background image

 

Nina Tinsley 

 

Narzeczona 

 

(The Bridge Between) 

 

Przełożyła Magdalena Szczerbiak 

background image

Rozdział 1 

 
Seaton  zawsze  mówił  o  Melbury  z  jakąś  przejmującą 

nostalgią, toteż teraz, wjeżdżając do miasteczka, Donna poddała 
się  urokowi  jego  kamienic  oraz  wąskich  i  krętych  uliczek. 
„Gdyby był tutaj ze mną... " – pomyślała powstrzymując łzy. 

Jego  niespodziewana  śmierć  przed  sześcioma  tygodniami 

wywołała szok, z którego nie mogła się otrząsnąć. 

Jechała  teraz  wzdłuż  High  Street  wprost  ku  Riversly.  Lęk 

przed  spotkaniem  z  jego  kuzynami  narastał  w  niej  od  początku 
podróży. 

W  Londynie  wszystko  wydawało  się  dużo  prostsze  – 

pozostawała  jedynie  sprawa  domu,  który  teraz  stał  się  jej 
własnością.  Ileż  to  razy,  jako  narzeczona  Seatona  Warleya, 
wyobrażała  sobie  ich  wspólny  powrót  z  Paryża  i  szczęście 
czekające  na  nią  w  Riversly.  Marzyła  o  tym,  aż  do  dnia,  w 
którym  miała  miejsce  owa  fatalna  w  skutkach  rozmowa.  Póki 
była  sekretarką  Seatona,  nie  martwiła  się  jego  wybuchowym 
temperamentem, lecz od chwili zaręczyn jej uczucia zaczęły się 
zmieniać.  „Dlaczego  –  myślała  –  byłam  taka  głupia,  żeby 
krzyczeć,  że  nigdy,  ale  to  nigdy  go  nie  poślubię?  I  co  za 
dziecinny  gest  –  bezmyślny,  niepotrzebny  –  cisnąć  prosto  w 
niego 

pierścionkiem 

zaręczynowym. 

Oczywiście, 

nie 

potraktował  tego  poważnie,  tylko  spojrzał  tak  smutno,  jakbym 
sprawiła  mu  niespodziewany  ból  i  po  chwili  wyszedł  bez 
słowa". 

Zaraz wybiegła za nim, ale już wsiadł do taksówki. Odwrócił 

się tylko i wtedy widziała jego twarz po raz ostatni. 

Podczas 

pobytu 

ojca, 

prowadzącego 

badania 

archeologiczne, gnębiła ją beznadziejna samotność. Pierścionek, 

background image

który  miała  ze  sobą,  postanowiła  zwrócić  Seatonowi  przy 
najbliższym  spotkaniu.  Jednak  nigdy  do  tego  nie  doszło  i 
wszyscy nadal uważali ją za jego narzeczoną. 

Miasto zostało w tyle. Wysokie zarośla po obu stronach drogi 

przerzedziły  się  na  tyle,  że  Donna  mogła  swobodnie 
obserwować  okolicę.  Wkrótce  miał  się  pokazać  dom.  Jechała 
wolno środkiem wąskiej szosy, a przez otwarte okna samochodu 
napływał  wraz  z  czystym i  rześkim  powietrzem zapach  świeżo 
skoszonej  trawy.  Nagle  –  przed  maską  jej  samochodu  pojawił 
się  galopujący  koń.  Zdawał  się  biec  prosto  na  nią.  Widziała 
tylko  jego  rozwianą  grzywę  i  nieruchome,  dzikie  oczy. 
Odruchowo,  gwałtownie  szarpnęła  kierownicę,  zjeżdżając  z 
przeraźliwym  piskiem  hamulców  na  pobocze.  Samochód 
bezwładnie stoczył się do rowu. 

Donna  była  zbyt  oszołomiona,  aby  się  poruszyć. 

Ubezpieczona  pasami  siedziała  wyprostowana,  próbując  dojść 
do siebie. 

Uświadomiła  sobie,  że  jest  bliska  utraty  świadomości.  Całe 

ciało  było  bezwładne  i  wydawało  jej  się  takie  ciężkie,  jakby 
było z ołowiu. 

– Nie poddawaj się. Wytrzymaj jeszcze moment – usłyszała. 

Otworzyła oczy. Mężczyzna mocował się z drzwiami i wkrótce 
poczuła,  jak  jego  silne  ramiona  wyciągają  ją  na  zewnątrz. 
Mocno ją przytulił. Dopiero łzy strachu ocuciły ją nieco. 

– Dzięki  Bogu, jesteś cała  i zdrowa. To była moja wina. Ta 

paskudna  kobyła  zrzuciła  mnie  i  poniosła.  Zaraz  moi  ludzie 
zajmą się autem. A my musimy jak najszybciej jechać do domu i 
sprowadzić  doktora.  To  niedaleko.  Trzeba  się  upewnić  czy 
wszystko z tobą w porządku. 

–  Już  mi  lepiej  –  powiedziała  słabo  Donna.  –  Proszę  mnie 

zostawić. 

background image

–  Mowy  nie  ma!  Jest  pani  w  szoku.  Donna  nieoczekiwanie 

poczuła,  że  wcale  nie  chce,  aby  ją  pozostawiono  w  spokoju. 
Mocno  objęła  nieznajomego  za  szyję.  W  czasie  krótkiej  jazdy 
samochodem  siedziała  wsparta  o  jego  ramię  Po  przybyciu  na 
miejsce ułożono ją wygodnie na kanapie. 

– Gdzie ja jestem? – zapytała swego opiekuna. 
– W Manor Farm – odpowiedział z uśmiechem. Nazywam się 

Richard Fielding. 

–  O  Boże,  powinnam  się  tego  domyślić.  Jestem  Donna 

Martingale. 

Dostrzegła lekki grymas na twarzy Richarda. 
– Myślałem, że wciąż jest pani w Paryżu. 
–  W  torebce  mam  pański  list,  który  otrzymałam  od  pana 

Brooksa  zaledwie  tydzień  temu.  Właśnie  przebywam  u  ojca, 
który jest archeologiem i teraz uczestniczy w pracach w Dolinie 
Królów. 

– Rozumiem – głos Richarda brzmiał obco i nieprzyjaźnie. 
Uśmiechnęła  się  niepewnie  i  chyba  po  raz  pierwszy 

pożałowała, że nie pozostała z ojcem. Ale on jednoznacznie dał 
do  zrozumienia,  że  jej  nie  chce.  Odkąd  pamięta,  zawsze  cenił 
niezależność.  Uważał,  że  jego  córka  jak  najwcześniej  powinna 
zacząć  podejmować  samodzielne  decyzje.  W  pewnym  sensie 
była mu za to wdzięczna. 

– Oto i herbata. 
Duża  tryskająca  zdrowiem  kobieta  postawiła  tacę  na  stole  i 

usiadła naprzeciw Donny, bacznie się jej przyglądając. 

– Niezłego bigosu narobiła ta klaczka. George znalazł Vanity 

aż gdzieś w Melbury. Czy mam nalać herbaty? 

–  Nie,  dziękuję  Jen,  poradzę  sobie  –  odparł  Richard,  nie 

podnosząc się jednak z miejsca. 

–  Proszę  siedzieć.  Niepotrzebnie  pytam.  Po  dzisiejszym 

background image

zajściu  i  pan  na  pewno  jest  roztrzęsiony.  Nie  mówiąc  już  o 
biednej małej – Jen postawiła przed Donną parującą filiżankę. 

–  A  teraz  przygotuję  kąpiel  –  ciągnęła.  –  Jeszcze  przed 

przyjściem  doktora  zdąży  się  pani  wygrzać  i  odprężyć.  I  dla 
pana Richarda także, inaczej będzie pan jutro cały połamany. 

Wyszła  z  pokoju  pozostawiając  ich  dwoje  samym  sobie. 

Richard pierwszy przerwał kłopotliwe milczenie. 

– Jen jest córką naszej starej niani. Nany była w Manor Farm 

odkąd pamiętam. Kiedy umarła, Jen zajęła jej miejsce. Przykro 
mi, że moja matka jest teraz nieobecna – dodał sucho. 

Donna  wyciągnęła  drżącą  dłoń  w  kierunku  stołu,  lecz  w  tej 

samej sekundzie podszedł do niej, podając filiżankę. 

Jego bliskość  podziałała  na  nią paraliżująco. Nie  chciała ani 

litości,  ani  współczucia.  Pamiętała  nastrój  jego  listu,  z  którego 
wnioskowała:  ten  człowiek  mnie  nienawidzi.  Obecna 
życzliwość  zaskoczyła  ją.  Opiekuńczość,  jaką  okazał 
nieznajomej osobie, kłóciła się z wrogością listu adresowanego 
do konkretnej Donny Martingale. 

– Wszystko w porządku – powiedziała odsuwając się. 
Był na tyle blisko, że zauważyła zadrapanie na jego policzku. 

Niezgrabnie dotknęła chusteczką jego twarzy. 

– Nie wolno tego lekceważyć – powiedziała z troską. 
–  To  głupstwo  –  nakrył  jej  rękę  swoją  i  w  tym  momencie 

poczuła  napływającą  falę  czułości.  Lecz  już  po  chwili  oczy 
Richarda ponownie nabrały nieufnego wyrazu. Raptownie wstał 
i podszedł do kominka. 

– Czy mógłby pan skontaktować się w moim imieniu z Janem 

Warleyem? – spytała po chwili wahania. 

– Czy oni pani oczekują? – odwrócił się do niej. – Clare nic 

mi  nie  wspominała  o  pani  przybyciu.  Kiedy  się  pani  z  nimi 
umawiała? – wypytywał ją. 

background image

–  Wczoraj  rozmawiałam  z  gospodynią  i  przekazałam  jej 

informację. 

–  To  był  pewnie  pomysł  Brooksa.  Nie  jest  zbyt  delikatny, 

niestety. 

– Nieprawda – zaczęła bronić starego prawnika. – Pan Brooks 

radził  mi  wracać  do  Paryża.  Powiedział  tylko,  że  Warleyowie 
będą robić trudności. 

–  A  czego  się  pani  spodziewała?  –  zawołał  oburzony.  – 

Chyba  nie  oczekiwała  pani  fanfar  na  powitanie?  Pani  nie  raczy 
sobie zdawać sprawy z tego, co im zrobiła? 

Zamknęła  oczy.  To  pytanie  zawisło  jak  wielka,  czarna 

chmura. „Im zrobiła, im zrobiła" – brzmiało jej w uszach. 

–  Nic  nie  zrobiłam.  Seaton  mógł  zmienić  swój  testament  w 

każdej  chwili.  Mam  takie  samo  prawo  do  Riversly  jak 
Warleyowie  –  wybuchnęła,  w  głębi  serca  wiedząc,  że  to 
nieprawda. 

Kiedy Seaton powiedział jej o zmianach w testamencie na jej 

korzyść,  zignorowała  to  i  śmiejąc  się  spytała:  „A  co  to  za 
różnica". Jednak była i to duża. W ten sposób zarzucił haczyk. 
Wielkie  pragnienie  posiadania  własnego  domu  sprawiło,  że 
znosiła jego humory, aż do tamtego dnia. 

Nagle  ocknęła  się  z  imieniem  Seatona  na  ustach.  Leżała  w 

wielkim  mahoniowym  łożu  w  obcym  pokoju.  Nie  umiała 
określić,  czy  jest  wieczór,  czy  też  wczesny  świt.  Czuła 
dokuczliwy  głód.  podniosła  głowę  i  zobaczyła,  że  przypatruje 
się jej Jen. 

–  Nareszcie  się  przebudziłaś  –  powiedziała  do  niej  z 

uśmiechem.  –  Spałaś  jak  mała  dziewczynka,  prawie  siedem 
godzin bez przerwy. Masz ochotę na zupę? 

– Tak, oczywiście. Jestem bardzo głodna. Która godzina? 
– Zbliża się  dziesiąta. Wnieśliśmy cię  na  górę z  Richardem. 

background image

Doktor  przyszedł  parę  minut  później,  ale  nie  pozwolił  cię 
budzić.  Sen  jest  najlepszym  lekarstwem.  Moja  mama  zawsze 
powtarzała: „pozwólmy działać naturze". 

„Jaka  ulga"  –  pomyślała  Donna  –  „aż  do  jutra  rana  mam 

spokój z Riversly i Warleyami". 

–  Usiądź  –  Jan  ostrożnie  przysunęła  tackę  z  talerzykiem 

pachnącej zupy i zaczęła się jej przyglądać. 

Donnę  poczuła  się  nieswojo.  Zastanawiała  się,  dlaczego  tak 

dziwnie patrzy. 

– Byłaś tu przez cały czas, kiedy spałam? – zapytała, jakby z 

obawą,  że  Jen  mogła  odkryć  jej  najgłębsze  sekrety.  Ale  nie 
usłyszała odpowiedzi. 

–  Przykro  mi,  że  sprawiłam  tyle  kłopotu  –  powiedziała 

jeszcze. 

Jen odłożyła robótkę i odezwała się: 
– Kłopoty się dopiero zaczną. Moja matka miała szczególny 

dar... 

– Jaki dar? – zainteresowała się Donna. 
– Umiała przepowiadać przyszłość. 
– A ty? 
–  Ja  także  widzę  rzeczy,  których  widzieć  nie  powinnam. 

Zwykle jednak nie mówię o nich. Pan Seaton beształ mnie za to. 
„To  są  bzdury,  Jen"  –  powtarzał  często.  Nazwał  mnie  kiedyś 
głupią babą, gdy powiedziałam mu o... 

Serce Donny zaczęło bić mocniej. Nie wytrzymała. 
–  O  wypadku?...  Że  Seaton  zginie,  tak?  Czy  mogłaś  go 

uratować? 

Ale Jen zdawała się nie słyszeć gorączkowych pytań Donny. 
–  Biedny  głuptasie  –  powiedziała  po  chwili  –  to  straszna 

historia. To nie był wypadek. To nie był wypadek. 

W  pokoju  rozległ  się  dźwięk  opuszczonej  na  talerz  łyżki. 

background image

Donna  zamknęła  oczy  w  nadziei,  że  ciemność  zatrze  pamięć  o 
niewiarygodnych słowach Jen. 

–  Oczywiście,  że  to  był  wypadek  –  odezwała  się.  –  Pan 

Brooks  pokazał  mi  szczegółowy  raport  w  sprawie  tego  zajścia 
na moście. 

– Zgadza się, moja droga. Wszyscy byliśmy na przesłuchaniu 

–  przyznała  potulnie  Jen,  wracając  do  robótki.  –  Pan  Richard 
także  zeznawał.  Biedny  pan  Seaton.  Takie  nieszczęście! 
Najpierw uderzył się w głowę, a potem wpadł do rzeki. 

–  Nie  wierzysz  w  to  co  mówisz,  prawda?  Powiedziałaś 

przecież... 

Jen spojrzała  nieruchomo przed siebie  i uśmiechnęła  się. Jej 

twarz była łagodna i spokojna. 

– Oczywiście, to był wypadek. Jak można myśleć inaczej? 
Donna  patrzyła  na  nią  zdziwiona.  Czyżby  wypowiedziane 

przed chwilą słowa były wytworem jej wyobraźni? To prawda, 
że czytając list od pana Brooksa nabrała pewnych wątpliwości, 
ale były to tylko podejrzenia. Kto mógł chcieć śmierci Seatona? 
Wszak  tylko  ona  wiedziała  o  poprawkach  w  testamencie.  A 
może  nie  tylko  ona?  Kim  są  kuzyni  Seatona?  Skąd  wzięła  się 
wrogość Richarda Fieldinga? 

Poczuła się znowu osłabiona. 
–  No,  malutka  –  Jen  siedziała  przy  niej  głaszcząc 

złocistobrązowe  włosy  Donny  –  pora  spać.  Wszystko  będzie 
dobrze. Z Jen jesteś bezpieczna. 

„Ta  kobieta  ukrywa  coś  przede  mną.  Muszę  się  sama 

dowiedzieć, co rzeczywiście zdarzyło się Seatonowi. Muszę... ". 

Usłyszała odgłos otwieranych drzwi i poznała głos Richarda: 
– Co z nią, Jen? Czy już lepiej? 
–  Jutro  będzie  zdrowa  jak  rydz.  Nie  ma  powodu  do 

zdenerwowania, proszę pana. 

background image

Pochylił się nad Donną. Poczuła jego ciepły oddech na czole, 

ale nie chciała otwierać oczu. 

– Oczywiście, że się denerwuję. Jeden wypadek w Riversly to 

i tak za dużo. 

„Co  on  ma  wspólnego  z  Riversly?  I  dlaczego  mnie 

nienawidzi?" – pomyślała Donna zapadając w sen. 

 

background image

Rozdział 2 

 
–  To  nie  w  porządku.  To  po  prostu  nie  jest  w  porządku. 

Seaton  był  naszym  kuzynem.  Ty  jesteś  zupełnie  obca  –  głos 
Clare Warley brzmiał ostro. 

Donna przez chwilę miała wrażenie, że ta kobieta ją uderzy. 

Znowu  zaczęła  żałować,  że  nie  posłuchała  pana  Brooksa  i  nie 
wróciła  do  Paryża.  Nerwowo  spojrzała  na  Jana,  brata  Clare. 
Mimo,  że  był  jej  rówieśnikiem,  wyglądał  wyjątkowo  młodo, 
wręcz chłopięco, jak na swoje dwadzieścia pięć lat. Trudno było 
uwierzyć, że jest aż o siedem lat starszy od siostry. 

Donna  przyjechała  do  domu  Warleyów  w  towarzystwie 

Richarda,  który  teraz  stał  obok  i  przysłuchiwał  się  rozmowie. 
Znajdowali  się  w  bawialni  umeblowanej  z  doskonałym 
smakiem.  Od  razu  wyczuła  dobry  gust  Seatona,  docenianego 
wśród  znawców  antyków.  Eleganckie  meble  w  stylu  Edwarda 
zdobiły pokój utrzymany w ciemnej tonacji. 

–  Riversly  należy  do  Warleyów.  Zbudował  go  dziadek 

Seatona,  a  my  zawsze  tu  mieszkaliśmy  –  Clare  spojrzała 
wymownie na Richarda oczekując wsparcia. – Byłeś jednym ze 
świadków  przy  zmianie  testamentu,  nie  możesz  skłonić  jej  do 
wycofania się? 

– Obawiam się, że nie, kochanie. Dokument obowiązuje i nikt 

nie jest w stanie go zmienić. 

– Ale dlaczego mamy wszystko jej przekazać? – z oczu Clare 

wyzierała rozpacz. 

–  On  mnie  kochał  –  odezwała  się  Donna,  a  w  jej  oczach 

zalśniły  łzy.  –  Z  pewnością  wiecie  także  o  tym,  że 
zamierzaliśmy się pobrać. 

– Dziwne, że nic o tym nie wspominał. Nie wierzę ci. Czemu 

background image

miałby trzymać to w sekrecie? 

„Rzeczywiście,  dlaczego"  –  pomyślała  Donna  w  przypływie 

gniewu  na  Seatona.  „Czy  postanowił  nic  nie  wspominać  aż  do 
szczęśliwego  finału ich  narzeczeństwa? A gdyby teraz  żył, czy 
zmieniłby swoją decyzję na korzyść kuzynów?" 

– Kwestionuje pan moje słowa? – zapytała ostro Jana. 
– Jeśli próbujesz nas oszukać – Clare zwróciła ku niej twarz i 

zasyczała jak żmija – wkrótce będziesz musiała oddać dom. 

Podbiegła do brata i oboje skierowali ku Donnie nienawistne 

spojrzenia. Nagle do dyskusji wtrącił się Richard: 

–  Seaton  sprawił,  że  rezygnacja  panny  Martingale  miałaby 

poważne konsekwencje. Musi ona zamieszkać w Riversly, gdyż 
w  przeciwnym  razie  dom  zostanie  sprzedany,  a  dochód 
przeznaczony na cele dobroczynne. 

– A co będzie z nami? 
– To zależy od.. 
–  Od  czego?  –  Donna  czekała  niecierpliwie  dalszego  ciągu, 

przyglądając się aroganckim twarzom Warleyów. 

– Od pani uprzejmości – dokończył Richard. 
– Co przez to rozumiesz? – niepewnym głosem spytała Clare. 
Dona  zacisnęła  wargi.  Richard  obserwował  ją  z  lekkim 

rozbawieniem. 

– Tylko to, że jeśli panna Martingale się zdecyduje, możecie 

mieszkać  razem.  Lecz  może  ona  ma  inne  plany...  –  zawiesił 
głos. 

Nagle uzmysłowiła sobie, w jaką pułapkę wpędził ją Seaton. 

Zdawała  sobie  sprawę,  jak  jego  warunek  był  trudny  do 
spełnienia. Mogła porzucić Riversly, ale każda następna chwila 
spędzona  w  tym  domu,  czyniła  tę  decyzję  trudniejszą.  Jeśli 
wyjedzie, co stanie się z Clare i Janem, który teraz uważnie jej 
się  przyglądał.  Miał  oczy  Seatona  –  świeciły  ze  szczególną 

background image

intensywnością.  Wiedziała,  że  chciał,  aby  go  zrozumiała  i  nie 
mogła tego zlekceważyć. 

–  Nie  będę  mieszkała  z  nią  pod  jednym  dachem  –  nie 

wytrzymała Clare. – Ucieknę. Zabiję się! 

– Nie wygłupiaj się – Jan przyjął jej wybuch spokojnie. – Nie 

masz w tej sprawie nic do powiedzenia. 

– Odejdę. Znajdę sobie jakąś pracę. 
– Co takiego? – zaśmiał się Richard. 
Rozwścieczona  Clare  odwróciła  się  do  nich  plecami 

krzycząc: 

– Zobaczycie jeszcze. Nikogo z was nie potrzebuję. Jesteście 

wstrętni – rzuciła się z płaczem na kanapę. 

Donna  rozumiała  jej  wściekłość.  W  niej  samej  narastała 

nienawiść  do  Seatona  za  to,  że  postawił  ją  w  sytuacji,  z  której 
nie umiała wybrnąć. 

–  No  więc  jak  –  dyplomatycznie  zagadnął  Jan.  –  Mam 

rozumieć, że odtąd żyjemy w trójkę w Riversly. 

–  Myślę,  że  zamiarem  Seatona  było,  abyście  po  jego  ślubie 

zamieszkali tutaj wszyscy razem – odezwał się Richard. 

Clare podniosła na niego zapłakane oczy. 
– Czy wiedziałeś, że Seaton ma zamiar się ożenić? 
– Tak. 
– Dlaczego powiedział tobie, a nie nam? 
– Przypuszczam, że miał swoje powody. 
–  Byliśmy  pewni,  że  do  końca  życia  pozostanie  kawalerem, 

po  tym  co...  –  Jan  urwał  raptownie,  znacząco  spoglądając  na 
Richarda, ale ten zignorował go. 

–  Zresztą,  nic  dziwnego,  że  chciał  się  z  panią  ożenić  – 

kontynuował Jan. – Jest pani wyjątkowo piękną kobietą. 

Donna  poczuła  na  sobie  uporczywy  wzrok  Richarda 

Fieldinga.  Nie  pojmowała,  dlaczego  komplement  Jana  tak  go 

background image

zirytował. 

–  Muszę  już  iść  –  wstał  szybko.  –  Panno  Martingale  – 

uścisnął  jej  rękę  –  może  pani  zostać  w  Manor  Farm  jak  długo 
pani zechce. 

Zanim zdążyła odpowiedzieć, wtrącił Jan: 
– Ona nigdzie nie pojedzie. Zostaje tutaj. 
–  Jesteś  skończonym  idiotą,  Jan  –  histerycznie  krzyknęła 

Clare.  –  Czy  nie  rozumiesz,  że  jeśli  ona  natychmiast  nie 
odejdzie, nigdy się jej nie pozbędziemy? 

Jan chwycił siostrę za ramiona i brutalnie nią potrząsnął. 
– Zamknij się mała wariatko. 
– Puszczaj mnie. Zapomniałeś już o czym wiem... 
Zamachnął się i mocno uderzył ją w twarz. Stanęła oniemiała 

i przestraszona, a potem podbiegła do Richarda. 

– Dlaczego nie zostawisz jej w spokoju – powiedział Richard 

przytulając dziewczynę. 

–  Ktoś  musi  nauczyć  ją  rozumu  –  odrzekł  stanowczo  Jan.  – 

Za  bardzo  ją  rozpieszczano  od  śmierci  matki.  Seaton  zawsze 
zachowywał  się  w  stosunku  do  niej  zbyt  pobłażliwie.  Chyba 
zgodzi się pani ze mną? – zwrócił się do Donny. 

Przyznała  mu  w  duchu  rację.  Sama  wielokrotnie  powtarzała 

Seatonowi, że powinien trzymać tę małą w ryzach. W tej chwili 
nie miała jednak zamiaru nikogo osądzać. 

Jan  zaśmiał  się  i  odsunął  Clare  od  Richarda.  Pogładził  ręką 

jej włosy i pocałował w zaczerwieniony policzek. 

–  Przepraszam  kochanie,  ale  masz  wyjątkowy  dar 

wyprowadzania  mnie  z  równowagi.  Teraz  bądź  grzeczna  i  idź 
poproś panią Lanten. 

– Mam cię gdzieś! Idź sam! – Clare wybiegła z pokoju głośno 

trzaskając drzwiami. 

Na twarzy Jana pojawił się grymas. 

background image

– Pewnego dnia dam jej lekcję, której nigdy nie zapomni. 
Richard i Donna zostali sami. 
–  Życie  z  Warleyami  może  okazać  się  dość  uciążliwe  – 

powiedział. – Dlaczego nie zdecyduje się pani wrócić ze mną na 
Manor Farm? 

Pomyślała, że ma jakiś poważny powód, aby namawiać ją do 

wyjazdu. Wiedziała, że jeśli teraz z nim odejdzie, nigdy nie już 
będzie  miała  dość  odwagi,  aby  wrócić.  Zanim  jednak  zdążyła 
mu  odpowiedzieć,  w  drzwiach  stanął  Jan  z  panią  Lanten. 
Gospodyni  wyrzucała  mu,  że  tak  szorstko  obszedł  się  z  Clare. 
Młody Warley ignorując ją, powiedział: 

– Panna Martingale zostaje z nami. Proszę pokaż jej pokój. 
Donna dzielnie wytrzymała spojrzenie pani Lanten. Przesłała 

jej nawet nieśmiały uśmiech, nie odwzajemniła go jednak. Przed 
odejściem zwróciła się do Richarda: 

– Dziękuję za pana życzliwość, panie Fielding. 
– Cała przyjemność po mojej stronie. 
Uśmiechnął się i zniżając nieco głos, spytał ponownie: 
– Na pewno chce pani tu zostać? 
Skinęła głową, mile zaskoczona jego zainteresowaniem. 
Kiedy  znalazły  się  na  schodach,  pani  Lanten  odezwała  się 

pierwsza. 

– Sądzę, że pan Seaton przeznaczył dla pani pokój francuski. 

Powiedział,  że  urządza  go  dla  szczególnej  osoby.  –  Cóż  – 
kontynuowała,  gdy  weszły  do  środka  –  osobiście  uważam,  że 
jest  okropny.  Ten  różowy  kolor  i,  jak  na  mój  gust,  zbyt 
fantazyjne meble! Ja lubię stare, angielskie sprzęty, zwyczajne i 
praktyczne. 

Donna  patrzyła  oczarowana.  Czuła  się  tak,  jakby  śniła  sen 

utkany  dla  niej  przez  Seatona.  Weszła  do  pokoju  urządzonego 
dla  kobiety,  którą  kochał  –  dla  niej!  Odwróciła  się  do  pani 

background image

Lanten. 

–  Jest  cudowny.  Seaton  nic  o  nim  nie  wspominał,  Kiedy  go 

urządził? 

– Ostatnim razem, gdy tu przyjechał... 
– Przed wypadkiem? – dokończyła Donna. 
– Wypadek? – pani Lanten podeszła do Donny i wyszeptała: 

– Jego śmierć to nie był wypadek. 

Donna zadrżała. 
–  Ale  taka  jest  oficjalna  wersja  policji  –  próbowała 

zaprzeczyć. – Zeznanie pana Fieldinga... 

–  Zgadza  się,  ale  pana  sędziego  nie  było  wtedy  na  moście, 

nieprawdaż?  Pana  Richarda  również.  Niech  pani  przez  chwilę 
pomyśli. Pan Seaton tysiące razy przechodził przez most. On nie 
mógł się po prostu poślizgnąć i upaść, jak napisała policja. 

– Jeśli pani coś wie... Obowiązkiem pani jest... 
–  Ja  nic  nie  wiem.  Tak  jest  bezpieczniej  –  stwierdziła, 

podchodząc  do  drzwi.  –  Kolacja  będzie  gotowa  o  siódmej  – 
dodała wychodząc z pokoju. 

Donna  usiadła  na  łóżku.  Myśli  krążyły  chaotycznie.  Pani 

Lanten nie miała pojęcia o podejrzeniach, które wzbudziła Jen, a 
więc czyżby jej własne, ukryte w podświadomości, miały jakieś 
konkretne  źródło?  Nie,  to  musiał  być  wypadek.  To  zbyt 
przerażające brać pod uwagę coś innego. 

Zaczęła  przechadzać  się  po  pokoju.  Jakże  Seaton  musiał  ją 

kochać, skoro zbierał dla niej w tajemnicy delikatne, francuskie 
meble  Louise  Quinze,  które  tak  podziwiała.  Łzy  wzruszenia 
spłynęły  jej  po policzkach.  Gdyby  mogła  pokochać  go tak,  jak 
na to zasługiwał... 

Podeszła  do  okna.  Czarujący  ogród  rozciągał  się  od  progu 

tarasu aż do rzeki – granicy Manor Farm. Krajobraz ten był jej 
znany.  Ileż  to  razy  miała  okazję  podziwiać  go  na  obrazach 

background image

Seatona.  Domy  z  kamienia,  wspaniałe  ogrody,  zieleń  pól  – 
wszystko znała z paryskiego atelier. Seaton obiecywał jej same 
jasne, szczęśliwe dni, kiedy zostanie panią na Riversly. A teraz, 
kiedy to nastąpiło, czuła się tak samotna, jak nigdy dotąd. 

Odkąd  pamiętała,  zawsze  pragnęła  mieć  liczną,  kochającą 

rodzinę.  W  wyobraźni  stworzyła  dla  siebie  i  dla  Seatona  ich 
wspólny dom w Riversly, gdzie nareszcie czułaby się potrzebna. 
Myślała z radością o gromadce dzieci, o tym, że w końcu uda jej 
się  osiąść  na  stałe.  Jednak  Seaton  nie  do  końca  ją  rozumiał. 
Często  powtarzał  „będziemy  rodziną",  ale  miał  na  myśli  prócz 
niej, także Jana i Clare. Już wtedy przygnębiał ją fakt, że stając 
się  jego  żoną  będzie  miała  na  głowie  dwójkę  młodych 
Warleyów. 

„Nie  jestem  jeszcze  panią  na  Riversly"  –  pomyślała 

rozpakowując  walizkę.  „Muszę  jak  najszybciej  dokładnie 
poznać dom, wchłonąć jego atmosferę, zobaczyć ogród i rzekę". 

Nagle przypomniał jej się most. Poczuła ulgę, że nie było go 

widać z okna sypialni. Wspomnienia wciąż napawały ją lękiem. 

Dla odprężenia postanowiła wziąć kąpiel. Wsypała do wanny 

ulubione sole, które czekały na nią przy lustrze. Seaton pomyślał 
o wszystkim... 

Ubrała  się  starannie,  aby  zrobić  jak  najlepsze  wrażenie. 

Seaton zawsze podziwiał proste, czarne suknie, które doskonale 
podkreślały  biel  jej  skóry.  Narzucając  na  ramiona  szyfonową 
chustę, niechętnie opuściła pokój. 

Kiedy weszła do bawialni, Richard podniósł się natychmiast z 

fotela. Nie potrafił ukryć zachwytu. 

– Wygląda pani oszałamiająco – powiedział i ukłonił się. 
– Dziękuję. A gdzie pozostali? 
Wzruszył ramionami. 
– Nie mam pojęcia. Pani pozwoli, że zrobię pani drinka. 

background image

Donna wybrała Martini i usiadła na krześle, w miejscu, gdzie 

lekki  cień  spowił  jej  twarz.  Nie  czuła  się  swobodnie  w 
towarzystwie Richarda, ciągle miała w pamięci niechęć, jaką jej 
okazał,  kiedy  przedstawiła  mu  swoje  nazwisko.  Poza  tym 
drażniło ją to, że tak dobrze wczuł się w rolę gospodarza. 

– Przykro mi, że Clare była tak nieprzyjemną – powiedział. – 

Próbowałem ją przygotować na to spotkanie. 

