background image

Rozdział III

Carol wstała tuż po siódmej rano. Była wypoczęta, mimo koszmaru jaki się jej śnił tej nocy. 

Postanowiła przygotować się na spotkanie z Blackiem oraz czekającym ją zadaniem. Najpierw 
jednak, aby tego dokonać musi wykonać kilka czynności. Poszła do łazienki, wzięła szybki, gorący 
prysznic. Stwierdziła, że ubierze się w miarę wygodnie skoro ma się przeprowadzić. Sam pomysł 
przeprowadzki nie przekonywał. Nie lubiła opuszczać swojego mieszkania, dobrze się tu czuła, 
mały   azyl.   Miała   swobodę   jaką   uwielbiała.  Jednak   mus   to   mus,   pomyślała.   Na   początek 
przygotowała standardowe śniadanie, czyli biała kawę. Z dużym kubkiem gorącego, boskiego płynu 
poszła do sypialni. Walizka już czekała na łóżku, była gotowa do spakowania niezbędnych rzeczy. 
Carol nie dużo ubrań do niej zapakowała, tylko te potrzebne, plus bielizna i kosmetyki. Przeniosła 
ciężką walizkę do salonu. Zerknęła na zegarek, miała jeszcze jakieś dwie godziny póki ktoś po nią 
nie przyjedzie. Postanowiła trochą zająć się robotą.

Usadowiła się przy wielkim, jadalnianym stole, nogi podkurczyła pod brodę na wygodnym 

krześle. Czekała, aż komputer się uruchomi. Pracę rozpoczęła od sprawdzenia poczty. Był mail od 
Emmy:

Hej Carol,
Dzwoniłam wczoraj do ciebie kilka razy, by dowiedzieć się, jak poszło spotkanie z nowym klientem. 
Ann przekazała mi wiadomość, że ciebie nie będzie jakiś czas w firmie. Nie martw się poradzimy  
sobie, a Twoje zlecenia postaram się odwlec w innym terminie lub całkowicie odwołać. Nic złego nie 
powinno się stać. Poza tym jestem naprawdę ciekawa, jak wyszło spotkanie. Jak będziesz miała 
chwilkę czasu zadzwoń do mnie.

Całuski. Em

Carol ucieszyła się z maila przyjaciółki, najbardziej braku nacisku, by wszystko od a do z 

wyjaśniała. Wystarczająco źle się czuła, iż już jednej przyjaciółce musiała kłamać. Nie wie czy 
drugi raz potrafiła znowu to zrobić. Nie lubiła kłamać, nawet kiepsko jej to wyszło. Osoby, które ją 
dobrze znały potrafiły wychwycić, kiedy łgała. W duchu sobie dziękowała za wczoraj. Udało się 
Carol przekonać Ann, choć o mało nie wychwyciła jej krętactwa.

Dziewczyna  odpisała na mail  przyjaciółki  obiecując, że  jeśli  znajdzie chwilkę czasu  na 

pewno   jej   wszystko   opisze   lub   opowie.   Życzyła   im   powodzenia   w   pracy   mając   nadzieję,   iż 
wszystko dobrze pójdzie. 

♠♠♠

Pracownik   Damiana   Blacka   był   punktualnie.   Po   spakowaniu   jej   rzeczy   do   dużego 

terenowego samochodu Land Rover, Carol usiadła z tyłu. Młody pracownik jej klienta w przednim 
lusterku uśmiechnął się do niej przyjaźnie, ruszyli w drogę. Caroline obserwowała krajobraz przez 
okno. Dziś pogoda była znacznie lepsza niż poprzedniego dnia. Niebo trochę się rozpogodziło, nie 

background image

było takiego chłodnego wiatru, jednak słońce nadal nie mogło przebić się przez szare chmury. Była 
już wiosna, ale jak na połowę kwietnia pogoda nie dopisywała. Dziewczyna, wybierając się w 
każdą podróż trzymała przy sobie podręczny sprzęt fotograficzny, w razie potrzeby jego użycia. 
Kierowca   samochodu   jechał   za   szybko,   więc   nie   miała   możliwości   uwiecznienia   ciekawych 
widoków. 

