background image
background image

 

 

Mary Kay 

McComas

 

 

Po drugiej stronie 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dedykuję to opowiadanie mojej siostrze,  

Karen Aris,  

która mi je podarowała 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

Rozdział 1 

 

Maaaa–mooooo!  –  wydarła  się  z  dołu  Susan,  tak  że  Bonnie  aż  się 

wzdrygnęła, jakby jej borowali ząb. – Mamo! Przyszła ciocia Jan. 

No, pięknie. Jeszcze tylko tego brakowało. 

Wstała, otrzepała kurz z dżinsów i odchyliwszy się do tyłu, spojrzała 

na krokwie, modląc się o cierpliwość... Najwyraźniej jest jeszcze coś, czego 

słodka, stara Pim nie trzymała na strychu swego domu. Jej babka należała do 

osób, które nigdy niczego nie wyrzucają. Należała, należy i zawsze będzie 

należała, uznała Bonnie. 

–  Bonnie?  –  Głos  jej  siostry  był  stanowczy,  zwykle  z  nutą  krytyki, 

czasami irytujący... Ale zawsze dawał pocieszenie swoją niezmiennością. – 

Zejdź. Musimy porozmawiać – powiedziała, patrząc na swoją siostrzenicę. – 

Czy twoja mama wie, że otwierasz drzwi w takim stroju, młoda damo? Czy 

ty w ogóle nosisz staniki? 

Susan,  piętnastoletnia  córka  Bonnie,  miała  dwóch  starszych  braci, 

ojca, dziadków ze strony ojca i kuzynów. Janice nie była jej jedyną krewną, 

więc  dziewczyna  nie  traktowała  jej  jak...  Jak  kogoś  wyjątkowego,  jak  to 

miała w zwyczaju Bonnie. 

–  Mam  kilka,  jeśli  koniecznie  chcesz  wiedzieć,  a  ten  strój  kupiła  mi 

mama, więc... 

–  Susan...  –  Jej  siostra  i  córka  mogły  być  starą  i  młodszą  wersją  tej 

samej  osoby,  kiedy  tak  stały  razem  u  podnóża  schodów  prowadzących  na 

strych  i  na  nią  patrzyły:  obie  wysokie  i  szczupłe,  z  krótkimi,  ciemnymi 

włosami (jedna z fachowo zrobionymi siwymi pasemkami, druga z końcami 

ufarbowanymi  na  wściekły  róż)  i  dużymi,  niebieskimi  oczami.  Obie  miały 

taki  sam  wyraz  twarzy,  jakby  chciały  powiedzieć:  zrób  coś  z  nią.  – 

RS

background image

 

Mogłabyś przynieść dwie butelki wody z lodówki? Proszę – dodała, widząc 

naburmuszoną minę córki. 

Susan,  rozumiejąc,  że  z  jej popołudniowego  wyjścia na  miasto  mogą 

być nici, odwróciła się na pięcie, rzuciła ciotce jeszcze jedno, pełne pretensji 

spojrzenie  i  powlokła  się  do  kuchni  w  swoich  dżinsach–biodrówkach  i 

krótkim, trykotowym topie. 

– Mówię ci, że przez tę dziewczynę będziesz miała kłopoty. I sama się 

o to prosisz. 

–  Jakoś  sobie  poradzę.  –  Bonnie  usiadła  na  zakurzonym  stopniu  w 

połowie schodów i westchnęła znużona. – Ona jest w porządku. To... jeszcze 

dziecko. 

–Jest  harda,  niegrzeczna  i  widać  jej  sutki  spod  tej...  Chyba  trzeba  to 

nazwać górą, bo nie zakrywa dołu. 

– To wszystko prawda, ale nie jest narkomanką, która uciekła z domu. 

Prawie  wcale  się  nie  wściekała,  kiedy  dziś  rano  poprosiłam  ją  o  pomoc,  i 

szczerze  mówiąc  wolałabym  umrzeć,  niż  zaszczepić  jej  ten  brak pewności 

siebie, na jaki ja cierpiałam w jej wieku z powodu mojego wyglądu. 

–  A  co  takiego  ci  się  nie  podobało  w  twoim  wyglądzie?  –  Jan 

zmarszczyła  czoło,  przyglądając  się  Bonnie  i  próbując  sobie  przypomnieć 

dawną figurę siostry. 

Teraz  miała  przed  sobą  kobietę  o  wzroście  metr  siedemdziesiąt  trzy 

centymetry,  z  piętnastokilogramowa  nadwagą,  z  pajęczyną  w  grubych, 

lśniących,  kasztanowych  włosach  i  warstewką  kurzu  na  ciemnych  rzęsach 

okalających szarozielone oczy. Wyglądała dokładnie na kogoś, kim była: na 

prawie  czterdziestoletnią  matkę  trójki  dzieci,  asystentkę  nauczycielki 

trzecioklasistów, republikankę, która niedawno zdradziła swoją partię. 

RS

background image

 

– Właśnie w tym rzecz. Wtedy miałam figurę bez zarzutu. Przez jakiś 

czas  byłam  wyższa  od  wszystkich,  łącznie  z  większością  chłopaków,  i 

miałam  biust...  Nawet  niespecjalnie  duży,  w  sam  raz,  naprawdę,  miseczki 

A...  Ale  uważałam,  że  wyróżniam  się  niczym  ogromna,  różowa  krowa  w 

stadzie  białych  owieczek.  Zawsze  próbowałam  się  chować,  wmieszać  w 

tłum,  ukryć.  Dopiero  w  wieku  dwudziestu  pięciu  lat  zrozumiałam,  jaka 

byłam piękna w liceum, a kiedy skończyłam trzydzieści osiem lat i obaj moi 

synowie byli już studentami, dotarło do mnie, jak świetnie wyglądałam jako 

trzydziestolatka. 

–I to moja wina? 

– Nie. Czy powiedziałam, że twoja? 

–  Nie,  ale  jesteś  zła.  Jakbyś  była  jedyną  nastolatką na  świecie,  która 

uważała,  że  jest  brzydka  i  beznadziejna.  A  wcale  taka  nie  byłaś.  Byłaś 

wysoka  i  sexy,  tymczasem  ja  odziedziczyłam  po  naszym  tacie  orli  nos  i 

byłam kujonem, więc właściwie nikt mnie nie dostrzegał poza nauczyciela-

mi  i  największymi  palantami,  do  czasu  jak na  tydzień  przed  egzaminem  z 

geometrii przypominał sobie o mnie jakiś półgłówek w koszulce piłkarskiej, 

oczekując  cudu.  Potem  oczywiście  to  była  moja  wina,  że  nie  zagrał  w 

decydującym  meczu,  na  którym  mogli  go  wyłuskać  łowcy  talentów,  aby 

później mógł biegać po boisku i imprezować przez kolejne cztery lata, nim 

musiałby  wrócić  do  Leesburga  i  zatrudnić  się  w  salonie  samochodowym 

ojca, w którym trzydzieści lat później... Mówiłam ci już o tym? Odmówili 

mi  jazdy  próbnej  najpiękniejszym,  zielonym  lexusem.  Chciałam  go  dostać 

od  męża  na  rocznicę  ślubu, a potem  trzeba  było  czekać  na  ten  model  całe 

trzy  miesiące,  kiedy  już  zamówiłam  go  specjalnie  u  innego  dilera  i...  – 

Odwróciła  wzrok,  jakby  zapomniała,  co  chciała  powiedzieć,  i  oparła  się  o 

futrynę  drzwi.  –  Zawsze  wypychałam  sobie  stanik...  Bo  jakby  już  ktoś 

RS

background image

 

wreszcie  naprawdę  mnie  zauważył,  to  żeby  mnie  nie  wziął  za  maszt  do 

wciągania flagi. 

Była  taka  smutna  i  przygnębiona,  że  kiedy  w  końcu  uniosła  wzrok, 

Bonnie parsknęła śmiechem. Po raz pierwszy od tygodni tak serdecznie się 

śmiała. 

–  No,  ślicznie.  –  Janice  starała  się  zrobić  oburzoną  minę,  ale  potem 

wzruszyła ramionami i sama zachichotała. 

O ile Bonnie wiedziała, w życiu jej siostry nie zdarzyło się nic, co nie 

było większe lub lepsze, smutniejsze lub gorsze od tego, co spotkało Bonnie 

–  i  wcale  nie  zawsze  okazywało  się  to  tak  irytujące,  jak  mogłoby  się 

pozornie wydawać. 

– Prawdę mówiąc, najbardziej mnie martwią włosy Susan – oznajmiła 

teraz. Poczuła ulgę, kiedy w końcu powiedziała to na glos. – To jak jeden z 

tych  pierścionków  określających  nastrój,  które  nosiłyśmy,  kiedy  byłyśmy 

małe,  pamiętasz?  W  ciągu  czterech  tygodni,  odkąd  jej  ojciec  wyprowadził 

się  z  domu,  zmieniła  kolor  włosów  z  chłodnego  błękitu,  oznaczającego 

złość,  poprzez  purpurowy,  czyli  wściekłość,  na  róż  –  skrajnie  wkurzona. 

Kiedy się ufarbuje na ognistą czerwień, co oznacza furię, obawiam się, że 

eksploduje. 

Tym razem żadna z sióstr się nie roześmiała. Obie wiedziały, co to jest 

bezsilna złość, o której mówiła Bonnie, a wtedy człowiekowi wcale nie jest 

do śmiechu. 

– W takim razie musisz coś zrobić – oświadczyła Janice takim tonem, 

jakby to było proste. 

– Na przykład co? 

– Ubłagaj Joego, żeby się wprowadził z powrotem.  

–Nie. 

RS

background image

 

–Tylko do czasu, aż ustalicie we dwójkę, co dalej. Zdecydujecie się na 

terapię małżeńską czy coś w tym rodzaju. Ale zostaniecie razem. 

–To  on  postanowił  odejść,  Jan.  Nie  wyrzuciłam  go  z  domu.  I  może 

wrócić, jeśli chce, ale z całą pewnością o nic go nie będę błagała. 

– Czy ma to jakiś związek z menopauzą? Mówią, że kobiety w okresie 

menopauzy są spragnione niezależności. 

–  Co?  –  Bonnie  zachichotała  z  niedowierzaniem.  –  Nie.  Jeszcze  nie 

mam menopauzy. 

–I jesteś pewna, że nie chodzi o inną kobietę? 

Joe  Sanderson  z  inną  kobietą.  Według  Janice  sprawa  byłaby  wtedy 

znacznie prostsza – jej pierwszy mąż był kobieciarzem, który ją okłamywał i 

zdradzał,  więc  wiedziała,  jak  się  zachować  w  takiej  sytuacji.  Ale  nie 

rozumiała, jak inteligentny, czarujący, przystojny, ciężko pracujący i wierny 

mąż może być niezadowolony z życia, a co za tym idzie – ze swojej żony. A 

fakt, że jej siostra czuła to samo do porządnego, uczciwego faceta, sprawiał, 

że była to dla niej prawdziwa zagwozdka. 

– Jestem pewna, że nie chodzi o żadną inną kobietę. Nawet nie doszło 

do porządnej awantury, żeby oczyścić atmosferę... Nie mówiąc już o takiej, 

po której wzbiłby się kurz w powietrze... 

Bonnie wciąż słyszała deszcz uderzający o szyby w tamten niedzielny 

poranek  cztery  miesiące  temu  –  z  pewnością  ich  kłopoty  zaczęły  się  już 

wcześniej,  ale  to  właśnie  wtedy  wypłynęły  na  wierzch  jak  topielcy  z  dna 

ciemnej laguny. 

Było  zimno  i  ponuro,  zbyt  wcześnie,  żeby  wstać.  Przytuliła  się  do 

śpiącego obok niej Joego jak do piecyka, w którym płonął ogień. Joe zawsze 

był taki ciepły. Miał nawet ciepłe stopy. Odruchowo dotknął nimi jej stóp, 

RS

background image

 

zaczął  je  masować,  a  potem  rozgrzewał  z  obu  stron  jak  kromki  chleba  w 

tosterze. Wiedziała, że nie jest w pełni rozbudzony, kiedy odwrócił się w jej 

stronę  i  podniósł  jedną  nogę,  żeby  mogła  wsunąć  swoją,  czy  kiedy  ściślej 

okrył jej ramiona kołdrą, obejmując ją zarazem, ponieważ tulili się tak setki 

razy i nazajutrz rzadko o tym pamiętał. 

Wiedziała też, że obejmowałby ją tak bez końca... Gdyby wszystkiego 

nie  zepsuła,  dając  mu  ten  znak  albo  robiąc  to,  co  on  zawsze  uznawał  za 

znak. 

Prawdę  mówiąc  był  to  odruch,  z  którym  od  lat  walczyła.  Z  jej  ust 

wydobywał  się  pełen  zadowolenia  pomruk  podobny  do  tego,  który 

towarzyszy  muśnięciu  ciała  przez  ciało  partnera,  albo  spotkaniu  zimna  z 

ciepłem  czy  kogoś  samotnego  z  bratnią  duszą;  to  niepohamowane 

westchnienie,  wydobywające  się  gdzieś  z  głębi  krtani, kiedy  nagle  zmysły 

dochodzą  do  głosu;  ten  instynktowny  jęk;  ten...  znak,  za  którego  sprawą 

tulenie się w idealny, niedzielny poranek nieodmiennie prowadziło do seksu 

–  co,  trzeba  przyznać,  mogło  się  różnie  skończyć  w  zależności  od  jej 

nastroju. 

Tak  się  akurat  złożyło,  że  tamtego  ranka  była  w  dobrym  humorze... 

No,  może  początkowo  nie,  ale  Joe  potrafił  być  bardzo  przekonujący.  Jego 

usta i dłonie wiedziały, gdzie ją pieścić i jaki guzik nacisnąć. Joe Sanderson 

nie potrafi zapamiętać, by wieszać papier toaletowy tak, by jego koniec był 

na  górze,  albo  by  później  przesunąć  fotel  kierowcy,  kiedy  jeździ  moim 

samochodem,  ani  nie  zaczeka  na  reklamy,  gdy  chce  porozmawiać  ze  mną 

podczas  „Chirurgów",  ale  potrafi  się  kochać  ze  mną przez  sen,  pomyślała, 

zaspana, z ciężkimi powiekami. 

Prawdę  mówiąc,  im  więcej  o  tym  myślała  i  bardziej  przewidywalne 

stawały  się  jego  reakcje, tym  częściej  zaczęła  podejrzewać,  że...  naprawdę 

RS

background image

 

kocha  się  z  nią  przez  sen.  Kiedy  całował  ją  w  szyję,  zapanowała  nad 

ogarniającym  ją  pożądaniem  i  zaczęła  nasłuchiwać  jego  oddechów. 

Sapania...  Może  tylko  śnił  mu  się  seks.  A  jeśli  mu  się  śnił,  to  skąd  miała 

wiedzieć, czy on wie, że kocha się z żoną? To mogła być każda kobieta! 

Zsunął  jej  koszulę  nocną  i  objął  brodawkę  ciepłymi,  wilgotnymi 

wargami.  Bonnie  opanowała  podniecenie  i  zaczęła  się  zastanawiać,  czy 

powinna  coś  powiedzieć...  Spytać  go,  czy  wie,  z  kim  uprawia  miłość, 

poprosić, by wymówił jej imię. Ale zawsze radzą, aby nie budzić lunatyków. 

Nie  dlatego,  że  może  to  spowodować  atak  serca,  tylko  dlatego  że 

gwałtownie wyrwani ze snu są zmieszani i zdezorientowani, a czasem walą 

na  oślep  pięściami.  Może  odnosi  się  to  również  do...  osób,  uprawiających 

seks przez sen, więc jej też mogło grozić niebezpieczeństwo. 

W chwilę po tym, jak Joe w nią wniknął, jego skóra stała się cieplejsza 

i bardziej wilgotna, kiedy zwiększył wysiłki, by osiągnąć orgazm. Głaskała 

go  i  całowała,  zastanawiając  się  jednocześnie,  jak  to  możliwe,  że  wczoraj 

wieczorem  tak  się  na  nią  zdenerwował,  kiedy  w  sklepie  z  narzędziami, 

kupując  jakąś  drobną  część  do  zepsutego  młynka  do  rozdrabniania 

odpadków,  zobaczyła  przekroczony  limit  na karcie  kredytowej,  a  mimo  to 

dziś rano chce uprawiać z nią seks. Zakładając naturalnie, że wie, z kim to 

robi...  Bo  równie  dobrze  mogłaby  mu  wystarczyć  dziura  w  materacu  albo 

otwór po sęku w drzewie, jeśli śnił o... na przykład o Nicole Kidman. 

Ale  Joe  nie  potrafił  się  długo  gniewać.  Należał  do  facetów,  którzy 

wybuchają  i  szybko  się  uspokajają.  To  ona  boczyła  się,  gdy  poczuła  się 

czymś  dotknięta.  Nie  ma  się  co  oszukiwać,  przyznała  sama  przed  sobą, 

wzdychając głęboko. Przecież wcale nie szastała pieniędzmi. Mamy dzieci, 

dzieci  potrzebują  różnych  rzeczy,  a  to  kosztuje.  Owszem,  była  nazbyt 

pobłażliwa  wobec  dzieci,  chociaż  wcale  tego  nie  chciała,  i  jeśli  je 

RS

background image

10 

 

rozpieszczała i wypaczała ich charaktery – nie, żeby mąż kiedykolwiek jej to 

zarzucił  –  to  teraz  było  już  trochę  za  późno,  by  to  zmienić.  Nagle  zacząć 

dzieciom wszystkiego żałować bez szczególnego... 

– Co ty robisz, u diabła? – Bonnie otworzyła oczy i zobaczyła, jak Joe 

patrzy na nią. Jego silna, kanciasta twarz była czerwona z wysiłku, oddech 

miał krótki, urywany. Wyglądał, jakby za chwilę miał pęknąć. – Najdroższa, 

wykończysz mnie! 

– Och! Nie śpisz. – Czy powiedziała to na głos? 

W  niewyraźnym  świetle  najpierw  ujrzała  na  jego  twarzy  zdumienie, 

potem  niedowierzanie  –  czyli,  że  powiedziała  to  na  głos  –  a  na  koniec 

rozbawienie. Zamknął orzechowo brązowe oczy, zachichotał cicho, a potem 

wsparł się czołem na jej czole. 

–Najdroższa,  osiągnąłem  w  tym  pewną  biegłość...  –  Zaczerpnął  dwa 

razy powietrza. –... Ale nie do tego stopnia, żeby móc to robić przez sen. 

–  Naturalnie,  że  nie.  Tak  mi  się  wyrwało.  Nie  wiem,  dlaczego  to 

powiedziałam... 

– Nie masz ochoty? 

–  Dlaczego?  Mam.  Naprawdę.  Jest  świetnie.  Cudownie.  Tylko...  no 

więc... myślałam o czymś innym. 

–  Myślałaś  o  czymś  innym.  –  Przyglądał  jej  się  z  dziwną  miną.  Po 

chwili westchnął i zsunąwszy się z niej, zapytał: 

– O czym? Masz jakieś kłopoty w pracy? W domu? 

–  Nie,  skądże  znowu.  –  Bonnie  nie  miała  ochoty  rozmawiać  o  tym 

wczesnym  rankiem,  szczególnie  w  takich  okolicznościach,  więc  odwróciła 

się do niego plecami, poprawiła poduszkę i próbowała się wygodnie ułożyć. 

– Było mi zimno. Przytuliłam się do ciebie. 

RS

background image

11 

 

–Dobra. Rozumiem.  W  takim  razie  dlaczego  dałaś  mi  znak,  że  masz 

ochotę na seks? 

Podciągnęła kołdrę pod samą brodę i wymamrotała do poduszki: 

– Nie dałam. 

– Słucham? 

– Nieważne – mruknęła. – Przepraszam, skarbie. Śpij dalej. 

–  Obudziłem  się,  więc  nie  przepraszaj.  Porozmawiaj  ze  mną.  Co 

powiedziałaś przed chwilą? 

O,  Chryste!  No  dobrze.  Może  po  dwudziestu  latach  najwyższa  pora 

wyjaśnić,  że  odruchowy  pomruk  wcale  nie  oznacza,  że  ma  ochotę  się 

bzykać! 

Za przeproszeniem. 

–  Powiedziałam...  –  odrzuciła  kołdrę  i  lekko  się  odwróciła  w  jego 

stronę –... że nie. 

– Że co nie? 

–  Nie  dałam  ci  znaku.  Westchnęłam  głośno  i  zamruczałam.  Było  mi 

zimno,  ty  byłeś  ciepły,  było  mi  dobrze,  więc  zamruczałam.  Robię  to 

odruchowo. Kiedy jem lody. Kiedy biorę kąpiel w pianie. Kiedy tulę Susan i 

chłopców, no i po pierwszym łyku naprawdę dobrze schłodzonego piwa. To 

wcale nie oznacza, że mam ochotę na seks. Robię tak, kiedy mi dobrze albo 

kiedy  coś  mi  smakuje,  albo...  Albo  kiedy  coś  jest  fajne,  jak  seks.  Ale  to 

wcale nie znaczy, że mam na niego ochotę. 

Patrzyła, jak Joe wodzi  wzrokiem po suficie, i czekała, aż wyciągnie 

logiczny wniosek. 

– Chcesz mi powiedzieć, że przez te wszystkie lata, kiedy myślałem, 

że masz ochotę na seks, wcale nie miałaś na to ochoty? 

RS

background image

12 

 

– Nie. Ubóstwiam kochać się z tobą. Wiesz o tym. I kiedy nie jestem w 

nastroju, mówię ci, że jestem zmęczona albo zła, albo coś tam jeszcze. Nie 

jest tak? 

Kiwnął głową. 

– Teraz mówię tylko, że na ogół kiedy wydaję ten odgłos, pomruk, to 

po prostu... Wydaję ten odgłos. To jest niezależne ode mnie. 

– Dlaczego wcześniej mi tego nie powiedziałaś?  

Bonnie wzruszyła ramionami. 

– Początkowo dlatego, że myślałam, że ty masz ochotę na seks, a ja nie 

miałam  nic  przeciwko  temu...  Właściwie  odpowiadało  mi  to.  A  po  kilku 

latach  odkryłam,  że  jeśli  mam  ochotę  tylko  się  przytulić,  a  nie  zawracać 

sobie  głowy  całym  tym  dalszym  ciągiem,  wystarczy,  żebym  nie  mruczała. 

Ale wtedy było już za późno na wyjaśnienia... 

– Zawracać sobie głowę całym tym dalszym ciągiem? 

– Wiesz, co mam na myśli. 

– Zdaje się, że zaczynam rozumieć. 

–  Przestań.  Świetnie  nam  razem  w  łóżku  i  sam  o  tym  wiesz.  Gdyby 

było  inaczej,  nie  przestałbyś  przed  chwilą  kochać  się  ze  mną.  Ale 

zorientowałeś się, że myślę o czymś innym i... powiedz mi, ile razy stało się 

coś takiego? 

–  Skąd  mogę  wiedzieć,  czy  tym  razem  nie  byłaś  zbyt  zaspana,  aby 

udawać, że ci dobrze? 

– Czy kiedykolwiek cię okłamałam? 

– Nie wiem. 

–  Nie.  Nie  okłamałam.  Czasami  coś  przemilczałam...  Dla  twojego 

dobra, ale nigdy ci nie skłamałam prosto w oczy. – W końcu przekręciła się 

na bok, by móc lepiej widzieć jego twarz. – Wierzysz mi? 

RS

background image

13 

 

– Może. 

– W takim razie oświadczam ci, że musiałam udawać orgazm może... 

osiem  razy  przez  wszystkie  lata  naszego  małżeństwa.  Taki  jesteś  dobry  – 

dodała na osłodę. 

Ale jego słabość do słodyczy jeszcze się nie obudziła. Joe podparł się 

na łokciu, bardziej ciekawy niż urażony. 

– Kiedy było te osiem razy? 

– Och. – Jęknęła. – Daj spokój. Nie pamiętam. Nie... Tak. Dwa razy, 

kiedy poszedłeś na ryby z Gregiem Morrisem i wróciłeś poparzony słońcem, 

pijany  i,  niestety,  napalony.  Było  po  wszystkim,  zanim  zdążyłam  położyć 

głowę na poduszce, więc musiałam udać, że ja też miałam orgazm, żebyś ze 

mnie zszedł, usnął i dał mi spokój. 

Zmrużył  swoje  przenikliwe,  zielone  oczy,  próbując  sobie  to 

przypomnieć. 

– A pozostałe sześć razy? 

– Nie wiem. I... I nie w tym rzecz. Prawdę mówiąc zapomniałam, o co 

chodziło. Możesz mi przypomnieć? 

– Że może się myliłem sądząc, że cię dobrze znam. Może wcale cię tak 

dobrze nie znam. 

– Ach, tak. No cóż... 

Co  mogła  powiedzieć?  W  maju  ukończyła  szkołę  średnią,  a  miesiąc 

później  już  była  mężatką.  Kiedy  się  pobierali,  on  miał  całe  dziewiętnaście 

lat,  czyli  był  strasznie  stary.  Jak  dobrze  może  się  znać  dwoje  ludzi, 

spędziwszy ze sobą dwadzieścia lat? Czy inne pary dyskutują o wszystkim, 

co tylko przejdzie im przez myśl?  I  jak często wolno im zmieniać zdanie? 

Bo były takie rzeczy, które niezbyt jej przeszkadzały, kiedy  wydarzyły się 

kilkanaście razy na początku ich małżeństwa, ale doprowadzały ją do białej 

RS

background image

14 

 

gorączki w ciągu ostatnich ośmiu lat. Jaki trzeba mieć staż małżeński, żeby 

jedno  z  małżonków  miało  prawo  uznać,  że  zna  swojego  partnera  na  tyle 

dobrze,  by  móc  przewidzieć,  jak  to  drugie  zareaguje?  I,  jeśli  się  nad  tym 

zastanowić, nie tylko ona nie mówiła zawsze tego, co myśli. 

– A co z moim klopsem w sosie grzybowym, który jadłeś przez wiele 

lat, zanim się w końcu przyznałeś, że go nie znosisz? 

– Nie można porównywać jedzenia klopsa i seksu. 

–  Owszem,  można.  To  to  samo.  Zadawałam  sobie  tyle  trudu,  żeby 

przyrządzić ci na kolację coś, co sądziłam, że lubisz, zjadałeś to, mówiłeś, 

że jest pyszne, a po wielu latach powiedziałeś Susan, że kiedyś ubóstwiałeś 

klopsy  swojej  matki,  przyrządzane  według  przepisu,  który  znalazła  na 

opakowaniu owsianki. 

– Grzyby są pozbawione smaku. 

–Dlaczego  tego  nie  powiedziałeś?  Czemu  mówiłeś,  że  są  pyszne,  i 

zmuszałeś się do jedzenia, skoro ci nie smakowały? 

– Ponieważ nie znosiłaś gotować, ale mimo to przyrządzałaś dla mnie 

tego klopsa, więc go jadłem. 

Westchnęła głośno i z irytacją. 

– Nigdy nie pomyślałeś, że jeśli już zadałam sobie trud, żeby w ogóle 

coś  ugotować,  to  wolałabym  przyrządzić  coś,  co  lubisz,  a  nie  coś,  co  z 

trudem  przechodzi  ci  przez  gardło?  Ja  przynajmniej  zwykle  miałam 

przyjemność z seksu, o który nie prosiłam. 

Przyglądali  się  sobie  w  słabym  świetle  poranka,  aż  w  końcu  Joe 

nachylił się, pocałował ją w czoło, opadł na poduszkę i zamknął oczy. Ale 

nie usnął. Słyszała, jak jego szare komórki usilnie pracują, chociaż do głowy 

cisnęło jej się tyle pytań. Co to znaczy? Czy ich małżeństwo jest zagrożone? 

RS

background image

15 

 

Czy zraniła jego uczucia? Czy lepiej rozmawiać o takich rzeczach, czy 

też machnąć na nie ręką, jeśli nie doprowadzają człowieka do szaleństwa? 

Co ją skłoniło, żeby mu powiedzieć o tym swoim jęku? I co im będzie teraz 

służyło za znak do rozpoczęcia miłosnych igraszek? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

16 

 

Rozdział 2 

 

To był dopiero początek. W ciągu następnych tygodni wyszło na jaw 

więcej irytujących drobiazgów i nieporozumień, a potem kolejne. Nic, o co 

warto by się kłócić, nic, co mogłoby zniszczyć miłość, jaką się darzyli, ale z 

pewnością dość, by coraz częściej zadawać sobie pytanie, jak dobrze znają 

się nawzajem... I czy w ciągu tych wszystkich lat oddalili się od siebie, stali 

się  innymi  ludźmi.  I  nie  tyle  prawdziwa  miłość,  ile  głęboka  sympatia, 

przyjaźń – no i oczywiście dzieci, rachunki i przyzwyczajenie – sprawiały, 

że są razem. 

– Może powinniśmy się rozstać na kilka tygodni – zaproponował Joe 

po  zażartej  sprzeczce  o  to,  kto  jakie  rupiecie  trzyma  w  piwnicy  i  czyje 

bezcenne skarby należałoby wyrzucić w pierwszej kolejności. 

– Chcesz odejść? – Oszołomiona Bonnie, przestała upychać kartony i 

odwróciła się  w jego stronę. – Dlatego, że pragnę zatrzymać siedemnaście 

kartonów  z  miesięcznikiem  „Vogue",  które  zbieram,  odkąd  skończyłam 

szesnaście lat? 

– Nie, skądże znowu. Po prostu ostatnio dużo o tym myślałem. 

–  O  tym,  żeby  ode  mnie  odejść?  –  Spojrzała  na  stos  kartonów 

sięgający do samego sufitu. – Wiesz co, myślę, że udałoby mi się pomieścić 

w...  Powiedzmy  trzynastu  kartonach.  Może  nawet  mniej.  I  właściwie 

obojętne  mi,  czy  postanowisz  zatrzymać  cały  ten  stary  sprzęt  wędkarski  i 

kempingowy.  Mamy  nowy,  lepszy,  ale  jeśli  tak  ci  zależy  na  starym,  to 

proszę  bardzo.  Wszystkie  te  rupiecie  nie  są  warte,  żeby  się  przez  nie 

rozpadło nasze małżeństwo. 