– Nie bardzo się to panu udało. 
– Clare przechodzi teraz trudny okres. 
–  Proszę  nie  opowiadać  głupstw.  Ona  najzwyczajniej  w 

świecie  jest  rozpieszczona.  Seaton  szalał  na  jej  punkcie. 
Wystarczyło, że kiwnęła paluszkiem, a już był przy niej. 

– Czy pani ma zamiar postępować inaczej? 
Spojrzała na niego z rezerwą. 
– Nie chcę mieć z Clare nic wspólnego. 
–  Jeśli  zdecydowała  się  pani  pozostać  w  Riversly,  obawiam 

się,  że  będzie  pani  miała,  i  to  sporo.  Nie  sądzę,  żeby  w  pełni 
zdawała sobie pani sprawę ze skomplikowanej treści testamentu. 
Zgodnie z jego wolą, Clare ma pozostać pod pani opieką aż do 
czasu, kiedy osiągnie pełnoletność, jeśli, rzecz jasna, wcześniej 
nie wyjdzie za mąż. 

–  Pan  raczy  żartować  –  Donna  odstawiła  kieliszek  i  wstała 

zdenerwowana. 

– Niestety, nie. Jest pani za nią odpowiedzialna. 
– To niemożliwe! 
W jej brązowych oczach zapłonął gniew. Nagle znienawidziła 

Seatona. Jak mógł zrobić jej coś podobnego, jak mógł skazać ją 
na  życie  z  tą  paskudną  dziewczyną?  Gdyby  Donna  nie  chciała 
zostać  w  Riversly,  wszystko  byłoby  proste,  ale  im  dłużej 
przebywała  w  tym  pięknym  miejscu,  rosło  w  niej  pragnienie, 
aby  nazywać  je  domem.  Usiadła  zrezygnowana.  Richard 

background image

podszedł bliżej i położył dłoń na oparciu krzesła. Speszył ją tym 
gestem. 

– Czy Jan i Clare wiedzą o tym? – spytała szybko. 
– Jan zrozumiał to dokładnie, ale Clare... 
– Pan Brooks powinien był mnie uprzedzić – żaliła się – nie 

przyjechałabym... 

–  Owszem,  przyjechałaby  pani.  Nie  sądzę,  aby  mogła  pani 

porzucić Riversly nawet z powodu tuzina rozkapryszonych dam. 

–  Tak,  ma  pan  rację.  Jestem  teraz  właścicielką  Riversly  i 

mam  zamiar  tu  pozostać.  Jeśli  będziemy  żyły  pod  jednym 
dachem, będzie musiała dostosować się do mnie. 

–  A  jeśli  nie  zechce?  –  spojrzał  na  nią  uważnie.  –  Seaton 

wierzył, że jest pani osobą dobrą i wyrozumiałą. Na pewno nie 
bez powodu tak myślał. 

Nie  odpowiedziała,  ponuro  spoglądając  na  panią  Lanten, 

która stanęła w drzwiach salonu: 

–  Kolacja  gotowa  od  dziesięciu  minut.  Nie  ma  sensu  dłużej 

czekać. Jan gdzieś wyszedł, a Clare dąsa się i lepiej zostawić ją 
w spokoju. 

– Może zanieść jej coś do pokoju? – zasugerowała Donna. 
– To nic nie da. Jeśli nie jest głodna i tak niczego nie tknie. 

Nie trzeba się martwić. 

– My się naprawdę martwimy – twardo rzekł Ryszard. 
– Pani Lanten podała zupę i wróciła do kuchni. 
–  Kto,  przepraszam,  martwi  się  o  Clare?  –  chciała  upewnić 

się Donna. 

–  Jan,  ja  i  moja  matka.  Clare  potrzebuje  prawdziwej 

matczynej miłości. 

–  Powiedziałabym  raczej,  że  miłości  prawdziwego 

mężczyzny. 

Richard uśmiechnął się. 

background image

–  Żaden  normalny  mężczyzna  nie  będzie  mógł  żyć  z  Clare 

Warley. Ona odziedziczyła dziką krew po swoim dziadku. 

– Dziką krew? A Seaton... – Donna zawahała się. 
– Seaton zmienił się kilka lat temu. Wcześniej był dokładnie 

taki sam. Jak długo była jego sekretarką? 

– Dwa lata. 
Richard zamyślił się. 
–  Nie  przypuszczałem,  że  zdecyduje  się  znowu  tu  osiedlić. 

Tyle wspomnień... 

– Jestem przekonana, że  pan się myli. On bardzo pragnął  tu 

mieszkać.  W  Paryżu  miał  mnóstwo  obrazków  z  pejzażem 
tutejszych okolic. 

Richard  otworzył  butelkę  wytrawnego  wina  i  nalał  je  do 

kieliszków. 

–  Warleyowie  i  Fieldingowie  od  bardzo  dawna  żyli  w 

przyjaźni. Nasi przodkowie wspólnie wybudowali ten most. 

Donnę przebiegł dreszcz. Richard przyglądał się jej uważnie, 

mówiąc dalej: 

– Most łączący... 
– Droga, która łączy czy dzieli... ?  – spytała i zamyśliła się. 

Koniec  końców  przybyła  tutaj  właśnie  przez  ten  most. 
Usiłowała  przypomnieć  sobie,  czy  widziała  go  na  obrazach 
Seatona.  Nie,  nie  było  go  na  żadnym  z  nich.  Czyżby 
przeczuwał? 

–  To  była  droga  pojednania  i  nienawiści  –  odpowiedział 

Richard. – I pewnie taką pozostanie – dodał. 

 

background image

Rozdział 3 

 
Donna  miała  nadzieję,  że  jak  najdłużej  uda  jej  się  uniknąć 

widoku mostu. Przez cały ranek próbowała uwolnić się od pani 
Lanten,  która  uparła  się,  by  osobiście  pokazać  jej  każdy 
zakamarek domu. Sam pomysł spodobał się Donnie, ale do tego, 
żeby  przez  okrągłe  dwie  godziny  uprzejmie  wsłuchiwać  się  w 
czyjś monolog, trzeba mieć anielską cierpliwość, a tej, niestety, 
nie posiadała. 

Gospodyni nie była do niej przychylnie nastawiona. Śledziła 

każdy jej ruch od momentu, kiedy pojawiła się w Riversly. Pani 
Lanten  opowiedziała  się  otwarcie  po  stronie  Warleyów,  zdolna 
poświęcić im wszystko. 

– Pani Martingale, czy umie pani prowadzić gospodarstwo? 
– Nie, ale szybko się uczę – odpowiedziała zaczepnie Donna. 
Podstępny uśmiech wykrzywił i tak niezbyt ładną twarz pani 

Lanten. 

–  To  nie  będzie  konieczne.  Widzi  pani,  podczas  długich 

nieobecności  pan  Seaton  nigdy  nie  musiał  martwić  się  o 
Riversly.  Ja  zajmowałam  się  wszystkim  i  myślę,  że  nie  miał 
zastrzeżeń. Opiekowałam się także dziećmi od czasu śmierci ich 
matki, czyli przez ostatnie dziesięć lat. 

Donna nie miała ochoty słuchać tego dłużej. Zapewniła tylko, 

że  nie  ma  zamiaru  niczego  zmienić  w  dotychczasowym, 
sprawdzonym sposobie zarządzania i szybko uciekła do ogrodu. 
Nadzieja  na  cichy  spacer  wśród  zieleni  rychło  prysła. 
Nieprzyjemny  głos  elektrycznej  kosiarki  ucichł  dopiero  wtedy, 
kiedy podeszła do ogrodnika na odległość wyciągniętej reki. 

– Dzień dobry pani. 
Nie  zważając  na  jego  przesadny,  sztuczny  uśmiech,  ^  nowa 

background image

właścicielka  głośno  pochwaliła  piękny  i  starannie  utrzymany 
ogród. 

–  Wykonuję  swoją  pracę  najlepiej  jak  umiem.  Pan  Seaton 

nigdy nie miał powodów do narzekań, myślę, że nie należy mnie 
nadzorować. 

„No  cóż,  skutecznie  mnie  przepłoszył"  –  pomyślała  Donna. 

Podejrzewała, że  wszyscy za wszelką cenę będą  chcieli dać  jej 
do zrozumienia, że jej przyjazd tutaj nie był konieczny. Przecież 
sami doskonale dawali sobie radę. W ponurym nastroju poszła w 
głąb parku. Spacerowała wśród drzew, podziwiając ich piękno, 
ale  myślała  o czymś innym. Rozważała swoją dziwną  pozycję: 
ni to  wdowy, ni to żony. Ta świadomość nie opuszczała jej od 
momentu, gdy przekroczyła próg Riversly. „Nie mogę tego tak 
zostawić"  –  pomyślała  –  „Clare  ma  rację.  Jestem  obca  i  taką 
pozostanę".  Idąc  dalej  ścieżką,  dotarła  nad  rzekę.  Zobaczyła 
błyszczący  w  słońcu  most.  Był  solidny,  zbudowany  z  wielkich 
kamieni  –  sprawiał  wrażenie,  jakby  stał  tu  od  wieków.  Długo 
mu  się  przyglądała  i  dopiero  odgłos  kroków  wyrwał  ją  z 
zamyślenia. Odwróciła się gwałtownie. 

–  Byłem  pewien,  że  cię  tu  znajdę  –  powiedział  Jan 

wyciągając rękę na powitanie. 

Usiedli na zboczu porośniętym wysoką trawą. 
–  Lanten  biega  podenerwowana,  jest  pewna,  że  wkrótce 

odsuniesz ją od obowiązków – zaśmiał się. – Masz taki zamiar? 

– Nie mogę tutaj zostać – powiedziała cicho. 
–  Czy  to  rewanż  za  serdeczność,  z  jaką  cię  przywitaliśmy? 

Chyba  zdajesz  sobie  sprawę  z  tego,  że  jeśli  ty  odejdziesz, 
wszyscy będziemy musieli uczynić to samo. 

– Nie chcę tego. 
–  Jeżeli  byś  mogła  legalnie  przekazać  nam  Riversly,  czy 

zrobiłabyś to? 

background image

–  Sama  nie  wiem  –  odpowiedziała.  –  Widzisz,  myślę,  że 

Seaton  zmienił  testament  nie  tylko  z  racji  naszych  zaręczyn. 
Musiały być jeszcze jakieś inne powody. 

Jan zapytał ostrożnie: 
– Skąd takie przypuszczenie? Czy Seaton coś sugerował? 
– Nie, oczywiście, że nie  – urwała.  – Jan, powiedz mi, jego 

śmierć to był wypadek, prawda? 

–  Co  ty  wygadujesz?  –  twarz  Warleya  przybrała  groźny 

wyraz, chwycił ją za ramiona. 

– Zostaw mnie. To boli. 
Puścił  ją  i  drżąc  ze  zdenerwowania  mówił  podniesionym 

głosem: 

–  Nie  masz  prawa  snuć  tych  żałosnych  insynuacji.  Chcesz 

posłać  mnie  i  Clare  do  diabła,  ale  to  ci  się  nie  uda.  Jesteśmy 
dość odporni. Jeśli zdecydujesz się tu zostać, nie wchodź nam w 
drogę. 

Ruszył wzdłuż rzeki, ale po chwili zatrzymał się i zawrócił. 
– Wybacz mi, ten przeklęty temperament Warleyów – jestem 

tylko nieodrodnym kuzynem Seatona. 

Była  zmieszana,  ale  przede  wszystkim  zła  na  tę  jego  nagłą 

zmianę nastrojów. Czyżby jakiś podstęp? 

– Nie kłóćmy się, Donna – czy mogę do ciebie tak mówić? – 

zapytał uśmiechając się promiennie. 

Skinęła głową. On zaś ciągnął: 
– Wygląda na to, że będziemy się teraz często widywać, więc 

lepiej zostańmy przyjaciółmi. 

– Przecież możesz się wyprowadzić – zauważyła sucho. 
– Nie dałbym rady się utrzymać. 
– Jak to, a dochód ze sklepu? 
– Ja chcę dużych pieniędzy. A czy myślałaś już o sprzedaży 

sklepu? 

background image

Spojrzała na niego z niedowierzaniem. 
–  Ależ  to  jeden  z  najlepszych  sklepów  z  antykami  w  całym 

kraju. Ty chyba nie mówisz poważnie? 

–  Jak  najbardziej.  Stary  Brooks poinformował  mnie,  że  jeśli 

zdecydujesz  się  sprzedać  tę  graciarnię,  przypadnie  mi  niezła 
sumka.  Poza  tym  nie  wyobrażam  sobie,  jak  moglibyśmy  to 
ciągnąć  bez  Seatona.  Za  kilka  miesięcy  grozi  nam  kompletna 
klapa. 

– Nie musi się tak stać – powiedziała. 
–  Czy  chcesz  przez  to  powiedzieć,  że  nie  zrezygnujesz  ze 

sklepu? 

– Tak jest. Seaton nauczył mnie mnóstwa rzeczy, jeśli idzie o 

branżę.  Koniecznie  trzeba  sprawdzić  księgi.  Szaleństwem 
byłoby  pozbyć  się  tego.  W  jaki  sposób  chciałbyś  potem 
utrzymać Riversly? 

–  Seaton  nie  powiedział  ci,  jak  bardzo  interes  podupadł? 

Jesteśmy na skraju bankructwa, tylko jeszcze ty o tym nie wiesz. 

Czuła  jak  osłabia  się  jej  entuzjazm.  Jan  chyba  rzeczywiście 

jest  dobrze  zorientowany,  w  końcu  to  on  zarządzał  sklepem 
podczas  dwuletniego  pobytu  Seaton  w  Paryżu.  Teraz 
przypomniała  sobie  dzień,  kiedy  Seaton  bardzo  zdenerwowany 
wspomniał  o  fatalnych  obrotach  firmy.  Był  przygnębiony,  bał 
się powrotu do Riversly. Serce biło jej mocno. Jan przestraszył 
ją  nie  na  żarty.  Teraz  stał  i  przyglądał  się  jej  v  a  uśmiech 
błąkający się w kącikach ust nie wróżył niczego dobrego. 

–  Cest  la  vie!  –  rzuciła  pół  żartem,  pół  serio,  ale  nie  miała 

ochoty na dalszą rozmowę. – Może pokażesz mi stajnie? 

Ruszyli w kierunku domu. 
– Warleyowie zawsze mieli słabość do koni – odezwał się Jan 

i  uśmiechając  się  przygładził  ręką  włosy.  –  Dziadek  Seatona 
wybudował  Riversly  za  pieniądze  wygrane  w  karty.  Jego  żona 

background image

była wspaniałą, dzielną kobietą, wszystkim zarządzała, miała też 
głowę  do  interesów.  To  ona  założyła  sklep,  który  wkrótce  stał 
się chlubą Melbury. 

–  Seaton  nigdy  mi  o  tym  nie  wspominał  –  powiedziała 

Donna. 

–  Hmm,  jeśli  nie  on,  to  ja  ci  teraz  to  mówię.  Ciotka 

prowadziła sklep, a kiedy ona umarła, ojciec Seatona nie chciał 
tam pracować. Czy o tym ci powiedział? 

– Nie. Wiem tylko, że ojciec został zamordowany w 1942. 
–  To  prawda.  Uciekł  z  domu,  aby  wstąpić  do  armii.  Ciotka 

nigdy mu tego nie wybaczyła. Zabrał  wszystkie  oszczędności i 
przegrał je gdzieś. 

– Seaton nie uprawiał hazardu? 
–  Oczywiście,  że  tak,  aż  do  dnia,  kiedy  jego  przyjaciel 

pokazał  mu  weksle,  wówczas  się  opamiętał.  Wtedy,  gdyby  nie 
Fieldingowie,  Riversly  zostałoby  sprzedane  –  głos  Jana  zaczął 
drżeć, jakby to, co mówił, sprawiało mu ból. 

„Zależy  mu  na  Riversly"  –  pomyślała  Donna  –  czując 

przypływ  życzliwości  i  ciepła.  Ale  kiedy  spojrzała  na  niego, 
stwierdziła, że uważnie ją obserwuje. 

–  Nie  zdajesz  sobie  sprawy,  jakie  masz  szczęście  – 

powiedział z nieukrywaną zazdrością. 

Puściła  tę  uwagę  mimo  uszu.  Zastanawiała  się  teraz,  jak,  i 

dlaczego  Fieldingowie  pomogli  Warleyom.  „Muszę  koniecznie 
wypytać pana Brooksa, może on coś wie" – rozmyślała. 

–  Za  to  teraz  mamy  problem  z  Fieldingami,  którzy  chyba 

roszczą  sobie  prawo  do  Riversly  –  rzucił  Jan  i  kopnął  z 
rozmachem leżący na ziemi kamień. 

– Czy rzeczywiście tak jest? – nieśmiało spytała Donna. 
–  Nie  wiem  na  pewno.  To  zagmatwana  historia.  Nigdy  nie 

zdołałem  się  dowiedzieć  całej  prawdy.  Pociemniałe  z  przejęcia 

background image

oczy Jana, sprawiły, że Donna nie chciała go wypytywać. Doszli 
do zabudowań stajennych. 

–  Z  powodu  złej  passy  w  sklepie,  Seaton  kilka  razy  chciał 

sprzedać konie. Ale  Clare ma bzika na ich punkcie i wymusiła 
na nim zmianę decyzji. 

Stanęli w pustej stajni, gdzie panował przyjemny chłód. 
–  Richard  i  Clare  pojechali  na  spacer,  a  reszta  koni  jest  na 

wybiegu – wyjaśnił Jan. 

Badawczo  się  jej  przyglądał.  Donna  poczuła  się  nieswojo. 

Rozglądała się nerwowo, to miejsce wywołało wspomnienia. W 
Paryżu  Seaton  uczył  ją  jeździć  konno,  zawsze  był  blisko 
ubezpieczając ją, lubiła czuć go przy sobie. 

Jan zbliżył się. 
– Proszę cię, nigdy nie sprzedawaj koni. To złamałoby serce 

Clare. Ona dla nich żyje – a po chwili dodał – no i dla Richarda. 

Donna zdziwiła się. 
– Dla Richarda – powtórzyła. 
– Nie zauważyłaś? Jest w nim zakochana po uszy. 
– Z wzajemnością? – wyrwało jej się niechcący. 
– Richard niczego nie daje za darmo. Zapamiętaj to sobie. 
W oddali rozległy się odgłosy kopyt i rżenie koni. Wyszli na 

zewnątrz. 

– 

Pokazywałem 

Donnie 

stajnie 

– 

poinformował 

nadjeżdżających Jan. 

Clare dosiadała kasztanowej klaczy – wyglądała imponująco. 
– Czy to ten sam koń... – zaczęła Donna. 
Jan przytrzymał klacz za uzdę. 
–  Nie  powinieneś  był  pozwolić  Clare  dosiadać  Vanity.  To 

zbyt ryzykowne – zwrócił się do Richarda. 

– Nie wygłupiaj się, Jan – podsumowała go siostra. – Wiesz, 

Richard sprzedaje Vanity, a ja chciałabym ją mieć bardziej niż 

background image

cokolwiek na świecie – powiedziała przymilając się. 

  – Nie zapomnij proszę, że jesteśmy bez grosza – odparł Jan. 

– Musisz zapytać Donnę. 

Clare  wahała  się  dłuższą  chwilę,  duma  walczyła  w  niej  z 

pragnieniem posiadania klaczy. 

–  Muszę  ją  mieć!  Musisz  mi  ją  kupić!  –  rzuciła  w  stronę 

Donny. 

–  Muszę?  –  z  udanym  zdziwieniem  powtórzyła  Donna, 

jednocześnie obawiając się sytuacji, w której miałaby całą trójkę 
przeciw sobie. 

Clare  poczerwieniała  ze  złości.  Wyglądała  tak  pięknie,  że 

Donnie  zaparło  dech.  Wiedziała  już,  dlaczego  Seaton  ulegał 
wszystkim  jej  zachciankom.  Podczas  tego  pojedynku  na 
spojrzenia  zdała sobie  jasno sprawę, że jeśli spełni jej żądanie, 
dziewczyna  nie  da  jej  spokoju,  jeśli  zaś  odmówi,  powstanie 
między nimi bariera, której nigdy nie uda się przełamać. Długo 
milczała  czując  na  sobie  spojrzenie  mężczyzn:  lekko 
rozbawione Richarda i zacięte Jana, który był wyraźnie przeciw 
pomysłowi Clare. 

–  Prowokujesz  mnie  –  odpowiedziała  wreszcie.  –  Każesz 

działać pochopnie, Clare. Jan przed chwilą mówił mi, jak słabo 
idą sprawy sklepu, a ja nawet nie miałam czasu, by osobiście na 
ten temat porozmawiać z panem Brooksem – urwała. 

Clare zacisnęła usta. Spojrzała zimno mówiąc: 
–  O  Boże!  Jakbym  słyszała  Seatona.  Dokładnie  ta  sama 

reakcja! 

–  Przecież  wiesz,  że  to  nieprawda.  Seaton  zwykł  ci 

ustępować. 

– Musiałaś się bardzo wściekać, kiedy wydawał pieniądze na 

swoich  biednych  kuzynów.  Przyznaj  się,  to  ty  namówiłaś  go, 
aby nas wydziedziczył – Clare napadła na Donnę. 

background image

– Nie, a szkoda – odparła. 
– Wygląda na to, że trafiłaś na równego sobie przeciwnika – 

wtrącił Jan. 

Clare obrzuciła go gniewnym spojrzeniem. 
–  Nienawidzę  cię,  Janie  Warley  –  krzyknęła.  –  Jesteś 

potworem! Nigdy ci nie przebaczę! Za dużo wiem... 

Jan chwycił ją za włosy, aż jęknęła z bólu i szamocząc się z 

nią,  poprowadził  w  stronę  stajni.  Donna  przyglądała  się  im  z 
lękiem i niedowierzaniem. 

– Przytrzymaj konia! 
Richard pobiegł za nimi. 
–  Zachowujecie  się  jak  para  chuliganów  –  powiedział 

rozdzielając rodzeństwo, które jednak nie zamierzało zaprzestać 
bójki. 

– Clare! – krzyknął jej prosto w twarz. 
Dziewczyna  stanęła  zdezorientowana.  Z  wargi  Jana  sączyła 

się krew, a oczy błyszczały dziko. 

–  Zapłacisz  mi  za  to,  siostrzyczko  –  powiedział,  i  ruszył  w 

kierunku domu. 

– Jan! 
Clare wyrwała  się  Richardowi i pobiegła za bratem. Złapała 

go  za  ramię,  ale  ją  odepchnął  tak,  że  omal  nie  upadła.  Nie 
zniechęciło jej to, bo znowu szła za nim, coś mu tłumacząc. Po 
chwili zniknęli za domem. 

–  Zaczekajcie!  –  Donna  bała  się,  że  bójka  zacznie  się  na 

nowo. 

– Nie martw się, lepiej zostawić ich w spokoju – przekonywał 

Richard.  –  Bez  przerwy  się  kłócą.  Oboje  mają  temperament 
Warleyów. Zapewniam cię, że to istna trucizna. Zresztą, pewnie 
sama wiesz doskonale. 

Niestety miał rację. Tak, odczuła co to znaczy. Przywołała na 

background image

pamięć tamtą kłótnię. Schyliła głowę i spojrzała na pierścionek. 
Diamenty lśniły w słońcu. 

Richard wprowadzał konie do boksów. 
– Ta dwójka zmarnuje ci życie, dokładnie tak, jak Seatonowi. 

Dlaczego po prostu nie spakujesz się i nie wyjedziesz? 

– Chcesz powiedzieć: „Nie zostawisz Riversly?" Zawahał się. 
  – Miałem na myśli twój powrót do Paryża. Oni i tak cię do 

tego zmuszą. 

– Dlaczego tak ci zależy na moim zniknięciu? – jej głos łamał 

się,  odwróciła  głowę.  –  Dlaczego  mnie  nienawidzisz?  – 
wyszeptała, pewna, że nie usłyszał. 

Kiedy  spojrzała  na  niego,  stał  w  zamyśleniu,  spoglądał  na 

dom.  Chciała  uciec  stamtąd  jak  najdalej,  ale  zatrzymał  ją  tym 
tajemniczym chłodem. Gdy poruszyła się, nareszcie przemówił: 

– Nic dla mnie nie znaczysz. 
– I ty nic dla mnie nie znaczysz. Jesteśmy kwita? A poza tym 

nie zamierzam opuścić Riversly. 

–  Nie  łudziłem  się,  że  skorzystasz  z  mojej  rady.  Seaton 

wspominał mi, że chcesz koniecznie zamieszkać w tym chorym, 
przeklętym domu. 

– Jak śmiesz? – próbowała opanować wściekłość. 
– Seaton zdawał sobie sprawę, że jest za stary dla ciebie. 
–  Wolę  starszych  mężczyzn  –  odpowiedziała  sucho,  w  tym 

samym momencie uświadomiwszy sobie, że Richard jest od niej 
starszy około ośmiu lat. 

– Po co o tym mówisz. Dlaczego koniecznie chcesz zniszczyć 

moje wspomnienia? 

– Nie, wcale nie – podszedł do niej i dotknął przepraszająco 

jej  ramienia.  –  Ja  tylko  nie  chcę,  żebyś  została  skrzywdzona,  a 
tak  może  się  stać.  Proszę,  zaufaj  mi.  Chcę  tylko,  żebyś  była 
szczęśliwa. 

background image

Nie wierzyła mu, ale przykre napięcie ustąpiło. 
–  Zdaje  mi  się,  że  rozumiem  to  wielkie  przywiązanie 

Warleyów  do  Riversly,  ale  z  drugiej  strony  jest  coś 
przerażającego w tym domu – powiedział Richard. 

–  Może  nikt  nigdy  prawdziwie  go  nie  kochał.  Zawsze  tylko 

go używano – stwierdziła Donna. 

Nie  rozumiała,  dlaczego  tak  szybko  polubiła  to  miejsce,  ale 

była pewna, że będzie bronić swych praw do niego] 

Stała w korytarzu, kiedy zadzwonił telefon. Upewniwszy się, 

że nikogo nie ma w pobliżu, podniosła słuchawkę. 

–  Powiedz  Janowi,  że  chcę  z  nim  mówić  –  usłyszała 

charakterystyczny męski głos, który wydał jej się znajomy. 

– Nie ma go – odparła. 
– Jesteś pewna? 
–  Oczywiście.  Proszę  zostawić  swoje  nazwisko,  przekażę 

Janowi, żeby się z panem skontaktował. 

– Nie sądzę, żeby to było najlepsze wyjście. Czy mogę mieć 

pewność, że przekażesz informację? Powiedz mu, że spotkamy 
się  jutro  rano  w  umówionym  miejscu  albo...  –  Donna  rzuciła 
słuchawką. 

Stała nieruchoma. Dwa miesiące temu ciągle ktoś dzwonił do 

Seatona  –  rozpoznała  teraz  ten  głos.  Na  pewno  nie  wróżył  nic 
dobrego. 

– Kto dzwonił? – usłyszała za sobą Jana. 
–  Jakiś  mężczyzna  do  ciebie.  Myślałam,  że  wyszedłeś.  Nie 

podał nazwiska, ale jutro rano macie się spotkać w umówionym 
miejscu. 

Twarz Jana pobladła. 
– Jan! 
Zbliżyła się chwytając go za rękę, ale wyrwał się i pobiegł na 

górę. Rozległo się trzaśniecie drzwiami. 

background image

 

background image

Rozdział 4 

 
Zostawiła  sobie  dość  czasu,  żeby  punktualnie  zjawić  się  na 

moście.  Tam  umówiły  się  z  panią  Fielding  na  pierwsze 
spotkanie.  Szła  wolno  ścieżką  prowadzącą  wśród  bujnych 
rododendronów. Przez cały ranek padał deszcz, jednak zaraz po 
lunchu wyszło słońce i teraz powietrze było przyjemne i rześkie. 
Ziemia  parowała,  a  na  liściach  drgały  kropelki  wody. 
Przystanęła  na  chwilę,  gdy  ujrzała  most.  Napełnił  ją  strachem. 
Kiedy  podeszła  bardzo  blisko,  zebrała  całą  odwagę  i  krok  po 
kroku  zbliżyła  się  do  matki  Richarda.  Kobieta  przytuliła  ją  do 
siebie. 

– Wiem co czujesz, moja droga. Ze mną działo się to samo, 

kiedy przyszłam tu pierwszy raz po tragicznej śmierci Seatona. 
Byliśmy  bliskimi  przyjaciółmi  –  uśmiechnęła  się.  –  Teraz  już 
wiem dlaczego się w tobie zakochał. Jesteś wyjątkowo piękna. 

– Bardzo pani dziękuję – odparła Donna. – To chyba trochę 

dziecinne i niepoważne mieć takie lęki. Ale wie pani, nie mogę 
zrozumieć, jak mógł się tutaj zdarzyć wypadek – czuła, że cała 
drży. 

–  Pomyślałabym,  że  nie  jesteś  człowiekiem,  gdybyś  tego 

wszystkiego nie przeżywała przychodząc tutaj – uśmiechnęła się 
przyjaźnie kobieta. – Jestem Stephanie Fielding. Przykro mi, że 
byłam  nieobecna  w  czasie  twojej  pierwszej,  tak  pechowej 
wizyty  w  naszym  domu.  Richard  jest  taki  przekorny,  jak  mały 
chłopiec.  Nie  chciał  uwierzyć,  że  Vanity  ma  awersję  do 
mężczyzn. Ona ich po prostu nie znosi... 

–  Donna  Martingale  –  uścisnęła  wyciągniętą  dłoń.  –  Pani 

żartuje z niego?... 

–  Skądże  znowu  –  śmiała  się  spoglądając  jednocześnie  na 

background image

dwa  piękne  spaniele,  siedzące  cierpliwie  przy  jej  nogach.  – 
Poznaj Cleopatrę i Filomenę. W domu nazywamy je Cleo i Fifi. 
Daję  pieskom  romantyczne  imiona  –  to  dobrze  wpływa  na  ich 
„ego". 

Donna  przykucnęła,  aby  pogłaskać  dwie  ulubienice,  ale  jej 

myśli krążyły wokół „zagadki mostu". Popatrzyła w dół. 

–  On  nie  mógł  po  prostu  spaść  –  powiedziała  poruszona.  – 

Nie  potrafię  sobie  tego  wyobrazić.  Nawet  jeśli  poślizgnął  się  i 
upadł,  nie  mógł  tak  od  razu  wpaść  do  wody,  obudowa  jest  za 
wysoka. I gdzie uderzył głową? 

Twarz pani Fielding była skupiona. 
– Nie wierzysz w zeznania Richarda? – zapytała wprost. 
Donna przechyliła się i spojrzała w wodę. 
–  Nie  wygląda  groźnie.  Tu  jest  dość  płytko  –  cofnęła  się.  – 

Kto go tak nienawidził? – zapytała cicho. 

–  Jesteś  przygnębiona,  kochanie.  Lepiej  chodźmy  do  domu. 

Napijemy  się  herbaty  w  ogrodzie...  –  pani  Fielding  objęła  ją 
ramieniem. 

„Gdzieś musi tkwić prawda. Możliwe, że matka Richarda jej 

nie zna, ale ktoś inny na pewno" – wracały obsesyjne myśli. 

Szły,  prowadząc  się  pod  ręce;  psy  biegły  przodem. 

Dochodziły  do  bramy  posiadłości,  kiedy  pani  Fielding 
przystając westchnęła: 

– To mój ulubiony widok – przed nimi rozciągały się ogrody 

Manor  Farm.  –  Nasza  posiadłość  była  niegdyś  własnością 
dworu.  Dopiero  dziadek  Richarda  wykupił  część  gruntów  dla 
swojej rodziny. Moi przodkowie otrzymali spory kawał ziemi z 
rąk Karola II, w nagrodę za zasługi dla tronu. Na nieszczęście, 
dziadek został wmieszany w bardzo kosztowny proces sądowy i 
musiał  sprzedać  dom,  aby  pokryć  koszty.  Możesz  sobie  więc 
wyobrazić, jakim świętem był dzień, w którym poślubiłam ojca 

background image

Richarda.  Mogliśmy  wykupić  posiadłość,  a  teraz  moje  dzieci 
odziedziczą  ją.  Richard  radzi  sobie  z  gospodarstwem  całkiem 
nieźle, więc Manor Farm jest samowystarczalna – pani Fielding 
spojrzała  zaniepokojona  na  Donnę.  –  Mam  nadzieję,  że  nie 
zanudziłam cię tą opowieścią. 

– Skądże – odparła uprzejmie dziewczyna. 
Podeszły  właśnie  do  olbrzymiego  dębu.  Rozłożyste  konary 

tworzyły  rodzaj  baldachimu.  W  cieniu  stał  okrągły  stoliczek 
nakryty do podwieczorku. Usiadły w wiklinowych fotelach. 

–  Wiesz  moja  droga,  Seaton  uwielbiał  tu  wpadać  na 

popołudniową  herbatę.  Nawet  w  chłodne  dni  wolał  z  salonu 
przejść tutaj. 

