background image

 NINA TINSLEY 

 

WSTĘP DO MIŁOŚCI 

Przełożyła Ludmiła Trigg 

background image

ROZDZIAŁ I 

 

W czerwcu do Lakę Distriet zaczynali przyjeżdżać pierwsi turyści i 

Galeria  Reeda,  coraz  bardziej  popularna,  również  napełniała  się 
ludźmi.  

–  Ten  facet  przychodzi  tu  każdego  popołudnia  już  od  tygodnia  – 

Jenna Reed przesunęła się swoim inwalidzkim wózkiem na pozycję, z 
której mogła obserwować zwiedzających.  

– Który facet? – zapytałam, choć wiedziałam bardzo dobrze o kogo 

chodzi, bo i ja zauważyłam jego częste wizyty.  

–  Myślę,  że  to  Francuz,  a  może  Włoch  –  Jenna  powiedziała  z 

namysłem. – Muszę zobaczyć, jakiego koloru są jego oczy.  

–  Zrób  to  teraz  –  odpowiedziałam,  ponieważ  mężczyzna 

podchodził akurat do krótkiej lady, za którą stałyśmy.  

– Interesuje mnie obraz Felice Flyte o numerze 32. Rozumiem, że 

to  jest  oryginał?  –  powiedział  z  lekkim,  według  mnie,  francuskim 
akcentem.  

Jego  oczy  były  ciemne,  prawie  czarne,  głęboko  osadzone  pod 

prostymi brwiami.  

–  Oczywiście,  że  to  oryginał.  Jeżeli  sprzedajemy  kopie,  wyraźnie 

to  zaznaczamy  –  mój  głos  nie  zabrzmiał  chyba  zbyt  uprzejmie,  ale 
miałam za sobą długi, ciężki dzień.  

–  Tak  myślałem.  Jej  prace  są  nie  do  podrobienia.  Czy  przyjmie 

pani depozyt? 

Wyjął  portfel  z  kieszeni  marynarki  i  wcisnął  mi  do  ręki  garść 

piątek. Przeliczyłam je dokładnie, świadoma jego wzroku na sobie, po 
czym wręczyłam mu kwit. Mężczyzna uśmiechnął się.  

– Świetnie. To piękny obraz.  
Jenna  Reed  przesunęła  się  wózkiem  bliżej.  Jego  spojrzenie 

spoczęło na chwilę na jej twarzy, po czym ześlizgnęło się z niej. Nie 
byłam  pewna,  ale  miałam  wrażenie,  że  dostrzegłam  w  nim  litość,  a 
tego Jenna nie znosiła.  

–  Dopilnuję,  żeby  obraz  został  dokładnie  zapakowany  i 

przygotowany do odbioru – powiedziałam szybko.  

– Dziękuję, zgłoszę się po niego na początku przyszłego tygodnia.  
–  Czy  mogę  prosić  jeszcze  o  pańskie  nazwisko?  –  zapytałam,  z 

długopisem przygotowanym w dłoni.  

background image

Mężczyzna zawahał się, w końcu wzruszył ramionami.  
–  To  nieważne.  Proszę  się  nie  bać,  na  pewno  wrócę.  – 

odpowiedział i ruszył w kierunku wyjścia.  

Jenna głośno wypuściła powietrze.  
– Dlaczego nie nalegałaś, żeby podał ci swoje nazwisko, Lindsay? 

Chciałam je poznać.  

–  To  niedobrze.  On  wyraźnie  chce  pozostać  anonimowy. 

Przygwoździła oparcia wózka zaciśniętymi pięściami.  

–  Dlaczego  zawsze  mnie  ignorujesz?  Nienawidzę  tego  miejsca, 

Lindsay Strong! 

–  Jeśli  tak  bardzo  go  nienawidzisz,  dlaczego  wciąż  tu 

przychodzisz? Przecież nie musisz, możesz się trzymać stąd z daleka.  

– Obserwuję cię.  Roger oczekuje tego ode mnie! – Oczy jej stały 

się  granitowo  twarde,  a  ich  błysk  przywiódł  mi  na  myśl  błysk 
niedoszlifowanego  kamienia.  Była  uderzająco  piękna,  jeśli  nie  liczyć 
niezadowolonego grymasu jej ust.  

–  Nie  opowiadaj  bzdur,  Jen.  Rogerowi  nie  śniłoby  się  nawet  nie 

wierzyć mi.  

– Och, wierzyć –  powiedziała. – Jesteś taka głupia.  Wiem, że nie 

chcesz po prostu, abym ci stała na drodze! 

Ton jej głosu podniósł  się  i rozejrzałam się  wokoło w obawie,  że 

klienci mogliby nas usłyszeć. Na szczęście jednak Davies, który ściśle 
przestrzegał godzin otwarcia i zamknięcia wystawy, dopilnował, żeby 
zwiedzający powoli opuszczali już galerię.  

–  Masz  prawo  tu  przebywać  –  stwierdziłam  kwaśno  –  ale 

denerwujesz personel swoimi śmiesznymi oskarżeniami. Będę musiała 
pomówić z Rogerem...  

–  Pomówić  z  nim!?  Proszę!  Mój  brat  i  tak  nie  stanie  po  twojej 

stronie, nie odważyłby się! 

– O czym ty mówisz? Jenna roześmiała się.  
– Za dużo wiem.  
Odwróciłam się od niej i zaczęłam przeliczać całodzienny utarg. W 

tym momencie pojawił się Davies i podszedł do Jenny.  

– Czy mam pomóc pani na schodach, panno Reed? – zapytał.  
– Pilnuj swoich spraw! 
Davies, były marynarz, z szerokimi ramionami, mocną opalenizną i 

błękitnymi  oczyma,  stał  obok  niej  bez  ruchu.  Odwróciłam  się  do 
Jenny.  

background image

– Na miłość boską, idź już wreszcie! Mam cię serdecznie dosyć na 

dzisiaj.  

– Nie przejmujesz się, nikt się nie przejmuje... Davies stanął z tyłu 

jej wózka i zaczął go popychać w kierunku wyjścia z galerii.  

– Ja ci pokażę! – wrzasnęła.  
Usiadłam,  ciężko  oddychając,  próbując  stłumić  gniew,  który 

narastał we mnie.  

– Proszę nie zwracać na nią uwagi, panno Lindsay. – Davies zdążył 

już wrócić z powrotem. – Ciężko jej żyć z poczuciem winy.  

Spojrzałam na niego zaskoczona.  
– Winy? Nie rozumiem.  
–  Niech  pani  lepiej  zapomni  o  tym,  co  powiedziałem.  Jest  pani 

gotowa? 

Odprowadził  mnie  do  sejfu  w  biurze  i  zaczekał,  aż  zdeponuję  w 

nim wpływy. W Daviesie tkwiła ogromna siła, dzięki której poczułam 
się wreszcie odprężona.  

– Odstawię  ten obraz do  magazynu  –  powiedział,  przyklejając do 

ramy kwit sprzedaży. – Piękny. – Przyglądał mu się z bliska. – Jeden z 
jej najlepszych.  

Zawsze mówił o mojej matce ona, jak gdyby była dla niego jedyną 

kobietą  na  świecie.  A  może  była?  Davies  był  zawsze  skrytym 
mężczyzną.  Niósł  obraz  tak  ostrożnie,  jak  gdyby  był  zrobiony  z 
prawdziwego złota. Razem zamknęliśmy galerię i wyszliśmy.  

 
Jezioro,  jego  wielkość  i  piękno,  niewątpliwie  mają  wpływ  na 

charakter  mojego  miasta.  Ulice  biegną  promieniście  na  kształt 
wachlarza,  zbiegając  się  tuż  przy  brzegu  jeziora.  Tam  właśnie 
położona  jest  galeria,  a  jej  okna  wychodzą  na  przystań  statków 
parowych.  Budynek  ma  kształt  krzyża,  z  prawej  strony  mieści  się 
księgarnia, gdzie sprzedaje się dzieła poetów i pisarzy z Krainy Jezior. 
Po lewej stronie można kupić wyroby lokalnych rzemieślników. Oba 
sklepy  są  połączone  z  galerią,  która  stała  się  charakterystycznym 
punktem  okolicy  i,  w  pewnym  sensie,  świetnie  prosperującym, 
pomnikiem ku czci twórcy Joshuy Reeda. To właśnie on stworzył jej 
ideę, urzeczywistnił i umierając pozostawił w rękach swego jedynego 
syna Rogera, który kontynuował dzieło ojca.  

Zaczęłam  pracować  w  galerii  zupełnie  przypadkowo.  Po 

dwuletnich  studiach  ekonomicznych  w  Londynie,  które  nie  były 

background image

czasem  straconym,  pracowałam  dla  importera  win,  z  którym  wiele 
podróżowałam.  Kiedy  mój  ojciec  zginął  w  wypadku  trzy  lata  temu, 
wróciłam  do  domu  –  aby  tu  pozostać.  Matka  była  załamana, 
utrzymywała, że nie może żyć bez niego, mimo to jej siły twórcze tak 
bardzo  domagały  się  ujścia,  że  nadal  tworzyła  obrazy  o  wysokiej 
wartości artystycznej.  

Jak  mogłam  ją  zostawić?  Potrzebowała  mnie  rozpaczliwie, 

zarówno kiedy siedziała apatycznie pomiędzy obrazami, jak i wtedy, 
gdy  spacerowała  po  wzgórzach,  prawdopodobnie  sama  nie  wiedząc, 
gdzie jest. Jej stan mnie przerażał i często za nią chodziłam. Zdawała 
sobie sprawę z tego, że ylokę się za nią z tyłu, ale nigdy nie dała po 
sobie  poznać,  czy  est  z  tego  zadowolona.  Raz  tylko  zatrzymała  się, 
zaczekała  la  mnie  i  wzięła  w  ramiona.  Jej  łzy  zrosiły  moją  twarz  i 
więź, i która nas zawsze blisko ze sobą łączyła, zacieśniła się jeszcze 
bardziej*.  

Reedowie,  a  zwłaszcza  Roger,  byli  naszymi  przyjaciółmi  od 

niepamiętnych  czasów.  To  właśnie  jego  ojciec  odkrył  talent  mojej 
matki.  Kiedy  po  raz  pierwszy  przyjechała  do  miasta,  jako  młoda 
studentka,  zaczęła  podpisywać  swoje  płótna  panieńskim  nazwiskiem 
Felice  Flyte  i  tak  już  pozostało.  Jej  obrazy  wyróżniały  się  w  galerii 
przez prawie trzydzieści lat.  

Dzieła  Felice  Flyte  stały  się  bardzo  poszukiwane  i  zdążyła  już 

sprzedać  szereg  płócien,  zanim  poznała  mojego  ojca  Coninstona 
Stronga i wyszła za niego za mąż. Małżeństwo to w żaden sposób nie 
wpłynęło  na  jej  twórczość  i  razem  stworzyli  dom  w  Feli  Cottage, 
gdzie ona i ja nadal mieszkamy.  

Dom  leży  o  parę  mil  od  Longmare,  bardzo  blisko  jeziora 

Sweetwater. Jezioro nie jest duże, z trzech stron jego brzegi są raczej 
strome  i  tylko  od  zachodu  ziemia  jest  stosunkowo  płaska,  więc 
wykorzystano  to,  budując  tam  szereg  rezydencji  Jak  daleko  sięgam 
pamięcią, nasz dom był zawsze miejscem, gdzie zbierali się artyści – 
wielbiciele  mojej  matki  –  oraz  alpiniści,  którzy  z  kolei  podziwiali 
umiejętności mojego ojca.  

Imię Coninstona Stronga było szeroko znane wśród wspinającej się 

braci  dzięki  temu,  że  zdobył  on  każdy  szczyt  w  okolicy.  W  czasie 
kiedy zginął, przygotowywał się właśnie do wyprawy na Everest.  

Myślałam  o  moich  rodzicach,  jadąc  wąskimi  ulicami  w  kierunku 

domu  i  przyszło  mi  do  głowy,  że  nienawidzę  sławy,  którą  byli 

background image

otoczeni, ale z drugiej strony, dla siebie pragnęłam jej również.  

Kiedy  dotarłam  na  miejsce,  zastałam  Felice  stojącą  przy  oknie  i 

wpatrzoną w stronę pasma gór rozciągającego się na horyzoncie.  

Kiedy  mnie  dostrzegła,  szybko  zmięła  trzymany  w  ręku  list  i 

wrzuciła go do pustego kominka.  

– Cześć kochanie – powiedziała. – Przygotowałam kolację.  
– Świetnie, jestem bardzo głodna.  
– Jak zwykle. Nie wiem, jak to się dzieje, że nie tyjesz. Wyglądasz 

jak ja dwadzieścia pięć lat temu – powiedziała smutno.  

–  Ależ  ty  się  wcale  nie  zmieniłaś!  –  objęłam  ją  w  pasie  i 

przytuliłam do siebie.  

Żałuję,  że  nie  odziedziczyłam  po  niej  jej  dziecięco  miękkich 

włosów  i  dużych,  niebieskich  oczu.  Ja  byłam  podobna  do  ojca,  z 
kwadratowym 

podbródkiem, 

wysoko 

osadzonymi 

kośćmi 

policzkowymi i brązowozłotymi cętkami oczu, które harmonizowały z 
moimi kasztanowymi, kręcącymi się bez opamiętania włosami.  

Mama  nakryła  do  stołu  z  troskliwą  dbałością.  „Wygląda  jak 

martwa natura” – pomyślałam, zauważając kolorową misę z owocami 
i wijący się bluszcz. Usiadłyśmy do kolacji.  

– Roger był tutaj – powiedziała Felice, nakładając sobie sałatkę. – 

Oskarżył mnie o jakieś działanie za jego plecami.  

–  A  czy  to  prawda?  –  nałożyłam  sobie  na  talerz  kurczaka  i 

plasterek szynki.  

– Ależ skąd, Lindsay! – powiedziała gwałtownie. – To przez tego 

faceta... – zawahała się – Poprosił Rogera o adres i napisał do mnie, że 
uważa,  iż  jestem  niedoceniana.  A  Roger  nie  może  znieść  myśli,  że 
ktokolwiek inny mógłby się zająć moimi obrazami.  

– Czy zrobiłaś coś w związku z tym? – zapytałam nerwowo.  
–  Nie,  naprawdę  nie.  Czy  mogłabym  cokolwiek  zrobić  bez 

porozumienia z tobą? – zaczęła szybko jeść, unikając mojego wzroku.  

– Jak on się nazywa? 
–  Zapomniałam  –  powiedziała  i  roześmiała  się.  –  Roger  był 

wściekły,  ale  przecież  nie  jest  naszym  właścicielem.  –  Spojrzała  na 
mnie. – Chyba że masz ochotę na bliższą znajomość? 

Uśmiechnęłam się widząc błysk w jej rozszerzonych oczach.  
–  Nie  złapiesz  mnie  w  ten  sposób,  kochana  mamo.  Roger  i  ja 

jesteśmy tylko przyjaciółmi i kolegami z pracy.  

– Lubię Rogera, nawet gdy jest zły. On jest bardzo przywiązany do 

background image

ciebie.  

–  To  ty  tak  twierdzisz.  Sprzedałam  dzisiaj  twój  kolejny  obraz. 

Kupił  go  jakiś  młody  mężczyzna,  który  sprawiał  wrażenie  twojego 
wielbiciela. Bardzo chwalił twoje prace.  

Felice  sięgnęła  po  butelkę  z  winem  i  napełniła  ostrożnie  swój 

kieliszek. Zawsze wydawała się być zdziwiona swoją popularnością i 
w pewien sposób miała za złe obcym, że kupowali jej obrazy.  Może 
uważała, że w ten sposób sprzedaje także część siebie.  

–  Jenna  była  wściekła,  bo  nie  chciał  ujawić  swojego  nazwiska  – 

ciągnęłam. – Ona mnie zaczyna powoli denerwować.  

–  Nie  chcę  mówić  o  Jennie.  Myślałam  dzisiaj  o  tym,  że  nie 

powinnam  cię  zmuszać,  abyś  tutaj  została.  Wiem,  że  lubisz  pracę  w 
galerii, ale mam wyrzuty sumienia, że my wszyscy cię w jakiś sposób 
wykorzystujemy.  

– Ależ mamo, o czym ty mówisz? Dokąd miałabym wyjechać? 
– Myślałam o Włoszech... i że mogłybyśmy pojechać we dwie.  
– Naprawdę tak uważasz?! – wykrzyknęłam zdumiona.  
– Nie, oczywiście że nie – powiedziała szybko – Ale dla twojego 

dobra...  

– Felice, nie jestem już twoim małym pisklątkiem, sama potrafię o 

siebie zadbać.  

–  Tak,  ale  w  przypadku  niewidzialnych  sił,  które  dobijają  się  do 

naszych drzwi.  

Taka  właśnie  jest  Felice;  żyje  w  harmonii  ze  swoim  dziwnym, 

nierealnym  światem.  Maluje  tylko  w  te  dni,  kiedy  gwiazdy  są  jej 
przychylne,  wędruje  po  wzgórzach  tylko  o  świcie  lub  zmierzchu,  w 
towarzystwie naszego psa Barneya, który ją uwielbia.  

Czasami  wierzę  w  te  jej  „niewidzialne  siły”.  Niedługo  po  śmierci 

ojca  namalowała  dziwny  obraz.  Jego  kolory  i  nastrój  miały  w  sobie 
taką  siłę,  ze  schowałam  go,  nie  mogąc  znieść  jego  widoku.  Nawet 
teraz  myśl  o  tym  obrazie  budzi  we  mnie  niepokój,  t  Wstałam  i 
zebrałam  ze  stołu  brudne  talerze,  po  czym  zaniosłam  je  do  kuchni  i 
wróciłam z kryształową misą pełną owoców i dzbankiem śmietanki.  

– Ten mężczyzna, o którym ci mówiłam – Felice wróciła do tematu 

– zadzwonił do mnie. Zaprosiłam go jutro na obiad. Chyba będziesz w 
domu, jutro niedziela.  

Zaproszenie  kogoś  na  obiad  było  tak  niepodobne  do  obecnego 

wizerunku  mamy,  że  odsunęłam  Barneya  z  dywanika  przed 

background image

kominkiem  i  wyciągnęłam  z  paleniska  list.  Wygładziwszy  go 
przeczytałam:  „Jestem  żarliwym  wielbicielem  pani  prac.  Mam 
kontakty w Paryżu i Rzymie i myślę, że powinna Pani wystawiać też 
w  innych  galeriach.  Może  moglibyśmy  się  spotkać?  Oddany,  P. 
Deauville. 

– Czy chciałabyś wystawiać w Europie? – zapytałam. Oczy mamy 

rozbłysły.  

–  Tak,  chciałabym.  Coninston  zawsze  twierdził,  że  powinnam 

zwiększyć  swoją  swobodę  działania.  Mówił,  że  moje  obrazy  są  nie 
tylko dziełami sztuki, ale także aktem odwagi. Uważał, że uchwycenie 
nieskończonego  piękna  krajobrazu  potwierdza  istnienie  harmonii 
świata.  

Nie  wiedziałam,  że  ojciec  odczuwał  to  w  taki  sposób,  ale  wtedy 

dostrzegłam, że pasowało to do jego własnych pasji.  

–  Cóż,  mam  nadzieję,  że  po  obiedzie  uda  nam  się  go  pozbyć  – 

powiedziałam zrezygnowana. – Co proponujesz do jedzenia? 

To  żaden  problem  –  stwierdziła  z  dumą.  –  Przyniosłam  steki  od 

rzeźnika,  to  znaczy  Dora  przyniosła.  A  ty  mogłabyś  narwać  w 
ogrodzie trochę gruszek i podałoby się je z serem. Mięso usmażysz ty, 
dobrze kochanie? 

Felice  jest  prawdziwym  nieszczęściem  w  kuchni.  Coninston 

gotował tak długo, dopóki nie byłam wystarczająco duża, by to po nim 
przejąć.  Ojciec  zwykł  mówić,  że  nie  ożenił  się  z  mamą  dla  jej 
waleczności w kuchni, ale jej zniewalającego uśmiechu.  

Felice uśmiechnęła się do mnie.  
– Będzie nas czworo na obiedzie, bo zaprosiłam także Rogera.  
Nie lubię,  kiedy ktoś  za  mnie organizuje  mi niedziele.  Potrzebuję 

jednego dnia wolności wyłącznie dla siebie, by nabrać sił na następny 
tydzień. To przyjęcie Felice zdenerwowało mnie. Jeszcze raz, który to 
już z kolei, wykorzystywała mnie.  

 
Życie mojej mamy nie jest podporządkowane czasowi. Kieruje się 

ona  swoimi  skłonnościami  i  inspiracją.  Tej  niedzieli  obudziła  się 
wcześniej niż zwykle.  

–  Kochanie,  w  czym  mam  ci  pomóc?  –  zapytała,  a  po  chwili 

dodała. – Idzie ci tak dobrze... może powinnam posprzątać pracownię? 

„Oczywiście  tego  nie  zrobi  –  pomyślałam.  –  Zignoruje  wszelkie 

przygotowania, a potem wkroczy do jadalni tak, jakby to ona stała pół 

background image

dnia nad kuchenką gazową.” 

Wyszłam  do  ogrodu,  aby  narwać  gruszek,  najpierw  jednak 

postanowiłam  wykopać  trochę  młodych  ziemniaków.  Przeszłam 
między  grządkami  i  stwierdziłam,  że  muszę  im  poświęcić  trochę 
czasu. Ogród był za długi i za duży, i tylko dlatego udawało mi się go 
utrzymać  w  jako  takim  stanie,  że  spora  jego  część  zarośnięta  była 
przez rozłożyste jodły. Posadził je jeszcze mój ojciec, mając nadzieję, 
że  sprzeda  je  korzystnie  na  Boże  Narodzenie.  Teraz  drzewa  miary 
ponad dziesięć  stóp  długości  i z determinacją wyciągały swe gałęzie 
poza ogrodzenie.  

–  Wcześnie  dziś  wstałaś,  Lindsay!  –  usłyszałam  zza  płotu  głos 

naszej sąsiadki, Dory Crumb.  

Została ona wdową jakieś dwadzieścia lat temu i wciąż się smuciła, 

ale nie z powodu braku męża, lecz syna, który wyszedł pewnego ranka 
z domu, przeprawił się statkiem do Kanady i nigdy już nie wrócił Była 
pulchna,  miała  błękitne,  błyszczące  oczy,  śmiała  się  zaraźliwie  i 
szczerze kochała moją matkę.  

– Felice urządza dzisiaj przyjęcie – powiedziałam, gdy podeszła do 

mnie.  

– No, no. Kto ma przyjść? 
– Roger i jakiś facet, wielbiciel jej sztuki.  
Dora pochyliła się i pomogła mi zbierać z ziemi gruszki.  
– Rogerowi to się nie spodoba – powiedziała.  
– Roger będzie musiał się z tym pogodzić. Roześmiała się.  
– Pewnego dnia stracisz tego człowieka.  
– Nie posiadam go, więc jak mogłabym go stracić? 
– Domyślam się, że Jenna nie została zaproszona. Wyprostowałam 

się i pokręciwszy przecząco głową, skierowałam się do kuchni. Dora 
podążyła za mną.  

–  Czy  Felice  wciąż  jest  w  jednym  z  tych  swoich  paskudnych 

nastrojów? Może powinnam jej przygotować kąpiel? – rzuciła okiem 
na górę.  

Była  niezastąpiona,  ale  Felice  miała  się  o  tym  nie  dowiedzieć  i 

wykorzystywała ją bezwzględnie, jak zresztą każdego z nas.  

Roger  przyjechał  do  nas  wcześniej  i  wszedł  przez  otwarte  drzwi 

frontowe.  

– Lindsay! – zawołał.  
– Jestem tutaj! – odkrzyknęłam.  

background image

Podążył  za  moim  głosem  do  kuchni.  Podszedł  do  mnie  z  tyłu, 

uścisnął i złożył delikatny pocałunek na mym policzku. Jego spokojny 
wyraz twarzy podziałał na mnie kojąco.  

– Miałeś dobrą podróż? – zapytałam, a on wdał się w opis swoich 

interesów w Londynie, wymachując bukietem  róż,  które przyniósł ze 
sobą.  

–  To  dla  Felice  –  zauważył  mój  wzrok  –  coś  w  rodzaju  fajki 

pokoju. Mieliśmy małą sprzeczkę.  

– Tak, słyszałam co nie co.  
–  O  co  jej  chodzi,  Lindsay?  Myślałem,  że  jest  zadowolona  ze 

sposobu, w jaki zajmujemy się jej obrazami. Skąd ta nagła zmiana w 
jej sercu? 

– Nie mam pojęcia. Powiedz mi, kto to jest ten Deauville? 
–  Zamierzam  dopiero  się  tego  dowiedzieć  –  Roger  odparł  z 

zawziętością.  ‘ 

– Mama zaprosiła go na obiad. Roger roześmiał się.  
– Świetnie.  
– Może to będzie dla niej korzystne – powiedziałam.  
– Zobaczymy – odparł Wziął różę i przeszedł do salonu. Po chwili 

do kuchni weszła Dora i mrugnęła do mnie.  

–  Zaczynają  sobie  schlebiać  –  powiedziała  zdejmując  z  półki 

wazon.  

–  To  zły  znak  –  stwierdziłam,  zajęta  obieraniem  ziemniaków. 

Usłyszałam  dzwonek  telefonu  i  krzyknęłam  do  Rogera,  żeby  go 
odebrał.  

– To Deauville! – zawołał mnie. Wzięłam słuchawkę z jego dłoni.  
– Pani Flyte? – usłyszałam.  
– Nie. Jestem jej córką.  
–  Chciałem  powiedzieć,  że  jest  mi  bardzo  przykro,  ale  nie  mogę 

dzisiaj przyjść. Czy mógłbym przełożyć wizytę? 

– Oczywiście. Będzie nam miło gościć pana kiedy indziej.  
–  Proszę  przeprosić  matkę  w  moim  imieniu.  Jestem  bardzo 

rozczarowany.  

– My również – odpowiedziałam grzecznie.  
Odłożyłam  słuchawkę  i  zastanawiałam  się  chwilę,  patrząc  na 

zegarek. Do obiadu została tylko godzina – to raczej zbyt późno, aby 
zawiadamiać,  że  się  nie  przyjdzie  na  umówione  spotkanie.  Niemniej 
jednak wydawał się być poruszony, może nagle poczuł pietra.  

background image

Wsadziłam głowę w drzwi do jadalni.  
–  Dzwonił  Deauville,  że  nie  przyjdzie.  Jest  mu  bardzo  przykro  z 

tego powodu i ma nadzieję, mamo, że zaprosisz go innym razem.  

Felice spojrzała na Rogera – To twoja sprawka. Jak śmiesz mieszać 

się w nie swoje sprawy? 

– Spokojnie, Felice. Nie mam z tym nic wspólnego, przysięgam.  
– W takim razie kto? – Jej wzrok spoczął na mnie.  
–  Nie  bądź  śmieszna,  mamo.  Zaczynasz  być  melodramatyczna. 

Ludzie  często  odwołują  spotkania  w  ostatniej  chwili.  Pewnie  źle  się 
poczuł.  

– Och, biedny człowiek. – Nagle poczuła do niego litość. – Napiszę 

do niego kartkę, a ty, Roger, możesz mu ją zanieść do hotelu.  

– Po obiedzie? – zapytał grzecznym tonem.  
– Oczywiście, drogi Rogerze. Czy mogłabym pozbawić cię obiadu 

albo towarzystwa Lindsay? 

Wróciłam do kuchni i po chwili Roger też tam za mną wszedł.  
– Co się stało? – zapytał.  
–  Nie  wiem.  A  ty  wiesz?  –  spojrzałam  mu  prosto  w  oczy.  –  Czy 

bierzesz lekcje u Jenny? 

Chwycił mnie za ramiona.  
– Co masz na myśli? 
– To mam na myśli, że ona zrobi wszystko, by osiągnąć swój cel i 

wydaje mi się, że ty też nie chcesz, aby ten mężczyzna zobaczył się z 
Felice.  Nie  mogę  już  dłużej  znieść  twojej  siostry  i  jeśli  nie  będziesz 
trzymał jej z dala od galerii, ja rezygnuję.  

Roger patrzył na mnie osłupiały.  
– Nie możesz, Lindsay. Nie dam sobie rady bez ciebie. Wiem, że 

Jenna jest trudna, ale ta biedna dziewczyna ...  

– Roger, czy ona kiedykolwiek powiedziała ci prawdę o wypadku? 
– Nie rozumiem. Oczywiście, że tak.  
– Ja znam oficjalną wersję. Mój ojciec i Jenna wspinali się na High 

Sail. Oboje spadli, nie wiem jak i dlaczego. Felice twierdzi, że to była 
wina Jenny. Mama bezgranicznie wierzy w umiejętności alpinistyczne 
Cona i nic nie sprawi, że zmieni zdanie.  

– Nie sądzę, żeby to była wina Jenny – przerwał i westchnął. – Ona 

nie chce o tym mówić. Myślę, że nawet nie pamięta, co się stało. Była 
przecież  nieprzytomna,  kiedy  ich  odnaleziono  i  nie  doszła  do  siebie 
przez  parę  dni.  Proszę,  nie  pozwól,  by  coś  stanęło  między  nami.  – 

background image

Wziął  moje  ręce  w  swoje  dłonie.  –  Potrzebuję  cię,  Lindsay.  Nie 
pozwolę ci nawet wspomnieć o wyjeździe.  

W tym momencie w drzwiach stanęła Felice.  
– O czym tak szepczecie? 
– O niczym, kochanie – uspokoiłam ją. – Zjedzmy obiad. A potem 

możemy wziąć Barneya na spacer po wzgórzach.  

– Wykreślcie mnie z tego – powiedziała Felice. – Muszę skończyć 

obraz. Idźcie we dwójkę, jestem pewna, że macie mnóstwo spraw do 
omówienia – na przykład wasz spisek.  

background image

ROZDZIAŁ II 

 

Deauville  zadzwonił  trzy  dni  później  po  południu.  Felice 

powiedziała mi o tym dopiero, kiedy piłyśmy kawę po obiedzie.  

–  Pan  Deauville  telefonował  Zaprosiłam  go  na  drinka  jutro 

wieczorem. Postaraj się wrócić do domu wcześniej, kochanie.  

Roger  był  w  tym  czasie  w  Amsterdamie  i  z  polecenia  klienta 

załatwiał  kupno  jakiegoś  szczególnego  obrazu.  Przed  wyjazdem 
spróbował jeszcze pogodzić mnie z Jenną.  

–  Ona  jest  taka  samotna  –  uzasadniał  jej  zachowanie  i  w  końcu 

niechętnie zgodziłam się, by przebywała w galerii w ciągu dnia.  

Po naszej rozmowie Jenna przyjechała do galerii bardzo zgaszona i 

natychmiast zajęła się w biurze papierkową robotą. Przed południem 
miałam na chwilę wyjść, a kiedy wróciłam, jej twarz już promieniała.  

–  Był  tutaj  –  przywitała  mnie  –  no  wiesz,  –  ciągnęła,  gdy 

spojrzałam na nią zdziwiona – ten tajemniczy facet, który kupił jeden 
z obrazów Felice. Powiedział, że zabierze go pod koniec tygodnia.  

– Czy spytałaś go o nazwisko? – Czyżbym zaczynała być złośliwa? 

Jenna zmieszała się.  

– Nie, ale i tak wkrótce się dowiem, kim jest. Nieznajomy młody 

mężczyzna  nie  zaprzątał  mi  w  tej  chwili  głowy,  ale  pan  Deauville, 
owszem. Bałam się, że może mieć zbyt duży wpływ na moją matkę.  

Felice  zadzwoniła  do  mnie  po  południu,  przypominając,  abym 

wcześniej wyszła.  Kiedy przyjechałam do domu, była już gotowa do 
odegrania roli sławnej malarki Mama potrafi grać prawie tak dobrze, 
jak  malować  i  robi  z  siebie  drugą  Sarę  Bernhardt.  Ubrała  się  w 
zwiewną sukienkę w tonacji szaro-pomarańczowej, a na szyi zawiesiła 
sznur  opali.  Wydawało  jej  się,  że  tak  właśnie  powinna  wyglądać 
sławna artystka.  

Dora Crumb przygotowała obiad i usiadła przy stole, byzjeść go 

razem  z  nami.  Byłam  jej  wdzięczna  za  pomoc,  bo  często,  kiedy 
później wracałam z galerii, czułam się naprawdę zmęczona.  

–  O  której  ma  przyjść  ten  ekscytujący  mężczyzna?  –  zapytała 

figlarnie. – Czy myślicie, że mogłabym na niego zerknąć? 

– Oczywiście. Musisz zostać i wypić z nami drinka. – Pomyślałam, 

że  jeżeli  Dora  będzie  nam  towarzyszyć,  Felice  nie  odważy  się  na 
żadne układy z nieznajomym.  

background image

–  Felice  twierdzi,  że  go  nie  aprobujesz.  A  ja  myślę,  że  ona 

naprawdę zasługuje na to, by zdobyć większy rozgłos.  

– Zgadzam się z tobą. Ale uwierz mi, to jakość obrazów wpłynie 

na  jej  sławę,  a  nie  obcy  mężczyzna,  schlebiający  jej  niejasnymi 
propozycjami. Nie wierzę w nie – dodałam.  

Dora zacisnęła usta.  
–  Jestem  pewna,  że  uczynisz  to,  co  dla  Felice  najlepsze  – 

powiedziała sztucznie.  

Akurat w tym momencie zabrzmiał dzwonek. Otworzyłam drzwi i 

stanęłam twarzą w twarz z tajemniczym mężczyzną, którego wizyta w 
galerii tak bardzo zaintrygowała Jennę.  

– Cześć. A to niespodzianka! Ty chyba nie jesteś Felice Flyte? 
Byłam tak zaskoczona jego widokiem, że odparłam ostro: 
– Nie, nie jestem, a Felice nie ma w domu.  
–  Musiała  zajść  jakaś  pomyłka.  Pani  Flyte  zaprosiła  mnie  na 

dzisiaj. Jestem Philippe Deauville.  

Lekko oszołomiona tą wiadomością zaprosiłam go do środka.  
– Pan Deauville! – zaanonsowałam.  
Felice,  zaróżowiona  z  emocji,  podniosła  się  i  ujęła  jego 

wyciągniętą rękę. Musiał zrobić na mamie duże wrażenie, bo minęło 
parę chwil zanim powiedziała: 

– Czy mogę przedstawić panu moją córkę, Lindsay? A to jest nasza 

przyjaciółka, pani Dora Crumb.  

Deauville wyciągnął swoją dłoń z uścisku Felice i podał ją Dorze, 

która spoglądała na niego z zaskoczoną miną.  

– Pani córka i ja już się spotkaliśmy – uśmiechnął się do Felice.  
– Nie powiedziałaś mi o tym, Lindsay. – Mama poczuła się chyba 

dotknięta.  

–  Nie  wiedziałam,  z  kim  mam  do  czynienia,  kiedy  ten  pan 

przyszedł do galerii, aby kupić jeden z twoich obrazów. Proszę usiąść, 
panie Deauville.  

Wskazałam na krzesło na wprost kozetki,  na której ulokowała się 

już Felice, uważnie wygładzając wokół siebie fałdy sukienki.  

Po  wejściu  do  pokoju  Deauville  postawił  na  stole  butelkę,  którą 

teraz podniósł i podał Felice.  

– Proszę mi wybaczyć, że pozwoliłem sobie przynieść butelkę, ale 

to spotkanie jest dla mnie czymś wyjątkowym. A ten szampan to także 
coś wyjątkowego.  

background image

–  Jak  to  miło  –  powiedziała  mama.  –  Lindsay,  przynieś  kieliszki. 

Uwielbiam takie niecodzienne okazje.  

To prawda. Były czasy, kiedy i nasze życie miewało niepowszedni 

charakter,  gdy  Felice  i  Coninston  tak  hojnie  dzielili  się  swym 
szczęściem, również i ze mną.  

Wróciłam  z  kuchni,  a  Deauville  otworzył  butelkę  i  napełnił 

kieliszki,  które  kolejno  nam  podał.  Potem  wyciągnął  się  na  fotelu, 
uśmiechnięty  i  zupełnie  odprężony.  Spróbował  szampana  i  pokiwał 
głową.  

– Dobry rocznik – stwierdził. – Muszę paniom wyjaśnić, że mamy 

małą  winnicę  na  terenie  posiadłości  Deauville’ów,  która  leży  w 
Szampanii.  

Felice pozbyła się już rezerwy.  
– To ekscytujące. Czy jest pan tutaj na wakacjach? Domyślam się, 

że mieszka pan we Francji? 

Deauville pokręcił przecząco głową i zwrócił się do mnie.  
– Co pani sądzi o winie? 
– Jest znakomite, panie Deauville.  
– Proszę mówić do mnie Philippe. Nie znoszę formalności. Wolno 

popijając szampana pomyślałam, że jest szybkim graczem.  

Nie ulegało też wątpliwości, że jest atrakcyjnym mężczyzną. Dora 

nie spuszczała z niego wzroku.  

– A jak mają się winnice do malarstwa? – zapytałam. – Chyba że 

jesteś kolekcjonerem, nie handlowcem.  

–  Handlowcem!  –  Spojrzał  na  mnie,  jakbym  powiedziała  jakieś 

brzydkie  słowo.  –  Nie,  nie  handluję  obrazami.  Już  od  dawna 
pragnąłem poznać Felice Flyte. Widzi pani, moja matka przywiozła ze 
sobą z Anglii dwa pani obrazy – powiedział, uśmiechając się do niej.  

Felice była oczarowana.  
– Czy kupiła je będąc tu na wakacjach? 
– Nie. Moja matka była Angielką. Umarła rok temu i zostawiła mi 

te dwa obrazy. Krótko potem mój ojciec również zmarł.  

–  O  mój  Boże!  –  wykrzyknęła  Felice.  –  Jakie  to  smutne!  Tak  mi 

przykro.  

–  Bardzo  mi  jej  brakuje.  –  Podniósł  się  i  zapytał,  czy  może 

przynieść drugą butelkę z samochodu.  

– On jest czarujący – wykrztusiła z siebie Dora. Wino zabarwiło jej 

policzki  na  różowo.  Było  oczywiste,  że  jest  szczęśliwa,  mogąc 

background image

uczestniczyć w naszym życiu, które uważała za bardzo ekscytujące.  

– Jest uprzejmy, ale chciałabym wiedzieć, co knuje.  
– Knuje! – zgorszone Felice i Dora wykrzyknęły jednocześnie.  
– Nie rozumiem – ciągnęła niepewnie Dora. – Chyba nie myślisz...  
Myślałam  wiele,  ale  nic  z  tego  nie  byłoby  dla  Philippe’a 

Deauville’a  przyjemne.  Aczkolwiek,  w  miarę  jak  mijał  wieczór,  a 
Felice zdawła się coraz bardziej oddalać od nas myślami, doszłam do 
wniosku, że nie muszę się martwić.  

W  końcu  Philippe  skierował  swoją  uwagę  ku  mnie.  Jego 

informacje na temat galerii Reeda były zadziwiająco dokładne.  

– Rozumiem, że to pan Reed nabywa obrazy. Czy jest ich znawcą? 
– Znawcą czego? Masz na myśli obstawianie pewniaków, a może 

to, czy ma nosa do obrazów, które się dobrze sprzedają? 

