background image

 

 

 

Ruth Ryan 

Langan 

 

 

Wieczna miłość 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tym wszystkim, którzy szukają prawdy i miłości. 

I Tomowi, mojemu sercu i duszy 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

Rozdział 1 

 

To,  co  teraz  państwo  oglądają,  to  efekt  ostatniej  rozbudowy  zamku 

MacLennan,  ukończonej  w  tysiąc  osiemset  trzydziestym  drugim  roku, 

chociaż prace remontowe trwają do tej pory. – Przewodnik prowadził grupkę 

turystów po lśniących, drewnianych parkietach, po których nic a nic nie było 

widać, że tysiące zwiedzających deptało je, odkąd zamek udostępniono dla 

gości,  otwierając  w  nim  pięciogwiazdkowy  hotel  i  restaurację.  W  górnej 

galerii przeszli obok portretów pierwszych właścicieli z wojowniczego klanu 

MacLennan. 

Laurel  Douglas  wlokła  się  z  tyłu,  niespiesznie  przyglądając  się 

dumnym,  urodziwym  obliczom  mężczyzn,  samych  wojowników.  Mimo 

stopniowej zmiany strojów, od prostego pledu do bogato zdobionych kiltów, i 

setek  lat,  które  ich  dzieliły,  wszyscy  –  od  pierwszego,  piętnastowiecznego 

właściciela do tych współczesnych – byli uderzająco do siebie podobni. Czy 

zapalczywi,  czy  dumni,  czy  zwyczajnie  rozbawieni,  byli  wyniośli  i 

aroganccy,  a  ich  miny  świadczyły  o  tym,  że  są  świadomi  swojej  pozycji  i 

pozostają w stanie błogiego samozadowolenia. 

Laurel wciąż nie mogła uwierzyć, że jest w górach Szkocji. Marzyła o 

tym  od  dawna,  odkąd  babka  opowiadała  jej  na  dobranoc  opowieści  o 

szlachetnych  wojownikach i pięknych dziewicach.  Chociaż  babka  opuściła 

swoją rodzinną Szkocję jako dziecko, to nigdy nie przestała kochać stron, w 

których się urodziła. Wypełniła głowę jedynej wnuczki obrazami spowitych 

mgłami  jezior  o  mrocznych  wodach,  w  których  pływały  potwory,  a  ruiny 

zamków kryły prastare tajemnice. 

Zaledwie  kilka  dni  temu,  po  roku  przygotowań,  wydawało  się,  że 

podróż  marzeń  Laurel  nie  dojdzie  do  skutku.  Po  latach  wspinania  się  ze 

RS

background image

 

szczebla  na  szczebel  w  nowojorskiej  firmie  pośredniczącej  w  handlu 

nieruchomościami, branży zdominowanej przez mężczyzn, namówiono ją do 

skorzystania  z  pierwszego  od  lat  urlopu  z  prawdziwego  zdarzenia. 

Zaplanowała  wyjazd  ze  swoją  najlepszą  przyjaciółką,  Chloe  Kerr,  która 

zajęła  się  wszystkimi  rezerwacjami,  od  biletów  lotniczych  przez  wynajem 

samochodu po hotel. 

Potem był rozpaczliwy telefon o północy i informacja o nagłej chorobie 

w rodzinie. 

–Laurel,  moją  matkę  zabrano  do  szpitala.  Mówią,  że  to  serce. 

Rozważają wszycie bajpasów, jeśli nie pomoże stent. Naprawdę bardzo mi 

przykro, ale muszę zostać. 

– Ależ to oczywiste. – Laurel umilkła i zaczęła okręcać pasmo włosów 

wokół palca, jak to miała w zwyczaju, kiedy myślała. – Zadzwonię do linii 

lotniczych i spytam, czy możemy przebukować bilety. 

– Ale już masz zaplanowany urlop w tym terminie. Laurel doskonale 

pamiętała, ale postanowiła o tym nie 

myśleć. Spojrzała na swój terminarz. Żeby móc  wyjechać na dłuższy 

urlop,  przeniosła  spotkania  z  tyloma  klientami.  Żaden  z  nich  nie  będzie 

zadowolony, jeśli poprosi o kolejną zmianę terminu. 

–  Słuchaj,  Chloe,  takie  rzeczy  się  zdarzają.  Znasz  moją  dewizę:  Nie 

istnieje  coś  takiego,  jak przypadek. To  wszystko  część  jakiegoś  większego 

zamierzenia we wszechświecie. Nic na to nie poradzimy. Wybierzemy się do 

Szkocji kiedy indziej. 

– Laurel, nie oszukuj samej siebie. Zajęło mi lata namówienie cię na ten 

wyjazd.  Wolę  sobie  nawet  nie  wyobrażać,  ile  czasu  zajmie  mi  ponowne 

nakłonienie cię na tę eskapadę. Nawet nie pojechałaś na szkolną wycieczkę w 

ostatniej klasie. 

RS

background image

 

– Zachorowała moja babcia. 

– A po latach studiów na uniwersytecie olałaś uroczystość wręczenia 

dyplomów, żeby pójść do pracy. 

–I  tak  nikt  by  nie  wiwatował  na  moją  cześć.  –  Laurel  westchnęła.  – 

Chloe,  już  raz  to  przerabiałyśmy.  Nie  ma  co  robić  takiego  wielkiego 

problemu. 

– Ta podróż to duża sprawa. Przez cały rok przygotowywałaś się na te 

dwa  tygodnie.  Nie  daruję  sobie,  jeśli  przeze  mnie  zostaniesz  w  domu.  – 

Nastąpiła  chwila  milczenia.  –  Możesz  pojechać  sama.  –  Głos  przyjaciółki 

zadrżał. –Wiem, że wyjazd w pojedynkę nie będzie tak fajny, jak we dwójkę, 

ale  przynajmniej  ty  zobaczysz  i  zrobisz  wszystko,  co  sobie  razem 

zaplanowałyśmy. 

– Bez ciebie to nie będzie tak samo. 

–  Ja  też  bym  tak  myślała.  Ale  będę  się  czuła  jeszcze  gorzej,  jeżeli  z 

mojego  powodu  zrezygnujesz  z  wyjazdu.  Od  dawna  nie  rozmawiałyśmy  o 

niczym innym. Proszę, Laurel. Przynajmniej to rozważ. 

Gdy  tamta  się  rozłączyła,  Laurel  zaczęła  rozmyślać.  Nie  miało 

znaczenia  to,  że  straci  pieniądze  wydane  na  bilety  lotnicze  i  rezerwację 

hotelu. Gorszy był nadmiar wolnego czasu w pracy. Zwariuje, jeśli nie będzie 

miała co robić. Może powinna jednak pojechać, tak jak to sobie zaplanowała? 

Nic się nie stanie, jeśli obejrzy Szkocję sama. Wprawdzie nie taki był plan, 

ale,  pomyślała,  ile  spraw  w  życiu  nie  przebiega  tak,  jak to  sobie  człowiek 

zaplanował?  Poza  tym  jest  przyzwyczajona  do  samotności.  Ma  ogromne 

doświadczenie w radzeniu sobie w pojedynkę. 

Straciła  rodziców,  kiedy  miała  sześć  lat,  wychowywała  ją  babka.  W 

wieku osiemnastu lat przysięgła na grobie babki, że nie przyniesie jej wstydu. 

I dlatego po ukończeniu studiów przez dziesięć ostatnich lat wspinała się po 

RS

background image

 

szczeblach  kariery.  Nie  miała  czasu  na  takie  rzeczy,  jak  romanse,  zaloty, 

małżeństwo.  Och,  od  czasu  do  czasu  spotykała  się  z  kolegą  z  pracy  albo 

znajomym przyjaciółki i zastanawiała się, czy to właśnie ten, który na zawsze 

odmieni jej życie. Ale po jakimś czasie, jakby za obopólną zgodą, rozstawali 

się i każde szło swoją drogą. Laurel nigdy się nie oglądała za siebie. I z całą 

pewnością  nigdy  nie  opłakiwała  utraty  czegoś,  czego  nigdy  właściwie  nie 

miała. Żyła tak, jak jej to odpowiadało, i doskonale sobie radziła. 

Jeśli czasami odczuwała lekki żal, że tyle rzeczy poświęciła dla kariery, 

to potrafiła go stłumić. Bardzo dobrze jej się żyło; miała satysfakcjonującą 

pracę,  krąg  przyjaciół,  na  których  zawsze  mogła  liczyć,  i  czerpała  z  życia 

garściami,  czego  zazdrościli  jej  wszyscy,  którzy  ją  znali.  To  całkowicie 

wypełniało jej czas. 

Z zamyślenia wyrwał ją jeden z turystów, emerytowany prezes banku z 

St. Louis. 

– Co pani powie na zwiedzanie ruin zamku i starej wieży? 

Laurel skinęła głową. Właśnie o czymś takim marzyła. Jej największym 

pragnieniem był spacer po ruinach. Żeby móc lepiej zrozumieć tych, którzy tu 

żyli i umarli. Do tej pory tylko o tym czytała, teraz chciała się wszystkiemu 

przyjrzeć z bliska. 

Przewodnik pokręcił głową. 

– Z uwagi na stan murów i ich wiek nie organizujemy już wycieczek po 

dawnym zamku i lochach, ciągnących się pod nim. Wzniósł go w piętnastym 

wieku Conal MacLennan, nazywany zarówno przez przyjaciół, jak i wrogów 

Conem  Wielkim.  Chociaż  nie  wolno  zwiedzać  ruin  jego  siedziby,  mogę 

zaprowadzić państwa do przylegającej do niej wieży. Roztacza się stamtąd 

niezapomniany widok na ruiny w dole i góry wokoło. Tam też będzie można 

zobaczyć  dokładny  plan  starego  zamku.  Te  ziemie,  aż  po  sam  horyzont, 

RS

background image

 

należały kiedyś do klanu MacLennan, najwspanialszych i najwaleczniejszych 

wojowników Szkocji. 

Wszyscy  ruszyli  dalej,  a  Laurel  przystanęła,  żeby  przyjrzeć  się 

portretowi  Conala  MacLennana.  Rzeczywiście  wyglądał  na  dzielnego 

wojownika. Miał gołe ramiona i tors o imponującej muskulaturze. Okrywał 

go  jedynie  pled,  przewiązany  w  pasie  wąskim  kawałkiem  skóry.  W  dłoni 

trzymał  miecz  o  rękojeści  wysadzanej  drogimi  kamieniami.  Miał  szerokie 

czoło, a rysy tak idealne, że mogły być wyciosane z kamienia. Wpatrywał się 

w  nią  z  natężeniem,  aż  nie  mogła  oderwać  od  niego  wzroku.  Podziwiała 

artystę, który doskonale oddał jego wygląd. 

Skierowała  się  za  innymi  turystami  w  stronę  kręconych  schodów.  Z 

góry dobiegał głos przewodnika. 

–  Przez  okno  po  lewej  stronie  widać  ruiny  starej  wieży.  Podobno 

ukochana  żona  Cona  wypadła  z  niej  czy  też  została  wypchnięta  podczas 

oblężenia.  Nigdy  nie  odnaleziono  jej  zwłok.  Conal  przysiągł,  że  poruszy 

niebo i ziemię, by ją odszukać. 

Laurel usłyszała, jak jakaś kobieta zadaje pytanie, na które odpowiedź 

wszyscy chcieli usłyszeć. 

– Czy mu się udało? 

– Krążą plotki, że nadal przemierza góry – odparł przewodnik. 

Laurel  przeszły  ciarki.  Jej  uwagę  przykuł  stary  gobelin  wiszący  na 

klatce schodowej. Miał przynajmniej trzy i pół metra szerokości i tyle samo 

długości. Przewodnik powiedział, że wszystkie gobeliny zdobiące zamek są 

dziełem kobiet, które tu kiedyś mieszkały. 

Ponieważ robótki ręczne były jedną z umiejętności, jakie przekazała jej 

babka, Laurel zaczęła przesuwać palcem po misternych wzorach, zdumiona 

cierpliwością kobiet, które stworzyły to dzieło sztuki. 

RS

background image

 

Wyobraziła  je  sobie,  jak  siedzą  wieczorem  wokół  kominka,  z 

pochylonymi  głowami,  i  wbijają  igłę  z  nicią  w  wełnianą  kanwę,  tworząc 

zawiłe  desenie,  podczas  gdy  ich  mężowie  ostrzyli  miecze  i  sztylety, 

rozprawiając przyciszonymi głosami o wojnie. 

Jak wyglądało życie dawnych pań tego zamku, kiedy wiecznie wisiała 

nad nimi groźba najazdu? Czy kobiety płakały, gdy ich mężczyźni udawali się 

na wojnę? Czy też zachowywały stoicki spokój, powstrzymując łzy, póki nie 

leżały same w łóżku? 

Laurel  pomyślała  o  swojej  babce,  karmiącej  dziecięcą  wyobraźnię 

opowieściami, które były zarazem pasjonujące, jak i romantyczne. 

Odwróciła się i wtedy na czubek jej białego, ozdobionego koralikami 

sandałka spadła kropla jakiejś cieczy. Zobaczyła z obrzydzeniem, że ciemna 

plama zaczęła rosnąć. Uniosła wzrok, ale z góry nic nie kapało. Pochyliła się i 

dotknęła  palcem  ciepłej,  lepkiej  substancji.  Zaszokowało  ją,  kiedy 

uświadomiła sobie, co to takiego. 

Krew! 

Skąd się tu wzięła? 

Zaintrygowana, podniosła skraj gobelinu i odsunęła. Za nim kryła się 

wnęka  w  murze.  W  pierwszej  chwili  Laurel  myślała,  że  stoi  tam  posąg, 

dopóki nie dostrzegła, jak w oczach postaci odbija się jej szok i zaskoczenie. 

To  nie  posąg,  tylko  człowiek.  I  do  tego  niezwykły.  Ubrany  tak,  jak 

kiedyś ubierali się mieszkańcy gór Szkocji. Ramiona i nogi miał gołe, jego 

ciało okrywał tylko pled. Ale jeszcze większy lęk niż widok nieznajomego 

obudził  w  niej  bardzo  duży,  bardzo  groźny  miecz  o  rękojeści  wysadzanej 

drogimi kamieniami, który mężczyzna dzierżył w dłoni. 

Wydała  cichy  okrzyk  i  się  cofnęła.  Ale  nim  zdążyła  uciec,  tamten 

wyciągnął rękę i mocno chwycił Laurel za ramię. 

RS

background image

 

–Nie! Ja... 

Okrzyk zamarł jej na ustach, kiedy napastnik złapał ją mocno i uniósł z 

ziemi.  Z  przerażeniem  patrzyła,  jak  gobelin  się  przesuwa.  Ogarnęły  ją 

ciemności. 

Porywacz bez jednego słowa podniósł ją do góry, jakby była lekka jak 

piórko.  Chociaż  gryzła,  kopała  i  z  całych  sił  mu  się  opierała,  nie  była 

odpowiednią  przeciwniczką  dla  tego  mężczyzny,  obdarzonego  niemal 

nadludzką  siłą.  Przerzucił  ją  sobie  przez  ramię  i  zaczął  biec  mrocznym 

korytarzem. 

Jej krzyki i nawoływania odbijały się echem od murów. 

Serce Laurel waliło w rytm jego kroków. Kiedy jej wzrok przyzwyczaił 

się do mroku, zorientowała się, że zmierzają w głąb lochów rozciągających 

się pod ruinami starego zamku. 

Z  tego,  co  wyczytała,  wiedziała,  że  właśnie  tam  ukrywali  się 

członkowie  klanu  podczas  oblężenia.  Tunele  prowadziły  do  pomieszczeń 

wystarczająco  obszernych,  by  pomieścić  zwierzęta,  zboże  i  całe  rodziny, 

które  mogły  się  bezpiecznie  schronić  w  obrębie  murów  zamku,  gdy 

wojownicy odpierali atak najeźdźców. 

Za zakrętem mężczyzna gwałtownie się zatrzymał i zgrabnie postawił ją 

na ziemi, potem bezceremonialnie pchnął ją tak, że znalazła się za nim. Laurel 

wzięła  oddech  i  szykowała  się  do  ucieczki,  kiedy  usłyszała  szczęk  stali. 

Uniosła wzrok i zobaczyła grupkę ludzi naprzeciwko jej porywacza. 

Było ich kilkunastu, twarze mieli wymazane błotem, wykrzykiwali coś 

w języku całkowicie dla Laurel niezrozumiałym. Ale zorientowała się, że byli 

gotowi zabić zarówno jej porywacza, jak i ją samą. 

RS

background image

 

Niektórzy z nich byli okryci jedynie skórami zwierzęcymi. Obstąpili ich 

i groźnie wznieśli noże oraz miecze. 

Porywacz  Laurel  bez  chwili  wahania  przedarł  się  przez  krąg 

wojowników,  torując  sobie  drogę  mieczem  i  zostawiając  za  sobą  śmierć  i 

zniszczenie. Laurel, chociaż struchlała ze strachu, nie mogła ukryć podziwu 

dla  odwagi  tego  człowieka  w  obliczu  tak  licznej  grupy  przeciwników. 

Napastnicy jeden po drugim padali od cięć jego miecza. 

Kiedy  wydawało  się,  że  oboje  są  bezpieczni,  Laurel  z  przerażeniem 

zobaczyła, jak z mroku wyłaniają się jeszcze dwaj wojownicy. 

– Za tobą! 

Słysząc  jej  krzyk,  mężczyzna  odwrócił  się  i  wbił  miecz  w  pierś 

napastnika, znajdującego się najbliżej niego. 

Widząc,  że  drugi  z  nich  szykuje  się,  by  zatopić  ostrze  w  plecach  jej 

porywacza, Laurel rozejrzała się za czymś, za czymkolwiek, czym mogłaby 

się posłużyć. Odruchowo wyciągnęła z kieszeni telefon komórkowy i rzuciła 

nim z całej siły. Trafiła wojownika w skroń. Zaskoczony, odwrócił się w jej 

stronę, gotów zaatakować. Ta chwila nieuwagi wystarczyła, by jej porywacz 

się z nim rozprawił. Trzymając go za szyję, wyszarpnął zza pasa mały, ale 

ostry nóż i przeciągnął nim po gardle wroga. 

Słysząc  odgłosy  pospiesznych  kroków,  znów  osłonił  ją  własnym 

ciałem, czekając na następny atak. 

Wojownik, okryty takim samym pledem, jaki miał na sobie porywacz 

Laurel, zatrzymał się gwałtownie. 

– A więc wróciłeś, panie. 

–  Tak.  I  zastałem  barbarzyńców  we  własnym  domu.  –  W  głosie 

mężczyzny słychać było gniew. 

RS

background image

10 

 

– Zaskoczyli nas, panie. Pozbawieni twojego przywództwa, baliśmy się, 

że  wszystko  stracone,  ale  udało  nam  się  ich  odeprzeć.  Natknąłeś  się  na 

niedobitki wroga. Bałem się, że udało im się uciec. 

– Udałoby im się to, gdyby mnie tu nie było. Pokrzyżowałem im szyki. 

Zajmij się nimi. 

Powiedziawszy to, porywacz Laurel zacisnął palce na jej nadgarstku i 

zaczął ją ciągnąć przez pobojowisko. Szybko ruszyli mrocznym korytarzem, 

a potem ruszyli schodami w górę. W końcu zwolnił kroku i przeszedł przez 

drzwi, za którymi znajdowało się kilka pomieszczeń. Chociaż prymitywne, 

sprawiały wrażenie zdumiewająco wygodnych. Na podłogach leżało sitowie. 

Przytulny ogień płonął w wielkim, kamiennym kominku. Wokół niego stały 

krzesła i ławy, przykryte skórami zwierząt. 

Nieznajomy wciągnął Laurel do środka, po czym zamknął za nią drzwi. 

Kiedy się odwrócił, znów ją zaskoczył, gdy przyciągnął ją do siebie i objął 

mocno. 

–  W końcu –  wyszeptał  żarliwie,  przybliżywszy  usta do  jej  skroni. – 

Myślałem,  że  już  cię  straciłem,  najdroższa.  –  Musnął  ustami  jej  policzek, 

brodę. – Och, moja prześliczna Laurel. Wszędzie cię szukałem. Lęk o ciebie 

sprawił,  że  moje  biedne  serce  niemal  przestało  bić.  –  Nie  czekając  na  jej 

odpowiedź, nachylił się i pocałował ją długo i namiętnie. 

Laurel  próbowała  się  oswobodzić,  ale  nie  miała  żadnych  szans. 

Nieznajomy  zdawał  się  zupełnie  nieświadom  jej  wysiłków.  Wprost 

przeciwnie, tulił ją, obsypywał pocałunkami, aż przestała protestować. 

Ogarnęły ją tak sprzeczne uczucia, że nie potrafiła się z nimi uporać. 

Szok.  Oburzenie.  Strach.  I  gdzieś  w  najodleglejszym  zakątku  jej  umysłu 

konstatacja, że nikt nigdy w życiu tak jej nie całował. Tak zaborczo, jakby 

stanowiła  jego  własność  i  miał  prawo  oczekiwać  w  zamian  takiej  samej 

RS

background image

11 

 

żarliwości. Dotykał jej i trzymał ją jak ktoś, kto bardzo dobrze ją zna. Jego 

pocałunek  świadczył  o  pożądaniu,  a  potem,  w  mgnieniu  oka,  o  szacunku, 

jakby trzymał w ramionach istotę wyjątkową i idealną, którą należy traktować 

jak największy skarb. 

Może to była reakcja na to, przez co właśnie przeszła. Może znajdowała 

się  w  szoku.  Bez  względu  na  przyczyny,  chociaż  Laurel  próbowała  się 

opierać, jej ciało zareagowało w czysto zmysłowy sposób. 

–  Bez  ciebie  nie  potrafiłem  się  odnaleźć,  najdroższa.  Byłem 

zdruzgotany...  –  Całował  ją  gorącymi,  wilgotnymi  wargami,  aż  niemal 

rozpalił  ją  do  białości.  Całym  jej  ciałem  wstrząsnął  dreszcz.  Jak  mogła 

logicznie myśleć, kiedy usta tego mężczyzny tak na nią działały? 

Ale musi zachować rozsądek. 

– Zaczekaj. Przestań. 

Na te słowa uniósł głowę, ale nadal obejmował Laurel, jakby bał się ją 

puścić choćby na chwilę. 

– Skąd... – Z trudem odzyskała głos. – Skąd znasz moje imię? 

Spojrzał na nią, żartobliwie uniósłszy brwi, a potem jeszcze mocniej ją 

przytulił. Silnymi dłońmi zaczął delikatnie masować jej głowę. 

– Czy to z powodu uderzenia w głowę, najdroższa? Słyszałem o takich 

wypadkach. Czy cię ogłuszył? 

Znów go odepchnęła i zaczerpnęła głęboki oddech. Dotyk jego czułych 

palców był zbyt gorącą pieszczotą. 

– Kim jesteś? 

– Teraz wiem, że się ze mną przekomarzasz. – Zmrużył oczy. – Jestem 

tym, którego pokochałaś, kiedy byłaś jeszcze podlotkiem. A ty jesteś jedyną 

miłością  mojego  życia,  Laurel.  Tylko  ciebie  zawsze  pragnąłem.  Kiedy  nie 

mogłem cię odnaleźć po oblężeniu, szalałem z niepokoju. Niektórzy mówili, 

RS

background image

12 

 

że widzieli, jak spadałaś z wieży, ale nigdzie nie było twojego ciała. Chyba 

straciłem rozum z rozpaczy. Przeszukałem las wzdłuż i wszerz, zaniedbałem 

swoje  obowiązki,  postanowiłem,  że  nie  wrócę  do  zamku,  póki  cię  nie 

odnajdę. Ale teraz wreszcie jesteś w domu. – Znów ją przyciągnął do siebie i 

pocałował  w  usta.  –I  tu  zostaniesz.  Chodź  teraz  do  łożnicy,  najdroższa  – 

szepnął. – Tak długo cię szukałem, że niezmiernie cię pragnę. 

– Ale ja... Zaczekaj. – Jeszcze nigdy w życiu nie była taka oszołomiona, 

taka zdezorientowana, zaskoczona. 

Jak  to  możliwe?  To  przypominało  sen.  Chaotyczny  i  nie-

zsynchronizowany. Ale przecież nie spała, a to wszystko było aż nadto realne. 

Tamci  wojownicy  zamierzali  ją  zabić  i  ostatecznie  sami  stracili  życie.  Na 

własne  oczy  widziała  tę  rzeź.  Na  własne  uszy  słyszała  ich  krzyki,  kiedy 

konali. Brutalność tej krwawej sceny na zawsze wryła się w jej pamięć. 

A  ten  mężczyzna,  ten  nieznajomy  z  innej  epoki,  też  był  prawdziwy. 

Wojownik, który zdawał się nie bać oręża przeciwników. Wojownik, który 

zwracał się do niej po imieniu, zachowywał się tak, jakby znał ją przez całe 

życie, i zamierzał pójść z nią do łóżka. 

Musiała położyć temu kres, zanim nieznajomy posunie się za daleko. 

– Musimy porozmawiać. 

