background image

Stephanie James

Cena 

miłości

1

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Adena była dwudziestoośmioletnią kobietą o turkusowych oczach i raczej interesującej niż 

pięknej twarzy, obramowanej długimi do ramion ciemnoblond włosami. Ot, miła i atrakcyjna, ale 

zupełnie   zwyczajna   kobieta.   Tylko   wyjątkowo   bystry   obserwator   dostrzegłby   siłę   charakteru   i 

inteligencję na jej sympatycznej twarzy. Stała przy oknie skąpo oświetlonego gabinetu i bezmyślnie 

patrzyła na Zatokę San Francisco. Oddalone światła wielkiego miasta połyskiwały w mroku jak 

fantastyczny naszyjnik olbrzyma. Z okna eleganckiego, położonego na skarpie domu rozciągał się 

widok na osiedle Sausalito, leżące na północnym krańcu mostu Golden Gate. Bardzo tu ładnie, ale 

w San Francisco też mi się podoba, pomyślała Adena i uśmiechnęła się do siebie. Z rozkoszą tam 

wrócę, jak tylko załatwię tę sprawę.

Sprawa, z którą przyjechała do Sausalito, była wyjątkowo nieprzyjemna. Adena pragnęła 

pozbyć  się kłopotu i czym prędzej wrócić do domu. Dopiero tam spokojnie zastanowi się nad 

wszystkimi   zmianami.   Jeszcze   tylko   ta   jedna   rozmowa  z  Holtem   Sinclairem   i   można   będzie 

przekreślić przeszłość grubą kreską, a potem zastanowić się nad przyszłością. Adena tak głęboko 

zatonęła we własnych myślach, że nawet nie usłyszała, kiedy otworzyły się drzwi gabinetu.

- Czy panna West - zapytał mężczyzna, który wszedł do w pokoju. Zapalił światło i uważnie

przyglądał się Adenie. - Nazywam się Holt Sinclair. Podobno chciała się pani ze mną widzieć.

Adena skinęła głową. Zupełnie inaczej wyobrażała sobie tego człowieka. Sądziła, że będzie 

znacznie   starszy,   tymczasem   Holt   Sinclair   mógł   mieć   co   najwyżej   czterdzieści   lat.   Sprawiał 

wrażenie bezlitosnego twardziela. Świdrował ją wzrokiem, jakby chciał odgadnąć najskrytsze myśli

dziewczyny.

Adena poczuła się nieswojo. Szybko wytłumaczyła sobie, że miała okropny dzień, że to 

wcześniejsze wydarzenia spowodowały jej zdenerwowanie i że obecność tego mężczyzny nie ma z 

tym   nic   wspólnego.   Po   raz   pierwszy   też   dziewczyna   zwątpiła   w   to,   czy   dobrze   zrobiła, 

przyjeżdżając do Holta Sinclaira. Może ta rozmowa wcale nie była konieczna? Może on wcale nic 

chce, żeby ktokolwiek przed czymkolwiek go ostrzegał?

Holt Sinclair wyglądał jak człowiek, który istotnie nie potrzebuje niczyjej pomocy. Miał 

prosty nos, ostro zarysowany podbródek i delikatne zmarszczki wokół ust i oczu. Na pewno nie był 

przystojny, za to określenie „doświadczony mężczyzna” doskonale do niego pasowało. Flanelowa 

koszula i luźne spodnie pozwalały się domyślać ukrytych pod ubraniem muskularnych ramion i 

płaskiego brzucha. Krótko mówiąc, Holt Sinclair zrobił na Adenie duże wrażenie. Hola, skarciła 

2

background image

samą siebie. Przyjechałaś tu w interesach i już nigdy więcej nie spotkasz tego człowieka, a więc do 

rzeczy.

- Tak, to ja jestem Adena West - powiedziała.

- Tyle wiem od mojej gospodyni. Proszę spocząć. - Wskazał dziewczynie pomalowane na 

czerwono krzesełko. Sam usiadł w czarnym, skórzanym fotelu za równie czerwonym jak krzesełko 

biurkiem.

- Bardzo przepraszam, że nachodzę pana w domu - zaczęła Adena - ale pańska sekretarka 

powiedziała mi, że nie zastanę pana w biurze.

- A sprawa, z którą pani do mnie przyszła, nie może czekać? - dokończył za nią domyślnie.

- Raczej nie. Widzi pan, ja pracuję... - Adena zawahała się, ale jednak postanowiła nie 

informować Sinclaira o tym, że właśnie zrezygnowała z pracy. - Pracuję w Carrigan Labs.

-   O!   U   konkurencji.   Czyżby   Brad   Carrigan   znalazł   się   w   tak   rozpaczliwej   sytuacji,   że 

próbuje mnie przekupić? - zakpił Sinclair.

- Panie Sinclair - powiedziała Adena cicho. Pożałowała swojej decyzji. Należało pozostawić

tego człowieka własnemu losowi.

- Delikatnie mówiąc, mam za sobą bardzo ciężki dzień. Nie przyjechałam tu po to, żeby 

wysłuchiwać niewyszukanych męskich żarcików.

- To znaczy, że nie występuje pani w roli łapówki. Szkoda. Coś mi mówi, że urozmaiciłaby 

pani mój szary i nudny dzień pracy. - Sinclair wstał zza biurka i podszedł do znajdującego się w 

rogu pokoju czarnego  barku. - Ponieważ chce  pani  ze mną  rozmawiać  o mniej  interesujących 

sprawach, możemy przynajmniej przeprowadzić tę rozmowę w cywilizowanych warunkach. - Nalał 

brandy   do   dwóch   małych   szklaneczek.   Jedną   z   nich   podał   Adenie.   Przyjęła   ją   bez   namysłu, 

wiedząc, że odmowa przedłużyłaby niepotrzebnie jej pobyt w tym czarno-czerwonym gabinecie. 

Nie miała jednak zamiaru pić alkoholu. Postawiła szklaneczkę na stoliku. 

- To znakomita brandy. Naprawdę - zachwalał Sinclair.

- Wierzę panu, ale nie przyjechałam tu na towarzyską pogawędkę. Jeżeli nie ma pan nic 

przeciwko temu, panie Sinclair...

- Proszę mówić do mnie: Holt.

- Dziękuję - odrzekła automatycznie, chociaż forma, w jakiej miała się zwracać do tego 

mężczyzny, była zupełnie nieistotna. Widzieli się przecież pierwszy i ostatni raz w życiu. - Jeśli nie 

masz nic przeciwko temu, chciałabym wreszcie przejść do rzeczy. Od roku pracuję w Carrigan Labs 

jako księgowa i...

- Czy Carrigan wie, że tu jesteś? - przerwał jej Holt.

- Nie.

3

background image

- Tak właśnie myślałem. Słucham dalej.

- A więc jak mówiłam, od roku pracuję w tamtej firmie jako księgowa - ciągnęła. - Ostatnio 

pojawiły   się   dosyć   dziwne   wydatki,   które   budzą   wątpliwości   w   normalnie   funkcjonującym 

przedsiębiorstwie...

-   Księgowy  zawsze   wypatrzy   trudne   do  wyjaśnienia   wydatki.   -  Sinclair   uśmiechnął   się 

krzywo.

- Będę się streszczać, panie Sinclair.

- Holt - poprawił ją.

- O ile zdołałam się zorientować, te nadzwyczajne wydatki były przeznaczone na, nazwijmy 

to, „płacę” dla jednego z wysoko postawionych pracowników pańskiej firmy. - Adena spodziewała 

się, że zaszokuje Sinclaira swoją rewelacją, on tymczasem wypił łyk  brandy i najspokojniej w 

świecie czekał na dalszy ciąg opowiadania.

- Ja... - dukała Adena, trochę zbita z tropu. - Właściwie nie mam na to żadnych konkretnych

dowodów... Chyba rozumiesz. Żeby je zdobyć, należałoby przeprowadzić dokładne śledztwo, ale i 

tak było tego dosyć, żeby... żebym poszła do szefa na rozmowę.

- Powiedziałaś o swoim odkryciu Bradowi Carriganowi?

- Moim bezpośrednim przełożonym jest Jeff, a nie Brad. - Adena wciąż miała w pamięci 

tamtą niemiłą scenę. Zakończyła się ona nie tylko zwolnieniem jej z pracy, ale także zerwaniem 

znajomości, która miała szansę przerodzić się w trwały związek. Dziewczyna właściwie sama nie 

wiedziała, czy bardziej zdenerwowała ją nieuczciwość Jeffa w prowadzeniu interesów, czy też fakt, 

że wcześniej nie dostrzegła w nim tej podłej cechy.

- Co na to Jeff Carrigan? - zapytał cicho Holt.

Adena   dopiero   teraz   poczuła,   że   jego  ciepły   głos   wprawia   ją  w   drżenie.   Nie   wiadomo 

dlaczego przywiódł jej na myśl  mroczne głębiny oceanu. Może zmęczony umysł w ten sposób 

sygnalizował niebezpieczeństwo?

- Potwierdził... Nie chciałabym wdawać się w szczegóły. Proszę przyjąć do wiadomości, że 

Carrigan Labs wypłaciła jednemu z pracowników Sin Tech kilka tysięcy dolarów. O ile zdołałam 

się zorientować, osoba ta zatrudniona jest w dziale produkującym cienkie powłoki. Moim zdaniem, 

sprzedaje konkurencji pańskie tajemnice przemysłowe.

Adena odetchnęła z ulgą. Najgorsze miała już za sobą. Przygnało ją tutaj silne poczucie 

obowiązku. Obowiązek wypełniła i wreszcie mogła spokojnie wrócić do domu.

Holt wpatrywał się w swoją szklankę, jakby w bursztynowej brandy szukał odpowiedzi na 

nurtujące go pytania.

4

background image

- Mówiłaś, że Brad Carrigan nic nie wie o twojej wizycie u mnie - odezwał się wreszcie, 

przeszywając   dziewczynę   ostrym   jak  szpilka  spojrzeniem.   - Czy jego synowi  także   o tym   nie 

mówiłaś?

- Też nie.

- Rozumiem. Chciałbym jednak usłyszeć, jak młody Carrigan zareagował na postawione mu

zarzuty.

- Wolałabym o tym nie rozmawiać.

- Trudno. W każdym razie po rozmowie z nim postanowiłaś przyjechać do ranie. - Holt ze 

zrozumieniem skinął głową.

-   Przyjechałam   tu,   ponieważ   uważam,   że   masz   prawo  wiedzieć   o  istnieniu   nieuczciwej 

konkurencji.

- Bardzo chwalebny uczynek. Naprawdę nie chcesz nawet spróbować brandy, Adeno?

Dziewczyna   popatrzyła   na   stojącą   przed   nią   pełną   szklankę.   Z   ociąganiem   sięgnęła   po 

trunek i posłusznie upiła łyczek z kryształowego naczynia.

-   Rozumiem,   że   księgowa   rozmawiająca   o   finansach   musi   zachować   trzeźwy   umysł     - 

skomentował jej wstrzemięźliwość Holt. - Tym razem jednak nie ma się czego obawiać. Masz do 

czynienia z uczciwym facetem.

- Jestem przekonana, że tak jest w istocie, ale chciałabym wreszcie wrócić do domu. Przykro

mi, że nie zdołałam ustalić nazwiska zdrajcy, ale może i bez tego uda ci się zlikwidować przeciek. - 

Adena wstała szczęśliwa, że upiorny dzień, jeden z najgorszych  w  jej życiu,  wreszcie  dobiegł 

końca. Lekko szumiało jej w głowie. Pomyślała sobie, że nawet malutki łyczek alkoholu to dla niej 

tego wieczoru zbyt duża dawka.

- Nie martw  się. - Holt także podniósł się z miejsca.  Znam nazwisko człowieka,  który 

sprzedaje tajemnice produkcji Sin Tech.

- Co takiego? - Adenę po prostu zatkało.

- Zapewniam cię, że mimo to cieszę się, że przekazałaś mi informację. Usiądź, proszę i napij

się ze mną.

Adena   nie   wierzyła   własnym   uszom.   Tyle   przykrych   rzeczy   się   dziś   wydarzyło,   tyle 

poświęcenia   kosztowała   ją   wizyta   u   Sinclaira,   a   on   tymczasem   spokojnie   oświadcza,   że   o 

wszystkim wiedział.

Usiadła i sięgnęła po szklankę z alkoholem. Tym razem pozwoliła sobie na potężny łyk 

bursztynowego trunku.

- Nie musisz wypijać wszystkiego na raz - zażartował Holt.

- Wiedziałeś! - rzuciła Adena oskarżycielskim tonem. - Ty o wszystkim wiedziałeś!

5

background image

- Nasz zdrajca jest inżynierem. Pracuje w laboratorium, zajmującym się udoskonalaniem 

cienkich  powłok lakierniczych  - wyjaśnił  Holt. - Od trzech miesięcy przekazuje informacje do 

Carrigan Labs. Naprawdę szybko odkryłaś całą sprawę. Moje gratulacje. Musisz być bardzo dobrą 

księgową.

- Kiedy? Jak ci się udało trafić na jego ślad? - pytała Adena.

-   Przyłapałem   go   prawie   zaraz,   jak   tylko   zaczął.   Postanowiłem   nie   przerywać   tego 

procederu,   dopóki   nic   zdobędę   wystarczających   dowodów,   żeby   zwolnić   tego   człowieka. 

Oczywiście natychmiast został odsunięty od wszystkich naprawdę ważnych badań.

- A więc niepotrzebnie przyjechałam - uśmiechnęła się gorzko Adena. - Przepraszam, że 

zepsułam ci wieczór.

- Ależ naprawdę jestem ci wdzięczny. - Sinclair nie odrywał oczu od dziewczyny. - Bardzo 

chciałbym jakoś ci to okazać.

- To nic wielkiego.- Adena zwietrzyła grożące jej niebezpieczeństwo. - Zrobiłam tylko to, 

co uważałam za słuszne. Teraz jednak chciałabym wrócić do domu.

- Jadłaś obiad? - zapytał Holt, jakby odgadł, że wypita na pusty żołądek brandy mocno 

szumi w głowie gościa.

-   Nie   miałam   czasu.   Najpierw   przyjechałam   tutaj.   Chciałam   jak   najprędzej   załatwić   tę 

sprawę i o wszystkim zapomnieć.

- Wyobrażam sobie. Czy po raz pierwszy robisz coś takiego?

- Można to tak nazwać - odrzekła po chwili wahania, chociaż nie potrafiła zrozumieć, o co 

mu chodzi.

- Pierwszy raz zawsze jest najtrudniejszy. - Holt ze zrozumieniem pokiwał głową. - Na 

dodatek okazało się, że twoje informacje wcale mnie nic zaskoczyły. Mimo to bardzo cię proszę, 

żebyś została i zjadła ze mną małe co nieco. Wprawdzie moja gospodyni już wyszła, ale ona zawsze 

zostawia mi takie porcje, że można by nimi nakarmić pułk wojska. Zresztą po takiej ilości mocnego 

alkoholu nie powinnaś siadać za kierownicą.

Holt wstał zza biurka i zanim Adena na dobre zorientowała się w sytuacji, już prowadził ją 

przez   hol   do   dużej,   nowocześnie   urządzonej   kuchni.   Tutaj   także   dominowała   czerwień, 

urozmaicona białym połyskiem podłogi i nielicznymi czarnymi drobiazgami.

- To naprawdę bardzo miłe, panie Sinclair - broniła się Adena - ale ja nie mogę...

-   Bzdura.   Nigdy   nie   bywam   miły.   Poza   tym   zapomniałaś   chyba,   że   mówimy   sobie   po 

imieniu. - Holt puścił ramię dziewczyny i podszedł do piekarnika. - Co my tu mamy? - mruczał. - 

A, zapiekanka! To znaczy, że gdzieś jest schowana sałatka. - Otworzył lodówkę. - Tak właśnie 

myślałem - uśmiechnął się. - Czy zechciałabyś podać talerze? Są w tamtej szafce.

6

background image

Adena znalazła talerze i posłusznie ustawiła je na czarnym kuchennym stole. Nie potrafiła 

znaleźć żadnego logicznego wykrętu, żadnego powodu na tyle istotnego, żeby wyjść z tego domu. 

Zdołała nawet przekonać samą siebie, że mała przekąska dobrze jej zrobi.

- Najpierw coś zjemy, a potem dokończymy naszą rozmowę o interesach. - Holt usadowił 

się obok niej przy stole i nakładał zapiekankę.

- Nie bardzo jest o czym rozmawiać. - Adena wzruszyła ramionami.

- Nic podobnego - uśmiechnął się z wyższością Holt. - Musisz wierzyć w siebie, bo inaczej 

do niczego w tej branży nie dojdziesz.

- Nie bardzo rozumiem, o czym ty mówisz. Mógłbyś to wyjaśnić?

- Nieważne. Porozmawiamy o tym po obiedzie. Nałóż sobie sałatki i opowiedz mi coś o 

sobie - poprosił Holt.

- A po co?

- Chciałem tylko okazać ci uprzejmość.

- Rozumiem. No więc mieszkam w San Francisco, lubię dobre jedzenie i bardzo rzadko 

chodzę do kina. Wolę czytać książki. Wystarczy? A może chcesz się jeszcze dowiedzieć, spod 

jakiego jestem znaku i na kogo głosowałam w ostatnich wyborach?

- Widzę, że masz ostry język.

- Przepraszam - Adena westchnęła ciężko. - Jestem u kresu sił.

- Już ci mówiłem, że to rozumiem. Przestań się denerwować. Wszystko będzie dobrze - 

pocieszył ją Holt. - Co wolisz na deser: mus czekoladowy czy placek cytrynowy?

- Twoja gospodyni bardzo o ciebie dba.

- Nie ma innego wyjścia. Płacę jej tyle, że nie mogłaby inaczej.

- Odnoszę wrażenie, że dostajesz to, za co płacisz. - Adena zdobyła się na taką samą chłodną

obojętność, jaką w tej sprawie zaprezentował gospodarz.

- Ja też tak uważam. W ogóle jestem szczęściarzem. Stać mnie na to, żeby zapłacić za 

wszystko, czego chcę albo potrzebuję pochwalił się.

- Moje gratulacje - wymamrotała Adena z ustami pełnymi sałatki.

- Dziękuję. No wiec, co wybierasz: ciasto czy mus czekoladowy?

- Poproszę o ciasto.

- Wreszcie trochę lepiej wyglądasz. - Holt przyglądał jej się zadowolony.

- Nie wiedziałam, że wyglądałam jak wiedźma. - Tym razem Adena trochę się rozzłościła.

- Aż tak źle nie było. - Holt zaśmiał się donośnie. Wstał od stołu i zebrał talerze. - Chodź, 

zjemy deser w pokoju. - Nie czekając na Adenę, wziął talerzyki z ciastem i wyszedł z kuchni.

Adena znów nie miała innego wyjścia, jak tylko podążyć za nim.

7

background image

Bardzo głupio się czuła. Zdawała sobie sprawę, że zachowuje się jak wierny piesek. Dopiero 

teraz przypomniała sobie o własnym psie. Miała nadzieję, że sąsiadka nie zapomniała wyprowadzić 

Maksa na spacer.

- Z czego się śmiejesz? - zapytał Holt, ustawiając talerzyki na szklanym stoliku, stojącym 

przed wielką kanapą z czarnej skóry.

- Właśnie sobie pomyślałam, że kiedy mój sznaucer plącze mi się pod nogami w nadziei na 

smaczny kąsek, czuje pewnie to samo co ja, idąc za tobą.

- Psy także mają swoją cenę - Holt zaśmiał się ciepło. - Tak jak wszystko i wszyscy na tym 

świecie. W przypadku psów jest to jedzenie. 

- Coś mi się wydaje, że doprowadziłeś do perfekcji swój kapitalistyczny pogląd na świat.

- A ja odnoszę wrażenie, że twój ogląd świata aż tak bardzo nie różni się od mojego.

- Czy mógłbyś mi wytłumaczyć, co miało znaczyć to ostatnie zdanie? - zapytała Adena.

- Tylko to, że twoja dzisiejsza wizyta w tym domu nie poszła na marne.

-   Jak   to:   nie   poszła   na   marne?   -   Dziewczyna   zaczęła   coś   podejrzewać.   -   Przecież   już 

wiedziałeś o tym, przed czym chciałam cię ostrzec.

- Musisz wiedzieć, że mimo to jestem ci bardzo wdzięczny - powiedział Holt, rozsiadając 

się wygodnie na kanapie.

- Rozumiem. A jak bardzo postanowiłeś być mi wdzięczny?

Adena czuła odrazę do samej siebie. Jak mogła robić z siebie taką idiotkę?

Z   jakiego   powodu   uznała   za   konieczne   powiadomić   Sinclaira   o   istniejącym   w   jego 

przedsiębiorstwie przecieku? Ten facet na pewno nie potrzebował jej pomocy. Adena nie miała 

wobec niego żadnych zobowiązań i naprawdę nie musiała się fatygować, nawet gdyby się okazało, 

że   Sinclair   nic   nie   wie   o   przekupionym   pracowniku.   Holt   Sinclair   jest   człowiekiem,   który 

znakomicie potrafi się zatroszczyć o siebie i o swoje interesy. Niestety, ta refleksja przyszła o kilka 

godzin za późno.

-   Moja   wdzięczność   mogłaby   sięgnąć   dwóch   tysięcy   dolarów   -   powiedział   Sinclair 

urzędowym tonem, chociaż wciąż przyglądał się dziewczynie zmrużonymi po kociemu oczami.

- Dwa tysiące! - przeraziła się Adena.

- Nie zapominaj, że już wcześniej wiedziałem o tym przecieku - tłumaczył Holt.

- Dwa tysiące dolarów? Chcesz mi zapłacić za to, co ci powiedziałam?

- Nie wiem, czego się spodziewałaś po swoim nowym zajęciu, ale musisz wiedzieć, że nie 

zrobisz dzięki niemu majątku. Przynajmniej nie od razu i nie na takich informacjach. Aha, przy 

okazji   dam   ci   jeszcze   dobrą   radę.   Najpierw   ubijaj   interes,   a   potem   dopiero   mów,   z   czym 

przychodzisz.

8

background image

- Nie do wiary! - Adena zerwała się na równe nogi.

- O co ci chodzi? Czyżby Carrigan dawał ci więcej za milczenie? Jeśli tak, to powiedz mi, 

ile.   Nic   chcę   być   od   niego   gorszy.   Choćby   po   to,   żeby   utrzymać   ten   kontakt.   Kiedyś   może 

dostarczysz mi ważniejszych informacji. Kto wie?

Holt   także   wstał   z   kanapy   i   Adena   odruchowo   cofnęła   się   o   kilka   kroków.   Jak 

zahipnotyzowana, nie mogła oderwać od niego wzroku.

- A ile maksymalnie byłbyś skłonny zaproponować? - wysyczała przez zaciśnięte zęby.

- To zależy. - Zrobił krok w kierunku dziewczyny. - Za ile mógłbym kupić twoją lojalność?

- Niesłychane! Jesteś bezczelny! I pomyśleć, że czułam się w obowiązku cię ostrzec!

- Jeśli uważasz, że dwa tysiące to za mało, możesz się ze mną potargować. Oczywiście, jeśli 

zapłacę ci dużo więcej, będę oczekiwał od ciebie dalszych usług. Coś mi mówi, że ta inwestycja 

może mi się opłacić... - Holt postąpił jeszcze jeden krok w jej kierunku.

Adena zorientowała się, o co mu chodzi, o ułamek sekundy za późno. Wyciągnęła ręce, 

chcąc go od siebie odepchnąć. Na próżno. Mocne palce zacisnęły się na ramionach dziewczyny.

- Zostaw mnie, do cholery! - syknęła, ale Holt zdusił protest gorącym pocałunkiem.

9

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Holt całował Adenę, a ona stała sztywna, nieporuszona. Nie bała się. Nie znała Sinclaira, a 

mimo to czuła, że nie musi się go obawiać, że ten mężczyzna z wszelką pewnością dalej się nie 

posunie.

Wydało jej się, że Holtowi chodzi tylko o to, żeby ją wypróbować, sprawdzić. Czuła na 

plecach silne dłonie, na ustach zaś zniewalający dotyk gorących warg.

-   Nie   denerwuj   się,   skarbie   -   szeptał,   prawie   nie   odrywając   warg   od   jej   ust.   -   Coś 

wymyślimy. Jestem rozsądnym facetem...

- O, tak. To ja się wygłupiłam. Sądziłam, że mam obowiązek zawiadomić cię o tym...

- Nie złość się. Przecież chcę ci zapłacić...

- Dwa tysiące dolarów?

- Za mało? Wydaje mi się, że to dobra oferta.

- Jesteś niemożliwy! Czy mógłbyś mnie wreszcie puścić? Nie mamy o czym rozmawiać.

-   Ależ   mamy.   Założę   się,   że   możesz   mi   dać   znacznie   więcej   niż   tylko   jedną 

zdezaktualizowaną informację. Zaintrygowałaś mnie, Adeno West. Gotów jestem zapłacić za to, co 

mi sprawia przyjemność.

Adena  była  rozżalona  i   wściekła  na   samą  siebie.  Nie  chciała   nawet  dyskutować   z  tym 

indywiduum. Był taki sam jak Jeff. Nawet nie zadał sobie trudu, żeby się elegancko zachować. Holt 

Sinclair uważał, że może sobie kupić wszystko, czego dusza zapragnie.

- Puść mnie, do diabła! - zawołała.

Holt zupełnie nie zwracał uwagi na jej protesty.

Zdeterminowana, odepchnęła go od siebie z całej siły. Niestety, siły miała zbyt wątłe, żeby 

podołać   temu   potężnemu   mężczyźnie,   który   właśnie   się   nad   nią   pochylał.   Jeszcze   raz   mocno, 

namiętnie pocałował usta Adeny. Dziewczynie zaparło dech w piersi. Ręce, które przed chwilą 

odpychały napastnika, straciły resztki mocy, a myśl o tym, że Holt na pewno zorientował się, jakie 

wywarł   na   niej   wrażenie,   do   reszty   ją   obezwładniła.   Zresztą   bierność   nie   była   w   tej   sytuacji 

najgorszym rozwiązaniem. Poczekam cierpliwie na zakończenie tego pokazu męskiej dominacji, 

postanowiła. Nie czekała długo.

- Mam przeczucie, że bardzo dobrze by nam było razem - powiedział cicho Holt. Adena 

nawet nie chciała się do niego odzywać. Pragnęła jak najprędzej się stąd wydostać. Czekała tylko 

na sposobność.

10

background image

- Nie złość się, skarbie - uśmiechnął się Holt. - Wszystko ci wynagrodzę.

- Skończyłeś? - zapytała Adena. Własny lodowaty ton głosu zadziwił ją samą. - Czy mogę 

już wyjść?

- Na pewno chcesz już uciekać? Jeszcze wcześnie - przekomarzał się Holt. - Mamy jeszcze 

tyle spraw do omówienia.

Adena   zauważyła,   że   zimne   spojrzenie   szarych   oczu   stało   się   teraz   cieplejsze.   Po   raz 

pierwszy   tego   dnia   poczuła   strach.   Nadszedł   najwyższy   czas   na   opuszczenie   domostwa   Holta 

Sinclaira.

- Być może - szepnęła obiecująco. - Ale może najpierw wypiszesz ten czek na dwa tysiące 

dolarów...

- Oczywiście - zgodził się natychmiast. - Od razu lepiej się poczujesz, kiedy się przekonasz, 

że ja zawsze dotrzymuję słowa.

Mój   Boże,   pomyślała   Adena,   patrząc   za   wychodzącym   z   pokoju   Sinclairem,   ten   facet 

naprawdę uważa, że wszystko na świecie da się kupić. Zupełnie nie rozumiem takich ludzi. No cóż, 

przynajmniej dostałam nauczkę. Teraz już wiem, że tacy twardziele jak Holt Sinclair sami sobie ze 

wszystkim radzą i nie potrzebują takich mięczaków z poczuciem odpowiedzialności, jak ja.

Holt zniknął w swoim gabinecie, a Adena porwała z kanapy torebkę i wybiegła z domu. 

Wskoczyła do samochodu, jakby goniło ją stado wygłodniałych wilków. Dopiero za kierownicą 

poczuła się bezpiecznie. W rekordowym tempie dotarła do mostu Golden Gate. Pomyślała sobie: 

jakie to szczęście, że takie koszmarne dni zdarzają się wyjątkowo rzadko. Uspokoiła się dopiero 

wtedy,   kiedy   wkładając   klucz   do   zamka   w   drzwiach   własnego   mieszkania,   usłyszała   radosne 

poszczekiwanie   Maksa.   Otworzyła   drzwi   przygotowana   na   powitalny   taniec   stęsknionego 

sznaucera.

- Och, Maks! - wykrzyknęła uszczęśliwiona Adena. - Nawet nie wiesz, jak dobrze wreszcie 

wrócić do domu, w którym czeka taki grzeczny i wspaniały facet jak ty.

Podrapała psa za uchem, a ten poddał się pieszczocie szczęśliwy, że jego pani cała i zdrowa 

dotarła wreszcie do domu.

- Poczekaj - poprosiła psa - zaraz ci wszystko opowiem. Miałam koszmarny dzień!