Posiadłość   Damiana   Blacka   mieściła   się   na   obrzeżach   miasta.   Liczyła   ona   sobie 

kilkadziesiąt   hektarów.   By   do   niej   dotrzeć,   trzeba   było   przejechać   przez   monitorowaną, 
automatyczną bramę, potem długim żwirowym podjazdem. Sam dom był imponujących rozmiarów, 
średniej   wielkości  zamek.   Otoczony parkiem,  równo  przystrzyżonymi  trawnikami,   pod  oknami 
budynku pięły się do drugiego piętra ciemno czerwone róże. Rezydencja została wybudowana z 
czerwonej cegły. Carol podejrzewała, iż jest ona z okolic dziewiętnastego wieku, jednak do końca 
nie była tego taka pewna. Budynek wraz z otaczającą go zielenią robił na niej ogromne wrażenie. W 
domu została grzecznie przywitana przez gosposię panią McReader. Damian nie przyszedł się z nią 
przywitać.   Jak   się   okazało   nie   było   go,   ani   Gabriela.   Gospodyni   wyjaśniła   gościowi,   iż   jej 
pracodawca wyjechał w pilnych interesach i spotka się z nią przy kolacji.  W związku z tym Carol, 
została zaprowadzona do jej pokoju, by mogła po podróży odpocząć. 

W chodząc do pokoju doznała szoku. Urządzony został w klimacie dziewiętnastego wieku, 

tak jak wybudowany dom. Apartament Carol urządzono w ciemnych barwach. Duże okna były 
lekko przysłonięte ciemno-brązowymi, grubymi  zasłonami. Przy oknie stał duży fotel, obity w 
ciemną zieleń, wyglądał na wygodny. Przy nim stał niewielki stoliki kawowy, a na nim w wazonie 
bukiet białych róż. Na środku pokoju leżał duży, miękki dywan. Naprzeciw okien zostało ustawione 
wielkie łożę, po obu jego stronach stały stylowe małe, dębowe szafki nocne. Na każdej z nich stały 
niewielkie nocne lampki. W pokoju znajdowała się również duża szafa oraz komoda z wielkim nad 
nią wiszącym lustrem. Wszystkie meble były wykonane, z drogiego, ciemnego dębu. Naprzeciwko 
drzwi wejściowych do jej pokoju, znajdowały się drzwi do oddzielnej łazienki. Carol po zwiedzeniu 
swojego lokum, sprawdzenia miękkości materaca na łóżku, zajrzała do łaźni. Tylko tak była skora 
nazwać, to co zajrzała. Była o połowę mniejsza od jej pokoju, ale urządzona w bardzo nowoczesny 
sposób. Znajdowała się w niej dużych rozmiarów wanna, obok kabina prysznicowa. Dwa duże 
zlewy, a nad nimi sięgające do sufitu ogromne lustro. Na blacie ułożono różnego rodzaju kremy, 
mydła i olejki. Łazienka miała głęboki morski kolor. Wszystko w niej lśniło i pachniało świeżymi 
kwiatami.   Dołączono   kilka   grubych,   puszystych   ręczników,   a   na   podłodze   położono   mięciutki 
dywanik. Carol zaparło dech w piersiach, gdy zobaczyła łazienkę swoich marzeń. 

Po zwiedzeniu pokoju, poprosiła gospodynię o przygotowanie je dużego kubka gorącej, 

białej   kawy.   Na   pożegnanie   uśmiechnęła   się   czarująco   do   starszej   kobiety,   lecz   ona   nie 
odwzajemniła go. Carol zamknęła drzwi, oparła się o niego. Ponownie wzrokiem przebiegła po jej 
nowym pokoju. Była nim zachwycona, a za razem jego wygląd budził w niej niepokój. Ściągnęła 
buty, przewiesiła płaszcz przez krzesło. Postanowiła zagospodarować stolik kawowy na miejsce 
swojej   pracy.   Rozłożyła   komputer,   obok   położyła   telefon   na   wszelki   wypadek,   gdyby   która   z 
dziewcząt   dzwoniła.   Kiedy   notebook   się   uruchamiał,   postanowiła   rozpakować   swoje   rzeczy, 
przenieść kosmetyki do łazienki i szybko się odświeżyć. Wzięła szybki prysznic, aby odrobinę się 
zrelaksować. Po powrocie z łazienki obok jej komputera stał czerwony kubek z parującą kawą z 
kawałkiem   gorącej   szarlotki   na   niewielkim   deserowym   talerzyku.  W   pokoju   nikogo   nie   było. 

