background image

Rozdział II

Panna Blank wysiadła z samochodu, obładowana torbami z niezbędnym sprzętem. Spojrzała 

na wejściowe drzwi hotelu. Była zaskoczona widokiem. Nie ma co, hotel pierwsza klasa, jak nie 
lepiej
  – mruknęła do siebie. Weszła do środka, kierowała się do recepcji, gdy zastąpił jej drogę 
wysoki mężczyzna. Był wyższy od niej o jakieś dwie głowy. Ubrany w czarne spodnie, czarną 
koszulę, zarzuconą na ramiona skórzaną kurtkę. Dostrzegła, iż mężczyzna na serdecznym palcu 
lewej dłoni ma założony srebrny sygnet z czarnym kamieniem. Spojrzał on na stojącą przed nim 
kobietę.

− 

Pani Blank.. Czekałem na panią – z delikatnym uśmiechem rzekła do zaskoczonej dziewczyny.

Był on nie tyle wysoki, co dodatkowo zabójczo przystojny. Czarne włosy ułożone 

były w kontrolowany nieład, odnosiło się wrażenie, iż właśnie co wiatr je potargał. Dodawało mu to 
uroku.   Pomyślała   dziewczyna.   Mężczyzna   spoglądał   przenikliwymi   zielonymi   oczami   na 
rozmówczynię. Jego oczy uśmiechały się do niej. - Proszę dać torby, pomogę pani.

− 

Nie ma potrzeby, nie jest mi ciężko. Przepraszam za spóźnienie. Czy możemy spotkać się z 

panem Blackiem? - odparła grzecznie Carol.

− 

Proszę za mną- odparł mężczyzna.

Oboje   skierowali   się   w   stronę   wind.   Zaczekali,   aż   jedna   z   nich   przyjedzie.  Wsiedli,   a 

mężczyzna wcisną przycisk ostatniego piętra. Carol się zdziwiła, iż jadą do pokoju jej nowego 
klienta.   Nie   spodziewała   się   tak   intymnego   spotkania.   Wolała   na   rozmowy   biuro   lub   miejsca 
publiczne. Czuła się wówczas bezpieczniej oraz bardziej komfortowo. 

Winda zatrzymała się, oboje z niej wysiedli. Wysoki brunet skierował się w głąb korytarza. 

Panował tutaj lekki półmrok, nieco tajemniczo. Takie wrażenie odniosła dziewczyna. Stanęli przed 
ciemnymi drzwiami, pokój numer 802. Mężczyzna nie zapukał, od razu otworzył przed nią drzwi. Z 
zapraszającym   uśmiechem   pościł   ją   przed   siebie.   Stanęła   w   dużym   salonie,   był   on   w   kolorze 
głębokiej czerwieni i czerni. Ściany pomalowane były na kolor burgundy, zasłony były rozsunięte, 
tak by można podziwiać widok miasta z wielkiego okna. Po środku pokoju stał stolik kawowy, cały 
ze szkła na mosiężnych pomalowanych na czarno nóżkach. Na stoliku w kryształowym wazonie 
stały białe róże. Po przeciwnych stronach stolika stały czarne skórzane sofy. Mężczyzna, który 
ruchem ręki zaprosił ją, by spoczęła. Carol przyjęła jego propozycje. Postawiła torby na podłodze i 
usiadła. Usiadł  po przeciwnej stronie stolika, wygodnie się rozsiadł. Wyją z kieszeni spodni mały 
telefon. Wybrał numer:

− 

Już jesteśmy – rzekł.

Carol zaskoczona spojrzała na siedzącego naprzeciwko niej mężczyznę. Zaczynała mieć złe 

przeczucia.  Nie była  pewna  czy spotkania  w   takim miejscu,  jest  dobrym  pomysłem.  Nigdy  ją 
intuicja nie zawodziła. Spojrzała spod przymrużonych oczu na niego. Musiała przyznać, iż jest on 
czarujący, a zarazem wygląda na osobę bardzo tajemniczą. Nie koniecznie w dobrym znaczeniu 
tego słowa. Siedząc zamyśloną, nie zauważyła, iż do salonu weszła jakaś osoba. 
Mężczyzna nachylił się do niej, siedzącej do niego tyłem. Szepnął do jej ucha:

− 

Dobry  wieczór   pani   Caroline   Blank.   -   Drgnęła.   Usłyszała   ponownie   ten   głos,   był   głęboki, 

background image

zmysłowy, aż poczuła przechodzące po plecach dreszcze. Tak samo, jak pierwszy raz, kiedy z nim 
rozmawiała. Przestraszona swojej reakcji na głos i sposób przywitania, wstała. Obróciła się w jego 
stronę.

