background image

Rita Clay Estrada 

 

Cena Miłości 

(The will and the way) 

background image

ROZDZIAŁ 1 

 

– Czy można potępiać mojego klienta tylko za to, że zawierzył tym, od których kupował 

materiały? – W ten poniedziałkowy poranek głos April Flynn brzmiał mocno i zdecydowanie. 

–  On  również  został  oszukany:  i  przez  ludzi,  z  którymi  pracował,  i  przez  nabywców  domu. 

Winę przede wszystkim ponoszą podwykonawcy, którzy dostarczyli materiały złej jakości.   

Jace  Sullivan  stał  z  boku  w  sali  sądowej  i  przyglądał  się  April.  Powinien  już  od  dawna 

być  na  spotkaniu  z  Sidem,  swoim  agentem,  ale  kiedy  przechodził  koło  gmachu  sądu, 

przypomniał  sobie,  że  April  ma  tego  dnia  rozprawę.  Pod  wpływem  nagłego  impulsu  wszedł 

do  sali,  żeby  popatrzeć  na  April  choć  przez  kilka  chwil.  Uśmiechnął  się  z  dumą.  Była 

wspaniała.  Krótko  ostrzyżone,  ciemnobrązowe  włosy  podkreślały  smukłą  szyję  i  delikatny 

owal  twarzy.  Miała  wspaniałą  figurę  i  piękne,  długie,  smukłe  nogi.  Jednak  jej  prawdziwym 

atutem były oczy. Gdy była zła, stawały się intensywnie niebieskie. Kiedy się kochali lśniły, 

miękko i nabierały szarego odcienia.   

Była  bardzo  atrakcyjna  i  to  nie  tylko  na  pierwszy  rzut  oka.  Miała  inteligencję  i  dowcip. 

Intrygowała go.   

Ich dom... Właściwie był to jego dom. Po usilnych zabiegach April przeprowadziła się do 

niego ponad trzy lata temu. Nie żałował ani jednej wspólnej chwili. Życie z April wydawało 

się  czymś  niesłychanie  naturalnym  i  oczywistym.  Zanim  się  poznali,  Jace  przeżył  wiele 

nieudanych  romansów.  Spotykał  się  z  rozmaitymi  kobietami.  W  pewnym  momencie  doszło 

do tego, że nie wiedział, czy umówił się jeszcze z blondynką, czy może już z brunetką. Tak 

naprawdę nie należał do żadnej kobiety, dopóki April Flynn nie wkroczyła w jego życie i nie 

zawładnęła jego sercem.   

Pod  jej  wpływem  zmienił  dotychczasowe  zasady  postępowania  wobec  kobiet.  Ciężko 

pracowała,  sprzeczała  się  z  nim,  nie  gotowała  i  nie  sprzątała,  wymagała  od  niego 

nienagannych  manier.  Była  niezależną  kobietą  sukcesu,  miała  własne  zdanie  i  z  łatwością 

dotrzymywała mu pola w różnych dziedzinach. I on to uwielbiał.   

Byli  stworzeni  dla  siebie.  Nie  potrafił  sobie  wyobrazić  życia  bez  niej.  Dzięki  April  dni 

stały się znośne, a noce cudowne...   

Należała do niego i to było najważniejsze. Rozstanie nie wchodziło w rachubę. Będzie z 

nim do końca życia. I on tego dopilnuje.   

Z pewnym niepokojem i zdziwieniem uświadomił sobie, co to oznacza. Nie pierwszy raz 

ś

lub  przychodził  mu  na  myśl,  szczególnie  przez  ostatnie  trzy  miesiące.  Czy  zupełnie  stracił 

głowę? I tak, i nie. Do niedawna uciekał się do najróżniejszych wymówek, ponieważ ciążyło 

mu  wspomnienie  pierwszego  nieudanego  małżeństwa.  Okazało  się  fatalną  pomyłką.  Był 

młody,  niedoświadczony  i  zakochany,  a  przynajmniej  tak  mu  się  wydawało.  Związek  ten 

przetrwał zaledwie rok. Rozstali się w niezupełnie przyjaznej atmosferze.   

Później  znał  wiele  kobiet,  ale  nigdy  nie  zaangażował  się  poważnie.  W  gruncie  rzeczy, 

dopóki nie spotkał April, był samotny.   

Teraz  miał  trzydzieści  sześć  lat.  Wspomnienie  pierwszego  małżeństwa  pomału  się 

background image

zacierało.  Myśl  o  nim  już  go  nie  raniła.  Uśmiechnął  się.  Związek  z  April  Flynn  nie  miał  z 

tamtą historią nic wspólnego.   

Wyprostował  się  i  przyglądał  się  jej  przymrużywszy  oczy.  Lekko  gestykulując 

wygłaszała mowę przed ławą przysięgłych. Była wspaniała.   

Nadszedł czas, żeby uczynić ten krok. Dla niej.   

Z  przyjemnością  pomyślał  o  wakacjach,  które  planowali  przez  cały  rok.  Nie  było  łatwo 

tak wszystko zorganizować, żeby oboje mogli wyjechać w tym samym czasie. Wynajęli dom 

w Oregonie. Postanowili, że przez cały miesiąc będą robić tylko to, na co przyjdzie im ochota. 

Ż

adnych  telefonów,  telewizji,  gości.  Spokojny  urlop  z  dala  od  codziennego  zgiełku  i 

pośpiechu.  Idealna  pora  na  oświadczyny.  Mogliby  po  trzech  tygodniach  spędzonych  na  wsi 

pojechać do Reno, wziąć ślub i dopiero wtedy wrócić do Los Angeles i zabrać się z powrotem 

do  pracy.  Miał  podpisany  kontrakt  na  nowy  film,  a  i  April  z  pewnością  chętnie  wróci  do 

swojej  praktyki.  Moment  wydawał  się  doskonały.  Pozostało  mu  pięć  tygodni  na 

przygotowanie najbardziej romantycznego miesiąca w ich życiu.   

Jace  uśmiechnął  się  do  siebie  z  zadowoleniem.  Nie  spuszczał  oczu  z  April.  Gdy 

odwróciła się prezentując cały swój wdzięk i urok, mrugnęła do niego uwodzicielsko.   

Jakaś  kobieta  siedząca  w  ostatnim  rzędzie  wskazała  na  niego  i  zaczęła  coś  szeptać  do 

swojej sąsiadki. Obydwie uśmiechnęły się i skinęły głowami, jakby byli dobrymi znajomymi. 

Odwzajemnił pozdrowienie z rezerwą i spojrzał na swój elegancki złoty zegarek. Doszedł do 

wniosku, że wyjdzie, zanim poproszą go o autograf.   

Jeszcze  raz  jego  myśli  wróciły  do  April.  Małżeństwo  nadal  wydawało  się  rozsądnym 

rozwiązaniem. Doszedł do wniosku, że podjął właściwą decyzję. Wstał i szybko opuścił salę 

sądową.   

Zaplanował,  że  starania  o  rękę  April  rozpocznie  już  tego  wieczora.  Powinien  pomału 

przygotować  grunt, żeby nie odrzuciła jego oświadczyn. Od pewnego czasu zachowywał się 

jak stateczny mąż. To się zmieni. Stanie się teraz romantycznym kochankiem. Będzie ją nosił 

na rękach i bujał z nią w obłokach. Znów się uśmiechnął. Nic trudnego. Potrafiła z łatwością, 

zaledwie  jednym  spojrzeniem,  obudzić  w  nim  prawdziwego  Casanovę.  Przy  niej  nie  musiał 

grać. Był po prostu sobą. Przestał o tym wszystkim myśleć, bo uświadomił sobie, że nie może 

spóźnić się na spotkanie ze swoim agentem.   

 

April Flynn zsunęła z nóg pantofle i kopnęła je pod skórzany, obrotowy fotel. Na biurku 

leżała  sterta  papierów,  w  większości  pism,  które  trzeba  było  jedynie  przeczytać  i 

odpowiedzieć „tak” lub „nie”. Jej aplikant i zarazem przyjaciel, Sam, mógłby sobie z nimi bez 

trudu poradzić, ale April lubiła wiedzieć, co się dzieje w kancelarii.   

Odchyliła się do tyłu i zamknęła oczy. Kiedy usłyszała pukanie do drzwi, odpowiedziała 

mruknięciem. Otworzyła jedno oko i spojrzała na Sama. Przeszedł przez gabinet i postawił na 

biurku dwie oszronione szklanki z margaritą. Odsunął się i powiedział: 

– Wypij. – Chropawy głos stawał się nieco nieprzyjemny, kiedy wydawał polecenia.   

Piła  powoli  delektując  się  smakiem.  Takiego  właśnie  drinka  teraz  potrzebowała. 

Zwłaszcza że nurtowała ją poważna kwestia.   

background image

–  Dzięki,  Sam.  Gdybyś  równie  sprawnie  radził  sobie  z  moimi  życiowymi  problemami, 

zatrudniłabym cię na stałe jako mojego anioła stróża.   

Sam  chrząknął  i  osunął  się  na  krzesło  stojące  naprzeciwko.  Włosy  połyskiwały  mu  w 

jarzeniowym  świetle.  W  oczach  zamigotały  wesołe  iskierki,  oznaka  jego  nieustannego 

dobrego humoru.   

–  W  takim  razie  pozwól  mi  spróbować.  Myślę,  że  mogę  ci  pomóc  we  wszystkim, 

oczywiście oprócz sprawy, którą teraz prowadzisz.   

–  A  co  ci  się  w  niej  tak  nie  podoba?  –  Upiła  jeszcze  trochę  napoju.  Słonawy  smak 

przyjemnie chłodził gardło.   

–  Ponieważ  uważam,  że  ci  nieszczęśni  frajerzy,  którzy  kupili  domy,  nie  byli  w  stanie 

sprawdzić wszystkiego przed wprowadzeniem się. Ten, kto budował, powinien był to zrobić. 

Do niego należy ostateczna kontrola przed przyjęciem budynku. Tymczasem on chce wpędzić 

nabywców domów w ogromne wydatki i uchylić się od odpowiedzialności.   

Sam  miał  do  czynienia  z  podobną  sprawą  w  przeszłości  i  April  uzmysłowiła  sobie,  że 

należy to wykorzystać.   

–  Pan  Harris  może  być  po  prostu  ofiarą  nieszczęśliwego  zbiegu  okoliczności  – 

powiedziała.  –  Przedsiębiorstwo  budowlane  zwykle  wynajmuje  podwykonawców,  którzy  z 

kolei  dają  zlecenia  jeszcze  jakimś  innym  firmom.  Wiem,  że  obowiązany  był  sprawdzić,  czy 

materiał  uszczelniający  zbiornik  na  wodę  nie  jest  szkodliwy  dla  zdrowia.  Równie  dobrze 

mógł to być zwykły przypadek. Jestem tego raczej pewna.   

– Tyle tylko, że właściciele domów muszą płacić po raz drugi za te same roboty. To nie 

jest  w  porządku.  Stwarzasz  precedens.  Od  tej  chwili  trzeba  będzie  bardzo  dokładnie 

sprawdzać wszystko, łącznie z klamkami. Sam oparł się wygodnie i przymknął oczy.   

– Nieprawda. Za naprawę zapłacą podwykonawcy, a nie firma budowlana czy lokatorzy.   

Odwróciła  się  do  niego.  Uśmiechnął  się.  Dobrze  im  się  razem  pracowało.  Znowu 

powrócił problem wokół którego koncentrowały się jej myśli. Jace.   

–  Co  miało  oznaczać  to  westchnienie?  –  spytał  leniwie  Sam  przeciągając  się.  Stopami 

niemal dosięgną! biurka April.   

–  Od  jak  dawna  pracujesz  dla  mnie?  –  April  potrzebowała  chwili,  żeby  zebrać  myśli  i 

przygotować się na dalsze trudniejsze pytania Sama.   

– Cztery lata. I jeśli chcesz dać mi jakąś poważną podwyżkę, to jestem za.   

–  Ile  ci  jeszcze  zostało  do  skończenia  studiów?  –  Również  i  tę  kwestię  wolała 

przemilczeć.   

–  Jeszcze  jeden  semestr.  Potem,  pani  Flynn  zdaję  ostatni  egzamin  i  odbieram  dyplom. 

Będę  wtedy  prawnikiem  całą  gębą.  Być  może  nieco  zdziwaczałym.  Wszystko  zawdzięczam 

tobie.   

– Nie dziękuj. Wcale mi się nie pali do roboty na pełnych obrotach od rana do wieczora. 

Mam  tego  powyżej  dziurek  od  nosa  na  jakiś  czas  –  ruchem  ręki  powstrzymała  jego 

przemowę.   

Niestety, oczy miał zamknięte i nie zauważył jej gestu.   

– A cóż to za ciężką pracę wykonujesz wieczorami z tym gwiazdorem, jak mu tam, Jace 

background image

Sullivan? – W jego głosie pobrzmiewała lekka kpina. April uśmiechnęła się.   

– Nie wygłupiaj się – odpowiedziała sennym głosem. Starała się nie myśleć o tym, że za 

chwilę będzie musiała podnieść się z wygodnego fotela i pojechać do domu.   

–  Przepraszam  –  w  głosie  Sama  wciąż  wibrowała  zaczepna  nuta.  –  Mam  po  prostu 

przyjemność  znać  cię  o  rok  dłużej  niż  Jace,  a  wydaje  mi  się,  że  nie  wiem  o  tobie  nawet 

połowy tego co on.   

– Nie używaj takich chwytów. Nie jestem w twoim typie i oboje o tym wiemy. – Stłumiła 

ziewnięcie.   

–  I  to  jest  właśnie  mój  problem.  A  na  czym  polega  twój?  Coś  cię  gnębi  od  kilku  dni. 

Byłaś przepracowana, zgoda, i do tego w złej formie, ale nie mów mi, że wyłącznie z powodu 

tej sprawy. Nie dam się nabrać.   

April otworzyła oczy i popatrzyła na sufit. Chciała odpowiedzieć,  ale tylko zmarszczyła 

czoło.   

– No dalej, jestem twoim najlepszym przyjacielem. Możesz mi zaufać – Sam uśmiechnął 

się przymilnie.   

– Dobrze. Chodzi o Jace’a.   

–  Co  się  stało?  –  W  głosie  Sama  zabrzmiało  szczere  zdumienie.  Był  pewien,  że  April  i 

Jace są naprawdę szczęśliwi i że odnaleźli swój Eden.   

– Chcę za niego wyjść, a on nie uznaje małżeństwa.   

–  O  rany!  Nie  zadowala  cię  sztuczna  biżuteria.  Ty  chcesz  obrączki  z 

czternastokaratowego złota...   

– Ty też uważasz, że to niemożliwe? – znowu przymknęła oczy i głęboko odetchnęła.   

– Nie. Ja tylko myślę, że jest tyle innych wyzwań, którym mogłabyś stawić czoło i mieć 

całkiem  dobre  rezultaty.  Choćby  oswojenie  dzikiego  tygrysa  i  przyzwyczajenie  go  do  roli 

domowego  kotka.  –  Odpowiedź  była  ironiczna,  jednak  w  głosie  Sama  słychać  było 

poważniejszy ton. – Ale wcale nie uważam tej sprawy za straconą.   

Uniosła brwi, ale oczy miała wciąż przymknięte.   

– Naprawdę? 

Wyglądało  na  to,  że  nie  znalazła  do  tej  pory  sposobu  rozwiązania  tej  kwestii  i  zupełnie 

poważnie wątpiła, czy w ogóle jakiś sposób istnieje.   

–  Naprawdę.  Sądzę,  że  musisz  zacząć  zachowywać  się  bardziej  jak  żona  niż  kochanka. 

Jeśli chcesz, by się z tobą ożenił, powinnaś go do tego zachęcić. Skąd, do licha, ma wiedzieć, 

co traci, jeśli nie dasz mu tego posmakować? 

– A co właściwie robi żona? 

– No, nie wiem. Myślę, że robi pranie, zanim w domu zabraknie czystych rzeczy. Gotuje 

mężowi ulubione potrawy. Zabawia jego przyjaciół. Dobiera mu stroje. Słowem – zajmuje się 

domem.   

–  Sądziłam,  że  wynajęcie  sekretarki  i  gosposi  załatwia  wszystko  –  odezwała  się 

zgryźliwie April.   

– Wtedy one są niezastąpione, nie ty – odpowiedział leniwie Sam.   

– Aha – westchnęła i wyprostowała się w fotelu. Trafił w sedno. Była zbyt zajęta pracą i 

background image

tym, aby za wszelką cenę dorównać wielkiemu Jace’owi Sullivanowi, żeby choć przez chwilę 

zachowywać  się  jak  zwykła  żona.  I  tak  miała  diabelne  szczęście,  że  wciąż  jeszcze  był  nią 

zainteresowany i że jeszcze nie zmęczył się ciągłym dostosowywaniem do jej rozkładu dnia.   

Prawdę  mówiąc  ona  również  musiała  często  dopasowywać  się  do  jego  zwariowanych 

godzin pracy, ale dręczyło ją poczucie winy.   

Sam przyjrzał się jej twarzy, która odzwierciedlała zmienne myśli.   

– Nad czym się tak zastanawiasz, moja piękna? 

– Myślę, że masz rację, Sam. Co więcej, jestem tego pewna. Mam zamiar pokazać mu, co 

straci, jeśli się ze mną nie ożeni. Muszę tylko bardzo uważać, żeby nie domyślił się, do czego 

zmierzam.   

– Kobieta i tak zawsze postawi na swoim – stwierdził Sam filozoficznie. April wreszcie 

się uśmiechnęła.   

–  Właśnie.  Jeśli  nie  uda  mi  się  przekonać  Jace’a  przed  wakacjami,  będę  musiała  z  nim 

zerwać.  Mam  dwadzieścia  dziewięć  lat  i  wcale  nie  staję  się  młodsza.  Być  może  jestem 

drobnomieszczańska i staromodna, ale chcę mieć dom, rodzinę, dzieci – w jej głosie słychać 

było zadumę i tęsknotę.   

–  Następna  rysa  w  nieskazitelnym  wizerunku  April  Flynn,  niezależnej  kobiety  sukcesu! 

Zwykle jesteś tak zapracowana, iż nie podejrzewałem, że marzysz o macierzyństwie.   

Sam dobrze wiedział, dlaczego April nie zwierzała się z ukrytych pragnień i może dlatego 

w jego głosie pobrzmiewała drwina.   

W  miarę  upływu  lat  stawało  się  coraz  bardziej  oczywiste,  że  kariera  zawodowa  nie 

wypełnia  całkowicie  życia  April.  Praca  przestała  ją  tak  bardzo  pasjonować.  Z  obserwacji 

Sama  wynikało,  że  najszczęśliwsze  momenty  April  przeżyła  u  boku  Jace’a,  który  chyba 

całkowicie odwzajemniał to uczucie.   

Byli uroczą parą.   

– Bardzo go kochasz – słowa Sama przerwały ciszę.   

– Tak – odpowiedziała z przekonaniem. – Za bardzo, żeby utrzymywać nasz związek w 

takim kształcie.   

Wsunęła palce we włosy, nie burząc jednak gładkiej fryzury.   

–  Jest  mi  coraz  trudniej  żyć  ze  świadomością  winy.  Choć  sądziłam,  że  się  już  do  tego 

przyzwyczaiłam. Sam, ja żądam od Jace’a więcej. Oczekuję od niego pełnego zaangażowania, 

pragnę poczucia bezpieczeństwa. Muszę wiedzieć, że stanowimy parę na zawsze – odchyliła 

głowę,  zapadając  się  głębiej  w  skórzany  fotel.  –  Wiem,  że  ma  przykre  doświadczenia. 

Najpierw  matka,  potem  to  pierwsze  małżeństwo.  Ale  charakter  naszego  związku  nie  jest 

właściwy ani dla mnie, ani dla niego. Nie jestem tylko pewna, czy on jest tego samego zdania.   

– Rozmawiałaś z nim o tym? – zapytał Sam, widząc, że nagle posmutniała.   

– Jakiś rok temu. Poruszyłam ten temat, a on bardzo delikatnie dał mi do zrozumienia, że 

nie chce o tym mówić. Zanim zorientowałam się, że właściwie mi nie odpowiedział, upłynął 

tydzień i nie bardzo wypadało mi pytać go po raz drugi.   

– W jaki sposób udało mu się uniknąć rozmowy na tak istotny temat? – zdziwił się Sam. 

– Zresztą nieważne. Mogę sobie wyobrazić.   

background image

April uśmiechnęła się lekko: 

– No właśnie.   

–  W  takim  razie  oboje  mogliście  zapomnieć,  o  czym  rozmawialiście.  Nie  sądzisz,  że 

powinnaś zapytać go jeszcze raz? Może ma teraz inny pogląd na tę sprawę? 

–  On  z  całą  pewnością  nie  zmieni  zdania,  dopóki  ja  nie  zacznę  zachowywać  się  jak 

prawdziwa żona. Jak myślisz, gdzie mogłabym się tego nauczyć? 

–  Nie  wiem,  kobiety  się  z  tym  raczej  rodzą.  A  w  każdym  razie  twoja  matka  powinna 

zdradzić  ci  wszystkie  tajniki  wiedzy  domowej.  Ale  jak  poznała  je  twoja  matka,  to  już  nie 

wiem – odpowiedział i oboje zachichotali, chociaż dowcip był głupi. Być może odpowiednia 

szkoła nie byłaby złym rozwiązaniem...   

– Flynn? – głos Jace’a dobiegł gdzieś z dalszych pomieszczeń. – Gdzie jesteś? 

– Tutaj – zawołała. Wróciła jej zwykła energia.   

Jace stanął w drzwiach i spojrzał na nią stęsknionym wzrokiem. Wyglądała na zmęczoną. 

Była  blada.  Wydawała  się  zupełnie  bezbronna.  I  wciąż  była  tak  piękna,  że  najchętniej 

ułożyłby  ją  na  kanapie  i  kochał  się  z  nią.  Ale  tylko  usiadł  na  poręczy  fotela,  pocałował  ją 

namiętnie, wdychając jej zapach. Wyciągnął rękę po drinka.   

– Dzięki, Sam. April roześmiała się: 

– Całujesz mnie, a dziękujesz za to Samowi? Ładne rzeczy! 

Sam uniósł ręce do góry.   

– Nie bij mnie, jestem tylko niewinnym świadkiem. Poza tym ona nie jest w moim typie.   

Jace uśmiechnął się.  Zajęło mu sporo czasu pozbycie się zazdrości o Sama. Sam i April 

byli  sobie  bliscy,  rozmawiali  nie  tylko  o  sprawach  zawodowych,  również  o  osobistych. 

Jednak  przez  trzy  lata  nie  doszło  do  żadnej  dwuznacznej  sytuacji  i  to  go  ostatecznie 

uspokoiło. Sam darzył April przyjaźnią. I nic ponadto.   

Szepnął do ucha April tak, żeby tylko ona usłyszała: 

– Dziękowałem mu za drinka, Flynn, nie za pocałunek. Za pocałunki się nie dziękuje, po 

prostu całuje się dalej.   

– Rozumiem – mruknęła. – Kręciłeś dziś scenę z tą seksbombą? – dodała pytająco, jakby 

to miała być odpowiedź na jego zaloty.   

–  Nie.  Przez  chwilę  obserwowałem  cię  w  sądzie,  a  potem  byłem  na  lunchu  z  moim 

agentem.   

Podniósł  ją  z  fotela  i  przytulając  mocno  do  siebie,  poprowadził  w  kierunku  kanapy. 

Oparła głowę na jego ramieniu i lekko westchnęła.   

– Przysłuchiwanie się tobie jest bardzo podniecającym zajęciem.   

– Mam nadzieję, że ława przysięgłych była tego samego zdania.   

Sam wyszedł z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi. Spotykali się tak co najmniej trzy 

razy  w  tygodniu.  Nikt  im  wtedy  nie  przeszkadzał.  Sam  pilnował  tego  osobiście.  Mieli  dla 

siebie  niewiele  czasu.  Jace  był  zbyt  znany,  by  wyprawiać  się  dalej,  niż  za  próg  własnego 

domu.  Natychmiast  opadliby  go  wielbiciele.  Z  kolei  klienci  April  często  wydzwaniali  bez 

skrupułów w środku nocy. Specjalizowała się w sprawach rodzinnych i rozwodowych.   

Jace wypił drinka w milczeniu. Nie musieli mówić. Mieli siebie i tylko to się liczyło.   

background image

April ukryła twarz na ramienu Jace’a, upajając się jego bliskością.   

Roześmiał się cicho.   

– Zachowujesz się jak mały piesek.   

–  Bo  jestem  w  towarzystwie  sznaucera  olbrzyma.  Ramiona  masz  dwa  razy  szersze  niż 

zwykły mężczyzna, nie mówiąc już o wzroście. Drobne kobiety nie powinny umawiać się na 

randki  z  facetami,  którzy  mają  metr  dziewięćdziesiąt.  Tak  jest  napisane  w  książkach 

prawniczych.   

– Ty się ze mną nie umawiasz na randki. Dzielisz ze mną życie i łóżko. I myślę, że dobrze 

do siebie pasujemy pod tym względem – przypomniał bezwstydnie. – Poza tym, kiedy nosisz 

te swoje szpilki, jesteś prawie tak wysoka jak ja.   

Objął ją delikatnie, palce powoli wsunęły się w rozcięcie sukienki, zmierzając w kierunku 

piersi. Śliski materiał poddawał się posłusznie.   

– Aha, więc jestem wystarczająco dobra, by dzielić z tobą łóżko, ale nie na tyle, abyś się 

ze mną umówił, tak? – zażartowała, ale Jace spoważniał.   

– Jesteś po prostu wspaniała – szepnął. – I żeby cię o tym przekonać, zabiorę cię dzisiaj, 

dokąd tylko zechcesz. Po prostu powiedz, gdzie, i już tam jedziemy.   

April  pochyliła  głowę,  by  ukryć  błysk,  który  pojawił  się  w  jej  oczach.  Nie  mogła  się 

powstrzymać i przesunęła dłonią po jego ciemnych włosach pieszczotliwym gestem, po czym 

delikatnie pogładziła go po mocnym karku.   

–  A  może  do  domu?  Odpocząłbyś  w  salonie,  a  ja  tymczasem  przygotowałabym  stek, 

frytki  i  sałatę.  Na  deser  moglibyśmy  zjeść  coś  pysznego  od  Sary  Lee  –  zmarszczyła  lekko 

czoło.  Czy  takie  są  przysmaki  prawdziwej  pani  domu?  Miała  wątpliwości.  Z  wyrazu  twarzy 

Jace’a wywnioskowała, że i on nie był oszołomiony tym pomysłem.   

– Sądziłem, że moglibyśmy pójść w jakieś romantyczne miejsce. Może do tej francuskiej 

restauracyjki, którą tak lubisz, wiesz, blisko Malibu. Potem zabrałbym cię na przejażdżkę po 

plaży  i  kradłbym  twoje  pocałunki.  Po  powrocie  do  domu  zapalilibyśmy  świece  i 

kochalibyśmy  się  przed  kominkiem  –  dotknął  wargami  jej  skroni,  powoli  przesunął  je  ku 

łagodnemu  łukowi  szyi.  Zatrzymał  się  tuż  nad  miękkim  przedziałkiem  przy  dekolcie. 

Rozpoznał  znajome  perfumy.  Słodki  zapach  przywiódł  mu  na  myśl  intymne  zakamarki  jej 

ciała. Zawsze delikatnie perfumowała wewnętrzną stronę ud... Ogarnęła go fala namiętności. 

Przygarnął ją mocniej do siebie.   

– Kominek? We wrześniu? – zabrakło jej tchu. Zarówno w upalny dzień, jak i w środku 

chłodnej nocy pobudzał jej ciało zaledwie jednym dotknięciem.   

–  Możemy  włączyć  klimatyzację  –  odpowiedział  przytłumionym  głosem.  Pod  językiem 

czuł  jej  miękką  skórę.  Oddychał  głęboko,  bliskość  April  i  jej  zapach  doprowadzały  go  do 

szaleństwa.   

Uniósł głowę i wsunął język w jej ucho, ogrzewając je gorącym oddechem. Pomyślała o 

tym, co jego język potrafił i odczuła narastające  podniecenie.  Zapragnęła znaleźć się w jego 

ramionach.   

Bliskość April wprawiła ciało Jace’a w drżenie. Nagle zdał sobie w pełni sprawę z tego, 

jak wiele wiąże go z April. Wiedział już, że jego decyzja w sprawie małżeństwa była słuszna. 

background image

April Flynn okazała się jedyną kobietą, którą chciał zatrzymać na zawsze. Dotykał jej pleców, 

zachwycając się gładkością skóry. Najwyższy czas, by się ostatecznie zdecydować. Przez cały 

czas trwania ich nieformalnego związku traktował April jak prawdziwą żonę. Powinien teraz 

udowodnić jej, że jest nie tylko dobrym kochankiem, lecz również idealnym kandydatem na 

męża. Gdy trzymał ją w uścisku, wydawało się to zupełnie proste...   

April  wtuliła  się  w  niego  mocniej.  Czuła  jego  ręce  i  usta,  uwielbiała  to.  Chciała,  by  ją 

dotykał i pieścił. Pragnęła, aby ją kochał, żeby został z nią na zawsze.   

Przypomniała sobie swoje niezłomne postanowienie, że za wszelką cenę zostanie idealną 

ż

oną.   

–  Nie  wolałbyś  raczej  spędzić  miłego,  cichego  wieczoru  w  domu  i  odpocząć?  – 

wymówiła te słowa z trudem. Czuła coraz większe podniecenie.   

Nagle  ogarnął  ją  lęk.  Może  z  jego  strony  to  tylko  gra?  Nigdy  nie  uda  się  jej  przekonać 

Jace’a, że mogłaby być dobrą żoną, dopóki on nie przestanie uważać jej jedynie za uosobienie 

seksu.  Uśmiechnęła  się.  Nie  wydawała  się  sobie  zbyt  atrakcyjna  pod  tym  względem.  To 

określenie  bardziej  pasowało  do  aktorki  grającej  główną  rolę  u  boku  Jace’a  w  jego 

najnowszym  filmie.  Sandrę  Tanner  uważano  za  nową  Marilyn  Monroe.  Ukryła  uczucie 

zazdrości i przytuliła się do Jace’a.   

–  Już  wiem.  –  Jace  dotknął  jej  piersi,  pozostawiając  gorący  ślad.  –  Zadzwonię  do 

restauracji i zamówię obiad do domu. Dzięki temu nic nas nie będzie rozpraszać...   

–  Jeśli  chcesz...  –  zaczęła,  ale  nie  zdążyła  nic  więcej  powiedzieć.  Namiętny  pocałunek 

zamknął  jej  usta.  Język  wdzierał  się  głęboko.  Jace  przycisnął  ją  mocno  do  swego  silnego 

ciała.   

–  Mmm  –  mruczała,  próbując  bez  słów  dać  mu  do  zrozumienia,  że  pragnie  dalszych 

pieszczot.   

– Dobrze? – zapytał tuż przy jej uchu.   

– O, tak – szepnęła w odpowiedzi. Oczy miała zamknięte, całą sobą chłonęła pieszczoty.   

– Będzie jeszcze lepiej – obiecał. Rękoma błądził po jej ciele. Zapragnęła stopić się z nim 

w  jedno.  Palcem  drażnił  brodawkę  jej  piersi,  druga  ręka  tymczasem  przesuwała  się  w  dół 

brzucha. Była gotowa go przyjąć...   

– Wiesz co? – odezwał się cicho parę chwil później.   

– Co? 

– Nie cierpię margarity w wykonaniu Sama.   

– Cii... Ja też.   

Jace uniósł brwi.   

– To dlaczego ją pijesz? 

–  To  jest  jedyny  drink,  który  Sam  potrafi  przygotować.  Poza  tym  nie  chcę  ranić  jego 

uczuć.   

–  Wiesz,  Flynn,  masz  bardzo  dobre  serce  –  stwierdził  wesoło,  całując  ją  gorąco. 

Roześmiał się i pokręcił głową.   

–  Owszem,  ale  ty  też  –  odpowiedziała.  –  W  końcu  piłeś  te  drinki  razem  ze  mną  przez 

ostatnie trzy lata.   

background image

– Czy naprawdę jesteśmy ze sobą od tak dawna? Cofał się myślami w przeszłość. Dzieliła 

z  nim  życie  przez  trzy  lata  bez  żadnych  zobowiązań  z  jego  strony.  Miał  szczęście,  że  nie 

odeszła.  Znał  jej  opinię  na  temat  charakteru  ich  nieformalnego  związku.  Trzy  lata  to 

wystarczająco długo,  aby  przekonać się,  czy  do  siebie pasują. Wiedział teraz na pewno – są 

dla siebie stworzeni. Nadszedł czas działania.   

–  No  tak,  moja  kochana.  Wygląda  na  to,  że  przydałaby  się  nam  jakaś  zmiana. 

Powinniśmy o tym pomyśleć w przyszłości.   

Serce zabiło jej mocno. To z pozoru zwykłe stwierdzenie wzburzyło ją.   

– Nie widzę żadnych zmian na horyzoncie, panie Sullivan. To znaczy, jeśli masz na myśli 

coś nadzwyczajnego.   

– Coś nadzwyczajnego? Niektórzy mogliby to tak nazwać. Ja nie – powiedział wciąż nie 

wypuszczając jej z objęć. Uśmiechnął się i pocałował w sam czubek lekko zadartego nosa. – 

Ja nazwałbym to raczej „sullivanizacją”.   

–  „Sullivanizacją”?  –  powtórzyła.  Czy  próbował  w  ten  sposób  taktownie  dać  jej  do 

zrozumienia,  że  był  już  nią  znudzony?  Czy  zamierzał  powiedzieć  jej,  że  jest  nią  znużony  i 

dlatego  potrzebuje  odmiany?  Ogarnęła  ją  panika,  serce  łomotało  w  piersiach.  W  końcu 

opanowała się jednak i jak zawsze gotowa do walki, postanowiła dowiedzieć się dokładnie, o 

co mu chodzi.   

– Co to ma według ciebie oznaczać? 

–  Później  –  poklepał  ją  po  biodrze.  –  Teraz,  pani  mecenas,  udajmy  się  lepiej  szybko  do 

domu,  zanim  stłukę  tę  szklankę.  –  Z  powątpiewaniem  pokręcił  głową.  –  Trzy  lata,  mówisz? 

Mój żołądek musi być w lepszym stanie, niż sądziłem.   

April  wzięła  torebkę  i  teczkę.  Powoli  przeszli  przez  hol  i  wsiedli  do  windy.  Machnęli 

Samowi  na  pożegnanie.  Siedział  wciąż  przy  biurku,  przeglądając  notatki  do  wieczornych 

zajęć.   

Wieczór był chłodny, wiał lekki wiatr. April sprawdziła, czy jej samochód jest zamknięty 

i wsiadła do sportowego auta Jace’a. Samochód ruszył łagodnie, klimatyzacja szumiała cicho, 

silnik mruczał w takt jakiegoś standardu z Broadwayu.   

Dom  Jace’a  ukryty  był  między  jarami  w  pagórkowatej,  północnowschodniej  części  Los 

Angeles.  Jace  kazał  go  zbudować  przed  kilku  laty.  Nowy  dom  dawał  mu  poczucie 

bezpieczeństwa i pozwalał na nieskrępowany tryb życia. Zbudowany był z cegły i stalowych 

elementów. Na zewnątrz utrzymany był w kolorze brązowym, w środku dominowały odcienie 

starego  złota.  Dom  miał  dwa  podjazdy,  jeden  od  frontu,  drugi  z  tyłu.  Wtulony  w  zbocze 

wzgórza,  stanowił  część  majestatycznej  i  pełnej  spokoju  scenerii.  Jace  zaprojektował  i 

wzniósł dom zanim poznał April. Mimo to uwielbiała to miejsce tak samo jak on. Stał się ich 

azylem.  Odgrodzeni  od  świata,  zachwycali  się  kojącym  pięknem  otaczającej  ich  natury. 

Podczas  gdy  ludzie  w  dole  gonili  za  zwykłymi,  codziennymi  sprawami,  Jace  i  April 

odpoczywali ukryci bezpiecznie we własnym świecie.   

Jace prowadził samochód ostrożnie stromymi, wąskimi uliczkami, zmieniając nieustannie 

biegi. Całą uwagę skupił na drugiej wielkiej miłości – czarnym alfa romeo.   

April  oparta  wygodnie,  obserwowała  go  spod  oka.  Po  trzech  latach  wciąż  kochała 

background image

wszystko, co robił i każdy szczegół jego twarzy.   

Poznała  go  na  przyjęciu,  które  jeden  z  jej  znajomych  wydał  przed  czterema  laty. 

Pracowała  już  wtedy  w  swoim  zawodzie.  Zajmowała  się  zwykle  sprawami  rodzinnymi  i  nie 

szukała, jak inni, zamożnych i ustosunkowanych klientów. Lubiła to swoje zajęcie.   

Tego  wieczora  chciała  jak  najszybciej  wyjść.  Nie  pasowała  do  tych  bogatych, 

ustosunkowanych  ludzi.  Nie  wiadomo  dlaczego  niemal  każdy  z  obecnych  rozpoczynał 

rozmowę  od  pytania,  spod  jakiego  jest  znaku  zodiaku.  Wokół  toczyła  się  głośna  wymiana 

zdań,  podczas  której  wszyscy  przekonywali  się  nawzajem,  jacy  to  są  bogaci  i  wspaniali. 

Zupełnie  jakby  nie  było  innych  ciekawszych  tematów.  Postanowiła  odczekać  jeszcze  pół 

godziny i wyjść pod pretekstem pilnych obowiązków.   

Całą  uwagę  skupiła  na  nieznajomym  od  chwili,  gdy  tylko  się  pojawił.  Był  olśniewająco 

przystojny,  ale  nie  to  ją  zaciekawiło.  Zauważyła  lekko  zmarszczone  brwi,  jakby  skrywane 

niezadowolenie.  Wydawał  się  równie  jak  ona  znudzony  zgromadzonym  na  przyjęciu 

towarzystwem.  Nie  mogła  powstrzymać  lekkiego,  dyskretnego  uśmiechu,  gdy  spojrzał  w  jej 

kierunku. Dała mu do zrozumienia, że go rozumie i podziela jego opinię.   

Wyczuła  w  nim  od  razu  pokrewną  duszę.  Jeszcze  przed  końcem  przyjęcia  zwabił  ją  do 

jakiegoś  zacisznego  kąta.  Zupełnie  już  nie  pamiętała  o  czym  rozmawiali.  Słowa  nie  miały 

znaczenia.  Porozumiewali  się  oczami,  dłońmi,  gestami.  April  nigdy  jeszcze  nie  była  tak 

całkowicie  oszołomiona  czyjąś  bliskością.  Zaskakiwało  ją  to  i  trochę  przerażało,  ale  przede 

wszystkim  podniecało.  Zdążył  jeszcze  zaprosić  ją  na  obiad  następnego  dnia,  a  ona  zgodziła 

się zastanawiając się, czy przypadkiem nie oszalała. Aktor? Co ona może mieć wspólnego z 

aktorem? 

Już  pod  koniec  ich  pierwszego  spotkania  wiedziała,  że  mają  ze  sobą  wiele  wspólnego. 

Wykonywanie  zawodu  aktora  przypominało,  jak  twierdził,  pracę  adwokata.  On  zabiegał  o 

popularność u publiczności, ona zjednywała sobie ławę przysięgłych. Można powiedzieć, że 

zarówno  on  jak  i  ona  grali  pewne  role.  Ona  w  sądzie,  on  na  ekranie.  Oboje  musieli  wiele 

poświęcić  dla  kariery.  Logika  jego  wywodów  była  nie  do  odparcia.  Zgodziła  się  ze 

wszystkimi argumentami.   

Spotykali się już chyba dwa miesiące, kiedy zdała sobie sprawę, że Jace nie chce uczynić 

drugiego  kroku,  którym  powinno  być  zaproponowanie  małżeństwa.  Swoje  stanowisko  w  tej 

kwestii  wyjaśniał  bardzo  delikatnie,  wyglądało  na  to,  że  nie  chce  jej  zranić  –  ale  zdania  nie 

zmienił.  O  tak,  kochał  ją,  ale  to  nie  oznaczało,  że  muszą  brać  ślub.  Małżeństwo  jest  dla 

innych, nie dla niego.   

Nigdy nie zapomni, jak  bardzo zaskoczyły ją te  słowa. Wychowała się jako jedynaczka, 

otoczona  miłością  rodziców.  Marzyła  o  karierze,  ale  i  o  założeniu  rodziny.  On  miał  inne 

plany.  Żadnego  ślubu,  żadnych  dzieci.  Po  prostu  miły,  trwający  lata  związek  dwojga  ludzi. 

Kiedy  dowiedziała  się,  jak  bardzo  nie  układały  się  jego  stosunki  z  rodzicami,  jak  bardzo 

burzliwe  i  nieudane  okazało  się  pierwsze  małżeństwo,  doszła  do  wniosku,  że  istotnie  ma 

powody, aby trwać przy swoim zdaniu. Pojmowała jego wahanie i niechęć do tego, czego ona 

pragnęła najbardziej: małżeństwa i dzieci.   

Fakt,  że  go  rozumiała,  niczego  nie  ułatwiał,  wręcz  przeciwnie.  Wyznawane  przez  nią 

background image

zasady  były  sprzeczne  z  tym,  co  proponował.  Chciał,  by  z  nim  zamieszkała,  uważając  za 

rzecz  naturalną,  że  będzie  zachwycona  tą  propozycją.  W  końcu,  zupełnie  zdesperowana, 

zerwała z nim.   

Pamiętała wciąż zawód w jego głosie.   

– Kocham cię. Chcę poświęcić się tylko tobie i nikomu innemu. Czy to nie ma dla ciebie 

ż

adnego znaczenia? 

– To nie wystarczy, Jace – odpowiedziała cicho. – Nie mogę żyć z tobą ot tak, po prostu 

nie mogę.   

– Mój Boże, masz dwadzieścia sześć lat, kto ci zabroni? Twoi rodzice? – W jego głosie 

słychać  było  dezaprobatę.  –  Czy  nie  jesteś  już  zbyt  dorosła,  żeby  kogokolwiek  prosić  o 

pozwolenie? Czy potrzebne ci błogosławieństwo, skoro to jest twoje życie? 

– Być może. Ale nie mogłabym sobie spojrzeć w oczy, gdybym zrobiła to, o co prosisz.   

Cztery  długie  miesiące  zajęło  jej  przekonanie  się,  co  właściwie  uczyniła.  Powtarzała 

sobie  w  duchu,  że  nie  może  przekreślić  wszystkich  swoich  zasad  dla  jakiegoś  aktora.  W 

gruncie rzeczy miała nadzieję na małżeństwo, podczas gdy on nigdy jej nic nie zaproponował. 

W  miarę  upływu  czasu  traciła  pewność,  własne  argumenty  już  do  niej  nie  przemawiały.  W 

końcu  zaczęła  się  obawiać,  że  oszaleje.  Każdy  wysoki  mężczyzna  na  ulicy  przypominał  jej 

Jace’a.  Czyjeś  ciemne  włosy  zaczesane  w  znajomy  sposób  powodowały  przyśpieszone  bicie 

serca. Spędzona samotnie noc uzmysławiała jej, jak puste stało się jej życie. Musiała wreszcie 

stawić czoło faktom. Mogła próbować żyć tak dalej, samotna i nieszczęśliwa, albo wrócić do 

Jace’a, oddając mu serce.   

Na szczęście nie musiała tego robić. Jace przysłał jej klienta, który chciał założyć fundusz 

powierniczy  dla  syna.  Nie  mogła  przepuścić  takiej  okazji,  natychmiast  wysłała  do  Jace’a 

krótki  list  z  podziękowaniem.  Przez  następne  dwa  tygodnie  postanowiła  nie  podejmować 

ż

adnych kroków i czekać na jego następny ruch. Jeśli do tego czasu nie odezwie się, to sama 

do niego zadzwoni.   

Zatelefonował  ostatniego  dnia  drugiego  tygodnia.  Nie  było  go  w  mieście.  Kręcił  film  w 

Meksyku.  Czy  wszystko  w  porządku?  To  dobrze.  Czy  mogliby  się  spotkać?  Oczywiście, 

odpowiedziała  cicho.  Kiedy  odłożyła  słuchawkę,  odtańczyła  taniec  triumfalny  na  biurku. 

Przyszedł  Sam  i  przygotował  dwa  specjalne  drinki.  Dostrzegł  zmiany,  jakie  zachodziły  w 

April,  kiedy  Jace  pojawił  się,  a  potem  zniknął  z  jej  życia.  Zdawał  sobie  sprawę,  że  będzie 

szczęśliwa tylko u jego boku, bez względu na okoliczności. Po czterech miesiącach wyglądała 

jak cień. Jak wyglądałaby więc pod koniec roku? 

Miesiąc  później  mieszkała  już  z  Jace’em.  Po  pół  roku  wynajęła  swój  dom  na  dwa  lata 

innej parze. Poddała się całkowicie. Praca dawała jej zadowolenie, miłość więcej radości, niż 

kiedykolwiek marzyła. Była szczęśliwa. Tylko jedno się nie zmieniło: wciąż chciała wyjść za 

niego za mąż.   

 

Jechali powoli stromą alejką.   

–  Jesteśmy  w  domu  –  oznajmił  Jace  z  zadowoleniem  i  wyłączył  silnik.  Oparł  się 

wygodnie i spojrzał na April. Z troską przyglądał się jej zmęczonej twarzy.   

background image

–  Przez  całą  drogę  czułem  na  sobie  twoje  spojrzenie  –  stwierdził  poważnie.  –  O  czym 

myślałaś? 

– Wspominałam, jak się poznaliśmy.   

– I to, jaki byłem wspaniałomyślny zapraszając cię do mego bardzo samotnego łoża? 

Uśmiechnęła się, uniosła rękę i dłonią dotknęła jego lekko kłującego policzka.   

– Coś w tym rodzaju – odpowiedziała wymijająco.   

–  Czy  żałujesz,  że  sprowadziłem  cię  na  drogę  grzechu?  –  spytał,  a  jego  oczy  nagle 

pociemniały.   

–  Nie  wiem  –  odrzekła  szczerze.  –  Wiem  tylko,  że  cię  bardzo  kocham  i  nie  zrobiłabym 

tego dla kogoś innego.   

–  Ja  też  nie  żałuję  –  przyznał  żarliwie.  Wziął  ją  w  ramiona  i  czule  przytulił.  W  jego 

objęciach czuła się bezpieczna. Jace głaskał ją uspokajająco. Dotknął ustami jej skroni i oparł 

policzek o czubek głowy. Słyszała, jak serce mocno uderza mu w piersiach i kochała go za to.   

Siedzieli tak w ciszy przez kilka chwil, patrząc przez szybę na zachód słońca, przytuleni, 

odgrodzeni  miłością  od  świata.  Była  w  tym  jakaś  nieuchwytna  doskonałość.  April  znowu 

ogarnęły  wątpliwości.  Czy  słusznie  postępowała,  popychając  go  w  kierunku,  w  którym  nie 

chciał  podążać,  zmuszając  go  do  czegoś,  czego  się  obawiał?  Czy  to  było  wobec  niego  fair? 

Nie wiedziała. Czuła jedynie, że w głębi duszy nie jest całkiem szczęśliwa.   

– Kocham panią, pani Flynn – wyszeptał do jej ucha.   

– Ja pana też, panie Sullivan – odpowiedziała miękko.   

– W takim razie chodźmy do domu, rozbierzmy się i wskoczmy do łóżka, zanim przyjdzie 

chłopak z restauracji.   

Zachichotała i mocniej przytuliła się do niego.   

–  Czy  to  ten  sam  chłopak,  który  powiedział  mi  wczoraj,  że  musi  przeczytać 

trzystustronicowy skrypt do końca miesiąca? 

–  Ten  sam.  Ale  wiesz,  co  tacy  jak  on  zawsze  mówią,  kiedy  trzeba  popracować...  – 

spojrzał na nią z ukosa, co rozśmieszyło ją jeszcze bardziej.   

Ś

wiatła jakiegoś pojazdu wynurzyły się zza domu. Jace westchnął.   

– No to już się rozebraliśmy. Samochód z restauracji.   

– A niech to licho! – zawołała April z marsową miną i dodała uspokajająco: – Nie martw 

się, kochany. Niedługo będziemy mieli cały miesiąc tylko dla siebie.   

Wciąż  wahała  się,  ale  w  końcu  jednak  zdecydowała  się.  Kiedyś  i  tak  byłoby  to 

nieuchronne. Równie dobrze może zatem podjąć pewne kroki teraz.   

–  Nie  masz  pojęcia,  jak  bardzo  zależy  mi  na  tych  wakacjach  –  Uścisnął  ją  lekko  i 

otworzył drzwiczki samochodu. – Na razie jednak musimy jeść, spać i funkcjonować w tym 

zwariowanym świecie. Chodź, moja damo, czas dołączyć do żywych.   

Siedzieli we frontowym patio, jedząc crepes, pasztet, francuskie ciasteczka i sącząc wino. 

Patrzyli  na  zachodzące  słońce  i  odpoczywali  po  męczącym  dniu.  Potem  wypili  kawę.  Po 

kolacji  Jace  posprzątał  naczynia,  podczas  gdy  April  zapakowała  wielką  porcję  bielizny  do 

pralki. Gosposia chorowała przez cały tydzień i wszystko wskazywało na to, że nie będzie jej 

jeszcze przez następne dwa lub trzy.   

background image

Potem przy cichych dźwiękach muzyki ona studiowała jakieś akta, a on czytał scenariusz. 

Zapanowała  kojąca  cisza  i  spokój.  Za  każdym  razem,  gdy  April  unosiła  wzrok,  spotykała 

spojrzenie  Jace’a.  Uśmiechała  się  wtedy,  a  on  odpowiadał  jej  mrugnięciem.  I  oboje  znów 

zatapiali się w pracy.   

Po  pewnym  czasie  April  przymknęła  oczy.  Myślała,  że  Jace  powinien  zauważyć,  iż  ma 

zadatki  na  dobrą  żonę.  Czy  to  możliwe,  że  małżeństwo  jest  dla  niego  tak  wielkim  złem, jak 

dla  niej  życie  z  nim  bez  ślubu?  Miała  czasem  wrażenie,  że  aż  wzdrygał  się  na  myśl  o 

założeniu  obrączki.  Jednak  ją  taki  nieformalny  związek  po  prostu  wyniszczał.  Gdyby  tylko 

Jace zrozumiał, że są dobraną parą...   

–  No,  dobrze,  moja  miła.  Oczy  ci  się  już  same  zamykają,  czas  do  łóżka  –  zabrzmiał 

wesoły głos Jace’a. Pomógł jej wstać i wziął na ręce.   