– Szkoda, że nie znałam go z tej strony. Wiem natomiast, że 

uwielbiał komfort – wyznała Donna. 

– Myślę, że w Paryżu wygoda była mu niezbędna. U nas na 

wsi mógł sobie pozwolić na bardziej naturalny styl życia. Swoją 
drogą, musiał przepadać za tym miastem. 

–  Trochę  tak,  ale  bardzo  tęsknił  do  Riversly  –  Donna 

zachmurzyła  się.  –  Mam  wrażenie, że  były  konkretne  powody, 
dla których bał się wrócić. 

Matka Richarda odpoczywała z zamkniętymi oczami. 
„Pewnie ma mnie dosyć" – pomyślała Donna. Zastanawiała ją 

nadzwyczajna przyjaźń dwóch rodów: Fieldingów i  Warleyów. 
Dużo  by  dała,  żeby  poznać  prawdziwe  przyczyny,  dla  których 
sąsiedzi tak się o nią troszczą. Oparła głowę o poręcz... Po raz 
pierwszy poddała się całkowicie urokowi tego miejsca. Przybyła 
z  krainy  nieustannego  hałasu,  a  teraz  w  ciszy  popołudnia 
słyszała  każdy  dźwięk:  śpiew  ptaka,  nawołujące  się  w  oddali 
głosy,  szum  wody.  Ocknęła  się,  gdy  Jen  stawiała  przed  nimi 
czajnik świeżo zaparzonej herbaty. 

–  Mam  nadzieję,  że  nie  należy  pani  do  kobiet,  które 

background image

przesadnie  dbają o swoją figurę. Właśnie  upiekłam całą blachę 
ciasteczek. 

– Ależ skądże – zaśmiała się Donna. – Wspaniale pachną. 
– Domyślam się, że nie zabawisz tu długo. Richard mówił mi, 

że zamierzasz wkrótce wrócić do Francji. 

–  Richard  jest  w  błędzie.  Mam  zamiar  osiąść  w  Riversly, 

choćby nawet nikomu z was nie było to na rękę – stanowczym 
głosem wyjaśniła Donna. 

–  Ależ  ja  naprawdę  się  cieszę,  że  podjęłaś  taką  decyzję. 

Najwyższy czas, żeby Riversly miało swoją panią. 

–  Dziękuję  za miłe  słowa.  Zrozumiałe,  że  ani Jan,  ani  Clare 

nie  są  tym  zachwyceni,  ale  dlaczego  Richardowi  tak  zależy, 
abym wyjechała? 

–  Spośród  całej  rodziny,  tylko  z  nim  były  zawsze  jakieś 

kłopoty – odpowiedziała Stephanie Fielding. 

Donna spojrzała pytająco. 
–  Mam  jednego  syna  i  dwie  córki.  Moja  najstarsza  jest 

mężatką i mieszka w Londynie. A Elaine... umilkła na chwilę. – 
Nie  mogę  uwierzyć,  że  Richard,  mój  najmłodszy,  ma  już 
trzydzieści  trzy  lata.  Zdaje  mi  się,  że  tak  niedawno 
mieszkaliśmy wszyscy razem – dokończyła. 

Słońce  schowało  się  za  chmury,  powiał  chłodny,  północny 

wiatr. Pogodny dzień dobiegał końca. 

– Lepiej wejdźmy do domu. 
Czas  spędzony  w  towarzystwie  pani  Fielding  oraz  świeże 

powietrze  rozproszyły  chwilowo  niepokój  Donny.  Teraz  w 
pokoju  gościnnym  Manor  Farm,  czuła  się  bardziej  swobodnie 
niż u siebie. 

–  Oczywiście  zostaniesz  na  kolacji.  Richard  byłby  bardzo 

zawiedziony, gdybyś odmówiła. Myślę, że Warleyowie też lada 
chwila zjawią się tutaj. 

background image

Rzeczywiście  niebawem  przybyła  Clare.  Najpierw  usłyszały 

jak  spiera  się  z  Jen.  Niewiele  później  zjawiła  się  w  pokoju 
gościnnym i podbiegła do pani Fielding z powitalnym całusem. 

– Jak się masz, Steph – objęła ramionami matkę Richarda. – 

Jen przesadza. Każe mi zdjąć buty i nałożyć grube skarpety. 

W  tejże  chwili  weszła  Jen  wymachując  parą  wełnianych 

skarpetek. 

  –  Nic  podobnego.  Wiem  tylko,  że  od  mokrych  nóg 

przychodzą najgorsze choroby. 

– Co się stało Clare? – zapytała pani Fielding. 
–  Vanity  próbowała  mnie  zrzucić,  kiedy  przejeżdżałam 

strumyk  w  Ninę  Acres.  Zdołałam  się  utrzymać,  ale  woda 
porządnie przemoczyła moje buty. 

– Gorąca kąpiel i to natychmiast – zarządziła pani Fielding. – 

A  potem  lepiej  będzie,  jak  przebierzesz  się  w  jedną  z  moich 
sukienek. Jesteś nieznośną dziewczyną, Clare. 

– Dziękuję, już pędzę na górę. A gdzie Richard? 
– A propos, czy on wiedział, jakiego konia dziś dosiadasz? 
–  No,  tak  naprawdę  to  nie  –  odpowiedziała  Clare  słabym 

głosem. 

W  tej  chwili  spostrzegła  Donnę  i  jej  twarz  gwałtownie 

stężała. 

– Nie przypuszczałam, że cię tu spotkam – odezwała się. 
–  Clare,  co  to  znaczy?  –  spytała  pani  Fielding  –  Donna  jest 

moim gościem, tak samo jak ty, czy Jan. 

– Ona nie należy... 
– Kto nie należy? – Richard ukazał się w drzwiach. 
Clare ruszyła ku niemu z promiennym uśmiechem. 
Zarzuciła  mu  ręce  na  szyję.  Richard  jednak  delikatnie,  ale 

stanowczo ją odsunął. 

–  Skąd  tyle  błota  na  twojej  twarzy  i  we  włosach?  Czy 

background image

wsiadłaś na Vanity? 

– Nie myślałam, że będziesz się złościł. 
– Jeśli chcesz sobie koniecznie złamać kark, to trudno, twoja 

sprawa. 

–  Richard,  bardzo  się  o  mnie  martwisz,  prawda?  –  znowu 

chciała się do niego przytulić. 

– Na miłość boską! Doprowadź się do porządku – mówiąc to 

odszedł nieco dalej. 

Zaskoczona Clare wybiegła z pokoju. Richard zwrócił się ku 

Donnie. 

– Witaj! Udało ci się przejść przez most? 
Potwierdziła, spuściwszy głowę. Pani Fielding podniosła się z 

miejsca. 

– Richardzie zadbaj o drinki, a ja idę do kuchni sprawdzić, co 

z kolacją. 

Gdy wyszła, Richard stwierdził: 
– Clare staje się niemożliwa. Domyślam się, że o tobie była 

mowa, gdy przyszedłem. 

–  Clare  ma  słuszność.  Nie  należę  do  klanu  Warleyów  i 

Fieldingów. 

Richard opadł ciężko na krzesło. 
–  Jest  na  to  rada.  Jeśli  nie  możesz  kogoś  pokonać,  przyłącz 

się do niego. 

Donna  poczuła  rumieńce  na  twarzy.  Dlaczego  on  zawsze 

musiał  kpić?  Przypuszczała,  że  specjalnie  wprawił  ją  w 
zakłopotanie. 

–  Wygląda  pani  wspaniale,  jak  złoto-brązowy  liść  –  szczery 

zachwyt  brzmiał  w  jego  głosie.  –  Czy  Seaton  namalował  pani 
portret? 

Przytaknęła. 
– Mam nadzieję, że nie zostawiła go pani w Paryżu. Powinien 

background image

zdobić Riversly. 

– Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. 
–  Zawsze  jeszcze  może  go  pani  sprezentować  ukochanemu 

mężczyźnie – powiedział prowokująco. 

–  Może  pewnego  dnia  tak  się  stanie  –  brzmiała  odpowiedź. 

Jego słowa zawierały aluzję. Nie była do tego przyzwyczajona. 
Seaton  miał  zwyczaj  mówić  o  wszystkim  wprost.  Może  z 
wyjątkiem tematu: kuzynostwo. 

–  Jak  pan  myśli,  dlaczego  Seaton  tak  długo  zwlekał  z 

powrotem do Riversly? Mam wrażenie, że czegoś się obawiał... 

Wahał się przez chwilę, po czym rzekł wolno: 
–  Uznał  za  słuszne  nie  pokazywać  się,  dopóki  moja  siostra 

Elaine mieszkała z nami. 

– Jak to? – serce Donny zaczęło bić gwałtownie. 
– To długa historia – odpowiedział tylko i w skupieniu zaczął 

napełniać kieliszki. 

Donna  zrozumiała  jedno:  Elaine  Fielding  w  szczególny 

sposób miała wpływ na przeszłość Seatona. 

–  Widziałem  dziś  rano  w  Swindon  Jana,  jak  'wsiadał  do 

czyjegoś  samochodu.  Chyba  mnie  nie  zauważył.  Czy  mówił, 
gdzie się wybiera? 

Spodziewała się, że Richard zmieni temat. 
–  Pani  Lanten  poinformowała  mnie  tylko  o  jego  wczesnym 

wyjściu.  Oznajmił  jej,  że  jedzie  do  Londynu  kupić  coś  do 
sklepu, ale... – urwała. 

– Ale co? – patrzył wyczekująco. 
Czy można zaufać Richardowi? Z drugiej strony, czy mogła 

poradzić sobie z tym wszystkim sama, nie dzieląc się z nikim? 
Opowiedziała  mu  o  wczorajszym  tajemniczym  i  podejrzanym 
telefonie. 

Richard podzielił jej obawy. 

background image

– Czy Clare wie? 
– Nie mam pojęcia. 
– Podejrzewam, że Jan ma jakieś kłopoty. Clare, nawet jeśli 

mogłaby coś wyjaśnić, nie zrobi tego. Pomimo ciągłych kłótni, 
jest fantastycznie lojalna wobec brata. 

–  Jestem  pewna,  że  Seaton  wrócił  WTEDY  ze  względu  na 

Jana. Martwił się o niego. Żałuję, że nic o tym nie powiedział. 

–  Albo  nie,  chociaż  wydaje  mi  się,  że  chciał  to  zrobić  tego 

samego  ranka,  kiedy  zginął.  Poprosił,  abyśmy  spotkali  się  na 
moście,  tak,  żeby  nikt  nie  mógł  słyszeć  naszej  rozmowy  – 
Richard był bardzo poruszony. 

– Czy ktoś jeszcze mógł o tym wiedzieć? 
–  Niewykluczone.  Telefonował  do  mnie  poprzedniego 

wieczoru. 

–  Coś  strasznego  dzieje  się  w  Riversly.  Myślę,  że  śmierć 

Seatona to... 

Zakryła  twarz,  Richard  natychmiast  znalazł  się  przy  niej. 

Objął ją ramieniem... Pragnęła przytulić się mocno do niego, ale 
bała się ciągle, czy nie okaże się jednak jej wrogiem. 

–  Wyjedź  stąd,  Donna  –  wyszeptał  –  musisz  wyjechać.  Nie 

mamy  żadnego  prawa  mieszać  cię  w  to  wszystko.  Seaton  nie 
chciałby, abyś miała problemy. 

–  Nie  mogę  tak  po  prostu  uciec.  Czy  nie  widzisz,  że  teraz 

jestem  odpowiedzialna  za  to,  co  się  wydarzy.  Śmierć  Seatona 
zmieniła wszystko. Muszę zająć jego miejsce. 

Czułość  Richarda  sprawiła,  że  mocniej  przywarła  do  niego. 

Uwierzyła, że są po tej samej stronie. 

Raptownie otworzyły się drzwi. Clare wyglądała nadzwyczaj 

pięknie, ale z jej oczu buchnęła wściekłość. 

–  Dlaczego  patrzysz  na  nią  w  ten  sposób?  –  zapytała 

zgorszona. – Czy nie rozumiesz, że ona tylko czeka, aby zgarnąć 

background image

Riversly? To nie jest w porządku. Nienawidzę jej. Cieszę się, że 
Seaton nie żyje. Nigdy nie będzie nosiła nazwiska Warleyów. 

– Clare – pani Fielding krzyknęła, oburzona jej zachowaniem. 

– Jak śmiesz odzywać się w ten sposób w moim domu? 

–  Steph,  czuję  się  taka  nieszczęśliwa  –  Clare  wtuliła  się  w 

nią. 

Początkowo  pani  Fielding  stała  niewzruszona,  lecz  już  po 

chwili  zaczęła  uspokajać  dziewczynę.  Donna  odwróciła  głowę, 
bo  nie  chciała,  by  ktokolwiek  widział  jej  łzy.  Ileż  to  razy 
pragnęła  pociechy  i  zrozumienia,  nie  zaznając  ich  nigdy.  W 
dniu,  w  którym  odeszła  matka,  nie  uroniła  ani  jednej  łzy. 
Uparcie  wierzyła  w  jej  powrót.  Być  może  to  zbliżyło  ją  do 
Seatona.  Jego  opiekuńczość  i  dobroć  zastępowały  brak 
matczynej  czułości...  Gdyby  jeszcze  mogła  w  pełni 
odwzajemnić jego uczucia... 

Wstała  i  podeszła  do  okna.  Richard  dotknął  jej  ramienia.  Z 

wdzięcznością przyjęła ten gest. 

– Będziesz musiała przyzwyczaić się do łez Clare. Nie potrafi 

nad nimi panować, tak, jak nie umie opanować napadów złości. 

Zbliżył się do Clare: 
– Swoimi łzami terroryzowałaś Seatona, ale z nami ci się nie 

uda. 

– Richard! Nie bądź okrutny. 
–  Okrutny?  Ależ  mamo!  Zbyt  dobrze  znam  sztuczki  Clare. 

Złość i łzy są dla niej skutecznym środkiem do celu. I nie ma dla 
niej znaczenia to, że ktoś przez nią cierpi. 

Clare zaczęła wycierać mokrą twarz. 
– Jesteś wstrętny. A ja myślałam, że mnie kochasz. 
–  Nie  mam  zamiaru  w  nieskończoność  znosić  twoich 

humorów. Ani ja, ani Donna. Weź to pod uwagę, moja panno. 

–  Ty  lepiej  uważaj  –  rzuciła  Clare  w  stronę  Donny,  a 

background image

odwracając się do Richarda dodała: – Jesteś tak samo podły jak 
ona. • 

–  Tego  już  za  wiele!  Nie  zniosę  dłużej  waszych  sporów  i 

pretensji.  Clare  –  wytrzyj  łzy.  Richard  niech  przygotuje  drinki. 
A my wszyscy usiądźmy w spokoju – zarządziła pani Fielding. 

Clare przykucnęła blisko jej kolan. Richard stał nieruchomo, 

wpatrzony w ogień. W chwilę potem Jen oznajmiła, że kolacja 
jest już gotowa. 

–  Czy  Jan  przyjdzie?  –  pani  Fielding  wyczekująco  spojrzała 

na Clare. 

– Zadzwonię do domu – zdecydowała dziewczyna. 
Wróciła z wiadomością, że brata jeszcze nie ma. 
– W takim razie zaczynamy bez niego. 
 

background image

Rozdział 5 

 
– Donna. 
Obudziła się natychmiast. 
– Tak? Co się stało? Wrócił? 
Clare stała w drzwiach sypialni. 
– Donna. Boję się. To już cztery dni. 
– Chodź tutaj – powiedziała Donna siadając na łóżku. 
Clare  podeszła,  ubrana  była  w  jasnoniebieski,  szkolny 

kostiumik. Trzęsła się z zimna. 

–  Coś  się  stało z  Janem  –  powiedziała  ściszonym  głosem.  – 

Wiem na pewno. Powinnyśmy mu pomóc. 

– Wskakuj szybko – Donna wskazała miejsce obok siebie. – 

Na pewno masz lodowate stopy. 

Clare  ociągała  się,  ale  już  po  chwili  leżały  razem  szczelnie 

otulone  kołdrą.  Cierpienie  w  głosie  dziewczyny  wywołało 
dreszcz przerażenia u Donny. Każdego dnia widziała, jak strach 
o Jana narasta w sercu jego siostry. 

– Musimy zawiadomić policję – odezwała się w końcu. 
Clare gwałtownie zaprotestowała: 
– Nie, nigdy by nam nie wybaczył.  Donna, czy nie myślisz, 

że mogłybyśmy same go odszukać? 

–  Dobrze,  ale  gdzie  zaczniemy?  Clare,  w  końcu  ty  wiesz  o 

wiele więcej niż ja. 

–  Dlaczego  tak  myślisz?  Naprawdę  nie...  –  nie  była  jednak 

zbyt przekonywująca. 

–  Czy  Jan  kiedykolwiek  zniknął  na  tak  długo?  –  spytała 

Donna. 

– Raz. Seaton go znalazł. 
– Gdzie? 

background image

– Nie jestem pewna, chyba w Holandii. 
Donna  pamiętała  nagłą  i  tajemniczą  podróż  Seatona  do 

Holandii, ponad rok temu. Wówczas uważała ją za ucieczkę dla 
poprawy nastroju. 

–  Nienawidzę  tej  bezsilności  –  Clare  prawie  płakała.  – 

Donna, jak on mógł mi to zrobić? 

–  Nie  wolno  mówić  w  ten  sposób.  Musiał  mieć  ważne 

powody. 

– Czuję się taka samotna – Clare ukryła twarz w poduszce. 
Donna pogładziła jej kruczoczarne włosy. 
– Oczywiście, że nie jesteś sama. Masz oddanych przyjaciół, 

Clare  długo  szlochała,  aż  w  końcu  Donna  posłała  jej 
porozumiewawczego kuksańca. 

–  Rozchmurz  się,  Clare.  Może  właśnie  dziś  przyjdą  jakieś 

wieści. 

Jednak  poczta  przyniosła  tylko  list  od  pana  Brooksa,  z 

zawiadomieniem o terminie spotkania, które wyznaczył Donnie 
i Janowi. Donna była zmuszona iść na nie sama. 

Sklep  oczarował  ją.  Celowo  przybyła  wcześniej,  żeby  go 

obejrzeć. 

W  czasie  minionego  tygodnia  zaniechała  decyzji  o 

natychmiastowej, bezceremonialnej interwencji w interesy Jana. 
Nie  zamierzała  się  wtrącać.  Przyjechała  tu,  żeby  zaspokoić 
ciekawość. 

Stała rozglądając się dookoła. Na początku odniosła wrażenie 

nadmiaru: zbyt dużo mebli jak na jedno pomieszczenie. Seaton 
poświęcił  temu  zagadnieniu  cały  rozdział  w  swej  ostatniej 
książce.  Donna  przepisując  go  na  maszynie  wiele  razy, 
zapamiętała treść niemal w całości. Zwróciła również uwagę na 
niezbyt fortunne oświetlenie. Personel krzątał się, zajęty obsługą 
klientów. 

background image

Seaton często opowiadał jej o Dalby'm Lewinie, szefie działu 

sprzedaży, chwaląc jego zaradność i lojalność. Z zadowoleniem 
myślał o tym, że Jan ma pod ręką człowieka godnego zaufania, a 
przede wszystkim, dobrego fachowca. 

Ale czy Jan korzystał z rad Lewina – Donna miała poważne 

wątpliwości. 

–  Dzień  dobry  pani  –  stał  przed  nią  mężczyzna  w  średnim 

wieku, lekko szpakowaty, w ciemnym garniturze. 

„Służbista" – pomyślała – „przepisowy brak entuzjazmu". 
– Czy pan Lewin? 
Skinął głową. 
– Donna Martingale. 
Uśmiechnął się beznamiętnie. 
– Oczekiwaliśmy pani. Może przejdźmy do biura. 
Urządzenie  pokoju  znajdującego  się  w  głębi  sklepu, 

zachowało  piętno  gustu  Seatona.  Elegancja  i  prostota  –  dwa 
wyrazy cisnęły jej się na usta, gdy patrzyła na jasne, drewniane 
meble,  oszkloną  bibliotekę,  masywne  biurko  i  maszynę  do 
pisania stojącą na mahoniowym stoliku. Widok z okna dopełniał 
atmosfery  powagi.  Było  tam  podwórko  klasztorne,  pośrodku 
którego  znajdowała  się  omszała  studnia,  a  nad  nią  –  drzewko 
magnolii. 

–  Pan  Brooks  umówił  się  z  panią  na  11.30?  –  Dalby  Lewin 

pytająco spojrzał na Donnę. 

–  Zgadza  się.  Celowo  przyszłam  wcześniej.  Chciałabym  z 

panem porozmawiać. 

Wciąż stał w drzwiach. 
– Proszę usiąść, panie Lewin. Czy miał pan jakąś wiadomość 

od Jana? 

–  Nie,  pani  Martingale.  Codziennie  oczekuję  telefonu  od 

niego.  Wyjechał  do  Midlands  w  poniedziałek,  żeby  obejrzeć 

background image

dom z zamiarem ewentualnego kupna, ale nie dotarł tam. 

– Skąd pan ma te wiadomości? 
–  Człowiek,  z  którym  był  umówiony  w  Londynie, 

skontaktował się ze mną, niepocieszony, że Jan się wycofał. 

–  Jak  pan  myśli,  co  się  mogło  stać?  Czy  podobna  historia 

miała miejsce w przeszłości? 

Lewin po krótkim namyśle odparł: 
–  Jan  kiedyś  zniknął  nieoczekiwanie,  gdy  w  pobliżu 

rozgrywały się zawody jeździeckie. Ale wtedy zatelefonował. 

Donna  odnosiła  wrażenie,  że  sprawa  zniknięcia  Jana  nie 

interesuje  pana  Lewina.  Nabrała  co  do  tego  pewności,  kiedy 
nagle zapytał: 

–  Stała  się  pani  nowym  właścicielem  sklepu.  Czy  zamierza 

pani  wprowadzić  jakieś  zmiany?  My  –  cały  personel  – 
niepokoimy  się  o  nasze  posady  –  wyczekująco  przyglądał  się 
Donnie. 

– Zapewniam, że nie ma powodu do niepokoju. 
–  Jeśli  chodzi  o  zakup  eksponatów,  polegaliśmy  dotąd  na 

panu Seatonie. 

–  Od  dziś  możecie  polegać  we  wszystkim  na  mnie  – 

powiedziała swobodnie. 

Wstał mówiąc: 
– Naturalnie będziemy w stosunku do pani całkowicie lojalni. 
–  Dziękuję.  A  teraz,  czy  mógłby  pan  poczęstować  mnie 

filiżanką kawy? 

Oddalił się z westchnieniem ulgi. 
Donna  podeszła  do  okna.  Słońce  rozjaśniło  jej  twarz.  Kiedy 

Lewin wrócił z kawą, poprosiła o księgi rachunkowe i popijając, 
przeglądała je. 

Pan Brooks, jak zwykle punktualny, przybył w towarzystwie 

młodego  mężczyzny,  który  przedstawił  się  jako  Mikę  Sadler, 

background image

wspólnik Seatona. 

– Czy nie przygnębia pani widok tych wszystkich staroci?  – 

spytał Sadler. 

–  Nie.  Mój  ojciec  jest  archeologiem.  Od  dzieciństwa  żyłam 

wśród antyków. 

Pan Brooks niespokojnie zerkał w stronę Donny. 
– Jan się spóźnia – zauważył wreszcie. 
– Nie będzie go dzisiaj. 
–  Dlaczego?  Przecież  specjalnie  napisałem  do  niego  list, 

który mam nadzieję, dotarł na czas. 

– Jan zniknął. Od poniedziałku nie pokazał się w domu. 
Pan Brooks spojrzał ponuro. 
– Czy zrobiła pani coś, aby go odszukać? 
– Niestety nie. Obiecałam Clare, że nie zawiadomię policji. 
– A więc ona wie – Sadler usiadł wbijając ręce w kieszenie. 
– Co takiego? – zaniepokoiła się Donna. – O co panu chodzi? 
– Łudziliśmy się, że Jan będzie w stanie wytłumaczyć pewne 

nieścisłości  w  rachunkach.  Duże  kwoty  nie  zostały  w  nich 
uwzględnione  –  pan  Brooks  urwał  i  wskazał  ręką  na  plik 
papierów leżących na stole. 

Donna patrzyła na nich zdezorientowana. 
– Nie rozumiem. Czy oskarżacie Jana o... 
–  Spokojnie,  pani  Martingale.  Nikogo  nie  oskarżamy. 

Chcemy  wyjaśnień.  Seaton  martwił  się,  gdyż...  –  pan  Brooks 
znowu zawiesił głos. 

– Seaton? Czy Seaton wiedział? Kiedy to wyszło na jaw? 
Mikę Sadler zaczął przechadzać się po pokoju. 
–  Upewniliśmy  się  po  dokładnym  sprawdzeniu  rachunków, 

na  kilka  dni  przed  wypadkiem.  Pan  Warley  był  bardzo 
przygnębiony. Zamierzał osobiście porozmawiać z Janem. 

Donna  poczuła  dreszcz  przerażenia.  Oczami  wyobraźni 

background image

zobaczyła  most  i  dwie  postacie  prowadzące  zaciętą  dyskusję, 
wodę  przepływającą  poniżej  i...  Zamknęła  oczy  w  nadziei,  że 
koszmar  zniknie.  Minęła  dłuższa  chwila,  zanim  dotarł  do  niej 
zaniepokojony głos pana Brooksa: 

– Czy wszystko w porządku moja droga? 
Całym wysiłkiem woli usiłowała się opanować. 
– Proszę kontynuować – powiedziała słabo. 
–  Problem  utrzymania  sklepu  staje  się  coraz  poważniejszy. 

Pani  zapewne  orientuje  się,  że  jeśli  zostanie  on  sprzedany, 
wejdzie w życie następny punkt testamentu Seatona. 

Przytaknęła. 
–  Oczywiście  może  pani  nie  zastosować  się  do  mojej  rady, 

ale... Osobiście uważam, że powinna pani utrzymać ten biznes. 
Seaton miał bardzo dobrą opinię w tej branży. 

– Tak, rozumiem. Muszę to przemyśleć. Dużo zależy od Jana 

– powiedziała Donna. 

– Oczywiście. Ale trzeba stanowczo zaznaczyć, że Jan – takie 

było  życzenie  Seatona  –  nigdy  już  nie  będzie  mógł  ponownie 
przejąć sklepu. 

–  Ale  co  on  pocznie?  –  zareagowała  gwałtownie  Donna.  – 

Nie można odbierać mu wszystkiego. To nieludzkie. 

– Jan jest nieuczciwym człowiekiem i namiętnym hazardzistą 

– powiedział pan Brooks, chowając dokumenty do teczki. – Jeśli 
zdecydowałaby się pani wnieść sprawę do sądu... 

–  Proszę  przestać  –  odparła  ze  złością  –  jak  mogłabym 

zaskarżyć Warleya? 

Twarz pana Brooksa wyrażała dezaprobatę. 
–  Przykro  mi  panie  Brooks,  nie  chciałam  pana  urazić,  ale 

proszę mnie zrozumieć. 

–  Tak  –  uśmiechnął  się.  –  A  przy  okazji,  radzę  postarać  się 

odszukać tego młodego człowieka. 

background image

Ta  rozmowa  wyczerpała  Donnę.  Zegar  na  wieży  kościoła 

wybił właśnie dwunastą. Usłyszała dyskretne pukanie – wszedł 
pan Lewin. 

– Pan Fielding jest tutaj. Pyta, czy go pani przyjmie. 
W pierwszej chwili chciała odmówić, bo nie miała ochoty na 

rozmowę  z  kimkolwiek.  Jednak  Richard  wcale  nie  czekał  na 
pozwolenie, wyminął Lewina i wszedł do gabinetu. 

–  Telefonowałam  do  Riversly  –  powiedział.  –  Lanty 

powiedziała, że pan Brooks i Sadler mają spotkać się z tobą w 
sklepie. Domyślam się, że wyszli niedawno. 

Skinęła głową. 
– Dlaczego mi nie powiedziałaś? 
– A powinnam? Nie chcieli się widzieć z tobą, tylko ze mną i 

Janem. 

– Gdzie się podziewa Jan? – Richard usiadł na krześle. 
– Clare nic ci nie wspominała? Nie ma go od poniedziałku. 
Spojrzał z niedowierzaniem. 
– Chodźmy stąd. Clare powinna... 
– To znaczy, że ci nie wspominała? Bała się że zawiadomisz 

policję. 

Zmieszany Richard wykrztusił słabym głosem: 
– Przecież zawsze mi ufała. Donna, co się tutaj dzieje? Jesteś 

bardzo blada. Czy to rozmowa z Brooksem tak cię przygnębiła? 

Potwierdziła. Widziała, że Richard szczerze się tym przejął i 

chciała  wyznać  mu  wszystko.  Nie  miała  jednak  prawa 
wtajemniczać  go  w  kłopoty  Jana,  rozumiała,  że  przede 
wszystkim powinna najpierw porozmawiać o wszystkim z Clare. 

–  To  jest  ponad  moje  siły.  Nie  przypuszczałam,  że  będę 

zmuszona  podejmować  decyzje  odnośnie  do  sklepu  – 
powiedziała wstając. 

– Wyglądasz, jakbyś potrzebowała drinka. Napijmy się razem 

background image

– zaproponował. – Tu obok jest mały bar. 

Nie miała siły mu odmówić. 
–  Clare  musi  być  bardzo  zmartwiona  –  rzekł,  stawiając  na 

stoliku  dwa  drinki.  –  Jan  to  łajdak.  Nikt  nie  jest  w  stanie 
utrzymać go z dala od wyścigów. Bóg jeden wie, skąd on bierze 
na to wszystko pieniądze. Nie znoszę, kiedy Clare jest smutna – 
dodał. 

Donna  poczuła  zazdrość  o  troskę,  z  jaką  Richard  mówił  o 

Clare.  Sądziła  dotąd,  że  uczucie  dziewczyny  nie  jest 
odwzajemnione, ale może nie miała racji. 

– Co zamierzasz zrobić w sprawie sklepu? 
–  Pan  Brooks  uważa,  że  powinnam  tu  zostać.  Tego 

oczekiwałby Seaton. 

– Znasz się na handlu antykami? 
Poczuła się trochę urażona jego pytaniem. 
–  Wystarczająco  –  ucięła  krótko.  –  A  poza  tym  muszę 

pomyśleć o personelu. Są pełni obaw o swoje posady. 

–  Lewin  demonizuje.  Nie  mam  pojęcia,  dlaczego  Seaton  go 

trzymał.  Jest  mnóstwo  innych  zawodów  na  „a"...  –  ironizował 
Richard. 

Przerwała mu: 
–  Łatwo  ci  mówić.  Ty  jesteś  bogatym  właścicielem 

ziemskim. Wiem, co czuje człowiek, który traci pracę. 

Uśmiechnął się. 
–  Masz  rację,  Donna.  Jestem  bezmyślnym  bałwanem. 

Warleyowie  będą  błogosławić  dzień,  w  którym  odziedziczyłaś 
Riversly. 

Po  powrocie  do  sklepu  przestudiowała  listę  zakupionych 

ostatnio  mebli  i  nareszcie  przekonała  się,  jakim  ogromnym 
kapitałem  dysponuje.  Zrozumiała  jednocześnie,  że  dwa  lata  z 
Seatonem  pomogły  jej,  między  innymi,  zorientować  się  w 

background image

sprawach  obrotu  gotówką.  Skończyła  wprawdzie  szkołę 
handlową  przed  podjęciem  pierwszej  posady,  ale  to,  czym 
musiała  się  zająć,  było  o  wiele  bardziej  skomplikowane  i 
podniecające. 

Wracała  do  domu  dopiero  późnym  popołudniem.  Opuściła 

szyby  w  samochodzie  i  woń  świeżo  skoszonej  trawy  wraz  z 
nagrzanym  powietrzem  wdarła  się  do  środka.  Prawie  tydzień 
minął  od  czasu,  gdy  po  raz  pierwszy  jechała  tą  drogą,  z 
niepokojem  w  sercu.  Teraz  wydawało  się  jej,  że  życie  gdzie 
indziej jest niemożliwe. Pomyślała o Richardzie. Dlaczego tak ją 
irytował? 

Dojeżdżając  do  domu  zauważyła  jakąś  postać  machającą  do 

niej  od  progu.  Gdy  się  zatrzymała,  Richard  nie  pozwolił  jej 
wysiąść, tylko szybko zajął miejsce obok. 

– Clare miała wypadek – powiedział. – Cholerna Vanity! 
– Czy to coś poważnego? 
–  Nie  wiem.  Zabrano  ją  do  szpitala  w  Bath.  Lanty  tam 

pojechała.  Kiedy  tam  zadzwoniłem,  powiedziała  mi,  że  Clare 
koniecznie chce się z tobą widzieć. O mnie nie pytała. 

