background image

 

 

 

Mary Blayney 

 

 

Niezwykła 

przygoda 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mikeyowi i Dawn 

Steveowi i Laurze 

Oraz rokowi 2006, rokowi diamentu 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

Rozdział 1 

 

MUZEUM 

JASKRAWONIEBIESKIMI 

DRZWIAMI 

LONDYN, KWIECIEŃ 2006 ROKU 

 

–Co powinien zrobić człowiek, kiedy pozostało mu tylko kilka dni do 

wyjazdu z miejsca, które przemawia do jego duszy? – spytała dziewczyna. 

Przewodnik  skinął  zachęcająco  głową  i  był  zachwycony,  kiedy 

dziewczyna kontynuowała. 

–  Nie  wyobrażam  sobie  rozstania  z  Anglią.  Wzdragam  się  na  samą 

myśl o powrocie do Stanów i nie tylko dlatego, że  w tym roku wiosna się 

opóźnia. 

Co  skłoniło  Amy  Stevens  do  zadania  mu  tego  pytania?  Był 

przewodnikiem,  kustoszem  muzeum  w  małym  domku  przy  cichej  ulicy  w 

Mayfair. Z pewnością nie pomyliła go z urzędnikiem ambasady. Niech Bóg 

ją  błogosławi.  Znał  jedynie  jej  imię,  a  i  to  z  paszportu.  I  jakie  wnioski  o 

współczesnym  Londynie  można  wyciągnąć  z  faktu,  że  aby  móc  zwiedzić 

muzeum, konieczny jest dokument ze zdjęciem? 

Chociaż  nawet  nie  znał  jej  imienia,  wiedział,  że  stanowi  kluczowy 

element  zagadki,  którą  od  tak  dawna  próbował  rozwiązać.  Myślał,  że  ją 

straci,  i  rozpaczliwie  pragnął,  żeby  zadała  pytanie,  jakiekolwiek  pytanie. 

Bogu  niech  będą  dzięki,  że  zadała  idealne  pytanie,  stworzyła  mu  okazję, 

jakiej potrzebował. 

– Dlaczego nie może tu pani zostać? 

– W czerwcu muszę pojechać na ślub. Chcę tam być i muszę tam być. 

Jim mówi, że mogę tutaj wrócić, ale... 

RS

background image

 

–  Co  za  Jim?  –  przerwał  jej  przewodnik.  Chłopak  może  oznaczać 

poważne komplikacje. 

–  Kolega.  Oboje  studiowaliśmy  tu  przez  rok.  To  on  się  żeni,  a  jego 

narzeczona  jest  jedną  z  moich  najlepszych  przyjaciółek.  W  kraju  mam 

rodzinę  i przyjaciół.  Będą  mnie  odwodzili  od  ponownego  wyjazdu.  Nikt z 

nich tego nie rozumie. Uważają, że Topeka to idealne miejsce do życia. 

– Dla nich może takim być. – Ale nie dla niej. Czy nie była pierwszą 

osobą,  która  uważnie  wysłuchała  opowieści  o  magicznej  monecie?  Nawet 

zapytała,  czy  ta  historia  jest  prawdziwa,  nie  potraktowała  jej  jak  bajki.  Z 

pełnym przekonaniem wyjął z gabloty wgniecioną monetę i wręczył ją jej. – 

Proszę to wziąć na pamiątkę, z wiarą, że wszystko jest możliwe. 

– Nie może mi pan tego dać – powiedziała i schowała ręce za siebie. 

–  Mogę  ją  dać  każdemu,  komu  zechcę.  –  Przewodnik  wzruszył 

ramionami. Mówił prawdę, nawet jeśli następne zdanie było kłamstwem. – 

Bez trudu zdobędę drugą. 

W głębi serca Amy Stevens pragnęła mieć tę monetę jako niezwykłą 

pamiątkę  owego  cudownego  roku.  Więc  ostatecznie  dała  się  namówić 

przewodnikowi  do  wzięcia  prezentu.  Postanowiła,  że  kupi  łańcuszek  i 

będzie nosiła monetę na szyi. 

Szybko  przeszła  przez  Mayfair  do  Earl's  Place,  pubu  tuż  obok 

Piccadilly,  który  razem  z  Jimem  uważali  za  swój.  Razem  z  setką  innych 

fanów  piłki  nożnej.  W  pubie  było  tłoczno  i  nie  udało  jej  się  dać  Jimowi 

znaku, że już jest. Mogła zaczekać. Zresztą i tak bez reszty pochłaniało go 

oglądanie meczu. 

Amy opadła na stołek przy barze, wyciągnęła monetę i utkwiła w niej 

wzrok.  Zgodnie  z  opowieścią  przewodnika  ten  pieniążek  miał  magiczne 

RS

background image

 

właściwości.  Jeśli  wierzyć  słowom  tego  człowieka,  moneta  zmieniła  życie 

trzech osób, które wypowiedziały życzenie. Na lepsze. 

Jakie było prawdopodobieństwo, że naprawdę spełniała życzenia? 

Żadne. 

Ale co zaszkodzi spróbować? Nic. 

Położyła monetę na kontuarze przed sobą, sformułowała kilka życzeń, 

a potem wzięła ją w dłoń i mocno ścisnęła. 

–  Chciałabym,  żeby  znalazł  się  jakiś  sposób,  bym  mogła  tu  zostać  – 

szepnęła. 

Moneta wydała jej się ciepła. Spojrzała na nią, zmarszczywszy czoło. 

W barze panował tłok, w sali było gorąco, fani kibicowali swojej drużynie. 

Barman przecisnął się do miejsca, gdzie siedziała. Nie ten, co zwykle. 

Zatrudnili kogoś dodatkowego, by pomógł obsługiwać gości? Miał na sobie 

służbowy  strój  pracowników  pubu:  dżinsy  i  białą  zapinaną  na  guziki 

koszulę,  której  rękawy  podwinął.  Koszula  była  nieskazitelnie  czysta  mimo 

pracy,  jaką  wykonywał.  Co  to  za  rodzaj  magii?  –  zastanawiała  się. 

Przyglądała  mu  się,  jak  idzie  wzdłuż  baru,  zahipnotyzowana  rytmem,  w 

jakim zbierał zamówienia, podawał drinki, wydawał resztę. 

Był  niczego  sobie.  A  kiedy  się  uśmiechnął,  jego  sympatyczna  twarz 

stała się wprost oszałamiająca. Ten  uśmiech sprawił, że  zapragnęła czegoś 

więcej niż zdawkowej rozmowy klientki z barmanem. 

– Co dla pani? 

Mówił z akcentem zupełnie niepasującym do pubu. Taki akcent byłby 

na miejscu w Eton albo Oksfordzie. Albo u księcia Williama. 

Wskazała butelkę wina, którą trzymał, z jakiegoś głupiego powodu nie 

chcąc  otworzyć  ust  i  zdradzić  się,  że  jest  Amerykanką.  Zapomniała  o 

RS

background image

 

zaczarowanej monecie, która wypadła jej z ręki, potoczyła się po kontuarze 

w jego stronę i spadła na podłogę. 

Gwałtownie zaczerpnęła powietrze w płuca i pochyliła się nad barem, 

próbując wypatrzyć swój pieniążek. 

– Wpadła pod chłodziarkę – powiedział. – Jest dla pani ważna? 

– O, tak. To wyjątkowa moneta. 

– W takim razie... – Przykucnął i sięgnął pod chłodziarkę. Spojrzał na 

dłoń i się skrzywił. – Najwyższy czas tam posprzątać. – Wyciągnął jeszcze 

trochę  rękę  i  z  triumfującym  „Mam  ją!"  wyprostował  się,  spojrzał  na 

monetę.  Zdawał  się  zaskoczony  jej  wyglądem,  ale  z  uśmiechem  oddał  ją 

dziewczynie. 

– Dziękuję – ucieszyła się. – Bardzo dziękuję. 

Skinął  głową,  uniósł  butelkę  wina,  a  kiedy  Amy  powiedziała 

„Poproszę", napełnił kieliszek. 

Sięgnęła  do  kieszeni  dżinsów  po  pieniądze,  ale  machnął  ręką,  nie 

chcąc należności. 

– Proszę mi pozwolić dokładnie przyjrzeć się monecie, dobrze? To mi 

wystarczy jako zapłata. 

Już mu ją miała podać, kiedy  w barze  rozległy się  okrzyki i wiwaty. 

Mecz się skończył i spragnieni maniacy futbolu ruszyli ławą w stronę baru. 

– Jeśli pan chce, mogę zaczekać, aż się przewali ten tłum. 

Pochylił  się  nad  kontuarem,  podparł  na  rękach,  jego  uśmiech  był 

ciepły jak uścisk. 

– Świetnie. Właśnie to chciałem od pani usłyszeć. W głębi sali w rogu 

jest stolik. Tam będzie trochę spokojniej. 

Amy  skinęła  głową.  Miała  nadzieję  na  coś  więcej  niż  pogawędkę  z 

tym  przystojniakiem.  I  wszystko  wskazywało  na  to,  że  jej  życzenia  się 

RS

background image

 

spełnią. Przecisnęła się przez tłum i usiadła przy stoliku, który  wskazał jej 

barman. 

Chwilę później podszedł do niej Jim. 

–  Widziałaś  tego  ostatniego  gola,  Amy?  Puchar  Świata  mamy  w 

kieszeni. 

– Jim, powtarzasz to od lat – odparła, starając się, by zabrzmiało to w 

miarę entuzjastycznie. 

– Tak, ale rozgrywki zaczynają się w czerwcu. Przyznaj – powiedział 

tym swoim protekcjonalnym tonem – że nawet nie wiesz, jakie drużyny dziś 

grały. 

– Nie mam pojęcia. Możesz to nazywać futbolem albo piłką nożną, jak 

to nazywamy u nas, a i tak nie widzę w tym nic fascynującego. Wolę pograć 

w tenisa albo w siatkówkę, niż się gapić, jak inni biegają po boisku. 

Jim skinął głową. Tak, pomyślała Amy, słyszał to już setki razy. Żeby 

było  sprawiedliwie,  ona  musiała  do  znudzenia  wysłuchiwać  informacji  o 

piłce nożnej. 

– Wybieram się z chłopakami do pubu z darmowym żarciem. Idziesz z 

nami? 

– Nie, dziękuję. Czekam na rozmowę z kimś. 

– Och? – Jim obejrzał się przez ramię. – Widziałem, jak gawędziłaś z 

barmanem.  –  Ściągnął  brwi.  –  Pamiętaj,  że  niedługo  wyjeżdżamy,  a  jakoś 

nie wydaje mi się, by Topeka go pociągała. 

–  Chcę  posłuchać,  co  ma  do  powiedzenia  o  monecie,  którą  dziś 

znalazłam, to wszystko. 

–  Jasne  –  rzucił  Jim  z  takim uśmiechem,  jakby  brał  udział  w  jakimś 

romantycznym spisku. – Jak chcesz. Ja wybywam. Mam przy sobie telefon. 

Wyślij  mi  sms,  jeśli  będziesz  potrzebowała  pomocy  podczas  ucieczki.  – 

RS

background image

 

Skierował się do wyjścia razem z niemal wszystkimi gośćmi. Poziom hałasu 

znacznie spadł. 

Amy uniosła rękę w pożegnalnym geście, a potem całą uwagę skupiła 

na  monecie,  grzejącej  jej  dłoń.  No  dobrze,  nie  całą.  Częściowo  jej  myśli 

zaprzątał  barman.  Czyżby  to  właściciel?  Albo  hrabia?  Miała  nadzieję,  że 

nie.  A  może,  pomyślała  z  przejęciem,  jest  hrabią  jakimś  tam? 

Prawdopodobieństwo tego wynosiło jak jeden na milion. 

W  takim  razie  dlaczego  chciał  obejrzeć  monetę?  Była  stara,  może 

nawet  cenna.  A  może  nie.  Wyglądała,  jakby  ją  wybito  z  jakiegoś 

bezwartościowego metalu. Czy ma to jakieś znaczenie? 

– Chciałem wiedzieć, gdzie kupiła pani tę monetę.  

Barman  stał  obok  niej,  w  ręku  trzymał  kubek  z  jakimś  gorącym 

napojem. Mówiąc,  spoglądał  za  wychodzącym  Jimem.  Razem  z  nim  mógł 

zniknąć  hałas,  ale  nie  testosteron.  Barman,  który  początkowo  sprawiał 

wrażenie takiego sympatycznego, teraz wydawał się raczej podejrzliwy niż 

zaintrygowany.  Ale  nie  był  ani  odrobinę  mniej  przystojny,  nawet  jeśli 

wyglądał  –  z  pełnymi  ustami  Kiefera  Sutherlanda  i  jasnymi  włosami 

opadającymi  na  czoło  –  mniej  pociągająco  niż  godzinę  temu,  kiedy  się 

uśmiechał. 

–  Dostałam  ją  od  kogoś.  –  Kiedy  zrobił  sceptyczną  minę,  skinęła 

głową. – Wiem, też sobie pomyślałam, że to dziwne. Ale nalegał. Zna pan 

ten dziewiętnastowieczny dom–muzeum przy Norfolk Street? Interesuję się 

wszystkim, co dotyczy epoki regencji. 

Pokręcił głową, jakby te wyjaśnienia nic mu nie mówiły. Spróbowała 

jeszcze raz. 

– Niedaleko Hyde Parku. Z jaskrawoniebieskimi drzwiami. Spędziłam 

tam dziś kilka godzin. Przewodnik dał mi tę monetę. 

RS

background image

 

– Dał ją pani? – Odstawił kubek na stolik i nachylił się do niej, więc 

poczuła się nieco niepewnie. – Tak po prostu podarował pani monetę? 

Amy odsunęła krzesło i wstała. 

–  Nie  wiem,  czy  arogancja  idzie  w  parze  z  akcentem  jak  u  księcia 

Williama, czy wynika z faktu, że jest pan właścicielem tego lokalu. – Wzięła 

monetę i spojrzała na niego. 

Kiedy  mu  się  przyglądała,  te  zdumiewające,  ciemnoniebieskie  oczy 

stały się łagodniejsze. 

– Przepraszam. – Odsunął się. – Mam za sobą ciężki dzień. 

Po  przeprosinach  pozostało  to,  co  najistotniejsze.  Skoro  to  nie  był 

oryginalny  sposób  na podryw,  to  o  co  mu  chodziło?  Czy  naprawdę  aż  tak 

zainteresowała go ta moneta? 

–  Przychodzę  tu  od  prawie  roku  –  powiedziała  Amy  –  ale  nie 

przypominam sobie, żebym wcześniej tu pana widziała. 

– Pracuję tu dorywczo. Na co dzień jestem nauczycielem. 

– A więc nie jest pan właścicielem? 

–  Nie,  to  wszystko  należy  do  mojego  brata.  –  Zatoczył  ręką  koło, 

wskazując  wszystko  wokół  nich:  krzesła,  na  których  siedzieli,  pub,  może 

nawet cały budynek. – A teraz proszę usiąść i opowiedzieć mi o tej monecie. 

– Skinieniem głowy wskazał Amy krzesło, a sam usiadł naprzeciwko. 

Pozostała  na  swoim  miejscu.  A  więc  to  nie  książę  z  bajki.  I  ma  w 

nosie, jak jej na imię, nie mówiąc już o tym, co zamierza robić przez resztę 

swojego życia. 

Interesowała go  wyłącznie moneta. No cóż. Przez całe dwie sekundy 

rozważała,  czy  powtórzyć  mu  opowieść  przewodnika  o  magicznych 

właściwościach  pieniążka,  ale  wiedziała,  że  barman  ją  wyśmieje.  Dlatego 

postanowiła udać głupią. 

RS

background image

 

– Nie wiem o niej zbyt dużo. A pan? 

–  Z  jednej  strony  są  wyryte  jakieś  mogolskie  napisy  –  powiedział 

wolno, jakby ktoś siłą wyrywał mu słowa z gardła. 

– Pod nimi jest krzyżyk, a obok słowo „gotówka". Na drugiej stronie 

jest herb. 

Był  teraz  nauczycielem.  Pełnym  rezerwy,  nieco  wywyższającym  się 

belfrem. 

–  Zgadza  się  –  powiedziała,  zajmując  w  końcu  wskazane  miejsce, 

zaciekawiona i przejęta pomimo jego chłodu. 

– Zobaczył pan to wszystko, kiedy podniósł ją pan z podłogi? 

Zrobił gest, który mógł znaczyć zarówno „tak", jak i „nie". 

– Co to za język ten mogolski? – spytała, kładąc rękę na zaciśniętej w 

pięść dłoni, w której trzymała monetę. Wyciągnie z niego wszystko na ten 

temat, nawet jeśli miałaby mu zadać dziesiątki pytań. 

– Mogołowie w szesnastym wieku podbili Indie i panowali tam, póki 

nie nastali Brytyjczycy. 

– Powiedział pan to tak, jakby cała sprawa przebiegła bardzo gładko. 

Nie zapukali „puk, puk" do drzwi pałacu, mówiąc: „Teraz my tu będziemy 

rządzić". Może nie jestem Brytyjką, ale wiem coś niecoś na ten temat. 

– Widzę, że uczyła się pani historii – powiedział. – Później sprawdzę 

pani wiedzę z tej dziedziny. Teraz interesuje mnie moneta. 

Trochę się odprężył, chociaż wciąż był spięty, co zdradzał sposób, w 

jaki siedział, oraz to, jak uważnie ją obserwował. Wielka szkoda, że to nie 

ona  była  obiektem  jego  zainteresowania.  Wyciągnął  rękę  nad  stołem  i 

postukał delikatnie palcem w dłoń Amy. 

–  Czy  mogę  zobaczyć  monetę?  –  Nawet  kiedy  mówił,  wzrok  miał 

utkwiony w jej ręce. 

RS

background image

10 

 

Słyszała, co powiedział, ale jej umysł (i ciało) skupiły się na miejscu, 

w którym jego palec dotknął jej dłoni, i na tym, co poczuła każdym swoim 

nerwem. W jednej chwili ogarnęły ją niepokój i pożądanie. Rety, pomyślała, 

prostując się na krześle. A nawet go nie lubię. Czy on to czuje? 

Widocznie nie czul, bo wzrok nadal miał utkwiony w jej dłoni. Chodzi 

mu o monetę, ty głupia, upomniała samą siebie Amy. Położyła ją przed sobą 

tak,  by  mógł  ją  wyraźnie  widzieć.  Pokręcił  głową.  Uśmiechał  się  jak 

chłopiec, który dostał nową, upragnioną zabawkę. 

– Dużo wiem o tej monecie – zaczął, nie unosząc wzroku. – Wybito ją 

w tysiąc osiemset ósmym roku. 

– Rzeczywiście! – powiedziała, kiedy odwróciła monetę, by sprawdzić 

datę. 

– Na zlecenie Kompanii Wschodnioindyjskiej. – Nachylił się nad nią 

niżej. –  To  jej herb nad datą.  Wszystkie  monety  zalano  woskiem,  a potem 

zapakowano  do  beczek,  a  te  następnie  załadowano  na  statek  płynący  do 

Indii.  Statek  zatonął  podczas  szkwału,  który  go  zepchnął  na  mieliznę 

Goodwin Sands za Cieśniną Kaletańską. Dopiero w roku tysiąc dziewięćset 

osiemdziesiątym  piątym  znaleziono  wrak  statku i  wydobyto  z  morza  kilka 

monet.  To  jedna  z  nich.  I  właśnie  ta  konkretna  ma  charakterystyczne 

wgniecenie. 

–  Czy  to  wgniecenie  zmniejsza  jej  wartość?  –  Wyciągnęła  rękę  i 

dotknęła paznokciem małego wgłębienia. 

– Nie, dzięki niemu jest taka ważna. Przynajmniej dla mnie. 

–  Ważna?  –  Amy  wzięła  monetę  i  przyjrzała  jej  się  z  szacunkiem. – 

Skąd pan to wie? Nigdy wcześniej o tym nie słyszałam. 

–  Interesowałem  się  nią  od  długiego  czasu  –  wyjaśnił  –  i  niemal 

równie długo próbowałem ją odnaleźć. 

RS

background image

11 

 

– Och. A ja tu przyszłam właśnie z nią. Czy to nie dziwne? – Czary? 

Odepchnęła  od  siebie  tę  myśl.  –  Skoro  jest  taka  rzadka  i  cenna,  dlaczego 

przewodnik mi ją dał? 

–  Rzeczywiście  wydaje  się  to  dziwne  –  odrzekł  po  długiej  chwili 

milczenia. 

– Racja. – Amy mówiła na głos, ale właściwie do siebie. Dopiero po 

jakimś  czasie  dotarła  do  niej  nieufna  nuta  w  jego  głosie.  Z  pewnym 

zdumieniem  uświadomiła  sobie,  co  sugerował.  –  Uważa  pan,  że  ją 

ukradłam? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

12 

 

Rozdział 2 

 

Barman  uniósł  ręce,  jakby  go  to  mogło  osłonić  przed  jej  gniewnymi 

słowami. 

– Nawet nie zna pan mojego imienia i w ogóle nic pan o mnie nić wie, 

a  uważa  mnie  pan  za  złodziejkę?  –  Znów  usiadła  na  krześle.  –  To 

oburzające.  Nazywam  się  Amy  Stevens,  jestem  z  miejscowości  Topeka  w 

stanie Kansas. Przez rok studiowałam tutaj, a w przyszłym tygodniu wracam 

do  domu.  Jeszcze  minutę  temu  było  mi  naprawdę  bardzo,  ale  to  bardzo 

przykro,  że  wyjeżdżam.  Prawdę  mówiąc,  minutę  temu  nie  mogłam 

powiedzieć jednego złego słowa o moim pobycie tutaj. – Skrzyżowała ręce i 

rzuciła mu najbardziej wyniosłe spojrzenie, na jakie potrafiła się zdobyć. – 

A pan kim właściwie jest? 

– Simon West – przedstawił się, opuszczając ręce. Zaczął rytmicznie 

stukać dłońmi w krawędź stolika. 

–  Powiedziałam  panu,  że  dostałam  monetę  od  przewodnika  – 

powtórzyła. – Nie ukradłam jej. 

–  W  porządku,  ale  to  musi  być  coś  więcej  niż  zwykły  zbieg 

okoliczności. – Przestał stukać w stół. 

–Co? 

– To, że znalazła się tu pani z monetą, której szukam od lat. 

– Myśli pan, że przyszłam, żeby ją panu sprzedać? Tego już naprawdę 

za wiele. – Amy wyciągnęła rękę, żeby zabrać monetę i wyjść. 

Nachylił się i ujął jej dłoń. 

– Wcale nie myślę, że ją pani zabrała albo że przyszła tu pani, żeby mi 

ją sprzedać. To by było zbyt proste. 

RS

background image

13 

 

–  Teraz  pan  mówi  zagadkami.  –  Wypowiedziała  te  słowa  szeptem; 

dotyk jego dłoni znów sprawił, że minęła jej cała złość. 

Do diabła, jak to możliwe, że tylko ona to czuła? 

Jesteś  głupcem,  Simonie  West.  Tak,  była  cudowna  z  tymi  swoimi 

niesfornymi,  kasztanowymi  włosami  i pełnymi  życia  oczami. Były  zielone 

czy piwne? Nieważne. Miała jakiś plan. 

– Wybacz, Amy. Rzeczywiście mówię zagadkami.  

Pojawienie się monety akurat tu i teraz wydawało się zbyt oczywistym 

zbiegiem okoliczności, by mogło to być czymś innym niż jakimś szwindlem. 

Albo  czarami  –  co  było  absurdalne.  Będzie  z  nią  grał  w  tę  grę,  ponieważ 

zależało  mu  na  monecie,  a  nie  dlatego,  że  nie  przejrzał  jej  właścicielki. 

Prawdopodobnie przez ten rok studiowała aktorstwo. 

–  A  więc  wierzy  mi  pan,  że  nie  ukradłam  tej  monety?  Miała  uroczy 

akcent. Brytyjski angielski jako drugi język. 

Ubóstwiał sposób, w jaki Amerykanie próbowali mówić jego językiem 

ojczystym.  Był  tym  oczarowany  tak  samo,  jak  innych  oczarowywał 

francuski akcent. Opanuj się, ty idioto. Myśl głową, mówił sobie w duchu. 

– Chcę usłyszeć, że mi pan wierzy – nalegała. 

–  Ona  mówi  prawdę,  proszę  pana.  Nie  ukradła  tej  monety  ani  nie 

przyszła tutaj, żeby ją panu sprzedać. Zaręczam to panu. 

Simon  drgnął  i  się  odwrócił.  Koło  stolika  ujrzał  mężczyznę  w 

staromodnym mundurze marynarskim. 

– Czy wolno wiedzieć, kim pan jest? – spytał Simon, a potem, widząc 

mile zaskoczoną minę Amy, uniósł rękę. – Jest pan kustoszem z muzeum. 

– Tak. – Amy i przybysz powiedzieli to jednocześnie. Ależ naturalnie. 

Simon czekał, ciekaw, co teraz nastąpi. 

RS

background image

14 

 

–  Nie  wierzy  mi  pan?  –  Starszy  mężczyzna  wyprostował  się  z 

godnością.  –  Naprawdę  jestem  kustoszem.  Nazywam  się  Wentworth 

Arbuckle. Pracuję w domu z niebieskimi drzwiami, trzy przecznice stąd. 

–  Może  i  tak.  –  Simon  starał  się  zrozumieć,  co  oznacza  ten 

niespodziewany  zwrot  akcji.  Nikt  nie  wiedział  o  jego  poszukiwaniach. 