– Kiedyś będę żałował, że nie mam tego wszystkiego na piśmie. – Joe 

zachichotał  i  podszedł,  żeby  ją  objąć.  –  Masz  rację.  Nie  warto  z  powodu 

RS

background image

17 

 

tych rupieci niszczyć naszego małżeństwa. Ani z żadnego innego. Po prostu 

myślę,  że...  –  Chwycił  ją  za  ramiona  i  odsunął  na  odległość  wyciągniętej 

ręki.  –  Boże,  Bonnie,  od  jak  dawna  jesteśmy  razem?  Poznaliśmy  się  na 

przyjęciu urodzinowym u Chicky'ego Davisa, kiedy byłaś... Boże, ponętną, 

zabawną,  inteligentną,  nic  a  nic  nieskupioną  na  sobie  uczennicą  pierwszej 

klasy  liceum,  a  ja...  Chodziłem  do  klasy  maturalnej  i  stanowiłem  twoje 

całkowite przeciwieństwo i... I poza naszą córką i moją matką jesteś jedyną 

kobietą,  którą  kiedykolwiek  kochałem.  Zakochaliśmy  się  w  sobie,  jak 

byliśmy  młodzi,  pobraliśmy  się,  jak  byliśmy  młodzi,  urodziły  nam  się 

dzieci, jak byliśmy młodzi. Obydwoje zrezygnowaliśmy ze swoich marzeń, 

żeby być razem, i nie chciałbym niczego zmieniać, ale... 

– Ale co? – Zmobilizowała siły. 

–  Ale  może  powinniśmy  nabrać  trochę  dystansu,  przyjrzeć  się,  kim 

jesteśmy... Teraz. Kim jest każde z nas z osobna i kim jesteśmy razem. Już 

nie jesteśmy nastolatkami. Zmieniliśmy się. I to bardzo. Do diabła, nasz syn 

ma teraz więcej lat niż my, kiedy braliśmy ślub. Może pora od nowa poznać 

samych siebie... A potem siebie nawzajem. 

Kiedyś  słyszała  czy  gdzieś  czytała,  że  jeśli  podczas  kłótni  albo 

rozmowy z małżonkiem nie pada słowo „rozwód", to znaczy, że związkowi 

nie  zagraża  rozpad...  I  doskonale  zdawała  sobie  sprawę  z  tego,  że  Joemu 

nawet przez myśl nie przeszło to słowo... Na razie. 

Miał  rację,  że  zmienili  się  przez  te  wszystkie  lata.  Czasami  nie 

wiedziała,  gdzie  on  kończył,  a  ona  zaczynała.  Kiedy  indziej  widziała 

wyraźny  rozłam  między  nimi,  ale  nie  mówiła  o  tym  i  ukrywała  to  jak 

niepożądanego  krewnego.  A  ponieważ  uważała,  że  Joe  nie  rozumie  tej 

części jej, nawet nie była pewna, czy ją lubi... A przecież to też była ona i od 

czasu  do  czasu  dawała  znać  o  swoim  istnieniu,  dochodziła  do  głosu  w 

RS

background image

18 

 

chwilach,  kiedy  Bonnie  najmniej  się  tego  spodziewała,  zaskakując 

wszystkich – nawet ją samą. 

Jak  teraz.  Nagle  perspektywa  spędzenia  pewnego  czasu  bez  Joego 

wydała jej się bardzo pociągająca. 

–  Nie  wiem,  jak  zamierzasz  spędzić  pewien  czas  beze  mnie,  nie 

odchodząc.  –  Zestawiła  karton  z  czasopismami  na  podłogę,  żeby  mieli  na 

czym usiąść. – Ale przynajmniej cię wysłucham. 

Jego plan był bardzo prosty. Na dwa miesiące – lub krócej, jeśli któreś 

z  nich  stwierdzi,  że  to  ponad  jego  siły  –  wynajmie  małe,  umeblowane 

mieszkanko kilka minut jazdy od ich domu. 

–  Na  wypadek  gdybyś  mnie  potrzebowała  do  otwarcia  słoika  lub 

zabicia pająka. –  Wyszczerzył  zęby  w  uśmiechu, a  ona  odpowiedziała  mu 

kokieteryjnym uśmieszkiem. Naturalnie żartował. Był przy niej, jak rodziła 

trójkę  dzieci,  patrzył,  jak  wypalała  nory  susła  przed  domem,  nawet  po-

sprzątał,  kiedy  zabiła  węża,  histerycznie  siekając  go  na  kilkanaście 

kawałków  motyką.  Nie  była  bezradną  kobietką.  –  Albo  kiedy  jedno  z  nas 

zacznie tracić wzrok w wyniku abstynencji płciowej. 

To rzeczywiście całkiem prawdopodobne. 

Wszystko  poza  tym  miało  zostać  po  staremu.  Ten  sam  wspólny 

rachunek  bankowy,  ta  sama  praca  i  taki  sam  grafik  wożenia  Susan  do 

szkoły. 

Ona zostanie w domu, a on się wyprowadzi. I właśnie dlatego plan się 

nie powiódł... 

Susan  wróciła  i  bez  słowa  wręczyła  Bonnie  dwie  oszronione,  zimne 

butelki wody. Miała minę kogoś bezlitośnie wykorzystywanego, jaką można 

zaobserwować wyłącznie u nastolatków. 

RS

background image

19 

 

– Dziękuję, skarbie. – Bonnie podała butelkę siostrze. 

–  Dziś  rano  bardzo  mi  pomogłaś.  Więc  skoro  podłogi  są  umyte, 

dywaniki  wróciły  na  swoje  miejsca  i  wszystkie  kryształy  lśnią,  możesz 

wyjść, jeśli masz ochotę. – Już się przyzwyczaiła mówić do pleców córki i 

udawała,  że  jej  to  nie  przeszkadza.  Raczej  usłyszała,  niż  zobaczyła,  że 

dziewczyna  zbiega ze schodów,  więc krzyknęła  za nią: – Najpierw  zajrzyj 

do Pim, dobrze? – A potem dodała cicho: – A kiedy spotkasz tatę, powiedz 

mu, że jestem otwarta na propozycję wspólnej opieki nad nią. 

Bonnie  pociągnęła  długi  łyk  wody.  Janice  w  zamyśleniu  przyglądała 

się siostrze przez kilka chwil, zanim odkręciła swoją butelkę i też się napiła. 

– Nie patrz tak na mnie. – Bonnie zakręciła butelkę. 

– Myślałam, że wróci za dzień lub dwa, bo przez ten czas przejdzie mu 

ochota na „poznawanie siebie". Powiedziałaś, że każde małżeństwo od czasu 

do czasu może się rozstać na kilka dni, że nam to nie zaszkodzi, a dzieci to 

zrozumieją, jeśli im to wytłumaczymy. Minęły cztery tygodnie, dzieci mnie 

nienawidzą, bo myślą, że go wypędziłam z domu, a ty sugerujesz, że może 

w  grę  wchodzi  inna  kobieta.  Gdybym  wiedziała,  że  wytrzyma  tak  długo, 

sama  bym  się  wyprowadziła.  Jak  to  się  stało,  że  nadal  tu  jestem  z  córką, 

mając  ten  duży  dom  do  sprzątania?  Najwyraźniej  dobrze  sobie  wszystko 

przemyślał. Na dodatek zmieniają nam przydziały w szkole, więc nie jestem 

pewna,  komu  będę  pomagała  od  przyszłego  miesiąca,  do  tego  jeszcze  ten 

wypadek Pim. Niedawno wróciła do domu po rehabilitacji i... – Westchnęła 

i wstała, zamierzając iść z powrotem na strych, ale nie zrobiła tego. – Pim 

wciąż nic nie wie o Joem. Nie wiem, jak jej to powiedzieć. 

Pim była nie tylko ich babką, lecz również zastępowała obu siostrom 

matkę. Bonnie nie pamiętała swoich rodziców, którzy zginęli w katastrofie 

pociągu, kiedy ona miała pięć lat, a Janice prawie siedem. Pim, energiczna, 

RS

background image

20 

 

niezależna  osiemdziesięcioośmiolatka,  nawet  wnukom  nie  pozwalała 

zwracać się do siebie inaczej, niż posługując się niemądrym przezwiskiem, 

które  sobie  wybrała,  kiedy  jeszcze  była  dzieckiem,  kartka  pocztowa 

kosztowała  centa,  paczka  papierosów  Marlboro  dwadzieścia  centów,  a  w 

całym  kraju  było  ogółem  sto  trzydzieści  jeden  pól  golfowych  i  zaledwie 

trzydzieści rozgłośni radiowych. 

Wkrótce  po  tym,  jak  Joe  się  wyprowadził,  Pim  tak  pechowo 

przewróciła się w ogrodzie, że złamała biodro. To zmusiło ją do siedzenia w 

domu,  a  przymusowa  bezczynność  zaczęła  się  stopniowo  odbijać  na  jej 

stanie umysłu. Była zupełnie zwariowana i nieprzewidywalna. 

– Nawet nie próbuj. Zrobisz jej jeszcze większy mętlik w głowie. A w 

ogóle  może  Joe  wróci  do  domu,  zanim  ona  sobie  uświadomi,  że  się 

wyprowadził, więc po co jej o tym mówić. – Bonnie powinna potraktować 

nietypowy  dla  Janice  optymizm  jako  pierwszą  zapowiedź,  że  w  tym  dniu 

wydarzy się coś szczególnego, ale tak miło jej się słuchało słów siostry, że 

po prostu nie zwróciła na to uwagi. 

–  Mam  taką  nadzieję.  I  że  Joe  wróci,  znając  odpowiedzi  na  swoje  i 

moje  pytania, ponieważ  przez  to  wszystko,  co  się  tutaj dzieje,  nie  miałam 

czasu na ponowne poznanie samej siebie, nie mówiąc już o zadawaniu sobie 

pytań... Zabrzmiało absurdalnie, kiedy powiedziałam to na głos, prawda? 

Janice uśmiechnęła się i skinęła głową. 

–  A  co  robisz  tam  na  górze?  –  Spojrzała  w  kierunku  mrocznego 

pomieszczenia nad schodami i się wykrzywiła. – Szukasz kryjówki? 

–  To  niezły  pomysł,  ale  prawdę  mówiąc,  szukam  czarodziejskiego 

dywanu Pim. 

Janice uniosła brwi. 

– Wiem, jednak uparła się, że koniecznie musi go mieć. 

RS

background image

21 

 

Przypuszczam, że jest tu na górze coś, co przypomina jej czarodziejski 

dywan.  Może  kilim  albo  narzuta,  albo  jakiś  chodniczek  z  czasów  jej 

dzieciństwa,  co  sprawi,  że  będzie  spokojniejsza,  kiedy  położymy  to  na 

podłodze w jej pokoju. Jest wyraźnie nadpobudliwa, odkąd zabraliśmy ją do 

domu.  Widziałaś,  jaka  się  staje  ożywiona  późnym  wieczorem.  Raz,  kiedy 

zastępowałam  pielęgniarkę,  która  miała  wolne,  przyłapałam  Pim,  jak 

próbowała wstać z łóżka. Oświadczyła, że musi znaleźć dywan, zanim minie 

środek  nocy,  inaczej  straci  on  swoje  magiczne  właściwości.  Musiałam  jej 

obiecać, że go poszukam. 

–  Kiedy  dokładnie  jest  środek  nocy?  Zawsze  mnie  to  intrygowało  – 

spytała Janice. 

Bonnie tylko wzruszyła ramionami. 

– Udasz, że szukasz, a potem oznajmisz, że go nie ma? 

– Miałam ochotę tak zrobić... Ze sto razy – przyznała się Bonnie. – Ale 

doszłam do wniosku, że nie zaszkodzi, jak się rozejrzę. Chciałabym znaleźć 

coś, co pomoże jej się odprężyć. Nie mogę na nią patrzeć, jest taka słaba i 

krucha. Serce mi się ściska. 

Coś w tych słowach sprawiło, że Janice odwróciła wzrok, jakby nagle 

przypomniała sobie coś przykrego. Bonnie dobrze znała to spojrzenie. 

– Nie chcę tego słuchać, Jan. – Zaczęła wchodzić po schodach. Siostra 

poszła za nią. 

–Ale to dobra wiadomość... Potencjalnie. 

–  Racja.  –  Spojrzała  na  strój  Janice;  miała  na  sobie  jeden  ze  swoich 

najlepszych  letnich  płóciennych  spodniumów;  jasnoniebieski,  starannie 

wyprasowany,  a  do  tego  sandały  na  niskim  obcasie.  To  świadczyło,  że 

wiadomość musi być naprawdę bardzo, ale to bardzo zła, skoro Janice nie 

przejmuje  się  brudem  i  kurzem  na  strychu.  Było  to  ciasne,  kwadratowe 

RS

background image

22 

 

pomieszczenie  na  samej  górze,  wypełnione  rupieciami i  skarbami,  których 

nikt nie ruszał, odkąd prawie sto lat temu wiatr zerwał dach. – Skoro już tu 

jesteś,  chodź  i  pomóż  mi  odsunąć  ten  dywan.  Myślę,  że  coś  może  za  nim 

być, wciśnięte pod krokwią. 

– Chyba nie o to jej chodzi, co? – Janice skrzywiła się zdegustowana, 

przyglądając  się  luźno  zrolowanemu  dywanowi  w  kolorach  szarym  i 

ciemnoniebieskim. 

– Nie. Ten znam, a ty nie? Rozkładała go na ziemi podczas przyjęć w 

ogrodzie, nie pamiętasz? 

Janice pokręciła głową. 

– Mniejsza o to. Chodź, pomóż mi. 

Janice  rozpostarła  ramiona,  przybierając  pozę  profesjonalnego 

pośrednika  handlu  nieruchomościami,  a  po  chwili  zamachała  rękami  koło 

oczu  i  nosa,  gdyż  miała  alergię  na  kurz,  psy  i  świeżo  skoszoną  trawę. 

Bezradnie wzruszyła ramionami. – Może jednak spróbuję dodzwonić się do 

Susan? 

– Och, daj spokój. – Bonnie przelazła przez kilka starych skrzynek po 

piwie,  zniszczony  podnóżek,  miedzianą klatkę  dla ptaków  i  kufer,  którego 

zawartość  przeglądała,  kiedy  przyszła  Janice.  –  Tak  czy  inaczej  się 

pobrudzisz, a to zajmie tylko chwilkę. Wstrzymaj oddech. 

– Dobrze, ale potem będziesz musiała mnie wysłuchać. 

–  Tak  czy  inaczej  będę  musiała  cię  wysłuchać,  no  nie?  Złap  za  ten 

koniec. 

Wystarczyło,  żeby  Janice  tylko  trochę  pchnęła  górny  koniec 

zwiniętego  dywanu,  podczas  gdy  Bonnie  złapała  za  dolny...  Szarpnęła 

mocno...  Zaparła  się  ramieniem,  ciągnąc  z  całych  sił,  zanim  zwalił  się  jak 

RS

background image

23 

 

drzewo w lesie. W powietrze wzbił się kurz i obie odwróciły głowy, póki nie 

opadł. 

– Och, na... 

– Rety. Spójrz na to, Jan. 

Janice  zobaczyła,  jak  Bonnie  robi  krok  nad  zrolowanym  dywanem, 

kierując się do mniejszego dywanika, zwiniętego i opartego o ścianę. Dzięki 

temu,  że  był  zasłonięty  tym  dużym,  nadal  miał  żywe  kolory  nawet  po 

zewnętrznej stronie. 

Bonnie  z  łatwością  wyciągnęła  go  z  kąta.  Mierzył  wszerz  mniej,  niż 

Bonnie miała wzrostu. 

–  Założę  się,  że  to  ten  –  powiedziała  do  Janice  wyraźnie  przejęta. 

Czuła się tak, jakby w końcu w jej życiu coś poszło, jak należy. – Spójrz na 

te kolory. Nie jest ciężki, więc bez trudu zniesiemy  go na dół. Nie zajmie 

zbyt wiele miejsca w pokoju Pim. 

–  Chyba  nie  myślisz,  że  to  czarodziejski  dywan,  co?  –  spytała  Jan 

tonem, który nie pozostawiał cienia wątpliwości, że Bonnie trafi w miejsce 

odosobnienia, jeśli udzieli złej odpowiedzi. 

–  Jasne,  że  nie,  ale  jeśli  Pim  uważa  inaczej  i  jeśli  dzięki  niemu  się 

uspokoi, to będzie dla mnie wystarczająco czarodziejski dywan. – Doszła do 

wniosku, że da radę sama znieść go po schodach, nie narażając nosa Janice 

na  dodatkowe  zagrożenia.  Zatrzasnęła  wieko  kufra,  zapięła  pasy  i 

oświadczyła:  –  Chyba  teraz  mogę  wysłuchać  potencjalnie  dobrej 

wiadomości. 

– Jutro wieczorem wydaję przyjęcie z okazji końca lata i chciałabym, 

żebyś przyszła. 

– No tak, to rzeczywiście potencjalnie dobra nowina. 

RS

background image

24 

 

Z  zaciekawieniem  przyglądając  się  siostrze,  Bonnie  oparła  mniejszy 

dywanik na kufrze.  Wszystkie przyjęcia, wydawane przez Janice, i małe, i 

duże,  były  zawsze...  eleganckie  i  nie  brakowało  na  nich  dobrego  jedzenia. 

Nadal przyglądając się jej podejrzliwie, Bonnie zaczęła iść w stronę Janice. 

Na sekundę spuściła z niej wzrok, pochyliła się, chwyciła jeden z końców 

dużego,  zrolowanego  dywanu  i  ruszyła  ku  ścianie.  Udało  jej  się  postawić 

rulon  pionowo,  a  potem  wepchnąć  go  tam,  gdzie  był  poprzednio.  Janice 

miała minę winowajczyni; nie mogła znieść spojrzenia Bonnie. 

–Ale to nie wszystko, co masz mi do powiedzenia, prawda? 

– Zaprosiłam też Joego. 

Tylko tyle? – zdziwiła się w duchu Bonnie. 

– Nie mam nic przeciwko temu. Powtarzam ci, że między nami nie ma 

nienawiści.  Nawet  się  nie  kłócimy.  Żadne  z  nas  nie  urządzi  sceny  w 

obecności twoich gości. Masz moje słowo. 

– Nie będzie innych gości. 

– Jan... 

– Musicie wspólnie się z tym uporać, cokolwiek to jest. Nie rozumiem 

całej tej sytuacji, ale uważam, że za długo się ciągnie. Usiądziemy i razem ją 

rozwiążemy. 

–  Nie  mieszaj  się  do  nas,  dobrze?  –  Bonnie  usiadła  na  skraju 

zakurzonego,  starego  kufra,  tak  że  miała  za  plecami  kolorowy  dywanik. 

Poczuła miłe ciepło, kiedy go dotknęła. – Joe i ja sami się z tym uporamy. 

Nie chcę, żebyś rozwiązywała moje problemy małżeńskie. Bardzo ci dzięku-

ję, ale nie skorzystam z twojej pomocy. 

–  Cóż,  coś  trzeba  z  tym  zrobić.  Taka  długa  rozłąka  nie  jest  dobra. 

Musicie  porozmawiać.  Potrzebna  wam  pomoc  psychologa.  Nie  wolno  ci 

RS

background image

25 

 

siedzieć bezczynnie. Może powinnaś pójść do niego i kilka razy kopnąć go 

w tyłek. Zwrócić na siebie uwagę. 

Bonnie  przesunęła  ręką  po  ścisłych,  barwnych  splotach  dywanu, 

uznając, że to chyba raczej kilim. Zresztą wszystko jedno, na pewno było to 

coś pięknego i wyjątkowego. 

– Może mnie też przydałby się czarodziejski dywan – powiedziała  w 

zamyśleniu,  przesuwając  dłonią  po  spodniej  stronie  dywanu,  pragnąc 

sprawdzić, czy jest równie gładka jak wierzchnia. Spojrzała na swoją siostrę, 

skrzyżowała  ramiona  na  piersiach  i  próbowała  się  skupić  na  tym,  o  czym 

mówiły.  –  Może  powinnam  zostać  w  domu  tamtego  wieczoru,  kiedy  było 

przyjęcie  urodzinowe  Chicky'ego  Davisa.  Czasami  żałuję,  że  tak  wcześnie 

wyszłam za mąż, i zastanawiam się, jak potoczyłoby się moje życie, gdybym 

nie była mężatką. Nie, żebym kiedykolwiek... 

Patrzyła, jak oczy i usta Janice stają się idealnie okrągłe ze zdziwienia. 

Na twarzy siostry malowały się szok, rozbawienie i niepokój. 

– Jan? – Kiedy Bonnie się odezwała, jakiś cień przesunął się przed jej 

twarzą, coś przemknęło pomiędzy nimi i gołą żarówką, zwisającą z krokwi. 

Coś tu latało... Nietoperze! – pomyślała. 

Ale  zanim  zdołała  się  poruszyć  albo  osłonić  włosy  i  twarz  rękami, 

ogarnęły ją ciemności. Spłynęły za nią z góry, a z przodu opadły jak kurtyna 

i  tylko  po  bokach  widziała  światło  dzienne.  Wstała,  żeby  pobiec  w  jego 

kierunku, ale poczuła, jak coś ją lekko trąciło w plecy, i oparła się o to. W 

tej samej chwili owo coś przechyliło się, jakby miało zwalić się na Janice, i 

pociągnęło za sobą Bonnie. Krzyknęła... Poczuła, jak spada. 

 

 

 

RS

background image

26 

 

Rozdział 3 

 

Bonnie przygotowała się na to, że poleci prosto na twarz, i wyciągnęła 

ręce, by się osłonić, próbowała się odwrócić, miała nadzieję, że uda jej się 

podciągnąć kolana do piersi, żeby... Żeby co? Odbić się jak piłka? 

Chociaż owa myśl była zupełnie nielogiczna, równie nielogiczne było 

to,  że  jeszcze  nie  leżała  jak  długa.  Prawdę  mówiąc  już  wcale  nie  leciała, 

tylko... się unosiła. Opuściła ręce i otworzyła jedno oko, żeby się upewnić, 

że to nie halucynacje. 

Ale ona naprawdę unosiła się jak na dmuchanym materacu w wodzie. 

–Jan? 

– Bonnie? 

–Jan? – Wyprostowała nogi i przez minutę leżała na brzuchu, a potem 

wolno podparła się na łokciach i rozejrzała wokół. 

Zobaczyła  pod  sobą  dywanik  Pim.  Był  miękki  i  kolorowy,  w  jakieś 

orientalne  wzory.  Naprawdę  prześliczny,  pomyślała,  i  pewnie  wzbudziłby 

jej zachwyt, gdyby nie unosiła się na nim dwa i pół metra nad ziemią. 

– Bonnie? 

Ostrożnie, ponieważ dywanik zachwiał się lekko, kiedy się poruszyła, 

przeczołgała się na sam jego koniec, mocno złapała się frędzli i spojrzała w 

dół. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz tak się ucieszyła na widok siostry. 

–Jan? 

– Bonnie, mój Boże, co ty wyprawiasz? 

– Unoszę się. 

– Przestań. Wracaj na ziemię. 

Nie  trzeba  jej  było  tego  dwa  razy  powtarzać.  Przysunęła  nogi  bliżej 

krawędzi  dywanu,  chcąc  zeskoczyć  na  stojący  w  dole  kufer.  Później  się 

RS

background image

27 

 

zastanowi,  jak  ściągnąć  dywan.  Ale  akurat  kiedy  chciała  usiąść,  dywan 

zwinął się tak, że Bonnie upadła na wznak i ujrzała nad sobą krokwie. 

– Chyba mnie polubił. 

– To nie jest śmieszne. 

–  Bo  wcale  nie  miało  być.  Nie  chce  mnie  puścić.  –  Doskonale 

wiedziała,  jak  to  zabrzmiało,  ale  nie  potrafiła  inaczej  tego  wytłumaczyć. 

Czuła  jakąś  siłę  bijącą  od  niego,  przypomniała  sobie  ciepło,  którym 

emanował. – Może lepiej pójdź porozmawiaj z Pim. 

– Z Pim? 

Bonnie  przekręciła  się  na  brzuch  i  znów  przeczołgała  się  na  skraj 

dywanu. Janice ze zniecierpliwieniem spoglądała w górę, podparłszy się pod 

boki.  Była  zdenerwowana,  zabrudzona  kurzem,  oczy  i  nos  zrobiły  jej  się 

czerwone, włosy miała potargane. Patrzyła, jak jej jedyna siostra unosiła się 

nad nią na dywanie. Ale i tak nadal wyglądała, jakby była tu szefem. 

– Tylko Pim wie cokolwiek o tym dywanie. 

– Jest rozkojarzona i słaba. 

– Nie jest słaba. Wie wszystko o tym dywanie. Chciała go odszukać. 

Może ci powiedzieć, jak to coś działa. 

– Jakieś tajemne zaklęcie albo coś w tym rodzaju? 

– Tak. Może „bibidi–bobidi–bu!" –  Obie wstrzymały  oddech, ale nic 

się nie stało. 

–  Sim  sala  bim!  –  Janice  wyciągnęła  ręce  przed  siebie  i  poruszyła 

palcami. 

Nic. 

– Idź i zapytaj Pim. 

– Zadzwonię do Joego. 

– Do Joego? 

RS

background image

28 

 

–I  do  Rogera.  Obaj  powinni  to  zobaczyć.  Joe  może  pospieszyć  ci  na 

ratunek,  obejmiecie  się  i  pocałujecie  na  zgodę,  a  potem  według  mnie 

powinniśmy zadzwonić do redakcji „National Enquirer" oraz „Star" i zacząć 

się targować o jak najwyższe honorarium za prawo do zdjęć. Nikt by w to 

nie  uwierzył.  Ciekawa  jestem,  czy  Susan  już  wyszła.  Mogłaby  ściągnąć 

sąsiadów...  Myślę,  że  powinniśmy  mieć  jak  najwięcej  świadków  spoza 

rodziny. 

– A ja myślę, że powinnaś zejść na dół i porozmawiać z Pim. To jej 

dywan. Może nie chcieć, żeby cały świat się o nim dowiedział. Pamiętaj, że 

leżał tu schowany. 

Janice  przez  kilka  sekund  stała  z  taką  miną,  jakby  miała  ochotę  na 

sprzeczkę, ale powiedziała jedynie: 

– Dobrze, ale weź to. – Wyjęła z kieszeni telefon komórkowy i rzuciła 

go siostrze. – Przynajmniej zadzwoń do Rogera. Będzie miał ubaw. 

Kiedy schodziła ze strychu, obcasy jej butów głośno uderzały o strome 

stopnie.  Bonnie  westchnęła  i  wsparła  się  czołem  o  dywan.  Ktoś  miałby 

niezły ubaw, pomyślała, próbując sobie to wszystko ułożyć w głowie. 

Czarodziejski  dywan.  Jej  siostra  miała  rację,  nikt  w  to  nie  uwierzy. 

Ona  sama  w  to  nie  wierzyła,  a  przecież  na  nim  leżała.  Unosiła  się  na 

latającym dywanie... Chociaż może wcale nie był latający, przecież jeszcze 

nigdzie nie pofrunął. 

Może potrafi jedynie unosić się w powietrzu. 

Odwróciła  głowę  i  rozejrzała  się,  by  znaleźć  telefon  komórkowy 

Janice. Zsunął się w zagłębienie dywanu obok jej uda. 

Ścisnęła go w ręku, przesunęła się na środek i wolno podciągnęła nogi 

pod siebie, żeby usiąść. Nienawidziła bezradności i zaczęła się zastanawiać, 

jak mogłaby się ewakuować z dywanu. 

RS

background image

29 

 

Gdyby wstała, z łatwością dosięgnęłaby krokwi i może podciągnęłaby 

się w górę, ale to nie to samo, co zsunąć się na dół. Poruszyła się lekko, żeby 

sprawdzić,  czy  udałoby  się  jej  zbliżyć  dywan  do  jednego  ze  słupków 

podtrzymujących konstrukcję dachu. Wtedy mogłaby stanąć i może ściągnę-

łaby dywan na dół. Ale on jedynie inaczej się ugiął, żeby z niego nie spadła. 

To  też  zauważyła...  Że  dywan  troszczy  się  o  nią,  dba  o  jej 

bezpieczeństwo. Nie wypuszczał jej, ale też nie pozwalał jej spaść. Żeby się 

o  tym  przekonać,  wstała.  Zachwiał  się  jak  stół  z  jedną  nogą  odrobinę 

krótszą,  ale  po  chwili  odzyskał  równowagę.  Przeszła  od  końca  do  końca, 

oceniając w myślach, że miał około półtora metra na trzy metry. Znów ude-

rzyły ją jego kolory i wzór. Skoczyła na jeden róg, wiedząc, że dywan może 

się ugiąć i grozi jej upadek, ale zarazem wiedziała, że tak się nie stanie. Był 

solidny jak beton. 

– No dobra. Przyznaję, naprawdę jesteś fajny – powiedziała na głos, a 

potem się roześmiała, bo nie miała pojęcia, co zrobić. 

Nie mogąc oprzeć się pokusie, skoczyła na środek, przybrała pozycję 

surfera,  i  zakołysała  się  tak,  jakby  unosiła  się  na  grzbiecie  nieistniejącej... 

fali  tsunami.  Potem  zaczęła  maszerować  w  miejscu,  a  dywan  uginał  się 

łagodnie niczym nadmuchiwane zjeżdżalnie dla dzieci, jakie spotyka się na 

piknikach i festynach. Na koniec podskoczyła wysoko raz i drugi, a w końcu 

uniosła  nogi  i  wylądowała  miękko  na  pupie.  Nie  odbiła  się  jak  na 

trampolinie,  chociaż  miała  cichą  nadzieję,  że  tak  się  stanie.  Jednocześnie 

cały czas wymyślała i kolejno odrzucała ewentualne plany ucieczki. 

Wciąż  ściskała  w  dłoni  komórkę  Janice.  Patrząc  na  aparat, 

zorientowała  się,  że  próbuje  sobie  przypomnieć  numer  szybkiego 

wybierania, który wbiła we wszystkie swoje telefony – numer Joego. 

RS

background image

30 

 

Opuściła  komórkę  na  kolana,  ukryła  twarz  w  dłoniach  i  jęknęła. 

Zacisnęła  zęby.  Nie  chciała być  tą, która pierwsza  się  podda, pierwsza  się 

ugnie, pierwsza przyzna, że nie potrafi sobie poradzić bez niego... Nie, żeby 

codziennie  spotykało  ją  coś  takiego,  ale  mimo  wszystko...  To  Joe  od  niej 

odszedł i to on powinien do niej wrócić. 

– Powinien i już – szepnęła, jakby się modliła. 

Poruszając  zesztywniała  szyją,  Bonnie  próbowała  zapanować  nad 

zniecierpliwieniem. Dlaczego ta Janice tak długo nie wraca? Na pewno Pim 

stara  się  ze  wszystkich  sił  przypomnieć  sobie,  co  należy  zrobić.  Zawsze 

starała  się  ze  wszystkich  sił.  Przed  oczami  Bonnie  przesunęły  się  setki 

obrazów  babki,  spieszącej  jej  z  pomocą  i  ratującej  ją  z  opresji  przez  te 

wszystkie lata... Po jakimś czasie te wizje zniknęły i zobaczyła coś innego, 

absolutnie z nimi niezwiązanego, co próbowało zwrócić jej uwagę. 