background image

Trochę się dziwiła, nie słyszała, aby ktoś wchodził do jej pokoju, ani żeby w ogóle ktoś pukał. 
Usiadła w wygodnym fotelu, wpisała hasło do notebooka. Uruchomiła pocztę, ale nic ciekawego się 
nie działo, kilka maili z przyjęciem przeprosin z powodu przełożenia zleceń. Przyjaciółki również 
się nie odzywały. Pomyślała, że wieczorem do którejś z nich zadzwoni, spyta się czy wszystko w 
porządku.

♠♠♠

Carol postanowiła zwiedzić trochę ten ogromny dom. Wychodząc z pokoju narzuciła na 

siebie dłuższy sweter, przewiesiła przez ramię na długim pasku duży aparat cyfrowy. Stwierdziła, iż 
jeśli wciąż będzie taka pogoda przejdzie się na spacer. Zwiedzanie domu okazało się na daremne, 
większość pokoi było  zamkniętych  na klucz.  Zrezygnowana  wyszła  drzwiami  prowadzącymi  z 
salonu   do   ogrodu.   Ogród   był   piękny,   wszędzie   rosły   krzaki   bujnych   różnego   koloru   róż.   W 
powietrzu czuło się woń słodkiego zapachu. Nie był on duszący, raczej świeży przemierzany z rosą 
i lekkim wiosennym wiatrem. Carol był zaskoczona, iż o tej porze roku już zakwitły tutaj róże. 
Pewnie   mają   świetną   odmianę   róż   oraz   ogrodnika,   który   potrafi   o   nie   sumiennie   zadbać  – 
pomyślała. Zeszła schodkami w stronę alejki. Prowadziła ona na koniec ogrodu, dalej zaczynał się 
już   park.   Carol   postanowiła   z   tej   strony   sfotografować   ten   piękny,   mroczny   dom.   Odniosła 
wrażenie, iż musi ona skrywać wiele tajemnic, tak jak większość starych rzeczy. Mogą z nim się 
wiązać również najróżniejsze historie. Spojrzała na wyświetlacz aparatu, by sprawdzić, czy dobrze 
ustawiła parametry oraz jest dobre oświetlenie. Wszystko było w porządku, ale zdjęcia były trochę 
dziwne. Pomyślała, że jeszcze kilka zrobi, reszta potem się zajmie, może to tylko złudzenie i lepiej 
będzie wyglądać w komputerze. Spojrzała na zegarek, miała trochę czasu, aby przejść się jeszcze na 
spacer. Park był także zadziwiająco zielony. Alejki uprzątnięte, szerokie tak by mogły się zmieścić 
swobodnie dwie osoby. Spacerując czuło się przestrzeń, świeżo skoszoną trawę, lekki podmuch 
wiatru. Carol, jedynie nie usłyszała żadnego śpiewu ptaków, żadnego żywego ducha. Zaskoczyło ją 
tą, nie pierwszy raz tego dnia. Odnosiło się, wrażenie jakby to miejsce nie tyle było tajemnicze, co 
bardziej niepokojąco mroczne, ciche i wymarłe. Na zewnątrz cisza, tak jak w środku ogromnego 
domu. Te myśli niepokoiły dziewczynę.

