background image

Rozdział VIII

Przed „Red Hall” formowała się spora kolejka. Ochroniarze selekcjonowali przypadkowych 

gości. Wstęp do nocnego klubu mieli wpierw zaproszeni, a jeżeli miało zostać trochę wolnego 
miejsca pozostali oczekujący w kolejce. Caroline Blank postanowiła nie powiadamiać przyjaciółek 
iż one również zostały zaproszone. Nie chciała ich mieszać w to zlecenie.   Wiedziała, że jeżeli 
któraś z nich się pojawiła, plan Damiana zostałby spalony. Widząc ilość ludzi przed wejściem 
skierowała swój samochód na pobliski parking. Nie chciała, by jej klient po nią przyjeżdżał, wolała 
spotkać się z nim w środku. W końcu gdy znalazła wolne miejsce, wyłączyła silnik. Sprzęt miała 
pod ręką, nie było tego dużo. W chwili spokoju spojrzała na siebie w lusterko, poprawiła usta 
błyszczykiem. 

Mimo,   że   gra   rolę   narzeczonej   Damiana,   Caroline   ubrała   się   elegancko,   a   za   razem 

wygodnie. Lubiła czuć się swobodnie, nie przepadała za ubraniami krępującymi jej ruchy w pracy. 
Na dzisiejszy wieczór postawiła na prostotę. Ubrała się w ciemne kolory z akcentem czerwieni. 
Założyła czarne, lśniące kończące się przed kolanem spodnie uzupełniając czarnymi kabaretkami 
oraz siedmio centymetrowymi  szpilkami.  Na górę założyła  w tym  samym  kolorze, co  spodnie 
obcisłą koszulę z głębokim dekoltem. Cały strój podkreślał jej kobiece kształty, a buty dodawały 
kilka centymetrów, dzięki temu czuła się pewniej. Na wierzch zarzuciła czerwona marynarkę i szal. 
Uzupełnieniem jej stroju była czerwona róża wpięta w ułożone włosy na boku. Jedyną biżuterię, 
jaką miała na sobie to naszyjnik od Marii oraz ulubione kolczyki z szafirami od Davida, pierścionek 
zaręczynowy klienta. 

Carol   przerzuciła   niewielką   koktajlową   torebkę   przez   ramię,   do   ręki   wzięła   torbę   ze 

sprzętem.  Całe szczęście, że parking  jest dobrze  oświetlony  – pomyślała  kierując się  w stronę 
głównego wejścia. W środku przywitał ją najpierw Gabriel, Damiana nie było. Dziewczyna nie 
dostała   żadnych   wyjaśnień,   jedynie   skierowano   ją   do   ich   loży.  Tam   również   nikogo   nie   było. 
Postanowiła zająć się swoją pracą. Zdjęła marynarkę, torbę ze sprzętem położyła pod stolikiem. 
Wzięła się do pracy kierując w stronę baru. Chciała się rozejrzeć, znaleźć najlepsze miejsce na 
robienie zdjęć gościom. Przy okazji poznała miłego barmana, przygotował jej koktajl owocowy. 
Skoro dziś miała pracować nie mogła pozwolić sobie na alkohol, poza tym prowadziła. 

Ustawiła się w dobrym miejscu, rozstawiła statyw  i zaczęła fotografować wchodzących 

ludzi. „Red Hall” to jeden z tych eleganckich lokali wyższych sfer. Dominował tutaj kolor czerni i 
czerwieni. Ściany miały hebanowy odcień, kanapy w kolorze wina, a stoliki szklane na metalowych 
nogach. Całe pomieszczenie podzielone zostało na kilka loży. Bar umieszczony został naprzeciwko 
drzwi   wejściowych.  Także   zadbano   o   niewielki   parkiet   do   tańczenia   oraz   małą   scenę.  Toalety 
zostały umieszczone w dyskretnym miejscu przy wejściu.