Kiedy  przyglądała  się  ciemnemu  obramowaniu  dywanu,  początkowo 

wzięła  to  coś  za  część  wzoru,  ponieważ  doskonale  pasowało  do  faktury 

dywanu.  Przy  bliższym  przyjrzeniu  się  zauważyła  jednak,  że  to,  co 

wyglądało  jak  utkane  prostokąty,  to  były  w  rzeczywistości  pionowe, 

poziome i ukośne linie i kreski, rozmieszczone w różny sposób. Niektóre się 

powtarzały, ale nie w jakimś określonym porządku. 

–To twoje instrukcje, prawda? – Bardziej przemówiła do siebie niż do 

dywanu. Naprawdę. – To jakieś pismo, ale nie wygląda na azjatyckie, jak ty, 

ani nawet na bliskowschodnie. Nie takie wymyślne, jak hieroglify. Ani nie 

runy.  –  Nie  wiedziała  nic  więcej  na  temat  starożytnego  pisma,  ale  była 

gotowa założyć się o  własne  życie,  że ma rację, że to jakaś wiadomość. – 

Jan ma mózgownicę nie od parady, może będzie wiedziała. – Westchnęła z 

bezsilną złością. – Boże, jakbym chciała, żeby to było po angielsku. 

I po chwili było. 

RS

background image

31 

 

– Och. Dziękuję. 

Wiedziała,  że  powinna  się  przestraszyć,  nawet  wpaść  w  histerię,  a 

przynajmniej przyjąć to z niedowierzaniem, ale musiała szczerze przyznać, 

że  nic  takiego  nie  odczuwała.  Nie  wyczuwała  żadnego  niebezpieczeństwa, 

wiszącego w powietrzu: dywan nie próbował zrobić jej krzywdy i nie miała 

najmniejszego powodu, by nie wierzyć własnym oczom. 

Spojrzała na słowa „odmieni" i „przemieni", „zakończy" i „naprawią", 

próbując odszukać początek tekstu. Po kilku minutach jej się udało. 

Na jeden dzień jedna sekunda odmieni lata. 

Przemieni smutek w śmiech, a radość we łzy. 

Same dobre chęci tego nie naprawią. 

A środek nocy zakończy lot. 

–  Środek  nocy.  –  To  niewątpliwie  czarodziejski  dywan  Pim.  Babka 

wiedziała o nim, musiała o nim wiedzieć od lat. Ale co to oznaczało? Czy 

Pim  chciała  się  na  nim  przelecieć...  A  może  już  nim  leciała...  Może  już 

przeżyła lot, który podobno kończy się w środku nocy? 

– Kiedy, u diabła, jest środek nocy? – powtórzyła wcześniejsze pytanie 

Janice  i  nadal  zwracając  się  do  dywanu,  jakby  miał  uszy,  dodała:  –  Nie 

jestem  teraz  w  odpowiedniej  formie,  by  podróżować,  więc  czy  możemy 

zmienić ten punkt, dotyczący środka nocy? Czy ma znaczenie, która to noc? 

Czy też może to być środek każdej nocy? 

Niestety, nie doczekała się odpowiedzi. 

Trochę  zdenerwowana,  obawiając  się,  że  jeśli  nie  zrozumie,  o  co 

chodzi z tym dywanem, może to w jakiś sposób odbić się na Pim, zaczęła od 

nowa czytać tekst. 

Wydał jej się pozbawiony sensu. 

RS

background image

32 

 

–  Co  ja  robiłam?  Co  ja  robiłam?  –  powtarzała  w  myślach  Bonnie, 

próbując sobie przypomnieć, co robiła, co powiedziała, czego dotykała albo 

o  czym  myślała,  kiedy  dywan  ożył.  Musiało  chodzić  właśnie  o  nią,  w 

przeciwnym razie porwałby Janice, nieprawdaż? – Co ja takiego robiłam? 

Przypomniała  sobie  głupi  pomysł  Janice.  Poprosiła,  żeby  siostra  nie 

wtrącała  się  do  jej  małżeństwa  i  pogładziła  dywan,  myśląc,  że  chciałaby, 

żeby naprawdę był czarodziejski. 

–  Powiedziałam  „Czasami  żałuję,  że  w  ogóle  wyszłam  za  mąż".  – 

Zaczekała, by dywan potwierdził, że wpadła na właściwy trop. – Wiem, że 

nie  powinno  się  mówić  takich  rzeczy.  Ale  czasami  żałuję,  że  wyszłam  za 

mąż. 

Poczuła wibracje. 

–Aha. 

W  czterech  rogach  dywanu  powstały  fałdki  i  przesuwały  się  wzdłuż 

jego  skraju,  sprawiając,  że  cały  lekko  obrócił  się  w  prawo.  Potem  nagle 

zaczął się kręcić jak karuzela, zrobił pełny obrót, a potem następny, jeszcze 

szybszy. 

– Jan? – Działo się coś bardzo złego, zaczęło jej się kręcić w głowie. 

Chciała skoczyć z dywanu, ale bała się, żeby nie zostać z niego wyrzucona 

siłą  odśrodkową.  –  Janice?  Abrakadabra!  Dobra,  odwołuję  wszystko... 

Zresztą nie traktowałam tego poważnie. Kocham Joego,  zawsze go kocha-

łam. Cieszę się, że się pobraliśmy. Zatrzymaj się. Cholera. Stój! Jaanice! 

Coraz  szybciej  i  szybciej...  Dywan  wirował  jak  oszalały.  A  razem  z 

nim Bonnie. Poczuła mdłości, nie mogła na niczym skupić wzroku; chciała 

zamknąć  oczy,  ale  uznała,  że  to  też  nie  najlepszy  pomysł.  Musiała  być 

czujna,  obserwować,  czy  nie  nadarzy  się  okazja,  by  nagle  coś  zrobić, 

odzyskać kontrolę, nad swoimi poczynaniami. 

RS

background image

33 

 

– Jan! Pomóż mi! Niech ktoś mi pomoże! Jaanice! – krzyczała głośno. 

Podciągnęła  do  piersi kolana  i ukryła  w  nich  twarz.  Serce  podeszło  jej  do 

gardła, zaczęła żałować, że tak rzadko chodziła do kościoła. 

Rozległ  się  głośny  świst,  kiedy  dywan  zaczął  wirować  jeszcze 

szybciej.  Bonnie  nie  słyszała,  jak  Janice  zawołała,  stojąc  u  podnóża 

schodów „Co? Jestem tutaj. Już idę", ani nie widziała, jak siostra weszła na 

strych i westchnęła: 

– Jasna cholera! 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

34 

 

Rozdział 4 

 

Bonnie  właśnie  szła  pospiesznie  przez  swoje  mieszkanie  na 

ekskluzywnym osiedlu, kiedy na wyświetlaczu telefonu pojawiło się imię jej 

siostry. Była bardzo spóźniona do pracy. 

Świetnie.  Czy  ten  dzień  może  się  okazać  jeszcze  gorszy?  Przyłożyła 

aparat do ucha i jednocześnie schyliła się, by zajrzeć pod kanapę. 

– Jan. Jan. Kocham cię. Jesteś moją najukochańszą siostrą. Ale w tej 

chwili nie mam czasu z tobą rozmawiać. 

Przesunęła dłonią po chińskim jedwabiu, którym pokryta była kanapa, 

i przypomniała sobie, dlaczego tak ją lubi. 

– Jesteś zdyszana. Co robisz? – zapytała Janice. 

–  Szukam  dokumentów,  które  przyniosłam  wczoraj  wieczorem  do 

domu, żeby je przejrzeć przed bardzo... – Przeszła w samych rajstopach po 

miękkim  dywanie  do  fotela,  przepłaconego  na  aukcji  w  Białym  Domu  – 

nawet  pomimo  zdjęcia,  które  potwierdzało,  że  stał  w  sypialni  pierwszej 

damy  Bird  Johnson  –  i  zajrzała  pod  poduszkę.  –...  Bardzo  ważnym 

spotkaniem dziś rano. Cholera! 

–Co? 

–  Puściło  mi  oczko  w  rajstopach.  –  Szukała  pod  wszystkimi 

poduszkami,  na  najwyższych  półkach,  w  szufladach  i  na  parapetach, 

zaglądała  wszędzie,  biegnąc  z  powrotem  do  sypialni,  żeby  się  ubrać.  – 

Wstałam  pół  godziny  za  późno,  zepsuła  mi  się  suszarka  do  włosów...  Po 

pięciu  latach  niespodziewanie  wybrała  sobie  akurat  ten  dzień,  żeby  się 

zepsuć. Myślisz, że to jakiś zły znak? 

– Zwiastujący co? Nadejście Antychrysta? 

RS

background image

35 

 

–  Być  może.  Słyszałam,  że  facet,  z  którym  się  spotykam  dziś  rano, 

może być trochę... no może nie z piekła rodem, ale... nieprzyjemny. 

–  Może  to  oznacza,  że  facet,  z  którym  spotykasz  się  dziś  rano  jest... 

tym właściwym. 

–  Nie  bądź  śmieszna.  Zaczekaj.  –  Rzuciła  komórkę  na  łóżko, 

wygładziła wąską, granatową spódnicę w tym samym rozmiarze, jaki nosiła 

jeszcze  na  uczelni,  i  poprawiła  białą,  jedwabną  bluzkę...  Nie  uznawała 

sztucznych  tkanin.  Znów  wzięła  aparat.  –  Powiedziałaś  mi  już,  dlaczego 

dzwonisz?  Nie  pamiętam.  I  spieszę  się,  więc  lepiej,  żeby  nie  dotyczyło  to 

jakiegoś  faceta,  z  którym  według  ciebie  powinnam  się umówić.  Spotykam 

się z wieloma... Och, dzięki Bogu! – Zabrała skoroszyt z półki w szafie  w 

sypialni, czując jednocześnie zakłopotanie i ulgę, i skupiła uwagę na butach. 

Skotłowana pościel poruszyła się, kiedy jej nocny gość zaczął się budzić. – 

Ach,  i  bez  twojej  pomocy  umawiam  się  z  mężczyznami.  Naprawdę.  Mam 

trzydzieści dziewięć lat, prawie czterdzieści, wspaniałą pracę, którą kocham, 

wspaniały  samochód,  wspaniałe  mieszkanie.  Zjeździłam  cały  świat  i  nie 

przychodzi mi do głowy ani jedna rzecz, którą mógłby mi dać mężczyzna, a 

której nie mogłabym mieć bez niego. 

Tony,  trzydziestodwuletni  redaktor  czasopisma  poświęconego 

zdrowemu, włoskiemu stylowi życia, uniósł brwi, patrząc na nią pożądliwie. 

Widocznie uważał, że zna przynajmniej jednego faceta, który może jej dać 

coś  wyjątkowego.  Uśmiechnęła  się  do  niego  i  otworzyła  szufladę  szafki 

nocnej. Kiedy zajrzał do środka, na jego twarzy pojawiło się rozczarowanie. 

–  Ja  też  nie  –  powiedziała  Jan.  –  Ani  jednej  rzeczy.  I  dlatego  przez 

prawie  dwa  lata  nie  próbowałam  cię  z  nikim  umawiać.  Żaden  z  moich 

znajomych nie chciałby być tak traktowany, jak ty traktujesz mężczyzn. 

RS

background image

36 

 

To znaczy jak? Spojrzała na Tony'ego i dotknęła jego policzka, a kiedy 

odwrócił wzrok od szuflady, uśmiechnęła się do niego. Przycisnęła komórkę 

do uda i pocałowała go delikatnie w usta, szepcząc: 

– Żaden z tych instrumentów nie jest tak dobry, jak ty. 

–  Mrugnął  ze  zrozumieniem  swoimi  ciemnymi  oczami,  a  ona 

odwróciła  się  i  wyszła  z  sypialni...  To  tyle,  jeśli  chodzi  o  właściwe 

traktowanie przez nią mężczyzn. 

– W takim razie po co do mnie dzwonisz? 

– Może żeby usłyszeć twój głos? 

– Jan. Mam marynarkę, torebkę i teczkę. Idę do drzwi. Mów. 

–  Wiem,  że  byłaś  u  nas  w  niedzielę,  ale  pomyślałam  sobie,  czy  nie 

mogłabyś znów przyjechać w ten weekend. 

– Chodzi o Pim? Nadal zachowuje się dziwnie? 

– Tak. I  wciąż mówi o tym dywanie ze strychu. Upiera się, że ty go 

masz i że twoje życie jest w niebezpieczeństwie. Obiecałam jej, że do ciebie 

zadzwonię  i  sprawdzę,  czy  wszystko  w  porządku.  Bardzo  się  ożywiła. 

Poprosiła, żeby ci powiedzieć, że „środek nocy zakończy lot". To jej słowa. I 

że do tego czasu wszystko musisz uporządkować. 

– Przed środkiem nocy... Czyli kiedy dokładnie? 

– Skąd mam wiedzieć? To ty prowadzisz nocne życie. 

– Bonnie wzniosła oczy do góry, ale nie wyprowadziła siostry z błędu. 

Gdyby  Jan  wiedziała,  ile  wczesnych  poranków  i  późnych  nocy  miało 

bardziej charakter służbowy niż relaksujący, byłaby... Cóż, nie lubiła nikogo 

pozbawiać złudzeń. 

– Zamierzałam zadzwonić i pozwolić jej samej z tobą porozmawiać... 

–  Bardzo  ci  dziękuję,  że  tego  nie  zrobiłaś.  –  Nacisnęła  guzik,  by 

ściągnąć  windę  i  zjechać  do  podziemnego  garażu.  –  Dziś  rano  nie  mam 

RS

background image

37 

 

czasu. Ale przyjadę w sobotę rano i zostanę na noc. Powiedz jej, że wezmę 

ze sobą wszystko, co potrzebne, żeby przyrządzić suflet czekoladowy, który 

tak lubi. 

– Nie powinna jeść za dużo czekolady. 

– Jan, ona ma osiemdziesiąt osiem lat. Może jeść wszystko, na co ma 

ochotę. 

– Mówię tylko, że... 

Drzwi  windy  się  rozsunęły.  Bonnie wiedziała,  że  straci  zasięg,  kiedy 

do  niej  wsiądzie,  więc  stała  na  progu  i  przytrzymywała  jedną  ręką  drzwi, 

żeby się nie zamknęły. 

–Ależ naturalnie, a ja mówię tylko, że będzie tyle sufletu, by starczyło 

go dla każdego. Teraz lepiej? 

–Znacznie lepiej. 

–Tak  też  myślałam.  Muszę  kończyć.  Powiedz  Pim,  że  ją  kocham. 

Ciebie też kocham. Do zobaczenia w sobotę. – Wsiadła do windy, wyłączyła 

telefon i zaczęła szukać kluczyków, kiedy drzwi windy się zamknęły. 

Dziewięćdziesiąt  sześć  minut  później  stukot  czółenek  na  niskim 

obcasie oznajmił jej przybycie do biura Superior Atlantic Bank – jednego z 

największych niezależnych banków na Wschodnim Wybrzeżu. 

Wyprostowała się dumnie, idąc przez poczekalnię, a potem korytarzem 

do  swojego  gabinetu,  ponieważ...  Cóż,  nie  lubiła  się  przechwalać,  ale 

wiedziała, że to jej miejsce, zasługiwała, żeby tu być, była dobra w pracy, 

którą wykonywała. To był jej bank. Trafiła tu prosto po studiach, z dyplo-

mem  magistra  zarządzania  i  zaliczywszy  kilka  kursów  z  zagadnień 

ekonomii, nauk politycznych i prawa handlowego. Pragnęła pokazać, na co 

ją  stać.  I  pokazała.  Bardzo  krótko  była  kasjerką;  potem  awansowała, 

RS

background image

38 

 

najpierw  na  stanowisko  inspektora  kredytowego,  później  –  operacji 

finansowych. A kiedy nadarzyła się  okazja przejścia na górę, do własnego 

gabinetu  z  widokiem  na  budynek  Kapitolu,  by  zarządzać  majątkiem 

klientów  indywidualnych,  Bonnie  skwapliwe  z  niej  skorzystała.  Było  to 

jedenaście lat temu. 

Jej  sekretarka,  Angela,  poznawała  ją  po  chodzie.  Uniosła  głowę, 

przerywając  na  chwilę  pracę.  Przypominała  łanię,  która  poczuła 

nadciągające niebezpieczeństwo. Poczuła, ale się nie przestraszyła. Razem z 

Bonnie tworzyły zespół, i to od prawie ośmiu lat. Znały się na wylot. 

–  Błagam  –  szepnęła  do  Angeli,  kiedy  znalazła  się  wystarczająco 

blisko, by dziewczyna ją usłyszała. – Tylko mi nie mów, że Watsonowie już 

są. – Szukając wzrokiem umówionych klientów, minęła biurko sekretarki i 

weszła  do  swojego  gabinetu.  –  Nie  uwierzysz,  jaki  miałam  ranek.  Jedyne, 

czego dziś uniknęłam, to bomby w szufladzie z bielizną. 

– Pan Watson dzwonił przed chwilą, żeby poinformować, że spóźnią 

się jakieś dwadzieścia minut. 

– Bogu niech będą dzięki. To pierwsza dobra wiadomość tego ranka. – 

Postawiła  teczkę  na  lśniącym  biurku  z  wiśniowego  drewna,  a  torebkę 

schowała do dolnej szuflady po prawej stronie. Z westchnieniem opadła na 

wielki,  miękki  fotel  z  ciemnoczerwonej  skóry  i  utkwiła  wzrok  w  dużym, 

kolorowym gobelinie, który kazała powiesić nad zieloną kanapą, stojącą w 

drugim końcu pokoju. Zazwyczaj działał na nią odświeżająco, pobudzająco. 

Ale dziś wywołał nerwowość. – Zapomniałam wziąć kluczy... – Postanowiła 

przemilczeć  fakt,  że  musiała  wezwać  portiera,  żeby  ją  wpuścił  do  środka, 

ponieważ Tony brał prysznic i nie słyszał, jak wołała i waliła w drzwi. – A 

kiedy w końcu wsiadłam do samochodu, okazało się, że w jednej oponie nie 

ma powietrza. Musiałam przyjechać do pracy taksówką. 

RS

background image

39 

 

Obróciła  się  razem  z  fotelem  i  wyciągnęła  jedną  nogę.  Angela 

wychyliła się przez biurko, by spojrzeć na swoją szefową. 

–  Dziś  rano  włożyłam  najpierw  pantofle  od  Ferragamo,  żeby  zrobić 

wrażenie  na  pani  Watson,  ale  w  ostatniej  chwili  zdecydowałam  się  na  te. 

Pomyślałam,  że  może  będzie  lepiej,  jak  nie  wywalę  się  w  eleganckich 

szpilkach i nie skręcę sobie karku. Mówię poważnie. – Sceptyczny uśmiech 

Angeli  sprawił,  że  zrobiło  jej  się  głupio,  jakby  wymyślała  jakieś  nie-

stworzone rzeczy. – Ale będzie pod jeszcze większym wrażeniem, jeśli nie 

będę paplała jak idiotka, kiedy się tutaj zjawi, prawda? 

Angela skinęła głową, lecz wyraźnie jej współczuła. 

–  Po  wyjściu  Watsonów  odgryziemy  głowy  żywym  kurczakom  i 

zapalimy wonne świece. Odprawimy czary, żeby przepędzić pecha, który cię 

dziś prześladuje. 

– Dobrze. – Bonnie wolno  wyprostowała się w fotelu, przysunęła się 

do  biurka  i  wyciągnęła  z  teczki  akta  Watsonów  oraz  skoroszyt  pełen 

korzystnych propozycji inwestowania. – Ale ty będziesz się tłumaczyła, jeśli 

jakieś obrzydlistwo pojawi się na dywanie. 

– Zgoda. – Pogodny uśmiech Angeli zawsze podnosił ją na duchu. – 

Chcesz teraz napić się kawy, czy poczekasz na Watsonów? 

– Zaczekam, a teraz chyba pobiegnę na chwilę do toalety, żeby trochę 

się odświeżyć i ochłonąć. 

– Tylko nie siedź tam zbyt długo. Dwadzieścia minut prawie minęło. 

– Wrócę za dwie sekundy. 

W banku zawsze czuła się dobrze. Prawdę mówiąc często myślała, że 

panująca tu atmosfera w dużej mierze wpływała na to, że ona tak lubi swoją 

pracę.  Na  przykład  pierwsze,  co  rzucało  się  w  oczy  w  każdym  banku,  to 

absolutny brak kurzu. Nigdzie nie leżał nawet najmniejszy pyłek... Nie tylko 

RS

background image

40 

 

na  komputerach  i  biurkach,  ale  również  na  ramach  obrazów  i  na  liściach 

roślin. I ta cisza – nawet kiedy ludzie coś mówili, było cicho. Nawet kiedy 

rozmawiali, odzywali się stłumionymi głosami, chcąc okazać szacunek albo 

zachować coś w tajemnicy przed innymi, albo z powodu zapalenia krtani. 

Wzięła  głęboki  oddech,  mijając  windy,  bąknęła  grzecznie  „dzień 

dobry" do mężczyzny mniej więcej  w jej  wieku, najwyraźniej czekającego 

na windę, i znów wciągnęła powietrze nosem. Angela powiedziała, że tego 

nie  czuje.  Większość  osób,  którym  o  tym  wspomniała,  uważała  ją  za 

wariatkę, ale najbardziej kochała w bankach zapach pieniędzy. Kiedy weszła 

do  damskiej  toalety,  skinęła  głową  w  stronę  swojego  odbicia  w  lustrze, 

jakby było ich teraz dwie, spragnione zapachu pieniędzy w aerozolu. 

Prawie  skończyła  poprawiać  makijaż,  kiedy  usłyszała,  jak  otwierają 

się,  a  po  chwili  zamykają  drzwi  na  korytarz.  Mając  cichą  nadzieję,  że  to 

Trudy  Campbell,  która  niedawno  wróciła  z  rejsu,  na  który  wybrała  się  ze 

swoim  mężem,  poślubionym  dwadzieścia  pięć  lat  temu,  Bonnie  otworzyła 

drzwi kabiny z miną „opowiedz mi wszystko" na twarzy... I zamarła. 

Mężczyzna,  który  kilka  minut  temu  czekał  na  windę,  był  teraz  w 

damskiej  toalecie.  Wysoki,  szczupły,  dobrze  zbudowany  –  i  to  prawie 

wszystko,  co  zauważyła,  ponieważ  trzymał  w  ręku  pistolet,  wycelowany 

prosto w jej pierś. Zupełnie się nie spodziewała takiego widoku, było to tak 

szokujące  i  tak  przerażające,  że  z  jakiegoś  powodu,  który  nie  miał  nic 

wspólnego  z  jej  wielce  cenioną  bystrością  w  interesach,  cofnęła  się  do 

kabiny, po czym zatrzasnęła za sobą drzwi. 

– Och, proszę – powiedział pogardliwie i z niedowierzaniem w głosie. 

– Co to ma znaczyć? Skoro mnie pani nie widzi, to znaczy, że nie istnieję? 

Zorientowała  się,  że  mężczyzna  chodzi  tam  i  z  powrotem  pod 

drzwiami do jej kabiny. 

RS

background image

41 

 

– Czy to polityka banku? Udawanie, że nie widzi się ludzi? 

Niezadowolony  klient.  Wyraźnie  rozgniewany,  ale  nie  sprawiał 

wrażenia szaleńca. 

– Czy też myśli sobie pani, że nie mogę pani zastrzelić przez metalowe 

drzwi? 

Nie tyle nie może, ile nie zastrzeli jej przez metalowe drzwi, doszła do 

wniosku  Bonnie,  bo  nie  widzi,  gdzie  ona  dokładnie  stoi,  więc  musiałby 

strzelić  więcej  niż  raz,  by  mieć  pewność,  że  ją  trafił.  A  wystarczy  jeden 

strzał, żeby ochrona się zorientowała, co się dzieje. 

Serce waliło jej tak szybko, że bała się, iż zaraz wyskoczy jej z piersi. 

Zacisnęła usta i pochyliła się to w jedną, to w drugą stronę, żeby coś 

zobaczyć przez wąską szparę u dołu drzwi. Nagle włączyła się spłuczka, bo 

zareagował  czujnik  ruchu.  Bonnie  pisnęła  ze  strachu,  a  mężczyzna... 

zachichotał. 

– Zdenerwowana? – W jego głosie słychać było rozbawienie, którego 

pożałuje,  kiedy  będzie  przeciwko  niemu  zeznawała  w  sądzie.  – 

Niepotrzebnie. Nie chcę pani skrzywdzić. 

Właśnie wtedy uświadomiła sobie, że napastnik może się z łatwością 

przekonać, gdzie ona w danej chwili stoi; wystarczy, żeby zajrzał pod drzwi 

i  zobaczył  jej  nogi.  Maksymalnie  zdenerwowana,  podkasała  spódnicę  do 

długości  mikromini,  wyciągnęła  rękę,  żeby  złapać  się  górnej  krawędzi 

ścianki  z  lewej  strony,  a  potem  niezgrabnie  stanęła  na  desce  sedesowej. 

Musiała się pochylić, żeby mężczyzna nie zobaczył jej nad drzwiami. 

Jak,  u  diabła,  udało  mu  się  przejść  z  bronią  obok  strażników?  To 

naprawdę  oburzające!  Wydają  kilka  milionów  dolarów  na  ochronę,  a  ten 

szurnięty  facet  wszedł  tu  z  pistoletem  jak  gdyby  nigdy  nic...  Cóż,  wariaci 

czasami potrafią być bardzo pomysłowi. 

RS

background image

42 

 

Poczuła,  jak  ktoś  klepie  ją  po  palcach  lewej  ręki,  uniosła  wzrok  i 

ujrzała jego twarz nad ścianką kabiny. Instynktownie cofnęła dłoń, jakby ją 

oparzył,  i  natychmiast  straciła  równowagę  na  śliskiej  desce.  Rozpaczliwie 

złapała się ścianki obiema rękami, tym razem, żeby nie spaść, a mężczyzna 

przytrzymał ją za jedną dłoń, żeby się upewnić, że nic jej się nie stanie. 

Szybko zrzuciła buty z nóg, stanęła pewniej i wyrwała mu się. 

– Skręci pani sobie kark, jeśli pani nie zejdzie. – Położył rękę, w której 

trzymał broń, na górnej krawędzi ścianki, właściwie nie grożąc Bonnie, ale 

od niechcenia dając jej do zrozumienia, że jest nieuzbrojona. – Proszę wyjść 

z kabiny. 

Chociaż jego głos nie był groźny, nie pozostawiał cienia wątpliwości, 

czego spodziewał się po niej mężczyzna – całkowitego posłuszeństwa. I w 

ciągu  kilku  sekund,  kiedy  się  zastanawiała,  czy  wykonać  polecenie, 

przypomniała  sobie  jego  twarz,  małą  bliznę  na  lewej  brwi,  ciemne  włosy, 

zakręcające się nad czołem. Jego zielone oczy były tak przenikliwe, iż miało 

się wrażenie, że widzą wszystko na wylot... Nie wyłączając jej. 

Bonnie zeskoczyła na podłogę – zawsze to lepiej, niż spaść – i znów 

włożyła buty. On zrobił to samo w sąsiedniej kabinie i wyszedł, kiedy ona 

obciągała  bluzkę  i  poprawiała  spódnicę.  Była  przerażona,  że  nie  ma  nic, 

czym  mogłaby  się  bronić:  ani  torebki,  ani  telefonu  komórkowego,  ani 

własnego pistoletu półautomatycznego. 

Nie  uśmiechnął  się,  ale  z  aprobatą  skinął  głową,  kiedy  wyszła  z 

kabiny. Niepewnie skierowała się w stronę umywalki. Machnął pistoletem. 

– Jasne. Naturalnie. Ale proszę się pospieszyć. – Stanął obok niej koło 

umywalki.  –  Dla  pani  informacji,  dziś  biorę  tylko  jedną  zakładniczkę  i 

wybrałem panią. Więc zabiję każdego, kto od tej chwili wejdzie mi w drogę. 

RS

background image

43 

 

Włączając  wszystkie  kobiety,  które  postanowią  skorzystać  z  toalety,  kiedy 

pani będzie tu stała i myła ręce. 

Natychmiast  przypomniała  sobie  wszystkie  swoje  przyjaciółki  z 

czwartego piętra, a przede wszystkim Angelę. Watsonowie z pewnością już 

przyszli i dziewczyna przyjdzie jej szukać. 

– W–więc dokąd zamierza pan teraz iść? Znaczy się stąd? 

– Ach, czyli umie pani mówić. 

Skinęła  głową  i  zauważyła  lekko  znoszone  dżinsy  i  sportową 

marynarkę  z  brązowego  tweedu,  które  miał  na  sobie  –  świetnie  się 

prezentował,  ale  obecnie  wiele  osób  uważało,  że  to  niewłaściwy  strój  do 

pracy. 

–  Właściwie  nie  wiem.  Nie  przyszedłem  tu  z  zamiarem  obrabowania 

banku. Chciałem... Właściwie nie mam jeszcze żadnego planu działania. 

Co takiego? Cóż z niego za rabuś, skoro nie ma planu działania? To nie 

był  oddział  jakiegoś  nędznego  banku  na  przedmieściach,  dający  za  każdą 

transakcję  lizaki  i  kupony  na  kilogramowe  torby  owsianki.  To  Superior 

Atlantic i wszystko tutaj – od sejfów poprzez lampy aż po zamki w drzwiach 

wejściowych  –  było  supernowoczesne.  Będzie  mu  potrzebny  plan  i  to  z 

prawdziwego zdarzenia. 

– Cóż, w tej toalecie jest duży ruch, więc... Więc może moglibyśmy... 

Wiem!  Chodźmy  do  małej  sali  konferencyjnej.  We  wszystkich  oknach  są 

żaluzje,  w  drzwiach  jest  zamek.  Będziemy...  Będziemy  tam  bezpieczni, 

dopóki nie obmyśli pan sobie jakiegoś planu działania. 

Przyjrzał się jej uważnie. 

– Czy zastawia pani na mnie jakąś pułapkę, żeby móc uciec? 

–Nie. Jeszcze nie. Ja... Ja też potrzebuję trochę czasu, żeby opracować 

plan postępowania. 

RS

background image

44 

 

Uniósł  w  górę  kącik  ust,  jakby  to,  co  powiedziała,  było  tylko  trochę 

zabawne. 

– Zawsze jest pani taka prawdomówna? 

– Staram się, ale nie, nie zawsze. 