Adena przeszła przez ukwiecony przedpokój i znalazła się w saloniku. Na podłodze leżał 

gruby, szary dywan, stanowiący tło dla biało-zielonego wystroju całego mieszkania. Dziewczyna 

zsunęła z nóg pantofle i z westchnieniem ulgi ułożyła się wygodnie na białej kanapie.

- Nareszcie w domu - powiedziała do Maksa. - Mam nadzieję, że przez jakiś czas zniesiesz 

trochę gorszy gatunek psiego jedzenia.

11

background image

Na szczęście był to tylko żart. Wprawdzie Adena nie miała już pracy i powinna zatroszczyć 

się o stan swojego konta, ale zgromadzone oszczędności na pewno wystarczą jej na kilka miesięcy. 

Przez ten czas znajdzie pracę i dzięki temu Maks nie będzie musiał jeść tych obrzydliwych suchych 

„psich przysmaków”, których zresztą nie cierpi. W najgorszym wypadku można będzie sprzedać 

niewielki pakiet akcji. Na pewno nie będzie miała problemów ze znalezieniem pracy. Adena była 

wykształconą i doświadczoną księgową, a takich zawsze potrzeba.

Wzięła do ręki numer „Wall Street Journal” z zamiarem przejrzenia rubryki „praca”. Po 

chwili jednak doszła do wniosku, że zacznie szukać jutro. Dzień był zbyt męczący, żeby jeszcze 

zajmować się czymkolwiek.

- Pewnie się ucieszysz, Maks – powiedziała zmęczonym głosem do psa. - Nie będziesz już 

musiał   oglądać   Jeffa   Carrigana.   Wiem,   że   za   nim   nie   przepadasz.   Ja   zresztą   też   go   dzisiaj 

znielubiłam. 

Ciekawe, czy bardzo będzie mi brakowało Jeffa? pomyślała. Powiedziałam mu, żeby nie 

ważył  się więcej do mnie dzwonić, i wcale mi od tego serce nie pękło. Było  mi  tylko  trochę 

przykro.   Pociągał   mnie   jego   swobodny   styl   bycia...   Taki   przystojny,   dobrze   wychowany 

mężczyzna... Miał szansę zająć ważne miejsce w moim życiu. Adena zamknęła oczy. Przypomniała 

sobie,   jak   Jeff   zareagował   na   jej   rewelacje   o   opłacaniu   pracowników   konkurencyjnej   firmy. 

Uśmiechnął się wyniośle i, jak dziecku, zaczął jej tłumaczyć oczywiste dla niego prawdy.

- Ten świat opiera się na konkurencji, skarbie - oświadczył.  - Ci z Sin Tech też mogą 

stosować wszystkie chwyty. Jeśli im się uda.

-   Tak   nie   wolno,   Jeff   -   protestowała   oburzona,   jak   naiwna   pensjonarka.   -   To   zwykła 

kradzież!

- Tylko interesy - poprawił ją.

- Czy twój ojciec wie o tym?

- Wiemy o tym tylko on, ja i jeszcze kilka osób. Gratuluję, skarbie. Trafiłaś do bardzo 

ekskluzywnego klubu - zażartował. - Na nasze szczęście jesteś już prawie członkiem rodziny.

Wtedy Adenie puściły nerwy. Zawołała, że nie zamierza brać udziału w jego machlojkach, a 

Jeff   spokojnie   czekał,   aż   dziewczyna   się   wykrzyczy.   Potem   polecił   jej   wrócić   do   siebie   i   nie 

zajmować się poważnymi sprawami, przerastającymi możliwości intelektualne przeciętnej kobiety. 

Adena wreszcie zrozumiała, że Jeff nawet nie ma zamiaru zaprzestać przekupywania pracowników 

konkurencyjnych   firm,   a   od   niej   oczekuje   przymykania   oczu   na   dziwne   zapisy   w   księgach 

rachunkowych. Obecne i przyszłe. Zrozumiawszy to, oświadczyła mu z godnością, żeby już nigdy 

więcej do niej nie dzwonił. Wyraz zdziwienia na twarzy Jeffa sprawił Adenie ogromną satysfakcję. 

Natychmiast poszła do swego gabinetu, napisała podanie o zwolnienie i wyszła z biura.

12

background image

I   na   tym   należało   poprzestać,   pomyślała,   rozłożona   wygodnie   na   kanapie   we   własnym 

saloniku. Co mnie napadło, żeby jechać do tego całego Sinclaira? Skąd to nagłe poczucie lojalności 

wobec obcego faceta? Mogłam się domyślać, że on wcale nie potrzebuje mojej pomocy. Chciał mi 

zapłacić!

Też coś!

- Tacy właśnie są mężczyźni - westchnęła i wstała z kanapy. - Nie mówię o tobie, Maks - 

uspokoiła psa. - Chodźmy spać. Jutro będzie lepiej.

Podczas porannego spaceru z Maksem Adena kupiła gazety. Czuła się wspaniale i gotowa 

była choćby zaraz zacząć nowe życie. A swoją drogą, to zabawne, myślała, jak jeden dzień może 

zmienić wszystkie nasze plany.

Otworzyła  szafkę. Przez chwilę zastanawiała się, która z jej ulubionych  herbat najlepiej 

nadaje się na taki wyjątkowy poranek. Nie mogła przecież przeglądać ogłoszeń, popijając przy tym 

aromatyczną herbatę o delikatnym smaku. Taka lektura wymaga czegoś znacznie mocniejszego. O, 

tak, English Breakfast będzie idealna. Adena wyparzyła śliczny dzbanuszek z chińskiej porcelany, 

odmierzyła   solidną   porcję  herbacianych  liści  i  zalała  je  wrzątkiem.  Herbatę   zawsze  traktowała 

bardzo poważnie.

Zadzwonił telefon. Dziewczyna skrzywiła się, ale podniosła słuchawkę i natychmiast tego 

pożałowała.

- Gdzie ty się, u diabła, podziewasz? Już po dziesiątej!

- Czyżbyś nie dostał mojego podania o zwolnienie?

- Oczywiście, że dostałem, ale zaraz podarłem. Oboje dobrze wiemy,  że napisałaś  je w 

złości. Muszę ci się przyznać, że po dobrze wychowanej księgowej nie spodziewałem się takiego 

temperamentu - Jeff Carrigan zdobył się na żart.

-   Przykro   mi,   Jeff   -   Adena   nie   była   usposobiona   do   żartów.   Wczorajszy   dzień   oprócz 

temperamentu ujawnił jej jeszcze kilka własnych, nie znanych dotąd cech. - Moja rezygnacja była 

jak najbardziej serio. Nie mam zamiaru pracować dla ludzi, którzy żądają ode mnie fałszowania 

ksiąg rachunkowych.

Zaniepokojony ostrym tonem głosu swojej pani Maks czujnie uniósł głowę. Dobry Maks, 

pomyślała Adena. Jedyny facet na świecie, który zawsze stanice w mojej obronie.

-   Uspokój   się,   skarbie.   Słyszę,   że   jeszcze   nie   doszłaś   do   siebie.   Weź   tydzień   urlopu. 

Umówmy się, że od dzisiaj. Załatwię wszystko w kadrach. Za kilka dni wrócisz do pracy i nikt się 

nie zorientuje...

- Żegnam cię, Jeff.

13

background image

- Ach, jeszcze coś, kochanie - dodał, jakby nie usłyszał chłodnego pożegnania. - Udało mi 

się  zdobyć  dwa bilety  na  ten  nowy show. Szkoda,  żeby  się  zmarnowały.  Może  ty  masz   jakiś 

pomysł?

- Oddaj je do biura rzeczy znalezionych.

Adena rzuciła  słuchawkę. Natychmiast  porwała ją z powrotem i nakręciła  numer działu 

personalnego Carrigan Labs. Nie mogła dopuścić do tego, żeby Jeff wmotał ją w swoje ciemne 

sprawki, a skoro podarł jej rezygnacje...

W dziale personalnym Adena złożyła oficjalną rezygnację. Umotywowała ją „przyczynami 

osobistymi”.   Carol   Walters,   szefowa   działu   kadr,   wcale   nie   uważała   postępku   Adeny   za 

nierozsądny i obiecała natychmiast załatwić formalnie rozwiązanie stosunku pracy. Po tej rozmowie 

Adena z pasją zabrała się do przeglądania gazet. Zakreśliła kilka interesujących ją propozycji i 

jeszcze tego samego dnia wysłała swoje oferty.

Przez dwa kolejne dni Adena zastanawiała się nad propozycją Jeffa Carrigana. Oczywiście, 

nie nad tą częścią, która dotyczyła powrotu do Carrigan Labs, ale nad tą dotyczącą wakacji. Może 

rzeczywiście powinna pojechać na krótki urlop. Powiedzmy, na tydzień. Ona sobie odpocznie, a 

przez ten czas poczta przyniesie odpowiedzi na oferty i po powrocie będzie się można poważnie 

zabrać do szukania nowej pracy.

Przygotowując kolację także o tym myślała. Teraz talerz z kanapkami stał na stoliku, a 

rozparta na kanapie Adena oglądała wieczorny dziennik telewizyjny.

- Jak sądzisz, Maks? - zapytała psa. - Moglibyśmy sobie pojechać w jakieś miłe, spokojne 

miejsce.   Koleżanka   z   księgowości   opowiadała   mi   o   ślicznej,   starej   gospodzie   w   jednym   z 

miasteczek, powstałych w okresie gorączki złota. Miałbyś ochotę pojechać tam ze mną?

Maks, duszą i sercem mieszczuch, dokładnie rozważał propozycję swojej pani. Nie zdążył 

jednak udzielić jasnej odpowiedzi, bo przeszkodziło mu w tym brzęczenie dzwonka domofonu.

Adena westchnęła. Odłożyła obrus, który dla zabicia czasu ozdabiała haftem, i podeszła do 

drzwi. Zupełnie nie miała ochoty na przyjmowanie gości.

- Słucham? - powiedziała do głośnika.

- Adena? Tu Holt Sinclair.

Dziewczyna   puściła   guzik,   jakby   poraził   ją   prąd.   Holt   Sinclair?   Skąd   on   się   tu   wziął? 

Myślała przestraszona. Z niewiadomych powodów głos Sinclaira wywołał u niej tak silne emocje, 

że sama przed sobą bała się do tego przyznać.

- Po co przyjechałeś? - powiedziała wreszcie do głośnika.

- Jestem zaskoczony gorącym powitaniem - zakpił Holt. - Czy mogłabyś mnie wpuścić?

14

background image

- Po co przyjechałeś? - powtórzyła.

- Chcę z tobą porozmawiać.

-   Ale   ja   nie   chcę.   O   ile   dobrze   pamiętam,   panie   Sinclair,   nie   mamy   ze   sobą   o   czym 

rozmawiać. Zresztą jestem teraz zajęta. Czy mogłabym prosić, żeby pan sobie poszedł?

- Nie jesteś sama? - zapytał ponury głos po chwili milczenia.

- Tak się składa. - Adena uśmiechnęła się do drzemiącego przed telewizorem Maksa. 

- Mama nadzieję, że nie jest to Jeff Carrigan.

- Nie. Jeśli tak bardzo to pana interesuje, on ma na imię Maks. Życzę dobrej nocy, panie 

Sinclair.

- Maks? Ciekawe imię. Nie tracisz czasu.

- Słucham? - zapytała Adena, coraz bardziej rozeźlona.

- Chciałem tylko powiedzieć, że jesteś bardzo szybka. Jak na młodą kobietę, która przed 

trzema dniami zerwała poważnie zapowiadający się związek...

- A ty skąd o tym wiesz?

- Wpuść mnie, to ci powiem. Zresztą wiem o tobie znacznie więcej. Nie musisz się obawiać. 

Nie zrobię krzywdy Maksowi. Przyszedłem po to, żeby cię przeprosić.

- Nie ma potrzeby...

- Adeno, proszę. Popełniłem błąd. Poza tym jest okropna mgła i strasznie mi zimno – dodał 

płaczliwie.

Adena poczuła, że zaraz zmięknie. Ten jego głos...

- No dobrze - poddała się. - Możesz wejść na chwilę. Ale musisz mi obiecać, że nie będziesz 

sprawiał trudności, kiedy poproszę cię, żebyś wyszedł. Jasne?

- Tak jest, proszę pani.

Dziewczyna   uśmiechnęła   się   mimo   woli.   Holt   Sinclair   był   najwyraźniej   odporny   na 

upokorzenia.

Chwilę   później   Holt   wniósł   do   biało-zielonego   mieszkania   aurę   męskości,   ostro 

kontrastującą z wybitnie kobiecym wystrojem wnętrza. Mgła skropliła się na czarnych włosach 

mężczyzny. Wyglądały tak, jakby były oprószone siwizną.

Maks podbiegł do gościa. Czuł się w obowiązku sprawdzić, kto odwiedził jego panią i czego 

można się po nim spodziewać. Wpatrywał się w obcego, ale zanim Adena zdołała się odezwać, Holt 

uśmiechnął się i pogłaskał psa po głowie.

- Cześć, Maks - przywitał się.

Adena podniosła oczy ku niebu. Nie spodziewała się, że jej kłamstewko tak szybko się 

wyda.

15

background image

- Daj kurtkę - powiedziała, a Holt posłusznie zdjął z siebie okrycie. - Napijesz się herbaty?

- Bardzo chętnie. - Holt z zainteresowaniem oglądał pokój. - Coś mi się wydaje, że mój 

dekorator za żadne skarby świata nie dogadałby się z twoim. Czy dlatego trzymasz w domu Maksa, 

że jego szara sierść dobrze się komponuje z kolorem dywanu?

- Skądże. Dopasowałam kolor dywanu do sierści Maksa. Co też ci przyszło  do głowy? 

Gdyby Maks mógł cię zrozumieć, na pewno poczułby się obrażony. To nie moja wina, że urządzał 

ci mieszkanie jakiś minimalista, uwielbiający dramatyczne efekty.

- Powiedział mi, że to będzie dom prawdziwego mężczyzny - uśmiechnął się Holt. - Zresztą 

po   namyśle   stwierdzam,   że   nasi   dekoratorzy   jednak   by   się   ze   sobą   dogadali.   Nie   wiem,   czy 

kiedykolwiek widziałem bardziej kobiecy pokój. Pewnie projektowała go kobieta.

- Siadaj - poleciła mu Adena, nie chcąc kontynuować tego nieco ryzykownego tematu. - 

Przyniosę drugą filiżankę. - Obserwowała spod oka, jak Holt rozsiada się na białej kanapie, jak 

wyłącza telewizor, zupełnie tak, jakby był we własnym domu. - Jesteś głodny? - zapytała widząc że 

łakomym spojrzeniem wpatruje się w talerz z kanapkami.

- Umieram z głodu - przyznał. - Ale co to za jedzenie?

- Mam dziś ochotę na herbatę West Country. Może być? - zapytała takim tonem, że nawet 

ktoś tak bezczelny jak Holt Sinclair nie śmiałby zaprotestować.

- Oczywiście - zapewnił i wziął sobie malutką kanapkę z krewetką. - Ale to - wskazał 

stojący na stoliku talerz - mógłbym opróżnić w ciągu półtorej minuty.

- W ten sposób pozbawiłbyś mnie kolacji!

- To ma być kolacja?

- Nie spodziewałam się gości.

- Szkoda, że cię nie uprzedziłem. Mogłabyś zrobić jeszcze kilka kanapek?

Adena z trudem powściągnęła swój ostry język. Pomaszerowała do kuchni i przygotowała 

trzy duże kanapki z krewetkami. Ustawiła na tacy malowaną w różyczki filiżankę z cieniutkiej 

porcelany i talerz z kanapkami. Kiedy wróciła do pokoju, zastała warującego u stóp gościa Maksa. 

Psisko zlizywało z dłoni Holta resztki pasty kawiorowej.

- Przekupujesz mojego psa! - zawołała oburzona.

- Próbuję. Może lepiej mi pójdzie z nim niż z jego właścicielką. - Holt prawie natychmiast 

zrozumiał, że palnął głupstwo. - Przepraszam cię, Adeno. To był głupi żart.

- Wcale nie żartowałeś. - Dziewczyna postawiła na stoliku tacę. - Naprawdę chciałeś mi 

zapłacić.

Nalała do filiżanek herbatę, po czym usiadła na fotelu naprzeciw nieproszonego gościa. Nie 

chciała ryzykować sąsiedztwa na kanapie.

16

background image

Holt przyjrzał się jej badawczo. Tak samo, jak tamtego wieczoru, kiedy przyszła go ostrzec 

przed nieuczciwym pracownikiem. Najwyraźniej doszedł do wniosku, że zmiana tematu będzie w 

tym wypadku najlepszym wyjściem z sytuacji.

- Co to? - zapytał, biorąc w palce tamborek z rozpiętym na nim zielonym materiałem.

- W przyszłości to coś stanie się obrusem - objaśniła Adena.

- W przyszłości?

- Pracuję nad tym haftem od roku - przyznała się niechętnie. - Wykończenie roboty zajmie 

mi pewnie następny rok.

- Całkiem nieźle - roześmiał się Holt. - To twoje hobby bardzo pasuje do tego pokoju, do 

Maksa i do dobrej herbaty.

- Holt!

-  Wiem,  wiem,  czekasz   na  przeprosiny  -  westchnął.  -  No  więc,   przepraszam   cię.   Skąd 

miałem wiedzieć, że nie przyjechałaś do mnie po to, żeby zarobić parę dolarów. Zrozum, że taki 

wniosek sam się nasunął...

- Czyżby?

- Proszę cię, przestań. Skąd mogłem wiedzieć, że porzuciłaś pracę i narzeczonego, a dopiero 

potem przyjechałaś do mnie?

- No właśnie - przypomniała - miałeś mi powiedzieć, kto ci wszystko o mnie opowiedział.

- Zadzwoniłem do twojego biura. Powiedzieli mi, że zrezygnowałaś z pracy.  A historię 

twojego zerwania z narzeczonym opowiedziała mi ze szczegółami szefowa twojego działu. Ona z 

kolei dowiedziała się o tym od sekretarki Jeffa Carrigana - oznajmił tryumfalnie Holt.

- Biorąc pod uwagę tak doskonały przepływ informacji, należy się chyba spodziewać, że 

Carrigan Labs i Sin Tech wkrótce się połączą - zauważyła Adena.

- Teraz wiem, jak bardzo się pomyliłem. - Holt udał, że nie dosłyszał uwagi dziewczyny. - 

Zachowałem się okropnie. Nie miałem pojęcia, że przyjechałaś do mnie, spaliwszy przedtem za 

sobą wszystkie mosty.  Podziwiam cię za to, że taką właśnie wybrałaś kolejność. Przyznaję, że 

obraziłem cię, proponując parę tysięcy dolarów za przekazaną mi informację. Przecież ty przez tę 

sprawę zrezygnowałaś z dobrej pracy i z mężczyzny, który mógłby się tobą zaopiekować...

- Może nie zdajesz sobie sprawy, ale te twoje przeprosiny brzmią jak obelga - przerwała mu

Adena.

- Przepraszam. Będę wyrażał się ściśle. Przyjechałem po to, żeby zaproponować ci jedyne 

rozwiązanie, rekompensujące to, co straciłaś, odchodząc z Carrigan Labs. Proponuję ci pracę w Sin 

Tech i mężczyznę, który otoczy cię opieką. Ja jestem tym mężczyzną.

17

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Adena   zaniemówiła   z   wrażenia.   Zaskoczona   wpatrywała   się   w   zadowolonego   z   siebie 

mężczyznę, siedzącego na jej własnej kanapie.

- Czy zaproponowałeś mi to całkiem serio? - zapytała wreszcie.

- Wszystko co mówię, mówię poważnie.

- Zapamiętam to sobie - obiecała Adena, chociaż pomyślała, że tego mężczyzny pod żadnym

pozorem nie należy traktować poważnie. - Jesteś niezwykle szlachetny.

- Bardzo mi przykro, że nie zdobyłem się na taką szlachetność trzy dni temu. Zrobiłbym to, 

gdybyś jasno powiedziała, o co ci chodzi.

-   To   rzeczywiście   była   moja   wina.   Sam   powiedziałeś,   że   jestem   nowa   w   tej   branży.   - 

Zauważyła, że Holt stracił poprzednią pewność siebie i zastanawia się, czy Adena mówi poważnie, 

czy też sobie z niego żartuje. - Może jeszcze filiżankę herbaty? - zapytała uprzejmie.

- Poproszę.

- To bardzo droga herbata. Pewnie to zauważyłeś - ciągnęła Adena towarzyską pogawędkę. - 

Kupuję ją w takim sympatycznym sklepiku niedaleko Union Square. Mają tam ogromny wybór...

- Adeno...

- A na dodatek właściciel jest bardzo miły. On oczywiście wie, że jestem stałą klientką, więc 

pewnie dzięki temu tak dobrze mnie obsługuje. Zresztą płacę trochę drożej za...

- Adeno!

- Trochę drożej płacę za swoje ulubione mieszanki. Wierzę w to przysłowie: jaka płaca, taka

praca. Ty chyba też?

Holt zrobił się purpurowy, oczy mu błyszczały... Najwyraźniej dopiero teraz zrozumiał, że 

dziewczyna kpi sobie z niego.

- Całkowicie się z tobą zgadzam - odrzekł jedwabistym głosem. - Czyżbyś chciała mi w ten

sposób dać do zrozumienia, że za mało ci zaproponowałem?

- Nie przesadzaj. W końcu prawie się nie znamy. Zresztą nie z mojej winy.

-   Gdybyś   się   wtedy   nie   obraziła,   zaoszczędzilibyśmy   sobie   trochę   czasu   i   mnóstwa 

nieporozumień.

- Musisz mi wybaczyć. Byłam bardzo zdenerwowana.

18

background image

- Skończ wreszcie te kpiny!  Przyjechałem tu po to, żeby wszystko naprawić. Mogłabyś 

przynajmniej   przestać   mnie   wyśmiewać.   Przeprosiłem   cię   przecież!   Z   czego   ty   się,  do   diabła, 

śmiejesz?

- Oczywiście, że z ciebie. Przecież nikogo innego tu nie ma. Tamtego wieczoru byłam w 

paskudnym humorze. Nie potrafiłam zauważyć, jak śmieszna była ta cała sytuacja. Dopiero teraz 

mogę to w pełni docenić. Ile kobiet kupiłeś sobie w ciągu ostatniego półrocza? Sześć? Osiem? Czy 

włączysz  mnie  do haremu?  Chyba  rozumiesz,  że  bez Maksa nigdzie  się  nie ruszę. Jego także 

będziesz   musiał   wziąć   na   utrzymanie.   Do   tego   dochodzi   jeszcze   spora   suma,   jaką   co   miesiąc 

wydaję   na   herbatę   i   jedzenie.   Obawiam   się,   że   będę   jednym   z   droższych   okazów   w   twojej 

kolekcji...

- A niech cię diabli porwą! Zaproponowałem ci pracę i...

- Oświadczyłeś się przy okazji - przypomniała mu.

- Wcale nie o to chodziło!

- A jak byś to nazwał?

- Przepraszam cię. Rozumiem, ze zabrzmiało to zbyt obcesowo, ale fakt pozostaje faktem. 

Chcę cię mieć i gotów jestem zapłacić za to każdą cenę.

Całe poczucie humoru opuściło Adenę na skutek tego szczerego wyznania.

- Skąd wiesz, że właśnie mnie chcesz mieć? - zapytała, rumieniąc się z hamowanej furii. - 

Sam powiedziałeś, że spędziliśmy ze sobą zaledwie jeden wieczór.

- To mi zupełnie wystarczy. - Holt uśmiechnął się rozbrajająco.

- Czyżbyś naprawdę uważał, że można kupić miłość?

- Wszystko ma swoją cenę. Zresztą ja wcale nie chcę kupować miłości.

- A co? Chcesz zatrudnić nową pomoc domową? A może będę przechowywana na wszelki 

wypadek jako czwarta do brydża? A może potrzebujesz prywatnego buchaltera?

- Z radością zademonstruję, jaką rolę wyznaczyłem ci w moim życiu!

- O, nie! - Adena zauważyła, że się irytował. Dobrze mu tak, pomyślała. Uczciwie sobie na 

to zasłużył. - Najuprzejmiej dziękuję. Wprawdzie rzeczywiście szukam pracy, ale nie mam zamiaru 

przyjmować twojej propozycji. Za drogo by mnie to kosztowało.

- Jesteś na mnie zła.

- A ty jesteś bardzo spostrzegawczy.

- Dlatego, że stawiam sprawę uczciwie? - Holt był rozczarowany.

- Pragnę ci oświadczyć, że twoja propozycja jest pozbawiona romantyzmu, niedelikatna i 

nieinteresująca.

19

background image

-   Oczywiście,   że   jest   niedelikatna,   ale   na   pewno   interesująca.   Za   to   mogę   ręczyć.   A 

romantyzm? Nie wyobrażam sobie bardziej romantycznej sytuacji niż ta, w której dwoje ludzi od 

pierwszego wejrzenia zaczyna się sobą interesować.

-   Naprawdę   uważasz,   że   to,   co   nas   spotkało,   można   nazwać   miłością   od   pierwszego 

wejrzenia? - zapytała z niedowierzaniem Adena.

- Zainteresowaniem  od pierwszego wejrzenia - poprawił ją Holt. - I nie próbuj udawać 

cnotliwej panienki z powieści dla grzecznych dziewczynek. Wiem, że tamtego wieczoru, chociaż 

przez chwilę, czułaś dokładnie to samo co ja. W przeciwnym wypadku nie zostałabyś na kolacji i na 

pewno nie poddałabyś się moim uściskom bez walki.

-   Chyba   postradałeś   zmysły!   Po   prostu   mnie   obrażasz.   Niczemu   się   nie   poddawałam. 

Chciałam tylko jak najspokojniej przetrwać niemiłe chwile.

Przez moment sądziła, że się zagalopowała. Holt spojrzał na mą badawczo, ale zaraz potem 

uśmiechnął się i wziął z talerza drugą kanapkę.

- Chyba właśnie nadeszła chwila, w której powinienem cię wziąć w ramiona i całować tak 

długo, aż zabraknie ci sił, żeby mi czegokolwiek odmówić.

- Holt! - Adena odruchowo wtuliła się w swój fotel. Po raz pierwszy w życiu poczuła się jak 

delikatna, zupełnie bezbronna istota.

- Co się stało? - Holt nawet się nie poruszył. - Czyżby i ta scena była dla ciebie za mało 

romantyczna? Na pewno nie możesz mi zarzucić, że jest nieciekawa...

- Kpisz ze mnie. - Adena odetchnęła, zrozumiawszy, że on tylko żartuje.

- Troszeczkę - uśmiechnął się do niej.

- No tak, chyba nie powinnam ci była mówić, że tamten pocałunek był dla mnie niemiłym 

przeżyciem. Zachowałam się niegrzecznie - zreflektowała się.

- Nawet bardzo niegrzecznie. Na szczęście stać mnie na wyrozumiałość. Moim zdaniem, nie 

doszłaś jeszcze do siebie po przeżyciu, jakim było zerwanie z Jeffem Carriganem - tłumaczył jej 

Holt współczująco. - Sama przed sobą musiałaś udawać, że mi się opierasz. Na pewno okropnie byś 

się   czuła,   gdybyś   poddała   się   pieszczotom   innego   mężczyzny   zaledwie   w   kilka   godzin   po 

odprawieniu   Carrigana.   A,   właśnie.   Zapomniałem   cię   zapytać,   jak   biedaczysko   przyjął   tę 

wiadomość.

Adena   wpatrywała   się   w   Holta   zdumiona.   Nawet   nie   podejrzewała   tego   człowieka   o 

podobną   przenikliwość.   Tymczasem   on   od   niechcenia,   bez   specjalnego   wysiłku   odkrywa   nagą 

prawdę.  I  oczywiście  ma  rację.  Wcale  nie  musiała  zostawać   u  niego  na   kolacji.  Najgorsze   ze 

wszystkiego   było   wspomnienie   uczuć,   jakie   zawładnęły   nią   wtedy,   kiedy   Holt   trzymał   ją   w 

20

background image

ramionach. Nie ma co się oszukiwać. Czuła najzwyklejszy w świecie pociąg fizyczny do obcego 

mężczyzny. I to zaraz po tym, jak rozstała się z Jeffem.

- Wydaje mi się, że on nie wierzy w nasze zerwanie - powiedziała Adena.

- Gdyby się tu jednak zjawił, to dasz mu do zrozumienia, że wszystko skończone? - zapytał 

Holt, jakby rzucał komuś wyzwanie. Nawet drzemiący u jego stóp Maks niespokojnie zastrzygł 

uchem, chociaż nie uznał sytuacji za wystarczająco poważną, aby warto było otwierać oczy.

- To nie twoje zmartwienie - odcięła się Adena.

- Chciałem się tylko upewnić, czy nie usychasz z tęsknoty za nim. - Po wyrazie twarzy 

Holta można było poznać, że już się upewnił. 

- Umówmy się, że wpadniesz do mnie za pół roku. Przekonamy się wtedy, czy udało mi się 

samej uporać z problemem Jeffa.