Utrzymywał  je  w  najgłębszej  tajemnicy  z  tego  prostego  powodu,  że  nie 

lubił, kiedy go nazywano głupcem. – Proszę mi powiedzieć, dlaczego oddał 

pan tę monetę? Jestem pewien, że pańscy pracodawcy tego nie pochwalą. 

–  Co  pan  o  niej  wie?  –  spytał  pan  Arbuckle,  najwyraźniej  nie 

przejąwszy się tym, że oskarżono go o kradzież. 

Simon  przeniósł  wzrok  z  kustosza  na  Amy,  która  czekała  na 

odpowiedź z miną, mówiącą: „Proszę nie kazać nam czekać!". A co tam. Już 

pewnie  znają  odpowiedź.  W  przeciwnym  razie  dlaczego  mieliby  się  tu 

zjawić? 

–  Widziałem  te  monetę  na  portrecie  –  powiedział,  zwracając  się 

bezpośrednio do mężczyzny. 

To jedno zdanie zmieniło wszystko o sto osiemdziesiąt stopni. 

–  Na  portrecie?  Gdzie  jest  ten  obraz?  –  ożywił  się  pan  Arbuckle;  w 

jednej chwili zniknęło całe jego opanowanie, a zastąpiło je podniecenie. 

– W moim gabinecie – wolno powiedział Simon, czując, jak atmosfera 

gęstnieje. 

– A   pani  ma  monetę!  –  wykrzyknął  kustosz  i  klasnął  w  dłonie  tak, 

jakby za chwilę miał dokonać jakiegoś niezwykłego odkrycia. – Błagam, by 

pozwolił mi pan obejrzeć ten obraz. 

Simon przez całą minutę zastanawiał się nad odpowiedzią. 

RS

background image

15 

 

–  Czemu  nie?  –  Dość  łatwo  będzie  udawać,  że  dał  się  porwać 

entuzjazmowi  tego  człowieka.  –  Jedno  spojrzenie  na  obraz  za  jedno 

spojrzenie na monetę.  

– Nie ma sprawy – zgodziła się Amy bez chwili wahania, jakby była 

równie niewinna, co ładna. 

Simon odwrócił wzrok od jej ożywionej twarzy. 

– Tylko powiem pracownikom, że wychodzę. 

Nie  czekając  na  odpowiedź,  podszedł  do  mężczyzny  stojącego  w 

drzwiach. 

Amy  nazwałaby  faceta,  z  którym  rozmawiał  Simon,  bramkarzem, 

chociaż nigdy nie widziała, by robił cokolwiek poza wzywaniem taksówek 

dla gości zbyt pijanych, by sami mogli wrócić do domu. West rozmawiał z 

nim przez całą minutę. To, co mu mówił, sprawiło, że mężczyzna zaczął im 

się podejrzliwie przyglądać, kiwając przy tym głową ze zrozumieniem. 

Odwód,  doszła  do  wniosku,  chowając  monetę  do  kieszeni.  Na 

wypadek,  gdybyśmy  się  okazali  czarnymi  charakterami.  Spojrzała  na 

swojego  towarzysza,  żeby  się  przekonać,  czy  nie  czuje  się  dotknięty. 

Okazało  się,  że  nic  a  nic.  Uśmiechał  się  na  samą  myśl  o  tym,  co  wkrótce 

zobaczy. 

Następnie Simon West zamienił kilka słów z drugim barmanem i dał 

im znak. Potem otworzył drzwi na zaplecze i ruszył przodem. 

Pomieszczenie  nie  zrobiło  na  niej  większego  wrażenia:  zagracony 

pokój,  pełen  szpargałów.  I  ani  śladu  portretu.  Zdezorientowana  Amy 

postanowiła pozwolić pójść panu Arbuckle'owi przodem. 

West położył dłoń na gałce drzwi w drugim końcu pokoju. Spojrzał na 

nich. 

– To nie tutaj. Portret z monetą jest w moim gabinecie na górze. 

RS

background image

16 

 

– Czy w domu jest jeszcze ktoś? Na przykład pańska żona? – spytała 

Amy. To, że była z Topeka, nie znaczyło,że jest naiwna – może trochę zbyt 

powolna, kiedy trzeba było się bronić, ale nie naiwna. 

–Nie mam żony – odparł West. – Jedną chwileczkę. Sprawdzę, czy jest 

tu ktoś z pracowników. – Zniknął za drzwiami i usłyszała, jak wołał: 

– Tandy? Roger? Jest tu ktoś? 

–  Poleruję  mosiężne  elementy  w  holu  –  rozległ  się  kobiecy  głos.  – 

Roger  jest  na  górze,  naprawia  cieknącą  rurę  w  toalecie.  Jeśli  pan  czegoś 

potrzebuje, to niech pan tu przyjdzie. 

Simon  skinął  głową  i  przytrzymał  drzwi  dla  Amy  i  kustosza. 

Poprowadził ich szerokim korytarzem, na którego końcu było coś, co Amy 

kojarzyło  się  ze  schodami  dla  służby,  na  ogół  zamykanymi  drzwiami 

obitymi zielonym suknem. Za nimi znajdował się imponujący hol. 

Zobaczyła  biało–czarne  kafle  na  podłodze,  wielki  zegar  i  kobietę  – 

przypuszczała,  że  to  Tandy  –  która  czyściła  gałkę  u  drzwi.  Powietrze 

wypełniała  osobliwa  mieszanka  zapachu  pasty  i  lilii,  stojących  w  pobliżu 

wejścia.  Rety,  pomyślała  Amy,  jak  tu  elegancko.  Nie  przypominało  to 

kawalerskiego mieszkania. 

– Pokażę pannie Stevens i temu oto dżentelmenowi portret. 

– Dobrze – powiedziała Tandy. – Proszę  zadzwonić, jeśli będzie pan 

sobie życzył herbatę. 

Simon kiwnął głową i zaprowadził swoich gości na górę. 

Amy,  wchodząc  za  Simonem  i  kustoszem  po  błyszczących, 

drewnianych  stopniach,  pomachała  pokojówce,  która  skinęła  jej  głową  i 

uśmiechnęła  się  życzliwie.  Schody  tworzyły  literę  U  na  końcu  holu, 

naprzeciwko drzwi frontowych. Długi podest łączył dwa ciągi stopni. Amy 

RS

background image

17 

 

wchodziła  bardzo  wolno,  przyglądając  się  uważnie  obrazom  wiszącym  na 

ścianie.  

Zatrzymała się przed jednym. 

– To Rembrandt? – zapytała, unosząc wzrok, i zobaczyła, że Simon ją 

obserwuje. 

–  Rembrandt?  Bardzo  byśmy  chcieli,  ale  nie,  moja  znawczyni  dzieł 

sztuki.  To  falsyfikat.  Ze  szkoły  Rembrandta,  z  jego  czasów,  ale  nie  jego 

pędzla. 

–  Nie  jestem  znawczynią,  ale  z  całą  pewnością  to  bardzo  dobry 

falsyfikat  –  odrzekła  Amy,  cofając  się  o  krok  i  uważnie  przyglądając  się 

malowidłu. 

– Tak, wiele osób dało się nabrać do lat trzydziestych, kiedy Berenson 

i jego koledzy podali w wątpliwość przypisywane autorstwo. Teraz spotyka 

się dziesiątki dzieł prawie Starych Mistrzów. 

Nawet  falsyfikat  Rembrandta  z  XVII  wieku  musi  być  sporo  wart, 

pomyślała  Amy.  A  przynajmniej  więcej,  niż  kiedykolwiek  wydałaby  na 

obraz. Wielka szkoda, że to nie oryginał. 

Współczująco  pokiwała  głową  i  podążyła  za  Simonem  w  górę, 

zastanawiając się, kim on właściwie jest. 

– A więc ten dom to w połowie okazały miejski dom i w połowie pub 

dla miłośników piłki nożnej? 

– Tak – dość opryskliwie odparł Simon. – Mój brat był pewien, że to 

idealne rozwiązanie wszelkich kłopotów finansowych. 

Amy wywnioskowała z jego tonu, że tak nie jest. Usłyszała głos swojej 

matki  w  części  mózgu,  przeznaczonej  do  pamiętania  nauk  na  całe  życie. 

„Niegrzecznie  jest  pytać  o  pieniądze".  Powstrzymała  się  więc  od  dalszych 

szczegółowych pytań, chociaż miała na nie ogromną ochotę. 

RS

background image

18 

 

Schody w kształcie litery U sprawiły, że zrobiła niemal kółko i kiedy 

dotarli na ostatni podest, wyjrzała przez wielkie, łukowato zakończone okno, 

żeby się zorientować, gdzie jest. Dom wzniesiono w poprzek ślepej uliczki, 

zamykał ją na końcu. Zmierzch sprawił, że można było stwierdzić jedynie, 

że  to  spokojna  okolica, bardzo  spokojna.  Jak  mogła  przychodzić do  EarPs 

Place przez rok i nie wiedzieć, że pub zajmuje połowę domu cierpiącego na 

rozdwojenie jaźni? Zdumiewające. 

Nie  mniej  zdumiewające  od  pokoju,  do  którego  przyprowadził  ich 

Simon. W dwóch ścianach były kolejne łukowate okna i wyobraziła sobie, 

że w dzień pokój zalany jest słońcem. 

Liczne półki zastawione książkami sprawiały, że bardziej przypominał 

bibliotekę niż gabinet. Znajdowały się tu biurko i stół, ich drewniane blaty 

były  ledwo  widoczne  spod  stosów  książek,  papierzysk  i  skoroszytów. 

Nowoczesny komputer jeszcze mocniej uwypuklał tradycyjny  wystrój tego 

pomieszczenia. 

Ale  chociaż  było  tu  wiele  rzeczy  przyciągających  wzrok,  nad 

wszystkim dominował obraz. 

– To portret z epoki regencji – odezwała się Amy, nie kryjąc zachwytu. 

– Zgadza się – przyznał jej rację Simon. – Jerzy III zapadł na chorobę 

umysłową  i  jego  syna  mianowano  regentem.  Ten fakt  oraz  miłość  własna 

Napoleona sprawiły, że początek dziewiętnastego wieku to dość interesujący 

okres. 

Amy podeszła bliżej do portretu. 

–  Regencja  to  moja  ulubiona  epoka  w  dziejach  Anglii.  Czytałam 

książki  Jane  Austen,  oglądałam  wystawy,  zwiedzałam  muzea  i  znam 

przynajmniej sto powieści historycznych. 

RS

background image

19 

 

Kochała tamte czasy i bynajmniej nie tylko dlatego, że mężczyźni byli 

wtedy tacy fascynujący, jak ten na obrazie. Tak bardzo przypominał Simona 

Westa, że przeszło jej przez myśl, czy aby przypadkiem on sam nie pozował 

do tego portretu, uważając to za świetny żart. 

Wykluczone. Czemu miałby zrobić coś takiego? Poza tym powiedział, 

że dziś po raz pierwszy zobaczył monetę. Ten obraz to z pewnością autentyk. 

Mężczyzna  na  portrecie  przedstawiony  był  w  swobodnej  pozie, 

siedział obok biurka, nie za nim. Na blacie stała kolejka, a przy niej leżała 

miniatura  przedstawiająca  jakąś  kobietę  i  moneta.  Była  najmniejszym 

elementem  obrazu,  ale  nie  wiedzieć  czemu  to  właśnie  ona  przykuwała 

uwagę.  Czy  dlatego,  że  została  namalowana  ze  wszystkimi  szczegółami, 

łącznie z wgnieceniem? 

–  Jest  wgnieciona  –  zauważyła  Amy.  –  Tak  jak  moja.  To  naprawdę 

bardzo osobliwe. 

– Teraz pani rozumie, dlaczego byłem taki zdumiony, kiedy pani się z 

nią  pojawiła.  –  Simon  odwrócił  się,  by  wciągnąć  do  rozmowy  kustosza. 

Mężczyzna stał w cieniu w pobliżu kominka, bardziej przypominając posąg 

niż żywego człowieka, ale skinął głową do Simona. 

–  Kto  to  jest,  Simonie?  Z  pewnością  jakiś  pański  krewny  – 

powiedziała Amy. 

– Mój prapradziad, trzeci hrabia Weston. 

Poczuła,  jak  policzki  zapłonęły  jej  rumieńcem  zawstydzenia.  A  ona 

kpiła sobie z jego „akcentu księcia Williama". 

–  A  kiedy  ty  odziedziczyłeś  tytuł?  –  Starała  się,  żeby  to  pytanie 

zabrzmiało, jakby było zadane od niechcenia. 

– Mój brat jest hrabią, nie ja. 

RS

background image

20 

 

A więc to tyle, jeśli chodzi o jej fantazje. Barman czy nie, Simon West 

ma  brata  hrabiego,  nie  wspominając  już  o  tym,  że  jest  wysokim, 

przystojnym blondynem o akcencie, który wywoływał zawrót głowy niczym 

kieliszek szampana. Prawdopodobnie umawia się z jakąś supermodelką. 

–  Czyli  jesteś  drugim  synem?  Jak  książę  Harry?  Też  masz  tytuł, 

prawda?  Nie  książę,  hmmmm...  –  Urwała  na  chwilę,  starając  się  sobie 

przypomnieć. – Lord Simon, zgadza się? 

– Nie, mój brat używa również tego tytułu. Ja jestem zwykłym panem 

Western  –  wyjaśnił  Simon  z  tym  swoim  arystokratycznym  akcentem, 

kłaniając się lekko. 

Obserwował ją, jak starała się nie okazać, że jego status społeczny robi 

na niej wrażenie. Dobrze to o niej świadczy. Amerykanka do szpiku kości. 

Ale to jeszcze nie znaczy, że nie jest jakąś oszustką. Nadal nie wiedział, jak 

ci dwoje zamierzają na nim zarobić, chyba że chcieli zwinąć jakieś srebra z 

domu. 

Nie żeby były tu jakieś srebra do zwinięcia! 

– Twój przodek na portrecie jest bardzo do ciebie podobny, Simonie. 

Nie czujesz się dziwnie wiedząc, że od dwustu lat nie żyje? 

– Mój brat i ja jesteśmy bliźniakami – wyjaśnił. 

Do  tej  pory  nie  zadali  ani  jednego  pytania,  które  byłoby  nie  na 

miejscu.  Z  wyjątkiem  prośby  o  pokazanie  portretu.  Znów  się  rozejrzał  za 

Wentworthem Arbuckle'em, ale nigdzie go nie zobaczył. Cholera, czyżby to 

tak miało się odbyć? Ona go będzie zagadywała, a starszy pan sprawdzi, co 

stąd można wynieść. Już chciał się pozbyć ich obojga, kiedy kustosz uniósł 

się  lekko  z  fotela  z  uszakami,  stojącego  przodem  do  kominka,  i  skinął  im 

głową. 

– Masz brata –bliźniaka? – zapytała Amy. 

RS

background image

21 

 

–  Zgadza  się  –  odpowiedział.  –  Więc  przyzwyczajony  jestem  do 

widoku  kogoś,  kto  wygląda  identycznie  jak  ja.  Poza  tym  założę  się,  że 

widziałaś  zdjęcia  swojej  prababki  albo  dalekiej  krewnej  i  wszyscy  się 

dziwili, jak bardzo jesteś do niej podobna. To to samo. 

–Jest  ogromna  różnica  między  rodzinnym  zdjęciem  a  ogromnym 

portretem,  na  który  codziennie  się  patrzy.  –  Amy  roześmiała  się  z  tego 

porównania.  –  A  więc  jesteś  synem  i  bratem  hrabiego,  uczysz,  czasami 

stoisz za barem, a resztę czasu spędzasz tutaj? Co czytasz? – Wzięła książkę 

i spojrzała na tytuł. – „Kompania Wschodnioindyjska"? 

Teraz stała się wścibska. Z niewinną minką próbowała się dowiedzieć, 

co on robi. Dlaczego? Nie miało to znaczenia dla nikogo poza jego rodziną. 

– Och, już wiem – powiedziała, zachowując się tak, jakby właśnie w 

tej  chwili  coś  sobie  uświadomiła.  –  Próbujesz  dociec,  jaki  jest  związek 

między hrabią i tą monetą? 

– Co cię to obchodzi? Masz w tym interes? 

Amy  cofnęła  się,  jakby  wymierzył  jej  cios  pięścią,  przed  którym 

musiała się uchylić. 

– Przepraszam. Czy to zbyt osobiste pytanie? Ale po prostu nie wydaje 

mi się, żeby to był przypadek, że zjawiłam się tu z monetą przedstawioną na 

twoim obrazie. Tobie nie wydaje się to dziwne? 

– Wydaje. 

–  No  widzisz,  jest  coś,  w  czym  się  zgadzamy.  I  jeszcze  jedno.  Jeśli 

chcesz, żebym sobie poszła, to pójdę. 

–  Chcę  obejrzeć  monetę  –  powiedział,  wyciągając  rękę.  –  Potem 

możesz sobie iść. 

– Ależ naturalnie, panie West. – Wymówiła jego nazwisko dokładnie 

takim  samym  tonem,  jak  to  robiła  Tandy,  kiedy  była  na  niego  zła;  w  jej 

RS

background image

22 

 

głosie wyczuwało się napięcie, które sprawiało, że słowo „pan" brzmiało jak 

zniewaga.  Wyciągnęła  monetę  z  kieszeni,  wręczyła  mu  ją,  po  czym 

odwróciła się do niego plecami. 

Podszedł do nich Arbuckle. Simon nie słyszał, jak mężczyzna wstał z 

fotela  przed  kominkiem  i  zbliżył  się  do  nich;  nie  słyszał,  żeby  podłoga 

zaskrzypiała jak zwykle. 

– Bałam się, że już pan wyszedł – powiedziała Amy z wyraźną ulgą. 

Razem  z  kustoszem  przyglądali  się  obrazowi,  nie  zwracając  najmniejszej 

uwagi na Simona. 

Moneta była ciepła w dotyku i błyszczała tak samo, jak ta na obrazie. 

Simon  obracał  ją  w  dłoni.  Uznał,  że  zakończenie  rocznych  poszukiwań 

okazało  się  dość  rozczarowujące.  Położył  monetę  na  blacie  najbliższego, 

pustego stolika, zastanawiając się, czy Amy mu ją sprzeda. Już miał zapytać, 

kiedy odezwał się kustosz. 

– Jedno mnie intryguje – zwrócił się do Amy, jednak na tyle głośno, 

żeby Simon mógł go usłyszeć. – Monety wydobyto dopiero kilkanaście lat 

temu. Zastanawiam się... –Odwrócił się do Simona, jego wzrok był równie 

przenikliwy, co ton głosu. – Skąd się  wzięła na obrazie?  Wiem dużo o jej 

dziejach w okresie regencji, ale szukałem odpowiedzi na to pytanie dłużej, 

niż pan przypuszcza. 

Amy pomyślała, że odpowiedź na to pytanie jest oczywista. Ale i tak 

powiedziała: 

– Czy nie można przyjąć, iż kilka monet zostało w kraju? 

– Nie. – Tym razem Simon i kustosz odpowiedzieli jednocześnie. 

– Wszystkie monety zapakowano w mennicy i dostarczono na statek – 

oświadczył  kustosz, bezwiednie  potwierdzając  to,  co  Simon jej powiedział 

godzinę wcześniej. 

RS

background image

23 

 

– Tak. – Gospodarz skinął głową. – I chociaż przekupstwo i korupcja 

są  niemal  tak  stare,  jak  historia  ludzkości,  nikt  nigdy  nie  wspomniał,  że 

część  z  nich  skradziono.  –  Przez  długą  chwilę  przyglądał  się  obrazowi,  a 

potem  spojrzał  na  kustosza.  –  Jeszcze  trudniejsze  jest  wyjaśnienie,  jak 

moneta,  wybita  w  tysiąc  osiemset  ósmym  roku,  znalazła  się  na  portrecie 

namalowanym w roku tysiąc osiemset piątym? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

24 

 

Rozdział 3 

 

Rzeczywiście.  Jakim  cudem  moneta  znalazła  się  na  obrazie,  jeśli 

wybito ją dopiero trzy lata po jego powstaniu? To dopiero zagadka. 

Teraz  wszyscy  troje  gapili  się  na  portret,  jak  gdyby  oczekując 

odpowiedzi  od  przodka  Simona.  Moneta  połyskiwała,  jakby  próbowała 

wyjawić  swoją  tajemnicę.  Trzeci  hrabia  Weston  spoglądał  na  nich  z  taką 

powagą, że  Amy  zaczęła się  zastanawiać, co takiego wiedział, o czym oni 

nie mieli bladego pojęcia. 

– Wiem, jak to się stało, panie West – odezwał się kustosz. – Gdybym 

mógł zabrać pana tam, gdzie to się wydarzyło, zgodziłby się pan tam ze mną 

udać? 

Amy skinęła głową, jakby Simon potrzebował podpowiedzi. 

– Jasne – odrzekł Simon, ale zbyt szybko. – A skoro już o tym mowa, 

może mi pan wyjaśnić, co trzeci hrabia zrobił z obrazem Guardiego, który 

kiedyś stanowił własność rodziny? 

– Czyim obrazem? – zapytała Amy. 

–  Nazwisko  malarza  brzmi  Guardi.  Tworzył  w  drugiej  połowie 

osiemnastego  wieku.  Drugi  hrabia  kupił  obraz  jego  pędzla  w  Wenecji 

podczas  podróży  po  Europie.  W  tamtych  czasach  robiło  się  takie  rzeczy. 

Kupił obraz Guardiego albo Canaletta. Teraz są warte miliony funtów. 

–I trzeci hrabia się go pozbył? – Jezu, to prawdziwe nieszczęście. Amy 

myślała o tym przez całe trzy sekundy. 

– Może go sprzedał – powiedziała, zwracając się do Simona. 

–  Założę  się,  że  nawet  bez  dzisiejszych  podatków  utrzymanie 

posiadłości  jest  kosztowne.  Wtedy  było  tak  samo,  prawda?  Posiadłość 

pochłania każdego funta, a i tak ciągle na coś brakuje pieniędzy. 

RS

background image

25 

 

–  Odpowiedź  jest  prosta,  chociaż  niepoparta  żadnymi  dowodami. 

Jedyna wzmianka zachowała się w księdze majordomusa pod datą dziesiąty 

kwietnia  tysiąc  osiemset  piątego  roku.  Zgodnie  z  rodzinną  legendą  trzeci 

hrabia podarował obraz Guardiego swojej metresie jako prezent pożegnalny. 

– Co? Miała już dość biżuterii? 

–  Nie,  hrabia  niedawno  kupił  wspaniałego  konia  wyścigowego  i 

zatrudnił  tresera  Hiszpana,  więc  chwilowo  cierpiał  na  brak  gotówki.  Z 

zapisu  w  księdze  wiemy  jedynie,  że  dziesiątego  kwietnia  tysiąc  osiemset 

piątego roku stwierdzono brak obrazu. – Simon umilkł i pokręcił głową. 

– Przepraszam. Zaginiony obraz fascynuje mnie niemal tak samo, jak 

moneta. 

Powiedział  zbyt  wiele?  Ale  co  właściwie  mogła  zrobić  z  tą 

wiadomością?  Czy  nadal  był  przekonany,  że  próbują  coś  od  niego 

wyciągnąć? 

–  Panie  West,  gdyby  zgodził  się  pan  wypowiedzieć  życzenie, 

trzymając  monetę,  może  udałoby  się  panu  odkryć,  co  się  stało  z  dziełem 

Guardiego – odezwał się kustosz po dłuższym milczeniu. 

– Wypowiedzieć życzenie? Przed tym czy po tym, jak pan odpowie na 

moje  pierwsze  pytanie?  –  Simon  West  sprawiał  wrażenie  człowieka, który 

znalazł się u granic wytrzymałości. 

–  Mogę  odpowiedzieć  na  pańskie  pytania  dotyczące  monety  – 

oświadczył  kustosz  i  skinął  głową.  –  Jeśli  odpowiedź  na  pana  pytanie, 

dotyczące obrazu, ma zostać udzielona, to udzieli jej sama moneta. 

Simon nie krył swojej irytacji. 

– To pana dziwi? – zapytał kustosz. 

– Nie użyłbym słowa „dziwi". Monety nie mówią. 

RS

background image

26 

 

– Nie, ale potrafią dawać znaki. Robią się cieplejsze w dotyku, stają się 

bardziej  błyszczące.  Ta  na  obrazie  jest  jaśniejsza  od  pozostałych 

przedmiotów, które ją otaczają. 

Wszyscy znów odwrócili się w stronę portretu. Simon skinął głową. 

– Zauważyłem to wcześniej. To złudzenie optyczne albo artysta tak to 

namalował. – Uniósł ręce, jakby chciał ustrzec się przed jego sugestią. – To 

jakaś bzdura. Przepraszam, ale muszę teraz zamknąć pub. 

–Bardzo pana proszę – nie poddawał się kustosz. 

–  Niech  pan  usiądzie  na  kanapie  i  spróbuje.  Co  panu  szkodzi? 

Obiecuję, że nie straci pan ani chwilki. 

Kustosz  wyglądał  na  zdesperowanego.  Może  i  ma  nie  po  kolei  w 

głowie, pomyślała Amy, ale było to dla niego naprawdę ważne. 

– Och, nie daj się prosić – powiedziała głośno. – Wyluzuj się i spróbuj. 

Wypowiedz życzenie, żebyśmy sobie poszli. 

– Puściła oko do kustosza, który odpowiedział jej słabym uśmiechem. 

Naprawdę nie wyglądał najlepiej. – Simonie. 

