia y dla nas szczególnie wa ne znaczenie.
W kontemplacjach powtórkowych wracamy do konkretnych pojedynczych s ów, gestów,
my li, odczu , natchnie , szczególnie wa nych w poprzedniej modlitwie. Poprzez cz ste
powtórzenia kontemplowane tajemnice zst puj  z pami ci i rozumu do serca. Kontemplacja
powtórkowa w swej metodzie podobna jest do medytacji powtórkowej z pierwszego tygodnia

wicze  duchownych

3

.

3

por. J. Augustyn, Adamie, gdzie jeste ?, Wydawnictwo M, Kraków 1996, rozdzia  I.

III. MODLITWA OFIAROWANIA SIEBIE JEZUSOWI

Na pocz tku drugiego tygodnia

wicze  duchownych Jezus zaprasza nas do ca kowitego

ofiarowania Mu siebie.  w. Ignacy proponuje nam pi kn , ale jednocze nie bardzo trudn
modlitw .

Modlitwa ta ukazuje nam, i  Jezus zaprasza nas do wielkiej intymnej jedno ci z Nim.
Owocem tej jedno ci maj  by  nie tyle pi kne prze ycia duchowe, ale przede wszystkim
na ladowanie Jezusa we wszystkim, tak e w tym co najtrudniejsze: w znoszeniu wszystkich
krzywd i wszelkiej zniewagi i we wszelkim ubóstwie.

A oto sama modlitwa, która zostaje poprzedzona krótkim wst pem:

Ci, którzy chcieliby wi cej kocha  Jezusa i odznaczy  si  w Jego s

bie, nie tylko ofiaruj

si  ca kowicie na trud, ale tak e dzia aj c przeciw w asnej zmys owo ci i przeciw swej
mi

ci cielesnej i  wiatowej, z

 z siebie ofiar  tak mówi c:

background image

Odwieczny Panie wszystkich rzeczy! Oto przy Twej  askawej pomocy sk adam ofiarowanie
swoje w obliczu niesko czonej Dobroci Twojej i przed oczami chwalebnej Matki Twojej
i wszystkich  wi tych dworu niebieskiego. O wiadczam,  e chc  i pragn  i taka jest moja
dobrze rozwa ona decyzja, je li to tylko jest ku Twojej wi kszej s

bie i chwale, na ladowa

Ci   w znoszeniu  wszystkich  krzywd  i wszelkiej  zniewagi  i we  wszelkim  ubóstwie,  tak
zewn trznym jak i duchowym, je li tylko naj wi tszy Majestat Twój zechce mi  wybra
i przyj

 do takiego rodzaju i stanu  ycia ( D, 97–98).

Obraz dla obecnej medytacji: Chciejmy wyobrazi  sobie siebie samych stoj cych przed
ca ym dworem niebieskim: przed obliczem Boga Ojca, Syna Bo ego oraz Ducha  wi tego,
wobec Matki Naj wi tszej, anio ów i wszystkich  wi tych. Przedstawmy sobie, i  ca a
Trójca  wi ta patrzy na nas z niesko czon  mi

ci . Matka Naj wi tsza za , anio owie

i wszyscy  wi ci wstawiaj  si  za nas u Boga.

Pro ba o owoc  medytacji: Pro my Boga  o ask   wielkiej  wra liwo ci i hojno ci serca,
aby my nie byli g usi na Jego wezwanie, lecz skorzy i pilni do przyj cia Jego zaproszenia.
Temu bowiem, który odprawia  wiczenia  —  mówi  Ignacy  — wielce pomo e, je li wejdzie
w nie wielkodusznie i z hojno ci  wzgl dem swego Stwórcy i Pana i z

y Mu w ofierze ca

sw  wol  i wolno , aby sam Bóg tak jego osob , jak i wszystkim, co posiada, pos ugiwa  si
wedle naj wi tszej woli swojej
 ( D, 5).

1. Wi cej kocha

a) Modlitw  ofiarowania mog  przyj

 jako w asn  tylko ci, którzy chcieliby wi cej kocha

Jezusa i odznaczy  si   w Jego s

bie. Pragnienie mi owania Jezusa staje si  warunkiem

pój cia za Jezusem, warunkiem na ladowania Go.

Jezus pragnie budowa  ze swoimi uczniami partnerskie wi zi oparte na pe nej wolno ci
wewn trznej. Jezus nie chce od swoich uczniów uleg

ci opartej wy cznie na l ku

i niewolniczym podda stwie. Chrystus powo uj c swoich uczniów nigdy nie przymusza  ich
do pój cia za sob . Zawsze odwo ywa  si  do ich pragnie  oraz ich wewn trznej wolno ci.

Tym, których zaprasza , mówi : Je eli chcesz...Je li chcesz osi gn

ycie, zachowaj

przykazania — powiedzia  bogatemu m odzie cowi, kiedy ten pyta  Go, w jaki sposób
móg by osi gn

ycie wieczne. Na dalsze pytania m odzie ca Jezus odpowiada: Je li chcesz

by  doskona y, id , sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim (...). Potem przyjd  i chod  za
Mn 
 (Mt 19, 12).

Postawa na ladowania Jezusa realizuje si  najpierw poprzez osobist  wolno  wewn trzn .
Wolno  t  oddajemy do dyspozycji Jezusa. Wymuszanie decyzji na sobie samym, czy tym
bardziej przymuszanie innych do decyzji, staje si

ród em zniewolenia,  ród em

lekcewa enia i pogardy do swego  ycia.

background image

To w

nie ludzka wolno  jest podstaw  wszelkiego prawdziwie ludzkiego dzia ania.

Wolno  cz owieka decyduje o jego szcz ciu. Jednym z najwi kszych nieszcz

 cz owieka

jest zawsze zniewolenie; zarówno zniewolenie wewn trzne jak i zewn trzne.

St d te  pierwsz  trosk  cz owieka przygotowuj cego si  do pój cia za Jezusem winno by
zdobywanie wewn trznej wolno ci. Wolno , o której mówi Jezus, nie oznacza jednak
jakiej pustki przestrzennej. Nie oznacza te  niezale no ci od wszystkiego i wszystkich.

Najwy sz  form  wolno ci wewn trznej jest ca kowite powierzenie si  Bogu. Wolno , to
oddanie siebie Temu, który kocha mi

ci  niesko czon . To w

nie On sam, absolutnie

wolny wewn trznie, najpe niej zwi za  si  z cz owiekiem i wyda  si  w jego r ce, poniewa
ukocha  go odwieczn , Bosk  mi

ci .

b) Oddanie si  Jezusowi w mi

ci, na ladowanie Go domaga si  nie tylko ludzkiej pracy,

wysi ku i trudu, ale tak e dzia ania przeciw

asnej zmys owo ci oraz przeciw swej mi

ci

cielesnej i  wiatowej. Tylko dzi ki takiej postawie mo emy pe niej zdoby  si  na wi ksze
ofiarowanie
 swego  ycia Chrystusowi. Tylko dzi ki takiej postawie mo liwe jest ca kowite
upodobnienie si  do Niego.

Sam Jezus nigdy nie wprowadza  swoich uczniów w z udzenie. Zawsze jasno ukazywa , i
pój cie za Nim domaga si  cierpienia i krzy a. Je li kto chce pój  za Mn , niech si  zaprze
samego siebie, niech we mie krzy  swój i niech Mnie na laduje 
(Mt 16, 13). Jezus objawia
w ten sposób paradoksaln  logik  Królestwa niebieskiego, które domaga si  utraty swego

ycia, aby móc zyska nowe  ycie z ChrystusemBo kto chce zachowa  swoje  ycie, straci je;

a kto straci swe  ycie z Mego powodu, znajdzie je (Mt 16, 14).

Cierpienie i krzy  po czone z na ladowaniem Jezusa wynikaj  nie tylko z pokonywania
zewn trznych trudno ci czy prze ladowa , ale tak e z pokonania

asnej zmys owo ci,

z przezwyci enia  w sobie mi

ci cielesnej i  wiatowej. Wszelka po dliwo  ludzka jest

pierwszym wrogiem pój cia za Jezusem. Wszystko bowiem, co jest na  wiecie, a wi c:
po dliwo  cia a, po dliwo  oczu i pycha tego  ycia nie pochodzi od Ojca, lecz od  wiata
(1 J 2, 16).

I w

nie dlatego, i po dliwo  ludzka nie pochodzi od Ojca, ale od  wiata, nie mo e by

ona fundamentem prawdziwie ludzkiego  ycia.

Mo emy w pe ni odda  si  Jezusowi na s

 tylko wtedy, gdy do wiadczamy g bokiego

pragnienia zjednoczenia naszego  ycia z Nim, kiedy z realizmem popatrzymy na siebie i to,
czym  yjemy. Realizm ten ka e nam widzie , i  zarówno

asna zmys owo   jak  i mi

wiatowa i cielesna ci gle jeszcze w nas mieszkaj  i daj  o sobie zna .

wiczenie 1. Przypomn  sobie wszystkie najwa niejsze sprawy mojego  ycia, które zajmuj

moj  pami  i serce; sprawy, które poch aniaj  moje si y. Wypisz  je sobie.

background image

Nast pnie zastanowi  si , ile miejsca w ród nich zajmuj

sprawy Jezusa. Czy móg bym

szczerze powiedzie ,  e wi cej Go kocham,  e Jemu w

nie po wi cam wi cej pami ci,

serca, wi cej  yciowych si ?

Czy móg bym powiedzie  Jezusowi, i  pragnienie  ycia z Nim i dla Niego przewy sza
wszystkie inne ludzkie pragnienia? Czy nosz  w sobie pragnienie, aby odznaczy  si
w s

bie Jezusa? Jakie uczucia, my li, pragnienia rodz  we mnie te pytania? Co chcia bym

Jezusowi powiedzie  o moim oddaniu si  Jemu?

wiczenie 2. Na ile jestem  wiadom istnienia we mnie odruchów

asnej zmys owo ci oraz

mi

ci cielesnej i  wiatowej? Na ile przyznaj  si  do nich w moich przygotowaniach do

spowiedzi,  w codziennych  rachunkach  sumienia?  W czym  one  si   wyra aj :  w jakich
postawach, sk onno ciach, zachowaniach, pragnieniach?

W jaki sposób do wiadczam oporu sk onno ci starego cz owieka wobec oddania si  Jezusowi
i  ycia wy cznie dla Niego? W jakiej formie opór ten si  wyra a? Jakie uczucia, my li mu
towarzysz ? Co robi  z tym oporem? Czy nie budzi on moich obaw? Czy nie uciekam od
niego? Czy pod jego wp ywem nie poddaj  si  zw tpieniu, zniech ceniu?

Przywo am chwile mojego  ycia, kiedy w sposób szczególny do wiadcza em takich w

nie

oporów starego cz owieka. Spróbuj  je nazwa , wypowiedzie  przed sob , przed Bogiem.
Oddam Jezusowi wszystkie uczucia, my li, natchnienia, które zrodz  si  w czasie tej
modlitwy.

2. Modlitwa ofiarowania

a) Ofiarowanie si  Jezusowi na s

 mo e by  dokonane tylko przy Jego  askawej pomocy.

Jezus jest krzewem winnym, a my jeste my jedynie Jego latoro lami. Mo emy wi c
przynosi  owoc tylko wówczas, kiedy trwamy w Nim. Beze Mnie nic nie mo ecie uczyni  (J
15, 4) — powie nam Jezus bardzo wyra nie.

Ofiarowanie si  Jezusowi na s

 jest wi c aktem Jego  aski, jest Jego darem. Trzeba nam

mie  g bok

wiadomo  tego faktu szczególnie wówczas, kiedy rodzi si  w nas sprzeciw

wewn trzny wobec pe nego oddania si  Chrystusowi i s

enia Mu. Sprzeciwu tego cz sto

nie planujemy i nie chcemy.

Nie powinni my si  czu  winni, je eli s

ba Jezusowi nie budzi w nas od samego pocz tku

emocjonalnego zachwytu i entuzjazmu, ale w

nie uczucia zniech cenia i oporu.

W mi

ci nie stosuje si  nigdy przymusu. Przymus zabija mi

. Istot

ycia duchowego

jest do wiadczenie mi

ci: mi

ci Boga do nas i naszej mi

ci do Niego. Nie trzeba wi c

przymusza   si ,  aby  wzbudza   w 

sobie  pragnienie  s

enia  Jezusowi.  W 

chwili

do wiadczania sprzeciwu wewn trznego, trzeba tylko prosi  o pragnienie s

by. Nic wi cej.

Wraz z nasz  modlitw  zrodzi si  w nas z Jego  askaw  pomoc  g bsze pragnienie oddania
si  Mu.

background image

Je eli aktualnie nie ma w nas nawet tego pragnienia, zawsze mo emy prosi  o pragnienie
pragnienia
. Owo pragnienie pragnienia s

enia Jezusowi samorzutnie, jakby bez naszej

wiadomo ci, przemieni si  w bezpo rednie pragnienie. Bezpo rednie pragnienie obejmie nie

tylko nasz rozum, ale tak e nasze serce, nasz  emocjonalno .

b) Ofiarowanie si  Jezusowi na s

 jest bardzo wa nym wydarzeniem  yciowym i winno

sta  si  dla nas prawdziwym  wi tem. St d te

w. Ignacy, wzoruj c si  na  redniowiecznym

zwyczaju pasowania na rycerza, które dokonywa o si  w 

obecno ci ca ego dworu

królewskiego, zach ca nas, aby oddania si  Jezusowi dokona  w obecno ci ca ego dworu
niebieskiego: w obliczu niesko czonej Dobroci Bo ej, przed oczami chwalebnej Matki Jezusa
wszystkich  wi tych w niebie.

w. Ignacy, jeszcze przed swoim nawróceniem, sam prze

 uroczyst  chwil  pasowania na

rycerza. Po swoim nawróceniu wzoruj c si  na tamtym wydarzeniu, dokona  uroczystego
po wi cenia si  na s

 Króla Wiecznego.

To przywo anie ca ego dworu niebieskiego w ofiarowaniu si  Jezusowi nie jest jedynie
bogat  dekoracj . Decyzja  ycia dla Jezusa i na ladowania Go w Jego uni eniu i w Jego
krzy u, przekracza nasze ludzkie si y. St d te  ofiarowanie si  Jezusowi wobec Matki
Naj wi tszej i wszystkich  wi tych staje si  jednocze nie pro

 o wstawiennictwo i pomoc.

W obecnej kontemplacji pro my wi c Matk  Naj wi tsz  i naszych  wi tych patronów, aby
w czasie ca ych rekolekcji towarzyszyli nam w szukaniu obecno ci Jezusa, w przyjmowaniu
Jego mi

ci i w naszym rozpalaniu si  w mi

ci do Niego.

c) To radykalne oddanie si  Jezusowi, nie mo e by  jakim  nierozwa nym odruchem
emocjonalnym. Winno by  ono podj te po d ugim namy le. Winno by  te  dobrze
przygotowane. Dopiero wtedy mo emy powiedzie  jasno i wyra nie,  e chc   i pragn
ofiarowa  si  w pe ni Jezusowi i taka jest moja dobrze rozwa ona decyzja.

Oddanie si  Chrystusowi na s

 winno by  nie tylko aktem dobrowolnym, ale tak e

aktem pe nym  yciowego realizmu. Realizm ten przejawia si  zarówno w  wiadomo ci

asnej ludzkiej s abo ci, jak te  w zdolno ci przewidzenia przynajmniej niektórych

przeszkód, jakie mo emy spotka  w  yciu. Codzienno  sprawia bowiem, i  oddanie si  na

 przestaje by

uroczystym  wi tem,  a staje si  szar  i monotonn  rzeczywisto ci

yciow .

d) W dalszej cz ci modlitwy ofiarowania wyra amy gotowo  na ladowania Jezusa
znoszeniu wszystkich krzywd i wszelkiej zniewagi i we wszelkim ubóstwie, tak zewn trznym
jak i duchowym, je li tylko naj wi tszy Majestat Twój zechce mi  wybra  i przyj

 do takiego

rodzaju i stanu  ycia.

Zauwa my, i  w modlitwie tej nie wspomina si  o trudzie codziennej pracy, modlitwy,
o potrzebie skupienia wewn trznego, o wysi ku rozwi zywania ludzkich problemów. Taki
trud i wysi ek jest bowiem oczywisty sam z siebie.

background image

Zreszt  nasze trudzenie si  w pracy, w modlitwie, w s

bie innym posiada nieraz posmak

ludzkiej przygody. Mo e by  ono te  nierzadko po ludzku bardzo przyjemne. I w

nie

dlatego nie mo e stanowi  dla nas najwa niejszego i jedynego kryterium naszego oddania si
Jezusowi.

Wa nym kryterium naszego oddania si  Jezusowi staje si  przede wszystkim stosunek do
niezas

onej krzywdy i zniewagi, stosunek do krzy a. Takie cierpienia s  jednak przeciwne

naszej naturze cielesnej  i zmys owej. Jezus, cho  w swej ludzkiej naturze nie by  ska ony
mi

ci  cielesn  i  wiatow , broni  si  bardzo mocno przed przyj ciem krzywd i zniewag,

które mia y spa  na Niego podczas okrutnej m ki i  mierci krzy owej.

Dla jasno ci powiedzmy wyra nie, i  nie nale y szuka  samemu krzywd i zniewag. Nie
by oby to zgodne z wol  Jezusa, gdyby my sami bezmy lnie prowokowali upokorzenia
i krzywdy ze strony innych ludzi.

Modlitwa ofiarowania ma nas prowadzi  do przyj cia postawy wewn trznej gotowo ci do
znoszenia krzywd i upokorze , które spadn  na nas niezale nie od naszej woli, a nawet
wbrew niej.

Kiedy jednak my limy o wyra eniu takiej zgody, nierzadko rodzi si  w nas gdzie  na dnie
serca podejrzliwo , i  po takim ofiarowaniu Bóg natychmiast spu ci na nas ca  seri
hiobowych nieszcz

. Obawiamy si , i  Pan Bóg zechce sprawdzi  prawdziwo  naszego

oddania.

Jest to jeden spo ród wielu naszych l ków i obaw. Nie wykluczamy, i  Jezus rzeczywi cie
mo e nas kiedy  zaprosi  do szczególnego upodobnienia si  do Niego poprzez znoszenie
szczególnych krzywd i upokorze . Jednak jako pierwszy dar naszego ofiarowania si  Jemu
przychodzi zwykle coraz pe niejsza wolno  wewn trzna.

Poprzez ofiarowanie si  Jezusowi uwalniamy si  od l ku przed tymi krzywdami
i upokorzeniami, które niesie nam codzienne  ycie. Gotowo ci znoszenia krzywd i zniewag
domaga si  nie tylko pój cie za Jezusem i na ladowanie Go, ale tak e codzienna mi
bli niego. We wspó yciu z innymi (w ka dym stanie  ycia) potrzeba cho by minimalnej
zdolno ci znoszenia

krzywd  i zniewag.  Krzywdy  i 

zniewagi,  jakich  do wiadczamy

w relacjach mi dzyludzkich, wyp ywaj  najcz ciej nie tyle z ludzkiej z

ci i przewrotno ci

(cho  tej nie mo na wyklucza ), ile raczej z ludzkiej bezradno ci, ubóstwa i s abo ci.

Cz sto ranimy siebie nawzajem wbrew naszym najlepszym zamiarom. Paradoksalnie
najcz ciej i najg biej ranimy i krzywdzimy tych, których najbardziej kochamy. Decyzja
znoszenia wszelkich krzywd i wszelkiej zniewagi dla Jezusa sprawia, i  nasze  ycie z innymi
staje si  spokojniejsze, bardziej harmonijne, szcz liwsze.

W modlitwie ofiarowania Jezus prosi nas, aby my oddali Jemu to, czym mogliby my zrani
i skrzywdzi  siebie samych i naszych najbli szych. Tak wi c Jezus nie tyle ofiaruje nam

background image

najpierw specjalne krzywdy i zniewagi, ale raczej zabiera nam te, które staj  na naszej
drodze.

e) W 

modlitwie ofiarowania zostajemy zaproszeni, aby wyrazi  tak e  gotowo

na ladowania Jezusa we wszelkim ubóstwie, tak zewn trznym jak i duchowym. Jednak takie
na ladowanie warunkuje wola samego Boga: je li tylko naj wi tszy Majestat zechce mi
wybra  i przyj

 do takiego rodzaju i stanu  ycia. Je eli jakie  upokorzenie, cierpienie

i ubóstwo nie by oby wol  Jezusa, tym samym znoszenie ich traci oby znaczenie dla naszego

ycia duchowego.

W rozwa anej modlitwie zosta y wyró nione dwa rodzaje ubóstwa: zewn trzne i duchowe.
Z pewno ci  nie mo emy zacie nia  ubóstwa ewangelicznego do ubóstwa materialnego.
Ubóstwo jest pewnym ogo oceniem si  cz owieka z tych ludzkich zabezpiecze , które broni
jego  ycia doczesnego.

Ubóstwo nie oznacza wi c tylko brak posiadania zewn trznego, chocia  ubóstwo materialne
mo e by  dla cz owieka do wiadczeniem bardzo trudnym i mo e odgrywa  wa

 rol

w do wiadczeniu duchowym. Ale to nie my sami decydujemy si  na dany rodzaj ubóstwa.
Przyjmujemy jedynie ten, które ofiaruje nam Jezus.

W historii Ko cio a odnajdujemy  wi tych,  którzy opu cili  wszystko i  w ca kowitym
ogo oceniu materialnym poszli za Jezusem; jednak Ko ció  wynosi  na o tarze tak e królów
i innych mo nych tego  wiata, którzy — cho  dysponowali wielkimi dobrami materialnymi
— byli wobec nich ca kowicie wolni. Ci bogaci  wi ci prowadzili nieraz bardzo ubogi
sposób  ycia. Swoich dóbr u ywali natomiast w s

bie innym.

W yciu duchowym licz  si  bowiem najpierw nie materialne czyny, cho by
najszlachetniejsze w swej zewn trznej formie, ale przede wszystkim postawa serca.

Ten sposób  ycia nacechowany gotowo ci  do znoszenia wszelkich krzywd i zniewag oraz
ubóstwa
 pochodzi z  aski i wybrania samego Jezusa. Nasze dokonywanie wyboru w tym
zakresie jest de facto przyj ciem przez nas wyboru przygotowanego nam przez Jezusa.
Wewn trzna zgodno  naszej woli z wol  Jezusa sprawia,  e przestaj  istnie  dwa wybory:
Jezusa i mój, pozostaje jeden zasadniczy wybór. Dzi ki takiej postawie serca cz owiek
jednoczy si  z Chrystusem tak  ci le, i

yje ju  nie on sam, ale  yje w nim sam Jezus.

wiczenie 1. Czy odczuwam potrzeb  wewn trzn  powierzenia si  Jezusowi? Czy móg bym

powiedzie ,  e chc  i pragn  takiego oddania i jest to moja dobrze rozwa ona decyzja?

Czy mia em kiedy  w moim  yciu tak  chwil , w której w uroczysty sposób odda em si
Jezusowi na Jego s

? Je eli tak, przypomn  sobie t  chwil , oraz ca  atmosfer

duchow , która temu oddaniu towarzyszy a.

Co by o tre ci  tego oddania? Co mog o mnie natchn  do takiej modlitwy? Co chcia bym
Jezusowi powiedzie  o moich obecnych pragnieniach oddania si  Jemu?

background image

wiczenie 2. Przypomn  sobie kilka sytuacji, w których dozna em od kogo  krzywdy lub

jakiego  upokorzenia. Jaka by a moja pierwsza reakcja?

Jak reaguj  na skrzywdzenie lub upokorzenie przez innych? Czy mam raczej sk onno  do
zamykania si  w sobie, obra ania si  na innych, czy te  przeciwnie, natychmiast reaguj
zgodnie z zasad

b za z b, upokorzenie za upokorzenie, krzywd  za krzywd ?

Czy umiem przywo ywa  codzienne upokorzenia na modlitwie? Czy z takiej modlitwy
wychodz  bardziej pogodzony z sob  oraz ze swoimi bra mi, czy te  mo e bardziej
roz alony? Czy nie domagam si  od Jezusa wyegzekwowania ludzkiej sprawiedliwo ci
pomi dzy mn  a moim krzywdzicielem? Czy nie próbuj  zmusza  Jezusa, by stan  po mojej
stronie przeciwko mojemu krzywdzicielowi?

Je eli dostrzeg  w sobie cho by najmniejsz  sk onno  do manipulowania Jezusem,
wówczas b

 prosi  o g bsze poznanie siebie i ask  skruchy, dzi ki której unikn

w przysz

ci wci gania Jezusa w moje nieuporz dkowania  yciowe. Co dzisiaj chcia bym

powiedzie  Jezusowi o moim w czaniu krzywd i upokorze  w moje na ladowanie Go?

IV. RABBI, GDZIE MIESZKASZ ?

Nazajutrz Jan znowu sta  w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczy
przechodz cego Jezusa, rzek : Oto Baranek Bo y. Dwaj uczniowie us yszeli, jak mówi ,
i poszli za Jezusem. Jezus za  odwróciwszy si  i ujrzawszy,  e oni id  za Nim, rzek  do nich:
Czego szukacie? Oni powiedzieli do Niego: Rabbi, to znaczy Nauczycielu, gdzie mieszkasz?
Odpowiedzia  im: Chod cie, a zobaczycie. Poszli wi c i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia
pozostali u Niego
 (J 1, 35–39).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Wyobra my sobie Jana Chrzciciela, który najpierw patrzy
w stron  Jezusa. Nast pnie za  przywo uje dwóch uczniów i wskazuj c na Niego mówi: Oto
Baranek Bo y
. Uczniowie pos uszni swojemu Mistrzowi id  za Chrystusem. By  mo e nawet

sz  chwil  id  w milczeniu. Ws uchajmy si  z uwag  w t  cisz  pe

 oczekiwania.

Pro ba o owoc kontemplacji: W obecnej kontemplacji, odwo uj c si  do zach ty Ignacego,
mówmy Jezusowi,  e chcemy zamieszka  u Niego,  e chcemy zadowala  si  tym samym
po ywieniem, które On spo ywa, pi  ten sam napój, który On pije, odziewa  si  tak, jak On
si  odziewa. Powiedzmy Jezusowi, i  pragniemy z Nim za dnia pracowa  i czuwa  na
modlitwie noc . Pragniemy uczestniczy  w Jego trudach, cierpieniach, upokorzeniach.
Chcemy dzieli  Jego los we wszystkim (por.  D, 93).

background image

1. Spotkanie w milczeniu

Milczenie dwóch uczniów wyra a ich delikatno , nie mia

, oczekiwanie. Brak im

odwagi, by zbli

 si  bez zaproszenia do Mesjasza, którego wskaza  Jan Chrzciciel.

Uczniowie wyczekuj  inicjatywy Jezusa.

Milczenie uczniów przygotowuje ich do spotkania i dialogu. To w

nie dzi ki milczeniu

mo emy wyczu  wag  i g bi  us yszanych s ów oraz mo emy nada  w

ciwe znaczenie

owom, które sami wypowiadamy. Bez milczenia, ciszy, bez wewn trznego skupienia nie

jeste my w stanie zrozumie  sensu s ów i nie jeste my te  w stanie w

ciwie na nie

odpowiedzie .

Nasz dialog z Jezusem nie musi zawsze by  wype niony s owami, tre ciami i poj ciami.
Mo e by  równie  nape niony cisz , skupieniem wewn trznym, oczekiwaniem. Jezus
przemawia do nas nie tylko s owami, ale tak e milczeniem. Je eli nasze s owa b
poprzedzone  wewn trznym skupieniem i 

cisz , b

 bardziej wiarygodne, bardziej

prawdziwe.

Sam  Jezus  cz sto  trwa   i modli   si   tak e  w milczeniu.  Przypomnijmy sobie  w tej
kontemplacji milczenie Jezusa  w 

ró nych  okoliczno ciach Jego  ycia:  milczenie

bezbronnego Dzieci tka w  óbku betlejemskim, milczenie w ramionach Matki, milczenie
przy pracy, milczenie na modlitwie, milczenie po ród Aposto ów, milczenie w czasie procesu

dowego przed Sanhedrynem, przed Pi atem, przed Herodem, milczenie Jezusa na krzy u,

milczenie Cia a zdj tego z krzy a, milczenie Jezusa Zmartwychwsta ego.

To samo milczenie Jezusa mo emy odnale

 dzi  w Jego Mistycznym Ciele — w Ko ciele;

w sakramentach  wi tych,  szczególnie  za   w Eucharystii;  milczenie  Jezusa  w ludziach
chorych  i cierpi cych,  milczenie Jezusa  w ludziach  mordowanych  i krzywdzonych przez
okrucie stwo  wojen,  milczenie Jezusa  w prze ladowanych  za  wiar   i sprawiedliwo ,
milczenie Jezusa w m czennikach wszystkich czasów. Kontemplujmy to milczenie Jezusa
i dzi kujmy Mu za nie. Wyra a ono bowiem Jego obecno , Jego otwarto , Jego delikatn
i dyskretn  mi

.

Pro my  równie   o 

pragnienie  towarzyszenia  Jezusowi  nasz   cisz   i 

skupieniem

wewn trznym w Jego milczeniu. Najwy szym sposobem kontemplacji Boga jest w

nie

nasze milczenie razem z milcz cym Jezusem. Pro my, aby my w chwilach zagubienia
i s abo ci szukali nie tylko trafnych s ów dla wyra enia naszych trudno ci, problemów
i prze

, ale tak e milczenia, ciszy i skupienia. Trwanie w milczeniu i ciszy mo e by  dla

nas  miejscem  ukojenia  w chwilach  niepokoju,  w udr kach  wewn trznych,  w smutku.
Trwanie w milczeniu przed Jezusem mo e sta  si  dla nas przygotowaniem do przyj cia Jego

owa.

background image

2. Czego szukacie?

W pewnym momencie sam Jezus odwraca si  i widz c ich wytrwa e kroczenie za Nim zadaje
im pytanie: Czego szukacie? S  to pierwsze s owa, które Ewangelista Jan wk ada w usta
Chrystusa. Czego szukacie? — jest to centralne pytanie, które Chrystus zadaje ka demu
uczniowi, kiedy ten decyduje si  szuka  i na ladowa  Go.

W tej kontemplacji ws uchajmy si  w g os Jezusa pe en troski, mi

ci i prawdy. Jezus pyta

ka dego z nas osobi cie: Czego szukasz? Czy jeste

wiadom, dlaczego idziesz za Mn ?

Czego ode Mnie naprawd  oczekujesz? Jakie pragnienia wi

esz z moim  yciem, z moj

nauk , a zw aszcza z moj

mierci  i zmartwychwstaniem? Dok d chcesz doj  razem ze

Mn ?

Odkrycie najg bszej motywacji w pój ciu za Jezusem jest jednym z najwa niejszych zada
ucznia. W  yciu duchowym bowiem licz  si  nie tylko same s owa, gesty i czyny, ale
zwi zane z nimi najg bsze motywacje serca. To serce nadaje sens i znaczenie wszystkim
dzia aniom cz owieka.

Jednym z podstawowych niebezpiecze stw  ycia duchowego jest iluzja. Iluzja sprawia
bowiem, i  szukanie Jezusa miesza si  z szukaniem siebie samego.

Szukanie siebie samego mo e przybiera  ró norodne formy zaspokajania w asnych ludzkich
potrzeb i pragnie . Mo emy szuka  Chrystusa jak zg odnia e chleba rzesze, które bardziej
by y zainteresowane samym chlebem ni  Jego królowaniem. Mo emy te  szuka  Jezusa jak
bogaty m odzieniec: nosi  w sobie jakie  wielkie m odzie cze idea y doskona

ci, ale by

zbyt zaj ty sob  i swoim bogactwem. Nie potrafi  zrozumie ,  e  ycie prawdziwymi idea ami
wymaga wyrzeczenia, trudu, ofiary.

Nie mo na by  z Jezusem i jednocze nie prowadzi  wygodne i pe ne syto ci  ycie bogacza.
Mo emy  udzi  si  jak bogaty m odzieniec, mo emy mówi  Jezusowi, i  szukamy
i pragniemy Jego, a w rzeczywisto ci mo emy tak naprawd  szuka  tylko siebie samych
i swojej osobistej samorealizacji.

Nasze pój cie za Jezusem winno budowa  na prawdzie. Na pocz tku naszego poznawania,
mi owania i na ladowania Jezusa nie musimy mie  koniecznie niezwykle czystej, idealnej
motywacji. Wystarcza nam ta, któr  mamy na dzi . Trzeba j  pozna  i przyj . I chocia
daleko jej do doskona

ci, to jednak wystarcza, aby wybra  si  w drog  z Jezusem. Trwanie

z Nim, s uchanie Jego S owa, kontemplacja Jego Osoby, b dzie jednocze nie pog bia  nasze
wewn trzne motywacje zwi zania z Nim.

Wielu m odych ludzi, analizuj c motywy swojego  yciowego powo ania, (np. powo ania do
kap

stwa czy  ycia zakonnego), czuje si  mocno zaniepokojonych, kiedy odkrywa,  e s

one uwik ane w ich ludzkie s abo ci, zranienia i grzechy.

background image

Pytaj   wówczas  z niepokojem: Czy ja mam powo anie? Ludzkie ograniczenia, grzechy
i s abo ci nie przekre laj  autentyczno ci powo ania. Ka de powo anie Boga jest darem,
który nie wyklucza s abo ci i ubóstwa. Powo any winien je jednak uwzgl dni  w rozwijaniu
i realizacji otrzymanego wezwania Bo ego.

W obecnej kontemplacji pro my, aby my poznali, na czym naprawd  opiera si  nasze
pragnienie poznawania, mi owania i na ladowania Jezusa. Pro my, aby my nie obawiali si
naszych s abo ci i 

ogranicze , które objawi  nam niedoskona

 naszych pragnie

duchowych. Z drugiej jednak strony pro my, aby my cenili sobie te pragnienia, które s  ju
w nas.

3. Rabbi, gdzie mieszkasz?

Na pytanie Jezus: Czego szukacie? uczniowie, zgodnie ze swoj  semick  mentalno ci ,
odpowiadaj  pytaniem: Rabbi, gdzie mieszkasz?

Towarzyszenie Jezusowi w milczeniu i ciszy rodzi w uczniach coraz g bsze zainteresowanie
Jezusem; zainteresowanie Jego  yciem, Jego Osob , Jego mieszkaniem. To zainteresowanie
staje si  ich si , motorem pój cia za Nim.

Bardzo wa ne jest pierwsze s owo odpowiedzi uczniów: Rabbi — Nauczycielu.  W tym

owie zawiera si  w jakim  sensie odpowied : Szukamy Nauczyciela, szukamy Mistrza,

szukamy Pana. Szukamy Przewodnika. Szukamy Tego, który objawi nam, kim jeste my, jak
mamy 

, jak mamy kocha .

Szukanie Jezusa oznacza zawsze de facto szukanie ca

ciowej wizji swojego  ycia, jest

szukaniem w asnej to samo ci. St d te  nasze szukanie Jezusa staje si  tym bardziej
wytrwa e i wierne, im bardziej jeste my  wiadomi potrzeby Nauczyciela, Przewodnika,
Lekarza dla naszego  ycia.

Pytaniem: Gdzie mieszkasz? uczniowie w sposób niezwykle delikatny wyra aj  pragnienie,
by mogli nie tylko pozna  Jezusa jako Mistrza i Nauczyciela, ale równie , aby mogli
pozosta  razem z Nim na sta e.

Uczniowie dyskretnie prosz  Jezusa, aby mogli razem z Nim stworzy  nie tylko jedn  szko ,
ale tak e jeden dom. Chc  uczy  si  nie tylko s uchaj c Jego nauki, ale tak e uczestnicz c
w Jego osobistym  yciu.

Uczniowie chc  zintegrowa  ca e swoje  ycie wokó  jednego celu, wokó  jednej osoby.
Wzorem osobowej to samo ci ma sta  si  dla nich Jezus.

A czego ja pragn  od Jezusa? Czy moje pragnienia zwi zane z Osob  Jezusa s  rzeczywi cie

ci le okre lone? Czy rzeczywi cie pragn  uporz dkowa  ca e moje  ycie wokó  Osoby

Jezusa? Co w moim sposobie modlitwy, refleksji nad sob , w sposobie rachunku sumienia

background image

wiadczy oby o tym, i  Jezus jest wzorem mojej osobowej to samo ci;  e chc  ukszta towa

moje  ycie w oparciu o Jego  ycie?

Powierzmy Jezusowi owoc naszych refleksji i modlitwy: dzi kujmy Mu za rodz ce si  w nas
pragnienia pe niejszego poznawania Go,  ci lejszego zwi zania si  z Nim oraz wierniejszego
na ladowania Jego  ycia. Pro my, aby  wiadomo  naszej s abo ci nie tylko nie rodzi a
w nas zniech cenia, ale, wprost przeciwnie, przynagla a nas do wierniejszego szukania Go.

4. Chod cie, a zobaczycie!

Jezus nigdy nie pozostaje nieczu y na najg bsze t sknoty i pragnienia ludzkiego serca.
Zawsze na nie odpowiada. St d tak wiele znaczy ju  samo zainteresowanie Osob  i  yciem
Jezusa, samo pragnienie poznawania Go, mi owania i na ladowania.

Pro my w tej kontemplacji raz jeszcze, aby my doceniali, piel gnowali i rozwijali w nas
pragnienia zwi zane z Osob  i  yciem Jezusa.

Jezus przyjmuj c i realizuj c pragnienia uczniów nie ods ania przed nimi ca ej ich
przysz

ci, ale zaprasza do wspólnej drogi. Chrystus mówi: Chod cie, a zobaczycie! Pragnie

utrwali  w swoich uczniach pierwsze zaufanie, które okazali Mu nazywaj c go RabbimId c
za Mn  wiernie — zobaczycie, gdzie mieszkam, do wiadczycie mojej obecno ci, mojej
przyja ni, mojej mi

ci. Id c za Mn , zrozumiecie wszystko: kim Ja jestem, kim wy jeste cie,

jaki jest najwa niejszy cel waszego  ycia.

Zauwa my,  e w tej scenie powo ania uczniów Jezus nie wspomina jeszcze o misji, któr
pó niej im powierzy. Pragnie bowiem, aby na pocz tku ca  swoj  mi osn  uwag  uczniowie
skoncentrowali tylko na Jego Osobie; aby z wielk  uwag  ws uchiwali si  w Jego S owa,
wpatrywali si  w Jego czyny, nasycali si  Jego obecno ci . Ucze  nie po wi ci si
z oddaniem misji Jezusa, je eli nie przyjmie najpierw ca ym sercem Jego Osoby, Jego s ów
i czynów. Istot  misji, jak  Jezus powierza uczniom, wype nia w

nie Jego Osoba: Jego

ycie, nauka,  mier  i Zmartwychwstanie.

Istot

ycia chrze cija skiego nie jest najpierw praca apostolska, misyjna, cho by by a

podejmowana na bardzo odpowiedzialnych odcinkach. Istot

ycia chrze cija skiego jest

zwi zanie si  z Jezusem, ca kowite powierzenie si  Jemu. W tej kontemplacji pro my gor co
o jasn  i g bok

wiadomo  pierwsze stwa naszego bycia z Jezusem, naszego mieszkania

u Jezusa, przed dzia aniem dla Niego. Jezusowi nie chodzi najpierw o to, by my oddawali
Mu owoce naszego  ycia, ale aby my oddali Mu ca e nasze  ycie.

Gdyby w naszym  yciu by o wi cej troski o prac  dla Jezusa ni  o mieszkanie z Jezusem,

atwo ryzykowaliby my popadni cie w herezj  czynu — jak mówi Pius XII. Istota herezji

czynu polega na próbie zaspokajania w asnych ludzkich potrzeb przy pomocy pracy
apostolskiej
. Je eli nie szukaliby my najpierw samego Jezusa, to wówczas dzia anie dla
Niego  atwo mog oby sta  si  parawanem dla szukania siebie samych. Intensywno

background image

i szczero  naszej osobowej wi zi z Jezusem gwarantuje czysto  intencji w naszej pos udze
bli nim.

5. Chc  i pragn  na ladowa  Jezusa

Je li ucze  Jezusa przyjmuje osobowe wo anie Mistrza i idzie za Nim, to tym samym musi
odwróci  si  od siebie samego.

Zauwa my, i  ka dy z nas rodzi si  z pi tnem samolubstwa i egocentryzmu. Od pierwszych
dni naszego  ycia jeste my zamkni ci  w sobie  i jednocze nie niezdolni  wyj  z siebie
o w asnych  si ach. Trudno ci  i niepokoje  trapi ce cz owieka  codziennie z powodu jego
samolubstwa, niedo stwa, nieumiej tno ci i pychy
 — pisze T. Merton — wytwarzaj  w nim
pragnienie,  eby kto  inny móg  go prowadzi  i wspomaga  swoj  rad 
.

Jezus swoim zaproszeniem: Chod cie,  a zobaczycie wzywa uczniów, aby odkryli
samolubstwo, niedo stwo, nieumiej tno  i pych . Owo odkrycie sprawi, i  spontanicznie
zapragn  przyj

 Jezusa jako Przewodnika, który ich poprowadzi; jako Lekarza, który ich

uleczy, jako Pasterza, który b dzie ich ochrania ; jako Mistrza, który b dzie ich uczy .

Nasza potrzeba Przewodnika, Mistrza, Lekarza wyp ywa wi c z sytuacji egzystencjalnej,
w jakiej si  znajdujemy. St d te  s owa Jezusa: Chod cie, a zobaczycie trzeba nam odkry
jako odpowied  na nasze najg bsze potrzeby, pragnienia i t sknoty. Jezus nie przychodzi do
nas jako Kto  z zewn trz. Potrzeba Jezusa mieszka w nas. Ona jest cz ci  naszego ludzkiego
serca.

Je eli wyra amy pragnienie autentycznego na ladowania Jezusa w ca ym Jego  yciu,
wówczas — podobnie jak On — winni my przyj

 otwart  postaw  wobec zniewag

i upokorzenia,  wobec  cierpienia  i krzy a  oraz  wobec  ubóstwa  i pos usze stwa.  Nasze
zamieszkanie u Jezusa i powierzenie Mu ca ego naszego  ycia wyra a si  wi c w tym, i
pragniemy przyj

 wszystko, co przyniesie nam kroczenie po Jego  ladach. Jezus nie ka e

nam szuka  cierpie , upokorze  czy zniewag, ale po prostu ufnie przyj

 te, które stan  na

naszej drodze.

Jeszcze raz powró my do modlitwy ofiarowanej nam na drugi tydzie  przez  w. Ignacego
Loyol .

Odwieczny Panie wszystkich rzeczy. Oto przy Twej  askawej pomocy sk adam ofiarowanie
swoje w obliczu niesko czonej Dobroci Twojej i przed oczami chwalebnej Matki Twojej
i wszystkich  wi tych dworu niebieskiego. O wiadczam,  e chc  i pragn  i taka jest moja
dobrze rozwa ona decyzja, je li to tylko jest ku Twojej wi kszej s

bie i chwale, na ladowa

Ci   w znoszeniu  wszystkich  krzywd  i wszelkiej  zniewagi  i we  wszelkim  ubóstwie,  tak
zewn trznym jak i duchowym, je li tylko naj wi tszy Majestat Twój zechce mi  wybra
i przyj

 do takiego rodzaju i stanu  ycia ( D 98).

background image

V. WCIELENIE

szóstym miesi cu pos

 Bóg anio a Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do

Dziewicy po lubionej m owi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy by o na imi
Maryia. Anio  wszed  do Niej i rzek : B

 pozdrowiona,  pe na  aski, Pan z Tob ,

ogos awiona jeste  mi dzy niewiastami. Ona zmiesza a si  na te s owa i rozwa

a, co

mia oby znaczy  to pozdrowienie. Lecz anio  rzek  do Niej: Nie bój si , Maryio, znalaz
bowiem  ask  u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imi  Jezus. B dzie On
wielki i b dzie nazwany Synem Najwy szego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida.

dzie panowa  nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie b dzie ko ca. Na to

Maryia rzek a do anio a: Jak e si  to stanie, skoro nie znam m a? Anio  Jej odpowiedzia :
Duch  wi ty zst pi na Ciebie i moc Najwy szego os oni Ci . Dlatego te

wi te, które si

narodzi, b dzie nazwane Synem Bo ym. A oto równie  krewna Twoja, El bieta, pocz a
w swej staro ci syna i jest ju  w szóstym miesi cu ta, która uchodzi za niep odn . Dla Boga
bowiem nie ma nic niemo liwego. Na to rzek a Maryia: Oto ja s

ebnica Pa ska, niech mi

si  stanie wed ug twego s owa! Wtedy odszed  od Niej anio  ( k 1, 26–38).

Obraz dla obecnej kontemplacji:  w. Ignacy zach ca nas, aby na pocz tku kontemplacji
o Wcieleniu przedstawi  sobie dwie sceny. Najpierw wielki obszar i kr g  wiata, na którym
mieszkaj  tak liczne i tak ró ne ludy (por.  D, 103). Zgodnie z t  zach

 wyobra my sobie

kul  ziemsk  z jej wszystkimi kontynentami zamieszka ymi przez miliardy osób w ca ej
historii ludzko ci. Po przedstawieniu sobie tego wielkiego obrazu jeste my zaproszeni, aby
ogl da   w 

naszej  wyobra ni  ma y  domek  nazareta ski,  w 

którym  mieszka  m oda

Dziewczyna Galilejska. Ona to w

nie przyjmuje Zwiastowanie: Wcielenie Syna Bo ego.

Pro ba o owoc kontemplacji: Pro my — jak zach ca nas Ignacy — o dog bne poznanie
Pana, który dla mnie sta  si  cz owiekiem, abym Go wi cej kocha  i wi cej szed  w Jego  lady

D, 104).

1. Zagro ony rodzaj ludzki

w. Ignacy proponuje rozpocz cie kontemplacji Tajemnicy Wcielenia od ogl du rodzaju

ludzkiego w ca ej jego ró norodno ci, z wszystkimi dramatami w

ciwymi ludzkiemu  yciu,

wraz z ca ym z em, które przez ludzko  przep ywa.

Widzie  osoby jedne po drugich. A najpierw te na obliczu ziemi, tak bardzo ró norodne
w stroju, sposobie bycia. Jedni s  biali, inni czarni; jedni  yj  w pokoju, drudzy w stanie
wojny, jedni s  zdrowi, drudzy chorzy, jedni p acz , drudzy si

miej , jedni si  rodz ,

drudzy umieraj ... S ucha , co mówi  osoby na obliczu ziemi, a mianowicie jak ze sob
rozmawiaj , jak przeklinaj  i blu ni ... Potem patrze , co czyni  osoby na powierzchni ziemi,
jak mianowicie bij  si  wzajemnie, zabijaj  i id  do piek a
 ( D, 106–108).

background image

I chocia

w. Ignacy opisuje ludzko  sprzed pi ciu wieków, jego charakterystyka nie

przestaje by  dzi  aktualna. Post p cywilizacyjny nie zniós  dramatyzmu ludzkiego  ycia na
ziemi, ale wr cz go pog bi . Post p techniczny — wbrew optymistycznym przewidywaniom
niektórych my licieli dziewi tnastego wieku — nie tylko nie przyniós  powszechnego
szcz cia i dobrobytu ludzko ci, ale pog bi  istniej ce ju  konflikty, napi cia i niepokoje.

Rabunkowa gospodarka kierowana chciwo ci  cz owieka powoduje takie zatrucie ziemi

takie zniszczenie  rodowiska,  e staje  si  ono  w wielu regionach  wiata nie do

zamieszkania. Z powodu brutalnej przewagi cz owieka uzbrojonego w technik  nad przyrod
istnieje dzi  realna mo liwo  zniszczenia  ycia na ziemi.

Post p techniczny zastosowany w wojnach zwi kszy  zagro enie ludzko ci. Nigdy dot d
cz owiek nie osi gn  tak koszmarnej perfekcji w zabijaniu, jak  posiada dzisiaj. Bezlitosna
wzajemna rze  na frontach pierwszej i drugiej wojny  wiatowej, ludobójstwo O wi cimia
i Hiroszimy, katastrofa Czarnobyla — oto fakty, które dobitnie  wiadcz ,  e dzi  ludzie bij
si  i zabijaj 
 w rozmiarach dot d niespotykanych w historii.

Wiek dwudziesty naznaczony jest jeszcze inn  wielk  zbrodni  dokonywan  w majestacie
praw ustalanych przez parlamenty i rz dy: zabijaniem dzieci nienarodzonych. Technika
medyczna zosta a zastosowana nie tylko dla ratowania cz owieka, ale tak e dla zabijania
najbardziej bezbronnych, bo jeszcze nienarodzonych.

w. Ignacy ka e nam tak e s ucha , jak ludzie przeklinaj  i blu ni . Równie  blu nierstw

i przekle stw, jakie móg  us ysze  lub przeczyta

w. Ignacy, nie mo na porównywa  z tymi,

których ludzko  s ucha i czyta dzisiaj. Nihilistyczna mentalno  wielu wspó czesnych
my licieli,  twórców  kultury i sztuki  w sposób  przewrotny  odwraca  porz dek rzeczy
nazywaj c z o dobrem, a dobro z em.

Niektórzy filozofowie zbuntowani przeciwko jakiejkolwiek idei Boga i jakiejkolwiek formie
religii stworzyli teologi

mierci Boga. Uk adaj  koszmarne opowiadania i mity og aszaj ce

mier  Boga. Jeden z nich, H. Heine, napisa : Nic nie mog o Boga uratowa . Czy  nie

yszycie dzwonków? Na kolana! Nios  sakramenty Bogu, który umiera. Komentuj c te s owa

R. Laurentin powie: Dzisiejszy szaleniec mówi: Bóg umar .

Byliby my w b dzie s dz c, i  to szale cze wo anie pozostaje zupe nie bez echa w ludziach
zagubionych, zniech conych do  ycia, w ludziach uwik anych w s abo ci i grzechy. Ka dy,
kto si  dopuszcza nieprawo ci, nienawidzi  wiat a
 (J 3, 20) i dlatego ch tnie skorzysta z tych
koszmarnych idei, aby zracjonalizowa  i uzasadni  sobie swoje nieuporz dkowane  ycie.

W obecnej kontemplacji chciejmy sobie u wiadomi , i  jeste my cz stk  zagro onej
ludzko ci. Codziennie oddychamy zatrutym powietrzem, pijemy zatrut  wod , spo ywamy
nierzadko ska one pokarmy. S  to skutki grzechu, które spadaj  na nas.

Pro my, aby my odkryli prawd , i  my równie  mamy jaki  udzia  w ca ym zagro eniu
ludzko ci przez nasz grzech osobisty. I chocia  w wielu wypadkach trudno by oby nam

background image

dopatrze  si  bezpo redniego zwi zku naszych grzechów z zagro eniami wspó czesnego
cz owieka, to jednak wiara w Ko ció , Mistyczne Cia o Jezusa pozwala nam zrozumie , i
ka dy grzech zwraca si  nie tylko przeciwko Bogu, ale tak e przeciwko ludzko ci, przeciwko
nam samym. Pro my o g bokie odczucie,  e nie tylko ca a ludzko , ale tak e ja sam
osobi cie potrzebuj  mi osierdzia, potrzebuj  zbawienia.

2. Dokonajmy odkupienia

Gdyby powy szy opis ludzko ci zawiera  ca  prawd  o niej, by aby ona tragiczna. Ale tak
nie jest. Po kontemplacji ludzko ci jeste my zaproszeni do kontemplacji Trójcy  wi tej,
która z mi

ci  czuwa nad ca ym okr giem ziemi i z trosk

ledzi losy ka dego cz owieka.

Po drugie widzie  i rozwa

 jak trzy Osoby Boskie siedz  na swojej królewskiej stolicy i jak

patrz  na ca y okr g ziemi i na wszystkie ludy, które w za lepieniu umieraj ... S ucha , co
mówi  Osoby Boskie, a mianowicie: Dokonajmy odkupienia rodzaju ludzkiego... oraz co
robi  dokonuj c naj wi tszego Wcielenia
 ( D, 106–108).

Id c za rad  Ignacego, kontemplujmy Boga, który patrzy z mi osierdziem na udr czon
ludzko . Stwórca nie pozostaje oboj tny wobec nieszcz cia cz owieka, wzrusza si  jego
udr

  i mówi: Dosy  napatrzy em si  na udr

 ludu mego w Egipcie i nas ucha em si

narzeka  jego na ciemi ców, znam wi c jego uciemi enie. Zst pi em, aby go wyrwa  z r ki
Egiptu i wyprowadzi  z tej ziemi do ziemi  yznej i przestronnej
 — mówi Jahwe o Izraelu
ciemi onym w Egipcie (Wj 3, 7–8).

Ta w

nie lito  Boga wobec cz owieka, wspó czucie dla jego cierpienia i udr ki staje si

zasadniczym  ród em nieustannej ingerencji Boga w histori  ludzko ci. To, co Bóg uczyni
dla ca ej ludzko ci, uczyni  tak e dla ka dego z nas osobi cie.

W obecnej kontemplacji u wiadomi  sobie,  e jestem widziany i s yszany przez Boga,  e On
wzrusza si  moim uciemi eniem, zagubieniem i udr

 wewn trzn . Pe en wspó czucia dla

mnie zst puje w swoim Synu Jezusie Chrystusie, aby okaza  mi swoje mi osierdzie. Pro my,
aby my otwartym i wdzi cznym sercem przyj li Syna Bo ego jako wys annika Trójcy

wi tej.

3. Zwiastowanie

Po kontemplacji Boga, patrz cego mi osiernie na ca  ludzko ,  w. Ignacy zach ca nas,
aby my kontemplowali Tajemnic  Zwiastowania. W niej bowiem konkretnie spe nia si
postanowienie Trójcy Przenaj wi tszej: Dokonajmy odkupienia rodzaju ludzkiego.

a) W szóstym miesi cu pos

 Bóg anio a Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do

Dziewicy po lubionej m owi, imieniem Józef, z rodu Dawida, a Dziewicy by o na imi
Maryia
 ( k 1, 26). Dzia anie Boga, cho  przekracza wszystko co ziemskie i ludzkie, dla
cz owieka przybiera konkretny wymiar historyczny. Anio  Gabriel zostaje pos any do

background image

konkretnego miasta, w konkretnym czasie i do konkretnej osoby: do Maryi. W ten sposób
dzia anie Boga staje si  dla ludzko ci dostrzegalne, zauwa alne, mo liwe do przyj cia.

Dzi ki temu konkretnemu Bo emu dzia aniu mo emy unikn  rozmytej religijno ci, która
bywa niekiedy sprowadzana do szukania jakiego  wewn trznego nastroju, uniesienia
wewn trznego czy te  do jakiego  nieokre lonego stanu nirwany. Dzi ki konkretnemu,
historycznemu dzia aniu Boga duchowo  chrze cija ska ma charakter wcielony. Przybiera
ona bardzo realistyczny, ziemski charakter. Tajemnica Wcielenia sprawia, i  Bóg staje si
bardzo ludzki, staje si  nam bardzo bliski. Kto widzi Jezusa, Boga–Cz owieka, widzi tak e
i Boga Ojca. Jezus jest Drog  do poznania ca ej Tajemnicy Trójcy  wi tej.

b) Anio  wszed  do Niej i rzek : B

 pozdrowiona, pe na  aski, Pan z Tob , b ogos awiona

jeste  mi dzy niewiastami. S owa

 pozdrowiona znacz  równie : raduj si , wesel si .

Interwencja Boga w histori  ludzko ci jest  ród em niewymownej rado ci. Zapowiada
bowiem ostateczne zwyci stwo nad wszystkim, co jest  ród em jej udr ki, jej cierpienia
i  mierci .

Raduj si  wielce, córko Syjonu — zach ca prorok Zachariasz — wo aj rado nie, córko
Jeruzalem. Oto Twój król idzie do Ciebie, sprawiedliwy i zwyci ski
 (Za 9, 9).

Ignacja ski, realistyczny ogl d nieszcz

 cz owieka, spojrzenie w prawdzie na ca y dramat

ludzkiego  ycia sprawia, i  obiecany ratunek, obiecane zbawienie spontanicznie staje si

ród em rado ci. Pro my, aby my mogli wej  w g bi  rado ci p yn cej z Wcielenia. Sam

Bóg staje si  cz owiekiem. Sam Bóg staje si  jednym z nas. B dzie do nas podobnym we
wszystkim, oprócz grzechu. B dzie si  trudzi , b dzie walczy  razem z nami, aby wyrywa
nas z naszych nieszcz

, by skierowa  nasze kroki na drog  pokoju.

Pro my o do wiadczenie wewn trznej rado ci,  e Bóg staje si  Emmanuelem, Bogiem
z nami. Staje si  nam tak bliski, i  mo emy s ucha  Jego S owa naszymi ludzkimi uszami,
mo emy patrze  na Niego ludzkimi oczyma, mo emy Go dotyka , a nawet spo ywa  Jego
Cia o pod postaciami chleba i wina.

c) Ale s owa, które mia y u Maryi wywo

 rado , wzbudzi y zaniepokojenie i zadum :

Maryia zmiesza a si  na te s owa i rozwa

a, co mia oby znaczy  to pozdrowienie. Nawet

najbardziej czyste i wolne serce cz owieka, jakim jest serce Niepokalanej Dziewicy, nie jest
zdolne samo z siebie przyj

 Boga. Ono dr y. Bo e dzia anie przerasta i przewy sza

cz owieka. Dr enie serca u wiadamia cz owiekowi,  e Bóg ulepi  cz owieka z prochu ziemi
i tchn  w jego nozdrza tchnienie  ycia
 (Rdz 2, 7).

Ta w

nie pe na trwogi reakcja Maryi ukazuje nam krucho  ludzkiego serca. Ta krucho

serca wi e si  z krucho ci  mi

ci. Ka

 ludzk  mi

 cechuje delikatno  i krucho ,

poniewa  mi

 zale y od kruchej wolno ci cz owieka. Maryia bardziej ni  ktokolwiek inny

rozumie,  e pe nia  askipe nia mi

cipe nia wolno ci przychodzi jako czysty dar Boga,

dar bezinteresowny, dar bezwarunkowy.

background image

Cz owiek w  aden sposób nie mo e sobie zapewni  niezmienno ci swojej woli, nie mo e
otworzy  si  jedn  decyzj  woli — raz na zawsze — na ten dar. Krucho  ludzkiej wolno ci
i ludzkiej mi

ci ka e nam dr

, l ka  si boja ni  Bo , aby nie utraci  otrzymanego daru.

Nasza pewno  wytrwania w otrzymanej  asce, w mi

ci i w wolno ci wewn trznej mo e

opiera  si  jedynie na powierzeniu si  Dawcy, na bezgranicznym zaufaniu Mu.

d) Nie bój si  Maryio, znalaz

ask  u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu

nadasz imi  Jezus.

Wys aniec Boga uspokaja serce Maryi, uspokaja serce ka dego cz owieka i w ten sposób
czyni je zdolnym do przyj cia  aski. Bóg umacnia i utwierdza to, co w cz owieku jest
delikatne, kruche i wra liwe. Maryia znalaz a szczególn

ask  u Boga nie tylko jako Matka

Syna Bo ego, ale jako Ta, która w pe ni powierzy a si  Bogu. W Jej bezgranicznym zaufaniu
ka dy z nas mo e odnale

ask  Boga. Maryia jest Po redniczk

ask. Ona daje Chrystusa

wszystkim, którzy Go szukaj .

Ws uchajmy si  z uwag  w s owa anio a: Nie bój si , znalaz

ask  u Boga. Wezwanie to

w dzisiejszym  wiecie brzmi szczególnie aktualnie.

Prze om wieku dwudziestego i dwudziestego pierwszego to czas zagro enia i l ku. Z jak
wielkim entuzjazmem zosta y przyj te proste s owa Jana Paw a II: Nie l kajcie si
wyg oszone w dniu inauguracji jego pontyfikatu. L k jest podstawowym wrogiem ca ej
ludzko ci i ka dego cz owieka. To w

nie wskutek l ku ludzie bij  si  wzajemnie, zabijaj ,

przeklinaj  i blu ni . To w

nie z l ku, którego g ównym  ród em jest odrzucenie i brak

mi

ci, rodzi si  gniew i nienawi . Z l ku ludzie nie tylko — jak mówi  w. Ignacy — id

do piek a, ale tworz  sobie piek o na ziemi (por.  D 106–108).

Pozwólmy si  przekona  anio owi, wys

cowi Bo emu, jak da a si  przekona  Maryia,  e

obawa i l k nios  z sob  wielk pokus  dla cz owieka. Pokus  t  trzeba dostrzec i podj
zmagania z ni .

Pro my przede wszystkim o zdemaskowanie neurotycznego l ku przed Bogiem. Bóg, nasz
Ojciec niebieski nie zagra a nam. On nie chce nas kr powa , ciemi

, kara . Wysy a do

nas swojego Jednorodzonego Syna, aby nas wyzwoli  z

ki naszych nieprzyjació . Pragnie,

aby nasze  ycie by o szcz liwe i pe ne pokoju. Pragnie, by my jako ludzie wolni mogli Mu
oddawa  chwa  w mi

ci i

 Mu bez trwogi.

4. Oto ja s

ebnica Pa ska!

Pan Bóg  da od Maryi przyj cia rzeczy przerastaj cych wszelkie ludzkie poj cie. Najpierw
domaga si  wiary,  e urodzi Syna bez udzia u m czyzny; po drugie domaga si  wiary,  e
Syn Jej b dzie nazwany Synem Najwy szego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida.

dzie panowa  nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie b dzie ko ca.

background image

Maryia nie rozumie do ko ca, co anio  do Niej mówi. Nie jest w stanie sama rozezna
ofiarowanej Jej Dobrej Nowiny. I w

nie dlatego Maryia nawi zuje dialog z wys

cem

Jahwe. Maryia pragnie dokona  rozeznania duchowego. W

nie dlatego prosi o wyja nienia,

prosi o pomoc: Jak e si  to stanie, skoro nie znam m a?

Bóg rozumie doskonale trudno ci i w tpliwo ci m odej Dziewczyny Galilejskiej, która nagle
zosta a postawiona przed zadaniem, które J  przerasta. Rozumie Jej ludzkie obawy
wyra enia zgody na t  niezwyk  rzeczywisto , do której przyj cia J  zaprasza. St d te
udziela Jej wyja nie : Duch  wi ty zst pi na Ciebie i moc Najwy szego os oni Ci . Dlatego
te

wi te, które si  narodzi, b dzie nazwane Synem Bo ym.

Anio  Jahwe pragn c jakby dodatkowo uwiarygodni  swoje niezwyk e wie ci podaje Maryi
inn  zaskakuj

 informacj . Oto Jej krewna El bieta, bezp odna kobieta w podesz ym ju

wieku, pocz a w swej staro ci syna i jest ju  w szóstym miesi cu.

Ustami anio a Bóg przypomina Maryi prawd , która by a przedmiotem wiary Izraela,  e dla
Jahwe nie ma nic niemo liwego. Najwa niejszym niemal e faktem dla uwiarygodnienia tej
prawdy by o w historii Izraela przej cie przez morze such  nog . Pan Bóg domagaj c si  od
cz owieka rzeczy trudnych, pomaga mu jednak w uznaniu i przyj ciu tego, co po ludzku jest
niemo liwe.

Dzi ki otrzymanej pomocy Maryia podejmuje  wiadom  i woln  decyzj : Niech mi si  stanie
wed ug twego s owa!
 Maryia zawierza Bogu pewna pewno ci  wiary,  e Jahwe dzia a w Jej

yciu. I w

nie dlatego mówi: Oto ja s

ebnica Pa ska, niech mi si  stanie wed ug twego

owa!

Maryia jest pewna interwencji Boga nie tylko w chwili Zwiastowania. Jest pewna tej
interwencji tak e we wszystkich innych najtrudniejszych i jednocze nie najwa niejszych
momentach swojego  ycia. Jest pewna dzia ania Boga, kiedy rodzi Syna w stajni w Betlejem;
kiedy ucieka z Nim do Egiptu; jest pewna obecno ci mocy Boga, kiedy przez trzy dni szuka
Go w Jerozolimie jako dwunastoletniego Ch opca; jest pewna dzia ania Jahwe, kiedy stoi pod
krzy em, a pó niej trzyma w swoich ramionach martwe cia o Syna.

Maryia jest pewna dzia ania Jahwe, cho  go do ko ca nie rozumie. Nie rozumiej c, wyra a
zgod . Nie rozumiej c ufnie powtarza: Niech mi si  stanie wed ug twego s owa!

eby przyj  Boga i Jego wol , nie trzeba chcie  wszystkiego zrozumie . W jakim  sensie

trzeba zrezygnowa  z rozumienia intelektualnego. Zgoda na wol  Boga zaczyna si  w chwili,
kiedy rodzi si  zaufanie do Niego. Zgoda na wol  Bo

 jest zgod  na prac , na s

, na

wysi ek, na cierpienia. St d te  Maryia mówi: Oto ja s

ebnica Pa ska.

Ale przyj cie woli Bo ej, to tak e otwarcie si  na  ród o rado ci. I w

nie dlatego anio

zaprasza Maryi :

 pozdrowiona, to znaczy — raduj si , wesel si . Maryia w swoim

yciu nie tylko si  trudzi, cierpi, ale tak e prze ywa wiele pi knych chwil rado ci.

background image

Zauwa my  w tej  kontemplacji  rado   Maryi z Jej  codziennego  spotkania  z Jahwe  na
modlitwie, Jej rado  z narodzin Syna, rado  macierzy stwa. Zauwa my tak e pogodne
chwile  ycia rodzinnego w Nazarecie. Kontemplujmy rado  Maryi bycia Matk  Mesjasza,
rado  Zmartwychwstania, rado  Zes ania Ducha  wi tego, rado  rodz cego si  Ko cio a,
rado  bycia wzi

 z cia em i dusz  do nieba.

Maryia w pe nieniu woli Bo ej nie szuka jednak rado ci dla niej samej. I cho  przyjmuje j
z wdzi czno ci , pozostaje wobec niej wolna. W razie potrzeby umie z niej zrezygnowa .
Pro my w tej kontemplacji, aby pe na odwagi i ufno ci wiara Maryi pomaga a nam
pokonywa  nasz  niewiar , nasze codzienne zbytnie l ki o siebie, o swoj  przysz

.

Pro my tak e, by rodzi o si  w nas g bokie pragnienie powierzenia si  Bogu na wzór Maryi.

Na zako czenie ca ej kontemplacji o Wcieleniu — zgodnie z zach

w. Ignacego (por.  D

109) — rozmawiajmy najpierw z Matk  Naj wi tsz . Pro my J , aby swoj  pokorn  wiar
i uleg

ci  wobec Boga uczy a nas otwarto ci na Jego dzia anie w nas. Rozmawiajmy tak e

z Jezusem, prosz c Go, aby Tajemnica Jego Wcielenia otwiera a nas na niesko czon  mi
Boga Ojca do nas. Boga Ojca za  pro my, aby my dzi ki coraz g bszemu poznaniu Jego
Syna mogli Go wi cej kocha  i wierniej na ladowa .

VI. NARODZENIE JEZUSA

owym czasie wysz o rozporz dzenie Cezara Augusta,  eby przeprowadzi  spis ludno ci
w ca ym pa stwie. Pierwszy ten spis odby  si  wówczas, gdy wielkorz dc  Syrii by
Kwiryniusz. Wybierali si  wi c wszyscy, aby si  da  zapisa , ka dy do swego miasta. Uda
si  tak e Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego
Betlejem, poniewa  pochodzi  z domu i rodu Dawida,  eby si  da  zapisa  z po lubion  sobie
Maryi , która by a brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszed  dla Maryi czas rozwi zania.
Porodzi a swego pierworodnego Syna, owin a Go w pieluszki i po

a w  obie, gdy  nie

by o dla nich miejsca w gospodzie.

tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali stra  nocn  nad swoj  trzod .
Naraz stan  przy nich anio  Pa ski i chwa a Pa ska zewsz d ich o wieci a, tak  e bardzo si
przestraszyli. Lecz anio  rzek  do nich: Nie bójcie si ! Oto zwiastuj  wam rado  wielk ,
która b dzie udzia em ca ego narodu: dzi  w mie cie Dawida narodzi  si  wam Zbawiciel,
którym jest Mesjasz, Pan. A to b dzie znakiem dla was: znajdziecie Niemowl , owini te
w pieluszki i le

ce w  obie. I nagle przy czy o si  do anio a mnóstwo zast pów niebieskich,

które wielbi y Boga s owami: Chwa a Bogu na wysoko ciach, a na ziemi pokój ludziom Jego
upodobania.