- W zasadzie jestem bardzo cierpliwy, ale nie aż do tego stopnia. Czy mogę jeszcze prosić o 

herbatę? - wyciągnął przed siebie pustą filiżankę.

- Możesz sam sobie nalać - mruknęła Adena, zła na siebie i na cały świat.

- Pewnie, że mogę, ale lubię patrzeć, jak ty to robisz.

- Masz wtedy wrażenie, że jestem na swoim miejscu? - Adena poddała się prawie bez walki.

- Wcale nie - uśmiechnął się czarująco. - Po prostu lubię na ciebie patrzeć. Jesteś taka 

kobieca i dobrze wychowana... Daj mi szansę, Adeno - nagle zmienił ton głosu. - Obiecuję, że nie 

będę cię poganiał.

Adena spojrzała na niego ukradkiem. Po raz pierwszy zaczęli rozmawiać poważnie.

-   W   tej   chwili   nie   jestem   do   wzięcia   -   powiedziała.   -   Właściwie   powinnam   chyba 

powiedzieć, że w ogóle nie jestem do wzięcia.

- Później o tym porozmawiamy. - Patrzył jej przez chwilę prosto w oczy, jakby coś ważył w 

myślach. - Wydaje mi się, że powinniśmy zmienić temat.

- Zanim tak się zirytuję,  że poszczuję na ciebie  Maksa?  - zażartowała  Adena, szczerze 

zdumiona domyślnością swego gościa.

- Nie. - Holt podrapał Maksa za uchem. - Nie chcę cię stawiać w niezręcznej  sytuacji. 

Mogłabyś mi jeszcze powiedzieć coś, czego później będziesz żałowała.

- Nie bądź śmieszny, Holt. Mnie nie można kupić. Nie jestem bombonierką.

- Przecież  widzę. - Znów  się uśmiechnął.  - Nie można  się tobą  nasycić.  Ale  mieliśmy 

zmienić temat.

- Nie wydaje mi się, żebyśmy mieli wiele wspólnych tematów do rozmowy.

- Czyżby. A twoje zamiłowanie do sztuki?

21

background image

-  Co takiego?  -  Dopiero  teraz  zauważyła,   że  Holt   patrzy  na  kopię  impresjonistycznego 

obrazu, wiszącą za jej plecami.

- Pasuje do ciebie i do tego pokoju. Wszystko pasuje: kolory, światło i ta delikatność... - 

rozejrzał się po pokoju. - Pewnie nawet nie masz pojęcia, że dla mężczyzny to wszystko jest bardzo

ponętne.

- Nie projektowałam mieszkania z myślą o mężczyznach - zaprotestowała Adena. Własna 

reakcja na niecodzienny komplement wcale się jej nie spodobała.

-   Wiem,   ale   efekt   i   tak   pozostaje   ten   sam.   Już   od   progu   poczułem   się   tu   jak   dawno 

oczekiwany gość. Tak jakby wszystko w tym pokoju na mnie czekało.

- Otoczyłeś się masywnymi, prawdziwie męskimi meblami i dlatego odrobina puszystości 

tak bardzo na ciebie działa.

- Tak myślisz? Uważasz, że moje mieszkanie jest prawdziwie męskie? Nadzwyczajne! 

- Wiem, że pożałuję tego pytania, ale muszę ci je zadać. Co w tym takiego fascynującego?

- Bardzo się cieszę, że tak ostro zareagowałaś na wystrój mojego mieszkania. Jesteś na 

dobrej drodze. A teraz pomogę ci zebrać filiżanki.

Holt wstał z kanapy, wziął tacę z zastawą i zaniósł ją do kuchni. Adena mogła tylko podążyć 

za nim.

- Wiesz, Holt, wydaje mi się, że powinieneś już iść - powiedziała, chociaż zupełnie nie 

wiedziała, jak mogłaby go zmusić do opuszczenia jej domu. - Powiedziałeś wszystko, co miałeś do 

powiedzenia i nawet dostałeś odpowiedź. Nie utrudniaj mi życia, bardzo cię proszę.

- Poczekaj, tylko zmyję filiżanki. Założę się, że porcelany nie wkładasz do zmywarki. Mam 

rację?

- Masz, ale nie musisz ich zmywać. Sama to zrobię, jak już sobie pójdziesz.

- Nawet o tym nie myśl. Bardzo mi zależy na tym, żeby zrobić na tobie dobre wrażenie – 

roześmiał   się   głośno.   Wlał   do   zlewu   kilka   kropel   płynu   do   zmywania   i   puścił   gorącą   wodę. 

Zachowywał się tak, jakby codziennie zmywał naczynia w tej kuchni.

- Twoja pomoc domowa nie ma zbyt wiele roboty - mruknęła. Adena Przecież nie mogę go 

siłą wyciągnąć z kuchni, pomyślała.

- Ach, byłbym zapomniał - zaczął, zanurzając filiżankę w pachnącej piance. - Miałem cię 

zapytać,   jak   do   tego   doszło,   że   odkryłaś   to   przekupstwo.   Możesz   mi   coś   o   tym   powiedzieć? 

Rachunkowość czasami robi na mnie wrażenie czarnej magii.

Adena przyglądała się z niepokojem, jak obchodzi się z delikatną porcelaną.

Robił   to   wyjątkowo   ostrożnie.   Chwilę   po   tym   uległa   czarowi,   jaki   Holt   na   nią   rzucił. 

Uznała, że opowiadanie o pracy nie może jej zaszkodzić. Holt skończył zmywać, a Adena wciąż 

22

background image

jeszcze tłumaczyła mu zawiłości księgowania i bilansów. W tym stanie łatwo dała się zaprowadzić 

z powrotem do pokoju i nie protestowała, kiedy Holt nalał dwa kieliszki sherry ze stojącej na 

stoliku karafki. Wzięła od niego kieliszek i usiadła na białej kanapie, wciąż tłumacząc mu, na czym 

polega rachunkowość.

- To bardzo interesujące - Holt kiwał głową. - Co za kombinacja rozumu i delikatności. Nie 

można ci się oprzeć!

- Skąd ci przyszło do głowy, że jestem delikatna?

-   Zauważyłem   to   od   razu,   kiedy   tylko   wszedłem   do   swojego   gabinetu.   Z   taką 

niecierpliwością czekałaś wtedy na mnie - powiedział cicho. - Od razu powiedziałem sobie, że 

kupuję to, co mi zechcesz sprzedać.

- Czy zawsze patrzysz na świat w kategoriach transakcji handlowych? - Adena pokręciła 

głową.

- Jestem praktycznym człowiekiem.

-   Ciekawe,   gdzie   się   tego   nauczyłeś?   -   Nie   wiadomo   dlaczego   Holt   nagle   zaczął   ją 

interesować.

- W różnych szkołach - odrzekł jakby zbity z tropu. Zachowywał się tak, jakby pytanie 

dziewczyny dotknęło nie całkiem zabliźnionej rany.

-   Opowiedz   mi   o   tym   -   poprosiła.   Wiedziała,   że   nie   powinna   nalegać,   ale   czuła   także 

wewnętrzną potrzebę zaspokojenia ciekawości.

- Najprościej byłoby powiedzieć, że wszystkiego nauczyłem się w małym miasteczku, w 

którym się urodziłem. - Holt pociągnął łyk sherry. - Były tylko dwa sposoby wyrwania się stamtąd: 

zdobyć wykształcenie albo zaciągnąć się do wojska. Wybrałem wojsko, bo wydawało mi się, że to 

mniej   kosztowna   metoda.   Oczywiście,   myliłem   się.   Dzięki   armii   udało   mi   się   wyjechać   z 

miasteczka. Dotarłem nawet do Azji. Tam nauczyłem się, że wszystko, także ludzkie życie, można 

sprzedać i kupić. Udało mi się przeżyć i nie zwariować, co właściwie należałoby uznać za sukces... 

Po powrocie kupiłem sobie wykształcenie. Gdybym miał więcej rozumu, kupiłbym je wcześniej. 

Zrobiłem także kolejny, niezbyt rozsądny krok. Mianowicie kupiłem żonę.

- Żonę!

- Tak. - Holt uśmiechnął się krzywo i skinął głową. - Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że żona 

to zakup ratalny. Nie wiedziałem też, że mężczyzna musi spłacać raty zarówno w dobrych, jak i w 

złych czasach.

- Odeszła?

- Bez namysłu. Mówiąc szczerze, nie mam nawet do niej pretensji, bo w końcu wyszło mi to

23

background image

na dobre. Bardzo długo nie mogłem znaleźć pracy. Wtedy właśnie doszedłem do wniosku, że nie 

mam zamiaru spędzić całego życia na łasce i niełasce obcych ludzi. Pracując dla kogoś, nigdy nie 

osiągnąłbym niezależności, nie uzyskał kontroli nad własnym życiem.

- Teraz stać cię na wszystko, czego zapragniesz - mruknęła Adena.

- Prawie - uśmiechnął się do niej znacząco.

- Rozumiem, że nie uważasz siebie za cynika, tylko za człowieka interesu.

- Naprawdę sądzisz, że jestem cyniczny? - zapytał Holt, udając zdziwienie.

- Oczywiście.

- To dlatego, że ty patrzysz na życie przez różowe okulary. Jak ten impresjonista, który 

namalował twój obraz. Wolisz jasne, radosne barwy.

- Może masz rację - zgodziła się Adena.

Pomyślała, że Holt chyba odgadł prawdę. Ona chciałaby, żeby jej mężczyznę, tak samo jak 

ją samą, oburzyły machlojki Carriganów. Jeffa także próbowała dopasować do ideału mężczyzny, 

który sama sobie stworzyła. Pewnie właśnie w tym tkwił błąd.

- Nie ma sprawy - szepnął Holt. - Ja mogę sobie pozwolić na urzeczywistnienie twoich 

złudzeń. Powiedz mi tylko czego pragniesz.

- Myślisz, że to takie proste?

- Spróbujmy. Powiedz mi, czego byś chciała, a ja ci powiem, czy ci mogę to dać.

- A gdybym cię poprosiła o uczciwe prowadzenie interesów? - spytała. - O prowadzenie 

firmy bez łapówek, bez szpiegostwa gospodarczego?

- Musisz wiedzieć - Holt uśmiechnął się szeroko i rozparł na białych poduszkach kanapy - 

że nigdy w całej swojej karierze nie dałem ani nie wziąłem żadnej łapówki.

- Nie wierzę! Nawet się nie zdziwiłeś, kiedy ci powiedziałam, że przekupiono jednego z 

twoich pracowników. Zachowałeś się tak, jakby to było normalne.

- Ta forma zdobywania informacji jest dość powszechna, ale to nie oznacza, że ja także z 

niej   korzystam.   Nie   denerwuję   się,   kiedy   zdarza   mi   się   dowiedzieć   o   czymś   takim.   Jestem 

doświadczonym człowiekiem i nie ulegam gwałtownym reakcjom.

- Bez wahania zaproponowałeś mi łapówkę! - przypomniała mu Adena.

- To zupełnie co innego. Chciałem kupić ciebie, a nie informacje. Musiałem zastosować 

najprostszy sposób pozyskania twojej przychylności. Ponieważ sądziłem, że przyjechałaś po to, 

żeby sprzedać mi informację, wyciągnąłem logiczny wniosek, że od tej strony najłatwiej będzie cię 

podejść. Nie miałem zamiaru kupować od ciebie żadnych tajemnic Carrigan Labs.

- I ja mam w to uwierzyć?

24

background image

- Czyżby fakt, że nadal chcę cię kupić, chociaż już wiem, że nie pracujesz u Carrigana, nic 

dla ciebie nie znaczył? Nie przyszło ci do głowy, że gdybym naprawdę chciał wydostać z Carrigan 

Labs ważne sekrety techniczne, przekupiłbym kogoś zajmującego wyższe stanowisko niż twoje? 

No to mamy jedną iluzję, która pozostaje nietknięta. Ja prowadzę interesy uczciwie. Co tam jeszcze 

masz na tej swojej liście?

- To nie jest lista zakupów - upomniała go Adena. - Zresztą ty i tak na wszystko znajdziesz 

odpowiedź. Jesteś taki cholernie cyniczny!

- Więc spróbuj mnie zmienić - zaproponował.

- Ty naprawdę zwariowałeś!

- Skądże. Uważam, że mam pragmatyczny stosunek do życia, ale chętnie pozwolę ci go 

zmienić.

- Chcesz mnie wykołować. - Adena ze wszystkich sił broniła się przed ogarniającym ją 

zainteresowaniem. Holt rzucił jej nie lada wyzwanie.

- Teraz ty jesteś cyniczna - uśmiechnął się do niej.

- Między cynizmem a ostrożnością jest ogromna różnica.

- Daj się zaprosić na kolację. - Holt patrzył dziewczynie prosto w oczy. - Obiecuję, że i w 

restauracji, i potem zachowam się bez zarzutu. Być może jestem cynikiem, ale czasami potrafię 

postępować jak dżentelmen. Oczywiście tylko wtedy, kiedy jest to konieczne.

Adena   wiedziała,   że   nie   powinna   nawet   zastanawiać   się   nad   przyjęciem   zaproszenia, 

tymczasem propozycja Holta już ją nęciła.

- Mam nadzieję, że nie oprzesz się pokusie zrobienia wyłomu w moim cynizmie. Proponuję 

ci   spędzenie   ze   mną   jednego   wieczoru.   Bez   żadnych   zobowiązań   i   bez   podtekstów.   Zwykły, 

sympatyczny wieczór we dwoje. Co ty na to?

Adena  przygryzła   wargę.   Była  wściekła  na  siebie  za   to,  że  w  ogóle   bierze   pod  uwagę 

możliwość przyjęcia tej propozycji. Nie zdążyła  się zdobyć  na stanowczą odmowę, kiedy Holt 

wziął ją za rękę.

- Proszę cię, Adeno - błagał aksamitnym szeptem, któremu dziewczyna rzeczywiście nie 

potrafiła się oprzeć. - Żadnych zobowiązań. Słowo honoru. Pozwól się zaprosić na kolację.

- A co po kolacji?

- Po kolacji przywiozę cię do domu i zostawię pod drzwiami. Jeśli tak sobie zażyczysz.

Adena czuła ciepło jego dłoni. Stali obok siebie, ale Holt wcale nie wymusił na dziewczynie 

tego pocałunku. To ona sama, nie wiedzieć jakim cudem, zbliżyła wargi do jego ust, kiedy się nad 

nią pochylił. A kiedy się odsunął, zdała sobie sprawę z tego, że jeszcze jej mało. Jedna wspólna 

25

background image

kolacja, pomyślała. Przecież to nic zdrożnego. Nie stanie mi się żadna krzywda. Zgodzę się, jeśli 

obieca, że bez dyskusji odwiezie mnie potem do domu.

- Nie musisz się mnie obawiać - powiedział Holt cicho, jakby odgadł myśli dziewczyny. - 

Przyznaję, że bardzo cię pragnę, ale chcę zagrać w tę grę zgodnie z regułami, które ty ustalisz. Nie 

jestem już nierozważnym młokosem, któremu tylko jedno w głowie.

- Czyżby? - wydukała Adena. Zrozumiała, że stoi zbyt blisko płonącego we wnętrzu tego 

mężczyzny   żaru.   Powinnam   trzymać   go   na   dystans,   pomyślała.   Przytłacza   mnie   ta   jego 

wysublimowana męskość. Nie potrafię nawet logicznie myśleć. Samą siłą woli przyciąga mnie do 

siebie...

- Oczywiście - roześmiał się Holt. - Mam trzydzieści osiem lat. Mężczyźni w tym wieku na 

ogół potrafią już docenić więcej niż tylko jeden aspekt związku z kobietą. Skorzystaj z okazji, 

skarbie. Sprawie, że zapomnisz o Carriganie i obiecuję, że zachowani się jak dżentelmen.

- A jeśli, mimo wszystko, nie dostaniesz tego, na czym ci najbardziej zależy?

- Zaryzykuję.

- Bo nie liczysz się z możliwością przegranej - dokończyła za niego Adena.

- Zaryzykuję - powtórzył  Holt. - Przecież zjedzenie z tobą kolacji w jakimś eleganckim 

lokalu samo w sobie będzie dla mnie miłym przeżyciem.

Nie mogę dać się wciągnąć w żadną niebezpieczną sytuację, upomniała Adena samą siebie. 

On ze mną flirtuje. Co z tego, kiedy czuję, że mięknę jak wosk. Boże, dopomóż! Tak bardzo chcę 

iść z nim na tę kolację! Tak bardzo chcę, że zaraz uwierzę we wszystko, co mi obieca.

- Zgoda - powiedziała.

- Dziękuję - wyszeptał.

Tym razem ich pocałunek był czymś więcej niż tylko delikatnym muśnięciem warg, ale 

Adeny to nie przeraziło. Poddała się, myśląc sobie, jak by to było przyjemnie wtulić się w tego 

mężczyznę i zapomnieć o całym świecie. Zadrżała, a on to poczuł. Odsunęła się od niego. Holt nie 

tylko się nie sprzeciwił, ale sam także cofnął się o krok.

- Przyjadę po ciebie o siódmej - powiedział. - Gdybyś miała wątpliwości, powiedz sobie, że 

jestem ci winien kolację w przyzwoitej restauracji. Tylko tyle mogę zrobić, skoro nawet pracy nie 

chcesz ode mnie przyjąć.

Holt wyszedł, a Maks długo jeszcze stał przy drzwiach i machał ogonem. Adena natomiast 

odniosła przedziwne wrażenie, że z jej mieszkania zniknął nagle jakiś niesłychanie ważny element.

26

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Punktualnie o siódmej przed dom zajechało ferrari Holta. Metalizowany lakier samochodu 

doskonale komponował się z czarną w złote wzory suknią Adeny.

- Pięknie wyglądasz - westchnął Holt na widok wieczorowej sukni z długimi rękawami i 

dużym dekoltem.

-   Zawsze   na   pierwszej   randce   staram   się   zrobić   dobre   wrażenie   -   zażartowała   Adena. 

Sądziła, że żart obroni ją przed pożądliwym spojrzeniem szarych oczu Holta.

-   Dziękuję.   -   Holt   ostrożnie   zamknął   drzwi   przed   nosem   pełnego   nadziei   Maksa   i 

szarmancko poprowadził Adenę do czekającego przed domem auta.

- Za dobre wrażenie?

- Za to, że nasze dzisiejsze spotkanie nazwałaś pierwszą randką. Naprawdę chcę, żeby nasz 

romans przebiegał według twoich wyobrażeń, skarbie.

- Mam rozumieć, że dasz mi wszystko, co zechcę? - uśmiechnęła się do niego. - Czyżbyś 

doszedł do wniosku, że można mnie kupić za dobre zachowanie?

- Na to też mogę sobie pozwolić. Przez jakiś czas.

Holt przekręcił kluczyk w stacyjce i ferrari z piskiem opon ruszyło przed siebie.

Przejechali most Golden Gate, minęli główną ulicę Sausalito i znaleźli się tuż przy plaży. 

Tam właśnie znajdowały się najelegantsze butiki i najwytworniejsze restauracje.

- Ty także wiesz, jak zrobić na kobiecie dobre wrażenie - powiedziała Adena, kiedy na 

pięknie nakrytym stole pojawił się fantastycznie udekorowany koktajl z krewetek. - Ale uważaj. Ja 

rzadko kiedy pozwalam panom zamawiać dla mnie potrawy.

- Bardzo ci jestem wdzięczny,  że dziś postanowiłaś  oddać się całkowicie w moje ręce. 

Obiecuję, że następnym razem zapytam cię o zdanie, zanim ułożę menu.

- Czy jeśli znajdę w karcie coś naprawdę interesującego, będę mogła to sobie zamówić?

- Próbujesz mi chyba dać do zrozumienia, że jestem apodyktyczny. - Holt zaśmiał się cicho.

- Uważam, że masz do tego predyspozycje - zgodziła się Adena. - W trwałym związku 

trzeba by cię mocno trzymać w ryzach, żebyś nie wszedł człowiekowi na głowę.

- Wydaje mi się, że potrafię się przystosować - oświadczył skromnie.

- Większości ludzi tak się wydaje i niestety, wielu z nich zupełnie tego nie potrafi. Najmniej 

podatni na przystosowanie są ci, którzy przyzwyczaili się chadzać własnymi drogami.

- Pijesz do mnie? - domyślił się Holt.

27

background image

- Ja tylko próbuję cię ostrzec.

- Czy ty się mnie boisz? - zapytał, wpatrując się uważnie w stojący na stole kieliszek z 

białym winem.

- Skądże. Gdybym się bała, nie przyjęłabym twojego zaproszenia - zapewniła go Adena, 

chociaż w głębi duszy dobrze wiedziała, że nie jest to stuprocentowa prawda.

- A mimo to postanowiłaś trzymać mnie na dystans.

- Oczywiście - potwierdziła z uśmiechem na ustach.

- Przecież obiecałem ci, że zachowam się jak dżentelmen - przypomniał Holt. - Wobec tego 

musisz się zastanowić, czy na pewno mnie chcesz kontrolować?

- Czyżbyś dawał mi do zrozumienia, że to mnie grozi dziś szaleństwo z pożądania?

- W każdym razie miło sobie wyobrazić coś takiego.

Adena roześmiała się głośno. Nie wypiła nawet odrobiny wina, a już czuła lekki zawrót w 

głowie.

- Czy cały swój wolny czas poświęcasz na nakłanianie kobiet do tego, żeby głupiały na 

twoim punkcie? - zapytała.

- Skądże. Możesz mi wierzyć lub nie, ale ja naprawdę mam trochę inne zainteresowania.

- Na przykład?

- Na przykład, kiedy tylko mogę, jadę na ryby.

- Zajęcie dla prawdziwego mężczyzny - pochwaliła zupełnie serio Adena.

- Dużo radości sprawia mi też malowanie.

- Malowanie? - zdziwiła się. - Czym malujesz?

- Akwarelami.

- Akwarelami? Niemożliwe! Ty lubisz coś tak delikatnego jak akwarele? - zawołała. - Gdzie 

one są? Nie widziałam u ciebie żadnych obrazów.

- Nie pasują do wystroju wnętrza. Zazwyczaj po prostu rzucam je w kąt i tam leżą. Jestem 

marnym  malarzem. Właściwie to jestem okropnym malarzem, ale czasami ogarnia mnie wielka 

chęć, żeby wziąć do ręki pędzel i poeksperymentować.

- Do głowy by mi nie przyszło... - mruknęła pod nosem Adena.

Wyznanie Holta wniosło w ten wieczór trochę ciepła, jakby zbliżyło ich do siebie. Odkrył 

przed nią delikatną część swojej natury, dzięki czemu mogli się wreszcie zająć czymś innym niż 

dokuczaniem   sobie   nawzajem.   Ten   mężczyzna   coraz   bardziej   ją   zaciekawiał,   więc   Adena 

skorzystała z okazji i zasypała go mnóstwem bardzo osobistych pytań.

- Zawsze na pierwszej randce zadajesz tyle pytań? - zażartował Holt, kiedy przytuleni do 

siebie tańczyli na parkiecie.

28

background image

- A co? Nie lubisz gadatliwych kobiet?

- Znam niewielu ludzi, którzy chcieliby poznać tyle  szczegółów  na raz. Jutro ja zadaję 

pytania.

- Czy w ten subtelny sposób dajesz mi do zrozumienia, że jutro także zabierasz mnie na 

kolację? - zapytała Adena i uśmiechnęła się do niego. Nie zaprotestowała, kiedy mocniej ją do 

siebie przytulił.

- Czy Maks pozwoli ci wychodzić z domu przez kolejne dwa dni?

- Musimy go zapytać. On nie lubi, kiedy późno wracam.

Istotnie, kiedy kilka godzin później Holt odwiózł dziewczynę do domu, w zaspanych oczach

Maksa widać było żal. Upewnił się, że oboje są cali i zdrowi, po czym znów ułożył się do snu, 

zadowolony z dobrze spełnionego obowiązku.

- A to leń - szepnął Holt. Nalał sobie kieliszek sherry i usiadł na białej kanapie. - Zawsze tak 

się zachowuje późnym wieczorem?

-   Ostrzegałam   cię   przecież   -   usprawiedliwiła   psa   Adena.   Tym   razem   także   nie 

zaprotestowała przeciwko swobodzie, z jaką gość poruszał się po jej domu.

- W każdym  razie dobrze wiedzieć,  że ktoś  się tobą opiekuje, kiedy mnie  tu nie ma  - 

zauważył filozoficznie Holt.

- Sznaucery są bardzo oddane  i w  razie  potrzeby potrafią  obronić  swego właściciela.  - 

Adena usiadła obok Holta na kanapie. Ale nie za blisko.

- Wspaniała cecha u mężczyzny i u psa - powiedział Holt.

- Całkowicie się z tobą zgadzam - odrzekła Adena.

- Ja też mogę być oddany. I umiałbym cię obronić - szepnął Holt i musnął palcami włosy 

dziewczyny. - Jestem także zaradny, mądry, dowcipny i hoj...

- Nie wymawiaj tego słowa, bo każę ci wyjść, zanim skończysz sherry!

- Dlaczego tak się obawiasz mojej hojności? - zapytał, a zaraz potem ostrożnie pocałował 

Adenę w szyję.

- Obawiam się, że twoje prezenty nie byłyby ofiarowane bezinteresownie - powiedziała 

Adena poważnie, chociaż bardzo cicho.

- A ty chcesz zachować niezależność?

- Po prostu nie chcę, żebyś się poczuł oszukany, a tak właśnie mogłoby się zdarzyć, gdybym 

przyjęła coś od ciebie i nie dała ci wszystkiego, co spodziewałeś się za to dostać – oświadczyła, 

rozpaczliwie próbując rozwiać romantyczną mgłę, która otaczała ich tego wieczora.

- Rzeczywiście nie lubię, kiedy się mnie oszukuje. Oczekuję ekwiwalentu... - Holt pieścił 

wargami delikatną skórę za uchem dziewczyny.

29

background image

Adena poruszyła się niespokojnie. Instynkt podpowiadał jej, że powinna położyć tamę tym 

ekscesom, ale Holt przytrzymał jej twarz w swoich dłoniach.

- Adeno... - wyszeptał.

Zadrżała, a on zrozumiał to jako przyzwolenie i mocno, namiętnie pocałował rozchylone 

usta dziewczyny. Tym razem wcale się go nie bała. Czuła, że Holt całkowicie panuje nad sobą. 

Mogła bez obaw poddać się delikatnemu podnieceniu, jakie ten pocałunek w niej obudził. Zresztą, 

cóż może być złego w zwyczajnym pocałunku na dobranoc, pomyślała. Wyciągnęła rękę i zagłębiła 

palce w czarnych włosach Holta. Już w restauracji miała na to ogromną ochotę.

-   Adeno,   moja   słodka,   pozwól   mi   ogrzać   się   przy   tobie.   Tak   dobrze   trzymać   cię   w 

ramionach. Tak bardzo cię pragnę...

Przesunął dłonią po udzie dziewczyny. Cienki materiał czarno-złotej sukni nie mógł chronić 

jej ciała przed pieszczotą. Adena mocniej wtuliła się w ramiona mężczyzny. Zamknęła oczy. Niech 

się dzieje co chce, pomyślała. Palce Holta przesunęły się wyżej i znalazły nie osłoniętą stanikiem, 

lekko okrytą jedwabistą materią, ciepłą okrągłość. Pieścił jej piersi, a dziewczyna coraz mocniej się 

do niego tuliła.

- Holt... Och, Holt... - jęczała.

- Co się stało, kochanie? - szepnął rozbawiony, kiedy dotarło do niego wreszcie, że Adena 

także go pragnie. - Nie podoba ci się to?

- Za... Trochę za szybko. - Nie miała siły niczego mu zabronić, a dłoń Holta tymczasem 

niepokojąco zbliżyła się do zapięcia sukni. Materiał właściwie sam spadł, odsłaniając nagie ramiona

i drobne piersi.

- Wcale nie za szybko, skarbie. - Pochylił się nad nią. - Już wtedy nie było za wcześnie. 

Jesteśmy sobie przeznaczeni. Zrozumiałem to w chwili, w której ujrzałem cię po raz pierwszy. - 

Ułożył dziewczynę na kanapie. Wieczorowe pantofle same zsunęły się na szary dywan. - Zaufaj mi, 

kochanie. - Holt okrywał pocałunkami szyję i piersi Adeny. - Zaopiekuję się tobą. Wszystkim się 

zajmę.

Adena miała wielką ochotę uwierzyć słowom tego mężczyzny, zaufać mu i zapomnieć o 

bożym świecie. Ale z głębi świadomości dobiegło do niej ostrzegawcze wołanie: on uważa, że 

wszystko i każdego można kupić! On nie wie, co to miłość! On cię tylko pożąda! Jak możesz 

myśleć o tym, żeby się oddać w ręce Holta Sinclaira?

- Wierzę ci - powiedziała z trudem. Jej palce błądziły pod marynarką Holta. - Wierzę, że ty 

dobrze wiesz, czego chcesz. Ja tylko siebie nie jestem pewna.

- Pozwól mi zostać na noc. Przed świtem będziesz pewna wszystkiego - obiecywał, a jego 

oczy lśniły pożądaniem.