–  Wcale  nie  jestem  śpiąca  –  zaprotestowała  słabo,  chowając  głowę  na  jego  piersi. 

Obejmując Jace’a czuła siłę jego mięśni. Delikatnie pogłaskał ją po szyi, musnął ustami czoło 

w  łagodnym,  uspokajającym  pocałunku.  Uśmiechnął  się.  Najwidoczniej  myślał  o  czymś 

innym.   

–  Ja  też  nie,  ale  mimo  to  zalecałbym  ci  łóżko.  Przeszli  powoli  przez  szeroki  hol. 

Sprawdzili,  czy  drzwi  wejściowe  są  zamknięte.  Zgasili  światło.  Zanim  dotarli  do  sypialni, 

April była równie spragniona miłości jak Jace.   

background image

ROZDZIAŁ 2 

 

Podwójne  drzwi  prowadzące  z  tarasu  do  sypialni  były  otwarte.  Chłodny  nocny  powiew 

poruszał  firankami.  Z  patio  przenikał  zapach  bajecznie  kolorowych  kwiatów  ustawionych  w 

wielkich czerwonych wazonach. Powietrze przesycone było wilgocią.   

Pogrążony  w  mroku  pokój  rozjaśniało  jedynie  światło  ogrodowej  latarni.  Proste 

meksykańskie  meble  ręcznej  roboty  rzucały  długie  cienie  na  białe  ściany  sypialni.  Szerokie, 

drewniane belki odbijały się wyraźnie na tle sufitu.   

Stali w ciszy przyglądając się sobie, w oczekiwaniu na rozkosz, jaką miała dać im miłość. 

Rozebrał  ją  drżącymi  rękoma,  może  nawet  trochę  zbyt  szybko.  Gdy  obnażył  jej  piersi, 

zatrzymał  się  na  chwilę,  by  dotknąć  ich  z  zachwytem.  Oderwał  się  od  nich  niechętnie  i 

zdejmując dalej jej bieliznę pieścił każdy odsłonięty już skrawek ciała. April zachowywała się 

spokojnie.  Oczyma  śledziła  każdy  jego  ruch.  Obserwowała,  jak  błądził  po  zakamarkach  jej 

ciała. Lekkie westchnienie czy cień uśmiechu na twarzy były dla niego najlepszą wskazówką.   

– Podobam ci się? – zapytała miękko.   

–  Uwielbiam  cię  –  odpowiedział  zmienionym  głosem.  Pocałował  ją  nie  przerywając 

rozbierania.  Przyglądał  się  April,  spostrzegł,  że  skupiła  się  na  tym,  co  on  robi.  Pieszczoty  i 

pocałunki były dla niej symbolem jego oddania.   

Nie mogła dłużej stać bez ruchu. Zaczęła rozpinać jego koszulę. Jeden po drugim guziki 

ustępowały obnażając lekko pokrytą włosami pierś i płaski brzuch. Dotykała go delikatnie. Jej 

drżące  ręce  błądziły  stęsknione.  Czuła,  jak  bliskość  Jace’a  budzi  w  niej  wielkie  pożądanie. 

Przestał  się  poruszać.  Dostrzegł,  że  jej  oczy  zmieniają  się  z  niebieskich  w  ciemnoszare. 

Gładziła  jego  pierś  wsłuchana  w  uderzenia  serca.  Delikatnie  uszczypnęła  małe  męskie 

brodawki. Odpowiedziały natychmiast twardniejąc. Drżała w oczekiwaniu na jego pieszczoty. 

Tak było zawsze, gdy była z nim. Zawsze.   

Wyczuwając jego narastające podniecenie, rozpięła pasek w spodniach i rozsunęła suwak. 

Na chwilę wstrzymał oddech, potem westchnął, gdy opierając ręce na jego biodrach zsunęła 

spodnie.  Nic  ich  już  nie  dzieliło.  Stali  w  półmroku  nadzy,  odlegli  od  siebie  zaledwie  o 

milimetry.   

Wystawiali  się  na  próbę  –  jak  długo  mogą  wytrzymać  w  oczekiwaniu  na  połączenie. 

Gdzieś  w  głębi  April  zaczęło  narastać  pożądanie.  Jace  był  już  gotów  do  miłości...  Stał  się 

jeszcze  bardziej  pociągający  i  niebezpieczny.  Patrzyli  na  siebie  w  milczeniu  rozumiejąc  się 

bez  słów.  Czas  się  zatrzymał.  W  powietrzu  zawisły  niewypowiedziane  zaklęcia  i  obietnice. 

Atmosfera przesycona była uderzającym do głowy, podniecającym zapachem miłości.   

Jace uczynił pierwszy ruch, poddając się przemożnej chęci dotknięcia April. Położył dłoń 

na jej ramieniu i przyciągnął ją do siebie. Zsunął rękę na biodro.   

–  Uwielbiam  cię  właśnie  taką,  gorącą  i  złotą,  skąpaną  w  łagodnym  świetle.  Ono  nie 

pochodzi z zewnątrz, ono bije od ciebie.   

Milcząco  poruszyła  głową.  Nie  mogła  wydobyć  z  siebie  głosu.  Wpatrywała  się  w  jego 

brązowe oczy. Widziała w nich miłość i oddanie.   

background image

To,  co  było  nieuniknione,  wreszcie  nastąpiło.  Przyciągnął  ją  bardzo  blisko.  Otoczona 

ciasno męskimi ramionami czuła, jak jej ciało dopasowuje się do jego szczupłych, mocnych 

kształtów. Przylgnęli do siebie ciasno.   

Uniósł  jej  głowę  i  pochylił  się  nad  lekko  rozchylonymi  ustami.  Całował  ją  zachłannie. 

Topniała  pod  jego  dotknięciem,  jej  gorące  ciało  zrosił  pot,  gdy  języki  połączyły  się  w 

słodkim, powolnym ruchu.   

Oczekiwanie na miłość elektryzowało atmosferę wokół nich. Odsunął się trochę i spojrzał 

jeszcze  raz  w  jej  oczy  dotykając  językiem  warg.  Zawsze  zazdrościła  mu  tej  umiejętności 

kontrolowania się i powstrzymywania. Podniecało ją to.   

– Jace – wyszeptała. Serce biło w rytm jakiejś szalonej melodii. Prawie nie panowała nad 

sobą.   

–  Wiem,  wiem.  Nie  śpiesz  się  –  zaśmiał  się  cicho,  z  trudem  hamując  drżenie.  – 

Uwielbiam patrzeć na ciebie, obserwować cię. Nie chcę niczego przeoczyć.   

Przymknęła  oczy.  Oparł  ręce  na  jej  biodrach  przyciągając  ją  do  siebie  jeszcze  bliżej  i 

znowu  pochylił  się  ku  jej  ustom.  Uległa,  rozchyliła  je  pod  naciskiem  tego  pocałunku, 

spragniona pieszczot języka i warg.   

Czuła, że nogi uginają się pod nią. Serce uderzało coraz szybciej w odpowiedzi na każdy 

ruch  Jace’a.  Wyczuł  to  i  oddychając  głośno  wziął  ją  na  ręce.  Zaniósł  ją  do  szerokiego  łoża. 

Wsparty  na  jednym  ramieniu,  pochylony  nad  nią,  drugą  ręką  pieścił  miękkie  krągłości  jej 

ciała.  Jego  dłoń  poruszała  się  bez  chwili  przerwy,  jakby  chciał  upewnić  się,  że  April 

naprawdę  istnieje.  W  pewnym  momencie  jego  mchy  stały  się  wolniejsze,  ręka  powróciła  w 

miejsca,  których  już  dotykała.  Pogłaskał  jej  szyję,  piersi  i  wreszcie  dotarł  do  miękkiego 

wzgórka.   

Potem jego usta podjęły tę samą drogę. Mięśnie April napinały się i tężały pod wpływem 

pieszczot.  Miała  wrażenie,  że  pulsująca  krew  rozsadzi  jej  skronie.  Jego  dłonie  i  usta  były 

wszędzie.   

Ujęła jego głowę i przyciągnęła na powrót ku piersiom, podsuwając mu je tak, aby miał 

łatwiejszy  dostęp.  Osiągnęła  prawie  szczyt,  gdy  Jace  dzielił  równo  pieszczoty,  przesuwając 

usta z jednej jedwabistej półkuli na drugą. Pobudzała go miłosnymi zaklęciami.   

Zaciskając palce na ramionach Jace’a, podążała wraz z nim do rozkoszy, tak jak to czynili 

już  wiele  razy.  Pieszczoty  igrały  z  nią,  odkrywały,  przygotowywały  do  końcowego  aktu. 

Palce  czyniły  cuda,  wygięta  w  łuk  poddawała  się  im.  Pragnęła,  by  wziął  ją  wreszcie  całą. 

Niemal wstrzymała oddech. Z zaschniętego gardła wydobyło się ponaglenie: 

– O, tak, Jace, tak! 

–  Wiem,  kochana  –  odszepnął.  Pożądanie  rozpaliło  go  tak  bardzo,  że  musiał  na  chwilę 

odsunąć się od niej i odpocząć. Słyszała jego przyśpieszony oddech i gwałtowne bicie serca. 

Przysunęła się do niego rozdygotanym z namiętności ciałem. Uniosła biodra i czując, że jest 

gotowy na jej spotkanie, natarła na niego namiętnie, pragnąc, by stopili się w jedność.   

Wciąż jeszcze się powstrzymywał.   

Wreszcie poruszył się powoli. Jego ręce i usta podjęły znów wędrówkę. Wiła się pod nim, 

całe jej ciało płonęło z pożądania.   

background image

– Teraz! – krzyknęła.   

Tym razem posłuchał i wszedł w nią. Usta zamknął jej gorącym pocałunkiem.   

Pasowali do siebie doskonale. Spleceni w uścisku poszybowali razem i wreszcie oboje w 

tej  samej  chwili  osiągnęli  szczyt.  W  chwilę  potem  wypełniło  ich  uczucie  spełnienia.  W 

zapadłej nagle ciszy oboje rozpoczęli powolny powrót do rzeczywistości.   

Twarz  przy  twarzy  wsłuchiwali  się  w  swe  oddechy.  Jace  pocałował  delikatnie  jej  brwi, 

skronie, przymknięte powieki, policzki. Były mokre od łez.   

– April? – zapytał głosem nabrzmiałym jeszcze emocją. Uniósł się na ramieniu i spojrzał 

na nią z góry. – Coś nie w porządku? Powiedz.   

Zaprzeczyła,  bo  przecież  nic  się  nie  stało.  Tak  bardzo  go  kochała  i  nie  potrafiła 

powiedzieć mu, czego naprawdę od niego oczekuje.   

Zsunął  się  z  niej  i  położył  obok,  by  móc  lepiej  widzieć  jej  twarz.  Objął  ją  i  odgarnął  z 

czoła  włosy.  Pocałowała  go  w  pierś.  Odpowiedział  lekkim  uściskiem,  jakby  chciał  jej 

przypomnieć, jak uwielbia trzymać ją w objęciach.   

– Powiedz mi. – W jego głosie słychać było teraz prawdziwy niepokój. – Chcę ci pomóc. 

Czy sprawiłem ci ból? 

– Nie – wyszeptała, starając się powstrzymać napływające wciąż łzy. – To było piękne.   

– Przecież nie dlatego płaczesz. – Było to raczej stwierdzenie niż pytanie.   

– Właśnie dlatego – skłamała przytulając się do niego i opierając głowę na piersi.   

Leżeli w ciszy, wsłuchani w powoli uspokajający się rytm serc. Drzwi były wciąż otwarte 

i  nocny  chłód  wypełniał  sypialnię.  Jace  sięgnął  po  prześcieradło  i  okrył  ich  oboje.  Potem 

znowu wziął ją w ramiona. Oparł brodę o czubek jej głowy i przymknął oczy. Na jego czole 

pojawiła  się  pionowa  zmarszczka.  Oddech  April  stał  się  równomierny  i  domyślił  się,  że 

zasnęła.  Przytulił  ją  jeszcze  mocniej.  Pragnął  przedłużyć  tę  chwilę  w  nieskończoność. 

Dotknął lekko jej policzka. Łzy wyschły, skóra była znowu jedwabiście gładka.   

Co  się  stało?  Kochał  ją  z  całego  serca,  nie  ukrywał,  jak  głęboka  jest  jego  miłość  i  jak 

wiele April znaczy dla niego.  Gdzie popełnił błąd? Czy te łzy miały oznaczać, że nie kocha 

go już tak mocno, jak kiedyś? Poczuł nagły ból w sercu. Czy to możliwe, że po trzech latach 

wspólnego życia jest już nim znudzona? Może udawała tylko przed nim, bo nie wiedziała, jak 

zakończyć  ten  romans?  Nie.  To  nie  to.  Jej  zachowanie  tej  nocy  nie  mogło  być  grą.  Zresztą 

znał  April  Flynn  zbyt  dobrze.  Nie  potrafiła  udawać.  Była  uczciwa  i  kochająca.  Ale  nie  była 

aktorką,  nie  starała  się  mu  przypodobać,  gdy  coś  między  nimi  układało  się  niepomyślnie. 

Dlaczego  miałaby  postępować  wbrew  sobie  akurat  wtedy,  kiedy  się  kochali?  Była  otwarta  i 

szczera. To właśnie przyciągnęło go do niej.   

Pamiętał  dobrze  wieczór,  kiedy  się  poznali.  Stało  się  to  na  przyjęciu,  podczas  którego 

agent  Jace’a  chciał  przekonać  go,  że  pewien  scenariusz  wart  jest  uwagi.  Nie  cierpiał  takich 

przyjęć. Poza gospodarzem nie znał nikogo, za to on był znany z ekranu i spodziewali się, że 

powita ich, jak starych znajomych.   

Nagle  poczuł  na  sobie  czyjeś  spojrzenie.  Zirytowany  odwrócił  się  i  ujrzał  parę  lśniąco 

niebieskich oczu. Wydało mu się, że dostrzegł w nich współczucie. Nikt  nie miał prawa mu 

współczuć!  Był  wściekły,  ale  zmusił  się  do  zawodowego,  łaskawego  uśmiechu  –  takiego, 

background image

jakim  zwykle  obdarzał  bohaterki  swoich  filmów.  Podziałało.  Współczucie  w  jej  oczach 

zmieniło się w zrozumienie i niespodziewanie stali się cichymi wspólnikami zjednoczonymi 

przeciwko pozostałym gościom. Zdecydował się, że zagadnie ją przy najbliższej sposobności.   

Zrobił to. I został schwytany w niewidzialną sieć, zanim zdążył pomyśleć, co się stało.   

Fakt, że był sławnym  aktorem, nie miał w ich wzajemnym stosunku żadnego znaczenia. 

Mógłby  być  równie  dobrze  hydraulikiem  lub  lekarzem.  To  go  fascynowało.  Nie  była 

stremowana ani zafascynowana jego artystycznym zawodem.   

Po  raz  pierwszy  w  całym  dorosłym  życiu  Jace  czuł,  że  jest  komuś  potrzebny  tylko 

dlatego, że jest sobą. Dzieliła z nim życie i oczekiwała od niego tego samego. Nie zrobiła na 

niej wrażenia ani jego kariera, ani pozycja w świecie filmu. Dla niej był po prostu mężczyzną, 

którego  poznała  i  polubiła.  Zdumiewające!  Najdziwniejsze  jednak  było  to,  że  i  jemu  to 

odpowiadało.  Nużyło  go  uwielbienie,  jakim  był  otoczony.  Miał  zawsze  uczucie  niedosytu. 

Teraz już wiedział, czego mu brakowało.   

Wyszli  z  przyjęcia  i  zaproponował,  że  ją  podwiezie.  Po  drodze  zatrzymał  samochód  i 

rozmawiali  przy  otwartych  oknach.  Wieczorny  podmuch  rozwiewał  jej  włosy.  W 

jasnoniebieskich oczach dostrzegł sympatię i aprobatę.   

Pocałował  ją.  Czy  to  przez  przypadek,  czy  też  celowo  –  nie  był  tego  pewien  –  zrobił to 

straszliwie  niezdarnie.  Być  może,  podświadomie  obawiał  się,  że  April  porówna 

wyrafinowanego  kochanka  z  ekranu  z  jego  zalotami  w  rzeczywistości.  Tymczasem  ona 

zarumieniła  się,  westchnęła  i  przytuliła  go  do  siebie,  jak  ukochane  dziecko.  Krew  w  nim 

zawrzała, serce zaczęło walić jak oszalałe.   

Ż

adnej  kobiety  nie  pragnął  tak  bardzo  jak  jej  tej  nocy.  Z  trudem  zapanował  nad  sobą. 

Chciał  dotrzymać  danego  samemu  sobie  słowa,  że  będzie  ostrożny.  Była  inna  niż  kobiety, 

które  znał  dotychczas.  Nie  mógł  znieść  myśli,  że  mógłby  ją  stracić,  zanim  przekona  się,  ile 

jest warta.   

Kiedy  spotkali  się  po  raz  trzeci,  marzył,  żeby  dotknąć  jej  znowu.  To  było  niezwykle! 

Uświadomił sobie, że nigdy żadna kobieta nie absorbowała go tak bez reszty. Nie wiedział, co 

o tym myśleć.   

Za czwartym razem znalazł się wreszcie w jej ramionach i łóżku. Było mu z nią o wiele 

lepiej,  niż  sobie  mógł  wyobrazić.  Zanim  upłynęły  dwa  miesiące,  wiedział,  że  chce  dzielić 

ż

ycie z  April  Flynn. Początkowo pożądał tylko jej ciała, ale z czasem zrozumiał, że pragnie 

jej  obecności  na  co  dzień.  Do  tej  pory  nie  miał  w  stosunku  do  innych  kobiet  podobnych 

zamiarów. Zaproponował jej, żeby razem zamieszkali. Jej odmowa wprawiła go w zdumienie.   

Wkrótce  potem  ogarnęła  go  wściekłość.  Za  kogo  ona  się  uważa?  Mnóstwo  kobiet 

marzyło  o  tym,  żeby  choć  rzucił  na  nie  okiem.  Ona  chyba  zapomina,  kim  on  jest!  Potem 

przyszła  refleksja.  W  którym  miejscu  popełnił  błąd?  Czy  zawiódł  ją?  Czy  nie  był  dość 

namiętny,  czuły  i  kochający?  Przed  nikim  nie  obnażył  tak  swojej  duszy,  jak  przed  nią. 

Rozczarowanie znowu przerodziło się w złość.   

Kiedy zaproponowano mu wyjazd na zdjęcia do nowego filmu w Meksyku, skorzystał z 

tej okazji. Był to jedyny sposób, żeby uwolnić się od niej, zapomnieć. Postanowił wykreślić ją 

ze swoich myśli.   

background image

Wyjazd  nie  pomógł.  Cały  czas  zastanawiał  się,  jak  skłonić  April  do  powrotu.  Kiedy 

zadzwonił  Joel,  jeden  z  jego  dobrych  znajomych  z  prośbą,  by  przeczytał  scenariusz,  Jace 

zgodził  się,  pod  warunkiem  że  ze  swymi  problemami  prawnymi  Joel  zwróci  się  do  pani 

mecenas April Flynn. Joel miał się powołać na Jace’a, jako tego, kto polecił mu April.   

Zacisnął  zęby  i  czekał.  Powiedział  wszystkim,  że  nie  będzie  go  w  mieście  jeszcze  jakiś 

czas.  W  rzeczywistości  spędził  dwa  tygodnie  zamknięty  w  domu  jak  w  więzieniu.  Były  to 

dwa  najbardziej  samotne  i  okropne  tygodnie  w  jego  życiu.  Pod  koniec  pierwszego  tygodnia 

otrzymał od niej list. Postawił go na kominku i wpatrywał się w kopertę przez kilka godzin.   

Dopiero po trzech dniach odważył się otworzyć list. Teraz wydawało mu się to śmieszne, 

ale  wtedy  rzeczywiście  miał  tremę.  Sławny  Jace  Sullivan,  pogromca  szpiegów,  czarnych 

charakterów i uwodziciel kobiet nie miał odwagi przeczytać jednego głupiego listu! 

Wydawało  się,  że  istnieje  szansa  na  wznowienie  ich  kontaktów.  Zadzwonił  do  niej 

natychmiast,  proponując  spotkanie  w  restauracji,  którą  lubiła.  Nie  mogła  odmówić.  To  był 

zwariowany okres. Osiągnięcie porozumienia zajęło im pięć dni. Nie mógł uwierzyć w swoje 

szczęście,  gdy  wreszcie  przyznała,  że  go  kocha  i  zgadza  się  z  nim  zamieszkać.  Był  wtedy 

pewien, że najgorsze jest już poza nimi. Ale widocznie mylił się.   

Teraz, po trzech latach, nie był w pełni szczęśliwy. Chciał, by nosiła jego nazwisko. Ona 

początkowo nie wyobrażała sobie wspólnego życia bez ślubu. Jednak w miarę upływu czasu 

jakby  zrezygnowała  z  chęci  usankcjonowania  ich  związku,  chociaż  jej  poglądy  na  ten  temat 

nie zmieniły się. W tej sytuacji niełatwo będzie przekonać ją, by zechciała za niego wyjść.   

Przypominało  mu  to  kiepską  komedię.  Dość  długo  namawiał  April  do  wspólnego 

zamieszkania. Kiedy mu się to wreszcie udało, nieoczekiwanie dla samego siebie postanowił 

poprosić ją o rękę. I w dodatku ma nadzieję, że ten plan się powiedzie.   

Westchnął  ciężko  i  mocniej  przygarnął  ją  do  siebie.  Powinien  wykazać  się  nie  lada 

umiejętnościami i okazać się najczulszym kochankiem na świecie, aby April nie opuściła go. 

Zachmurzył się. To chyba nie najlepszy pomysł. Wygląda na to, że narzuciłby sobie sztuczny 

sposób zachowania, a przecież jego uczucia były aż nadto szczere.   

Zjeżdżali szybko ze wzgórza. Jace sprawnie prowadził samochód, April dopijała poranną 

kawę.  Musiała  dotrzeć  do  swojego  samochodu,  który  zostawiła  wieczorem  pod  biurem. 

Zapomniała,  że  Jace  tak  wcześnie  wstaje.  Zupełnie  nie  rozumiała,  jak  mógł  robić  to 

codziennie. Piąta rano to prawie noc. Ziewnęła.   

Jace uśmiechnął się. – To jest kara za rozwiązłe życie.   

– To jest cena, jaką płacę za ustępowanie twoim zachciankom. – Odpowiedziała kwaśno.   

– No, jesteś mniej śpiąca, niż przypuszczałem. Głowa pracuje na pełnych obrotach.   

–  Tak  jak  twój  samochód  –  odpaliła.  Jace  jechał  szybko  wąskimi,  krętymi  uliczkami. 

Zwolnił od razu.   

Przez  chwilę  milczeli.  Ciszę  przerwał  Jace.  Odchrząknął  i  rzucił  w  kierunku  April 

niepewne spojrzenie.   

– Flynn? 

– Mmm? 

– Czy myślisz czasem o dzieciach? 

background image

Był  zbyt  zajęty  obserwowaniem  sytuacji  na  drodze  i  szybkim  zmienianiem  biegów,  aby 

zauważyć jej zdziwienie.   

– To znaczy? – spytała ostrożnie.   

– No, nie wiem – wzruszył ramionami i rozparł się wygodniej w fotelu. – W ogóle.   

– Czasami – odpowiedziała z rezerwą, wiedząc doskonale, że myślała o tym częściej, niż 

by chciała. Dziecko podobne do Jace’a, z błękitnymi oczyma i kręconymi ciemnymi włosami, 

dołeczki w policzkach...   

– Kiedy? 

– Kiedy patrzę na jakieś dziecko.   

– Często ci się to zdarza? 

– Nie wiem. W restauracji, na zakupach, kiedy jem lunch w parku.   

– I co wtedy myślisz? To znaczy tak ogólnie.   

Nie dawał się zbyć, to musiała przyznać. Ale nie ma mowy, nie zgodzi się na dziecko, nie 

będąc  jego  żoną!  Jeśli  pragnie  potomstwa,  może  znaleźć  kobietę,  która  zgodzi  się  mu  je 

urodzić. Zacisnęła pięści na samą myśl o tym. Niech tylko spróbuje! 

– Dzieci są miłe – stwierdziła niezobowiązująco, chwytając się drzwi na kolejnym ostrym 

zakręcie.   

– I to wszystko? 

– A czego się spodziewałeś? – Teraz to ona miała ochotę zadać mu kilka pytań. O co mu 

właściwie  chodzi?  Czy  nie  powiedział  jej  kiedyś,  że  nie  chce  mieć  dzieci?  Kolejna  myśl 

przyszła  jej  do  głowy.  A  może  Jace  sądzi,  że  ona  jest  w  ciąży?  Przybyło  jej  ostatnio  kilka 

kilogramów, ale nie martwiła się tym. Była za chuda. Czyżby on miał inne zdanie? 

– Niczego. Tak tylko spytałem – obrzucił ją ukradkowym spojrzeniem i znowu skupił się 

na prowadzeniu.   

– A co ty sądzisz o dzieciach? 

– Są, hm, bardzo miłe.   

Wyprostowała się i roześmiała, mimo że w głębi duszy była na niego wściekła. Poruszył 

trudny problem, nad którym tyle razy rozmyślała w samotności! 

– Przynajmniej zgadzamy się co do jednego. Spojrzał na nią z ukosa.   

– Co masz na myśli? – Teraz on był zaniepokojony.   

–  Oboje  uważamy,  że  dzieci  są  miłe  –  odpowiedziała  z  uśmiechem.  Obiecała  sobie,  że 

przy okazji zrewanżuje mu się równie kłopotliwą rozmową.   

Do końca jazdy nie padło ani jedno słowo. Kiedy znaleźli się w pobliżu biura April, Jace 

zwolnił  i  zatrzymał  się  na  parkingu.  Pochylił  się  w  jej  stronę.  Jego  pocałunek  był  szorstki, 

szybki  i  jakby  rozpaczliwy.  Obojgu  nie  sprawił  przyjemności.  To  było  coś  zupełnie 

nieoczekiwanego.   

– Trzymaj się, Flynn – mruknął niewyraźnie i odsunął się od niej. Delikatnie dotknął jej 

warg. Patrzył na nią uważnie brązowymi oczami. Próbował przekazać jej wiadomość, ale ona 

nie zorientowała się. Widocznie zrobił to w sposób niezbyt zrozumiały.   

Uśmiechnęła się do niego pocieszająco.   

–  Ty  też,  Jace  –  powiedziała  cicho,  wysiadła  z  samochodu  i  podeszła  do  drzwi,  nie 

background image

odwracając się i nie patrząc na niego.   

 

Sam  przyszedł  do  biura  koło  ósmej  trzydzieści.  Wszystkie  światła  były  włączone,  w 

powietrzu  unosił  się  zapach  świeżo  zaparzonej  kawy.  Spojrzał  na  swoje  biurko  zawalone 

papierami, których na pewno nie było tam wieczorem. Przeszedł przez poczekalnię i otworzył 

drzwi do gabinetu April.   

Siedziała  przy  biurku,  ściskając  w  rękach  kubek  z  kawą.  Nie  widzącym  spojrzeniem 

wpatrywała się w okno. Wyglądała, jakby była w transie.   

– Proszę, proszę. Pani mecenas jest dziś wcześnie. Dobrze, że się nie spóźniłem.   

–  Cześć,  Sam  –  rzuciła,  nie  patrząc  na  niego.  Przyglądała  się  budynkowi  naprzeciwko. 

Była to czteropiętrowa,  bogato zdobiona sztukateriami kamienica. Mieścił się w niej sklep z 

ekskluzywną  damską  bielizną.  Może  właśnie  tego  potrzebowała?  Nie,  to  bez  sensu.  Jace 

zdjąłby z niej luksusowe jedwabie równie szybko, jak zwykłą bieliznę. Z kupowaniem takich 

rzeczy poczeka do czasu, kiedy Jace nie będzie już nią zainteresowany. Poczuła nagły ból w 

piersi.   

Sam rozejrzał się wokół.   

– Chcesz jeszcze kawy? 

– Tak, chętnie – podała mu pusty kubek, nadal zwrócona w kierunku okna.   

Kiedy postawił przed nią kawę, powoli obróciła się w fotelu i spojrzała na niego.   

–  Mój  Boże,  co  ci  się  stało?!  –  zawołał  Sam  na  widok  jej  podpuchniętych  oczu  i 

zaczerwienionego nosa.   

– Płakałam.   

–  Dlaczego?  –  Oczy  Sama  pociemniały.  –  Czy  Jace  coś  ci  zrobił?  –  zapytał  gniewnym 

głosem.  April  nie  mogła  powstrzymać  uśmiechu.  Sam  miał  opiekuńcze  odruchy  wobec 

kobiet. W stosunku do niej wykazywał szczególną troskę.   

–  Nic,  czego  bym  nie  chciała.  –  Wstała  i  przeciągnęła  się.  Siedziała  prawie  bez  ruchu 

ponad godzinę. Cała zdrętwiała.   

–  W  takim  razie,  jak  tam  twoja  kampania?  –  Sam  mógł  jej  nie  uwierzyć,  ale  nie  miał 

zamiaru pogłębiać jej ponurego nastroju.   

– Nie za dobrze, Sam – w jej głosie słychać było nieznane nuty.   

– Ale w czym rzecz? Powiedz wujkowi Samowi. – Ten żartobliwy ton wywołał uśmiech 

na jej twarzy.   

– W zasadzie nic takiego. Miałam zamiar odegrać rolę dobrej żony i ugotować wieczorem 

obiad,  ale  on  zamówił  jedzenie  we  francuskiej  restauracji.  Potem,  ponieważ  nasza  gosposia 

jest  chora,  zrobiłam  pranie.  Ale  cała  bielizna  Jace’a  zafarbowała  od  czegoś  na  różowo.  I 

wreszcie jak przystało na prawdziwą żonę chciałam zasnąć, zanim on przyjdzie do łóżka, ale 

to się też nie udało.   

Sam z trudem powstrzymywał śmiech. April miała wystarczająco dużo problemów. Zdaje 

się,  że  naprawdę  przydałyby  się  jej  lekcje  prowadzenia  domu.  Nigdy  nie  miała  ku  temu 

okazji, praca pochłaniała zbyt wiele czasu. Jej życiowa edukacja bardzo na tym ucierpiała.   

– I co zrobiłaś z bielizną? 

background image

– Namoczyłam w bielince. Jeśli plamy nie zejdą do wieczora, kupię mu nowe slipki.   

– W samej bielince, czy w wodzie z wybielaczem?   

Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczyma.   

– W samej bielince. Czy coś źle zrobiłam? 

– Mam przeczucie, że zanim wrócisz do domu, bielizna będzie raczej podobna do siatki...   

– Do diabła! – mruknęła pod nosem. – Dlaczego moja matka nie zadała sobie trudu, żeby 

mnie  nauczyć  takich  rzeczy!  Ona  po  prostu  robiła  wszystko  za  mnie,  a  kiedy  się 

wyprowadziłam i zaczęłam pracować, zatrudniłam gosposię.   

Sam nie mógł powstrzymać się od odrobiny ironii.   

–  Sądziłem,  że  kobiety  rodzą  się  z  tymi  umiejętnościami,  mam  na  myśli  gotowanie, 

pranie, itd. Czy to nie jest genetycznie uwarunkowane? 

– Być może, ale nie w moim przypadku. Piorę nasze rzeczy zaledwie od tygodnia, odkąd 

gosposia Jace’a zachorowała i poszła do szpitala. No i okazało się, że niektóre swetry Jace’a 

należy oddawać do pralni. Nie wiedziałam o tym. To wszystko jest dla mnie zupełnie nowe.   

–  A  jak  wielki  Jace  wytrzymuje  te  twoje  próby?  –  wtrącił  łagodnie  Sam.  Z  wyrazu  jej 

oczu wywnioskował, że nie było to taktowne pytanie.   

Skrzywiła się.   

–  Moje  marne  wysiłki  nie  robią  na  nim  chyba  wrażenia.  Tylko  się  uśmiecha.  – 

Westchnęła  ciężko.  –  Jace  odgrywa  rolę  romantycznego  kochanka  i  dlatego  nic  mi  się  nie 

udaje. Popatrzyła na Sama. Jej niebieskie oczy były teraz chmurne i szare.   

–  Nie  sądzę,  żeby  mój  plan  doprowadzenia  Jace’a  do  ołtarza  się  powiódł.  Prawdę 

mówiąc, boję się śmiertelnie, że go utracę.   

– Chyba nie masz racji – rzucił Sam oschle, uświadamiając sobie, jak Jace wpatrywał się 

w  April  poprzedniego  wieczora.  To  nie  było  spojrzenie  mężczyzny,  który  miał  zamiar 

porzucić  kobietę.  Przeciwnie,  patrzył  na  nią  jak  na  smakowity  kąsek.  Nigdy  nie  odda  jej 

dobrowolnie. Wskazywały na to wszystkie znaki na niebie i ziemi, tylko April Flynn ich nie 

zauważała.   

– A ja nie wątpię – prawie płakała. – I jeszcze na dodatek on... on zapytał mnie, co sądzę 

o dzieciach! 

– A co w tym złego? – Sam uniósł brwi. – To brzmi raczej optymistycznie.   

– Jeszcze pół roku temu mówił wszystkim znajomym, że uważa małżeństwo za głupotę, a 

teraz  zaczyna  rozmowę  o  dzieciach!  Nie  zmieni  zdania  co  do  ślubu.  Zapewne  doszedł  do 

wniosku, że chciałby mieć rodzinę, ale oczywiście bez błogosławieństwa.   

Smutek  i  rozczarowanie  zmieniły  się  w  wściekłość.  Jak  on  śmiał  stawiać  ją  w  takiej 

sytuacji! Jeśli kochał ją choć w połowie tak mocno, jak udawał...   

– O, mój Boże – szepnęła i spojrzała na Sama. – Nie sądzisz chyba, że on próbuje zerwać 

ze mną, prawda, Sam? – Nie czekając na odpowiedź, mówiła dalej. – No i ten pocałunek dziś 

rano. Może pocałował mnie tak przelotnie, bo spieszył się na spotkanie z tą całą gwiazdką? 

Wstała podniecona, by po chwili ciężko opaść na fotel.   

–  No,  tak.  To  jest  to.  On  chce  zerwać.  Nie  wie  tylko,  jak  się  z  tego  wyplątać  –  słowa 

zamarły jej na ustach. W rozszerzonych oczach odbijał się niepokój.   

background image

– Czy te wszystkie nic nie znaczące poszlaki mają być dowodami, pani mecenas? – głos 

Sama  przerwał  jej  zadumę.  –  Wydaje  mi  się,  że  właśnie  usłyszałem  fragment  monologu  z 

jakiejś tandetnej komedyjki. To nie ma nic wspólnego z życiem i uczuciami April Flynn! 

W jej oczach pojawił się błysk nadziei. Usiadła prosto.   

– Sądzisz, że to tylko moje urojenia? 

–  Tak  właśnie  uważam  –  orzekł  przesadnie  surowym  głosem.  –  I  jestem  bardzo 

zaskoczony.  Zwykle  poszukujesz  niezbitych  dowodów.  Człowiek,  który  przyszedł  po  ciebie 

wczoraj wieczorem do biura nie myśli o zerwaniu z tobą. On ciebie kocha, April. Tego jestem 

pewien.   

Na jej ustach pojawił się cień uśmiechu, kiedy przypomniała sobie minioną noc.  Brał ją 

tak delikatnie i czule, jak na pewno żaden inny mężczyzna nie potrafiłby. Nie świadczyło to 

raczej o znudzeniu się kochanką. Wzdrygnęła się. A może jednak? 

– Sam, jeśli zadam ci osobiste pytanie, odpowiesz mi szczerze? 

–  Pytaj,  to  się  przekonasz.  Ale  ostrzegam  cię,  że  jeżeli  miałoby  to  zaszkodzić 

wizerunkowi pracowitego, inteligentnego mężczyzny robiącego karierę, powołam się na Piątą 

Poprawkę.   

– Jak się zachowujesz, kiedy jesteś znudzony jakąś kobietą? 

– Po prostu jestem znudzony.   

– Ja mówię poważnie! Czy nie próbujesz wskrzesić uczucia, które kiedyś żywiłeś? 

– Nie. Zwykle mam poczucie winy i staram się zerwać taki związek jak najszybciej, aby 

zapomnieć o moich grzechach.   

– To znaczy, że nie usiłujesz na siłę wrócić do tego, co czułeś, kiedy zobaczyłeś ją po raz 

pierwszy? 

–  Nigdy  nie  przeżyłem  miłości  od  pierwszego  wejrzenia,  jeśli  nie  liczyć  mojej 

nauczycielki  ze  szkoły  podstawowej.  Nie  jestem  pewien,  co  bym  zrobił.  –  Roześmiał  się 

nagle. – Ale potrafię poznać prawdziwą namiętność, kiedy patrzę na jakąś parę.   

– Nie chcesz mi pomóc.   

– Staram się, jak mogę – zaprotestował. – Zapewniam cię, że żaden mężczyzna nie będzie 

przedłużał związku, w którym już nie jest zaangażowany. Chyba że nie ma dokąd pójść. Ale 

nawet w takim wypadku będzie raczej szukał nowej partnerki,  a nie tkwił obok tej, na którą 

nie ma już ochoty.   

– No, dobrze – w końcu zrozumiała. – Ale czy mógłbyś kochać się z kobietą, której masz 

już dość? 

– Jasne, jeśli zasłonię jej twarz poduszką i będę sobie wyobrażał, że to Marilyn Monroe – 

odpowiedział.   

Spojrzała szukając oznak rozbawienia na jego twarzy. Nie żartował.   

–  Więc  pozostaje  mi  tylko  czekać  na  ten  moment,  gdy  Jace  zacznie  szukać  sobie  innej 

kobiety? 

– Uwierz mi, April, on tego nie zrobi. Najpierw będzie próbował się ciebie pozbyć. Żaden 

facet nie marzy o komplikacjach. I w ogóle wydaje mi się, że wybrałaś zupełnie złą drogę do 

Alei Zakochanych.   

background image

– Ja już dotarłam do Alei Zakochanych. Teraz chcę dojść do Ulicy Weselnych Dzwonów.   

– Co nie zmienia faktu, że wciąż idziesz w złą stronę. – Pokręcił głową, jakby mówił do 

niesfornego  dziecka.  –  Usiłujesz  wyobrazić  sobie  następny  ruch  Jace’a,  podczas  gdy 

powinnaś zaplanować swój. Jace cię kocha. Musisz tylko rozegrać tę partię po mistrzowsku i 

wszystkie jego pionki wziąć do niewoli.   

– Zapomniałeś, że ja chcę króla – odparowała sucho.   

– Najpierw trzeba rozgromić armię, zanim weźmie się do niewoli generała.   

Zadzwonił telefon i zwykły dzień pracy rozpoczął się na dobre. April powinna dotrzeć do 

sądu przed dziesiątą, żeby zdążyć na rozprawę. Oboje z Samem zwijali się jak w ukropie, aby 

załatwić wszystkie sprawy przy i tak już wypełnionym kalendarzu.   

W  wolnych  chwilach  April  wciąż  wracała  myślą  do  swoich  osobistych  problemów. 

Spotykała  się  z  Jace’em  już  ponad  trzy  lata,  a  nadal  miała  wrażenie,  że  wcale  go  nie  zna. 

Musi  zrobić  porządne  rozpoznanie  w  obozie  wroga,  jeśli  chce  wygrać  tę  batalię.  Od  jej 

następnego kroku bardzo wiele zależy. Pytania kłębiły się jej w głowie, ale na razie nie mogła 

znaleźć na nie odpowiedzi. Sam miał rację. Nieustanne rozmyślanie do niczego nie prowadzi. 

Trzeba podjąć działanie.   

Czy  powinna  użyć  podstępu,  czy  po  prostu  podejść  do  niego  i  oświadczyć  się, 

pozostawiając  strategię  bardziej  wprawnym?  Nie,  on  nigdy  nie  zaakceptowałby  takiej 

propozycji wprost – ostatecznie odrzucił ją trzy lata temu i przekonał April, aby dostosowała 

się do jego reguł gry.   

Odchyliła głowę na oparcie fotela i przymknęła oczy.   

Zanosi się na następny ciężki dzień.   

background image

ROZDZIAŁ 3 

 

Wtorek okazał się ostatecznie nie taki zły. Talent, ciężka praca i koncentracja przyniosły 

rezultaty. April wygrała sprawę i wcześnie wyszła z sądu.   

–  Gratulacje  –  powiedział  Sam,  śmiejąc  się  od  ucha  do  ucha.  Przyznał,  że  wprawnie 

poprowadziła  obronę.  Nie  musiał  się  wcale  zgadzać  z  werdyktem,  aby  cieszyć  się  z  jej 

sukcesów.   

–  Dziękuję  sir.  Miałam  po  prostu  bardzo  inteligentnych  przysięgłych  i  świetną  załogę, 

która broniła fortu, podczas gdy ja odrabiałam pracę domową.   

–  I  sprytną  główkę,  która  od  razu  dostrzegła,  na  jaką  argumentację  ci  przysięgli  się 

nabiorą – dodał Sam zgryźliwie, sadowiąc się w fotelu przed jej biurkiem.   

– Cóż, nie przeczę – odpowiedziała z uśmiechem. – Dasz sobie radę z zamknięciem biura 

dziś wieczorem? 

– Chyba nie, ale pokażę jednej z dziewcząt, jak się to robi i później odbiorę od niej klucz. 

– Uśmiechnął się tajemniczo. – Dlaczego pytasz? 

– Ruszam dziś do frontalnego ataku. Muszę się zbierać.   

jeśli mam zdążyć ze wszystkim przed powrotem Jace’a do domu.   

–  No  to  powodzenia.  Jeśli  przygotowałaś  się  tak  jak  do  tej  sprawy  dziś  rano,  to  nie 

będziesz miała żadnych trudności.   

– Dzięki, ale trzymaj za mnie kciuki, dobrze? Będzie mi potrzebna pomoc – powiedziała 

biorąc swoją torebkę i aktówkę. Podeszła do drzwi żwawym krokiem. – Do zobaczenia jutro 

rano,  panie  Lewis.  Upewniwszy  się,  że  Sam  i  sekretarka  Joannę  poradzą  sobie,  wyszła  z 

biura.  Sam  bardzo  lubił  samodzielne  kierowanie  kancelarią,  a  szczególnie  pracą  dwóch 

dziewcząt  zatrudnionych  na  pół  etatu.  Miały  jednak  tyle  roboty  przy  I  uzupełnianiu  akt  i 

przepisywaniu na maszynie, że nie mu[ siała się niepokoić.   

April  zastanowiła  się  nad  kolejnością  spraw  do  załatwienia.  Po  pierwsze:  znaleźć 

supermarket, w którym pracownicy będą wiedzieli nieco więcej na temat gotowania niż ona. 

Po drugie: kupić butelkę dobrego wina. Po trzecie: odkurzyć salon i sprzątnąć kuchnię, zanim 

Jace wróci do domu.   

Pełna  obaw  przekroczyła  próg  małego,  ekskluzywnego  sklepu.  Miała  nadzieję,  że 

ekspedientki  mają  wystarczające  doświadczenie,  aby  pomóc  jej  wybrać  dobre  mięso.  Jej 

wiedza  na  ten  temat  była  naprawdę  niewielka.  W  przyszłości  być  może  zapisze  się  na  kurs 

gotowania, ale teraz musi działać...   

Godzinę  później  wyszła,  dźwigając  dwie  torby  różnych  smakołyków.  Wybrała  dobry 

sklep.  Wieczorem  poda  Fricassée  de  Saint-Jacques  á  l’anis  z  makaronem  szpinakowym.  Do 

tego szparagi... co prawda drogie, ale za to nie można ich zepsuć.   

Sprzedawcy  okazali  się  bardzo  pomocni.  Otrzymała  od  nich  dokładne  instrukcje,  jak 

przyrządzić małże w śmietanie. Doradzili jej kupno białego, zabawnego fartuszka.   

Właściwie  był  to  maleńki  skrawek  materiału.  Uśmiechnęła  I  się,  wspominając  słowa 

starszego sprzedawcy poparte filuternym mrugnięciem oka: 

background image

–  I  proszę  pamiętać:  wysokie  obcasy.  Choćby  miała  pani  na  sobie  tylko  ten  fartuszek, 

niech pani założy pantofle na wysokim obcasie. Mężczyźni to uwielbiają! 

Czas na punkt drugi. Po dwudziestu minutach opuszczała sklep niosąc butelki z trunkami, 

które według zapewnień właściciela miały idealnie pasować do  głównego dania i do deseru. 

Niech  Jace  spróbuje  nie  ulec!  Miała  tylko  nadzieję,  że  będzie  na  tyle  trzeźwy,  aby  w  pełni 

docenić jej wysiłki.   

A teraz do domu. Pora na punkt trzeci. Na pewno nie będzie to tak przyjemne jak zakupy, 

ale za to absolutnie niezbędne. Nie chciała, żeby Jace zauważył stary kurz, I kiedy będzie ją 

kładł na dywanie koło kominka. Uśmiechnęła się w duchu.   

Zrealizowanie  planów  wobec  Jace’a  wydawało  się  jej  większym  wyzwaniem  niż 

dzisiejsza  sprawa  w  sądzie.  Przypomniała  sobie  porzekadło,  które  zwykła  cytować  matka: 

„Nie  sztuka  układać  pasujące  do  siebie  elementy  łamigłówki.  Zabawa  zaczyna  się  dopiero 

wówczas, gdy trafi się na części, które nie dają się razem złożyć”.   

I  to  była  prawda.  Życie  zawodowe  miała  uporządkowane.  Za  to  osobiste  wymagało 

dużych zmian i dlatego przysparzało jej największych zmartwień.   

Przed  powrotem  Jace’a  do  domu  zdążyła  posprzątać,  wstawić  mięso,  zamrozić  martini  i 

wino oraz włożyć fikuśny fartuszek na czarną sukienkę. Założyła najwyższe szpilki i stanęła 

przed lustrem, by sprawdzić, jak wygląda. Ciemne włosy okalały jej twarz jak welon. Makijaż 

miała  trochę  bardziej  wyrazisty  niż  zwykle,  ale  nie  przesadny.  Figura  niezła,  ale  co  tu  kryć, 

zbyt  szczupła.  Obróciła  się,  żeby  zobaczyć  ten  dodatkowy  kilogram,  który  przybył  jej 

ostatnio.  Nic.  Kanciaste  kształty,  jak  dawniej.  Westchnęła.  Dlaczego  nie  wygląda  jak 

seksbomba? 

–  April  Flynn.  Jesteś  ładna  i  miła,  ale  nigdy  nie  będziesz  uosobieniem  kobiecości  – 

mówiło jej odbicie. Pokazała mu język.   

Odczekała  prawie  godzinę,  zanim  zadzwoniła  do  studia.  Pan  Sullivan  ma  spotkanie  ze 

scenarzystami.  Nie  mówił,  ile  to  potrwa.  Prosił,  żeby  mu  nie  przeszkadzano.  Przekażą  mu 

wiadomość, że dzwoniła...   

Godzinę  później  zatelefonowała  po  raz  drugi.  Udzielono  jej  takiej  samej  odpowiedzi, 

tylko głos był inny.   

O  dziewiątej  poszła  do  kuchni  i  spróbowała  mięsa.  Ze  złością  cisnęła  widelec.  Czy  on 

zdaje sobie sprawę, że to jest najlepsza kolacja, jaką przygotowała i nie ma nikogo, kto by to 

docenili  lak.  on  mógł  jej  to  robić?  To  nieistotne,  że  takie  spóźnienia  prawie  mu  się  nie 

zdarzały, ale w taki wieczór... Przez głowę przelatywały jej różne, raczej uszczypliwe uwagi 

na temat postępowania Jace’a Sullivana, ale była zbyt nieszczęśliwa, żeby się nad tym dłużej 

zastanawiać. Użalanie się nad samą sobą było znacznie łatwiejsze.   

O dziesiątej przebrała się w szlafrok i chlipała nad resztkami martini, które zrobiła sobie 

wcześniej. Świece na kominku zamieniły się w roztopione bryły.   

O wpół do jedenastej odkorkowała pierwszą butelkę białego wina i prawie pół nalała do 

wielkiego  kieliszka.  Przy  każdym  łyku  pozdrawiała  w  myślach  Jace’a  coraz  to  nowymi  i 

bardziej dźwięcznymi epitetami.   

O  jedenastej  była  już  kompletnie  pijana  i  zasnęła  zapłakana  na  sofie.  Szlafrok  był  do 

background image

połowy  rozpięty,  fartuch  zwisał  smętnie  na  biodrze,  a  pantofle  zsunęły  się  ze  zmęczonych 

stóp.   

Ranek  nadszedł  zbyt  szybko  jak  dla  April.  Otworzyła  jedno  oko,  stęknęła  i  przewróciła 

się  na  drugi  bok.  Ale  słońce  nie  zniknęło.  Promienie  słoneczne  wdarły  się  do  pokoju  i 

odbijały  się  od  pościeli.  Zamruczała  niezadowolona  i  chciała  naciągnąć  poduszkę  na  głowę. 

Ręka trafiła na kartkę papieru.   

Dopiero  po  pięciu  minutach  zdołała  otworzyć  oczy  i  przyzwyczaić  się  do  oślepiającego 

ś

wiatła. Następne pięć minut zajęło jej odcyfrowanie listu.   

 

„Położyłem  cię  do  łóżka  o  drugiej.  Do  zobaczenia  wieczorem  o  siódmej.  Nie  mogę  się 

doczekać,  żeby  upewnić  się,  czy  zdołasz  utrzymać  prosto  głowę.  Dwie  aspiryny  i  szklanka 

wody na nocnym stoliku.   

Całuję cię.   

 

Jace” 

 

Przeczytała  powtórnie.  I  jeszcze  raz.  Głowa  jej  pękała.  Ani  jednego  słowa,  dlaczego  się 

spóźnił wczoraj wieczorem, żadnych przeprosin! Wściekłość zmusiła ją do działania. Usiadła 

gwałtownie na łóżku, żołądek natychmiast podjechał do gardła.   

–  Uff  –  jęknęła  zastanawiając  się,  czy  powinna  trzymać  się  za  głowę,  czy  za  brzuch. 

Problem  rozwiązał  się  bez  jej  udziału.  Wstała  niepewnie  i  z  przerażeniem  stwierdziła,  że 

łazienka jest okropnie daleko. Pobiegła w stronę ubikacji, niepewna, czy zdąży na czas.   