–  Dlaczego  miałaby?  –  odparła  Donna.  –  Jest  pewna  twojej 

miłości. 

Nie odpowiedział. 
– Chce ze mną porozmawiać ze względu na Jana – dodała. 
– Donna, nie tylko Warleyowie cię potrzebują – dał znak, aby 

ruszyła. – Jedźmy, Clare czeka. 

 

background image

Rozdział 6 

 
Kiedy  Donna  i  Richard  przybyli  do  szpitala,  Clare 

odpoczywała  po  zabiegu.  Złamane  ramię  zostało  porządnie 
opatrzone,  lekarz  zalecił  jednak  pozostanie  przez  parę  dni  na 
obserwacji. 

Dziewczyna  leżała  z  zamkniętymi  oczami.  Bladość 

policzków nadawała twarzy dziecinny, bezbronny wyraz. Donna 
chciała  przytulić  ją  mocno  do  siebie,  zapewnić,  że  wszystko 
będzie  dobrze.  Nieświadomie  dotknęła  ramienia  Richarda. 
Wziął jej dłoń i zamknął w swojej. 

Minęła  zaledwie  chwila,  kiedy  Clare  przebudziła  się  i  dała 

znak, aby podeszli bliżej. 

–  Donna,  proszę  cię,  znajdź  Jana.  Potrzebuję  go  –  Donna 

stanęła przy jej wezgłowiu. – On ma kłopoty, pomóż mu – głos 
Clare  stawał  się  coraz  słabszy,  aż  w  końcu  znowu  zapadła  w 
drzemkę. 

Do pokoju weszła pielęgniarka. 
– Nie ma sensu tak stać. Teraz będzie spała godzinami. 
Ponad  połowę  drogi  powrotnej  przejechali  w  milczeniu. 

Wreszcie Richard odezwał się: 

–  Clare  bardzo  martwi  się  o  tego  swojego  cholernego  brata. 

Nie  może  przecież  w  nieskończoność  go  ochraniać.  Czy 
domyślasz się, co ona przed nami ukrywa? 

Donna wcisnęła się głębiej w fotel. 
–  Dopóki  ty się  nie  zjawiłeś  – ciągnął rozgoryczony  –  ufała 

mi. Teraz obie traktujecie mnie jak wroga. 

– Przestań, Richardzie – powiedziała znużona. 
Nie odezwał się już. Spojrzała na jego smutną twarz. 
Znowu pożałowała, że nie wróciła do Paryża, uwolniłaby się 

background image

od  problemów  kuzynostwa.  Wydawało  się,  że  ci  ludzie 
nieustannie  popadają  w  kłopoty,  przy  okazji  angażując  w  nie 
całe  najbliższe  otoczenie.  Zrozumiała,  że  Seaton  przekazał  jej 
cały  majątek,  ale  przy  okazji  ściągnął  na  jej  barki 
odpowiedzialność za swych kuzynów. Może wierzył, że Donnie 
rzeczywiście 

uda 

się 

uchronić 

tę 

dwójkę 

przed 

niebezpieczeństwem. Ale wszystko stało się tak nagle, nie czuła 
się przygotowana do podjęcia takiej odpowiedzialności. 

Westchnęła głęboko, oparła czoło o zimną szybę samochodu. 

Bliska płaczu wyszeptała: 

– Gdyby nie ja, kto opiekowałby się nimi? 
– Fieldingowie – odpowiedział Richard. 
–  A  więc  gdybym  teraz  wyjechała  stąd,  nic  by się  nie  stało. 

Fieldingowie  odnaleźliby  Jana,  poprowadzili  sklep,  zadbali  o 
Clare. 

– Niekoniecznie to miałem na myśli. 
– A może zdawało ci się, że potrafisz w wielkopańskim stylu 

mieć  na  wszystko  oko:  uznając  uczucie  Clare  za  coś 
oczywistego,  okazując  brak  zrozumienia  dla  nałogów  Jana, 
które właściwie w naszych czasach można by nazwać chorobą. 
Nie  zmartwiłbyś  się  specjalnie,  gdyby  Lewin  i  cała  reszta 
personelu  straciła  pracę,  gdybym  zamknęła  sklep  –  jedną  z 
najważniejszych spraw w życiu Seatona. Prawda? 

–  Donna...  –  Richard  zjechał  na  pobocze,  wyłączył  silnik, 

słychać było tylko deszcz uderzający o dach auta. 

– Czy rzeczywiście myślisz, że jestem aż tak nieczuły? Kiedy 

zabrakło Seatona, starałem się zająć jego miejsce... 

–  Nie,  Richardzie,  ty  nie  jesteś  nieczuły.  Doskonale 

rozumiem,  że  nie  masz  cierpliwości  dla  tych  dwojga.  Seaton 
podziwiał  cię,  ufał  tobie,  dlaczego  nie  oddał  ich  pod  twoją 
opiekę?  –  –  Były  pewne  powody  –  zaczął  Richard.  –  Jan  nie 

background image

przyjąłby  ode  mnie  żadnych  uwag  czy  upomnień.  Masz  rację 
mówiąc, że nie potrafię ich zrozumieć. A ty? 

– Może trochę. 
–  Ale  zostaniesz?  –  zapytał  uśmiechając  się  przy  tym 

niepewnie. 

Skinęła głową. Dotknął lekko jej ramienia. 
–  Cieszę  się...  naprawdę  –  powiedział  włączając  silnik.  – 

Myślę, że Seaton wiedział co robi, przekazując Riversly w twoje 
ręce. 

„Może  zrozumie  wreszcie,  że  ma  we  mnie  przyjaciela"  – 

pomyślała. Czekała z niecierpliwością chwili, kiedy wejdzie do 
domu, zrzuci płaszcz i wygodnie usiądzie w fotelu. 

Kiedy zatrzymali się na podwórku, pani Lanten już biegła w 

ich kierunku. 

–  Co  z  nią?  Jak  się  czuje?  Nie  pozwolili  mi  jej  zobaczyć  – 

lamentowała. 

– Wszystko będzie dobrze. Za kilka dni Clare wróci do domu 

– wyjaśniła Donna. 

Dopiero  w  oświetlonym  korytarzu  zwróciła  uwagę  na 

zaczerwienione  od  płaczu  oczy  gospodyni.  Podeszła  do  niej  i 
objęła  ją.  Przez  krótką  chwilę  poczuła  w  tej  kobiecie 
sprzymierzeńca. 

– Nakryłam do kolacji. Czy pan Richard zostanie? 
Wahając się spojrzała na Donnę. 
– Proszę – powiedziała. 
Przeszła  do  swego  pokoju.  Spojrzała  w  lustro.  Czuła  ciężar 

wydarzeń,  ale  tego  dnia  twarz  pozostała  niezmieniona,  jedynie 
w oczach odbijało się znużenie. Umyła ręce, poprawiła makijaż 
i zeszła na dół... 

Richard zawołał do niej z salonu: 
– Przygotowałem coś mocniejszego do picia. 

background image

– Dobry pomysł, po takim dniu! 
– Biedna mała Donna. 
Poczuła dreszcze. Odstawiając szklankę powiedziała: 
– Nie taka znów biedna. Powiedz raczej bogata Donna. 
W jego niebieskich oczach pojawił się błysk przekory. 
– Nie da się ukryć. Fortuna Seatona w takich pięknych rękach 

– podszedł bliżej i ucałował jej dłonie. 

– Przestań – próbowała je wyrwać. 
–  Niby  dlaczego?  Doprowadzasz  mnie  do  szaleństwa,  każąc 

czekać na siebie tak długo – puścił jej ręce, by niespodziewanie 
chwycić ją w ramiona. 

Podniosła  głowę.  Oczy  Richarda  pociemniały  z  pożądania. 

Czuła  pełne  słodyczy  pocałunki  na  szyi  i  policzkach,  aż 
wreszcie ich usta spotkały się. Zarzuciła mu ręce na szyję. Ten 
moment słabości sprawił, że zapomniała o wszystkim, pozwoliła 
się unieść rozkoszy w jego ramionach. 

Kiedy  jednak  wyszeptał  jej  imię,  przypomniała  sobie  Clare. 

Wyrwała  się,  cała  drżąc,  nie  mogąc  wymówić  słowa.  Myśli 
biegały chaotycznie: Clare kochała tego mężczyznę, a on... 

Richard też wydawał się oszołomiony. Odsunął się. 
– Donna, wybacz mi. Nie miałem prawa... 
Zdawała sobie sprawę, że dała się ponieść emocjom. 
Nie  traktował  jej  poważnie.  Nawet  jego  przywiązanie  do 

Clare  nie  powstrzymało  go...  Zła  na  siebie,  szybkim  krokiem 
przeszła do jadalni. 

Skwapliwie  podążył  za  nią.  Usiedli  przy  stole.  Podała  mu 

kurczaka i sałatkę. 

– Nalej proszę wina – powiedziała. 
Richard pewną ręką napełnił kieliszki. 
– Nareszcie pani na Riversly. 
– Jakieś obiekcje? 

background image

– Skądże znowu. 
Nagle  straciła  apetyt.  Odłożyła  sztućce  i  podniosła  do  ust 

kieliszek, przez cały czas czując na sobie spojrzenie Richarda. 

– Nie jesteś głodna? 
Atmosfera wspólnego posiłku sprawiła, że Donna poczuła się 

nieco  swobodniej.  Przyszłość  nie  miała  znaczenia,  liczyła  się 
tylko  chwila  bieżąca.  Richard  uśmiechnął  się  do  niej  łagodnie. 
Dobrze się tutaj czuł; jadł z nią kolację, pił wino i – co do tego 
nie miała wątpliwości – pragnął jej. 

Pani  Lanten  podała  kawę  w  salonie.  Richard  wypił  ją 

duszkiem stojąc, po czym przeprosił, mówiąc że musi już iść. 

– Jutro rano wcześnie zaczynam. 
Odprowadziła go do drzwi i jeszcze długo patrzyła za nim, aż 

zniknie w ciemności. 

Pod  koniec  drugiego  tygodnia  pobytu  Clare  w  szpitalu 

nastąpiła  lekka  poprawa  jej  stanu  zdrowia.  Podczas  drugiej 
wizyty Donny, lekarz poprosił ją o chwilę rozmowy. 

– Tę dziewczynę coś gnębi – powiedział z troską. – Dlaczego 

brat jej nie odwiedza? 

Donna,  przyparta  do  muru,  odpowiedziała,  że  Jan  wyjechał. 

Doktor był oburzony. 

–  Nie  może  się  pani  z  nim  skontaktować?  Pacjentka  jest  w 

złym  stanie  psychicznym  i  bardzo  cierpi.  Może  on  odmówił 
przybycia tutaj? 

– Ależ nie – zaprzeczyła pośpiesznie. 
–  No  cóż,  dopóki  nic  się  nie  da  z  tym  zrobić,  pani 

podopieczna ma znikome szanse na wyzdrowienie. 

Donna zamarła. 
– Czy złamanie jest aż tak poważne? 
Lekarz spojrzał na nią surowo. 
– Nie chodzi o jej kości, ale o nią samą. Musi pani odszukać 

background image

jej brata. To konieczne. 

Nie  chciała  wracać  do  pustego  domu,  przygnębiona  tym,  co 

usłyszała, pojechała więc do Manor Farm. 

Jen wprowadziła ją do bawialni. Richard był sam Podniósł się 

natychmiast, aby ją powitać, rozrzucając przy okazji sterty gazet 
wokół  siebie.  Ukrywała  poruszenie,  dopóki  Jen  nie  opuściła 
pokoju. 

– Martwię się o Clare. Lekarz stwierdził... 
– Wiem – przerwał jej – mnie również powiedział. 
–  Musisz  coś  na  to  poradzić.  Nie  mogę  cię  prosić  o 

odnalezienie  Jana,  ale  przynajmniej  otocz  opieką  Clare. 
Dlaczego ona tak się boi, Richardzie? 

– Nie wiem – odparł w zamyśleniu. 
–  Ona  zrobi  dla  ciebie  wszystko.  Jestem  przekonana,  że 

potrafisz ją uspokoić. Proszę, porozmawiaj z nią. 

– Skąd wiesz, czy już tego nie zrobiłem. To nic nie pomogło. 

Wyglądało  tak,  jakby  Clare  mnie  w  ogóle  nie  słyszała.  Ona 
myśli, że Jan nie żyje – dodał cicho. 

– Już dawno powinniśmy pójść na policję. 
– Nie możemy. Przyrzekliśmy Clare. 
– Zatrudnimy detektywa – z desperacją stwierdziła Donna. 
–  Oczywiście,  że  możemy.  Tylko  ciekawe, jak on  się  do  tej 

sprawy zabierze. Musi przecież oprzeć się na jakichś faktach, a 
Clare odmawia udzielania informacji. 

–  Ty  widziałeś  Jana  wsiadającego  do  samochodu?  Nie 

pamiętasz numeru? Nic, zupełnie? 

–  Nie  –  odparł  Richard  –  posłuchaj  mojej  rady:  pozostaw 

sprawy swojemu biegowi. On pewnego dnia sam wróci. 

– I nie obchodzi cię to, co się w tym czasie stanie z Clare? 
Podskoczył do niej i mocno chwycił ją za ramiona. 
–  Oczywiście,  że  obchodzi  i  to  bardziej  niż  możesz  sobie 

background image

wyobrazić. Ale tłumaczę ci, że nic nie możemy zrobić! 

Odwróciła się od niego. 
– Nie wierzę ci – szybkim krokiem opuściła pokój. 
Pobiegł za nią aż do samochodu. 
– Na miłość boską! – krzyknął. – Nie rób nic, czego później 

będziesz żałować. 

Rzeczywiście, Donna nic nie mogła zrobić. Przez kolejne dni 

nosiła  się  z  zamiarem  wynajęcia  prywatnego  detektywa,  ale  w 
końcu  zrezygnowała.  Zadzwoniła  natomiast  do  pana  Brooksa, 
prosząc o radę. Podczas rozmowy odniosła wrażenie, że Brooks 
rozmawiał już wcześniej z Richardem. 

Pan Brooks radził czekać. 
–  Musimy  stawić  czoła  faktom,  pani  Martingale.  A  fakty  są 

takie, że Jan w ciągu ostatniego roku przywłaszczył sobie dużą 
ilość  pieniędzy.  Obawiam  się,  że  ta  kradzież  nie  jest  jedynym 
powodem,  dla  którego  się  ukrył.  Jan  zdaje  sobie  doskonale 
sprawę,  że  pani  go  nie  zaskarży,  nie  chcąc  szargać  nazwiska 
Seatona. 

–  Mógł  zostać  porwany  albo  zamordowany  –  rzuciła 

nerwowo Donna. 

–  Porwanie  należy  wykluczyć,  gdyż  nie  otrzymaliśmy 

żądania  okupu.  Nie  powinna  pani  nazbyt  wysilać  wyobraźni. 
Jeśli  chce  pani  usłyszeć,  co  ja  o  tym  myślę,  to  uważam,  że 
należy  spróbować  przekonać  Clare,  iż  jej  brat  wyjechał  za 
granicę. 

Ale Donna nie chciała nakłaniać Clare do wiary w cokolwiek. 

Rzadko  ją  odwiedzała,  wiedząc,  że  Richard  z  matką  jeżdżą  do 
szpitala prawie codziennie. Również pani Lanten każdego ranka 
przyjeżdżała autobusem do swojej wychowanicy. 

Dobrze się złożyło, że w trzecim tygodniu pobytu w Riversly, 

panna  Martingale  miała  aż  nadto  pracy  w  sklepie.  Pierwsza 

background image

zmiana, którą przeprowadziła, dotyczyła oświetlenia. Posłuchała 
rady  Dalby  Lewina  i  zaangażowała  najlepszego  w  mieście 
elektryka. 

– Proszę spojrzeć – tłumaczyła mu – pokój z eksponatami jest 

jak  scena,  odpowiednie  oświetlenie  to  połowa  sukcesu.  Nie 
czytał pan książki pana Seatona? 

– Tak, ale... 
– Ale – przerwała mu – uważa pan, że to stek bzdur, prawda? 
W niedługim czasie obroty sklepu wyraźnie wzrosły i Donna 

mogła  sobie  pogratulować  pomysłu,  a  przede  wszystkim 
odwagi.  Poczuła  się  pewniej  i  plany  na  przyszłość  zaczęły 
nabierać realnych kształtów. 

Nie  myślała  więcej  o  ciążącej  na  niej  odpowiedzialności  za 

młodego  Warleya  –  pamiętała  słowa  Brooksa:  „Jan  nie  ma 
prawa do sklepu". 

Z  Richardem  Fieldingiem  nie  widziała  się  od  czasu  kłótni  o 

Clare.  Nie  chciała  pierwsza  nawiązywać  kontaktu,  ale  każdy 
dzień wzmagał pragnienie zobaczenia go znowu... 

Wieczory  spędzała  spacerując  po  ogrodzie,  ale  nigdy  nie 

przekroczyła ponownie mostu. 

W  piątek,  późnym  popołudniem,  Richard  przyjechał  do 

sklepu.  Nie  czekał,  aż  Lewin  go  zapowie,  od  razu  wszedł  do 
biura. 

–  Wspaniałe  wiadomości  –  powiedział  w  progu  – 

rozmawiałem z Janem. 

Wpatrywała się w niego zdumiona tym, co usłyszała. 
– Dlaczego skontaktował się z tobą, a nie ze mną? 
–  Telefonował  bardzo  późno  w  nocy.  Uważał,  że  lepiej 

będzie, jak porozmawia ze mną. Jest w Amsterdamie. 

Gdyby  nie  podniecenie  wywołane  słowami  Richarda,  z 

pewnością zauważyłaby lekkie wahanie w jego głosie. 

background image

– Co on tam robi na miłość boską? Dlaczego tak długo się nie 

odzywał? – wybuchnęła. 

– Powiedział, że napisał do Clare. Nic więcej nie udało mi się 

z niego wyciągnąć. Było go słabo słychać. 

–  Czy  przekazałeś  mu,  że  Clare  nie  dostała  żadnego  listu? 

Kiedy wraca do domu? 

– Tego nie powiedział... 
Donna poczuła wściekłość. 
–  Ale  uświadomiłeś  mu,  jak  bardzo  Clare  jest  niespokojna, 

jak bardzo go potrzebuje? Rozmawiałeś z nią? 

Przytaknął. 
–  Dawno  nie  widziałem  Clare  tak  szczęśliwej.  Lekarz 

stwierdził, że teraz jej stan na pewno się polepszy.  – Odwrócił 
się tak, że nie widziała jego twarzy. – Sama widzisz, że miałem 
rację.  Najlepszym  wyjściem  było  spokojnie  czekać. 
Wiedziałem, że Jan któregoś dnia się odezwie. 

– Ale nie wrócił... 
– Uczyni to niebawem – z uśmiechem zbliżył się do niej. 
–  Zobaczymy  –  odpowiedziała  chłodno.  –  Jednak 

najważniejsze, że Clare jest spokojna. 

– Zapewniam cię, że jest. Donna, uczcijmy to, proszę, tylko 

we dwoje... 

–  Uczcić?  –  powtórzyła  nie  rozumiejąc  o  co  mu  chodzi.  – 

Cieszę się, że  Jan jest bezpieczny, ale to  nie rozwiązuje  moich 
problemów.  Co  się  stanie,  gdy  Jan  wróci  do  Riversly?  Brooks 
powiedział  wyraźnie,  że  Warley  nie  ma  już  prawa  do  sklepu  – 
wyczekująco spoglądała na Richarda. 

– To znaczy, że Brooks ci powiedział... 
– Myślałam, że ty o niczym nie wiesz! 
–  Seaton  zwierzył  mi  się  ostatniego  wieczoru.  To  był  dla 

niego prawdziwy szok. 

background image

– Dla mnie również. 
– Masz jednak możliwość wyboru – odpowiedział twardo. 
– Jak to? – spojrzała z niedowierzaniem. 
– Albo wbrew Brooksowi nalegać na powrót Jana do biznesu, 

albo wytoczyć proces. 

–  Jak  łatwo  tobie  i  Brooksowi  przychodzi  zrzucić  całą 

odpowiedzialność  na  mnie.  Aż  miło  słuchać  waszych 
wywodów. 

– Ta odpowiedzialność, to część spadku. 
– Aleja nie wiedziałam... 
–  A  ja  tak.  Pamiętasz,  jak  błagałem  cię,  abyś  wróciła  do 

Paryża. Znam Jana. Nienawidziliśmy się od dzieciństwa, dopóki 
nie  byłem  na  tyle  duży,  żeby...  Czy  nie  widzisz,  że  on  się 
stacza? 

Zaskoczona spojrzała na niego. 
– Nie znam Jana na tyle. Myślę, że jest miły. 
– Kobiety zawsze o nim tak mówiły. Nawet moja siostra... 
– Myślałam, że twoja siostra... 
–  Myślałaś,  że  Elaine  kochała  Seatona.  To  prawda,  ona 

również  mu  się  podobała,  dopóki  Jan...  –  schował  twarz  w 
dłoniach. 

Donna  słuchała  zdruzgotana.  Ileż  to  razy  Seaton  zapewniał, 

że ona jest jedyną miłością jego życia. 

– Dopóki... 
– Jan poślubił Elaine – powiedział cicho Ryszard. 
– Co takiego? To nieprawda! 
– Niestety tak. 
–  Nie  rozumiem.  W  takim  razie  dlaczego  twoja  siostra  nie 

mieszka w Riversly? Dlaczego nic o tym nie wiedziałam? 

– To nie miało nic wspólnego z tobą, była to sprawa między 

Warleyami a Fieldingami. 

background image

Nie mogąc pohamować gniewu wybuchnęła: 
–  Co  wy  jeszcze  ukrywacie  przede  mną?  Może  ktoś  mi 

wreszcie wyjaśni, o co w tym wszystkim chodzi? 

Naglą myśl przemknęła jej przez głowę: 
– Kiedy miał miejsce ślub? Zaraz, zaraz, niech zgadnę... Dwa 

lata  temu,  kiedy  Seaton  przeprowadził  się  do  Paryża. 
Najzwyczajniej  uciekł,  pozostawiając  Riversly  Janowi  i  twojej 
siostrze – czy tak? 

–  Nie!  –  odparł  Richard  wzburzony.  –  Seaton  zamknął 

Riversly.  Elaine  i  Jan  zamieszkali  na  krótko  w  Manor  Farm. 
Clare  była  wtedy  w  szkole  z  internatem,  a  pani  Lanten 
przeniosła  się  do  siostry.  Małżeństwo  rozpadło  się  po  sześciu 
miesiącach.  Elaine  wyjechała  do  Londynu,  a  Jan  przekonał 
Seatona, by otworzył Riversly. 

Donna  czuła,  jak  jej  gniew  rośnie.  Seaton  oszukiwał  ją,  a 

Richard  wiedział  o  tym.  W  tym  momencie  nienawidziła  także 
jego.  Decydująca  kłótnia  między  nią  a  Seatonem  stanęła  jej 
przed oczami. Teraz zrozumiała, że sam ją wtedy sprowokował, 
wiedział,  że  Elaine  Fielding  wkrótce  znowu  będzie  wolna.  Ale 
jego plan nie powiódł  się... Ktoś nienawidził  go tak bardzo, że 
postanowił go zabić. Stało się to, zanim Seaton zdążył drugi raz 
zmienić  testament.  I  w  ten  sposób  ona,  Donna  Martingale, 
została  właścicielką  Riversly.  Los  okazał  się  dla  niej  łaskawy. 
Richard dotknął jej dłoni. 

– Nie chciałem, żebyś się dowiedziała o Elaine, moja droga. 

Ale przez cały ten czas bałem się, że ktoś obcy może ci o tym 
powiedzieć.  Nie  pozwolę,  aby  ich  przeszłość  miała  ciebie 
skrzywdzić...  Słyszysz..  ?  –  przemówił  do  niej  z  przejmującą 
czułością. – Nie dopuszczę do tego. Wiem, że Seaton cię kochał. 

–  Nie  próbuj  mnie  pocieszać.  Nie  chcę  tego.  Czy  to  już 

wszystko, co powinnam wiedzieć? 

background image

– Donna, ja nie chciałem zniszczyć tego, co było między tobą 

a Seatonem. Odejście Elaine było dla niego ciosem, cieszyliśmy 
się, gdy znowu się zakochał. 

Nie wierzyła w to co mówił, lecz zdołała się już opanować i 

słuchała  spokojnie.  Podszedł  blisko.  W  jego  oczach  dostrzegła 
wiele życzliwości. 

– Muszę iść. Pani Lanten... 
– Nie obawiaj się  – powiedział z tajemniczym uśmiechem  – 

uprzedziłem ją, że dziś wieczór porywam cię na kolację. 

– Ale... 
–  Wszystko  już  załatwione.  Zarezerwowany  stolik  czeka  na 

nas w Pheasant. Proszę, nie odmawiaj, Donna. To wszystko nie 
jest takie straszne, jak ci się wydaje – dodał. 

Uśmiechnęła  się,  wdzięczna  za  jego  troskę.  Już  zbyt  długo 

musiała sama dbać o wszystko. Była odpowiedzialna i rozsądna, 
ale  teraz  czuła  się  zmęczona.  Zresztą,  pragnienie  przebywania 
blisko Richarda było zbyt silne, aby mogła odmówić. 

– Chodźmy więc – powiedziała – inaczej nie zdążymy wypić 

drinka przed posiłkiem. 

Czuła  się  wspaniale,  wolna  od  trosk.  „Jeszcze  jedno 

złudzenie" – pomyślała sadowiąc się wygodnie w samochodzie 
Richarda. Przecież właściwie nic się nie zmieniło – sprawa Jana 
pozostawała wciąż otwarta. 

Jechali  na  południowy  kraniec  Melbury  boczną  drogą, 

podziwiając rozległe widoki. 

–  Jeśli  nie  będzie  padało,  żniwa  zaczną  się  w  przyszłym 

tygodniu  –  rzekł  Richard.  –  Zobaczysz,  spodoba  ci  się  w 
Pheasant  –  zapewnił  parkując  wóz.  –  Często  tutaj  wpadam.  To 
miejsce ma swój klimat. 

Wnętrze  hallu  sprawiło  na  Donnie  wrażenie  zbytniego 

przepychu,  ale  w  jadalni  było  rzeczywiście  bardzo  przytulnie. 

background image

Kiedy  usiedli,  Richard  zaczął  opowiadać  o  życiu  na  farmie,  o 
swoich  planach  i  ambicjach.  Potrawy  okazały  się  wyjątkowo 
smaczne. Przemknęło jej przez myśl, że tworzą dobraną parę. 

Po  kolacji  wrócili  na  parking,  gdzie  stał  samochód  Donny. 

Richard asystował jej, aż usiadła za kierownicą. Wychyliła się w 
jego stronę. 

– Dziękuję ci Richardzie. To był uroczy wieczór. 
Pocałował ją lekko w policzek. 
– Przyjemnie jest wiedzieć, że jest nam ze sobą dobrze. 
Patrzyła,  jak  odjeżdżał.  Czuła  rozczarowanie,  że  niczego 

sobie  nie  wyjaśnili.  A  potem  zawahała  się'  –  czy  rzeczywiście 
było co wyjaśniać? 

 

background image

Rozdział 7 

 
W  każdą  sobotę  –  dzień  targowy,  Melbury  nabierało 

odmiennego charakteru, zmieniało swój wygląd. Wąskie uliczki 
zapełniali  spacerujący,  którzy  promieniowali  radością  i 
entuzjazmem. 

Donna  wcześniej  niż  zwykle  przyjechała  do  miasta,  aby 

uniknąć kłopotu z zaparkowaniem samochodu. 

Dzień wstał pochmurny, ale słońce powoli zaczęło rozjaśniać 

ulice miasteczka. 

Otworzyła  sklep.  Lubiła  tę  poranną  ciszę.  Znajomy  zapach 

drewna przenikał wszędzie, nasycał powietrze. 

Zaraz 

po 

wejściu 

do 

biura 

zaczęła 

przeglądać 

korespondencję. Szukała wiadomości z Amsterdamu. Nie miała 
wprawdzie  powodu  oczekiwać  od  Jana  dziesięciostronicowego 
listu, ale liczyła na parę słów wyjaśnienia. Zastanawiała się, czy 
rzeczywiście  przebywa  w  Holandii.  Jeśli  tak,  to  pewnie 
skontaktował  się  z  firmami,  których  adresy  powinny  być  mu 
znane. Kiedy nadszedł Dalby Lewin, natychmiast o nie zapytała. 
Zmarszczył brwi. 

–  Nie  ma  ich  tutaj.  Pan  Seaton  zerwał  kontakty  ponad  rok 

temu. Mieliśmy sprowadzić towar z Delft, ale umowę zerwano. 
Rozzłościło  to  pana  Jana  –  powiedział.  –  Miał  zwyczaj 
regularnie podróżować do Holandii – dodał z przekąsem. 

– Przypuszczam, że ma tam przyjaciół. 
– Tak sądzę. Pewien Holender często do niego telefonuje. 
–  Ale  oczywiście  nie  znasz  ani  jego  adresu,  ani  numeru 

telefonu. 

Potwierdził.  Donna  w  głębi  serca  wątpiła  w  autentyczność 

rozmowy  Richarda  z  Janem.  Dużo  by  dała,  aby  wiedzieć 

background image

dlaczego  Jan  skontaktował  się  z  Richardem,  a  nie  z  Clare.  Na 
szczęście  dzień  miała  tak  wypełniony,  że  zapomniała  o  całej 
sprawie. 

Zegar  klasztorny  wybił  szóstą,  kiedy  wychodziła  ze  sklepu. 

Szła  do  samochodu  z  dziwnym  poczuciem  niespełnienia. 
Miasteczko wróciło do stanu codziennej senności. Zatęskniła za 
atmosferą  nieustającego  ruchu,  tak  naturalną  w  Paryżu.  Wolno 
wracała do Riversly, z niechęcią myśląc o samotnym obiedzie. 

W  przedpokoju  zawołała  panią  Lanten,  ale  po  chwili 

przypomniała sobie, że gospodyni miała pójść do znajomych w 
mieście.  Zaczęła  przechadzać  się  po  pokojach.  Im  dłużej 
przyglądała  się meblom,  fotografiom  i  drobnym  pamiątkom  po 
ludziach,  którzy  tu  mieszkali,  tym  bardziej  rosła  w  niej 
świadomość, że jest tu obca. 

Jedynie  w  pokoju  przygotowanym  dla  niej  przez  Seatona 

czuła się jak u siebie. 

Usiadła  przy  otwartym  oknie.  „Amsterdam"  –  wciąż  o  tym 

myślała. Nagle postanowiła zajrzeć do sypialni Jana. 

Delikatnie  zamknęła  drzwi  od  wewnątrz  i  rozejrzała  się 

dookoła.  Starannie  pościelone  łóżko,  odkurzone  meble.  W 
łazience, ku swemu zdumieniu, znalazła  szczoteczkę  do zębów 
oraz  maszynkę  do  golenia.  Jeśli  planował  wyjazd,  to  czy  nie 
zabrałby tych osobistych przyborów ze sobą? Wszystkie ubrania 
wisiały w szafach, niczego nie brakowało. Nabrała pewności, że 
trzy  tygodnie  temu,  w  poniedziałkowy  ranek,  wyszedł  z  domu 
bez żadnego bagażu. 

Wiedziona  ciekawością,  zajrzała  do  szuflady.  Tu,  wśród 

różnych drobiazgów, leżał paszport Jana. Sprawdziła tylko, czy 
dokument  jest  aktualny  –  okazało  się  że  tak:  ostatnie  stemple 
miały  datę  sprzed  dwóch  miesięcy.  Donna  była  przybita  swym 
odkryciem.  Amsterdam  to  fikcja,  ale  w  takim  razie,  dlaczego 

background image

Richard kłamał? 

Usiadła na łóżku i zastanowiwszy się zrozumiała, że chodziło 

mu przecież o dobro Clare. Ale dlaczego nie wtajemniczył jej – 
Donny? Widocznie nie  miał  do niej zaufania. Zdecydowała  się 
jak najszybciej porozmawiać z Richardem. 

Wybiegła  z  domu,  ale  dotarłszy  do  mostu  zatrzymała  się, 

jakby  bała  się  przekroczyć  tę  granicę.  Oparła  się  o  balustradę, 
kątem  oka  dostrzegła  niebieskiego  zimorodka.  Gniew  zaczął 
mijać i teraz była już pewna, że lepiej zatrzymać dla siebie nowe 
informacje. Przechyliła się, aby spojrzeć w lśniące lustro wody. 

I  nagle  obok  jej  twarzy  pojawiła  się  inna,  brodata  i 

długowłosa.  Czyjeś  mocne  ramiona  uniosły  ją  i  obróciły. 
Zobaczyła obcego mężczyznę, zaczęła krzyczeć. 

–  Zamknij  się,  idiotko  –  ręką  zakrył  jej  usta.  –  Nic  ci  nie 

zrobię. Mam wiadomości od... 