30

background image

Zanim Adena zdołała choćby pisnąć, zrzucił z siebie marynarkę i wgniótł dziewczynę w 

poduszki kanapy. Adena jakby zapomniała o swoich obiekcjach. Ona także była pobudzona do 

granic wytrzymałości. Drżącymi  palcami rozpinała guziki śnieżnobiałej koszuli Holta i myślała 

sobie, że podniecanie tego właśnie mężczyzny sprawia jej niewysłowioną przyjemność.

- O Boże! Adeno,tak bardzo cię pragnę! - jęknął Holt. Ściągnął resztę czarno- złotej sukni z 

bioder dziewczyny. - Zobaczysz, jak nam będzie dobrze. Pozwól...Nie pożałujesz. Przysięgam.

- Nie poganiaj mnie - błagała Adena, czując, że nie ma dość sił, aby przeciwstawić się 

rwącemu prądowi, który ją porwał i niósł na oślep w nieznane – Obiecałeś, że nie będziesz mnie 

ponaglał.

Leżała   prawie   naga.   Malutki,   koronkowy   trójkącik   i   złoty   naszyjnik   ze   smoczymi 

skrzydłami były jedynym strojem Adeny.

- Czy wiesz - Holt dotknął palcem naszyjnika - że wyglądasz w tym jak niewolnica? Bardzo 

podniecająco. - Nachylił się nad dziewczyną i musnął ustami złote skrzydła. - Przyznaj się że ty 

także mnie pragniesz, niewolnico - wyszeptał. - Tyle chyba możesz mi dać?

- Ty przecież wiesz... - oddychała ciężko ledwo mogła mówić. - Przecież wiesz, że cię 

pragnę.

- Wiem, ale chcę to od ciebie usłyszeć.

- A co mi za to dasz? - zdobyła się na kpinę.

- Wszystko, co zechcesz - obiecał. - Powiedz tylko, czego sobie życzysz. Jeśli to w mojej 

mocy, na pewno wszystko dostaniesz. Chcę tylko usłyszeć że mnie pragniesz!

- Za nic na świecie ci tego nie powiem - wyszeptała. - Za nic!

- Adeno! - zawołał Holt. Gdyby spojrzenie mogło zabijać, padłaby trupem. Na szczęście nie 

mogło i dziewczyna uśmiechnęła się do niego przepraszająco.

- Nie ma na świecie takiej rzeczy, którą mógłbyś mi dać za to wyznanie - pogłaskała go po 

zmierzwionych włosach - ale chętnie powiem ci to za darmo. Nigdy w życiu żadnego mężczyzny 

nie pragnęłam tak bardzo, jak ciebie w tej chwili.

Holt   jakby   chciał   coś   powiedzieć,   ale   rozmyślił   się,   i   znów   pochylił   się   nad   nagą 

dziewczyną. Adena czule pogłaskała go po plecach. Czyżbym się w nim zakochała? pomyślała. 

Może właśnie dlatego straciłam zdrowy rozsądek i panowanie nad emocjami? Ta myśl przeraziła ją 

i sprowadziła z powrotem z obłoków na ziemię. Dziewczyna zdała sobie nagle sprawę z tego, że 

jest naga i że tuli do siebie zupełnie obcego mężczyznę.

- Co ci się stało, Adeno? Nie odpychaj mnie teraz! Chcę cię mieć całą! Musze!

Jego błagania o mało nie przywiodły dziewczyny do zguby. Przed ostatecznym poddaniem

31

background image

się uchronił ją tylko paniczny strach. Potrzebowała więcej czasu, musiała wszystko sobie spokojnie 

przemyśleć, a tymczasem wydarzenia nabrały zawrotnego tempa...

- Proszę cię, Holt. Obiecałeś, że nie będziesz mnie ponaglał. Potrzebuję czasu...

- Pragnę cię, kochanie, i ty mnie pragniesz. Sama mi to powiedziałaś. Naprawdę nie możesz

mi zaufać?

- Jeszcze za wcześnie... - wyszeptała.

Holt przylgnął do niej całym ciałem. Chciał, żeby poczuła jego silę. Zupełnie niepotrzebnie, 

bo oboje dobrze wiedzieli, że gdyby chciał ją teraz posiąść, z radością by mu się oddała. Adena 

czekała na jego decyzję. Minęło kilka chwil, zanim Holt podniósł się powoli i z ogromną trudnością 

usiadł na kanapie. Adena leżała obok niego. Wpatrywała się w zbolałą twarz mężczyzny.

- Dziękuję ci - powiedziała.

-   Za   to,   że   okazałem   się   dżentelmenem?   Nie   ma   mi   za   co   dziękować.   Czuję   się   jak 

kompletny głupiec.

Popatrzył na nagą Adenę, a ona znów zadrżała, bo pod jego spojrzeniem czuła się bardzo 

delikatna i zupełnie bezbronna. Pospiesznie wsunęła się w czarno-złotą suknię, ale wciąż czuła 

wpatrzone w siebie szare oczy.

Kiedy   wreszcie   doprowadzili   do   ładu   swoje   ubrania,   Holt   przytulił   dziewczynę   i   ze 

ściśniętym gardłem powiedział:

- Jutro wieczorem. Czekaj na mnie około szóstej. Dobrze?

- Dobrze - zgodziła się, bo choćby nawet chciała, nie mogła już mu odmówić.

- Nie chcę wracać dziś do domu.

- Wiem.

- A mimo to zaraz mnie stąd wyrzucisz? - zapytał i to ironiczne pytanie złagodziło nieco 

napięcie. - Dlaczego Maks mi się tak przygląda?

Rzeczywiście, Maks niecierpliwie dreptał w miejscu i nie spuszczał oczu z Holta.

-   Chciałby   odprowadzić   cię   do   drzwi   i   już   nie   może   się   doczekać,   kiedy   mu   na   to 

pozwolimy - wyjaśniła Adena.

- Zawsze wiem,  kiedy ponoszę klęskę - westchnął  Holt i raz jeszcze mocno  pocałował 

Adenę. - Jutro wieczorem. Nie zapomnij. Pojedziemy do chińskiej dzielnicy...

- A może lepiej zjedzmy kolację u mnie? - zaproponowała Adena. Wcale tego nie chciała, 

ale zdanie samo wymknęło się jej z ust. Tak bardzo pragnęła mieć tego mężczyznę w swoim domu. 

Jej jasne, pełne wdzięku pokoje także potrzebowały obecności Holta.

- Przyniosę butelkę dobrego wina - zobowiązał się Holt, jakby się bał, że dziewczyna zaraz 

wycofa propozycję. - Dobranoc, Adeno.

32

background image

Drzwi   zamknęły   się   za   nim   cicho.   Adena   i   Maks   zostali   sami.   Oboje   w   milczeniu 

wpatrywali się w zamknięte drzwi.

- Wiesz, Maks, on myśli, że może mnie kupić.

Pies podszedł do swojej pani, jakby chciał ją pocieszyć i zapewnić poczucie bezpieczeństwa.

Adena pieszczotliwie podrapała go za uchem.

- Muszę go nauczyć, że nie wszystko da się kupić, piesku. Są rzeczy, które można tylko 

dostać za darmo. Czy myślisz, że on potrafi to zrozumieć?

Wierne, poczciwe oczy Maksa zdawały się potwierdzać ciche nadzieje Adeny.

- Lubisz go, prawda, piesku? - uśmiechnęła się do Maksa. - Coś mi się wydaje, że ty już 

podjąłeś decyzję. Czy dlatego, że nie musisz widywać Jeffa i bardzo się z tego powodu cieszysz?

Adena dopiero teraz zauważyła, że ulotniło się gdzieś zakłopotanie, jakie odczuwała na myśl 

o   nawiązaniu   nowego   romansu   wkrótce   po   zerwaniu   poprzedniego.   Jeff   zupełnie   do   mnie   nie 

pasował, myślała. Może w głębi duszy wiedziałam to już wcześniej? Może dlatego zerwanie tamtej 

znajomości przyszło mi bez trudu? Nie umiałabym tak łatwo odejść od Holta. Nawet gdyby się 

okazało, że on nie pasuje do mojego ideału mężczyzny.  Śmieszne. Spędziłam z nim tylko trzy 

wieczory, a na dodatek dwa pierwsze trudno byłoby nazwać przyjemnymi. Mimo to wiele już o 

sobie wiemy.  Mam całkowitą  pewność, że nie powinnam angażować  się w  związek  z Holtem 

Sinclairem. Chyba że... Chyba że on w końcu nauczy się kochać, nauczy się wierzyć w miłość. 

Może potrafi pojąć, że prawdziwej przyjaźni i prawdziwej miłości nie można kupić za żadne skarby 

świata.

Adena wzięła  prysznic, przebrała się w nocną koszulę, pogasiła światła i wskoczyła  do 

łóżka, przytuliła się do poduszki. Wspominała, chwila po chwili, przebieg spotkania z Holtem. Na 

początku przekomarzali się, potem rozmawiali o głupstwach, a wreszcie o sprawach poważnych i o 

tym do jakich przedsiębiorstw wysłała Adena swoje oferty pracy.

No właśnie, przypomniała sobie, muszę wreszcie zająć się szukaniem pracy. W przeciwnym 

wypadku nie ma mowy o dobrej posadzie. Nie przyjmę przecież pierwszej z brzegu propozycji, jaka 

mi się trafi.

Potem   przypomniała   sobie,   że   jeszcze   niedawno   marzyła   o   wakacjach   w   górach   Sierra 

Newada. Dziwnym trafem ten pomysł przestał jej się podobać. Nie bardzo wiedziała, jak nazwać to, 

co właśnie zaczęło się dziać pomiędzy nią a Holtem Sinclairem, wiedziała tylko, że za nic nie 

chciałaby z tego zrezygnować. Przynajmniej jeszcze nie teraz

Do pokoju cichutko przydreptał Maks. Ziewnął i ułożył się na dywanie w nogach łóżka 

swojej pani.

- Mam nadzieję, Maks, że ty wiesz, co robię, bo ja wcale nie jestem tego pewna.

33

background image

Maks   milczał,   ale   Adena   znała   go   wystarczająco   dobrze,   żeby   wiedzieć,   że   brak 

zainteresowania oznaczał u sznaucera pozytywną ocenę człowieka. Doskonale pamiętała, jak jej 

ulubieniec   warczał   na   Jeffa   za   każdym   razem,   kiedy   ten   pojawiał   się   w   ich   mieszkaniu. 

Zastanawiała się, skąd Maks wiedział, że Jeff Carrigan nie nadaje się na męża swojej pani.

- Holt zresztą też się nie nadaje - powiedziała Adena do milczącego psa. - On nawet nic nie 

wie o miłości. Mogę się założyć, że małżeństwo nie jest największym marzeniem jego życia.

Westchnęła   ciężko.   Była   absolutnie   pewna,  że   związek   z   Holtem   Sinclairem   może   być 

oparty wyłącznie na jednej zasadzie: wszystko albo nic. Przeczuwała, że wprawdzie dzisiaj wykazał 

wiele cierpliwości, ale wcześniej czy później zażąda od niej wszystkiego.

- I co ja wtedy zrobię? - przestraszyła się.

Nie chciała myśleć. Wtuliła twarz w poduszkę i prawie natychmiast zasnęła.

34

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Adena kończyła dekorowanie półmiska z sałatką, kiedy zadzwonił domofon. Holt wcześnie 

przyszedł, pomyślała. Dobrze, że wszystko przygotowałam zawczasu.

Wytarła   umazane   majonezem   palce.   Po   drodze   do   przedpokoju   włożyła   welwetową 

spódniczkę koloru starego wina, która znakomicie pasowała do romantycznej białej bluzki ze stójką 

i mnóstwem koronkowych falbanek.

Nastroszony i gotowy do boju Maks czekał na swoją panią w przedpokoju. Dzięki temu 

Adena zorientowała się, że stojący za drzwiami człowiek nie nazywa się Holt Sinclair.

- Kto tam? - zapytała Adena.

- Otwórz Adeno - powiedział Jeff Carrigan. - Musimy porozmawiać.

Wcale nie miała ochoty wpuszczać go do domu. Postanowiła, że otworzy drzwi tylko po to, 

żeby dać Jeffowi należytą odprawę. Zanim jednak zdołała choćby otworzyć usta, nieproszony gość 

wepchnął się do środka. Był wściekły i śmierdział alkoholem.

- Co ty sobie myślisz? - wrzasnął, podchodząc do dziewczyny. - Co to za gierki?

- Uspokój się. - Adena nawet nie podejrzewała Jeffa o taki temperament. - Co się z tobą 

dzieje? I przestań wrzeszczeć, bo sąsiedzi się zbiegną.

Dopiero ostrzegawcze warczenie Maksa przerwało ordynarny monolog Jeffa. Pies, którego 

przodkowie od pokoleń byli psami obronnymi, gotował się już do skoku.

- Leżeć, Maks! - poleciła Adena. Gdyby nie jej błyskawiczna reakcja, pies na pewno już 

dopadłby Jeffa. Nie skoczył wprawdzie, ale wciąż stal na sztywnych nogach i warczał.

- Uspokój tego cholernego psa! - wrzasnął Jeff. - Zresztą on i tak ci nie pomoże.

-   Przestań   się   wydzierać   i   wynoś   się  stąd.   Powiedziałam   ci   wyraźnie,   że   między   nami 

wszystko skończone.

- Poszłaś odsprzedać Sinclairowi informacje!

-   Kłamstwo!   Dałam   ci   szansę.   Prosiłam,   żebyś   zerwał   kontakt   z   tym   przekupionym 

człowiekiem w Sin Tech. Kiedy mi oświadczyłeś, że tego nie zrobisz, poczułam się w obowiązku 

zawiadomić Sinclaira o tym, co dzieje się w jego przedsiębiorstwie. Nie sprzedałam mu żadnych 

informacji. Zrobiłam tylko to, co w tej sytuacji zrobiłby każdy przyzwoity człowiek.

- Mnie nie musisz oszukiwać! - krzyczał Jeff. - Nie myśl sobie, że nie doniesiono mi o 

wszystkim!   Ktoś   cię   z   nim   wczoraj   widział!   Jakie   jeszcze   informacje   mu   sprzedałaś?   Jakimi 

tajemnicami Carriganów zapłaciłaś za przywilej zostania kochanką Sinclaira?

35

background image

- Zrozum, do jasnej cholery, że nie sprzedaję żadnych informacji! Powiedziałam mu o tym, 

że przekupujesz jego pracowników, ponieważ uznałam, że Sinclair ma prawo o tym wiedzieć, ale 

nie wzięłam za to ani centa. Zresztą nawet gdybym chciała, i tak nic by mi z tego nie przyszło, 

głupcze. On i beze mnie dowiedział się, kto przekazuje ci dane Sin Tech.

-   Do   cholery   nie   wiedział!   Następnego   dnia   po   twoim   odejściu   nasz   człowiek   przestał 

dostarczać informacje.

- Tylko dlatego, że Holt postanowił wreszcie z tym skończyć. Powiedział mi, że czekał tylko 

na ostateczny dowód przeciwko temu „waszemu człowiekowi”.

- Teraz już się nie dziwię, że nie miałaś zamiaru wrócić do pracy! Spaliłaś za sobą mosty, bo

wiedziałaś, że Sinclair zaproponuje ci dużo lepsze warunki! To ci się nie uda! Ja ci pokażę, co to 

znaczy odejść ode mnie do kogoś, kto więcej płaci! Założę się, że on nie jest na tyle głupi, żeby się 

z tobą żenić. Korzystaj z okazji i bierz, co ci wpadnie w ręce, bo Sinclair nie żeni się ze swoimi 

kochankami.

-   Jeff  -   krzyknęła   Adena.   Cofała   się   przed   rozwścieczonym   napastnikiem,   ale   Carrigan 

dopadł ją i chwycił za rękę.

- Nie! - zawołała.

Ten jeden dźwięk wystarczył, żeby warczący groźnie Maks ruszył do akcji. Zacisnął szczęki 

wokół nogi napastnika w tej samej chwili, w której otworzyły się drzwi wejściowe.

- Co tu się, u diabła... - rozległ się głos Holta, a zaraz potem przeraźliwy wrzask Jeffa. 

Dziewczyna domyśliła się, że niezawodny Maks przyszedł jej z pomocą. Uścisk męskiej ręki osłabł,

a sekundę później jakaś niewidzialna siła oderwała szalejącego Carrigana od Adeny.

- Trzymaj się od niej z daleka, bo inaczej rozedrę cię na strzępy - zawołał Holt, ciągnąc 

wierzgającego Carrigana do wyjścia. Maks warczał wściekle, jakby w ten sposób chciał poprzeć 

Holta. - Ona jest moja - dodał Holt, wypchnąwszy intruza za próg. - Jeśli jeszcze raz dotkniesz jej 

choćby   małym   palcem,   zniszczę   nie   tylko   ciebie,   ale   i   twoje   Carrigan   Labs.   Zrozumiałeś? 

Wszystko, co moje, jest pod ścisłą ochroną. Nie zapominaj o tym,  bo drogo zapłacisz za brak 

pamięci!

- Możesz sobie ją wziąć, Sinclair - syczał Jeff. Opanował się trochę i przeraziła go sytuacja, 

jaką sam sprowokował. - To tania dziwka, pazerna na wszystko, co jej wpadnie w łapki. Jeśli lubisz 

takie kobiety, to twoja sprawa. Ja osobiście bardzo się cieszę, że wyszło szydło z worka, zanim 

zdążyłem się z nią ożenić.

- Wynoś się stąd, Carrigan!

Maks stanął za Holtem i warknął ostrzegawczo. Obaj tworzyli niezłą parę. Widocznie Jeff 

Carrigan również to zauważył,  bo odwrócił się na pięcie i wybiegł na ulicę. Holt natychmiast 

36

background image

zatrzasnął za nim drzwi, co bardzo ucieszyło Maksa. Wreszcie mógł podreptać do swojej pani, 

która cała drżąca opierała się o ścianę.

-   Jeśli   spodziewacie   się   pochwał   -   zaczęła   Adena   zaskoczona   podobieństwem   dumnie 

podniesionego psiego pyska i zadowolonej z siebie twarzy mężczyzny - to muszę was rozczarować. 

Nienawidzę scen. - Zaraz potem uklękła na dywanie i przytuliła do siebie sznaucera. - Och, Maks! 

Kto cię nauczył tak niegrzecznie się zachowywać?

- To wrodzona umiejętność u samców  tego gatunku - powiedział  Holt. On też ukląkł i 

otoczył dziewczynę ramionami. - Mój Boże, Adeno! Kiedy zobaczyłem, jak ten gnojek cię szarpie, 

miałem ochotę go zabić. Skąd on się tu w ogóle wziął?

Adena   wtuliła   twarz   w   ramię   Holta.   Dopiero   teraz   mogła   naprawdę   odetchnąć.   Mocne 

ramiona i spokój Holta dawały poczucie bezpieczeństwa w świecie, któremu nagle zachciało się 

oszaleć.

- Dowiedział się, że się z tobą spotykam. Uważa, że sprzedałam ci informacje o tej wtyczce 

w Sin Tech i że sprzedaję ci również inne tajemnice Carrigan Labs. On... on... - Adena nie potrafiła 

powtórzyć oskarżeń Jeffa.

- Co ci jeszcze powiedział? - zapytał cicho Holt, gładząc dziewczynę po głowie.

- Nieważne - spróbowała się uśmiechnąć, ale nie bardzo jej się to udało. - Myślę, że trochę 

za   dużo   wypił.   Mówił   wiele   rzeczy,   których   lepiej   w   ogóle   nic   powtarzać.   Muszę   uczciwie 

przyznać,   że   chociaż   naprawdę   nie   lubię   scen,   to   tym   razem   bardzo   się   ucieszyłam,   kiedy 

przyszedłeś.

- Nie należało go wpuszczać do domu - powiedział Holt stanowczym tonem.

- Wcale go nie zapraszałam do środka - zaprotestowała, czując, że za chwilę usłyszy cały 

wykład. - Otworzyłam drzwi jak normalna, dobrze wychowana osoba, a on wtoczył się do środka, 

nie pytając nikogo o pozwolenie.

Holt   podniósł   się   z   klęczek   i   pomógł   wstać   dziewczynie.   Maks   wciąż   ją   obwąchiwał, 

sprawdzając, czy aby na pewno jego pani nic złego się nie stało. Adena uznała, że w tej sytuacji 

znacznie łatwiej porozumie się z psem niż z mężczyzną.

- Dobry pies. Bardzo jestem z ciebie dumna - poklepała Maksa po szarym łbie. - Ty zresztą 

nigdy nie przepadałeś za Jeffem. Czy przypadkiem nie skorzystałeś z okazji, żeby go wreszcie 

wyrzucić z domu?

- To nie są żarty, Adeno. - Holt przytulił dziewczynę. - Daj mi słowo, że już nigdy nie 

dojdzie do żadnych kontaktów pomiędzy tobą a Carriganem.

- To ci mogę obiecać. Intuicja podpowiada mi, że Jeff również nie ma ochoty się ze mną 

spotykać.

37

background image

- Mówię poważnie, Adeno. Obiecaj, że nie otworzysz mu drzwi, nie będziesz rozmawiać z 

nim przez telefon ani w żaden inny sposób nie dopuścisz go do siebie.

- Nie martw się. Na pewno nie będę się z nim kontaktować. Obiecuję. Możesz mi wierzyć. - 

Adena zaczęła się niecierpliwić. - Czy ty aby nie zapomniałeś, że jestem tylko niewinną ofiarą 

obrzydliwego zajścia? Wolałabym, żebyś  mi okazał więcej współczucia, a w zamian oszczędził 

pouczeń.

- Ty głuptasie. - Holt mocniej przygarnął dziewczynę. - Nie widzisz, że obaj z Maksem 

wciąż jeszcze jesteśmy pod wpływem dużej dawki adrenaliny? Powrót do stanu, jak ty to nazywasz, 

dobrego wychowania zajmie nam jeszcze kilka minut. W końcu przed chwilą wspólnymi siłami 

obroniliśmy naszą własność.

-   Własność!   To   już   do   tego   doszło!   -   Adena   udała   oburzenie.   -   I   to   ma   być   dobre 

wychowanie? Dowiedz się, że nie broniłeś własności, tylko wybawiłeś z opresji bezbronną kobietę.

- Niech i tak będzie, skarbie - zgodził się Holt. Tak zaborczo tulił ją do siebie, że nikt przy 

zdrowych zmysłach nie uwierzyłby w jego słowa.

- Bezbronna kobieta bardzo ci za to dziękuje. - Adena delikatnie, ale stanowczo odsunęła go 

od siebie. - Maks zaraz dostanie wspaniałą kość z mięskiem, a ty dobrą domową kolację.

- Czego więcej potrzeba mężczyźnie do szczęścia? - westchnął melodramatycznie Holt.

- Czy z winem nic się nie stało? - zapytała Adena.

-   Skądże.   Chyba   nie   przypuszczasz,   że   rozwaliłbym   łeb   Carrigana   butelką   Chardonnay 

rocznik   siedemdziesiąt   dziewięć.   -   Holt   podniósł   opakowaną   w   biały   papier   butelkę,   która 

najspokojniej w świecie stała sobie w przedpokoju.

-   Bardzo   się   cieszę,   że   nawet   w   trudnych   sytuacjach   życiowych   potrafisz   zachować 

przytomność  umysłu  - pochwaliła  z przekąsem Adena, po czym  wróciła do kuchni dokończyć 

dekorowanie sałatki.

Holt   także   wszedł   do   kuchni.   Postawił   na   blacie   butelkę   z   winem,   a   potem   usiadł   na 

krzesełku i obserwował krzątającą się dziewczynę.

- Wspaniale pachnie - pociągnął nosem.

- Powinno. - Adena czuła wpatrzone w siebie szare oczy.

- Może napijemy się po kieliszku sherry przed kolacją? - zaproponował Holt.

- Ostatnim razem piliśmy sherry po kolacji - przypomniała mu Adena. Uśmiechnęła się do 

Maksa, który właśnie wszedł do kuchni i rozłożył się u nóg gościa.

- Sherry to uniwersalny napój. - Holt wyszedł, a po chwili wrócił z dwoma napełnionymi 

alkoholem kryształowymi kieliszkami.

38

background image

- Myślisz, że to uspokoi nadmierną aktywność twojej adrenaliny? - zażartowała i umoczyła 

usta w alkoholu. Pomyślała sobie, że to picie w kuchni podczas przyrządzania posiłku jest takie 

naturalne. Jakby znali się z Holtem od bardzo dawna, jakby... tworzyli rodzinę.

- Nie ma lepszego lekarstwa na nadmiar adrenaliny niż sherry - odparował Holt. - Nie 

sądzisz, że Maksowi też powinienem dać łyczek?

- Maks nigdy w życiu nie miał w pysku ani kropli alkoholu - oświadczyła surowo Adena.

- No to najwyższy czas, żeby spróbował. A właśnie, ile on ma lat?

- Dwa i pół. Holt! Co ty wyprawiasz? - Adena w porę zauważyła, że Holt nalał odrobinę 

sherry na spodek i postawił go przed zaciekawionym psem.

- Nie bądź taka nadopiekuńcza, kochanie. Najwyższy czas, żeby kawaler wydoroślał.

- Przysięgam, że jeśli zrobisz z mojego psa pijaka, to...

- Bzdura. Maks ma klasę. Zobacz. Już wie, jak się pije sherry.

- Czy ty kiedykolwiek w życiu miałeś jakiegoś zwierzaka? - zapytała Adena, popatrując to 

na chłepczącego alkohol psa, to znów na zadowolonego z siebie mężczyznę.

-   Nie.   Wyobraź   sobie,   że   nigdy   nie   miałem   żadnego   zwierzaka.   W   domu   dziecka   nie 

pozwalano nam trzymać zwierząt, a potem nie miałem czasu na...

- Wychowałeś się w domu dziecka? - zapytała zdumiona Adena.

- Co w tym dziwnego? - zapytał rozbawiony. -To się czasami zdarza. Sierocińce istnieją i 

dzieci wychowują się w nich na ludzi.

-  Wiem,  ale...   Chyba   nigdy w   życiu   nie  spotkałam   nikogo, kto  wychował   się  w  domu 

dziecka.

- Od czasów Dickensa trochę się tam zmieniło - uśmiechnął się Holt.

- Już nie dają sierotom owsianki? - Adena spróbowała dostroić się do kpiarskiego tonu 

Holta, który najwyraźniej nie miał ochoty opowiedzieć jej poważnie o swoim dzieciństwie.

- Czasami dają takie kleiste płatki owsiane, ale za to dużo.

Adena zrozumiała, że ten nieśmieszny żart to koniec rozmowy o sierocińcach. Nie mogła 

jednak powstrzymać się od myślenia na ten temat. Spróbowała sobie wyobrazić, jak czuje się mały 

człowiek, żyjący wśród obcych, którzy z pewnością nie poświęcają mu zbyt wiele uwagi ani nie 

darzą go miłością. Teraz stało się dla niej jasne, gdzie i kiedy Holt dowiedział się, że miłość można 

sobie kupić tak samo, jak wszystko inne.

- Adeno - Holt nagle spoważniał. - Co jeszcze powiedział ci Carrigan?

- Wolałabym o tyra zapomnieć. Już ci mówiłam. Był pijany i wygadywał głupstwa, których 

rano pewnie będzie się wstydził.

- Powiedział ci, że mi się sprzedałaś, czy tak?

39

background image

- Siadamy do stołu?

- Adeno... - nalegał Holt.

- Zanieś tę tacę do pokoju. Nie proś, Maks. Nie dostaniesz więcej sherry. Widzę, że już się 

uspokoiłeś.

Holt wziął z rąk dziewczyny srebrną tacę. Zastanawiał się nad czymś, a po chwili jego 

stężała twarz rozpogodziła się. Adena domyśliła się, że postanowił pozwolić jej na zmianę tematu.

- Co to? - zapytał, przyglądając się ułożonym na tacy warzywom.

- Cukinia i marchew w sosie orzechowym - powiedziała dumna ze swojej sztuki kulinarnej 

dziewczyna. - Będzie jeszcze suflet z krabów i sałatka z buraków, cykorii i avocado. Są jakieś 

uwagi?

- Niech diabli porwą kleistą owsiankę! Przyniosę wino.

W ten sposób wieczór, który tak paskudnie się zaczął, przekształcił się w przyjemne, niemal 

rodzinne   i   bardzo   romantyczne   spotkanie.   Adena   podawała   kawę   i   deser   czekoladowy,   kiedy 

zaświtało jej w głowie, że chyba się zakochała w Holcie Sinclairze.

- Maks pewnie nigdy nie próbował ani kawy, ani deseru czekoladowego - zapytał domyślnie 

Holt. Adena tylko skinęła głową. - Ma dość nowych doświadczeń jak na jeden dzień – zdecydował 

Holt.

- Nie podzielisz się z nim deserem?

- Nie  jestem  aż tak  wspaniałomyślny  – mruczał  Holt z  ustami  pełnymi  czekoladowego 

smakołyku.

