background image

Stephanie James

Mężczyzna

znad jeziora

1

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

- Proszę się nie zatrzymywać! To zaczyna być interesujące!

Męski   głos,   dochodzący   z   wnętrza   ciemnego   pomieszczenia,   brzmiał   lodowato   i 

przypominał trzask odwodzonego cyngla. Brenna Llewellyn miała wrażenie, że wycelowano w nią 

śmiercionośną broń. Z jedną nogą przerzuconą już przez parapet okna, zamarł w bezruchu. Znalazła 

się w pułapce.

Szeroko otwartymi oczyma wpatrywała się przerażona w głąb ciemnego pokoju.

Przypłacę   życiem   tę   moją   przygodę,   pomyślała   nieco   histerycznie.   Nie   mając   nic   do 

stracenia, postanowiła ratować się ucieczką. Ten wynajęty przez nią domek letniskowy, do którego 

przyjechała na wakacje nad jezioro Tahoe, nie był pusty. Miał już lokatora! Ukrywał się w nim 

jakiś złodziej  lub nawet bandyta.  Jej niespodziewane nocne wtargnięcie  musiało  być  dla niego 

przykrym zaskoczeniem.

- Na pani miejscu nie próbowałbym uciekać - ostrzegł ten sam stalowy męski głos. - Jest na 

to stanowczo za późno.

W bezsilnym geście Brenna zacisnęła dłonie na parapecie. Wiedziała, że mężczyzna ma 

rację. Na tle okna, w księżycowej poświacie, była z wnętrza domku dobrze widoczna. Stanowiła 

doskonały   cel.   Zanim   udałoby   się   jej   zeskoczyć   z   okna,   ukrywający   się   złoczyńca   mógłby   ją 

zastrzelić.   Nie wątpiła,  że  jest  uzbrojony.  Brenna  siedziała  więc  nadal   okrakiem  na  parapecie, 

rozpaczliwie  szukając w  myśli  jakiegoś  wyjścia.  Próbowała  opanować  strach. Jeśli wpadnie  w 

panikę, sytuacja stanie się jeszcze gorsza.

- Niech mnie pan posłucha - powiedziała po chwili zdumiewająco spokojnym głosem. - Nie 

widzę w tych ciemnościach pańskiej twarzy. Nie wiem, jak pan wygląda, więc nigdy nie będę 

mogła pana zidentyfikować. Proszę pozwolić mi wyjść tą samą drogą, którą tu przyszłam. Słowo 

honoru, nikomu nie powiem, że pana tu zastałam.

- Słowo honoru? - powtórzył mężczyzna. - W ustach włamywaczki? To brzmi interesująco - 

dodał z sarkazmem.

W ciemnościach Brenna dostrzegła nagle jakiś ruch.

- Nie! Proszę! - krzyknęła.

W tej właśnie chwili promienie księżyca oświetliły wnętrze pokoju. Na widok mężczyzny 

serce podeszło jej do gardła. Był  bosy, obnażony do pasa. Miał na sobie tylko obcisłe dżinsy. 

Trzymał łuk ze strzałą.

2

background image

Brennę   zdumiał   widok   prymitywnej   broni.   Była   jednak   przekonana,   że   w   rękach   tego 

mężczyzny może być równie groźna, jak każda inna.

- Mój Boże! - szepnęła. W co ja się wpakowałam? Pomyślała z przerażeniem.

- Jak długo zamierza pani tak siedzieć na parapecie? Równie dobrze może pani wejść teraz 

do środka.

- Przepraszam, nastąpiło jakieś nieporozumienie... - powiedziała niepewnym głosem.

- Jestem o tym przekonany - mruknął mężczyzna,

Zbliżył się do niej jednym nagłym kocim ruchem.

- Przykrą  stroną życia  jest to, że trzeba  płacić  za popełnione  błędy.  Jako profesjonalna 

włamywaczka pani chyba dobrze o tym wie.

Nie spuszczając wzroku ze swej ofiary, odstawił na bok łuk i strzałę.

Teraz albo nigdy,  pomyślała Brenna. To moja ostatnia szansa. Jednym szybkim ruchem 

spróbowała przerzucić nogę przez parapet i zeskoczyć na zewnątrz domku. Nie udało się. Poczuła 

nagle,   jak   wokół   przegubu   jej   dłoni   zaciska   się   stalowa   obręcz.   Błyskawicznym   ruchem   ręki 

mężczyzna wciągnął ją do środka. Zapalił światło w pokoju.

Do licha, nie poddam się przecież bez walki, pomyślała rozgniewana Brenna patrząc w 

zimne   oczy   przeciwnika.   Rzuciła   się   na   niego   jak   rozeźlona   kotka,   usiłując   się   uwolnić   ze 

stalowego uścisku. Widząc bezlitosny wzrok mężczyzny,  była przekonana, że nie cofnie się on 

przed niczym.

I zanim zorientowała się, co się stało, leżała już na podłodze, przygwożdżona jego rękami. 

Zamknęła bezwiednie oczy i nabrała głęboko powietrza.

- Ty łobuzie! - syknęła z wściekłością.

Napastnik jedną ręką docisnął obie dłonie Brenny do podłogi, drugą zaś zaczął przesuwać 

wzdłuż   jej   ciała.   Siedział   teraz   na   niej   okrakiem.   Pod   wpływem   dotyku   męskiej   ręki   Brenna 

zesztywniała.

- Przysięgam na Boga, że jeśli mnie zgwałcisz, to gorzko tego pożałujesz. Sprawiedliwość 

dosięgnie cię nawet na końcu świata. - Była równie wściekła, jak przerażona.

- Niech pani się uspokoi - powiedział. - Chcę się tylko przekonać, jaki ekwipunek noszą 

włamywaczki w dzisiejszych czasach.

Brenna popatrzyła na niego zaskoczona. Dopiero teraz uprzytomniła sobie, że mężczyzna 

rzeczywiście tylko ją obszukuje. Robi to sprawnie i fachowo.

- Nie jestem uzbrojona - powiedziała po chwili, zwilżywszy językiem spieczone wargi. - Na 

litość boską, niech mi pan da spokój, nie jestem włamywaczką! - Natychmiast pożałowała swych 

3

background image

słów,   gdyż   uprzytomniła   sobie,   że   ten   bandzior,   ukrywający   się   w   opuszczonym   domku   nad 

jeziorem, potraktuje ją łagodniej, jeśli będzie przekonany, że i ona jest na bakier z prawem.

Skończył obszukiwać Brennę. Wyprostował się powoli i zaczął przyglądać się jej uważnie.

- Mnie nie nabierzesz. - Mężczyzna zachowywał się spokojnie, a jego głos brzmiał teraz 

niemal wesoło. - O ile mi wiadomo, większość ludzi włażących w nocy do cudzych mieszkań ma 

złodziejskie zamiary.

- Wchodziłam nie do cudzego domu, lecz do własnego! Usiłowałam dostać się do środka!

- Tak się składa, że to ja jestem w tej chwili właścicielem tego domku. Kto pierwszy, ten 

lepszy. Jak wiesz zapewne, w obliczu prawa najczęściej wygrywa posiadacz... - zawiesił głos nie 

kończąc zdania.

-   Wszedł   pan   nielegalnie   w   jego   posiadanie!   -   przerwała   mu   ostro   Brenna.   Zaczęła 

wstępować w nią odwaga. Instynkt podpowiadał, że sytuacja nie jest bardzo zła. Pocieszające było 

to, że bandyta zachowywał się jak profesjonalista, a nie jak wariat. Nie wyglądało na to, że nagle 

wpadnie w szał i ją zabije. Taką przynajmniej miała nadzieję.

- Wejść nielegalnie w posiadanie – powiedział kpiącym tonem. - W ustach włamywaczki 

taka terminologia? Do czego to już doszło w dzisiejszych czasach!

- Zamierza pan temu zaprzeczyć? - przypierała Brenna mężczyznę do muru.

- Tak. Zaprzeczam. Czy mam pokazać moją umowę dzierżawną?

Brenna popatrzyła na mężczyznę z największym zdumieniem.

- Umowę? - powtórzyła. 

- Na trzy miesiące począwszy od pierwszego czerwca. - Podniósł się z podłogi i podciągnął 

Brennę do góry. Była niemile zaskoczona i zmieszana.

- Coś mi się zdaje - zaczęła ostrożnie - że nastąpiła jakaś pomyłka.

- Już to pani mówiłem. - Przyglądał się jej napiętej twarzy. - Za błędy się płaci, w taki czy 

inny sposób.

Patrzyła na niego w milczeniu, próbując wziąć się w garść. Czy to możliwe, że usiłowała 

dostać   się   do   niewłaściwego   domku?   Rozejrzała   się   po   pokoju.   Widok   wnętrza   zdawał   się 

potwierdzać te ponure podejrzenia.

Pościel na łóżku była  rozrzucona.  Otwarte drzwi szafy ukazywały jej półki wypełnione 

męskimi rzeczami. Na podłodze stało eleganckie obuwie, a obok niego dwie pary zniszczonych, 

turystycznych butów. Mała półka w rogu pokoju była zarzucona papierami i książkami. Z głębokim 

westchnieniem Brenna spojrzała ponownie na mężczyznę. Stał, spokojnie czekając, aż nieproszony 

gość zakończy lustrację wnętrza, a na jego wargach błąkał się lekki uśmiech.

4

background image

Kiedy ich oczy ponownie się spotkały, Brenna odetchnęła z ulgą. Z uśmiechem na ustach 

mężczyzna wyglądał mniej groźnie niż poprzednio. Była przekonana, że, sprowokowany, potrafi 

być niebezpieczny, ale że nie jest wariatem, mimo łuku i strzały.

Nieco uspokojona, zaczęła przyglądać mu się. uważnie. Był wysoki. Bruzdy wyżłobione 

wokół oczu i ust świadczyły o tym, że młodość ma już za sobą. Wyglądał na jakieś trzydzieści 

siedem lub osiem lat.

Skronie miał przyprószone siwizną. Gęste brązowe włosy były, jak na jej gust, ostrzyżone 

zbyt krótko.

Nie był przystojny w konwencjonalnym znaczeniu tego słowa, lecz jego twarz uwidaczniała 

wewnętrzne   cechy   charakteru.   Malowały   się   na   niej   zarówno   pewność   siebie,   jak   i   autorytet. 

Twarde   spojrzenie   stalowych   oczu,   orli   nos,   mocno   zarysowany   podbródek   i   wysokie   kości 

policzkowe dopełniały obrazu.

Bezwiednie,   wzrok   Brenny   przesunął   się   niżej   i   zatrzymał   na   szerokim   i   umięśnionym 

torsie,   pokrytym   ciemnym   owłosieniem.   Dolną   cześć   ciała   skrywały   obcisłe   czarne  dżinsy. 

Mężczyzna był silny i dobrze zbudowany.

Brenna   przypomniała   sobie,   jak   wynurzył   się   z   mroku,   z   łukiem   i   strzałą   w   rękach. 

Spokojny i opanowany, był panem sytuacji. Wyglądał na profesjonalistę w każdym calu. Brenna nie 

umiała  odpowiedzieć sobie na pytanie,  jaki mógł być  jego zawód. W każdym  bądź razie było 

oczywiste, że na posiedzeniach ciała pedagogicznego w college'u, w których  brała udział, jego 

obecność byłaby zupełnie nie na miejscu.

Zdawała   sobie   sprawę,   że   mężczyzna   też   przygląda   się   jej   uważnie.   Musiała   wyglądać 

okropnie, ale się tym nie przejmowała. Długie ciemne włosy wysunęły się spod klamerki zapiętej z 

tyłu głowy i opadały teraz w nieładzie na plecy i ramiona. Według obiegowych kanonów urody, nie 

była   ładna.   Miała   interesującą   twarz.   Szeroko   rozstawione   brązowe   oczy   odzwierciedlały 

inteligencję i poczucie humoru. Mimo łagodnie zarysowanych ust, skłonnych do śmiechu, z oblicza 

Brenny przebijały upór i stanowczość.

Była ubrana w długi, czerwony, bawełniany sweter, zbyt obcisły na piersiach. Pod wpływem 

taksującego   wzroku   mężczyzny   uświadomiła   sobie   nagle,   że   nie   ma   na  sobie   biustonosza.   Na 

wyjazd nad jezioro Tahoe ubrała się w wytarte dżinsy i równie zniszczone mokasyny.  Chciała 

podróżować wygodnie i nie sądziła, że po drodze będzie musiała z kimkolwiek się kontaktować.

Mam   przecież   dwadzieścia   dziewięć   lat,   pomyślała   Brenna,   powinnam   mieć   więcej 

pewności siebie. Była już bądź co bądź osobą poważną. Pracowała jako wykładowca filozofii w 

małym, lecz znanym college'u.

Dziś jednak nie była w dobrej formie.

5

background image

- Jest mi przykro - zaczęła - bo wygląda na to, że wtargnęłam po nocy do domu będącego 

czasowo w pańskim posiadaniu. - Uniosła w górę podbródek. - Niestety, tak się jednak składa, że ja 

też mam taką samą umowę. To błąd właściciela. Jak mógł dwóm różnym osobom wynająć na lato 

tę samą posiadłość?

- Znam doskonale właścicieli i nie sądzę, żeby aż tak się pomylili. Czy może pani pokazać 

swoją umowę? - zapytał i wyciągnął rękę w stronę Brenny.

- Jest w samochodzie - odrzekła chłodno.

- No to chodźmy ją obejrzeć - zaproponował.

- Nie musi być pan aż tak niegrzeczny - powiedziała, gdy mężczyzna wziął ją mocno za 

ramię i energicznym krokiem wyprowadził z sypialni w głąb mieszkania i skierował ku drzwiom 

wyjściowym.

- Byłem przekonany, że wykazuję maksimum cierpliwości. - Otworzył drzwi. Wyszli na 

zewnątrz.

Zdawała sobie sprawę z tego, że mężczyzna idzie boso po żwirze podjazdu. Robił długie, 

niemal kocie kroki i nie zważał na ostre podłoże. Oparł się o samochód i bez ruchu patrzył, jak 

Brenna otwiera drzwi i wyjmuje teczkę z jakimiś papierami.

- Oto moja umowa. - Z triumfem podała mu jakiś papier.

Wziął go bez słowa i pochylił się w stronę wnętrza wozu, usiłując odczytać treść w słabym 

świetle.

- Nazywasz się Brenna Llewellyn? - spytał.

- Tak. I mogę tego dowieść - odrzekła zaczepnie.

Mężczyzna wyprostował się i uśmiechnął.

- Jestem Ryder Sterne. Najwyraźniej będziemy sąsiadami przez całe lato.

- Jak to: sąsiadami? - Brenna była zaskoczona.

- Ćwiczyłaś sposoby dostawania się do domu nie na tym obiekcie, co trzeba. Twój domek 

jest tam. - Pokazał ręką w stronę lasu. - Zaraz za moim.

-   Nic   nie   widzę.   -   Brenna   wpatrywała   się   w   ciemną   grupę   sosen.   -   W   ogóle   go   nie 

zauważyłam - przyznała, dostrzegając wreszcie majaczące kontury jakiegoś domku. - Do diabła - 

mruknęła pod nosem - co za okropny sposób kończenia równie okropnego dnia! - Z widocznym 

wysiłkiem odwróciła się w stronę mężczyzny stojącego nadal obok samochodu.

- Czy zawsze wchodzisz oknem? - spytał spokojnie.

- Nie bądź śmieszny. Chciałam otworzyć drzwi kluczem, ale mi się to nie udało. Dlatego 

inną drogą próbowałam dostać się do środka.

6

background image

- Usłyszałem, jak ktoś majstruje przy zamku. Gdybyś  poczekała chwilę, otworzyłbym  ci 

drzwi, a nam obojgu zaoszczędziłbym trochę nerwów. Kiedy obeszłaś dom i usiłowałaś wejść przez 

okno, uznałem, że twoje intencje są co najmniej podejrzane.

- I dlatego czaiłeś się z łukiem?

Ryder Sterne wzruszył ramionami.

- To była jedyna broń, jaką miałem pod ręką. Przecież nie wiedziałem, kto się tu zakrada. 

Weźmy   twoje   rzeczy  z   samochodu.   Jest   już   druga  w   nocy,   a   ja  chciałbym   się   jeszcze   trochę 

przespać.

Brenna dotknęła  odruchowo obnażonego  ramienia  Rydera.  Poczuła pod palcami  napięte 

mięśnie.

- W porządku, sama sobie poradzę - odrzekła szorstkim głosem. - Jest mi bardzo przykro, że

wywołałam całe to zamieszanie. Kładź się spać. Twoja pomoc nie jest mi już potrzebna.

Spojrzał przelotnie na swoje ramię, którego Brenna przed chwilą dotykała i podniósł wzrok. 

Na jego wargach błąkał się lekki uśmiech.

- Zaniosę bagaże na miejsce - powtórzył niezwykle łagodnym głosem. - Najpierw jednak 

wrócę po buty. Poczekaj chwilę, to nie potrwa długo.

Brenna   obserwowała   jego   płynne,   lekkie   ruchy.   Zachowywał   się   przedziwnie.   Była 

przyzwyczajona   do   mężczyzn   postępujących   zupełnie   inaczej.   W   identycznej   sytuacji   albo 

próbowaliby się z nią spierać, albo wycofaliby się. Nigdy dotychczas nie miała do czynienia z 

osobnikiem, który po prostu oświadcza, że zamierza coś zrobić, a następnie bez słowa to wykonuje, 

nie bacząc na to, co ona ma w tej kwestii do powiedzenia.

Po chwili Ryder Sterne wrócił do samochodu i w milczeniu zaczął wyładowywać bagaże. 

Im mówi spokojniej i łagodniej, tym działa sprawniej i bardziej profesjonalnie, pomyślała. Miała 

świeżo w pamięci jego łagodny głos, którym zakazał jej ucieczki.

Dam spokój, nie będę protestowała, niech mi pomaga, postanowiła. Nie ma sensu się spierać

w samym środku nocy. Wzięła do ręki neseser i podążyła za Ryderem.

- Sądzę, że te drzwi dadzą się bez trudu otworzyć twoimi kluczami - powiedział zatrzymując 

się na ganku małego domku z bardzo spadzistym dachem.

Po raz drugi tej nocy Brenna sięgnęła po klucz.

- Mam propozycję. Zawrzyjmy umowę. Jeśli mi przyrzekniesz, że o tym nocnym incydencie 

nie wspomnisz przez całe lato, to ja nie powiem nikomu, że witasz gości uzbrojony w łuk i strzałę. 

Zgoda?

W księżycowej poświacie Brenna zobaczyła, jak kąciki ust Rydera unoszą się w górę.

- Stawiasz trudne warunki. Będę się musiał nad tym zastanowić.

7

background image

Weszli do środka. Ryder zapalił światło. Brenna rozglądała się z zaciekawieniem Wnętrze 

domku było urządzone w wiejskim stylu. W saloniku, umeblowanym niskimi prostymi meblami, 

znajdował się duży kominek. W rogu pokoju zauważyła schody biegnące na stryszek, gdzie pewnie 

urządzono sypialnię.

- Czy widać stąd jezioro? - spytała  wpatrując się w okno i próbując przebić wzrokiem 

otaczające ich ciemności.

-   Jutro   zobaczysz   więcej.   Teraz   zasłaniają   drzewa.   -   Postawił   przyniesione   bagaże.   - 

Chodźmy. Resztę rzeczy uda się chyba zabrać za jednym zamachem.

- Oto człowiek czynu. Silny małomówny mężczyzna - powiedziała Brenna do odwróconych 

pleców Rydera.

- Tylko o drugiej w nocy - odparł nie odwracając głowy w jej stronę.

Co się ze mną dzieje? Dlaczego robię takie kretyńskie uwagi? Brenna była zadowolona, że 

Ryder nie może zobaczyć, jak bardzo się zaczerwieniła.

- Teraz powinniśmy się czegoś napić. Idziemy do mnie - stwierdził spokojnie, biorąc do ręki 

ostatnią walizkę. Nie czekając na Brennę, ruszył w kierunku własnego domku.

Po chwili zobaczyła, że wraz z jej bagażem znika w środku. Podbiegła do niego.

- Dziękuję, to bardzo miło  z twojej  strony.  Jestem pewna, że mimo  tych  przeżyć  będę 

dobrze spała. Jest już zresztą tak późno...

- Ale ja nie zasnę - odrzekł miękkim głosem, przytrzymując otwarte drzwi.

Niechętnie weszła do środka.

- Siadaj, proszę. Zaraz przyniosę kieliszki. - Odwrócił się i tym swoim, dobrze już Brennie 

znanym, kocim zwinnym krokiem wyszedł z pokoju.

Zaczęła przyglądać się wnętrzu. Spojrzała odruchowo na półkę z książkami. Dowiem się, co

czytasz, a będę wiedziała, kim jesteś, powiedziała do siebie.

Z   górnej   półki   wyjęła   na   chybił   trafił   jeden   tom.   Popatrzyła   na   broszurową   okładkę   z 

prawdziwym obrzydzeniem. Była krzykliwa i w najgorszym guście. Widniał na niej supersamiec 

strzelający w obronie własnej do otaczających go ponurych drabów. U boku bohatera znajdowała 

się seksowna blondynka, uwieszona na jego ramieniu.

Co za szmira! pomyślała Brenna. Typowa literatura sensacyjno-przygodowa dla mężczyzn. 

Zza jej pleców dobiegł nagle łagodny głos Rydera:

- Widzę, że nie jesteś tą książką zachwycona. Obawiam się jednak, że pozostałe są jeszcze 

gorsze. Ja je nie tylko czytam. Ja je piszę.

- Co?! - wykrzyknęła zdumiona Brenna. Rzuciła ponownie wzrokiem na kartonową okładkę. 

- Autorem jest Justin Murdock.

8

background image

-   To   pseudonim.   -  Trzymając   tackę   z   kieliszkami   brandy,   wolną   ręką   przesuwał   jakieś 

papiery leżące na starym, obitym blachą pniaku, służącym widocznie za podręczny stolik. Usiadł na 

kanapie i wyciągnął w stronę Brenny rękę z kieliszkiem. - To dobry gatunek. Sama się zresztą 

przekonasz. Moi bohaterowie piją zawsze tylko to, co najlepsze.

-   Jestem   pod   wrażeniem   -   wycedziła   Brenna   biorąc   brandy.   Spróbowała.   Trunek   był 

rzeczywiście przedni. Usiadła naprzeciw pana domu, zajmując wyściełany trzcinowy fotelik.

- Czego? Brandy czy mojej książki? - spytał Ryder.

- I tego, i tego.

- Ale takich książek nie lubisz. Mam rację? - Uśmiechnął się lekko.

- Tak. Ale przede wszystkim liczy się sukces. Czy go osiągnąłeś?

- Tak. I to duży.

- Gratuluję.

- Teraz kolej na ciebie.

Brenna   westchnęła   i   na   widok   spojrzenia   stalowych   oczu   Rydera   ściągnęła   bezwiednie 

wargi.

- Wykładam filozofię w małym college'u w rejonie Zatoki San Francisco.

W oczach Rydera Brenna dojrzała lekkie rozbawienie.

- Co w tym śmiesznego? - zapytała łagodnym głosem. Brała przykład z gospodarza domu. 

Na myśl jednak o własnej pracy zawodowej robiło się jej niedobrze. Najgorszy był ostatni tydzień. 

Nie była w stanie wysłuchiwać teraz jakichś drwiących uwag.

- Twoja kariera zawodowa stoi w wyraźnej sprzeczności z tym, co widziałem pół godziny 

temu. Właśnie przypomniałem sobie, jak pięknie się włamywałaś.

- Były czasy, panie Sterne, kiedy to filozof musiał być także człowiekiem czynu!

-   Ale   zapewne   nie   sprzecznego   z   prawem.   Musisz   jednak   przyznać,   że   dziś   większość 

naukowców zamyka się w czterech ścianach swych instytutów bądź uczelni i rzadko kiedy staje oko 

w oko z rzeczywistością, Wychodzą czasami ze swych wież z kości słoniowej, żeby znaleźć się 

przed kamerami telewizyjnymi i przemówić w imię jakiejś sprawy akurat na czasie.

- W tej sprawie, która od dawna jest przedmiotem ciągłych sporów, stoimy po przeciwnych 

stronach barykady. - Brenna ściągnęła brwi. - Osobiście wątpię, czy uda się kiedyś zlikwidować 

panującą   od   wieków   animozję   między   tymi,   którzy   propagują   posługiwanie   się   rozumem,   a 

zwolennikami  jakichś błyskotliwych  działań. Ty,  jak sądzę, żyjesz sobie wygodnie,  opisując w 

atrakcyjny   sposób   przejawy   gwałtownych   działań   i   przemocy.   Ja   zaś   właśnie   skończyłam 

semestralne wykłady, usiłując pięćdziesięciu studentom pierwszego roku wbić do głowy podstawy 

etyki.

9

background image

Co za ironia losu, pomyślała. Spędzam życie na nauczaniu etyki po to tylko, by pewnego 

dnia odkryć, że sama się stałam obiektem postępowania niezwykle nieetycznego...

Spojrzała na Rydera. Był jeszcze bardziej rozbawiony niż na początku rozmowy.

-  A  więc  jesteśmy  przeciwnikami!   Kiedyś  obiło  mi   się chyba  o  uszy,  że  to  w  wyniku 

oddziaływania przeciwieństw może w końcu nastąpić harmonia.

Brenna spojrzała na niego zaskoczona.

- To Heraklit - powiedziała podnosząc do ust kieliszek z resztą brandy.

- Przepraszam, nie dosłyszałem.

- Heraklit - powtórzyła z wolna. - Grecki filozof, z Efezu. Żył jakieś pięćset lat przed naszą 

erą. Głosił teorię wiecznego ruchu w świecie i w wewnętrznych przeciwieństwach zjawisk przyrody 

upatrywał przyczynę ich rozwoju. Uważał, że harmonia natury jest wynikiem oddziaływania na 

siebie dwóch przeciwstawnych sił. - W oczach Brenny pojawiły się wesołe ogniki. - Jeśli dobrze 

pamiętam,   do   zademonstrowania   napięć   leżących   u   podstaw   harmonii,   Heraklit   posłużył   się 

przykładem łuku...

- Łuku? - Ryder był zaintrygowany. - To ma sens. Między osadzoną strzałą a naciągniętą 

cięciwą   jest   idealna   równowaga.   Lubię   ruch.   Wszystko,   o   czym   mówiliśmy,   jest   interesujące. 

Umieszczę to w książce, którą zaczynam pisać w przyszłym tygodniu.

- Nie chcesz poznać tej teorii? Czy nie powinieneś dowiedzieć się o niej czegoś więcej? - 

spytała zaczepnie Brenna.

- Po co? - Wzruszył ramionami. - Powiedziałaś mi przecież to, co najważniejsze. Przed 

rozpoczęciem pisania muszę zbadać inne zagadnienie: łuk jako broń współczesnego komandosa.

- W rękach dzisiejszych komandosów? To brzmi bezsensownie! Sądziłam, że wynalazek 

prochu mamy już za sobą.

-   Łukami   posługiwano   się   niedawno,   w   Wietnamie   -   powiedział   Ryder   sadowiąc   się 

wygodniej   na   kanapie   i   sącząc   brandy.   -   Oczywiście,   w   bardzo   ograniczonym   zakresie. 

Współczesne  techniki  zbrojeniowe  nie dostarczyły  nam wielu  sposobów  niemal  bezszelestnego 

zabijania ludzi. W rękach człowieka, który musi po cichu poruszać się na terytorium wroga, na 

przykład podczas akcji zwiadowczej, łuk może być pożyteczną bronią.

Brenna popatrzyła na niego zdegustowana.

-   Jestem   w   stanie   zrozumieć,   dlaczego   nie   chcesz   męczyć   czytelników   filozoficznymi 

podtekstami. Przecież w swoich książkach sprzedajesz zupełnie coś innego, przemoc i akcję.

- A także seks.

W oczach Brenny malowała się pełna dezaprobata.

- Świetnie współgra z przemocą i akcją - wyjaśnił Ryder spokojnym głosem.

10

background image

- Co do tego, nie mam żadnych wątpliwości. - Miała już dość tej rozmowy. Podniosła się z 

zamiarem   zakończenia   bezsensownej   gadaniny.   -   Bardzo   dziękuję   za   brandy   i   za   pomoc   w 

wyładowaniu  bagażu.  Chyba  już najwyższy czas, żebym  pozwoliła  ci wreszcie położyć  się do 

łóżka. - Żwawym krokiem ruszyła w stronę drzwi.

- Odprowadzę cię do domku. - Błyskawicznie znalazł się przed nią i otworzył drzwi.

Porusza się bezszelestnie. Jak dzikie zwierzę. Zanim człowiek się obejrzy, może go już 

dopaść, pomyślała z lekkim niepokojem.

- Dziękuję, to niepotrzebne - zaprotestowała. - Trafię sama.

- Odstawię cię na miejsce - powtórzył z uporem.

Z rezygnacją wzruszyła ramionami. Nie było sensu się spierać.

Bez   słowa   doszli   do   domku.   I   tutaj   Brenna   zachowała   się   w   sposób   dla   niej   zupełnie 

nieoczekiwany. Wkładając klucz do zanika, odwróciła się w stronę Rydera i popatrzyła przeciągle 

w jego stalowe oczy.

- O co chodzi? - zapytał.

- Powiedz mi, proszę, czy naprawdę wziąłeś mnie za włamywaczkę, kiedy mnie zobaczyłeś 

siedzącą na parapecie?

Uśmiechnął się prawie niedostrzegalnie, lecz jego głos brzmiał zupełnie serio:

- Przyznaję, że przyszło mi to do głowy. Na ogół nie witam kobiet z łukiem w ręku. Czemu 

się śmiejesz?

- Przepraszam, zupełnie bez powodu - odrzekła szybko, stojąc w otwartych  drzwiach. - 

Dobranoc.

Skinął lekko głową na pożegnanie i już go nie było. Zapadł się w ciemność.

Brenna   zatrzymała   się   na   chwilę.   Jak   mógł   wziąć   ją   za   włamywaczkę?   To   śmieszne, 

przecież nie była osobą zdolną do przeprowadzenia jakiejkolwiek niebezpiecznej akcji! Zamknęła 

drzwi, odwróciła się i zamyślona błądziła wzrokiem po przytulnym wnętrzu.

Ryder Sterne mylił się bardzo twierdząc, że Brenna, pracując na uczelni, żyje w całkowicie 

nierealnym świecie. Właśnie kilka dni temu stanęła w obliczu ponurej rzeczywistości. W wieży z 

kości słoniowej ukryć  się nie mogła.  Przed przykrościami, które przyniosło jej życie, nie było 

ucieczki.

Okazało   się   także,   iż   nie   może   liczyć   na   pomoc   jedynego   mężczyzny,   który   powinien 

opowiedzieć się po jej stronie, lecz tego nie uczynił. Ogarnęło ją ponownie uczucie rozczarowania, 

a   także   złość   na   niego.   Damon   Fielding   powiedział   wyraźnie,   co   myśli   o   całej   sprawie,   gdy 

próbował dziś rano „przemówić jej do rozsądku”.

11

background image

Jego   rada   była   nadzwyczaj   praktyczna,   w   pełni   racjonalna   i   niezwykle   szokująca,   jeśli 

zważyć, że pochodziła od znanego i cenionego profesora filozofii i etyki. Namawiał ją usilnie, żeby 

pogodziła się z tym, co się stało, i puściła w niepamięć całą sprawę. Od tego bowiem zależała jej 

dalsza kariera.

Damon Fielding przyznał, że to, co zrobił dyrektor Instytutu Filozofii, było nieetyczne. Nie 

powinien publikować wyników pracy naukowej Brenny bez jej wiedzy, i do tego pod własnym 

nazwiskiem. Ale w świecie akademickim takie rzeczy się zdarzają. Brenna musi pamiętać o tym, że 

profesor Paul Humphrey idzie lada chwila na emeryturę i że zgodnie z wszelkimi przewidywaniami 

nie kto inny, lecz sam Damon Fielding zajmie jego miejsce i zostanie dyrektorem instytutu, a więc 

jej bezpośrednim szefem. Jeśli Brenna zachowa się rozsądnie, będzie milczała i nie wywlecze na 

szersze forum swojej sprawy, wszystko ułoży się dobrze. Tak mówił Damon.

Czy w imię dalszej kariery naukowej powinna przymykać oczy na nieuczciwe i krzywdzące 

postępowanie?   Przemawiając   jej   do   rozsądku,   Damon   powiedział   wczoraj   jeszcze   jedno.   Z 

nieubłaganą  życiową   logiką,  która  z  pewnością  lepiej   przemawiałaby  do  ludzi  pokroju Rydera 

Sterne'a,   zwrócił   Brennie   uwagę   na   fakt,   że   w   razie   otwartej   konfrontacji   z   profesorem 

Humphrey'em,   jest   z   góry   na   pozycji   przegranej   i   nie   ma   żadnych   szans.   Jako   zwyczajny 

wykładowca   znajduje   się   zbyt   nisko   w   hierarchii   uczelnianej,   by   móc   stawić   czoło   takiemu 

autorytetowi, jakim jest profesor.

Mimo że argumentacja Damona do Brenny nie przemawiała, zasiała jednak w jej umyśle 

poważne wątpliwości. Podważała sensowność dalszego kroczenia wybraną  drogą życiową.  Czy 

naprawdę pragnie nadal nauczać innych o poszukiwaniu prawdy i normach moralnych, godząc się 

równocześnie z nieetycznym postępowaniem i przymykać na nie oczy w imię własnej kariery? Czy 

powinna   przystać   na   moralny   kompromis?   Pragmatyczne   podejście   do   życia   jest   z   pewnością 

bliższe takim ludziom, jak Ryder Sterne.

12

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Jest to być może punkt zwrotny nie tylko w mojej karierze zawodowej, lecz także w życiu, 

powiedziała do siebie Brenna następnego ranka. Podejmując decyzję dotyczącą swej przyszłości, 

musi cały czas pamiętać o spoczywającej na niej odpowiedzialności za młodszego brata. Craig 

także zbliża się teraz do przełomowego punktu w życiu. Wyczuwała to dobrze, mimo że chłopak 

robił wszystko, by ją przekonać, że ze swych studiów jest zadowolony. Oby wytrzymał do końca! 

Ma przed sobą jeszcze tylko jeden rok. A kiedy dostanie już dyplom do ręki, będzie mógł spokojnie

zastanowić się nad przyszłością i wybrać to, co go najbardziej zainteresuje. Byleby tylko skończył 

studia! pomyślała. Było to jej najgorętsze życzenie.

Mimo porannego chłodu panującego w domku, wzięła prysznic. Włożyła te same dżinsy, 

które   nosiła   poprzedniego   dnia   i   z   jednej   z   walizek   wyciągnęła   białą   bawełnianą   koszulę   o 

klasycznym kroju, z długimi rękawami i małym kołnierzykiem zapinanym pod szyją. Dzisiejszego 

ranka ten prosty, niemal surowy strój odzwierciedlał jej poważny nastrój. Stanęła przed lustrem w 

sypialni i zaczęła się czesać. Odgarnęła z czoła wszystkie włosy i upięła je w luźny węzeł z tyłu 

głowy. Przy tym skromnym uczesaniu bursztynowe oczy Brenny wydawały się bardziej skośne niż 

zwykle. Tego ranka patrzyły na nią w lustrze z całą powagą i stanowczością. Od czego zacząć 

dzień?

Zeszła na dół, do kuchni. Nalała wody do czajnika i postawiła go na ogniu. Z niewielkiej 

torby, w której przywiozła wiktuały, wyjęła paczkę herbaty. Sięgając do kredensu po fajansowy 

kubek, spojrzała przelotnie w okno. Przez szybę zobaczyła Rydera.

Na   jego   widok   natychmiast   powróciło   uczucie   nieprzyjemnego   zaskoczenia,   którego 

doznała   przy   pierwszym   spotkaniu.   Dzisiejszego   ranka   było   ono   mniej   przykre,   nadal   jednak 

obecność tego mężczyzny wprowadzała w jej umyśle poczucie irracjonalnego zagrożenia.

Stał na skraju polany w pobliżu swego domku i z łuku mierzył do tarczy przyczepionej do 

drzewa.   Promienie   porannego   słońca   rozjaśniały   jego   brązowe   włosy   i   podkreślały   zgrabną 

sylwetkę. Był ubrany w czarne obcisłe dżinsy. Do pasa miał przytroczony kołczan wypełniony 

strzałami.   Odwinięte   rękawy   żółtej   koszuli   ukazywały   umięśnione   opalone   ręce.   Na   jednym 

nadgarstku widniał skórzany pas ochronny.

Patrząc na tego mężczyznę miało się nieodparte wrażenie, że jest człowiekiem twardym. 

Ostre rysy twarzy świadczyły o tym, że w życiu niejedno przeszedł. Brenna nadal przyglądała mu 

się przez okno. Nalewając do kubka zagotowaną wodę, pomyślała, że Ryder wygląda dokładnie tak, 

13

background image

jak   powinni   wyglądać   bohaterowie   jego   sensacyjnych   powieści.   Brakowało   mu   tylko   jednego. 

Seksownej blondynki uwieszonej u ramienia!

Postawiła gorący kubek na stole i ponownie spojrzała w okno. Ryder właśnie strzelał. Trafił 

idealnie w sam środek tarczy. Zręcznym ruchem wyciągnął z kołczana następną strzałę, osadził ją i 

napiął łuk. Po chwili strzała utkwiła w pniu drzewa tuż obok pierwszej.

W tym momencie, jakby czując na sobie czyjś  wzrok, przed wyciągnięciem z kołczana 

trzeciej   strzały,   Ryder   odwrócił   głowę   i   spojrzał   w   okno   Brenny.   Zobaczył   ją   przez   szybę   i 

zdecydowanym, lekkim krokiem ruszył w jej stronę.

Uprzytomniła sobie nagle swe okropne zachowanie w nocy i postanowiła wykazać się teraz 

lepszymi   manierami.   Zanim   Ryder   zbliżył   się   do  domku,   otworzyła   drzwi   i   stanęła   na  progu, 

witając gościa kubkiem gorącej herbaty.

- Bardzo dziękuję. - Wszedł do środka. Odłożył łuk i kołczan na kuchenny stół i wziął kubek 

do ręki.

-  Może  nie  jest   tak  dobra,  jak  twoja  brandy,   ale   da  się  wypić  -  powiedziała  Brenna   z 

uśmiechem.

- Zastanawiałem się, czy przywiozłaś ze sobą jakieś jedzenie. Miałem cię zapytać, czy mam 

dać ci śniadanie. - Stał spoglądając na Brennę. Jego srebrzyste oczy przesuwały się po jej twarzy.

- My, filozofowie, nie jesteśmy aż tak bardzo oderwani od rzeczywistości, żeby zapominać 

o tak podstawowych rzeczach, jak jedzenie! - Roześmiała się wesoło.