– Dobrze, najdroższa. – Bez najmniejszego wysiłku wziął ją na ręce i 

zaniósł  na  wyłożoną  miękkimi  skórami  ławę  ustawioną  przed  buzującym 

ogniem. 

Położył  delikatnie  Laurel,  po  czym  wyciągnął  się  obok  i  objął  ją 

ramionami. 

– Porozmawiamy – wymamrotał. Czuła na skórze jego gorący oddech. – 

Daję ci moje słowo. Jak tylko powitam cię w domu tak, jak na to zasługujesz, 

moja prześliczna żono. 

RS

background image

13 

 

Rozdział 2 

 

Żono? Naprawdę myślał, że ona jest jego żoną? 

Nie widzi, że jest obcą kobietą? Nie zastanawia go jej ubiór? Jej dziwny, 

obcy akcent? 

Wręcz przeciwnie, ten człowiek sprawiał wrażenie, że zna ją tak dobrze, 

jak  ona  samą  siebie.  Chciał  jej  zgotować  należyte  powitanie.  Obsypywał 

pocałunkami jej skroń, czoło, policzki. I przez cały czas czuła na sobie dotyk 

jego dłoni, zrazu kojący, potem coraz bardziej zmysłowy, aż w obojgu krew 

zawrzała. 

Musi położyć temu kres, zanim przekroczą granicę. 

– Popełniłeś straszny błąd. Nie jestem... – Starała się wypowiedzieć na 

głos  to,  co  jej  podpowiadał  rozsądek.  –  Znaczy  się  jestem  Laurel,  ale  nie 

twoją Laurel. 

Uśmiechnął się szeroko. 

– Byłaś moja na długo przed tym, nim nasze rodziny zgodziły się na 

nasz  ślub,  najdroższa.  Byłaś  moja  w  chwili,  kiedy  ujrzałem  cię  w  dzień 

targowy tyle już lat temu. Ujrzałem dziewczę o twarzy anioła, którą okalała 

burza ciemnych loków. Nosiłem w sercu twój obraz do dnia, kiedy osiągną-

łem odpowiedni wiek, by móc porozmawiać z twoim ojcem i moim o naszej 

wspólnej przyszłości. A teraz mnie pocałuj, nim zwariuję z pragnienia. 

Pocałował ją tak żarliwie, aż krew zaczęła jej pulsować w skroniach. 

– A twoja... – Odetchnęła głęboko i wsparła się na łokciu, postanawiając 

skierować jego uwagę na coś innego. Może brakowało jej siły fizycznej, by z 

nim  walczyć,  ale  przecież  miała  jeszcze  rozum.  Myśląc  gorączkowo, 

spojrzała znacząco na jego ramię. – A twoja rana? 

RS

background image

14 

 

Dotknął  dłonią  rozciętego  miejsca  i  patrzył  spokojnie,  jak  jego  palce 

zabarwiły się na czerwono od krwi. 

– To nic, najdroższa. 

– Nic? – Ktoś inny słaniałby się z bólu. – Według mnie jest poważna. 

– Od miecza barbarzyńcy. Po raz ostatni podniósł rękę na mieszkańca 

gór  –  oświadczył.  –  Utrata  ciebie  tak  mnie  zaślepiła,  że  stałem  się 

lekkomyślny.  Ale teraz, kiedy znów  cię odzyskałem, wynagrodzę to moim 

ludziom.  Skupię  się  na  bezpieczeństwie  mojego  klanu  i  jeśli  najeźdźcy 

powrócą, będziemy przygotowani na ich atak. 

– Czego chcą? 

Spojrzał na nią, jakby odebrało jej rozum. 

– Tego, czego zawsze. Naszych stad. Naszych zbiorów. Naszych kobiet. 

– Czemu nie postarają się o własne? 

– Przeklęci barbarzyńcy wolą plądrować i kraść, niż pracą dorobić się 

majątku. 

– Dlaczego czekasz, aż zaatakują? Dlaczego nie poślesz wojowników, 

by przegnali napastników, zanim tamci znów spustoszą twoje ziemie? 

Znów uniósł brwi, a potem się uśmiechnął. 

– Obiecałem swoim ludziom pokój i dostatek. Nie mamy w zwyczaju 

napadać  na  innych.  Ale  prędzej  zginiemy,  niż  ulegniemy  barbarzyńcom. 

Moim  świętym  obowiązkiem  jest  chronić  moich  ludzi,  moje  stada,  moją 

ziemię  przed  najeźdźcami.  Zarówno  ty,  jak  i  oni  nie  mielibyście  o  mnie 

dobrego mniemania, gdybym nie robił tego, co do mnie należy. A wolałbym 

umrzeć,  niż  dopuścić,  abyś  źle  o  mnie  pomyślała,  moja  ukochana.  Teraz, 

kiedy wiem, że jesteś bezpieczna, postaram się przepędzić wrogów z naszych 

ziem. 

RS

background image

15 

 

–  Machinalnie  zaczął  pocierać  ramię,  dając  Laurel  pretekst,  na  który 

czekała. 

– Tracisz zbyt wiele krwi. Pozwól, że ci opatrzę ranę. – Wstała z ławy i 

rozejrzała  się  po  pomieszczeniu.  Wypatrzywszy  miskę  i  dzban,  dała 

mężczyźnie znak, żeby poszedł za nią. 

Westchnął zrezygnowany, przeszedł przez pokój i włożył rękę do miski. 

Laurel polała ranę wodą. 

– Kobieto, nie masz serca? Wiesz, czego chcę. 

– A  ja  chcę...  –  Obudzić  się  z  tego  koszmaru,  dodała  w  myślach. 

Powstrzymała się od wypowiedzenia tego na głos i upomniała samą siebie, by 

uważać na każde słowo. 

– ... Chcę, żebyś był silny i zdrowy. 

Rzucił jej tajemniczy uśmiech, aż serce jej zabiło szybciej. 

– Z największą radością pokazałbym ci, że jestem silny i zdrów, gdybyś 

tylko mi pozwoliła, moja żono. 

– Nie wszystko na raz. – Kawałkiem płótna osuszyła mu ramię, a potem 

rozejrzała się za czymś, czym mogłaby zdezynfekować ranę. 

Jakby czytając w jej myślach, Con napełnił dwa kielichy piwem. Jeden 

wręczył  Laurel,  z  drugiego  wylał  nieco  piwa  na  ranę,  wciągnął  głośno 

powietrze z bólu, po czym opróżnił kielich do dna. 

Podarł kawałek płótna na pasy i nachylił się do niej. 

–  Proszę,  najdroższa.  –  Musnął  ustami  jej  policzek,  sprawiając,  że 

przebiegły ją ciarki po plecach. – Zawsze okazywałaś mi troskę. 

Wzięła  od  niego  płócienne  pasy.  Och,  co  by  dała  za  jakąś  maść 

antyseptyczną i antybiotyk, nie wspominając już o doktorze, który  zszyłby 

głęboką ranę. Panowały tu takie prymitywne warunki. Ale ponieważ musiała 

RS

background image

16 

 

się zadowolić tym, co miała, postanowiła, że zatamuje krwawienie i będzie 

się modliła, by nie wdało się zakażenie. 

Kiedy  starannie  owijała  pasem  płótna  ramię  swojego  wybawcy  i 

wiązała końce, nie mogła nie dostrzec, że stanowił on wprost ideał męskiej 

urody.  Mimo  licznych  blizn  szpecących  jego  skórę,  był  najpiękniejszym 

mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziała. Same mięśnie i ścięgna, ale nie 

jak u kulturysty. Przy tym szczupłym, wysportowanym wojowniku jej kole-

dzy  z  pracy  prezentowaliby  się  bardzo  kiepsko,  chociaż  wielu  z  nich  co 

tydzień  spędzało  wiele  godzin  w  siłowni  ze  swoimi  osobistymi  trenerami, 

pocąc  się  na  ruchomych  bieżniach  i  rowerach  stacjonarnych,  by  utrzymać 

formę. 

Zebrała się na odwagę. 

– Ty jesteś Con Wielki? Conal MacLennan? 

– Widzę, że  wraca ci pamięć. To dobry znak. A już się niepokoiłem. 

Przypomniałaś sobie teraz swoje imię? 

– Nigdy go nie zapomniałam. – Nie mogła się powstrzymać, żeby się 

szeroko nie uśmiechnąć. – Laurel. 

– Tak. Moja ukochana Laurel z klanu Douglasów. Co się z tobą stało, 

najdroższa? Czy zepchnięto cię z wieży, tak jak się tego obawiałem? 

–  Nie...  Nie  wiem.  –  Odwróciła  się,  żeby  uniknąć  spojrzenia  tych 

przenikliwych  oczu.  Jak  przekonać  tego  mężczyznę,  że  trafiła  tu  przez 

pomyłkę?  Że  znalazła  się  w  jakimś  szalonym  śnie,  chociaż  była  zupełnie 

przytomna? – To wszystko nie ma sensu. 

Natychmiast położył dłonie na jej ramionach i przyciągnął ją do siebie. 

Objął  ją,  położył  swoje  duże  dłonie  tuż  pod  jej  krągłymi  piersiami, 

sprawiając,  że  poczuła  w  środku  dziwne  mrowienie.  Pierwszy  raz  w  życiu 

RS

background image

17 

 

miała  do  czynienia  z  kimś  takim  silnym,  a  zarazem  tak  delikatnym,  tak 

opiekuńczym. 

Jego słowa, szeptane jej prosto do ucha, były pełne czułości i uczucia. 

–  Nie  przejmuj  się  tym,  najdroższa.  Powoli  wszystko  sobie 

przypomnisz. Takie rzeczy często się zdarzają po uderzeniu w głowę. 

–  Nic  nie  rozumiesz.  Nie  jestem...  –  Odwróciła  się  ku  niemu,  chcąc 

wszystko  wytłumaczyć.  Ale  kiedy  ujrzała  jego  wzrok,  poczuła  pustkę  w 

głowie.  Żaden  mężczyzna  nigdy  nie  patrzył  na  nią  z  taką  żarliwą, 

niewzruszoną  miłością.  Nawet  jeśli  na  nią  nie  zasługiwała,  nawet  jeśli  nie 

była tą, którą naprawdę kochał, była bezradna w obliczu takiej fali uczuć. 

Jak to jest być tak bezgranicznie kochaną? Ile razy zadawała sobie to 

pytanie? Tak łatwo byłoby chociaż przez krótki czas udać, że jest tą, której 

naprawdę pragnął. Ale w głębi serca wiedziała, że nie ma prawa cieszyć się, 

nawet przez jedną chwilę, miłością, którą ten mężczyzna darzył inną kobietę. 

Bez względu na to, jak bardzo tego chciała. 

Wzięła głęboki oddech. 

– Powinieneś o czymś wiedzieć. 

– Tak, najdroższa? – Przytulił ją i przycisnął usta do jej włosów. 

Czuła jego ciepły oddech na policzku. I miarowe, silne uderzenia jego 

serca, bijącego w takim samym rytmie, jak jej. 

– Przybyłam tu z innej epoki. Z odległego miejsca. 

– To by wyjaśniało twój dziwny strój. – Zmierzył ją wzrokiem od stóp 

do głów. – Barbarzyńcy zabrali cię ze sobą i zmusili, żebyś przejęła ich ubiór 

i zwyczaje. 

– To moje ubranie. W samolocie miałam na sobie garsonkę. A kiedy tu 

dotarliśmy,  pomyślałam,  że  na  wycieczkę  po  zamku  dla  większej  wygody 

przebiorę się w spodnie. 

RS

background image

18 

 

Uśmiechnął się do niej, jakby plotła coś od rzeczy w nieznanym języku. 

– Jak uwolniłaś się od porywaczy? 

Wzięła głęboki oddech i postanowiła wszystko wytłumaczyć. 

– Nie musiałam się od nich uwalniać. Nigdy nie... 

– Nie. – Położył palec na jej ustach, by ją uciszyć. – Nieważne, jak tego 

dokonałaś.  Wystarczy,  że  znów  jesteś  tu,  gdzie  twoje  miejsce.  W  moich 

ramionach. Bezpieczna w moim zamku. Ale wiedz jedno. Jeśli w jakikolwiek 

sposób  cię  skrzywdzili,  najdroższa,  każę  im  zapłacić  za  to  tak,  że  będą 

żałowali swego czynu nawet wtedy, kiedy już spoczną w grobach. 

Pokręciła głową, bardziej zdecydowana niż kiedykolwiek. 

– To nie tak, Conalu. 

–  Conalu. –  Rzucił  jej  szelmowski  uśmiech,  aż  serce  Laurel  mocniej 

zabiło. – Poza moją matką jesteś jedyną kobietą, która ma odwagę tak się do 

mnie zwracać. –Ujął ją pod podbródek, zmuszając, by spojrzała na niego. – 

Wiesz,  jak  to  na  mnie  działa.  Ale  właśnie  taki  był  twój  zamiar,  prawda, 

najdroższa? 

– Con... 

Za późno. Pocałował ją namiętnie w usta. I kiedy tak napawał się jej 

smakiem,  wprost  ją  pożerał,  poczuła,  jak  ziemia  usuwa  jej  się  spod  nóg, 

musiała więc objąć go w pasie, inaczej by upadła. 

–  To  Laurel,  którą  znam  i  kocham.  –  Pocałował  ją  w  czubek  nosa,  a 

potem  uniósł  się  i  ujął  jej  dłoń.  –  Opatrzyłaś  moją  ranę.  Zaspokoiliśmy 

pragnienie.  Teraz,  najdroższa,  musimy  nasycić  dotkliwy  głód,  który  nas 

trawi. 

Kiedy skierował się w stronę ławy, rozległo się natarczywe pukanie do 

drzwi. 

Con z irytacją odwrócił głowę. 

RS

background image

19 

 

– Wejść. 

Na progu stał młody wojownik o rudych włosach i urodziwej, gładko 

ogolonej  twarzy.  Patrzył  to  na  Cona,  to  na  Laurel.  Na  widok  kobiety  w 

obcisłych spodniach i białej koszuli zrobił zaskoczoną minę i aż odebrało mu 

mowę. Przez długą chwilę gapił się na nią oszołomiony. 

W końcu wykrztusił: 

– Widzę, że ją odnalazłeś. 

–  Tak.  Tuż  za  murami donżonu.  Zdołała  uciec  swoim  porywaczom  i 

wracała do domu. O co chodzi, Duncanie? 

Ponieważ  młodzieniec  nadal  w  milczeniu  wpatrywał  się  w  Laurel, 

wojownik stojący za nim przepchnął się przed niego. 

–  Panie,  jesteś  potrzebny.  Nasi  wojownicy  pojmali  jednego  z 

barbarzyńców. 

– Świetnie. Zwiążcie go. Później się nim zajmę. Teraz... – Con spojrzał 

na  Laurel  rozpalonym  wzrokiem  –...  mam  na  głowie  pilniejsze  sprawy, 

wymagające mojej uwagi. 

Wojownik pokręcił głową. 

– Panie, nie powinieneś odkładać rozmowy  z pojmanym. Wyznał, że 

jego przywódca wiedział, jak przełamać nasze linie obrony, zanim przypuścił 

atak. 

Con zmrużył oczy. 

– Twierdzi, że jest wśród nas zdrajca?   

Wojownik skinął głową. 

– Na to wygląda, panie. Ale wiesz, że barbarzyńcy zawsze łżą. 

Duncan na tyle się opanował, by odzyskać mowę. 

– Pozwól mi mówić z nim sam na sam, a wyciągnę z niego prawdę, nim 

poderżnę mu gardło. 

RS

background image

20 

 

– Nie. Chcę go mieć żywego – wysyczał gniewnie Con i puścił dłoń 

Laurel. – Wybacz, najdroższa. Nie mam wyjścia, muszę niezwłocznie się tym 

zająć. 

Laurel  ucieszyła  się,  że  zyskała  trochę  czasu.  Ale  jednocześnie 

zastanowiło ją, dlaczego zrobiło jej się tak zimno, kiedy puścił jej dłoń. 

Con podniósł  rękę  do  jej policzka  i spojrzał  na nią tak  rozkochanym 

wzrokiem, tak czule, że była pewna, iż się zarumieniła. 

– Przyślę Brinnę, żeby ci towarzyszyła do mojego powrotu. 

– Brinnę? 

– Dziewczynę z wioski. – Wziął ją za ręce. – Z czasem wszystko sobie 

przypomnisz. – Wydawał się rozdarty pomiędzy obowiązkiem a pożądaniem. 

– Tak długo cię szukałem. 

Nie chcę się z tobą rozstawać nawet na chwilę. – Złożył pocałunek na 

obu jej dłoniach, które następnie uścisnął. – Do mojego powrotu zatrzymaj to 

jako dowód mojej miłości. 

Odwrócił się i wymaszerował z pokoju. 

Laurel  stała  bez  ruchu,  zdumiona  reakcją  swojego  serca  na  samo 

dotknięcie  tego  mężczyzny.  Powinna  być  przerażona  całą  tą  sytuacją. 

Tymczasem  prawie  od  samego  początku  temu  obcemu,  prymitywnemu 

wojownikowi udało się ująć ją za serce. 

Jaką cierpliwość okazywał kobiecie, którą uważał za swoją żonę. Jaką 

troskę. Jaką głęboką, niewzruszoną miłość. 

Ale  nie  miała  teraz  czasu  na  romantyczne  rozważania.  Schwytanie 

jednego z napastników dało jej okazję, by stąd uciec. Nie zaprzepaści takiej 

szansy. Wykorzysta ją, by zniknąć stąd przed pojawieniem się dziewczyny z 

wioski. 

Musi być jakiś sposób, by wrócić do jej własnego świata. 

RS

background image

21 

 

Otworzyła drzwi i ostrożnie się rozejrzała, nim wyszła z pokoju. 

Chociaż  była  zbyt  wstrząśnięta,  by  zwracać  uwagę  na  to,  w  jakim 

kierunku podążali mrocznymi korytarzami, niemal miała pewność, że uda jej 

się odnaleźć drogę powrotną. Jak wszyscy, którzy mieszkali i pracowali  w 

Nowym Jorku, miała doskonały zmysł orientacji. 

Po  pewnym  czasie,  kiedy  zdążyła  już  nieraz  zabłądzić  w  labiryncie 

ciemnych  korytarzy  i  wielokrotnie  wracała  tam,  gdzie  już  była,  dostrzegła 

przed  sobą  jakieś  drzwi.  Chociaż  nie  była  to  wnęka  za  gobelinem,  Laurel 

miała  nadzieję,  że  prowadzą  ku  przyszłości.  Pchnęła  ciężkie,  drewniane 

wrota, wyszła i rozejrzała się zdezorientowana. 

Nigdzie  nie  było  ruin.  Ani  zwałów  gruzu.  Stara  twierdza  i  wieża 

wznosiły  się  niczym  podświetlony  drogowskaz  w  zapadającym  zmierzchu. 

Nigdzie  nie  było  widać  dobudowanego  później  skrzydła  zamku,  w  którym 

mieścił się pięciogwiazdkowy hotel. Zniknęło jak pasma mgły nad jeziorem. 

Uświadomiła  sobie  jeszcze  coś.  Wszystko  spowijała  osobliwa  cisza. 

Oprócz krzyku ptaków od czasu do czasu i brzęczenia owadów nie słychać 

było  żadnych  innych  odgłosów.  Żadnych  samolotów  nad  głową.  Żadnych 

samochodów  ani  ciężarówek.  Ani  śladu  krętej  wstęgi  podjazdu, prowadzą-

cego  do  zamku.  Żadnych  ludzi  kręcących  się  w  pobliżu.  Żadnych  świateł, 

jeśli nie liczyć migotania świec w kilku oknach wieży, a w oddali słabych 

ogników tam, gdzie niechybnie znajdowała się wioska. 

Cywilizacja,  jaką  znała  Laurel,  zniknęła.  Teraz  był  tu  tylko  górujący 

nad wszystkim zamek, a wokół niego dzikie i prymitywne pustkowie gdzieś 

w samym środku gór. 

Czas się nie zatrzymał; został cofnięty.  Laurel nie dostrzegła niczego 

znajomego ani kojącego. Chociaż wyglądała i czuła się tak samo, przeniosła 

się w odległą przeszłość i nie miała pojęcia, jak się z niej wydostać. 

RS

background image

22 

 

Rozejrzała się, by się upewnić, że to nie sen. Czuła wiaterek na twarzy. 

Czuła  wilgotny,  cierpki  zapach  świeżo  zaoranej  ziemi  i  cudowną  woń 

piekącego  się  chleba  dolatującą  z  zamku.  I  nadal  czuła  na  swoich  ustach 

mocny, tajemniczy pocałunek Cona. 

Jeśli to nie sen, jeśli wszystko dzieje się naprawdę, to nie może to być 

zwykły zbieg okoliczności. Laurel była zbyt pragmatyczna, by uwierzyć  w 

coś takiego. Czyż nie twierdziła zawsze, że wszystko, co nas spotyka w życiu, 

ma swoją przyczynę? 

Jak to się stało, że przyjechała właśnie do tego zamku, żeby odkryć, że 

nosi takie samo imię, jak żona dawnego właściciela? 

To musi być przeznaczenie. 

Ale dlaczego? 

Czy wiąże się z tym jakaś tajemnica, którą należy wyjaśnić? Zagrożone 

jest czyjeś życie? 

Czy to, co tu zrobi, zmieni bieg historii? Albo przynajmniej dzieje rodu 

MacLennanów? 

Pogrążona w myślach, uświadomiwszy sobie, że nie ma dokąd uciekać, 

odwróciła  się  i  znów  przekroczyła  progi  zamku.  Tym  razem  bez  trudu 

odnalazła drogę powrotną do swoich pokoi. 

Weszła do środka i zaczęła chodzić tam i z powrotem. 

Nie śniła. To wszystko działo się naprawdę. Ale dlaczego? Jaka była jej 

rola w tych wydarzeniach? I co zrobić, by najlepiej jak umie odegrać rolę, 

którą jej przeznaczono? 

Postanowiła, że na razie, póki nie odnajdzie drogi powrotnej do swojego 

świata,  do  swoich  czasów,  będzie  uważnie  wszystko  obserwowała  i 

nasłuchiwała w nadziei, że się dowie, czego ma tutaj dokonać. 

RS

background image

23 

 

Już  się  nie  bała  o  własne  życie.  Chociaż  panowały  tu  prymitywne 

warunki, czuła się bezpieczna w zamku Cona. 

Cona Wielkiego. 

Wprawdzie nie zagrażali jej tu barbarzyńcy, groziło jej coś innego, co 

było  równie  niebezpieczne.  Jej  własne  głupie  serce.  Bo  chociaż  Conal 

MacLennan  był  przystojny  i  intrygujący,  to  przecież  był  mężem  innej 

kobiety. Oparcie się jego wyjątkowemu urokowi osobistemu może się okazać 

najtrudniejszym z wyzwań. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

24 

 

Rozdział 3 

 

Pani. – Laurel ocknęła się z zamyślenia, kiedy otworzyły się drzwi do 

jej  komnaty  i  do  środka  spiesznie  weszła  młoda  kobieta,  niosąc  naręcze 

ubrań. 

– Brinna? 

–  Tak,  pani.  –  Ponieważ  miała  zajęte  ręce,  kobieta  pchnęła  drzwi 

biodrem, żeby je zamknąć, a potem ostrożnie położyła ubrania na ławie. 

Kiedy się odwróciła, Laurel zobaczyła, że nieznajoma jest zasapana z 

wysiłku.  Była  o  głowę  wyższa  od  Laurel,  miała  ogniste  włosy  i  lodowato 

niebieskie oczy. 

Rzuciła swojej pani niepewny uśmiech. 

–  Nie  chciałam  wierzyć,  kiedy  pan  przysłał  wiadomość,  że  pani  się 

odnalazła. 

– A czemuż to? 

– Tak długo pani nie było... Byliśmy pewni, że poniosła pani śmierć z 

rąk  barbarzyńców.  –  Powiedziała  to  oskarżycielskim  tonem,  jakby  Laurel 

sama  przyczyniła  się  do  swojego  porwania,  a  teraz  jej  powrót  sprawił,  że 

wszyscy mają tylko więcej roboty. 

Opamiętawszy się nieco, służąca lekko się ukłoniła. 

– Witaj w domu, pani. – Ale ton szybko wypowiedzianych słów kłócił 

się z ich treścią. 

– Dziękuję. – Laurel spojrzała na stos ubrań. – To wszystko dla mnie? 

– Tak, pani. – Dziewczyna otwarcie gapiła się na dziwny strój Laurel. – 

A więc to prawda? Rzeczywiście schwytali panią najeźdźcy. Czy źle panią 

traktowali? 

RS

background image

25 

 

Laurel odwróciła wzrok. 

– Wolałabym o tym nie mówić. 

– Naturalnie. Proszę wybaczyć moją śmiałość. Jestem pewna, że chce 

się pani pozbyć wszystkiego, co przypominałoby pani porywaczy. – Młoda 

kobieta  wskazała białą  suknię  z  miękkiej, białej  wełny.  –  Poczuje  się pani 

lepiej w swoich szatach. 

Kiedy  pomogła  Laurel  zdjąć  spodnie  i  koszulę,  nie  kryła  swojej 

dezaprobaty na widok biustonosza i skąpych majteczek. 