– Zaczekała, aż na nią spojrzał. – Proszę. Co ci szkodzi? 

– Przysunęła się na tyle blisko, by móc mówić szeptem. 

– Stracisz nie więcej niż kilka chwil, a sprawisz przyjemność bardzo 

zmęczonemu, starszemu panu. 

Jak można się oprzeć tym szczerym oczom? Sprawiła, że czuł się jak 

niewrażliwy  głupiec,  a  nie  trzeźwy  realista,  jakim  był.  Dobrze.  Wypowie 

życzenie.  Wypowie  życzenie,  żeby  sobie  poszli.  Skinął  głową  i  usiadł  na 

kanapie. 

– Doskonale. Dziękuję panu, panie West. 

Słowa Arbuckle'a były konwencjonalne, ale to oczywiste, że wyraźnie 

mu ulżyło. Dlaczego to dla niego takie ważne? 

RS

background image

27 

 

– Jeśli weźmie pan monetę, z największą przyjemnością pomogę panu 

wypowiedzieć życzenie. Pani też może się przyłączyć z jakimś życzeniem. 

–  Już  wypowiedziałam.  –  Amy  wzruszyła  ramionami.  –Uznałam,  że 

nikomu to nie zaszkodzi. Chociaż nie mogę powiedzieć, że wierzę, iż ma to 

jakiekolwiek znaczenie. 

– W takim razie lepiej, aby jeszcze raz wypowiedziała je pani. Właśnie 

wiara  sprawia,  że  życzenie  się  spełnia.  Może  pani  tyle  razy  wypowiadać 

życzenie,  ile  tylko  pani  zechce.  Moneta  decyduje,  które  życzenie  jest  naj-

szczersze. 

–  Och,  podoba  mi  się  to  –  powiedział  Simon,  ale  ton  jego  głosu 

świadczył  o  czymś  wprost  przeciwnym.  –  Martwy  przedmiot  wie,  co  dla 

mnie najlepsze. 

– Owszem, panie West, wie. 

Kustosz  miał  minę  ojca  rozczarowanego  synem.  Simon  poczuł  się 

skarcony i zadał sobie pytanie, kto tu właściwie decyduje. Albo co. Spojrzał 

na monetę. 

Amy  siedziała  na  małej  kanapie  w  pobliżu  kominka.  Simon  usiadł 

obok dziewczyny, a pan Arbuckle odsunął krzesło od biurka i zajął miejsce 

przy  małym  stoliku  w  drugim  końcu  pokoju.  Wziął  monetę  i  wyglądał, 

jakby  też  wypowiadał  własne  życzenie.  Potem  dał  monetę  Amy.  Simon 

przyglądał się, jak ją wzięła do ręki i zacisnęła mocno w palcach. 

– Czy mogę wypowiedzieć inne życzenie od poprzedniego? 

– Tak, moja droga. Prawdę mówiąc uważam, że nawet powinnaś. 

Zamknęła oczy i przyłożyła monetę do piersi. Simonowi serce zabiło 

mocniej.  Chciałby  mieć  chociaż  połowę  jej  wiary  i  pokaźną  dawkę  jej 

ufności.  Skinąwszy  głową,  otworzyła  oczy,  potem  znów  je  zamknęła  i 

RS

background image

28 

 

dodała  cicho  „proszę".  Uśmiechnął  się  ciekaw,  czy  moneta  obdarzona  jest 

instynktem macierzyńskim. 

Niepokój  dziewczyny  przemienił  się  w  zdumienie.  Rozprostowała 

dłoń. Moneta połyskiwała złociście. Amy się roześmiała. 

–  Czy  to  znaczy,  że  wypowiedziałam  właściwe  życzenie?  Simon  nie 

dał się zwieść. Można to było wytłumaczyć 

jakimś szalbierstwem. 

Kustosz nie mógł się oprzeć Amy i wziął od niej monetę. Natychmiast 

stała się matowa. Zwrócił się do Simona, który pozwolił, by tamten położył 

mu  ją  na  dłoni.  Nie  zacisnął  na  niej  palców,  żeby  mogli  obserwować 

monetę, kiedy będzie wypowiadał swoje „życzenie". 

– Wiesz, że to nie ma sensu, prawda? 

–  Simonie,  zgódź  się,  zaryzykuj  –  poprosiła  Amy.  –  Co  zaszkodzi 

spróbować, uwierzyć chociażby przez minutę, że twoje marzenia mogą się 

spełnić? 

Jeśli  to  marzenie  miało  dotyczyć  jej,  to  skłonny  był  spróbować. 

Pomyślał, żeby zażyczyć sobie czegoś takiego, ale doszedł do wniosku, że to 

zbyt  wyrachowane.  Zastanowił  się,  czy  nie  życzyć  sobie,  żeby  cała  ta  ab-

surdalna  historia  się  skończyła,  ale  potem  przypomniał  sobie  o  obrazie 

Guardiego. Zawsze chciał wiedzieć, co się z nim stało. Warto wypowiedzieć 

takie  życzenie.  Jeśli  chodzi  o  wiarę,  to  jeśli  Amy  Stevens  nie  jest 

współautorką  tego  głupiego  psikusa,  to  miała  dość  wiary  za  nich  oboje. 

Chciałby  mieć  chociaż  połowę  jej  wiary.  A  może  to  pewność?  Krzyknął 

„Och!" i wypuścił monetę, która upadła na dywan. 

Wszyscy troje patrzyli na monetę, która chociaż rozgrzana do białości, 

nie  wypaliła  śladu  w  tkaninie.  Arbuckle,  nie  odrywając  od  niej  wzroku, 

powiedział: 

RS

background image

29 

 

– Oba życzenia bardzo sugestywne. 

Kiedy  moneta  przestała  świecić,  podszedł  i  podniósł  ją,  po  czym 

ponownie położył na małym stoliku obok kanapy. 

– Co  teraz?  –  Simon był  ciekaw.  –  Ile  minie  czasu,  zanim  spełni  się 

moje życzenie? – Patrzył to na mężczyznę, to na dziewczynę. – Nie wie pan, 

prawda? – Skrzywił się, widząc, jak kustosz smutno kręci głową. 

– Wie pan, czy w ogóle się spełnią? – spytała Amy. 

– O, tak, z całą pewnością. Jeśli państwo  wierzą, że to możliwe, i są 

gotowi zrobić to, co pociąga za sobą spełnienie życzenia. 

– Czy to coś niezgodnego z prawem? 

Amy  zadała  to  pytanie  takim  tonem,  jakby  element  nielegalności 

unieważniał całe przedsięwzięcie. Jeśli nie była szczera jak złoto, powinna 

zrobić karierę na scenie. 

– Nie trzeba będzie robić niczego niezgodnego z prawem, panienko – 

zapewnił  ją  kustosz.  –  Panie  West,  zaproponowałem  pomoc  w  ustaleniu, 

jakim cudem moneta znalazła się na obrazie z tysiąc osiemset piątego roku. 

– Powiedział pan, że zabierze mnie pan tam, gdzie to się wydarzyło. 

– Mogę tam pana wysłać, ale nie mogę pana zabrać. 

–  W  porządku.  Czy  Amy  może  mi  towarzyszyć?  –  spytał  kustosza  i 

patrzył, jaka będzie jej reakcja. 

Obydwoje odezwali się jednocześnie. Amy zawołała: „Och, proszę!", a 

kustosz odrzekł: „Tak". 

– To stanowiło część mojego życzenia. Że udam się tam z Simonem. 

–  W  takim  razie  nie  powinno  pani  dziwić,  że  tak  się  stanie.  Moneta 

was połączyła. 

– Czy to magia? – zastanawiała się na głos Amy. 

– Przeznaczenie czy szansa? – dodał Simon. 

RS

background image

30 

 

–  Jedno,  dwa  z  nich  albo  wszystko  naraz,  panie  West  i  panno  Amy. 

Wiedzcie,  że  są  takie  rzeczy,  które  muszą  się  wydarzyć.  Wybory,  jakich 

dokonuje człowiek, określają, kiedy to nastąpi. 

–  Dla  mnie  to  brzmi  jak  przeznaczenie  –  oświadczyła  Amy,  z 

dezaprobatą marszcząc czoło. 

– Wcale nie. Jest nieskończona liczba dróg prowadzących do celu. Co 

jest  w  tym  z  przeznaczenia?  –  Nie chciał  dać im czasu na  sprzeciw.  –  Ty, 

panno Amy, nie jesteś pierwszą osobą, której opowiedziałem dzieje monety 

i wyjawiłem, że spełnia życzenia. Ale pani pierwsza słuchała tego sercem. 

Pan, panie West, zna historię monety równie dobrze, jak ja. Pańską głowę 

wypełnia  tyle  detali,  że  jeszcze  musi  je  pan  sobie  poukładać  w  logiczną 

całość. W chwili, kiedy was ujrzałem przy tamtym stoliku, wiedziałem, że to 

wy dwoje stanowicie klucz do mojej zagadki. Myślałem, że rolą panny Amy 

było doprowadzenie do naszego spotkania, panie West. Myliłem się. Moneta 

zetknęła was dwoje, żebyście dokończyli dzieło, które rozpocząłem. 

Wiara  Arbuckle'a  w  cudowne  właściwości  monety  jest  zaraźliwa, 

pomyślał Simon. Amy kiwała głową, chłonąc każde słowo, a on sam też – 

niech Bóg ma go w opiece – niemal zaczął dostrzegać w tym sens. 

Wyciągnął  rękę  do  Amy  i  zaczął  się  podnosić,  kiedy  kustosz 

powiedział: 

– Och, proszę pozostać na miejscu. Będzie panu wygodnie rozpocząć 

podróż, siedząc na kanapie. Korzystając z tej monety, wysyłam was do roku 

tysiąc osiemset piątego. 

– Wziął ją ze stolika i podał Amy. – Kiedy da pani monetę hrabiemu, 

wrócicie do obecnych czasów. 

RS

background image

31 

 

Podróż w czasie? Czy miał na myśli podróż w przeszłość? Sprawił, że 

zabrzmiało  to  równie  zwyczajnie,  jak  zatrzymanie  taksówki  w  słoneczny 

dzień. 

– Chce  pan powiedzieć,  że  człowiek  może  przenosić  się  w  czasie?  – 

spytała  Amy  z  takim  sceptycyzmem,  jaki  Simon  wykazywał  od  samego 

początku. 

–  Może  pani  w  to  wierzyć,  jeśli  pani  chce.  Podróż  w  czasie  z  całą 

pewnością  znajduje  się  w  zasięgu  możliwości  monety,  chociaż 

niekoniecznie człowieka. 

– Och, na litość boską, to śmieszne. 

–  Proszę  zaczekać  chwilkę  i  posłuchać,  Simonie,  może  to  realne  – 

powiedziała Amy. 

–  Musimy  wierzyć  w  moc  monety.  No  dobrze.  „Powrót  do 

przyszłości" to jeden z moich ulubionych filmów. – Simon wyładował swoją 

irytację na kustoszu. – Czy miał pan coś z tym wspólnego? – Wstał i oddalił 

się od nich na wypadek, gdyby to szaleństwo okazało się zaraźliwe. 

– Posłuchaj mnie, Simonie. – Amy stanęła pomiędzy nimi. – Zgodnie z 

ogólną  teorią  względności  Einsteina,  żadne  prawa  fizyki  nie  wykluczają 

możliwości podróży w czasie. 

– Czy właśnie to pani tu studiowała? Fizykę? 

– Dobry Boże, nie! Ledwo zaliczyłam wymagane przedmioty ścisłe na 

college'u.  Nie  jestem  pewna,  gdzie  to  usłyszałam.  Może  gdzieś  o  tym 

przeczytałam. 

– Czy program zajęć w college'u obejmuje ogólną teorię Einsteina? – 

Wiedział, że zastanawiała się, czy może skłamać, świadczyła o tym jej mina 

pełna poczucia winy. Potem jednak wzruszyła ramionami i wyraz jej twarzy 

uległ zmianie. 

RS

background image

32 

 

– No dobrze, bardzo niechętnie się do tego przyznaję, ale właśnie sobie 

przypomniałam, gdzie o tym słyszałam. Jeśli mam być całkowicie szczera, 

cytowałam  słowa  bohatera  serialu  telewizyjnego  „Gwiezdne  Wrota: 

Atlantyda". 

– Amy umilkła. 

Już  miał  rzucić  jakąś  kąśliwą  uwagę,  kiedy  uświadomił  sobie,  że 

dziewczyna była przynajmniej szczera. Kto poza wyjątkowo uczciwą osobą 

przyzna się, że swoją wiedzę naukową czerpie z filmów telewizyjnych? 

– Wiem, że trudno w to uwierzyć, panie West – rozległy się w nagłej 

ciszy słowa kustosza. 

–  Owszem.  –  Simon  skrzyżował  ramiona.  –  Proszę  mi  odpowiedzieć 

na  jedno  pytanie:  jeśli  moneta  zdolna  jest  umożliwić  podróż  w  czasie,  to 

dlaczego nie wysłał jej pan z powrotem? 

– Myśli pan, że nie próbowałem? – spytał Arbuckle. 

– Przynajmniej setki razy i do kilkunastu różnych miejsc. 

Trudno było mu nie uwierzyć. Mówił z taką szczerością. 

–  Ale  teraz  zrozumiałem.  Kluczem  jest  ten  portret  i  fakt,  że  moneta 

znalazła  się  w  tym  pokoju.  Zabierze  pan  tę  monetę  do  domu  swoich 

przodków, do Westmoreland, w roku tysiąc osiemset piątym. 

–  Westmoreland?  Słyszałam  o  Westmoreland  –  powiedziała  Amy.  – 

Czy to tam wszystko się zaczęło? 

Simon  tylko  pokręcił  głową.  Cóż  za  misterny  spisek.  W  jakim  celu? 

Nadal nie miał zielonego pojęcia. 

–  Panie  Arbuckle  –  zaczęła  łagodnie  Amy.  –  Dlaczego  jest  pan  taki 

pewny,  że  to  właśnie  Simon  ma  zabrać  monetę,  i  że  to  w  roku  tysiąc 

osiemset  piątym  zyskała  ona  swoje  magiczne  właściwości?  Co  się  zdarzy 

potem? 

RS

background image

33 

 

–  Nie  ma  powodów  do  niepokoju.  Jego  jedynym  obowiązkiem  jest 

upewnienie się, że hrabia otrzyma monetę. 

– Jeśli zostawimy ją tam, to jak wrócimy tutaj? 

Jej  pytanie  było  tak  trafne,  że  Simon  pomyślał,  iż  dziewczyna  w 

równym stopniu co on padła ofiarą tego szaleńca. 

– Możemy wrócić, ponieważ moneta gwarantuje podróż powrotną po 

wykonaniu zadania – powiedział. – Wymyśliłem to sobie na poczekaniu, ale 

założę się, że mam rację, prawda? 

Kustosz pokręcił głową. 

– Wcale nie jestem tego taki pewien, panie West. Naszym celem jest 

sprawienie,  żeby  moneta  wróciła  do  swoich  czasów.  Człowiek,  los  i 

szczęście dokonają reszty. 

–  To  pozostawia  zbyt  wiele  miejsca  na  łut  szczęścia  –  powiedziała 

Amy. – Pańska wiara w tę monetę jest niezachwiana. 

To  pozostawiało  tak  wiele  miejsca  na  łut  szczęścia,  że  Simon 

postanowił blefować. 

– Usiądźmy i zróbmy to, dobrze, Arbuckle? Czy mamy zamknąć oczy? 

Kiedy kustosz skinął głową, Amy sięgnęła po monetę leżącą na stoliku 

i  wsunęła  ją  do  kieszeni  dżinsów.  Usiadła  i  ujęła  Simona  za  rękę.  Jeśli 

chciała  w  ten  sposób  odwrócić  jego  uwagę,  to  jej  się  udało.  Jej  dłoń  była 

miękka, palce długie i szczupłe. Ta słodka rączka wzbudziła w nim uczucia 

więcej niż opiekuńcze. 

–  Bardzo  dobrze,  panie  West.  Dziękuję  wam  obojgu.  Macie  rację. 

Najlepiej udać się tam w środku nocy, kiedy mniej ludzi będzie świadkami 

waszego  przybycia.  –  Odczekał  chwilę.  Simon  skinął  głową.  –  Bardzo  mi 

przykro, panienko – zwrócił się kustosz do Amy. – Nie możecie się trzymać 

RS

background image

34 

 

za  ręce  ani  siedzieć  zbyt  blisko  siebie.  Będziecie  w  tym  samym  miejscu  i 

czasie, ale nie razem. 

Simon przesunął się trochę w lewo. 

– Jedyne, co musicie zrobić, to zamknąć oczy i wyobrazić sobie, dokąd 

chcielibyście się udać. 

–  Westmoreland,  rok,  w  którym  namalowano  portret.  Z  Amy  w 

pobliżu –  powiedział  Simon.  Ogarnęło  go  znużenie,  zanim  zdołał  zapytać, 

czym  go  uśpiono.  Głowa  opadła  mu  na  oparcie  kanapy.  Po  chwili  mocno 

spał. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

35 

 

Rozdział 4 

 

Nie, milady, pani nowa dama do towarzystwa jeszcze nie przyjechała. 

Czyjś głos obudził Amy z głębokiego snu, wypełnionego majakami, z 

których nie wszystkie były przyjemne. Niewyraźne wspomnienia zachwytu, 

żalu, radości i smutku uleciały, pozostawiając ją wyczerpaną i niespokojną. 

Zmusiła  się  do  otwarcia  oczu.  Z  pewnością  łatwiej  będzie  stawić  czoło 

rzeczywistości. 

I równie szybko ponownie zacisnęła powieki. Kanapa, Simon, kustosz 

i gabinet zniknęli. Dobry Boże, gdzie ona jest? Gdzie Simon? 

– Bardzo mi przykro, lady Anne – znów przemówiła ta sama kobieta. – 

Wiem,  że  pani  Braintree  wyśle  kogoś  możliwie  jak  najszybciej.  Ale  przez 

kilka  ostatnich  dni  padały  obfite  deszcze.  Niewątpliwie  powozy  jeżdżą 

wolniej niż zwykle. 

Powozy? Niepokój Amy przemienił się w podniecenie. Zapomniała o 

strachu. 

– Szukasz usprawiedliwień, Martho – rozległ się młody, kobiecy głos. 

– To nie ubiegły wiek. Mamy rok tysiąc osiemset piąty i stan dróg znacznie 

się poprawił. 

Tysiąc  osiemset  piąty?  Albo  rzeczywiście  odbyła  podróż  w  czasie, 

albo brała udział w bardzo misternej inscenizacji. Lecz kustosz nie wyglądał 

na  uczestnika  reality  show.  I  czy  nie  musiałaby  najpierw  podpisać  jakiejś 

zgody?  Poza  tym  „Historia  romansem  pisana"  to był  prawdziwy  hit. Mało 

prawdopodobne, by ktoś ponownie wykorzystał ten pomysł. 

Amy najpierw otworzyła jedno oko, a potem drugie. Znajdowała się w 

jakimś małym pokoiku, leżała na wąskim łóżku stojącym pod oknem. Niebo 

było szare jak o świcie albo podczas brzydkiej pogody. Poza tym w pokoju 

RS

background image

36 

 

znajdowały  się  trzy  ogromne  skrzynie  i  otwarty  kufer.  Ze  ścian  sterczały 

kołki, ale nic na nich nie wisiało. Czy w taki sposób ludzie w epoce regencji 

przechowywali ubrania? Wiedziała, że wtedy jeszcze nie znano wieszaków. 

A  uważała,  że  tak  dużo  wie.  Jeśli  pierwsza  rzecz,  którą  zobaczyła,  tak  ją 

speszyła, ta podróż w czasie będzie obfitowała w pułapki. 

– Hrabia wrócił do domu wczoraj wieczorem, milady. 

– Weston jest tutaj? Nie w Londynie? 

–  Ma  pozować  do  portretu,  który  jest  już  prawie  gotów.  Weston? 

Portret? Rety. 

Jej wątpliwości zniknęły. 

Amy  Stevens  z  Topeka  w  stanie  Kansas  była  w  dziewięt-

nastowiecznym  pokoju,  w  dziewiętnastowiecznym  domu,  a  w  sąsiednim 

pomieszczeniu  rozmawiały  dwie  dziewiętnastowieczne  kobiety.  Gdzie  jest 

Simon? Czy przyjechał razem z hrabią? 

W pierwszym odruchu Amy miała ochotę wyskoczyć z łóżka, ujawnić 

swoją  obecność,  a  potem  jak  najszybciej  odszukać  Simona.  I  w  rezultacie 

niewątpliwie trafi do najbliższego zakładu dla obłąkanych. 

„Siedź  cicho,  rozejrzyj  się,  zorientuj  co  i  jak".  Musiała  to  sobie 

powtórzyć  cztery  razy,  zanim  była  zdolna  do  jakiegoś  działania.  Ile  minie 

czasu, aż ktoś ją tutaj znajdzie? Gdziekolwiek jest. Zmusiła się do otwarcia 

oczu.  Leżenie  z  zamkniętymi  oczami  przypominało  chowanie  głowy  w 

piasek. 

–  Nie  dość,  że  muszę  się  oswoić  z  pomysłem  pani  Braintree  co  do 

nowej  damy  do  towarzystwa,  to  teraz  jeszcze  Weston  będzie  zrzędził,  że 

musi pozować do portretu. 

Dystyngowany głos był raczej opryskliwy niż rozdrażniony. 

RS

background image

37 

 

–  Gdzie  moja  nowa  dama  do  towarzystwa?  Przygotowano  dla  niej 

łóżko w gotowalni. Czyż nie miała przyjechać wczoraj? 

–  Owszem,  milady,  ale  drogi...  Sama  panienka  wie.  Po  deszczu... 

Rozumie panienka. Być może... 

– Weston wrócił do domu – przerwała jej druga kobieta. – Czyli drogi 

są przejezdne. 

Amy usiadła w łóżku. Mogła się założyć, że znajduje się w gotowalni. 

Czy to ona jest ową damą do towarzystwa, o której rozmawiają kobiety? 

Postanowiła wstać i na paluszkach podejść do drzwi. 

Odrzuciła  cienki  koc  i  kichnęła.  Potem  jeszcze  raz.  Przez  sen  czuła 

zapach bzu, taki sam jak ten, który wypełniał całe pomieszczenie. Za słodki 

i zbyt intensywny. 

Do pokoju wpadła jakaś dziewczyna. Była niezwykle ożywiona. Miała 

na sobie ciemną sukienkę i biały fartuszek. 

A  niech  to,  pomyślała  Amy.  Nie  ma  to,  jak  znaleźć  się  w  samym 

środku  jakiejś  historii,  nie  mając  pojęcia,  co  się  dzieje.  Była 

zdezorientowana  i  wystraszona.  Na  szczęście  strach  jej  nie  pozbawił 

rozsądku. Jeszcze nie. Lecz mało brakowało. 

– Dzięki Bogu, że panienka przyjechała. Pani Braintree zapewniała, że 

dotrze panienka tu dziś rano. Ale kiedy kładłam się spać, a panienki wciąż 

nie było, zwątpiłam. 

Amy skinęła głową. 

–  Musiała  panienka  bardzo  późno  przyjechać.  Nocny  stróż  powinien 

był poinformować pana Steppa, a nie kazać panience udać się na spoczynek. 

Proszę wybaczyć, ale czy mogłaby panienka ubrać się jak najszybciej? Lady 

Anne jest cała roztrzęsiona. Już się nie może doczekać przyjazdu panienki. 

RS

background image

38 

 

Amy znów skinęła głową, starając się zapamiętać przynajmniej imiona 

i  nazwiska.  Pan  Stepp  najwidoczniej  jest  major–domusem.  Lady  Anne  to 

kobieta, która ją zatrudniła. 

–  Bardzo  proszę  wstać,  panienko.  Pomogę  panience  zasznurować 

gorset i włożyć suknię. 

Amy  wstała,  okazało  się,  że  miała  pogniecioną  całą  halkę. 

Przynajmniej była to halka, a nie dżinsy i bawełniana koszulka, które nosiła 

w dwudziestym pierwszym wieku. 

–  Nazywam  się  Amy  Stevens.  Najmocniej  przepraszam,  a  kim  ty 

jesteś? – Czy to nie dziwne pytanie, skierowane do kogoś, kto nam pomaga 

włożyć strój z epoki regencji? 

–  Jestem  Martha.  Martha  Stepp.  Nie  przedstawiłam  się?  Najmocniej 

przepraszam, panno Stevens. 

– Jesteś spokrewniona z panem Steppem, którego wspomniałaś? 

– Tak, panno Amy, to mój ojciec – wyjaśniła pokojówka, pomagając 

Amy włożyć gorset. 

Wcale nie był tak niewygodny, jak się tego obawiała Amy. Naturalnie 

Martha nie sznurowała go zbyt mocno. Czy dlatego, że cieniutkie talie nie 

mają  znaczenia,  gdy  się  nosi  suknie  w  stylu  empire,  tak  teraz  modnym? 

Kiedy Martha uporała się z gorsetem, Amy przypomniała sobie, że monetę 

miała w kieszeni dżinsów. Gdzie jest teraz? 

– A pani Stepp, gospodyni, jest moją matką. 

Słuchaj  uważnie,  nakazała  sobie  Amy.  Na  razie  nie  przejmuj  się 

monetą, tylko tym, żeby cię stąd nie wyrzucili. Czy nie zdradzi jej akcent? 

Starała się mówić jak Angielka, ale nawet po roku pobytu niezbyt dobrze jej 

to wychodziło. 