Idąc schodami na pierwsze piętro, zatrzymał Carol jeden ze służących jej klienta. Przekazał 

jej z nieśmiałym uśmiechem niewielką, elegancką kopertę z jej imieniem. Po czym młody służący 
się oddalił. Dziewczyną trochę to zdziwiło, gdyż oprócz starszej gospodyni wszyscy służący to byli, 
przystojni, trochę bladzi mężczyźni. Wszyscy byli ubrani w czarne uniformy, cicho się poruszali. 
Weszła   do   swojego   pokoju.   Zrobiła   wielkie   oczy   widząc   wielkie,   eleganckie,   srebrne   pudło 
położone na białej, satynowej pościeli. Najpierw otworzyła kopertę i wyjęła z niej mały liścik.

Zapraszam na kolację o 19. Włóż prezent od mnie. 

D.B.

Następnie   otworzyła   pudło.  Cholera!  –   przeklęła   cicho.   W   eleganckim   kartonie   leżała 

czarna, satynowa na cieniutkich ramiączkach suknia. Wyjęła ją i przyłożyła ją do siebie. Spojrzała 

background image

w lustro. Przestała się uśmiechać. Powoli zaczynała się wkurzać na swojego klienta. Nie tyle, że 
musi tu mieszkać, to jeszcze przysyła jej bardzo seksowne sukienki, których w życiu nie złoży. 
Carol zawsze żartowała, iż ma metr pięćdziesiąt w kapeluszu. Nie uważała siebie za miss piękności, 
prędzej widziała siebie, jako osobę za bardzo pełnych kształtów. Postanowiła pokazać klientowi, że 
jest w pracy i nie założy ubrań, które do niej nie należą. Potem mu ją zwróci, po kolacji odeśle 
przez służącego. Ubrała czarne, trzy czwarte spodnie, do tego białą koszulę z głębokim dekoltem, a 
pod   spód   czarną   koronkową   bieliznę.   Na   koniec   upięła   luźno   włosy   na   bok,   lekki   makijaż, 
dyskretne małe kolczyki z szafirami i bransoletka. Cały strój uzupełniła butami na nie wysokim 
obcasie, tak by czuć się pewniej.

Carol   pojawiła  się  w   salonie   na  dole   domu   pięć   minut   przed  kolacją.   Salon  był  pusty, 

gdzieniegdzie pozapalane były lampy, jednak nie oświetlały one całego pomieszczenia. Tak jak 
reszta   domu,   salon   urządzony   był   w   ciemnych   barwach,   jednakże   meble   miał   w   bardzo 
nowoczesnym stylu. Dziewczyna stanęła przy wielkim oknie, spoglądała na ogród i zapadający 
powoli zmierzch. Do wejścia była odwrócona tyłem, więc nie mogła dostrzec czy ktoś wszedł. 
Odwróciła się, gdy dostrzegła cień odbijający się w oknie. Damian patrzył na nią oparty o ścianę. 
Przy drzwiach stał ubrany w czerń jego brat Gabriel., spoglądał na nią przenikliwym wzrokiem. 
Wzdrygnęła   się.   Spuściła   wzrok   na   swoje   dłonie,   przełknęła   ślinę   i   postanowiła   się   odezwać 
pierwsza.

− 

Witam   moja   droga   –   uprzedził   ją   gospodarz   domu   –   Pięknie   wyglądasz,   ale   chyba   nie 

wieczorowo - uśmiechnął się tajemniczo.

− 

Witam Damianie, Gabrielu. Mi również miło was widzieć, szczególnie... - już chciała dogryźć 

klientowi, ale ugryzła się w język. Uśmiechnęła się jak najbardziej kobieco. - Ubrana jestem 
wieczorowo, tak jak uznałam to za stosownie.

− 

Hm... nie tak jak oczekiwałem, ale dziś ci to daruję – odparł wciąż uśmiechając się w ten sam 

sposób. - Pozwól, że przejdziemy do jadalni, kolacja czeka.