Gdy anio owie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: Pójd my do
Betlejem i zobaczmy, co si  tam zdarzy o i o czym nam Pan oznajmi . Udali si  te

background image

z po piechem  i znale li  Maryi ,  Józefa  i Niemowl ,  le

ce  w  obie.  Gdy  Je  ujrzeli,

opowiedzieli o tym, co im zosta o objawione o tym Dzieci ciu. A wszyscy, którzy to s yszeli,
dziwili si  temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryia zachowywa a wszystkie te sprawy
i rozwa

a je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbi c i wys awiaj c Boga za wszystko,

co s yszeli i widzieli, jak im to by o powiedziane ( k 2, 1–20).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Wyobra my sobie najpierw Maryi  i Józefa, którzy udaj
si  z Nazaretu do Betlejem. Przygl dajmy si  ich zm czeniu, ich utrudzeniu si  w drodze.
Nast pnie za  przedstawmy sobie grot  betlejemsk , a w niej Maryi  z Dzieci tkiem Jezus
i Józefem. Zauwa my te  pasterzy, którzy przychodz  odda  pok on Jezusowi.

Pro ba o owoc kontemplacji: Pro my najpierw o g bok  wiar , i  Dzieci  narodzone
z Maryi w grocie betlejemskiej jest Synem Bo ym. Pro my tak e o wielk  wewn trzn
rado ,  e dzi ki Tajemnicy Wcielenia i Narodzenia Jezusa Bóg sta  si  jednym z nas,  e
mamy tak  atwy i prosty przyst p do Niego.

1. Panowanie na tronie Dawida

Anio  Gabriel w czasie Zwiastowania zapowiedzia  Maryi,  e Pan Bóg da Jej Synowi tron
Jego praojca, Dawida ( k 1, 32). Od pocz tku opowiadania o Narodzeniu Jezusa Ewangelista

ukasz podkre la wype nienie si  tej zapowiedzi. Z rozporz dzenia Cezara Augusta uda  si

Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem,
poniewa  pochodzi  z domu i rodu Dawida,  eby da  si  zapisa  z po lubion  sobie Maryi 
.

Zauwa amy tutaj jeden z wielu paradoksów, którymi utkane s  wszystkie Ewangelie. Syn
Bo y, który urodzi si  w mie cie Dawida, w Betlejem i ma zasi

 na jego tronie i panowa

na wieki, od pierwszych dni swoich narodzin b dzie poddanym w adzy okupanta
rzymskiego, Cezara Augusta.

Tak e samo miejsce urodzin Jezusa, cho  zosta o przepowiedziane przez proroków, zdaje si
by  wyznaczone w adz  obcego imperatora. To na jego rozkaz Józef i Maryia musieli uda
si  w podró , aby podda  si  powszechnemu spisowi ludno ci.

To w

nie zderzenie panowania Cezara w okupowanej Palestynie z narodzeniem Jezusa,

Króla Wszech wiata, ukazuje charakter Chrystusowego panowania. Od pierwszych dni  ycia
na ziemi Bóg–Cz owiek ukazuje, i  Jego w adza nie opiera si  na przemocy, na sile i ucisku.

Jezus nie podporz dkowuje sobie  wiata mieczem. Wiecie,  e w adcy narodów uciskaj  je,
a wielcy daj  im odczu  swoj  w adz 
 — mówi Jezus. Ale nie tak b dzie u was. Lecz kto by
mi dzy wami chcia  sta  si  wielki, niech b dzie waszym s ug 
 (Mt 20, 25–26). Panowanie
Chrystusa by o s

eniem: Nie przyszed , aby Mu s

ono, lecz aby s

 i da  swoje  ycie

na okup za wielu (Mt 20, 28).

W obecnej kontemplacji oddajmy ho d Jezusowi jako Królowi. Uznajmy Jego Bosk  w adz
nad ca ym Wszech wiatem. Uznajmy tak e Jego panowanie i w adz  nad naszym  yciem.

background image

Wyra my wdzi czno  za sposób Jego panowania. Pro my, aby my nie bali si  nigdy Jego

adzy i aby my si  nigdy przed ni  nie bronili. Pro my tak e, by my mogli do wiadczy

odyczy panowania Jezusa.

2. Niebezpieczna podró

Uda  si  Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei (...) z po lubion  sobie Maryi , która
by a brzemienna
. Dla Matki oczekuj cej przyj cia na  wiat Dziecka by a to bardzo
niebezpieczna podró . Ale podró  do Betlejem, podj ta z rozkazu ziemskiego Cezara, mia a
by  jednak realizowaniem Bo ych planów. Wymaga a wi c ca kowitego zaufania
i powierzenia si  Jahwe.

Od chwili Zwiastowania Pan Bóg b dzie wymaga  od Maryi pe nego zaufania. B dzie Ona
bowiem napotyka  wiele bolesnych i zaskakuj cych, nierzadko tak e niezrozumia ych dla
Niej sytuacji. Ale w tych w

nie okoliczno ciach Maryia b dzie wykonywa  swoj misj

ebnicy.

Istot  Jej pos ugi jako

ebnicy Pa skiej nie b dzie najpierw zewn trzne dzia anie, ale

pos uga wiary. Wszystko, co Maryia b dzie robi , b dzie przejawem tej pos ugi wiary.
Odbywaj c niebezpieczn  podró  do Betlejem Maryia pe ni pos ug  wiary. Tak e w ca ym
pó niejszym  yciu przyjmuje  w duchu pos ugi wiary  wszystkie wydarzenia, w których
postawi J  Opatrzno . Maryia nie broni si , nie ucieka, nie szuka zabezpiecze .

W obecnej  modlitwie  kontemplujmy  podró   Maryi  i Józefa  z Nazaretu  do  Betlejem.
Przygl dajmy si  w sposób szczególny utrudzeniu i zm czeniu Maryi. Chciejmy dostrzec Jej
cicho  i pokój. Zauwa my te

w. Józefa, który troszczy si  o swoj  Ma onk . Udziela Jej

jako Jej m  wszelkiej koniecznej pomocy. Mo emy te  wyobrazi  sobie, w jaki sposób
Maryia i Józef modl  si  w czasie tej podró y, powierzaj c si  nieustannie Jahwe.

potem wej  w siebie samego, aby jaki  po ytek duchowny wyci gn

 — mówi  w. Ignacy

D, 114). Wejd my wi c w ca  histori  naszego  ycia, by dostrzec te wydarzenia

i sytuacje, w których w sposób szczególny byli my zapraszani, aby zaufa  Bogu; w których
byli my wzywani, aby da  si  Jemu prowadzi .

Pytajmy siebie, w jaki sposób odpowiadali my na to zaproszenie? Czy nie unikali my i nie
unikamy za wszelk  cen  sytuacji niepewno ci, ryzyka? Zauwa my, jak gor czkowo nieraz
szukamy ró norodnych zabezpiecze , w jaki sposób budujemy wokó  siebie mury obronne.

Zwykle przeczuwamy dobrze,  e brak zabezpieczenia, sytuacje niepewno ci, wystawianie si
na jakiekolwiek ryzyko jest bolesne, poniewa  grozi g bszym zranieniem. A poniewa  tkwi
w nas jaki  naturalny l k przed ka dym zranieniem, st d nasze gor czkowe wr cz szukanie
bezpiecze stwa. Im g bsze s  w nas obawy o siebie, tym bardziej gor czkowo i gwa townie
poszukujemy pewno ci i zabezpieczenia.

background image

Je eli jednak kierujemy si  cho  troch  poczuciem realizmu  yciowego, to  atwo

wiadomimy sobie,  e wszelkie nasze ludzkie zabezpieczanie si  pozostaje bardzo

wzgl dne. Wystarczy czasami ma a zmiana warunków zewn trznych, a ca y misternie
zbudowany system samoobrony i bezpiecze stwa, wali si  jak domek z kart.

Stajemy si  wówczas jeszcze bardziej bezbronni, bardziej podlegli zranieniu. Budowanie
ludzkiego bezpiecze stwa na ziemi nierzadko przypomina budowanie przez dzieci zamków
z piasku na pla y. Jeden przyp yw fali morskiej niszczy dorobek i trud wielu godzin.
Wspó czesne wojny potrafi  równie  w jednej chwili zniszczy  dorobek dziesi tków
pokole .

Nie tylko pojedynczy cz owiek nie mo e zabezpieczy  swojego  ycia na ziemi. Tak e ca e
spo eczno ci, narody i ca a ludzko  nie s  w stanie zbudowa  sobie trwa ego systemu
bezpiecze stwa. Ewangeliczni robotnicy, którzy buduj

nowoczesne obronne wie e

Jerozolimy, sami padaj  pod ich gruzami. Wida  w tym wyrazisty symbol bezradno ci
w szukaniu przez cz owieka bezpiecze stwa tutaj na ziemi. W kontek cie tej tragedii Jezus
powtarza znamienne s owa: Je eli si  nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie (por.  k 13,
1–5).

Te s owa nie przestaj  by  prawdziwe i dzisiaj. W naszych czasach cz owiek chc c
zbudowa  doskona y system zabezpiecze  i samoobrony, stworzy  sobie jednocze nie
pu apk . Bro , która mia a go broni  i zabezpiecza  trwa y pokój, sta a si

ród em kolejnego

zagro enia. Wysi ki najwi kszych organizacji mi dzynarodowych okazuj  si  bezsilne
i bezskuteczne wobec nienawi ci, jak  wyzwala zarówno u jednostek jak i u ca ych narodów

dza przemocy, odwetu, bogactwa czy w adzy. Cz owiek nie mo e zabezpieczy  swojego

ycia na ziemi. Mo e je jedynie powierzy  Bogu. Powierzenie  ycia Bogu jest jedynym

mo liwym zabezpieczeniem go.

Odwo uj c si  do naszej historii  ycia chciejmy sobie przypomnie  chwile, w których pada y
mury naszych zabezpiecze ; chwile, w których sami padali my ofiarami naszych systemów
zabezpieczaj cych. W tym kontek cie kontemplujmy Maryi  brzemienn  i Jej m a Józefa
podró uj cych do Betlejem w niepewno ci, po ród niebezpiecze stw, ale z ca ym zaufaniem
Bogu. Niech ich zaufanie b dzie dla nas wyzwaniem we wszystkich naszych trudnych
sytuacjach  yciowych, szczególnie wówczas, kiedy sens naszego wysi ku, naszej modlitwy
i pracy pozostanie zakryty przed nami.

3. Narodzenie w stajni

Kiedy tam przebywali, nadszed  dla Maryi czas rozwi zania. Porodzi a swego
pierworodnego Syna, owin a Go w pieluszki i po

a w  obie, gdy  nie by o dla nich

miejsca w gospodzie.

Najstarsza tradycja mówi nam,  e Józef umie ci  swoj

on  w grocie, w jednej z owych grot,

jakich jeszcze dzi  znajduje si  w 

Palestynie. Wzgórza Betlejem s  nimi wprost

podziurawione. S

y one za stajnie dla byd a.  w. Justyn m czennik, który pisa  w drugim

background image

wieku i doskonale zna  teren, stwierdza to formalnie (H. Daniel–Rops).  W grocie dla
zwierz t Maryia mog a znale  cisz  i spokój.

Sam ewangeliczny opis narodzenia Jezusa jest bardzo zwi

y i prosty.  ukasz wspomina

jedynie  o zwyczajnym  ge cie  owini cia  Dzieci cia  w pieluszki  i z

enia  Go  w  obie.

Wszystko za  dzia o si  w grocie dla byd a, poniewa  zabrak o dla Syna Bo ego miejsca
w gospodzie.

W obecnej kontemplacji dostrze my niezwyk

 miejsca Narodzenia Jezusa: stajni . Po

wielu wiekach — kierowany wielk  mi

ci  do Jezusa ubogiego —  w. Franciszek z Asy u

na nowo odkry  stajni , miejsce Narodzenia Chrystusa. Swoim odkryciem podzieli  si  ze

wiatem stwarzaj c teatr Narodzenia Jezusa —  yw  szopk . Tradycja szopki zachowa a si

w ca ym  wiecie chrze cija skim a  do naszych czasów. W obecnej kontemplacji chciejmy
jeszcze raz jakby na nowo zdziwi  si  miejscem urodzin Jezusa. Pan przyszed  na  wiat nie

ród z ota i srebra, lecz w ród b ota — powie  w. Hieronim.

Syn Bo y rodzi si , jak ostatni ubogi — w grocie dla byd a. B dzie te  umiera  jak ostatni
ubogi
 — na drzewie ha by po ród z oczy ców i jako z oczy ca.

Pro my,  aby my  w tych  dwu  tajemnicach  ewangelicznych,  w narodzeniu  w stajni  oraz
w  mierci na krzy u przeczuli sens i znaczenie ca ego  ycia Jezusa. Jezus przychodzi jako
ubogi, aby nas swoim ubóstwem ubogaci . Znacie przecie

ask  Pana naszego Jezusa

Chrystusa, który b

c bogaty, dla was sta  si  ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogaci

(2 Kor 8, 9).

A oto jak  w. Ignacy zach ca nas do kontemplacji Narodzenia Jezusa: Widzie  osoby,
a mianowicie Pani  nasz , i  w. Józefa i Dzieci tko Jezus po Jego Narodzeniu. Ja za  sam
stan  si  s

 ubo uchnym, niegodnym, patrz c na nich, kontempluj c ich i s

c im w ich

potrzebach tak, jakbym tam znalaz  si  obecny, z 

ca ym, jakie tylko jest mo liwe

uszanowaniem i ze czci . A potem  wej   w siebie samego, aby jaki  po ytek  duchowy
wyci gn

 ( D, 114).

Przyjmuj c t  zach

 Ignacego wpatrujmy si  w Dzieci tko Jezus, Jego Matk , Józefa, m a

Maryi, wzbudzaj c wiar  w Bóstwo Nowonarodzonego. Ten, którego z

ono w  obie

w stajni, jest Stwórc  nieba i ziemi, do Niego nale y wszelkie panowanie, moc i chwa a.

Dzi kujmy tak e Jezusowi za Jego niezwyk e Narodzenie, poprzez które ju  od pierwszego
dnia swojego  ycia na ziemi przyjmuje na siebie ca e nasze ubóstwo, n dz  i wszystko to,
czym czujemy si  przygnieceni i upokorzeni.

Pro my, aby my odkryli najg bszy sens Narodzenia Jezusa dla naszego osobistego  ycia.
Niech nam w tym pomo e pi kny tekst o Narodzeniu Jezusa anonimowego Autora z IX
wieku.  I

usznie,  e Jezus rodzi si  w drodze, bo przyszed , aby nam pokaza  drog . Ten,

który przyszed , aby nam pokaza  przestronno  Królestwa, chcia  narodzi  si  w ciasnym

óbku. Ten, który przyszed , aby da  nam szat  nie miertelno ci, chcia , by Go owini to nie

background image

jedwabnymi pieluszkami, (...) ale najbiedniejszymi. Ten, który przyszed , aby nasze r ce
i nogi rozwi za  do czynienia dobrych uczynków, pozwoli , aby Go z

ono w ciasnej

ko ysce. Co na to mamy powiedzie , bracia? Nale y zawo

 z Psalmist : Có  oddam Panu

za wszystko, co mi da ?

4. Pok on pasterzy

Ewangelicznym wzorem kontemplacji Nowonarodzonego Jezusa s  pasterze. Kim oni byli?
W czasach Chrystusa w Palestynie pasterze nale eli do najni szej klasy spo ecznej b

cej

w ogólnej pogardzie. Mieli na ogó  z  opini . Uwa ani byli za ludzi nieuczciwych i z odziei.

To w

nie dla pogardzanych judejskich pasterzy rozja ni a si  noc betlejemska. Oni jako

pierwsi zostaj  zaproszeni do spotkania z Mesjaszem. Pasterze jako pierwsi oddaj  chwa
Bogu–Cz owiekowi. Ubóstwo, prostota judejskich pasterzy sprawia, i  spontanicznie, bez
oporów i w tpliwo ci zginaj  kolana przed Panem nieba i ziemi le cym w  obie w stajni.

Wprowadzaj c pasterzy na scen  Narodzenia Jezusa,  ukasz otwiera ca  seri  spotka
Chrystusa z ubogimi, z chorymi, z lud mi zniewolonymi moc  z ego ducha, z grzesznikami,
z celnikami. Uznaj c nasze ubóstwo, s abo , nasz grzech, nasze zniewolenia, sta my
z pokor   w szeregu  ubogich  i pogardzanych  pasterzy.  Razem  z nimi  oddajmy  Jezusowi
pok on. Niech nam towarzyszy  wiadomo ,  e przyszed  nie do zdrowych i szcz liwych,
ale do tych, którzy si

le maj  (por.  k 5, 31).

W obecnej kontemplacji powró my na chwil  do najtrudniejszych momentów naszego  ycia,
kiedy nasze  ycie w jaki  sposób by o zagro one, kiedy czuli my si

le. Przywo ajmy je

tylko po to, aby g biej do wiadczy ,  e Jezus przyszed  w

nie do nas. Trudne, bolesne

i upokarzaj ce do wiadczenia ludzkiego  ycia s  szczególnym miejscem Narodzenia Jezusa.
One przekonuj  nas najpe niej o potrzebie otwarcia si  na Tajemnic  Wcielenia.

Pro my, aby nasze przebywanie z ubogimi pasterzami pomaga o nam poznawa  i coraz
bardziej kocha  ubogiego Jezusa, aby móc w ten sposób zrozumie  Jego zaproszenie do
na ladowania Go w znoszeniu wszelkich krzywd i wszelkiej zniewagi i we wszelkim ubóstwie,
tak zewn trznym jak i duchowym
 ( D, 98).

Na zako czenie tej kontemplacji uwielbiajmy Tajemnic  Wcielenia wraz ze  w. Grzegorzem
z Nazjanzu, Ojcem Ko cio a. Chrystus si  rodzi, wielbijmy Go. Chrystus z nieba przychodzi,
wyjd my Mu na spotkanie. Chrystus na ziemi, wznie my si  na wy yny niebios!  piewajcie
Panu wszystkie krainy! Niech cieszy si  niebo i ziemia raduje, gdy  Pan niebios staje si
mieszka cem ziemi. Chrystus przybra  cia o, z dr eniem i rado ci  wykrzykujcie: z dr eniem
z powodu grzechu, z rado ci  z powodu nadziei. Kto nie sk ada ho du Temu, który jest od
pocz tku? Kto nie wielbi Tego, który jest na ko cu? Gotujcie drog  Pa sk , ja za  g osz
znaczenie tego dnia: Bezcielesny przyjmuje cia o. S owo przyjmuje materi . Niewidzialny
daje si  widzie . Nietykalny daje si  dotkn

. Bezczasowy poczyna si  w czasie. Syn Boga

staje si  cz owiekiem.

background image

VII. DWUNASTOLETNI JEZUS

Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na  wi to Paschy. Gdy mia  lat dwana cie,
udali si  tam zwyczajem  wi tecznym. Kiedy wracali po sko czonych uroczysto ciach, zosta
Jezus  w 

Jerozolimie,  a 

tego  nie  zauwa yli  Jego  Rodzice.  Przypuszczaj c,  e  jest

w towarzystwie p tników, uszli dzie  drogi i szukali Go w ród krewnych i znajomych. Gdy
Go nie znale li, wrócili do Jerozolimy szukaj c Go. Dopiero po trzech dniach odnale li Go
w  wi tyni, gdzie siedzia  mi dzy nauczycielami, przys uchiwa  si  im i zadawa  pytania.
Wszyscy za , którzy Go s uchali, byli zdumieni bystro ci  Jego umys u i odpowiedziami. Na
ten widok zdziwili si  bardzo, a Jego Matka rzek a do Niego: Synu, czemu  nam to uczyni ?
Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukali my Ciebie. Lecz On im odpowiedzia : Czemu cie
Mnie szukali? Czy nie wiedzieli cie,  e powinienem by  w tym, co nale y do mego Ojca? Oni
jednak nie zrozumieli tego, co im powiedzia . Potem poszed  z nimi i wróci  do Nazaretu;
i by  im poddany. A Matka Jego chowa a wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu.
Jezus za  czyni  post py w m dro ci, w latach i w  asce u Boga i u ludzi
 ( k 2, 41–51).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie Jezusa siedz cego mi dzy
nauczycielami, przys uchuj cego si  w skupieniu ich naukom oraz zadaj cego im pytania.
Dostrze my prostot  i naturalno  w zachowaniu Ch opca. Zauwa my podziw tych, którzy
Go s uchaj . S uchajmy pyta  Jezusa i odpowiedzi udzielanych Mu przez uczonych.

Pro ba o owoc kontemplacji: Pro my najpierw, aby my wzorem dwunastoletniego Jezusa
pragn li  wzrasta   w m dro ci  u Boga  i ludzi.  Pro my  tak e  o g bokie  pragnienie
na ladowania Jezusa  w byciu w tym, co nale y do Ojca. Módlmy si  równie  o wielk
wolno  wewn trzn , dzi ki której mogliby my wszystko w czy  w nasz  wi  z Bogiem.

1. Dom modlitwy

Opowiadanie o pobycie dwunastoletniego Jezusa w  wi tyni Jerozolimskiej nie przedstawia
jedynie odizolowanego szczegó u w trzydziestoletniej historii  ycia ukrytego w Nazarecie.
Z jednej strony zamyka ono Ewangeli  Dzieci cych lat Jezusa. Z drugiej strony opowiadanie
to tworzy jakby przej cie do  ycia publicznego.

Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na  wi to Paschy. Gdy mia  lat dwana cie,
udali si  tam zwyczajem  wi tecznym
. F. Mauriac mówi,  e dwunastoletni  yd nie jest ju
dzieckiem
. W czasach Jezusa od dwunastego roku  ycia m czyzna by  dopuszczany do

ycia doros ych.

Celem pielgrzymki Jezusa i Jego Rodziców do Jerozolimy by y obchody  wi t Paschy.
Pielgrzymi w drodze do  wi tego Miasta modlili si ,  piewali Psalmy. Gdy po trzech dniach
drogi Jezus ujrza  z dala z ote mury Jerozolimy, serce Jego  ywo zabi o na jej widok.
Wysun   si   na  czo o  pochodu  i wpatrzony  w mury  i spi trzone  domy,  i obwarowan

background image

portykami  wi tyni , góruj

 nad miastem, szed  ku niemu jak w transie, [szed ] ku stolicy

Dawidowej, któr  przez tyle lat nosi  w swoim sercu (R. Brandstaetter).

Jezus jako dorastaj cy Ch opiec, jak ka dy pobo ny  yd, kocha

wi te Miasto, a w nim

w sposób szczególny  wi tyni . Ze zdziwieniem i zachwytem przygl da  si  wielko ci
i pot dze tego miasta.

Po zako czonych uroczysto ciach, cho  Jego Rodzice udali si  w powrotn  podró  do
Nazaretu, On jeszcze przez trzy dni pozostaje w Jerozolimie, jakby chcia  zatrzyma  ca

dro  i  wi to , któr  kry y mury  wi tyni, jakby chcia  si  nacieszy  pi knem miasta.

Kontemplujmy zachwyt dwunastoletniego Ch opca pi knem Jerozolimy, zachwyt wielk

wi tyni  (której obwód liczy 1500 m.) odbudowan  przez Heroda Wielkiego. Przebywanie

w niej by o dla Jezusa czasem wielkich duchowych wzrusze  i do wiadcze . W  wi tyni
Jezus by  u siebie, w domu swojego Ojca.

W czasie  ycia publicznego mi

 do Jerozolimy, zagro onej jej w asn  niewierno ci ,

wyci nie z Jego oczu  zy  alu i bólu. Jezus kocha  wi te Miasto pomimo ca ej jego
nieprawo ci i grzechu. B dzie je upomina  i karci , ale jednocze nie b dzie je kocha :
Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie s  pos ani.
Ile razy chcia em zgromadzi  twoje dzieci, jak ptak swoje piskl ta pod skrzyd a, a nie
chcieli cie
 ( k 13, 34).

Mi

 Jezusa do Jerozolimy mo e naprowadzi  nas na nasz  mi

 do Ko cio a. Ko ció

jest Now  Jerozolim , Nowym Miastem, Now

wi tyni . Jak dla Jezusa  wi tynia

Jerozolimska by a domem modlitwy, tak teraz dla nas tym miejscem jest Ko ció .

Orygenes  pi knie  czy  szukanie  przez  Maryi   i Józefa  Jezusa  w  wi tyni  z naszym
szukaniem  i odkrywaniem  Jezusa  w Ko ciele:  I szukaj c odnale li Go w wi tyni. Nie
w jakimkolwiek innym miejscu, lecz w  wi tyni (...) po rodku uczonych, gdy ich s ucha
i zadawa  im pytania. Ty wi c tak e szukaj Jezusa w Ko ciele Boga, szukaj w  wi tyni, szukaj
Go po ród nauczycieli, którzy s  w  wi tyni i nie wychodz  z niej; a gdy tak b dziesz szuka ,
odnajdziesz Go
.

Dzi kujmy Jezusowi za Jego mi

 do  wi tego Miasta, dzi ki której uczy nas mi

ci do

Ko cio a. Pro my, aby s abo ci i grzechy Ko cio a, podobnie jak grzechy  wi tego Miasta
dla Jezusa, nie by y powodem naszego zw tpienia i odrzucenia Go.

Wielki wspó czesny teolog, kardyna  H. de Lubac w ksi ce Medytacje o Ko ciele pisanej
w czasach próbowania jego wierno ci Ko cio owi napisze: Nigdy Ko ció  nie daje nam
bardziej Jezusa Chrystusa jak w

nie wtedy, gdy mamy okazj  bycia jak On, w chwilach

ki.

background image

2. Przys uchiwa  si  i zadawa  im pytania

W kru gankach  wi tyni otoczeni kr giem uczniów nauczali doktorzy i biegli w Zakonie.
Dzieci wciska y si  mi dzy gromad  s uchaczy; zdarza o si  nawet,  e pozwalano im stawia
pytania. Historyk Józef opowiada,  e jako ch opiec uczestniczy  w 

tych turniejach

umys owych, a poniewa  nie odznacza si  skromno ci , dodaje nawet,  e starsi kap ani
i wa niejsze osobisto ci miasta udawa y si  do niego po dok adne wyja nienia zagadnie
Prawa. Mi dzy tymi doktorami i m drcami Izraela siedzia  w

nie Jezus (H. Daniel–Rops).

Wbrew ogólnie przyj temu mniemaniu, zw aszcza w ikonografii, dwunastoletni Jezus nie
naucza w  wi tyni, ale siedzi mi dzy nauczycielami, przys uchuje si  im i zadaje im pytania.
Podziw budzi niezwyk a zdolno  Jezusa wnikania w sens Pisma.

Profesor nauk biblijnych, D. Flusser, stwierdza,  e dwunastoletni Jezus dyskutuj cy
z uczonymi w Pi mie jest podobny do dzisiejszego zdolnego studenta. Pytania, jak i ca e
zachowanie si  Jezusa objawiaj  Jego niezwyk  m dro . Nie polega ona tylko na wiedzy,
nagromadzonych informacjach. M dro  Jezusa polega przede wszystkim na odkrywaniu
znaczenia nauki proroków, których zapowiedzi mia  wype ni  swoim  yciem.

Zauwa my,  e Jezus — Bóg–Cz owiek — nie zdoby  m dro ci przy pomocy jakiego
zewn trznego cudu, ale poprzez pokorn  i uwa

 prac .

ciwie Jezusa wychowa a Jego

asna natura, promienna, pot na — zauwa a E. Renan. Nauczy  si  czyta  i pisa

prawdopodobnie wed ug metody, rozpowszechnionej na ca ym Wschodzie. Metoda ta
polega a na tym,  e ch opcom daje si  ksi

 do r ki, a oni powtarzaj  tekst rytmicznie,

chóralnie, a  go zapami taj .

Dzi kujmy Jezusowi,  e trudzi  si  w zdobywaniu m dro ci razem z nami i dla nas. Pro my,
aby Jego trud rozbudzi  w nas pragnienie poznania S owa Bo ego, poznania wielkiej
Tradycji Ojców od czasów Abrahama a  do naszych dni.

Patrz c na 12–letniego Jezusa pytajmy si , czy i my trudzimy si  dla zdobycia prawdziwej

dro ci? Czy szukamy g bszego poznania naszej wiary, naszej historii zbawienia? Czy

szukamy nauki  o Bogunauki  o Jezusie? G boka wiara, nawet najbardziej prostego
cz owieka, nie jest nigdy wiar  bezmy ln . Ludzie prostej, ale g bokiej wiary odruchowo
szukaj  zg biania jej przez refleksj , lektur  czy nawet systematyczne studium. Dzi kuj c
Jezusowi za Jego wzrastanie w m dro ci, pro my, aby my i my pragn li wzrasta  w niej.

3. By  w tym, co nale y do Ojca

Podczas, gdy Jezus siedzia  mi dzy uczonymi, s ucha  ich i zadawa  im pytania, Jego
Rodzice z bólem serca szukali Go przez trzy dni. Po trzech dniach odnale li Go w  wi tyni.
Na ten widok zdziwili si  bardzo, a Jego Matka rzek a do Niego: Synu, czemu  nam to
uczyni ? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukali my Ciebie. Lecz On im odpowiedzia :

background image

Czemu cie Mnie szukali? Czy  nie wiedzieli cie,  e powinienem by  w tym, co nale y do
mego Ojca?

Odwo uj c si  do ewangelicznego opowiadania, wyobra my sobie to wydarzenie.
Przedstawmy sobie najpierw Maryi  i Józefa, którzy chodz  po ca ej Jerozolimie i pytaj
o dwunastoletniego Ch opca. Opisuj , w jaki sposób by  ubrany, jak wygl da. By  mo e
wiele razy przychodz  do  wi tyni. A  kto  w trzecim dniu szukania zwróci  im uwag , i
widzia  Ch opca pomi dzy uczonymi.

Kontemplujmy najpierw zdziwienie Rodziców, pe ne wielu ró nych uczu : ból sprawiony
ucieczk  Jezusa, rado  z odnalezienia Go, zaskoczenie nieoczekiwanym Jego zachowaniem
i udzielon  w asnym Rodzicom odpowiedzi . Ws uchajmy si  w ten delikatny wyrzut Maryi,
w którym jest wiele cierpienia: Synu, czemu  nam to uczyni ? Oto ojciec Twój i ja z bólem
serca szukali my Ciebie
.

Bardzo pi knie t  scen  spotkania opisuje R. Brandstaetter: W tej w

nie chwili Miriam

i Josef spostrzegli Jezusa. Miriam w przyp ywie rado ci bieg a do Niego, by Go u cisn

.

Lecz Josef, urzeczony widokiem Ch opca w ród doktorów, przytrzymywa  niewiast  za rami
i zapomniawszy o niedawnym niepokoju, ch on  w siebie Jego natchnione i m dre s owa.
Ale niewiasta, uwolniwszy swoje rami  z m owej d oni, pobieg a po stopniach portyku,
roztr ci a doktorów i rzuci a si  na szyj  ukochanemu Synowi wo aj c: Jeszuo, dziecko moje,
czemu  mi to uczyni ? Oto ojciec twój i ja szukali my ciebie
.

Nast pnie kontemplujmy zachowanie Jezusa, Jego rado  oraz wielki pokój w s owach
i gestach. Ws uchajmy si  w wyja nienie Jego zachowania, w którym równie  z pewnym
odcieniem wyrzutu t umaczy, i  Rodzice powinni byli wiedzie ,  e Jego miejsce jest
w  wi tyni — przed Ojcem: Czy  nie wiedzieli cie,  e powinienem by  w tym, co nale y do
mego Ojca?

W tych pierwszych s owach zanotowanych w Ewangeliach, Jezus powo uje si  na swojego
Ojca. H. Daniel–Rops twierdzi, i  te pierwsze znane nam s owa Jezusa s twarde. Ujawnia
si  w nich bowiem, i  Jezus jest w pe ni  wiadomy swej misji. W tych s owach zarysowuje
si  wielkie pouczenie Ewangelii,  e ten, kto chce i  za Chrystusem, musi zerwa  wszystkie,
cho by najdro sze w

y i przywi zania ludzkie.

Dwunastoletni Jezus w  wi tyni zg bia co we wszystkich Pismach odnosi o si  do Niego ( k
24, 27). Jezus wchodzi tak e w jak  tajemnicz , mistyczn  wi  ze swoim Ojcem. Sam
Ojciec i Jego sprawy wype nia  b

 odt d ca  ludzk  Osob  Jezusa: ca e Jego serce, ca y

Jego umys , ca  Jego dusz , wszystkie Jego si y (por. Pwt 6, 5).

Wszystko inne zostanie zrelatywizowane. Zrelatywizowany zostanie tak e ból sprawiony

asnym Rodzicom. I w

nie dlatego 12–letni Jezus powie swojej Matce i przybranemu

Ojcu: Czemu cie Mnie szukali?

background image

Oddanie si  wy cznie do dyspozycji Ojca daje Jezusowi absolutn  wolno  wewn trzn .
Wolno  wobec wszystkich ludzkich spraw; wolno  wobec wszystkich ludzi, tak e wobec

asnej Matki i przybranego Ojca. W  yciu Jezusa nie b dzie najmniejszego kompromisu.

Wszystko zostanie po wi cone sprawie Ojca niebieskiego. Ukoronowaniem ca ego oddania
si  Jezusa swojemu Ojcu jest Jego modlitwa na krzy u: Ojcze, w Twoje r ce powierzam
ducha mojego
 ( k 23, 46).

Dzi kujmy Jezusowi za Jego ca kowite oddanie si  sprawie Ojca. Pro my jednocze nie, aby
i dla nas by o coraz bardziej oczywiste,  e sens naszego  ycia odnajdziemy tylko w naszej
przynale no ci do Boga. Pro my tak e, aby nasze pragnienie bycia w tym, co nale y do Ojca,
rodzi o w nas wielk  wolno  wewn trzn : wolno  wobec rzeczy i ludzi; wolno  wobec
siebie samych; wolno  wobec swoich s abo ci i talentów; wolno  wobec tego, kim
jeste my i co posiadamy. Owa wolno  pomo e w czy  w relacj  z Bogiem wszystkie,
nawet najtrudniejsze sprawy  ycia.

4. Oni jednak nie zrozumieli

Czemu cie Mnie szukali? Czy nie wiedzieli cie,  e powinienem by  w tym, co nale y do mego
Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedzia 
.

Miriam  i Josef — pisze R. Brandstaetter — us yszawszy te s owa powinni ulec
wewn trznemu wstrz sowi i w nag ym ol nieniu ujrze  to wszystko, co si  potem, po latach
wydarzy o. Ale nie ulegli temu wstrz sowi. Niczego nie ujrzeli. S owa, w których Jezus
podporz dkowa  prawo ziemi nieub aganemu prawu niebios, nie zosta y przez Jego rodziców
zrozumiane. Miriam zachowa a je w pami ci, albowiem Elohim nie chcia , aby ich oczy
otworzone by y na to, co jeszcze powinno by  przed nimi zakryte i utajone
.

Pe ne poznanie spraw Ojca przez dwunastoletniego Jezusa  ukasz przeciwstawia brakowi
poznania u Jego Rodziców. Ewangelista pokazuje, i  Maryia i Józef nie mog  przekroczy
wiary Starego Przymierza. Sami nie mog  wyj  poza Stare Przymierze. Nie mog  zrozumie
Nowego, które ustanawia ich w asny Syn swoim przyj ciem na ziemi . Ten brak pe nego
poznania nie jest jednak  adn  win , nie jest bowiem brakiem na poziomie moralnym. Nie
rozumiej , poniewa  nie by o im jeszcze dane zrozumie .

Z powodu braku pe nego zrozumienia ich wiara przechodzi a przez wiele trudno ci.
Wymaga a ca kowitego zaufania Jahwe, zaufania ich Synowi. Brak zrozumienia by  dla nich
miejscem oczyszczenia wiary, miejscem jej wzrostu.

Maryia nie rozumia a tego, co mówi  i czyni  Jej Syn, ale nie w tpi a: chowa a wiernie
wszystkie te wspomnienia w swym sercu
. Maryia domy la si  bowiem,  e jest On kim
wi kszym od cz owieka
  —  pisze  Orygenes  —  i dlatego zachowywa a wszystkie te s owa
w sercu swoim. Zachowywa a s owa Jezusa, ale nie jako s owa dwunastoletniego ch opca,
ale jako s owa Tego, który zosta  pocz ty z Ducha  wi tego; jako s owa Tego, którego
widzia a, jak wzrasta  w m dro ci i w  asce u Boga i ludzi
.

background image

Jak

 bliska jest nam Maryia nie rozumiej ca s ów swojego Syna. Bliska, poniewa  bardzo

podobna do nas. Nierzadko i my znajdujemy si  w sytuacjach, które przerastaj  nasze
mo liwo ci rozumienia. Nie rozumiemy tego, co dzieje si  w nas i z nami. Wchodzimy
w jak   niemo no   wewn trznego  poznania  celowo ci  i sensowno ci  wielu  naszych
do wiadcze

yciowych, wielu praw  ycia ludzkiego, wielu prawd wiary. Wchodzimy

w jak

pustk  poznawcz .

W jakim  wewn trznym rozdarciu — jak Maryia i Józef — szukamy d ugo i z bólem serca.
A kiedy wreszcie znajdujemy to, czego szukali my, nie rozumiemy tego do ko ca. Jest to dla
nas zakryte. Nierzadko przed pewnymi prawdami naszej wiary stajemy jak przed murem,
którego w  aden sposób nie jeste my w stanie przekroczy .

Odczuwamy wówczas wielk  pokus  odmówienia tym wydarzeniom, prawdom, prawom
jakiegokolwiek sensu, poniewa  sami go nie widzimy. Je eli poszliby my za t  pokus ,
wówczas przekre liliby my Bo e plany wobec naszego  ycia. Odmówiliby my Bogu prawa
prowadzenia nas przez  ycie. Uk adaliby my sobie  ycie po swojemu.

Maryine rozwa anie w sercu niezrozumia ych wydarze  prowadzi nas do odkrywania sensu
Tajemnicy. Tajemnica przechodzi przez trudne, bolesne i cz sto niejasne sytuacje  yciowe.
Tajemnica Boga w  yciu cz owieka nierzadko spe nia si  poza jego osobistym rozumieniem.
Bóg nie ma obowi zku t umaczy  si  przed cz owiekiem ze swoich dzie  dokonywanych
w jego  yciu. Bóg domaga si  zaufania.

Bóg nie dokona jednak niczego w  yciu cz owieka bez jego wyra nego przyzwolenia.
W Maryi Bóg móg  dokona  wielkich rzeczy, tak e poza Jej osobistym rozumieniem, gdy
Ona pozwoli a Mu dzia

 oddaj c si  do Jego dyspozycji.

Na zako czenie rozmawiajmy najpierw z Matk  Naj wi tsz  prosz c J , aby przeprowadza a
nas przez trudne chwile, w których — jak Ona — nie b dziemy rozumieli tego, co mówi nam
Jej Syn.

Rozmawiajmy równie  z dwunastoletnim Jezusem. Wraz z uczonymi podziwiajmy  Jego

dro , Jego ca kowite oddanie si  Ojcu oraz Jego pe

 wolno . Pro my Go, aby mi

,

któr

ywimy do Niego, przynagla a nas do coraz pe niejszego poznawania Go oraz do coraz

wierniejszego na ladowania.

background image

VIII.  YCIE UKRYTE

gdy wype nili wszystko wed ug Prawa Pa skiego, wrócili do Galilei, do swego miasta —
Nazaret. Dzieci  za  ros o i nabiera o mocy, nape niaj c si  m dro ci , a aska Bo a
spoczywa a na Nim
 ( k 2, 39–40).

Potem poszed  z nimi i wróci  do Nazaretu; i by  im poddany. (...) Jezus za  czyni  post py
w m dro ci, w latach i w  asce u Boga i u ludzi
 ( k 2, 51–52).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie Jezusa jako dorastaj cego ch opca,

odzie ca, m czyzn . Wyobra my Go sobie na modlitwie w synagodze, w samotno ci na

onie przyrody, przy pracy. Przedstawmy Go  sobie tak e  w rozmowie z Rodzicami,

z rówie nikami, w rozmowie z s siadami itp.

Pro ba o owoc kontemplacji: Pro my Jezusa, aby Jego ukryte  ycie by o dla nas wielk
szko  bezinteresownego szukania wi zi z 

Bogiem. Pro my tak e, aby atmosfera

nazareta skiego domu, pe na ludzkiego ciep a i  yczliwo ci, udzieli a si  tak e nam, by my
usi owali  wprowadzi  j   w naszym otoczeniu:  w naszej  rodzinie,  wspólnocie,  w gronie
przyjació .

1. Trzydzie ci lat w ukryciu

Dwa krótkie fragmenty Ewangelii wg  w.  ukasza, które przeczytali my, opisuj  nam
trzydzie ci lat ukrytego  ycia Jezusa w Nazarecie. Oba opisy nie przekazuj  nam praktycznie

adnych szczegó ów historycznych.  Nie  wspominaj  o 

do wiadczeniach dzieci stwa,

o wczesnych latach m odo ci. Nie mówi  tak e nic o dojrza ym  yciu Jezusa przed Jego
publiczn  dzia alno ci .  Wspominaj  jedynie,  i  przebywa   w Nazarecie  i dobrze  si
rozwija , jak ka de zdrowe, otoczone troskliw  opiek  i mi

ci  rodziny dziecko.

A mimo to te dwie krótkie notatki posiadaj  ogromne znaczenie. Ukazuj  bowiem zwi le
dorastanie Jezusa do tego, kim b dzie On w czasie swojej publicznej dzia alno ci; kim b dzie
podczas swojej m ki i  mierci.

Trzydzie ci lat  ycia ukrytego w Nazarecie, w których z pozoru nic si  nie dzia o, wype nia

ugie, pokorne i ciche wzrastanie Jezusa w asce u Boga i u ludzi. Przez trzy dziesi ciolecia

Chrystus uczy si  ca kowitego oddawania si  Ojcu, pe nienia Jego woli. Przez trzydzie ci lat
Jezus uczy si  pokornej i cierpliwej s

by bli nim. D ugie lata  ycia w ukryciu nie s  mniej

wa ne ni  trzy lata publicznej dzia alno ci.

Mieszka cy Nazaretu, którzy na co dzie  przebywali z Jezusem, rozmawiali z Nim, modlili
si  z Nim w synagodze, b

 si  dziwi  podczas Jego publicznej dzia alno ci i b

 pyta :

Sk d u Niego ta m dro  i cuda? Czy  nie jest On synem cie li? Czy Jego Matce nie jest na

background image

imi  Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Tak e Jego siostry czy nie  yj
wszystkie u nas? Sk

e wi c ma to wszystko? I pow tpiewali o Nim (Mt 13, 54–57).

Jezus nie wyró nia  si  niczym nadzwyczajnym, co mia oby zapowiada  Jego niezwyk
przysz

. St d to spontaniczne pytanie mieszka ców Nazaretu: Dlaczego wi c dzi  jest On

taki inny, dlaczego dzi  tak bardzo si  wyró nia?

Zdziwienie i zaskoczenie mieszka ców Nazaretu  wiadczy jedynie o ich nie wiadomo ci.
Nie mieli bowiem dost pu do tego, co dzia o si  w Jezusie od pierwszych lat Jego  ycia, a
do wyj cia z Nazaretu.

To d ugie i pokorne  ycie Jezusa w ukryciu uczy nas wa nej prawdy o  yciu duchowym
cz owieka: tajemnica Boga w nas wzrasta w ciszy. Tajemnica Boga w cz owieku wzrasta
w sposób niewidoczny dla ludzkiego oka. Wzrasta jak ziarno wrzucone w ziemi . Chocia  na
zewn trz nie wida  ziarna ani te  jego wzrostu, to jednak w miar  up ywu czasu do wiadcza
si  jego owoców.

Ewangelia nie opisuje nam szczegó owo, co Jezus robi  w Nazarecie. Odwo uj c si  jednak
do znajomo ci codziennego  ycia w Palestynie w czasach Chrystusa mo emy towarzyszy
Jezusowi  w 

Jego  codziennej  pracy,  w 

Jego  modlitwie,  przy  posi kach  rodzinnych,

w rozmowach z Maryi , z Józefem, w rozmowach z towarzyszami dzieci stwa.

Na zewn trz Jezus nie wyró nia  si  niczym szczególnym. By  pobo nym, prawowiernym

ydem, jak wielu innych w Jego czasach. By  podobny do swoich ziomków we wszystkim,

oprócz ich grzechów.

Jezus jako ma e dziecko uczy  si  chodzi , mówi ; uczy  si  podstawowych zachowa
i czynno ci cz owieka. Jako dorastaj cy ch opiec uczy  si  pracowa , modli , zapoznawa  si
z Tor , pomaga  swoim Rodzicom. Z pewno ci  bawi  si  ze swoimi rówie nikami, jak
ka de zdrowe dziecko.

Usi ujmy przebi  si  przez nasze wyobra enia o Jezusie oparte o zachodni  ikonografi . Zbyt
cz sto ukazuje nam ona Chrystusa w sposób sztywny, w sposób zbyt uroczysty. Proponuje
nam w Jezusie obraz  ycia zbyt oddalonego od zwyczajnego, prostego, codziennego  ycia
cz owieka.

Dzi kujmy Chrystusowi, i  wszed  w monotoni  ludzkiego  ycia.  ycie Jezusa w Nazarecie
objawia nam, i monotonia codzienno ci nie musi by  m cz ca czy tym bardziej niszcz ca.
Mo e sta  si  miejscem otwarcia na mi

; na mi

 Boga, na mi

 bli nich, na mi

siebie samego.

Monotonna codzienno  mo e sta  si  miejscem przyjmowania i dawania istoty ludzkiego

ycia: mi

ci. W monotonnej codzienno ci mo na by  szcz liwym. Do ludzkiego szcz cia

nie jest konieczny kolorowy — ale jak

 cz sto pusty — wielki  wiat zmys owych uciech

i wra

.

background image

Pro my o g bokie poznanie wiary,  e my równie  jeste my zaproszeni w jakiej  formie do

ycia ukrytego. Ka demu z nas Jezus ofiaruje

ycie ukryte. Niektórych wzywa do

ca kowitego ukrycia si  w  yciu zakonnym. Innych wzywa do ukrycia si  w zacisze  ycia
rodzinnego. Innych jeszcze wzywa do ukrycia si  w samotno ci, która nie wi e si  jednak
z  adn  prawnie ukszta towan  wspólnot .

Ale nawet wówczas, kiedy posiadamy wa ne funkcje spo eczne i nie mo emy tak  atwo
ukry  si  przed innymi, jeste my zaproszeni, aby od czasu do czasu ofiarowa  sobie okresy

ycia ukrytego. Im wi ksza spoczywa na nas odpowiedzialno , tym bardziej potrzebujemy

chwil  ycia ukrytego. Podobnie jak Jezus w czasie swojej publicznej dzia alno ci, równie
i my winni my oddala  si  na pustyni , aby szuka  obecno ci Boga.

wiczenia duchowne,

które odprawiamy, s  takim w

nie czasem  ycia ukrytego.

Czasu  ycia ukrytego, jaki otrzymujemy w darze, nie powinni my odbiera  wy cznie jako
oczekiwania na pó niejsz  aktywno  zewn trzn . To, co dzieje si  w nas w ukryciu, jest tak
samo wa ne, jak to, co dzieje si  w ró nych formach zewn trznego, aktywnego dzia ania.

W obecnej kontemplacji dzi kujmy Jezusowi za Jego d ugie  ycie ukryte. Dzi kujmy Mu, i
równie  nas zaprasza do na ladowania Go w szukaniu ukrycia si  przed  wiatem, aby móc
pe niej i skuteczniej szuka  Boga i Jego woli. Dzi kujmy Jezusowi za odradzaj ce si  w nas
ci gle na nowo pragnienie ciszy, pragnienie g bszej modlitwy.

2. Ubóstwo Nazaretu

Nazaret z czasów Jezusa nie bardzo si  ró ni o od dzisiejszego. Uliczki, w ród których igra
jako dzieci , posiadaj  ten sam grunt kamienisty, a domki od domków s  oddzielone takimi
samymi przej ciami. Dom Józefa by  z pewno ci  ca kiem podobny do owych dzisiejszych

dznych domów z kamienia.  wiat o wpada o do nich jedynie przez otwarte drzwi. W jednej

wi kszej izbie mie ci o si  wszystko. By a ona zarazem warsztatem, kuchni , sypialni . Na
ziemi roz

one materace a na nich kilka poduszek, dalej kilka naczy  glinianych, skrzynia

malowana, narz dzia pracy — oto ca y dobytek. Oto w jaki sposób opisuje miasteczko
Nazaret znany badacz  ycia w Palestynie w czasach Chrystusa, E. Renan.

Odwo uj c si  do tego bardzo realistycznego opisu miasteczka Nazaret oraz domku,
w którym  mieszka  Jezus,  kontemplujmy to ubogie  i proste  miejsce  ycia ukrytego.
Dzi kujmy Chrystusowi za ubóstwo i prostot  nazareta skiego domku. Jest ono jakby
przed

eniem ubóstwa stajenki betlejemskiej. Jezus sta  si  ubogi z w asnego wyboru. Sta

si  w sposób szczególny podobny do ubogich we wszystkim, oprócz ich grzechów. Pro my
tak e, aby Jezus objawi  nam, do jakiej formy ubóstwa zaprasza nas w naszym na ladowaniu
Go.

background image

3. Praca Jezusa w Nazarecie

Jezus za  czyni  post py w m dro ci, w latach i w  asce u Boga i u ludzi ( k 2, 52). M dro ,
w której wzrasta  Jezus, oznacza najpierw do wiadczenie, umiej tno  wykonywania
ró nych czynno ci. M drym w sensie biblijnym jest przede wszystkim robotnik, który zna
swój zawód; umie go dobrze wykonywa .

dro , w której wzrasta  Jezus, dotyczy nie tylko zg biania Tradycji Ojców, znajomo ci

Biblii, sztuki czytania i pisania, ale równie  znajomo ci zawodu. Jezus uczy  si  pracowa
jak ka de dziecko i ka dy dorastaj cy m odzieniec.

Jezus jako cz owiek ubogi ci

ko pracuje. W asnymi r kami zarabia na utrzymanie swoje

i na utrzymanie swoich najbli szych. Nauczanie Jezusa doskonale odzwierciedla Jego
do wiadczenie zdobyte przy pracy. Obrazy do swoich przypowie ci Jezus czerpie z pracy
mieszka ców Palestyny: z pracy w winnicy, z pracy na roli, z pracy pasterzy, z pracy kobiety
w domu, w pracy w handlu, przy budowie domu, z pracy rybaków. Do wiadczenie zwi zane
z tymi zawodami Jezus zdobywa  podczas trzydziestu lat  ycia ukrytego.

Równie  pod k tem do wiadczenia zdobytego przy pracy Jezus patrzy na otaczaj

 Go

przyrod  i zjawiska atmosferyczne z ni  zwi zane. Np. obserwacje nieba, o których mówi
Jezus, nie nawi zuj  najpierw do poetycznego pi kna zachodów czy wschodów s

ca, ale

do obserwacji zmian pogody, tak wa nej dla rolnika: Gdy ujrzycie chmur  podnosz

 si  na

zachodzie,  zaraz  mówicie:  Deszcze  idzie.  I tak  bywa.  A gdy  wiatr  wieje  z po udnia,
powiadacie: B dzie upa . I bywa
 ( k 12, 54–55). Nie znaczy wcale, i  Jezus nie by  wra liwy
na pi kno. Cz owiek ci

kiej pracy na roli nie zachwyca si  jednak przede wszystkim

pi knem nieba, ale obserwuje je, gdy  pragnie przewidzie  pogod .

Chciejmy towarzyszy  Jezusowi w Jego codziennej cichej i pokornej pracy. Chciejmy
dostrzec Jego zaanga owanie w prac , wielki pokój serca, rado  przetwarzania  wiata.
I chocia  po dzie ach r k Jezusa w Nazarecie nie pozosta  cho by najmniejszy  lad (nawet
w zewn trznym opisie), to jednak praca Jego posiada wieczny sens.

Zewn trzny owoc, który da by si  wymierzy , obliczy , opisa  i zachowa  dla ludzkiej
pami ci nie jest g ównym wyznacznikiem sensu i celu pracy. Praca wi kszo ci ludzi nie
przetrwa nawet ich w asnego  ycia. Posiada ona nierzadko bardzo s

ebny, pokorny

charakter. Jej owoce przemijaj  wraz z cz owiekiem.

Ludzka praca bywa tak e niszczona przez up ywaj cy czas, przez przyrod , przez
zawieruchy wojenne. Tylko praca niewielu zostaje utrwalona w ludzkiej pami ci lub te
w trwa ych dzie ach, które przetrwaj  kilka pokole  czy te  wieków.

Jezus w swojej pracy sta  si  podobny do wi kszo ci ludzi. Jego praca nie zosta a opisana
i utrwalona  ani  w materialnych  dzie ach,  ani  te   w ludzkiej  pami ci.  Ewangelie  nie
wspominaj  nawet, jaki zawód wykonywa  Jezus w Nazarecie. Analizuj c Jego nauczanie
egzegeci domy laj  si , i  wykonywa  dwa zawody: cie li i rolnika.

background image

Jezus swoj  pokorn  i s

ebn  prac  pomaga nam odkry  inny, znacznie g bszy sens

ludzkiej pracy. Praca ludzka tworzy miejsce budowania wi zi, relacji mi dzyosobowej.
I cho  zanika materialny  lad po ludzkiej pracy, zanika ludzka pami  o niej, to jednak jej
owoc  zostaje  utrwalony  w wi zi  z Bogiem  Stwórc ,  w wi zi  z bli nimi,  w wi zi  z sob
samym. Praca Jezusa w Nazarecie jest najpierw miejscem Jego spotkania z Ojcem, miejscem
Jego wspó pracy z Ojcem. Praca Jezusa wyra a te  Jego spotkania z bli nimi. Jezus swoj
prac  wyra a mi

 i oddanie wobec bli nich. Jezus s

 swoj  prac  Ojcu i braciom.

Kontempluj c z uwag  prac  Jezusa, przypatrzmy si  tak e naszej pracy. Czym jest dla nas
praca? Na ile jest ona naszym miejscem budowania intymnej wi zi z Bogiem, miejscem
na ladowania Jezusa, miejscem s

by i oddania bli nim? Czy nie koncentrujemy si  zbytnio

na zewn trznych owocach pracy, zaniedbuj c jej istot : budowanie wi zi mi dzyosobowych?
Czy do wiadczamy wewn trznej wolno ci wobec naszej pracy, wobec jej owoców? Czy
godzimy si  z pokor  na przemijanie owoców naszej pracy? Pro my, aby praca Jezusa by a
zwierciad em, w którym mo emy rozezna  nasz stosunek do pracy.

4. Bezinteresowno  w oddaniu si  Ojcu

Trzydzie ci lat ukrytego  ycia objawia przede wszystkim wi

 mi

ci Jezusa, Syna Bo ego,

do swojego Ojca. Ukryte  ycie Jezusa oznacza absolutn  bezinteresowno  w oddaniu si
Ojcu.  ycie ukryte objawia odwieczny zwi zek Syna z Ojcem.

Jezus nie posiada ojca w sensie fizycznym.  w. Józef sta  si  ojcem Jezusa wobec Prawa.
St d te  nazywamy go przybranym ojcem. W  wietle odwiecznej wi zi Syna z Ojcem
mo emy lepiej odczyta  tajemnic  dziewiczego pocz cia Jezusa, Syna Bo ego
w Niepokalanym  onie Maryi.

Syn Bo y pragn  mie  tylko jednego Ojca: Ojca niebieskiego. Jezus sam te  nie zak ada
rodziny, jak czyni  to ka dy niemal  yd. Najwa niejszy motyw celibatu Jezusa stanowi Jego
pragnienie bycia wy cznie Synem Ojca. Tak e w sensie fizycznym i doczesnym Jezus na
wieki
 chcia  pozosta  tylko Synem, jak od wieków by  tylko Synem. Jezus nigdy nie
przedstawia si  swoim uczniom jako ich Ojciec, ale jedynie jako ich Mistrz, ich Nauczyciel,
Mesjasz, Przyjaciel, Pan, Brat, Król.

W ci gu d ugich trzydziestu lat Jezus szuka przede wszystkim wi zi ze swoim Ojcem.
Trwanie  w 

obecno ci  Ojca  wyra a  najwa niejszy  sens  i 

cel  ukrytego  ycia.

Bezinteresowno  Jezusa w szukaniu Ojca wiernie odzwierciedla bezinteresowno , z jak
od wieków Ojciec kocha swojego Syna, a Syn Ojca. Ukryte  ycie Jezusa w Nazarecie
ods ania nam r bka Tajemnicy Trójcy  wi tej. Istot  tej Tajemnicy jest tak g boka wi
Ojca i Syna, i uobecnia si  ona w Osobie Ducha  wi tego.

ycie ukryte w Nazarecie zaprasza nas do tego, aby my uczyli si  bezinteresowno ci

w oddaniu si  Bogu i ludziom. Nierzadko nasze szukanie Jezusa jest jeszcze bardzo
naznaczone interesowno ci . W jaki  pod wiadomy sposób prowadzimy nieraz swoisty
handel z Bogiem. Za nasze modlitwy, ofiary, spe nianie Jego przykaza  oczekujemy, aby

background image

odsuwa  On od nas trudno ci, cierpienia, niepowodzenia  yciowe. Domagamy si  te
rajskiego spokoju, powodzenia, uznania ludzkiego, zaspokajania naszych potrzeb
i oczekiwa .

W obecnej kontemplacji pro my, aby ukryte  ycie Syna Bo ego pomog o nam odkrywa
nasz  nieu wiadomion  interesowno . Pro my te , aby Jezus swoj  bezinteresowno ci
w szukaniu Ojca zaprosi  nas do  wysi ku  i ofiary w szukaniu bardziej bezinteresownej
postawy wobec Boga i ludzi.

5. Samotno  Jezusa

W ukryciu, kiedy nie jeste my wystawieni na presj  opinii spo ecznej, na rozliczne ludzkie

ale, pretensje, (ile  by o ich w  yciu publicznym Jezusa), mo emy ca  energi  swojego

serca po wi ci  przebywaniu z Bogiem.

W Ko ciele zawsze istnieli chrze cijanie, którzy poci gni ci przyk adem Jezusa, porzucali
wszystko i udawali si  na pustyni , wst powali do zakonów kontemplacyjnych, aby móc
po wi ci  swoje  ycie tylko jednemu: trwaniu przed Bogiem. Oczywi cie nie wszyscy
otrzymuj  takie powo anie, ale wszystkim dane s  chwile samotno ci, dzi ki którym mog
wej  w g boki kontakt z Bogiem.

Je eli w  yciu publicznym Jezus tak cz sto szuka  samotno ci i d ugie nocne godziny sp dza
na rozmowie z Ojcem, to  atwo sobie wyobrazi ,  e w czasie ukrytego  ycia w Nazarecie
szuka  jej tym bardziej. To w

nie w  yciu ukrytym w Nazarecie Jezus nauczy  si

i pokocha  ten rodzaj samotno ci.

Kontemplujmy wi c samotno  Jezusa podczas trzydziestu lat ukrytego  ycia w Nazarecie;
samotno  na  onie przyrody, przy pracy, na modlitwie we w asnym domu, na modlitwie
w synagodze, samotno  podczas corocznej podró y do Jerozolimy, samotno  w  wi tyni
podczas  wi ta Paschy. Wpatrujmy si  w Jego wewn trzny pokój i rado  z bycia z Ojcem;
zauwa my te  ogarniaj

 Go nieraz trwog  i l k. Ta trwoga i l k by y zapowiedzi  udr ki

wewn trznej i krwawego potu w Ogrodzie Oliwnym. Trudno bowiem wyobrazi  sobie, by
zmaganie Jezusa tu  przed m

 by o pierwszym i ostatnim w Jego  yciu. Wiele razy Jezus

musia  modli  si  s owami, które zanosi  do Ojca w decyduj cym momencie  ycia: Ojcze,
je eli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech si  stanie

k 22, 42).

Dzi kujmy Jezusowi za Jego samotno  pe

 obecno ci Ojca. Poprzez t  samotno

zaprasza nas, aby my i my uczyli si  do wiadcza  prawdziwej samotno ci; w samotno ci tej
stawa  b dziemy w prawdzie przed sob  i przed Bogiem.

Niech samotno  Jezusa os dza nasz pusty aktywizm, poprzez który usi ujemy zdobywa
uznanie we w asnych i w cudzych oczach. Aktywizm nierzadko staje si  dla nas form
ucieczki od naszych prawdziwych problemów. Staje si  narkotykiem. Miast budowa  wi zi
z Bogiem i lud mi, raczej im przeszkadza. Kiedy zostajemy sami, nie wiemy nieraz, co ze

background image

sob  zrobi ; ogarnia nas wówczas uczucie pustki i niepokoju, od których uciekamy w coraz
to now  aktywno . Chcie  zmieni

wiat, jest niekiedy alibi, aby nie zmienia  samego siebie

(A. Duval).

nie w chwilach prawdziwej samotno ci stajemy odwa nie twarz  w twarz przed Bogiem

i przed sob . Nie mo emy by  szczerzy wobec Boga, nie b

c najpierw szczerymi wobec

siebie. Na modlitwie Bóg pokazuje nam, kim jeste my, aby nast pnie móc nam pokaza , kim
winien by  On sam dla nas.

Przebywanie w samotno ci przed Bogiem prowadzi do pe nej zgody na siebie samych, do
pe nego przyj cia naszego  ycia takim, jakim ono jest;  ycia z wszystkimi ograniczeniami
i ludzkimi zranieniami. Nie spotkamy Boga, je eli b dziemy ulega  pokusie ucieczki przed
sob , przed w asnym niepokojem wewn trznym, przed naszymi duchowymi pragnieniami,
przed tym wszystkim, co kryje si  w naszym sercu.

Cz owiek, który boi si  siebie, b dzie równie  ba  si  stan  w samotno ci przed Bogiem.
Bóg bowiem zawsze ods oni nam najg bsze zamys y naszych serc. Bóg ods ania
cz owiekowi prawd  o nim nie po to jednak, aby go upokarza . Bóg chce nam pokaza  drog
wyj cia z naszych trudnych sytuacji, z naszych zau ków  yciowych.

Samotno  i cisza Nazaretu mo e sta  si  dla nas  ród em pokoju, rado ci i pogodnego
przyjmowania naszego  ycia. Mo e te  sta  si

ród em wewn trznej si y do zmagania si ,

by my wraz z Jezusem mogli pe ni  zawsze wol  naszego Ojca.

Na  zako czenie  rozmawiajmy  z Jezusem  ukrytym  w 

ciszy  Nazaretu.  Rozmawiajmy

z pierwszymi  wiadkami  ycia ukrytego Jezusa, jakimi byli Jego Matka Maryia oraz
przybrany ojciec. Pro my Maryi , aby ods ania a nam tajniki Jezusowego serca. Ona
najpe niej wyczuwa a, czego Jezus do wiadcza  w ci gu d ugiego wzrastania w Nazarecie.
Pro my J , aby my — jak Ona — wiernie rozwa ali to, czego nie b dziemy mogli poj
i zrozumie .

Pro my tak e, aby udzieli a si  nam atmosfera nazareta skiego domu, pe na ludzkiego ciep a
i  yczliwo ci, ale tak e pe na wielkiej troski Jezusa i Jego Rodziców, aby zawsze by  w tym,
co nale y do Ojca ( k 2, 49).

background image

IX. DWA SZTANDARY

Nikt nie mo e dwom panom s

. Bo albo jednego b dzie nienawidzi , a drugiego b dzie

mi owa ; albo z jednym b dzie trzyma , a drugim wzgardzi. Nie mo ecie s

 Bogu

i Mamonie. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie si  zbytnio o swoje  ycie, o to, co macie
je  i pi , ani o swoje cia o, czym si  macie przyodzia . Czy

ycie nie znaczy wi cej ni

pokarm, a cia o wi cej ni  odzienie? Przypatrzcie si  ptakom w powietrzu: nie siej  ani 
i nie zbieraj  do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je  ywi. Czy  wy nie jeste cie wa niejsi
ni  one?
 (Mt 6, 24–26).

Obraz dla obecnej medytacji:  w. Ignacy zach ca nas, aby w tej medytacji wyobrazi  sobie
dwa miejsca. Najpierw okolic  Jerozolimy, która jest symbolem  ycia, pokoju i rado ci.
Jezus wokó  Jerozolimy gromadzi wszystkich swoich uczniów, przemawia do nich i wysy a
ich na ca y  wiat. Nast pnie Autor

wicze  duchownych zach ca nas, by wyobrazi  sobie

tak e okolic  Babilonu, miejsce z owrogie, uosobienie z a, grzechu i ludzkiej nieprawo ci.
W tym z owrogim miejscu gromadzi si  ca y  wiat z ych duchów (por.  D, 138).

Pro ba  o owoc  medytacji: Prosi  o to, czego chc   —  mówi   w.  Ignacy. Tutaj prosi
o poznanie podst pów z ego przywódcy oraz o pomoc, abym si  ich ustrzeg ; dalej prosi
o poznanie prawdziwego  ycia
, do którego zaprasza nas Jezus Chrystus. Pro my tak e o  ask

bokiego zwi zania si  z Jezusem oraz coraz wierniejszego na ladowania Go (por.  D,

139).

1. Walka Jezusa z szatanem

a) Chrystus i Antychryst

Szatan przedstawia sam siebie jako ksi cia tego  wiata. Przypisuje sobie autorytet
i panowanie nad ludzko ci . Pozoruje posiadanie boskich przymiotów oraz posiadanie
boskiej w adzy nad  wiatem.

Jezus demaskuje jednak szatana. Ukazuje bowiem,  e

adca tego  wiata  nie  ma  nic

wspólnego  z Bogiem  prawdziwym: Nadchodzi bowiem w adca tego  wiata. Nie ma on
jednak nic swego we Mnie
 (J 14, 30). Poniewa  szatan przedstawia siebie fa szywie, równie
wszystkie jego obietnice s  fa szywe. Istot  pokusy z ego ducha jest dawanie fa szywych
obietnic.

Osobowo   i misja szatana przedstawia dok adn  odwrotno  osobowo ci i misji Chrystusa.
St d te  Biblia nazywa go Antychrystem. Któ  za  jest k amc , je li nie ten, kto zaprzecza,  e
Jezus jest Mesjaszem? Ten w

nie jest Antychrystem, który nie uznaje Ojca i Syna — pisze

w. Jan (1 J 2, 22). Niektórzy teologowie stwierdzaj ,  e szatan — b

odwrotno ci

Chrystusa — nie jest osob , ale anty–osob . Szatan jest owocem rozk adu osobowo ci, osoba

background image

bowiem rodzi si  z wi zi, z relacji. Tak e Osoby Boskie rodz  siebie w relacji,  w wi zi.
Szatan za  b

istot  bezgranicznie samotn  staje si  anty–osob .

Misja Jezusa ma na celu nawi zanie wi zi z Bogiem; polega na zgromadzeniu  w jedno
rozproszone dzieci Bo ych
 (por. J 11, 52). Jezus buduje wi zi. Jezus jednoczy. Jezus stwarza
wokó  siebie komuni .

Misja szatana prowadzi do rozbijania i zrywania wi zi. Szatan nie jednoczy ludzi z sob , jest
bowiem niezdolny do budowania jakichkolwiek wi zi. Obiecuj c cz owiekowi bosk  w adz
i panowanie (

dziecie jak bogowie) pragnie go wrzuci  w wieczn  i rozpaczliw  samotno .

Istot  piek a jest samotno , w której nie ma  adnych wi zi. Komunia jest najwi kszym
wrogiem szatana.

Szatan jak cie  towarzyszy Jezusowi w ca ym Jego  yciu, od chwili narodzin a  po  mier  na
krzy u. Kuszenie na pustyni jakby zbiera w jedno ca  walk  szatana z Jezusem i Jezusa
z szatanem.