Ryder wysunął krzesło i usiadł przy stole. Brenna patrzyła, jak gość ze smakiem pije gorącą 

herbatę.

- Dzisiaj wcale nie wyglądasz na profesorkę od filozofii - powiedział lekko schrypniętym 

zmysłowym głosem, który sprawił, że Brenna od razu zaczęła mieć się na baczności. - Ale, prawdę 

rzekłszy, wczoraj też w niczym jej nie przypominałaś - dodał po chwili.

- Pozory mogą mylić. To jedna z podstawowych zasad każdej sensownej filozofii - odrzekła 

lekkim tonem.

- To jedna z podstawowych zasad działania każdego sensownego człowieka - odrzekł z 

poważną miną. - Dasz mi się wyciągnąć stąd jutro wieczorem?

Zaskoczona tym niespodziewanym pytaniem i zupełną zmianą tematu, Brenna spojrzała na 

gościa ze zdumionym wyrazem twarzy.

- Do Gardnerów, właścicieli tych domków. Mieszkają niedaleko stąd. Zaprosili mnie na 

kolację i pomyślałem sobie, że może zechcesz wybrać się ze mną. Jestem pewien, że ucieszy ich 

twoja wizyta.

- Bardzo miło, że o mnie pomyślałeś, ale...

14

background image

- W porządku. - Ryder skinął głową. - Bądź gotowa jutro o wpół do siódmej.

- Panie Stenie... Ryderze - poprawiła się szybko Brenna. Zirytowana uniosła brwi. - Nie 

przyjęłam tego zaproszenia. Dziękowałam ci tylko za to, że o mnie pomyślałeś, i miałam właśnie ci 

odmówić. Będę bardzo zajęta. Mam tu dużo rzeczy do zrobienia i ...

- I będziesz miała na to całe wakacje. - Ryder uśmiechnął się do niej. Po raz pierwszy, od 

chwili   kiedy   go   poznała.   W   tym   uśmiechu   zawarł   cały   swój   uwodzicielski   czar.   -   Nawiasem 

mówiąc, pozwalam sobie przypomnieć, że jesteś moją dłużniczką. Czas, żebyś się zrewanżowała.

- Jestem ci coś winna? To śmieszne! Dlaczego?

- Nie wiesz? Przecież napędziłaś mi porządnego stracha ostatniej nocy. Masz więc dług do 

spłacenia. Coś mi się za to należy.

Brenna  patrzyła  na Rydera  w  osłupieniu.  Zupełnie  nie  wiadomo  dlaczego,  pragnęła,  by 

nadal patrzył na nią z tym swoim zniewalającym uśmiechem.

-   O   ile   mnie   pamięć   nie   myli,   nie   wyglądałeś   wcale   na   wystraszonego   -   odcięła   się, 

odzyskując po chwili głos.

Uwodzicielska mina Rydera gdzieś się ulotniła, a na jego wargach pojawił się jeden ze 

znanych już Brennie sardonicznych uśmieszków.

- Człowiek uczy się, jak sobie z tym radzić.

- Z czym? Ze strachem?

- Aha. - Wziął kubek do ręki i wypił duży łyk herbaty. Podniósł głowę i popatrzył Brennie 

prosto w oczy.

- Wczoraj w nocy nie tylko ja dobrze sobie ze strachem poradziłem.

- Nie praw mi, proszę, czczych komplementów. Na żadne pochwały nie zasłużyłam. Nie 

musisz być dla mnie aż tak łaskawy! - Brenna nie bardzo wiedziała, dlaczego tak ostro zareagowała 

na słowa Rydera.

- Nie jestem łaskawy - odrzekł spokojnym głosem. - Odwaga jest godną podziwu zaletą 

każdego człowieka. - Podniósł rękę do góry, żeby powstrzymać  młodą kobietę przed dalszymi 

protestami.   -   Poczekaj,   pozwól,   że   powiem   to   inaczej.   Odwaga   jest   cnotą,   którą   ja   osobiście 

podziwiam u każdego, zarówno u mężczyzny, jak i u kobiety. Wyraziłem tylko własny pogląd i nic 

nie uogólniam. Czy teraz jest w porządku?

- Nie zamierzałam się z tobą sprzeczać - odrzekła powoli Brenna. - Ja także jestem pełna 

podziwu dla odwagi innych ludzi.

- Wreszcie być może w czymś się zgadzamy - powiedział żartobliwym tonem.

- Coś mi się jednak zdaje - ciągnęła niewzruszenie - że mówimy o dwóch odmiennych 

rodzajach odwagi. Ten, który ty wychwalasz, różni się nieco od tego, który ja mam na myśli.

15

background image

- Czyżby? - Ryder przyglądał się Brennie z zaciekawieniem.

Przytaknęła ruchem głowy.

- Dla ciebie odwaga polega na fizycznym przeciwstawianiu się niebezpieczeństwu. Wczoraj 

w nocy usiłowałam z tobą walczyć, co w twoich oczach znalazło uznanie. Z mojej strony była to 

jednak   nie   odwaga,   lecz   czysta   desperacja.   Wpadłam   w   panikę   i   reagowałam   instynktownie. 

Prawdziwą odwagę wykazują ludzie, którzy odmawiają wyparcia się własnych przekonań dlatego, 

że większość społeczeństwa ich nie uznaje, a także wówczas, gdy nie podobają się one jakiejś 

osobie o dużym autorytecie. Rozważmy to na konkretnych przykładach. Człowiekiem odważnym 

był Sokrates. Pogodził się z tym, że go osądzono i skazano na śmierć za to, iż nauczał swej filozofii,

mimo że tak okrutnego losu mógł być może uniknąć. Niezwykle dzielnym człowiekiem był także 

wielki   humanista,   angielski   filozof   Thomas   Morę.   Przeciwstawił   się   on   królowi   Henrykowi 

Ósmemu i nie poszedł ręka w rękę z parlamentem, który usiłował mianować króla głową Kościoła.

- I podobnie jak Sokrates dał się zamordować? - W głosie Rydera przebijała wyraźna ironia.

- Tak. Został skazany na śmierć za zdradę stanu.

Dyskutując   teraz   z   Ryderem,   Brenna   przypomniała   sobie   nagle   ostatnią   rozmowę   z 

Damonem Fieldingiem. Usiłował ją przekonać, że wystąpienie przeciw własnemu szefowi byłoby z 

jej strony czymś w rodzaju zdrady.

- Zgoda. Nie zamierzam zaprzeczać. To byli mężowie prawi i odważni - rzekł po chwili 

Ryder.   -Muszę   jednak   dodać,   że   osobiście   nie   jestem   wielkim   zwolennikiem   męczeństwa.   To 

wszystko jednak, o czym teraz mówimy, nie zmienia faktu, że wczoraj zachowałaś się nadzwyczaj 

dzielnie i że był to czyn zasługujący na pochwałę. Od samego początku wiedziałaś przecież, że 

jesteś na pozycji przegranej, a mimo to walczyłaś i opierałaś się nawet wówczas, gdy wciągnąłem 

cię do pokoju i przewróciłem na ziemię. To był przejaw odwagi, moja pani.

- Sądzę, że raczej głupoty - odpowiedziała ze śmiechem. - Sytuacja przedstawiałaby się 

zupełnie inaczej, gdybym od samego początku próbowała wyjaśnić ci powstałe nieporozumienie, 

zanim rozpłaszczyłeś  mnie  na podłodze! Był  to bowiem klasyczny przykład  sytuacji, w  której 

powinien zatriumfować rozum.

- Łatwo tak mówić po fakcie - skomentował Ryder. - Przecież w nocy miałaś zbyt mało 

przesłanek do powzięcia właściwej decyzji. Nic nie wskazywało na to, że posłużenie się wyłącznie 

rozumem dałoby lepsze rezultaty.  Dokonywanie tego rodzaju wyboru czasami wymusza na nas 

życie, a my w określonych  okolicznościach zachowujemy się najlepiej, jak potrafimy.  Ponadto 

wczoraj w nocy dowiedzieliśmy się czegoś o sobie, co w innych warunkach zajęłoby zapewne 

znacznie więcej czasu.

Brenna podniosła wzrok i zdziwiona popatrzyła na Rydera.

16

background image

- Czego to dowiedzieliśmy się o sobie? - spytała.

Ryder dosłyszał zaczepny ton w jej głosie. Na jego ustach zakwitł zniewalający uśmiech.

- Ty się przekonałaś o dwóch rzeczach. Po pierwsze, że nie pozwalam zuchowatym małym 

włamywaczkom bezkarnie wdzierać się przez okno do mojego domu. A po drugie, że nie mam 

zwyczaju uciekać się do gwałtu i w tym celu na kobiety się nie rzucam. - Nie bacząc na to, że 

Brenna   zrobiła   się   nagle   czerwona,   Ryder   mówił   dalej:   -   A   ja   przekonałem   się   naocznie,   że 

powalona  na plecy nie trzęsiesz  się  ze strachu,  i sprawdziłem  namacalnie,  iż  w  moich  rękach 

czujesz się nie najgorzej.

- Nie najgorzej? - powtórzyła ze złością Brenna, przypominając sobie równocześnie dotyk 

dłoni Rydera, kiedy to przesuwał nią po jej ciele w poszukiwaniu ukrytej broni. Poczerwieniała 

jeszcze bardziej. - Prawdziwy dżentelmen nie wracałby w rozmowie z kobietą do tak koszmarnego 

dla niej przeżycia. Przypominanie mi o nim równocześnie z zaproszeniem do wspólnego spędzenia 

jutrzejszego wieczoru, nie jest z twojej strony posunięciem bardzo roztropnym.

- Liczę na to, że dobrze sobie zapamiętałaś, iż nie uciekam się do gwałtu. - Uśmiechnął się 

lekko. - Dałem niezbity dowód, że nie jestem groźny.

- I to ma być wystarczający powód, żeby się z tobą umawiać? - spytała Brenna. Propozycja 

Rydera dotycząca wspólnego spędzenia wieczoru zachwyciła ją, a zarazem rozzłościła.

- Czy naprawdę nie chcesz poznać właścicieli domku, w którym tutaj mieszkasz? - zaczął z 

innej beczki.

- Nie uważam tego za konieczne. Zawarliśmy umowę na wynajem za pośrednictwem agenta 

i nic więcej nas nie łączy.

- To bardzo mili ludzie. No i jak już mówiłem, jesteś mi coś winna.

- Masz tak fantastyczną siłę przekonywania, że trudno ci się oprzeć - odrzekła ze śmiechem. 

Wzięło w niej górę poczucie humoru. Co mi tam, pomyślała. Może być nawet przyjemnie spędzić 

wieczór w towarzystwie człowieka tak całkowicie odmiennego nie tylko od Damona Fieldinga, lecz 

także od każdego innego znanego jej mężczyzny w college'u!

- Czy miałaś inne plany?

- Właściwie to nie - przyznała szczerze. - Zgoda. Pójdę z tobą do Gardnerów. Ale czy jesteś 

zupełnie   pewny,   że   nie   będą   mieli   nic   przeciwko   temu,   że   zamiast   kołczanu   ze   strzałami 

przytaszczysz mnie?

Wypił ostatni łyk herbaty i podniósł się zza stołu. Miał zadowoloną minę.

- Nie. Z samego rana zadzwoniłem do Sue Gardner i powiedziałem jej, że przyjdziemy 

oboje.

Nie wstając od stołu, Brenna popatrzyła przeciągle na Rydera.

17

background image

-   Coś   mi   się   zdaje,   że   jesteś   człowiekiem   bardzo   pewnym   siebie.   Czy   zawsze   tak 

manipulujesz ludźmi, żeby robili to, na co masz ochotę?

- Wybrałem sobie sposób życia, który pozwala mi egzystować na własnych, przeze mnie 

ustalonych zasadach - powiedział spokojnym głosem, wytrzymując jej wzrok.

Brenna   poczuła,   jak   między   nimi   przepływa   jakiś   prąd.   Z   całą   siłą   wróciło   poczucie 

zagrożenia, którego już przedtem doświadczyła w obecności Rydera.

- Ale ja nie jestem częścią twego życia. - Postanowiła mu to od razu powiedzieć. Chciała, 

żeby wszystko było jasne, żeby między nimi nie było żadnych niedomówień. Zostali sąsiadami na 

lato i niech Ryder na nic więcej nie liczy. Kochankami się nie staną. Oboje są reprezentantami 

dwóch odrębnych, niemal przeciwstawnych sobie światów. Nie mają ze sobą nic wspólnego. Nic 

ich nie łączy i łączyć nie może.

- Brenno, czy ty i całe twoje otoczenie zawsze udajecie, że nie widzicie tego, co dzieje się 

wokół was, i nie reagujecie na to, co istnieje i co postrzegacie? Ty, moja droga, znalazłaś się w 

moim  życiu  z chwilą  wejścia  przez  okno do mojego  domu.  Istniejesz w  moim  świecie,  jesteś 

namacalna. Wystarczy tylko sięgnąć, by cię dotknąć...

Podniósł rękę i uniósł w górę podbródek Brenny. Spojrzał jej głęboko w oczy.

- O tak, Brenno Llewellyn. Stałaś się częścią mego życia. To fakt niezaprzeczalny.

- Tylko na lato - odrzekła cicho lekko zachrypniętym głosem. Nie była w stanie nawet się 

poruszyć. Co się ze mną dzieje? pomyślała przerażona. Na co ja mu pozwalam? Czy zupełnie 

postradałam zmysły?

- To chyba mi wystarczy.

W   tym   momencie   Brenna   spróbowała   wydostać   się   spod   jego   ręki.   Była   jednak   zbyt 

powolna. Przysunął się bliżej i objął ją delikatnie za szyję. Drugą rękę położył na oparciu krzesła, 

na którym siedziała. Nachylił się i zaczął wargami błądzić po jej twarzy.

Brenna siedziała bez ruchu. Zachowywała się biernie, próbując w myślach rejestrować i 

analizować  to, co się dzieje. Wyczuwała  w  Ryderze  jakąś  ciekawość. Sprawdzał ją, chciał  się 

przekonać, jak zareaguje na zbliżenie, i jaka właściwie jest. Przez całe lato będzie mieszkała tuż 

obok   niego,   więc   badał   teren.   Powinna   zachowywać   się   spokojnie   i   grzecznie   dać   mu   do 

zrozumienia, że nie zamierza się nim zainteresować. Gdyby teraz zaczęła się wyrywać i walczyć, w 

tym   mocnym,   skorym   do   przemocy   mężczyźnie   mogłaby   odezwać   się   chęć   użycia   siły.   Był 

przecież gorącym zwolennikiem działania i walki. Dlatego gdy dotknął jej ust, siedziała nadal bez 

ruchu.

Wargi Rydera były ciepłe i twarde, lecz nie natarczywe. Czekały na jej reakcję. Miałam 

więc słuszność, pomyślała  Brenna. Jest ciekawy,  jak się zachowam.  Trzymała  szeroko otwarte 

18

background image

oczy, podczas gdy długie rzęsy oczu mężczyzny muskały jej policzki. Wargami badał reakcję na 

pocałunek, a dłonią lekko głaskał kark.

Brenna zacisnęła palce na krawędzi stołu i nadal siedziała nieruchomo. Nie odpowiadała na 

pieszczoty. Nagle jednak zdała sobie sprawę, że w tym powolnym, lekkim pocałunku Rydera jest 

coś więcej niż tylko ciekawość. Wyczuwała w nim jakąś zachłanność, jakiś głód. Na szczęście, 

trzymał   się   w   ryzach   i   w   tej   chwili   niczym   jej   nie   zagrażał.   Mimo   swych   postanowień,   że 

pieszczotom Rydera się nie podda, przez chwilę próbowała sobie wyobrazić, jakby to było, gdyby 

stracił nad sobą panowanie.

Pocałunek nie trwał długo. Ryder musnął jeszcze raz wargi Brenny i uniósł nieco głowę. 

Otworzył oczy. Były nieco zamglone. Na ustach błąkał mu się jakiś dziwny uśmiech.

- Naprawdę nie chcesz? - zapytał łagodnie.

- Nie chcę. - Głos Brenny brzmiał pewnie. Spojrzała Ryderowi prosto w oczy i wytrzymała 

jego badawczy wzrok.

- Czy jest ktoś inny? - padło następne pytanie.

- Jest ktoś inny i jest coś innego. Jest wiele przeróżnych powodów. - Odetchnęła głęboko.

Uśmiechnął się. W srebrzystych oczach pojawiły się figlarne ogniki.

- Z takimi mglistymi powodami to sobie poradzę - stwierdził beztrosko.

Najwyższy czas skończyć z żartami, zdecydowała Brenna. Trzeba ukrócić go od razu.

- Nie przyjechałam tutaj po to, żeby flirtować.

- A po co?

- Żeby przemyśleć pewne sprawy. Muszę uporządkować sobie parę rzeczy w moim życiu. 

Powziąć ważne decyzje.

- Brzmi to jeszcze bardziej niejasno. Czy nigdy nie odpowiadasz wprost na zadane pytania? 

Czy to filozofia uczy cię tak enigmatycznych odpowiedzi?

- Niekiedy - odpowiedziała.

- To zdumiewające. Nic dziwnego, że takich jak ty trzyma się zamkniętych w akademickich 

miasteczkach. Zginęłabyś od razu, gdyby cię stamtąd wypuścili! Nie dałabyś sobie rady żyjąc w 

realnym świecie.

- Twoje uprzedzenia w stosunku do świata akademickiego stają się widoczne.

- A twoje uprzedzenia w stosunku do mojego świata? - odciął się Ryder. - Wyjdźmy teraz na

zewnątrz i zobaczmy, czy w otaczającej nas rzeczywistości nie znajdziemy czegoś, co zainteresuje 

nas oboje.

- Jak sobie to wyobrażasz? - spytała podejrzliwie.

19

background image

-   Pokażę   ci,   jak   strzela   się   z   łuku.   Poznasz   praktyczny   przykład   filozoficznej   zasady 

harmonii we wszechświecie. - Roześmiał się, zadowolony. Wziął Brennę za rękę i ściągnął ją z 

krzesła.

- A za to ty będziesz myślał o łuku tylko jako o śmiertelnej broni w rękach jednego z twoich 

bohaterów! - odcięła się szybko.

- We wszystkim, co robisz, zdajesz się doszukiwać czegoś wzniosłego. Ale to nie powód, 

abyś innych, których interesuje praktyczna strona życia, odsądzała od czci i wiary.

- Nie mam takiego zwyczaju - odrzekła bez namysłu Brenna.

Wyszli przed domek. Poranne powietrze było nadal rześkie. Kierując się w stronę drzewa, 

na którym wisiała tarcza, Brenna zaczęła rozglądać się po okolicy. Spojrzała w lewo.

- Och! Stąd widać jezioro! Czy to nie fantastyczne? Wygląda jak morze!

Idealnie niebieskie wody jeziora Tahoe były tak głębokie, że nigdy nie zamarzały, nawet w 

najgroźniejsze zimy, kiedy to okalające je wzgórza zamieniały się we wspaniałe tereny narciarskie. 

Teraz, pięknego letniego dnia, odbijały ostre promienie porannego słońca.

-  To   jezioro   ma  trzydzieści  kilka   kilometrów  długości   -  powiedział  Ryder.  -  A  w   tym 

miejscu prawie trzynaście szerokości. Czy lubisz hazard?

- Słucham? - spytała zaskoczona Brenna.

- Przyszło  mi  to do głowy dlatego, że postanowiłaś  spędzić lato  po tej  właśnie stronie 

jeziora. Od strony Nevady - wyjaśnił. Dochodzili do miejsca, w którym rano strzelał do celu.

-   Aha,   rozumiem   teraz,   co   masz   na   myśli.   Nie,   hazard   niewiele   mnie   interesuje. 

Przejeżdżając przez miasto ostatniej nocy, widziałam kasyna. Znalazłam się tutaj tylko dlatego, że u 

agenta, do którego poszłam, była to najatrakcyjniejsza oferta - wyjaśniła.

- A więc przywiódł cię tu los - orzekł dramatycznie brzmiącym głosem, odwiązując z ręki 

skórzany pas ochronny.

Brenna roześmiała się wesoło.

-   Obawiam   się,   że   nie   istnieje   żaden   dowód   empiryczny   na   występowanie   losu   w 

rzeczywistym świecie.

-   Tak   niesłychanie   ożywiona   konwersacja,   jak   ta,   którą   teraz   prowadzimy,   świadczy 

niezbicie o tym,  że krąg mężczyzn, z którymi  się spotykasz, jest bardzo ograniczony. Od razu 

widać, że masz do czynienia tylko z pracownikami college'u, i to pewnie wyłącznie z kolegami z 

twojego wydziału - powiedział Ryder, mocując skórzany pas na lewym nadgarstku Brenny. - Tak 

więc tym „kimś innym”, o którym wspominałaś, jest jeden z waszych wykładowców filozofii. Czy 

zgadłem?

20

background image

- Zupełnie nieźle radzisz sobie z gromadzeniem materiału dowodowego - skomentowała 

spokojnie Brenna, oglądając skórzaną opaskę wzmacniającą nadgarstek.

-   Mam   nadzieję,   że   zdajesz   sobie   sprawę   z   tego,   że   ten   facet   cię   nie   kocha   -   ciągnął 

niewzruszenie Ryder, pochylając się nad kołczanem i wyciągając z niego strzałę.

Teraz   Brenna   rozzłościła   się   nie   na   żarty.   Nie   może   dać   się   wciągnąć   w   tego   rodzaju 

rozmowę!

- To jest twoje zdanie!

Włożył jej strzałę do ręki i spojrzał w oczy.

- To jest następny wniosek wyciągnięty na podstawie faktów - skorygował spokojnie.

- Jakich faktów? - zapytała szorstkim tonem.

- Pozwolił ci przyjechać samej nad Tahoe na całe lato.

-   I   to   ma   być   dowód,   że   mnie   nie   kocha?   -   odrzekła   ze   złością,   mierząc   Rydera 

roziskrzonym wzrokiem.

- W odniesieniu do mężczyzny to sensowne założenie. Wiem dobrze, bo sam nim jestem.

- Co za tupet i pewność siebie! - Brenna odczuwała wyraźnie fizyczną bliskość Rydera. 

Wiedziała także, iż swymi „dowodami” i „założeniami” usiłuje ją podejść.

- Chcesz usłyszeć jeszcze jedno założenie? - prowokował dalej.

- Niespecjalnie.

- Ty tego faceta też nie kochasz – stwierdził spokojnym głosem.

- Zależy ci na tym, aby w to uwierzyć. Wiem także, dlaczego. Żebyś nie czuł się winny, gdy 

zaczniesz mnie podrywać - odcięła się Brenna. Była wręcz dumna ze swego opanowanego głosu. 

Przyglądała się strzale, którą trzymała w ręku. Powinnam cisnąć nią o ziemię, wrócić do domku i 

zaryglować za sobą drzwi, pomyślała. Ale takie postępowanie świadczyłoby o tym, że nie może 

sobie poradzić z Ryderem i że z nim przegrywa.

-  Jeśli   zacznę   cię   podrywać,   to  bez   żadnych  wyrzutów  sumienia,  tak  więc   tym  się  nie 

przejmuj.   -   Roześmiał   się   gardłowo.   -   Nie   mam   nawet   cienia   wyrzutów   sumienia,   że   cię 

pocałowałem.

- Dlaczego sądzisz, że ja go nie kocham? - Mimo że czuła niesmak do siebie, nie mogła się 

powstrzymać, by nie zadać tego pytania.

- To proste. Dlatego, że jesteś kobietą, dla której liczą się takie rzeczy, jak osobista godność. 

Gdybyś kochała tego mężczyznę, nie ryzykowałabyś prowadzenia rozmowy na jego temat z innym 

mężczyzną,   A   teraz   bierzmy   się   do  strzelania   -   dodał   tym   samym   spokojnym   tonem.   -  Jesteś 

praworęczna,   więc   ustaw   się   lewym   bokiem   do   tarczy.   Zaczniemy   ćwiczyć   od   strzelania   na 

stojąco...

21

background image

Ryder   ukląkł   przed   Brenna   i   pomógł   ustawić   jej   stopy   we   właściwej   pozycji.   Brenna 

wysłuchała całego wykładu o tym, jak trzymać ręce i naciągać łuk, a także o zasadach bezpiecznego 

strzelania.   To,   co   opowiadał,   wciągało   ją   coraz   bardziej.   Był   pedagogiem   dobrym,   wręcz 

doskonałym. Umiejętność nauczania należała do zalet, które Brenna ceniła najbardziej.

- To strasznie trudne! Nie dam rady! - jęknęła, gdy Ryder polecił jej naciągnąć cięciwę. - 

Nie uda mi się osadzić strzały!

- Poradzisz sobie, to nie takie trudne. Ten łuk jest bardzo lekki. Taka silna kobieta jak ty, 

szybko nauczy się go napinać.

- Dlaczego uważasz mnie za silną? - spytała, wziąwszy głęboko oddech przed następną 

próbą uporania się z łukiem.

- Czyżbyś już zapomniała, jak mi się wczoraj wyrywałaś?

- Ustaliliśmy przecież, że tego tematu nie będziesz więcej poruszać.

- Nic nie uzgodniliśmy. Powiedziałem, że się zastanowię. Jeszcze się nie zdecydowałem. O, 

tak. Bardzo dobrze. Wiedziałem, że sobie poradzisz.

Brenna nie odezwała się ani słowem. Ryder przystąpił teraz do dalszego ciągu wykładu.

- Drzewce tych strzał jest wykonane z aluminium. Są bardzo kosztowne. Jeśli zgubisz którąś 

w trawie lub w krzakach, to będziesz musiała szukać jej aż do skutku. Może nawet przez cały dzień.

- Czy to groźba?

- Nie. Dodatkowy bodziec, żebyś się starała trafić w tarczę. Pamiętaj, że cała tajemnica 

strzelania   z   łuku   polega   na   tym,   żeby   zharmonizować   chwilę   rozluźnienia   mięśni   ręki,   którą 

naciągasz  cięciwę,   z  momentem   mierzenia  do  celu,  gdyż  wówczas  jest potrzebna   maksymalna 

koncentracja. Rozluźnij się więc i wypuść miękko strzałę. I pozostań w tej pozycji dopóty, dopóki 

nie dotrze do celu.

- Lub całkowicie go ominie - westchnęła Brenna, widząc, jak wypuszczona strzała pada z 

dala od tarczy.

- Musisz poćwiczyć, ta zabawa wymaga wprawy. Nie przejmuj się strzałą. Widziałem, w 

którym miejscu upadła. Weź następną.

Radość   z   kilkakrotnego   trafienia   w   tarczę   była   znacznie   większa,   niż   Brenna   się 

spodziewała. Strzelanie wprawiło ją w doskonały nastrój. Czuła się świetnie i nie była nic a nic 

zmęczona,   kiedy   po   upływie   dłuższego   czasu   podchodziła   wraz   z   Ryderem   do   tarczy,   żeby 

wyciągnąć te nieliczne strzały, które w niej utkwiły.

- To by się bardzo podobało Craigowi! - wykrzyknęła entuzjastycznie.

- Komu?  - zapytał  Ryder.  W jego głosie  Brenna dosłyszała  źle  maskowaną  ciekawość. 

Uśmiechnęła się do niego.

22

background image

- Craig to mój brat. Tej jesieni rozpoczyna ostatni rok nauki na uniwersytecie w Berkeley.

- Wygląda na to, że jesteś z niego dumna.

- Tak, jestem, bo to dobry dzieciak.

- Jeśli kończy studia, to nie dzieciak ani nawet chłopak, lecz już mężczyzna - powiedział 

Ryder rzucając Brennie dziwne spojrzenie.

- Masz rację. - Znów się roześmiała. - Czasami zupełnie o tym zapominam. Między nami 

jest bardzo duża różnica wieku. On ma dwadzieścia lat, a ja dwadzieścia dziewięć.

- Jesteście chyba bardzo zżyci.

- Tak. Od śmierci rodziców, zginęli w wypadku kilka lat temu, jesteśmy z Craigiem zupełnie 

sami. Nie mamy żadnej rodziny - wyjaśniła spokojnie, gdy wracali do jej domku.

- Przy takiej różnicy wieku ty musiałaś przyjąć na siebie obowiązek wychowywania brata – 

powiedział Ryder po chwili namysłu.

-   Czasami   staczaliśmy   prawdziwe   walki.   -   Na   wspomnienie   tamtych   lat   twarz   jej   się 

rozpromieniła. - Craig był dzieckiem bardzo rozsądnym i odpowiedzialnym. I starał się nigdy nie 

zapominać, że ja jestem jego siostrą, a nie mamą. Nie rzucał mi żadnych wyzwań, tak jak to robią 

często nastolatki. Wiesz chyba, co mam na myśli.

- Wiem. Wprawdzie nie z własnego doświadczenia, bo nie mam dzieci, ale z obserwacji 

innych. Dwa lata temu Gardnerowie mieli kłopoty z najstarszym synem.

- Już nie mają?

- Nie. Chłopak wyrósł i zmienił się na lepsze.

Brenna spojrzała na Rydera, chcąc zadać jeszcze inne pytania na temat Gardnerów, ale on 

już zaczął mówić o lunchu.

Po  posiłku  poszli   na  długi   spacer  wzdłuż   jeziora.  Mijali  po  drodze   wiele   letniskowych 

domków. Zwiedzili kilka malowniczych grot, a także małych plaż, które znaczyły brzeg jeziora. 

Łagodny ciepły dzień miał się ku końcowi. Słońce kryło się powoli za strzelistymi wierzchołkami 

gór.

Mimo solennych przyrzeczeń wobec samej siebie, Brenna znalazła się wieczorem w domku 

Rydera. Popijała ostrą w smaku whisky w tym czasie, gdy gospodarz opiekał steki na rożnie.

Kiedy   wracała   po   kolacji   do   siebie,   między   nią   a   Ryderem   panowała   miła   atmosfera. 

Odstawił Brennę na samo miejsce i na pożegnanie lekko musnął wargami jej ciepłe usta. Był to 

spokojny pocałunek na dobranoc, nieco nawet bezosobowy.

Kiedy się rozstali, Brenna poczuła się niemal zawiedziona. Sądziła, że Ryder zachowa się 

inaczej,   będzie   zaborczy   i   agresywny.   Podświadomie   nastawiła   się   na   obronę   i   opór.   Wobec 

23

background image

agresywnego charakteru Rydera i widocznej ochoty na letni flirt, takie przypuszczenia wydawały 

się całkiem logiczne.

A więc dlaczego teraz, po jego odejściu, poczuła zawód? zapytywała samą siebie wdrapując 

się po schodach na stryszek, gdzie była sypialnia. Powinna być wdzięczna losowi, że nie ma do 

czynienia z nachalnym mężczyzną!

Następnego dnia Brenna wyciągnęła z walizki przywiezione notatki i postanowiła zabrać się 

do   przygotowania   programu   jesiennych   zajęć   ze   studentami.   Powrót   myślami   do   tych   spraw 

spowodował, że przypomniała sobie o czekającej ją decyzji co do dalszej pracy w college'u. Nie 

była   jednak   w   stanie   zabrać   się   do   roboty.   Nie   sposób   przecież   planować   wykładów   w   tak 

niepewnej sytuacji.

Z trudem oderwała się od przykrych wspomnień i zaczęła myśleć o czekającej ją wieczornej 

wizycie u Gardnerów.

Nieobce jej były zwyczaje panujące w takich miejscowościach letniskowych,  jak ta nad 

jeziorem Tahoe, w której się znajdowała. Wiedziała, że na wieczór obowiązują tu stroje dowolne. 

Idąc do Gardnerów, powinna więc ubrać się przyzwoicie, aczkolwiek nie przesadnie. Bądź co bądź 

na właścicielach domku należało zrobić dobre wrażenie. Z przywiezionych ze sobą rzeczy wybrała 

strój dwuczęściowy typowo letnią, ażurową białą bluzkę z długimi rękawami i krótką, sięgającą 

kolan spódniczkę. Poniżej talii przewiązała wąską czerwoną szarfę, a na nogi włożyła czerwone 

lekkie pantofelki na wysokich obcasach. Z włosami gładko zaczesanymi w tył i upiętymi na karku, 

wyglądała skromnie, lecz elegancko.

Dopiero   gdy   Ryder   zapukał   do   drzwi,   Brenna   uprzytomniła   sobie,   że   ubierała   się   tak 

starannie nie tylko dla Gardnerów, lecz także dla niego. Ten fakt ją zaniepokoił.

-   Dobry   wieczór   -   powitała   gościa,   otwierając   szeroko   drzwi.   Popatrzyła   na   niego   ze 

zdumieniem, a zarazem z aprobatą.

- Twoi bohaterowie nie tylko piją zawsze najlepsze gatunki brandy. - Obejrzała Rydera od 

stóp do głów. - Ubierają się także u najlepszych włoskich projektantów!

Ryder   wyglądał   znakomicie.   Doskonale   mu   było   w   szytej   na   miarę   lnianej,   jasnej, 

szaroniebieskiej marynarce, wąskich, także lnianych, białych spodniach i w szafirowej koszuli.

- Żyje się tylko raz - powiedział lekko. - Jak myślisz, czy to ubranie pasuje do ferrari?

- Oczywiście, że tak - zapewniła roześmiana Brenna, kiedy szli w kierunku samochodu. Nie 

widziała   go   jeszcze.   Tej   nocy,   której   przyjechała,   musiał   być   zaparkowany   na   tyłach   domku 

Rydera. - Czerwone ferrari! Znakomicie pasuje także do mojego dzisiejszego stroju - stwierdziła z 

rozbawieniem.

24

background image

-  Przepięknie   wyglądasz,   moja  pani  –  powiedział   Ryder,  pomagając  Brennie   wsiąść  do 

samochodu. Zobaczyła, że cały czas uważnie się jej przygląda.

- Czy to wszystko dla mnie? - zapytał mierząc wzrokiem jej długie nogi, a potem resztę 

zgrabnej sylwetki. Patrzył na Brennę pożądliwym okiem.

- Chcę zrobić dobre wrażenie na właścicielach mojego domku - odpowiedziała szybko.

Co to właściwie jest za człowiek? zastanawiała się. Widać, że patrzy na nią wygłodniałym 

wzrokiem, lecz równocześnie potrafi traktować zupełnie obojętnie, tak jak w nocy lub podczas 

wieczornego pożegnania.

Te przeciwstawne reakcje Rydera intrygowały ją, a zarazem niepokoiły.  Musi cały czas 

pamiętać, że pochodzi on z obcego jej środowiska i żyje w odmiennym, nie znanym jej świecie. 

Kieruje   się   na   co   dzień   zupełnie   innymi   zasadami   moralnymi   niż   przeciętny   profesor   bądź 

absolwent uczelni.

Muszę   zachować   miedzy   nami   odpowiedni   dystans,   postanowiła.   Na   szczęście,   jego 

zachowanie zdawało się wskazywać na to, że nie będzie się temu sprzeciwiał.

Przyjechali   pod   dom   Gardnerów.   Gospodarze,   Sue   i   Adam,   przywitali   Brennę   bardzo 

serdecznie.

- Wchodźcie, proszę, do środka. Tak się cieszymy, że pani przyjechała! - wykrzyknęła Sue 

Gardner, wprowadzając gości do pięknego domu, znajdującego się tuż nad brzegiem jeziora. - 

Kiedy   Ryder   zatelefonował   do   nas   i   powiedział,   że   panią   przywiezie,   byłam   zachwycona! 

Przedstawiam pani mego męża, Adama.

Adam Gardner był przystojnym mężczyzną w średnim wieku, z gęstą czupryną siwiejących 

włosów, ze szczerą otwartą twarzą i sympatycznym uśmiechem na wargach. Podobnie jak mąż, Sue 

była atrakcyjną miłą kobietą. Promieniowało z nich dobre samopoczucie. Brenna zastanawiała się, 

w jaki sposób mogli poznać Rydera. Przecież  z pewnością nie pochodził on ze świata dużego 

biznesu i nie należał do sfery, której reprezentantami byli Gardnerowie. Brenna była przekonana, że 

środowisko, w którym wyrósł, nie było zamożne.

Było jednak faktem, że Gardnerowie powitali Rydera nadzwyczaj serdecznie, a Sue wręcz z 

matczynym uczuciem ucałowała go w policzek.

- Jak to wspaniale, że przyjechałeś – powiedziała czule. - Cieszę się, że i w tym roku mogłeś 

zatrzymać się w naszym domku.

Z uśmiechem na twarzy poprowadziła gości na taras, z którego roztaczał się przepiękny 

widok na jezioro.

- Tu jest znacznie przyjemniej niż w moim mieszkaniu w Los Angeles - odrzekł Ryder. 

Wziął do ręki szklankę margarity, którą podał mu Adam Gardner. - W tym roku jestem bardziej 

25

background image

zadowolony z pobytu tutaj niż w zeszłym. Wasze gusta w doborze osób, którym wynajęliście inne 

domki, uległy znacznej poprawie - dodał patrząc znacząco na Brennę, która była właśnie zajęta 

próbowaniem tequili.

- To przypadkowy łut szczęścia - odrzekł śmiejąc się Adam. - Chętnie przypisalibyśmy 

sobie   te  zasługi,   ale   nie  możemy.   Wszystkie  sprawy  były  w   rękach   agenta,   który  wypożyczał 

domki.

- Brenna nie wierzy w przeznaczenie, więc pewnie nie wierzy także w szczęście - półgłosem 

powiedział Ryder.

- Pozostaje więc tylko zwykły traf, czysty przypadek - wtrąciła się szybko, chcąc zapanować 

nad dalszym przebiegiem rozmowy, która zaczynała odbywać się jej kosztem. - Czy co roku tutaj 

przyjeżdżasz? - zwróciła się do Rydera.

W   pokoju   zapanowało   nagłe   milczenie.   Gardnerowie   wydawali   się   zaskoczeni   tym,   co 

powiedziała,   a   Ryder   miał   taką   minę,   jakby   chciał,   żeby   tego   pytania   w   ogóle   nie   było.   Do 

rozmowy wtrąciła się Sue Gardner. Rzuciła Ryderowi ciepłe, pełne czułości spojrzenie, a następnie 

zwróciła się do Brenny:

-   Domek   jest   zawsze   do   dyspozycji   Rydera.   Może   tu   przyjeżdżać   zawsze,   kiedy   tylko 

zechce. Jesteśmy szczęśliwi, gdy z niego korzysta.

- Rozumiem - odrzekła Brenna, nie pojmując niczego. Nie miała pojęcia, o co chodzi, nie 

rozumiała podtekstów towarzyszących tej rozmowie.

- Czy nic ci o nas nie mówił? - zapytał Adam Brennę, kątem oka spoglądając na Rydera, po 

czym, nie zważając na niezadowolenie malujące się na jego twarzy, sam odpowiedział na własne 

pytanie: - Widzę, że nic. Jesteśmy, Brenno, jego wielkimi dłużnikami.