Widziała,   jak   Gabriel   wita   przybyłych   gości   każąc   kelnerom   skierować   ich   do 

przygotowanych  stolików. Carol  zdziwiło,  że jeszcze  nie widziała  nikogo z rodziny.  Dziwne  – 
pomyślała –  przecież wszyscy powinni już być.  W rozmyślaniach przeszkodziło nagłe zniknięcie 
właściciela klubu. Przeszukiwała go wzrokiem wśród gości, nie dostrzegła go.  Damiana nie ma, 

background image

Gabriel znika. Coś tu nie gra. - zastanowiła się. Nie mogła ich szukać dalej, musiała zmienić 
miejsce robienia zdjęć, za duży tłok był by uchwyciła każdej osoby profil. Wróciła do swojego 
stolika, czekał na nią przygotowany wcześniej napój owocowy. Przy stoliku wciąż nikogo nie było. 
Zrezygnowana spoczęła. Wyjęła torbę spod stolika, przygotowała mniejszy i poręczniejszy aparat. 

− 

Mogę się dosiąść?  - wyrwał ją ze skupienia znajomy głos. Kiedy go usłyszała o mało nie 

wypadł jej aparat z rąk. Nie wiedziała, że pierwszą osobą jaką spotka będzie brat klienta, Sariel. 
Stał rozluźniony z kieliszkiem wina w dłoni. Uśmiechał się do niej tajemniczo.

− 

Proszę – odparła zmieszana. - To chyba stolik dla rodziny, o ile pamięć mnie nie myli – dodała 

po   chwili   pewniejszym   głosem.   Nie   rozpoznała   go   w   pierwszej   chwili.   Przyjrzała   się   mu 
dokładniej. 

Ubrany był  w czarne spodnie podkreślające jego umięśnione nogi, założył biała koszulę i 

marynarkę. Koszula była rozpięta do połowy jego klatki piersiowej, odsłaniała tatuaż kończący się 
na szyi. Wiedziała, że gdzieś podobny widziała, czarny w kształcie rozkwitniętej kolczastej róży z 
krzyżem w środku.  Hm... gdzieś widziałam ten znak  – pomyślała. Nie mogła sobie przypomnieć, 
gdzie. Najbardziej w wyglądzie Sariela zaskoczyły ją jego włosy, nie miał długich, ściął je, sięgały 
ledwo   ramion.   Uroda   nie   była   już   taka   delikatna.   Nowa   fryzura   podkreślała   zarys   jego   silnej 
szczęki, mięśni szyi oraz tatuaż - wyglądał bardziej męsko. Caroline była w szoku. Zamrugała kilka 
razy, miała wrażenie, że jej się tylko przewidziała jego zmiana. Faktycznie bardzo się zmienił. 
Usiadł naprzeciwko niej, wciąż tajemniczo się uśmiechając.

− 

Hm... sam jesteś? - zapytała o pierwszą rzecz jaka wpadła jej do głowy. Czuła się niezręcznie 

siedząc z nim.

− 

Hm... - uśmiechnął się – Nie. Reszta za chwilę dołączy do nas. 

− 

Aha – przytaknęła. - Przepraszam, ale mam pracę. - Wstała kierując się w stronę zatłoczonej 

sali. Zagrodził jej drogę Damian. Wyrósł przed nią znienacka, aż straciła równowagę. Poczuła, jak 
ją złapał. Spojrzała z wdzięcznością, a zarazem ze złością. Wzrok miał czujny, przyglądał się jej, 
jakby chciał zobaczyć, co myśli. Chciała się cofnąć, ale Damian jej to nie umożliwił, nie zwolnił 
objęć.

− 

Witaj moja droga – mruknął czule. – Nie sądziłem, że przywitasz mnie wpadając od razu w 

moje   ramiona.   -   Musnął   gorącymi   ustami   jej   usta.   Zacisnęła   wargi   w   narastającej   złości. 
Wiedziała, że nie może zrobić sceny przed jego rodziną, musiała odwzajemnić przywitanie równie 
czule, jak on.