Ponad  godzinę  przygotowywała  się  do  wyjścia.  Chyba  ze  dwadzieścia  minut  stała  pod 

prysznicem,  mając  nadzieję,  że  kąpiel  pomoże  w  pozbyciu  się  kaca.  A  potem  samochód. 

Zapomniała,  że  zaparkowała  go  w  garażu  i  dwa  razy  obeszła  dom  dookoła,  zanim  to  sobie 

przypomniała.  Przeklinała  Jace’a  coraz  mocniej.  Gdyby  nie  on,  byłaby  teraz  uśmiechnięta  i 

szczęśliwa.   

Samochód  wpadał  w  każdą,  nawet  najmniejszą,  dziurę  w  jezdni,  a  zakręty  były  bardziej 

zdradzieckie,  niż  zwykle.  Jej  żołądek  z  trudem  to  wytrzymywał.  Kiedy  wreszcie  zaciągnęła 

hamulec na parkingu, była ledwie żywa.   

Sam rzucił na nią okiem i zawołał wesoło: 

– Kawa, śmietanka, cukier. Już lecę.   

–  Nie  krzycz,  Sam.  Jestem  obok  –  wymamrotała,  mijając  jego  biurko  i  wchodząc  do 

swego  gabinetu.  Usiadła  i  spróbowała  skupić  wzrok  na  kalendarzu  stojącym  przed  nią,  ale 

dopiero po kilku minutach zdołała odcyfrować małą notatkę. Poznała równe, czytelne pismo 

Jean, dziewczyny niedawno zatrudnionej na pół etatu.   

 

„Dzwoniła  sekretarka  pana  Sullivana.  Będzie  w  domu  późno,  ma  spotkanie  ze 

scenarzystami. Przeprasza, ale nic nie może na to poradzić”.   

 

Wiadomość  zostawiono  o  czwartej  dwadzieścia  pięć,  piętnaście  minut  po  jej  wyjściu  z 

background image

biura.   

Kiedy Sam wszedł do pokoju z kawą w ręce, April podała mu kartkę i powiedziała: 

– Zwolnij ją – i wypiła szybko gorący napój.   

Sam przeczytał notatkę i uniósł brwi ze zdumieniem. Popatrzył na April pytająco.   

– Za to? 

– Tak.   

– Dlaczego? Ona tu jest dopiero od dwóch tygodni. Musi się jeszcze dużo nauczyć.   

–  Nie  będzie  z  niej  pożytku,  jeśli  tego  rodzaju  wiadomość  zostawia  na  moim  biurku, 

skoro  jest  oczywiste,  że  powinna  zadzwonić  do  domu!  Jest  zupełnie  niekompetentna!  – 

stwierdziła  podniesionym  głosem.  Wyobraziła  sobie,  jak  musiała  wyglądać,  kiedy  Jace 

znalazł ją pijaną na sofie i straszliwie się zawstydziła.   

Rozsądek  jednak  wziął  górę  i  zanim  Sam  zdążył  powiedzieć  coś  uspokajającego,  zdała 

sobie sprawę z tego, że jej pierwsza reakcja była pochopna. Dodała więc: 

–  W  każdym  razie  uważam,  że  powinieneś  jej  udzielić  nagany  i  pouczyć,  jak  powinna 

postąpić w podobnym przypadku w przyszłości.   

Sam spojrzał na nią badawczo.   

–  W  porządku,  szefowo.  Zrobię  to,  jak  tylko  ta  panna  przyjdzie  do  biura  –  obiecał  z 

trudem  zachowując  powagę.  –  Domyślam  się,  że  Jace  nie  przyszedł  do  domu,  a  ty  się 

pieczołowicie przygotowałaś do roli pani domu? 

– Coś w tym rodzaju – odparła wymijająco, nie chcąc na nowo wspominać, jaką idiotkę 

zrobiła  z  siebie  zeszłego  wieczoru.  Rano  znalazła  fartuch  i  sukienkę  na  podłodze,  pantofle 

porzucone  na  drodze  między  salonem  a  holem.  To  musiał  być  widok!  Mimo  woli 

zaczerwieniła się. Jace pewnie pomyślał, że zwariowała. I to właśnie wtedy, kiedy chciała mu 

pokazać, że jest absolutnie niezastąpiona! Do diabła z tą sekretarką! Do diabła z Jace’em! I do 

diabła z nią samą, za to, że się upiła! Zaczerwieniła się jeszcze mocniej.   

Sam domyślił się, że jest zbyteczny i wyszedł po cichu.   

W południe poczuła się trochę lepiej. Wyglądało na to, że tym razem jeszcze nie umrze, 

więc  wzięła  się  do  pracy.  Zajęła  się  przeglądaniem  papierów  popijając  seven-up,  który 

przyniósł jej Sam. Zamówił też lekki lunch, który okazał się zbawienny dla jej żołądka.   

Dzięki  aspirynie  uwierzyła,  że  wszystko  to  da  się  jakoś  przeżyć.  Tylko  ukradkowe 

spojrzenia  Sama  przypominały  jej,  jak  głupio  się  zachowała.  Nie  miała  jednak  zamiaru 

podejmować żadnych starań, żeby zatrzeć to wrażenie. W każdym razie jeśli chodzi o Sama. 

Z Jace’em to zupełnie co innego. Tylko czy się jej uda? 

Kiedy Jace zadzwonił, była już gotowa do działania.   

– Jak się czujesz? – W jego głosie pobrzmiewało rozbawienie.   

– Świetnie – odpowiedziała pogodnie.   

– Wczoraj wieczorem byłaś jak nieżywa. Co się właściwie stało? 

–  Po  prostu  wypiłam  o  jedno  martini  za  dużo.  Nigdy  przedtem  mi  się  to  nie  zdarzyło, 

więc nie mówmy już o tym.   

– Ach, martini też. Znalazłem pustą butelkę po winie.   

–  Naprawdę?  –  zapytała  udając  zdziwienie.  –  Prawdopodobnie  gdzieś  wyparowała. 

background image

Otworzyłam ją, zanim dowiedziałam się, że nie przyjdziesz do domu na kolację. – Zacisnęła 

palce na słuchawce. To była raczej niezbyt błyskotliwa odpowiedź.   

Zachichotał.  Najwyraźniej  był  tego  samego  zdania,  ale  nie  miał  zamiaru  roztrząsać  tej 

kwestii.   

– Przekazano ci wiadomość? 

– Tak, oczywiście – potwierdziła szybko.  Za nic w świecie nie przyzna się, że zrobiła z 

siebie idiotkę z jego powodu. Im mniej będzie wiedział, tym lepiej dla niej! 

– Więc dlaczego zadzwoniłaś do studia? Nie ufasz mi? – dopytywał się. Dobrze wiedział, 

ż

e  nie  zwykła  wydzwaniać  do  studia.  Była  konsekwentna  i  telefonowała  tylko  wtedy,  gdy 

było to rzeczywiście konieczne.   

– Moja sekretarka zbyt późno przekazała mi wiadomość od ciebie. Kiedy dzwoniłam, nie 

wiedziałam, czy zleciałeś razem z tym twoim samochodem do przepaści, czy może masz inną 

randkę. – Skończyła zdanie i już w tej samej chwili żałowała, że je w ogóle wypowiedziała. 

Zabrzmiało  jak  wymówka  zazdrosnej,  niedojrzałej  pannicy.  Zacisnęła  kciuki  na  szczęście. 

Może nie zwrócił uwagi na te bzdury. Jak zwykle szczęście nie dopisało...   

–  Jeśli  będę  miał  inne  spotkanie,  Flynn,  będziesz  pierwszą,  która  się  o  tym  dowie. 

Obiecuję  ci  to.  –  Usłyszała  w  odpowiedzi,  głos  był  jak  zwykle  niski  i  zmysłowy.  Mimo 

fatalnego samopoczucia dreszcz przeszył jej ciało.   

– W porządku. To mi odpowiada – powiedziała wesoło. Wcale się jej to nie podobało, ale 

nie mogła się do tego przyznać. Dostanę cię, panie Sullivan, albo umrę. Tego ranka naprawdę 

myślała,  że  umrze.  Wciąż  jeszcze  nie  była  w  stanie  myśleć  logicznie.  Już  nigdy  nie  tknie 

alkoholu.   

– Wrócisz dziś wcześnie do domu? – spytał miękko głosem, w którym pobrzmiewała nuta 

intymności.   

– Tak, chyba tak.   

–  To  dobrze.  Ja  też  postaram  się  być  jak  najszybciej.  Możemy  zafundować  sobie  parę 

drinków  w  ogrodzie  i  popatrzeć  na  zachód  słońca.  Potem  usiądziemy  przed  kominkiem  i 

zobaczymy, co dalej.   

Myśl o piciu przyprawiła ją nagle o mdłości, ale zdołała nad nimi zapanować. Przełknęła 

ś

linę z wysiłkiem.   

–  To  brzmi  romantycznie,  panie  Sullivan.  Wyobraziła  sobie  siebie  w  jego  ramionach,  z 

głową  opartą  na  szerokiej,  pokrytej  ciemnymi  włosami  piersi.  Pomyślała  o  jego  ustach 

delikatnie muskających jej skronie. Zaczęła oddychać szybciej, serce załomotało w piersiach. 

Stwierdziła, że już wcale nie czuje się źle.   

–  No  to  myśl  o  tym  –  powiedział  i  odłożył  słuchawkę.  Reszta  dnia  minęła  szybko.  Sam 

wyszedł  wcześnie  na  zajęcia,  przedtem  jednak  zrugał  nową  sekretarkę.  W  każdym  razie 

zarzekał się, że to zrobił. Jean jednak wyglądała, zdaniem April, na zbyt zadowoloną z życia. 

Prawdopodobnie słowo „zrugać” miało inne znaczenie dla April, a inne dla Sama.   

Sam  miał  słabość  do  wszystkich  ładnych  dziewcząt,  zawsze  gotów  był  stanąć  po  ich 

stronie,  ale  do  tej  pory  nie  związał  się  z  żadną  na  dłużej.  April  uśmiechnęła  się  do  siebie. 

Kiedyś  wpadnie  po  uszy,  a  wtedy  dobrze  byłoby  znaleźć  się  w  pobliżu  i zobaczyć,  jak  Sam 

background image

usiłuje wyplątać się z sieci. Zawsze przyjemniej śmiać się z cudzego nieszczęścia...   

Zanim  dzień  dobiegł  końca,  Jace  zadzwonił  ponownie,  prosząc  April,  by  mu  tego 

wieczora towarzyszyła na przyjęciu.   

–  Nie  wybierałbym  się,  ale  będzie  prawie  cały  zespół  aktorski  i  parę  osób  od  reklamy. 

Muszę  tam  być.  Ale  nie  chcę  iść  sam,  zanudziłbym  się  na  śmierć.  –  Wydawał  się  bardziej 

zmęczony  niż  ona.  Wzbudzał  współczucie.  –  Wyobraź  sobie,  że  zapowiedziano  nawet 

niespodziewanego  gościa!  –  Był  wyraźnie  zdegustowany.  Nienawidził  tych  snobistycznych 

przyjęć. Wszyscy ludzie z branży  brali w nich udział, ponieważ tego od  nich oczekiwano, a 

nie dlatego, że mieli ochotę.   

–  Oczywiście,  pójdę  –  odparła  pocieszająco.  Nie  lubiła  tych  przyjęć  chyba  jeszcze 

bardziej niż on, ale miała okazję udowodnić mu, że potrafi stanąć u jego boku, kiedy on tego 

potrzebuje. Jak żona. Wydawało się jej, że obowiązkiem żony jest uczestniczyć w przyjęciach 

organizowanych przez zwierzchników męża. Miała nadzieję, że to była prawda. Lepiej, żeby 

te wszystkie wysiłki nie poszły na marne.   

Włożyła  czarną  suknię  z  długimi  rękawami  i  dekoltem  odkrywającym  całe  plecy.  W 

uszach  połyskiwały  długie,  srebrne  kolczyki,  dotykające  ramion  przy  każdym  ruchu  głowy. 

Włosy  zaczesała  do  tyłu  odsłaniając  twarz  o  alabastrowej  cerze  i  niebieskich  oczach.  Stopy 

wsunęła w lakierowane czółenka na szpilkach i dobrała do nich torebkę. Wyglądała zupełnie 

inaczej niż na co dzień.   

Przyjrzała się swemu odbiciu w lustrze. Uśmiechnęła się, jakby ktoś właśnie powiedział 

dowcip.  Dobrze.  Wyglądała  oszałamiająco  jak  na  swe  możliwości.  Dlaczego  przypominała 

współczesną  wersję  Doris  Day,  skoro  tak  naprawdę  chciała  upodobnić  się  do  Marilyn 

Monroe? Złożyła usta jak do pocałunku. Nie było w tym nic seksownego, raczej upodobniła 

się do kogoś, kto właśnie polizał cytrynę. Nic z tego...   

Przyjęcie miało się odbyć na Mulholland Drive. Umówiła się z Jace’em na miejscu, żeby 

nie  musiał  po  nią  specjalnie  przyjeżdżać.  Potem zostawi  swój  samochód pod  biurem,  a  Jace 

odwiezie ją rano do pracy.   

Kiedy  wkładała  klucz  do  zamka,  żeby  zamknąć  za  sobą  drzwi,  zadzwonił  telefon. 

Przeklinając pod nosem i potykając się na wysokich obcasach, popędziła przez hol i chwyciła 

słuchawkę.   

–  Flynn?  Gdzie  ty  się,  u  licha,  podziewasz?  –  Wyraźnie  zdenerwowany  głos  Jace’a 

dobiegał z oddali.   

–  Właśnie  wychodziłam,  kiedy  zadzwoniłeś.  A  jak  sądzisz,  gdzie  mogłabym  być?  – 

odpaliła, równie zirytowana.   

– Wydawało mi się, że mieliśmy się spotkać „wcześnie.   

– Owszem. Tylko że dla mnie „wcześnie” oznacza co innego niż dla ciebie! – Koniec z 

odgrywaniem kochającej żony.   

Usłyszała,  jak  wzdycha  i  nagle  cała  jej  wściekłość  ulotniła  się.  On  najwyraźniej  obawia 

się, że ją traci. Poczuła ukłucie w sercu.   

– April, przygotuj się na najgorsze. – Niski głos zabrzmiał przy samym jej uchu. – Moja 

matka jest tutaj i chce cię poznać.   

background image

Ręka  trzymająca  słuchawkę  zrobiła  się  zimna  jak  lód.  Jego  matka?  Ależ  on  nie  cierpi 

swojej matki! Opowiadał April wiele razy, jak okropnie traktowała go, kiedy był dzieckiem. 

Była całkowicie przejęta sobą i swoją karierą i praktycznie w ogóle się nim nie zajmowała.   

– Flynn? – głos Jace’a przerwał jej rozmyślania.   

–  Jestem.  To  bardzo  miło  z  jej  strony.  Nie  mogę  się  wprost  doczekać  –  odpowiedziała 

niepewnie.   

– Miła, dobre sobie! Ona czegoś od ciebie lub ode mnie chce, założę się o moją karierę! 

Nie wiem, o co chodzi, ale uważaj. Ona jest wyrachowana.   

– To dlaczego nie dasz jej do zrozumienia, że ona cię nic nie obchodzi? To nie powinno 

być zbyt kłopotliwe. Robisz to, odkąd cię znam.   

–  Tu  jest  pełno  dziennikarzy,  którzy  tylko  czyhają  na  jakąś  sensację.  Jutro  rano 

znaleźlibyśmy się na pierwszych stronach gazet w całym kraju! Nie zamierzam wystawiać się 

na pośmiewisko. – Głos  miał ostry i obcy. Był wyraźnie niezadowolony i zirytowany. April 

domyśliła się, w jakim jest nastroju.   

–  W  porządku.  Przyjadę  tak  szybko,  jak  się  da  –  powiedziała  spokojnie  i  odłożyła 

słuchawkę. Biedny, kochany Jace...   

Pogodna  noc  nadawała  się  znakomicie  na  przyjęcie  na  świeżym  powietrzu.  Nie  było 

mgły, granatowe niebo błyszczało od gwiazd.   

Przed domem stał chłopak, który pomagał parkować samochody i wręczał karty wstępu. 

April nie miała pojęcia, gdzie zamierza on zmieścić jeszcze jeden samochód, ale to było jego 

zmartwienie.   

Z  patio  dobiegała  muzyka.  Liczne  lampy  i  latarnie  rozświetlały  noc.  Było  jasno  prawie 

jak  w  dzień.  Widok  z  domu  był  imponujący.  Całe  Los  Angeles  leżało  u  stóp  wzgórza,  jak 

migoczący, utkany ze światełek dywan.   

Drzwi  frontowe  były  otwarte.  Weszła  i  zaczęła  wzrokiem  szukać  Jace’a.  Z  rozmowy 

telefonicznej wywnioskowała, że czeka na nią z niecierpliwością i że jest mu potrzebna, aby 

łatwiej mógł zapanować nad sytuacją. Zaraz podejdzie do niej i razem stawią czoło tej zgrai. 

Ona  pomoże  mu  w  wypełnieniu  obowiązków  i  będzie  dla  niego  oparciem  w  chwili,  kiedy 

tego najbardziej potrzebuje. W końcu taka chyba jest rola żony.   

Gdy go wreszcie wypatrzyła, od razu pożałowała, że tu przyszła. Zarumieniła się ze złości 

na  widok  roztaczającej  się  przed  nią  sceny.  Odtwarzająca  główną  rolę  w  ich  nowym  filmie 

Sandra  Tanner  wisiała  u  ramienia  Jace’a.  Ubrana  była  w  skromną  na  pozór  białą  sukienkę 

wyszywaną  perłami  w  niektórych,  starannie  dobranych  miejscach.  Kreacja  podkreślała 

wszystkie  okrągłości,  których  można  było  nie  zauważyć  na  pierwszy  rzut  oka.  Długą 

spódnicę miała rozciętą po bokach tak, by widać było nogi. Aparaty fotoreporterów błyskały 

raz za razem. W pewnym momencie usłyszała głos producenta: 

– Dobrze, panowie. Na dziś wystarczy. W końcu to przyjęcie, a nie kampania reklamowa! 

– zaśmiał się głośno. Zachowywał się w sposób typowy dla kogoś, kto często ma do czynienia 

z prasą.   

Wszyscy  również  się  roześmieli,  wiedząc,  że  to  nieprawda.  To  było  spotkanie 

promocyjne, które miało pomóc wylansować film i był to jeden z lepszych sposobów reklamy 

background image

lekkiej, romantycznej komedii.   

Tyle tylko, że Jace i Sandra Tanner wydawali się razem bardzo szczęśliwi.   

W April narastała wściekłość. Stała na podwyższeniu przy wejściu, patrząc z góry na salę 

i  starała  się  nie  wybuchnąć.  Czy  musiał  wyglądać  na  zachwyconego  tą  dziewczyną  wiszącą 

mu  na  szyi?  Sandra  spoglądała  na  niego  z  uwielbieniem,  a  Jace’owi  to  najwyraźniej  nie 

przeszkadzało. Oczy April zwęziły się, gdy jeszcze raz spojrzała na Sandrę.   

Nie mogła się równać z tą młodą, wesołą, piękną kobietą w doskonale skrojonej sukni.   

April  wyprostowała  się  przygotowana  do  ataku.  Ale  nie  miała  zamiaru  otwarcie 

pojedynkować się z Sandrą Tanner. O nie. Będzie działać jej metodami...   

Nadając twarzy, jak jej się wydawało, uwodzicielski i tajemniczy wyraz, zeszła powoli ze 

schodów  i  dostrzegła  kilku  mężczyzn  przyglądających  się  jej  z  baru  w  rogu  sali.  Prawdę 

mówiąc,  nie  była  pewna,  czy  patrzą  akurat  na  nią,  czy  też  po  prostu  czekają  na  kogoś,  kto 

miał  nadejść,  ale  to  nie  miało  znaczenia.  Podeszła  do  baru,  choć  jej  żołądek  wyraźnie 

buntował się na samą wzmiankę o alkoholu.   

– Czy coś ci podać, kochanie? – spytał jeden z mężczyzn.   

Uśmiechnęła się do niego.   

– Tak, z przyjemnością wypiję... – Nie mogła myśleć nawet o wypiciu kieliszka. Dobrze 

pamiętała ostatnią noc. – Wodę mineralną z odrobiną cytryny.   

Zdziwili  się,  ale  jeden  z  siedzących  zamówił  napój,  o  który  prosiła.  Podał  jej  szklankę, 

wprawnie zastępując drogę odwrotu.   

– Dobrze znasz Rolpha? 

– Nie, nigdy go nie spotkałam – odpowiedziała zgodnie z prawdą popijając wodę.   

– Naprawdę? To jak tu trafiłaś? 

–  Przyjaciel  mnie  zaprosił  –  odrzekła  z  wahaniem,  zastanawiając  się,  co  ona  tu  w  ogóle 

robi. Mogłaby być teraz w domu, wziąć aspirynę i gorący prysznic i czytać jakąś wspaniałą, 

nudną prawniczą książkę.   

Mężczyzna  patrzył  na  nią  przymrużonymi  oczyma.  Nagle  uśmiech  zrozumienia  pojawił 

się na jego twarzy.   

– Jesteś jedną z dziewcząt Abe’a, tak? 

– Nie – zaprzeczyła i odwróciła się chcąc odejść. Kto to był Rolph? Albo Abe? Za sobą 

usłyszała  ciche  gwizdnięcie  i  zrozumiała,  że zamiast  zniechęcić  nieznajomego,  wzbudziła  w 

nim  zainteresowanie.  Nagie  plecy  zostały  potraktowane  jako  zaproszenie  do  większej 

poufałości.   

– Kotku, nie odchodź jeszcze. Muszę się dowiedzieć, spod jakiego znaku jesteś. Może do 

siebie pasujemy? 

Spojrzała przez ramię. Koniecznie chciała mieć ostatnie słowo.   

– Wierzę tylko w chińską astrologię. Jestem spod znaku kota. Nic nie mów. Założę się, że 

jesteś szczurem, prawda? 

Głośny  śmiech  towarzyszył  jej,  kiedy  oddalała  się  od  baru  lekko  poruszając  biodrami. 

Jedno zwycięstwo miała za sobą. Drugie...   

Nie musiała zbyt długo czekać. Pięć sekund i trzy kroki przez pokój. Jace stał przed nią ze 

background image

zmarszczonym  czołem.  W  jego  spojrzeniu  dostrzegła  gniew,  ale  jakoś  nie  zrobiło  to  na  niej 

większego wrażenia. Przecież przyszła tu na jego zaproszenie tylko po to, aby zobaczyć go w 

uścisku  z  Sandrą.  W  końcu  zostawił  Sandrę  i  został  sam.  Jedynie  April  nie  zauważyła  tego, 

dopóki nie stanął przed nią.   

–  Jesteś  tu  już  pewnie  od  dawna.  –  Popatrzył  na  nią  i  wziął  ją  pod  rękę.  Dla  mężczyzn 

przy barze musiało być jasne, że ona należy tylko do niego.   

–  Przyszłam  jakiś  czas  temu,  ale  ty  byłeś  zbyt  zajęty,  żeby  mnie  zauważyć.  –  Na  złość 

sobie  zerknęła  na  mężczyznę,  który  podał  jej  wodę  i  posłała  mu  zalotny  uśmiech.  Był 

najwyraźniej zdumiony.   

– To dlaczego do mnie nie podeszłaś? – Jace spojrzał na nią ponuro.   

–  Właśnie  powiedziałam  temu  człowiekowi,  że  jestem  kotem.  Ale  to  nie  znaczy,  że 

jestem  nikim.  –  Głowę  miała  uniesioną.  Mówiła  zimnym,  nieco  lekceważącym  tonem. 

Zmarszczka na jego czole pogłębiła się.   

–  Nie,  ale  zwykle,  gdy  czegoś  chcesz,  Flynn,  nie  bawisz  się  w  podchody.  –  Był  już 

wyraźnie zły. – Stałem parę metrów od ciebie.   

– Nie zauważyłam. Odprężył się nagle.   

– Albo, albo, moja droga. Najpierw sugerujesz, że wydałem ci się zajęty, a teraz z kolei, 

ż

e mnie nie zauważyłaś. Więc jak było naprawdę? 

Nabrała tchu, żeby odpowiedzieć mu ostro, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu: 

– Kto tu jest prawnikiem? 

–  Ty,  rzecz  jasna  –  odpowiedział  ośmielony  wyrazem  jej  oczu,  w  których  dostrzegł 

zmieszanie.  W  końcu  przyłapał  ją  na  kłamstwie.  Ujął  ją  pod  rękę  i  poprowadził  do  ogrodu. 

Obok grała orkiestra, tłoczyli się goście, trwała ożywiona konwersacja.   

–  Mam  nadzieję,  że  jesteś  dzisiaj  w  formie,  April  –  powiedział  poważnie,  mocniej 

ś

ciskając  jej  rękę.  –  Moja  matka  postanowiła  wyjść  z  ukrycia,  które  nazywa  emeryturą  i 

zaszczycić prasę swoją obecnością.  Od czterech lat żyje z dala na południu Francji z jakimś 

księciem i teraz nagle postanowiła wrócić do towarzystwa. Dowiedziała się również o nas i o 

tym,  że  razem  mieszkamy.  Spotkanie  z  tobą  uważa  za  swój  matczyny  obowiązek.  –  W  jego 

słowach słychać było ironię. Już nie usiłował się uśmiechać.   

– To miło z jej strony.   

–  Niezupełnie.  Gdybym  miał  osiem  czy  dziesięć  lat,  nazwałbym  to  odrabianiem 

zaległości,  ale  jestem  trochę  I’  starszy  i  wiem,  że  to  nie  to.  Ona  do  czegoś  dąży.  –  Teraz  z 

kolei był cyniczny. – Ale tu jest pełno prasy i dostosujemy się do jej scenariusza. Na razie.   

April  uniosła  głowę  i  spojrzała  na  niego.  Jace  wytrwale  torował  im  drogę  wśród  tłumu 

gości.  Bardzo  rzadko  wspominał  matkę  i  najczęściej  źle.  Była  znaną  aktorką.  Zmieniała 

mężów  jak  przysłowiowe  rękawiczki.  Jace  był  jej  jedynym  dzieckiem,  a  mimo  to 

wychowywały go początkowo guwernantki. Później przebywał w szkole z internatem.   

April  sądziła,  że  pod  wpływem  postępowania  matki  Jace  stał  się  przeciwnikiem 

małżeństwa.  Z  tego,  co  wiedziała,  miał  do  tego  pełne  prawo.  Prawdopodobnie  również 

doświadczenia  z  dzieciństwa  zaważyły  na  jego  niechęci  do  posiadania  dzieci.  Matka 

traktowała swoje obowiązki w zupełnie nieodpowiedzialny sposób. April nabrała powietrza w 

background image

płuca. To będzie interesujące, a może nawet pouczające spotkanie.   

Powoli  obeszli  basen,  kierując  się  do  niewielkiej  grupki  ludzi  siedzących  w  końcu 

ogrodu. April zauważyła ją od razu. Kobieta, do której Jace ją prowadził, była bardzo piękna. 

Wyglądała o wiele bardziej pociągająco niż na zdjęciach. Długie czarne włosy ściągnięte do 

tyłu i związane w misterny węzeł na karku odsłaniały smukłą, prostą, pozbawioną zmarszczek 

szyję,  której  pozazdrościłaby  jej  niejedna  modelka.  Kruczoczarne  brwi  i  zielone  oczy  ponad 

wysokimi  kośćmi  policzkowymi  nadawały  jej  twarzy  władczy  wyraz.  Erica  Sullivan  była 

nadal tak interesująca jak wiele lat temu.   

Siedziała  na  wyłożonym  poduszkami  fotelu  ogrodowym,  złączone  dłonie  spoczywały  z 

wdziękiem  na  kolanach.  Równie  dobrze  mogłaby  siedzieć  na  tronie.  Pokręciła  głową  i 

roześmiała się z czegoś, co powiedział siedzący obok młody człowiek.   

Podniosła  wzrok  i  zobaczyła  Jace’a  z  April.  Pozwoliła  swoim  lekko  skośnym  oczom 

rozszerzyć  się  w  wyrazie  zaskoczenia  i  radości  zarazem.  Wydawała  się  szczerze  cieszyć  na 

widok syna. Trudno było zgadnąć, co się za tym naprawdę kryło.   

–  Jesteście!  –  zawołała  wesoło,  biorąc  Jace’a  za  rękę.  Odwzajemnił  uścisk  niechętnie.  – 

Wiedziałam, że wrócisz, ale nie przypuszczałam, że zajmie ci to tyle czasu, kochanie.   

– Wiesz dobrze, że to jest przede wszystkim biznes, Erico – odpowiedział sztywno Jace. – 

Musiałem zgodzić się na kilka zdjęć. – Odwrócił się do April, puścił jej rękę, ale objął ją w 

talii. – To jest April Flynn, a to Erica Sullivan. Erica, Flynn.   

–  Flynn  –  powtórzyła  ze  zdziwieniem  starsza  pani,  ściskając  rękę  April.  –  To  brzmi  jak 

nazwisko  asa  myśliwskiego  z  drugiej  wojny.  Naprawdę,  Jace,  nie  mógłbyś  nazywać 

dziewczyny jej imieniem? Wiem, że jesteście nierozłączni od ostatnich kilku lat, więc nic nie 

stoi na przeszkodzie, żebyś się do tego przyznał publicznie.   

–  Jace  jest  jednym  z  nielicznych,  którzy  znają  mnie  na  tyle  dobrze,  by  nazywać  mnie 

Flynn,  pani  Sullivan.  –  April  mówiła  cicho,  ale  bardzo  wyraźnie,  nie  starała  się  robić 

wrażenia  agresywnej,  ale  też  nie  była  przesadnie  nieśmiała.  –  A  poza  tym  wątpię,  żeby 

chociaż połowa ludzi na tym przyjęciu wiedziała, że Jace i ja jesteśmy... jesteśmy razem.   

– Mój Boże – Erica po raz kolejny dokładnie przyjrzała się kobiecie, którą wybrał jej syn. 

Ogarnęła  ją  spojrzeniem  od  góry  do  dołu.  –  Proszę,  wybacz  mi  tę  gafę.  Obecność  Jace’a 

zawsze mnie rozstraja. Ale naprawdę chciałabym, abyśmy się bliżej poznały.   

April  rzuciła  okiem  na  Jace’a  i  mimo  woli  uśmiechnęła  się.  Wyglądał  tak,  jakby  chciał 

udusić własną matkę.   

–  Nie  pozwólmy,  żeby  jedno  słowo  miało  stanąć  na  drodze  naszej  przyjaźni  –  odparła 

grzecznie.  Nie  sprecyzowała,  które  to  dokładnie  słowo,  ale  tego  dnia  postanowiła  na  atak 

odpowiadać atakiem. Nerwy miała napięte. Nie domyślała się, o co właściwie chodziło Erice, 

ale  z  całą  pewnością  nie  było  to  zwykłe,  rodzinne  spotkanie.  Jace  miał  rację.  Sposób 

zachowania jego matki nasuwał różne przypuszczenia.   

–  Dobrze  –  Erica  uśmiechnęła  się  do  April,  a  potem  do  Jace’a  i  zwróciła  się  do  swojej 

ś

wity: – John, kochanie, przynieś mi jeszcze trochę tej dobrej whisky, dobrze? I bez lodu, mój 

drogi. – Spojrzała na April i wskazała jej krzesło. – Proszę, siadaj i opowiedz mi coś o sobie. 

Ż

ałuję, że nie miałyśmy okazji spotkać się wcześniej, chociaż dowiedziałam się już mnóstwo 

background image

interesujących  rzeczy  o  tobie  –  roześmiała  się  radośnie.  –  I  jestem  pewna,  że  ty  o  mnie  też 

sporo  słyszałaś.  W  dzieciństwie  Jace  lubił  dużo  o  mnie  opowiadać,  choć  mówiono  mi,  że 

ostatnio nie porusza tego tematu.   

Oczy Jace’a przybrały najbardziej posępny i mroczny wyraz ze wszystkich znanych April 

do tej pory. Uśmiechnęła się uprzejmie i usiadła na wskazanym miejscu. Nie przejmowała się 

już tak bardzo tym, czy  zachowuje się zgodnie z oczekiwaniami Jace’a.  Skoro był przedtem 

tak  zajęty,  że  jej  nie  zauważył,  to  i  teraz,  jeśli  coś  mu  się  nie  będzie  podobało,  może  iść  i 

dotrzymywać  towarzystwa  tej  swojej  filmowej  partnerce.  Zaraz  potem  zreflektowała  się. 

Chyba oszalała. Nie powinno się stwarzać okazji.   

Erica spojrzała w górę, jej piękne rysy wykrzywiła irytacja.   

– Jace, mój drogi, albo usiądź, albo w ogóle odejdź. Nie mam zamiaru gimnastykować się 

tylko po to, by patrzeć na twoją nachmurzoną minę.   

– Zawsze tak się zachowuję, kiedy jesteś w pobliżu, zapomniałaś? – odpowiedział lekko, 

ale w głosie przebijało zdenerwowanie.   

–  Nie  zapomniałam  –  ucięła.  –  A  teraz  idź  sobie  i  pozwól  nam  chwilę  porozmawiać. 

Ostatecznie jesteście razem od trzech lat, więc chyba zdążyłeś ją poznać. Nie jestem głodna i 

obiecuję nie pożreć twojej najnowszej miłości.   

–  Jedynej  –  powiedziała  cicho  April.  Matka  i  syn  spojrzeli  na  nią zaskoczeni.  – Jedynej 

miłości – wyjaśniła cierpliwie.   

– Dlaczego, moja droga? To znaczy, skąd ta pewność? 

– Piękne brwi Erici uniosły się, a oczy zrobiły się jeszcze większe.   

–  Ponieważ  w  innym  wypadku  nie  byłoby  mnie  tutaj.  Jedna  na  raz  wystarczy,  każda 

następna to już brak umiaru – stwierdziła. Zauważyła z satysfakcją, że Jace i Erica osłupieli.   

Pierwszy  roześmiał  się  Jace,  a  w  jego  ciemnobrązowych  oczach  zapaliły  się  iskierki. 

April  kochała  go  takim.  Zrozumiała,  że  wzbudziła  jego  podziw  szybką  i  dowcipną 

odpowiedzią. Początek rozmowy miała za sobą, co będzie dalej? 

–  No,  skoro  Flynn  mi  ufa,  to  mogę  odejść.  Zostawiam  was  same.  Ale  tylko  na  chwilę. 

Flynn i ja nie zostaniemy tu długo.   

Erica westchnęła z rozdrażnieniem.   

–  Rozumiem,  Jace.  Teraz  uciekaj  i  uszczęśliw  swojego  agenta  uśmiechając  się  do 

dziennikarzy i fotoreporterów. Wszyscy kochają twój uśmiech. Nie żałuj im tego.   

April  popatrzyła  za  nim,  kiedy  oddalał  się  w  stronę  tłumu  po  drugiej  stronie  basenu. 

Przedtem wydawało się jej, że da sobie radę z jego matką, ale gdy zostały same, ogarnęły ją 

poważne  wątpliwości.  Mogła  zadać  tej  kobiecie  milion  pytań,  ale  jedno  było  naprawdę 

ważne: czego ona od niej oczekuje? 

–  Skoro  mężczyźni  już  sobie  poszli,  możemy  się  odprężyć  i  szczerze  porozmawiać.  Ich 

towarzystwo rozprasza, prawda? – Erica uśmiechnęła się i April po raz kolejny uzmysłowiła 

sobie,  że  jest  naprawdę  piękną  kobietą.  Nikt  nie  dałby  jej  więcej  niż  czterdzieści  lat.  Ale  z 

prostego rachunku wynikało, że musiała mieć blisko sześćdziesiąt.   

– Dlaczego chciała pani ze mną rozmawiać na osobności, pani Sullivan? – spytała April 

cichym  głosem,  patrząc  jej  w  oczy.  Równie  dobrze  można  schwytać  byka  od  razu  za  rogi, 

background image

pomyślała.  Miała  złe  przeczucia.  Zauważyła,  że  jej  opanowanie  działało  denerwująco  na 

starszą panią.   

– Cóż, słyszałam, że mieszkasz z moim synem od trzech lat i byłam niezmiernie ciekawa, 

jaka kobieta jest w stanie zająć go sobą tak długo. Poprzednie romanse Jace’a nie były trwałe. 

Poza  nianią,  która  umarła  osiem  lat  temu,  nie  miał  szczęścia  do  kobiet.  –  Popatrzyła  przed 

siebie i znowu zwróciła się do April. – Ojciec Jace’a odszedł, gdy on miał pięć lat. Nigdy nie 

budował  trwałego  związku,  tylko  wykorzystywał  go,  dopóki  nie  pojawiło  się  na  horyzoncie 

coś  bardziej  atrakcyjnego.  –  Starsza  pani  zawahała  się  przez  chwilę,  jej  spojrzenie  stało  się 

nieobecne.  –  Miałam  nadzieję,  że  uda  się  nam  pomimo  jego  nieciekawej  przeszłości. 

Chciałam być tą kobietą, która go odmieni. I może by mi się udało, gdyby nie rozbił się o stok 

wzgórza, lecąc do mnie ze Szwajcarii. Był urzekającym mężczyzną. Jace jest do niego bardzo 

podobny...  –  Głos  jej  ucichł,  zdawało  się,  że  zadrżała  pod  wpływem  wspomnień.  –  Historia 

się powtarza. Jace postępuje podobnie i to ty zdajesz się być obiektem jego uczuć. Musisz być 

zupełnie wyjątkowa, moja droga. Widocznie masz w sobie coś szczególnego...   

April uśmiechnęła się i dokończyła: 

– Albo on jest zaślepiony miłością? 

Erica zachichotała, a jej przenikliwie zielone oczy spoczęły na twarzy April.   

–  Powiedz  mi,  czy  w  związku  z  tym,  że  jesteście  ze  sobą  jakiś  czas,  planujecie  wziąć 

ś

lub? 

–  Dlaczego  to  panią  interesuje?  –  April  niemal  podskoczyła  słysząc  to  pytanie,  ale  ani 

przez moment nie przestała patrzeć Erice prosto w oczy.   

– Pomyślałam po prostu, że matka powinna wiedzieć pierwsza. – Wzruszyła nieznacznie 

ramionami,  ale  przez  krótką  chwilę  April  dostrzegła  w  jej  oczach  ból.  –  To  nieistotne,  jak 

Jace i ja reagujemy na siebie. Jestem jego matką.   

– To dlaczego pani pyta mnie? Proszę spytać Jace’a.   

–  Wiesz,  Jace  czasem  zapomina,  kto  wydał  go  na  świat.  Być  może  popełniałam  błędy, 

April,  ale  zrobiłam,  co  mogłam,  biorąc  pod  uwagę  moje  rozliczne  zajęcia.  Pilnowałam,  czy 

mu niczego nie brakuje. Kochałam go i troszczyłam się o niego. Był moją chlubą i radością. 

Ale  naprawdę  nie  mogłam  sobie  wtedy  pozwolić  na  poświęcenie  się  wyłącznie 

wychowywaniu dziecka. Musiałam zarobić na życie. Ojciec Jace’a nie zostawił mi nic, oprócz 

samego Jace’a i góry nie zapłaconych rachunków. Kariera pochłaniała prawie cały mój czas i 

energię,  a  wtedy  osiągnąć  sukces  było  jeszcze  trudniej,  niż  teraz.  –  Erica  spuściła  wzrok 

przyglądając się swoim dłoniom, głos miała cichy i lekko załamujący się. – Po prostu nie chcę 

dowiedzieć się o waszym ślubie z gazet. Dałoby to dziennikarzom powód do kolejnych plotek 

na mój temat. Jest ich i tak wystarczająco dużo.   

April  utkwiła  wzrok  w  basenie.  Czegoś  jej  tu  brakowało,  jakiegoś  maleńkiego 

kawałeczka  w  układance.  Czy  ta  kobieta  gra,  czy  mówi  prawdę?  Spojrzała  znowu  na  Erice. 

Jej umysł pracował intensywnie. Wciąż nie orientowała się o co chodzi. Wreszcie przerwała 

przedłużającą się ciszę.   

–  Przepraszam.  Proszę  nie  myśleć,  że  mnie  to  nic  nie  obchodzi,  ale  naprawdę  sądzę,  że 

powinna pani porozmawiać z Jace’em o jego życiu osobistym. – Próbowała usiąść wygodniej. 

background image

Poczuła się nagle straszliwie zmęczona, a żołądek znowu zaczął dawać znać o sobie.   

–  Z  tego  wnoszę,  że  nie  rozmawialiście  o  ślubie  –  stwierdziła  Erica  z  wyraźnym 

rozczarowaniem.   

Czas najwyższy skończyć z tą pogawędką i przejść do rzeczy.   

–  Nie  bardzo  rozumiem  –  zaczęła  April.  –  W  czym  mogę  pani  pomóc?  Dlaczego 

interesuje  się  pani  naszym  ewentualnym  ślubem?  –  Myśli  kłębiły  się  w  jej  głowie,  ale  nie 

miała zamiaru dzielić się nimi z matką Jace’a.   

Erica uśmiechnęła się zaskoczona.   

– Czy aż tak łatwo mnie rozszyfrować? 

– Niezupełnie, ale wydaje mi się, że usiłuje nas pani nakłonić do małżeństwa. Musi mieć 

pani jakiś ważny powód. Chciałabym go poznać.   

– Masz rację. Przecież jesteś doświadczoną adwokatką. To nie jest tylko kwestia ślubu. – 

Erica  obróciła  się  w  fotelu  i  spojrzała  April  prosto  w  oczy.  –  Widzisz,  zależy  mi  bardzo  na 

pewnym  scenariuszu.  Zawiera  on  rolę  niemal  idealną  dla  mnie:  jest  to  postać  kobiety  nie 

stworzonej ani do miłości, ani do macierzyństwa. Wytwórnia, która dysponuje scenariuszem 

upiera  się,  żeby  Jace  zagrał  młodszego  brata.  Uważają,  że  jego  udział  w  filmie  zapełni  sale 

kinowe  i  że  dopiero  wtedy  będzie  to  prawdziwy  szlagier.  Sądzę,  że  rzeczywiście  z 

powodzeniem mógłby odtworzyć tę ciekawą postać. Jace ma w sobie dużo uczucia. Poza tym 

ta rola pozwoli mu wykazać się dramatycznym talentem.   

– Czy już mu ją zaproponowano? 

– Tak. Dostał nawet scenariusz, a jeśli wierzyć jego agentowi, nie przeczytał go jeszcze. 

Oczywiście nie wie, że ja też będę grać w tym filmie.   

–  I  to  ja  mam  dopilnować,  żeby  przeczytał  scenariusz  i  go  zaakceptował?  –  April  nie 

wtrącała  się  w  sprawy  zawodowe  Jace’a  i  nie  miała  zamiaru  robić  tego  teraz,  ale  jeśli  rola 

była dobra...   

–  Chcę  tylko,  żeby  przeczytał  –  Erica  poprawiła  ją  łagodnie.  –  To  wszystko.  Musi  być 

przekonany,  że  ta  rola  doskonale  do  niego  pasuje,  inaczej  nikt  i  nic  nie  namówi  go  do  jej 

przyjęcia.   

–  Przepraszam,  pani  Sullivan,  ale  wydaje  mi  się,  że  coś  przeoczyłam.  Jace  czyta 

wszystkie scenariusze i sam decyduje, czy są dla niego odpowiednie, czy nie. Kiedy przeczyta 

ten, powie „tak” lub „nie”, ale na pewno nie będzie mnie pytał o zdanie. Skoro pani tak dużo 

o  nas  słyszała,  to  powinna  pani  wiedzieć  również  i  to,  że  nie  mieszam  się  do  spraw 

związanych z jego karierą. Do czego jestem pani potrzebna? 

–  Obawiam  się,  że  jeśli  dojdą  go  słuchy,  że  ja  będę  grała  rolę  starszej  siostry,  będzie 

uprzedzony do tego filmu z góry. Chcę, żeby przeczytał scenariusz bezstronnie. To wszystko. 

Tytuł brzmi „Zegnaj, wiosno” i wiem, że dostał go w tym miesiącu.   

April westchnęła ciężko.   

–  Zobaczę,  co  się  da  zrobić  –  obiecała  niechętnie,  przyrzekając  sobie  jak  najmniej 

angażować się w tę sprawę.   

–  Nic  nie  zrobisz,  April  –  głos  Jace’a  dobiegł  gdzieś  z  ciemności.  Spojrzały  w  tym 

kierunku.  Wynurzył  się  nagle  obok  krzesła  April  ze  szklanką  w  ręku.  –  Pamiętasz,  jak  się 

background image

kiedyś umówiliśmy? Żadne z nas nie miesza się do zajęć zawodowych drugiego. – Podszedł 

do  basenu.  –  Jeśli  moja  matka  ma  kłopoty  z  kolejnym  powrotem  na  ekran,  proponuję,  żeby 

zorganizowała  kampanię  reklamową.  Dzięki  Bogu  mój  agent  zajmuje  się  tylko  moimi 

ofertami.   

Zmierzył ją lodowatym  spojrzeniem, odwrócił się na pięcie i poszedł w  kierunku domu. 

April  zobaczyła,  jak  rozpycha  stojących  mu  na  drodze  ludzi.  Czuła,  że  robi  się  blada  jak 

papier. Jace odszedł. Z pewnością uznał, że usiłowała wtrącać się w nie swoje sprawy.   

Erica odkaszlnęła.   

–  Przepraszam,  April.  Naprawdę  nie  chciałam  wchodzić  między  ciebie  a  Jace’a  – 

powiedziała ze smutkiem i dotknęła dłonią jej ramienia.   

April stała nieruchomo. Trudno było uwierzyć, że mógł być aż tak okrutny.   

– Tak – mruknęła, myśląc już o następnym starciu z Jace’em.   

–  Powinnam  była  przewidzieć,  że  Jace  zachowa  się  w  ten  sposób.  Ma  w  sobie  tyle 

nienawiści. Myślałam, że to już przeszłość, ale...   

April zrozumiała, że musi odejść jak najszybciej.   

–  Proszę  się  nie  martwić.  Wszystko  będzie  dobrze  –  zapewniła,  starając  się  uspokoić 

serce  walące  bez  opamiętania.  –  Mam  nadzieję,  że  jeszcze  się  spotkamy,  pani  Sullivan.  Do 

widzenia.   

Starsza pani odprowadziła ją wzrokiem. Na jej ustach zamarły nie wypowiedziane słowa.   

background image

ROZDZIAŁ 4 

 

Po co wpakowała się w tę idiotyczną sytuację? Obcasy April stukały szybko, kiedy mijała 

grupki rozmawiających gości.   

Czy  naprawdę  po  trzech  latach  wspólnego  życia  Jace  mógł  uwierzyć,  że  spiskowała 

przeciwko niemu? Chyba znał ją trochę lepiej! 

Piętnaście  minut  zajęło  jej  dotarcie  do  schodów.  Kiedy  wreszcie  znalazła  się  przy 

drzwiach, wchodzących było o wiele więcej, niż wychodzących – właściwie tylko ona jedna – 

toteż  prawie  pół  godziny  parkingowy  szukał  jej  samochodu,  a  potem  usiłował  go 

wyprowadzić,  przestawiając  wszystkie  inne.  Gdy  usiadła  za  kierownicą,  była  u  szczytu 

napięcia.   

Jadąc  samotnie  do  domu,  przeklinała  nieustannie  pod  nosem.  Trzeba  przyznać,  że  Jace 

miał tupet! Ostatecznie  usłyszał tylko koniec bardzo długiej rozmowy.  Nie poprosił o żadne 

wyjaśnienia. Za kogo on się uważa? Wielki Jace. Różne określenia przychodziły jej do głowy.   

Dojechała  do  domu  i  zaparkowała  samochód  obok  alfy  Jace’a.  Dotknęła  dłonią  maski  – 

była  zimna.  Musiał  przyjechać  do  domu  już  dawno.  Otworzyła  drzwi  i  weszła  do  środka, 

zatrzaskując  je  głośno  za  sobą.  Z  powodu  zdenerwowania  zachowywała  się  gwałtownie. 

Przeszła z hałasem przez hol tak, żeby usłyszał, iż wróciła. Rzuciła klucze i torebkę na kanapę 

w salonie. Była na przemian wściekła i przerażona, a do tego zażenowana tym, co się stało.   

Jak oni mogli postawić ją w podobnej sytuacji? To żadna przyjemność dostać się między 

młot  i  kowadło!  Pod  wpływem  ostatnich  przeżyć  zapomniała,  że  Jace  przedtem  był  dla  niej 

wyrozumiały, delikatny i czuły.   

Wróciła do holu i zapaliła światło. Jace był w domu, ale nie znalazła go w sypialni. Nie 

było go też w kuchni ani w salonie. Nie włączył świateł w ogrodzie ani nie nastawił muzyki. 

W  domu  panowała  martwa  cisza.  Nagle  usłyszała  niewyraźny  plusk  wody.  Spojrzała  pod 

nogi.  Na  podłodze  leżała  jego  marynarka,  kawałek  dalej  w  kierunku  jadalni  krawat.  Za  nim 

koszula.   

–  Ach,  tak,  odreagowujemy  –  mruknęła  pod  nosem,  nie  przyznając  się  przed  sobą,  że 

ulżyło jej, kiedy zorientowała się, gdzie on jest i co robi.   

Najwyraźniej  poszedł  popływać.  Pójdzie  teraz  śladem  rozrzuconej  garderoby  i  znajdzie 

go z pewnością. A wtedy mu pokaże! 

Tylne drzwi były otwarte, zasłony rozsunięte. Światła z domu padały na granatową wodę. 

Jace  płynął,  poruszając  ramionami  i  nogami  mocno,  i  równomiernie.  April  dostrzegła 

bieliznę,  porzuconą  niedbale  obok  basenu.  Nie  zadał  sobie  trudu,  żeby  założyć  kąpielówki. 

Był nagi.   

Ze  wszystkich  sił  starała  się  podtrzymać  w  sobie  złość,  ale  nic  z  tego  nie  wychodziło. 

Było jej żal Jace’a i jego zmarnowanego dzieciństwa. Chciała go do siebie przytulić. Cała jej 

złość nagle się ulotniła.   

Podeszła do brzegu basenu i przyglądała się jego ruchom. Zauważył ją, ale nie przerwał 

pływania. Żadne z nich nie powiedziało ani słowa.   

background image

Powoli rozpięła suwak. Czarna suknia opadła na ziemię obok jego ubrania. April zsunęła 

z siebie bieliznę.   

Jace odwrócił się na plecy, wciąż równo poruszając rękoma, ale jego oczy  nie odrywały 

się  od  April.  Ciemne  włosy  na  jego  piersi  połyskiwały  pod  powierzchnią  wody.  Oddychał 

głęboko.  Twarz  miał  poważną.  I  wtedy  April  stanęła  na  palcach,  uniosła  ręce  nad  głową  i 

ruchem doświadczonego pływaka skoczyła do wody.   