Spojrzała   pytającym   wzrokiem   na   Rydera,   ale   ten   udawał,   że   tego   nie   widzi.   Wstał   i 

podszedł do balustrady okalającej taras i oparty o nią zaczął się przyglądać głośnej motorówce 

płynącej   w   poprzek   jeziora   i   ciągnącej   za   sobą   dwóch   narciarzy   wodnych.   Brenna   odniosła 

wrażenie, że chce, aby rozpoczęta rozmowa jak najszybciej się skończyła.

- Uratował życie naszemu synowi.

Brenna oderwała wzrok od Rydera i spojrzała na lekko uśmiechniętego Adama.

- Och! - wykrzyknęła.

Ku swemu zdumieniu, usłyszała teraz głos Rydera, beznamiętny i płynący jakby z oddali.

- Brenna nie pochwala takich rzeczy – powiedział powoli. - Adamie, nie mówmy już więcej 

na ten temat - dodał nie odrywając wzroku od tafli jeziora.

-   Ależ   to   śmieszne!   Dlaczego   mielibyśmy   milczeć,   skoro   uratowałeś   życie   naszemu 

chłopcu?

26

background image

Brenna zwróciła się teraz do Adama Gardnera i zapytała:

- Jak to się stało?

Pan domu nie bardzo wiedział, jak się zachować. Było widać, że bardzo się liczy ze słowami 

Rydera. Do rozmowy włączyła się jednak Sue.

- Ryder przewodził w Ameryce Południowej niewielkiej grupie zebranych na chybił trafił 

najemników podczas ataku na więzienie, w którym trzymano naszego syna pod zarzutem przemytu 

narkotyków. Wszyscy wiedzą, jak straszne feruje się za to wyroki. W tym czasie nie liczyli się tam 

wcale   z   obcokrajowcami   i   obywatelstwo   amerykańskie   Evana   jeszcze   pogarszało   sprawę. 

Powiedziano   nam,   że   nie   mamy   szansy   zobaczenia   syna,   że   nigdy   nie   wyjdzie   żywy   z   tego 

więzienia.   -   Sue   Gardner   mówiła   to   wszystko   spokojnym   głosem.   -   Ryder   go   wyswobodził   i 

przywiózł do domu.

Szklanka z alkoholem zakołysała się niebezpiecznie w ręku Brenny, z chwilą gdy do jej 

świadomości dotarła cała historia i rola Rydera, jaką w niej odegrał.

- Mój Boże! - westchnęła. Skierowała wzrok na milczącego mężczyznę, stojącego bez ruchu 

przy balustradzie tarasu.

- Czy robisz takie rzeczy dla zarobku? - spytała po chwili.

Odwrócił się i zobaczył jej pełne zdumienia spojrzenie.

- Utrzymuję się z pisania książek - powiedział głosem, w którym wyczuwało się wyzwanie. 

Podniósł do ust szklankę z margaritą i wypił potężny łyk.

- Książek, w których opisujesz swe własne przygody? - Brenna nie dawała za wygraną. To, 

co usłyszała, było  dla niej prawdziwym  szokiem. Nie wiadomo dlaczego  wyobrażała  sobie, że 

mroczne strony jego charakteru ograniczają się wyłącznie do lubowania się w wymyślaniu przygód 

mrożących krew w żyłach. Teraz już wiedziała, że przemoc była częścią życia tego człowieka, a nie 

tylko opisywaną fikcją.

-   Brenno,   Ryder   wyświadczył   nam   nieprawdopodobną   wręcz   przysługę   -   powiedział 

poważnie Adam Gardner, widząc jej reakcję na to, co usłyszała. - Źle zrozumiałaś. Właściwie to on 

nie jest płatnym najemnikiem.

Nagle Ryder obdarzył Brennę zniewalającym uśmiechem, tym, który robił na niej tak silne 

wrażenie. Ale w jego oczach ponownie dojrzała wyzwanie.

- Właściwie nie jestem - powiedział po chwili, powtarzając słowa Adama. Wziął do ust 

następny  łyk   margarity.   -   Już   nie   jestem.   Teraz   jestem   autorem   lichych   książek   sensacyjnych. 

Koniec. Kropka. Chodźmy coś zjeść.

27

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

-   Muszę   uczciwie   przyznać,   że   twoje   zachowanie   bardzo   mi   się   podobało.   Szybko 

pozbierałaś się po doznanym szoku i do końca wieczoru żywo uczestniczyłaś w rozmowie. To ci się 

chwali - powiedział Ryder do Brenny po wyjściu od Gardnerów, pomagając jej usadowić się w 

ferrari. - Sądzę jednak, że już dłużej powstrzymywać  się nie potrafisz. A więc strzelaj. Jestem 

gotów. Powiedz, co o mnie myślisz. Miejmy tę sprawę wreszcie za sobą.

Kiedy usiadł za kierownicą, Brenna rzuciła mu krótkie badawcze spojrzenie. Zdawała sobie 

sprawę z tego, że ją prowokuje. Od chwili gdy wyszła na jaw cała prawda o bujnej, awanturniczej 

przeszłości   Rydera,   w   jego   oczach   widziała   ciągłe   wyzwanie.   Wyglądało   na   to,   że   chce,   aby 

wystąpiła przeciwko niemu z zarzutami. Chyba dlatego, że u Gardnerów wypiła sporo alkoholu i 

teraz bardziej beztrosko i wyrozumiale patrzyła na świat, nie dawała się sprowokować. Wyzwanie 

Rydera wydawało się jej dość zabawne, a nawet nieco rozbrajające.

- Sądzisz, że potępię cię dlatego, że chłopakowi uratowałeś życie? - W milczeniu Rydera 

wyczuła wahanie.

- Syn Gardnerów nie był winny. Znalazł się w towarzystwie ludzi, którzy w niecny sposób 

go wykorzystali. Chcąc zerwać z regułami obowiązującymi w środowisku, w którym się wychował, 

wyjechał   z   domu,   by   poznać   świat   i   zakosztować   innego,   fascynującego   go   życia.   To,   które 

prowadzili   jego   rodzice,   wydawało   mu   się   bezsensowne   i   nudne.   Dzisiaj,   po   latach,   Evan   z 

pewnością   by   ci   się   spodobał.   Zupełnie   się   ustatkował.   Prowadzi   bogobojne   życie   maklera 

giełdowego.

Brenna uśmiechnęła się lekko.

-   Dzięki   Bogu,   że   Craig   nigdy   nie   próbował   odrzucać   ogólnie   przyjętych   zasad   i   nie 

wybierał się w podróż dookoła świata!

- Widocznie rozsądnie się z n im obchodziłaś i to dało dobre rezultaty.

- Niestety, nie jest zadowolony ze studiów. - Westchnęła ciężko. - Udało mi się chyba go 

przekonać, że nie warto, by teraz rzucał uczelnię, skoro włożył w naukę tak wiele wysiłku. Ma 

jeszcze tylko rok przed sobą.

Kątem   oka   Brenna   zobaczyła,   jak   Ryder   nabiera   głęboko   powietrza.   Wyglądał   na 

zdenerwowanego.

- Czy mogę przyjąć - zaczął powoli - że nie wygłosisz zaraz wyczerpującego wykładu o 

tym, jak zbrodnicza i godna powszechnego potępienia jest moja przeszłość?

28

background image

- Nie moja to rola, by cię pouczać - odrzekła lekko brzmiącym tonem.

- Nie bądź dla mnie aż tak łaskawa.

Brenna zastanowiła się nad jego słowami. Czy rzeczywiście zachowywała się wyrozumiale?

- Gardnerowie poszukiwali kogoś, kto im pomoże wyciągnąć syna z więzienia. Ale jak to 

się stało, że trafili do ciebie? - Sama Brenna była zaskoczona, że zadała Ryderowi to pytanie.

-   Jako   oficer   piechoty   morskiej   odbywałem   służbę   wojskową   najpierw   w   południowo-

wschodniej Azji, a potem służyłem w... nieważne, w innych miejscach. Po opuszczeniu wojska od 

razu zająłem się pisaniem i nie podejmowałem żadnej innej pracy. Od czasu do czasu większy 

zastrzyk  gotówki stawał  się nie  do pogardzenia.  Utrzymywałem  kontakty z  kilkoma  ludźmi,  z 

którymi  zaprzyjaźniłem się jeszcze w wojsku. Poza regularną armią istnieje, Brenno, specjalna 

siatka   z   której   pomocy   mogą   korzystać   ludzie   w   wyjątkowych   sytuacjach.   I   tak   się   stało   w 

przypadku Gardnerów. - Zawiesił głos, a po chwili dodał: - Pakowanie jednych ludzi do pudła, a 

wyciąganie innych z różnych dziwnych miejsc stało się moją specjalnością. - Wzruszył ramionami.

- A może także ulubionym zajęciem? - zapytała Brenna.

- Kiedyś mnie to bawiło, ale nie dziś. Teraz bardzo podoba mi się pisanie - powiedział tak 

kategorycznym tonem, że nawet żartem Brenna nie odważyłaby mu się sprzeciwić.

Była   w   doskonałym   nastroju.   Przez   otwarte   okno   samochodu   chłonęła   rześkie   górskie 

powietrze.   Jadąc   obok   Rydera,   czuła   się   znakomicie.   Było   miło   tak   sobie   podróżować   dla 

przyjemności w towarzystwie mężczyzny zupełnie odmiennego od tych wszystkich, których miała 

okazję do tej pory poznać. Brennie wydawało się, że dzisiejszego wieczoru jest zupełnie kimś 

innym niż zwykle. Było to sympatyczne odczucie i pragnęła, żeby iluzja szybko się nie skończyła.

- Czy to, co powiedziałeś,  oznacza,  że dzisiejszy wieczór  spędzam ze znanym  autorem 

poczytnych   książek   sensacyjno-przygodowych,   a   nie   w   towarzystwie   byłego   najemnika?   - 

zażartowała.

Ryder rzucił jej ukradkowe niepewne spojrzenie.

- Tak.

- No to dobrze. Opowiedz mi więc o swoim pisaniu, Ryderze Sternie. A może powinnam 

raczej powiedzieć: Justine Murdocku? - poprawiła się szybko, pamiętając o jego pseudonimie.

- Czy mogę zadać ci osobiste pytanie?

- Jasne, że możesz - odrzekła bez chwili namysłu. Była w świetnym nastroju.

- Ile alkoholu dziś wypiłaś?

- Nie jestem pijana - zaprzeczyła szybko, lecz z lekkim wahaniem w głosie. Przecież nie 

była pijana. Tylko czuła się jakoś dziwnie lekko i przyjemnie, świadoma siedzącego obok niej 

29

background image

mężczyzny. W towarzystwie Damona Fieldinga nigdy nie czuła się tak swobodnie. Dlaczego teraz 

jest inaczej? Zapytywała samą siebie.

- No to może spróbujemy szczęścia w kartach? - zaproponował Ryder. - Zatrzymajmy się 

przed jakimś kasynem i przekonajmy na własne oczy, co daje ci twoja filozofia, kiedy staje twarzą 

w twarz ze szczęściem.

- Dobrze - odrzekła Brenna po krótkim wahaniu. - Sądzę, że mi się to spodoba. - Poczuła 

nagle, że na ten jeden jedyny wieczór przenosi się do innego, szalonego świata. Było to cudowne 

wrażenie. Popatrzyła na Rydera. W jednej chwili wydał się jej weselszy, a nawet szczęśliwszy. 

Wyglądał tak, jakby jakiś ciężar spadł mu nagłe z serca, jakby pragnął zapomnieć o rozmowie na 

temat swej przeszłości i cieszyć się tym, co życie przyniesie mu tego wieczoru.

- Coś mi mówi, że dzisiaj będę miał szczęście - powiedział do Brenny parkując ferrari przed 

jednym z imponujących, luksusowych kasyn. - Takiego uczucia nie miałem od dawna. - Pomógł 

Brennie   wysiąść   z   samochodu   i   poprowadził   ją,   trzymając   mocno   pod   rękę,   do   wspaniale 

oświetlonego budynku. - Jak w twoim świecie nazywa się uśmiech fortuny? - zapytał lekko, bez 

żadnej złośliwości. Brenna mimo woli zacisnęła wargi.

-   W   nauce   jest   coś   takiego,   jak   teoria   prawdopodobieństwa.   Mówimy   o 

prawdopodobieństwie wystąpienia zdarzenia, czyli, inaczej powiedziawszy, o szansie.

Weszli do wnętrza kasyna. I nagle znaleźli się w pełnym świetle ogromnych żyrandoli, w 

barwnym   otoczeniu   ożywionych   klientów   kasyna,   ruchliwych   krupierów   i   młodych   kelnerek 

biegających wśród gości z tacami pełnymi koktajli. Na szum rozmów nakładały się inne odgłosy: 

kręcącego się koła fortuny i automatów do gier.

W   tym   luksusowym   wyizolowanym   świecie   hazardu   Brenna   poczuła   się   doskonale. 

Dzisiejszego wieczoru pasował on znakomicie do nastroju, w którym się znajdowała.

Gdy przemierzali salę, wisiała na ramieniu Rydera. Niezwykle się jej to podobało. Byli 

bardzo   blisko,   tak   jakby   manifestując   w   ten   sposób   przynależność   do   siebie.   Damon   Fielding 

trzymał ją zawsze na odległość, gdy wychodzili gdzieś wieczorem. Nie uznawał tak staroświeckich 

zwyczajów,   jak   publiczne   demonstrowanie   przynależności.   Normalnie   takiego   zachowania   się 

Brenna też oczywiście nie popierała. Ale teraz było zupełnie, ale to zupełnie inaczej. Dlaczego? 

pytała   samą   siebie.   Odpowiedzieć   na   to   pytanie   nie   było   trudno,   znajdowała   się   przecież   w 

nietypowej   sytuacji.   A   może   czuła   się   tak   dobrze,   inaczej   niż   zwykle,   po   prostu   dlatego,   że 

przebywała w towarzystwie nietypowego mężczyzny?

- A czy ty w ogóle umiesz grać w karty? - zapytał Ryder. Widząc niezwykłe ożywienie na 

twarzy Brenny, uśmiechnął się do niej ciepło.

30

background image

- Nie umiem, ale sobie popatrzę, jak ty będziesz grał. Sądzę, że dla mnie bardziej nadają się 

automaty.

- Dobrze. Zagram, ale pod warunkiem, że ty staniesz tuż za moim i plecami. Przekonamy 

się, ile szczęścia mi dziś przyniesiesz. - Zajął miejsce przy jednym ze stołów pokrytych zielonym 

suknem.

Młoda i ładna dziewczyna, która rozdawała karty, obdarzyła go promiennym uśmiechem.

- Ona cię chyba podrywa - dramatycznym szeptem powiedziała Brenna Ryderowi do ucha.

- Ależ skąd! - Spojrzał na nią przelotnie i się roześmiał. - Płacą jej za to, żeby tak witała 

każdego   gościa.   A   teraz   bądź   cicho.   Zaczynam   grać.   Połóż   mi   dłoń   na   ramieniu,   tak   żebym 

wiedział, że jesteś przy mnie.

- Uważasz, że moja ręka na twoich plecach jest niezbędna?

- Tak. Bo za jej pośrednictwem twoje dobre fluidy przepłyną do mnie - wyjaśnił z poważną 

miną. - Jasne? - Nie było już można dłużej rozmawiać, bo gra się zaczęła. Atrakcyjna krupierka 

zaczęła tasować karty, a Ryder oddał się cały grze. Brenna nie odrywała palców od szaroniebieskiej 

marynarki, posłusznie trzymając je na męskim ramieniu, i z zaciekawieniem przyglądała się grze. 

Tutaj też Ryder zachowuje się jak profesjonalista, pomyślała. Wszystko robi w taki właśnie sposób.

Teraz był napięty, lecz w pełni się kontrolował. Dopisywało mu szczęście. Wygrywał.

- Wystarczy tego dobrego - powiedział chowając wygrane żetony do kieszeni. Odwrócił się 

twarzą do Brenny. - A nie mówiłem, że dziś jest moja szczęśliwa noc? Chodźmy stąd, moja pani, 

znajdziemy sobie jakąś inną grę.

Na kole fortuny Brenna postawiła dolara na wybraną przez siebie liczbę. Wygrała podwójną 

stawkę. Podniosła błyszczące roześmiane oczy na Rydera. Stał tuż obok i obejmował ją w talii.

- Łatwiej tak zarobić na życie niż ucząc filozofii - powiedziała patrząc z dumą na swą 

wygraną.

Ubawiło go to oświadczenie, uśmiechnął się lekko.

- Czy uczenie filozofii to taka ciężka praca?

Nieświadomie przypomniał Brennie o tym, co czeka ją na początku jesiennego semestru.

- Nie jest tak ciężka, jak... Nieważne. Chodźmy teraz pograć na automatach!

Nie próbował kontynuować przykrego dla Brenny tematu. Zaprowadził ją do najbliższego 

rzędu automatów, w których  grało się dwudziestopięciocentówkami.  Z niespotykanym  u siebie 

entuzjazmem, Brenna zaczęła wrzucać pieniążki. Automat połykał jedną monetę za drugą.

- Nie zniechęcaj się, spróbuj jeszcze - doradzał. - Mówię ci, dzisiaj przegrać nie możemy.

Okazało   się,   że   miał   rację.   Począwszy   od   następnej   próby,   automat,   zamiast   połknąć 

pieniążek i domagać się następnego, zaczął z siebie wyrzucać całą kaskadę brzęczących monet.

31

background image

- Popatrz! Wygraliśmy! Jesteśmy bogaci! - wykrzykiwała Brenna.

- Pójdę po jakieś naczynie, żebyś miała gdzie trzymać wygraną - powiedział ze śmiechem.

Zniknął za plecami Brenny, która w tym czasie patrzyła z zachwytem na duży stos monet 

piętrzący się przed nią. Po chwili Ryder wrócił. Miał w ręku papierowy kubek. Brenna zaczęła 

wrzucać do niego pieniążki.

- Jak my się z tym zabierzemy?

- Musimy tylko dojść do kasy. Tam nam je wymienią na lekkie papierowe pieniądze.

- Kierownictwo kasyna na pewno by nas stąd wyprosiło, gdybyśmy tak wygrywali dłużej.

Odeszli od automatu i skierowali się w stronę kasy.

- Od straty dwustu dolarów nie zbankrutują. Ale zróbmy sobie teraz mały odpoczynek   - 

zaproponował Ryder.

- Gdy ma się dobrą passę, podobno nie jest dobrze przerywać - zaprotestowała Brenna.

- Dobra passa będzie trwała nadal - zapewnił ją Ryder. - Tym razem na parkiecie.

Poprowadził ją na galerię okalającą salon gier. Stały tam malutkie stoliki i przygrywała 

muzyka. Po raz pierwszy tego wieczoru Brenna zaczęła się zastanawiać nad tym, co robi. Ale gdy 

Ryder   wziął   ją   w   ramiona,   zapomniała   o   wątpliwościach   i   bez   reszty   oddała   się   następnym 

uciechom.

Trzymał ją mocno i bardzo blisko siebie, z nie ukrywaną zaborczością. Przesuwał ręką po 

karku w dół, aż do nasady pleców, przytulając ją namiętnie. Jego gorący oddech rozwiewał luźne 

pasemka jej włosów. Brenna oparła głowę na ramieniu Rydera. Była szczęśliwa.

- Dobrze się bawisz, moja pani? - zapytał.

- Tak - przyznała bez chwili wahania. - Bardzo dobrze. A ty?

- Myślałem, że na początku nie będzie łatwo, ale wszystko się uładziło, prawda? Ja też 

dobrze się bawię. I cieszę się, że jestem z tobą. Już chyba przedtem wspominałem, że lubię trzymać 

cię blisko siebie.

Brenna aż zadrżała, gdyż w tej samej chwili Ryder, na potwierdzenie swych słów, zaczął 

przesuwać rękę wzdłuż jej pleców. Każdym nerwem odczuwała jego dotyk, reagowała na męski 

zapach   skóry   i   nieskończenie   dużą   liczbę   innych   czynników   składających   się   na   doznania 

zmysłowe.

Była to upojna, czarowna noc. Brenna przesunęła lekko palcami po karku Rydera i dotknęła 

jego włosów.

Zareagował ostro i natychmiast. Przytrzymał ją blisko siebie, a jego głęboki głos stał się 

jeszcze   bardziej   aksamitny.   Co   takiego   dotyczyło   jego   głosu,   o   czym   powinna   pamiętać? 

zastanawiała się niezbyt przytomnie. Przypomniała sobie.

32

background image

- Niebezpieczny - powiedziała rozmarzonym głosem przymykając oczy.

- Co jest niebezpieczne? - zapytał Ryder.

- Nie co, lecz kto. Ty. Wtedy, kiedy mówisz łagodnym i miękkim głosem. - Roześmiała się 

nie podnosząc powiek.

- To nie ja jestem groźny dzisiejszej nocy – szepnął jej wprost do ucha. - Ty stanowisz 

prawdziwe zagrożenie.

-  O   nie.   Ja  jestem   ostrożnym,  roztropnym,  poważnym   i  nienagannie   zachowującym  się 

pracownikiem dydaktycznym cenionego college'u.

- Profesorką, która wchodzi w nocy przez okna do Bogu ducha winnych mężczyzn, a potem 

uwodzi ich w tańcu.

- Wcale cię nie uwodzę - zaprotestowała.

- To sprawa punktu widzenia.

Brenna   otworzyła   oczy   i   napotkała   badawcze   spojrzenie   Rydera.   Patrzył   na   nią   tak 

intensywnie, jakby chciał przeniknąć wzrokiem do jej wnętrza.

- Czy rzeczywiście czujesz się uwodzony? - spytała z zainteresowaniem.

- Czuję się tak, jakby mnie ktoś wrzucił w sam środek jeziora. Tahoe jest bardzo głębokie. 

Człowiek  może  zanurkować i więcej  się nie wynurzyć  - wyszeptał  jej do ucha dramatycznym 

głosem.

- Jestem przekonana, że świetnie pływasz.

- Całe niebezpieczeństwo polega na tym, że mogę nie zechcieć w ogóle wypłynąć.

- Czy to jakieś zakodowane ostrzeżenie?

- Być może.

- Zakodowane ostrzeżenie - powtórzyła po chwili namysłu. - A więc powinnam uważać?

Puścił ją i rozłożył  ręce w bezradnym  geście. Cała ta rozmowa wymykała  mu się spod 

kontroli.

- Być może. Ale jeśli nasze spotkanie i wszystko, co dzieje się od tamtej pory, jest czystym 

zrządzeniem losu, nic na to nie poradzisz.

- Zapominasz, że ja w los nie wierzę.

- Czy to oznacza, że zawsze bierzesz pełną odpowiedzialność za własne czyny? - Opuścił 

głowę i drobniutkimi pocałunkami zaczął obsypywać kark Brenny.

- Tak - oświadczyła dzielnie. Odczuwała miłe ciepło rozchodzące się wzdłuż szyi i ramion. - 

Jestem zwolenniczką odpowiedzialności jednostki.

- Ja też. Bo nawet wtedy, kiedy ma się do czynienia z losem i ze szczęściem, człowiek sam 

musi   podejmować   decyzję,   gdyż   zawsze   istnieje   możliwość   wyboru.   Dzisiaj   wybór   należy   do 

33

background image

ciebie. Pomyśl więc dwa razy, zanim zdecydujesz się na wariant bardziej ryzykowny, ponieważ 

potem będę cię trzymał za słowo.

- Co to? Następne ostrzeżenie?

- Chyba tak. - Ryder westchnął i przyciągnął Brennę ku sobie.

Nie   schodzili   z   parkietu.   Była   pod   wrażeniem   naturalnego   fizycznego   uroku   Rydera. 

Tańczyła rozmarzona, zapominając o Bożym świecie.

- Zrobiło się późno. Dochodzi druga - powiedział Ryder, gdy po kilku kolejnych tańcach 

opuścili wreszcie parkiet i podeszli do stolika.

- Naprawdę? - Brenna stłumiła lekkie ziewniecie. - To znaczy, że nadeszła już pora, abym 

przelazła przez czyjeś okno?

- Jeśli tego koniecznie chcesz, to przechodź, ale tylko przez moje. Masz ochotę wracać do 

domu?

- Tak. - Rozejrzała się i z galerii, na której się znajdowali, popatrzyła z góry na salon gier. 

W kasynie było jeszcze dużo gości. - Czy takich miejsc nigdy nie zamykają?

- Nie. Chodźmy już. Jedźmy do domu. Czas pójść do łóżka.

Podnieśli się od stolika. Brenna spojrzała uważnie na swego towarzysza, zastanawiając się, 

jak   rozumieć   jego   ostatnie   słowa.   Ale   Ryder   nic   więcej   nie   powiedział.   Wziął   ją   pod   rękę   i 

wyprowadził z kasyna.

Usadowiła   się   wygodnie   w   samochodzie   i   przez   szybę   patrzyła   na   mało   widoczne   w 

ciemności kontury wysokich sosen i wody jeziora. Podczas jazdy nie rozmawiali. Przez cały czas 

Brenna   była   świadoma   fizycznej   bliskości   Rydera.   Ten   siedzący   obok   mężczyzna   bardzo   ją 

intrygował. Miał bujną i awanturniczą przeszłość. Skomplikowaną osobowość. Był silny i pewny 

siebie.

- Czy chciałeś, żebym się o tym dowiedziała? - zapytała nagle.

- O czym?

- O twojej przeszłości.

-   Raczej   nie.   -  Zawahał   się.   -  Ale   zabierając   cię   do  Gardnerów   musiałem   liczyć   się  z 

możliwością,   że   ci   o   wszystkim   powiedzą.   Widocznie   podświadomie   pragnąłem,   żebyś   się 

dowiedziała, zanim sprawy między nami zajdą za daleko.

- Chciałeś być uczciwy wobec mnie? - zapytała Brenna.

- W pewnym sensie.

- To godne pochwały. - Pokiwała głową. - Ale nie miałeś się czego bać.

- Dlatego, że poznanych faktów nie zamierzasz użyć przeciw mnie? - Rzucił jej ukradkowe 

spojrzenie.

34

background image

- Nie. Dlatego, że sprawy między nami nie zajdą aż tak daleko, aby to miało jakiekolwiek 

znaczenie. - W głosie Brenny było ukryte wyzwanie.

Ryder jednak nie dał się sprowokować. Patrząc cały czas wprost przed siebie, w milczeniu 

dalej prowadził samochód.

Wrócili na miejsce. Ryder zaparkował ferrari i odprowadzając Brennę do domku, nadal się 

nie odzywał. Stając na ganku, odwrócił twarz w jej stronę i z lekkim naciskiem powiedział:

- Zaproś mnie do środka. Chętnie czegoś się napiję.

Pod wpływem jego intensywnego spojrzenia, poczuła przyspieszone bicie serca.

- Nie m am żadnej brandy - powiedziała niepewnie.

- Nic nie szkodzi. Wystarczy mi herbata.

Przez chwilę stali w milczeniu, mierząc nawzajem swe chęci i siły. Niepewność i wahania 

Brenny nie miały prawie żadnych szans wobec silnej woli Rydera.

Palcami drżącymi zarówno z podniecenia, jak i z obawy przed tym, co może ją czekać, 

wręczyła mu klucz. Bez słowa wsunął go do zamka i otworzył drzwi.

- Rozpalę ogień w kominku - powiedział wchodząc zdecydowanym krokiem do środka.

Brenna przyglądała się przez chwilę, jak mężczyzna przechodzi przez pokój tym swoim 

zwinnym, kocim krokiem, a potem odwróciła się i poszła do kuchni.

Kilka minut później stała tam, patrząc niezbyt przytomnym wzrokiem na nastawiony czajnik 

i  czekała,  aż  zagotuje się woda. Wsłuchiwała  się w  dochodzące  z pokoju odgłosy układanego 

drzewa.   Co   ja   właściwie   robię?   -   zapytywała   samą   siebie.   A   czy  w   ogóle   warto   nad   tym   się 

zastanawiać? Wiedziała, że to, co stanie się dzisiejszej nocy, jest nieuniknione. To dziwne odczucie 

potęgowało się w niej przez prawie cały wieczór, ale podświadomie odsuwała je od siebie. Było 

znacznie łatwiej przyjmować do wiadomości każde z kolejnych zdarzeń z osobna, i nie myśleć o 

tym, co nastąpi później, mimo że zdrowy rozsądek wyraźnie wskazywał na konsekwencje takiego 

beztroskiego postępowania. Brenna wsypała herbatę do fajansowego dzbanka i zalała ją wrzątkiem. 

Wyjęła z kredensu dwie filiżanki ze spodeczkami i postawiła je na tacy.

Kiedy   weszła   do   pokoju,   zobaczyła   Rydera   rozciągniętego   na   kanapie   i   patrzącego   w 

buzujący ogień. Usłyszawszy kroki, odwrócił się od kominka i zaczął pożądliwie wodzić wzrokiem 

po całej jej postaci. Gdy niepewnie, drżącymi  rękami, stawiała tacę na okrągłym,  wiklinowym 

stoliku, słychać było brzęk przesuwającej się porcelany.

-   A   więc   wypijmy   za   naszą   noc   dekadenckich   rozrywek   -   powiedziała   pozornie 

opanowanym głosem. Nalała herbatę do filiżanek i jedną z nich podała Ryderowi.

- Wykładowcy filozofii nie mają zwyczaju spędzać wakacyjnych wieczorów oddając się tak 

grzesznym rozrywkom, jak hazard, i odwiedzając nocne spelunki w towarzystwie autorów lichych 

35

background image

książek sensacyjno-przygodowych - z lekką ironią rzekł Ryder, biorąc z rąk Brenny filiżankę z 

herbatą. - Mam rację? - zapytał.

- Ja na ogół nie spędzam - stwierdziła spokojnie, z oczyma utkwionymi w herbacie.

- Musieli być przecież jacyś filozofowie, którzy opowiadali się za przyjemnościami nie dla 

ducha, lecz ciała.

Brenna była zaskoczona spokojnym zachowaniem się gościa. Próbował dostosowywać się 

do   jej   nastroju.   W   takim   postępowaniu   Rydera   nie   było   dla   niej   nic   nowego.   Już   wcześniej 

zaobserwowała, że w jednej chwili zachowuje się dość agresywnie i nie ukrywa swego pożądania, a 

w drugiej zupełnie zmienia front i traktuje ją niemal bezosobowo.

- Oczywiście, że byli i tacy - powiedziała po chwili. - Kilku orędowało za życiem pełnym 

rozkoszy,   lecz   mieli   oni   na   myśli   raczej   przyjemności   natury   intelektualnej,   a   nie   cielesne   - 

wyjaśniała dalej. - Nawet biedny Epikur, tak często odsądzany od czci i wiary za propagowanie 

cielesnych  rozkoszy,  jako cel najwyższy wysuwał indywidualne szczęście  człowieka, twierdząc 

równocześnie, że życie  szczęśliwe to życie  moralne.  Przeciwnicy zniekształcali  jego poglądy i 

sprawili, że przymiotnik „epikurejski” stał się synonimem zbytkownego życia, pełnego ziemskich 

rozkoszy. W rzeczywistości poglądy Epikura i jego uczniów były umiarkowane, a głoszone przez 

nich teorie - powściągliwe. Mimo to jednak na tle poglądów innych filozofów, którzy opowiadali 

się za życiem surowym, stoickim, teorie Epikura mogły wydawać się dość radykalne. - Brenna 

skończyła ten długi wywód i popatrzyła w ogień.

- Muszą istnieć jednak poglądy filozoficzne - Ryder nie dawał za wygraną - którymi można 

by się posłużyć do usprawiedliwienia życia z rozkoszami albo cielesnymi, albo duchowymi.

- Pewnie są - przyznała Brenna.

- A czy człowiek, który usiłuje powziąć decyzję, jaką drogą kroczyć w życiu, ma swobodę 

wyboru?

- Istnieje przecież doktryna wolnej woli.

Ryder odstawił swoją filiżankę i z rąk Brenny wyjął nie dopitą herbatę.

- Wobec tego dokonuję wyboru i zaraz cię pocałuję. Mam w nosie ryzyko!

Wziął ją w ramiona. Brenna wstrzymała oddech. Usta Rydera błądziły po jej twarzy. Nie 

potrafiła protestować przeciw jego pieszczotom. Do takiego nieuniknionego skutku prowadził cały 

łańcuch   zdarzeń   dzisiejszego   wieczoru.   Poddając   się   pocałunkom,   Brenna   chciała   zakosztować 

tego, co ten intrygujący mężczyzna mógł jej zaoferować. Było to przemożne pragnienie. Przed 

dalszym ciągiem, który przewidywała, nie mogła i nie chciała się powstrzymać.

Przyciągnął   ją   mocno   do   siebie.   Wiedziała,   że   jej   pragnie.   Wskazywało   na   to   napięcie 

wszystkich   mięśni   jego   ciała   i   rozpalone   wargi   przesuwające   się   po   jej   twarzy.   Nadal   jednak 

36

background image

panował   nad   sobą.   Instynktem   czysto   kobiecym   pragnęła   przełamać   samokontrolę   Rydera   i 

zaspokoić jego pożądanie.

Świadomość  tych  chęci  wstrząsnęła  Brenna do głębi.  Drżąc,  przywarła  do niego  całym 

ciałem.

Kiedy ustami odnalazł jej wargi, Brenna objęła go za szyję i poddała się pocałunkom, a 

kiedy jego język wsunął się głębiej, poczuła narastającą w nim agresję i to ją zachwyciło. Badał 

sekrety jej ust coraz dociekliwiej, sprawiając, że w Brennie zaczęło budzić się pożądanie.

Ryder odchylił się, tak że leżała teraz na nim. Kiedy usiłowała złapać oddech, przytrzymał 

ją mocno przy sobie.

- Jeszcze trochę - wyszeptał, a ona posłuchała. Z własnej, nie przymuszonej woli ujęła w 

dłonie twarz mężczyzny, nie odrywając ust od jego natarczywych warg. Czuła się wspaniale. Ryder 

ją intrygował. I ponownie pomyślała, że musi sprawdzić, co ten interesujący mężczyzna ma jej do 

zaoferowania.

Złączeni ustami pieścili się nadal. Ryder położył rozpostartą dłoń na plecach Brenny i zaczął 

ich   przytulonym   do   siebie   ciałom   nadawać   powolny,   miarowy   rytm.   Niezdolna   myśleć   o 

czymkolwiek, Brenna wygięła się w łuk, jeszcze bardziej zbliżając się do Rydera.

Zaczęła cicho jęczeć z rozkoszy. Przycisnął jej pośladki mocno do siebie. Teraz wyraźnie 

odczuła, jak silne jest jego pożądanie. Podnieciło to ją jeszcze bardziej. Ryder jej pożądał i ona 

pragnęła jego! Nigdy w życiu nie odbierała podobnych wrażeń. Nigdy nie czuła się tak jak teraz. 

Pragnęła  zapomnieć   o  wszystkim,  co  było,   nie  myśleć  o  przyszłości   i  kontynuować   tę  piękną 

podróż w nieznane.

- Ryderze... - Uniosła nieco głowę i spojrzała mu prosto w oczy.

Przez chwilę przyglądał się jej uważnie.

- Mówiłem ci, kiedy tańczyliśmy w kasynie, że dzisiejszej nocy decyzja będzie należała do 

ciebie - powiedział. - Ale pamiętaj, jeśli wybierzesz ryzyko, zmuszę cię, żebyś dotrzymała słowa.

- Jakie ryzyko?

- Ryzyko zaproszenia mnie do łóżka.

Te ostre, wypowiedziane bez ogródek słowa podnieciły, a zarazem nieco speszyły Brennę.

- O jakim ryzyku  mówisz?  Że w moim łóżku długo nie pozostaniesz? - Świadomie  go 

prowokowała, na myśl jednak o tym, że wypowiadane słowa mogłyby okazać się prawdą, poczuła 

ukłucie w sercu.

- Głuptasie! Czy ty nic nie rozumiesz? - Ryder popatrzył na Brennę zdumionym wzrokiem. - 

Twoje ryzyko polega na czymś przeciwnym. Na tym, że z tobą zostanę. Jeśli raz będziesz moja, nie 

37

background image

pozwolę ci odejść! Do licha, być może nie pozwoliłbym ci odejść nawet wówczas, gdybyś mnie tu 

dziś w ogóle nie zaprosiła!

- O czym ty mówisz? - zapytała.

- Nic nie pojmujesz, więc jest jeszcze chyba za wcześnie, bym rościł sobie do ciebie jakieś 

prawa. - Na wargach błąkał mu się lekki uśmiech, ale oczy miał nieprzeniknione.

-   Czy   chcesz   jakiegoś   zobowiązania   z   mojej   strony?   To   w   twoich   ustach   zupełnie   coś 

nowego - próbowała żartować. - Przecież zwykle to nie kobieta... - urwała.

- Nie obchodzi mnie, co się zazwyczaj dzieje. Interesuje mnie tylko to, jak jest między nami. 

Pragnę cię, Brenno, ale się powstrzymam, jeśli nie jesteś gotowa. Poczekam... Będę cierpliwy, ale 

równocześnie  ostrzegam,  że  gdy  oddasz  mi  się  tej   nocy,  rano  już się  nie  uwolnisz  ode mnie! 

Rozumiesz? Nie będę odgrywał roli letniego kochanka. Jeśli tylko na krótki czas wyrwałaś się ze 

swej wieży z kości słoniowej, żeby popróbować życia, nie licz na przelotny romans. Nie będę twą 

rozrywką urlopową!

- Nigdy nie miałam zamiaru...

-   Wiem   dobrze,   że   na   co   dzień   żyjemy   w   różnych   światach,   i   może   właśnie   dlatego 

przyciąga cię do mnie czysta ciekawość i wabi urok nieznanego. Jeśli cała sprawa do tego tylko się 

sprowadza, to radzę ci uciekaj szybko od ognia, bo możesz sobie opalić skrzydełka.

- To nie tak! Nic nie rozumiesz!  - zaprzeczała  gwałtownie,  mimo  że był  bardzo bliski 

prawdy. - To nie tak...

Widząc, że w żaden inny sposób o prawdziwości swych słów go nie przekona, objęła mocno 

dłońmi twarz mężczyzny i przylgnęła ustami do jego warg. Nie miała zamiaru dłużej rozumować. 

Nie puści od siebie Rydera i nie pozwoli mu dziś odejść!

Męskie   ręce   zacisnęły   się   mocniej   wokół   drżącego   kobiecego   ciała.   Dużym   wysiłkiem 

podniósł się z kanapy, trzymając nadal Brennę w objęciach.

Nie odrywając ust od jej warg, zaczął powoli iść w stronę schodów prowadzących na strych, 

do sypialni.