Kolacja   odbyła   się   w   spokojnej   atmosferze.   Zostały  podane   wyszukane   dania   z   kuchni 

francuskiej, jak się potem w rozmowie okazało. Klient Carol podtrzymywał lekką dyskusję, od 
czasu do czasu opowiadając rożne śmieszne anegdoty, by jego gość czuł się nieco swobodniej.  Po 
wykwintnej   kolacji   Damian   Black   zaprosił   dziewczynę   do   salonu.   Wszyscy   usadowili   się   na 
wygodnych fotelach lub sofie. Na stoliku kawowym podano już kawę dla niej, a mężczyznom 
mocniejszy alkohol. Nie wiedziała jaki, trudno było określić co, bo kieliszki były z ciemnego szkła.

− 

Mam nadzieję, iż smakowała ci kolacja – odparł Gabriel.

− 

Była bardzo smaczna, dziękuję.- odparła Carol.

− 

Chcemy opowiedzieć ci trochę o naszej rodzinie, dać zarys twojej przyszłej pracy – wtrącił się 

Damian. - Historia może nie jest fascynująca, ale może pozwoli ci to zrozumieć dokładniej, co 
chcemy byś zrobiła. - Mówił spoglądając na swojego brata.

− 

Brzmi ciekawie, ale jednak nie zrozumiem, po co mi ta wiedza – powiedziała.

Damian wstał, oparł się o gzyms kominka. Upił trochę alkoholu ze swojego kieliszka. Spojrzał nie 
przeniknionym wzrokiem na Carol.

- Nasza rodzina wywodzi się z bardzo starego rodu Blacków. Ten dom został wybudowany na 
początku dziewiętnastego wieku przez naszego przodka. Mieszkali tu nasi rodzice, potem dom 

background image

został przekazany nam. Wychowywaliśmy się tutaj. Z tym domem wiąże się wiele różnych historii, 
ale nie będę o tym dzisiaj opowiadał – odparł spoglądając pustym wyrazem twarzy na gościa. - 
Dom prawnie należy do mnie i mojego brata, tylko mężczyźni go dziedziczyli, kobiety nie. Kilka 
lat temu mieszkała z nami jeszcze nasza siostra Rose. Wyprowadziła się po swoim ślubie. Teraz, 
kiedy niedługo mamy rodzinne święto przyjedzie ona ze swoim mężem Jamesem Streigh. - Na 
chwilę zamilkł.
- Pochodzi on z rodziny, z którą nasza była dawno temu pokłócona. Małżeństwo naszej siostry 
pozwoliło na załagodzenie naszych stosunków z rodem Streigh.- wtrącił Gabriel.- Poza tym jednym 
z naszych gości będzie nasza siostra ze swoim mężem oraz jego kilkorga rodzeństwa. 

− 

Cóż   w   porządku...   -   zamyśliła   się.   -   Jednak   nie   rozumiem,   co   ma   to   za   związek   z   moim 

zadaniem robienia zdjęć.

− 

Chcemy, abyś robiła zdjęcia naszej rodziny, wszystkich oprócz nam.- odparł spokojnie Damian.

- W porządku... ale wciąż nie rozumiem po co je wam- próbowała naciska na wyjaśnienia.
-   Nie   powinno   cię   to   interesować   moja   droga.   Jednak   pamiętaj,   grasz   moją   narzeczoną,   więc 
zachowuj  się  jak  ona.  Służba  nie  wie,  że  jesteś   wynajęta  do  wykonania  zlecenia.  Wszyscy są 
przekonani, iż jesteś moją przyszłą żoną. Rodzinie także zostaniesz tak przedstawiona – odparł z 
przebiegłym   uśmiechem   na   pełnych   wargach.   Upił   łyk   z   kieliszka,   patrząc   na   Carol   oblizał 
koniuszkiem języka swoje usta. Jego oczy płonęły pożądaniem. Dziewczyna nerwowo przełknęła 
ślinę, spuściła wzrok i dokończyła pić swoja kawę.
-  Poradzę   sobie   z   zadaniem   –  spokojnie   powiedziała.-  Teraz   panowie   pozwolą,   pójdę   na   górę 
odpocząć.- Wstała, zrobiła krok kiedy Gabriel staną przed nią, wziął jej dłoń do ust, pocałował w 
nadgarstek, jak uprzednio jego brat. Spojrzał hipnotyzującym wzrokiem w jej oczy, uśmiechnął się 
tajemniczo. Carol, aż zrobiło się gorąco od tego spojrzenia, zadrżała. Wyjęła rękę z jego silnych 
dłoni, cofając się o krok. Ominęła go kierując się w stronę drzwi. Tam na nią czekał jej klient. Stał 
oparty plecami o framugę drzwi, wciąż miał to samo spojrzenie.
-   Pozwól,   że   jak   przystało   na   twojego   narzeczonego   odprowadzę   cię   do   twojego   pokoju   – 
uśmiechnął się przebiegle.
- Wole pożegnać się tutaj – odparła chłodno do swojego klienta.