– Barbarzyńcy – prychnęła. – Dlaczego tak cię skrępowali, pani? 

Laurel powstrzymała się od uśmiechu i wzruszyła ramionami. 

– Chyba mają taki zwyczaj. 

– Jeśli chcesz, z radością wrzucę to do ognia. Laurel złapała ją za rękę. 

– Wolę je zachować. 

–  Rozumiem,  pani  Laurel.  Żeby  wciąż  czuć  gniew  na  tych,  którzy 

potraktowali  cię  tak  haniebnie.  Nie  dziwię  się.  –  Dziewczyna  ze  wstrętem 

rzuciła  poplamione  krwią  ubrania  na  podłogę,  a  potem  pomogła  Laurel 

włożyć świeżą bieliznę. Miękką, delikatną koszulę, zawiązywaną z przodu na 

troczki. Wełniane rajtuzy. A na koniec suknię z surowej wełny z głębokim, 

okrągłym dekoltem i długimi, wąskimi rękawami, których wydłużony rąbek 

zachodził na dłonie. 

Następnie Brinna zaprowadziła Laurel w stronę taboretu. 

– Proszę usiąść, to cię uczeszę, pani. 

Ponieważ  w  komnacie  nie  było  lustra,  Laurel  nie  miała  pojęcia,  jak 

wyglądały  jej  włosy  ani  co  dziewczyna  z  nimi  zrobi.  Ale  to  nie  miało 

znaczenia.  Laurel  potrzebowała  informacji.  Czegoś,  co  umożliwi  jej 

zrozumienie,  jak  się  tu  znalazła  i  jak  wrócić  do  domu.  Ale  dziewczyna 

RS

background image

26 

 

wydawała się taka poważna, tak zdystansowana, że Laurel nie wiedziała, od 

czego zacząć. 

– Brinno, czy w okolicy są jeszcze inne zamki? 

–  Nie,  pani.  Ta  ziemia,  jak  sięgnąć  okiem,  należy  do  klanu 

MacLennanów. 

Laurel stłumiła uczucie lekkiego rozczarowania. Miała nadzieję, że w 

pobliżu jest jakiś inny zamek, z którego mogłabym wrócić do domu. Może 

jest  tam  pomieszczenie,  przypominające  klatkę  schodową  w  wieży,  skąd 

przeniosła się w ten wymiar. 

– Brinno, jak długo służysz panu tego zamku? Dziewczyna na chwilę 

znieruchomiała. 

– Pani, znasz mnie, odkąd przyszłam na świat. 

– Naturalnie. Ale nie mogę sobie przypomnieć... 

– Ach, tak. – Dziewczyna zasłoniła usta dłonią. – Pan mnie uprzedził, że 

cierpi pani na zaniki pamięci. 

–  Może  pomogłabyś  mi  odzyskać  pamięć,  Brinno.  Opowiedz  mi  o 

twojej... O naszej wiosce. 

–  Nasza  wioska  jest  bogata.  Za  czasów  mojego  dziadka  ludzie 

przemierzali góry, by unikać spotkań z najeźdźcami, gdyż nie chcieli osiąść w 

jednym  miejscu.  Pan  nakłonił  nas,  byśmy  pobudowali  tu  nasze  chaty,  bo 

ziemia jest żyzna, a granie i wzgórza sprawiają, że nie grożą nam najazdy. 

Dzięki  opiece  naszego  pana  zbieramy  znaczące  plony,  hodujemy  wielkie 

stada  owiec.  Ale  teraz  barbarzyńcy  znów  sobie  o  nas  przypomnieli  i 

wieśniacy zaczęli przebąkiwać, by opuścić to miejsce i poszukać szczęścia 

gdzie indziej. 

–I dokąd byście się udali? 

  Brinna pokręciła głową. 

RS

background image

27 

 

– Nie wiem. 

– Nie wierzą swemu panu, że ich obroni? 

W głosie dziewczyny dało się dosłyszeć złość. 

– Kiedy pani zniknęła, zachowywał się tak, jakby serce przestało bić mu 

w  piersi.  Jedyne,  o  czym  myślał,  to  o  odszukaniu  ciebie,  pani.  Zupełnie 

przestał  się  troszczyć  o  swoich  ludzi.  Zanim udał  się  na  poszukiwania,  do 

czasu powrotu pieczę nad zamkiem, wioską, a nawet waszym synem powie-

rzył swojemu przyrodniemu bratu. Laurel gwałtownie odwróciła głowę. 

– Mam... ? – Umilkła, by starannie dobrać słowa. – Mój syn? Czy jest na 

zamku? 

– Tak, pani. W komnatach Fergusa, przyrodniego brata naszego pana, i 

jego żony, Dulcie. 

– Kiedy go zobaczę? 

– Jaśnie pani Dulcie nalega, by najpierw chłopca wykąpać. 

Laurel wstała. 

– Nie musi być czysty. Chcę go natychmiast zobaczyć. 

–  Wkrótce  go  zobaczysz,  pani.  –  Brinna  niezbyt  delikatnie  zmusiła 

Laurel, by ponownie usiadła na taborecie. – Podczas ataku Donovan razem ze 

swoim wujem i wojownikami popędził na koniu. Spędzili wiele dni w lesie. 

Po powrocie chłopak bardziej przypomina barbarzyńcę niż mieszkańca tych 

stron. 

– Udał się razem z wojownikami? Ile lat ma Donovan? 

  Brinna znów znieruchomiała. 

– Liczy sobie dwanaście wiosen, pani. 

Dwanaście lat. Spodziewała się usłyszeć, że dwa, trzy latka. 

RS

background image

28 

 

Laurel wyczuła dezaprobatę dziewczyny spowodowaną tym, że Laurel 

nie  pamięta  nawet  własnego  dziecka.  Żeby  ukryć  zmieszanie,  zaczęła 

zasypywać Brinnę pytaniami. 

– Czy Fergus i Dulcie mają dzieci? 

–  Niestety,  Bóg  nie  pobłogosławił  ich  własnymi  dziećmi,  ale  bardzo 

kochają twojego syna. 

– Czy Fergus jest równie dobrym wojownikiem, jak nasz pan? 

W głosie Brinny dało się słyszeć dumę. 

–  Żaden  wojownik  nie  może  się  równać  z  Conem  Wielkim.  Nawet 

wierny  druh  naszego  pana,  Duncan,  chociaż  są  starymi,  dobrymi 

przyjaciółmi. – Dziewczyna urwała. – Nie, żebyśmy mieli pretensje do pana 

Fergusa o to, że brak mu umiejętności rycerskich. Nie dane mu było dorastać 

na wojownika pod okiem swego ojca, tak jak nasz pan. Nie jest również jego 

winą, że barbarzyńcy obrali sobie właśnie taką porę, by nas zaatakować. Nie 

mogli wiedzieć, że nasz wódz szuka zaginionej żony. Ale podczas nieobecno-

ści Cona najeźdźcom udało się sprawić wiele cierpień i zabić sporo naszych, 

zanim udało się przepędzić wroga. Cała wieś się cieszy z powrotu pana, bo z 

całą pewnością jego obecność sprawiła, że barbarzyńcy uciekli. 

Jej  słowa  skłoniły  umysł  Laurel  do  wytężonego  wysiłku.  Wojownik, 

który przyszedł z Duncanem, powiedział Conowi, że wśród nich może być 

zdrajca.  To  by  oznaczało,  że  nieprzypadkowo  zaatakowano  zamek  pod 

nieobecność Conala. 

Czy  możliwe,  że  kryło  się  za  tym  coś  więcej?  Czy  ktoś  rozmyślnie 

zepchnął żonę Conala z wieży i ukrył gdzieś jej ciało, w nadziei że ten wielki 

wojownik pogrąży się w rozpaczy, a jego ludzie, pozbawieni przywódcy, z 

łatwością dadzą się pokonać? Jeśli powszechnie wiedziano, jak bardzo Con 

miłuje swoją małżonkę, wielu mogło przewidzieć, jak zareaguje na jej utratę. 

RS

background image

29 

 

A  może  ostatnio  za  dużo  naoglądała  się  w  telewizji  filmów 

kryminalnych?  Inteligentni  detektywi  zawsze  odgadywali  ukryte  zamiary 

drobnych  oszustów  i  złodziei,  wykorzystujących  uczciwych  i  bezbronnych 

obywateli.  Ale,  tłumaczyła  sobie  Laurel,  zło  pozostaje  złem,  w  piętnastym 

czy  też  w  dwudziestym  pierwszym  wieku.  I  większość  przestępstw 

popełniano z prostych powodów. Chciwości. Miłości. Zazdrości. 

Czy ktoś zazdrościł Conowi? Może jego pozycji pana zamku? Czy ktoś 

pożądał jego żony? Mało prawdopodobne, bo wykorzystali jej zniknięcie, by 

odwrócić  jego  uwagę  od  obowiązków,  które  na  nim  ciążyły.  Nie  można 

wykluczyć, że sprzyjała komuś, kto pragnął odebrać mu władzę. Ale Laurel 

nie potrafiła sobie wyobrazić, by mężczyzna, który kochał tak żarliwie, jak 

Con Wielki, sam nie był darzony równie głębokim uczuciem. Trudno było jej 

uwierzyć, by Laurel, którą tak ubóstwiał, mogła go zdradzić. 

Jeśli nie żona, to ktoś z jego najbliższego otoczenia. Ktoś, komu ufał, 

kto  mógł  się  porozumieć  z  barbarzyńcami  bez  obaw,  że  zostanie 

zdemaskowany. 

Co takiego miał Con, czego mógł pragnąć ktoś inny? Jak zdążyła się 

zorientować Laurel, dzielił się swoim bogactwem ze wszystkimi członkami 

klanu,  a  jego  zamek  stał  otworem  przed  mieszkańcami  wioski.  W  czasie 

oblężenia był ich schronieniem. Dzielili się zbiorami i stadami. 

Jeśli nie chodziło o pieniądze, to może o władzę? Może ktoś inny miał 

nadzieję, że zostanie panem zamku? Ponieważ to wola ludu decydowała, kto 

będzie przywódcą, może ktoś próbował nastawić członków klanu przeciwko 

Conalowi. 

Niektórzy z ludzi mogli odebrać jego wyjazd w poszukiwaniu żony jako 

porzucenie  tych,  którzy  zawierzyli  mu  swoje  bezpieczeństwo.  Czy  to 

wystarczający powód, by zwrócili się przeciwko niemu? 

RS

background image

30 

 

Laurel postanowiła bliżej się tym zająć i przekonać, dokąd ją ten wątek 

zaprowadzi. 

–  Czy  są  takie  miejsca  w  wiosce,  gdzie  lubię  chodzić?  Dziewczyna 

zastanowiła się chwilę. 

–  Lubisz  oglądać  stragany  w  dzień  targowy.  Szczególnie  te,  gdzie 

sprzedają wstążki i koronki. 

– Conal wspomniał, że poznaliśmy się na jarmarku. Odnoszę wrażenie, 

że to przyjemne wydarzenie. 

– To prawda, pani. Na targ schodzi się cała wioska, nawet wojownicy i 

młodzież. 

– Więc towarzyszą mi Conal i Donovan? 

–  Tak.  Nawet  by  im  przez  myśl  nie  przeszło,  by  sobie  odmówić  tej 

przyjemności. I chociaż pani tego nie pochwala, pan i młody Donovan zawsze 

znajdą trochę pieniędzy na kupno słodyczy. 

Laurel  zaczęła  się  uspokajać.  Pomimo  różnicy  czasów  najwyraźniej 

ludzie teraz byli tacy sami, jak w dwudziestym pierwszym wieku. Pracowali, 

bawili się, martwili o zdrowie tych, których kochali. 

– Gdzie jeszcze często bywam? 

– W chatach wieśniaków, kiedy przyjdzie na świat kolejne maleństwo. 

Kobiety  nie  mogą  się  nachwalić  pani  wyrobów.  Wysoko  sobie  cenią 

czepeczki, odzienie i koce, które wyszły spod twojej ręki, pani Laurel. 

– Potrafię szyć? 

Brinna przyjrzała jej się uważniej. 

– Tak, pani. I pięknie haftować. 

Laurel  przypomniała  sobie  gobelin.  Czy  to  miało  jakieś  znaczenie? 

Czyż  nie  podziwiała  talentu  kobiet,  które  go  wykonały,  kiedy  odkryła,  że 

RS

background image

31 

 

ukrywa się za nim Con? Czy jego Laurel była jedną z kobiet, które stworzyły 

to arcydzieło? 

Brinna odłożyła grzebień. 

– Tyle razy cię czesałam, pani, ale zawsze z przyjemnością patrzę, jak 

ślicznie ci się układają włosy wokół twarzy. 

Laurel umilkła. To jeszcze jedna cecha, którą dzieliła z żoną Cona. Ani 

Con, ani Brinna nie zorientowali się, że jest wśród nich oszustka. 

A może wcale nią nie była? 

Co  naprawdę  wiedziała  o  reinkarnacji?  Od dawna  ją  to  fascynowało. 

Idea  powrotu  i  ponownego  przeżycia  własnego  życia,  szansa  naprawienia 

przynajmniej części wyrządzonego zła – Laurel często się nad tymi rzeczami 

zastanawiała. Ale zawsze były to tylko fantazje. Nigdy nie traktowała swoich 

rozważań poważnie. 

Czy nie odczuwała zawsze dziwnej więzi z dawną Szkocją, szczególnie 

górami  i  tym  zamkiem?  Ale  jej  miłość  do  tego  miejsca  była  wynikiem 

historii, które opowiadała jej babka. Po prostu zainspirowały one wyobraźnię 

małej dziewczynki. 

A może kryje się za tym coś więcej? 

Od najmłodszych lat słuchając opowieści o Szkocji, nie wiedziała, co 

było  pierwsze  –  jej  miłość  do  wszystkiego,  co  szkockie,  czy  fascynujące 

historie babki, które tylko rozbudzały jej fantazję. 

Czy naprawdę mogła być zaginioną żoną Cona Wielkiego? Czy kiedyś 

żyła w tej odległej wiosce? 

Jak inaczej wytłumaczyć wszystko to, co się stało? Z całą pewnością nie 

wyobraziła sobie tego, że życie, jakie znała, zniknęło w mgnieniu oka. 

RS

background image

32 

 

Uniosła ręce, żeby pomasować skronie, bo poczuła w nich ćmiący ból. 

W  głowie  jej  się  kręciło  od  nadmiaru  teorii  i  zbyt  wielu  możliwości.  A 

wszystkie one były wielce niepokojące. 

Jej  umysł  zawsze  ogarniał  każdą  stronę  zagadnienia,  zawsze  gotów 

przeanalizować  wszelkie  możliwe  rozwiązania  trudnej  kwestii.  To  dzięki 

temu tak wysoko zaszła w firmie. Ale czasami było to przekleństwem, a nie 

pomocą. 

– Widzę, że cierpisz, pani, na jeden z tych swoich ataków. 

– Ataków? – Laurel gwałtownie uniosła głowę. 

–  Tych  ciężkich  bólów  głowy.  Dręczyły  panią  od  dziecka.  Dlatego 

wielu mieszkańców wioski podejrzewa, że jest pani wiedźmą. 

– Naprawdę? 

Odwróciła się i zobaczyła w oczach dziewczyny coś, co ją zastanowiło. 

Ale nie tyle była to obawa, ile znużenie. Znów przycisnęła palce do skroni. 

– Wiesz, że nie jestem wiedźmą, Brinno. 

– Proszę. – Brinna ujęła jej ręce i położyła na kolanach, po czym zaczęła 

delikatnie masować skronie Laurel. 

Laurel  rozsiadła się  wygodnie,  a  z  jej ust  wydobyło  się  westchnienie 

ulgi. 

– Och, czuję się jak w niebie. 

– Zawsze to robię, żeby ci ulżyć, pani. 

Laurel  siedziała  z  zamkniętymi  oczami,  próbując  odzyskać  jasność 

myślenia. Ale wciąż prześladowały ją myśli o podobieństwach między nią a 

żoną pana tego zamku. 

Czy to możliwe, że kiedyś była Laurel z klanu Douglasów, żoną Cona 

Wielkiego, wodza klanu MacLennanów? 

RS

background image

33 

 

Czy stało się coś, co sprawiło, że znalazła się w swego rodzaju stanie 

zawieszenia pomiędzy piętnastym wiekiem a współczesnością? 

Jeśli  tak,  to  dlaczego  tu  trafiła?  Czy  niebawem  wydarzy  się  tu  coś 

ważnego, co wymaga jej obecności? 

Może będzie miała okazję zrobić coś dobrego? Coś szlachetnego? 

Może to  wcale nie chodziło o nią, tylko raczej o Conala. Czy to ona 

miała nakłonić przywódcę klanu do wkroczenia na drogę, na którą wcześniej 

wcale  nie  zamierzał  wejść?  Drogę,  która  mogła  na  zawsze  odmienić  jego 

życie i bieg dziejów? 

Czy też... Ta myśl nie dawała jej spokoju... Po prostu straciła rozum? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

34 

 

Rozdział 4 

 

Słysząc głośne pukanie do drzwi, Laurel i Brinna uniosły wzrok. 

Po chwili do pokoju wpadł nastoletni chłopiec, rozradowany i bardzo 

przejęty. Przemknął szybko jak błyskawica i rzucił się Laurel w ramiona. 

– Matko! Nie mogłem uwierzyć, kiedy się o tym dowiedziałem. Tak się 

niepokoiliśmy z ojcem! Co się stało? Gdzie byłaś? Szukaliśmy... 

– Donovanie. – Jakaś kobieta przystanęła na progu, przyglądając mu się 

z miną pełną dezaprobaty. W jej głosie dźwięczała lodowata nuta. – Mówiłam 

ci, żebyś nie zadawał tyle pytań. Pamiętaj, co powiedział ojciec. Twoja matka 

doznała urazu głowy i niezbyt dobrze się czuje. 

– Przepraszam. – Chłopiec się wyprostował. 

Zanim  zdążył  się  cofnąć,  Laurel  złapała  go  za  ręce  i  przygarnęła  do 

siebie. 

– Bzdury. Nic mi nie jest. Tylko nie wszystko pamiętam. Pozwól, że ci 

się przyjrzę. 

Był  bardzo  podobny  do  ojca,  wysoki  i  prosty  jak  młode  drzewko. 

Ciemne, kręcone włosy opadały mu na ramiona. Oczy też miał ojca. Ciemne i 

przenikliwe,  płonęły  w  nich  żartobliwe  ogniki.  Okrywał  go  pled,  spod 

którego widać było chude nogi i ręce jeszcze słabo umięśnione. Każda matka, 

pomyślała Laurel, byłaby dumna z takiego urodziwego syna. 

– Och, jak wspaniale się prezentujesz. 

Jej słowa sprawiły, że znów się uśmiechnął, aż jej się uradowało serce. 

Skupiła uwagę na kobiecie stojącej w drzwiach. Była młoda, krągła jak 

dojrzała  brzoskwinia,  jasne,  kręcone  włosy  sięgały  jej  poniżej  pasa.  Oczy 

miała trochę zbyt duże, i patrzyła na Laurel nieco podejrzliwe, jakby ujrzała 

RS

background image

35 

 

zjawę. Miała na sobie jasną, wełnianą suknię, luźno przewiązaną pasem, za 

który wsunęła sztylet. Czy od najazdu wszystkie mieszkanki donżonu nosiły 

przy sobie broń? Czy też chciała uchodzić za wojowniczkę? Była zbyt blada, 

zbyt delikatna, by walczyć. 

– Ty musisz być Dulcie. 

Kobieta podeszła bliżej, zaciskając z dezaprobatą usta. 

– Pamiętasz mnie? 

Laurel szybko pokręciła głową. 

–  Właściwie  nie.  Ale  Brinna  mi  powiedziała,  że  razem  z  Fergusem 

opiekowaliście się Donovanem, za co jestem wam ogromnie wdzięczna. 

Kobieta lekceważąco machnęła ręką. 

– Dlaczego mielibyśmy się nim nie zaopiekować? Ostatecznie jesteśmy 

rodziną.  Nie  moglibyśmy  bardziej  kochać  Donovana,  nawet  gdyby  był 

naszym własnym synem. 

Laurel uścisnęła dłoń chłopca. 

– Rozumiem, dlaczego. 

Dulcie krytycznie przyglądała się Laurel. 

–  Jakim  cudem  udało  ci  się  uciec  barbarzyńcom,  kiedy  tylu  innych 

zginęło z ich okrutnych rąk? 

– Sama chciałabym to wiedzieć. – Laurel przycisnęła palce do skroni, 

czując lekki ból. 

Na ten widok Dulcie cofnęła się o krok. 

–Widzę, że jeszcze niezupełnie doszłaś do siebie. Pójdziemy już. 

Kiedy zaczęła się odwracać, Laurel położyła dłoń na ramieniu chłopca. 

– Zostań chwilkę, Donovanie. Chcę usłyszeć wszystko o... – Zawahała 

się,  a  potem  dokończyła:  –...  wszystko  o  tym,  co  robiłeś  podczas  mojej 

nieobecności. 

RS

background image

36 

 

–  Powinnaś  odpocząć  –  ostrym  tonem  oświadczyła  Dulcie.  –  Con 

wpadnie w gniew, kiedy się dowie, że chłopiec zbyt długo u ciebie zabawił i 

cię zmęczył. 

Laurel  jednak  przemówiła  równie  zdecydowanym  głosem,  chociaż 

starała się nie zdradzić swojego zniecierpliwienia. Nie życzyła sobie kłótni z 

kobietą, która mogła się okazać cennym sprzymierzeńcem. 

–  Zapewniam  cię,  że  nic  bardziej  nie  ukoi  moich  nerwów,  jak 

odwiedziny syna. – Zaakcentowała ostatnie słowa, nie pozostawiając cienia 

wątpliwości, że nie zamierza puścić chłopca. 

– Pamiętaj, żeby nie zamęczać matki. – Dulcie rzuciła mu ostrzegawcze 

spojrzenie, zanim wyszła. 

Brinna najwyraźniej zamierzała zostać, póki Laurel nie powiedziała, że 

chciałaby pogawędzić z synem sam na sam. 

Młoda służąca zawahała się na progu. 

– Czy mam przynieść pani i Donovanowi coś do jedzenia? 

– Świetny pomysł. Chętnie coś zjemy. 

Kiedy dziewczyna wyszła, Laurel zwróciła się do chłopca. 

–  Nareszcie.  Teraz,  kiedy  nikt  nam  nie  przeszkadza,  możemy  sobie 

swobodnie  porozmawiać.  Chcę  się  wszystkiego  o  tobie  dowiedzieć. 

Opowiedz mi wszystko. – Widząc jego pytające spojrzenie, zreflektowała się. 

– Opowiedz, co robiłeś, kiedy zniknęłam. 

Chłopak usiadł u jej stóp i spojrzał na nią poważnie. 

–  Razem  z  ojcem  bardzo  się  niepokoiliśmy,  kiedy  nie  mogliśmy  cię 

znaleźć. Błagałem go, żeby wziął mnie ze sobą na poszukiwania, ale rozkazał 

mi zostać z wujem. 

RS

background image

37 

 

– Chodziło mu wyłącznie o twoje bezpieczeństwo, Donovanie. Było mu 

wystarczająco  ciężko,  kiedy  mnie  stracił.  Pomyśl,  jak  by  cierpiał,  gdyby 

zginął również jego syn. 

–  Właśnie  to  mi  powiedział  ojciec. Ale  nie  mogłem  znieść  myśli,  że 

będę czekać tutaj, kiedy ty błąkasz się gdzieś po lesie albo wpadłaś w ręce 

tych  nikczemnych  barbarzyńców.  Pragnąłem  jedynie  bycz  tobą.  Żeby  cię 

pocieszyć. Żeby cię chronić. Gdybym tam był, walczyłbym z nimi tak, jak 

mnie  nauczył  ojciec,  wybiłbym  ich  co  do  jednego,  by  ci  nie  wyrządzili 

krzywdy. 

Słysząc  jego  żarliwe  słowa,  Laurel  poczuła,  że  serce  topnieje  jej  jak 

wosk. Czy jakakolwiek matka mogłaby chcieć czegoś więcej? 

– Nie myśl już o tym. Wróciłam do domu. – Dotknęła jego włosów. – 

Gdzie byłeś, kiedy barbarzyńcy zaatakowali zamek? 

Spojrzał na nią oczami błyszczącymi z przejęcia. 

–  Spałem  w  komnatach  wuja.  Obudziły  mnie  okrzyki,  że  wróg 

przypuścił  szturm.  W  pierwszej  chwili  myślałem,  że  mi  się  to  przyśniło. 

Żadni barbarzyńcy nie odważyliby się zaatakować siedziby Cona Wielkiego. 

Ale  potem  okrzyki  przybrały  na  sile,  dołączyły  do  nich  odgłosy  walki.  – 

Zniżył głos. – Gdyby wieśniacy nie schronili się w donżonie, kiedy ojciec cię 

szukał, wszyscy byśmy zginęli. Napastnikom jakoś się udało przemknąć obok 

strażników i już się zdążyli rozbiec po korytarzach. Jakaś kobieta, którą w 

nocy  obudził  płacz  niemowlęcia,  zauważyła  wroga  i  podniosła  alarm. 