– Hrabia i hrabina Weston zatrudniają Steppów od ponad stu lat. 

RS

background image

39 

 

– Jestem pod wrażeniem. Nieczęsto słyszy się o takiej lojalności. Tam, 

skąd przyjechałam, nigdy nie spotykamy się z czymś takim. 

– Cóż, to zrozumiałe. Panna Amy jest zatrudniana na sezon lub dwa. Z 

chwilą,  kiedy  milady  się  zaręczy,  panna  Amy  musi  się  przenieść  do 

kolejnego domu, gdzie potrzebują kogoś takiego, jak ona. 

Czyli kogo dokładnie? – była ciekawa Amy. Ale nim zdołała zapytać, 

pokojówka znów przemówiła. 

– Najmocniej przepraszam, ale czy panna Amy urodziła się w Szkocji? 

Czy też w Walii? Akcent panny Amy jest... 

– Urwała i Amy czekała na przymiotnik. –... Trochę inny od naszego. 

Jak zdoła to wytłumaczyć? Zamknęła oczy, prosząc o natchnienie. 

– Spędziłam dzieciństwo na Orkadach, ale od pięciu lat przebywam w 

środkowej  Anglii.  –  Rety,  jej  wyobraźnia  musi  pracować  na  pełnych 

obrotach. 

– Och, na Orkadach. 

Martha  powiedziała  to  takim  tonem,  jakby  chodziło  o  biegun 

północny. Amy była prawie pewna, że Orkady leżą w Szkocji. 

– Musi panna Amy bardzo tęsknić za rodziną. 

– Jestem sierotą. 

– Och. – Martha Stepp najwyraźniej nie mogła się zdecydować, czy to 

dobrze, czy też źle. 

– Już nie mogę się doczekać, kiedy poznam lady Anne 

– powiedziała Amy. Niewątpliwie  lepiej skierować rozmowę na inny 

temat, jak najdalszy od kwestii jej pochodzenia. 

–  To  urocza  młoda  dama  –  zapewniła  Martha,  a  potem  nachyliła  się 

niżej, by szepnąć: – Chociaż odkąd wyjechała jej guwernantka, a bratu tak 

RS

background image

40 

 

dużo czasu zajęło skontaktowanie się z panią Braintree w kwestii damy do 

towarzystwa, często dokucza jej migrena. 

Amy  dziesiątki  razy  zetknęła  się  ze  słowem  „migrena"  i  zawsze  się 

zastanawiała, co dokładnie oznaczało. Teraz się dowie. Kiedy przypomniała 

sobie przeczytane romanse, poczuła się nieco pewniej. Najwyraźniej czekali 

na  kogoś,  kto  pomoże  młodej  panience  przygotować  się  do  debiutu 

towarzyskiego.  Dzięki  lekturom  powieści  dobrze  się  orientowała,  co 

należało  do  obowiązków  damy  do  towarzystwa.  Chociaż  zawsze  sobie 

wyobrażała, że funkcję tę pełnią raczej starsze kobiety. Biorąc za podstawę 

fabułę  jednego  z  opowiadań,  wybiegła  myślą  w  przód.  „Moja  ostatnia 

podopieczna  w  Leicestershire  postanowiła  poślubić  swego  ukochanego  z 

dzieciństwa,  więc  nie  byłam  jej  potrzebna,  by  ją  przygotować  do  debiutu 

towarzyskiego.  Kiedy pani Braintree się ze mną skontaktowała, bardzo się 

ucieszyłam, że tak szybko znalazłam nowe miejsce, chociaż wiązało się to z 

koniecznością wyjazdu do Sussex. " 

– Naprawdę, panno Stevens, to był prawdziwy cud. 

Tak, niewątpliwie. Ale co zrobi, kiedy przyjedzie prawdziwa dama do 

towarzystwa? Tak jak Scarlett O'Hara, Amy postanowiła, że nie będzie się 

martwiła na zapas. 

–  Jeśli  pani  Braintree  udała  się  aż  do  Yorku,  by  skontaktować  się  z 

panną Amy, to musi bardzo wysoko sobie cenić pannę Amy. 

Przyglądając  się,  jak  Martha  grzebie  w  małej  torbie  w  nogach  łóżka, 

Amy  zapisała  sobie  w  myślach:  W  epoce  regencji  nie  ma  telefonów. 

„Skontaktować  się"  znaczy  w  tysiąc  osiemset  piątym  roku  coś  zupełnie 

innego. 

Martha  wyciągnęła  śliczną,  liliową  suknię,  bardzo  pomiętą,  a  potem 

jeszcze jedną, nawet ładniejszą, jasnozieloną, na której zagniecenia nie były 

RS

background image

41 

 

tak bardzo widoczne. Ale nigdzie nie było ani śladu czarodziejskiej monety. 

Może leżała na dnie torby. 

–  Panna  Amy  musiała  być  bardzo  zmęczona,  skoro  nie  roztrzepała 

sukni.  Jeśli  teraz  włoży  tę  liliową,  uprasuję  zieloną,  żeby  była  gotowa  do 

włożenia do kolacji. 

–  Dziękuję.  –  Zagryzła  usta,  żeby  powstrzymać  się  od  zadania 

dziesiątek pytań. 

– Nie musi mi panna Amy dziękować. Nie jestem jeszcze gospodynią, 

chociaż  mam  nadzieję,  że  kiedyś  nią  zostanę.  Zaprowadzę  pannę  Amy  do 

lady Anne, a potem sprawdzę, czemu spóźniają się z czekoladą. – Mówiąc 

to, wzięła pogniecioną suknię. 

– Moja fryzura! – wykrzyknęła Amy, unosząc rękę do włosów, które – 

o czym doskonale wiedziała – musiały być w tragicznym stanie. 

–  Kok  na  karku  całkiem  dobrze  się  trzyma.  Później  pomogę  pannie 

Amy się uczesać. 

Kolejne  czary–mary,  pomyślała  Amy  z  ogromną  ulgą.  Podążyła  za 

pokojówką  do  sypialni.  Gdzie  jest  moneta?  Gdzie  Simon?  Jej 

zdenerwowanie  musiało  być  widoczne,  bo  pokojówka  poklepała  ją  po 

ramieniu i powiedziała: 

–  Niech  się  panna  Amy  nie  martwi.  Lady  Anne  też  się  denerwuje. 

Nawet nie zauważy akcentu panny Amy. 

Okazało  się,  że  czekająca  na  nie  dama  jest  bardzo  młodziutka,  ma 

może  dwanaście  albo  trzynaście  lat.  Była  drobniutka,  a  jej  twarz  okalały 

jasne,  krótkie  i  rozwichrzone  włosy.  Miała  na  sobie  białą  sukienkę,  zbyt 

białą  jak  dla  kogoś  o  tak  jasnej  karnacji.  Wyglądała  w  niej  na  bladą  i 

chorowitą. Dłonie dziewczyny zdradzały jej niepokój, a w najlepszym razie 

RS

background image

42 

 

onieśmielenie.  Wykręcała  nerwowo  palce  w  sposób,  którego 

pozazdrościłaby jej sama lady Makbet. 

Amy  musiała  zepchnąć  panikę  do  głębokiego,  ciemnego  zakątka 

mózgu, kiedy sobie uzmysłowiła, że  w epoce regencji nie podawano sobie 

rąk  na  powitanie.  Będzie  musiała  dygnąć.  Gdzie  był  podręcznik  dobrych 

manier z epoki regencji? 

Uznała,  że  głęboki,  niski  ukłon  będzie  niestosowny.  W  ciągu 

ostatniego roku zdążyła się przekonać, że arystokracja to zupełnie co innego 

niż członkowie rodziny królewskiej. Zdecydowała się na zwykły ukłon, taki, 

jakie  widziała  na  filmach  opartych  na  powieściach  Jane  Austen  –  trochę 

więcej niż zwykłe dygnięcie. 

Podczas następnych dwudziestu minut panowało skrępowanie podobne 

do  tego,  jakiego  można  się  spodziewać,  kiedy  po  raz  pierwszy  spotka  się 

dwoje  nieznajomych,  z  których  jedno  jest  ledwo  zainteresowane  bliższym 

poznaniem  przedstawionej  osoby,  a  drugie  stara  się  wywrzeć  dobre 

wrażenie. Jeśli lady Anne była „całkiem miła", Amy nie chciałaby znaleźć 

się w jej pobliżu, kiedy dziewczyna miała zły humor. 

Po  kilku  pytaniach  Amy,  na  które  lady  Anne  odpowiedziała 

zdawkowymi „tak" i „nie", dziewczynka–kobieta uniosła głowę, marszcząc 

czoło. 

–Skąd jesteś? 

Martha szczegółowo wyjaśniła, gdzie są Orkady, że panna Stevens nie 

ma  rodziny,  i  zakończyła  przypomnieniem,  że  pani  Braintree  uznała  za 

nadzwyczaj szczęśliwy zbieg okoliczności to, że panna Stevens była akurat 

do dyspozycji. 

–  Dziękuję,  Martho  –  powiedziała  lady  Anne  lodowatym  tonem.  – 

Zajmij się swoimi obowiązkami i sprawdź, co się dzieje z naszą czekoladą. 

RS

background image

43 

 

Martha nie obraziła się na swoją panienkę za to, że ta potraktowała ją 

tak niegrzecznie, i wyszła. Amy poczuła się porzucona przez swoją jedyną 

sojuszniczkę. 

– Martha od niedawna jest moją pokojówką i właściwie już zdążyłam 

stracić nadzieję, że zdoła się czegoś nauczyć. Wydaje się zbyt rozpieszczona 

przez rodziców. 

Wypowiedziawszy  swoją  opinię  takim  tonem,  jakby  ogłaszała  wyrok 

niweczący ambicje Marthy, lady Anne odsunęła się nieco od Amy. 

– A więc nie masz koneksji ani majątku? 

Cóż za bezczelna smarkula! Przypomniawszy sobie arogancję Simona, 

Amy  zadała  sobie  pytanie,  czy  wszyscy  członkowie  rodu  Westów  tak  się 

zachowują  podczas  pierwszego  spotkania.  Schowawszy  do  kieszeni  dumę, 

dygnęła, bo uznała, że tak należy. 

– Jestem pewna, że moje pochodzenie rozczarowało panienkę, milady. 

Ale  pragnę  przypomnieć,  że  zawsze  pozostaję  w  cieniu.  Jestem  jak  dobra 

wróżka  z  baśni  madame  d'Aulnoy,  która  jedynie  pragnie  pomóc.  –  Amy 

nawet  nie  podejrzewała,  że  potrafi  tak  świetnie  się  podlizywać.  Co  będzie 

musiał znosić Simon? 

–  Bardzo  młoda  dobra  wróżka.  Mam  nadzieję,  że  wzięłaś  ze  sobą 

czarodziejską różdżkę. – Lady Anne uśmiechnęła się lekko. 

Gdybym ją miała, przemieniłabym cię w kwiaciarkę. To pomyślawszy, 

uświadomiła sobie, że ta dziewuszka próbuje sprawić, by ona, Amy, poczuła 

się niekompetentna. Amy miała dość zajęć z psychologii, żeby wiedzieć, iż 

wyniosłość lady A wynika z jej kompleksu niższości. 

–  Nie  potrzebuję  różdżki,  milady,  bo  nie  jest  panienka  przypadkiem 

beznadziejnym. 

RS

background image

44 

 

Podczas  gdy  jaśnie  panienka  próbowała  rozstrzygnąć,  czy  to 

komplement, czy zniewaga, Amy ciągnęła: 

– Czy wolno mi zapytać, czego z największą niecierpliwością oczekuje 

panienka po swoim debiucie? – W myślach przejrzała całą listę możliwości, 

zupełnie pomijając tę, która sprawiła, że oczy lady Anne się zaświeciły. 

–  Och,  naturalnie  muzyki  –  powiedziała  bez  chwili  wahania.  – 

Rozumiem,  że  pani  Braintree  wspominała  o  moich  zainteresowaniach  i 

życzeniach. 

–  Owszem  –  przytaknęła  Amy.  Czy  kiedyś  czytała  jakąś  powieść, 

której bohaterki  kochały  muzykę?  Nie  mogła  sobie  żadnej przypomnieć. – 

Zastanawiałam  się,  jak  znaleźć  czas  na  pozostałe  rzeczy.  Te,  które  musi 

panienka poznać, by się pokazać od jak najlepszej strony. 

–  Och,  masz  na  myśli  stroje,  pończochy,  kapelusze  i  całą  resztę.  – 

Lekceważąco  machnęła  ręką.  –  Zostawiam  to  tobie.  Mnie  bardziej 

interesuje,  jaki  fortepian  jest  w  naszym  domu  w  mieście,  czy  Weston 

zarezerwował lożę w operze i czy udało mu się przekazać moje życzenia w 

kwestii przedstawień muzycznych. 

Zaczęły  rozmawiać,  a  raczej  Amy  pozwoliła  mówić  łady  Anne. 

Okazało  się,  że  młoda  dama  ma  wiele  do  powiedzenia  na  temat  muzyki. 

Amy  potraktowała  to  jak  intensywny  kurs  i  żałowała,  że  nie  może  robić 

notatek. 

Wróciła Martha z czekoladą; podała jedną filiżankę napoju lady Anne, 

a drugą – Amy. 

– Panno Stevens – odezwała się lady Anne, nim Amy zdążyła  wypić 

chociaż  jeden  łyk  czekolady  –  proszę  odszukać  hrabiego  i  zapytać,  czy 

załatwił sprawy, których listę dostał ode mnie? – Spojrzała na Marthę. 

– Zdaje mi się, że hrabia jest w oranżerii – powiedziała pokojówka. 

RS

background image

45 

 

–  Dobrze.  Skoro  tam  idziesz,  proszę,  znajdź  partytury,  które 

zostawiłam na pulpicie, i przynieś je tu. 

– Tak, milady. – Amy wstała. 

–  Och,  wypij  najpierw  czekoladę  –  rzuciła  lady  Anne  ze 

zniecierpliwieniem, więc Amy znów usiadła. – Nie jestem aż taką egoistką. 

Ciekawe, pomyślała Amy. Zawsze sądziła, że samokrytycyzm to cecha 

ludzi współczesnych. 

– Powiedz mi, dlaczego tak bardzo lubisz sezon towarzyski. 

Amy poczuła się tak, jakby dostała znak, by rozpocząć swój monolog. 

Skrzyżowała  palce,  mając  nadzieję,  że  nie  popełni  żadnego 

kompromitującego błędu. Żałowała, że tak niewiele zapamiętała z tego, co 

czytała. Czuła się tu bardzo nieswojo. 

Wypiła  łyk  czekolady  i  aż  jej  się  zakręciło  w  głowie  od  cudownego 

smaku napoju. Był znacznie lepszy  od tego, który przyrządzała  w domu.  I 

nie zawierał kofeiny. Dodało jej to pewności siebie. Zaczyna się, pomyślała. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

46 

 

 

Rozdział 5 

 

  Sezon  towarzyski  to  nowe  atrakcje,  nowe  znajomości,  nowe 

możliwości, milady. I nowe stroje – dodała konspiracyjnym szeptem. 

–  Spodziewam  się.  Chociaż  prawdę  mówiąc  wcale  nie  jest  to  tak  do 

końca nowe. Co roku jest podobnie. Zmienia się moda, reszta pozostaje taka 

sama. 

Lady  Anne  wypiła  jeszcze  trochę  czekolady  i  lekko  otarła  usta 

serwetką.  W  tym  czasie  Amy  zastanawiała  się,  czy  będzie  musiała  szukać 

nowej posady, jeszcze zanim zyska okazję rozejrzenia się za monetą. 

–  Powiedz  mi,  dlaczego  tak  lubisz  być  „dobrą  wróżką",  jak  się 

wyraziłaś. 

– Ponieważ, lady  Anne, to, czego uczę, jest bardzo łatwe i wcale nie 

wymaga czarodziejskiej różdżki. 

Dobra  obrona,  pomyślała  Amy.  Wypiła  jeszcze  jeden  łyk  czekolady. 

Był  równie  dobry,  jak  tamten  pierwszy.  Pyszności.  A  więc  czego  takiego 

uczy?  Miała  nadzieję,  że  jej  milczenie  wyglądało  raczej  na  coś,  co  ma 

wzmóc  zainteresowanie,  a  nie  świadczy  o  desperacji.  Strach  tak  ją 

rozpraszał, że starała się o nim zapomnieć. Właściwie sukces zależał tylko 

od niej. Nikt nigdy się nie domyśli, kim naprawdę jest ani skąd pochodzi. 

I tak powinna brzmieć jej odpowiedź. Chodzi o kontrolę nad sytuacją. 

–  Sezon  towarzyski  i  to,  czy  odniesie  panienka  sukces,  zależy 

wyłącznie od jaśnie panienki. To najważniejsza rzecz, której chcę panienkę 

nauczyć. 

RS

background image

47 

 

– Zależy ode mnie. – Anne opadła na oparcie, wyraźnie rozczarowana. 

– Nonsens. Mieszkam w domu mojego brata, spotykam ludzi należących do 

tej samej warstwy społecznej, co ja.  Mężczyźni będą się do mnie zalecali, 

jeśli mój brat im na to pozwoli, zostaniemy w mieście tak długo, jak długo 

będzie  trwała  sesja  parlamentu  albo  póki  pozwoli  pogoda.  Nic  nie  zależy 

ode mnie. 

Odpowiedź lady Anne tylko utwierdziła Amy w przekonaniu, że miała 

rację. To było dokładnie tak samo, jak z jej rocznym pobytem za granicą. 

– Bez względu na ograniczenia można dokonywać wyborów i cieszyć 

się sezonem towarzyskim na własnych warunkach. Owszem, są zaproszenia, 

które trzeba przyjąć. Jestem pewna, że brat panienki będzie na to nalegał i 

prawdę  mówiąc,  ja  też.  Ale  może  je  panienka  zrównoważyć  muzyką,  na 

której  tak  panience  zależy.  Znajdzie  panienka  przyjaciół  o  podobnych 

upodobaniach  i  to,  co  teraz  wydaje  się  czymś  przytłaczającym,  okaże  się 

wielce przyjemne. 

– Sprawiasz, że zaczyna to wszystko wyglądać niemal znośnie. – Lady 

Anne przyznała to niechętnie, ale czoło jej się wygładziło, kiedy dodała: – 

Nienawidzę tłumów. 

Aha,  pomyślała  Amy.  Zajęcia  z  psychologii  jeszcze  raz  okazują  się 

przydatne. Tu tkwiła tajemnica. Młoda dama była introwertyczką i dlatego 

przerażała ją sama myśl o sezonie towarzyskim. 

– Zapewniam panienkę, że będzie bardziej niż znośnie. – Amy miała 

nadzieję,  że  to  wystarczy,  jeśli  chodzi  o  oczekiwania  lady  Anne. 

Dostosowanie  wykładu  o  asertywności,  wygłaszanego  w  dwudziestym 

pierwszym wieku, do realiów Anglii z epoki regencji to trudne zadanie. 

Wszystko w twoich rękach, Amy, przypomniała samej sobie. 

RS

background image

48 

 

– Lady Anne, powiedziała panienka wcześniej, że zostało jeszcze tak 

dużo do zrobienia. Czy brat panienki już wyznaczył dokładną datę wyjazdu 

z Westmoreland? 

– Właściwie nie. Pojedziemy, kiedy parlament będzie wymagał więcej 

jego  uwagi  niż  konie.  Mieszkamy  wystarczająco  blisko  stolicy,  by  mógł 

obrócić w ciągu jednego dnia tam i z powrotem, jeśli zechce. 

–  Bardzo  dobrze.  Na  razie  przejrzymy  więc  żurnale  mód, 

zadecydujemy,  co  trzeba  zamówić  z  dostawą  tutaj,  a  co  może  zaczekać  w 

mieście.  I  będzie  panienka  ćwiczyła,  żeby  być  gotową  na  wszystkie 

zaproszenia tam, gdzie panienka będzie śpiewać. 

Lady Anne pokręciła głową, wciąż nieprzekonana. 

Martha  krzątała  się  po  pokoju,  nasłuchując  każdego  słowa,  które 

padło. Jej uśmiech i gesty musiały być dziewiętnastowieczną wersją dwóch 

kciuków uniesionych w górę. Zdaje się, że Amy zrobiła coś jak należy. 

Wstała,  myśląc,  że  najlepiej  teraz  wyjść  i  uznać  to  za  zwycięstwo. 

Chociaż  miała  przeczucie,  że  odbyła  zaledwie  potyczkę  w  batalii  o 

przekonanie lady Anne, by maksymalnie wykorzystała kilka nadchodzących 

miesięcy. 

–  Jeśli  panienka  pozwoli,  lady  Anne,  odświeżę  się,  a  potem  pójdę 

odszukać hrabiego i przyniosę partytury. Gdzie się spotkamy? 

– W małym pokoju muzycznym. 

Amy  dygnęła  i  poszła  do  gotowalni.  Tam  złapała  torbę,  która  wciąż 

stała na podłodze. Wysypała jej zawartość na łóżko, ale znalazła jedynie to, 

co dama w okresie regencji mogła uznać za niezbędne podczas podróży. Ani 

śladu monety. Prawdę mówiąc żadnych pieniędzy. To może być kłopotliwe. 

Z pewnością Simon ma monetę. Jaki byłby sens odbywania całej tej podróży 

RS

background image

49 

 

w  czasie,  jeśli  nie  mają  przy  sobie  monety?  Wykluczone,  by  się  gdzieś 

zapodziała. Pan Arbuckle bardzo wyraźnie mówił, by dać monetę hrabiemu. 

Amy poprawiła fryzurę, obciągnęła suknię i jeszcze raz przeszła przez 

sypialnię  lady  Anne.  Jaśnie  panienka  nie  zwróciła  na nią uwagi, ponieważ 

znów  strofowała  Marthę.  Tym  razem  za  to,  że  nie  usunęła  włosów  ze 

szczotki. Martha sprawiała wrażenie, jakby słuchała uważnie, ale niezbyt się 

przejęła reprymendą. 

Biedactwo,  pomyślała  Amy.  Jeśli  dalej  tak  będzie,  straci  całą  swoją 

pogodę ducha. I właśnie wtedy uświadomiła sobie, że nie ma pojęcia, gdzie 

jest oranżeria. Ani na którym znajdują się piętrze. Ani jak duży jest dom. 

Koło  schodów  stał  mężczyzna  w  czymś,  co  przypominało  atłasowy 

kostium.  Miał  spodnie  do  kolan  i  perukę.  Z  pewnością  nie  był  to  ostatni 

krzyk mody. Ach, pomyślała Amy, lokaj w liberii. 

Podeszła  do  niego.  Zastanawiała  się  chwilę,  czy  dygnąć,  ale 

powstrzymała  się  od  ukłonu.  Jako  dama  do  towarzystwa  jaśnie  panienki 

zajmowała  wyższą  pozycję  od  lokaja,  więc  takie przejawy  grzeczności nie 

były konieczne. Z jakiej książki pochodzi ta ciekawostka? 

– Czy może mi pan pokazać drogę do oranżerii? 

Ukłonił się i odrzekł, że ją zaprowadzi. Zajęło im chyba trzy minuty 

pokonywanie  korytarzy  i  chodzenie  po  schodach,  raz  w  dół,  raz  w  górę. 

Amy starała się zapamiętać drogę, ale zrezygnowała, kiedy się przekonała, 

że wszędzie są lokaje, z pewnością gotowi służyć jej taką samą pomocą, jak 

jej obecny cicerone. 

Kiedy  dotarła  do  oranżerii,  była  zasapana  nie  tylko  z  powodu 

odległości,  jaką  pokonała.  Amy  Stevens  za  chwilę  miała  się  spotkać  z 

trzecim hrabią Weston. 

RS

background image

50 

 

Lokaj  zapukał  i  kiedy  rozległo  się  „proszę",  otworzył  drzwi  przed 

Amy. Weszła do środka. 

Oranżeria była prześliczna. Coś, co nazwałaby cieplarnią, ale bardziej 

okazałe, dostosowane do skali Westmoreland. Było tam kilka drzew, palm i 

drzewek owocowych – chyba pomarańczowych i cytrynowych – i kwitnące 

orchidee obok małej sadzawki. Nigdzie nie widziała partytur, o które prosiła 

ją lady Anne. Idąc za szmerem wody, skręciła i przystanęła. Aż ją zatkało. 

Obok biurka siedział mężczyzna, który mógł być tylko hrabią Weston. Albo 

Simonem Western. 

Chociaż  meble  i  poza  mężczyzny  były  jej  znane  z  portretu hrabiego, 

wydawały się tak całkowicie nie na miejscu w tym ogrodzie pełnym zieleni i 

światła, że Amy pomyślała, iż ma halucynacje. 

Ale  kiedy  zrobiła  jeszcze  jeden  krok,  wszystko  stało  się  zrozumiałe. 

Artysta  pracował  właśnie  nad  swoim  dziełem.  Patrzyła  na  mężczyznę  z 

portretu. A więc nie zwariowałam, pomyślała, doznając prawdziwej ulgi. 

Obejrzała się za siebie, na biurko. Jeśli to nie Simon, jak wyjaśnić fakt, 

że hrabia jest tak do niego podobny? 

Amy znów się ukłoniła, tym razem głębiej. 

– Najmocniej przepraszam, milordzie. 

Na dźwięk jej głosu hrabia odwrócił głowę. Jego spojrzenie zdradziło 

zainteresowanie, chociaż poza tym zachował obojętność. 