Szatan, cho  pokonywany przez Jezusa, ci gle jednak powraca. Scena kuszenia Jezusa na
pustyni ko czy si  s owami: gdy diabe  doko czy  ca ego kuszenia, odst pi  od Niego a  do
czasu
 ( k 4, 13). Biblijny zwrot

 do czasu odnosi si  do m ki i  mierci Jezusa. Opis m ki

rozpoczyna si  wspomnieniem,  e szatan wszed   w Judasza ( k 22, 3). Powrót szatana
w chwili m ki i  mierci Chrystusa jest jego ostatecznym atakiem na Niego. Atak ten
doprowadzi Jezusa na Krzy . To w

nie zwyci stwo z ego ducha doprowadzi go do

ostatecznej kl ski. Szatan, który na drzewie zwyci

, na drzewie równie  zosta  pokonany

(prefacja o Krzy u  wi tym). Jezus prze ywa  swoje  ycie jako nieustann  walk  z moc

ego ducha. Dzi ki wi zi ze swoim Ojcem Jezus by

wiadom swojego zwyci stwa nad

mocami z a i ciemno ci.

Kuszenie Jezusa przez szatana i Jego walka z nim ukazuje nam,  e nasze  ycie jest tak e
zmaganiem i walk . Podlegamy temu samemu kuszeniu, które wymaga tej samej walki.
Ulegaliby my  niebezpiecznemu  z udzeniu  lekcewa c  dzia anie  i 

wp yw  szatana.

Kontemplacja walki Jezusa ze z ym duchem sk ania nas do liczenia si  z dzia aniem z ego
w naszym  yciu.

Pro my Ducha  wi tego o  wiat o, aby my uczyli si  m dro ci rozeznawania duchowego.
Ona bowiem pozwoli nam odró ni  dzia anie Chrystusa od dzia ania Anty–Chrystusa. Ona
równie  poka e nam, w jaki sposób zarówno szatan jak i Duch  wi ty pos uguj  si  naszym
wewn trznym ubóstwem, nasz  s abo ci  i zranieniem, które w nas s . Szatan pos uguje si
tym wszystkim, aby nas doprowadzi  do zguby. Duch  wi ty za  pos uguje si  tym, aby nas
doprowadzi  do Boga i Jego mi

ci.

background image

b) Pe en Ducha  wi tego

Pe en Ducha  wi tego, powróci  Jezus znad Jordanu i przebywa  w Duchu  wi tym na
pustyni czterdzie ci dni, gdzie by  kuszony przez diab a
 ( k 4,1–2). Kuszenie Jezusa na
pustyni zosta o umieszczone po chrzcie w Jordanie, podczas którego otrzyma  pe ni  Ducha

wi tego. Otrzyma  te  zapewnienie Ojca,  e jest Jego umi owanym Synem.

Jezus podejmuje wi c walk  z 

szatanem pe en mocy Ducha; podejmuje walk  ze

wiadomo ci  swojego wybrania i mi

ci swojego Ojca. Ten sam Duch  wi ty, dzi ki

któremu Jezus zosta  pocz ty w  onie Matki, towarzyszy Mu teraz w chwili kuszenia. To

nie moc Ducha  wi tego pozwala Jezusowi by  wiernym misji powierzonej mu przez

Ojca; Duch  wi ty pozwala Mu by  wiernym roli ukochanego Syna.  wiat o Ducha

wi tego pozwala Mu odkry  zasadzki szatana. Jezus nie zmaga si  z szatanem sam, ale

w jedno ci z Ojcem, w jedno ci z Duchem  wi tym. Trzy Osoby Boskie staj  po jednej
stronie walki. Trójca  wi ta stanowi dla szatana fortec  nie do zdobycia.

Jezus, kuszony przez szatana, u wiadamia nam,  e mo emy zwyci

 z ego jedynie t  sam

moc , dzi ki której Syn Bo y go zwyci

. Musimy walczy  z szatanem z t  sam

wiadomo ci , z jak  przyst powa  do walki Jezus; ze  wiadomo ci  przybranych dzieci

Ojca;  ze  wiadomo ci  jedno ci  z Duchem  wi tym.  Nierzadko  w naszym  kuszeniu
koncentrujemy si  na samej pokusie.  atwo wówczas zapominamy o godno ci synów
Bo ych, zapominamy o mocy Ducha  wi tego. Zapominaj c za  o tym, nara amy si  na
przyj cie rozumowania i

dro ci kusiciela.

dro  z ego koncentruje cz owieka na rzeczy zakazanej, odwodzi go natomiast od relacji

osobowej. W kuszeniu zakazany owoc znajduje si  w centrum ycia. Wydaje si  by  samym

ród em  ycia. Tymczasem ród em

ycia jest wy cznie wi  z Bogiem. To w relacji do

Stwórcy rodzi si  prawdziwe  ycie, tak jak ziemskie  ycie cz owieka rodzi si  w relacji
mi

ci kobiety i m czyzny.

 koncentracj  na zakazanej rzeczy dobrze obserwujemy w kuszeniu pierwszego cz owieka.

Kiedy zakazany owoc sta  si  przedmiotem kontemplacji pierwszego cz owieka, wówczas
wyda  mu si

dobry do jedzenia, pi kny do podziwiania oraz konieczny do zdobycia

dro ci.

Nasza wi  z Jezusem, a w Jezusie z Ojcem, pozwala nam przezwyci

 koncentracj  na

rzeczach. Wi  z Jezusem pozwala nam zdemaskowa  pokus

kontemplacji zakazanych

rzeczy.

Pro my w obecnej modlitwie, aby my poprzez osobow  wi  z Jezusem, poprzez s uchanie
Jego S owa, poprzez kontemplacj  Jego czynów, uczyli si  sztuki demaskowania pokusy
kontemplowania rzeczy. Istot  pokusy nie jest bowiem zakazana rzecz, ale postawa serca,
które adoruje rzeczy zamiast adorowa  Stwórc . Istot  grzechu jest przed

enie rzeczy nad

wi  z osob : z Osob  Boga i z osob  cz owieka.

background image

2. Sztandar szatana

Przejd my teraz bezpo rednio do rozmy lania o dwóch sztandarach, które podaje nam  w.
Ignacy. Jeden sztandar nale y do Chrystusa, najwy szego Wodza i Pana naszego, drugi za
do szatana,  miertelnego wroga natury ludzkiej
 ( D, 136).

a) Cele dzia ania z ego ducha

w. Ignacy zach ca nas, aby widzie  w wyobra ni przywódc  wszystkich nieprzyjació  na

wielkim polu babilo skim, siedz cego na wielkim tronie jakby z ognia i dymu, w postaci
straszliwej i budz cej groz 
 ( D, 140). Ukazany obraz szatana przekazuje echo wielkich

redniowiecznych scen S du Ostatecznego. Natchnieniem dla tych scen by y bardziej sceny

biblijne, ni  odwo anie si  do wyobra ni ludowej.

W obecnym rozwa aniu pro my najpierw o g bok  wiar , i  rzeczywisto  z ych duchów
jest straszliwa i budz ca groz ,  e szatan jest Wielkim Smokiem barwy ognia, maj cym
siedem g ów i dziesi

 rogów (Ap 12, 3), który kr

y wokó  cz owieka, szukaj c kogo po re

(por. 1 P 5, 8–9).

To wyobra enie szatana — oparte na Biblii — oddaje cel jego dzia ania: wieczna zatrata
cz owieka. Dla nie miertelno ci Bóg stworzy  cz owieka  —  mówi  Ksi ga  M dro ci  —
uczyni  go obrazem w asnej wieczno ci. A  mier  wesz a na  wiat przez zawi  diab a (Mdr
2, 23–24). Szatan sam b

Zatrace cem (por. Ap 9, 11), pragnie zatraca  i niszczy

wszelkie dobro i  ycie wokó  siebie.

Aby u wiadomi  nam pe niej cel dzia ania szatana,  w. Ignacy ka e rozwa

, w jaki sposób

zwo uje on niezliczon  ilo  z ych duchów i jak ich rozsy a (...) po ca ym  wiecie, nie
pomijaj c  adnej prowincji,  adnego miejsca,  adnego stanu, ani  adnej poszczególnej osoby

D, 141).

Warto podkre li ,  e szatan interesuje si  nie tylko ca ymi narodami, ale ka dym
pojedynczym cz owiekiem. Wielu mistrzów  ycia duchowego twierdzi o, i  ka dy cz owiek
ma swojego diabelskiego anio a stró aBójcie si  tego, który (...) ma moc wtr ci  do piek a

k 12, 5). Id c za t  rad  Jezusa, który wiele razy demaskowa  podst pne dzia anie z ego

ducha, pro my o wewn trzny duchowy realizm. Realizm ten pozwoli nam widzie
zagro enie p yn ce ze strony Przeciwnika Boga i cz owieka.

Pro my tak e o wewn trzn  odwag , dzi ki której b dziemy mogli unikn

 jakiego

nerwicowego l ku przed szatanem. Ten w

nie l k sprawia,  e drobne trudno ci  yciowe

bywaj  powi kszane do niezwyk ych rozmiarów i zagro

. Demaskowanie dzia ania

szatana to w

nie demaskowanie owego l ku. Szatan wobec cz owieka pos uguje si  l kiem.

Jezus natomiast pos uguje si  mi

ci , zaufaniem i nadziej .

background image

b) Sposoby dzia ania szatana

w. Ignacy zach ca nas tak e do rozwa enia mowy, jak  Przywódca z ych duchów napomina

swoich poddanych, aby zarzucali na ludzi swoje sieci. Najpierw maj  ich kusi  do chciwo ci
bogactw. Bogactwa za  maj  doprowadzi  do zaszczytów i pró nej chwa y. Ostatecznym za
celem kuszenia jest bezmierna ludzka pycha (por.  D, 142).

Zasadnicz  metod  dzia ania Z ego ducha jest zarzucanie sieci, a wi c podst p i k amstwo.
Szatan nigdy nie namawia cz owieka wprost do w asnej zguby. Czyni to pod pozorem

enia do dobra i szcz cia. Nawi zuj c do tej metody dzia ania szatana Biblia nazywa go

oszustem i uwodzicielem. Jezus za  powie o nim,  e jest

amc  i ojcem wszelkiego k amstwa.

Ignacy, który sam do wiadczy  wielkiego kuszenia szatana, ka e nam prosi   o poznanie
podst pów z ego przywódcy i o pomoc, abym si  ich ustrzeg 
 ( D, 139). Pro my wi c
najpierw o pokorn  zgod  na fakt, i  sami z naszymi ludzkimi si ami mo emy okaza  si
bezbronni wobec przenikliwo ci upad ego ducha;  nast pnie pro my tak e o duchow
przenikliwo , dzi ki której odkryjemy niewidoczne dla cia a, ale widoczne dla ducha  —
zarzucane na nas — sie  i 

cuchy.

c) Od chciwo ci bogactw do bezmiernej pychy

Pierwsz  sieci , zarzucan  przez szatana na ludzi, jest chciwo  bogactw ( D, 142). Jezus
wiele razy przestrzega przed chciwo ci : Uwa ajcie i strze cie si  wszelkiej chciwo ci, bo
nawet gdy kto  op ywa we wszystko,  ycie jego nie jest zale ne od jego mienia
 ( k 12, 15).

Posiadanie bogactw nie stanowi jednak celu samego w sobie. Uwik anie ludzi w sieci
posiadania i zwi zanie ich 

cuchami bogactwa s

y jedynie temu, aby tym  atwiej doszli

do pró nej chwa y  wiatowej i do zaszczytów, a potem do bezmiernej pychy ( D, 142).

Niebezpiecze stwo nie polega na samym posiadaniu, ale na pysznym uzale nianiu swojego

ycia od posiadania.  ycie cz owieka pochodzi jako dar od samego Boga. W Jego

stwórczych r kach s  jego losy. Cz owiek zniewolony posiadaniem  atwo mo e ok amywa
siebie. Mo e bowiem s dzi ,  e jako  i d ugo  jego  ycia zale y od wielko ci posiadanych
dóbr.

Wejd my  w nasze  ycie, aby  odkry

pierwsz  pokus  — wielk  ch  posiadania.

Niekoniecznie musi chodzi  o posiadanie materialne. S  tak e inne rodzaje posiadania, od
których cz owiek mo e tak e uzale nia  swoje  ycie: posiadanie dobrej opinii, wielkiej
wiedzy, posiadanie w adzy, posiadanie ludzkiego uczucia, posiadanie przyjemno ci
zmys owych itp.

Nast pnie — odwo uj c si  do naszego do wiadczenia — dostrze my, w jaki sposób

wiadomo  posiadania wielu dóbr rodzi w nas pokus  pychy: pokus  wynoszenie si  ponad

innych, pokus  rywalizacji, pokus  lekcewa enia innych, pokus  liczenia przede wszystkim
na w asne mo liwo ci, pokus  zamykania si  w sobie, pokus  niewiary w Opatrzno  Bo

.

background image

Pro my  tak e  o poznanie prawdziwego  ycia, które ukazuje nam najwy szy i prawdziwy
Wódz Jezus Chrystus
 ( D, 139).

3. Sztandar Chrystusa

Dalej,  w. Ignacy zach ca nas, aby rozwa

, jak Chrystus, Pan nasz, staje na wielkim polu

w okolicy Jerozolimy, na miejscu niskim, ca y pi kny i mi y ( D, 144). O ile szatan siada na
wielkim tronie, jakby z ognia i dymu, przybiera posta  straszn , by budzi  groz , to Chrystus
staje na miejscu niskim, ca y pi kny i mi y ( D, 140, 144). Mamy tu ukazany kontrast dwóch
rzeczywisto ci tak ró nych, jak ró ne mo e by  piek o od nieba,  mier  od  ycia, nienawi
od mi

ci, pycha od pokory.

Kontemplujmy w tej modlitwie niskie miejsca, w których pojawia si  Chrystus na kartach
Ewangelii: stajenk  betlejemsk , ubogi domek w Nazarecie, Pustyni  Judzk , rozleg e pola
Galilei, Jezioro Genezaret, Ogród Getsemani.

Najni szym jednak miejscem Jezusa jest Jego krzy . Jest to miejsce niewolnika i z oczy cy.
Niskie miejsca, które zajmuje Jezus, wyra aj  Jego Bosk  pokor . To w

nie owa pokora

czyni Go pi knym i mi ym. Pi kna i mi a posta  Jezusa objawia nam pi kne i mi e Oblicze
Ojca.

Pro my gor co, aby my w naszej  wiadomo ci nie przypisywali Bogu cech budz cych groz
i l k. Módlmy si , aby my do wiadczali sercem,  e dobry jest Pan, mi y,  askawy i pi kny.

Pro my o  ask  demaskowania dzia ania z ego ducha w nas. Pro my, by my nie pozwolili si
straszy  Bogiem. Z y duch bowiem pos uguj c si  naszymi bolesnymi do wiadczeniami

yciowymi, ci gle straszy nas Bogiem i nie pozwala nam do wiadcza , jak dobry, mi y

i pi kny jest nasz Pan.

a) Oto ja, po lij mnie

Dalej,  w. Ignacy ka e nam rozwa

jak Chrystus, Pan ca ego  wiata, wybiera sobie

Aposto ów i Uczniów i rozsy a ich po ca ym  wiecie, aby rozsiewali Jego  wi

 nauk  ( D,

145).

Chrystus pragnie dzieli  si  mi

ci , dobrem i pi knem z ka dym cz owiekiem. Nieustannie

rozbrzmiewaj  s owa Jezusa: Id cie na ca y  wiat i g

cie Ewangeli  wszelkiemu stworzeniu

(Mk 16, 15).

W tym rozwa aniu chciejmy sobie najpierw uprzytomni ,  e Jezus wybra  kiedy  ludzi, aby
wys

 ich do mnie. Oni zasiewali w moim sercu Jego  wi

 nauk . Je eli znajdujemy

w sobie cho by najmniejszy promyk wiary i mi

ci, to jest to owoc pracy tych w

nie ludzi.

Przypomnijmy sobie te osoby: najpierw tych, z którymi  yli my wspólnie przez d ugi okres
czasu: rodziców, wychowawców, towarzyszy dzieci stwa, m odo ci. Przypomnijmy sobie

background image

tak e tych, z którymi spotkali my si  na krótko i jakby przypadkowo. Podzi kujmy Jezusowi
za tych ludzi jako za Jego uczniów, których On wys

 do nas.

Ale Chrystus teraz pyta z kolei nas: Kogo mam pos

? Kto by Nam poszed ? Chciejmy

wyrazi  gotowo  bycia pos anymi przez Niego: Oto ja, po lij mnie (Iz 6, 8). Pro my, aby
Jezus przez swój Ko ció , jak równie  przez wewn trzne natchnienia i znaki pokazywa  nam
konkretnych ludzi i wspólnoty,  rodowiska, do których nas posy a. Pro my tak e, aby my
w naszym  wiadectwie dawanym Jezusowi nie rozsiewali w asnych pogl dów i opinii, lecz
tylko Jego wi

 nauk .

b) Zaproszenie do ubóstwa

Dalej rozwa

 mow , któr  Chrystus, Pan nasz, kieruje do wszystkich swoich s ug

i przyjació , których posy a z misj , (...) aby pragn li wszystkim pomaga , poci gaj c ich
najpierw do najwy szego ubóstwa duchowego, a 

je liby to si  podoba o Boskiemu

Majestatowi i zechcia by ich do tego wybra , to tak e do ubóstwa zewn trznego ( D, 146).

Zapraszaj c swoich uczniów do pracy pod swoim sztandarem Chrystus nie rywalizuje
z szatanem w obiecywaniu tanich,  atwo dost pnych rado ci i przyjemno ci. Jezus odwa nie,
w ca ej prawdzie, ukazuje trudn  drog , która czeka wiernych Mu uczniów. Chrystus wzywa
najpierw do ubóstwa duchowego, to znaczy do wielkiej wolno ci wobec wszelkiego
posiadania.

Niektórych swoich uczniów Jezus powo uje nie tylko do wewn trznej wolno ci wobec
bogactwa, ale tak e do rzeczywistego ubóstwa. Rzeczywiste ubóstwo polega na wyrzeczeniu
si  posiadania materialnego. Powo ani do ubóstwa czuj  si  przynaglani s owami swojego
Mistrza, swojego Przyjaciela: Id , sprzedaj, co posiadasz i rozdaj ubogim, a b dziesz mia
skarb w niebie
 (Mt 19, 21).

Powo anie do rzeczywistego ubóstwa mo e  czy  si  z powo aniem do  ycia zakonnego.
Ale nie jest to konieczne. Ewangeliczne ubóstwo mo na bowiem realizowa  tak e w ka dym
innym stanie  ycia. Wierny ucze  winien przyj

 ten rodzaj ubóstwa, do którego czuje si

wezwany przez swojego Mistrza.

Dzi kuj c Jezusowi za Jego ubogie  ycie od chwili narodzenia w stajni a  do momentu
odarcia ze wszystkiego na krzy u, pro my o pragnienie na ladowania Go. Pro my tak e
o otwarto  wobec zaproszenia Jezusa do takiego rodzaju ubóstwa, do którego On sam nas
powo a.

c) Od ubóstwa do znoszenia zniewag i do pokory

Wraz z pragnieniem ubóstwa Jezus zaprasza nas do pragnienia zniewag i wzgardy, bo z tych
dwu rzeczy wynika pokora
 ( D, 146).

Po ludzku rzecz bior c jest to szalone pragnienie. Dla wielu wyda si  g upstwem. Ubóstwo,
ludzka pogarda,  zniewagi  i poni enie s  same  w sobie cierpieniem, nieraz  wielkim

background image

cierpieniem. Nie mo na ich pragn  dla nich samych. Mo na ich pragn  tylko ze wzgl du
na ca kowite upodobnienie si  do Chrystusa ubogiego i wzgardzonego, którego przyjmuje si
jako swojego Mistrza i Przyjaciela.

Jezus zaprasza nas do odwa nego przyjmowania ubóstwa, zniewag i wzgardy, aby my mogli
nauczy  si  Jego cicho ci i pokory: Uczcie si  ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem
(Mt 11, 29).

My l  o ubóstwie,  a tym  bardziej  o upokorzeniach  mo e  budzi   w nas  wielki  sprzeciw
wewn trzny. Nie dziwmy si  temu. Jest to naturalna ludzka reakcja. Wraz ze wzrostem
mi

ci do Chrystusa On sam da nam pragnienie upodobnienia si  do Niego w znoszeniu

wszelkich krzywd i wszelkiej zniewagi i we wszelkim ubóstwie ( D, 98).

Ca  modlitw  zako czmy potrójn  rozmow : Pierwsza rozmowa skierowana do Pani
naszej,  eby mi zyska a u Syna i Pana swego  ask , aby mi  przyj  pod swój sztandar,
najpierw w najwy szym ubóstwie duchowym; a je liby si  to podoba o Jego Boskiemu
Majestatowi i chcia by mi  do tego wybra  i przyj

, to niemniej i w ubóstwie zewn trznym.

Po drugie w znoszeniu zniewag i krzywd, abym Go w nich wi cej na ladowa , bylebym tylko
móg  je znosi  bez czyjegokolwiek grzechu i z upodobaniem Jego Boskiego Majestatu. (...)

Druga rozmowa. Prosi  o to samo Syna, aby mi to uzyska  u Ojca. (...)

Trzecia rozmowa. Prosi  o to samo Ojca,  eby mi tego udzieli  ( D, 147).

X. TRZY PARY LUDZI

Znowu zacz  naucza  nad jeziorem i bardzo wielki t um ludzi zebra  si  przy Nim. Dlatego
wszed  do  odzi i usiad  w niej pozostaj c na jeziorze, a ca y lud sta  na brzegu jeziora. Uczy
ich wiele w przypowie ciach i mówi  im w swojej nauce: S uchajcie: Oto siewca wyszed  sia .
A gdy sia , jedno pad o na drog ; i przylecia y ptaki, i wydzioba y je. Inne pad o na miejsce
skaliste, gdzie nie mia o wiele ziemi, i wnet wzesz o, bo nie by o g boko w glebie. Lecz po
wschodzie s

ca przypali o si  i nie maj c korzenia, usch o. Inne znów pad o mi dzy

ciernie, a ciernie wybuja y i zag uszy y je, tak  e nie wyda o owocu. Inne w ko cu pad y na
ziemi

yzn , wzesz y, wyros y i wyda y plon: trzydziestokrotny, sze dziesi ciokrotny

i stokrotny. I doda : Kto ma uszy do s uchania, niechaj s ucha.

gdy by  sam, pytali Go ci, którzy przy Nim byli, razem z Dwunastoma, o przypowie . On
im odrzek : Wam dana jest tajemnica Królestwa Bo ego, dla tych za , którzy s  poza wami,
wszystko dzieje si  w przypowie ciach, aby patrzyli oczami, a nie widzieli, s uchali uszami,
a nie rozumieli,  eby si  nie nawrócili i nie by a im wydana tajemnica. I mówi  im: Nie
rozumiecie tej przypowie ci? Jak e zrozumiecie inne przypowie ci? Siewca sieje s owo. A oto

background image

 ci posiani na drodze: u nich si  sieje s owo, a skoro je us ysz , zaraz przychodzi szatan

i porywa s owo zasiane w nich. Podobnie na miejscach skalistych posiani s  ci, którzy, gdy
us ysz  s owo, natychmiast przyjmuj  je z rado ci , lecz nie maj  w sobie korzenia i s
niestali. Gdy potem przyjdzie ucisk lub prze ladowanie z powodu s owa, zaraz si  za amuj .

 inni, którzy s  zasiani mi dzy ciernie: to s  ci, którzy s uchaj  wprawdzie s owa, lecz

troski tego  wiata, u uda bogactwa i inne 

dze wciskaj  si  i zag uszaj  s owo, tak  e zostaje

bezowocne. W ko cu na ziemi

yzn  zostali posiani ci, którzy s uchaj  s owa, przyjmuj  je

i wydaj  owoc: trzydziestokrotny, sze dziesi ciokrotny i stokrotny (Mk 4, 1–20).

Obraz dla obecnej medytacji: Odwo uj c si  do przypowie ci o siewcy przedstawmy sobie
rolnika, który rzuca ziarno w gleb . Zauwa my ziarna padaj ce na drog , ziarna padaj ce na
miejsca skaliste, ziarna padaj ce mi dzy ciernie i chwasty i wreszcie ziarna, które padaj  na
ziemi  urodzajn .

Pro ba o owoc rozmy lania: Pro my najpierw o takie poznanie siebie, które pozwoli oby nam
dotkn  wszystkich nieuporz dkowanych przywi za : ubitych i twardych miejsc oraz
chwastów i cierni naszego  ycia. Te trudne, niekiedy wr cz bolesne miejsca naszego  ycia,
uniemo liwiaj  nam owocne przyj cie S owa Bo ego. Pro my tak e o wewn trzn  hojno
serca, o ewangeliczny radykalizm, który pozwoli by nam otworzy  si  na s owo Jezusa.
Módlmy si  tak e, by my poprzez S owo zwi zali si  pe niej, intymniej z Osob  Jezusa.

1. Przypowie  o trzech parach ludzi

W niniejszym rozwa aniu stawiamy sobie dwa pytania: po pierwsze, czy jest w nas gotowo
do odrzucenia nieuporz dkowanego posiadania bogactw, pró nej chwa y i pychy; oraz
pytanie drugie, czy jest w nas gotowo  do pój cia za Chrystusem i na ladowania Go
w ubóstwie, pokorze, w znoszeniu wszelkich zniewag i krzywd?

Aby nam u atwi  odpowied  na te pytania,  w. Ignacy opowiada przypowie  o Trzech
parach ludzi
. Zach ca nas jednocze nie, by my z jej pomoc  badali nasze najg bsze
pragnienia  i przywi zania wewn trzne.  Poprzez prób  uto samienia si  z zachowaniem
poszczególnych par mo emy odkry  zdolno  naszego serca do przyj cia trudnej drogi, jak
proponuje nam Chrystus.

Oto trzy pary ludzi staj  przed problemem nieuporz dkowanego posiadania — mówi  w.
Ignacy. Ka da z tych par zdoby a dziesi  tysi cy dukatów. Ale uczyni a to nie licz c si
z wol  Bo . Wszyscy oni chc  si  zbawi . Chc  te  znale  Boga w pokoju duszy. Pragn
wi c zrzuci  z siebie ci ar i przeszkod  nieuporz dkowanego przywi zania do nabytych
pieni dzy (por.  D, 150).

Zauwa my, i  dziesi  tysi cy dukatów

4

 by o ogromn  sum  równ  warto ci oko o

trzydziestu pi ciu kilogramów z ota. Z kontekstu wynika, i  pieni dze te nie zosta y zdobyte
przez kradzie  lub jakie  inne oszustwo.

background image

Gdyby pieni dze by y skradzione, rozwi zanie by oby proste. Zgodnie z zasad  teologii
moralnej: Res clamat ad dominum, rzecz wo a swojego pana, nale

oby pieni dze zwróci

cicielowi. Pieni dze zosta y wprawdzie zdobyte w uczciwej grze ekonomicznej, ale bez

liczenia si  z ostatecznym celem cz owieka, jakim jest d enie do zbawienia. Powy sza
przypowie  ma jakby trzy ró ne zako czenia w zale no ci od trzech ró nych postaw.

2. Postawa pierwszej pary ludzi

Pierwsza para pragnie zrzuci  z siebie przywi zanie do nabytej sumy pieni dzy, aby pe ni
wol  Bo . Nie stosuje jednak w tym celu  adnych  rodków. Nie robi tego — jak mówi  w.
Ignacy —

 do godziny  mierci (por.  D, 153).

Postawa pierwszej pary ogranicza si  do samego pragnienia wolno ci wewn trznej, za
którym nie idzie  aden duchowy wysi ek. Ten brak pracy wewn trznej, brak pracy nad
swoim nawróceniem w postawie pierwszej pary trwa przez ca e  ycie:

 do godziny  mierci.

W postawie tej ukrywa si  ch  s

enia dwom panom: Bogu i mamonie (Mt 6, 14).

W przypowie ci o siewcy Jezus porównuje t  postaw  serca do ziarna, które pada na drog .
Szybko wówczas nadlatuj  ptaki i wydziobuj  je (por. Mt 13, 4). Ewangelista Marek powie
za , i  to szatan przychodzi i porywa zasiane s owo (Mk 4, 15).

Nieuporz dkowane przywi zania, nami tno ci i  dze czyni  z ludzkiego serca ugór, ubit
drog , na której ziarno nie mo e zapu ci  najmniejszego cho by korzenia. Szatan korzysta
z tej sytuacji, aby wykra  zasiane S owo. W ten sposób udaremnia owocowanie ziarna.

Ziarno, które pada na skraj drogi — mówi  w. Efrem — jest obrazem niewdzi cznej duszy
cz owieka, którego jedyny talent nie wyda  owocu z powodu jego winy. Ziemia, która
opó nia a si  z przyj ciem nasienia, sta a si  miejscem przechodnim dla niegodziwców i nie
by o w niej miejsca dla Mistrza — (dla Jezusa), aby wszed  i ora , by rozbi  jej twardo
i zasia  na niej swe ziarno. Chrystus da  Z emu rysy ptaków, bo porywa on nasienie
.

Trwa e nieuporz dkowane przywi zania, które czyni  serce cz owieka twardym jak ubita
droga, nie dotycz  tylko posiadania materialnego. Mo e ono przejawia  si  równie  w wielu
innych formach. Nierzadko inne formy nieuporz dkowanego posiadania s  znacznie
trudniejsze do przezwyci enia.

Mo e to by  np. jaki  dwuznaczny, nieczysty zwi zek uczuciowy,  lepe przywi zanie do

asnego zdania, niech  do jakiej  osoby, poczucie krzywdy,  alu i gniewu, uwik anie

w problemy zmys owe, zbytnia troska o siebie i swoj  przysz

, konsumpcyjny styl  ycia,

na ogi itp.

Jedno miejsce w cz owieku ow adni te nami tno ci  mo e sta  si  przyczó kiem dla
dzia ania szatana, który nieustannie wykrada S owo Bo e zasiane w duszy ludzkiej.

background image

Postawa pierwszej pary ludzi sprawia,  e nie chc  oni rozpozna  do ko ca swojego uwik ania
i tak naprawd  nie chc  go w sobie pokona

 do godziny  mierci. Gotowi s  odda

wszystko inne, byle jednak nie zerwa  z tym jednym szczególnym przywi zaniem. Postawa
pierwszej pary nierzadko  czy si  ze swoistym zak amaniem emocjonalnym i moralnym.
Wyra a si  ono przez cz ste korzystanie z mechanizmów obronnych,  szczególnie za
z mechanizmu racjonalizacji i projekcji. Przejawiaj  si  one w tym,  e cz owiek uwik any
w swoje nami tno ci, z którymi nie chce w  aden sposób zerwa , b dzie przedstawia  sobie
i innym racje rozumowe, aby uzasadni  s uszno  ulegania swojej  dzy. Negatywne skutki
swojego uwik ania cz sto usi uje te  przerzuca  na innych, obwiniaj c ich o swoje w asne
nieszcz cie.

Pro my gor co najpierw o takie poznanie siebie, które pozwoli oby nam dotkn  wszystkich
nieuporz dkowanych przywi za , wszystkich naszych  dz. To one czyni  nasze serce
ubitym i 

twardym miejscem, które uniemo liwia owocne przyj cie S owa Bo ego.

Odrzucenie za  S owa sprawia,  e wej cie w proces prawdziwego wewn trznego nawrócenia
staje si  niemo liwe.

Pro my o odwag  wej cia w nasz  sytuacj  egzystencjaln  i o g bokie pragnienia duchowej
przemiany. Odwa ne oddawanie Bogu przywi za  naszego serca mo e zrodzi  w nas wielk
si  wewn trzn . Si a ta pozwoli nam radykalnie zerwa  z tym, co nas od Boga odgradza.

3. Postawa drugiej pary ludzi

Tak e druga para ludzi pragnie zrzuci  z siebie przywi zanie. Chc  to jednak uczyni  w ten
sposób, aby zatrzyma  dla siebie nabyt  rzecz. Pragn , aby raczej Pan Bóg poszed  za tym,
czego chc  oni sami. Nie decyduj  si  na porzucenie nabytej rzeczy, nie chc  te  naprawd
post powa  zgodnie z wol  Bo  (por.  D, 154).

W postawie drugiej pary widzimy pewn  inicjatyw  i pewien wysi ek zmierzaj cy do
znalezienia jakiego  wyj cia z powsta ej sytuacji konfliktu wewn trznego. Nie przejawia si
to jednak w jednoznacznym wyborze, lecz w podejmowaniu jedynie po owicznych  rodków.
Z pomoc  tych po owicznych  rodków chcieliby oderwa  si  od przywi zania i jednocze nie
zachowa  posiadane dobra.

W przypowie ci o siewcy Jezus porównuje t  postaw  do ziarna, które pada na ska
i mi dzy ciernie. Inne ziarno pad o na miejsce skaliste, gdzie nie mia o wiele ziemi i wnet
wzesz o, bo nie by o g boko w glebie. Lecz po wschodzie s

ca przypali o si  i nie maj c

korzenia, usch o. Inne znów pad o mi dzy ciernie, a ciernie wybuja y i zag uszy y je, tak  e
nie wyda o owocu
.

Cech  charakterystyczn  tej drugiej postawy jest niesta

 wewn trzna, zmienno

nastrojów i zachowa . Z tej zmienno ci p ynie niewierno  us yszanemu s owu.

To o takiej  w

nie postawie

wiadek  wierny  i prawdomówny  prorokuje  w Apokalipsie:

Znam twoje czyny,  e ani zimny, ani gor cy nie jeste . Oby  by  zimny albo gor cy (Ap 3,

background image

15). By

letnim, czyli ani zimnym, ani gor cym, to zatrzyma  si  w swoim rozwoju

duchowym; rozpocz

 i nie doko czy ; powiedzie  najpierw tak i zaraz dorzuci  swoje ale.

W postawie drugiej pary istnieje jaka  wewn trzna nieprzejrzysto , czy wr cz pewna forma
zak amania moralnego. Sprawia ona, i

atwo t umaczymy si  przed sob  i przed Bogiem

z naszych dwuznacznych zamiarów i decyzji. T umaczymy sobie: mimo wszystko co  robi
w yciu duchowym, staram si  by  uczciwy, widoczne s  przecie  jakie  znaki mojego
wysi ku
.  atwo uspokajamy swoje niepokoje wewn trzne i wyrzuty sumienia tym, i  ziarno
jednak kie kuje. Skoncentrowani na samym kie kowaniu ziarna, zapominamy o potrzebie
dojrzewania, kwitni cia i wydawania owoców.

Je eli nawet ulegamy chwilowo takiemu dwuznacznemu rozumowaniu, to jednak nasze
zak amanie ma swoje granice. Przychodzi bowiem moment, w którym zaczynaj  dochodzi
do g osu te uczucia i 

my li, które ods aniaj  nasze wewn trzne pó prawdy, nasze

ok amywanie siebie, nasze ok amywanie innych, próby ok amywania Boga.

Brak konsekwencji w naszej postawie sprawia, i  zamiast szuka  przyczyn naszych
przykrych i bolesnych stanów w nas samych, zaczynamy obwinia  innych. Zamiast bada
gleb  swego serca, zaczynamy oskar

 bli nich, zaczynamy ich obwinia  za nasz stan

nieszcz cia i niezadowolenia z siebie.

W obecnej  kontemplacji  pytajmy  siebie  o skaliste  miejsca  w naszym  sercu;  miejsca,
w których brak urodzajnej ziemi dla ziarna. Brak urodzajnej ziemi, to brak otwarto ci na

owo, brak pe nej szczero ci wewn trznej, brak skupienia wewn trznego, brak hojno ci

wobec Boga.

I chocia  na nieurodzajnej ziemi ziarno nie mo e wyda  owoców, bujnie rosn  na niej
chwasty i ciernie. S  to nieraz ludzkie nierozpoznane jeszcze wady, jakie  g bokie
nierozwi zane problemy, stare niezagojone zranienia, jakie  bole nie prze ywane na ogi
i przywi zania.

Ziarno S owa Bo ego, które w takiej sytuacji pada w serce cz owieka, staje si  jego wielk
chwilow  nadziej . Wzrasta szybko. Pierwsze dni, tygodnie, czy mo e nawet miesi ce
wzrastania (rzadziej ju  lata) przynosz  wiele duchowych pociesze , a nieraz wr cz euforii.
Niektórym osobom wydaje si  wówczas,  e ich problemy nagle gdzie  znikn y.  atwo
i szybko sk adaj  deklaracje i  wiadectwa swojego g bokiego wewn trznego uzdrowienia.
Wydaje im si  bowiem,  e problemy, które narasta y przez dziesi tki lat, nagle przemin y.
Czuj  si  wewn trznie wolne, pe ne pokoju i rado ci. Czas jednak ods ania,  e wszystko to
wzrasta na ziemi p ytkiej, nieurodzajnej. Po pewnym czasie odczucia wewn trznego
uzdrowienia i przemiany nagle przechodz . Rodz  si  uczucia wr cz przeciwne. Powracaj
dawne niepokoje. Do starych l ków i 

obaw dochodzi nierzadko uczucie kolejnego

rozczarowania sob , religi , bli nimi. Rodzi si  nierzadko jeszcze wi ksza nieufno  wobec
potrzeby szukania odpowiedniej pomocy ludzkiej i boskiej.

background image

Z tej sytuacji zagubienia i jednocze nie uwik ania nie ma wyj cia, dopóki cz owiek nie

wiadomi sobie braku konsekwencji, jaki charakteryzuje postaw  drugiej pary ludzi. W tej

postawie tkwi bowiem jaka  radykalna niech  do przemiany wewn trznej, niech

 do

rzeczywistego nawrócenia duchowego.

w. Efrem komentuj c postaw  drugiej pary stwierdza,  e chocia  twardo  ziemi nie zosta a

jeszcze skruszona przez ork , to jednak Pan nie pozbawi  jej swego nasienia.

 ziemi  s  ci,

którzy odsuwaj  nauk  naszego Pana. Pomimo ziemi skalistej, pomimo ziemi zaro ni tej
krzewami  i cierniami, Pan rzuca obficie swe ziarno na ziemi , aby nie mia a ona
usprawiedliwienia
.

W obecnych rozwa aniach dzi kujmy najpierw Siewcy za Jego cierpliwo , wytrwa
i hojno  w rzucaniu ziarna. Jest ona wyrazem Jego wielkiego zaufania ludzkiemu sercu.

Pro my równie  o ask  poznania naszej sytuacji wewn trznej. Przemiana serca zawsze
rozpoczyna si  od poznania tego, co si  w nim naprawd  kryje. Dopiero z pe nego poznania,
z  ask  Boga, mo e zrodzi  si  wola przemiany. Poznanie i wola przemiany staj  si  dopiero

ród em wyborów i decyzji. Wybory i decyzje za  staj  si

ród em dzia ania.

4. Postawa trzeciej pary ludzi

Trzecia para pragnie zrzuci  z siebie przywi zanie do rzeczy nabytej. W tym celu d

y

konsekwentnie do pe nej wolno ci wewn trznej. Pragnie wszystko czyni  wed ug woli
Bo ej. Przed dokonaniem ostatecznego wyboru szuka pe nej wewn trznej wolno ci, aby
dzi ki niej post pi  zgodnie z wol  samego Boga (por.  D, 155).

W przypowie ci o siewcy Jezus porównuje t  postaw  do ziarna, które pada na  yzn

spulchnion   ziemi .  Ziarno  kie kuje,  wzrasta  i 

wydaje  plon:  trzydziestokrotny,

sze dziesi ciokrotny i stokrotny (por. Mk 4, 20).

Oto krótki komentarz  w. Efrema do tych s ów: Ziemi  dobr  i t ust , s  dusze, które
dzia aj  w prawdzie, jak ci, którzy wszystko opu cili, by i  za Chrystusem. A jednak mimo
jednoznacznie dobrej woli, ziemia dobra i t usta wydaje plon w sposób ró norodny: raz plon
trzydziestokrotny, raz sze dziesi ciokrotny, raz stokrotny. Wszystkie cz ci ziemi wydawa y
plon w rado ci wed ug swoich mo liwo ci, jak ci, którzy otrzymali pi  talentów i zyskali
dziesi

, ka dy wed ug swych mo liwo ci.

Postawa trzeciej pary charakteryzuje si  radykalizmem ewangelicznym. Cechuje j  pe na
wolno  wewn trzna, gotowo  do po wi cenia, trudu i ofiary oraz poddanie swojej woli
Boga. W tej postawie osobiste uczucia i pragnienia poddaj  si  d eniu do wype nienia woli
samego Boga.

Przyj cie takiej postawy nie wymaga z naszej strony natychmiastowej nienaganno ci,
natychmiastowej doskona

ci moralnej. Potrzeba raczej wielkodusznej, hojnej i radykalnej

decyzji pój cia za Jezusem. Postawa ta w swej istocie jest z

eniem siebie w ofierze, aby

background image

sam Jezus pos ugiwa  si  wszystkim, co posiadamy i czym jeste my wed ug swojej
naj wi tszej woli
 (por.  D, 5).

Przyk ad takiej postawy daj  nam uczniowie Jezusa. Kiedy us yszeli s owa Mistrza: Pójd cie
za Mn 
 (Mk 1, 17–18), natychmiast zostawili wszystko i poszli za Nim. I cho  daleka mia a
by  jeszcze ich droga do pe nego zrozumienia, co znaczy prawdziwe poznawanie, mi owanie
i na ladowanie Mistrza, to jednak od samego pocz tku wykazuj  bezkompromisow
gotowo  oddania si  Mu. Dzi ki ich radykalizmowi Jezus doprowadzi ich do pe nego
upodobnienia si  do Niego, tak e w znoszeniu cierpienia, prze ladowania i krzy a.

Ca e rozwa anie zako czmy pi kn  modlitw  pisarza z XII wieku Nersesa Snorhali:
Stwardnia em jak ska a. Sta em si  podobnym do drogi. Ciernie  wiata mnie zd awi y
i uczyni y dusz  moj  bezowocn . Ale Ty, o Panie, Siewco dobry, spraw, by wzrasta a we
mnie ro lina S owa, bym przyniós  owoc jeden z trzech: stokrotny, sze dziesi ciokrotny lub
trzydziestokrotny
.

4

Dukat by  z ot  monet  o ci arze oko o 3,5 g, bit  od 1284 roku w Wenecji, pó niej tak e w innych

krajach Europy.

XI. CHRZEST JEZUSA

Wtedy przyszed  Jezus z Galilei nad Jordan do Jana,  eby przyj

 chrzest od niego. Lecz Jan

powstrzymywa  Go, mówi c: To ja potrzebuj  chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?
Jezus mu odpowiedzia : Pozwól teraz, bo tak godzi si  nam wype ni  wszystko, co
sprawiedliwe. Wtedy Mu ust pi . A gdy Jezus zosta  ochrzczony, natychmiast wyszed  z wody.
A oto otworzy y Mu si  niebiosa i ujrza  Ducha Bo ego zst puj cego jak  go bic
i przychodz cego na Niego. A g os z nieba mówi : Ten jest mój Syn umi owany, w którym
mam upodobanie
 (Mt 3, 13–17).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie Jezusa, który przychodzi nad Jordan,
miesza si  z t umem grzeszników, wchodzi do rzeki Jordan i zbli a si  do Jana Chrzciciela,
aby otrzyma  od niego chrzest. Nast pnie kontemplujmy sam chrzest Jezusa. Po chrzcie za
zobaczmy Ducha Bo ego zst puj cego jak go bic . Ws uchajmy si  te  w g os mówi cy
z nieba: Ten jest mój Syn umi owany, w którym mam upodobanie.

Pro ba o owoc kontemplacji: Pro my o  ask  przyj cia naszego chrztu jako wielkiego daru;
pro my tak e o ask  rozumienia naszego synostwa w Bogu Ojcu, naszego braterstwa
w Chrystusie oraz naszej  wi to ci w Duchu  wi tym.

background image

1. Jezus przyj  chrzest

Wszyscy czterej Ewangeli ci zgodnie opisuj  chrzest Jezusa w Jordanie. Umieszczaj  go na
pocz tku Jego publicznej dzia alno ci. Od swojego chrztu Jezus rozpoczyna wype nianie
misji Proroka i Mesjasza.

Jak dla ca ego Ko cio a Zes anie Ducha  wi tego by o momentem, od którego rozpocz a si
jego dzia alno , tak dla Chrystusa tym wydarzeniem by  Jego chrzest w Jordanie. Chrzest
Jezusa to jakby pierwsze Zielone  wi tki. W czasie swojego chrztu Chrystus otrzymuje
pe ni  Ducha  wi tego. Otrzymuje te  potwierdzenie swojego Boskiego synostwa i swojego
wybrania przez Ojca.

Do mieszka ców Nazaretu Jezus b dzie mówi  z moc : Duch Pa ski spoczywa na Mnie,
poniewa  Mnie nama ci  i pos

 Mnie, abym ubogim niós  dobr  nowin , wi niom g osi

wolno , a niewidomym przejrzenie; abym uci nionych odsy

 wolnymi ( k 4, 18).

Ko ció  od samego pocz tku w swoim nauczaniu przywi zywa  ogromn  wag  do chrztu
Jezusa w Jordanie, widzia  w nim bowiem pierwowzór sakramentu chrztu. Ikonografia
chrze cija ska bardzo cz sto przedstawia a scen  chrztu Jezusa. Scen  t  odnajdujemy
zarówno w sztuce wczesnochrze cija skiej, jak we wszystkich pó niejszych okresach historii
sztuki.

Chrzest Jezusa widnieje na freskach w katakumbach, na p askorze bach sarkofagów
rzymskich, w miniaturach najstarszych ksi g liturgicznych, w rze bach katedr gotyckich,
w malarstwie.  Najstarsze  dzie a  sztuki przedstawiaj   scen   chrztu  Jezusa  w Jordanie
w sposób bardzo prosty, bez  adnego przepychu i ceremonia u. Wielkie wydarzenia duchowe
rozgrywaj  si  zazwyczaj z du

 prostot  (H. Daniel–Rops).

Nasz  modlitw  rozpocznijmy od d

szej kontemplacji sceny chrztu Jezusa w Jordanie.

Odwo ajmy si  przede wszystkim do opisu ewangelicznego. Mo emy opis ten ubogaci
wizj  przedstawion  na jakim  znanym nam obrazie chrztu Jezusa: t umy ludzi otaczaj  Jana
Chrzciciela. Cierpliwie oczekuj  na jego chrzest. Do t umu dyskretnie do cza si  Jezus.
Staje pomi dzy grzesznikami, którzy chc  wyzna  swoje winy i s abo ci przed Janem. W ten
sposób Jezus upodabnia si  do grzesznego ludu. Przyjmuje bowiem na siebie wszystkie jego
grzechy, cho  sam  adnego grzechu nie pope ni . I to w

nie czyni Go podobnym do nas we

wszystkim, oprócz naszych grzechów.

Ale Jan Chrzciciel, podobnie jak Symeon w  wi tyni Jerozolimskiej, za natchnieniem Ducha
rozpoznaje jednak w Jezusie Mesjasza. Spontanicznie protestuje, podobnie jak uczyni to
pó niej Piotr przed umyciem nóg przez Jezusa: To ja potrzebuj  chrztu od Ciebie, a Ty
przychodzisz do mnie?
 Ale Chrystus wyja nia i uspokaja swego Poprzednika: Pozwól teraz,
bo tak godzi si  nam wype ni  wszystko, co sprawiedliwe
.

W przeciwie stwie do Piotra w Wieczerniku, Jan Chrzciciel w swej pokorze nie broni si
dalej i pos usznie chrzci Jezusa wod . Ws uchajmy si  w ten pi kny dialog Mesjasza z Jego

background image

Poprzednikiem. Z dialogu tego przebija pokora, uleg

 i uni enie wobec siebie nawzajem

oraz  wobec  Ojca  niebieskiego.  Nie  wchodz c  w 

zb dne  w 

tym  momencie  analizy

egzegetyczne, kontemplujmy tak e

Ducha Bo ego zst puj cego jak go bic

i przychodz cego na Niego. Ze szczególn  uwag  przez d

sz  chwil  s uchajmy s ów, które

Ojciec wypowiada nad swoim Synem: Ten jest mój Syn umi owany, w którym mam
upodobanie
.

Donios

 chrztu Jezusa objawia nam donios

 naszego chrztu, który jest pierwszym

darem, jaki Ko ció  nam ofiarowa .

w. Chromacjusz z Akwilei w swojej homilii pi knie  czy chrzest Jezusa z naszym chrztem:

On zanurzy  si  w wodzie, aby my zostali oczyszczeni z brudu win; On przyj  k piel
odrodzenia, aby my si  odrodzili z wody i Ducha  wi tego. Tak wi c chrzest Chrystusa jest
obmyciem win naszych, jest odnowieniem  ycia prowadz cego ku zbawieniu
.

w. Grzegorz z Nazjanzu powie natomiast: Chrystus zostaje o wiecony, zosta my o wieceni

wraz z Nim; Chrystus zostaje w wodzie zanurzony, zejd my razem z Nim, aby my razem te
zostali wywy szeni
.

W obecnej kontemplacji dzi kujmy Jezusowi za Jego Bosk  pokor , dzi ki której ju  na
samym pocz tku swojej publicznej dzia alno ci istniej c w postaci Bo ej, nie skorzysta  ze
sposobno ci, aby na równi by  z Bogiem. (...) A w zewn trznym przejawie,  uznany  za
cz owieka, uni

 samego siebie i przyj  chrzest razem z grzesznikami. Uni enie Jezusa nad

Jordanem jest zapowiedzi  i obietnic  Jego uni enia si

 do  mierci — i to  mierci

krzy owej (Flp 2, 6–8).

Po kontemplacji chrztu Jezusa przejd my do kontemplacji naszego chrztu. Odwo uj c si  do
znanych nam okoliczno ci naszego chrztu oraz do naszej wyobra ni, chciejmy przypomnie
sobie w asny chrzest. Wyobra my sobie najpierw ko ció  parafialny, a w nim chrzcielnic ,
przy której zostali my ochrzczeni. Przywo ajmy te  w pami ci naszych rodziców oraz
rodziców chrzestnych. Przedstawmy sobie ca  ceremoni  chrztu, szczególnie za  sam
moment, w którym kap an polewa  g ow  wod , wymawiaj c: ... ja ciebie chrzcz  w imi
Ojca i Syna, i Ducha  wi tego
.

By  to moment, w którym Bóg Ojciec wypowiedzia  nad nami s owa: Ty  jest mój Syn
umi owany, w Tobie mam upodobanie
 (Mk 1, 11). W ten sposób Bóg Ojciec przyj  nas jako
swoje przybrane dzieci, Chrystus uzna  nas za swoich braci i przyjació , a Duch  wi ty
uczyni  z nas swoje mieszkanie.

Dzi kujmy za ten prosty, ale jednocze nie pe en tajemnicy gest Ko cio a ofiarowany nam
w imieniu Trójcy  wi tej; gest maj cy decyduj ce znaczenie dla ca ego naszego  ycia
duchowego.

Pro my gor co, aby zasiane na chrzcie ziarno synostwa Bo ego, braterstwa w Chrystusie
i  wi to ci w Duchu  wi tym zosta o przez nas przyj te; aby ziarno to ros o w nas, aby

background image

wydawa o owoce przemiany i nawrócenia. Przepraszajmy tak e,  e nie zawsze byli my

wiadomi wielko ci tajemnicy chrztu,  e nie korzystali my w pe ni z tej  aski.

2. Bóg w Trójcy  wi tej

Duch  wi ty, zst puj c na Jezusa w postaci go bicy, objawia istniej

 jedno  pomi dzy

trzema Osobami Boskimi: Ojcem, Synem i Duchem  wi tym. A z nieba odezwa  si  g os:
Ty  jest mój Syn umi owany, w Tobie mam upodobanie
 (Mk 1, 11).

Zwrot  z nieba odezwa  si  g os w j zyku hebrajskim wyra a objawienie si  Boga. Chrzest
Jezusa w Jordanie, ukazuj cy jedno  pomi dzy Ojcem, Synem i Duchem  wi tym, jest
nowym objawieniem si  Boga. Jahwe znany dot d Izraelowi jako monoteistyczny Bóg,
ods ania teraz pe niej swoje Boskie Oblicze; objawia si  jako Trójca, Wspólnota Mi

ci

Trzech Osób.

rzeczywisto ci osobowe oblicze Boga — mówi kardyna  J. Daniélou — ods ania si  nam
jako oblicze trzech Osób: Ojca, Syna i Ducha  wi tego.  ycie Trójcy jest osobowe jedynie po
to, by by  przekazywanym. Tajemnica daru mi

ci pomi dzy Osobami Trójcy jest wyrazem

Ich  ycia. Ojciec odwiecznie udziela siebie Synowi we wszystkim, co posiada. Dzi ki temu
Syn jest doskona ym obrazem Ojca. Sama za  mi

 Ojca i Syna staje si  rzeczywisto ci

osobow  — Duchem  wi tym. Duch  wi ty jest jakby imieniem  ycia Ojca i Syna.

Tajemnica Trójcy  wi tej stanowi klucz do tajemnicy cz owieka. Ona ukazuje  ród o, sens
i cel nie tylko ludzkiego istnienia, ale rzeczywisto ci  wiata jako takiej.  ród em wszystkiego
jest mi

.  ród em wszystkiego jest wspólnota osób. Istot  bytu jest mi

 jako wspólnota

osób (por. J. Daniélou, Trójca  wi ta i tajemnica egzystencji).

Zostali my stworzeni na podobie stwo Trójcy  wi tej. Wi  Ojca i Syna odbija si
w naszym sercu. To nasze podobie stwo do Trójcy uwidacznia si  tak e w fakcie,  e
rodzimy si  z mi

ci ludzkiej; z mi

ci kobiety i m czyzny. Je eli cz owiek nie rodzi si

z prawdziwej mi

ci, ale przychodzi na  wiat jako owoc przypadku, owoc nami tno ci,

wówczas jego dochodzenie do dojrza ej ludzkiej postawy jest trudniejsze, bardziej bolesne.

Niektórzy powiadaj ,  e istot  bytu jest materia — twierdzi J. Daniélou. Inni,  e jest ni
duch. Jeszcze inni,  e istot  bytu jest jednia. Wszyscy si  myl . Istot  bytu jest komunia
(Istot  bytu jest mi

). To niezwyk e objawienia. Chrze cija skie  ycie duchowe polega na

wprowadzeniu  w sfer

ycia trynitarnego i stawaniu si  przez to synem Ojca, bratem

Chrystusa,  wi tyni  Ducha. W ten sposób mo emy wej  w zwi zek osobowy z Ojcem,
Synem i Duchem  wi tym
.

Najwy szym wzorem jedno ci z Bogiem oraz najwy szym wzorem jedno ci pomi dzy
lud mi jest Tajemnica Trójcy  wi tej. Jezus powie swoim uczniom: Jak Mnie umi owa
Ojciec, tak i Ja was umi owa em. Wytrwajcie w mi

ci mojej! (J 15, 9).

background image

Mi

 Ojca z Synem stanowi wzór mi

ci pomi dzy Synem a Jego uczniami. W czasie

ostatniej wieczerzy Jezus modli si  do swojego Ojca: Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty,
Ojcze, we Mnie
 (J 17, 21).

Dzi ki objawieniu si  Trójcy Przenaj wi tszej nie tylko zostajemy dopuszczeni do poznania
tajemnicy Boga, ale tak e do poznania tajemnicy cz owieka, tajemnicy siebie samych.
Cz owiek poznaj c przez wiar  Boga, poznaje tak e samego siebie. Jeste my bowiem
stworzeni na obraz i podobie stwo Trójcy.

Cz owiek bez wiary w Trójc  nie mo e pozna  i zrozumie  do ko ca siebie samego,
poniewa  bez Niej nie jest zdolny odczyta , co zosta o wypisane w jego sercu od chwili
stworzenia. Trójca  wi ta jest kluczem do ludzkiego serca.

Nasze codzienne modlitwy i czynno ci liturgiczne najcz ciej rozpoczynamy: w imi  Ojca
i Syna, i Ducha  wi tego
. Wiele znaków, np. znak krzy a, wykonujemy w nawi zaniu do
Tajemnicy Trójcy. Cz sto jednak s owa i 

znaki te  wykonujemy  mechanicznie,

automatycznie, rutynowo. Brak nieraz w nich rzeczywistego do wiadczenia mi

ci Trójcy

wi tej. Pro my, aby zrodzi o si  w nas g bokie pragnienie nape nienia tre ci  tych

codziennych znaków, gestów i s ów. Pro my tak e Ojca, Syna i Ducha  wi tego o  ask
do wiadczania Ich nieustannej obecno ci i Ich dzia ania w naszym  yciu.

Pierwszy krok ku zbudowaniu g bokiego  ycia duchowego polega na przyj ciu mi

ci

Trójcy, która objawia si  we Wcielonym Synu Bo ym. Otwarte serce Jezusa na krzy u
ukazuje otwarte serce Ojca, który pos

 nam swojego Syna. Nasze  ycie duchowe realizuje

si  poprzez d ugie, cierpliwe i wierne wpatrywanie si  w Jezusa. Dzi ki kontemplacji
Chrystusa mamy czu  si  kochani przez ca  Trójc : Ojca, Syna i Ducha  wi tego. Istot
misji Jezusa jest w czenie nas w odwieczn  mi

 Ojca do Syna.

Kontemplacja chrztu Jezusa i kontemplacja naszego chrztu zaprasza nas do poznawania
Tajemnicy Trójcy  wi tej. Jest to tak e zaproszenie do wej cia w intymn  jedno
z Osobami Trójcy na wzór jedno ci Ojca z Synem w Duchu  wi tym.

Dzi kuj c za otrzymane zaproszenie, pro my jednocze nie, aby nie by o ono zag uszane czy
te  lekcewa one przez nas; pro my, aby by o ono przyjmowane i realizowane z wiar .

Poznanie Trójcy prowadzi nas do poznania w asnego cz owiecze stwa, do poznania siebie
samych. Pro my wi c tak e o poznanie prawdy,  e ostatecznym  ród em poznania cz owieka
jest zawsze poznanie Boga.

background image

3. Jedno  pomi dzy modlitw , dzia aniem Ducha  wi tego i wype nianiem misji

gdy si  modli , otworzy o si  niebo i Duch  wi ty zst pi  na Niego, w postaci cielesnej niby
go bica, a z nieba odezwa  si  g os: Ty  jest mój Syn umi owany, w Tobie mam upodobanie

k 3, 21–22).

W czasie chrztu Jezusa w Jordanie objawia si  jedno  trzech rzeczywisto ci: modlitwy,
dzia ania Ducha  wi tego oraz wype niania misji.

Jedno

tej triady (modlitwy, dzia ania Ducha i misji) b dzie obecna w ca ym  yciu Jezusa.

Pó niej za  jedno  ta b dzie obecna w ca ym  yciu Jego Ko cio a. Tak e w opisie zes ania
Ducha  wi tego (Dz 2, 1nn.) widzimy  cis  jedno  modlitwy Aposto ów, dzia ania Ducha

wi tego oraz wype niania misji zleconej im przez Jezusa. Kiedy Aposto owie trwali na

modlitwie, zst pi  na nich Duch  wi ty i o ywieni Jego moc  zacz li g osi  Dobr  Nowin
o Jezusie. Jedno  t  Dzieje Apostolskie dostrzegaj  tak e w dzia alno ci Piotra i Jana. Kiedy
Aposto owie ci zostaj  zatrzymani przez Sanhedryn, wówczas ca a wspólnota Ko cio a
zacz a si  modli : Po tej modlitwie zadr

o miejsce, na którym byli zebrani, wszyscy zostali

nape nieni Duchem  wi tym i g osili odwa nie s owo Bo e (Dz 4, 31).

Równie  w naszym powo aniu chrze cija skim realizuje si  ta sama jedno : modlitwy,
dzia ania Ducha oraz misji zleconej przez Jezusa. Jezus modl cy si  po ród ludu nad
Jordanem zaprasza nas do modlitwy o dar Ducha  wi tego. Jedynie On mo e by  si
w wype nianiu naszego powo ania.

Jezus zapewnia nas,  e nasze modlitwy b

 wys uchane: Ojciec z nieba da Ducha  wi tego

tym, którzy Go prosz  ( k 11, 13). Wszystko inne, o co prosimy, mo e by  tylko owocem
tego pierwszego i najwa niejszego daru: daru Ducha  wi tego.

Pytajmy siebie: czy w naszej codzienno ci  ycia duchowego istnieje jedno  modlitwy,
dzia ania Ducha oraz realizowania naszego powo ania? Czy troszczymy si , aby wype nianie
misji rozpoczyna  od modlitwy o dar Ducha?

Jedynie Duch  wi ty mo e nam zapewni  skuteczno  i owocno  naszego apostolskiego
trudu. Pytajmy siebie tak e, czy nieskuteczno  i bezp odno  wielu naszych dzia

 nie

ynie  z 

braku  modlitwy  o 

dar  Ducha  wi tego.  Czy  w 

naszym  zaanga owaniu

duszpasterskim nie przeceniamy naszych ludzkich si , naszego dzia ania, naszej pracy.

W ko cowej rozmowie dzi kujmy najpierw Bogu za dar chrztu. Dzi kujmy za zawarte
w nim zaproszenie do intymnej wi zi z Ojcem, Synem i Duchem  wi tym. Jezusa za  —
który pokornie staje w ród grzeszników, aby przyj  chrzest — pro my, aby my otwierali si
jak On na dar Ducha  wi tego. Pro my, aby my z Jego  ask  szukali pe nienia woli naszego
Ojca.

background image

XII. B OGOS AWIENI JESTE CIE — BIADA WAM

On podniós  oczy na swoich uczniów i mówi : B ogos awieni jeste cie wy, ubodzy, albowiem
do was nale y Królestwo Bo e. B ogos awieni wy, którzy teraz g odujecie, albowiem

dziecie nasyceni. B ogos awieni wy, którzy teraz p aczecie, albowiem  mia  si  b dziecie.

ogos awieni b dziecie, gdy ludzie was znienawidz , i gdy was wy cz  spo ród siebie, gdy

zel

 was i z powodu Syna Cz owieczego podadz  w pogard  wasze imi  jako niecne:

cieszcie si  i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo
bowiem przodkowie ich czynili prorokom.

Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebrali cie ju  pociech  wasz . Biada wam, którzy
teraz jeste cie syci, albowiem g ód cierpie  b dziecie. Biada wam, którzy si  teraz  miejecie,
albowiem smuci  si  i p aka  b dziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwali  was b

.

Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fa szywym prorokom ( k 6, 20–26).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie Jezusa nauczaj cego, który og asza
swoje b ogos awie stwa. Ws uchajmy si  w Jego g os pe en mocy, stanowczo ci, ale tak e
pe en  mi osierdzia  i 

dobroci.  Zauwa my  t umy,  które  s uchaj   Jezusa  z zachwytem

i fascynacj . Dostrze my ich podziw dla nauki Jezusa.

Pro ba o owoc rozmy lania: Pro my o  ask  rozumienia b ogos awie stw Jezusa oraz o  ask
odkrycia  przestróg  zawartych  w 

Jezusowych

biada. Módlmy si  tak e, by my

w b ogos awie stwach  odkryli osobisty styl  ycia samego Jezusa, do którego zaprasza
równie  i nas.

1. Kim jest bogacz, a kim ubogi?

Wed ug Jezusowego biada, cz owiek bogaty posiada wszelk  obfito  materialnych dóbr.
Jest te  zawsze syty. Nie tylko nigdy nie brakuje mu chleba, ale tak e za ywa pod dostatkiem
wszelkich ziemskich uciech. Bogacz bawi si  i  mieje. Zajmuje uprzywilejowan  pozycj
w hierarchii spo ecznej. Dzi ki swojemu bogactwu posiada w adz  i wp ywy. Doznaje wi c
czci, otacza go powszechny szacunek. Ludzie licz  si  z jego opini  i zdaniem.

Dla okre lenia poj cia ewangelicznego bogacza posiadanie materialne czy pozycja spo eczna
nie s  jednak najwa niejsze. O wiele wi cej znaczy postawa serca wobec Boga, wobec
bli nich i wobec siebie.

W duszy ewangelicznego bogacza miejsce Boga zajmuje bogactwo. Bogacz nie liczy si
z Bogiem. Nie liczy si  te  z lud mi. Ca  nadziej  pok ada w nagromadzonych dobrach
materialnych. One staj  si  jego si . One — w jego mniemaniu — daj  mu poczucie
bezpiecze stwa. Fa szywie bowiem s dzi, i  bogactwo jest  ród em  ycia.

background image

Ewangeliczny bogacz z pogard  odnosi si  do ubogich, cho  nierzadko swoje bogactwa
zdobywa przez wyzyskiwanie ich. Dobrym przyk adem bogacza w Ewangelii jest

upi

bogacz, który — pe en pychy — przemawia do siebie: Masz wielkie zasoby dóbr, na d ugie
lata z

one; odpoczywaj, jedz, pij i u ywaj! ( k 12, 19).

Kim natomiast jest wed ug Ewangelii cz owiek ubogi?

Ubogi to ten, któremu brakuje wszystkiego. Nie mo e zaspokoi  swoich podstawowych
potrzeb materialnych. Poniewa  brakuje mu chleba, do wiadcza g odu. Cz owiek ubogi
nierzadko cierpi choroby; cz owiek ubogi jest prze ladowany; cz owiek ubogi p acze.

Nie posiadaj c  adnego bogactwa, nie mo e te  zdoby  jakiegokolwiek uznania spo ecznego.
Ubogi  atwo staje si  przedmiotem pogardy i odrzucenia. Ludzie nie licz  si  z jego zdaniem
i opini . Przyk adem cz owieka ubogiego wed ug Ewangelii jest  azarz, który le y u bram
bogacza. Nie tylko g oduje, ale dotyka go tak e powszechna pogarda i lekcewa enie. Pragnie
nasyci  si  odpadkami ze sto u bogacza, lecz nikt nie chce mu us

. Tylko psy

przychodz  i li  jego wrzody (por.  k 16, 21).

Poj cie ewangelicznego ubóstwa nie dotyczy jednak najpierw materialnego posiadania
i pozycji spo ecznej. Istot  ewangelicznego ubóstwa stanowi postawa serca wobec Boga
i wobec ludzi; ewangeliczne ubóstwo polega na z

eniu ca ej nadziei w Bogu; chodzi w nim

o posiadanie wszystkiego u Boga.

Ewangeliczny cz owiek ubogi nie kieruje si

dz  posiadania. Nie odbiera te  bogaczom

dóbr przemoc . W swoim niedostatku i nieszcz ciu wo a o mi osierdzie do Pana. Wierzy
bowiem,  e tylko On mo e go wys ucha : Oto biedak zawo

, a Jahwe go us ysza ,

i wybawi  ze wszystkich ucisków (Ps 34, 7).

Rozwa aj c postaw  bogacza i ubogiego pytajmy siebie: ku której z nich ci y nasze serce?
Nie nazywajmy siebie zbyt  atwo ubogimi, nawet je eli doznajemy od czasu do czasu
pewnych braków materialnych.

wiecie, w którym tak wielu ludzi umiera z g odu, nikt nie mo e pochopnie przyw aszcza
sobie tytu u ubogiego
 (Dekrety XXXII Kongregacji Generalnej Towarzystwa Jezusowego).
Nie twierd my zbyt szybko, i  nie mamy nic wspólnego ze  wiatem bogatych. 

dza

posiadania, uczucie zazdro ci, wielkie pragnienie dóbr konsumpcyjnych demaskuj  nasze
serce bogacza; serce, które mo e nieraz pragn oby powtórzy  za ewangelicznym bogaczem:
Masz wielkie zasoby dóbr, na d ugie lata z

one; jedz, pij i u ywaj ( k 12, 19).

Pro my o oczyszczenie nas ze wszelkiej 

dzy posiadania. Pro my o wewn trzne pragnienie

ewangelicznego ubóstwa, dzi ki któremu ubogie  ycie Jezusa mogliby my uzna  za nasz

yciowy idea .

background image

2. B ogos awieni ubodzy — biada bogaczom

Oryginalno  b ogos awie stw w Ewangelii  w.  ukasza wyra a si  w tym, i  s  one podane
w opozycji  do  przestrogi: biada. Ka de b ogos awie stwo ma swoje negatywne odbicie
biada: b ogos awieni jeste cie, wy, ubodzy — biada wam, bogacze; b ogos awieni wy,
którzy teraz g odujecie — biada wam, którzy teraz jeste cie syci; b ogos awieni wy, którzy
teraz p aczecie — biada wam, którzy teraz si

miejecie; b ogos awieni b dziecie, gdy ludzie

was znienawidz  — biada wam, gdy wszyscy ludzie chwali  was b

.