38

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

W  ramionach  Rydera  czuła  się  dobrze i bezpiecznie.  Niemal  bez wysiłku  wniósł ją na 

schody i dopiero teraz oderwał usta od jej gorących warg.

Z uśmiechem popatrzył na półprzytomną twarz Brenny.

- Jesteś dzisiaj złotooką czarodziejką - powiedział nieco szorstkim, zmysłowym głosem.

- A ty? A ty, kim dziś jesteś? - spytała, dotykając palcem kącika jego ust.

- Tylko mężczyzną. Ale takim, który bardzo cię pragnie. Czy to wystarczy?

Co Ryder ma na myśli? zastanawiała się Brenna. Po chwili uznała jednak, że nie jest to 

ważne. Da mu, oczywiście, odpowiedź twierdzącą.

- Tak.

Być może obawiał się, że zbyt wiele będzie od niego wymagała i zażąda więcej, niż on jest 

w   stanie   jej   dać.   Ale   to   przecież   Ryder   mówił   o   wzajemnym   zobowiązaniu.   Nie   rozumiała 

wówczas, co miał na myśli, lecz jego słów analizować nie zamierzała. Ani w tej chwili, ani w ogóle

tej nocy. Postanowiła bowiem, że będzie to noc specjalna

- Nie jestem czarodziejką - odrzekła po chwili. - Jestem tylko kobietą. Czy to ci wystarczy?

- To wszystko, czego pragnę - powiedział stłumionym głosem.

W sypialni położył Brennę na łóżku.

- Och! - wykrzyknęła.

- Czy coś się stało? - Pochylił się nad nią zaniepokojony.

- Nie, nic ważnego. Zgubiłam po drodze pantofel.

- Chcesz być Kopciuszkiem uciekającym z balu?

Wziął Brennę za ramiona i uniósł nieco. Znajdowała się teraz w pozycji siedzącej, oparta o 

wezgłowie łóżka. Ukląkł przed nią na jednym kolanie.

- Chętnie, ale pod warunkiem, że ty będziesz królewiczem - próbowała żartować. Mimo 

pozornej pewności siebie, była napięta i zdenerwowana.

- Niezbyt nadaję się do tej roli. - Ryder położył rękę na jej odsłoniętych kolanach i powoli 

przesunął ją w dół. Zdjął pozostały pantofel.

- Zależy mi na tym, żeby cię rozebrać, a nie na tym, by sprawdzić, czy bucik na ciebie 

pasuje. W roli królewicza z bajki byłbym dziś nie najlepszy.

Brenna wsunęła palce we włosy Rydera. Podświadomie wyczuwała, że musi teraz wyjść mu

naprzeciw i przekonać go o tym, że jest pożądany. Tej nocy postanowiła zrobić wszystko, czego ten

39

background image

intrygujący   mężczyzna   od   niej   zażąda.   Podniosła   opuszczone   powieki   i   z   czułym   uśmiechem 

spojrzała na niego.

- Dzisiejszej nocy jesteś moim królewiczem. Tak właśnie zawsze go sobie wyobrażałam.

Bez słowa przyciągnął Brennę do siebie. Tym razem pocałunek był mocniejszy i gorętszy 

niż poprzednie, lecz Ryder, mimo że wyraźnie pobudzony, nadal trzymał zmysły na wodzy. Brenna 

zaś, jak typowa kobieta, pragnęła sprawdzić, na ile silna jest ta samokontrola.

Nie przestawał ją całować. Kiedy, roznamiętniona, zaczęła cicho jęczeć, dotknął ręką jej 

piersi. Gdy poczuł, jak koniuszek sutka nabrzmiewa, popchnął Brennę lekko w tył. Opadając na 

łóżko, pociągnęła go za sobą.

Pragnąc, by Ryder pieścił ją mocniej, zaczęła szeptać jego imię. Przesunął teraz rękę w dół, 

aż   do   tali,   i  pod   jego   zwinnymi   palcami   czerwona   szarfa   niemal   sama   się  rozwiązała.   Zaczął 

rozbierać Brennę. Było jej wspaniale. Czuła się tak, jak nigdy w życiu, i coraz bardziej pragnęła 

Rydera.

Ściągnął z niej bluzkę i spódnicę.

- Jesteś prześliczna. W sam raz dla mnie - powiedział cicho, nie mogąc oderwać wzroku od 

piersi   dziewczyny,   doskonale   widocznych   przez   przeźroczystą   halkę.   -   Taka   mała,   grzeczna   i 

bardzo, ale to bardzo zmysłowa.

Gdy halka i biustonosz znalazły się na podłodze, zaczął pokrywać drobnymi pocałunkami 

szyję i piersi Brenny.

- Moja ty cudowna włamywaczko - szeptał przeciągając dłońmi od szyi aż do bioder. - 

Miałem na ciebie wielką ochotę już pierwszej nocy.

- Być może mnie pożądałeś, ale zupełnie inaczej, nie tak, jak teraz... - protestowała Brenna.

Zamiast odpowiedzi zamknął wargi na jej obrzmiałej piersi, a po chwili językiem zaczął 

obwodzić naprężony sutek. Brenna zacisnęła powieki i ze zduszonym krzykiem wbiła paznokcie w 

ramiona Rydera.

Podnieciło go to jeszcze bardziej. Jednym zręcznym ruchem przesunął dłonie niżej, na jej 

pośladki, i ściągnął w dół resztki garderoby. Brenna leżała teraz przed nim zupełnie naga.

Otworzyła oczy i zobaczyła, jak Ryder zaczyna odpinać guziki przy koszuli.

- Pozwól mi, proszę, ja to zrobię - poprosiła próbując usiąść na łóżku. Po chwili drżącymi z 

podniecenia palcami niezdarnie rozpinała szafirową koszulę.

Ryder siedział bez ruchu, lecz kiedy Brenna wsunęła dłonie pod miękką tkaninę, rozchyliła 

poły koszuli i obnażyła opalony tors, zduszonym szeptem wypowiedział jej imię i gwałtownym 

gestem złapał za przeguby rąk.

40

background image

- Gdybym ci na to pozwolił, natychmiast doprowadziłabyś mnie do szaleństwa! Mamy dużo 

czasu...

- Ja pierwsza oszaleję, jeśli każesz mi czekać w nieskończoność! - zaprotestowała lekko 

schrypniętym głosem. - Ja... bardzo cię pragnę.

Powiedziawszy   te   słowa,   Brenna   uprzytomniła   sobie,   że   jeszcze  nigdy   w   taki   sposób 

mężczyzny nie pragnęła. Nie było to zwykłe seksualne pożądanie, jak wówczas, gdy będąc jeszcze 

na   studiach   pieściła   się   z   chłopcem,   w   którym   się   podkochiwała.   Było   to   więcej   niż   w   jej 

stosunkach z Damonem. Rydera Sterne'a nie tylko pożądała, lecz także chciała zaspokoić.

- Naprawdę mnie pragniesz? - zapytał.

- Bardziej niż czegokolwiek - odpowiedziała bez chwili namysłu. Podniosła opuszczone 

powieki i spojrzała mu prosto w oczy. Zobaczyła w nich pożądanie, którego już nie był w stanie 

opanować. Nie protestował, gdy go rozbierała.

-   Jesteś   śliczna   -   powiedział   kładąc   się   obok   niej.   Wodziła   lekko   palcem   po   jego 

owłosionym torsie, płaskim brzuchu i umięśnionych udach.

Nie mogła  się oprzeć i zaczęła  całować pierś Rydera.  Chwycił  ją za włosy i głodnymi 

ustami zaczął szukać jej warg.

- Następnym razem będzie ci lepiej, teraz nie jestem w stanie dłużej się powstrzymywać...

Uniósł się i przygniótł Brennę całym ciałem.

- Przykro mi, moja droga, że nie będę idealnym kochankiem. Już dłużej czekać nie mogę. Za 

bardzo cię pragnę. Zaraz będziesz moja i tylko moja!

Pod wpływem tych słów napięcie Brenny sięgnęło szczytu. Wbiła paznokcie głęboko w 

skórę na ramionach i biodrami przycisnęła się do jego ciała. Była to jedyna odpowiedź, jakiej 

udzielić potrafiła.

Gdy zaczął ją pieścić, wiła się jak oszalała.

- Ryderze, proszę cię. Błagam!

Uniósł   się   i   po   chwili   już   należała   do   niego.   Pieścił   ją   z   niesamowitą   siłą   i   z   takim 

zapamiętaniem, że chciała aż krzyczeć z rozkoszy, ale głos uwiązł jej w gardle.

- Ryderze! Ryderze! Kochany! - szeptała suchymi wargami.

- Teraz. Brenno, teraz. Oddaj mi się. - Kilka sekund później świat Brenny rozprysnął się w 

miliony złocistych gwiazd. Chwilę po niej także Ryder zakończył swoją cudowną podróż.

Upłynęło sporo czasu, zanim poczuła na sobie ciężar jego ciała. Zsunął się leniwie na bok i 

z zadowoleniem patrzył na Brennę. Milczeli przez chwilę.

Ryder pocałował ją lekko w rozchylone usta.

41

background image

- Wiem, że to teraz śmiesznie zabrzmi, ale kiedy odprowadzałem cię do domu, wcale nie 

zamierzałem przespać się z tobą - przyznał.

- Było to więc zrządzenie losu czy wolna wola? - zażartowała niezbyt przytomnym głosem.

- Nie mam pojęcia i nie będę się nad tym zastanawiał. Stało się i tylko to się teraz liczy.

Brenna otworzyła szerzej oczy. Zdumiała ją siła, z jaką Ryder wypowiedział ostatnie słowa.

- Żałujesz, że tak się stało? - spytała zaniepokojona.

- Oczywiście, że nie. Ale stało się wcześnie i dlatego mogło pociągać za sobą ryzyko, ale 

być   może   był   to   jedyny   sposób,   żebyśmy   byli   razem.   Brenno,   teraz   już   jesteś   moja.   Długo 

czekałem, aż pojawisz się na mojej drodze i teraz nie pozwolę ci już odejść.

- Nigdzie się nie wybieram - uspokoiła go Brenna. - Przynajmniej tej nocy. - Nie chciała 

dłużej rozmawiać na ten temat.

Łagodnym ruchem odgarnął kosmyk włosów z jej wilgotnego czoła.

-   Zostaniesz   ze   mną   do   rana.   -   Powiedziawszy   te   słowa,   w   zadumie   potrząsnął   z 

niedowierzaniem głową. - Profesorka od filozofii! Kto by pomyślał! Coś takiego nie przyszłoby mi 

nigdy do głowy.

- Co? - spytała Brenna.

- Że znajdę taką kobietę, jaka jest mi do szczęścia potrzebna. Brenno, czy zdajesz sobie 

sprawę   z   tego,   że   ja   swoje   nauki   pobierałem   w   szkole   wojskowej,   w   której   niewiele   wagi 

przywiązywano do takich przedmiotów, jak etyka czy filozofia?

- Była to więc edukacja niepełna - skomentowała Brenna.

- Raczej praktyczna - poprawił ją Ryder, lekko się przy tym uśmiechając. Pochylił się i ją 

pocałował. - Czy jesteś zadowolona z wyników swej metody uwodzenia, którą w stosunku do mnie 

dziś zastosowałaś?

-   Kategorycznie   odmawiam   odpowiedzi,   gdyż   wszystko,   co   powiem,   może   być   użyte 

przeciwko mnie - odparła głaszcząc ramię Rydera.

- Właściwie to bez znaczenia, czy wyciągnę coś z ciebie na ten temat, czy nie. Stało się. 

Jesteś moja.

W głosie Rydera wyczuła determinację. Nie pojmowała jednak głębszego sensu jego słów. 

Wiedziała wprawdzie już jedno. Że jest mężczyzną bardzo zaborczym, z rozwiniętym instynktem 

posiadania.   Dzisiejszej   nocy   stała   się   jego   własnością.   Nad   tym,   jakie   to   może,   spowodować 

konsekwencje, wolała się nie zastanawiać.

- Nie zasypiaj jeszcze, moja ty czarodziejko. To, co działo się przed chwilą, było tylko 

wstępem. Zaraz postaram się zrobić na tobie lepsze wrażenie.

- Grozisz?

42

background image

- Nie. Usiłuję tylko powstrzymać cię przed zaśnięciem.

Ujął w dłonie twarz Brenny i zaczął całować ją mocno i powoli. Świadomie pobudzał jej 

zmysły. Pieścił ustami ramiona i piersi, dotykał wszystkich wrażliwych zakątków ciała.

Tym   razem,   gdy   poszybowali   w   cudowną   podróż   ku   gwiazdom,   Brenna   oddała   się 

Ryderowi duszą i ciałem. Takiej rozkoszy nigdy przedtem nie doznawała.

Gdy wrócili na ziemię, mężczyzna położył się obok niej i przyciągnął ją delikatnie do siebie.

- Jestem jeszcze w przestworzach - wyszeptała.

- Ja też - odpowiedział cicho. - Ale teraz już zaśnij, proszę.

- Dlaczego?

- Nie chcę, żebyś leżała w ciemnościach z otwartymi oczyma, gdy będę spał.

- Chrapiesz? - spytała z udawanym przerażeniem.

- Czy nie za późno na takie pytania? Wzięłaś mnie takim, jaki jestem.

- Ale ta noc już się prawie skończyła.

- Przed nami nowy dzień. Śpij dobrze, kochana.

- Dobranoc, królewiczu z bajki.

Uśmiechnął się jeszcze i zapadł w sen. Chwilę później zasnęła Brenna.

Rano obudziły ją promienie słońca dostające się do wnętrza pokoju przez małe okienko w 

dachu. Było już późno. Przeciągnęła się leniwie. Poczuła lekki ból mięśni. Stanęły jej przed oczyma 

wydarzenia poprzedniej nocy. Podniosła głowę i usiadła na łóżku. Rozejrzała się po pokoju. Nie 

było w nim nikogo.

Na myśl, że zaraz zobaczy Rydera, opanował ją nagły strach. Obawiała się, że za chwilę 

wyjdzie z łazienki lub wkroczy do sypialni ze śniadaniem na tacy. Serce zaczęło jej bić nierównym 

rytmem. Wpadła w prawdziwą panikę.

O Boże! Co ja najlepszego zrobiłam ostatniej nocy! Musiałam być chyba zupełnie szalona, 

pomyślała   z   przerażeniem.   Wstała   i   sięgnęła   po   szlafroczek.   Wytężyła   słuch.   Ani   od   strony 

łazienki, ani z dołu nie dochodziły żadne odgłosy. Wszędzie panował spokój. Brenna odetchnęła z 

ulgą. Rydera w domku nie było.

Poszła do łazienki, żeby wziąć prysznic. W lustrze zobaczyła odbicie swej zaniepokojonej 

twarzy. Co się ze mną dzieje? zapytywała samą siebie.

Dlaczego była tak bardzo niespokojna? Czy dlatego, że pod wpływem chwilowego nastroju 

dała się uwieść intrygującemu mężczyźnie, niepodobnemu do żadnego innego ze znanych jej ludzi?

Ze   względu   na   Damona   Fieldinga   żadnych   wyrzutów   sumienia   nie   odczuwała.   Ich 

wzajemne   stosunki   nie   sięgnęły   jeszcze   progu   sypialni,   mimo   że   od   wielu   miesięcy   wspólnie 

pracowali i często się spotykali.

43

background image

Ta myśl nie uspokoiła Brenny.  Nadal czuła się nieswojo. Odkręciła kurek i stanęła pod 

prysznicem.

Zaledwie trzy dni znajomości z Ryderem wystarczyły, żeby ich stosunki osiągnęły punkt 

szczytowy, podczas gdy długotrwała znajomość z Damonem stała właściwie w miejscu. I nagle z 

przerażającą jasnością Brenna zdała sobie sprawę z tego, że gdyby spotykała się z Damonem, a 

nawet sypiała z nim przez następne dziesięć lat, nigdy nie byłaby w stanie przeżyć tego, co ostatniej 

nocy z Ryderem. Na tę myśl uczucie paniki zwiększyło się jeszcze bardziej. Jak mogła dopuścić do 

tego, co się stało! Dlaczego to w ogóle zrobiła? Aż zamknęła oczy, gdy nagle uprzytomniła sobie, 

że Ryder dał jej przecież swobodę wyboru. Z szansy wycofania się, zanim będzie za późno, nie 

skorzystała.

Widocznie to, co stało się tej nocy,  było nieuniknione. Nie była to przyjemna myśl  dla 

kogoś, kto na wykładach z etyki nauczał o odpowiedzialności i wolnej woli!

Stojąc   pod   strumieniem   ciepłej   wody,   Brenna   usiłowała   analizować   powstałą   sytuację. 

Powtarzała z uporem, że nic złego się nie stało. Nie powinna mieć do siebie pretensji o zdarzenia z 

ostatniej nocy i oto, że uległa nieprzepartemu urokowi Rydera. Mimo swych już niemal trzydziestu 

lat, niewiele miała dotychczas romansów, więc raz coś nieprzewidzianego i szalonego należało się 

jej od życia.

Nie czuła się winna ani wobec siebie, ani względem Damona, który z pewnością spotykał 

się z innymi kobietami. Jedynym problemem dla Brenny był fakt, że w zupełnie nieoczekiwany 

sposób   ostatniej   nocy   poddała   się   Ryderowi.   Stała   się   jego   własnością,   a   on   nią   bez   reszty 

zawładnął. Co stanie się, jeśli ten zaborczy mężczyzna nadal będzie rościł sobie do niej jakieś 

prawa?

Pierwszy to chyba raz w całym swoim życiu Brenna nie potrafiła logicznie rozumować. 

Różne pytania kłębiły się w jej głowie. Gdzie jest teraz Ryder? Dlaczego ją opuścił? I co o niej 

myśli? A może, co byłoby prawdziwym dobrodziejstwem, lekko potraktuje wydarzenia ostatniej 

nocy   i   będzie   zachowywał   się   tak,   jakby   nic   się   nie   wydarzyło?   Było   to   jednak   mało 

prawdopodobne. W oczach Rydera Brenna widziała wczoraj znacznie więcej niż tylko prymitywny 

głód fizycznego pożądania. Wolała o tym nie myśleć.

Zakręciła kran i wytarła się szorstkim ręcznikiem. Stojąc przed lustrem odgarnęła włosy z 

czoła, sczesała je z boków twarzy i związała z tyłu głowy. Takie skromne, wręcz surowe uczesanie 

odpowiadało jej dzisiejszemu niewesołemu nastrojowi.

Gdzie się podział Ryder?

44

background image

Wcześniej czy później, zobaczę go, pomyślała Brenna wkładając dżinsy i koszulową bluzkę 

z długim rękawem. Gdy sięgnęła pod łóżko, aby wyciągnąć sandały, dobiegło ją z dołu pukanie do 

drzwi. Zamarła w bezruchu.

Spojrzała   na   wyciągniętą   rękę.   Trzymała   w   niej   nie   zwykły   sandałek,   lecz   czerwony 

pantofel, który Ryder zdjął z jej stopy ostatniej nocy.

Stukanie do drzwi stawało się coraz głośniejsze i bardziej natarczywe.

Czemu Ryder w ogóle puka i to z takim zniecierpliwieniem? Nie było to do niego podobne. 

Była pewna, że gdyby chciał wejść, zrobiłby to po cichu.

- Otwieraj, Brenno!

W tym momencie stanęła jak wryta, kurczowo ściskając w ręku czerwony pantofel. To nie 

był Ryder! Ten głos należał do Damona Fieldinga!

Nabrała głęboko powietrza, by się opanować i przy akompaniamencie dalszego głośnego 

pukania zeszła powoli na dół.

W powstałej sytuacji powinno być jej trudniej otworzyć drzwi Damonowi niż Ryderowi, ale 

tak   nie   było,   mimo   że   profesor   Fielding   odgrywał   w   jej   życiu   znacznie   ważniejszą   rolę.   Był 

człowiekiem,  który  mógł  pomóc   jej   w  karierze   zawodowej,  we  wszystkich  trudnych   sprawach 

wymagających   znajomości   stosunków   panujących   w   college'u.   Sądziła   także,   iż   w   przyszłości 

zostanie jej mężem. Otworzyła drzwi.

- Damonie, skąd się tutaj wziąłeś? - spytała powoli.

Stał przed nią średniego wzrostu, przystojny mężczyzna. Miał ciemne, dobrze ostrzyżone 

włosy i bardzo niebieskie oczy. Nie na próżno podczas swych rozległych studiów spędził rok w 

Oksfordzie. Ubierał się nienagannie. Miał teraz na sobie tweedową marynarkę ze skórzanymi łatami 

na łokciach, elegancką koszulę, a także dobrze dobrane spodnie i buty. Od całej postaci tego blisko 

czterdziestoletniego mężczyzny biła pewność siebie, ugruntowana wysoką pozycją naukową. Był 

kandydatem numer jeden na stanowisko dyrektora Instytutu Filozofii, z chwilą przejścia profesora 

Paula Humphreya  na emeryturę. W środowisku akademickim profesor Fielding miał doskonałą 

opinię. Był poważanym naukowcem i cenionym specjalistą w swojej dziedzinie.

- Dzień dobry, Brenno. - Gość grzecznie ją przywitał. - Czy dzieje się coś ciekawego? - 

Uśmiechnął się i popatrzył na pantofel, który ciągle jeszcze trzymała w ręku.

- Nie, nic się nie dzieje - odparła szybko. Cofnęła się i gestem zaprosiła Damona do środka. 

- Twój widok mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się zobaczyć cię tutaj. Jechałeś taki szmat drogi 

tylko po to, żeby mnie odwiedzić?

- Nad jeziorem Tahoe nie mam innych znajomych. - Zbliżył się i lekko ją pocałował. - Czy 

człowiekowi zmęczonemu długą podróżą dasz filiżankę kawy?

45

background image

- Zaraz dostaniesz. A może zjesz śniadanie? Czy zatrzymywałeś się gdzieś po drodze? - 

Zadowolona z wymówki, Brenna ruszyła w stronę kuchni.

- Postoju nigdzie nie robiłem, a ze śniadaniem to świetny pomysł. - Damon przechadzał się 

po pokoju. - No i jak udał ci się urlop? - zapytał.

- Przecież dopiero tu przyjechałam.

Otworzyła drzwi lodówki, aby zobaczyć, co jest do jedzenia. Jajka i tosty muszą wystarczyć.

- Przyjechałeś tylko na jeden dzień?

- Odwiedzałem znajomego w Sacramento i nagle przyszło mi do głowy, żeby wpaść do 

ciebie. Martwiłem się trochę, kochanie.

Brenna zerknęła na Damona i zobaczyła, że się jej przygląda. Stał z rękoma w kieszeniach. 

Jeśli zaraz wyciągnie swą nieodłączną fajkę, obraz będzie kompletny. Zamknęła lodówkę.

- Miło, że się o mnie troszczysz - odrzekła sztywno, z zaciśniętymi ustami. - Ale wiesz 

przecież dobrze, po co tu przyjechałam. Muszę mieć trochę czasu na przemyślenie tej sprawy.

- Po to tu właśnie jestem, aby ci pomóc. Należysz do najbardziej rozsądnie myślących ludzi, 

jakich znam, lecz coś mi się widzi, że tym razem przestałaś być realistką.

-   Na   litość   boską,   Damonie,   przecież   profesor   Humphrey   opublikował   moją   pracę   pod 

swoim nazwiskiem! Jest to czyn nieetyczny, wręcz karygodny! Czego więc, u licha, spodziewasz 

się po mnie? Że dopuszczę do tego, aby zabierano mi pracę? To , że jestem dopiero młodszym 

wykładowcą, nie ma żadnego znaczenia!

- Ale twoja przyszłość ma znaczenie i o niej musisz przede wszystkim myśleć! - ostrym 

głosem powiedział Damon, zaniepokojony uporem Brenny.

- Moja przyszłość to wykłady na temat takich pojęć, jak etyka i prawda! Jak mam nauczać 

innych, jeśli sama będę je w życiu ignorować?

W niewielkiej kuchni stali teraz naprzeciw siebie. Gdzie podział się Ryder? zaczęła znów 

zastanawiać się Brenna. Dlaczego jego osoba zaprząta teraz jej myśli? Przecież ma gościa. Damon 

Fielding przyjechał z daleka, żeby przemówić jej do rozsądku. Powinna myśleć o nim i cieszyć się, 

że tak się o nią troszczy!

-   Brenno   -   zaczął   znów   Damon   .   -   Żyjesz   przecież   w   realnym   świecie,   a   nie   w 

wyidealizowanej społeczności, gdzie wszyscy postępują zawsze zgodnie z kodeksem etycznym. 

Bądź   rozsądna!   Paul   Humphrey   niedługo   przechodzi   na   emeryturę.   Nie   możesz   występować 

przeciwko niemu. Nie masz żadnych szans wygrania swojej sprawy. Wszyscy uwierzą jemu, a nie 

tobie. Nic sobą jeszcze nie reprezentujesz. Masz tylko  doktorat i znajdujesz się na najniższym 

szczeblu  akademickiej  kariery.  Zaszkodzisz  sobie, a być  może  nawet zaprzepaścisz  całą  swoją 

przyszłość,  jeśli wybitnego poważanego naukowca oskarżysz o takie rzeczy.

46

background image

- Teraz się nie dziwię, że studenci tak chwalą twoje wykłady. - Brenna uśmiechnęła się z 

przymusem.  - Argumenty są bez zarzutu, a sposób ich przedstawienia jest wręcz doskonały!  - 

Wyjęła patelnię i nad miską zaczęła rozbijać jajka. - Ale mnie nie przekonasz. Naprawdę nie wiem, 

czy będę w stanie wrócić po wakacjach do naszego college'u i nadal pracować z tym nieuczciwym 

człowiekiem.

- Jesteś idiotką! - wykrzyknął Damon. Ledwie panował nad sobą.

Ma powody, żeby się złościć, pomyślała Brenna. Jest zmęczony długą podróżą, nie jadł 

jeszcze śniadania, usiłuje udowodnić niemądrej pracowniczce instytutu, jak źle się zachowuje i 

wyperswadować bezsensowne kroki, które zamierza podjąć.

- Wrócisz do pracy i dobrze o tym wiesz! Nie masz wyjścia. Co innego mogłabyś robić? 

Zasilić krąg bezrobotnych wykładowców filozofii, których nikt nie potrzebuje? Upłyną miesiące, a 

nawet lata, zanim w swoim zawodzie dostaniesz jakąś pracę!

- A moja godność i szacunek do samej siebie? - spytała sucho Brenna, zaciekle ubijając 

jajka.

-   Co   dadzą   ci   one   w   świecie   pełnym   Humphreyów?   Stosunki   w   naszym   college'u   są 

identyczne, jak na wszystkich innych uczelniach. Jeśli chcesz coś osiągnąć, musisz zachowywać się 

tak, jak pozostali. Nie wolno ci atakować żadnych autorytetów, a zwłaszcza szefów, bo przyniesiesz 

sobie szkodę i wyjdziesz na idiotkę!

-   Damonie,   mówisz   tak,   jakbyśmy   żyli   w   świecie   wielkiego   biznesu,   gdzie   panują 

prawdziwie wilcze obyczaje. Manipulacje, walka o stołki, przeróżne taktyki podjazdowe, a przede 

wszystkim główna zasada nienarażania się szefom! - Brenna zamilkła na chwilę.

-   Tak.   Jest   dokładnie   tak,   jak   mówisz.   -   Damon   był   już   naprawdę   rozwścieczony.   - 

Wszędzie każdy sukces ma swoją cenę.

- Uważasz, że powinnam ją płacić?

- Oczywiście. Jako wkład w przyszłą karierę.

- Cel uświęca środki? Czy ty w ogóle wiesz, co mówisz? Cały czas chodzi przecież  o 

kradzież i nieetyczne zachowanie. Czy pochwalasz takie czyny?

W   tym   momencie   Brenna   zorientowała   się,   że   posunęła   się   za   daleko.   Zobaczyła,   jak 

Damom gwałtownie czerwienieje i nagle poczuła, jak silna ręką wymierza jej policzek.

Spojrzała   na   niego   przerażona   i   w   tym   momencie   zobaczyła,   że   powalony   mocnym 

uderzeniem pada jak ścięty na ziemię.

Dopiero teraz zauważyła Rydera.

47

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

- Damonie! - Brenna podeszła szybko do leżącego. Kiedy klęczała już obok niego, dobiegł 

ją opanowany, spokojny głos Rydera:

- Zostaw go. Nic mu się nie stało. Zaraz przyjdzie do siebie.

Damon  jęknął i otworzył  oczy.  Brenna gniewnym,  oskarżycielskim wzrokiem zmierzyła 

Rydera, który stał spokojnie, tak jakby nic się nie stało. Był teraz ubrany w codzienne czarne dżinsy 

i białą sportową koszulę. Wyglądał nienagannie, tylko włosy miał nieco zwichrzone, zapewne w 

wyniku   incydentu   z   Damonem.   Jego   srebrzyste,   pełne   uczucia   oczy   były   odbiciem   wydarzeń 

poprzedniej nocy.

Spojrzenie Rydera napełniło Brennę niesmakiem jeszcze bardziej ją rozzłościło.

- Nie było żadnego powodu do tak brutalnego zachowania! - wybuchnęła z gniewem. - Czy 

zawsze   siłą   rozstrzygasz   spory  i   załatwiasz   wszystkie   sprawy?   Czy   zawsze   bez   zastanowienia 

posuwasz   się   do   użycia   przemocy?   Człowiek,   którego   właśnie   uderzyłeś,   jest   moim   kolegą   z 

college'u! To szanowany profesor filozofii! Czy zdajesz sobie sprawę z tego, co uczyniłeś?

Oczy Rydera stały się nieprzeniknione. Popatrzył na Brennę i spokojnie powiedział:

- Zasłużył na karę. Przecież cię uderzył. 

-  To  była   moja  wina!  I słusznie  zostałam  ukarana!   - wykrzyknęła.  -  Powiedziałam  mu 

straszne rzeczy, obraziłam go. Zachowałam się w sposób niewybaczalny w stosunku do człowieka, 

który w trosce o moje dobro przejechał szmat drogi, żeby mi pomóc i przemówić do rozsądku.

Jak mogłam tak źle potraktować Damona? Zapytywała samą siebie zrozpaczona Brenna.

- Zostaw faceta w spokoju. Wstań i podejdź do mnie. - Do Rydera jakby nie dotarły pełne 

wyrzutu słowa Brenny. Spojrzał na leżącego, który właśnie, podniósł rękę i dotykał nią obolałej 

szczęki.

Brenna nawet się nie poruszyła. Z niepokojem w głosie zwróciła się do Damona:

- Tak mi przykro za to, co się stało! Przepraszam za moje słowa. Uwierz mi, nie chciałam 

cię obrazić. Czy dobrze się czujesz? Pozwól, że ci pomogę...

- Brenno, powtarzam po raz ostatni, zostaw go w spokoju i chodź do mnie. Jeśli tego zaraz 

nie zrobisz, ja sam...

Tym razem słowa Rydera dotarły do Brenny. Ten aksamitny timbre jego głosu słyszała już 

przedtem, kiedy próbował jej coś nakazać. Wiedziała, że jest przejawem woli, której trzeba się 

48

background image

poddać. Podniosła się z klęczek, nie odrywała jednak wzroku od Damona. Uniósł się trochę, z 

widocznym trudem usiadł na ziemi i skupił teraz całą uwagę na Ryderze.

-   Brenno,   a   co   to   za   prymityw?   Twój   przyjaciel?   A   więc   tak   spędzasz   letnie   urlopy! 

Zabawiasz się z ogierem! Nic dziwnego, że takiego ćwoka ukrywasz przed całym światem!

- To nie jest tak, jak myślisz. Posłuchaj, ja... - zaczęła tłumaczyć się Brenna. Rozwścieczony 

Damon   pragnął   zadośćuczynienia   za   swoje   upokorzenie,   chciała   ułagodzić   jego   gniew.   Miała 

poczucie winy.

- Dość tego gadania - przerwał sucho Ryder. - Przypominam, w razie gdybyście o tym 

zapomnieli,   że   ja   jestem   tu   panem   sytuacji   i   nie   mam   ochoty   dłużej   wysłuchiwać   oskarżeń, 

przeprosin i innych bezsensownych komentarzy. Profesorze - zwrócił się do Damona - nic się panu 

nie stało i świetnie pan o   tym wie. Proszę wstać i szybko się stąd wynosić. A na koniec małe 

ostrzeżenie. Jeśli jeszcze raz podniesie pan rękę na Brennę, zachowam się znacznie brutalniej. Czy 

to jasne?

- A idź do diabła! - warknął w odpowiedzi Damon. Wstał i niechętnym krokiem ruszył do 

wyjścia.

Kiedy Brenna w przepraszającym geście wysunęła rękę, by dotknąć Damona, wystarczyło 

tylko jedno spojrzenie Rydera, by szybko się cofnęła. Patrzyła na wychodzącego mężczyznę. Znikał 

z jej życia i wraz z jego odejściem musiała się pożegnać z dalszą pracą w college'u. Damon zostanie 

niebawem nowym dyrektorem instytutu i z pewnością dzisiejszego incydentu jej nie daruje. Tak 

więc, na skutek ingerencji Rydera, sprawa przyszłej kariery została przesądzona bez jej udziału. 

Żadnej decyzji Brenna podejmować już nie musiała. Gdy tylko  za Damonem zatrzasnęły się z 

hukiem drzwi, z roziskrzonym wzrokiem zwróciła się do Rydera:

- Czy wiesz, co zrobiłeś? Jak śmiałeś tu wchodzić i tak się zachowywać! Zrujnowałeś całe 

moje życie!

Popatrzył na nią przez chwilę.

- Brenno, wszedłem i zobaczyłem mężczyznę wymierzającego ci policzek. Miałem stać i 

spokojnie patrzeć na to, co się dzieje? Co, twoim zdaniem, powinienem zrobić?

- Należało zachować się w sposób rozsądny i cywilizowany. Zamiast używać pięści, trzeba 

było zadać parę pytań i dowiedzieć się, o co chodzi.

Ryder uniósł brwi i wzruszył ramionami.

- A więc, o co poszło? - zapytał spokojnie.

- Teraz to już nie ma żadnego znaczenia. Na jakiekolwiek wyjaśnienia jest stanowczo za 

późno.

49

background image

- Dlatego, że już zdążyłem, jak to powiedziałaś, zrujnować ci życie? - Na ustach Rydera 

błąkał się lekki uśmiech.

- To nie są żarty!

- Co, twoim zdaniem, powinienem zrobić? Sądzisz, że dobrze czuje się mężczyzna, gdy 

nagle   widzi   przed   sobą   taką   scenę,   jakiej   ja   byłem   świadkiem?   Brenno,   ten   facet   miał   duże 

szczęście, że mu solidnie nie przyłożyłem!

- A cóż cię powstrzymało? - zapytała ze złością.

- Powiedzmy, że wspaniałomyślność. Po uroczym wieczorze byłem w dobrym nastroju... - 

Dopiero teraz dotarło do Brenny, że Ryder jest wściekły.

- Po uroczym wieczorze i uwiedzeniu profesorki z college'u? - wycedziła przez zęby.

- Po uroczym wieczorze, podczas którego zostałem uwiedziony przez profesorkę z college'u 

- poprawił bez cienia humoru w głosie. - O ile mnie pamięć nie myli, to nie ja przyspieszyłem tok 

zdarzeń. Dobrze wiedziałaś, bo ci to mówiłem, że mogę jeszcze poczekać.

- Uważasz, że ostatnia noc, to moja wina? - Brenna była tak rozzłoszczona, że incydent z 

Damonem zupełnie wywietrzał jej z głowy.

- Tak - odrzekł po namyśle Ryder.

- Jesteś wstrętnym, źle wychowanym, nieokrzesanym...

- Ćwokiem? - podpowiedział, a w oczach zapaliły mu się podejrzanie wesołe ogniki.

Tego już było dość dla Brenny. Odwróciła się szybko, złapała pierwszy z brzegu przedmiot, 

jaki był pod ręką i rzuciła nim w Rydera.

Uchylił się w porę i książka, którą cisnęła Brenna, przeleciała mu obok głowy i uderzyła w 

ścianę. W pokoju zapanowała cisza. Brenna stała bez ruchu z szeroko otwartymi oczyma. Była 

zaskoczona i przerażona własną gwałtownością. Zobaczyła nagle, że Ryder idzie w jej stronę.

Przestraszyła się. Chciała odwrócić się i uciec, lecz nogi wrosły jej w ziemię. Przytłaczały ją 

poczucie   winy   i   przeżycia   ostatnich   godzin,   a   także   złość   na   Rydera,   połączona   ze   strachem. 

Zacisnęła pięści i z udawaną odwagą postanowiła stawić mu czoło.

Podszedł szybko tym swoim zwinnym, kocim krokiem i zatrzymał się tuż przed nią.

- Miałem okazję już się przekonać, że jesteś odważna i łatwo się nie poddajesz.

Brenna oddychała szybko i nierówno. Z trudem chwytała powietrze.

Ryder mówił dalej:

-   Mam   podstawy   sądzić,   że   nie   traktujesz   mnie   jak   zabawnego   ćwoka,   z   którym 

postanowiłaś sobie poigrać tego lata.

- Jesteś naprawdę nieznośny - powiedziała z wyrzutem.

50

background image

- Wiem. - Westchnął głęboko. - Będziesz musiała mi to wybaczyć. Ostatnie kilka minut nie 

należało do najprzyjemniejszych. - Brenna zobaczyła, że Ryder odwraca się w stronę kuchni. - Raz 

jest pora na działanie, a raz na rozmowy - mówił dalej. - A czasami jeszcze na jedzenie. Działanie 

mamy już za sobą. Dwie następne rzeczy są jeszcze przed nami. O, widzę, że już zabrałaś się do 

śniadania - dodał i włożył rękę do kartonu, aby wyjąć następne jajko.

Brenna spojrzała na Rydera zwężonymi oczyma i z naciskiem powiedziała:

- To śniadanie robiłam dla Damona.

- Już go nie ma - stwierdził beznamiętnie.

- Słuchaj...

- Siadaj, Brenno. Musimy porozmawiać.

Stalowa   nuta   w   jego   głosie   sprawiła,   że   Brenna   posłuchała   go   od   razu.   Podeszła   do 

drewnianego   stołu   stojącego   pod   oknem   i   usiadła   na   krześle.   Bez   słowa   patrzyła,   jak   Ryder 

sprawnie przygotowuje śniadanie.

Na widok jej sztywnej postaci i niemego żalu w oczach, potrząsnął głową.

- Nie będę przepraszał za to, co się stało. Prawie na pewno każdy mężczyzna na moim 

miejscu zachowałby się tak samo.

- Każdy mężczyzna, który ma zwyczaj wszystkie problemy rozwiązywać siłą!