Nadbiegli  mężczyźni,  wywiązała  się  zażarta  i  krwawa  bitwa.  Kiedy  ich 

przepędziliśmy, wuj Fergus pozwolił, żebym wraz z nimi ścigał wrogów w 

lesie, w nadziei, że uda nam się schwytać kilku jeńców. 

– Czy ojciec pochwalałby to, że wuj naraził cię na niebezpieczeństwo? 

Chłopak tylko się roześmiał. 

RS

background image

38 

 

– Ty i ojciec jesteście zbyt opiekuńczy. Jak zauważył wuj Fergus, jestem 

już  bardziej  mężczyzną  niż  chłopcem.  Jeśli  mam  kiedyś  zostać  wielkim 

wojownikiem,  muszę  opuścić  bezpieczne  mury  zamku  i  walczyć  u  boku 

mężczyzn. 

Laurel  dostrzegła  bijącą  od  niego  dumę  i  nagle  ogarnął  ją  niepokój. 

Mimo grożących mu niebezpieczeństw nie okazywał strachu. Tylko młodzi 

wierzą, że są niepokonani. Nie zastanawiał się, co mu mogło grozić, gdyby 

znalazł się twarzą w twarz z uzbrojonymi w miecze najeźdźcami. Dostrzegał 

tylko przygodę i szczycił się tym, że brał udział w obronie zamku ojca. 

Za  kilka  lat,  kiedy  będzie  miał  na  swoim  koncie  udział  w  kilku 

krwawych bitwach, niewątpliwie te słowa nie będą mu dawać spokoju. 

Chociaż nie był jej synem, nic nie mogła poradzić na to, że bała się, co 

los  przygotował  dla  tego  chłopca  i  dla  wszystkich  innych  chłopaków  z 

wioski. Dzieje Szkocji były krwawe. Barbarzyńcy zza mórz, Brytowie tuż u 

granic.  A  w  kraju  też  nie  brakowało  wrogów.  Jedne  klany  występowały 

przeciwko  drugim.  Ale  jak  mogła  ostrzec  Donovana  przed  zagrożeniami, 

które  dopiero  nadejdą?  W  żaden  sposób  nie  zdołałaby  wytłumaczyć  temu 

chłopcu,  skąd  tyle  wie  o  przyszłości.  I  chociaż  dużo  ją  kosztowało 

zachowanie milczenia, postanowiła zmienić temat. 

– Dobrze ci się mieszkało z wujem i ciotką? Skinął głową. 

– Na ogół tak. Chyba, że ciotka źle mówiła o ojcu. Laurel natychmiast to 

zaintrygowało. 

– Czemu go krytykowała? 

–  Nie  jest  w  tym  odosobniona.  Podobno  wielu  mieszkańców  wioski 

uważa, że ojciec nie wywiązał się z obowiązków i zostawił swoich ludzi, gdy 

groziło im niebezpieczeństwo. Ale zwróciłem jej uwagę, że ojciec nie mógł 

RS

background image

39 

 

wiedzieć, kiedy wrogowie nas zaatakują ani czy w ogóle szykują się do na-

padu. Wiedział jedynie, że bez ciebie, matko, jego życie straciłoby sens. 

Laurel głośno wypuściła powietrze z płuc. 

– To powinno być dla nich oczywiste. Nikt nie ma prawa krytykować 

Conana za to, co zrobił! 

Widząc  jej  święte  oburzenie,  chłopiec  zachichotał.  –Powinienem 

wiedzieć,  jaka  będzie  twoja  reakcja.  Zawsze  byłaś  najzagorzalszą 

sojuszniczką ojca. Laurel się zarumieniła. 

– Naprawdę? 

–  Tak.  Wszyscy  was  podziwiają.  Jestem  dumny,  kiedy  słyszę,  jak 

wieśniacy mówią o tobie i o ojcu oraz o waszej ogromnej miłości. 

Ich spojrzenia się spotkały. 

–  Wiesz,  że  ciebie  darzymy  równie  wielką  miłością.  Uśmiechnął  się 

promiennie. 

– Tak, matko. Bo ty i ojciec tego nie ukrywacie. Wprost przeciwnie. 

–  Co  wiesz  o  stosunkach  pomiędzy  Fergusem  i  ojcem?  Brinna  mi 

powiedziała,  że  Fergus  w  młodości nie  nauczył  się  sztuki  wałki  od  swego 

ojca. 

– To prawda. Ojciec i wuj mieli jednego ojca, ale różne matki. 

– Jak to się stało, że Fergus tu zamieszkał? 

–  Kiedy  ojciec  dowiedział  się  o  śmierci  matki  swego  przyrodniego 

brata, zaproponował mu, żeby zamieszkał w zamku. 

– Ile lat miał wtedy Fergus? 

–  Trzynaście.  Wuj  często  powtarza, że  był  jedynym  opiekunem  swej 

matki  aż  do  jej  śmierci.  Kiedy  przeniósł  się  do  zamku,  nie  potrzebował 

niczyjej  pomocy.  Ale  jest  wdzięczny  ojcu  za  to,  że  przyjął  go  do  swojej 

RS

background image

40 

 

rodziny i klanu. Kiedy mieszkał tylko z matką, bardzo doskwierała mu sa-

motność. 

Laurel znów zaczęła intensywnie myśleć. Wyglądało to na klasyczny 

przykład  rywalizacji  między  braćmi.  Odnoszący  sukcesy  brat,  uwielbiany 

zarówno  przez  matkę,  jak  i  przez  ojca.  I  wyrzutek,  spragniony  ojcowskiej 

miłości,  do  dziś  wciąż  boleśnie  odczuwa  tamte  lata  braku  zainteresowania 

jego osobą, chociaż korzysta z hojności brata. 

–  Czy  nie  wydaje  ci  się,  że  Fergus  nadal  cierpi,  wspominając  te 

wszystkie lata, kiedy musiał troszczyć się o matkę, i był pozbawiony ojca? 

–  Nie  wiem.  Rzadko  opowiada  o  tamtych  czasach.  Słysząc  głośne 

pukanie do drzwi, obydwoje unieśli wzrok. 

W progu stanął wojownik. 

Donovan natychmiast zerwał się na nogi. 

– Witaj, wuju. 

Zaintrygowana  Laurel,  przyglądała  się  uważnie  mężczyźnie,  który  na 

jej widok stanął jak zamurowany. 

– Nie uwierzyłbym, gdybym tego nie zobaczył na własne oczy. – Gapił 

się na nią, nie ukrywając zdumienia. 

Fergus  absolutnie  nie  był  podobny  do  swojego  przyrodniego  brata. 

Podczas  gdy  Con  był  wysoki  i  ciemnowłosy,  Fergus  w  porównaniu  z  nim 

wydawał się blady, jasne włosy opadały mu na ramiona, a oczy miał koloru 

zachmurzonego  nieba.  Nie  dorównywał  także  wzrostem  Conowi,  ale  był 

szeroki w barach, a ręce miał muskularne. 

Laurel z łatwością sobie wyobraziła, jak te silne ręce unoszą sztylet lub 

miecz z precyzją niosącą śmierć. 

RS

background image

41 

 

– Fergusie, przyłączysz się do nas? – Wyciągnęła rękę, ale nadal stał w 

progu  komnaty;  na  jego  twarzy  nie  malowała  się  radość  na  widok  Laurel. 

Przyglądał jej się wielce podejrzliwie, wcale się z tym nie kryjąc. 

– Pani. – Ukłonił się lekko. – Twój małżonek powiedział, że jeszcze nie 

doszłaś do siebie po tej ciężkiej próbie. 

– Jak widzisz, nic mi nie jest. 

– Barbarzyńcy zazwyczaj uniemożliwiają swoim jeńcom ucieczkę; albo 

lamią im nogi, albo w inny sposób zadają tyle bólu, że pojmani muszą u nich 

zostać. 

– W takim razie miałam wiele szczęścia, że tutaj jestem. 

Szybko się opanował i zwrócił do chłopca: 

– Ojciec chce, żebyś przyszedł do stajni. Czeka tam na ciebie. 

Chłopiec się ożywił. 

– Czy to oznacza, że wznowimy nasze poszukiwania barbarzyńców? 

– Wiem tyle, co ty. Byłem w wiosce, kiedy kazano mi wrócić do zamku. 

Chodź, chłopcze. Lepiej nie każmy twojemu ojcu czekać. 

Donovan cmoknął Laurel w policzek. 

– Wybacz, matko. Muszę iść. 

– Naturalnie, że musisz. – Ujęła jego rękę w obie dłonie. – Bardzo mnie 

ucieszyła twoja wizyta, Donovanie. Obiecaj, że znów do mnie przyjdziesz. 

–  Obiecuję.  Chociaż  nie  wiem,  kiedy.  Muszę  wykonywać  polecenia 

ojca. – Rzucił jej promienny uśmiech i wyszedł razem ze swoim wujem. 

Kiedy  zamknęły  się  za  nimi  drzwi,  Laurel  odchyliła  głowę  do  tyłu, 

zamknęła oczy i zaczęła się zastanawiać. 

Wśród osób, które poznała do tej pory, były tylko dwie, którym mogła 

bezgranicznie  zaufać.  Con  i  Donovan.  Ojciec  i  syn.  Obaj  rozpaczliwie 

RS

background image

42 

 

pragnęli odszukać zaginioną Laurel. I obaj nie posiadali się z radości, kiedy 

się odnalazła. 

Niemożliwością  jest  udawać  taką  miłość.  Mężczyzna  i  chłopiec 

bezgranicznie kochali Laurel. 

Czego  nie  można  powiedzieć  o  innych.  Brinna,  Dulcie  i  Fergus  nie 

tylko byli zaskoczeni jej niespodziewanym powrotem, ale również w pewien 

sposób  skonsternowani.  Co  według  niej  świadczyło,  że  któreś  z  nich  lub 

wszyscy troje mieli coś wspólnego z jej zniknięciem. 

Ale mogła też się mylić. Może zwyczajnie byli zbyt  wstrząśnięci, by 

okazać swoje prawdziwe uczucia. Co oznaczałoby, że ktoś inny też mógł się 

przyczynić do zniknięcia Laurel. 

Póki  nie  pozna  lepiej  ludzi  z  otoczenia  Conala  i  Donovana,  Laurel 

postanowiła nie ufać nikomu. Będzie obserwowała i słuchała. I spróbuje się 

zorientować,  jakie  tajemnice  ukrywają  w  głębi  swoich  serc  mieszkańcy 

zamku. 

Była  coraz  mocniej  przekonana,  że  nie  przypadkiem  została 

przeniesiona  w  czasie.  Znalazła  się  tu  z  jakiegoś  powodu. Może  po  to,  by 

pomóc  Conowi  ustalić,  kto  z  ich  grona  był  zdrajcą.  A  może  miała 

wykorzystać swoją wiedzę o przyszłości, by nauczyć tych ludzi czegoś, czego 

nie znali. 

Bez względu na to, dlaczego się tu znalazła, nie wątpiła, że w swoim 

czasie wszystkiego się dowie. 

Na razie musi zachować jak najdalej posuniętą ostrożność. I z uwagą 

wsłuchiwać się w to, co będą mówili ludzie. A także w to, co przemilczą. 

Starała się nie zwracać uwagi na niepokój, który wkradł się do jej serca. 

Ktoś nie szczędził starań, by pozbyć się żony pana tego zamku. Może 

pierwsza Laurel spoczywa już gdzieś martwa w płytkim grobie. Jeśli tak jest, 

RS

background image

43 

 

póki  ona  będzie  się  podszywała  pod  tę  kobietę,  jej  życiu  także  grozi 

niebezpieczeństwo. 

Nie miała wątpliwości, że ci, którzy zabili raz, nie zawahają się zabić 

ponownie, jeśli tylko nadarzy się sprzyjająca okazja. 

Dlatego będzie obserwowała i przysłuchiwała się, i zrobi wszystko, co 

w jej mocy, by chronić siebie, póki ten sen, ten koszmar, ta... szalona podróż 

w czasie się nie zakończą. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

44 

 

Rozdział 5 

 

Pani.  –  Brinna  rozejrzała  się  wokół,  wyraźnie  zdziwiona.  –  Czy 

chłopiec już wyszedł? 

– Niestety tak. Ojciec kazał mu się stawić w stajni. Służąca postawiła 

tacę na ławie. 

– Kucharka upiekła ulubione babeczki Donovana. 

–  Jestem  pewna,  że  je  z  radością  zje  po  powrocie.  Brinna  się 

wyprostowała. 

–  Kucharka  powiedziała,  że  razem  z  całą  służbą  planują  wydanie 

uroczystego  przyjęcia  dziś  wieczorem  dla  uczczenia  twojego  powrotu  do 

domu, pani. 

– Podziękuj wszystkim w moim imieniu i powiedz, że już się nie mogę 

doczekać wieczoru. 

Dziewczyna zrozumiała, że nie jest potrzebna Laurel. 

– Dobrze, pani. Czy chcesz teraz odpocząć? 

Laurel  skinęła  głową  i  udała,  że  ziewa.  Lecz  jak  tylko  została  sama, 

zaczęła obchodzić komnaty w nadziei, że dowie się czegoś o kobiecie, która 

ostatnio je zamieszkiwała. 

Na małej komodzie znalazła igły i motek przędzy. W szufladzie były 

szczotki i pojemniczki zawierające różne barwniki roślinne. Zdaje się, że jej 

imienniczka  była  również  artystką.  Laurel  przypomniała  sobie  gobelin  i 

prześliczne scenki, przedstawiające codzienne życie na zamku. Była święcie 

przekonana, że część z nich wyszła spod ręki żony Cona. 

Zaintrygowana, otworzyła skrzynię i przyjrzała się bogatej garderobie, 

strojom  dziennym  i  nocnej  bieliźnie.  Były  tu  też  szale,  czepiec,  a  także 

RS

background image

45 

 

wstążki, mogące służyć jako kolorowe pasy. Przyłożywszy suknie do siebie, 

Laurel stwierdziła, że nosi dokładnie ten sam rozmiar, co żona pana zamku. 

Nie powinno jej to zdziwić, ponieważ wszyscy, którzy ją widzieli do tej pory, 

brali ją za zaginioną kobietę. Ale i tak teraz, kiedy dotykała strojów tamtej, z 

całą siłą przypomniało jej się, że to nie jakaś niewinna gra. Podczas gdy ona 

jest  tu  bezpieczna  i  rozpieszczana,  żonę  pana  na  zamku  przetrzymywano 

gdzieś wbrew jej woli. Albo, co gorsza, już nie żyła – a jej porywacze żyli 

sobie spokojnie, pewni, że ofiara nigdy nie ujawni ich nikczemnego czynu. 

Tyle tylko, że wróciła i była wśród nich. 

Obojętne, czy wierzyli w duchy, czy też dali się nabrać na jej rzekomy 

zanik  pamięci  spowodowany  uderzeniem  w  głowę,  prędzej  czy  później 

uznają, że muszą się jej pozbyć, by ukryć to, co zrobili. 

Conal  i  Donovan,  ucieszeni  jej  powrotem,  może  przestaną  być  tacy 

czujni.  Ona nie  pozwoli  sobie  na  taki  luksus.  Nie  wolno  jej  ani na  chwilę 

zapomnieć, że stale grozi jej niebezpieczeństwo. A bodajże równie wielkie, 

pomyślała wzdychając, groziło jej ze strony samego wodza, który koniecznie 

chciał ją  zaciągnąć  do  swojej  łożnicy.  Gdyby  nie  to,  że  Laurel  była  osobą 

niezwykle etyczną, przynajmniej w tym mogłaby znaleźć jakąś satysfakcję. 

Ale  napawała  ją  odrazą  sama myśl,  że  mogłaby  dzielić  loże  z  mężczyzną, 

którego żonie grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. A ponieważ nie udało jej 

się przekonać Cona, że nie jest jego ukochaną Laurel, ta groźba wydawała się 

najbardziej realna. 

Uniosła  wzrok,  kiedy  drzwi  otworzyły  się  gwałtownie  i  do  pokoju 

wszedł mężczyzna, o którym właśnie rozmyślała. 

Był zasępiony, zmrużył oczy, zacisnął usta.   

– O co chodzi, Conalu? Czego się dowiedziałeś od jeńca? 

RS

background image

46 

 

–  Mniej,  niż  chciałbym.  Kiedy  przyłożyłem  mu  miecz  do  gardła, 

przyznał, że wiedział wcześniej, jak ominąć straże i dostać się do środka oraz 

którymi korytarzami pójść, żeby dotrzeć do pomieszczeń zajmowanych przez 

wieśniaków, by móc ich uciszyć, zanim podniosą alarm. Ale zapewniał, że 

nie  zna  imienia  tego,  kto  przekazał  te  informacje,  utrzymując,  iż  wie  to 

jedynie ich przywódca. – Con odrzucił miecz i sztylet, nalał piwa do pucharu 

i wypił je łapczywie. 

– Wierzysz mu? 

  Wzruszył ramionami. 

– Kiedy człowieka czeka rychła śmierć, nie ma powodu, by kłamać. 

– Gdzie jest teraz jeniec? – Wstrzymała oddech, zastanawiając się, czy 

krew na mieczu Cona należała do tamtego nieszczęśnika. 

– Zostawiłem go z Fergusem i Duncanem. Fergus jest pewien, że uda 

mu się wydobyć z barbarzyńcy to, co jeszcze ukrywa. 

Laurel poczuła dreszcz na myśl, co będzie musiał wycierpieć jeniec. 

– A jeśli mówi prawdę i rzeczywiście nie zna imienia zdrajcy? 

Conal znów wzruszył swoimi potężnymi ramionami. 

– Wtedy z radością powita śmierć. Laurel nagle ogarnął lęk. 

– A co z Donovanem? Wielkie nieba, nie zostawiłeś go chyba tam, żeby 

był świadkiem takiego okrucieństwa? 

Con się uśmiechnął. 

– Zawsze groźna niedźwiedzica, kiedy rzecz dotyczy naszego syna. Nie 

obawiaj  się,  najdroższa.  Posłałem  Donovana  do  wioski,  żeby  sprowadził 

medyka. 

–  Żeby  obejrzał  twoją  ranę?  –  Odruchowo  dotknęła  dłonią  czystego 

płótna, którym miał obwiązane ramię. 

Położył rękę na jej dłoni. 

RS

background image

47 

 

– Nie, najdroższa. Chodzi o ciebie. 

–  O  mnie?  –  Próbowała  się  odsunąć,  ale  przytrzymał  ją  mocno.  – 

Niepotrzebne mi żadne lekarstwo. 

–  Chcę,  żeby  medyk  obejrzał  ślad  po  uderzeniu  w  głowę.  Brinna  mi 

powiedziała, że nawet nie pamiętałaś naszego syna. 

–  To  był...  –  Laurel  myślała  gorączkowo.  –  To  był  chwilowy  zanik 

pamięci. Nic więcej. Jestem trochę oszołomiona. Ale  z całą pewnością nie 

trzeba, by ktokolwiek oglądał moją głowę. 

– W takim razie zgódź się na to przez wzgląd na mnie. – Przytulił ją 

mocno i przycisnął usta do włosów na jej skroni. – Nie mogę znieść myśli, że 

ci barbarzyńcy wyrządzili ci jakąś krzywdę, najdroższa. 

Próbowała nie zwracać uwagi na falę ciepła, która nagle ją zalała, ale 

okazało  się  to  niewykonalne.  Chociaż  nie  miała  prawa  do  miłości  tego 

mężczyzny, coraz wyraźniej czuła żar jego płomiennego uczucia. Wcześniej 

czy później spłonie od niego. 

Cóż za śmierć. 

Zaśmiała się w duchu. Objęła Conala w pasie i postanowiła przestać się 

opierać, tylko rozkoszować się tym, co ją spotkało. Nie zważając na poczucie 

winy, które wciąż starało się dojść do głosu, nadstawiła twarz do pocałunku. 

–  Nazwałem  cię  niedźwiedzicą?  –  Musnął  wargami  jej  usta.  – 

Powinienem powiedzieć „lisica". 

Już miała mu żartobliwie odpowiedzieć, kiedy Conal westchnął głośno, 

a potem objął ją z całych sił i pocałował z takim żarem, że nie miała wyboru, 

musiała mu ulec. 

Kompletnie straciła głowę. 

Straciła  głowę,  owładnięta  uczuciami,  jakich  nigdy  wcześniej  nie 

doświadczyła. Jak usta mężczyzny mogą sprawić taką rozkosz? Całował ją 

RS

background image

48 

 

jednocześnie  namiętnie  i  z  uwielbieniem.  Jakby  była  najbardziej  ponętną 

boginią, jaka kiedykolwiek istniała. Obsypywał pocałunkami jej twarz i szyję, 

obiecując  niezwykłe  doznania.  A  jego  dłonie...  Tymi  dużymi  dłońmi 

wojownika, którymi z taką wprawą potrafił władać mieczem, teraz pieścił ją 

tak delikatnie, jakby była z kruchego szkła. Przesuwał palcami po jej ciele z 

niezachwianą pewnością, że każda jej cząstka należy do niego. 

Tak  się  zapamiętali,  że  minęła  chwila,  nim  się  zorientowali,  że 

otworzyły się drzwi. 

Jednocześnie unieśli głowy. Obydwoje z trudem chwytali powietrze. 

Na progu stał Duncan, wcale niespeszony tym, że tak bezceremonialnie 

wtargnął do komnaty pana zamku i jego żony. 

– Panie. – Szybko skłonił głowę, ani na chwilę nie spuszczając wzroku z 

Laurel. – Twoja obecność jest niezbędna w wielkiej sali. 

–Nie, mój przyjacielu. Powiedz kucharce, że Laurel i ja zjemy sami w 

naszych komnatach. Jeszcze nie przywitałem się ze swoją żoną jak należy. – 

Con  nie  przestał  obejmować  Laurel,  a  kiedy  próbowała  się  odsunąć, 

przytrzymał ją. 

Widząc, że dowódca chce go odprawić, młody wojownik odchrząknął. 

– Służba i mieszkańcy wioski zaplanowali ucztę, by uczcić powrót pani. 

Chociaż  Con  nie  powiedział  tego  na  głos,  Laurel  wyczuła  bijącą  od 

niego bezsilną złość. 

– Czy nie ma sposobu, by ją przełożyć? Duncan pokręcił głową. 

– W sali już zebrali się wieśniacy i czekają na ucztę. Odebraliby to jako 

zniewagę, gdyby teraz kazano im wrócić do domów. 

–  Masz  rację.  –  Con  z  ociąganiem  puścił  Laurel  i  uśmiechnął  się 

gniewnie.  –  Chodź,  najdroższa.  –  Wziął  ją  za  rękę  i  poprowadził  jakimś 

korytarzem.  Kiedy  szli,  nachylił  się  ku  niej  i  szepnął:  –  Nie  mam  odwagi 

RS

background image

49 

 

przeklinać losu, który nie pozwala nam nacieszyć się sobą, ponieważ ten sam 

los sprawił, że bezpiecznie wróciłaś do domu, żono. Zresztą wcześniej czy 

później wszyscy pójdą na spoczynek. Kiedy ta chwila nastąpi, okażę ci całą 

miłość, jaką zachowałem tylko dla ciebie. 

Laurel  poczuła  dreszcz.  Ciekawa  była,  czy  wywołał  go  lęk  czy 

perspektywa rozkoszy. 

Gdy dotarli do wielkiej sali, ujrzeli rozpromienionego Donovana, który 

naśladując ojca, podał matce ramię. 

– Ojcze, jest tu medyk. 

– Na razie niech usiądzie z ucztującymi. Później go wezwiemy. 

Słysząc słowa Cona, Laurel się uspokoiła. Zyskała trochę czasu. 

Kiedy przekroczyła próg wielkiej sali, uświadomiła sobie, że nie była 

przygotowana  na  tak  wielką  fetę.  W  kominkach  po  obu  stronach 

pomieszczenia 

płonął 

ogień, 

zalewając 

wszystko 

migotliwym, 

pomarańczowoczerwonym  blaskiem.  Mężczyźni  i  kobiety,  siedzieli  za 

długimi stołami, dziewki służebne uwijały się, napełniając kielichy. Słychać 

były  okrzyki  i  salwy  rechotliwego  śmiechu.  Ale  kiedy  zauważono  Laurel 

stojącą między mężem i synem, salę wypełnił ryk przypominający grzmot tak 

potężny, że zadrżały belki powały. 

– Witaj, pani! 

– Oto i ona. Witaj w domu, pani Laurel! 

– Za naszą panią! 

Wzniesiono  kielichy.  Kiedy  Laurel  wolno  ruszyła  przez  tłum  gości, 

mężczyźni w hołdzie wyciągnęli w górę miecze, a wiele kobiet ocierało łzy 

radości. 

– Widzisz, jak cię kochają? – szepnął jej Con prosto do ucha. 

RS

background image

50 

 

Starała się nie zwracać uwagi na falę ciepła, jaka ją zalała, kiedy od jego 

oddechu poruszyły się włosy na jej skroni. 

– Sądząc po głosach, powiedziałabym, że już od jakiegoś czasu piwo 

leje się tutaj strumieniami. 

Con zachichotał. 