–  W  porządku.  –  Ujął  ją  pod  ramię  i  wsunął  pistolet  do  kieszeni 

marynarki. – Sprawia pani wrażenie inteligentnej kobiety. Czy muszę pani 

przypominać,  żeby  nie  zrobiła  pani  żadnego  głupstwa?  Niech  pani  nie 

próbuje  zostać  bohaterką,  bo  nie  zamierzam  zastrzelić  pani,  tylko  pani 

kolegów. Zrozumiała pani? 

–Tak. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

45 

 

Rozdział 5 

 

Kiedy  wyszli  z  łazienki,  na  korytarzu  było  pusto.  Zatrzymali  się  na 

chwilę  obok  potężnej  kolumny,  by  sprawdzić,  czy  nikt  nie  idzie,  po  czym 

pospiesznie  ruszyli  dalej.  Kolana  miała  jak  z  waty,  okropnie  się  bała,  że 

popełni  jakiś  błąd.  Czuła  jego  ciepłą  dłoń  na  swoim  ramieniu,  trzymał  ją 

mocno, ale nie tak, żeby sprawiać jej ból. Doskonale zdawała sobie sprawę z 

tego, jaki jest wysoki, silny i niebezpieczny, gdy tak szedł tuż obok niej. 

Miała ochotę krzyknąć – z kilku powodów – kiedy zobaczyła złośliwą 

Valerie Barson z działu hipotek, zmierzającą w ich stronę. Bonnie przeszedł 

dreszcz. Pokręciła głową, starając się wzbudzić w sobie poczucie wstydu, że 

ogarnęła ją tak przemożna chęć, by zawołać Valerie. 

–  Co  jest?  –  spytał  niskim,  cichym  głosem  tuż  koło  jej  ucha.  – 

Wszystko w porządku? Chyba pani nie zwymiotuje, co? 

Lekko zwróciła się w jego stronę. 

–  Proszę,  bardzo  proszę,  żeby  nie  zastrzelił  pan  tej  kobiety  w 

fioletowym kostiumie, idącej w naszą stronę, bo niechybnie trafię za to do 

piekła. 

Na jego twarzy pojawiło się zaciekawienie pomieszane z konsternacją. 

Nadęta  specjalistka  z  działu  hipotek  nawet  nie  zauważyła  jego  spojrzenia, 

kiedy znalazła się koło nich. 

– Cześć, Bonnie. 

–  Cześć,  Valerie  –  powitała  ją,  chociaż  każdego  innego  dnia 

powiedziałaby  „Val",  żeby  zdenerwować  tamtą.  Minęli  się  z  nią  i  poszli 

dalej korytarzem. 

Bonnie  wiedziała,  że  takie  nietypowe  dla  niej  zachowanie  to  słaby  i 

niejednoznaczny  sygnał  i nawet  się nie  spodziewała,  że  Valerie  cokolwiek 

RS

background image

46 

 

zauważy,  ale  musiała  spróbować.  Musiała  być  czujna,  by  nie  przegapić 

żadnej nadarzającej się okazji. 

– Rozumiem, że nie jest pani najlepszą przyjaciółką.  

Potwierdziła ruchem głowy. 

–I myślała pani, co zrobić, żebym ją zastrzelił.  

Tym razem pokręciła głową z niedowierzaniem. 

– Lubię twój sposób rozumowania, Bonnie.  

Zdziwiona  odwróciła  głowę,  zastanawiając  się,  skąd  znał  jej  imię  – 

wielkie  dzięki,  Val  –  i  doszła  do  wniosku,  że  im  więcej  zbierze  o  nim 

informacji... no, tym więcej będzie o nim wiedziała. 

– A jak pan się nazywa?  

–Cal. 

– Nie masz nazwiska, Cal? 

Odwrócił  głowę  i  spojrzał  za  siebie,  kiedy  usłyszał,  jak  z  tyłu 

zamykają się jakieś drzwi. Ponieważ mocno trzymał ją za ramię, nie mogła 

zrobić tego samego. Nie wiedziała, czy ktoś wszedł do pokoju, czy z niego 

wyszedł, czy idzie w ich kierunku, czy też w przeciwną stronę. 

– Nie mam nazwiska. Nie zatrzymuj się. 

– To twój pierwszy napad na bank, prawda? 

– Dlaczego tak sądzisz? 

– Cóż, nie obraź się, ale nie jesteś w tym najlepszy. 

Ich  spojrzenia  się  spotkały,  kiedy  odwrócił  głowę,  by  popatrzeć  na 

Bonnie.  Miał  bardzo  oryginalny  kolor  oczu  –  połączenie  ciemnej  zieleni  i 

złotego brązu. Prawdę mówiąc naprawdę śliczne oczy jak na bandytę. 

–  Powyżej  pierwszego  piętra  nie  przechowuje  się  pieniędzy.  Żadnej 

gotówki.  Tylko  formularze,  podania,  kilka  czeków,  dużo...  –  Urwała  i 

poczuła,  jak  wbił  jej  w  żebra  lufę  pistoletu.  Dwie  młode  rozradowane 

RS

background image

47 

 

kasjerki  wyszły  z  działu  kadr.  Rozmawiały  beztrosko.  Uśmiechnęły  się  do 

Bonnie i Cala, kiedy ich mijały. 

– Ostrożnie – rzucił cicho i niby od niechcenia, ale to niewinne słowo 

zabrzmiało złowieszczo. 

Minęło  zaledwie  kilka  minut,  kiedy  znów  ktoś  wyszedł  z  jakiegoś 

pokoju i ich minął. Potem jeszcze ktoś i jeszcze ktoś. Wszyscy uśmiechali 

się  albo  pozdrawiali  ją,  jeśli  znali  jej  imię  –  wyglądało  to  zupełnie  jak 

zostawianie  okruszków  chleba  dla  policji  –  a  potem  nagle  Bonnie 

przypomniała sobie, dlaczego nie zapuszcza się tu zbyt często. 

– Bonnie! 

– O, rety, cześć, Kevin – powiedziała prawie takim samym tonem, jak 

Seinfeld pozdrawiał Newmana. 

Był wysoki i taki chudy, że między jego szyją i kołnierzykiem koszuli 

były  dwa  centymetry  luzu.  Miał  duże,  brązowe  oczy  i  wiecznie 

zmierzwione,  krótkie,  ciemne  włosy.  Wstydziła  się  przyznać,  że  kilka  lat 

temu bardzo krótko coś ich łączyło, dzięki Bogu, jedynie czysto platoniczne 

uczucie,  wynikające  z  litości.  Wielki  błąd.  Na  dodatek  Kevin  był  żonaty. 

Odsunęła  się  odruchowo,  żeby  nie  naruszył  jej  przestrzeni  osobistej,  i 

poczuła napastnika za swoimi plecami. Wiedziała, że powinna za bardzo się 

bać,  by  stanąć  tak  blisko  niego,  ale  szczerze  mówiąc  Kevin  wydawał  się 

jeszcze bardziej przerażający. 

– Cieszę się, że cię widzę, Bonnie. Co u ciebie? Co cię sprowadza do 

tej  części  biura?  –  Wyobrażała  sobie  ślinę,  kapiącą  z  jego  wilczych  kłów, 

kiedy  rozkoszował  się  perspektywą  wczesnego  obiadu,  którego  głównym 

daniem byłaby ona. 

– Dziękuję, dobrze. Oprowadzam po banku Cala, mojego znajomego, 

dobrego znajomego. 

RS

background image

48 

 

– Rozumiem. Świetnie. Cześć. – Wyciągnął rękę do rabusia. – Kevin 

McNally. Miło mi. 

Bonnie  wstrzymała  oddech,  nie  wiedząc,  co  zrobi  Cal.  A  potem 

zastanowiła się, jak tamten zdoła podać Kevinowi rękę, skoro trzyma w niej 

pistolet,  a  drugą  ściska  ją  za  ramię.  Ale  stał  się  cud,  bo  kiedy  wyciągnął 

prawą, spracowaną dłoń o długich palcach i uścisnął miękką, przekładającą 

papiery rączkę Kevina, nic w niej nie miał. 

Umysł  Bonnie  natychmiast  podsunął  jej  kilka  spektakularnych 

scenariuszy,  jak  to biegnie  do klatki schodowej  albo do  pokoju,  w  którym 

jest  telefon,  póki  Cal  nie  zdąży  wyciągnąć  broni,  ale  na  przeszkodzie 

realizacji każdego planu stało za każdym razem to samo – zbyt dużo ludzi 

na korytarzu. 

– Jak leci? – rzucił Cal, jak gdyby nigdy nic ściskając rękę Kevina. 

– Nie dosłyszałem nazwiska. 

–  Bo  go  nie  podał.  –  Bonnie  włączyła  się  do  rozmowy,  by  ułatwić 

rabusiowi  wybrnięcie  z  tej  sytuacji.  Wiedziała,  że  przestępcy  muszą  mieć 

wiele alternatyw i opcji. Kłopoty zaczynają się, kiedy zostaną zapędzeni w 

ślepy  zaułek  albo  przyparci  do  muru.  –Nie  musisz  mu podawać nazwiska, 

Cal,  ale  jeśli  to  zrobisz,  bądź  przygotowany,  że  zostaniesz  zasypany 

ulotkami o pożyczkach i formularzami podań o karty kredytowe. 

Spojrzała  na  Cala  i  przyłapała  go  na  tym,  jak  gapi  się  na  nią 

rozbawiony i więcej niż tylko trochę zaintrygowany. Minęła długa sekunda, 

zanim leniwie wzruszył ramionami i powiedział: 

– Już jestem na liście mejlingowej. 

–  Racja.  Zapomniałam.  –  Starając  się  powstrzymać  przed  wszelkimi 

zbędnymi gestami, które mogłyby zwrócić uwagę, Bonnie schowała ręce za 

plecami. – A bardziej od ludzi, którzy są naszymi potencjalnymi klientami, 

RS

background image

49 

 

kochamy  tych,  którzy  już  są...  Kimś...  Więcej.  –  Poczuła,  jak  o  jej  palce 

ociera  się  dżins  i  przez  ułamek  sekundy  machinalnie  dotykała  jego  nogi... 

Przynajmniej miała nadzieję, że to była noga! Natychmiast zacisnęła dłonie 

w  pięści  i  opuściła  ręce  wzdłuż  ciała.  –  No  tak.  Spieszymy  się.  Cześć, 

Kevin. 

– Cieszę się, że cię spotkałem, Bon. Pokaż się od czasu do czasu. 

Cal niemal biegł, żeby za nią nadążyć. 

– Ej! Ej! Zwolnij. Nie pozwoliłbym mu cię ugryźć. 

– Czy dlatego, że sam zamierzasz mnie ugryźć? Bo jeśli tak, to równie 

dobrze możesz mnie od razu zastrzelić. Wiem, co to gwałt, kolego. 

– Gwałt? 

–  Chodzi  o  władzę,  poniżenie  i...  i  o  maluteńkie  peniski,  ale  nie 

spodziewaj się ode mnie takiej reakcji, jakiej byś oczekiwał. Nawet gdybym 

to  czuła,  nie  okazałabym  tego.  I...  I  wiedz,  że  wcale  się  nie  boję  tego 

twojego pistoletu. Masz w nim tylko pięć lub sześć nabojów, więc kiedy je 

wystrzelasz, to koniec, będzie po tobie. Zeznam, że... 

– Milcz. – Zamknęła usta, czując, jak ścisnął jej ramię, i widząc jego 

poważną twarz. Zobaczyła też, że zielone  oczy Cala pociemniały, a wzrok 

stał się twardy jak stał. – Nie zamierzam nikogo skrzywdzić, o ile nie będę 

musiał, jasne? I nie gwałcę kobiet. Nie wiem, skąd ci to przyszło do głowy... 

– Schowałam ręce za siebie i przypadkiem dotknęłam twojej nogi. 

–I co z tego? 

–  Poruszyłeś  się.  –  Jego  rysy  złagodniały,  zrobił  rozbawioną  minę. 

Sprawiał wrażenie, jakby kompletnie nie zdawał sobie sprawy z całego tego 

incydentu, a Bonnie poczuła się jak idiotka. Więc skłamała. –  I... No więc 

nie chciałam, żeby ktokolwiek zobaczył, że trzymasz mnie za ramię. Ludzie 

już przestali chodzić, trzymając się za ręce, dlatego ruszyłam szybciej, żeby 

RS

background image

50 

 

nikt nas nie zobaczył i żebyśmy szybciej dotarli do malej sali konferencyjnej 

i... To tu, za tobą. 

Odwrócił się, spojrzał w prawo, potem w lewo, i poprowadził ją przed 

sobą. 

– Tylko bez żadnych numerów, dobrze? 

–Nie. Nie. To było... Nieporozumienie. Już mi lepiej. Znacznie lepiej. 

– To dobrze. 

–Ale wiesz co? Zaczekaj. Zaczekaj. 

 –Nie. 

– Mam lepszy pomysł. 

– Powiesz mi w środku. – Otworzył drzwi, włączył światło, wciągnął 

ją  do  pokoju  i  puścił  jej  ramię  po  raz  pierwszy,  odkąd  wyszli  z  damskiej 

toalety. Jednym płynnym ruchem zamknął oszklone drzwi na klucz i spuścił 

żaluzje.  Potem  przeszedł  przez  pokój  i  spuścił  żaluzje  w  oknie  wychodzą-

cym na ulicę. 

To  była  chwila,  na  którą  czekała.  Dwa  kroki  do  drzwi,  pół  sekundy, 

żeby  położyć  rękę  na  klamce,  jeszcze  jeden  moment, by  otworzyć  drzwi  i 

uciec. 

–  Kto  według  ciebie  będzie  szybszy,  Bonnie?  Ty,  wybiegająca  z 

pokoju, czy ja, pakujący ci kulkę w głowę? – spytał od niechcenia. Wolno 

podszedł do niej i delikatnie odciągnął ją od drzwi, żeby jej nie kusiły. 

Pięknie. Była tu teraz zamknięta z uzbrojonym rabusiem. Nagle nogi 

zrobiły jej się jak z waty i usiadła. 

Mała  sala  konferencyjna  była...  nieduża,  dlatego  nieczęsto  z  niej 

korzystano. Znalazło się tu dość miejsca na standardowy, trzymetrowy stół i 

krzesła.  Ale jeśli już ktoś usiadł na którymś z nich, to nijak nie można go 

było  ominąć.  Więc  Bonnie  usiadła  w  końcu  stołu,  żeby  mieć  miejsce  na 

RS

background image

51 

 

nogi.  Pośrodku  stołu  stał  telefon  bezprzewodowy,  nie  było  tu  łazienki  ani 

umywalki, ani bufetu, ani saturatora. 

– Dobrze się czujesz? Jesteś blada.  

Skinęła głową. 

– Czuję się świetnie. Po prostu nie jestem przyzwyczajona do broni i 

porywaczy,  i  opuszczania  ważnych  spotkań,  i  okłamywania  ludzi,  nawet 

jeśli ich nie znoszę. 

–  Opuściłaś  jakieś  ważne  spotkanie?  –  spytał  i  znów  skinęła  głową, 

przesuwając  dłonią  po  kasztanowych  włosach  z  naprawdę  fantastycznymi 

pasemkami. – Czym się zajmujesz? Myślisz, że już cię szukają? 

– O, tak. – Była dumna z tego, że ludzie natychmiast odczują jej brak. 

Wiedziała, że to głupie myśleć o tym w takiej chwili, ale czy ktoś chciałby 

być  jedną  z  tych  szarych  myszek,  których  nieobecności  nikt  nie  zauważa, 

kiedy  znikają?  Kimś  bez  przyjaciół,  bez  rodziny,  bez  nikogo,  komu by  na 

człowieku zależało. Jedną z tych samotnych osób, jaką za wszelką cenę nie 

chciała  zostać.  –  Jestem  doradcą  klientów  VIP.  –  Spojrzała  na  zegarek.  –I 

jestem  jakieś  dwadzieścia  dwie  minuty  spóźniona  na  spotkanie  z 

małżeństwem,  które  dorobiło  się  majątku  na  częściach  samochodowych  i 

winie. Ciekawe połączenie, nie uważasz? 

– Czyli nie pracujesz w tym banku? 

– Owszem, pracuję. Po prostu nie obsługuję już zwyczajnych klientów. 

Robiłam  to  kiedyś,  ale  teraz  ludzie,  posiadający  pewną  kwotę  pieniędzy, 

mogą  mnie  zatrudnić  –  poprzez  bank,  oczywiście  –  żebym  im  pomagała 

zarządzać  ich  finansami, i  to  kompleksowo  –  od  porad dotyczących  inwe-

stowania, przez doradztwo podatkowe, spadki i działalność filantropijną aż 

po  zarządzanie  gotówką.  A  ty  czym  się  zajmujesz?  Znaczy  się,  kiedy  nie 

napadasz na banki. 

RS

background image

52 

 

–  Budownictwem.  –  Przestał  wyglądać  przez  żaluzje  na  ulicę  i 

niezgrabnie  przecisnął  się  przez  półmetrową  lukę  między  ścianą  i  stołem 

konferencyjnym,  by  sprawdzić,  jak  wygląda  sytuacja  na  korytarzu.  – 

Powiedziałaś,  że  doradzasz  ludziom,  posiadającym  pewne  zasoby.  To 

znaczy jakie? 

–  Zwykle  muszą  zarabiać  przynajmniej  dwieście  pięćdziesiąt  tysięcy 

rocznie...  Chociaż  mam  dwóch  klientów,  którzy  zaczęli  od  połowy  tej 

kwoty. – Postukała w stół palcami. – Jednym z nich jest moja siostra i jej 

mąż,  chociaż  w  zasadzie  wyznaję  pogląd,  że  nigdy  nie  powinno  się  pro-

wadzić  interesów  z  rodziną...  Czy  też  łączyć  rodziny  i  pieniędzy.  Prawdę 

mówiąc, robię jedno i drugie, ale na szczęście wszystko układa się nieźle. – 

Oparła się łokciem o stół i zasłoniła usta dłonią. – Przepraszam. 

– Za co? – Całą uwagę skupił na tym, co się dzieje na korytarzu. 

– Kiedy jestem zdenerwowana, paplę. 

Rzucił  jej  krótkie  spojrzenie,  a  potem  wrócił  do  obserwowania 

korytarza. Po kilku minutach powiedział: 

–  Moja  matka  gadała  bez  przerwy.  Ciągle.  Nawet  kiedy  nie  była 

zdenerwowana. 

–I doprowadzało cię to do szaleństwa, prawda? 

– Czasami. Głównie pełniło to taką funkcję, jak dzwonek zawieszony 

na obróżce kota. Ostrzegało nas, że się zbliża, więc mogliśmy uciec. 

–Nas? 

– Mam brata i siostrę. 

– Wiedzieli, co zamierzasz zrobić dziś rano? 

– Do diabła, sam nie wiem, co zamierzam zrobić dziś rano. – Opuścił 

swoje stanowisko koło drzwi i wrócił do okna. – Masz jakieś propozycje? 

RS

background image

53 

 

–  Dotyczące  tego,  jak  obrabować  mój  bank?  Chyba  nie.  Ale  gdybyś 

zamierzał  zmienić  plany,  powinieneś  zrobić  to  w  miarę  szybko,  zanim 

pojawi się tu policja. Możemy obydwoje stąd wyjść, rozstać się koło wind i 

zająć się każde swoimi sprawami. Nikt nie musi wiedzieć, co się wydarzyło 

w ciągu ostatnich trzydziestu minut. 

Pokręcił głową. 

–  Ktoś  musi  się  dowiedzieć,  że  byłem  tu  dziś  rano.  Ktoś  musi  mnie 

uważnie wysłuchać. 

Bonnie rozłożyła szeroko ręce. 

– Mogę to być ja? Zamieniam się w słuch. 

–  Możesz  załatwić  mi  pożyczkę  w  wysokości  pół  miliona?  –  spytał 

rozdrażniony. – Dla osoby fizycznej lub dla firmy, o oprocentowaniu stałym 

lub  zmiennym,  nie  jestem  wybredny.  Spłacę  ją  tak,  jak  zechcesz.  Bardzo 

potrzebuję tych pieniędzy. 

–Na... 

–  Ziemię.  Żeby  wybudować  dwieście  nowych  domów  na 

sześćdziesięcioarowych działkach między The Plains a Markham. 

– Pół miliona? – Znała te okolice. Było to niedaleko domu Pim i Cal 

będzie potrzebował więcej niż pół miliona. 

–  Już  zgromadziliśmy  pięćset  tysięcy  i  właściciel  mówi,  że  przyjmie 

weksel na resztę. 

– Rozumiem. A jakie masz zabezpieczenie? 

– Nasza firma, nasz udział w ziemi, mój dom, cokolwiek zechcesz. 

– A dom brata? 

Pokręcił głową i odsunął żaluzje lufą pistoletu. 

– Ma dzieci. 

RS

background image

54 

 

Nie mogła z ręką na sercu powiedzieć, że kiedyś sobie wyobrażała, że 

zostanie  porwana  albo  zostanie  zakładniczką,  ale  mogła  się  założyć,  że 

żaden  czarny  charakter  nie  był  takim  porządnym  człowiekiem,  na  jakiego 

wyglądał Cal. 

–  Myślę,  że  mogłabym  panu  załatwić  pożyczkę,  panie...  Hmm...  – 

Uśmiechnęła  się  do  jego  profilu,  jako  że  Cal  wciąż  spoglądał  na  ulicę.  – 

Wciąż nie podałeś mi swojego nazwiska, Cal. 

–  Nie  powiedziałem  również,  z  jakiego  powodu  twoi...  koledzy 

odrzucili  mój  wniosek.  Nie  tylko  mój,  ale  również  mojego  brata,  bo  jest 

moim wspólnikiem. 

Słuchała z uwagą – ostatecznie finansami zajmowała się nie od dzisiaj. 

– Byłem karany. 

–  Uwzględniając  okoliczności  nie  wiem,  dlaczego  mnie  to  tak 

zaskoczyło. Nie wyglądasz mi na przestępcę. 

–  Bo  nim  nie  jestem.  Już  nie.  Siedziałem  w  więzieniu  jedenaście  lat 

temu  za  coś,  co  zrobiłem  cztery  lata  wcześniej.  Byłem  młody.  Byłem 

chuliganem. Ale zapłaciłem za swoje błędy. Od tamtej pory dźwigam swój 

garb  razem  z  moim  bratem,  ciężko  pracujemy,  żeby  jakoś  utrzymać  naszą 

firmę.  I teraz, kiedy możemy zaryzykować i trochę rozwinąć skrzydła, nie 

pozwalają nam na to z powodu mojej przeszłości kryminalnej. 

Bonnie  wiedziała,  że  zgodnie  z  polityką  banku  wyrok  za  ciężkie 

przestępstwo dyskwalifikował potencjalnego kredytobiorcę, ale w tej chwili 

nie  potrafiła  powiedzieć,  czy  to  dobrze  ani  czy  jest  to  sprawiedliwe.  Cal 

spłacił dług wobec społeczeństwa, zupełnie odmienił swoje życie, zrobił coś 

dobrego  dla  siebie,  ale  nadal  pozostawał  kimś,  kto  miał  na  swoim  koncie 

wyrok. 

RS

background image

55 

 

I  owszem,  dostrzegała  ironię  w  fakcie,  że  rozmawiał  o  swojej 

przeciągającej się rehabilitacji z zakładniczką. 

–  Cóż,  wiesz,  że  nie  jesteśmy  jedynym  bankiem  w  mieście  – 

powiedziała optymistycznie. – Nie wierzę, że takie słowa padły z moich ust, 

ale to prawda. Próbowałeś w innych bankach? 

Cal skinął głową, przechodząc w drugi koniec salki, i powiedział: 

– W trzech. W trzech innych bankach. Ale  wszędzie usłyszałem taką 

samą odpowiedź. A najbardziej mnie wkurza, że gdyby nie ja, to mój brat z 

łatwością dostałby kredyt. 

Zrobiło jej się go żal. 

– Przykro mi, Cal. Naprawdę. Ja też uważam, że to niesprawiedliwe. 

–  Nie  musisz  mówić  takich  rzeczy  tylko  dlatego,  że  się  boisz. 

Powiedziałem, że nie zrobię ci krzywdy. 

– Nie dlatego to powiedziałam. Naprawdę tak uważam. Przykro mi, że 

wszystko tak źle się ułożyło. I przykro mi, że to, co teraz robisz, nie pomoże 

ci  rozwiązać  problemu  –  powiedziała  rzeczowym  tonem.  –  Ale  chociaż 

bardzo  chciałabym  to  zmienić,  nie  mogę.  –  Zmarszczyła  czoło.  –Dlatego 

zastanawiam  się,  czemu  wybrałeś  właśnie  mnie?  Dlaczego  nie  kogoś  z 

działu Kredytów i Przejęć? 

–  A  jaki  był  ten  twój  lepszy  pomysł,  na  który  wpadłaś,  zanim  tu 

przyszliśmy? – Gładko zmienił temat. 

–  Och.  To  nic  szczególnego.  Przypomniałam  sobie,  że  gabinet  Gila 

Hopkinsa  jest  chwilowo  pusty.  Nie  ma  go  w  pracy,  bo  robią  mu  operację 

przepukliny.  Jest  postawnym  mężczyzną  i  przepuklina  może  być 

niebezpieczna, jeśli nie zostanie usunięta chirurgicznie. 

Popatrzył na nią pobłażliwie, jak mógłby spojrzeć na swoją gadatliwą 

matkę. 

RS

background image

56 

 

– Gil pracuje w księgowości. Ma w gabinecie komputer i dystrybutor 

wody,  zaraz  naprzeciwko  jest  łazienka  i  nie  ma  tam  okna  na  ulicę.  Ale 

tamten pokój nie jest taki duży, jak ta salka. Czy cierpisz na klaustrofobię? 

– Przez siedem  lat w  więzieniu można się przyzwyczaić do ciasnych 

pomieszczeń. 

– Siedem lat? – Nie wiedziała, dlaczego wyobrażała sobie, że siedział 

rok  za  fałszowanie  czeków  albo  włamania  do  komputerów  albo  może 

nieprawidłowe przechodzenie przez jezdnię. – Czy mogę... ? 

–Co? 

– Mniejsza o to, to nie moja sprawa. 

– Za co mnie zamknęli? 

– Tak, ale proszę nic nie mów. Jestem zbyt wścibska. 

–  Dostałem  trzy  lata  za  kradzież  zdezelowanej  ciężarówki,  kiedy 

miałem osiemnaście lat. – Pokiwał głową. –I chyba sobie na to zasłużyłem. 

Uważałem  w  liceum,  że  naprawdę  ważny  ze  mnie  gość...  Założę  się,  że 

matka  kazałaby  ci  trzymać  się  jak  najdalej  ode  mnie.  –  Uśmiechnął  się 

smutno.  –  Gdyby  mnie  nie  przyskrzynili  za  tę  ciężarówkę,  prędzej  czy 

później  wpadłbym  za  coś  innego.  Powinienem  był  pójść  siedzieć  dużo 

wcześniej.  Ale  za  drugim  razem,  a  było  to  siedem  lat  później,  kiedy 

miałem... chyba ze dwadzieścia pięć lat, byłem prawie zupełnie niewinny. 

– Prawie zupełnie? – Przyłapała się na tym, że z przyjemnością słucha 

jego  opowieści, i  starała  się powstrzymać.  Wystarczyło,  że  tak  przyjemnie 

było na niego patrzeć. 

–  Stawiałem  opór  podczas  aresztowania.  Ale  ty  też  tak  byś  się 

zachowała w tych okolicznościach. 

– A jakie były te okoliczności? 

Wyjrzał przez oszklone drzwi i podszedł do okna, mówiąc: 

RS

background image

57 

 

–  Była  zima.  Na  dworze  panował  ziąb,  ale  nie  lodowaty,  jeśli 

rozumiesz, co mam na myśli. 

– Chyba tak. Kiedy można wyjść bez czapki, ale nie bez płaszcza. 

– Zgadza się. 

Odwrócił  się,  żeby  na nią  spojrzeć,  i  uderzyło  ją,  jak  trudno było  jej 

wyobrazić go sobie, takiego szczerego i sympatycznego, w więzieniu, a już 

niezwykłego wysiłku wymagało od niej pamiętanie, że napadł na bank... I że 

powinna być przerażona. 

–I  właśnie  to  zrobiłem.  Zdjąłem  czapkę,  jedną  z  tych  robionych  na 

drutach,  i  wsunąłem  ją  do  kieszeni  płaszcza.  Wtedy  wszyscy  nosili  te 

obszerne,  zielone  płaszcze  wojskowe,  pamiętasz?  –  Wzruszyła  ramionami, 

bo  niezbyt  dobrze  to  pamiętała.  –  Mniejsza  z  tym.  Poszedłem  do  kumpla, 

żeby  pograć  w  pokera,  całkiem  niewinnie,  żaden  tam  wielki  hazard.  Po 

dwudziestu minutach zrobiło mi się gorąco, więc zdjąłem płaszcz i rzuciłem 

go  na  kanapę.  Było  nas  sześciu,  siódmy  przyszedł  później.  Zrobiliśmy  dla 

niego miejsce, a potem on się wycofał, zanim ktokolwiek zdążył wymienić 

żetony na pieniądze. Kumpel czyjegoś kumpla. Czyli koniec gry. Jest koło 

wpół  do  trzeciej  nad  ranem.  Złapałem  mój  płaszcz  z  kanapy  i  się 

pożegnałem.  Jechałem  samochodem  może  z  dziesięć  minut,  kiedy  widzę 

radiowóz,  więc  się  zatrzymałem,  bo  wiedziałem,  że  mam  zepsute  tylne 

światło,  którego  nie  zdążyłem  naprawić.  Pomyślałem  sobie,  że  wcisnę  im 

taką  samą  gadkę,  jaką  wcisnąłem  już  dwa  razy  wcześniej,  kiedy  mnie 

zatrzymała policja: że dopiero co nawaliło mi światło i jestem już umówiony 

w przyszłym tygodniu w warsztacie samochodowym. 

– Nigdy nie słyszałeś, że najlepszą metodą postępowania w życiu jest 

uczciwość? 

Rzucił jej lekko zdziwione spojrzenie, które ją rozbawiło. 

RS

background image

58 

 

– Nie mów mi takich rzeczy. Przyznaj się, że też byś skłamała. 

– Przyznaję. – Bonnie starała się nie roześmiać. – Ale trzymasz mnie 

na muszce, więc nie wiem, czy to się liczy. 

Kąciki ust Cala uniosły się, w jego oczach przez całą minutę płonęły 

wesołe  ogniki,  zanim  przypomniał  sobie  o  żelaznej  zasadzie,  by  nie 

spoufalać się z zakładnikami. 

–I tak mi nie uwierzyli. A kiedy sprawdzili numer rejestracyjny mojego 

wozu i prawo jazdy i dowiedzieli się, że siedziałem w ciupie, dopiero zaczęli 

się wszystkiego czepiać. Powiedziałem im, że mogą przeszukać samochód, 

że  nie  mam  nic  do  ukrycia.  Wysiadłem  i  położyłem  ręce  na  głowie,  żeby 

mogli mnie zrewidować. Jestem niewinny, no nie? – Zaśmiał się szyderczo. 