Wynurzyła  się  na  powierzchnię.  Jace  obserwował  ją  nie  przerywając  pływania.  Zaczęła 

płynąć powoli obok niego, dostosowując się do jego rytmu. Była prawie w zasięgu jego ręki. 

Nocną ciszę przerywał jedynie plusk wody i ich przyśpieszone oddechy.   

Jeszcze  jedno  poruszenie  ramion,  drugie,  trzecie.  Wreszcie  April  zwolniła.  Czuła,  jak  w 

końcu mija to straszliwe napięcie, które ją tutaj przywiodło. Jace automatycznie zwolnił wraz 

z nią. Kiedy w końcu zatrzymała się, by odpocząć i uspokoić oddech, Jace zrobił to samo.   

Odwróciła  się  na  plecy,  kładąc  głowę  na  wodzie.  Rękoma  wykonywała  delikatne  ruchy 

tuż pod powierzchnią.   

– Jace... – zaczęła i umilkła. Nie wiedziała, co powiedzieć. Rozumiała, że był oburzony i 

dotknięty. Czy niechcący wszystko zepsuła? Czy on naprawdę uważa, że w rozmowie z Ericą 

go  zdradziła?  Czy  tak  właśnie  myślał,  czy  był  zły  tylko  na  swoją  matkę?  Czy  mogłaby 

wytłumaczyć mu, jak głupio się teraz czuje? 

Niebieskie oczy April wyrażały wszystkie te wątpliwości i obawy.   

– Cii... – wyszeptał, kładąc na jej rozchylonych ustach palec i gładząc je pieszczotliwym 

ruchem.  Uspokajające  się  powoli  serce  zaczęło  znowu  bić  szybciej.  To  dotknięcie 

spowodowało, że zrobiło się jej ciepło i dobrze. – Później.   

Patrzyli sobie w oczy w milczeniu. Rozumieli się bez słów. April chwyciła lekko zębami 

koniuszek jego palca, dotknęła go językiem i zaczęła delikatnie ssać.   

Obserwowała twarz Jace’a. Zamknął oczy, jakby nie chciał okazać uczuć. Potem powoli 

uśmiechnął się. To było jak wschód słońca.   

Poczuła ogromną, wszechogarniającą ulgę.   

– Rozumiesz? – wyszeptała.   

Brązowe oczy spojrzały na nią z czułością. Skinął głową.   

– Tak sądzę.   

– Możesz mnie pocałować? 

Uśmiechnął się szerzej, niemal promiennie. Serce April biło jak oszalałe.   

– Czy to pomoże? 

Przytaknęła głową. Z trudem powiedziała przez zaciśnięte gardło: 

– Jest mi bardzo źle.   

Musiał ją teraz pocieszyć. Ciemna głowa pochyliła się nad jej piersiami. April wstrzymała 

oddech.  Dotknął  językiem  twardej  brodawki,  bez  słów  drażniąc  czule  miejsce,  wreszcie 

obejmując sutkę wargami. W jego ruchach było to wszystko, co czuł: miłość i przywiązanie.   

Westchnęła.  Oparła  dłonie  na  jego  pokrytej  włosami  piersi.  Unosiła  się  w  wodzie,  a  on 

dotykał  jej  delikatnie,  opływał  ją,  zataczał  wokół  ścisłe  kręgi,  jakby  pragnął  wyrzeźbić  jej 

posąg.  Wypełniały  ją  znane,  lecz  wciąż  na  nowo  ekscytujące  uczucia.  Jace  był  blisko  i  nie 

background image

przerywał pieszczot.   

Pozostawił wreszcie piersi April tylko po to, aby zagarnąć usta. Ofiarowywał jej miłość, 

przepraszając  za  to,  przez  co  musiała  przejść  tego  wieczora.  Odpowiedziała  mu  miłosnym 

zaklęciem. Chciała całym ciałem dotykać jego skóry. Przytuliła się do niego. Był podniecony. 

Uwielbiała  to  mocne  ciało.  Ogarnął  ją  ramionami  i  trzymał  blisko  siebie,  jak  drogocenny 

skarb. Rozkoszowała się tym uściskiem.   

Nie  myślała  już  o  niczym.  Pogrążyła  się  w  swych  doznaniach,  we  wszechogarniającej 

rozkoszy. Brakowało jej tchu, kręciło się w głowie. Tylko Jace był w stanie wywołać w niej 

taką  burzę.  Zastanawiała  się,  czy  zdawał  sobie  sprawę,  co  odczuwała  w  jego  objęciach? 

Przytuliła  się  jeszcze  mocniej,  chcąc  to  wyrazić  bez  słów.  Kochała  go.  Kochała  go  tak 

bardzo...   

Przesunął  ją  przed  siebie  i  z  pasją  zrodzoną  z  wielkiego  pożądania  wszedł  w  nią, 

trzymając ją mocno za biodra.   

Wypuścił  głośno  powietrze.  April  ujęła  dłońmi  jego  głowę  i  pochyliła  ją  ku  swojej 

twarzy. Pocałowała go, wkładając w ten pocałunek całą swoją miłość.   

Kochali się namiętnie jak desperaci. To właśnie było im najbardziej potrzebne – intymne 

zbliżenie. Na wpół stojąc, na wpół unosząc się w wodzie. Zagubili się w miłości.   

Jace drżał, nie panując już nad sobą.   

– Nie – zamruczał, szukając w sobie jeszcze odrobiny sił, by przedłużyć tę chwilę.   

–  Tak,  Jace.  Teraz!  –  zaszeptała  nagląco  i  przycisnęła  go  mocniej  do  siebie.  Zaczął 

poruszać się w niej głęboko i mocno, aż osiągnęli wreszcie to, co tylko oni nawzajem mogli 

sobie dać.   

Wynurzyli się z wody. Stali dotykając się czołami, wyciszeni już i uspokojeni. Jace wciąż 

obejmował  biodra  April,  a  jej  dłonie  nadal  zaciśnięte  były  wokół  jego  szyi.  Wreszcie  oboje 

uśmiechnęli się. Jace rozluźnił uścisk i pieszczotliwie pogładził ją po plecach. Widać było, że 

każde dotknięcie sprawia mu wielką radość.   

April przerwała milczenie. , – Kocham cię, Jace. Całym sercem i duszą. Kocham cię.   

–  Chodź  –  powiedział,  unosząc  głowę.  Wziął  ją w  ramiona  i  niosąc  przed  sobą  wyszedł 

po  stopniach  z  basenu.  Woda  ociekała  z  ich  mokrych  ciał.  Na  kamiennej  posadzce  patio 

pozostały ciemne ślady.   

– Jace – wyszeptała, przeczesując palcami jego włosy. W jej oczach lśniła miłość. Patrzył 

przed siebie. Jego profil był piękny i ukochany, aż do bólu. – Czy słyszałeś? Kocham cię.   

–  To  dobrze  –  odrzekł  cicho,  zatrzymując  się  na  chwilę,  by  spojrzeć  w  jej  oczy.  –  To 

dobrze,  bo  nie  chcę  kochać  cię  bez  wzajemności.  Nie  zniósłbym  tego.  –  Ruszył  znowu  w 

kierunku sypialni.   

Wrześniowe  powietrze  chłodziło  ich  rozgrzane  ciała  i  osuszało  je  z  resztek  wody.  Ciało 

przylegało do ciała. Kochali się ponownie, ale tym razem powoli i niezwykle czule.   

Przemawiali  do  siebie  językiem  miłości,  doskonale  się  rozumiejąc  bez  słów.  Oddali  się 

sobie  całkowicie,  bez  chwili  wahania.  Nic  nie  mogło  zniszczyć  piękna  ich  miłości.  Była 

doskonała.   

I  wreszcie  przyszło  ukojenie  i  wyciszenie.  Leżeli  splątani  ramionami  i  nogami,  głowa 

background image

przy głowie, oddychając równym rytmem. April westchnęła w ramionach Jace’a. Miłość była 

cudownym lekiem. Zasnęli, pozostawiając przykre wspomnienia daleko poza sobą.   

Czwartkowy  poranek  nadszedł  zbyt  szybko.  April  nasunęła  na  głową  kołdrę,  oczy  same 

jej się zamykały. Tymczasem Jace miał bardzo dobry humor.   

– Dzień dobry, słoneczko! Obudź się. Kawa stygnie. – Wydawało się jej, że mówi bardzo 

głośno, podczas gdy o tak wczesnej porze powinna jeszcze panować cisza... Mruknęła coś, co 

miało wyrażać wrogość wobec otaczającego ją świata. Jedyne, o czym marzyła w tej chwili, 

to jeszcze odrobina snu.   

Nie miał zamiaru jej na to pozwolić.   

– No, dalej. Za kilka minut powinnaś być w biurze – przypomniał.   

Wysunęła głowę spod kołdry i otworzyła jedno niedowierzające oko.   

– Naprawdę? 

Skinął  głową,  starając  się  powstrzymać  śmiech.  Była  rozczochrana  jak  dziecko,  a 

jednocześnie  wciąż  zachwycająco  kobieca.  Kochał  ją  taką.  Kiedy  będzie  już  ubrana  i 

przygotowana do wyjścia, znowu nabierze swojego poważnego, budzącego zaufanie wyglądu 

osoby inteligentnej i doświadczonej. Ostatecznie była adwokatką. Nie mógł o tym zapominać. 

Ale teraz była tylko zaspaną kobietą, z którą spędził noc. Uwielbienie widać było wyraźnie w 

jego  piwnych  oczach.  Taką  April  Flynn  znał  tylko  on,  nikt  więcej.  To  był  jego  sekret. 

Najwspanialszy.   

–  Masz  piętnaście  minut  na  prysznic  i  toaletę.  Wstawaj,  dziewczyno.  –  Klepnął  ją  po 

zarysowujących się pod kołdrą pośladkach. – Nie mogę zawsze pierwszy się budzić i stawać 

oko w oko z rzeczywistością.   

– Dlaczego nie? Dobrze ci to idzie. – Przeciągnęła się jak długa.   

Zachichotał radośnie. Nawet mocno zaspana potrafiła być bystra i błyskotliwa.   

–  Chciałbym,  żebyś  była  pierwsza  na  nogach  i  podawała  mi  śniadanie  do  łóżka,  kiedy 

będę stary i siwy. Mam zamiar korzystać z dobrodziejstw emerytury, a nie całe życie czekać 

rano  na  okropną,  starą  adwokatkę,  która  w  kuchni  nie  dotyka  niczego,  oprócz  własnej 

filiżanki kawy.   

– Cicho bądź – wymamrotała, wygrzebując się powoli spod kołdry. Dlaczego musiała się 

urodzić takim śpiochem? 

Jace roześmiał się znowu, jakby czytając w jej myślach. Miał ochotę wziąć ją w ramiona i 

przytulić, ale zamiast tego nabrał powietrza w płuca i dał jej jeszcze jednego klapsa.   

– Wstawaj! Czas leci, a ja muszę zdążyć do pracy! 

– Nadzorca niewolników – stwierdziła ziewając i w końcu usiadła, próbując wreszcie się 

rozbudzić w ten piękny,  słoneczny poranek. Dlaczego rano musi być zawsze tak jasno? Czy 

dzień  nie  mógłby  rozpoczynać  się  trochę  delikatniej,  stopniowo,  najlepiej  o  dziesiątej  albo 

jedenastej? 

Wiedziała,  że  czeka  ją  tego  dnia  spotkanie  z  trzema  nowymi  klientami  i  nie  może  się 

spóźnić.  Potrząsnęła  głową,  starając  się  nie  zamykać  oczu.  Nagle  przypomniała  sobie 

wydarzenia  minionego  wieczoru  i  rozmowę z  matką  Jace’a.  Współczuła Jace’owi  z  powodu 

nieudanego dzieciństwa, ale również było jej żal jego matki. Nie ulegało jednak wątpliwości, 

background image

komu April pozostanie lojalna.   

– Jace? 

– Hmm? 

– Jeśli chodzi o ubiegłą noc i twoją matkę... – zaczęła, ale Jace odwrócił się natychmiast i 

spojrzał na nią wzrokiem tak pochmurnym, że  zrozumiała od razu, iż nie był to odpowiedni 

moment na tę rozmowę.   

– To już jest za nami. Poznałaś ją i nie chcę na ten temat nic więcej słyszeć. Nie byliśmy 

sobie z matką nigdy bliscy, ale obowiązkowi stało się zadość. Poznałaś ją. Od tej chwili ten 

temat jest zamknięty. W porządku? 

– Wcale nie w porządku! Usiłuję cię przeprosić za to, co sobie mogłeś pomyśleć wczoraj, 

chociaż to nie była moja wina! Podsłuchiwałeś w ciemnościach, jak jakiś... jakiś podglądacz! 

Ja po prostu rozmawiałam.   

– O, nie. Usiłowałaś właśnie wykoncypować sposób na wmanewrowanie mnie w ten film, 

ponieważ  madca  odwołała  się  do  twojego  współczucia.  Rozumiem  to  –  ona  jest  doskonałą 

aktorką.  Miałem  nadzieję,  że  kochasz  mnie  na  tyle,  by  nie  dać  się  jej  omamić.  Oczywiście, 

usłyszałem  tylko  koniec  waszej  rozmowy.  Wracałem  właśnie  z  drinkiem  dla  ciebie,  bo 

sądziłem,  że  oczekujesz  pomocy,  ale  ty  najwyraźniej  niczego  ode  mnie  nie  potrzebowałaś  – 

powiedział z goryczą. Naciągnął sweter. Jego twarz była bez wyrazu. – Wiem doskonale, jak 

moja matka potrafi manipulować ludźmi, więc rozumiem twoje uczucia.   

– Jak? – spytała niewinnie – Czytasz w myślach? – Usiłowała go sprowokować, ale nic z 

tego nie wyszło. Czuła się głupio, trochę jak dziecko, które narozrabiało.   

W końcu jednak podszedł do niej i opierając dłonie na biodrach powiedział: 

–  Słuchaj.  Nieważne,  na  co  się  zgodziłaś  wczoraj.  Zapomnij  o  tym.  Potrafię  sam 

troszczyć  się  o  swoją  karierę.  Matki  i  kochanki  nie  powinny  się  mieszać  do  spraw 

zawodowych.   

Przełknęła  te  słowa  z  przykrością.  Kochanki!  Czy  była  tylko  kochanką?  Przypuściła 

ostatni, tym razem otwarty szturm.   

– Czy nie możemy po prostu porozmawiać o tym, co zaszło ubiegłej nocy? 

– Nie.   

– Jesteś niemożliwy – oparła głowę na kolanach. Kiedy ją uniosła znowu, przyglądał się 

jej  z  napięciem.  W  jego  spojrzeniu  nie  było  złości,  tylko  czułość.  To  ją  załamało.  Chciała 

otworzyć ramiona i zaprosić go znowu do łóżka.   

Jednocześnie miała ochotę rzucić w niego jakimś ciężkim przedmiotem.   

–  Do  zobaczenia  wieczorem  –  powiedział  zmienionym  głosem,  najwyraźniej  czując  to 

samo, co ona.   

–  Koło  szóstej  –  odpowiedziała.  Objęła  tęsknym  spojrzeniem  całą  jego  sylwetkę  od 

szerokich  ramion  i  klatki  piersiowej  do  bioder  i  wysmukłych,  umięśnionych  nóg.  Był  taki 

przystojny! Szkoda, że potrafił być czasem taki zimny.   

 

–  Coś  ciekawego?  –  April  zwróciła  się  do  Sama  tonem  zdradzającym  zupełny  brak 

zainteresowania.   

background image

–  Jakaś  pani  Judson  chce  się  z  tobą  spotkać.  Została  skierowana  przez  biuro  Claira  z 

Halfway  House.  Clair  mówi,  że  ona  ma  wszystko  przygotowane  do  sprawy  rozwodowej,  a 

jako  przyczynę  rozkładu  poda  swoją  własną  matkę.  Wygląda  na  to,  że  jej  mąż  woli  raczej 

matczyną opiekę, niż miłość żony.   

– Oni wszyscy są tacy – mruknęła pod nosem, chociaż wiedziała dobrze, że to nieprawda. 

Ale brzmiało dobrze. – Umów ją na dzisiaj po południu – powiedziała, wzdychając ciężko i 

popijając kawę, którą podał jej przed chwilą.   

–  Musisz  jeszcze  podpisać  parę  listów.  Leżą  na  biurku  Joannę  –  zerknął  na  nią.  Nie 

reagowała zupełnie na jego słowa. – W porządku. O co ci chodzi tym razem? Wczoraj miałaś 

kaca,  a  dzisiaj  z  kolei  wyglądasz,  jakbyś  straciła  najlepszego  przyjaciela.  Przecież  wciąż  tu 

jestem, więc chyba nie o to chodzi. – Patrzył na nią zmrużonymi oczyma, w których nie było 

zwykłych wesołych iskier. Zastanawiał się, co tym razem ją gnębi.   

April podeszła do okna i spojrzała na ulicę. Słońce świeciło tak jasno, że niebo wydawało 

się prawie białe. Ludzie w pośpiechu szli w różnych kierunkach do biur, do pracy.   

–  Nie  wiem  –  odezwała  się  wreszcie.  –  Co  robią  żony,  poza  gotowaniem  obiadów  i 

praniem białej bielizny z różowymi rzeczami? – Odwróciła się. Na jej ustach pojawił się nikły 

uśmiech, który nie znajdował odbicia w oczach. – Próbowałam nawet pocieszać jego matkę i 

z tego też nie wyniknęło nic dobrego.   

Sam gwizdnął przez zęby.   

– Poznałaś Erice Sullivan? Czy jest tak piękna, jak mówią? 

–  Tak.  Nawet  po  trzech  operacjach  plastycznych  nie  dorównałabym  jej.  I  jest  urocza.  I 

niecierpliwa. I chce wrócić do pracy na planie.   

W oczach Sama zabłysło zainteresowanie.   

– Wrócić, mówisz? I kto miałby być jej partnerem? Jace? 

– Skąd wiesz?   

Wzruszył ramionami.   

–  Zgadłem.  Jace  jest  teraz  u  szczytu,  a  ona  na  pewno  chce  najlepszego.  I  co  się  stało? 

Burza z piorunami? 

–  Jakbyś  zgadł.  Jace...  –  zawahała  się.  –  Jace...  usłyszał  fragment  naszej  rozmowy  i 

wyciągnął fałszywe wnioski. Próbowałam powiedzieć Erice, że przekonam go, by przeczytał 

scenariusz, a on zrozumiał, że chcę go namówić do zagrania w tym filmie.   

– No tak. Musiał być zachwycony – podsumował Sam ironicznie.   

– Najwyraźniej nie był. Nie chce nawet o tym słyszeć. Odmawia rozmowy na ten temat. – 

Spojrzała w górę na Sama. Było w jej oczach tyle smutku, że zrobiło mu się jej żal. – Sam, ja 

nigdy  się  do  tych  spraw  nie  mieszałam  i  nagle  okazuje  się,  że  coś  zepsułam.  On  nie  chce 

wysłuchać, co mam do powiedzenia.   

– To normalne u mężów.   

– On jest wściekły.   

– Bardzo? – spytał Sam. – Krzyczał na ciebie, wymyślał ci? Czy może cię pobił? 

–  No...  –  April  zawahała  się,  bo  nagle  przypomniał  się  jej  wyraz  twarzy  Jace’a,  gdy  się 

kochali w basenie minionej nocy.   

background image

Sam zauważył jej nagłe zamyślenie i zrozumiał, co mogło oznaczać.   

– Domyślam się, że Jace był raczej zdenerwowany niż wściekły – ocenił.   

April udała, że nie słyszy.   

– Wydaje mi się, że to był pierwszy krok do zerwania – odrzekła z trudem powstrzymując 

napływające do oczu łzy. • 

– Jeśli miałby takie plany, znalazłby sobie lepszy pretekst.   

– Tak sądzisz? – jej oczy błagały o odrobinę nadziei.   

– Jestem pewny – skłamał Sam.   

Rozjaśniła  się.  Odetchnęła  głęboko,  a  jej  oczy  po  raz  pierwszy  tego  ranka  rozbłysły 

radością.   

– W takim razie muszę działać dalej. Jutro wezmę dzień wolny. Chyba dasz sobie radę? 

– Jasne, ale o co chodzi? 

–  Zrobię  wielkie  sprzątanie,  wieczorem  przygotuję  wspaniałą  kolację,  a  w  nocy  będę 

zwyczajną żoną – odpowiedziała zadowolona z siebie.   

–  Prawdziwa  przyszła  pani  domu  –  zażartował  Sam  i  podsunął  jej  stos  papierów.  – 

Przeczytaj  to  jak  najszybciej,  żebym  mógł  załatwić  te  sprawy.  Większość  z  nich  wymaga 

jednej lub dwóch uwag. Z resztą tego bałaganu poradzę sobie sam.   

– Tak jest – odpowiedziała z uśmiechem, biorąc do ręki długopis. Jak to dobrze, że Sam 

potrafił  prowadzić  biuro,  chociaż  nie  ukończył  jeszcze  studiów.  Będzie  mogła  dzięki  temu 

zrobić  sobie  mały  urlop.  Co  prawda  zamierzają  z  Jace’em  wyjechać  do  Oregonu  w 

październiku,  ale  już  teraz  była  zmęczona  i  nie  mogła  skoncentrować  się  na  pracy. 

Odwdzięczy się Samowi, kiedy wróci z Oregonu... jeśli w ogóle wyjedzie. Wszystko zależało 

od Jace’a.   

 

Następnego  ranka  przypatrywała  się,  jak  Jace  zjeżdża  w  dół  wąską  uliczką.  W  domu 

panowała  cisza,  pachniało  świeżą  kawą,  miała  przed  sobą  cały  dzień  na  zrealizowanie 

planów. Najpierw sprzątanie, a potem kolacja, równie wspaniała, jak ta, której nie miał okazji 

spróbować.   

Zanim nadeszło południe, bolały ją już wszystkie mięśnie. Z puszką coli w ręku opadła na 

ogrodowy fotel i zapatrzyła się w niebieską wodę w basenie.   

Noc  minęła  spokojnie  i  cicho.  Śmiali  się  i  żartowali,  ale  oboje  byli  jakby  skrępowani. 

Położyli  się  wcześnie.  Jace  objął  ją,  przytulił,  pocałował  lekko  w  czoło  i  szybko  zasnął. 

Ułożyła się w jego ramionach z poczuciem bezpieczeństwa.   

A  może  się  myliła?  Czy  Jace  ją  kochał,  czy  zaspokajała  jedynie  jego  pożądanie?  Może 

związek z nią był dla niego jedynie wygodnym życiowym układem? Nie przeszkadzała mu w 

karierze  ani  nie  starała  się  zmienić  jego  nawyków.  W  oczach  Sandry  Tanner  zobaczyła 

tamtego  wieczora  prawdziwe  uwielbienie  dla  Jace’a.  April  zacisnęła  mimo  woli  dłonie.  Czy 

Jace aprobował zaloty Sandry? Nie wyglądało na to, ale w końcu był aktorem...   

Kochała go tak bardzo, że czasami sama myśl o nim sprawiała jej niemal ból. Był dla niej 

wszystkim i sądziła, że on o tym dobrze wie, ale nie miała pewności, jakie miejsce zajmowała 

w  jego  życiu.  Czy  była  pierwsza,  druga,  czy  trzecia?  Czy  w  ogóle  mieściła  się  w  pierwszej 

background image

dziesiątce? Ta ciągła niepewność zabijała ją.   

Czy  próby  skłonienia  go  do  małżeństwa  w  ogóle  miały  sens?  Wyznawała  tradycyjne 

poglądy,  wydawało  się  jej,  że  tylko  usankcjonowany  związek  da  jej  prawdziwe  szczęście. 

Miała  już  dosyć  głupich  komentarzy  ludzi,  którzy  widzieli  ich  razem  w  restauracji,  na 

spacerze czy na dancingu. Z jej punktu widzenia ślub był jedynym rozsądnym rozwiązaniem. 

Ale co Jace sądził na ten temat... nie wiedziała.   

Był  taki  zgorzkniały,  kiedy  się  poznali.  W  jego  otoczeniu  rozwody  były  na  porządku 

dziennym.  Tylko  kilka  par  wciąż  trzymało  się  razem  i  to  wyłącznie  ze  względów 

majątkowych.  No  i  jeszcze  jego  matka...  Ale  najgorszym  doświadczeniem  okazało  się 

pierwsze małżeństwo.   

Zapadła  się  jeszcze  głębiej  w  fotel.  Czy  jedna  słaba  kobieta  może  pokonać  nawyki  i 

uprzedzenia narosłe przez całe życie? Wyprostowała się. Czy uda się jej przekonać Jace’a, że 

zdarzają  się  szczęśliwe  małżeństwa,  jeśli  tylko  para  jest  dobrana?  Jak  to  zrobić?  Mieli 

niewielu  przyjaciół  i  nie  znali  ani  jednego  udanego  małżeństwa,  a  klienci  April  też  nie 

stanowili  najlepszego  przykładu.  Nie  ma  co,  ona  również  miała  pełne  prawo  nabrać  awersji 

do  wiązania  się  ślubem  z  kimkolwiek.  Jeśli  statystyki  mówiły  prawdę,  Kalifornia  nie  była 

najlepszym miejscem do budowania szczęścia małżeńskiego, zwłaszcza dla ludzi tej co Jace 

profesji.  Za  cztery  tygodnie  powinni  wyjechać  na  wakacje.  Czy  jeśli  do  tego  czasu  nie 

oświadczy się jej, potrafi być na tyle konsekwentna, by zerwać ten związek? To może okazać 

się  bardzo  trudne,  ale  równie  bolesna  będzie  świadomość  przegranej,  kiedy  stanie  się  jasne, 

jakie właściwie miejsce zajmuje w życiu Jace’a.   

Zadzwonił  budzik.  Minęło  piętnaście  minut  przerwy,  na  które  postanowiła  sobie 

pozwolić. Z głową pełną nieprzyjemnych myśli i z ciężkim sercem weszła do środka. Był już 

czas zająć się kolacją.   

Od rana jej szacunek dla gospodyń domowych wzrósł kilkakrotnie. Pomyślała, że jeśli nie 

znajdą  nowej  gosposi,  chyba  nie  podoła  tym  wszystkim  obowiązkom.  To  jest  praca  ponad 

siły! Jace obiecał zadzwonić do agencji w tym tygodniu, ale jak na razie nikogo nie znaleźli. 

To  oczywiste,  że  człowiek  tak  znany  publicznie,  jak  on,  musi  być  bardzo  ostrożny  przy 

zatrudnianiu pomocy domowej. Trzeba znaleźć kogoś dyskretnego i zaufanego.   

 

Jace  nacisnął  mocniej  na  gaz,  skręciwszy  w  stromą  uliczkę  prowadzącą  do  domu. 

Zmieniał automatycznie biegi, myśląc o April.   

Nie  powinien  był  zapraszać  jej  na  promocyjne  przyjęcie,  ale  jej  obecność  stanowiła  dla 

niego wsparcie w tym zwariowanym towarzystwie. Miał sobie za złe, że wściekł się na nią za 

to, że dała się podejść jego matce i że potem pozwolił jej samej wracać do domu.   

A co właściwie miał zrobić? Być może niezbyt dobitnie scharakteryzował swoje stosunki 

z  matką  i  wykazał  za  mało  cierpliwości,  gdy  April  próbowała  z  nim  porozmawiać.  Zamiast 

się  złościć,  trzeba  było  wziąć  ją  w  ramiona  i  całować  do  utraty  tchu,  bo  właśnie  na  to  miał 

ochotę, a następnie oświadczyć się jej, nie odkładając tego do wakacji.   

Przyhamował, wziął ostro zakręt i znowu nacisnął na gaz.   

Tamto  przyjęcie  było  wyjątkowo  nieudane.  Sandra  postanowiła  posłuchać  rady  ludzi 

background image

zajmujących  się  reklamą  i  odegrać  rolę  zakochanej  w  nim  po  uszy.  No  i  Flynn  musiała  to 

oczywiście  zobaczyć,  zresztą  tak  jak  i  pozostali.  I  tak  jak  wszyscy  dała  się  na  to  nabrać. 

Uwierzyła, że ta dziewczyna naprawdę go uwodzi. Nie bardzo wiedział, jak zdoła przekonać 

Flynn, że Sandra jest tylko jedną z licznych partnerek filmowych, a April jedyną kobietą jego 

ż

ycia. Ale będzie musiał to zrobić.   

Gdyby  Rynn  kiedykolwiek  go  opuściła...  Poczuł  nieprzyjemny  skurcz  w  żołądku.  Była 

dla  niego  wszystkim.  Wspaniałą  kochanką  i  najlepszą  przyjaciółką.  Chronił  się  w  jej 

ramionach  przed  zwariowanym  światem,  w  którym  się  obracał.  Kiedy  wracał  do  domu, 

wiedział,  że  zastanie  w  nim  April.  Nie  przepadała  za  roztrząsaniem  najnowszych 

hollywoodzkich  plotek,  za  omawianiem  ostatnich  sprawunków.  Nie  zwykła  również 

opowiadać  mu  o  prowadzonych  przez  siebie  sprawach.  A  jednak  zawsze  mieli  o  czym 

rozmawiać.  Problemy  współczesności  a  także  marzenia  o  ich  przyszłości  stanowiły  na  ogół 

temat  ich  pogawędek.  W  towarzystwie  April  odpoczywał.  Na  dobrą  sprawę  nie  potrafił 

sprecyzować,  co  właściwie  ich  do  siebie  przyciągnęło.  Istniało  tysiące  powodów,  ale  żaden 

nie  był  naprawdę  przekonywający.  Była  mu  po  prostu  niezbędna  do  życia  jak  powietrze. 

Zdecydował,  że  za  cztery  tygodnie  poprosi  ją  o  rękę.  Myślał  o  tym  postanowieniu  z 

prawdziwą radością.   

Uśmiechnął się, wyłączając silnik.   

 

April  była  w  kuchni.  Ubrana  w  wieczorową  sukienkę  przepasaną  falbaniastym 

fartuszkiem, na wysokich obcasach i umalowana stała nad kuchnią mieszając w garnku mięso 

i  małe  cebulki.  Pochyliła  głowę  nad  przepisem.  Zmarszczyła  czoło  w  skupieniu.  Kiedy 

poprzednim  razem  przygotowywała  te  smakołyki,  rozlała  trochę  śmietany  na  kartkę.  Czy 

powinna dodać pół łyżki sosu anyżowego, czy pół szklanki? Nie mogła odczytać. Szklanka to 

chyba  za  dużo,  ale  z  kolei  łyżka,  to  zbyt  mało,  by  poczuć  smak.  Wzruszyła  ramionami  i 

zdecydowała  się  na  pośrednią  porcję.  Musi  to  zrobić  na  wyczucie,  ostatecznie  ten  sos  nie 

może za bardzo zepsuć smaku, jeśli tylko będzie ostrożna.   

Choć  do  tej  pory  April  przyrządziła  jeden  obiad  w  swoim  życiu,  czuła  się  już 

wtajemniczona w sekrety kuchni.   

Kiedy rozległ się dzwonek, nie podbiegła do drzwi wejściowych. Jace miał przecież swój 

klucz.  Nagle  przypomniała  sobie,  w  jakiej  występuje  roli,  więc  z  uśmiechem  na  ustach 

popędziła otworzyć omal nie łamiąc nóg na wysokich obcasach. Jace otworzył szeroko oczy 

na jej widok i w ostatniej chwili wyciągnął ręce łapiąc ją w objęcia, i tym samym ratując ich 

oboje przed nieuniknionym upadkiem.   

– Cześć – wysapała. Usiłował nie pokazać po sobie zaskoczenia na widok jej stroju. April 

wspięła się na palce i pocałowała go w kącik ust w sposób, jak jej się wydawało, przystający 

ż

onie.   

– Witaj – mruknął i pochylając się nad April pocałował ją tak, jak tego naprawdę pragnął. 

Namiętnie. Marzył o ukryciu się w jej ramionach po ciężkim dniu.   

Objęła go mocniej, oplatając ramionami jego szyję i odwzajemniła pocałunek, wkładając 

w  to  całe  serce.  Zapomniała  o  swoich  postanowieniach.  Obiecała  sobie,  że  będzie  po  prostu 

background image

oddaną  żoną,  ale  zbyt  wielką  radość  czerpała  z  bliskości  kochanego  człowieka.  Westchnął, 

całując jej rozchylone usta. Wiedział, że potrzebował tego tak samo, jak ona.   

Wreszcie oderwał się od April i przyjrzał się uważnie jej kreacji.   

– Jesteś taka wystrojona. Wychodzimy gdzieś? 

– Nie. Jemy w domu. Ja gotuję, a ty chwalisz.   

–  Dobrze  –  zgodził  się,  opierając  o  zamknięte  drzwi  i  nie  wypuszczając  jej  z  objęć.  – 

Marzę o spokojnym wieczorze.   

Uśmiechnęła  się  i  dotknęła  jego  brwi.  Przesunęła  palcem  po  skroni.  Wyglądał  na 

zmęczonego.   

–  Chodź,  naleję  ci  wina.  –  Wzięła  go  za  rękę  i  zaprowadziła  do  kuchni.  Już  na  progu 

zobaczyła  kłęby  dymu  unoszące  się  nad  patelnią.  –  O  Boże,  moja  kolacja!  –  zawołała, 

zestawiając dymiące naczynie z palnika. Na dnie znajdowały się resztki tego, co kiedyś było 

cebulą.   

Jace pochylił się nad jej ramieniem i pociągnął nosem.   

– Spróbuj jeszcze raz. To się chyba da jeszcze uratować.   

–  Skoro  mam  zacząć  od  nowa,  to  znaczy,  że  z  tym  nic  już  nie  można  zrobić  –  odparła 

szczerze  zmartwiona,  patrząc  z  niesmakiem  na  spalone  pozostałości  wykwintnego  dania. 

Szkoda,  że  Jace  nie  mógł  przyjść,  kiedy  wszystko  szło  tak  gładko.  Dlaczego  musiała  teraz 

wszystko zepsuć? Odpowiedź nasuwała się sama: nie mogła się skoncentrować w obecności 

Jace’a. Jak zwykle.   

– To był tylko niezobowiązujący pomysł, moja droga – mruknął uspokajająco. Wiedział, 

ż

e nie powinien teraz dolewać oliwy do ognia.   

Dalszy  ciąg  kolacji  okazał  się  równie  niefortunny  jak  początek.  Jedzenie  było  albo  nie 

dogotowane, albo przegotowane. Tylko wino miało idealną temperaturę.   

Po  kolacji  usiedli  w  salonie  i  chichotali,  oglądając  głupawą  komedię,  w  której 

występował  ich  wspólny  znajomy.  Potem  gonili  się  jak  dzieci  wokół  basenu,  aż  wreszcie 

April pozwoliła się Jace’owi złapać.   

Była prawie jedenasta, kiedy poszli razem pod prysznic. Po wspólnej kąpieli owinęli się 

w ręczniki nawzajem się wycierając. Wsunęli się pod kołdrę. April oparła głowę na ramieniu 

Jace’a. Położył delikatnie dłoń na jej biodrze, rozkoszując się jedwabistą skórą. Przytuleni do 

siebie zaczęli się powoli pieścić, dotykając się z wielką czułością. Nawet nie zauważyli, kiedy 

ogarnął ich sen.   

Zasypiając  April  przypomniała  sobie,  że  Jace  nie  zwrócił  uwagi,  jak  dokładnie 

wysprzątała  cały  dom,  i  że  wszystkie  jej  wysiłki  poszły  na  marne.  Uśmiechnęła  się.  Ale  nie 

skrytykował też przesolonego mięsa. Czasem trzeba przegrać, żeby wygrać...   

background image

ROZDZIAŁ 5 

 

– Dlaczego miałbym z nią iść? Znajdź kogoś innego, kto będzie zaspokajać jej kaprysy w 

piątek wieczorem. Od premiery dzielą nas jeszcze dwa dni. Mam swoje prywatne życie i nie 

ma w nim miejsca dla innej kobiety, nawet jeśli to aktorka! – Jace z gniewem zwrócił się do 

Sida.  Siedzieli  w  eleganckim  biurze,  którego  ściany  były  ozdobione  podobiznami  wielkich 

gwiazd ekranu.   

Sid zamachał rękoma zaniepokojony nagłym wybuchem złości Jace’a.   

–  Uspokój  się, Jace,  to  nie  koniec  świata.  Producent  prosi  tylko  o  to,  żebyś  towarzyszył 

Sandrze  Tanner  podczas  premiery  jej  ostatniego  filmu.  Kiedy  podpisywałeś  kontrakt, 

zgodziłeś  się  również  na  warunki  reklamy.  Masz  bardzo  wysokie  honorarium.  Jesteś  w  tym 

interesie  chyba  na  tyle  długo,  by  to  docenić.  Wasza  obecność  na  premierze  będzie  świetną 

reklamą dla filmu, który teraz kręcimy. Wiesz o tym dobrze.   

– Ale wiem również, że nie chcę spotykać się z tą kobietą prywatnie! Patrzy na mnie, jak 

dziecko  na  ciastko  z  kremem!  Do  diabła,  Sid!  Ona  uwierzyła  w  tę  reklamową  szopkę!  Żyje 

marzeniami i czeka, kiedy się jej oświadczę! 

– Przesadzasz – mruknął Sid.   

– Wcale nie! 

– No dobrze, może masz rację – zgodził się.   

–  A  poza  tym,  ta  dziewczyna  zachowuje  się  jak  nastolatka.  Nie  ma  w  ogóle  własnego 

zdania, nie potrafi powiedzieć nic oryginalnego. Jest nudna jak flaki z olejem! 

Sid westchnął i wzruszył ramionami. Wiedział, że ma rację.   

– No, a nawet jeśli tak jest? Nie musisz się odzywać”, a wszystko będzie dobrze. To tylko 

jeden wieczór, Jace. Przecież nie zaciągnie cię do ołtarza! 

Jace  uderzył  pięścią  w  ścianę  i  odetchnął  głęboko,  starając  się  pohamować  narastającą 

wściekłość. Odwrócił się z wysiłkiem.   

–  Słuchaj,  Sid.  Próbuję  ci  wytłumaczyć  moje  stanowisko,  bo  chcę,  żebyś  ty  z  kolei 

wyjaśnił całą tę sytuację w wytwórni. Jak wiesz, mam dziewczynę i to jest jedyna kobieta, z 

którą  chciałbym  pokazywać  się  publicznie.  Niepotrzebne  mi  są  teraz  żadne  komplikacje,  a 

jeśli pójdę z Sandrą na premierę, wszystko się straszliwie pogmatwa. Nie namawialiby mnie 

do  demonstracyjnego  pokazywania  się  z  Sandrą,  gdybym  był  żonaty.  Dadzą  sobie  diabelnie 

dobrze radę bez tego przedstawienia i teraz. Rozumiesz? 

Siwowłosa głowa Sida poruszyła się potakująco.   

– Ja rozumiem, ale ty nie. Kiedy podpisałeś ten kontrakt, dałeś im wolną rękę w sprawach 

reklamy.  Nie  masz  żony,  więc  to  jest  dyskusja  akademicka.  Do  tej  pory  odrzuciłeś  już  trzy 

propozycje i teraz nie popuszczą. Nie masz wyboru.   

–  Jakie  trzy  propozycje?  –  Jace  popatrzył  na  niego  ze  zdziwieniem.  –  Mówisz  o  tym 

wyjeździe do Nowego Jorku na otwarcie jakiegoś klubu? 

–  Tak  –  potwierdził  Sam.  –  I  jeszcze  tamta  premiera  i  zdjęcia  z  Ericą  w  Meksyku  w 

zeszłym tygodniu.   

background image

– Ty to nazywasz reklamą? – Jace spytał z niedowierzaniem i pochylił się nad biurkiem. 

Agent nie odsunął się i nie wyglądał na przestraszonego. Siedział spokojnie, patrząc na Jace’a 

ze smutkiem.   

– Dobrze wiesz, że tak było. Teraz naprawdę nie możesz odmówić. Albo dostosujesz się 

do  ich  wymagań,  albo  pożegnasz  się  z  możliwością  nakręcenia,  czy  choćby  znalezienia 

pieniędzy na wyprodukowanie tych wymarzonych, ambitnych filmów, o których tyle mówisz. 

W  tej  branży  wieści  szybko  się  rozchodzą.  Ani  się  obejrzysz  a  wszyscy  będą  wiedzieli,  że 

trudno się z tobą współpracuje.   

– Wcale nie muszę kręcić filmów w dużych wytwórniach. Mogę nawet założyć własną – 

Jace spojrzał zaczepnie na Sida, ale miał niewyraźną minę. Nagle odechciało mu się walczyć i 

opadł ciężko na skórzany fotel.   

– Wygrałeś, Sid – powiedział bezbarwnym  głosem. Agent wstał, a jego twarz rozjaśniła 

się w uśmiechu.   

Poklepał Jace’a po ramieniu.   

–  Nie  martw  się,  Jace.  Wszystko  pójdzie  dobrze,  obiecuję.  I  założę  się,  że  jeżeli 

wytłumaczysz wszystko April, ona też zrozumie – dodał, starając się uspokoić aktora.   

– Tak...   

– Czy April była z tobą na przyjęciu w zeszłym tygodniu? 

– Tak – Jace wbił wzrok w podłogę, brwi miał ściągnięte.   

– Widziałem ją tylko kilka razy, ale zdążyłem zauważyć, jaka jest urocza. I nie wydawało 

mi się, żeby miała coś przeciwko tym kilku zdjęciom, które wtedy zrobiliście sobie z Sandrą. 

Jesteś pewien, że nie wyolbrzymiasz problemu? 

– Uwierz mi, Sid. Ja wiem, co mówię.   

Wkrótce  po  tej  rozmowie  Jace  opuścił  gabinet.  Przeszedł  przez  sekretariat  z  rękoma  w 

kieszeniach  i  oczyma  wbitymi  w  podłogę.  Nie  miał  ochoty  odpowiadać  na  kokieteryjne 

spojrzenia sekretarki, tak samo jak nie miał najmniejszej ochoty iść na tę przeklętą premierę.   

Niech  to  diabli!  Szkoda,  że  wcześniej  nie  ożenił  się  z  Flynn.  Uniknąłby  wtedy  tej 

idiotycznej  sytuacji!  Gdyby  była  jego  żoną,  nie  proponowano  by  mu  takich  tanich  chwytów 

reklamowych  i  na  pewno  nie  z  udziałem  jakiejś  głupiej  aktoreczki.  Ale  ponieważ  jest 

oficjalnie  wolny,  nie  ma  argumentów,  musi  się  poddać.  W  przeciwnym  razie  narazi  się  na 

kłopoty.  Niewykluczone,  że  będzie  musiał  pożegnać  się  z  myślą  o  jakiejś  poważnej 

dramatycznej  roli.  Wiedział,  że  podołałby.  Miał  już  dość  lekkich  rozrywkowych  filmów, 

chociaż to właśnie dzięki nim zdobył popularność. 

Czas  najwyższy  porwać  się  na  coś  większego.  Gdyby  tylko  udało  mu  się  trafić  na 

odpowiedni  scenariusz  i  znaleźć  dobrych  aktorów  do  pozostałych  ról,  mógłby  się  wykazać. 

Może nawet sięgnąłby po Oskara. No, trochę się chyba zagalopował...   

Ale  teraz  naprawdę  nie  miał  wyboru.  Albo  zatańczy,  jak  mu  zagrają,  albo  będzie  miał 

bardzo długie wakacje. Sprawa była aż nadto oczywista.   

Tylko co powiedzieć April? 

 

April  wróciła  do  domu  wcześnie.  Postanowiła  odrobić  zaległości  w  lekturze.  Wzięła  do 

background image

ręki  prawniczą  książkę.  Już  od  sześciu  miesięcy  usiłowała  ją  przeczytać,  ale  bez  większych 

rezultatów.  Kiedy  zadzwonił  telefon,  zaznaczyła  palcem  miejsce,  w  którym  skończyła  i 

podniosła  słuchawkę.  Chętnie  oderwała  się  od  czytania,  ale  miała  nadzieję,  że  nie  jest  to 

któryś z klientów. Pomyślała, że to może Jace.   

– Słucham? 

– Halo, kto mówi? – Młody kobiecy głos był ostry i stanowczy. April była pewna, że już 

go kiedyś słyszała.   

– Sprzątaczka. Kto dzwoni? – odpowiedziała bez zastanowienia. Nie była w nastroju do 

prowadzenia  grzecznej  rozmowy  z  zarozumiałymi  gwiazdkami.  A  szczególnie  z  taką,  która 

przewracając oczyma wiesza się przy wszystkich na ramieniu Jace’a.   

– Mówi Sandra Tanner. Chciałam rozmawiać z panem Sullivanem.   

–  Nie  ma  go  w  domu  –  odezwała  się  słodkim  głosem.  –  Czy  mogę  w  czymś  pomóc?  – 

Może bilet na księżyc, na jakiś dalekomorski statek? A może po prostu pomóc utopić się? 

–  Proszę  mu  tylko  przekazać,  żeby  do  mnie  zadzwonił.  Jesteśmy  umówieni  na  piątek 

wieczorem  i  muszę  wiedzieć,  o  której  po  mnie  przyjedzie  –  odpowiedziała  Sandra  i  telefon 

zamilkł.   

Zapanowała  cisza.  April  wstrzymała  oddech.  Zaraz  jednak  serce  zaczęło  bić 

nieprzytomnie.  Drżącą  ręką  odłożyła  słuchawkę.  Niewidzącym  wzrokiem  patrzyła  w  ścianę, 

ale  zamiast  niej  widziała  Jace’a  i  Sandrę  stojących  z  uśmiechem  wśród  błyskających  lamp 

fotoreporterów.  Czy  odgrywali  jakąś  rolę,  czy  byli  naprawdę  sobą  zainteresowani?  A  może 

Jace  odwzajemniał  uczucia  Sandry  a  April  wmówiła  sobie,  że  to  tylko  gra?  Ręce  April 

zacisnęły  się  na  myśl  o  tych  wszystkich  uśmiechach,  miłych  słówkach  i  znaczących 

spojrzeniach Jace’a i Sandry.   

Była  taka  niemądra!  Zazdrość  wypełniała  jej  serce  i  umysł,  nie  dopuszczając  do  głosu 

rozsądku. Patrzyła niewidzącymi oczami. Odetchnęła kilka razy  głęboko,  żeby się uspokoić, 

zanim  odważyła  się  zrobić  parę  kroków.  Z  wysiłkiem  dotarła  do  sofy  i  usiadła,  spoglądając 

przez  szklane  drzwi  na  ogród.  Wściekłość  ustępowała  powoli,  na  jej  miejsce  pojawiło  się 

uczucie bólu.   

Bezwiednie wzięła do ręki swoją niedawną lekturę, Spojrzała na nią, jakby widziała ją po 

raz pierwszy. Jest w końcu samodzielną adwokatką i nie powinna siedzieć i rozpaczać tylko 

dlatego, że jakaś niewiele warta aktoreczka ubzdurała sobie, że ma randkę z Jace’em. Poczuła 

nieprzyjemny ucisk w żołądku. Przełknęła łzy.   

Przez cały ten czas, kiedy podejmowała usilne wysiłki, żeby się jej oświadczył, on kręcił 

z inną za jej plecami! Nie, nie robił tego. Musi być sprawiedliwa. To Sandra twierdziła, że tak 

jest. A to nie to samo. Ten drań wykorzystywał ją, a tymczasem miał inne kobiety na boku... 

Nie, to nieprawda. Przecież spędzał z nią wolny czas. Ale skąd ta pewność, że to był cały jego 

wolny  czas?  Wierzyła  mu  na  słowo.  Nie  miała  innego  wyjścia.  Ostatecznie  ich  związek 

opierał się na wzajemnym zaufaniu.   

Zacisnęła  powieki,  starając  się  powstrzymać  łzy.  Porozmawia  z  Jace’em.  Kocha  go 

przecież, i on ją kocha. Nie postąpiłby tak niegodziwie, na tyle poznała go już przez ostatnie 

trzy  lata.  Byli  ze  sobą  dostatecznie  długo,  by  nie  dokuczać  sobie  w  ten  sposób.  Musi  mu 

background image

wierzyć  i  ufać,  chyba  że  stałoby  się  coś,  co  by  ją  przekonało,  że  nie  ma  racji.  Ale  Sandra 

Tanner ze swoim wybujałym biustem i talią Scarlett O’Hary była prawdziwym zagrożeniem! 

Nalała sobie wina i z kieliszkiem w ręku usiadła na tarasie zapatrzona w zachód słońca. 

Nie upłynęło zbyt wiele czasu, a samochód Jace’a podjechał pod dom.   

Odwróciła  głowę  i  przyglądała  się  Jace’owi,  który  szedł  w  jej  kierunku.  Wyglądał 

elegancko i świeżo w czarnej marynarce przewieszonej przez ramię i odpowiednio dobranych 

spodniach i koszuli. Ale po bliższym przyjrzeniu się dostrzegła na jego twarzy znużenie. Brwi 

miał ściągnięte, czoło przecinała głęboka zmarszczka.   

April wskazała mu butelkę wina.   

–  Nalej  sobie,  Jace.  Wyglądasz  na  zmordowanego.  Rzucił  jej  szybkie  spojrzenie. 

Zauważył, że nie była w lepszej formie od niego. Poczuł ukłucie w sercu.   

–  Ty  też  nie  prezentujesz  się  najlepiej.  Dobrana  z  nas  para.  Usiadł  obok  niej  i  przez 

dłuższą chwilę wiercił się, nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji na spiętrzonych poduszkach. 

W końcu oparł jedną nogę na ceglanym murku otaczającym taras.   

– Jak tam sprawy w sądzie? 

–  Nic  nadzwyczajnego  –  odpowiedziała  wymijająco  i  spojrzała  na  niego  wymownie. 

Prawdę  mówiąc  dzień  miała  udany  i  raczej  przyjemny,  zupełnie  odwrotnie  niż  wieczór  w 

domu. Kiedy odchylił głowę i przymknął oczy, stwierdziła: 

– Zdaje się, że spędziłeś cały czas na zdjęciach i w garderobie.   

– Z małym wyjątkiem. Byłem u Sida w jego biurze.   

– Naprawdę? Podpisałeś już nowy kontrakt? 

– Nie – odrzekł krótko, otwierając nagle oczy i patrząc badawczo na kieliszek z winem, 

który trzymał w ręku. Zawahał się przez moment i dodał: – Pokłóciliśmy się.   

Serce zabiło jej mocniej. Zaczęło się.   