W milczeniu zjedli deser, wypili kawę, a kiedy Adena zaczęła się zastanawiać, czy Holt 

spróbuje ją pocałować, on objął ją ramieniem tak po prostu, jakby robił to codziennie przez ostatnie 

pięćdziesiąt sześć lat.

- Pachniesz czekoladą - szepnął, zbliżając wargi do ust dziewczyny.

- Lubisz czekoladę?

- Uwielbiam.

Musnął wargami jej usta. Siedzieli przy płonącym kominku, patrzyli w ogień i rozmawiali o 

różnych   przyjemnych   głupstwach.   Adena   z   wysiłkiem   odpędzała   od   siebie   myśl   o   tym,   że 

wyglądają jak szczęśliwe, doskonale dobrane małżeństwo. Nie bardzo jej się to udało. Myśl wracała 

jak natrętna mucha. Kiedy Holt zaczął delikatnie pieścić wargami płatek ucha Adeny, dziewczyna 

nie zrobiła nic, aby go powstrzymać.

- Wiesz, kochanie - szepnął Holt. - Kiedy wszedłem dziś do ciebie i zobaczyłem tę potworną 

scenę, gotów byłem zamordować Carrigana. Jak tylko pomyślę, ze obcy mężczyzna mógłby cię 

40

background image

choćby dotknąć, dostaję szału. Coś takiego zdarza mi się po raz pierwszy w życiu. Dopiero teraz 

zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo cię pragnę. Czy to co mi wczoraj powiedziałaś, było prawdą?

- Nie wiem, o co ci chodzi.

- O to że ty mnie także pragniesz.

- Tak - westchnęła. A cóż innego mogła mu powiedzieć, skoro i wtedy, i teraz czuła to 

samo.

- Tak się bałem, że zmienisz zdanie...

- To, że zaprosiłam cię na kolację, do niczego cię nie upoważnia.

- Naprawdę? - Czubkiem języka dotknął nosa dziewczyny. - Przecież zapraszając mnie tutaj,

dobrze wiedziałaś, jak się to skończy.

- Nie chcesz mnie chyba do niczego zmuszać? - zapytała z lękiem.

-   Nie   -   powiedział   Holt,   ale   Adeny   do   głosu   nie   dopuścił.   Zamknął   jej   usta   gorącym 

pocałunkiem. Adena podniosła dłonie, chcąc odepchnąć od siebie natręta, ale kiedy poczuła pod 

palcami twarde muskularne ramiona, zamiast odepchnąć, przytuliła go do siebie.

- Och, Holt - westchnęła, obsypując pocałunkami jego twarz.

-   Jeszcze   raz   powiedz   mi,   jak   bardzo   mnie   pragniesz   -   poprosił.   -   Ja   chcę,   muszę   to 

usłyszeć...

Znów ją pocałował, a ona poddała mu się bez najmniejszego oporu. Myśli o „dobranym 

małżeństwie” sprawiły, że była teraz bezbronna i zdana na łaskę i niełaskę Holta.

- Bardzo cię pragnę, Holt - wyszeptała. Kocham cię, dodała w myślach. Po prostu się w 

tobie zakochałam.

Wyszeptane wyznanie wystarczyło, żeby Holt, bez obawy, że zostanie odepchnięty, całował 

bezbronną   dziewczynę.   Powoli,   jakby   jedynym   jego   celem   było   nieskończone   przedłużanie 

rozkoszy, rozpiął malutkie guziczki jej wieczorowej bluzki. Adena aż jęknęła, kiedy jego gorące 

palce dotknęły nagiej piersi. Wsunęła dłoń we włosy Holta. Chciała przytulić go do siebie mocno, 

chciała mieć go blisko, jak najbliżej siebie.

- Tak bardzo cię pragnę, moja słodka - szeptał Holt. - Jesteś stworzona dla mnie.

Zsunął   z   niej   bluzkę,   spódnicę   i   nawet   ozdobny   pas   nie   przysporzył   mu   zbyt   wielu 

kłopotów.

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znikały kolejne elementy garderoby i odsłaniały 

coraz większe fragmenty nagiego ciała dziewczyny. Jedynie lekkie drżenie palców Holta zdradzało, 

jak bardzo jest podekscytowany. W końcu wziął ją na ręce. Tak jak i poprzedniego wieczoru miała 

teraz na sobie jedynie złoty naszyjnik ze smoczymi skrzydłami i tak jak poprzedniego wieczoru 

Holt pomyślał sobie, że oto trzyma w rękach łup, swoją niewolnicę.

41

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

- Jesteś piękna - wyszeptał Holt.

Ostrożnie,   jak   gdyby   niósł   kruchy   klejnot,   położył   Adenę   na   puszystym   dywanie.   Sam 

ukląkł  przy niej  i   drżącymi  z  niecierpliwości  rękami   zdejmował   z  siebie  ubranie.   Dziewczyna 

wpatrywała się w niego pełna podziwu. Miał bardzo piękne ciało, a ona kochała go i pragnęła bez 

miary. Płonący na kominku ogień oświetlał ich nagie postacie. Adena bez słowa otworzyła ramiona, 

a Holt rzucił się w nie, jak spragniony człowiek, któremu po wielu spędzonych na pustyni dniach 

udało się trafić do źródełka z krystalicznie czystą wodą.

- Czy naprawdę mnie chcesz? - zapytał raz jeszcze.

- Och, Holt, nie dręcz mnie dłużej - prosiła.

- Jeszcze tylko troszeczkę, moje kochanie - obiecał, obsypując pocałunkami jędrne piersi i 

płaski brzuch Adeny.

- Proszę cię - szeptała. - Nie mecz mnie, bo zwariuję.

- O to mi właśnie chodzi. Chcę, żebyś mnie pragnęła tak, jak ja pragnę ciebie.

Wreszcie uznał, że czas nadszedł. Tulili się do siebie, pędzili w szalonym tempie aż do 

gwiazd, aż do świetlistej nieskończoności.

Minęło sporo czasu, zanim Adena na tyle wróciła do sił, że mogła przesunąć palcem po 

mokrym od potu torsie kochanka.

- Chyba nie jesteś tak okrutna, żeby mnie łaskotać, kiedy nie mam w sobie za grosz siły. - 

Holt otworzył oczy i uśmiechnął się do niej. - Pamiętaj, że kiedyś wreszcie dojdę do siebie. - Po 

chwili jednak rozleniwiony uśmiech zniknął z jego twarzy. Holt oparł się na łokciu i popatrzył na 

Adenę.   -   Moja   ty   piękna   -   wyszeptał.   Sprawiał   wrażenie   człowieka,   który   próbuje   znaleźć 

odpowiednie do sytuacji słowa i któremu zupełnie się to nie udaje. - Teraz należysz do mnie.

- Naprawdę jesteś moja. Bóg mi świadkiem, że nigdy w życiu żadnej kobiety nie pragnąłem 

tak bardzo jak ciebie. Obawiam się, że następnym razem może być jeszcze gorzej.

- Dlaczego? - zdziwiła się Adena.

- Bo teraz już wiem, czego się mogę spodziewać.

- A czego się możesz spodziewać?

- Zatraciłem się w twoich ramionach, kochanie. - Nachylił się i pocałował ją w nos. - Nie 

wolno ci się ze mnie śmiać, słodka czarownico.

- Nawet mi to nie przyszło do głowy.

42

background image

- I ja mam w to uwierzyć? Zapamiętaj sobie tylko, że choćbyś mnie nie wiem jak dręczyła, 

to i tak należysz do mnie. Jesteś moją niewolnicą.

- W dzisiejszych czasach nie wolno mieć niewolników, panie Sinclair - pouczyła go Adena. 

- W dwudziestym wieku związki kobiety i mężczyzny opierają się na partnerstwie.

- Jeśli tak sobie życzysz, kochanie. - Znów ją pocałował w nos. - Jestem wspaniałomyślny. 

Pozwalam ci wierzyć, w co tylko zechcesz. Pod warunkiem, że nie zapomnisz, jaka jest prawda.

- Mówisz o swojej prawdzie?

- Adeno, słodka wiedźmo, przestań sobie ze mnie żartować i popatrz na mnie - poprosił. - 

Dzisiaj oddałaś mi się cała. Byłaś mi przeznaczona i wreszcie należysz do mnie. Od tej chwili mam 

prawo dbać o ciebie i opiekować się tobą. Czy zrozumiałaś, o co mi chodzi?

- Prosisz, żebym się zgodziła na romans?

- Nasz romans już się zaczął. Ja chciałbym, żebyś zechciała należeć do mnie.

- To się nazywa wykorzystywanie sytuacji. - Adena nie miała ochoty na żadne poważne 

rozmowy.

-   Wiem,   ale   ostrzegałem   cię,   że   jestem   człowiekiem   praktycznym.   Dla   mnie   to  bardzo 

odpowiednia okazja.

- Z takim człowiekiem interesu jak ty trzeba bardzo uważać. Może powinnam najpierw 

przeczytać kontrakt - roześmiała się Adena. - Sam powiedziałeś, że nie potrafię się targować.

- Dzisiejszy wieczór w pełni potwierdził moją opinię.

- A to dlaczego?

- Widzisz, kochanie, dałaś mi dziś wszystko, co miałaś, i nawet nie sprawdziłaś, czy ja 

okażę ci równic wielką hojność - pouczył ją Holt.

- Nie miałam wyboru.

- Chyba nie mówisz tego poważnie?

- Nie.

- To dobrze, bo już się bałem. - Pocałował dziewczynę w ramię. - Teraz powiedz mi to, a 

potem przez całą noc pozwolę ci ze mnie żartować.

-  Co  mam  ci   powiedzieć?  -  zapytała  z  niewinną  miną,  chociaż  dobrze   wiedziała,   o  co 

Holtowi chodzi. Wiedziała też, że powie mu to bez wahania. Kochanemu mężczyźnie niczego nie 

umiałaby odmówić.

- Chcę to usłyszeć, proszę...

- Jestem twoja, kochanie. Jeśli koniecznie musisz usłyszeć te słowa, to je wypowiem. Należę 

do ciebie. Ale pamiętaj, że takie więzy łączą obie strony.

43

background image

- Niczego na świecie nie pragnę bardziej niż tego, żebyś bardzo, bardzo mocno się do mnie 

przywiązała. - Holt uśmiechnął się i znów przytulił do siebie dziewczynę.

Rozstali się nad ranem, chociaż Holt bardzo narzekał, że w ogóle musi jechać do domu. 

Adena i Maks odprowadzili go do drzwi.

- Zadzwonię do ciebie - obiecał Holt. - Zobaczę, czy uda mi się wyrwać na obiad. Za to 

kolację na pewno zjemy u mnie. Możesz zabrać ze sobą Maksa. Nie będziesz musiała się spieszyć 

do domu.

No tak, pomyślała Adena. On chce, żebym zaczęła zostawać u niego na noc. Jak mnie choć 

raz do tego namówi, to wkrótce po tym zupełnie się tam przeprowadzę. On też chyba o tym wie i 

dlatego proponuje mi takie rozwiązanie.

-   Tym   razem   ja   przyniosę   wino   -   powiedziała   Adena.   Nie   miała   zamiaru   dzielić   się   z 

kochankiem swoimi wątpliwościami.

Holt pocałował ją i zbiegł po schodach do czekającego na niego ferrari.

- Mam nadzieję, że ty wiesz, co robię – powiedziała Adena do Maksa, zamknąwszy drzwi - 

bo ja wcale nie jestem tego pewna.

Wróciła do łóżka. Tak dobrze było jej po raz pierwszy w życiu. Teraz już wiem, myślała, że 

Holta Sinclaira można nauczyć miłości. Właściwie nawet nie trzeba go uczyć. Wystarczy trochę 

treningu.   Życie   przyzwyczaiło   go   do   traktowania   wszystkiego,   nawet   uczuć,   jak   transakcji 

handlowych. Jednak dzisiejszy wieczór przekonał mnie, że potrafię zmienić to jego nastawienie. 

Zresztą i tak nie mam wyjścia. Przecież wpadłam po uszy.

Około jedenastej przyniesiono ogromny bukiet żółtych, cudownie pachnących róż.

Adena wiedziała, że tylko Holt mógł przysłać jej taki wspaniały bukiet. Ustawiła go na 

małym stoliku obok kanapy i poszukała kartki. Znalazła, ale znalazła też małe pudełeczko, którego 

w pierwszej chwili nie zauważyła. Zamarła. Radość z przepięknych kwiatów ulotniła się w jednej 

chwili.

Dlaczego mi to zrobił? myślała zrozpaczona dziewczyna. I to po takiej nocy! Nie powinien 

mi płacić błyskotkami. Potraktował mnie jak panienkę, która dobrze się spisała i zasłużyła sobie na 

nagrodę. A może to pierścionek? Adena chwyciła się tej myśli jak ostatniej deski ratunku. Może to 

pierścionek, który ma oznaczać coś w rodzaju zaręczyn? Tak, taki prezent mogłabym przyjąć...

Niestety, gołym okiem dało się zauważyć, że pudełko jest duże i że w środku nie znajdzie 

pierścionka. Zresztą pierścionków zaręczynowych nie daje się przez posłańców.

Adena   patrzyła   na   białe   pudełko   i   dosłownie   czuła,   jak   ulatują   ciepłe   wspomnienia 

poprzedniego wieczoru, jak zamarzają i spadają na nią lodowatym deszczem. Drżącymi z emocji 

palcami   otworzyła   pudełeczko.   Wewnątrz   znalazła   złoty   naszyjnik.   Był   to   wyjątkowo   piękny, 

44

background image

delikatny   klejnot   z   trzema   diamentami   na   środku.   Na   srebrnej   karcie   wewnątrz   pudełka   Holt 

napisał: „Dla tej, która teraz należy do mnie”. Adena zmięła w dłoni nieszczęsną kartkę i odwróciła 

się do Maksa.

-   Jak   on   mógł   mi   coś   takiego   zrobić?   -   zapytała   zrozpaczona.   -   Potraktował   mnie   jak 

kosztowną prostytutkę. Mojej miłości nie można kupić, Maks...

Pies   położył   łeb   na   kolanach   swojej   pani,   a   jego   wielkie   oczy   wyrażały   współczucie. 

Wczoraj mógł jej pomóc bez trudu. Z agresją obcych pies z łatwością sobie poradzi. Ale co mógłby 

zrobić teraz? Teraz nawet nie rozumiał, dlaczego jego pani jest smutna.

Na szczęście rozpacz Adeny nie trwała długo. W kilka chwil zmieniła się w równie jak ból 

wielką wściekłość. Trzymała pudełko z daleka od siebie, jakby w środku zamiast złotego cacka była 

bomba zegarowa. Wrzuciła do środka pomiętą kartkę od Holta i zatrzasnęła wieczko.

- Jak on śmiał! - powiedziała do zdezorientowanego psa. - Jak on śmiał! Niech sobie nie 

myśli, że puszczę mu to płazem!

Znalazła  w  książce  telefonicznej  numer  firmy,  która dostarczyła  jej  przeklęte  pudełko  i 

poleciła   natychmiast   przysłać   do   swego   domu   posłańca.   Trzy   razy   wyrzucała   kartkę,   zanim 

wreszcie udało jej się zamknąć wściekłość i upokorzenie w jednym zgrabnym zdaniu. „Sądziłam, 

że stać cię na mnie, ale ten drobiazg dowodzi, że się myliłam”, napisała. Zapakowała pudełko, 

dołączyła liścik i oddała posłańcowi, który akurat się pojawił.

- Najwyższy czas - powiedziała Adena do Maksa - żebyśmy oboje wreszcie pojechali na 

wakacje. Nie martw się, Maks. Spodoba ci się na wsi.

Pakowanie zajęło jej niecałe dwie godziny.

Maks niezawodnie wyczuł, co się święci, i cierpliwie warował obok walizki, patrząc, jak 

jego pani wydzwania do różnych ludzi. W sprawie wakacji Adena także miała pecha. W większości 

hotelików wymienionych w ulotce biura podroży nie było już wolnych miejsc. W końcu jednak 

udało jej się dodzwonić do gospody, w której przed kilkoma godzinami ktoś odwołał rezerwację. 

Na dodatek nie mieli nic przeciwko temu, żeby przywiozła ze sobą psa.

-   Załatwione   Maks   -   powiedziała   Adena.   -   Jedziemy.   Powiem   tylko   pani   Harrison,   że 

wyjeżdżamy na kilka dni i w drogę.

Podeszła do drzwi i w tej samej chwili rozległ się dzwonek domofonu. Zaciekawiony Maks 

nastawił uszy. Adena patrzyła to na drzwi, to na psa. 

Już wiedziała, kogo się spodziewać.

-   Ależ   ty   masz   tupet,   Sinclair!   -   krzyknęła   patrząc   w   oczy   gościowi.   -   Jak   śmiesz   tu 

przychodzić!

45

background image

Holt trzymał  w rekach nieszczęsne białe pudełko i w milczeniu przyglądał  się bladej z 

gniewu dziewczynie. Dopiero po chwil, zauważył stojącą przy drzwiach walizkę.

- Wybierasz się dokądś? - zapytał, a ton jego głosu powiedział Adenie, jak bardzo Holt jest 

na nią zły.

- Owszem! Jedziemy z Maksem na wieś. Należy nam się odrobina spokoju.

- Chyba o czymś zapomniałaś. - Holt wszedł do mieszkania i zamknął za sobą drzwi.

- Nie martw się o... o tę błyskotkę, którą mi rano przysłałeś. To nie należy do mnie.

- Czyżby? A wydawało mi się, że będzie doskonale pasowała do kogoś, kto należy do mnie. 

Ale jeśli nie... Tam, skąd ją wziąłem, jest tego więcej.

- Więcej! Więcej! - wybuchnęła Adena. - Jak śmiesz mnie obrażać!

- Niewiele kobiet na świecie uznałoby ofiarowanie tego drobiazgu za zniewagę. Ale jeśli 

trzy diamenty to, twoim zdaniem, za mało, mogę wymienić ten naszyjnik na inny.

Adena nie potrafiła znaleźć odpowiedniego słowa i tylko dlatego z całej siły uderzyła Holta 

w twarz.

- Nie musisz niczego wymieniać! - krzyknęła.

-   Któraś   z   twoich   kochanek   na   pewno   z   radością   przyjmie   ten   prezent.   Moja   cena   za 

wczorajsze usługi jest o całe niebo wyższa, Sinclair!

- Jaka?

- Szkoda gadać! - miotała się Adena. - I tak cię na to nie stać!

- Pytałem: jaka? - Holt chwycił dziewczynę za ramiona.

- Ty głupcze! - W turkusowych oczach Adeny zakręciły się łzy. Nie czuła już nic poza 

bezmiernym smutkiem i upokorzeniem. - Ty kompletny idioto! Niepotrzebnie tracisz pieniądze na 

złoto i diamenty! Naprawdę nie rozumiesz? Wszystko to, co wczoraj dostałeś, dałam ci za darmo! 

Gratis! Bezpłatnie! Za nic! Ale ty koniecznie musiałeś mi za to zapłacić... zniewagą.

- Jaką zniewagą? O czym ty mówisz, dziewczyno?

- Mówię o tym cholernym naszyjniku! O tym naszyjniku, który trzymasz w rękach! O tym, 

który przysłałeś mi dziś rano, żebym poczuła się jak prostytutka! Jak kosztowna utrzymanka!

- Zwariowałaś? - Holt stracił pewność siebie. - To był prezent...

- Ależ oczywiście! I zapewne kupiłeś go u tego samego jubilera, u którego zwykle kupujesz 

prezenty dla swoich kochanek! Tylko, że ja odmawiam przyjmowania prezentów za świadczone 

usługi! Zrozumiałeś Holt? Na świecie jest kilka rzeczy, których nie można kupić za pieniądze. Ja 

właśnie jestem jedną z nich!

- O mój Boże! - jęknął Holt. - Nie do wiary! Przestań wreszcie na mnie krzyczeć i posłuchaj.

46

background image

- Nie chcę i nie muszę cię słuchać! Możesz sobie myśleć , co chcesz, a ja i tak nie jestem 

twoją własnością! I nie będę twoją własnością, choćbyś mi kupił wszystkie wysadzane diamentami 

złote naszyjniki świata!

Holt przygarnął dziewczynę do siebie, wcisnął jej twarz w połę swojej marynarki, dzięki 

czemu wreszcie zamilkła.

- Do jasnej cholery! Zrozum wreszcie, dziewczyno, że to był tylko prezent i że nie miał nic 

wspólnego z zapłatą za cokolwiek. Kupiłem ten naszyjnik, ponieważ chciałem ci coś dać. To był 

najzwyklejszy   w   świecie   prezent.   Nic   innego.   Tylko   podarunek.   Nie   ma   takiego   prawa,   które 

zabraniałoby mężczyźnie dawać kobiecie prezenty.  Oprócz naszyjnika mieli ci także dostarczyć 

róże...   -   Holt   rozejrzał   się   po   pokoju.   Od   razu   zauważył   stojący  na   stoliku   bukiet.   -   Róż   nie 

wyrzuciłaś. Dlaczego? Dlaczego przyjmujesz róże, a z powodu naszyjnika się obrażasz?

- Dlatego! - krzyknęła Adena w połę marynarki.

- No to następnym razem przyślę ci tyle róż, że będzie można kupić za nie dwa naszyjniki - 

uśmiechnął się Holt. - Dostaniesz strasznie dużo kwiatów.

- Przestań się wygłupiać! - syknęła Adena.

- To ty się wygłupiasz. Dzisiaj rano byłem taki szczęśliwy. Czułem się jak zdobywca, jak 

bohater, jak pan wszelkiego stworzenia... Co w tym dziwnego, że chciałem dać coś kobiecie, która 

podarowała mi cały świat? To musiał być prezent. Naprawdę nie potrafisz tego zrozumieć? - Holt 

pogłaskał dziewczynę po głowie.

- Jeśli prezent pochodzi od ciebie, to bardzo trudno odróżnić prezent od zapłaty.

- Tym razem naprawdę przesadziłaś, skarbie - tłumaczył jej jak dziecku. - Zupełnie niczego 

nie zrozumiałaś. Posłuchaj, kochanie. Dawanie ci pięknych rzeczy sprawia mi przyjemność. Nie 

traktuj, proszę, tych upominków jak zapłaty. I bardzo cię proszę - Holt uśmiechnął się do niej ciepło 

- żebyś nigdy więcej nie odsyłała mi prezentów, które ci daję. Dzisiaj przeżyłem prawdziwy szok. 

Jeszcze do tej pory się nie pozbierałem. Bogu dzięki, że musiałem przejechać parę kilometrów, 

zanim cię zobaczyłem. Miałem trochę czasu, żeby ochłonąć.

-   Bardzo   cię   proszę,   Holt,   nie   dawaj   mi   żadnych   naszyjników   -   powiedziała   Adena.   - 

Naprawdę nie chcę od ciebie ani złota, ani diamentów, ani żadnych innych kosztowności. Nie chcę i 

już!

-   Daj   spokój,   Adeno.   -   Holt   przyglądał   jej   się   z   niedowierzaniem.   -   To   naturalne,   że 

mężczyzna daje prezenty kobiecie, którą... - przerwał na moment, jakby się zastanawiał, jakiego 

słowa powinien użyć. - Kobiecie, której pragnie, która do niego należy. Nie możesz odmawiać mi 

tej przyjemności.

47

background image

- A właśnie, że mogę. Nie ufam ci, Holt. Nie potrafię uwierzyć w to, że dostrzegasz różnicę 

pomiędzy spłatą zobowiązania a wręczeniem podarunku. Dlatego proszę, żebyś nigdy więcej nie 

dawał mi takich kosztownych prezentów.

- Nie bądź śmieszna, Adeno! Nigdy się nie zgodzę...

Zadzwonił telefon i nie pozwolił mu dokończyć zdania. Holt niechętnie wypuścił Adenę z 

objęć. Dziewczyna porozmawiała z kimś przez chwilę, po czym odłożyła słuchawkę na widełki.

- Moje plany wyjazdowe będą chyba musiały poczekać - powiedziała. - Odpowiedziano na 

moją ofertę. Dziś po południu mam przyjść na rozmowę w sprawie pracy.

- Co to za przedsiębiorstwo? - zapytał rzeczowo Holt. - To dobra firma - oświadczył, kiedy 

podała mu nazwę. - Powinnaś pójść na tę rozmowę.

-  Chyba   tak  -  zgodziła   się  Adena.   Pewnie  dlatego  jest  taki   zadowolony,  że   jednak   nie 

wyjadę, pomyślała ponuro.

Zamiast awantury, która jeszcze przed chwilą wisiała w powietrzu, w pokoju panowała teraz 

nerwowa atmosfera, jaka zwykle towarzyszy wszystkim rozmowom dotyczącym zmiany pracy.

- Wezmę Maksa na spacer, a ty spokojnie przygotuj się do wyjścia - zaproponował Holt.

- Przecież musisz wracać do biura - zaprotestowała Adena.

- Najpierw wyprowadzę Maksa. Niczym się nie przejmuj, skarbie. - Holt próbował dodać jej

odwagi. - Powalisz ich na kolana. Chodź, Maks. Gdzie jest twoja smycz?

- Ej, Holt.

- Słucham? - Holt znalazł smycz i właśnie przypinał ją do psiej obroży.

- Spacery z psem w mieście obwarowane są pewnymi przepisami...

- Jakimi? - Holt przyglądał się ze zdziwieniem plastikowej łopatce i torbie, które wręczyła 

mu Adena

- Zgadnij.

- Mam to...

- Dobrej zabawy!

48

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Adena ubrała się w zielony kostium z lodenu, wyszczotkowała włosy i już była gotowa do 

wyjścia. Maksa i Holta wciąż jeszcze nie było. Gdzie oni się podziewają? myślała podenerwowana. 

Uśmiechnęła się, wyobraziwszy sobie, jak Holt dokładnie sprząta psie kupy. Nie mogła już dłużej 

czekać. Napisała na kartce, żeby Holt wziął sobie klucze od pani Harrison, wetknęła kartkę w drzwi 

i popędziła na przystanek autobusowy.

Holt miał rację, pomyślała, jadąc autobusem do centrum miasta. Ta firma naprawdę jest 

warta zachodu. Mogłabym mówić o szczęściu, gdyby udało mi się dostać tę pracę za pierwszym 

podejściem. Wysiadła przy Pine Street, obok budynku giełdy Pacific Coast. Przez całą drogę nie 

mogła myśleć o niczym innym, tylko o Holcie. Obawiała się, że nie potrafi się skupić podczas 

rozmowy i z pracy będą nici. Na szczęście, kiedy tylko znalazła się wewnątrz budynku, zawodowa 

solidność wzięła górę nad wrodzonym sentymentalizmem. Adena pozbierała się i już spokojna, 

pewna siebie weszła do działu personalnego.

Po kilku pierwszych minutach rozmowy dziewczyna zorientowała się, że proponowana jej 

posada byłaby tym, o czym od dawna marzyła. Ona idealnie nadawała się do tej pracy, a praca - dla 

niej.   Na   dodatek   pracownik,   z   którym   rozmawiała,   sprawiał   takie   wrażenie,   jakby  jemu   także 

zależało   na   zatrudnieniu   Adeny.   Dziewczyna   była   w   siódmym   niebie.   Zapomniała   nawet   o 

nieprzyjemnym przedpołudniu.

- Pójdziemy teraz na górę, panno West - powiedział kadrowiec. - Przedstawię panią panu 

Olsonowi. Jest szefem działu rozliczeń i to on będzie pani przełożonym,  jeśli zdecydujemy się 

panią u nas zatrudnić.

- Ach, panna West! - powitał ją Harvey Olson z taką życzliwością, jakby wszyscy od dawna 

jej tu oczekiwali. - Dzisiaj rano trafiła na moje biurko pani oferta. Z dokumentów  wynika, że 

byłaby pani idealną kandydatką na wakującą posadę.

- Porozmawiaj sobie z panną West, a potem przyślij ją do mnie - poinformował Olsona 

kadrowiec i wyszedł.

- Spodziewam się, że chciałaby mi pani zadać mnóstwo pytań - zaczął Olson, uśmiechając 

się jowialnie. - Proszę się nie krępować.

Adena rzeczywiście miała wiele pytań. Musiała tylko uważać, żeby przypadkiem nie palnąć 

jakiegoś głupstwa. Bardzo zależało jej na tym, żeby Olson uznał ją za inteligentną i pełną zapału 

idealną   kandydatkę   do   pracy.   Takie   spotkania   zawsze   bardzo   Adenę   męczyły,   chociaż   w   tym 

49

background image

konkretnym przypadku naprawdę nie mogła narzekać. Bardzo szybko okazało się, że posada po 

prostu na nią czeka.

- Moim zdaniem pani doskonale nadaje się do tej pracy - powiedział uśmiechnięty Olson.

-   Mnie   z  kolei   bardzo   odpowiada   zakres   obowiązków   związany   z   tym   stanowiskiem   – 

odrzekła szczerze Adena. - Pańska firma ma wspaniały program rozwoju, a księgowość wewnętrzna 

zawsze mnie interesowała. Bardzo bym chciała spróbować swoich sił w tej właśnie dziedzinie.