Philippe zmarszczył swoje regularne brwi.  
– Ależ to jest właśnie biznes.  
– Oczywiście, prowadzi galerię z wielkim powodzeniem.  
– Roger byłby bezradny nie  mając  koło siebie Lindsay  –  wtrąciła 

Dora.  

– Bzdury, Dora. Po prostu staram się robić dobrze to, co do mnie 

należy, to wszystko.  

Philippe pochylił się do przodu, jakby chciał skupić na sobie całą 

moją uwagę.  

– Myślałem, że może jesteś jego wspólnikiem – zaczął dociekać.  
–  Skąd  ci  to  przyszło  do  głowy?  Ja  nie  szukam  kłopotów. 

Roześmiał się.  

– Może masz większą władzę nie siedząc na tronie. Szkoda byłoby 

zmarnować taki talent.  

– Te talenty, które mam, nie marnują się. I nie widzę...  
– Masz rację – powiedział pogodnie – to nie moja sprawa. Felice 

wstała  z  kozetki.  Nie  mogła  chyba  znieść,  że  nie  znajduje  się  w 
centrum uwagi.  

– Lindsay nie ma żadnych ambicji – powiedziała lekceważąco.  
– Nie sądzę, aby to była prawda – odpowiedział Philippe łagodnie i 

również się podniósł. – Może pokaże mi pani pracownię innym razem. 
Mam nadzieję, że nie przedłużyłem nadmiernie swojej wizyty.  

Spojrzał na mnie, ale nie odpowiedziałam. To nie ja go zaprosiłam, 

a  teraz  chciałam  już,  żeby  sobie  poszedł.  Nie  czułam  się  dobrze  w 
jego towarzystwie.  

background image

Wychodząc Philippe zaprosił naszą trójkę na obiad w hotelu Lake 

End.  Felice  i  Dora  przyjęły  zaproszenie,  jednak  ja  zaczęłam  się 
wymawiać.  Powiedziałam,  że  dam  mu  znać,  jeżeli  będę  mogła 
przyjść.  Nie  miałam  ochoty  na  to  spotkanie,  z  drugiej  jednak  strony 
pomyślałam,  że  byłoby  niebezpieczne  zostawić  z  nim  Felice  sam  na 
sam.  Dopóki  nie  wiedziałam,  czego  chce  od  mamy,  musiałam  strzec 
jej interesów.  

Reedom nie wspominałam o wizycie Philippe’a, bo uważałam, że 

nie  jest  to  ich  sprawa,  a  poza  tym  wolałam  sama  zająć  się 
rozszyfrowywaniem jego planów. Ten człowiek poruszył czułą nutę w 
moim  umyśle  i  zaczęłam  się  zastanawiać,  czy  w  czasie  rozmowy  z 
nim celowe było przyjęcie tak ofensywnej postawy.  

Spotkanie  z  Deuville’em  spowodowało  również,  że  zaczęłam 

patrzeć  na  wszystko  tak,  jakby  na  nowo  otworzyły  mi  się  oczy. 
Zdałam sobie sprawę, że duża część sukcesów galerii była wynikiem 
moich wysiłków i pracy. Ciekawe, czy Roger też tak sądził.  

Rozejm  pomiędzy  mną  a  Jenną  trwał  zaledwie  trzy  dni  i  został 

przerwany  w  momencie,  gdy  poprosiłam  Daviesa,  aby  przygotował 
nową formę ekspozycji dla naszych obrazów. Do tej pory, zgodnie z 
pomysłem  Jenny,  wisiały  one  na  rozpiętym  na  ścianie  materiale. 
Zdążył  się  on  już  zakurzyć  i  stracić  kolor,  dlatego  uważałam,  że 
potrzebne nam jest coś bardziej trwałego.  

Roger, przynajmniej raz, przychylił się do mojej propozycji i Jenna 

obraziła  się  na  niego,  a  mi  zarzuciła,  że  zachowuję  się  tak,  jakby 
Galeria  była  moją  własnością.  Jej  irytacja  jednak  nie  wpłynęła  na 
zmianę  mojej  decyzji  i  wkrótce  Davies  zabrał  się  do  pracy.  Jego 
hobby  była  stolarka,  której  wyuczył  się  jeszcze  w  młodości  i,  dzięki 
temu,  stworzył  dokładnie  taki  rodzaj  dekoracji,  o  jaki  mi  chodziło. 
Były to bardziej wytrzymałe niż materiał, pochyłe płyty drewniane, na 
których  łatwo  było  zawieszać  obrazy.  Wykorzystaliśmy  moment, 
kiedy  Roger  zabrał  Jennę  na  badania  kontrolne  do  szpitala  i 
rozmieściliśmy je z Daviesem w galerii.  

Tego  samego  popołudnia  Deauville  przyszedł  po  swój  obraz. 

Zapłacił resztę sumy gotówką i przy okazji zaprosił mnie na kolację. 
Zauważył moje wahanie i lekko położył rękę na moim ramieniu.  

– Bardzo proszę, Lindsay. Nie wiem, jak długo tu jeszcze zostanę, 

a naprawdę zależy mi na twoim towarzystwie.  

Zabrzmiało  to  wystarczająco  niewinnie.  Wspólna  kolana  i 

background image

rozmowa mogłyby pomóc mi odkryć, jakie były jego plany względem 
mojej matki, więc się zgodziłam.  

Gdy wieczorem wychodziłam z Daviesem z galerii, Philippe czekał 

już  na  mnie  w  swoim  samochodzie.  Jechał  do  hotelu  Lake  End  
typowo francuskim lekceważeniem wszystkich przepisów. Dotarliśmy 
jednak  na  miejsce  szczęśliwie  i  Philippe  zaproponował  najpierw 
drinka w barze.  

–  Co  za  okropne  miejsce  –  powiedział,  gdy  zajęliśmy  stolik  przy 

oknie wychodzącym na zaniedbany trawnik i jezioro.  

Przytaknęłam.  Trawnik  założono  przed  hotelem  niedawno  i 

zupełnie nie pasował do charakteru budynku, który pierwotnie służył 
poganiaczom bydła jako miejsce, gdzie mogli odpocząć i przespać się.  

– Polubiłem to miasto, jezioro i góry, zwłaszcza góry – powiedział, 

gdy podano nam drinki. – Czy uprawiasz wspinaczkę? 

– Już nie.  
–  Szkoda.  Miałem  nadzieję,  że  mogłabyś  być  moim 

przewodnikiem. Felice mówiła, że dużo spacerujesz.  

– Kiedy ci to powiedziała? – zapytałam ostro.  
–  Zadzwoniła  do  mnie  i  zaproponowała,  abym  obejrzał  jej 

pracownię. Podejrzewam, że nie chciałaś, abym się z nią zobaczył sam 
na  sam.  Uważasz,  że  mam  w  tym  ukryty  cel  –  roześmiał  się.  –  W 
pewnym sensie mam...  

– W swoim liście dałeś do zrozumienia, że twoje zainteresowanie 

obrazami mamy jest nie tylko osobiste.  

–  To  prawda,  że  mam  znajomości  –  rodzinne  znajomości  –  w 

Europie.  Mój  brat  jest  właścicielem  wspaniałej  galerii  w  Paryżu  i 
interesują  go  angielscy  malarze.  Twoja  matka  jest  bardzo  ambitna  i 
jestem  pewien,  że  nie  mówiła  prawdy,  kiedy  powiedziała,  że  ty  nie 
jesteś.  

Wzruszyłam ramionami. Nie miałam zamiaru dyskutować z nim o 

moich  ambicjach  czy  ich  braku.  Jednak  moja  ciekawość  została 
pobudzona. Wypiliśmy jeszcze parę  drinków, po czym przenieśliśmy 
się  do  restauracji.  Philippe  poradził  się  mnie  co  do  menu  i  wina; 
odniosłam  wrażenie,  że  naprawdę  mu  zależy,  abym  sama  dokonała 
wyboru.  Nie  tak  jak  Roger,  pomyślałam  smutno.  To  on  zawsze 
zamawiał, a kiedy się temu sprzeciwiałam, zwykł twierdzić, że wie, co 
ja lubię, tak jakbyśmy byli starym, zżytym małżeństwem.  

Pomimo  pewnych  obaw,  towarzystwo  Deauville’a  zaczęło  mi 

background image

odpowiadać. Kawę podano nam w sali klubowej i kiedy już wygodnie 
siedzieliśmy w fotelach, powiedział: 

–  Pokazałem  Felice  te  dwa  obrazy,  które  dostałem  od  matki,  nie 

pamięta jednak, aby je malowała.  

– Jesteś pewien? Przytaknął.  
– Myślę, że gdyby na płótnach nie było jej podpisu, zaprzeczyłaby 

nawet,  że  je  kiedykolwiek  wcześniej  widziała.  Zależy  mi  na 
umiejscowieniu  ich  w  czasie.  Felice  powiedziała,  że  może  ty 
pamiętasz, kiedy zostały namalowane.  

W jego słowach kryło się tyle napięcia, że zrozumiałam, jak bardzo 

jest  to  dla  niego  ważne.  Zaczęłam  podejrzewać,  że  właśnie  dlatego 
zorganizował  nasze  spotkanie,  zwłaszcza  kiedy  zapytał,  czy 
mogłabym pójść do niego, zobaczyć te obrazy.  

Okna jego pokoju wychodziły na jezioro. Stało tam biurko i kilka 

wygodnych  krzeseł.  Philippe  otworzył  szafę  i  wyjął  z  niej  obrazy. 
Były  całkiem  małe  i  oprawione  w  proste,  drewniane  ramy.  Włączył 
małą lampkę stojącą na stole, a ja ustawiłam obrazy. tak, aby padał na 
nie strumień jasnego światła.  

– Czy to Felice je malowała? – spytał Philippe natarczywie.  
–  Są  przez  nią  podpisane,  więc  na  pewno  ona  jest  ich  autorką  – 

odpowiedziałam,  podziwiając  dojrzałoś  –  jej  wczesnych  dzieł.  – 
Wątpię, aby to były kopie.  

–  Nie  obchodzi  mnie,  czy  to  kopie,  czy  nie.  Wszystko,  co  chcę 

wiedzieć, to kiedy zostały namalowane.  

Przyjrzałam  się  obrazom  dokładniej.  Oba  przedstawiały  ten  sam 

widok i tylko dziwny odstęp w czasie zdawał się je różnić. Pierwsze 
płótno  przedstawiało  dom,  niewyraźnie  zarysowany  na  tle  wzgórz,  z 
jeziorem  dekoracyjnie  umieszczonym  na  pierwszym  planie.  Drugi 
obraz  był  dużo  bardziej  interesujący.  Z  domu  pozostała  już  tylko 
ruina, a wzgórza przybrały znajomy kształt szczytu, którego nigdy nie 
zapomnę.  Jezioro  zniknęło,  a  jego  miejsce  zajęły  dwie  postacie, 
stojące  przodem  w  kierunku  domu.  Ręce  mężczyzny  spoczywały  na 
ramionach kobiety, jakby chcąc jej dodać otuchy.  

– Felice musi pamiętać – powiedziałam. – Ale być może nie chce – 

dodałam w zamyśleniu. – Jak myślisz, kogo te postacie przedstawiają? 

– Nie wiem,  matka nigdy mi tego nie wyjaśniła.  W każdym razie 

nie pokazała mi tych obrazów, aż do chwili swej śmierci.  

– Czy twój ojciec nie rozpoznał ich? 

background image

–  On  nigdy  nie  był  w  Anglii.  Wprawdzie  chodziłem  do  szkoły 

tutaj,  ale  tylko  matka  przyjeżdżała,  by  mnie  odwiedzić  i  tylko  ona 
widziała  uroczystość  ukończenia  moich  studiów  –  zawahał  się  i 
spojrzał  w  bok,  po  czym  ciągnął  dalej.  –  Od  jakiegoś  czasu  nie 
mieszkam  we  Francji,  jestem  nauczycielem  w  Blairgow  –  wymienił 
nazwę ekskluzywnej szkoły prywatnej. – Moi bracia ukończyli szkoły 
we Francji.  

Niepewność  z  jaką  mi  o  tym  wszystkim  mówił,  zaintrygowała 

mnie  i  zaczęłam  się  zastanawiać,  dlaczego  jego  matka  trzymała  swą 
przeszłość w tajemnicy.  

– Gdyby twojej matce coś się przypomniało, a może ty mogłabyś 

pobudzić  jej  pamięć,  byłbym  niezmiernie  wdzięczny  –  powiedział 
Philippe, gdy wróciliśmy do sali klubowej na jeszcze jedną kawę.  

Nagle  zaczęliśmy  rozmawiać  jak  starzy,  dobrzy  przyjaciele. 

Philippe  od  pięciu  lat  uczył  w  Blairgow  francuskiego  i  bardzo  lubił 
swoją pracę.  

– Interesuje mnie zwłaszcza krykiet. Trenuję drużynę drugoligową 

i mamy na swoim koncie wiele zwycięstw. Moją prawdziwą pasją jest 
jednak  malarstwo.  Maluję  farbami  olejnymi,  ale  bez  większych 
sukcesów – moi bracia są krytykami – Czy nie wolałbyś w takim razie 
zająć się czymś, co ma związek ze sztuką? 

–  Może  kiedyś  –  powiedział  –  ale  nie  teraz.  Zmieniły  się 

okoliczności.  Moja  matka  nalegała,  żebym  przyjechał  do  Anglii  i 
uczył. A ty malujesz? 

Roześmiałam się.  
– Nie, wolę robić interesy. Miałam świetną pracę u importera win, 

zanim  wróciłam  do  domu  i  zaczęłam  pracować  w  galerii.  – 
Spojrzałam na zegarek. – O Boże, zobacz, która godzina! Muszę już 
jechać.  

Philippe  zaproponował,  że  podrzuci  mnie  do  domu,  ale 

odmówiłam,  gdyż  rano  potrzebowałam  swojego  samochodu. 
Przytrzymał  moją  rękę  przy  pożegnaniu  i  podziękował  mi  za 
uprzejmość.  Myślę  jednak,  że  to  dzięki  jego  staraniom  wieczór  był 
taki udany.  

Kiedy  wróciłam  do  domu,  Barney  jednym  susem  wyskoczył  z 

kuchni,  aby  mnie  powitać.  Felice  była  w  swoim  pokoju,  ale  drzwi 
były  zamknięte,  wyszłam  więc  z  Barneyem  do  ogrodu.  Pies  pobiegł 
od  razu  w  stronę  naszej  bożonarodzeniowej  plantacji,  miał  pewnie 

background image

nadzieję, że natknie się tam na króliki.  

Przypomniałam sobie drugi obraz Deauville’a, który mnie głęboko 

poruszył.  Stojąc  w  ogrodzie,  w  chłodzie  nocy  i  patrząc  na  gwiazdy 
rozrzucone ponad wzgórzami, poczułam dreszcz niepokoju. Dlaczego 
Felice malowała wtedy szczyt i z jakiego powodu udawała, że tego nie 
pamięta? 

Barney  przybiegł  z  powrotem,  wróciliśmy  do  domu  i  zamknęłam 

drzwi  wejściowe  na  klucz.  Felice  stała  na  półpiętrze  i  zawołała  do 
mnie: 

–  Marzę  o  filiżance  herbaty.  Nie  mogę  zasnąć.  Wzięłam  tacę  do 

góry,  nalałam  herbaty  i  usiadłam  na  łóżku.  Mama  siedziała  oparta  o 
poduszki.  Ze  zdziwieniem  dojrzałam  zmarszczki  dookoła  jej  ust  i  w 
kącikach oczu.  

Późno przyszłaś – powiedziała poirytowana. – Denerwowałam się. 

Roger jest bardzo nierozsądny.  

–  Roger!  Nie  widziałam  się  z  Rogerem.  Byłam  na  kolacji  z 

Philipp’em Deauville’em.  

Jej głos zabrzmiał teraz twardo.  
– Dlaczego? 
–  To  było  spontaniczne  zaproszenie.  Przyszedł  do  galerii  zabrać 

swój  obraz  i  poprosił,  abym  złagodziła  jego  samotność  – 
powiedziałam lekko.  

– I zrobiłaś to? – nie powiedziała tego żartobliwym tonem.  
–  To  zależy,  co  masz  na  myśli  –  spojrzałam  jej  prosto  w  oczy. 

Wyciągnęła rękę z filiżanką i ponownie ją napełniłam.  

–  Felice,  dlaczego  powiedziałaś  Philippe’owi,  że  nie  pamiętasz, 

abyś to ty malowała te dwa obrazy? 

–  Ciągle  jeszcze  gada  na  ten  temat?  Namalowałam  mnóstwo 

obrazów,  kiedy  tu  przyjechałam  i  zanim  jeszcze  wyszłam  za  Cona. 
Kupił je potem stary Reed, być może były wśród nich i te.  

– Bardzo prawdopodobne.  Ale dlaczego jest  na nich namalowany 

właśnie ten szczyt? 

Mama wzdrygnała się, ale ja nie dałam za wygraną.  
–  A  ten  dom?  Czy  miał  dla  ciebie  jakieś  znaczenie?  Odniosłam 

wrażenie, że jego widok poruszył również Philipp’ea.  

–  Nie  pamiętam  żadnego  domu,  a  góra  jest  po  prostu  górą  i  Bóg 

jeden wie, jak wiele jest takich samych. Postacie są wytworem mojej 
wyobraźni. Czy taka odpowiedź cię zadowala? 

background image

– Tak  myślę – powiedziałam z niechęcią. – Zapomnijmy o tym – 

Ty nie zapomnisz – odrzekła mama ponuro. – Przynajmniej tak długo, 
jak on tu jest. Poproś go, żeby odjechał, Lindsay. On nam zagraża.  

background image

ROZDZIAŁ III 

 

Następnego  dnia  Felice  zadzwoniła  do  Philippe’a  Deauville’a  i 

odwołała  niedzielny  obiad.  Zdziwiła  mnie  ta  zmiana  w  stosunku  do 
niego.  

Tego wieczora Philippe czekał na mnie przed wejściem do galerii.  
Reedowie wyszli wcześniej i było już po godzinach pracy, kiedy w 

końcu i ja byłam gotowa do wyjścia.  

Philippe stał na parkingu, oparty o maskę swojego samochodu.  
–  Wyglądasz  na  zmęczoną  –  stwierdził.  –  Co  byś  powiedziała  na 

drinka? 

– Wystarczy filiżanka kawy, ale nie mam zbyt dużo czasu. Mama 

oczekuje gości.  

Philippe  wziął  mnie  pod  rękę  i  poszliśmy  do  nowo  otwartej 

kawiarni,  parę  metrów  dalej.  –  Dzwoniła  do  mnie  twoja  matka  – 
powiedział  –  i  odwołała  nasz  niedzielny  obiad.  Czy  wiesz  może 
dlaczego ? 

– Ona często zmienia decyzje.  
– A może czymś ją obraziłem ? 
–  Raczej  wprawiłeś  ją  w  zakłopotanie.  Z  jakichś  powodów  nie 

chce, aby jej przypominać o obrazach, które jej pokazałeś.  

– Czy myślisz, że dlatego, iż są to jej wczesne prace ? 
–  Nie  mam  pojęcia.  Być  może  rzeczywiście  nie  jest  z  nich 

zadowolona.  

– To zrozumiałe. Może mógłbym z nią porozmawiać, kiedy wrócę 

w  sobotę  z  Londynu.  Lindsay,  czy  spędziłabyś  ze  mną  niedzielę, 
moglibyśmy  pochodzić  po  górach  ?  –  zawahał  się,  po  czym  dodał 
szybko: – Ktoś rozpoznał ten szczyt na moim obrazie.  

– Tak ?! 
–  Myślę,  że  ty  też  go  znasz,  ale  chyba  nie  chcesz  być  w  to 

wszystko wmieszana.  

– Co to ma znaczyć ? Wmieszana w co ? Oczywiście, że chcę się 

wybrać na tę wycieczkę i poszukać tego tajemniczego domu.  

Oczy Philippe’a rozbłysły i chwycił moją dłoń.  
– Naprawdę  tego chcesz,  Lidsay ? Nie  masz  nic przeciwko temu, 

aby  poświęcić  mi  wolny  dzień  ?  –  Nie,  myślę,  że  może  być  fajnie. 
Przyjemniej jest spacerować w towarzystwie, a Felice łatwo się męczy 

background image

i szybko zaczyna ją to nudzić.  

– Myślałem, że może pan Reed... ? 
–  Roger  !  Nie,  on  swoje  siły  rezerwuje  na  grę  w  squasha,  a  poza 

tym widzimy się wystarczająco często w ciągu tygodnia.  

Nie wspomniałam Felice o moich planach na nadzielę wiedząc, iż 

będzie myślała, że poszłam gdzieś z Rogerem. Pierwszy raz coś przed 
nią ukryłam, na ogół moje życie nie stanowiło dla niej tajemnicy, choć 
w  głębi  duszy  czułam  potrzebę,  aby  pewne  sprawy  mieć  tylko  dla 
siebie. Tak było właśnie w tej chwili.  

Jenna była ciągle zła, że ten tajemniczy  mężczyzna odebrał obraz 

w czasie, kiedy akurat była nieobecna w galerii. Nie zdradziłam jej, że 
wiem kim jest, nie wspomniałam również Rogerowi, że widziałam się 
z  „tym  facetem”.  Roger  przestał  się  zresztą  interesować  Philippe’m 
Deauville’em, miał jakieś większe problemy, które stale wprawiały go 
w przygnębienie.  

–  Co  się  dzieje,  Roger  ?  –  zapytałam  go  pewnego  razu,  gdy 

jedliśmy obiad w hotelu Lake End.  

– Nic, zupełnie nic.  
– Czy coś nie tak z Jen ? – nalegałam. – A może chodzi o galerię – 

Przecież  powiedziałem,  że  nie  stało  się  nic,  czym  byś  się  miała 
przejmować. – odpowiedział z irytacją.  

– A więc jednak coś się stało. – Zdałam sobie sprawę, jak dobrze 

znam Rogera. Nie tylko jego humory – nawet nie miał ich tak dużo – 
ale sposób, w jaki pracował jego umysł.  

Wróciłam do tematu Jenny.  
– Czy ona dalej tak cię wykorzystuje ? 
–  Nie  bardziej  niż  zwykle.  Ale  czasami  jest  rzeczywiście 

nieznośna... – przerwał.  

–  Więc  jeśli  to  nie  Jen,  w  takim  razie  interesy.  Chyba  że  się 

zakochałeś  –  dodałam  lekko  i  zaskoczyła  mnie  jego  gwałtowna 
odpowiedź.  

–  Nie  bądź  tak  cholernie  głupia.  Mam  tylko  jedną  kobietę  na 

świecie. Ciebie. – Sięgnął po moją dłoń i przytrzymał ją.  

„Zachowuje  się  jak  człowiek,  który  tonie  w  ciemnym  morzu  – 

pomyślałam  –  a  ja  jestem  łodzią  ratunkową,  której  kurczowo  się 
uczepił”.  

– A więc to interesy – cofnęłam łagodnie swoją rękę. – Pieniądze? 

Wiesz dzięki rachunkom, że galeria przynosi wystarczające zyski. Nie 

background image

łapię tego wszystkiego – powiedziałam zniecierpliwiona i wstałam. – 
Muszę już iść, wracasz do pracy ? 

– Później, najpierw muszę się z kimś spotkać.  
Próbowałam  zapomnieć  o  naszej  rozmowie,  ale  bezskutecznie. 

Davies  był  w  biurze,  kiedy  wróciłam,  więc  wysłałam  go  na  obiad,  a 
sama wyjęłam księgi rachunkowe z sejfu.  

Czyżby  Roger  znalazł  jakieś  niezgodności  w  rachunkach? 

Tygodniowe wpływy znacznie się podniosły, odkąd zaczął się sezon, 
sprawdziłam uważnie wszystkie rachunki, nie mogłam jednak znaleźć 
najmniejszej pomyłki.  

Gdy  wrócił  Davies,  poszliśmy  do  magazynu.  Było  to  ciemne 

pomieszczenie, z jednym tylko zakratowanym okienkiem pod sufitem. 
Znajdowały  się  tam  również  drzwi,  wychodzące  na  małą  rampę 
służącą  do  ładowania  towarów.  Te  drzwi,  jeśli  nie  były  akurat 
potrzebne,  zawsze  były  zamknięte.  Davies  zapalił  światło  –  zarówno 
kontakt,  jak  i  wyłącznik  instalacji  alarmowej  znajdowały  się  w 
zasięgu  ręki  –  a  ja  wybrałam  kilka  nowych  płócien.  Miałam  zamiar 
powiesić  je na  miejscu,  które zwolniło się  po sprzedanych obrazach. 
Roger nigdy nie wtrącał się do sposobu, w jaki dobierałam obrazy, ale 
Jenna  zawsze  kwestionowała  mój  wybór.  Tego  popołudnia  również 
podążała za nami, gdy zmienialiśmy wystawę.  

–  To  nie  w  porządku  –  podjechała  na  wózku  do  miejsca,  gdzie 

zawsze  wisiały  obrazy  Felice.  –  Dlaczego  przeznaczono  dla  niej  aż 
tyle miejsca ? 

Davis,  który  stał  w  pobliżu,  zesztywniał  słysząc  jej  słowa,  ale  nie 

odezwał się.  

– Ustalił to z nią jeszcze twój ojciec – powiedziałam.  
– Tak, ale on nie żyje – odrzekła brutalnie. – Roger i ja rządzimy tu 

teraz, a ja mówię, że potrzebna jest zmiana. Davies, zanieś obraz Flyte 
do magazynu.  

Davies  nie  poruszył  się.  Stał  sztywno  wyprostowany,  z  rękami 

wyciągniętymi wzdłuż ciała.  

– Słyszysz co mówię ! – podniosła głos.  
– Słyszę  panią,  ale nie ruszę tych obrazów,  dopóki pan Roger  mi 

tego nie każe.  

W tym momencie do galerii wszedł Roger.  
– Chodź tutaj! – zawołała do niego Jenna.  
– O co chodzi ? 

background image

– Potrzebuję miejsca, na którym wiszą obrazy Flyte, aby powiesić 

tam płótna Johna Rittera.  

A więc o to chodziło ! Ritter był lokalnym malarzem i widziałam 

pewnego  dnia  jego  i  Jennę  pogrążonych  w  rozmowie,  niewątpliwie 
dobijali targu.  

– Davies nie chciał ich odnieść do magazynu – ciągnęła.  
–  Wypełniam  pana  polecenia,  panie  Reed.  Ale  moim  zdaniem 

wielu klientów przychodzi tu tylko po to, aby zobaczyć obrazy Flyte.  

–  Jesteś  nią  zaślepiony!  –  Jenna  wpadła  we  wściekłość.  –  Ze 

sposobu, w jaki ją czcisz, można by sądzić, że jest jakąś boginią.  

Wyraz twarzy Daviesa zmienił się po raz pierwszy od czasu naszej 

znajomości.  Jenna zaszła  mu naprawdę za skórę.  Zbladł,  a po chwili 
powiedział: 

–  Jeśli  jej  obrazy  zostaną  usunięte,  będę  musiał  zrezygnować  z 

pracy.  

– Ależ to śmieszne. – Roger nigdy nie wybuchał gniewem, ale jego 

opanowanie  było  tym  bardziej  niebezpieczne.  –  Obrazy  Flyte 
pozostaną na swoim miejscu i, co więcej, ustaliłem z nią, że odbędzie 
się tu jej wernisaż. Lindsay, chciałbym uzgodnić z tobą termin.  

–  Roger!  Jesteś  nią  tak  samo  zaślepiony  jak  on  –  Jenna  wskazała 

palcem na Daviesa.  

– Dosyć już tego, Jen. – Roger popchnął jej wózek w stronę drzwi.  
–  Jeśli  nie  potrafisz  się  odpowiednio  zachować,  idź  już  lepiej  do 

domu.  

 
Niedzielny  ranek  był  przepiękny.  Słońce  wzeszło  na  niebo,  które 

miało kolor ametystu i wypełniło mój pokój bursztynowym blaskiem.  

Ubrałam  się  pospiesznie  i  zeszłam  do  kuchni;  po  szybkim 

śniadaniu  byłam  gotowa  do  wyjścia.  Felice  jeszcze  spała,  a  kiedy 
zamykałam drzwi frontowe, ujrzałam Dorę wychylającą się z okna.  

– Dzień w plenerze ? – zapytała na widok mojego stroju. – Dobrze 

ci zrobi, kochanie. Czy Felice już wstała ? 

– Jeszcze nie.  
– Nie szkodzi, zajrzę do niej potem i dotrzymam towarzystwa.  
Philippe  już  na  mnie  czekał.  Barney  podbiegł  do  niego  i  po 

wstępnym obwąchaniu zaaprobował jego towarzystwo.  

–  Bałem  się,  że  nie  przyjdziesz.  Myślałem,  że  uważasz  mnie  za 

szaleńca.  Ten  mityczny  dom...  –  przerwał  –  jest  tyle  miejsc,  gdzie 

background image

mógłby się znajdować.  

– Przestudiowałam mapę, Philippe. Mam parę pomysłów.  
Ruszyliśmy  i  już  po  chwili  wspinaliśmy  się  po  szczytach, 

prowadzących  na  Gordon  Fall  Niebo  przybrało  kolor  głębokiego 
błękitu,  który  odbijał  się  w  tafli  leżącego  poniżej  jeziora.  Słońce 
świeciło  teraz  łagodnie,  a  skały  rzucały  czarne  cienie  na  szlak. 
Szliśmy znacznie oddaleni od innych piechurów i rozkoszowałam się 
panującą dookoła ciszą, przerywaną tylko dalekim beczeniem owiec i 
niesamowitym wołaniem kulików.  

–  Mam  dziwne  wrażenie,  że  znam  to  miejsce  –  odezwał  się 

Philippe.  –  Myślę,  że  matka  opowiadała  mi  o  tych  górach  w 
dzieciństwie.  

– Czy tutaj był jej dom ? Potrząsnął głową.  
–  Nie  sądzę.  Kiedy  wyszła  za  mąż,  przyjęła  obywatelstwo 

francuskie. Mój ojciec nazywał ją Yvette, ale naprawdę miała na imię 
Eve.  

Szliśmy  równym  krokiem.  Zdałam  sobie  sprawę,  jak  wspaniałym 

towarzyszem  wspinaczki  jest  Philippe.  Miałam  wrażenie,  że  tymi 
samymi oczyma patrzymy na fałdy gór, blask wody i zieleń lasów, nie 
wdając się przy tym w bezmyślną gadaninę. Droga doprowadziła nas 
do  Gordon  Fali,  po  czym  zeszliśmy  w  dolinę,  gdzie  kamienne  domy 
Mosthwaite  skupiły  się  dookoła  gospody.  Było  już  prawie  południe, 
więc zeszliśmy do niskiej, drewnianej salki barowej. Philippe zamówił 
kanapki i coś do picia, a właściciel zaproponował, abyśmy usiedli na 
zewnątrz.  

– Korzystajcie z dnia,  póki się  da  –  pogłaskał się  po zarośniętym 

policzku. – Pogoda na pewno się zmieni.  

–  Skąd  on  o  tym  wie  ?  –  Philippe  usiadł  i  popatrzył  na  czyste 

niebo.  

– Widzisz ten obłoczek siedzący na szczycie High Sall! W czasie 

kiedy będziemy jeść, zdąży się zmienić w wielką chmurę i przesłoni 
słońce.  

– To jest ta góra, prawda? 
Wytężyłam  wzrok,  aby  w  przeźroczystym  powietrzu  dostrzec 

każdy jej szczegół. To właśnie ten szczyt namalowany był na obrazie 
Felice:  szczyt  którego  unikałam  przez  trzy  lata;  szczyt,  na  którym 
zginął mój ojciec.  

Bardzo  często  myślałam  o  tym  wypadku.  Dlaczego  mój  ojciec, 

background image

który był doświadczonym alpinistą, zginął, a Jenna – zupełna no wiej 
uszka  –  była  tylko  ranna  ?  Zmusiłam  się,  by  spojrzeć  na  północną, 
zdradliwą stronę  High Sall. Dostrzegłam przylepione do ściany dwie 
maleńkie  figurki,  nie  większe  od  muchy.  Zadrżałam  i  odrwóciłam 
głowę, przykrywszy twarz dłońmi.  

–  Wszystko  w  porządku,  Lindsay  ?  –  Philippe  przysunął  swoje 

krzesło i troskliwie objął mnie ramionami. Był teraz tak blisko mnie...  

– Tak, już dobrze. Widzisz, na tej górze zginął mój ojciec.  
– O Boże ! Co ja zrobiłem. Zranić cię w ten sposób.  
– Nie, Philippe, nawet lepiej, że przyszłam tu z tobą, całkiem obcą 

osobą, która o niczym nie wie i której nie zależy...  

Philippe  położył  swój  palec  na  mych  ustach  i  nie  pozwolił  mi 

skończyć.  

– Zależy mi, Lindsay, naprawdę mi zależy. Ale niczego nie mogę 

zrozumieć.  Dlaczego Felice namalowała kiedyś  właśnie tę górę  i ten 
piękny dom, nagle zniszczony, i tych dwoje ludzi ? 

–  Nie  mam  pojęcia.  Może  miała  przeczucie,  że  High  Sall 

przyniesie  jej  nieszczęście,  tak  jak  je  zresztą  przyniósł  wielu  innym 
ludziom.  

– A dom ? 
– Dlaczego on cię tak intryguje ? – odpowiedziałam pytaniem.  
– Myśl, że moja matka go znała.  
– Ale czemu uważasz, że jest w nim coś niezwykłego ? 
– Czuję to.  
Skończyliśmy  jeść  i  rzeczywiście,  tak  jak  to  przewidział 

karczmarz,  chmury  zdążyły  się  już  zgromadzić  nad  postrzępionym 
szczytem High Sall. Rozłożyłam mapę i pokazałam Philippe’owi małą 
plamkę na południowym zboczu wzniesienia.  

– Tu musi być jakiś budynek. Jeśli zaraz wyruszymy, powinniśmy 

tam dotrzeć, zanim zacznie padać, a nawet gdyby deszcz nas złapał po 
drodze, zawsze możemy wrócić szosą.  

– Może od razu zrezygnujemy z dalszej wędrówki ? 
– Nie, za daleko zaszliśmy, musimy iść dalej. Ruszyliśmy ścieżką 

prowadzącą wzdłuż doliny.  Philippe wziął  mnie za rękę  –  nie wiem, 
czy podniosło go to na duchu, ale mnie na pewno zrobiło się raźniej. 
Jego  dłoń  była  wąska,  długa,  a  na  najmniejszym  palcu  nosił  cienką, 
złotą obrączkę.  

Po  chwili  doszliśmy  do  wąskiej  dróżki  i  gdy  porównałam  ją  z 

background image

mapą,  okazało  się,  że  prowadzi  prosto  do  budynku,  ku  któremu 
zmierzaliśmy. Szło nam się teraz łatwiej, ścieżka sprawiała wrażenie 
często uczęszczanej.  

Na  dom  natknęliśmy  się  niespodziewanie.  W  żaden  sposób  nie 

przypominał  jednak  budynku,  który  Felice  uwieczniła  na  swym 
obrazie.  Został  zbudowany  z  kamienia  z  Cumberland  i  podczas  gdy 
dolne  pomieszczenie  było  właściwie  zniszczone,  schody  prowadzące 
na piętro zawaliły się zupełnie. Z ilości śmieci domyśliłam się, że dom 
służył turystom i alpinistom jako schronienie i miejsce odpoczynku.  

Philippe oparł się o jakąś wystającą belkę i powiedział: 
– To by było zbyt proste...  
– Tak – odpowiedziałam – zbyt proste.  
Tak  naprawdę  nie  za  bardzo  wierzyłam  w  istnienie  tego  domu  i 

tym  bardziej  dziwiła  mnie  obsesja,  z  jaką  Philippe  pragnął  go 
odnaleźć.  

– To była dopiero pierwsza próba. Czy nadal jest on taki ważny dla 

ciebie ? 

Przytaknął. „‘ 
–  Z  jakiego  innego  powodu  moja  matka  kupiłaby  te  obrazy  ? 

Musiał mieć dla niej jakieś znaczenie.  

– Ludzie kupują obrazy z różnych powodów, lecz głównie dlatego, 

że im się podobają.  

–  To  prawda.  Ale  potem  wieszają  je  na  ścianie  i  z  dumą 

opowiadają przyjaciołom, jaki to świetny interes zrobili albo jakie to 
niezwykłe miejsca przedstawiają ich płótna.  

– Niezwykłe miejsca ? Dlaczego tak myślisz ? 
–  Matka  nie  powiesiła  na  ścianie  żadnego  z  tych  obrazów. 

Trzymała  je  w  ukryciu,  zamknięte  i  dopiero  kiedy  wiedziała,  że 
umiera, poprosiła mnie, abym je odszukał.  

Wtedy dopiero zrozumiałam, jakie znaczenie dla Philippe’a miała 

ostatnia wola matki. Widocznie to miejsce coś dla niego znaczyło. Ale 
jego obsesja w dalszym ciągu była dla mnie bezpodstawna.  

–  Chodźmy  już  –  powiedziałam  i  w  tym  momencie  zaczął  padać 

deszcz.  

Po  chwili  lało  jak  z  cebra,  a  grzmoty,  początkowo  oddalone, 

przeniosły  się  tuż  nad  nasze  głowy.  Błyskawice  rozświetlały  niebo 
przerażającym  blaskiem  i  biedny  Barney  skomląc  kulił  się  w  kącie. 
Przytuliłam  się  do  jego  drżącego  ciała  i  ukryłam  twarz  w  gęstych 

background image

kudłach – nie tylko on się bał. Za to Philippe z uśmiechem powiedział 
do mnie: 

–  Czy  to  nie  wspaniałe,  Lindsay  ?  Podniecające,  nieziemskie.  Ta 

siła żywiołów sprawia, że moje serce zaczyna szybciej bid – Baw się 
dobrze – wymamrotałam.  

Philippe  odwrócił  swą  wilgotną  twarz  w  stronę,  gdzie  skurczona 

kucałam w ciemności.  

– Chyba nie boisz się ? 
–  Oczywiście,  że  się  boję  –  odparłam  wyzywająco.  –  Zawsze 

bałam się burzy.  

W  dwóch  skokach  znalazł  się  przy  mnie,  objął  mnie  ramionami  i 

uniósł, a ja ukryłam swoją twarz na jego piersi.  

–  Kiedy  jestem  przy  tobie  –  powiedział  –  nie  musisz  się  niczego 

bać. Obiecuję.  

Łatwo obiecywać, pomyślałam. Za parę tygodni zacznie się nowy 

semestr  w  szkole  i  już  go  tu  nie  będzie.  Wróci  do  jakiejś  kobiety  – 
żony,  narzeczonej,  przyjaciółki  –  a  ja  zostanę  bijąc  się  z  własnymi 
myślami.  

Philippe uniósł moją twarz i spojrzał mi głęboko w oczy.  
Co  chciał  powiedzieć  ?  W  tym  momencie  oślepiający  błysk 

rozświetlił szarość,  zmieniając twarz Philippe’a w jakąś  przerażającą 
maskę  i  wtedy  on  pochylił  się  i  położył  swoje  usta  na  moich.  Jeden 
pocałunek, to wszystko, ale ja byłam już zgubiona.  

– Burza już przechodzi, idziemy ? – zapytał, gdy już rozluźnił swój 

uścisk.  

Pokiwałam twierdząco głową, ale dla mnie burza się nie skończyła. 