Opozycja  wiata ubogich, g odnych, p acz cych i prze ladowanych w stosunku do  wiata
bogatych,  sytych,  miej cych  si   i chwalonych  nie  posiada  w Ewangelii  charakteru
spo ecznego czy politycznego. Jezus nie g osi walki klas. Nie stosuje te  zasady wielkich
tego  wiata
dziel i rz

. Nie wzywa ludzi wydziedziczonych do rewolucyjnego przewrotu

spo ecznego.

Wszystkie rewolucje w historii ludzko ci by y jedynie zarzewiem przemocy, gwa tu
i ludobójstwa. Jezus by  tego faktu  wiadom bardziej ni  ktokolwiek inny. Wojny, rozlew
ludzkiej krwi, gwa towne przewroty spo eczne os dzi  jednym zdaniem: Wszyscy, którzy za
miecz chwytaj , od miecza gin 
 (Mt 26, 52).

Gniew rodzi gniew, nienawi  rodzi nienawi , gwa t rodzi gwa t, przemoc rodzi przemoc,
krew rodzi krew,  mier  rodzi  mier . Jezusowe b ogos awie stwa i biada objawiaj  nam
przede wszystkim opozycj , jaka istnieje w p aszczy nie duchowej.

Chrystus przynosi rewolucj  duchow rewolucj  religijn . D y do wywrócenia istniej cego
nieporz dku spo ecznego, ale nie poprzez gwa t i przemoc. Jezus usi uje zmieni

wiat

poprzez pokonanie w ludzkim sercu grzechu, szczególnie za  grzechu pychy, nienawi ci
i niewiary. Tak wi c to, co Jezus pokazuje nam na p aszczy nie spo ecznej, odzwierciedla
jednocze nie sytuacj  ka dego ludzkiego serca.

Jezusowe biada opisuje starego cz owieka zranionego grzechem; cz owieka, który mieszka
w ka dym z nas. Ca ym swoim jestestwem cz owiek ten d

y do zmys owej uciechy, do

posiadania, do chwa y i do pychy. I cho  d

enia te obiecuj  mu szcz cie, s  one jednak

udne  i 

k amliwe.  D enie  do  nieograniczonej  przyjemno ci  i 

chwa y  ko czy  si

nieszcz ciem, p aczem, gorycz , cierpieniem i  mierci .

Jezusowe b ogos awie stwa opisuj  natomiast nowego cz owieka. Tkwi on w nas jednak jako
nasze wyzwanie, jako nasze zadanie, jako nasza odpowiedzialno , jako nasze powo anie.
Nowy cz owiek  w nas jest ziarnem S owa Bo ego wrzuconym w gleb  serca. Ten nowy
cz owiek
 w nas wzrasta wspomagany zarówno  ask  Boga jak równie  naszym wysi kiem,
wewn trzn  prac  i ofiar .

Nowy cz owiek musi bowiem przekroczy  egocentryczne, zmys owe, pe ne pychy i l ku

enia starego cz owieka. Jest to do wiadczenie trudne i bolesne. Wi e si  z odczuciem

odu, smutku, p aczu, poni enia. Jest to jednak do wiadczenie chwilowe i przej ciowe. G ód

background image

przemienia si  bowiem w syto , smutek w rado , p acz  w  miech, pogarda  i poni enie
w chwa  i uznanie. W ten sposób ucze  Jezusa, który  yje b ogos awie stwami, uczestniczy
w Misterium Paschalnym swojego Mistrza.

Jezus wzywa nas, aby my brali na siebie jarzmo b ogos awie stw, a wówczas dopiero
do wiadczymy, i  Jego brzemi  jest lekkie, a gorycz jest s odka (por. Mt 11, 29–30). Je eli
bierzemy na serio nasze pój cie za Jezusem, winni my odkry  w nas oba sposoby my lenia.
One nieustannie w nas walcz  o pierwsze miejsce. O wyniku tej walki decyduje jednak serce
— centrum  ycia cz owieka.

Autentyczne  ycie Ewangeli  staje si

ród em prawdziwej rewolucji we wszystkich

dziedzinach ludzkiego  ycia, tak e w dziedzinie spo ecznej. W Jezusowej rewolucji nie ma
jednak cienia przemocy i gwa tu. Bogaci staj  si  bra mi ubogich i dobrowolnie dziel  si
z nimi tym, co posiadaj . Czyni  tak dlatego,  e przyjmuj  Jezusa jako Pana swego  ycia. Ci
wszyscy, co uwierzyli (w Jezusa), przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali
maj tki i dobra i rozdzielali je ka demu wed ug potrzeby
 (Dz 2, 44–45). Czy  ten nowy styl

ycia nie jest wywróceniem porz dku spo ecznego staro ytnego  wiata?

3. Ubóstwo Jezusa

Jezus jako pierwszy wprowadzi  w  ycie g oszone przez siebie b ogos awie stwa.

ycie

Jezusa by o  yciem cz owieka biednego — pisze H. Daniel–Rops. Mieszka  zapewne w domu
bardzo skromnym, podobnym do tego, w którym anio  odwiedzi  Maryi , a Józef umie ci
swoj  rodzin . Jego po ywienie by o po ywieniem ludu galilejskiego; sk ada o si
z j czmiennego  chleba,  z ma ej  ilo ci  mi sa,  z jaj,  kwa nego  mleka,  jarzyn,  a  w dni

wi teczne z pieczonych ryb, które u

niaj  cia o cz owieka — jak mówili rabini. Czytaj c

przypowie ci ewangeliczne widzimy,  e Jezus nigdy nie zbli

 si  do bogatych i mo nych tej

ziemi; o zbytku mówi z t  tendencj  do upraszczania, jak  maj  ludzie biedni. A gdy b dzie
opowiada  o zgubionej drachmie, zapewne przypomni sobie, jak Jego Matka z lamp  w r ku
szuka a w biednym domku ma ej zagubionej monety i jak si  cieszy a, gdy j  znalaz a. By o to

ycie przedziwnie proste i o tym nie nale y zapomina , gdy si  patrzy na Mesjasza pe nego

chwa y i poci gaj cego za sob  t um.

Jezus, cz owiek ubogi, przychodzi jako Mesjasz ubogich i w nich uznaje uprzywilejowanych
dziedziców Królestwa niebieskiego. Wype nia w ten sposób proroctwo psalmu 22: Ubodzy

 jedli i nasyc  si , chwali  b

 Pana ci, którzy Go szukaj . Wzywa ich na uczt

w Królestwie niebieskim: Wprowad  tu ubogich, u omnych, niewidomych i chromych ( k 14,
21). Znakiem autentyczno ci mesja skiej misji Jezusa jest wype nienie zapowiedzi proroctwa
Izajasza: Duch Pa ski spoczywa na Mnie (...), abym ubogim niós  dobr  Nowin  ( k 4, 18).
Jezus, Mesjasz ubogich, pozostaje ubogi przez ca e  ycie — od narodzenia a  po  mier .

W obecnej kontemplacji przypomnijmy sobie ze czci  najwa niejsze ewangeliczne sceny
ubogiego  ycia Jezusa: ubóstwo Jego narodzenia w betlejemskiej grocie dla zwierz t,
niedostatek i braki materialne w czasie wygnania do Egiptu, ubogie dzieci stwo i m odo
Jezusa, ci

 prac  ubogiego robotnika w Nazarecie, skromne posi ki cz owieka biednego,

background image

tu aczy styl  ycia w czasie publicznej dzia alno ci. Przedstawmy sobie wreszcie najwi ksze
ubóstwo Jezusa: Jego odarcie ze wszystkiego — tak e z szat — w czasie m ki i  mierci
krzy owej. Jezus w ten sposób przyj  na siebie los wszystkich ubogich w ca ej historii
ludzko ci. Upodobni  si  do nich we wszystkim oprócz ich grzechów.

Istot  ubóstwa Jezusa nie jest przede wszystkim skromny czy wr cz biedny, w sensie
materialnym, styl  ycia. Ubóstwo materialne Jezusa symbolizuje Jego bogactwo wewn trzne
— to znaczy Jego ca kowite powierzenie si  Ojcu i braciom. Mi

 do Ojca jest istot

ubóstwa Jezusa. I w

nie dlatego  w. Pawe  stwierdzi,  e Jezus ubogaca nas swoim

ubóstwem. Ubóstwo Jezusa jest miejscem Jego s

by. Ubóstwo Chrystusa czyni Go

ug

Jahwe.

Wzywaj c swoich uczniów do powierzenia si  Bogu w sprawach troski o codzienny pokarm,
napój i 

odzienie, Jezus opisuje jednocze nie swoje ca kowite zawierzenie Ojcu we

wszystkich sprawach  ycia. Nie troszczcie si  zbytnio o swoje  ycie, o to, co macie je  i pi ,
ani o swoje cia o, czym si  macie przyodzia . Czy

ycie nie znaczy wi cej ni  pokarm,

a cia o wi cej ni  odzienie? (...) A o odzienie czemu si  zbytnio troszczycie? (Mt 6, 25–28)

Je eli cz owiek powierzy si  ca kowicie Bogu, wówczas wszystko co go otacza potwierdza

uszno  jego zaufania do Stwórcy. Ca a przyroda, ro liny i zwierz ta, mówi  mu

o prawdzie jego decyzji: Przypatrzcie si  ptakom w powietrzu: nie siej  ani 

 i nie zbieraj

do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je  ywi. Czy  wy nie jeste cie wa niejsi ni  one?(...)
Przypatrzcie si  liliom na polu, jak rosn : nie pracuj  ani prz

. A powiadam wam: nawet

Salomon w ca ym swoim przepychu nie by  tak ubrany jak jedna z nich. Je li wi c ziele na
polu, które dzi  jest, a jutro do pieca b dzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czy  nie tym
bardziej was, ma ej wiary?
 (Mt 6, 26–31)

Pro my gor co, aby my w b ogos awie stwach Jezusa odkryli Jego osobisty styl  ycia.
Nauka Chrystusa odpowiada bowiem stylowi Jego w asnego  ycia. Jezus w swoich

ogos awie stwach opowiada o sobie samym. Do wiadczenie mi

ci Jezusa do nas oraz

naszej mi

ci do Niego mo e wzbudzi  w nas pragnienie nie tylko poznawania Jego stylu

ycia, ale tak e na ladowania go we wszystkim.

Pro my tak e o wielk  mi

 do Jezusa ubogiego. Módlmy si , aby mi

 ta sta a si

ród em naszej si y i odwagi w na ladowaniu Jego zaufania Ojcu. Pro my, aby my —

patrz c na  wiat oczami Jezusa — umieli odkrywa  wezwanie do zaufania Bogu, wpisane
zarówno w nasze serce, jak te  w ca y otaczaj cy nas  wiat przyrody.

background image

4. Misterium Paschalne

Ubóstwo  i zwi zane  z nim  zy,  cierpienie,  poni enie  i g ód,  o których  wspomina  Jezus
w b ogos awie stwach,  nie  s   jednak  wiecznym  i nieodwracalnym  stanem  cz owieka.
Równie  bogactwo i p yn ca z niego ludzka chwa a oraz przyjemno ci zmys owe nie trwaj
bez ko ca.

Ka de

ogos awie stwo i ka de biada wypowiedziane przez Jezusa zapowiada radykalne

odwrócenie sytuacji: ubodzy otrzymaj  Bo e Królestwo, bogaczom natomiast zostanie ono
odebrane; g oduj cy b

 nasyceni, a bogacze g ód b

 cierpieli; p acz cy  mia  si  b

,

miej cy si  za  b

 si  smuci  i p aka .

W hymnie Magnificat Maryia ukazuje nam Boga, który dokonuje radykalnego przewrotu
w  wiecie ustanowionym przez cz owieka: Rozprasza ludzi pyszni cych si  zamys ami serc
swoich. Str ca w adców z 

tronu, wywy sza pokornych. G odnych nasyca dobrami,

a bogatych z niczym odprawia ( k 1, 51–53). Ten radykalny przewrót w hierarchii warto ci
ustalonej ludzkim sposobem my lenia i dzia ania znajduje si  w centrum objawienia Bo ego.

Przewrót ten zapowiada przede wszystkim Misterium Paschalne. Chrystus uni

 samego

siebie, stawszy si  pos usznym a  do  mierci — i to  mierci krzy owej. Dlatego te  Bóg Go
nad wszystko wywy szy  i darowa  Mu imi  ponad wszelkie imi 
 (Flp 2, 8–9).

Ubóstwo, odrzucenie, poni enie Syna Bo ego staje si miejscem Jego wywy szenia i chwa y.
Jezus powieszony na drzewie ha by zmartwychwstaje i zasiada po prawicy swojego Ojca.

Oto jak Izajasz zapowiada t radykaln  przemian  w  yciu S ugi Jahwe: On by  przebity za
nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spad a Na  ch osta zbawienna dla nas, a w Jego
ranach jest nasze zdrowie. (...) Dlatego w nagrod  przydziel  Mu t umy, i posi dzie mo nych
jako zdobycz, za to,  e siebie na  mier  ofiarowa 
 (Iz 53, 5.12).

W obecnej modlitwie pro my ubogiego Jezusa, aby s uchanie Jego S owa, kontemplacja Jego
Osoby, uczestnictwo w Jego Misterium Paschalnym by o dla nas  ród em dokonuj cej si
w nas przemiany w naszym sposobie my lenia, odczuwania, warto ciowania i dzia ania.
Pro my tak e, aby my umieli demaskowa  w nas mentalno  bogacza, ufaj cego jedynie
sobie, by móc wolnym sercem wi za  si  z Jezusem ubogim i razem z Nim powierza  si
Ojcu.

background image

XIII. ODWAGI, JA JESTEM!

Zaraz te  przynagli  uczniów,  eby wsiedli do  odzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim
odprawi t umy. Gdy to uczyni , wyszed  sam jeden na gór , aby si  modli . Wieczór zapad ,
a On sam tam przebywa .  ód  za  by a ju  sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana
falami, bo wiatr by  przeciwny. Lecz o czwartej stra y nocnej przyszed  do nich, krocz c po
jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go krocz cego po jeziorze, zl kli si  my

c,  e to zjawa,

i ze strachu krzykn li. Jezus zaraz przemówi  do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie si !

Na to odezwa  si  Piotr: Panie, je li to Ty jeste , ka  mi przyj  do siebie po wodzie! A On
rzek : Przyjd ! Piotr wyszed  z  odzi, i krocz c po wodzie, przyszed  do Jezusa. Lecz na widok
silnego wiatru ul

 si  i gdy zacz  ton

, krzykn : Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast

wyci gn  r

 i chwyci  go, mówi c: Czemu zw tpi

, ma ej wiary? Gdy wsiedli do  odzi,

wiatr si  uciszy . Ci za , którzy byli w  odzi, upadli przed Nim, mówi c: Prawdziwie jeste
Synem Bo ym
 (Mt 14, 22–33).

Jozue spe ni  polecenie Moj esza i wyruszy  do walki z Amalekitami. Moj esz, Aaron i Chur
wyszli na szczyt góry. Jak d ugo Moj esz trzyma  r ce podniesione do góry, Izrael mia
przewag . Gdy za  r ce opuszcza , mia  przewag  Amalekita. Gdy r ce Moj esza zdr twia y,
wzi li kamie  i po

yli pod niego, i usiad  na nim. Aaron za  i Chur podparli jego r ce,

jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób a  do zachodu s

ca by y r ce jego stale

wzniesione wysoko. I tak zdo

 Jozue pokona  Amalekitów i ich lud ostrzem miecza (Wj 17,

10–13).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie uczniów znajduj cych si  w  odzi na
Jeziorze Galilejskim po ród ciemno ci nocy. Ws uchajmy si  w szum wiatru, w gro ne fale
jeziora uderzaj ce o ód . W oddali za  zauwa my zbli aj

 si  ku  odzi posta  Jezusa.

Dostrze my zal knienie uczniów.

Pro ba o owoc kontemplacji: Pro my o g bokie pragnienie przyj cia inicjatywy i planów
Jezusa wobec naszego  ycia. Pro my tak e, by my do wiadczyli wewn trznie,  e jeste my
nieustannie obecni w Jego modlitwie, któr  w naszym imieniu zanosi do Ojca.

1. Z inicjatywy Jezusa

W kontemplowanej perykopie ewangelicznej centraln  postaci  jest Chrystus. Do Niego
nale y inicjatywa. To On przynagla uczniów, aby wsiedli do  odzi i wyprzedzili Go na drugi
brzeg. Sam natomiast rozsy a t umy nakarmione cudownie rozmno onym chlebem. Potem
udaje si  samotnie na gór , aby si  modli .

Kiedy na skutek przeciwnego wiatru, gwa townych fal i ciemno ci nocy zrodzi o si
w sercach uczniów zw tpienie i l k, Jezus przychodzi do nich i objawia si  im jako  ród o
ich odwagi i mocy.

background image

obecnej  modlitwie  kontemplujmy  z 

uwag   Jezusa,  który  podejmuje  inicjatyw ;

obserwujmy wszystkie Jego gesty i dzia ania; ws uchajmy si  w Jego s owa. Zauwa my,
w jaki sposób wysy a swoich uczniów na drugi brzeg, w jaki sposób modli si  na górze.
Kontemplujmy te  Jezusa, jak idzie po jeziorze, jak przemawia do Aposto ów, jak rozmawia
z Piotrem. W sposób szczególny zwró my uwag , jak Chrystus podaje Piotrowi r

, kiedy

ten tonie.

Pro my w tej kontemplacji, aby i w naszym  yciu Jezus by  centraln  postaci ; pro my tak e
o pragnienie powierzenia Jemu ca ego naszego  ycia. To w

nie do Niego nale y inicjatywa,

poniewa  to On jako pierwszy kieruje naszym  yciem. Nie my planujemy nasz  przysz

;

my j  jedynie odkrywamy i przyjmujemy. Wszelkie nasze wybory s  jedynie akceptacj  Jego
wyborów przygotowanych dla nas.

Pro my o g bokie pragnienie uczynienia Jezusa centrum naszego  ycia. Pro my równie
o pragnienie pe nej gotowo ci w przyj ciu Jego inicjatywy, Jego planów. Módlmy si  te
o wielk  m dro , o duchow  przenikliwo , dzi ki której mogliby my unikn  przerzucania
na Jezusa naszych ludzkich tylko potrzeb, pragnie  i oczekiwa . Pro my, aby my nie
przypisywali Jezusowi tego, co nie pochodzi od Niego, ale jedynie z nas samych.

2. Zaanga owanie uczniów

Po kontemplacji inicjatywy Jezusa w  yciu uczniów zwró my uwag  na ich zaanga owanie
i pos usze stwo. Uczniowie zaraz wsiedli do  odzi i zacz li si  przeprawia  na drugi brzeg.
Kiedy oddalili si  znacznie od brzegu, nagle zerwa  si  przeciwny wiatr, który miota odzi .

Kontemplujmy w modlitwie t  niebezpieczn  sytuacj , w jakiej znale li si  uczniowie.
Zauwa my podnosz cy si  przeciwny wiatr, przygl dajmy si  wzrastaj cym falom,
dostrze my zapadaj ce ciemno ci nocy. W sercach uczniów budzi si  niepokój, l k
i zw tpienie. Nie przestaj  jednak p yn

 na drugi brzeg, zgodnie z  yczeniem Jezusa.

Zmagaj  si  zarówno z  ywio ami przyrody, jak i z wewn trznymi odruchami niepewno ci,

ku i niewiary.

Oddanie Jezusowi inicjatywy w naszym  yciu nie oznacza bynajmniej naszej bierno ci
i bezczynno ci. Aby przyj

 zbawcze dzia anie Jezusa i dostosowa  do niego nasze  ycie,

konieczne jest nasze zaanga owanie, nasz wysi ek, nasza wola walki. Jezus ods ania uczniom
swoje plany, wysy a ich z misj , ale sam oddala si

na gór , jakby chcia  si  wycofa .

Zostawia uczniom pole dzia ania.

Jezus zawsze daje uczniom pole do dzia ania. Chrystus nie traktuje ich jak marionetki,
których ka dy gest zosta  szczegó owo zaplanowany i wyre yserowany. Pos usze stwo
Jezusowi w naszym  yciu ma zrodzi  nasz  inicjatyw , nasze zaanga owanie, nasz  wol
zmagania.

background image

Wola walki konieczna jest szczególnie wówczas, kiedy napotykamy na trudno ci, przeszkody
i niepowodzenia w wype nianiu zada  danych nam przez Jezusa. Nasza postawa w takich

nie chwilach najpe niej objawia nasze zaanga owanie w realizacj  inicjatywy Jezusa.

Obraz uczniów przeprawiaj cych si  na drugi brzeg jeziora po ród ciemno ci nocy, po ród
wzburzonych fal i przeciwnego wiatru mo e by  nam bardzo bliski. Ta metafora wiernie
oddaje nasze  ycie, nasze codzienne zmagania, trudy i walki.

obecnej kontemplacji chciejmy sobie przypomnie  nasze najwa niejsze zmagania

wewn trzne i walki duchowe w historii naszego  ycia. Przypomnijmy sobie szczególnie te
walki i zmagania, które wydawa y si  by  naszym bezsilnym wios owaniem bez wiary
w dop yni cie do brzegu, wszystkie do wiadczenia smutku, zniech cenia, zw tpie  czy mo e
nawet rozpaczy. Przywo ajmy w pami ci te momenty, w których czuli my si  jak cz owiek
zagubiony po ród nocy, który zapomnia , i  niebawem nadejdzie ranek.

Przypomnijmy sobie tak e wzburzone fale naszych nieuporz dkowanych uczu  i nami tno ci
uderzaj cych w ód  naszego  ycia: wewn trzny gniew, z

, osamotnienie, smutek,

bezsiln  irytacj , poczucie krzywdy, odrzucenia, niezrozumienie innych, ró norodne
po dania i g ody zmys owe itp.

Zauwa my,  e w tych trudnych sytuacjach dalszy wysi ek, walka i trud wydawa y si  nam
nieraz bezsensowne i bezowocne. Sk onni byli my wówczas zaprzeczy  obecno ci Jezusa.
W duszy rodzi a si  pokusa zw tpienia i ucieczki. Zapytajmy siebie, czy byli my w tych
trudnych chwilach wytrwali? Czy nie rezygnowali my  atwo z dalszych zmaga  i wysi ku?
Czy byli my wierni? Przepraszajmy Jezusa za nasz  ma  wiar , z powodu której ulegali my
by  mo e uczuciom niepokoju, zw tpienia i l ku o siebie.

3. Wyszed  na gór , aby si  modli

Gdy to uczyni , wyszed  sam jeden na gór , aby si  modli . Wieczór zapad , a On sam tam
przebywa 
. Gdy uczniowie wys ani przez Jezusa zmagali si  z ciemno ciami nocy, ze
wzburzonymi falami, z przeciwnym wiatrem, z w asnymi l kami i zw tpieniem, On sam
udaje si  na modlitw . Modli si  ca  noc, a  do czwartej stra y nocnej.

W naszej kontemplacji chciejmy przedstawi  sobie Jezusa przebywaj cego w samotno ci na
górze. Ws uchajmy si  w cisz  nocy przerywan  odg osami wydawanymi przez zwierz ta
prowadz ce nocne  ycie. Wyobra my sobie, jak  postaw  cia a przyjmuje Jezus. Chciejmy
ws ucha  si  w s owa Jego modlitwy. Pro my, aby dane nam by o sercem i my
towarzyszy  Jezusowi w Jego modlitwie zanoszonej za uczniów, którzy w tym samym czasie
zmagaj  si  na pe nym jeziorze. W czasie naszej kontemplacji chciejmy nasyci  si ,
chciejmy ucieszy  si  pe nym sercem obrazem Jezusa modl cego si  za nas na górze
w nocnych ciemno ciach.

Chrystus modl cy si  na górze za uczniów podobny jest do Moj esza, który modli si  za
swój lud, gdy ten walczy z Amalekitami. Gdy r ce Moj esza by y wyci gni te ku górze,

background image

Izrael zwyci

. Gdy jego r ce ze zm czenia opada y, zwyci

 nieprzyjaciel. Jezus nie

tylko naucza uczniów i daje im przyk ad doskona ej s

by Ojcu i ludziom, ale tak e

nieustannie modli si  za nich.

Modlitwa za uczniów zanoszona podczas Ostatniej Wieczerzy jest ukoronowaniem tej
modlitwy, któr  Jezus zanosi  za nich ca e swoje  ycie. Ojcze  wi ty, zachowaj ich w Twoim
imieniu, które Mi da

, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi by em, zachowywa em

ich w Twoim imieniu, które Mi da

, i ustrzeg em ich, a nikt z nich nie zgin  z wyj tkiem

syna zatracenia (J 17, 11–12).

Kontemplujmy Jezusa, który nieustannie modli si  za swoich uczniów; modli si  w nocy na
górze, modli si  w  wi tyni Jerozolimskiej, modli si  w Wieczerniku, w Ogrójcu, modli si
na krzy u. A teraz nieustannie modli si  za nas siedz c po prawicy swojego Ojca.

Dzi kujmy Mu za Jego wierne trwanie dla nas i za nas przed swoim Ojcem. Pro my, aby my
do wiadczyli wewn trznie, i  jeste my nieustannie obecni w Jego modlitwie zanoszonej do
Ojca. Pro my tak e o g bok  ufno  w moc Jego wstawienniczej modlitwy.

Modlitwa Jezusa nie ogranicza si  jedynie do krótkiego pobo nego westchnienia do Ojca, ale
jest d ugim wiernym trwaniem w Jego obecno ci. Patrz c na Jezusa, trwaj cego przed
Ojcem, pro my o pragnienie modlitwy rozumianej jako wierne trwanie przed Bogiem.
Swoim wiernym trwaniem przed Ojcem w nocnej samotno ci Chrystus uczy nas wytrwa ej,
przed

onej modlitwy.

Szczególnym miejscem, w którym spe nia si  nasze bycie uczniami Jezusa, jest w

nie

modlitwa. Modlitwa, niezale nie od formy i metody, jest nasz  najwa niejsz  czynno ci . G.
Bernanos  w dramacie Dialogi karmelitanek  wk ada  w 

usta  starej przeoryszy s owa

skierowane do kandydatki: Moja córko, nie jeste my przedsi biorstwem umartwienia, ani
przybytkami cnót, jeste my domami modlitwy. Tylko modlitwa usprawiedliwia nasze
istnienie. Kto nie wierzy w modlitw , mo e nas uwa

 jedynie za oszustki albo paso yty.

Gdyby my to powiedzia y szczerze bezbo nikom, zrozumieliby nas lepiej.

Jezus to pierwszy dom modlitwynamiot spotkania dla tych, którzy pragn  zbli

 si  do

Ojca. To w

nie w Jezusie, przez Niego i w Nim my równie  stajemy si domami modlitwy,

stajemy si  namiotami spotkania z Ojcem.

Kontemplujmy Jezusa modl cego si  za nas na górze. Pro my o wielkie pragnienie
na ladowania Go. Pro my o g bok

wiadomo ,  e istota  ycia chrze cija skiego realizuje

si  w mozolnym i wytrwa ym trwaniu na modlitwie.

Nasze trwanie przed Bogiem na wzór Jezusa nie mo e by  jednak ucieczk  od  ycia; nie
mo e by  szukaniem

ogiego spokoju. Trwanie przed Bogiem na modlitwie nie rozwi zuje

bynajmniej automatycznie naszych wewn trznych trudno ci, l ków i niepokojów.

background image

G. Bernanos we wspomnianym dramacie mówi ustami jednej z sióstr zakonnych: Nasz dom
nie jest domem pokoju. To dom modlitwy. Osoby po wi cone Bogu nie gromadz  si , aby
za ywa  pokoju, lecz staraj  si  wyjedna  go dla bli nich. Nie mamy czasu radowa  si  tym,
co dajemy
.

Towarzyszenie Jezusowi na modlitwie, na ladowanie Go w dialogu z Ojcem zrodzi w nas
odwag  na ladowania Go w ca ym Jego  yciu, tak e w znoszeniu wszystkich krzywd
i wszelkiej zniewagi i we wszelkim ubóstwie, tak zewn trznym jak i duchowym, je li tylko
naj wi tszy Majestat Twój zechce mi  wybra  i przyj

 do takiego rodzaju i stanu  ycia ( D

98).

4. Odwagi, Ja jestem!

Lecz o czwartej stra y nocnej przyszed  do nich krocz c po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy
Go krocz cego po jeziorze, zl kli si  my

c,  e to zjawa i ze strachu krzykn li. Jezus zaraz

przemówi  do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie si !

Aposto owie  zaanga owani  w walk   z przeciwnym  wiatrem,  ze  wzburzonymi  falami,
z ciemno ciami nocy nie rozpoznali Jezusa przychodz cego do nich po wodach jeziora.
Zbli aj cego si  do nich Mistrza uznali za zjaw  budz

 strach. Poniewa  ca  otaczaj

ich rzeczywisto  odbierali przez pryzmat w asnych obaw, równie  na Jezusa patrzyli
poprzez w asne l ki. Okrzyk, jaki wyrwa  si  z ich ust, nie by  wyrazem rado ci i zachwytu,
ale obawy i przera enia.

W obecnej kontemplacji chciejmy wpatrze  si  w Jezusa krocz cego po falach wzburzonego
jeziora. Zauwa my, jak Chrystus st pa po wodzie, a ona Go nie poch ania, ale unosi.
Zwró my tak e uwag  na fale i silny wiatr, którym Jezus stawia czo a id c po wodach
jeziora. Przypatrzmy si  l kowi uczniów, który zrodzi  w nich na widok zbli aj cej si
postaci. Chciejmy ws ucha  si  w ich okrzyki pe ne niepokoju i przera enia.

Cz owiek, który  yje w l kach i poddaje si  im, fa szywie odczytuje ca  otaczaj

 go

rzeczywisto . Przykrawa j  do subiektywnie prze ywanych zagro

. Cz owiekowi

pogr onemu we w asnych l kach, wszystko zagra a. Zagro eniem wydaje mu si  tak e sam
Bóg. Jezus przychodz c do swoich uczniów pragnie rozproszy  ich obawy i l ki: Odwagi! Ja
jestem, nie bójcie si !

Czego nie mamy si  l ka ? — pyta Jan Pawe  II w swojej ksi ce Przekroczy  próg nadziei.
I odpowiada: Nie mamy si  l ka  prawdy o nas samych. T  prawd  zobaczy  naocznie Piotr
pewnego dnia i powiedzia  do Jezusa: Odejd  ode mnie, Panie, bo jestem cz owiek grzeszny

k 5, 8).

Nie mamy si  l ka  prawdy o nas samych. Nie mamy si  l ka  prawdy o naszej s abo ci
i ludzkiej u omno ci, o naszej ma ej wierze; nie mamy si  l ka  prawdy o naszej ubogiej
i ma o bezinteresownej mi

ci; nie  mamy si  l ka  prawdy o naszych  wielorakich

background image

uwik aniach moralnych, prawdy o naszych na ogach; nie mamy si  l ka  prawdy o naszych
zranieniach i skrzywdzeniach emocjonalnych.

Jezus przychodzi do nas po ród ciemno ci naszych nocy, aby pomóc nam ods oni  i wyzna
prawd . Najpierw prawd  o naszym zal knionym i zagubionym sercu, prawd  pisan  przez
ma e p. Ale ta w

nie prawda — przez ma e p — spontanicznie naprowadzi nas na Prawd

pisan  przez du e P. Sam Jezus powie o sobie: Ja jestem Prawd .

Dopiero  prawda  o cz owieku  w  czno ci  z Prawd   o Bogu–Cz owieku  daje  pe ne
wyja nienie naszej sytuacji. Je eli odgrodziliby my si  od Jezusa i zamkn li w nas samych,
wówczas prawda o s abo ci sta aby si  jedynie pó –prawd , czy nawet wr cz k amstwem.

Mo e okaza  si  rzecz  bardzo niebezpieczn  ods anianie ran ludzkich s abo ci, je eli nie ma
w pobli u lekarza i lekarstwa. Mo emy bezpiecznie  wyznawa  nasze  l ki, zagubienie,

omno ci moralne tylko w obecno ci Jezusa. Dostrzeganie s abo ci i grzeszno ci bez Jezusa

rodzi rozpacz. Cz owiek bez Boga staje si  dla siebie piek em. Jezus, odwieczna Prawda,
wchodzi w sytuacj  cz owieka i staje si  jego si , jego odwag ,  ród em jego mi

ci,

ród em jego nadziei.

Z t   w

nie si   i odwag   mo e  on  pokona   zagro enia p yn ce  z ludzkiej  s abo ci,

grzeszno ci i l ku. Sam Chrystus jest bowiem moc  cz owieka. Krocz c po wzburzonych
i niebezpiecznych falach Jezus pragnie przekona  uczniów,  e ma moc pokonywania
wszystkiego, co zagra a cz owiekowi.

W obecnej kontemplacji jeszcze raz wpatrujmy si  w Jezusa zbli aj cego si  do  odzi
uczniów. Ws uchajmy si  z wielk  uwag  w Jego s owa: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie si !
Chciejmy je us ysze  jako skierowane bezpo rednio i osobi cie do mnie w mojej konkretnej
sytuacji  yciowej. Nic mi nie zagrozi, je eli dam wiar  tym s owom Chrystusa, je eli
przyjm  je jako obietnic  mojego  ycia. Kiedy bowiem przyjmiemy Jezusa do  odzi naszego

ycia i pozwolimy, aby On sam ni  kierowa , wówczas b dziemy  wiadkami cudu uciszenia

burzy naszych wewn trznych zagro

 i l ków.

Dzi ki obecno ci Jezusa zrozumiemy,  e zwyczajne ludzkie trudno ci i dramaty, cho  mog
by  prze ywane bole nie, nie musz  jednak rozbija  nas wewn trznie i doprowadza  do
egocentrycznego zamykania si  w sobie. I chocia

ywio y dalej b

 nieraz uderza  w nas,

to jednak g boko prze ywana obecno  Jezusa stanie si

ród em pokoju i si y.

W rozmowie  ko cowej  rozmawiajmy najpierw z Matk   Naj wi tsz , prosz c J , aby
wyprosi a nam u Syna  ask  odwagi w chwilach trudnych. Ona, która przyj a z wiar  s owa
anio a: Nie bój si , Maryio, znalaz

 bowiem  ask  u Boga ( k 1, 30) — niech sama b dzie

dla nas wzorem odwagi rodz cej si  z wiary.

Rozmawiajmy tak e z Jezusem jak z przyjacielem. Dzi kujmy Mu najpierw za Jego S owa:
Odwagi! Ja jestem, nie bójcie si ! Uznaj c za  Jego Bóstwo padnijmy przed Nim i wraz
z uczniami wyznajmy wiar : Prawdziwie jeste  Synem Bo ym.

background image

Pro my tak e Boga Ojca, aby Jego niesko czona mi

 objawiona nam w Jezusie

Chrystusie uspokaja a nasze zal knione serca i przekonywa a nas,  e nasz Stwórca i Zbawca
nam nie zagra a.

XIV. WIERZ , ZARAD  MEMU NIEDOWIARSTWU!

Gdy przyszli do uczniów, ujrzeli wielki t um wokó  nich i uczonych w Pi mie, którzy
rozprawiali z nimi. Skoro Go zobaczyli, zaraz podziw ogarn  ca y t um i przybiegaj c, witali
Go.  On  ich  zapyta :  O czym  rozprawiacie  z nimi?  Odpowiedzia   Mu  jeden  z t umu:
Nauczycielu, przyprowadzi em do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten,
gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim, a on wtedy si  pieni, zgrzyta z bami i dr twieje.
Powiedzia em Twoim uczniom,  eby go wyrzucili, ale nie mogli. On za  rzek  do nich:
O plemi  niewierne, dopóki mam by  z wami? Dopóki mam was cierpie ? Przyprowad cie
go do Mnie! I przywiedli go do Niego. Na widok Jezusa duch zaraz pocz  szarpa  ch opca,
tak  e upad  na ziemi  i tarza  si  z pian  na ustach. Jezus zapyta  ojca: Od jak dawna to mu
si  zdarza? Ten za  odrzek : Od dzieci stwa. I cz sto wrzuca  go nawet w ogie  i w wod ,

eby go zgubi . Lecz je li mo esz co, zlituj si  nad nami i pomó  nam! Jezus mu odrzek : Je li

mo esz? Wszystko mo liwe jest dla tego, kto wierzy. Natychmiast ojciec ch opca zawo

:

Wierz , zarad  memu niedowiarstwu! A Jezus widz c,  e t um si  zbiega, rozkaza  surowo
duchowi nieczystemu: Duchu niemy i g uchy, rozkazuj  ci, wyjd  z niego i nie wchod  wi cej
w niego! A on krzykn  i wyszed  w ród gwa townych wstrz sów. Ch opiec za  pozostawa
jak martwy, tak  e wielu mówi o: On umar . Lecz Jezus uj  go za r

 i podniós , a on wsta .

Gdy przyszed  do domu, uczniowie Go pytali na osobno ci: Dlaczego my nie mogli my go
wyrzuci ? Rzek  im: Ten rodzaj mo na wyrzuci  tylko modlitw  i postem
 (Mk 9, 14–29).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie Jezusa a przed Nim ojca i jego chore
dziecko. Ch opiec jest pe en niepokoju, rzuca si  na ziemi , tarza si , z ust p ynie mu piana.
Zauwa my, jak Chrystus zbli a si  do niego i z moc  wypowiada s owa: Duchu niemy
i g uchy, rozkazuj  ci, wyjd  z niego i nie wchod  wi cej w niego!

Pro ba o owoc kontemplacji: Pro my Jezusa o g bokie do wiadczenie uwolnienia z naszych
zranie  i niemocy; tak e tych zranie , które towarzysz  nam od samego dzieci stwa.

1. O plemi  niewierne, dopóki mam by  z wami?

Jezus zst puje z Góry Przemienienia razem z trzema swoimi uczniami. U podnó a góry
pozostali uczniowie czekali na Mistrza. Podczas nieobecno ci Jezusa przyszed  ojciec ze
swoim chorym synem, który mia  ducha niemego. Ojciec chcia  prosi  Jezusa o uzdrowienia
ch opca. Skoro jednak nie zasta  Chrystusa, poprosi  o to Jego uczniów. Uczniowie przyj li
pro

 ojca i usi owali dokona  cudu uzdrowienia. Wokó  zgromadzi  si  t um ludzi oraz

uczeni w Pi mie. Wszyscy obserwowali wysi ki uczniów. Chcieli by

wiadkami cudu.

background image

Mo emy sobie wyobrazi , jak bardzo musia o zale

 uczniom, aby ich próby okaza y si

skuteczne. Prawdopodobnie powtarzali jakie  gesty i s owa, którymi pos ugiwa  si  Jezus:
wk adali r ce, dotykali chorego, modlili si  nad nim.

Uczniowie czuli si zobowi zani nie tylko wobec ojca i chorego ch opca, ale tak e wobec
nieobecnego Mistrza. Przecie  w Jego imieniu chcieli dokona  uzdrowienia. Obawiali si , i
niepowodzenie skompromituje nie tylko ich samych, ale tak e Jezusa i Jego nauk .

Uczniowie byli bardzo przej ci i zaj ci swoj  rol . Byli przej ci obserwuj cymi ich t umami,
uczonymi w 

Pi mie, niepokojem ojca oraz cierpieniem ch opca. Ale im gorliwiej

wykonywali gesty i powtarzali s owa, tym bardziej zapominali o tym, co jest istot
uzdrowienia: zapominali o wierze w moc Boga. Zabrak o im  ywej wiary.

Uczniowie prawdopodobnie kilka razy podejmowali próby uzdrowienia. Jednak ka da by a
bezskuteczna. Z powodu nieskuteczno ci ich dzia ania powsta y dyskusje i zamieszanie
w t umie. Przeciwników Jezusa z pewno ci  musia o ucieszy  niepowodzenie uczniów.
Dowodzili by  mo e, i  wszystkie dotychczasowe uzdrowienia Jezusa dokonywane by y
pomoc  z ych duchów (por.  k 11, 19). Uczniowie poczuli si  w obowi zku broni  Jezusa.
Nie byli jednak w stanie zrozumie , dlaczego ich obecne próby by y bezskuteczne.

W t  sytuacj  wkracza sam Jezus. On ich zapyta : O czym rozprawiacie z nimi? Wówczas
ojciec ch opca krótko przedstawia ca  spraw . Podaje objawy choroby swojego dziecka.
Stwierdza jednak, i  interwencja uczniów by a bezskuteczna: Nauczycielu, przyprowadzi em
do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten, gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim,
a on wtedy si  pieni, zgrzyta z bami i dr twieje. Powiedzia em Twoim uczniom,  eby go
wyrzucili, ale nie mogli
.

Jezus nie pytaj c uczniów, w jaki sposób próbowali dokona  uzdrowienia, jakie wykonywali
gesty, jakich u ywali s ów, od razu z 

pewn  niecierpliwo ci  podaje przyczyny

bezskuteczno ci ich dzia ania: O plemi  niewierne, dopóki mam by  z wami? Dopóki mam
was cierpie ? Przyprowad cie go do Mnie!

Chciejmy z pomoc  naszej wyobra ni wej  w t  scen . Wyobra my j  sobie tak, jak opisuje
nam j  Ewangelia. Widzie  osoby. (...) Patrze  na nie, kontempluj c je (...) tak, jakbym tam
znalaz  si  obecny, z ca ym, jakie tylko jest mo liwe, uszanowaniem i z czci 
 ( D, 114).

Kontemplujmy w sposób szczególny zniecierpliwienie Jezusa. Ws uchajmy si  w Jego trudne

owa: O plemi  niewierne, dopóki mam by  z wami? Dopóki mam was cierpie ?  Te  s owa

Jezus kieruje zarówno do ojca, do uczniów, jak i do t umu oraz uczonych w Pi mie.
Ws uchajmy  si   w nie  z uwag .  Pytajmy  siebie,  w jakich  okoliczno ciach,  w jakich
sytuacjach  ycia Jezus móg by skierowa  do mnie takie w

nie s owa?

Pytajmy siebie tak e, czy nie próbuj  uzdrawia  siebie samego o w asnych si ach, z czysto
ludzkiej motywacji: aby zadowoli  siebie, aby zdoby

wiadomo ,  e jestem poprawny,

background image

doskona y lub te  by zyska  aprobat  innych. Jakie moje postawy, zachowania  wiadczy yby
o takiej próbie?

Próba uzdrawiania siebie lub innych oparta tylko na ludzkich wysi kach b dzie zawsze
nieskuteczna, nawet gdyby my pomagali sobie gestami, s owami, modlitwami, praktykami
pokutnymi itp., które stosowa  sam Jezus. Uzdrowienie jest owocem dzia aj cej w nas mocy
Bo ej, która przychodzi poprzez modlitw  pro by, ja mu

 i post. Te ludzkie dzia ania s

jednak wyrazem zaufania mocy Boga. To Bóg sam uzdrawia. Czyni to jednak dzi ki
zaufaniu, wierze i ofierze cz owieka.

plemi  niewierne, dopóki mam by  z wami? Dopóki mam was cierpie ? Chciejmy
odpowiedzie  Jezusowi na to pytanie z ca ym realizmem, licz c si  z nasz  s abo ci ,
z g bi  naszego zranienia, z g bi  naszej nieufno ci.

Dajmy Jezusowi odpowied :

, Jezu, zawsze z nami. Bez Ciebie nic dobrego uczyni  nie

mo emy. Chciejmy odpowiedzie  jak bezbronne, s abe, ale ufne dziecko, które zdaje sobie
spraw , i  nie mo e liczy  na siebie. Pro my Jezusa, aby cierpliwie znosi  nasz  niewiar ,
aby cierpliwie nas upomina , wychowywa , uczy  zaufania i wiary.

2. Wszystko mo liwe jest dla tego, kto wierzy

Na pro

 Jezusa przyprowadzono do Niego chorego ch opca. Sama blisko  Jezusa zdawa a

si  pogarsza  stan ch opca: Na widok Jezusa duch zaraz pocz  szarpa  ch opca, tak  e upad
na ziemi  i tarza  si  z pian  na ustach
.

Ten bardzo przykry obraz musia  wzbudza  wspó czucie i lito . A kiedy Jezus rozkaza
duchowi  niememu  i g uchemu  wyj   z niego, on krzykn  i wyszed  w ród gwa townych
wstrz sów. Ch opiec pozostawa  jak martwy, tak  e wielu mówi o: On umar .

Kiedy Jezus zbli a si  do tego, co jest w nas chore, wówczas z y duch — pos uguj c si
naszym zranieniem i s abo ci  — jakby zdwaja swoje dzia anie. Chce przekona  cz owieka,

e interwencja Jezusa mo e jedynie pogorszy  istniej

 ju  sytuacj . Pragnie powiedzie

cz owiekowi: Nie ufaj Jezusowi. Jego dzia anie mo e ci jedynie zaszkodzi .

Wielu ludzi temu wierzy. Aby unikn  chwilowego odczucia bólu zamykaj  si  w swoich
ranach  i urazach.  Broni  si  przed  jak kolwiek pomoc  z zewn trz.  Swoje obronne
zachowania racjonalizuj  retorycznym pytaniem: Po co jeszcze grzeba  w przesz

ci? Czy to

co  pomo e? Przyjmuj c tak  l kow  i obronn  postaw , utrwalaj  w sobie zranienia.
Dzia aj  one wówczas g biej i skuteczniej; dzia aj  bowiem poza ich  wiadomo ci
i wolno ci .

Cz owiek, który pragnie uzdrowi  swoj  przesz

 musi przebi  si  przez paniczny l k

przed chwilowo odczuwanym bólem. Otwieranie starych, zaschni tych ran zawsze sprawia
ból. Ale jest to ból przej ciowy, ból czasowy.

background image

Ojciec ch opca nie zniech ci  si  bezskutecznymi próbami uczniów. Mi

 do syna by a

ród em jego si y, jego odwagi. Jeszcze raz zwraca si  wi c do Jezusa z 

pro

o uzdrowienie ch opca. Wówczas Jezus zapyta  ojca: Od jak dawna to mu si  zdarza? Ten
za  odrzek : Od dzieci stwa.
 Jest to bardzo ludzkie pytanie. Jezus zwraca w nim uwag  na
histori  choroby dziecka. Do cudu uzdrowienia nie by a potrzebna znajomo

przebiegu

choroby. Jezus zadaje jednak to pytanie, aby da  ojcu mo liwo  zwerbalizowania jego

ugiego cierpienia i bólu, aby da  mu mo liwo  wy alenia si  przed Nim.

Ojciec podejmuje pytanie i opisuje przebieg choroby dziecka. Historia choroby syna jest
tak e histori  jego cierpienia: Cz sto (duch niemy i g uchy) wrzuca  go nawet w ogie  i
w wod ,  eby go zgubi 
. Opis choroby ch opca ojciec ko czy szczer  i serdeczn  pro

:

Lecz je li mo esz co, zlituj si  nad nami i pomó  nam!

W obecnej kontemplacji, w kontek cie naszych zranie , s abo ci, na ogów chciejmy us ysze
Jezusowe pytanie: Od jak dawna to ci si  zdarza? Od kiedy czujesz si  taki zagubiony,
nieszcz liwy, nieufny, skrzywdzony, lekcewa ony, pogardzany, niekochany, odrzucony itp?
Tym pytaniem Jezus nie chce nas obna

, upokarza , poni

. Daje nam jedynie okazj ,

by my podzielili si  tym, co nas boli, co jest  ród em naszego cierpienia.

Odwo uj c si  do tego pytania chciejmy sobie przypomnie  histori naszej choroby: histori
naszego zagubienia, histori  odrzucenia, histori  na ogu itp.

Na pytanie: Od jak dawna mi si  to zdarza? by  mo e odpowiemy razem z ojcem ch opca:
Od dzieci stwa. Od zawsze. Jak si gam moj  pami ci , zawsze by em w

nie taki. Nie

pami tam, abym czu  si  wolny, ufny, pe en pokoju, pe en rado ci.

Chciejmy wy ali  si  Jezusowi, wypowiedzie  przed Nim jeszcze raz to, co jest naszym
zranieniem, bólem. Uczmy si  modlitwy, która rozpoczyna si  od wypowiedzenia tego, co
nas martwi, boli, krzywdzi. Nie mo emy jednak zako czy  naszej modlitwy na  aleniu si .
Podobnie jak ojciec chorego dziecka pro my: Lecz je li mo esz co, zlituj si  nad nami
i pomó  nam! Nie zostawiaj nas w takim stanie
.

Jezus przyjmuj c pro

 ojca, zwraca mu jednak uwag  na nieufno , która pozostaje jeszcze

w jego sercu. Ojciec ch opca zdaje si  mówi  do Jezusa z cieniem w tpliwo ci: Twoi
uczniowie nie mogli uzdrowi  mojego dziecka. A mo e Ty potrafisz?

Jezusowi wystarcza jednak sama pro ba. Cho  przebija z niej jeszcze nieufno , to jednak
jest ona szczera i  arliwa. Wychodz c od tej pro by pragnie najpierw uzdrowi  wiar  ojca:
Jezus mu odrzek : Je li mo esz? Wszystko mo liwe jest dla tego, kto wierzy.

Ka de uzdrowienie wewn trzne, niezale nie od tego, czego ono dotyczy, rozpoczyna si  od
uzdrowienia wiary, od zbudowania zaufania do Boga, do bli nich i do siebie samego. Jezus
mówi otwarcie ojcu o jego nieufno ci, ale jednocze nie daje mu nadziej . Wszystko mo liwe
jest dla tego, kto wierzy
.

background image

To jedno zdanie Jezusa stoi w centrum rozwa anej Ewangelii. Jezus zwraca nam uwag , i
nie mo na do Boga mówi : Je eli mo esz... W takim sformu owaniu kryje si  nieufno . Jest
ona wyrazem podejrzliwo ci wobec Boga. W naszej modlitwie o uzdrowienie trzeba zrobi
inne zastrze enie: Je eli chcesz. Je eli taka jest Twoja wola. Tak w

nie modli  si

tr dowaty: Panie, je li chcesz, mo esz mnie oczy ci  (Mt 8, 2).

W tak sformu owanej pro bie wyra a si  wiara w moc Jezusa, a jednocze nie otwarto
wobec jego dzia ania i woli. Ja wiem,  e Ty wszystko mo esz. Ale nie wiem, jaka jest Twoja
wola, jakie s  Twoje zamiary wobec mnie. Nie chc  dzia

 wed ug w asnych pragnie

i planów, ale jedynie zgodnie z Twoj  naj wi tsz  wol .

Wszystko mo liwe jest dla tego, kto wierzy. Jezus pragnie powiedzie  ojcu,  e cud
uzdrowienia nie zale y tylko od samej mocy Boga, ale tak e od wiary cz owieka. Je eli
brakuje nam wiary, wówczas Bo a wszechmoc wobec nas b dzie bezsilna. Moc Bo a
pozostaje zwi zana dla tego, kto w ni  nie wierzy. Bóg nie mo e nic zrobi  w sercu
cz owieka, je eli ten zamykaj c si  w sobie mówi Mu NIE. W swoim rodzinnym miasteczku
Jezus niewiele zdzia

 cudów z powodu niedowiarstwa swoich wspó ziomków (Mt 13, 58).

Uzdrowienie poznanych ran, s abo ci i grzechów rozpoczyna si  od uzdrowienia wiary
cz owieka. Je eli wierz ,  e mog  przezwyci

 moj  nieufno , zamkni cie, obawy,

skrzywdzenia i l ki, wówczas jest mi to dane dzi ki  asce Boga.

3. Zarad  memu niedowiarstwu

Natychmiast ojciec ch opca zawo

: Wierz , zarad  memu niedowiarstwu! Ojciec uznaje

i jednocze nie wyznaje istniej

 w nim wewn trzn  sprzeczno . Zdaje si  mówi : Wierz ,

a jednak istnieje we mnie niewiara. Wierz , ale nie do ko ca. W chwilach powodzenia

yciowego wydaje mi si ,  e wierz . Ale w momentach kryzysu i trudno ci nachodzi mnie

niewiara.

Wiara jest warto ci  dynamiczn . Wiara podlega nieustannemu rozwojowi. Od niewiary
i ma ej wiary przechodzi si  stopniowo do coraz silniejszej i pe niejszej wiary. Ten wzrost
wiary w nas wymaga naszego wysi ku, zaanga owania, hojno ci serca. Wiary nie mo na
posi

raz na zawsze. Nie mo na jej utrwali  w spi owym pos gu, jak mo na utrwali

kszta ty jakiego  przedmiotu.

Nasza wiara to nieustanne odpowiadanie Bogu na Jego stwórcze i zbawcze dzia anie w nas.
Podobnie jak Bóg nieustannie rodzi nas i podtrzymuje w istnieniu, tak my nieustannie
rodzimy i podtrzymujemy w nas nasz   wiar .  Gdyby Bóg cho  na chwil  przesta
podtrzymywa  nasze  ycie, natychmiast zapadliby my si  w nico .

To, co jeszcze wczoraj budzi o moje wi ksze zaufanie, dzi  — przy zmianie zewn trznych
okoliczno ci, przy zmianie wewn trznych prze

 — mo e rodzi  podejrzliwo ,

zniech cenie, nieufno . Trudne czy wr cz bolesne sytuacje  yciowe, prze ycia wewn trzne

 wezwaniem do wi kszej wiary, s  wezwaniem do oczyszczenia wiary.

background image

Natychmiast ojciec ch opca zawo

: Wierz , zarad  memu niedowiarstwu! Zauwa my

po piech ojca, który natychmiast kieruje swoj  pro

 o  ask  wzrostu wiary.

Aby nasza wiara mog a dojrze , Bóg nieraz dopuszcza na nas oczyszczaj ce do wiadczenia

yciowe. On sam nas w nie wprowadza i On sam z nich wyprowadza. Samo pragnienie wiary

jest decyzj  serca, mo liw od zaraz, mo liw  natychmiast. Dzi  wierz  tak, jak umiem.
Pragn  jednak wi kszej, g bszej wiary. Prowad  mnie, Panie, do wiary pe niejszej,
dojrzalszej.

Pragnienie zaufania, pragnienie wiary wystarcza, aby Jezus móg  wkroczy  ze swoj  Bosk
moc . Jezus rozkaza  surowo duchowi nieczystemu: Duchu niemy i g uchy, rozkazuj  ci,
wyjd  z niego i nie wchod  wi cej w niego
.

Interwencja Jezusa jest jasna, zdecydowana i mocna. Jest to interwencja skuteczna. Ale samo
wyj cie ducha  niemego  i g uchego jeszcze nie uleczy o chorego ch opca. Z y duch
opuszczaj c ch opca, z zemsty pozostawi  go jak martwego. Wielu nawet mówi o: On umar .
Dopiero kiedy Jezus uj  go za r

 i podniós , on wsta .

Podanie r ki ch opcu przez Jezusa naprowadza nas na inny cud — wskrzeszenie
dwunastoletniej dziewczynki. Jezus uj wszy dziewczynk  za r

, rzek  do niej: Talitha kum,

to znaczy: Dziewczynko, mówi  ci, wsta ! (Mk 5, 41). Ostatecznie to sam Jezus przywraca
cz owiekowi zdrowie,  ycie. On daje cz owiekowi tchnienie  ycia.

Pro my, aby my w tych rekolekcjach do wiadczyli mocy Jezusowej r ki, aby ona podnios a
nas, pod wign a, aby my dzi ki niej odczuli w sobie pe ni  Jego  ycia, pe ni  Jego rado ci,
Jego pokoju. Pro my szczególnie, aby Jezus uzdrowi  nasz  ma  wiar .

XV. BURZA NA JEZIORZE

Gdy wszed  do  odzi, poszli za Nim Jego uczniowie. Nagle zerwa a si  gwa towna burza na
jeziorze, tak  e fale zalewa y  ód ; On za  spa . Wtedy przyst pili do Niego i obudzili Go,
mówi c: Panie, ratuj, giniemy! A On im rzek : Czemu boja liwi jeste cie, ma ej wiary?
Potem wsta , rozkaza  wichrom i jezioru i nasta a g boka cisza. A ludzie pytali zdumieni:
Kim e On jest,  e nawet wichry i jezioro s  Mu pos uszne?
 (Mt 8, 23–27)

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie najpierw na jeziorze  ód  z uczniami
i Jezusem oraz zrywaj

 si  gwa town  burz : szalej cy wiatr, wielkie fale, b yskawice.

Dostrze my niepokój uczniów. Dostrze my tak e Jezusa, który w tych okoliczno ciach  pi.
Zauwa my, w jaki sposób uczniowie budz  Jezusa. Obudzony ze snu Jezus najpierw
upomina uczniów: Czemu boja liwi jeste cie, ma ej wiary?, a potem ucisza burz  na jeziorze.
Ws uchajmy si  najpierw z uwag  w s owa Jezusa, a nast pnie w cisz  na jeziorze.

background image

Pro ba o owoc  kontemplacji: B dziemy prosi  o g bok

wiadomo  obecno ci Jezusa

w ka dej sytuacji naszego  ycia, tak e wówczas, kiedy b dziemy czuli si  przestraszeni
i zagubieni.

1. Jezus wszed  do  odzi

Gdy wszed  do  odzi, poszli za Nim Jego uczniowie. Zauwa my najpierw,  e Jezus wchodzi
do  odzi jako pierwszy. Uczniowie id  za Jezusem. Jest to bardzo wa ne stwierdzenie
zarówno  w 

wymiarze naszego osobistego do wiadczenia  duchowego, jak równie

w odniesieniu do dawania innym  wiadectwa. Jezus zawsze idzie jako pierwszy. My
natomiast idziemy za Jezusem.

Jezus jako pierwszy wchodzi do ludzkiej  odzi, a my idziemy za Nim, ledzimy Jego s owa,
Jego dzia anie, Jego  ycie, Jego Osob . Ucze  jedynie na laduje Jezusa, czyli idzie po

ladach swojego Mistrza.

Jeden z podstawowych b dów  ycia duchowego i naszego apostolstwa polega na tym, i
usi ujemy wej  do odzi  ycia bez Jezusa; do  odzi w asnego  ycia lub te

ycia cudzego.

Jeste my wówczas kuszeni, aby samowolnie podejmowa  pewne decyzje, kroki, dzia ania,
a nast pnie  szuka   potwierdzenia  ich  u Jezusa.  Ale  nasze  plany,  decyzje  i dzia ania
podejmowane bez Jezusa nie sprawdz  si . Stan  si  wcze niej czy pó niej  ród em naszego
cierpienia i udr ki.

Zauwa my,  e w Ewangeliach  ód  symbolizuje Ko ció . Nasze osobiste trwanie z Jezusem
tworzy ma y Ko ció  w ramach wielkiej wspólnoty ca ego Ko cio a. Jestem cz stk  wielkiej
wspólnoty Ko cio a.  ycie ka dego z nas podobne jest wi c do ma ej  upinki orzecha, która

ywa na brzegu jeziora.

W obecnej modlitwie dzi kujmy Jezusowi za dar wspólnoty Ko cio a. Dzi ki niej mo emy
do wiadcza  obecno ci Jezusa, mo emy do wiadcza  wzajemnej mi

ci, wzajemnej

pomocy i przyja ni. Dzi ki wspólnocie Ko cio a mo emy bezpiecznie przechodzi  przez

ycie. Pro my, aby my czuli si

ywymi cz onkami Ko cio a; nie tylko tymi, którzy mog

czerpa  ze skarbca Ko cio a, ale tak e i tymi, którzy mog  dzieli  si  z innymi bra mi
w wierze tym, czego do wiadczaj .

2. Burza na jeziorze

Nagle zerwa a si  gwa towna burza na jeziorze, tak  e fale zalewa y  ód ; On za  spa .  ód
Ko cio a do pewnego tylko stopnia zabezpiecza nas przed niebezpiecze stwami jeziora,
niebezpiecze stwami  wiata. W przesz

ci istnia a tendencja, aby pokazywa  Ko ció  jako

jedyne bezpieczne miejsce na  wiecie, miejsce wolne od niebezpiecze stw  wiata. Jest to
obraz prawdziwy, ale tylko do pewnego stopnia. Ko ció  nie tworzy nigdy miejsca ucieczki
od  wiata. Ko ció  znajduje si  po ród  wiata i pe ni misj  dla jego zbawienia.

background image

Nagle zerwa a si  gwa towna burza. Gwa towna burza uderza w ód : w t  wielk

ód

Ko cio a oraz w t  ma

upin  orzecha, jak  jest moje  ycie. Gwa towna burza to

zagro enie. Ko ció

yje po ród zagro

. Próba przedstawiania Ko cio a jako instytucji

wy czonej ze  wiata, daj cej poczucie bezpiecze stwa, poniewa  izoluje od zagro
istniej cych na  wiecie, nie odpowiada rzeczywisto ci Ko cio a zamierzonej przez
Chrystusa. Jezus chcia  innego Ko cio a: Ko cio a jako znaku czasu, jako znaku Jego
obecno ci na  wiecie, Ko cio a jako znaku zbawienia, znaku nadziei dla  wiata.

Wiele procesów cywilizacyjnych, które przetaczaj  si  dzisiaj przez ludzko  w sposób
gwa towny jak burza, dotyka tak e Ko cio a. Procesy te uderzaj  zarówno w Ko ció
Powszechny, jak równie  w poszczególnych jego cz onków — w owe ma e  upinki orzecha.

Dokonuj ce si  przemiany cywilizacyjne, ich szybko  i gwa towno  nierzadko wytr ca nas
z dotychczasowego poczucia bezpiecze stwa i spokoju. Gwa towno  przemian powoduje
nieraz wielk  fal . Dzisiejsze przemiany s  zagro eniem dla wielu tylko dlatego,  e nie
nad aj  za nimi. Czuj  si  wytr ceni z pewnej równowagi  yciowej. Nie umiej  dostosowa
si  do rytmu przemian.

Ale tak e wielu m odych ludzi do wiadcza dzisiaj pokusy ucieczki od  ycia. Form  tej
ucieczki bywa tzw. alternatywny styl  ycia: za ywanie narkotyków, nadu ywanie alkoholu,
ucieczka od zaanga owania zawodowego, ucieczka od za

enia rodziny, pusty zewn trzny

seks.

Ko ció  nie mo e i nie chce izolowa  si  od tych m odych ludzi, którzy boj  si

ycia

i w

nie dlatego tak bardzo agresywnie nastawieni s  do  wiata urz dzonego przez

doros ych. Ko ció

yje po ród  wiata. Dzia a i otwiera si  na wszystkich. Wychodzi do

zagubionego wspó czesnego cz owieka i ukazuje mu fundament, na którym mo na oprze
swoje  ycie. I chocia  rola Ko cio a wydaje si  dzi  trudniejsza i bardziej z

ona, to jednak

nie mo e i nie chce on obra

 si  na  wiat oraz na gwa towno  dokonuj cych si  w nim

przemian.

Z drugiej strony trzeba nam jednak u wiadomi  sobie,  e gwa towne burze szalej  tak e
w ka dym z nas. Nasze zranienia, nasze nami tno ci, nasze s abo ci s

bin  morsk

istniej

 w sercu cz owieka. Jest to zadatek na niesko czono  nieba lub na otch

 piek a

ludzkiego  ycia.

Pro my w tej kontemplacji, aby my dostrzegli nasze morskie g biny, które jak wulkan mog
wybuchn  w chwili zm czenia, chwilowego nieopanowania lub innych niesprzyjaj cych
okoliczno ci  ycia.

Zagro enie burz  ukrywa si  g boko w ka dym z nas, tli si  jak  ar w popiele. Na zewn trz
nie mo na go dostrzec. Wystarczy jednak,  e przyjdzie wi kszy wiatr, a niemal natychmiast
wybucha on ponownie nieopanowanym ogniem. Nagle  ar ukryty w popio ach staje si
wielkim po arem, który niszczy wokó  siebie wszystko. Najpierw niszczy samego siebie,
a pó niej niszczy innych.

background image

W obecnej kontemplacji chciejmy podj

 pytania dotycz ce mojego do wiadczenia burzy:

podwójnej burzy — tej wywo anej zewn trznymi okoliczno ciami oraz tej wewn trznej
powodowanej przez nasze morskie g biny. Zauwa my, w jaki sposób dotyka nas to, co
dzieje si  na zewn trz nas: we wspó czesnej cywilizacji, w wiecie polityki, w  yciu
spo ecznym, w  yciu rodzinnym, w  yciu wspólnoty ko cielnej. Zauwa my cz stotliwo
tych fal, ich wielko , ich gwa towno . Zauwa my, jak one wp ywaj  na nas. Opowiedzmy
Jezusowi o tych falach, o l kach, o obawach, które one w nas rodz .

Uderzanie fal o ód  naszego  ycia bywa trudne i bolesne. St d te  mo emy odczuwa
pokus , aby odgrodzi  si  od  wiata zewn trznego. Pytajmy si , czy nie ulegamy tej pokusie?
Czy nie usi ujemy odcina  si  od  wiata? Mo emy próbowa  postawi  wysok  barier  na
kraw dzi naszej  odzi tak, by  adna fala nas nie dosi

a. Czy nie próbujemy si  izolowa  od

ludzi: od cz onków rodziny, od wspólnoty, od towarzyszy pracy, od spo ecze stwa, od

wiata, od cywilizacji?

W obecnej kontemplacji dostrze my tak e nasze burze wewn trzne. Chciejmy zmierzy  ich
gwa towno . Spróbujmy je nazwa , dostrzec ich  ród a. Zauwa my, jak do wiadczenie
burzy wewn trznej nak ada si  nieraz na do wiadczenie burzy zewn trznej. Zauwa my ca
nasz  bezradno  w takich chwilach. Pytajmy siebie, w jaki sposób usi ujemy uspokoi  nasze
serce. Czy w takich momentach zwracamy si  do Boga jako Pana, który rz dzi zarówno
niebem i ziemi , jak i ludzkim sercem? Czy uciekamy si  w takich chwilach do modlitwy?
Czy szukamy zaufania i powierzenia si  Opatrzno ci Bo ej?

Je eli chcemy udziela  skutecznej pomocy bli nim, musimy przej  przez osobiste
do wiadczenie burzy, aby pe niej i g biej móc ich rozumie . Bywa nieraz, i  chcemy tanio
i powierzchownie pociesza  innych usi uj c st umi  ich burze wewn trzne. Ale im g biej

umimy swoje lub cudze burze, tym staj  si  one gwa towniejsze i coraz bardziej

niebezpieczne.

3. Sen Jezusa w  odzi

Kiedy na jeziorze szala a burza i uczniowie byli pe ni niepokoju i l ku, Jezus spa  w  odzi.
Chrystus cho  spa  ze zm czenia, by  jednak obecny w ród uczniów. Do Jezusa  pi cego
w  odzi mo emy odnie  s owa Pie ni nad Pie niami: Ja  pi , lecz serce me czuwa (Pnp 5, 2).
Jezus  pi c czuwa dyskretnie, czuwa delikatnie, czuwa z oddali.

Na kartach Ewangelii mo emy odnale  jakby podwójn  obecno  Jezusa. Z jednej strony
Chrystus dzia a, jest aktywny, jest zewn trznie zaanga owany. G osi Dobr  Nowin ,
uzdrawia, wskrzesza umar ych, ucisza burz  na morzu, karmi t umy chlebem, odwiedza
przyjació , rozmawia, pociesza, karci. W tym pierwszym sposobie obecno ci Jezusa  atwo
dostrzega si  Jego Bosk  moc pracuj

 w Jego cz owiecze stwie. Jego cz owiecze stwo

objawia wówczas Jego Bóstwo.

W Ewangelii spotykamy jednak tak e drug  form  obecno ci Jezusa. Jest to obecno
bardziej pasywna, jakby bierna, milcz ca; Chrystus oddala si  od t umów i swoich uczniów

background image

na nocn  modlitw  lub odpoczynek, s ucha, patrzy i obserwuje,  pi; wycofuje si  i ucieka,
kiedy przychodzi zagro enie.