- Znakomicie, znakomicie. Wobec tego chyba doszliśmy do porozumienia. Zaraz zadzwonię 

do Thorntona. To ten człowiek, który panią tu przyprowadził - wyjaśnił Olson konspiracyjnym 

szeptem. - Tylko kadry mają prawo składania kandydatowi oficjalnej oferty. Chyba pani rozumie... 

Nie chciałbym wkraczać w niczyje kompetencje, ale, między nami mówiąc...

- Zapewne zechcą dopełnić jakichś formalności. - Adena uśmiechnęła się. - Muszą pewnie 

sprawdzić moje referencje.

-   To   chyba   nie   będzie   konieczne   -   oświadczył   Olson.   -   Dostaliśmy   już   referencje   od 

niezwykle szanowanej osoby.

- Przepraszam, ale nie rozumiem...

- Nie ma się czego wstydzić - roześmiał się Olson. - Może pani być dumna z tego, że ktoś 

taki jak Holt Sinclair osobiście rekomenduje panią do pracy u nas. Pan Sinclair nigdy by czegoś 

takiego   nie   zrobił,   gdyby   nie   był   absolutnie   pewien,   że   jest   pani   odpowiednią   osobą   na   to 

stanowisko. Nasz szef bardzo sobie ceni opinię pana Sinclaira.

- Czy to znaczy, że Holt Sinclair prosił, żeby przyjęto mnie do pracy? - zapytała Adena. 

Przed chwilą szczęśliwa, teraz czuła, że pogrąża się w otchłań rozpaczy.

- Ależ skąd! On tylko zadzwonił do naszego prezesa, któremu ja podlegam, bo dowiedział 

się, że szukamy pracownika. Powiedział, że zna kogoś, kto doskonale nadawałby się do tej pracy. 

Niebawem nadeszła do nas pani oferta i w ten sposób doszło do dzisiejszego spotkania.

-   Rozumiem.   Nie   miałam   pojęcia...   -   Dopiero   teraz   Adena   przypomniała   sobie,   że 

powiedziała Holtowi, do jakich firm wysłała oferty.  Zrozumiała także, skąd to zadowolenie na 

twarzy Holta, kiedy powiedziała mu rano, dokąd idzie na rozmowę. Przyszła jej do głowy straszna 

myśl, że Holt po raz kolejny spróbował ją kupić. Tym razem „prezentem” miała być atrakcyjna 

praca. Jak on śmiał? pomyślała i natychmiast powrócił poranny gniew. Co trzeba zrobić, żeby dać 

nauczkę mężczyźnie, przyzwyczajonemu kupować wszystkich i wszystko, na co tylko przyjdzie mu

ochota? Czy w ogóle da się wbić w ten ograniczony mózg, że mnie nie można kupić ani za złoto, 

ani za dobrą pracę? Cholerny facet! A swoją drogą, ciekawe, jak by się poczuł, gdybym ja też mu 

zapłaciła. Już wiem! Odwrócimy role! Będzie wściekły! Wpadnie w ślepą furię! Może wreszcie coś 

do niego dotrze.

50

background image

Resztę formalności, związanych z przyjęciem do pracy, Adena wypełniła bez poprzedniego 

entuzjazmu. Na szczęście nikt nie zauważył zmiany w jej zachowaniu. Dostała oficjalną propozycję 

pracy i obiecała, że w ciągu tygodnia da wiążącą odpowiedź.

Wyszła   na   ulicę   zdecydowana.   Postanowiła   dać   solidną   nauczkę   Holtowi.   Natychmiast 

skierowała  się  do  ekskluzywnego   sklepu   jubilerskiego  przy  Union   Square.   Wiedziała,  że   musi 

wydać majątek, żeby jej plan naprawdę się powiódł. Zresztą i tak będzie to wydatek na niby, bo 

Holt się wścieknie i nawet nie weźmie do ręki „prezentu”. Adena z ogromną satysfakcją wyobraziła 

sobie, jak Holt krzyczy na nią, jak żąda, żeby natychmiast zabrała ten przeklęty „upominek”. Teraz 

wiedziała na pewno, że to najlepszy i może jedyny sposób pokazania mu, jak ona czuła się dziś 

rano. Jeśli choć na chwilę znajdzie się w mojej skórze, myślała zadowolona z siebie, może wreszcie 

przestanie mnie obrażać wciąż nowymi podarunkami.

Ledwo rozejrzała się w gablotach, kiedy wpadł jej w oko zegarek. Adena uznała, że znalazła 

odpowiednią broń do walki z Holtem. Długo oglądała wybrany przez siebie, ręcznie zrobiony z 

osiemnastokaratowego   złota   szwajcarski   zegarek.   Kwarcowy   napęd   umieszczono   w   cieniutkiej 

kopercie   tak   idealnie,   że   prawie   przekraczało   to   ludzką   wyobraźnię.   Jednym   słowem:  sama 

doskonałość.

Adena bez wahania wypisała czek, opiewający na całą sumę, jaką aktualnie miała na koncie. 

Na szczęście, pomyślała, nie zdążą tego czeku zrealizować. A swoją drogą, bardzo bym chciała dać 

mu takie cudo naprawdę. Niestety, pewnie nigdy w życiu nie będzie mnie na to stać. Podała czek 

sprzedawcy i powiedziała, dokąd ma wysłać zegarek. Holt powinien dostać prezent w biurze i to jak 

najszybciej. Adena szybko skalkulowała, że Sinclair odeśle zegarek następnego dnia rano i wobec 

tego   nie   dojdzie   do   realizacji   horrendalnie   wysokiego   czeku,   który   dziewczyna   przed   chwilą 

podpisała.   Jutro   sobota,   a   więc   cała   intryga   finansowa   znajdzie   szczęśliwe   zakończenie   w 

poniedziałek rano.

Dopiero   w   autobusie   Adena   trochę   ochłonęła.   Zrobiło   jej   się   nieprzyjemnie,   kiedy 

wyobraziła sobie, jak Holt się na nią rozzłości. No cóż, gra jest warta świeczki, pocieszyła się 

szybko. Najważniejsze, żeby wyciągnął z tej lekcji właściwe wnioski. Chciałabym, żeby zrozumiał, 

jak nieprzyjemnie się człowiek czuje, kiedy ktoś próbuje go kupić. Może pojmie, że za przysługę 

płaci się tylko utrzymankom lub żigolakom. Liścik, który dołączyłam do zegarka, powinien mu 

ułatwić zrozumienie lekcji. Zaraz, jak to było? Aha: „Dla Holta z podziękowaniem za pomoc w 

znalezieniu pracy i za wspaniałe chwile przy kominku”. Dobrze to wymyśliłam!  Każdy by się 

obraził za coś takiego. Szkoda, że nie wysłałam mu do tego kwiatów.

Rozpromieniona i zadowolona z siebie weszła do domu. Dopiero po chwili zdała sobie 

sprawę z tego, że Maks nie przybiegł jej powitać. Niemożliwe, żeby do tej pory nie wrócili ze 

51

background image

spaceru, pomyślała przestraszona. W porządku. Wrócili i znów wyszli, odetchnęła zauważywszy 

kartkę papieru leżącą obok wazonu z różami.

„Maks ma się dobrze - pisał Holt. - Zabrałem go do Sausalito, gdzie obaj niecierpliwie 

oczekujemy Twojego przyjazdu. Mam nadzieję, że nie zapomniałaś o kolacji, na którą oboje z 

Maksem zostaliście zaproszeni. Po kolacji musimy się jeszcze pokazać na przyjęciu, wiec bądź tak 

miła i włóż na siebie coś odpowiedniego. Przyjadę po Ciebie prosto z pracy. Około piątej.

P.S. Gdybyś sama na to nie wpadła, pragnę cię poinformować, że zatrzymałem Maksa w roli

gwaranta Twojego dobrego zachowania.

P.S. Wydaje mi się, że zakochał się w pudlicy z sąsiedztwa. Przypomnij mi, żebym ci o tym 

opowiedział.

Twój Holt”

Adena zmięła kartkę. Była wściekła, przestraszona i... chciało jej się śmiać. Ten głupek 

porwał Maksa, pomyślała. Pewnie uważa, że to bardzo sprytne. Zobaczymy, kto się będzie śmiał 

ostatni. Zaraz powinni mu dostarczyć zegarek.

Resztę   popołudnia   Adena   spędziła   w   gotowości   bojowej.   Dosłownie   podskakiwała   jak 

oparzona  za każdym  razem,  kiedy zadzwonił  telefon.  Holt się nie odezwał.  Zaczęła  już nawet 

podejrzewać, że posłaniec od jubilera nie zdążył do biura. Wreszcie doszła do wniosku, że Holt nie 

zadzwoni, a cała scena odbędzie się tutaj, kiedy po nią przyjedzie. Muszę się przygotować, myślała. 

Trzeba   będzie   udawać,   że   nie   stało   się   nic   nadzwyczajnego,   że   obdarowywanie   mężczyzny 

kosztownym zegarkiem w zamian za jego usługi jest wrodzoną potrzebą wszystkich kobiet świata.

Zrobiło się późno i Adena zajęła się przygotowaniami do wieczornego wyjścia. Wybrała 

powiewną suknię z zielonego jedwabiu, na którym ręcznie wymalowano złote liście. Do tego złote 

pantofle i złoty naszyjnik ze smoczymi skrzydłami. Gotowa do wyjścia Adena nie miała już nic 

więcej do roboty, więc nerwowo przemierzała tam i z powrotem swój biało-zielony pokój. Zaczęła 

nawet wątpić, czy Holt w ogóle się pojawi. Nie mogła zrozumieć, dlaczego nie przyjechał do niej 

zaraz po otrzymaniu zegarka. Powinien był chociaż zadzwonić i zrobić jej awanturę przez telefon. 

Jedynym rozsądnym wytłumaczeniem tej sytuacji było to, że Holt do tej pory nie dostał zegarka 

czyli że dzisiejszy wieczór przebiegnie mniej więcej spokojnie. Odetchnęła z ulgą. Właśnie wtedy 

Holt zadzwonił do drzwi. Otworzyła mu i w tej samej chwili zrozumiała, że przesyłkę dostarczono 

adresatowi zgodnie z planem. Holt stał oparty o futrynę, dzięki czemu od razu dało się zauważyć na 

jego przegubie elegancki złoty zegarek. Adena nie wierzyła własnym oczom.

- Jest piękny - zachwycał  się Holt. - To najpiękniejszy prezent, jaki w życiu dostałem. 

Wyobraź sobie, że to w ogóle jeden z nielicznych prezentów, jakie kiedykolwiek mi ofiarowano. 

Zwykle ja obdarowuję ludzi. Mnie dają podarunki bardzo rzadko.

52

background image

- Podoba ci się? - Adena z trudem oderwała wzrok od zegarka.

- Mam tylko jedno zastrzeżenie. - Holt wszedł do mieszkania. - Szkoda, że nie kazałaś na 

nim wygrawerować jakiegoś napisu. Musimy to naprawić. - Ujął twarz dziewczyny w dłonie i 

pocałował ją w usta.

- Holt... - próbowała coś powiedzieć, ale nie dopuścił jej do głosu.

- Dziękuję ci kochanie. Będę go bardzo szanował.

- Holt... - Adena wciąż jeszcze chciała mu coś tłumaczyć. - Ja go kupiłam, bo...

- Wiem, skarbie. Dostałem także liścik. Pewnie nie powinienem przyjmować od ciebie tak 

kosztownego prezentu, ale jak mógłbym zrobić ci coś takiego, skoro mnie samemu tyle radości 

sprawiło wybieranie naszyjnika. Żadna kobieta nie dałaby takiego prezentu mężczyźnie, na którym 

jej nie zależy. Wydałaś majątek na ten drobiazg!

- Mówiąc szczerze... - Adena miała nadzieję, że tym razem wreszcie uda jej się wyjaśnić 

sytuację.

-   Ale   skoro   dostałaś   nową   pracę,   mam   nadzieję,   że   cię   to   nie   zrujnuje.   Jestem   zbyt 

zachwycony tym wspaniałym prezentera, żeby ci tłumaczyć, że nie powinnaś wydawać na mnie 

tyle pieniędzy.

Adenie zakręciło się w głowie. Wykosztowała się na „lekcję”, a tymczasem Holt zupełnie 

opacznie ją zrozumiał. Uznał, że dostał zegarek dlatego, że Adenie na nim zależy.

- Cieszę się, że zrozumiałaś moje postępowanie. Teraz już wiesz, że mój prezent dla ciebie 

w żadnym sensie nie był zniewagą - ciągnął Holt, uszczęśliwiony jak małe dziecko.

- No wiesz, ja...

- Porozmawiamy sobie o tym jeszcze podczas kolacji. Niestety, tylko Maks zje sobie dzisiaj 

domowe jedzonko mojej gospodyni. Przez to wieczorne przyjęcie musimy zjeść kolację na mieście. 

Chodź, kochanie. Bardzo jestem ciekaw, jak ci poszło w nowej firmie. Z liściku, który dołączyłaś 

do zegarka, domyśliłem się, że zostałaś przyjęta.

Zagadał   ją   całkowicie.   Adena   zrezygnowała   z   prostowania   interpretacji,   jaką   Holt 

zastosował do otrzymanego prezentu. Pozwoliła się wsadzić do srebrzystego ferrari i zawieźć na 

kolację do eleganckiej restauracji w centrum miasta.

- Holt - odezwała się, kiedy już siedzieli przy zacisznym stoliku, nakrytym dla dwóch osób.

Postanowiła   wyjaśnić   przynajmniej   niektóre   sprawy.   -   Nie   powinieneś   był   prosić   swojego 

przyjaciela, żeby przyjął mnie do pracy...

-   Bzdura.   Kiedy   mi   powiedziałaś,   że   wysłałaś   im   swoją   ofertę,   zadzwoniłem,   żeby 

sprawdzić, jakie warunki proponują. Pogadałem sobie chwilę z Calem Mastersem. Powiedziałem 

mu tylko, że znam kogoś, kto doskonale nadawałby się do tej pracy. Nic więcej nie zrobiłem.

53

background image

- Czy ty nie rozumiesz, że nie należało...

- Przecież i tak wysłałaś im swoją ofertę - stwierdził. - Ja tylko troszkę przyspieszyłem bieg 

wypadków. Dajmy temu wreszcie spokój. Najważniejsze, że znalazłaś pracę. Teraz mi powiedz, 

kiedy postanowiłaś kupić mi ten zegarek?

Holt był  szczęśliwy jak dziecko. Dopiero teraz na dobre dotarło do Adeny,  że robienie 

prezentów   mężczyźnie,   który   nie   dostał   ich   w   życiu   wiele,   nie   było   najlepszym   sposobem 

udzielenia   lekcji   dobrych   obyczajów.   Holt   był   tak   zafascynowany   samym   faktem   otrzymania 

upominku, że w ogóle nie pojął jego znaczenia.

- Pomysł przyszedł mi do głowy od razu, kiedy tylko zorientowałam się, że maczałeś palce 

w sprawie mojego zatrudnienia - wyjaśniła spokojnie.

- To miłe, że poczułaś się zobowiązana wyrazić mi wdzięczność, ale, mówiąc szczerze, 

najbardziej spodobała mi się ta część twojego listu, w której sugerujesz, że to, co przydarzyło nam 

się wczoraj przy kominku, miało dla ciebie szczególne znaczenie. - Pochylił się nad stolikiem. - Bo 

dla mnie także wczorajszy wieczór bardzo wiele znaczył. Wybierając ten zegarek czułaś się pewnie 

tak samo jak ja, kiedy kupowałem ci naszyjnik.

O mój Boże! pomyślała Adena. I co ja mam teraz zrobić? Jak mam mu powiedzieć, że źle 

mnie zrozumiał? Mam mu oświadczyć, że powinien zwrócić ten zegarek, bo w przeciwnym razie 

doprowadzi mnie do ruiny? Chyba będę musiała sprzedać akcje! Albo przyjąć tę pracę, którą Holt 

mi załatwił! A wszystko przez to, że nie mogę się zdobyć na odwagę, żeby powiedzieć mu prawdę!

Jedli kolację, rozmawiali i z każdą chwilą powiedzenie Holtowi prawdy o złotym zegarku 

wydawało się Adenie coraz mniej możliwe. Prezent sprawił mu ogromną radość. Holt zaczął się już 

nawet zastanawiać nad tym, jaki napis każe wygrawerować na kopercie. Adena musiała przyznać 

się sama przed sobą, że wpadła we własne sidła. Należy to wreszcie przyjąć do wiadomości i nie 

wpadać   w   panikę,   pomyślała.   Zegarek   rzeczywiście   kosztował   mnie   majątek,   ale   przecież   nie 

zbankrutuję. W końcu mam trochę oszczędności. Wystarczy na zapłacenie czynszu i na życie przez 

miesiąc. Z głodu w każdym razie nie umrę. A skoro już mowa o pokazowych lekcjach, to muszę 

sobie zapamiętać, żeby nigdy nie dawać nikomu prezentów, na które mnie nic stać.

Nie miała serca pozbawiać Holta tak wielkiej, bez skrępowania manifestowanej radości. Nie 

potrafiła się przyznać do tego, że kupiła zegarek po to, żeby dać mu nauczkę, a nie po to, żeby 

sprawić radość. Kochała go. Coraz bardziej. Pogodziwszy się z losem, Adena pozwoliła sobie na 

jeszcze jeden kieliszek wspaniałego wina, które podano do kolacji. Wino pochodziło z Kalifornii, z 

krainy, w której panowała kiedyś gorączka złota, z krainy, do której Adena miała pojechać na krótki 

wypoczynek.

- A niech to diabli! - zaklęła.

54

background image

- Co się stało, skarbie? - zaniepokoił się Holt.

- Nie odwołałam rezerwacji! Ta praca i... ten zegarek tak mnie pochłonęły, że zapomniałam 

zadzwonić do gospody i odwołać swój przyjazd!

- O to nie musisz się martwić. Zauważyłem kartkę z numerem obok telefonu i zadzwoniłem 

tam, zanim wyjechaliśmy z Maksem do Sausalito.

- Dziękuję - odrzekła lodowatym tonem. - A skoro już poruszyłeś temat mojego psa...

- A, właśnie! Miałem ci opowiedzieć o tej pudlicy. Biedny Maks! Mogę sobie wyobrazić, 

jak on się czuje.

- Może zamówić dla niej jakąś soczystą kość - zaproponowała Adena, ale Holt nawet nie 

zauważył, że powiedziała to z ironią.

-   Muszę   mu   to   podpowiedzieć.   To   co,   możemy   już   iść?   -   zapytał.   -   Chciałbym   jak 

najszybciej wrócić do domu. Dopiero potem zacznie się prawdziwie przyjemny wieczór.

Przez całą drogę Adena zastanawiała się, jak ma powiedzieć Holtowi, że nie spędzi z nim 

nocy  w   Sausalito.   Dojechali   do  luksusowego   hotelu   Nob   Hill's,  a   ona   niczego   nie   wymyśliła. 

Uznała więc, że po tak męczącym dniu należy jej się odrobina przyjemności. Bez namysłu wzięła 

kieliszek szampana, który jej podano.

-   Kochanie,   chciałbym   ci   przedstawić   Johna   Rawlinsa   -   powiedział   Holt   na   widok 

eleganckiego starszego pana, przeciskającego się przez tłum w ich kierunku. - John jest klientem 

Sim Tech.

Adena uśmiechnęła się do siwego pana Rawlinsa, a potem już musiała się uśmiechać do 

wielu   innych   kobiet   i   mężczyzn,   którzy   podchodzili   do   niej   i   do   Holta.   Piła   trzecią   lampkę 

szampana i myślała, że zadziwiająco dobrze czuje się wśród tych obcych ludzi, kiedy na horyzoncie 

pojawiła się szałowa blondynka, odziana w suknię ze srebrnej lamy.

- Holt, kochanie! - zawołała radośnie. - Jak to miło znów cię zobaczyć! Miałam nadzieję, że 

uda ci się wpaść tutaj... Przedstaw mi, proszę, swoją przyjaciółkę.

- Adena West - Holt dokonał prezentacji. - A to Charlotta Michaels. Prowadzi firmę, która 

współpracuje z Sin Tech.

Adena miała już na końcu języka jakąś złośliwą uwagę, ale jakimś cudem powstrzymała się 

przed jej wygłoszeniem.

- Witam panią - zwróciła się do Charlotty z lodowatą uprzejmością. - Czym zajmuje się pani

firma?

- Sprzedaję surowce, których Holt używa do produkcji swoich wyrobów – poinformowała 

piękna Charlotta. - Jakie to wspaniałe, Holt! - zawołała na widok złotego zegarka. - Sama też takie 

oglądałam. To chyba nowy model. Robią także śliczne damskie zegarki.

55

background image

-   Doskonała   technologia   -   zgodził   się   mężczyzna,   z   którym   Holt   rozmawiał   przed 

pojawieniem się Charlotty. - To niesłychane, co Szwajcarzy potrafią zrobić z ciekłymi kryształami.

-   Ten   zegarek   jest   prezentem   od   Adeny   -   pochwalił   się   Holt.   Odsunął   mankiet,   żeby 

umożliwić   zainteresowanym   podziwianie   dzieła   zegarmistrzowskiej   sztuki.   -   Prawda,   że   jest 

piękny?

-   Twoja   przyjaciółka   ci   go   dała?   -   zapytała   z   niedowierzaniem   Charlotta,   patrząc 

podejrzliwie na Adenę.

- Czym sobie zasłużyłeś na taki prezent? - zapytał John Rawlins.

Adena nie mogła sobie wybaczyć tego, co zrobiła. Można to było oczywiście zwalić na karb 

koszmarnego   dnia   jaki   miała   za   sobą   albo   na   to,   że   wypiła   za   dużo   szampana...   Można   było 

wymyślić   dwa   tysiące   innych   wyjaśnień   jej   postępku,   ale   żadne   z   nich   nie   usprawiedliwiało 

odpowiedzi na niewinne pytanie Rawlinsa.

- To prezent zaręczynowy - oświadczyła Adena wszystkim, którzy chcieli się dowiedzieć, z 

jakiej to okazji dziewczyna daje mężczyźnie taki niezwykły podarunek.

56

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

W samochodzie panowała grobowa cisza. Adena siedziała obok Holta i myślała o losie, o 

przeznaczeniu i o tym, jak niektórzy ludzie potrafią się publicznie ośmieszyć. Otulająca miasto 

mgła potęgowała jeszcze wrażenie dziewczyny, że oto wbrew swojej woli i z własnej winy znalazła 

się w pułapce.

- Holt - wydusiła Adena przez ściśnięte gardło.

- Słucham cię - powiedział grzecznie, ale oschle, jakby dawał do zrozumienia, że te dwa 

słowa są wyrazem jego niesłychanej łaskawości.

- Przepraszam cię. Zupełnie nie wiem, co mnie napadło. Miałam dziś ciężki dzień i chyba 

trochę za dużo wypiłam... Na chwilę straciłam panowanie nad sytuacją. Ja... Ja naprawdę nie wiem, 

co mnie podkusiło, żeby to powiedzieć...

-   Czyżby?   -   Holt   wpatrywał   się   w   jezdnię,   jakby   na   całym   świecie   nie   istniało   nic 

ważniejszego niż uważne prowadzenie samochodu.

- Przecież cię przeprosiłam - rozzłościła się Adena. - Zresztą to nie była wyłącznie moja 

wina!

- A czyja?

- Mogłeś się po prostu roześmiać i wtedy cała ta afera rozeszłaby się po kościach. Wszyscy 

uznaliby moje oświadczenie za żart. Po co im powiedziałeś, że to prawda?

- Wydawało mi się, że to było jedyne wyjście z sytuacji.

- O mój Boże! - Adena zupełnie się załamała. Z najdrobniejszymi szczegółami pamiętała 

wszystko, co stało się zaraz po tym, jak Holt wybrał to jedyne wyjście z sytuacji. Wszyscy jej 

gratulowali,   uśmiechali   się,   pytali,   kiedy   odbędzie   się   ślub...   Do   końca   życia   zapamięta   to 

koszmarne przyjęcie.

- Czyżbyś chciała mi powiedzieć - Holt uśmiechnął się lekko, ale ani na chwilę nie spojrzał 

na dziewczynę - że dałaś mi ten zegarek, bo miałaś taki kaprys? Bez żadnego istotnego powodu?

-   Oczywiście,   że   miałam   powód!   -   Adena   postanowiła,   że   tym   razem   wreszcie   powie 

prawdę i wyjaśni nieporozumienie związane z kosztownym prezentem.

- Taki sam, jak miałem wręczając naszyjnik - mruknął Holt, zanim dziewczyna  zdołała 

zrealizować swoje postanowienie.

57

background image

- Tylko mi nie wmawiaj, że ten naszyjnik miał być prezentem zaręczynowym.  - Adena 

zaczęła podejrzewać intrygę. - Sam wiesz najlepiej, że kiedy go kupowałeś, nawet nie pomyślałeś o 

żadnych zaręczynach.

- Nie pomyślałem - zgodził się Holt. - Ale wtedy nie wiedziałem, jak bardzo ci na mnie 

zależy.

- Mnie? Zależy?

-Nie krępuj się, skarbie. Śmiało możesz się do tego przyznać. Zresztą już się przyznałaś - 

znacząco spojrzał na lśniący w mroku zegarek. - Skoro wiem, co do mnie czujesz, możemy się 

pobrać.

- Możemy się pobrać? Oszalałeś? Taką decyzję podejmuje się tylko wtedy, kiedy... kiedy 

ludzie bardzo się kochają i...

- Jeśli się nie pobierzemy, to i tak zamieszkamy razem. Oboje dobrze o tym wiemy. Ja 

pragnę ciebie, a ty mnie i...

- Wyciągasz błędne wnioski!

- Czy to ma znaczyć, że podarowałaś mi ten zegarek, bo miałaś taki chwilowy kaprys? - 

Holt wreszcie na nią spojrzał.

Pułapka   się   zatrzasnęła,   pomyślała   Adena.   Nie   potrafię   zdobyć   się   na   szczerość.   Nie 

powiem mu, dlaczego naprawdę dostał ode mnie ten zegarek. Kocham go i nie odbiorę mu radości, 

jaką mu niechcący sprawiłam. Ile razy w życiu dostał prezent? Przecież jest sierotą! Sam musiał 

sobie radzić ze światem, w którym wszystko ma swoją cenę. Temu człowiekowi pewnie nikt nigdy 

niczego nie dał.

- Oczywiście, że nie - Adena ostatecznie się poddała. - Chciałam ci dać ten zegarek i cieszę 

się, że ci się spodobał.

- Będę go strzegł jak skarbu - obiecał Holt.

- Ale nie chciałabym,  żebyś  czuł się do czegokolwiek  zobowiązany.  Wcale nie miałam 

zamiaru nakłaniać cię do małżeństwa.

- Przecież  wiem.  Teraz  jednak, kiedy już zaczęliśmy  o tym  mówić,  nie  widzę żadnych 

przeciwwskazań. Naprawdę uważam, że powinniśmy się pobrać. Bardzo cię pragnę, Adeno – dodał 

zmysłowym   szeptem.   -   Tak   czy   inaczej,   chciałbym   mieć   cię   przy   sobie.   Najrozsądniejszym 

wyjściem z tej sytuacji jest małżeństwo.

- Ale...

- Nie martw się, kochanie. Ja się tym zajmę.

Adenie   kręciło   się  w   głowie  od  nadmiaru   szampana   i  nie   potrafiła  znaleźć   słów,  które 

przekonałyby Holta, że nie ma racji. Zresztą w końcu ona także go kochała i udawanie, że nie ma 

58

background image

ochoty na małżeństwo, byłoby oszukiwaniem samej siebie. A jednak, myślała, co to będzie za 

związek? Przecież ten człowiek nic nie wie o miłości. On uważa, że miłość można kupić i otwarcie 

mówi, że tylko mnie pragnie. Pragnie, a nie kocha. Na pewno nawet nie pomyślałby o małżeństwie, 

gdybym nie popełniła tej koszmarnej gafy.

Adena dopiero teraz zrozumiała, o co naprawdę chodzi. Pojęła, że Holt taktownie zgodził 

się zapłacić cenę, jakiej zażądała za oddanie mu siebie. Tylko takie wyjaśnienie miało sens. Holt jej 

pragnął,   a   ponieważ   przywykł   płacić   za   spełnianie   swoich   pragnień,   chciał   zapłacić   także   za 

spełnienie tego. Nie przyjęłam naszyjnika, myślała przerażona, a potem dość obcesowo dałam mu 

do zrozumienia, że chętnie przyjęłabym obrączkę. Każdy w tej sytuacji uznałby, że takie są moje 

warunki! Adena tak się zamyśliła, że dopiero na moście Golden Gate zdała sobie sprawę z tego, 

gdzie się znajduje.

- Dokąd jedziemy? - zawołała.

- Do domu. Już późno, a sama wiesz najlepiej, że Maks nie lubi, kiedy późno wracasz.

- Pojedźmy do mnie, Holt - poprosiła Adena. - Nie mam zamiaru spędzić tej nocy z tobą.

- Dlaczego? Przecież jesteśmy zaręczeni.

- Przestań się wygłupiać. Nawet nie poprosiłeś mnie o rękę.

- Miałem wrażenie, że to ty mnie o to prosiłaś.