Podszedł do niej, przybliżył swoją twarz do jej. Ujął dłoń, podniósł do ust, ucałował w tym 

samym   miejscu,   co   Gabriel.   Nie   odrywał   od   niej   swojego   wzroku.   Spoglądał   na   nią   z 
zaciekawieniem,   fascynacją   i   pożądaniem.  Jego   kolor   oczu   jest   tak   niebieski,   tak   głęboki,   jak 
nadciągające chmury burzowe - 
pomyślała Carol. Wręcz nie była w stanie oderwać od nich swoich 
oczu. Damian uśmiechnął się do niej.

− 

W najbliższym czasie możesz czuć się bezpiecznie, nie przekroczę granicy. Ale nie obiecuję, co 

będzie, kiedy będą goście i będziesz musiała zagrać moją ukochaną... moja droga. - ochrypniętym 
głosem szepnął jej do ucha. - Dobranoc Caroline. - Na pożegnanie musnął gorącymi wargami jej 
skórę tuż za uchem. Wzięła wdech, a kiedy się odsunął wypuściła wstrzymywane powietrze. Nie 
spoglądając na nich obu, skierowała się szybkim krokiem w kierunku schodów.

Carol siedziała przed swoim komputerem, przeglądała pocztę mailową, odpowiadała na listy 

swoich klientów. Nawet napisała krótki list do swoich przyjaciółek. Chciała zadzwonić do nich i do 
Marii by opowiedzieć,  jak minął  jej pierwszy dzień pracy.  Nie mogła, w  posiadłości  nie było 

background image

zasięgu. Postanowiła zadzwonić innym razem w dzień, z ogrodu. Listy do dziewczyn nie zawierały 
żadnych   szczegółów,   nie   mogła   niczego   takiego   napisać.   Jedynie   wspomniała   jak   się   czuje. 
Kończąc pracę postanowiła obejrzeć zdjęcia, które zrobiła rano. Zgrała je do swojego notebooka. 
Włączyła   program,   zaczęła   je   oglądać.   Stwierdziła,   iż   kolory   na   tych   zdjęciach   są   za   bardzo 
głębokie.   Róże   mają   krwisty  kolor,   niż   w   rzeczywistości,   a   budynek   wygląda   na   nawiedzony, 
kryjący przerażającą tajemnicę. Tak pomyślała dziewczyna, przeglądając swoją robotę. Po chwili 
stwierdziła, że to źle cień padał i temu nie wyszły jej zdjęcia. Postanowiła je powtórzyć, kiedy 
będzie lepsza pogoda.

Dziewczyna skończyła o późnej porze swoją pracę. Kładła się spać po drugiej w nocy. W 

całym   domu   było   słychać   tylko   ciszę.   Za   oknem   księżyc   krył   się   za   grubymi,   deszczowymi 
chmurami. Leżąc w łóżku próbowała odtworzyć w pamięci cały wieczór. Kolacja była rewelacyjna 
–   pomyślała.   -  Tylko   historia   tej   rodziny   trochę   dziwna,   jakby   czegoś   jej   brakowało.   Jeszcze  
dziwniejsze,   że   chcą   aby   ich   goście   byli   fotografowani.   Rozumiem,   iż   zlecenie   ma   być   okryte  
tajemnicą, ale przed rodziną? Najbardziej dziwne są te pocałunki nie w dłoń, ale w nadgarstek,  
dodatkowo pełne żądzy spojrzenia ich obu... Przestaje to pojmować i nie podoba mi się takie  
zachowanie. 
- Z błądzącymi myślami zasnęła około trzeciej w nocy.