− 

Hm... panie Black, witam. - z uśmiechem na ustach odpowiedziała mężczyźnie. - Zaskoczył 

mnie   pan,   takim   zaczajeniem   się   za   mną.   Jak   drapieżnik   polujący   na   ofiarę.   -   mężczyzna 
uśmiechnął   się   do   dziewczyna,   ukazując   śnieżnobiały  zęby  w   czarującym,   a   zarazem   dzikim 
uśmiechu. 

Patrzył jej w oczy. Widział w nich zdziwienie, a za razem skrywaną niepewności i strach. 

Podszedł do niej, wyciągnął do niej rękę. Ujął ja w swoje dłonie i złożył na jej nadgarstku długi 
pocałunek. Carol zaczęła serce coraz szybciej bić, nie wiedziała co ma począć. Siłą zabrała rękę z 
dłoni mężczyzny. Spuściła wzrok na swoje ręce. Po chwili spojrzała w ciemne oczy mężczyzny. 
Przez chwilkę musiała się zastanowić, jaki one mają kolor. Doszła do wniosku, że są niebieskie. 
Jedynie  ten  półmrok  w  salonie  powodował,  iż  odniosła  wrażenie  czarnych.  Klient  był   od niej 
znacznie wyższy, mierzył na oko jakieś ponad metr osiemdziesiąt pięć. Czarna koszula opinała jego 
mięśnie, nie był typem z tych, co tylko pakują. Miał tak jak siedzący naprzeciwko brunet, założone 
czarne spodnie, czarne   wysokie buty oraz na prawej dłoni na serdecznym palcu widniał srebrny 
sygnet   z   czarnym   kamieniem.   Damian   Blank   był   szatynem,   miał   nieco   ciemniejsze   włosy  od 
dziewczyny w pełnym nieładzie. Podobnie, jak siedzący mężczyzna na sofie, spoglądający na nich 
obojga, owiany był  aurą tajemniczości.

Carol spoglądała z  jednego  na drugiego mężczyznę. Była  zaskoczona  widokiem klienta. 

Nigdy nie widziała go, nikt nie wiedział jak wygląda, gdyż starannie strzegł swojej prywatności, nie 
publikowano nigdzie jego zdjęć. Mimo, iż był właścicielem kilku stacji telewizyjnych i czasopism, 
nie pozował do żadnej sesji zdjęciowej, nie pokazywał się w telewizji. Raz tylko przeczytała jego 
wywiad na łamie jakiejś gazety poświęconej biznesowi. Wypowiadał się, jak dorobił się ogromnego 
majątku. Dokładnie nie pamiętała, co jeszcze było napisane w magazynie o nim. Możliwe dlatego, 
iż nie interesuje się kolorową prasą. Jeszcze raz spojrzała na dwóch mężczyzn. Doszła o wniosku, iż 
są oni do siebie podobni. Różnili się tylko kolorem oczu i włosów. Wyglądali na niewiele od niej 
starsi. Mają może jakieś około trzydziestu lat. W końcu usiadła na brzegu sofy. Damian Black staną 
obok kanapy stojącej naprzeciwko niej. Uśmiechnął się do niej tajemniczo.

− 

Pani  Blank,  miło  mi   w  końcu  panią  poznać.  Nie  spodziewałem  się,  iż  zobaczę  tak  piękną 

kobietę.- mówił uwodzicielskim tonem. Trochę za bardzo poufałym, jak dla niej.

− 

Panie Black...- mężczyzna przerwał jej.

− 

Proszę   mówić   mi   Damian   –   przemówił   czarującym   głosem.   Carol   nie   wiedziała,   co   ma 

powiedzieć, zrobić. Intensywnie myślała nad jakimś rozwiązaniem.

− 

Panie...przepraszam.   Damianie   proszę   powiedzieć,   dlaczego   spotykamy   się   w   takich 

okolicznościach? - niepewnie odparła.

− 

Tak lepiej, Caroline. - uśmiechał się do niej.- Do tego jeszcze dojdziemy.- taksował ją wzrokiem 

od stóp po głowę. Przechylił głowę i zrobił niezadowoloną minę.- Caroline, chyba wspomniałem, 
iż powinnaś ubrać coś wieczorowego.