Philippe  Deauville  rozniecił  w  mym  sercu  żywioły,  które  być  może 
nigdy już nie przeminą.  

background image

ROZDZIAŁ IV 

 

Felice nie życzyła sobie specjalnej wystawy jej obrazów w galerii, 

a  przynajmniej  tak  mówiła.  Czekałem  wiec  cierpliwie,  wypatrując 
oznak, które by potwierdzały, że zmieniła swoje zdanie.  

–  Mogłabym  mieć  wystawę,  w  Londynie  albo  Paryżu  – 

powiedziała pewnego dnia.  

– Więc spróbuj.  
– Nie wierzysz mi. Tylko dlatego, że wystawiam w tej starej galerii 

Reedów, myślisz, że nikt więcej nie chce oglądać moich obrazów.  

– A kto chce? 
Zawahała się, a jej oczy zwilgotniały.  
–  Zmieniłaś  się,  Lindsay,  odkąd  ten  okropny  Francuz  się  tu 

pojawił.  

Spojrzałam na nią zdziwiona.  
– Nie wiem, o czym mówisz.  
– On ma na ciebie zły wpływ, wiem to. I jeśli masz jeszcze trochę 

rozsądku, lepiej trzymaj się od niego z daleka.  

Następnego dnia mama skapitulowała.  
– Możesz wystawić moje prace – powiedziała do mnie. – Ale jeżeli 

chcesz, abym była na otwarciu, upewnij się najpierw, że nie natknę się 
w galerii na Jennę.  

Przekazałam  dobrą  nowinę  Rogerowi,  ale  nie  wspomniałam  o 

warunku,  jaki  postawiła  Felice.  Postanowiłam  poczekać  z  tym  na 
odpowiedniejszy moment.  

Następnych kilka dni upłynęło na kampanii reklamowej. Otwarcie 

nowej  wystawy  było  zawsze  dużym  wydarzeniem  w  kalendarzu 
Longmare,  ale  tego  roku  Roger  jakoś  nie  miał  do  tego  serca.  Nie 
uwolnił się jeszcze ze swego przygnębienia i zasugerował mi, żebym 
to ja zajęła się przygotowaniami.  

Rzuciłam się w wir pracy ze zdwojoną energią i tylko Davies mnie 

przyhamowywał.  

– Trochę rozsądku, panno Lindsay. Mamy mnóstwo czasu, nie ma 

sensu  tak  się  przejmować,  jeszcze  nie  było  tak,  żeby  nam  się  nie 
udało.  

Ustaliłam,  że  wystawa  odbędzie  się  w  dwóch  pierwszych 

tygodniach sierpnia. Było to zagranie strategiczne, bo o tej porze roku 

background image

pełno było turystów, a że zwykle właśnie w tym czasie padało, więc 
chcąc nie chcąc musieli spędzać czas w mieście.  

Philippe  co  wieczór  spotykał  się  ze  mną  po  zamknięciu  galerii. 

Pewnego razu zaprosił mnie na kolację do hotelu i gdy szliśmy wolno 
alejką, zaproponował, żeby przenieść wystawę do Paryża.  

–  Moglibyśmy  pogadać  z  odpowiednimi  ludźmi  i  to  załatwić  – 

powiedział.  

Pokręciłam przecząco głową.  
– Jeszcze nie nadszedł odpowiedni moment. Roześmiał się.  
– Czyżbyś się bała spędzić ze mną weekend? 
– Nie wygłupiaj się – odpowiedziałam rozzłoszczona. – Po prostu 

teraz nie mogę, mam dużo obowiązków.  

–  Zbyt  dużo,  Lindsay.  I  zbyt  dużo  z  siebie  dajesz.  Spojrzałam  na 

jezioro, które połyskiwało srebrzyście.  

– Tylko w ten sposób potrafię pracować – odrzekłam.  
– Też kiedyś byłem taki. Dajesz z siebie wszystko i co się dzieje? 

Zmieniają się okoliczności, a wraz z nimi i my.  

– Felice twierdzi, że się zmieniłam – na gorsze. Tb dlatego, że nie 

potrafię  być  taka,  jak  mój  ojciec.  On  był  jak  niewolnik,  gotowy 
spełnić każdy jej kaprys.  

– Nie pozwól, żeby matka tobą zawładnęła. Ona ma bardzo trudną 

osobowość, jest wymagająca i nie do opanowania.  

Philippe  był  pierwszą  osobą,  która  zdała  sobie  z  tego  sprawę. 

Roger nigdy w ten sposób nie mówił o Felice, ale być może tylko ktoś 
z  zewnątrz  mógł  właściwie  ocenić  sytuację.  W  każdym  razie 
poczułam  się  trochę  urażona,  gdyż  i  uważałam,  że  mi  wolno 
krytykować  mamę,  ale  nie  byłam  przygotowana,  aby  robił  to 
ktokolwiek  inny.  Jakby  wyczuwając  moje  niezadowolenie,  Philippe 
zmienił temat.  

– Wynająłem łódź na niedzielę. Może moglibyśmy wybrać się we 

trójkę na drugą stronę jeziora? 

– We trójkę? – zdziwiłam się.  
Jego śmiech zabrzmiał tak głośno, że aż jacyś ludzie odwrócili się 

w naszą stronę.  

– Jestem pewny, że nie chciałabyś zostawić Barneya w I domu. Co 

za pies, bardzo go polubiłem.  

– Och, Barney – odetchnęłam z ulgą.  
 

background image

Myśl o planowanej wycieczce była dla mnie tym, czym dla dziecka 

jest  listek,  muszelka,  jakaś  niewielka  rzecz,  która  sprawia 
przyjemność  i  staje  się  prawdziwym  skarbem.  Myślałam  o  niej  w 
nielicznych  wolnych  chwilach,  jednak  bardziej  zaprzątałam  sobie 
głowę  Rogerem.  Nasza  przyjaźń  stopniowa  słabła.  Zaczął  mnie 
traktować tak, jakbym była po prostu jego pracownicą i chociaż dalej 
radził  się  mnie  w  pewnych  sprawach,  wiele  rzeczy,  które  kiedyś 
zostawiał mnie, załatwiał sam.  

W skrytości ducha myślałam o tym, że jest niezadowolony z mojej 

przyjaźni  z  Philippe’em,  ale  z  drugiej  strony  miałam  wrażenie,  że 
wcale sobie z tego nie zdaje sprawy. Wydawało się, że zupełnie już o 
nim zapomniał.  

Nie  miałam  nikogo,  kto  mógłby  mi  pomóc.  Nie  wiedziałam,  jak 

przebić się przez mur, który Roger ustawił pomiędzy nami i w końcu 
postanowiłam  spróbować  określić  moment,  od  którego  przestał  mi 
ufać.  Jenna,  pomyślałam.  A  jeśli  ona,  to  czemu?  Próbowała  mnie 
skłócić  z  Rogerem,  odkąd  tylko  zaczęłam  pracować  w  galerii,  więc 
dlaczego właśnie teraz miałby jej zacząć słuchać? 

Miałam ogromną ochotę porozmawiać natychmiast z Rogerem, ale 

wyszedł z galerii i tym razem nawet nie powiedział, jak mogłabym się 
z nim w razie potrzeby skontaktować. Czułam się głęboko dotknięta, 
bo byłam pewna, że w tym wszystkim nie ma mojej’ winy, cokolwiek 
Roger by o tym myślał.  

Byłam  w  tym  czasie  bardzo  zapracowana.  Davies  postanowił 

pozmieniać  coś  w  magazynie,  nie  miałam  nic  przeciwko  temu  –  to 
było jego królestwo.  

Zgodziłam  się  z  nim.  Leżało  tam  parę  płócien,  które  określiłam 

jako  „nieudane  zakupy  Rogera”  i  zaproponowałam,  abyśmy  je 
odstawili na jedną stronę i żeby Roger po powrocie zadecydował, co z 
nimi zrobić.  

Nie  sprawiła  nam  problemu  ocena  obrazów  oprawionych,  ale  w 

magazynie przetrzymywane były też zrolowane płótna. Leżały one na 
półkach, a wśród nich odnalazłam również obrazy Johna Rittera, które 
Jenna tak bardzo chciała wystawić.  

– Myślę, że powinniśmy je wystawić – powiedziałam. – Ale co z 

ramami? 

Davies odparł, że gdybym wybrała najlepsze obrazy, on mógłby je 

oprawić. Odłożyłam więc parę rysunków węglem, przedstawiających 

background image

Longdales, które uznałam za bardzo udane.  

– A co pani sądzi o tym? 
Davies trzymał w ręku szkic wykonany ołówkiem i piórkiem, a mi 

zaparło dech.  

– Czy to Rittera? 
Podobieństwo do obrazu Philippe’a, przedstawiającego dom i górę 

było  tak  uderzające,  że  aż  nie  mogłam  w  to  uwierzyć.  Davies 
przyglądał się rysunkowi krytycznie.  

– Za dobry na niego – oznajmił. – Myślę, że to jej dzieło.  
– Ale jak się tu znalazł? – zapytałam. Davies wzruszył ramionami.  
– Pan Reed przeglądał te płótna w niedzielę, poprosił mnie nawet, 

żebym mu pomógł.  

–  Ależ  on  nigdy  nie  ogląda  płócien!  Gdzie  leżą  te,  które  kupił 

ostatnio? 

Davies wskazał parę zwiniętych rolek i powiedział: 
– Pan Reed uważa, że pod warstwą farby mogą być na nich jakieś 

inne obrazy.  

Przyjrzałam  się  im  z  bliska,  ale  raczej  nie  byłabym  skłonna 

potwierdzić teorii Rogera.  

– Powiedział mi, że gdy tylko będzie miał czas, popracuje nad ich 

renowacją.  –  Spojrzał  na  mnie  ciężko.  –  Pan  Reed  wydaje  się  być 
ostatnio  niespokojny.  Czy  ma  jakieś  kłopoty,  panno  Lindsay?  Może 
mogłaby pani z nim pomówić? 

Mogłabym, ale czy powinnam? Stosunki między nami układały się 

przecież ostatnio nie najlepiej.  

– Nie sądzę... – zaczęłam.  
–  On  pani  posłucha.  Nie  chciałbym  rozsiewać  plotek,  ale 

przypadkiem słyszałem raz, jak kłócił się z panną Jenną.  

– O co chodziło tym razem? – zapytałam zrezygnowana.  
– Mówiła o tym, że szkoda byłoby zmarnować jakąś dobrą okazję. 

On był zdenerwowany i kazał jej się zamknąć.  

–  Myślę,  że  w  końcu  sam  odkryje  karty,  jak  będzie  gotowy  – 

powiedziałam obojętnie. Wiedziałam już z doświadczenia, że nie ma 
sensu mieszać się w kłótnie Reedów.  

Podniosłam rysunek i powiedziałam: 
–  Wezmę  go  do  domu  i  zapytam  Felice,  czy  pamięta,  że  go 

narysowała. Ciekawa jestem, dlaczego nie jest podpisany. Czy Roger 
to zauważył? 

background image

–  Tak.  I  gdybym  był  na  pani  miejscu,  poczekałabym  na  jego 

powrót, zanim bym pokazał jej ten obraz.  

Słowa Daviesa zdziwiły mnie i już miałam zamiar wypytywać go o 

ich  znaczenie,  gdy  zadzwonił  telefon.  Po  drugiej  stronie  słuchawki 
odezwała  się  gosposia  Reedów,  która  oznajmiła  mi  podniesionym 
głosem: 

– Panna Jenna miała wypadek, jej wózek się wywrócił! Jest teraz w 

szpitalu  na  badaniach,  a  ja  nie  wiem,  gdzie  mogłabym  znaleźć  pana 
Reeda. Czy mogłaby pani pojechać do szpitala? 

Zaniepokoiła  mnie  ta  wiadomość,  więc  natychmiast  wyjechałam. 

Jenna leżała w małym, dwuosobowym pokoju, drugie łóżko nie było 
jednak zajęte.  

– Kto cię tu przysłał? – zapytała, gdy weszłam.  
–  Panna  Linton.  Nie  wie,  gdzie  może  znaleźć  Rogera,  może  ty 

wiesz? 

Na jej twarzy pojawił się uśmiech.  
–  Ale  numer!  Czyżby  Roger  zapomniał  ci  powiedzieć,  gdzie 

wychodzi? 

Zignorowałam jej szydercze słowa.  
– Co powiedział lekarz? 
– Ględził coś o moich nogach, ale powiedziałam mu, że nie życzę 

sobie więcej operacji.  

– Nie bądź dzieckiem, Jenna. Jak to się stało, że się przewróciłaś? 
– Sięgałam po coś – wyjaśniła posępnie.  
– Pójdę pomówić z lekarzem albo pielęgniarką.  
–  Dobrze,  ale  przyjdź  jeszcze  potem,  Lindsay  –  usłyszałam  i 

wyczułam w jej głosie panikę.  

Doktor,  jakiś  nowy  w  tym  szpitalu,  przedstawił  mi  się  jako 

Mcintyre. Oznajmił, że jego specjalnością są choroby narządów ruchu 
i  że  chciałby  się  zająć  przypadkiem  Jenny,  więc  dobrze  by  było, 
gdyby została parę dni w szpitalu. Potem zapytał mnie, czy jestem jej 
krewną, więc wyjaśniłam mu sytuację, a następnie wróciłam do Jenny.  

– Doktor Mcintyre zaiteresował się twoim przypadkiem. Chce cię 

tu przetrzymać parę dni, chyba nie masz nic przeciwko temu? 

Nie  odpowiedziała.  Zamiast  tego  z  przerażeniem  zauważyłam  łzy 

płynące po jej policzkach.  

– Jen, co się stało?! 
– Nie mogę tu zostać i nie zostanę! Sprowadź Rogera.  

background image

– gdzie on jest? 
–  W  Paryżu.  Proszę,  zawiadom  go,  żeby  przyjechał  Sięgnęła  po 

swoją  torebkę  i  podała  mi  zwiniętą  kartkę  papieru.  Wzięłam  ją  i 
podniosłam  się,  ale  w  tym  samym  momencie  Jenna  kurczowo 
chwyciła  się  mojej  ręki,  jej  palce  oplotły  mnie  tak  mocno,  że  nie 
mogłam się wyrwać.  

– Nie masz pojęcia, jakie to straszne być uwięzioną w tym wózku 

przez cały czas. Wolałabym raczej umrzeć.  

– Jen, nie wolno ci tak mówić. Jesteś młoda i taka piękna...  
–  I  bezradna.  Nieużyteczna  też,  mówiłaś  mi  to  tysiące  razy.  Nikt 

mnie nie rozumie, nawet Roger. Jemu też nie zależy.  

– Ależ to nieprawda, Jen! Rogerowi bardzo na tobie zależy.  
– A tobie? 
Tak  bezpośrednio  postawione  pytanie  zaskoczyło  mnie.  Jeśli 

kiedykolwiek  zastanawiałam  się  nad  moim  stosunkiem  do  Jenny,  od 
razu  pojawiała  się  przeszkoda  –  wypadek.  Przedtem  prawie  jej  nie 
znałam,  a  teraz  było  mi  jej  żal,  to  prawda.  Nigdy  jednak  nie 
próbowałam  wczuć  się  w  jej  położenie,  teraz  uczyniłam  to  po  raz 
pierwszy  i  zdałam  sobie  sprawę,  jak  mało  byłam  wrażliwa  na  jej 
nieszczęście.  Spojrzałam  w  jej  oczy  –  były  wilgotne  i  patrzyły  na 
mnie błagalnie. Musiałam być szczera.  

– Ten wypadek nas dzielił, ale teraz...  
–  Potrzebuję  przyjaciela  –  powiedziała  gwałtownie.  –  Ciebie, 

Lindsay.  Nie  sądzę,  żeby  Felice  kiedykolwiek  mi  wybaczyła,  ale 
wiem, że ty jesteś inna.  

Spojrzałam na nią, leżała oparta o wysoko ułożone poduszki. Nagle 

zapragnęłam  ją  do  siebie  przytulić.  Pochyliłam  się  i  pocałowałam  ją 
szybko.  

– Poproś Rogera, żeby szybko wracał – wyszeptała.  
Zadzwoniłam do Rogera jeszcze tego samego dnia wieczorem.  
– Lindsay, ja nie...  
– Zgadza się. Nie powiedziałeś mi, gdzie będziesz. To Jenna dała 

mi  telefon  do  ciebie.  Miała  mały  wypadek,  wypadła  z  wózka  i  jest 
teraz w szpitalu.  

– O Boże! – wyjęczał. – Czy to coś poważnego? 
– Nie, ale chcę, żebyś przyjechał.  
W słuchawce zapanowała cisza, w końcu ja się odezwałam.  
– Roger? 

background image

–  Słyszę  cię.  Nie  mogę  jutro  wrócić,  spróbuję  złapać  samolot 

pojutrze.  

–  Ale...  –  zaczęłam  i  przerwałam,  bo  odpowiedział  mi  trzask 

odkładanej słuchawki.  

Niczym nie mogłam wytłumaczyć sobie jego zachowania. W ciągu 

trzech lat naszej bliskiej współpracy nigdy się nie zdarzyło, aby mnie 
tak zignorował.  

Moja  frustacja  i  gniew  osiągnęły  swój  szczyt  akurat  w  chwili, 

kiedy  Roger  przyjechał  dwa  dni  później,  tuż  przed  zamknięciem 
galerii.  Ślęczałem  w  biurze  nad  księgami  finansowymi,  więc  nawet 
nie zauważyłam, kiedy stanął w drzwiach.  

– Byłem  w szpitalu.  Jen powiedziała  mi,  że byłaś  dla  niej bardzo 

miła.  Przekonałem  ją,  aby  została  w  szpitalu,  dopóki  lekarz  nie 
skończy wszystkich badań.  

– Świetnie – powiedziałam dziarsko.  
– Jesteś zła.  
– Tak, jestem.  
–  Nie  chciałem  cię  zdenerwować,  miałem  zamiar  wrócić 

następnego dnia. W tej chwili nie mogę o tym mówić.  

Przyjęłam  jego  tłumaczenie  tak  spokojnie,  jak  to  tylko  było 

możliwe.  W  końcu  byłam  tylko  jego  podwładną.  Jenna  nie  raz  mi  o 
tym przypominała.  

„W  porządku  –  pomyślałam  –  może  to  jakieś  sprawy  rodzinne”. 

Przyjęłam bowiem, że taki był powód jego wyjazdu i nie miał on nic 
wspólnego  z  galerią.  Zauważyłam,  że  zaufanie  Rogera  do  mnie  nie 
było już tak bezgranicznie jak kiedyś, odniosłam jednak wrażenie, że i 
jemu  nie  za  bardzo  podoba  się  istniejący  stan.  Nawet  butelka 
wyszukanych  perfum,  którą  mi  ofiarował  po  przyjeździe  wyglądała 
jak  łapówka,  którą  chciał  mnie  powstrzymać  od  komentarzy. 
Przyjęłam  ją  jednak,  zostawiając  Rogera  jego  własnym  sprawom, 
sama zaś z niecierpliwością oczekiwałam na spotkanie z Philippe’em.  

 
W końcu nadeszła ta chwila, kiedy oboje wsiedliśmy na przystani 

w Longmare do wynajętej łodzi. Nazywała się „Wodny duszek” i imię 
to  znakomicie  oddawało  charakter  jej  ruchów,  kiedy  swawolnie 
kołysała się na wodzie, kierowana mistrzowskimi uderzeniami wioseł 
Philippe’a.  

Usiadłam na rufie, jedną ręką obejmując Barneya. Kołysanie łodzi 

background image

i szybko zmieniająca się sceneria wprawiły mnie w radosny i pogodny 
nastrój.  

Philippe  zaczął  wypatrywać  miejsca  na  postój  i  w  końcu  oboje 

dostrzegliśmy  płytką  zatoczkę.  Jej  kamienisty  brzeg  srebrzył  się  w 
słońcu, a woda odbijała zielony gąszcz drzew.  

– Znakomite miejsce – stwierdziłam, gdy Philippe wyciągnął łódź 

na brzeg.  

–  Nie  miałem  pojęcia,  źe  mogą  się  zdarzać  takie  dni  jak  ten  – 

odpowiedział,  taszcząc  ogromny  kosz  z  jedzeniem.  –  Nawet  Francja 
nie może się równać do tego miejsca. Musimy to uczcić.  

Otworzył kosz, wyjął z niego butelkę szampana i napełnił kieliszki 

bursztynowym płynem.  

– Nasze zdrowie, Lindsay.  
– Nasze zdrowie.  
Oparłam  się  o  rozgrzaną  słońcem  skałę  i,  wolno  popijając 

spieniony  szampan,  spróbowałam  spojrzeć  na  jezioro  i  góry  oczyma 
Felice. W jaki sposób udało się jej przenieść tak zwyczajne rzeczy na 
obraz, który chwytał za serce swym nastrojem? 

Philippe, jakby czytając w moich myślach, zapytał: 
– Jak widziałaby tą scenerię twoja matka? – przerwał zamyślony i 

po chwili ciągnął dalej: – Myślę, że ona potrafi wyczuć to, co kryje się 
poza normalnością. Zazdroszczę jej tego.  

Ja  również  jej  zazdrościłam,  ale  nigdy  nie  przyznałabym  się 

głośno.  Opowiedziałam  Philippe’owi  o  rysunku,  który  odkryłam  w 
magazynie. Zgodził się ze mną, że należy pokazać go Felice i jeśli ona 
przyzna, że to jej praca, wystawić w galerii.  

– Czy widok na tym rysunku jest ten sam, co na moim obrazie? 
–  Bardzo  podobny,  ale  jest  między  nimi  jakaś  różnica,  której  nie 

potrafię  uchwycić.  Ciekawa  jestem,  który  z  nich  namalowała 
najpierw.  

– Czy kiedykolwiek znajdziemy ten jej wymarzony dom? – zapytał 

z zadumą.  

– Jeśli to tylko marzenie, czy dalej tak wiele dla ciebie znaczy? 
– lak, po to tu przyjechałem – przysunął się bliżej mnie i delikatnie 

niczym motyl musnął dłonią moje ramię.  

Zadrżałam i odsunęłam się, bo ten gest podziałał na innie bardziej 

niż kiedyś pocałunek.  

–  Zajrzymy  do  twego  kosza  –  zaproponowałam  i  już  po  chwili 

background image

ochoczo zabraliśmy się do jedzenia.  

Gdy  opróżnialiśmy  butelkę  z  szampanem,  zaproponowałam, 

abyśmy podpłynęli do prywatnej posiadłości naszych znajomych, ale 
Philippe’owi nie spodobał się ten pomysł.  

–  Oni  mają  dużą  kolekcję  obrazów  Felice  –  próbowałam  go 

przekonać.  

Roześmiał się.  
– Marchewka dla konia? 
–  Niezupełnie.  Dom  Outhwaitów  leży  naprzeciwko  domu,  który 

niegdyś  należał  do  rodziny  mojego  ojca.  Został  sprzedany,  kiedy 
umarła  babcia.  Outhwaitowie  bardzo  lubią  Felice  i  poczuliby  się 
dotknięci, gdybym im nie dała zaproszenia na wystawę.  

W  pół  godziny  później  Philippe  przycumował  łódź  do  przystani 

Outhwaitów  i  oboje  wyskoczyliśmy  na  brzeg.  Gospodarzy 
dostrzegłam  w  ogrodzie.  Pracowali  w  nim  zawsze,  niezależnie  od 
pogody,  i  dzięki  temu  był  on  najpiękniejszy  w  okolicy,  a  bliskość 
jeziora  i  cudowny  krajobraz  dokoła  jeszcze  bardziej  dodawały  mu 
uroku.  Peggy  wybiegła  nam  na  spotkanie,  za  nią,  wolniejszym 
krokiem,  podążał  Dick.  Oboje  wyglądali  podobnie:  szczupli,  o  cerze 
jak lśniący kasztan i błyszczących, niebieskich oczach.  

Peggy wzięła mnie w ramiona.  
– Jak cudownie cię widzieć, kochanie. Właśnie mówiłam Dickowi, 

że nie widzieliśmy was od wieków.  

Przedstawiłam  im  Philippe’a.  Peggy  spojrzała  na  niego  uważnie  i 

zapytała: 

– Czy myśmy się już kiedyś nie spotkali? 
– Nie sądzę – odpowiedział, wyciągając rękę na powitanie.  
– Dziwne, myślałam... Och dobrze, zawsze się mylę, prawda Dick? 
– Niestety prawda – potrząsnął moją dłonią, a ja pocałowałam go w 

policzek.  

– Chodźcie proszę, napijemy się herbaty.  
Peggy  poprowadziła  nas  stromą  ścieżką  w  kierunku  domu. 

Przeszliśmy  obok  ogródka  alpejskiego,  potem  minęliśmy  mały 
trawnik,  którego  granice  wyznaczał  żywopłot  z  dzikich  róż.  Dom 
położony był na niewielkim wzniesieniu, był długi i cały zatopiony w 
listowiu otaczających go drzew.  

Przez  taras  weszliśmy  do  salonu,  którego  wysokie  okna  były 

otwarte na oścież, co stwarzało wrażenie, że jest on integralną częścią 

background image

ogrodu.  

–  Jak  tam  Felice?  –  zapytała  Peggy,  gdy  przeszłam  za  nią  do 

kuchni.  

–  Jest  teraz  bardzo  zajęta.  W  sierpniu  odbędzie  się  jej  wernisaż, 

chciałam was przy okazji zaprosić.  

– Z przyjemnością przyjdziemy – odpowiedziała układając ciastka 

na talerzu.  

– Nowy chłopak? – dodała z figlarnym uśmiechem.  
–  Daj  spokój,  Peggy.  Tb  nie  mój  chłopak  –  przerwałam.  –  Jest 

wielbicielem malarstwa Felice.  

– On mi kogoś przypomina...  
– Pewnie jakiegoś aktora. Pokręciła przecząco głową.  
– Za mało was widujemy, ciebie i Felice.  
– Wiem, ale jestem bardzo zajęta w galerii, a i Felice dużo pracuje. 

Ciągle tęskni za moim ojcem.  

Peggy westchnęła i zaczęła parzyć herbatę, a ja zaniosłam tacę do 

salonu.  Podałam  wszystkim  filiżanki  i  poczęstowałam  ciastem. 
Przypomniało mi to dawne dobre czasy, kiedy we troje – ja, Felice i 
Con  –  spędzaliśmy  cudowne  wieczory  u  Peggy  i  Dicka,  śpiewając 
zwariowane piosenki lub grając w karty.  

Peggy zawsze interesowała się ludźmi i Felice uważała, że układa 

ich  w  szufladkach,  na  których  przykleja  odpowiednie  etykietki, 
zgodnie  z  charakterem  czy  zawodem:  Felice  –  artystka,  Lindsay  – 
prowadzi galerię; ciekawa byłam, jak zakwalifikuje Philippe’a.  

– Jest pan na wakacjach? – zapytała.  
– Tak, na bardzo długich wakacjach. Jestem nauczycielem.  
– Ach tak. A czego pan uczy? 
– Francuskiego i historii.  
– A to zbieg okoliczności, prawda Dick?! Mój mąż napisał książkę 

o  historii  Lakeland  i  małe  opracowanie  na  temat  architektury 
niektórych starych domów; Felice zrobiła do niego ilustracje.  

– Rzeczywiście, zupełnie o tym zapomniałam – uśmiechnęłam się 

do Philippe’a. – Te książki są nawet w księgarni koło galerii.  

Philippe’owi  rozbłysły  oczy  i  podniósł  się  gwałtownie  z  fotela. 

Wyglądał tak, jakby natrafił na ślad prowadzący do ukrytego skarbu i 
miał zamiar szukać go do skutku.  

–  Trzymamy  książki  w  jadalni,  to  jedyny  pokój,  którego  okna 

wychodzą na północną stronę – powiedziała Peggy.  

background image

Poprowadziła  nas  przez  hall  i  otworzyła  drzwi  do  pokoje.  Jego 

dwie ściany ozdobione były obrazami Felice. Philippe podchodził do 
każdego z nich po kolei i uważnie się przyglądał. Domyśliłam się, że 
pragnie  doszukać  się  w  nich  potwierdzenia,  że  dom,  który  Felice 
namalowała  na  jego  obrazie,  nie  był  tylko  wytworem  jej’  fantazji. 
Tylko  jedno  z  rozwieszonych  płócien  przypominało  tamten  widok  i 
znowu  dostrzegłam  tę  dziwną  różnicę  czasu,  która  dzieliła  dwa 
obrazy. Philippe odwrócił się gwałtownie do Dicka.  

– A czy wspomniał pan w swojej książce również o tym domku? – 

zapytał wskazując na obraz, któremu właśnie się przyglądałam.  

Dick spojrzał na płótno i zauważyłam w jego oczach zaskoczenie. 

Peggy zrobiła krok w stronę męża, odpowiedziała „nie” i spojrzała na 
niego ostrzegawczo.  

–  Czy  ten  dom  rzeczywiście  istnieje?  –  zapytał  Philippe.  Peggy 

roześmiała się.  

–  Poznał  pan  Felice,  prawda?  Kto  wie,  co  dla  niej  istnieje 

naprawdę – powiedziała.  

Wzięła Philippe’a pod rękę i podprowadziła do innego obrazu. Był 

to  pełen  ekspresji  pejzaż  przedstawiający  jezioro  odbijające  błękitne 
niebo  i  kępę  iglastych  drzew,  w  tle  zaś  zarysowane  były  wysokie 
szczyty gór.  

– Ten jest moim ulubionym obrazem – stwierdziła.  

background image

ROZDZIAŁ V 

 

– Myślę, że twoi przyjaciele znają ten dom – powiedział Philippe, 

kiedy przyszedł do galerii następnego dnia,  aby kupić książkę Dicka 
Outhwaita w księgarni obok.  

Całkowicie  się  z  nim  zgadzałam,  ale  uważałam,  że  głośne 

przyznanie mu racji nic by nie dało.  

– Może twoja matka kupiła te obrazy po prostu dlatego, że się jej 

podobały  i  wcale  nie  mają  one  żadnego  ukrytego  znaczenia?  – 
zasugerowałam.  

Pokręcił przecząco głową.  
– Matka nikomu ich nie pokazywała, nawet  mnie.  Przykro  mi, że 

cały  czas  tak  cię  tym  zanudzam,  Lindsay.  Może  byśmy  weszli  na 
drinka? 

Spojrzałam na zegarek.  
– Dzięki, ale nie mogę. Obiecałam zanieść coś Jennie do szpitala.  
– Może pójdę z tobą? Poczekam na zewnątrz.  
–  Nie  musisz.  Jenna  będzie  zachwycona,  gdy  cię  zobaczy.  Już 

dawno miała nadzieję, że wpadniesz do galerii, gdy ona tam będzie.  

Philippe uśmiechnął się.  
– Zaniosę jej jakieś kwiaty.  
Kupił  ogromny  bukiet  róż,  goździków  i  niebieskich  ostróżek,  po 

czym  samochodem  pojechaliśmy  do  szpitala.  Jak  zwykle  były 
problemy  z  zaparkowaniem,  więc  Philippe  zaproponował,  żebym 
wysiadła  i  poszła  do  Jen  pierwsza,  a  on  miał  dołączyć  do  nas,  gdy 
tylko uda mu się znaleźć miejsce, aby zostawić samochód.  

Przed pokojem Jenny natknęłam się na Johna Rittera. Zatrzymał się 

i chwycił mnie za rękę.  

–  Chcę  z  tobą  porozmawiać  –  powiedział  z  zaczepką  w  głosie  i 

nachmurzoną miną. Jego wąskie usta ginęły w gąszczu brody.  

– Nie tutaj. Miło mi będzie porozmawiać z panem w galerii.  
– Nie będzie ci tak miło, jak usłyszysz, co mam do powiedzenia.  
– O tym już ja zdecyduję – oswobodziłam swoje ramię i minąwszy 

go weszłam do pokoju.  

Jenna  siedziała  na  krześle  przy  oknie.  Słońce  rzucało  promień 

światła  na jej włosy,  a cała postać  sprawiała eteryczne i nieziemskie 
wrażenie.  

background image

– Co robił tutaj Ritter? – zapytałam.  
– Dlaczego nie miałby mnie odwiedzić? Jest moim przyjacielem.  
– Roger go nie aprobuje i też był zły na ciebie, kiedy przyjęłaś bez 

pytania jego obrazy.  

–  Ale  nie  ma  nic  przeciwko  temu.  Zresztą,  kim  jest  Roger,  aby 

rościć sobie prawo do osądzania Rittera? 

–  O  jejku,  Jen  –  wyjąkałam.  –  Wiesz  chyba,  jakiego  pokroju 

człowiekiem jest Ritter.  

–  Jeśli  wiem,  to  co?  –  odpowiedziała  wyzywająco.  Postawiłam 

koszyk na stoliku obok okna.  

– Prosiłaś o te rzeczy. Jenna uśmiechnęła się.  
– Dziękuję, Lindsay.  
– Jakie są ostatnie wyniki badań? 
–  Świetne  –  oczy  jej  rozbłysły.  –  Doktor  mówi,  że  będę  mogła 

wrócić do domu na tydzień lub dwa.  

– A ja myślałam... Przerwała mi: 
– Zgodziłam się na wyjazd do kliniki na Węgrzech.  
– To wspaniale, bardzo się cieszę.  
–  Naprawdę,  Lindsay?  –  kąciki  jej  ust  opadły  niebezpiecznie  na 

dół.  

–  Hej,  Jen.  Głowa  do  góry.  Jesteś  przecież  dzielną  dziewczyną, 

inaczej Con nie zabierałby cię na wspinaczki.  

Jen przetarła oczy.  
– On dużo o mnie myślał.  
– Jestem tego pewna, lubił śmiałe dzieciaki.  
– Czy ciebie też zabierał w góry? – spytała.  
–  Czasami  –  nigdy  nikomu  nie  przyznałam  się  do  mojego  lęku 

wysokości, nawet ojcu.  

Rozległo się lekkie pukanie do drzwi i Philippe wsadził głowę do 

pokoju.  

– Mogę wejść? 
Oczy Jenny rozbłysły, a na policzkach pojawił się lekki rumieniec, 

bardzo jej było z tym do twarzy.  

Philippe wszedł do środka i położył kwiaty na jej kolanach.  
– Jak to miło z pana strony – rzuciła mi spłoszone spojrzenie. – Nie 

powiedziałaś, że się znacie.  

Philippe uśmiechnął się.  
– Ale my się także znamy.  

background image

– Nie wiem, jak pan się nazywa.  
– Philippe Deauville.  
–  Philippe  Deauville  –  powtórzyła.  –  Przychodziło  mi  na  myśl 

wiele  imion,  ale  nie  Philippe  –  oczy  jej  zaszły  mgłą.  –  Jesteś  zła, 
Lindsay. Myślę, że chciałaś go zatrzymać tylko dla siebie.  

–  Hej,  proszę  poczekać!  –  Philippe  usiadł  na  łóżku.  – 

Przedstawiłem się matce Lindsay, interesuje mnie jej twórczość.  

– Och, Felice – powiedziała. – Zawsze ta Felice. Con mówił o niej 

bez  przerwy  w  czasie  naszej  ostatnie  wspinaczki.  Felice,  Felice... 
Wściekłam się i... – przerwała.  

Po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że pomiędzy tą dziewczyną a 

moim  ojcem  mogło  coś  być.  Czyżby  Con  próbował  Jennie  coś 
powiedzieć?  Ostrzec  siedemnastoletnią  pannę,  że  Felice  jest  jego 
całym życiem? 

– Felice jest wielką artystką, podziwiam jej prace.  
–  I  nie  ulega  wątpliwości,  że  ją  też.  Każdy  uważa,  że  Felice  jest 

wspaniała, ale ja wiem o wielu rzeczach.  

– Jeszcze jedno twoje kłamstwo, Jenna. Ostrzegam cię, że nie chcę 

słyszeć słowa przeciwko mojej matce, rozumiesz? 

Spojrzeliśmy  sobie  z  Philippe’em  w  oczy.  Na  jego  badawczo 

uniesione  brwi  odpowiedziałam  kręcąc  przecząco  głową.  Nie 
zdawałam sobie sprawy, jak bardzo Jenna nienawidzi mamy.  

– Czy Roger wie, że wracasz jutro do domu? Przytaknęła.  
–  Wie,  ale  przyśle  po  mnie  Lintona  –  spojrzała  na  Philippe’a  i 

zrobiła  naburmuszoną  minę.  –  Roger  ma  już  dość  swojej  małej 
siostrzyczki. Stanęłam na drodze jego małżeńskich planów – prawda, 
Lindsay? 

– Na miłość boską, Jenna. Wiesz, że to nieprawda.  
–  To  ty  tak  twierdzisz  –  odparowała.  –  Uważasz,  że  Roger  jest 

nieomylny.  

–  Może  mógłbym  się  na  coś  przydać?  –  wtrącił  Philippe.  –  Czy 

pozwoliłabyś, żebym to ja odwiózł cię do domu? 

Jego  trochę  zbyt  sztuczne  słowa  zabrzmiały  fałszywie,  ale  Jenna 

tego nie wyczuła.  

– Mógłbyś? Rzeczywiście byś mógł? Byłoby naprawdę wspaniale.  
Zaczęli  ustalać  czas  i  szczegóły,  a  ja  słuchałam  ich  z  rosnącym 

zniecierpliwieniem,  żałując,  że  przykładam  taką  wagę  do  moich 
spotkań  z  Philippe’em.  Zaczęłam  podejrzewać,  że  jego 

background image

zainteresowanie  moją  osobą  spowodowane  było  tylko  tym,  że 
podziwiał  prace  Felice.  Potrzebował  mojej  pomocy  do  ustalania 
miejsc  przedstawionych  na  jej  obrazach.  Podniosłam  się  i 
powiedziałam: 

– Muszę już iść.  
Philippe również się poderwał – Czy nie mógłbyś zostać, Philippe? 

– Oczy Jenny patrzyły na niego błagalnie.  

–  Oczywiście,  zostań  –  powiedziałam  zimno.  –  Mogę  wrócić  na 

piechotę.  

–  Nie  mów  głupstw,  Lindsay  –  odpowiedział  ostro.  –  Do  jutra, 

Jenna! 

Przez  całą  drogę  powrotną  nie  odezwaliśmy  się  do  siebie  ani 

słowem, dopiero przed wejściem do galerii Philippe przemówił.  

– Czy zjesz ze mną kolację dziś wieczorem? 
– Dziękuję za zaproszenie, ale nie mogę – odrzekłam bez żadnych 

dalszych wyjaśnień.  

Kiedy  wróciłam  do  domu,  zastałam  matkę  stojącą  na  środku 

pracowni. Była smutna i przygnębiona.  

– Co się stało, Felice? Spojrzała na mnie.  
–  Chciałabym,  aby  ten  Francuz  nigdy  się  tu  nie  zjawił.  Nie 

powinno się ruszać przeszłości, należy pozwolić, aby zakrył ją czas.  

–  O  czym  ty  mówisz?  –  zapytałam  zirytowana.  –  Philippe  ma 

prawo  próbować  odszukać  dom,  który  według  niego  ma  związek  z 
jego  matką.  Myślę,  że  zarówno  ty,  jak  i  Outhwaitowie  wiecie,  gdzie 
on się znajduje. Jest nawiedzany przez duchy, czy co? 

–  Nawiedzany?  –  zaczęła.  –  Po  prostu  nie  ma  takiego  domu. 