♠♠♠

Przez kilka dni nie dopisywała pogoda. Deszcz wciąż nieustannie padał, do tego wiał silny, 

zimny wiatr. Taka nikogo nie zachęca do wyjścia z domu – pomyślała. Zbliżała się pora obiadowa, 
kiedy postanowiła zrobić sobie przerwę w pracy. Wykonywanie zdjęć to nie jej jedyne zajęcie, 
również robiła grafikę do portali. Lubiła to, szczególnie iż nie wymagało to większego poświecenia. 
Musiała mieć tylko dobre pomysły i wizje, a jej tego nie brakowało.

Wstała z fotela, szła na dół do pani McReader, poprosić ją o kubek gorącej kawy. Gosposia 

zaczęła Carol traktować trochę cieplej, po tym jak dostrzegła dziewczynę samotnie snującą się po 
dużym   domu,   kiedy   nie   ma   jej   pracodawcy.   Carol   zapukała   do   drzwi   kuchni.   Odkąd   tutaj 
zamieszkała, a minęło jeż pięć dni lubiła przebywać w tym miejscu. Nie czuła się tak wyobcowana, 
szczególnie, że Damian i Gabriel wyjechali. Mieli wrócić jutro wieczorem. Tak mówił list od jej 
klienta, który otrzymała rano po pierwszej wieczornej kolacji.

W kuchni była tylko gosposia, nikt z personelu tutaj nie zaglądał. Podeszła Carol do stołu, 

usiadła i uśmiechnęła się do pani McReader. Starsza kobieta odwzajemniła jej uśmiech.

− 

Słucham panią? Czy coś się stało? - spytała się ciepło gospodyni.

− 

Nie.. pani McReader, przyszłam tylko poprosić o kubek gorącej kawy. Potrzebuję odrobiny 

wytchnienia, zrobiłam przerwę w pracy. - odpowiedziała.

− 

Rozumiem,   za   chwilkę   ją   zrobię   –   odparła   odwracając   się   plecami   do   dziewczyny.   Carol 

siedziała przy stale. Zastanawiała się, czy nie wypytać gosposi o jej pracodawcę.

− 

Chciałabym   pani   zadać   kilka   pytania   –   kobieta   gwałtownie   się   odwróciła,   spojrzała 

nieprzyjaźnie. - Proszę się nie obawiać – powiedziała, by udobruchać starszą panią. - po prostu 
myślałam, iż pani pewnie wie trochę o moim narzeczonym.

− 

Cóż...   nie   wiele   wiem.   Pracuję   tutaj   od   kilku   lat.   Nie   znam   za   dobrze   tej   rodziny   – 

odpowiedziała kobieta niepewnym głosem. Podała kubek kawy Carol.

background image

− 

Hm... Damian trochę opowiadał mi o swojej rodzinie, ale nie wiele. Chciałam się dowiedzieć 

jaki on był w dzieciństwie – z uśmiechem powiedziała – tylko tyle chciałabym się dowiedzieć. - 
Skłamała.

− 

Pan Black wraz ze swoim bratem sprowadzili się do tego domu jakiś rok temu. Pracuje tu, gdyż 

mój kuzyn polecił mnie. Odkąd tutaj pracuję, nikt nie mieszkał, aż do zeszłego roku – powiedziała 
stara kobieta.

− 

Hm... dziwne – powiedziała w zamyśleniu Caroline – nie wiedziałam, że Damian tutaj nie 

mieszkał   wcześniej.   Nie   wspominał,   że   wyjeżdżał   stąd.   -   powiedziała   spokojnie,   by   nie 
przestraszyć gosposi. Wstała, podziękowała za kawę i wyszła z pomieszczenia.

Carol   udała   się   do   swojego   pokoju.   Wchodząc   po   schodach   usłyszała   ciche   hałasy   na 

zewnątrz domu. Spojrzała na drzwi wejściowe.


Document Outline