− 

Słucham? - coraz bardziej czuła się nie pewniej.- Nie lubię, jak nieznajomy facet dyktuje mi, co 

mam ubrać na spotkanie w interesach- odparła poważnym tonem. Zaczyna irytować ją ta sytuacja. 
Spojrzała na siedzącego mężczyznę naprzeciwko niej. Uśmiechał się do niej. Ciągle patrzył jej w 

background image

oczy, jakby próbował czytać jej w myślach. Wstała, wzięła torby i już miała kierować się do 
wyjścia.   Klient   staną   przed   nią,   zablokował   jej   przejście.   Spojrzał   na   nią   nieprzeniknionym 
wzrokiem, mina świadczyła o niezadowoleniu.

− 

Usiądź. - zażądał beznamiętnym głosem.

Carol wciąż stała naprzeciwko mężczyzny. Przestraszyła się tonu jego głosu. Spojrzała mu 

w oczy, spostrzegła błysk gniewu. Stał on przed nią opanowany i zimny, mięśnie ramion miał 
napięte. Nachylił się do niej i ponownie szeptem powiedział jej, aby usiadła. Stała niewzruszona z 
podniesiona głową, zmrużyła oczy. Nie wiedziała, co się dzieje, ale pomyślała, że nie pozwoli by 
ktoś tak do niej mówił. Zerknęła nad jego ramienia na bruneta. Miał poważną minę. Zawało się jej, 
iż on również jest spięty tak jak ona, nie wie, co się dzieje. Jednakże się pomyliła. W przelotnym 
spojrzeniu, skinął jej, by jednak usłuchała klienta. Mruknęła przekleństwo pod nosem, usiadła. Torb 
nie postawiła obok nogi, trzymała w ręku w razie potrzeby szybkiej ewakuacji. 

− 

Tak lepiej Caroline. - usiadł na brzegu stolika, skierowany twarzą do niej.- Porozmawiajmy 

teraz. Poznałaś już mojego brata, prawda? - zdziwiła się. - Gabriel jest moim młodszym bratem, a 
zarazem cichym wspólnikiem w interesach. O czym będziemy dziś rozmawiać, nie wyjdzie spoza 
tych   czterech   ścian.   Nie   powiesz   wspólniczkom   czym   dokładnie   będziesz   się   zajmować. 
Zrozumiałaś? - rzekł oschle.

− 

Nie do końca... po co tajemnica. - po chwili milczenia dodała- Nie jestem pewna czy chcę dla 

ciebie pracować.- odparła poważnym tonem. Z minuty na minutę miała coraz gorsze przeczucia, 
co do tego całego zlecenia. Zastanawiała się, jak może się z tego wywinąć.

− 

Nie myśl o tym- Damian ostrzegł ją z groźną nutą w głosie.- Przyszłaś, więc zlecenie będzie 

zrealizowane. Nie możesz się wycofać. - rzekł coraz bardziej nachylając się w jej kierunku. Oparł 
się dłońmi obok jej kolan. Nachylił się, spojrzał jej w oczy, przenikliwym wzrokiem. Widział 
coraz większy strach w jej oczach. 

Carol   poczuła   świeży   zapach   jego   wody   toaletowej,   mieszanka   piżma   i   lasu,   oraz   coś 

jeszcze, ale nie potrafiła tego określić. W powietrzu dało się wyczuć chwilę napięcia, żądzy, po 
części   pożądania.   Powietrze   wokół   niej   było   wręcz   naelektryzowane.   Wzięła   głęboki   wdech, 
wypuściła powoli powietrze. Odwzajemniła spojrzenie, ale po chwili tego pożałowała. Spuściła 
wzrok na swoje dłonie. Damian szybko wstał, podszedł do okna. Stał do nich obrócony plecami. 
Nie   widział,   jak   Gabriel   spojrzał   na   nią.   Jego   spojrzenie   było   przepełnione   zatroskania   oraz 
czułości. Nikt tego nie zauważył.

Po kilku minutach klient Carol ciężko westchnął. Ponownie podjął wątek rozmowy.

− 

Carol, nie możesz mi odmówić wykonania zlecenia. Nie ma takiej możliwości. Zostały podjęte 

kroki realizacji twojej przyszłej pracy. – zamilkł. Nie spojrzał na nią.- Wiesz co to oznacza?