Ogarnięta paniką wyrywała się, starając uwolnić od niego. 
–  Na  miłość  boską,  uspokój  się  –  powiedział  jej  prosto  do 

ucha. – Przychodzę od Jana. 

Zastygła  nieruchomo,  a  po  chwili  zwróciła  ku  niemu  twarz. 

Teraz ją puścił. 

–  Przykro  mi,  że  cię  tak  bardzo  wystraszyłem.  Jan  kazał  mi 

porozmawiać z tobą na osobności. Kręciłem się tutaj jakiś czas, 
nie mając pewności czy siostra Jana albo gospodyni są w domu. 

Powoli odzyskiwała równowagę. 
– Czy wszystko w porządku, pani Martingale? 
Przytaknęła. 
– Gdzie jest Jan? 
–  U  mnie.  Miał  wypadek  i  jest  teraz  kompletnie  spłukany. 

Właściwie obaj jesteśmy. 

– Dlaczego sam nie przyszedł, aby się ze mną zobaczyć? 
– Nie może. 

background image

– Czy aż tak z nim źle? 
– Dosyć. 
Strach  powrócił.  Nie  była  w  stanie  się  skoncentrować. 

Odwróciła się, by nie widział jej twarzy. 

–  Nazywam  się  Colin.  Przychodzę  od  Jana.  Musisz  mi 

uwierzyć. On czeka na nas. 

– Jak to: na nas? – powtórzyła. – Ja nigdzie nie jadę. 
–  Obawiam  się,  że  musisz.  Nie  mogę  wrócić  sam.  Jan  jest 

chory. Potrzebuje ciebie. 

Wahała  się,  instynktownie  czując  niebezpieczeństwo.  Nie 

odpowiedziała.  Gwałtownie  chwycił  ją  pod  rękę  i  tak  złączeni 
doszli do drzwi frontowych. 

– Naciśnij dzwonek – rozkazał. – Czy jesteś sama w domu? 
Gdy  nie  posłuchała,  sam  zadzwonił.  Nikt  nie  zareagował,  a 

ciemność we wszystkich oknach i zupełna cisza upewniła go, że 
dom jest pusty. 

– Otwieraj. 
Ociągała  się  w  nadziei,  że  ktoś  nadejdzie.  Niestety,  na 

próżno.  Weszli  do  przedpokoju  i  kiedy  zapaliła  światło  – 
pierwszy raz przyjrzeli się sobie. 

– Twój chłopak mówił, że jesteś piękna... 
– On nie jest moim... – zaczęła. 
– Najpierw forsa – przerwał jej – potem porozmawiamy. 
– Nie mam dużo pieniędzy – powiedziała otwierając torebkę. 
– Sejf, pani Martingale, sejf mnie interesuje. Oto klucz, który 

dostałem  od  Jana.  Proszę  się  pospieszyć.  Poczekam  tutaj.  I 
żadnych numerów – opadł na fotel. 

Donna poszła do gabinetu Jana. Czuła się strasznie. Ten obcy 

mężczyzna wydawał się wiedzieć tak dużo, że nie powinna mieć 
wątpliwości,  iż  Jan  go  przysłał.  Wyciągnęła  kilka  książek  z 
półki  i  jej  oczom  ukazały  się  charakterystyczne  drzwiczki  w 

background image

ścianie. 

Otworzyła  sejf.  Niezgrabnie  zaczęła  pakować  do  torby  stos 

papierów  wartościowych.  Nagle  zauważyła  mały  skórzany 
woreczek leżący na podłodze przy jej nogach, który z pewnością 
wypadł  z  sejfu.  Chciała  zajrzeć  do  środka,  ale  strach  przed 
niespodziewanym  nadejściem  Colina  sprawił,  że  szybko 
wrzuciła go z powrotem do skrytki. 

–  Dobra  dziewczynka  –  zawołał,  kiedy  ukazała  się  na 

korytarzu. 

Stwierdziła,  ku  swojemu  zdumieniu,  że  już  się  go  nie  boi. 

Miał  sympatyczny  uśmiech,  a  mimo  niechlujnego  wyglądu, 
wytartych dżinsów i koszuli, odznaczał się pewnością siebie. 

Gdy  podeszli  do  samochodu  Donny,  zapytał,  czy  może 

poprowadzić. 

–  Brałem  kiedyś  udział  w  wyścigach  samochodowych  – 

dodał, kiedy się zgodziła. 

– A teraz... 
–  Brak  samochodu,  brak  pracy,  brak  miejsca  dla  takich 

facetów jak ja. 

Przemknęli  przez  Melbury  i  zanim  się  spostrzegła,  byli  na 

trasie do Bristolu. 

Donna  analizowała  sytuację.  Chyba  jest  szalona.  Pozwalała 

się  wieźć  temu  nieznajomemu  nie  wiadomo  dokąd.  Może  on 
wcale  nie  zabierze  jej  do  Jana?  Nawet  Richard  nie  miałby 
pojęcia, gdzie jej szukać. Richard – dlaczego pomyślała właśnie 
o  nim?  Dotarli  do  przedmieścia  i  Colin  skręcił  w  jedną  z 
mrocznych uliczek. 

– Jesteśmy na miejscu – poinformował – Wysiadaj! 
Weszli  w  bramę.  Długim  ciemnym  korytarzem  dotarli  do 

schodów. Na pierwszym piętrze Colin zatrzymał się. 

– Jan nie wygląda dobrze. Bądź przygotowana na wstrząs. 

background image

Pchnął drzwi i przytrzymał je, aby mogła wejść do środka. 
Pokój  oświetlała  tylko  mała  nocna  lampka,  większość 

sprzętów tonęła w cieniu. Dostrzegła łóżko. 

– Jan? – spytała nieśmiało. 
Ktoś  się  poruszył,  więc  podeszła  bliżej  i  nagle  zobaczyła 

głowę  szczelnie  owiniętą  bandażem,  spod  którego  widać  było 
jedynie oczy i usta. Colin włączył mocniejsze światło. 

– Jan, na miłość boską. Co się stało? 
Colin stanął za nią. 
– Wszystko w porządku, Donna – Jan usiadł powoli – nie ma 

powodu  do  paniki.  To  było  trzy  tygodnie  temu.  Dwóch 
mężczyzn  napadło  mnie  na  ulicy.  Ale  na  szczęście  Colin  mnie 
znalazł. 

– Po co kłamiesz... – Colin wyraźnie chciał sprostować. 
– Zapomniałem spytać – Jan przerwał mu ostro. – Donna, czy 

przyjechaliście bez wiedzy Clare i pani Lanten? 

Skinęła głową, a po chwili powiedziała: 
– Powinieneś od razu pójść do szpitala. Czy byłeś u lekarza? 
–  Oczywiście,  że  tak.  Dostał  całą  masę  leków.  Obecnie  już 

ich  nie  bierze,  bo,  jak  twierdzi,  czuje  się  dobrze  –  wyjaśnił 
Colin. 

– Czy przyniosłaś pieniądze? – Jan spytał zniecierpliwiony. 
– Zabieram cię do domu – twardo powiedziała Donna. 
– To niemożliwe. 
– Ale dlaczego? – spojrzała na Colina oczekując poparcia, a 

on uśmiechnął się szeroko. 

–  OK.  Papużki  chcą  być  same.  Idę  do  doktora  –  tu  obok, 

jakbyście mnie potrzebowali. 

– Jan, musisz wrócić do domu – podjęła Donna, gdy tamten 

wyszedł.  –  Wiem  wszystko  o  pieniądzach  ze  sklepu.  I 
przysięgam, że nie masz się czego obawiać. 

background image

–  Moja  kochana  Donna,  wiem,  że  stary  Brooks  i  Richard 

wykorzystają  każdą  okazję,  aby  się  mnie  pozbyć,  ale  ty  – 
przechyli!  się  do  niej  –  ze  względu  na  Seatona,  powstrzymasz 
ich, prawda? 

– Więc co jeszcze stoi na przeszkodzie, abyś wrócił do Clare, 

do mnie? 

– Nie mogę ci powiedzieć. Musisz mi zaufać kiedy mówię, że 

Riversly nigdy nie będzie miejscem dla mnie. 

– Nie rozumiem... 
– Jeśli wrócę teraz, to sprowadzę niebezpieczeństwo na ciebie 

i Clare. 

– Jak to? 
Zaczął  tulić  jej  ręce.  Zadrżała,  ale  przysunęła  się  do  niego 

mówiąc: 

– Nie wierzę, że napadli cię zupełnie obcy ludzie. To było na 

pewno zaplanowane. 

– Donna, posłuchaj, zostałem pobity i jeśli nie pokażę się w 

Riversly pomyślą, że najprawdopodobniej nie żyję– Ależ Janie... 
Kto? Dlaczego? – zawołała, a łzy napłynęły jej do oczu. 

–  Nie  mogę,  nie  chcę  ci  powiedzieć.  Proszę,  nie  płacz,  tego 

nie  zniosę.  Wiesz  –  ciągnął  –  pierwszego  dnia,  kiedy 
spacerowaliśmy wzdłuż rzeki – dzięki tobie zacząłem myśleć, że 
może nie wszystko dla mnie stracone. Może nie jest za późno, to 
znaczy dla ciebie i dla mnie. 

Westchnęła: 
– Cóż mogę ci powiedzieć. Przecież cię nie znam. 
– Gdyby Seaton przywiózł cię do Riversly wcześniej... 
Wyrwała ręce. 
–  Chyba  nie  rozumiem.  Kochałam  Seatona  –  ale  te  słowa 

uświadomiły  jej  tylko,  ile  czasu  już  upłynęło,  jak  wiele  się 
zmieniło. 

background image

–  Ale  jego  już  nie  ma.  Ja  jestem.  Proszę,  wysłuchaj  mnie, 

Donna.  Rozpaczliwie  cię  potrzebuję.  Jeśli  bylibyśmy  razem, 
zmieniłbym  się.  Kiedy  tylko  kłopoty  się  skończą  –  wrócę  do 
Riversly, a wtedy... 

– To jest niemożliwe – zbyt późno dostrzegła pułapkę, którą 

dla niej szykował. 

Usta  jej  drżały.  Odwróciła  głowę.  Jan  był  jak  dziecko, 

samolubny  w  swych  zachciankach.  Najbardziej  w  świecie 
pragnął  łatwego  życia.  Nawet  jeśli  go  kochała,  nigdy  nie 
złożyłaby siebie na ołtarzu jego „prawdziwej miłości". 

– Zatem nic z tego – powiedział łagodnie. 
– Tylko siebie możesz za to winić – odpowiedziała spokojnie. 
– Jeśli się zabiję, to z twojego powodu. Będziesz miała mnie 

na sumieniu do końca życia. 

–  Jan,  na  miłość  boską,  nie  bądź  śmieszny  –  kiedy 

wydoroślejesz? Naucz się akceptować fakty. Nasze małżeństwo 
byłoby tak samo niemożliwe jak... – przerwała. 

–  Richard  powiedział  ci  o  Elaine.  Na  pewno.  Zawsze  mnie 

nienawidził. On za wszelką cenę chce posiadać Riversly. Wiesz 
o tym? To dlatego bałamuci Clare. 

–  Nie  wierzę  – odpowiedziała.  –  Clare  jest  teraz  w  szpitalu. 

Vanity ją zrzuciła. Stało się to nazajutrz po twoim zniknięciu. 

Jan zamknął oczy. 
– Czy bardzo z nią źle? – zapytał drżącym głosem. 
– Jeszcze niedawno było dość dramatycznie, ale teraz wraca 

do  zdrowia  –  dzięki  Richardowi.  Skłamał,  że  telefonowałeś  do 
niego z Amsterdamu, inaczej Clare zamartwiłaby się na śmierć. 
Bardzo przeżywa twoją nieobecność. 

– Amsterdam – wykrztusił – skąd on wiedział? 
– Nieważne skąd – urwała. – Czy mam powiedzieć Clare, że 

jesteś w Bristolu? 

background image

–  Nie,  absolutnie.  Nikomu  nie  zdradzisz,  że  tu  jestem  – 

musisz mi to przyrzec. 

–  W  porządku  –  podeszła  do  łóżka  i  wysypała  gotówkę  i 

papiery.  –  To  koniec,  Jan  –  i  nie  próbuj  mnie  więcej  w  to 
mieszać. 

Wyszła z pokoju nie oglądając się na niego. 
 

background image

Rozdział 8 

 
Nie  mogła  zasnąć.  Gdy  tylko  zamykała  oczy  powracały 

wydarzenia ostatniego wieczoru. Nie miała wyrzutów sumienia, 
jeśli chodzi o Jana. Nie mogła go ochronić przed jego własnymi 
szaleństwami,  pragnęła  jednak  dla  niego  spokoju.  Nie  potrafiła 
zapomnieć jego pokaleczonej, obandażowanej twarzy i błagalnie 
wpatrzonych  w  nią  oczu.  Zdrzemnęła  się  tuż  nad  ranem. 
Wkrótce weszła pani Lanten niosąc śniadanie. 

– Dzień dobry pani – powiedziała sucho, odsłaniając zasłony. 
Donna, mimo zmęczenia, z przyjemnością spojrzała w stronę 

okna. 

–  Co  za  wspaniały  poranek  –  pani  Lanten  stanęła  przy 

drzwiach patrząc wymownie. 

– Czy coś się stało? – zapytała Donna. 
– Wybiera się pani na przejażdżkę z panem Richardem, tak? 
Donna przytaknęła, zdziwiona jej pytaniem. 
– To nie jest w porządku – powiedziała gospodyni oburzona. 
– Nie w porządku? 
– A co ludzie pomyślą? Teraz, kiedy Clare leży w szpitalu, a 

przecież każdy wie, że Clare i pan Richard... – przerwała. – Ktoś 
musi  opiekować  się  Clare.  Kocham  tę  małą.  Jeśli  pani  ma 
zamiar ją skrzywdzić... 

– Czy ty nie przesadzasz? – nachmurzyła się Donna. 
–  Jestem  taka  zdenerwowana.  Nie  wiem  sama,  co  o  tym 

myśleć.  Jan  obiecał  się  nią  opiekować,  a  włóczy  się  gdzieś  za 
granicą.  I  żeby  nie  przysłać  nawet  słowa  otuchy  biednej 
dziewczynie. Te ciągłe kłótnie między nim a panem Seatonem. 
Nie  potrafię  tego  wszystkiego  zrozumieć.  Było  tak  wiele 
awantur  w  tym  domu.  Kiedy  pan  Seaton  umarł,  myślałam,  że 

background image

coś się zmieni – dodała ciszej. 

–  Sądzisz,  że  to  była  jego  wina?  –  ostrym  tonem  zapytała 

Donna. 

–  To  nie  chodzi  o  to...  –  w  oczach  pani  Lanten  widać  było 

smutek i strach. 

Donna  miała  wrażenie,  że  ta  kobieta  wiedziała  więcej  niż 

mówiła. 

–  Cokolwiek  masz  na  myśli,  ja  i  tak  wiem  wystarczająco 

dużo, żeby nie móc spać po nocach – i dorzuciła: – Zapewniam 
cię, że nie jestem dla Clare zagrożeniem, jeśli tylko Richard jest 
zdecydowany. 

„I  bardzo  tego  żałuję"  –  uzupełniła  w  myśli,  kiedy  pani 

Lanten  wyszła  z  pokoju  Wypiła  filiżankę  kawy  i  z  powrotem 
opadła na poduszki. 

Wspomniała ubiegły wieczór. „Gdybym mogła powiedzieć o 

wszystkim  Richardowi.  Gdybym  nie  przyrzekała  dochować 
tajemnicy... " – westchnęła wstając. 

Kiedy  weszła  do  stajni  w  Manor  Farm,  czekał  już  na  nią 

osiodłany koń. 

–  Planowałam  dziś  dosiąść  Vanity  –  zwróciła  się  do 

stajennego. – Gdzie ona jest? 

–  Niestety,  to  niemożliwe,  pan  Richard  nie  chce  więcej 

wypadków – odpowiedział mężczyzna. 

Była  niepocieszona.  Wsiadła  na  Firefly,  myśląc,  że 

stanowczo musi odkupić Vanity od Richarda. „Jeśli do tej pory 
nikt sobie z nią nie poradził, to ja spróbuję" – postanowiła. 

–  Czekałem  na  ciebie  z  niecierpliwością  –  zawołał  Richard, 

gdy tylko znalazła się w zasięgu jego głosu. – Jesteś piękna. 

Jego oczy wyrażały zachwyt. 
–  Nawet  tak  wcześnie?  –  odpowiedziała  bez  skrępowania, 

czując ciepło ogarniające jej serce. 

background image

Richard  zaplanował  trasę  przejażdżki  tak,  by  mogła 

podziwiać piękno okolicy. Jechali wzdłuż złotych pól, w oddali 
widniała zielona ściana lasu, a wszystko skąpane było w blasku 
porannego  słońca.  Zatrzymali  się  nad  strumieniem,  pozwalając 
koniom nacieszyć się wodą, aby już za chwilę wolno kłusować 
po starej brukowanej drodze wśród drzew. 

–  Gdzieś  tutaj  stoi  stara  romańska  budowla.  Choć  chyba 

lepiej  powiedzieć:  jej  resztki.  Masz  ochotę  zobaczyć?  –  spytał 
Richard. 

Wkraczała teraz z nim w świat, gdzie zamierzchła przeszłość 

stykała  się  z  teraźniejszością.  Pragnęła  tylko  jednego:  jak 
najdłużej iść w cudownej ciszy tak blisko niego. 

Ze  starego  domu  pozostały  tylko  cztery  ściany  i  niewielki 

fragment mozaikowej posadzki. 

Ramiona Richarda objęły ją mocno, usta musnęły policzek. 
–  Najdroższa!  –  wyszeptał  całując  jej  gorące  usta.  Długą 

chwilę trwali przytuleni do siebie, aż zapragnęła się uwolnić. 

–  Proszę,  nie...  –  nawet  obezwładniona  jego  bliskością  nie 

mogła zapomnieć o Clare. 

– Ale dlaczego? Boisz się? 
– Czego miałabym się bać? Znam cię przecież... 
Spojrzał na nią niepewnie. 
– Donna, o. co ci chodzi; czy coś się zmieniło? 
– Nic się nie zmieniło – chciała, żeby w jej głosie zabrzmiała 

stanowczość – niestety... 

– Wciąż, tak jak w dniu mojego przyjazdu, zachowujemy się 

jak wrogowie. 

– Nie, nieprawda. Wtedy starałem się za wszelką cenę ostrzec 

cię. 

Nerwowym  ruchem  zmierzwił  włosy.  Napotkała  jego 

bezradne spojrzenie. Richard opuścił głowę. Donna poczuła się 

background image

okropnie.  „Przecież  go  kocham,  a  traktuję  jak  obcego"  – 
pomyślała.  Odeszła  wolnym  krokiem.  Dogonił  ją  i  bez  słowa 
wrócili do domu. Czar poranka prysł bezpowrotnie. 

–  Zaopiekuj  się  końmi  –  powiedział  Richard  do  stajennego, 

gdy zatrzymali się na ubitym placu przed domem. 

Jakby zawstydzony swoim złym humorem wziął ją pod rękę i 

razem stanęli w drzwiach. Stephania wyszła ich powitać: 

– Jesteście już, moi kochani. Jakiś mężczyzna chce się z tobą 

widzieć, Richardzie. Czeka w pokoju gościnnym. 

Stephania  zaprosiła  Donnę  na  górę,  aby  tam  mogła  się 

spokojnie 

odświeżyć. 

Dziewczyna 

rozczesała 

włosy, 

nieznacznie  poprawiła  makijaż  i  po  chwili  razem  usiadły  przy 
oknie. 

– Czy wierzysz w to, że Jan jest w Amsterdamie? – Stephania 

zapytała wprost, wyglądała na bardzo zaniepokojoną. 

– A dlaczego nie? – spytała Donna. 
–  Myślę,  że  Richard  wymyślił  tę  historię  z  telefonem,  aby 

ratować Clare. Ma bzika na punkcie tej dziewczyny... 

– Co pani przez to rozumie? 
–  Nie  mam  pojęcia,  czy  on  ją  rzeczywiście  kocha,  czy  jego 

zachowanie wypływa z wrodzonej wrażliwości. 

– Z wrodzonej wrażliwości? – powtórzyła Donna. 
– Nie wierzysz mi, że jest wrażliwy? Tak bardzo bym chciała, 

żebyś  spróbowała  przebić  się  przez  te  pozory,  które  stwarza. 
Jego arogancja to tylko maska. 

– Pani jest matką... 
–  Nie  chcę,  żeby  Richard  ożenił  się  z  Clare  –  powiedziała 

Stephania. – Ona go unieszczęśliwi, tak samo jak Jan – Elaine. 

– Czy Richard ją kocha? – cicho spytała Donna. 
–  Trudne  pytanie.  Clare  Warley  pochodzi  ze  specyficznej 

rodziny.  Ona  i  jej  brat  odziedziczyli  po  ojcu  najgorsze  cechy 

background image

charakteru. Mówiono o nim: diabelski Warley. 

Pamiętam  go  bardzo  dobrze.  Niespokojny  duch,  a  do  tego 

zawadiaka, zawsze skory do bójki... 

– Ale czy on... 
Starsza  pani  wstała,  na  jej  twarzy  błąkał  się  tajemniczy 

uśmiech. 

–  Tak  się  cieszę,  że  zdecydowałaś  się  zostać  w  Riversly  – 

powiedziała tylko. 

„Jesteś jedyną osobą, która to czuje" – pomyślała Donna. 
Zeszły  po  schodach,  Stephanie  poszła  do  kuchni.  Donna 

przez  uchylone  drzwi  do  salonu  usłyszała  głos  rozmówcy 
Richarda,  zlękła  się,  gdyż  brzmiał  w  jej  uszach  podejrzanie 
znajomo. 

„To  nie  może  być  on"  –  uspokajała  się.  Usłyszała,  jak 

zwracał się do Richarda: 

–  Zatem  załatwiliśmy  naszą  sprawę,  panie  Fielding.  Mam 

pańskie słowo. 

Donna weszła do pokoju. Richard i jego towarzysz stali przy 

oknie. Odwrócili się jednocześnie w jej stronę. 

Był to wysoki mężczyzna o śniadej karnacji, kruczo-czarnych 

włosach i ciemnych, bezczelnych oczach. 

– Droga Donno, pozwól, że ci przedstawię Mecera Cahilla – 

Richard wziął ją pod ramię. 

– Cahill, poznaj panią Martingale z Riversly. 
Mężczyzna wyciągnął rękę na powitanie. Donna zignorowała 

ten  gest.  Bała  się  tylko,  żeby  nogi  nie  odmówiły  jej 
posłuszeństwa. Czuła,  jak  drżą.  Richard  przypatrywał  się  jej  w 
osłupieniu. Nie mógł  wykrztusić słowa. Jednakowoż Cahill  nie 
bacząc  na  zniewagę  uśmiechnął  się,  odsłaniając  śnieżnobiałe 
zęby. 

Ten  uśmiech  odmienił  znacznie  jego  twarz  i  Donna  zaczęła 

background image

się zastanawiać, czy aby przeczucia jej nie zawiodły. Wyglądał 
przecież tak zwyczajnie. 

–  To  prawdziwa  przyjemność  spotkać  panią.  Bardzo  dużo  o 

pani  słyszałem  od  jej  narzeczonego.  A  czy  coś  on  o  mnie 
wspominał? 

– Nie, nigdy. 
– Jaka szkoda – posłał jej kolejny uśmiech. 
Przyglądała mu się podejrzliwie. 
Następnie zwrócił się do Richarda. 
–  Muszę  już  iść.  Wkrótce  się  spotkamy,  pani  Martingale, 

zapewniam panią. 

Zabrzmiało to niemal jak groźba. 
Odwróciła  głowę  i  wsłuchała  się  jeszcze  w  jego  głos,  kiedy 

rozmawiał z Richardem przy drzwiach. 

Po  chwili  Richard  wrócił  do  pokoju.  Podając  jej  drinka 

spytał: 

– O co chodzi? Dlaczego zachowałaś się w ten sposób? 
–  Co  ten  mężczyzna  tu  robił?  Czy  ty  masz  z  nim  coś 

wspólnego? Jakie interesy z nim załatwiasz? – napadła na niego 
bez zastanowienia. 

Twarz Richarda stężała, nabierając wyrazu wrogości. 
– Naprawdę, Donna, to nie jest twoja sprawa. 
– Mylisz  się. To jest człowiek, który telefonował do Jana w 

wieczór poprzedzający jego zniknięcie. 

– Wiem – odpowiedział cicho. 
–  Wiesz?  –  spytała  zaskoczona.  –  Wiedziałeś  i  nic  nie 

zrobiłeś? 

– Dlaczego miałbym coś zrobić? Ten człowiek był umówiony 

z  Janem  w  sprawie  interesów,  ale  Jan  wszystko  popsuł. 
Zapomniałaś jak mówiłem, że widziałem Jana wsiadającego do 
samochodu... 

background image

– Pana Cahilla, bez wątpienia. 
Richard raptownie wstał. 
– Co ty wiesz na temat Cahilla? 
Odwróciła głowę. „To tylko moja intuicja" – pomyślała. 
– Zdziwił się, kiedy mu powiedziałem, że Jan był w Holandii. 
–  Wątpię  w  to.  Chciałabym  wiedzieć,  gdzie  był  Cahill  tego 

poranka, kiedy zginął Seaton. Czy w dalszym ciągu uważasz, że 
jego śmierć była przypadkowa? 

–  Oczywiście,  że  to  był  wypadek.  Moja  droga,  bardzo 

niebezpiecznie jest oskarżać... 

–  Nie  oskarżam  pana  Cahilla,  przynajmniej  na  razie  – 

spokorniała.  –  Ale  Richardzie,  chyba  nie  wmówisz  mi,  że 
niczego nie podejrzewasz. 

Zaciął usta, a jego brak zaufania dotknął ją boleśnie. Myślała 

z  satysfakcją  o  tym,  że  nie  zdradziła  Jana,  który  nie  wahał  się 
zaufać  jej  i  poprosił  o  pomoc.  Teraz  wspomagali  się  w 
niebezpieczeństwie i poczuła, jak bardzo jest z nim związana. 

Podczas  lunchu,  na  świeżym  powietrzu  w  ogrodzie,  humor 

Donny  nieznacznie  się  poprawił.  Stephanie  miała  mnóstwo 
planów  związanych  z  letnią  zabawą.  Nalegała,  aby  Donna 
pomogła w organizacji tej uroczystości tradycyjnej już na Manor 
Farm. 

W pewnym momencie zwróciła się do Richarda: 
– Donna ma zmysł estetyczny, potrzebujemy jej, prawda? 
Richard  był  skory  do  gniewu,  ale  urazy  zapominał  równie 

szybko. Dodał zatem: 

–  Nie  mam  pojęcia,  Donna,  jak  sobie  radziliśmy,  zanim 

przyjechałaś. 

Spojrzała na niego, zdziwiona jego szczerym uśmiechem. 
„Gdyby tylko zechciał mi zaufać" – pomyślała. 
Następnych kilka dni upłynęło bardzo szybko. Zaakceptowali 

background image

ją szybko, widząc, że posiada niemałą wiedzę. 

Pod koniec tygodnia wybrała się do Londynu, aby spotkać się 

z  panem  Brooksem.  Jego  serdeczne  powitanie  bardzo  ją 
ucieszyło.  Usiedli  w  wielkich  miękkich  fotelach.  Donna 
spodziewała się, że przy szklance sherry pomówią o interesach. 

–  Poprosiłem  panią  o  spotkanie,  gdyż  mam  pewne 

interesujące informacje – pan Brooks na chwilę zawiesił głos. – 
O  ile  dobrze  zrozumiałem,  pani  nie  do  końca  aprobuje  wersję 
dotyczącą okoliczności śmierci Seatona. Podejrzewa pani, że nie 
był to wypadek, czy nie tak? 

– No cóż – zaczęła ostrożnie. 
–  Mam  podobne  wątpliwości  –  kontynuował  pan  Brooks.  – 

Otrzymałem  zupełnie  nowe  zeznanie  świadka,  który  widział 
Seatona  rozmawiającego  z  mężczyzną  na  moście  około 
piętnastu minut przed tym, jak Fielding znalazł jego ciało. 

Milczała. 
– Ten człowiek opowiada, że to była poważna kłótnia. Chciał 

nawet  interweniować,  ale  w  końcu  zrezygnował,  obawiając  się 
niezadowolenia Seatona. 

– Dlaczego w takim razie nie zeznawał? 
– Dużo podróżuje. Wyjechał nie wiedząc nic o tragedii. 
– Jakiś włóczęga. Wierzy pan mu? 
Mimo,  że  nowe  wieści  wydawały  się  potwierdzić  jej 

przypuszczenia,  Donna  wątpiła  w  ich  znaczenie  w  obliczu 
prawa. 

– Czy świadek rozpoznał, z kim rozmawiał Seaton? 
Pan  Brooks  zaprzeczył  ruchem  głowy.  –  Zastanawiałem  się, 

czy pani zna kogoś, kto mógł życzyć Seatonowi śmierci? 

Owszem miała pewne podejrzenie... 
–  Muszę  nad  tym  pomyśleć  –  urwała,  zląkłszy  się 

przenikliwego spojrzenia pana Brooksa. 

background image

–  Richard  Fielding  poinformował  mnie,  że  Jan  jest  w 

Amsterdamie.  Czy  pan  z  nim  rozmawiał?  –  tym  pytaniem 
przerwała krępującą ciszę. 

–  Dopiero  zamierzam  –  odparł.  –  Nie  mieliśmy,  jak  dotąd, 

okazji omówić  spraw dotyczących sklepu  – zwrócił się  do niej 
po chwili. 

–  Zdecydowałam  się  poprowadzę  biuro,  być  może  zmienię 

decyzję, kiedy Jan wróci do domu – odpowiedziała sucho. 

–  Seaton  zawsze  obawiał  się  wybryków  Jana  i  jego 

szerokiego  gestu.  Chyba  życzyłby  sobie,  żeby  on  prowadził 
własny  interes,  jednak  nie  zatwierdził  tego  prawnie. 
Najprawdopodobniej  tylko  dlatego,  że  nie  zdążył.  Mam 
nadzieję, że pani nie będzie tak nierozważna. 

–  Pan  nie  lubi  Jana,  prawda?  –  przerwała  Donna.  –  Ja  nie 

zamierzam spisać go na straty. 

–  Pani  Martingale,  sądzę,  że  i  tak  zbyt  dużo  swobody 

pozostawiono mu w przeszłości. 

–  Nie  może  mnie  pan  zmusić,  abym  zrobiła  cokolwiek 

przeciw niemu. 

– Racja. Ale myślę, że czas najwyższy, aby zdała sobie pani 

sprawę  z  powagi  sytuacji.  Otóż  powierzyłem  Seatonowi  dość 
sporą  sumę  pieniędzy,  kiedy  miał  kłopoty  finansowe  związane 
ze sklepem. Czuję się więc odpowiedzialny za ten interes. 

– Czy chce pan przez to powiedzieć, że sklep nie jest mój? 
–  Nie  to  miałem  na  myśli.  Wszakże  umowa  z  Seatonem 

wciąż  obowiązuje  i  mam  prawo  wycofać  pożyczkę,  a  nawet 
wystąpić o sprzedaż sklepu. Proszę nie myśleć, że w ten sposób 
chcę  panią  nastraszyć.  Chcę  tylko  uświadomić  pani,  dlaczego 
jestem  przeciwny  powrotowi  Jana  do  interesu.  Czy  się 
rozumiemy? 

Rozumiała  bardzo  dobrze,  lecz  mimo  to  opowiadała  się  po 

background image

stronie Jana. Była gotowa bronić go przed całym światem. 

Czekała  niecierpliwie  na  wiadomość  od  niego.  Była 

zdecydowana spełnić życzenie Seatona wyrażone w testamencie 
–  chronić  Jana  i  zabezpieczyć  jego  wolność,  nawet  za  cenę 
poślubienia go. 

 

background image

Rozdział 9 

 
Letnia  zabawa  organizowana  każdego  roku  na  Manor  Farm 

była  najjaśniejszym  punktem  w  życiu  towarzyskim  Melbury. 
Donna  z  wielkim  zaangażowaniem  pomagała  Stephanie  w 
przygotowaniach.  Była  szczęśliwa  i  wdzięczna,  gdyż  dzięki 
temu  mogła  spędzić  wiele  czasu  w  towarzystwie  Richarda. 
Wrażliwość, jaką wykazywał w spełnianiu życzeń swojej matki, 
a również próśb samej Donny, sprawiła, że uczucie, jakie żywiła 
dla niego, wzrastało z każdą chwilą. 

Pewnego  wieczoru  poszli  razem  do  stajni,  opatrzyć  kopyta 

jednemu  z  koni.  Donna  cierpliwie  czekała  na  Richarda, 
przysłuchując  się  z  jaką  czułością  przemawia  do  swego 
czworonożnego przyjaciela. 