Milcz ca i pasywna obecno  Jezusa objawia si  najpe niej w czasie Jego m ki i  mierci.
Zachowuje si  On jak cichy baranek tak e wówczas, kiedy jest obra any, maltretowany,
biczowany, cierniem koronowany, krzy owany. Jezus pokornie przyjmuje m

 i  mier

jako wol  swojego Ojca. Gdy Jezus jest obecny w ów drugi sposób, Jego Bóstwo jakby
ukrywa si  za zas on  cz owiecze stwa; Jezus wydaje si  wówczas by  bezsilny. Chrystus

pi cy w  odzi wydaje si  by  nieobecny.

W obecnej modlitwie kontemplujmy oba sposoby obecno ci. Patrzmy z uwag  na Jezusa,
który dzia a, jest aktywny, spieszy si , przemawia z zaanga owaniem, uzdrawia, wyp dza
kupców ze  wi tyni, gwa townie napomina, pociesza. Ale przypatrujmy si  te  z uwag
Chrystusowi trwaj cemu w milczeniu i ciszy, zamy lonemu, Temu, który p acze, wypoczywa
lub  pi.

Popatrzmy tak e z uwag  i mi

ci  na Jezusa, który pozwala, aby Go obra ano, oskar ano,

wy miewano, biczowano, krzy owano. Pro my, aby sam Chrystus objawi  nam pe ni  swojej
obecno ci. Pro my te , aby my odkryli i docenili t  drug  obecno  — bardziej niewidoczn ,
bardziej dyskretn . Pro my, by my poznali jej najg bszy sens i znaczenie dla naszego  ycia
duchowego.

4. Moje do wiadczenie obecno ci Jezusa

Nasze do wiadczenie Jezusa posiada równie  podwójny charakter. Z 

jednej strony

do wiadczamy dzia ania Jezusa w sposób wyra ny, jasny, mocny, aktywny. Jego dzia aniu
i obecno ci towarzysz  wówczas silne prze ycia emocjonalne, stany pocieszenia, pewno ci
wewn trznej, silnej nadziei i odwagi.

Pod wp ywem Jego obecno ci i Jego dzia ania rodz  si  w nas silne pragnienia wewn trzne,
podejmowane s  wa ne decyzje  yciowe, konkretne czyny i dzia ania. W takich chwilach
mocno do wiadczamy sensu i celu obecno ci Jezusa w naszym  yciu. Mamy wówczas silne
poczucie bezpiecze stwa. Jasno i wyra nie widzimy, i  nasza wiara w Jezusa ma sens i jest
— mówi c prostym j zykiem — bardzo przydatna do  ycia.

W obecnej kontemplacji spróbujemy odkry  t  w

nie wyra

 obecno  Jezusa w naszym

yciu. Chciejmy dostrzec, zauwa

 mocne uczucia, które towarzyszy y takiej obecno ci

Jezusa. By  mo e by y to wa ne i prze omowe momenty  ycia, chwile decyduj ce o kszta cie
ca ego  ycia, chwile decyduj ce o kszta cie  yciowego powo ania. Spróbujmy przywo

 te

momenty obecno ci Jezusa, chciejmy je prze

 ponownie. Spróbujmy jeszcze raz powróci

do tych g bokich prze

. Dzi kujmy Bogu za nie.

Z drugiej strony Jezus ofiaruje nam tak e inny rodzaj swojej obecno ci. Jest to obecno
cichego, pokornego Baranka Bo ego, na którym spe nia si  proroctwo Izajasza: Dr czono

background image

Go, lecz sam si  da  gn bi , nawet nie otworzy  ust swoich. Jak baranek na rze  prowadzony,
jak owca niema wobec strzyg cych j , tak On nie otworzy  ust swoich
 (Iz 53, 7).

Przypomnijmy sobie te momenty naszego  ycia, w których do wiadczyli my Jezusa jako
milcz cego Baranka Bo ego. By  mo e wo ali my g

no o jaki  znak, a On zdawa  si  by

uchy, nieobecny; by  mo e prosili my usilnie o jaki  cud, a On okaza  si  bezsilny. By

mo e prosili my o 

uzdrowienie  w asne  lub kogo  bli niego, a On zdawa  si  by

niewra liwy. Kiedy kto

pi, zdaje si  nic nie s ysze , nic nie rozumie , nic nie czu . Takiej

milcz cej obecno ci Jezusa do wiadczy a bardzo bole nie kobieta kananejska. Kiedy usilnie
wo

a: Ulituj si  nade mn , Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ci ko dr czona przez

ego ducha. Lecz On nie odezwa  si  do niej ani s owem (Mt 15, 22–23).

Kiedy upinka orzecha naszego  ycia jest zagro ona, wydaje si  nam,  e Jezus powinien by
obecny w sposób bardzo aktywny, widoczny dla naszego ludzkiego oka. S dzimy wówczas,

e powinien dzia

 mocno i wyra nie. Wydaje si  tak e, i  konieczne s  nam jasne znaki

i mocne gesty. Nie uspokaja nas sama obecno  Jezusa jako cichego Baranka Bo ego.
Brakuje nam wówczas wyra nego oparcia w znakach zewn trznych, poniewa  zbyt  atwo
lekcewa ymy ciche i delikatne natchnienia wewn trzne. Odruchowo rodzi si  wi c bunt
przeciwko tej biernejpasywnej obecno ci Jezusa. Rodzi si  te  podejrzenie, i  Jezus jest
nieczu y i niewra liwy. Jezus  pi cy w odzi wydaje si  by  oboj tny na ludzki los.
Ewangelista Marek szczerze opisuje, i  taka w

nie pretensjonalna i oskar aj ca by a

reakcja uczniów wobec Jezusa  pi cego w  odzi. Mówili oni do Niego: Panie, nic Ci  to nie
obchodzi,  e giniemy?

W chwilach zagro enia jeste my kuszeni, by uwierzy  naszym odczuciom l ku, które
zapowiadaj  nasz rych y koniec. Uczucia te mówi  nam,  e giniemy. Pod ich wp ywem
niecierpliwie budzimy Jezusa i usi ujemy Go przekona  o potrzebie nag ej interwencji.
Chcemy dyktowa  Mu, jak winien si  zachowa ; kiedy i jak powinien przyj  nam
z pomoc ; jakie gesty i znaki winien wykona  itp. Z budzeniem Jezusa  cz  si  nasze
pretensje i oskar enia. Zdajemy si  powtarza  za uczniami: Panie, nic Ci  to nie obchodzi,  e
giniemy?

Jezus pozwala si  uczniom obudzi . I w tym w

nie fakcie przejawia si  Jego Boska pokora.

Daje si  przekona ,  e Jego milcz ca obecno  uczniom ju  nie wystarcza.

Chrystus ws uchuje si  w s owa uczniów zarówno wtedy, kiedy wyra aj  one pokorn , cich
i uleg  pro

, jak i wtedy, kiedy s  wyrazem ich  alów, pretensji czy wr cz wewn trznego

buntu. Jezus wie,  e chocia nie wiedz , co mówi , to jednak przemawiaj  do Niego z ca ym
zaufaniem, na jakie ich w tym momencie sta .

Pro my o g bokie do wiadczenie Jezusa jako cichego Baranka. Pro my tak e o wiar ,  e
pomimo braku namacalnych dla nas znaków Jego aktywno ci w niektórych chwilach naszego

ycia, On jest obecny, On czuwa, On kocha, On dzia a. Przywo uj c w naszej pami ci

konkretne burze naszego  ycia, wyra my wiar , i  Chrystus by  z nami obecny ze swoj
niesko czon  mi

ci  tak e wówczas, kiedy rodzi y si  w nas odczucia oddalenia i obco ci.

background image

5. Cud uzdrowienia serca

Zauwa my, w jaki sposób Jezus zaczyna dzia

, kiedy uczniowie Go obudzili. Nie zwraca

najpierw uwagi na zagro enia zewn trzne: na przeciwny wiatr, na wzburzone fale jeziora, na
wod  zalewaj

ód . Jezus zwraca uwag  na niewiar  uczniów. Chrystus zaczyna dzia

,

ale nie wed ug programu uczniów. Najpierw mówi im o rzeczywistym zagro eniu, jakim jest
dla nich ich ma a wiara: Czemu boja liwi jeste cie, ma ej wiary? Pierwszym zagro eniem dla
cz owieka nie s  niebezpiecze stwa p yn ce ze  wiata zewn trznego, ale niebezpiecze stwa

yn ce z zal knionego i niewiernego serca. Pierwszym zagro eniem dla nas nie jest sama

burza, ale l kliwy sposób jej prze ywania. Pierwszym zagro eniem dla cz owieka jest jego
postawa odgradzania si  od Boga i zamykania si  w sobie samym.

Wewn trzna przemiana cz owieka nie rozpoczyna si  od uciszenia zewn trznych fal, na które
cz sto nie mamy wp ywu, ale od uciszenia serca. Podstawowy b d, jaki nieraz pope niamy,
polega na tym,  e w uzdrowieniu wewn trznym zaczynamy najpierw zwraca  uwag  na
zewn trzne reakcje, zachowania, odczucia. Usi ujemy najpierw zmieni  rzeczy zewn trzne,
nie dotykaj c naszego serca.

Jezus ucisza burz  na  yczenie uczniów. Potem wsta , rozkaza  wichrom, jezioru, i nasta a

boka cisza. Tego w

nie oczekiwali uczniowie. To wydawa o im si  konieczne. I Jezus

uczyni  to, o co Go usilnie prosili. Jezus mo e zrobi  w nas tylko to, na co jeste my otwarci i
o co Go wyra nie prosimy. Jezus mo e uzdrowi  w nas tylko to, co Mu przedstawiamy jako
przyczyn  naszego nieszcz cia. Chrystus nie móg  natomiast uzdrowi  niewiary uczniów,
nie móg  uzdrowi  ich z ich l ków, poniewa  nie do wiadczali jeszcze takiej potrzeby
w sobie. Na cud uzdrowienia serca z l ku jeszcze si  nie otworzyli.

Cud uciszenia burzy na jeziorze jest jednak tylko rozwi zaniem dora nym, chwilowym.
Cisza na jeziorze nie sta a si  wieczn  cisz . Pan Jezus swoim jednorazowym uciszeniem
burzy nie zmieni  praw przyrody. Zmiany warunków atmosferycznych powodowa y kolejne
burze. Uzdrowienia z chorób cia a, wskrzeszania umar ych by y tak e chwilowymi cudami.
Uzdrawiani i wskrzeszani do  ycia umierali jak wszyscy inni ludzie.

Burze na jeziorze istnia y i b

 istnie . Uczniowie nie rozumieli jednak,  e problemem ich

ycia nie s  burze na jeziorze, ale burze w ich zal knionych sercach. Jezus uciszy  burz  na

jeziorze, ale nie móg  jeszcze uciszy  serc Aposto ów. Ten zasadniczy cud dokona si
znacznie pó niej ju  po Zmartwychwstaniu Mistrza.

O ile cud uciszenia burzy na jeziorze by  dora ny, przej ciowy, o tyle cud uzdrowienia serca
móg by by  cudem trwa ym. Kolejne burze na morzu ich  ycia wywo ywa y kolejne l ki.
Natomiast uzdrowienie serca sprawi oby,  e kolejne burze prze ywane by yby przez nich ju
inaczej; nie by yby bowiem okazj  do objawiania si  ich ludzkich l ków, ale okazj  do
wzrostu ich ma ej wiary.

W obecnej kontemplacji pro my Jezusa, aby by  dla nas pomoc  i ratunkiem w chwilach
zagro enia i niepewno ci; pro my tak e, aby nieustannie leczy  nasze serca z niewiary

background image

i nieufno ci. Módlmy si  równie , aby cud uzdrowienia serca by  dla nas wa niejszy, ni
dora na pomoc w trudnych chwilach.

6. Kim e On jest?

Uczniowie pytaj : Kim e On jest,  e nawet wichry i jeziora s  Mu pos uszne? Fakt,  e wichry
i jeziora s  pos uszne swemu Stwórcy, jest prostym, jakby oczywistym cudem. Natura
nieo ywiona musi by  pos uszna swojemu Panu.

Gdyby uczniowie prze yli burz  w pe nym zaufaniu Jezusowi, wówczas mogliby zada  inne
pytania: Kim e On jest,  e cz owiek w swojej wolno ci jest Mu pos uszny i oddaje Mu ca e
swoje  ycie? Kim e On jest,  e mamy kocha  Go ca ym swoim sercem, ca  swoj  dusz ,
ca ym swoim umys em? Kim e On jest,  e mamy 

 tak, jak On  yje? Kim e On jest,  e Jego

ycie staje si  dla nas najwy szym kryterium wszystkich wyborów, decyzji i planów  ycia?

Pytanie: Kim e On jest,  e nawet wichry i jezioro s  Mu pos uszne? — jest pocz tkiem
innego pytania: Kim e On jest w moim  yciu? Jakie zajmuje miejsce i jak  spe nia On rol ?
Udzielmy Jezusowi odpowiedzi na te pytania zgodnie z tym, co dyktuje nam nasze serce.

Na zako czenie kontemplacji pro my Jezusa, aby nurtowa o nas wewn trzne pytanie: Kim e
On jest?
 Módlmy si , by pytanie to sta o si  jedn  z najwa niejszych spraw naszego  ycia.
Pro my jednak, aby my w szukaniu odpowiedzi na nie umieli by  nie tylko wierni, uczciwi
i ofiarni, ale tak e cierpliwi i pokorni. Odpowied  na pytanie, kim jest Jezus, przyjdzie
bowiem nie tylko dzi ki naszym duchowym zmaganiom, ale w równej mierze dzi ki Jego

asce.

XVI. WOLNO

 JEZUSA

Dlatego mi uje Mnie Ojciec, bo Ja  ycie moje oddaj , aby je potem znów odzyska . Nikt Mi
go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaj . Mam moc je odda  i mam moc je znów odzyska .
Taki nakaz otrzyma em od mojego Ojca
 (J 10, 17–18).

Wtedy przyst pi  kusiciel i rzek  do Niego: Je li jeste  Synem Bo ym, powiedz,  eby te
kamienie sta y si  chlebem. Lecz On mu odpar : Napisane jest: Nie samym chlebem  yje
cz owiek, lecz ka dym s owem, które pochodzi z ust Bo ych. Wtedy wzi  Go diabe  do Miasta

wi tego, postawi  na naro niku  wi tyni i rzek  Mu: Je li jeste  Synem Bo ym, rzu  si

w dó , jest przecie  napisane: Anio om swoim rozka e o tobie, a na r kach nosi  ci  b

,

by  przypadkiem nie urazi  swej nogi o kamie . Odrzek  mu Jezus: Ale jest napisane tak e:
Nie b dziesz wystawia  na prób  Pana, Boga swego. Jeszcze raz wzi  Go diabe  na bardzo
wysok  gór , pokaza  Mu wszystkie królestwa  wiata oraz ich przepych i rzek  do Niego:
Dam Ci to wszystko, je li upadniesz i oddasz mi pok on. Na to odrzek  mu Jezus: Id  precz,

background image

szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, b dziesz oddawa  pok on i Jemu
samemu s

 b dziesz. Wtedy opu ci  Go diabe , a oto anio owie przyst pili i us ugiwali

Mu (Mt 4, 3–11).

Jezus mu odpowiedzia : Lisy maj  nory i ptaki powietrzne — gniazda, lecz Syn Cz owieczy
nie ma miejsca, gdzie by g ow  móg  oprze 
 ( k 9, 58).

Tak to, bracia, nie jeste my dzie mi niewolnicy, ale wolnej. Ku wolno ci wyswobodzi  nas
Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie si  na nowo pod jarzmo niewoli!
 (Ga 4,
31 — 5, 1).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie Jezusa kuszonego na pustyni, który
z wielk  wewn trzn  swobod  odrzuca kolejne pokusy z ego ducha. Ws uchajmy si  w s owa
Jezusa wypowiedziane z moc : Id  precz, szatanie!

Pro ba o owoc rozmy lania: Pro my o wewn trzny podziw, adoracj  dla wolno ci Jezusa: dla
Jego niezale no ci wewn trznej, dla Jego swobody wyra ania opinii, dla Jego wolno ci
wobec wszelkich zagro

, wobec jakichkolwiek ludzkich po da , nami tno ci czy l ków.

Pro my tak e, aby On sam ods oni  nasze l ki o swoje  ycie oraz da  nam g bokie
pragnienie kroczenia drog  wolno ci. Pro my o pragnienie  ycia w wewn trznej wolno ci na
wzór wolnego Jezusa.

1. D

enie do wolno ci

enie do wolno ci jest jedn  z podstawowych warto ci cz owieka. To w

nie w wolno ci

i dzi ki niej cz owiek realizuje swoje zasadnicze cele i d

enia. Najwa niejszym zadaniem

cz owieka jest zrozumienie troski Boga i szacunek dla wolno ci cz owieka — wolno ci,
najwy szego objawu troski Boga o cz owieka. (...) Szacunek dla cz owieka oznacza szacunek
dla wolno ci ludzkiej
 (A. J. Heschel).

Wolno  w sposób istotny wi e si  z inn  podstawow  warto ci  cz owieka, jak  jest
mi

. Nie mo na do wiadczy  prawdziwej mi

ci bez do wiadczenia wolno ci. Wolno

stanowi integraln  cz

 mi

ci.

Wiek dwudziesty jawi si  jako szczególny czas d

enia do wolno ci. Walka o wyzwolenie

narodowe i spo eczne oraz osobista wolno  nabra y wielkiego znaczenia. Walka klasowa,
wyzwolenie klasowe sta y si  poj ciami, które zdominowa y  ycie spo eczne i polityczne
naszego dwudziestego wieku. Do wiadczenie cz owieka pokazuje jednak,  e wyzwolenie
zewn trzne i zbiorowe pozostaje bardzo cz sto wyzwoleniem pozornym. Nierzadko bowiem
wyzwolenie spod jednej niewoli klasowej czy narodowej wprowadza te same narody i klasy
spo eczne w inne formy niewoli, nierzadko gorsze od pierwszej.

Próby wyzwolenia zewn trznego i zbiorowego mog  tylko wówczas zosta  ukoronowane
sukcesem, je eli poprzedzi je i b dzie im towarzyszy  nieustannie wyzwolenie wewn trzne

background image

i osobowe. Istot   wyzwolenia wewn trznego jest  pokonanie najpierw w sobie samym
wszelkich form niewoli.

Wolno  ludzka nie polega jednak na jakiej  absolutnej niezale no ci od kogokolwiek
i czegokolwiek. Wolno  polega na ca kowitym zwi zaniu si  z kim , przez kogo cz owiek
czuje si  kochany i którego sam pragnie kocha . Wolno  w sposób konieczny wi e si
z mi

ci . Ostatecznie  ród o wolno ci spoczywa w samym Bogu, który jest niesko czon

mi

ci . Bóg jest absolutnie wolny, poniewa  jest sam  mi

ci . To On stworzy  cz owieka

wolnym, aby — na laduj c samego Stwórc  — móg  przyjmowa  i dawa  mi

.

Obecne d enie do wolno ci zewn trznej i zbiorowej ods ania, i  nasze czasy potrzebuj
ludzi zaanga owanych na drodze do wyzwolenia wewn trznego i osobowego. W procesie
wspó czesnego wyzwolenia chrze cijanie mog  odegra  niezwyk  rol . Istot  powo ania
chrze cija skiego jest bowiem powo anie do wolno ci dzieci Bo ych: Wy zatem, bracia,
jeste cie powo ani do wolno ci
 (Ga 5,13) — pisze  w. Pawe .

Podstaw  wolno ci chrze cijan tworzy wolno  Jezusa Chrystusa. To w

nie dzi ki niej i

niej stajemy si  lud mi wolnymi. Do wiadczenie osobistej wolno ci zdobywanej

w Chrystusie daje nam prawo wzywa  innych, aby razem z nami kroczyli t  sam  drog .

2. Jezus Chrystus  ród em wolno ci

Prawdziw  wolno  daje nam Bóg w Jezusie Chrystusie. On sam jest obrazem wiecznej
wolno ci Boga. Wolno  stanowi jedn  z podstawowych warto ci Jezusa, do której
nieustannie d

y i któr  ci gle  yje.

Ze wszystkich czterech Ewangelii przebija opis Cz owieka wolnego wolno ci  absolutn .
Chrystus  yje zarówno wolno ci  zewn trzn , jak i wolno ci  wewn trzn . Jezus nie poddaje
si  presji  rodowiska, w którym  yje: presji rodziny, presji przyjació , presji uczniów, presji
opinii spo ecznej. Jezus nie poddaje si  tak e presji w adzy religijnej czy politycznej.

Jezus nie ulega równie  jakimkolwiek zniewoleniom wewn trznym, nie ulega  adnym
przymusom uczuciowym i psychicznym. Jezus nie poddaje si  l kowi o siebie, obawom
o swoj  przysz

; nie ulega 

dzy w adzy, po dliwo ci cia a czy jakiejkolwiek innej

nami tno ci.

Ca a osobowo  Jezusa, Jego sposób  ycia, my lenia, prze ywania i dzia ania oddaje si
jednej warto ci i 

jednej Osobie: Ojcu. Jezus swoj  wolno  anga uje ca kowicie

i niepodzielnie w dzie o swojego Ojca.

Pro my, aby my mogli podziwia , adorowa  wolno  Jezusa: Jego niezale no  wewn trzn ,
swobod  w rozmowie ze wszystkimi lud mi, Jego wolno  wobec zagro

 i niepewno ci,

wolno  wobec ludzkiego odrzucenia i innych zranie , wolno  wobec jakichkolwiek
ludzkich po da  i nami tno ci.

background image

To w

nie wolno  Jezusa sprawia, i  Jego odpowiedzi dawane przeciwnikom budz  ich

podziw. Dzi kujmy Jezusowi za dar Jego wolno ci, poprzez który ukazuje nam, na czym
polega nasza wolno . Dzi kujmy Mu za wezwanie do wolno ci poprzez poznawanie,
mi owanie i na ladowanie Go.

3. Wolno  Jezusa wobec  ycia doczesnego

Jezus w wype nianiu swojej misji nie ogl da si  na opini  ludzk . Nie ulega te

adnym

niesprawiedliwym szanta om ze strony w adz religijnych (por. Mk 12, 13–17). Tak e
wówczas, kiedy Sanhedryn przes dzi ju  o Jego  mierci, Jezus nie podda si  l kowi o w asne

ycie. Otwarcie da  wiadectwo o swojej misji mesja skiej, cho  wie, i  stanie si  ono

zasadniczym motywem skazania Go na  mier . Jezus zachowuje ca kowit  wolno  wobec

ycia ziemskiego. Niesprawiedliwy s d, brutalna m ka i mier  staj  si  miejscem

realizowania absolutnej, Boskiej wolno ci Jezusa. Jezus powie, i  nikt nie zabiera Mu  ycia
przemoc , lecz On sam od siebie je oddaje. Mam moc je odda  i mam moc je znów odzyska .
Taki nakaz otrzyma em od mojego Ojca
 (J 10, 17–18).

Wolno  Jezusa wobec  ycia fizycznego nie wyp ywa a z pogardy lub te  z lekcewa

cego

stosunku do niego, ale z ca kowitej ufno ci do Ojca oraz z pragnienia pe nienia Jego woli.
Jezus ma g bok

wiadomo  warto ci w asnego  ycia. Jezus ceni swoje  ycie ziemskie. Ale

ponad swoje  ycie bardziej ceni Ojca i Jego wol . Ca kowita jedno  z Ojcem, pragnienie
wykonania do ko ca Jego woli jest  ród em wolno ci Jezusa wobec swojego  ycia.

Rozwa aj c wolno  Jezusa wobec  ycia ziemskiego przypatrzmy si , jak bardzo bywamy
zniewoleni obaw  o nasze  ycie. Ów l k kieruje nieraz wielu naszymi odruchami, decyzjami
i dzia aniami. Pod  wp ywem  l ku  o siebie  pope niamy  wiele  b dów  i grzechów,  np.
tchórzliwie milczymy tam, gdzie nale

oby odwa nie zabra  g os. Innym razem pod

wp ywem l ku mówimy du o i niepotrzebnie. Bronimy si  bowiem tak e wtedy, kiedy nic
i nikt nam nie zagra a.

Pro my Jezusa, aby ods oni  nam nasze l ki o swoje  ycie, poniewa  s  one przejawem
naszego zniewolenia, naszej niewiary i koncentracji na sobie. Wzbudzajmy te  w nas uczucia
wdzi czno ci i uwielbienia Boga za dar wolno ci objawiony nam w Jezusie Chrystusie.
Pro my równie , aby Jego wolno  by a dla nas nieustannie wezwaniem. Pro my
o pragnienie wewn trznej wolno ci na wzór wolnego Jezusa.

4. Wolno  Jezusa wobec posiadania materialnego

Ewangelie ukazuj  nam te  w Jezusie Cz owieka wolnego wobec posiadania materialnego.
Ubogie  ycie w Nazarecie oraz ubogi styl  ycia w drownego proroka jest sposobem
realizowania wolno ci w korzystaniu z wszelkich dóbr doczesnych. Jezus powie o sobie: lisy
maj  nory i ptaki powietrzne — gniazda, lecz Syn Cz owieczy nie ma miejsca, gdzie by g ow
móg  oprze 
 (Mt 8, 20).

background image

W postawie Jezusa wobec rzeczy nie ma jednak cienia manichejskiej pogardy dla materii.
Jezus nie lekcewa y potrzeby korzystania z dóbr. W modlitwie Ojcze nasz ka e nam prosi
Ojca niebieskiego: Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.

Jezus pozostaje wolny wobec zdobywania dóbr materialnych. Wie bowiem, i  nie posiadanie
nadaje warto  cz owiekowi. Nie mie , ale by  stanowi ostateczne kryterium ludzkiej osoby.
Powi kszanie swoich zasobów materialnych nie zabezpiecza  ycia, poniewa nawet gdy kto
op ywa we wszystko,  ycie jego nie jest zale ne od jego mienia
 ( k 12, 15).

Swoj  nauk  Jezus wcieli  w swój sposób my lenia, odczuwania i dzia ania pozostaj c
ca kowicie wolnym wobec jakiejkolwiek chciwo ci. Chrystus nazywa g upcem bogacza,
który z pomoc  nagromadzonego maj tku chcia spot gowa , jakby zwielokrotni  swoje

ycie. Bogacz s dzi , i  przy pomocy bogactwa wyd

y swoje  ycie. Bezrozumnie mówi

wi c do siebie: Masz wielkie zasoby dóbr na d ugie lata z

one; jedz, pij i u ywaj! Ale Jezus

nazywa go po prostu g upcem:

upcze, jeszcze tej nocy za daj  twojej duszy od ciebie ( k

12, 19–20).

upota bogacza polega na szukaniu  ycia w martwych rzeczach. Nawet gdy kto  op ywa we

wszystko,  ycie jego nie jest zale ne od jego mienia ( k 12, 15).  ycie cz owieka nie zale y
od martwych przedmiotów, tak e wówczas, kiedy nagromadzi ich bardzo du o. Chciwo
pieni dza u wspó czesnego cz owieka jest najcz ciej prób  zabezpieczenia swojego  ycia.
Taki charakter posiada zarówno zach anna chciwo  jednostek, jak równie  pazerna
chciwo  ekonomiczna bogatych narodów, które wykorzystuj  narody biedniejsze od siebie
czyni c z nich wielki rynek zbytu dla w asnej nadprodukcji.

Je eli nasze w asne  ycie nie zale y od naszego mienia, to tym bardziej wype nianie naszej
misji nie jest równie  uzale nione od stanu posiadania. Nabywaj c rzeczy materialne,
korzystaj c z najnowszych  rodków technicznych, nie mo emy nigdy zapomnie ,  e
w wype nianiu misji najwi cej znaczy nasze osobiste  wiadectwo  ycia oraz nasze osobiste
na ladowanie Jezusa Chrystusa.

Dzi kujmy Bogu za dar wolno ci Jezusa wobec  wiata materii oraz ludzkiej 

dzy

posiadania. Wolno  wobec rzeczy sprawia, i  to, co dla chciwych staje si  miejscem
zniewolenia i grzechu, dla wolnych staje si  miejscem szukania i znajdowania Boga.  w.
Ignacy dzi ki swojej wolno ci wobec  wiata odkry  rzeczy jako miejsce obecno ci Boga.

Pro my o g bokie zrozumienie, na czym polega nasza osobista wolno  wobec  wiata
materii. Pro my tak e, aby my wyzbyli si  z udzenia,  e martwe rzeczy mog  podtrzyma
i zabezpieczy  nasze  ycie doczesne. Pro my te  o g bokie wnikni cie w prawd ,  e  ycie
cz owieka zale y najpierw od Boga.

background image

5. Wolno  Jezusa wobec potrzeb cia a

Wtedy przyst pi  kusiciel i rzek  do Niego: Je li jeste  Synem Bo ym, powiedz,  eby te
kamienie sta y si  chlebem. Lecz On mu odpar : Napisane jest: Nie samym chlebem  yje
cz owiek, lecz ka dym s owem, które pochodzi z ust Bo ych
 (Mt 4, 3–4).

Czterdziestodniowy post Jezusa na pustyni, Jego cz ste i d ugie nocne czuwania na
modlitwie, niewygody zwi zane z  yciem w drownego nauczyciela, Jego do wiadczenie

odu oraz wszystkie inne niewygody  yciowe ukazuj  nam cz owieka, którego potrzeby

cia a s  podporz dkowane zjednoczeniu z Ojcem i wype nianiu Jego woli. Cia o Jezusa
zostaje poddane duchowi i jemu s

y.

Wolno  Jezusa wobec potrzeb cia a nie wyra a si  jednak w jakich  uci

liwych i d ugich

postach i 

praktykach pokutnych. Chrystus nie na laduje surowego  ycia swojego

poprzednika, Jana Chrzciciela. Prowadzi ubogie  ycie w drownego proroka, ale pozwala si
go ci  wszystkim. W wolno ci wewn trznej je i pije to, czym Go cz stuj . Ten kontrast
pomi dzy stylem  ycia Jana Chrzciciela a stylem  ycia Jezusa pos

y Jego przeciwnikom za

pretekst do oskar enia Go,  e jest ar okiem i pijakiemPrzyszed  Syn Cz owieczy: je i pije;
a wy mówicie: Oto  ar ok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników
 ( k 7, 34).

Wolno  Jezusa sprawia, i  potrzeby cia a nie zatrzymuj  Jego uwagi. Nie poch aniaj  Jego
ludzkich energii ani wtedy, gdy cierpi g ód, ani gdy siada do obficie zastawionego sto u
u bogatego Zacheusza czy te  Szymona Faryzeusza. Królestwo Bo e, to nie sprawa tego, co
si  je i pije, ale to sprawiedliwo , pokój i rado  w Duchu  wi tym
 (Rz 14, 17).

Jezus, który prowadzi  ycie pe ne Ducha, nie doznaje dokuczliwych g odów zmys owych.
My natomiast, w przeciwie stwie do Jezusa, do wiadczamy nierzadko nieopanowanych

odów naszych zmys ów. Ujawniaj  si  one mi dzy innymi w nadu ywaniu jedzenia i picia,

w nadu yciach seksualnych, w nadu ywaniu programów audiowizualnych, w alkoholizmie,
w narkomanii.

Nadu ycia te p yn  jednak nie tyle z realizowania rzeczywistych potrzeb cia a, ale przede
wszystkim z pustki serca. Je eli cz owiek nie realizuje swoich najg bszych potrzeb ducha,
wówczas sfrustrowane pragnienia duchowe objawiaj  si  jakimi  nieokre lonymi
niepokojami i g odami psychicznymi i zmys owymi. Te w

nie niepokoje i g ody trawi  nas

i z eraj  wewn trznie.

Podstawowym naszym b dem jest to, i  nie analizuj c ich sensu, odruchowo usi ujemy je
uspokaja  poprzez konsumpcje zmys owe.  atwo tworzy si  wówczas uzale nienie
zmys owe. Kiedy rzucamy si  w wir dozna  zmys owych, wtedy stopniowo doprowadzamy
si  do stanów coraz wi kszego rozbicia psychicznego i duchowego. Tak tworz  si  w nas
destruktywne na ogi i uzale nienia psychiczne.

Wyprowadzenie nas z niewolniczego uzale nienia od dozna  zmys owych nie mo e jednak
odbywa  si  wy cznie na drodze jakiego  woluntaryzmu, si  samej ludzkiej woli. Trzeba

background image

najpierw rozpocz

 od szukania sensu i celu swojego  ycia. Moralizatorski ton, do którego

nierzadko si  odwo ujemy w pracy wychowawczej, katechetycznej, kaznodziejskiej, a tak e
w pracy nad sob  (powiniene , musisz), nie przyniesie  adnego owocu, je eli nie zbudujemy
w sobie i w innych g bokich motywacji wewn trznych. Do wiadczenie pokazuje, i  jest
praktycznie niemo liwe uleczy  cz owieka z na ogów i uzale nie  zmys owych, je eli nie
podejmuje i nie realizuje on swoich najg bszych potrzeb duchowych; je eli nie zakorzenia
swojego  ycia w Bogu.

W obecnej kontemplacji pro my Jezusa, aby my odkrywali w sobie potrzeb  coraz wi kszej
wolno ci wewn trznej: wolno ci wobec dozna  cia a, wolno ci wobec posiadania
materialnego oraz wolno ci wobec swojego ziemskiego  ycia. Pro my te  o zrozumienie,  e
wolno  wewn trzna stanowi konieczny warunek dobrze prze ywanej wolno ci zewn trznej.

6. Wolno  Jezusa wobec ludzkiej mi

ci

Nieskr powana wolno , z jak  Jezus przebywa i rozmawia z kobietami i z m czyznami,
jest  wiadectwem Jego czystego serca, które nie zawiera jakiejkolwiek po dliwo ci. Pe na
wolno  Jezusa wobec mi

ci ma

skiej i rodzinnej, z której dobrowolnie rezygnuje,

wyra a Jego bezwarunkowe oddanie si  Ojcu i pragnienie pe nienia Jego woli.

Wyrzeczenie si  mi

ci ma

skiej i rodzicielskiej  w celibacie pozostawia w cz owieku

jak  g bok  pustk  uczuciow , któr  mo e wype ni  jedynie do wiadczenie synowskiej
mi

ci do Boga na wzór synowskiego oddania si  Jezusa swojemu Ojcu.

 w celibacie dla

Jezusa, z mi

ci do Jezusa, tak — ale Jezusa pe ni cego swe pos annictwo objawiania Ojca

wszystkim ludziom. 

  w celibacie,  aby dawa

wiadectwo o czu

ci  Ojca  wobec

wszystkich ludzi, a zw aszcza ubogich i najmniejszych (M. Rondet).

Wolno  Jezusa wobec ludzkiej mi

ci jest wielkim darem nie tylko dla  yj cych

w celibacie, ale tak e dla osób realizuj cych mi

 ma

sk  i rodzicielsk . Czysto

Jezusa jest wzorem czystej mi

ci równie  w ma

stwie i w rodzinie. W ludzkiej mi

ci

erotycznej  i 

seksualnej  kryje  si   bowiem

niebezpieczna w adza, któr  narzeczeni

i ma onkowie przyznaj  sobie nawzajem. Z jednej strony mo e ona przemieni  si  w dar
i rezygnacj  z siebie, ale te  mo e przerodzi  si  w posiadanie i alienacj 
 (M. Rondet).

Obserwuj c uwa nie relacje mi dzyosobowe, jakie istniej   w 

wielu ma

stwach

i rodzinach,  atwo odkry , w jaki sposób w adza zwi zana z mi

ci  ludzk  prowadzi do

wzajemnego zniewalania siebie. Dominowanie emocjonalne jednego z ma onków nad
drugim, wzajemne ograniczanie swojej wolno ci oraz inne formy manipulowania sob  — oto
najcz stsze  przejawy nadu

 zwi zanych z w adz , jak   w mi

ci erotycznej ludzie

przyznaj  sobie nawzajem. Nierzadko te  ofiarami alienacji i posesywno ci  w mi

ci

ma

skiej staj  si  dzieci.

W obecnej modlitwie dzi kujmy Jezusowi za Jego ca kowite oddanie si  Ojcu, które sta o si

ród em Jego wolno ci wobec ludzkiej mi

ci. Pro my tak e, aby Jego powierzenie si  Ojcu

by o dla nas wezwaniem do nieustannego szukania intymnego zjednoczenia z Bogiem,

background image

z którego zrodzi si  nasza wolno  wobec ludzkiej mi

ci; wolno , dzi ki której b dziemy

mogli — zgodnie ze swoim stanem  ycia — dawa

wiadectwo czu ej i delikatnej mi

ci

Boga do cz owieka.

XVII. DAJ MI PI

Przyby  wi c do miasteczka samaryta skiego, zwanego Sychar, w pobli u pola, które niegdy
da  Jakub synowi swemu, Józefowi. By o tam  ród o Jakuba. Jezus zm czony drog  siedzia
sobie przy studni. By o to oko o szóstej godziny. Nadesz a tam kobieta z Samarii, aby
zaczerpn

 wody. Jezus rzek  do niej: Daj Mi pi ! (...) Na to rzek a do Niego Samarytanka:

Jak

 Ty b

c  ydem prosisz mnie, Samarytank , bym Ci da a si  napi ? (...) Jezus

odpowiedzia  jej na to: O, gdyby  zna a dar Bo y i wiedzia a, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj
Mi si  napi  — prosi aby  Go wówczas, a da by ci wody  ywej. Powiedzia a do Niego
kobieta: Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest g boka. Sk

e wi c we miesz wody

ywej? Czy Ty jeste  wi kszy od ojca naszego Jakuba, który da  nam t  studni , z której pi

i on sam, i jego synowie i jego byd o? W odpowiedzi na to rzek  do niej Jezus: Ka dy, kto pije

 wod , znów b dzie pragn . Kto za  b dzie pi  wod , któr  Ja mu dam, nie b dzie pragn

na wieki, lecz woda, któr  Ja mu dam, stanie si  w nim  ród em wody wytryskuj cej ku  yciu
wiecznemu. Rzek a do Niego kobieta: Daj mi tej wody, abym ju  nie pragn a i nie
przychodzi a tu czerpa . A On jej odpowiedzia : Id , zawo aj swego m a i wró  tutaj!
A kobieta odrzek a Mu na to: Nie mam m a. Rzek  do niej Jezus: Dobrze powiedzia

: Nie

mam m a. Mia

 bowiem pi ciu m ów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim m em.

To powiedzia

 zgodnie z prawd  (J 4, 5–18).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie Jezusa, który siedzi samotnie przy
studni Jakubowej oraz kobiet , która przychodzi do studni zaczerpn

 wody. Kontemplujmy

rozmow  Jezusa z kobiet . Dostrze my wielk   wewn trzn  wolno  Chrystusa, z jak
rozmawia z ni . Ws uchajmy si  z uwag  w Jego s owa wypowiedziane do Samarytanki: Daj
Mi pi !

Pro ba o owoc kontemplacji: Pro my, aby my do wiadczyli wewn trznie, i  Jezus pragnie
naszej mi

ci oraz  e my równie  t sknimy za Jego bezwarunkow , Bosk  mi

ci . Pro my

tak e, aby my otwarli si  na mi

 Jezusa i jednocze nie chcieli odpowiedzie  Mu mi

ci

na mi

.

background image

1. Mi

 wy czna

W Ewangelii  w. Jana pragnienie wody wyra a pragnienie serca. Jezus mówi c do
Samarytanki: Daj Mi pi  zaprasza j , aby odda a Mu ca e swoje  ycie w mi

ci.

To wezwanie Jezus kieruje nie tylko do Samarytanki, ale do ka dego z nas. W tym wezwaniu
Chrystus domaga si  bezwarunkowego oddania, oddania bez reszty.

W jednym s owie pragn  wypowiedzianym tu  przed  mierci  na krzy u (J 19, 28) Jezus
najpe niej wyrazi potrzeb  swego Serca. W nim zawar  ca y sens i cel swojego ziemskiego

ycia.

W wi zi z Jezusem nie chodzi wi c najpierw o nasz  bezgrzeszno , nienaganno  moraln
lub jak  form twórczej samorealizacji. Jezus pragnie najpierw naszej mi

ci. W relacji

z Jezusem  chodzi przede  wszystkim  o przyj cie Jego  Osoby, a wraz  z Ni   Jego  ycia
ukrytego, Jego  ycia publicznego, Jego nauki oraz Jego  mierci i Zmartwychwstania. Chodzi
o oblubie cze oddanie si  najpierw Jemu.

Symbolem jedno ci ucznia z Jezusem jest jedno  kobiety i m czyzny. Kobieta,  ona
opuszcza dom matki i ojca i idzie zamieszka  u swojego m a, w jego domu. Dom m a
staje si  jej domem. Ucze  Jezusa równie  idzie mieszka  u swojego Mistrza. Dom Mistrza
staje si  domem ucznia.

Uczniowie Jana pytaj  Jezusa: Nauczycielu — gdzie mieszkasz? Jezus im odpowie: Chod cie,
a zobaczycie. (...) I tego dnia pozostali u Niego
 (J 1, 38–39).

Dojrza a mi

 ma

ska ma charakter wy czny. Pomi dzy dwoje kochaj cych si  osób,

czyzn  i kobiet , nie mo e wej  nikt trzeci jako równorz dny partner. Mi

 wy czna,

oblubie cza jest zawsze mi

ci zazdrosn . I tak  w

nie mi

ci  Bóg kocha Izraela: Pan

zapali  si  zazdrosn  mi

ci  ku swojej ziemi, i zmi owa  si  nad swoim ludem (Jl 2, 18).

Z tej zazdrosnej mi

ci Boga rodzi si  przykazanie: Ja jestem Pan, twój Bóg, który ci

wywiód  z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie b dziesz mia  cudzych bogów obok Mnie! Nie

dziesz czyni

adnej rze by ani  adnego obrazu! (...) Nie b dziesz oddawa  im pok onu i nie

dziesz im s

, poniewa  Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym (Wj 20, 2–5).

Zazdrosna mi

 Jezusa do nas domaga si  równie  z naszej strony mi

ci wy cznej.

Mi

ci do Jezusa nie mo na podzieli  z kimkolwiek: z w asnymi rodzicami, z dzie mi, ze

wspó ma onkiem,  z najlepszymi  przyjació mi. Je li kto przychodzi do Mnie, a nie ma
w nienawi ci swego ojca i matki,  ony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie mo e
by  moim uczniem
 ( k 14, 26).

W obecnej modlitwie pro my Jezusa, aby objawi  nam swoj zazdrosn  mi

, która nadaje

najpe niejszy sens i cel naszemu  yciu. Pro my tak e, aby my mogli z zaufaniem przyj

 j

i odpowiedzie  na ni  nasz zazdrosn  mi

ci .

background image

2. Nasza s abo  w relacji z Jezusem

Na to rzek a do Niego Samarytanka: Jak

 Ty b

c  ydem prosisz mnie, Samarytank , bym

Ci da a si  napi ?

Parafrazuj c s owa Samarytanki mo emy powiedzie  do Jezusa: Jak

 Ty, b

c Synem

Bo ym, zwracasz si  do mnie grzesznika? Kiedy u wiadamiamy sobie w asn  s abo ,
grzeszno , wówczas rodzi si  w nas radykalne zw tpienie, czy nasza mi

 do Jezusa,

nasza przyja

 z Nim jest mo liwa. Czujemy si  wówczas zablokowani w naszym dialogu

z Nim. Dzieje si  tak tylko dlatego,  e niew

ciwie pojmujemy nasz  s abo  moraln . Nie

miemy i nie mamy odwagi uwierzy ,  e Ojciec kocha nas jako grzeszników.

Karol de Foucauld wyzna  kiedy , i  przez d ugi czas b dnie do wiadcza  w asnej
grzeszno ci. Mia em ochot  mówi  z Piotrem: Odejd  ode mnie, Panie, bom jest cz owiek
grzeszny. Ale nie mówi  ju  tego wi cej. Teraz mówi  inaczej: Zosta , Panie, ze mn , bom
jest cz owiek grzeszny. Moja n dza, moje niedoskona

ci, które pope nia em dzie  i noc,

przeszkadza y mi w szukaniu Boga we mnie, ale teraz wiem,  e moje grzechy nie s
przeszkod  dla Bo ej mi

ci.

Niew

ciwe rozumienie naszej ludzkiej s abo ci mo e zamyka  nas na mi

 Boga.

Mo emy s dzi ,  e mi

 jest niemo liwa, jak niemo liwy jest powrót zmar ego do  ycia.

O tej w

nie niemo liwo ci mówi Marta, siostra  azarza, w rozmowie z Jezusem: Panie, ju

cuchnie. Le y bowiem od czterech dni w grobie. Ale Jezus napomina Mart :  Czy   nie
powiedzia em ci,  e je eli uwierzysz, ujrzysz chwa  Bo ?
 (J 11, 39–40).

W relacj  z Jezusem  wchodzimy z naszymi zranieniami, niedoskona

ciami, z ca  nasz

grzeszno ci , która cuchnie nieraz od d

szego ju  czasu. Nasze s abo ci i grzechy s

cz ci  naszej wi zi z Jezusem. Mówi c paradoksalnie, to dzi ki tej szcz liwej winie
mo emy do wiadczy  naprawd  potrzeby Jezusa w naszym  yciu. S abo  ludzka staje si
dla nas miejscem zbawienia, którego dokonuje w nas Jezus.

Docieraj c do naszej ludzkiej n dzy nie mo emy jednak traktowa  Jezusa instrumentalnie.
Jezus nie jest por cznym narz dziem do rozwi zania naszych problemów, narz dziem
samorealizacji, sposobem dochodzenia do w asnej bezgrzeszno ci.

Gdyby w  yciu duchowym pierwsz  trosk  by a nasza doskona

, wówczas istnia oby

niebezpiecze stwo rozmini cia si  z Bogiem. Tak w

nie rozmin  si  z Bogiem faryzeusz

z przypowie ci o faryzeuszu i celniku. W swojej  wiadomo ci by  doskona y, ale odszed  ze

wi tyni nie usprawiedliwiony (por  k 18, 10nn). Zabrak o w jego relacji do Boga zaufania

i mi

ci.

Podobnie bogaty m odzieniec, cho  zachowa  wszystkie przykazania, odszed  smutny, bo nie
odda  si  ca kowicie Jezusowi (por.  k 18, 18). Pierwszym pragnieniem ucznia winno by
wi c ca kowite przyj cie mi

ci swego Mistrza i udzielenie na Jego mi

 odpowiedzi

background image

mi

ci. Uzdrowienie wewn trzne, doskona

 osobista, pokonanie s abo ci b dzie

natomiast owocem do wiadczenia mi

ci.

W obecnej modlitwie pro my Jezusa, aby nasze wysi ki duchowe skoncentrowa y si  przede
wszystkim wokó  Jego Osoby, wokó  Jego mi

ci oraz naszej odpowiedzi na t  mi

.

Pro my tak e, aby my potrafili, w  wietle tej mi

ci i dzi ki niej, zrelatywizowa  wszystko

— tak e nasze braki, zranienia, niezadowolenie z siebie, grzechy. Je eli nasza ludzka s abo
stan aby w 

centrum naszego  ycia duchowego, wówczas Jezus sta by si  jedynie

narz dziem w szukaniu naszych w asnych celów. Najszlachetniejsze ludzkie cele trac
znaczenie i sens, je eli nie s  identyczne z planami Jezusa wobec nas.

3.  ywa woda

O, gdyby  zna a dar Bo y — mówi Jezus do Samarytanki — i wiedzia a, kim jest Ten, kto ci
mówi: Daj Mi si  napi  — prosi aby  Go wówczas, a da by ci wody  ywej
.

Gdyby  zna a dar Bo y..., to znaczy, gdyby  rozpozna a mi

 Boga. Mi

 Boga do

cz owieka jest zawsze najwi kszym darem. Wszystkie inne dary s  przejawem tego
pierwszego daru. Dar Jezusa Chrystusa objawia mi

 Boga do cz owieka. Tak bowiem Bóg

umi owa

wiat,  e Syna swego Jednorodzonego da , aby ka dy, kto w Niego wierzy, nie

zgin , ale mia

ycie wieczne (J 3, 16).

Cz owiek, który rozpozna Boga przychodz cego w Jezusie Chrystusie, odkrywa w sobie
niezaspokojone pragnienie mi

ci. Pragnienia tego nie mo e ugasi

adna ludzka

rzeczywisto  na tej ziemi.

Jezus jako pierwszy prosi Samarytank : Daj Mi pi ! Najwa niejszym jednak celem tej
pro by jest u wiadomienie jej, i  ona sama posiada w sobie niezaspokojone pragnienie
mi

ci. Swoim zaproszeniem Chrystus budzi w nas potrzeb  niesko czonej mi

ci. Bóg jest

pe ni  mi

ci. Mi

ci  niesko czon , bezwarunkow . Naszym wysi kiem nie mo emy nic

do niej doda . Nie mo emy jej spot gowa , zwielokrotni .

Kiedy Jezus prosi nas: Daj Mi pi , to trzeba nam wówczas odpowiedzie  pro

 na Jego

pro

To Ty najpierw, Jezu, daj mi pi . Ja bowiem jako pierwszy potrzebuj  twojej mi

ci.

Tak w

nie Jan Chrzciciel mówi do Jezusa, kiedy Ten prosi go o chrzest: To ja potrzebuj

chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie? (Mt 3, 14) Trzeba nam modli  si  s owami:
Daj Mi pi , poniewa  posiadasz wod

yw , poniewa  sam jeste

ród em wody  ywej.

Wod

yw  w Biblii jest sam Bóg, Jego niesko czona mi

. W Starym Testamencie jest

ni  Jahwe, w Nowym za  Jezus Chrystus, Syn Bo y zes any nam przez Jahwe. Ustami
Proroka Jeremiasza Bóg skar y si  na Izrael: Opu cili Mnie,  ród o  ywej wody,  eby
wykopa  sobie cysterny, cysterny pop kane, które nie utrzymuj  wody
 (Jr 2, 13).

background image

Do Samarytanki Jezus za  powie: Ka dy, kto pije t  wod , znów b dzie pragn . Kto za

dzie pi  wod , któr  Ja mu dam, nie b dzie pragn  na wieki, lecz woda, któr  Ja mu dam,

stanie si  w nim  ród em wody wytryskuj cej ku  yciu wiecznemu.

Samarytanka nie wierzy jednak Jezusowi, poniewa  nie rozumie Jego s ów. Z przekor  mówi
wi c do Niego: Sk

e wi c we miesz wody  ywej? Czy Ty jeste  wi kszy od ojca naszego

Jakuba, który da  nam t  studni , z której pi  i on sam, i jego synowie, i jego byd o?

Kobieta nie czuje potrzeby prosi  o  yw  wod . Wydaje si  jej,  e ma wszystko, czego
pragnie. Posiada swoj  wod . Ale woda ta pochodzi z pop kanych cystern. Dzi ki tej wodzie
jako  wegetuje. Samarytanka posiada swoje ma e pocieszenia, swoje kompensacje, którymi
jako  wype nia, a raczej zag usza to wielkie pragnienie  ywej wody.

Je eli nie anga ujemy si  w szukanie wody  ywej, w szukanie Boga, wówczas odruchowo
anga ujemy si  w szukanie ma ych przyjemno ci ludzkich, które spe niaj  rol  kompensacji.
I tak, nasza gor czkowa aktywno  i d enie do sukcesu mog  by  form  pocieszania si .
Mo emy wówczas mówi  sobie, i  nasze  ycie posiada warto , poniewa  zas uguje na
uznanie, na pochwa  ludzk , poniewa  osi gamy to, co uprzednio zamierzyli my.

Zatopienie si  w codzienno , w szukanie drobnych przyjemno ci, w konsumpcyjn  bierno
mo e równie  poch ania  nas a  tak,  e zapominamy ca kowicie o potrzebie szukania mi

ci

Boga. Nasze zwi zki emocjonalne, w których przyklejamy si  do cz owieka, mog  równie

 zag uszeniu potrzeb duchowych. Jeste my nieraz tak bardzo zwi zani naszymi

kompensacjami, i  nachodz  nas obawy i l ki,  e Pan Bóg mo e nam je zabra .

obecnej  modlitwie pro my Jezusa,  aby my pozwolili Mu zdemaskowa  nasze

kompensacje, które sprawiaj , i  tak  atwo ulegamy z udzeniom. Pod ich wp ywem jeste my
sk onni mniema ,  e mi

 Boga jest jakim  ma ym dodatkiem do  ycia, ale nie jego

centrum.

4. Mi

 darem z siebie

Na pocz tku naszego  ycia duchowego odruchowo oddajemy Bogu owoce naszego dzia ania,
naszej aktywno ci. A wi c ofiarowujemy nasz  modlitw , nasz  prac , nasz  mi
bli niego, nasz czas, nasze drobne umartwienia i inne dary.

Samo  ycie zatrzymujemy jednak dla siebie. Pod wiadomie uwa amy bowiem, i nasze  ycie
nale y do nas. Uwa amy si  za

cicielipanów naszego  ycia.

Je eli jeste my jednak wierni mi

ci Boga, przychodzi wówczas dzie , w którym Bóg

zaprasza nas, aby my oddali Mu nie tylko owoce, ale ca e drzewo: siebie samych. Prawdziwe
nawrócenie polega na oddaniu Bogu ca ego swego  ycia.

Oddanie siebie samych Bogu jest jednak bardzo trudne. Domaga si  bowiem pokonania

asnych l ków o siebie i swoj  przysz

. Aby odda  siebie Jezusowi, trzeba rzuci  si

background image

w przepa

Jego Opatrzno ci. Jezus pomaga nam w tym jednak bardzo skutecznie. Nieraz

czyni to poprzez przypadkowe wydarzenia i yciowe sytuacje. Cz ciej s  to mo e
wydarzenia trudne czy wr cz bolesne. Niepowodzenie  yciowe, choroba, stan za amania

depresji, odrzucenie  naszej  mi

ci przez  kogo   bliskiego —  te  i 

tym  podobne

do wiadczenia mog  sta  si  wewn trznym bod cem do pe niejszego ofiarowanie siebie
Jezusowi.

Utrata ma ych pociesze , ma ych kompensacji, mo e nam niekiedy pomóc w odkryciu Boga
jako  ród a wody  ywej. Aby móc przyj

 Boga jako jedyne  ród o  ycia, trzeba szczerze

uzna  wszystko za strat  ze wzgl du na Chrystusa.

5. Zawo aj swego m a

Kiedy Jezus objawi  Samarytance, i  jest yw  wod , która mo e zaspokoi  jej pragnienia,
zawo

a: Daj mi tej wody, abym ju  nie pragn a i nie przychodzi a tu czerpa . Jezus jej

odpowiedzia : Id , zawo aj swego m a i wró  tutaj. Samarytanka nie chcia a jednak dotyka
bolesnej dla siebie sprawy, któr  by a wielo  m czyzn w 

jej  yciu. Nie chcia a

zdemaskowa  si  przed Jezusem. Odpowiada wi c: Nie mam m a. Kobieta usi uje k ama .

Ale — jak to cz sto bywa w  yciu — w

nie wówczas, kiedy usi uje k ama , mówi prawd .

Rzek  do niej Jezus: Dobrze powiedzia

: Nie mam m a. Mia

 bowiem pi ciu m ów,

a ten, którego masz teraz, nie jest twoim m em. To powiedzia

 zgodnie z prawd .

Jezus ukazuje kobiecie,  e nigdy naprawd  nie kocha a  adnego m czyzny, ale jedynie
wypo ycza a si  im na jaki  czas. I w

nie dlatego nie mo e nazwa do ko ca adnego

z nich swoim m em. W prawdziwej mi

ci ma

skiej istnieje bowiem ca kowite i pe ne

oddanie.

Jezusowi nie mo na jednak wypo yczy  si  na chwil , Jemu nie mo na odda  si  na jaki
czas. Jemu mo na tylko odda  si  bezwarunkowo, odda  si  do ko ca. Nie ma mi

ci na

jaki  czas. Nie ma mi

ci na prób Ten, którego masz teraz, nie jest twoim m em,

poniewa  w tej relacji brakuje ca kowitego oddania si . Wszyscy m czy ni w  yciu tej
kobiety byli jedynie kompensacj , prób  wype nienia samotno ci i pustki  ycia. Przechodz c
z

k jednego m czyzny do drugiego kobieta udaje mi

, udaje  ycie ma

skie, stwarza

pozory oddania.

Mi

, dar z siebie, jest trwa a. Prawdziwe oddanie posiada znamiona dozgonno ci,

znamiona pe nej wierno ci. Mi

ci nie mo na odwo

. W Ksi dze Pie ni nad Pie niami

oblubienica mówi do oblubie ca: Po

 mi  jak piecz

 na twoim sercu, jak piecz

 na twoim

ramieniu, bo jak  mier  pot na jest mi

, a zazdro  jej nieprzejednana jak Szeol,  ar jej

to  ar ognia, p omie  Pa ski (Pnp 8, 6).

Na zako czenie ca ego rozwa ania pro my najpierw o g bokie pragnienie przyj cia mi

ci

Jezusa oraz udzielenia odpowiedzi mi

ci  na Jego mi

. Pro my tak e, aby my

zdemaskowali w nas z jednej strony pokus  podejrzliwo ci, mówi

, i  mi

 w naszym

background image

yciu jest niemo liwa z powodu naszej s abo ci i grzeszno ci, z drugiej za  pokus  l ku

przed powierzeniem swojego  ycia Jezusowi.

XVIII. PO EGNANIE W BETANII

Na sze  dni przed Pasch  Jezus przyby  do Betanii, gdzie mieszka

azarz, którego Jezus

wskrzesi  z martwych. Urz dzono tam dla Niego uczt . Marta pos ugiwa a, a  azarz by
jednym z zasiadaj cych z Nim przy stole. Maria za  wzi a funt szlachetnego i drogocennego
olejku nardowego i nama ci a Jezusowi nogi, a w osami swymi je otar a. A dom nape ni  si
woni  olejku. Na to rzek  Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który mia  Go wyda :
Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim? Powiedzia
za  to nie dlatego, jakoby dba  o biednych, ale poniewa  by  z odziejem, i maj c trzos
wykrada  to, co sk adano. Na to Jezus powiedzia : Zostaw j ! Przechowa a to, aby Mnie
nama ci  na dzie  mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze
macie
 (J 12, 1–8).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie najpierw Jezusa w domu  azarza i jego
sióstr Marty i Marii, jak siedzi za sto em ze swoimi uczniami. Kontemplujmy nast pnie
niezwyk y gest Marii, jakim by o namaszczenie nóg Jezusa. Zauwa my jak Maria podchodzi
do Niego, wylewa na Jego nogi funt drogocennego olejku nardowego i namaszcza je,

nast pnie w osami swymi je wyciera. Poczujmy wo  olejku. Dostrze my tak e

niezadowolonego Judasza, który z dezaprobat  patrzy zarówno na Mari , jak i na Jezusa.

Pro ba  o 

owoc  kontemplacji:  Pro my  o ask   s

enia  Jezusowi  z wielk   rado ci

przyjemno ci  wewn trzn . Pro my tak e, aby my cenili sobie nasze niepokoje sumienia
i przyjmowali je jako dar Boga, dzi ki któremu mo emy uwalnia  si  od naszych oporów
wobec Jezusa i Jego woli.

1. Bóg kocha tych, którzy daj  z rado ci

w. Ignacy w

wiczeniach duchownych uczy nas modlitwy z tak zwanym zastosowaniem

zmys ówWidzie  osoby wzrokiem wyobra ni, rozwa aj c i kontempluj c w szczególno ci to,
co ich dotyczy. (...) S ucha  uszami (wyobra ni), co mówi . (...) W cha  i smakowa  zmys em

chu i smaku (w wyobra ni) niesko czon  s odycz i  agodno  Bóstwa, duszy i jej cnót

i innych rzeczy wedle okoliczno ci osoby, któr  si  kontempluje. (...) Dotyka  zmys em
dotyku, tak np. obejmowa  i ca owa  miejsca, gdzie te osoby ( wi te) stawiaj  kroki lub
siedz , a zawsze staraj c si  o jaki  po ytek z tego
 ( D, 122–125).

Niniejsz  modlitw  rozpocznijmy od takiej w

nie kontemplacji pobytu Jezusa w Betanii

z zastosowaniem zmys ów. Przedstawmy sobie to wydarzenie ewangeliczne odwo uj c si  do
opisu, jaki daje nam  w. Jan. Rodze stwo  azarz, Marta i Maria zapraszaj przyjaciela domu

background image

— Jezusa do siebie do Betanii. W czasie spotkania panuje przyjacielska, ale jednocze nie
bolesna atmosfera bliskiego ju  rozstania. Marta us uguje go ciom,  azarz — jako gospodarz
siedzi przy stole. W go cin  zostali zaproszeni tak e Aposto owie. W pewnym momencie
Maria dokonuje niezwyk ego gestu, którym wyra a ho d, oddanie i mi

 mieszka ców

domu wobec Jezusa. Bierze funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaszcza
Jezusowi nogi i w osami swymi je ociera. Dom wype nia wo  olejku. T  uroczyst  atmosfer
po egnania psuje jednak Judasz. G

no wyra a swoj  dezaprobat  wobec gestu Marii.

c w ród przyjació , Judasz zachowuje si  jednak jak obcy. Nie rozumie i nie wyczuwa

atmosfery przyja ni i po egnania.

W opisanej scenie ewangelicznej staj  naprzeciw siebie i konfrontuj  si  dwie postacie:
Maria oraz Judasz. Z jednej strony uderza wielka bezinteresowno  Marii, jej szlachetno ,
jej wierne oddanie i spontaniczno  jej serca, które nie liczy si  z niczym; z drugiej strony
za  ma ostkowo  Judasza, jego zak amanie, jego podst p i chciwo .

Szlachetno  i ofiarno  Marii nape ni a dom przyjemn  woni . Wo  olejku jest symbolem
wielkiego serca Marii. Dobro , oddanie, zaufanie, mi

 posiadaj swój zapach, swoj  mi

wo . W  yciorysach niektórych  wi tych wspomina si ,  e z ich obecno ci  (w czasie
ziemskiego  ycia lub nawet po  mierci) wi za  si  mi y zapach. Wielu czcicieli Ojca Pio
twierdzi, i  jego obecno  przynosi a z sob  mi y zapach fio ków.  w. Teresa od Dzieci tka
Jezus kojarzy nam si  z zapachem ró .

W tej  kontemplacji chciejmy odczu  t  mi  wo  olejku, którym nape ni  si  ca y dom.
Dobro jest mi e, pi kne. Ignacy w kontemplacji o Dwóch sztandarach zach ca nas, aby
rozwa

, jak Chrystus, Pan nasz, staje na wielkim polu w okolicy Jerozolimy, na miejscu

niskim, ca y pi kny i wdzi czny i mi y ( D, 144).

Nasze przepowiadanie Ewangelii winno przybiera  zawsze tak  form , aby pierwsze
odczucia  i skojarzenia  zwi zane  z  yciem  duchowym  by y mi e  i przyjemne.  W  yciu
duchowym trzeba odnale  to, co  w. Augustyn nazwa  delectatio victrix, zwyci skim
rozkoszowaniem si . Tylko przyjemno  odnosi zwyci stwo nad przyjemno ci . Nigdy nie
odnosi si  zwyci stwa nad przyjemno ci  przez obowi zek. Przyjemno  zawsze b dzie
pot niejsza ni  obowi zek. To w

nie chce powiedzie

w. Augustyn: Przyjemno

pokonuje si  tylko przez przyjemno . Ale delectatio victrix, boska rado , jest
przyjemno ci , która w istocie warta jest wi cej ni  wszystkie przyjemno ci. Kiedy rezygnuje
si  z przyjemno ci po to, by osi gn

 rado , zyskuje si  w

nie na p aszczy nie

przyjemno ci: Bóg kocha tych, którzy daj  z rado ci . Tylu ludzi s

y Bogu jakby niech tnie.

Bóg chcia by od czasu do czasu by  kochany z przyjemno ci , a nie tylko z obowi zku (J.
Daniélou).

Dzi kujmy Marii, siostrze  azarza i Marty, za mi y zapach, który wywo

a swoj

szlachetn , bezinteresown  mi

ci  Jezusa. Nast pnie pytajmy siebie samych, na ile

do wiadczamy zwyci skiego rozkoszowania si   w naszej  wi zi  z Jezusem.  Czy  nasza
codzienna modlitwa, Eucharystia, spowied , kierownictwo duchowe i inne praktyki duchowe
kojarz  nam si  najpierw z odczuciem  przyjemno ci czy te  z odczuciem przykrego

background image

obowi zku? Czy  w 

chwilach wyrzeczenia, ofiary, trudu do wiadczamy zwyci skiego

rozkoszowania si , czy te  mo e raczej uczucia  alu, smutku, zniech cenia?

Pro my Jezusa o coraz pe niejsze odkrywanie przyjemnej woni p yn cej z naszej  wi zi
z Nim. Nawet je eli ci y na nas wiele grzechów i s abo ci, trzeba nam rozpoczyna  nasze

ycie duchowe od spotkania z Jezusem, który jest pi kny i wdzi czny i mi y ( D, 144).

To w

nie

przyjemne spotkanie  z 

Jezusem da  nam  odwag   do  zrezygnowania

z przyjemno ci cielesnych  i zmys owychPrzyjemno  (bowiem) pokonuje si  tylko przez
przyjemno . (...) Je eli zaczynamy od przeciwnej strony, nigdy do niczego nie dojdziemy
 (J.
Daniélou).

2. Rozdra nienie Judasza

Mi y zapach bardzo drogiego olejku nardowego rozdra ni  jednak Judasza. Z tego w

nie

rozdra nienia rodzi si  jego pytanie: Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów
i nie  rozdano  ich  ubogim?
 Judasz zadaje to pytanie w jaki

bezwstydny sposób, nie

wyczuwaj c mi ej przyjacielskiej atmosfery spotkania w Betanii oraz bliskiego rozstania
z Mistrzem.

Zauwa my, i  przysz y zdrajca jest jedn  z postaci najlepiej opisanych w Ewangeliach. Zdaje
si  by  równie cz sto wspominany jak  w. Piotr. Jest to wa na uwaga. Ca a Ewangelia ma
nam bowiem s

. Tak e te jej fragmenty, które opowiadaj  o Judaszu i jego zdradzie.

Judasz nie mo e by  dla nas postaci , któr  przywo uje si  jedynie z pogard  i obrzydzeniem.
Nie mo emy te  wspomina  tej postaci jedynie w kontek cie krytycznego ustosunkowania
si  do innych osób. Jest postaci , z któr  trzeba si  konfrontowa . Posta  Judasza jest
wyzwaniem, jest wielk  przestrog .

w. Jan Aposto  najpe niej wyczu  i rozumia  Judasza i najszerzej przedstawi  go te  w swej

Ewangelii. Przenikliwo  duchowa Jana, która pozwoli a mu jako pierwszemu uwierzy
w Zmartwychwstanie (J 20, 8) i rozpozna  Jezusa nad Jeziorem Galilejskim (J 21, 7),
pozwoli a mu te  przeczu  prawdziwy grzech Judasza. Czysto  serca Jana jest  ród em jego
mistycznej wra liwo ci na obecno  dobra i z a, na obecno  Jezusa i Judasza.

Kiedy dom nape ni  si  woni  olejku, na to rzek  Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten,
który mia  Go wyda : Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano
ich ubogim?
 Uderza nie tylko wulgarna wprost chciwo  Judasza, ale tak e jego zak amanie.
Swoj  chciwo  ukrywa za trosk  o ubogich; maskuje j  pozorami ofiarno ci oraz
szlachetnego altruizmu.

Trzysta denarów w czasach Jezusa by o stosunkowo du  sum  pieni dzy. By  to ca oroczny
zarobek robotnika rolnego. Chciejmy si  wczu  w mentalno  Judasza, który — podobnie
jak faryzeusze — jest chciwy na grosz (por.  k 16, 14): oto zostaj  zmarnowane tak wielkie
pieni dze! Ilu  ubogich mo na by ucieszy  rozdaj c takie pieni dze
. Logika tego

background image

rozumowania nie kieruje si  jednak trosk  o ubogich: Powiedzia  za  to nie dlatego, jakoby
dba  o biednych, ale poniewa  by  z odziejem, i maj c trzos, wykrada  to, co sk adano
.
Szlachetno  Judasza motywowa a jego chciwo . Wielkie pieni dze dla ubogich, to wi ksza
mo liwo  zaspokojenia nami tno ci.