− 

Stęskniłam się – słodko skłamała patrząc mu w oczy. - Gdyby mój wzrok mógł zabijać, już byś  

leżał martwy przed moimi nagami – pomyślała. - Przepraszam kochanie, ale mam pracę.

− 

Hm... rozumiem – oparł cofając się o krok, by mogła przejść.

− 

Praca? - zapytał zaciekawiony Sariel – Sądziłem, że jesteś tu gościem.

− 

Co w tym takiego dziwnego Sariel? - powiedziała. - Gabriel zlecił mojej firmie zrobienie zdjęć 

z imprezy. - wyjaśniła mu spoglądając na Damiana, czy te usprawiedliwienie mu odpowiada. Na 
znak zgody uśmiechnął się do niej. Obróciła się, miała zamiar pójść w stronę gości. 

− 

Hm... - mruknął Sariel. - Czyli obserwujesz przez obiektyw. - dodał. Stanęła raptownie i się 

odwróciła   w   jego   stronę.   Spoglądał   na   nią   wciąż   dziwnie   się   uśmiechając,   jakby   wszystko 
wiedział. Po jej twarzy przemknął strach, nie uszło to uwadze mężczyznom.

− 

Caroline coś się stało? - zapytał Damian.

background image

− 

Nic. - oparła ostrożnie. Nie spuszczała wzroku z Sariela. - Nic kochanie. - po czym opuściła 

mężczyzn.

Po opuszczeniu stolika, postanowiła dać sobie chwilę wytchnienia. Potrzebowała odrobiny 

czasu   na   uporządkowanie   myśli.   Jednakże   nie   mogła   sobie   na   to   pozwolić,   gdyż   jej   uwagę 
przyciągnęła   dziwna   rzecz.   Fotografując   gości   dostrzegła,   że   pracownicy   lokalu   noszą   na 
nadgarstkach srebrne bransolety z onyksem, natomiast rodzina Blacków  oraz Streigh' ów mają 
pierścienie.   Goście   zostali   w   dziwny   sposób   podzieleni,   większa   część   z   nich   nosiła   zielone 
plastikowe opaski na nadgarstkach, a pozostała żółte. Zastanawiała się czemu służą te bransoletki. 
Spostrzegła   również,   iż   niewielką   grupę   osób     noszących   srebrne   pierścienie   z   czerwonym 
kamieniem oraz z zielonym. Mogła się domyślać, że to rubiny i szmaragdy. Nie wiedziała, co 
oznacza cały ten podział. Dlaczego goście noszący pierścienie z drogimi kamieniami siedzą przy 
stolikach i obserwują pozostałych na parkiecie. Młodzi ludzie w plastikowymi opaskami na rękach 
nie dostrzegali obserwujących ich osób. Jeszcze jedna rzecz jej rzuciła się w oczy. Na każdym 
stoliku z elitarnych gości, stały kieliszki napełnione czerwonym winem, tylko oni je pili. Pigułka 
krwi?
  - pomyślała.-  Nie... nie możliwie, przecież jest zakazana. Dlaczego mieliby to pić ludzie?  
zapytała się w myślach. - Boże... cała ta sytuacja z Emmą. Mam same głupie myśli. - skarciła siebie. 
Poczuła na karku czyjś ciepły oddech. Chciała się odwrócić, tylko cichy szept ją uprzedził:

− 

Nie   odwracaj   się...   –   usłyszała   głos   ponownie   tego   samego   mężczyzny,   który   już   ją   dziś 

zaskoczył. Zesztywniała. - Zachowuj się naturalnie. - upomniał.

− 

W porządku. - zgodziła się – Co chcesz?

− 

Coś   ciekawego   zaobserwowałaś?   -   zapytał.   Czuła   jego   oddech   teraz   na   prawym   policzku. 

Domyśliła się, iż musiał się pochylić, by szeptać jej do ucha. Poczuła lekką satysfakcję ze swojego 
wzrostu.

− 

Nie odpowiada się pytaniem na pytanie – mruknęła złośliwie.