Zawsze  wiedziałam,  kiedy  moja  matka  kłamie.  Odwracała  wtedy 
głowę w bok i składała razem ręce.  

– Więc dlaczego tak cię prześladuje? 
–  Prześladuje  mnie!?  –  wykrzyknęła.  –  Nie  mnie,  może  innych. 

Tak,  innych.  Oznacza  dla  nich  koniec  epoki,  której  nie  chcieliby 
zakończyć.  

–  A  więc  jednak  ten  dom  rzeczywiście  istnieje!  A  kto  to  są  ci 

„oni”? 

– Ludzie. Ludzie, których zapomniałam.  
–  Nie  wierzę  ci.  Robisz  tajemnicę  z  całkiem  zwyczajnej  rzeczy  i 

zwodzisz Philippe’a. Mam już serdecznie dosyć tej historii.  

– To dobrze, więc zapomnij o niej.  

background image

Zdawało  mi  się,  że  mama  uwalnia  się  powoli  z  przygnębienia, 

przeobrażając się podobnie jak gąsienica, która zmienia się w motyla. 
Jej  policzki  nabrały  koloru,  z  twarzy  zniknął  wyraz  napięcia, 
wyprostowała się i jakby z powrotem napełniła energią.  

– Pośpiesz się, Lindsay, mamy przecież iść na kolację do Dory, a 

już jesteśmy spóźnione.  

Moje  zniechęcenie  też  zaczęło  się  ulatniać.  Cieszyło  mnie 

zaproszenie  Dory,  była  bowiem  znakomitą  kucharką  i  zwykły 
proszony  obiad  przeistaczał  się  u  niej  w  prawdziwe  przyjęcie. 
Postanowiłam  przestać  myśleć  o  wszystkich  błahych  problemach  i 
dobrze się u Dory zabawić.  

Rzeczywiście udało mi się to, bo do czasu, gdy siedziałyśmy przy 

kawie  i  likierze,  moich  myśli  nie  zaprzątało  już  nic  prócz  dobrego 
jedzenia. Za to Dora, która nie miała zbyt mocnej głowy, a była już po 
dwóch kieliszkach wina, nagle stała się sentymentalna.  

–  Ten  chłopak,  Philippe,  kogoś  mi  przypomina.  Nie  mogę  sobie 

tylko przypomnieć kogo, ale cały czas mi to chodzi po głowie.  

–  Nie  bądź  śmieszna,  Dora  –  powiedziała  Felice.  Dora  pokręciła 

głową.  

–  Sprawia  to  ten  jego  zwyczaj  rozszerzania  oczu.  Ktoś,  kogo 

kiedyś  znałyśmy,  też  miał  taki  nawyk.  Felice,  spróbuj  sobie 
przypomnieć! 

– Outhwaitom on też kogoś przypomina – wtrąciłam.  
Felice  określiła  całą  sprawę  mianem  bredni,  ale  zarówno  ja,  jak  i 

Dora  byłyśmy  co  do  tego  przekonane.  Wiedziałam,  że  kiedy  jakaś 
myśl zagnieździ się w głowie Dory, ona nieprędko o tym zapomni. A i 
ja,  trochę  oszołomiona  winem,  nabrałam  przekonania,  że  stoję  nad 
krawędzią przepaści i gdybym w nią wpadła, zmieniłoby to całe moje 
życie.  

 
–  Nie  spocznę,  dopóki  nie  przypomnę  sobie,  kogo  on  mi 

przypomina – powiedziała Dora.  

Felice była zła, jej oczy zabłysły, a dłonie zacisnęły się w pięści.  
– Nie chcę już słyszeć ani słowa więcej na temat tego Francuza.  
– PółFrancuza, Felice. Jego matka była Angielką – powiedziałam, 

a Dora dodała: 

– Lubię go, ma świetne maniery. Zaprosił mnie na herbatę.  
–  Nic  mi  o  tym  nie  mówiłaś  –  powiedziała  Felice.  Chyba  ją  to 

background image

uraziło, gdyż była przyzwyczajona, że u podstaw ich przyjaźni leżały 
szczerość i otwartość.  

– Nie chciałaś o tym wiedzieć. Nie widzę zresztą w tym nic złego, 

że  pragnie  poznać  przeszłość  swojej  matki.  Obiecałam  mu  pomóc  – 
dodała wyzywająco.  

Felice spojrzała na nią wymownie.  
– Jak? 
Dora uśmiechnęła się.  
–  Wymyślę  jakiś  sposób.  Ciężko  jest  przecież  żyć,  nie  wiedząc, 

kim są rodzice matki albo nie znając historii rodziny – przerwała, by 
zobaczyć, jaki efekt wywarły na nas jej słowa.  

– Śledzę przeszłość swojej rodziny – kontynuowała – i nie mam z 

tym  większych  problemów,  bo  Crumbowie  rodzili  się  i  umierali  tu 
przez ostatnie trzysta lat. A jak to jest z Flyte’ami? – spytała i twardo 
spojrzała na Felice.  

Rodzina Flyte’ow była czułym punktem mojej matki. Matka Felice 

zmarła,  a  ojciec  ożenił  się  po  raz  drugi  z  jakąś  „kokotą”  –  jak  to 
określała – którą poderwał w barze.  

Podniosłam się.  
– Czas do łóżka, muszę jutro wcześnie wstać.  
– Za dużo pracujesz. Ten Roger Reed nie ma dla ciebie litości.  
–  To  nieprawda,  Doro.  Roger  jest  bardzo  troskliwy  i  tworzymy 

dobrany zespół.  

Następnego  dnia,  gdy  przyszłam  do  galerii,  Roger  już  tam  był. 

Siedział  przy  biurku  zajęty  przeglądaniem  korespondencji.  Wyglądał 
na bardzo zmęczonego.  

– Źle wyglądasz – stwierdziłam i usiadłam naprzeciwko niego.  
–  Czy  to  ty  wpadłaś  na  ten  idiotyczny  pomysł,  aby  Deauville 

odwiózł Jen ze szpitala do domu? Wiesz jaka ona jest wpływowa, ani 
się  obejrzy,  a  zacznie  jej  się  wydawać,  że  jest  w  nim  głęboko 
zakochana.  

–  Przynajmniej  odwróciłoby  to  jej  uwagę  od  tego  okropnego 

Rittera.  

– Rittera?! Co?! Przecież jej zabroniłem...  
– Roger, ona jest uparta, będzie ci się sprzeciwiać tylko dlatego, że 

taką ma zasadę.  

– Czy rozmawiałaś z nim? Przytaknęłam.  
–  Był  bardzo  agresywny.  Powiedziałam,  że  jeśli  ma  mi  coś  do 

background image

powiedzenia, niech przyjdzie tutaj.  

– Czy jego obrazy są wciąż w galerii? 
– Tak. Jest trochę rysunków, myślałam ...  
– Nie i jeszcze raz nie! – Roger uderzył pięścią w stół. – Gdyby tu 

przyszedł podczas mojej nieobecności, każ mu je zabrać z powrotem. 
A jak będziesz z nim rozmawiać, niech Davies siedzi też w biurze, nie 
ufam temu Ritterowi.  

– Stanie się przez to naszym wrogiem – powiedziałam cicho.  
–  Już  nim  jest  –  Roger  przesunął  korespondencję  w  moim 

kierunku. – Dostaliśmy list z galerii Wildera, chcą przenieść do siebie 
obrazy Felice po skończeniu wernisażu. Powinno ją to ucieszyć.  

Zaczęliśmy  rozmawiać  o  szczegółach  wystawy.  Miała  się  zacząć 

dopiero za tydzień, ale w prasie ukazały się już pochlebne artykuły na 
jej temat Jeszcze raz przeglądnęliśmy listę zaproszonych gości, byli na 
niej  wszyscy  wielbiciele  z  lokalnego  fanklubu,  którzy  prace  Felice 
otaczali czymś w rodzaju kultu.  

Roger  uspokoił  się,  gdy  sprawdził,  że  wszystko  jest  dopięte  na 

ostatni  guzik  i  już  mieliśmy  wychodzić  na  obiad,  kiedy  zadzwoniła 
Jenna.  Słyszałam  w  jej  głosie  radosne  podniecenie,  gdy  mówiła,  że 
Philippe  odwiózł  ją  do  domu  i  nie  musimy  się  o  nią  martwić. 
Powiedziała  też,  że  Philippe  obiecał  zostać  u  niej  dopóty,  dopóki 
Roger nie wróci do domu.  

Poczułam  zazdrość  i  zaniepokoiłam  się,  bo  Jenna  mogła 

wykorzystać to spotkanie dla jakiejś intrygi. Czy Philippe uwierzyłby 
jej? Dlaczego nie? 

–  Chciałbym  porozmawiać  z  Felice  –  powiedział  Roger  w  czasie 

obiadu.  

– Dobrze, jedź więc ze mną do domu.  
–  Nie,  przełóżmy  to  na  jutro.  Lepiej  zrobię,  jeśli  teraz  pojadę  i 

przypilnuję mojej siostry. Nie wolno jej zbyt ufać.  

Gdy  wróciłam  do  domu,  Dora  czekała  na  mnie  przy  swoich 

drzwiach. Kiwnęła ręką, zaparkowałam więc samochód i weszłam za 
nią do środka.  

–  Philippe  był  u  mnie  na  herbacie  –  powiedziała  –  i  pokazał  mi 

swoje  obrazy.  Cały  czas  myślałam  i  w  końcu  coś  sobie 
przypomniałam.  Wkrótce  po  ślubie  Felice  i  Con  strasznie  się 
pokłócili.  Naprawdą  trudno  było  ich  nie  usłyszeć  –  przyznała 
szczerze.  –  Po  tej  kłótni  Felice  wyniosła  się  z  domu,  nie  było  jej 

background image

tydzień,  a  kiedy  wróciła,  pokazała  mi  obraz.  Był  na  nim  dom, 
identyczny  jak  ten,  który  jest  namalowany  na  obrazach  Philippe’a. 
Spytałam, co to za miejsce, ale ona tylko się roześmiała i powiedziała, 
że  to  tajemnica.  Podejrzewałam,  że  nie  chciała,  aby  Con  dowiedział 
się, gdzie była.  

– Więc ten dom naprawdę istnieje – zamyśliłam się.  
–  Felice  złapała  autobus  –  ciągnęła  Dora.  –  Wiem,  bo  mój  Bert 

rozmawiał z nią na przystanku. Powiedziała mu, że jedzie odwiedzić 
przyjaciół.  To  był  autobus  do  Grasmere  –  dodała  triumfalnie.  –  Czy 
uważasz, że powinnam o tym powiedzieć Philippe’owi? 

– Oczywiście. Znajdziesz go u Reedów.  
– A co on tam robi? 
– Dotrzymuje Jennie towarzystwa.  
Dora spojrzała na mnie dziwnie i powiedziała: 
– Mam nadzieję, że wiesz, co robisz.  

background image

ROZDZIAŁ VI 

 

Ritter  pojawił  się  w  galerii  akurat  w  tym  czasie,  kiedy  Roger 

załatwiał  w  mieście  swoje  sprawy.  Kiedy  Davies  go  zaanonsował, 
wpadłam nagle w panikę.  

– Dobrze, powiedz mu, żeby wszedł, ale przyjdź też do biura. To 

prośba Rogera – dodałam.  

– Gdzie jest Reed? – zapytał Ritter wchodząc do środka.  
– Jest zajęty.  
–  Powinien  tu  być,  a  nie  zostawiać  całą  brudną  robotę  swojej 

pannie przytakiwalskiej.  

Poczułam, że się czerwienię.  
– Czy nie byłoby lepiej, gdyby wziął pan po prostu swoje obrazy, 

tak jak o to prosił pan Reed w swoim liście? 

– To by ci odpowiadało, co? – usiadł ciężko na krześle. Twarz mu 

nabiegła  krwią  i  nawet  poprzez  szerokość  biurka  czułam  zapach 
whisky z jego ust.  

–  Panie  Ritter  –  powiedziałam  wolno  i  wyraźnie  –  pana  rysunki 

zostały  tu  przyniesione  bez  zgody  i  wiedzy  pana  Reeda.  Nie  ma  on 
obowiązku wystawiać ich i w związku z tym, proszę je stąd zabrać.  

–  Więc  jednak  Jenna  miała  rację,  że  nie  powinien  liczyć  na  ten 

układ.  

Patrzył  na  mnie  zaczerwienionymi  oczyma,  zezując  lekko,  tak 

jakby miał problemy za skoncentrowaniem swego wzroku na mnie.  

– Powiedziała mi, że najpierw będę musiał cię trochę urobić.  
– Staje się pan nieprzyjemny – powiedziałam, a Davies przysunął 

się  do  mego  krzesła.  Byłam  mu  wdzięczna  za  jego  siłę  i  spokój,  za 
jego całkowitą lojalność.  

Ritter spojrzał na niego.  
–  Moje  obrazy  są  tak  samo  dobre,  jak  obrazy  Flyte  –  powiedział 

zjadliwie. – Każdy mi to mówi.  

–  Więc  nie  będzie  miał  pan  problemów  z  umieszczeniem  ich  w 

innym miejscu.  

Pochylił  się  do  przodu,  oparł  łokcie  na  biurku  i  ukrył  twarz  w 

swoich  dłoniach.  Jego  zachowanie  zaczynało  mnie  niepokoić, 
pragnęłam,  aby  Roger  już  wrócił.  Podniosłam  słuchawkę  telefonu  i 
zamówiłam  kawę  w  pobliskim  barze.  Ritter  obserwował  mnie  zza 

background image

rozpostartych palców. Kiedy przyniesiono kawę, jego ręce wróciły do 
normalnej pozycji i nasypał sobie cukru do filiżanki.  

– Nie mogę stąd zabrać swoich obrazów, to niemożliwe.  
–  Jego  głos  był  teraz  niebezpiecznie  spokojny.  –  Myślałem,  że 

Jenna  to  wyjaśniła.  Ona  wie,  że  muszę  tu  pozostać,  dopóki...  – 
przerwał, by napić się kawy.  

– To nie jest możliwe – wtrąciłam. – Potrzebujemy więcej miejsca.  
– Aby powiesić obrazy pani Flyte, przypuszczam – zadrwił. – Nie 

mam zamiaru zabierać ich stąd, dopóki Jenna czy Roger nie powiedzą 
mi  tego  osobiście.  I  na  pewno  nie  podporządkuję  się  twoim 
instrukcjom.  

Wstał przytrzymując się biurka.  
–  Do  zobaczenia,  panno  Mocna  –  dodał  i  chwiejnym  krokiem 

ruszył do wyjścia.  

Davies otworzył mu drzwi i wyprowadził na zewnątrz.  
Byłam  zła  i  czułam  się  upokorzona.  Ciekawe,  czy  to  Jenna 

zachęciła  go,  aby  pokazał  mi,  gdzie  jest  moje  miejsce,  czy  miał  też 
może inny powód, aby nie zabrać tych obrazów.  

Davies wrócił do biura i powiedział: 
– Proszę się nie przejmować jego chamstwem, panno Lindsay. Czy 

panna Jenna zaznaczyła w księgach, ile obrazów zostało u nas? 

– Mam nadzieję – powiedziałam przerzucając kartotekę.  
– Kiedy to było? 
Davies chwilę pomyślał.  
–  To  było  wtedy,  kiedy  pani  i  pan  Reed  byliście  na  aukcji  w 

Londynie.  Próbowałem  nic  dopuścić  do  tego,  aby  je  przyjęła. 
Powiedziała  mi,  żebym  pilnował  swojego  nosa  i  zanieśli  je  do 
magazynu, gdzie spędzili trochę czasu.  

– Ale do książki ich nie wpisała.  
–  Tak  też  myślałem.  Kiedy  wyszli,  poszedłem  do  magazynu  i 

przeliczyłem  je.  Jestem  pewien,  że  było  ich  dziesięć.  Zapisałem  to 
nawet  w  swoim  kalendarzyku  –  pokazał  mi  notatkę.  –  Miałem 
przeczucie, że on może próbować nas potem naciągnąć.  

Davies  nalał  wody  do  elektrycznego  czajnika,  a  kiedy  się 

zagotowała, zaparzył herbatę.  

–  Nie  podoba  mi  się  to  –  stwierdziłam,  wolno  popijając  gorący 

napój.  

–  Mnie  również.  Ale  to  pan  Reed  powinien  wszystko  wyjaśnić. 

background image

Proszę  się  nie  martwić,  panno  Lindsay,  to  nie  jest  przecież  pani 
problem.  

Nie  byłam  tego  zbyt  pewna,  ale  Davies  naprawdę  potrafił  mnie 

uspokoić. Dzięki temu, że podszedł do całej sprawy z takim spokojem, 
ja  również  nabrałam  przekonania,  że  nie  jest  tak  źle,  jak  na  to 
wyglądało.  

Czekałam cały dzień na powrót Rogera, ale ponieważ nie pojawił 

się, w desperacji wykręciłam w końcu jego domowy numer telefonu. 
Odebrała Jenna.  

–  Ach,  to  ty.  Rogera  nie  ma  w  domu,  powinnaś  go  jednak  lepiej 

pilnować.  Ty  chyba  śpisz,  panno  Mocna  –  roześmiała  się  i  odłożyła 
słuchawkę.  

„Cholerni  Reedeowie”  –  pomyślałam  i  zaczęłam  się  zbierać  do 

wyjścia.  Zamknęliśmy  z  Daviesem  galerię  i  wyszliśmy  jak  zwykle 
razem. Tego wieczoru Philippe nie czekał na mnie.  

Zaglądnął za to do galerii następnego dnia kolo południa.  
– Co się stało, Lindsay? 
Dopiero  jego  pytanie  uzmysłowiło  mi,  że  mój  wygląd 

odzwierciedla  pewnie  niepokój,  jaki  ogarnął  mnie  od  rana.  Nie 
mogłam  jednak  dyskutować  z  Philippe’em  o  przyczynach  mojego 
stanu, a był on spowodowany zniknięciem Rogera. Brzmiało to może 
zbyt  dramatycznie,  ale  taka  była  prawda  –  Roger  nie  pojawił  się  od 
poprzedniego  dnia.  Nie  dał  znaku  życia  ani  mnie,  ani  Jennie,  która 
dzwoniła  do  mnie  zeszłej  nocy.  Była  przerażona,  ja  jeszcze  wtedy 
tylko wściekła.  

– Roger nie przyszedł w nocy do domu, czekałam na niego aż do 

drugiej.  To  moja  wina,  Lindsay.  Pokłóciliśmy  się,  okropnie  się 
zachowałem.  

Zrobiło mi się słabo.  
– O co się pokłóciliście? 
–  Nie  miało  to  nic  wspólnego  z  tobą.  Sprawy  rodzinne,  a  ty  nie 

jesteś rodziną – jeszcze nie.  

Byłam pewna, że nigdy nie wejdę do ich rodziny, ale smutno mi się 

zrobiło, że tak naprawdę nic się nie zmieniło między mną a Jenną. W 
szpitalu potrzebowała mnie – przyjaciela, teraz już nie. W głębi swego 
serca wiedziałam, że różnice między nami były zbyt duże, aby mogły 
zostać tak łatwo przezwyciężone.  

Ranek  w  galerii  nie  upłynął  zbyt  spokojnie.  Musiałam  zająć  się 

background image

kilkoma  klientami,  którzy  chcieli  rozmawiać  z  Rogerem,  ale 
ukoronowaniem wszystkiego była wizyta mężczyzny, którego Davies 
zaanonsował jako sierżanta Braka.  

–  Mówi,  że  jest  umówiony  z  panem  Reedem.  Czy  przyjmie  go 

pani? – zapytał.  

Przytaknęłam i pomyślałam, że przynajmniej nie przynosi mi złych 

wieści o Rogerze, jeśli oczekiwał, że się tu z nim zobaczy.  

Sierżant  był  tęgim  mężczyzną  o  twardych  oczach.  Myślę,  że 

przestępcom  nie  okazywał  zbyt  dużo  miłosierdzia.  Usiadł  na 
wskazanym przeze mnie krześle i przyjął filiżankę herbaty, którą mu 
zaproponowałam.  

–  W  okolicy  pojawił  się  gang  złodziei  obrazów  –  zaczął.  – 

Pomyślałem, że lepiej będzie, jak was ostrzegę i przy okazji sprawdzę 
wasz system alarmowy.  

Objaśniłam  mu  więc,  na  jakiej  zasadzie  działa  system 

antywłamaniowy  zainstalowany  w  galerii  i  powiedziałam  również  o 
zamkach  na  oknach  i  drzwiach  oraz  o  sejfie  szyfrowym,  gdzie 
trzymaliśmy  parę  cenniejszych  obrazów,  głównie  tych,  które  Roger 
kupił na czyjeś polecenie.  

–  Brzmi  to  zadowalająco,  ale  chciałbym  jeszcze  przyjrzeć  się 

wszystkiemu z bliska – odezwał się, po czym wyszedł z Daviesem.  

Usiadłam  z  powrotem  z  westchnieniem  ulgi.  Posortowałam 

korespondencję  rozrzuconą  na  biurku.  Do  otwarcia  wystawy  zostało 
jeszcze  parę  dni  i  chociaż  wszystko  układało  się  zgodnie  z  planem, 
było  parę  spraw,  które  powinien  był  wziąć  w  swoje  ręce  Roger  i  w 
których właśnie on  musiał  podjąć decyzję.  Ale gdzie był Roger?! W 
kalendarzu, oprócz nabazgranych czyichś inicjałów, nie było żadnych 
notatek, godzin czy terminów spotkań.  

Nic  więc  dziwnego,  że  nie  byłam  zachwycona  widząc  w  galerii 

Philippe’a.  

–  Moja  droga,  teraz  najbardziej  potrzebujesz  drinka  i  czegoś  do 

jedzenia.  

– Nie mogę wyjść – odparłam.  
– Dlaczego? 
– Czekam na telefon.  
Akurat w tym momencie pojawił się Davies.  
– Mogę odebrać telefon, panno Lindsay.  
Niechętnie  opuściłam  z  Philippe’em  galerię,  pocieszając  się  tylko 

background image

myślą,  że  gdyby  Roger  zadzwonił,  łatwo  mogłabym  stracić 
cierpliwość  w  czasie  rozmowy.  „Może  będzie  lepiej,  jeżeli 
rzeczywiście  Davies  odbierze  telefon  –  pomyślałam  –  bo  ja  byłam 
zbyt wściekła na Rogera”.  

Poszliśmy do baru Harriersa, bardzo zatłoczonego o tej porze dnia. 

Philippe  znalazł  jednak  dla  nas  mały  stolik  i  poszedł  do  barku 
zamówić  coś  do  jedzenia  i  przynieść  drinki.  Kiedy  już  ustawił 
szklanki na stole, usiadł i uśmiechnął się do mnie. To chyba ten ciepły 
uśmiech  sprawił,  że  mój  nastrój  poprawił  się  i  nabrałam  znowu 
pewności siebie.  

– Co cię martwi? – zapytał Philippe.  
Gdybym  mogła  powiedzieć  mu  prawdę,  odpowiedziałabym  po 

prostu: „Reedowie”. Zamiast tego odrzekłam: 

– Nic takiego, codzienne sprawy.  
–  Nie  wierzę  ci,  Lindsay.  Ale  muszę  przyznać,  że  wyglądasz 

bardzo atrakcyjnie, kiedy tak marszczysz brwi.  

– Och przestań, Philippe – roześmiałam się.  
–  No,  teraz  już  lepiej  –  uśmiechnął  się  szeroko,  sięgnął  po  moją 

dłoń i uścisnął ją.  

–  Czy  Roger  się  pojawił?  –  zapytał  nagle.  –  Jenna  dzwoniła  do 

mnie  nad  ranem.  Poprzedniego  dnia  nieźle  się  pokłócili  –  niestety  w 
moim towarzystwie. Ta dziewczyna sprawia mu wiele problemów.  

– O co się pokłócili? Philippe zawahał się.  
– Chodziło o jakiegoś malarza.  
– O Rittera – wyszeptałam. – Jenna jest taka naiwna.  
–  Nie  powiedziałbym  tego.  Jest  wyrachowaną  młodą  panią  i  nie 

podoba mi się jej stosunek do ciebie i Felice.  

Nie  wiem  czemu,  ale  odniosłam  wrażenie,  że  powiedział  te  słowa 

zbyt  gwałtownie.  Piękna  twarz  Jenny  stanęła  przed  moimi  oczami  i 
zadałam  sobie  pytanie,  czy  zdążyła  już  usidlić  Philippe’a.  Aby 
odwrócić  od  niej  swoje  myśli,  zapytałam,  czy  Dora  przekazała  mu 
swoje rewelacje na temat pamiętnej kłótni Felice z Conem.  

– Czy myślisz, że coś w tym jest? 
– Nie mam pojęcia. Jeśli ten dom rzeczywiście istnieje, na pewno 

ktoś by go rozpoznał. Czy jesteś pewien, że twoja  matka pochodzi z 
tych stron? 

– Już niczego nie jestem pewien – westchnął. – Lindsay, czy mogę 

przyjść na otwarcie wystawy? 

background image

–  Byłabym  zawiedziona,  gdybyś  nie  przyszedł.  Philippe 

uśmiechnął się.  

– Czy myślisz, że mógłbym przynieść te dwa obrazy, namalowane 

przez Felice? Oczywiście nie na sprzedaż – dodał pośpiesznie.  

– Ale może ktoś potrafiłby rozpoznać ten dom i powiedzieć, gdzie 

go szukać.  

Zawahałam się, po czym odpowiedziałam: 
–  Jeśli  chodzi  o  mnie,  nie  mam  nic  przeciwko  temu,  ale  będę 

musiała jeszcze zapytać Rogera.  

To  ostatnie  nie  było  akurat  zbyt  proste,  bo  Roger  nie  pojawił  się 

również  następnego  dnia  i  na  moją  głowę  spadł  jeszcze  problem  z 
rozhisteryzowaną Jenną, którą musiałam się zająć.  

Postanowiłam zwrócić się o pomoc do Philippe’a.  
–  Pracujesz  z  dziećmi,  więc  powiedz  mi,  co  robisz  w  takich 

wypadkach? 

–  Trudno  nazwać  Jennę  dzieckiem,  ale  wiem,  co  masz  na  myśli. 

Chłopcy  w  mojej  klasie  cierpią  na  ten  sam  brak  poczucia 
bezpieczeństwa,  przynajmniej  część  z  nich.  Rozbite  domy  działają 
niszcząco na psychikę. Myślę, że musimy ją uspokoić i przywrócić jej 
wiarę we własne siły.  

– Ale jak? Nie mam pojęcia, gdzie jest Roger, czy przypadkiem nie 

miał jakiegoś wypadku. A może powinnam zawiadomić policję? 

–  Jeśli  nie  podasz  im  więcej  faktów,  a  tego  nie  jesteś  przecież 

wstanie uczynić, nie zainteresują się tą sprawą – stwierdził Philippe i 
zaproponował, żebyśmy zabrali Jennę na obiad.  

Zadzwoniłam  więc  do  niej,  aby  ją  zaprosić  i  chwilę 

porozmawiałam z panią Linton. Obiecała mi, że będzie siedzieć przy 
telefonie  i  stwierdziła,  że  Jennie  dobrze  zrobi  wyrwanie  się  na  jakiś 
czas  z  domu.  Myślę,  że  i  ona  była  zmęczona  atmosferą  panującą  w 
domu Reedów.  

Miałam się spotkać z Philippe’em i Jenną w hotelowym barze. Gdy 

przyszłam, zatrzymałam się na chwilę przy wejściu i dojrzałam Jennę 
dzięki  temu,  że  była  ubrana  w  długą,  płomiennie  czerwoną  suknię. 
Również  czerwoną,  aksamitną  wstążką  były  przewiązane  jej  włosy, 
które kręciły się jak korkociągi. Wpatrywała się w Philippe’a i serce 
mi  zamarło,  gdy  dostrzegłam  jego  dłoń  dotykającą  jej  policzka. 
Gdybym  mogła  wyjść  niezauważona,  na  pewno  bym  to  zrobiła,  ale 
właśnie  w  tej  chwili  Philippe  spojrzał  w  moją  stronę  i  pomachał  mi 

background image

ręką.  

Chociaż  Roger  nie  siedział  z  nami  przy  stoliku,  moje  myśli  stale 

krążyły wokół niego i byłam zadowolona, kiedy ten okropny wieczór 
się  zakończył.  Philippe  odwiózł  Jen  do  domu,  a  ja,  pogrążona  w 
myślach, wracałam sama.  

Zaparkowałam  samochód  przed  domem,  a  gdy  wysiadłam, 

dojrzałam  palące  się  w  salonie  światło.  Zdziwiło  mnie,  że  Felice 
jeszcze nie śpi, popędziłam więc do domu w obawie, że coś się stało.  

Jakież było  moje  zaskoczenie,  gdy wszedłszy do pokoju ujrzałam 

Rogera siedzącego na sofie z Barneyem u boku. Wszystkie hamowane 
do  tej  pory  uczucia  z  ostatnich  dni  wezbrały  we  mnie,  nie 
powiedziałam jednak ani słowa. Przez moment, który dla mnie trwał 
wieczność,  Roger  także  się  nie  odzywał.  Patrzyliśmy  na  siebie,  w 
końcu on przemówił pierwszy.  

– Przepraszam. Martwiłaś się? – Tak.  
– Miałem swoje powody.  
– Czy należy za to winić Jennę? Bardzo się denerwuje, uważa, że z 

jej winy zniknąłeś gdzieś bez słowa.  

– Częściowo. Ona jest taka samowolna i uparta, czasami naprawdę 

trudno z nią wytrzymać. Wyszedłem z domu zdenerwowany, a kiedy 
trochę  ochłonąłem,  zdałem  sobie  sprawę,  że  czasami  traktuję  ją  jak 
dziecko. Być może dlatego, że jest przykuta do tego wózka.  

–  Chyba  masz  rację  –  westchnęłam  i  zdjęłam  płaszcz.  –  Zaparzę 

kawy.  

Roger przeszedł za mną do kuchni.  
– Gdzie byłeś? Może nie powinnam pytać? 
Spojrzałam na niego. Wyglądał na zakłopotanego i moja sympatia 

do  niego  natychmiast  wróciła.  Nalałam  wody  do  ekspresu  i 
odmierzyłam łyżeczką kawę.  

– Jadłeś coś, Roger? 
– Tak, w samochodzie.  
Sięgnęłam po tacę i ustawiłam na niej talerz z ciastem.  
– Miałem  zamiar  do ciebie zadzwonić,  Lindsay,  jednak chciałem, 

żeby  Jenna  się  denerwowała.  Może  to  głupie  z  mojej  strony,  ale 
uważam, że zasłużyła sobie na to.  

–  To  było  bardzo  głupie.  Każda  dobra  asystentka  denerwuje  się, 

kiedy jej szef znika gdzieś bez słowa i zostawia ją, można powiedzieć, 
z niemowlakiem na ręku.  

background image

– Szef? Czy uważasz mnie za swojego szefa? 
– Jenna nie zostawia żadnych wątpliwości co do tego, że to ty i ona 

jesteście  właścicielami  galerii.  Poinformowała  mnie  również,  że  nie 
mam prawa mieszać się w wasze prywatne sprawy.  

– Jest zazdrosna o ciebie.  
– Ależ to idiotyczne! 
–  Nie  całkiem.  Dobrze  wie,  jak  bardzo  mi  na  tobie  zależy. 

Przemilczałam  jego  ostatnie  słowa  i  skoncentrowałam  się  na 
przygotowywaniu  kawy,  której  aromat  wypełnił  kuchnię.  Między 
nami  zapanowała  rodzinna  atmosfera,  której  właściwie  nie  chciałam 
podtrzymywać, ale Roger czuł się tak swobodnie, jakby rzeczywiście 
był członkiem rodziny.  

– Odnoszę wrażenie, że nie tylko jestem twoją asystentką, czy jak 

byś  chciał  to  nazwać,  ale  również  w  pewnym  sensie  detektywem. 
Dedukuję, że byłeś za granicą.  

– A to... tak – nie wyjaśnił mi nic więcej.  
– Czy to kłótnia z Jenną doprowadziła do twego wyjazdu? 
– Kłótnia? Kto ci o niej powiedział? 
– Ona. I Philippe, który słyszał co nieco. Roger zmieszał się.  
–  Wypijmy  kawę  tutaj.  Lubię  waszą  kuchnię,  wszystko  ma  tu 

swoje miejsce i jest tu miejsce na wszystko. To przywodzi mi na myśl 
ciebie, droga Lindsay, jesteś taka praktyczna.  

Napełniłam filiżanki kawą i odkroiłam dla Rogera kawałek ciasta.  
–  Lindsay,  usiądź  proszę.  Muszę  z  tobą  pomówić.  Część  moich 

pretensji  do  niego  już  się  ulotniła.  Byłam  zła  z  powodu  jego 
tajemniczej podróży, jak ją nazwałam, ale gdzie był i dlaczego, to była 
jego prywatna sprawa. Wysunęłam spod stołu taboret i usiadłam.  

– Myślę, że Jenna powiedziała ci, że postawiłem jej ultimatum? – 

zapytał Roger.  

Pokręciłam przecząco głową i dosypałam sobie śmietanki do kawy.  
–  Nie  mogę  brać  na  serio  jej  scen.  Zaczyna  być  coraz  bardziej 

uparta i samowolna. Pokłóciliśmy się o Johna Rittera.  

–  Wcale  mnie  to  nie  dziwi.  Jest  niebezpiecznym  i  mściwym 

człowiekiem.  Odbyłam  z  nim  bardzo  nieprzyjemną  rozmowę,  na 
szczęście Davies był w tym czasie ze mną w biurze. Naprawdę byłam 
zadowolona z jego ochrony, bo ten facet przyszedł pijany. W każdym 
razie nawet Davies przyznaje mi rację, że on sprawia kłopoty.  

– Czy zabrał swoje płótna? 

background image

–  Nie,  odmówił.  Nazwał  mnie  twoją  „przytakiwalską”  i 

powiedział,  że  zabierze  je  dopiero  wtedy,  gdy  ty  albo  Jenna  każecie 
mu to zrobić. Odniosłam wrażenie, że łączy go z Jenną jakiś układ, a 
nawet, że on ma ją w garści.  

– To całkiem możliwe – poważnie stwierdził Roger.  
– Nie rozumiem, czy on ją szantażuje? 
– Bóg jeden wie. Ona nie przyzna się do niczego, ale między nimi 

rzeczywiście coś jest – dolał sobie kawy. – Wygląda na to, że nikomu 
nie mogę ufać.  

–  Co  masz  na  myśli?  Czy  sugerujesz,  że  mi  także?  Jeśli  tak, 

poddaję się.  

Roger zerwał się z krzesła, przeszedł dookoła stołu i chwycił mnie 

za ramiona.  

–  Co  powiedziałaś  temu  Deauville’owi  na  temat  galerii? 

Spróbowałam  uwolnić  się  z  jego  uścisku,  ale  trzymał  mnie  zbyt 
mocno.  

– Spójrz na mnie, Lindsay.  
Podniosłam głowę i nasze spojrzenia spotkały się.  
–  Nie  rozumiem  cię.  Philippe  jest  moim  przyjacielem,  dlaczego 

miałby się interesować galerią? 

– Podejrzewam, że wypytywał zarówno ciebie, jak i Jennę, a potem 

wysyłał raporty do swoich braci w Paryżu.  

–  To  najbardziej  nieprawdopodobny  pomysł,  jaki  kiedykolwiek 

słyszałam. Dlaczego miałby... ? 

Przerwałam, bowiem przypomniałam sobie pytanie Rogera i serce 

mi zamarło z poczucia winy. Co ja mu powiedziałam? 

–  Nie  patrz  z  takim  przerażeniem,  Lindsay.  Na  szczęście  nic 

takiego się nie stało – uwolnił mnie nagle i wrócił na swoje miejsce. – 
Prawda  wygląda  tak,  że  Deauville’owie  złożyli  mi  bardzo  korzystną 
ofertę dotyczącą galerii i obrazów. Muszę przyznać, że była naprawdę 
kusząca...  

– Ależ nie wolno ci nawet o tym myśleć! – przerwałam mu. – Twój 

ojciec...  

–  To  prawda.  Mój  ojciec  nigdy  by  mi  tego  nie  wybaczył.  Ale  ta 

propozycja  tak  mnie  poruszyła,  że  zacząłem  się  zastanawiać,  jakie 
mam motywy, aby nadal prowadzić galerię.  

– I do jakich wniosków doszedłeś? 
–  Nie  jestem  pewien,  nie  potrafię  myśleć  tak  logicznie,  jak  ty. 

background image

Wiem tylko tyle, że tkwią tu moje korzenie i gdybym sprzedał galerię, 
byłbym niczym.  

– To nieprawda.  
–  Prawda,  Lindsay.  Galeria  jest  sposobem  na  życie,  moim 

sposobem.  Mam  te  same  cele,  jakie  przyświecały  mojemu  ojcu.  Nie 
wylansowaliśmy żadnego znaczącego malarza, ale zawsze mieliśmy i 
mamy głęboki respekt i wiarę w artystów, którzy żyli i pracowali tutaj.  

Wyprostował się nerwowo. Byłam głęboko poruszona szczerością 

Rogera  i  chociaż  zawsze  wiedziałam,  jak  bardzo  myśli  o  galerii,  nie 
przypuszczałam, że znaczy dla niego tak wiele.  

– Nie sprzedasz więc Galerii? – spytałam badawczo.  
– Nie sprzedam, Lindsay.  
Odetchnęłam z ulgą, nie opuściło mnie jednak przykre uczucie, że 

Philippe mnie zdradził.  

– A ty, droga Lindsay, co ty myślisz o galerii? I o mnie? 
– Wiesz przecież, że lubię tę pracę i miejsce również.  
– Więc nie myślałaś poważnie o zwolnieniu się? 
–  Oczywiście,  że  nie,  Roger  –  przerwałam  i  spojrzałam  na  niego 

uważnie.  

– Trudno byłoby mi poradzić  sobie bez ciebie i bez Daviesa.  Ale 

myślę o bardziej trwałym związku – dotyczącym nas – dodał.  

Serce zaczęło mi bić szybciej.  
– Nie sądzę, że to właściwa pora,  aby mówić o bardziej trwałych 

układach  –  powiedziałam  pospiesznie.  –  Musimy  pomyśleć  przede 
wszystkim  o  Jennie.  A  propos,  czy  zawiadomiłeś  ją,  że  wróciłeś? 
Myślę, że powinieneś ją uspokoić.  

–  Dzwoniłem  już  do  niej  wcześniej.  Pani  Linton  powiedziała,  że 

jest na obiedzie z Deauville’em. I z tobą.  

– Niepożądaną trzecią osobą – powiedziałam matowym głosem.  
– Wcale tak nie myślę, Lindsay.  
– Może, ale tak właśnie jest – odpowiedziałam bardziej ostro, niż 

zamierzałam.  –  Mam  nadzieję,  że  nie  wyjeżdżasz  znowu,  w  sobotę 
mamy otwarcie wystawy Felice. I jest jeszcze sprawa Rittera.  

Wstałam,  Roger  też  się  podniósł  i  przyciągnął  mnie  do  siebie. 

Zesztywniałam  i  odwróciłam  głowę,  ale  nie  zdało  się  to  na  nic. 
Obsypał moje usta gwałtownymi pocałunkami, ale kiedy zauważył, że 
nie wywierają one na mnie żadnego efektu, odsunął się.  