– Czemu nie? Niepokoili się i cierpieli razem ze swoim panem. Teraz 

przyszła pora świętowania szczęśliwego zakończenia twoich przygód. 

Podbiegła jakaś mała dziewczynka i wcisnęła jej w ręce bukiet polnych 

kwiatów.  Wzruszona  Laurel  przyklękła,  przytuliła  małą  i  pocałowała  ją  w 

policzek. 

Kiedy  się  wyprostowała,  zobaczyła,  że  rodzice  dziewczynki  nie 

ukrywają łez. 

Cóż takiego zrobiła żona Cona, że zaskarbiła sobie aż taką miłość tych 

ludzi? Laurel przypomniała sobie słowa Brinny. Zdaje się, że chociaż wiodła 

zwyczajne  życie,  odwiedzała  sąsiadów  w  dzień  targowy,  szyła  kaftaniki  i 

czapeczki  dla  noworodków,  Laurel  znalazła  sposób,  by  podbić  serca 

wieśniaków. 

Czy  jest  w  tym  jakaś  nauczka  dla  niej?  Czy  kiedykolwiek  naprawdę 

przejmowała się sprawami swoich przyjaciół, czy też całą energię poświęciła 

na robienie kariery? Czy w jej życiu był ktoś gotów rzucić wszystko, by udać 

się  na  jej  poszukiwanie?  Czy  jej  przyjaciele  płakaliby  z  radości,  gdyby 

wróciła po tajemniczym zniknięciu? 

Nie było teraz czasu na takie rozważania. Con i Donovan prowadzili ją 

przez  tłum  zebranych  do  stołu ustawionego  na drewnianym  podium po  to, 

żeby  wszyscy  goście  dobrze  go  widzieli.  Weszli  po  kilku  stopniach,  Con 

odsunął dla niej krzesło, a potem sam zajął miejsce u szczytu stołu, mając ją 

po swojej prawej ręce, a Donovana – po lewej. 

RS

background image

51 

 

Dał znak Fergusowi i Dulcie, żeby do nich dołączyli. Z zadowolonymi 

minami  wstali  ze  swoich  miejsc,  weszli  na  podwyższenie  i  usiedli  obok 

Laurel.  Con  w  podobny  sposób  zaprosił  również  Duncana,  który  podszedł 

razem z wysoką, szczupłą młodą kobietą. Kobieta lekko się ukłoniła, a młody 

wojownik przedstawił ją jako swoją narzeczoną, Mary. Zanim Laurel zdążyła 

cokolwiek powiedzieć, Mary złapała ją za obie ręce i uniosła je do ust. 

– Niebiosom niech będą dzięki za to, że bezpiecznie do nas wróciłaś, 

pani. Czułam się tak, jakbym straciła rodzoną siostrę. Teraz, kiedy ponownie 

jesteś z nami, mamy powód, by znów się cieszyć. 

– Dziękuję ci, Mary. – Laurel ze wzruszenia aż ścisnęło się gardło. 

Siedzący obok niej Fergus przyglądał jej się badawczo. 

– Jesteś blada, pani. Czy jeszcze nie doszłaś zupełnie do siebie? 

– Może to wzruszenie. – Podniosła kielich do ust, mając nadzieję, że 

piwo ukoi jej nerwy. 

Siedząc  między  Conem  a  jego  przyrodnim  bratem,  Laurel  po  raz 

pierwszy miała okazję przyjrzeć się im obu z bliska. Służący wolno krążyli po 

sali,  częstując  obecnych  pieczonymi  kuropatwami,  grubymi  plastrami 

baraniny  i  jaskrawoczerwonymi  łososiami,  dopiero  co  wyłowionymi  z  po-

bliskiej  rzeki.  Obaj  mężczyźni  rozmawiali  poważnymi,  przyciszonymi 

głosami. 

Fergus spojrzał na swojego brata. 

– Barbarzyńca skonał, nie powiedziawszy nic więcej. Con skinął głową. 

–  Tego  się  obawiałem.  Gdyby  jeszcze  coś  wiedział,  wyznałby  to,  by 

uniknąć śmierci. 

–  Jeszcze  niezupełnie  z  nim  skończyłem,  ale  Duncan  miał  dosyć  i 

skrócił  jego  męki,  nim  zdołałem  wyciągnąć  z  wroga  odpowiedź  na  moje 

RS

background image

52 

 

pytania.  –  Fergus  przyjrzał  się  badawczo  swojemu  przyrodniemu  bratu.  – 

Poprowadzisz wojowników przeciw najeźdźcom? 

Con spojrzał na obecnych na sali. 

–  Nie  mam  serca  prosić  tych  ludzi,  żeby  ponownie  zostawili  swoje 

rodziny. Przecież dopiero co wrócili z boju. 

Fergus zmarszczył brwi. 

–  A  może  to  ty  nie  chcesz  zostawić  swojej  rodziny  teraz,  kiedy 

odzyskałeś tę, którą ci odebrano? 

Laurel się odwróciła, by spojrzeć na Cona, ale on, zamiast poczuć się 

urażony słowami Fergusa, tylko się uśmiechnął i dotknął dłonią jej policzka. 

–  A  czy  ty  chciałbyś  zostawić  kogoś  takiego,  bracie?  –  Rozległ  się 

gniewny syk jego żony. Fergus rzucił jej spojrzenie, a potem powiedział: 

–  W  takim  razie  może  pozwolisz  mi  poprowadzić  armię  przeciwko 

barbarzyńcom, kiedy sam będziesz... Oddawał się innym przyjemnościom? 

Con zmrużył oczy. 

– Dziś wieczorem nie będziemy rozmawiali o wojnie. Zapomniałeś, z 

jakiej okazji się tu zebraliśmy? 

– Niczego nie zapomniałem. 

Fergus  spojrzał  przez  ramię  na  dziewkę  służebną,  trzymającą  kosz 

gorącego  chleba  prosto  z  pieca  i  babeczek  polanych  miodem.  Wziął  kilka 

kawałków dla siebie i swojej żony, odwrócił się tyłem do Laurel i pochylił ku 

Dulcie.  Zaczęli  rozmawiać  przyciszonymi  głosami.  Laurel  nie  słyszała,  co 

mówili, ale odniosła wrażenie, że ich słowa są pełne złości. 

Podczas  posiłku  wciąż  na  nowo  napełniano  kielichy.  Im  biesiadnicy 

byli  bardziej  pijani,  tym  głośniej  się  śmiali.  Wieśniacy  stawali  się  coraz 

śmielsi;  jeden  po  drugim  wstawali,  by  śpiewać  pieśni  pochwalne  na  cześć 

pani Laurel i pić za jej zdrowie. 

RS

background image

53 

 

W pewnej chwili Con dał znak Brinnie, żeby podeszła. 

Coś jej szepnął, a ona dotknęła ramienia Donovana. 

– Zabiorę cię do twojej izdebki.   

Chłopiec zwrócił się w stronę ojca. 

– Czy muszę już iść? 

– Tak. Młody wojownik musi dużo spać. 

– Ale ominą mnie pozostałe toasty.   

Con się roześmiał. 

– Kiedy usłyszysz jeden, synu, to tak, jakbyś słyszał je wszystkie. Na 

ciebie już pora. 

Chłopiec posłusznie skinął głową, a potem nachylił się, by pocałować 

matkę w policzek. 

– Dobranoc, matko. Jutro do ciebie przyjdę. 

Laurel  patrzyła,  jak  szedł  za  dziewczyną,  i  poczuła,  jak  ogarnia  ją 

dziwna  błogość.  Chociaż  nie  był  jej  synem,  patrząc  na  niego,  odczuwała 

dumę. 

–  Dochowaliśmy  się  wspaniałego  syna.  –  W  głosie  Cona  przebijała 

duma. 

Chociaż  wiedziała,  że  nie  dla  niej  były  przeznaczone  pochwały  tego 

mężczyzny, znów zalała ją fala ciepła. 

Za namową Dulcie Fergus w końcu podniósł się niezgrabnie z miejsca. 

W sali natychmiast zapadła cisza. 

Fergus  zwrócił  się  w  stronę  brata  i  siedzącej  obok  niego  Laurel. 

Początkowo  mówił  niepewnie  i  było  oczywiste,  że  czuje  się  skrępowany, 

przemawiając do gości. 

–  Wypijmy  za  pana  na  zamku,  który  był  niepocieszony  po  utracie 

ukochanej żony. 

RS

background image

54 

 

Wszyscy zerwali się z miejsc, krzycząc i opróżniając kielichy, podczas 

gdy służba biegała, napełniając je ponownie. 

–I wypijmy za lady Laurel, która wróciła na swe prawowite miejsce u 

boku męża, dzięki czemu pan tego zamku znów jest szczęśliwy. 

Znów rozległy się okrzyki i opróżniono kielichy. 

Con nachylił się, by uścisnąć dłoń Fergusa. 

– Dziękuję ci, bracie. Cieszę się, że radujesz się pospołu ze mną. 

Ale Fergus miał ponurą minę. 

–  To  pomysł  Dulcie.  Ja  nie  mogę  się  w  pełni  radować,  wiedząc,  że 

najeźdźcy odeszli wolno, kiedy my tu ucztujemy. 

– Jeszcze będzie dość czasu na prowadzenie wojen, mój bracie. – Con 

objął  dłoń  Fergusa,  zaciśniętą  w  pięść.  –  Jutro  porozmawiamy.  Ale  dziś 

wieczorem... – Wstał, a tłum się uciszył. Ujął za rękę Laurel i pociągnął ją 

lekko, by stanęła obok niego. – Dziękuję bogom, którzy zwrócili mi serce. 

Moja żona i ja jesteśmy wdzięczni za waszą miłość i lojalność. Teraz udamy 

się do naszych komnat. 

Rozległ się śmiech, niektórzy rzucali znaczące spojrzenia. 

Con uniósł rękę, prosząc o ciszę. 

– A wy ucztujcie dalej. 

Zebrani głośno wyrazili swoją zgodę na taką propozycję. Przy wtórze 

oklasków i tupotu nóg Con sprowadził Laurel po stopniach i przeszedł z nią 

przez  wielką  salę.  Kiedy  zamknęły  się  za  nimi  masywne  drzwi,  zgiełk 

przemienił się w cichy gwar. 

Razem udali się na górę. Kiedy przekroczyli próg i zamknęli za sobą 

drzwi, Laurel niemal drżała z emocji. 

RS

background image

55 

 

Najbardziej  gnębiło  ją  to,  że  największym  jej  pragnieniem  jest 

zapomnieć  o  wszystkim  i  móc  się  cieszyć  tym,  co  zamierzał  uczynić  ten 

mężczyzna. 

Mężczyzna, będący mężem innej. 

Ta myśl nie dawała jej spokoju, mimo że Conal pociągał ją silniej niż 

jakikolwiek mężczyzna, którego kiedykolwiek spotkała w tym świecie. 

Czy w świecie, który pozostawiła daleko stąd. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

56 

 

Rozdział 6 

 

Jedyne źródło światła w pokoju stanowił ogień, buzujący w kominku. 

Rzucał  pełgające  cienie  na  ściany  i  sufit.  W  powietrzu  unosił  się  zapach 

jodłowych i świerkowych gałęzi i dymu. 

Con ujął Laurel za rękę i poprowadził przez komnaty do zamkniętych 

drzwi, za którymi było jeszcze jedno pomieszczenie. Na posłaniu przykrytym 

skórami zwierząt leżał Donovan. 

Patrząc na śpiącego chłopca, Con uścisnął jej dłoń. 

– Za każdym razem, kiedy widzę owoc naszej miłości, najdroższa, moje 

serce przepełnia miłość. Czyż nie jest wspaniały? 

Zbyt wzruszona, by coś powiedzieć, Laurel tylko skinęła głową. Ile razy 

oczami  duszy  widziała  taką  scenkę?  Jak  stoi  z  ukochanym  mężczyzną, 

trzymają się za ręce i spoglądają na twarz ich śpiącego dziecka. Ile razy się 

zastanawiała,  jakie  to  uczucie  być  matką?  Mieć  kogoś  wyjątkowego,  kto 

darzyłby  ją  bezwarunkową  miłością?  Widok  Donovana  ze  zmierzwionymi 

włosami i anielską buzią, ujął ją za serce tak, jak jeszcze nigdy niczemu się to 

nie udało. 

–  Biedny  Donovan  cierpiał  tak  samo  jak  ja,  kiedy  cię  zabrakło.  Ale 

byłem zbyt pogrążony we własnym smutku, by go pocieszyć, tak jak na to 

zasługiwał. 

Laurel położyła palec na ustach Cona, by go uciszyć. 

– Nie oceniaj siebie zbyt surowo, Conalu. Ten chłopiec tak bardzo cię 

kocha,  że  jedyne,  czego  pragnie,  to  być  podobnym  do  ciebie  pod  każdym 

względem. 

Zaskoczył ją, ujmując jej dłonie i unosząc je do swych ust. 

RS

background image

57 

 

–  To  niemożliwe,  ponieważ  w  równym  stopniu ukształtowałaś  go  ty, 

najdroższa.  I  dzięki tobie będzie  znacznie  lepszym  człowiekiem  ode  mnie. 

Łagodniejszym. Mądrzejszym. Silniejszym. 

Laurel  wzruszyła  się  niemal  do  łez.  Jak  to  możliwe,  że  słowa  tego 

mężczyzny i sam dotyk jego warg na skórze mogły wywołać taki efekt? 

Widząc,  jak  wielkie  emocje  obudził  w  niej  widok  chłopca,  Con 

wyprowadził ją z komnaty i zamknął drzwi. Posadził Laurel koło kominka 

promieniującego ciepłem. 

W ich sypialni, widocznej przez otwarte drzwi, zsunięto na bok miękkie 

skóry zwierzęce, odsłaniając śnieżnobiałe posłanie pod nimi. 

Na ławie stała karafka z winem i dwa kryształowe kielichy. 

Con napełnił kieliszki i przeszedł przez pokój, by wręczyć jeden Laurel. 

Chociaż już trochę jej się kręciło w  głowie  od piwa, które wypiła podczas 

uczty, wzięła od niego kielich, a dotyk jego dłoni spowodował, że ponownie 

przeszła ją fala gorąca. 

– Wieśniacy pili twoje zdrowie, najdroższa. Teraz ja wypiję za nas. 

–  Za  nas –  powtórzyła  za  nim  jak  echo  i  wypiła,  po  czym  odstawiła 

kieliszek i wyciągnęła ręce. – Conalu, jest coś, o czym powinieneś wiedzieć. 

–  Tak,  najdroższa.  Ja  również  muszę  ci  coś  wyznać.  –  Idąc  za  jej 

przykładem  też  odstawił  swój  kielich.  –  Ale  to  może  zaczekać.  A  moje 

uczucia do ciebie nie. 

Kiedy wyciągnął do niej ręce, położyła mu dłoń na piersiach. 

– Musisz mnie wysłuchać. 

–I wysłucham. Ale najpierw muszę cię pocałować, inaczej moje biedne 

serce z pewnością przestanie bić. – Przyciągnął ją do siebie i dotknął ustami 

jej warg. 

RS

background image

58 

 

Czuła bicie jego serca. Czuła jego zniecierpliwienie, kiedy całował ją 

coraz  żarliwiej.  Czuła  jego  pożądanie,  kiedy  pieścił  ją,  nie  pozwalając  jej 

mówić ani nawet myśleć. 

Ten  pocałunek  był  inny  od  pozostałych.  Wcześniej  Con  całował  ją 

czule,  delikatnie.  Teraz  jego  pocałunek  świadczył  o  głębokiej  miłości  i 

mrocznym pożądaniu. Pożądaniu, które długo w sobie tłumił. 

W głowie jej się kręciło. Od piwa? A może od pocałunków? Chciała 

zachować rozsądek. Musiała. Bo musiała mu wyznać prawdę o sobie teraz, 

póki nie jest za późno. 

Ale szybko traciła kontrolę nad sytuacją. 

–  Nawet  sobie  nie  wyobrażasz,  jakie  myśli  mnie  dręczyły,  kiedy 

przeczesywałem las w poszukiwaniu ciebie, najdroższa. – Odsunął ją nieco 

od siebie, by móc spojrzeć jej głęboko w oczy, żeby to zrozumiała. 

Ból,  jaki  w  nich  ujrzała,  oszołomił  ją  i  przyprawił  o  zawrót  głowy, 

poruszając jakąś strunę głęboko w jej sercu. 

– Och, najdroższa. – Przytulił ją i zaczął całować w policzek i w ucho. – 

Wielkie  nieba  –  szepnął  –  oczami  duszy  widziałem  cię  w  rękach  tych 

barbarzyńców. Widziałem, jak cierpisz ból i poniżenie, by w końcu umrzeć. 

– Przestań, Conalu. Nie wolno ci się zadręczać takimi...   

Zaczął ją lekko całować w szyję. 

–  Nie  masz  pojęcia,  jakie  obrazy  stawały  mi  przed  oczami. 

Wywoływały  większe  cierpienia  niż  wszystkie  rany,  jakie  poniosłem  w 

bitwach. Wolę zginąć z rąk wrogów, niż jeszcze raz przeżywać utratę ciebie. 

Laurel z trudem chwytała powietrze. Wbrew woli jej palce wczepiły się 

w  tkaninę,  osłaniającą  pierś  Conala,  i  przyciągnęły  go  bliżej.  Tak  bardzo 

pragnęła przytulić się do niego całym ciałem. Ale wiedziała, że nie wolno jej 

RS

background image

59 

 

tego  zrobić.  Z  pewnością  doprowadziłoby  to  ich  oboje  do  szaleństwa,  bo 

igrała z ogniem. Namiętność Cona podsycała jej namiętność i pożądanie. 

Jęknęła, kiedy jego pocałunek stał się jeszcze gorętszy. Krew pulsowała 

w  żyłach  Laurel,  kiedy  Con  przesuwał  dłońmi  po  jej  skórze,  gładząc  ją  i 

podniecając. Przeszedł ją dreszcz, gdy pochylił głowę niżej, ku jej piersiom. 

Chociaż miała na sobie wełnianą suknię, czuła jego gorące usta, gdy zaczął ją 

pieścić wargami. 

Wiedziała, że pozwoliła mu przekroczyć granicę, ale nie miała sił dłużej 

się opierać. Zmęczyły ją próby powstrzymywania go. Zmęczyła ją walka z 

nim  i  ze  swoim  własnym  pożądaniem.  Bo,  prawdę  mówiąc,  chciała  tego 

samego, co ten mężczyzna. Wydawało się czymś najbardziej naturalnym pod 

słońcem ulec i pójść za głosem serca. 

Kiedy  jęknęła  z  rozkoszy,  drgnął  i  pocałował  ją  długo,  wolno, 

namiętnie. 

–  Rana,  zadana  mojemu  sercu  –  szeptał  –  była  znacznie  gorsza  od 

wszelkich ran, zadanych przez miecz czy sztylet wroga. Wiedziałem, że jeśli 

szybko cię nie odnajdę, moje życie też wkrótce się skończy. Nie chciałem żyć 

bez ciebie, Laurel. 

–  Musimy  porozmawiać.  Musisz  mnie  wysłuchać.  –  Wciągnęła 

powietrze w płuca i położyła dłonie na piersi Cona, mając nadzieję, że zdoła 

powiedzieć mu całą prawdę o sobie, nim będzie za późno. 

Ale nie chciał słuchać. Owładnęło nim pożądanie, które teraz pragnęło 

się uwolnić. 

– Nie pora na rozmowy, najdroższa. – Przycisnął ją do ściany i zaczął 

całować tak żarliwie, że oboje stracili dech. 

RS

background image

60 

 

Była rozpalona. Paliła ją skóra w miejscu, gdzie położył palce. Jej krew 

przemieniła  się  w  płynną  lawę.  Pragnęła,  by  Con  uwolnił  ją  od  ciężkich 

ubrań, które tylko potęgowały uczucie gorąca. 

Jakby czytając w jej myślach, puścił ją, obiema dłońmi złapał jej suknię 

i rozdarł całą, a następnie pozwolił, by tkanina osunęła się na podłogę. Szmer 

rozdartego materiału zagłuszył uderzenia ich serc. 

–  Och,  Laurel.  Moja  piękna,  cudowna  Laurel.  Każę  wieśniaczkom 

uszyć dla ciebie kilka nowych sukien, by zastąpiły tę.  Ale teraz muszę cię 

mieć. 

Z  jękiem  objęła  jego  głowę  i  go  pocałowała.  Pocałunek  wyrażał  jej 

tęsknotę,  pożądanie  i  rozpaczliwą  chęć  zapomnienia  o  wszystkim  poza  tą 

chwilą.  Nigdy  nie  spotkała  mężczyzny,  który  samym  swym  dotykiem 

potrafiłby rozpalić w niej takie emocje. 

Przez głowę przemykały jej dziesiątki myśli. Była oszustką, nie miała 

do niego prawa. A co z jego prawami? Z prawem do poznania prawdy o niej i 

o  tym,  skąd  się  tu  wzięła?  Z  prawem  do  podjęcia  świadomej  decyzji, 

dotyczącej kobiety, którą tulił w ramionach? Czy rano ją znienawidzi, jeśli 

nie skorzysta z tej okazji? 

Obawa  przed  tym  powstrzymała  na  chwilę  Laurel.  Lecz  gdy  jego 

pocałunek stał się jeszcze bardziej żarliwy, odsunęła na bok tę ostatnią myśl. 

Teraz,  w  tej  chwili,  nic  nie  miało  znaczenia  poza  tym  mężczyzną,  tym 

pocałunkiem, i tym ogromnym, nieodpartym pragnieniem, które odebrało jej 

resztki rozsądku. 

Con delikatnie muskał wargami skórę na jej ramieniu, a potem niżej, na 

jej krągłej piersi. Tym razem złapał ustami nabrzmiały sutek. 

RS

background image

61 

 

Kolana  się  pod  nią  ugięły  i  osunęłaby  się  bezwładnie,  gdyby  jej  nie 

obejmował. Przesuwał dłońmi po jej ciele z wprawą kochanka, który zna ją na 

wylot, tak, jak zna samego siebie. 

– Jesteś taka piękna, Laurel. Moja żono. Moje życie. I jesteś moja. Cała 

moja. 

Oszołomiona, przywarła do niego, kiedy ją odnalazł, gorącą i wilgotną, 

i doprowadził do orgazmu. 

–  Ubóstwiam  cię  obserwować.  W  blasku  ognia  wyglądasz  jak  jakaś 

bogini.  Moja  bogini  miłości.  –  Obsypywał  ją  pocałunkami,  sprawiając,  że 

cała drżała z podniecenia. 

Pragnęła pieścić go tak, jak on pieścił ją. Wyciągnęła rękę, by zdjąć z 

niego pled. Opadł na podłogę obok jej sukni. 

– Conalu – powiedziała z trudem, bo na jego widok zaschło jej w gardle. 

Zabrakło  jej  tchu,  kiedy  patrzyła  na  szczupłe,  umięśnione  ciało  tego 

mężczyzny. Ale jej uwagę przykuły przede wszystkim jego oczy. Ciemne i 

niebezpieczne, którymi zdawał się widzieć ją na wylot, obnażać jej duszę tak, 

jak obnażył jej ciało. 

Wyraz tych oczu podniecił ją nie mniej niż dotyk jego rąk. 

Drżąc cała, nadstawiła usta do pocałunku. Gwałtowność, z jaką się w 

nie wpił, zaskoczyła ich oboje. A potem zatracili się w sobie bez reszty. 

Przestał się liczyć cały świat. Później zajmą się siejącymi spustoszenia 

wrogami i zdrajcą, który ułatwił im zadanie. Zapomnieli o biesiadnikach w 

wielkiej sali, pijących na umór i jedzących bez ograniczeń. Słychać było, jak 

ucztujący od czasu do czasu wznosili okrzyki. Świat Laurel zniknął tak samo, 

jak  ten,  w  którym  się  znalazła,  kiedy  oboje  dali  się  porwać  najwyższemu 

uniesieniu. 

RS

background image

62 

 

Żaden mężczyzna nigdy jej tak nie pieścił. Chwilami tak delikatnie, że 

miała  ochotę  płakać,  a  potem  tak  namiętnie,  że  krew  zaczynała  szybciej 

krążyć  w  żyłach,  a  oddech  wiązł  w  gardle.  Porywał  ją  coraz  wyżej,  coraz 

szybciej, coraz dalej. Aż zaczęła się poruszać w jego ramionach, zanurzona w 

rozkoszy, pragnąc dawać tyle samo, ile brała. 

Każdy  dotyk  jego  dłoni,  każdy  pocałunek  sprawiał,  że  ogarniało  ich 

coraz większe szaleństwo. 

Chociaż  posłanie  znajdowało  się  zaledwie  kilka  kroków  dalej, 

wydawało im się, że dzieli ich od niego odległość nie do pokonania. Wreszcie 

Con chwycił ją za ręce i pociągnął za sobą na podłogę, gdzie ich jedynym 

posłaniem były ubrania i zwierzęce skóry. 

Czuła, jak bardzo miał napięte wszystkie mięśnie. Tak samo, jak ona. 

Spragniona pełnego zaspokojenia, przysunęła się do Conala, objęła go 

ramionami i wtuliła się w niego. 