W pewnej chwili spojrzał na nią i rzekł: 
–  Clare  wychodzi  jutro  ze  szpitala.  Prosiła,  abym  po  nią 

przyjechał,  ale  musiałem  odmówić,  na  co  zareagowała  furią. 
Uważa,  że  żniwa  mogą  poczekać  z  jej  powodu.  Znowu  będą  z 
nią kłopoty. 

– Wiem – odparła Donna. 
–  Jest  mi  niezręcznie  prosić  cię  o  to,  ale  czy  będziesz  tak 

dobra  i  ją  przywieziesz?  Mama  jest  całkowicie  pochłonięta 
przygotowaniem zabawy. 

– Oczywiście, pojadę po Clare. 
– Dziękuję, Donna. Dobrze jest móc na tobie polegać. 
Następnego dnia Clare zawitała do Riversly. 
–  To  wspaniale  znowu  być  w  domu  –  powiedziała,  kiedy 

Donna  zatrzymała  samochód  przed  frontowymi  drzwiami.  – 
Gdyby tylko jeszcze Jan mógł być z nami. Oczekiwałam wieści 
od  niego.  Wiesz,  on  nie  jest  w  Amsterdamie.  Dzwoniłam  do 

background image

jego znajomych, ale nie skontaktował się z nimi. 

– Richard... – zaczęła Donna. 
–  Kochany  Richard.  On  jeden  powiedział  mi,  że  Jan  jest 

bezpieczny. Ale to taki lichy kłamca – Clare spojrzała na Donnę. 
– Jestem pewna, że wiesz gdzie Jan się ukrywa. Czy on zmusił 
cię, żebyś milczała? Nawet jeśli tak, znajdę go– Clare, to nie ma 
sensu. Wyrządzisz więcej szkody niż pożytku. 

Twarz dziewczyny nabrała wyrazu determinacji. 
–  Nigdy  mu  nie  wybaczę,  że  zaufał  właśnie  tobie  – 

powiedziała wysiadając z samochodu. 

Donna  uświadomiła  sobie  smutną  prawdę:  nie  pozostanie  w 

Riversly  razem  z  Clare,  będzie  musiała  wyjechać.  Tylko  czy 
znajdzie na to dość siły? 

Wraz  z  powrotem  Clare  skończyły  się  wieczorne  spacery  i 

nawet  jeśli  Richard  tęsknił  za  Donną,  to  nie  uczynił  nic,  aby 
mogli się spotkać. 

W  końcu  tygodnia  Colin  zadzwonił  do  sklepu.  Zgodziła  się 

spotkać z nim. 

–  Dobra  dziewczyna  –  przywitał  ją,  wskakując  do 

samochodu. – Twój chłopak płacze z tęsknoty za tobą. 

Donna,  przygotowując  się  do  drugiej  „randki",  obmyślała 

różne argumenty, które miały skłonić Jana do powrotu. 

Znajoma  uliczka  zrobiła  na  niej  to  samo  przygnębiające 

wrażenie; dziwny zapach, zapach niebezpieczeństwa, unosił się 
w powietrzu. 

Colin z  pasją zatrzasnął  drzwi  samochodu. Prowadził ją, jak 

poprzednio, schodami w górę, silnie podtrzymując za ramię. 

Jan  wyglądał  jak  więzień,  któremu  przez  dłuższy  czas 

odmawiali widoku słońca. Jego twarz miała nienaturalny, szary 
kolor,  oczy  miał  podkrążone,  a  szrama  na  policzku  wciąż  była 
bardzo  zaczerwieniona.  Widok  ten  wzruszył  Donnę. 

background image

Przyglądając mu się doszła do wniosku, że zaniecha namawiania 
go do powrotu. 

– Bałem się, że nie zechcesz przyjechać – powiedział. 
Od  momentu  ich  przyjścia,  Colin  natrętnie  się  w  nią 

wpatrywał. 

–  Ona  nie  mogłaby  cię  zostawić.  Sam  przecież  wiesz,  że 

potrzebujemy jej – odezwał się nagle. 

Donna spojrzała na niego z gniewem. 
– O czym ty mówisz... 
Nie pozwolił jej dokończyć. 
– Sytuacja w poważnym stopniu uległa zmianie. Jeśli chcesz, 

żeby twój narzeczony dożył spokojnej starości... 

–  On  nie  jest  moim  narzeczonym!  –  krzyknęła.  –  Ale 

oczywiście  zależy  mi  na  bezpieczeństwie  Jana.  Do  czego 
zmierzasz? 

Zauważyła  ostrzegawcze  spojrzenie,  jakie  Jan  posłał  swemu 

towarzyszowi, a po chwili sam zaczął tłumaczyć: 

– Chodzi o to, że Colin powinien wyjechać, a ja zastanawiam 

się, czy z nim jechać. 

– Dokąd? – zapytała przerażona. 
–  Do  Irlandii.  Lecz  najpierw  musimy  przedostać  się  do 

Liverpoolu. Myśleliśmy, że ty... 

–  Nie  ma  mowy  –  zareagowała  stanowczo.  –  Macie  do 

dyspozycji pociągi. 

– Ty nic nie rozumiesz – włączył się Colin. – Nie wolno nam 

wyzywać losu. Powinniśmy tam pojechać po cichu i bezpiecznie 
– czyli w nocy. 

–  Jan,  proszę  cię,  nie  jedź.  Wróć  ze  mną  do  domu.  Nie 

musisz  się  niczego  obawiać.  Rozmawiałam  z  Brooksem, 
dojdziemy w trójkę do porozumienia. 

Potrząsnął tylko głową. 

background image

– Nie pojadę... Przyrzekłem Colinowi. 
–  Co  on  ci  obiecał?  –  zapytała  i  wyzywająco  spojrzała  na 

Colina. 

– Lepiej, żebyś się nie dowiedziała. 
– Muszę. Jan jest pod moją opieką. 
Roześmiał się głośno. 
– W takim razie jedź z nami i pobierzcie się. 
– Nie bądź taki dowcipny – skwitowała go. 
Chwyciła Jana za ręce i powiedziała z czułością: 
– Przecież wiesz, że nie mogę jechać. Nie zostawię Riversly, 

Clare, sklepu. 

– Tak, wiem – Jan nie wydawał się być przekonany. 
–  Tak  bardzo  chciałabym  poznać  powody,  dla  których 

odmawiasz powrotu. 

–  A  więc  jak, zawieziesz  nas,  czy  nie?  –  Colin  zaczynał  się 

niecierpliwić, w jego głosie wyczuła cichą groźbę. 

Zwróciła się do Jana: 
– To nie będzie proste. Clare jest już w domu. Podejrzewa, że 

wiem, gdzie się ukrywasz. 

– Powiedziałaś jej? 
– Oczywiście, że nie. Sama się domyśli. 
–  Im  wcześniej  pojedziemy,  tym  lepiej  –  wtrącił  Colin.  – 

Poza tym potrzebujemy pieniędzy. 

– Ostatnio przywiozłam całą gotówkę z sejfu Jana  – odparła 

chłodno. 

– To nie jest zabawa, moja mała. Zdecydowani faceci sięgają 

po ostateczne środki. 

– Colin – Jan bronił jej, jednak bez przekonania. 
– Zamknij się – rzucił tamten. 
Donna patrząc na niego czuła, że przechodzą ją ciarki. Zlękła 

się  nie  na  żarty,  nie  tylko  o  siebie,  ale  również  o  Jana,  który 

background image

wydawał się całkowicie bezwolny wobec swojego kompana. 

– Musimy mieć pieniądze – oczy Colina błyszczały groźnie. – 

Zawsze mogę zatrzymać ciebie jako okup. 

– Nie ośmieliłbyś się. Jan by nie pozwolił. 
– Jesteś idiotką. On nie ma wyboru. Jest poszukiwany. 
– Jan... – jęknęła. 
– Proszę cię, Donna, uspokój się. Colin mówi prawdę. 
– Ile? – zapytała po chwili zastanowienia. 
– Pięć tysięcy funtów. 
– To niemożliwe. 
– Błagam, Donna. Możesz wypłacić z zamrożonego konta. 
– A co będzie, jak Brooks się zorientuje? 
–  Do  diabła  z  Brooksem.  To  są  twoje  pieniądze.  W  końcu 

jesteś moją dłużniczką. 

– Nie jestem ci nic winna. 
Twarz Jana nabrała groźnego, obcego wyrazu. 
–  Seaton  mógł  powtórnie  zmienić  swój  testament,  a  nawet 

mam pewność, że myślał o tym. 

– Wiesz, że nie zrobiłby tego – zaprzeczyła gwałtownie. – To 

mogło nastąpić tylko w przypadku zerwania zaręczyn. 

Zastanawiała  się, czy Jan wiedział o kłótni, do jakiej doszło 

między nią a Seatonem. Kiedy uspokoiła się trochę, zrozumiała, 
że nic nie mógł o tym wiedzieć. Chodziło mu zatem o pieniądze. 
Jego  długi  wciąż  rosły.  I  nagle zrozumiała,  czego  rozpaczliwie 
od  niej  oczekiwał.  Uważał  za  oczywiste,  że  jest  zobowiązana 
pomagać mu w kłopotach. 

– W poniedziałek pójdę do banku – powiedziała kapitulując. 
Colin odetchnął z ulgą. 
– Byłem pewien, że się zrozumiemy – rzekł. 
–  Z  tobą  nie  mam  nic  wspólnego  –  rzuciła  w  jego  stronę.  – 

Nie zobaczyłbyś ani centa z moich pieniędzy, gdyby Jan ich nie 

background image

potrzebował. 

Zaśmiał się. 
–  Dobrze  się  składa,  że  nie  musimy  tego  sprawdzić.  Mam 

jeszcze parę spraw do załatwienia w mieście. Umawiamy się za 
tydzień. 

Do  domu  wracała  przygnębiona.  Odpowiedzialność  za  Jana 

ciążyła na niej jak przekleństwo. 

Zamknęła samochód w garażu. Ucieszyła się widząc światło 

w  salonie.  Mimo,  że  dochodziła  północ,  zastała  tam  Richarda. 
Stał z kieliszkiem w ręku pochylony nad kominkiem. 

– Czy coś się stało? Clare? – przywitała go zdziwiona. 
– Z nią wszystko w porządku. Od godziny słodko śpi. Lanty 

powiedziała  mi,  że  wyjechałaś.  Byłem  niespokojny.  Gdzie  się 
podziewałaś? 

Nalała  sobie  drinka  i  opadła  na  fotel.  Była  kompletnie 

wyczerpana.  Konfrontacja  z  Colinem  i  Janem  kosztowała  ją 
więcej nerwów, niż się spodziewała. 

– Domyślam się, że to nie moja sprawa – powiedział Richard. 
– Zgadza się. Nie jesteś moim aniołem stróżem. 
–  Donna,  zrozum  –  jego  twarz  zmieniła  się,  miał  rozpalone 

policzki 

pociemniałe 

oczy 

– 

narażasz 

się 

na 

niebezpieczeństwo. 

–  Jakie  niebezpieczeństwo?  Z  czyjej  strony?  Z  twojej,  Jana 

albo tego,  kto  zabił  Seatona? Czy  jeszcze  kogoś  powinnam  się 
bać? 

Zbliżył się do niej. Usiadł blisko i objął ją. Przelękła się, gdyż 

była bliska płaczu, a nie chciała, żeby Richard widział jej łzy. 

– Gdzie byłaś? Martwiłem się. 
Jego  troskliwość  działała  jak  balsam,  ale  Donna  mimo 

wszystko  bała  się.  Przypomniała  sobie,  jak  w  ostatnim 
momencie,  przed  opuszczeniem  pokoju,  Jan  podszedł  do  niej  i 

background image

wyszeptał:  „ufam  ci",  a  ona  czuła  jego  lęk,  jakby  był  jej 
własnym. 

Richard  odebrał  kieliszek  z  jej  rąk  i  pocałował  w  policzek. 

Słodycz,  z  jaką  to  uczynił,  sprawiła,  że  przywarła  do  niego  i 
objęła  go  ramionami.  Następny  pocałunek  był  gwałtowny, 
niemal szalony. Nagle Richard odsunął twarz. 

–  Znalazłaś  Jana,  prawda?  Wiedziałaś,  że  wtedy  skłamałem. 

Musiałem  to  zrobić,  ze  względu  na  Clare.  Donna,  czy  ty  nie 
rozumiesz, że Jan jest pasożytem i kanciarzem? 

– To ty jesteś łajdakiem – powiedziała wstając. – Myślałeś, że 

jeśli mnie pocałujesz, zdradzę ci... 

Poczuła  gniew  i  wstyd  na  wspomnienie,  jak  bardzo  przed 

chwilą go pragnęła. 

– Jesteś niemądra. Czy nie widzisz, że chcę cię obronić przed 

popełnieniem głupstwa? On wydrze ci wszystko, co masz. 

– Nie powinno cię to interesować. To są moje pieniądze i do 

mnie  należy  decyzja,  jak  nimi  rozporządzać  –  odpowiedziała 
stanowczo,  żałując  tylko,  że  Richard  tak  trafnie  przewidział 
żądanie Jana. 

–  W  takim  razie  nie  spełnisz  oczekiwań  Seatona,  który 

uwierzył,  że  znajdziesz  w  sobie  dość  siły,  żeby  nie  folgować 
zachciankom  jego  kuzyna.  Pozwól  sobie  pomóc,  Donna, 
kochanie. Powiedz, gdzie on się ukrywa. 

–  Zostaw  mnie  samą.  Idź  sobie.  Jesteś  najbardziej 

odrażającym człowiekiem, jakiego znam. 

–  Pożałujesz  tych  słów.  Nie  przyjdę  w  tej  sprawie  po  raz 

drugi. 

– Odejdź już – powtórzyła zamykając oczy. 
Kiedy  je  otworzyła,  była  w  pokoju  sama.  Spuściła  głowę,  a 

odgłos zatrzaskiwanych drzwi sprawił jej ból. 

„Nie obchodzi mnie, czy kiedykolwiek jeszcze go zobaczę" – 

background image

pomyślała  patrząc  przez  okno.  Samochód  Richarda  znikł  w 
ciemności. 

 

background image

Rozdział 10 

 
–  Pospiesz  się,  Donna!  Spóźnimy  się  przez  ciebie  –  Clare 

wpadła do sypialni. – Podoba ci się moja nowa sukienka? 

Odwróciła się od lustra, aby przyjrzeć się dziewczynie. 
– Jest wspaniała. Clare, wyglądasz w niej czarująco. 
– Naprawdę? Myślisz, że spodoba się Richardowi? 
Clare  miała  na  sobie  długą  szyfonową  kreację  –  białą  z 

ciemnymi  dodatkami.  Odkryte  ramiona  i  opalony  dekolt 
dopełniały  całości.  Donna  pomyślała,  że  Richard  nie  oprze  się 
tej porywającej bogince młodości. 

– Taksówka będzie za kilka minut. Co się dzieje? Nie chcesz 

iść na zabawę? 

–  Oczywiście,  że  tak  –  odparła  Donna  bez  przekonania.  – 

Miałam ciężki dzień w sklepie. Jestem zmęczona. 

– Nie możemy na ciebie czekać. Idziemy razem z Lanty. Jak 

będziesz gotowa, zadzwoń po taksówkę. 

Zbiegła po schodach i pisk opon odjeżdżającego samochodu 

upewnił Donnę, że Clare opuściła dom. 

Rzeczywiście  nie  była  w  najlepszym  nastroju.  Tylko 

grzeczność  kazała  jej  pokonać  senność,  ubrać  się  wizytowo, 
zrobić  dyskretny  makijaż  i  uczesać  włosy.  Perspektywa 
spotkania  Richarda  w  Manor  Farm  wcale  nie  dodawała  jej 
odwagi. Wspomnienie ostatniego wieczoru przyniosło rumieniec 
gniewu.  Ten  sam  gniew  nie  dał  jej  spokojnie  zasnąć  w  nocy, 
zakłócał również ten piękny dzień. 

Z zamyślenia wyrwał ją odgłos samochodu zajeżdżającego na 

podwórko. Pewnie Lanty zadzwoniła po taksówkę. Sięgnęła po 
wieczorową torebkę, zarzuciła na ramiona drogą chustę i ruszyła 
do wyjścia. 

background image

W  hallu  stał  Richard.  Z  wrażenia  zatrzymał  się,  próbując 

uspokoić rozkołatane serce. 

–  Clare  powiedziała,  że  masz  migrenę  i  prawdopodobnie  w 

ogóle nie przyjedziesz – powiedział zbliżając się. 

–  Czuję  się  znacznie  lepiej.  Właściwie  to  zamierzałam 

wezwać taksówkę. 

–  Matka  nalegała,  abym  przyjechał.  A  poza  tym  martwiłem 

się... 

– Naprawdę? – zapytała z przesadnym zdziwieniem. 
Nagle spostrzegła ich odbicie w lustrze. Oboje mieli smutne 

twarze. 

–  Donna,  ostatnią  rzeczą,  jakiej  pragnę,  to  kłótnia  z  tobą  – 

rzekł  Richard  gwałtownie.  –  Czy  nie  możemy  zostać 
przyjaciółmi? 

„Przyjaciółmi?"  –  pomyślała  zrezygnowana.  „Na  co  się 

przyda  przyjaźń,  jeśli  tak  rozpaczliwie  pragnęła  jego  miłości?" 
Odwróciła  oczy  bojąc  się,  że  ją  zdradzą.  Czy  zniosłaby  widok 
innej kobiety przytulonej do jego ramienia? Podeszła do drzwi, 
zgasiła światła i zamknęła dom. 

Od momentu, kiedy Stephanie zaczęła opowiadać o corocznej 

letniej uroczystości w Manor Farm, Donna wyobrażała sobie, że 
wejdzie  na  salę  jako  partnerka  Richarda  Fieldinga,  a 
tymczasem... 

Poprowadził ją przez tłum gości wprost do matki. Stephanie 

przywitała Donnę serdecznym uśmiechem. 

–  Czy  ból  głowy  minął?  Jestem  taka  zła  na  Clare,  że 

pozwoliła ci zostać. Ona jest czasami bezmyślna. 

Spoglądając  na  grupkę  młodych  ludzi  skupionych  wokół 

Clare, Donna przez chwilę pomyślała, że mimo wszystko lepiej 
byłoby nie wychodzić z domu. 

Po  chwili  do  Clare  zbliżył  się  Richard,  poprosił  ją  do  tańca. 

background image

Gdy  tańczyli,  trzymał  ją  mocno  w  ramionach,  a  ona  ufnie 
przytulała się do niego. 

Donna  poczuła  się  okropnie.  Postanowiła  jak  najszybciej 

wrócić do Paryża. Być może pan Brooks znajdzie jakiś sposób, 
by  ocalić  Riversly  dla  Warleyów.  Poczuła  nagły  skórcz,  kiedy 
wyobraziła  sobie, że  opuści  dom,  w  którym  tak  bardzo  chciała 
znaleźć dla siebie spokój i szczęście. Zamyślona nie zauważyła 
mężczyzny, który od dłuższej chwili stał tuż za nią, dopóki się 
nie odezwał: 

– Pani Martingale, czy mogę prosić do tańca? 
Zaskoczona odwróciła głowę i ujrzała ciemną twarz Mercera 

Cahilla. 

Dlaczego  nie?  Lepiej  zatańczyć  z  nim,  niż  stać  samotnie  – 

powiedziała sobie. 

Mercer  tańczył  znakomicie.  Objął  ją  zgrabnie  i  prowadził 

umiejętnie wśród innych par. Skończyła się muzyka, a on wcale 
nie zamierzał odejść. 

– Może coś przekąsimy? – Zaproponował. 
Przeszli  do  jadalni,  gdzie  czekał  bogato  zastawiony  stół. 

Mercer  przyrządzał  drinki,  a  Donna  zajęła  miejsce  naprzeciw 
drzwi wychodzących na parkiet. Mogła swobodnie obserwować 
Richarda tańczącego z Clare. 

–  Mam  nadzieję,  że  nie  będziesz  miała  nic  przeciwko  temu, 

jeśli  zabiorę  się  do  jedzenia.  Dobre  odżywianie  jest  bardzo 
ważne, nie sądzisz? 

– Tylko wtedy, gdy jest się głodnym. 
–  Masz  słuszność.  Nie  sądzę  jednak,  abyś  kiedykolwiek 

zaznała prawdziwego głodu, tak jak ja. 

Spojrzała na niego z zainteresowaniem. 
– Pochodzę z ubogiej rodziny – ciągnął. – Do dziś pamiętam, 

jak to jest, kiedy nie ma co włożyć do ust. 

background image

Uśmiechnęła  się  uprzejmie,  czując  jednocześnie,  że  jej 

niechęć do Mercera Cahilla, mimo nieufności, powoli  topnieje. 
Podnieśli do ust kieliszki – on wzniósł cichy toast na jej cześć. 
Czuła  się  dość  swobodnie,  choć  widok  Richarda  i  Clare  nie 
sprzyjał  jej  radości.  Oczami  wyobraźni  widziała  ich 
przytulonych w jednym z ciemnych zakamarków ogrodu. Jakby 
czytając w jej myślach, Mencer powiedział: 

–  Widzę,  że  Clare  stosuje  swoje  stare  sztuczki.  Jest  jeszcze 

wielką  trzpiotką,  ale  bardzo  lojalną  jeśli  chodzi  o  brata.  A 
propos, wie pani gdzie on jest w tej chwili?... 

Zmroził ją tym podchwytliwym pytaniem. 
– Wyjechał w interesach – odparła chłodno. 
–  Jakie  to  dziwne,  że  Richard  i  Clare  wiedzą  tylko  tyle,  co 

pani.  Choć  właściwie  Richard  upiera  się  przy  wersji,  że  Jan 
przebywa w Amsterdamie, ale i tak wszyscy wiemy, że kłamie. 

– Dlaczego to pana interesuje? 
– Tak się składa, że Jan i ja prowadziliśmy wspólne interesy. 

Ale  on  nie  spełnił  warunków  układu,  co  mi  się  bardzo  nie 
podoba, moja droga. 

– Po co mi pan to mówi? 
– Myślę, że powinnaś na niego wpłynąć, gdyż także w twoim 

interesie jest, aby wreszcie się ze mną spotkał. Zapewniam cię, 
że Seaton byłby rad z naszej współpracy. Jemu zawsze chodziło 
o bezpieczeństwo rodziny. 

–  Dlaczego  próbujesz  mnie  zastraszyć?  –  zapytała  ostrym 

tonem Donna. – Nie wiem dokładnie o co chodzi w tej grze, ale 
jest dla mnie oczywiste, że nikt inny, tylko właśnie ty dzwoniłeś 
do Jana tego wieczoru przed jego zniknięciem. W zeszłym roku 
kontaktowałeś  się  kilkakrotnie  z  Seatonem  –  co  za  każdym 
razem  działało  na  niego  przygnębiająco.  Z  tego,  co  wiem, 
prawdopodobnie  z  tobą  rozmawiał  na  moście  tamtego  ranka, 

background image

kiedy... – urwała. 

– Czy insynuujesz, że ja... – głos Cahilla brzmiał złowrogo. 
Teraz  dopiero  spostrzegła,  jak  bardzo  jej  rozmówca  jest 

wzburzony. 

–  Ty  głupia  istoto,  wszyscy  Warleyowie  są  tacy  sami: 

kłamcy, oszuści i złodzieje... 

–  Proszę  przestać!  –  krzyknęła,  jednocześnie  drżącą  ręką 

chlusnęła winem w twarz Cahilla. 

Przerażona,  patrzyła  jak  cienkie  strużki  trunku  spływają  po 

jego policzkach i kapią na biały kołnierzyk i koszulę. 

Cahill dyszał ze wściekłości. 
W tej samej chwili Stephanie stanęła przy stole: 
–  Szukam  ciebie,  Donna.  Och,  mój  drogi,  widzę,  że 

przydarzył  się  panu  mały  wypadek.  Kelner!  Proszę  przynieść 
serwetkę. 

Ale  Cahill  nie  przyjął  pomocy,  otarł  twarz  chusteczką. 

Wkrótce podniósł się i posłał Donnie twarde spojrzenie mówiąc: 

– Nie mam zamiaru przepraszać za słowa prawdy. Jeśli czuje 

się pani dotknięta, to tylko pani sprawa. 

Patrzyła  na  niego obojętnie. Teraz, gdy ochłonęła, żałowała, 

że dała się ponieść nerwom. Widząc pytający wzrok Stephanie, 
rzekła: 

–  Przepraszam,  panią,  ale  ten  człowiek  zirytował  mnie. 

Obawiam się, że pozbawiłam go przyjemności zjedzenia kolacji 
– dodała, lekko się uśmiechając. 

–  Czy  możesz  mi  zdradzić,  co  on  ci  powiedział?  –  spytała 

Stephanie  z  ciekawością,  biorąc  Donnę  pod  rękę.  Przeszły  do 
osobnego pokoju. 

–  Chciał  mnie  zastraszyć,  nie,  nie  mnie  –  nas  –  na  moment 

poczuła  się  jak  członek  rodziny  Warleyów.  –  Stef,  o  co  tutaj 
chodzi?  Dlaczego  Richard  utrzymuje  kontakty  z  tym 

background image

człowiekiem? 

Stephanie usiadła na łóżku, a Donna w fotelu. 
– Sama nie wiem. Richard nigdy o nim nie mówi, ale wiem, 

że  Seaton  mu  ufał.  Pamiętam,  jak  któregoś  ranka  podczas 
lunchu posprzeczali się  i Seaton zapowiedział, że  nigdy więcej 
nie życzy sobie być zapraszany w tym samym czasie co Cahill. 

Donna zamknęła oczy. Czuła ucisk w skroniach i pragnęła jak 

najszybciej  znaleźć  się  we  własnym  łóżku.  Tygodnie 
oczekiwania 

na 

wspaniałą 

zabawę 

zakończyły 

się 

rozczarowaniem i przygnębieniem. 

Słyszała jak Stephanie wyszła z pokoju, a w sekundę później 

zjawił się przy niej Richard. 

–  Donna,  gdzie ty  się  podziewasz?  Nie  tańczyliśmy jeszcze. 

Czy coś się stało? 

–  Mama  ci  nie  powiedziała?  Obawiam  się,  że  wystraszyłam 

jednego z twoich gości. Wylałam kieliszek wina wprost na twarz 
panu Cahillowi. 

Richard spojrzał zdumiony. 
– Dlaczego? 
– Straszył nas. W szczególności Jana. 
–  Jestem  pewien,  że  się  mylisz.  Czy  nie  powinnaś  przestać 

przesadnie  martwić  się  o  Jana  i  powiedzieć  wreszcie,  gdzie  on 
się ukrywa? 

–  Żebyś  mógł  szybko  przekazać  wiadomość  temu 

zwyrodnialcowi Cahillowi? 

– Donna! – ostry głos Richarda przywołał ją do porządku. 
–  Wybacz,  Richardzie.  Nie  chciałam  tego  powiedzieć.  Ale 

jestem naprawdę zmęczona ciągłymi pytaniami o Jana. Jeśli on 
chciałby abyście wiedzieli, gdzie się znajduje, sam by was o tym 
poinformował. 

– Ktoś mógłby pomyśleć, że zakochałaś się w tym chłopaku – 

background image

powiedział zły. 

Teraz Donna przyjrzała mu się. 
– Jesteś zazdrosny? 
– A jeśli... 
Ich spojrzenia spotkały się na krótko. 
–  Ale  nie  jesteś  –  odezwała  się  po  chwili.  –  W  ogóle  nie 

zależy ci na mnie, dopóki masz Clare. 

–  To  nie  jest  tak.  I  nie  pozwolę,  żebyś  angażowała  się  w 

związki z takim facetem jak Jan. On się nigdy nie zmieni. 

– Wcale nie chcę, aby się zmienił. Przypuśćmy, że zgodzę się 

wyjść za niego, a wtedy Riversly na zawsze pozostanie w rękach 
Warleyów. 

– Czy ty jesteś szalona? 
–  Myślałam,  że  uważasz  się  za  przyjaciela  Seatona.  Czy  on 

nie chciałby właśnie tego? 

–  Nigdy.  On  nienawidził  Jana...  –  Richard  przerwał  i  tylko 

bolesny skórcz przemknął po jego twarzy. 

–  Dlatego,  że  twoja  siostra  go  wolała?  Czy  dlatego,  że  Jan 

doprowadziłby interesy do bankructwa? Może jest coś jeszcze, o 
czym nie wiem, a co Warleyowie chowają w tajemnicy? 

Oddech Richarda stał się nierówny. 
– Nigdy nie dopuszczę do twojego małżeństwa z Janem. 
–  A  niby  jak  zamierzasz  mnie  powstrzymać?  Żeniąc  się  ze 

mną? Wtedy Riversly będzie twoje. 

Wiedziała,  że  posunęła  się  za  daleko.  Oczy  Richarda 

ściemniały w niewypowiedzianym bólu. 

–  Donna,  dlaczego  musimy  ranić  się  w  ten  sposób?  Nie 

zniosę tego. 

Jej gniew osłabł i nagle zapragnęła przytulić się do Richarda. 

Być może wyczytał wszystko w jej oczach. Raptownie wstał. 

–  Chodź  już.  Muszę  wrócić  do  gości,  a  nie  wyjdę  z  pokoju 

background image

bez ciebie. 

Bez sprzeciwu przyjęła jego ramię i wyszli razem. 
„Gdyby  tylko"  –  pomyślała  słysząc  rozbawione  głosy  i 

muzykę – , , gdyby Warleyowie mogli dla nas nie istnieć". 

Richard  uparł  się,  że  osobiście  odwiezie  do  domu  damy  z 

Riversly  –  także  Donna,  jako  jedyna  z  ostatnich,  opuściła 
zabawę  w  Manor  Farm.  Całą  drogę  powrotną  Clare  wypełniła 
swoim podnieconym szczebiotem. 

Podczas ostatnich tańców nie wypuszczała Richarda z objęć. 

Donna  zmuszona  towarzyszyć  starszemu  panu,  Colonelowi 
Gunter, starannie maskowała zazdrość zabawiając partnera. 

Richard  prowadził  szybko,  niedbale  odpowiadał  na  pytanie 

Clare. 

„Zmęczył się nami" – pomyślała Donna. Wreszcie dotarli na 

miejsce. 

–  Spójrz,  Donna,  jestem  pewien,  że  zostawiliśmy  zgaszone 

światła. 

– To prawda. 
Nie  mogła  uwierzyć,  ale  rzeczywiście  z  przedpokoju  i  z 

górnego piętra biła jasność. 

–  Jan  wrócił  do  domu!  –  krzyknęła  Clare  usiłując  jak 

najszybciej wydostać się z samochodu. 

– Czekaj – przytrzymał ją Richard. 
Donna  znieruchomiała,  a  pani  Lanten  odruchowo  położyła 

rękę na jej ramieniu. 

– Klucze – Richard przejął inicjatywę. Podała mu cały pęk. 
–  Pospieszcie  się  –  Clare  podskakiwała  z  niecierpliwości.  – 

To na pewno Jan. 

– To nie może być Jan – Donna dotknęła ramienia Richarda – 

a ktokolwiek tam jest, może nie być sam. – Richard spojrzał na 
nią z powątpiewaniem. 

background image

– Jeśli to pułapka, po co mieliby zostawić zapalone światło? 
Przekręcił  klucz  i  pchnął  drzwi.  Clare  wpadła  do  hallu, 

wykrzykując  imię  brata.  Na  próżno  jednak  sprawdzała  pokoje. 
W drzwiach gabinetu stanęła jak wryta. 

– Boże, Richard, szybko!!! – usłyszeli jej krzyk i podbiegli do 

niej. 

Widok,  który  mieli  przed  oczami,  przyprawił  o  dreszcze. 

Pokój  był  kompletnie  zdemolowany:  szuflady  walały  się  po 
podłodze  wraz  z  ich  zawartością,  papiery  i  książki 
poniewierające  się  wszędzie,  kawałki  szkła,  rozbita  stara 
drezdeńska figurka. 

– O mój Boże – Richard rozglądał się bezradnie. – Dlaczego? 

Kto to zrobił? 

–  Wandale  –  podsumowała  pani  Lanten.  Lepiej  zadzwońmy 

na policję. 

– Czekajcie – powiedział Richard. – Zastanówmy się, czego 

brakuje? Czy coś w ogóle zginęło? 

–  Jak  mamy  to  stwierdzić?  –  odparła  Donna.  –  Trudno 

powiedzieć na pierwszy rzut oka. Chyba powinniśmy sprawdzić 
resztę domu. 

–  Dlaczego  tylko  gabinet?  –  myślał  głośno  Richard,  kiedy 

obejrzeli już wszystko. 

To  również  zainteresowało  policję,  kiedy  przyjechała  parę 

minut później. 