Judasz nie urodzi  si  jednak z odziejem i zdrajc . Cz owiek jedynie stopniowo i powoli
podlega procesowi demoralizacji. Trudno te  sobie wyobrazi , aby od momentu powo ania
na Aposto a Judasz by  ju  z odziejem. Stawa  si  nim powoli poprzez kompromisy
z w asnym sumieniem.

Wszyscy nieustannie ulegamy wielu naszym s abo ciom. Codziennie wyznajemy,  e bardzo
zgrzeszy em my

, mow , uczynkiem i zaniedbaniem. Ale pierwszym naszym problemem nie

 jednak odruchy s abo ci i grzechu. Pierwszym problemem jest sposób ich prze ywania.

Grzech p yn cy z 

ludzkiej u omno ci pope niany nawet codziennie, nie b dzie nas

demoralizowa , je eli b dziemy go szczerze — równie  codziennie — uznawa  i wyznawa
przed Bogiem, prosz c o mi osierdzie i przebaczenie.

Cz owieka nie demoralizuje sam grzech, ale tworzenie z grzechu normy post powania. Istota
demoralizacji cz owieka tkwi w czynieniu z w asnego grzechu swojego prawa. Cz owiek nie
ma prawa do grzechu. Grzech pozostaje zawsze wyrazem s abo ci, bezradno ci, zagubienia,
egoizmu. Ulegaj c grzechowi, trzeba najpierw przyzna  si  do niego jako do s abo ci
i nieprawo ci. Tylko wówczas nie b dzie on powodowa  w nas stopniowego rozk adu
duchowego i demoralizacji.

ycie z nieczystym sumieniem najpierw w ma ych sprawach, a pó niej w coraz wi kszych,

bywa gro ne. Kompromisy z w asnym sumieniem demoralizuj  nas. Mówi o tym Jezus: Kto
w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej b dzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest
nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy b dzie. Je li wi c w zarz dzie niegodziw  mamon
nie okazali cie si  wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy? Je li w zarz dzie cudzym
dobrem nie okazali cie si  wierni, kto wam da wasze?  aden s uga nie mo e dwom panom

. Gdy  albo jednego b dzie nienawidzi , a drugiego mi owa ; albo z tamtym b dzie

trzyma , a tym wzgardzi. Nie mo ecie s

 Bogu i mamonie ( k 16, 10–12).

W obecnym rozwa aniu b

 pyta  siebie, jaki jest mój stosunek do grzechu? Czy nie

racjonalizuj  go, nie uzasadniam, nie usprawiedliwiam? Czy z jakiej  mojej s abo ci, cho by
najmniejszej, nie czyni mojego prawa? B

 te  prosi  o wielk

ask  rozeznania mojej

szczero ci i uczciwo ci wewn trznej w ocenie mojego stosunku do grzechu.

I chocia  wydaje si , i  w opisie ewangelicznym zosta a wyeksponowana chciwo  Judasza
na pieni dze, to jednak nie ona odgrywa tutaj decyduj

 rol . O wiele wa niejszym

powodem rozdra nienia Judasza by a jego niech  i jaki  wielki opór wewn trzny wobec
Jezusa. Judasz swoim pytaniem atakuje nie tylko kobiet marnuj

 trzysta denarów, ale

tak e samego Jezusa.

background image

W Judaszu drzemie jaka  tajemnicza deprecjacja Jezusa, czy te  wr cz pogarda dla Niego.
Szkoda mu by o dla Jezusa marnowa  tak wielkich pieni dzy. Swoj  odpowiedzi  Jezus
broni nie tylko kobiety, ale broni tak e siebie samego: Zostaw j ! Przechowa a to, aby Mnie
nama ci  na dzie  mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze
macie
.

Szlachetny gest Marii mia  wymiar prorocki. Jezus mówi, i  Maria nama ci a Go na dzie
Jego pogrzebu. Ten niezwyk y prorocki gest jest b yskiem  wiat a w mrokach, które
zaczynaj  otacza  Jezusa. Ale ka dy, kto si  dopuszcza nieprawo ci, nienawidzi  wiat a i nie
zbli a si  do  wiat a, aby nie pot piono jego uczynków. Kto spe nia wymagania prawdy,
zbli a si  do  wiat a, aby si  okaza o,  e jego uczynki s  dokonane w Bogu
 (J 3, 20–21).
Judasz nienawidzi wiat a, poniewa

yje w nieprawo ci.

Pro my w tej medytacji o wielk  szczero  i uczciwo  wewn trzn , która pozwoli nam
demaskowa  najdrobniejsze nawet nieuczciwo ci wewn trzne, kompromisy, dwuznaczno ci
naszego sumienia. Pro my tak e, aby my cenili sobie nasze niepokoje dobrze uformowanego
sumienia i przyjmowali je jako  ask  Boga — g os Bo y. Módlmy si  o umiej tno
odkrywania

bszego dna naszych zniewole , którym jest opór wobec Jezusa i Jego nauki.

3. Od czasu do czasu s

 Bogu z przyjemno ci

W kontek cie postaci Judasza zauwa my, i

ycie duchowe domaga si  od nas wielkiej

przejrzysto ci i jasno ci wewn trznej. Pierwszym prawem  ycia duchowego jest uczciwo
wewn trzna, duchowa przejrzysto . Nie mo emy pozwoli , aby narasta y w 

nas

dwuznaczne i zak amane postawy wobec siebie, wobec bli nich i wobec Boga. Jezus by by
bowiem coraz mniej obecny w naszym  yciu. Mogliby my wówczas odprawia  wiele
ró nych pobo nych  wicze , ale by yby one jedynie zajmowaniem si  sob  samym.

gruncie rzeczy nasze  ycie wewn trzne — zauwa a kardyna  J. Daniélou — cz sto jest
tylko jeszcze jednym sposobem zajmowania si  sob , subtelniejszym, bardziej
wyrafinowanym, mniej prymitywnym, ale bardziej niebezpiecznym. Staje si  wówczas po
prostu pewnego rodzaju analizowaniem samego siebie. By oby dla nas du o lepiej, gdyby my
si  zaj li innymi, zamiast prowadzi

wiczenia duchowe, bo to przynajmniej wyprowadza oby

nas z siebie samych.

W zako czeniu kontemplacji módlmy si  o tak  przejrzysto  serca, której wzorem jest  w.
Jan Ewangelista. Ona pozwoli nam do wiadcza mi ej woni naszej przyja ni z Jezusem oraz
mi ej woni mi

ci braterskiej. Pro my tak e o wielk  wolno  wewn trzn  wobec

wszystkich naszych s abo ci, u omno ci i 

grzechów, dzi ki której mogliby my 

w prawdzie. Z jednej strony postawa prawdy ka e nam uzna  u omno  i nie czyni  z niej
prawa; z drugiej strony daje nam mo no  przekraczania naszych s abo ci, dzi ki czemu
mogliby my do wiadcza zwyci skiego rozkoszowania si  ( w. Augustyn).

W ko cowej cz ci medytacji pro my, aby my — zauwa aj c nasze sk onno ci do
zak amania — nie przera ali si . Nie trzeba nam dramatyzowa  naszych ma ych

background image

nieuczciwo ci  i k amstw. Nie chciejmy ich jednak racjonalizowa , uzasadnia , t umaczy .
Wyja nieniem dla k amstwa jest uznanie go i wyznanie przed sob , bli nim i przed Bogiem.
W ka dej naszej sytuacji  yciowej mo liwe jest wej cie na drog  szczero ci i prawdy.

Módlmy si  równie , aby my z postaw  uczciwo ci i prawdy wewn trznej  czyli zapa ,
entuzjazm i rado  s

enia Bogu. Pro my o ask  s

enia Bogu od czasu do czasu

z przyjemno ci , a nie tylko z obowi zku (J. Daniélou).

XIX. PRZEMIENIENIE NA GÓRZE

jakie  osiem dni po tych mowach wzi  z sob  Piotra, Jana i Jakuba i wyszed  na gór ,
aby si  modli . Gdy si  modli , wygl d Jego twarzy si  odmieni , a Jego odzienie sta o si

ni co bia e. A oto dwóch m ów rozmawia o z Nim. Byli to Moj esz i Eliasz. Ukazali si  oni

w chwale i mówili o Jego odej ciu, którego mia  dokona  w Jerozolimie. Tymczasem Piotr
i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy si  ockn li, ujrzeli Jego chwa  i obydwóch m ów,
stoj cych przy Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzek  do Jezusa: Mistrzu, dobrze,  e
tu jeste my. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Moj esza i jeden dla
Eliasza. Nie wiedzia  bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówi , zjawi  si  ob ok i os oni  ich;
zl kli si , gdy tamci weszli w ob ok. A z ob oku odezwa  si  g os: To jest Syn mój, Wybrany,
Jego s uchajcie. W chwili, gdy odezwa  si  ten g os, Jezus znalaz  si  sam. A oni zachowali
milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmiali o tym, co widzieli
 ( k 9, 28–36).

Obraz dla obecnej kontemplacji: Przedstawmy sobie Jezusa na górze Tabor: wygl d Jego
twarzy si  odmieni , a Jego odzienie sta o si  l ni co bia e
. Zauwa my dwóch m ów, jak
rozmawiaj  z Jezusem. Przygl dajmy si  uczniom, którzy najpierw poddali si  senno ci, ale
nast pnie trwaj  w zachwycie i adoracji Przemienionego Jezusa. Ws uchajmy si  w s owa
dochodz ce z ob oku: To jest Syn mój, Wybrany, Jego s uchajcie.

Pro ba  o owoc  kontemplacji:  Pro my  o pragnienie  nawi zania  takiej  wi zi  z Jezusem,
w której dochodzi aby do g osu ogromna fascynacja Jego Osob , Jego nauk  i Jego
Tajemnic ; pro my tak e, aby my mogli by  w naszym  yciu pasjonatami Jego sprawy.
Módlmy si , by dane nam by o wej  w tajemnic  intymnego zwi zku Ojca z Synem
w Duchu  wi tym. Pro my tak e, aby my poczuli si  zaproszeni do udzia u  w Ich
odwiecznej Boskiej mi

ci.

1. Przemienienie na górze zapowiedzi  tajemnic paschalnych

Gdy dope ni  si  czas Jego wzi cia z tego  wiata, postanowi  uda  si  do Jerozolimy ( k 9,
51). Ale zanim Chrystus rozpocznie swoje wielkie wst powanie do Miasta  wi tego,
w tajemniczej wizji otrzyma umocnienie dla siebie i swoich najbli szych uczniów: Piotra,
Jakuba i Jana.

background image

Bóg nie dopuszcza na cz owieka krzy a przez zaskoczenie. Najpierw przygotowuje jego
serce objawiaj c mu swoj  Bosk  mi

. Ona staje si  jego moc . Dzi ki niej cz owiek

dzie móg  przyj  prób  i 

przej  przez ni  zwyci sko. Przemienienie na górze

przygotowuje Jezusa i Jego uczniów do dramatycznych wydarze  Misterium Paschalnego,
które maj  nied ugo nast pi .

W tej  kontemplacji dzi kujmy Bogu Ojcu za umocnienie  i pocieszenie zes ane Jego
umi owanemu Synowi i Jego uczniom na górze Tabor. Pro my jednocze nie, aby my
otwierali si  na umocnienie, jakie daje równie  nam, przygotowuj c nas do d wigania
naszego misterium paschalnego. Je eli nie przyjmowaliby my Bo ego umocnienia, tak jak
nie przyj li go trzej Aposto owie na górze Tabor, poniewa  posn li, wówczas byliby my
niezdolni d wiga  ofiarowanego nam krzy a. Pod jego ci arem zrodzi by si  w nas bunt,
zrodzi aby si  rezygnacja i ch  ucieczki. Taka by a równie  pierwsza reakcja uczniów
w zetkni ciu si  z m

 i  mierci  ich Mistrza.

2. Przez krzy  do chwa y

Gdy si  modli , wygl d Jego twarzy si  odmieni , a Jego odzienie sta o si  l ni co bia e.
Modlitwa Jezusa objawia nam najpe niej Jego Osob , poniewa  ods ania odwieczn  jedno
Syna z Ojcem, Ich wspóln  chwa . Do tej jedno ci z Ojcem w Duchu  wi tym Jezus
pragnie dopu ci  równie  swoich umi owanych uczniów. Ale zanim Chrystus objawi im
w pe ni swoj  chwa  i zaprosi ich do uczestnictwa w niej, b dzie musia wiele wycierpie :

dzie odrzucony, (...) b dzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie ( k 9, 22).

Chrystus ods ania uczniom swoj  drog  do chwa y, poniewa  Jego droga stanie si  tak e ich
drog . Ucze  bowiem idzie  ladami swojego Mistrza: Je li kto chce i  za Mn , niech si
zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzy  swój i niech Mnie na laduje!
 ( k 9, 23).

w. Ignacy zach ca nas, aby prosi  — o ile to jest zgodne z wol  Bo

 — o ask

na ladowania Chrystusa w znoszeniu wszelkich krzywd i wszelkiej zniewagi i we wszelkim
ubóstwie tak zewn trznym jak i duchowym
 ( D, 98). Jak dla Jezusa w Jego trudnej drodze do
chwa y  ród em si y by a Jego jedno  z Ojcem, tak nasz  si  i moc  b dzie wi  z Nim.
Pro my zatem  najpierw o g bokie  pragnienie intymnej  jedno ci  z Chrystusem,  a przez
Chrystusa z Ojcem.

3. Misterium tremendum et fascinosum

oto dwóch m ów rozmawia o z Nim. Byli to Moj esz i Eliasz. Ukazali si  oni w chwale
i mówili o Jego odej ciu, którego mia  dokona  w Jerozolimie. Tymczasem Piotr i towarzysze
snem byli zmorzeni
. Kiedy si  obudzili, ujrzeli chwa  Jezusa. Szlachetny i porywczy Piotr
natychmiast zaczyna co  mówi . Ale — jak zauwa a Ewangelista — nie wiedzia , co mówi.
Uczniowie, cho  s

wiadkami tajemnicy, pozostaj  jakby poza ni . Ich zachowanie

wiadczy o tym, i  nie umieli jeszcze przekroczy progu prze ywanego misterium.

background image

Koniecznym warunkiem wnikni cia w tajemnic  Boga jest modlitewne trwanie w niej.
Przebicie si  przez zewn trzno  wymaga modlitewnego czuwania, wierno ci w naszym
trwaniu przed Bogiem. Aposto owie posn li nie tylko na Górze Przemienienia, ale tak e na
Górze Oliwnej. Równie  i nam grozi ci gle usypianie siebie. Mo emy  atwo poczu  si
duchowo nape nieni, ubogaceni, zadowoleni z siebie, nie zdaj c sobie sprawy,  e jest to tylko
nasze subiektywne, z udne odczucie, które nie znajduje odbicia w naszym do wiadczeniu
wewn trznym (por. Ap 3, 17).

Pomimo braku pe nego poznania Tajemnicy Chrystusa objawionej  w 

Przemienieniu,

uczniowie przeczuwaj  jej wielko . Pod jej wp ywem prze ywaj  szcz cie. Ulegaj  jakiej
niezwyk ej fascynacji duchowej. Stwierdzaj : Dobrze,  e tu jeste my. Chc  budowa
namioty, aby zatrzyma  t  szcz liw  chwil . Ale Piotr, który wysun  tak  propozycj
w imieniu uczniów, nie wiedzia , co mówi. Cz owiek swoim dzia aniem nie mo e zatrzyma
Boga, który mu si  objawia. Nie mo e Go posi

 na w asno . Mo e si  jedynie na Niego

otwiera  i przyjmowa  Jego dzia anie.

Gdy Piotr jeszcze mówi , zjawi  si  ob ok i os oni  ich; zl kli si , gdy tamci weszli w ob ok.
Obecno  ob oku w j zyku biblijnym jest obecno ci  samego Boga. To sam Bóg w ob oku
towarzyszy  Izraelitom na pustyni. Fascynacji Tajemnic  Boga objawiaj cego si  w ob oku
towarzyszy jednocze nie wewn trzna trwoga uczniów. Przypomina ona trwog  Izraelitów,
do których Jahwe przemawia  na górze Synaj (por. Wj 20, 18).

Wielka intymno  z Bogiem nie oznacza wyzbycia si  boja ni Bo ej. Tajemnica Boga
posiada dla cz owieka jakby dwa oblicza i domaga si  podwójnej postawy cz owieka.
Z jednej strony budzi fascynacj , zachwyt i ekstaz , z drugiej za  rodzi boja

, trwog ,

wiadomo  dystansu. Bóg zawsze pozostanie dla cz owieka misterium tremendum et

fascinosum.

Pro my o wielkie pragnienie nawi zania wi zi z Jezusem, pe nej fascynacji Jego Osob , Jego
nauk  i Jego Tajemnic ; pro my, aby my mogli by  pasjonatami Jego sprawy w naszym

yciu. Módlmy si  równie , aby fascynacji Jezusem towarzyszy o do wiadczenie boja ni

i trwogi, które sprawi , i  b dziemy zbli

 si  do Niego z nale ytym szacunkiem i ze czci .

4. To jest mój Syn umi owany

Gdy on jeszcze mówi , oto ob ok  wietlany os oni  ich, a z ob oku odezwa  si  g os: To jest
mój Syn umi owany, w którym mam upodobanie, Jego s uchajcie!
 (Mt 17, 5). Brak naszego
rozumienia tajemnicy Boga nie stanowi przeszkody dla Jego dzia ania w 

nas.

Powiedzieliby my nawet,  e jest wprost przeciwnie. Nasz brak rozumienia staje si
motywem Jego dzia ania. G os z nieba przybli a uczniom tajemnic  Boga–Cz owieka.

Aposto owie, cho  nie rozumieli Tajemnicy Boga, mimo to pragn li j  pozna . Dzi ki temu
pragnieniu us yszeli i przyj li

os  z nieba. Z nami bywa podobnie. Nierzadko budz  si

w nas w tpliwo ci, bywamy zagubieni i zmorzeni snem. Taka nasza wewn trzna postawa nie

background image

jest jednak przeszkod  dla dzia ania Boga, o ile piel gnujemy w sobie pragnienie poznania
Go; o ile otwieramy si  na Jego S owo.

Tre ci  s owa, które Ojciec kieruje do swojego Syna, a w Nim do Jego uczniów, jest
zapewnienie  o Jego  odwiecznej  mi

ci: To jest mój Syn umi owany, w którym mam

upodobanie, Jego s uchajcie (Mt 17, 5). Przed bolesnymi wydarzeniami, jakie czekaj  Jezusa

Jerozolimie,  otrzymuje  On  zapewnienie  o 

bezwarunkowej  mi

ci  swojego  Ojca.

Uczniowie staj  si

wiadkami uroczystego potwierdzenia tej mi

ci.

W obecnej kontemplacji chciejmy ws ucha  si  z uwag  w s owa, które Ojciec wypowiada
do swojego Syna. Pro my, aby dane nam by o odczu  w nich bezgraniczn  mi

,

intymno  zwi zania Ojca z Synem. Pro my tak e, aby my odkrywaj c g bi  tych s ów
poczuli si  zaproszeni do udzia u w odwiecznej mi

ci Ojca do Syna. Ojciec objawia swoj

mi

 wobec Syna, aby Ten móg  objawi  j  wobec nas samych. Prawd  otrzyman  od Ojca

Jezus przekazuje nam: Nazwa em was przyjació mi, albowiem oznajmi em wam wszystko, co
us ysza em od Ojca mego
 (J 15, 15). Dzi kujmy Jezusowi, i  poprzez Tajemnic  swojego
Przemienienia na górze wprowadza nas w Tajemnic  mi

ci swojego Ojca.

5. Nie nazywam was s ugami

Umocnienie, które otrzyma  od Ojca na górze Tabor, Jezus najwierniej przeka e swoim
umi owanym uczniom  w czasie Ostatniej  Wieczerzy.  Zapewni ich o swojej przyja ni
i mi

ci

 do ko caJu  was nie nazywam s ugami, bo s uga nie wie, co czyni pan jego, ale

nazwa em was przyjació mi, albowiem oznajmi em wam wszystko, co us ysza em od Ojca
mego
 (J 15, 15).

Jezus przez ca e  ycie kocha  swoich uczniów, a teraz tu  przed  mierci  raz jeszcze
potwierdza t  mi

. Ale podobnie jak na górze Tabor Ojciec wzywa  uczniów do

pos usze stwa Synowi, tak w Wieczerniku On sam wzywa ich do pos usze stwa wobec
siebie: Wy jeste cie przyjació mi moimi, je eli czynicie to, co wam przykazuj  (J 15, 14). Jak
znakiem mi

ci Syna do Ojca jest ca kowite pos usze stwo Ojcowskiej woli, tak równie

znakiem mi

ci uczniów wobec Mistrza jest pe nienie Jego przykaza . Przykazania Jezusa

 jednak zawsze identyczne z wol  Jego Ojca.

Ws uchuj c si  w zapewnienie Jezusa, i  jeste my Jego przyjació mi, pytajmy siebie, czy
do wiadczamy na co dzie  Jego mi

ci, Jego przyja ni? Czy nasza mi

 i przyja

z Jezusem wyra a si  w pragnieniu pe nienia Jego przykaza ? Co chcieliby my powiedzie
Jezusowi o Jego przyja ni do nas i o naszej przyja ni do Niego?

6. Aby rado  wasza by a pe na

Egzegeci podkre laj , i  z opisu Przemienienia na górze Tabor promieniuje równie
atmosfera rado ci i chwa y. Atmosfera ta jest zapowiedzi  i obietnic  zmartwychwstania
Jezusa. Dwóch m ów z Góry Przemienienia przypomina dwóch m odzie ców, którzy

background image

ukazali si  kobietom przy pustym grobie Jezusa. Ich l ni ce szaty podobne s  do l ni co
bia ego odzienia Chrystusa z góry Tabor. Ob ok, symbol chwa y Bo ej, os ania Jezusa na
Górze Przemienienia, jak i Zmartwychwsta ego wst puj cego do nieba.

Obietnic  rado ci dan  na górze Tabor Jezus podkre la równie  w Wieczerniku: To wam
powiedzia em, aby rado  moja w was by a i aby rado  wasza by a pe na
 (J 15, 11).
Chrystus pragnie jeszcze raz powiedzie  swoim umi owanym, i  zbli aj ce si  rozstanie
zrodzi wprawdzie smutek i ból, ale b dzie on przej ciowy. Tak e i wy teraz doznajecie
smutku — mówi Jezus. Roz ka, która jest  ród em bólu dla obu stron, b dzie tylko
chwilowym do wiadczeniem: 
Znowu jednak was zobacz , i rozraduje si  serce wasze,
a rado ci waszej nikt wam nie zdo a odebra  (J 16, 22).

We wprowadzeniu w  ycie duchowe mo e zbyt jednostronnie k adziemy nieraz nacisk na
do wiadczenia trudne i przykre: na walk  ze z em, pokonywanie s abo ci, umartwienie,
noszenie ci arów i krzy a, zapieranie si  siebie itp. Mo e nie do  natomiast dostrzegamy
przyjemno   i rado  naszego spotkania z Jezusem: do wiadczenie pokoju, pocieszenia,
nadziei, entuzjazmu, mi

ci. I chocia  do wiadczenie duchowe  czy si  zawsze z jarzmem

i niesieniem brzemienia, to jednak sam Jezus zapewnia nas, i  jest to jarzmo lekkie, a ci

ar

odki. To w

nie do wiadczenie mi

ci i przyja ni czyni zno nym to, co w innych

okoliczno ciach okaza oby si  tylko ci arem nie do uniesienia.

Kiedy Jezus przepowiada, i  Jego uczniów czeka prze ladowanie i smutek, to natychmiast
dodaje ,  e ich smutek (...) zamieni si  jednak w rado  (J 16, 21). Nierzadko — wbrew
naszej woli i wysi kom — ogarnia nas strapienie, zniech cenie, poczucie bezsensu. Ale
w takiej sytuacji Jezus zach ca nas, aby my w tym stanie zwracali si  do Niego: Pro cie,
a otrzymacie, aby rado  wasza by a pe na
 (J 16, 24).

Tania zgoda na smutek i strapienie sprawiaj ,  e rado ci i pocieszenie oddalaj  si  od nas.
Je eli w naszym  yciu dominowa yby stany przygn bienia i zniech cenia przez d ugi okres
czasu, to z ca  pewno ci  mogliby my powiedzie , i  w naszej wi zi z Jezusem brakuje
jeszcze harmonii,  adu i dojrza

ci.

Przyk adem niedojrza ej relacji, w której brak jest w

nie przyja ni i rado ci, mo e by

zwi zek syna pierworodnego z ojcem z przypowie ci o synu marnotrawnym ( k 15, 25–32).
I chocia  starszy syn by  przyk adnym grzecznym dzieckiem wykonuj cym wszystkie
rozkazy ojca, nie do wiadcza  jednak rado ci z przebywania w jego domu. Z era y go
natomiast uczucia gniewu (rozgniewa  si  i nie chcia  wej  do domu),  alu i pretensji wobec
ojca (oto tyle lat ci s

, i nigdy nie przekroczy em twojego rozkazu), chciwo ci (mnie nie

da

 nigdy ko

cia) oraz zazdro ci wobec m odszego brata.

Autentyzm naszego  ycia chrze cija skiego mierzy si  do wiadczeniem wewn trznej
rado ci, któr   w sposób spontaniczny dzielimy z innymi. Pytajmy zatem siebie: czy
do wiadczenie Jezusowej przyja ni rodzi w nas pe

 rado ? Czy w moim do wiadczeniu

wiary nie koncentruj  si  przede wszystkim na tym, co przykre, bolesne, trudne? Czy

background image

do wiadczam cho by w minimalnym stopniu, i  jarzmo mojego  ycia jest s odkie, a ci

ar

lekki?

Na zako czenie rozmawiajmy najpierw z Matk  Naj wi tsz  prosz c J , aby prowadzi a nas
przez wszystkie tajemnice  ycia Jezusa, poprzez które sama przesz a: od radosnych tajemnic
Jego narodzenia,  ycia ukrytego i publicznego, przez bolesne tajemnice Jego m ki i  mierci

 do chwalebnych tajemnic Jego Zmartwychwstania, Wniebowst pienia.

Rozmawiajmy tak e z Jezusem, wyra aj c pragnienie wiernego towarzyszenia Mu w ca ym
Jego  yciu: tak e w Jego najtrudniejszych chwilach odrzucenia przez ludzi, wzgardy,
cierpienia i  mierci. Pro my, aby chwa a Jego przemienionego oblicza by a dla nas obietnic
naszego uczestnictwa w Jego chwale.

W rozmowie z Bogiem Ojcem dzi kujmy Mu za powierzenie nam swojego umi owanego
Syna. Pro my tak e o  ask  wiernego pos usze stwa Jego czynom i s owom.

XX.  WIADOMO

 W ASNYCH UCZU

W

wiczeniach duchownych we wst pie do regu  o rozeznawaniu duchowym  w. Ignacy

Loyola pisze: Regu y s

ce do odczucia i rozeznania w pewnej mierze ró nych porusze ,

które dziej  si  w duszy: dobrych, aby je przyjmowa , z ych za , aby je odrzuca . ( D, 313)
Dla ukazania procesu szukania woli Bo ej  w. Ignacy u ywa trzech poj

: 1) odczu , 2)

rozezna , 3) odrzuci  — przyj

. S  to czasowniki, które ukazuj  kolejne etapy rozeznawania

i pe nienia woli Bo ej.

Proces szukania i znajdowania woli Bo ej domaga si  wi c najpierw od nas odczucia, czyli
odkrycia

wiata uczu ; dopuszczenia do naszej  wiadomo ci wszystkich porusze :

uporz dkowanych i nieuporz dkowanych, czystych i nieczystych. Chodzi zarówno o uczucia,
które mo emy  atwo dostrzec, poniewa  narzucaj  si  nam z ca  si , (niemal w sposób
obsesyjny), jak równie  i te bardziej ukryte, a czasami wprost zamaskowane, których
ods oni cie domaga si  nie tylko uwa nej refleksji, ale tak e pomocy do wiadczonego
kierownika duchowego.

Szukanie woli Bo ej wymaga wi c od nas wielkiej szczero ci wobec nas samych, wymaga
po prostu stani cia w prawdzie. Szczero  ta otwiera nas na wszystkie nasze uczuciowe
reakcje, tak e te,  które  w 

ci gu historii naszego  ycia zepchn li my w lochy

pod wiadomo ci. To w

nie nasze emocje s  narz dziem, za pomoc  którego mo emy

ods ania  najg bsze  ród a naszego sposobu my lenia, rozeznawania, decydowania
i dzia ania. Je eli otwarcie i szczerze wejdziemy w  wiat naszych uczu , one przemówi  do
nas i ods oni  nam t  prawd  o nas samych, która umo liwia nam szukanie i znajdowanie
woli Bo ej w naszym  yciu.

background image

1. Trzecie pomieszczenie

Aby móc wchodzi  w  wiat naszych uczu , by móc je oczyszcza  i uzdrawia , trzeba spe ni
pewne warunki. Jednym z nich jest wewn trzne odkrycie i akceptacja tej sfery naszej
osobowo ci, któr  mogliby my nazwa  umownie

trzecim pomieszczeniem,

trzeci

aszczyzn .

Ujmuj c rzecz schematycznie i z do  znacznym uproszczeniem mo emy powiedzie ,  e
ka dy cz owiek  yje i dzia a jakby  w trzech pomieszczeniach, na trzech p aszczyznach.
Pierwsz  z nich jest ca a sfera fizyczna, biologiczna cz owieka, której do wiadczamy dzi ki
naszym zmys om. Odczucie przyjemno ci, bólu, zm czenia czy innych trudnych nieraz do
opisania rodzajów do wiadcze  w zmys ach zewn trznych, jest pewn  form  komunikacji
naszego osobowego ja z t  pierwsz  sfer , w której  yjemy i która jest integraln  cz ci
ludzkiej osobowo ci.

Jest to najbardziej zewn trzna, powierzchowna sfera naszej osobowo ci, co wcale nie znaczy,

e ma o wa na. Dzi ki naszemu  yciu biologicznemu przynale ymy do  wiata przyrody

i stanowimy jego cz

. Filozofia stwierdza: cz owiek to zwierz  rozumne, i nie ma w tym

fakcie nic wstydliwego.

Akceptacja ludzkiego  ycia domaga si  pe nej akceptacji cia a z wszystkimi jego naturalnymi
zdolno ciami, funkcjami, potrzebami i ograniczeniami. Pierwszym i najbardziej wyra nym
przejawem nieakceptacji swojego  ycia jest zawsze nieakceptacja pewnych potrzeb i funkcji
ludzkiego cia a.

Drugim pomieszczeniem, drug  sfer , w której  yje nasze ja osobowe, i które jednocze nie je
stanowi, jest ludzka  wiadomo . Obejmuje ona nie tylko rozumowanie intelektualne, ale
tak e ca  sfer  do wiadcze serca poj tych w sensie najszerszym: odczu  emocjonalnych
(przyjemnych i nieprzyjemnych), prze

 estetycznych, duchowych. G bia  wiadomo ci

cz owieka zale y oczywi cie od stopnia jego rozwoju intelektualnego, emocjonalnego,
duchowego. Rozwój cz owieka polega mi dzy innymi na rozwoju jego  wiadomo ci
pojmowanej w sensie najg bszym.

trzecim pomieszczeniu, trzeciej sferze, w której  yje nasze osobowe ja, dokonuje si  wiele
procesów, do których nie mamy jednak bezpo redniego dost pu przy pomocy naszej

wiadomo ci i woli. Jest to po prostu ca a nasza pod wiadomo   rozumiana  w sensie

najszerszym: pod wiadomo

psychologiczna  i duchowaTrzecie pomieszczenie to miejsce,

gdzie kszta tuj  si  i sk d wyp ywaj  najg bsze duchowe pragnienia, jak równie  najg bsze
duchowe zagro enia cz owieka. Jest to miejsce kszta towania si  wewn trznych postaw
i zachowa  cz owieka.

Jedno z podstawowych zagro

 dla rozwoju duchowego polega na tym, i

trzecie

pomieszczenie mo e sta  si

yciowym  mietnikiem, do którego wrzuca si  wszystko to, co

prze ywamy jako przykre, wstydliwe,

e  i brzydkie, wszystko to, co jest przyczyn

bolesnych rozczarowa , co nas demaskuje we w asnych i cudzych oczach.

background image

Mechanizm represji uczuciowej tkwi w nas g boko zakorzeniony, poniewa  wyp ywa
z naszej krucho ci i podatno ci na zranienie, zw aszcza na zranienie w mi

ci. Odruchowo,

pod wiadomie uciekamy przed tym, co mog oby nas jeszcze g biej zrani . Metoda
zamykania si  w sobie, represji i ucieczki przed tym, co boli, cho  daje chwilowe wra enie

mierzenia bólu, de facto utrwala, przed

a i pog bia to cierpienie, które ju  istnieje.

2. Zd awiony  wiat emocji

Wielu rodziców i wychowawców pojmuje wychowanie dzieci przede wszystkim jako
wpajanie mechanizmu represji uczuciowej. Jako g ównego narz dzia takiego wychowania

ywa si  prawnego systemu zakazów i nakazów. Dziecko wychowywane w takim systemie

nigdy nie odkrywa sensu w asnych postaw i zachowa , poniewa  odkrywa jedynie nagrody
i kary, których rozdzielaniem zajmuje si autorytet maj cy nierzadko posta policjanta. Taka
forma wychowania odwo uje si  przede wszystkim do l ku przed brakiem mi

ci

i odrzuceniem. Kara w wychowaniu dziecka ma sens wówczas, kiedy nie wyra a odrzucenia
emocjonalnego, ale ukazuje jedynie negatywne skutki pewnych zachowa  dziecka.
Akceptacja i mi

 nie powinna zale

 od zachowania dziecka.

Dziecko wychowywane  w systemie kar  i nagród, od niemowl cych lat s yszy przede
wszystkim zakazy i nakazy, które najcz ciej uzasadnia si  odwo aniem do poczucia
zagro enia.  A 

poniewa   dziecko  jest ma ym,  bezradnym  i bezbronnym  cz owiekiem,

nietrudno wzbudzi  w nim takie w

nie uczucia. I chocia  postawienie dziecku wielu

ogranicze  jest pewn  konieczno ci , to jednak nie mog  by  one uzasadniane l kiem przed
odmow  akceptacji i przyj cia, lecz przede wszystkim trosk  i mi

ci , wyra an  nie tyle

w s owach, ale przede wszystkim w postawie i zachowaniach.

Doro li cz sto mówi  dziecku: nie wolno

ych i brzydkich rzeczy my le , mówi , robi , nie

wolno ich nawet odczuwa . Kiedy zakazane rzeczy pojawiaj  si  w polu zainteresowa
dziecka, d

y ono do jak najszybszego ich usuni cia. Cz sto zakazy te dotycz  nie tylko

zachowania  moralnego,  ale zainteresowa  dziecka zwi zanych z 

jego  naturalnymi

potrzebami. I tak np. zachowania dotycz ce higieny i ca ej sfery biologicznej nierzadko
klasyfikowane s  w kategoriach moralnych

a i dobra, które bywaj  nagradzane lub karane

postaw  emocjonaln : przyj ciem lub odrzuceniem. Dziecko chc c by  kochane musi wi c

awi  wiele swoich najbardziej naturalnych odruchów i zainteresowa .

I tak zdarza si ,  e ca ymi latami, dziesi tkami lat wrzucamy do trzeciego pomieszczenia
bardzo wiele brzydkich,

ych, przykrych i bolesnych do wiadcze , których boimy si  lub

wstydzimy na poziomie naszej  wiadomo ci i których te  g boko nie akceptujemy.

ównym uczuciem, które najcz ciej d awimy, jest ból odrzucenia i rozczarowanie brakiem

mi

ci i akceptacji osób, od których spodziewamy si  mi

ci.

Jako pierwszy owoc takiej represji emocjonalnej pojawia si  nieu wiadomiona postawa
wrogo ci i nienawi ci wobec siebie i wobec innych. Innym gorzkim owocem zd awionych
potrzeb  i 

pragnie   mi

ci  i 

akceptacji  jest  ci

y smutek,  zniech cenie  do  ycia,

zgorzknienie, agresja. Cz owiekowi, który zd awi  swoje potrzeby mi

ci, nie chce si

,

background image

poniewa  istot

ycia jest w

nie mi

. Niemal wszystkimi krokami cz owieka

zd awionego emocjonalnie kieruje poczucie ni szo ci oraz ma o u wiadomione chore
poczucie winy i l ku. Pod wiadomie wymierza on sobie kary za spe nianie swoich
najbardziej ludzkich pragnie  i potrzeb.

Cz owieka zd awionego emocjonalnie wype nia równie  odczucie wrogo ci do innych. Je eli
nie sta  go na otwarte atakowanie, wówczas dokonuje wewn trznie surowych os dów
moralnych.  Cz owiek zd awiony  ma  w sobie policjanta psychicznego, który surowo
kontroluje, oskar a i os dza zarówno jego samego jak i jego bli nich.

Innym niszcz cym skutkiem zd awionych uczu  jest zatrzymanie si  procesu rozwoju
emocjonalnego  cz owieka  i utrwalenie  niedojrza

ci.  Ludzie  z niedorozwojem  uczu

próbuj  nieraz kompensowa  sobie w asn  niedojrza

 emocjonaln  rozwijaniem swojej

inteligencji rozumu, bogactwem materialnym, karier , do wiadczeniami zmys owymi, itp.
Erudycja, stopnie naukowe, bogactwo, do wiadczenia zmys owe stanowi  wówczas
w os dzie subiektywnym podstawowy probierz osobowej warto ci cz owieka. Jednak
wszystko to, co cz owiek posiada, bez posiadania wra liwo ci serca staje si  zimnym
narz dziem, które mo e by  u yte przeciwko sobie samemu i 

przeciwko drugiemu

cz owiekowi, szczególnie wówczas, kiedy  ywi si  ku sobie i ku innym uczucia zd awionej
wrogo ci i nienawi ci.

W czasie rekolekcji, kiedy wielu ludzi po raz pierwszy u wiadamia sobie swoje w asne
nieuporz dkowane uczucia, zamaskowane nami tno ci, spontanicznie nasuwa si  im pytanie,
które zadaj  zwykle w czasie rozmowy indywidualnej z kierownikiem duchowym: Prosz
ojca, jak si  tego pozby , jak to usun

, jak to w sobie zniszczy ? Odpowied  brzmi:

w psychice ludzkiej nic nie da si  zniszczy , wszystko natomiast trzeba akceptowa ,
porz dkowa , leczy , uzdrawia .

3. Rezygnacja z kreowania rzeczywisto ci emocjonalnej

Je eli poprzez ca  histori  naszego  ycia powstawa y w nas pewne utrwalone zachowania
i postawy wewn trzne, pewne rysy naszego charakteru, to nie mog  by  one zniszczone,
usuni te, ale jedynie przekszta cone, oczyszczone i uleczone. Ch  usuwania i niszczenia
w nas  przykrych emocji,  nieuporz dkowanych postaw i zachowa   wewn trznych  kryje
w sobie pragnienie kreowania w asnej rzeczywisto ci psychicznej i emocjonalnej. Kiedy nie
akceptujemy naszej emocjonalno ci i psychiki, wówczas odruchowo próbujemy stwarza  je
wed ug naszych wyobra

, jakby nie licz c si  z tymi, które ju otrzymali my przez nasze

wychowanie i w ci gu ca ej historii naszego  ycia.

Rozwój  emocjonalny  i 

duchowy  cz owieka  domaga  si   rezygnacji  z 

kreowania

rzeczywisto ci psychicznej i emocjonalnej. Ca y  wiat naszych emocji winni my natomiast
porz dkowa , uzdrawia , leczy . Rzeczywisto  emocjonalna i psychiczna naszego  ycia jest
nam ju  dana. Ona jest tak e naszym zadaniem, miejscem wspó pracy z Bogiem, miejscem
pe nienia Jego woli.

background image

Rozwój emocjonalny cz owieka domaga si  wi c pe nej prawdy o naszym zranieniu i
o naszym ludzkim ograniczeniu, domaga si  pokory. Dla lepszego zrozumienia tego
przes ania pos

my si  opowiadaniem A. de Mello:

Przypu my,  e którego  dnia kto  puka do drzwi mego pokoju:

— Prosz  wej  — mówi . — Czy wolno zapyta  kim Pan jest?

On za  odpowiada:

— Jestem Napoleonem.

— Czy to nie ten Napoleon...

— Ten w

nie. Bonaparte. Cesarz Francji.

— Co te  pan mówi! — odpowiadam i my

,  e lepiej wobec tego faceta mie  si  na

baczno ci.

— Mo e Wasza Wysoko  raczy usi

 — mówi .

— S ysza em,  e ksi dz nie le sobie radzi z rozwojem duchowym. Mam problem natury
duchowej. Obawiam si ,  e teraz trudniej mi b dzie ufa  Bogu. Moja armia walczy w Rosji,
a ja sp dzam bezsenne noce, zastanawiaj c si , jak to si  zako czy.

— No tak, Wasza Wysoko , móg bym co  na to poradzi . Sugerowa bym raczej przeczytanie
rozdzia u szóstego wed ug Mateusza: Przypatrzcie si  liliom na polu, jak rosn , nie pracuj
ani prz

.

tym momencie zaczynam zastanawia  si , kto jest bardziej szalony, ten facet, czy ja. Ale
brn  dalej z tym lunatykiem.

Tak w

nie na pocz tku post puje wobec ciebie m dry guru. Towarzyszy ci, traktuj c serio

twoje problemy. Otrze kilka  ez z twoich oczu. Jeste  wariatem, ale jeszcze o tym nie wiesz.
Wkrótce musi nadej  chwila, kiedy wytr ci ci z r ki bro  i powie:

— Sko cz z tym. Nie jeste  Napoleonem.

Aby wej  twórczo w wiat ludzkich uczu , trzeba powiedzie  sobie: Nie jestem
Napoleonem. Nie mog  ju  wi cej udawa . Jestem chory, poraniony, ubogi, zale ny, jestem
wariatem
. Wej cie w wiat ludzkich uczu  domaga si  wi c od nas rezygnacji
z kszta towania  siebie na w asny obraz  i na w asne podobie stwo,  z pogoni za w asn
wielko ci 
 (Ps 131).

Wielkim niebezpiecze stwem  ycia duchowego jest pos ugiwanie si  pewnymi metodami,
technikami duchowymi dla przeprowadzenia w asnych ludzkich celów i wyobra

, a nie dla

background image

szukania i znajdowania Boga i Jego woli. Uczciwe i g bokie wej cie we w asn  sytuacj
egzystencjaln  mo e nam pomóc odkry , jak bardzo potrzebujemy oczyszczenia
i uzdrowienia naszego serca.

Upomnienie Ko cio a w Laodycei jest przestrog  dla ka dego, kto wchodzi na drog

ycia

duchowego: Ty bowiem mówisz: Jestem bogaty i wzbogaci em si , i niczego mi nie potrzeba,
a nie wiesz,  e to ty jeste  nieszcz sny i godzien lito ci, i biedny, i  lepy, i nagi
 (Ap 3, 17).
Je eli  nie  sko cz   z 

udawaniem  w 

jakiejkolwiek  formie  i 

nie  wejd   w wiat

nieuporz dkowanych i nieraz bardzo poranionych uczu , b

 niezdolny do szukania,

rozeznawania i pe nienia woli Bo ej. Pe na  wiadomo  w asnych uczu  oraz d enie do ich
uzdrowienia jest pocz tkiem  ycia zgodnie z wol  Bo .

4. Pokona  opór

Aby móc wej  w  wiat w asnych uczu , szczególnie tych nieuporz dkowanych, trzeba
pokona  najpierw opór wewn trzny, jaki rodzi si  w nas, kiedy próbujemy zakwestionowa
nasz utrwalony obraz siebie samych, nasze zastarza e i skostnia e schematy my lowe,
schematy reagowania, prze ywania i odczuwania. Próba innego spojrzenia na siebie samego
domaga si  od nas pewnego zdrowego dystansu do siebie, wolno ci wobec naszego
postrzegania naszej rzeczywisto ci psychicznej i emocjonalnej.

Wolno ci tej nie zdob dziemy jednak bez zgody na cierpienie i ból. Ból ten zwi zany jest
przede wszystkim z uznaniem,  e jestem zraniony, poniewa  by em cz owiekiem wielekro
odrzuconym i nie do  kochanym. Odrzucenie i brak mi

ci wywo ywa y we mnie uczucia

wrogo ci i nienawi ci do siebie i do innych, które zosta y jednak w wi kszym czy mniejszym
stopniu zd awione, wrzucone do trzeciego pomieszczenia.

Kiedy jednak próbujemy spojrze

inaczej na siebie i to wszystko, co w nas jest, musimy

zrezygnowa  z tego, co uwa ali my i uwa amy za naszemoje, co przylgn o do nas nieraz
od wielu lat. Musimy tak e w jaki  sposób zrezygnowa  z zewn trznej opinii o nas samych,
do której tak e w jaki  sposób jeste my przywi zani. To naszemoje odczucie o nas samych
musimy po wi ci ofiarowa  za wi ksz spraw  — prawd  o sobie samych.

Oto przyk ad innego widzenia rzeczywisto ci psychicznej i emocjonalnej cz owieka. J.
Vanier, za

yciel wspólnoty L'arche dla upo ledzonych, który sp dzi  z nimi ponad 30 lat,

daje takie  wiadectwo: Wspólnie pracujemy, wspólnie jemy posi ki,  piewamy i ta czymy.
Stopniowo odkrywamy jak ci nienormalni s  w gruncie rzeczy ca kiem normalni, my
natomiast upo ledzeni. (...) Osoby z upo ledzeniem umys owym pozbawione s  co prawda
zdolno ci my lenia abstrakcyjnego, jednak brak ten rekompensowany jest wyj tkowym
rozwojem emocjonalnym. Upo ledzony  yje nie tyle w sferze rozumu, co serca. Jest
bezgranicznie ufny, swoj  prostot

amie wszelkie konwencje. Np. Jean–Luc, jeden z moich

upo ledzonych przyjació , pewnego razu bra  udzia  w olimpiadzie specjalnej. Bliski by

otego medalu. Jednak gdy jego konkurent przewróci  si  na bie ni, Jean–Luc zatrzyma  si ,

podniós  go i wspólnie dobiegli do mety. Kto wi c bli szy jest pe ni cz owiecze stwa: on czy
tzw. cz owiek normalny?

background image

To w

nie moje widzenie, które uwa

em za normalne i które by  mo e dawa o mi pewn

(nieraz co prawda bardzo pozorn , poniewa  opart  na wrogo ci do siebie i innych)
stabilizacj  psychiczn  i emocjonaln , zostaje przeze mnie zakwestionowane. W ten sposób
zostaj  jakby w pewnej pustce, pró ni, bez wyra nego oparcia w tym, co ju  by o przeze
mnie  wypróbowane. Brak oparcia  w sobie samym wymusza na mnie opieranie si
i otwieranie na innych, zaufanie innym: Bogu i bli nim.

Opór wewn trzny, jaki rodzi si  w nas, kiedy dotykamy naszych utrwalonych sposobów
my lenia, reagowania, zachowania, jest zjawiskiem bardzo pozytywnym, poniewa
potwierdza s uszno  kierunku poszukiwania rozwi za  naszych problemów, które by  mo e
bardziej jeste my zdolni intuicyjnie przeczu  ni  okre li  je i opisa  s owami.

Silny opór wewn trzny, ujawniaj cy si  zarówno w depresji jak i agresji (w nienawi ci tak
do siebie, jak i innych) ods ania wielk  niech

 cz owieka do wej cia w  wiat w asnych

nieuporz dkowanych i niedojrza ych uczu . Opór ten jest odruchowym bronieniem si  przed
dodatkowym cierpieniem.

Trzeba nam zdawa  sobie spraw ,  e ból i cierpienie zwi zane z pokonywaniem w asnego
oporu wewn trznego s  jednak zjawiskami przej ciowymi: Ka de negatywne uczucie mo na
wykorzysta  w rozwoju  wiadomo ci, w jej rozumieniu. Daje ci ono okazj , by  odczu  je
i popatrzy  na nie od zewn trz. Pocz tkowo b dzie ci towarzyszy a depresja, ale zwi zek
mi dzy owymi negatywnymi uczuciami a depresj  szybko zostanie rozci gni ty. Kiedy to
zrozumiesz, b dzie si  pojawia  coraz rzadziej, a  w ko cu zaniknie
. (A. de Mello). Pierwsze
pokonanie oporu wewn trznego jest de facto otwarciem si  na dostrzeganie tego, co znajduje
si  w naszym trzecim pomieszczeniu.

5. Uzdrowienie uczu

Oczyszczenie, uzdrowienie i 

uporz dkowanie uczuciowe, które pozwala jednocze nie

odzyska  ca  sfer  uczuciow  cz owieka, jest integraln  cz ci  nawrócenia wewn trznego.
Dojrza a lub te  raczej dojrzewaj ca uczuciowo  staje si

fundamentem  otwarcia  si   na

Osob  i nauk  Jezusa oraz na ca kowite zjednoczenie z Nim w krzy u i w chwale.

Poj cie oczyszczenia w odniesieniu do sfery uczuciowej cz owieka mo e by  jednak nieco
myl ce. Oczyszczanie kojarzy si  nam bowiem z usuwaniem i eliminowaniem nieczysto ci
i brudu. W psychice ludzkiej natomiast, podobnie jak w przyrodzie, nic nie da si  zniszczy ,
usun , wyeliminowa . Jak nie mo emy w przyrodzie zniszczy  nawet jednego atomu
(mo emy go jedynie rozbi ), tak te  nie mo na zniszczy  nawet najbardziej b ahego
do wiadczenia uczuciowego.

Zbytni nacisk woli na uczucia mo e prowadzi  jedynie do represji uczuciowej. K. Rahner,
powo uj c si  na  w. Tomasza z Akwinu mówi,  e jest czym  niemo liwym t umienie
w cz owieku uczu . Represja uczu , spychanie ich do pod wiadomo ci nie ma sensu,
poniewa  wychodz  one na zewn trz w innej, zwykle gorszej postaci. Nierzadko np.
spotykamy ludzi zewn trznie bardzo poprawnych, u

onych, wprost nienagannych, ale

background image

jednocze nie wewn trznie spi tych czy nawet mniej lub bardziej znerwicowanych. Tak
wysok  cen  p ac  ci ludzie za swoj  zewn trzn  poprawno  i nienaganno .

Cz stszym poj ciem, którego dzisiaj u ywa si  na okre lenie porz dkowania emocjonalno ci
cz owieka, jest uzdrowienie. Ma ono g bsze pod

e biblijne. Poj cie oczyszczenia

nawi zuje bowiem bardziej do teologii Starego Testamentu, w którym czysto  legalna by a
warunkiem dopuszczenia do kultu. Okre lenie czysto  posiada charakter przede wszystkim
kultyczny, a tylko wtórnie przys uguj  jej wymiary moralne albo duchowe
 (X. Leon–Dufour).

Nierzadko poj cie czysto ci i oczyszczenia kojarzy si  niemal wy cznie z problemami natury
seksualnej. Wielu osobom zranionym g boko w tej dziedzinie, które w jaki  bolesny sposób
walcz  ze swym zranieniem, wydaje si , i usuni cie niedojrza

ci w dziedzinie czysto ci

seksualnej, jednocze nie rozwi zuje wszystkie problemy. Do wiadczenie natomiast
pokazuje, i  problemy seksualne s  przejawami innych, o wiele g bszych problemów
osobowych.

Nie  rezygnuj c  ca kowicie z poj cia oczyszczenia, nale y je jednak dope ni  bardziej
biblijnym poj ciem: uzdrowienia. Uzdrowienie, uporz dkowanie w dziedzinie emocjonalnej
domaga si  od cz owieka otwarcia trzeciego pomieszczenia. Próba ucieczki od czegokolwiek,
czego do wiadczyli my w naszej historii  ycia, sprawi, i  oczyszczenie i uzdrowienie b dzie
niepe ne  i 

fragmentaryczne.  Wprowadzenie  w ycie  duchowe  domaga  si   przyj cia

podstawowego stwierdzenia,  e wszyscy wchodzimy w ycie duchowe jako chorzy,
poranieni, zagubieni,  lepi.

Nierzadko si  zdarza, i  duszpasterstwo w ró nych formach (parafialne, katechetyczne,
rekolekcyjne, pi miennicze) koncentruje si  na tym, by cz owieka udoskonali  i uczyni  go
tylko lepszym, poniewa  zak ada,  e w zasadzie jest on ju dobry. Natomiast Jezus stwierdzi
prosto,  e nie potrzebuj  lekarza zdrowi, ale ci, którzy si

le maj . Nie przyszed em wzywa

do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników ( k 5, 31–32).

6. Mi

 i karcenie

Urazowe reagowanie na krytyk , nieraz najbardziej s uszn , jak  obserwujemy u siebie i
u innych, ukazuje jak bardzo jeste my nie wiadomi siebie i zamkni ci na to, co jest w nas,
w naszym trzecim pomieszczeniu. Nasze pragnienie szukania, rozeznawania i pe nienia woli
Bo ej domaga si  od nas otwarto ci na konfrontacj  i krytyk , otwarto ci na karcenie: Ja
wszystkich, których kocham, karc  i  wicz 
 (Ap 3, 19). Nasze urazowe podej cie do krytyki
najcz ciej wynika z faktu, i  czujemy si  niekochani i odrzucani. Krytyk  i karcenie cz sto
odbieramy jako nieakceptacj  i odtr cenie.  atwo podejrzewamy, i  osoba, która wyra a
krytyczne zdanie o nas, robi to w

ych zamiarach.

Genezy takiej reakcji nale y szuka  w wychowaniu i ca ej naszej historii  ycia, w trakcie
której rzeczywi cie byli my nierzadko karceni bez mi

ci, a mo e nieraz i bez mi osierdzia.

W relacjach mi dzyludzkich to, co s absze, inneodmienne bywa zwykle niemi osiernie

background image

napi tnowane. Tak dzieje si  od najm odszych lat. Ju  ma e dzieci potrafi  by  okrutne dla
swoich odmiennych rówie ników; odmiennych w najogólniejszym sensie tego s owa.

Ja wszystkich, których kocham, karc  i  wicz  (Ap 3, 19). Je eli otwieranie naszego trzeciego
pomieszczenia
,  które  sta o  si

yciowym  mietnikiem, ma przynie  dobre owoce, winno

dokonywa  si  przy jednoczesnym otwieraniu si  na bezwarunkow  akceptacj  i mi

:

Boga  i cz owieka.  Bez do wiadczenia  akceptacji i mi

ci  wgl d  w siebie bywa tylko

dodatkowym ranieniem siebie, które zwykle nie przynosi wi kszego po ytku. Otwieranie ran
ma sens tylko wówczas, kiedy wiemy, co nale y z nimi robi .

7. Na mi

 si  nie zas uguje

Zadaniem kierownika duchowego, terapeuty lub innej  yczliwej i kompetentnej osoby, która
nam  towarzyszy  w 

otwieraniu

trzeciego pomieszczenia, jest sta  si

wiadkiem

bezwarunkowej mi

ci: Cokolwiek zobaczysz w twoim trzecim pomieszczeniu i cokolwiek mi

powiesz, b dziesz kochany. Wi cej nawet. Im trudniejsz  jest twoja sytuacja, im bardziej
jeste  poraniony, tym bardziej b dziesz kochany, poniewa  twoje poranienia s

wiadectwem

tego,  e nie by

 do  kochany. Moj  mi

ci  naprawi  i ulecz  twoje rany w mi

ci.

Boimy si  otwarcia trzeciego pomieszczenia, które ods ania prawd  o nas samych, poniewa
nie czujemy si  kochani ani przez ludzi, ani przez Boga. Nie kochani przez innych, nie
kochamy samych siebie. Ods oni cie trzeciego pomieszczenia odbieramy jako przykre
i bolesne potwierdzenie,  e nie jeste my warci czyjejkolwiek mi

ci.

I tu tkwi podstawowy b d w naszym pojmowaniu mi

ci i akceptacji. S dzimy bowiem, i

na mi

 trzeba sobie zas

 nienagannym zachowaniem, pracowito ci , dobr  opini ,

brakiem wad, atrakcyjno ci  zewn trzn . Tymczasem na prawdziw  mi

 si  nie zas uguje,

na mi

 trzeba si  otworzy . Prawdziwa mi

 jest darem. Bezwarunkowym darem.

Taka jest zawsze mi

 Boga. Mi

 ludzka bywa w jaki  sposób uwarunkowana. Cz sto

bywa ona bardzo uwarunkowana. Od osób, które pragniemy obdarzy  mi

ci , domagamy

si  odpowiedniej postawy i odpowiednich zachowa . Je eli mnie kochasz, to powiniene ... —
czasami wprost mówimy w

nie w taki sposób, cz ciej jednak warunek ten bywa stawiany

w sposób bardziej ukryty i zamaskowany.

Przeczuwamy jednak pod wiadomie, i  otwarcie trzeciego pomieszczenia, ods oni oby ca
nasz  niezdolno  do wype nienia warunków, jakie bywaj  nam stawiane przez tych, którzy
chc  nas darzy  mi

ci . St d te udajemy przed sob  i przed innymi, i  jeste my gotowi

i zdolni wype ni  te warunki, byle otrzyma  to, czego pragniemy: akceptacj  i mi

.

W takiej  sytuacji,  coraz  wi kszemu  zamkni ciu trzeciego pomieszczenia towarzyszy
najcz ciej nie wiadome lub te  pó

wiadome tworzenie pozorów, które nierzadko

przyjmuj  wprost nerwicow  form .

Odkrywaniu siebie winno towarzyszy  odkrywanie bezinteresownej mi

ci ludzi i Boga.

Cz owiek pragn cy otworzy  na o cie

trzecie pomieszczenie, winien posiada  mocne

background image

oparcie w drugim cz owieku. Kiedy odkryje on ca

wewn trzn  okropno  swojego

zd awionego Jaten drugi pomo e mu przekroczy  l k przed odrzuceniem.

Wewn trzna okropno  i wstyd, który ona rodzi, stanowi g bokie cierpienie wynikaj ce
z braku do wiadczenia prawdziwej mi

ci. Cz owiek staje si

okropnym, czyli pe nym

nienawi ci, kiedy jest odrzucony i pozbawiony mi

ci. Odrzucenie rodzi w cz owieku

pragnienie zemsty. Im bardziej brutalnie bywa cz owiek odrzucony, tym gwa towniejsze
rodzi si  pragnienie zemsty. Pragnienie zemsty jest jednak zbyt okropne, aby si  do niego
przyzna . Bywa ono d awione, poniewa  obawiamy si ,  e kiedy zostanie zdemaskowane,
zostaniemy jeszcze g biej odrzuceni.

Kiedy nie chcemy przyzna  si  do g bi naszego zranienia w mi

ci, wbrew sobie

przyjmujemy destrukcyjn  postaw  wobec siebie i wobec innych. Próbujemy przekona
siebie i innych, i  na mi

ci ju  nam nie zale y. Taka postawa nie jest jednak niczym innym,

jak tylko rozpaczliwym wo aniem o akceptacj  i mi

.

8. Odzyskiwanie zd awionych emocji

Przebudzenie to duchowo . Ludzie najcz ciej  pi , nie zdaj c sobie z tego sprawy. Rodz
si  pogr eni we  nie,  yj

ni c, nie budz  si  zawieraj c ma

stwa. P odz  dzieci we  nie

i umieraj  nie budz c si  ani razu. Pozbawiaj  si  tym samym mo liwo ci rozumienia
niezwyk

ci i pi kna ludzkiej egzystencji. (...) Wi kszo  ludzi twierdzi,  e pragnie jak

najszybciej opu ci  przedszkole, ale nie wierz im. Nie mówi  prawdy. Jedyne, czego
naprawd  chc , to to, by naprawi  im popsute zabawki. Oddaj mi moj

on , przyjmij mnie

znowu do pracy, oddaj mi moje pieni dze, zwró  mi moj  wcze niejsz  reputacj . Tego

nie naprawd  chc .

Psychologowie twierdz ,  e ludzie chorzy w istocie rzeczy nie chc  naprawd  wyzdrowie .
W chorobie jest im dobrze. Oczekuj  ulgi, ale nie powrotu do zdrowia, leczenie bowiem jest
bolesne i wymaga wyrzecze . Przebudzenie, jak wiadomo, nie jest rzecz  najprzyjemniejsz .

ku jest ciep o i wygodnie. Budzenie irytuje nas (A. de Mello).

Odzyskiwanie zagubionych uczu  rozpoczyna si  od wzbudzenia w sobie rzeczywistego
pragnienia  bycia  uzdrowionym,  przekroczenia  w asnego  egocentryzmu  i 

podj cia

odpowiedzialno ci za w asne  ycie, takie jakie zosta o mi ono dane. Tylko dzi ki takiemu
pragnieniu cz owiek b dzie w stanie stawi  czo a wszystkim negatywnym emocjom, które

 mu towarzyszy  w ca ym procesie uzdrawiania ze wszystkich zranie .

Próbuj c odkry  samego siebie, odzyska  zagubiony  wiat emocjonalny, nale y zada  sobie
pytanie, czy jeste my gotowi zap aci  cen  trudu a nawet bólu zwi zanego z tym procesem.
Czy rzeczywi cie chcemy prawdziwego emocjonalnego przebudzenia?

Gdyby my nie chcieli zna  pe nej prawdy o nas samych, o naszym trzecim pomieszczeniu,
istnia aby wielka obawa, i  zamiast woli Bo ej mo emy pe ni  w asn  wol . Cz owiekowi

background image

nie znaj cemu w asnego  wiata uczu  grozi zawsze iluzja duchowa. Uczciwo  wewn trzna,
pe na prawda o sobie jest pierwszym krokiem do Boga i Jego woli.

XXI. DAR WOLI BO EJ

1. Jezus szuka woli swojego Ojca

Je eli prze ledzimy uwa nie wszystkie Ewangelie, to  atwo dostrze emy, i  troska
o pe nienie woli Ojca by a podstawow  trosk  Jezusa. Jezus nazywa j swoim pokarmem.
Jezus  yje dzi ki woli swojego Ojca. Znamy bardzo ostr  reakcj  Jezusa na s owa Piotra,
który chcia  Go odwie  od pragnienia pe nienia woli Ojca: Zejd  Mi z oczu szatanie! Jeste
Mi zawad , bo my lisz nie na sposób Bo y, lecz na ludzki
 (Mt 16, 23). Jezus wyra nie
przeciwstawia my lenie na sposób Bo y my leniu ludzkiemu.

I chocia  wola Ojca dla Jezusa by a tak wa na, to jednak nie by o Mu  atwo j  znale . By
mo e  traktujemy  czasami  Jezusa  w 

taki  sposób,  jakby  wola  Ojca  by a  w 

Nim

zaprogramowana; jakby Jezus zna  j  doskonale od chwili Wcielenia i nie musia  jej szuka ,
lecz tylko j  wype nia . B dnie chyba s dzimy, i  ca y trud Jezusa polega  tylko na
pe nieniu woli Ojca, któr  bez wysi ku odnajdywa  w swym  yciu.

Tymczasem wiele faktów z  ycia Chrystusa mówi nam zupe nie co  innego. Jezus musia
szuka  z niema ym trudem woli swojego Ojca, jak ka dy inny cz owiek. Kontemplacja
modlitwy  w Ogrójcu,  pe nej  bólu, napi

 i niepokojów, pokazuje  nam,  ile  wysi ku

i cierpienia kosztowa o Jezusa znalezienie odpowiedzi na pytanie, jaka jest wola Ojca.
Pro ba: Ojcze, je li chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Jednak nie moja wola, lecz Twoja
niech si  stanie!
 ( k 22, 42) ods ania, ile by o w sercu Jezusa niepewno ci w odniesieniu do
czekaj cych Go dramatycznych wydarze . Krwawy pot s cz cy si  na ziemi  ods ania, jak
bolesne by o dla Jezusa znalezienie odpowiedzi na pytania o wol  swojego Ojca.

Mo emy przypuszcza , i  w  yciu Chrystusa nie by a to jedyna tak bolesna modlitwa,
podczas której pyta  On swojego Ojca o Jego wol . Podobnie Jezus modli  si  chyba
opuszczaj c Nazaret po 30 latach ukrytego  ycia, podczas 40–dniowego postu na pustyni
przed rozpocz ciem publicznej dzia alno ci, przed dokonaniem wyboru dwunastu Aposto ów
czy przed innymi decyduj cymi wydarzeniami w Jego  yciu.

Ewangeli ci wspominaj  wiele razy, i  Jezus sp dza  ca  noc na modlitwie lub te  wstawa
wcze nie rano i udawa  si  na miejsce pustynne, aby si  modli . S owa Listu do
Hebrajczyków
, które mówi  nam,  e Jezus by do wiadczony we wszystkim na nasze
podobie stwo,  z wyj tkiem grzechu
 (Hbr 4, 15) daj  nam mocn  podstaw  biblijn  do
stwierdzenia,  e Jezus by  do nas podobny nie tylko w trudzie pe nienia woli Ojca, ale tak e
w trudzie szukania jej w codzienno ci  ycia.

background image

2. Woli Bo ej trzeba szuka

Woli Bo ej nie otrzymujemy raz na zawsze — na ca  histori  naszego  ycia — ale objawia
si  nam ona stopniowo w miar  naszego wzrastania duchowego i emocjonalnego. I chocia
pewne zasadnicze powo ania  yciowe, np. stan  ycia, s  ofiarowane cz owiekowi w sposób
definitywny — raz na zawsze, to jednak wola Bo a w nich si  nie wyczerpuje, ale znacznie
je przerasta. Bóg kieruje do cz owieka ci gle nowe wezwania. Wyp ywaj  one z osobistych
potrzeb i pragnie  cz owieka oraz z potrzeb Królestwa Bo ego, które jest po ród nas.

Nasza zdolno  szukania i pe nienia woli Bo ej jest najpierw darem, który otrzymujemy od
Boga, dopiero na drugim miejscu naszym zadaniem i wysi kiem — naszym darem dla Niego.

W krytycznych sytuacjach  yciowych zawieramy nieraz z Bogiem swoiste uk ady, w których
za wys uchanie wa nej dla nas pro by proponujemy Bogu zrealizowanie jakiego  trudnego
dla nas postanowienia, które z góry — najcz ciej bez  adnego rozeznania — przyjmujemy
jako Jego wol .

Nie wykluczaj c tego, i  sam Bóg mo e da  cz owiekowi natchnienie do zawarcia takiego
uk adu, trzeba jednak stwierdzi , i  najcz ciej uk ad ten wyp ywa z bardzo kupieckiego
podej cia do naszej relacji z Bogiem. Wydaje si  nam,  e na wszystko trzeba sobie u Boga
zas

.

Szukanie i pe nienie woli Bo ej domaga si  od cz owieka najpierw odkrycia prawdziwego
obrazu Boga, który zawsze jako pierwszy daje cz owiekowi wszystko. Nasze pe nienie woli
Bo ej jest przyjmowaniem i oddawaniem Bogu tego, co wcze niej otrzymali my. Chory
obraz Boga sprawia, i  chore równie  jest nasze szukanie woli Bo ej.

3. Pos usze stwo i zaanga owanie

Kiedy rozwa amy problem pe nienia woli Bo ej, powstaje wiele pyta : Jak szuka  woli
Bo ej w naszym zabieganym  yciu? Jakich u ywa

rodków i metod? Jakie stosowa

kryteria dla odró nienia woli Bo ej od naszej ludzkiej woli, a nawet od woli z ego ducha?
Jakie s  znaki woli Bo ej? Jak  rol  mo e odegra  drugi cz owiek w szukaniu i znajdywaniu
woli Bo ej? Na te i inne wa ne pytania b dziemy próbowali szuka  odpowiedzi w naszych
rozwa aniach.

Podkre lmy najpierw,  e woli Bo ej trzeba szuka . Ona jest nam nie tylko dana, ale równie
i zadana przez Boga. Pan Bóg domaga si  od nas zaanga owania wszystkich ludzkich si , aby
odnale  Jego wol . Z umi owaniem Boga wi e si  w sposób konieczny umi owanie Jego
woli.