– Milordzie, proszę się nie ruszać! – przypomniał mu malarz. 

– Zrobię sobie teraz przerwę. Przyjdź za godzinę. 

– Nie, proszę pozostać na miejscu. Za godzinę zmieni się światło. 

Hrabia wstał. 

– W takim razie będziemy kontynuowali jutro. 

RS

background image

51 

 

Wyszedł z oranżerii, nie patrząc na Amy. Ale i tak podążyła za nim, po 

drodze zabierając partytury, które dostrzegła na pulpicie koło drzwi. 

–  Przepraszam  –  powiedziała,  zła  na  siebie,  że  czuje  się  taka 

onieśmielona. 

–  Nie  będziemy  rozmawiali  na  korytarzu,  gdzie  może  nas  usłyszeć 

każdy  lokaj.  Nawet  nie  wiem,  jak  się  pani  nazywa  –  powiedział  hrabia, 

ledwo zaszczycając ją spojrzeniem. 

–  Jestem  Amy  Stevens,  milordzie.  Nowa  dama  do  towarzystwa  lady 

Anne.  –  Mówiła  do  jego  pleców.  Hrabia  zatrzymał  się  i  odwrócił  w  jej 

stronę. 

– Domyśliłem się. Nie nadaje się pani. Jest pani zbyt młoda, zbyt ładna 

i zbyt gadatliwa. Porozmawiamy w bibliotece, panno Stevens. 

Szła za nim w milczeniu, znów w górę i w dół, przerażona, że straciła 

posadę. Tak się tym przejęła, że nie zwracała uwagi na to, którędy idą, póki 

nie znaleźli się przed drzwiami, które natychmiast przed nimi otworzył inny 

lokaj.  To  nie  była  biblioteka,  tylko  sypialnia.  Nie  ulegało  wątpliwości,  bo 

jeszcze  nigdy  w  życiu  nie  widziała  większego  łoża.  Było  niezasłane,  co 

sprawiło, że Amy poczuła się jeszcze bardziej skrępowana. 

– Najmocniej przepraszam, panienko. – Hrabia cofnął się z arogancką 

miną, która przeczyła słowom przeprosin. – To nie biblioteka. 

Nie ulegało wątpliwości. Jak można zabłądzić we własnym domu? 

– Mam książkę, którą chciałbym, żeby panna Amy zaniosła lady Anne 

–  powiedział,  biorąc  jakiś  tomik  ze  stolika  stojącego  koło  łóżka.  –  Lokaj 

zaprowadzi panienkę do biblioteki, a ja za chwilę tam przyjdę. 

–  Czy  potrzebuje  pan  pomocy,  milordzie?  –  Przez  drzwi  w  głębi 

pokoju wszedł jakiś mężczyzna. 

– Nie. Panna Stevens została poproszona, by przyniosła tę książkę. 

RS

background image

52 

 

Co? Lady A nie prosiła o żadną książkę. To jego pomysł. 

Pokojowiec podszedł do nich, wziął od hrabiego książkę i wręczył ją 

Amy. 

– Jestem Fancett, pokojowy milorda. 

Och,  walka  o  władzę,  pomyślała  Amy.  Jedna  z  tych  odwiecznych 

kwestii,  od  czasów  biblijnych  poprzez  epokę  Jane  Austen  aż  po  „Dni 

naszego życia". Które z nas jest ważniejsze? 

Amy nie miała wątpliwości, że ważniejszy był Fancett 

–  pokojowiec  hrabiego  z  całą  pewnością  stał  wyżej  w  hierarchii  od 

damy do towarzystwa jego siostry. Chociażby z uwagi na staż. 

–  Fancett,  wiesz,  że  panna  Stevens  jest  spokrewniona  z  lordem 

Allbryce'em Stevensem? Z pewnością go pamiętasz. 

Skąd to wiedział? Przecież nawet nie znał jej nazwiska. Amy zagryzła 

usta, żeby o to nie zapytać. 

Pokojowiec tylko trochę upadł na duchu. Miała lepsze pochodzenie od 

niego, co liczyło się bardziej niż lata służby. Co za głupia gra. 

– Zostaw nas, Fancett. 

Kobieta  w  każdym  stuleciu  czułaby  się  skrępowana,  przebywając  w 

sypialni  sam  na  sam  z  mężczyzną,  którego  nie  znała.  Amy  przysunęła  się 

bliżej drzwi. 

–Dziękuję, milordzie – powiedziała, kłaniając się. 

– Zaniosę to lady Anne i przyjdę do biblioteki. 

–  Chwileczkę.  –  Jego  władczy  ton  sprawił,  że  zatrzymała  się  w 

miejscu. 

Zdumiewające,  jak  rozkazujący  ton  może  odsunąć  na  dalszy  plan  jej 

własną  wolę.  Zanim  Amy  zdołała  ochłonąć,  hrabia  podszedł  do  niej  i  się 

nachylił, jakby zamierzał ją pocałować w szyję. 

RS

background image

53 

 

Jak go rozpoznała? Nawet nie patrząc na niego, zorientowała się, że to 

Simon.  Czy  dzięki  energii,  która  od  niego  biła?  Po  zapachu?  Czując  jego 

oddech na swojej skórze? Poczuła ogromną ulgę. 

–  Amy,  to  ja,  Simon  West  –  szepnął,  chociaż  go  rozpoznała.  – 

Wszystko w porządku? 

Odwróciła głowę. Był tak blisko, że gdyby zrobiła pół kroku, mogłaby 

go pocałować. 

–Nie, nie w porządku. Nie mam monety. Może ty ją masz? 

Pokręcił głową. 

Słyszała  krzątającego  się  Fancetta  i  mogła  sobie  wyobrazić,  jak 

musieli wyglądać. Odepchnęła Simona, przypominając mu: 

– Mamy oboje do odegrania swoje role. 

Klasnęła  w  dłonie  w  taki  sposób,  by  zabrzmiało  to  jak  policzek,  i 

powiedziała wystarczająco głośno, by usłyszeli ją wszyscy wkoło: 

–  Nie  chcę  narażać  na  szwank  mojego  dobrego  imienia,  milordzie. 

Może  mnie  pan  zwolnić  albo  porozmawiamy  w  bibliotece,  jak  wcześniej 

pan to zaproponował. 

Wybiegła  wzburzona  z  sypialni,  piorunując  wzrokiem  lokaja,  który 

zachował pełną obojętność. 

– Proszę mi pokazać drogę do skrzydła lady Anne. Dobrze się poczuła, 

wydając rozkazy. Komu wydaje polecenia lokaj? 

Pokój  lady  Anne  był  pusty.  Przeszła  do  swojej  sypialni  i  rzuciła 

książkę na łóżko. Z całą pewnością dzieło o uprawie roli w Sussex nie było 

przeznaczone dla siostry hrabiego. Dała Marcie partytury i wyjaśniła, że ma 

się spotkać z hrabią w bibliotece. 

Służąca położyła partytury na stole  w pobliżu kominka i powiedziała 

radośnie: 

RS

background image

54 

 

–  Najwyższy  czas,  żeby  zainteresował  się  sezonem  towarzyskim 

swojej siostry. 

Jej  słowa  świadczyły,  że  spotkanie  sam  na  sam  z  hrabią nie  oznacza 

kłopotów. 

Kiedy  Amy  podążała  za  lokajem  do  biblioteki,  niektóre  korytarze 

wydały jej się znajome. A przynajmniej obraz i rzeźba. Lokaj, nim otworzył 

drzwi, odwrócił się w jej stronę. 

– Zaczekam tutaj, panienko. 

–  Dziękuję  –  powiedziała  Amy  ujęta  jego  życzliwością,  chociaż  nie 

bardzo wiedziała, jak mógłby jej pomóc, gdyby coś się stało. Fascynujące, 

pomyślała.  Westmoreland  to  małe  królestwo,  którego  władcą  jest  hrabia. 

Zyskał to prawo przez sam fakt urodzenia się w utytułowanej rodzinie. Jak 

bardzo zmieniły się czasy. 

Lokaj  otworzył  drzwi,  po  czym  delikatnie  je  za  nią  zamknął.  Simon, 

podziwiający kilka obrazów, odwrócił się w jej stronę. 

– Przepraszam, Amy. 

– Dlaczego, na Boga, zabrałeś mnie do swojej sypialni? – Nie dojrzała 

jeszcze  do  tego,  by  mu  wybaczyć,  chociaż  czuła,  jak  jego  szczera  skrucha 

stępia ostrze jej gniewu. 

– Nie zrobiłem tego celowo – usprawiedliwił się. – W naszych czasach 

w tym pokoju mieści się biblioteka. Kiedy sobie uświadomiłem swój błąd, 

pomyślałem,  że  jeśli  udam,  że  mamy  romans,  posłuży  to  jako  pretekst, 

byśmy mogli przebywać ze sobą sam na sam. 

–  Simonie,  hrabia  nie  musi  mieć  pretekstu,  żeby  rozmawiać  z 

zatrudnianą  przez  siebie  osobą,  nawet  jeśli  jest  to  kobieta.  Wystarczy,  jak 

wyda polecenie, by się przed nim stawiła. 

RS

background image

55 

 

– Tak, tak, racja. – Przesunął ręką po włosach. – Jak to się stało? Jak to 

możliwe, że naprawdę odbyliśmy podróż w czasie? 

– Nie mam pojęcia. To ty powiedziałeś „zróbmy to", zanim poznaliśmy 

wszystkie szczegóły. 

– To prawda. Ale przyznaj, ty też myślałaś, że wszystko to jest trochę 

podejrzane. 

Nie mogła zaprzeczyć. 

– Skoro podchodziliśmy do tego sceptycznie, dlaczego magia monety 

zadziałała? Czy kustosz nie mówił, że musimy w to uwierzyć? 

– On ma dość wiary za nas dwoje. 

Simon powiedział to z taką pewnością, że Amy mu się nie sprzeciwiła. 

– A więc jesteśmy tutaj bez monety i nie mając pojęcia, jak wrócić z 

powrotem. 

– Dzięki Bogu mamy siebie. 

Nie  przypominała  sobie,  by  kiedykolwiek  w  swoim  życiu  spotkała 

mężczyznę,  który  do  tego  stopnia  pozbył  się  dumy,  by  przyznać,  że  nie 

panuje nad sytuacją. 

Amy  dosłownie  wpadła  w  jego  wyciągnięte  ramiona.  Długo  się 

obejmowali, jakby się bali, że któreś z nich zniknie. Było jej tak dobrze, że 

pomyślała, iż mogłoby to trwać wiecznie. A potem nagle do niej dotarło, że 

to coś więcej. Czuła bicie jego serca, jego oddech, czuła, jak budzą się jej 

zmysły. 

Odsunęła się od niego. 

– Co się wydarzyło? Dlaczego udajesz, że jesteś hrabią? 

– Uwierz mi, to nie był mój pomysł. – Puścił ją z trudem. – Obudziłem 

się  w  powozie,  kiedy  woźnica  otwierał  drzwiczki.  Byłem  sam,  w  stroju  z 

epoki. Oznajmił: „Milordzie, jesteśmy w Westmoreland". 

RS

background image

56 

 

–  Skoro  uważają  cię  za  hrabiego,  to  co  zrobimy,  kiedy  pojawi  się 

prawdziwy hrabia? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

57 

 

Rozdział 6 

 

Simon lekko pokręcił głową. 

– Wszystko to jest bardzo skomplikowane. Za kogo cię biorą? 

Wyjaśniła mu, że jest damą do towarzystwa lady Anne. Skinął głową. 

– Przynajmniej wiesz coś o tej  epoce. Ja dziś rano zacząłem się sam 

golić. Fancett o mało nie dostał apopleksji. Potem pozwoliłem mu zawiązać 

sobie  ten  dziwny  krawat.  Ale  widocznie  hrabia  zawsze  robi  to  sam. 

Powiedziałem  mu,  że  boli  mnie  ręka  po  pojedynku bokserskim. –  Urwał  i 

zaczął poruszać ręką, jakby go bolała. – Już się wtedy boksowali, prawda? 

– Owszem, i właśnie temu oddawałby się z zapałem hrabia. Brawo. 

– Co mam zrobić, kiedy pojawi się prawdziwy hrabia? 

– Myślę, że musiał być z tobą ostatniej nocy, Simonie. Wprawdzie w 

epoce regencji nie podróżowało się nocą, ale mamy prawie pełnię księżyca i 

o  tej  porze  roku  w  nocy  jest  prawie  tak  samo  widno,  jak  w  dzień.  W 

towarzystwie służby podróż jest dość bezpieczna. 

– Mówię ci, Amy, że byłem sam w powozie. 

– Zamieniliście się miejscami. – Kiedy to powiedziała, zobaczyła, jak 

w  miejsce  niepewności  na  jego  twarzy  pojawił  się  szok.  Nagle  wszystko 

stało się jasne. 

–  Czy  to  możliwe  –  zapytała  –  by  prawdziwy  hrabia  obudził  się  w 

londyńskim domu? Sądzisz, że mogło tak się stać? Że jest tam z prawdziwą 

damą do towarzystwa? 

Simon  milczał  dłużej,  niżby  tego  chciała.  Myśl  szybciej!  Zagryzła 

usta, żeby tego nie powiedzieć na głos. W końcu skinął głową. 

RS

background image

58 

 

– Może na tym polega cała tajemnica. Czyż nie powinno być tak, że 

jedna materia musi zastąpić drugą? Że tylko określona jej ilość może istnieć 

w tym samym czasie i miejscu? 

– Czy to ze „Star Treka"? – spytała, zmrużywszy oczy. 

– Nie, sam wymyśliłem. 

– Nie jestem pewna, czy usłyszawszy to, czuję się lepiej czy też nie. – 

Amy  przez  chwilę  zastanawiała  się  nad  jego  teorią.  –  Ale  wydaje  się  to 

logiczne. 

–  Dziękuję  –  powiedział  poważnie,  jakby  dopiero  co  przyznano  mu 

Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki. 

– Jak myślisz, co tych dwoje robi w dwudziestym pierwszym wieku? – 

To  mogło  się  zakończyć  prawdziwą  katastrofą.  Ale  nie  zamierzała 

wypowiedzieć tego na głos. Lepiej nie kusić losu. 

–  Mam  nadzieję,  że  Arbuckle  powstrzyma  ich  przed  zrobieniem 

czegoś, co okazałoby się fatalne w skutkach. 

Amy ukryła przerażenie, jakie wywołały w niej właśnie takie słowa, i 

patrzyła,  jak  Simon  znów  przesunął  ręką  po  włosach,  odgarniając  je  z 

twarzy.  Pomyślała,  że  jest  równie  zdeprymowany,  jak  ona.  Tylko  lepiej  to 

maskował. 

– Początkowo myślałam, że być może to jakiś rodzaj reality show. 

–  Nie.  Jesteśmy  w  Westmoreland  w  roku  tysiąc  osiemset  piątym  – 

dodał  na  wypadek  gdyby  miała  jakieś  wątpliwości.  Położył  dłoń  na  jej 

ramieniu i obrócił Amy tak, że znaleźli się przodem do obrazów. – Spójrz na 

to. Dzieło Guardiego. Wisi dokładnie tu, gdzie powinno być. 

–  Rety.  –  Amy  podeszła  bliżej  do  obrazu  i przyglądała  mu  się  przez 

minutę. – Wierzę, że tu jesteśmy, ale serce wciąż mi wali, a w głowie mi się 

RS

background image

59 

 

kręci. Jak muszą się czuć ci biedacy, którzy zajęli nasze miejsca? Nie mieli 

pojęcia, że odbędą podróż w czasie. Nas przynajmniej uprzedzono. 

– Amy, posłuchaj. Musimy się skupić na tym, co się dzieje tutaj. Nie 

mamy kontroli nad tym, co się dzieje w moim gabinecie. 

Słowo  „kontrola"  przypomniało  jej  rozmowę  z  lady  Anne.  To,  co 

wtedy  wydawało  się  takie  rozsądne,  teraz  uznała  za  brednie.  Do  oczu 

napłynęły  jej  łzy.  Odwróciła  się,  udając,  że  chce  się  uważniej  przyjrzeć 

obrazowi, mając nadzieję, że Simon się nie zorientuje, że Amy płacze. 

– Tak się cieszę, że nie muszę sama stawiać temu czoła.  

Simon położył dłonie na jej ramionach i okazało się, że łzy wzięły to 

za przyzwolenie, by popłynąć po policzkach. Amy starała się nie pociągać 

nosem, ale i bez tego się zorientował. Obrócił ją i znaleźli się przodem do 

siebie. 

– Po co te łzy, Amy? Gdzie twoja żądza przygód? 

– Jesteśmy tak daleko od domu. – Przytuliła się do niego. – Nikt nie 

wie, gdzie przebywamy. Nie możemy dać monety hrabiemu. Nie ma go tutaj 

i chyba zgubiliśmy monetę. Simonie, jak wrócimy do naszych czasów? 

–  Ej,  daj  spokój,  przecież  to  ty  mi  powiedziałaś,  żeby  „uwierzyć". 

Uważam,  że  to  obowiązuje  cały  czas.  Nie  mam  pojęcia,  jak  ani  kiedy 

wrócimy.  Wiem,  że  mamy  tu  do  wykonania  zadanie.  Ale  nie  wiemy,  ile 

mamy czasu na jego realizację. 

– Czuję się, jakbym brała udział w „Mission Impossible". I chociaż ty 

w  każdym  calu  wyglądasz  tak  samo  cudownie,  jak  Tom  Cruise,  to  ja  nie 

jestem stworzona do tego rodzaju przygód. 

– Dlaczego nie? Jeśli ja jestem Tomem Cruise'em, to oczywiste, że ty 

jesteś niezwykłą i utalentowaną Amy Stevens z Topeka w stanie Kansas. 

RS

background image

60 

 

Pocałował  ją  w  czoło.  Pokręciła  głową,  udając,  że  mu  uwierzyła,  i 

mniej więcej dziesięć sekund później rzeczywiście zaczęła mu wierzyć. 

Zgoda, pomyślała, to bardzo dziwne i nikt nigdy mi nie uwierzy. Ale 

mamy  siebie  nawzajem.  Tylko  od  nas  zależy,  jak  dobrze  będziemy  się 

bawić. Wyprostowała się i odsunęła o krok od Simona. 

–  Wiesz  co,  kompletnie  się  zmieniłeś.  Uznałam  cię  za  stu-

procentowego cynika, za młodszą, najmodniejszą wersję profesora Higginsa. 

– W porządku. A ja uważałem, że jesteś na bakier z uczciwością. Że ty 

i  pan  Wentworth  Arbuckle  uknuliście  jakiś  spisek,  żeby  mnie  oszukać  i 

czegoś pozbawić. Bóg jeden wie, co to takiego mogło być. Potem zacząłem 

się  zastanawiać  nad  życzeniem  i  właściwie  żałowałem,  że  nie  mam  tyle 

wiary, co ty. Moneta nie dała mi szansy wybrania życzenia. Ale pozwól, że 

ci  powiem  jedno:  nawet  bez  magicznej  monety  trudno  nie  uwierzyć  w 

podróż w czasie, widząc, że Westmoreland wygląda niby tak samo, jednak 

trochę  inaczej.  Albo  kiedy  mam  chustkę  zawiązaną  wokół  szyi.  Przy  niej 

krawat wygląda na coś cywilizowanego. 

–  Jest  aż  tak  źle?  Sznurówka  wcale  nie  jest  taka  niewygodna,  jak  to 

sobie wyobrażałam. 

– Co to jest sznurówka? 

– Dziewiętnastowieczna wersja gorsetu. Uśmiechnął się i mogła sobie 

tylko wyobrażać, co ujrzał 

oczami  duszy.  Gorset  i  pończochy  z  seksownymi  podwiązkami.  I, 

prawdę mówiąc, miała je na sobie. Jednak za nic mu tego nie powie. 

– Amy, skąd ty to wszystko wiesz? 

– Z   romansów,  które  czytałam.  Nie  wykrzywiaj  się  –  powiedziała, 

zanim jeszcze dotarł do niego sens jej słów. 

RS

background image

61 

 

– Większość z nich napisały inteligentne, wykształcone kobiety, które 

przywiązują dużą wagę do zbierania informacji. Niech Bóg błogosławi takie 

pisarki, jak Mary Balogh i Sophia Nash. 

–  Po  powrocie  wyślę  im  list  z  podziękowaniami.  A  skoro  już  o  tym 

mowa,  od  tej  pory  nie  będę  już  z  taką  nonszalancją  traktował  wszelkich 

doniesień o spotkaniach z kosmitami. 

– Nie jestem pewna, czy sprawił to twój pocałunek w czoło czy twoja 

pewność siebie, ale czuję się znacznie lepiej. 

–  Dobrze...  Przekonajmy  się,  jaki  efekt  da  to.  –  Objął  dłońmi  twarz 

Amy i pocałował ją w usta. 

Jego mocne ramiona dawały pocieszenie, ale jego usta były wyjątkowo 

przekonujące.  Przywarła  do  jego  warg  i  tak  jak  poprzednio  wtuliła  się  w 

jego ramiona. Otworzyła się przed nim, a słodycz pocałunku wprawiła ją w 

zachwyt,  który  ogarnął  ją  całą  i  stał  się  tak  niezbędny,  jak  powietrze. 

Wykrochmalone płótno, zapach wody kolońskiej, ciepło jego rąk – pragnęła 

tego wszystkiego jak niczego w życiu. 

Gdy oderwali się od siebie, z jej ust wydobyło się westchnienie pełne 

rozczarowania, więc Simon przycisnął czoło do jej czoła. 

– Rety. 

–  No  właśnie  –  odparła.  Stali  bez  ruchu,  przez  minutę  nie  mogąc 

wykrztusić słowa. Oboje byli w jednakowym stopniu podnieceni. Rozsądek 

podpowiadał,  by  odsunęli  się  od  siebie,  by  spróbowali  zachować  jakieś 

pozory przyzwoitości. 

Lekkomyślność wygrała i Amy znów zwróciła twarz w stronę Simona. 

Obsypał pocałunkami jej oczy, policzki, usta, a ona szeptała: 

– Kiedy pierwszy raz mnie dotknąłeś, tylko klepnąłeś mnie po dłoni. 

Ale czułam się tak samo, jakbyś mnie pocałował. 

RS

background image

62 

 

–  Twój  wygląd  mnie  oszołomił.  Twoje  cudowne  włosy,  niesamowite 

oczy, energia bijąca od ciebie. A potem ten twój akcent. 

–Widzisz? Jednak jesteś profesorem Higginsem. – Wspominając swoje 

pierwsze spotkanie, odsunęli się od siebie. Amy poczuła, że włosy wysunęły 

jej  się  ze  ścisłego  węzła  na  karku  i  starała  się  jakoś  doprowadzić  swoją 

fryzurę do ładu. 

Wyglądała tak kusząco z uniesionymi rękami, że Simon odwrócił się i 

podszedł do okna. Cóż takiego było w tej pozie, co go tak podnieciło? Skup 

się na czymś innym, polecił sobie. Na zewnątrz niewiele się działo. Światło 

słoneczne padało przez drzewa stojące wzdłuż podjazdu. Rosły tak, jak od 

setek lat i jak nadal rosły za jego czasów. Później zabierze Amy na spacer, 

pokaże jej swoje ulubione zakątki, spędzą godzinę w altanie. 

– Po tym pocałunku, Simonie, wszystko jest możliwe. 

– Stała koło obrazu Guardiego, ale patrzyła na niego. – Amy i hrabiego 

czeka niezwykła przygoda. 

Czy  wystarczy  pocałunek,  by  sprawić,  żeby  znów  się  uśmiechnęła? 

Bardzo miła perspektywa. 

– Jak odnajdziemy monetę, Simonie?  

Już się nie uśmiechała. 

–  Myślę,  że  musimy  pozwolić,  by  moneta  odszukała  nas.  Może  być 

wszędzie. Mogła zostać w gabinecie. 

–  Zgoda.  Chociaż  trudno  mi  się  będzie  powstrzymać  przed 

gruntownym  przeszukaniem  swojego  pokoju,  powozu  i  twojej  sypialni, 

rozumiem, co masz na myśli. 

Amy zagryzła usta i widział, że starała się opanować. Wzięła głęboki 

oddech, odwróciła się od niego i całą uwagę skupiła na obrazie. 

RS

background image

63 

 

Czy uda im się odbyć podróż powrotną w czasie, jeśli nie zrobią tego, 

co im zlecono wykonać? 

– A  więc to jest ten obraz Guardiego. Oryginał. 

– Przysunęła się do niego bardzo blisko i przyglądała mu się uważnie, 

jakby chciała coś wyczytać z poszczególnych pociągnięć pędzla. 

– Tak jest – odrzekł Simon, idąc za jej przykładem. 

–  Namalowany  koło  roku  tysiąc  siedemset  osiemdziesiątego  i 

sprowadzony  z  Włoch  dwa  lata  później.  Jedno  z  jego  klasycznych 

przedstawień Canal Grande w Wenecji. 

– Zauważ, że nadal tu jest. Nikomu niepodarowany, nieskradziony ani 

nieutracony w żaden inny sposób. Przynajmniej jeszcze nie. 

–  Co  samo  w  sobie  jest  intrygujące,  prawda?  Bo  znaczy  to,  że  jego 

zniknięcie zauważono niemal natychmiast. 

– Przecież to oczywiste. 

– Wcale nie, Amy. Pomyśl tylko. To jeden z dziesiątków obrazów  w 

tym pomieszczeniu. Najbardziej przykuwa uwagę ten duży nad kominkiem. 