– Jeśli to ten Deauville wszedł między nas... – powiedział.  

background image

–  Nie  mów  głupstw,  Roger.  Czy  nie  byłoby  lepiej,  gdybyś  już 

poszedł? 

Wymamrotał  jakieś  pożegnanie  i  wyszedł.  Zamknęłam  za  nim 

drzwi i wróciłam  do kuchni,  aby umyć filiżanki,  po czym przeszłam 
do  salonu.  Zastałam  w  nim  Felice  leniwie  wyciągniętą  na  sofie,  z 
Barneyem rozłożonym obok niej.  

–  Dlaczego  pozwoliłaś  Rogerowi  tu  wejść?  –  zapytałam 

wyciągając się w fotelu, bo nagle poczułam ogromne zmęczenie.  

Felice  przymknęła  oczy,  a  jej  ręce  zaczęły  błądzić  po  materiale 

podomki,  w  którą  była  ubrana.  Znałam  ten  jej  odruch  –  odpowie 
dopiero  wtedy,  kiedy  wymyśli  coś,  co  będzie  najbardziej  dla  niej 
korzystne.  

–  Przyniósł  mi  prezent,  czy  to  nie  miłe  z  jego  strony?  On  jest 

bardzo  przyjemny,  naprawdę,  Lindsay.  Mam  nadzieję,  że  go  nie 
unieszczęśliwiasz? 

– Nawet nie mam takiego zamiaru. Co ci przyniósł? 
Mama podała mi skórzane puzderko i kiedy je otworzyłam, moim 

oczom  ukazała  się  cudowna  miniatura  spoczywająca  na  aksamicie 
koloru kości słoniowej.  

– Roger powiedział, że ta nieznajoma dama przypomina mu mnie. 

Czy też tak sądzisz, Lindsay? – spytała ciekawie.  

Według  mnie  twarz  kobiety  w  najmniejszym  stopniu  nie  była 

podobna do mojej matki. Była młoda, niewinna i wzbudzała zaufanie, 
a to niestety nie były przymioty Felice. Ale może mama wyglądała tak 
w młodości, pomyślałam.  

– Może ma rację, ale dlaczego on ci daje prezenty? 
–  To  dowód  jego  uznania  –  roześmiała  się.  –  Wspominał  coś  o 

ślubie  –  waszym  ślubie.  Powiedziałam  mu,  że  najpierw  musiałby 
usunąć z drogi Deauville’a – przerwała i dodała złośliwie – chyba że 
Jenna zdążyła go usidlić.  

– Dlaczego obawiasz się Philippe’a? Czy znałaś jego matkę? Felice 

szeroko otworzyła oczy.  

–  Nigdy  nie  byłam  we  Francji.  A  on  marnuje  czas,  ode  mnie 

niczego się nie dowie.  

–  Utwierdziłaś  mnie  w  przekonaniu,  że  ona  tutaj  mieszkała.  No 

cóż, obiecałam Philippe’owi, że mu pomogę i mam zamiar dotrzymać 
słowa.  

–  Albo  zostawisz  tę  sprawę  w  spokoju,  Lindsay,  albo  będziesz 

background image

jeszcze kiedyś żałować, że się nią zajęłaś.  

– Dlaczego? Co ty ukrywasz, mamo? 
– Głupia dziewczyno! Jeśli matka Deauville’a by chciała, żeby znał 

prawdę,  na  pewno  by  mu  wszystko  powiedziała.  Ale  ona  tego  nie 
zrobiła.  Przeszłość  nie  żyje,  tak  jak  mój  Con  –  z  oczu  popłynęły  jej 
łzy, więc zrzuciłam Barneya z sofy, usiadłam obok niej i przytuliłam 
do siebie.  

background image

ROZDZIAŁ VII 

 

Sobotni ranek przyniósł ze sobą szare, zachmurzone niebo, ale nie 

zmartwiłam  się  z  tego  powodu,  wręcz  przeciwnie.  Miałam  nadzieję, 
że  dzięki  złej  pogodzie  więcej  ludzi  przyjdzie  na  otwarcie  wystawy 
Felice.  

Przyjechałam do galerii wcześniej niż zwykle, ale i tak nie byłam 

przed Daviesem, który otworzył mi drzwi i z miejsca zapytał: 

– Czy ona dobrze się czuje? 
–  Mam  nadzieję.  Jeszcze  spała,  kiedy  wychodziłam,  ale  pani 

Crumb dopilnuje, aby dotarła tu na czas.  

Uśmiechnął się i razem przeszliśmy wzdłuż ścian galerii.  
Davies  zatrzymał  się  przed  obrazami  Philippe’a,  które  Roger 

zgodził  się  powiesić,  choć  narzekał  trochę,  że  zajmują  miejsce 
potrzebne na obrazy przeznaczone na sprzedaż.  

–  Czy  one  coś  ci  przypominają?  –  zapytałam  go.  Davies 

zmarszczył brwi.  

– Czy są to jej wczesne prace? Dziwne – to jest przecież High Sall.  
Włączył jeden  .  z małych reflektorków zawieszonych na ścianie i 

skierował promień światła najpierw na jeden, potem na drugi obraz.  

– Przypomina mi to miejsce, gdzie stary Percy... Ale...  
– Stary Percy? – powtórzyłam. – Kto to jest? 
–  To  tylko  moje  przypuszczenie.  To  miejsce  nie  leży  w  pobliżu 

High Sall. Musi być wytworem fantazji, jej albo mojej.  

– Muszę to wiedzieć – powiedziałam do niego cicho.  
– Ten Francuz też się wszędzie wypytuje.  
– To nie Francuz, jego matka była Angielką.  
– Najlepiej zrobi, jak zostawi to wszystko w spokoju.  
–  Davies,  przestań  mnie  denerwować!  Co  on  ma  zostawić  w 

spokoju? 

Davies odwrócił się z upartym, nieustępliwym błyskiem w oczach. 

Taki sam wyraz miały jego oczy, kiedy ktoś krytykował Felice.  

Weszłam  zrezygnowana  do  biura,  musiałam  zadzwonić  do 

delikatesów  i  dostawcy  win,  aby  upewnić  się,  że  moje  zamówienie 
zostanie zrealizowane na czas.  

Wernisaże zawsze były kartą atutową Reeda. Chciał, aby uważano 

go za poważnego krytyka sztuki, a nie tylko dostawcę pewnych dóbr. 

background image

Zainteresował  się  pracami  Felice  bardzo  wcześnie  i  czasami 
myślałam,  że  jego  podziw  nie  dotyczył  tylko  jej  obrazów,  ale  sięgał 
znacznie głębiej.  

Felice 

przyjechała 

towarzystwie 

rozpromienionej 

podekscytowanej  Dory.  Były  punktualne,  a  mama  wyglądała 
zadziwiająco  młodo  w  prostej,  jasnej  sukience  i  szkarłatnej, 
szyfonowej  chustce  zawiązanej  na  szyi.  Była  zimna  i  wyniosła,  ale 
pod  przykrywką  spokoju  dostrzegłam  oznaki  napięcia.  Na  pewno 
obawiała się krytyków.  

Swobodnie,  uśmiechając  się,  mama  przywitała  się  z  Rogerem  i 

Daviesem. Jennę udało się przekonać, aby przyszła do galerii dopiero 
wtedy, gdy Felice już w niej nie będzie.  

Tymczasem 

kolekcjonerzy 

handlarze 

zmieszali 

się  z 

zaproszonymi  gośćmi  i  z  ich  ilości  wywnioskowałam,  że  wystawa 
powinna stać się prawdziwą żyłą złota dla galerii i Felice.  

Nadejścia Philippe’a nawet nie zauważyłam, dopiero kiedy miałam 

chwilę czasu, by odetchnąć, ujrzałam go stojącego w pobliżu swoich 
obrazów. Rozmawiał z Dorą, jednak jego wzrok spoczywał cały czas 
na ludziach, którzy akurat je oglądali.  

Outhwaitowie  również  się  pojawili.  Stali  po  obu  stronach  Felice 

niby strażnicy i pomyślałam, że wyglądają tak, jakby chcieli ją przed 
czymś ochronić. Zastanawiałam się, cóż by to mogło być.  

Do południa zaproszeni goście  już się  rozeszli,  a i  reszta zbieraki 

się  powoli  do  wyjścia.  Większość  obrazów  zaznaczona  była 
czerwonymi  karteczkami  z  napisem  „Sprzedane”  i  Roger  był  bardzo 
zadowolony.  Felice  i  Dora  wyszły  razem  z  Outhwaitami,  a  że  niebo 
się  rozpogodziło,  ja  również  zapragnęłam  odetchnąć  świeżym 
powietrzem. Przed drzwiami galerii natknęłam się na Philippe’a.  

– Idziesz na lunch? – zapytał.  
Zawahałam się. Byłam zła na niego i czułam się dotknięta, że tak 

zawiódł  moje  zaufanie.  Potrzebowałam  czasu,  aby  to  wszystko 
przemyśleć. Zdawałam sobie sprawę z tego, że w interesach wszystkie 
chwyty są dozwolone i że informacje są często zdobywane w sposób 
nieuczciwy.  Z  drugiej  jednak  strony  nie  mogłam  pogodzić  się  z 
faktem,  ze  Philippe’owi  zależało  na  moim  towarzystwie  jedynie  z 
wyrachowania, że jego celem było tylko zdobycie informacji o galerii 
i przekazanie ich braciom.  

– Dlaczego się zastanawiasz? Czy umówiłaś się z kimś innym? 

background image

Pokręciłam przecząco głową.  
– Po prostu nie mam czasu – powiedziałam wymijająco.  
– Możemy się pospieszyć. W hotelu zamówiłem kosz na piknik, a 

nie chciałbym jeść sam.  

Musnął delikatnie moje nagie ramię i momentalnie rozbudziły się 

moje zmysły.  

–  Moglibyśmy  znaleźć  jakieś  spokojne  miejsce  nad  jeziorem  – 

Philippe nie dawał za wygraną.  

Zgodziłam  się  w  końcu  niechętnie,  bo  kręciło  mi  się  w  głowie  i 

czułam  się  dziwnie  apatyczna.  Była  to  chyba  reakcja  na  napięcie 
ostatnich kilku dni.  

Wsiedliśmy  do  samochodu  i  podjechaliśmy  na  parking  przy 

wjeździe  do  Longmare,  a  dalej  na  piechotę  dotarliśmy  do  małej 
zatoczki  nad  brzegiem  jeziora.  Okolica  była  pusta,  gdyż  turyści  nie 
zapuszczali się w tę stronę, woleli trzymać się miasta i jego atrakcji.  

Philippe  niósł  kosz  i  gdy  tylko  usiedliśmy,  rozpakował  go  i 

rozłożył jedzenie na kocu.  

–  To  dzięki  uprzejmości  hotelu  Lake  End  Wiedzą,  co  włożyć  do 

takiego kosza – roześmiał się, wyjmując z niego butelkę wina.  

Siedziałam  obok  niego  i  po  raz  pierwszy  od  czasu,  kiedy  się 

poznaliśmy, czułam się nieswojo. Philippe odgadł mój nastrój, bo już 
po chwili zapytał, czym się znowu martwię.  

– Myślę, że wiesz – powiedziałam cicho.  
– Jeżeli jesteś zła z powodu Jenny...  
– Nie – przerwałam mu. – Dlaczego wykorzystujesz mnie i Jennę, 

aby zdobyć informacje na temat galerii? Czy dlatego zwróciłeś uwagę 
na Felice i na mnie? No cóż, Roger rozszyfrował ciebie i twoich braci.  

Wyraz bólu przeszył jego twarz.  
– I jeszcze coś – wszystko we mnie wezbrało. – Nie wierzę w całą 

tę gadaninę o poszukiwaniu śladów domu z twoich obrazów. Chciałeś 
po prostu pozbawić nas galerii.  

Opróżniłam szklankę, a on napełnił ją ponownie bez słowa.  
– No! – spojrzałam na niego. – Nie masz mi nic do powiedzenia? 
–  Owszem,  mam  ci  dużo  do  powiedzenia.  Uspokój  się,  Lindsay. 

Przede wszystkim mam pretensje do siebie, że nic ci nie powiedziałem 
o  zainteresowaniu  moich  braci  galerią,  zanim  usłyszałaś  o  tym  od 
Rogera. Wszystko, co ty i Jenna mówiłyście, mogło mnie oczywiście 
zainteresować,  ale  moi  bracia  są  biznesmenami  i  zdobyli  informacje 

background image

legalną drogą.  

 
– Czy to znaczy, że nie szpiegowałeś? 
–  Czy  wyglądam  na  szpiega?  –  roześmiał  się.  –  Daj  spokój, 

Lindsay.  

– Ale Roger powiedział, że posyłałeś informacje swoim braciom.  
– To były tylko moje wrażenia na temat dobrze utrzymanej galerii, 

miejsca,  w  którym  artyści  z  Lakeland  mają  pewność,  że  będą 
wystawiani. Interesy moich braci nie mają nic wspólnego ze mną.  

– Więc twierdzisz,  że jedynym powodem,  dla którego odszukałeś 

Felice, było poznanie tajemnicy związanej z obrazami twojej matki? 

– Oczywiście – odparł zniecierpliwiony. – Czy teraz wierzysz już, 

że nie nadużyłem twojego zaufania? 

Przytaknęłam.  
– Czuję się paskudnie, Philippe.  
– Niepotrzebnie – pochylił się do przodu i pocałował innie w oba 

policzki. – To co, dalej jesteśmy przyjaciółmi? 

–  Tak  –  odpowiedziałam,  tłumiąc  w  sobie  uczucia,  które  mnie 

ogarnęły.  Pragnęłam  od  Philippe’a  Deauville’a  czegoś  znacznie 
więcej, niż tylko przyjaźni.  

–  Świetnie.  Bardzo  sobie  cenię  twoją  przyjaźń,  Lindsay  – 

uśmiechnął się, a moje serce podskoczyło z radości.  

Parę minut później Philippe zaproponował, abyśmy wybrali się na 

spacer do Tarn Haws, kiedy będę miała wolny dzień.  

–  Tarn  Haws?  –  powtórzyłam  –  Dlaczego  właśnie  tam?  W  tym 

momencie przypomniałam sobie rozmowę Felice i Cona sprzed kilku 
lat. Może dlatego ciągle ją miałam jeszcze w pamięci, bo przerodziła 
się  w  awanturę  i  był  to  jedyny  raz,  kiedy  słyszałam  rodziców 
kłócących  się.  Nie  mogłam  sobie  oczywiście  przypomnieć  ich  słów, 
ale nazwa Tarn Haws pojawiała się kilkakrotnie, a pełen udręki płacz 
Felice  wciąż  brzmiał  w  moich  uszach.  Dlaczego  krzyczała  wtedy  z 
taką  desperacją:  „Jak  mogę  zapomnieć!  Ona  wygrała!”?  Zdziwiły 
mnie wtedy jej słowa, gdyż wydawały mi się zupełnie bez sensu, teraz 
jednak  nabrały  dla  mnie  nowego  znaczenia.  Nigdy  nie  pytałam 
rodziców  o  powód  ich  kłótni  i  aż  do  dzisiejszego  dnia  nie 
przywiązywałam do niej żadnego znaczenia – To Dora zasugerowała 
mi, abym zobaczył to miejsce, zanim wyjadę.  

– Wyjedziesz? Ale dlaczego? 

background image

– Dora uważa, że powinienem. Twierdzi, że Felice jest przeze mnie 

nieszczęśliwa,  a  nie  chciałbym,  żeby  tak  rzeczywiście  było.  Ale 
odnalezienie tego domu jest dla mnie naprawdę bardzo ważną sprawą.  

–  Myślę,  że  tylko  marnujesz  swój  czas  –  powiedziałam  zimno.  – 

Jeśli ten dom byłby taki ważny dla twojej matki, na pewno by ci o nim 
wspomniała.  

– Nigdy mi nie opowiadała o swoim życiu w Anglii.  
– A może nie masz prawa grzebać w jej przeszłości? Może stało się 

kiedyś coś, co raczej wolałaby zachować w tajemnicy? 

–  Tak  –  powiedział  Philippe  z  zachmurzoną  miną.  –  Imię  mego 

ojca.  

– Nie rozumiem cię.  
– To proste,  moja droga. Kiedy zmarł Andre Deauville, sądziłem, 

iż jako jego najstarszy syn odziedziczę dom i posiadłość. Wprawdzie 
nigdy wcześniej nie było o tym mowy, a matka nawet nalegała, abym 
przyjechał  do  Anglii  i  zaczął  pracować  jako  nauczyciel.  Widzisz, 
Lindsay,  wcale  nie  jestem  Deauville’em,  chociaż  noszę  nazwisko 
mojego  ojczyma.  Jego  testament  wyjaśnił  mi,  że  urodziłem  się  na 
długo przedtem, zanim poznał moją matkę.  

–  Oh,  Philippe,  tak  mi  przykro  –  położyłam  swoje  ręce  na  jego 

ramionach, ale łagodnie się z nich uwolnił.  

–  Nie  szukam  litości.  I  nie  myśl,  że  winię  o  cokolwiek  mojego 

ojczyma.  Uważam  za  słuszne,  że  prawdziwy  Deauville  powinien 
zostać dziedzicem. Ale widzisz, Lindsay,  muszę się dowiedzieć, kim 
naprawdę  jestem,  czyja  krew  płynie  w  moich  żyłach.  Czy  jesteś  w 
stanie to zrozumieć.  

– Tak, myślę, że tak. Widzę, że znaczy to dla ciebie bardzo dużo, 

ale czy dla kogokolwiek innego będzie to równie ważne? 

– Na pewno. Dla kobiety, którą poślubię, może dla moich dzieci.  
– Kobieta, która cię pokocha, nie będzie o to dbała – powiedziałam 

łagodnie.  

–  Tak  myślisz?  Moja  narzeczona  zerwała  zaręczyny,  kiedy 

dowiedziała się, że nie jestem spadkobiercą Dcauville’a.  

– W takim razie nie kochała cię naprawdę.  
Philippe roześmiał się.  
–  Masz  rację,  przerzuciła  swoje  uczucia  na  mojego  przyrodniego 

brata.  

Wstał  i  przeszedł  kilka  kroków  nad  brzeg  jeziora.  Nie  potrafiłam 

background image

ocenić,  jak  bardzo  go  to  wszystko  boli  i  nie  mogłam  znaleźć 
odpowiednich  słów,  które  mogłyby  go  choć  trochę  pocieszyć. 
Podniosłam  się  również  i  zaczęłam  chować  do  koszyka  resztki  po 
naszym  pikniku.  Philippe  odwrócił  się  i  patrzył  na  mnie,  ale  nie 
mogłam  dostrzec  wyrazu  jego  twarzy,  gdyż  słońce  znajdowało  się 
akurat tuż za jego plecami.  

– Przykro mi, Lindsay. Nie mam prawa zaprzątać ci głowy swoimi 

problemami. Ale miałem nadzieję, że może Felice...  

–  Jeżeli  w  dalszym  ciągu  potrzebujesz  mojej  pomocy,  jestem 

gotowa.  

–  Potrzebuję  –  odpowiedział  gwałtownie,  objął  mnie  ramionami  i 

pocałował  w  oba  policzki.  Czyż  mogłam  teraz  oczekiwać  czegoś 
więcej? 

– Nie pozwól im zmusić mnie do wyjazdu, jeszcze nie teraz.  
– Obiecuję.  
Jego  ręce  zacisnęły  się  mocniej  na  mych  ramionach  i  tym  razem 

łagodnie  pocałował  moje  usta,  tak  jakby  chciał  w  ten  sposób 
przypieczętować naszą umowę.  

Kiedy  wróciłam  do  galerii,  Roger  był  już  w  biurze.  Spojrzał 

wymownie  na  zegarek,  czym  wyraźnie  dał  mi  do  zrozumienia,  że 
jestem tylko jego pracownicą.  

– Dzwoniła Dora. Prosiła, aby ci przekazać, że Felice zachorowała 

– powiedział.  

– Zachorowała? Była przecież w świetnym stanie, kiedy...  
– Lepiej jedź do domu, chociaż nie jest mi to zbyt na rękę, mamy 

tyle pracy.  

– Bardzo mi przykro, Roger, ale muszę sprawdzić, co się stało.  
– Jakoś sobie poradzimy.  
Dora czekała już na mnie przed frontowymi drzwiami.  
– Wybacz, Lindsay, że cię ściągnęłam, ale Felice bardzo nalegała. 

Roger nie byłby oczywiście zachwycony? 

– Co się stało? – zapytałam, zdejmując w hallu marynarkę.  
–  Nie  chce  nic  powiedzieć.  Udało  mi  się  tylko  nakłonić  ją,  aby 

położyła  się  do  łóżka,  sądziłam,  że  lepiej  będzie  nie  posyłać  po 
doktora, dopóki nie przyjedziesz.  

 
Felice leżała w łóżku w zaciemnionym pokoju. Zanim weszłam do 

środka, zatrzymałam się na chwilę w drzwiach i uświadomiłam sobie, 

background image

jak  bardzo  mama  jest  ode  mnie  zależna  odkąd  zmarł  Con.  Usiadłam 
na brzegu łóżka, a ona momentalnie otworzyła oczy.  

– Dlaczego dotarcie tu zajęło ci tyle czasu? Con byłby przy mnie 

natychmiast.  

– Nie jestem Conem i przyjechałam tak szybko, jak tylko mogłam.  
–  Dla  ciebie  zawsze  jestem  na  ostatnim  miejscu  –  powiedziała 

płaczliwym tonem.  

– Nie mów głupstw, Felice. Co cię boi? 
– Wszystko – zajęczała. – Czy dzwoniłaś po doktora? Zeszłam na 

dół i zadzwoniłam do doktora Marchanta. On i mój ojciec, byli kiedyś 
przyjaciółmi  i  razem  znosili  kaprysy  Felice,  nie  myśląc  o 
konsekwencjach, które teraz ponosiłam ja.  

Na szczęście doktor Marchant mieszkał bardzo blisko nas i zjawił 

się w ciągu kilku minut.  

–  Nagły  atak,  co?  Była  w  świetnej  formie,  kiedy  rozmawiałem  z 

nią w galerii dziś rano.  

Wspiął  się  ciężko  po  schodach  i  zapukał  do  pokoju  Felice.  Ja 

dołączyłam do Dory, która przygotowywała w kuchni herbatę.  

–  Jak  to  się  stało?  –  zapytałam  ją  ponownie.  –  Sądziłam,  że 

spędzacie czas z Outhwaitami.  

–  Tak,  byliśmy  razem  w  hotelu  Lake  End,  ale  Felice  rozbolała 

głowa  i  Outhwaitowie  odwieźli  nas  do  domu.  Kiedy  weszłyśmy  do 
środka,  prawie  straciła  przytomność.  Czy  myślisz,  że  to  coś 
poważnego? 

Okrągła,  czerstwa  twarz  Dory  była  pełna  niepokoju.  Postawiła 

dzbanek z herbatą na tacy i zaniosła ją do salonu.  

–  Pójdę  już  –  powiedziała  nerwowo.  –  Czy  przyjdziesz  po  mnie, 

jak tylko doktor Marchant wyjdzie? 

Za  kilka  minut  doktor  Marchant  zszedł  na  dół  i  wyciągnął  się  w 

fotelu.  Podsunęłam  mu  filiżankę  z  herbatą,  a  on  uśmiechnął  się  z 
wdzięcznością.  

–  Nie  martw  się,  Lindsay.  Trochę  spokoju  i  ciszy,  a  za  parę  dni 

Felice dojdzie do siebie. Napięcia i emocje ostatnich dni sprawiły, że 
jej nerwy nie wytrzymały.  

Podniósł  filiżankę  do  ust  i  opróżnił  jednym  haustem,  więc 

napełniłam ją ponownie.  

– Myślę, że coś ją gryzie. Coninston wiedziałby, co zrobić, aby to z 

siebie  wyrzuciła,  ale  teraz,  gdy  go  nie  ma,  ona  wszystko  trzyma  w 

background image

sobie. Jak sądzisz, czym się tak przejmuje? 

Pokręciłam przecząco głową.  
–  Ach  prawda,  dałem  jej  środek  uspokajający,  po  którym  będzie 

prawdopodobnie  spała  kilka  godzin.  Spróbuj  z  nią  potem 
porozmawiać, Lindsay.  

Odprowadziłam  doktora  do  drzwi,  po  czym  znowu  zajrzałam  do 

pokoju  mamy.  Spała  spokojnie,  policzki  ułożyła  na  dłoniach,  a  ciało 
było  wyprostowane  i  odprężone.  Za  chwilę  zjawiła  się  Dora,  która 
zaoferowała,  że  posiedzi  przy  Felice,  dopóki  ta  się  nie  obudzi, 
pojechałam więc z powrotem do galerii.  

Gdy  weszłam,  Roger  był  akurat  zajęty  rozmową  z  klientem,  a 

Jenna siedziała w biurze.  

– Nie spodziewaliśmy się, że jeszcze tu wrócisz – przywitała mnie. 

– Felice to pijawka, dlaczego się od niej nie uwolnisz? 

– Jest ode mnie zależna, w taki sam sposób, jak ty jesteś zależna od 

Rogera.  

Jenna zaczerwieniła się.  
– To nie to samo. Ona tylko chce, aby się nią zajmowano.  
– I ty też, Jenna.  
– Philippe uważa, że mnie źle traktujesz.  
– Ma prawo tak myśleć.  
– Powiedziałam mu, że nie możesz mi wybaczyć, bo myślisz, że to 

przeze mnie Coninston nie żyje. Philippe zabiera mnie dziś wieczorem 
na kolację.  

– Świetnie, a teraz się zamknij i pozwól mi trochę popracować.  
Jenna  wyjechała  wózkiem  z  biura  i  w  chwilę  potem  do  drzwi 

zapukał Davies.  

– Czy z Nią wszystko w porządku? – zapytał wchodząc.  
–  Doktor  mówi,  że  to  chwilowy  kryzys  nerwowy  spowodowany 

napięciem i zbyt dużą ilością wrażeń. Teraz śpi i Dora jest przy niej.  

– To dobra wiadomość. Myślałem... – przerwał, zamknął drzwi do 

biura, po czym podszedł do mnie.  

–  Rozmawiała  z  tym  Deauville’em,  przypadkowo  ich  usłyszałem. 

Prosiła go, żeby wyjechał i kiedy odpowiedział, że nie może, straciła 
cierpliwość. Ona go straszyła, panno Lindsay.  

– Chyba żartujesz, Davies. Pokręcił przecząco głową.  
–  Słyszałem  ich  wyraźnie.  Powiedziała,  że  jeżeli  nie  wyjedzie, 

odbije się to na pani i pani będzie cierpieć.  

background image

– Ja? Ależ to nonsens! 
– Wcale tak nie sądzę.  
– A co na to Philippe? 
– Był bardzo zły. Powiedział, że jeśli ktokolwiek ośmieli się panią 

skrzywdzić, będzie miał z nim do czynienia. Zdenerwowało ją to. Nie 
lubię, kiedy Ona się denerwuje.  

Następnego  ranka  obudził  mnie  Barney,  który  wskoczył  na  moje 

łóżko  i  zaczął  mnie  lizać  po  twarzy.  Otworzyłam  oczy  –  promienie 
światła  przebijały  się  przez  zasłony  i  odbijały  w  wypolerowanych 
meblach.  Miałam  wrażenie,  że  jest  jeszcze  wcześnie  i  doszłam  do 
wniosku,  że  to  Felice  pozwoliła  Barneyowi  wejść  na  górę,  podczas 
gdy ona przygotowywała najprawdopodobniej herbatę w kuchni.  

Leżałam  chwilę,  nasłuchując  odgłosów  dochodzących  z  głębi 

domu, ale zdziwiła mnie panująca wokół cisza. Mama zwykle celowo 
zachowywała  się  głośno,  gdyż  nie  mogła  znieść,  aby  ktoś  spał, 
podczas  gdy  ona  już  była  na  nogach.  Ciągle  jeszcze  zaspana 
wysunęłam się z łóżka, założyłam szlafrok i zeszłam na dół. Kuchnia 
była pusta, tak samo zresztą jak salon i pracownia. Czajnik, który stał 
na  stole  kuchennym,  był  jeszcze  gorący  i  pomyślałam,  że  Felice 
zrobiła  herbatę  i  zaniosła  ją  do  swojego  pokoju.  Najpierw  musiała 
chyba  pójść  do  ogrodu,  bo  drzwi  wejściowe  nie  były  zamknięte  na 
klucz,  a  pamiętam,  że  zanim  poszłam  spać  wczorajszej  nocy, 
dokładnie je zatrzasnęłam.  

Weszłam  więc  do  pokoju  mamy.  Kołdra  zsunięta  była  na  brzeg 

łóżka,  a  na  jednym  z  krzeseł  leżały  bezładnie  porozrzucane  ubrania. 
Wyglądało  to  tak,  jakby  Felice  gorączkowo  szukała,  w  co  ma  się 
ubrać.  Okno  było  otwarte  na  oścież  i  wyjrzałam  do  ogrodu, 
spodziewając się ją w nim ujrzeć,  ale i tam  mamy nie było. No cóż, 
pomyślałam, jeżeli Felice ma ochotę na spacer o piątej rano, dlaczego 
nie?  Ciągle  byłam  bardzo  śpiąca  i  potrzebowałam  solidnego 
odpoczynku  po  poprzednim  –  długim,  męczącym  i  pełnym  wrażeń 
dniu. Wróciłam do swojego pokoju, łagodnie odsunęłam rozłożonego 
na łóżku Barneya, położyłam się obok niego i zasnęłam.  

Obudziłam  się  nagle  z  uczuciem  przerażenia.  Barney  warczał 

chicho,  a  ja  usłyszałam,  że  ktoś  woła  moje  imię.  Spojrzałam  na 
zegarek  ze  strachem,  że  spóźnię  się  do  pracy  i  dopiero  po  chwili 
dotarło  do  mnie,  że  jest  przecież  niedziela.  Otworzyłam  drzwi  od 
pokoju i krzyknęłam w dół.  

background image

– Idę! 
Ujrzałam Dorę wspinającą się po schodach.  
– Lindsay, czy Felice jest z tobą? 
–  Oczywiście,  że  nie.  Mama  jest...  –  nagle  wszystko  sobie 

przypomniałam. – O Boże, czy ona jeszcze nie wróciła.  

– Wróciła? – Dora spojrzała na mnie zaskoczona.  
–  Felice  wyszła,  bardzo  wcześnie  rano.  Zrobiła  sobie  herbatę  i 

wyszła. Przynajmniej tak mi się zdawało – dodałam niepewnie.  

–  To  znaczy,  że  nie  wiesz,  gdzie  ona  jest?  Pokręciłam  przecząco 

głową.  

– Myślałam, że wyszła na poranny spacer, może żeby namalować 

wschód słońca, czy coś w tym rodzaju.  

Dora rzuciła mi oskarżycielskie spojrzenie.  
–  Wiesz  przecież,  że  ona  nie  była  sobą,  tak  była  ostatnio 

zdenerwowana. Przyszłam, żeby jej zrobić filiżankę herbaty.  

– Dora, bądź tak dobra i przygotuj herbatę dla nas, chciałabym się 

ubrać. Mama prawdopodobnie będzie tu lada chwila.  

Wróciłam  do  pokoju,  wciągnęłam  na  siebie  dżinsy  i  sweterek,  a 

przez ten czas Dora zdążyła przygotować herbatę i parę grzanek.  

–  Zadręczam  cię,  Lindsay  –  powiedziała.  –  Miałaś  wczoraj  taki 

pracowity dzień, nie powinnam cię była budzić. Usiądź, kochanie.  

Wypiłam  dwie  filiżanki  herbaty  i  zabrałam  się  do  jedzenia,  ale 

niepokój  Dory  i  mnie  się  udzielił.  Nie  odzywała  się  ani  słowem  i  to 
również zaczęło mnie denerwować.  

– Ona w ogóle nie ma zmysłu orientacji – odezwała się w końcu. – 

Kiedyś pokłóciła się z Coninstonem i nie było jej przez cały dzień, tak 
że musiał w końcu dzwonić do Pogotowia Górskiego.  

– Felice jest samolubna i nierozważna.  
– Och nie, Lindsay. Ona jest jak dziecko, chce po prostu, aby się 

nią zajmować.  

– A to należy do moich obowiązków – powiedziałam ponuro.  
– Czy pójdziesz jej szukać? 
–  Tak,  pójdę  –  odpowiedziałam  i  wstałam  z  krzesła.  –  Pójdę  jej 

poszukać, chociaż Bóg jeden wie, gdzie ją znaleźć.  

Uczucie  ulgi,  które  zauważyłam  na  twarzy  Dory  wydało  mi  się 

zupełnie  niedorzeczne,  ale  prawdę  mówiąc,  sama  byłam  już  nieźle 
przestraszona.  

–  Dora,  najlepiej  będzie,  jak  ty  zostaniesz  w  domu.  Ja  pójdę  do 

background image

Gorton Feli, a potem zejdę do wsi i zadzwonię stamtąd do ciebie. Jeśli 
jej  nie  znajdę,  albo  się  dowiem,  że  nadal  nie  ma  jej  w  domu, 
zawiadomię Rogera.  

–  To  dobry  pomysł  –  stwierdziła  Dora.  –  Potrzebujesz  czegoś  do 

jedzenia, czekoladę, no i apteczkę.  

Zapakowałam  swój  plecak,  wzięłam  kurtkę  przeciwdeszczową  i 

zasznurowałam  buty.  Barney  radośnie  skakał  wokół  mnie  i 
pomyślałam, że szkoda, iż nie jest psem gończym, bo mógłby wtedy 
odnaleźć  Felice,  idąc  jej  tropem.  W  każdym  razie,  na  pewno  był 
dobrym kompanem.  

Wyruszyliśmy  w  drogę.  Nie  był  to  dobry  dzień  na  piesze 

wędrówki;  było  gorąco  i  wilgotno,  w  powietrzu  wisiała  burza. 
Minęłam  kilka  grupek  piechurów,  również  wspinających  się  na 
Gorton  Feli,  ale  na  próżno  wypytywałam  o  Felice.  Nic  zresztą 
dziwnego,  wyszła  z  domu  ponad  pięć  godzin  temu.  Tymczasem  mój 
niepokój  o  nią  rósł  z  każdym  krokiem.  Co  jakiś  czas  przystawałam, 
aby obserwować okolicę przez lornetkę w nadziei, że w końcu gdzieś 
ją wypatrzę, ale bez powodzenia. Zrezygnowana, zeszłam ścieżką do 
wsi i zadzwoniłam do Dory.  

Dowiedziałam  się,  że  Felice  jeszcze  nie  wróciła.  Pomyślałam 

przerażona,  że  mogła  wpaść  w  jakąś  przepaść  i  może  leży  tam 
nieprzytomna, w panice zadzwoniłam więc do Rogera.  

–  Dobrze,  już  jadę  –  odpowiedział,  gdy  zdałam  mu  relację  o 

zniknięciu mamy. – Wezmę ze sobą Daviesa i braci Knightów.  

– Och, Roger, dziękuję ci.  
– A gdzie ty teraz jesteś? 
– W Gorton.  
– Świetnie, zamów sobie drinka w gospodzie i czekaj tam na mnie.  
Drzwi do baru były otwarte, weszłam więc do środka i zamówiłam 

piwo z mrożoną lemoniadą. Zabrałam szklankę, wyszłam na zewnątrz 
i usiadłam na drewnianej ławce, aby tam zaczekać na Rogera.  

Był  bardzo  słowny,  bo  minęło  zaledwie  kilkanaście  minut,  gdy 

jego samochód zatrzymał się przed barem i wyskoczyli z niego Davies 
i  bracia  Knightowie.  Roger  podszedł  do  mnie  i  objąwszy  mocno, 
pocałował.  

– Znajdziesz ją, kochanie. Nie martw się.  
Davies  miał  już  przygotowany  plan  akcji.  Zaproponował,  aby 

każde  z  nas  poszło  inną  drogą  do  wodospadu  przy  szczycie  Freavey, 

background image

doszedł bowiem do wniosku, że było to jedyne miejsce, gdzie mogła 
dotrzeć.  Dalej  był  już  tylko  szczyt  High  Sall,  którego  jednak  Felice 
unikała  jak  ognia.  Po  godzinie  poszukiwań  mieliśmy  spotkać  się  w 
gospodzie  i  zadzwonić  do  Dory.  Davies  i  Knightowie,  którzy  byli 
dobrymi alpinistami, wybrali drogę najtrudniejszą, położoną najwyżej 
i prowadzącą do samego szczytu góry Greavey. Roger miał się zająć 
łagodniejszą częścią środkową, a ja szłam ścieżką wzdłuż jeziora, aż 
do miejsca, gdzie tworzył się wodospad.  

Felice  była  już  poza  domem  od  prawie  siedmiu  godzin  i  nerwy 

sprawiły,  że  bolał  mnie  żołądek  –  ściśnięty  i  twardy,  jak  kamień. 
Miałam wyrzuty sumienia, że to ja jestem winna zniknięciu mamy, bo 
nie  starałam  się  jej  wysłuchać  czy  zrozumieć.  Zaczęłam  biec.  Serce 
waliło mi jak młot, kiedy dotarłam do wodospadu, a jego rytm jeszcze 
bardziej  przyspieszył  się,  gdy  nad  brzegiem  jeziora  ujrzałam  jakąś 
postać.  Zawołałam  imię  mamy,  a  Barney  wyskoczył  w  jej  kierunku, 
by  już  po  chwili  zatrzymać  się  z  zaskoczeniem.  Kobieta  odwróciła 
głowę  w  moją  stronę,  to  nie  była  Felice.  Strach  dosięgną!  zenitu  – 
dlaczego  ona  tak  uparcie  wpatrywała  się  w  jezioro?  Zaczęłam  iść, 
zmuszając się do patrzenia na wodę. Miała bladozielony kolor i była 
tak  przejrzysta,  że  widać  było  leżące  na  dnie  białe  kamienie,  od 
których odbijało się światło.  

–  Nie  chciałabym  pani  przeszkadzać  –  powiedziałam,  kiedy  w 

końcu dotarłam do nieznajomej • ale szukam mojej matki.  

–  Nie  znajdzie  jej  pani  tutaj  –  odparła.  –  Siedzę  tu  sama  już  od 

świtu, czekając na przyjaciela, ale on nie przyjdzie. Ani teraz, ani już 
nigdy...  

Jej smutek był tak oczywisty, że nie wypytywałam już o nic więcej 

i  pomaszerowałam  z  powrotem  w  kierunku  gospody.  Właściciel 
rozpoznał mnie.  

– Czy to pani nazywa się Strong? 
Skinęłam twierdząco głową – a on ciągnął dalej.  
–  Pan  Reed  zostawił  dla  pani  wiadomość.  Rozwinęłam  kartkę, 

którą mi podał i przeczytałam: 

„Znalazłem  Felice,  jest  bardzo  wyczerpana.  Zawożę  ją  do  domu. 

Davies i chłopcy wracają na piechotę. Przyjadę do ciebie – czekaj. „ 

– Dzięki Bogu! – odetchnęłam z ulgą.  
W  tym  momencie  nogi  ugięły  się  pode  mną  i  musiałam 

przytrzymać się barmana, żeby nie upaść.  

background image

– Już dobrze,  panienko –  chwycił  mnie silnymi ramionami.  –  Już 

po wszystkim. Przygotuję pani teraz filiżankę mocnej herbaty.  