- Widzę, że ci się nie podobało. Szkoda, że nie mogłaś się przekonać, co dopiero bym zrobił, 

gdybym  wszedł i zobaczył cię w ramionach tego faceta! Gwoli ścisłości, pozwól jednak, że ci 

przypomnę. Nie kto inny, lecz on pierwszy użył siły.

- Och! - jęknęła Brenna na wspomnienie tego, co uczyniła Damonowi. - Powinieneś słyszeć, 

co ja mu powiedziałam!

- Parę słów  do mnie  dotarło,  ale nic nie  zrozumiałem.  A  więc o co chodziło?  - spytał 

spokojnie, nalewając herbatę.

- Damon przyjechał specjalnie po to, żeby mi pomóc. Martwił się o mnie, o moje sprawy 

zawodowe. Jestem... Właśnie byłam w trakcie podejmowania ważnej decyzji, która może zaważyć 

na   całej   mojej   przyszłości.   Damon   chciał   zwrócić   mi   uwagę   na   praktyczną   stronę   powstałej 

sytuacji...   -   Brenna   przerwała   i   sięgnęła   po   filiżankę   z   herbatą.   -   To   wszystko   jest   bardzo 

skomplikowane i wątpię, czy cię zainteresuje...

- Świetnie wiesz, że tak - przerwał jej szorstko. - Mów dalej.

Po dłuższym wahaniu zdecydowała się opowiedzieć Ryderowi całą swoją historię. Nabrała 

powietrza.

- Chyba słyszałeś, że dla ludzi parających się nauką, publikowanie wyników własnych prac 

jest sprawą pierwszoplanową.

51

background image

- Jeśli nie publikujesz, to nie istniejesz?

-   Coś   w   tym   rodzaju.   Przez   wiele   miesięcy   przygotowywałam   pracę   na   temat   etyki   w 

informatyce.

- Czego? - przerwał jej Ryder. Wydawał się zaskoczony.

-   Strony   etycznej   używania   komputerów.   To   jeden   z   zupełnie   nowych   i   niezwykle 

aktualnych tematów interesujących naukowców. W wielu ośrodkach akademickich czystą filozofię 

zepchnięto na plan dalszy, jako naukę oderwaną od życia. Coraz rzadziej, niestety, uważa się ją za 

podstawę wykształcenia współczesnego człowieka.  I trzeba zrobić wszystko, żeby ta wspaniała 

nauka   odzyskała   należne   jej   miejsce!   Etyka   w   zastosowaniach   informatyki   jest   właśnie   takim 

kierunkiem, dzięki któremu można będzie nie tylko  przywrócić filozofii utraconą pozycję, lecz 

także ją ożywić i powiązać z praktyką. Zagadnienia etyczne towarzyszące używaniu i nadużywaniu 

komputerów to coś w rodzaju filozofii stosowanej. - Brenna spojrzała na Rydera, niepewna, czy 

ciągnąć dalej.

- Wierzę ci na słowo. Mów, słucham uważnie - zapewnił nie odrywając wzroku od patelni, 

na której smażyła się jajecznica.

- W każdym bądź razie włożyłam wiele wysiłku w zebranie materiałów i przygotowanie 

pracy na ten temat, który ujęłam na tle historycznego rozwoju myśli filozoficznej. Odnoszenie tego, 

co głosili tacy filozofowie,  jak Arystoteles  czy Kant, do współczesnych  problemów  moralnych 

towarzyszących stosowaniu komputerów, jest rzeczą naprawdę fascynującą! Daje całkiem nowe 

spojrzenie, otwiera horyzonty... - W oczach Brenny było widać prawdziwy entuzjazm.

- Powtarzam: wierzę ci na słowo. - Ryder uśmiechał się lekko. - Mów dalej.

Otrząsnęła się z błądzących po głowie myśli i wróciła do przerwanego wątku opowiadania.

- W służbowym biurku trzymałam zawsze wszystkie materiały: cały plik własnych notatek i 

wstępny szkic artykułu. Dla nikogo w instytucie nie było żadną tajemnicą, że przygotowuję pracę i 

zamierzam ją opublikować w poważnym czasopiśmie naukowym. Prawie nigdy nie zjawiałam się 

w instytucie w niedziele - ciągnęła Brenna. - Kiedyś jednak wpadłam zupełnie przypadkiem na 

chwilę i zobaczyłam, że wszystkie moje notatki i szkic artykułu zniknęły z biurka!

- Ktoś ci je zabrał? - Opowiadanie Brenny zaczynało intrygować Rydera.

- W poniedziałek z samego rana były już na swym zwykłym  miejscu w szufladzie. Nie 

miałam pojęcia, co się stało, ale zaczęłam się denerwować. Od tamtej pory codziennie zabierałam 

wszystkie papiery do domu, ale, jak się potem okazało, na ochronę pracy było już za późno. Nigdy 

się nie dowiem, ile weekendów moje notatki spędziły na cudzym biurku!

- Czyim?

52

background image

- Nie zgadniesz, więc powiem ci od razu. Na biurku dyrektora instytutu! - wykrzyknęła 

Brenna. Jej gniew powrócił ze zdwojoną siłą. - Szacownego i ogólnie poważanego profesora Paula 

Humphreya,   który   ostatni   rok   swej   pracy   w   college'u,   przed   przejściem   na   emeryturę,   chciał 

uwieńczyć artykułem świadczącym o tym, że nieobce mu są także zagadnienia filozofii stosowanej! 

Jego postępowanie powinno mi właściwie pochlebiać - dodała po chwili namysłu. - Nie miałam 

pojęcia, że moja praca była aż tak dobra, że zechciał ją łaskawie podpisać własnym nazwiskiem!

- W jaki sposób o tym wszystkim się dowiedziałaś?

-   Tydzień   temu   ogłoszono,   że   obszerny   artykuł   monograficzny   autorstwa   profesora 

Humphreya   został   przyjęty   do   druku   w   poważnym   czasopiśmie   filozoficznym.   Kopie   tekstu 

profesora udostępniono pracownikom naszego instytutu, żebyśmy mogli zapoznać się z pracą i 

podziwiać osiągnięcia szefa. Zanim skończyłam czytać pierwszą stronę, już wiedziałam, że mam 

przed oczyma wyniki własnej pracy!

- I co zrobiłaś? Na najbliższym zebraniu pracowników instytutu wstałaś i przy wszystkich 

oskarżyłaś   dyrektora   o   to,   że   przywłaszczył   sobie   twoją   pracę?   -   spytał   zaciekawiony   Ryder. 

Postawił na stole przed Brenna jajecznicę z tostami  i usiadł naprzeciw  niej. - To musiała  być 

interesująca scena.

-   Nie   oskarżyłam   go   otwarcie,   bo,   sam   musisz   przyznać,   cała   ta   sytuacja   była   bardzo 

kłopotliwa. Poszłam więc z tą sprawą do człowieka, do którego miałam w instytucie największe 

zaufanie  i którego znałam bardzo dobrze. Było  niemal pewne, że zostanie  on wkrótce nowym 

szefem naszego instytutu...

- I ja wyrzuciłem go dzisiaj z tego domu?

- Ten człowiek to Damon Fielding. Profesor Damon Fielding - nie zważając na pytanie 

Rydera mówiła dalej Brenna przez zaciśnięte zęby.

- I co było dalej? Opowiedział się natychmiast po twojej stronie i wystąpił w obronie?

- Bardzo mi współczuł. - Brenna ciężko westchnęła. - Powiedział, że mi wierzy, lecz że 

oboje nie możemy nic zrobić w tej sprawie. Profesor Humphrey jest nietykalnym autorytetem. Jeśli 

odważę się go oskarżyć, sama tylko przegram. Damon zwracał mi uwagę na fakt, że jeśli chcę dalej 

pracować w college'u, muszę nauczyć się działać dyplomatycznie, by nie narażać przyszłej kariery. 

To, co mówił, brzmiało tak, jakby dotyczyło  świata wielkiego biznesu, w którym przecież bez 

przerwy toczy się bezpardonowa walka o wpływy i awanse.

- Dużo w tym racji - powiedział Ryder. Nieco zaskoczył Brennę. Nie sądziła, że na ten temat 

może mieć on jakiekolwiek zdanie. - Każda sytuacja - ciągnął - w której występuje bezustanne 

współzawodnictwo   w   osiąganiu   coraz   to   wyższych   szczebli   kariery,   tworzy,   oględnie   mówiąc, 

niezbyt przyjemny klimat. Tak dzieje się w wojsku, w biznesie i, mam podstawy sądzić, także w 

53

background image

twoim akademickim świecie. Jest to fakt, na który, moja droga, żadnego wpływu mieć nie możesz. 

Do zrobienia pozostaje ci tylko jedno. Powzięcie decyzji, czy w tej bezpardonowej, codziennej 

walce chcesz uczestniczyć, czy nie. Pamiętaj, wybór jest w twoich rękach, należy do ciebie.

- Widzę, że zastanawiałeś się kiedyś nad tym problemem - rzekła ze zdumieniem Brenna.

- Tak. Sam miałem z nim do czynienia. Jest to jedna z przyczyn, dla której robiłem to, co 

robiłem i jeden z powodów, dla których zająłem się pisaniem. Dokonałem wyboru. Postanowiłem 

żyć własnym życiem, oczywiście na tyle, na ile jest to możliwe.

Brenna spojrzała zdziwiona na Rydera. Była skonsternowana. Zupełnie bezwiednie zadała 

mu teraz nurtujące ją od dłuższej chwili pytanie:

- A co ty byś zrobił na miejscu Damona?

- Gdybyś przyszła do mnie mając w ręku dowód, że szef przywłaszczył sobie wyniki twojej 

pracy? Och, zachowałbym się z pewnością jak człowiek źle wychowany i nieokrzesany. A także 

gwałtowny. Moja droga, do upadłego walczyłbym po twojej stronie dopóty, dopóki nas obojga nie 

wyrzuciliby z college'u, bo tak cała sprawa by się na pewno zakończyła. Zauważ jedno, proszę, że 

nie wypowiadam się co do tego, czy mój sposób jest lepszy, czy gorszy od tego, który preferuje 

Fielding. Ocena należy do ciebie. Przecież w końcu nie kto inny, lecz ty musisz sama na coś się w 

końcu zdecydować.

-   Tak   -   przytaknęła   Brenna.   -   Muszę,   mimo   że   wygląda   na   to,   że   sprawa   jest   już 

rozstrzygnięta. Damon nie wybaczy mi tego, co stało się dziś rano. Całe to wydarzenie wynikło z 

mojej   winy.   Nie   powinnam   mu   mówić,   że   nie   opowiadając   się   po   mojej   stronie,   postępuje 

niemoralnie i nieuczciwie.

- I dlatego stracił panowanie nad sobą i cię uderzył?

- Tak. Obraziłam go przecież. A on przyjechał tylko po to, żeby mi pomóc.

- Kim jest ten facet dla ciebie? - zapytał Ryder. - Coś mi się wydaje, że nie tylko kolegą z 

pracy.

- Jest... był... - jąkała się Brenna. - Łączą nas bliskie stosunki. Spotykamy się regularnie i ... 

- Unikała wzroku Rydera.

- I zamierzałaś związać się z nim na stałe?

- Sądziłam, że pasujemy do siebie. Szanujemy się nawzajem, lubimy razem przebywać, 

mamy wiele wspólnego...

- I to wszystko przestało się liczyć po ostatniej nocy - stwierdził Ryder. - Tak, to prawda, 

więc   przestań   patrzeć   na   mnie   rozżalonym   wzrokiem.   Nie   możesz   mieć   wiele   wspólnego   z 

Fieldingiem, bo byś lepiej go znała. Jeśliby tak właśnie było, nie zabolałaby cię tak bardzo jego 

odmowa poparcia twej sprawy. Gdyby łączyło was coś głębszego, gdybyś lepiej znała tego faceta, 

54

background image

taka właśnie jego reakcja nie byłaby dla ciebie żadnym zaskoczeniem - Ryder zamilkł, zamyślił się, 

a po chwili dodał: - Moim zachowaniem się dziś rano nie byłaś zaskoczona. I to po zaledwie trzech 

dniach znajomości!

- O czym ty mówisz?

- Twój związek z Fieldingiem jest skończony - powtórzył mocnym, stanowczym głosem. - 

Sama   o   tym   zdecydowałaś   wpuszczając   mnie,   mimo   ostrzeżeń,   do   łóżka   ostatniej   nocy. 

Uprzedzałem, że potem wycofać ci się nie pozwolę. Stoimy więc przed faktem dokonanym. Teraz 

już należysz do mnie, Brenno Llewellyn!

Należysz  do mnie.  Należysz  do mnie.  Te  słowa huczały jej w głowie, gdy patrzyła  na 

mężczyznę siedzącego po przeciwnej stronie stołu.

- Nie - wyszeptała przerażona. - Nie rozumiesz...

- Zamierzasz przede mną uciec? - zapytał Ryder obojętnym tonem, sięgając po następnego 

tosta.

- Jeżeli uważasz, że mamy ze sobą wiele wspólnego, powinieneś znać odpowiedź na to 

pytanie! - odcięła się Brenna. Jak on śmie oświadczać jej z całym spokojem takie rzeczy? Co za 

zachowanie! Na szczęście z tym prymitywnym  człowiekiem nie będzie musiała mieć dłużej do 

czynienia. Przecież nigdy go więcej nie spotka!

Od chwili jednak, w której się dziś obudziła, nie opuszczały jej złe przeczucia. Wiedziała, że 

ulegając nastrojowi wieczoru, popełniła ogromny, wręcz niewybaczalny błąd. Jak mogła zachować 

się tak beznadziejnie? Jak mogła być taka głupia?

Ryder zastanawiał się nad ostatnimi słowami Brenny.

- To, że spróbujesz uciec przede mną, uważam za prawdopodobne - powiedział po chwili. - 

Jeśli jednak tak postąpisz, to tylko po to, żeby się przekonać, czy będę cię szukał.

- Takie zachowanie się byłoby z mojej strony głupią dziecinadą! - wykrzyknęła Brenna, 

rozzłoszczona dlatego, że mimo woli zaczęła się zastanawiać, czy Ryder rzeczywiście próbowałby 

ją odnaleźć. Całe to rozważanie jest zupełnie bez sensu. Brenna Llewellyn nie ucieka się do takich 

bezsensownych sztuczek! Stać ją na to, by w każdej sytuacji poradzić sobie w sposób znacznie 

inteligentniejszy!

- Nie byłoby to postępowanie dziecinne, lecz typowo kobiece - poprawił ją Ryder. - Żebyś 

nie musiała sobie dłużej zaprzątać tym głowy, powiem ci od razu. Poszukam cię, ale kiedy odnajdę, 

nie będę z pewnością w dobrym nastroju. Gdybym jednak teraz miał się założyć o to, co ty byś 

zrobiła,   postawiłbym   na   wariant,   że   uciekać   nie   będziesz.   Zostaniesz   i   będziesz   walczyła   do 

upadłego, mimo że nie masz żadnych szans.

- To głupie!

55

background image

- Sprawa jest przesądzona, moja pani. Po to jednak, by ukoić twoje nadwerężone nerwy, 

podobnie jak wczoraj, jeszcze raz cię zapewniam: mogę poczekać i ponaglać cię nie będę.

- Cóż za wspaniałomyślność! - Brenna z niedowierzaniem słuchała słów Rydera. Co on 

sobie myśli? Wiedziała jednak, że znalazła się w sytuacji nie do pozazdroszczenia.

- Brenno, nie jestem wspaniałomyślny. Wiem, że wydarzenia ostatniej nocy nastąpiły zbyt 

szybko.   Dlatego   dzisiaj   czujesz   się   nieswojo   i   jesteś   zdenerwowana.   Daję   ci   więc   czas   na 

pogodzenie się z nową sytuacją, żebyś sobie wszystko spokojnie przemyślała. Masz zresztą inne 

kłopoty, z którymi musisz się uporać. Nie będę cię nękał.

- Jesteś piekielnie pewny siebie - odezwała się z sarkazmem w głosie.

- Nie siebie, lecz ciebie. Jesteś uczciwą kobietą. Wiem, że nie potrafisz przekreślić tego, co 

stało się ostatniej nocy. Musisz mieć tylko trochę czasu, żeby się z tym pogodzić. Nie obawiaj się. 

Jeśli gra jest warta świeczki, potrafię być bardzo cierpliwy...

- Czy ty aby nie przywiązujesz zbyt dużej wagi do jednej nieco szalonej nocy? - spytała 

Brenna.

- Była zwariowana, prawda? - Ryder uśmiechnął się szeroko. - Czy zanim tutaj przyjechałaś, 

podejrzewałaś, że jesteś zdolna do jakichkolwiek szaleństw?

Brenna poczuła nagle piekące łzy pod powiekami. Za dużo działo się naraz i nie umiała się z 

tym uporać! Potrzebowała spokoju i czasu.

Wstała od stołu.

- Przepraszam - powiedziała, z trudem powstrzymując się od płaczu. - To był ciężki ranek. 

Idę na spacer. - Odwróciła się i szybko wybiegła z domu.

Pół godziny później siedziała nad wodą wpatrując się w niebieską toń jeziora. Niedaleko od 

domu znalazła małą grotę, będącą idealną wprost kryjówką.

Mimo że powstrzymała się przed płaczem, nadal była rozbita i zdenerwowana. Przez chwilę 

myślała   nawet   o   tym,   żeby   zadzwonić   do   brata.   Nie   mógłby   jej   pomóc   i   tylko   wpadłby   w 

prawdziwy szał. Reagował bardzo emocjonalnie. Nie zważając na nic, walczyłby w jej obronie do 

upadłego.

W tym momencie Brenna ujrzała swego prześladowcę. Szedł w jej kierunku z termosem w 

ręku i jakimiś książkami pod pachą.

- Doskonały dzień, żeby posiedzieć  nad wodą i poczytać  przy kubku gorącej herbaty – 

powiedział i usiadł obok Brenny.

- Słuchaj, ja... - zaczęła.

- Wziąłem dla ciebie książkę -przerwał jej spokojnym głosem i zabrał się do otwierania 

termosu.

56

background image

Spojrzała na lekturę przyniesioną przez Rydera. Jedna książka, z dziedziny filozofii, była tą, 

którą w niego rzuciła. Druga, w broszurowej oprawie i z krzykliwą okładką, należała do Rydera. 

Był jej autorem.

- Dziękuję, ale nie mam w tej chwili ochoty na czytanie tekstów filozoficznych - odrzekła 

sztywno.

- Przyniosłem ją dla siebie. Weź drugą.

- Chcesz, żebym to czytała? - spytała z niesmakiem.

- Wiem, że moje książki nie są w twoim guście, ale chcę, żebyś przeczytała choć jedną z 

nich.

- Dlaczego? - Brenna położyła powieść na kolanach i zaczęła ją oglądać.

- Zazwyczaj w każdej książce jest coś z jej autora. Może dowiesz się o mnie czegoś więcej.

- A ty zamierzasz się męczyć studiując tekst naukowy?

- Chętnie dowiem się czegoś o dziedzinie, która stanowi dla ciebie źródło utrzymania - 

odrzekł z uśmiechem.

- Różnimy się pod każdym względem, Ryderze. Cała ta zabawa, którą proponujesz, nie ma 

żadnego sensu. Co chcesz w ten sposób zyskać?

- Już ci mówiłem, trochę wzajemnego zrozumienia. Sądzę, że to istotne, skoro mamy żyć 

razem - dodał. Otworzył książkę i zaczął czytać spis treści.

- Razem żyć? Czyś ty naprawdę zwariował? Ostatnia noc była pomyłką i dobrze o tym 

wiesz!

- Dlaczego? - spytał podnosząc wzrok znad książki.

- Bo temu, co stało się między nami, przypisujesz zbyt duże znaczenie.

- Brenno, pożądałem cię od chwili, w której po raz pierwszy cię zobaczyłem,  kiedy to 

włamywałaś się do mego domu. A ostatnia noc udowodniła, że ty też mnie pragniesz.

- To stanowczo za mało, żeby w ogóle myśleć o wspólnym życiu. - Brenna czuła się bardzo 

nieswojo. Z jednej strony słowa Rydera napawały ją niepokojem, z drugiej zaś sprawiały, że chciała 

przyznać mu rację i poddać się bez reszty zarówno urokowi lata, jak i temu intrygującemu silnemu 

mężczyźnie.

- Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni - powiedział spokojnie.

- Skąd możesz to wiedzieć? Przecież prawie się nie znamy! - wybuchnęła Brenna.

- Wiem to podświadomie. Czuję, ale słowami wyrazić nie potrafię. Pomyślałem sobie, że 

jeśli przeczytasz choć jedną z moich książek, to może lepiej zrozumiesz, co usiłuję ci powiedzieć.

Widząc   niemal   błagalną   prośbę   w   oczach   Rydera,   Brenna   poczuła   się   bezradna.   Nie 

potrafiła mu odmówić.

57

background image

- A co będzie, jeśli po tej lekturze zdania nie zmienię?

- Wydaje mi się, że w tej chwili nie jesteś zdolna do jasnego myślenia i sensownej oceny.

- A więc nie jest to najlepsza pora na analizowanie na podstawie książki twojego charakteru 

- odcięła się szybko, mimo że postanowiła przeczytać powieści Rydera.

- Trudno. Zaryzykuję.

- Może ty sam zmienisz zdanie na mój temat po przeczytaniu tej filozoficznej dysputy? 

Pomyślisz sobie, że jestem drętwą, nudną i nieprzystępną nauczycielką przedmiotu, który nigdy cię 

nie zainteresuje.

- Czy te wszystkie cechy sama sobie przypisujesz? - spytał. Wydawał się rozbawiony.

- Prawdę mówiąc, nie. Sądzę jednak, że inni mogą tak o mnie myśleć.

-   Nic,   co   jest   w   tej   książce,   nie   zmieni   mojej   opinii   o   tobie.   Poszerzę   sobie   tylko 

intelektualne horyzonty.

- Ryderze, a co do ostatniej nocy... - zaczęła niepewnym głosem.

Zamknął jej usta gorącym pocałunkiem. Ta przejmująca pieszczota przypomniała Brennie 

wspólne   chwile   rozkoszy   i   zaspokojenia.   Po   raz   pierwszy   od   rana   uspokoiła   się   i   rozluźniła. 

Pocałunek koił jak balsam.

- Nie mówmy już więcej, moja słodka. Nie zniekształcajmy słowami wspomnienia ostatniej 

nocy.

Brenna   podniosła   ociężałe   powieki   i   drżącymi   rękami   otworzyła   książkę,   która   ciągłe 

jeszcze leżała na jej kolanach.

58

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Powieść   sensacyjną   Justina   Murdocka   zapowiadał   tytuł   książki   „Uprowadzenie 

Quicksilvera” i krzykliwa, w złym guście okładka. Widniał na niej silnie zbudowany mężczyzna. 

Atakowały go groźne węże. U stóp tego supermana wpółleżała w ponętnej pozie młoda i bardzo 

przerażona kobieta. Rudowłosa piękność obejmowała mężczyznę kurczowo za kolano, podczas gdy 

on   chronił   ich   oboje   przed   jadowitymi   wężami.   Jedyną   bronią   bohatera   był   cienki   nóż,   który 

trzymał w ręku.

Brenna była zdegustowana wyglądem okładki i zła na siebie, że dała się namówić Ryderowi 

na przeczytanie tej sznurowatej powieści. Pocieszała ją jedynie myśl, że oderwanie się na pewien 

czas od własnych niewesołych problemów dobrze jej zrobi. Otworzyła książkę.

Musiałem uczciwie przyznać, że ten facet był dobry w swoim fachu, mimo że wykazywał  

jeszcze niewielkie  doświadczenie.  Miałem  na to dowody.  Nie wziął  bowiem  pod uwagę dwóch  

rzeczy.   Że   w   starych   angielskich   gospodach   okna   nie   otwierają   się   bezszmerowo   i   że   agenci  

specjalni, którzy dożyli mojego wieku, mają bardzo lekki sen. Na dodatek tej właśnie nocy leżałem 

wpółprzebudzony, gdyż wspomnienie seksownej blondynki, którą zostawiłem w Paryżu, spędzało mi 

sen z powiek. W każdym bądź razie dobrze po północy usłyszałem ciche skrzypienie otwieranego 

okna. W starych angielskich gospodach przyjaźni goście nie korzystają z takiej drogi. Moja ręka  

zacisnęła się więc automatycznie na rękojeści sztyletu znajdującego się pod poduszką.

Gdy intruz wsunął się cicho do pokoju, leżałem bez ruchu. Instynkt ostrzegł mnie jednak od  

razu, że gość szykuje się do ataku.

Rzuciłem sztyletem i niemal równocześnie zsunąłem się z łóżka na podłogę. Okazałem się  

lepszy. Napastnik zdążył jeszcze wystrzelić do mnie z pistoletu z tłumikiem, lecz chybił, gdyż wąskie  

i długie ostrze sztyletu o sekundę wcześniej zatopiło się w jego szyi.

Podniosłem się z ziemi i zapaliłem w pokoju górnej światło. Prawdę mówiąc, nie był to 

najlepszy początek mego urlopu.

Czytając tę scenę, Brenna przypomniała sobie, jak włamywała się do domku Rydera. Na 

samo wspomnienie aż się uśmiechnęła, lecz chwilę potem uprzytomniła sobie, że cała ta przygoda 

mogła skończyć się fatalnie.

Akcja powieści, żywa i obfitująca w przeróżne wydarzenia, rozwijała się szybko i sprawnie. 

Pod   koniec   pierwszego   rozdziału,   główny   bohater   książki   niejaki   Hunt   Cameron,   otrzymuje 

niezwykle   trudną   i   niebezpieczną   misję   do   wykonania.   Jego   zadanie   jest   uprowadzenie   zza 

59

background image

„żelaznej kurtyny” człowieka, który zdradził. Był to groźny facet. Nazywano go Quicksilverem, bo 

był szybki i nieuchwytny jak żywe srebro. Nieskomplikowana fabuła powieści miała drugi, dość 

ciekawy   dla   Brenny,   wątek.   Do   wykonania   trudnej   misji   Cameronowi   przydzielono   bowiem 

partnera. Młodą i piękną agentkę specjalną, Cassandrę Vaughn.

Była świeżo upieczoną absolwentką nowoczesnej szkoły szpiegowskiej. Świetnie znała się 

na komputerach i za ich pomocą potrafiła wykonywać analizy przeróżnych faktów. Umiała także 

posługiwać   się   wszelkimi   technicznymi   cudeńkami   używanymi   w   tym   zawodzie.   Miała   dużą 

wiedzę   podręcznikową   i   wszystko   usiłowała   robić   dosłownie   tak,   jak   ją   tego   nauczono.   Dla 

Cassandry Vaughn usiłowanie uprowadzenia Quicksilvera miało być pierwszym w życiu zadaniem.

Hunt Cameron był  natomiast  agentem doświadczonym  i wytrawnym.  Tego, co umiał,  a 

potrafił wiele, nauczyło go życie. Często działał instynktownie i niekonwencjonalnymi metodami. 

Jedynym środkiem technicznym, w który naprawdę wierzył, był długi i wąski sztylet. Nigdy się z 

nim nie rozstawał. Ten człowiek nie ufał nikomu.

Hunt Cameron i Cassandra Vaughn stanowili przeciwieństwo i od pierwszego wejrzenia 

poczuli do siebie niechęć. Hunt, profesjonalista w każdym calu, uważał młodą debiutantkę za kulę u 

nogi, a śliczna Cassandra nie pochwalała metod jego pracy. Ale, jak to w takich przypadkach bywa, 

zaczęli ze sobą romansować.

Brenna   przyłapała   się   na   tym,   że   opisy   wszystkich   scen   miłosnych   między   Huntem   a 

Cassandrą czyta z wielkim zaciekawieniem.

W południe oboje z Ryderem poszli na lunch do jego domku. Jedli kanapki i pili herbatę. 

Brenna chciała szybko wrócić do przerwanej lektury. Pół godziny później znaleźli się nad jeziorem 

i zatopili ponownie w kartach swoich książek.

Nad wodą panowała cisza, przerywana od czasu do czasu warkotem silnika przepływającej 

motorówki.   Brenna   odczuwała   obecność   siedzącego   blisko   niej   Rydera,   lecz   całą   jej   uwagę 

pochłaniała   wartka   i   emocjonująca   akcja   powieści.   Kiedy   późnym   popołudniem   przeczytała 

ostatnie zdanie, musiała uczciwie przyznać, że Justin Murdock dał swym czytelnikom godziwą 

rozrywkę. I nie tylko rozrywkę, gdyż ze względu na zawarte w książce podteksty czytelnicy tej 

sensacyjnej książki otrzymali jeszcze coś, z czego chyba niewielu zdawało sobie sprawę.

- Skończyłaś? - spytał Ryder, odkładając na bok własną lekturę.

Brenna skinęła głową. Oparła podbródek na dłoniach i zamyślona patrzyła daleko przed 

siebie na połyskujące w słońcu wody jeziora.

- Ryderze, ta książka jest świetnie napisana. Jestem pewna, że niejednokrotnie już ci to 

mówiono.

- Chciałem usłyszeć pochwałę od ciebie -odrzekł, lekko się uśmiechając.

60

background image

Na chwilę zamilkli oboje. Brenna zdawała sobie sprawę z tego, że Ryder czeka na jej dalsze 

uwagi.

-   Dużo   w   niej   przemocy   -   zaczęła   powoli.   Nie   od   razu   chciała   mówić   o   tym,   co 

najważniejsze.

- Autorów sensacyjnych książek obowiązują pewne rygory.

- Czy dotyczą także scen miłosnych? - spytała odruchowo Brenna i niemal natychmiast tego 

pożałowała. Siedziała teraz sztywna, czekając w napięciu na odpowiedź Rydera.

-  To   nie  są  opisy scen  miłosnych,  lecz  erotycznych.   Tak,  czytelnicy  tego   typu  książek 

spodziewają się w nich między innymi właśnie takich rzeczy. Już ci wspominałem, że w swych 

powieściach sprzedaję seks, przemoc i intrygę.

Brenna oderwała wzrok od tafli jeziora i spojrzała na mówiącego.

- Ale to są przecież sceny miłosne! - niemal wykrzyknęła.

- Dlaczego tak sądzisz? - spytał Ryder obojętnym  tonem. Obserwował ukradkiem twarz 

Brenny.

- Bo... bo łączy ich znacznie więcej. Niezależnie od wzajemnego pożądania seksualnego, 

Cassandra   i   Hunt   przekonują   się,   że   są   sobie   coraz   bardziej   potrzebni.   A   zresztą   całkiem 

niepotrzebnie o tym mówię. Przecież to spod twego pióra pochodzą opisy tych scen!

- Mów dalej - poprosił. - Bardzo podoba mi się sposób, w jaki specjalistka od filozofii 

analizuje sznurowatą powieść. Dlaczego sceny łóżkowe uważasz za miłosne? W całej tej książce 

ani razu nie pada słowo „miłość”. Hunt nie mówi Cassandrze, że ją kocha.

- Ona też tego nie robi - dodała Brenna z nutą zawodu w głosie. - Na samym końcu książki 

mogłeś to wprost napisać. Przecież jest oczywiste, że połączyła ich głęboka miłość.

-   W   tym,   co   odczuwali   w   stosunku   do   siebie,   nie   było   nic   bezsensownego   i 

sentymentalnego.

-   Tak   właśnie   oceniasz   miłość?   Uważasz,   że   jest   głupia   i   ckliwa?   -   spytała   nie   kryjąc 

rozczarowania.

- Tego zdania są moi czytelnicy - odrzekł z przekonaniem.

Brenna roześmiała się, odwróciła wzrok od Rydera i w zamyśleniu spoglądała na wody 

jeziora.

- Podobało mi się zakończenie. Cassandra i Hunt zdali sobie sprawę z tego, że od życia 

pragną znacznie więcej i decydują się zacząć je na nowo. - Bohaterowie książki Rydera postanowili 

bowiem   rzucić   swój   trudny   i   niebezpieczny   zawód   i   zbudować   wspólne,   spokojniejsze   i 

szczęśliwsze życie.

61

background image

- Czy Hunt nie jest jak na twój gust zbyt zagorzałym antyfeministą? - żartobliwym tonem 

zapytał Ryder.

- Jest. Pod pewnymi względami. Na przykład zawsze bierze na siebie najtrudniejsze zadania, 

w przekonaniu,  że Cassandra z nimi  sobie nie poradzi. - Brenna przerwała na chwilę. - Stop. 

Wycofuję to wszystko, co powiedziałam. Hunt pakował się w najgorsze tarapaty z zupełnie innego 

powodu.   Dlatego,   że   za   wszelką   cenę   usiłował   osłaniać   swoją   partnerkę.   Mówi   wprawdzie 

dziewczynie, że nie ufa jej zawodowym umiejętnościom, lecz w jego ustach to tylko pretekst. Cały 

czas usiłuje ochronić ją przed koszmarnym  przeżyciem, jakim jest zabicie człowieka. I zawsze 

osłania wtedy, kiedy Cassandrze grozi niebezpieczeństwo. Mam rację?

- Tak.

- Hunt - ciągnęła Brenna - jest agresywny, cyniczny i bezwzględny. Jako przeciwnik potrafi 

być bardzo niebezpieczny. Ale sama nie wiem dlaczego, mimo tych wszystkich wad, mam dziwną 

słabości do tego mężczyzny. Daje się lubić. - Patrzyła znów na wodę. Skierowała wzrok daleko 

przed siebie. - Ufałabym mu bez granic. Jest człowiekiem na wskroś prawym i uczciwym, mimo że 

kieruje się własnymi  zasadami.  A może właśnie dlatego. Powiedz mi,  proszę, na ile Hunt jest 

odbiciem ciebie? - spytała.

- Przekonaj się sama.

Brenna nadal nie patrzyła  na Rydera. Jej ścisły analityczny umysł  zaczynał formułować 

wnioski. Nie była nimi zachwycona.

Myśli Brenny obracały się wokół faktu, że mimo woli zaczęła podziwiać Hunta Camerona i 

zasady moralne, którymi się w życiu kierował. Podobnie jak powieściową Cassandrę, pociągały ją 

zarówno siła charakteru, jak i prawość tego człowieka, mimo że chwilami drażnił ją bardzo jego 

sposób   bycia,   zachowanie   się,   postępowanie   i   maniery.   Wobec   samej   siebie   Brenna   musiała 

przyznać, że jej stosunek emocjonalny do Rydera staje się niebezpiecznie bliski uczuciu, którym 

piękna Cassandra z książki darzyła jej bohatera.

Świadomość tego faktu była dla Brenny wręcz przerażająca. Musiała zacząć się bronić, i to 

natychmiast. Z błyskiem gniewu w oczach spojrzała na Rydera.

- Nie powinieneś używać siły w stosunku do Damona.

- Należysz do mnie, Brenno. Już nigdy więcej nikomu nie pozwolę cię uderzyć. Facet miał 

szczęście, że go nie zabiłem.

W prawdziwość tych słów Brenna nie wątpiła. Wiedziała, że Ryder mówi prawdę. Kierował 

się w życiu własnymi zasadami. Ostatniej nocy mu się oddała, została jego własnością i dlatego 

stanął w jej obronie i nadal zamierza ją chronić. Podobnie jak powieściowa Cassandra, Brenna 

odczuwała jednak wewnętrzną potrzebę protestu wobec takiego traktowania. Nie stanie się niczyją 

62

background image

własnością, zwłaszcza zaś Rydera! To nie jest dla niej odpowiedni mężczyzna. Na co dzień był jej 

potrzebny ktoś właśnie taki, jak Damon Fielding...

Brenna   nagle   uprzytomniła   sobie,   że   jej   ostrą   reakcję   na   słowa   Damona   wywołało 

rozczarowanie do tego człowieka. Spodziewała się, że wystąpi w jej obronie i będzie skutecznie 

chronił przed przeciwnościami życia. A co on robił? Była kobietą silną i świetnie potrafiła sobie 

radzić i bronić się sama. W głębi duszy marzyła jednak o tym, by mężczyzna, z którym się zwiąże, 

w krytycznych sytuacjach stawał zawsze w jej obronie i nie szedł nigdy na żaden kompromis.

Nie, nie jestem sprawiedliwa w stosunku do Damona, pomyślała Brenna. Na swój sposób 

usiłował mnie przecież chronić. Radził rozsądnie, bym myślała o karierze i przyszłości w college'u, 

nie zaś o niesprawiedliwości, która mnie spotkała. Takie rozumowanie miało sens.

Będąc   na   miejscu   Damona,   Ryder   wytoczyłby   w   jej   obronie   otwartą   wojnę.   Z   jakim 

skutkiem? Oboje wylecieliby z college'u... Przypomniała sobie niedawno odbytą rozmowę.

K t o ma rację? Po czyjej stronie jest słuszność? pytała samą siebie Brenna. Odpowiedź nie 

była prosta.

Pójście na kompromis  jest rozwiązaniem dobrym,  lecz człowiek sam musi zdecydować, 

gdzie położyć kres takiemu postępowaniu. Brenna była przekonana, że dla Damona, gdy chodziło o 

karierę zawodową, taka granica znajdowała się dalej niż dla niej. O ile dalej?

Zanim spróbuje odpowiedzieć sobie na to pytanie, musi się zająć odmienną sprawą, w tej 

chwili znacznie ważniejszą. Wytyczeniem zupełnie innej granicy w stosunkach z Ryderem! Od 

samego początku instynkt ostrzegał ją przed tym niezwykle niebezpiecznym mężczyzną. I teraz, po 

przeczytaniu   napisanej   przez   niego   powieści,   wiedziała   już   na   pewno,  że   to,   co   ją   pociąga   w 

Ryderze, polega na czymś  więcej, niż tylko na zmysłowym  pożądaniu. Jakaś cząstka jej samej 

tęskniła do mężczyzny prostolinijnego, bezkompromisowego i niezależnego. Ale z pewnością nie 

do   Rydera   Sterne'a!   To   było   wykluczone!   Jakże   bowiem   mogłaby   związać   się   z   człowiekiem 

prymitywnym, nie należącym do środowiska, w którym żyła i żyć zamierzała. Jej potrzebny był 

mężczyzna   inteligentny,   ze   statusem   naukowym.   Nie   do   pomyślenia   byłoby   zakochać   się   w 

człowieku spoza jej świata.

Zakochać się? O nie! Nigdy! W bursztynowych oczach Brenny zapłonęły gniewne ognie. 

Spojrzała niechętnie na Rydera.

- Nie należę do ciebie. Pod żadnym względem. Ostatniej nocy poszliśmy tylko do łóżka. 

Kiedy wreszcie zrozumiesz, że nie miało to nic wspólnego z miłością?

Odłożył książkę, odwrócił się w stronę Brenny i ujął mocno w dłonie jej rozognioną twarz. 

W srebrzystych oczach, które teraz patrzyły na nią z bliska, dostrzegła determinację.