–  Weź  mnie,  Conalu.  Skończ  tę  nieznośną  mękę.  –  Kiedy  zwróciła 

twarz w jego stronę, wolno przesunął po niej wzrokiem. 

–  Tak,  najdroższa.  Ja  też  nie  mogę  dłużej  znosić  tych  męczarni.  – 

Spojrzał na nią swoimi niezgłębionymi oczami. 

– Spójrz na mnie, Laurel. Chcę ci się przyglądać, kiedy się kochamy. 

Chcę, żebyś ty też mi się przyglądała. I wiedz jedno. Zawsze będę cię kochał. 

Nie do śmierci, tylko wiecznie. 

Kiedy  w  nią  wniknął,  nie  zacisnęła  powiek,  chociaż  nie  widziała  go 

wyraźnie, bo do oczu napłynęły jej łzy.   

–Ja ciebie też... 

Otworzyła usta i bezgłośnie wypowiedziała te słowa, przylgnąwszy do 

niego całym ciałem, pragnąc poruszać się w tym samym rytmie. 

RS

background image

63 

 

Oboje  unieśli  się  tam,  gdzie  nie  liczyły  się  słowa  ani  myśli,  poza  jej 

świat i jego. 

Rozżarzony  węgielek  w  palenisku  rozpadł  się  na  miliony  malutkich 

drobinek  światła,  tak  jak  pękły  dwa  serca  i  dusze,  a  gdy  dosięgły  nieba, 

rozpadły się na miliony małych gwiazdek, które następnie wolno opadły na 

ziemię. 

Była to najbardziej niezwykła podróż w ich życiu. 

– Wybacz mi. Byłem zbyt stęskniony. – Con całował łzy, spływające z 

kącika jej oka. 

–  To  nie  dlatego  płaczę,  Conalu.  –  Wyciągnęła  rękę,  żeby  dotknąć 

palcem zmarszczki między jego brwiami. 

–  Tak  mnie  wzruszyło  twoje  wyznanie  miłości.  Bo  widzisz,  nie 

zasługuję na nie. 

–  Miłość  nie  jest  czymś,  na  co  trzeba  zasłużyć.  Po  prostu  jest. 

Pokochałem cię, kiedy byłem w wieku Donovana. I będę cię kochał, póki te 

góry nie znikną z powierzchni ziemi. Nie rozumiesz tego? Moja miłość do 

ciebie jest nieskończona, Laurel. – Uśmiechnął się. – Mój ojciec z pewnością 

by się ze mną zgodził. Kiedy ujrzał cię po raz pierwszy, powiedział, że dusza 

dziewczyny, która skradła mi serce, już bardzo długo krąży po tym świecie. 

Laurel usiadła i spojrzała mu głęboko w oczy. 

– Naprawdę tak powiedział? 

–Tak. – Zapewnił ją z uśmiechem. – Dlaczego tak cię to zdziwiło? 

– Ponieważ moja babka często tak mówiła. Wiele razy powtarzała mi, 

że mam starą duszę. Nigdy nie rozumiałam, co to właściwie znaczy. 

– Ja też nie wiem. – Con przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił. – 

Ale lubię sobie myśleć, że nasze dusze są połączone od początku świata. – 

RS

background image

64 

 

Spojrzał  na  jej  twarz.  –  Dali  ci  bardzo  trafne  imię,  najdroższa.  W  twoich 

oczach  tańczy  światło,  mogłabyś  być  naszym  górskim  laurem,  świeżo 

zerwanym  na  stoku.  Kocham  cię,  mój  górski  laurze.  Teraz  i  zawsze, 

najdroższa. 

Laurel wzięła oddech, zastanawiając się, co zostanie z tych wszystkich 

wyznań miłosnych, gdy Con pozna prawdę. 

Ale jeszcze nie teraz. Nie dzisiejszej nocy. To, co przed chwilą razem 

przeżyli,  było  tak  wyjątkowe,  niepowtarzalne.  Nie  może  tego  zniszczyć. 

Nadal była oszołomiona tym, do czego między nimi doszło w blasku ognia i 

nie chciała ryzykować, wystawiając ten cud na ostre światło rzeczywistości. 

Więc  tylko  mocniej  się  przytuliła  do  Conala,  chcąc  jeszcze  trochę 

rozkoszować się swymi niezwykłymi przeżyciami. 

Kiedy  westchnęła,  objął  ją  mocno  i  przytulił,  a  potem  całował  jej 

wilgotne włosy na skroni. 

–  Tutaj  jest  twoje  miejsce,  najdroższa.  Tu  jesteś  bezpieczna.  Twoje 

serce bije równym rytmem z moim. 

–  Och,  Conalu.  –  Wtuliła  twarz  w  jego  szeroką  klatkę  piersiową, 

wdychając jego zapach. – Gdyby tak mogło być zawsze. 

– Zaufaj mi, najdroższa. – Odsunął się nieco, by móc ją pocałować. – 

Póki mamy naszą miłość, nic nigdy nas nie rozdzieli – wyszeptał. 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

65 

 

Rozdział 7 

 

– Najdroższa. – Niski, zaspany głos Cona tuż przy jej uchu sprawił, że 

Laurel wynurzyła się ze stanu absolutnej szczęśliwości. 

– Słucham? 

– Muszę cię opuścić. Duncan ostrzegł mnie, że barbarzyńcy gromadzą 

się u naszych granic. 

– Kolejny atak? – Usiadła, odgarnęła włosy z twarzy i zobaczyła, jak 

Con  wsuwa  sztylet  za  cholewę  buta,  a  potem  bierze  miecz.  –  Zaczekaj, 

Conalu. Ostatniej nocy nie mieliśmy czasu, żeby... 

Wiedziała,  że  to  nieprawda.  Mieli  masę  czasu,  bo  całą  noc  spędzili 

razem.  Ale  nie  miała  ochoty  zepsuć  tych  cudownych  chwil  bliskości 

ujawnieniem  tego,  o  czym  powinien  wiedzieć.  Był  taki  czuły,  zaspokajał 

każde jej pragnienie. Tej jednej wyjątkowej nocy czuła się jak rozpieszczana, 

wielbiona bogini. 

Teraz uznała, że nie może dłużej zwlekać. Będzie musiała podzielić się 

z nim swoimi obawami i modlić się, by nie pozostał na nie głuchy. 

– Muszę cię ostrzec. 

–  Czynisz  to  za  każdym  razem,  kiedy  wybieram  się  na  wojnę.  – 

Zachichotał. – Będę uważał, najdroższa. 

– Nie. – Złapała go za ramię. – To coś więcej niż zwykłe ostrzeżenie. 

Uważam, że moja obecność tutaj ma głębszy sens. 

– Po nocy, którą wspólnie spędziliśmy, byłbym głupcem, gdybym się z 

tym nie zgodził. – Dostrzegła żartobliwe iskierki w jego oczach i uświadomiła 

sobie, że Con nic nie rozumie. 

RS

background image

66 

 

–  Conalu,  musisz  mnie  wysłuchać.  Uważam,  że  przysłano  mnie  tu, 

żebym cię uratowała przed tymi, którzy pragną twojej śmierci. 

– Przysłano cię? Zrobili to ci, którzy cię schwytali? 

– Nie wiem, kto mnie przysłał, i jak to się stało, że się tutaj znalazłam. 

Możesz to nazwać Opatrznością. Ale wiem coś, czego ty nie wiesz. Chcę ci 

zapewnić bezpieczeństwo. 

– Chcesz powiedzieć, że będziesz jechała u mego boku podczas bitwy z 

barbarzyńcami, żeby nic złego mnie nie spotkało? 

–  Zrobiłabym  to,  gdybym  umiała  walczyć.  –  Uświadomiła  sobie  z 

całkowitą jasnością, że to prawda. Chociaż nie miała prawa do jego miłości, 

ten mężczyzna stał się dla niej tak ważny, że z radością uczestniczyłaby  w 

bitwie, by uchronić go przed niebezpieczeństwem. – Nie o to mi chodziło. Nie 

tylko najeźdźcy pragną twojej śmierci. – Dostrzegła jakiś ruch koło drzwi. To 

Duncan z trudem ukrywał zniecierpliwienie, że jeszcze nie wyruszyli. 

Zaczęła mówić szybciej. 

– Pomyśl tylko, Conalu. Jeniec napomknął, że na zamku jest zdrajca, 

który  pomaga  barbarzyńcom.  Ktoś  z  twojego  otoczenia  pragnie  twojej 

śmierci. – Wzięła głęboki oddech i postanowiła zaryzykować, bez względu na 

konsekwencje. – Uważam, że tym zdrajcą jest twój przyrodni brat. 

Con wzdrygnął się, jakby go spoliczkowała. Potem głęboko odetchnął, 

żeby się opanować, i dotknął dłonią jej policzka. 

– Wiem, że już wcześniej nie zgadzaliście się ze sobą, gdy chodziło o 

Donovana,  bo  ty  chciałabyś,  żeby  nasz  syn  całe  życie  pozostał  twoim 

dzieckiem, a Fergus pragnie wychować go na wojownika. Ale zastanów się 

nad tym, najdroższa. 

Fergus chce z niego uczynić wojownika dlatego, że pragnie dla chłopca 

tego, co najlepsze. Nie zapominaj o tym, Laurel. Chociaż Fergus i ja mieliśmy 

RS

background image

67 

 

różne  matki,  w  żyłach  mojego  brata  i  moich  płynie  ta  sama  krew. 

Zawierzyłbym mu nie tylko własne życie, ale również życie tych, którzy są 

mi  najdrożsi.  –  Zniżył  głos  do  szeptu.  –  Powinnaś  się  teraz  przespać, 

najdroższa. Ostatniej nocy nie pozwoliłem ci odpocząć. Kiedy rozgromimy 

najeźdźców, wrócę, by ci udowodnić, jak bardzo cię kocham. I nie będę się 

wtedy tak spieszył. 

– Proszę, wysłuchaj mnie, Conalu. 

Od strony drzwi dobiegi zniecierpliwiony głos. 

– Musimy już iść, panie. 

– Tak, Duncanie. Powiadomisz pozostałych? 

– Dobrze, panie. 

Conal uwolnił się z objęć Laurel i poszedł za Duncanem, zamknąwszy 

za sobą drzwi. 

Laurel  nasłuchiwała  echa  ich  kroków  w  korytarzu.  Zbyt  poruszona, 

żeby  spać,  podbiegła  do  okna  i  patrzyła,  jak  wojownicy  kręcili  się  po 

dziedzińcu, póki nie ujrzeli swojego pana. W ciągu kilku minut dosiedli koni i 

jeden za drugim wyjechali przez bramę, stopniowo niknąc w oparach poran-

nej mgły, która spowijała jeziora i wzgórza. 

Laurel  ze  skrzyżowanymi  ramionami  krążyła  po  pokoju,  myśląc 

gorączkowo.  Zawsze  uważała  się  za  mądrą  kobietę.  Umiała  nakłonić 

pewnych  siebie  wykształconych  mężczyzn,  przeświadczonych,  że  wiedzą 

wszystko o wszystkim, by wysłuchali jej argumentów i zgodzili się z nimi. 

Ale nie udało jej się przekonać najważniejszego człowieka w jej życiu, by 

wysłuchał tego, co mu miała do powiedzenia. 

Najważniejszego człowieka w jej życiu. 

Ta  myśl  ją  zaskoczyła.  Kiedy  to  się  stało?  Jak  z  wyrafinowanej 

mieszkanki Nowego Jorku przemieniła się w kobietę z epoki średniowiecza, 

RS

background image

68 

 

bezgranicznie  zakochaną  i  pochłoniętą  sprawami  swego  ukochanego?  I 

dlaczego? 

Na  to  drugie  pytanie  odpowiedź  była  stosunkowo  prosta.  Conal 

MacLennan.  Con  Wielki.  Stanowił  ucieleśnienie  ideału  mężczyzny  –  i  to 

obowiązującego  w  każdej  epoce.  Silny.  Odważny.  Delikatny.  Pełen 

współczucia. Urodzony przywódca, a zarazem na tyle skromny, by troszczyć 

się o wszystkich, za których bezpieczeństwo odpowiadał. Wystarczyło, żeby 

się  do  niej  uśmiechnął,  a  stawała  się  słabą  kobietką.  To  nie  była  jakaś 

wakacyjna przygoda. To było coś poważnego. Sprawy wojny i jej krwawego 

żniwa. Życia i śmierci. 

Nie  bez  powodu  wyrwano  ją  z  wygodnego  życia  i  przeniesiono  w 

piętnasty wiek. Wydawało się rzeczą rozsądną przypuszczać, że miała czegoś 

nauczyć ludzi, którzy stali się tacy ważni w jej życiu. I nauczy ich, nawet jeśli 

nie będą chcieli słuchać. 

Żeby tego dokonać, musi na początek być uczciwa wobec siebie samej. 

Dlatego zdjęła nocną koszulę Laurel i włożyła swoje ubranie – koronkowy 

stanik i figi, białą, męską koszulę i najmodniejsze spodnie, a na nogi wsunęła 

seksowne sandałki, na których wciąż była krew Cona. 

Podeszła  do  drzwi  i  wyjrzała.  Upewniwszy  się,  że  nikogo  nie  ma  w 

pobliżu, ruszyła korytarzem, aż znalazła schody prowadzące na wieżę. 

Postanowiła udać się na miejsce zbrodni, mając nadzieję, że znajdzie 

dość obciążających dowodów, by jasno udowodnić Conalowi i wszystkim, 

którzy zechcą tego wysłuchać, że jej podejrzenia są słuszne. 

Weszła po schodach i zatrzymała się, opierając dłoń na drzwiach. Były 

lekko  uchylone.  Ze  środka  sączyło  się  słabe,  migotliwe  światło,  ale  nie 

wiedziała,  czy  to  płomyk  świecy  czy  pierwszego  brzasku.  Przekonana,  że 

RS

background image

69 

 

izba  jest  pusta,  już  zamierzała  wejść  do  środka,  kiedy  zza  drzwi  dobiegły 

jakieś szepty. 

Laurel znieruchomiała i nadstawiła uszu. 

Rozmawiały  dwie  osoby.  Mężczyzna  i  kobieta,  obydwoje  bardzo 

poruszeni. 

Najpierw usłyszała głos kobiety. 

– Jesteś tego pewien? 

– Wiem, co widziałem. Nie żyła, kiedy wrzuciliśmy jej ciało do dołu. 

Ale nawet gdyby się ocknęła, nie udałoby jej się wygrzebać spod warstwy 

ziemi, którą przysypaliśmy ją w grobie. Był zbyt głęboki. 

– W takim razie ta kobieta to oszustka. 

– Albo duch Laurel, który powrócił, żeby pomścić jej śmierć. 

Nastąpiła chwila ciszy, jakby tamci dwoje rozważali taką możliwość. 

– Jeśli tak jest rzeczywiście, to dlaczego od razu nas nie oskarżyła? 

– Może najpierw chce nas podręczyć. Albo czeka, żebyśmy popełnili 

jakiś błąd. 

– A może straciła pamięć po tym uderzeniu w głowę? 

– Możliwe. Tak czy inaczej, trzeba ją powstrzymać, bez względu na to 

czy jest duchem, czy oszustką. 

–Jak? 

– Tak samo, jak poprzednio. 

–  Wiedząc,  co  się  stało,  ta  kobieta  nigdy  nie  wejdzie  ponownie  na 

wieżę. 

– Nie będzie miała wyboru.   

–Ale jak... ? 

– Zostaw to mnie – syknęła pogardliwie kobieta. – Wiem, że jest coś, 

czemu nie potrafi się oprzeć. A teraz idź.  I pamiętaj, żeby zrobić to, co ci 

RS

background image

70 

 

powiedziałam, jak tylko znajdziecie się wystarczająco daleko od zamku, żeby 

nikt was nie widział. 

Słysząc zbliżające się kroki, Laurel rozejrzała się za jakimś miejscem, 

gdzie mogłaby się ukryć. Ale drzwi gwałtownie się otworzyły i znalazła się 

między ciężkimi, drewnianymi skrzydłami i zimną, twardą ścianą. 

Serce waliło jej jak oszalałe. Usłyszała, jak służący woła: 

– Czy przynieść jedzenie? 

Kiedy schodzili w dół, Laurel słyszała ich głosy, chociaż nie widziała 

twarzy zabójców. 

– Ja zjem w swoich komnatach. 

–  A  ja  nie  mam  czasu.  Muszę  pośpieszyć  do  naszego  pana,  który 

zdecydował się wyruszyć na barbarzyńców. 

– Tak jest, panie. 

Kiedy zniknęli z pola widzenia, Laurel zastanawiała się, czy jej biedne 

serce kiedykolwiek przestanie bić tak szybko. Odetchnęła głęboko, a potem 

ostrożnie  weszła  do  izby  w  wieży,  zostawiając  otwarte  drzwi,  by  w  razie 

potrzeby móc stąd szybko uciec. 

Jedynymi  sprzętami  w  środku  były  drewniany  stół  i  krzesło.  Cienka 

świeczka  płonęła  w  lichtarzu  przymocowanym  do  ściany,  jej  migotliwe 

światło rozpraszało mrok. Od kamiennych murów wiało chłodem, podobnie 

jak  od  wąskich  okien  wychodzących  na  góry.  Nie  było  w  nich  szyb,  więc 

wiatr w wieży posępnie gwizdał. 

Mimo  panującego  zimna  w  pomieszczeniu  unosił  się  ciężki  zapach. 

Odór śmierci, pomyślała Laurel, i wzdrygnęła się gwałtownie. Przyjrzała się 

uważnie kamiennemu progowi i ciemnej plamie na podłodze. 

Krew. Była tego pewna. 

RS

background image

71 

 

Samo przebywanie tutaj sprawiło, że zacisnął jej się żołądek. Objęła się 

rękami, przeszła przez izbę i stanęła przy oknie. Ciemna chmura przesłoniła 

słońce i zrobiło się jeszcze chłodniej. Laurel poczuła, jak jeżą jej się włoski na 

karku i ciarki przechodzą po plecach. 

Czy była już tu kiedyś? Czy w tej wieży spotkał ją okrutny los? Czy to 

właśnie dlatego tak silnie reagowała na to miejsce? Czy też było to normalne, 

jeśli uwzględnić posępne grube mury i przejmujące do szpiku kości zimno? 

Głupio postąpiła, wchodząc do tej izby. Teraz, kiedy zabójcy opuścili 

miejsce zbrodni, ona musi zrobić to samo. I już nigdy tu nie wracać. 

Jakby  kpiąc  sobie  z  jej  decyzji,  drzwi  zamknęły  się  z  głośnym 

trzaskiem.  Laurel  tak  się  przestraszyła,  że  aż  krzyknęła  i  zesztywniała  ze 

strachu. 

Kiedy  w  końcu  się  opanowała,  ostrożnie  podeszła  do  drzwi.  Ciężka 

zapadka zablokowała zasuwę i chociaż Laurel szarpała się z zamkiem, drzwi 

ani drgnęły. 

Czy  któreś  ze  spiskowców  powróciło  i  ją  tu  zastało?  Wystarczyło 

zatrzasnąć drzwi i je zaryglować, by ją tu uwięzić. 

Kiedy pomyślała, że tak ułatwiła zadanie złoczyńcom, zacisnęła zęby w 

poczuciu bezsilności. Idiotka, gromiła siebie. Skończona idiotka. 

Ale postanowiła wziąć się w garść. 

– Nie ujdzie wam to na sucho. 

Całym  ciężarem  ciała szarpnęła  drzwi  i poczuła,  że drgnęły.  Chociaż 

ręce jej się trzęsły, jakoś udało się przekręcić gałkę i otworzyć ciężkie wrota. 

Okazało się, że to wiatr je zatrzasnął. 

Laurel zbiegła po schodach i przystanęła dopiero wtedy, kiedy znalazła 

się w komnatach pana zamku. 

RS

background image

72 

 

Gdy  weszła  do  środka,  doznała  takiej  ulgi,  że  aż  jej  się  zakręciło  w 

głowie. 

– Pani. – Słysząc głos Brinny, drgnęła i odwróciwszy się, zobaczyła, że 

służąca stawia na stole tacę z mięsem, chlebem i kielichem wina. 

Przez  otwarte  drzwi  zobaczyła,  że  Donovan  w  swojej  izdebce 

przerzucał przez ramię koniec pledu niemal identycznie, jak tego ranka zrobił 

to jego ojciec. 

Brinna  przyjrzała  się  uważnie  swojej  pani,  krzywiąc  się  na  widok 

znienawidzonego  stroju  barbarzyńców,  i  natychmiast  dostrzegła,  że  Laurel 

jest bardzo blada. 

Zmarszczyła czoło. 

– Co się stało, pani? 

–Nic.  Ja  tylko...  –  Laurel  podniosła  kielich  i  napiła  się  wina,  żeby 

zyskać na  czasie.  Jak  wygląda  w  oczach  tej  prostej,  wiejskiej dziewczyny, 

mając na sobie strój z innego stulecia! 

Kiedy  odstawiała  kielich,  uświadomiła  sobie,  że  nie  musi  niczego 

tłumaczyć. Była żoną pana tego zamku. 

–  Zjemy  z  Donovanem  posiłek  na  balkonie.  –  Wzięła  tacę,  przeszła 

przez pokój i wyszła na balkon, a chłopiec podążył za nią. 

Brinna stanęła na progu, kompletnie zdezorientowana. 

– Czy jeszcze czegoś sobie życzysz, pani? 

– Nie, Brinno. Dziękuję. 

Zaczekała, aż zamknęły się drzwi za służącą, i odezwała się do chłopca: 

– Czy Brinna ci powiedziała, że barbarzyńcy wrócili? 

– Tak, matko. – Zaczął skubać mięso i chleb. – Powiedziała również, że 

ojciec i wuj wyruszyli w góry, żeby walczyć z wrogami. Powinnaś była mnie 

RS

background image

73 

 

obudzić.  Wiesz,  że  moim  największym  marzeniem  jest  towarzyszyć  ojcu  i 

wujowi. 

Laurel wzięła głęboki oddech. 

  –I będziesz im towarzyszył. 

  Donovan zrobił wielkie oczy. 

– Pozwolisz mi wyruszyć na wojnę?   

Skinęła głową. 

–I zamierzam jechać z tobą. 

Chłopiec był wyraźnie zaszokowany jej słowami. 

–  Słucham?  Ojciec  nigdy  nie  pozwoli,  żebyś  się  narażała  na 

niebezpieczeństwo. 

– Wiem coś, co muszę wyjawić twojemu ojcu. 

– Powiesz mu to, kiedy wróci. Laurel pokręciła głową. 

– Boję się, że nigdy nie wróci, jeśli się nie dowie tego, co wiem. 

Dotarło  to  do  niej,  kiedy  schodziła  z  wieży.  Ostatnie  słowa, 

wypowiedziane  przez  kobietę,  brzmiały  złowieszczo.  Zabójcy  pragnęli 

śmierci Conala i jego żony. Czy istnieje lepszy sposób, niż gdyby zabił go 

jeden z zaufanych ludzi w taki sposób, żeby wyglądało to na śmierć z ręki 

barbarzyńców? 

– W takim razie powiedz to mnie, a ja powtórzę twoje słowa ojcu. 

Laurel się uśmiechnęła. Jest taki sam jak Conal, mądry i zdecydowany. 

Ale  ona  była  uparta.  Tym  razem  nikt  jej  nie  odwiedzie  od  tego,  co  sobie 

zaplanowała. 

Zdjęła miecz i nóż znad kominka, miecz wręczyła Donovanowi, a nóż 

wsunęła do kieszeni spodni. 

Chłopiec gapił się na trzymany miecz. 

– Należał do ojca, kiedy był w moim wieku. A przedtem do dziadka. 

RS

background image

74 

 

–Teraz jest twój. Wiem, że go nie zhańbisz. – Wzięła oddech. – Biegnij 

do stajni i każ osiodłać dwa konie, Donovanie. Razem pojedziemy do twojego 

ojca. 

Patrzyła, jak wybiegł tanecznym krokiem. Potem odwróciła się i zaczęła 

szykować  rzeczy,  które  mogłyby  jej  się  przydać  na  polu  bitwy.  Napełniła 

owczy  pęcherz  piwem,  by  wykorzystać  je  jako  środek  dezynfekujący. 

Starannie złożyła czyste płótno na opatrunki. 

Znów  pomyślała  o  medycznych  cudach  dostępnych  w  jej  świecie  i 

zdumiewających  umiejętnościach  chirurgów  w  dwudziestym  pierwszym 

wieku. 

Ale nie było czasu na pobożne życzenia. Zebrała swoje mizerne środki, 

spakowała w węzełek i wybiegła z komnaty, by dołączyć do Donovana. 

Jeśli naprawdę zastawiono pułapkę na Conala, musi zrobić wszystko, co 

w jej mocy, by go ostrzec. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

75 

 

Rozdział 8 

 

Laurel zbiegła po schodach, a następnie skierowała się w stronę stajni, 

zadowolona,  że  zdjęła  niewygodną  suknię  i  ma  na  sobie  swoje  normalne 

ubranie.  Chociaż  w  strojach  tamtej  Laurel  czuła  się  elegancko,  niemal  jak 

królowa,  to  jeśli  chodzi  o  swobodę  ruchów,  nie  ma  nic  lepszego  od 

współczesnych spodni i koszuli. 