– O co? 

– O kampanię reklamową i sposób jej przeprowadzenia.   

– I... ? 

–  I  przegrałem.  –  Obrzucił  ją  ukradkowym  spojrzeniem,  żeby  zobaczyć,  jakie  to  na  niej 

robi  wrażenie,  ale  jej  twarz  była  pozbawiona  wyrazu.  Nie  zrozumiała  albo  nie  chciała 

zrozumieć.   

– W jakim sensie przegrałeś? – zapytała cicho. Wypiła odrobinę wina. Nagle pożałowała, 

ż

e  to  nie  szkocka.  Na  tym,  zdaje  się,  zasadza  się  alkoholizm  –  ucieczka  od  prawdy  i 

rzeczywistych kłopotów.   

–  Ludzie  z  wytwórni  twierdzą,  że  nie  zrobiłem  zbyt  wiele  dla  reklamy,  że  obiecywałem 

znacznie więcej. No i każą mi iść na jakąś premierę. – Wciąż nie rozumiała. To będzie chyba 

znacznie trudniejsze, niż przypuszczał.   

–  I  co  z  tego?  –  spytała,  bawiąc  się  kieliszkiem.  Patrzyła  wciąż  na  przepiękny  zachód 

słońca.   

–  To  ma  być  taki  występ  na  pokaz.  Mam  towarzyszyć  Sandrze  Tanner  na  premierze  jej 

ostatniego filmu. – Zacisnął zęby i czekał na jej odpowiedź.   

– Tak? To brzmi prawie jak zapowiedź dobrej zabawy. Kiedy? – Wypiła do końca wino i 

background image

odstawiła kieliszek na mały stolik. Przymknęła oczy. Modliła się, żeby nie dostrzegł, jak drżą 

jej ręce. Starała się opanować za wszelką cenę.   

– W piątek – odpowiedział cicho, patrząc jej prosto w oczy. Twarz miała wciąż obojętną. 

Czy naprawdę tak mało ją to obchodziło? – Chodzi o to, żeby stworzyć pozory, iż mamy ze 

sobą romans. To przysporzy rozgłosu filmowi, który teraz robimy.   

– Trochę głupie, nie uważasz? 

– Oczywiście. – Patrzył na nią uważnie i zastanawiał się, dlaczego nie jest zła. Czegoś nie 

rozumiał. To nie była April, którą znał i z którą żył od trzech lat. To była jakaś obca kobieta. 

Na  przekór  sobie  zaczął  się  nagle  tłumaczyć:  –  Do  tej  pory  nie  zgadzałem  się  na  żadne 

reklamowe sztuczki, więc tym razem zagrozili mi obcięciem funduszy na film, który chciałem 

nakręcić w przyszłym roku. Twierdzą, że najpierw trzeba wypromować ten film.   

– Proponowali ci już kiedyś coś takiego? – W jej głosie nie było cienia zainteresowania, 

zupełnie jakby chciała podtrzymać konwersację, a nie dlatego, że chciała znać odpowiedź.   

– Tak, ale im odmawiałem. To by oznaczało wyjazdy i przebywanie z dala od... od domu. 

Jeden  pomysł  dotyczył  telewizji,  drugi  wywiadów  udzielanych  razem  z  moją  matką  – 

odpowiedział chłodnym głosem.   

–  Więc  zamiast  pokazywać  się  światu  z  matką,  wolisz  występy  u  boku  Sandry  Tanner. 

Tak? – Wbrew swojej woli głos miała teraz lodowaty. To wszystko było trudne do zniesienia. 

Jedynie lęk nie pozwalał jej wstać i odejść. Strach przed zrobieniem z siebie idiotki.   

– Nie, do diabła! To nie tak! Nie dali mi wyboru. Po prostu zakomunikowano mi dzisiaj, 

ż

e mam tam być, bo jeśli nie, to...   

– W porządku, mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawił. Słyszałam, że na premierach 

jest  bardzo  interesująco.  –  Przełknęła  z  wysiłkiem  ślinę.  Gardło  miała  wyschnięte.  Chciała 

koniecznie zachować dumę i postanowiła uciec się do kłamstwa. – Poza tym, umówiłam się 

już na kolację z pewnym adwokatem, właśnie na piątek. Pracuje nad sprawą, która wiąże się z 

moją, więc poprosił mnie o konsultacje.   

Oczy Jace’a zwęziły się niebezpiecznie.   

– Nigdy przedtem tego nie robiłaś – powiedział oskarżycielskim tonem.   

–  Wiem.  Akurat  tak  się  złożyło  tym  razem.  Tak  więc  oboje  będziemy  mieli  zajęty 

wieczór. Ani ty nie musisz mieć wyrzutów sumienia, że zostawiasz mnie samą w domu, ani 

ja.   

–  To  rzeczywiście  świetnie  –  stwierdził  sarkastycznie.  –  A  kiedy  to  miałaś  zamiar 

powiedzieć mi o tej swojej randce? W piątek wieczorem? 

– Umówiłam się dzisiaj i od razu ci mówię – odpowiedziała i zacisnęła mocniej dłonie.   

– Tak. Zdumiewający zbieg okoliczności.   

Spojrzała na niego zaskoczona.   

– O co ci chodzi, Jace? 

– Nic takiego. Po prostu wracam do domu po okropnym dniu i od razu dowiaduję się, że 

moja pani umówiła się na spotkanie z innym mężczyzną! 

– To tylko zawodowe obowiązki! Występ z Sandrą to też część twojej pracy, prawda? – 

spytała  niewinnym  głosem.  Pochyliła  się  i  wzięła  do  ręki  kieliszek,  tylko  po  to,  by  zająć 

background image

czymś ręce. Czuła na sobie jego palące spojrzenie. Kropla czegoś mocniejszego na pewno by 

jej teraz nie zaszkodziła.   

– Ja z pewnością nie spotykam się dla przyjemności, ale nie jestem tego zupełnie pewien, 

jeśli chodzi o ciebie! 

–  Mam  podobne  wrażenie,  Jace.  –  Odwróciła  się  i  po  raz  pierwszy,  odkąd  zaczęli  tę 

rozmowę  spojrzała  mu  prosto  w  oczy.  –  Uważasz  za  rzecz  normalną,  że  ty  umawiasz  się  z 

inną  kobietą,  na  dodatek  z  taką,  która  szaleje  za  tobą  i  rozgłasza  to  wszystkim  dookoła,  a 

tymczasem  ja  nie  mogę  spotkać  się  z  kolegą  po  fachu  i  porozmawiać  o  sprawach  czysto 

zawodowych? 

Rozumiał dobrze, do czego zmierza i zdawał sobie sprawę, że ma rację. Po raz drugi tego 

dnia poczuł, że wszystko wymyka mu się z rąk.   

–  Nie  –  zaprzeczył  zniżając  głos  –  nie  o  to  mi  chodzi.  Ale  nie  jestem  przesadnie 

ucieszony, że spotkasz się z kimś innym. Również nie napawa mnie zadowoleniem myśl, że 

muszę zabrać tę głupawą aktoreczkę na premierę i że wszyscy pomyślą, że lubię kobiety tego 

rodzaju. – Był zdenerwowany i zły. – Ale zobowiązano mnie do tego, podczas gdy ty idziesz 

tam z własnej woli. Do diabła, Flynn, nie masz prawa tego robić! 

– Czy powiedziałeś to wszystko Sidowi? – spytała cicho.   

–  Tak!  Powiedziałem!  Ale  ponieważ  nie  jesteśmy  po  ślubie,  świat,  nie  mówiąc  już  o 

mojej  wytwórni,  nie  ma  pojęcia  o  naszym  związku.  –  Zobaczył,  że  zbladła.  Wiedział,  że 

poruszył temat, którego  oboje unikali starannie przez ostatnie trzy lata.  Odetchnął i dodał: – 

Ale myślałem, że to ci odpowiada, Flynn.   

– Tak. Nie mniej niż tobie – stwierdziła.   

Reszta wieczoru minęła im w milczeniu. Zjedli kolację, a potem odpoczywali, czytając w 

salonie.  Poza  zwykłym:  „Podaj  mi  sól”,  czy  „Chcesz  jeszcze  herbaty?”  nie  padło  ani  jedno 

słowo.   

Poranek  czwartkowy  nie  przyniósł  poprawy.  Wypili  jak  zwykle  kawę  w  sypialni,  ubrali 

się i pojechali do pracy, każde swoim samochodem. Przez całą drogę April czuła narastające 

zdenerwowanie.   

– Jak tam Wielki Plan? – zapytał Sam, kładąc przed nią jakieś papiery.   

– Chyba upadł – odpowiedziała bezbarwnie. Nagle jednak oczy jej zabłysły. – Sam, czy 

wyświadczysz mi wielką przysługę? 

Zawahał się przez chwilę.   

– Jeśli będę mógł i jeśli to będzie zgodne z prawem...   

–  Nic  z  tych  rzeczy  –  zawołała  szybko.  Nie  widział  jej  nigdy  tak  zdeterminowanej.  – 

Muszę  się  spotkać  z  adwokatem.  Przystojnym,  ale  bez  przesady.  Takim,  który  będzie  miał 

ochotę na darmową kolację. W piątek.   

– Po co? – zmarszczył brwi. Zorientował się, że myśli intensywnie, ale nie rozumiał, do 

czego to wszystko zmierza.   

– Żeby porozmawiał ze mną o pracy i towarzyszył mi przez cały wieczór. – Uśmiechnęła 

się  widząc  jego  zdumienie,  zachwycona  prostotą  pomysłu.  –  Nie  widzę  żadnego  problemu. 

Powinien spotkać się ze mną przed restauracją, którą ja wskażę, zjeść ze mną kolację, a potem 

background image

wyjść. To wszystko.   

– Ja nie wystarczę? 

–  Nie.  Wybacz,  Sam,  ale  aż  przez  dwa  lata  przekonywałam  Jace’a,  że  łączy  nas  tylko 

przyjaźń. Jest głęboko przekonany, że związek  między dwojgiem ludzi różnej płci nie może 

być platoniczny. Wcale nie przesadzam.   

Sam wzruszył ramionami.   

–  Jeśli  uważasz,  że  nie  mam  ochoty  na  darmową  kolację  i  rozmowę  o  prawie,  w 

porządku...   

–  Wcale  nie  to  miałam  na  myśli,  Sam!  –  April  zrozumiała  w  końcu,  że  nie  wyraziła  się 

zbyt  jasno.  –  Szukam  kogoś,  kogo  Jace  zauważy.  Chcę  się  z  nim  podroczyć,  chcę  go 

zaniepokoić.   

To wyjaśnienie zrobiło swoje.   

– Ach, tak – w ciemnych oczach Sama błysnęło zrozumienie. Uśmiechnął się w duchu. I 

kto  powiedział,  że  mężczyźni  są  solidarni?  –  W  takim  razie  mam  bardzo  odpowiedniego 

faceta.  Weteran  z  Wietnamu,  właśnie  zaczął  studia  prawnicze.  Ma  bardzo  mało  pieniędzy  i 

prawie  zawsze  jest  głodny.  Będzie  zachwycony.  Poza  tym  ma  w  sobie  coś  z  kiepskiego 

aktora. Czy Jace tam będzie? 

–  Nie  –  odparła  April  w  zamyśleniu.  –  Idzie  na  premierę.  Ale  myślę,  że  uda  mi  się  go 

namówić, żeby mnie podwiózł.   

– Wojna na całego? – Sam domyślił się.   

– Tak, najgorsza, jaka może być: między mężczyzną a kobietą. – Na twarzy April widać 

było zdecydowanie. Wygra.   

–  Niech  Bóg  ma  w  swej  opiece  pokonanego  –  mruknął  Sam  wychodząc.  Przy  drzwiach 

odwrócił  się  i  dodał:  –  Mam  nadzieję,  że  to  nie  będziesz  ty.  Jace  ma  więcej  doświadczenia, 

niż przypuszczasz. Przy odrobinie wysiłku może cię wyprowadzić w pole.   

–  Mam  nadzieję,  Sam  –  April  zaśmiała  się.  –  Naprawdę  mam  nadzieję.  Pokonanemu 

okazuje się litość. Jace potrafi współczuć. – Uśmiech powoli zamarł jej na ustach. Pomyślała 

o  tym,  co  przed  chwilą  powiedziała.  Ma  szansę,  dopóki  Sandra  Tanner  nie  wysunie  się  na 

pierwszy plan.   

Sam  pokręcił  głową  z  niedowierzaniem.  Zamknął  za  sobą  drzwi  i  podszedł  do  telefonu. 

Westchnął cicho. April będzie potrzebna pomoc. Zabawne, ale był przekonany, że Jace też nie 

obejdzie  się  bez  wsparcia.  April  była  tylko  kobietą,  ale  niezwyczajną  kobietą!  Zapowiadała 

się niezła bitwa, niezależnie od tego, kto wygra.   

 

– Możesz zajechać po mnie do biura dziś po południu? – April zatelefonowała do Jace’a 

w piątek rano. – Wiem, że musisz wcześnie wyjść, ale ja też. Powinniśmy się oboje przebrać 

na wieczór i... – zawiesiła głos.  Z ciszy po drugiej stronie wywnioskowała, że dopowiedział 

sobie resztę.   

– O czwartej – zaproponował sucho. – Przed budynkiem.   

– Świetnie – zawołała i odłożyła słuchawkę. Początek miała już za sobą. Musiała jeszcze 

namówić  Jace’a,  żeby  ją  podwiózł  do  restauracji,  gdzie  miał  na  nią  czekać  Leo.  Zacisnęła 

background image

kciuki i zmówiła kolejną modlitwę.   

Droga do domu minęła w ciszy i napięciu. Jace zaciskał z całej siły ręce na kierownicy, 

April trzymała zaciśnięte dłonie na kolanach.   

Najlepiej byłoby objąć go i błagać, by nigdzie nie szedł. Zostań ze mną i kochaj mnie” – 

chciała powiedzieć, ale nie mogła wykrztusić ani jednego słowa przez zaciśnięte gardło.   

Przebrali  się  w  milczeniu,  Jace  po  jednej  stronie  wielkiego  łóżka,  a  ona  po  drugiej. 

Napływające  do  oczu  łzy  przeszkadzały  jej  i  z  trudem  się  umalowała.  Mocując  się  z 

zapięciem wciągnęła sukienkę w kolorze kości słoniowej.   

Kiedy wreszcie skończyła się ubierać, usiadła w salonie, czekając na Jace’a.   

Wyglądał  bardzo  oficjalnie  i  sztywno  w  idealnie  skrojonym  smokingu.  Obrzucił  ją  z 

ukosa lodowatym spojrzeniem. Podszedł prosto do barku i nalał sobie szkockiej.   

– Czy ten „adwokat” przyjedzie po ciebie? 

–  Nie.  Umówiłam  się  z  nim  w  restauracji  –  powiedziała  czując,  jak  serce  ucieka  jej  w 

pięty. Był zły, ale nie wydawał się zazdrosny, podczas kiedy ją zazdrość po prostu rozsadzała. 

– Wezwę taksówkę.   

– Dokąd jedziesz? 

– Do Tracer’s Lodge, to nowy lokal.   

Przytaknął, czoło przecinała mu pionowa zmarszczka.   

– A jak wrócisz do domu? 

–  Leo  podwiezie  mnie  do  mojego  samochodu.  Wypił  jednym  haustem  złoty  płyn  i 

ponownie napełnił szklankę. Odwrócił się. Pod wpływem jego spojrzenia poczuła się jeszcze 

bardziej zdenerwowana.   

– Wytwórnia przyśle po mnie limuzynę, będzie tu lada moment. Możemy cię podwieźć. – 

Jeszcze raz uniósł szklankę, opróżnił ją szybko i głośno odstawił na stolik.   

W głuchej ciszy czekali na pojazd z wytwórni. To było najdłuższe i najbardziej męczące 

piętnaście minut w życiu April. Kiedy już miała zamiar przerwać milczenie i wyznać prawdę, 

zdając  się  na  jego  wyrozumiałość,  odezwał  się  dzwonek  przy  drzwiach.  Z  mieszanymi 

uczuciami udali się do samochodu, a Jace przez cały czas trzymał ją mocno pod rękę. Uścisk 

był bolesny i nagle powróciła cała jej złość. Jak on śmie być na nią wściekły, podczas gdy to 

on właśnie nie potrafił powiedzieć „nie”! 

Ale kiedy szofer otworzył przed nią tylne drzwi limuzyny, zrozumiała, że najgorsze jest 

dopiero przed nią.   

Roztaczając  cały  swój  pospolity  wdzięk,  Sandra  Tanner  leżała  niemal  na  pluszowym 

siedzeniu. Oczy miała przymrużone, jakby ukrywała podniecenie, a rozchylone usta zdawały 

się czekać na pocałunek. Ubrana była w kreację w stylu lat czterdziestych. Złota lama ściśle 

przylegała do ciała. Ciężka broszka przytrzymywała całość, łącząc dwa kawałki materiału na 

obnażonym, białym ramieniu.   

April  zerknęła  na  Jace’a  niebezpiecznie  błyszczącymi  oczami.  Ale  na  jego  twarzy 

zobaczyła tylko szczere przerażenie. Pomyślała, że nie wszystko da się zaplanować.   

–  Dobry  wieczór,  panno  Tanner.  Co  słychać?  –  zagadnęła  April,  udając,  że  nie  czuje 

coraz  mocniejszego  uścisku  ręki  Jace’a  usiłującego  odciągnąć  ją  za  łokieć  do  tyłu.  –  Jace 

background image

zaproponował mi, że mnie podwieziecie. Mam nadzieję, że nie ma pani nic przeciwko temu.   

–  Podwieziemy?  –  Sandra  spróbowała  usiąść,  ale  najwyraźniej  pozycja,  w  jakiej 

spoczywała w samochodzie, nie wynikała z jakiejś maniery, lecz z tego, że suknia była zbyt 

ciasna i nie pozwalała normalnie siedzieć. Opadła z powrotem na oparcie.   

–  Właśnie. Jestem  umówiona  niedaleko  miejsca,  do  którego  jedziecie,  więc  Jace  był  tak 

miły i zaproponował mi, że pojedziemy razem – powiedziała April wsiadając jednocześnie do 

limuzyny i zajmując miejsce naprzeciw Sandry, na samym środku kanapy. Wygładziła fałdy 

jedwabnej sukienki na kolanach i założyła nogę na nogę tak, by Jace mógł dobrze je widzieć. 

Zmarszczyła  brwi  z  wyrazem  zaniepokojenia  i  spojrzała  na  Sandrę.  –  Nie  wiedziałam,  że 

samochód zabierze najpierw panią, więc się zgodziłam. Mam nadzieję, że nie sprawi to pani 

przykrości? 

–  Na  pewno  nie,  Flynn.  A  teraz  bądź  już  cicho  –  zasyczał  Jace  przez  zaciśnięte  zęby  i 

usiadł  na  kanapie  obok  Sandry.  Pozostawił  jednak  między  nimi  bezpieczny  odstęp  i  April, 

patrząc  w  tę  stronę,  nie  mogła  powstrzymać  uśmiechu.  Całe  to  udawanie  okazywało  się 

rzeczą znacznie prostszą, niż można było przypuszczać! 

Sandra patrzyła to na Jace’a, to znów na April.   

–  Czy  wy...  czy  wy  jesteście...  ?  –  Najwyraźniej  nie  miała  pojęcia  o  ich  związku.  April 

znowu  się  uśmiechnęła.  Ta  biedna  dziewczyna  była  tak  przejęta  karierą,  że  nie  zadała  sobie 

trudu, żeby dowiedzieć się czegoś o życiu prywatnym Jace’a! 

–  Czy  jesteśmy  małżeństwem?  –  dokończyła  cicho  April  nie  przestając  się  uśmiechać. 

Nie miała odwagi spojrzeć na Jace’a,  ale  czuła na sobie jego uporczywy  wzrok. – Nie. Jace 

nie uznaje takich formalności. – Zawahała się. – Po prostu mieszkamy razem. Zresztą już od 

dawna.   

Wybuch granatu nie wywołałby większego wstrząsu.   

– Flynn – zaczął ostrzegawczo Jace, ale kiedy April odwróciła się do niego, zobaczyła w 

brązowych oczach wesołe iskry.   

Roześmiała się niefrasobliwie.   

– Och, nie przejmuj się, Jace. Założę się, że Sandra jest nowoczesną kobietą. Na pewno 

słyszała już o parach żyjących bez ślubu.   

Sandra natychmiast podchwyciła to, co zostało jej podpowiedziane.   

– I to nie raz. Od dawna jesteście ze sobą? 

– Wystarczająco długo – odpowiedzieli chórem. Spojrzeli na siebie i roześmieli się. Ile to 

już razy przytrafiało im się to w ciągu ostatnich trzech lat? Tak często, że zdawało się im, że 

prawie zawsze myślą o tym samym.   

– Wiec dlaczego...? – Sandra była najwyraźniej zakłopotana. April było jej niemal żal.   

Jace popatrzył na obie jadące z nim kobiety. Rozluźnił się nagle.   

– Dlaczego zabieram cię na tę premierę? – dokończył łagodnie.   

Sandra kiwnęła twierdząco głową, nie zwracając już uwagi na April.   

– Agent ci nie powiedział? – spytał Jace. Kiedy Sandra zaprzeczyła, dodał: – Wyjaśnię ci 

to później.   

Jace wskazał szoferowi, gdzie mają podwieźć April i reszta drogi do restauracji minęła w 

background image

milczeniu.   

Z każdym przejechanym kilometrem April była coraz bardziej zdenerwowana. To już nie 

była lekcja, którą chciała dać Jace’owi, aby zrozumiał wreszcie, że ją kocha. Sposób, w jaki 

ranili się nawzajem był okrutny i niewybaczalny. Nagle uświadomiła sobie, że byłoby lepiej, 

gdyby powiedziała głośno, co czuje, że się boi i jak cierpi. A potem wysłuchałaby spokojnie 

wyroku, jaki Jace wydałby na ich związek. Jej pomysł polegający na piętrzeniu problemów w 

celu  rozwiązania  tego  podstawowego  okazał  się  najgorszy  ze  wszystkiego,  co  mogła 

wymyślić. Zachowała się jak tchórz, nie stawiając sprawy jasno i nie wyjaśniając wszystkiego 

Jace’owi.  Popełniła  błąd  i  teraz  za  niego  płaciła,  bez  względu  na  to  jakie  intencje  nią 

kierowały.   

Ale  teraz  było  już  za  późno,  by  cokolwiek  zmienić.  A  może  jednak  nie?  Spojrzała  na 

Jace’a. Widziała tylko jego profil, zwrócony w stronę okna. Pochyliła się do przodu i położyła 

rękę na jego kolanie, by zwrócić na siebie jego uwagę.   

–  Jace  –  zaczęła,  ale  poczuła  od  razu,  że  cofa  nogę.  Samochód  zatrzymał  się.  Podążyła 

oczyma za jego lodowatym spojrzeniem.   

Leo stał na brzegu chodnika, najwyraźniej na nią czekając. Wyglądał znacznie lepiej, niż 

można było przypuszczać na podstawie fotografii. Był mniej więcej tego samego wzrostu, co 

Jace, miał podobnie jak on szerokie ramiona, był dobrze zbudowany i przystojny. Włosy miał 

jasne,  a  brwi  ciemne.  Przyglądał  się  jej  badawczo  orzechowymi  oczami.  Dokładne 

przeciwieństwo kogoś, kogo chciałaby wezwać na pomoc do rozwiązania swoich problemów.   

Zerknęła  na  Jace’a,  mimochodem  zauważając  narastające  zainteresowanie  w  oczach 

młodej aktorki. Jace siedział sztywno. Był wściekły. Nie można było tego inaczej nazwać.   

Z  opanowaniem,  jakiego  jeszcze  u  niego  nie  zaobserwowała  ostrożnie  otworzył  drzwi 

samochodu i odwrócił się w jej stronę, aby pomóc jej wysiąść. Jego ręka była zimna i obca. 

Nie zaszczycił jej nawet spojrzeniem.   

Leo  zbliżył  się  do  samochodu.  Położył  obie  dłonie  na  jej  ramionach  i  mrucząc  coś,  co 

brzmiało  jak  powitanie,  pocałował  ją  głośno  w  policzek.  W  jego  oczach  widać  było  szczerą 

radość. Najwyraźniej został dokładnie pouczony przez Sama. 

– Myślałem, że już nigdy nie przyjedziesz – powiedział niskim, aksamitnym głosem.   

–  Jednak  jestem  –  odpowiedziała  bezwiednie,  nie  mając  pewności,  co  powinna  teraz 

zrobić.   

Ale  niepotrzebnie  się  martwiła.  Jace  wskoczył  do  samochodu,  który  natychmiast  ruszył, 

włączając  się  płynnie  w  uliczny  ruch.  Patrzyła  za  nim,  a  łzy  znowu  napłynęły  jej  do  oczu. 

Serce przepełniał smutek. Widziała, jak Jace pochyla się do aktorki siedzącej obok niego.   

background image

ROZDZIAŁ 6 

 

April straciła ochotę na kolację, ale na Leo spotkanie z Jace’em najwyraźniej nie zrobiło 

ż

adnego wrażenia. Uśmiechał się do niej czarująco, gdy wchodzili do restauracji. Z galanterią 

wziął na siebie obowiązek zamówienia menu i wyboru wina. Zachowywał się tak, jakby to on 

zaprosił ją na randkę.   

Błyszczące  oczy  Lea  i  jego  niski,  głęboki  śmiech  wciąż  przywodziły  April  na  myśl 

Jace’a. Jednak dosyć szybko wrócił jej dobry humor. Prawdę mówiąc, cały ten nie kończący 

się monolog o jakiś błahych zdarzeniach z jego życia naprawdę ją rozbawił i podczas kolacji 

często  się  śmiała.  Od  czasu  do  czasu  powracały  wyrzuty  sumienia  i  poczucie  winy.  Ale  nie 

można było poznać Lea i nie ulec jego specyficznemu urokowi. Był świetnym kompanem.   

Leo spojrzał na jej talerz i mrugnął do niej okiem: 

– Sądziłem już, że wszystkie twoje pieniądze pójdą na marne. Ledwie zmęczyłaś zakąskę 

i  sałatkę.  Ale,  jak  widzę,  po  prostu  zamówiłem  nie  to,  co  trzeba.  Wędzony  łosoś  nawet  ci 

smakuje.   

April zachichotała. Zjadła aż trzy plasterki, bo była to jedyna rzecz, która nadawała się do 

jedzenia. Pozostałe potrawy wydawały się jej niejadalne.   

–  Jest  bardzo  dobry  –  powiedziała,  biorąc  do  ust  następny  kawałek  i  udając,  że  się  nim 

delektuje.   

–  Jest  naprawdę  dobry,  czy  tylko  jesteś  bardzo  głodna?  –  dopytywał  się,  a  widząc  jej 

zdziwienie  dodał:  –  Jeśli  wrócisz  do  domu  i  zrobisz  sobie  przed  snem  wielką  kanapkę,  ktoś 

może pomyśleć, że nie miałaś apetytu podczas kolacji. To by była zupełna klęska. – W jego 

oczach  zamigotało  rozbawienie.  –  Ten  „ktoś”  mógłby  nawet  dojść  do  wniosku,  że  podczas 

randki zapomniałaś o jedzeniu, bo byłaś zachwycona towarzystwem.   

April oparła się wygodnie i po raz pierwszy poważnie spojrzała na siedzącego przed nią 

mężczyznę.  Był  inteligentny,  bystry,  przystojny  i  miło  się  z  nim  rozmawiało.  Na  pewno 

podobał się większości kobiet. Nie był to jednak  Jace Sullivan i nic nie mogło zmienić tego 

faktu.   

Odłożyła widelec, rezygnując z jedzenia na siłę.   

–  Dlaczego  to  robisz,  Leo?  –  spytała  naprawdę  zaciekawiona.  –  Zgodziłeś  się  pójść  na 

kolację z kimś zupełnie nieznajomym, nie mając pojęcia, w co się pakujesz.   

–  Sam  mnie  poprosił  –  odpowiedział  szczerze.  –  Powiedział,  że  jesteś  dobrym 

prawnikiem i że potrzebujesz przyjaciela. Co do reszty musiałem uwierzyć Samowi na słowo. 

Pomógł mi przy kilku sprawdzianach i od tego czasu jestem mu winien przysługę. Z drugiej 

strony mężczyzna taki jak ja, z nader ograniczonym budżetem, nie ma na ogół szansy pokazać 

się  między  ludźmi  z  kimś  takim  jak  ty,  bo  go  na  to  po  prostu  nie  stać.  –  Uśmiechnął  się,  a 

April  odpowiedziała  mu tym  samym.  –  Kiedy  spytałem  Sama,  dlaczego  on  nie  chce  pójść  z 

tobą,  przyznał  się,  że  zna  zbyt  dobrze  przeciwnika  i  ten  nie  podejmie  wyzwania.  –  W 

zielonych  oczach  znowu  błysnęły  wesołe  iskry.  –  Jeżeli  chodzi  o  tego  mężczyznę  w 

samochodzie,  sądzę,  że  wystąpiłby  przeciwko  samemu  Quasimodo,  gdyby  uznał,  że  jesteś 

background image

nim zainteresowana. April roześmiała się, ale jej oczy pozostały poważne.   

– A jednak darował ci życie.   

–  Od  czasu,  kiedy  byłem  w  wojsku,  nie  widziałem  człowieka,  który  tak  potrafiłby  nad 

sobą zapanować. A był naprawdę wściekły.   

Leo wypił duży łyk wina i zabrał się do zjedzenia ogromnego steku. April nigdy w życiu 

nie widziała kawałka mięsa podobnych rozmiarów. Do tego zamówił jeszcze potężną porcję 

frytek,  warzyw  i  kilka  bułeczek.  Zdaniem  April  wszystko  to  nie  wyglądało  zbyt  apetycznie, 

ale  jemu  najwyraźniej  smakowało.  Z  apetytem  pochłaniał  wszystko,  co  znajdowało  się  na 

talerzu.   

April odsunęła od siebie swoją porcję. Nie była w stanie nic przełknąć.   

–  Dlaczego  właściwie  nie  powiesz  temu  człowiekowi  wprost,  że  go  kochasz  i  chcesz za 

niego wyjść? W jego oczach dostrzegłem rozpacz. – Głos Lea przerwał jej rozmyślania.   

Nie  wiedziała,  dlaczego  siedzi  z  zupełnie  obcym  mężczyzną  i  rozmawia  z  nim  o  tak 

osobistych sprawach. Nigdy przedtem to się jej nie zdarzało.   

–  Zrobiłam  już  pierwszy  krok.  Moja  duma  nie  pozwala  mi  oświadczyć  się  mu.  On  sam 

musi chcieć małżeństwa, inaczej nic z tego nie będzie – odpowiedziała łamiącym się głosem. 

– To on powinien zaproponować mi małżeństwo.   

–  Sądzę,  że  uważa  cię  za  swoją  własność.  Reszta  to  tylko  formalność.  –  Leo  odłożył 

wreszcie sztućce i wyprostował się na krześle. Odetchnął z zadowoleniem i uśmiechnął się do 

niej. – A nie zaszkodziłby mały szantaż? 

– Jace i szantaż? To niemożliwe.   

– Waśnie tak. Jeśli chce ciebie, musi się z tobą ożenić. To proste.   

– A jeśli odmówi? 

– W takim razie nie jest ciebie wart – powiedział Leo z przekonaniem. – Ale założę się o 

moje  stypendium  w  następnym  semestrze,  że  skorzysta  z  tej  okazji,  byleby  tylko  cię 

zatrzymać.   

Czy  Sam  nie  powiedział  jej  tego  na  samym  początku,  zanim  jeszcze  zaczęła  się  ta  cała 

afera? 

– Wiesz, ja naprawdę...   

– Nie zakładam się zbyt często o takie rzeczy jak moje stypendium – stwierdził dobitnie 

Leo, patrząc jej prosto w oczy. – To nie są żarty, panno Flynn. To samo życie. – Z jego oczu i 

sposobu,  w  jaki  pochylił  się  ku  niej,  gdy  to  mówił,  April  zrozumiała  jasno,  że  mówi  jak 

najbardziej  poważnie.  Jednocześnie  próbował  z  nią  flirtować,  a  ona  nie  miała  już  ochoty  na 

ż

adne niespodzianki w swoim życiu.   

–  Dziękuję  –  powiedziała  cicho  i  z  wysiłkiem  skierowała  rozmowę  na  inne,  mniej 

osobiste tematy.   

Resztę  wieczoru  wypełniła  wymiana  zdań  na  temat  jego  nauki  na  uniwersytecie  i  jej 

praktyki adwokackiej. April poczuła się dzięki temu znacznie swobodniej. Czas kolacji minął 

niepostrzeżenie.   

Odwiózł ją do jej samochodu około jedenastej. Kiedy próbowała otworzyć drzwi, uniosła 

na  chwilę  wzrok  i  zobaczyła  światło  w  oknach  swojego  biura.  Nie  zastanawiając  się  długo 

background image

wyjęła kluczyki i ruszyła w kierunku budynku.   

W biurze zastała Sama siedzącego przy biurku, zaczytanego w jakiejś prawniczej książce. 

Sporządzał notatki.   

Uśmiechnęła się do niego z wysiłkiem.   

– Uczysz się o tej porze? Muszę pogadać z twoim profesorem, żeby wiedział, jakiego ma 

pilnego ucznia.   

Początkowe  zdumienie  na  jej  widok  ustąpiło  z  twarzy  Sama.  Uśmiechnął  się  wyraźnie 

znużony.   

– Nie przesadzaj. Mam ciężki egzamin w poniedziałek.   

W innym wypadku byłbym teraz z piękną dziewczyną na wykwintnej kolacji. – Odchylił 

się  do  tyłu,  odkładając  na  stół  długopis.  Krzesło  zatrzeszczało  pod  jego  ciężarem,  ale  nie 

zwrócił na to uwagi. – Jak tam Leo? 

– Świetnie. – April rzuciła kluczyki i torebkę na jedno z niewygodnych krzeseł stojących 

w holu. – Zjedliśmy dobrą kolację i odwiózł mnie tutaj. Kiedy zobaczyłam światła w oknach, 

weszłam, no i jestem.   

– Cała i nietknięta – dokończył, podkładając ręce pod głowę i przeciągając się. – A co z 

Jace’em? 

– Pojechał na miłą przejażdżkę ze swoją panienką.   

–  Jak  zareagował  na  widok  Lea?  –  Sam  nie  zamierzał  łatwo  się  poddać,  chciał  znać 

szczegóły.   

–  Był  wściekły.  Leo  mówi,  że  był  zazdrosny,  ale  ja  go  znam  lepiej.  Zawsze  tak  się 

zachowuje, kiedy ktoś staje mu na drodze. Poza tym kolacja udała się.   

– Jace nigdy nie miał powodu do zazdrości o ciebie, więc nie możesz mieć pewności, że 

właściwie zrozumiałaś jego reakcję.   

– Nie, nie – zaprzeczyła ze smutkiem. – Jace broniłby tak każdej swojej własności.   

Sam odchylił się razem z krzesłem do tyłu.   

– Kiedy spodziewasz się go w domu? 

April  spojrzała  na  niego  obojętnie,  usiłując  za  wszelką  cenę  utrzymać  rozmowę  w  tej 

swobodnej i lekkiej tonacji.   

–  Nie  raczył  mi  powiedzieć.  Jace  raczej  zachowuje  dla  siebie  takie  informacje,  jak 

terminy spotkań i godziny powrotów do domu.   

– April, dlaczego, do diabła, nie powiesz Jace’owi wprost, o co ci chodzi? Po co te gierki? 

To nie pasuje do ciebie.   

April zesztywniała.   

–  To  nie  są  gierki.  Chcę,  żeby  Jace  coś  zrozumiał.  Jeśli  mi  się  to  nie  uda  w  ciągu 

następnych trzech tygodni, skończę z nim. – Jeszcze pół godziny wcześniej zgodziłaby się na 

każdy  warunek  Jace’a.  Jednak  teraz  uparcie  powróciła  do  swej  koncepcji.  No  cóż, 

przywilejem  kobiety  jest  zmienność,  szczególnie  kiedy  grozi  jej  zupełne  załamanie. 

Spróbowała uśmiechnąć się do Sama, żeby pokazać mu, jak mało ją to wszystko obchodzi, ale 

czuła, że uśmiech zmienił się w grymas.   

–  Nie  mogę  w  to  uwierzyć!  –  zawołał,  na  jego  twarzy  malowało  się  prawdziwe 

background image

zdumienie. – Przecież kochacie się! Dlaczego, na litość Boską, ślub ma być taki ważny? 

– Bo chcę, żeby  publicznie zaakceptował nasz związek – orzekła spokojnie April, ale w 

jej głosie przebijał taki upór, że Sam pojął w końcu, jak bardzo tradycyjnie ją wychowano. – 

Muszę  mieć  pewność,  że  Jace  powie  całemu  światu,  iż  ja  należę  do  niego.  Może  jest  to 

staromodne, ale nie zmienię zdania.   

–  Czy  jesteś  tego  pewna,  April?  Czy  naprawdę  o  to  ci  chodzi?  –  Sam  był  wyraźnie 

przejęty.   

Kiwnęła głową, a łzy popłynęły jej po policzkach.   

–  Marzę  o  domu,  który  w  połowie  będzie  należał  do  mnie,  o  dzieciach  podobnych  do 

Jace’a  biegających  i  hałasujących  w  ogrodzie.  Pragnę  jego  miłości  tylko  dla  siebie.  Chcę 

nosić jego nazwisko... Czy nie rozumiesz tego, Sam? 

Sam wyszedł zza biurka i stanął przed nią. Wyglądała na bardzo zmęczoną i potrzebującą 

opieki.  Do  tej  pory  miał  do  czynienia  z  pewną  siebie  adwokatką.  To  jej  nowe  wcielenie 

wprawiło go w prawdziwe zakłopotanie. Nie był pewien, jak powinien postąpić.   

–  No  już  dobrze  –  powiedział  łagodnie,  obejmując  ją.  –  Wypłacz  się  porządnie.  To  ci 

pomoże.   

Wtuliła  się  w  jego  ramiona  i  długo  wypłakiwała  na  jego  piersi  wszystkie  swoje 

nieszczęścia.  Najbardziej  chyba  jednak  opłakiwała  fiasko  swojego  planu  i  brak,  jak  się 

okazało,  wyczucia,  co  jest  słuszne,  a  co  nie.  Taka  gra  nie  była  w  jej  stylu,  szczególnie  w 

stosunku do Jace’a.   

Długo  nie  mogła  się  uspokoić.  Na  jej  twarzy  pojawiły  się  czerwone  plamy,  oczy  miała 

zapuchnięte  i  ciekło  jej  z  nosa.  Oczywiście  żadne  z  nich  nie  miało  chusteczki.  W  końcu 

przełknęła resztki łez i poszła do łazienki.   

Umyła twarz lodowato zimną wodą, usuwając jednocześnie resztki makijażu. Spojrzała w 

lustro. Piękna kremowa suknia była zaplamiona i pognieciona. Siateczka zmarszczek okalała 

oczy. Pojawiły się już jakiś czas temu, ale ostatnio jakby się pogłębiły. Przybywało jej lat, ale 

brakowało życiowej mądrości. Czy Jace zechce spędzić resztę życia z dojrzałą kobietą? Może 

będzie raczej wolał inną: młodszą, ładniejszą, bardziej atrakcyjną? Czy to możliwe, że się mu 

znudziła  i  spowszedniała?  Przyjrzała  się  swojemu  odbiciu.  No,  a  co  z  nią?  Wiedziała,  że 

kocha  i  pragnie  Jace’a.  Ale  czy  jej  marzenia  ograniczały  się  do  posiadania  męża,  dzieci  i 

spokojnego  domowego  życia,  czy  też  była  kobietą  samodzielną  i  niezależną?  Czy  mogłaby 

spędzić  resztę  życia  w  sądzie,  wśród  wciąż  nowych  spraw  i  procesów?  Czy  może  do  pełni 

szczęścia potrzebowała jednego i drugiego? Tak, nabrała pewności, że tak właśnie rzeczy się 

mają.   

 

Jace  pędził  jak  szalony.  Rękoma  ściskał  kurczowo  kierownicę  i  naciskał  bez  umiaru  na 

przemian  to  pedał  gazu,  to  hamulec.  Do  diabła  z  April!  Wrócił  do  domu  spędziwszy  chyba 

najbardziej  nudny  wieczór  w  swoim  życiu,  a  jej  nie  było!  Gdzie,  na  Boga,  mogła  się 

podziewać? Wyobraźnia podsuwała mu niepokojące obrazy. Jechał coraz szybciej.   

Wszystko  ułożyło  się  fatalnie.  Przede  wszystkim  był  w  podłym  nastroju.  Sandra  za 

wszelką  cenę  próbowała  przekonać  prasę,  że  są  w  wielkiej  zażyłości.  Sid  rzucał  mu  groźne 

background image

spojrzenia przez całą długość sali, żeby dać do zrozumienia, że nie dość dobrze odgrywa rolę 

zakochanego. No i myśl o April w ramionach tego... tego szczeniaka. Nie przypominał sobie, 

kiedy przydarzył mu się równie nieprzyjemny wieczór.   

Po premierze wepchnięto ich do limuzyny i zawieziono na eleganckie przyjęcie w jednej 

z najbardziej ekskluzywnych restauracji w mieście. Wpuszczano tylko za zaproszeniami. Jace 

szybko  zaczął  się  straszliwie  nudzić.  Film  był  jednak  znacznie  ciekawszy.  Prawdę  mówiąc, 

nie miał najmniejszej ochoty iść tutaj, ale na dobrą sprawę nie miał wyboru.   

Podczas  gdy  Sandra  zanosiła  się  śmiechem  opowiadając  reporterom,  jak  to  kręcili  jedną 

ze scen miłosnych w ich najnowszym filmie, Jace stał obok z kieliszkiem szampana i marzył 

o  tym,  żeby  to  się  wreszcie  skończyło.  Nie  mógł  się  doczekać  chwili,  kiedy  będzie  mógł 

wyjść.   

Przed  oczami  miał  obraz  April  w  ramionach  tego  nieopierzonego  adwokacika:  April 

całująca  go,  April  omdlewająca  z  rozkoszy  pod  wpływem  jego  wyszukanych  pieszczot. 

Doskonale pamiętał miękką skórę April i jej ciepły głos. Na próżno usiłował myśleć o czymś 

innym. Nie był pewien, kogo najpierw chciałby ukarać: April czy tego chłopaka. Wśród tych 

sprzecznych  odczuć  pojawiło  się  też  pożądanie.  Uzmysłowił  sobie  po  raz  kolejny,  jak 

wspaniale im było razem. Wypił szybko łyk szampana, ale nie mógł pozbyć się wspomnienia 

intymnych chwil z April.   

Kiedy  Sandra  znalazła  się  wreszcie  u  jego  boku,  dookoła  rozległy  się  trzaski  lamp 

błyskowych.  Najwyraźniej  postanowiła  do  końca  odegrać  rolę  zakochanej.  Zarzuciła  mu 

ramiona na szyję i pocałowała go namiętnie. Odruchowo wyciągnął ręce, aby ją powstrzymać 

i niechcący musnął jej piersi. Oczy Sandry rozszerzyły się ze zdumienia, odchyliła głowę do 

tyłu i jej twarz rozjaśniła się w uśmiechu.   

– Nie wiedziałam – zamruczała uwodzicielsko, napierając na niego biodrami.   

– Słuchaj, mam pomysł, nawet sobie nie wyobrażasz, jaki – usłyszał własny głos, zanim 

sobie uświadomił, jak ona może to zrozumieć.   

– Nie – odpowiedziała chichocząc, przysuwając się jeszcze bliżej. Słyszał ten jej śmiech 

przy  samym  uchu  i  doprowadzało  go  to  do  szału.  –  Ale  nie  mogę  się  doczekać,  kiedy  mi 

zdradzisz swój sekret. Może dziś wieczór, tylko trochę później? 

–  No  właśnie!  –  burknął  pod  nosem.  Zdjął  jej  ręce  ze  swojej  szyi  i  obróciwszy  ją  z 

uśmiechem poprowadził do drzwi wyjściowych. Na dziś wystarczy, a jeśli Sid uważa, że nie 

był dość przekonywający, to już jego zmartwienie! 

Kazał  szoferowi  zatrzymać  się  przed  domem  Sandry  i  nie  zadał  sobie  nawet  trudu,  aby 

wysiąść  z  samochodu.  A  potem  kierowca  pojechał  najkrótszą  drogą  do  domu.  Oparł  się 

wygodnie  na  siedzeniu  i  zamknął  oczy.  Uzmysłowił  sobie,  jak  bardzo  potrzebuje  April  i  jej 

słodkich  pocałunków,  a  także  delikatnego,  kojącego  dotyku  jej  rąk  i  jej  miłego, 

uspokajającego  głosu.  Dzięki  April  potrafił  zapomnieć  o  całym  tym  blichtrze 

hollywoodzkiego światka.   

Jednak w domu spotkało go rozczarowanie. Już z daleka dostrzegł, że wszystkie okna są 

ciemne. Nie musiał zachodzić do garażu, jej samochodu nie było. Był zdruzgotany. Ona była 

wciąż z tym przeklętym facetem! 

background image

Zaczął odczuwać wściekłość. Nie zastanawiał się nad sobą i swoimi uczuciami. April nie 

było  w  domu!  Wyskoczył  z  limuzyny  niemal  w  biegu,  zanim  zdążyła  się  zatrzymać. 

Uruchomił błyskawicznie swój samochód i ruszył przed siebie. Nie wiedział właściwie, dokąd 

jedzie.  Gdzie  ma  jej  szukać?  W  restauracji?  Nie.  Na  pewno  już  dawno  skończyli  jeść.  W 

mieszkaniu  tamtego?  Nie  miał  pojęcia,  gdzie  ono  jest.  Nie  pamiętał  nawet  jego  nazwiska. 

Wtedy uświadomił sobie, że zostawiła samochód przed biurem i będzie musiała wrócić. Tam 

na nią zaczeka.   

Od  razu  zauważył  jej  cadillaca  na  parkingu.  Wynikało  z  tego,  że  wciąż  jeszcze  była  z 

tamtym.  Ale  gdzie? Rzucił  okiem  na  zegarek.  Była  już  jedenasta!  Czuł, jak  jego  wściekłość 

narasta.  I  wtedy  zauważył  światła  w  oknach  biura.  Serce  zaczęło  walić  jeszcze  szybciej, 

wydawało mu się, że za chwilę wyskoczy z piersi.   

Więc to tak! Miała czelność zaprosić go do biura. Ale to było jego terytorium! I pewnie 

kochali się teraz na tej samej kanapie, na której on spędził z nią tyle upojnych chwil! A to... 

Przekleństwa,  o  których  nigdy  przedtem  nawet  nie  ośmieliłby  się  pomyśleć,  nasuwały  się 

same. Przyłapie ich na gorącym uczynku! 

Jace  przebiegł  na  przełaj  przez  parking  i  wbiegł  po  schodach,  przeskakując  po  dwa 

stopnie naraz. Zatrzymał się pod drzwiami biura April, próbując złapać oddech. Czuł mocny 

ucisk w skroniach. Nagle dobiegł go cichy szmer rozmowy. April zwracała się do mężczyzny. 

Mówiła ściszonym, łagodnym głosem. Ten drań musi tam z nią być.   

Zacisnął  pięści,  odetchnął  kilka  razy  głęboko,  żeby  się  trochę  uspokoić.  Nic  nie 

pomagało. Przed oczyma wciąż latały mu czerwone plamy. Zazdrość i cierpienie były prawie 

nie  do  zniesienia.  Pragnął  z  całej  siły  przycisnąć  ją  do  siebie  w  miażdżącym  uścisku,  żeby 

wyryć na niej na zawsze piętno, przypominające jej do kogo należy. Miał nieprzepartą ochotę 

wykrzyczeć na całe gardło swój ból. Ale nade wszystko chciał walki.   

Nasłuchiwał  jeszcze  przez  chwilę,  ale  za  drzwiami  zapadła  cisza.  Odetchnął  raz  jeszcze 

bardzo  głęboko.  Zabije  go.  Otworzył  drzwi  i  niecierpliwym  spojrzeniem  ogarnął 

pomieszczenie. Zobaczył Sama, pochylonego nad stertą . papierów.   

– Ty?! 

Sam  uniósł  wzrok.  Na  jego  twarzy  pojawił  się  wyraz  zdumienia,  ale  szybko  zastąpił  go 

uśmiechem. Ta noc zaczynała być coraz bardziej interesująca.   

– Tak, to ja. A kogo się spodziewałeś? Krasnoludków?   

Jace nie zwrócił uwagi na kpinę.   

– Gdzie jest Flynn? 

Jace wyglądał jak chodząca furia i Sam dobrze wiedział, że najlepiej byłoby zniknąć mu z 

oczu, ale nie mógł się oprzeć chęci dokuczenia mu choć przez chwilę.   

– A bo co? Myślałem, że masz randkę z jakąś aktoreczką. – Rozejrzał się dookoła, jakby 

sprawdzając, czy jej gdzieś nie ma.   

Twarz Jace’a stała się jeszcze bardziej ponura.   

– Nie przeciągaj struny, Sam. Gdzie ona jest? 

– Tam – Sam wskazał na gabinet April.   

– Z nim? 

background image

– Nie.   

– Sama? 

– Sama – przytaknął Sam.   

April zakręciła kran i usłyszała przytłumiony głos. Zesztywniała. Czyżby Sam próbował 

dzwonić  do  Jace’a?  Do  diabła!  Czy  nie  dosyć  złego  się  już  dzisiaj  stało?  Nie  mógłby  się 

trzymać od tego z dala? 

Musi  przerwać  tę  rozmowę,  jeśli  jeszcze  było  to  możliwe.  Po  prostu  zabierze  mu 

słuchawkę, a dopiero potem spokojnie mu wytłumaczy, żeby się nie mieszał. Zdecydowanym 

krokiem weszła do sekretariatu i wpadła prosto na Jace’a.   

Smoking miał w nieładzie, marynarkę rozpiętą, włosy zmierzwione, a na brodzie pojawił 

się  już  wyraźny  cień  zarostu.  Wyglądał  wspaniale!  Dopiero  potem  dojrzała  w  jego  oczach 

nienawiść.  A  w  chwilę  później  zauważyła  rozmazany  ślad  szminki  wokół  jego  ust.  Zamarła 

na  chwilę.  Niemal  nie  mogła  odetchnąć.  Silny  ból  przeszył  całe  ciało.  Zaczęła  drżeć. 

Skrzyżowała ramiona na piersiach i odwzajemniła jego wrogie spojrzenie.   

– Czego chcesz? 