- A ty się zgodziłeś - szepnęła, jakby do siebie. - Więc to o to chodzi! Miałam rację... Proszę 

cię, Holt - jęknęła Adena. - Muszę chwilę pomyśleć.

- Możesz myśleć w domu.

- Tak, ale w swoim.

- W naszym - poprawił ją Holt. Ani na chwilę nie zwolnił tempa jazdy.

- Myślisz, że ze mną pójdzie ci tak łatwo, jak z Maksem? - wciąż próbowała protestować.

- Już mi się udało.

- No dobrze. Wpadnę do ciebie na chwilę, zabiorę psa, a potem odwieziesz nas do domu - 

oświadczyła Adena z iście królewską pewnością siebie.

Nie   odezwali   się   więcej   do   siebie.   W   milczeniu   dojechali   do   Sausalito,   milcząc   Holt 

zaparkował   samochód   i   pomógł   dziewczynie   z   niego   wysiąść.   Dopiero   Maks   przerwał   ich 

milczenie. Witał się z obojgiem, radośnie kręcił krótkim ogonkiem i skakał do góry ze szczęścia.

- Cieszę się, że na nas czekałeś, Maks - powiedział Holt do psa. - Wypijesz kropelkę sherry?

- Nie tylko uprowadziłeś mojego psa, ale jeszcze go przekupiłeś! - rozżaliła się Adena.

Wszyscy   troje   weszli   do   salonu.   Holt   wyjął   z   barku   butelkę,   nalał   sherry   do   dwóch 

szklaneczek i odrobinkę na spodek.

59

background image

- Dziś mamy niezwykłą okazję - powiedział. - Nie możesz mieć nic przeciwko temu, żeby 

Maks także spełnił toast. Musisz wiedzieć, Maks, że żenię się z twoją panią. Cieszysz się, piesku?

Maks nic nic  odpowiedział,  za to z widoczną przyjemnością  wylizał  ze spodeczka  całą 

sherry.

- Widzisz?  On się cieszy - uśmiechnął  się Holt. Usiadł na kanapie i pociągnął  za sobą 

nadąsaną dziewczynę.

- Holt, to naprawdę bardzo poważna decyzja - Adena próbowała mu coś wytłumaczyć. - 

Musimy porozmawiać, a przede wszystkim ja muszę sobie wszystko przemyśleć. Mam wrażenie, że 

poniosła mnie jakaś wielka fala...

- Jeszcze nie miałem okazji podziękować ci za prezent - szepnął Holt. Postawił na stoliku

szklankę z sherry.

- Nie ma za co. To znaczy...

-   To   najwspanialszy  zegarek,   jaki   widziałem.   -   Pocałował   dziewczynę   prosto  w   usta.   - 

Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że dostałem od ciebie taki cudowny upominek. Nikt nigdy niczego 

podobnego mi nie podarował.

- Och, Holt. - Adena wreszcie poddała się jego uściskom. - Naprawdę tak bardzo ci się 

podoba?

- Chodź, kochanie, pokażę ci, jak bardzo. - Holt przytulił ją mocno do siebie, a jego palce 

niecierpliwie szukały zapięcia jedwabnej sukni. 

Adena zadrżała. Zamknęła oczy i pozwoliła, aby Holt zsunął z jej ramion delikatny materiał. 

On   mnie   pragnie,   myślała,   i   chce   się   ze   mną   ożenić.   Czego   więcej   mogłabym   oczekiwać   od 

mężczyzny, który nie wie, co to miłość?

- Czy ty naprawdę chcesz się ze mną ożenić? - zapytała i zaraz ugryzła się w język. Pytanie 

było   głupie   i   zupełnie   nie   na   miejscu.   Jakby   sprawdzała,   czy   warunki   kapitulacji   zostaną 

potraktowane poważnie.

- Tak - wyszeptał prosto do jej ucha. - Chcę się z tobą ożenić. Przez cały wieczór tak bardzo 

cię pragnąłem - wyszeptał Holt, pieszcząc pierś dziewczyny. - Podczas kolacji i na tym nudnym 

przyjęciu i przez całą drogę do domu. Wciąż powtarzałem sobie, że ty także mnie pragniesz. Za 

każdym razem, kiedy spoglądałem na zegarek, myślałem sobie: „Ona też mnie chce. Gdyby mnie 

nie chciała, nie dałaby mi takiego prezentu”.

- Ja też cię pragnę, Holt, ale naprawdę nie musisz się ze mną żenić. - Adena zarzuciła mu 

ręce na szyję. Patrzyła w szare, płonące oczy Holta. - Nie miałam zamiaru zmuszać cię do tego. 

Musisz mi uwierzyć. Bardzo cię proszę.

60

background image

- Do niczego mnie nie zmuszasz. Zresztą dawno minęły te czasy, kiedy ktokolwiek mógł 

mnie do czegoś zmusić - uspokoił ją Holt.

- Chciałam ci tylko powiedzieć...

- Wiem, co mi chciałaś powiedzieć, ale teraz już na to za późno. Już się zdecydowałaś. 

Chyba nie chcesz się wycofać? - Holt uśmiechnął się do niej czule. - Gdybyś mi teraz oświadczyła, 

że nie chcesz wyjść za mnie za mąż, poczułbym się tak samo, jak gdybyś odebrała mi ten zegarek.

- Nie mam zamiaru niczego ci odbierać - mruknęła dziewczyna niepewnie.

- Wiem - wyszeptał Holt. - I mam nadzieję, że w sprawie naszego małżeństwa również nie 

zmienisz zdania. Tak bardzo cię pragnę...

- Ale małżeństwo... - jęknęła.

- Małżeństwo to jedyny sposób, żeby cię namówić na zamieszkanie ze mną. Doskonale 

rozumiem,   że   nie   odpowiada   ci   długotrwały   romans.   Nie   byłabyś   szczęśliwa   i   na   pewno   nie 

zrezygnowałabyś z własnego mieszkania - tłumaczył jej jak małej dziewczynce. - I wciąż czymś 

byś się martwiła. Nie chcę cię na to narażać. Wiem, że potrzebujesz formalnego zabezpieczenia. A 

ja bardzo ciebie pragnę, kochanie, i muszę mieć pewność, że zawsze będziesz moja.

Adena   zrozumiała,   że   znalazła   się   w   sytuacji   bez   wyjścia.   Holt   wmówił   sobie,   że 

małżeństwo jest warunkiem jej oddania. Bez wahania chciał zapłacić tę wygórowaną cenę, a Adena 

nie potrafiła przekonać go, że nie ma racji. Mogła jedynie spróbować zapanować nad biegiem 

wydarzeń. Dla ich wspólnego dobra. On teraz chce się żenić, myślała, bo bardzo, ale to bardzo mnie 

pragnie. Ale co będzie potem? Kiedy trochę ochłonie, kiedy sobie wszystko przemyśli, na pewno 

dojdzie do wniosku, że obejdzie się bez ślubu.

- Wyjdę za ciebie, Holt. - Adena mocno się do niego przytuliła.

- Mam nadzieję - zaśmiał się cicho. - Po tym, co się wydarzyło wczoraj wieczorem, po 

ofiarowaniu mi tego wspaniałego prezentu...

- Ale uważam, że powinniśmy dać sobie trochę czasu - przerwała mu stanowczo.

- Trochę, to znaczy: ile? - Holt zamarł.

- Nie wiem. Kilka tygodni, może miesięcy. To naprawdę poważna decyzja, Holt. Oboje 

musimy mieć całkowitą pewność... - spojrzała mu prosto w oczy. O, tak, pomyślała. Nareszcie mi 

się udało. Wreszcie zaczął traktować poważnie to, co do niego mówię.

- Przez ten czas będziesz mieszkała sama? - zapytał, wietrząc podstęp. - I będziesz się ze 

mną spotykała tylko wtedy, kiedy zechcesz? Z trudem wciśniesz mnie w tygodniowy plan zajęć?

-   No   wiesz...   Powinniśmy   się   lepiej   poznać.   Zafundujemy   sobie   takie   staroświeckie 

narzeczeństwo.

- Nie!

61

background image

- Nie? - Adena odsunęła się od niego. Pospiesznie włożyła  suknię. - No to teraz mnie 

posłuchaj! Już ci mówiłam, że miałam dość męczący dzień. Jestem u kresu sił. Nie będziesz mi tu 

rozkazywał   ani   dyktował   warunków,   na   jakich   oprzemy   ten...   ten   związek!   Jestem   w   fatalnej 

formie, ale i tak nie dam się namówić na coś, co skomplikuje nasze życie. I to tylko dlatego, że 

właśnie dzisiaj masz na mnie ochotę!

- Chodź do mnie, skarbie - Holt uśmiechnął się uwodzicielsko. - Sprawię, że i ty nabierzesz

ochoty na mnie.

-   Nie,   Holt!   Nie   dam   się   namówić   na   małżeństwo   ani   zaciągnąć   do   łóżka,   dopóki   nie 

ustalimy sobie, o co w tym wszystkim chodzi.

- Uspokój się, kochanie. - Holt wstał z kanapy i wziął na ręce zdenerwowaną dziewczynę. - 

Sama powiedziałaś, że masz dzisiaj zły dzień. Za to ja czuję się doskonale. Odpocznij sobie. Ja 

podejmę decyzję za siebie i za ciebie.

- Nie ma mowy! Puść mnie, do diabła!

- Puszczę cię dopiero wtedy, kiedy podziękuję ci za zegarek.

Holt niósł ją długim, pełnym luster korytarzem. Adena widziała swoje odbicie: półnaga, w 

jednym tylko pantofelku, wyglądała w jego ramionach jak dopiero co zdobyta niewolnica. Weszli 

do sypialni i Holt ostrożnie położył dziewczynę na łóżku. Natychmiast usiadła, chcąc uwolnić się z 

jego objęć.

- Nie patrz tak na mnie, skarbie. - Holt szybko rozpiął koszulę. - Wszystko będzie dobrze. 

Naprawdę. Ty pragniesz mnie, a ja ciebie. To takie proste. Obiecałem przecież, że dam ci wszystko, 

czego tylko zapragniesz, a ty dziś jasno i wyraźnie powiedziałaś, że chcesz małżeństwa. Jeśli ślub 

ułatwi ci zostanie ze mną, to masz go u mnie jak w banku.

- Chcesz powiedzieć, że się sprzedałam! - zawołała zrozpaczona.

- Nie wkładaj mi w usta czegoś, czego nie powiedziałem. Przecież mówiłem już, że mnie 

takie rozwiązanie też odpowiada. - Holt uporał się ze swoim ubraniem. Stał obok łóżka zupełnie 

nagi i pożądliwym wzrokiem przyglądał się dziewczynie.

- Nie odpychaj mnie, kochanie. Tak bardzo cię pragnę.

Chciała mu odmówić, ale nie mogła. Nie potrafiła tego zrobić, tak jak wcześniej nie umiała 

wyjaśnić nieporozumienia związanego z zegarkiem. Widocznie tak to jest, kiedy się kogoś kocha, 

pomyślała.

- Czy poszedłbyś sobie, gdybym cię teraz o to poprosiła? - zapytała cicho.

Holt zawahał się. Patrzył na nią jak zranione zwierze i Adena poczuła ból, jakby sama sobie 

zrobiła krzywdę.

62

background image

- Och, Holt! - objęła go za szyję. - Ty idioto! Nie domyślasz się, że nigdy bym cię o coś 

takiego nic poprosiła?

Holt odetchnął z wyraźną ulgą. W jednej chwili znalazł się na łóżku i mocno przytulił do 

siebie Adenę.

- Nic chcę nigdy więcej słyszeć podobnych bzdur! Chcę, żebyśmy się pobrali jeszcze w tym 

tygodniu. Możemy pojechać do Reno.

- W tym tygodniu? Po co ten pośpiech?

- Żebyś nie mogła zadawać głupich pytań. - Holt ponownie zdjął z Adeny jedwabną suknię.

- Nie będę - szepnęła. - Obiecuję.

- Oczywiście, że nie. Jako moja żona nie będziesz mi mogła niczego odmówić.

- Masz bardzo staroświeckie poglądy na małżeństwo.

- Cieszę się, że to zauważyłaś. - Holt pocałował dziewczynę w ramię.

- Szczególnie kiedy weźmie się pod uwagę fakt, że jeszcze parę godzin temu w ogóle nie 

wiedziałeś, że będziesz miał żonę - zakończyła Adena.

- Jak tylko powiedziałaś o tym na przyjęciu, zrozumiałem, że małżeństwo będzie dla nas 

najlepszym  rozwiązaniem.  Oboje dostaniemy to, czego pragniemy - powiedział Holt, pieszcząc 

nagie ciało dziewczyny.

- Wydawało mi się, że zadowala cię to, co dostałeś wczoraj - wyszeptała Adena.

- Chcę, żebyś już nigdy nie mogła odrzucić ani moich prezentów, ani mnie. Chcę, żebyś 

swobodnie mogła przyjmować ode mnie wszystko, co mogę ci dać. I chcę, żebyś była moja. Tylko 

moja.

- Uważasz, że to uczciwa transakcja?

- Nawet bardzo.

Ciekawe, jak długo będzie tak uważał, pomyślała Adena. Ciekawe, ile zapłaci żonie, kiedy 

zechce się jej pozbyć. Ponure myśli pierzchły pod dotknięciem dłoni i ust Holta. Adena nie chciała 

już więcej myśleć o przyszłości. Chciała cieszyć się Holtem i swoją miłością do niego, chciała dać 

mu wszystko, czegokolwiek od niej zażąda. Postanowiła, że Holt dostanie taką żonę, na jaką sobie 

zasłużył i może za jakiś czas wreszcie zrozumie, że może tej żonie dać coś więcej niż tylko złoto i 

drogie kamienie. Postanowiła nauczyć go kochać.

Holt pogłaskał ją po głowie i dopiero wtedy dziewczyna zauważyła, że nie zdjął zegarka. 

Zaskoczona dotknęła palcem złotej bransoletki

- Piękny, prawda? - zapytał Holt. - Prawie tak piękny jak kobieta, od której go dostałem.

- Naszyjnik, który dostałam od ciebie, także jest piękny - uśmiechnęła się Adena. - Tak mi 

przykro, Holt. Naprawdę niepotrzebnie się zdenerwowałam, ale myślałam...

63

background image

- Wiem, co pomyślałaś, kochanie. Na przyszłość zapamiętaj sobie, że jeśli ci coś daję, to 

znaczy, że chciałem ci to dać. Umówmy się, że ten naszyjnik to prezent zaręczynowy - dodał z 

uśmiechem.

O, tak, pomyślała Adena, tak właśnie powinnam potraktować ten naszyjnik. Jako prezent 

zaręczynowy. Zresztą teraz, kiedy on tak się cieszy zegarkiem, i tak nie mogłabym nie przyjąć 

prezentu od niego.

- Powiedz mi, jak bardzo mnie pragniesz - poprosił Holt, pieszcząc delikatną skórę na udach 

dziewczyny. - Przyznaj się, dlaczego dałaś mi ten zegarek.

Adena zamarła z przerażenia. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że on chce tylko 

potwierdzenia przyczyny, którą już dawno odgadł.

- Ja także ciebie pragnę - wyszeptała. - Twój dotyk sprawia, że moje ciało drży ze szczęścia. 

Nie powinnam ci na to pozwolić, ale chyba już niczego nie potrafię ci odmówić. Nawet gdybyś nie 

chciał się ze mną ożenić.

-   Dobrze.   Tak   właśnie   powinno   być.   Ty   także   doprowadzasz   mnie   do   wrzenia   i   nie 

potrafiłbym ci odmówić niczego. Gdybyś zechciała, dałbym ci cały świat. Przytul mnie - szeptał. - 

Przytul mnie i nigdy ode mnie nie odchodź!

Adena przywarła do niego całym ciałem i na jedną krótką chwilę oboje stali się jednością.

64

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Obudziło   Adenę   znajome   dotknięcie   czegoś   zimnego   i   wilgotnego.   Otworzyła   oczy   i 

uśmiechnęła się do Maksa, który, jak co dzień, zapraszał ją na poranny spacer. Ostrożnie wstała z 

łóżka. Nie chciała budzić Holta.

Maks, jak przystało na dobrze wychowanego sznaucera, czekał cierpliwie, aż jego pani się 

ubierze.  Jedwabna wieczorowa  suknia nie stanowiła dostatecznej  ochrony przed poranną mgłą, 

wobec czego dziewczyna wyszukała w szafie krótki, męski kożuszek. Sięgał jej prawie do kolan i 

był dosyć ciężki, ale stanowił doskonałą ochronę przed chłodem.

- No dobrze - powiedziała Adena, otwierając Maksowi kuchenne drzwi. - Musisz sobie 

dzisiaj sam radzić. Nie wiem, gdzie jest twoja smycz i nie mam ochoty szukać toreb w cudzej 

kuchni. Postaraj się załatwić wszystko dyskretnie.

Maks   wyskoczył   jak   z   procy,   szczęśliwy,   że   tym   razem   obejdzie   się   bez   smyczy   i 

związanych   z   nią   ograniczeń.   Dookoła   było   tyle   uroczych   miejsc,   które   należało   zbadać   i 

obwąchać. Nie miał chwili do stracenia.

Adena podążyła za swoim pupilkiem. Miała nadzieję, że żadnemu z sąsiadów nie będzie się 

chciało wstawać tak wcześnie w sobotę. Głupio by się czuła, gdyby ktoś zobaczył ją w męskim 

kożuchu i wieczorowych pantoflach. Chłodne powietrze poranka otrzeźwiło ją na tyle, że mogła się 

już   spokojnie   zastanowić   nad   przebiegiem   wczorajszej   rozmowy   z   Holtem.   Miała   niejasne 

przeczucie, że sprytnie wciągnięto ją nie tylko do łóżka, ale także w zaręczyny, których wcale nie 

chciała. Niepotrzebnie wypiłam tyle szampana, pomyślała. Trudno, teraz już za późno na żale. 

Zbieg okoliczności i fascynacja nową miłością postawiły mnie w niełatwej sytuacji. Oczywiście, że 

chcę poślubić Holta, ale nie chcę, żeby stało się to w taki głupi sposób. Nie chcę, żeby uważał, iż 

ślub jest ceną, jaką musi za mnie zapłacić. I co ja mu teraz powiem? On uznał, że wszystko zostało 

uzgodnione.

- Chodź,Maks !Wracamy! - zawołała. - Nogi mi strasznie zmarzły.

Sznaucer   niechętnie   przydreptał   do   swojej   pani.   Adena   pieszczotliwie   poklepała   go   po 

grzbiecie i zawróciła w stronę domu Holta. Maks pierwszy zauważył stojącego obok samochodu 

mężczyznę. Pobiegł do niego w radosnych podskokach, a Holt opuścił rękę, którą właśnie miał 

otworzyć drzwiczki swojego ferrari, i podrapał psa za uchem. Szare oczy mężczyzny nie mogły 

oderwać się od Adeny.  Było  w nich widać ból, który w miarę jak dziewczyna zbliżała się do 

samochodu, powoli zmieniał się w bezmierną ulgę.

65

background image

- Myślałem, że odjechaliście - powiedział Holt nienaturalnie obojętnym głosem. Z całych sił

chwycił Adenę za rękę.

- Chciałeś nas gonić? - zapytała. Patrzyła to na samochód, to na kluczyki, które Holt trzymał

w dłoni.

- Chciałem przywieźć cię z powrotem do domu.

- Ani ja, ani Maks nigdy nie wyjeżdżamy przed śniadaniem.

- Zapamiętam to sobie - powiedział Holt.

Niecałą godzinę później siedzieli w kuchni przy śniadaniu, które tym razem przygotowała 

Adena.

- Muszę z tobą porozmawiać o powrocie do domu - odezwała się dziewczyna. - Nie bardzo 

pamiętam,   co   się   wczoraj   wydarzyło.   Chciałabym   ci   jednak   uświadomić,   że   się   do   ciebie   nie 

przeprowadzę. Jeśli więc naprawdę masz zamiar się ze mną ożenić...

- Mam zamiar.

- Wobec tego postanowiłam, że przez jakiś czas będziemy po prostu zaręczeni. Trochę to 

staroświeckie, ale uważam, że nie musimy się z niczym spieszyć. Nie chciałabym podejmować tak 

poważnej decyzji pod wpływem...

- Żądzy - Holt usłużnie podsunął dziewczynie właściwe słowo.

- No właśnie. Cieszę się, że rozumiesz moje obiekcje.

-   Czy   to   coś   zmieni   -   zapytał   Holt   po   chwili   namysłu   -   jeśli   zapewnię   cię,   że   nie 

podejmowałem decyzji pod wpływem nastroju chwili? Ja naprawdę dokładnie wiem, czego chcę od 

życia.

- Nie.

- Nie ufasz mi?

- Dobrze wiem, że ty zawsze płacisz za to, czego chcesz. Wiele razy powtarzałeś mi też, że 

jesteś wspaniałomyślny i niezwykle hojny.

- Adeno... - zaczął Holt, ale ona nie pozwoliła mu dokończyć zdania.

- Ja mówię poważnie, Holt. Wczoraj wszystko tak się dziwnie pomieszało i żadne z nas nie 

panowało nad sytuacją, ale dzisiaj...

- Dzisiaj zdążyłaś sobie wszystko przemyśleć. Mam rację?

-   Obiecaj   mi,   że   w   tej   sprawie   podporządkujesz   się   mojej   woli.   -   Adena   wyzywająco 

podniosła głowę.

- Ustalmy sobie najpierw, na co właściwie mam się zgodzić - powiedział Holt po chwili 

namysłu. - Żądasz ode mnie zgody na platoniczne narzeczeństwo bez scen erotycznych. Kiedy to 

twoje narzeczeństwo się skończy, wyjdziesz za mnie za mąż, tak jak mi wczoraj obiecałaś.

66

background image

- Tak - Adena sztywno skinęła głową. - Oczywiście pod warunkiem, że nadal będziesz 

chciał się ze mną ożenić.

- Przez tydzień na pewno nie zmienię zdania. To nie w moim stylu.

- Przez tydzień?

- Ustaliliśmy wczoraj, że pobierzemy się w przyszłą sobotę - przypomniał jej Holt.

-   Tydzień   to   za   mało,   żeby   się   przekonać,   czy   rzeczywiście   do   siebie   pasujemy!   -   I 

stanowczo za krótko, żeby się nauczyć miłości, dodała w myślach.

- Przez cały ten tydzień nawet cię nie dotknę - obiecał Holt.

- Dwa tygodnie - targowała się Adena.

- Szybko się uczysz. Dobrze, wygrałaś. Niech będą dwa tygodnie.

O mój Boże! westchnęła Adena. Znów mu się wydaje, że dobija targu. Czy naprawdę nie da 

się nic na to poradzić? Spróbuję. Może przez dwa tygodnie uda mi się choć trochę go zmienić.

Mimo porannej wymiany zdań, sobota i niedziela upłynęły im bardzo przyjemnie. Zrobili 

zakupy, pomyszkowali po eleganckich butikach wzdłuż falochronu w Sausalito, a potem poszli na 

spacer do lasu. Zarówno w sobotę, jak i w niedzielę wieczorem Holt bez protestów odwoził Adenę 

do   domu.   Wypijał   tam   szklaneczkę   sherry,   po   czym   grzecznie   wychodził.   Poprawne   stosunki 

miedzy nimi jakby same się ułożyły. Holt przyjeżdżał na kolację, a potem siadali przy kominku i 

omawiali  wydarzenia  minionego  dnia. Adena zwykle  wtedy haftowała  obrus, a Maks  drzemał, 

zwinięty w kłębek u jej stóp. W środę wieczorem, kiedy Adena, haftując kolejny kwiatek, myślała o 

tym, jak dobrze tak siedzieć razem przy kominku, Holt niespodziewanie zadał jej pytanie.

- Czy przyjęłaś tę propozycję pracy, dzięki której dostałem zegarek?

- Jeszcze nie.

- A masz zamiar to zrobić?

- Nie.

- Dlaczego?

- Spróbuj się domyślić - odrzekła obojętnie, chociaż dłonie drżały jej z emocji.

- Gdyby nie moje wstawiennictwo, przyjęłabyś tę pracę, tak?

- Tak.

- Wiesz, że jesteś nieznośna i uparta jak osioł? - zapytał Holt. - Pewnie nawet nie zdajesz 

sobie z tego sprawy. Mogłabyś się wreszcie nauczyć, jak się przyjmuje moje prezenty. Chcę ci we 

wszystkim pomagać i chcę ci dawać ładne przedmioty.

- Wiem, Holt - Adena patrzyła mu prosto w oczy - ale to naprawdę nie jest konieczne.

- Nie chcesz nic ode mnie. Rozumiem. Małżeństwa też nie chcesz.

67

background image

- Przyzwyczaiłeś się do kupowania wszystkiego i nawet życie uważasz za ciąg przeróżnych 

transakcji kupna-sprzedaży. Trochę mnie to przeraża.

- Nie rozumiem, dlaczego.

- Trudno to wytłumaczyć.  Może dlatego,  że boję się, co się stanie,  kiedy dojdziesz do 

wniosku, że zapłaciłeś wygórowaną cenę za marny towar.

- Czyżbyś chciała mnie oszukać? - zapytał kpiąco.

- Ciekawe, co byś zrobił, gdybyś poczuł się oszukany? - wyszeptała Adena, zaciskając palce

na tamborku.

- Gdybym się zorientował, że mnie oszukujesz... - zacisnął zęby. - Wtedy nie ręczę za siebie.

- Wściekłbyś się - westchnęła Adena. Zmusiła się do uśmiechu. - Tak właśnie myślałam. A 

ty mnie pytasz, czego się boję.

- Rozumiem - Holt uśmiechnął się do niej ciepło - że to tylko teoretyczna dyskusja.

- Oczywiście - zapewniła go ochoczo.

-   Wobec   tego   proponuję,   żebyśmy   zmienili   temat.   Dyskusje   teoretyczne   rzadko   kiedy 

prowadzą do rozsądnych wniosków.

-   Jak   sobie   życzysz   -   zgodziła   się   Adena.   Oczami   wyobraźni   widziała   swoje   życie   z 

mężczyzną, który do nikogo nie ma zaufania, ponieważ uważa, że każdego można kupić.

W czwartek około jedenastej zadzwoniła sekretarka Holta. Adena słyszała jej głos po raz 

pierwszy. Wytłumaczyła sobie, że Holt po prostu ma dwie sekretarki i akurat z tą dotąd nie miała 

okazji rozmawiać.

- Dzwonię w imieniu pana Sinclaira - powiedziała sekretarka, upewniwszy się, że rozmawia 

z właściwą osobą. - Prosił, żebym  zapytała, czy mogłaby pani zjeść dziś obiad z nim i z jego 

gościem.

- Raczej tak. - Adena była trochę zdziwiona, chociaż zadowolona z propozycji. Zapisała 

nazwę restauracji, w której mieli się spotkać.

- Gościem pana Sinclaira będzie dziś pan Rawlins - dodała sekretarka.

- Dziękuję pani - powiedziała Adena. - Proszę przekazać Holtowi, że będę punktualnie.

Adena odłożyła słuchawkę i zaczęła się ubierać. Włożyła garsonkę z ciemnego kaszmiru, 

pożegnała się z Maksem i pobiegła na przystanek autobusowy. Uznała, że o tej porze nie warto 

jechać do centrum samochodem, zwłaszcza jeśli autobus dojeżdża dokładnie tam, gdzie ona musi 

wysiąść. Dobrze znała lokal, w którym Holt się z nią umówił. Czarno ubrani kelnerzy, białe obrusy 

na stołach i wystrój z epoki wiktoriańskiej sprawiały, że w restauracji panowała taka atmosfera, jak 

w męskim klubie z wiekowymi tradycjami. Za to jedzenie mieli tam znakomite.

68

background image

Przyjechała kilka minut przed czasem. Powoli weszła do restauracyjnego holu, rozejrzała się

wokół i... o mało nie zderzyła się z kimś bardzo dobrze znanym.

- Jeff! - zawołała i obronnym ruchem uniosła dłonie. - Co ty tu robisz?

- Dopiero co zjadłem obiad. - Chwycił ją za rękę. Uśmiechnął się do niej swoim chłopięcym 

uśmiechem, który kiedyś  tak bardzo Adenę pociągał. - Ale skąd ty się tu wzięłaś? Czekasz na 

kogoś?

- Tak, czekam - odrzekła, nie wiadomo dlaczego skrępowana.

- Pozwól, że zgadnę. - Jeff skrzywił się złośliwie. - Umówiłaś się z Holtem Sinclairem. 

Mam rację?

- Owszem, zgadłeś. - Adena cofnęła się o krok. Nie wiedziała, czego może się spodziewać 

po Jeffie.

- Nie bój się - uspokoił ją Jeff. - Dziś jestem w dobrej formie. Chyba powinienem cię 

przeprosić za tamtą awanturę. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że trochę za

dużo wtedy wypiłem, a na domiar złego straciłem najważniejszą kobietę w moim życiu.

- Proszę cię, Jeff, nie mówmy już o tym. - Adena była potwornie zakłopotana. - Mnie też 

jest   przykro   z   powodu   tego   całego   zajścia.   To   jedna   z   tych   rzeczy,   o   których   trzeba   szybko 

zapomnieć.