Do niedawna wielu ludziom wydawa o si ,  e najwa niejsz  cnot  w Ko ciele jest bierne
pos usze stwo. Pos usze stwo to ogranicza o si  do

pokornego przyjmowania

i wykonywania tego, co inni zdecydowali. I chocia  postawa taka wymaga od cz owieka
równie  pewnego wewn trznego samozaparcia, to mo e by  jednocze nie bardzo wygodna.

background image

Cz owiek przyjmuj cy tak  w

nie wygodn  postaw  nie czuje si  zobowi zany wchodzi

w trudny nieraz proces szukania i rozeznawania woli Bo ej. Czuje si  bowiem wyr czony
przez innych, najcz ciej przez prze

onych. W razie ich b dnej decyzji lub innej pomy ki

cz owiek biernie pos uszny mo e czu  si zadowolony, i  nie by a to jego wina, poniewa  on
sam nie decydowa , ale wykonywa  jedynie decyzje innych.

Cz owiek, dla którego najwa niejsz  i bodaj e jedyn

cnot  jest bierne pos usze stwo,

dzie jednak zawsze pracowa  w Ko ciele jak na cudzym. Niestety nasze parafie, klasztory

i inne ró norodne wspólnoty ko cielne s  pe ne takich w

nie ludzi. Podobni s  oni do

pierworodnego  syna  z przypowie ci  o synu  marnotrawnym.  Cho   zawsze  przebywa
w rodzicielskim domu i wiernie  wykonywa  ojcowskie rozkazy, to jednak  ywi  wiele
urazów i pretensji do ojca i do brata. Obowi zki by y dla niego tylko ci arem, a jedynym
jego marzeniem by a zabawa z przyjació mi. Nie umia  si  cieszy  mi

ci  ojca i nie czu  si

w jego domu jak u siebie. Nie dostrzega  bowiem w woli ojca jego bezwarunkowej mi

ci.

Widzia  w niej jedynie twarde rozkazy, które spe nia  z niewolnicz  uleg

ci .

Je eli cz owiek nie podejmuje samodzielnie i w pe nej wolno ci wa nych decyzji  yciowych,
ale pozwala si  jedynie popycha  przez fakty  yciowe lub przez innych ludzi, nie jest
w stanie autentycznie zaanga owa  si  w szukanie, rozeznawanie i pe nienie woli Bo ej. Nie
poczuje si  nigdy w Ko ciele jak we

asnym domu. To w

nie samodzielne i osobiste

decyzje czyni  cz owieka dojrza ym i odpowiedzialnym za siebie i innych. Dla wielu
samodzielno  kojarzy si  jednak z l kiem.

Obok cnoty pos usze stwa do szukania i pe nienia woli Bo ej potrzeba tak e cnoty
zaanga owania i odpowiedzialno ci; odpowiedzialno ci za wszystko, co dzieje si  w naszym

yciu. Pe na odpowiedzialno  za w asne  ycie prowadzi do odpowiedzialno ci za innych.

Brak odpowiedzialno ci za siebie czyni cz owieka niezdolnym do odpowiedzialno ci za
drugich.

Istot  szukania i pe nienia woli Bo ej tworzy w

nie odpowiedzialno . Odpowiedzialno

czyli odpowiadanie na wezwanie Bo e. Do tej w

nie postawy odpowiedzialno ci wzywa

dzi  Ko ció  nie tylko hierarchi  ko cieln , ale tak e  wieckich. Jan Pawe  II w Adhortacji
Christifideles Laici, komentuj c zaproszenie Jezusa: Id cie i wy do mojej winnicy, pisze:

To wezwanie Pana Jezusa nie przestaje rozbrzmiewa  w dziejach. Dotyczy ono nie tylko
biskupów, kap anów, zakonników i zakonnic, ale wszystkich, tak e  wieckich. Pan Bóg wzywa
ich osobi cie i powierza im do spe nienia misj  w Ko ciele i w  wiecie. Jako cz onkowie
Ko cio a  wieccy posiadaj  powo anie i misj  g osicieli Ewangelii. Do wype nienia tej misji
zobowi zuj  ich sakramenty chrze cija skiej inicjacji
.

Postawa odpowiedzialno ci i zaanga owania wymaga, aby my nie tylko sami zadawali sobie
pytanie: Jak szuka  i znajdowa  wol  Bo ?, ale by my tak e innym w tym pomagali. Je eli
poczujemy smak

ycia wol  Bo , smak oddania si  i pracy dla Chrystusa, zapragniemy

tak e uczy  innych szukania i pe nienia woli Bo ej. Wola Boga jest bowiem  ród em dobra
i szcz cia dla ka dego cz owieka.

background image

4. Dwa niebezpiecze stwa w szukaniu woli Bo ej

W szukaniu i znajdywaniu woli Bo ej istniej  dwa zasadnicze niebezpiecze stwa. Pierwsze
polega na odwo ywaniu si  tylko do samego dzia ania Bo ego, przy jednoczesnym pomijaniu
trudu szukania jej ze strony cz owieka. Drugie za  niebezpiecze stwo przeakcentowuje
dzia anie ludzkie przy jednoczesnym lekcewa eniu dzia ania Boga.

Wielu ludzi wierz cych uwa a,  e ich spontaniczne i bezrefleksyjne odczucie woli Bo ej
wyra a rzeczywist  wol  Pana Boga. Zwykle nie widz  oni potrzeby rozeznawania swoich
subiektywnych odczu , ale pragn  jedynie wprowadza  je w  ycie. W takim podej ciu
znalezienie woli Bo ej wydaje si  bardzo proste i oczywiste. Trud polega jedynie na jej
wype nianiu.

Takie rozumienie szukania woli Bo ej wyp ywa najcz ciej z braku podstawowego wgl du
w  wiat w asnych emocji i prze

. Subiektywizm wielu nieuporz dkowanych uczu  bywa

wówczas racjonalizowany i przypisywany woli Pana Boga. Wielu ludziom niepewnym
siebie, dla których rozeznanie i podejmowanie decyzji jest bardzo trudne, wydaje si ,  e
znalezienie woli Bo ej wymaga jakiego

duchowego  chwytu.  Nierzadko  sami  na  swój

asny u ytek tworz  sobie pewne chwyty. Odkryt  przez siebie metod  szukania woli Bo ej

proponuj  czasami tak e innym.

Tak metod  mo e by  dla tych osób, np. przypadkowo us yszana opinia, jakie  zewn trzne
wydarzenie. Niekiedy mo e to by  jaki  w

nie chwyt, np. otwarcie Pisma  w.

w przypadkowym miejscu i znalezienie odpowiedniego cytatu biblijnego. Jak niebezpieczne
mog  by  takie w

nie stworzone przez siebie samego duchowe chwyty, mo e pokaza  nam

jeden fakt z  ycia  w. Ignacego Loyoli. Odwo ajmy si  do jego w asnego opowiadania (w
trzeciej osobie) zawartego w Opowie ci pielgrzyma.

Po drodze, kiedy Ignacy udawa  si  do Nawarry, przy czy  si  do niego pewien Maur jad cy
na mule. Wdawszy si  w rozmow  zacz li mówi  o Naj wi tszej Pannie. Maur powiedzia ,  e
ch tnie przyjmuje, i  Maryia Dziewica pocz a Syna bez udzia u m czyzny, ale  e rodz c
pozosta a dziewicz , w to nie móg  uwierzy . Ró ne za  argumenty, jakie mu ze swej strony
poddawa  Ignacy, nie mog y go przekona . Wreszcie Maur ruszy  naprzód z 

takim

po piechem,  e Ignacy wnet straci  go z oczu. Zatopi  si  w my lach nad tym, co zasz o
mi dzy nim a Maurem.

Zdawa o mu si ,  e  le zrobi  pozwalaj c mówi  Maurowi takie rzeczy o Naj wi tszej Pannie.

dzi  wi c,  e jest obowi zany pom ci  t  zniewag  Jej czci. I powsta o w nim wtedy

pragnienie, aby ruszy  na poszukiwanie Maura i zada  mu kilka ciosów sztyletem za to, co
mówi . D ugo walczy  z tym pragnieniem.

(...) Gdy ju  by  znu ony badaniem tego, jak nale

oby post pi , nie znajduj c pewno ci, na

co si  zdecydowa , powzi  takie postanowienie; oto pozwoli mulicy i  wolno bez cugli a
do miejsca, gdzie drogi si  rozdziela y. Je eli mulica pójdzie drog  do wioski, odszuka
Maura i zada mu cios sztyletem; je eli za  b dzie si  trzyma  g ównej drogi, zostawi go

background image

w spokoju. Zrobi  tak, jak postanowi , a Pan nasz zrz dzi ,  e mulica trzyma a si  g ównej
drogi
.

Wspominaj c to wydarzenie i ca y pierwszy okres swojego nawrócenia  w. Ignacy stwierdza,

 chc c dokona  wielkich, ale zewn trznych rzeczy dla Boga nie zwraca  uwagi na  adne

rzeczy wewn trzne, nie pojmowa  te , czym jest pokora, ani mi

, ani cierpliwo , ani

roztropno .

Zauwa my, i

w. Ignacy stosuje t  dziwn metod  rozeznania woli Bo ej w momencie, gdy

ju  by  znu ony badaniem tego, jak nale

oby post pi  i nie znalaz  w sobie do  pewno ci

siebie, by zdecydowa , co powinien uczyni . Powy sze opowiadanie  w. Ignacy przytacza,
aby lepiej mo na by o zrozumie , jak Pan nasz post powa  z t  dusz

lep  jeszcze, chocia

ywion  wielkimi pragnieniami s

enia Bogu.

Jednym z najwi kszych wrogów szukania i pe nienia woli Bo ej  w nas jest niepewno
siebie, l k przed zaanga owaniem, l k przed ryzykiem podejmowania decyzji. Wielkim
wrogiem szukania i pe nienia woli Bo ej jest tak e brak g bszego wgl du we w asne
nieuporz dkowane emocje. Emocje te, je eli nie s  rozpoznane, za lepiaj  cz owieka i staj
si  wówczas zasadniczym motywem ludzkich wyborów, decyzji i dzia

.

O pe nieniu woli Bo ej ch tnie czytaj  i s uchaj  nieraz ludzie bardzo niepewni siebie, którzy
spodziewaj  si  znale

jak

 metod , w

nie chwyt duchowy, który pomóg by im 

poprawnie i zabezpieczy  si  przed pope nianiem bolesnych nieraz b dów i pomy ek. L k
o siebie, brak zdecydowania, niepewno  nie mog  by  jednak zasadniczymi motywami
szukania woli Bo ej.

Refleksja nad pytaniem: Jak szuka  i znajdowa   wol  Bo ? ma nas prowadzi  do
pe niejszego zaanga owania oraz do podejmowania odpowiedzialno ci za nasze  ycie, jak
równie  za  ycie ludzi, których Bóg postawi  na naszej drodze. Wielkie pragnienie  ycia
wol  Boga winno by  nasz  odpowiedzi  na zaufanie i mi

 Boga do nas. To w

nie

pokorna zale no  od Boga oparta najpierw na mi

ci, a nie na l ku, ka e nam przyjmowa

wol  Bo  jako dar. Dar woli Bo ej wskazuje najpewniejsz  drog  do naszego osobistego
szcz cia.

Wola Bo a nie mo e by  wi c miejscem ucieczki dla ludzi niepewnych siebie i l kaj cych
si

ycia. Zdarza si  i to chyba nierzadko, i  zwrotem wola Bo a pos ugujemy si  w tym

celu, aby ukry  w asn  niepewno , zagubienie i l k przed zaanga owaniem. Pe nienie woli
Bo ej domaga si  od nas trudu zmagania i walki z w asnymi l kami, niepewno ci
i nie wiadom  potrzeb  zabezpieczenia si  za wszelk  cen .

Pokonuj c  i przezwyci aj c  l k o siebie,  poczucie zagro enia jeste my  w stanie  wej
w twórczy niepokój i pytanie: jak szuka  i pe ni  wol  Bo  w naszym  yciu. Gdyby bowiem
ca a nasza energia  yciowa by a skierowana jedynie na samoobron , wówczas nie
mieliby my ju  si , by podejmowa  trud szukania i pe nienia woli Bo ej.

background image

Drugie niebezpiecze stwo w szukaniu i znajdowaniu woli Bo ej polega na odwo ywaniu si
tylko do ludzkiego dzia ania. W takim sposobie my lenia dzia anie ludzkie uto samia si
z wol  Bo . W tej postawie ukrywa si  fa szywe za

enie, i  Bóg zawsze chce tego, czego

chce cz owiek.

W takim rozumieniu woli Bo ej cz owiek  yje wed ug w asnej woli. Sam planuje swoje

ycie, a nast pnie ofiaruje swoj  wol  Panu Bogu. Oczekuje wówczas, aby Bóg

ogos awi

to, co sam zdecydowa  dla siebie. Przypomina to kuku cze jajo podrzucone Bogu przez
cz owieka. I chocia  Bóg w swoim szacunku do cz owieka i do jego wolno ci jest zmuszony
do tolerowania takiego post powania, to jednak nie jest to postawa, której Ojciec niebieski
oczekuje od swoich dzieci. Niewierno  woli Bo ej uderza nie tylko w Boga, ale przede
wszystkim w samego cz owieka.

W szukaniu i znajdowaniu woli Bo ej musz  spotka  si  dwa zasadnicze elementy: dzia anie
Boga oraz ludzki wysi ek. Konieczne s  oba elementy. Wszelkie b dy w szukaniu
i pe nieniu woli Bo ej wynikaj  z niedoceniania, pomniejszania lub wr cz lekcewa enia
jednego z tych dwu elementów. Wszechmocnym dzia aniem Boga mo emy próbowa
usprawiedliwia  w asn  niech  do dokonywania dojrza ych wyborów oraz l k przed
zaanga owaniem i podejmowaniem decyzji. Z drugiej za  strony  le rozumianym darem
wolno ci mo emy racjonalizowa  nasz  samowol  i dzia anie pod wp ywem w asnych tylko
nieuporz dkowanych pragnie  i potrzeb.

Szukanie, rozeznawanie i pe nienie woli Bo ej wymaga pe nej harmonii dzia ania Boga
i dzia ania cz owieka. Dobre rozumienie tej harmonii wymaga naszej refleksji, modlitwy
a przede wszystkim otwarcia si  na dzia anie Boga. Harmonia dzia ania Bo ego i ludzkiego
jest bowiem jedn  z wielkich tajemnic naszej wiary. T  harmoni  dzia ania Bo ego i wysi ku
ludzkiego  w szukaniu  i znajdowaniu  woli  Bo ej  pi knie ujmuje  w.  Ignacy  w znanej
sentencji: Tak ufaj Bogu, jakby ca e powodzenie spraw zale

o tylko od Boga; tak jednak

dok adaj wszelkich stara , jakby  ty sam mia  to wszystko zdzia

, a Bóg nic zgo a.

5. Dzia anie Boga w cz owieku

Podstawowym za

eniem w szukaniu i znajdowaniu woli Bo ej jest wiara w nieustanne

dzia anie Boga w naszym  yciu. Bóg ma swój odwieczny plan wobec ka dego cz owieka
i pragnie, aby zosta  on przyj ty i zrealizowany. Celem tego planu jest dobro i szcz cie
cz owieka. Woli Bo ej cz owiek nie tworzy dla siebie, ale jej szuka, a znalaz szy j ,
przyjmuje jako w asn . Wola Bo a istnieje bowiem od za

enia  wiata w Boskim planie

zbawienia. Wpisuje si  ona w najg bsze ludzkie pragnienia, w ca  histori  naszego  ycia,
a tak e w okoliczno ci zewn trzne, w jakich  yjemy.

Podstaw  szukania i znajdowania woli Bo ej jest wi c g bokie wewn trzne przekonanie
o nieustannym dzia aniu Boga w  yciu cz owieka. To sam Bóg kieruj c si  swoj  odwieczn
mi

ci  da  cz owiekowi tchnienie  ycia.  I to,  co  rozpocz   w cz owieku  w chwili

stworzenia, nieustannie kontynuuje. Bóg jest wierny nawet wbrew niewierno ci cz owieka.

background image

Istot  szukania woli Bo ej jest wi c cierpliwe odszukiwanie przez cz owieka z pomoc
znaków dzie a, które On sam w nas kiedy  rozpocz .

Rozeznawanie duchowe polega na odkrywaniu wierno ci Stwórcy wobec swojego
stworzenia. To w

nie wierno  Boga cz owiekowi ka e Mu ci gle na nowo potwierdza

swoj  mi

 do niego poprzez konkretne znaki.

Szukanie woli Bo ej z jednej strony jest odkrywaniem wierno ci Boga do cz owieka
w konkretach ludzkiej historii, z drugiej za  jest sposobem odpowiadania Mu nasz  ludzk
wierno ci  na Jego wierno . Nie mo emy by  Bogu wierni bez rozeznawania duchowego,
bez ci

ego odkrywania Jego woli objawianej nam przez Jego Ducha.

Bóg, który nieustannie wszystko czyni nowym, wzywa cz owieka do zrywania starych
wi zów
. Stare wi zy kr puj  nieraz cz owieka i przeszkadzaj  mu w jego drodze do Boga.
Wychodz c  z naszych  ludzkich  upodoba   i predyspozycji  chcieliby my  niekiedy  i
w naszym  yciu duchowym w okre lonym przez nas kierunku, ale Duch  wi ty prowadzi
nas now  drog ; ka e nam zrywa   z tym,  co  do  tej  pory  zbudowali my  w yciu
wewn trznym i dzi ki czemu czujemy si  by  mo e pewniejsi siebie, poniewa mamy si  na
czym oprze 
.

Celem zerwania starych wi zów jest pe niejsza wolno  cz owieka, która umo liwia mu
wi ksze otwarcie si  na dzia anie Boga. Je eli cz owiek zatrzyma by si  na swoich
dotychczasowych osi gni ciach, ryzykowa by zatrzymanie si  w swojej drodze do Boga.
Kiedy mamy wra enie, i  jeste my syci, bogaci duchowo, to nie zawsze musi to by  przejaw
naszego wielkiego wzrostu duchowego. Nasze wra enie mo e by  przejawem pozornych
post pów duchowych.

Wielu  wi tych daje nam przyk ad odwa nego zrywania starych wi zów. Przyjrzyjmy si
Abrahamowi. Ju  w podesz ym wieku Bóg mówi do niego: Wyjd  z twojej ziemi rodzinnej i
z domu twego ojca do kraju, który ci uka 
 (Rdz 12, 1). Wi zy z Ur Chaldejskim, rodzinnym
miastem, wi zy z w asnym klanem zostaj  zerwane. Abraham udaje si  do ziemi obiecanej,
któr  Bóg mia  mu dopiero ukaza . Bóg domaga si  od Abrahama zaufania Jego wezwaniu.
Zaproszenie do wyj cia z rodzinnego kraju by o tylko jedn  z wielu prób, którymi patriarcha

dzie do wiadczany nieraz bardzo dotkliwie i bole nie przez ca e  ycie. Wezwania do

zrywania kolejnych starych wi zów b

 przychodzi  w miar  wzrostu wiary Abrahama.

Bóg wzywa do zrywania starych wi zów, poniewa  cz owiek potrzebuje tego do swego
wzrostu duchowego. Bóg prowadzi nas podobnie jak ojciec rodziny prowadzi swego syna.
Uczy on swoje dziecko ci gle nowych sprawno ci, zach caj c je jednocze nie, aby
zostawia o to, co ju  dobrze zna. Nierzadko bywamy wzywani przez Boga do tego, aby
po wi ci  i odda  Mu to, co jest dla nas ju  jasno okre lone i pewne. W ten sposób Bóg
stwarza nam mo liwo , by my mogli pój  dalej, wzrasta . Taka jest pedagogika Bo a.

Zrywanie starych wi zów uczy nas coraz wi kszego zaufania Bogu i powierzania si  Jego
woli. Na pytanie uczniów: Nauczycielu, gdzie mieszkasz? Jezus nie precyzuje miejsca

background image

zamieszkania, ale wzywa jedynie: Chod cie,  a zobaczycie (J 1, 38–39). Domaga si  od
uczniów opuszczenia dotychczasowego zamieszkania i powierzenia si  Jego prowadzeniu.
Bóg domaga si  od nas wiary, i  Jego prowadzenie jest dla nas dobre, nawet je eli nieraz
bywa trudne i bolesne. Celem dzia ania Bo ego w nas jest jednak zawsze rado  i pokój. Bóg
pragnie, aby my mieli w sobie pe

 rado .

XXII. ROZEZNAWANIE DUCHOWE SZUKANIEM WOLI BO EJ

1. Znaki rozeznawania woli Bo ej

Pan Bóg objawia cz owiekowi swoj  wol  poprzez znaki. W rozeznawaniu duchowym
cz owiek nie tworzy sobie znaków woli Bo ej. Odkrywa i przyjmuje te, które s  mu dane.
Wszystkie znaki woli Bo ej, cho  bywaj  nieraz trudne do odczytania, zawsze mog  by
odkryte przez cz owieka. Znakom tym bowiem towarzyszy  wiat o Ducha  wi tego
konieczne do ich rozpoznania.

Du ym niebezpiecze stwem w  yciu duchowym jest tworzenie sobie samemu znaków
dzia ania Bo ego. S  to wówczas sztuczne znaki, które wprowadzaj  cz owieka w  wiat iluzji
duchowej.  w. Augustyn stwierdza, i  stwarzanie sobie iluzji duchowej nale y, obok pychy,
do najci szych grzechów.

Zewn trzne znaki woli Bo ej, które dostrzegamy w naszym  yciu, maj

cis e powi zanie

z wewn trznymi natchnieniami. Ostatecznym miejscem szukania i znajdowania woli Bo ej
jest zawsze serce cz owieka. Znaki zewn trzne maj  nas naprowadza  na to, co Bóg objawia
nam poprzez nasze serce. Interpretacja znaków zewn trznych dokonuje si  zawsze
w ludzkim sercu. To serce ludzkie przyjmuje Bo e wezwania i ono na nie odpowiada.

Znaki dzia ania Bo ego w  yciu cz owieka nazywamy tak e znakami czasu. Wola Bo a
w  yciu cz owieka wi e si  bowiem zawsze z jego czasem. Znaki te zmieniaj  si  wraz ze
zmian  sytuacji cz owieka. Dokonuj  si  pod wp ywem czasu. Konieczno  szukania
i rozeznawania woli Bo ej wynika w

nie ze zmian, jakim podlega cz owiek w czasie.

nowym czasie Bóg daje cz owiekowi nowe wezwania; wezwania bardziej dostosowane do
zmian, jakie w nim si  dokonuj . Czujno  w modlitwie, do której tak usilnie wzywa Jezus,
zwi zana jest w

nie z up ywem czasu, jakiemu podlega cz owiek i Królestwo Bo e, które

w nim jest (por.  k 17, 21).

Ka de dzia anie Boga w nas podlega rozeznaniu duchowemu. W sprawach wa nych dla

ycia samo subiektywne odczucie wewn trzne jeszcze nie wystarcza. St d te  udzielanie si

Boga duszy ludzkiej, poprzez które przekazuje swoj  wol ,  czy si  zawsze z mo liwo ci
obiektywnego rozeznania tego dzia ania.

background image

2. Natchnienia wewn trzne

Same zewn trzne znaki, nawet gdyby by y bardzo wyra ne, nie mog  by  nigdy jedynym
i ostatecznym kryterium szukania i pe nienia woli Bo ej. Rola znaków zewn trznych polega
przede wszystkim na naprowadzaniu nas na odkrycie znaków wewn trznych — natchnie
duchowych, poprzez które Pan Bóg zaprasza cz owieka do pe nienia Jego woli.

Odwo ajmy si  do przyk adu uczniów id cych do Emaus. Z jednej strony otrzymuj  oni
bardzo konkretny zewn trzny znak: obecno

przygodnego w drowca, który towarzyszy im

w ich podró y, rozmawia z nimi, poucza ich. Z drugiej strony za  do wiadczaj natchnie
wewn trznych
, które u wiadomili sobie dopiero po znikni ciu towarzysza podró y sprzed ich
oczu. B

 wówczas dawa  sobie wzajemnie  wiadectwo wewn trznego dzia ania Bo ego

w ich sercach: Czy  serce nie pa

o w nas, kiedy rozmawia  z nami w drodze i Pisma nam

wyja nia ? ( k 24, 32). Pa aj ce serce w Biblii oznacza dzia anie Ducha  wi tego.

Skuteczno  zewn trznych znaków dzia ania Bo ego, nawet tych najbardziej wyrazistych,
zale y zawsze od uleg

ci cz owieka wobec dzia ania Ducha  wi tego w sercu cz owieka.

Misja Jezusa, cho  by a potwierdzana niezwyk ymi znakami i cudami, nie zosta a przyj ta
przez wielu ludzi, którzy byli  wiadkami tych znaków. Ich serca by y zamkni te na
wewn trzne dzia anie Boga.

Czym jest natchnienie wewn trzne?

Trudno opisa  istot  natchnienia wewn trznego, poniewa  dotykamy w nim tajemnicy Boga
dzia aj cego w cz owieku. Wszelkie schematy, ludzkie uj cia i opisy b

 zawsze zbyt

ubogie, aby wyrazi  tajemnic  dzia ania Stwórcy w stworzeniu. Ponadto do wiadczenie
dzia ania Boga w cz owieku pozostaje zawsze bardzo indywidualne i osobiste.

Ale pomimo tych zastrze

 wszystkie natchnienia, pragnienia wewn trzne posiadaj  pewne

wspólne cechy, poniewa  udziela ich ten sam Bóg. Tak e natura ludzka w swej istocie jest
zawsze jedna i ta sama. Najg bsze pragnienia s  równie  wspólne wszystkim ludziom.

Natchnienie wewn trzne wyra a jakie  poci ganie cz owieka przez Boga, jest form ,
zaproszeniem do udzia u w Jego mi

ci, jest jak  duchow  fascynacj  Stwórc , form

zakochania si  w Nim. Jest to zawsze owoc dzia ania Jego Ducha w nas. Ka de duchowe
pragnienie, nie tylko te wielkie i gor ce, ale tak e te codzienne ma e natchnienia do dobrego,
maj  w sobie co ostatecznego, s  zaproszeniem do udzia u w pe ni  ycia w Bogu, w pe ni
Jego mi

ci.

Nie zawsze jednak do wiadczenie bycia poci ganym przez Boga jest dla cz owieka od razu
jasne i jednoznaczne. Nierzadko (szczególnie u pocz tkuj cych w  yciu duchowym) mo e
by  ono zmieszane z 

pragnieniami tylko ludzkimi. Te za  zwykle powi zane s

z podstawowymi potrzebami i l kami cz owieka.

background image

Bóg zaprasza nas jednak do uczestnictwa w swojej mi

ci tak e wówczas, kiedy jeste my

abi i grzeszni. To w

nie dzi ki duchowym pragnieniom, które otrzymujemy od Boga,

mo emy przekracza  nasze s abo ci i zniewolenia.

Nasze wewn trzne natchnienia w jakim  sensie zawsze domagaj  si  oczyszczenia. Odkrycie
samego  Boga,  który  poci ga  i 

wzywa  cz owieka,  przychodzi  stopniowo  w 

miar

wewn trznego dojrzewania cz owieka. Natchnienia i pragnienia duchowe, cho  s  zawsze
w jakim  stopniu powi zane z potrzebami czysto ludzkimi, to jednak nie wyp ywaj  jedynie
z nich. Ludzkie potrzeby cielesne nie s  nigdy  ród em natchnie

duchowych. Potrzeby

cielesne s

ród em zmys owych g odów. Natchnienia za  s  zawsze darem Ducha. St d te

nazywamy je duchowymi, tzn. pochodz cymi od Ducha  wi tego.

Cho  natchnienia wewn trzne s  nierzadko zmieszane z ludzkimi odczuciami, l kami,
zranieniami, to jednak ostatecznie zawsze je przerastaj . Cz owiek wewn trznie poci gany
przez Boga do wiadcza, i  jego duchowe pragnienia nie pochodz  od niego, ale s

ask ; s

darem; s  w jakim  stopniu niezale ne od jego ludzkiej woli.

Natchnienia wewn trzne nie zniewalaj  cz owieka, nie determinuj  jego dzia ania. Nawet
je eli s  bardzo wyra ne i mocne, zawsze s  tylko wewn trznym zaproszeniem Pana Boga.

Natomiast ludzkie g ody wyp ywaj ce z naturalnych potrzeb cz owieka, z jego l ków,
konfliktów i zranie , odznaczaj  si  jakim  przymusem psychicznym. Cz owiek dzia aj cy
pod ich wp ywem nie do wiadcza wolno ci, ale czuje si przymuszany przez swoje potrzeby.
Wolno  wewn trzna wobec natchnie  jest jednym z najwa niejszych kryteriów dla
rozeznania ich autentyczno ci.

W swoim poci ganiu cz owieka ku sobie Bóg nie pos uguje si  nigdy l kiem i przymusem
psychicznym. By oby to sprzeczne z ludzk  wolno ci , któr  On sam nas obdarowa .
W natchnieniu  i pragnieniu  wewn trznym  otrzymanym od  Boga  zawiera  si   zawsze
uszanowanie dla ludzkiej wolno ci.

Natchnienia i pragnienia duchowe cz owieka zawieraj   w sobie zawsze  w jakiej  formie
warunek, zastrze enieJe eli chcesz.... Do wiadczaj c natchnie  wewn trznych cz owiek
czuje, i  nie musi ich przyjmowa , cho  bardzo pragnie i  za nimi.

Innym wa nym kryterium rozeznania autentyczno ci natchnienia wewn trznego jest zdatno
duchowa i emocjonalna do jego spe nienia. Bóg nie daje pragnie , natchnie , które
przekracza yby mo liwo ci wype nienia ich przez cz owieka. Cz owiek powo ywany przez
Boga do wype nienia okre lonego zadania czy funkcji, winien do wiadcza  wewn trznie, i
jest zdolny do wype nienia tego, do czego czuje si  wzywany.

Nie wystarcza jednak rozeznanie wy cznie osobiste. Odczucie subiektywne mo e by
myl ce, st d te  konieczne jest poddanie si  ocenie wspólnoty Ko cio a, w ramach której
realizuje si  swoje natchnienia. Sposób rozeznania wspólnoty zale y oczywi cie od rodzaju
powo ania. Ale nawet bardzo osobiste natchnienia i pragnienia, które s

 najpierw

background image

rozwijaniu osobistej doskona

ci, winny by  rozeznawane  w kontakcie z kierownikiem

duchowym.

Zdolno  duchowa i emocjonalna do wykonywania danego powo ania nie musi pojawia  si
od samego pocz tku w ostatecznej, dojrza ej formie. Ta zdolno  mo e znajdowa  si
w jakiej  zacz tkowej postaci. B dzie ona dojrzewa  wraz z rozwojem cz owieka. St d te
nie sprzeciwiaj  si  autentyczno ci powo ania nawet znaczne trudno ci, w tpliwo ci i l ki,
które powo ywany napotyka w swoim  yciu. Pragnienie przezwyci enia ich, by móc
realizowa powo anie, potwierdza jego autentyczno .

W powo aniu,  które  wi e  si   z odpowiedzialno ci   za  innych,  np.  w powo aniu  do
kap

stwa czy ma

stwa, wa nym elementem zdolno ci psychofizycznej jest pewna

sta

 emocjonalna. Sta

 emocjonalna oznacza tutaj zdolno  do wiernego wype niania

przyj tych zobowi za . Zmienno  emocjonalna, niesta

 psychiczna, nad któr  si  nie

panuje, by aby zagro eniem dla dokonywanego wyboru. Zagro enie dla wyboru oznacza
jednocze nie zagro enie dla ludzi, za których przyjmuje si  odpowiedzialno . St d te  przed
podj ciem nieodwracalnej decyzji cz owiek winien stawi  czo a swoim problemom.

Innym bardzo wa nym kryterium autentyczno ci natchnie  jest altruizm ukryty  w nich.
Altruizm, to ukierunkowanie na bli niego. Natchnienia, które by yby skierowane na
realizacj  w asnych egoistycznych potrzeb, nie mog yby pochodzi  od Boga. Bóg nigdy nie
zamyka cz owieka, ale zawsze otwiera go na mi

 innych ludzi.

W prawdziwym Bo ym powo aniu nie mo e chodzi  jednak o altruizm deklaratywny, ale
o rzeczywiste otwarcie si  na innych. Nie musi to by  altruizm dojrza y. Rozwój duchowy
cz owieka b dzie rozwija  w nim otwarcie si  na Boga i ludzi.

Kryterium zdatno ci psychofizycznej i kryterium altruizmu  w rozeznaniu autentyczno ci
powo ania, natchnienia duchowego s  bardzo wa ne tak e dlatego,  e mog  by  mierzone
metodami psychologicznymi. I chocia  do samego natchnienia czy powo ania Bo ego nie
mo na przyk ada

adnych metod psychologicznych, to jednak metody te mo na stosowa

w rozpoznaniu zdatno ci do realizacji powo ania.

3. Jak post powa  w chwilach w tpliwo ci?

Jak post powa  w wypadku istnienia powa nych w tpliwo ci dotycz cych powo ania,
natchnienia Bo ego? Zaznaczmy najpierw,  e w tpliwo ci s  czym  naturalnym w ka dym
rodzaju  powo ania,  w 

ka dym  rodzaju  wezwania  Bo ego.  Im  wa niejsze  i 

bardziej

odpowiedzialne powo anie, tym zwykle istniej  wi ksze w tpliwo ci.

Pewien rodzaj w tpliwo ci odno nie powo ania wynika z realistycznego spojrzenia na
wymagania i zadania z nim zwi zane. By oby rzecz  nadzwyczajn , gdyby cz owiek maj cy
podj  wa

 decyzj

yciow , nie  ywi  nigdy najmniejszych w tpliwo ci i waha .

Wówczas rodzi oby si  pytanie, sk d pochodzi ta niezwyk a pewno  siebie.

background image

Co robi  w sytuacji, kiedy rodz  si  w tpliwo ci odno nie natchnienia Bo ego, powo ania?

Najpierw nale y zbada  ich cz stotliwo  oraz okoliczno ci, w jakich si  pojawiaj . Na
przyk ad w tpliwo ci rodz ce si  jedynie pod wp ywem napotykanych trudno ci na drodze
realizacji powo ania nie s  wystarczaj cym kryterium, aby móc z niego zrezygnowa .
Wahania i w tpliwo ci w chwilach trudno ci mog

wiadczy  jedynie o braku pewno ci

siebie lub te  mog  by  wyrazem niewiary w swoje w asne mo liwo ci. W takiej sytuacji
nale y podj  najpierw prób  pokonania ujawniaj cych si  trudno ci. Dopiero pó niej mo na
pyta  o autentyczno  samego powo ania.

Je eli wahania odno nie powo ania, natchnienia Bo ego powtarza yby si  systematycznie
przez d

szy okres, nie mog  by  one lekcewa one. Trzeba wówczas szuka  prawdziwych

róde  trwaj cych w tpliwo ci. Nie powinno si  podejmowa  wa nych i wi

cych decyzji

yciowych w chwilach wielkich w tpliwo ci.

W takiej sytuacji konieczny by by jednak g bszy wgl d w siebie i w asn  histori

ycia, aby

móc odkry  prawdziwe  ród o tych w tpliwo ci. Wgl d ten dokonuje si  nie tylko poprzez
autoanaliz , ale tak e poprzez kierownictwo duchowe, w którym odnajdujemy potwierdzenie
refleksji nad sob .

W chwilach wielkich w tpliwo ci nale y te  wstrzyma  si  z podejmowaniem decyzji,
których nie mo na odwo

, np. wyboru stanu  ycia: ma

stwa, kap

stwa. Je eli

powo anie czy natchnienie Bo e jest autentyczne, to wraz z jego rozwojem i realizacj

tpliwo ci zwykle ust puj . Je eli nawet nie ust puj  ca kowicie, to stopniowo zmienia si

ich nat enie i cz stotliwo . Coraz wi ksza dojrza

 emocjonalna i duchowa prowadzi do

coraz wi kszej pewno ci wewn trznej w odniesieniu do s uszno ci realizowanego pragnienia.

Podkre lmy jednak raz jeszcze,  e istniej ce w tpliwo ci, problemy, pewne odczucie l ku
czy te  przymusu psychicznego nie oznacza bynajmniej, i  dane natchnienie, powo anie nie
pochodzi od Boga. W podejmowaniu wa nych decyzji  yciowych, jak równie  w samym
przygotowywaniu si  do nich, potrzebny jest pewien wewn trzny spokój i równowaga. St d
te , aby rozezna  autentyczno  swojego powo ania, potrzebujemy najpierw wewn trznego
uspokojenia. Polega ono mi dzy innymi na uwolnieniu si  od tyranii w asnych l ków,
przymusów i 

zdobyciu pewnego stopnia wolno ci wewn trznej. Wej cie we w asne

problemy, przezwyci anie ich rodzi wi ksz  wolno  wewn trzn .

szukaniu,  rozeznawaniu  i 

pe nieniu  woli  Bo ej  nale y  unika   zbyt  szybkiego

warto ciowania i wydawania  atwych wyroków zarówno o swoich w asnych, jak tym bardziej
cudzych powo aniach i ró norakich pragnieniach  wewn trznych.  Ostro no  i rozwaga
w ocenie natchnie  wewn trznych winna p yn  zarówno z uszanowania dla woli Bo ej, jak
równie  dla ludzkiej wolno ci.

background image

4. Cz owiek znakiem woli Bo ej

Szczególnym jednak znakiem dzia ania Bo ego dla cz owieka b dzie drugi cz owiek,
poniewa  ze wszystkich stworze  on jest najbardziej podobny do Boga. Bogu jest jakby

atwiej dotrze  do cz owieka pos uguj c si  jego bli nim.

W najbardziej ogólnym sensie ka dy cz owiek przychodzi do nas jako znak Boga. Ka dy
bowiem  nosi  w sobie obraz  i podobie stwo  Bo e. Cz sto pozostaje to jednak bardziej

yczeniem ni  do wiadczan  rzeczywisto ci . Podobie stwo i obraz Boga s  w nas nierzadko

bardzo zamazane i niejasne. Ale mimo wszystko ka dy cz owiek mo e naprowadza  nas na
Boga oraz Jego wol . Aby to by o mo liwe trzeba przedrze  si  nieraz poprzez wszystkie
ludzkie zagubienia.

Mo emy by  znakiem Bo ego dzia ania dla drugich najpierw poprzez sam  nasz  obecno :
nasz styl  ycia, wi zi emocjonalne, wykonywana praca, nasze  ycie duchowe, modlitwa —
wszystko to mo e by  przepojone obecno ci  i dzia aniem Pana Boga.

Cz owiek staje si  znakiem dzia ania Bo ego tak e dzi ki otrzymanemu powo aniu, jakiej
szczególnej misji zleconej mu przez Boga. Funkcja patriarchy, proroka, króla, kap ana by a
powierzana wybranym przez Boga ludziom. Byli to ludzie–znaki.

My tak e jeste my powo ani do bycia znakiem woli Bo ej poprzez wykonywan  funkcj
i ró norakie zadania  yciowe, jakie Bóg stawia nam na drodze, np. kap

stwo, ma

stwo,

ycie zakonne, ojcostwo i 

macierzy stwo fizyczne lub duchowe, dziewictwo,  ycie

w ubóstwie, cierpienie, itd.

Cz owiek przepojony wiar  staje si  znakiem dla wszystkich, którzy z nim si  stykaj .
Wszyscy jeste my powo ani, aby sta  si  takimi w

nie znakami dla drugich. W samym

powo aniu chrze cija skim zawiera si  powo anie do bycia  wiadkiem mi

ci Boga do

cz owieka,  wiadkiem Jego woli.

5. Poznanie  wiata a znaki woli Bo ej

Zewn trzne znaki woli Bo ej s  wpisane w histori  ludzko ci, histori  kultury, cywilizacji,
w której cz owiek  yje. Bóg liczy si  z naszym poznaniem i rozumieniem cz owieka i  wiata.
W objawianiu swojej  woli Bóg bierze pod uwag  stopie  ludzkiego rozwoju. G bsze
i pe niejsze  rozumienie  przez  cz owieka  rzeczywisto ci duchowej  i materialnej  wiata,
w którym on  yje, sprawia, i  Bóg mo e pe niej u ywa  go dla objawienia swojej woli.

Oto przyk ad. W czasach Starego i Nowego Testamentu, a nawet nieco pó niej, ludzkie sny
nierzadko by y interpretowane jako znaki woli Bo ej, na przyk ad sen Józefa Egipskiego, sen
Józefa, m a Marii, sen trzech M drców. Jeszcze w czasach  redniowiecza, jak pisze J.
Green w ksi ce Brat Franciszek,  w. Franciszek z Asy u i papie  Innocenty III rozeznawali
i szukali woli Bo ej odwo uj c si  do w asnych snów.

background image

Chocia  w naszych czasach niektórzy nadal odwo uj  si  do snów w szukaniu woli Bo ej, to
jednak sny nie s  ju  dzisiaj tak wyra nymi znakami Bo ego dzia ania, jak by o to mo e
w przesz

ci. I chocia  my równie  mo emy w szukaniu woli Bo ej odwo ywa  si  do

naszych snów, jak czyni o to wielu  wi tych, to jednak takie znaki wymaga yby g bokiego
rozeznania. Prorocze sny wymagaj  potwierdzenia przez inne znaki bardziej jednoznaczne
i budz ce dzi  wi ksz  wiarygodno .

A oto inny przyk ad, jak bardzo znaki woli Bo ej wpisane s  w zmieniaj cy si

wiat oraz

w samo  rozumienie  rzeczywisto ci  materialnej  i duchowej  cz owieka.  W przesz

ci

cz owiek mia

cis y kontakt z przyrod . 

 bardzo blisko niej i by  wobec niej bezbronny.

Cz sto nie umia  interpretowa  podstawowych jej zjawisk:  ywio ów, pór roku,
gwa townych  zmian  atmosferycznych,  pot gi  mórz  i gór.  W 

tych  czasach  przyroda

przemawia a do cz owieka bardziej wyrazi cie. By a ona nieraz bardzo czytelnym znakiem
dzia ania Bo ego. Nierzadko wielkie zjawiska przyrody, np. trz sienia ziemi czy za mienia

ca, by y znakaminosicielami woli Bo ej. Bóg objawia  si  niekiedy w ród pot

nych

grzmotów, trz sienia ziemi lub te  w  agodnym szumie wiatru. Nigdy jednak ani  ydzi, ani
chrze cijanie nie uwa ali zjawisk przyrody za bóstwa.

Dzisiejszy cz owiek swoimi interpretacjami naukowymi odar  z tajemnicy zjawiska przyrody.
Uwa a je za co zwyczajnego. Nadal jednak nie jest w stanie nad nimi panowa  i pozostaje
wobec nich bezbronny. Dzisiejszemu cz owiekowi trudno spontanicznie dopatrywa  si
w nich cudówznaków dzia ania Bo ego. Dzisiejszemu cz owiekowi potrzebny by by umys
i serce dziecka odkrywaj cego  wiat pierwszy raz. Takie w

nie spojrzenie na  wiat mia

w.

Franciszek z Asy u. Cz owiek wspó czesny musia by przezwyci

naukowe my lenie, aby

na nowo móg  odkry  dzia anie i blisko  Boga w  wiecie przyrody. Przyroda jest przecie
dzie em Boga i dzi ki temu jest tak e miejscem nieustannego Jego dzia ania.

Cz owiek ze swoimi osi gni ciami technicznymi stawia dzisiaj przed sob  jakby nowe pola
dzia ania Bo ego i nowy rodzaj znaków. Pan Bóg u ywa ich dla objawiania swojej woli. Bóg
pos uguje si  wszystkim, tak e nasz  cywilizacj , aby nam ods oni  swój odwieczny plan
i swoje pragnienia wobec nas. Znakami dzia ania Bo ego mog  sta  si  dzisiaj niesamowite
osi gni cia techniczne cz owieka. Bóg przemawia do nas dzisiaj nie mniej wyra nie i jasno
przez kl ski ekologiczne, zagro enia atomowe czy przez inne zagro enia cywilizacyjne, ni
dawniej przemawia  przez zagro enia wynik e z trz sienia ziemi czy nag ych i gwa townych
zmian atmosferycznych.

Trzeba nam uczy  si  odczytywa  rzeczywisto

wiata zewn trznego jako miejsce Bo ej

obecno ci i Bo ego dzia ania. Cz owiek wierz cy winien jednak strzec si  pewnego
prymitywizmu  w 

rozeznawaniu  znaków  dzia ania  Bo ego  w wiecie  materialnym.

Prymitywizm ten polega g ównie na uto samianiu dozna  emocjonalnych wynikaj cych
z zewn trznego  ogl du  wiata,  z do wiadczeniem  obecno ci  Boga  i z Jego  dzia aniem.
Doznania estetyczne, prze ycia emocjonalne mog  naprowadza  cz owieka na
do wiadczenie dzia ania Bo ego, te jednak ca kowicie je przekraczaj .

background image

XXIII. ROZEZNAWANIE WA NYCH DECYZJI  YCIOWYCH

 1. Zweryfikowa  ludzki wymiar

Je eli chcemy podejmowa  rozs dne i dobre decyzje w wa nych ludzkich sprawach, trzeba
nam najpierw przygl da  si  i ocenia  nasz  dojrza

 uczuciow . Musimy bowiem pyta

si  czy posiadamy odpowiedni stopie  dojrza

ci, aby w sposób odpowiedzialny podj

dan  decyzj  i przyj

 wszystkie zadania i funkcje z ni  zwi zane.

Jednym z wa nych znaków dojrza

ci jest  wiadomo  swoich uczu  oraz wolno  wobec

nich.

W rozeznawaniu duchowym trzeba nam tak e uwzgl dni  ca  nasz  dotychczasow  histori

ycia oraz wszystko to, co z niej wynosimy: stopie  dojrza

ci uczuciowej i duchowej,

wszystkie uwarunkowania wyp ywaj ce z do wiadcze  rodzinnych,  rodowiskowych. Ca a
przesz

 cz owieka wp ywa na aktualn  jego dojrza

 emocjonaln  i duchow .

Nie mo emy odczyta  dzia ania Bo ego w naszym  yciu nie uwzgl dniaj c wp ywu, jaki
wywiera na nas ca a nasza historia  ycia. Bóg nie tylko liczy si  z nasz  histori

ycia, ale

sam w niej dzia a i pracuje. To w

nie w naszej historii i poprzez nasz  histori  Bóg objawia

nam swoj  wol . To wszystko, co prze

em, czego do wiadczy em w moim  yciu,

wszystkie moje aktualne s abo ci i zalety s  punktem wyj cia dla rozeznawania duchowego.

Jako ludzie mamy wiele ogranicze , problemów. Je eli chcemy dokonywa  uczciwie
rozeznawania duchowego,  winni my by   ich  wiadomi  i uwzgl dnia   je  w procesie
podejmowania decyzji. Ograniczenia i s abo ci ludzkie  nie s  przeszkod   w szukaniu
i znajdowaniu  woli  Bo ej,  o ile  jeste my  ich  wiadomi  i pragniemy  je  pokonywa .
Gdyby my szukaj c woli Bo ej nie byli  wiadomi naszych ogranicze , s abo ci i wad,
wówczas byliby my niezdolni do rozeznania duchowego.

Rozeznawanie duchowe wymaga zdolno ci powierzania swoich s abo ci, b dów i grzechów
Panu Bogu. Trzeba przyj  ca  nasz  przesz

, niezale nie od tego, jaka ona by a, i odda

 bez reszty Bogu. Pan Bóg objawiaj c nam swoj  wol , liczy si  z nasz  ludzk  s abo ci ;

zarówno t  dzisiejsz  jak i z przesz

ci.

k przed przesz

ci , ucieczka od niej czyni aby nas niezdolnymi do prawdziwego

rozeznania  duchowego.  W yciu  ka dego  z 

nas  istnieje  cis a  zale no   pomi dzy

przesz

ci , tera niejszo ci  a 

przysz

ci . Rozeznawanie duchowe domaga si  te

stawienia czo a wszystkim naszym problemom. Przyst puj c do rozeznania duchowego,
winni my by

wiadomi, i  sami mo emy si  myli  w odczytywaniu naszych odczu

i emocji. Mo e w nas istnie  rozd wi k pomi dzy motywacjami, jakie deklarujemy, a tymi,
które w nas naprawd  dzia aj .

background image

Bez u wiadomienia sobie wszystkich naszych emocji, które w nas dzia aj  oraz bez nabrania
dystansu do nich, nie mo na dokonywa  rozeznawania. Nieu wiadomione reakcje uczuciowe
by yby dla nas przeszkod  w odczytaniu duchowych porusze  i pragnie .

Rozeznawanie duchowe jest analiz duchow , ale zawsze bardzo  ci le  czy si  z nasz
emocjonalno ci . Uczucia s  nie tylko elementami naszego  ycia psychicznego, ale tak e
istotnymi elementami  ycia duchowego.

Otwarto  i szczero  w poznawaniu naszych emocji jest jakim  wst pnym krokiem do
przyj cia woli Bo ej. Je eli brakowa oby nam zgody na nasz  ludzk  s abo , na ludzkie
ograniczenia, tym samym istnia aby w nas pewna niezdolno  do przyj cia woli Bo ej.

Pierwszym krokiem do rzeczywistego przyj cia woli Bo ej jest przyj cie siebie samego,
swojego  ycia, takim jakie ono jest w danej chwili. Je eli byliby my bardzo zniewoleni

asnymi problemami, wówczas nie mogliby my dokonywa  rozeznania duchowego,

poniewa  nie mieliby my potrzebnej nam wolno ci wewn trznej dla przyj cia woli Bo ej.

Zgoda na siebie i swoj  ludzk  sytuacj  oznacza jednocze nie odej cie od siebie. To w

nie

odej cie od siebie jest warunkiem przyj cia Boga i Jego woli. Je eli ludzkie problemy
w rozeznaniu duchowym zosta yby pomini te, zaniedbane lub zlekcewa one, wówczas
ryzykowaliby my kszta towanie w sobie duchowo ci bez cia anie–ludzkiej, oderwanej od
ludzkiej osoby, ryzykowaliby my rozwijanie w nas iluzji.

Rozeznawanie duchowe wymaga tak e pewnego uspokojenia wewn trznego. Je eli
znajdowaliby my si  w stanie jakiego  zniech cenia, depresji, smutku, wielkiego strapienia
duchowego, nie posiadaj c jednocze nie nale ytego dystansu do tych uczu , wówczas
winni my uzbroi  si  w cierpliwo . Trzeba by poczeka  na bardziej stosowny czas dla
rozeznania duchowego i podj cia decyzji.

Aby stan smutku, zniech cenia móg  sta  si znakiem czasu w szukaniu woli Bo ej, winien
zosta  przezwyci ony.  ycie pod wp ywem strapienia stanowi przeszkod  dla rozeznawania
duchowego. Uniemo liwia bowiem obiektywne widzenie siebie oraz sytuacji, w jakiej si
znajdujemy.

Po ród wielu uwarunkowa  rozeznania duchowego trzeba zwróci  tak e uwag  na zdrowie.
Nie mo emy dokonywa  rozeznania, zw aszcza je eli chodzi o wa ne decyzje, w jakim
wielkim zm czeniu psychicznym czy wyczerpaniu fizycznym.

2. Zweryfikowa  wymiar duchowy

Nie mo emy te  dokonywa  rozeznania duchowego, je eli nie ma w nas rzeczywistego  ycia
duchowego. Bez mocnych fundamentów  ycia duchowego w szukaniu, rozeznawaniu
i pe nieniu woli Bo ej  atwo ulegamy iluzji. Im pe niejsze i g bsze jest  ycie duchowe, tym
pe niejsza mo liwo  poznania woli Boga. Jako

ycia duchowego gwarantuje jako

rozeznawania duchowego.

background image

Gdyby my nie szukali Boga i pe nienia Jego woli, ale tylko siebie samych, to próba
rozeznania duchowego by aby pewn  pomy

. Nawet gdyby my znale li wol  Bo , np.

w decyzji prze

onego, to i tak jej nie przyjmiemy. Ogarnie nas raczej wewn trzna irytacja,

zniech cenie i smutek. Nie b dzie to jednak smutek dla wzrostu duchowego. Smutek
ewangelicznego bogatego m odzie ca nie zbli

 go do Jezusa, ale wr cz przeciwnie —

oddali  go od Niego.

Wej cie w rozeznawanie duchowe wymaga od nas rzeczywistego pragnienia i otwarto ci na
wol  Bo . Nie chodzi jednak o 

otwarto  deklaratywn , otwarto  we w asnych

subiektywnych odczuciach. Rozeznawanie duchowe, szukanie i znajdowanie woli Bo ej
rozpoczyna si  od zakwestionowania tego, czego ja chc  i pragn  moj  tylko ludzk  wol .
Rozeznanie duchowe stawia nam pytania: Czy moje pragnienia i plany kieruj  si  wol  Bo ,
czy tylko tym, co jest we mnie? Czy wzrasta we mnie pragnienie dostosowywania mojego

ycia do woli Bo ej? Czy pragn  odda  moje  ycie w r ce Boga, aby wszystko by o zgodne

z Jego wol ? Czy nie stawiam Panu Bogu warunków w przyjmowaniu Jego woli?

Ta w

nie zdolno  do kwestionowania siebie jest jednym ze znaków gotowo ci do

dokonywania rzeczywistego rozeznawania duchowego. W rozeznawaniu duchowym nie
chodzi bowiem najpierw o zewn trzn , jakby techniczn  aplikacj  pewnej metody, ale
o proces wewn trznego nawrócenia dokonuj cy si  w ludzkim sercu. Jednym z wa nych
kryteriów rzeczywistego pragnienia szukania woli Bo ej jest tak e zdolno  cz owieka do
modlitwy przed

onej; zdolno  do trwania przed Bogiem i ws uchiwania si  w Jego

natchnienia.

3. Przyj cie pomocy Ko cio a

Podkre lmy z pewnym naciskiem rol  kierownictwa duchowego w rozeznawaniu woli Bo ej.
Nie  chodzi jednak  najpierw  o dobre  rady roztropnego  i do wiadczonego  cz owieka.

rozeznawaniu duchowym kierownik duchowy pe ni najpierw rol

wiadka, który

przygl da si  i rozeznaje osobist  prac  penitenta. Odwo uj c si  do oceny swojego
sumienia, kierownik duchowy potwierdza owoce osobistego rozeznania. Czyni to nie we

asnym imieniu, ale w imieniu Ko cio a. Wierzymy, i  Duch  wi ty anga uje si  poprzez

autentyczne kierownictwo duchowe, aby potwierdzi  szukanie i pe nienie woli Bo ej.

Wra liwo  na Boga tak u kierownika jak i u penitenta sprawia, i  wspólnie odkrywaj  wol
Bo . Odkry  mog  wspólnie, ale podj  decyzj  pe nienia woli Bo ej mo e tylko sam
zainteresowany. Wyra ne namawianie i popychanie penitenta do podj cia decyzji, zw aszcza
wówczas, gdy czuje si  bardzo niepewny i zagubiony, jest zawsze pewnym nadu yciem.

Im silniejszy by by nacisk psychiczny, tym wi ksze by oby nadu ycie. Dotyczy to zw aszcza
takich decyzji, których nie mo na odwo

, np. zawarcie ma

stwa, przyj cie  wi ce

kap

skich, z

enie  lubów zakonnych, itp. Chwilowe uspokojenie cz owieka niepewnego

siebie, który pod czyim  naciskiem wreszcie podj  decyzj , mo e by  bardzo zwodnicze.
Nierozwi zane problemy i zagubienie zwykle wracaj  jak bumerang, nawet po kilku latach,
nieraz z jeszcze wi ksz  si .

background image

Dlaczego potrzebujemy pomocy kierownika duchowego w szukaniu woli Bo ej? Poniewa
zamkni ci w sobie  atwo ulegamy iluzji w asnych nami tno ci i z ego ducha dzia aj cego
w nich. Dzia anie naszych nami tno ci i z ego ducha dzia aj cego w nich, je eli ma by
skutecznie pokonane, winno by  ujawnione przed Ko cio em: przed spowiednikiem,
kierownikiem duchowym lub — jak mówi  w. Ignacy — jak

 osob  duchown , która zna

podst py z ego ducha. Otwarto  przed Ko cio em pozwala nam jasno widzie  nasz
sytuacj .  w. Ignacy mocno wierzy ,  e w szczero ci cz owieka przed przedstawicielem
Ko cio a dzia a Pan Bóg.

Dobre kierownictwo duchowe daje nam t  wewn trzn  pewno , i  nie kierujemy si  jakimi
nieuporz dkowanymi i nie wiadomymi motywami wewn trznymi, ale pragnieniem szukania
i pe nienia  woli Bo ej. Podst py  i namowy, które z y duch chce i pragnie,  eby zosta y
przyj te i zachowane w tajemnicy, s  zawsze przeciwne woli Bo ej, chocia  wydaj  si  by
cz sto do niej podobne.

4. Metoda rozeznawania duchowego

Rozeznawanie duchowe jest pewn funkcj

ycia duchowego, istniej

 obok innych funkcji,

np. s uchania S owa Bo ego. Dzi ki tym funkcjom  ycie duchowe cz owieka staje si
przejrzyste i mo e si  rozwija . Mo emy wzrasta  duchowo, mo emy wzrasta  w mi

ci

i wolno ci tylko wówczas, kiedy jasno widzimy (nie tylko rozumem, ale przede wszystkim
sercem). Uporz dkowane — jasne widzenie otwiera drog  do uporz dkowanego, jasnego
dzia ania. Nie mo emy dzia

 w sposób uporz dkowany, po Bo emu, je eli nie ogl damy

ca ej rzeczywisto ci w sposób uporz dkowany — zgodny z wol  Bo .

Widzenie duchowe jest kontemplacj , za  dzia anie, konkretne zaanga owanie  yciowe,
wcielaniem  w ycie  owoców  kontemplacji.  Pomi dzy

widzeniem duchowym, czyli

kontemplacj   a dzia aniem, czyli zaanga owaniem  yciowym le y w

nie rozeznawanie

duchowe.

Rozeznawanie duchowe zapewnia  yciu duchowemu sta

 i wierno . Nie mo emy by

wierni Bogu bez rozeznawania duchowego. Wierno  wymaga nas uchiwania Boga, który
objawia nam swoj  wol .

Trzeba mie  jednak  wiadomo ,  e rozeznawanie duchowe nie polega na mechanicznym
stosowaniu jakiej  metody. Mechaniczne stosowanie metody nie rozwi e nigdy naszych
osobistych problemów. Rozeznawanie duchowe, szukanie i znajdowanie woli Bo ej jest
do wiadczeniem wewn trznego nawrócenia w tych okoliczno ciach i warunkach, w jakich
stawia nas sam Pan Bóg.

Rozeznawanie duchowe nie mo e te  by  jak  spontaniczn , odruchow  ocen  ludzkich
sytuacji; ocen  nieustannie improwizowan . Rozeznanie duchowe tworzy pewien proces.
Proces ten winien by  dobrze przygotowany. Przygotowanie to jest konieczne zarówno
wtedy, gdy chodzi o wa ne i wielkie decyzje  yciowe, jak równie  wówczas, kiedy chodzi
o codzienne, zdawa  by si  mog o ma e decyzje. Te ma e decyzje s  nieraz bardzo wa ne dla

background image

ycia duchowego. Nasze  ycie duchowe sk ada si  zwykle z takich w

nie codziennych

ma ych decyzji.

Podobnie jak nie mo na si  modli  bez przyj cia jakiej  cho by najprostszej metody
modlitwy, tak te  nie mo na dokonywa  rozeznania duchowego bez okre lonej metody.

A oto pewna propozycja metody indywidualnego rozeznawania duchowego. Mo e by  ona
dostosowywana do osobistych potrzeb i mo liwo ci ka dego z nas.

a) Pierwszy wa ny etap rozeznania duchowego to zbieranie informacji. Przed przyst pieniem
do rozeznawania duchowego w jakiej  sprawie, trzeba najpierw zebra  wszystkie informacje
mog ce w nim odgrywa  jak  rol . Je eli nie ma wszystkich informacji koniecznych do
podj cia decyzji, wówczas decyzja zawsze b dzie w jaki  sposób przypadkowa.

Poprzez osobist  refleksj , modlitw , skupienie trzeba samemu popatrze  na rozeznawan
spraw  z ró nych punktów widzenia. Nieraz trzeba uwzgl dni  ca  dotychczasow  histori

ycia oraz wszystko to, co z niej si  wynosi: stopie  dojrza

ci ludzkiej,  ycie duchowe,

zranienia, l ki. Trzeba umie  dostrzec, jak  rol  w decyzji b

 odgrywa y nasze cechy

charakteru, przyzwyczajenia, s abo ci i wady itd. Zbieranie informacji polega tak e na
umiej tno ci przewidywania trudno ci, które mo emy spotka  w realizacji decyzji.

Zbieranie informacji jest to ludzka praca, w której praca Ducha  wi tego nie jest nieobecna.
Je eli  brakowa oby  nam  podstawowych  informacji  o 

naszej  sytuacji  yciowej,

uwarunkowaniach wynikaj cych z naszej historii  ycia czy te  informacji o powo aniu, które
pragniemy  realizowa ,  wówczas  ryzykowaliby my  podejmowanie  z 

w asnej  winy

fa szywych decyzji. Zbieranie informacji wymaga nieraz wielkiego trudu, ale jest to cena,
jak  trzeba zap aci  za dobre decyzje  yciowe.

b) Drugi wa ny etap, element rozeznania duchowego to osobista modlitwa i refleksja nad
decyzj . W rozeznawaniu duchowym modlitwa i osobista refleksja winny i  w parze. S  one
konieczne. Rozeznawanie polega mi dzy innymi na zadawaniu sobie pytania: Jakie s  racje,
aby przyj  i realizowa  rodz ce si  we mnie pragnienie — natchnienie? Jakie mog  by
racje, aby je odrzuci ?

Modlitwa nie s

y tylko temu, aby prze uwa  racje zdobyte poprzez ludzkie rozumowanie.

W czasie modlitwy mo emy otrzymywa  nowe racje — nowe motywacje, które przychodz
jako owoc dzia ania Ducha  wi tego w nas. Modlitwa mo e rozja nia  to, co dla nas
w czasie ludzkiego rozwa ania pozostaje mo e niejasne i dwuznaczne. Racje za  i racje
przeciw jakiej  decyzji lub wyborowi nie maj  by  przejawem potrzeb czysto ludzkich,
nieuporz dkowanych pragnie  i uczu . Nasze najg bsze motywacje wyboru winny wyra
pragnienie szukania i znalezienia woli Boga.

W rozeznaniu duchowym nawet to, co wydaje si  by oczywiste i po ludzku jasne, winno by
przez nas zakwestionowane i poddane próbie. By  mo e po rozeznaniu decyzja b dzie taka
sama jak przed rozeznaniem. W szukaniu woli Bo ej liczy si  nie tylko sama decyzja, ale

background image

tak e motywacje, dla których bywa ona podj ta. Ju  przez samo zakwestionowanie
istniej cych decyzji i ich motywacji, zostaj  one pog bione. I chocia  decyzja nie musi si
zmieni , to jednak mo e zosta  ona oczyszczona z jakich  nieuporz dkowanych ludzkich
potrzeb.

c) Trzeci wa ny element rozeznania duchowego, to analiza wewn trznych porusze .
Modlitwie i refleksji winna towarzyszy  analiza naszych stanów duchowych. Rozeznanie
uczu , które nam towarzysz , jest jednym z podstawowych kryteriów dla poznania
autentyczno ci naszych pragnie , porusze  i wezwa . Aby podj

 dobr  decyzj , trzeba mie

wiadomo  swoich uczu : z jakich  róde  one w nas pochodz  i do jakich celów prowadz .

Przypomnijmy,  i  ogromn  pomoc   w 

analizowaniu naszych uczu  jest  zawsze

wypowiadanie ich przed kierownikiem duchowym.

Analiza porusze  wewn trznych jest prac , w któr  anga uje si  zarówno nasza ludzka
emocjonalno  jak i nasza duchowo .

d) Czwarty element rozeznania duchowego to podj cie decyzji. Podj cie decyzji jest zawsze
zaanga owaniem si  wobec Boga i przed Bogiem. Chocia

ja sam moj  wolno ci

podejmuj  decyzj , to jednak w pewnym sensie nie jest to mój wybór, ale wybór Boga dla
mnie, Jego wola dla mojego  ycia.

W naszej decyzji spotykaj  si   w jaki  tajemniczy sposób nasze zaanga owanie  i nasza
osobista wolno  z dzia aniem Pana Boga w nas. Dobra decyzja sprowadza si  zawsze do
spotkania woli Boga z wol  cz owieka, spotkania wolno ci cz owieka z wolno ci  Pana
Boga.

To, co Pan Bóg chce i pragnie dla nas, nie jest podyktowane jakim  kaprysem, ale wyp ywa
z Jego pragnienia wi kszego dobra dla cz owieka.

Wiele naszych decyzji mo e by  po ludzku bardzo trudnych. Mo emy mie

wiadomo ,  e

to, na co si  decydujemy, jest bolesne. Mo emy jednak wewn trznie do wiadcza , i  nie
mo emy zdecydowa  inaczej, poniewa wiemy,  e tak w

nie chce Bóg.

Je eli decyzje s  podejmowane z wielk  uczciwo ci  wewn trzn , to wraz z trudem i bólem
decyzji, z 

czasem przychodzi pokój. Pokój ten nie jest b ogim odpoczynkiem, ale

do wiadczeniem mi

ci Pana Boga. Ca y proces rozeznawania duchowego —

podejmowania decyzji wie czymy ofiarowaniem naszego wyboru Panu Bogu.

e) Wiele naszych decyzji, odnosz cych si  do dzia ania apostolskiego,  ycia wspólnotowego,
rodzinnego winno znale  potwierdzenie w decyzji przedstawiciela Ko cio a:  w decyzji
prze

onego, kierownika duchowego, proboszcza, biskupa itp. Osobiste rozeznanie

duchowe jest zawsze dla przedstawiciela Ko cio a pomoc  w jego rozeznawaniu woli Bo ej.

background image

Podj ta decyzja nie polega na programowaniu maszyny. Gdyby decyzja nie potwierdza a si
w  yciu, to trzeba by od nowa rozezna  jej s uszno . Cz owiek mo e si  pomyli  w swoim
wyborze.

dy w rozeznawaniu nie s  jednak strat  czasu i energii ludzkich. W ten sposób nabieramy

stopniowo do wiadczenia w rozeznawaniu duchowym. Osobiste do wiadczenie b dzie tak e
punktem wyj cia w pomocy w rozeznawaniu, jakiej b dziemy udziela  innym.

Ale, co robi , kiedy dojdziemy do przekonania, i  w jakiej  wa nej decyzji kierowali my si
nieczystymi motywami, np. l kami o siebie, wygodnictwem czy niezdrowymi ambicjami?

W takiej sytuacji  w. Ignacy radzi:

eby ten, co dokona  wyboru w sposób nienale yty

i nieuporz dkowany, tj. nie bez wp ywu uczu  i przywi za  nieuporz dkowanych,  eby

owa  za to i stara  si  wie

ycie dobre w ramach tego swego wyboru ( D, 172).

Rozwa anie  b dów  pope nionych  w 

przesz

ci,  poddawanie  si   niesmakowi,

podtrzymywanie  alu i pretensji do siebie lub innych osób, jest dzia aniem bezp odnym
i ja owym. Takie post powanie nie odmieni sytuacji cz owieka.  w. Ignacy zach ca do
wyra enia  alu wobec Boga. Zach ca tak e do modlitwy o akceptacj  przyj tego wyboru.

Zdarza si ,  e pod wp ywem prze ywanych trudno ci w obranym stanie  ycia, wracamy
(nieraz wprost obsesyjnie) do my li, i  by oby lepiej, gdyby my wybrali inn  drog

ycia.

Takie my li s  nierzadko pokus  ucieczki od trudno ci  ycia zwi zanych ze swoim stanem,
którego ju  odmieni  nie mo na.

5. Zaanga owanie i czas

Rozeznawanie duchowe, szukanie i znajdowanie woli Bo ej nie mo e ograniczy  si  do
pojedynczych decyzji w wa nych chwilach  ycia, ale winno by  pewnym procesem
dokonuj cym si  w  yciu duchowym. Decyzje podejmowane w prze omowych momentach

ycia osobistego powinny by  naturaln  konsekwencj  nieustannego szukania woli Bo ej we

wszystkich do wiadczeniach  yciowych. Oczywi cie tak rozumiane rozeznawanie wymaga
od cz owieka ogromnego wewn trznego zaanga owania i czasu.