–  Mój  Boże!  Jak  ty  wyglądasz!  –  zawołał  Jace  z  przesadnym  niesmakiem.  –  Zupełnie 

jakby ktoś przeleciał cię na tylnym siedzeniu samochodu! 

– Ty też nie wyglądasz najlepiej – stwierdziła, starając się ukryć swoje zdenerwowanie. – 

Nie zadałeś sobie nawet trudu, aby zetrzeć jej szminkę z twarzy, zanim tu wszedłeś! 

Uniósł  wysoko  brwi  patrząc  na  nią  przez  chwilę  bez  ruchu,  a  potem  powoli  sięgnął  do 

kieszeni,  wyjął  chustkę  i  zaczął  wycierać  usta.  Spojrzał  na  czerwone  ślady,  jakie  na  niej 

zostały. Był wyraźnie zakłopotany.   

– Wiem, co sobie myślisz. Ale to nie tak – próbował tłumaczyć.   

– Koniec kłamstw, mój panie. Dowód masz w ręku.   

– Nie rzucaj oskarżeń na wiatr, Flynn. I nie próbuj ukryć faktu, że ktoś się z tobą nieźle 

zabawiał  przed  chwilą.  Ten  przeklęty  szczeniak  musiał  cię  fachowo  całować,  bo  z  twojego 

makijażu jakoś nic nie zostało! – odpalił i zrobił w jej kierunku niebezpieczny ruch.   

Ż

adne  z  nich  nie zwracało  uwagi  na  Sama.  Powinno  się  ich  oboje związać!  Uśmiechnął 

się pod nosem, zastanawiając się, co Leo by powiedział na określenie „szczeniak”. Na pewno 

nie byłby zachwycony.   

April  rzuciła  okiem  na  Jace’a  i  doszła  do  wniosku,  że  czas  się  wycofać  z  honorem. 

Postąpiła do tyłu, chowając się za biurko Sama.   

Sam kręcił głową w obie strony, przyglądając się na zmianę to jednemu, to drugiemu. Był 

dosyć  przejęty,  ale  i  zainteresowany  dalszym  rozwojem  wypadków.  Miał  niezbitą  pewność, 

ż

e  tych  dwoje  zbyt  się  kochało,  aby  zrobić  sobie  krzywdę.  Cała  ta  awantura  była  bardzo 

pouczająca.  Zorientował  się  nagle,  że  zanosi  w  duchu  modły,  aby  nigdy  w  życiu  się  nie 

zakochać  i  nie  ulec  tak  dalece  własnym  emocjom. Jeśli  na  tym  miała  polegać  miłość,  to  nie 

ma na nią najmniejszej ochoty.   

Jace pomału zbliżał się do April i tym razem nawet Sam się nieco zaniepokoił.   

–  Nie  ruszaj  się!  –  krzyknęła  April,  wyciągając  przed  siebie  ręce  w  ostrzegawczym 

geście. – Cokolwiek chcesz mi przekazać, możesz to zrobić z miejsca, w którym stoisz.   

background image

–  Chyba  już  wszystko  zostało  powiedziane.  Chciałem  tylko  zobaczyć,  czy  ci  się  nic  nie 

stało. – Z szyderczym uśmiechem obrzucił ją spojrzeniem od stóp do głów. – Ale, jak sądzę, 

pokazałaś  w  końcu  swoją  prawdziwą  twarz  i  martwiłem  się  zupełnie  niepotrzebnie. 

Wylądowałaś na czterech łapach, jak zresztą wszystkie kobiety.   

–  A  co  według  ciebie  powinnam  uczynić?  Zapłakiwać  się  samotnie  w  domu,  bo 

postanowiłeś poszukać sobie rozrywki gdzie indziej? Bardzo cię proszę! Daj sobie spokój! – 

Trzęsła się cała z wściekłości i żalu.   

– To co ja mam w takim razie robić? Mam marnować czas próbując być  szczery  wobec 

ciebie,  skoro  ty  nie  znasz  chyba  znaczenia  tego  słowa?  W  porządku,  moja  droga. 

Przynajmniej każde z nas wie, na czym stoi. Możesz zabrać swoje rzeczy jutro. – Skrzywił się 

nieprzyjemnie. – Nie mam ochoty cię więcej widzieć. Jasne? 

Sam chrząknął cicho.   

– Hej, hej... zaczekajcie no chwilę...   

– Zamknij się! – krzyknęli oboje prawie w tym samym momencie i znowu zwrócili się do 

siebie, nie zwracając już więcej na niego uwagi.   

– Nie będę  czekała do jutra. Wyprowadzę się od razu – powiedziała zimno April. – Nie 

przestraszysz  mnie,  Sullivan.  Jeśli  spadnie  mi  włos  z  głowy,  zobaczysz,  jak  szybko  twoja 

głowa potoczy się po zboczu! I jaką będziesz miał wtedy reklamę! 

– Powinienem się był tego spodziewać. – Oczy Jace’a błyszczały złowrogo. – Już wtedy, 

kiedy spiskowałaś za moimi plecami z matką, pokazałaś swoje prawdziwe oblicze.   

–  Och,  więc  mamy  i  odwieczny  kompleks  mamusi  –  April  skrzywiła  się  kwaśno.  – 

Zawsze  używałeś  jej  jako  wymówki,  odkąd  się  poznaliśmy.  Przez  nią  traktujesz  ludzi  jak 

kompletne zera! Z jej powodu nie masz zamiaru nigdy więcej się ożenić, nawet gotowy jesteś 

zostać sam przez resztę życia! Pewnie, że o wiele łatwiej jest ją nienawidzić, niż dojść do ładu 

z samym sobą i swoim dzieciństwem i młodością, i część winy wziąć na siebie, prawda? Ty 

uparty  ośle!  Jesteś  tak  potwornie  zadufany,  że  nie  raczyłeś  nawet  rzucić  okiem  na  najlepszy 

scenariusz,  jaki  ci  się  kiedykolwiek  trafił!  Wiem,  że  tak  jest,  boja  go  przeczytałam!  I  to 

wszystko  dlatego,  że  nie  chcesz  mieć  z  matką  nic  wspólnego.  Nawet  nie  wiesz,  jaki  jesteś 

dziecinny!  –  podniosła  głos.  –  A  czym  wytłumaczysz  fakt,  że  niewątpliwie  podsłuchiwałeś 

naszą rozmowę? Znowu zwalisz wszystko na matkę? Nie wiedziałeś, że ten, kto podsłuchuje, 

sam jest sobie winien? 

– Teraz już wiem – odezwał się z nieprzyjemnym grymasem. –  I z tego, co widzę, obie 

jesteście siebie warte.   

– Tak. I nie zasłużyłeś sobie na mnie, tak jak nie zasłużyłeś sobie na miłość swojej matki. 

Jesteś,  jak  dla  nas,  zbyt  samolubny.  Stanowimy  dla  ciebie  problem,  nad  rozwiązaniem 

którego się głowisz a nie przyszło ci do głowy, żeby zmienić siebie – krzyczała przepełniona 

wściekłością i rozpaczą. Odetchnęła głęboko i powiedziała nieco ciszej: – Teraz możesz stąd 

wyjść i dać mi spokój. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, przyjadę do domu za jakąś godzinę 

i zabiorę swoje rzeczy. I już nie będziesz musiał więcej się mną przejmować. Nigdy. – Czuła, 

ż

e  za  chwilę  przestanie  nad  sobą  panować  i  załamie  się.  Chciała  zwinąć  się  w  pół  i  wyć. 

Wzięła  się  jednak  w  garść  i  zobaczyła,  że  wściekłość  na  jego  twarzy  ustępuje  miejsca 

background image

lodowatej obojętności. Zabił jej miłość i nie żałował tego. Ani trochę.   

– Doskonale – stwierdził chłodnym głosem odwracając się do drzwi. Już z ręką na klamce 

spojrzał na nią przez ramię.   

– Mam nadzieję, że naprawdę lubisz tego szczeniaka, ale mogę się założyć, że zmęczysz 

się nim bardzo szybko.   

–  Lepiej  się  nie  zakładajmy  –  powiedziała  cicho.  Poczuła  się  nagle  jak  zbity  pies.  – 

Proszę cię, idź już.   

Łzy  napływały  jej  do  oczu,  gardło  miała  ściśnięte,  ale  wiedziała,  że  musi  się 

powstrzymać,  dopóki  Jace  nie  wyjdzie.  Za  nic  nie  da  mu  tej  satysfakcji.  Nie  zobaczy  jej 

płaczącej! 

Drzwi zatrzasnęły się. April odwróciła się i chwyciła Sama za rękę. Chowając  głowę na 

jego piersi, zaczęła szlochać, zupełnie jakby serce miało się jej wyrwać z piersi.   

Była  już  prawie  pierwsza  w  nocy,  kiedy  April  uspokoiła  się  na  tyle,  by  wsiąść  do 

samochodu i po raz ostatni pokonać drogę do domu Jace’a. Jeszcze tylko raz musi stawić mu 

czoło, a potem będzie już po wszystkim.   

Koniec. Cała ta afera wyniknęła z jej winy. Niepotrzebnie próbowała się na nim mścić. Z 

całą pewnością nie powinna była kłamać i mówić, że nie chce go więcej widzieć.   

Ale  ta  szminka!  Przecież  taki  ślad  nie  bierze  się  z  powietrza!  A  może  to  jednak  był 

przypadek? Nie miała pewności, jednak wewnętrzny głos podpowiadał jej, że tak mogło być. 

Przecież  Jace  jej  szukał,  był  zaniepokojony  i  zazdrosny.  Nie  zwróciła  na  to  uwagi,  kiedy 

zobaczyła go w biurze.   

I  co  teraz?  Czy  da  się  jakoś  zasypać  przepaść  między  nimi?  Mogłaby  przyznać  się  do 

wszystkiego,  ale  on  też  musiałby  wziąć  na  siebie  część  winy.  Ostatecznie  to  on  pierwszy 

umówił się z inną. Czy miłość Jace’a jest na tyle silna, żeby uratować ich związek? 

Nie  potrafiła  przewidzieć  jego  postępowania.  Nagle  stał  się  obcy.  To  nie  Jace,  którego 

znała,  pojawił  się  tej  nocy  w  biurze.  To  był  ktoś  zupełnie  inny.  Nie  jej  Jace.  Był  taki 

wściekły!  I  tak  nieobliczalny!  Po  raz  pierwszy,  odkąd  go  znała,  poczuła  się  przy  nim 

zagrożona.   

Zdawała  sobie  sprawę  z  tego,  że  Jace  potrafi  być  groźny  i  niebezpieczny,  ale  po  raz 

pierwszy  przekonała  się  o  tym  naocznie.  Z  reguły  był  kochający  i  delikatny.  Czasem,  jak 

każdy,  miewał  złe  humory,  ale  nigdy  nie  próbował  naumyślnie  jej  zranić,  czy  zrobić  jej 

specjalnie przykrości.   

Ale ona też nigdy przed tym się tak nie zachowywała. Mogła sobie zarzucić to samo co 

jemu. Przypomniały się jej słowa, które wykrzyczała tej nocy. Zrobiło jej się wstyd.   

Skręciła  na  podjazd  i  zatrzymała  samochód.  Wyłączyła  silnik  i  światła,  i  przez  chwilę 

siedziała bez ruchu, zastanawiając się, co powinna uczynić.   

Musi  mu  powiedzieć,  że  go  kocha,  wytłumaczyć  się  ze  swego  zachowania  i  prosić  o 

przebaczenie. A potem cierpliwie wysłuchać tego, co on ma do powiedzenia...   

Z  tym  silnym  postanowieniem,  na  uginających  się  nogach,  poszła  w  kierunku  domu. 

Przed wejściem nie paliło się światło, ale Jace pewnie był na tarasie.   

Słysząc głośne chrapanie, zatrzymała się przy szklanych, rozsuwanych drzwiach.   

background image

Jace  rozłożył  się  na  jednej  z  ogrodowych  ławek,  głowa  opadła  mu  żałośnie.  Na  ziemi 

stała opróżniona do połowy butelka whisky. Potargane włosy opadały mu na twarz. Koszulę 

miał rozchełstaną, krawat rozwiązany. Ramiona rozrzucone na boki, usta nie domknięte.   

Miłość jej życia.   

Uśmiechnęła  się  pod  nosem.  Niezależnie  od  tego,  czy  miała  zamiar  odejść,  czy  nie, 

powinna położyć go do łóżka.   

Prawie  godzinę  trwało  przeniesienie  go  do  sypialni.  Jego  ciało  ciążyło  jak  martwe. 

Wreszcie  dobrnęła  z  nim  do  pokoju.  Runął  bezwładnie  na  łóżko.  Nie  przypuszczała,  że 

rozebranie mężczyzny z koszuli i spodni może być takie trudne. Mruczał coś nieustannie pod 

nosem,  a  jego  ręce  co  chwila  usiłowały  dotknąć  to  jej  piersi,  to  znowu  bioder.  Wybuchał 

wtedy chichotem, najwyraźniej rozbawiony czymś, w czym ona nie widziała nic śmiesznego. 

Kiedy  jednak  wreszcie  zapakowała  go  pod  kołdrę,  zasnął  natychmiast.  Wyglądał  jak  mały 

chłopiec.  Włosy  miał  zmierzwione,  usta  rozchylone  w  tajemniczym  uśmiechu,  a  na 

policzkach dołeczki. Niech go licho! 

Przez  godzinę  pływała  w  basenie,  by  się  odprężyć  i  zastanowić,  co  dalej.  Na  razie 

postanowiła zostać.   

Zadzwoniła  do  Sama  i  zapewniła  go,  że  wszystko  w  porządku.  Rozebrała  się,  wzięła 

prysznic i położyła na kanapie w pokoju gościnnym.   

Bardzo chciała przytulić się do Jace’a, poczuć jego bliskość. Zdawała sobie sprawę, że to 

niemożliwe.  Była  pewna,  że  rano  będzie  miał  potwornego  kaca.  Nie  było  sensu  kusić  losu  i 

narażać się na przebudzenie u jego boku.   

background image

ROZDZIAŁ 7 

 

April nuciła cicho pod nosem, szykując mocniejszą niż zwykle poranną kawę. Dodawała 

sobie animuszu. Z trudem panowała nad sobą. Najchętniej uciekłaby, gdzie oczy poniosą.   

Ale Jace będzie potrzebował pomocy, kiedy się obudzi. Wspomnienia minionej nocy nie 

będą  zbyt  przyjemne.  Jeszcze  witamina  C,  pomyślała,  wyjmując  z  szafki  małą  ciemną 

buteleczkę. Postawiła ją na stole, żeby nie zapomnieć.   

Przyjrzała  się  sobie  krytycznie.  Brązowe  sztruksowe  spodnie,  kremowy  luźny  sweter, 

makijaż,  uczesane  włosy.  Jeszcze  uśmiech  i  była  gotowa,  by  zmierzyć  się  z  lwem  w  jego 

jaskini.   

Nalała kawę do filiżanki Jace’a i do swojego kubka, postawiła obok witaminę C i z tacą w 

rękach poszła do sypialni. Drzwi były tylko przymknięte, więc bez trudu otworzyła je lekkim 

pchnięciem nogi.   

Jace  siedział  na  łóżku,  zapatrzony  w  wiszący  na  ścianie  obraz.  Ręce  miał  założone  za 

głowę.  Mięśnie  muskularnych  ramion  rysowały  się  wyraźnie.  Na  twarzy  miał  dosyć  silny 

zarost,  co  tylko  dodawało  mu  uroku.  Biel  prześcieradła  kontrastowała  z  jego  opaloną  skórą. 

Pomyślała,  że  gdyby  odchyliła  płótno,  mogłaby  zobaczyć  go  całego...  Serce  zabiło  jej 

mocniej. Pewnie Jace czuje się podle, ale czy przy okazji musi tak podniecająco wyglądać? 

Przeraziła  się  nagle.  Jak  właściwie  miała  zamiar  dać  sobie  z  nim  radę?  Ciemne  oczy 

przygwoździły ją w miejscu. Ujrzała w nich wyraźne potępienie.   

Zrobiła krok do przodu i uśmiechnęła się niewyraźnie.   

– Dzień dobry! Przygotowałam ci kawę. Na pewno boli cię głowa, to znaczy masz kaca, 

to znaczy... – Do diabła! Zachowywała się, jak nastolatka.   

– Co ty tu robisz? – spytał spokojnie przeczesując dłonią zmierzwione włosy. – Sądziłem, 

ż

e już wszystko uzgodniliśmy.   

Przytaknęła, podając mu filiżankę. Nie poruszył się, więc postawiła ją na nocnym stoliku.   

– Owszem, ale chcę ci najpierw coś wyjaśnić.   

– Mów.   

Odwróciła  się  i  zaczęła  patrzeć  przez  szklane  drzwi  na  ogród,  starając  się  pozbierać 

myśli.  Kiedy  zerknęła  przez  ramię  w  jego  stronę,  zobaczyła,  że  Jace  ma  zamknięte  oczy. 

Pomyślała, że zasnął.   

– No więc? – usłyszała i zrozumiała, że on czeka.   

– Mógłbyś przynajmniej na mnie spojrzeć – powiedziała ze złością, zdenerwowana tym, 

ż

e nagle zabrakło jej słów.   

Otworzył oczy i spojrzał na nią.   

– Słucham.   

Stanęła przed nim, skrzyżowała ramiona na piersi i przymknęła oczy.   

– Przepraszam za to, co wydarzyło się ostatniej nocy. Specjalnie umówiłam się na kolację 

z  Leo,  żeby  wzbudzić  twoją  zazdrość.  Chciałam,  abyś  zrozumiał  przez  co  ja  przeszłam, 

wyobrażając sobie ciebie z Sandrą Tanner.   

background image

Wstrzymała oddech i czekała na jego odpowiedź. Odezwał się po dłuższej chwili.   

–  Przestań  udawać  Joannę  d’Arc  i  otwórz  oczy.  Zrobiła  to.  Nie  zmienił  pozycji,  tylko 

teraz zwrócił się wprost do niej. Oddychał głęboko. Czuła się jak zahipnotyzowana. Obawiała 

się spojrzeć mu w oczy.   

– Popatrz na mnie – powiedział miękko. Jego głos docierał do niej z oddali.   

Nie  dostrzegła  w  jego  oczach  potępienia.  Wpatrywał  się  w  nią  z  czułością  i  uczuciem 

oraz – nie mogła w to uwierzyć – nawet z odrobiną zakłopotania! 

–  Jesteś  znacznie  lepsza  ode  mnie,  Flynn.  Próbowałem  przeprosić  cię  wczoraj,  ale  nie 

miałem odwagi. Zamiast tego zachowałem się jak idiota.   

– Naprawdę? – wyszeptała.   

– Naprawdę.  Bardzo cię  kocham, pani mecenas i  chcę, żebyś ze mną została. Dałem się 

ponieść  emocjom,  a  potem  zupełnie  nie  wiedziałem,  jak  naprawić  ten  niewybaczalny  błąd. 

Potrzebuję cię, April. Moje życie bez ciebie nie ma sensu.   

– Naprawdę? 

– Naprawdę. Prawdę mówiąc, udawałem w nocy pijanego w sztok, bo chciałem wzbudzić 

twoje  współczucie.  Pomyślałem  sobie,  że  zostaniesz  do  rana,  a  wtedy  wszystko  się  jakoś 

ułoży!  –  ściszył  głos.  –  Miałem  cichą  nadzieję,  że  położysz  się  obok  mnie.  Chciałem  się  do 

ciebie trochę pozalecać.   

– Naprawdę? – Wciąż się jeszcze uśmiechała, ale uśmiech powoli zamierał na jej twarzy. 

– Naprawdę? – powtórzyła głośniej.   

–  Niech  to  –  mruknął  Jace.  –  Wiedziałem,  że  nie  powinienem  tego  mówić...  –  Zaczął  i 

rozłożył ręce w przepraszającym geście, ale April uprzedziła ciąg dalszy.   

Zanim  się  zorientował,  już  wskoczyła  na  łóżko  i  złapała  go  za  ręce.  Jej  błękitne  oczy 

miotały błyskawice.   

– Masz rację, ty... ty aktorze! Jak śmiałeś postawić mnie w takiej sytuacji! – Przycisnęła 

się  do  niego  jeszcze  bliżej.  –  Jesteś  okropny!  Niemożliwy!  Jesteś  draniem!  –  krzyczała  i 

można było sądzić, że jest naprawdę wściekła. Ale jej zachwycony, figlarny uśmiech przeczył 

słowom.   

Zerknął na nią z ukosa.   

– Byłaś bardzo zazdrosna, Flynn? – spytał, jakby jej twierdząca odpowiedź miała istotne 

znaczenie.   

Kiwnęła głową, uśmiech zniknął z jej twarzy.   

– Bardzo.   

–  O  Boże.  Ja  też  –  przyznał  wciąż  tym  samym  cichym  głosem.  Patrzyła  na  jego  usta.  – 

Nie mogłem znieść myśli, że jakiś inny mężczyzna jest z tobą i dotyka cię tak jak ja.   

– Ja też nie mogłam sobie tego wyobrazić. – Odpowiedź April była prosta i bezpośrednia. 

Jej oczy dopowiedziały resztę.   

Westchnął ciężko.   

– Więc zostaniesz? 

Nie odezwała się od razu. Wstrzymał oddech, czekając na wyrok.   

– Tak – zgodziła się w końcu. – Na razie. Westchnął.   

background image

Uwolniwszy jedną rękę z uścisku, dotknął dłonią jej policzka, gładząc kciukiem delikatną 

skórę.   

– Tylko na razie? – zapytał przejętym głosem.   

–  Nie  chciałabym  przechodzić  przez  to  drugi  raz,  Jace  –  odpowiedziała  szczerze.  –  Nie 

potrafię się obronić. Nie wytrzymałabym.   

–  Tej  nocy  poradziłaś  sobie  wspaniale.  –  Jego  kciuk  przesuwał  się  po  policzku  w 

kierunku warg. Dotarł do nich i zaczął delikatnie dotykać.   

Rozchyliła  usta  i  zamarła  bez  ruchu.  Sprężyła  się  w  oczekiwaniu  na  pieszczoty.  Tak 

bardzo była ich spragniona.   

Jace zatrzymał się na chwilę i patrzył zafascynowany. April powoli wysunęła koniuszek 

języka i dotknęła nim czubka jego palca.   

–  Obiecuję  ci,  April.  Nigdy  więcej  tego  nie  zrobię.  Nigdy.  Jego  pocałunek  był  słodki  i 

kojący. Odpowiedziała mu w jedyny znany jej sposób, wkładając w to całą duszę i serce.   

Ujął  jej  ręce  i  ułożył  tak,  że  obejmowały  teraz  jego  szyję.  Potem,  czując  jej  milczące 

przyzwolenie,  przesunął  dłonie  w  dół  pieszcząc  jej  plecy  i  biodra,  przytulając  ją  do  siebie, 

jakby miał jej już nigdy nie puścić.   

Dłonie znalazły się pod swetrem tak naturalnie, że zanim April zdążyła głębiej odetchnąć, 

Jace oderwał się od jej ust i uniósłszy jej ręce zsunął go z niej.   

–  Uwielbiam  cię  pieścić  –  wykrztusił  pełnym  namiętności  głosem,  kładąc  dłonie  na  jej 

piersiach.  –  Jak  dla  mnie  w  sam  raz.  Nie  za  duże,  nie  za  małe.  –  Bawił  się  jej  sutkami  i 

patrzył, jak twardnieją pod wpływem tej pieszczoty.   

– Co takiego? W porównaniu z biustem Sandry Tanner wydają ci się pewnie nieciekawe – 

ironizowała April, z trudem łapiąc oddech. Ale jej oczy były poważne.   

– Nie dotykałem tej damy w taki sposób, więc nie mogę porównywać.   

– Nie dotykałeś? – zapytała niedowierzająco April.   

–  Flynn  –  zmarszczył  czoło  niecierpliwie,  dając  jej  do  zrozumienia,  że  wkracza  na 

niebezpieczny grunt.   

– Więc dotykałeś – stwierdziła łagodnie.   

Zamarli. Każde z nich wiedziało, że osiągnęli punkt przesilenia. April patrzyła głęboko w 

piwne  oczy  Jace’a,  żebrząc  o  pocieszenie.  Widziała,  że  walczy  ze  sobą.  W  końcu  jednak 

szczerość pokonała dumę. Westchnął ciężko.   

–  Tylko  raz.  Kiedy  reporterzy  robili  nam  zdjęcia,  rzuciła  mi  się  na  szyję  i  pocałowała 

mnie  –  przyznał  nie  wiadomo  dlaczego  nagle  zirytowany.  –  Stąd  ta  szminka,  która  tak  cię 

zdenerwowała. Ja jej nie całowałem. To ona mnie pocałowała. Przy ludziach. Dla reklamy.   

– I? – nalegała April. Dłonie Jace’a mocniej zacisnęły się na jej piersiach.   

– I żeby nie stracić równowagi, złapałem ją, jak sądziłem, w talii.   

– Jak sądziłeś? 

– Do diabła, Flynn! – wybuchnął wreszcie. – Ona jest niższa od ciebie! Twoja talia jest na 

tej wysokości, ale u niej to był jeszcze biust! 

April  ze  wszystkich  sił  starała  się  ukryć  ogarniającą  ją  nagle  wesołość.  Wyobraźnia 

podsuwała jej naprawdę farsowy obrazek.   

background image

– Miała coś przeciwko? 

– Nie pytałem – odpowiedział niecierpliwie. – Puściłem ją od razu i stwierdziłem, że już 

czas wyjść. – Nabrał powietrza w płuca i spoglądając na nią z niepokojem, zapytał: – A co z 

tobą? 

– Nawet jednego niewinnego pocałunku – zapewniła patrząc mu prosto w oczy.   

Jego uścisk zelżał nieco. Znowu zaczaj drażnić palcami jej brodawki. Objął nogami uda 

April.   

– Co byś powiedziała teraz na pocałunek? 

–  Cóż...  –  zaczęła  z  wahaniem,  uśmiechając  się.  –  Nie  mam  nic  przeciwko  temu,  pod 

warunkiem że nie będę do nikogo porównywana.   

–  Jesteś  jedyna  w  swoim  rodzaju,  Flynn.  A  nawet,  gdyby  istniała  bardziej  atrakcyjna 

kobieta, musiałaby chyba rąbnąć mnie w głowę czymś ciężkim, żeby zwrócić moją uwagę. Ja 

się po prostu nie rozglądam. Jestem szczęśliwy z tobą. Bardzo szczęśliwy.   

Smutek przesłonił jej oczy. Nie były już ciepło błękitne, lecz zimno szare.   

– Właśnie dlatego powiedziałam „na razie”, Jace. Nie wiadomo, kiedy się mną znudzisz, 

a wtedy sobie po prostu pójdziesz.   

–  To  samo  mógłbym  powiedzieć  o  tobie  –  stwierdził,  obejmując  ją  ciaśniej,  jakby 

próbując ustrzec ich przed nadejściem takiego dnia.   

Nie było już nic do dodania. Pochyliła się tylko  ku niemu i pocałowała jego rozchylone 

wargi, wkładając w ten pocałunek całą swoją miłość.   

Kochali się przez cały poranek, niespiesznie, delikatnie. Było to ich pojednanie bez słów. 

Lecz to, o czym April naprawdę marzyła, wciąż pozostawało poza zasięgiem jej możliwości. 

Ten związek był cudowny, jednak nie spełniał jej najskrytszych pragnień.   

 

–  Sam,  czy  ty  kiedykolwiek  byłeś  zakochany?  –  April  z  zamyśloną  miną  bawiła  się 

ołówkiem.   

Sam  przygotowywał  właśnie  swoje  sławetne  drinki.  Z  pochyloną  głową  mieszał  napój. 

Odwrócił się do niej i odpowiedział z uśmiechem: 

– Nie. I kiedy patrzę na twoje potyczki z Jace’em, dochodzę do wniosku, że nie mam na 

to ochoty.   

– Nigdy? – April uniosła brwi z niedowierzaniem.   

–  No...  –  zawahał  się,  podając  jej  szklankę  i  opadając  na  stojące  obok  krzesło.  –  Nie 

powiem.  Zakochałem  się.  Był  taki  jeden  raz...  ale  nie  mogę  przecież  wliczać  mojej 

nauczycielki z piątej klasy, chociaż była wtedy naprawdę wystrzałową babką.   

Teraz z kolei April musiała się uśmiechnąć.   

– Była? 

–  Z  żalem  stwierdzam,  że  tak.  Kiedy  przeszedłem  do  szóstej  klasy,  wyszła  za  mąż  i 

potwornie  utyła.  Kompletna  ruina.  –  Potrząsnął  głową,  jakby  wciąż  jeszcze  nie  mógł  w  to 

uwierzyć.   

April  z  łatwością  wyobraziła  go  sobie  jako  ucznia  szóstej  klasy.  Z  tymi  iskierkami  w 

wielkich,  brązowych  oczach  i  figlarnym  uśmieszkiem  musiał  być  ulubieńcem  nauczycielek. 

background image

Doszła  do  wniosku,  że  niewiele  się  zmienił,  tyle  tylko,  że  nauczycielki  zastąpiły  młode, 

samotne kobiety– Nie musisz z tego tak drwić, Sam – odrzekła.   

– Byłem wtedy naprawdę wstrząśnięty. Potem przeszedłem do siódmej klasy i poznałem 

trochę życie. No i wtedy zrozumiałem, że ona nie utyła, tylko była w ciąży. Urodziła zresztą 

dorodne  bliźniaki.  –  Zachichotał  patrząc  na  dno  swojej  szklanki,  zatopiony  we 

wspomnieniach. – Kiedy się dowiedziałem, jak to się stało, że zaszła w ciążę, mój podziw dla 

niej  wzrósł  jeszcze  bardziej.  Myślałem,  że  „akt”,  przez  który  musiała  przejść,  musiał  być 

czymś przerażającym i potwornym dla takiej anielskiej, słodkiej kobiety. Sądziłem, że zrobiła 

to  tylko  po  to,  żeby  zostać  matką.  Poświęciła  się.  Stała  się  dla  mnie  niemal  świętą,  która 

przeszła przez ognie piekielne.   

April  nie  mogła  się  już  opanować  i  zaczęła  się  śmiać  w  głos.  Sam  parsknął  i  też  się 

roześmiał.   

– A kiedy przestała być dla ciebie świętą? – zapytała April chichocząc.   

–  Rok  później  –  odpowiedział  Sam  bez  wahania.  –  Zdaje  się,  że  wtedy  dojrzałem  i 

dowiedziałem się, że moje wyobrażenia o owym akcie rozmijają się z rzeczywistością.   

–  Chyba  trochę  wcześnie,  nie  uważasz?  –  z  trudem  wydusiła  April,  dławiąc  się  od 

ś

miechu.   

–  Tak,  owszem.  Potem,  w  miarę  upływu  czasu,  zrozumiałem,  że  kobiety  są  jak  dobre 

wino,  które  należy  najpierw  posmakować,  a  potem  wypić  do  dna...  No  i  wpadłem  w 

alkoholizm. – Spoważniał. – Ale wracając do twojego pytania. Nie licząc tej nauczycielki, nie 

byłem nigdy zakochany.   

April przyjrzała mu się uważnie.   

– Wierzysz w miłość, Sam? 

W jego brązowych oczach April dostrzegła zakłopotanie.   

– Zmieniłem zdanie, odkąd poznałem ciebie i Jace’a. – Odwrócił wzrok i zaczął patrzeć 

przez okno. Wydawał się nieobecny myślami. – Po prostu nie sądzę, żeby mi to było pisane.   

– To przyjdzie – powiedziała łagodnie. Machnął ręką.   

– Wątpię, April. Robiłem już w życiu  różne rzeczy, łącznie ze służbą w marines, zanim 

znalazłem  swoje  miejsce.  Nie  przypuszczam,  żebym  w  podeszłym  wieku  trzydziestu  trzech 

lat jeszcze na kogoś takiego trafił.   

Znowu  się  uśmiechnął,  a  April  ze  zdumieniem  odkryła,  że  jest  bardzo  przystojny. 

Traktowała  go  jak  przyjaciela  i  przedtem  jakoś  tego  nie  zauważyła.  Nagle  zrozumiała,  że 

kobietom musiał wydawać się atrakcyjny i uświadomiła sobie, że Sam na ogół nie jadł kolacji 

samotnie.  Zadziwiające,  że  dopiero  teraz  zwróciła  na  to  uwagę.  Może  gdyby  nie  była  tak 

zakochana w Jace’ie...   

Sam mówił powoli: 

– Sądzę, że będę dalej smakował różne gatunki win, ale nie założę własnej winnicy.   

April  wyprostowała  się  i  wypiła  trochę  margarity.  Była  naprawdę  wstrząśnięta.  Nie 

zdawała sobie dotąd sprawy, że nie wszystkim było dane odnaleźć się tak jak jej i Jace’owi. 

Miała szczęście.   

Sam pochylił się ku niej.   

background image

– Hej, tylko się nade mną nie użalaj, pani mecenas! – zaprotestował łagodnie, domyślając 

się, nad czym się tak zamyśliła.   

– Nic na to nie poradzę, Sam. Jestem taka szczęśliwa, że chciałabym, aby wszyscy wokół 

mnie też byli szczęśliwi.   

–  Tylko  mi  tego  nie  życz!  Zanim  poznałaś  Jace’a,  byłaś  rozsądną,  samodzielną  kobietą. 

Od tamtej pory widzę, jak się miotasz. Przypomnij sobie tylko, co się działo w piątek, i jacy 

wtedy  oboje  byliście  nieszczęśliwi.  Jeśli  na  tym  polega  miłość,  to  ja  już  wolę  moją 

samotność! 

April roześmiała się znowu i oparła wygodnie o oparcie fotela.   

– Nieporozumienia w miłości są jak przyprawy w kuchni. Wiesz, Sam, czasem myślę, że 

nie miałabym po co żyć, gdybym straciła Jace’a.   

Sam wstał i odstawił puste już szklanki na barek.   

–  W  takim  razie  lepiej  jedź  już  do  domu.  Chyba  się  nie  przesłyszałem?  Wspominałaś, 

zdaje się, o jakimś starym filmie Chaplina dziś wieczór? 

– O, mój Boże – April rzuciła okiem na zegarek i zerwała się na równe nogi. Otworzyła 

szafę  i  wyjęła  z  niej  torebkę.  Nie  zastanawiając  się  długo,  odstawiła  na  bok  teczkę  z 

dokumentami. Tego wieczora nie będzie miała w domu nastroju do pracy.   

– Bądź tak dobry i zamknij biuro, Sam. Do jutra.   

– W porządku. Baw się dobrze – zawołał za nią.   

W  odpowiedzi  usłyszał  trzaśniecie  drzwi.  Rozbawił  go  jej  nagły  popłoch.  Rozejrzał  się 

wokół,  żeby  się  upewnić,  czy  wszystko  jest  przygotowane  na  następny  dzień.  W  pokoju 

zapanowała cisza.   

Powinien  się  pospieszyć.  Pewna  słodka  brunetka  miała  na  niego  czekać  w  restauracji. 

Jeśli  wszystko  pójdzie  zgodnie  z  planem,  będzie  raczej  zajęty  tego  wieczora...  i  to  nie 

czytaniem kodeksu cywilnego.   

Jace  czekał  przed  domem.  Wyraźnie  zniecierpliwiony,  podparty  pod  boki,  obserwował, 

jak parkowała samochód.   

– Gdzie byłaś? Zaczynałem się już martwić.   

–  Wypiliśmy  z  Samem  po  drinku  przed  wyjściem.  Miałam  dosyć  męczący  dzień  – 

oznajmiła wysiadając z samochodu.   

– Zapomniałaś, że się umówiliśmy? – zapytał z nachmurzoną miną, ale  April wiedziała, 

ż

e nie jest na nią zły.   

– W pewnym sensie. Dopiero Sam mi przypomniał. Miałam zamiar zwinąć się w kłębek 

na kanapie i uciąć sobie drzemkę.   

– Zapomniałaś? – powtórzył z niedowierzaniem. – Jak mogłaś?! 

– Zapomniałam o kinie, nie o tobie, mój kochany. Właśnie marzyłam, że przyjedziesz i w 

twoich ramionach słodko sobie pośpię – wyjaśniła cierpliwie, patrząc w jego rozjaśniające się 

w uśmiechu oczy.   

– Skoro tak, to możemy zostać w domu i zrobię to, co chciałaś: przytulę cię i będę czekał, 

co z tego wyniknie.   

–  Jace,  zachowuj  się  przyzwoicie!  –  zawołała,  ale  tak  naprawdę  była  zadowolona.  Tyle 

background image

ciepła  było  w  jego  słowach.  Może  właśnie  dlatego  kobiety  tak  ulegają  jego  aktorskiemu 

urokowi.  Był  podniecający  i  czarujący,  a  jednocześnie  uczciwy  i  szczery.  No  i  do  tego 

diabelnie  przystojny!  Miał  na  sobie  brązowe,  flanelowe  spodnie  i  białą  koszulę.  Wyobraziła 

sobie  jego  silne  nogi,  muskularne  ramiona  i  mocny  tors.  Wyglądał,  jak  lody  waniliowe  z 

czekoladą, naprawdę bardzo apetycznie...   

Dostrzegł w jej oczach błysk pożądania i natychmiast był już przy niej. Objął ją w talii i 

przywarł biodrami. Zajrzał jej w oczy.   

– Więc co mam zrobić, Flynn? Czy wolisz, żebym był miły, słodki i czarujący, czy może 

naprawdę zły? – spytał czując, jak jego ciało reaguje na jej bliskość.   

– Wolałabym, żebyś był miły i czarujący – mruknęła, całując go w szyję i bawiąc się jego 

włosami.  –  Wszystko,  co  złe,  zachowaj  na  potem.  W  innym  wypadku  nigdzie  nie 

wyjedziemy.   

Roześmiał się i wciąż ją obejmując, poprowadził do samochodu.   

– No to chodźmy, zanim zmienimy zdanie – podsumował pomagając jej wsiąść.   

Jechali powoli w dół, ale kiedy znaleźli się na autostradzie, Jace gwałtownie przyśpieszył, 

lodzili  z  zawrotną  szybkością.  April  sprawdziła,  czy  ma  zapięty  pas,  mimo  wszystko  nie 

tracąc nadziei, że dotrą do celu.   

Zerknął na nią i lekko się uśmiechnął.   

– Za szybko, skarbie? 

–  O  wiele  za  szybko  –  mruknęła  przez  zaciśnięte  zęby.  Zwolnił  więc  do  dozwolonej 

prędkości, wzdychając jednak przy tym głośno, jakby go dotkliwie ukarano.   

– Biedny Jace. Jak ty się musisz poświęcać – zauważyła z uśmiechem April.   

–  A  ty  sobie  zapamiętuj  te  moje  drobne  wyrzeczenia.  Któregoś  dnia  będziesz  mi  się 

musiała odwdzięczyć – stwierdził.   

Taki  sam  żartobliwy  nastrój  towarzyszył  im  przez  resztę  wieczoru.  Stary,  dobry  film  z 

Chaplinem był zachwycający, więc podczas projekcji zaśmiewali się razem z całą widownią i 

jedli prażoną kukurydzę.   

Kiedy wracali do samochodu, Jace odegrał na jej prośbę własną parodię Chaplina i April 

myślała, że po prostu pęknie ze śmiechu.   

Długo  się  namyślali  i  wreszcie  wybrali  czynny  całą  noc  bar,  gdzie  serwowano  pyszne 

cheeseburgery. Najedli się do syta.   

–  Tak...  –  stwierdził  Jace,  wzdychając  głośno  i  rozpierając  się  w  czerwonym, 

plastikowym foteliku. – To prawda, że do serca mężczyzny można trafić przez jego żołądek.   

– Mówisz poważnie? – zdziwiła się April. Jace nigdy nie przywiązywał wagi do jedzenia 

i nie zachwycał się szczególnie smacznymi potrawami.   

– Tak. Kiedy wypełnisz mężczyźnie żołądek, możesz bez trudu skierować jego myśli na 

inne  rzeczy.  Na  przykład  na  drzemkę,  a  stąd  już  prosta  droga  do  łóżka  i...  –  Spojrzał  na  nią 

pożądliwie. Roześmiała się i podsunęła mu koktajl czekoladowy. – Tak naprawdę, to marzę o 

filiżance kawy.   

– Już idę po kawę – wstała z uśmiechem. – A potem możesz rozmyślać o tych... innych 

sprawach.   

background image

Jace sięgnął po portfel, ale powstrzymała go gestem ręki.   

– Nie, nie. To już należy do mnie. I nie dziękuj mi. Wiem, że jestem przesadnie rozrzutna.   

– Zawsze mówiłem, że znajdę sobie bogatą kobietę – mruknął pod nosem, patrząc za nią, 

gdy ruszyła w stronę bufetu.   

Na odchodnym rzuciła przez ramię: 

– No i czy nie jesteś mądrym człowiekiem? Podeszła do kontuaru i zdumiona rozejrzała 

się dookoła.   

Lokal  był  wypełniony  po  brzegi  ludźmi  w  różnym  wieku.  Na  ogół  w  poniedziałek 

wieczorem był pusty. Rzuciła okiem na zegarek. Dochodziła jedenasta.   

Zamówiła  szybko  kawę  i  zapłaciła.  Dolała  mleka  i  nie  przestając  się  uśmiechać, 

zamieszała kawę.   

Kiedy  się odwróciła, ujrzała w rogu sali  grupkę  nastolatek. Chichotały i  popatrywały na 

Jace’a. Jeśli sienie myliła, wystarczy chwila, żeby któraś się ośmieliła i podeszła do stolika, a 

wtedy  momentalnie  opadnie  ich  tłum  łowców  autografów.  Musi  go  szybko  wyciągnąć,  bo 

inaczej nie uda im się stąd ujść cało.   

– Chodź już, Sam! – zawołała głośno w stronę Jace’a. – Możesz to wypić w samochodzie.   

Przez chwilę patrzył na nią zaskoczony, ale szybko zrozumiał. Używali imienia Sama jak 

szyfru, kiedy któreś z nich zauważyło, że grupa wielbicieli szykuje się do ataku. W ten sposób 

udawało się choć na moment zdezorientować fanów, którzy tracili rozeznanie, czy to aby na 

pewno jest Jace Sullivan.   

Jace  błyskawicznie  wyskoczył  zza  stolika  i  w  mgnieniu  oka  znalazł  się  przy  drzwiach, 

zanim  dziewczęta  zdążyły  się  zorientować.  Oboje  z  April  popędzili  do  samochodu, 

wyrzucając  po  drodze  kubki  z  kawą.  Silnik  zawył  i  uśmiechnięci  pomachali  zawiedzionemu 

tłumowi, który został w tyle.   

–  Niewiele  brakowało  –  odetchnął  Jace  biorąc  April  za  rękę.  –  Wydaje  mi  się,  że  to 

zgromadzenie zdążyło się już podwoić.   

– Rzeczywiście! – roześmiała się April. – Prawdopodobnie część ludzi wybiegła za nami 

z ciekawości, co to właściwie za zamieszanie. Ale mogę się założyć, że gdybyśmy zostali tam 

jeszcze  minutę,  nie  wyszlibyśmy  już  do  północy,  chyba  że  właściciel  zażyczyłby  sobie 

zdjęcia z tobą.   

–  Skąd  wiedziałaś,  że  mnie  rozpoznały?  Nie  słyszałem,  żeby  ktoś  mówił  o  mnie  ani  nie 

zauważyłem żadnych ciekawskich spojrzeń.   

– Staram się mieć oczy  szeroko otwarte. Obserwuję ładne kobiety, które ośmieliłyby się 

rzucić na ciebie okiem. A jedna z tych panienek patrzyła na ciebie w sposób bardzo dojrzały. 

– April była wyraźnie zgorszona, chociaż może maskowała w ten sposób zazdrość...   

– Tak... Muszę bardziej uważać. Ale byłem zbyt zajęty moją kobietą, która poruszała się 

kołysząc  uwodzicielsko  biodrami,  żeby  zauważyć  coś  jeszcze.  W  ogóle  prawie  nie 

dostrzegam innych kobiet, kiedy ona jest w pobliżu.   

–  Jej,  dobrze,  że  mi  to  mówisz!  –  Oczy  April  rozbłysły.  –  Będę  się  musiała  do  ciebie 

przykleić na stałe, bo inaczej o mnie zapomnisz! 

– Po prostu nazywam rzeczy po imieniu, proszę pani – mruknął Jace, próbując przygarnąć 

background image

ją do siebie i starając się jednocześnie nie wbić jej w żołądek dźwigni biegów.   

– Niech diabli wezmą ten samochód – poddał się w końcu. – Przypomnij mi następnym 

razem, że mamy jechać twoim.   

–  Tak  jest!  –  zasalutowała  April,  rozbawiona  jego  niezadowoleniem.  Stwierdziła  z 

satysfakcją,  że  Jace  wciąż  dobrze  się  bawił  w  jej  towarzystwie.  Nadal  mu  na  niej  zależało. 

Nie rozbiła ich związku tą idiotyczną randką z Leo. Przestała się nagle uśmiechać. No i on nie 

zdołał zrujnować wszystkiego swoim występem z Sandrą. Przypomniały się jej słowa Sama, 

ż

e mają oboje z Jace’em szczęście, że na siebie natrafili.   

–  O  czym  myślisz,  Flynn?  –  zapytał  Jace,  kiedy  skręcali  w  kierunku  domu.  –  Nic  nie 

mówisz.   

– Myślę o tym, co mi powiedział dzisiaj Sam.   

– Tak? Na pewno coś szalenie mądrego – rzucił sucho. Udała, że nie dostrzega kpiny w 

jego głosie.   

– Czy wiesz, że Sam nigdy nie był zakochany? 

– Niektórzy zagarniają dla siebie całe szczęście tego świata – stwierdził ironicznie Jace.   

Znowu udała, że nie słyszy.   

– Biedny Sam.   

– Dlaczego biedny? Nie wydaje mi się, żeby miał coś przeciwko takiemu stanowi rzeczy. 

Szczerze mówiąc, robi wrażenie bardzo szczęśliwego kawalera, nie znam drugiego takiego.   

April pochyliła się do niego i pocałowała go w szyję, gdzieś w okolicach ucha.   

–  Bo  biedny  Sam  nigdy  nie  miał  okazji  przekonać  się,  jak  cudownie  jest  kochać  i  być 

kochanym.  Pewnego  dnia  obudzi  się  zupełnie  sam  i  nie  będzie  nikogo,  kto  dotrzymałby  mu 

towarzystwa. – Zerknęła na niego spod długich rzęs. Czy rozumiał, do czego zmierzała? 

Najwyraźniej nie.   

– Zgodzę się z tobą, pod warunkiem że nie zakocha się i nie będzie chciał być kochany 

przez  moją  kobietę  –  powiedział  bardzo  poważnie  i  nachylając  się  ku  niej  pocałował  ją  w 

czubek nosa, starając się włożyć w tę prostą czynność całe uczucie, jakie żywił do tej drobnej 

istoty, siedzącej u jego boku. Była wszystkim, czego potrzebował i o czym marzył.   

April parsknęła śmiechem w odpowiedzi, chociaż czuła żal, że nie czytał w jej myślach. 

Może jednak z czasem zrozumie...   

W samochodzie zapanowała cisza. Oboje byli zmęczeni pełnym wrażeń dniem.   

April  przyglądała  się  z  boku  silnym  rękom  Jace’a,  pewnie  trzymającym  kierownicę. 

Czuła  nieodpartą  chęć  pogłaskania  go.  Tak  bardzo  go  kochała.  Pragnęła,  aby  ją  przytulił  i 

ukołysał. Czuła, że miłość wypełnia ją bez reszty.   

Jace  prowadził  samochód  powoli  stromym  podjazdem.  Dłoń  April  spoczywała  na  jego 

ramieniu. Czerpał wielką radość z jej bliskości. Stała się dla niego czymś znacznie więcej, niż 

kochanką  i  towarzyszką  życia.  April  Flynn  była  wszystkim,  czego  pragnął.  Dawała  mu  tyle 

radości i ciepła. Tak bardzo do niego pasowała! 

Czy  chciała  mu  dać  do  zrozumienia,  że  pragnęłaby  utrwalenia  ich  związku,  czy  może 

raczej delikatnie starała się zakomunikować, że powinien poszukać sobie kogoś innego, z kim 

będzie  mógł  doczekać  starości?  Musi  wytężyć  cały  swój  męski  instynkt,  by  zrozumieć 

background image

dobrze,  o  co  jej  chodzi.  Przez  chwilę  ogarnął  go  lęk.  Wiedział,  że  z  trudnością  zniósłby 

rozstanie. Zniszczyłoby go to zupełnie.   

Nieprzyjemny  dreszcz  przebiegł  mu  po  plecach.  Przypomniał  mu  się  ten...  ten  facet, 

którego  widział  z  April.  Stracił  wtedy  zupełnie  panowanie  nad  sobą.  Wiedział  o  tym  i  było 

mu wstyd już w połowie drogi do domu, po tej awanturze w biurze. Zdawał sobie sprawą, że 

zachował się jak nieokrzesany cham, ale odezwały się w nim wtedy najgorsze instynkty.   

Potem, kiedy wrócił do domu bez niej, rozmyślał z narastającym przerażeniem o tym, co 

oboje  w  złości  wykrzyczeli.  Jej  wściekłość  była  na  pewno  uzasadniona.  Nie  miał  prawa 

osądzać  April,  podczas  gdy  sam  umówił  się  z  inną  kobietą.  April  miała  podstawy  do 

niezadowolenia. Chciał do niej zadzwonić i powiedzieć, że się mylił, ale nie znalazł w sobie 

dosyć  siły.  To  dlatego  udawał,  że  się  upił.  Nie  zdobył  się  na  odwagę,  aby  przeprosić  ją  za 

swoje zachowanie.   

Ale  ona  to  zrobiła.  Przeprosiła  go  i  wzięła  na  siebie  część  winy.  Okazała  się  bardziej 

dojrzała od niego. Naprawdę chciał, Bóg mu świadkiem, chciał! Ale wstrzymywała go duma. 

Teraz,  kiedy  uzmysłowił  sobie,  jak  silne  uczucia  żywi  do  April,  nigdy  już  nie  pozwoli,  aby 

temperament  lub  upór  stanął  na  drodze  do  szczęścia.  Nie  dopuści,  żeby  zazdrość  rozdzieliła 

ich kiedykolwiek.   

Jak  dziecko  zacisnął  kciuki  na  szczęście.  Pomyślał  gorzko,  że  dobrymi  chęciami  piekło 

jest wybrukowane.   