− 

Nie opowiada. - po czym dodał – Jesteś intrygująca. Dobrze grasz rolę, którą wyznaczył ci 

Damian. - Carol zesztywniała. Wyznanie Sariela całkowicie ją zaskoczyło.

− 

Co? - zapytała pospiesznie. 

Wciąż   patrzyła   przed   siebie,   nie   chciała,   by  brat   klienta   zobaczył   na   jej   twarzy  lekkie 

zmieszanie. Dostrzegała natomiast, iż przypatruje się im James ze swoim bratem, szeptali między 
sobą. Po ich spojrzeniu mogła domyślić się, że nie jest to nic miłego oraz dotyczy niej i Sariela. 
Musiała zaradzić jakoś tej sytuacji, nie mogła pozwolić na kolejną porażkę klienta. Odwróciła się w 
stronę Sariela. Już go tam nie było. Nie usłyszała, by gdzieś odchodził, tak samo nie usłyszała, 
kiedy podchodził. Stała obok baru zbita z tropu, nie rozumiała tego wszystkiego. Musiała się stąd 
uwolnić. 

W toalecie dla kobiet nie było dużo gości. Młode kobiety poprawiały makijaże plotkując w 

międzyczasie. Carol zamknęła się w jednej z kabin. Usiadała i ciężko westchnęła. Przez przypadek 
usłyszała podekscytowane głosy kobiet. Jedna z nich zaczęła głośno mówić:

− 

Widziałaś te głowy rodziny głównych klanów, Jane? - zapytała kobieta. - Jacy oni są przystojni, 

seksowni. Mam ochotę na któregoś z nich.

− 

Widziałam,   ale   również   widziałaś   tego   mężczyznę   z   tatuażem?   Wiesz,   że   ona   jest 

przedstawicielem   zakonu   czarnej   róży?   -   dodała   Jane.   -   Zastanawiam   się,   co   on   robi   w   tym 
miejscu. 

background image

− 

Wiem o którego ci chodzi. Ten, co cały czas obserwuje tę lalunie z aparatem. - Carol zakryła 

dłonią usta, by nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Chciała dowiedzieć się więcej. - Nie zła z 
niego sztuka. Podobno ciężko jest się do niego zbliżyć, do pozostałych zresztą też.

− 

Wiem  Jane...  Szkoda,   że  traktują   nas,  jak  przystawkę  –  oparła  kobieta  już  mniej  wesołym 

głosem. - Trzeba wracać na niezłą imprezę moja droga.

Carol   została   w   toalecie   sama,   wciąż   trzymała   dłoń   na   ustach.   Jej   mózg   pracował   na 

najwyższych   obrotach.   Próbowała   przeanalizować   cała   usłyszaną   przed   chwilą   rozmowę.   Nie 
wiedziała, o co chodzi z tymi klanami oraz przedstawicielem jakiegoś zakonu. Nigdy nie spotkała 
się z taką nazwą organizacji. Najbardziej nie miała pewności, co oznaczało te słowo „przekąska”. 
Ta kobieta powiedziała je z takim zawodem, żalem w swoim głosie. Dlaczego? - pomyślała. - O co 
w tym wszystkim chodzi? W co ja się takiego wpakowałam? Muszę do kogoś się z tym zwrócić. 
Caroline postanowiła po imprezie od razu pojechać do osoby, która będzie w stanie jej pomóc. 
Jednakże teraz musi wracać, by nikt nie nabrał podejrzeń do jej zniknięcia. Przemyła twarz zimną 
wodą,   dziękując   sobie   za   zrobienie   wodoodpornego   makijażu,   poprawiła   usta   błyszczykiem. 
Chciała   poprawić   różę   we   włosach,   ale   dopiero   teraz   dostrzegła   jej   brak.   Nie   poczuła,   kiedy 
wypadła. Trudno, poradzę sobie bez niej – westchnęła.