–  Nie  ulega  wątpliwości,  że  włamywacze  szukali  czegoś 

konkretnego.  Papierów  wartościowych,  gotówki.  Czy  trzymała 
pani jakieś większe pieniądze w domu, pani Martingale? 

– Nie. Posiadamy dobrze zabezpieczone miejsce w sklepie. 
• – I nie macie tutaj żadnego sejfu? Sierżant przechadzał się 

wzdłuż ścian. 

– Nie, oczywiście, że nie – odpowiedziała Clare. 

background image

W  końcu  znaleziono  okno  w  spiżarni,  przez  które 

najprawdopodobniej  obcy  dostali  się  do  środka.  Domownicy 
otrzymali polecenie, aby niczego nie dotykać do czasu fachowej 
ekspertyzy. Richard z sierżantem zabezpieczyli okno i dołączyli 
do pozostałych, siedzących przy okrągłym stole w kuchni. 

–  Koniecznie  musimy  kupić  dużego  psa.  Niedobrze  jest 

zostawić dom bez opieki – stwierdziła gospodyni. 

– Jan wkrótce wróci – powiedziała Clare. 
– Rzeczywiście, byłoby wskazane postarać się o alarm, pani 

Martingale – podjął sierżant. 

Po chwili spytał, przypatrując się twarzom obecnych: 
– Gdzie aktualnie przebywa Jan? 
– Wyjechał za granicę w interesach – odpowiedziała Donna. 
– Chyba często wyjeżdża – zauważył. – Kiedy go nie ma, kto 

rozporządza kluczami od sklepu? 

–  Ja  –  Donna  wyrzuciła  na  stół  zawartość  torebki.  – 

Zapomniałam wziąć je ze sobą. 

W pośpiechu wybiegła do swego pokoju. Nerwowo chwyciła 

torebkę używaną na co dzień, do pracy. 

– Dzięki Bogu są tutaj – triumfalnie potrząsnęła kluczami w 

kierunku Clare, która przyszła za nią na górę. 

– Lepiej będzie, jeśli pokażemy je sierżantowi – powiedziała 

Clare odbierając je od Donny. 

Donna z ulgą opadła na łóżko. 
–  Wyglądasz  na  bardzo  zmęczoną.  Nie  ma  potrzeby,  żebyś 

wracała na dół. Weź kąpiel i odpręż się. 

Opiekuńczość  Clare  była  miła,  ale  jednocześnie  podejrzana. 

Jednak  Donna,  z  powodu  znużenia,  nie  zastanawiała  się  nad 
tym. 

– Później odniosę ci klucze. Położę na toaletce – powiedziała. 

Oczy miała błyszczące z  podniecenia.  – Tańce były wspaniałe. 

background image

Mogłabym bawić się do rana. 

Wyszła trzaskając drzwiami. 
Donna  nie  była  w  stanie  się  rozluźnić.  Jej  myśli  cały  czas 

wracały  do  zdemolowanego  gabinetu.  Nie,  to  nie  miało  sensu. 
Na  pewno  nie  chodziło  o  papiery  w  biurku;  nie  miały  żadnej 
wartości. Czego więc szukali intruzi? 

Instynkt  podpowiadał  jej  udział  Jana  w  tej  całej  sprawie. 

Poczuła  dreszcze,  wspominając  Mercera.  Czy  to  mógł  być  on? 
Czy  on  w  rewanżu  zniszczył  bezcenny  porcelanowy  posążek? 
Dlaczego  Clare  skłamała  w  sprawie  sejfu?  Jaki  mógł  być  inny 
powód,  oprócz  tego,  że  dziewczyna  chciała  ukryć  tajemną 
skrytkę brata? Poza tym klucze od sejfu i od sklepu złączone są 
w jeden pęk. Clare mogła to wykorzystać i sprawdzić zawartość 
sejfu, kiedy wzięła klucze, aby pokazać sierżantowi. 

Nagle  Donna  przypomniała  sobie  skórzany  woreczek,  który 

kiedyś znalazła w sejfie. Musiał zawierać coś specjalnego, może 
biżuterię? 

Delikatnie otworzyła drzwi sypialni. Dom tonął w ciszy. Pani 

Lanten zostawiła w hallu zapalone światło. 

Donna  weszła  do  gabinetu.  Pierwsze  spojrzenie  padło  na 

drezdeńską  figurkę,  rozłupaną  na  dwoje.  Stwierdziła  ze 
zdumieniem,  że  porcelanowa  rzeźba  jest  w  środku  pusta. 
Czyżby  schowek?  Prosto  z  Holandii...  Poczuła  pulsowanie  w 
skroniach, podbiegła do znajomej  szafki z książkami – sejf był 
otwarty.  Wyciągnęła  rękę...  i  upewniła  się  w  swych 
podejrzeniach:  ani  śladu  woreczka.  Sejf  był  całkowicie  pusty. 
Teraz naprawdę się zlękła. 

 

background image

Rozdział 11 

 
Gdyby  Donna  bardziej  dbała  o  swój  komfort  psychiczny,  to 

odleciałaby  do  Paryża  tego  słonecznego,  wrześniowego  ranka, 
zamiast starać się o gotówkę dla Jana. Straciła mnóstwo czasu w 
gabinecie  dyrektora  banku,  cierpliwie  słuchając,  co  ma  jej  do 
powiedzenia  w  związku  z  tak  poważną  wypłatą  pieniędzy  z 
konta. Był wyraźnie zaszokowany i równocześnie wystraszony. 

–  Ależ  pani  Martingale,  czy  to  rozsądne  jechać  na  aukcję  z 

tak ogromną sumą pieniędzy? 

– Prawdopodobnie nie. Ale to jest sposób, w jaki załatwiam 

swoje interesy – odpowiedziała stanowczym tonem. 

– A włamanie w sobotni wieczór? – zauważył znacząco. 
–  Nic  nie  zginęło  –  była  zdecydowana  utrzymać  uciążliwą 

atmosferę sensacji, którą wyczuła w Melbury. 

Wróciła  do  sklepu  i  przekazała  kasetkę  z  pieniędzmi  panu 

Lewinowi,  który  zamknął  ją  zaraz  w  bezpiecznej  kasie 
pancernej. 

– Nie będę jej potrzebować aż do czasu powrotu z targów w 

Benton Manor – powiedziała do swego zastępcy. 

–  Jak  długo  pani  nie  będzie?  –  dopytywał  się  skrupulatnie 

Lewin, zawsze zadowolony, ilekroć mógł zarządzać sklepem w 
jej imieniu. 

– Kilka  dni. Proszę nie kontaktować się ze mną; jeszcze nie 

wiem, gdzie się zatrzymam. 

Następnego  dnia,  jadąc  na  północ,  przyrzekła  sobie  nie 

myśleć o problemach Warleyów, pragnęła odpocząć za wszelką 
cenę.  Ale  kiedy  wieczorem  znalazła  się  w  pustym  hotelowym 
pokoju,  powróciła,  jak  żywa,  twarz  Jana.  Z  niecierpliwością 
oczekiwała  weekendu  i  kolejnej  szansy  przekonania  go,  aby 

background image

zaniechał  ucieczki.  Wspominała  także  Richarda,  zastanawiała 
się nad tym, jak chłodno odnosili się do siebie ostatnio. 

W  sklepie  pojawiła  się  w  czwartkowe  popołudnie.  Była 

zadowolona  z  pomyślnej  transakcji,  dzięki  której  nabyła 
osiemnastowieczne  ozdobne  zegary  i  kilka  naczyń  z  chińskiej 
porcelany. 

Lewin zdziwił się na jej widok. 
–  Nie  spodziewałem  się  pani  przed  końcem  następnego 

tygodnia. Panna Clare Walery poprosiła mnie o kasetkę z sejfu. 
Powiedziała, że to na wyraźną pani prośbę. 

– Jaką kasetkę? – nie skojarzyła Donna. 
– Tę, którą przyniosła pani w poniedziałek z banku. 
Czuła, że siły ją opuszczają, usiadła w fotelu. 
– Kiedy to było? 
– Wczoraj. Czy nie powinienem był? Nic pani nie mówiła... – 

pytał zdziwiony Lewin. 

Jak mogła podejrzewać, że Clare wie o wszystkim? 
Obojętnie wysłuchała raportu pana Lewina o sprawach sklepu 

i szybko kazała mu odejść. „Muszę natychmiast zobaczyć się z 
Clare".  W  miarę  zbliżania  się  do  Riversly  coraz  bardziej 
obawiała się konfrontacji. 

–  Pani  Lanten!  Clare!  –  wystarczyła  chwila,  aby  się 

zorientować, że nikogo nie ma w domu. 

„Tylko  bez  paniki"  –  powtarzała  głośno,  biegnąc  w  stronę 

Manor Farm. „Tylko bez paniki" . Zdyszana dopadła drzwi. Jen 
bez  słowa  wskazała  jej  salon.  Byli  tam  wszyscy  z  wyjątkiem 
Clare. 

Richard  siedział  przy  stole  przeglądając  mapy.  Odwrócił  się 

w  stronę  Donny,  lecz  z  wyrazu  jego  twarzy  nie  mogła 
wywnioskować,  czy  jest  zły  czy  zmartwiony.  Niezwykłe  było 
spotkać go w domu w samym środku żniw. 

background image

Domyśliła się, że coś się musiało wydarzyć. Stephanie i pani 

Lanten siedziały na kanapie. Gospodyni Warleyow wyglądała na 
zmęczoną.  Pani  Fielding  zaczerwienionymi  oczami  patrzyła  na 
Donnę pogardliwie, nawet jej nie przywitała. 

„Nie jestem tu mile widziana... " – pomyślała. 
Pani Lanten wstała i zrobiła krok w jej stronę. 
–  Gdzie  ona  jest?  Co  się  przytrafiło  mojej  dziewczynce? 

Czułam, że to twoja sprawka. Jeśli cośkolwiek jej się stanie... 

– Dosyć tego, pani Lanten – odezwał się Richard. 
– Donna czy wiesz, gdzie w tej chwili przebywa Clare? 
Stała  w  drzwiach  nieruchomo,  bez  słowa.  Tylko  jej  oczy 

mówiły obecnym, jak jest zrozpaczona. 

–  Chodź,  kochanie  –  Richard  pomógł  jej  usiąść.  –  Jesteś 

pewnie  przestraszona,  jak  my  wszyscy.  Ale  teraz  musisz  nam 
pomóc – powiedział otulając jej dłonie. 

– Richardzie – wyszeptała – mogę tylko zgadywać... 
– Ona bezczelnie kłamie – pani Lanten na nowo podjęła atak. 

– Clare powiedziała, że rozmawiały przez telefon – wskazywała 
oskarżycielsko  palcem.  –  Mówiła,  że  pani  Donna  zapomniała 
zabrać  ze  sobą  kasetki  ze  sklepu  i  prosi,  aby  dziewczyna  ją 
dostarczyła.  Clare  obiecała  wrócić  do  wieczora.  Wzięła 
samochód  Jana  i  tyle  ją  widziałam.  O  północy  byłam  chora  z 
przerażenia – sama w tym domu – czekałam... 

–  Proszę,  Lanty,  uwierz  mi,  nie  dzwoniłam  do  Clare.  Czy 

naprawdę myślisz, ze zrobiłabym jej coś złego? 

–  W  takim  razie  kto?  –  słabym  głosem  spytała  matka 

Richarda. 

–  Jan  –  Donna poczuła  dreszcz  wymawiając  to  imię  –  tylko 

Jan. 

Wzrok Richarda był tak zimny, że aż się zlękła. Nagle pokój 

zaczął wirować, zrobiło jej się słabo. Richard chwycił Donnę w 

background image

ramiona  i  ostrożnie  posadził  na  kanapie,  chroniąc  tym  samym 
przed upadkiem. 

– Czy Clare zagraża niebezpieczeństwo? – spytał. 
– Być może. Podobnie jak Janowi. 
Stephanie objęła Donnę, mówiąc: 
– Wszystko w porządku. Możesz nam opowiedzieć, co wiesz. 
Donna  wiedziała,  że  Warleyowie  byli  dla  Stephanie  czymś 

więcej, niż tylko dziećmi sąsiadów. 

Musiała  złamać  obietnicę  daną  Janowi,  nie  było  innego 

wyjścia. Całą siłą woli zmusiła się, aby mówić w miarę jasno. 

– Jan jest – był – poprawiła się – w Bristolu. Ale teraz jest w 

drodze do Irlandii. 

– Od jak dawna o tym wiedziałaś? – zagadnęła starsza pani. 
– Kilka tygodni temu Jan został dotkliwie pobity. Człowiek, u 

którego mieszkał, zaopiekował się nim. Potem przysłał po mnie. 
Jan bał się wrócić do domu. Stephanie, tak się strasznie martwię. 

– Moja droga, to takie okropne... 
– Przyrzekłam Janowi... – zaczęła. 
–  Nie  miałaś  prawa  niczego  mu  obiecywać  –  przerwał  jej 

Richard.  –  Zrobiłaś ze  mnie  głupca.  Dlaczego  nie  powiedziałaś 
mi, gdzie on się ukrywa? 

Potrząsnęła głową. Nie potrafiła wyrazić słowami podejrzeń, 

które  jeszcze  pogłębiło  zniknięcie  Clare.  Ktoś  zabił  Seatona, 
ktoś  jeszcze  usiłował  pozbawić  życia  Jana,  dlatego  że,  jak 
przypuszczała, obaj zamieszani byli w jakąś podejrzaną aferę. 

–  Donna  musiała  dotrzymać  obietnicy  danej  Janowi.  Teraz 

możemy mieć tylko nadzieję, że Clare jest bezpieczna ze swoim 
bratem – skomentowała pani Fielding. 

Donna nie odpowiedziała. Czuła, że obojgu Warleyom grozi 

wielkie  niebezpieczeństwo  ze  strony  Colina,  a  na  Jana 
dodatkowo  czyhali  ludzie,  którzy  już  omal  nie  pozbawili  go 

background image

życia. 

Obawiała się, że Richard zacznie nalegać, aby powiadomiono 

policję.  Nie  wiedziała,  co  robić,  była  zdenerwowana  i 
przygnębiona. 

Zakryła 

twarz 

dłońmi, 

czując, 

jak 

powstrzymywane długo łzy przerwały zaporę powiek. 

– Nie warto płakać, Donna – odezwał się Richard. 
– To nie jest twoja wina. Jan jest łobuzem, zawsze nim był. 

Sam  sobie  zawdzięcza  tarapaty,  w  jakim  się  teraz  znalazł.  Ale 
pod żadnym pozorem, nie powinien był angażować w to Clare. 

–  Seaton  ufał,  że  zaopiekuję  się  nimi.  Zawiodłam  go  – 

wyrzekła łkając. 

Richard przytulił ją do siebie. 
–  No,  już  dobrze,  kochanie.  Teraz  możemy  tylko  czekać  i 

mieć nadzieję... 

Podczas następnych kilku dni Richard okazał się najbardziej 

czułym i delikatnym przyjacielem, jakiego Donna kiedykolwiek 
miała.  Była  mu  niezmiernie  wdzięczna  za  okazywaną 
życzliwość. 

Warleyowie nie dawali znaku życia. 
Richard  często  opowiadał  o  Clare.  Na  początku  z  gniewem, 

później wspomnienia odżywały w nim i pytał ze smutkiem: 

– Dlaczego mi nie ufała? 
– Uspokój się. Przecież wiedziała, że nienawidzisz Jana. A on 

ukrywa  się  przed  policją,  nie  zapomnij  o  tym.  Musisz  sobie 
wreszcie zdać sprawę, jak bardzo jej zależy na bracie. 

– Wszystkie jesteście takie same – powiedział ostro. 
– Ty, Clare, Elaine. Co wy do diabła widzicie w tym facecie? 
– Nie mogę odpowiadać za Clare i Elaine. 
– Chcę się dowiedzieć, dlaczego darzysz go sympatią, mimo 

tego, co o nim wiesz? 

Nie  umiała  wytłumaczyć  tej  mieszaniny  uczuć,  jaką 

background image

wywoływał  w  niej  Jan.  Współczucie  i  litość,  i  jakiś  bliżej 
nieokreślony  rodzaj  miłości.  Ale  nie  wiedziała,  dlaczego 
przeżywała to tak intensywnie. 

Męczyły  ją  te  wszystkie  dociekliwe  pytania  Richarda,  ale 

zarazem tak bardzo go potrzebowała. 

Pewnego wieczoru, w tydzień po zniknięciu Clare, zadzwonił 

telefon. Donna podniosła słuchawkę z mocno bijącym sercem. 

– Donna? – usłyszała. 
– Jan. Gdzie jesteś? Czy Clare jest z tobą? 
– Oczywiście, że tak. 
Czuła gwałtowny łomot serca. 
– Czy wracacie oboje do domu? 
– Mamy kłopoty. Colin uciekł z całą gotówką. Siedzimy bez 

grosza  w  kieszeni  w  Dublinie.  Nie  możemy  nawet  zapłacić 
rachunku. Pomożesz nam? 

Zgodziła się. Zadzwoniła do Richarda, wyjaśniając wszystko, 

odmówiła  jednak,  gdy  chciał  pojechać  z  nią.  Sytuacja  była 
wystarczająco skomplikowana. 

Zjawiła  się  w  Dublinie  następnego  wieczoru.  Zajechała 

taksówką przed hotel. Jan i Clare czekali na nią w hallu. 

– Dzięki Bogu, że przyjechałaś – Jan podbiegł i ucałował ją 

gorąco. 

– Myśleliśmy, że... 
– I o włos mielibyście rację. Jestem wami bardzo zmęczona. 
Clare też podeszła i powiedziała cicho: 
– Dziękuję, Donna, że przyjechałaś. 
Była  szczęśliwa,  widząc  tych  dwoje  razem  –  zdrowych  i 

bezpiecznych. Otoczyła Clare ramieniem i długo tuliła. 

–  Oj!  Głuptasy,  głuptasy...  gdybyście  wiedzieli,  jak  się 

martwiliśmy. 

– Richard też? – ożywiła się Clare. 

background image

Donna najpierw przytaknęła, a potem dodała: 
– Richard najbardziej ze wszystkich. 
Jan uśmiechnął się i podał jej bagaż portierowi. 
–  Czy  miałabyś  coś  przeciwko  porządnej  kolacji?  Jesteśmy 

bardzo głodni. 

Przy  stole  nie  zadawała  żadnych  pytań,  dopiero  wieczorem 

zeszli się w jej pokoju, aby wyjaśnić całą sytuację. 

– Co się stało? – spytała, siadając w fotelu. 
Jan zaczął niecierpliwie przechadzać się po pokoju. 
– Colin zabrał wszystko, łącznie z samochodem – zastanowił 

się przez chwilę. – Colin zawsze stawał po stronie przegranych. 
Dlatego właśnie zaopiekował się mną. 

–  Wątpię  w  to  –  odparła  chłodno  Donna.  –  Dla  mnie 

oczywiste jest, że chciał twoich pieniędzy. 

– Ale ja ich nie mam. Za to ty masz. 
Jan wpatrywał się w Donnę. 
– Seaton nas oszukał – ciągnął. 
Poczuła nieprzyjemne mrowienie. 
–  W  każdym  razie  nie  postąpił  uczciwie.  Nie  żebym  go 

winił... 

– Myślałam, że wy wiedzieliście o mnie – powiedziała cicho. 
– Oczywiście, domyślaliśmy się, że ma kogoś. Po co miałby 

w  taki  sposób  meblować  sypialnię?  Dopiero  komplet  Louise 
Quinze okazał się wystarczająco piękny. Wnioskowaliśmy więc, 
że to musi być Francuzka. 

– Czy rozmawialiście o tym z Richardem? – spytała nagle. 
– Oczywiście, że  tak  – wtrąciła się  Clare.  – Richard obiecał 

nam  pomóc.  Odradzał  Seatonowi  zbyt  szybki  ślub  –  zaśmiała 
się. – Byłaś zdecydowanie zbyt egzotyczna. 

„Richard zatem uprzedził się do mnie na samym początku" – 

pomyślała  Donna.  –  „Dlatego  też  pewnie  napisał  ten 

background image

nieprzyjemny list. " 

Clare  położyła  się  na  łóżku  podkurczając  nogi.  Coś  się 

zmieniło  w  tej  dziewczynie,  choć  wciąż  broniła  swej 
niezależności. 

Donna zwróciła się do Jana. 
– Dlaczego zmieniłeś nasz plan? 
–  To  był  pomysł  Colina.  Powiedział,  że  czekanie  jest  zbyt 

niebezpieczne.  Był  wściekły,  kiedy  zadzwonił  do  sklepu  i 
przekonał się, że wyjechałaś. Wtedy zwrócił się do Clare. 

– Domyśliłam się, że wyjęłaś pieniądze z banku. Nie było ich 

w  domu,  musiały  być  w  sklepie.  Nie  jesteś  zbyt  rezolutna  – 
wytłumaczyła się Clare. 

– Ale na pewno nie jestem oszustką. 
Oczy Clare rozbłysły złowrogo. 
–  Wzięliśmy  to,  co  należy  do  nas.  Zamierzamy  zatrzymać 

Riversly. 

– Widzicie jakieś sensowne wyjście? – zapytała Donna. 
–  Jest  jedno,  ale  Jan  jest  na  to  za  głupi.  Musi  się  z  tobą 

ożenić.  Jak  wyjdziesz  za  niego,  nikt  nigdy  nie  odbierze  nam 
Riversly. 

– Jak śmiesz proponować coś takiego? 
–  On  wcale  nie  jest  taki  zły  –  odparła  beztrosko  Clare  i 

zaśmiała się. 

– Oczywiście, że nikt nie może cię zmusić do ślubu ze mną, 

nawet  jeśli  czujesz  się  winna  –  Jan  usiadł  na  ziemi  blisko  jej 
kolan.  –  Czy  tak  trudno  było  zmusić  Seatona  do  zmiany 
testamentu?  Czy  przypomniałaś  mu  o  obowiązkach  względem 
nas? – prowokował ją. 

– Ja nie byłam w stanie nic zrobić – odepchnęła go. 
–  Ależ  byłaś.  Mogłaś  zaprotestować.  Powiedzieć,  że  nie 

chcesz Riversly. 

background image

Niespodziewanie pochwycił ręce Donny i zaczął je całować. 
– Nie – wyrwała się. 
– Zobacz Clare, ona mnie nienawidzi. 
–  Małżeństwo  między  nami  jest  po  prostu  niemożliwe  – 

powiedziała stanowczo. 

– Czyżby? – patrzył z czułością, a dłonią muskał jej policzek. 

– Widzę, że należysz do kobiet, które nie wychodzą za mąż, jeśli 
nie kochają. 

Napotkała jego ironiczne spojrzenie. 
–  Nie  zamierzam  poślubić  mężczyzny,  który  boi  się  nawet 

wrócić do własnego domu – odpowiedziała Donna. 

– Właśnie wracam. 
– Ale przecież... 
–  Teraz  już  nie  ma  żadnego  niebezpieczeństwa.  Będę 

potrzebował twojego poparcia u Brooksa. 

– Czy to rozsądne? To znaczy, tłumaczyłeś mi... 
– Zapomnij o tamtym, Donna. Sytuacja się zmieniła... 
Przejrzała  mu  się  bliżej,  w  nim  także  dostrzegła  pewną 

zmianę. Nie chodziło wcale o wygląd zewnętrzny, ale o sposób 
bycia. Kiedy się uśmiechał, oczy błyszczały radośnie. 

– Niebezpieczeństwo minęło – powtórzył. 
Powinna  się  z  tego  ucieszyć,  lecz  nie  potrafiła.  Wiedziała 

dokładnie,  ile  kłopotów  spowoduje  powrót  Jana  na  wieś. 
Niestety, nie myliła się. 

Donna zatelefonowała do pani Lanten z lotniska w Heathrow. 

Po  godzinie  dotarli  do  Riversly.  Gospodyni  czekała  przed 
domem.  Ściskała  Clare  wykrzykując  słowa  powitania.  Clare 
ucałowała ją w policzki. 

–  Tęskniłam  do  ciebie,  Lanty,  tak  bardzo  tęskniłam  do 

Riversly. 

Pani Lanten uśmiechnęła się do Donny. 

background image

– A jednak przywiozła ich pani z powrotem. Pani Fielding i 

pan Richard są w salonie. 

Clare  padła  wprost  w  ramiona  Richarda.  Donna  z  Janem 

pozostali z tyłu. Ponad głową dziewczyny Richard spoglądał na 
Donnę.  Nie  umiałby  powiedzieć,  czy  jest  zły  czy  spokojny. 
Nagle pomyślała: „Co to za różnica?" – i podeszła do Stephanii, 
aby się przywitać. 

–  Dzięki  Bogu,  szczęśliwie  wróciliście  do  domu  – 

powiedziała pani Fielding. 

– Nawet ja? – Jan odezwał się stojąc w drzwiach. 
–  Miałem  nadzieję  nigdy  więcej  cię  nie  ujrzeć  –  powiedział 

Richard. 

Zapadła cisza, którą przerwał śmiech Jana: 
–  Tym  gorzej  –  odpowiedział  –  bo  będziesz  miał  okazję 

często mnie widywać, kiedy zostanę panem na Riversly. 

Odwrócił się i pogwizdując zaczął wchodzić po schodach. 
 

background image

Rozdział 12 

 
Wiadomość  o  śmierci  Mercera  Cahilla  zamieściło  sobotnie 

wydanie „Kuriera".  Zwykłe  podczas  popołudniowej  przerwy  w 
pracy Donna przeglądała prasę. „Ciało wyłowiono u północnych 
wybrzeży Walii. Był pasażerem irlandzkiego promu, we wtorek 
11 września. Świetny oficer policji. Podejrzenie o morderstwo". 

Odłożyła gazetę drżącymi rękami. 
„Mój  Boże – pomyślała  – „czyżby to zrobił Jan? Próbowała 

uspokoić  nerwy.  Niemożliwe,  Jan  nie  mógłby  skrzywdzić 
człowieka. A zatem kto? Warleyowie i Cahill? Pamiętała tylko, 
jak  zależało  Cahillowi  na  znalezieniu  Jana.  Jeszcze  jedna  myśl 
krążyła  jej  po  głowie:  Cahill  –  oficer  policji.  Dlaczego  nikt jej 
nie  powiedział?  Na  przykład  Richard.  Musiał  o  tym  wiedzieć. 
Przecież załatwiał jakieś sprawy z tym człowiekiem. 

Nie  umiała  w  tej  chwili  znaleźć  żadnego  logicznego 

wyjaśnienia.  Żałowała,  że  nie  może  otwarcie  porozmawiać  z 
Richardem,  gdyż  odkąd  wróciła  z  Irlandii,  wyraźnie  jej  unikał. 
Za  to  Clare  bez  skrępowania  chwaliła  się  zażyłością  z 
Fieldingiem.  Jan  konsekwentnie  tkał  sieć,  w  którą  Donna 
mogłaby,  nie  bez  przyjemności,  dać  się  złapać.  Bez  przerwy 
mówił o małżeństwie i o zbawiennym skutku tego dla Warleyów 
i  Riversly.  Donna  drżała  na  samą  myśl  o  tym.  Wiedziała,  że 
powinna uciec stąd jak najszybciej. Może pojechać do ojca? Nie 
pisał  do  niej  od  czasu  śmierci  Seatona.  Ale  niewykluczone,  że 
Jan odszukałby ją nawet w Egipcie. 

Przyjechał  do  sklepu  kilka  minut  później,  zachowując  się 

przy  tym  hałaśliwie  i  pretensjonalnie,  jak  gdyby  wciąż  sobie 
wyobrażał, że jest właścicielem dobrze prosperującego interesu. 

–  Kochana  Donna,  dlaczego  taka  poważna?  Lepiej  jedź  ze 

background image

mną na wyścigi konne do Goodwood. – Zaśmiał się ironicznie. 

– Jestem zajęta. 
–  Kiszenie  starych  gratów  z  pewnością  może  poczekać  do 

poniedziałku. 

– Jan! 
–  W  porządku,  nie  chciałem  cię  urazić.  Ale  jeśli  nie  chcesz 

iść ze mną, bądź tak słodka i pożycz mi kilka funtów. 

– Widziałeś to? – wskazała na gazetę leżącą na stole. 
Jan spojrzał przelotnie. 
– No i co? Nigdy nie lubiłem tego Cahilla. 
–  Płynęliście  tym  samym  promem.  On  ciebie  szukał  – 

wszędzie i bardzo wytrwale. Rozmawiałaś z nim? 

–  Po  co  miałbym  to  robić?  Mam  wrodzony  wstręt  do 

policjantów. 

–  Dlaczego  on  się  tobą  interesował,  Jan?  –  wypytywała 

chłodno. – Bardzo się zdziwił, kiedy Richard powiedział mu, że 
jesteś  w  Amsterdamie  –  zawahała  się.  –  Myślę,  że  prowadził 
jakieś interesy z Richardem. 

Nagle Jan przysiadł na krawędzi stołu. Twarz mu gwałtownie 

pobladła.  Przechylił  się  i  chwycił  Donnę  za  nadgarstki,  aż 
poczuła dotkliwy ból. 

–  I  co,  powiedziałaś  Cahillowi,  gdzie  mnie  znaleźć?  Czy 

właśnie dlatego płynął razem z nami promem do Irlandii? 

Próbowała się wyrwać. 
–  Całkiem  miło  się  wam  rozmawiało  podczas  zabawy, 

nieprawdaż? Clare mi wszystko opowiedziała. 

– Co mogłam zdradzić? O niczym nie wiedziałam! 
–  O  diamentach  –  patrzył  na  nią  z  pasją.  –  A  jednak 

zdradziłaś mnie... 

– Nie! 
Puścił jej ręce, zataczając się po pokoju pijany wściekłością. 

background image

–  Wiedziałaś  o  diamentach!  Czyż  to  nie  jest  wystarczający 

powód? 

Potrząsnęła  głową.  Nie  była  w  stanie  wykrztusić  słowa. 

Zrobiło jej się słabo ze strachu i ze złości. 

–  Nie  jesteś  taka  głupia,  Donna.  Szczęśliwie  się  stało,  że 

Clare  wyjęła  klejnoty  z  sejfu,  zanim  Cahill  zainscenizował 
włamanie.  Oczywiście  nie  mógł  już  niczego  znaleźć.  Rozbił 
nawet drezdeńską figurkę, aby się upewnić, że tam ich nie ma. 
Clare  przywiozła  diamenty  ze  sobą.  Colin  domyślił  się,  jak 
wielkie  niebezpieczeństwo  nam  zagraża.  Zmusił  ją,  by  mu  je 
oddała.  Zaraz  potem  uznał,  że  najlepszym  wyjściem  będzie 
unieszkodliwienie Cahilla na zawsze. 

Słuchała przerażona: 
– Chcesz powiedzieć, że to Colin go zamordował? 
– Tak. A co, myślałaś, że to ja? – uśmiechnął się zjadliwie. – 

Ostrzegałem Colina, że diamenty przyniosą mu nieszczęście. To 
już trzecia osoba zginęła. 

Historia  opowiedziana  przez  Jana  poraziła  ją.  Bezwładnie 

opadła na krzesło. Jan przysunął się do niej, mówiąc: 

–  Teraz  wiesz  zbyt  dużo,  moja  kochana.  Im  wcześniej  się 

pobierzemy, tym lepiej. 

–  Nigdy,  a  jeśli  natychmiast  nie  wyniesiesz  się  z  Riversly, 

bezzwłocznie zawiadomię policję – krzyknęła. 

– Pomyśl o skandalu – powiedział słodkim głosem Jan. 
Gniew przeszedł mu momentalnie. W tej chwili przypominał 

rozkosznego chłopczyka:  duże  roześmiane  oczy,  proszące  go  o 
wybaczenie. 

–  Nie  możesz  mnie  wyrzucić.  Gdzie  bym  się  podział? 

Umarłabyś ze zmartwienia. 

Spojrzał  na  nią  czule.  Podniósł  jej  dłonie  do  ust,  znacząc  je 

delikatnymi pocałunkami. 

background image

– Znowu przyjaciele? To mi się podoba. A teraz skarbie, daj 

mi trochę pieniążków. 

Chciała  odmówić,  powiedzieć,  żeby  poszedł  do  diabła.  Ale 

nie zrobiła tego. Wyjęła z torebki banknot i rzuciła na stół. Jan 
ucałował ją z wdzięcznością. 

– Jestem pewny, że przyniesie mi szczęście. 
Kiedy  wyszedł,  długo  patrzyła  przez  okno  na  niebo  w 

klasztornym  dachu.  Ani  śladu  słońca.  Ściany  były  obleczone 
szarością. 

Wyobraziła  sobie,  jak  ta  wielka  budowla  nagle  zaczyna  się 

walić, grzebiąc pod gruzami ten pokój i ją samą. 