–  No  i  jak  uważasz?  Pikowany  kombinezon  narciarski  czy  kilka  grubych  swetrów  i 

ortalionowy  dres?  –  April  zwróciła  się  do  Jace’a,  który  leżał  na  sofie,  przerzucając  jakiś 

scenariusz.   

Uśmiechnął  się  do  niej.  Stała  przed  nim,  krygując  się  w  swoim  nowym, 

jaskrawo-pomarańczowym  kombinezonie  z  biało-czarnymi  pasami  na  rękawach.  W 

zestawieniu  z  tymi  kolorami  jej  śniada  cera  nabrała  odcienia  dojrzałej  brzoskwini.  Czarne 

włosy odcinały się wyraźnie od barwnego stroju.   

–  Myślę,  że  i  tak,  i  tak  będzie  dobrze,  ale  najbardziej  wolę  naturalne  wydanie  –  orzekł, 

puszczając do niej oko.   

– Naturalne? – parsknęła. – To znaczy w skórze z lamparta czy w spódnicy z bananowych 

liści? 

Odrzucił na bok papiery i rozłożył ramiona. Skorzystała z zaproszenia i wtuliła się z całej 

siły. Musnął wargami czubek jej głowy i szepnął: 

– Naturalny, czyli w stroju Ewy. Dobrze wiesz, o co mi chodziło.   

– Rozpustniku! – zawołała, całując go w pierś.   

– I jest to niezbędny strój, biorąc pod uwagę to, co chcę z tobą robić.   

– Można wiedzieć, co takiego? 

–  Pieścić  i  kochać  twoje  słodkie,  drobne  ciało  bez  przerwy  przez  co  najmniej  trzy 

tygodnie.   

– Tylko? A co planujesz na ostami tydzień? 

– Odpoczynek! – roześmiał się i łaskocząc ją pod pachami przewrócił i ułożył na sobie.   

Dzwonek telefonu przerwał ich figle.   

background image

–  Odbiorę!  –  zawołała  April,  szybko  ześlizgując  się  z  kanapy.  –  A  ty  dokończ  swoją 

lekturę.   

Ale kiedy zorientowała się, kto telefonuje, pożałowała, że w ogóle podniosła słuchawkę.   

– Muszę mówić z Jace’em – zażądała Sandra Tanner w sposób nie znoszący sprzeciwu.   

– Kto mówi? – spytała słodko April. Odrobina zabawy jeszcze nikomu nie zaszkodziła.   

– Sandra. Będzie wiedział, o kogo chodzi – brzmiała pewna siebie odpowiedź.   

April  złożyła  antenę  w  przenośnym  aparacie  i  podała  go  Jace’owi,  ustami  bezgłośnie 

wymawiając imię Sandry. Zauważyła grymas zniecierpliwienia i niechęci na jego twarzy.   

– Tak – rzucił w słuchawkę, przytrzymując jednocześnie April za rękę i zmuszając ją, by 

usiadła koło niego.   

–  Zaraz,  chwileczkę  –  wtrącił  po  chwili,  ale  natychmiast  umilkł.  April  z  narastającym 

niepokojem obserwowała pogłębiającą się gwałtownie zmarszczkę na jego czole. Rozmowa z 

całą pewnością nie przebiegała po jego myśli. Jace jeszcze kilka razy usiłował coś wtrącić, ale 

bez powodzenia.   

Wreszcie odłożył słuchawkę. Miał ponurą minę.   

April  przysunęła  się  bliżej  Jace’a.  Czekała,  aż  odezwie  się  pierwszy.  Wiedziała,  że  nie 

będą to pomyślne wieści. Co takiego Sandra mu powiedziała? Dlaczego jest taki wściekły? 

– No więc? – zapytała w końcu. Spojrzał na nią, jakby dopiero teraz przypominając sobie 

o jej obecności. Najwyraźniej był myślami bardzo daleko.   

Westchnął, poruszył się i przeczesał dłonią włosy.   

–  Niech  to  diabli!  –  mruknął  pod  nosem.  Zerknął  na  nią  i  jego  spojrzenie  złagodniało. 

Ujął w obie dłonie jej twarz i przyciągnął ją do siebie. – Wyjdź” za mnie, April Flynn. Wyjdź 

za mnie i wyrwij mnie z tego bagna.   

April  z  wysiłkiem  przełknęła  ślinę,  potem  jeszcze  raz  i  jeszcze  raz.  Starając  się  za 

wszelką cenę nie zmieniać wyrazu twarzy, tak jak to robiła w sądzie, spytała: 

– Dlaczego? 

– Jesteśmy dla siebie stworzeni.   

– To wiem. Ale dlaczego teraz? 

– Jeżeli nie weźmiemy ślubu teraz, ta mała diablica będzie mnie miała w garści. Poszła do 

wytwórni i zaczęła się skarżyć i wypłakiwać na ramieniu każdego, kogo tylko spotkała. No i 

teraz każą mi znowu wystąpić z nią publicznie, bo podobno należy to do mojego kontraktu.   

– A gdybyś był żonaty, nie oczekiwano by tego od ciebie? – April mówiła spokojnie, ale 

czuła, że robi się jej niedobrze.   

Jace nie zwrócił na to uwagi. Patrzył na telefon, jak na narzędzie zbrodni.   

– Właśnie.   

April  powoli  wstała  i  rozpinając  bez  pośpiechu  suwak  w  kombinezonie,  poszła  w 

kierunku holu.   

– Zaczekaj! – powiedział Jace. – Dokąd idziesz? 

– Popływać – odpowiedziała przez ramię. Nie była w stanie kontynuować tej rozmowy.   

Rozebrała się na tarasie, rzuciła ubranie na jedno ze stojących tam krzeseł i zanurzyła się 

w zimnej wodzie. Płynęła, starając się zebrać myśli. Była nie tyle wściekła, co rozczarowana.   

background image

Przez  trzy  lata  czekała  na  oświadczyny,  a  kiedy  to  się  wreszcie  stało,  okazało  się,  że 

mężczyzna, którego kochała zaproponował jej małżeństwo, kierując się czysto praktycznymi 

względami.  Łzy  napłynęły  jej  do  oczu.  Niech  diabli  wezmą  Jace’a!  Nie  miał  prawa  tak 

postępować! Nie miał prawa! 

Jace stanął w drzwiach. Zachowywał się tak, jakby się nic nie stało, ale April widziała, że 

jest zdenerwowany.   

– Już? – spytał chłodno.   

– Nie.   

– Kiedy zamierzasz odpowiedzieć na moje pytanie? 

– Chyba znasz odpowiedź, Jace! Znajdź sobie kogoś innego, kto pomoże ci w tej sytuacji. 

To może być pierwsza lepsza dziewczyna.   

– To nieprawda, dobrze o tym wiesz – odrzekł bezbarwnym głosem. – Zapytałem, czy za 

mnie wyjdziesz. I czekam na odpowiedź.   

April  ze  złością  uderzyła  dłonią  w  powierzchnię  wody.  Kamienna  posadzka  wokół  nóg 

Jace’a pociemniała.   

–  No  to  ją  masz!  Nie,  dziękuję,  panie  Sullivan!  –  zawołała  i  uśmiechając  się  ironicznie, 

pochyliła  przed  nim  głowę.  –  Oczywiście  w  pełni  doceniam  twoją  łaskawość,  bo  przecież 

jestem  biedną,  samotną  kobietą,  żyjącą  w  grzechu,  a  ty  sławnym  aktorem  i  poczułeś  się  za 

wszystko odpowiedzialny. Ale mimo że jesteś tak wspaniałomyślny, nie uważam, aby był to 

dobry  pomysł.  Tak,  to  nie  jest  najlepsze  wyjście  w  chwili  zagrożenia  szukać  spódnicy,  pod 

którą można by się schować! 

– Flynn – zaczął ostrzegawczo.   

–  Sądzę,  że  taki  początek  nie  rokuje  szans  powodzenia  małżeństwu,  nie  uważasz?  – 

Patrzyła  na  niego  niewinnie.  –  To  znaczy,  pewnego  dnia  mogę  założyć  spodnie  i  gdzie  się 

wtedy schowasz? Wszyscy cię zobaczą.   

Zanim zdążył jej odpowiedzieć, odwróciła się do niego plecami i zaczęła znowu płynąć. 

Usiłowała wyładować złość.   

Spodziewała się, że wskoczy za nią do wody, i szykowała się do dalszej wymiany zdań, 

ale nic takiego nie nastąpiło. Niewypowiedziane, gorzkie słowa kłębiły się jej w głowie. Bez 

powodzenia próbowała się uspokoić, pływając bez opamiętania.   

Tyle wysiłku włożyła w to, aby się jej oświadczył, i w końcu zrobił to, ale z powodu innej 

kobiety! 

Odechciało  się  jej  zmagać  samej  ze  sobą.  Wspięła  się  po  drabince  i  wyszła  z  wody. 

Pozbierała ubranie porozrzucane niedbale na tarasie. Walcząc ze łzami i zmęczeniem, poszła 

do wyłożonej niebiesko-białymi kafelkami łazienki i zamknęła drzwi.   

Dopiero  kiedy  się  odwróciła,  zorientowała  się,  że  Jace  siedzi  na  taborecie  i  obserwuje 

każdy  jej  ruch  przez  zmrużone  powieki.  Był  zły,  ale  dostrzegła  w  jego  twarzy  coś  jeszcze, 

czego nie potrafiła nazwać.   

Miała  już  na  końcu  języka  przeprosiny,  ale  porywcza  strona  jej  natury  wzięła  górę.  Już 

raz przepraszała go pierwsza. Teraz jego kolej.   

Odezwał się wreszcie, a jego głos odbijał się echem od wyłożonych kafelkami ścian.   

background image

– Trzy lata temu powiedziałaś, że zależy ci właśnie na małżeństwie. Ale ja nie czułem się 

wtedy  wystarczająco  dojrzały  do  tak  poważnej  decyzji.  Teraz  z  kolei  ja  cię  proszę,  abyś  za 

mnie wyszła, a ty mnie odrzucasz. Dlaczego? Czy masz kogoś? O co chodzi? 

–  Trzy  lata  temu  mówiłeś,  że  mnie  kochasz,  ale  nie  zgadzałeś  się  na  ślub.  Teraz  za  to 

małżeństwo ma być wygodnym parawanem, sposobem na uniknięcie czegoś, na co nie masz 

ochoty.  –  April  zadrżała  i  odwróciła  się  od  niego,  żeby  nie  zobaczył  napływających  jej  do 

oczu łez. – Zmieniłeś zdanie. Dlaczego ja nie mogę też tego zrobić? A może to ty masz inną 

kobietę? 

–  Nie  bądź  śmieszna!  –  zawołał.  –  Gdybym  miał  inną,  to  nie  prosiłbym  cię  o  rękę, 

prawda? 

– Może tak, może nie. – Odkręciła prysznic i sprawdziła dłonią temperaturę wody. Nawet 

gdyby była lodowato zimna, nie zwróciłaby na to uwagi.   

– Powiedz mi prawdę! – zrobił krok w jej stronę. – Czy jest ktoś inny? Czy o to chodzi? 

– Nie! – krzyknęła, wchodząc pod prysznic i zatrzaskując szklane drzwi z takim impetem, 

ż

e aż niebezpiecznie zadzwoniły. – Wyjaśnijmy coś sobie. Trzy lata temu nie kochałeś mnie, 

tylko pożądałeś. A to jest różnica. Teraz próbujesz zalegalizować nasz związek, bo obawiasz 

się, że stygniesz. Nie pragniesz, abym nosiła twoje nazwisko, miała z tobą dzieci i zajmowała 

się domem! 

–  Czy  naprawdę  jesteś  tak  beznadziejnie  głupia?  –  Usłyszała  jego  głos  zza  szyby.  Ręce 

trzęsły się jej tak, że z trudem mogła utrzymać w nich mydło. Głos Jace’a ponownie przebił 

się przez szklane drzwi: 

–  Mam  gosposię,  a  w  każdym  razie  będę  miał,  jak  tylko  znajdę  kogoś  odpowiedniego, 

mogę zaangażować kucharkę, ale żony się nie wynajmuje! 

–  No  właśnie!  –  wrzasnęła.  –  Więc  nie  próbuj  mnie  wynajmować!  Nie  jestem  na  każde 

zawołanie.  Jestem  ci  potrzebna,  gdy  masz  problemy,  a  kiedy  indziej  masz  mnie  w  nosie!  Ja 

też coś czuję! Słyszysz? I nie wyjdę za ciebie! – Kiedy odważyła się w końcu odwrócić, już 

go nie było.   

Wstrzymywane  tak  długo  łzy  popłynęły  wreszcie  strumieniem.  Stała  pochylona,  nie 

mogąc pohamować wstrząsającego nią szlochu.   

A  więc  zrobiła  to.  Doprowadziła  do  tego,  że  mężczyzna,  którego  kochała,  stał  się  o  nią 

zazdrosny na tyle, by się jej oświadczyć. Odrzuciła jego propozycję, ponieważ marzyła, żeby 

powodowała  nim  miłość,  a  nie  kłopoty  z  wytwórnią.  Zaoferował  jej  małżeństwo  i  tylko  to 

powinno mieć znaczenie! A ona, jak idiotka, odmówiła mu z zupełnie nieistotnych powodów 

i  w  dodatku  nie  tylko  nie  będzie  jego  żoną,  ale  nawet  straciła  szansę,  aby  zostać  jego 

przyjaciółką  i  kochanką.  Spaliła  za  sobą  wszystkie  mosty.  Ależ  była  niemądra!  Potwornie, 

niewyobrażalnie głupia! 

Czy  da  się  jeszcze  naprawić  szkody,  jakie  wyrządziła?  Czy  potrafi  wytłumaczyć  mu 

swoje stanowisko, tak by ją zrozumiał i może nawet wybaczył nieprzemyślaną decyzję? 

Rozsunęła drzwi prysznica i nie widząc nic przez zalane wodą i łzami oczy, sięgnęła do 

szafki  po  ręcznik.  Owinęła  go  wokół  ciała,  drugi  narzuciła  na  ociekające  wodą  włosy,  nie 

przejmując się tym, jak to wygląda. Nie zakręcając nawet za sobą kranu, otworzyła drzwi do 

background image

sypialni.   

Jace znajdował się w pokoju. Wpychał byle jak koszule do leżącej przed nim torby.   

–  Jace?  –  głos  odmówił  jej  posłuszeństwa.  Musiała  odchrząknąć,  żeby  zacząć  po  raz 

drugi. – Jace? Co ty robisz? 

– Wyjeżdżam – wyjaśnił, nie przerywając pakowania. – Nie będzie mnie przez jakiś czas. 

Oczekuję, że do tej pory wyprowadzisz się stąd. Mam nadzieję, że kiedy wrócę, nie zastanę tu 

twoich  rzeczy.  –  Spojrzał  na  nią  z  kamiennym  i  nieubłaganym  wyrazem  twarzy.  – 

Zrozumiałaś? Wszystko, co należy do ciebie, ma zniknąć.   

– Ale... – zaczęła. Przerwał jej natychmiast.   

–  Daję  ci  aż  tyle  czasu,  żebyś  mogła  wyrzucić  ze  swojego  domu  tych,  którzy  go 

wynajmują, albo znaleźć jakieś inne mieszkanie. Jeśli ci się nie uda, to już twoja strata, moja 

pani.  Ale  jestem  pewien,  że  z  tą  twoją  rezolutną  główką  i  prawdziwym  talentem  znajdziesz 

sobie prędko kogoś, z kim będziesz mogła zamieszkać. – Zamknął z hukiem szafę, przeszedł 

obok niej do łazienki i pozbierał swoje przybory do golenia.   

–  Nie  martw  się.  Na  pewno  nie  będziesz  długo  sama.  Takie  atrakcyjne  ciało  tego  nie 

zniesie.   

I  wyszedł  z  pokoju,  trzaskając  drzwiami.  Stała  jak  skamieniała  na  środku  sypialni.  W 

uszach wciąż jeszcze miała jego słowa, czuła się tak, jakby ktoś ją pobił. Echo jego kroków 

jeszcze nie przebrzmiało w holu. Usłyszała odgłos zamykanych drzwi wyjściowych.   

– Jace! – krzyknęła i popędziła za nim. Ale było już za późno. Samochód Jace’a zniknął 

za zakrętem.   

– Jace... – Nie mogła w to uwierzyć. Słyszała cichnący w oddali warkot silnika.   

Jace odszedł.   

background image

ROZDZIAŁ 8 

 

Do  poniedziałku  April  wypłakała  chyba  wszystkie  łzy.  Głowa  jej  pękała,  oczy  miała 

czerwone  jak  królik,  a  całe  ciało  obolałe.  Wyglądała  okropnie,  ale  nie  miało  to  dla  niej 

ż

adnego znaczenia.   

Sam  uniósł  głowę,  kiedy  weszła  do  holu.  Oczy  zrobiły  mu  się  przez  chwilę  okrągłe  ze 

zdumienia. Zerwał się zza biurka i pośpieszył za April do jej gabinetu.   

–  Co  się  stało,  April?  Wyglądasz  jak  zmora!  –  zawołał,  siadając  na  brzegu  jej  biurka  i 

przyglądając  się  jej  uważnie.  Wyglądało  na  to,  że  się  domyśla,  ale  najwyraźniej  wolał,  aby 

sama potwierdziła jego przypuszczenia.   

– Jace się wyprowadził – wyjaśniła cicho, odchylając głowę na oparcie skórzanego fotela.   

– Wyprowadził się ze swojego własnego domu? 

–  Dał  mi  dwa  tygodnie  na  znalezienie  sobie  innego  mieszkania.  –  Zawahała  się,  zanim 

powiedziała  głośno  to,  czego  nie  chciała  do  tej  pory  przyznać  sama  przed  sobą.  –  To  już 

koniec.   

– A to sukin... – Sam urwał uderzając dłonią w biurko. – O co poszło? 

– Odrzuciłam jego oświadczyny.   

– Ale dlaczego? Czy nie do tego właśnie dążyłaś? 

–  Tak.  Tylko  że  on  mi  się  oświadczył,  ponieważ  nie  miał  ochoty  pokazywać  się 

publicznie  z  Sandrą  Tanner.  Straciłam  panowanie  nad  sobą  i...  –  Zamknęła  oczy  i  znowu 

zobaczyła  kamienną  twarz  Jace’a.  –  Już  nawet  nie  pamiętam,  jak  to  dokładnie  było. 

Zagalopowaliśmy się.   

Sam gwizdnął przez zęby.   

– I co teraz? – spytał, przerywając nagłą ciszę.   

Westchnęła otwierając oczy. Były matowe i osowiałe ze zmęczenia.   

–  Nie  wiem.  Mój  dom  jest  wynajęty  na  następne  cztery  miesiące.  Chyba  powinnam  się 

rozejrzeć za mieszkaniem. Ale to dopiero jutro. Nie mam na to dzisiaj siły.   

Sam nerwowo przeczesał włosy dłonią.   

–  Nie  mogę  uwierzyć,  że  dwoje  mądrych  skądinąd  ludzi  mogło  się  tak  idiotycznie 

zachować. Straciłem resztki wiary w miłość i małżeństwo.   

Lekki uśmiech rozjaśnił na chwilę jej smutną twarz.   

– Kłamczuchu! Nigdy w to nie wierzyłeś, więc mi tu teraz nie opowiadaj takich bajeczek.   

– Myślałem, że wy dwoje jesteście wyjątkiem.   

–  No  to  teraz  już  wiesz,  że  nie  –  April  nie  była  w  stanie  zabrać  się  do  pracy.  –  Co 

nowego? Jest coś ważnego? 

Wziął do ręki kalendarz i przypomniał: 

– Masz sprawę o podział majątku pary żyjącej w konkubinacie. Nie wiem, czy ta kobieta 

przyjdzie.  –  Wiedzieli  z doświadczenia,  że  większość  kobiet  zgłaszających  się  do  kancelarii 

nie przychodziła po raz drugi. Na ogół załatwiały sprawę we własnym zakresie.   

– O której? 

background image

– Przed samym lunchem. – Zerknął na April. – A potem jesteś umówiona na lunch.   

– Z kim? 

– Ze mną.   

April znowu się uśmiechnęła.   

– Świetnie.   

Postanowiła  skoncentrować  się  na  pracy.  Przejrzała  szybko  dokumenty.  Pani  Cochran 

powinna przede wszystkim spojrzeć prawdzie w oczy.   

Była  to  pani  w  średnim  wieku,  która  swego  czasu  przyjęła  pracę  gosposi  i  zaczęła 

romansować  z  pracodawcą.  Żyła  w  świecie  ułudy,  widząc  wszystko  tak,  jak  sama  sobie 

wyobraziła, co niekoniecznie było zgodne z rzeczywistością.   

–  Pani  Cochran,  czy  nie  rozumie  pani,  że  sąd  nie  może  pani  bronić,  dopóki  się  pani  nie 

wyprowadzi od tego człowieka? – April tłumaczyła spokojnie zastanawiając się jednocześnie, 

jak można żyć z kimś, o kim nawet nie można mówić bez płaczu.   

– Wiem, że to brzmi dla pani idiotycznie, panno Flynn. Ja po prostu chcę, żeby pani z nim 

porozmawiała. Musi zrozumieć, że może mieć proces o uwiedzenie mnie, jeśli zechce ożenić 

się z inną kobietą. Ta druga nie kocha go. A ja tak. Ostatecznie to ja pilnuję, żeby zjadł, jak 

należy, zanim wyjdzie z domu, ja piorę i prasuję jego ubrania, żeby wyglądał porządnie, gdy 

się z kimś umawia. Wszystko jest na mojej głowie i...   

April patrzyła z niedowierzaniem na siedzącą przed nią kobietę.   

–  Pierze  pani  jego  rzeczy,  żeby  wyglądał  porządnie,  kiedy  spotyka  się  z  innymi 

kobietami? Pani Cochran, z tego co mi pani do tej pory opowiedziała, wynika, że pracuje pani 

jako gosposia i nie chce pani, żeby człowiek, pod którego dachem pani przebywa, ożenił się z 

inną. To nie są podstawy  do sprawy. Wyśmiano by  nas w sądzie. Potrzeba nam dowodu, że 

traktował  panią  jak  żonę,  pozwalał  pełnić  honory  domu,  gdy  odwiedzali  was  goście,  żył  z 

panią... 

Kobieta otworzyła szeroko oczy.   

– To się nie uda. On mnie nigdy nie przedstawiał jako żonę.   

April uderzyła lekko dłonią w biurko i pochyliła się ku niej, mając nadzieję, że ta bliskość 

pomoże w nawiązaniu kontaktu.   

–  Czy  sypiała  pani  z  nim?  –  zapytała.  Twarz  pani  Cochran  pokryła  się  krwistym 

rumieńcem. Dopiero po dłuższej chwili nabrała zwykłych kolorów.   

– Tak – wyszeptała.   

– Często? 

Pani Cochran spuściła wzrok.   

– Dwa razy – wyznała cicho.   

April przyglądała się swoim paznokciom. Dwa razy, pracowała dla tego mężczyzny trzy 

lata. To ci dopiero romans! 

– Ostatnio? 

– Nie.   

– Czy na podstawie tych dwóch zdarzeń uznała pani, że on jest z panią związany? 

– Tak – brzmiała cicha odpowiedź. Kobieta uniosła wzrok. W jej oczach było cierpienie. 

background image

– Powiedział, że z żadną kobietą nie czuł się tak dobrze i że mnie kocha. „Jestem pewna, że 

był szczery.   

– Ile to już razy April słyszała te słowa! Zbyt często, by – mogła zliczyć.   

–  Być  może,  że  wtedy  rzeczywiście  tak  myślał.  Ale  rozumie  pani,  nie  mamy  dowodów, 

ż

eby wytoczyć sprawę.   

– Nie ma pani nawet argumentów, żeby z nim dyskutować.   

Mężczyźni  zmieniają  zdanie  często,  jeśli  chodzi  o  ich  życie  osobiste,  pani  Cochran,  ale 

nie  można  ich  z  tego  powodu  ciągać  po  sądach.  A  w  każdym  razie  nie  w  tym  przypadku.  – 

April  tłumaczyła  łagodnie  i  cicho,  zdając  sobie  sprawę,  co  czuje  ta  kobieta.  Wiedziała 

jednocześnie,  że  nie  może  jej  w  żaden  sposób  pomóc.  –  Naprawdę  nic  nie  mogę  dla  pani 

zrobić.   

Kobieta wstała i skierowała się do drzwi.   

– Tak czy inaczej, dziękuję pani – odezwała się i rozpłakała się cicho.   

April chwyciła swój notes i pióro.   

–  Proszę  chwilę  zaczekać.  –  Napisała  adres  na  kartce.  –  Proszę  zadzwonić  do  tej  pani  i 

umówić się z nią . Jest psychologiem i nie bierze dużych honorariów. Proszę porozmawiać z 

nią o tym. – Pani Cochran patrzyła na nią nieufnie. – Czasem taka rozmowa naprawdę dobrze 

robi, nawet jeśli to pani będzie cały czas mówiła.   

Pani  Cochran  spojrzała  na  nią  swymi  jakby  wyblakłymi  oczyma.  Kiwnęła  głową  bez 

wyrazu i wyszła, zamykając za sobą cicho drzwi.   

April  zamyśliła  się.  Sprawa  pani  Cochran  pogłębiła  jej  przygnębienie,  spowodowane 

komplikacjami  uczuciowymi.  Jace  stale  powtarzał,  że  ją  kocha.  Ale  miłość,  jak  się  okazało, 

mogła być pretekstem do nie zawsze właściwego zachowania.   

Czy była w takiej samej sytuacji, jak pani Cochran? Mieszkała z Jace’em, ale kochał się z 

nią  więcej  niż  dwa  razy...  No  i  ona  nie  prasowała  koszul,  nie  gotowała,  poza  szczególnymi 

okolicznościami.  Prawdę  mówiąc,  nawet  jej  nie  utrzymywał.  Kiedy  się  do  niego 

wprowadzała,  zdecydowała,  że  sama  będzie  płacić  rachunki  za  światło  i  telefon.  Jemu 

pozostały spłaty kredytu i rachunki za gaz. Poza tym uparła się, że będą się dzielić po połowie 

wydatkami na jedzenie. Zawsze się z tego śmiał...   

Nie,  nie  była  panią  Cochran.  Ale  znalazła  się  w  równie  kłopotliwym  położeniu.  Było  to 

smutne.   

Reszta  dnia  minęła  szybko.  April  pozałatwiała  bieżące  sprawy  i  poszła  z  Samem  na 

lunch.  Potem  wpadła  do  sądu,  gdzie  miała  reprezentować  klienta,  którego  syn  wybił  okno. 

Podyktowała kilka listów, podpisała jakieś dokumenty, zaplanowała następny dzień – i to już 

było wszystko.   

Odetchnęła,  zapadając  się  w  fotel.  Przymknęła  oczy.  Uświadomiła  sobie,  że  niewiele 

zapamiętała z kończącego się dnia. Potrafiła pracować jak automat.   

Sam wsunął głowę przez drzwi.   

– Czas do domu, pani mecenas. Margaritę? 

–  Z  przyjemnością  –  odparła  nie  otwierając  oczu.  Zatopiła  się  w  marzeniach...  Jace  był 

przy  niej...  Niemal  czuła  jego  obecność  w  pokoju...  Łzy  wezbrały  jej  pod  powiekami.  Nie 

background image

mogła w to uwierzyć. Była pewna, że wypłakała już wszystkie.   

Usłyszała cichy szum miksera i po chwili poczuła w dłoni dotyk zimnego szkła.   

– Na zdrowie! – Sam jednym haustem połknął całą zawartość swojej szklanki.   

– Na zdrowie – odpowiedziała niewyraźnie, popijając drinka.   

– Chodź ze mną na kolację.   

– Nie.   

– Dlaczego nie? Nie masz nic lepszego do roboty – nalegał Sam.   

– Masz wieczorem wykład i nie możesz go stracić przeze mnie.   

– Nic mnie to nie obchodzi. Chodź ze mną. Nie chcę, żebyś została sama.   

– Muszę się zacząć do tego przyzwyczajać, Sam – spojrzała na niego smutnym wzrokiem. 

Cała była jak odrętwiała.   

Spojrzał  jej  prosto  w  oczy.  Chciał,  żeby  wiedziała,  że  może  na  niego  liczyć,  że  jest  jej 

przyjacielem. W końcu ustąpił.   

– Zadzwoń, jeśli mnie będziesz potrzebować, dobrze? Będę w domu o dziesiątej.   

Kiwnęła głową.   

– Dobrze. A teraz zmykaj.   

Sam zawahał się przez chwilę, potem odstawił szklankę na biurko i cicho wyszedł.   

April Flynn siedziała samotnie w biurze. Łzy, które nie wiadomo skąd się jeszcze brały, 

popłynęły strumieniem.   

Jeszcze  godzinę  spędziła  w  kancelarii.  Wreszcie  po  ciemku  pojechała  do  domu.  Nie 

wiedziała, skąd znalazła w sobie jeszcze tyle energii, aby się jakoś pozbierać. Postanowiła, że 

weźmie się w garść.   

Przypomniała sobie rozmowę z panią Cochran. Dlaczego potrafiła doradzać innym, a nie 

mogła poradzić sobie z własnymi problemami? Wyprostowała się. Da sobie radę. Życie toczy 

się  dalej,  z  Jace’em,  czy  bez  niego.  Ostatecznie  była  zupełnie  szczęśliwa,  zanim  poznała 

Jace’a.   

Dom  był  pusty,  ale  przesiąknięty  obecnością  Jace’a.  Czego  się  właściwie  spodziewała? 

To był jego dom! Zrobiła sobie byle jaką kolację. Wzięła do ręki kanapkę z jajkiem, szklankę 

mleka  i  usiadła  przed  telewizorem.  Musiała  zająć  czymś  uwagę,  żeby  oderwać  się  od 

wspomnień.   

O północy była w łóżku. Położyła się na środku, wmawiając sobie, że Jace’a zatrzymano 

w studio. Nie podziałało. Sen nie przychodził. Szeroko otwartymi oczyma wpatrywała się w 

sufit.  Cały  czas  nasłuchiwała.  Miała  nadzieję,  że  dobiegnie  ją  odgłos  otwieranych  drzwi  i 

kroki Jace’a w holu. Nic takiego jednak nie nastąpiło.   

Zza okna dochodził śpiew ptaka. Wstała. Naga zanurzyła się w basenie i zaczęła pływać. 

Przepłynęła  chyba  dziesięć  długości,  w  końcu  wyszła  z  wody,  wzięła  prysznic  i  wreszcie 

poczuła zmęczenie. Położyła się i zapadła w lekki sen, wypełniony marzeniami o Jace’ie.   

Do czwartku April jakoś się pozbierała. Co prawda łzy ciągle napływały jej do oczu przy 

byle okazji i nadal była na granicy depresji. Podjęła jednak decyzję, że te przeżycia nie mogą 

mieć wpływu na jej dalsze życie.   

Czy  Jace  nie  próbował  dyrygować  nią  od  początku?  Musiała  użyć  całego  wdzięku, 

background image

zdecydowania  i  determinacji,  aby  ocalić  resztki  samodzielności.  Musiała  walczyć  i  z  kilku 

spraw  zrezygnowała  dla  świętego  spokoju.  Chciał  kierować  ich  związkiem.  I  jakoś  to  się 

toczyło.   

W  ciągu  minionych  dni  April  przypomniała  sobie  wiele  swoich  ustępstw  i  to 

wspominanie drobnych niepowodzeń wzmogło jej uraz do Jace’a. Kiedy teraz o tym myślała, 

dochodziła  do  wniosku,  że  była  jednak  wtedy  szansa  na  wygranie  tych  pozornie  błahych 

sporów.   

We  czwartek  późnym  wieczorem  wracała  do  domu.  Po  drodze  zatrzymała  się  w  barze 

szybkiej  obsługi.  Prowadziła  jedną  ręką,  w  drugiej  trzymała  kanapkę.  Nie  wiedziała,  co  je. 

Kupiła,  bo  spodobało  się  jej  opakowanie.  Ale  nawet  gdyby  to  były  trociny,  wolała  je  od 

jedzenia  w  domu.  Nie miała  odwagi  wypróbowywać  swoich  nędznych  talentów  kulinarnych 

na samej sobie.   

W  oknach  paliło  się  światło.  Poczuła  zaskoczenie,  strach  i  podniecenie  zarazem.  Jace. 

Przyspieszyła kroku, głowę miała jasną. Była gotowa do walki. Wreszcie będzie miała okazję 

powiedzieć, co myśli o jego postępowaniu.   

Niebieskie oczy miotały błyskawice.   

Drzwi były zamknięte. Czy nie zamierzał wpuścić jej do środka? Nie, nie zrobiłby tego. 

Dał  jej  dwa  tygodnie  na  wyprowadzenie  się  i  była  pewna,  że  dotrzyma  słowa.  Udało  jej  się 

wreszcie włożyć klucz do zanika i otworzyć drzwi. Powitała ją głucha cisza.   

– Kto tam? – zawołała. Nie było odpowiedzi. Wolnym krokiem weszła do holu, potem do 

salonu, włączając po drodze światła. Nikogo nie zastała.   

Nie musiała dalej sprawdzać. Wiedziała, że dom jest pusty.   

Nagle  opuściła  ją  cała  energia.  Serce  waliło  jej  mocno  w  piersi.  Ogarnęło  ją  uczucie 

przegranej. Usiadła na sofie i oparła głowę na dłoniach. Był tu, ale poszedł bez słowa, nic nie 

zostawiając, o nic nie prosząc.   

Oczy  znowu  wypełniły  się  łzami.  Pociągnęła  nosem.  Tym  razem  nie  będzie  płakać. 

Zdecydowanym ruchem podniosła słuchawkę i zaczęła wykręcać numer.   

Głos jej drżał, ale miała nadzieję, że nie będzie tego słychać.   

– Sam? Masz ochotę na dobrą kolację? Ja stawiam. Co tylko zapragniesz.   

Zgodził się natychmiast, więc umówiła się, że podjedzie po niego za godzinę. Dawało jej 

to  trzydzieści  minut  na  przygotowanie  się  do  wyjścia  i  następne  pół  godziny  na  dojazd. 

Zaczęła zbierać się w  gorączkowym pośpiechu, chcąc jak najszybciej opuścić miejsce, które 

tak bardzo przypominało jej Jace’a.   

Dopiero kiedy gotowa stanęła przed lustrem, zobaczyła list.   

Drżącymi rękoma rozerwała kopertę i wyjęła zapisaną kartkę.   

 

„Flynn!  Musiałem  zabrać  trochę  swoich  ubrań.  Zostawiam  zapalone  światło.  Jeśli 

będziesz czegoś potrzebowała, zadzwoń do mnie do studia.   

 

Jace”.   

 

background image

–  Jeśli  będziesz  czegoś  potrzebowała!  –  powtórzyła  głośno  do  pustych  ścian.  Łzy 

tamowały  jej  głos.  –  Jeśli  będziesz  czegoś  potrzebowała...  –  dygocącymi  dłońmi  podarła 

kartkę na drobne kawałki. Maleńkie skrawki papieru sfrunęły na dywan. Nie przejmowała się 

tym.   

Odetchnęła  kilka  razy  głęboko,  starając  się  powstrzymać  napad  histerii.  Ale  bez  skutku. 

Zaczęła na przemian śmiać się i płakać. Potrzebowała! Ona pragnęła! Pragnęła, ze wszystkich 

sił, aby był obok niej, obejmował ją, całował, dotykał i pieścił. Marzyła o tym, by znaleźć się 

w  jego  ramionach,  by  znowu  usłyszeć  jego  śmiech,  by  w  ciszy  pobyć  w  jego  towarzystwie. 

Ale przede wszystkim chciała, żeby znowu dzielił z nią życie.   

Rozejrzała się wokół. Wszystko przypominało Jace’a. Meble, książki, ubrania. Musi stąd 

uciec.  Na  oślep  sięgnęła  po  klucze  i  torebkę.  Trzymając  wszystko  w  ręce,  pobiegła 

korytarzem. Zatrzasnęła drzwi i wypadła na dwór. Przekręciła klucz w zamku.   

Sam  czekał  w  swoim  mieszkaniu,  oglądając  transmisję  z  meczu.  Rzucił  tylko  na  nią 

okiem i natychmiast wyłączył telewizor.   

W ciszy nalał i podał jej szklankę czystej szkockiej. Wypiła. Alkohol sprawił jej prawie 

przyjemność,  w  każdym  razie  na  chwilę  oszołomił.  Sam  posadził  ją  na  kanapie  i  zajął  się 

nastawianiem jakiejś płyty.   

Uniosła głowę i patrząc mu w oczy powiedziała bezradnie: 

– Nie mogę tam wrócić na noc, Sam. Nie mogę myśleć. Nie mogę spać. Co mam robić? 

Uśmiechnął się ze smutkiem.   

– Zostań tutaj.   

– Tutaj? – powtórzyła ze zdumieniem.   

– Czemu nie? Jest druga sypialnia.   

Westchnęła, opierając głowę na oparciu kanapy i przymykając powieki.   

–  Dzięki  –  powiedziała  cicho.  Spojrzała  na  Sama.  Stał  przy  niej,  patrząc  na  nią  z 

niepokojem. Bezwiednie wysunął rękę i odgarnął z czoła opadający, czarny lok. Uśmiechnęła 

się.   

– Nie chcesz wiedzieć, co się stało? 

–  Jako  dobry  adwokat  i  tak  zawsze  sam  dochodzę  sedna  sprawy.  Jako  przyjaciel, 

poczekam, aż będziesz miała ochotę mi powiedzieć.   

– Dzięki Sam.   

Odprężyła się w jego towarzystwie. Ułożyła się wygodnie na kanapie.   

Nie  pytając  jej  o  zdanie,  Sam  zadzwonił  do  pizzerii  i  po  dwudziestu  minutach  siedzieli 

przy kolacji. Jedli w milczeniu. Próbowali rozmawiać, ale bez powodzenia. Kiedy skończyli, 

Sam zaprowadził ją do pustego pokoju i zabrał się za sprzątanie ze stołu.   

– Czy ja to przeżyję? – spytała April. Przez otwarte drzwi usłyszała odpowiedź: 

–  Nawet  więcej.  Będziesz  moim  wspólnikiem.  Będziemy  razem  pracować,  czy  ci  się  to 

podoba, czy nie! 

–  Tak  jest!  –  Uśmiechnęła  się  przez  łzy.  Był  dla  niej  taki  dobry.  Pomyślała,  że  miała 

naprawdę szczęśliwą rękę zatrudniając go.   

Niespodziewanie  zdrzemnęła  się.  Powieki  zrobiły  się  jej  nagle  ciężkie  jak  z  ołowiu. 

background image

Przygnębiające myśli stały się mniej natarczywe, ustąpiło napięcie.   

Nie wiedziała, która była godzina, kiedy Sam delikatnie dotknął jej ramienia i wbrew jej 

woli  zaprowadził  ją  do  łóżka.  Zdjął  jej  pantofle,  rozpiął  sukienkę  i  ułożył  pod  kołdrą  w 

bieliźnie, która musiała zastąpić nocną koszulę. Otulając ją uśmiechał się, ale jego oczy były 

smutne. Przyszła do niego, choć była zakochana w innym mężczyźnie. Zaufała mu, bo był jej 

przyjacielem.  Przez  cały  czas,  kiedy  razem  pracowali,  ani  razu  nie  pomyślała  o  nim  w  inny 

sposób. Nie kochała go. Kochała Jace’a.   

Następne  dni  upłynęły  podobnie.  April  przyjeżdżała  do  biura  z  mieszkania  Sama  i 

pracowała tak długo, aż nie mogła już utrzymać w palcach pióra. Potem jadła coś na mieście, 

podczas gdy Sam szedł na wykłady. Spotykali się ponownie w domu.   

Zdarzyło  się  im  kilka  razy  jeść  kolację  razem,  ale  na  ogół  Sam  wracał  do  domu,  kiedy 

April szykowała się już do spania.   

Któregoś  wieczora  Sam  wrócił  do  domu  wcześnie.  April  wyszła  właśnie  z  wanny  po 

długiej  kąpieli.  Stała  przed  nim  owinięta  ciasno  szlafrokiem,  z  mokrych,  przylegających  do 

czoła włosów kapała woda.   

– Zdawało mi się, że byłeś umówiony z jakąś dziewczyną.   

– Owszem.   

– No to co się stało? Nie spodziewałam się ciebie wcześniej niż za dwie godziny.   

Jej  niebieskie  oczy  lśniły  w  świetle  lampy.  Sam  odkaszlnął  nerwowo,  zanim 

odpowiedział.   

–  Była  tak  nudna,  że  nie  wytrzymałbym  z  nią  dłużej  ani  chwili.  Poza  tym  mieszka  z 

dwiema koleżankami, a nie mogłem przecież przyprowadzić jej tutaj.   

Uśmiech  zniknął  z  twarzy  April.  Uświadomiła  sobie  nagle,  jak  bardzo  komplikuje 

Samowi życie.   

– O Boże, Sam! Przepraszam. Nie pomyślałam, że ty... No wiesz.   

Roześmiał się widząc jej zażenowanie.   

–  Nie  przejmuj  się.  Jeśli  dziewczyna  byłaby  warta  spędzenia  z  nią  wieczoru, 

przyprowadziłbym ją tutaj i poprosił ciebie, żebyś wyszła na jakiś czas. Ale ta panienka jest 

kompletnie  pozbawiona  inteligencji.  Chyba  stwórca  przez  pomyłkę  wypełnił  jej  głowę 

powietrzem, zamiast czymś bardziej konkretnym. Po prostu balon zamiast głowy – stwierdził 

z niesmakiem. – Powiem ci prawdę, że nawet gdyby ciebie tu nie było, to chyba bym cię po 

prostu wymyślił, żeby tylko tu nie przyszła.   

– To znaczy, że chciała przyjść? – April nie była pewna, czy dobrze zrozumiała.   

– O, tak – odpowiedział siadając ciężko na miękkim, skórzanym fotelu. – Zaproponowała 

przy  kolacji,  żebyśmy  wylądowali  u  mnie  przed  dziewiątą,  bo  o  dziesiątej  trzydzieści  musi 

wrócić do domu. Chciała też upewnić się, czy w tym czasie zdołam ją doprowadzić do, jak to 

nazwała, ekstazy. Odparłem, że nie czuję się na siłach i odwiozłem ją do domu.   

April  nie  wytrzymała  i  parsknęła  śmiechem.  Długo  zaśmiewali  się  do  rozpuku  z 

nieszczęsnej dziewczyny i jej wyobrażenia o prawdziwej randce.   

– Gdzie ty wynajdujesz takie okazy, Sam? W innych sprawach wykazujesz tyle wyczucia.   

Wzruszył ramionami.   

background image

–  One  są  bardzo  różne.  Niektóre  potrafią  się  zachowywać  jak  prawdziwe  damy,  inne  są 

po  prostu  miłymi  dziewczynami.  A  raz  na  jakiś  czas  trafia  się  taka  jak  dziś.  Całe  szczęście, 

nie zdarza mi się to zbyt często.   

– Ale z pewnością taka lokatorka jak ja, nie jest ci potrzebna – orzekła April. Zrozumiała, 

ż

e przeszkadza Samowi. – Muszę sobie znaleźć mieszkanie.   

Sam zaprotestował gwałtownie.   

–  Wcale  nie  musisz.  Dobrze  mi  się  z  tobą  mieszka,  a  gdybym  chciał  tu  kogoś 

przyprowadzić, to powiedziałbym ci.   

Jednak April była już zdecydowana.   

– Zobaczymy – powiedziała wstając. – Dobranoc, Sam – dodała i wyszła z pokoju.   

–  Dobranoc,  April  –  odpowiedział  Sam  patrząc  za  nią.  Weszła  do  swojej  sypialni. 

Zamknął oczy i próbował skoncentrować myśli na czymś innym niż April i jej pogmatwanych 

uczuciach.   

 

Wkrótce po tym, gdy zdecydowała się zamieszkać z Samem, April zabrała trochę swoich 

rzeczy z domu Jace’a. Wpadła po nie jak po ogień. Prześladowały ją wspomnienia dawnych, 

dobrych  czasów,  bezpowrotnie  minionych.  Większość  jej  ubrań  pozostała  tam  nadal, 

ponieważ  nie  wymówiła  umowy  z  parą  wynajmującą  jej  dom  i  nie  znalazła  sobie  nowego 

lokum.  Nie  miała  gdzie  tego  wszystkiego  podziać.  Za  każdym  razem,  kiedy  próbowała  się 

nad tym zastanowić, nie była w stanie podjąć ostatecznej decyzji. Wmawiała sobie, że nie ma 

czasu  z  powodu  nawału  pracy.  Nie  mogła  znaleźć  w  sobie  dość  sił,  by  spakować  wreszcie 

swoje rzeczy. Dopóki znajdowały się w domu Jace’a, świtał jeszcze promyk nadziei.   

Zdjęcie  Jace’a  znowu  pojawiło  się  w  gazetach.  Prowadził  Sandrę  Tanner  na  bal 

dobroczynny.  Uśmiechał  się,  a  Sandra  promieniała.  Zastanawiano  się,  co  ich  łączy, 

sugerowano rychły ślub.   

April  przeczytała  wszystkie  notki  i  artykuły.  To  była  bardzo  nieprzyjemna  lektura. 

Kolejny  artykuł  wzmagał  jej  ból,  ale  nie  mogła  się  powstrzymać  przed  przeczytaniem 

następnego.  Wydało  się  jej,  że  teraz  nie  ma  już  odwrotu,  że  ich  związek  jest  na  zawsze  i 

nieodwracalnie skończony.   

Jednak  w  marzeniach  sennych  powracały  dobre  wspomnienia  o  ich  miłości.  Noc 

podsycała umierającą za dnia nadzieję.   

April  spojrzała  na  stojący  na  biurku  kalendarz,  aby  sprawdzić,  czy  ma  już  zaplanowane 

rozprawy  w  sądzie  na  następny  tydzień.  Nagle  z  przestrachem  uświadomiła  sobie,  że  Jace 

kończy  dziś  zdjęcia  do  nowego  filmu.  W  sobotę  mieli  wyjechać  do  Oregonu.  To  już  jutro. 

Planowali  zupełnie  wyjątkowe  wakacje,  cudowna  samotność  we  dwoje.  Te  trzy  tygodnie 

miały należeć tylko do nich...   

Sobota. Czuła ucisk w gardle i oddychała z trudem.   

Jak wiele wydarzyło się przez ten miesiąc! Z jaką energią i radością zastanawiała się, co 

zrobić, aby Jace się jej oświadczył! Roztaczała wtedy przed sobą wizje wspólnej przyszłości. 

Ich  miłość  nie  udźwignęła  jednego  nieporozumienia.  Burza,  którą  rozpętała  zazdrość  i  nie 

spełnione pragnienia poczyniła nieodwracalne szkody. W głębi duszy musiała przyznać, że w 

background image

gruncie rzeczy chciała, żeby ją wtedy przekonał. Powinien był, jak książę z bajki, rozproszyć 

jej  niezadowolenie  pocałunkami  i  uściskami.  Sprawić,  aby  ugięła  się  pod  wpływem  tych 

argumentów. Pozwoliłaby mu wtedy się przekonać i dałaby się ukołysać w jego ramionach.   

Odegrała przed nim komedię i to się na niej zemściło. I to jak! Przez to, że zachowała się 

tak  idiotycznie,  straciła  wszystko,  co  było  w  jej  życiu  najważniejsze.  Tylko  dlatego,  że  nie 

była sobą! 

W  sobotę  rano  zabrała  się  energicznie  do  szukania  mieszkania.  To  nie  było  trudne. 

Naprzeciw  jej  biura,  dokładnie  po  drugiej  stronie  ulicy,  mieściła  się  niewielka  agencja. 

Zapłaciła  z  góry  za  kilka  miesięcy  i  sporządziła  listę  spraw  do  załatwienia.  Zanotowała,  że 

musi  pojechać  do  domu  Jace’a  po  swoje  rzeczy.  Dopiero  teraz  przeprowadzka  stała  się  dla 

niej faktem. Musiała pogodzić się z tym, że straciła Jace’a.   

Późnym  popołudniem  April  bardzo  niechętnie,  wsiadła  do  samochodu  i  pojechała  do 

domu. Na tylnym siedzeniu postukiwały puste pudła i walizka. Nadszedł czas.   

Dwa  tygodnie  minęły  Jace’owi  jak  we  śnie.  Film  był  już  gotowy,  kończył  się  również 

jego  kontrakt.  Większość  czasu  spędzał  w  hotelowym  barze,  popijając  drinka  za  drinkiem  i 

rozmyślając o tym, co by się mogło wydarzyć, gdyby... Aż do soboty.   

O jedenastej rano w sobotę znalazł się w salonie domu, który jego matka wynajmowała w 

ekskluzywnej dzielnicy Bel Air, w większości zamieszkałej przez gwiazdy filmowe i znanych 

piosenkarzy rockowych.   

Wyglądał  przez  okno  i  czekał,  aż  matka  zejdzie  z  góry.  Kiedy  ją  zobaczył,  chciał 

powiedzieć naprawdę coś miłego, ale słowa ugrzęzły mu w gardle. Zwrócił się tylko do niej z 

sakramentalnym: 

– Dzień dobry.   

Stanęła  w  drzwiach  pokoju.  Ramiona  otulał  kosztowny  szal  w  kolorze  zgaszonej  bieli. 

Czarne włosy spływały na plecy. Na twarzy malowała się nadzieja i zarazem niepokój.   

– Dzień dobry, Jace. Czy wszystko w porządku? 

– Oczywiście – odparł zirytowany. Czemu z taką łatwością czytała w jego myślach? 

Matka zesztywniała, a jej oczy zwęziły się dokładnie tak samo jak jego, kiedy był zły.   

– Gdybym miała zamiar wysłuchiwać takiego tonu, to sama bym do ciebie wpadła.   

Przez  chwilę  przypomniała  mu  rozzłoszczoną  April,  ale  szybko  w  zachowaniu  matki 

rozpoznał swoje własne odruchy.   

Poczuł  się  tak,  jakby  nagle  zobaczył  swoje  odbicie.  Wzruszył  bezradnie  ramionami. 

Drżącą dłonią odgarnął opadające na czoło włosy.   

–  Przepraszam.  Nie  miałem  zamiaru  na  ciebie  warczeć.  –  Uśmiechnął  się  niepewnie.  – 

Nie jestem dyplomatą. Proponuję zawarcie pokoju.   

Erica podeszła do niego.   

– Pokoju? Dlatego tu przyszedłeś? 