Kierując się w stronę baru zauważyła niewielkie zmiany na sali. Wszyscy stali, światło 

skierowane było na mała scenę niedaleko baru. Na niej był Gabriel z mikrofonem w ręku, obok 
niego Damian. Obaj się uśmiechali do zgromadzonych gości. Nie spodziewała się, iż opuściła jakieś 
przemówienie. Usłyszała głos Damiana, wymawiał jej imię. Spojrzała w jego kierunku, widział ją. 
Uśmiechał się, jakby chciał się pochwalić jakąś zdobyczą.

− 

Chciałbym   państwu   przedstawić   moją   narzeczoną,   Caroline   Blank.   -   ogłosił.   -   Kochanie, 

podejdź do nas. - zachęcał. Carol miała wrażenie, że jej nogi wrosły w ziemię. Nie chciała się 
ruszyć.   Zmrużyła   oczy   niczym   żmija,   patrzyła   na   klienta.   Wściekła   się   na   jego   publiczne 
ogłoszenie   fałszywych   zaręczyn.   Nie   miała   pojęcia,   co   chciał   tym   dowieść.  Ale   na   pewno 
wiedziała, nie pozwoli na dalsze gierki. 

Wszyscy podążyli wzrokiem, tam gdzie Damian patrzył. Nie dał jej wyboru, musiała grać 

według jego reguł. Idąc w kierunku sceny, dostrzegła iż Streigh'owie dziwnie jej się przypatrywali, 
jakby z nienawiścią. Klient ujął jej dłoń, złożył pocałunek przy uchu. Szepnął:

− 

O nic się nie martw, rozluźnij się. - powiedział. A następnie ucałował ją w nadgarstek. Nie 

spodobało się jej jego zachowanie. 

Wszyscy zgromadzeni na sali bili im brawo. Po przemowie podchodzili do Damiana składać 

gratulacje z okazji zaręczyn. Carol stała obok niego, na ustach widniał sztuczny uśmiech. Każda 
podchodząca osoba całowała jej klienta w wierzch dłoni. Nie wiedziała, dlaczego to robią. Jednego 
była pewna, Damian ją okłamywał. A osoby kłaniające się przed jej klientem zachowywali się, 
jakby on był najważniejszym człowiekiem jakiego spotkali. Cała sytuacja zaczęła ją przerastać. 
Czuła strach, ale starała się tego po sobie nie pokazać. 
 

Podszedł do nich Sariel, bratu podał tylko dłoń. Natomiast do Caroline podszedł bliżej. 

Sięgała mu zaledwie do ramion. Spojrzała mu w oczy, widziała w nich cyniczny uśmiech. Pochyli 
się   ku   niej   i   pocałował   ją   delikatnie   w   usta.   Pocałunek   trwał   zaledwie   kilka   sekund,   ale   był 
elektryzujący. Dziewczyna była pod jego wrażeniem. Po czym mężczyzna ukłonił się jej, ujął dłoń 
musnął wargami to samo miejsce, co poprzednio brat. Odszedł. Caroline, kątem oka zobaczyła, jak 