Ciągle  mnie  obejmując,  podprowadził  na  zaplecze,  gdzie  krzątała 

się jego żona.  

– Panienka od pana Reeda! – powiedziała, pomagając mi usiąść na 

krześle.  –  Przestraszyła  się,  myślała,  że  mama  zginęła  gdzieś  w 
górach. Ale nie trzeba się już martwić, pan Reed ją znalazł. To dobry 
człowiek.  

Gorąca  herbata  przywróciła  mnie  do  życia.  Byłam  poruszona 

dobrocią  tych  dwojga  ludzi,  którzy  zdawali  się  bardzo  dobrze  znać 
Rogera. Po krótkim odpoczynku poczułam, że wracają mi siły, a wraz 
z nimi również gniew na matkę.  

Jak  mogła  sprawić  mi  tyle  kłopotów?!  Zamyśliłam  się  nad  jej 

zachowaniem  i  dopiero  głos  Rogera,  wołającego  moje  imię, 
przywrócił mnie do rzeczywistości. Wyszłam mu na spotkanie.  

Roger wziął mnie za rękę, podziękował barmanowi i jego żonie, po 

czym wraz z Bameyem wsiedliśmy do samochodu.  

– Nie wiem, jak mam ci dziękować, Roger.  
– Daj spokój, nie zrobiłem przecież nic takiego.  
– Przyszedłeś, kiedy cię potrzebowałam.  
–  Oczywiście,  ale  teraz  Lindsay,  nie  mów  już  nic  i  odpocznij.  Z 

Felice wszystko w porządku – roześmiał się. – Była oburzona, kiedy 
ją odnaleźliśmy. Nie miała prawa sprawiać ci tyle bólu, powiedziałem 
jej to.  

Roger  był  osobą,  na  której  można  było  polegać  i  której  na  mnie 

zależało,  ale  czy  to  nie  za  mało?  Kiedy  jechaliśmy  wzdłuż  wąskiej 
drogi, cały czas miałam przed oczyma twarz Philippe’a, wspomnienie 
jego prowokującego uśmiechu tkwiło w moim sercu jak cierń.  

Gdy  zatrzymaliśmy  się  przed  domem,  natychmiast  ukazała  się 

Dora i podbiegła do samochodu.  

–  Nie  wiem  co  robić  –  nerwowo  ściskała  swoje  ręce  –  Felice 

zamknęła się w pracowni i nie odpowiada na moje pukanie.  

–  Cholerna  baba!  –  powiedział  Roger,  idąc  za  mną  przez  dom  w 

stronę pracowni. Uderzył nerwowo pięścią w drzwi.  

– Natychmiast mnie wpuść! – krzyknął. Odpowiedziała nam tylko 

cisza. Co ona tam robiła? 

–  Jeśli  w  tej  chwili  nie  otworzysz  drzwi,  wyważę  je!  Klucz  w 

zamku  przekręcił  się  i  Felice  pozwoliła  mi  wejść,  ale  Rogerowi 

background image

zatrzasnęła  drzwi  przed  nosem  i  ponownie  zamknęła  je  na  klucz. 
Potem podeszła do sztalug, zupełnie ignorując moją obecność.  

–  Ostatni  raz  martwiłam  się  i  szukałam  cię.  Nie  będę  się 

przejmować, kiedy następnym razem nie wrócisz wcale.  

–  Myślę,  że  tak  będzie  najlepiej,  jestem  dla  ciebie  ciężarem  – 

westchnęła, a mój gniew gdzieś się ulotnił.  

Podeszłam  do  niej,  objęłam  i  ucałowałam  w  pachnące  policzki. 

Odsunęła  mnie  od  siebie  łagodnie  i  kątem  oka  dostrzegłam  prawie 
skończony obraz, namalowany chyba w jakimś amoku, tak krzykliwe 
były jego kolory. High Sail, mocny i bezwzględny, wystrzelał w górę, 
a jego wierzchołek przysłonięty był chmurami. Na pierwszym planie 
widać było dom i skrawek jeziora, na którego brzegu leżał mężczyzna. 
Nie żył, wiedziałam, że nie żył. Patrzyłam na obraz przerażona – czy 
mama  straciła  rozum?  Objęłam  ją  jeszcze  mocniej,  ale  ona  znowu 
mnie odepchnęła.  

–  Więc  jednak  ci  na  mnie  zależy  –  powiedziała  rozdrażniona.  – 

Wiedziałam, że będziesz mnie szukać i szukać. Biedna Dora, była taka 
spanikowana.  

–  Dlaczego  nam  to  robisz?  Davies  i  bracia  Knight  chyba  ciągle 

jeszcze  są  w  górach.  Dlaczego  chcesz,  abym  czuła  się  winna?  Czy 
chcesz na mnie przerzucić ciężar swoich grzechów? 

–  Grzechów?!  –  krzyknęła.  –  Jakaż  jesteś  głupia.  Czasami  mam 

wrażenie, że nie jesteś moją córką – moją i Cona.  

– Trzymasz mnie przy sobie jak psa na łańcuchu. Con uciekł...  
–  Jak  śmiesz!  –  błyskawicznym  ruchem  uderzyła  mnie  otwartą 

dłonią w policzek.  

Odwróciłam się, pocierając twarz – bardzo bolało.  
–  Nie  odchodź,  Lindsay,  nie  zniosę  samotności.  Przepraszam, 

kochanie, nie chciałam cię skrzywdzić.  

Odsunęła moją rękę z policzka i pocałowała mnie.  
– No już, już będzie dobrze.  
–  Nie  będzie,  mamo.  Chciałaś  mnie  zranić.  W  porządku,  mogę 

dzielić twój ból, jeśli to jest to, czego pragniesz. Ale dlaczego jesteś 
taka  poruszona?  –  spojrzałam  wymownie  na  płótno  umieszczone  na 
sztalugach.  –  Rozumiem  twój  strach  przed  High  Sall,  ale  to  i  to.  – 
Wskazałam  na  dom,  a  potem  mój  palec  przesunął  się  na  ciało 
martwego mężczyzny.  

–  Tego  domu  nie  ma  –  powiedziała  –  ciała  też  nie,  tylko  ja 

background image

zostałam.  

Zaczęła płakać, najpierw cicho, a potem już rozdzierające szlochy 

wstrząsnęły  jej  ciałem.  Moja  litość  i  współczucie  dla  mamy  już  się 
wyczerpały, ale nie mogłam przecież stać tak bez ruchu.  

–  Uspokój  się  –  próbowałam  ją  uciszyć,  trzymając  przy  sobie. 

Podprowadziłam  mamę  do  fotela,  w  którym  wyciągnęła  się  z 
zamkniętymi oczyma.  Wyglądała tak młodo, z włosami opadającymi 
dokoła twarzy.  

– Jestem zmęczona, tak bardzo zmęczona – westchnęła głęboko. – 

Myślę, że będzie najlepiej, jak się już położę.  

Odprowadziłam Felice do jej pokoju,  posłałam łóżko i zasunęłam 

zasłony.  

– Nie wyjdziesz chyba – powiedziała niespokojnie. – To znaczy, że 

zostaniesz w domu.  

– Oczywiście, zajdę do ciebie później.  
Musiałam  się  czegoś  napić,  więc  weszłam  do  kuchni,  gdzie 

zastałam Daviesa, przygotowywującego herbatę.  

–  Mam  ochotę  na  gin  –  powiedziałam.  –  Podwójny.  A  ty? 

Przytaknął i odstawił czajnik na bok.  

– Gdzie jest Roger? 
– Wyszedł już. Był wściekły. On nie potrafi jej zrozumieć.  
–  Wydaje  mi  się,  że  ja  też  jej  nie  rozumiem.  Czuję  się  przez  to 

bezradna i boję się – położyłam ręce na stole, a on je przykrył swoimi. 
– Chodź na chwilę do pracowni. Chciałabym ci coś pokazać.  

Davies dokończył swojego drinka i poszedł za mną.  
–  Spójrz  na  to  –  stanęłam  przed  sztalugami.  –  Rozumiem  jej 

obsesję na temat High Sail, ale nie wiem, jakie znaczenie mają te dwie 
rzeczy  –  wskazałam  na  namalowane  na  obrazie  –  dom  i  ciało 
mężczyzny.  

Davies  patrzył  przez  chwilę  na  płótno,  po  czym  odwrócił  się  i 

wyszedł  przed  dom.  Usiadł  na  ławce,  oddychając  tak  ciężko,  jakby 
miał za sobą długi i ciężki bieg.  

–  Czy  ten  dom  jest  tylko  wytworem  wyobraźni?  –  nalegałam.  – 

Kim może być ten mężczyzna? 

– To jej fantazje, a może złe sny.  
– To coś więcej niż sny, Davies. Wyjaśnij mi to.  
–  Ona  sama  pani  powie,  kiedy  nadejdzie  czas  –  podniósł  się  i 

poklepał mnie po ramieniu.  

background image

Domyśliłam  się,  że  już  nic  więcej  z  niego  nie  wydobędę.  Wstał, 

pożegnał  się  i  ruszył  w  drogę  powrotną.  Obserwowałam  go,  jak 
schodzi ścieżką w dół i wkrótce zniknął mi z oczu, ale długo jeszcze 
słyszałam stukot jego podzelowanych butów.  

Po chwili wróciłam do pracowni Felice, zdjęłam płótno ze sztalug i 

schowałam je pomiędzy inne obrazy oparte o ścianę. Miałam nadzieję, 
że  gdy  się  obudzi,  nie  będzie  już  pamiętać,  że  je  namalowała.  Ja 
jednak miałam pamiętać jeszcze bardzo długo – to było jak cień, który 
kładł się na życie moje i Felice.  

background image

ROZDZIAŁ VIII 

 

– Ten list nadszedł wczoraj. Był adresowany do mojej matki, więc 

adwokaci Deauville’ów przekazali go mnie.  

Siedziałam w barze hotelu Lake End, słuchając Philippe’a, który z 

ożywieniem dzielił się ze mną najnowszymi wiadomościami.  

Niecierpliwym ruchem odrzucił włosy, spadające mu na czoło, po 

czym ciągnął dalej.  

– Został wysłany przez radców prawnych z Chester, zawiadamiają, 

że  niedawno  zmarła  ciotka  mojej  matki  i  proszą  mamę  o  kontakt  z 
nimi.  

– Chester... – powtórzyłam w milczeniu.  
–  Zadzwoniłem  do  nich  i  powiedzieli,  że  najlepiej  będzie,  jak 

skontaktuję się z nimi osobiście. Podali też nazwisko i adres mojego 
kuzyna  w  Chester,  gdzie  mieszkała  ta  ciotka.  Ona  była  siostrą  mojej 
babki.  

– A więc okazuje się, że szukałeś w złym miejscu.  
Nie byłam pewna, czy jestem z tego zadowolona, czynie. Wyjazd 

Philippe’a na pewno przyśpieszyłby powrót Felice do zdrowia, ale dla 
mnie myśl o rozstaniu z nim była nie do zniesienia.  

–  Ten  kuzyn  zaprosił  mnie.  Dał  do  zrozumienia,  że  mogę 

przyjechać z osobą towarzyszącą. Może pojedziesz ze mną? 

Jego propozycja sprawiła mi przyjemność. Bardzo chciałam z nim 

być, z drugiej jednak strony obawiałam się, że ten wyjazd sprawi, że 
nasze  przyszłe,  nieuniknione  rozstanie,  będzie  dla  mnie  jeszcze 
bardziej bolesne.  

– Chciałabym, ale...  
–  Wiem  –  powiedział  zniecierpliwiony  –  Felice  nie  wypuści  cię 

spoza zasięgu swego wzroku.  

Powiedział to tak, jakbym była więźniem swojej własnej matki.  
– Pojadę – szybko podjęłam decyzję.  
Uśmiechnął się, a moje serce zabiło mocniej.  
– Wiedziałam, że pojedziesz, Lindsay. Nie potrafisz opuścić kogoś 

w potrzebie.  

Roześmiałam się.  
– Ależ właśnie to robię! Felice...  
– Czy ona czuje się już lepiej? 

background image

–  Nie  wiem,  Philippe.  Zachowuje  się  ostatnio  tak,  ja  by  była 

otoczona  jakimś  niewidocznym  kokonem,  nie  mogę  do  niej  dotrzeć. 
Naprawdę  nie  wiem,  co  bym  zrobiła,  gdyby  nie  pomoc  Dory,  bo 
matka zupełnie mnie odtrąciła, nie mam zresztą pojęcia dlaczego.  

Nie  chciałam  zdradzić  się  przez  Philippe’em,  czy  przed 

kimkolwiek, jak trudne były dla mnie te ostatnie dni.  

– Nie myśl o tym, Lindsay – powiedział Philippe z werwą. – W tej 

chwili  potrzebujesz  dobrego  jedzenia,  dobrego  wina  i  kogoś,  kto  by 
cię rozpieszczał.  

Objął  mnie ramieniem i przeszliśmy do restauracji,  gdzie od razu 

zjawił  się  przy  nas  kelner,  wskazując  wolne  miejsca.  Wybór  dań 
Philippe zostawił mnie i już po chwili na stole pojawiły się zakąski.  

–  Ten  list  tak  wiele  zmienił  –  zauważył  Philippe,  dłubiąc  w 

plasterku  melona,  leżącym  na  talerzyku.  –  Czuję  się  tak,  jakbym 
odkrywał nowy świat, dwie połowy mnie samego  może się  w końcu 
spotkają. Jeśli nie dowiem się, kim był ojciec, będę się czuł oszukany 
do końca życia.  

– Philippe, nie powinieneś wiązać z tym listem zbyt wielu nadziei. 

A jeśli twój kuzyn wierzy, że ty naprawdę jesteś Deauvile’em.  

Przyszłość miała pokazać, że przewidywałam dobrze.  
Podróż do Chester upłynęła nam spokojnie, nawet zbyt spokojnie. 

Siedząc  obok  Philippe’a  czułam,  że  jest  coraz  bardziej 
podekscytowany  tą  wizytą,  odetchnęłam  z  ulgą,  kiedy  w  końcu 
dojechaliśmy  na  miejsce,  Posiadłość  Cornellów  leżała  na 
przedmieściu  miasta,  na  stoku  łagodnie  opadającym  ku  rzece,  a  ich 
biało-czarny dom był typowym przykładem architektury tych stron.  

Pani Cornell oczekiwała nas w drzwiach. Była wysoka i elegancka. 

Przywitała Philippe’a szerokim uśmiechem, który jednak nie roztopił 
lodowatego  spojrzenia  jej  oczu.  Podałyśmy  sobie  ręce,  po  czym 
Barbara  –  bo  tak  miała  na  imię  –  zaprosiła  nas  do  środka,  gdzie 
najpierw  pokazała  nam  nasze  pokoje,  a  następnie  zaprowadziła  do 
salonu.  Był  umeblowany  samymi  antykami,  których  piękno 
podkreślały  ustawione  tu  i  ówdzie  kompozycje  z  kwiatów. 
Zaproponowała nam cherry.  

–  Mój  mąż  przyjdzie  późno.  Zwykle  przez  cały  weekend  gra  w 

golfa. To takie nudne. Czy pan gra w golfa, Philippe? 

– Raczej nie – lekkim tonem odpowiedział Philippe. – Moją pasją 

jest krykiet.  

background image

Kiedy piliśmy już trzecią cherry, zjawił się William Cornell.  
– Przepraszam  cię,  kochanie  –  powiedział,  starając się pocałować 

Barbarę w policzek, czego jednak zręcznie uniknęła.  

– Cieszę się, że was widzę. Jeszcze jedną cherry? 
Podniósł  butelkę  i  napełnił  nasze  kieliszki,  sobie  nalewając 

podwójnie  i  udając,  że  nie  widzi  krzywego  spojrzenia  żony.  Jego 
twarz,  ogorzałą  od  słońca  i  wiatru,  przecinały  czerwone  żyłki,  a  w 
jego jasno-niebieskich oczach – czaił się błysk rozbawienia.  

– Kolacja jest już gotowa. – Barbara wprowadziła nas do jadalni i 

wskazała  miejsce  przy  stole.  Był  nakryty  koronkową  serwetą,  a  na 
środku stała srebrna waza wypełniona bukietem róż.  

Najpierw podano nam łososia, który, jak zapewniła Barbara, został 

złapany w pobliskiej rzece. Wiliam napełnił kieliszki winem, po czym 
pochylił się w stronę Philippe’a.  

–  Jesteś  bardzo  podobny  do  Eve  –  powiedział  –  Ona  była 

najładniejsza w całej rodzinie, prawdziwa piękność.  

Ta  uwaga  najwyraźniej  nie  spodobała  się  Barbarze,  bo  stała  się 

jeszcze bardziej lodowata niż przedtem.  

– Czy znałeś moją matkę? – zapytał Philippe z ożywieniem.  
– Kto jej nie znał? – Wiliam roześmiał się. – Każy facet w mieście 

za  nią  szalał.  Była  bystrą  kobietą,  studiowała  na  uniwersytecie  w 
Liverpoolu,  a  po  francusku  mówiła  bezbłędnie.  No  i  kochała 
zwierzęta, zawsze widziałem ją w towarzystwie psa lub kota.  

Philippe uśmiechnął się.  
– To prawda. W domu trzymała mnóstwo pudli, ku niezadowoleniu 

mojego ojca, zresztą. Nie lubiła się z nimi rozstawać.  

–  Kochała  też  konie  –  ciągnął  William.  –  Konno  jeździła  jak 

kawalerzysta, prawda Barbaro? 

Barbara  przytaknęła.  Postać  Eve  Deauville  zaczynała  powoli 

wyłaniać  się  z  ciemności.  Myślałam  o  niej  jak  o  tajemniczej  osobie, 
niewątpliwie  bardzo  prostolinijnej,  która  dla  dobra  swojego  syna 
poślubiła Andre Deauville’a, starszego od niej o dziesięć lat.  

– Założę się, że macie dużo koni w waszej stajni – William znowu 

zwrócił się do Philippe’a.  

– To prawda. Są one dobrze znane na torach wyścigowych Francji i 

Anglii. Matka uczyła nas wszystkich jeździć.  

 
– Eve zawsze trzymała się blisko stajni, kiedy tu mieszkała.  

background image

– Mieszkała tutaj? 
–  Nie  wiedziałeś?  Myślałem...  –  William  spojrzał  pytająco  na 

Barbarę,  ale  że  ta  siedziała  niewzruszona,  ciągnął  dalej:  –  Eve 
przyjechała tutaj i zamieszkała z rodziną Barbary krótko po tym, jak 
jej  ojciec  zginął  na  wojnie.  Twój  Dziadek,  Philippe,  był  wspaniałym 
człowiekiem, latał na Spitfire’ach. Matka Eve zginęła po jego śmierci 
w czasie nalotu.  

–  Tutaj  był  zawsze  mój  dom.  –  Barbara  spojrzała  na  męża.  – 

Oczywiście przez jakiś czas była jeszcze Eve, która z nami mieszkała.  

–  Barbara  i  ja  pobraliśmy  się  w  czasie  wojny.  Służyłem  w 

marynarce,  a  kiedy  zostałem  zdemobilizowany,  nigdzie  nie  mogłem 
znaleźć  pracy.  Zamieszkaliśmy  więc  tutaj,  co  wtedy  wydawało  się 
najlepszym wyjściem, no i zostaliśmy już tu.  

–  To  piękny  dom  –  odezwałam  się.  –  Marzę  o  tym,  aby  obejrzeć 

jeszcze ogród.  

– Uczyniłem z niego miłe miejsce – stwierdził – William z dumą. – 

Kiedyś chciałem zostać ogrodnikiem – nienawidziłem miasta – ale w 
końcu  rodzina  załatwiła  mi  pracę  w  firmie  ubezpieczeniowej  w 
Manchesterze. Do tej pory zresztą się do niej przyzwyczaiłem – dodał.  

–  William  każdego  zanudza  sprawami  swojego  ogrodu  – 

powiedziała  Barbara.  –  Jestem  pewna,  że  pani  to  nie  interesuje, 
prawda? 

– Wręcz przeciwnie! Sama uprawiam nasz domowy ogródek, choć 

nie jestem fachowcem. Może mógłby mi pan dać parę wskazówek? 

William uśmiechnął się.  
–  Z  przyjemnością.  Ale  proszę  mi  mówić  po  imieniu,  będzie 

prościej.  

Ani  Philippe,  ani  Barbara  nie  wyrazili  chęci  wyjścia  do  ogrodu 

razem  z  nami.  Ciotka  zapisała  Eve  w  testamencie  parę  cennych 
przedmiotów i Barbara zaproponowała, aby je przejrzeli i wybrali te, 
które  Philippe  chciałby  zatrzymać.  Byłam  nawet  z  tego  zadowolona, 
bo  przynajmniej  udało  mi  się  uniknąć  jej  towarzystwa  i  wyraźnej 
wrogości.  

– Moja żona jest trochę nie w sosie – próbował usprawiedliwić jej 

zachowanie  William,  kiedy  podziwiałam  już  w  ogrodzie  cudowny 
kłąb róż – bardzo kochała moją stryjeczną babkę.  

Nie przekonał mnie jednak, że właśnie z tego powodu Barbara tak 

chłodno  nas  przyjęła.  Byłam  więcej  niż  pewna,  że  sprawił  to  raczej 

background image

fakt,  że  Philippe  jest  synem  Eve  i  następne  słowa  Williama 
potwierdziły moje przypuszczenia.  

– Philippe wydaje się być całkiem miłym człowiekiem. Rozumiem, 

że  Eve  miała  kilkoro  dzieci  –  wyczułam  zazdrość  i  tęsknotę  w  jego 
słowach.  

– Philippe ma jeszcze trzech braci – wyjaśniłam.  
– Szczęśliwy facet – wymamrotał William i domyśliłam się, że ma 

na myśli Andre Deauville’a.  

Przeszliśmy przez bramę, oplataną zielonymi pnączami bluszczu i 

skierowaliśmy się w stronę rzeki, gdzie na chwilę usiedliśmy.  

– To był dla mnie szok, gdy dowiedziałem się, że Eve nie żyje. – 

William  poczęstował  mnie  papierosem  i  sam  też  zapalił.  –  Bardzo 
często o niej myślałem. Zawsze sądziłem, że wyjdzie za mąż za kogoś 
z  naszego  kręgu  znajomych  –  poznasz  dzisiaj  niektórych  z  nich, 
Barbara  zaprosiła  ich  na  drinka,  aby  poznali  Philippe’a.  Eve  jednak 
wyniosła  się  do  Francji.  Myślę,  że  to  te  wakacje  w  Lakę  District 
wytrąciły ją z równowagi.  

Serce mi zamarło.  
– Czy ona miała przyjaciół w Lakę District? William przytaknął.  
– Tak, koleżankę ze studiów. Dziwną dziewczynę, ale interesującą 

i  bardzo  wrażliwą.  Pamiętam,  że  była  brunetką  o  błyszczących 
oczach.  

– A czy pamiętasz, jak się nazywała? Spojrzał na mnie zdziwiony i 

zawahał się.  

– Chyba nie, pamiętam tylko, że była Irlandką i pisała wiersze.  
– Ale czy ona mieszkała w Lakę District? – wypytywałam dalej.  
– Nie sądzę. Chyba mieszkała w jakimś schronisku, tak jak Eve.  
Wydaje mi się, że przyjaźniły się tam z jakąś artystką.  
– Artystką? – powtórzyłam oszołomiona.  
–  Tak,  utalentowaną  dziewczyną,  dała  jej  nawet  parę  swoich 

obrazów. Dwa z nich zabrała Eve później ze sobą, a jeden został tutaj. 
Bardzo  mi  się  podobał  i  Eve  go  u  mnie  zostawiła,  wisi  cały  czas  w 
mojej  jaskini  –  roześmiał  się  jowialnie.  –  Brzmi  to  tak,  jakbym  był 
jakimś  niedźwiedziem.  Eve  mnie  tak  nazywała,  mówiła,  że  jestem 
największym  i  najlepszym  niedźwiedziem,  jakiego  udało  jej  się 
kiedykolwiek spotkać.  

– Bardzo ci na niej zależało? – zapytałam ciepło.  
– O tak, kochałem ją – odpowiedział po prostu. – Ale widzisz, było 

background image

za  późno.  –  Poklepał  mnie  po  ramieniu,  a  oczy  zaszły  mu  mgłą  i 
zamyślił się nad przeszłością.  

Przyszło  mi  do  głowy,  że  może  to  on  jest  ojcem  Philippe’a,  ale 

natychmiast odrzuciłam tę myśl.  

–  Nigdy  się  nie  dowiedziała,  jak  bardzo  mi  na  niej  zależało  – 

znowu podjął rozmowę. – Wyjechała na wiosnę i całe lato spędziła z 
przyjaciółką w Lakę District. Wróciła w październiku po swoje rzeczy 
i nawet nie zatrzymała się już tutaj na noc.  

To długie lato stanęło mi nagle przed oczyma. Wyobraziłam sobie 

Eve  ze  swoją  irlandzką  przyjaciółką  i  w  towarzystwie  Felice,  nie 
miałam bowiem żadnych wątpliwości, że to właśnie moja matka była 
tą trzecią, która spędzała z nimi czas. Ale co wydarzyło się potem? 

Głos Williama przywołał mnie do rzeczywistości.  
– Jak poznałaś Philippe’a? – zapytał.  
– Pracuję w Longmare w Galerii i Philippe zjawił się tam pewnego 

dnia, aby kupić obraz.  

–  Moja  żona  nie  lubi  obrazów.  Zbiera  tylko  te  przeklęte  chińskie 

figurki.  Czasami  aż  boję  się  chodzić  po  mieszkaniu,  żeby 
przypadkiem którejś nie strącić.  

Zaczynałam bardzo lubić Williama, w przeciwieństwie do Barbary, 

która podobała mi się coraz mniej.  

– Chodź, pokażę ci jeszcze grządki ze szparagami – zaproponował 

i wąską ścieżką ruszyłam za nim do ogrodu.  

–  Uprawiam  wszystkie  jarzyny.  Barbara  uważa,  że  powinniśmy 

zatrudnić  ogrodnika,  tak  jak  wszyscy  nasi  sąsiedzi  –  znowu  się 
roześmiał  Odpowiedziałam  Williamowi,  jak  to  Coninston  wpadł  na 
ten  wspaniały  pomysł,  aby  posadzić  w  naszym  ogrodzie  jodły  i 
sprzedać je potem, przed Bożym Narodzeniem. Oczywiście dodałam, 
że  nie  mógł  się  potem  zdecydować  na  ich  ścięcie  i  tak  rosną  do 
dzisiejszego dnia – żywa pamiątka po moim ojcu.  

–  Musiał  być  wrażliwym  człowiekiem  –  skomentował  moją 

opowieść William. – Spójrz na te wierzby. Barbara chce je wyciąć, ale 
nie pozwolę jej na to. Dom należy do niej, urządza go po swojemu, ale 
ogród jest mój – dokończył bojowym tonem.  

Napatrzywszy  się  na  ogród  Williama,  zaproponowałam  z  kolei, 

abyśmy poszli obejrzeć obraz, wiszący w jego pokoju.  

Okazało  się,  że  moje  przewidywania  były  słuszne,  było  to 

rzeczywiście  jedno  z  płócien  Felice.  Sprawiało  bardzo  przyjemne 

background image

wrażenie,  a  przedstawiało  fragment  jeziora,  z  brzegiem  porośniętym 
trzciną  i  słonecznymi  żonkilami.  Tło  stanowiły  góry,  których 
wierzchołki spowite były w chmurach, a na jeziorze unosiła się pusta 
łódź.  

– Zabawna jest ta łódź – stwierdził William. – Porzucona na środku 

jeziora,  tak  jakby...  –  przerwał  i  zmarszczył  brwi,  zastanawiając  się 
nad  czymś.  –  Zapytałem  o  nią  Eve  i  wtedy  powiedziała,  żebym  ten 
obraz  przetrzymał  u  siebie,  bo  któregoś  dnia  może  będzie  chciała 
sobie dzięki niemu o czymś przypomnieć. Pomyślałem,  że to bardzo 
dziwne  i  nadal  tak  myślę.  A  ona  już  nam  niczego  nie  wyjaśni  – 
westchnął.  –  Czy  myślisz,  że  Philippe  miałby  coś  przeciwko  temu, 
żebym zatrzymał ten obraz na pamiątkę? 

William  powtórzył  swoje  pytanie  Philipe’owi,  kiedy  siedzieliśmy 

już  w  salonie,  popijając  herbatę  z  chińskiej  porcelany  i  przegryzając 
kanapki.  Reakcja  Philippe’a  na  wieść  o  obrazie  była  podobna  do 
mojej,  Felice  była  bowiem  kluczem  do  całej  tajemnicy,  której  tak 
uparcie strzegła.  

Wkrótce przybyli na drinka przyjaciele Cornellów. Było oczywiste, 

że  stanowią  dobraną  paczkę,  zżytą  w  ciągu  wielu  lat  znajomości. 
Próbowałam  odgadnąć,  który  z  tych  zadbanych  miejscowych  notabli 
kochał się w Eve. Wspominali ją raczej ostrożnie, ale w ich słowach 
można było wyczuć żal po jej stracie, podczas gdy opinie ich żon były 
już  bardziej  ostre  i  dosadne.  Philippe  zrobił  na  nich  duże  wrażenie, 
gdyż  imponowały  im  pieniądze,  majątek  i  siła,  a  Eve  poprzez 
małżeństwo  z  Deauville’m  stało  się  dla  nich  symbolem 
niewyobrażalnego wręcz sukcesu.  

Następnego  dnia  Philippe  zajrzał  do  mojego  pokoju  bardzo 

wcześnie.  Stojąc  przy  oknie,  obserwowałam  akurat  mgłę,  powoli 
unoszącą się znad rzeki.  

Philippe objął mnie i pocałował.  
– Wyjedźmy wcześnie, będziemy mieli cały dzień tylko dla siebie.  
– Czy Cornellowie nie poczują się tym urażeni? 
–  Och,  na  pewno  –  wychylił  się  przez  otwarte  okno.  –  Ale  nie 

mogę znieść tego domu, sprawia na mnie przytłaczające wrażenie. Nic 
dziwnego, że matka też go nie lubiła. Czy myślisz, że William ... ? 

– Na pewno nie – przerwałam mu – Eve nie kochała się w żadnym 

z tutejszych mężczyzn.  

Philippe odetchnął z ulgą.  

background image

– Całe szczęście, bo już zacząłem obawiać się komplikacji.  
– Mógłbyś trafić na kogoś gorszego niż William – powiedziałam.  
– Myślę, że tego się właśnie boję. Przypuśćmy... – przerwał – Daj 

spokój,  Philippe.  Myślę,  że  niepotrzebnie  się  martwisz.  Ty  to  ty,  a 
kogo obchodzi, kim są twoi rodzice.  

–  Mnie  –  odpowiedział  poważnie.  –  Ten  obraz  Felice,  który 

William tak hołubi, dokładnie odzwierciedla stan mojej duszy. Jestem 
jak  ta  pusta  łódź  na  jeziorze,  unoszona  prądem  w  stronę  złotej 
przyszłości, która czeka gdzieś za horyzontem. Czy myślisz, że Felice 
chciała tym obrazem coś przekazać? 

–  Tak,  ale  na  pewno  nie  to,  o  czym  myślisz.  Sądzę,  że  kiedy 

poznała  Eve,  wydarzyła  się  jakaś  tragedia,  coś  o  czym  Felice  nie 
potrafi  zapomnieć,  a  co,  być  może,  twoja  matka  ukryła  głęboko  w 
swej podświadomości, bo nigdy ci o tym nie powiedziała.  

–  Chyba  masz  rację.  Spakuj  się  kochanie  i  spróbujmy  już 

wyjechać.  

Nie było to jednak takie proste. Wprawdzie Barbara nie miała nic 

przeciwko  temu,  abyśmy  ich  opuścili  po  tradycyjnym  angielskim 
śniadaniu, ale William nie pozwolił uciec nam tak szybko. Zdążył już 
odwołać swoją poranną partię  golfa,  co było dużym poświęceniem z 
jego strony i nie miał ochoty spędzić samotnie poranka w domu, pod 
czujnym  okiem  swojej  żony.  Zaproponował,  abyśmy  poszli  obejrzeć 
pobliski ogród botaniczny, co Barbara przyjęła z dezaprobatą.  

–  Na  miłość  Boską,  William.  Chodźmy  raczej  nad  rzekę,  nasi 

znajomi urządzają tam dzisiaj piknik.  

–  Ależ  my  nie  mamy  nic  przeciwko  temu,  aby  zobaczyć  ogród 

botaniczny  –  powiedziałam  szybko  i  Philippe  mnie  poparł, 
przewidując,  że  dzięki  temu  będziemy  się  już  mogli  wyrwać  przed 
południem.  

Gdy dotarliśmy do ogrodu, William bardzo się ożywił i widać było 

po nim, że jest w swoim żywiole. Wyjawił nam swój sekret, troskliwie 
ukrywany przed Barbarą, że jest współwłaścicielem tego miejsca i ma 
zamiar  szczęśliwie  spędzić  w  nim  czas  po  przejściu  na  emeryturę. 
Potem  pokazał  drzewko  różane,  które  sam  wyhodował  i  nazwał 
imieniem Eve. Jego kwiaty miały bladoróżowy kolor, przechodzący w 
czystą  czerwień  na  brzegach  płatków.  Philippe  był  tak  nimi 
zachwycony,  że  kupił  pół  tuzina,  które  miał  zamiar  posadzić  w 
ogrodzie domu we Francji, jeśli uda się je przetransportować.  

background image

W  drogę  powrotną  wyjechaliśmy  tak  szybko,  jak  tylko  na  to 

pozwalała  grzeczność  i  z  westchnieniem  ulgi  zostawiliśmy  za  sobą 
dom Cornellów.  

– Dziękuję ci – powiedział Philippe. – Nie zdawałem sobie sprawy, 

w co cię pakuję, ten weekend nie był zbyt udany.  

–  Bzdura  –  odpowiedziałam.  –  Bardzo  polubiłam  Williama  i 

odkryłam przy okazji część prawdy o Eve.  

Nie powiedziałam mu,  że sam fakt przebywania z nim przez cały 

czas sprawiał mi przyjemność. Byłam pewna, że gdyby tylko Philippe 
zaprzestał szukania swojego ojca, zbliżylibyśmy się do siebie jeszcze 
bardziej.  

– William radził, żebyśmy wstąpili na kawę do jakiejś przydrożnej 

knajpki.  Bardzo  ją  zachwalał  i  dał  mi  dokładne  wskazówki,  jak  tam 
dojechać. Powiedział, żeby koniecznie się tam na niego powołać.  

– Czemu nie, możemy spróbować.  
– Biedny William, zwierzył mi się,  że już dawno wyniósłby się z 

domu Barbary, tylko trzyma go tam jeszcze jego ogród. Zastanawiam 
się, czy to nie z powodu Barbary matka czuła się tam nieszczęśliwa. 
Może  właśnie  dlatego  wyjechała,  najpierw  na  północ,  a  potem  do 
Francji. Żałuję teraz, że jej o to nie wypytywałem,  ale aż do tej pory 
nie interesowało mnie to, co robiła zanim wyszła za Deauville’a.  

–  To  zupełnie  zrozumiałe.  Myślę,  że  Eve  była  indywidualistką. 

Wiesz, nagle stała mi się bardzo bliska, tak jakbym ją znała osobiście.  

Philippe uśmiechnął się zadowolony.  
–  Szkoda,  że  się  już  nigdy  nie spotkacie  –  stwierdził.  Zgodnie  ze 

wskazówkami Williama, skręciliśmy w wąską, boczną drogę. Gałęzie 
drzew, rosnących na poboczu, tworzyły nad szosą rodzaj tunelu, przez 
którego  gęstwinę  przebijały  się  promienie  słońca.  Dalej,  za  niskim 
żywopłotem,  rozciągały  się  pastwiska,  których  granicę  wyznaczała 
wstęga rzeki. Po paru kilometrach ukazała się nam kawiarnia, o której 
mówił  William.  Na  zewnątrz  ustawione  były  stoliki  z  kolorowymi 
parasolami, wybraliśmy jeden z nich, stojący tuż nad brzegiem rzeki i 
usiedliśmy.  Prawie  natychmiast  podeszła  młoda  kobieta,  aby  przyjąć 
zamówienie.  Philippe  wspomniał  imię  Williama  i  jej  oczy  zabłysły 
figlarnie.  

–  O,  znacie  go?  –  zapytał  i  zaraz  dodała  –  jest  naszym 

przyjacielem.  

–  Nie  dziwię  się,  że  William  tak  lubi  to  miejsce  –  powiedziałam, 

background image

wpatrując  się  w  rzekę,  która  płynęła  leniwie  opodal.  Woda  była 
całkiem  gładka  i  tylko  od  czasu  do  czasu  wyskakujące  spod 
powierzchni  ryby,  naruszały  jej  spokój.  –  Jego  sekretne  miejsce  – 
dodałam zamyślona – każdy z nas potrzebuje czegoś takiego.  

A  moje?.  Gdzie  jest  moje?  Przyszedł  mi  na  myśl  wodospad 

Greavey,  gdzie  cisza  zakłócona  była  tylko  przez  kaskady  wody 
rozbijającej  się  o  kamienie  i  żałobny  krzyk  kulików,  i  gdzie  nie 
istniała ani przeszłość, ani czas teraźniejszy.  

Tymczasem  przy  stoliku  obok  usiadła  jakaś  starsza  pani,  a  w 

chwilę potem nadeszła młoda kobieta, prowadząc ze sobą trójkę dzieci 
–  dwóch  chłopców  i  dziewczynkę.  Philippe  opowiadał  mi  o  swojej 
rodzinie,  a  ja  obserwowałam  chłopców,  którzy  zawzięcie  się  kłócili. 
Matka  krzyknęła  na  nich,  po  czym  weszła  do  kawiarni,  aby  coś 
zamówić.  Dziewczynka  zeszła  ze  swojego  krzesła  i  usiłowała 
rozdzielić bijących się już braci.  

Philippe odwrócił się do nich plecami.  
–  Chodźmy  już  –  powiedział  i  sięgnął  do  kieszeni  po  portfel.  – 

Cholera, musiał mi wypaść w samochodzie, chyba że zostawiłem go u 
Cornellów.  Pójdę  sprawdzić.  –  Podniósł  się  i  odszedł  w  stronę 
parkingu.  

Dziewczynka  rozpłakała  się.  Miała  jasne  włosy,  przytrzymywane 

po obu stronach twarzy błyszczącymi spinkami. Próbowała wkroczyć 
między  chłopców,  ale  ci  nie  zwracali  na  nią  najmniejszej  uwagi. 
Pragnęłam,  aby  wróciła  ich  matka,  w  końcu  nie  wytrzymałam, 
podniosłam się z krzesła.  

– Przestańcie się bić! 
Chłopcy zupełnie mnie zignorowali, za to dziewczynka odwróciła 

się  w  moją  stronę,  nagle  tracąc  równowagę.  Nie  wiem,  czy  się  po 
prostu  potknęła,  czy  też  potrącili  ją  bracia,  w  każdym  razie  nagle 
znalazła  się  w  rzece.  Na  sekundę  wszystko  dookoła  zamarło. 
Rzuciłam się jej na ratunek, w biegu zrzuciłam buty i wskoczyłam do 
wody.  Tuż  pod  powierzchnią  dostrzegłam  zarys  ciała  dziewczynki  i 
wyciągnęłam ją. Mała była napięta i sztywna ze strachu i przywarła do 
mnie z siłą, jakiej bym się po niej nigdy nie spodziewała.  