– Myślałem, że padnę trupem, kiedy wyciągnęli mi z kieszeni torebkę pełną 

prochów. 

Bonnie uniosła ręce do oczu i mruknęła: 

– To nie był twój płaszcz. 

Zasłoniła usta dłonią i czekała, by kontynuował opowieść. 

– A w drugiej kieszeni, w której myślałem, że mam czapkę... Nawet na 

nią nie spojrzałem po tym, kiedy wcisnąłem ją do kieszeni, ponieważ było 

wystarczająco ciepło, żeby chodzić bez czapki... Był pistolet. A to oznaczało 

nie tylko nielegalne posiadanie broni, ale naruszenie warunków zwolnienia 

warunkowego. 

Bonnie jęknęła i opuściła ramiona. 

– Kiedy się ogląda seriale o glinach, myślisz sobie: co za idiota z tego 

faceta,  że  próbuje  uciec  przed  radiowozem...  A  potem  przed  całą  chmarą 

radiowozów?  No  cóż,  strach  sprawia,  że  ludzie  głupieją...  I  stają  się 

lekkomyślni.  Mnie  właśnie  dokładnie  to  się  przytrafiło.  Jednego  gliniarza 

uderzyłem z byka, drugiego walnąłem w bebech. Obaj zwinęli się z bólu, a 

RS

background image

59 

 

ja  zacząłem  uciekać  w  środku  nocy,  zakuty  w  kajdanki.  Zachowałem  się 

bardzo rozsądnie. 

–I naturalnie nikt nie uwierzył, że to nie twój płaszcz. 

– A ty byś uwierzyła? 

Bonnie  z  ociąganiem  pokręciła  głową.  I  zgoda,  sama  była  głupia  i 

lekkomyślna,  ponieważ  mu  wierzyła.  Wierzyła  mu  i  go  polubiła;  lubiła, 

kiedy jego zielone  oczy  zaglądały prosto w jej serce, gdy do niej mówił, i 

poważny,  rzeczowy  ton  jego  głosu.  Podobało  jej  się,  że  miał  szorstkie, 

spracowane  dłonie,  ale  czyste  i  krótko  obcięte  paznokcie.  Musi  być  jakiś 

sposób, by mu pomóc. 

Patrzyła, jak Cal znów przeszedł przez pokój. 

– Słuchaj, jeśli wyjdziemy stąd teraz, przysięgam, że zrobię wszystko, 

co w mojej mocy, żeby pomóc ci zdobyć pieniądze, których potrzebujesz. 

Wyglądał przez drzwi na korytarz. 

–  Znam  kilka  osób,  użyczających  kapitału  na  przedsięwzięcia 

obarczone  dużym  ryzykiem,  może  udałoby  nam  się  coś  załatwić...  Może 

znajdzie się jakiś prywatny inwestor... Są pożyczki i subwencje państwowe, 

z których prawie nikt nie korzysta. Sprawdzimy wszystkie możliwości i nie 

spoczniemy, póki nie będziesz miał potrzebnych ci pieniędzy. 

Odwrócił  się,  ukrył  w  kącie  za  drzwiami  i  na  nią  spojrzał.  Jego 

spojrzenie  było  łagodne,  ciepłe,  a  jednocześnie  ostre  jak  brzytwa.  Poczuła 

znajome uczucie poniżej przepony i natychmiast upomniała samą siebie, że 

to ona jest kapitanem własnego statku. 

– Gdzie byłaś parę godzin temu? 

–  Wiem  –  powiedziała  z  sympatią.  –I  dwie  godziny  temu  też 

odrzuciłabym  twój  wniosek  kredytowy  z  powodu  aresztowania  za  ciężkie 

przestępstwo. Banki działają zgodnie z procedurami. Ale dwie godziny temu 

RS

background image

60 

 

nie  znałam  cię  i  nie  miałabym  ochoty  poświęcać  swojego  własnego, 

prywatnego czasu, by pomóc zdobyć potrzebne ci pieniądze. 

– A teraz wiesz o mnie wszystko. 

– Jasne, że nie, ale wiem o tobie więcej niż na samym początku naszej 

znajomości i chcę ci pomóc. 

Przez całą minutę gapił się na nią. Trwało to tak długo, że aż zaczęła 

się wiercić na krześle. W końcu przestał się opierać o ścianę i powiedział: 

– Dziękuję ci, Bonnie, doceniam twoją propozycję, ale jest trochę za 

późno. Już tu jest policja. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

61 

 

Rozdział 6 

 

– Nie! Nie odbieraj! – krzyknęła, kiedy zadzwonił telefon. Zerwała się 

z  krzesła  i  położyła  dłoń  na  ręce  Cala,  gdy  chciał  podnieść  słuchawkę.  – 

Pozwól  mnie  to  zrobić.  Powiem  im,  że  przyszliśmy  tutaj,  żeby  spokojnie 

porozmawiać bez świadków. Powiem im, że ktoś przesadnie zareagował, że 

jestem tutaj z własnej woli. 

Cal pokręcił głową. Telefon nie przestawał dzwonić. 

– Proszę cię, Cal. Kiedy się dowiedzą, że jestem twoją zakładniczką, z 

pewnością zakończy się to  w jedyny możliwy sposób – źle. Nie będziemy 

mieli żadnych argumentów i nie będziemy mieli drogi odwrotu. 

– Rozumiem. A teraz zabierz rękę. 

– Hmm. – Zebrała się na całą odwagę, jaką zdołała znaleźć w sobie, i 

powiedziała:  –  Nie.  Teraz  ty  popełniasz  błąd.  Przemyśl  to  jeszcze  raz. 

Zastanów się nad swoim życiem. Nad życiem brata i siostry. A co... Masz 

żonę? 

– Jestem rozwiedziony. 

– Dzieci? 

Pokręcił głową przecząco. 

– A ty? – Spojrzał na nią. – Założę się, że zaanektował cię jakiś bogaty 

facet... Nie nosisz obrączki? 

Teraz  z  kolei  ona  pokręciła  głową  i  nie  mogła  sobie  przypomnieć, 

kiedy ostatni raz czuła się skrępowana, dlatego że nigdy nie wyszła za mąż. 

Wolno zabrała ręce i schowała je za siebie, mówiąc: 

– Byłam zajęta czymś innym. 

– Chciałbym wiedzieć, czym, ale najpierw... 

RS

background image

62 

 

Z jej gardła wydobył się okrzyk przerażenia, kiedy sobie uświadomiła, 

że  dała  mu  się  podpuścić  i  puściła  jego  rękę.  Ale  jej  desperacką  próbę 

ratowania  sytuacji  przerwało  skrzeczenie  głośnika,  dochodzące  zza  drzwi. 

Bonnie znieruchomiała. 

– Josephie Sandersonie, tu policja. Podnieś słuchawkę, żebyśmy mogli 

porozmawiać. Joe Sandersonie. Wiemy, kim jesteś, teraz chcemy się jedynie 

dowiedzieć, czego chcesz. 

Był porywaczem i złodziejem, ale aż nie mogła uwierzyć, jak bardzo 

poczuła się dotknięta, że ją okłamał i zataił swoje prawdziwe imię. 

–Joe? Masz na imię Joe? Świetnie. Wspaniale. Przypuszczam, że od tej 

pory powinnam się do ciebie zwracać „Joe". 

–  Możesz,  jeśli  chcesz.  Mówi  tak  na  mnie  moja  mama  i  kilka  osób, 

wśród  których  dorastałem,  ale  odkąd  opuściłem  dom  rodzinny,  dla 

wszystkich innych jestem Calem. Zapomniałaś, że biedny Joe nie cieszył się 

najlepszą opinią? Na drugie imię mam Calvin. Czy słyszałaś kiedyś głupsze 

imię? 

– No, dalej, Joe, podnieś słuchawkę. Powiedz, co możemy dla ciebie 

zrobić. 

Cal bezradnie wyciągnął ręce. 

– Tak ładnie mnie proszą. Muszę odebrać telefon. 

–  Nie.  Nic  nie  stoi  na  przeszkodzie,  żebym  ja  to  zrobiła.  Mogę 

wszystko załagodzić. Proszę, Cal. 

Zdumienie i... Coś zbliżonego do sympatii złagodziło jego rysy, kiedy 

spojrzał  na nią.  Ujął  ją pod  brodę,  po  której  delikatnie  przesunął  palcem  i 

powiedział: 

– Zapytałaś... 

RS

background image

63 

 

Oboje 

podskoczyli, 

kiedy 

telefon 

znów 

zadzwonił. 

Ze 

zniecierpliwieniem złapał słuchawkę i przycisnął ją mocno do uda. 

–  Zapytałaś,  dlaczego  wybrałem  ciebie...  Rozmawiałem  dziś  w  tym 

banku  z  kilkunastoma  osobami.  Tylko  ty  jedna  spojrzałaś  mi  w  oczy, 

uśmiechnęłaś  się  do  mnie  i  powiedziałaś  „dzień  dobry".  Gdybym  cię  nie 

spotkał, wsiadłbym do  windy i kolejny raz  wróciłbym do domu z pustymi 

rękami. Wróciłbym do domu i patrzyłbym, jak mój brat udaje, że nie wie, że 

przeze  mnie  nic  nie  może  zdziałać.  Ale  zobaczyłem  ciebie  i...  Cholera!  – 

zaklął,  kiedy  znów  rozległ  się  megafon  na korytarzu.  Przytknął  słuchawkę 

do  ucha.  –  Czy  nie  możecie  minutkę  zaczekać?  Jestem  zajęty.  Poza  tym 

nigdzie  się  stąd  nie  wybieram.  –  Znów  opuścił  słuchawkę.  –  O  czym  to 

mówiłem? 

– Że mnie zobaczyłeś. 

Uśmiechnął się i Bonnie poczuła, że ma kolana jak z waty. 

–  Zgadza  się.  Zobaczyłem  cię  i  pomyślałem  sobie:  „Proszę,  oto 

sympatyczna  kobieta,  uczciwa,  mądra.  Kobieta,  która  nigdy  nie  podda  się 

bez walki". 

–  Doszedłeś  do  takiego  wniosku  na  podstawie  mojego  uśmiechu, 

wyglądu i grzecznego „dzień dobry"? 

– Czy się pomyliłem?  

Bonnie wolno pokręciła głową. 

–  Ale  to  nie  dlatego  wybrałem  właśnie  ciebie.  Zdecydowałem  się 

wziąć cię na zakładniczkę, ponieważ... Akurat się napatoczyłaś. 

Aż ją zatkało z oburzenia i poczuła rozczarowanie, a on roześmiał się 

dobrodusznie.  Powstrzymując  chichot,  trzepnęła  go  w  ramię,  a  potem 

położyła dłoń na ręce, w której ściskał słuchawkę. 

RS

background image

64 

 

– To było nawet zabawne, Cal, ale generalnie cała ta sytuacja nie jest 

wesoła.  Masz  poważne  kłopoty,  więc  teraz  zachowaj  powagę,  kiedy 

zaczniesz rozmawiać z policją. 

–  Tak  jest,  proszę  pani.  –  Zmarszczył  brwi.  –  Czy  wspomniałem  o 

apodyktyczności? Sprawiasz też wrażenie osoby apodyktycznej. 

Już  chciała  mu  coś  odpowiedzieć,  ale  położył  palec  na  ustach  i 

przytknął słuchawkę do ucha. 

– Przepraszam, że kazałem wam czekać. Moja zakładniczka pouczała 

mnie,  co  mam  mówić...  Nie,  nic  jej  nie  jest,  jest  tylko  bardzo  pyskata.  – 

Uśmiechnął się przekornie, a ona równie przekornie wzniosła oczy do góry. 

Wyciągnął do niej słuchawkę. – Powiedz im, że nic ci nie jest. – Krzyknęła, 

że  z  nią  wszystko  w  porządku  i  Cal  znów  podniósł  słuchawkę  do  ucha.  – 

Oto moje warunki, Ted. Jeszcze nie postanowiłem, co zrobię, więc odejdźcie 

od  drzwi  i  przestańcie  dzwonić  co  pięć  minut.  Nie  chcę  działać  zbyt 

pochopnie,  więc  mnie  nie  ponaglajcie.  Kiedy  będę  wiedział,  czego  chcę, 

poinformuję  was.  Och,  i  przestańcie  mówić  przez  megafon,  bo  zaczynają 

mnie wtedy świerzbić palce. – Rozłączył się. – No i jak to wypadło? 

– Według mnie całkiem nieźle. Ale nie dawaj im żadnych podstaw do 

przypuszczeń,  że  coś  mi  się  stało,  albo  że  dopuściłeś  się  wobec  mnie 

przemocy, bo wyłamią zamek. Pomóż mi przysunąć stół do drzwi. I wyłącz 

światło. Naprawdę jesteś do niczego. 

– Natomiast ty zachowujesz się tak, jakbyś była w swoim żywiole. To 

podejrzane.  –  Cal  zaczął  ustawiać  krzesła  jedno  na  drugim,  żeby 

zabarykadować drzwi. – Dlatego zastanawiam się, dlaczego mi pomagasz? – 

Rozejrzał  się  i  zobaczył,  że  wykorzystał  wszystkie  krzesła  do  wzniesienia 

barykady, więc Bonnie może usiąść tylko na podłodze. 

RS

background image

65 

 

– Dziękuję za troskę, ale nie martw się o krzesło dla mnie. Zresztą i tak 

powinniśmy  usiąść  na  stole,  żeby  więcej  ważył.  Jeśli  będą  próbowali  się 

włamać, po prostu się pod nim schowamy. 

Spojrzenia, jakie wymienili, świadczyły o tym, że oboje rozumieją, iż 

to nie kwestia „jeśli", tylko „kiedy". A skoro oboje wiedzieli, czemu mówić 

o tym na głos? 

–  To  jeszcze  jeden  dobry  pomysł.  Czy  rozważałaś  napisanie  książki? 

Może mieć tytuł „Jak nie spartaczyć napadu na bank", a druga część – „Jak 

być szczęśliwą zakładniczką". 

Nie  zwracając  uwagi  na  Cala,  usiadła  na  stole  obok  niego  i  zaczęła 

machać nogami. Nie mogła się powstrzymać – odkąd skończyła dwanaście 

lat, nie miała uzasadnionego powodu, by siedzieć na stole. 

–  Pomagam  ci,  ponieważ  uważam,  że  zostałeś  niewłaściwie 

potraktowany.  Nie,  żeby  miało  to  jakieś  znaczenie.  Wiesz  o  tym,  prawda? 

Jesteś na straconej pozycji. 

– Kiedy będziesz pisała swoją książkę, pamiętaj, żeby podkreślić, jak 

ważne są wiara i optymizm. 

Bonnie  spojrzała  na niego  najsurowiej,  jak  tylko  umiała.  Mrugnął  do 

niej i... poddała się. 

–  Prawdę  mówiąc  pomagam  ci,  ponieważ  to  wszystko  moja  wina. 

Kiedy przechodziłam koło ciebie, gdy czekałeś na windę, pech, który mnie 

prześladuje dziś od samego rana, objął i ciebie. 

Cal zachichotał lekceważąco. 

– Mówię poważnie. Obudziłam się dziś pół godziny za późno, popsuła 

mi  się  suszarka  do  włosów,  podarłam  rajstopy,  zatrzasnęłam  wszystkie 

klucze  w  mieszkaniu,  złapałam  gumę,  przyjechałam  do  pracy  taksówką, 

porwano mnie i zostałam zakładniczką. – Bonnie podniosła rękę. 

RS

background image

66 

 

–  A  jeszcze  nawet  nie  ma  południa.  –  Zobaczyła,  że  Cal  gapi  się  na 

nią. – O co chodzi? 

–  Myślisz,  że  sąd  to  uwzględni?  Wysoki  Sądzie,  stałem  sobie 

spokojnie  i  czekałem  na  windę,  zajęty  swoimi  sprawami  –  których, 

nawiasem  mówiąc,  nie  mam  zbyt  wiele  z  powodu  dwukrotnego 

aresztowania za poważne przestępstwa – kiedy pojawiła się ta oto kobieta o 

wyjątkowej  urodzie,  i  pech,  który  ją  prześladował  tamtego  ranka,  objął 

również mnie. 

–  –  Mnie  się  to  podoba.  –  Szczególnie  przypadł  jej  do  gustu  ten 

fragment o jej wyjątkowej urodzie. 

– W takim razie posłużę się tą historyjką. Podoba mi się. 

Bonnie skinęła głową. 

– Ja będę utrzymywała, że wystąpił u mnie syndrom sztokholmski. 

Cal pokręcił głową i zrobił taką minę, jakby chciał powiedzieć: zawsze 

znajdziesz jakąś wymówkę. 

– No bo inaczej niby czemu miałabym ci pomagać? Cal spoważniał. 

– Nie mów nikomu, nawet swojej najlepszej przyjaciółce, że zrobiłaś 

cokolwiek, żeby mi pomóc. Cokolwiek. Dobrze? 

Skinęła głową. 

–Ale  nie  zrób  też  ze  mnie  potwora,  zgoda?  Moja  siostrzenica  i 

bratankowie mogą oglądać wiadomości. 

– Nie jesteś potworem. Nigdy cię tak nie nazwałam.  

Skinął głową z wdzięcznością i zsunął się ze stołu, żeby wyjrzeć przez 

okno na ulicę. 

Był  w  świetnej  kondycji  jak  na  mężczyznę  w  jego  wieku...  Jak  na 

mężczyznę  w  każdym  wieku,  pomyślała,  przesuwając  wzrok  z  jego 

RS

background image

67 

 

szerokich ramion do wąskiej talii i niżej, na długie, szczupłe nogi. Wyglądał, 

jak pracujący fizycznie mężczyzna w szczytowej formie. 

Chociaż  jeszcze  nie  powiedział  tego  na  głos,  oboje  wiedzieli,  że 

wybierając  ją  sobie  na  zakładniczkę,  ogarnięty  gniewem,  strachem  i 

frustracją, popełnił ogromny błąd i teraz nie wiedział, co zrobić. Wiedziała, 

że gdyby mógł, natychmiast by się poddał, przeprosił ją, wiceprezesa banku, 

gliniarzy i poszedłby do domu. A teraz odwlekał, jak tylko się dało, chwilę, 

kiedy znów trafi do więzienia. A Bonnie chętnie mu towarzyszyła. 

Kierowała się wiedzą i instynktem... Bo praca była całym jej życiem. 

Pierwsza by się przyznała – ale nie przed swoimi klientami – że zarządzanie, 

przewidywanie,  planowanie,  inwestowanie  i  pomnażanie  pieniędzy  innych 

ludzi polega na eliminowaniu nierealnych scenariuszy i pozostawianiu kilku 

prawdopodobnych...  Nawiasem  mówiąc  była  w  tym  świetna...  I  nie  tylko 

ona tak uważała. 

Niestety  ani  to,  co  wiedziała  z  doświadczenia,  ani  to,  co  jej 

podpowiadał  instynkt,  nie  pomagało  jej  teraz  wymyślić  żadnego 

sensownego sposobu wybrnięcia z tej sytuacji. 

Była  w  niebezpieczeństwie  jako  jego  zakładniczka,  osoba  całkowicie 

mu obca, a czuła się jak jego przyjaciółka i wspólniczka... No zgoda, raz czy 

dwa  przelotnie  przeszło  jej  przez  myśl,  że  może  również  jako  potencjalna 

kochanka,  gdyby  wszystko  potoczyło  się  inaczej.  Odkąd  go  poznała,  nie 

wypuszczał  broni  z  ręki,  ale  gotowa  była  przysiąc,  że  taki  z  niego 

przestępca, jak z niej samej. 

Spojrzała na niego przez pokój. Cal ściskał broń w obu rękach, gapiąc 

się na nią, jakby to była zabawka albo jakby wyraźnie zdawał sobie sprawę z 

tego, że jest zbyt mała, by go obronić przed działami, które wkrótce zostaną 

przeciwko niemu wytoczone. 

RS

background image

68 

 

Gliniarze  się  nie  poddali  i  dzwonili  co  kilka  minut.  Teraz  była  jej 

kolej, by podnosić słuchawkę i się rozłączać. 

– Wiesz co? – odezwała się cicho, przerywając milczenie, które trwało 

już blisko godzinę. Natychmiast na nią spojrzał, zadowolony, że wyrwała go 

z zamyślenia. 

– Co? – Przestał podpierać ścianę i przeszedł przez pokój, by przyjąć 

taką pozycję, jak ona: stopy na podłodze, tyłek na stole, ręce podpierające 

tułów. 

– Tak sobie myślałam... Mam siostrę, starszą ode mnie o osiemnaście 

miesięcy. 

Uśmiechnął się do niej lekko.  

–Jak jej na imię? 

– Jan. Janice. Obecnie Jan Everly, ale kiedyś nazywała się Jan Simms. 

Janice Simms. Ja jestem Bonnie Simms. 

Zmarszczył lekko czoło, ale tylko bez słowa skinął głową, zachęcając 

Bonnie, by mówiła dalej. 

–  W  Leesburgu  obie  chodziłyśmy  do  szkoły  z  chłopakiem,  który 

nazywał się Joe Sanderson. Ja tylko przez rok, ale ona dłużej. Cóż za zbieg 

okoliczności, prawda? 

Zmarszczył czoło chyba do samych granic możliwości. 

– Ciekawe, co? 

– To bardzo dziwna sprawa. Pamiętam twoją siostrę. To ona udzielała 

korepetycji Billy'emu O'Nealowi przed jakimś egzaminem, który oblał, więc 

nie mógł grać w meczu obserwowanym przez łowców talentów, i nie załapał 

się na stypendium sportowe na uczelnię. 

– Och, daj spokój. Billy O'Neal był kretynem i dlatego oblał egzamin i 

nie dostał się na uczelnię. 

RS

background image

69 

 

–  A  ty...  –  Oskarżycielsko  wycelował  w  nią  palec,  co  bardzo  ją 

zdenerwowało. – Ty. Boże! Chicky Davis przez cały wieczór czekał, żebyś 

przyszła na jego przyjęcie urodzinowe, a ty go wystawiłaś do wiatru. 

–  Siedziałam  w  łazience,  tuląc  się  do  muszli  klozetowej.  Miałam 

grypę. 

– To jest... – Pstryknął ją palcem w nos. –... Kłamstwo.  

–Nie. 

–  Tak.  Widziałem  cię.  Tamtego  wieczoru  schowałaś  się  w  krzakach 

naprzeciwko  garażu  w  domu  Chicky'ego  i  podglądałaś,  co  się  dzieje. 

Widziałem  cię  tylko  przez  chwilę,  ale  to  na  pewno  byłaś  ty...  Dopiero  w 

poniedziałek  poznałem  szczegóły.  Nawet  się  zastanawiałem,  czy  cię  nie 

wydać...  Ludzie,  którzy  chowają  się  w  krzakach  podczas  imprezy,  zwykle 

budzą powszechne zainteresowanie. 

– Dlaczego tego nie zrobiłeś?  

Pokręcił głową. 

– Nie wiem. 

–  Nigdy  tego  nie  zapomnę.  Po  raz  pierwszy  zaprosił  mnie  na  swoje 

urodziny  uczeń  klasy  maturalnej.  I  to  nie  byle  jaki  uczeń,  tylko  Chicky 

Davis – wyjątkowe wyróżnienie. Mógł zaprosić milion innych dziewcząt... 

Presja  była  niewyobrażalna.  Nic  dziwnego,  że  dostałam  mdłości... 

Zwymiotowałam w tych krzakach. – Zawahała się i odczekała kilka chwil. – 

A więc to wszystko, co o nas zapamiętałeś? 

– O twojej siostrze tak. Nigdy nie była specjalnie w moim typie. 

– Ona jest wyjątkowo bystra. 

– W porządku. – Na chwilę odwrócił wzrok, a potem znów spojrzał na 

nią, próbując zobaczyć dawną Bonnie. 

RS

background image

70 

 

–  Miałaś  wtedy  bardziej  rude  włosy  niż  teraz.  Wprost  nie  mogę 

uwierzyć, że cię nie poznałem, bo bardzo mało się zmieniłaś: inna fryzura, 

pełniejsze  kształty,  ale...  Nadal  masz  najwspanialsze  nogi  ze  wszystkich 

dziewczyn z liceum imienia Roberta F. Kennedy'ego. 

Bonnie uniosła brwi. 

– Byłam w twoim typie? 

Roześmiał się krótko i powiedział z rozbrajającą szczerością: 

– Nie. Nic a nic. Ale był czas, kiedy gotów byłem zrobić odstępstwo 

od reguły. Żałowałem, że ja nie jestem w twoim typie. 

–  Nie  w  moim  typie?  –  Był  wprost  fantastyczny.  Super  facet.  Taki 

męski... Wyszła z niej tamta nastolatka. 

Cal  to  zobaczył.  Uśmiechnął  się,  zadowolony,  i  stała  się  rzecz 

niesamowita,  kiedy  odwrócił  wzrok,  wyraźnie  onieśmielony.  Poczuła  się 

tak, jakby znalazła się na krawędzi czegoś głębokiego... Bardzo głębokiego. 

Odchrząknął. 

–  W  poniedziałek  po  urodzinach  Chicky'ego  zacząłem  rozpytywać 

chłopaków w szkole, aż ktoś mi ciebie pokazał. Byłem ciekawy. Chciałem 

zobaczyć  nikomu  nieznaną  uczennicę  pierwszej  klasy  liceum,  która 

wystawiła  do  wiatru  ucznia  klasy  maturalnej,  mającego  powodzenie  u 

popularnych  dziewczyn,  do  tego  najlepszego  rozgrywającego  w  okręgu... 

Kogoś takiego, jak Chicky. 

– Założę się,  że się  zdziwiłeś. – Nie chciała, żeby  zabrzmiało to tak, 

jakby była zakompleksiona. 

– Masz rację – przyznał, wciąż gapiąc się na swoje buty. 

–  Czułem  się...  Oszołomiony,  i  to  przez  kilka  tygodni.  Nie  mogłem 

uwierzyć,  że  pierwszy  ciebie  nie  zauważyłem.  Miałaś  cudowne  nogi  i...  – 

Uniósł  ręce  na  wysokość  piersi  i  zatrzymał  je  tam  na  ułamek  ułamka 

RS

background image

71 

 

sekundy,  a  potem  dotknął  głowy.  –I  miałaś  takie  długie,  rude  włosy.  – 

Nachylił  się  ku  jej  twarzy  i  spojrzał  na  nią  uważnie.  –  A  co  się  stało  z 

twoimi piegami? 

Bonnie wzruszyła ramionami. 

– Włosy mi ściemniały, a piegi – wyblakły. Wyrównało się. 

Cal  mruknął  coś  i  spojrzał  na  ich  dłonie,  leżące  tak  blisko  siebie  na 

blacie stołu. 

– Więc dlaczego nigdy mnie nie poprosiłeś o spotkanie? 

Uśmiechnął się drwiąco. 

– Cóż, po pierwsze dlatego, że wystawiłaś do wiatru Chicky'ego... 

Bonnie prychnęła. 

– Miałam grypę! 

– Zostałaś wystawiona na próbę i udowodniłaś, że nie można na tobie 

polegać.  Byłaś  nieprzewidywalna.  Każdy  następny  chłopak,  który  by  się  z 

tobą umówił, ryzykował, że i jego spotka podobny afront. 

– Może nie lubiłam piłkarzy. Nie pomyślałeś o tym? Może nie lubiłam 

Chicky'ego. 

Spojrzał na nią zdumiony. 

–  Wszyscy  lubili  Chicky'ego.  –  Kiedy  zobaczył,  że  Bonnie nie  może 

się  z  nim  nie  zgodzić,  zapytał:.  –  A  czy  ty  mnie  pamiętasz?  Czy  w  ogóle 

cokolwiek utkwiło ci w pamięci? 

–Tak, ale zaczekaj chwileczkę. Jaki był ten drugi powód? 

Cal zmarszczył czoło. 

– Powiedziałeś: „po pierwsze wystawiłaś do wiatru Chicky'ego". A po 

drugie? 

RS

background image

72 

 

–  Och.  Nie  byłaś  w  moim  typie.  Byłaś  skromna  i  bystra,  i  śliczna,  i 

niewinna,  a  dziewczyny,  z  którymi  chodziłem...  Na  ogół  takie  nie  były. 

Lubiliśmy się zabawić, jeśli wiesz, co mam na myśli. 

– Chyba wiem. Tak. Pamiętam niektóre z tych dziewczyn. 

Udał, że nisko zwiesił głowę. 

–I  wiedziałam,  kim  byłeś,  kiedy  chodziłam  do  drugiej  klasy  liceum. 

Spędzałeś dużo czasu z Max... hmmm... 

– Nazywał się Fred Maxton. 

–  Tak.  Zmusił  mojego  kolegę  do  wciągnięcia  spodenek 

gimnastycznych przez głowę. Prawie przez miesiąc nosił je na szyi. 

Cal skinął głową, jakby to sobie przypomniał. 

–  Max  był  moim  sąsiadem.  Był  ode  mnie  o  rok  starszy,  ale  się 

kolegowaliśmy...  Nie,  żebym  pochwalał  wszystko,  co  robił.  I  to  nie  żadne 

usprawiedliwienie jego zachowania, ale kiedy chodził do drugiej klasy, był 

duży,  gruby  i  na  stołówce  wrzucali  go,  głową  w  dół,  do  pojemnika  na 

odpadki. Dzieciaki potrafią być okrutne. No i w ten sposób koło się zamyka. 

– Czy mogę ci zadać osobiste pytanie? 

– Jasne. 

–  Wcześniej  powiedziałeś,  że  nie  masz  dzieci.  Czy  to  był  świadomy 

wybór czy... ? 

–  Nie.  Z  całą  pewnością  nie  był  to  świadomy  wybór.  Lubię  dzieci. 

Dzieci mojego brata są kapitalne. Gdybym miał kilkoro własnych, byłoby to 

coś... Cudownego. Wspaniałego. Ale teraz... 

W tej chwili nie miała ochoty myśleć o tym, co teraz. 

– Pochodzisz z rozbitej rodziny?  

Cal pokręcił głową. 

RS

background image

73 

 

– A ty? Pamiętam, że mieszkałaś z babcią. Zgadza się? A może to nie 

była babcia? 

– Ma na imię Pim. Moi rodzice zginęli w katastrofie kolejowej, kiedy 

miałam pięć lat. 

– A Pim żyje jeszcze? 

– O, tak. 