Najpierw zaanga owania. Ucze  Jezusa winien nieustannie mobilizowa  si  do szukania
Boga i Jego woli poprzez  rodki ludzkie i duchowe, jakie posiada do swojej dyspozycji:
modlitw  osobist , refleksj , kierownictwo duchowe czy te  inne duchowe rozmowy.

Rozeznanie duchowe wymaga tak e czasu. Bóg da  nam czas na szukanie, rozeznawanie
i pe nienie swojej woli. My winni my ofiarowa  sobie cierpliwo . Dzie a Bo e dokonuj  si
w czasie okre lonym przez Niego. Czas Boga jest zawsze dostosowany do czasu cz owieka
— do jego wzrostu wewn trznego. Pan Bóg nie stworzy  wszystkiego w ostatecznym,
uko czonym i nienagannym stanie, ale da  nam moc wzrastania i czas do wzrastania.

background image

By  stworzeniem na ziemi, to wej  w czas — w dojrzewanie dokonuj ce si  w czasie.  ycie
duchowe cz owieka ma swój rytm. Trzeba ten rytm uszanowa  i wej  w niego w wolno ci.
W szukaniu woli Bo ej trzeba jasno rozró nia  duchowe pragnienia od pragnie  ludzkiej
po dliwo ci, która natychmiast chce wszystko rozwi za  tylko dlatego, i  nie jest w stanie
zgodzi  si  na w asn  s abo  i na trud walki z ni  zwi zany.

Zauwa my tak e, i  rozeznawania duchowego nie mo na uto samia  z ocen  wynikaj
z ludzkiej  roztropno ci.  Szukanie  i znajdowanie  woli  Bo ej  cho   liczy  si   z ludzk
roztropno ci , to jednak nie ogranicza si  do niej.

W rozeznawaniu chodzi przede wszystkim o szukanie samego Boga i Jego woli. Nierzadko
rozeznanie duchowe przekracza ludzk  roztropno , poniewa  Bóg powo uje cz owieka tak e
do dokonywania dzie , które wydaj  si  by

upstwem dla m drców tego  wiata: Skoro

bowiem  wiat przez m dro  nie pozna  Boga w m dro ci Bo ej, spodoba o si  Bogu przez

upstwo g oszenia s owa zbawi  wierz cych (1 Kor 1,21).

Rozeznawanie duchowe jest wyrazem dorastania do dojrza ej wiary. Rozeznanie w ród tylu
ró nych g osów

osu Boga, wymaga od nas dojrza

ci ludzkiej i duchowej. Tylko ten, kto

wiernie i wytrwale ws uchuje si  w S owo Bo e, kto ci gle szuka Boga, b dzie zdolny
rozpozna  dzia anie i wol  Boga w swoim  yciu.

XXIV. DROGA  YCIA MA

SKIEGO

Mi

 w  yciu cz owieka mo e realizowa  si  zarówno poprzez ma

stwo, jak poprzez

celibat. Wybór stanu  ycia jest jednym z najwa niejszych wyborów cz owieka. Celem
drugiego tygodnia

wicze  duchownych, szczególnie dla ludzi m odych, jest mi dzy innymi

przygotowanie si  do podj cia dojrza ej decyzji w sprawie wyboru stanu  ycia. Dla ludzi za ,
którzy dokonali takiego wyboru, drugi tydzie  mo e by  okazj  do reformy w zakresie
realizacji swojego stanu  ycia.

1. Mi

 a  do  mierci

Mi

 ma

ska jest wielk  naturaln  potrzeb  cz owieka. Nigdy nie da si  jej zast pi

najsilniejszymi  i najpi kniejszymi  przyja niami.  W adnej  bowiem  przyja ni  nie  ma
ca kowitego oddania si  ani wy czno ci, które cechuj  mi

 narzecze sk  i ma

sk .

Do zbudowania dojrza ej wi zi narzecze skiej i ma

skiej potrzeba dobrej znajomo ci

siebie i osoby kochanej, potrzeba te  dobrej znajomo ci praw, którymi si  rz dzi m sko
i kobieco . Bardzo wiele trudno ci prze ywanych najpierw przez narzeczonych, a pó niej
ma onków wynika nierzadko z braku zrozumienia wzajemnych odniesie  do siebie: swoich

background image

wzajemnych potrzeb, pragnie  i oczekiwa . Chodzi o potrzeby i pragnienia na wszystkich

aszczyznach: duchowej, uczuciowej i fizycznej.

Nie jeste my w 

stanie omówi  tutaj wszystkich problemów dotycz cych  ycia

narzecze skiego, ma

skiego i rodzinnego. Napisano na ten temat wiele dobrych ksi

ek.

Mo emy z nich skorzysta . Chcemy jedynie podkre li ,  e poznanie praw i potrzeb, którymi
rz dzi si  w asna emocjonalno  i emocjonalno  osoby kochanej, jest jakim  podstawowym
obowi zkiem dla obu stron.

Tylko znaj c dobrze siebie i drugiego mo na  wiadomie i z przekonaniem powiedzie :

lubuj  ci mi

, wierno  i uczciwo  ma

sk  a  do  mierci. Wyra enie

 do  mierci

zakre la nie tylko fizyczny czas mi

ci, tzn.  mier  fizyczn . Wyra enie

 do  mierci

oznacza tak e mier  duchow , czyli ca kowite zaparcie si  siebie dla osoby kochanej na
wzór Chrystusa. Ma onkowie maj  si  kocha  tak, jak Chrystus nas umi owa .

Ludzie przygotowuj cy si  do  ycia w ma

stwie winni kszta towa  w sobie zdolno

rozumienia i prze ywania  w sobie uczu ,  pragnie   i potrzeb  drugiego. Tylko  wówczas
ma

stwo mo e by  zwi zkiem sta ym i szcz liwym.

Rozumienie drugiego, wspó –odczuwanie wymaga od nas pewnej dojrza

ci emocjonalnej

i duchowej; wymaga te  nabierania dystansu do siebie: do swoich pragnie  i potrzeb oraz
zdolno ci ponoszenia ofiar na rzecz osoby kochanej.

Miar  autentycznej mi

ci pomi dzy narzeczonymi czy ma onkami jest nie tylko

do wiadczenie zauroczenia emocjonalnego, ale tak e gotowo  umierania dla siebie, dla
swoich potrzeb i pragnie , by móc pe niej 

 dla drugiego. Prawdziwa mi

 wymaga

wspó –odczuwania z kochan  osob . Do wiadczenie pokazuje niezbicie, i  zakochanie jest
uczuciem zmiennym i niesta ym. Budowanie zwi zku ma

skiego tylko na zakochaniu nie

gwarantuje mu  adnej trwa

ci.

2. Ma

stwo drog  do Boga

Je eli usi ujemy kocha  innych ofiarnie i z ca ym oddaniem, szybko dochodzimy do granic
naszych mo liwo ci. Granice te zakre laj  mi dzy innymi zmienno  nastrojów i uczu ,
osobiste zranienia nabyte  w ci gu  ycia, nasz egoizm i inne s abo ci. Do  szybko
odkrywamy w nas jak  fundamentaln  niezdolno  do ca kowitego oddania si  w mi

ci;

odkrywamy j  szczególnie wówczas, kiedy nie spotykamy si  z pe

 wzajemno ci .

wiadamiaj c sobie t  nasz  niezdolno , do wiadczamy potrzeby otwarcia si  na Kogo

wi kszego; na Kogo  kto móg by nas uzdolni  do pe nej mi

ci. Prawdziwe trwanie w Bogu

gwarantuje nam dopiero prawdziwe trwanie w mi

ci. Sam Bóg jest bowiem  ród em ka dej

autentycznej mi

ci.

Dotykanie granic ludzkiej mi

ci prowadzi nas cz sto do rozczarowania mi

ci  kochanej

osoby, z któr  wi zali my nadzieje na pe ne szcz cie. Jest to do wiadczenie bardzo bolesne.

background image

Trudno pogodzi  si  z faktem, i  cz owiek, którego kocham, nie mo e do ko ca spe ni
moich pragnie  i oczekiwa . Ale bolesne jest i to,  e ja sam nie mog  zrealizowa
wszystkich pragnie  i potrzeb osoby, która mnie kocha.

nie bolesne do wiadczenie ma jednak swoje ogromne znaczenie dla ma onków. Dzi ki

niemu mog  odkry  ograniczono  ludzkiej mi

ci oraz potrzeb  otwarcia si  na

niesko czon  Mi

 — mi

 samego Boga. Angielski my liciel, C. S. Lewis stwierdza,  e

przyrodzone mi

ci nie mog  osi gn  zbawienia o w asnych si ach.

Tak wi c z jednej strony do wiadczenie Boga prowadzi ma onków do pe niejszej mi

ci

ma

skiej, z drugiej za  strony do wiadczenie ich wzajemnej mi

ci ma

skiej otwiera

ich na Bosk  mi

.

Ma onkowie  yj cy prawdziw  mi

ci , w miar  wewn trznego duchowego rozwoju,

dochodz  do przekonania,  e ponad trosk  o wype nienie ich wzajemnych pragnie  winni
razem stara  si  wype nia  pragnienia Boga.

Bóg, który jest  ród em i gwarantem ludzkiej mi

ci, wzywa ma onków, aby razem zd

ali

do Niego. Wed ug Bo ego zamiaru, ma

stwo stanowi drog  do Boga. D enie do Boga

i do pe nienia Jego woli dokonuje si  w  yciu ma

skim poprzez wzajemne oddanie si

sobie.  ona szuka Boga nie tylko wspólnie ze swoim m em, ale tak e w swoim m

u.

I odwrotnie. M

 szuka Pana Boga nie tylko razem ze swoj

on , ale tak e w swojej  onie.

Im prawdziwsza jest ich mi

, tym pe niej i g biej prowadzi ich ona do mi

ci Boga

odkrywanego w sobie nawzajem.

Ma

stwo to jedyny zwi zek mi dzyludzki, który zosta  przez Boga u wi cony

sakramentalnym znakiem: sakramentem ma

stwa. Poprzez sakrament ma

stwa Bóg

wyra a swoje pragnienie, by ma onkowie, z czeni wspóln  mi

ci , zd ali do Niego

razem. M  dany jest  onie jako towarzysz i pomocnik w drodze do Boga, tak samo  ona jest
dana m owi jako pomoc w szukaniu Stwórcy. Szukanie Boga i wype nianie Jego pragnie
dokonuje si  w  yciu ma onków poprzez ich  ycie wspólne.

To wspólne zmierzanie do Boga winno wyra

 si  równie  w konkretnych znakach.

Z pewno ci  jednym z takich znaków ich ma

skiej wierno ci Bogu mo e by  wspólna

modlitwa. Je eli ma onkowie wspólnie  yj , wspólnie si  martwi , ciesz , smuc , cierpi , to
przecie  jest rzecz  bardzo naturaln ,  e tak e wspólnie si  modl . Wspólnota modlitwy
mo e z czy  ich bardziej ni  jakiekolwiek inne wspólne do wiadczenie. Wewn trzna
krucho  cz owieka sprawia,  e nawet najbardziej kochaj cy si  ludzie  atwo rani  siebie
nawzajem. Nieporozumienia, konflikty, ró nice zda  s  codziennym chlebem najbardziej
udanych ma onków. Modlitwa jest w takich momentach wzajemnym zaproszeniem do
przebaczenia, jedno ci i zgody.

Ale co robi , kiedy dostrzega si  pewn  rozbie no  ma onków w pogl dach i w postawie
w sprawach religijnych? Co robi , kiedy m  nie akceptuje religijno ci  ony czy te
odwrotnie?

background image

Z pewno ci  ma onkowie nie mog  zmusza  siebie do wykonywania praktyk, które by yby
sprzeczne z ich sumieniem. Ka dy cz owiek odpowiada sam, i tylko sam, przed Bogiem.
Nawet najbardziej kochaj cy si  ma onkowie nie mog  siebie zast powa  i wyr cza
w odpowiedzialno ci wobec w asnego sumienia. Ka dy cz owiek umiera sam i sam staje
przed Bogiem.

Ale nawet wówczas, kiedy istniej  rozbie no ci religijne, nie oznacza to, i  ma onkowie
przestaj  kroczy  do Boga razem.  w. Pawe  pisze,  e m  niewierz cy u wi ca si  dzi ki
swojej  onie, a niewierz ca  ona osi ga  wi to  przez wierz cego m a (por. 1 Kor 7, 12–
14).

3. P odno  apostolskim wymiarem ma

stwa

Wzajemne oddanie si  sobie staje si  w ma

stwie  ród em nowego  ycia. Nowe  ycie

rodzi si  jako owoc mi

ci i staje si  nieustannym  wiadkiem wzajemnej mi

ci. P odno

fizyczna ma swój g boki sens tylko wówczas, kiedy  czy si  z p odno ci  psychiczn
i duchow .

odno  fizyczna przypadkowa i niechciana mo e sta  si

ród em wielu cierpie  i zranie .

Jest to cierpienie nie tylko dla samych rodziców, ale przede wszystkim dla ich dziecka.
W psychologii rozwojowej podkre la si ,  e zaburzenia w rozwoju dzieci i m odzie y maj
swoje  ród o w braku mi

ci i bezpiecze stwa w rodzinie. Dziecko uczy si  kocha  i ceni

swoje  ycie poprzez uczestnictwo we wzajemnej mi

ci swoich rodziców. Dziecko uczy si

trudzi  i ponosi  ofiary dla drugich, na laduj c wzajemne trudzenie si  i ofiarno  swoich
rodziców.

Trzeba podkre li  wag  wspólnej mi

ci obu rodziców do dziecka. Mi

 do dziecka ojca

i matki, którzy  yj  w konflikcie pomi dzy sob , nie tylko nie zaspokaja jego potrzeby
mi

ci i bezpiecze stwa, ale niekiedy mo e nawet g boko je rani . Ma to miejsce

szczególnie wówczas, kiedy rodzice sk óceni ze sob  rywalizuj  o uczucia dziecka. Rodzice
wychowuj  swoje dzieci przede wszystkim poprzez wzajemn  mi

. Ona staje si  dla

dziecka  wiadectwem prawdziwej mi

ci i miejscem wzrostu w mi

ci. Na tym polega

apostolski wymiar mi

ci ma

skiej.

Dziecko potrzebuje wzajemnej mi

ci rodziców nie tylko w okresie dzieci stwa, ale tak e

w okresach  pó niejszych,  zw aszcza  w okresie  dorastania  i m odo ci.  M ody  cz owiek
z niema ym trudem szuka autentycznych warto ci. Przechodzi ró ne wewn trzne kryzysy,
nierzadko tak e za amania. We wzajemnej mi

ci rodziców mo e odnale  dla siebie mocne

oparcie. Z 

pomoc  ich mi

ci mo e stawi  czo a wszystkim niebezpiecze stwom

zwi zanym z trudnym okresem  ycia.

Podkre lana przez m odego cz owieka potrzeba niezale no ci wyra a nie tyle ch
rzeczywistego oderwania si  od mi

ci rodziców, ale raczej potrzeb  samodzielnego

potwierdzenia si  w  yciu. Potwierdzenie to dokonuje si  poprzez nawi zywanie nowych
pozarodzinnych relacji.

background image

W miar  dorastania zale no  dziecka od rodziców winna przekszta ca  si  stopniowo
w coraz bardziej samodzielne i odpowiedzialne decydowanie o sobie. W adza rodziców nad
dzieckiem winna przeradza  si  w dobrze rozumiane partnerstwo. Je eli relacje pomi dzy
samymi rodzicami ulegaj  zak óceniom, to zawsze w jaki  sposób cierpi  na tym tak e
relacje pomi dzy dzie mi a rodzicami.

Poprzez wzajemn  mi

 rodzice przekazuj  dziecku nie tylko ludzkie warto ci, ale tak e

ucz  je postawy g bokiego zaufania i powierzania si  Bogu. Wzajemna mi

 rodziców jest

pierwszym fundamentem prawdziwej mi

ci cz owieka do Boga. Zranienie w zaufaniu do

asnych rodziców rzuca cie  na zaufanie cz owieka do Boga. Sam Bóg objawiaj c swoj

mi

 do cz owieka odwo uje si  do ludzkiej mi

ci, zw aszcza do mi

ci rodzicielskiej.

Biblia wiele razy mówi,  e Bóg kocha nas jak matka i jak ojciec. Jezus ka e nam nazywa
Boga naszym Ojcem.

Kochaj cy si  wzajemnie rodzice daj  dzieciom nie tylko  wiadectwo mi

ci ludzkiej, ale

tak e  wiadectwo mi

ci samego Boga: s  oni dla dziecka obrazem mi

ci Boga. W taki

oto sposób realizuj  si  w ich  yciu s owa Ksi gi Rodzaju: stworzy  Bóg cz owieka na swój
obraz, na obraz Bo y go stworzy : stworzy  m czyzn  i niewiast 
 (Rdz 1, 27).

XXV. POWO ANIE DO CELIBATU

1. Bez enni dla Królestwa niebieskiego

Powo anie cz owieka do  ycia w mi

ci realizuje si  nie tylko w ma

stwie, ale tak e

w celibacie, czyli w stanie bez ennym. Celibat mo na okre li  jako form  mi

ci, która

wyklucza jednak mi

 erotyczn  i seksualn .

Je eli cz owiek rezygnuje z tej tak bardzo naturalnej formy kochania, jak  jest ma

stwo,

to jego decyzja mo e by  usprawiedliwiona tylko ze wzgl du na mi

 pe niejsz . Czysto

rodzi si  nie z braku mi

ci, ale z nadmiaru mi

ci — mówi Rabindranath Tagore.  ycie

w celibacie nie mo e by  wyrazem egoizmu cz owieka, który boi si  trudów  ycia
ma

skiego i rodzinnego.

Celibat obrany jako pe niejsza forma kochania jest charyzmatem, jest darem samego Boga,
jest powo aniem. Nie wszystkim ten charyzmat jest dany. Jezus powie,  e s tacy bez enni,
którzy dla Królestwa niebieskiego sami zostali bez enni. Kto mo e poj

, niech pojmuje (Mt

19, 12). Celibat sam w sobie, jako stan bez enno ci, jest rezygnacj  z ludzkiej mi

ci

ma

skiej i rodzicielskiej. Jest wi c pewnym brakiem. Jego warto  wyp ywa przede

wszystkim z motywacji, dla której zostaje wybrany: dla Królestwa niebieskiego.

background image

Aby 

 autentycznie celibatem, nie wystarczy przyj

 go tylko jako warunku koniecznego

do kap

stwa czy  ycia zakonnego. Kap an, kleryk, osoba zakonna winni odkry  w celibacie

warto , której pragn  ze wzgl du na Królestwo Bo e. Je eli celibat przyjmuje si  tylko jako
konieczno

yciow , wówczas w sytuacji trudno ci  atwo dochodzi do niewierno ci.

Niewierno   w celibacie wyp ywa zwykle  z braku g bszej  motywacji  w przyj ciu tego
stanu. Tylko silna motywacja religijna daje cz owiekowi mo liwo  stawiania czo a
nieustannie odradzaj cym si  pragnieniom zwi zanym z mi

ci  erotyczn  i seksualn .

2. Samotno  w celibacie

Z celibatem w sposób nieroz czny wi e si  samotno . Nieraz bywa ona bardzo bolesna.
Ale w

nie ta bolesna samotno  mo e sta  si  miejscem szczególnego spotkania cz owieka

z Bogiem.

O ile dla ma onków szczególnym miejscem spotkania z Bogiem jest ich mi

 ma

ska

i rodzicielska, to dla cz owieka  yj cego w celibacie tym szczególnym miejscem jest w

nie

wewn trzna samotno . Celibat ma bowiem warto  wówczas, kiedy w pust  przestrze , jaka
powstaje po rezygnacji z zawarcia ma

stwa, cz owiek wprowadza Boga: Cz owiek

bez enny troszczy si  o sprawy Pana, o to, jak by si  przypodoba  Panu — mówi  w. Pawe
(1 Kor 7, 32).

W celibacie dobrowolnie wyrzekamy si  przynale no ci do jednej osoby, do jednej kobiety,
do jednego m czyzny, aby móc nale

 tylko do Boga. Kiedy dwoje ludzi mówi sobie przed

Bogiem: Bior  sobie ciebie za m a, za  on  i  lubuj  ci mi

, wierno  i uczciwo

ma

sk , to tym samym wyra aj  pe ne oddanie si  sobie. Odt d nic ich nie mo e oddzieli

 do  mierci.

Podobnie celibat dla Królestwa niebieskiego wyra a pragnienie bezwarunkowego oddania si
Chrystusowi:

 do  mierci. To

 do  mierci w celibacie równie  nie oznacza tylko  mierci

fizycznej. Jest to tak e mier  dla swoich potrzeb i pragnie  zwi zanych z ludzk  mi

ci .

Dokonuje si  to jednak za cen  ofiary z siebie: ukrzy owania siebie z Chrystusem. Dawniej
dobrze wyra

 to symboliczny obrz d nakrycia czarnym ca unem osób sk adaj cych

wieczyst  profesj  zakonn .

Wspólnota oraz mocne przyja nie mog  okaza  si  wielk  pomoc  w zachowaniu czysto ci.
Ale i one nie usuwaj  do ko ca samotno ci. Cz owiek  yj cy w celibacie winien kierowa
swoimi potrzebami uczuciowymi i ofiarowa  je Bogu. W ten sposób samotno , nieraz
trudna, staje si  szko  mi

ci Boga.

background image

3. Potrzeba rozwoju w celibacie

Celibat podj ty dobrowolnie ze wzgl du na Królestwo Bo e nie kr puje i nie zuba a mi

ci

cz owieka. Wprost przeciwnie, czyni go bardziej wolnym. Sobór Watyka ski II stwierdza,  e
czysto  w sposób szczególny daje wolno  ludzkiemu sercu, by bardziej rozgorza o mi

ci

do Boga.

Celibat nie niszczy jednak w cz owieku  naturalnych potrzeb  zwi zanych z m sko ci
i kobieco ci . Nie eliminuje pragnienia wzajemnego dope niania si  z osob  p ci odmiennej
we wszystkich p aszczyznach: duchowej, psychicznej i fizycznej.

W celibacie energie zwi zane z ludzk  seksualno ci  nie powinny by  d awione, spychane
do pod wiadomo ci, ale  wiadomie akceptowane i anga owane na p aszczy nie duchowej.
Dzi ki nim cz owiek mo e rozgorze  pe niejsz  mi

ci  do Boga i do bli niego.

Celibat nie zosta  nam jednak ofiarowany jako dojrza y owoc. Jest dany raczej jako ziarno,
które podlega rozwojowi. Jest darem, który podlega nieustannemu rozwojowi. Osoba
przyjmuj ca ten dar, winna go piel gnowa  i doskonali . Proces doskonalenia daru czystej
mi

ci w 

celibacie domaga si  ofiarnej pracy nad swoimi ludzkimi potrzebami

i pragnieniami. W ten sposób stopniowo oczyszcza si  serce ludzkie (por. Dekrety XXXI
Kongregacji Generalnej Towarzystwa Jezusowego).

Celibat, b

c warto ci  realizowan  w ludzkiej krucho ci, naznaczony jest nierzadko

omno ci  i s abo ci . Realizowany przez konkretnych ludzi nieraz powa nie oddala si  od

idea u. Decyzja  ycia w celibacie dla Królestwa niebieskiego nie rozwi zuje bowiem
automatycznie  wszystkich  problemów  zwi zanych  z 

emocjonalno ci   i 

seksualno ci

cz owieka.

Zmaganie si  o oczyszczenie serca, jak pokazuje nam do wiadczenie, nie zawsze jest wolne
od pewnych upadków. Cz owiek  yj cy w celibacie nie przestaje bowiem podlega  takim
samym pokusom, jakim podlegaj  inni m

czy ni i kobiety: przede wszystkim pokusie

koncentracji na sobie i ulegania swoim nieuporz dkowanym potrzebom. Celibat jako dar
samego Boga jest szans  g bokiego rozwoju osobowego. Je eli jednak szansa ta nie zostaje
wykorzystana, zwykle staje si  wielkim niebezpiecze stwem. Cz owiek wówczas pogr

a si

w sobie i swoich egoistycznych pragnieniach i d eniach.

Egoizm ten  mo e  wyra

  si   mi dzy  innymi  w 

rozwijaniu pragnie   i 

wyobra

seksualnych,  w nawi zywaniu  wi zi  erotycznych,  w powrocie  do  niedojrza ych  form
autoerotyzmu. S abo  i u omno  w dziedzinie celibatu prze ywa si  tym bole niej, i
zdarza si  ona najcz ciej wbrew dobrej woli i pragnieniu pe niejszego oddania si  Bogu.
W przypadku trudno ci w celibacie nie wystarczy odwo

 si  tylko do w asnej dobrej woli,

zw aszcza wówczas, kiedy maj  one przewlek y charakter.

background image

4. Pomoce w zachowaniu celibatu

Pami taj c o naszej u omno ci towarzysz cej nieod cznie rozwojowi czystej mi

ci od

odych lat a  do pó nej staro ci nie mo emy zapomnie  o zasadach ascetycznych

ustalonych przez Ko ció . Stosowanie tych zasad wymagaj  dzisiaj nie mniej ni  dawniej
niebezpiecze stwa gro ce czysto ci
 — pisze o. P. Arrupe.

omno  towarzysz ca rozwojowi czystej mi

ci nie mo e sta  si  powodem do

zniech cenia, jak to nierzadko ma miejsce. Ka da u omno  winna by  traktowana jako
wyzwanie do wierniejszego korzystania z zasad ascetycznych Ko cio a.

Pierwszym  rodkiem w rozwoju czystej mi

ci jest g bokie  ycie modlitwy. Bez za

ej,

oblubie czej  wi zi  z 

Bogiem  zachowanie  i 

rozwój  czysto ci  staje  si   zadaniem

przekraczaj cym si y cz owieka.

Do wiadczenie pokazuje, i  nic poza Bogiem i Jego mi

ci  nie mo e ukoi  serca, które

dobrowolnie pozbawia si  mi

ci ma

skiej. Do dojrza ego zachowania celibatu

niewystarczaj ca okazuje si  nawet najbardziej idealistycznie poj ta przyja

, mi

bli niego czy jaka  aktywno  spo eczna i duszpasterska. To w

nie dzi ki wi zi z Bogiem

cz owiek  yj cy w celibacie jest w stanie przekracza  odradzaj ce si  nieustannie pragnienia
zwi zane z ludzk  mi

ci .

Innym bardzo wa nym  rodkiem do zachowania celibatu jest kierownictwo duchowe.
W przypadku prze ywanych trudno ci w celibacie jest ono wprost konieczne. W okresie
przygotowania do kap

stwa i  ycia zakonnego m ody cz owiek cz sto nie umie jeszcze

nabiera  odpowiedniego dystansu do w asnych prze

, potrzeb i pragnie  w dziedzinie

erotycznej  i seksualnej.  Dyskretna  i szczera  rozmowa  z kierownikiem  duchowym  mo e
uchroni  m odego cz owieka przed l kami lub te  iluzjami, które tak  atwo wkradaj  si  w t
delikatn  dziedzin  ludzkiego  ycia.

Bardzo pomocnym  rodkiem w rozwoju czystej mi

ci od m odych lat a  do pó nej staro ci

jest tak e trud wiernego wype niania powierzonych obowi zków oraz przyjmowanie
z pokor  ci arów, które niesie samo  ycie. Wymaga to niew tpliwie od nas du ej
wewn trznej dyscypliny. Ale w

nie ta dyscyplina pozwala nam ukierunkowywa  wszystkie

zasadnicze ludzkie energie ku s

bie Bogu i cz owiekowi.

Szczególnie wa nym  rodkiem do zachowania i rozwoju czysto ci jest piel gnowanie  ycia
wspólnotowego i g bokich przyja ni. Sobór podkre la,  e  atwiej zachowa  czysto , gdy

ród cz onków wspólnoty kap

skiej czy zakonnej panuje prawdziwa mi

 braterska

i piel gnuje si  dobre przyja nie.

Przyja

 w celibacie winna by  jednak pojmowana w

ciwie. Nie mog  cechowa  j

znamiona posesywno ci emocjonalnej. W przyja ni nie nale y si  do jednego cz owieka.
Prawdziwa przyja

 nie jest relacj  mi

ci wy cznej, ale otwiera si  na innych. Mi

background image

wy czna w relacjach mi dzyludzkich zarezerwowana jest tylko dla mi

ci ma

skiej.

W celibacie mi

 wy czn  ofiaruje si  tylko Bogu.

Cz owiek  yj cy w celibacie pozostaje wolny wobec wszystkich. Nikogo nie chce posiada
wy cznie dla siebie. Nie pozwala te  nikomu si  zniewoli . Jest wolny od uczuciowego
zwi zania si  z jedn  osob , aby by  pe niej dla wszystkich. Mo e z wielk  wolno ci , bez

ku i ciasnoty nawi zywa  dojrza e  wi zi ze wszystkimi, tak z m czyznami jak i

z kobietami.

Kieruje si  przy tym nie tylko w asnymi pragnieniami i potrzebami, ale tak e dobrem
bli niego. Cz owiek  yj cy dojrza ym celibatem wolny jest równie  od z udze , które tak
bardzo  atwo zakradaj  si  w dziedzin  ludzkiej mi

ci.

Cz owiek  yj cy w celibacie winien by

wiadom najpierw swoich uczu , jakie rodz  si

w nim w relacjach mi dzyludzkich. Winien jednak równie  rozeznawa  uczucia osób, po ród
których  yje, aby nie stwarza  pozorów wi zania si  z nimi i ofiarowania im swoich uczu .
Osoby pragn ce 

 w celibacie krzywdz  niekiedy innych, poniewa  nie s

wiadome

uczu , jakie budz  w innych swoim niedojrza ym zachowaniem.

Stwarzanie pozorów ofiarowania komu  sta ego uczucia, zw aszcza wówczas, gdy ten kto

boko go potrzebuje, mo e by  nie wiadomym, ale bardzo bolesnym ranieniem drugiego.

Zawód i niespe nianie oczekiwa  staje si  wówczas  ród em wielkiego nieraz cierpienia.
St d te  osobie  yj cej w celibacie potrzeba ogromnej przejrzysto ci we wszystkich relacjach
przyja ni, aby nie stwarza  z udnych oczekiwa  zarówno u siebie jak i u innych.

eby 

 sam na sam z Bogiem w celibacie — pisze T. Merton — musisz naprawd  umie

  w samotno ci.  A nie  zniesiesz jej z pewno ci , je eli t sknota za ni  zrodzi a si

z zawiedzionego pragnienia ludzkiej mi

ci. Mówi c bez ogródek próba sp dzenia  ycia

w celibacie — musi okaza  si  beznadziejna, je eli masz tam gry  si  my

,  e nikt ci  nie

kocha. Musisz umie  pomija  ca  t  dziedzin  ludzkich uczu  i po prostu ukocha  ca y  wiat
w Bogu. Wszystkich bli nich za  musisz obj

 t  sam  czyst  mi

ci . Nie mo esz  da  od

nich  adnych dowodów przywi zania. Nie mo esz te  troszczy  si  o to, czy ich kiedykolwiek
doznasz. Je eli s dzisz,  e to jest  atwe, zapewniam ci ,  e si  bardzo mylisz.

background image

XXVI. EWANGELICZNE UBÓSTWO

1. Wezwanie do ewangelicznego ubóstwa

owa Jezusa: Id , sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, (...) potem przyjd  i cho  za Mn

(Mt 19, 21) — skierowane s  nie tylko do zakonników. Jezus kieruje je do wszystkich,
którzy chcieliby wi cej Go kocha  i odznaczy  si  w s

eniu Mu. Jezusowe zaproszenie do

ewangelicznego ubóstwa w przesz

ci by o rezerwowane niemal wy cznie dla zakonników.

Jednak e zarówno w przesz

ci jak i dzisiaj, wiele osób  wieckich i duchownych pragnie

 idea em ewangelicznego ubóstwa. Pragnienie to rodzi si  w uczniach Jezusa w miar  ich

coraz wi kszej za

ci z Mistrzem. Ucze  zakochany w swoim Mistrzu spontanicznie

zadaje sobie pytanie: Jak mog  upodobni  si  do Jezusa ubogiego?

Pragnienie ewangelicznego ubóstwa nie jest tylko owocem wysi ku cz owieka. P ynie przede
wszystkim z zaproszenia Jezusa, jest owocem dzia ania Jezusa w duszy cz owieka.

Ewangeliczne ubóstwo jest osobistym wyborem, ale zawsze w odpowiedzi na wezwanie
Chrystusa. Nie mo na si  woli przymusi  si  do ubóstwa. Ubóstwo podj te pod przymusem
by oby jedynie kr puj cym ci arem. Ci ar ten nie ubogaca by wewn trznie cz owieka i nie
zbli

by go do Jezusa.

2. Sens ewangelicznego ubóstwa dzisiaj

Sens i istot  ewangelicznego ubóstwa dobrze ukazuje nam przypowie  o bogaczu. Bogacz
zgromadziwszy wiele dóbr powiedzia  do siebie: Masz wielkie zasoby dóbr, na d ugie lata

one; odpoczywaj, jedz, pij i u ywaj! Jezus zaraz dodaje: Lecz Bóg rzek  do niego:

upcze, jeszcze tej nocy za daj  twojej duszy od ciebie ( k 12, 19–20). S owa bogacza

skierowane do niego samego w przypowie ci s  przeciwstawione S owu Bo emu.

Bogacz — odwo uj c si  do swojego bogactwa — pragnie decydowa  sam o swoim losie.
Ale to przecie  Bóg ostatecznie decyduje o losie cz owieka. Przypowie  przestrzega nas
przed prób  zabezpieczania swojego  ycia przy pomocy dóbr materialnych.

Pan Jezus nie kwestionuje w tej przypowie ci znaczenia samego bogactwa, ale jedynie
zniewolenie ludzkiego serca bogactwem. Cz owiek, który nie nagromadzi wielkich dóbr
materialnych
, nie staje si  ubogim w sensie ewangelicznym przez ich brak.

Do wiadczaj c biedy materialnej, prze ywaj c ró ne braki, cz owiek mo e jednocze nie
mie  serce chciwego bogacza. Mo e go bowiem trawi  wewn trzna chciwo  i zazdro .
Niemal wszystkie rewolucje spo eczne rodzi y si  z nienawi ci klasowej biednych do
bogatych. Opiera y si  przy tym na ich zazdro ci, zach anno ci i ch ci zemsty.

background image

Wprawdzie tyran dobrobytu trzyma nas wszystkich mocno w szponach — stwierdza P. van
Breemen — to jednak biedacy s  jego najwi kszymi ofiarami. Reklama telewizyjna dzia a
du o skuteczniej w  rodowisku biednych ni  bogatych. Ludzie bogaci na podstawie w asnych
prze

 dobrze wiedz ,  e ka dy dzie  nie mo e by  us any ró ami. Maj

wiadomo ,  e

mog  korzysta  z luksusów i jednocze nie cierpie  z powodu ró nych nieszcz

. Najcz ciej

cz owiek biedny, za lepiony 

dz  posiadania, nie u wiadamia sobie tego. Marzy o wi kszej

ilo ci pieni dzy, aby mie  dost p do wi kszych przyjemno ci. S dzi bowiem,  e one przynios
mu szcz cie.

Dobrowolne ubóstwo ewangeliczne mo e ukaza  tak e ludziom biednym materialnie, jak
niewiele potrzeba, aby by  prawdziwie szcz liwym. Tylko ubóstwo wybrane dobrowolnie,
mo e by  dla cz owieka  ród em wolno ci wewn trznej.

3. Ubogacenie si  przez ubóstwo

Jezus dobrowolnie wybra  ubóstwo ze wzgl du na nas. Nasz  odpowiedzi  mo e by
dobrowolne ubóstwo wybrane dla Niego. Motywem tej wymiany jest tylko mi

 i oddanie.

Bez mi

ci do Jezusa ubóstwo sta oby si  bezsensownym i dokuczliwym brakiem, którego

nale

oby si  pozby  za wszelk  cen . Gdybym rozda  na ja mu

 ca  maj tno , lecz

mi

ci bym nie mia , nic bym nie zyska (1 Kor 13, 3) — powie  w. Pawe .

Ewangeliczne ubóstwo ma prowadzi  nas do ubogacenia wewn trznego. Jezus b

c

bogatym, dla nas sta  si  ubogim, aby nas ubóstwem swoim ubogaci  (2 Kor 8, 9).

W niektórych  rodowiskach spo ecznych mo na wyra nie zaobserwowa  pewn  zale no :
im wi ksze ubóstwo duchowe, tym wi kszy nacisk k adzie si  na bogactwo materialne.
Posiadanie ma podkre la wielko  i niezale no  osoby. Celem otaczania si  materialnym
bogactwem i luksusem jest cz sto nie tyle ch  wygodnego  ycia, ile pragnienie pokazania
swojej si y i w adzy.

Pierwszym motywem ewangelicznego ubóstwa ma by  przede wszystkim pragnienie
na ladowania Chrystusa ubogiego i upodobnienie si  do Niego. Wzorem ubóstwa jest sam
Jezus Chrystus, który dla nas sta  si  ubogi, aby nas ubóstwem swoim ubogaci .

Upodobnienie si  do Jezusa nie polega jednak najpierw na zewn trznym upodobnieniu si .
W ewangelicznym ubóstwie chodzi o ca kowite oddanie serca Bogu i oparcie swojego  ycia
tylko na Nim, na wzór Jezusa oddanego swojemu Ojcu.

Ubogacenie si  przez ubóstwo rozpoczyna si  od zdobywania coraz wi kszej wolno ci
wobec wszystkiego, co kr puje i zniewala cz owieka. Chciwo , zazdro  i inne nami tno ci
zwi zane z posiadaniem, mog  by

ród em wielkiego niepokoju i cierpienia. Cz owiek,

nawet bardzo bogaty, ow adni ty  dz  posiadania, potrafi zatru  sobie  ycie tak e wówczas,
kiedy op ywa we wszystko.

background image

Ubogacenie przez ubóstwo polega wi c mi dzy innymi na uwolnieniu si  od zbytniej troski
o siebie, zdobyciu wewn trznego pokoju, rado ci  ycia, pe niejszym zawierzeniu Bogu.
Wolno  wobec rzeczy materialnych sprawia równie , i  cz owiek mo e rado nie i bez
najmniejszego poczucia winy korzysta  z dóbr ziemskich.

Do wiadczenie ewangelicznego ubóstwa tworzy w nas jakby szersz

przestrze , tworzy

wi cej miejsca w 

naszym sercu na sprawy duchowe. Je eli ca  energi

yciow

po wi caliby my na pogo  za dobrami oraz na ich konsumowanie, zatracaliby my wówczas
stopniowo wra liwo  duchow . Nie mo na dwom panom s

 — mówi Jezus. Ubogacenie

si  przez ubóstwo to przyj cie Jezusa jako jedynego Pana naszego  ycia.

Ubogacenie si  przez ubóstwo to tak e uwolnienie si  od dr cz cych cz owieka l ków.
Ubóstwo uczy nas, i  bogactwo nie jest  adnym lekarstwem na l k przed bezradno ci
i zagubieniem. Nie mo na bogactwem uspokoi  l ku przed cierpieniem i  mierci . Nie
mo na za pieni dze kupi  sobie  yczliwo ci i mi

ci innych. Przy pomocy pieni dzy nie da

si  uspokoi  stanów zniech cenia i depresji.

Ubogacenie przez ubóstwo to odkrycie zaufania do Boga jako jedynego Lekarza i jedynego
lekarstwa na wszystkie najtrudniejsze sytuacje ludzkie. Powierzenie si  cz owieka Bogu
wyprowadza nas ze zbytniego l ku o nas i nasze  ycie.

Poprzez zaufanie Bogu pokonujemy nasz  bezradno . Wyj cie z ka dej sytuacji znajdujemy
w Nim. On staje si  dla nas  ród em wewn trznej mocy, która pozwala stawi  czo a nawet
najwi kszym zagro eniom. Cz owiek  yj cy ewangelicznym ubóstwem zdobywa beztrosk
ptaków niebieskich, wewn trzny spokój i pi kno lilii polnych.

4. Sposoby praktykowania ewangelicznego ubóstwa

Podstaw   rozwa

  o 

sposobach  praktykowania  ubóstwa  jest  soborowy

Dekret

o przystosowanej odnowie  ycia zakonnego  (Perfectae caritatis). I cho  nauka ta odnosi si
najpierw do zakonników, to jednak poprzez nich zaproszenie do praktykowania ubóstwa
Sobór kieruje do wszystkich chrze cijan. Zakonnicy nie  yj  dla siebie, lecz dla innych.

Sobór stwierdza, i  dobrowolne ubóstwo wybrane ze wzgl du na Chrystusa zakonnicy
powinni gorliwie praktykowa . Winni te  szuka  nowych form wyra ania go we
wspó czesnym  wiecie. Ewangeliczne ubóstwo — stwierdza tak e Sobór — jest dzi  bardzo
cenionym znakiem.

Oto najwa niejsze przejawy ewangelicznego ubóstwa, które wymienia Sobór:

po pierwsze: poddanie si  powszechnemu prawu pracy, która staje si

ród em utrzymania

siebie i  ród em pomagania innym;

po drugie: odrzucenie nadmiernej troski o sprawy materialne a powierzenie si  Opatrzno ci;

background image

po trzecie: dzielenie si  tym, co si  posiada z lud mi ubogimi oraz szukanie kontaktu
i solidarno ci z nimi;

po czwarte: unikanie wszelkiego pozoru zbytku, niegromadzenie maj tku i wystrzeganie si
nieumiarkowanego zysku;

po pi te: zale no  od innych w korzystaniu z dóbr materialnych.

Przejd my teraz do bardziej szczegó owego omówienia form ewangelicznego ubóstwa
zaproponowanych przez Sobór.

a) Poddanie si  powszechnemu prawu pracy zostaje wymienione jako pierwszy przejaw
ewangelicznego ubóstwa.

Podstawow  form  wyra ania ubóstwa  w 

wiekach przesz ych — zw aszcza przez

zakonników — by o  ebranie. Wielkie wspólnoty zakonne, jak np. franciszka skie,
nazywano zakonami  ebrz cymi.

 form  ubóstwa praktykowali jednak nie tylko zakonnicy, ale tak e wielu  wieckich. Sam

Ignacy Loyola tu  po swoim nawróceniu przez d ugi czas utrzymywa  si  z  ebrania.

Ko ció  nie rezygnuje z  ebrania jako przejawu ubóstwa. W wielu wspólnotach ko cielnych,
tak e dzisiaj si ga si  po t  tradycyjn  form  praktykowania ubóstwa. W naszym zachodnim

wiecie dobrobytu i wolno ci cz owieka,  ebranie jako forma ewangelicznego ubóstwa jest

mo e bardziej wymagaj ce i znacznie trudniejsze ni  w przesz

ci.

Jezus praktykowa  obie formy ubóstwa. W Nazarecie ci

ko pracowa  na swoje utrzymanie

i na  utrzymanie swoich najbli szych.  W czasie  publicznej  dzia alno ci On sam i Jego
uczniowie utrzymywali si  z ofiar otrzymanych od ludzi. By a to forma  ebrania.

Ko ció  zach ca nas dzi  do wyra ania naszego podobie stwa do Chrystusa ubogiego
najpierw poprzez prac  na swoje w asne utrzymanie. Codzienna praca pozwala tak e
na ladowa  Chrystusa ubogiego, który ca e  ycie ci ko pracowa ; pracowa  jako
rzemie lnik, jako rolnik czy te  jako w drowny nauczyciel. Cz owiek ubogi musi ci

ko

pracowa  na swój chleb. Tylko bogaty mo e sobie pozwoli  na luksus bezczynno ci i na
korzystanie z dóbr nie zdobytych w pocie czo a.

Poddanie si  powszechnemu prawu pracy jest tak e form  wspó pracy ze Stwórc .
W szczególny sposób mo emy wspó pracowa  z Bogiem przez prac  apostolsk . Poprzez ni
wype niamy polecenie Chrystusa: Odt d ludzi  owi  b dziesz. Zadajmy sobie kilka pyta
odnosz cych si  do tej formy naszego ubóstwa:

Czy praca nie jest dla nas z em koniecznym?

Czy nie uciekamy od pracy? Czy nie zrzucamy jej na naszych najbli szych? Czy praca jest
dla nas form  s

enia bli nim?

background image

Ale z drugiej strony pytajmy tak e, czy nie uciekamy w zapracowanie? Czy nie ma w nas
pokusy pracoholika, który wszystkie swoje problemy d awi poprzez przepracowywanie si ?

Na ile nasz  codzienn  prac  traktujemy jako form  wspó pracy z Bogiem, jako sposób
na ladowania Chrystusa? Czy nasza praca staje si

miejscem naszego  ycia duchowego,

naszego codziennego spotkania z Bogiem?

b) Odrzucenie nadmiernej troski o sprawy materialne i powierzenie si  Opatrzno ci — oto
drugi przejaw praktykowania ewangelicznego ubóstwa. Jezus nie tylko wzywa  uczniów do
zaufania Bogu w trosce o zaspokajanie potrzeb materialnych, ale sam do wiadcza ubóstwa
i nieustannie powierza si  swojemu Ojcu.

Zarówno samo  ycie Jezusa, jak i Jego m ka i mier  s

wiadectwem ca kowitego

powierzenia si  Opatrzno ci. M ka i mier  Jezusa s  szczytem Jego ubóstwa. S  te
najwyra niejszym zaproszeniem nas do na ladowania Jego ubogiego  ycia. Jezus poprzez

 i  mier  stopniowo obna a si  ze wszystkiego, co posiada.

Odrzucenie zbytniej troski oznacza przezwyci anie rodz cego si  odruchowo niepokoju
zwi zanego z niepewno ci  ekonomiczn  jutra. Cz owiek ubogi jest przyzwyczajony do tego,

 do wiadcza wielu, nieraz bardzo dokuczliwych braków.

Szczególnym wyrazem ubóstwa jest powierzenie si  Opatrzno ci w 

ka dej sytuacji:

w dostatku i w niedostatku, w obfito ci i w brakach. Pi knie  wiadectwo powierzenia si
Opatrzno ci daje nam  w. Pawe : Ja bowiem nauczy em si  wystarcza  sobie w warunkach,
w jakich jestem. Umiem cierpie  bied , umiem i obfitowa . Do wszystkich w ogóle warunków
jestem zaprawiony: i by  sytym i g ód cierpie , obfitowa  i doznawa  niedostatku. Wszystko
mog  w Tym, który mnie umacnia
 (Flp 4, 11–13). Ta postawa  w. Paw a, pe na wolno ci
wewn trznej, by a owocem jego ca kowitego powierzenia si  Opatrzno ci.

Inn  cech  tego powierzenia si  Opatrzno ci jest wdzi czno  wobec Boga i ludzi za
wszystko. Ducha wdzi czno ci odkrywamy równie  u  w. Paw a: Stwierdzam,  e wszystko
mam i to w obfito ci: jestem w ca ej pe ni zaopatrzony, otrzymawszy (...) od was wdzi czn
wo , ofiar  przyjemn , mi  Bogu. (...) Bogu za  i Ojcu naszemu chwa a na wieki wieków.
Amen
 (Flp 4, 18–20). Pomoc otrzyman  od Filipian  w. Pawe  nazywa wdzi czn  woni .
Sam te  wyra a wdzi czno  Bogu za otrzyman  pomoc.

Cz owiek ubogi wie,  e sam z siebie nic nie posiada, ale wszystko otrzymuje od Boga. Ka dy
najmniejszy dar przyjmuje jako wyraz hojno ci i dobroci Boga.

Równie  ludzka dobro ,  yczliwo  budzi u cz owieka ubogiego wdzi czno . Ubogi uznaje
z pokor  swoj  zale no  od ludzi. Ale nie czuje si  ni  bynajmniej zniewolony. Zdaje sobie
bowiem spraw ,  e cz owiek jest tylko po rednikiem, a nie  ród em dobroci. Ostatecznie
wszystko otrzymujemy od Boga.

background image

Tylko cz owiek, który zaufa  swojemu bogactwu, jest pe en pychy, wynios

ci. Ta pycha

rodzi si  z oparcia si  o swoje bogactwo. Cz owiek bogaty nie umie by  wdzi cznym,
poniewa  s dzi, i  wszystko zawdzi cza tylko sobie: swojej pracy, przemy lno ci,
zapobiegliwo ci. Bogactwo mo e sta  si  przeszkod  do wej cia do Królestwa, poniewa
sk ania do opierania si  na sobie, a odwodzi od zaufania Bogu.

W kontek cie tych rozwa

 mo emy sobie zada  kilka pyta  dotycz cych naszego stosunku

do pieni dzy i innych rzeczy materialnych:

Czy móg bym za  w. Paw em powtórzy , i

umiem cierpie  bied ? Czy umiem znosi

cierpliwie jakie  braki materialne lub inne niedogodno ci zwi zane z codziennym  yciem?

Czy umiem obfitowa  w dobra materialne? Czy umiem korzysta  z nich spontanicznie i
w wolno ci i cieszy  si  nimi? Czy mam  wiadomo , i  dobra materialne s  darem Pana
Boga i darem ludzi? Czy umiem by  za te dobra wdzi czny Bogu i ludziom?

c) Dzielenie si  tym, co si  posiada, z lud mi ubogimi, szukanie  czno ci w solidarno ci
z nimi — oto inny przejaw ewangelicznego ubóstwa.

Wolno  od przywi zania do dóbr sprawia, i  mo emy ch tnie dzieli  si  tym, co posiadamy
z ubo szymi i bardziej potrzebuj cymi od nas. Im wi ksze by oby nasze przywi zanie do
rzeczy i pieni dzy, z tym wi kszym oporem dzieliliby my si  z innymi.

Dzielenie si  z bardziej potrzebuj cymi od nas nie powinno by  traktowane jako z o
konieczne. Mo liwo  dzielenia si  z innymi jest darem samego Jezusa. Dziel c si

ubo szymi,  dzielimy  si   z 

Jezusem.

Wszystko,  co  uczynili cie  jednemu  z 

tych

najmniejszych, Mnie cie uczynili (Mt 25. 40). Sprzeciwialiby my si  naszemu powo aniu
chrze cijan, gdyby my odmawiali pomocy cz owiekowi, który prosi nas o ni . Jezus mówi:
Daj temu, kto ci  prosi, i nie odwracaj si  od tego, kto chce po yczy  od ciebie (Mt 5, 42).

Sobór zwraca nam uwag ,  e nie tylko powinni my dzieli  si  z ubogimi tym, co posiadamy,
ale tak e szuka  z nimi kontaktu. Celem takiego kontaktu jest solidaryzowanie si  z nimi.

Ale mo emy zapyta , z jakimi ubogimi lud mi winni my si  solidaryzowa ? Z pewno ci
nie chodzi tylko o ludzi, którzy z wyci gni

 r

 prosz  o materialn  zapomog . Wobec

takich ubogich  atwiej jest okaza  si  dobrym. Poj cie ubogiego trzeba nam rozszerzy  na
ludzi zagubionych psychicznie, znerwicowanych, upo ledzonych, uzale nionych od alkoholu
czy narkotyków.

Wychodzenie do tych ludzi i solidaryzowanie si  z nimi sprawia cz sto tym wi cej trudno ci,

e w pierwszym zetkni ciu si  z nimi odrzucaj  oni wszelkie gesty okazywanej im pomocy

i zainteresowania. Trzeba wówczas pokona  ich uprzedzenia i nieufno  wobec ludzi.

Zwró my uwag , i  nie tylko ubodzy potrzebuj  naszej solidarno ci. Tak e i nam samym jest
ona potrzebna. Ubodzy ods aniaj  bowiem dobrze to, kim my sami jeste my. Ludzie ubodzy,
upo ledzeni umys owo, znerwicowani, z którymi mamy jaki  kontakt, zwykle czuj  nasz l k

background image

wobec nich. Nieraz uciekamy od takich ludzi, poniewa  obawiamy si , i  ods oni  oni
prawd  o naszym wewn trznym ubóstwie. Nasza wynios

 czy paternalizm wobec ubogich

jest prób  postawienia si  ponad nimi.

Kiko Arguello na obrazie Dobrego Pasterza, który wr czy  Janowi Paw owi II, umie ci
napis: Strze cie si , aby cie nie gardzili kimkolwiek z moich najmniejszych. Za nich bowiem
sam wyci gn em r ce swoje na krzy u
.

O. Romano w ksi ce Mój Chrystus po amany pisze: Powinni cie mie  wi cej Chrystusów
po amanych. Niech krzycz  do was zawsze swoimi po amanymi cz onkami i 

swoj

bezkszta tn  twarz ; niech krzycz  o bólu i tragedii mojej drugiej m ki w moich braciach,
w ludziach.

W ubogich Chrystus jest po amany. Ale je eli naprawd  zbli ymy si  do Chrystusa, to
odkryjemy, jak bardzo sami wewn trznie jeste my po amani. Do wiadczymy te
wewn trznej potrzeby Jego pomocy.

Ta w

nie  czno  z ubogimi mo e sta  si  szczególnym  wiadectwem dla dzisiejszego

wiata. Dzi  nie mo emy nikogo zadziwi  wielkimi osi gni ciami naukowymi, kompetencj .

Dzisiaj mo emy zadziwi

wiat bezinteresown , czyst  i ofiarn  mi

ci ; mi

ci , która

oddaje wszystko, niczego w zamian nie 

daj c. Tym w

nie zadziwi a  wiat prosta

zakonnica, Matka Teresa z Kalkuty. Tym tak e zadziwi

wiat Jean Vanier zamieszkuj c pod

jednym dachem z upo ledzonymi umys owo.

A teraz zadajmy sobie kilka pyta  na temat naszego stosunku do ludzi ubogich i biednych:

Czy jestem wra liwy na ludzk  bied , cierpienie, poni enie? Czy dostrzegam ludzi ubogich
i potrzebuj cych pomocy wokó  siebie? Czy nie uciekam od nich? Czy usi uj  wychodzi  im
naprzeciw? Czy staram si  im w jaki  sposób pomaga ? ? Czy szukam jakiej  formy
kontaktu i solidarno ci z nimi? Czy dziel  si  posiadanymi dobrami z ubo szymi ode mnie?

Czy bliskie s  mi s owa Jezusa: Wszystko, co uczynili cie jednemu z tych najmniejszych,
Mnie cie uczynili
 (Mt 25, 40)? Czy do wiadczam, i  Jezus objawia si  w sposób szczególny
w ludziach biednych i ubogich?

d) Unikanie wszelkiego pozoru zbytku, niegromadzenie maj tku oraz wystrzeganie si
nieumiarkowanego zysku — oto dalsze przejawy ewangelicznego ubóstwa. W unikaniu
zbytku, niegromadzeniu maj tku przejawia si  przede wszystkim pokora cz owieka. Zbytek,
przepych, luksus s

y nie tylko u yciu zmys owemu, ale przede wszystkim ludzkiej pysze.

W naszej wspó czesnej cywilizacji sposobem obrony przed bezradno ci  i lekcewa eniem
innych jest nieraz d

enie do posiadania. Bogactwo zapewnia w adz  i szacunek innych.

Irracjonalna pogo  za bogactwem jest u nas tak powszechna — mówi K. Horney — e
jedynie dokonuj c porówna  z innymi kulturami zdajemy sobie spraw  z tego,  e nie jest to
instynkt ogólnoludzki. Stan posiadania chroni cz owieka przed obaw ,  e mo e zubo

,

background image

popa  w n dz  i by  uzale nionym od innych. Strach przed takimi sytuacjami mo e dzia
jako bicz zmuszaj cy cz owieka do bezustannej pogoni za pieni dzem
.

ród em owego nerwicowego d enia do bogactwa w dzisiejszym  wiecie jest l k przed

bezradno ci , przed lekcewa eniem innych, przed zubo eniem, przed zale no ci  od innych.

nie dlatego,  e l ki popychaj  dzisiejszego cz owieka do pogoni za posiadaniem, Sobór

stwierdza,  e ewangeliczne ubóstwo jest znakiem cenionym dzi  w sposób szczególny.
Dobrowolne ubóstwo ma pokaza  ludziom  yj cym w l kach,  e mo na przezwyci
w nas owo chore d

enie do posiadania.

Zdobycie bogactwa nie uspakaja bynajmniej ludzkich l ków. Wr cz przeciwnie. Jeszcze je
pot guje. Do istniej cych ju  l ków dochodzi l k przed utrat  tego, co si  posiada.

A teraz zadajmy sobie kilka pyta  na temat naszego stosunku do rzeczy materialnych:

Czy nie ulegam jakiej  formie chciwo ci pieni dzy lub innych rzeczy materialnych? Czy nie
ulegam pokusie gromadzenia maj tku? Czy w mojej pracy i dzia alno ci nie szukam
nieumiarkowanego zysku?

Czy nie poddaj  si  l kom zwi zanym z 

brakami materialnymi? Czy nie próbuj

zabezpiecza  si  przez gromadzenie dóbr materialnych? Czy jestem wolny wobec pieni dzy
i innych rzeczy, z których korzystam na co dzie ? Czy unikam wszelkiego pozoru zbytku?

e) I jeszcze jedna forma praktykowania ubóstwa, na któr  wskazuje Sobór: zale no  od
innych  w 

korzystaniu  z 

dóbr  materialnych.  W yciu  zakonnym,  w 

którym  zasady

praktykowania ubóstwa  ci le okre la prawo, b dzie to zale no  od prze

onych.

Zale no  od innych w korzystaniu z dóbr wyra a pokorne poddanie si  Bogu. Zakonnik
prosi o wszystko prze

onego, poniewa  wie,  e wszystko jest darem Bo ym. Prze

ony

jest  wiadkiem Boga, który obdarza nas wszystkimi swoimi darami. Ale tak e w  yciu
ma

skim i rodzinnym istnieje podobna zale no  od innych w korzystaniu z dóbr, cho

ma ona nieco inny charakter. Polega ona nie tyle na jakiej  zale no ci prawnej, ale jest
sposobem szukania jedno ci i wzajemnego obdarzania si  tym, co si  posiada. Wspólne
dzielenie si  dobrami materialnymi staje si  wówczas symbolem daru serca.

Zapytam siebie, czy do wiadczam w jakiej  formie zale no ci od innych w korzystaniu
z dóbr materialnych? Czy nie marnotrawi  dóbr materialnych? Czy nie 

dam dla siebie

jakich  przywilejów materialnych we wspólnocie, w której  yj ?

ogos awieni ubodzy w duchu, albowiem do nich nale y Królestwo niebieskie (Mt 5, 3).

Jak e daleki jest nasz  wiat od zrozumienia,  e ten tylko jest szcz liwy, kto jest ubogi
w duchu
 — mówi P. van Breemen.

Nie tylko  wiatu jest trudno zrozumie  b ogos awie stwo dotycz ce ubogich w duchu.
Równie  nam przychodzi to z trudem. Lekcewa enie ubóstwa lub te  formalizm, z jakim go
praktykujemy, sprawia,  e trudno nam dostrzec ukryte w nim b ogos awie stwo.

background image

Na ladowanie Jezusa wymaga wyzbywania si  tego wszystkiego, co nie mo e nas zbawi .
Wymaga pokornego przyj cia prawdy,  e sami przy pomocy stworze , nie mo emy ocali
swego  ycia, poniewa

ycie cz owieka nie jest zale ne od jego mienia ( k 12, 15). Wszyscy,

którzy czuj  si  uczniami Jezusa, zaproszeni s  do ubóstwa. Jest ono bowiem konsekwencj
przyj cia Jego Osoby i Jego nauki. Z Chrystusem i dla Niego rezygnujemy z opierania si  na
posiadaniu materialnym i na posiadaniu w adzy, aby móc oprze  si  tylko na woli naszego
Ojca, który jest w niebie.

JAK MO NA WYKORZYSTA  PROPONOWANE ROZWA ANIA?

1. Dla odprawienia drugiego tygodnia

wicze

a) Warunki odprawienia o miodniowych rekolekcji ignacja skich drugiego tygodnia

Niniejszymi rozwa aniami mo na pos

 si  do odprawienia pe nych o miodniowych

rekolekcji ignacja skich drugiego tygodnia.

Je eli rekolektant pragnie uczyni

wiczenia duchowne szko

ycia wewn trznego, dobrze

jest kolejne tygodnie odprawia  w odst pach mniej wi cej jednego roku. Czas pomi dzy
kolejnymi tygodniami

wicze  trzeba wówczas wype ni  stopniowym pog bianiem

prze ytych tre ci przyj tych w trakcie dni rekolekcyjnych. Podstaw  odprawienia drugiego
tygodnia jest uprzednie prze ycie pierwszego tygodnia, w którym dokona o si  rzeczywiste
do wiadczenie w asnego grzechu oraz mi osierdzia Bo ego

5

.

Pierwszym warunkiem odprawienia rekolekcji ignacja skich jest odej cie od swojego
codziennego zaanga owania przez zmian  miejsca.  w. Ignacy zach ca, aby na czas wicze
uda  si  do innego domu lub te  przynajmniej zamieszka  w innym pokoju. W ten sposób
mo emy oderwa  si  od swojej codzienno ci  yciowej i pe niej odda  si  modlitwie
rekolekcyjnej. Drugim wa nym warunkiem jest nawi zanie kontaktu z do wiadczonym
kierownikiem duchowym, który towarzyszy by odprawiaj cemu drugi tydzie  poprzez
codzienne rozmowy indywidualne. Usilnie zach ca si , aby nie odprawia  o miodniowych
rekolekcji ignacja skich (z pe nym milczeniem i 

wyciszeniem wewn trznym)  bez

kierownictwa duchowego. Dotyczy to szczególnie osób, które posiadaj  g bsze problemy
emocjonalne czy te  psychiczne. Wchodzenie w siebie domaga si  gruntownego rozeznania
swoich stanów duchowych poprzez kierownictwo duchowe. Trzecim warunkiem jest wej cie
w pe ne milczenie i wyciszenie wewn trzne po czone z hojnym zaanga owaniem si  w ca y
program rekolekcji.

background image

b) Szczegó owy program o miodniowych rekolekcji

Dla tych, którzy chcieliby w oparciu o niniejsz  ksi

 odprawi  8–dniowe rekolekcje

drugiego tygodnia

wicze  z pe nym milczeniem oraz z indywidualnych  kierownictwem,

podajemy poni ej szczegó owy plan korzystania z proponowanych rozwa

. Jest on

odzwierciedleniem programu proponowanego w domach rekolekcyjnych, w których udziela
si

wicze  duchownych w. Ignacego Loyoli.

DZIE  ROZPOCZ CIA:
po po udniu I. ISTOTA I CEL KONTEMPLACJI
II. METODA KONTEMPLACJI EWANGELICZNEJ
wieczorem III. MODLITWA OFIAROWANIA SIEBIE JEZUSOWI

DZIE  1
rano IV. RABBI, GDZIE MIESZKASZ?
w po udnie XX.  WIADOMO

 W ASNYCH UCZU

wieczorem V. WCIELENIE

DZIE  2
rano VI. NARODZENIE JEZUSA
w po udnie XXI. DAR WOLI BO EJ
wieczorem VII. DWUNASTOLETNI JEZUS

DZIE  3
rano VIII.  YCIE UKRYTE
w po udnie XXII. ROZEZNAWANIE DUCHOWE SZUKANIEM WOLI BO EJ
wieczorem IX. DWA SZTANDARY

DZIE  4
rano X. TRZY PARY LUDZI
w po udnie XXIII. ROZEZNAWANIE WA NYCH DECYZJI  YCIOWYCH
wieczorem XI. CHRZEST JEZUSA

DZIE  5
rano XII. B OGOS AWIENI JESTE CIE — BIADA WAM
w po udnie XXIV. DROGA  YCIA MA

SKIEGO lub

XXV. POWO ANIE DO CELIBATU
wieczorem XIII. ODWAGI, JA JESTEM!

DZIE  6
rano XIV. WIERZ , ZARAD  MEMU NIEDOWIARSTWU!
w po udnie XXVI. EWANGELICZNE UBÓSTWO
wieczorem XV. BURZA NA JEZIORZE

background image

DZIE  7
rano XVI. WOLNO

 JEZUSA

w po udnie XVII. DAJ MI PI
wieczorem XVIII. PO EGNANIE W BETANII

DZIE  8
rano XIX. PRZEMIENIENIE NA GÓRZE
w po udnie ZAKO CZENIE REKOLEKCJI

c) Propozycja programu dnia rekolekcyjnego

Poni ej podajemy tak e program dnia w czasie 8–dniowych rekolekcji ignacja skich
odprawianych w pe nym milczeniu. Program zawiera trzy kontemplacje, które poprzedzone
zostaj  przygotowaniem i zako czone tzw. refleksj  po kontemplacji. Czwarta kontemplacja
na zako czenie dnia, (bez przygotowania i bez refleksji) jest pewnym podsumowaniem dnia
w bezpo redniej rozmowie z Bogiem. Je eli to mo liwe, zach ca si  do odprawiania czwartej
kontemplacji przed Naj wi tszym Sakramentem.

Zach ca si  tak e, aby — o ile to mo liwe — uczestniczy  codziennie w Eucharystii oraz
korzysta  codziennie z rozmowy indywidualnej z kierownikiem duchowym.

Proponowany program nie powinien by  traktowany w 

sposób sztywny. Mo e by

dostosowywany do osobistych okoliczno ci. D ugo  kontemplacji oraz ca y sposób
realizacji programu winien by  rozeznany z kierownikiem duchowym.

7.00 kontemplacja I
9.00 lektura wprowadzenia do kontemplacji
— przygotowanie osobiste do kontemplacji
— kontemplacja II
— refleksja po kontemplacji
12.00 lektura rozwa ania rekolekcyjnego
15.00 kontemplacja powtórkowa
— przygotowanie osobiste do kontemplacji
— kontemplacja III (powtórkowa)
— refleksja po kontemplacji
19.00 kontemplacja IV (powtórkowa)
(bez przygotowania i bez refleksji)
20.00 lektura wprowadzenia do kontemplacji porannej
przed snem — rachunek sumienia
— przygotowanie osobiste do kontemplacji porannej

background image

2. Dla odprawienia drugiego tygodnia w yciu codziennym

Z pomoc  niniejszych rozwa

 mo na równie  odprawi  drugi tydzie

wicze   w yciu

codziennym. Ten sposób odprawienia

wicze  nie wymaga odej cia od codziennego

zaanga owania  w  ycie  zawodowe,  rodzinne,  wspólnotowe.  Pozostaj c  w codziennych
warunkach mo emy odprawia  kolejne tygodnie

wicze . Takie

wiczenia domagaj  si

jednak zapewnienia sobie sta ego czasu ma modlitw . Rytm modlitwy rekolekcyjnej
w

wiczeniach duchownych  w yciu codziennym winien by  dobrze przemy lany

i uzgodniony z kierownikiem duchowym. Jednorazowy blok czasu po wi cony na skupienie,
refleksj , lektur  i modlitw  rekolekcyjn  winien trwa  od jednej do dwóch godzin,
w zale no ci od mo liwo ci czasowych oraz intensywno ci odprawiania

wicze . Tak e

w tym sposobie odprawiania drugiego tygodnia konieczne by oby kierownictwo duchowe.
Spotkania z kierownikiem mog  jednak odbywa  si  rzadziej, np. raz w tygodniu. I chocia
wyciszenie wewn trzne mia oby nieco inny charakter ni  z rekolekcjach o miodniowych, to
jednak na czas

wicze  w yciu codziennym nale

oby równie  szuka  wi kszego

skupienia wewn trznego, np. poprzez rezygnacj  z ogl dania programów telewizyjnych.

3. Jako wprowadzenie do przed

onej modlitwy indywidualnej

Niniejsze rozwa ania mog  równie  by  potraktowane jako wprowadzenia do przed

onej

modlitwy osobistej lub wspólnotowej. Nie jest wówczas rzecz  konieczn  tworzenie
specjalnych warunków modlitwy. Nie jest te  konieczne kierownictwo duchowe. By oby
jednak rzecz  wa

, aby Czytelnik rozeznawa  uczucia, natchnienia i pragnienia, które b

rodzi  si  w nim.

Wreszcie mo emy korzysta  z tych rozwa

 tak e na zasadzie lektury duchowej. Nie

musimy wówczas czu  si  zobowi zani do regularnej modlitwy w oparciu o przedstawione
tre ci.

5

Rozwa ania pierwszego tygodnia tego samego Autora nosz  tytu Adamie, gdzie jeste ?