− 

Nie... - odpowiedziała. - Nie chce wiedzieć. Myślę, iż nasza współpraca nie wyjdzie. Nawet nie 

wiem czego dotyczy zlecenie- spojrzała na mężczyznę odwróconego do niej plecami.- Wyjaśnisz 
mi?

− 

Jeszcze nie, ale powiem ci od czego zaczniemy.- odwrócił się w jej kierunku. Stał z założonymi 

rękoma, patrzył na nią. Był ciekawy, jak ona zareaguje na to, co za chwilę jej powie.- Jutro rano 
zacznij się pakować. Przeprowadzasz się przed południem do naszej rezydencji. Będziesz tam 
jakiś czas mieszkać. To początek twojego zlecenia.- Carol oniemiała.

− 

Co?!- powiedziała podniesionym o kilka tonów głosem- Mam rzucić wszystko, bo takie mam 

background image

zlecenie? Nie zgadzam się! - ledwo panowała nad sobą. 

Stała twarzą skierowaną w jego kierunku. Zaciskała pięści. Zaczęła gorączkowo myśleć: Do 

cholery, co tu się dzieje? Jakiś bogaty dupek będzie mi tu stawiać warunki i grozić? Po moim 
trupie!   Emma   ma   przechlapane!!!!  
Starała   się   opanować.  Powinnam   się   uspokoić.   Jestem 
profesjonalistką w swoim fachu, powinnam się tak zachować. Dam do zrozumienia tym facetom, iż  
nie stać ich na moje usługi.- 
Myślę, iż musicie poszukać kogoś innego do tego. Nie wiem czego 
dotyczy zadanie, sądzę że jemu nie podołam. - jak najspokojniej odparła.

− 

Nikt inny się nie nadaje do tego, jesteś idealną kandydatką do tej pracy. - rzekł oschle. Damian 

zaczął coraz bardziej się irytować jej zachowaniem. Sądził, że pójdzie mu łatwo z nią.

Gabriel z pustym wyrazem twarzy spojrzał w kierunku swojego brata. Jego zachowanie 

przykuło uwagę młodej kobiety. Na chwilę zaczęła błądzić myślami. Hm... ciekawe co się dzieje, 
skoro   Gabriel   prawdopodobnie   nie   jest   zadowolony   z   zachowania   brata.   Oni   ukrywają   coś,   z 
pewnością nie chcą mi tego wyjawić. 

− 

Carol,   proszę   usiądź.   Damian   wyjaśni   ci   dokładnie   czego,   dotyczy  zlecenie.   -   odezwał   się 

Gabriel. 

 

Spojrzał na zdenerwowaną kobietę. Powoli zaczął mieć wątpliwości, co do powodzenia ich 

planu. Szczególnie, kiedy już na samym początku ta kobieta zaczęła sprawiać wątpliwości, to co 
będzie dalej. Po chwili odsunął czarne myśli na dalszy plan. Wstał. Zmierzał w kierunku barku z 
alkoholami.   Nalał   białego   wina   do   kryształowego   kieliszka   i   podał   go   roztrzęsionej   kobiecie. 
Uśmiechając się do niej, zachęci do upicia kilka łyków. Do następnych dwóch kieliszków wlał 
ciemno czerwone wino, przynajmniej wyglądało, jak wino. Przeznaczone było ono, dla niego i 
Damiana. Mężczyźni stali obok siebie przed dużym oknem. Spoglądali na oświetloną panoramę 
miasta, zasnute mrokiem. Na niebie nie było gwiazd, księżyc był przysłonięty chmurami.
 

Dziewczyna wypiła trochę słodkiego wina. Poczuła się znacznie lepiej, nieco rozluźniona. 

Jednak jej szok nie minął. Myśl, iż ma zamieszkać z dwojgiem nieznajomy mężczyzn powodował 
coraz większą niepewność, strach.  Dziewczynom i Marii z całą pewnością to się nie spodoba.  
-
pomyślałaSpojrzała w stronę okna. Gabriel szeptem coś zawzięcie tłumaczył swojemu rozmówcy. 
Dyskusja wyglądała na poważną, obojem mieli pusty wyraz twarzy. Czuło się napiętą atmosferę w 
apartamencie. Carol próbowała wsłuchać się w ich rozmowę, nic nie usłyszała. W końcu wygodnie 
oparła   się   na   sofie,   zamknęła   oczy.   Spróbowała   się   skupić,   wzięła   kilka   głębokich   wdechów. 
Poczuła, że jej serce zaczyna bić swoim naturalnym rytmem. Uspokoiła się. Po chwili poczuła, 
przyjemną woń wody toaletowej. Była inna niż, tą którą poczuła u Damiana. Ta była świeższa, 
zapach lasu. Otworzyła oczy. Zaskoczona zobaczyła, iż Gabriel się nad nią nachyla. Wpatrywał się 
w nią z zaciekawieniem.