Bonnie roześmiała się cicho i czule, po czym zaczęła mu opowiadać o 

Pim  i  ciekawym  życiu,  które  wiodła,  póki  nie  musiała  się  ustatkować,  by 

wychowywać  córki  swojej  jedynaczki.  Cal  słuchał  o  dalekich  i 

egzotycznych miejscach odwiedzanych przez Pim, o niezwykłych ludziach, 

których  poznała,  i  o  wielu  życiowych  mądrościach,  które  przekazała  i 

wpoiła  wnuczkom.  Przecież  każdy  wie,  że  nagana  albo  zwrócenie  uwagi 

zawsze są skuteczniejsze i na dłużej zapadają w pamięć, jeśli włączeni są do 

tego  wróżka,  sułtan  albo  zły  smok...  Przynajmniej  do  czasu  pójścia  do 

gimnazjum. 

Mniej  więcej  w  połowie  wspomnień  dotarło  do  niej,  co  robią  – 

nadrabiają  zaległości.  Starali  się  powiedzieć  sobie  jak  najwięcej  w  ciągu 

krótkiego czasu, jakim dysponowali, żeby narodziła się między nimi więź. 

Próbowali w ciągu jednego dnia przeżyć całe życie. 

Kiedy zadzwonił telefon, Bonnie odruchowo podniosła słuchawkę i się 

rozłączyła. 

–  Wkrótce  będziesz  musiał  im  coś  powiedzieć.  Lepiej  nie  mieć  do 

czynienia z gliniarzami po zmroku. 

Spojrzał na nią pytająco. Uśmiechnęła się. 

– No dobrze. Najlepiej nie mieć z nimi nigdy nic do czynienia. 

RS

background image

74 

 

–  Joe,  wkrótce  będziesz  musiał  coś  powiedzieć.  –  Mężczyzna  z 

megafonem  był  wyraźnie  sfrustrowany.  –  Nie  trzymaj  nas  w  niepewności. 

Powiedz nam, jak ci możemy pomóc. Powiedz nam, czego chcesz. 

– Widzisz? 

Zachichotali,  ponieważ  policjant  użył  prawie  takich  samych 

sformułowań, jak ona. 

– I mam pomysł, co im powiedzieć... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

75 

 

Rozdział 7 

 

– Zrozumiałeś wszystko, Ted? Chcę kredyt na rozwój w wysokości pół 

miliona  dolarów  o  zmiennym  oprocentowaniu.  Już  wypełniłem  potrzebne 

wnioski. Są w jednym z gabinetów na końcu korytarza. 

– W Dziale Kredytów i Przejęć – szepnęła Bonnie, służąc mu pomocą, 

jak to robiła przez cały czas procesu wysuwania „żądań". 

– W Dziale Kredytów i Przejęć – powtórzył Cal. – Tam są wszystkie 

wnioski,  już  przeze  mnie  wypełnione.  Nie  chcę  ukraść  pieniędzy,  tylko  je 

pożyczyć. Rozumiesz? 

Bonnie  słyszała  jedynie  brzęczenie  w  słuchawce,  którą  trzymał  przy 

uchu.  Przyglądała  się  Calowi,  żeby  zobaczyć,  jak  zareaguje  na  to,  co  mu 

powiedzą.  Miał  wyjątkowo  wyrazistą  twarz...  Albo  wyjątkowo  doskonale 

umiała z niej czytać. 

–  Próbowałem  w  taki  sposób,  Ted,  ale  nie  podoba  im  się  moja 

przeszłość. 

– Mów zwięźle. Przeciągają rozmowę, żeby odwrócić twoją uwagę. 

Spojrzał  prosto  w  jej  oczy  i  skinął  głową;  Bonnie  wyciągnęła  rękę  i 

lekko  złapała  się  krawędzi  stołu,  żeby  nie  stracić  równowagi.  Czekała,  aż 

serce przestanie w jej piersi trzepotać. 

–  To  po  pierwsze.  Po  drugie:  domagam  się,  by  nie  ciągano  mnie  po 

sądach za to, co dziś zrobiłem w tym banku. Moja zakładniczka zgodziła się 

nie wnosić przeciwko mnie oskarżenia, jeśli wyjdzie stąd bez szwanku, więc 

macie mało do roboty: porozmawiać z bankiem i z zastępcą prokuratora.  I 

chcę  mieć  wszystko  na  piśmie.  Umowę  kredytową  i  oświadczenie,  że  nie 

zostanę aresztowany, bym mógł się z nimi zapoznać. – Urwał i słuchał. – Ile 

czasu? 

RS

background image

76 

 

Bonnie  uniosła  w  górę  cztery  palce  i  spojrzała  na  niego  pytająco. 

Skrzywił się i wzruszył ramionami. 

–  Cztery  godziny.  Macie  cztery  godziny,  Ted.  Czy  wszystko 

zrozumieliście?  –  Przygarbił  się  sfrustrowany  i  zamknął  oczy  na  kilka 

długich  sekund.  –  Nie.  Chodziło  mi  o  to,  czy  czegoś  nie  zrozumieliście  z 

moich żądań. – Zakrył mikrofon dłonią. – Ted chyba pierwszy raz prowadzi 

negocjacje. Cały czas z kimś się konsultuje. 

–Tak jak ty? 

Cal  roześmiał  się  bezgłośnie  i  znów  skupił  uwagę  na  tym,  co  mówił 

negocjator. 

– Nie wiem. Zorientuję się, czy chce z wami rozmawiać. 

–  Znów  zakrył  mikrofon  i  spojrzał  na  nią,  pytająco  uniósłszy  brwi. 

Kiedy Bonnie się zawahała, próbował jej pomóc. 

– Może nie będą tacy nerwowi i podejrzliwi, jeśli się upewnią, że nic 

ci nie jest. 

Podeszła do Cala i wzięła od niego telefon. Słuchawka była ciepła od 

dotyku jego dłoni. Kiedy przycisnęła ją do twarzy, poczuła wilgotny zapach 

jego oddechu. 

–Halo? 

– Pani Simms, nic pani nie jest? 

–  Nie,  nic  mi  nie  jest,  ale...  Byłabym  wdzięczna,  gdybyście  jak 

najszybciej  spełnili  żądania  pana  Sandersona,  żebyśmy  wszyscy  mogli 

powrócić do swoich zwykłych zajęć. 

– Pani Simms, czy pan Sanderson jest uzbrojony? 

–  Tak,  naturalnie.  I  czy  moglibyście  powiedzieć  mojej  sekretarce, 

Angeli, żeby skontaktowała się z moją rodziną i poinformowała ją, że nic mi 

RS

background image

77 

 

nie jest? I żeby gorąco przeprosiła państwa Watsonów. I umówiła się z nimi 

na spotkanie na początku przyszłego tygodnia. 

–  Czy  w  pomieszczeniu  jest  bomba,  proszę  pani?  Na  przykład 

zapalająca? 

– Czy słyszał pan, co powiedziałam? 

– Tak, proszę pani. Nasza rozmowa jest nagrywana, proszę pani. Czy 

w pomieszczeniu są jakieś bomby? 

– Jedną chwileczkę. – Zasłoniła słuchawkę dłonią i spojrzała na Cala. 

– Chce wiedzieć, czy mamy tu bombę. 

–  Czy  mam  –  poprawił  ją  z  naciskiem.  –  Nie,  czy  mamy.  Nie 

zapominaj o tym. 

– Może jak usłyszą o bombie, dadzą nam spokój. 

– Albo zdecydują się natychmiast działać, szybko i bezwzględnie, nie 

zważając  na  los  zakładniczki.  Znasz  to:  poświęcić  życie  jednej  osoby,  by 

ratować życie wielu? Lepiej powiedz, że nie. 

Powiedziała, że nie ma bomby, ale Ted był wyjątkowo podejrzliwy. 

– Czy ten człowiek zmusza panią do kłamstwa? – Bardzo chciał, żeby 

powiedziała  coś  okropnego  o  Calu,  coś  obciążającego  go  lub 

niebezpiecznego. 

Natomiast  ona  chciała  wychwalać  jego  zalety...  Mówić  nie  tylko  o 

wyrazie  jego  oczu  czy  jego  dużych,  pokrytych  odciskami  dłoniach. 

Podobało  jej  się  to,  jak  chronił  swojego  brata,  i  troszczył  się  o  jej 

bezpieczeństwo. Doceniała dobroć, jaką jej okazał, i to, że nie machał bronią 

przed jej nosem przez cały czas. Miała ochotę rzucać gromy na ludzi, którzy 

odrzucili jego wniosek kredytowy, nie dali mu drugiej szansy, na co każdy 

zasługiwał. Rozgniewana i zestresowana Bonnie czuła, jak ręce jej się trzęsą 

z bezsilnej złości. 

RS

background image

78 

 

– Proszę pani, czy zmusza panią do czegoś? 

–  Nie!  Nie  zrobiłby  tego!  Muszę  kończyć.  –  Podała  telefon  Calowi, 

który  cały  czas  na  nią  spoglądał,  a  potem  podeszła  do  ściany  z  oknem  i 

oparła się o nią. 

Przy  spuszczonych  żaluzjach,  zgaszonym  świetle  i  słońcu, 

zachodzącym  wolno  po  drugiej  stronie  budynku,  w  sali  szybko  robiło  się 

ciemno  i  trudno  było  dostrzec  szczegóły  –  na  przykład  policzki, 

zarumienione  z  emocji,  i  drżący  podbródek.  Ale  czasami  światło  jest 

niepotrzebne, żeby widzieć. 

–  Cztery  godziny,  Ted.  Nie  zawiedź  mnie  –  rzucił  zwięźle  do 

słuchawki.  Odłożył  telefon,  a  potem  odwrócił  się  i  spojrzał  na  Bonnie  z 

pewnym  niepokojem.  –  Bonnie?  Dobrze  się  czujesz?  Chcesz,  żebym  do 

swojej listy żądań dodał prośbę o pokrojenie Teda na kawałki? 

Aż się cała zatrzęsła, chichocząc cicho, niemal bezgłośnie. Odwróciła 

się, bo nie chciała, by zobaczył, że oczy ma pełne łez. Uniosła jedną rękę, 

żeby go powstrzymać, kiedy zaczął iść w jej stronę, a drugą otarła łzę. 

–  Nic  mi  nie  jest.  Naprawdę.  Trochę  się  rozkleiłam.  Nic  wielkiego. 

Muszę odreagować stres. Jestem kobietą. To się zdarza. 

Nie zatrzymał się i jęknęła bezgłośnie z zakłopotania. A co, jeśli zrobi 

coś  głupiego  i  żenującego,  na  przykład...  Rozpłacze  się  na  jego  ramieniu? 

Co, jeśli na chwilę straci rozum i go pocałuje? Miała na to ogromną ochotę. 

A co, jeśli całkiem się zapomni i pozwoli sobie na to, by zaczęło jej na nim 

zależeć... Za bardzo zależeć... Może nawet go pokocha? Co, jeśli... 

No właśnie: co, jeśli to zrobi? 

–  Przepraszam,  Bonnie.  Naprawdę  bardzo  cię  przepraszam  – 

powiedział,  pochylając  się,  żeby  zobaczyć  jej  twarz.  –  To  był  zły  pomysł. 

Przykro mi, że cię w to wciągnąłem. 

RS

background image

79 

 

– Byłeś zły i sfrustrowany. To niebezpieczna mieszanka. 

– Co nie znaczy, że musiałem od razu wyżywać się na tobie. – Zdjął 

sportową marynarkę i rzucił ją na klimatyzator pod oknem. Wyjrzał na ulicę, 

a  potem  podniósł  żaluzje,  żeby  wpuścić  słabe  światło  latarni,  reflektorów 

samochodowych  i  neonów  nad  sklepami,  znajdującymi  się  cztery  piętra 

niżej.  –  Nie  możemy  teraz  się  wychylać,  ale  przynajmniej  będzie  trochę 

widniej. Myślę, że wyłączyli prąd. Ale jest i dobra wiadomość: kiedy zrobi 

się za ciemno, by cokolwiek widzieć, emocje powinny nieco opaść. 

– Niepoprawny optymista – powiedziała żartobliwie. Zdjęła pantofle i 

rozpięła górny guzik bluzki. – Gorące powietrze unosi się do góry, prawda? 

–  Prawda  –  przytaknął,  patrząc,  jak  oparta  o  ścianę  osunęła  się,  by 

usiąść na podłodze. – Chcesz moją marynarkę? 

– Dzięki, ale tu na dole wcale nie jest dużo chłodniej. – Uśmiechnęła 

się do niego życzliwie i już chciał wyjaśnić, że przecież mogłaby usiąść na 

jego marynarce, kiedy dostrzegł  wesoły błysk w oku Bonnie i zorientował 

się, że się z nim droczy. 

– Mądrala. 

–  Ale  będę  potrzebowała  pomocy,  żeby  wstać.  Proste  spódnice  mają 

tylko jeden plus: wygląda się w nich świetnie. 

– No cóż, muszę powiedzieć – odezwał się, zajmując miejsce obok niej 

– że ty wyglądasz w niej naprawdę świetnie. 

–  Och,  założę  się,  że  mówisz  to  wszystkim  swoim  zakładniczkom. – 

Rozpięła  guziki  przy  mankietach  białej,  jedwabnej  bluzki  i  podwinęła 

rękawy. 

–  Jeśli  mam  być  szczery,  to  tak.  Ale  nigdy  dotychczas  nie  mówiłem 

tego poważnie. 

RS

background image

80 

 

Zarumieniła się. Naprawdę. Przekomarzał się z nią, ale czuła się mile 

połechtana...  I  była  skończoną  kretynką.  Nie  mieli  przed  sobą  żadnej 

przyszłości  –  nie  będzie  żadnego  ślubu  w  białej  sukni,  żadnych  dzieci, 

żadnego siedzenia w bujanych fotelach na szerokim, frontowym ganku o za-

chodzie słońca. 

A mimo to wszystko w tym mężczyźnie jej się podobało. Więcej, niż 

podobało. Jego poczucie humoru i troska o nią. Naturalnie jego wygląd, ale 

również  upór,  jakiego  wymagało  rozpoczęcie  nowego  życia  po  wyjściu  z 

więzienia.  I  zaprzepaścić  to  wszystko  w  imię  czego?  Jak  można  by  to 

nazwać? Heroizmem? Lekkomyślnością? Szaleństwem? 

– Wiesz, że jestem z tego bardzo dumna. 

– Z czego? – zapytał, przysuwając się do niej nieznacznie, jakby ściana 

w miejscu, gdzie się o nią opierał, była zbyt nierówna. 

–  Z  mojej  wagi  i  z  tego,  że  nadal  noszę  ten  sam  rozmiar  ubrań,  co 

dwadzieścia lat temu. 

Uśmiechnął  się,  jakby  właśnie  mu  powiedziała  jakiś  ciekawy  fakt  o 

sobie – na przykład, że ma stopę takiej samej długości, co przedramię. 

–  Moja  waga  to  jedna  z  wielu  rzeczy,  z  których  jestem  niezmiernie 

dumna.  Jedna  z  wielu  próżnych,  błahych  i  dających  zadowolenie  rzeczy, 

którymi wypełniam sobie czas, ponieważ poza pracą w moim życiu nie ma 

nic prawdziwego, dobrego czy godnego zazdrości. 

Cal zmieszał się i zrobił lekko nieufną minę. 

– Każdy czasami tak się czuje. Założę się, że jeśli... 

–  Nie.  Nie  ja.  W  moim  życiu  nie  ma  organizacji  społecznych  czy 

dobroczynnych,  nie  ma  muzyki,  sztuki  ani  spływów  kajakowych 

interesującymi  szlakami,  nie  ma  neurotycznej  obsesji  na  punkcie  jakiegoś 

hobby. Jedyne, co robię, to pracuję. – Westchnęła głęboko i oparła głowę o 

RS

background image

81 

 

ścianę. – Kiedyś mocno wierzyłam w to, że mąż i dzieci nie dają możliwości 

samorealizacji. Ale ostatnio uświadomiłam sobie, że jeśli określenie „żona i 

matka" nie mówi, kim jesteśmy, to „bankowiec" również nie. Czy nie mam 

racji?  Tak  samo,  jak  „prezydent",  „pomywacz"  albo  „wódz  indiański". 

Ostatecznie nie jest ważne, co robię z moim życiem, tylko to, co robię na co 

dzień. 

Po kilku długich sekundach milczenia otworzyła jedno oko i nie mogła 

się powstrzymać od uśmiechu na widok zamyślonej miny Cala. Nie można 

nie  lubić  mężczyzny,  który  przynajmniej  podejmuje  próbę  zrozumienia 

najgłębszych, najmroczniejszych tajników kobiecego umysłu. 

– Mam rację? – zapytała, spragniona jego opinii. 

– Cóż... Być może...  A może po prostu masz niski poziom cukru we 

krwi, bo przez cały dzień nic nie jadłaś. 

Przekonamy się, czy wsuną cheeseburgery przez szparę pod drzwiami? 

Bonnie otworzyła również drugie oko i się roześmiała. 

– Nie. Dziękuję. – Zawahała się. – Prawdę mówiąc to był tylko wstęp 

do  tego,  żeby  ci  powiedzieć,  że...  Podziwiam  cię.  Oczywiście  jest  prawie 

pewne,  że  cała  ta  historia  zakończy  się  spektakularnym  fiaskiem  i 

prawdopodobnie trafisz do więzienia... 

–I to jest takie godne podziwu? 

–  Ale  masz  serce  po  właściwej  stronie.  Miałeś  dobre  intencje.  Nie 

zrobiłeś tego wyłącznie dla siebie. Zdecydowałeś się na ten krok głównie ze 

względu na brata, żeby nie ponosił konsekwencji za coś, co ty zrobiłeś... I za 

co już zapłaciłeś. Nikogo nie skrzywdziłeś. Byłeś dobry i słodki. 

– Uważasz, że jestem słodki? 

–  Nie  pamiętam,  kiedy  sama  ostatni  raz  zrobiłam  coś,  co  wymagało 

odwagi lub poświęcenia. 

RS

background image

82 

 

– Jestem słodki? 

– Wszystko w moim życiu kręci się wokół mnie samej. 

– Słodki? 

– Nie wiem, kiedy się stałam taką egoistką... Taką próżną osobą. Nie 

tego uczyła mnie Pim. – Spojrzała na niego. On też na nią patrzył. – Zwykle 

nie  potrzebuję  tego  rodzaju...  Młotka,  by  uderzył  mnie  w  głowę,  żebym 

sobie  uświadomiła,  że  zbytnio  zboczyłam  z  właściwej  drogi.  Wiem,  że  to 

szaleństwo  dziękować  ci  za  to,  że  wziąłeś  mnie  na  zakładniczkę,  ale 

obawiam się, że będę musiała to zrobić, ponieważ... 

Tak  wolno  i  niepostrzeżenie,  jak  rośnie  ciasto,  tak  naturalnie,  jak 

płynie  woda  w  strumieniu,  Cal  nachylił  się  i  przycisnął  usta  do  jej  warg. 

Były miękkie i ciepłe, sprawiły, że serce zaczęło jej szybciej bić. Na chwilę 

odsunął  się  od niej,  ale  wciąż  czuła jego  oddech na  swoich  wargach, a na 

policzku, bijące  od niego  ciepło.  Kiedy  pocałował  ją  drugi  raz,  zrobił  to z 

języczkiem. Oddała mu pocałunek i krew w jej żyłach zawrzała. 

Czuła bijący od niego zapach świeżych trocin i wiatru, a duże, pokryte 

odciskami  ręce,  które  tak  podziwiała,  okazały  się  nadspodziewanie 

delikatne,  kiedy  pogładził  jej  policzek,  a  potem  przesunął  je  na  jej  szyję  i 

kark,  by  móc  przytrzymać  jej  głowę,  gdy  jego  pocałunek  stał  się  bardziej 

namiętny. 

Przycisnęła  się  do  niego;  miał  takie  szerokie  bary,  że  nie  mogła  go 

objąć,  a  jego  muskuły  były  jak  kamienie...  Nie  przypominała  sobie,  kiedy 

czuła się bezpieczniej... Albo bardziej bezbronnie. 

Ogromnie jej to odpowiadało. 

–Wiedziałem – wysapał, całując jej policzek i skroń, a potem szyję. – 

Wiedziałem,  kiedy  pierwszy  raz  cię  zobaczyłem,  wtedy  w  szkole, 

wiedziałem,  że  całowanie  się  z  tobą  będzie  czymś  wyjątkowym.  – 

RS

background image

83 

 

Pocałował  ją  w  drugi  policzek,  a  potem  w  czoło,  jakby  nie  mógł  się 

powstrzymać,  jakby  ciągle  mu  było  mało.  –  Wiedziałem  też,  jakie  masz 

usta.  Są  takie  miękkie.  –  Muskał  je  wargami.  –  Wiedziałem  nawet,  że 

będziesz  miała  wyjątkowy  smak...  Jak  kropla  czystej  słodyczy,  jaką  daje 

wiciokrzew. Pamiętasz? Czy jako dziecko ssałaś kwiaty wiciokrzewu? 

Skinęła  niewyraźnie  głową,  gładząc  dłonią  twarz  Cala.  Przesunęła 

palcem po ciemniejącym zaroście na jego policzku. 

– Tak. Robiłam to nawet ostatniego lata w ogrodzie Pim. 

Jego  uśmiech  –  szeroki,  promienny  –  był  najprawdopodobniej 

najbardziej  zmysłowym  uśmiechem,  jaki  widziała  w  ciągu  ostatnich 

piętnastu lat. 

– Ty... wiciokrzew... lato... Ładny obrazek.  

Bonnie pokręciła głową i cicho się roześmiała. 

–  Obawiam  się,  że  mój  mentalny  wizerunek  ciebie  jest  dość... 

Stereotypowy.  –  Spojrzała  na  niego  spod  rzęs.  Jego  drwiący  uśmieszek  i 

roześmiane oczy warte były jej konsternacji. – Pas z narzędziami, nagi tors, 

obcisłe dżinsy, żeby się nie wkręciły w tryby maszyny... Czarne, metalowe 

pudełko na drugie śniadanie. 

– A co jest w moim pudełku na drugie śniadanie? – chciał wiedzieć. 

Było jej tak dobrze. Odsunęła się od ściany i powierciwszy się trochę, 

ułożyła się wygodnie na podłodze. 

– Chcesz poduszkę? – zapytał. 

–Tak. Chociaż kanapa byłaby lepsza. Och! Zaczekaj! 

– Zanim się zorientowała, co Cal zamierza, objął ją w pasie i posadził 

sobie  na  kolanach  –  po  damsku,  z  uwagi  na  jej  spódnicę.  Natychmiast 

spróbowała wstać. 

RS

background image

84 

 

–  Cal,  uspokój  się.  Połamię  ci  nogi.  A  w  najlepszym  przypadku 

zdrętwiejesz.  Będzie  ci  niewygodnie.  Podłoga  jest  wystarczająco  twarda, 

nawet kiedy nie przygniata cię ciężar drugiej osoby... 

Bez  słowa  ostrzeżenia  nachylił  się,  objął  ją  mocno  i  przyciągnął  do 

siebie, a potem oparł się o ścianę, nie wypuszczając Bonnie z objęć. 

– Czy nie boli cię od tego krzyż? 

– Ciiii.... Odpręż się. Może jesteś ostatnią kobietą, którą będę trzymał 

w ramionach w najbliższej przyszłości. 

– Och. Tak mi przykro... 

W panującym mroku odnalazł palcem jej usta. 

– To było stwierdzenie faktu, nie skarga. 

– Och. – Poczuła, że roztapia się w jego ramionach, zupełnie jak masło 

na gorącej grzance. – Rozumiem... 

– To dobrze. Chcę, żebyś to rozumiała. A teraz mi powiedz, co jest w 

moim czarnym, metalowym pojemniku na drugie śniadanie. 

Roześmiała się cicho, a potem oparła głowę na jego torsie. Usłyszała 

równe, miarowe bicie serca. Uświadomiła sobie wtedy, że nie tyle się liczyło 

to, o czym teraz mówili, ile poczucie intymności, jaką dawała rozmowa po 

ciemku, dotykanie się, zaufanie i bliskość. 

–  Dwie  kanapki,  dwa  desery  brzoskwiniowe,  łyżka,  papierowa 

serwetka i mleko o smaku czekoladowym. 

Cal zachichotał. 

– Z czym są kanapki? 

– Jedna z masłem orzechowym i kremem z pianek cukrowych. 

Jęknął. 

–  To  naprawdę  pyszne.  Smakowałoby  ci.  A  druga  z  pastą  z  tofu  i 

tuńczyka, jaką robi moja siostra. Popłakałbyś się, jest taka... 

RS

background image

85 

 

Najpierw usłyszeli stukot metalu o drewno, a zaraz potem zrobiło się 

tak głośno, że kilka sekund zajęło im uświadomienie sobie, iż rozsypał się 

stos krzeseł pod drzwiami. 

Tamci za drzwiami przypuścili pierwszy szturm. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

86 

 

Rozdział 8 

 

Cal  pchnął  ją  i  chociaż  było  ciemno,  od  razu  się  zorientowała,  że 

odwrócił ją w kierunku stołu, żeby mogła się pod nim schować. Tam będzie 

bezpieczna. 

– Cal? – Opuściła głowę, żeby przyzwyczaić wzrok do ciemności – i 

żeby  zmobilizować  wszystkie  siły,  jakie  jej  zostały  –  a  potem  ostrożnie 

przesunęła  się  w  stronę  ciemnych  cieni  rzucanych  przez  stół.  W  pokoju 

rozległo  się  głośne  walenie.  Bonnie  krzyknęła,  kiedy  szturmujący  znów 

uderzyli w drzwi. W panującym mroku niemożliwością było określenie, ile 

miejsca jest pod stołem.  

– Cal! 

– Jestem tuż za tobą. 

Ale  to  nie  była  prawda.  Nie  ma  przesady  w  tym,  że  utrata  jednego 

zmysłu – na przykład wzroku – wyostrza inne – na przykład słuch. Cal był 

w drugim końcu pokoju, na lewo od niej; tam, gdzie poprzednio. 

Starała się sobie przypomnieć, co tam jest, czego on tam szuka. Dał się 

słyszeć  trzeci  głośny  huk  i  stół  powoli  się  przesunął  z  przeraźliwym 

zgrzytem. Ale hałas i wibracje w pomieszczeniu były niczym w porównaniu 

z siłą każdego uderzenia jej serca. 

W  końcu  Bonnie  dotarła  do  stołu  i  oparła  się  o  niego  plecami. 

Wiedziała,  że  tuż  przed  sobą  ma  dłuższą  ścianę,  drzwi  są  na  prawo,  a  na 

lewo, przy oknie na ulicę, stoi Cal, obok niego jest klimatyzator, dalej leży 

marynarka... I pistolet w jej kieszeni. 

– Cal, co zamierzasz? Zostaw to. Uciekaj stamtąd. 

–  Chryste.  Schowaj  się  pod  stołem,  Bonnie.  Proszę.  Za  chwilę  do 

ciebie przyjdę. 

RS

background image

87 

 

–  Co  zamierzasz?  –  Podnosili  głosy,  to  znowu  mówili  ciszej  w  rytm 

uderzeń  w  drzwi.  Po  każdym  uderzeniu  stół  odrobinę  ustępował,  a  drzwi 

drgały coraz silniej. 

Jak  przystało  na  osobę  o  analitycznym  umyśle,  Bonnie  doskonale 

zdawała sobie sprawę z tego, że to, co się wydawało wolnym przesuwaniem 

się, właściwie było błyskawicznym pędem, mierzonym  w milisekundach, i 

że  rozsądek,  zmysł  praktyczny  i  wykształcenie  nie  mają  znaczenia,  kiedy 

człowieka ogarnia strach i do głosu dochodzi instynkt. 

Jej  instynkt  mówił  głośno  i  wyraźnie:  musi  być  teraz  blisko  Cala.  I 

zorientowała się, że od samego początku podążała w kierunku jego głosu. 

Nie miała jednak czasu analizować, co jej podpowiada instynkt, ani co 

znaczy  ulga,  którą  poczuła  w  całym  ciele,  kiedy  dostrzegła,  jak  w 

ciemnościach  przesuwa  się  ku  niej  cień  Cala.  Przywarła  do  niego  mocno, 

całym sercem pragnąc go chronić przed światem pełnym lęków, hałasu i nie-

bezpieczeństw. 

–Cal? 

– O, Boże, Bonnie! 

Obserwowała jego czarną, pochyloną sylwetkę  w mroku, którego nie 

rozpraszały światła ulicy. Cal zamachał rękami przed sobą. 

– Skarbie, schowaj się pod stołem. Będziesz tam bezpieczna. 

– Chodź ze mną. – Wyciągnęła do niego rękę; natychmiast mocno ją 

objął i pociągnął w górę... ku światłu i prosto w swoje ramiona. – Ze mną 

będziesz bezpieczny. 

– Och, jakbym chciał, żeby między nami było inaczej. 

– Jeszcze może być. Możemy być razem. Może spędzisz jakiś czas w 

więzieniu, ale, cóż, będziemy mieli po prostu wyjątkowo długie zaręczyny. 

RS

background image

88 

 

Zachichotał, a Bonnie się odchyliła, żeby zobaczyć jego twarz; objęła 

go rękami w pasie. 

– Ale to mi przypomina, że... 

Znów rozległ się huk. Wzdrygnęli się jednocześnie. 

–  To  mi  przypomina,  że  kiedy  się  stąd  wydostaniemy,  mogę... 

Oskarżyć  Teda.  Jest  marnym  negocjatorem.  Obydwa  nasze  żądania  były 

całkiem rozsądne. 

– Moje, Bonnie. Moje żądania, nie zapominaj o tym. 

– Może powinniśmy usiąść na stole? Żeby był cięższy? 

 Poczuła,  jak  jego  klatka  piersiowa  unosi  się  i  opada.  Cal  westchnął 

zrezygnowany i mocniej objął Bonnie ramieniem. Wtedy rozległ się kolejny 

łomot, od którego wszystko się zatrzęsło. 

–  Nie.  Niewiele  tym  zyskamy  –  powiedział.  –I  lepiej  ich  nie 

denerwować, stawiając opór. 

– W takim razie wróć i... – Zawahała się, kiedy nieco przesunęła rękę i 

poczuła coś twardego pod ramieniem. –... Schowaj się ze mną pod stołem. 

Proszę cię, Cal. 

– Nie mogę – szepnął. Przysunął twarz tak blisko niej, że Bonnie czuła 

na  ustach  jego  oddech,  chociaż  ledwo  go  widziała.  Dostrzegła  jednak 

kieszeń  marynarki,  do  której  wsunęła  rękę.  –  Muszę  wziąć 

odpowiedzialność  za  to,  co  zrobiłem,  a  nie  chować  się  pod  stołem  z  moją 

zakładniczką. I muszę wiedzieć, że jesteś bezpieczna. Proszę. Już prawie po 

wszystkim. Obiecuję. A teraz idź! 