- O incydencie mogę zapomnieć - szepnął Jeff, znów się do niej zbliżając - ale o tobie nigdy.

- Proszę cię, Jeff... - Adena nic więcej nie mogła zrobić, bo za plecami miała ogromną 

donicę z palmą i o ucieczce nie mogło być mowy.

- Wszystko zepsułem, prawda? - Jeff uśmiechnął się smutno.

- To od początku nie miało sensu - powiedziała Adena. Z całego serca pragnęła, żeby ta 

niesmaczna scena jak najprędzej się skończyła. Nie miała ochoty, żeby Holt był jej świadkiem.

- Nie, to ja wszystko popsułem. Mieliśmy ze sobą tyle wspólnego... Pamiętasz, jak czasami 

przychodziliśmy tutaj na obiad? - Jeff nie zamierzał ustąpić. - Będzie mi tego bardzo brakowało.

- Nie mam ochoty o tym rozmawiać - oświadczyła oschle Adena.

- Wiem, że nie masz na to ochoty - Jeff uśmiechnął się przewrotnie. - Na pewno nie masz 

ochoty na rozmowę o nas. W końcu przecież udało ci się spaść na cztery łapy.

- Już dość, Jeff. Bardzo cię przepraszam, ale...

- Nie dostanę nawet pożegnalnego całusa? - Jeff niebezpiecznie zbliżył się do dziewczyny.

- Żegnam cię - powiedziała ozięble. Niedawne zakłopotanie przerodziło się we wściekłość. I 

jeszcze ta palma za plecami...

- Żegnaj, Adeno - uśmiechnął się Jeff.

69

background image

Adena zauważyła jego wściekłe i zadowolone z siebie spojrzenie. Uchyliła się o ułamek 

sekundy za późno. Jeff przyciągnął ją do siebie, mocno pocałował i zaraz puścił.

- Dziękuję za wszystko, kochanie - powiedział głośno.

Wyjął z kieszeni białą kopertę i wsunął ją w rękę zaszokowanej dziewczyny. Odwrócił się i 

odszedł   szybko,   zanim   Adena   zdążyła   choćby   pomyśleć   o   jakiejś   odpowiednio   obraźliwej 

odpowiedzi.   Ze   wstrętem   spojrzała   na   wychodzącego   z   restauracji   Jeffa.   Była   tak   zajęta   tym 

widokiem,   że   nawet   nie   zwróciła   uwagi   na   dwóch   mężczyzn,   z   którymi   minął   się   jej   były 

narzeczony. Dopiero kiedy Jeff im się ukłonił, zdała sobie sprawę z tego, że to Holt z Johnem 

Rawlinsem, i zrozumiała, że obaj na pewno widzieli końcowy akord odegranej przez Jeffa sceny. 

Wreszcie dotarło do niej, o co chodziło młodemu Carriganowi. Lodowate spojrzenie stalowych 

oczu Holta sprawiło, że miała ochotę uciekać ile sił w nogach. Poczuła w dłoni kopertę i doszła do 

wniosku, że sama umożliwiła Jeffowi dokonanie straszliwej zemsty.

Bezradnie patrzyła, jak Holt zbliża się do niej zagniewany i smutny. Zatrzymał się obok 

Adeny. Bez słowa wyciągnął rękę, a dziewczyna w milczeniu podała mu kompromitującą białą 

kopertę. Holt otworzył ją, wyjął ze środka pisany ręką Jeffa list i... czek. Przeczytał list, obejrzał 

wypisaną na czeku sumę i oddał to wszystko Adenie. Drżącymi rękami wzięła kompromitujące ją 

papiery.

„Rób swoje, kochanie. Pobierzemy się, jak tylko to wszystko się skończy”, pisał Jeff. Czek 

opiewał na pięćset dolarów.

Adena podniosła oczy na Holta. Czekała na jego reakcję. Ona w tej sprawie nie miała nic do 

powiedzenia. Nie miała również wątpliwości, co Holt sobie myśli. Na pewno uznał ją za płatnego 

wysłannika Carriganów i teraz zrobi dokładnie to, czego chciał Jeff.

- Przepraszam cię, John. Zaraz wrócę – powiedział Holt do Rawlinsa. Wziął Adenę pod 

ramię   i   odprowadził   do   drzwi.   Kiedy   znaleźli   się   na   ulicy,   zatrzymał   pierwszą   przejeżdżającą 

taksówkę. Otworzył drzwi i pomógł dziewczynie wsiąść do samochodu.

- Jedź do domu - polecił lodowatym głosem. - Przyjadę do ciebie za kilka godzin. Muszę 

przedtem załatwić parę spraw. Nie musisz się tak bardzo bać. Do rękoczynów nie dojdzie. Stać 

mnie na bardziej wyrafinowaną zemstę.

70

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

W   ciągu   całego   długiego   popołudnia   Adena   ze   trzy   razy   stawała   przed   otwartą   szafą, 

zastanawiając się, czy natychmiastowy wyjazd nie byłby najlepszym wyjściem z sytuacji. W jej 

głowie, jak zepsuta pozytywka, dźwięczały słowa Holta o wyrafinowanej zemście.

Przecież jestem niewinna, do jasnej cholery! powtarzała sobie co chwila. Wciąż miała przed 

oczami twarz rozgniewanego Holta. Adena nie wiedziała, jak ma mu wytłumaczyć scenę, której był 

naocznym świadkiem. Za każdym razem, kiedy wymyśliła coś rozsądnego, powtarzała to sobie 

głośno   i   dopiero   wtedy  okazywało   się,   że   wyjaśnienie   było   wprawdzie   rozsądne,   ale   zupełnie 

nieprzekonywające.

Rozłożony na dywanie Maks z wielkim niepokojem obserwował swoją panią.

- Czy tym razem też mnie obronisz? - zapytała Adena sznaucera. Przykucnęła przy nim i 

podrapała psa za uchem. - Czy posłuchasz rozkazu, jeśli poszczuję cię na Holta?

Maks zachował milczenie godne filozofa, wobec czego dziewczyna wstała i podeszła do 

barku,   na   którym   stała   karafka   z   sherry.   Tyle   razy   Holt   nalewał   nam   alkohol   z   tej   karafki, 

pomyślała. Lubił czuć się tutaj jak u siebie w domu. Nie, teraz nie mogę pić. Muszę być zupełnie 

trzeźwa.   Zmuszę   Holta,   żeby   mnie   wysłuchał.   Opowiem   mu   po   prostu,   jak   doszło   do   tego 

spotkania, a jeśli mi nie uwierzy, to niech sobie idzie do diabła! Mam w końcu swoją godność. Jeśli 

nie zechce przyjąć do wiadomości prawdy, to trudno. Sam będzie sobie winien. Najgorsze, że nie 

tylko sobie. Najsmutniejsze w tej głupiej historii jest to, że kocham Holta i że bardzo mi zależy na 

jego zaufaniu. Zaufanie to przecież pierwszy krok do miłości. Jeślibym je zdobyła... Przekonam go! 

Nie mam innego wyjścia. Ba, ale jak to zrobić. Jak mam przekonać człowieka, święcie 

wierzącego w przekupność ludzi, o tym, że mnie się nie da przekupić?

Adena zacisnęła  zęby.  Stanęła przy oknie i wyglądała na ulicę. Niestety,  w tej sytuacji 

trudno nawet myśleć o zdobywaniu zaufania, pomyślała. Holt miał przecież w rękach ewidentny 

dowód zdrady. O, tak. Jeff musiał się starannie przygotować do odegrania tej sceny.

Dziewczyna stwierdziła, że nie wytrzyma w bezczynności ani jednej chwili dłużej. Poszła 

do   kuchni   przygotować   herbatę.   Rytuał   parzenia   herbaty   okazał   się   zadziwiająco   skutecznym 

lekiem uspokajającym. Adena mogła wreszcie poważnie zastanowić się nad tym, jak sobie poradzić 

z   niewesołą   sytuacją,   w   którą   została   wmanewrowana.   Usiadła   wygodnie   w   fotelu   i   małymi 

łyczkami popijała gorący napar.

71

background image

Będę spokojna i pełna godności, postanowiła. Nie pozwolę się wyprowadzić z równowagi. 

W końcu nie mam nic na swoim sumieniu. A kiedy Holtowi złość przejdzie, zacznę od początku 

zdobywać sobie jego zaufanie. Chociaż wątpię, żeby kiedykolwiek udało mi się osiągnąć sukces.

Drgnęła,   usłyszawszy,   że  ktoś  dzwoni  do  drzwi.   Drżącymi   rękami   postawiła   na  stoliku 

filiżankę z nie dopitą herbatą i powoli wstała z fotela. Maks także się podniósł, ale on machaniem 

krótkiego ogonka witał niewidocznego jeszcze gościa.

Dziewczyna z ociąganiem podążyła za psem. Nagle wydało jej się, że nigdy, przenigdy, za 

żadne skarby świata nie uda jej się rozplatać tej potwornie zagmatwanej intrygi i że Holt na pewno 

jej nie uwierzy.

Muszę   chociaż   spróbować,   pomyślała.   Za   bardzo   go   kocham,   żeby   zrezygnować.   Będę 

walczyć o swoje szczęście. Jeśli mi się nie uda, to trudno.

Otworzyła drzwi. Holt stał na progu taki sam jak zawsze: poważny, twardy i pewny siebie. 

Nie mam szans, pomyślała przerażona Adena. Skąd mi przyszło do głowy, że w ogóle uda mi się 

kiedyś zdobyć jego zaufanie? Człowiek, który postrzega świat w kategoriach kupna i sprzedaży, 

musi się w takiej sytuacji jak dzisiejsza poczuć oszukany. Nie ma innej możliwości.

- Ja nic złego nie zrobiłam - oświadczyła zanim Holt zdążył wejść do mieszkania. - Nie 

pracuję ani dla Carrigana, ani dla jego firmy.

- Przecież wiem - oznajmił spokojnie Holt i jak gdyby nigdy nic wszedł do przedpokoju. 

Pieszczotliwie poklepał Maksa po grzbiecie, po czym skierował się prosto do barku. - Od razu, jak 

tylko was zobaczyłem, zorientowałem się, o co chodzi.

Drzwi mieszkania zamknęły się same pod ciężarem ciała Adeny. Musiała się o coś oprzeć, 

żeby nie upaść.

- Nie uwierzyłeś w to... Nie uwierzyłeś, że szpiegowałam cię dla Carrigana? - wyszeptała.

Holt rozsiadł się wygodnie na kanapie. Uśmiechnął się jak typowy, zadowolony z siebie 

mężczyzna, którego po ciężkiej pracy czeka zasłużony odpoczynek.

- Oszalałaś? Na jakiej podstawie miałbym sądzić, że dla nich pracujesz? Znam cię bardzo 

dobrze, Adeno West, i, mówiąc między nami, ty się w ogóle nie nadajesz na szpiega. Wprawdzie w 

odpowiednich warunkach potrafisz zwodzić jak mało kto, ale to jeszcze nie znaczy, że masz żyłkę 

do interesu... Hej! Co się dzieje?

-   Kochasz   mnie!   Ty   mnie   kochasz!   Powiedz   to,   Holt!   Proszę!   -   Adena   dosłownie 

przemknęła przez pokój. Rzuciła się Holtowi na szyję, zagrażając kryształowej szklaneczce sherry.

- Moje ty biedne kochanie. - Holt odstawił szklankę na stolik i mocno przytulił do siebie 

dziewczynę.   -   Zakochałem   się   w   tobie   już   pierwszego   wieczoru,   wtedy,   kiedy   przyszłaś   mi 

72

background image

powiedzieć o tym moim pracowniku, którego Carrigan przekupił. Nie uwierzę, jeśli mi powiesz, że 

niczego się nie domyśliłaś.

- Nie wiedziałam! Nawet nie śmiałam marzyć...

- Skąd wobec tego teraz taka domyślność?

- Mężczyzna, który widział tamtą scenę w restauracji, który miał w ręku ten ohydny list i 

czek,  a mimo  to uwierzył  w niewinność kobiety,  musi ją kochać  - wyszeptała  Adena, patrząc 

Holtowi prosto w oczy.

- Tym bardziej że ten mężczyzna przypadkiem zna swoją kobietę i dobrze wie, że ona nigdy 

go nie zdradzi - dokończył Holt, gładząc dziewczynę po głowie.

- A skąd ty wiesz, że ja cię kocham?

- A kochasz mnie? - zapytał Holt.

- Tak. Och, tak bardzo cię kocham! - W turkusowych oczach Adeny zabłysły łzy.

- Miałem nadzieję, że tak będzie, kiedy okazało się, że nie potrafisz mi odebrać mojego 

pięknego zegarka. - Holt zaśmiał się cicho.

- Co takiego? - Adena nie wierzyła własnym uszom. - Co ty wygadujesz, Sinclair?

- Przecież dobrze wiem, dlaczego podarowałaś mi ten zegarek - mruknął Holt. - Wściekłaś 

się, kiedy dowiedziałaś się, że to ja załatwiłem pracę. Nawet teraz potrafię sobie wyobrazić, jak 

maszerujesz do najdroższego jubilera w mieście i każesz mu wysłać mi złoty zegarek. Mógłbym 

przysiąc, że paczuszka, którą mi przyniesiono, jeszcze pachniała urażoną kobiecą dumą.

- Niesamowite - westchnęła Adena. - Wiedziałeś. Ty od początku wszystko wiedziałeś...

- Niestety, tak. Całe popołudnie myślałem, co mam z tym fantem zrobić. Zrozumiałem, że 

niechcący obraziłem cię tego dnia aż dwa razy i że chciałaś mi dać nauczkę na przyszłość.

-   Dlaczego   udawałeś,   że   nic   nie   rozumiesz?   Jesteś   wstrętnym,   przebiegłym   oszustem, 

Sinclair! Gdybym cię tak bardzo nie kochała, kazałabym ci teraz, natychmiast, oddać ten zegarek. A 

właśnie, dlaczego wtedy uznałeś, że tego od ciebie nie zażądam?

-   Zaryzykowałem   -   przyznał   Holt.   -   Chciałem   sprawdzić,   czy   potrafisz   mi   sprawić 

przykrość. Wiedziałem, że gdybyś nic do mnie nie czuła, nie kochałabyś się ze mną tak wspaniale. 

Jesteś zbyt uczciwa. Nigdy nie oddałabyś się bez reszty mężczyźnie, do którego czujesz wyłącznie 

pociąg fizyczny. Takiego żaru chyba żadna kobieta na świecie nie potrafi udawać.

- Wystawiłeś na próbę moje dobre serce! - zaprotestowała Adena, usiłując ukryć uśmiech.

- Nie miałem innego wyjścia - bronił się Holt. - Wiedziałem, że chciałaś mi dać nauczkę. 

Sądziłaś pewnie, że przyjadę do ciebie z awanturą. Wtedy pozwoliłabyś, żebym się wykrzyczał...

73

background image

- Miałam nadzieję, że ten zegarek będzie dla ciebie takim samym policzkiem, jakim dla 

mnie był naszyjnik - powiedziała cicho Adena. - Chciałam, żebyś wiedział, jak to jest, kiedy się 

płaci przyjacielowi za coś, co nie ma ceny.

- Wiedziałem!  - ucieszył  się Holt. - Jeśli cię to pocieszy,  kochanie, zrozumiałem twoją 

lekcję w tej samej chwili, w której zobaczyłem zegarek. Dopiero wtedy dotarło do mnie, co sobie 

pomyślałaś, kiedy przyniesiono ci naszyjnik. Wiedziałem, że zorientowałaś się już, jaką odegrałem 

rolę w sprawie twojej pracy, i zrozumiałem, że znalazłem się w strasznych tarapatach.

- Całkiem niezłe - skrzywiła się Adena. - Mogłeś mi chociaż dać satysfakcję i przyznać się, 

że zrozumiałaś lekcję.

- O tym także myślałem. Rozważałem możliwość odegrania roli obrażonego mężczyzny, a 

po otrzymaniu reprymendy - skruszonego grzesznika. Potem jednak pomyślałem, że mogę uniknąć 

awantury i jednocześnie sprawdzić, co naprawdę do mnie czujesz. W końcu zdecydowałem, że to 

drugie rozwiązanie będzie o niebo lepsze, i przyjąłem twój wspaniały prezent.

- Moje zachowanie musiało cię nieźle ubawić. - Adena westchnęła ciężko.

- Ależ skąd - zapewnił ją szybko Holt. - Prawdziwy prezent dałaś mi dopiero wtedy, kiedy 

okazało się, że nie potrafisz zażądać ode mnie zwrotu zegarka. Nie bój się. Dobrze wiem, że takiego 

prezentu nie kupiłbym nawet za wszystkie klejnoty świata. Naprawdę, kochanie, bardzo cenię ten 

zegarek,   ponieważ   przypomina   mi   chwilę,   w   której   dałaś   mi   nadzieję,   że   może   kiedyś,   w 

przyszłości uda ci się mnie pokochać.

- Tak bardzo byłeś mnie pewien?

- Powiedzmy - Holt uśmiechnął się z wyższością człowieka, którego trudne życie nauczyło 

wiele o ludzkiej naturze - że byłem pewien zupełnie innej i zupełnie prostej prawdy. Widzisz, 

skarbie, żadna księgowa bez pracy nie pozwoliłaby sobie na taki kosztowny rewanż. Chyba że ta 

bezrobotna księgowa żywiłaby do swojej ofiary jakieś pozytywne, głębokie uczucia.

- Dobrze, dobrze. - Adena przytuliła się mocno do swego mądrego mężczyzny. - Powiedz 

mi jeszcze, co sobie pomyślałeś, kiedy na przyjęciu złożyłam to okropne oświadczenie o naszych 

zaręczynach.

-   A   jak   sądzisz?   Okazja   była   tak   niezwykła,   że   musiałem   ją   wykorzystać.   -   Holt   był 

zadowolony z siebie. - Tak długo cię dręczyłem, aż, chcąc nie chcąc, zgodziłaś się wyjść za mnie za 

mąż.

- Można by pomyśleć, że sam na to wpadłeś.

- I byłoby to zgodne z prawdą. Co ja na to poradzę, że los obdarzył mnie umiejętnością 

korzystania z najlepszych okazji?

- To znaczy, że chcesz zatrzymać zegarek?

74

background image

- Oczywiście. - Pocałował dziewczynę w ucho. - Jest symbolem twojego oddania. Ale jeśli 

chcesz, żebym zwrócił ci pieniądze, które musiałaś wyłożyć, to z największą radością...

- O, nie - przerwała mu Adena. - To ma być prezent ode mnie. Zresztą pokryłam już debet 

na koncie. Muszę przyznać, że przeżyłam koszmarne chwile, zastanawiając się, jak mam to zrobić.

- Czy to dlatego tak dużo piłaś tamtego wieczoru? - zapytał Holt.

- Nawet to musiałeś zauważyć - mruknęła Adena.

-  To  był  dobry  dzień.  Wszystko   pracowało  na  moją  korzyść.  Przez  cały wieczór   byłaś 

speszona i zupełnie wytrącona z równowagi.

- Oszukałeś mnie! - zawołała Adena.

- I to jak - potwierdził Holt.

- No to kupiłam sobie ciebie za złoty zegarek i dwie miłosne noce. Nie tak drogo.

- Zawsze będziesz miała u mnie rabat - obiecał Holt.

- Nie wiem, na ile szwajcarskich zegarków będę sobie mogła pozwolić - ostrzegła go Adena.

- Nie kupisz mnie nawet za tysiąc zegarków, kochanie. Mnie możesz kupić tylko za miłość. 

Daj mi swoją miłość, namiętność i swoją uczciwość, a przekonasz się, że ja też jestem uczciwym 

kupcem.

- Czy za ten kapitał dostanę towar najwyższej jakości? - zapytała z filuternym uśmiechem.

- Jestem łagodny, wierny i udomowiony.

- Jak Maks - ucieszyła się Adena.

- No właśnie.

- Jeszcze pół godziny temu wcale cię nie podejrzewałam o łagodność - wyznała Adena.

- Kiedy wpakowałeś mnie do taksówki i mówiłeś o rewanżu...

-   Jak   mogłaś   choćby   przez   chwilę   przypuszczać,   że   chcę   się   mścić   na   tobie?   -   Holt 

spoważniał   w   mgnieniu   oka.   -   Chciałem   nauczyć   rozumu   tego   głupka   Carrigana!   Mój   Boże! 

Gdybym tylko pomyślał, że boisz się spotkania ze mną! Adeno - powiedział - przysięgam ci, że 

nigdy cię nie skrzywdzę.

- Nawet jeśli pomyślisz, że cię oszukuję?

- Nigdy czegoś takiego nie zrobisz. A co do teoretycznych rozważań, to już ci mówiłem, że 

one nigdy do niczego dobrego nie prowadzą. Proponuję, żebyśmy zmienili temat.

- Dobrze. O czym chcesz porozmawiać?

- Na przykład o tym, gdzie spędzimy nasz miesiąc miodowy.

- Przedtem jednak chciałabym cię jeszcze o coś spytać...

- Gdzie weźmiemy ślub? Moglibyśmy pojechać do Reno, a potem...

- Chciałabym cię zapytać, co zrobiłeś Jeffowi. - Adena nie zapomniała morderczego wzroku

75

background image

Holta i była ciekawa, jaka kara dotknęła jej prześladowcę.

- Tak bardzo cię obchodzi?

-   On   nie,   ale   jestem   ciekawa,   jak   wygląda   zemsta   Holta   Sinclaira.   Przez   kilka   godzin 

zastanawiałam  się nad tym,  co mi  zrobisz, jak tu przyjedziesz.  Teraz wreszcie chciałabym  się 

dowiedzieć, jak potraktowałeś prawdziwego winowajcę.

- Skoro tak, to mogę ci powiedzieć. Kiedy trochę ochłonąłem, przypomniałem sobie, że 

nasze spotkanie zawdzięczam wyłącznie Carriganowi.

- Ależ ty jesteś wspaniałomyślny!

- Od początku ci to powtarzam. Dopadłem go w jego własnym biurze w Carrigan Labs. 

Dałem mu do zrozumienia, że jeśli jeszcze raz się do ciebie zbliży, zaszargam opinię i jemu, i jego 

ojcu tak że ludzie biznesu w San Francisco i okolicach nawet nie spojrzą w kierunku ich firmy.

- Jakim cudem?

- Zapomniałaś, że przekupił mojego pracownika i że ja mam na to dowody? Zresztą obaj 

Carriganowie mają na sumieniu więcej podobnych wyczynów. Powiedziałem mu, że jeśli zacznę 

węszyć, to mogą wyjść na jaw jeszcze inne przedsięwzięcia, które nie wszyscy pochwalają. Ten 

twój Jeff dobrze wie, że nie rzucam słów na wiatr.

- Powiedz mi jeszcze, jak mu się udało doprowadzić do tego kompromitującego spotkania

- Najpierw kazał swojej sekretarce zadzwonić do mojej i wypytać ją dokładnie o moje plany 

na   dzisiaj.   Potem   nakłonił   tę   dziewczynę,   żeby   zadzwoniła   do   ciebie   i   zorganizowała   mu   to 

„przypadkowe” spotkanie.

- A niech to gęś kopnie. - Adena była wściekła. Z powodu własnej głupoty znalazła się w 

wyjątkowo niezręcznej sytuacji.

- No to co, możemy już wrócić do bardziej zajmującego tematu? - zapytał Holt.

- Chodzi ci o miesiąc miodowy?

- Może jest jakieś miejsce, które szczególnie chciałabyś odwiedzić?

-   Skoro   mnie   o   to   zapytałeś...   Od   kilku   dni   usiłuję   się   wybrać   do   małej   gospody   w 

złotonośnych górach, więc...

- Jak sobie życzysz - mruknął Holt z miną łaskawcy. Wyciągnął rękę po stojącą na stole

szklaneczkę z sherry. - Co, u diabła! - zawołał.

- Co ci się stało? - zaniepokoiła się Adena.

- Mnie nic, ale ten pijak Maks wypił moją sherry!

76

background image

Był wieczór. Adena i Holt wzięli ślub tego dnia rano, a po południu rozpakowali walizki w 

przytulnym pokoiku małej gospody w złotonośnych górach. Potem usiedli przy kominku i wznieśli 

toast za swoje małżeńskie szczęście.

Adena leżała w łóżku, zwisającym z sufitu na czterech długich łańcuchach. Łóżko kołysało 

się jak okręt na spokojnym morzu. Adena jednak nie spała. Rozkochanymi  oczami patrzyła na 

zbliżającego   się   do   niej   męża.   Bez   słowa   wyciągnęła   do   niego   rękę.   Holt   pocałował   ją   i   nie 

wypuszczając ze swojej dłoni, położył się obok. Łóżko zakołysało się pod ciężarem jego ciała.

- Tak bardzo cię kocham, Adeno - wyszeptał - aż sam się boję.

- Boisz się mnie? Dlaczego? Przecież wiesz, że cię kocham!

- Wiem, ale wciąż się obawiam, że znów popełnię jakiś błąd - westchnął ciężko. - Doszło do 

tego, że w noc poślubną leżę w małżeńskim łożu i boję się dać własnej żonie prezent ślubny.

- Jaki znów prezent?

Holt spojrzał podejrzliwie na Adenę. Nachylił się i ze stojącej na podłodze torby wyciągnął 

białe pudełeczko. Podał je dziewczynie, a ona uśmiechnęła się do niego czule.

-   Chyba   bardzo   lubisz,   kiedy   noszę   złote   naszyjniki   -   powiedziała,   zapinając   na   szyi 

delikatny, złoty łańcuszek, który znalazła w pudełku.

- W złotych naszyjnikach jesteś jeszcze bardziej pociągająca niż bez nich - zażartował.

Adena jednak wyczuła, że pod pozorami kpin ukrywa obawę i oczekiwanie. Nie wiedział, 

jak tym razem zostanie potraktowany jego prezent.

- To jest bardzo piękne, Holt - powiedziała szczerze. - Dziękuję ci, kochany.

- To ja ci dziękuję, kochanie. - Holt odetchnął z ulgą. Mocno przytulił do siebie żonę.

Adena o nic nie musiała pytać. Wiedziała, że on dziękuje jej za to, że zechciała wreszcie coś 

od niego przyjąć. Teraz już wiedziała, że Holt wprawdzie zawsze płaci za to, co dostaje od życia, 

ale poza tym lubi dawać ukochanej kobiecie piękne przedmioty.

Leżeli przytuleni do siebie. Czuli, jak narasta w nich coraz gorętsza namiętność.

- Tak dawno cię nie miałem - westchnął Holt, głaszcząc wyciągnięte obok niego ciało żony.

- To nie moja wina.

- Wiem. Od kilku dni mnie prowokujesz.

- Za to ty jesteś taki silny i szlachetny... Prawdziwy bohater - dokuczała mu pieszczotliwie.

-   Ale   niezbyt   mądry,   co?   Może   niepotrzebnie   dotrzymywałem   danego   ci   słowa?   Może 

należało po prostu wziąć, co swoje, a nie bawić się w staroświeckie narzeczeństwo aż do dzisiaj? - 

pytał Holt, zsuwając z ramion żony koronkową nocną koszulę.

- Nie myśl sobie, że nie jestem ci za to wdzięczna...

- Udowodnij.

77

background image

I udowodniła. Spowiła swoją miłością siebie i swego męża, i kołyszące się małżeńskie łoże. 

Całowała i pieściła Holta, a za wszystko, co mu dawała, dostawała tyle samo pieszczot i czułości.

Wreszcie ucichło wzburzone morze, po którym płynął ich niezwykły okręt. Fale uspokoiły 

się, a kołysanie znów stało się delikatne i usypiające.

Adena poczuła, że Holt dotyka złotego łańcuszka na jej szyi. Z trudem otworzyła ciężkie 

powieki.

- Jest dokładnie tak, jak ci powiedziałem - wyszeptał, uśmiechając się z czułością. - W 

złotym naszyjniku wyglądasz jeszcze piękniej niż zwykle.

- To wina twojej pirackiej duszy. - Adena wtuliła się w ramię męża. - Mam przeczucie, że w 

poprzednim wcieleniu twoją ulubioną rozrywką było kupowanie niewolnic.

- Na całym świecie jest tylko jedna, której oddałbym wszystko. Wreszcie udało mi się ją 

zdobyć i już nic więcej mi do szczęścia nie brakuje.

-   Niestety,   uszczęśliwienie   tej   jednej   niewolnicy   będzie   cię   bardzo   drogo   kosztowało   - 

ostrzegła Adena.

- Co cię uczyni szczęśliwą, kochanie?

- Cała twoja miłość, twoja namiętność i cały ty.

- Poślubiłaś wyjątkowo wspaniałomyślnego i hojnego mężczyznę, Adeno. - Holt pochylił się

nad nią i delikatnie ją pocałował.

Adena objęła go mocno za szyję. Dobrze wiedziała, że tego jedynego skarbu, na którym jej 

naprawdę zależało, nigdy w ich życiu nie zabraknie. Wiedziała, że miłości męża zawsze będzie 

miała pod dostatkiem.

78


Document Outline