− 

Dobrze się czujesz? - zapytał – Może czegoś potrzebujesz?

− 

Nie. Nic mi nie jest, próbuję zrozumieć, co tu tak naprawdę się dzieje. Sądzę, że zlecenie mnie 

przerasta. Nie mogę zrozumieć do czego wam jestem potrzebna. Poza tym, po co cała ta otoczka 
tajemnicy? -  z poważnym wzrokiem spojrzała na dwóch mężczyzn. - Rozumiem, iż cenicie swoją 
prywatność, ale chciałabym wiedzieć więcej, skoro mnie do tego zmuszacie.

− 

To nie najlepsze rozwiązanie, by wtajemniczać cię w coś, co ciebie nie dotyczy. Nie wszystko 

zrozumiesz. - powiedział surowym tonem Damian.

− 

Nie zgodzę się z tobą. - odparła poirytowana Carol- Nie możecie mnie zmuszać, nie wyjaśniając 

background image

mi nic.

− 

Jeszcze   przymusu   nie   rozpocząłem.   -   uśmiechnął   się   ze   złowieszczym   błyskiem   w   oku.   - 

Pozwól,   że   dokończę   wyjaśniać   ci,   na   czym   ma   polegać   twoja   praca.   -   dziewczyna   z 
zaciekawieniem   spojrzała   na   potencjalnego   klienta   -   Z   końcem   tego   tygodnia   mamy   mieć 
pewnych gości w naszym domu. Jednakże również Gabriel otwiera nowy nocny klub. Nie bardzo 
ufamy naszym gościom. Chcemy, abyś przez okres pobytu naszych znajomych, zamieszkała u nas 
jako moja narzeczona. - Caroline otworzyła usta, by zaprotestować, ale po chwili je zamknęła.- 
Przedstawimy cię jako moją przyszłą żonę. Wspomnimy, iż zajmujesz się fotografią zawodowo 
oraz dla przyjemności. Twoim zdaniem będzie robienie zdjęć naszym gościom, wówczas gdy nas 
nie będzie. Podczas otwarcia „Red Hall” każdej osobie zrobisz zdjęcie, oprócz nas. Uznajmy, iż 
będzie to robione w ramach promocji lokalu, coś w tym stylu. - klient na chwilę się zamyślił.- Nie 
jestem w stanie powiedzieć ile czasu będzie trwało zlecenie. Podejrzewał około od dwóch tygodni, 
do miesiąca. - na zakończenie dodał.- Zaliczkowo zapłacimy dwadzieścia pięć tysięcy euro, po 
zakończeniu umowy drugie tyle. W umowie będą zawarte trzy główne warunki. Po pierwsze, nie 
wyjawisz czym się będziesz zajmować wspólniczkom oraz rodzinie. Po drugie wszystkie zdjęcia 
wraz z nośnikami  zapisu przekażesz mnie. Trzeci i najważniejszy warunek to, nikt nie może 
dowiedzieć się, że nic nas nie łączy.

− 

Hm... Czy jest w tym jakieś „ale”? Prawda ? - dopytywała się. - Przynajmniej odnoszę takie 

wrażenie. - Klient uśmiechnął się tajemniczo.- Dlaczego wam zależy, żebym to była ja? - Damian 
usiadł po przeciwnej stronie stolika. W dłoni trzymał kieliszek z winem. Upił płyn.

− 

Chcemy ciebie, od tak. - po chwili dodał - Musisz wiedzieć jedno, nie jestem typem człowieka, 

który lubi, by mu odmawiano. Płacę za to, co chcę oraz wymagam wywiązywania się z zawartych 
umów. - z uśmiechem powiedział. - Myślę,  że twojej  firmie  przysłuży się takie  zlecenie. Po 
wszystkim reklama twojej agencji na łamach moich magazynów przyniesie ci same korzyści.

Milcząca   kobieta   siedziała   naprzeciwko   mężczyzn,   nie   była   pewna,   co   ma   powiedzieć. 