Pchnął  ją  lekko  i  potykając  się,  wróciła  tam,  gdzie  panowały 

ciemności.  Ale  nie  była  już  tak  kompletnie  zdezorientowana.  Odgłos 

następnego  uderzenia  nie  tylko  zdradził  jej,  gdzie  są  drzwi,  pojawiła  się 

RS

background image

89 

 

również wąska smuga światła z korytarza. Było to zarówno pomocne, jak i 

przerażające, kiedy ujrzała na moment broń, którą trzymała w ręku. 

Pistolet  wyciągnięty  z  kieszeni  Cala.  Podejrzanie  lekką  broń.  Broń, 

która  nie  miała  zimnej,  gładkiej,  metalicznej  faktury  stali,  ale  była 

chropowata i nierówna jak plastikowe zabawki wyprodukowane w Chinach. 

– Co to jest, do jasnej cholery? 

– Skąd to masz? Oddaj mi to, Bonnie. 

–  Zabawka?  Pistolet  na  wodę?  Wziąłeś  mnie  jako  zakładniczkę, 

posługując się pistoletem na wodę? 

– Bonnie... 

Szturmujący znowu uderzyli w drzwi i do środka wpadło dość światła, 

żeby  Bonnie  zobaczyła,  jak  Cal  wyciąga  przed  siebie  ręce.  Spojrzenia 

obojga  spotkały  się  na  chwilę,  zanim  znów  ogarnęły  ich  ciemności. 

Wyglądał  na  rozgniewanego  i  zdeterminowanego.  Bonnie  natychmiast 

przypadła do ziemi i odczołgała się na bok. 

– Powiedziałem ci, że nie chcę nikomu zrobić krzywdy –przypomniał 

jej. –I nikt nie sprzedałby mi broni z powodu mojej przeszłości kryminalnej. 

Plastikowy  pistolet  ze  sklepu  z  upominkami  po  drugiej  stronie  ulicy  to 

wszystko, co mogłem zdobyć. 

–  Nie  ma  sklepu  z  upominkami  po  drugiej  stronie  ulicy  – 

odpowiedziała, przekrzykując walenie do drzwi. Prawdopodobnie te łomoty 

uniemożliwiły  mu  zorientowanie  się,  gdzie  jest  Bonnie,  ale  na  wszelki 

wypadek  przesunęła  się  kawałek  w  lewo.  –  I  założę  się,  że  ten  pistolet  na 

wodę  należy  do  jednego  z  twoich  bratanków.  Od  samego  początku  tak  to 

sobie  zaplanowałeś.  –  Tym  razem  przesunęła  się  w  prawo  i  kiedy  rozległo 

się  kolejne  uderzenie  w  drzwi,  przykucnęła  w  głębokim  cieniu.  –  Nic 

dziwnego, że nie miałeś trudności z przejściem przez bramkę ochrony. 

RS

background image

90 

 

–  Sklep  z  upominkami  jest  w  holu  hotelu  po  drugiej  stronie  ulicy. 

Między barem, do którego poszedłem po tym, jak twój bank mnie spławił, a 

męską  toaletą,  gdzie  poszedłem,  kiedy  się  urżnąłem.  Pistolet  leżał  na 

wystawie.  I  właśnie  wtedy  wpadłem  na  ten  pomysł.  Chciałem  ich  tylko 

nastraszyć. Chciałem, żeby naprawdę się wystraszyli, zaczęli się bać o swoją 

przyszłość. Chciałem, żeby sami się przekonali, jak to jest, ale... 

– Ale co? 

– Oddaj mi pistolet, Bonnie.  

–Ale co? 

–  Nie  zamierzam  znów  iść  do  więzienia!  –  wykrzyknął  z  bezsilną 

złością.  A  potem  już  spokojniej  dodał:  –  Nie  chcę  już  nigdy  trafić  do 

więzienia.  Więc  wróciłem  do  wind  i  kiedy  czekałem,  doszedłem  do 

wniosku,  że  pojawienie  się  u  brata  bez  kredytu  byłoby  jeszcze  jednym 

zamknięciem, w którym nie chciałem się znaleźć. 

– Potem napatoczyłam się ja. 

–I  byłaś  wszystkim,  co  powiedziałem  wcześniej  –  oświadczył  nieco 

skrępowany.  –  Prawdę  mówiąc  już  zniknęłaś  w  damskiej  toalecie,  kiedy 

wpadłem na pomysł, jak zapewnić mojemu bratu to, czego mu najbardziej 

potrzeba. 

–  Biorąc  mnie  na  zakładniczkę,  posługując  się  plastikowym 

pistoletem. Plastikowy pistolet... Żeby mnie przestraszyć. 

– Wiedziała, że to nie ma najmniejszego sensu, ale pomyślała, że jeśli 

powtórzy to wystarczająco wiele razy, to w końcu... tego sensu nabierze. – 

Przecież to głupota. Szaleństwo. To... 

To samobójstwo, chciała powiedzieć, gdy Cal złapał ją za ramię. 

–Nie, Cal. Nie. Samobójstwo nie pomoże twojemu bratu. – Starając się 

uwolnić  i  jednocześnie  nie  pozwalając  mu  zbliżyć  się  do  zabawki,  która 

RS

background image

91 

 

wyglądała  jak  bardzo  prawdziwa  broń,  Bonnie  wiedziała,  że  ich 

szamotanina  nie  będzie  trwała  długo  –  Cal  był  od  niej  duży  wyższy  i 

silniejszy. 

Ale niewiele było osób sprytniejszych od niej... 

–  Twój  brat  cię  kocha.  I  twoja  siostra  też.  A  co  z  moim  długim 

okresem narzeczeństwa? – Uniosła kolano na wysokość jego krocza i lekko 

szturchnęła  gwoli  ostrzeżenia.  Natychmiast  ją  puścił,  cofnął  się  i  pochylił, 

żeby się osłonić. To wystarczyło, żeby wsunęła pistolet na wodę za stanik, 

ponieważ za paskiem zacząłby szukać w pierwszej kolejności, gdy tylko by 

się zorientował, że Bonnie ma puste ręce. 

–  Nie  mogę  pozwolić,  żebyś  to  zrobił,  Cal.  Zależy  mi  na  tobie.  I  to 

bardzo. 

Policja też nie traciła czasu... 

Bonnie  szarpała  się  z  nim,  żeby  nie  mógł  przytrzymać  jej  rąk,  ale  z 

łatwością ją pokonał, objął w pasie, obrócił tak, by znalazła się plecami do 

niego,  i  zaczął  szukać  zabawki.  Po  chwili  położył  dłoń  na  jej  piersiach  – 

drugiej najlepszej kryjówce. 

Kiedy  następnym  razem  postanowi  kopnąć  faceta  w  jaja,  nie  będzie 

miała litości. 

– Na pomoc! – Miała nadzieję, że odwróci jego uwagę, dopóki nie uda 

jej się uwolnić. – Na pomoc! Broń jest plas... 

Uciszył ją, zasłaniając jej usta dłonią. 

–  Ciii....  –  Czuła  na  szyi  jego  ciepły  oddech...  I  jedynie  ją 

przytrzymywał, wcale się nie spiesząc z odebraniem swojej śmiercionośnej 

broni. 

Bonnie  szarpnęła  się  dwa  razy  i  natychmiast  zabrał  rękę  z  jej  ust. 

Czuła go za sobą – osłaniał ją, podtrzymywał, rozkoszował się, czując przy 

RS

background image

92 

 

sobie jej ciało. Westchnął i Bonnie domyśliła się, że na kilka chwil przeniósł 

się  do  innego  świata,  szczęśliwszego  świata,  w  którym  dokonałby  innych 

wyborów,  inaczej  pokierowałby  swoim  życiem.  Chciała  mu  tam 

towarzyszyć. 

Ale  dostali  od  losu  tylko  tę  chwilę  –  tak  serdeczną,  jak  przyjaźń  na 

całe życie, tak podniecającą, jak seks, tak intymną, jak pocałunek – i nią się 

teraz rozkoszowali. 

Nagle stół zazgrzytał po raz ostatni i drzwi ustąpiły. Małą, ciemną salę 

konferencyjną  zalało  światło  niczym  hollywoodzki  reflektor.  Potem 

wszystko wydarzyło się jednocześnie. 

W  ułamku  sekundy  Bonnie  poczuła  palce  Cala  na  swoich  piersiach; 

gliniarze  darli  się  i  miotali,  jakby  znaleźli  się  na  polu  bitwy;  Cal  drugim 

ramieniem  przyciągnął  Bonnie,  a  potem  pchnął  ją  za  siebie  najdalej,  jak 

tylko mógł. Ale zgrabnie mu się wywinęła i bez wahania złapała go za lewą 

rękę, w której trzymał ten głupi, plastikowy pistolet. 

Usłyszała,  jak  powiedział:  „Bonnie,  proszę,  odsuń  się  ode  mnie"  – 

jakby  wykonywanie  jego  poleceń  miała  niejako  automatycznie 

zaprogramowane.  Ponieważ  nie  pozwolił  sobie  odebrać  zabawki...  Więc 

musiała go podrapać, wbiła paznokcie głęboko w jego dłoń. 

–  Jasna  cholera!  –  Albo  zdumienie,  albo  ból  sprawiły,  że  na  tyle 

rozluźnił  chwyt,  by  udało  jej  się  wyrwać  mu  pistolet.  Uniosła  zabawkę  w 

górę tak wysoko, jak tylko mogła, i odwróciwszy się od niego, skoczyła w 

stronę policjantów, którzy wpadli do pokoju, potykając się o krzesła. 

– Już po wszystkim! – zawołała do nich, wyciągając w ich stronę rękę 

z pistoletem, żeby go zabrali. – Nikomu nic się nie stało. Mam tę broń! 

W  pokoju  rozległy  się  dwa  grzmoty,  jeden  za  drugim,  jakby  uderzył 

piorun. 

RS

background image

93 

 

– To zabawka. Plastikowy pistolet na wodę. Widzicie?  

Zmarszczyła  czoło,  czując  przeszywający  ból  w  samym  środku 

brzucha  i...  Wysoko  w  prawym  ręku.  Nie  najlepsza  pora,  żeby  zemdleć, 

pomyślała,  kiedy  pokój  zawirował  jej  przed  oczami.  Może  to  tylko 

spóźniona reakcja na to, co się wydarzyło... 

–  O,  Boże,  Bonnie!  –  Cal  objął  ją  ramionami,  takimi  ciepłymi  i 

silnymi, i delikatnie pociągnął w dół. Usiadł i położył ją sobie na kolanach. 

– Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego? 

W pokoju rozbłysnęło ostre światło. Przeszło jej przez myśl, że lampy 

jarzeniowe  odarły  to  pomieszczenie  z  aury  romantyzmu,  stało  się  małe  i... 

zwyczajne. I właśnie wtedy zauważyła krew na rękach Cala. 

–Cal. 

–  Nie  zamierzałem  tego  zrobić,  przysięgam  –  starał  się  mówić 

gniewnym głosem, co mu się nie udało, bo lęk o nią był większy. – Miałem 

wszystko pod kontrolą. Zamierzałem się poddać. 

– Czy jesteś... ? Och. Och! To ja! Cal, to chyba mnie postrzelili! 

–  Wiem,  najdroższa,  leż  spokojnie.  Nic  ci  nie  będzie.  Już  jedzie 

karetka. 

–  Cal  –  powiedziała  Bonnie,  zwracając  się  lekko  w  jego  stronę  i 

sycząc, bo czuła przeszywający ból. Ogarnęła ją senność. – Cal, posłuchaj, 

jest mi... Jest mi naprawdę bardzo przykro, że tak to się zakończyło. 

– Ciii.... 

– Przykro mi, że ukryłam się na urodzinach Chicky'ego. 

– Mnie też. – Pochylił się i pocałował ją prosto w usta, a potem ledwo 

dosłyszalnie wyszeptał: – Wiciokrzew. 

Uśmiechnęła się i zamknęła oczy, żeby pokój tak nie wirował. Leżała 

w ramionach Cala i rozkoszowała się jego bliskością. 

RS

background image

94 

 

Nie wiedziała, ile upłynęło czasu, ale następne, co usłyszała, to czyjś 

głos pytający, gdzie jest ranna. 

– Cal, Cal – powiedziała, wyraźnie spanikowana. – Zostań ze mną. 

– Ciii... Już jest karetka. Nic ci nie będzie. 

– Nieprawda. Odbiorą mi ciebie. 

– Ciii... Nic mi nie będzie. Obiecuję. 

Oparła  czoło  na  jego  brodzie  z  kilkudniowym  zarostem  i  na  chwilę 

ogarnął ich całkowity spokój. Potem szepnęła: 

– Żałuję, że nie mieliśmy lepszego życia. 

Nawet  z  zamkniętymi  oczami  czuła,  że  wszystko  znów  zaczyna 

wirować... Nie w jej głowie, ale jak ringo... Albo... czarodziejski dywan... 

Ostrożnie  uniosła  powieki,  ale  albo  pokój,  albo  dywan  wirował  tak 

szybko, że aż rozbolały ją oczy, kiedy próbowała cokolwiek dostrzec. Znów 

je zamknęła. Następna próba była bardziej udana, bo postanowiła zobaczyć 

tylko to, co się znajduje w zasięgu jej rąk, i... Ujrzała ten śliczny, kolorowy 

dywan,  który  zawiesiła  na  ścianie  swojego  gabinetu.  Tylko  że  wcale  nie 

miała gabinetu i... I to był dywan Pim. A Cal... nie, Joe pójdzie do więzienia 

i... Nie, to Cal pójdzie do więzienia. 

Nagle krzyknęła, ogarnięta paniką, i wyciągnęła się płasko na wznak. 

Palcami obmacywała piersi, szukając krwi i ran od kul. Niczego nie znalazła 

i  przez  chwilę  była  zaskoczona,  czując  jednocześnie  ogromną  ulgę  i 

przygnębienie. 

Położyła  dłonie  na  swoim  miękkim  brzuchu,  poczuła  ucisk  dżinsów 

modelujących  sylwetkę  i niemal  rozpłakała  się  ze  szczęścia.  Kochała  swój 

tłuszczyk! Naprawdę. Nie chciała mieć go więcej, ale kochała ten, który był. 

Przypominał jej, że jej życie jest o tyle lepsze, niż mogłoby być, że istniała 

RS

background image

95 

 

jakaś... Boska, niebiańska przyczyna, dla której sprawy potoczyły się tak, a 

nie inaczej. 

Patrząc na krokwie pomyślała, że dywan chyba obraca się wolniej, ale 

znów  zamknęła  oczy,  żeby  jej  nie  zemdliło.  Naprawdę  nie  mogła  nikomu 

polecić  latania  na  dywanie...  No  chyba  że  tym,  którzy  zgubili  drogę  albo 

musieli się przekonać, co jest naprawdę ważne w życiu... Podróż na dywanie 

wywoływała mdłości i budziła różnego rodzaju lęki. 

Kiedy dywan zaczął się wolniej obracać, Bonnie odniosła wrażenie, że 

ktoś zawołał ją po imieniu. Po chwili usłyszała wyraźnie ten głos. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

96 

 

Rozdział 9 

 

–  Jan?  To  ty?  –  Usiadła,  podpierając  się  rękami.  Otworzyła  oczy. 

Dywan  obracał  się  teraz  mniej  więcej  w  tempie  zwykłej  karuzeli  i 

wszystko... odzyskało swoje kształty. 

– Bonnie? Słyszysz mnie? 

– Tak. Tak. – Położyła rękę na sercu. – Jak dobrze cię słyszeć! Tak mi 

ciebie brakowało. 

– Skarbie, przecież cały czas byłam tutaj. 

Bonnie przyglądała się, jak dywan znieruchomiał, ale przez kilka chwil 

unosił się wysoko w powietrzu, jakby silnik nadal był włączony. 

– Przez cztery, pięć minut wirowałaś na dywanie. Bałam się zostawić 

cię samą, bo pomyślałam, że może uległam halucynacjom. A ty miałaś moją 

komórkę, więc... Och! Proszę. Zdaje mi się, że opada. Bardzo dziwne. 

A nie znasz nawet połowy prawdy, siostrzyczko, pomyślała Bonnie. 

Jak gdyby za sterami siedział wyborowy pilot, dywan delikatnie opadł 

na  kufer  w  taki  sposób,  by  Bonnie  znalazła  się  jakby  na  wysokiej  ławce. 

Poczuła  pod  palcami  jego  ciepło  i  przebiegł  ją  rozkoszny  dreszcz,  kiedy 

anioł stróż – czy też to, co tam siedziało w dywanie – pożegnał ją. 

– Dziękuję – szepnęła cicho, rozkładając szeroko palce i przyciskając 

je do tkaniny. – Nie zapomnę. 

Potem zeskoczyła z kufra i z całych sił uścisnęła Jan. 

–  Jesteś  najlepszą  siostrą  pod  słońcem.  Jesteś  jedynym  stałym 

elementem w moim życiu – powiedziała. – Bez względu na to, jaką wersję 

swojego życia przeżywam, jesteś zawsze ze mną. 

– Naturalnie, że jestem. No więc co się stało? Siedziałaś zupełnie cicho 

tam na  górze.  Dzięki  Bogu,  że  nic ci  się  nie  stało.  Bo  nic ci się  nie  stało, 

RS

background image

97 

 

prawda?  –  Jan,  wyraźnie  zdenerwowana,  a  jednocześnie  bardzo  przejęta, 

mówiła szybko jak karabin maszynowy. 

Obie pisnęły ze strachu, kiedy dywan nagle drgnął, szybko uniósł się w 

powietrze, na chwilę zawisł w górze, a potem zwinął się jak roleta w oknie. 

Po chwili znów opadł z gracją na kufer. Znieruchomiał i Bonnie wyczuła, że 

jest  martwy  jak  domek  dla  lalek  albo  klatka  dla  ptaków  w  kącie.  Jan 

przyglądała jej się podejrzliwie, pytając: 

– Co ci się przydarzyło? 

–  Zbyt  dużo  –  odrzekła,  cofając  się  i  ciągnąc  siostrę  w  kierunku 

schodów. – Nie uwierzysz... I nie mogę ci tego od razu opowiedzieć... 

– Och, nie bądź taka, opowiedz! 

–I  chciałabym,  żebyś  trochę  posiedziała  z  Pim.  Możesz  to  dla  mnie 

zrobić? 

–  Wiesz,  że  mam  klientów.  Jestem  pośredniczką  obrotu 

nieruchomościami. 

Ale  Bonnie  wiedziała,  że  jej  siostra  poza  tym,  że  jest  łebską 

biznesmenką, ma również niezwykle romantyczną duszę. 

– W porządku. To chyba nic ważnego. Miałam zamiar iść i powiedzieć 

o wszystkim Joemu, ale to może zaczekać, aż przyjdzie pielęgniarka. Proszę, 

to twój telefon. 

– Joemu? 

– Tak. Mojemu mężowi. 

–  Myślałam,  że  zamierzasz  czekać,  aż  do  ciebie  wróci,  żeby  nie 

narazić na szwank swojego poczucia godności. 

–  Raczej  dumy.  Ale  nie  wydaje  mi  się,  żeby  było  miejsce  na  dumę, 

kiedy człowiek się przekona, jak kruche jest życie. – Zgasiła górne światło i 

zaczęła schodzić po schodach. 

RS

background image

98 

 

–  Kiedy  zobaczy,  jak  jedna  decyzja  może  zaważyć  na  całej 

przyszłości. 

–  Coś  zobaczyłaś  tam  w  górze?  Co  to  było  takiego?  Ostrzeżenie? 

Przeszłość? 

–  Nie.  –  Bonnie  przytrzymała  drzwi  i  zaczekała  na  siostrę.  Potem  je 

puściła  i  upewniła  się,  czy  są  porządnie  zamknięte.  Dopiero  wtedy 

odwróciła się do Jan. – Ujrzałam, jakie mogłoby być moje życie. Przeżyłam 

je. 

– W ciągu pięciu minut? 

– Myślę, że musiała to być część czarów, bo miałam wrażenie, że to 

jeden bardzo długi dzień w zupełnie innym życiu. 

– Pod jakim względem innym? 

Bonnie westchnęła i dotknęła dłonią policzka siostry. 

–  Proszę,  posiedź  z  Pim.  Wrócę  najszybciej,  jak  tylko  mi  się  uda,  i 

wtedy wszystko ci opowiem. Obiecuję. 

– Lepiej dotrzymaj słowa. Chcę również wiedzieć, jak się zachowałaś 

na widok Joego. 

Bonnie  tylko  się  uśmiechnęła,  a  potem  zbiegła  po  schodach.  Jan 

została na piętrze. Przechyliła się przez balustradę. 

– Jak wrócisz, zaparzysz kawę. 

– Cześć – powiedziała, kiedy otworzył drzwi. Była tak niespokojna i 

zdenerwowana,  jak  na  ich  pierwszej  randce  –  i  chyba  jeszcze  bardziej 

zakochana niż wtedy. Sam widok jego twarzy stanowił balsam dla jej duszy, 

a dźwięk jego głosu sprawił, że poczuła się jak w niebie. 

– Cześć. – Jego zaskoczenie przemieniło się w radość, lekko zmąconą 

wahaniem. – Wszystko w porządku? 

RS

background image

99 

 

–  Tak.  W  absolutnym  porządku.  Nikomu  nic  się  nie  stało.  Mogę 

wejść? 

–  Jasne.  –  Nadal  nieco  zaniepokojony,  patrzył,  jak  go  minęła. 

Odwrócił się, żeby zamknąć drzwi. Kiedy znów na nią spojrzał, rzuciła się 

na niego... I rozproszyła wszelkie jego obawy. Objął ją z całych sił i wtulił 

twarz w zagłębienie jej szyi. Przez długą chwilę stali przytuleni do siebie. 

– Wróć do domu – wymamrotała mu prosto do ucha. 

Oczy miała zamknięte, jej zmysły wychwytywały wszystko, co w nim 

uwielbiała.  Silne  ramiona,  zapach  szamponu  i  płynu  zmiękczającego  do 

tkanin,  pomruk  –  ten  pomruk  –  płynący  gdzieś  z  głębi  niego,  kiedy  nie 

posiadał się ze szczęścia. 

Zaczęła się powoli odsuwać i otworzyła oczy w samą porę, by spojrzeć 

prosto w jego orzechowe tęczówki. 

–  Nie  wrócę  do  domu,  póki  nie  wysłuchasz,  dlaczego  się 

wyprowadziłem.  –  Kiedy  dotknęła  stopami  podłogi,  puścił  ją.  –  Nie  chcę 

być w domu, w którym nie ma ciebie. A nie było cię w nim, Bonnie. 

– Wiem. Byłam nieobecna. – Zawahała się. – Ale nie wiedziałam, że 

tak jest... I to tylko pierwsza z bardzo wielu dziwnych rzeczy, o których ci 

za chwilę opowiem, tylko musisz mi uwierzyć. 

– Zawsze ci wierzyłem. Chcesz usiąść? 

– Na razie jeszcze nie. Jestem zbyt przejęta. 

– W porządku. – Kąciki ust mu drgnęły, ale nie wybuchnął śmiechem. 

Oparł się o ścianę tuż obok drzwi. – To ja też postoję. 

Skinęła  głową  i  była  ogromnie  zaskoczona,  jak  bardzo  poczuła  się 

dzięki temu lepiej. 

– Wiem, jak to zabrzmi, ale... Byłam po drugiej stronie płotu. 

– Jakiego płotu? 

RS

background image

100 

 

– Tego, za którym trawa jest zawsze bardziej zielona... Tylko że trawa 

wcale  nie  jest  tam  bardziej  zielona,  Joe,  nic  a  nic.  I  każdy,  kto  twierdzi 

inaczej,  przekona  się,  że  to  tylko...  No  wiesz,  to  zielone,  co  tak  lubią 

piłkarze? 

– Forsa? – spytał niepewnie. 

– Nie... Już wiem, sztuczna murawa. Trawa po drugiej stronie płotu to 

sztuczna  murawa.  Tylko  wygląda,  jakby  była  prawdziwa,  ale...  No  cóż, 

może  to  jest  prawdziwa  trawa,  a  nie  sztuczna  murawa,  ponieważ 

przypomina  to  życie,  ale  takie,  w  którym  dokonywaliśmy  samych  złych 

wyborów...  albo  może  po  prostu  wybraliśmy  coś  innego.  Ale  my,  ty  i  ja, 

dokonaliśmy najlepszych wyborów w tym życiu. Mamy tyle szczęścia, Joe. 

– Objęła go i mocno się do niego przytuliła. – Mamy tyle rzeczy, których nie 

można kupić za pieniądze. 

–  Czyli  że  –  pogładził  ją  po  plecach  –  stać  nas  na  kupno  dwóch 

czarnych, plastikowych pistoletów na wodę? 

Serce  jej  zamarło  i  sparaliżował  ją  strach.  W  którym  życiu  była?  W 

prawdziwym  życiu  czy  też  wyimaginowanym?  Obejmowała  Joego  czy 

Cala... A jeśli to Cal, to gdzie jest jej Joe? 

– Joe? – Uniosła głowę, żeby na niego spojrzeć.  

–Tak. 

–Cal? 

– Chyba nie. 

–  W  takim  razie  co...  Skąd...  –  Umilkła,  niepewna,  czy  jej  umysł 

będzie w stanie znieść dziś jeszcze więcej czarów. 

Znów porwał ją w ramiona i pocałował w sam czubek głowy. 

– Spróbuję wyjaśnić, co wiem do tej pory. 

RS

background image

101 

 

Głośno przełknął ślinę, i Bonnie wiedziała, że starał się przedstawić to 

jak najbardziej zrozumiale. 

–  Kiedy  ja...  to  znaczy  Cal  w  tamtym  drugim  życiu  wyszedł  z 

więzienia dziesięć lat po twojej śmierci... 

– Umarłam? 

 Skinął głową. 

–  Jedną  z  pierwszych  rzeczy,  jaką  zrobił,  to  pojechał  do  domu  Pim. 

Nie naszej Pim, tylko Pim z jego świata. 

– Rozumiem. 

–  Chciał  wyjaśnić,  co  się  stało,  i  przeprosić  ją  i  twoją  siostrę. 

Opowiedział  jej  wszystko,  nawet  o  plastikowym  pistolecie.  Wciąż  był 

załamany. Nie mógł sobie wybaczyć tego, co się stało. Zaczął płakać i... Pim 

się nad nim zlitowała. 

– Zaprowadziła go na strych. 

– Tak. A kiedy szli na górę, powiedziała mu o dywanie. 

– Powiedz mi o nim. 

– Powiem ci tyle, ile sam wiem. Nie chcesz usiąść? 

– Czy ta historia będzie jeszcze bardziej dziwna? 

 Uśmiechnął się zachęcająco i pociągnął Bonnie, by usiadła obok niego 

na kanapie. 

–  Najpierw  kazała  mu...  znaczy  się,  Calowi,  wyciągnąć  dywan  z 

kryjówki na strychu, znieść go po schodach i rozłożyć w holu obok drzwi do 

jej  sypialni.  Powiedziała,  że  dywan  zabierze  go  do  każdego  miejsca,  w 

którym chciał być w swoim życiu. Wystarczy, że wypowie życzenie. Będzie 

tam mógł pozostać tylko przez jeden dzień, żeby naprawić zło albo jeszcze 

raz  przeżyć  coś,  co  uczyniło  go  szczęśliwym,  ale  jeśli  przed  nastaniem 

środka  nocy  nie  wypowie  drugiego  życzenia,  by  wrócić,  na  zawsze  tam 

RS

background image

102 

 

pozostanie.  Najwidoczniej,  istnieje  tam  równoległy  świat,  jego  inne  życie, 

ponieważ  dokonał  określonych  wyborów.  I  twoje  inne  życie,  gdybyś  i  ty 

wybrała inaczej. Dywan pokazuje nam, jak mogłoby być. 

– Ale tam nie wiedziałam, że istnieje to tutejsze życie, tak samo, jak 

przedtem nie zdawałam sobie sprawy  z istnienia tamtego... Czy  wyraziłam 

się jasno? 

Roześmiał się. 

– Tak. I prawdę mówiąc też się nad tym zastanawiałem, kiedy Pim mi 

to tłumaczyła... Ostatecznie Cal zakochał się w tobie, a ty poświęciłaś się dla 

niego... Nie, żebym był chociaż odrobinę zazdrosny. 

– Mam nadzieję. Przecież ja nie wiedziałam... 

–  Nie,  skarbie,  nie  jestem  zazdrosny.  Tak  sobie  tylko  zażartowałem. 

Według  Pim  na  tym  między  innymi  polega  magiczna  moc  dywanu:  nie 

pamięta  się,  że  podróżuje  się  do  innego  życia,  ale  pamięta  się  wszystko, 

kiedy się wróci do tego poprzedniego. 

– To ma sens. Mogę się przekonać, o ile pełniejsze jest moje życie i jak 

wybory,  których  dokonałam,  na  przykład  poślubienie  ciebie,  sprawiają,  że 

jestem  lepsza,  nie  taka  samolubna,  bardziej  troskliwa,  nie  taka  bogata,  ale 

całkiem  zadowolona  z  życia,  mam  czas  przytulić  się  do  mężczyzny,  który 

mnie  kocha,  którego  ubóstwiam  i  z  którym  nigdy  więcej  nie  chcę  się 

rozstawać? 

– Tak mi się wydaje. – Zachichotał i nachylił się, żeby ją pocałować, 

wolno i namiętnie. Nie wiedziała, dlaczego ten pocałunek sprawił, że miała 

ochotę  się  rozpłakać.  –  Chcesz  wysłuchać  reszty  teraz  czy  iść  od  razu  do 

łóżka? 

– Lepiej wysłucham reszty teraz, bo później mogę nie być zdolna do 

słuchania czegokolwiek. 

RS

background image

103 

 

–  Dobrze.  Hmrnm...  Och.  Zanik  pamięci...  Zapomina  się  również  o 

potrzebie wypowiedzenia drugiego życzenia: żeby wrócić. Najwyraźniej jest 

to  po  prostu  ryzyko,  jakie  się  wiąże  z  wykorzystywaniem  magii.  Musi  to 

wyjść od ciebie spontanicznie. 

– Nie sądzisz, że z tych samych powodów? – zapytała cicho, wracając 

w myślach do przeszłości. – I ponieważ gdyby było to zbyt łatwe... Nikt by 

nie... 

–Co? 

–  Pim.  Tamta  Pim  próbowała  mnie  ostrzec.  Wiedziała,  że  mam 

dywan... I miałam... Wisiał na ścianie mojego gabinetu. Wiedziała, że grozi 

mi niebezpieczeństwo i że muszę zrobić to, co należy, przed środkiem nocy. 

Pokręcił głową. 