Mogły  upłynąć  dni,  nawet  tygodnie,  nim  ktoś  się  zorientował,  że  brakuje 

Guardiego. Wiesz, jak to jest. 

–  No  dobrze.  Przyznaję,  że  kilka  razy  przytrafiło  mi  się  coś  takiego. 

Przypuszczam, że to całkiem możliwe. A  więc co robimy teraz, mój panie 

hrabio? 

– Będziemy czekać i obserwować. 

–I  jesteś  pewien,  że  ostatni  raz  widziano  ten  obraz  w  tym 

pomieszczeniu? 

– Świadczą o tym zapiski Steppa. 

–  Zacząłeś  o  tym  mówić  w  swoim  gabinecie.  Czyli  że  majordomus 

prowadził rejestr? 

RS

background image

64 

 

– Zgadza się. 

–I nadal go masz? – Kiedy skinął głową, wykrzyknęła: – Rety. Super. 

Mogę go zobaczyć, kiedy wrócimy? 

–  Najdroższa  –  powiedział  nieco  żartobliwie.  –  Kiedy  wrócimy  do 

naszych czasów, będziesz mogła z nim spać, jeśli będziesz miała ochotę. 

Uśmiechnęła  się  szeroko,  słysząc  to,  a  może  dlatego,  że  pomyślała 

sobie, że woli spać z nim niż z rejestrem? Odpowiedział jej uśmiechem. Nie 

należy tracić nadziei. 

–  A  więc  –  powiedziała,  odsuwając  się  od  niego  –  Stepp  prowadził 

zapiski w księdze? 

– Tak, notował wszystkie ważne sprawy. Pisał o zbitej szklance albo 

zmurszałej  ścianie.  Zapisek,  poprzedzający  ten  o  obrazie,  dotyczył 

zwolnienia  służącej  po  „wypadku".  Dziesiątego  kwietnia  tysiąc  osiemset 

piątego  roku  jest  notatka  o  zaginięciu  obrazu.  Następna  pozycja  dotyczy 

rozważań  o  wiosennych  nasadzeniach  w  kuchennym  ogrodzie  i  kilku 

zmianach, jakie należy wprowadzić. 

– Masz cholernie dobrą pamięć. 

– Patrzyłem na tę stronę ze sto razy. 

– Fakt, że nie ma dodatkowych informacji, świadczy o tym, że hrabia 

zainterweniował. W tym małym królestwie to on jest niepodzielnym władcą 

i nikt nie kwestionuje jego decyzji. 

– Racja. 

–  To  znaczy,  że  obraz  zniknie  za  kilka  dni.  Jak  mamy  rozwiązać 

zagadkę wydarzenia, które jeszcze nie nastąpiło? 

–  Spędzając  dużo  czasu  w  tym  pomieszczeniu,  kiedy  będziemy  się 

zastanawiać, komu powinniśmy dać monetę? 

RS

background image

65 

 

– Simonie – powiedziała tonem, jakim dorośli zwracają się do małych 

dzieci. – Chyba żartujesz, prawda? 

– A co według ciebie powinniśmy robić? Rozpocząć śledztwo na pełną 

skalę, zanim jeszcze obraz zniknął? 

–  Nie.  Chodzi  o  to,  że  jeśli  ciągle  będziemy  się  tu  kręcili,  nikt  nie 

zabierze obrazu. 

–  Racja.  –  Simon  ukrył  twarz  w  dłoniach.  –  Czuję,  że  zaraz  rozboli 

mnie głowa. 

– Nie zamierzasz zapobiec zaginięciu obrazu, prawda? Na dworze dało 

się słyszeć jakieś zamieszanie i Simon 

podszedł do okna. 

– Miałam na myśli to, że chcesz się dowiedzieć, co się z nim stało? 

–  Tak.  Tak  –  powiedział,  patrząc,  jak  na  dziedziniec  wjechał  jakiś 

człowiek na koniu, prowadząc luzaka. Simon zamknął oczy, zastanawiając 

się nad pytaniem Amy. – Będziemy się zajmowali tym, co do nas należy, i 

co kilka godzin sprawdzali, co się dzieje z obrazem. 

– Nie jestem pewna, czy to ułatwi nam odkrycie, kto go zabrał. 

– Ależ naturalnie, że tak. – Odwrócił się tyłem do jeźdźca i jego konia, 

by spojrzeć na Amy, studiującą obraz. Ubóstwiał krótkie, niesforne kosmyki 

jej  włosów.  Muskały  jej  szyję  dokładnie  tam,  gdzie  miał  ochotę  ją 

pocałować. 

Zbyt  długo  milczał,  więc  spojrzała  przez  ramię.  Znowu  ten  sam 

uśmiech. Potrafił czytać w jej myślach nie gorzej niż ona w jego. Nie ruszył 

się ze swojego miejsca. Na razie. 

– Łatwiej będzie się dowiedzieć, kto go zabrał – ciągnął Simon. – Po 

pierwsze,  wszyscy  domownicy  będą  o  tym  mówili,  kiedy  obraz  zniknie. 

Plotki  nie  ucichną  nawet  wtedy,  kiedy  Stepp  powie,  że  to  hrabia  zabrał 

RS

background image

66 

 

obraz.  A  tobie,  jako  damie  do  towarzystwa  lady  Anne,  łatwiej  niż  innym 

będzie podsłuchać, co mówi zarówno służba, jak i domownicy. 

–  Czyli  naszym  zadaniem  będzie  szukanie  monety  i  słuchanie 

wszelkich plotek o zaginionym obrazie? 

–  Tak  jest.  –  Nim  Simon  zdołał  powiedzieć  coś  więcej,  rozległo  się 

pukanie do drzwi. 

Wszedł Fancett. Nawet nie spojrzał na Amy. 

–  Milordzie,  Stepp  prosił,  żeby  powiadomić  jaśnie  pana,  że  właśnie 

dostarczono nowego konia. Zaprowadzono go do stajni i wszyscy czekają na 

jaśnie pana. 

Pokojowy  wychodząc,  odwrócił  się, żeby  spojrzeć  na  Amy.  Miał  tak 

obojętną minę, że Simon był pewien, co dokładnie mężczyzna sobie myśli. 

Hrabiego  i  pannę  Stevens  mogło  dzielić  trzy  i  pół  metra,  ale  w  powietrzu 

buzowały emocje. No cóż, był jego pokojowcem i z pewnością przywykł do 

różnych wybryków dobrze urodzonych dżentelmenów. Można było jedynie 

mieć  nadzieję,  że  uważał  się  za  o  tyle  lepszego  od  reszty  służących,  by  z 

nimi na ten temat nie rozmawiać. 

– Czy do jego obowiązków należy również bycie takim sztywnym? – 

Amy  podeszła  do  zwierciadła  w  pobliżu  drzwi.  Simon  zobaczył,  że  się 

skrzywiła na widok swego odbicia i zaczęła poprawiać szpilki we włosach. 

Nie  mógł  oderwać  od  niej  wzroku.  Kiedy  ich  spojrzenia  spotkały  się  w 

lustrze, zobaczył, że dziewczyna się uśmiecha. 

– Wiesz, że jesteś kokietką? 

Odwróciła się w jego stronę i posłała mu całusa. 

–  Sądzę,  że  powinniśmy  się  spotkać  przy  kolacji.  –  Nie  czekając  na 

odpowiedź, otworzyła drzwi, ale po chwili znów je zamknęła. 

–Jeszcze jedno, milordzie. Kim jest lord Allbryce Stevens? 

RS

background image

67 

 

– Stevens? To facet, którego poznałem na uniwersytecie. Jego rodzina 

mieszka  na  Orkadach  i  jestem  niemal  pewien,  że  otrzymała  tytuł  w 

zamierzchłych czasach. 

– To niesamowite, Simonie. Powiedziałam lady Anne i jej pokojówce, 

że jestem z Orkadów, chociaż nawet nie wiem, gdzie leżą. 

–  U  północnych  wybrzeży  Szkocji.  Więc  mało  prawdopodobne,  by 

lord Bryce się tu pojawił. 

– To niesamowite, Simonie – powtórzyła Amy. 

– Niesamowite to jeszcze nie znaczy magiczne. 

–  Wiesz  co  –  powiedziała,  osłaniając  usta  rękami  –  myślę,  że  po  tej 

podróży w czasie bardziej będę skłonna uwierzyć w kosmitów. 

Ujął ją pod ramię i pociągnął na korytarz. Opuścili pokój rozbawieni. 

Ich śmiech odbijał się echem na schodach. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

68 

 

Rozdział 7 

 

Chociaż  drzwi  do  małego  pokoju  muzycznego  były  zamknięte, 

dobiegały  zza  nich  dźwięki  fortepianu.  Pierwsze  skojarzenie,  jakie  się 

nasuwało,  to  „pasja".  Amy  aż  trudno  było  uwierzyć,  że  wysoko  urodzona 

snobka, którą poznała na górze, zdolna jest do takich emocji. 

A  naprawdę  była.  Pochłonięta  muzyką,  nawet  nie  zauważyła,  kiedy 

Amy  weszła  do  pokoju.  Chwilę  później  Amy  usłyszała,  że  wszedł  za  nią 

jeszcze ktoś. Odwróciwszy się, zobaczyła Simona, który stanął obok niej. 

Kiedy lady Anne skończyła grać, uniosła głowę, nie otwierając oczu, i 

wzięła głęboki oddech. Muzyka wirowała jeszcze w powietrzu wokół nich, a 

młodziutka pianistka zdawała się odzyskiwać energię, którą straciła. 

Wstała, obróciła się i dygnęła, słysząc oklaski. 

– To było cudowne, Anne. 

– Dziękuję, Westonie – powiedziała z uśmiechem.  

Wszedł  jeden  z  lokajów,  by  przypomnieć  hrabiemu,  że  sprowadzono 

nowego konia i koniuszy czeka w stajni. 

–  Powiedz  mu,  że  będzie  musiał  jeszcze  trochę  zaczekać  –  odrzekł 

Simon,  patrząc  na  siostrę,  więc  nie  zobaczył  pełnej  zdumienia  miny  na 

zwykle obojętnej twarzy lokaja. 

– Nie słyszałeś, co powiedział, bracie? – spytała Anne. 

– Jest już twój nowy koń. 

– Słyszałem – odparł z irytacją Simon. – Za dwadzieścia minut nadal 

będzie w stajni. A na razie mam ochotę posłuchać jeszcze jakiegoś utworu w 

twoim wykonaniu. 

– Westonie, dobrze się czujesz? Ostatnim razem, słuchając mojej gry, 

po pięciu minutach zacząłeś się wiercić. 

RS

background image

69 

 

–  To  było,  zanim  panna  Stevens  mi  powiedziała,  jak  ważna  jest  dla 

ciebie muzyka.  Wystarczy,  że  zagrasz  ten  jeden utwór,  a będziesz  miała u 

swoich stóp cały Londyn. 

–  Och,  mówisz  od  rzeczy.  Poza  tym  skąd  możesz  wiedzieć?  Jesteś 

głuchy jak pień, jeśli chodzi o muzykę. 

Naprawdę?  Tyle  pułapek  czyha,  kiedy  próbuje  się  udawać  kogoś 

innego. 

– Piłeś brandy, prawda? 

Oto kobieta, która nie uznaje komplementów. Amy doszła do wniosku, 

że  musi  pospieszyć  Simonowi  na  ratunek  i  zrezygnowała  z  bycia 

niewidoczną, co powinno cechować każdą dobrą damę do towarzystwa. 

–  Jestem  pewna,  że  lady  Anne  docenia  pańskie  pochwały  –  zwróciła 

się w stronę swojej pani i natychmiast się zorientowała, że popełniła gafę. 

–  Panno  Stevens,  nie  potrzebuję  twoich  rad,  dotyczących  dobrych 

manier – oznajmiła sztywno jej podopieczna lady Anne. – Nie jesteś moją 

guwernantką. 

–Anne, to było niegrzeczne z twojej strony – upomniał ją brat. 

–  Masz  rację  –  powiedziała.  Arystokratka  wzięła  górę  nad  artystką. 

Anne  ukłoniła  się  bratu  tak  oficjalnie,  jakby  dopiero  co  się  poznali.  – 

Dziękuję  za  twój  komplement,  Westonie.  Nigdy  go  nie  zapomnę.  –  Znów 

usiadła za fortepianem. – A teraz proszę, żebyście mnie zostawili samą, bo 

chciałabym dalej ćwiczyć. 

Posłuchali i wyszli oboje. 

– Chyba pójdę do stajni zobaczyć tego cholernego nowego konia, na 

którego hrabia wydał zbyt dużo pieniędzy. 

Amy zwróciła się w jego stronę. 

RS

background image

70 

 

– Lokaje mają uszy – szepnęła. – Nie wypadaj z roli. – A potem dodała 

głośniej: – Czy mogę panu przez chwilę towarzyszyć, milordzie? Lady Anne 

prosiła, żebym sprawdziła, czy można już ściąć róże. 

Kiedy skierowali się do drzwi frontowych, znów rozległy się dźwięki 

fortepianu.  Tym  razem  był  to  jakiś  utwór  Beethovena.  Gniewna,  niemal 

gwałtowna  gra  nie  pozostawiała  wątpliwości,  w  jakim  nastroju  jest  lady 

Anne. Cóż, pomyślała Amy, przynajmniej lokaj sobie posłucha. 

–  Nie  ulega  wątpliwości,  że  to  był  mój  pierwszy  poważny  błąd  – 

powiedziała. – Nie jestem jej guwernantką. 

– Nie martw się, nie grozi ci kwartalna ocena. Taka reakcja na krytykę 

to cecha rodzinna. Jeśli powiedziałabyś mojemu bratu Willowi, że jest złym 

kierowcą albo za dużo pije, byłoby to jednoznaczne z proszeniem się o guza. 

Ja, naturalnie, jestem pozbawiony wszelkich wad Westów. 

–  Naturalnie,  milordzie.  –  Była  pewna,  że  Simon  żartuje.  Prawie 

pewna. – Ciekawa jestem, jak radziła sobie z nią guwernantka. Szkoda, że 

zrezygnowała z pracy. 

– Znajdziesz sposób na odzyskanie jej względów. Nie przejmuj się tym 

teraz i biegnij do ogrodu, żeby obejrzeć róże, które, nawiasem mówiąc, są 

jeszcze  w  pąkach.  Chyba  musiałaś  się  przejęzyczyć  i  miałaś  na  myśli 

tulipany. 

– Masz rację. – Patrzyła za nim, jak się oddala, a potem skierowała się 

do ogrodu. Błagam, niech nikt nie przyłapie mnie na tym, że patrzę na niego 

jak w obraz. 

– Wspaniały mężczyzna, prawda? 

Jakaś  leciwa  kobieta  dreptała  alejką  od  strony  ogrodu.  Szła  za  nią 

pokojówka,  dźwigając  kosz  tulipanów,  którym  Amy  jakoby  miała  się 

przyjrzeć. 

RS

background image

71 

 

–  Słucham?  –  Amy  dygnęła,  pewna,  że  bez  względu  na  jej  pozycję, 

kobieta w tak podeszłym wieku zasługuje na ukłon. 

–  Mój  bratanek  –  powiedziała  staruszka,  wskazując  głową  postać  w 

oddali.  –  Hrabia  jest  moim  bratankiem.  Jego  ojciec  był  bratem  drugiego 

hrabiego Weston, mojego męża. 

Nie było to zbyt skomplikowane, ale i tak Amy potrzebowała chwilki, 

zanim zorientowała się, kim jest ta kobieta: to owdowiała hrabina Weston. 

Ilu jeszcze krewnych uważało Westmoreland za swój dom? 

Amy znów dygnęła. 

– Miło mi panią poznać, milady. 

– Nie mieliśmy dzieci, więc William odziedziczył tytuł. 

Jakie to musiało być dla nich przykre. Co się mówi kobiecie, która nie 

wywiązała się ze swojego jedynego obowiązku, czyli urodzenia dziedzica? 

Bez  względu  na  to,  jak  sprawę  postrzegano  w  dwudziestym  pierwszym 

wieku, w epoce regencji winiono za brak potomstwa jedynie kobietę. 

– Jestem Amy Stevens, nowa dama do towarzystwa lady Anne. 

Na  miłej  twarzy  hrabiny  pojawił  się  grymas,  Amy  poczuła,  jak 

uśmiech  zamiera  jej  na  ustach.  Jeszcze  jedna  wyniosła  arystokratka. 

Zaczynała  odczuwać  pewną  sympatię  do  Francuzów,  chociaż  trzeba 

przyznać, że dość bezwzględnie rozprawili się ze swoją arystokracją. 

–  Amy  Stevens?  A  co  się  stało  z  panną  Kemp?  Wyraźnie  prosiłam 

panią Braintree o przysłanie jej do nas. 

– Przyjedzie, jak tylko będzie mogła. Coś zatrzymało pannę Kemp. – 

A raczej jest przetrzymywana jako zakładniczka w dwudziestym pierwszym 

wieku.  Błagam,  lady  Weston,  błagam,  niech  pani  nie  drąży  tego  tematu  – 

modliła się w duchu Amy. 

RS

background image

72 

 

– Jest pani spokrewniona z tymi Stevensami, którzy mieszkają na tych 

okropnych wyspach na północ od Szkocji? 

– Na Orkadach? Tak, milady. 

– W takim razie musi się pani wydawać, że u nas jest jak w raju. Czy 

tam kiedykolwiek świeci słońce? 

–  Tutaj  jest  pięknie.  Opuściłam  Orkady  jako  dziecko.  Po  śmierci 

rodziców zamieszkałam z moją matką chrzestną w Yorkshire. I dzięki niej 

pani Braintree zwróciła na mnie uwagę. 

Kiedy  zakończy  się  ta  przygoda,  może  powinna  spróbować  napisać 

powieść, zastanawiała się Amy. Jej wyobraźnia pracowała teraz pełną parą. 

Z całą pewnością lepiej sobie radziła od hrabiego i panny Kemp. 

–  Chciałabym  o  tym  posłuchać.  –  Hrabina  wdowa  potrząsnęła  laską, 

zwracając się do towarzyszącej jej pokojówki. – Angston, zanieś te kwiaty 

do pałacu. Zwiędną, jeśli zaraz nie znajdą się w wodzie. Możesz zacząć je 

układać  w  wazonach.  Panna  Stevens  poda  mi  ramię  i  wkrótce  przyjdę 

sprawdzić, jak sobie radzisz. Potem musimy się przebrać do kolacji. 

Wprawdzie  nie  było  to  przesłuchanie,  ale  kiedy  Amy  poszła  na  górę 

przebrać się do kolacji, była kompletnie wykończona. Położyła się na chwilę 

na łóżku, by wrócić myślami do pytań, którymi zasypała ją hrabina, i swoich 

odpowiedzi. Kilka pierwszych było łatwych: ile ma lat? Dwadzieścia cztery. 

Jak  poznała  panią  Braintree?  Poprzez  dyrektorkę  pensji  dla  dziewcząt  w 

Yorkshire. Z pewnością taka istniała. Następne jednak były trudniejsze. Kto 

w  tym  sezonie  towarzyskim  wyjdzie  za  mąż?  Czy  są  jacyś  kawalerowie 

synów książąt albo markizów? Zawsze są. A najlepszy sposób poznania tych 

młodych  dżentelmenów?  Przez  ich  matki  i  babki,  będące  przyjaciółkami 

hrabiny wdowy. 

Szybko, zanim hrabina zdołała zadać jej kolejne pytanie, Amy spytała: 

RS

background image

73 

 

– Komu, zdaniem jaśnie pani, powinnyśmy złożyć wizytę? 

To było sprytne posunięcie. Wkrótce Amy uzyskała bardzo użyteczny 

wykaz. 

Największą  gafę  popełniła,  kiedy  zasugerowała,  że  naj-

odpowiedniejszym kandydatem byłby miłośnik muzyki. 

– Kiedy się szuka właściwego kandydata na męża, nie liczy się to, czy 

lubi wieczorami słuchać muzyki. Chodzi o awans społeczny i władzę. Wie 

pani o tym równie dobrze, jak wszyscy, panno Stevens. 

Amy usnęła, zastanawiając się, skąd miała to wiedzieć. Ponieważ nie 

miała pozycji społecznej ani władzy, jeśli nie liczyć tego, co zawdzięczała 

swojej pracodawczyni? Jak służący znosili takie traktowanie? 

Przyśnił jej się świat, w którym siłą napędową miłości i pożądania była 

władza,  w  którym  mężczyzna  mógł  ubiegać  się  o  kobietę,  przedstawiając 

majątek jako jedyny miernik swej wartości jako mąż. Lojalność, uczciwość, 

dobroć  nie  znaczyły  nic.  A  intymne  współżycie  małżonków,  będących 

właściwie  parą  nieznajomych,  miało  głównie  na  celu  spłodzenie  potomka, 

by kolejne pokolenie mogło kontynuować tę grę. Koszmar. 

– Panno Stevens, panno Stevens, proszę się obudzić.  

Amy przebudziła się z ciężkiej, zbyt krótkiej drzemki. 

– To ja, Martha, panno Stevens. Przygotowałam suknię. Przepraszam, 

że trwało to tak długo. Ale obiecuję, że panienka się nie spóźni. 

Pokojówka pomogła jej się ubrać, a potem sprowadziła ją na dół, do 

jadalni. 

Simon już czekał ze wszystkimi pozostałymi osobami. Nie spojrzał na 

nią,  kiedy  weszła.  Całą  uwagę  poświęcał  jakiemuś  eleganckiemu 

mężczyźnie. Amy domyśliła się, że towarzysząca gościowi kobieta to jego 

żona. 

RS

background image

74 

 

W chwili, kiedy pojawiła się Amy, Stepp ogłosił, że podano do stołu. 

Dzięki  temu  oszczędzone  jej  zostały  rozważania,  czy  powinna  usiąść 

dyskretnie czy też przyłączyć się do rozmowy jak równa z równymi. Więcej 

niż jedna osoba dała jej jasno do zrozumienia, że nie jest im równa. 

Do  kolacji  zasiadła  wielce  zróżnicowana  grupa  ludzi.  Oczywiście 

hrabia, hrabina wdowa i lady Anne. Poza Amy było jeszcze pięć osób, które 

widziała po raz pierwszy, chociaż dość łatwo można było zgadnąć, kto jest 

kim.  Był  artysta  malarz  z  fularem  poplamionym  farbami.  I  rubaszny 

jegomość,  ubrany  dość  ekstrawagancko.  Przedstawiono  go  Amy  jako 

kuzyna, który sprawował funkcję bibliotekarza. 

Sądząc po jego wyglądzie, raczej nie zaliczał się do bibliofilów. 

Był  jeszcze  jeden  krewny,  brat  pierwszego  hrabiego,  bardzo  leciwy 

starzec, chlubiący się tytułem kapelana. 

Zarządca  majątku  i  jego  żona  zamykali  listę  biesiadników.  Stanowili 

uroczą parę, która pozostawała w świetnych stosunkach z właścicielami. To 

z  panem  Smithsonem  rozmawiał  Simon,  kiedy  Amy  weszła  do  pokoju. 

Zarządca miał uśmiech Westonów, więc Amy uznała, że jest spokrewniony 

z rodziną. 

Nim  damy  zostawiły  panów,  by  mogli  się  napić  porto,  nie  ulegało 

wątpliwości, że mimo pozorów równości podczas posiłku każdy doskonale 

zdawał sobie sprawę z tego, gdzie jego miejsce. Amy podążyła za paniami 

do  wielkiego  salonu  muzycznego  i  znalazła  sobie  kącik,  z  którego  mogła 

wszystko obserwować. 

Odniosła  wrażenie,  że  w  tym  świecie  niechętnie  witano  obcych,  jeśli 

nie posiadali oni majątku czy wysokiej pozycji społecznej. Wiedziała o tym 

z  lektury  powieści,  ale  doświadczanie  tego  na  własnej  skórze  było 

niewątpliwie wielce nieprzyjemne. 

RS

background image

75 

 

Czy  brytyjska  arystokracja  nadal  taka  pozostała?  Czy  też  system 

podatkowy  i  industrializacja  okazały  się  potężnymi  walcami,  które 

wszystkich  zrównały?  Mimo  swej  fascynacji  Simonem,  Amy  nie  potrafiła 

sobie wyobrazić życia w świecie, w którym wartość człowieka nie zależała 

od jego własnych osiągnięć. 

Panie  popijały  herbatę,  prowadząc  zdawkową  rozmowę.  Hrabina 

wdowa rozwodziła się nad wyjątkowymi zaletami panny Kemp, łady Anne 

grała jakieś lekkie, banalne melodie, chociaż chłonęła każde słowo ciotki. 

Pani Smithson usiadła obok Amy. 

–  Jak  z  pewnością  zauważyła  to  pani  podczas  kolacji,  hrabia  bardzo 

dobrze traktuje swoich krewnych i służbę. Nie oddali pani, póki nie znajdzie 

dla pani nowego miejsca zatrudnienia. 

Co należało przetłumaczyć: „Może jest despotą, ale dobrotliwym". 

–  Sądzi  pani,  że  tak  się  stanie?  Czy  hrabina  wdowa  rozmyślnie 

pomniejsza mój wpływ na lady Anne? 

– Tak – odparła bez ogródek. – Hrabina wdowa, chociaż taka czarująca, 

jest  uparta  i  nadal  chce,  żeby  wszystko  przebiegało  zgodnie  z  jej  wolą. 

Hrabia  wyraźnie  dał  do  zrozumienia,  że  majątek  należy  do  niego.  Lady 

Anne pozostaje obiektem ich zażartej rywalizacji. 