Wiedziała, że taka reklama jej firmie może przynieść sławę, więcej poważnych zleceń. Tylko jakim 
kosztem? Musi na jakiś czas zrezygnować ze swojej pracy, życia prywatnego, aby wykonać to 
zlecenie. Nie była pewna, czy jest w stanie się tak poświęcać.

− 

Carol...   nie   ufamy   nikomu.   -   odparł   w   poważną   minął   Gabriel.-   Potrzebujemy   osoby 

niepozornej, nie wrzucającej się w oczy, a zarazem dobrej w swoim fachu. Ufamy, iż potrafisz 
dostosować   się   do   różnych   sytuacji,   zrobić   świetne   zdjęcia,   odpowiednie   ujęcia.   Tego   nam 
potrzeba. Nie wyjaśnimy ci do czego są one nam potrzebne. Nie musisz o tym wiedzieć.

− 

Chcę   byście   dali   mi   czas   na   zastanowienie   się.   Nie   mogę   podejmować   się   zadań   bez 

uprzedniego   przeanalizowania   sytuacji   oraz   odpowiedniego   przygotowania   się.   -   powiedziała 
rzeczowym tonem, pełnym profesjonalizmu jakiego używała w trudnych rozmowach. - Nie jestem 
pewna   czy   mówią   mi   prawdę.
  Moja   intuicja   mnie   nigdy   nie   zwodzi,   za   dużo   tajemnic.   Nie 
powinnam dla nich pracować, zbyt niebezpieczne. -  
Nie mam wyboru? - dopytywała się. Oboje 
mężczyzn przytaknęło.

− 

Jutro   wyślemy   po   ciebie   samochód.   Jeden   z   naszych   ludzi   pomoże   ci   się   spakować. 

Przewieziemy twoje najpotrzebniejsze rzeczy, resztę się zamówi. - odparł Damian. - Teraz jeśli 
pozwolisz, zapraszam na kolację. W tutejszej hotelowej restauracjo mają wyśmienitą kuchnię. 
Będzie   to   dobra   okazja   do   ustalenia   szczegółów.   Wczujesz   się   w   rolę   mojej   narzeczonej   – 

background image

powiedział, uwodzicielsko się uśmiechając.

− 

Nie powiedziałam, że przyjmuję zlecenie- odparła.

− 

Carol, nie masz wyboru. - Wstał, podszedł na sofy, na której siedziała dziewczyna. Wyjął z jej 

dłoni   prawie   pusty   kieliszek.   Odstawił   go   na   pobliski   stolik.   Ujął   jej   rękę,   podniósł   do   ust, 
pocałował.

♠♠♠

Carol   wróciła   do   domu   tuż   przed   północą.   Była   wykończona,   zdenerwowana   i 

niezadowolona z obrotu spraw. Kolacja była smakowita, ale towarzystwo niekoniecznie. Gabriel 
przypatrywał   się   jej   z   dużą   uwagą,   cały   wieczór   niemalże   przemilczał.   Natomiast   Damian 
wypytywał się dokładniej o jej pracę. Tak naprawdę niewiele więcej się dowiedziała, niż będąc w 
apartamencie.

Postawiła torby na podłodze obok dużego fotela. Zdjęła w końcu buty, płaszcz przewiesiła 

przez   poręcz   krzesła.   Carol   miała   nie   duże   mieszkanie,   mieściło   się   ono   na   drugim   piętrze 
nowoczesnego ośmiopiętrowego apartamentowca. Mieszkanie kupiła wraz z Davidem, miał to być 
ich   wzajemny   prezent   ślubny.   Został   prezentem,   tylko   że   nie   z   okazji   ślubu.   Apartament 
przywoływał jej piękne wspomnienia. Mimo ich bolesnego wpływu, cieszyła się, że mieszka z 
namiastką osoby, którą kochała. 

Mieszkanie   miało   dwa   pokoje.   Sypialnia   z   wielkim   łożem,   funkcjonalną   garderobą, 

nowoczesną łazienką oraz salon połączony z kuchnią. Między kuchnią a pokojem stał duży stół 
jadalniany, był jej ulubionym miejscem. Zebrała ze stołu naczynia po wczorajszej kolacji, włożyła 
do   zmywarki.  W   międzyczasie   nastawiła   sobie   wodę   na   kawę,   włączyła   cicho   w   tle   muzykę 
relaksacyjną. Mimo iż była zmęczona postanowiła jeszcze popracować i przemyśleć parę spraw. 
Jednak, najpierw musiała się przebrać w coś wygodniejszego. Po zrobieniu swojej ulubionej kawy, 
poszła do łazienki wziąć szybki prysznic, przebrać się w czarne spodnie od dresu oraz obcisły biały 
t-shirt, do tego narzuciła bluzę ala kangurek z kapturem. Wilgotne włosy związała w luźny kucyk. 
Spojrzała w lustro – Teraz mogę wziąć się za robotę, źle nie jest – powiedziała do siebie.