– Ciągle to słyszę. Kiedy, u diabła, jest „środek nocy"? 

 Wzruszyła  ramionami  i  obydwoje  zachichotali,  szczęśliwi  tylko 

dlatego że rozmawiają, że są sami, razem, i że nikt im nie przeszkadza. 

Joe westchnął głęboko i wrócił do swojej opowieści. 

– Cal rozważał powrót do dnia, kiedy cię poznał, ale obawiał się,  że 

wszystko  potoczy  się  tak  samo.  Zastanawiał  się  nad  powrotem  do  czasów 

sprzed aresztowania za to poważne przestępstwo, jednak wtedy nigdy by cię 

nie spotkał... A bardzo chciał cię spotkać, więc... Wrócił do wieczoru, kiedy 

było przyjęcie urodzinowe Chicky'ego. 

Aż ją zatkało. 

– Ale to wieczór, kiedyśmy... 

–I  kiedy  zobaczyłem,  jak  się  chowasz  w  krzakach,  miałem  taki  sam 

wybór,  jak  Cal:  nic  nie  zrobić,  zakładając,  że  sama  trafisz  do  domu,  albo 

wypłoszyć cię i mieć pewność, że tak właśnie się stanie. 

– Ha. Wypłoszyć mnie. A to dobre. 

RS

background image

104 

 

–Ale  Cal  nie  dokonał  jeszcze  najgorszego  wyboru  w  swoim  życiu, 

czym było zignorowanie ciebie, więc w tamtej chwili nadal był Joem, mną. 

Dla  niego  jeszcze  się  nie  zaczęło  równoległe  życie.  I  to  ja  poszedłem  za 

garaż i zacząłem udawać, że chcę się odlać i... 

– ... Usłyszałeś, jak się przedzieram przez krzaki, żeby zejść ci z drogi. 

–  ...  Usłyszałem,  jak  się  przedzierasz  przez  krzaki,  żeby  zejść  mi  z 

drogi. 

Powiedzieli to jednocześnie i wybuchnęli śmiechem. 

–  Zastanawiam  się,  dlaczego  dzieci  częściej  nas  nie  pytają,  jak  się 

poznaliśmy. 

–  Uważam,  że  poznaliśmy  się  w  cudowny  sposób  –  powiedziała  z 

rozmarzeniem  Bonnie.  –  Cierpliwie  wysłuchałeś,  jak  się  nazywam  i  jaka 

jestem  zdenerwowana,  i  że  zgodziłam  się  przyjąć  zaproszenie  Chicky'ego 

tylko dlatego, że nie wiedziałam, jak mu odmówić, ale z tego powodu nawet 

dostałam mdłości, że on właściwie wcale nie jest w moim typie i chybabym 

umarła, gdybym miała pójść na to przyjęcie. A ty mi powiedziałeś, żebym 

zaczekała,  wróciłeś  po  dwóch  minutach  z  dwiema  puszkami  coli  i  jedną 

dałeś  mnie.  Powiedziałeś,  że  zawiadomiłeś  Chicky'ego,  że  podobno  mam 

grypę, i żebym nie mówiła nikomu, że jest inaczej. A potem odprowadziłeś 

mnie do domu, przy świetle księżyca, trzymając ręce w kieszeniach. I zanim 

doszliśmy do mojego domu, zdążyłam się w tobie zakochać. 

–  Ja  zakochałem  się  w  tobie,  kiedy  wygramoliłaś  się  z  zarośli, 

zdenerwowana, zasapana i oburzona. Jakbyś miała pełne prawo siedzieć w 

tych krzakach i nie spotkać kogoś, komu akurat zachciało się odlać. A potem 

się zawstydziłaś, co było niemal równie zabawne. 

Bonnie spoważniała. 

– Czyli spotkanie ze mną uchroniło cię przed zostaniem Calem. 

RS

background image

105 

 

Odszukali  wzrokiem  swoje  twarze  i  nie  miało  żadnego  znaczenia,  że 

widzieli je wcześniej już miliony razy. Codziennie było coś nowego – nowa 

zmarszczka  mimiczna,  pojedynczy  siwy  włosek  w  brwiach,  zmiana 

rozmieszczenia tłuszczu na policzkach, niepokój, ciekawość. 

Joe wyciągnął rękę i przesunął palcem po wargach Bonnie, mówiąc: 

– Kiedy nadszedł środek nocy, spałem jak zabity w swoim łóżku. 

– Nie wypowiedział drugiego życzenia.  

Pokręcił głową i wolno wypuścił powietrze z płuc. 

– W pewien sposób owszem. Kiedy był u Pim, opisał całą historię w 

liście, wszystko, co pamiętał. Przypiął go do dywanu i kiedy był gotów do 

drogi,  wypowiedział  dwa  życzenia  jednocześnie:  przenieść  się  do  tamtego 

wieczoru,  kiedy  Chicky  wydawał  przyjęcie  urodzinowe,  i  żeby  dywan 

natychmiast wrócił do Pim bez niego. 

– Pim z jego świata. 

– Ale ponieważ nie żyłaś, a on właściwie nie stał się jeszcze Calem, 

więc  ten  równoległy  świat  nie  istniał  dla  żadnego  z  was.  Dlatego  dywan 

wrócił do pierwszej Pim, jaką napotkał. 

–Do naszej.  

Skinął głową. 

– I, naturalnie, przeczytała list, kiedy znalazła dywan w holu na górze. 

Od  lat  znałem  tę  historię...  Historię  Cala.  Rozmawialiśmy  o  tym  z  Pim, 

powiedziała,  że  powinniśmy  pozwolić,  żebyś  dowiedziała  się  o  tym  w 

sposób  naturalny,  bo  wiemy,  że  nic  ci  nie  będzie...  W  tym  życiu...  Więc 

kiedy zaczęłaś zachowywać się... Jak to się mówi? Jakbyś była nieobecna? 

Jakbyś błądziła myślami gdzieś daleko i nie mogła się skupić... Pomyślałem, 

że może potrzebujesz trochę czasu, żeby się nad tym wszystkim zastanowić 

i... Zrobić to, co musiałaś zrobić, żeby przyjść tutaj dziś po południu. 

RS

background image

106 

 

Na jej ustach wolno pojawił się uśmiech. Równie wolno, jak iskierka 

w  jego  oczach...  Ale  poza  tym  wszystko nabierało  tempa.  Serce  waliło  jej 

jak oszalałe. 

–  No  więc  Bonnie,  moja  żono  –  powiedział,  łapiąc  ją  za  kołnierzyk 

koszuli, by móc przytrzymać jej głowę, kiedy będzie ją długo całował – to, 

czy trawa jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu czy też mniej, zależy 

od tego, po której stronie płotu się stoi, nieprawdaż? 

– Chyba tak. 

Zaczęli  się  całować  i  przestali  tylko  na  moment,  żeby  Joe  mógł 

ściągnąć  sobie  koszulkę  przez  głowę.  Potem  pchnęła  go  na  poduszki 

kanapy...  Chociaż  prawdę  mówiąc,  nie  wymagało  to  od  niej  zbytniego 

wysiłku. 

– Myślę sobie, że powinniśmy zatrzymać to mieszkanko do czasu, aż 

Susan pójdzie na uczelnię – powiedział ni stąd, ni zowąd, odrywając usta od 

jej warg, żeby spojrzeć na guziki jej koszuli. 

– Dlaczego? 

– Co dlaczego? 

–  Dlaczego  chcesz  zatrzymać  to  mieszkanie?  –  Znów  go  namiętnie 

pocałowała. 

– Żeby mieć odrobinę prywatności – wymamrotał. 

Dała mu chwilę, by mógł nabrać tchu. Rozejrzała się i skinęła głową. 

– Przydałoby się odmalować trochę, ale... Co mielibyśmy robić tutaj, 

czego  nie  możemy  zrobić  w  domu...  Szczególnie  kiedy  Susan  pilnuje 

czyjegoś dziecka? 

Uśmiechnął się do niej i wziął ją za rękę. 

– Chodź, pokażę ci. 

 

RS

background image

107 

 

 

Rozdział 10 

 

Zrobiło się już ciemno, więc światło na ganku się paliło, a drzwi były 

zamknięte na klucz. Bonnie mocno zastukała w matowe szybki w drzwiach, 

żeby siostra ją usłyszała. 

Jan wyszła z kuchni na korytarz z rękami skrzyżowanymi na piersiach 

i  gniewną  miną  na  twarzy.  Zatrzymała  się  przed  wąskim  lustrem,  żeby 

poprawić włosy, a potem wolno podeszła do drzwi i popatrzyła na siostrę. 

Ale nie otworzyła jej. 

– Przepraszam. Wiem, że przyszłam trochę późno. 

– Trochę? 

–  Zdecydowanie  za  późno.  Jestem  zdecydowanie  spóźniona  i  bardzo 

cię za to przepraszam. 

– Przyniosłaś coś do jedzenia? 

–  Nie.  Nie,  ale  wczoraj  włożyłam  do  zamrażalnika  babeczki 

czekoladowe. Wystarczą dwie sekundy, żeby je rozmrozić. 

Janice  mierzyła  ją  wzrokiem  jeszcze  przez  kilka  sekund,  po  czym 

zapytała: 

–  Czy  wydarzyło  się  coś  ciekawego  w  ciągu  tego  długiego  czasu, 

kiedy cię nie było? 

– Cóż, kochałam się z Joem.  

–Co? 

–  Kochaliśmy  się!  Joe  i  ja  kochaliśmy  się  dziś  po  południu!  –

wykrzyknęła Bonnie, kiedy jej siostra szamotała się z drzwiami, próbując je 

otworzyć. 

– Co się z tobą dzieje? Wchodź. Chyba wszyscy sąsiedzi cię usłyszeli. 

RS

background image

108 

 

–  Ale  dzięki  temu  otworzyłaś  drzwi.  –  Bonnie  cmoknęła  siostrę  w 

policzek. – Pielęgniarka nie przyszła? 

– Przyszła, ale powiedziałaś, że wrócisz, więc czekałam. 

– Cieszę się, że zostałaś. 

– A co z Joem? 

– Jestem pewna, że też jest szczęśliwy. Może zadzwonimy do niego i 

go zapytamy? 

– Na litość boską! Upiłaś się? 

– Nie, jestem tylko... Naprawdę bardzo zadowolona ze swojego życia. 

Jeszcze nie minęła północ, prawda? 

Bonnie  zaczęła  wchodzić  po  schodach  na  piętro,  a  Janice  ruszyła  za 

nią. 

– Jest może kwadrans po jedenastej lub coś koło tego. 

–  To  dobrze,  bo  zastanawiałam  się...  Środek  nocy  musi  być  wtedy, 

kiedy  robi  się  najciemniej, najciszej,  kiedy  człowiek  zostaje  zupełnie  sam. 

Północ jest w połowie audycji Lettermana, więc wiadomo, że ludzie jeszcze 

nie  śpią,  bo  wciąż  oglądają  telewizję.  O  drugiej,  trzeciej  nad  ranem 

zamykają  większość  barów.  Czyli  środek  nocy  jest  między  trzecią  a  piątą 

nad ranem. 

–  Podobnie  mi  wyszło,  ale  uwzględniając  różnicę  długości  czasu 

pracy,  który  wynosi  7,9  godziny  w  przypadku  mężczyzn  i  7,1  godziny  w 

przypadku  kobiet  oraz  między  absolwentami  uczelni,  pracującymi  3,11 

godziny i absolwentami liceum, pracującymi 7, 1 godziny... 

– Dobra, zrozumiałam – przerwała jej Bonnie. – Nie było to proste, ale 

obie uzyskałyśmy taki sam wynik. Zgadza się? 

– Tak. – Dotarły do szczytu schodów. – Więc? 

RS

background image

109 

 

–  Więc  będziesz  mi  potrzebna,  musimy  przenieść  ten  czarodziejski 

dywan  ze  strychu  do  pokoju  Pim.  –  Zobaczyła  zbolałą  minę  siostry  i 

położyła  rękę  na  ramieniu  Jan,  prowadząc  ją  do  drzwi  na  strych.  –  Ten 

dywan  tak  szybko  wirował,  że  założę  się,  iż  nie  został  na  nim  ani  jeden 

pyłek kurzu. 

Janice to nie przekonało. 

– Pomyśl tylko, jaki będę miała wobec ciebie dług wdzięczności, jeśli 

mi pomożesz. 

Janice  ożywiła  się.  Uniosła  brew,  żeby  siostra  wiedziała,  że  ona  na 

pewno nie zapomni i będzie oczekiwała poważnego rewanżu, ale Bonnie się 

tym specjalnie nie przejęła. 

– Powiedz mi, co się stało – poprosiła cicho i poważnym tonem Jan, bo 

jej cierpliwość była na wyczerpaniu. 

Bonnie  z  lubością  opowiedziała  jej  wszystko:  od  dreszczu,  jaki 

wywołał w niej pocałunek Cala, do faktu, że była dumną posiadaczką więcej 

niż jednej pary pantofli od Ferragamo. 

– Czyli twoim przeznaczeniem zawsze było być z Joem. Boże, jakie to 

romantyczne. 

– Nasze drogi miały się przeciąć, to nie ulega wątpliwości. Ale to, czy 

umrzemy albo pójdziemy do więzienia, czy też zostaniemy zakochaną parą 

licealistów,  weźmiemy  ślub,  będziemy  mieli  dzieci  i  w  miarę  szczęśliwe 

życie, zależy od decyzji, jakie podejmujemy w mgnieniu oka. – Otworzyła 

drzwi na strych. – Już nigdy nie będę traktowała tego, co mam, jak coś, co 

mi się po prostu należy. – Urwała. – Jeśli kiedykolwiek tak się zachowam, to 

porządnie mnie trzepnij, dobrze? 

– Z największą przyjemnością. 

– Nie zaglądałaś tu po moim wyjściu, prawda? 

RS

background image

110 

 

–  Masz  na  myśli  rozmyślnie?  Przez  nikogo  niezmuszana  i  w  obliczu 

grożącej katastrofy? Nie. 

–  Nie  pamiętam,  żebym  wyłączyła  światło,  ale  musiałam  to  zrobić  – 

powiedziała Bonnie, pociągając za przewód, by je teraz zapalić. 

Od razu zobaczyły ten nadzwyczajny,  wyjątkowy dywan: cały, aż po 

same brzegi, sztywny, w jaskrawych kolorach, a zarazem miękki i subtelny; 

wątki i osnowy splecione z wielką wprawą, artyzmem... I magią. 

–  Jesteś  pewna,  że  Pim  chce...  No  wiesz,  odbyć  podróż  swoim 

czarodziejskim dywanem? – spytała Janice, kiedy podeszły do niego bliżej. 

–  Nie  wiem,  ale  muszę  to  sprawdzić.  Jeśli  ma  coś  ważnego  do 

zrobienia, chcę jej dać szansę. Jesteśmy jej winne przynajmniej tyle. 

– A ja? Czy powinnam nim gdzieś polecieć? 

–  A  chcesz?  –  Bonnie  westchnęła  ciężko,  podnosząc  jeden  koniec 

wyjątkowego dywanu, i ruszyła tyłem w stronę drzwi i schodów. 

– Właściwie nie. 

–  Może  kiedy  Pim...  Nie  będzie  go  już  potrzebowała  albo  kiedy 

będziesz miała pytanie, na które nie znajdziesz dobrej odpowiedzi. 

– Zamierzasz jeszcze kiedyś odbyć nim podróż? 

– Nie – powiedziała Bonnie szybko i zdecydowanie. –Nigdy więcej. 

– Hmm. A Joe? 

– Kocham Joego... Nawet kiedy ma na imię Cal. On też nigdy więcej 

nie chce nim podróżować. 

–Co? 

– My tu teraz rozmawiamy, a Joe szykuje się do przeprowadzki. Potem 

pojedzie po Susan i pizzę, no i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Podnieś 

swój koniec wyżej, nad balustradę. O, tak. Dobrze. 

RS

background image

111 

 

– No cóż, to najlepsza wiadomość – powiedziała Jan, sapiąc z wysiłku. 

– Nie mogę uwierzyć, że robimy to same, kiedy obie mamy dużych, silnych 

mężów, po których zawsze możemy zadzwonić. 

– Robimy to, ponieważ same dajemy sobie radę i ponieważ im mniej 

osób wie o dywanie, tym lepiej. Zgadzasz się? 

– Nie mogę o tym powiedzieć nawet Rogerowi? Jestem okropna, jeśli 

chodzi  o  trzymanie  czegoś  w...  –  Jej  siostra  skręciła  na  dole  schodów,  ale 

koniec dywanu się zaklinował. Janice przepchnęła go jak profesjonalistka. –

... Tajemnicy przed Rogerem. Nawet kiedy się staram. 

– W takim razie możesz powiedzieć Rogerowi, ale muszę cię ostrzec, 

prawdopodobnie uzna, że zwariowałaś. 

Janice się roześmiała. 

– Wiesz, że pomyślałby tak nie pierwszy raz. 

 Położyły zwinięty dywan przy ścianie w przedpokoju kilka kroków od 

sypialni Pim, a potem podeszły na palcach do drzwi. Bonnie lekko zapukała 

i otworzyła jej pielęgniarka w średnim wieku. 

–  Cześć,  Lucy,  jak  się  masz?  –  zapytała  Bonnie,  zbyt  szeroko  się 

uśmiechając. 

– Dziękuję, dobrze. Czy pani czegoś potrzebuje? Pim w końcu usnęła. 

–Nie. Niczego nie potrzebujemy. Ale zrobiło się późno i razem z Jan 

uznałyśmy,  że  pora  wracać  do  domu.  Pomyślałyśmy  tylko,  że  może 

chciałabyś  sobie  zrobić  przerwę.  –  Zamachała  rękami.  –  Żeby  pójść  do 

łazienki  albo  coś  zjeść  lub  czegoś  się  napić...  Poruszać  się  trochę, 

rozprostować kości. 

– Od wielu lat czuwam przy swoich pacjentach w nocy –odparła Lucy 

wyraźnie  naburmuszona.  –  I  nigdy  nie  usnęłam  ani  nie  musiałam 

rozprostowywać kości. 

RS

background image

112 

 

Janice  wystąpiła  krok  do  przodu.  W  ich  rodzinie  to  ona  była 

specjalistką od dyrygowania ludźmi. 

– Moja siostra chciała powiedzieć, że chciałybyśmy, żeby zeszła pani 

na  dół  i  nie  wracała  tu,  póki  pani  nie  zawołamy,  ponieważ  chciałybyśmy 

spędzić trochę czasu same z Pim. 

Lucy cmoknęła, zabrała z bujanego fotela sweter i pospiesznie wyszła 

z pokoju. 

– Jeśli ta kobieta zrezygnuje z opieki nad Pim, będziesz siedziała przy 

babce,  póki  nie  znajdziesz  nowej  pielęgniarki  na  jej  miejsce  –  mruknęła 

Bonnie, pochylając się, by podnieść dywan. 

– A ty kazałaś jej pobiegać, żeby nie usnęła. Zawsze najlepiej mówić 

prawdę. – Janice wzięła swój koniec dywanu, uważając na manikiur, który 

zrobiła niespełna tydzień temu. 

– Zapamiętam to sobie. 

Sapiąc  podniosły  dywan  i  wtarabaniły  się  z  nim  do  pokoju,  a  potem 

stanęły nieruchomo jak posągi, mając nadzieję, że to, co czują, nie dzieje się 

naprawdę. Bonnie zrobiła półobrót i zobaczyła, że Janice pobladła. 

–  To  dla  Pim,  Jan  –  powiedziała  Bonnie,  czując  duchową  więź  z 

dywanem: coś jej mówiło, że pragnął się znaleźć blisko Pim. – Nie bój się. 

Dywan zrobił się ciepły dla niej, nie dla nas. Chodź. 

Delikatnie złożyły swój ciężar na podłodze... Na wszelki wypadek... I 

zamknęły drzwi. Bez wahania podeszły do łóżka staruszki. 

Pim  była  drobniutka  i  chudziutka.  Bonnie  oglądała  wiele  zdjęć,  na 

których babka miała kruczoczarne loki, ale w prawdziwym życiu nigdy nie 

widziała  jej  z  inną  fryzurą  niż  ze  starannymi  loczkami  i  falami  srebrno–

siwych włosów. 

RS

background image

113 

 

–  Spójrz  na  nią  –  szepnęła  Jan.  –  Zawsze  dama:  róż  na  policzkach  i 

szminka na ustach. Czyż nie jest wyjątkowa? 

Bonnie skinęła głową. 

– Nasza Pim jest jedyna w swoim rodzaju. 

– Ale jeszcze nie umarłam, więc dlaczego mówicie szeptem? –spytała 

Pim,  otwierając  jedno  oko...  Co  w  zupełności  wystarczyło.  Oczy  miała 

błękitne jak niebo i przenikliwe. 

– Och! Ale mnie wystraszyłaś, Pim! – Jan była raczej zaskoczona niż 

zła. 

–  Pim,  ty  stara  oszustko.  –  Bonnie  się  roześmiała.  Miała  dzieci,  a 

dzieci  często  udają,  że  śpią. –  Lepiej  bądź  teraz  grzeczna, bo  znalazłyśmy 

twój czarodziejski dywan. 

– Oooooch. – Oczy Pim zrobiły się okrągłe. – Moje słodkie, kochane 

dziewczynki,  uratowałyście  mnie.  –  Teatralnie  klasnęła  w  dłonie,  a  potem 

odrzuciła  kołdrę,  jakby  zamierzała  wyskoczyć  z  łóżka  w  długiej,  białej, 

bawełnianej koszuli nocnej. Obie siostry odruchowo wyciągnęły ręce przed 

siebie,  żeby  ją  powstrzymać.  –  Och,  dajcie  spokój,  nigdzie  się  nie 

wybieram... Poruszam się wolno jak wiejski parobek. – Spojrzała na Bonnie. 

– Nie byłam pewna, czy mnie zrozumiałaś, kiedy rozmawiałyśmy  wczoraj 

wieczorem. Nie jestem przyzwyczajona do brania tyłu leków. Kręci mi się 

od nich w głowie. 

– To mało powiedziane, Pim. Myślałam, że mam halucynacje. 

– Że zupełnie zwariowałaś, ot, co – dodała Jan.  

Starsza  pani  roześmiała  się  dystyngowanie,  ale  jej  śmiech  był 

zaraźliwy – Bonnie zawsze wspominała go z rozrzewnieniem. 

– Więc jak chcesz to zrobić, Pim? Spróbujesz wstać? Czy wolisz, żeby 

położyć dywan na łóżku obok ciebie? 

RS

background image

114 

 

– Jest prawdziwym dziełem sztuki, ale to za mało, by zasłużyć sobie 

na miejsce w czyimś łóżku. Miejsce dywanów jest na podłodze. Więc jeśli, 

moje słodkie dziewczynki, byłybyście tak dobre i rozwinęły go tam, przed 

moją toaletką, myślę, że z resztą sama sobie poradzę. 

Pim  obciągnęła  koszulę  nocną,  poprawiła  włosy  z  tyłu  głowy  i 

przysunęła  sobie  balkonik,  a  Bonnie  i  Janice  bez  słowa  rozwinęły  dywan 

przed  komodą.  Co  nie  znaczy,  że  nie  komentowały  zachowania  chorej. 

Identycznie  kiwały  głowami,  wzruszały  ramionami  i  robiły  różne  miny, 

których sens był tylko dla nich najzupełniej jasny. 

– Z jaką resztą, Pim? – Bonnie przypuszczała, że już zna odpowiedź, 

ale jeśli wziąć pod uwagę stan umysłu staruszki w ostatnim czasie... 

Pim utkwiła świdrujące spojrzenie swoich niebieskich oczu najpierw w 

Janice, a potem w Bonnie, i zadowolona z tego, co zobaczyła, powiedziała 

cicho: 

– Przypuszczam, że jedna z was już wie, jaką „resztę" mam na myśli. 

–  Ja  wiem  –  przyznała  się  Bonnie.  –I  uważam,  że  może  powinnam 

albo...  Albo  Jan  lub  pielęgniarka  czy  ktokolwiek  być  tutaj  z  tobą...  Na 

wypadek, gdyby coś poszło nie tak. 

– Pielęgniarka? – Pim wyraźnie uznała to za naruszenie tajemnicy. 

– No dobrze. Ja albo Jan... Albo Joe. 

Babka energicznie uniosła głowę i po raz pierwszy od... w ogóle po raz 

pierwszy...  na  jej  twarzy  pojawiło  się  poczucie  winy.  Ale  bez  słowa 

wyjaśnienia czy przeprosin szykowała się do wstania z łóżka. 

– Nic nie pójdzie nie tak, moja droga. – Zsunęła się na skraj materaca i 

opuściła  nogi,  po  czym  zapytała  rzeczowo:  –  A  czy  ty,  Bonnie, 

wypowiedziałaś drugie życzenie przed środkiem nocy? 

RS

background image

115 

 

– Tak, babciu. – Kiedy pomyślała, jak mało brakowało – z powodu jej 

niewiedzy o możliwościach dywanu – aby została po drugiej stronie i teraz 

była  martwa,  aż  zrobiło  jej  się  słabo.  –  Tak.  Na  szczęście.  To  wszystko 

przypadek... Podobnie jak tamto drugie życzenie. 

–  Przepraszam,  moja  droga,  że  posłałam  cię,  żebyś  go  przyniosła. 

Zapomniałam,  jak  szybko  może  podziałać.  Powinnam  była  zaczekać  na 

Joego. 

Bonnie otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale uprzedziła ją Janice. 

–Joe  był  bardzo  zajęty  przez  ostatni  miesiąc,  Pim.  Bonnie  prawie 

wcale go nie widywała. 

– Zbyt zajęty, żeby chociaż raz do mnie zajrzeć? 

– Przyszedł... chyba ze dwa razy... O ile mi wiadomo... Może więcej... 

Ale spałaś. 

Bonnie  zmarszczyła  czoło  i  spojrzała  na  siostrę.  Doceniała  jej 

gotowość do kłamstwa, by nie wyszło na jaw, że Joe się wyprowadził, ale 

uznała,  że  teraz  nie  ma  to  już  znaczenia.  Znów  byli  razem  i  było  jej 

obojętne, czy ktoś się dowie, że przez jakiś czas mieszkali osobno. 

Pim  bez  słowa  skinęła  głową,  patrząc  na  nie  wyczekująco.  Spojrzały 

na nią z niemym pytaniem, wyraźnie chcąc jej służyć pomocą. 

– Idźcie! – powiedziała w końcu, kiedy ją już zdenerwowało, że ciągle 

sterczą obok dywanu. 

– Ale czy jesteś pewna, że... 

– Tak. Zmykajcie. 

Pim  stała,  trzymając  się  balkonika, kiedy  obie  siostry  wycofały  się  z 

pokoju. Bonnie położyła rękę na gałce drzwi. Usłyszały szczęknięcie zamka. 

– Myślisz, że nic jej nie będzie? – spytała Janice. Za nimi na korytarzu 

rozległ się głos Pim: 

RS

background image

116 

 

– Że komu nic nie będzie? 

Obie  razem  krzyknęły  i  cofnęły  się...  Aż  oparły  się  plecami  o 

zamknięte drzwi. 

Serca im waliły jak oszalałe, kiedy patrzyły na dawną Pim, tryskającą 

zdrowiem i bez balkonika. Na nogach miała swoje ulubione adidasy, w ręku 

trzymała wysoką szklankę z mlekiem. 

–  Do  Bożego  Narodzenia  czy  Wszystkich  Świętych  zostało  jeszcze 

dużo  czasu,  więc  nie  ukrywałyście  prezentów  ani  nie  wkładałyście  mi  do 

łóżka gumowych węży... Chociaż jesteście na to już trochę za duże, prawda? 

Dlaczego więc nie jesteście u siebie o tak późnej porze? 

–  My...  My...  –  Jan  nadal  starała  się  odzyskać  oddech,  kiedy  Pim 

otworzyła drzwi do sypialni. 

– Akurat przejeżdżałyśmy i zobaczyłyśmy, że pali się światło. 

– Chciałyśmy tylko pocałować cię na dobranoc. 

 Pim uśmiechnęła się zachwycona. 

– Moje słodkie dziewczynki. Cóż, wejdźcie i pozwólcie, że się położę 

do  łóżka.  Możecie  mnie  opatulić  kołdrą  tak,  jak  to  robiłyście,  kiedy  już 

wstałyście i myślałyście, że ja wciąż śpię. 

– Nie spałaś? – zapytała Janice. 

– Naturalnie, że nie. Mogłam godzinami się przyglądać, jak bawisz się 

moimi kosmetykami, słodka Jannie. – Wypiła połowę mleka, zdjęła buty i 

weszła do łóżka, owinąwszy się długą, białą, bawełnianą koszulą nocną. 

Bonnie stanęła w nogach łóżka, a Jan została tam, gdzie była. Razem 

naciągnęły prześcieradło i wsunęły brzeg pod materac. 

– Och, jak dobrze. Dziękuję wam, dziewczynki. Jan nachyliła się nad 

babką. 

RS

background image

117 

 

– Dziękuję ci, Pim, za wszystko. Za rzadko ci to mówię. – Pocałowała 

starszą panią w policzek, a potem w czoło. –Kochamy cię. 

–  Och,  skarbie,  ja  też  was  kocham.  Dzięki  wam  moje  życie 

przypomina niekończącą się przygodę. 

Uśmiechnęły  się  serdecznie  i  Janice  przeszła  lekko  przez  pokój  ku 

drzwiom. 

Bonnie wsunęła Pim srebrny lok za ucho i uśmiechnęła się do babki, 

patrząc w jej kochane, niebieskie oczy. 

–  Dobranoc,  moja  Pim.  Śpij  dobrze.  –Pocałowała  ją  w  policzek.  – 

Zostawić światło, przygasić je czy wyłączyć? 

–  Wyłącz,  ale  za  chwilę  i...  I  nie  zapominaj,  moja  mała,  że  same 

życzenia to za mało. 

Bonnie  znieruchomiała.  Uświadomiła  sobie,  że  miała  cichą  nadzieję, 

że  akurat  ta  Pim  nie  wiedziała  o  dywanie  ani  o  tym,  co  się  wydarzyło  w 

ciągu kilku ostatnich godzin. 

–  Moja  droga,  same  życzenia  to  za  mało,  żeby  uczynić  życie  takim, 

jakim byś chciała, żeby było. Nawet jeśli się skorzysta z odrobiny czarów, 

życzenia  to  za  mało,  by  być  szczęśliwą.  Potrzebna  jest  odwaga,  wiara, 

miłość  i  optymizm.  Przyjaźń.  Ciężka  praca,  upór,  czasami  pomocna  dłoń. 

Potrzebna jest prawidłowa ocena sytuacji, poczucie sprawiedliwości i... 

– Pim, która cię kocha. 

RS


Document Outline