–  Tak.  Długo  się  nad  sobą  zastanawiałem  i  doszedłem  do  wniosku,  że  czas  najwyższy 

trochę  się  zmienić.  Na  przykład  przestać  prowadzić  z  tobą  wojnę.  To  jest  chyba  konieczne, 

jeśli  mamy  mieszkać  w  tym  samym  mieście  –  dodał  z  zakłopotaniem,  jakby  tłumacząc  się 

przed samym sobą ze swojej obecności.   

background image

Zacisnęła  powieki,  jakby  bała  się,  że  się  rozpłacze.  Kiedy  je  otworzyła,  jej  oczy  były 

dziwnie jasne. Patrzyła na niego przez chwilę, a potem wyciągnęła ramiona, jakby chciała go 

do siebie przytulić. Jednak zaraz je opuściła.   

– Nie wiem, co powiedzieć.   

Po raz pierwszy od początku rozmowy Jace uśmiechnął się.   

–  Ja  też  nie  wiem  –  odrzekł  ze  ściśniętym  gardłem.  –  Wiem  tylko,  że  muszę  pilnie 

załatwić kilka rzeczy i to jest jedna z nich.   

– Czy to był pomysł April? – spytała Erica wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszała.   

–  Nie  –  zaprzeczył  Jace.  Z  trudnością  wypowiadał  poszczególne  słowa.  –  Zasugerowała 

mi tylko, żebym uporządkował swoje sprawy, ale ta wizyta, to był mój pomysł.   

– Ona jest bardzo mądra. Naprawdę powinniśmy dojść do ładu z naszą przeszłością. To 

może  mieć  wielkie  znaczenie  na  przyszłość!  –  Zrobiła  jeszcze  jeden  niepewny  krok  w  jego 

stronę,  ale  zaraz  się  wycofała  z  rozbrajającym  uśmiechem.  –  Skoro  mamy  zawrzeć  pokój, 

może zrobimy to nad filiżanką kawy? Będę miała czymś zajęte ręce, a ty nie będziesz musiał 

wpatrywać się we mnie.   

Roześmiał  się  zadowolony  z  tej  propozycji.  To  spotkanie  okazało  się  trudniejsze,  niż 

sobie wyobrażał. Byli jak dwoje obcych ludzi, usiłujących zbliżyć się do siebie.   

–  Czy  dlatego  właśnie  Brytyjczycy  sięgają  po  herbatę  w  kłopotliwych  sytuacjach?  – 

Zapytał, idąc za nią korytarzem.   

– Nie wiem, ale to całkiem możliwe.   

Trzy godziny później był w drodze do biura Sida. Zabawne, jak szybko może minąć czas.   

April  miała  rację.  Wyolbrzymiał  rozczarowania  i  przeżycia  z  dzieciństwa.  Nie  od  razu 

doszedł do takiego wniosku.   

Po raz pierwszy w swym dorosłym życiu zainteresował się jej życiem i aktorską karierą, 

tym, co robiła, kiedy się urodził. Pytał o jej stosunki z ojcem. A ona opowiadała nad podziw 

chemie.   

Rozmawiali o nieporozumieniach, które narosły między nimi po śmierci ojca. Wyglądało 

na  to,  że  każde  z  nich  odebrało  tę  bolesną  stratę  jako  osobistą  krzywdę,  a  nie  jako  wspólne 

nieszczęście.  To  był  ten  moment,  kiedy  naprawdę  ich  drogi  się  rozeszły.  Oboje  przeżywali 

ból  w  samotności,  a  przepaść  między  nimi  narastała.  W  pewnym  momencie  okazało  się,  że 

nie  można  jej  już  było  pokonać.  Tak  było  wtedy.  Teraz,  po  upływie  lat  mogli  spróbować 

myśleć o sobie bez zwykłego rozgoryczenia.   

Zrozumiał  teraz  wiele.  Jako  dziecko  nie  mógł  tego  pojąć.  Ujrzał  wiele  spraw  w  innym 

ś

wietle.  Patrzył  przecież  na  życie  oczami  dorosłego  mężczyzny.  Uświadomił  sobie,  że 

związki  z  mężczyznami  dawały  jej  poczucie  wygody  i  bezpieczeństwa.  Nie  musiał  już 

osądzać.  Po  prostu  słuchał  i  wczuwał  się  w  jej  sytuację.  I  chwilami  jej  poglądy  na  życie 

przypominały jego postawę. To było zdumiewające.   

Jego  myśli  skierowały  się  ku  April.  Dostrzegł  podobieństwo  między  ich  związkiem  a 

stosunkami jego matki z tamtymi mężczyznami. Erica również obawiała się trwałych więzów, 

zupełnie  tak  jak  on  po  nieudanym  małżeństwie.  Oboje  uznali,  że  zupełnie  wystarczy  raz 

ponieść  klęskę.  Matka  nie  zdawała  sobie  sprawy,  że  ból  towarzyszy  miłości.  On  już  to 

background image

rozumiał.   

Im  dłużej  słuchał  opowieści  matki,  tym  wyraźniej  dostrzegał  podobieństwa.  Zrozumiał, 

ż

e  kierował  się  egoizmem.  Spodziewał  się,  że  April  poświęci  dla  niego  wszystko,  podczas 

gdy sam rezygnował tylko z tego, z czego chciał zrezygnować. Nic ponadto.   

Uzmysłowił sobie, że może utracić April na zawsze, i zrozumiał, że nie wolno mu do tego 

dopuścić. Musi ją odzyskać i sprawić, aby uwierzyła, że się zmienił. Jasno uświadomił sobie, 

ż

e  marzył  o  tym  samym,  co  ona:  o  miłości,  małżeństwie,  dzieciach.  Zaczął  w  duchu  modlić 

się gwałtownie o jeszcze jedną szansę...   

Wjechał  do  podziemia  i  oddał  kluczyki  parkingowemu.  Szybkim  krokiem  wszedł  do 

wielkiego  budynku  i  windą  dotarł  do  biura  Sida.  Musi  załatwić  kilka  spraw,  zanim  będzie 

mógł stanąć przed April.   

 

Jace  stał  w  gabinecie  Sida,  patrząc  w  zamyśleniu  na  plakat  przedstawiający  Charlie 

Chaplina, ale zamiast niego widział twarz April w chwili, gdy się jej oświadczał.   

Słyszał,  że  Sid  coś  mówi,  ale  nie  docierało  do  niego  ani  jedno  słowo.  Dopóki  nie  padło 

imię Sandry.   

– Co takiego? – zawołał, odwracając się z groźną miną. Sid przygładził resztki włosów na 

czubku głowy.   

–  Powiedziałem,  że  w  sobotę  masz  zabrać  Sandrę  na  niewielkie,  ale  dobrze 

rozreklamowane przyjęcie w domu twojego reżysera.   

– Nie ma mowy – zasyczał Jace przez zaciśnięte zęby.   

– Po pierwsze, od dzisiaj mam urlop. – Ból w piersi stawał się nie do zniesienia. Miał być 

razem  z  April,  planował  oświadczyć  się...  Otrząsnął  się  z  tych  myśli.  –  Poza  tym, 

wytrzymałem wystarczająco długo w towarzystwie tej idiotki. Film jest skończony. Nie chcę 

mieć z nią więcej nic wspólnego. Sid uniósł brwi.   

– Zdawało mi się, że między wami wszystko się dobrze ułożyło.   

– Jestem aktorem, zapomniałeś? 

– Więc pogodziłeś się z panną Flynn? 

Jace spojrzał po raz kolejny na zdjęcie Chaplina.   

– To nie ma nic do rzeczy. Towarzyszyłem Sandrze wszędzie tam, gdzie chciałeś, ale już 

spłaciłem  swój  dług.  Teraz  wytwórnia  jest  mi  coś  winna.  Mogę  wybrać  sobie  następny 

scenariusz.   

– To znaczy? 

– „Żegnaj, wiosno”.   

Sid nie wydawał się zaskoczony.   

– Czy wiesz, że twoja matka chce zagrać rolę siostry?   

Jace zamarł na chwilę, potem wzdrygnął się i odpowiedział: 

–  Erica  będzie  dobra  w  tej  roli.  To  nieważne,  że  jest  moją  matką.  Potrzebuję  dobrego 

scenariusza i dobrych aktorów. Chcę udowodnić, że umiem zagrać w ambitnym filmie.   

Sid gwizdnął cicho przez zęby.   

– Wiesz, ty ostatnio nie jesteś sobą. Jace odwrócił się. Brwi miał ściągnięte.   

background image

– Co masz na myśli? 

–  To  –  zaczął  powoli  Sid,  nie  zwracając  uwagi  na  groźne  spojrzenie  Jace’a  –  że  przez 

ostatnie  dwa  tygodnie  trzeba  cię  było  obchodzić  wielkim  łukiem.  Wszyscy  mówią,  że 

straciłeś  zupełnie  poczucie  humoru  i  umiejętność  porozumiewania  się  z  ludźmi.  A  teraz 

okazuje  się,  że  postanowiłeś  pogodzić  się  z  matką,  chociaż  przez  całe  lata  nie  zdobyłeś  się 

wobec niej nawet na uprzejmość. Czy to ci nie wystarczy? 

–  Posłuchaj,  Sid  –  zaczął  Jace  ostro,  ale  agent  uniósł  wypielęgnowaną  dłoń  w 

uspokajającym geście.   

– Powtarzam tylko, co słyszałem, Jace. Nie wściekaj się na mnie. Ale ja też zauważyłem 

pewne zmiany i zastanawiałem się, o co chodzi. Jesteś nie tylko moim klientem, lecz również 

przyjacielem.   

– Przyjaciel nie dawałby posłuchu plotkom.   

–  Przyjaciel  nie  tylko  powinien  słuchać,  ale  i  powtórzyć  ci,  żebyś  wiedział,  co  ludzie  o 

tobie mówią, a czego nie mają odwagi powiedzieć ci prosto w oczy.   

Jace opadł ciężko na fotel. Poczuł się nagle zupełnie wyczerpany. Ostatnie dwa tygodnie 

były  zbyt  męczące.  Sid  miał  rację.  Współpraca  z  nim  w  tym  okresie  musiała  być  trudna. 

Chyba  tylko  dzięki  cierpliwości  całej  ekipy  udało  się  im  skończyć  film  na  czas.  Spojrzał  na 

siebie oczyma innych i nie spodobał mu się wcale ten obraz. Ale to się zmieni...   

– Wybacz – rzucił szorstko, chociaż wiedział, że powinien być bardziej miły. Ostatecznie 

to nie Sid był winny, tylko on.   

Sid odchylił się do tyłu razem z fotelem i patrząc uważnie przez szkła okularów, jakby nie 

chciał stracić żadnego ruchu i grymasu na twarzy Jace’a, zapytał: 

– Kochasz ją? 

Jace spojrzał na niego zdumiony. Sid nigdy nie zadawał mu tak osobistych pytań.   

– Tak – przyznał po chwili głośno.   

– Czy jej to oznajmiłeś? 

– Sto razy.   

– To dlaczego się z nią nie ożeniłeś? 

Przez  chwilę  Jace  nie  odpowiadał.  Nigdy  przedtem  nie  spróbował  swoich  racji  ubrać  w 

słowa. Było to trudne, ale musiał się postarać.   

–  Daję  ci  słowo,  byłem  przekonany,  że  to  ja  mam  nad  nią  władzę  i  że  jeśli  ona  chce 

dzielić ze mną życie, to musi przystać na moje warunki. To był rodzaj gry, w której ja byłem 

nagrodą i zwycięzcą zarazem. Przecież inne mi ulegały, to dlaczego nie miałaby i ona.   

– I zrobiła to – dokończył sucho Sid.   

– Tak, ale to nie było to samo. Od dawna chciałem się jej oświadczyć, ale czekałem wciąż 

na lepszą okazję, a kiedy wreszcie to zrobiłem, wszystko się skomplikowało.   

– Nie padła ci w ramiona? 

Jace  przypomniał  sobie  wyraz  twarzy  April,  kiedy  usiłowała  wyładować  swoje  emocje, 

pływając  w  basenie.  Nienawidziła  go,  ale  jednocześnie  pragnęła.  Ale  wbrew  własnemu 

narastającemu  pożądaniu  postanowił  odegrać  rolę  zranionego  w  swej  męskiej  dumie  i 

zostawił ją tam samą. A powinien był wziąć ją na ręce i zanieść do łóżka, gdzie rozumieli się 

background image

najlepiej.  Mógł  ją  przekonać,  był  tego  pewien.  Zgodziłaby  się  na  wszystko.  Ale  jak  teraz 

wytłumaczyć wielkie rozczarowanie, gdy odrzuciła jego propozycję? Zdawał sobie sprawę, że 

moment  nie  był  odpowiedni,  jednak  odmowa  wciąż  bardzo  bolała.  Bolała  wściekle.  Ale  nie 

mogła usprawiedliwić jego zachowania.   

– Nie padła mi w ramiona, ale powinienem się postarać ją przekonać.   

– Tylko że nie mogłeś zniżyć się do tego, tak? 

–  Tak.  Chciałem,  żeby  to  ona  się  poddała.  Po  raz  kolejny.  –  Spojrzał  na  przyjaciela.  – 

Głupie? – spytał ze smutkiem. Znał odpowiedź, zanim jeszcze Sid skinął głową.   

–  Młodzi  i  niedoświadczeni  popełniają  błędy.  Dopiero  kiedy  będziesz  w  moim  wieku, 

zrozumiesz,  jak  należy  postępować  w  takich  sytuacjach.  –  W  głosie  Sida  słychać  było  nutę 

wesołości. Nie był starszy od Jace’a więcej, niż o dziesięć lat.   

– To musi być przyjemne patrzeć z wysokości na nas, zwykłych śmiertelników.   

Sid znowu przytaknął.   

– Na pewno zabawne.   

–  A  co  byś  powiedział  na  małą  wyprawę  do  mnie,  kilka  drinków  i  niewielką  kolację? 

Umiem całkiem nieźle upiec kartofle i stek.   

– Nie masz nic lepszego do roboty w sobotę? – zapytał Sid. – A poza tym wydawało mi 

się, że już nie mieszkasz w swoim domu.   

– Czas najwyższy na powrót – odpowiedział spokojnie Jace. – Ukrywałem się w Beverly 

Wilshire,  ale  z  tym  koniec.  Jestem  tam  równie  samotny.  Poza  tym  podjąłem  właśnie  kilka 

decyzji  dotyczących  mojego  życia  osobistego.  Muszę  je  uporządkować,  ale  najpierw 

powinienem wymyślić, jak to zrobić.   

– A może po prostu powiedzieć „przepraszam”? 

–  Nie  bądź  taki  dowcipny  –  zaśmiał  się  drwiąco  Jace.  –  Lepiej  chodź  ze  mną  i 

zastanówmy się razem.   

Sid westchnął.   

–  W  porządku.  Pozwól  tylko,  że  najpierw  zadzwonię  do  studia  i  powiem  im,  gdzie 

będziesz. Ty być może pracujesz pięć dni w tygodniu, ale oni nie. Nie miałem zamiaru ci tego 

mówić, ale właśnie dzisiaj zapadnie decyzja w sprawie produkcji „Żegnaj, wiosno”.   

Jace spojrzał zaskoczony.   

– Więc już wiedziałeś? 

– Oczywiście. Kiedy się z nimi skontaktowałeś, zadzwonili do mnie. Ktoś musi za ciebie 

negocjować warunki. Dlaczego nie ja? 

To  było  zupełnie  logiczne.  Jace  siedział  przez  chwilę  w  ciszy,  czekając,  aż  ogarnie  go 

uczucie  triumfu,  że  dostał  tę  rolę.  Ale  nic  takiego  nie  nastąpiło.  To,  co  było  takie  ważne 

jeszcze  miesiąc  temu,  teraz  wydawało  się  zwyczajne.  Sukces  nie  cieszył  bez  April.  Musi 

koniecznie znaleźć drogę powrotną do Flynn, bo inaczej nic już nie sprawi mu radości.   

– Jedziemy – rozkazał Jace wstając z miejsca i idąc do drzwi. – Odwiozę cię potem.   

background image

ROZDZIAŁ 9 

 

April  zaparkowała  samochód  i  wolno  obeszła  dom  dookoła.  Czekał  ją  smutny  rytuał 

pożegnania. Coś mijało bezpowrotnie. Stanęła w otwartych drzwiach domu, który należał do 

Jace’a.  Ręka  z  kluczami  opadła  jej  bezwładnie.  Panowała  głucha  cisza.  Osaczyły  ją 

wspomnienia. W pamięci odżyły wspólnie spędzone chwile.   

Weszła  do  salonu  i  oczyma  wyobraźni  ujrzała  siebie  i  Jace’a,  gdy  trzymali  się  w 

objęciach i odpoczywali po całym dniu pracy. Tak często kochali się na sofie i na puszystym 

dywanie przed kominkiem. Rozmawiali i śmiali się, całowali i pieścili...   

Zacisnęła mocniej dłoń z kluczami. Czuła szybkie uderzenia serca.   

„Coś ty narobiła... coś ty  najlepszego narobiła”  – powtarzała  w myślach. To wszystko z 

jej winy. Odegrała komedię i miała nadzieję, że Jace się na to nabierze. Odrzuciła go, kiedy 

chciał  spełnić  jej  największe  marzenie.  Udawała  obrażoną  kochankę,  podczas  gdy  on  chciał 

uczynić z niej żonę. To ona była głupia, nie Jace.   

Czy już za późno? Czy Jace przeżył rozstanie równie boleśnie, jak ona? Może i jemu było 

przykro.  Tylko  nie  umiał,  tak  jak  ona,  głośno  tego  powiedzieć?  Przecież  kiedyś  już  tak  się 

zdarzyło. Być może takie same powody nie pozwalały mu zrobić pierwszego kroku teraz. Czy 

potrafiłaby go przeprosić za nie przemyślane słowa i naprawić wszystko między nimi? Jak ma 

to zrobić? Pójść do niego do hotelu? Nie, przecież gdyby go tam nie zastała, albo, co gorsza, 

zastała w ramionach innej... Poza tym nie miała najmniejszego pojęcia, gdzie się ukrył! 

Oddaliła po raz kolejny myśl, że mógłby zamieszkać u jednej z wielu kobiet, które o tym 

marzyły, być może nawet u Sandry Tanner. Nie zrobiłby tego. Raczej wróciłby do domu i tam 

dopiero sprowadził nową kochankę. Inne rozwiązanie było nie do przyjęcia.   

Może  powinna  zadzwonić  do  wytwórni  i  poprosić  go  o  spotkanie?  Ale  przecież  nie 

zniosłaby tego,  gdyby jej odmówił. Więc co? Musi spotkać się z nim bez uprzedzenia, żeby 

nie zdążył się obwarować w tej swojej twierdzy. Podejdzie go znienacka. Tylko wtedy, kiedy 

będzie zaskoczony, wysłucha tego, co ona ma do powiedzenia.   

Zadzwonił  telefon.  Podniosła  automatycznie  słuchawkę,  wciąż  pogrążona  w 

rozmyślaniach.   

– Czy jest pan Sullivan? – April rozpoznała głos sekretarki z wytwórni.  Serce zabiło jej 

mocniej.   

–  Nie.  Czy  coś  przekazać?  –  zapytała  spokojnie  i  pewnie.  Chyba  ona  też  mogłaby  być 

aktorką.   

– Proszę mu powiedzieć, żeby zadzwonił do biura pana Hargrove – powiedziała szorstko 

kobieta.   

– Zostawię mu wiadomość, ale nie wiem dokładnie, kiedy wróci.   

–  Będę  wdzięczna.  Dzwoniłam  do  jego  agenta.  Powiedziano  mi,  że  pan  Sullivan  przed 

chwilą pojechał do domu.   

Serce  April  zabiło  z  radości.  Jace  przyjedzie!  Zanim  zdążyła  odłożyć  słuchawkę,  już 

zaczęła gorączkowo planować ich spotkanie.   

background image

Zacisnęła powieki i wstrzymała oddech. Żeby tylko chciał wysłuchać, żeby tylko chciał...   

Nie wyjdzie stąd teraz. Zaczeka na Jace’a, wyjaśni mu swoje postępowanie i rzuci mu się 

do  stóp.  No...  może  nie  rzuci  się,  ale  na  pewno  go  przeprosi.  W  końcu  to  przez  nią  do  ich 

związku wkradła się nieszczerość. Jace był zawsze prostolinijny i prawdomówny. Nie posunął 

się  nigdy  do  odgrywania  przed  nią  komedii.  Może  prawie  nigdy.  A  kiedy  i  on  zacznie  ją 

przepraszać,  będzie  słodka  i  wybaczająca.  Mógłby  przynajmniej  przyznać  się  do  błędu,  iż 

oświadczył się jej w niewłaściwy sposób.   

Podekscytowana  jak  dziecko,  pobiegła  do  sypialni  i  zaczęła  niecierpliwie  przeglądać 

szafę. W końcu wydobyła starą sztruksową, czerwoną koszulę i uśmiechnęła się do siebie.   

Przez  chwilę  grzebała  na  oślep  w  szufladzie  i  wyciągnęła  z  niej  nożyczki.  Odetchnęła  z 

ulgą.  Rozłożyła  wszystko  na  dywanie,  i  zmierzyła  coś  starannie.  Następnie  złożyła  materiał 

na pół i zaczęła ciąć. Wycięła wielkie serce.   

Uniosła swe dzieło do góry i mimo woli roześmiała się radośnie. Udało się! Dwa półkola 

na  górze  ledwo  zakrywały  jej  piersi,  a  ostry  czubek  na  dole  sięgał  wystarczająco  nisko,  by 

ukryć  ciemny  trójkąt.  Teraz  jeszcze  klej  i  srebrny  papier,  który  kupiła  w  zeszłym  roku  na 

Gwiazdkę.   

Znalazła  potrzebne  jej  przybory  w  kuchennym  schowku.  Rozłożyła  materiał  na  stole  i 

napisała  klejem  „Kocham  cię”.  Potem  posypała  mokre  miejsca  kawałeczkami  srebrnego 

papieru. Kiedy skończyła, strzepnęła resztki na podłogę i uniosła do góry swoje dzieło.   

Srebrny  napis  wybijał  się  z  czerwonego  tła.  Jak  na  tempo,  w  jakim  to  zrobiła,  efekt  był 

niezły. Nawet patrząc krytycznie, musiała przyznać, że się udało.   

Teraz ciąg dalszy...   

April  zdążyła  wskoczyć  pod  prysznic  i  wytrzeć  się  pospiesznie  ręcznikiem,  kiedy 

usłyszała  odgłos  silnika  samochodu.  Rozpoznałaby  ten  dźwięk  wszędzie.  Jace  zajechał  na 

podjazd  przed  domem.  Błyskawicznie  upudrowała  się,  rzuciła  okiem  na  swoje  odbicie  w 

lustrze i chwyciła czerwony kawałek materiału leżący na łóżku.   

Jej plan był prosty. Chciała przywitać Jace’a w drzwiach. Musiała się. naprawdę śpieszyć, 

ż

eby zdążyć na czas.   

Przebiegła  jak  na  skrzydłach  przez  hol,  tupiąc  bosymi  stopami.  Nabrała  głęboko 

powietrza, stanęła bez ruchu w oczekiwaniu. Uśmiechnęła się promiennie, wyobrażając sobie 

jego zaskoczenie. Modliła się tylko, żeby nie ujrzeć na jego twarzy niezadowolenia.   

I  nagle  usłyszała  pod  drzwiami  dwa  głosy.  Radość  zmieniła  się  w  przerażenie.  Poczuła 

ciężar w nogach i pustkę w głowie. Dwie osoby! I co teraz?! Rozejrzała się w popłochu wokół 

siebie,  szukając  bezskutecznie  czegoś  za  czym  mogłaby  się  skryć.  Klucz  zachrobotał  w 

zamku, klamka poruszyła się. Ktoś powoli otworzył drzwi...   

 

Jace  jechał  przez  całą  drogę  jak  wariat.  Sam  nie  wiedział  dlaczego.  Być  może  musiał 

wyładować  nadmiar  energii,  której  przypływ  odczuł  po  podjęciu  decyzji.  Zwolnił,  kiedy 

dostrzegł  poszarzałą  twarz  Sida.  Wyglądał,  jakby  się  modlił  lub  sporządzał  w  myślach 

testament.   

Jace bał się przekonać na własne oczy, czy April zabrała już swoje rzeczy. Musiał mieć 

background image

pewność, ale w głębi serca gorąco pragnął, aby prawda okazała się inna. Właściwie wolał tę 

niepewność. Naprawdę obawiał się widoku pustego domu. W obecności Sida nie będzie mógł 

zacząć od razu szukać śladów jej bytności, ale za to będzie się musiał kontrolować i nie okaże 

słabości w obecności drugiego mężczyzny. Sid gwarantował, że uda mu się zachować spokój. 

Przynajmniej na początku.   

Co będzie, jeśli się przekonasz, że się wyprowadziła, a Sid też sobie pójdzie? – zadawał 

sobie  kilkakrotnie  to  pytanie.  Odpowiedź  była  prosta.  Choćby  miał  przewrócić  do  góry 

nogami całe miasto, znajdzie ją, przerzuci przez ramię, zabierze do Oregonu i tam, w ukrytym 

wśród gór domu, będzie się z nią kochał tak długo, aż zgodzi się wyjść za niego za mąż! 

Obserwował ją i wiedział, że zatrzymała się u Sama. Zorientował się, że Sam umawiał się 

na randki wieczorami. Gdyby zostawał z nią w domu, Jace rozprawiłby się z nim bezlitośnie. 

Jak długo spotykał się z innymi kobietami, April była bezpieczna. Wierzyła, że Sam żywił do 

niej  przyjacielskie  uczucia,  ale  Jace  mógłby  się  założyć  o  swoje  następne  honorarium,  że 

sytuacja zmieniłaby się, gdyby Sam widział dla siebie najmniejszą szansę.   

Było  dopiero  popołudnie,  więc  nie  paliły  się  żadne  światła.  Jace  był  z  tego  nawet 

zadowolony,  bo  nie  chciał  ujrzeć  pustego  i  ciemnego  domu.  Wjechał  z  dużą  szybkością  na 

podjazd,  przez  chwilę  zapominając  o  siedzącym  obok  Sidzie.  Przed  domem  nie  spostrzegł 

samochodu.  Do  licha!  A  czego  się  spodziewał?  Flynn  stojącej  w  drzwiach  z  powitalnym 

drinkiem i uśmiechem na ustach? Oto, co wyniknęło z jego zadufania! Stracił April! Poczuł 

wściekłość na samego siebie.   

– Czy masz zamiar być w takim nastroju przez resztę wieczoru? – spytał Sid, gdy szli do 

wejściowych drzwi.   

Jace mruknął coś pod nosem i uśmiechnął się zażenowany.   

– Przepraszam. Rozmyślałem, jak ją tu z powrotem zwabić.   

–  Na  pewno  dojdziesz  do  ciekawych  wniosków  –  odpowiedział  ironicznie  Sid.  – 

Zadałbym sobie raczej pytanie, czy ta pani w ogóle chce być z tobą.   

–  Nie  wiem,  ale  nie  sądzę,  czy  dam  jej  czas  do  namysłu.  Będzie  moja,  nawet  jeśli  będę 

musiał  ją  związać!  –  ostatnie  słowa  wymówił  otwierając  drzwi  wejściowe.  Odsunął  się, 

przepuszczając Sida przed sobą.   

–  To  powinno  być  interesujące.  Nigdy  jeszcze  nie  widziałem  cię  walczącego  o  kobietę. 

Ona cię naprawdę powaliła na kolana.   

Jace uśmiechnął się chyba po raz pierwszy tego popołudnia.   

–  Obiecuję,  że  postaram  się  być  lepszym  towarzyszem  dziś  wieczór.  Mam  już  plan 

działania, więc mogę się skoncentrować na pełnieniu honorów domu – przyrzekł. – Poza tym 

nie mogę stracić przyjaźni mojego agenta. – Wyciągnął rękę po płaszcz Sida. – Pozwól, że to 

wezmę.   

Podszedł do szary i otworzył drzwi, sięgając po  omacku po  wieszak. Jego ręka natrafiła 

na  coś  ciepłego  i  miękkiego.  Zrozumiał,  że  trzyma  dłoń  na  okrągłej,  kobiecej  piersi,  zanim 

jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności i rozpoznały właścicielkę.   

– Cześć – szepnęła cicho i nieśmiało April. Jej twarz była równie purpurowa, jak ledwie 

okrywający ją materiał.   

background image

– April? – wyjąkał Jace.   

–  Dobry  wieczór,  panno  Flynn  –  powiedział  bardzo  uprzejmie  z  kamienną  twarzą  Sid. 

Wyciągnął do niej rękę.  – Nie wiem, czy mnie pani pamięta. Spotkaliśmy  się już kiedyś, co 

prawda w nieco innych... okolicznościach. Jestem agentem Jace’a.   

April nie mogła uścisnąć wysuniętej ku niej dłoni, ponieważ musiała przytrzymywać swój 

skąpy oryginalny strój. Przyciskając brzeg materiału, nachyliła się nieco do przodu, ukazując 

podniecające zagłębienie i przywitała się z Sidem.   

– Pamiętam. Miło pana znowu widzieć. – Nieśmiało rzuciła okiem na Jace’a. Jego twarz 

wyrażała  kompletne  zaskoczenie.  –  Założę  się,  że  się  zastanawiacie,  co  ja  tu  robię...  –  Brwi 

Jace’a zaczęły się groźnie ściągać. Gdy odważyła się znowu na niego spojrzeć, przypominały 

jedną  czarną  kreskę.  Spojrzała  szybko  w  bok  i  zauważyła  pełen  zachwytu  wzrok  Sida. 

Zaczerwieniła się jeszcze bardziej i cofnęła się, usiłując bezskutecznie skryć się w głębi szafy.   

–  Jestem  bardzo  ciekaw  pani  wyjaśnień,  ale  czy  nie  byłoby  łatwiej  rozmawiać,  gdyby 

wyszła pani z szafy? Obiecuję, że nie będę się zachowywać nieprzyzwoicie – zażartował Sid, 

który już otrząsnął się z zaskoczenia i najwyraźniej świetnie się bawił. Zanosiło się na bardzo 

udany wieczór. Pełen kompletnego zaskoczenia wzrok Jace’a całkowicie to potwierdzał.   

– Włóż na siebie ten płaszcz – odezwał się wreszcie Jace. Sięgnął za jej plecy i wyciągnął 

swój stary trencz w kolorze khaki. Rzucił go prawie i zatrzasnął przed jej nosem drzwi szafy.   

Sid  nie  mógł  już  dłużej  powstrzymać  ogarniającej  go  wesołości.  Zaczął  się  śmiać  do 

rozpuku.  Stał  wciąż  w  tym  samym  miejscu  i  łzy  ciekły  mu  po  policzkach.  Im  bardziej  się 

ś

miał, tym większe rozdrażnienie ogarniało Jace’a. Śmiech Sida był głęboki i głośny.   

– Czy nie byłbyś tak dobry i nie zaczekałbyś w salonie, dopóki nie wyjaśnię paru spraw? 

–  Jace  nerwowo  przeczesał  palcami  włosy,  wpatrując  się  w  zamknięte  drzwi  i  wyobrażając 

sobie, co April za nimi robi.   

– Co wyjaśnisz? – spytał niewinnie Sid, ale oczy połyskiwały mu radośnie.   

– Jeśli natychmiast nie przestaniesz się śmiać, to wyprowadzę cię stąd za uszy. – Jace stał 

pomiędzy Sidem a szafą. Pilnował do niej dostępu jak brytan i jednocześnie bronił się przed 

nieodpartą chęcią, żeby  samemu do niej zajrzeć. – Nalej sobie drinka i uspokój się – polecił 

Sidowi, cały czas trzymając rękę na klamce.   

Przez  chwilę  obaj  nasłuchiwali  odgłosów  dochodzących  zza  drzwi  szafy.  April 

najwyraźniej próbowała włożyć płaszcz.   

Sid otarł łzy z policzków i niechętnie zrobił kilka kroków w głąb holu.   

– W porządku. Ale chciałem ci tylko przypomnieć, że dziesięć minut temu zastanawiałeś 

się,  jak  ją  tutaj  zwabić.  Powiedziałbym,  że  trudno  sobie  wyobrazić  lepszy  moment.  Nie 

naburmuszaj się tak, Jace. Możesz tego potem żałować.   

Jace  policzył  cicho  do  dziesięciu  i  powoli  otworzył  drzwi  szafy.  Spodziewał  się,  że 

wysunie  się  zaraz  z  niej  ręka,  by  wymierzyć  mu  policzek  lub  po  prostu  go  odepchnąć.  Nie 

zdziwiłby się też, gdyby szafa okazała się pusta, a całe wydarzenie tworem jego wyobraźni.   

April stała w smudze światła. Owinęła się za dużym o kilka numerów płaszczem. Ciemne 

włosy  opadały  jej  wdzięcznie  na  czoło.  Twarz  miała  zarumienioną  z  przejęcia,  a  w  oczach 

lśniły  łzy.  Jednak  głowę  trzymała  dumnie  uniesioną  z  brodą  zdecydowanie  wysuniętą  do 

background image

przodu.   

–  Zrobiłam  ci  przykrą  niespodziankę  –  przyznała.  –  Przepraszam.  Nie  wiedziałam,  że 

wrócisz do domu w towarzystwie. Gdybyś się przesunął, to mogłabym się ubrać i wyjść.   

Jace przez cały czas przytrzymywał ręką drzwi, nie pozwalając jej się ruszyć.   

– Poczekaj chwilę. Co ty tu właściwie robiłaś? – spytał cicho. Wydawał się naprawdę zły.   

–  Nie  jestem  pewna...  –  wszeptała  rwącym  się  głosem.  –  To  był  głupi,  zwariowany 

pomysł. Myślałam, że jest, dobry, ale się nie udało. Wszystko, czego się dotykam, rozsypuje 

się.   

– Tylko co ty chciałaś właściwie zrobić? – zapytał niemal obojętnie, ale nie udało mu się 

ukryć napięcia.   

–  Pozwól  mi  wyjść,  bardzo  cię  proszę.  Zadzwonię  jutro  i  wszystko  ci  wytłumaczę,  jeśli 

uznasz,  że  warto  o  tym  mówić.  Ale  teraz...  –  zawiesiła  na  chwilę  głos  i  nabrała  głęboko 

powietrza. W jej oczach było błaganie. – Teraz chcę po prostu stąd wyjść.   

– Najpierw odpowiedz na moje pytanie. Co tu robiłaś? 

–  W  porządku!  Chciałam  cię  zaskoczyć  i  zmusić  do  wysłuchania  moich  racji.  No,  ale 

zamiast  tego  przekonałam  się,  że  miałeś  rację.  Nie  powinniśmy  być  razem.  Tobie  jest 

potrzebna przestrzeń, a ja... ja... – głos jej się załamał. Nie czekając już, aż jej ustąpi miejsca, 

przecisnęła się szybko pod jego ramieniem i pobiegła korytarzem do sypialni.   

Zamknęła  drzwi  i  przekręciła  klucz  w  zamku.  Jeśli  zechce,  wyłamie  go  z  łatwością,  ale 

przynajmniej  będzie  wiedział,  że  ona  naprawdę  pragnie  samotności.  Zrobiła  już  raz  z  siebie 

idiotkę i to zupełnie wystarczy. Mogłaby jeszcze bardziej zranić i siebie, i jego.   

Ubrała  się  szybko  w  dżinsy  i  jedwabną  niebiesko-bordową  bluzkę  w  pasy.  Kiedy 

pospiesznie  przyczesywała  włosy  szczotką,  usłyszała  przytłumiony  odgłos  odjeżdżającego 

samochodu.  To  nie  był  samochód  Jace’a.  Pomyślała,  że  Jace  nie  odmówi  sobie  satysfakcji 

napawania się jej nieszczęściem, pewnie sprawi mu to nawet przyjemność. Uznała jednak, że 

sobie na to nie zasłużyła.   

Wrzuciła trochę swoich ubrań do pustej walizki i kilku pudeł, które przywiozła i ustawiła 

bagaż  koło  drzwi.  Reszta  rzeczy  będzie  musiała  tu  jeszcze  zostać.  Im  szybciej  stąd  teraz 

wyjedzie, tym lepiej.   

Kwadrans  później  była  już  gotowa.  Przez  minutę  chyba  walczyła  ze  sobą  i  przykładała 

ucho  do  drzwi.  Jak  mogła  być  tak  niemądra!  Gdyby  teraz  zobaczył  ją  któryś  z  jej  klientów, 

stałaby się pośmiewiskiem dla całego miasta.   

A Jace? Jace był na nią – wściekły i nie miała o to do niego żalu. Zachowała się tak jak 

uczyniłyby to inne kobiety, które usiłowały wkraść się w jego łaski i gotowe były w tym celu 

padać  przed  nim  na  kolana.  Zrobiła  największy  błąd,  jaki  tylko  mogła  sobie  wyobrazić: 

pozwoliła, by nie tylko złamał jej serce, ale i pozbawił dumy.   

Wyprostowała  się.  Jeśli  udałoby  się  jej  teraz  wyjść,  zachowując  odrobinę  godności, 

potem będzie mogła się rozkleić.   

Spoconymi  rękoma  otworzyła  drzwi  i  wyjrzała  na  korytarz.  Była  gotowa  stawić  czoło 

Jace’owi i jego agentowi. Ale zobaczyła tylko Jace’a.   

Siedział  na  krześle,  które  najwyraźniej  przyniósł  z  jadalni  i  trzymał  przed  sobą 

background image

materiałowe serce, które zrobiła w takim pośpiechu. Zamarła ze zdziwienia.   

Ubranie Jace’a leżało starannie złożone koło drzwi. Jace był zupełnie nagi. Zerknął w jej 

stronę, a potem znowu spuścił wzrok na serce. Wpatrywał się w ten skrawek materiału, jakby 

odczytując  z  niego  tajemne  informacje.  Nagle  jego  piwne  oczy  błysnęły  w  jej  stronę.  Stała 

bez ruchu.   

– Naprawdę? Naprawdę tak jest? 

– Jasne – wzruszyła ramionami, jakby jej to w ogóle nie obchodziło. – Zawsze zostawiam 

purpurowe serca i listy, kiedy zrywam z mężczyznami. To bardzo ułatwia sytuację. Udał, że 

nie zrozumiał drwiny. Jego spojrzenie przewiercało ją na wylot.   

– Dlaczego odrzuciłaś moje oświadczyny? Nie wierzyłaś, że mówię poważnie? 

Nie  odpowiedziała  od  razu.  Myślała  o  tym,  że  kłamstwa  nie  zaprowadziły  jej  daleko. 

Nadszedł czas prawdy.   

–  Zawsze  chciałam  wyjść  za  ciebie  za  mąż.  Odkąd  się  poznaliśmy.  Ale  ty  byłeś  temu 

przeciwny.   

– Nie oświadczyłbym się, gdybym rzeczywiście tego nie chciał, Flynn. Obiecywałbym ci 

tylko i zwodził cię, ale nie poprosił o rękę. Od kilku miesięcy planowałem, że to zrobię, ale 

czekałem  na  odpowiedni  moment.  –  Zawahał  się  przez  chwilę.  Zaraz  zaczął  znowu  mówić 

cichym,  nabrzmiałym  od  emocji  głosem.  –  Wyobrażałem  sobie,  że  popijając  szampana 

będziemy siedzieli przed potrzaskującym na kominku ogniem w naszym domku w Oregonie. 

Tak często o tym myślałem, że chwilami zapominałem, że to jeszcze się nie stało i że jeszcze 

nie  powiedziałaś  „tak”.  Wszystko  miałem  zaplanowane...  I  zepsułem  to,  mówiąc  nie  to,  co 

trzeba  i  nie  wtedy,  kiedy  trzeba.  –  Widziała,  że  jest  szczery.  Serce  zaczęło  jej  uderzać 

szybciej. Bała się dać upust radości, ale zalała ją fala nadziei. – Chciałem ci powiedzieć, jak 

bardzo cię kocham, ile dla mnie znaczysz i że tak będzie zawsze.   

– Naprawdę? – zapytała, obawiając się przedwcześnie uwierzyć w jego słowa.   

Jace  wstał,  odkładając  sztruksowe  serce  na  krzesło.  Zrobił  dwa  kroki  w  jej  stronę.  Jego 

nagość wcale jej nie ośmielała. Przeciwnie, wydawało się jej, że jest jeszcze większą barierą. 

Był zbyt piękny, zbyt męski.   

–  Och,  Flynn  –  powiedział  z  goryczą.  –  Wmówiłem  sobie,  że  byłem  zawsze  szczery  w 

stosunku  do  kobiet.  Ale  się  oszukiwałem.  Grałem  przed  tobą  i  przed  sobą.  Najzabawniejsze 

jest to, że do niedawna nie miałem o tym pojęcia. Utrata ciebie była wstrząsem, ale pozwoliła 

mi  lepiej  przyjrzeć  się  sobie.  –  Dotknął  dłonią  jej  biodra.  Dzieliło  ich  zaledwie  kilka 

centymetrów i czuła już gorąco jego ciała. – Chciałem, żebyś mi się poddała, żebyś wiedziała, 

kto  tu  jest  panem.  –  Roześmiał  się  ze  swojego  żartu.  –  Dobry  dowcip,  prawda?  Ty  i  tak 

chodziłaś własnymi drogami.   

– Aha – przyznała, a jej oczy rozbłysły. – Kiedy?   

Wzruszył ramionami z uśmiechem.   

–  Zawsze.  Za  każdym  razem,  kiedy  usiłowałem  odgrywać  przy  tobie  ważniaka, 

zamieniałaś się w prawnika i moje zamiary spalały na panewce. Po trzech miesiącach naszej 

znajomości wiedziałem, że nigdy  nie będę chciał nikogo innego, tylko ciebie. Każdego dnia 

wracałem  do  domu  i  myślałem  jedynie  o  tym,  że  za  chwilę  będę  w  twoich  ramionach. 

background image

Dawałaś  mi  poczucie  bezpieczeństwa,  odpoczywałem  przy  tobie.  Stałaś  się  niezastąpiona. 

Zmieniłem  się  w  domatora,  podczas  gdy  cały  czas  uważałem  się  za  playboya.  Ale 

najważniejsze było to, że miałem ciebie.   

Twarz April opromienił uśmiech.   

–  Tyle  czasu  zajęło  ci  dojście  do  takich  wniosków?  A  ja  się  tak  starałam,  żebyś  to 

zrozumiał  –  powiedziała  unosząc  dłoń  i  dotykając  delikatnie  jego  włosów.  Zsunęła  rękę  na 

jego szyję i objęła ją mocno.   

– Więc to właśnie chciałaś osiągnąć, kiedy ufarbowałaś całą moją bieliznę na różowo? – 

zażartował, a April mimo woli zarumieniła się. Roześmiał się i objął ją mocniej. – Byłem tak 

zajęty odgrywaniem roli idealnego kochanka, że zupełnie zapomniałem, iż ty też możesz mieć 

jakieś pragnienia i potrzeby.  Zamierzałem  cię  w  ten sposób osaczyć,  a potem oświadczyć ci 

się.  I  spodziewałem  się,  że  będziesz  zachwycona.  –  Uśmiech  zniknął  z  jego  twarzy.  – 

Okropnie mnie wystraszyłaś. Nie wiedziałem, co robić, kiedy zniknęłaś z mojego życia. Nie 

rób tego więcej, April. Nie wiem, czy zniósłbym to.   

Pochylił  się  nad  nią,  początkowo  niepewnie,  jednak  kiedy  wyczuł  jej  aprobatę,  ośmielił 

się.  Jego  dłonie  zacisnęły  się  mocniej  na  jej  biodrach.  Przysunął  ją  do  siebie  blisko,  tak  że 

czuła jego narastające pożądanie. Sprawiało jej to niewypowiedzianą przyjemność.   

Wymyślała  podstępy  i  skomplikowane  podchody,  a  nigdy  nie  wpadła  na  pomysł,  by 

powiedzieć  mu  prawdę!  Powinna  była  dać  mu  wprost  do  zrozumienia,  że  marzy  o  ślubie. 

Przeszła zupełnie niepotrzebnie przez to wszystko...   

April odsunęła się trochę od Jace’a. Chciała mu opowiedzieć całą historię, ale rzut oka na 

jego  twarz  wystarczył,  żeby  zrozumiała,  iż  nie  miałoby  to  dla  niego  żadnego  znaczenia. 

Pragnął jej i tylko to się liczyło.   

–  Jutro  wyjeżdżamy.  Dzisiaj  zostaniemy  tutaj  –  zamruczał  przy  jej  uchu.  Spojrzał  jej  w 

oczy.  Było  jasne,  o  czym  myśli.  –  Jedno  z  nas  jest  zdecydowanie  za  grubo  ubrane.  Może 

przebrałabyś  się  w  coś  wygodniejszego?  Na  przykład  w  purpurowe  serce?  Moglibyśmy 

odegrać tę scenę kilka razy, dokładnie tak, jak chciałaś na początku. Zgoda? 

–  Zgoda  –  odpowiedziała.  –  Tylko  gdzie  jest  Sid?  Nie  sądzisz,  że  jesteśmy  mu  winni 

kolację? W końcu po to tu chyba przyjechał, prawda? 

Jace pokręcił głową.   

– Wziął twój samochód i wrócił do biura. Odbierzemy go po ślubie. – Nagle uśmiechnął 

się i spojrzał na siebie. – Trochę niezręcznie być jedyną rozebraną osobą. Nie sądziłaś chyba, 

ż

e rozebrałbym się, gdy on wciąż tu jeszcze był, prawda? 

Zachichotała.   

–  Mam  nadzieję!  Tylko  ja  mogę  cię  oglądać  w  takim...  stroju!  Nigdy  o  tym  nie 

zapominaj! 

– Cieszę się, że się zgadzamy. No to teraz się rozbieraj. April uniosła brwi, ale jej oczy 

nie przestawały błyszczeć radośnie.   

– Znowu wydajesz rozkazy? 

–  Tak  –  odpowiedział  bez  zastanowienia.  –  Nie  dlatego,  żebym  wierzył,  że  ich 

posłuchasz, o nie. Po prostu nie mogę stracić wprawy, żebym w razie czego umiał dać kosza 

background image

jakiejś narzucającej się mi aktoreczce.   

–  Na  przykład  kategorycznie  zabronić  wplątywania  cię  w  jakieś  pseudoromanse  dla 

reklamy? 

– Tak jest. – Objął ją, przycisnął do siebie i zaczął prowadzić ją z powrotem do sypialni. 

Idąc mruczał, fałszując jakąś melodię.   

April zaśmiała się cicho.   

– Całe szczęście, że nie grasz w filmach muzycznych. Umarlibyśmy z głodu.   

Położył ją na łóżku i zaczął powoli rozpinać jej spodnie, przez cały czas przyglądając się 

uważnie.   

–  Nigdy  nie  drwij  z  mężczyzny,  kiedy  nie  ma  na  sobie  spodni.  Mogą  z  tego  wyniknąć 

poważne kłopoty.   

– Nie mam nic przeciwko takim kłopotom.   

Położył się obok niej, objął ramieniem, a drugą wolną ręką zaczął rozpinać guziki bluzki. 

Jego dłonie rozkoszowały się dotykiem jej gładkiej skóry, a w oczach był taki zachwyt, jakby 

rozpakował właśnie upragniony prezent.   

– Jace? 

– Mmm? 

– Zapomniałam. Dzwonili z wytwórni. Proszą o telefon.   

– To musi być w związku z filmem, który chcę teraz nakręcić – powiedział, pochłonięty 

całkowicie jej piersiami.   

–  Którym?  –  April  wstrzymała  oddech,  ale  nie  potrafiłaby  odpowiedzieć,  czy  z 

ciekawości, o jaki film chodzi, czy pod wpływem jego pieszczot.   

– „Żegnaj, wiosno” – mruknął. Pochylił się i zaczął smakować jej sutki. Były delikatne i 

pachniały słodko. Twardniały rozkosznie w jego wargach. No i ten smak. Smak April Flynn.   

Zamarła.   

–  Czy  wiesz,  że  twoja  matka  chce  grać  w  tym  filmie  główną  rolę  kobiecą?  –  zapytała 

cicho, spodziewając się jego gwałtownej reakcji.   

– Uhum – odpowiedział, przenosząc całą uwagę na drugi ciemny pagórek. – A teraz bądź 

cicho i pozwól mi się kochać.   

–  Tak  jest  –  szepnęła  przy  jego  uchu  i  zaczęła  je  delikatnie  ssać.  Objęła  go  ciasno 

ramionami i westchnęła zadowolona.   

–  Czas  najwyższy,  żebyś  się  nauczyła,  gdzie  jest  twoje  miejsce,  moja  pani.  –  Gos  miał 

zachrypnięty, czuła drżenie jego ciała.   

– A więc? Z pewnością nie w twoim łóżku, ty męski szowinisto.   

–  Nie.  Przy  moim  boku.  Na  zawsze,  April  prawie  Sullivan.  –  Głos  miał  nabrzmiały 

uczuciem,  oczy  szukały  w  jej  spojrzeniu  odpowiedzi  i  znalazły  ją.  –  I  jeszcze  jedno,  April. 

Nie miałem innej kobiety, odkąd cię poznałem. Nawet się nie całowałem. Nigdy – powiedział 

uroczyście, jakby składał przysięgę.   

–  Wiem  –  szepnęła  i  to  była  prawda.  Ale  mimo  tej  pewności  będzie  patrzeć  ponad  jego 

ramieniem, czy gdzieś nie czai się niebezpieczeństwo, w każdej chwili gotowa go ochraniać i 

walczyć o niego.   

background image

Ich usta zetknęły się, ale ona wciąż jeszcze głowę miała zaprzątniętą myślami.   

– Jeszcze jedno – zaczęła bez tchu, podczas gdy jego dłonie badały miękkie zakamarki jej 

ciała, które znał tak dobrze. – Zadzwonisz do matki i powiesz jej, że bierzemy ślub? Zanim to 

się dostanie do gazet, dobrze? 

Jace uniósł głowę i spojrzał na nią z miłością.   

–  Jeśli  to  ma  dla  ciebie  znaczenie.  Ale  tylko  z  tego  powodu  –  powiedział  cicho  i 

pocałował czubek jej nosa. – Zadzwonię do niej, a potem każę oprawić to serce i powieszę je 

w naszej sypialni. Będzie nam przypominało, co mamy. Kocham cię, April. Całym sercem. – 

I pokrył jej usta namiętnymi pocałunkami. Poczuła wzbierającą w niej obietnicę rozkoszy.   

April  zamknęła  oczy  i  gorąco  oddawała  mu  pocałunki.  Kiedyś,  wiele  lat  później  będzie 

wspominać, jak usiłowała go przekonać, by się jej oświadczył. Jednak teraz Jace nie powinien 

być taki pewny siebie i jej uczuć. W końcu mają zamiar spędzić ze sobą następne czterdzieści 

czy pięćdziesiąt lat...