Upiła łyk kawy, postawiła na stole obok rozstawionego notebooka. Postanowiła najpierw 

otworzyć   pocztę   mailową,   może   któryś   z   klientów   wysłał   jej   wiadomość.   Znalazła   kilka 
nieistotnych postów. Jeden był od państwa Rosenthant, dotyczył terminów, które im pasują. Carol 
upiła jeszcze jeden gorącej kawy, westchnęła. Nie wiedziała, co ma począć z nowym klientem. 
Zmusił   ją   do   wzięcia   zlecenie,   podstępem   i   przymusem.   Nie   była   z   tego   zadowolona,   jednak 
musiała przyznać, że pieniądze jakie oferował były ładną sumką. Postanowiła mimo tak późnej 
pory   zadzwonić   do   którejś   z   dziewczyn.   Znalazła   w   końcu   swoją   komórkę,   spojrzała   ze 
zdziwieniem na wyświetlacz. Było, aż 6 nieodebranych połączeń. Zapomniała, że przed spotkaniem 
wyciszyła telefon. Cholera- pomyślała, to Ann i Em dzwoniły do niej. Postanowiła zadzwonić do 
Ann. Mam nadzieję, że jej nie obudzę. Nie będzie zła, ciekawość pewnie ją zżera. W końcu muszę 
powiedzieć, jak sprawy od jutra mają wyglądać. Oby w moje pół prawdy uwierzyła.
  -Mówiła do 
siebie w trakcie czekania na połączenie.

− 

Halo? - odezwał się zaspany głos Ann.

background image

− 

Hej  Ann,   to   ja.   Mam   nadziej,   iż   nie   dzwonię   zbyt   późno   –   powiedziała   przepraszającym 

głosem.- Nie dawno wróciłam ze spotkania.

− 

Nie... właśnie szykowałam się do snu. Jestem wykończona, po tym otwarciu klubu. Przecież 

wiesz, jak to u mnie ze zleceniami. - odetchnęła.- Próbowałam się do ciebie kilka razy dodzwonić, 
nie odbierałaś. 

− 

Wiem, nie słyszałam telefonu. Poza tym miałam ciężką przeprawę z klientem, potem kolacja.

− 

Kolacja? - usłyszała Carol zaciekawiony głos przyjaciółki.- Musisz mi wszystko powiedzieć.

− 

Cóż... kolacja, jak każda kolacja. Dobrą kuchnię mają w Grandzie. - Po chwili milczenia dodała 

zmieniając   temat.   -   Przyjmujemy   zlecenie,   klient   na   początek   zapłaci   nam   dwadzieścia   pięć 
tysięcy euro. - Carol usłyszała, jak Ann nabrała powietrza.

− 

Żartujesz!!! - niemal wykrzyczała z niedowierzaniem.

− 

Nie...   -  spokojnie  odparła.-   Jednak  żeby  wykonać   zlecenie,   będę  musiała  przez  jakieś   dwa 

tygodnie odłożyć swoje sprawy, chcę mnie na wyłączność. 

− 

Słucham?? Jaką wyłączność? - dopytywała się jeszcze bardziej zaskoczona przyjaciółka – O 

czym ja nie wiem?

− 

Cóż, klient ma dużo dla mnie roboty, więc chce bym się do tego bardziej przyłożyła. Pan Black 

jest  cichym   wspólnikiem,  chce  bym   przygotowała   dużo  materiału   do  jego  nowo  otwieranego 
klubu.  W  związku   z   tym   będę   bardzo   zajęta.  Tak   to   wygląda.   -   powiedziała   z   myślą,   iż   jej 
kłamstwo   wyszło   przekonywując.  Cóż   klient   nie   chce,   bym   powiedziała   wspólniczkom   czym  
dokładniej się będę zajmować. Przynajmniej to jest bliższe prawdy. Prawda?

− 

No ładnie, co zrobimy teraz? - dopytała się Ann. - Jak niby sobie poradzimy?