63

background image

- Moja droga, ani mnie, ani czytelników moich powieści nie interesują tak bezsensowne i 

sentymentalne pojęcia jak miłość. Nie używaj więc proszę tego słowa. Nas oboje łączy coś innego. 

Pożądamy się nawzajem i jesteśmy sobie potrzebni.

- Jak możesz w ogóle twierdzić coś takiego! - wykrzyknęła Brenna. - Wcale nie jesteśmy 

sobie potrzebni! - Mówiąc te słowa nie była  ich do końca pewna i obawiała się, że Ryder to 

wyczuje.

Popatrzył na nią uważnie.

- Pół dnia spędziłem dziś na czytaniu prac naukowców, których ty szanujesz. - Wskazał na 

leżący obok zbiór filozoficznych tekstów. - Chcesz usłyszeć, czego się dowiedziałem? - Nie czekał 

na odpowiedź Brenny i ciągnął dalej: - Jako człowiek parający się filozofią, należysz do grona ludzi 

dociekliwych,   którzy   nie   boją   się   formułować   problemów   do   rozwiązania,   i   to   najbardziej 

podstawowych. Pytania, które stawiali sobie dawni filozofowie, dotyczyły istoty natury ludzkiej, 

zjawisk i rzeczy. Były tak fundamentalne, że otwierały nowe obszary wiedzy. Przemyślenia tych 

ludzi i ich teorie leżą u podstaw nie tylko nauk matematyczno-przyrodniczych i technicznych, lecz 

także etyki i logiki. Kobieto! Jeśli zamierzasz dalej uprawiać swój zawód, musisz mieć odwagę 

cywilną, żeby samej sobie zadać parę pytań i poszukać na nie odpowiedzi!

- Jakich pytań? - zaczepnie spytała Brenna. - Podaj choć jeden przykład.

- Czego oczekujesz od życia, czego chcesz od ludzi. Co pragnęłabyś otrzymać od życiowego 

partnera i co jesteś w stanie dać mu w zamian. - Głos Rydera stał się teraz łagodny. - Jest jeszcze 

wiele innych pytań, takich jak, na przykład, dlaczego zaprosiłaś mnie wczoraj do swojego łóżka.

- Nie! Ja nie... - Żeby nie widzieć pełnego wyrzutu spojrzenia Rydera, Brenna zamknęła 

oczy. - A więc dobrze. Zrobiłam to. Niczemu zaprzeczać nie będę. Nie wiem tylko, czego chcesz 

teraz ode mnie.

- To  proste.  Chcę ciebie  - odpowiedział  łagodnie.  - Chcę  mieć  całą  ciebie  na prawach 

wyłączności. Jeśli kiedykolwiek się dowiem, że twój bezcenny profesor Fielding znów cię dotknął, 

rozerwę go na strzępy. Ile razy mam jeszcze powtarzać moje ostrzeżenia? Mówiłem, że jeśli mi się 

oddasz, to na zawsze i bez reszty!

-   Nie   mam   pojęcia,   co   w   twoich   ustach   oznacza   „bez   reszty”.   -   Nie   bardzo   wiedząc 

dlaczego, Brenna ciągnęła tę bezsensowną rozmowę. Rozumowo opierała się Ryderowi, lecz jej 

zmysły wymykały się spod kontroli. Jak dobrze byłoby rzucić się teraz w ramiona tego mężczyzny i 

wreszcie przestać myśleć! Zapomnieć nie tylko o przeszłości, lecz także o przyszłości! Wrodzona 

ostrożność i nieufność jednak przeważyły. W stosunkach z Ryderem musiała bez przerwy mieć się 

na baczności. Sobie już zupełnie nie dowierzała.

64

background image

-   Przestań   udawać,   że   nie   rozumiesz   -   odparł   lekko   zniecierpliwiony.   -   Ostatniej   nocy 

wyrażałem się prosto i jasno.

- Usiłujesz mnie wciągnąć w coś poważnego. Przestań wywierać presję!

- Wcale nie wywieram. Powiedziałem ci przecież, że mogę poczekać.

- To tylko puste słowa! Równocześnie żądasz ode mnie wielu rzeczy!

- Upoważniłaś mnie do tego.

- Nigdy czegoś podobnego nie uczyniłam!

- Co więc zamierzasz zrobić? O ewentualnej ucieczce już rozmawialiśmy. Wiesz, że szybko 

cię znajdę. Jeśli jednak zostaniesz ze mną, dam ci czas na oswojenie się z nową sytuacją. Podejmij 

więc decyzję. Wybieraj.

Brenna aż zatrzęsła się ze złości. Siłą oderwała dłonie Rydera od swojej twarzy. Zerwała się 

na równe nogi.

- Jak w ogóle śmiesz proponować coś takiego! Nikt nie ma prawa mi nic narzucać! Robię to, 

co   mi   się   żywnie   podoba   i   nikomu   nie   dam   się   ubezwłasnowolnić!   Twoje   zarozumialstwo   i 

arogancja są wręcz przerażające. Czy naprawdę uważasz mnie za tak głupią, że zgodzę się na to, 

byś uciął sobie ze mną wakacyjny romans? Genialnemu autorowi jest potrzebny ktoś, kto dostarczy 

mu wieczorami trochę rozrywki po trudach pisania?

Brenna walczyła zapamiętale i poddawać się nie zamierzała.

Ryder podniósł się i stanął obok niej.

-   Świetnie   wiesz,   że   żadna   rozrywka   nie   jest   mi   potrzebna.   Gdyby   tak   było,   nie 

obiecywałbym,   że   poczekam,   aż   następnym   razem   zaprosisz   mnie   do   łóżka.   Kobieto,   pójdź 

wreszcie po rozum do głowy i przestań szukać wyimaginowanych powodów, żeby atakować.

- Wyimaginowanych? - powtórzyła zaczepnie rozdrażniona Brenna. - Coś mi się zdaje, że 

wszystkie, które wymieniłabym, uznałbyś za wymyślone.

- O nie. Masz realne, ważne powody, żeby się mnie obawiać. Stwarzam przecież istotne 

zagrożenie dla całej twej unormowanej egzystencji - odparł poważnie.

- Jedyne zagrożenie, z jakim mam teraz do czynienia, dotyczy mojej pracy zawodowej.

- Mylisz się, Brenno. Z tą sprawą łatwo sobie poradzisz. Ze mną jednak pójdzie ci znacznie 

trudniej.

- Zaczynasz zachowywać się tak, jak ten wstrętny typ z kart twojej książki! - Brenna była 

już tak rozzłoszczona, że przestała panować nas sobą. Zbyt wiele rzeczy działo się równocześnie, i 

to za sprawą Rydera!

- A może jest przeciwnie? Może to on postępuje tak, jak ja? - spytał.

65

background image

- Nie jestem seksowną rudą dziewczyną! Nie padnę na twarz przed jakimś prymitywnym 

supermanem, co to uważa, że każda kobieta, na którą spojrzy, powinna mu się natychmiast oddać, 

duszą i ciałem!

Po   tej   tyradzie   Ryder   nie   odezwał   się   ani   słowem.   Uniósł   tylko   brwi   i   ten   jego   gest 

wystarczył, by twarz Brenny zalała się nagle rumieńcem. Przecież raz już uległa Ryderowi! I temu 

zaprzeczyć się nie da.

Nabrała powietrza i z godnością uniosła głowę.

- Uważam, że nie ma sensu kontynuować tej dyskusji. Wracam do domu. Cóż to był za 

cholernie wesoły dzień!

Odwróciła się na pięcie i brnąc przez głęboki piach ruszyła w stronę grupy sosen, za którymi 

znajdowały się domki. Starała się iść wolno i spokojnie. Nie da satysfakcji Ryderowi i uciekać 

przed nim nie będzie. Po przeżyciach ostatnich godzin odczuwa teraz niesmak, irytację i złość, ale 

tego prymitywnego mężczyzny przecież się nie obawia!

- Brenno!

To jedno słowo zabrzmiało w jej uszach jak trzaśniecie bicza. Odwróciła się powoli i stanęła 

twarzą w twarz z Ryderem.

- Nie wydawaj mi poleceń - powiedziała opanowanym głosem.

- Nie wydaję. Wykrzyknąłem tylko twoje imię - odrzekł równie spokojnie. - Nie musisz się 

mnie obawiać. I nie bój się siebie.

Brenna stała teraz nieruchomo i patrzyła na Rydera.

- Wczorajsza noc już się nie powtórzy - powiedziała zwilżywszy językiem zaschnięte z 

emocji wargi.

- Zgoda. Jeśli tego chcesz. - Ryder zatrzymał się o krok od Brenny.

- Przepraszam za to, co wtedy się stało. Przykro mi, że opacznie pojąłeś moje zachowanie.

- Mylisz się.

- Proszę, nie zaczynaj wszystkiego od początku.

- Dobrze. Będę milczał.

- Złoszczę cię?

- Nie. Jedynie prowokujesz.

- Co zamierzasz zrobić? - spytała słabym głosem.

- Tak długo będę cię molestował, aż mi ulegniesz.

- Grozisz?

- Nie. Wrócę do twego łóżka dopiero wtedy, kiedy sama o to poprosisz.

66

background image

Odetchnęła głęboko. Była na razie bezpieczna. Ryder nie rzucał słów na wiatr. Zrobiło się 

jej jednak trochę przykro, że go rozczarowała. Wspólnie spędzona noc miała dla niej znaczenie i 

uczciwość nakazywała mu o tym powiedzieć.

- Słuchaj. A co do tamtej nocy... - zaczęła niepewnie. Trudno było dobrać właściwe słowa.

- Zostawmy ten temat w spokoju - szorstko przerwał jej Ryder.

- Czemu? Dlatego, że to, co się zdarzyło, odmiennie oceniamy?

- Świetnie wiesz, że ja mam rację. Nie chcesz mi jej przyznać. Nie szkodzi. Zrobisz to 

niebawem.  Poczekam.  - Wyciągnął  rękę do Brenny.  - Zapraszam  na przedwieczornego  drinka, 

kolację i konwersację na tematy czysto filozoficzne. - Uśmiechnął się mile.

Tylko przez chwilę Brenna wahała się, czy przyjąć wyciągniętą dłoń. W tym momencie 

poczuła, jak bardzo jest zmęczona. Z ulgą powitała koniec przykrej rozmowy i propozycję Rydera.

- Dziękuję za zaproszenie - odrzekła powoli. Ale gdy jego palce zacisnęły się lekko na jej 

dłoni, nabrała głęboko powietrza i, nie mogąc oprzeć się pokusie odwetu, powtórzyła z uporem: - 

Nie powinieneś uderzyć Damona. Nigdy nie wolno odpowiadać przemocą.

- Wierz mi, niekiedy to dobra metoda. - Uśmiechnął się blado. - Sama od czasu do czasu 

musisz przecież tęsknić do czegoś definitywnego. W tych filozoficznych dociekaniach, którymi się 

zajmujesz, jest przecież tyle nierozstrzygalnego...

Ruszyli w stronę domku Rydera.

- Czy coś już postanowiłaś w sprawie dalszej pracy? - zapytał po chwili.

-   Jeszcze   nic.   I   nie   wiem,   co   zrobię.   Po   moich   dzisiejszych   wyczynach,   po   tym,   jak 

obraziłam Damona, mam podstawy sądzić, że spaliłam za sobą wszystkie mosty. - Brenna zagryzła 

wargi. Narozrabiała co niemiara. Najgorsze było jednak to, że nie potrafiła określić swego stosunku 

do całej tej sprawy.

- To, że mu przyłożyłem, pogorszyło jeszcze sytuację. Sądzisz, że wyrzuci cię z college'u 

lub sprawi, że się ciebie pozbędą?

- Nie sądzę, by potrafił posunąć się aż tak daleko, ale... - urwała.

- Ale może utrudnić ci życie?

- Tak - odparła zgodnie z prawdą.

- Najważniejsze jest to, że go nie kochasz.

- Przecież miłość, jak twierdzisz, to uczucie bezsensowne i sentymentalne. Dlaczego więc 

wypowiadasz się na ten temat?

- Gdybyś kochała Fieldinga, nie poszłabyś ze mną do łóżka.

Brenna   pokiwała   bezradnie   głową.   Ryder   był   tak   bezgranicznie   pewny   siebie!   Dalsza 

dyskusja z nim na ten temat nie miała żadnego sensu.

67

background image

Brenna ostatnio nie rozważała swego stosunku do Damona. Od chwili, w której obudziła się 

dziś w pustym łóżku, wszystkie jej myśli skupiały się bez przerwy wokół Rydera. I on kierował 

wszystkimi jej krokami.

Postanowiła   przestać   analizować   to,   co   się   ostatnio   wydarzyło,   i   tego   wieczoru   bez 

wewnętrznych   oporów   nie   tylko   zgodzić   się   na   towarzystwo   Rydera,   lecz   także   mu   się 

podporządkować. Było to dla Brenny zupełnie nowe odczucie, gdyż, odkąd pamiętała, zawsze brała 

na siebie odpowiedzialność za wszystko, zwłaszcza zaś za brata i swoje zawodowe życie. To było 

normalne i innej sytuacji w ogóle sobie dotychczas nie wyobrażała.

Kilka   godzin   później,   usadowiona   wygodnie   w   kącie   kanapy,   wpatrywała   się   w   ogień 

płonący na kominku i sączyła wyborną brandy.

Przez cały wieczór rozmawiali z Ryderem tylko o filozofii i postaciach występujących w 

jego książkach. Brenna była rozluźniona i pogodna. Odczuwała radość życia.

Ryder, siedzący na drugim końcu kanapy, uniósł kieliszek.

- Wypijmy za następną idealną noc.

Zrelaksowana Brenna spojrzała na niego z lekkim uśmiechem.

- Idealną. Nawet wtedy, kiedy spędzisz ją sam, we własnym łóżku? - spytała z żartobliwą 

zaczepką.

Po   raz   pierwszy  tego   miłego   spokojnego   wieczoru   padły  z   ust  obojga  słowa   na   temat, 

którego do tej pory starannie unikali. Brenna natychmiast pożałowała, że go podtrzymała.

-   We   własnym   łóżku   -   przytaknął   Ryder.   -   A   cóż   w   tym   złego?   Do   mojej   sypialni 

przynajmniej nie muszę wdrapywać się po schodach. - Zamilkł na chwilę i popatrzył uważnie na 

Brennę. - Czy rzeczywiście będę spał dziś sam? - zapytał łagodnie.

Nagle   zrobiło   się   jej   gorąco.   Mimo   napiętej   atmosfery,   która   się   wytworzyła,   Brenna 

postanowiła nadal prowadzić rozmowę w lekkim, żartobliwym tonie.

- Nie martw się, Ryderze. Jesteś dziś bezpieczny. Nikt nie zamierza cię uwodzić.

-   Wiesz,   że   nie   stronię   od   ryzyka.   Mam   podstawy   przypuszczać,   że   ty   też   się   go   nie 

obawiasz. - Uniósł się nieco na kanapie i na mały stolik z grubego pniaka odstawił kieliszek, który 

przez cały czas trzymał w ręku.

Brenna poczuła, jak mocno bije jej serce. Czy tylko z obawy przed Ryderem?

- Obiecałeś, że nie będziesz mnie ponaglał i poczekasz - przypomniała lekko schrypniętym 

głosem.

- Aha. - Kiwnął potakująco głową i dodał: - Poczekam. Na zaproszenie.

- Dziś zaproszenia się nie doczekasz. Nie licz na to. - Ręka, w której trzymała brandy, lekko 

zadrżała.

68

background image

- Czyżby? - Delikatnie przeciągnął opuszkiem palca po szyi Brenny. Jej złote oczy zalśniły 

nagle ciepłym blaskiem. - Czy zdobędziesz się na to, by zaprzeczyć temu, o czym przekonaliśmy 

się oboje ostatniej nocy? - zapytał łagodnie.

- Zamierzasz uwodzić mnie dalej za pomocą rozmów o filozofii i tej dobrej brandy?

-   Nie.   To   ty   mnie   znów   kokietujesz   i   prowokujesz.   Nawet   sama   rozmowa   z   tobą   jest 

podniecająca.

Dużym wysiłkiem woli Brenna podniosła się z kanapy.

- Będzie lepiej, jeśli już sobie pójdę. Dobranoc. Za kolację bardzo dziękuję.

Odwróciła się i ciężkim krokiem zaczęła iść w stronę drzwi.

Kiedy dotykała ręką zamka, Ryder znalazł się obok niej.

- Muszę iść. - Spuściła wzrok i patrzyła na palce zaciśnięte wokół klamki.

- Wcale cię nie zatrzymuję.

- Ale też mi nie pomagasz! - Podniosła głowę i spojrzała złym wzrokiem na Rydera.

- Za dużo ode mnie żądasz...

Brenna otworzyła szeroko drzwi i zatrzymała się tuż za progiem, patrząc w ciemną noc. 

Czego ja właściwie chcę? pomyślała nagle. Na spędzenie jeszcze jednej nocy z Ryderem zgodzić 

się nie mogła. Ryzyko byłoby zbyt duże.

- Posłuchaj mnie wreszcie. Naprawdę, nie mogę zostać. A co do poprzedniej nocy, to musisz 

wiedzieć, że... Och!

Jednym  zwinnym  ruchem Ryder  znalazł  się przy Brennie. Nie słyszała,  jak się zbliża i 

odwracając się wpadła w jego ramiona. Bez słowa stała teraz nieruchomo. Podniosła na Rydera 

szeroko otwarte oczy. Patrzył na nią wzrokiem pełnym pożądania.

- Ostatnia noc - powiedział łagodnie - była idealna. Dzisiejsza też stanie się doskonała.

Porwał Brennę na ręce, odwrócił się i wniósł ją do środka, jednym ruchem ciała zatrzaskując 

za   sobą   drzwi.   Po   chwili   znaleźli   się   w   kręgu   ciepła   promieniującego   od   żywicznych   szczap 

płonących na kominku.

69

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Ryder   usiadł   na   kanapie,   nadal   trzymając   Brennę   na   rękach.   Przez   chwilę   bez   słowa 

przytulał ją do siebie. Oparła głowę o jego ramię. Pragnął tej kobiety, a ona pożądała jego.

Zrobiło się jej lekko na duszy. Odsunęła od siebie wszystkie myśli i poddała się urokowi 

zarówno nocy, jak i mężczyzny, który trzymał ją mocno w ramionach,

- A więc, moja pani, czy dostanę zaproszenie? - zapytał.

- Wygląda na to, że sam je sobie załatwiłeś.

- Musisz potwierdzić. Nie chcę, żebyś miała jakiekolwiek wątpliwości.

- Co do tego, kto kogo uwodzi? - zażartowała.

- Tak - padła odpowiedź serio.

- Ryderze, zwolnij mnie teraz z podejmowania decyzji. Cały dzień ich świadomie unikałam i 

nie chciałabym zaczynać.

- Rozumiem. Życzysz sobie, abym tym razem decydował za nas oboje.

- Wygląda na to, że masz do czynienia z kobietą o słabym charakterze.

- Nie jesteś słaba, ale łatwo cię skrzywdzić. - Uśmiechnął się i przeciągnął ręką po ciemnych 

włosach   Brenny.   -   A   więc   jesteś   gotowa   mi   zaufać?   Sądzisz,   że   postąpię   właściwie?   Wiesz 

przecież, że jestem głęboko przekonany, iż należymy do siebie.

-   Nie   mów   tak,   proszę!   -   wykrzyknęła   cichutko.   -   Nie   chcę   myśleć   teraz   o   żadnych 

zobowiązaniach!

- W porządku... - Czubkiem języka  dotknął ucha Brenny.  - Ale gdy obudzisz się rano, 

pamiętaj, że za tę noc odpowiedzialnością obciążyłaś mnie.

Brenna nie odrzekła  już nic więcej. Pod wpływem pieszczot rozluźniała się coraz bardziej. 

Czuła się bezpieczna i pożądana. Były to wspaniałe doznania. Dotknęła policzka mężczyzny,  a 

następnie przesunęła dłoń w dół, aż pod szyję, i zaczęła rozpinać guziki od koszuli. Ryder pieścił 

oddechem jej ucho. Rękę położył na piersi.

Gdy zaczął ją głaskać przez bluzkę, cicho zajęczała.

- Ryderze, och, Ryderze!

- Tak dobrze jest cię dotykać - szepnął stłumionym głosem. Rozpiął bluzkę Brenny i wsunął 

pod   nią   rękę.   -   Dziękuję   ci,   słodka   dziewczyno,   za   to,   że   obdarzyłaś   mnie   dziś   zaufaniem. 

Zapewniam cię, że tej decyzji nie pożałujesz.

70

background image

Brenna przycisnęła  wargi do szyi  Rydera.  Było  tak dobrze, a pieszczoty coraz bardziej 

wzmagały jej pożądanie. Ręką wsuniętą pod rozpiętą koszulę gładziła teraz jego umięśniony tors. 

Po chwili dłoń Brenny zsunęła się jeszcze niżej. Ryder drgnął gwałtownie.

- Sama widzisz, co ze mną robisz! Niełatwo mężczyźnie zachowywać się spokojnie wtedy, 

kiedy aż tak pożąda kobiety!

Te   słowa,   wypowiedziane   szorstkim   zmysłowym   tonem,   sprawiły   Brennie   wielką 

przyjemność. W jej oczach zapaliły się wesołe ogniki.

- Jesteś czarodziejką - mówił dalej Ryder. - Ale pamiętaj, że na tę noc mnie przekazałaś 

władzę.

Uśmiechnęła się i złożyła usta do pocałunku. Ryder wpił się w nie mocno. Nie przerywając 

pieszczoty, powoli zsunął Brennę z kolan na poduszki kanapy i przycisnął mocno całym ciałem.

Po chwili uniósł się i ściągnął z dziewczyny bluzkę, a z siebie koszulę. Położył rozpaloną 

dłoń na jej płaskim, ukrytym w dżinsach brzuchu. Ich oczy się spotkały.

- Powiedz, że mnie pragniesz - powiedział łagodnymi głosem.

- Pożądam cię, Ryderze - odpowiedziała Brenna, zwilżając językiem zaschnięte wargi.

Rozebrał ją powoli. Leżała teraz przed nim obnażona i skąpana w świetle migocących blaski 

w   ognia   padających   z   kominka.   Ukląkł   obok   kanapy   i   gładził   jej   ciało.   Gdy   pochylił   się,   by 

pocałować naprężone piersi, przywarła do niego z całej siły.

- Chodź do mnie, słodka dziewczyno - szepnął Ryder. - Pragnę mieć cię całą bardzo, ale to 

bardzo blisko. - Położył się na dywanie i pociągnął Brennę za sobą, tak że przykryła go ciałem. 

Szybko   pojęła   jego   zamiary.   To,   co   nastąpiło,   było   dla   niej   czymś   zupełnie   nowym   i 

zachwycającym. Sprawdzała teraz, na ile może podniecić Rydera, zanim straci on panowanie nad 

sobą.

Przyciągnął Brennę mocno do siebie i zaczął całować jej wargi, równocześnie przesuwając 

rękę wzdłuż ud.

- Chodź do mnie, moja słodka. I weź mnie sobie.

Ogarnęła ich gorączka. Stali się jednością i zamknęli we własnym świecie. Połączył  ich 

także jeden krzyk spełnienia. Po dłuższej chwili, gdy już leżeli obok siebie, Brenna usłyszała szept:

- Cudownie odpowiadasz na wszystkie pieszczoty.  Płoniesz w moich objęciach. Brenno, 

jesteś dla mnie stworzona. Należysz do mnie. Jeszcze nigdy nie byłem tak... tak...

- Zaborczy? Wymagający? Irracjonalnie zazdrosny? - podpowiadała.

-   Wyjęłaś   mi   z   ust   te   słowa.   I   dobrzeje   zapamiętaj.   Będę   kochankiem   zaborczym, 

wymagającym i zazdrosnym. Z góry cię ostrzegam.

71

background image

-   Mimo   tych   wszystkich   okropnych   wad,   które   właśnie   wymieniłeś,   masz   chyba   jakieś 

zalety. - Brenna próbowała żartować, lecz nie najlepiej jej się to udawało. Spoważniała i mówiła 

dalej: - Nigdy przedtem nie wiedziałam, jak to jest, gdy człowieka ogarną płomienie...

- Och, Brenno!

Przyciągnął   ją   do   siebie,   tulił   i   głaskał.   W   pieszczocie   tej   było   wiele   czułości,   która 

wzruszyła Brennę. Zaspokojeni, leżeli objęci i patrzyli w ogień dogorywający na kominku.

Upłynęło wiele czasu, zanim Ryder podniósł się i zaprowadził dziewczynę do sypialni.

- Popełniłem błąd. Gdy pierwszej nocy dostałaś się tutaj przez okno, nie powinienem cię w 

ogóle wypuszczać - powiedział, kiedy kładli się obok siebie. - Wszystko byłoby wówczas prostsze.

Następnego ranka Brenna obudziła się ze świadomością, że nic nie jest i nie będzie proste. 

Myślami wróciła do realnego świata.

Tej nocy Ryder dał Brennie, za jej pełnym przyzwoleniem, tak mocne i wspaniałe odczucia, 

jakich nigdy przedtem nie doznawała. Była szczęśliwa, że mu uległa.

Teraz jednak, wraz z rozpoczynającym się nowym dniem, musiała znów zająć się swymi 

problemami wymagającymi rozstrzygnięcia.

Zobaczyła, że Ryder się obudził. Przyglądał się jej teraz spod półprzymkniętych powiek i 

przyciągał do siebie, by pocałować.

- Pasujesz do mojego łóżka, Brenno. Świetnie w nim wyglądasz.

Patrząc na uśmiechniętego i zadowolonego Rydera, uprzytomniła sobie nagle, że jest o krok 

od zakochania się w nim na dobre i natychmiast włączyła mechanizm obrony. To niemożliwe! Nie 

mogę się zakochać w tak nieodpowiednim dla mnie mężczyźnie!

- Sam też wyglądałbyś nie najgorzej, gdybyś wreszcie przestał wlepiać we mnie oczy z miną

zachwyconego sobą samca.

Uwolniła się z objęć Rydera i usiadła na brzegu łóżka.

- Odczułem ulgę, że nie będę musiał już więcej błagać cię o względy. - Podciągnął poduszkę 

i oparł się o nią plecami.

Dlaczego to wszystko musiało mi się przydarzyć z takim właśnie mężczyzną? Dlaczego na 

miejscu Rydera nie znajduje się teraz ktoś pokroju Damona.

- Prawdziwy dżentelmen zawsze czeka na zaproszenie - upomniała Rydera.

- Nie wtedy, kiedy dama ceduje na niego odpowiedzialność za noc. Tak przecież zrobiłaś, 

Brenny Llewellyn!

- Tylko na jedną noc!

- Nie. Na zawsze - oświadczył z głębokim przekonaniem.

72

background image

O niebiosa! Co ja mam robić z Ryderem? Zastanawiała się Brenna. Muszę to wszystko 

spokojnie przemyśleć, z dala od niego i jego sypialni.

- Nie spodziewaj się po mnie zbyt wiele - ostrzegła.

Ryder roześmiał się głośno. Nadal pełnym zachwytu wzrokiem patrzył na dziewczynę.

- Stanę się jedynym  mężczyzną  w twym  życiu.  I będę miał zawsze te prawa, które mi 

wczoraj przyznałaś.

- Chcesz zbyt wiele.

Wyglądało na to, że Ryder nie zauważa złego nastroju Brenny. Sam był w doskonałym, 

wręcz niefrasobliwym humorze.

- Nie wygrasz ze mną. Jestem od ciebie większy.

Próbuje się ze mną przekomarzać, pomyślała. Postanowiła wziąć się w garść. To, że Ryder 

jest w żartobliwym nastroju, nie powinno jej wyprowadzać z równowagi.

- Duże rozmiary nie zawsze są zaletą. Przypomnij sobie dinozaury.

- Kiepska analogia. Oprócz krzepy fizycznej mam także rozum - przechwalał się Ryder. 

Podniósł się zwinnie z łóżka, złapał Brennę wpół i przerzucił ją sobie przez ramię.

- Co robisz? - wykrzyknęła. - Puść mnie natychmiast!

- Zaraz cię nauczę, jak szorować mi plecy. - Zaczął iść w stronę łazienki. - Od dawna marzę 

o własnej dziewczynie, która by to robiła codziennie.

- Cóż za fantazja! - Brenna z rozmysłem wbiła paznokcie w plecy Rydera.

- Oj - jęknął i szybko się zemścił, klepiąc ją w obnażony pośladek.

W łazience odkręcił kurek z wodą do prysznicu i nie puszczając Brenny wszedł wraz z nią 

pod strumień wody.

- To idiotyczne! - warknęła.

- Nic nie mów i szybko zaczynaj mnie szorować.

Dopiero po godzinie udało się Brennie pozbyć towarzystwa niefrasobliwego i rozbawionego 

Rydera. Przekonała go wreszcie, że musi wrócić do siebie, by się przebrać.

- Jeśli przestaniesz znęcać się tak nade mną, to być może zrobię ci śniadanie - dodała. Ta 

myśl zrobiła jej przyjemność, a poza tym uznała, że powinna wreszcie zrewanżować się Ryderowi 

za ciągłe dokarmianie.

- Zgoda. - Klepnął ją czule.

Uciekła. Przygotowując śniadanie nie przestawała myśleć. Co począć? pytała samą siebie. 

Nie mogę przecież zakochać się na dobre w tak obcesowym i prymitywnym człowieku jak Ryder 

Sterne.   W   mężczyźnie,   który   nie   ma   pojęcia   o  tym,   co   to   miłość,   i   uważa   to   uczucie   za   coś 

bezsensownego i sentymentalnego! A może powinnam potraktować tę znajomość jak urlopowy 

73

background image

romans? Brenna zagryzła wargi. Nie, to nie wchodziło w rachubę. O rosnącym uczuciu do tego 

nieznośnego mężczyzny nie potrafię myśleć w kategoriach letniej przygody.

W tym momencie usłyszała pukanie do drzwi. Dlaczego Ryder zaczyna nagle zachowywać 

się tak oficjalnie? Rozbawiło ją to i z uśmiechem na ustach otworzyła drzwi.

Na progu stał zupełnie ktoś inny. Craig!

- Kochany!  - wykrzyknęła Brenna na widok szczupłego młodzieńca i rzuciła mu się na 

szyję. - Jak to cudownie, że cię widzę! Zostaniesz kilka dni? - Obejmując czule brata cofnęła się w 

głąb mieszkania. - Akurat trafiłeś na śniadanie. Wchodź.

- Piękne dzięki. Wiesz, że jedzenia nigdy nie odmawiam. Jak ci się tutaj powodzi? Jesteś 

zadowolona z urlopu? - Odziedziczył po rodzicach ciemnobrązowe włosy, a w jego bursztynowych 

oczach, podobnie jak u siostry, zapalały się wesołe złote ogniki.

Brenna uważała, że Craig jest przystojny. Był szczupły i zgrabny, a jego młodzieńcza twarz 

nabierała   już   ostrzejszych   rysów   dojrzałego   mężczyzny.   Wiedziała,   że   brat   ma   powodzenie   u 

dziewczyn, ale o żadnej jeszcze nie myślał poważnie. Wprawdzie w dniu matury przyszedł do 

domu przekonany, że zakochał się po uszy, ale po tygodniu przestał już myśleć o dziewczynie, w 

której się zadurzył. Na szczęście, pomyślała Brenna. Była wtedy za to bardzo wdzięczna losowi.

- Co w Berkeley? O ile wiem, w tym roku masz na uczelni także zajęcia w lecie.

- Wszystko w porządku - odpowiedział Craig, sadowiąc się przy stole.

Brenna krzątała się przy kuchni, przygotowując śniadanie. W słowach brata wyczuła jakąś 

niepokojącą nutę.

- Cieszę się, że przyjechałeś - odezwała się po chwili. - Ale w jaki sposób udało ci się 

wyrwać   w   samym   środku   tygodnia?   Byłam   przekonana,   że   masz   wiele   pracy.   Wiem,   jak 

intensywne bywają zajęcia organizowane w lecie.

- Jestem tu po to, żeby porozmawiać z tobą o... o przyszłym roku - odrzekł powoli Craig.

Brenna wyciągała właśnie z szuflady dodatkowe sztućce dla brata. Jego słowa zwiększyły 

jej narastający niepokój.

- O co chodzi? - spytała prostując plecy.

- Jesienią nie wracam do Berkeley. Rzucam naukę.

- Nie możesz tego zrobić! Zwłaszcza teraz, kiedy masz tak blisko do końca. Nie możesz!

Podeszła do stołu i przerażona tym, co usłyszała, usiadła naprzeciw brata. Patrzyli na siebie 

w milczeniu.

- Musisz mnie zrozumieć - zaczął po chwili Craig. - Mam już dość nauki. Chcę podróżować, 

zobaczyć kawałek świata. Udało mi się dostać robotę na frachtowcu. Zaczynam za kilka tygodni.

- Na statku? - spytała z niedowierzaniem Brenna.

74

background image

- Nawet nie masz pojęcia, jaka to okazja! - wykrzyknął z entuzjazmem. - O czymś takim od 

dawna marzyłem. Ostatnio w Berkeley marnowałem tylko czas.

-   Powinieneś   skończyć   studia!   Tak   niewiele   masz   do   końca!   Wiesz   przecież,   że 

wykształcenie to rzecz najważniejsza. Nie wolno ci rzucać nauki. Pomyśl, masz przed sobą tylko 

rok!

- I co mi z tego przyjdzie? Sama dobrze wiesz, że po to, by się w życiu jakoś sensownie 

ustawić, jako absolwent wydziału historii, musiałbym się zdecydować na studia podyplomowe. Na 

myśl o dalszych latach nauki niedobrze mi się robi!

-   To   znacznie   lepsze   niż   pływanie   na   jakimś   przeklętym   statku!   Craigu,   oprzytomniej! 

Chcesz popełnić szaleństwo!

Brat nie odezwał się więcej. Oboje siedzieli w milczeniu, ze spuszczonymi głowami. Brenna 

wiedziała, że Craig decyzji nie zmieni, i chciało się jej płakać z rozpaczy. Zajść tak daleko i się 

poddawać? Ten chłopak źle robi. Trzeba mu to koniecznie wyperswadować.

- Proszę cię, braciszku. Poczekaj rok. Wtedy postanowisz, co dalej. W każdym bądź razie 

zdobędziesz już jakieś kwalifikacje. Będzie ci łatwiej, jeśli zmienisz zdanie i zdecydujesz się na 

ustabilizowane życie.

- Na studia mogę przecież wrócić, kiedy tylko zechcę.

Byli tak zajęci rozmową, że nie usłyszeli odgłosu otwieranych drzwi. Zza pleców Craiga 

dobiegł ich nagle donośny głos Rydera:

- Wchodzi ci już w krew, moja pani, przyjmować śniadaniem obcych mężczyzn. Nie jestem 

tym zachwycony.

- Słuchaj - zaczęła szybko Brenna. - To jest...

W tym  momencie  Craig podniósł się od stołu i zwrócił się w stronę nowo przybyłego. 

Wyglądał tak, jakby wejście obcego mężczyzny nie wywarło na nim żadnego wrażenia. Dobrze 

znając porywczość brata, Brenna wiedziała jednak, że może on ostro zareagować na odezwanie się 

Rydera.

-   Nazywam   się   Craig   Llewellyn.   -   Spokojnie   odczekał   chwilę,   aż   gość   dobrze   mu   się 

przyjrzy. - Brenna jest moją siostrą.

- Jesteście do siebie podobni - stwierdził Ryder. Atmosfera zelżała, gdy z przepraszającym 

gestem wyciągnął rękę do Craiga. - Nazywam się Ryder Sterne.

Chłopak uścisnął wyciągniętą dłoń i z uśmieszkiem na ustach zapytał:

- A właściwie, co upoważnia pana do tego, żeby interesować się mężczyznami, których 

przyjmuje śniadaniem moja siostra?

- Craigu! - wykrzyknęła Brenna, zaskoczona odezwaniem się brata.

75

background image

- Możesz być zupełnie spokojny, mam do tego pełne prawo - odrzekł niewzruszony Ryder. 

Siadając swobodnie na krześle i niefrasobliwie uśmiechając się do rozzłoszczonej Brenny, zaczął 

udzielać dalszych informacji: - Bo widzisz, chłopcze, sprawa ma się tak, Brenna do mnie należy.

- Nie słuchaj go, Craigu. Od samego rana Ryder tak okropnie dziś się zachowuje.

- Powiadasz, że od samego rana? - Mówiąc te słowa Craig uniósł znacząco jedną brew i 

spojrzał z dziwną miną na siostrę, a zaraz potem przeniósł wzrok na gościa.

Brenna uprzytomniła sobie nagle, że w jej stosunkach z bratem zaczynają zmieniać się role. 

Po raz pierwszy w życiu Craig oceniał jej postępowanie. Zrobiła się purpurowa. Szybko poderwała 

się od stołu.

- Czy któryś z was ma ochotę na herbatę? - spytała sztywnym głosem.

- Brenna jest trochę skrępowana powstałą sytuacją - wyjaśnił gość Craigowi.

- To jasne. - Młodszy brat Brenny pokiwał ze zrozumieniem głową, kątem oka przyglądając 

się Ryderowi. - Dobrze ją rozumiem. Mężczyźni, z którymi spotyka się moja siostra i którzy nią się 

interesują nie mają zwyczaju opowiadać wszem i wobec, że do nich należy. W środowisku Brenny 

to nie uchodzi. Jej znajomi inaczej się zachowują.

- Pytałam, czy ktoś chce herbaty! - niemal wrzasnęła Brenna.

- Proszę - odrzekł Ryder. - Twój brat pewnie też chętnie się napije. - Kiedy odwróciła się 

tyłem  do stołu, żeby sięgnąć po czajnik, zwrócił się do Craiga i z zainteresowaniem  w głosie 

zapytał: - A jak tacy faceci się zachowują? Czy możesz mi powiedzieć?

- Prawdę powiedziawszy, w życiu mej siostry właściwie nie było żadnego mężczyzny - po 

chwili namysłu zreflektował się Craig. - Kiedy chodziłem jeszcze do liceum, Brenna prowadziła 

dom. Były to też początki jej pracy w college'u. Miała ręce pełne roboty i na życie towarzyskie nie 

starczało czasu. Potem poznałem ze dwóch jej kolegów, z którymi się spotykała. Byli zagorzałymi 

zwolennikami   związków   partnerskich,   na   równych   prawach,   i   łączenia   się   ludzi   o   wspólnych 

intelektualnych zainteresowaniach. Nigdy nie powiedzieliby o kobiecie, że do nich należy. Coś tak 

prymitywnego  i niedzisiejszego nie przyszłoby im w ogóle do głowy.  Uznając w małżeństwie 

koleżeńskie stosunki, pewnie pół roku po ślubie zaczęliby romansować ze swymi studentkami.