Koło  drzwi  do  stajni  zobaczyła  dwa  konie  skubiące  trawę.  Co  ten 

Donovan sobie myśli? Już powinny być osiodłane i gotowe do drogi. 

Może  był  przyzwyczajony,  że  wszystko  robili  słudzy,  niewątpliwie 

towarzyszący wojownikom. 

Odłożyła tobołek i weszła do stajni, gotowa do pomocy. 

– Donovanie? Co ty tu jeszcze robisz? 

Nie usłyszała odpowiedzi. 

Laurel rozejrzała się wkoło. Potem, dostrzegłszy otwarty boks, zajrzała 

do środka. Serce jej zamarło. Na słomie leżał miecz chłopaka. 

Z  taką  dumą  go  niósł.  Tak  pragnął  znaleźć  się  wśród  wojowników, 

szykujących się do bitwy z wrogiem. Wykluczone, by z własnej woli rzucił 

beztrosko broń na ziemię. 

Z własnej woli. 

Te słowa sprawiły, że przeszedł ją zimny dreszcz. Czyżby ktoś odważył 

się napaść na syna pana zamku? I czemu miałby to zrobić? 

Tamtych dwoje w wieży spiskowało przeciwko niej i Conalowi. Nigdy 

ani  przez  myśl  jej  nie  przeszło,  że  chłopcu  też  może  grozić 

niebezpieczeństwo. 

RS

background image

76 

 

Laurel krzyknęła, obróciła się na pięcie i ruszyła z powrotem do zamku. 

Wbiegła na górę, pokonując po dwa stopnie na raz, aż znów znalazła się w 

pokojach Conala. 

– Donovanie. – Zajrzała do izdebki chłopca. W pokoju nie było nikogo. 

Ale  zobaczyła  arkusz  pergaminu,  przyszpilony  nożem  do  posłania 

chłopca. 

Wyciągnęła nóż i złapała kartę. To, co zobaczyła, zmroziło jej krew w 

żyłach. 

Mamy twojego syna. Przyjdź do wieży, inaczej zginie. 

Zdrajcy nie dali jej czasu na zwrócenie się o pomoc do Conala. Ani na 

zastanowienie się, jak ratować chłopca. Wykorzystali najazd barbarzyńców, 

by odwrócić uwagę wodza, kiedy sami dokonają zbrodni. 

Dopadli  niewinne  dziecko  i  mogli  je  zabić.  Laurel  nie  miała 

wątpliwości, jaki los czeka Donovana, jeśli ona nie zrobi tego, co jej każą. 

Kiedy ruszyła korytarzem prowadzącym do schodów na wieżę, czuła, 

jak  dostaje  gęsiej  skórki  na  samą  myśl,  że  znów  musi  udać  się  do  tego 

znienawidzonego  miejsca.  Wszystko,  co  się  z  nim  wiązało,  budziło  w  niej 

gwałtowny sprzeciw. Teraz wiedziała dlaczego. 

Snuła wielkie plany, jak podzielić się z ludźmi tym, co wiedziała, gdy 

tymczasem wszystko sprowadzało się do jednej najprostszej rzeczy. 

Dziś musi umrzeć tak, jak już raz umarła, w tym samym miejscu. Takie 

było jej przeznaczenie. 

Bo nie miała cienia wątpliwości, że dobrowolnie odda własne życie za 

życie chłopca. 

– Donovanie! – wykrzyknęła Laurel, pchnąwszy drzwi wieży. Powitał 

ją wstrząsający widok. 

RS

background image

77 

 

Chłopak siedział na krześle, ręce i nogi miał związane. Z rany na czole 

ciekła  mu  krew.  Oko  miał  podpuchnięte,  powieki  już  przybierały 

sinoniebieski kolor. 

Zdaje się, że chłopiec walczył dzielnie. Ale kobieta, która stała za nim, 

nie wyglądała na kogoś, kto uczestniczył w bójce. Niewątpliwie wyręczyła 

się wspólnikiem, by obezwładnić Donovana. 

Kiedy  Laurel  zaczęła  iść  w  stronę  chłopca,  Dulcie  przyłożyła  ostrze 

noża do jego szyi. 

– Nie zbliżaj się, bo poderżnę mu gardło jak jagnięciu prowadzonemu 

na rzeź. 

–  Jest  twoim  bratankiem,  Dulcie.  Powiedziałaś,  że  kochasz  go  jak 

własne dziecko. Jak możesz patrzeć na jego cierpienia? 

– To wszystko przez ciebie – wycedziła kobieta przez zaciśnięte zęby. – 

Gdybyś  nie  wróciła,  chłopiec  nadal  mógłby  spokojnie  żyć.  Ale  ty  to 

uniemożliwiłaś. 

Laurel starała się, by jej głos brzmiał rozsądnie. 

– Nie musisz tego robić, Dulcie. Pozwól Donovanowi stąd wyjść, a ze 

mną możesz zrobić, co zechcesz. 

–  Och,  mam  zamiar  cię  zabić. –  Kobieta  zmrużyła  oczy.  –  Ale  teraz 

chłopak też musi zginąć. Zbyt dużo wie, by móc dalej żyć. To wszystko twoja 

wina. Gdybyś tylko pozostała martwa... 

Donovan gwałtownie odwrócił głowę. 

– Matko, co ona chce przez to powiedzieć? 

Laurel widziała, jak Dulcie mocno przyciska nóż do szyi chłopca. Musi 

jakoś  odwrócić  uwagę  tej  kobiety,  by  nie  spełniła  swojej  groźby,  i 

jednocześnie obmyślić jakiś sposób uwolnienia Donovana. 

– Spytaj Dulcie. 

RS

background image

78 

 

Chłopak z trudem przełknął ślinę i poczuł, jak nóż wpija mu się w skórę. 

– Myślałaś, że moja matka nie żyje? 

–Ten, który ją zabił, zapewniał mnie o jej śmierci. – Gniewnie spojrzała 

na Laurel. – Jak się wydostałaś z grobu? 

Laurel ostrożnie zrobiła krok w jej stronę. 

– Może jestem duchem, który powraca, żeby się zemścić. Pomyślałaś o 

tym, Dulcie? 

Zabójczyni  cofnęła  się  instynktownie,  lecz  natychmiast  stanęła  przy 

chłopcu. 

–  Bez  względu  na  to,  czy  jesteś  duchem  czy  nie,  zabiję  go,  jeśli 

podejdziesz bliżej. 

–I co ci z tego przyjdzie? Naprawdę wierzysz, że Conal pogodzi się ze 

śmiercią swojego syna i nie będzie szukał winnych? 

– Conal dziś zginie. Już nie wróci na zamek. 

Słowa Dulcie cięły tak samo jak nóż, który trzymała w ręku. 

Laurel ujrzała rozpacz w oczach Donovana i zastanawiała się, czy na jej 

twarzy też widać przerażenie. 

– Skąd możesz mieć pewność, że barbarzyńcy wygrają?   

Młoda kobieta się roześmiała. 

–  Widzę,  że  wcale  nie  jesteś  taka  bystra,  jak  twierdzisz.  Widząc 

zdziwioną minę Laurel, Dulcie szerzej się uśmiechnęła. 

–  Wojna  z  pewnością  stanowi  idealną  okazję,  by  zakończyć  życie 

niewygodnego wodza. Ale przypuśćmy, że nie ma wojny. Co wtedy? Mądry 

człowiek ją wymyśla, żeby ukryć swój czyn. 

– Właśnie tego się obawiałam. Barbarzyńcy wcale nie najechali kraju, 

prawda?  –  Widząc  lekkie  skinienie  głową,  Laurel  wstrzymała  oddech.  – 

RS

background image

79 

 

Conal  wkrótce  zakończy  bezowocny  pościg  i  rozkaże  swoim  ludziom,  by 

wracali do zamku. 

Dulcie uśmiechnęła się, zadowolona z siebie. 

– Czasami, żeby zdobyć władzę, trzeba najpierw zdobyć zaufanie tego, 

kto ją sprawuje. – Przestała się uśmiechać, jej głos stał się ostrzejszy. –  A 

żeby kobieta mogła zdobyć władzę, musi omamić mężczyznę, żeby zrobił to, 

czego ona chce. 

–  To  wszystko  twój  pomysł?  –  Laurel  uważnie  przyjrzała  się  młodej 

kobiecie. 

Kiedy zobaczyła ją pierwszy raz, blada i do pewnego stopnia bezbarwna 

szwagierka Cona wydała jej się co najwyżej opryskliwa, ale z całą pewnością 

nie niebezpieczna. Teraz ujawniła, że jest zarówno sprytna, jak i przebiegła. I 

na wskroś zła. 

–  Los  mnie  pokarał  mężem,  który  zadowala  się  byle  czym, 

wystarczyłaby mu żona i gromada dzieciaków. – Wyrzuciła te słowa, jakby 

budziły w niej obrzydzenie. 

– Ale przecież ty i Fergus nie macie dzieci?   

Dulcie tylko się uśmiechnęła. 

–  Istnieją  sposoby,  by  nie  stać  się  brzemienną.  W  mojej  wiosce  są 

kobiety, które wiedzą, jakie należy w tym celu zażywać zioła. 

–  A  więc  nie  chciałaś  urodzić  mężowi  dziecka,  by  zmusić  go  do 

spełnienia twojej woli? 

Młoda kobieta odrzuciła głowę do tyłu i się roześmiała. 

– Znowu dowiodłaś, że nic nie wiesz i nic nie rozumiesz. 

Nim  Laurel  zdołała  cokolwiek  odpowiedzieć,  Dulcie  rzuciła  jej 

triumfujące spojrzenie. 

RS

background image

80 

 

– Jestem przy nadziei. I teraz mój mąż zrobi wszystko, by mi dogodzić, 

jeśli...  Będzie  chciał  widzieć,  jak  jego  syn  zdrowo  rośnie  –  dodała 

przesłodzonym tonem. 

Laurel zrobiło się słabo. Ta izba była wypełniona złem. Już sama nie 

wiedziała, czy uosabia je wieża czy  stojąca przed nią kobieta. Obie mogły 

pozbawić ją resztki sił, jakie jej pozostały. Ale przez wzgląd na Donovana 

musiała być twarda. 

Zaskoczona i zdezorientowana, przypomniała sobie o nożu w kieszeni. 

Ale  co  jej  z  niego  przyjdzie,  jeśli  będzie  kosztowało  to  życie  chłopca? 

Musiała znaleźć sposób, by odwrócić uwagę tej kobiety. 

Dulcie uniosła nóż i wskazała nim okno w drugim końcu izby. 

– Wiesz, co masz zrobić. No, dalej. 

Kiedy Laurel się zawahała, tamta jednym szybkim ruchem przesunęła 

ostrzem po szyi chłopca. Krzyknął z bólu, a Laurel patrzyła z przerażeniem, 

jak z rany zaczyna się sączyć cienka strużka krwi. 

– Jeśli znów mnie nie posłuchasz, następnym razem go zabiję. Podejdź 

do okna. 

Laurel zmusiła się do ruszenia z miejsca, chociaż nogi miała jak z waty i 

bała się, że w każdej chwili może upaść na ziemię. 

Musi znaleźć się bliżej Donovana i Dulcie, a nie dalej od nich. Lecz jeśli 

nie posłucha tej kobiety, chłopiec zginie. 

Przy  każdym  kolejnym  kroku  w  głowie  Laurel  rodziły  się  nowe 

pomysły. 

Gdyby udało jej się w jakiś sposób skłonić Dulcie do odsunięcia się od 

chłopca. To ich ostatnia szansa. 

Miała tylko jedno wyjście. Była gotowa walczyć z tą kobietą na śmierć i 

życie, jeśli zajdzie taka potrzeba, byleby ocalić chłopca. 

RS

background image

81 

 

Con ściągnął wodze swojego wierzchowca. 

– Ilu ich widziałeś, Duncanie? 

– Ze dwudziestu, panie. 

– Dokąd mogli uciec? 

– Pewnie ukryli się w zaroślach. – Duncan popędził konia, odgarniając 

mieczem nisko wiszące gałęzie drzew, sięgające ziemi. 

Fergus,  podążający  przodem  z  kilkoma  wojownikami,  pokonywał 

strumień, rozbryzgując wodę. Na drugim brzegu przystanął, spojrzał na brata 

i pokręcił głową. 

Poranne  słońce  wypaliło  ostatnie  pasma  mgły,  które  wisiały  nad 

jeziorem, i ukazało się błękitne, bezchmurne niebo. 

Duncan spojrzał w górę, osłaniając oczy przed słońcem. 

– Piękny dzień na potyczkę. 

– Albo na igraszki z ukochaną. – Con przypomniał sobie noc spędzoną 

w ramionach Laurel. Chciał spędzić z nią poranek, obudzić ją pocałunkami, a 

potem może spędziliby razem jeszcze z godzinkę, nim będzie musiał wstać. 

Tymczasem jest tutaj i robi to samo, co robił w dniu, kiedy zniknęła, 

kiedy ją utracił – jak mu się wydawało – na całą wieczność. 

Jak długo jej nie było? Stracił rachubę czasu. Po dniu następowała noc, 

każda  z  nich  ciągnęła  się  bez  końca,  wypełniona  pełnymi  trwogi 

rozmyślaniami nad tym, czy jeszcze kiedykolwiek dane mu będzie trzymać 

ukochaną w ramionach. 

Kiedy jego towarzysz skończył przeszukiwać fragment lasu przed nimi, 

Con przywołał go do siebie. 

– Duncanie, chciałbym się z tobą naradzić. 

– Tak, panie? 

RS

background image

82 

 

–  Nie  natknęliśmy  się  na  żaden  ślad  barbarzyńców.  Pora  wracać  do 

zamku. 

– Zostańmy tu jeszcze, panie. Czuję, że są gdzieś w pobliżu. 

Con ufał doświadczeniu Duncana, który był doskonałym wojownikiem, 

a zarazem oddanym druhem. 

– Fergusie! – zawołał, przytknąwszy ręce do ust. 

Jego  przyrodni  brat  odwrócił  się,  a  potem  spiął  wierzchowca  i 

przygalopował do miejsca, gdzie byli Conal i Duncan. 

– Tak, Conie? Czego sobie życzysz? 

– Widziałeś jakieś ślady wrogów? 

– Nie. – Fergus pokręcił głową. – Chyba że poruszają się pieszo, bo nie 

ma świeżych końskich odchodów. 

Con skinął głową. 

–  Zgadzam  się.  Duncan  chce  kontynuować  poszukiwania.  A  co  ty 

radzisz? 

Fergus wzruszył ramionami. 

– Jeśli każesz, mogę wziąć kilku ludzi i szukać dalej.   

Duncan uśmiechnął się zachęcająco. 

– Tak. Szkoda tracić dzień. 

– A więc niech tak będzie. – Con klepnął brata po ramieniu, a potem 

zwrócił się do Duncana: – Pojedziesz z nimi? 

Lecz ten bez chwili wahania oświadczył: 

– Będę towarzyszył tobie, panie. 

– Zawsze mnie strzeżesz, prawda? – Uśmiechnięty Con zawrócił konia 

w stronę zamku. 

Duncan pozostał z tyłu, dopóki reszta oddziału nie zniknęła w lesie, i 

dopiero wtedy zawrócił wierzchowca. 

RS

background image

83 

 

Jadący daleko przed nim Con pogrążył się w myślach. Nagle dostrzegł 

świeże ślady na ziemi. Zsunął się z siodła i przyklęknął, by im się przyjrzeć. 

Jeleń, pomyślał rozczarowany. Nie konie. 

W tej samej chwili tuż koło jego głowy świsnęła strzała i wbiła się w 

pień drzewa. Gdyby siedział w siodle, z pewnością śmiertelnie by go raniła. 

Ukrył się za koniem i rozejrzał. Na drodze nikogo nie było. Ucieszył się. 

Ten, który strzelił, wpadnie w pułapkę, bo gdzieś za nim jest Duncan. 

Wskoczył na siodło i szybko zawrócił, ale nie natknął się na wroga. 

Zobaczył Duncana, klęczącego na ziemi. Zaniepokojony, natychmiast 

zeskoczył z siodła i pospieszył do swego druha. 

– Do ciebie też strzelali? Jesteś ranny? 

– Tak. – Duncan powoli wstał z klęczek, trzymając się za ramię. 

Chociaż  leśny  dukt  był  pogrążony  w  cieniu,  jakiś  promień  światła 

przedostał się przez listowie i padł na coś, co tamten trzymał w dłoni. 

Zaskoczony  Con  nie  zdążył  wystarczająco  szybko  zablokować  ręką 

pchnięcia nożem. Ostrze utkwiło głęboko w jego piersi. Ostry ból sprawił, że 

ranny osunął się na kolana. 

Kiedy Duncan stał nad nim, patrząc, jak krew tryska z rany, Con uderzył 

go pięścią w krocze. 

Sycząc z bólu, zabójca opadł na kolano. Con natychmiast rzucił się na 

niego. Duncanowi z trudem udało się wstać, ale Con wciąż mocno trzymał go 

za  gardło.  Duncan  zrozumiał,  że  chociaż  jego  przywódca  jest  śmiertelnie 

ranny, będzie walczył do końca. 

– Dlaczego? – Con już ściskał nóż w dłoni; przyłożył go do szyi zdrajcy. 

– To wszystko część planu. 

– Jakiego planu? 

– Ty umrzesz tutaj, a twoja żona i syn zostaną uśmierceni w zamku. 

RS

background image

84 

 

–Nie! 

Con nawet nie zdawał sobie sprawy, kiedy ostrze jego noża ugodziło 

Duncana.  Nie  widział,  jak  bezwładne  ciało  osunęło  się  na  ziemię,  bo  sam 

odwrócił  się  i  z  trudem  dosiadł  konia.  Wściekłość  i  strach  przesłoniły  mu 

oczy,  nie  widział  nic  poza  niewyraźnymi  cieniami,  gdy  popędzał  wierz-

chowca, galopując do majaczącego w oddali zamku. 

Zapomniał o bólu, krwi i ranie. Myślał tylko o jednym: że musi wrócić 

na czas, by uratować tych, których kochał, w przeciwnym razie jego życie 

straci sens. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

85 

 

Rozdział 9 

 

Con  dotarł  do  zamku,  zsunął  się  z  siodła  i  potykając  się  wszedł  do 

środka. Nogi miał zbyt odrętwiałe, z wysiłkiem pokonał schody, prowadzące 

do jego komnat. Kiedy nikogo w nich nie zastał, zdesperowany rozejrzał się 

wkoło. Jego wzrok padł na pergamin. 

Podniósł  go,  przeczytał,  a  potem  zmiął  w  dłoni.  Zaklął,  wyciągnął 

miecz i ruszył do wieży, modląc się, by nie przybył za późno. 

Słysząc czyjeś kroki, Dulcie spojrzała wyczekująco w stronę drzwi. 

– Już zaczęłam sobie myśleć, że... – Kiedy ujrzała na progu Cona, oczy 

zrobiły jej się wielkie ze zdumienia. – Ty żyjesz! 

– Tak. A zdrajca, który wykorzystał zaufanie, jakim go darzyłem, leży 

martwy zamiast mnie. 

Kobieta zbladła, ale nie straciła głowy i dalej trzymała nóż na gardle 

chłopca. 

Con zobaczył sączącą się z przeciętej skóry krew, która poplamiła pled 

jego syna. Z groźną miną uniósł miecz. 

– Natychmiast puść Donovana. 

–  Nie  zbliżaj  się  do  mnie,  bo  poderżnę  chłopakowi  gardło,  zanim 

zdołasz mnie przebić mieczem. 

Con  czuł,  jak  opuszczają  go  siły.  Musiał  działać  szybko,  inaczej 

wszystko przepadnie. Stracił wiele krwi i wkrótce nawet tak wątła kobieta, 

jak Dulcie, zdoła go pokonać. 

Wspierając się ciężko na mieczu, starał się stać mocno na nogach. 

– Dlaczego, Dulcie? Czego chcesz?   

Uśmiechnęła się. 

RS

background image

86 

 

–  Widzę,  że  mój  szwagier  jest  mi  równie  posłuszny,  jak  jego  żona. 

Zrobisz to, co ci każę, żeby nie patrzeć na śmierć swojego syna. 

Con znów wycedził przez zaciśnięte zęby: 

– Pytam jeszcze raz, niewiasto. Czego chcesz? 

– Tego, czego chciałam zawsze. Władzy. 

–I  sądzisz,  że  ją  zdobędziesz,  zabijając  mnie  i  moich?  A  co  z 

wieśniakami? Myślisz, że poprą niewiastę, która pozbawiła życia ich pana? 

– Nikt się nie dowie, że zginąłeś z mojej ręki. Twoja śmierć zostanie 

przypisana barbarzyńcom. 

– A ich? – Wskazał Laurel i Donovana. – Czy ich śmierć też zostanie 

przypisana barbarzyńcom? 

– Będzie to tak wyglądało, jakby jednemu z nich udało się wślizgnąć do 

zamku. Może będę musiała uśmiercić jeszcze kilka osób oprócz tych dwojga, 

żeby wyglądało to na prawdziwy atak. Myślę, że Brinnę. – Mówiła teraz do 

siebie, jakby zapomniała, że nie jest sama na wieży. –I kucharkę. Nigdy nie 

zapomniała,  że  byłam  córką  sprzedajnej  dziewki,  zanim  zamieszkałam  w 

zamku. 

– Oszalałaś. 

– Czyżby? Sam pomyśl. Kiedy minie okres żałoby, wieśniacy wybiorą 

nowego pana. 

– Ten, którego sobie upatrzyłaś na mojego następcę, leży teraz martwy 

w lesie. 

–  Jeśli  się  spodziewasz,  że  będę  rozpaczała  po  śmierci  Duncana,  to 

grubo się mylisz. Tylko go wykorzystałam, by osiągnąć swój cel. 

– Duncan był moim przyjacielem. Jak go nakłoniłaś, aby cię posłuchał? 

Kiedy nic nie odpowiedziała, zwrócił się ku Laurel. 

– Możesz mi to wyjaśnić? 

RS

background image

87 

 

  Laurel spojrzała na Dulcie. 

– Wie, jak dać mężczyźnie to, czego ten najbardziej pragnie. 

Con uniósł brwi. 

– A cóż to takiego? 

– Dziecko. 

Zdumiony Con zwrócił się w stronę bratowej. 

– Jesteś brzemienna? Nosisz dziecko Duncana? 

  Dulcie  uśmiechnęła  się  zarozumiale  jak  kobieta,  która  ma  swoją 

tajemnicę. 

Jego wzrok stał się lodowaty. 

– Zapomniałaś, że nadal jesteś poślubiona mojemu bratu? Czy Fergus o 

tym wie? 

Laurel  podeszła  do  Conala,  wyciągnęła  z  kieszeni  chusteczkę  i 

przycisnęła ją do rany na jego piersi, by zatamować krwawienie. 

– Nie rozumiesz, Conalu? Ona i twój brat uknuli spisek. Położył dłoń na 

jej ręce. 

–  Nie,  najdroższa.  Mogę  cię  zapewnić  z  ręką  na  sercu,  że  Fergus  o 

niczym nie wie. 

Westchnęła ze zniecierpliwieniem. 

– Nie ma teraz czasu, żeby się o to spierać, Conalu. Jesteś ranny. 

– To nic wielkiego. 

Przyjrzała się zakrwawionej chusteczce, a potem popatrzyła na Cona. 

Jego skóra przybrała szary odcień, co nie wróżyło nic dobrego. 

Ściszyła głos. 

– Poprzednio też tak mówiłeś. Ale tym razem widzę, że rana jest groźna. 

Con odetchnął głęboko i zwrócił się do Dulcie. 

RS

background image

88 

 

– Kiedy twój mąż się dowie, co zrobiłaś, dopilnuje, byś poniosła karę. 

Może nawet sam ci ją wymierzy swoim mieczem. 

Dulcie znów uśmiechnęła się z dumą. 

– Fergus, tak samo jak Duncan, zrobi to, co mu każę – oświadczyła. 

– Skąd ta pewność? 

–  Bo  tak,  jak  powiedziałeś,  nadal  jestem  żoną  twojego  brata.  Jest 

najbardziej prawdopodobnym kandydatem na twoje miejsce. Uwierzy, że to 

jego  dziecko,  i  nikt  nie  wyprowadzi  go  z  błędu.  Od  dawna  pragnął  mieć 

potomka. Nie skrzywdzi jego matki. 

Laurel  zobaczyła  jakiś  cień  w  drzwiach  i  wiedziała,  że  musi  działać 

szybko, żeby odwrócić uwagę Dulcie. Zrobiła krok w jej stronę. 

–  Wiesz,  jak  Conal  i  ja  kochamy  Donovana.  Puść  go,  a  zrobimy 

wszystko, o co poprosisz. 

–  Uważasz  mnie  za  głupią?  Nie  podchodź  bliżej.  –  Dulcie  wciąż 

dotykała nożem szyi Donovana. 

Laurel  zrobiła  jeszcze  jeden  krok,  starając  się,  by  morderczyni  całą 

uwagę skupiła na niej i nie spojrzała w kierunku drzwi. 