Amy nie wiedziała, czy powinno ją to zaniepokoić, czy też nie. Miała 

nadzieję, że pozostanie tu na tyle krótko, żeby nie stać się obiektem sporów 

między hrabiną a jej rzekomym bratankiem. 

Panowie  dołączyli  do  pań,  by  napić  się  herbaty,  ostatni  wszedł  do 

salonu  hrabia.  Zupełnie  nie  zwracał  na  nią  uwagi  i  przez  ułamek  sekundy 

Amy pomyślała, że to prawdziwy hrabia, a nie Simon. Próbowała ściągnąć 

go  wzrokiem  i  kiedy  jej  się  to  udało,  mrugnął  do  niej  porozumiewawczo. 

RS

background image

76 

 

Uśmiechnęła  się,  widząc  to,  ale  szybko  zacisnęła  usta  widząc,  jak 

bibliotekarz patrzy to na nią, to na Simona. 

Pojawienie  się  mężczyzn  stanowiło  swego  rodzaju  znak.  Lady  Anne 

przestała  brzdąkać  i  wszystko  zaczęło  się  toczyć  szybciej.  Natychmiast 

podano  świeżą  herbatę,  którą  wypito  w  ciągu  niespełna  pół  godziny,  po 

czym wszyscy życzyli sobie nawzajem dobrej nocy. 

Było  jeszcze  za  wcześnie,  by  kłaść  się  spać.  Co  ci  ludzie  porabiali 

wieczorami?  Amy  zdecydowała,  że  ponieważ  nadal  trwa  pełnia  księżyca, 

wybierze się na przechadzkę. Pomijając krótką wyprawę do ogrodów, która 

ostatecznie  nie  doszła  do  skutku,  nie  miała  jeszcze  okazji  obejrzeć  po-

siadłości. 

Poinformowawszy  o  swoim  zamiarze  Marthę  Stepp  i  mając  jej 

zapewnienie, że lady  Anne będzie ćwiczyła w małym pokoju muzycznym, 

Amy  złapała  szal  i  skierowała  się  do  bocznych  drzwi,  wychodzących  na 

taras, skąd prowadziła alejka przez park, więc Amy mogła mieć pewność, że 

nie zabłądzi. 

Po chwili usłyszała za sobą czyjeś kroki. Miała na sobie suknię koloru 

liści, więc ukryła się między drzewami i zaczekała, żeby się przekonać, kto 

nadchodzi. Ujrzała Simona. Szedł niespiesznie, wyraźnie jej wypatrując. 

– Simonie – szepnęła. – Jestem tutaj. 

 Odwrócił się gwałtownie. 

Amy wyszła zza drzewa i dygnęła. 

–  Czyż  to  nie  cudowny  wieczór?  –  Wciągnęła  w  płuca  słodkie, 

wiosenne  powietrze.  –  Zupełnie  jak  w  Irlandii  przy  pięknej  pogodzie  w 

dwudziestym pierwszym wieku. 

Roześmiał się i też głęboko odetchnął. 

– Czyste, słodkie, tylko leciutko wilgotne powietrze. Masz rację. 

RS

background image

77 

 

Amy zrównała z nim krok. 

–I  ta  cisza  –  ciągnęła.  –  Błoga  cisza.  Bez  tego  nieustannego  szumu 

prądu elektrycznego, nie wspominając już o wentylatorach i ruchu ulicznym. 

Chyba  najbardziej  podoba  mi  się  ta  cisza.  –  Przystanęła  i  powiedziała  do 

jego pleców: – Skąd wiedziałeś, gdzie jestem? – Tylko lekko rozpraszały jej 

uwagę  jego  barczyste  plecy  i  to,  że  surdut  z  czasów  regencji  pięknie 

podkreślał zgrabną figurę. 

–  Zapytałem  i  jeden  z  lokajów  powiedział  mi,  że  widział,  jak 

wychodziłaś – odparł, odwracając się w jej stronę. 

– Czy tu niczego nie da się utrzymać w tajemnicy? – Spojrzeli na dom. 

Z okien na górze nadal byli doskonale widoczni. Znów zaczęli iść. 

– Na razie świetnie sobie radzimy. 

– Pomyśl o tym, Simonie. Westmoreland to olbrzymia posiadłość, ale 

rzadko  kiedy  jest  się  tu  samym.  Armia  służby  przewyższa  liczbą 

mieszkańców  domu.  I  służący,  i  twoja  rodzina  muszą  się  czuć  tak,  jakby 

wciąż grali na oczach widzów. Po pewnym czasie staje się to drugą naturą 

człowieka.  Jak  często  ci  ludzie  pozwalają  sobie  na  ukazanie  prawdziwego 

oblicza?  Ta  przygoda  całkowicie  zniszczyła  moje  wyobrażenia  o  życiu  w 

epoce regencji. 

– To znaczy? – zapytał. 

– Myślałam, że to świat, w którym kobiety robią zakupy, piją herbatę, 

a  ich  największym  zmartwieniem  jest,  jaką  przeczytać  powieść  po 

ukończeniu lektury poprzedniej. 

–  Zerwała  kwiat  z  łodygi  i  zaczęła  się  nim  bawić.  –  Teraz  wiem,  że 

pomiędzy  przyjęciami niepokoiły  się,  czy  urodzą  dziedzica,  czy  nie  złapią 

jakiejś  choroby  od  swoich  niewiernych  mężów,  czy  ich  dzieci  przeżyją 

okres niemowlęcy... 

RS

background image

78 

 

–  Nie  licząc  drobiazgów,  nic  się  nie  zmieniło  do  naszych  czasów.  – 

Simon wziął od niej kwiat i wsunął go w jej włosy. 

–  Pokazujemy  światu  jedną  twarz,  a  zmartwienia  zachowujemy  dla 

siebie. 

– Tak, jak zrobiłeś to ty, kiedy podejrzewałeś, że jestem oszustką. 

–  Zgadza  się.  Oboje  musimy  jeszcze  dużo  o  sobie  się  dowiedzieć, 

prawda?  Podzielić  się  swoimi  tajemnicami.  Co  tylko  świadczy  o  tym,  że 

szczegóły mogą ulec zmianie, ale człowiek pozostaje taki sam. 

Doszli do rozwidlenia i Simon wskazał głową lewą alejkę. 

– Tędy. Spacer będzie długi, ale nie pożałujesz. 

Szli w milczeniu. Amy rozmyślała nad tym, jak Simon jej słuchał, i że 

traktował jej pomysły tak, jakby miały swoją wartość. 

Księżyc oświetlał im drogę, wysadzana drzewami aleja skończyła się i 

ujrzeli przed sobą niezarośnięte zbocze wzgórza. 

– Zupełnie jak mauzoleum Jeffersona! 

– Nazywamy to altaną – powiedział. 

Amy  pobiegła  przodem,  a  Simon  zwolnił  kroku  i  obserwował,  jak 

zatrzymała się przed budowlą. W swojej zielonej sukni wyróżniała się na tle 

białych  w  blasku  księżyca  ścian  altany,  a  lekki  wietrzyk  poruszał  cienką 

tkaniną.  Ze  złożonymi  rękami  wyglądała  jak  wyznawczyni  pogańskiego 

bóstwa przed wzniesioną na jego cześć świątynią. 

Pragnął jej. Pragnął jej całej. Jej umysłu: zawsze dociekliwego, zawsze 

ciekawego.  Jej  serca,  tak  otwartego  i  hojnego,  i  jej  ciała,  delikatnego,  tak 

kuszącego.  Zawsze  pokpiwał  sobie  z  historii  swoich  rodziców.  Teraz 

zrozumiał, jak to się mogło zdarzyć. 

RS

background image

79 

 

Odczekał chwilę, przyglądając się, jak Amy obserwuje grę świateł na 

fasadzie  altany.  W  końcu  spojrzała  w  jego  stronę,  a  Simon  postanowił 

powiedzieć jej to, o czym myślał. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

80 

 

Rozdział 8 

 

– Wiesz, że mój ojciec oświadczył się matce tego wieczoru, kiedy się 

poznali? 

– Naprawdę? 

Zorientował  się  z  jej  uśmiechu,  że  uznała  to  za  niezwykle 

romantyczne. 

– Co mu odpowiedziała? 

–  To  nieistotne  –  odparł,  mając  nadzieję,  że  nie  zabrzmiało  to  jak 

strofowanie ucznia przez nauczyciela. – Chodzi o to, że w chwili, kiedy ją 

ujrzał, wiedział, że to ta jedna jedyna. 

– Czyli, że powiedziała mu „nie". 

– Tak, ale teraz, kiedy go już nie ma wśród nas, powtarza, że straciła 

całe dwa miesiące, które mogli spędzić razem. 

Amy  przez  chwilę  się  nie  odzywała.  Ale  jej  oczy  powiedziały  mu 

równie  wyraźnie,  jakby  posłużyła  się  słowami,  że  rozumie  to  uczucie.  W 

końcu ze śmiechem przemówiła: 

– Rety, to wykracza poza skalę mierzącą romantyczność. I może masz 

rację,  że  wystarczy  jedno  spojrzenie  czy  dotknięcie,  by  wiedzieć,  że  się 

znalazło tę jedną jedyną osobę. Ale musisz przyznać, że te okoliczności też 

nie przypominają scenerii zwykłego spotkania chłopaka z dziewczyną. 

Simon wszedł po stopniach do altany. Słyszał, jak Amy podąża za nim. 

Kiedy zwrócił się w jej stronę, patrzyła na rzekę płynącą w dole. 

–  Masz  rację.  To  niezwykła  sceneria.  Prawdę  mówiąc,  nie 

przypominam sobie niczego równie osobliwego. Z wyjątkiem jednego razu, 

kiedy  przejeżdżałem  obok  miejsca,  gdzie  urządzono  sesję  zdjęciową  w 

RS

background image

81 

 

plenerze.  Był  środek  zimy,  a  modelka  w  body  na  ramiączkach  firmy 

Victoria's Secret wskoczyła do mojego auta i poprosiła, żebym ją rozgrzał. 

– Co  za  okropna  gra słów.  –  Amy  oderwała  wzrok  od  widoku  i  całą 

uwagę  skupiła  na  Simonie.  Najpierw  się  skrzywiła,  a  potem  wybuchnęła 

głośnym śmiechem. 

Kochał ten śmiech, więc ciągnął: 

– Z miejsca jej się oświadczyłem, tak jak to zrobił kiedyś mój ojciec. 

Ale nic z tego nie wyszło. Dostałem nauczkę, więc teraz zaczekam, aż nasza 

znajomość będzie trwała przynajmniej kilka godzin. 

– Nie umiesz być poważny. 

– Ależ mylisz się. Czy po tamtym pierwszym pocałunku masz jeszcze 

jakieś wątpliwości? 

– Tak, ale malutkie – powiedziała, zarzucając mu ręce na szyję. 

Zawsze myślał, że kiedy się  zakocha, będzie ślepy na wszystko poza 

swoją  ukochaną.  Nie  rozumiał,  że  miłość  to  wszechogarniające  uczucie 

zupełnie  innego  rodzaju. Czując,  jak  Amy  tuli  się  do niego,  jak  go  całuje, 

mógł  myśleć  jedynie  o  niej,  o  Amy  Stevens.  Nie  pamiętał  żadnej  innej 

kobiety, zapomniał o swoich poprzednich miłostkach. Amy była całym jego 

światem. 

Kiedy  przycisnęła  wargi  do  jego  warg,  ogarnęło  go  uniesienie.  Nie 

istniało  nic  poza  jej  dotykiem,  jej  smakiem,  jej  zapachem,  tym,  co  mu 

ofiarowała. Te doznania zawładnęły całym jego umysłem, ciałem, sercem. 

Trzymając  ją  w  ramionach,  czując  przy  sobie  jej  piersi,  ledwo  ją 

słyszał  poprzez  krzyk  swoich  pragnień.  Pochylił  się  i  pocałował  Amy  w 

miejscu, gdzie stanik sukni ledwo osłaniał biust dziewczyny. Jej jęk okazał 

się wystarczającą zachętą. 

RS

background image

82 

 

Ściągnął  z  niej  suknię  i  uniósł  skraj  halki.  Pełna  zachwytu  uległość 

Amy  tak  go  oczarowała,  że  pragnął  jej  bezgranicznie.  Zdejmując  w 

pośpiechu  ubrania,  wspólnie  przeżywali  przyjemność  poznawania  się 

nawzajem.  Ciepło  ich  ciał  wystarczyło  obojgu  do  ogrzania  się  nawet  w  tę 

chłodną noc. 

Były  w  tym  magia  i  szaleństwo,  póki  kwestie  przyziemne  nie 

przyćmiły uczuć. 

– Amy, tu nie ma łóżka. 

–  Zadbamy  o  to  następnym  razem.  Proszę  nie  przerywaj  tego,  co 

zaczęliśmy – błagała go. 

Uśmiechnął  się  i  rozłożył  surdut  na zimnym,  kamiennym  murze.  Ich 

pocałunek stanowił obietnicę czegoś więcej. Namiętność Simona rozpaliła w 

niej pożądanie, a jego miłość przepełniła miłością jej serce. 

Noc spowiła ich swą ciszą. Simon zrównał swój oddech z oddechem 

Amy, czuł bicie jej serca, jej ciepłe ciało i wiedział, że to wyjątkowa chwila. 

Słowa były zbędne, gdy otworzyły się przed nim niebosiężne perspektywy. 

– Zauważyłem cię w chwili, gdy pojawiłaś się w drzwiach pubu. Kiedy 

nie zwracając uwagi na mecz piłki nożnej, usiadłaś przy barze, pomyślałem 

sobie,  że  to  coś  więcej  niż  fascynacja  twoją  urodą.  Amy,  to  było,  jeszcze 

zanim zobaczyłem monetę. 

– Twój uśmiech, Simonie, sprawił, że pomyślałam, iż pragnę od ciebie 

czegoś więcej niż kilku zdawkowych słów. 

Całowali się, zwierzając się ze swoich uczuć, ale Simon czuł, że robi 

się chłodniej, i wiedział, że muszą znaleźć swoje ubrania i wrócić do domu. 

Ubieranie się po ciemku w stroje, do których nie byli przyzwyczajeni, 

było  czymś  równie  absurdalnym,  co  podniecającym.  Nim  Simon  ściągnął 

tasiemki gorsetu Amy, a ona pomogła mu włożyć ciasny surdut, obydwoje 

RS

background image

83 

 

przeklinali i śmiali się, przysięgając, że pokojowcy i garderobiane zasługują 

na każdego funta swojej pensji. 

Gdy wracali do domu, Simon zaproponował eksperyment. 

– Dom jest pogrążony w kompletnych ciemnościach. Mała szansa, że 

ktoś nas zobaczy. Ty idź przez duży salon muzyczny. Trafisz tam? 

Skinęła głową. 

–Ja pójdę  do stajni i  sprawdzę,  jak tam  mój  nowy  koń.  To naprawdę 

śliczne  zwierzę  –  powiedział,  obracając  ją  w  swoją  stronę.  Pogłaskał  jej 

włosy i ściślej owinął ją szalem. – Chociaż zbyt płochliwy jak na mój gust. 

Dobrze wiedzieć, że trzeci hrabia zmarł w wieku sześćdziesięciu kilku lat na 

zapalenie  płuc,  a  nie  w  wyniku  upadku  z  konia.  Zobaczę,  czy  uda  mi  się 

przyłapać stajennych na hazardzie. 

Pocałował  ją  krótko  w  usta,  tak  jak  całują  się  małżonkowie  o 

wieloletnim stażu. Ale dla niej nie był to zwyczajny całus; przywiódł jej na 

myśl wszystko, co wydarzyło się w ciągu ostatniej godziny. Czuła na sobie 

wzrok  Simona.  Kiedy  znalazła  się  koło  drzwi,  odwróciła  się  i  mu  poma-

chała. 

Mogło być kilka minut po dziewiątej, w żadnym wypadku nie była to 

pora, którą zwykło określać się jako „środek nocy", ale dom pogrążony był 

w  takim  bezruchu  i  ciszy,  że  równie  dobrze  mogłaby  być  północ.  Kiedy 

przechodziła  koło  biblioteki,  dostrzegła  jasny  pasek  w  szparze  między 

drzwiami  a  podłogą  i  zastanowiło  ją,  kto  jeszcze  się  nie  położył.  A  może 

zostawiano światło, do czasu aż hrabia uda się na spoczynek. 

Schody były z szarego marmuru, więc wyraźnie widoczne. Wbiegła po 

nich szybko i bezgłośnie. Z małego pokoju muzycznego dochodziły dźwięki 

fortepianu, więc Amy wiedziała, że lady Anne wciąż ćwiczy gamy. Czy ta 

RS

background image

84 

 

nieustanna gra była jej sposobem na odrobinę prywatności? Dokąd uciekała 

pod pretekstem zamiłowania do muzyki? 

Jeszcze jeden długi korytarz i znalazła się przed drzwiami apartamentu 

swojej  podopiecznej.  Może  nie  była  pokojówką  lady  Anne,  ale  uznała,  że 

powinna pozostać ubrana i gotowa na wezwanie, dopóki jaśnie panienka nie 

przyjdzie  na  górę,  by  położyć  się  spać.  W  kącie  jej  saloniku  stało  tremo  i 

Amy spojrzała w lustro, by się upewnić, że nie wygląda tak, jakby dopiero 

co wróciła z miłosnej schadzki. 

Ale  ani  szczotkowanie  włosów,  ani  wygładzanie  sukni  nie  zdołało 

ukryć  błyszczących  oczu  i  nabrzmiałych  ust.  A  jeśli  nie  przestanie  się 

uśmiechać, uznają ją za prostaczkę. 

Znalazła krzesło w saloniku lady Anne, tuż obok pojedynczej płonącej 

świecy,  usiadła,  zamknęła  oczy  i  ziewnęła,  co  częściowo  było  wynikiem 

cudownego  zmęczenia,  a  częściowo  wyczerpania  spowodowanego 

najdziwniejszym dniem w jej życiu. 

Chciałabym, żeby udało nam się znaleźć tę monetę. Simon mógłby dać 

ją  Marcie,  żeby  przekazała  ją  hrabiemu,  a  wtedy  oni  mogliby  wrócić  do 

domu. Amy wzięła książkę, leżącą obok. Sama w sobie była dziełem sztuki. 

Kunsztowna oprawa z ciemnoniebieskiej skóry, prześlicznie złocone kartki. 

Ledwo  zdążyła  trochę  się  pozachwycać  tym  cudem,  kiedy  z  sypialni 

dobiegły ją odgłosy kłótni. Amy rozpoznała głos Marthy Stepp. Drugi z całą 

pewnością nie należał do lady Anne. 

–  Znalazłam  ją!  Znalazłam  ją  na  podłodze  w  oranżerii  i  jest  moja. 

Zresztą to nie jest zwykła moneta. 

–  Może  być  twoja,  Florrie,  ale  najpierw  musimy  zapytać  pana 

hrabiego. Daj mi ją. 

– Nie jesteś gospodynią. Nie muszę się ciebie słuchać. 

RS

background image

85 

 

– Florrie! Natychmiast oddaj mi tę monetę. 

– Życzę ci, żebyś dostała to, na co zasługujesz, Martho Stepp! 

Kiedy do Amy dotarł sens tych słów, natychmiast zerwała się z krzesła 

i  pobiegła  w  stronę  drzwi.  Ale  spóźniła  się  i  nie  zapobiegła  spełnieniu  się 

życzenia.  Nim  zdążyła  otworzyć  drzwi  do  sypialni,  otworzyły  się  drugie 

drzwi i do saloniku weszła lady Anne. 

– Czy mogę zapytać, kogo podsłuchujesz? 

– Nikogo, lady Anne. Kłóciły się i chciałam je jakoś pogodzić. 

Otworzyły  się  drzwi  do  sypialni  i  z  pokoju  wybiegła  Florrie, 

zasłaniając twarz fartuszkiem. Ale i tak słychać było, jak szlocha. 

–  O  co  chodzi,  Martho?  –  spytała  lady  Anne  swoim  najbardziej 

władczym tonem. 

Martha była czerwona jak burak. 

–  Najmocniej  przepraszam,  jaśnie  panienko.  Panno  Stevens.  To  nie 

miejsce na takie rzeczy. Jeszcze raz proszę o wybaczenie. 

–  Za  co,  Martho?  –  odezwała  się  Amy.  –  Florrie  wybiegła  z  pokoju 

zapłakana. Z pewnością to nie była twoja wina. 

– Znalazła dziś monetę i upierała się, że należy do niej. Powiedziałam 

jej,  że  powinna  najpierw  pokazać  ją  panu  Steppowi  i  hrabiemu,  żeby  się 

upewnić, czy nie mają nic przeciwko temu, żeby ją zatrzymała. 

– Gdzie jest ta moneta? – spytała Amy. 

Martha  podeszła  do  niej,  ale  gdy  podawała  monetę,  potrąciła  mały 

stolik.  Partytury,  które  zostawiła  na  nich  wcześniej,  sfrunęły  prosto  do 

kominka.  Lady  Anne  nawet  nie  zdążyła  krzyknąć  z  rozpaczy,  ale  Martha 

sięgnęła ręką w płomienie, by je uratować. Amy była krok za nią i nic nie 

mogła zrobić, kiedy Martha upuściła płonące partytury na krzesło. Leżała na 

nim nocna koszula lady Anne. I koszula, i krzesło zajęły się ogniem. 

RS

background image

86 

 

Amy błyskawicznie złapała ze stołu wazon z kwiatami i wylała wodę 

na płomienie, gasząc pożar w zarodku. Kroplą, która przelała czarę goryczy, 

był fakt, że woda zmoczyła skraj eleganckiej wieczorowej sukni lady Anne. 

–  Tego  już  za  wiele,  Martho  Stepp.  Zwalniam  cię.  Sprzątnij  ten 

bałagan i pakuj manatki. 

Pokojówka zrobiła zbolałą minę. Twarz jej pobladła. 

– Tak, jaśnie panienko – powiedziała jedynie. 

–  Ależ,  lady  Anne,  to  był  wypadek.  –  Amy  pomyślała,  że  to  wielka 

niesprawiedliwość mieć pretensje do Marthy. 

Lady Anne z nią też nie chciała mieć już do czynienia. 

– Panno Stevens, ty też równie dobrze możesz spakować swoje rzeczy 

i  wyjechać  choćby  jutro.  Zaczekam  na  przyjazd  panny  Kemp.  Ostatnią 

rzeczą, której pragnę, to mieć damę do towarzystwa, która podsłuchuje pod 

drzwiami albo zapomina, kto jej płaci wynagrodzenie. 

Moneta  leżała  na  podłodze,  wciąż  migocząc.  Amy  zaczęła  się 

zastanawiać, czy ten pieniążek nie jest raczej przeklęty niż czarodziejski. Z 

całą pewnością Martha wcale sobie  nie zasłużyła na to, co jej się należało 

zdaniem  Florrie.  Chociaż  musiała  jeszcze  dużo  się  nauczyć,  żeby  zostać 

pokojówką,  lojalność  i  pogodna  natura  dziewczyny  były  zaletami,  które 

równoważyły inne braki. 

Idąc za przykładem pokojówki, Amy dygnęła. 

–Jak sobie jaśnie panienka życzy. Ale moneta jest moja. 

– Czyżby? 

– Tak, to prezent od mojego ojca. – Ach, zapomniała, że jej ojciec nie 

żyje. – Dał mi ją przed śmiercią. Musiała mi wypaść z torby dziś rano. 

Martha podniosła monetę i ją jej podała. Lady Anne wyciągnęła rękę. 

RS

background image

87 

 

–  Ja  ją  wezmę  i  rano  dam  hrabiemu.  Niech  zadecyduje,  do  kogo 

należy. 

Świetnie! Amy zagryzła usta, żeby nie powiedzieć tego na głos. Jakoś 

przeżyje  to,  że  została  zwolniona,  jeśli  będzie  wiedziała,  że  moneta 

ostatecznie trafi do właściwych rąk. 

– Panno Stevens, możesz zabrać swoje rzeczy jutro rano. Zgłoś się do 

Steppa i powiedz, żeby ci znalazł jakieś inne pomieszczenie, gdzie mogłabyś 

przespać tę noc. 

Bliska  łez  Martha  wyszła  z  pokoju  bez  słowa.  Amy  schodziła  po 

głównych  schodach  raczej  zirytowana  niż  zaniepokojona.  Biedna  Martha 

Stepp.  Jej  nadzieje  na  to,  że  zostanie  gospodynią,  zostały  bezlitośnie 

rozwiane.  Co  teraz  zrobi?  Jak  Florrie  mogła  wypowiedzieć  takie  głupie 

życzenie?  A  przede  wszystkim  jak  moneta  mogła  spełnić  życzenie,  które 

było tak złe, powodowało tyle smutku? 

Musiała  koniecznie  odnaleźć  Simona.  On  był  tu  panem,  mógł 

ponownie  zatrudnić Marthę.  A  Amy  mogła  mu  powiedzieć,  że  wracają do 

domu.  Pójdzie  do  jego  sypialni,  jeśli  będzie  musiała.  Nie  zważając  na 

wyniosłego  Fancetta.  Nie  przejmowała  się  tym,  co  sobie  myślał.  Albo 

przynajmniej nie powinna się tym przejmować. 

Zatrzymała się przed solidnymi, frontowymi drzwiami, w których były 

drugie mniejsze, i spytała wciąż czuwającego odźwiernego, czy pan hrabia 

wrócił ze stajni. 