–  Jesteś  już  bezpieczna,  już  wszystko  dobrze  –  próbowałam  ją 

uspokoić,  trzymając  jej  głowę  nad  powierzchnią  wody  i  holując  do 
brzegu.  

Stała  już  tam  starsza  pani,  której  podałam  dziewczynkę  i  sama  z 

background image

kolei  spróbowałam  wyjść  z  wody,  ale  moje  nogi  ugrzęzły  w  mule. 
Poczułam, że przy każdym ruchu zapadają się w nim głębiej i głębiej.  

–  Niech  pani  kogoś  zawoła!  –  krzyknęłam.  –  Ugrzęzłam  w  tym 

bagnie! 

Kobieta  położyła  dziewczynkę  na  trawie  i  zniknęła.  Złapałam  się 

trzciny, która rosła w zasięgu moich rąk, ale złamała się natychmiast. 
Wokół panowała zupełna cisza, tak że słyszałam głośne bicie swojego 
serca  i  na  sekundę,  w  moich  myślach,  pojawił  się  widok  ostatniego 
obrazu  namalowanego  przez  Felice,  z  ciałem  mężczyzny  na  brzegu 
jeziora.  

Głos  Philippe’a  przywołał  mnie  do  rzeczywistości.  Ukląkł  na 

brzegu, wyciągnął ręce i nasze palce spotkały się; wychylił się jeszcze 
mocniej i chwycił mnie.  

– Trzymaj się, Lindsay! Trzymaj się, na litość Boską! 
Ciągnął  mnie  mocno  do  siebie,  ale  przerażona  stwierdziłam,  że 

bagno zaciska swój uścisk i przeszło mi przez myśl, że już nigdy się z 
niego nie wydobędę. Philippe ciągnął tak mocno, aż miałam wrażenie, 
że  wyrywa  mi  ręce,  nagle  z  potwornym  chlupnięciem  moje  nogi 
zostały oswobodzone i znalazłam się na brzegu obok Philippe’a.  

–  Lindsay,  kochana  Lindsay  –  obejmował  mnie  mocno  i  nie 

mogłam się zmusić, aby się od niego oderwać.  

Dookoła  nas  zdążył  się  już  zgromadzić  niewielki  tłumek 

ciekawskich.  

– Czy coś się jej stało? – zapytał ktoś.  
– Nie, wszystko dobrze, nie licząc tego, że potwornie śmierdzę.  
A co z małą? 
– Wszystko w porządku.  
– Przyda ci się teraz gorąca kąpiel, Lindsay – Philippe wziął mnie 

na ręce i zaniósł do kawiarni.  

Pokazano  mi  drogę  do  łazienki,  wspięłam  się  po  schodach  na 

pierwsze  piętro  i  już  po  chwili  napuszczałam  wody  do  wanny. 
Philippe  przyniósł  z  samochodu  moją  walizkę  i  przebrałam  się  w 
suche rzeczy.  

Kiedy  gotowa  zeszłam  na  dół,  Philippe  wziął  mnie  w  ramiona  i 

przytulił tak mocno, że prawie nie mogłam oddychać. Pomyślałam. że 
jednak  mu  na  mnie  zależy;  może  mnie  kocha,  a  może  nie,  ale 
przynajmniej mu zależy.  

Wsiedliśmy  do  samochodu  i  przez  jakiś  czas  jechaliśmy  w 

background image

zupełnym milczeniu.  

–  Nie  mów  Felice  o  tej  przygodzie  –  poprosiłam  Philippe’a. 

Zatrzymał samochód, wyłączył silnik i złapał mnie za rękę.  

– Dlaczego nie? 
–  Właściwie  nie  jestem  całkiem  pewna.  Widzisz,  ona  ma  obsesję 

na  punkcie  wody.  Kiedy  Roger  znalazł  ją  wtedy  przy  wodospadzie  i 
sprowadził  do  domu,  mama  zamknęła  się  w  studio  i  namalowała 
przerażający obraz – zadrżałam na myśl o nim.  

– Dlaczego nic mi o tym nie powiedziałaś? 
–  Pokazałam  obraz  Davisowi.  Nic  nie  powiedział,  pobladł  tylko  i 

był  tak  zdenerwowany,  że  od  razu  wyszedł.  Schowałam  potem  to 
płótno.  

– Dlaczego? 
–  Było  w  nim  tyle  grozy...  To  jezioro,  pusta  łódź,  ciało...  znowu 

zadrżałam – Philippe objął mnie.  

– Nie myśl już o tym – powiedział łagodnie i poczułam jego usta 

na moim czole, policzkach, szyi. – O mój Boże, Lindsay – wyszeptał. 
– Gdyby coś ci się stało...  

Czekałam,  mając  nadzieję  na  dalszy  ciąg,  ale  po  chwili  Philippe 

uwolnił  mnie  i  wiedziałam,  że  nie  powie  już  nic  więcej.  Odejdzie  i 
stracę go, jeśli on nie dowie się, kim był jego ojciec.  

background image

ROZDZIAŁ IX 

 

– Wyjeżdżam – powiedziała Jenna, wjeżdżając na wózku do biura i 

zamykając za sobą drzwi.  

Spojrzałam na nią znad papierów, które trzymałam w ręku.  
– Wyjeżdżasz? – powtórzyłam zdziwiona. – Teraz? 
– Oczywiście, że nie teraz. – Uderzyła dłońmi w oparcie swojego 

wózka,  jakby  chciała  jeszcze  bardziej  przyciągnąć  do  siebie  moją 
uwagę.  –  Ten  doktor  ze  szpitala  załatwił  mi  pobyt  w  klinice  na 
Węgrzech.  Uważa,  że  jest  szansa  na  to,  że  odzyskam  władzę  w 
nogach.  

– Ależ to wspaniale! Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze.  
–  Wierzę,  że  naprawdę  tego  chcesz.  Przestałabym  w  końcu  być 

ciężarem dla Rogera i byłby wolny.  

– Jestem pewna, że Roger...  
– Och Lindsay, nie czaruj mnie. Dobrze wiesz, co Roger czuje. Był 

dla  mnie  wspaniały,  ale  chcę  być  niezależna  i  mieć  swoje  własne 
życie – oczy jej błyszczały i była pełna życia.  

Po  raz  pierwszy  od  śmierci  Coninstona  moja  niechęć  do  niej 

rozpłynęła się gdzieś, a i ona mówiła do mnie z powagą, jakiej do tej 
pory u niej nie znałam.  

– Lindsay,  chyba  znasz  testament  mojego ojca; Roger tyle razy o 

nim  mówił.  Otóż  postanowiłam  się  wycofać,  to  znaczy  rezygnuję  ze 
swojej części udziałów.  

– Czy to znaczy, że Roger będzie musiał sprzedać Galerię? 
– Oczywiście, że nie, głupia. Naprawdę myślisz, że mogłabym mu 

to zrobić? 

–  Nie  –  zmieszałam  się.  –  Jestem  pewna,  że  nie  chciałabyś  go 

skrzywdzić.  

– Masz cholerną  rację,  nie chciałabym.  Ojciec zastrzegł pewne w 

warunki, na wypadek, gdybym chciała wyjść za mąż – skrzywiła się.  

–  Dick  Outhwait  jest  jednym  z  członków  Rady  Nadzorczej  i 

zgodził się, aby scedować część udziałów Galerii na kogoś innego. Ja 
potrzebuję swojego udziału, aby wyjechać na Węgry, będzie mnie to 
dużo  kosztować.  Ale  jest  jeszcze  coś.  Ktoś  musi  mnie  tu  zastąpić, 
Roger musi mieć nowego partnera... – przerwała i tak mocno złapała 
się poręczy wózka, aż jej pobladły kostki u dłoni. – Ciebie.  

background image

Czułam,  że  zasłużyłam  na  to.  Całe  lata  ciężko  pracowałam  na 

sukces  galerii,  ale  zawsze  musiałam  czekać  z  realizacją  moich 
pomysłów  na  zgodę  Rogera  i  Jenny.  Teraz  jednak  wszystko  się 
zmieniło  –  w  moim  życiu  był  Philippe.  Czy  mogłam  pozwolić,  aby 
miłość do niego stanęła na drodze moich ambicji? 

– Nie musisz decydować się od razu – Jenna powiedziała szybko. – 

Zresztą Roger byłby wściekły, gdyby dowiedział się, że rozmawiałam 
z tobą na ten temat. Ale pomyślałam, że będzie to w porządku wobec 
ciebie, jeżeli poznasz prawdę wcześniej i będziesz miała czas, aby się 
zastanowić.  Mam  na  myśli  ciebie  i  Rogera.  Och  do  diabła,  Lindsay, 
musisz przecież wiedzieć, co on do ciebie czuje.  

– Muszę? – zapytałam cicho – Roger i ja jesteśmy przyjaciółmi... 

Nie pozwoliła mi dokończyć.  

–  I  gdybyście  chcieli,  moglibyście  być  kochankami.  On  cię 

potrzebuje,  Lindsay.  Ciężko  mi  o  tym  mówić,  ale  to  prawda.  On 
naprawdę cię potrzebuje.  

Czy to nie za mało, pomyślałam.  
–  Muszę  ci  powiedzieć  jeszcze  jedno,  na  wypadek,  gdyby  coś 

poszło nie tak – usta jej zadrżały i oczy zaszkliły się.  

–  Jest  tylko  pięćdziesiąt  procent  szans,  że  operacja  się  uda. 

Chciałabym,  abyś  poznała  prawdę  o  śmierci  twojego  ojca.  Zapytaj 
Dicka  Outhwaita,  był  jej  świadkiem.  –  Otarła  łzy  niecierpliwym 
ruchem. – Chciałabym, abyśmy się rozstały jak przyjaciółki.  

Wstałam i ucałowałam ją.  
– Dzękuję, Lindsay. Nigdy nie wydobędziesz prawdy z Felice, ma 

żelazny charakter, pomimo tego głupiego kobiecego wnętrza. Wierzy 
tylko  w  to,  co  jest  dla  niej  wygodne.  Decyzja,  czy  chcesz  znać 
prawdę, należy tylko do ciebie. A teraz bądź taka dobra i otwórz mi te 
cholerne drzwi.  

Obserwowałam  ją,  jak  przejeżdżała  wózkiem  przez  galerię, 

krzycząc  na  Daviesa,  aby  jej  otworzył  drzwi  wejściowe.  Usiadłam 
przy  biurku  i  zamyśliłam  się  nad  swoją  przyszłością.  Czy  naprawdę 
miałam  jakiś  wybór?  Czy  ta  pozorna  bezradność  Felice  zmuszała 
mnie,  abym  przy  niej  została?  Jak  mogłam  zawieść  Rogera? 
Wiedziałam, że mnie potrzebuje; byliśmy przyjaciółmi, znajomymi z 
pracy  i  jeśli  miałam  wierzyć  jego  zachowaniu,  chciał  się  ze  mną 
ożenić.  

A  z  drugiej  strony,  co  zrobić  z  miłością  do  Philippe’a, 

background image

nieodwzajemnioną  miłością,  która  już  prawdopodobnie  taką 
pozostanie? Z tego co wiedziałam, mógł mieć przecież kogoś innego. 
Wprawdzie  powiedział  mi  o  swoich  zerwanych  zaręczynach,  ale  nie 
oznaczało to, że nie czeka gdzieś na niego jakaś inna kobieta.  

Westchnęłam i spróbowałam skupić się na pracy, ale już po chwili 

znowu  złapałam  się  na  myśli  o  Rogerze.  Co  miałam  mu 
odpowiedzieć?  Kogo  mogłabym  się  poradzić?  Było  na  szczęście 
trochę  czasu,  aby  to  wszystko  przemyśleć,  bo  Roger  wyjechał  i  nie 
spodziewałam się go wcześniej, niż za parę dni.  

Wyszłam  z  galerii  wcześnie,  obiecując  sobie,  że  nadrobię 

zaległości  następnego  dnia.  Miałam  dreszcze,  spowodowane  chyba 
kąpielą  w  zimnej  wodzie  poprzedniego  dnia.  Jednak zanim  dotarłam 
do domu poczułam się już lepiej i postanowiłam wyjść z Barneyem na 
spacer po wzgórzach.  

Marsz  do  Greavey  i  odpoczynek  przy  wodospadzie  rzeczywiście 

dobrze  nam  zrobiły,  bowiem  znowu  poczułam  się  normalnie.  Kiedy 
wróciłam do domu, zastałam Dorę siedzącą w naszej kuchni.  

– Gdzie jest Felice? – zapytałam.  
–  Bolała  ją  głowa,  więc  położyła  się  spać.  Chodźmy  do  mnie, 

właśnie przygotowałam kolację.  

Zgodziłam  się  chętnie  i  już  za  chwilę  siedziałam  wygodnie  w 

fotelu, ze szklanką sherry w ręku.  

– Odpręż się, kochanie, jesteś taka spięta – powiedziała Dora.  
Z  ulgą  sączyłam  swojego  drinka,  podczas  gdy  ona  nakrywała  do 

stołu. Pokój był bardzo przyjemny, jego białe ściany kontrastowały z 
dębowymi  belkami  na  suficie  i  meblami  –  panowała  tu  prawdziwie 
rodzinna atmosfera.  

–  Opowiedz  mi  o  waszym  wyjeździe  –  poprosiła  Dora,  gdy 

siedziałyśmy już przy stole.  

Interesowało  ją  wszystko:  Cornellowie,  dom,  ich  przyjaciele, 

ogród. Najbardziej jednak dopytywała się o obraz Felice, który wisiał 
w pokoju Williama.  

– Opisz mi go – zażądała.  
–  Chyba  pamiętam  ten  obraz.  Mówisz,  że  sprawiał  raczej 

przyjemne wrażenie? 

–  Tak,  w  pewnym  sensie.  Pomijając  tylko  opuszczoną  łódź. 

Dlaczego mama tak uparcie maluje puste łodzie? 

Skończyłyśmy jeść i Dora wstała od stołu.  

background image

– Usiądź tutaj, kochanie – wskazała mi wygodny fotel – i nie ruszaj 

się  stąd.  Skoczę  tylko  do  Felice  zobaczyć,  czy  przypadkiem  czegoś 
nie potrzebuje.  

Usiadłam więc w fotelu i spróbowałam się odprężyć. Przymknęłam 

oczy i na chwilę się zdrzemnęłam, a kiedy ponownie je otworzyłam, 
Dora przygotowywała właśnie kawę.  

– Dzwonił Philippe, kiedy robiłam Felice drinka. Opowiedział mi o 

tym, jaka byłaś wczoraj odważna, ratując tę dziewczynkę. Wybiera się 
do nas.  

– To był tylko naturalny odruch – skwitowałam jej słowa.  
– Czy opowiedziałaś o tym Felice? 
–  Nie,  Philippe  nalegał,  abym  nic  jej  nie  mówiła.  Lindsay,  czy 

zdajesz sobie sprawę, że Felice jest o niego zazdrosna? Przyzwyczaiła 
się do myśli, że pewnego dnia możesz ją opuścić dla Rogera, ale tylko 
dlatego, że wie, że dalej byście się o nią troszczyli.  

–  Ma  jeszcze  ciebie  –  odpowiedziałam,  zanim  zdążyłam  się 

zastanowić nad swymi słowami.  

–  Jestem  na  drugim  miejscu  –  stwierdziła.  –  Zawsze  byłam  na 

drugim miejscu, nawet mój mąż ożenił się ze mną w chwili słabości.  

– Jestem pewna, że to nieprawda.  
–  Ale  on  dla  mnie  też  nie  był  pierwszym.  Byłam  zakochana  w 

Leslie’m  Outhwaicie.  Wszystkieśmy  się  w  nim  kochały;  ja,  Felice  i 
inne dziewczyny.  

–  Czy  Leslie  Outhwaite  jest  siostrzeńcem  Dicka?  A  która  z  was 

została jego szczęśliwą wybranką? 

– Żadna, on umarł.  
–  A  jak  to  było  z  mamą  i  moim  ojcem?  Dora  uśmiechnęła  się 

szeroko.  

–  Wiesz,  jaki  był  Con.  Gwałtowne  zaloty  i  małżeństwo.  Kochał 

twoją matkę do szaleństwa... Felice też go kochała, wiem o tym, była 
też  bardzo  lojalna.  Potrzebowała  wsparcia,  opieki  i  Con  jej  to 
zapewnił. A poza tym, wierzył w jej talent.  

Nie  powiedziała  mi  nic  nowego,  doskonale  zdawałam  sobie 

sprawę, co czuli do siebie Felice i Con.  

Naszą  rozmowę  przerwał  przyjazd  Philippe’a.  Dora  wyszła  do 

kuchni, aby przygotować mu kawę i zostaliśmy sami.  

–  Martwiłem  się  o  ciebie  –  pochylił  się  i  pocałował  mnie  w 

policzek. – Mam nadzieję, że się nie przeziębiłaś? 

background image

–  Oczywiście,  że  nie.  Byłam  tylko  trochę  zmęczona  i  Dora 

zaprosiła mnie do siebie. Przez cały czas mnie rozpieszcza – dodałam, 
gdy wróciła z kuchni.  

– Chyba pójdę zobaczyć co u Felice – powiedziała.  
– Dora jest jak zwykle bardzo taktowna. A jak się czuje Felice? 
–  Położyła  się  do  łóżka,  bo  rozbolała  ją  głowa.  Spojrzał  na  mnie 

zamyślony.  

–  Czy  to  nie  jest  mały  protest  z  jej  strony?  Po  prostu  reakcja  na 

nasz wspólny wyjazd? 

– Nie sądzę – odpowiedziałam bez przekonania, bo trafił znowu w 

samo sedno.  

Philippe wypił kawę i ponownie napełnił filiżankę.  
– Jenna poprosiła mnie, abym pojechał z nią na Węgry do kliniki. 

Zrobiła awanturę, kiedy jej odmówiłem.  

– Wiecznie robi awantury.  
–  Chyba  mi  nie  uwierzyła,  kiedy  powiedziałem,  że  muszę  jechać 

do  Londynu.  W  każdym  razie  jestem  pewien,  że  Roger  będzie  jej 
towarzyszył.  

– A czy ty miałbyś ochotę jechać? Spojrzał w bok.  
–  Miałem  wrażenie,  że  zaproponowała  to  z  grzeczności  – 

Grzeczności! – wybuchłam. – Ona nie dba o grzeczności. Potrzebuje 
uwagi, opieki, miłości i całkowitego poświęcenia.  

– Tak jak większość kobiet – stwierdził rozdrażniony. – Szkoda, że 

nie możecie być przyjaciółkami.  

– No dobrze – poddałam się. – Doszliśmy do porozumienia.  
– Świetnie. Jenna jest na straconej pozycji, ten wypadek zrujnował 

jej życie.  

– I doprowadził do śmierci mojego ojca. Philippe podniósł się.  
– Czy masz ochotę przejść się nad jezioro? Chciałbym zrobić parę 

zdjęć.  

– Jeśli chcesz – powiedziałam obojętnie.  
Był  tak  pochłonięty  Jenną,  iż  stwierdziłam,  że  nie  mam  już 

żadnych szans.  

–  Oczywiście,  że  chcę,  moja  droga  Lindsay.  –  Wyciągnął  ręce  i 

pomógł mi wstać, przytrzymując mnie przy sobie na moment  

 
Nad  jeziorem  wiał  lekki  wiatr,  marszcząc  powierzchnię  wody. 

Spienione  fale  rozbijały  się  o  brzeg.  Philippe  zaczął  zabawę  z 

background image

aparatem; co chwilę zmieniał miejsca, siadał, kucał, kładł się.  

– Masz zamiar wygrać jakiś konkurs fotograficzny, czy co? 
–  To  z  powodu  oświetlenia.  Felice  maluje  zwykle  ten  rodzaj 

wieczornego  światła,  jest  w  nim  coś  magicznego.  Twoja  matka  jest 
geniuszem.  

– Nie, nie jest. Jest po prostu dobra jako artystka i potworna, jeśli 

chodzi o współżycie z nią.  

Philippe przykucnął nad brzegiem jeziora z aparatem skierowanym 

na  wprost  siebie.  Woda  błyszczała  srebrzyście,  a  na  jej  powierzchni 
igrały  punkciki  światła  poruszane  łagodnym  falowaniem  jeziora.  Po 
drugiej  stronie,  nad  brzegiem  majaczył  zarys  domu,  częściowo 
ukrytego za gęstwiną liści otaczającego go ogrodu. Cała scena wydała 
mi  się  jakaś  nierealna  i  przez  sekundę  wydawało  mi  się,  że  w  tym 
dziwnym,  wieczornym  świetle  dostrzegłam  tajemniczy  dom,  tak 
dobrze mi znany z obrazów Felice.  

Philippe podniósł się.  
– To chyba złudzenie spowodowane tym światłem. Ten dom...  
– Masz na myśli ten dom po środku? Przed chwilą też zwróciłam 

na  niego  uwagę.  Zrób  zdjęcie  –  powiedziałam,  przyjrzałam  się 
budynkowi  lepiej  i  ze  zdumieniem  stwierdziłam,  że  przecież  go 
dobrze znam.  

–  Nie  mogę  w  to  uwierzyć,  Philippe  –  stanęłam  obok  niego.  – 

Wiesz, do kogo należy ten dom? Do Outhwaitów.  

W  tym  momencie  na  przystani  ukazał  się  mężczyzna,  który 

odcumował  łódź  i  zaczął  płynąć  w  naszym  kierunku.  Po  chwili 
wyłączył silnik i łódź dobiła do brzegu.  

– Tak myślałem, że to wy! – krzyknął mężczyzna. – Zapraszam na 

drinka.  

– Jak udało ci się nas rozpoznać? – zapytałam, gdy wsiedliśmy do 

łodzi.  

Dick Outhwait roześmiał się.  
– Tajemnica! Mamy teleskop.  
Włączył silnik, gdy tylko zajęliśmy miejsca i już po chwili byliśmy 

na drugim brzegu. Na pomoście czekała Peggy.  

–  Lindsay,  kochanie.  Jak  dobrze  was  widzieć.  Gdy  was  ujrzałam, 

od razu powiedziałam do Dicka – prawda Dick – że wy dwoje musicie 
mieć wielką ochotę na coś do picia – prowadziła nas ścieżką w stronę 
tarasu. – Philippe, czy wiesz jak obchodzić się z rożnem? Dick zawsze 

background image

twierdził, że nie jesteśmy na czasie, bo nie mamy rożna, a teraz gdy je 
w końcu kupiłam, zupełnie go nie używamy.  

– Pokaż mi, gdzie ono jest.  
Z  prawdziwą  przyjemnością  przyglądałam  się,  z  jaką  wprawą  i 

znajomością  rzeczy  Philippe  zabrał  się  do  pracy  i  już  po  chwili 
powietrze  wypełnił  zapach  smażonych  szaszłyków.  Odeszłam  nad 
brzeg  jeziora,  mając  ciągle  w  pamięci  dom  Outhwaitów  widziany  z 
drugiej  strony.  Z  tego  brzegu  widok  był  mi  znajomy  i  zdałam  sobie 
sprawę,  że  widziałam  go  wiele  razy  na  obrazach  Felice.  Nadszedł 
Dick.  

– Nigdy nie mam dosyć tego widoku.  
– Felice często go malowała, prawda? 
– Tak, w dawnych czasach, zanim jeszcze poznała Coninstona.  
– W jaki sposób się spotkaliście? 
– Mój bratanek studiował razem z nią w Akademii Sztuk Pięknych. 

To on ją tutaj przywiózł.  

– Leslie? – zdziwiłam się.  
–  Tak  –  odpowiedział  Dick  i  westchnął.  –  On  nie  żyje.  Biedny 

Leslie, miał taki talent i zginął w tak głupim wypadku.  

– Co się stało? 
– Utopił się w tym jeziorze. – Dick odwrócił się.  
– Chodźmy Lindsay, szaszłyki są już na pewno gotowe.  
„Utopił  się  w  tym  jeziorze”  –  słowa  Dicka  kołatały  mu  się  w 

głowie, gdy usiedliśmy na tarasie. Szaszłyki były dobrze przypieczone 
i pikantne, Peggy podała jeszcze do nich chleb i pikle.  

Nad  jeziorem  zaczynał  już  powoli  zapadać  zmrok.  To  właśnie  tę 

porę dnia, jej nieokreślony, niebieskoszary blask, Felice uchwyciła na 
swych  obrazach  z  takim  powodzeniem.  Byliśmy  w  trakcie  jedzenia, 
kiedy z drugiego brzegu odbiła łódź. Samotna postać, która siedziała 
na dziobie dopłynęła do środka jeziora i pozostała tam już bez ruchu.  

Leslie  utopił  się  w  tym  jeziorze.  Ale  jak?  Nie  było  to  przecież 

niebezpieczne  miejsce,  nie  było  w  nim  zdradzieckich  prądów  czy 
głębin.  Jedynie  w  czasie  nielicznych  sztormów  jezioro  przybierało 
bardziej groźny wygląd, ale nawet gdyby rzeczywiście istniało jakieś 
niebezpieczeństwo, zawsze przecież można było dopłynąć do którejś z 
przystani.  

Nie  wiem  dlaczego,  ta  bardzo  odległa  tragedia  wywarła  na  mnie 

takie  wrażenie,  czułam  się,  jakbym  widziała  to  zdarzenie  na  własne 

background image

oczy.  Nagle  zdałam  sobie  sprawę,  skąd  to  uczucie  –  widziałam  już 
przecież  to  wszystko  na  wielu  obrazach  Felice.  Spojrzałam  na 
Philippe’a,  rozglądał  się  dookoła  niespokojnie.  Nagle  Dick  dotknął 
mojego ramienia.  

– Dzwoniła do nas  Jenna.  Czy ten pomysł  z  Węgrami,  to według 

ciebie rozsądne? 

– Myślę, że jeżeli jest szansa na odzyskanie władzy w nogach, to 

powinna spróbować.  

– A jeżeli nic z tego nie wyjdzie? 
–  Nie  wiem,  jak  będzie  mogła  z  tym  żyć.  Dick,  ona  mi 

powiedziała, że widziałeś ich wypadek. Jak to możliwe? 

Dick odwrócił wzrok, a Peggy natychmiast się wtrąciła.  
– Nie wiemy, co się stało.  
– Myślę, że wiecie – stwierdziłam cicho. – Coninston był waszym 

najlepszym przyjacielem. Czyżbyście go kryli? 

Peggy zaparło dech, a jej twarz poczerwieniała ze złości.  
– Jak śmiesz mówić coś takiego, Lindsay. Twój własny ojciec.  
– Oto właśnie dlaczego. Muszę znać prawdę.  
– Zapomnij o tym, to już przeszłość – powiedział Dick z gniewem 

w głosie.  

– Ale nie dla Jenny. Widzicie, wszystko co wiem na ten temat, to 

tylko pogłoski. Ty Dick, o niczym mi nie powiedziałeś. Mam prawo 
znać prawdę. – Zwróciłam się do Philippe’a. – Czy nie mam racji? 

– Lepiej zostaw tę historię w spokoju – odpowiedział cicho.  
– A czy ty masz zamiar zostawić swój problem w spokoju? To nie 

fair wobec Jenny, Felice nienawidzi jej od tamtej pory. Wini ją za ten 
wypadek,  a  gdy  spróbuję  coś  od  niej  wyciągnąć,  zaraz  zalewa  się 
łzami.  

–  Nie  widziałam  tego  wypadku  –  gwałtowne  słowa  Peggy  tylko 

zwiększyły moją podejrzliwość.  

– Felice być może nie wie dokładnie, co się stało, ale ciągle ją to 

prześladuje – powiedziałam cicho. – Maluje High Sail, jakby to był jej 
senny koszmar, tak samo jak maluje ciągle jezioro i pustą łódź.  

– Bzdura – Outhwaitowie powiedzieli to równocześnie. Pokręciłam 

przecząco głową.  

– Pamiętacie, że Con zabierał mnie na wspinaczkę po łatwiejszych 

ścianach.  Nie  zapomniałam  jego  taktyki,  zdawał  sobie  sprawę  z 
niebezpieczeństw  wspinaczki,  więc  na  szczycie  tej,  prawie 

background image

nieosiągalnej  góry,  on  i  Jenna  musieli  połączyć  się  liną.  Jeśli  on  by 
spadł, Jenna nie miałaby sił, aby go utrzymać. Tymczasem on zginął, 
a Jenna tylko się poważnie potłukła. Więc co było nie tak? 

Dick podniósł się, był bardzo zdenerwowany.  
–  To  śmieszne  i  całkiem  niepotrzebne.  Jestem  pewien,  że  Felice 

powiedziała ci...  

Przerwałam mu.  
– Nigdy nie rozmawiała ze mną o wypadku. Uważałam, zresztą tak 

jak  inni,  że  była  to  wina  Jenny.  Ale  teraz  chciałabym  się  wreszcie 
dowiedzieć prawdy, Dick.  

Dick usiadł ponownie i ukrył twarz w dłoniach. Kiedy w końcu na 

mnie spojrzał, przeraził mnie wyraz smutku w jego oczach.  

–  Lindsay  ma  rację.  Za  długo  miałem  na  sumieniu,  to  że  nie 

powiedziałem wtedy prawdy.  

Peggy wybuchnęła gniewnie.  
–  Dick,  przecież  ustaliliśmy.  Nie  możemy  cofnąć  słowa,  które 

daliśmy Felice, to jej złamie serce.  

– A co z Jenną? Młodą, piękną i przykutą do wózka. Sprawiliście, 

że jak wszyscy uwierzyliśmy, że to była jej wina, bo Felice nie mogła 
się pogodzić z faktem, że reputacja Cona mogłaby zostać splamiona.  

Peggy zerwała się z krzesła i stanęła przy mnie.  
–  Nie  będziemy  cię  słuchać,  prawda?  Dick,  powiedz  jej,  że  to 

wszystko przeszłość i nie powinno ją to obchodzić.  

–  No,  Dick?  Czy  możesz  mi  powiedzieć,  że  nie  powinna  mnie 

obchodzić śmierć własnego ojca? 

Dick pochylił się do przodu i położył dłonie na moich kolanach.  
– Lindsay, błagam cię, zapomnij o tym. Zdarzył się  wypadek i to 

jest prawda.  

– Więc jeżeli to był wypadek, jak mówisz, dlaczego Felice zwaliła 

całą  winę  na  Jennę?  Nigdy  nie  powiedziałeś  mi  o  okolicznościach 
tego  wypadku,  a  kiedy  wróciłam  do  domu,  Felice  nie  była  w  stanie, 
aby  opowiadać  na  jakiekolwiek  pytania.  Źle  zrobiłam,  bo powinnam 
była  od  razu  zainteresować  się,  jak  wyglądała  prawda.  Ale  aż  do 
chwili,  kiedy  Jenna  powiedziała  mi,  że  wszystko  widziałeś,  nie 
chciałam  denerwować  Felice.  Teraz  sytuacja  się  zmieniła,  Jenna  ma 
rację, chcę znać prawdę i mam do tego prawo.  

Dick podniósł się i powiedział.  
– Po wypadku zapytałem się  Felice,  czy  mogę  ci powiedzieć,  jak 

background image

do niego doszło, ale zmusiła mnie, abym przyrzekł, że tego nie zrobię. 
Teraz muszę złamać to przyrzeczenie.  

Odszedł  w  głąb  domu  ciężkim  krokiem  i  ze  spuszczoną  głową; 

wyglądał tak, jakby nagle postarzał się o kilka lat.  

Poczułam,  jak  w  moich  oczach  zbierają  się  łzy,  które  po  chwili 

zaczęły wolno spływać po policzkach.  

– O Boże, Philippe! Co ja zrobiłam? 
Philippe przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować moje włosy, 

oczy,  mokre  policzki;  były  to  pocałunki  pozbawione  namiętności, 
pocałunki, jakimi obsypuje się dziecko, aby złagodzić jego ból.  

Dick zjawił się po chwili na tarasie.  
–  Weź  to  –  powiedział  i  wcisnął  mi  do  ręki  swój  pamiętnik.  – 

Znajdziesz tu moją relację z wypadku.  

– Dick, czy jesteś pewny, że chcesz, abym to przeczytała? 
– Tak – odpowiedział stanowczo. – Peggy się ze mną nie zgadza, 

jest  bardzo  zdenerwowana.  Jeżeli  nie  macie  nic  przeciwko  temu, 
odwiozę was z powrotem.  

Wsiedliśmy do łodzi,  Dick zapalił silnik i szybko znaleźliśmy się 

po drugiej stronie jeziora.  

– Dick? – dotknęłam jego ramienia, gdy dobiliśmy do brzegu.  
–  Masz  rację  –  powiedział.  –  Tylko  błagam  cię,  nie  zdradź  się 

przed  Felice,  że  pożyczyłem  ci  swój  pamiętnik.  Jeżeli  ma  wreszcie 
odzyskać  spokój,  może  się  jej  to  udać  tylko  wtedy,  gdy  podtrzyma 
swoje złudzenie.  

 
–  Myślę,  że  straciłam  dwoje  przyjaciół  –  powiedziałam  do 

Philippe’a, przyciskając pamiętnik do piersi.  

–  Zawsze  byli  lojalni  wobec  Felice...  –  objął  mnie  ramieniem  i 

poszliśmy w stronę drogi. Zaczynało się już ściemniać.  

– Muszę znać prawdę, Philippe.  
– Ona ci tego nie wybaczy.  
Philippe  odprowadził  mnie  pod  dom  i  odszedł  nie  proponując 

spotkania.  Ogarnął  mnie  smutek  i  tak  mocno  ścisnęłam  pamiętnik 
Dicka,  aż  wycisnął  ślad  na  moim  ręku.  Może  powinnam  się  teraz 
odwrócić i wrzucić ten pamiętnik do wody, nie przeczytawszy go? A 
jeśli to zrobię, co potem? 

W  domu  nie  paliły  się  żadne  światła,  ale  okna  salonu  Dory  były 

rzęsiście  oświetlone  i  doszłam  do  wniosku,  że  pewnie  Felice, 

background image

pozbywszy się bólu głowy, dotrzymuje Dorze towarzystwa.  

Kiedy przekręciłam klucz w zamku, Barney zawarczał i wyskoczył 

na zewnątrz, gdy tylko otworzyłam drzwi, po czym stanął na ścieżce 
czekając aż pójdziemy na codzienny spacer. Nie mogłam go zawieźć, 
najpierw jednak zaniosłam pamiętnik do swojego pokoju i zamknęłam 
go w szufladzie.  

Barney poprowadził mnie ścieżką w stronę wzgórz. Woddali góry, 

fiołkowo-różowego  koloru,  powoli  zlewały  się  z  nocnym  niebem. 
Zmierzch  zapadał  teraz  szybko  i  widziałam  już  tylko  zarys  drogi. 
Szłam wolno, próbując uspokoić myśli. Musiałam uwierzyć, że to co 
miałam zamiar zrobić, było słuszne.  

Kiedy  wróciłam  do  domu,  u  Dory  było  już  ciemno,  za  to 

dostrzegłam światło w pokoju Felice. Wbiegłam po schodach na górę; 
Felice leżała na łóżku i czytała.  

– Nie boli cię już głowa? 
–  Nie,  dzięki  Dorze  –  powiedziała  zjadliwie.  –  Naprawdę 

wolałabym,  abyś  nie  zabierała  psa  na  spacer  o  tak  późnej  porze. 
Mogłoby ci się coś stać.  

Odłożyła książkę i okulary na nocny stolik i skuliła się pod kołdrą.  
–  Robiłyśmy  z  Dorą  ciasteczka  na  uroczystości  kościelne. 

Podeszłam do niej i ucałowałam w miękkie policzki.  

– Śpij dobrze – zamknęłam drzwi i przeszłam do swojego pokoju.  
Opłukałam  twarz  zimną  wodą,  rozebrałam  się  szybko,  włożyłam 

szlafrok i usiadłam przy biurku, aby przeczytać pamiętnik Dicka.  

Zaznaczył  zakładką  ze  wstążki  miejsce,  gdzie  chciał,  abym 

otworzyła.  U  góry  strony  widniała  data:  4  maja.  Musiałam  się 
skoncentrować,  aby  odcyfrować  niewyraźne  pismo  Dicka.  Miałam 
przed  sobą  raport  z  miejsca  wypadku,  pisany  przez  prawnika,  który 
bezstronnie  ustalił  fakty  i  pozostawił  je  bez  komentarza.  Pisał: 
„Straszny  dzień.  Coninston  zabił  się  na  High  Sail.  Jenna  jest  w 
ciężkim stanie. Nisko zawieszone chmury i topniejący w szczelinach 
gór  śnieg  sprawił,  że  pół  –  ,  nocna  ściana  była  zupełnie  mokra. 
Towarzyszyłem  im  w  marszu  przez  piargi  aż  do  podnóża  skały.  W 
takich warunkach była to cholernie niebezpieczna wyprawa i błagałem 
Cona  przez  całą  drogę,  by  zrezygnował  ze  swoich  zamierzeń  ze 
względu  na  Felice.  Powiedział  mi,  że  pokłócili  się  z  powodu  tego 
głupiego  planu  Jenny,  ale  nie  zrezygnował.  Powiązali  się  liną, 
Coninston prowadził, wbijając haki i mocując linę asekurującą. Jenna 

background image

wspinała  się  na  prawo  od  niego,  wyszukując  oparcia  w  głębokich 
szczelinach,  Con  przytrzymywał  ją  swoją  liną.  Posuwali  się  wolno, 
widziałem, że mają problemy. Con nie zauważył spadającego kawałka 
skały,  który  uderzył  go  w  ramię  i  strącił  ze  skaty.  Spadł  na  linie  30 
albo 40 stóp w dół. Nie byłem w stanie dojrzeć, czy się rusza. Jenna 
zaczęte  się  spuszczać  w  dół,  ale  w  pośpiechu  straciła  równowagę  i 
spadła na ten sam występ,  co Con.  Nie  mogłem do nich dotrzeć bez 
odpowiedniego sprzętu, pobiegłem więc do samochodu, podjechałem 
do  najbliższego  telefonu  i  wezwałem  policję  i  Pogotowie  Górskie. 
Akcja była bardzo trudna, ze względu na złe warunki, ale w końcu do 
nich  dotarli.  Kiedy  zwieźli  Cona  na  dół,  już  nie  żył,  a  Jenna  była 
nieprzytomna. Pojechałem do szpitala za karetką.  

Nie  wiem,  jak  zdobędę  się  na  odwagę,  aby  o  wszystkim 

powiedzieć Felice”.  

Na tym zapiski kończyły się. Przerzuciłam parę kartek i czytałam 

dalej.  Dick  pisał,  że  brał  udział  w  dochodzeniu,  które  miało  ustalić 
przyczyny zgonu Cona. Werdykt brzmiał: nieszczęśliwy wypadek.  

Zamknęłam pamiętnik i otarłam załzawione oczy. Przypuszczałam 

już wcześniej, że niechęć Felice do Jenny była spowodowana tym, że 
była ona z Conem podczas jego ostatniej wspinaczki. Ale świadectwo 
Dicka otworzyło mi oczy na jeszcze jeden szczegół.  