background image

całej   sytuacji   przygląda   się   Damian.   Jego   twarz   niczego   nie   wyrażała.   Ostatnią   osobą,   która 
podeszła, by złożyć życzenia był Gabriel. Tak samo jak Sariel, uścisnął rękę Damianowi. Podszedł 
do Caroline. Był równie wysoki, jak jego bracia. Pochylił się i także ją pocałował. Miał miękkie, 
wilgotne wargi. Pachniał miętą i lasem. Pocałunek trwał kilka sekund, natomiast pocałunek na jej 
nadgarstku   trwał   o   kilka   chwil   za   długo.   Carol   czuła   się   zażenowana,   wszyscy   tą   sytuację   z 
zaciekawieniem obserwowali, jakby to była naturalna rzecz. Damian spojrzał na nią, widziała w 
jego   oczach   wściekłość.   Nie   wiedziała,   czy   jest   wściekły   na   nią   czy   na   swoje   rodzeństwo. 
Podejrzewała, iż po części każdy ponosi winę. Dziewczyna myślała, iż cała ta niezręczna sytuacja 
się   skończyła,   była   w   błędzie.   Na   zakończenie   Damian   pocałował   ją   z   ogromną   czułością. 
Pocałunek   był   podobny   do   poprzedniego,   z   przed   kilku   dni.   Nie   chciała   go   odwzajemnić. 
Wiedziała, że musi to zrobić, wszyscy zgromadzeni goście patrzyli na nich. Odwzajemniła. Owiał 
ją zapach mięty pomieszany z jego własną świeżą wonią. Czuła się jakby odurzyła się jakimś 
narkotykiem.   Pocałunek   Damiana   zaczął   wprowadzać   ją   w   błogi   stan.  Czuję   się   tak   dobrze  – 
myślała – jakbym miała zaraz odpłynąć. - Zamrugała powiekami, zakręciło się jej w głowie.- Co się 
ze mną dzieje? Ten zapach... Nie! 
- krzyczała w myślach. Zesztywniała w jego ramionach. Przerwał 
ją całować, tylko się uśmiechnął.

♠♠♠

Caroline z otwarcia Red Hall wróciła późno w nocy, zbliżała się druga trzydzieści. Nie 

spodziewała się, iż impreza się przeciągnie, a ona musiała być tam tak długo. Zmęczenie i złość 
uderzyły w nią ze dwojoną siłą. Miała zamiar przed północą zajechać w pewne miejsce, poprosić o 
pomoc w wyjaśnieniu kilku nurtujących pytań. Nie miała szansy, musiała przełożyć to na następny 
dzień. Zrezygnowana poszła do łazienki zrzucić z siebie ubrania, wziąć gorący prysznic. W trakcie 
kąpieli nagle sobie przypomniała, gdzie widziała podobny tatuaż jaki widziała na ciele Sariela. 
Owinęła się w biegu ręcznikiem, kierując w stronę salonu. Musiała upewnić się, że ma  rację. 
Wiedziała, kto miał taki sam znak tylko nie na szyi, ale na ramieniu. Kiedy komputer już się 
uruchomił,  nalała  sobie  w  międzyczasie  szklankę  wody.   Z wrażenia  miała  sucho w   gardle.  
końcu!   -  
powiedziała   z   zadowoleniem.   Oglądała   zdjęcie   sprzed   dwóch   lat.   David   miał   bardzo 
podobny   tatuaż   na   ramieniu.   -   Wiedziałam,   że   widziałam   gdzieś   ten   tatuaż.   Ale...-  popatrzyła 
uważniej na zdjęcie Davida, które zrobiła mu nad morzem. Spędzali tam razem wakacje. - Boże! - 
Nie  mogła  uwierzyć  w  to  co  zobaczyła.-  Jak  to  możliwe,  żeby  oba  tatuaże  były  identyczne.  - 
powiedziała do siebie. Postanowiła przyjrzeć się uważniej znakowi u Sariela.  - Dobrze zrobiłam 
fotografując go ze zbliżeniem.

Carol   porównała   oba   tatuaże,   były   identyczne.   Miała   chaos   w   myślach.   Instynkt 

podpowiadał jej, że to nie jest przypadek, aby dwie różne osoby miały taki sam tatuaż. Natomiast 
rozum mówił jej, iż w życiu zdarzają się takie sytuacje. Musiała sprawdzić swoje podejrzenia. 
Szczególnie, że usłyszana rozmowa w toalecie, może mieć coś z tym wspólnego. Przypomniała 
sobie,   jak   kobiety   mówiły   o   przedstawicielu   znaku   czarnej   róży.   Chciała   sprawdzić   ten   ślad. 
Włączyła wyszukiwarkę, wpisała znak czarnej róży. Wyświetliły się strony, które niewiele wnosiły 
do   jej   poszukiwań.   Nie   znalazła   tego,   co   ją   interesuje.   Postanowiła   wpisać  czarna   róża
Odnośników do stron było dużo. Jej uwagę przykuła strona po hasłem Zakon Czarnej Róży. Weszła 