- Dość tego. - Z pobladłą twarzą Brenna podeszła do brata. - Zamknij się wreszcie!

- Przepraszam, siostrzyczko. Nie chciałem cię urazić. - Dopiero teraz zobaczył, jak bardzo 

jest zmieszana i zdenerwowana. - Już masz jedno zmartwienie, nie powinienem przysparzać ci 

więcej kłopotów.

- Jakie ma zmartwienie? - spytał Ryder.

- To sprawa osobista. Moja i Craiga - powiedziała ostro Brenna.

- Jeśli czymś się zamartwiasz, będzie lepiej, gdy od razu powiesz mi, o co chodzi.

76

background image

Brenna czuła, że Ryder uważnie się jej przygląda, ale nawet nie spojrzała w jego stronę.

- Nie chcę o tym mówić - odrzekła sucho.

- Czy masz jakiś kłopot? - Ryder zwrócił się do Craiga.

- Nie. Tylko rzucam studia. Przyjechałem, żeby siostrze o tym powiedzieć.

- I dlatego się martwi? A co zamierzasz dalej robić?

Brenna   postawiła   jedzenie   na   stole   i  szklanym   wzrokiem   popatrzyła   na   obu  mężczyzn. 

Wyglądało   na   to,   że   wyłączyli   ją   z   rozmowy.   Być   może   zrobiła   to   sama,   nie   godząc   się   na 

omawianie przy Ryderze spraw brata.

Po   krótkim   wahaniu,   Craig   opowiedział   Ryderowi   o   swoich   postanowieniach.   Kiedy 

skończył, wyprostował się na krześle. Wyglądało na to, że czeka na opinię gościa.

Ryder oparł łokcie o blat stołu i popatrzył uważnie na młodego człowieka.

- Jesteś przekonany, że właśnie tak chcesz zrobić?

- Jestem - odrzekł Craig. Nie patrzył  w stronę Brenny,  która stała nieruchomo w głębi 

kuchni.

- Jak nazywają się linie, do których należy frachtowiec? - pytał dalej Ryder.

Craig podał nazwę, a gość pokiwał w zamyśleniu głową.

- Swego czasu o nich słyszałem. Czy masz jakieś pojecie o pracy na morzu?

- Niewielkie - przyznał Craig. - Powiedziano mi, że przejdę odpowiednie przeszkolenie.

- O tak. Jestem pewien, że dostaniesz dobrą szkołę. To ciężka robota.

- Wiem.

- A czy w ogóle kiedyś pływałeś?

- Właściwie nie.

- Na pewno to ci się spodoba - spokojnym głosem powiedział Ryder. - Tylko pamiętaj o 

jednym. Jeśli będziesz miał dość, w każdej chwili możesz rzucić tę robotę. Gdybyś zaciągnął się do 

wojska, byłoby to znacznie trudniejsze.

Po tych słowach Rydera, na twarzy Craiga odmalowała się wyraźna ulga.

- Zapamiętam. A czy robił pan kiedyś coś podobnego?

- Trochę podróżowałem. Przekonanie się na własne oczy, jak funkcjonuje reszta świata, jest 

bardzo pouczające. Być może warte tyle, co pięć czy nawet dziesięć lat przebywania w szkole.

- Mam dość! Koniec tej rozmowy! - Brenna nie posiadała się ze złości. - Craigu, to, co 

chcesz zrobić, jest idiotyzmem i dobrze o tym wiesz. A tobie - zwróciła się do Rydera - nie wolno 

go zachęcać. Nie masz prawa wtrącać się w nasze sprawy rodzinne.

77

background image

-   Nie   masz   racji.   Wszystko,   co   dotyczy   ciebie,   żywo   obchodzi   mnie.   Craig   powinien 

samodzielnie   podejmować   decyzje.   Jest   wprawdzie   twoim   młodszym   bratem,   lecz   także   już 

mężczyzną. Sam musi postanowić, co chce robić dalej.

- Czy ty nic nie rozumiesz? - wybuchnęła zgnębiona Brenna. - Do końca studiów pozostał 

mu zaledwie rok! Powinien je skończyć! W przeciwnym razie, co się z nim stanie? Co z nim 

będzie, gdy wyjedzie? A jak wpakuje się w takie kłopoty, jak syn Gardnerów? - pytała z rozpaczą w 

głosie.

- Wtedy pojadę po Craiga i ci go dostarczę – odrzekł spokojnie Ryder.

Brenna popatrzyła na niego wzrokiem pełnym smutku. Odwróciła się i bez słowa wyszła z 

domu.

78

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Ani Craig, ani Ryder nie próbowali pocieszać Brenny, bądź przemawiać jej do rozsądku. 

Była im za to wdzięczna. Potrzebowała teraz spokoju. Musiała wszystko przemyśleć i pogodzić się 

z nową sytuacją. Przez wiele lat niemal jak matka czuła się odpowiedzialna za losy młodszego 

brata. Ale co teraz stanie się z Craigiem?

Brennie stanęły łzy w oczach. Wsunęła ręce do kieszeni i zaczęła wpatrywać się w spokojne 

wody jeziora. Z miejsca, do którego doszła, domków nie było widać.

Craig jest przecież dorosły, powtarzała sobie. Nie ma jeszcze doświadczenia, lecz już jest 

mężczyzną.   Ryder  miał  rację,  gdy kilka   dni temu   zwrócił  jej   uwagę,  że  o  bracie  mówi  jak o 

dziecku. Nawet matki muszą się pogodzić z tym, że pewnego dnia synowie staną się dorosłymi 

ludźmi.   Brenna   przestała   być   opiekunką   brata.   Pragnęła,   żeby   zostali   przyjaciółmi.   Byłoby 

bezsensowne, gdyby w stosunkach z Craigiem nadal chciała pozostawić sobie dominującą pozycję 

starszej siostry.

Dominującą? Dopiero dziś, po tym jak podniosła głos na brata i powiedziała, że nie wolno 

mu rzucać studiów, zdała sobie sprawę, iż taką właśnie rolę odgrywała dotychczas w stosunku do 

niego. Zbyt długo przypisywała ją sobie, zbyt długo czuła się za niego odpowiedzialna.

Craig przyjechał nad jezioro Tahoe nie po to, by wysłuchać rad siostry. Chciał tylko ją 

poinformować o powziętej decyzji.

Przypomniała sobie przerażającą historię o synu Gardnerów i aż się wzdrygnęła. Pracując na 

statku, Craig nieraz znajdzie się w trudnej sytuacji. A jeśli wpadnie w poważne tarapaty? Co wtedy 

z nim się stanie? Bujna wyobraźnia Brenny pracowała na jej niekorzyść.

Musi położyć kres tym rozważaniom. Craig nie jest Evanem Gardnerem. Nie buntuje się 

przeciw   życiu,   lecz  chce   go po  prostu  zakosztować.   A  jeśli  coś   mu  się  stanie,   były  najemnik 

wyciągnie go z opresji i przywiezie do domu. Nie było powodu, żeby nie dowierzać Ryderowi.

Ostatni raz popatrzyła na jezioro i ruszyła z powrotem.

W domku nie było nikogo. Craig i Ryder skończyli śniadanie. Stos brudnych naczyń piętrzył 

się w zlewie. Brenna zaczęła przygotowywać sobie coś do zjedzenia, kiedy przez okno zobaczyła 

obu mężczyzn stojących na wprost tarczy strzelniczej.

Ryder pokazywał różne sposoby strzelania z łuku. Było widać, że Craigowi cała ta zabawa 

bardzo się podoba. Mają ze sobą wiele wspólnego, uprzytomniła sobie Brenna.

79

background image

Obaj są energiczni, przedsiębiorczy i pewni siebie. Żyją zgodnie z własnymi kodeksami 

etycznymi,  w których honor i uczciwość zajmują poczesne miejsce. Tego rodzaju mężczyznom 

kobieta może ufać bez granic, lecz będzie musiała stale znosić ich przechwałki, zadziorność i inne 

podobne, typowo męskie wady. Brenna odwróciła się od okna i usiadła przy stole, żeby wreszcie 

zjeść śniadanie. Była już porządnie głodna.

Gdzieś   po   godzinie   zjawił   się   Craig.   Był   sam.   Pomna   swych   postanowień,   Brenna 

zachowywała się spokojnie. Obdarzyła brata ciepłym uśmiechem. Zobaczyła, że odetchnął z ulgą. 

Spojrzał na siostrę rozradowanym wzrokiem i usiadł naprzeciw niej przy stole.

- Będzie dobrze, siostrzyczko. Wszystko uzgodniłem z Ryderem. O nic się nie martw. Kiedy 

wyjadę, zatroszczy się o ciebie.

Brenna podniosła głowę.

- O czym ty mówisz? - spytała zdumiona.

- Odbyliśmy długą rozmowę. Ryder powiedział, co was łączy. Zaopiekuje się tobą. Nie będę 

musiał więcej się martwić, że poślubisz jakiegoś drętwego i nadętego faceta, jak Fielding.

- Posłuchaj. Nie wiem, co Ryder ci naopowiadał, ale wiedz jedno. Nic stałego nas nie łączy. 

To przelotna znajomość. W tej chwili zresztą twoje sprawy są znacznie ważniejsze. Stoisz przecież 

przed wielką życiową przygodą. Jeśli rzeczywiście chcesz jechać, dłużej nie będę protestowała.

- Dzięki, Brenno, że mnie zrozumiałaś. - Craig pochylił się w stronę siostry i uścisnął ją 

czule. - Dużo musi cię kosztować takie postanowienie. Wiem, że chciałabyś, abym wylądował w 

twoim   ukochanym   środowisku   akademickim.   Wybacz,   siostrzyczko,   ale   nie   dla   mnie   taka 

egzystencja.

- Od dwóch lat zdawałam sobie z tego sprawę. - Brenna westchnęła głęboko.

- Mężczyzna musi znaleźć sobie własne miejsce w życiu - poważnym głosem oświadczył 

Craig. - Czas żebym zaczął szukać.

Resztę dnia spędzili razem na miłej spokojnej rozmowie. To zżyte rodzeństwo miało sobie 

wiele   do powiedzenia.   Ryder   wykazał   niezwykłą   dla  niego  delikatność   i zostawił   ich  samych. 

Pojawił się dopiero wtedy, kiedy Craig poszedł po niego i zaprosił na kolację.

Wyjmując z piekarnika faszerowane pieczarki, Brenna zobaczyła, że Ryder rzuca jej krótkie 

badawcze spojrzenie. Pewnie chce się upewnić, czy pogodziła się już z decyzją brata.

- Cześć - powitała  go pogodnie. - Siadaj. Craig znakomicie  przyrządza  margaritę.  Jeśli 

zdobył   tę   umiejętność   w   Berkeley,   to   lepiej   nie   zgadywać,   czego   nauczy   się   na   morzach 

południowych! - Roześmiała się i gorącą tackę z pieczarkami odstawiła szybko na płytkę kuchenki.

- Margarita to świetny pomysł - z uznaniem w głosie powiedział Ryder. Gdy Brenna wniosła 

do pokoju gorącą zakąskę, siedział na krześle w pobliżu kominka.

80

background image

Mrugnąwszy porozumiewawczo do gościa, Craig wyszedł do kuchni. Brenna została sam na 

sam z Ryderem. Musiał przecież wiedzieć, że brat powtórzy jego obietnicę, że się nią zaopiekuje. 

Spojrzenie   srebrzystych   oczu   było   wymowne.   Ryder   pytał   ją   wzrokiem,   jak   przyjęła   to 

oświadczenie.

- Zapewniłeś Craiga, że podczas jego nieobecności nic mi się nie stanie - zaczęła oschłym 

tonem. Chciała od razu załatwić tę sprawę.

-   Martwił   się,   jak   sobie   poradzisz   -   odrzekł   spokojnie   Ryder,   sięgając   po   zakąskę. 

Spróbował. - Te grzyby są świetne. Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że jest to pierwszy posiłek, 

który dla mnie przyrządziłaś?

- Słuchaj, Craig ma mylne wyobrażenie o łączących nas stosunkach - ciągnęła Brenna, nie 

dając za wygraną.

-   Nie.   Nie   ma.   -   Spojrzał   na   wracającego   z   kuchni   młodego   człowieka.   Niósł   na   tacy 

dzbanek z margaritą i trzy szklanki, na brzegach których lśniły obwódki z kryształków soli. - Miło 

widzieć,   że   w   dzisiejszych   czasach   można   się   jeszcze   czegoś   na   studiach   nauczyć   -   dodał   z 

uznaniem w głosie.

Aż do końca dnia Brenna nie miała  okazji dokończyć  rozmowy z Ryderem.  Rano brat 

wracał już do Berkeley. Nie chciała przy nim wywoływać żadnych scen. Zależało jej na tym, by 

wieczór upłynął w serdecznej, ciepłej atmosferze.

Słuchała więc spokojnie ożywionej rozmowy Craiga z Ryderem, rzadko w niej uczestnicząc. 

Mówili przede wszystkim o wyjeździe Craiga, a Ryder opowiedział kilka historyjek z własnych 

podróży. Nie poruszał żadnych przykrych tematów, za co Brenna była mu wdzięczna. Craig będzie 

miał dość własnych przeżyć i przygód, i nie należało go zachęcać do bardziej awanturniczego i 

niebezpiecznego życia.

Późnym wieczorem, gdy Ryder poszedł do domu, Brenna uprzytomniła sobie, że rozmowy o 

podróżach i przygodach wprawiły ją w stan niepokoju, wręcz podniecenia.

Wychodząc,   Ryder   objął   ją   i   mocno   pocałował   na   dobranoc.   Nie   krył   przed   Craigiem 

zażyłości łączącej go z Brenna. Zmieszana, szybko wysunęła się z jego ramion i spojrzała na brata. 

W jego oczach zobaczyła aprobatę.

Następnego ranka Brenna ze łzami w oczach żegnała Craiga.

- Nie jedzie przecież na wojnę - uspokajał ją Ryder, gdy zniknął im z oczu odjeżdżający 

samochód. - Przecież jeszcze się zobaczycie.

- Wiem. - Brenna wytarła łzy i odsunęła się od Rydera.

- Nic mu się nie stanie. Jest dorosły.

81

background image

- Wiem - powtórzyła. Odwróciła się i nie patrząc na Rydera ruszyła w stronę domku. Jej 

wewnętrzny niepokój z poprzedniego wieczoru wzmógł się jeszcze bardziej. Wszystkie przykre 

wydarzenia ostatniego tygodnia zrobiły swoje. Czuła się teraz zupełnie rozbita. Nie wiedziała, co 

robić ze sobą.

Ryder szedł obok Brenny, ze zmarszczonym czołem.

- Masz żal o to, że poparłem pomysł jego wyjazdu! - zapytał po chwili.

Nie odpowiedziała.

- Dobrze wiesz, że i tak by wyjechał. Nie dałby się zatrzymać. Coś mi się zdaje, że jest tak 

samo uparty jak jego siostra.

Brenna nadal się nie odzywała. Szła w milczeniu. Nie potrafiła sobie wyjaśnić przyczyn 

własnego smutku i niepokoju.

- Martwisz się tym, co obiecałem Craigowi? Że zaopiekuję się tobą?

W   odpowiedzi   wzruszyła   tylko   ramionami.   Gdy   otwierała   drzwi   domku,   Ryder   stracił 

wreszcie cierpliwość.

- Do diabła, odezwij się wreszcie! Nie możesz tak odejść bez słowa!

Wziął Brennę za ramię i obrócił twarzą do siebie.

- A co to, u licha, ma znaczyć? - spytała za złością.

-   Usiłuję   poznać   przyczynę   twego   zachowania.   Sądziłem,   że   z   decyzją   Craiga   już   się 

pogodziłaś.

- Tak. Pogodziłam. I nie mam do ciebie żalu o to, że wziąłeś jego stronę. Czego innego 

mogłam się po tobie spodziewać? Ty i Craig jesteście ulepieni z tej samej gliny. Od początku było 

oczywiste, że się dogadacie!

- A więc rozzłościło cię to, co mu obiecałem?

- Może - syknęła, usiłując uwolnić ramię. - A może nie podobał mi się sposób, w jaki to 

załatwiłeś? Nie miałeś prawa tak postępować! Nikt cię do tego nie upoważnił.

- Brenno, jesteś moją kobietą i jest oczywiste, że zajmę się tobą.

- Nic nie jest oczywiste! - wybuchnęła z wściekłością

- Czy chcesz się teraz kłócić?

- Nie, bo nie ma o co. Z zupełnie innego powodu jestem w złej formie.

- Z jakiego?

- Nie twój interes.

- Oczywiście, że mój. Wszystko, co dotyczy ciebie, jest moją sprawą. O co więc chodzi? 

Dlaczego jesteś tak bardzo zdenerwowana?

- Wiesz chyba, że mam wystarczające powody!

82

background image

- Tak. I z wszystkim radzisz sobie zupełnie dobrze. Co nowego stało się dzisiejszego ranka?

- Nie wiem. Nie umiem sobie wytłumaczyć, dlaczego jestem w tak podłym nastroju, i z 

nikim na ten temat nie będę rozmawiać!

- Pogadasz ze mną.

- Nie masz prawa nalegać!

- Oj, Brenno, zaczynam tracić cierpliwość.

- Chcesz, żebym się przestraszyła?

- Może. - Głos Rydera stawał się coraz spokojniejszy.

- Oboje wiemy, że cierpliwości nie stracisz. Jesteś przecież profesjonalistą w każdym calu. 

Potrafisz być zawsze zimny i opanowany.

- Po co te złośliwości? Zaczynasz wyżywać się na mnie? Chcesz mnie sprowokować? To 

niebezpieczna gra, moja pani. Wierz mi, będzie dla ciebie lepiej, jeśli porozmawiamy.

- Sądziłam, że wszystkie problemy wolisz rozwiązywać siłą.

- Tylko w specjalnych okolicznościach. Ta sytuacja do nich nie należy. Mów wreszcie, o co 

chodzi.

- Sama nie wiem. Idź sobie.

Ryder trzymał Brennę mocno za rękę. Zamyślił się i po chwili zapytał:

- A może jesteś zazdrosna?

- Zazdrosna? Na litość boską, co ci przychodzi do głowy? Ukrywasz tu gdzieś w krzakach 

jakąś seksowną dziewczynę?

- Chodzi nie o kobietę, lecz o Craiga.

Trafił bezbłędnie. Dopiero w tej chwili Brenna sama to zrozumiała.

- O Craiga? - spytała cicho.

- Tak. O to, ze nie chce pójść śladem siostry i rezygnuje z unormowanego życia. I że ma 

odwagę realizować swe marzenia o wielkich przygodach. Odwagę, której tobie brakuje. Dlatego 

czujesz się nieszczęśliwa?

- Nie! To niemożliwe! - wykrzyknęła zaskoczona Brenna.

- Możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne. Zaraz wyjaśnię, dlaczego. To proste. Z jednej 

strony chcesz dalej żyć sobie spokojnie w swym wyizolowanym, akademickim światku, z drugiej 

jednak pragniesz czegoś więcej, ale boisz się siebie.

Ze zdumieniem Brenna popatrzyła na Rydera. Miał rację! Taka była prawda! Prawda, której 

się obawiała.

- Czy dlatego tak bardzo mi się opierasz? - ciągnął, niewzruszony. - Boisz się mnie, bo 

stanowię zagrożenie dla twej unormowanej egzystencji? Wiedz jednak, że to, co się stało, już się 

83

background image

nie odstanie. Podjęłaś ryzyko i zostałaś moja. Miej teraz odwagę przyznać się do tego wobec samej 

siebie.

- Jak możesz tak mówić!

- Tego lata stanęłaś w obliczu znacznie ważniejszego problemu niż sprawa własnej kariery 

zawodowej czy przyszłości brata. Stoisz na rozstajach.

- Wiem dobrze, czego chcę od życia!

- Zgoda. Ale czy zdobędziesz się na odwagę, by przyznać się do tego? Ile czasu ci potrzeba, 

by pogodzić się z myślą, że oprócz wspinania się po szczeblach kariery i kontaktów z różnymi 

Fieldingami jest jeszcze coś więcej? Craig znalazł w sobie odwagę i będzie robił to, czego pragnie. 

A ty, Brenno? Czy odważysz się zrobić to samo, czy też zamkniesz się znowu w swojej wieży z 

kości słoniowej, bezskutecznie usiłując uciec przede mną?

Słowa   Rydera   wywarły   na   Brennie   duże   wrażenie.   Wiedziała   jednak,   że   musi   mu   się 

przeciwstawić. Z mieszanymi uczuciami odrzekła:

- Jeśli zdecyduję się wrócić do, jak ty to nazywasz, wieży z kości słoniowej, żadną siłą mnie 

stamtąd   nie   wyciągniesz!   Sama   podejmuję   decyzje   co   do   mego   życia   i   nie   pozwolę   sobą 

manipulować. To, że dwukrotnie się przespaliśmy, w żadnym razie nie upoważnia cię do wtrącania 

się w moje sprawy.  Nie masz w stosunku do mnie  żadnych  praw. Ile razy mam ci to jeszcze 

powtarzać?

- A ile razy powinienem wziąć cię jeszcze do łóżka, żebyś wreszcie przestała zaprzeczać, że 

do mnie należysz? - zaatakował Ryder.

Tego było już dla Brenny stanowczo za dużo.

Uderzyła go w twarz. Z łatwością mógł się uchylić, bo brała szeroki zamach, lecz tego nie 

zrobił. Stał bez ruchu, a na jego policzku wystąpił czerwony ślad.

- Używając siły trzeba się liczyć z możliwością odwetu - powiedział po chwili.

- Czy to oznacza, że mi się odwzajemnisz?

- Sądzisz, że cię uderzę?

Brenna zamknęła oczy. Odczuwała teraz niesmak i było jej wstyd.

- Nie. Mimo że na to zasłużyłam.

Parę razy odetchnęła głęboko, aby dojść do siebie. Kiedy otworzyła zamknięte oczy, Rydera 

już przy niej nie było.

Samotnie zjadła kolację siedząc przy kominku. Miała przed sobą niewesołą perspektywę 

pójścia spać do pustego łóżka, nawet bez powiedzenia dobranoc Ryderowi. I nagle uprzytomniła 

sobie,   że   do   niej   należy   położenie   kresu   powstałej   sytuacji.   Musi   przeprosić   Rydera,   i   to   jak 

najszybciej.

84

background image

Brenna wiedziała, że całe popołudnie i wieczór nie wychodził z domu. Prawdopodobnie 

pracował spokojnie nad książką. To do niego podobne, pomyślała. Ten człowiek ma stalowe nerwy. 

Niczym się nie przejmuje. Sama nie była w stanie przeczytać ani jednej stronicy. Trzymała na 

kolanach kwartalnik filozoficzny, otwarty ciągle w tym samym miejscu.

A może byłoby lepiej zostawić sprawę z Ryderem, tak jak jest w tej chwili? W ten sposób 

zerwałaby znajomość, która stawała się zbyt bliska. Tego ranka już nawet wydawało się jej, że jest 

zakochana.

Od   wszystkich   znanych   jej   mężczyzn   różnił   się   tak   bardzo,   że   zapewne   to   ją   w   nim 

pociągało.   Atrakcyjność   Rydera   nie   oznaczała   jednak,   że   nadawał   się   na,   życiowego   partnera. 

Żaden  związek  nie może  opierać się na tak wątłej podstawie, jak oświadczenie  mężczyzny,  iż 

kobieta należy do niego, bo się z nim przespała.

Brenna musiała jednak przyznać się przed sobą, że Ryder pociągał ją nie tylko fizycznie. 

Przypomniał   się   jej   mimo   woli   bohater   „Akcji   Quicksilver”,   wprawdzie   twardy   i 

bezkompromisowy, ale kierujący się w życiu uczciwymi zasadami. Takiemu mężczyźnie można by 

zaufać. Podobnie jak Ryderowi.

Nie powinna jednak wiązać się z człowiekiem pokroju Rydera Sterne'a. Co innego Damon 

Fielding. On rozumiał jej sposób życia, ambicje i karierę. Był dla niej odpowiednim mężczyzną. 

Miał   nowoczesne   poglądy   na   małżeństwo,   a   to,   że   Craig   go   nie     lubił,   nie   miało   większego 

znaczenia. Sama przecież decyduje o sobie i swoją drogę życiową już wybrała. Nie ma na niej 

miejsca dla takich mężczyzn jak Ryder Sterne.

Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że w stosunku do Rydera zachowała się niewłaściwie. 

Winna mu była nie tylko przeprosiny za wymierzony policzek, lecz także wdzięczność za to, że 

pomógł jej spokojnie przetrwać ostatni wieczór z Craigiem i podtrzymał ją na duchu.

Wstała z lekkim westchnieniem. Nałożyła żakiet, bo wieczór był chłodny, i wyszła z domu.

Stanąwszy na progu zobaczyła, że w oknach Rydera nie palą się światła. Czyżby poszedł 

spać? Spojrzała na zegarek Było później, niż przypuszczała. Przez chwilę wahała się, czy wizyty 

nie odłożyć do rana.

Coś jednak ciągnęło ją do Rydera. Musi zakończyć całą sprawę. Im szybciej, tym lepiej. I 

tak   od   przykrego   incydentu   upłynęło   już   zbyt   wiele   czasu.   Przecinając   leśną   polankę   Brenna 

powtarzała sobie, że celem jej wizyty są tylko przeprosiny. W żaden sposób Ryder nie wymusi na 

niej zgody na to, żeby się z nim związała!

Podchodząc bliżej zobaczyła,  że nawet ganek nie jest oświetlony.  Widocznie  gospodarz 

poszedł spać. Trudno, będzie więc musiał wstać i wysłuchać, co gość ma mu do powiedzenia.

85

background image

Brenna zaczęła obchodzić dom dokoła. Stanęła tuż przy otwartym oknie do sypialni. Tym 

samym, przez które usiłowała dostać się pierwszej nocy do środka. Zaraz zastuka w ramę okienną i 

obudzi Rydera. Raźniej będzie rozmawiać z nim po ciemku, niż w ostrym świetle lampy.

- Ryderze! - zawołała cicho.

Odpowiedzi nie było. Z wnętrza pokoju nie dochodziły żadne odgłosy.

- To ja, Brenna. Muszę z tobą porozmawiać. Tylko przez chwilę.

W domku nadal panowała cisza. Brenna otworzyła szerzej okno i zajrzała do pokoju. Było 

tak ciemno, że dostrzegła tylko zarys łóżka.

- Obudź się, Ryderze!

Usiadła na parapecie. A może był w łazience lub wcale się jeszcze nie położył?

- Nie śpię.

Głos   Rydera   dotarł   do   Brenny   nie   od   strony   łóżka,   lecz   z   przeciwnego   kąta   pokoju. 

Instynktownie   cofnęła   się   i   zaczęła   schodzić   z   parapetu,   ale   jednym   ruchem   ręki   Ryder   ją 

zatrzymał.

- Och! - szepnęła. - Przeraziłeś mnie. Nie reagowałeś na pukanie w okno, pomyślałam wiec, 

że nie ma cię w pokoju.

- Usłyszałem chrzęst żwiru na ścieżce, a potem zobaczyłem cię na parapecie. Postanowiłem 

się przekonać, co zamierzasz zrobić.

-   Przyszłam   tu   z   kilku   powodów.   Po   pierwsze,   aby   cię   przeprosić   za   moje   okropne 

zachowanie. Straciłam panowanie nad sobą. Wybacz mi.

- A jakie są inne powody? - zapytał sucho.

Brenna westchnęła. Ryder nie zamierzał ułatwiać jej zadania.

- Chciałam podziękować za to, że pomogłeś Craigowi i mnie. Podtrzymałeś nas na duchu i 

sprawiłeś, że wieczór upłynął w spokoju. Bez ciebie byłoby znacznie gorzej.

- Rozumiem. Co jeszcze?

Brenna zawahała się przez chwilę. Nic więcej mówić nie zamierzała. Zwyciężyła jednak 

wrodzona uczciwość.

- Co do zazdrości o brata, to... to miałeś trochę racji - przyznała.

- Że robi to, na co ty się nie zdobyłaś?

- Przecież każdy człowiek ma od czasu do czasu ochotę robić coś innego niż zwykle. Ja też. 

To naturalne. Ale wybrałam pracę w college'u i jestem z tego zadowolona. Ty i Craig jesteście 

zupełnie inni.

- Zupełnie?

- Chyba tak. Wyboru dokonałam dawno temu i nic już nie zmienię.

86

background image

- Na zmiany nigdy nie jest za późno – powiedział Ryder łagodnym głosem. - Nikt nie jest 

przypisany na zawsze do swego zawodu i nie musi przez całe życie iść raz ustaloną drogą.

- Jestem zadowolona ze swojej egzystencji! - zawołała Brenna. - Jestem dobra w swoim 

zawodzie i to daje mi satysfakcję. Od czasu do czasu myślę sobie o innych sposobach na życie, na 

przykład o takim jak twój, ale to nie oznacza, że sama mam na niego ochotę. W głębi duszy może i 

podziwiam życie pełne przygód. Ale z pewnością nie pochwalałabym wielu rzeczy, które ty robiłeś. 

Lubię moją pracę!

- W porządku. Jesteś więc szczęśliwa w swojej wieży z kości słoniowej.

- Tak.

- To dobrze, ale pozostaje jeszcze jedna sprawa.

- Jaka?

- Nasza. Czekam, aż pogodzisz się z tym, że do mnie należysz.

- Nigdy na to nie przystanę! Zrozum wreszcie, że należymy do dwóch różnych światów!

- To nie ma znaczenia.

- Nieprawda! Chcę mieć kogoś, kto będzie mnie rozumiał, kogoś z mojego środowiska. 

Tobie jest potrzebna zupełnie inna kobieta. Bardziej atrakcyjna i łaknąca burzliwego życia...

- Ty i ja potrzebujemy siebie nawzajem - przerwał jej Ryder. - Czy nadal tego nie widzisz?

- A co z miłością? - wyrwało się nagle Brennie. Zła na siebie, zagryzła wargi. Nie wolno jej 

było posługiwać się argumentem tak nieracjonalnym.

- Z miłością?  - powtórzył  Ryder.  - Mówię o ważnych  sprawach, a nie o jakichś  bliżej 

nieokreślonych odczuciach. Brenno, nie brak ci przecież inteligencji. Bierz więc pod uwagę tylko 

fakty. One dowodzą, że mnie potrzebujesz, lecz jeszcze trochę się obawiasz.

- Wcale się nie boję! - wykrzyknęła Brenna.

- Boisz się mnie dlatego, że, jak już mówiłem, stanowię dla ciebie zagrożenie. Miej odwagę 

pokonać własny strach.

Ryder z uporem obstawał przy swoim. Brenna miała tego serdecznie dość.

- Przyszłam tutaj po to, żeby cię przeprosić, a nie na bezsensowną dyskusję. Dobranoc. - 

Jakąś cząstką siebie marzyła skrycie, by Ryder nie pozwolił jej odejść.

-   Przyjmuję   przeprosiny.   Dobranoc   -   powiedział   spokojnie.   Zeszła   z   parapetu   i   szybko 

ruszyła w stronę domku.

Nagle za plecami usłyszała miękki głos Rydera:

- Brenno!

- Słucham?

- Mogłaś go zatrzymać.

87

background image

- Kogo? Craiga? - Brenna nie rozumiała, co Ryder ma na myśli.

- Zostałby, gdybyś mu się zwierzyła z własnych kłopotów i opowiedziała o sytuacji, jaka się 

wytworzyła w college'u.

- To nie byłoby w porządku - wyjaśniła. - Nie mogłam przecież użyć uczuciowego szantażu.

- Wiem.  Jesteś  rzetelnym  człowiekiem.  Zawsze wolisz  walczyć  uczciwie,  nawet  wtedy, 

kiedy wiesz, że przegrasz. Śpij dobrze, moja pani. Życzę ci dobrej nocy.

88

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Następnego ranka, we wspólnej skrzynce pocztowej, Ryder znalazł list adresowany do swej 

sąsiadki. Poszedł więc do Brenny. Zastał ją w kuchni. Robiła śniadanie.

- Jest korespondencja do ciebie. - Położył kopertę i usiadł przy stole. - Herbata gotowa? - 

zapytał bezceremonialnie.

O mały włos, a Brenna upuściłaby trzymane w ręku jajko. Od rana, po bezsennie spędzonej 

nocy, była strzępkiem nerwów. Miotały nią sprzeczne uczucia, wpadała w skrajne nastroje.

- Tak. Możesz sobie nalać - odpowiedziała. Podeszła do stołu i wzięła kopertę do ręki. Był 

to list od Diany Bergen.

- Pisze ktoś z przyjaciół? - spytał Ryder, nalewając sobie herbatą.

- Koleżanka z college'u. - Brenna rozerwała kopertę i szybko przebiegła wzrokiem treść 

listu. - A więc tak to wszystko się skończy - powiedziała półgłosem.

- Co? - spytał Ryder.

- Profesor Paul Humphrey przyspieszył przejście na emeryturę. Jutro wieczorem odbędzie 

się pożegnalne przyjęcie. Diana pisze, że byłoby dobrze, gdybym się na nim zjawiła. Ze względów 

czysto  taktycznych.  - Tu Brenna wyraźnie  się skrzywiła. - O przyjęciu  Diana nie mogła mnie 

wcześniej uprzedzić, gdyż nie ma tutaj telefonu. - Raz jeszcze rzuciła wzrokiem na list. - Jest 

niemal pewne, że nowym dyrektorem instytutu zostanie Damon.

Ryder ostrożnie pił gorącą herbatę.

-   No   to   w   jesiennym   semestrze   nie   będziesz   mogła   uskarżać   się   na   brak   wrażeń.   Czy 

rzeczywiście zamierzasz wracać do college'u i pracować u Fieldinga?

- Jeszcze nie wiem. O Damona będę martwić się później. Może go nawet przeproszę za to, 

co tutaj się stało. Na razie jednak ważniejszy jest dla mnie profesor Humphrey. Jeśli nie zjawię się 

jutro na przyjęciu, to być może stracę jedyną okazję, żeby się z nim zobaczyć i odbyć zasadniczą 

rozmowę.

- Dlaczego, do licha, wcale nie przejmujesz się Fieldingiem? Sama mówiłaś, że ten facet 

utrudni ci życie.

- Nie jestem o tym przekonana. Pewnie da mi spokój, bo mnie lubi. Rozmowa z profesorem 

jest dla mnie w tej chwili istotniejsza, mimo że jeszcze nie wiem, w jaki sposób załatwię tę przykrą 

sprawę.

- Czy Humphrey może ci zaszkodzić?

89

background image

-   Raczej   nie,   skoro   odchodzi.   Ale   tak   nieetycznego   postępowania   nie   mogę   puścić   mu 

płazem. - Brenna powzięła decyzję. - Wyjeżdżam po południu. Pójdę na przyjęcie i porozmawiam z 

profesorem. Niech się dzieje, co chce. Bez względu na to, jaki ta konfrontacja będzie miała wpływ 

na moją dalszą pracę w college'u.

- A co z Fieldingiem? - spokojnym tonem zapytał Ryder.

-   Popełniłam   błąd.   Nie   powinnam   w   ogóle   prosić   go   o   pomoc.   I   na   dodatek   jeszcze 

obraziłam go za to, że usiłował wbić mi trochę rozumu do głowy. Jutro wieczorem przeproszę 

Damona za moje okropne zachowanie. Zrozumie i wybaczy. Wyjaśnię mu też całą historię z tobą.

- Całą? Już sobie wyobrażam, jaka to będzie interesująca opowiastka.

- Przecież nie muszę mówić mu wszystkiego! - Brenna zrobiła się czerwona.

- Nie jest głupi. O ile dobrze pamiętam, uważa, że znalazłaś sobie ogiera do wakacyjnych 

igraszek.

- Jak możesz nawet powtarzać coś takiego!

- Oboje dobrze słyszeliśmy, co mówił. Sądzisz, że ma rację? Czy rzeczywiście zabawiasz się 

ze mną?

- Jesteś śmieszny. Proszę, tylko mnie nie prowokuj.

Brenna popatrzyła błagalnym wzrokiem na Rydera.

- A co do ostatniej nocy, to...

- Widzę, że wyjaśnienia dotyczące „ostatnich nocy” weszły ci już w nałóg. - W uśmiechu na 

twarzy Rydera Brenna dojrzała nagle serdeczność. Podniósł się zza stołu, podszedł blisko i ujął w 

dłonie jej spłonioną twarz. - Chodzi mi tylko o przyszłość. Nie będę się wtrącał do twoich spraw z 

szefem. Jeśli uważasz, że powinnaś jechać i z nim porozmawiać, to twoja sprawa. Dobrze cię 

rozumiem.  Mnie interesuje zupełnie  coś innego. Muszę wiedzieć,  czy zamierzasz  wrócić tu na 

resztę wakacji, czy nie.

- Och, sama nie wiem, czy powinnam. Może będzie lepiej tak właśnie zakończyć  naszą 

znajomość.

- Jeśli nie wrócisz, i tak niczemu kresu nie położysz. Dobrze wiesz, że po ciebie pojadę. Daj 

słowo, że przyjedziesz. Chyba się nie boisz? - Zaczął lekko wodzić palcem po szyi Brenny.

- Ach! - szepnęła poddając się bezwolnie delikatnej pieszczocie.

- A więc obiecujesz?

Co mogła odpowiedzieć? Ten mężczyzna miał nad nią władzę. Taką, jakiej dotychczas nie 

miał nikt inny.

- Będzie lepiej, jeśli... - zaczęła niepewnie.

90

background image

Ryder nie pozwolił Brennie skończyć zdania. Dotknął wargami jej ust i pocałował ją lekko, 

a zarazem tak tkliwie, że nagle poczuła, iż słabnie w jego ramionach.

Odsunął się po chwili i popatrzył Brennie prosto w oczy.

- Obiecaj, że wrócisz nad jezioro Tahoe. To mi się od ciebie należy - rzekł mocnym, lecz 

łagodnie brzmiącym głosem.

Nic nie była winna Ryderowi i dobrze o tym wiedziała. Mimo to jednak, niemal wbrew 

woli, odrzekła cicho:

- Dobrze.

Przyciągnął ją mocno do siebie i stwierdził spokojnie:

-   Wielka   to   frajda   mieć   do   czynienia   z   uczciwą   kobietą,   o   której   wiadomo,   że   słowa 

dotrzyma.

W   południe   Brenna   była   już   w   drodze.   Prowadziła   samochód   napięta   i   zdenerwowana. 

Nadal nie wiedziała,  jak się zachowa,  gdy stanie twarzą  w twarz z profesorem Humphrey'em. 