− 

Moje zlecenia przełożę na późniejsze terminy, dogadam się z klientami. Wyślę przepraszające 

maile, właśnie siedzę nad tym. Poza tym wiesz, że to duża kasa jaką nam proponują. Jeszcze 
takiego zlecenia nie miałyśmy. - próbowała przekonać koleżankę.

− 

Hm... w sumie masz rację Carol. Dobra coś się wymyśli jutro rano w firmie.

− 

Nie będzie mnie rano, już jutro podejmuję się zlecenia. - odpowiedziała Carol. - Właśnie do 

ciebie w tej sprawie dzwonię, aby ci to przekazać. Będziecie musiały sobie poradzić beze mnie 
jakieś dwa tygodnie. Zlecenie wiąże się z pewnymi trudnościami. Nie będzie mnie jakiś czas w 
mieście – skłamała dziewczyna.

− 

Znowu żartujesz? - spytała się Ann - Coś mi się zdaje, że nie, skoro milczysz. Co jeszcze mam 

zaskakującego się dowiedzieć? - z lekką złością w głosie się spytała przyjaciółki.

− 

Chyba to wszystko. - odetchnęła z ulgą, że tak źle jej nie poszło z Ann.

− 

Więc wszystko ustalone, to opowiedz coś o tym kliencie.

− 

Wiesz, że nigdzie nie pokazywano jego wizerunku?

− 

Coś mi się obiło o uszy – opowiedziała Ann.

− 

Na spotkanie się trochę spóźniłam, ale nie wiele. Czekał na mnie facet wyglądający jak młody 

bóg, jego brat. Więc skoro brat klienta jest taki pociągający, domyśl się jaki jest sam rzeczony 
klient. - powiedziała Carol drocząc się z przyjaciółką.

− 

No no, dziewczyno... komu fajnie – westchnęła. - Są wolni?

− 

Ann!!!   To   jest   nasz   klient!!   Poza   tym   on   jest   jakiś   dziwny,   taki   tajemniczy.   Myślę   że 

niebezpieczny po części... - zamyśliła się.

− 

Co chcesz przez to powiedzieć?

background image

− 

Bardzo mu zależało, żebym od jutra zgodziła się na rozpoczęcie zlecenia. - odparła spokojnie.- 

Zgodziłam się, kiedy powiedział ile będzie wynosić cała praca.

− 

Nie dziwie ci się, też bym się zgodziła. 

− 

Spotkanie ogólnie było spokojne – przeklęła siebie w duchy za swoje kłamstwa. - Po rozmowie 

i ustaleniu warunków poszłam z panami na kolację. Dokończyliśmy tam rozmowę o interesach.

− 

Moja   droga   mam   wrażenie,   iż   czegoś   tu   brakuje...   Czy   ty   mi   czegoś   nie   powiedziałaś?   - 

dopytywała się zaintrygowana przyjaciółka.

− 

Ann,   powiedziałam   wszystko.   Dlaczego   sądzisz,   że   coś   przed   tobą   ukrywam   –   trochę   za 

poważnym tonem odpowiedziała Carol. - Zbyt dużej uwagi nie zwróciłam na wygląd klienta, fakt 
jest przystojnym facetem, tyle że to nasz klient. Tak do tego podchodzę! - odparła poirytowana.

− 

Carol nie denerwuj się – próbowała załagodzić Ann. - Tylko się z tobą droczę. - po chwili 

dodała - Widzę, jednak iż jesteś zbyt zmęczona. Ja też, pogadamy później. Śpij dobrze, pa!

− 

Pa Ann, sorry za mój nastrój - odpowiedziała. Po chwili pomyślała, co się z nią dzieje. - Jestem 

za bardzo rozdrażniona. 

Rozłączyła   się,   odłożyła   telefon.   Spojrzała   na   monitor   komputera,   westchnęła.  Jeszcze 

godzinka pracy i idę spać. Naprawdę jestem wykończona – pomyślała.

Carol raptownie się zerwała ze snu. Ponownie miała ten sam sen, co kilka dni temu. Biegła 

po zmierzchu, ciemnymi ledwo oświetlonymi uliczkami. Ktoś lub coś ją goniło, a ona uciekała. 
Była coraz bardziej przerażona tym, co na nią czeka. Usiadła na łóżko, spojrzała na zegarek w 
telefonie. Było pięć po drugiej w środku nocy. Postanowiła pójść się napić wody w kuchni, a jak 
uspokoi się znowu spróbuje zasnąć. Nie będę na razie myśleć o tym śnie. Nie dziś – pomyślała.


Document Outline