background image

na nią. Po przeczytaniu kilku informacji, dowiedziała się, iż jest to jakiś pradawny zakon, który 
chwytał i zabijał demony. Zdziwiła się. Myślała, że dowie się więcej, a tu znalazła same bzdury o 
jakiś dziwnych demonach. Chciała już zamknąć stronę, gdy raptownie przykuło jej uwagę hasło 
znak czarnej róży. Według dawnych zabobonów, wierzono że osoba, która zabijała złych miała 
wytatuowany znak czarnej, kolczastej róży ze znakiem krzyża w środku. Carol wpatrywała się w 
ten symbol. Był identyczny, jak u jej zmarłego ukochanego i Sariela. Nie chciała wierzyć w to, co 
przeczytała. Zamknęła komputer, nie chciała o tym myśleć. Potrzebowała odpocząć. Sen mi dobrze 
zrobi, jutro o tym pomyślę 
- z tymi słowami poszła spać.

Carol biegła wąskimi słabo oświetlonymi uliczkami. Ktoś ją gonił. Czuła, jak ta osoba do 

niej się zbliża i wykrzykuje jej imię.  Carol stój! Zaczekaj!  Nagle się zatrzymała, bardzo dobrze 
znała   ten   głos.   Głos   należał   do   Davida,   to   on   ją   gonił.   Poczuła   jego   chłodną   dłoń   na   swoim 
rozgrzanym od biegu policzku. Nie czuła od niego ciepła, kiedy się do niej zbliżył. Jednak wciąż 
wyglądał tak, jak go zapamiętała. Dostrzegła, iż David miał na sobie tylko spodnie i buty, nie miał 
założonej koszuli. Był w połowie nagi. Na jego ramieniu błyszczał w ciemnej uliczce tatuaż. Nie 
bój się 
– szepnął. - Nic ci nie zrobię kochanie. Tak bardzo tęskniłem. Stała tak przed nim dysząc. 
Zdziwiło ją, że narzeczony w ogóle się nie zmęczył biegiem. Stał przed nią spokojnie oddychając. 
Poczuła, jak pochyla się nad nią. Spojrzała mu w oczy, świeciły czerwienią. Odskoczyła od niego. 
Chciała   krzyczeć,   ale   nie   była   w   stanie   wydobyć   głosu,   coś   ją   blokowało.   Z   przerażeniem 
zrozumiała,  że to  David coś  jej  robi. Nie mogła się ruszyć,  czuła  się sparaliżowana. Pragnęła 
zamknąć oczy, więcej w nie nie patrzeć, lecz nie mogła. On mnie kontroluje – z paniką pomyślała. 
Czuła,   że  jest   coraz  bliżej.  Czuła   jego  chłodny  dotyk  na   swoim  ramieniu,  na  szyi   i  policzku. 
Umierała ze strachu. Pochylił się...

Carol obudziła się z krzykiem. Siedziała na łóżku obejmując się ramionami. Wciąż czuła 

chłodne   dłonie,   które   ją   dotykały.  Boże,   boże...-   mówiła   z   paniką   w   głosie.   Ze   strachu   się 
rozpłakała. Trochę potrwało, za nim się uspokoiła. Spojrzała na zegarek w telefonie, wskazywał 
dwunastą  w   południe.  Odetchnęła  z  ulgą  -  Dziś  mam   wolne.  Jest  sobota.  Postanowiła  spędzić 
dzisiejszy dzień u Marii. Potrzebowała kogoś bliskiego, wiedziała, że może do niej się zwrócić z 
każdym problemem. Teraz miała ich, aż za na to. Umówiła się z nią na obiad, miała zajechać do 
niej  po  trzeciej. Za  nim miała  spotkać  się  z  Marią,  postanowiła  zrobić  kopię  zapasową  zdjęć. 
Musiała także część z nich wyrzucić oraz obrobić. Lubiła dobrze wykonywać swoją pracę.


Document Outline