Ponadto miała ciągle przed oczyma obraz żegnającego ją Rydera. Stał na podjeździe z rękoma w 

kieszeniach. Lekki wiatr od jeziora rozwiewał mu włosy, a na twarz o ściągniętych rysach padały 

promienie   słońca.   Brenna   zdawała   sobie   sprawę   z   tego,   że   Ryder   dobrze   rozumie   powód,  dla 

którego postanowiła wracać dziś do college'u. Równocześnie jednak wiedziała, że nie zwolni jej z 

danego mu słowa i będzie czekał, aż sama wróci nad jezioro.

Dlaczego mu to obiecałam? wielokrotnie zapytywała samą siebie podczas długiej i męczącej 

podróży w okolice Zatoki San Francisco. Znacznie rozsądniej i bezpieczniej byłoby skończyć tę 

znajomość.

Postanowiła   przestać   o   tym   myśleć.   Teraz   sprawa   związana   z   jej   pracą   była   znacznie 

ważniejsza. Brenna nie liczyła na to, że uzyska pełne zadośćuczynienie. Takich złudzeń nie miała. 

Chodziło jej tylko o to, by człowiek, który dopuścił się tak nieetycznego czynu, dowiedział się, iż 

ona jest tego świadoma. I ma mu to za złe. Myliła się sądząc, że Damon stanie po jej stronie. Są 

sprawy, które każdy musi załatwić sam i nikt go w tym wyręczyć nie może.

Dotarła wreszcie na miejsce. Zmęczona długą podróżą i wyczerpana nerwowo, wcześnie 

położyła się spać. Zasnęła od razu. I śniła o mężczyźnie o srebrzystych oczach.

Następnego dnia starannie wybrała strój na wieczorne przyjęcie. Powinien dodać jej odwagi. 

Tym razem bowiem miała być zdana wyłącznie na samą siebie. Postanowiła ubrać się elegancko, a 

zarazem efektownie. Wybrała klasyczny biały kostium z żółtą, jedwabną bluzką, ostro kontrastującą 

z czarnymi włosami, które upięła w węzeł z tyłu głowy. Na rękę nałożyła bransoletkę - dwa krążki: 

żółty i turkusowy.

91

background image

Tak   ubrana,   Brenna   popatrzyła   jeszcze   raz   w   lustro.   Czy   wyglądam   na   spokojną   i 

opanowaną? Czy uda mi  się ukryć  przed ludźmi  zdenerwowanie  i niepokój? zapytywała  samą 

siebie.

Do klubu, w którym odbywało się przyjęcie, przyjechała umyślnie z opóźnieniem. Chciała 

wejść na salę, gdy większość gości będzie już w środku. Z parkingu szła równym,  miarowym 

krokiem. W college'u odbywały się wprawdzie jakieś kursy letnie, lecz ruch był tu teraz znacznie 

mniejszy niż podczas roku akademickiego.

Dzięki licznym wspaniałomyślnym sponsorom i hojnym wychowankom uczelni, klub był 

miejscem wytwornym. Zaprojektowano go w stylu starej angielskiej biblioteki. Przyjęto tu także 

dawne zwyczaje. Gościom podawano sherry i maleńkie kanapki.

Gdy   Brenna   weszła   na   salę,   powitał   ją   szum   rozmów   wielu   gości   -   profesorów   i 

wykładowców ze wszystkich wydziałów college'u. Przystanęła w pobliżu drzwi i zaczęła rozglądać 

się   wokoło.   Profesora   Humphreya   ujrzała   od   razu.   Stał   pośrodku   sali   w   otoczeniu 

najznamienitszych gości. Już na pierwszy rzut oka było widać, że jest on dzisiaj w centrum uwagi. 

Po prawej stronie profesora Brenna zobaczyła Damona.

- Jesteś! To świetnie. Cieszę się, że dostałaś mój list! - zawołała Diana Bergen, podchodząc 

do Brenny. Sympatyczna twarz młodej kobiety wyrażała szczere zadowolenie. Dwa lata starsza niż 

Brenna, niedawno dostała nominację na starszego wykładowcę.

- Dziękuję za list, Diano. Miło, że o mnie pomyślałaś.

Brenna   wzięła   do   ręki   kieliszek   sherry.   Pomyślała,   że   alkohol   dobrze   jej   zrobi   i   doda 

odwagi.

- Uważałam, że powinnaś się pokazać. - Diana spojrzała w stronę profesora Humphreya i 

otaczających  go osób. - Wiem, że naszego dyrektora w głębi serca nikt specjalnie żałować nie 

będzie, ale przy takich okazjach trzeba być obecnym. To świadczy o szacunku, który żywisz do 

naszych wydziałowych prominentów - dodała ze śmiechem.

Jeszcze niedawno temu, Brenna nie zwracała w ogóle uwagi na różne drobne obowiązki i 

inne powinności członka społeczności akademickiej. W każdej pracy trzeba trochę udzielać się 

towarzysko i Brenna nigdy przedtem przeciw temu się nie buntowała. Dziś jednak jej udział w 

przyjęciu był  przyprawiony goryczą. Wszyscy zebrani rozgrywali tu swoje małe taktyczne gry, 

wspomagające wspinanie się po stopniach kariery. Czy kogokolwiek z tych ludzi zainteresowałoby 

to, co jej się przydarzyło? Żałowaliby jej, czy woleliby o całym incydencie nigdy nie usłyszeć? 

Brenna nie miała złudzeń. Oczywiście, wybraliby drugie rozwiązanie. Gdy się bowiem wie o jakiejś 

sprawie,   trzeba   się   do   niej   jakoś   ustosunkować.   Z   ich   punktu   widzenia   jedynym   sensownym 

92

background image

posunięciem będzie opowiedzieć się po stronie profesora Humphreya. A on z pewnością zaprzeczy 

oskarżeniom Brenny...

Nie  mam  prawa  nikogo  wplątywać  w  tę  sprawę,  nie  po raz  pierwszy powtarzała   sobie 

Brenna,   obchodząc   powoli   salę.   Spojrzała   w   stronę   profesora.   Był   mężczyzną   postawnym   i 

przystojnym,   o   arystokratycznych   rysach,   a   bujne   siwe   włosy   nadawały   mu   patrycjuszowski 

wygląd.

Muszę jakoś odciągnąć go na bok, pomyślała sącząc sherry, której kieliszek ciągle trzymała 

w ręku.

Gdy tak obserwowała profesora Humphreya, zobaczył ją Damon Fielding. W jego oczach 

dojrzała zarówno zaskoczenie,  jak i dezaprobatę. Ruszył szybko w jej stronę.

-   A   więc   zdecydowałaś   się   przyjechać   -   stwierdził   sucho   na   powitanie.   -   To   dobrze. 

Najwyższy czas, żebyś zaczęła dostosowywać się do panujących zwyczajów. Profesor Humphrey 

żegna się dziś z nami i od jesieni nie będziesz musiała więcej go oglądać. Nie ma więc żadnego 

sensu poruszać twej sprawy. Przyznaję, była przykra, ale z powodu tak drobnego incydentu nie 

warto psuć sobie opinii w oczach dziekana i innych pracowników wydziału. Przyrzekam, że gdy 

tylko zajmę miejsce Humphreya, wszystko ułoży się zupełnie inaczej.

- A więc twój awans jest przesądzony?

- Tak. To już postanowione. Głos profesora miał decydujące znaczenie. - Damon powiedział 

to z nie ukrywaną  satysfakcją. - Nie żywię  do ciebie  żadnych  pretensji o to, co stało się nad 

jeziorem Tahoe.

- Bardzo ci dziękuję. - Taka wspaniałomyślność Damona zaskoczyła Brennę. Postanowiła 

przeprosić go od razu za postępek Rydera. - Przykro mi, że mój sąsiad cię uderzył. Nie powinien 

był tego robić, ale nie wiedział, kim jesteś. Zobaczył, że się kłócimy.

- Zareagował odruchowo.- Damon uśmiechnął się wyrozumiale.

- Chyba tak. Przepraszam za to, że cię sprowokowałam. Nie miałam prawa mówić ci nic 

przykrego.

- Kim jest ten mężczyzna? - zapytał Damon.

- Moim sąsiadem. - Brenna spojrzała nerwowo w stronę profesora Humphreya. Stał nadal na 

środku sali.

- Jest dla ciebie kimś ważnym? Byłem wtedy tak rozeźlony, że powiedziałem coś, czego 

mówić ci nie powinienem.

- Zaprzyjaźniłam się z nim. - Brenna nie mogła powiedzieć nic więcej o swym stosunku do 

Rydera, gdyż nawet nie potrafiła określić, co łączy ją z tym dziwnym mężczyzną.

93

background image

-  Mówiłaś  mu  o  nas?  Wyjaśniłaś,   o co  się  kłóciliśmy?  Wie,  kim  jestem?   - pytał  dalej 

Damon.

- Tak - przyznała Brenna.

- To dobrze. Więc wie, jak stoją sprawy między nami.

Brenna nabrała głęboko powietrza i zwróciła się do swego towarzysza:

- Przyjechałam dziś tylko po to, żeby porozmawiać z profesorem o wiadomej sprawie.

Na twarzy Damona oprócz niezadowolenia zauważyła także cień niepokoju.

- To bez sensu! - wybuchnął. - Nie możesz tego zrobić! Chcesz sobie zaszkodzić?

- Nie. Pragnę tylko uzmysłowić profesorowi, jaką zrobił mi krzywdę. Nie obawiaj się, nie 

poproszę cię o poparcie. Sama załatwię całą sprawę. Dyskretnie i kulturalnie. - Uśmiechnęła się do 

niego.

- Humphrey nadal może ci bruździć - obstawał przy swoim Damon.

- Spoza uczelni? Będąc na emeryturze?

- Przecież nie wyrzeknie się spotkań z kolegami. Tu i tam powie słowo i zantagonizuje ludzi 

przeciw tobie - argumentował.

- Trudno. Zaryzykuję. Musi się dowiedzieć, co myślę o takiej nieuczciwości.

- Ile razy mam ci powtarzać, abyś dała spokój całej tej historii? Twoja kariera tylko na tym 

zyska.

- Naprawdę jesteś przekonany, że profesor zechce mnie zniszczyć?

- Jeśli zaraz nie przestaniesz mówić o tej idiotycznej sprawie, to dopilnuję osobiście...

- Damonie, co masz na myśli? - Brenna popatrzyła zdumiona na swego rozmówcę.

- Pamiętaj, zostanę twoim szefem.

- Wiem. Ale co to ma wspólnego z...

- Będę w stanie zrekompensować ci wyrządzoną krzywdę.

- Zrekompensować? - jak echo powtórzyła Brenna.

- Dyrektor instytutu ma duży wpływ na wiele spraw dotyczących pracowników college'u, 

takich jak awanse, stanowiska, a nawet publikacje. Przekonasz się, że milczenie się opłaci.

- Zamierzasz mnie przekupić? - z niedowierzaniem spytała Brenna.

- Narażasz swą przyszłość na szwank. Za bardzo zależy mi na tobie, żebym na to przystał. 

Jeśli zachowasz się dziś rozsądnie, pomogę ci.

- Och, Damonie. Ty naprawdę nic nie rozumiesz. - Brenna potrząsnęła głową ze smutkiem. 

Ryder od razu wiedział, o co jej chodzi. W lot pojął całą sprawę i zaaprobował zamiary. Dlaczego 

Damon   jest   aż   tak   ślepy   i   niczego   nie   rozumie?   Powiedziała   głośno:   -   Odbędę   rozmowę   z 

94

background image

profesorem i od tego zamiaru mnie nie odwiedziesz. Jestem ciekawa, ile jeszcze innych prac zdążył 

opublikować pod własnym nazwiskiem.

Damon otworzył usta, by zaprotestować, ale w tej właśnie chwili oboje usłyszeli znajomy, 

głęboki i ciepło brzmiący męski głos:

- Tutaj pan jest! - zwrócił się do Damona Paul Humphrey. - Powinienem od razu wiedzieć, 

że znajdę pana w towarzystwie naszej uroczej panny Llewellyn! Dobry wieczór, Brenno. - Skłonił 

głowę.   -   To   bardzo   miło   z   twojej   strony,   że   przyjechałaś   na   moje   pożegnanie.   O   ile   dobrze 

pamiętam, spędzasz właśnie urlop nad jeziorem Tahoe.

Elegancki starszy pan. Człowiek ogólnie ceniony i poważany. Autorytet naukowy. Brenna 

nie mogła pojąć, jak taki człowiek może jeszcze patrzeć jej prosto w oczy i prawić miłe słówka.

- Dzisiejszej uroczystości nigdy bym nie opuściła, panie profesorze - odrzekła spokojnie. 

Takiej okazji nie mogła zaprzepaścić. Teraz albo nigdy, postanowiła. Rozmowa będzie musiała 

odbyć się w obecności Damona. Trudno. Jeśli zechce, to odejdzie i zostawi ją z profesorem. - Jest 

pewna sprawa, o której chcę z panem porozmawiać.

- Nie musisz się spieszyć. Przecież nie znikam na zawsze. - Starszy pan uśmiechnął się 

czarująco.   -   Będziesz   mnie   widywała,   moja   kochana.   Zamierzam   nadal   uczestniczyć   w   życiu 

naszego college'u. Otrzymam nawet własny gabinet w gmachu biblioteki. To, jak sądzę, przywilej 

weterana. Na razie jednak wybieram się na urlop. Jedziemy z żoną do Grecji. Obiecywałem jej to 

od dawna i wreszcie dotrzymam słowa.

- Muszę dziś z panem porozmawiać - powtórzyła z naciskiem Brenna.

- Ależ proszę, moja droga! Mógłbym się założyć, że wiem, o czym będzie mowa. - Profesor 

mrugnął porozumiewawczo.

Zauważyła rozpaczliwe spojrzenie Damona. Błagał ją o milczenie. Nic z tego, pomyślała. 

Zaczynam mówić. I w tym momencie nagle odniosła wrażenie, że jest obserwowana. Odwróciła 

wzrok od swych rozmówców i zaczęła rozglądać się wokoło. Przy wejściu na salę ujrzała znajomą 

sylwetkę Rydera.

Na   litość   boską,   co   on   tutaj   robi?   Odpowiedź   na   to   pytanie   narzucała   się   sama.   Nie 

dowierzał,   że   wróci   nad   jezioro   Tahoe!   Uważał,   że   nie   dotrzyma   danego   mu   słowa.   Ta   myśl 

wstrząsnęła Brenna.

Ich   spojrzenia   się   skrzyżowały.   Ryder   skinął   lekko   głową   kelnerce,   która   wręczyła   mu 

kieliszek sherry i nie odrywając wzroku od Brenny ruszył w jej stronę.

Miał   na   sobie   płową   kurtkę   sportową   o   ekstrawaganckim   kroju,   ciemnobrązowe 

dopasowane   spodnie,   brązową   jedwabną   koszulę,   a   do   niej   krawat   w   ciapki   złote   i   brązowe. 

Specjalnie   wyszykował   się   na   tę   okazję,   pomyślała   Brenna.   Z   wyglądu   niczym   jednak   nie 

95

background image

przypominał pozostałych gości, ubranych w zwyczajowe tweedowe marynarki lub ciemne spokojne 

garnitury.

Brenna nie mogła oderwać oczu od Rydera. Po chwili znalazł się tuż przy niej i bez słowa 

stanął za plecami.

- Słuchaj, moja droga... - zaczął Paul Humphrey.

- Brenno! - upomniał ją Damon.

Całą siłą woli Brenna zmobilizowała się i zwróciła do profesora:

- Interesuje mnie pański artykuł o etycznych aspektach informatyki.

- Wcale mnie to nie dziwi. - Starszy pan pokiwał ze zrozumieniem głową. - Sądzę, że część 

tego, co napisałem, przyda się w twojej pracy. Jeśli mnie pamięć nie myli, zajmujesz się podobnymi 

zagadnieniami. - Brenna o mało nie zadławiła się łykiem alkoholu, który miała właśnie w ustach.

- Posłuchaj... - zaczął Damon.

Brenna   przestała   na   niego   zważać.   Nie   była   nic   winna   Damonowi,   ani   do   niczego 

zobowiązana. Odczuła nagłą ulgę. Zapragnęła być wolna, naprawdę wolna, by wrócić do Rydera. 

Jeszcze nigdy w życiu nie było jej tak lekko jak teraz.

- Jeżeli jednak, moja droga, interesują cię jakieś szczegóły - ciągnął profesor Humphrey – 

będzie lepiej, jeśli od razu zwrócisz się do pana Fieldinga.

Brenna   podniosła   wzrok.   Ryder   nadal   stał   tuż   przy   niej.   Jego   obecność   dodawała   sił. 

Słuchała teraz uważnie dalszych słów profesora.

-   Przed   napisaniem   tego   artykułu   odbyłem   kilka   interesujących   rozmów   z   panem 

Fieldingiem.  Przekazał  mi  niezwykle  cenne  i wnikliwe  uwagi. Było  ich tak  wiele,  że, prawdę 

powiedziawszy, powinien być formalnym współautorem tej pracy. Dopilnuję, aby jego nazwisko 

znalazło   się   obok   mojego.   Nie,   niech   pan   nie   protestuje...   -   Profesor   zwrócił   się   do   Damona 

Fieldinga. - Bez zachęty z pana strony i pańskiej pomocy nigdy bym nie napisał tego artykułu. To 

nasze wspólne dzieło. Niektóre z pańskich spostrzeżeń były wręcz znakomite!

Szeroko otwartymi oczyma Brenna popatrzyła na Damona.

- A więc to ty wniosłeś w napisanie tego artykułu znaczący wkład? - spytała ironicznie. - 

Możesz mi powiedzieć, jaki? Czy partie materiału o etyce humanistycznej i logice dwudziestego 

wieku to twoja własna praca?

Zanim zmieszany Damon zdążył otworzyć usta, odezwał się profesor:

-Tak. Te fragmenty zawdzięczam panu Fieldingowi. Poczynił także ciekawe spostrzeżenia 

na temat arystotelesowego myślenia.

Brenna   tak   mocno   zacisnęła   palce   na   kieliszku,   aż   pobielały   jej   kostki.   Wszystko,   co 

wymienił profesor, było jej własnym dziełem!

96

background image

- A komentarze na temat Kanta? - ciągnęła bezlitośnie.

- Brenno - wyjąkał Damon - zrozum, że ja...

-   Zostawiam   was   teraz   samych.   Spokojnie   sobie   pogadacie   -   przerwał   mu   profesor.   - 

Przepraszam   was,   moi   drodzy,   ale   mam   tu   dziś   oficjalne   obowiązki   do   wypełnienia.   Muszę 

uzmysłowić wszystkim, jak bardzo będzie im brak mojej osoby. - Roześmiał się, ojcowskim gestem 

dotknął ramienia Fieldinga, a odchodząc rzucił zaciekawione spojrzenie w stronę Rydera.

- Jak mogłeś tak postąpić? - Brenna zwróciła się do Damona. - Ukradłeś mi pracę, zabrałeś 

notatki.   A  ja,  naiwna,  opowiadałam   ci  ciągle,   co  zamierzam  napisać!   Najciekawsze  fragmenty 

sprzedałeś profesorowi. Na litość boską, dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego?

- Zaraz ci wyjaśnię - zaczął Damon. - Ale ta sprawa dotyczy tylko nas obojga. - Spojrzał 

nerwowo na Rydera. - Co ten człowiek tu robi?

- Jestem z Brenną - odezwał się Ryder po raz pierwszy. - Mimo że jest dzielna i odważna, 

nie będzie sama załatwiała tej cholernej sprawy.

- Cholernej? - powtórzył Damon.

Ryder podniósł kieliszek do ust. Popatrzył uważnie na Brennę.

- A więc to on tak cię załatwił? - zapytał spokojnie, wskazując palcem na stojącego obok 

nich mężczyznę.

- Wszystko na to wskazuje - odparła.

- Chciałem  zasłużyć  się Humphreyowi,  żeby mnie  rekomendował  na swego następcę. - 

Damon poruszył się nerwowo. - Brenno, czy ty naprawdę nie rozumiesz, że jako dyrektor będę 

mógł pomóc także tobie?

- Co mam z nim zrobić? - zapytał rzeczowo Ryder.

Damon cofnął się instynktownie.

- Nic - równie spokojnie odrzekła Brenna. - Przyszłam tu tylko po to, żeby powiedzieć 

winnemu,   co   o   nim   myślę.   I   to   zrobiłam.   Damonie,   twoja   wspinaczka   po   szczeblach   kariery 

zaczyna  się niezwykle  interesująco. Zastanawiam  się tylko,  jakim będziesz  człowiekiem,  kiedy 

dojdziesz do szczytu. - Odwróciła się na pięcie i zwróciła do Rydera: - Chodźmy stąd.

- Jesteś zadowolona? - zapytał.

- Tak. Zabierz mnie stad. Proszę.

- Z największą przyjemnością, moja pani. Z największą przyjemnością.

97

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Ryder prowadził Brennę do wyjścia, nie zważając na zaciekawione spojrzenia pozostałych 

gości. Była świadoma wrażenia, jakie jej towarzysz wywarł na znajomych i kolegach z pracy, ale w 

tej chwili nie było to dla niej ważne. Myślała o decydującej rozmowie, którą będzie musiała z nim 

odbyć.

Gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi klubu, odwróciła się i spojrzała na niego.

- Dlaczego przyjechałeś tu za mną? - spytała ostrym tonem. - Przecież mówiłam, że wrócę.

- Świetnie to zapamiętałem - odrzekł łagodnie.

- Ale nie uwierzyłeś! Sądziłeś, że ucieknę? Przecież dałam słowo! - Brenna zatrzymała się 

na chodniku i popatrzyła na Rydera. Oświetlała go uliczna lampa.

- Zjawiłem się tutaj z innego powodu.

- Z jakiego? - spytała zaczepnie.

- Z tego, który podałem Fieldingowi.

- Odbyłeś całą tę długą podróż tylko po to, by być w pobliżu mnie, w razie gdyby była 

potrzebna  męska  interwencja? - Brenna przypomniał  sobie  bohatera  „Akcji Quicksilver”,  który 

brudną robotę wykonywał zawsze sam, by nie narażać Cassandry na niebezpieczeństwo. Tak Hunt 

Cameron manifestował swój antyfeminizm, a zarazem troskę o partnerkę.

- To, że będziesz stawiać czoło facetowi, który przywłaszczył twoją pracę, wcale nie było 

dla mnie zabawne. Wiedziałem, że świetnie sobie poradzisz, ale nie chciałem zostawiać cię samej. - 

Mam pełne prawo troszczyć się o ciebie - stwierdził spokojnie. - Mam prawo stać u twego boku i 

wspierać wtedy, kiedy masz poważne kłopoty.

-   Prawo?   -   Brenna   gwałtownie   zatrzymała   się   w   miejscu.   Spojrzała   na   Rydera 

rozgniewanym   wzrokiem.   -   Ty   masz   prawo?   Jesteś   szowinistycznym   i   aroganckim   samcem, 

uzurpującym sobie przywileje, których nie ma i nigdy nie dostanie. Od chwili naszego spotkania 

ciągle czegoś chcesz ode mnie. Zbyt wiele wymagasz, ale... - urwała, by złapać oddech.

- Ale? - powtórzył, dotykając lekko jej ramienia.

- Ale masz jedną zaletę. Kobieta dokładnie wie, czego może się po tobie spodziewać – 

przyznała szczerze. - Wie ponadto, że gdy znajdzie się w trudnej sytuacji, wówczas zawsze ją 

wesprzesz.   Dziękuję,  że   przyjechałeś   i   byłeś   tu   dziś   ze   mną.   -  Brenna   wspięła   się   na   palce   i 

pocałowała Rydera.

Odsunęła się szybko i ruszyła w stronę parkingu. Ryder poszedł za nią do samochodu.

98

background image

- Będę czekał na ciebie nad jeziorem – powiedział spokojnie. - Jedź jutro ostrożnie.

- A co z tobą? Wracasz? Teraz? Po nocy? - Spojrzała na niego zaskoczona.

-   Tak.   Przyjechałem   tu   tylko   na   wszelki   wypadek.   Naprawdę,   moja   pani.   -   Widząc 

zaniepokojony wzrok Brenny, uśmiechnął się do niej ciepło.

- A nie dlatego, że mi nie ufałeś?

- Wiedziałem, że dotrzymasz słowa.

- Masz przed sobą długą drogę - szepnęła.

- Nie szkodzi.

- Możesz przecież zostać.

Potrząsnął głową.

-   Będę   czekał.   Jutro.   Teraz   wracaj   do   domu   i   porządnie   się   wyśpij.   Należy   ci   się 

wypoczynek,   miałaś   ciężki   wieczór.   -   Poczekał,   aż   Brenna   zapali   silnik.   Potem   podszedł   do 

własnego wozu i wsiadł do środka. Kiedy opuścili parking, każde z nich pojechało swoją drogą.

Mogłam   podążać   teraz   za   Ryderem,   pomyślała   Brenna,   widząc   we   wstecznym   lusterku 

znikające w dali ferrari. Dlaczego mnie na to nie namawiał. Domyślał się, że chcę mieć teraz trochę 

czasu dla siebie, żeby przemyśleć pewne sprawy.

Sporo problemów, które ostatnio trapiły Brennę rozwiązało się dziś wieczorem za jednym 

zamachem. Wiedziała już, co stanie się z jej karierą, i czego chce od życia. Wiedziała też, że musi 

pogodzić się z myślą związania się na stałe z Ryderem. Ale na to wszystko potrzebny był czas, 

mimo że elementy życiowej łamigłówki zaczęły nagle idealnie do siebie pasować.

Kiedy tak się stało? usiłowała sobie przypomnieć. Wtedy, gdy na drugim końcu sali ujrzała 

Rydera.

Przyjechał, by stanąć u jej boku.

Powrotna jazda ciągnęła się w nieskończoność. Wreszcie oczom zmęczonej Brenny ukazała 

się boczna droga, przy której stały dobrze jej znane domki nad jeziorem. Dojeżdżając na miejsce 

czuła się teraz tak, jakby nie jechała na urlop, lecz wracała z utęsknieniem do prawdziwego domu.

Zahamowała na podjeździe. Gdy zobaczyła z daleka Rydera idącego w jej kierunku, zdała 

sobie sprawę z tego, jak bardzo jej na n im zależy. Wypadła z samochodu i zaczęła biec szybko w 

jego kierunku.

- Kochany! Jakie to szczęście, że jestem już z tobą! - zawołała rzucając się w jego ramiona.

Bez wysiłku uniósł ją w górę i przytulił do siebie.

99

background image

- Byłem pewny, że wrócisz - oświadczył buńczucznie i przypieczętował te słowa władczymi 

pocałunkami. Brenna poddała mu się, wiedząc, że odtąd stanowi wyłączną własność Rydera, ale że 

sama równocześnie bierze tego mężczyznę w swe wyłączne posiadanie.

Kiedy oderwał wreszcie usta od warg dziewczyny, zobaczył w jej oczach pełne uwielbienie.

- Powzięłaś decyzję, Brenno? - zapytał łagodnie. - Zgadzasz się należeć do mnie?

W odpowiedzi głośno się roześmiała.

- Twój sposób wyrażania się jest okropny i wymaga niezwłocznej korekty. Żyjemy przecież 

w   czasach   równouprawnienia.   Wróciłam   tutaj   tylko   i   wyłącznie   z   jednego,   bezsensownego   i 

sentymentalnego   powodu.   Bo   zakochałam   się   w   tobie.   -   Powiedziawszy   to   Brenna   szybko 

przyłożyła dłoń do warg Rydera.

- Wiem, że dla ciebie te słowa niewiele znaczą. Ale pewnego dnia udowodnię ci, że jest to 

idealny sposób wyrażania twych uczuć w stosunku do mnie - dodała z czułością w głosie.

Ucałował palce, które Brenna położyła na jego wargach.

-   Nigdy   nie   twierdziłem,   że   miłość   jest   głupia   i   sentymentalna.   Mówiłem   jedynie,   że 

czytelnicy moich książek pewnie tak uważają. W rozmowach z tobą unikałem tego słowa przede 

wszystkim  dlatego,   że  uznałem   cię  za  racjonalistkę.  Przed  panią   profesor  od filozofii   należało 

roztaczać argumenty logiczne i przemawiać do jej poczucia prawości i osobistej godności. A w 

miłości nie ma logiki.

- Ale za to są w niej prawość i uczciwość.

- Tak. - Ryder wsunął dłonie we włosy Brenny i wyciągnął z nich grzebienie. - Od pierwszej 

chwili pragnąłem cię mieć. Szybko jednak zdałem sobie sprawę z tego, że moje uczucia w stosunku 

do ciebie wykraczają poza fizyczne pożądanie. Jesteś mi potrzebna. Stałaś się częścią mojej osoby, 

bardzo ważną częścią. Uczucie, które do ciebie żywię, mam przemożną ochotę nazwać miłością. 

Kocham cię.

- Ja ciebie też, Ryderze. Ja też.

Przyciągnął Brennę do siebie. Głaskał jej ramiona i plecy z tak ogromnym przejęciem, jakby 

jeszcze nie wierzył, że całkowicie go zaakceptowała.

- Jesteśmy nad jeziorem Tahoe, od strony Nevady - szepnął. 

- A więc? - Uśmiechnęła się, szczęśliwa w jego silnych ramionach.

- A więc możemy pobrać się jeszcze dzisiaj.

Podniosła wzrok.

- Chcesz, Ryderze?

-   Tak.   Chcę.   Odczuwam   bardzo   prymitywną   potrzebę   przywiązania   cię   do   siebie 

natychmiast, na wszelkie możliwe sposoby.

100

background image

Brenna potrząsnęła głową, a w jej bursztynowych oczach zapaliły się wesołe ogniki.

- I co mam z tobą zrobić? Jesteś niepoprawny!

- Przestań kpić sobie z tego, że zachowuję się jak neandertalczyk, i szybko powiedz, że 

wyjdziesz za mnie - powiedział Ryder szorstkim głosem, przyciągając głowę Brenny do swego 

ramienia.

- Dobrze - odrzekła posłusznie.

- Czy zgadzasz się tylko dlatego, że chcesz ze mnie wyplenić antyfeminizm?

-   Oczywiście,   że   tak.   Jak   zgadłeś?   Skąd   wiesz,   że   nigdy   nie   potrafiłam   oprzeć   się 

wyzwaniom?

Poczuła nagle, że ramiona Rydera zadrgały ze śmiechu. Objęła go za szyję.

- Kocham cię bardzo. Przez cały czas  powtarzałam,  że jesteś  zupełnie nieodpowiednim 

mężczyzną. Robiłam to chyba tylko dlatego, że bałam się uprzytomnić sobie, jak bardzo jesteś dla 

mnie stworzony.

- Mimo mojej przeszłości? I braku wykształcenia?

- Twoja przeszłość mnie nie interesuje. Liczy się tylko to, co przed nami.

- A twoja przyszłość, Brenno? Czy wiesz już, czego chcesz od życia?

- Na razie wiem, że chcę ciebie. A co do reszty... potem coś się postanowi. Od kiedy moja 

pamięć sięga, zawsze trzymałam się wąskiej i prostej ścieżki akademickiego życia. Nie jest to zła 

droga   i   być   może   pewnego   dnia   jeszcze   na   nią   powrócę.   Teraz   jednak   potrzebna   mi   zmiana. 

Przynajmniej na parę miesięcy. Wybierzemy się gdzieś, abym mogła obejrzeć kawałek świata?

- Myślałem już o tym. Pojedziemy, jak tylko napiszę książkę.

- Ostrzegam, że lubię podróżować wygodnie. Pod tym względem wcale nie przypominam 

Craiga.

- Będziemy wszędzie jeździć pierwszą klasą. - Ryder uśmiechnął się zadowolony. - Prawdę 

powiedziawszy, sam nie miałbym już teraz ochoty podróżować w kiepskich warunkach.

- Dopiero po powrocie postanowimy coś w sprawie mojej dalszej pracy.

- Skoro więc twoja dalsza przyszłość nie jest jeszcze do końca ustalona, porozmawiajmy o 

tym, co nas może czekać teraz. Chcesz usłyszeć, co zrobimy?

- Tak.

- Najpierw wsadzę cię do samochodu i pojedziemy wziąć ślub. Potem będzie mały lunch z 

kawiorem i szampanem. A kiedy wrócimy, zaniosę cię do sypialni, gdzie odbędzie się dalszy ciąg 

uroczystości.

- Uwielbiam, gdy tak decydujesz o wszystkim za nas oboje - odrzekła śmiejąc się Brenna.

Trzy godziny później Ryder wzniósł toast szampanem.

101

background image

- Za małą włamywaczkę, która o drugiej w nocy wdarła się do mojej sypialni.

- Musisz do tego wracać? - mruknęła z dezaprobatą Brenna.

- Ten toast jest bardzo ważny – zaprotestował Ryder odstawiając kieliszek i podnosząc się 

od stołu. - Właśnie tamtej pamiętnej nocy zacząłem zdawać sobie sprawę, że to mnie, spokojnemu 

człowiekowi, przypadnie w udziale los męża najbardziej awanturniczej z kobiet. I się nie myliłem. 

Wkrótce potem mnie uwiodłaś, kiedy pojechaliśmy do kasyna!

- Wcale tego nie zrobiłam!

- Pierwsza małżeńska sprzeczka?

- Hej, dokąd się wybierasz? - zawołała Brenna widząc, jak Ryder odchodzi od stołu.

- Idę po koc. Pojedziemy teraz do naszej małej groty nad jeziorem.

- Obiecywałeś, że zaniesiesz mnie do łóżka.

-   Zmieniłem   zdanie.   Mała   włamywaczka   potrzebuje   w   dzień   swego   ślubu   silniejszych 

wrażeń.

- Pojedziemy wiec na ryby?

- Niezupełnie.

Kiedy znaleźli się w grocie, Ryder zaczął rozkładać koc. Zakochanym wzrokiem Brenna 

obserwowała jego zwinne ruchy.  Gdy wyprostował się i popatrzył  na nią, w jego srebrzystych 

oczach dojrzała niepewność i wahanie.

- Ryderze - wyszeptała zaniepokojona.

- Kocham cię, lecz teraz, kiedy należysz już do mnie i się z tym pogodziłaś, poczułem się 

tak niepewnie, że aż dostałem dreszczy.

- Uważasz, że żeniąc się popełniłeś błąd?

- Jasne, że nie. Do licha, jak możesz w ogóle mówię coś podobnego! Trzęsę się teraz jak 

liść. Z wrażenia. Nigdy przedtem na niczym nie zależało mi tak, jak teraz na tobie. Pragnę zostać 

idealnym mężem i doskonałym kochankiem. Chcę, żebyś kochała mnie do końca życia. A jeśli 

człowiekowi tak bardzo na czymś zależy, to nic dziwnego, że ze strachu dostaje dreszczy!

- Może dlatego ja sama też czuję się nieswojo. - Brenna podała Ryderowi nieco drżącą rękę. 

- Pragnę być dla ciebie idealną żoną.

Przytulił ją i pocałował.

Stali objęci dopóty, dopóki nie uspokoili rozedrganych nerwów.

- Kocham cię - powiedziała Brenna.

- Ja też bardzo cię kocham. - Mówiąc te słowa Ryder opadł na ziemię, pociągając za sobą 

Brennę.

Rękoma drżącymi tym razem z pożądania zaczął rozbierać ją pospiesznie i nieporadnie.

102

background image

- Poczekaj. - Brenna zatrzymała na chwilę jego dłonie. - Nie mogę nadążyć za tobą. Też 

muszę cię przecież rozebrać. - Zaczęła niezdarnie rozpinać koszulę męża.

Kiedy wreszcie znaleźli się nadzy obok siebie, Ryder pogładził ją z czułością.

- Tak bardzo cię kocham - wyszeptała w odpowiedzi na pieszczotę, która wzbudziła w niej 

nagłe pożądanie. Odwzajemniła się pocałunkami.

- Moja mała czarodziejko - szeptał Ryder. - Jesteś jak kwiat, który otwiera się dla mnie.

Zaczęli się kochać. Czuli, że należą do siebie duszą i ciałem.

Gdy oprzytomnieli, do Brenny dotarły stłumione słowa Rydera:

- Mam wreszcie żonę! - W jego głosie było słychać niedowierzanie.

- Od dawna się za nią rozglądałeś? - spytała śmiejąc się Brenna.

- Nie miałem pojęcia, że coś takiego może być człowiekowi potrzebne, dopóki nie zakradłaś 

się do mnie.

- Wcale się nie zakradałam!

- O mało nie umarłem wtedy ze strachu.

- I ja mam w to wierzyć?

-   Od   pierwszej   nocy   bez   przerwy   się   bałem.   Że   Fielding   mi   ciebie   zabierze.   Że   nie 

wybaczysz mi mojej przeszłości. I że uciekniesz.

- Nie miałam pojęcia, że może istnieć coś, czego się obawiasz. Ja sama też byłam w strachu.

- Nic dziwnego. Zbyt wiele kłopotów spadło ci na głowę. Kryzys w pracy, wyjazd Craiga...

- I ty. Przede wszystkim ty. Stałeś się najtrudniejszym problemem do rozwiązania.

- Dlatego, że w niczym nie przypominałem typu mężczyzny, jaki ty zawsze podziwiałaś?

-   Nie.   Dlatego   że   byłeś   dokładnie   takim   mężczyzną,   jakiego   podziwiałam   i   o   jakim 

marzyłam, lecz z pozoru wcale go nie przypominałeś. Nie nosiłeś tweedowej marynarki ani nie 

miałeś za sobą co najmniej jednego roku studiów w Oksfordzie. Nie zdobyłeś żadnego stopnia 

naukowego i ...

- Stop! - Ryder ze śmiechem przerwał Brennie. - Coś jednak mam. Książki. Przecież,  je 

publikują!

- Fakt. Punkt dla ciebie, aczkolwiek nie tego rodzaju prace miał wydawać mój przyszły 

mąż...

- Za to dobrze zarabiam.

- Nie da się ukryć, że piszesz też dobrze!

Ryder przyciągnął Brennę do siebie. Całował ją długo i czule.

- A więc masz ochotę podróżować i zakosztować awanturniczego życia? - zapytał.

- Nasze małżeństwo będzie jedną wielką awanturą - odrzekła śmiejąc się Brenna.

103

background image

-   A   propos   przyszłości.   W   ciągu   najbliższych   tygodni   skończę   książkę   i   zaraz   potem 

wyjedziemy.   A   teraz   chodź   do  mnie.   -  Ryder   przyciągnął   Brennę   i   mocno   przytulił.   -   Muszę 

wypróbować nową miłosną scenę.

- Myślałam, że opisujesz wyłącznie erotyczne sceny!

- Od dziś to się zmienia. - Dotknął wargami gorących ust żony.

Brenna wiedziała, że to prawda.

Bo  w  życiu  prywatnym  Ryder  Sterne,  znany pisarz  sznurowatych  powieści  sensacyjno-

przygodowych, był prawdziwym mistrzem od miłosnych scen.

104


Document Outline