– Nie, panienko – powiedział tonem pełnym uszanowania. – Będę tu 

czekał, aż milord uda się na górę do siebie. Potem zamknę drzwi na klucz, 

sprawdzę,  czy  wszystkie  inne  drzwi  są  pozamykane,  odmelduję  się  panu 

Steppowi i sam pójdę odpocząć. Nocny stróż przejmie moje obowiązki. 

RS

background image

88 

 

– Dziękuję. – Skierowała się do schodów i przystanęła na pierwszym 

podeście,  skąd  odźwierny  jej  nie  widział.  Oparła  się  o  kolumnę,  a  potem 

usiadła na stopniu. Cała euforia ją opuściła. Z całą pewnością to egoizm być 

taką  szczęśliwą,  kiedy  prawie  wszyscy  pozostali  domownicy  są  tacy 

przygnębieni. 

Czekanie  było  męczarnią.  Och,  jakże  chciała,  żeby  się  pospieszył. 

Przyglądała  się  posągowi,  kiedy  usłyszała,  jak  otwierają  się  małe  drzwi. 

Wyjrzała zza kolumny i zobaczyła Simona, wchodzącego do środka. 

Zamienił  kilka  słów  z  odźwiernym,  spoglądając  w  górę.  W  końcu 

powiedzieli  sobie  „dobranoc"  i  Simon  wbiegł  po  schodach,  pokonując  po 

dwa stopnie na raz. Na widok Amy zatrzymał się w pół kroku. 

Zerwała się na równe nogi. 

– Simonie... 

Położył palec na jej ustach i ujął ją za rękę. 205 

– Chodźmy do biblioteki. 

Kiedy znaleźli się na górze, Simon upewnił się, czy nikogo nie ma w 

holu. Dal Amy znak, że droga wolna, i na paluszkach przeszli do biblioteki. 

Tam Amy wybuchnęła śmiechem. 

–  Czuję  się  jak  nastolatka,  szukająca  miejsca,  gdzie  mogłabym  się 

obściskiwać z chłopakiem. Nie, żebym kiedykolwiek robiła coś takiego. 

Porwał ją w ramiona i pocałował jak pirat, odbierający swoją nagrodę. 

Kiedy puścił Amy, oboje byli zadyszani. 

– Kłamiesz albo masz wrodzony talent do całowania. Przycisnęła rękę 

do piersi i otworzyła usta, mając nadzieję, że zdoła cokolwiek powiedzieć. 

– Posłuchaj, Simonie. Znalazłam monetę! 

Wręczył  jej  mały  kieliszek  brandy,  po  czym  napełnił  drugi  i 

zaproponował wzniesienie toastu. 

RS

background image

89 

 

– Za Amy Stevens! – powiedział śpiewnie. – Co za kobieta. 

Chciałabym,  żeby  to  była  prawda,  pomyślała.  Odstawiła  kieliszek  na 

stół. 

–  Simonie,  musimy  znaleźć  sposób  wydostania  się  stąd.  Już 

wywarliśmy  zbyt  duży  wpływ  na  losy  twojej  rodziny.  –  Zdała  mu  krótką 

relację z tego, co się wydarzyło na górze. 

Pokręcił głową. –Nie rozumiesz... ? 

– To ty nie rozumiesz, najdroższa. Podróż w czasie to nieprzypadkowe 

wydarzenie. Żyjemy tu razem z hrabiną wdową, malarzem, ze  wszystkimi, 

którzy  pierwotnie  należeli  do  tych  czasów  i  do  tego  miejsca.  Jesteśmy 

równie prawdziwi, jak oni. To, co się dzieje teraz, dzieje się dokładnie tak, 

jak powinno. 

– Skąd wiesz? 

– Arbuckle nam to mówił. Powiedział, że są takie rzeczy, które mają 

się  wydarzyć.  Człowiek  decyduje,  jak  i  kiedy  to  nastąpi.  Jest  tak,  jak 

powinno  być.  Dowodem  na  to  jesteśmy  ty  i  ja.  Czy  masz  jakiekolwiek 

wątpliwości, że byliśmy sobie przeznaczeni? 

– Nie, ale sądzę, że może być łatwiejszy sposób dokonania tego. I jeśli 

to prawda, to Martha doczeka się tego, na co naprawdę zasłużyła. 

–  Wykonaliśmy  swoje  zadanie  i  teraz  możemy  wrócić,  żeby  hrabia 

mógł otrzymać monetę. – Usiadł i poklepał miejsce obok siebie. – Chodź tu 

i pomyśl, gdzie chciałabyś teraz być. 

Jego  brak  troski  o  los  Marthy  był  jak  cios nożem.  Jak  może  być  tak 

obojętny  wobec  kogoś,  komu  stała  się  krzywda!  Czy  może  go  pokochać, 

związać  się  z  nim,  jeśli  mają  tak  odmienne  systemy  wartości?  Czyżby 

narzucili sobie zbyt szybkie tempo? 

RS

background image

90 

 

– Oboje musimy to zrobić, Amy – przemówił łagodnie, jakby myślał, 

że  jej  pełne  urazy  spojrzenie  wywołał  ból  na  myśl,  że  musi  opuścić  to 

miejsce. 

– Sądzisz, że to będzie takie łatwe? – spytała, siadając blisko niego, ale 

tak, że ich ciała się nie stykały. 

–  Tak.  Jestem  prawie  pewien,  że  ta  kanapka  stoi  w  moim  gabinecie, 

raz czy dwa razy poddana renowacji. 

Spojrzała na lekko wytarte poduszki. 

–  Dobrze,  chociaż  będę  się  źle  czuła,  jeśli  jakiś  przodek  twojego 

przyjaciela,  Allbryce'a  Stevensa,  przyjdzie  z  wizytą.  Mam  całkowicie 

zszarganą opinię w tysiąc osiemset piątym roku. 

–  Może  się  ciebie  wyprzeć,  powiedzieć,  że  rodzina  się  do  ciebie  nie 

przyznaje,  bo  źle  pracowałaś  albo niemoralnie  się  prowadziłaś  czy  jeszcze 

coś. 

Czy takie zasady panowały w tym kręgu? Czy tylko tacy służący, jak 

rodzina Steppów, byli jedynymi ludźmi, którzy wiedzieli, co to lojalność? 

– No i pozostaje jeszcze biedna pani Braintree, która złożyła mi wizytę 

w Yorkshire. 

– Jestem pewien, że dzięki pannie Kemp całkowicie odzyska względy 

rodziny. 

Amy  rozejrzała  się  po  pokoju,  starając  się  zapamiętać  wszystkie 

szczegóły.  Przebywała  tu  tak  krótko,  że  nawet  nie  zdążyła  spisać  swoich 

wrażeń.  Niespełna  dwadzieścia  cztery  godziny.  Powinna  była  sporządzić 

listę tytułów wszystkich obrazów. Och, obraz! Jak mogli o nim zapomnieć? 

– Simonie! Nie dowiemy się, co się stało z dziełem Guardiego! 

 

 

RS

background image

91 

 

Rozdział 9 

 

– Myślałem o tym – powiedział, kiwając głową. 

–  Widocznie  nie  było  to  właściwe  życzenie.  –  Ścisnął  rękę  Amy.  – 

Mam nadzieję, że moneta spełni moje inne życzenie, znacznie ważniejsze. – 

Puścił ją, nie wdając się w szczegóły. 

– Pora wracać do domu. Mamy tam całe życie przed sobą. 

Łatwo było sobie wyobrazić jego gabinet w Londynie w ich czasach. 

Pozwoliła,  żeby  pokój  wypełnił  jej  myśli:  stosy  książek,  w  tym  jedna  o 

Kompanii  Wschodnioindyjskiej,  portret  trzeciego  hrabiego,  nowoczesny 

komputer.  Ogromne  okna.  Zapach  starych  książek  i  dawnych  czasów, 

wieczny  zgiełk  londyńskiego  życia  tuż  za  oknem.  Czy  kustosz  będzie  na 

nich czekał? Jak dobrze będzie znów znaleźć się w domu. 

Nic nie nastąpiło. 

Otworzyła  oczy,  przerażona,  że  Simon  się  przeniósł,  a  ona  została. 

Nie, siedział obok niej, z rękami na kolanach, tak prawdziwy jak poduszki, 

na których siedzieli. 

– Co zrobiliśmy nie tak? – spytała. 

– Nie wiem. 

–  Teraz  było  jakoś  inaczej.  Byłam  taka  zmęczona,  kiedy  poprzednio 

podróżowaliśmy w czasie, że oczy same mi się zamykały. 

– Ja też. 

– O czym zapomnieliśmy? – Nie bała się. Nie, kiedy Simon był obok 

niej. – Czy potrzebna nam moneta? 

–  Nie,  kustosz  co  do  tego  nie  miał  cienia  wątpliwości.  Pragnął  się 

dowiedzieć,  jak  moneta  znalazła  się  w  epoce  regencji.  Wiemy  to.  Nie  ma 

sensu, żebyśmy zabierali ją z powrotem. 

RS

background image

92 

 

Siedzieli obok siebie, trzymając się za ręce. Nie byłaby to największa 

tragedia  na  świecie,  gdyby  musieli  tu  pozostać.  Nieprawda.  Nie  zniosłaby 

życia w jednym domu z tymi małostkowymi ludźmi, dla których liczyła się 

tylko pozycja społeczna. 

– A może... – Simon wolno mówił, jakby wciąż jeszcze nie do końca 

sformułował  myśl.  –  A  może,  ponieważ  zamieniliśmy  się  miejscami  z 

ludźmi,  żeby  nie  zakłócać  proporcji  między  masą,  przestrzenią  i  czasem, 

przedmioty też muszą zamienić się miejscami? 

– Niewykluczone – przyznała mu rację po chwili zastanowienia. 

– Co? W „Gwiezdnych Wrotach" nigdy nie było o tym mowy? 

– Nie – powiedziała, nie tyle zakłopotana, ile wzruszona, że zapamiętał 

to  niemądre  wyjaśnienie.  –  Ale  twoja  teoria  wydaje  się  logiczna.  Nasze 

ubrania nie przeniosły się z nami. 

– A moneta owszem. 

–  Czyli  –  ciągnęła  Amy  –  chodzi  o  to,  że  skoro  zostawiamy  monetę 

tutaj, musimy zabrać coś ze sobą, żeby nie spowodować jakiejś kosmicznej 

katastrofy. 

–  No  proszę,  nienaukowe  wyjaśnienie,  które  w  pełni  do  mnie 

przemawia. 

–  Więc  musimy  jedynie  coś  ze  sobą  wziąć,  jakiś  drobiazg.  Nikt  nie 

zauważy braku grzebienia czy szczotki. 

– No właśnie. I możemy ją podarować muzeum regencji. 

–  Albo,  Simonie,  możesz  to  sprzedać,  a  pieniądze  przeznaczyć  na 

remont  Westmoreland.  –  Spojrzała  na  obraz  i  nagle  doznała  takiego 

olśnienia, że aż zerwała się z kanapy. – Obraz, Simonie! To my zabraliśmy 

obraz! 

–Co? 

RS

background image

93 

 

– Tak! Nie rozumiesz? Zamieniliśmy monetę na obraz. Twoja rodzina 

może  go  sprzedać,  jeśli  zechce.  Zyskacie  pieniądze,  żeby  utrzymać 

Westmoreland w należytym stanie i nie będziecie musieli go sprzedać. 

– To bardzo przypomina kradzież. 

Widziała, że Simon ma wielką ochotę to zrobić, ale pokręcił głową. 

– Wcale nie. Zresztą musimy go zabrać. Tak ma być. Nie rozumiesz? 

Dokładnie tak, jak powiedziałeś wcześniej. Stanowimy  w równych stopniu 

część tego miejsca, jak hrabia i jego ciotka, lady Anne i cała reszta. 

Simon skinął głową, a potem znów nią pokręcił. 

– Jak wyjaśnię znalezienie obrazu Guardiego? 

– Na litość boską, przecież przez cały rok  zajmowałeś się tą sprawą. 

Powiesz,  że  hrabia  przywiózł  obraz  do  miasta,  schował  gdzieś,  a  potem  o 

nim  zapomniał.  Przecież  to  całkiem  prawdopodobne,  czyż  nie?  Wtedy  nie 

był wart miliony funtów. 

– Ale i tak to bardzo naciągane. 

–  Możemy  sprawić,  że  się  uda.  Przez  ponad  dwieście  lat  stanowił 

własność twojej rodziny. Zaginął, a teraz się odnalazł. Jego pochodzenie nie 

budzi zastrzeżeń. Można to notarialnie potwierdzić. Mogą sobie sprawdzać 

bez  końca,  a  jedyny  wniosek,  do  jakiego  dojdą,  to  że  jest  to  obraz 

Guardiego. 

–  Może  masz  rację.  Jeśli  go  tu  zostawimy,  istnieje  poważne 

niebezpieczeństwo,  że  sprzeda  go  piąty  hrabia–hulaka.  Sprzedał  wszystko, 

co  nie  wchodziło  w  skład  dziedzicznego  majątku.  –  Simon  zdjął  obraz  ze 

ściany. 

–  Będzie  idealnie  pasował  do  twojego  gabinetu  –  powiedziała.  –  Na 

tym miejscu na prawo od drzwi. – W  wyobraźni wyraźnie to zobaczyła. – 

Będziesz koło niego przechodził, idąc do drzwi. 

RS

background image

94 

 

Usłyszała  jego:  „Tak,  też  go  tam  widzę",  ale  nagle  ogarnęło  ją  takie 

zmęczenie,  że  opadła  na  najbliższy  fotel  i  usnęła,  nim  zdołała  mu 

odpowiedzieć. 

Nie można nie rozpoznać odgłosów Londynu nocą. Obudziła go jakaś 

syrena  w  oddali  i  warkot  śmieciarki,  a  aromat  gorącej  herbaty,  równie 

skuteczny  jak  pianie  koguta  na  wsi,  sprawił,  że  Simon  do  końca 

oprzytomniał.  Jeszcze  nie  nadszedł  świt,  chociaż  miasto  już  nie  spało. 

Dostrzegł  obok  siebie  Amy.  Miała  zamknięte  oczy  i  poruszała  się 

niespokojnie, śniąc jakieś sny tych, co podróżują w czasie. Pamiętał urywki 

swoich  snów:  sprawiające  nieznośny  ból  poczucie  straty,  euforię 

zwycięstwa,  rozpacz  tak  bezdenną,  że  można  byłoby  umrzeć  i  ulgę,  że 

miłość  wszystko  pokona.  Nie  widział  żadnych  szczegółów,  tylko 

doświadczał wrażeń. Czy to jego życie? Czy może być aż takim wybrańcem 

bogów? 

Światło  lampy  stojącej  na biurku  nadało  pokojowi  formę  i  wypełniło 

go cieniami. Przyglądał się, jak Amy otwiera oczy; po jej policzku potoczyła 

się jedna, krągła łza. Pocałował ją. 

– Jesteśmy w domu, Amy – szepnął i poczuł, że jej niepokój w jednej 

chwili zniknął. 

Odwróciła  głowę  i  pocałowała  go,  nadal  zaspana.  Było  w  tym 

pocałunku więcej słodyczy niż namiętności, więcej ciepła niż ognia, więcej 

miłości niż pożądania. Idealne powitanie w domu. 

Pocałunek  obojgu  im  dodał  sił  i  jednocześnie  usiedli  prosto.  Simon 

zobaczył na podłodze obraz Guardiego. Wyglądał tak samo jak w bibliotece 

w Westmoreland. 

RS

background image

95 

 

– Jesteśmy sami? Gdzie pan Arbuckle? – spytała Amy. Simon wstał i 

podszedł do biurka, żeby wyłączyć lampę, chociaż był pewien, że są sami w 

pokoju. 

– Portret, Simonie. Spójrz na niego. 

– Co? Nie widzę żadnej różnicy. – Podszedł bliżej i starał się dostrzec, 

co się zmieniło na obrazie. Moneta połyskiwała złociście, kolejka stała tak 

jak  przedtem,  hrabia  nadal  miał  poważną  minę.  –  Czy  widzisz  coś,  co  mi 

umyka? 

– Nie, nie, masz rację. Nic się nie zmieniło. 

Usłyszał  ulgę  w  głosie  Amy  i  zrozumiał,  zanim  jeszcze  skończyła 

mówić. 

– Tak się bałam, że coś namieszaliśmy w dziejach – wyznała. 

Musiał  przyznać,  że  też  odczuwał  ulgę.  Nie,  żeby  nie  wierzył  w  to, 

kiedy jej mówił, że mają pełne prawo żyć w tysiąc osiemset piątym roku, w 

równym  stopniu,  co  lady  Anne  i  Fancett.  Według  niego  odrobina 

niepewności to największa siła człowieka, a nie jego słabość. 

–  Zaparzyłeś  dla  mnie  herbatę?  Jak  ładnie  z  twojej  strony.  –  Amy 

wstała, przeciągnęła się i... Czy to jej widok sprawił, że Simon czuł się taki 

rozkojarzony? Podeszła do stolika, na którym stała herbata. 

– Przykro mi, ale to nie ja. Jej zapach był tak znajomy, że nie przyszło 

mi do głowy, by uznać to za coś osobliwego. 

Amy uniosła imbryk, stojąc przed obrazem. 

– Dziękuję, milordzie. 

– Raczej „dziękuję, panno Kemp" – poprawił ją Simon. – Byłem nim 

tylko przez jakieś dwadzieścia godzin, ale zapewniam cię, że nigdy by mu 

nie przyszło do głowy, żeby zaparzyć herbatę. 

RS

background image

96 

 

Nalała  herbaty  dla  nich  obojga  i  tylko  chwilkę  się  zawahała,  zanim 

upiła łyk. 

– Smakuje normalnie. 

– Zgoda, ale gdyby zawierała w sobie magiczny eliksir, nie uważasz, 

że czarodziej byłby na tyle mądry, by pozbawić go smaku? 

– Ja też widziałam ten odcinek „Anioła", chociaż trudno mi uwierzyć, 

że oglądasz takie filmy. 

–  Nie  oglądam,  ale  grał  w  nim  mój  przyjaciel.  To  jedna  z  tych  ról, 

kiedy się umiera przed trzecią przerwą na reklamy. 

Amy w zamyśleniu popijała herbatę. 

– To takie dziwne, Simonie. Odbyliśmy podróż w czasie do roku tysiąc 

osiemset  piątego  i  z  powrotem,  a  teraz  rozmawiamy  o  programie 

telewizyjnym. Czy tak po prostu wrócimy do normalnego życia? 

–  Założę  się,  że  w  Westmoreland  są  księgi,  których  nikt  nigdy  nie 

czytał. Przypuszczam, że państwo Stepp też mają ich kilka. 

Podszedł  do  stołu  i  wziął  starą  księgę  z  notatkami  z  dziewiętnastego 

wieku, pisaną przez pana Steppa. 

–  Wiesz  teraz,  że  wpis  o  „wypadku"  i  zwolnieniu  służącej  dotyczył 

jego córki Marthy i pożaru. – Podał jej zapiski. 

– Rety. Rzeczywiście – powiedziała Amy. Wzięła księgę i przycisnęła 

ją  do  serca,  jakby  gotowa  była  oddać  życie  w  jej  obronie.  –  Jak  myślisz, 

Simonie, dokąd się udał kustosz? Chciałabym się tego dowiedzieć. 

Podeszła  do  niego,  by  mu  oddać  stare  tomiszcze.  I  wtedy  wypadła  z 

niego kartka. Amy podniosła ją i wręczyła Simonowi. 

– Wyleciała kartka. 

–  Nie,  to  list.  Nigdy  wcześniej  go  nie  widziałem.  –  Przebiegł  go 

wzrokiem i uśmiechnął się. – Amy, posłuchaj! 

RS

background image

97 

 

Szanowni Panie West i Panno Stevens! 

Dziękuję za to, co dla mnie zrobiliście. Próbowałem zwrócić magiczną 

monetę,  odkąd powierzono  ją  mojej  opiece, ale  mi  się  to nie  udało.  Teraz 

widzę,  że  kogo  innego  wyznaczono  do  jej  przekazania  do  dziewiętnastego 

wieku. 

Stałem  za  sterem,  kiedy  zatonął  statek  przewożący  skrzynie  z 

monetami. To dlatego do tej pory przebywałem tutaj. Jak mogłem pozwolić, 

by wybuch gniewu Matki Natury i mój brak umiejętności zniszczyły istnienia, 

które mogłyby się odmienić na lepsze dzięki tej wyjątkowej monecie? 

Znalem  wszystkie  życzenia,  jakie  spełniła,  ale  nigdy  nie  wiedziałem, 

jak  ją  zwrócono  w  minione  czasy.  Teraz  wiem.  Dziękuję  za  Waszą 

niezachwianą wiarę. Teraz spełniło się i moje życzenie. 

Z wyrazami dozgonnej wdzięczności Wentworth C. Arbuckle 

Przez długą chwilę obydwoje milczeli. 

– Myślisz, że podróżował w czasie? – spytała Amy. 

– Czy też był duchem? 

–  Całkiem  możliwe.  Wyglądał  tak,  jakby  był  jasnowidzem.  Jakby 

pojawiał się tylko wtedy, kiedy był potrzebny. 

–  Znów  obydwoje  umilkli.  Simon  był  pewien,  że  Amy  myślała  o 

kustoszu. On z całą pewnością nie. 

– Och, Simonie, wiem, że tobie to obojętne, ale chcę wiedzieć, co się 

stało z Marthą. I co robili hrabia i panna Kemp, kiedy tu byli? 

–  Dlaczego  uważasz,  że  jest  mi  to  obojętne?  –  spytał,  w  równym 

stopniu zdziwiony, co urażony. 

– W ogóle nie przejąłeś się bałaganem, jaki tam zostawiliśmy. 

–  Szczerze  mówiąc,  bardziej  się  wtedy  przejmowałem  tym,  jak 

obydwoje wrócimy w odpowiednie miejsce we właściwym czasie. – Simon 

RS

background image

98 

 

wskazał  obraz.  –  Przypuszczam,  że  hrabia  doszedł  do  wniosku,  że 

inwestycja w koleje to doskonały ruch finansowy. I ta miniatura. Założę się 

o  wszystkie pieniądze,  że  przedstawia  pannę  Kemp.  Jeśli  chodzi  o Marthę 

Stepp,  jej  los  wcale  nie  jest  mi  obojętny.  Ale  nie  było  naszym  zadaniem 

sprawić, by jej marzenie się spełniło. Teraz, kiedy wróciliśmy bezpiecznie, 

możemy  poświęcić  resztę  życia  na  szukanie  odpowiedzi.  –  Odstawił 

filiżankę i ujął rękę Amy. – Najdroższa, wysłuchaj mnie. – Ujął również jej 

drugą  dłoń.  –  „My"  to  ważny  wyraz  w  tym  zdaniu. Mam nadzieję,  że  nie 

chcesz wrócić do swojego poprzedniego życia w takim samym stopniu, jak 

ja  tego  nie  chcę.  Z  kim  mógłbym  rozmawiać  o  duchach  i  podróżach  w 

czasie?  Nikt  poza  tobą  by  mi  nie  uwierzył.  –  To  zabrzmiało  zbyt 

pragmatycznie. Nie schrzań tego, stary, powiedział sobie Simon. 

– Amy, kocham cię. Chcę, żebyś została częścią mojego życia. Chcę 

cię poślubić. 

Nie zastanawiała się nad tym dłużej, niż dwie sekundy. 

– Nie, Simonie, bardzo mi przykro. Nic by z tego nie wyszło. Zbyt się 

od siebie różnimy. Nasz pobyt w epoce regencji jasno mi to uświadomił. Ty 

jesteś  Simonem  Western  z  Westmoreland,  a  ja  Amy  Stevens  z  Topeka  w 

stanie Kansas. Ty bywasz w Ascot, a ja – w Disney Worldzie. 

– Nigdy nie byłem w Ascot. 

– No to w Wimbledonie albo... 

Było to tak absurdalne, że nie pozwolił jej dokończyć. 

–  Amy,  uczę  dzieci  w  jednej  z  najgorszych  dzielnic  Londynu,  w 

szkole,  którą  utworzono,  żeby  dać  im  szansę.  Barmani  w  Earl's  Place 

zarabiają  więcej  ode  mnie.  Księcia  widuję  wyłącznie  w  telewizji.  Ty  i  ja 

jesteśmy bardziej do siebie podobni, niż ci się wydaje. 

Odsunęła się od niego o krok. Sceptycyzm do niej nie pasował. 

RS

background image

99 

 

– Dobrze – zgodził się Simon. – Nie musimy pobierać się jutro. Zostań 

tu trochę, poznaj moją mamę. Przekonaj się, jak wygląda moje życie. 

Łzy w jej oczach obudziły w nim nadzieję. 

–  W  przyszłym  tygodniu  wyjeżdżam  na  ślub,  na  którym  muszę  być. 

Jestem druhną. 

–  W  takim  razie  weź  mnie  na  ten  ślub.  Zawsze  chciałem  zobaczyć 

wasze sady. Czy w Kansas są bursztynowe łany zbóż? Mój urlop kończy się 

za trzy tygodnie. Co ty na to? 

–  Chyba  zwariowałeś  –  odparła  ze  śmiechem.  –  Uważałeś  mnie  za 

kłamczuchę, kiedy mnie poznałeś, a teraz chcesz, żebym cię poślubiła. To za 

szybko. Znamy się zaledwie dwa dni. 

– Najdroższa Amy, byliśmy ze sobą przez dwieście lat. I jeśli to jej nie 

przekonało, to sprawił to jego pocałunek. 

RS


Document Outline