Próbowała  rozmasować  posiniałe  nadgarstki,  ale  czuła 

dokuczliwy  ból.  Zdecydowała,  że  zadzwoni  do  pana  Brooksa. 
Wykręciła już numer do jego biura, zanim zorientowała się, że 
jest  sobota.  Niecierpliwie  przewracała  kartki  w  poszukiwaniu 
domowego numeru telefonu do swego adwokata. 

– Muszę się z panem jak najszybciej zobaczyć – powiedziała, 

kiedy w końcu usłyszała jego głos w słuchawce. 

– Czy przyjedzie pani do mnie? – zaproponował bez wahania, 

jakby od dawna oczekiwał tego spotkania. 

Samochód  stał  przed  sklepem.  Do  Oxfordu  była  zaledwie 

godzina jazdy. 

Pan  Brooks  przywitał  Donnę  w  ogrodzie,  na  tyłach  swego 

starego  wiktoriańskiego  domu.  Ubrany  w  luźne  spodnie  i 
swobodną  koszulkę  wyglądał  o  wiele  młodziej.  Był  bez 
okularów, mogła zobaczyć jego duże, dobre, niebieskie oczy. 

–  Co  za  upał  – szli  do  salonu.  –  Z  pewnością  zaraz  spadnie 

deszcz. 

– Usiądź, moja droga, zaraz będzie gorąca herbata. Jest pani 

bardzo blada. 

Donna rozumiała, dlaczego Seaton ufał temu człowiekowi; w 

background image

jego  zachowaniu  czuło  się,  oprócz  angielskiej  flegmy,  wysoką 
klasę, a także dobroć. 

Herbata  w  delikatnych  filiżankach  z  chińskiej  porcelany 

parowała i pachniała kojąco. 

– Przyszłam do pana – zaczęła Donna – gdyż wiem, że dłużej 

nie  mogę  zostać  w  Riversly.  Jestem  panu  wdzięczna  za  to,  że 
odradził  mi  pan  sprzedaż  mieszkania  w  Paryżu.  Postanowiłam 
wrócić. 

Nie wydawał się być zdziwiony. 
– Jest pani świadoma konsekwencji? 
– Nie czuję się na siłach dłużej ponosić odpowiedzialności za 

kuzynów Seatona. Ten układ nie zdaje egzaminu. 

–  Dużo  pani  traci,  podejmując  tę  decyzję.  Zdaje  pani  sobie 

sprawę? 

– Nie chcę niczego. 
– A jednak pokonali panią... 
Zadrżała. 
– Nie zniosę już dłużej... – jej głos łamał się tak, że nie mogła 

mówić. Łzy spłynęły po policzkach. 

– Moja droga, byłaś bardzo dzielna. Seaton na pewno byłby z 

ciebie  dumny.  Nie  mógł  uporać  się  z  Janem,  wiesz  o  tym.  To 
Jan – o niego przede wszystkim chodzi, czy tak? 

Przytaknęła. 
–  Czy  naprawdę  nie  ma  sposobu,  aby  zmusić  Warleyów  do 

opuszczenia Riversly? 

Brooks zaprzeczył. 
– Chyba, że dobrowolnie zrezygnują. Clare prawdopodobnie 

wyjdzie za mąż. Ale Jan... 

–  Jest  zdecydowany  posiąść  Riversly,  bez  względu  na 

okoliczności. 

–  To  jest  zupełnie  niemożliwe.  Chyba,  że  –  czy  on 

background image

przypadkiem nie proponował pani małżeństwa? 

Potwierdziła. 
– A pani? – przyglądał się jej wyczekująco. 
– Nigdy się na to nie zgodzę. 
–  Dobrze.  Nadszedł  czas,  abym  poważnie  porozmawiał  z 

Janem. Myślę, że pewne rzeczy mogę mu wytłumaczyć. 

„Jak  on  mało  rozumie"  –  pomyślała  Donna.  Jadąc  tu, 

wierzyła, że być może uwolni się od ciężaru swoich obaw, teraz 
wiedziała, że musi sobie sama ze wszystkim poradzić. 

– Mam nadzieję, że pani nie porzuci sklepu. Radzi sobie pani 

znakomicie – powiedział Brooks. – Wyprawa do Paryża nie jest 
złym  pomysłem,  ponieważ  przyniesie  możliwość  kontaktu  z 
partnerami  handlowymi  Seatona.  Jeśli  chodzi  o  piękne  meble, 
posiada  pani  to  samo,  co  on  wyczucie.  Jest  jeszcze  jedno,  o 
czym  chciałbym  pani  przy  okazji  wspomnieć:  planowane  jest 
drugie  wydanie  książki  Seatona.  Dziennikarze  mają  do  pani 
mnóstwo pytań. 

Donna  powoli  zaczynała  rozumieć,  że  nie  ze  wszystkiego 

musi zrezygnować. Pozostał sklep. Najbardziej jednak bolało ją 
to,  że  straci  Richarda.  „Takie  moje  szczęście"  –  tłumaczyła 
sobie. „Clare zawsze będzie stała pomiędzy nami". 

Po  południu  znacznie  się  ściemniło.  Pierwsze  krople  spadły 

na  ziemię.  Patrząc  przez  okno  widziała,  jak  roślinność  odżyła, 
złakniona deszczu. 

Podniosła się z fotela. 
– Muszę iść. 
– Lepiej będzie, jeśli pani zostanie. Jazda samochodem przy 

takiej  pogodzie  może  okazać  się  niebezpieczna.  Oczywiście, 
jeśli zniesie pani towarzystwo starego człowieka... 

Ledwo  dała  się  przekonać.  Ulewa,  w  istocie,  wzrastała 

gwałtownie, Donna postanowiła zatem zostać na noc. 

background image

– Moja gospodyni wskaże pani pokój. 
Donna  próbowała  porozumieć  się  telefonicznie  z  Riversly, 

jednak  bez  powodzenia.  „Kto  miałby  się  o  mnie  martwić?"  – 
pomyślała  przygnębiona.  Nie  była  pewna,  czy  zaśnie  po 
przykrych wydarzeniach minionego dnia. 

Na szczęście spała smacznie aż do rana, gdy słońce zajrzało 

do okna. 

Burza oczyściła powietrze. Wszędzie czuło się świeżość. 
Przed  południem  pożegnała  pana  Brooksa,  chcąc  jakiś  czas 

pospacerować starymi uliczkami Oxfordu. Dopiero po południu 
pojechała do domu. 

Pani Lanten siedziała przy kuchennym stole, głośno płacząc. 
– Lanty, co się stało? 
– Więc pani wróciła? Czy Jan również? 

– Oczywiście, że nie. Pojechałam na spotkanie z panem 
Brooksem, a tam złapała mnie ulewa, więc zdecydowałam, że 
nie będę ryzykować i zostałam na noc. Próbowałam się z wami 
skontaktować, ale bez skutku. 
– Nikogo tutaj nie ma, chociaż są potrzebni. Bardzo miło 
spędziłam ten czas z Clare – powiedziała ironicznie gospodyni. 

Łzy zaschły jej na policzkach. 
– Czy ona jest chora? 
– Zdaje się, że coś z nią nie tak. Zamknęła się w pokoju. Nie 

odpowiada,  kiedy  ją  wołam.  Przybiegła  z  płaczem  z  Manor 
Farm; wyglądała, jakby diabeł w nią wstąpił. 

Donna  usiadła  zrezygnowana.  Tylko  Richard  mógł  wpędzić 

Clare w taką rozpacz. 

– Proszę, porozmawiaj z nią – odezwała się Lanty. 
– Clare – Donna zapukała do drzwi. – Clare, proszę, pozwól 

mi wejść. 

Modliła  się,  by  nie  stracić  panowania  nad  sobą.  Po  chwili 

background image

usłyszała szczęk klucza przekręcanego w zamku. 

– Idź sobie. Nie chcę... 
Donna starała się stanąć jak najbliżej Clare. 
–  Każdy  czasami  potrzebuje  pomocy.  Dlaczego  z  tobą 

miałoby być inaczej? 

– Co ty możesz poradzić? 
– Nic, dopóki się nie dowiem, co ci dolega. 
Donna  weszła  do  pokoju.  Clare wróciła  na  łóżko.  Leżała  na 

wznak  z  głową  przytuloną  do  poduszki  i  tępym  wzrokiem 
patrzyła w sufit. Donna przycupnęła obok na podłodze. 

Panowała cisza. 
– Oszukiwał mnie – powiedziała Clare cichym głosem. 
– Kto? 
–  Richard,  oczywiście.  Powiedział,  że  kocha  mnie  tak,  jak 

siostrę.  Co  mi  z  tego.  Sprawię,  że  pokocha  mnie  naprawdę. 
Wiem,  że  to  potrafię,  Donna.  Muszę...  Powiedz  mu,  że  się 
zabiję, jeśli się ze mną nie ożeni. 

– Oczywiście, że tego nie zrobisz – powiedziała Donna. 
–  Ty  nie  wiesz,  co  to  znaczy  kochać  kogoś  bezgranicznie. 

Seaton  nie  był  w  stanie  rozpalić  w  tobie  prawdziwej 
namiętności. Był już za stary i nudny, ale miał Riversly. 

Donna  z  trudem  się  powstrzymała  od  wymierzenia  Clare 

policzka. Siedziała słuchając. 

–  Życzliwość  i  słodycz;  to  jesteś  ty  –  twarz  dziewczyny 

poczerwieniała z przejęcia. – Ty dbasz o innych ludzi, ja nie. 

– Tobie zależy na Janie. 
– Oczywiście, że kocham Jana. On jest częścią mnie. Ale nie 

mogę żyć bez Richarda. 

Donnę  wzruszyło  cierpienie  Clare.  Dziewczyna  usiadła  przy 

niej na podłodze i otuliła rękami jej kibić. 

–  Proszę,  Donna,  pomóż  mi.  Jesteś  jedyną  osobą,  której 

background image

Richard posłucha. 

– Stephanie bardzo cię lubi. 
–  To  nie  wystarczy,  żeby  chciała,  abym  była  jej  synową. 

Uważa,  że  mam  w  sobie  zatrutą  krew  Warleyów.  Seaton  nie 
zawiódłby mnie. 

„Ale  przecież"  –  pomyślała  Donna,  gładząc  czarne  włosy 

Clare – „nawet Seaton nie mógłby wywrzeć na Richardzie takiej 
presji". 

– Nie wiesz, o co prosisz, moja mała – odpowiedziała cicho. 
Clare  raptownie  wstała,  zaczęła  przeraźliwie  krzyczeć. 

Jednym  ruchem  ręki  pozrzucała  z  półki  książki  i  szklane 
naczynia. Kawałek szkła podniosła z ziemi i próbowała przeciąć 
nim żyły przy nadgarstkach. Nim Donna zdążyła zareagować na 
niebieskim dywanie pojawiły się czerwone krople krwi. 

–  Widzisz,  do  czego  mnie  doprowadziłaś?  –  Clare  chwyciła 

teraz największy kawałek szkła i stanęła blisko Donny. 

„Ta  dziewczyna  jest  szalona"  –  pomyślała  Donna,  próbując 

zachować spokój. 

Clare zbliżyła szkło do jej twarzy. 
– Tak bardzo cię nienawidzę, że mogłabym cię zabić, ale nie 

zrobię  tego,  na  razie.  Jen  ostrzegała  mnie.  To  czarownica, 
wiesz?  Widzi  przyszłość.  Powiedziała,  że  wzejdzie  ciemna 
gwiazda i przysłoni słońce. Nie jestem pewna, co to znaczy, lecz 
chyba przeczuwała twój przyjazd do Riversly i to, że ukradniesz 
moje szczęście. Ona wiedziała też, że Seaton zginie... 

– Clare, przestań mówić głupstwa. 
– To nie są głupstwa! – wrzasnęła Clare i gwałtownie zbliżyła 

ostrze do szyi Donny. 

Donna zamarła. Widziała tylko, jak ręce Clare krwawią coraz 

mocniej. 

– Clare, na miłość boską... 

background image

– Nie ruszaj się, albo... 
W tej chwili do pokoju weszła pani Lanten. 
–  Znowu  podsłuchiwałaś  –  oskarżycielskim  tonem 

powiedziała Clare i upadła na podłogę. 

– Szybko – przyskoczyła do niej Donna – wody, bandaże. 
Razem  z  gospodynią  ułożyły  dziewczynę  na  łóżku, 

obandażowały ręce. Donna była pewna, że to ostatni rozdział tej 
historii. 

– Powinnyśmy się upewnić, czy wszystko z nią w porządku – 

powiedziała Lanty. 

–  Nie  potrzebuję  doktora.  Jestem  zdrowa.  i  silna,  prawda 

Lanty? – Clare otworzyła oczy. 

–  Jesteś  pewna?  –  zapytała  Donna  patrząc  z  czułością  na 

Clare. 

Wielkie łzy spłynęły po twarzy dziewczyny. 
–  Pragnę  Richarda.  Proszę,  Donna,  powiedz  mu,  że  go 

potrzebuję. Inaczej wykrwawię się na śmierć. 

Pani Lanten spojrzała na Donnę. 
– Zrób, o co prosi – rzekła. 
– Dobrze – powiedziała Donna. 
Zamykając  drzwi  do  pokoju  Clare,  miała  przed  oczami 

ciemność. 

„Nie  porozmawiam  z  Richardem"  –  pomyślała,  opadając  na 

łóżko,  wiedząc  jednocześnie,  że  musi  to  uczynić.  W  tej  chwili 
jednak  nie  była  zdolna  mówić  z  kimkolwiek.  Postanowiła 
uspokoić nerwy – zaczęła się pakować. 

Wkrótce weszła pani Lanten niosąc herbatę. 
–  Uspokoiła  ją  pani  –  powiedziała  z  wdzięcznością.  –  Więc 

jednak wyjeżdża pani? 

– Tak. 
– Może i lepiej. Nigdy nie będzie spokoju w tym domu. Ale 

background image

porozmawia pani najpierw z panem Fieldingiem? – upewniła się 
jeszcze. 

Donna  skończyła  się  pakować,  wypiła  filiżankę  herbaty  i 

zeszła  na  dół,  aby  zatelefonować  do  Richarda.  Odebrała 
Stephania. 

– Zaraz powinien wrócić, moja droga. 
– To ważne, potrzebuję pomocy. 
– Przyślę go do ciebie. 
– Nie, Stephanie. Lepiej  poproś, żeby spotkał się ze mną na 

moście. 

– Dobrze. 
Gdy  tylko  wypowiedziała  prośbę,  pożałowała  jej.  Jednak  po 

chwili uznała to miejsce za najwłaściwsze na pożegnanie. 

Usłyszała kroki i zobaczyła Clare znikającą w swoim pokoju. 
 

background image

Rozdział 13 

 
Richard  stał  na  moście.  Czekał  na  Donnę.  Kiedy  zobaczyła 

most,  przystanęła  na  chwilę,  przeraził  ją,  jak  pierwszego  dnia. 
Znowu przypomniał jej Seatona, z trudem powstrzymała łzy. 

Szła  wzdłuż  rzeki  w  stronę  Richarda.  Ujrzał,  jak  się  zbliża, 

lecz nie zrobił żadnego gestu, aby ją powitać. Powiedział tylko: 

– Co sprawiło, że wróciłaś? Czyżbyś się rozmyśliła... 
– Dlaczego nie miałabym wrócić? – spytała zdumiona. – Pan 

Brooks  zaproponował,  abym  u  niego  przeczekała  ulewę  – 
wyjaśniła. 

– Brooks. U niego byłaś. A ja myślałem... 
– Richard, na miłość boską... Zdecydowałam, że muszę z nim 

omówić  pewne  sprawy,  wracam  i  co  zastaję?  Clare  usiłuje 
popełnić samobójstwo, Jana oczywiście nie ma – dwa dni temu 
wyjechał  na  wyścigi  konne  do  Goodwood.  Pani  Laten  u  kresu 
wytrzymałości  nerwowej.  Wierz  mi,  nie  mogę  już  dłużej 
zajmować  się  Warleyami.  Spakowałam  swoje  rzeczy  i  rano 
wyjeżdżam do Paryża. 

–  Nigdzie  nie  pojedziesz  –  Richard  chwycił  ją  za  obolałe 

nadgarstki. Jęknęła cicho. 

– Kto to zrobił? 
– Posprzeczaliśmy się z Janem. Podejrzewałam, że to on zabił 

Cahilla. 

Richard tulił jej dłonie. 
– Wiedziałeś, że Jan przemycał diamenty, prawda? – spytała. 
Przytaknął. 
–  Miałem  nadzieję,  że  się  nie  dowiesz.  Co  rzeczywiście 

przytrafiło się Cahillowi? 

– Jan powiedział, że Colin wypchnął go za burtę. Pan Cahill 

background image

śledził ich i wsiadł za nimi na prom do Irlandii. 

Colin uświadomił sobie niebezpieczeństwo, kiedy odkrył, że 

Clare  ma  przy  sobie  diamenty.  Wtedy  je  ukradł,  podobnie  jak 
całą gotówkę i samochód Jana – przerwała, by po chwili mówić 
dalej. – Czuję straszne wyrzuty sumienia, kiedy pomyślę o panu 
Cahillu.  Widzisz,  byłam  pewna,  że  to  on  zamordował  Seatona. 
Pan  Brooks  znalazł  świadka,  który  widział  dwóch  mężczyzn 
rozmawiających  na  moście  tamtego  ranka  –  zwróciła  się  do 
Richarda drżącym z przejęcia głosem. 

Patrzył na nią poruszony. Po chwili odrzekł. 
– Mogę. cię zapewnić, że pan Cahill nie zabił Seatona. Wiem, 

gdzie  był,  kiedy  to  się  stało.  Zostaje  więc  tylko  jeden 
podejrzany,  czy  nie?  I  przysięgam,  że  go  oskarżę,  jeśli  ty  nie 
zrezygnujesz z małżeństwa. 

– O jakie małżeństwo ci chodzi? – spytała. – Przecież ja nie 

wychodzę za mąż... 

–  Aleja  myślałem...  Clare  przysięgała  mi,  że  zgodziłaś  się 

poślubić Jana. 

– Kłamała. Oczywiście tak się nie stanie. Nie kocham go. 
– Och, Donno, moja najdroższa, tak się bałem. 
– Richard! – z wrażenia zaparło jej oddech. 
– W takim razie, czy jest nadzieja dla mnie? 
Serce  Donny  biło  jak  oszalałe.  Nie  mogła  spojrzeć 

Richardowi w oczy. Obietnica dana Clare wróciła jak koszmar. 

– Clare cię kocha – wykrztusiła, uwalniając się z jego objęć. 

– Omal nie oszalała z rozpaczy, kiedy powiedziałeś, że między 
wami wszystko skończone. 

– To jasne, że musiałem tak zrobić. Donna, ja kocham ciebie! 
Obezwładniona radością próbowała jeszcze tłumaczyć. Ale w 

końcu zaniechała słów. Ale przecież Clare była pomiędzy nimi 
teraz i na zawsze i nic nie mogło zmienić tej sytuacji. Czuła jak 

background image

jej usta drżą, w oczach miała łzy. 

– Czy ty mnie kochasz? – zapytał. 
Ze  wszystkich  sił  chciałaby  zaprzeczyć,  lecz  to  było 

niemożliwe. 

– Kocham cię – odpowiedziała. 
W  oczach  Richarda  dostrzegła  ulgę.  Otulił  ją  ramionami. 

Pierwszy jego pocałunek wyrażał wielką czułość, zaś następny, 
słodki i namiętny, oddawał porywającą siłę jego uczucia. Donna 
oszołomiona 

szczęściem 

zapomniała 

wszystkich 

zmartwieniach. 

Nagle jakiś dziwny dźwięk przykuł jej uwagę. 
Odwróciła głowę nasłuchując. 
– Co to? 
– Ptak albo jakieś zwierzę. 
– Nie. To było jak płacz. 
– Kochanie, zdawało ci się. 
Serce podpowiadało jej, że ktoś płakał. „Clare" – pomyślała. 

„Na pewno Clare. Widziała nas. Z pewnością czuje się okropnie. 
Muszę z nią porozmawiać". 

–  To  nie  ma  sensu,  Richardzie.  Nie  mam  prawa  was 

rozdzielać – powiedziała. 

– I nie musisz. Ja nie należę do niej. 
– Prosiła mnie, abym koniecznie z tobą... 
–  Moja  najdroższa,  Clare  wkrótce  wszystko  zrozumie. 

Niekiedy trzeba być okrutnym, aby być naprawdę dobrym. 

–  Musimy  to  jej  wytłumaczyć,  dać  trochę  czasu,  pomóc  jej, 

Richardzie. Strasznie się o nią boję. 

–  Jest  młoda  i  silna.  Na  pewno  sobie  kogoś  znajdzie  – 

odrzekł. 

Donna była przekonana, że nie mówi tego poważnie. Musiał 

zdawać sobie sprawę, że dziewczyna kocha go ponad wszystko. 

background image

I wiedziała, że to właśnie ona, Donna, powinna być teraz silna i 
twarda. 

–  Nie  mogę  stanąć  między  tobą  a  Clare.  Riversly  przypadło 

mi  w  udziale  zupełnie  niespodziewanie,  choć  przyznaję,  że 
wtedy  nie  spytałam  nawet  Seatona,  ile  ten  dom  znaczy  dla 
Warleyów.  To  był  niewybaczalny  błąd.  Mogę  jednak  zmienić 
testament. Jeszcze dzisiaj. 

– Seaton oddałby życie za twoje szczęście. 
Znowu zaczęła rozglądać się i uważnie nasłuchiwać. 
Czy nie łudzi się myśląc, że jest w stanie pomóc Clare? 
–  Zapomnij  o  Riversly  –  odezwał  się  Richard.  –  Mój  ojciec 

powinien  był  dawno  sprzedać  tę  posiadłość.  Zanim  ojciec 
Seatona ją wydzierżawił. 

– Chcesz powiedzieć, że wciąż jest waszą własnością? 
– Nie. Seaton spłacił ją, zanim jeszcze zaręczyli się z Elaine – 

z  nienawiścią  spojrzał  w  kierunku  domu.  –  Nikt  nigdy  nie  był 
tam  szczęśliwy;  czasami  wolałbym,  żeby  wszystko  poszło  z 
dymem. 

Donna z ciężkim sercem spojrzała w stronę ogrodu. Nagle, na 

drodze  prowadzącej  do  mostu,  ukazał  się  Jan.  Nadszedł 
zdyszany,  z  potarganymi  włosami  i  płonącymi  z  podniecenia 
oczami. 

–  Wygrałem!  –  wykrzyknął  uradowany.  –  Wiedziałem,  że 

przyniesiesz mi szczęście. Kochana Donno, moja najpiękniejsza 
– zaczął wymachiwać pokaźnym plikiem pieniędzy. 

– Schowaj to! – rzucił Richard. 
– O, nie. Muszę spłacić moje długi  – postanowił Jan. – Czy 

nie tak, Richardzie? 

Zabrzmiało  to  jak  wyzwanie.  Donna  odsunęła  się 

przestraszona.  Sylwetki  dwóch  mężczyzn  na  tle  czerwieni 
zachodzącego  słońca  przerażały  ją,  a  jednocześnie  tak  bardzo 

background image

przypominały  inną  sytuację.  Przyglądała  się  jak  Richard  i  Jan 
patrzą na siebie z nienawiścią. 

–  Przestańcie  wreszcie  –  poprosiła  w  przypływie  odwagi  i 

stanęła  między  nimi.  –  Jan,  posłuchaj  mnie  teraz.  Jutro 
wyjeżdżam,  ty  i  Clare  przejmiecie  Riversly,  w  każdym  razie 
zrobię wszystko, aby tak się stało. 

– Donna, nie żartuj – odpowiedział. – Wiesz, że nie możesz 

tego zrobić. Seaton dał wyraźne instrukcje: musimy wspólnie tu 
tkwić. Nie, nie mam żadnej możliwości odzyskać Riversly. 

–  Musi  być  jakiś  sposób  –  Donna  bezradnie  patrzyła  na 

swych rozmówców. 

Po chwili Jan się odezwał: 
–  Seaton  myślał,  że  jest  bardzo  mądry,  kiedy  straszył  mnie 

wydziedziczeniem. 

– Kiedy to było? – spytała. 
Jan wyglądał teraz jak obłąkany. 
– Stał dokładnie w tym samym miejscu, gdzie ty teraz, tego 

ranka, kiedy zginął. Najpierw Cahill utwierdził jego podejrzenia 
o przemycie diamentów, w który miałem być zamieszany, choć 
przecież nie dysponował żadnymi dowodami. Seaton powiedział 
mi wtedy, że pozbawi mnie spadku, a dodatkowo naśle policję. 
Chyba, że wyemigruję. 

– Więc ty go zabiłeś? 
–  Nie.  To  był  wypadek.  Podczas  rozmowy  przewrócił  się, 

uderzając głową o kamień. Zmarł na miejscu. Wypchnąłem ciało 
do rzeki. 

Donna  zakryła  twarz  dłońmi.  Poczuła,  jak  ktoś  dotyka  jej 

ramienia. 

–  Chyba  nie  będziesz  niemądra  i  nie  wezwiesz  policji?  – 

spytał Jan. 

– Jeśli nie ona, to ja to zrobię – odezwał się Richard. 

background image

Jan zignorował jego słowa. 
– Więc jak, Donna? – Jan chciał się upewnić. 
–  Nie,  nie  zrobię  tego  –  odpowiedziała  drżąc  i  niepewnie 

spojrzała na Richarda. – Poza tym nie ma żadnego dowodu. 

–  A  świadek  Brooksa?  –  W  głosie  Richarda  brzmiała 

satysfakcja. 

– Jaki świadek? Kto? – dopytywał się Jan. 
–  On  widział  tylko,  jak  Seaton  z  kimś  rozmawiał,  ale  nie 

umiał nic więcej powiedzieć – powtórzyła informację otrzymaną 
od adwokata. 

–  Ale  mógłby  go  rozpoznać  –  z  twarzy  Richarda  biła 

niepohamowana odraza. 

– To do niczego nie doprowadzi – odezwała się cicho Donna. 
–  Dlaczego  koniecznie  chcesz  go  chronić?  –  Richard  nie 

mógł  zrozumieć.  –  Myślałem,  że  kochałaś  Seatona.  Czy  nie 
pragniesz go pomścić? 

Odwróciła  głowę.  „Już  nie"  –  pomyślała.  Pamiętała,  w  jaką 

wpadła  histerię,  kiedy  dowiedziała  się  z  listu  pana  Brooksa  o 
śmierci Seatona. Ale w tej chwili chciała uwierzyć słowom Jana; 
wystarczająco już się nacierpiała. 

Richard  podszedł  do  niej.  Kiedy  spojrzała  w  jego  oczy, 

poraził ją ich gniew. 

W tej chwili usłyszeli zbliżający się tętent kopyt. 
– Kto, do diabła? – Jan wybiegł na spotkanie. 
–  Panie  Warley  –  usłyszeli  głos  stajennego  –  panna  Clare 

wyjechała na Vanity. Nawet jej nie osiodłała. Wpadła do stajni 
zapłakana.  Ręce  miała  w  bandażach,  całe  pokrwawione.  Nie 
będzie w stanie zapanować nad koniem. 

–  O  mój  Boże!  Którędy  pojechała?  –  Jan  już  siedział  na 

koniu. 

– Krzyczała coś o państwu Fieldingach. Jeśli nie przejeżdżała 

background image

tędy – pewnie wybrała przeciwny kierunek. 

Twarz Richarda pobladła. 
– Na co czekamy? Choć szybko, Donna. 
Zaczęli  biec  w  kierunku  stajni.  Wkrótce,  siedząc  już  w 

siodłach, rozdzielili się. 

– Ja spróbuję w lesie, a ty jedź przez pole – zarządził Richard. 

– Tylko ostrożnie. 

Kłusem  minęła  dolinkę,  strumień  i  znalazła  się  na  otwartej 

przestrzeni  pól.  Rozglądała  się  uważnie,  słysząc  w  ciszy 
wieczoru  jedynie  własny  przyspieszony  oddech.  Instynktownie 
skierowała  się  w  stronę  urwiska.  Nagle  dojrzała  Clarę  leżącą 
nieruchomo w cieniu piaszczystej stromizny. Donna zeskoczyła 
na ziemię i przypadła do dziewczyny. 

Sprawdziła puls, którego nie wyczuła. 
–  Och,  Clare,  najdroższa  –  wyszeptała  pochylona  nad  jej 

twarzą – wybacz mi, wybacz mi. Nauczyłam się, jak cię kochać, 
ale ty nienawidziłaś mnie, aż do ostatniej chwili. 

Ułożyła głowę Clare na swych kolanach i płacząc tuliła ją do 

siebie. 

 

background image

Rozdział 14 

 
– Janie, pani Martingale wykazała wystarczająco dużo dobrej 

woli... – urzędowy głos pana Brooksa brzmiał stanowczo. 

Jan stał przy oknie, a kiedy się odwrócił jego twarz wyrażała 

smutek. 

–  Przejmujesz  wyposażenie  domu  –  zwróciła  się  do  niego 

Donna.  –  Chciałabym  zachować  meble  z  sypialni.  Gdybym 
mogła przekazać ci Riversly... 

– Cóż robiłbym tutaj... teraz? – zapytał. 
–  Niestety,  to  jest  niemożliwe  –  odezwał  się  Brooks  do 

Donny. 

–  Dobrze  byłoby,  gdyby  Jan  sporządził  listę  wszystkich 

rzeczy, które chce zatrzymać. Reszta może zostać sprzedana,  a 
pieniądze zostaną wpłacone na konto. 

Jan  rozglądał  się  po  twarzach  obecnych.  Utkwił  wzrok  w 

Richardzie. 

– Nigdy ci nie wybaczę. 
–  Proszę,  nie  wolno  ci  obwiniać  Richarda  –  odezwała  się 

Donna. 

–  Ty  nic  nie  rozumiesz  –  żachnął  się  Jan.  –  Kiedy  Riversly 

zostanie sprzedane, musisz zniszczyć most, bo jeśli nie, to wrócę 
i sam to zrobię. 

–  Nie  będzie  takiej  potrzeby  –  stanowczym  tonem 

rozstrzygnął  pan  Brooks.  –  Mam  tylko  nadzieję,  Janie,  że 
będziesz się trzymał z daleka od Riversly. 

Adwokat wstał, szykując się do wyjścia. 
–  Richardzie,  czy  mogę  zamienić  z  tobą  dwa  słowa  na 

osobności? 

Donna  słyszała  ich  przyciszone  głosy.  Spojrzała  na  Jana. 

background image

Powoli spacerował po pokoju. Dotykał ręką porcelanowej wazy, 
fotografii, przyłożył do ucha wielką morską muszlę. 

– Gdzie się podziejesz? – spytała. 
Uśmiechnął  się,  w  jego  oczach  nie  było  trwogi,  tylko 

znużenie. Podszedł i przytulił ją serdecznie. 

–  Dam  sobie  radę.  Być  może  odszukam  swoją  małżonkę  – 

zaśmiał  się.  –  Nigdy  tak  naprawdę  mnie  nie  porzuciła, 
zastosowała się jedynie do rady Fieldingów... – zawiesił głos. – 
My,  Donna,  prawdopodobnie  nigdy  już  się  nie  spotkamy. 
Szkoda tylko, że niczego nie można już zmienić. Nigdy cię nie 
zapomnę, Donna – pocałował ją w policzki, po chwili wyszedł z 
pokoju. 

Widziała przez okno, jak układał bagaż w samochodzie. 
Usłyszała  wołanie  Richarda.  Wyszła  do  przedpokoju, 

dokładnie zamykając za sobą drzwi salonu. Fielding porwał ją w 
ramiona i pocałował. 

– Koniecznie musisz jechać do Paryża? 
–  Nie  mogłabym  tu  zostać  –  odpowiedziała.  –  Czy  nie 

rozumiesz, że nie umiałabym mieszkać w tym domu z Janem i 
Clare, tak jak nie mogłabym mieszkać bez nich? 

Richard  pomógł  jej  zapakować  walizki  do  samochodu. 

Patrzyła  na  dom,  czuła  ucisk  w  gardle  i  łzy  napływające  do 
oczu. 

–  Pospiesz  się  –  zawołał  Richard  –  nie  mamy  zbyt  dużo 

czasu... 

Podbiegła. 
– My? – zastanowiło ją. 
– Czy myślałaś chociaż przez moment, że pozwolę ci jechać 

samej  do  Paryża,  gdzie  tyle  różnych  niebezpieczeństw,  na 
przykład ruchliwe ulice... – włączył silnik. – Okazja specjalna – 
miodowy miesiąc – wszystko zaplanowane. 

background image

–  Och,  Richardzie,  tak  bardzo  cię  kocham  –  wyznała 

uszczęśliwiona. 

Widziała  jego  rozpromienioną  twarz,  kiedy  minęli  bramę  i 

wjechali na drogę do Malbury. Poszukał jej dłoni i ucałował. 

– Nie oglądaj się za siebie, nigdy – powiedział.