– Sprawia ci przyjemność to poczucie siły, prawda? 

– Tak. Wiedziałam, że dla ratowania syna ty i Conal zrobicie, co wam 

powiem, póki cenne życie waszego syna jest zagrożone. 

– Czy nie zachowałabyś się tak samo? – Musiała zrobić wszystko, żeby 

ta szalona kobieta nie przestała mówić. Musi znaleźć jakiś sposób, by odebrać 

jej nóż. 

– Tylko głupiec godzi się na to, by ktoś miał nad nim władzę. Dla mnie 

najważniejsze jest moje własne życie. 

– A nie dziecka, które nosisz? 

RS

background image

89 

 

– Będę je nosiła tylko dopóty, dopóki będzie to służyło moim planom. – 

Dulcie roześmiała się ironicznie. 

– Mówiłam ci, że w mojej wiosce są kobiety, które wiedzą, jakie pić 

zioła, żeby zajść w ciążę. Lecz są też rośliny, które zabijają płód. Znam je 

wszystkie. Ale do rzeczy. – Ton jej głosu uległ zmianie. Stał się stanowczy. – 

Zrobimy to, po co tu przyszliśmy. 

Laurel nie odrywała wzroku od morderczyni. 

–  To  znaczy  zrobisz  to  samo,  co  zrobiłaś  poprzednim  razem,  kiedy 

zniknęłam? Kiedy kazałaś mnie wyrzucić z okna wieży? 

Dulcie zaśmiała się nieprzyjemnie. 

– Tak. Tylko tym razem, kiedy skończę z waszą dwójką, zejdę na dół i 

osobiście przebiję ci serce mieczem Conala, żeby mieć pewność, że już nigdy 

nie wrócisz. 

Rozkoszując się swoim poczuciem władzy, teatralnym gestem wskazała 

nożem okno. 

– No, dalej! Pora, żebyś nas zostawiła samych. 

Con wykorzystał tę chwilę, by odepchnąć od Dulcie krzesło, na którym 

siedział jego syn. W tym samym momencie Fergus, który słuchał i przyglądał 

się temu, stojąc w otwartych drzwiach, z podniesionym mieczem wpadł do 

izby. 

Laurel, pewna, że Fergus chce zabić Cona, rzuciła się na niego z nożem, 

pragnąc bronić rannego męża nawet z narażeniem własnego życia. 

Widząc, co zamierzała zrobić, Con wyrwał jej nóż z ręki w tym samym 

momencie, kiedy Fergus wbił miecz w pierś żony. 

Oszołomiona  Dulcie  przez  chwilę  wpatrywała  się  w  niego  ze 

zdumieniem, po czym osunęła się na kolana. Fergus stanął nad nią. 

RS

background image

90 

 

–  Wiedziałem,  że  mnie  nie  kochałaś,  kiedy  przystałaś  na  nasze 

zaręczyny.  Wiedziałem  w  głębi  serca,  że  gdybym  nie  był  spokrewniony  z 

panem  zamku,  nawet  byś  na  mnie  nie  spojrzała.  –  Zacisnął  rękę  w  pięść, 

patrząc, jak krew tworzy coraz większą, czerwoną plamę na staniku jej sukni i 

spływa na posadzkę. – Ale doskwierała mi samotność. Przez całe życie byłem 

sam. I patrząc na miłość między moim bratem i jego żoną, głupio uwierzyłem, 

że jeśli będę cię kochał, nie prosząc o nic w zamian, to wystarczy. – Opuścił 

głowę zawstydzony i zniesmaczony. – Teraz wiem, że nie jesteś zdolna do 

uczucia, ponieważ zaślepia cię ambicja. 

– Głupcze! – wykrzyknęła. – Zabiłeś nie tylko mnie, ale również swoje 

dziecko! 

– Dość tych kłamstw, niewiasto. Stałem na progu i wszystko słyszałem. 

To nie moje dziecko. I nawet nie pozwoliłabyś mu żyć. 

Wydając ostatnie tchnienie, Dulcie splunęła na niego. 

–  Byłabym  lepszą  panią  tego  zamku  niż  ty  czy  ten  twój...  –  Nie 

dokończyła. 

Fergus  dotknął  palcem  jej  szyi,  żeby  sprawdzić  tętno.  Kiedy  go  nie 

wyczul, odwrócił się, nawet nie spojrzawszy na Dulcie. 

Con  i  Laurel  wspólnie  odwiązali  Donovana  i  tulili  go,  płacząc  ze 

szczęścia oraz ulgi. 

Wciąż zapłakana Laurel podeszła do Fergusa i wzięła jego rękę w obie 

dłonie. 

– Wybacz, Fergusie, że w ciebie zwątpiłam. 

– Wiedząc o Dulcie to, czego się przed chwilą dowiedziałem, miałaś 

prawo myśleć o mnie jak najgorzej. 

– Matko! 

RS

background image

91 

 

Słysząc  okrzyk  Donovana,  Laurel  odwróciła  się  i  zobaczyła,  że  Con 

osunął się na ziemię. Przyciskał rękę do piersi, a spomiędzy palców tryskała 

mu krew. 

– Och, najdroższy. – Laurel patrzyła z przerażeniem na krew, sączącą 

się z rany. Całe mnóstwo krwi. 

Fergus padł na kolana obok brata. 

– Co mogę zrobić? 

–  Obiecaj  mi,  że  będziesz  kochał  Donovana  tak,  jakby  był  twoim 

synem. 

– Przysięgam. Wyrośnie na mężczyznę, z którego będziesz dumny. 

– O nic więcej nie mam prawa prosić. 

Uścisnęli  sobie  ręce.  Kiedy  Fergus  wyprostował  się  i  pociągnął 

Donovana za sobą, Laurel ujęła dłonie Cona. 

– Conalu, muszę ci coś powiedzieć. Próbowałam to zrobić wiele razy, 

ale teraz to nie może dłużej czekać. 

– Dobrze, najdroższa. – Jego oczy stały się szkliste, skóra straciła cały 

swój kolor. 

– Nazywam się Laurel Douglas, ale nie jestem twoją Laurel. Przybyłam 

z innego świata, z dwudziestego pierwszego wieku. Coś się stało, nie wiem 

co,  ale  w  jakiś  sposób  znalazłam  się  tutaj.  Myślałam,  że  przysłano  mnie, 

żebym  was  nauczyła  tego  wszystkiego,  co  poznaliśmy  w  ciągu  kolejnych 

stuleci. Myślałam, że uda mi się zmienić bieg wydarzeń. Nie chciałam... – 

Urwała, szukając odpowiednich słów. – Nie miałam prawa do twojej miłości. 

A teraz, jeśli umrzesz, to wszystko będzie na próżno. Och, nie rozumiesz? 

Jeśli umrzesz, to wszystko nie będzie miało sensu. 

Mimo bólu zdobył się na słaby uśmiech. 

RS

background image

92 

 

– Nie obchodzi mnie, skąd przybyłaś, najdroższa. Jesteś moją Laurel. 

Moją jedyną, prawdziwą miłością. 

–Ale ja... 

Chociaż dużo go to kosztowało, przysunął jej rękę do swojego policzka. 

– Nieważne, gdzie byłaś ani jak długo byliśmy rozdzieleni. Należymy 

do siebie. A co się tyczy tego wszystkiego, czego mogłabyś mnie nauczyć, 

pomyśl tylko: może przysłano cię tutaj, żebyś sama się czegoś nauczyła? 

– Czego? – Z trudem powstrzymywała łzy. Czuła, jak ją dławią, starając 

się uwolnić. Dzielnie je przełknęła. 

–  Może  zapomniałaś,  co  to  znaczy  być  naprawdę  kochaną.  Może 

cofnęłaś  się  w  czasie  nie  żeby  uczyć  innych,  tylko  żeby  sama  się  czegoś 

nauczyć. 

Otworzyła  szeroko  oczy,  starając  się  pojąć  prawdę  zawartą  w  jego 

słowach. 

– Ale jeśli tak jest i rzeczywiście mnie kochasz, to nie możesz umrzeć. 

Nie możesz mnie zostawić teraz, kiedy zyskałam twoją miłość. 

– Moja rana jest śmiertelna. Ale wiedz jedno. – Spojrzał Laurel prosto w 

oczy, starając się przekazać jej swoją siłę. – Taka miłość, jak nasza, nigdy się 

nie kończy, nawet po śmierci. Trwa wiecznie. 

Nie  udało  jej  się  dłużej  powstrzymywać  łez.  Trysnęły  jej  z  oczu, 

popłynęły po policzkach, zmoczyły koszulę. 

– Conalu, nie zniosę utraty ciebie właśnie teraz, kiedy dopiero co cię 

odnalazłam. 

– Nigdy cię nie zostawię, najdroższa. Wierzysz mi?   

Otarła łzy i ścisnęła jego dłonie. 

–Przecież umierasz. Jak możesz być ze mną, jeśli... ? 

RS

background image

93 

 

– To słowo nie mogło przejść jej przez gardło. Udało jej się wyszeptać: – 

Spróbuję uwierzyć, Conalu. 

–  Musisz  w  to  uwierzyć.  Będę  z  tobą  zawsze,  najdroższa.  Do  końca 

świata. I jeszcze dłużej. 

Poczuła, jak jego dłonie stały się bezwładne. I chociaż oczy nadal miał 

otwarte, to zgasło w nich światło. 

Zdruzgotana  Laurel  dalej  klęczała  obok  niego,  z  całych  sił  ściskając 

jego dłonie, a jej łzy mieszały się z jego krwią. 

Niewyraźnie  poczuła,  że  ktoś  dotknął  jej  ramienia.  Uniosła  głowę  i 

zobaczyła Fergusa, trzymającego rękę na ramieniu Donovana. 

– Razem z chłopcem sprowadzimy kobiety z wioski, żeby przygotowały 

ciało do pogrzebu. – I dodał łagodnie: 

– Zostaną z tobą, pani, bo nie możesz teraz być sama. 

– Dziękuję ci, Fergusie. – Laurel ujęła rękę Donovana i ją uścisnęła. 

Chłopiec  uniósł  jej  dłoń  do  ust,  a  potem  wyszedł  z  izby  za  swoim 

wujem. 

Kiedy została sama, pocałowała Conala w usta. Już były chłodne. 

Niesłychanie znużona ułożyła się obok niego, pogrążona w rozpaczy. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

94 

 

Rozdział 10 

 

Laurel  obudziła  się  z  głębokiego  snu  i  spojrzała  wokół,  wbrew 

wszystkiemu mając nadzieję, że to, co ją spotkało, było tylko snem. Dlatego 

nie kryła rozczarowania, kiedy zobaczyła, że jest w zamkowej komnacie na 

posłaniu, które dzieliła z Conalem. 

Conal. Ból wywołany jego stratą był wprost nie do zniesienia. 

W  sąsiednim  pokoju  Donovan  przyciszonym  głosem  rozmawiał  z 

wujem. 

Zaczęła sobie przypominać urywki tego, co się wydarzyło poprzedniego 

dnia.  Przypominało  to  koszmar.  Na  pogrzeb  Cona  Wielkiego  stawili  się 

członkowie  klanu  z  najdalszych  zakątków  gór,  by  okazać  wodzowi 

uszanowanie.  Kobiety  proponowały  jej  jedzenie  i  piwo,  próbowały  ją 

pocieszać. Przekazywano sobie po kątach wiadomości o Dulcie i hańbie, jaką 

okryła swego męża, którego poślubiła tylko dlatego, że był krewnym Conala. 

Laurel  przypomniała  sobie,  jak  zapewniała  Fergusa,  że  mimo  swych 

poprzednich wątpliwości, teraz całkowicie mu ufa. W kółko mu powtarzała, 

jak bardzo kochał go brat. Fergus ze swojej strony powtarzał jej raz za razem, 

że  chciałby  uczcić  pamięć  brata,  pomagając  wychować  Donovana  na 

dzielnego i honorowego wojownika. 

Kiedy  mieszkańcy  wioski  wybrali  Fergusa  na  swojego  nowego 

naczelnika,  oświadczył,  że  pozostanie  nim  tylko  do  czasu,  aż  Donovan 

osiągnie  odpowiedni  wiek, by  móc  sprawować  tę  funkcję.  I  poprosił,  żeby 

Laurel nadal uważano za panią zamku. Chociaż czuła się zaszczycona i była 

wzruszona  jego  słowami,  odmówiła,  tłumacząc,  że  pewnego  dnia  Fergus 

RS

background image

95 

 

spotka niewiastę, która będzie go warta, i podejmie się wykonywania swoich 

obowiązków, jak to zrobi Donovan, kiedy wkroczy w dorosłość. 

Leżąc bez ruchu, Laurel znów pomyślała o tym, co jej powiedział Con 

przed śmiercią. Jaka była głupia, sądząc, że została tu przysłana, by uczyć 

biednych ignorantów wszystkich tych wspaniałych rzeczy, jakie wynaleziono 

w ciągu kolejnych stuleci. To ona miała uczestniczyć w lekcji o wartościach 

podstawowych – życiu i śmierci, honorze, prawości, a przede wszystkim – 

miłości. Prawdziwej, nieprzemijającej miłości, a nie takiej, jaką pokazują na 

filmach. 

– Obudziłaś się, matko. – Donovan podbiegł i ukląkł koło niej, kiedy 

usiadła, odrzucając nakrycie. 

Zdziwiła  się,  gdy  zobaczyła,  że  wciąż  ma  na  sobie  to,  co  wczoraj. 

Dlaczego z takim uporem nosiła swój mundurek z dwudziestego pierwszego 

wieku?  Póki  tutaj  przebywa,  dlaczego  nie  zrezygnuje  ze  spodni  na  rzecz 

strojów noszonych przez inne kobiety? 

– Jak długo spałam? 

–  Niedługo.  –  Fergus  podszedł  i  stanął  obok  swojego  bratanka.  – 

Uparłaś  się,  żeby  pozostać  z  innymi  żałobnikami,  opłakującymi  śmierć 

Conala. Dopiero po naszych naleganiach, zgodziłaś się położyć, kompletnie 

wyczerpana. 

– Uśmiechnął się do niej łagodnie. – Powinnaś się trochę przespać, pani. 

– Może później. – Wstała i podała rękę Fergusowi. 

–  Dziękuję ci  za  miłość  i  lojalność  oraz  za  wszystko,  co  zrobiłeś  dla 

Donovana. 

– Solennie ci obiecuję, tak jak obiecałem swojemu umierającemu bratu, 

że zrobię wszystko, by służyć tobie i chłopcu. I uczynię wszystko, co w mojej 

RS

background image

96 

 

mocy, żeby sprawić, by Donovan stał się wodzem, godnym miłości członków 

swojego klanu, bo go kocham jak własnego syna. 

–Wiem o tym. I dlatego mogę być spokojna. – Objęła Donovana i go 

pocałowała. – Twój ojciec umarł ze świadomością, że będziesz żył tak, żeby 

nie przynieść mu wstydu. 

– Tak, matko. Ty i ojciec będziecie ze mnie dumni. 

–  Już  jestem  z  ciebie  dumna.  Nie  mogłabym  być  bardziej  dumna.  – 

Skierowała się ku drzwiom, ale zatrzymała się i odwróciła. – Muszę iść na 

grób Conala. Sama. 

– Rozumiem, pani. – Fergus położył rękę na ramieniu chłopca. 

Laurel przyjrzała się im i poczuła ulgę, że Donovan ma tak wspaniałego 

opiekuna,  który  pomoże  mu  przetrwać  przygniatający  smutek  i  poczucie 

straty. 

Ruszyła  samotnie  korytarzem  i  wyszła  z  zamku.  Grób  Conala 

znajdował się zaledwie kilka kroków dalej. 

Kiedy  uklękła  przy  świeżym  kopcu  ziemi,  uzmysłowiła  sobie,  że 

pewnego  dnia  właśnie  na  tym  miejscu  zostanie  wzniesiony  nowy  zamek. 

Wydało jej się to właściwym hołdem dla człowieka, który nauczył ją, czym 

jest prawdziwa miłość. 

Przypomniała sobie, co jej powiedział tamtej nocy, kiedy się kochali. 

„Póki mamy naszą miłość, nic nigdy nie jest w stanie nas rozdzielić". 

I nagle uświadomiła sobie, że chociaż często jej mówił, jak bardzo ją 

kocha,  ona nigdy  mu  tego  nie  powiedziała.  Początkowo  nie  zdawała  sobie 

sprawy, jak dużo dla niej znaczył. A kiedy zrozumiała, jak głęboko go kocha, 

po prostu nie starczyło na to czasu. 

– Conalu. – W pierwszej chwili nawet do niej nie dotarło, że mówi na 

głos. Po prostu musiała powiedzieć wszystko to, co jej leżało na sercu. – Nie 

RS

background image

97 

 

wiem,  kiedy  ani  jak  się  to  stało.  Ale  wiem,  że  straciłam  dla  ciebie  głowę. 

Starałam się do tego nie dopuścić. Nie czułam się ciebie warta. Lecz twoja 

miłość była taka czysta, taka prawdziwa i taka gorąca, że w żaden sposób nie 

mogłam z niej zrezygnować. Po prostu zakochałam się w tobie bez pamięci. 

Twoje życie i twoja śmierć wywarły na mnie tak wielki wpływ, że nie wiem, 

czy  kiedykolwiek  dojdę  do  siebie.  Kocham  cię,  Conalu.  Do  końca  życia 

będzie mi ciebie brakowało... 

Słowa zamarły jej na ustach, kiedy gwałtowny podmuch wiatru zwiał jej 

włosy na twarz. Jakiś ciemny kształt przesłonił słońce. Wszystko spowił mrok 

i Laurel zerwała się na równe nogi, drżąc ze strachu. 

Bała się, dopóki nie zobaczyła jasnego światła, zbliżającego się w jej 

stronę. 

Na jego widok ogarnął ją dziwny spokój, a zarazem świadomość, że za 

chwilę coś się wydarzy. Jakby to światło było symbolem życia. Nadziei. Tego 

wszystkiego, za czym tęskniła. 

Kiedy światło się przybliżyło, zmrużyła oczy, takie było jaskrawe. W 

pierwszej chwili myślała, że to pochodnia, ale nie migotało jak płomień. 

Latarka, uświadomiła sobie Laurel. Mocna latarka. 

Rozejrzała  się,  oszołomiona  i  zdezorientowana,  i  zobaczyła,  że  stary 

zamek już nie góruje nad okolicą. Prawdę mówiąc nigdzie nie było go widać. 

Znajdowała  się  w  pięciogwiazdkowym  hotelu,  wzniesionym  na 

miejscu, gdzie pochowano Conala. Znów stała przed gobelinem. 

Głosy  przewodnika  i  uczestników  wycieczki  stopniowo  niknęły  w 

oddali. Ciszę zakłócały jedynie czyjeś kroki na wypolerowanej, drewnianej 

podłodze. 

Przed  Laurel  pojawił  się  mężczyzna  spowity  aureolą  światła.  Kiedy 

uniosła rękę, żeby osłonić oczy, przestał świecić jej latarką prosto w twarz. 

RS

background image

98 

 

–  Przepraszam.  –  Miał  niski  głos,  mówił  z  leciutkim  szkockim 

akcentem. – Mieliśmy awarię prądu, ale najwyraźniej tylko w tym skrzydle. 

Elektryk już usuwa usterkę. Zdaje się, że oddzieliła się pani od swojej grupy. 

Wszystkich zaprowadzono do jadalni w innym skrzydle zamku. Na szczęście 

postanowiłem się upewnić, czy nikt nie zabłądził w ciemnościach. 

Nie widział, że płakała? Nie intrygowały go plamy krwi na jej ubraniu? 

Spojrzała na siebie i przekonała się, że wygląda tak samo, jak wtedy, 

kiedy  zaczęła  się  ta  przygoda.  Spodnie  i  koszula  były  czyściutkie,  jakby 

dopiero co je włożyła. 

Chociaż niezupełnie. 

Mężczyzna skierował snop światła na jej sandałek. 

– Czy to krew? Skaleczyła się pani? 

– Ta plama... – Zastanawiała się, jak mogłaby mu wyjaśnić to, co się 

stało, skoro sama nic nie rozumiała. – Powstała już jakiś czas temu. 

– Jest pani pewna? Proszę mi wierzyć, jeśli w jakikolwiek sposób pani 

ucierpiała,  zrekompensuję  to  pani.  Moim  obowiązkiem  jako  obecnego 

właściciela zamku MacLennan jest dbać, by nic nie zakłóciło wypoczynku 

naszych gości. 

Spojrzała na niego w niewyraźnym świetle. 

– Jest pan właścicielem na zamku? 

W jego głosie zabrzmiało rozbawienie. 

–  Kiedyś  nazywano  by  mnie  panem  na  zamku.  Teraz  jestem  jedynie 

ósmym  hrabią  Heath  i  naczelnikiem  klanu  MacLennanów.  Innymi  słowy, 

właścicielem hotelu. Conor MacLennan, do usług. A pani? 

– Laurel Douglas. 

– Laurel. – Zwrócił światło latarki na jej twarz. – Dla naszego klanu to 

wyjątkowe  imię.  Ale  wcale  się  nie  zdziwiłem.  Te  ogniki,  świecące  w  pani 

RS

background image

99 

 

oczach, sprawiają, że mogłaby pani być naszym górskim świeżo zerwanym 

laurem.  Mamy  w  herbie.  –  Wskazał  na  szpilkę  w  klapie  w  kształcie  liścia 

lauru. 

Jego  słowa,  tak  przypominające  tamte  wypowiedziane  przez  innego 

mężczyznę, sprawiły, że zakręciło jej się w głowie. Żeby się uspokoić, Laurel 

wyciągnęła rękę i dotknęła muru. 

A  potem  przypomniała  sobie  słowa  umierającego  Conala:  „Zawsze 

będę z tobą, najdroższa. Do końca świata. I dłużej". 

– Och, Conalu. Dotrzymałeś słowa. 

– Przepraszam, coś pani do mnie mówiła? 

Laurel  przyjrzała  się  swemu  towarzyszowi;  mężczyzna  miał na  sobie 

granatową marynarkę, szare spodnie i białą koszulę, rozpiętą pod szyją. 

– Tylko myślałam na głos. Spodziewałam się, że pan zamku chodzi w 

kilcie. 

–  Owszem,  ale  wkładam  go  tylko  na  oficjalne  okazje.  –  Urwał.  – 

Ponieważ  ominęła  panią  kolacja  z  grupą,  może  zje  pani  coś  w  moim 

apartamencie? 

– Naprawdę pan tu mieszka? 

– Moja rodzina od setek lat uważa ten zamek za swój dom. – Podał jej 

ramię i chociaż Laurel kręciło się w głowie od nadmiaru wrażeń, uznała za 

coś najzwyklejszego pod słońcem oprzeć się na jego ramieniu i ruszyć u jego 

boku. 

Po kilku minutach przeszli przez galerię portretów i znaleźli się w części 

zamku niedostępnej dla zwiedzających. 

Kiedy minęli zakręt, zamrugali powiekami, oślepieni ostrym światłem 

kinkietów. 

RS

background image

100 

 

– No, już w porządku. Elektrykowi udało się przywrócić prąd w całym 

zamku. 

Laurel spojrzała na mężczyznę, który jej towarzyszył. 

–  Czy  ma  pan  w  zwyczaju  zapraszać  gości  na  kolację  do  swojego 

apartamentu? 

–  Prawdę  mówiąc  jest  pani  pierwsza.  –  Uśmiechnął  się  do  niej  i  w 

jasnym świetle żarówek ujrzała oczy Conala i jego uśmiech. Serce mocniej 

zabiło jej w piersi i dziwiła się, że nadal może oddychać. 

–  Bardzo  dziwne.  –  Conor  zatrzymał  się  przed  drzwiami  do  swoich 

pokoi  i  ujął  Laurel  pod  brodę.  Spojrzał  jej  głęboko  w  oczy.  –  Czuję  się, 

jakbym przez całe życie czekał na panią. 

Laurel zdziwiła się, dlaczego zrobiło jej się tak lekko na sercu. 

Nigdy  się  nie  dowie,  czy  to  wszystko,  czego  doświadczyła  w  wieży, 

wydarzyło  się  naprawdę,  czy  też  był  to  wynik  jakiegoś  szoku,  którego 

doznała,  kiedy  zgasło  światło  i  została  sama  w  ciemnościach,  z  dala  od 

pozostałych zwiedzających. Ale jedno wiedziała na pewno. Dzięki temu, że 

poznała Conala MacLennana i temu, co przeżyli razem, stała się inną kobietą 

niż  ta,  która  tu  przyjechała.  Con  Wielki,  prawdziwy  czy  też  wytwór  jej 

wyobraźni, nauczył ją wiary w miłość. 

Teraz odpowiedziała uśmiechem na uśmiech Conora. 

– Właśnie myślałam sobie to samo. 

– W takim razie... – Zamiast się odsunąć, pozostał na miejscu, patrząc, 

jak ogniki w jej oczach stają się coraz wyraźniejsze. Rzucił jej olśniewające 

spojrzenie. – Już się nie mogę doczekać, kiedy należycie panią powitam. 

RS


Document Outline