Zdałam sobie sprawę, że one obie biorą na siebie winę za wypadek, 

któremu  nie  potrafiły  zapobiec.  Felice  nie  mogła  sobie  darować,  że 
Con zmarł, zanim doszło między nimi do pojednania po wcześniejszej 
sprzeczce.  Usprawiedliwiłam  jej  gniew  wielką  miłością  do  Cona  i 
strachem o jego bezpieczeństwo.  

Jenna natomiast winiła siebie za swoje głupie pragnienie przygody 

i wyzwanie  rzucone Coninstonowi. Nareszcie zrozumiałam, dlaczego 
Felice nie chciała  mówić o śmierci  ojca.  Rana spowodowana kłótnią 
ciągle  nie  była  zagojona.  Zaś  biedna  Jenna,  która  zapamiętała  tak 
niewiele,  ze  stoickim  spokojem  znosiła  wszystko  uważając,  że  ma 
swój  wkład  w  to,  że  doszło  do  wypadku.  Pomyślałam,  że  może 
nadejdzie czas, kiedy będę mogła odegrać między nimi rolę rozjemcy.  

background image

ROZDZIAŁ X 

 

Roger wrócił do domu następnego wieczora i kiedy dzień później 

przyjechałam  do  galerii,  zastałam  go  już  w  biurze.  Ledwie  mnie 
zobaczył,  podszedł  do  mnie,  objął  i  pocałował,  pierwszy  raz  był  to 
długi i namiętny pocałunek.  

– Roger! – wyrwałam się z jego objęć. – Co się dzieje? 
Roger  roześmiał  się  i  uświadomiłam  sobie,  jak  atrakcyjnym  jest 

mężczyzną i że zaledwie parę tygodni temu jego namiętność wcale by 
mi nie przeszkadzała.  

–  To  była  owocna  podróż.  Trafiłem  na  ważny  obraz,  który  na 

pewno  bardzo  dobrze  sprzedamy  –  przerwał  dając  mi  czas,  abym 
usiadła. – A poza tym – ciągnął dalej – jak wiesz, Jenna zdecydowała 
się na wyjazd do tej kliniki na Węgrzech. Obiecałem pojechać z nią i 
pozostać tam aż do czasu, gdy będzie po wszystkim.  

–  Pragnę  całym  sercem,  aby  odzyskała  władzę  w  nogach  – 

przerwałam  mu  –  ale  czy  nie  sądzisz,  że  ona  działa  trochę  zbyt 
pochopnie rezygnując ze swoich udziałów w galerii? 

Dopiero,  gdy  skończyłam  mówić  przypomniałam  sobie,  że  Jenna 

prosiła, abym się nie wygadała przed Rogerem, zanim on sam mi tego 
nie powie.  

–  Wiedziałem,  że  się  wygada.  Uważam,  że  będzie  miała 

zapewniony  byt,  a  poza  tym  nie  jest  związana  uczuciowo  z  galerią  i 
więcej tu z nią kłopotów, niż pożytku. To ojciec pokierował nami tak, 
byśmy  zajęli  się  interesami.  Jeśli  chodzi  o  mnie,  wcale  mi  to  nie 
przeszkadza – uśmiechnął się i sięgnął po moją rękę. – A ty, Lindsay? 
Czy twoje serce naprawdę należy do galerii? 

Zawahałam się przez moment.  
–  Wiesz,  że  kocham  swoją  pracę.  A  poza  tym  czuję  się  w  jakiś 

sposób  odpowiedzialna  za  galerię  ze  względu  na  umowę,  jaką  twój 
ojciec zawarł z Felice.  

–  Ciebie  to  do  niczego  nie  zobowiązuje.  Obrazy  Felice  będą 

wisiały tu tak długo, jak długo galeria będzie otwarta dla publiczności.  

– Wiem, o tym, Roger i jestem pewna, że matka to docenia.  
– Wątpię, ona uważa, że jest to jej prawo. Mój ojciec ją adorował.  
– Głupstwa mówisz – skwitowałam szybko. – On był przywiązany 

do twojej matki.  

background image

–  Matka  zmarła  dawno  temu.  Dziwne  –  zauważył  –  że  musiałem 

się właśnie zakochać w córce Felice.  

Usiadłam powoli na krześle. Serce waliło mi jak młot i poczułam, 

że  moje  policzki  stają  się  czerwone.  Roger  zdawał  się  tego  nie 
zauważać. Przewracał jakieś papiery na biurku, w pewnym momencie 
odłożył swój długopis i spojrzał na mnie.  

–  Wiesz,  że  rezygnacja  Jenny  zostawia  mi  wolną  rękę  co  do 

wyboru nowego wspólnika. Czy rozważysz moją propozycję? 

– Czy uważasz, że to dobry pomysł? To znaczy mam na myśli...  
– Masz na myśli – przerwał mi zły – że nie chcesz być związana z 

Galerią na zawsze. Chcesz wolności. Ale czy nie widzisz, Lindsay, że 
chcę się z tobą ożenić? Wiesz, że cię kocham i myślę, że moglibyśmy 
być ze sobą szczęśliwi.  

Twarz  mu  pojaśniała,  gdy  to  mówił,  a  jego  wzrok  zmusił  mnie, 

abym też na niego spojrzała.  

–  Nie  musisz  się  decydować  od  razu,  mogę  poczekać.  Odwrócił 

głowę w bok i teraz widziałam tylko jego zawzięcie zaciśnięte usta.  

–  Jenna  powiedziała  mi,  że  wyjechałaś  na  weekend  z 

Deauville’em.  Nie  podoba  mi  się  to.  –  Podniósł  się  nagle  z  krzesła, 
podniósł mnie w górę i przytrzymał w swoich ramionach.  

– To chyba nie jest twój interes.  
– Owszem, chyba tak. Należysz do mnie.  
– Nie, Roger, nie należę. Proszę, puść mnie. Doszliśmy do miejsca, 

z  którego  nie  było  już  powrotu  i  nie  byłam  z  tego  zadowolona. 
Chciałam  w  dalszym  ciągu  pracować  w  galerii,  bo  lubiłam  tę  pracę. 
Zgodziłabym  się  też  oczywiście  zostać  wspólnikiem  Rogera,  gdyby 
nie było to związane z jakimiś dodatkowymi warunkami.  

Roger zwolnił swój uścisk i usiadł ciężko na krześle. Miał teraz tak 

samo posępny wyraz twarzy, jaki często widziałam u jego siostry.  

–  Przypuszczam,  że  Deauville  powiedział  ci,  że  jego  ojciec 

pominął  go  dzieląc  swój  majątek  tylko  pomiędzy  jego  trzech  braci. 
Sprawdziłem to dokładnie. Trochę to dziwne, nie uważasz? 

–  Wcale  mnie  to  nie  dziwi.  Andre  Deauville  nie  był  ojcem 

Philippe’a.  

Roger spojrzał na mnie zdziwiony.  
–  Powiedział  ci  to?  Nie  wierzę  Deauville’om.  Kto  jest  w  takim 

razie jego ojcem? 

– Nie mam pojęcia.  

background image

Roger wyprostował się i chwycił mnie za nadgarstki.  
– Nie wierzę ci.  
– To nie jest ani mój, ani twój interes, więc lepiej zapomnij o tym.  
Spojrzał na mnie groźnie, by już po chwili, tak jak mu się to często 

zdarzało,  zmienić  się  całkowicie.  Pocałował  moją  dłoń  i  uśmiechnął 
się w taki sposób, jakby już zdążył zapomnieć o swoim gniewie.  

– Przepraszam, kochanie. Wiesz, że jestem zazdrosny, to głupie z 

mojej strony. Nie mam o co być zazdrosny, prawda? 

Zignorowałam jego pytanie.  
–  Roger,  bardzo  lubię  pracę  w  galerii.  Czy  nie  moglibyśmy 

zostawić wszystkiego tak jak było, przynajmniej do czasu, gdy Jenna 
będzie już po operacji? 

Uśmiechnął się.  
– Oczywiście, Lindsay. Nie poradziłbym sobie z tą cholerną galerią 

bez ciebie.  

Była to prawda.  
Napięcie,  jakie  na  chwilę  zapanowało  między  nami,  zdążyło  się 

ulotnić  i  odetchnęłam  z  ulgą.  Usiedliśmy,  by  porozmawiać  o 
interesach  i  ostatnich  transakcjach,  które  rzeczywiście  były 
wyjątkowo  udane.  Przerwał  nam  dzwonek  telefonu.  Podniosłam 
słuchawkę  i  wymieniłam  nazwę  galerii.  Przez  chwilę  w  słuchawce 
panowała  cisza,  aż  w  końcu  ktoś  poprosił  o  rozmowę  z  Rogerem. 
Zapytałam  kto  mówi,  choć  już  dobrze  wiedziałam,  do  kogo  należał 
głos. Zasłoniłam słuchawkę dłonią i wyszeptałam do Rogera.  

– Ritter.  
Roger  wyciągnął  rękę  po  słuchawkę  i  przedstawił  się,  jego  twarz 

stała się teraz kamienna, a głos brzmiał szorstko.  

–  Zwróciliśmy  panu  wszystkie  obrazy,  panie  Ritter.  Moja  siostra 

dała panu pokwitowanie na dziesięć płócien i tyle zwróciliśmy.  

Przerwał słuchając, po czym znowu odezwał się.  
– Nic nie wiem o żadnej paczce. Sprawdzę to i zadzwonię do pana.  
Rzucił słuchawkę na widełki i zawołał Daviesa, który natychmiast 

wszedł do biura.  

– Zamknij drzwi – powiedział niecierpliwie Roger. – Dwonił przed 

chwilą Ritter i twierdził, że zostawił tu Jennie jakąś paczkę.  

Davies przytaknął.  
– To prawda, na opakowaniu jest napisane jej imię.  
– Przynieś ją tutaj, proszę.  

background image

Za  moment  Davies  wrócił  z  paczką,  w  której  najwyraźniej  były 

zrolowane  płótna.  Róg  papierowego  opakowania  był  z  jednej  strony 
naderwany,  pod  spodem  znajdowała  się  jeszcze  jedna  warstwa 
papieru.  

– Wygląda na to, że mamy tu jeszcze inne płótna Rittera – warknął 

Roger.  

Davies zawahał się.  
–  Panna  Jenna  powiedziała,  że  pod  żadnym  pozorem  nie  mogę 

panu  tego  pokazać  i  była  bardzo  zła,  kiedy  nie  chciałem  jej  tego 
przyrzec.  Kazała  mi  wyjść  z  magazynu,  ale  kiedy  poszła  do  domu 
zajrzałem  tam,  lecz  paczki  już  nie  zauważyłem.  Dopiero  później, 
kiedy przestawiałem ramy, , przypadkowo się na nią natknąłem.  

–  Dziwne,  myślę,  że  powinniśmy  je  otworzyć,  Roger  – 

powiedziałam.  

Roger wzruszył ramionami.  
– Nie mam pojęcia w co się Jenna bawi, ale jeśli myśli, że uda się 

jej  podrzucić  mi  te  cholerne  obrazy  Rittera,  to  się  grubo  myli  – 
przerwał  i  obserwował,  jak  Davies  rozpakowuje  paczkę,  rozwija 
płótna i układa je na podłodze.  

Na  widok  obrazów  Roger  głęboko  odetchnął  i  sięgnął  po  szkło 

powiększające,  które  leżało  na  biurku.  Ja  i  Davies  spojrzeliśmy  na 
siebie.  

– Cholera! – powiedział Roger. – Spójrzcie na to. Przykucnęliśmy 

z Daviesem koło niego.  

–  Nie  wierzę  własnym  oczom.  Nigdy  dotąd  nie  widziałem  tak 

dobrych kopii – stwierdziłam.  

– To  nie kopie  – Roger delikatnie przesuwał  palcem po podpisie, 

widocznym na obrazie. – To oryginały.  

– Ależ to niemożliwe! – wykrzyknęłam. – Oczywiście, widziałam 

je wcześniej w kolekcji Carvela w Galerii Thurley, ale myślałam...  

–  Te  obrazy  zostały  skradzione  –  powiedział  Davies.  Roger 

poczerwieniał z gniewu.  

–  Jak  Ritter  śmiał  tak  wykorzystać  Jennę?!  Będę...  będę...  –  Nie 

mógł dokończyć.  

–  Niech  się  pan  uspokoi.  –  Davies  wyprostował  się.  –  Myślę,  że 

musimy  się  dowiedzieć,  czy  panna  Jenna  jest  rzeczywiście  w  to 
zamieszana.  

–  Daj  spokój,  Davies.  Jenna  i  skradzione  obrazy  –  jego  głos 

background image

załamał się.  

– Ona mogła o niczym nie wiedzieć – powiedziałam niepewnie. – 

Na pewno ją okłamał.  

–  Więc  Ritter  jest  albo  złodziejem,  albo  odbiorcą  skradzionych 

obrazów – skwitował Roger. – Wygląda na to, że go mamy.  

–  Chyba  jednak  nie,  Roger.  Bardzo  sprytnie  to  obmyślił.  Policji 

nigdy by nie przyszło do głowy, aby szukać skradzionych obrazów w 
galerii  o  takiej  reputacji,  jak  nasza.  Ukrycie  ich  tutaj  było 
mistrzowskim  posunięciem,  zwłaszcza,  że  wciągnął  w  to  Jennę  – 
zaczęłam  rozpatrywać,  jakie  konsekwencję  przyniosłoby  znalezienie 
skradzionych  obrazów  na  terenie  galerii.  –  Oskarżyliby  nas,  że 
skradziono je na nasze polecenie.  

– I bylibyśmy zrujnowani – dodał Roger.  
–  Do  tego  nie  dojdzie  –  odezwał  się  Davies.  –  Musimy  się  ich 

pozbyć.  

– Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. W jaki sposób się ich pozbyć? 
Spojrzałam wyczekująco na Daviesa.  
– Muszę pomyśleć – odpowiedział.  
Roger  podsunął  mu  krzesło,  ja  również  usiadłam,  bo  nagle 

poczułam  jak  bardzo  jestem  przerażona  tą  sytuacją.  Tylko  Davies 
zdawał się tym wszystkim bawić. Nabrałam otuchy, gdy pomyślałam 
że, jeżeli ktokolwiek jest w stanie przechytrzyć tego łobuza, to tylko 
Davies.  Jego  długa  i  zaszczytna  służba  w  marynarce  świadczyła  o 
odwadze  i  pomysłowości.  Bałam  się  już  teraz  tylko  o  Jennę.  Ten 
sierżant  z  policji,  który  przyszedł  sprawdzić  nasz  system  alarmowy, 
mówił  z  takim  zawzięciem  o  gangu  złodziei  obrazów  grasującym  w 
okolicy.  

– Myślę, że Jenna powinna wyjechać na Węgry tak szybko, jak to 

możliwe.  Tutaj  może  się  znaleźć  w  niebezpieczeństwie  – 
powiedziałam.  

– Tak,  to bardzo prawdopodobne.  –  Davies  zgodził się ze  mną.  – 

Wydaje mi się, że nie powinniśmy niczego ruszać, zanim pan i panna 
Jenna nie wyjedziecie.  

–  Nie  mam  zamiaru  się  ulotnić,  zostawiając  wszystko  na  waszej 

głowie. Przypuśćmy, że zwrócilibyśmy paczkę Ritterowi? 

Davies przecząco pokręcił głową.  
–  To  zbyt  ryzykowne.  Jeśliby  go  złapali,  na  pewno  zaznałby,  że 

Jenna mu pomagała.  

background image

– Nie mógłby być aż tak... – zaprotestowałam.  
– Niestety, mógłby – przerwał mi Roger.  
– Więc co zrobimy? – zaczynałam się coraz bardziej denerwować. 

– Nie rozumiem tylko, dlaczego Ritter wciągnął w to wszystko Jennę i 
galerię? 

–  Myślę,  że  znam  odpowiedź  –  powiedział  Davies.  –  Ubzdurał 

sobie,  że  Reedowie  zmarnowali  jego  artystyczną  karierę.  Zarówno 
pan,  jak  i  pański  ojciec  konsekwentnie  odmawialiście  wystawiania 
jego prac. Drugim powodem jest to, że panna Jenna go odrzuciła.  

– Co masz na myśli? – Roger rzucił mu gniewne spojrzenie.  
– Słyszałem, jak prosił ją, aby zmieniła zdanie i wyszła za niego za 

mąż. Nie miałem zamiaru podsłuchiwać, ale byli akurat w magazynie 
i nie widzieli mnie. Odpowiedziała mu na to, żeby się odwalił.  

– Nie wygląda mi na człowieka, który miałby zamiar się żenić... – 

Roger przerwał i dodał niepewnie – no, z dziewczyną taką jak Jenna.  

–  Chciał  się  po  prostu  wżenić  w  Reedów  –  skwitował  Davies.  – 

Myślał, że jako mąż Jenny będzie mógł uzyskać kontrolę nad galerią.  

Spojrzałam na nich bezradnie.  
– Co możemy zrobić? 
Davies  uśmiechnął  się  w  sposób,  który  nie  wróżył  Ritterowi  nic 

dobrego.  

– A gdybyśmy zwrócili obrazy do Galerii Thurley? 
Davies  szczegółowo  objaśnił  nam  swój  pomysł.  Miał  zamiar 

pożyczyć  samochód  dostawczy  od  swojego  przyjaciela,  któremu 
kiedyś  wyświadczył  przysługę  i  odstawić  paczkę  pod  drzwi  Galerii 
Thurley.  Właściciele  byliby  szczęśliwi,  że  odzyskali  najbardziej 
wartościowe  obrazy  z  ich  kolekcji,  a  samochód  i  kierowca,  jak  nas 
zapewnił Davies, nigdy nie zostałyby rozpoznane. Według mnie był to 
szaleńczy i zbyt ryzykowny pomysł i głośno powiedziałam, co o nim 
myślę.  

– Nie ma innego wyjścia – odparł Roger. – Nie zapomnę ci tego, 

Davies – dodał.  

Plan  został  przyjęty  i  dokładnie  ustaliliśmy  czas  akcji.  Jak  tylko 

Roger  dał  się  przekonać,  że  musi  wyjechać  i  znalazł  się  z  Jenną  na 
pokładzie samolotu, miałam zawiadomić Rittera, że znaleźliśmy jego 
paczkę – teraz zawierającą już falsyfikaty – po czym oryginały miały 
zostać  zwrócone.  Tutaj  w  końcu  uśmiechnęło  się  do  nas  szczęście. 
Dyskretnie  zasięgnęłam  informacji  i  dowiedziałam  się,  że 

background image

Thurleyowie wyjechali za granicę i każda przesyłka, którą otrzymają, 
zostanie  umieszczona  w  bezpiecznym  miejscu,  aż  do  ich  powrotu. 
Znaczyło  to,  że  wieść  o  odnalezieniu  obrazów  nie  rozniesie  się  zbyt 
szybko  a  w  tym  czasie  policji  uda  się  może  złapać  Rittera  i  jego 
bandę.  

Mimo  wszystko  bałam  się  o  powodzenie  naszego  planu.  Nie 

uspokoił mnie nawet Davies, kiedy zapewniał mnie, że wszystko jest 
w  największym  porządku,  obrazy  zostały  zwrócone  i  nikt  nie 
zauważył  niczego  podejrzanego,  ale  jakoś  nie  przyniosło  mi  to  ulgi. 
Do  tego  jeszcze  rozmowa  z  Ritterem  była  dla  mnie  prawdziwą 
męczarnią.  Był  wściekły,  gdy  powiedziałam  mu,  że  nie  może 
rozmawiać  z  Jenną,  bo  ona  i  Roger  wyjechali,  nie  mówiąc  nawet 
gdzie.  Gdy  zgłosił  się  po  swoją  paczkę,  miałam  nadzieję,  że  jest  to 
koniec  całej  historii,  ale  w  głębi  serca  wiedziałam,  że  do  końca  jest 
jeszcze daleko.  

 
Kiedy  tego  samego  dnia,  Philippe  czekał  na  mnie  w  zwykłym 

miejscu  przed  galerią,  miałam  wielką  ochotę  zwierzyć  mu  się  ze 
wszystkiego,  ale  ustaliliśmy  z  Rogerem  i  Daviesem,  że  cała  sprawa 
pozostanie tajemnicą naszej trójki.  

Była szósta godzina i wieczór tak piękny, że uświadomiłam sobie, 

jak bardzo kocham Lakeland i że naprawdę, nie chciałabym mieszkać 
nigdzie indziej.  

Wybraliśmy się z Philippe’em do restauracji, a potem jeździliśmy 

wolno  wzdłuż  wąskich  uliczek,  podziwiając  ich  piękno.  W  końcu 
wyjechaliśmy  z  miasta  i  zaparkowaliśmy  samochód.  Przez 
wrzosowisko  przeszliśmy  do  miejsca,  skąd  roztaczał  się  cudowny 
widok na jezioro i pasmo gór.  

– Żałuję, że muszę jechać do Londynu – powiedział Philippe. – Ale 

na  pewno  wrócę  do  soboty.  Lindsay,  czy  uważasz,  że  powinienem 
zaniechać szukania mojego ojca? 

–  Czy  jesteś  w  stanie  to  uczynić?  Czy  to  pytanie  nie  zostanie  w 

tobie na zawsze, domagając się odpowiedzi? 

–  Na  pewno  tak,  Andre  Deauville  oficjalnie  użyczył  mi  swego 

nazwiska. Myślę, że była to część umowy z moją matką, ale w końcu 
ją  oszukał.  Nie  zmienił  swojego  testamentu  aż  do  chwili,  kiedy 
zmarła.  

– Czemu go potem zmienił? 

background image

–  Może  moi  bracia  odkryli,  że  Andre  Deauville  był  tylko  moim 

ojczymem i zmusili go do tego. Ale nie winię za to ani ich, ani jego.  

Znalazł miejsce, gdzie mogliśmy usiąść i objął mnie.  
–  Czy  możesz  mi  wybaczyć  tę  obsesję.  Lindsay?  Jeśli  powiesz 

choć słowo, jestem gotów zaniechać poszukiwań.  

Pokręciłam  przecząco  głową  i  jego  dłoń  uścisnęła  mocniej  moje 

ramię.  

– Daj mi jeszcze trochę czasu – poprosił.  
Uniosłam swoją twarz, a on pocałował mnie mocno i namiętnie.  
–  Myślę,  że  musisz  szukać  dalej,  Philippe.  Rozumiem  cię, 

naprawdę.  Teraz,  kiedy  Dick  powiedział  mi  prawdę  o  śmierci  Cona, 
wszystko  wydaje  się  inne.  Powtórzyłam  Philippe’owi  to,  co 
wyczytałam w pamiętniku Dicka, a on wysłuchał mnie uważnie.  

–  Gdybym  tylko  mogła  porozmawiać  z  mamą  o  śmierci  ojca, 

jestem pewna, że pomogłoby jej to, ale ona w ogóle nie dopuszcza do 
poruszania tego tematu.  

Philippe  odwiózł  mnie  do  domu.  Czułam,  że  porzucił  swoje 

nadzieje  co  do  odnalezienia  ojca,  a  jego  zawód  był  tak  dokuczliwy, 
jak  niegdyś  mój.  Pomyślałam,  że  powinien  jednak  znać  prawdę  i  że 
ostatnią, i jedyną szansą by to się stało, była rozmowa z Felice.  

Kiedy  weszłam  do  domu,  mama  leżała  na  kozetce  w  salonie. 

Przywołała mnie leniwym ruchem ręki i usiadłam obok niej.  

–  Czy  byłaś  gdzieś  z  tym  Francuzem?  –  zapytała  rozdrażniona  i 

spojrzała na mnie twardo błękitnymi oczyma.  

– Felice, dlaczego nie chcesz się przyznać,  że znałaś  jego matkę? 

Jej  panieńskie  nazwisko  brzmiało  Cornell,  a  Philippe  urodził  się 
zanim wyszła za mąż za Andre Deauville’a. Powiedziała Williamowi 
Cornellowi,  że  dałaś  jej  swoje  trzy  obrazy,  dwa  z  nich  są  teraz  u 
Philippe’a,  a  ten  trzeci  ma  William.  Taki  wiosenny  pejzaż,  z  pustą 
łodzią  na  jeziorze.  Myślę  –  powiedziałam  ostrożnie  –  że  wiesz,  kim 
był  kochanek  Eve.  Mama  wyraźnie  rozdrażniona  zerwała  się  z 
kozetki.  

–  Jeżeli  nie  przestaniesz  mnie  obsypywać  tymi  bzdurnymi 

historiami,  będę  musiała  cię  poprosić,  abyś  wyszła.  Nie  mam  ochoty 
być przepytywana – przerwała, bo głos się jej nagle załamał.  

– Mówię ci, że to nie była moja wina.  
– Co nie było twoją winą? 
– Nic, nie chciałam tego powiedzieć. Próbujesz mnie wyprowadzić 

background image

z równowagi. Odejdź i zostaw mnie w spokoju! – wybiegła z pokoju i 
usłyszałam jej szybkie kroki na wypolerowanych deskach schodów.  

Drzwi  do  jej  pokoju  zamknęły  się  z  głośnym  hukiem,  który 

wyraźnie dał mi do zrozumienia, że może nadszedł już czas, aby nasze 
drogi  się  rozeszły.  Ale  jak  mogłam  ją  opuścić?  Ogarnął  mnie 
przypływ  uczuć  do  mamy;  pragnęłam  ją  pocieszyć  i  ukoić  i  przykro 
mi było, że mnie odrzuciła. Rozmyślania przerwał mi Barney, kładąc 
głowę na kolanach. W jego psich oczach zauważyłam wiarę, że go nie 
zawiodę  i  wyprowadzę  na  zwykły  spacer.  Poszliśmy  więc  w  stronę 
wzgórz,  oświetlonych  ostatnimi  promieniami  zachodzącego  słońca. 
Wracając  po  kilkunastu  minutach,  dostrzegłam  Dorę,  czekającą  na 
mnie przed bramą naszego domu.  

 
– Felice cię szukała.  
– Czego chciała? 
–  Chce  ci  pokazać  swój  nowy  obraz.  Jest  teraz  w  pracowni. 

Weszłam  więc  do  zatopionego  w  ciszy  domu,  otworzyłam  drzwi  do 
studia i stanęłam niezdecydowana.  

– O, jesteś już kochanie. Podejdź tu i przyjrzyj się.  Wstrzymałam 

oddech i spojrzałam na spokojną scenerię obrazu. Nie było na nim ani 
High Sall, ani pustej łodzi, ani groźnie wyglądającego jeziora. Wręcz 
przeciwnie,  namalowała  długie  pasmo  zielonych  wzgórz  i  czyste, 
błękitne  niebo  bez  żadnej  chmurki  –  sprawiał  bardzo  pogodne 
wrażenie.  

–  Już  wszystko  w  porządku  –  powiedziała  i  pocałowała  mnie. 

Wiedziałam jednak, że nie była to prawda.  

background image

ROZDZIAŁ XI 

 

Nadszedł  szczyt  sezonu  turystycznego  i  galeria  wraz  z 

przylegającymi  do  niej  sklepami  była  oblężona  przez  klientów  cały 
dzień.  W  lokalnej  gazecie  ukazał  się  artykuł  na  temat  twórczości 
Felice, który jeszcze wzmocnił zainteresowanie jej obrazami.  

Davies  i  ja  byliśmy  w  pracy  całą  sobotę  i  zaczęłam  z 

niecierpliwością oczekiwać powrotu Rogera z Węgier.  

Pod  koniec  dnia  Davies  przyniósł  mi  do  biura  dzbanek  mocnej 

herbaty i zaproponowałam, aby wypił ją razem ze mną.  

–  Nie  mamy  już  więcej  Jej  obrazów  w  magazynie  – 

zakomunikował.  

Uśmiechnęłam  się,  sposób  w  jaki  mówił  o  mamie  zawsze  budził 

moje ciepłe uczucia.  

– W poniedziałek ma przyjechać ten facet z Galerii Londyńskiej i 

na pewno będzie chciał kupić parę Jej płócien.  

–  Przycisnę  trochę  Felice  dziś  wieczorem.  Pracowała  ostatnio 

bardzo ciężko i jestem pewna, że skończyła już kilka obrazów.  

Przyniosę je jutro do galerii i powiesimy je w poniedziałek rano.  
Davies z zadumą popijał herbatę.  
– Ritter był tutaj – powiedział w końcu. Wzdrygnęłam się.  
– Czy rozmawiał z tobą? Czego chciał? 
– Spytał mnie o adres panny Jenny. Kiedy powiedziałem, że go nie 

znam, zrobił się bardzo agresywny i zaczął mi grozić.  

– Grozić!? Czym? – zapytałam ze strachem.  
– Powiedział, że ma nadzieję, że jesteśmy ubezpieczeni, bo byłoby 

przykre, gdyby galeria się spaliła.  

Poczułam zimny dreszcz przebiegający mi po plecach.  
–  Powiedziałam  mu,  że  gdyby  coś  takiego  się  stało, 

wiedzielibyśmy do kogo skierować policję.  

– Davies, nie podoba mi się to. Chciałabym, żeby Roger już wrócił.  
–  Proszę  się  nie  martwić,  panno  Lindsay.  Mam  zamiar  zająć  się 

Ritterem osobiście.  

–  Tylko  bądź  ostrożny,  Davies.  Nie  zniosłabym,  gdyby  coś  ci  się 

stało.  

Tuż  przed  zamknięciem  Galerii  odwiedził  mnie  Dick  Outhwait. 

Podał mi na przywitanie rękę i ucałował w oba policzki – poczułam, 

background image

że wszystko mi już wybaczył.  

– Felice zaprosiła mnie i Peggy na kolację, ale najpierw chciałem 

zamienić z tobą kilka słów – powiedział.  

–  Dick,  przykro  mi,  że  zmusiłam  cię,  abyś  odkrył  przede  mną 

okoliczności śmierci Cona. Ale musiałam poznać prawdę.  

Uśmiechnął się i zanim wypuścił moją dłoń, mocno ją uścisnął.  
–  Cieszę  się,  że  to  zrobiłaś.  Od  dawna  miałem  ochotę  ci  o  tym 

powiedzieć,  ale  Felice  stanowczo  się  temu  sprzeciwiała.  Czy  coś  jej 
wspomniałaś na ten temat? 

–  Nie,  oczywiście,  że  nie.  Weźmiesz  teraz  swój  pamiętnik?  Jest 

zamknięty  w  sejfie  –  otworzyłam  skrytkę  i  podałam  mu  go  –  Dick, 
dlaczego tak się ociągałeś, aby porozmawiać ze mną o ojcu? 

–  Tak  naprawdę  to  nie  wiem,  pomijając  oczywiście  to,  że 

obiecałem Felice, że nie pisnę ani słowa. A my zawsze ją chroniliśmy, 
od pierwszego dnia, kiedy zjawiła się w naszym domu. Wiele lat temu 
Con prosił mnie, abym się nią zaopiekował, gdyby on zmarł pierwszy.  

Wieczorem śmiertelnie zmęczona, zaparkowałam samochód przed 

domem  i  przyłączyłam  się  do  naszych  gości.  Dick  przygotował  mi 
drinka,  którego  z  wdzięcznością  przyjęłam,  a  Dora  zaczęła  nalegać, 
abym zjadła kolację, którą zostawiła dla mnie w jadalni. Byłam zbyt 
wyczerpana,  aby  cokolwiek  przełknąć,  ale  pod  wpływem  bacznego 
wzroku  Dory  zabrałam  się  do  jedzenia.  Kiedy  Dora  zniknęła  w 
kuchni, aby przygotować kawę, przyszedł do mnie Dick.  

– Posiedzę trochę z tobą, chyba nie masz nic przeciwko temu? 
Wskazałam  mu  miejsce  koło  siebie.  Usiadł  na  krześle  krzyżując 

nogi i odchylając się do tyłu.  

– O czym myślisz, Dick? 
–  Roger  powiedział  mi,  że  Jenna  chce  wycofać  swój  udział  w 

Galerii.  Jak  ci  wiadomo,  jestem  jednym  z  wykonawców  testamentu 
Reeda.  Roger  zaproponował,  abyś  ty  została  jego  nowym 
wspólnikiem,  więc  skontaktowałem  się  z  innymi  członkami  rady 
nadzorczej i wiem, że są gotowi to zaakceptować.  

– Ja natomiast nie – odpowiedziałam zimno.  
Dick  spojrzał  na  mnie.  W  jego  błękitnych  oczach  przysłoniętych 

krzaczastymi brwiami dojrzałam błysk zdziwienia.  

– Rozumiem, że Roger rozmawiał o tym z tobą.  
– Owszem, ale są pewne przeszkody.  
– Nie wiem o żadnych.  

background image

– Małżeństwo.  
–  Nie  rozumiem.  Zawsze  myślałam,  że  ty  i  Roger...  Pokręciłam 

przecząco głową.  

– Czy masz kogoś innego? Przytaknęłam w milczeniu.  
– Czy to Deauville? 
– Tak. ale...  
– Wiem, Felice go nie lubi. Peggy i ja uważamy, że jest czarujący – 

zawahał się na moment. – On mi kogoś przypomina ... – westchnął – 
ale  to  chyba  tylko  moja  wyobraźnia  –  Chwileczkę,  Dick.  Andre 
Deauville nie był ojcem Philippe’a.  

– Acha, więc to tak wygląda.  
Pomyślałam, że adwokacka praktyka Dicka nauczyła go nie dziwić 

się żadnym nagłym zwrotom, które rządzą naszym losem.  

–  Philippe  nie  poprosi  mnie,  ani  żadnej  innej  kobiety  o  rękę, 

dopóki nie dowie się, kim byli jego przodkowie. Ma , w sobie obsesję, 
strach przed „złą” krwią, czy coś w tym rodzaju. Dick, kiedy poznałeś 
Felice,  ona  przyjaźniła  się  z  dziewczyną  o  imieniu  Eve  Cornell.  Eve 
była matką Philippe’a. Czy pamiętasz ją? 

Tym razem poruszyłam go do żywego. Twarz mu pobladła, a oczy 

przybrały kształt wąskich szparek. Pochyliłam się do przodu.  

– Znałeś ją. Czy to dlatego Philippe ci kogoś przypomina? Felice 

udaje, że jej nie znała, dlaczego? 

– Nie mogę odpowiadać za Felice – powiedział ochrypłym głosem.  
–  Musisz,  Dick.  Czy  nie  widzisz,  że  wchodzi  tu  w  grę  moje 

szczęście? Bardzo kocham Philippe’a – dodałam łagodnie.  

Dick  przyglądał  mi  się  przez  dłuższą  chwilę.  Z  bólem 

obserwowałam, jak walczy ze sobą, ale nie mogłam ustąpić. Rosło we 
mnie podniecenie i nadzieja.  

– Dlaczego nie chcecie mówić o Eve Cornell? Czy nie wiedziałeś, 

że wyjechała stąd do Francji i wyszła za Andre Deauville’a? 

– Oczywiście, że nie wiedziałem.  
– Dick, poczekaj. Dlaczego nie możesz o niej mówić? 
–  Nie  teraz.  Peggy  zacznie  się  niepokoić,  że  gdzieś  zniknąłem  – 

powiedział i pośpiesznie wyszedł z pokoju.  

Byłam  zbyt  zmęczona,  aby  się  nad  tym  wszystkim  zastanawiać. 

Podniosłam się ciężko z krzesła i trzymając się poręczy, weszłam po 
schodach  do  mojego  pokoju.  Otworzyłam  okno  na  całą  szerokość,  w 
ubraniu rzuciłam się na łóżko i rozpłakałam się.  

background image

Obudziłam  się  wcześnie,  w  domu  panowała  cisza.  Przez  moment 

nie  mogłam  dojść,  dlaczego  leżę  w  łóżku  ubrana,  ale  już  po  chwili 
przypomniałam sobie rozmowę z Dickiem i jej zakończenie.  

Znużona  zrzuciłam  z  siebie  ubranie  i  przygotowałam  kąpiel. 

Zanurzyłam  się  w  gorącej  wodzie,  wciąż  czując  w  głowie  chaos 
spowodowany  zachowaniem  Dicka.  Czy  on  znowu  chronił  przed 
czymś  Felice?  Jeśli  tak,  to  przed  czym?  Wytarłam  się  ręcznikiem, 
wskoczyłam  w  dżinsy  i  sweter,  i  zeszłam  do  kuchni,  gdzie  z 
entuzjazmem  przywitał  mnie  Barney.  Nastawiłam  wodę  na  herbatę, 
świadoma nadziei, z jaką wpatrywał się we mnie.  

– No dobrze – jak zwykle poddałam się. – Chodź! 
Barney powstrzymywał okazanie swojej radości do momentu, gdy 

znaleźliśmy się na zewnątrz. Wtedy natychmiast wyskoczył do przodu 
i zniknął pomiędzy świątecznymi drzewami Cona.  

Poszliśmy  w  stronę  wzgórz,  pustych  o  tej  porze  dnia,  jeśli  nie 

liczyć  pasących  się  tu  i  ówdzie  stad  owiec.  Panująca  cisza  i  spokój 
sprawiły,  że  poczułam  się  nareszcie  odprężona.  Postanowiłam  pójść 
inną  niż  zwykle  drogą,  która  doprowadziła  nas  w  dół  do  jeziora,  a 
potem do małej zatoczki naprzeciwko domu Outhwaitów.  

Przez całą drogę myślałam o tajemnicy, którą tak bardzo chciałam 

rozwikłać, ale przypominało to układanie łamigłówki z małych części, 
których nie umiałam sklecić w całość. Tymczasem Barney wskoczył 
do  jeziora;  uwielbiał  wodę  i  kąpiel,  więc  pozwoliłam  mu  chwilę 
popływać,  po  czym  gwizdnęłam  na  niego.  Wyskoczył  na  brzeg, 
otrzepując się tak energicznie, że chłodne krople wody dosięgły nawet 
mnie.  

Słońce  zdążyło  już  wzejść  ponad  szczyty  wzgórz  i  cała  okolica 

skąpana była w  magicznym,  porannym świetle,  jakie  Felice potrafiła 
oddać  na  swych  obrazach  z  takim  uczuciem  i  artyzmem.  Kiedy 
wróciliśmy  do  domu,  mama  siedziała  przy  stole  jedząc  śniadanie  i 
czytając równocześnie niedzielną gazetę.  

–  Dzień  dobry,  kochanie!  –  Była  promienna  jak  ten  świąteczny 

poranek  i  wyglądała  bardzo  elegancko  w  białym  kostiumie  z 
marynarskimi  akcentami.  –  Odpoczęłaś  już?  Zajrzałam  do  ciebie 
wczoraj w nocy, wyglądałaś na bardzo zmęczoną.  

Pocałowałam  ją  w  policzek,  a  ona  niespodziewanie  objęła  mnie 

ramionami i przytuliła do siebie.  

– Potrzebuję cię, Lindsay – wyszeptała. – Nie odchodź.  

background image

– Nigdzie się nie wybieram – usiadłam i nalałam sobie kawy.  
–  Nie,  nie  powinnam  mówić  w  ten  sposób.  Con  zwykle  się 

denerwował,  kiedy  zaczynałam  go  błagać,  aby  mnie  nigdy  nie 
opuszczał.  

Spojrzałam na nią ze zdziwieniem.  
–  Jestem  pewna,  że  byłaby  to  ostatnia  myśl,  jaka  mogłaby  mu 

przyjść do głowy.  

– Mam nadzieję – odpowiedziała i z nagłym ożywieniem dodała. – 

Usmażyć ci jajecznicę? 

Posmarowałam masłem grzankę.  
–  Byliśmy  z  Barneyem  nad  jeziorem,  Barney  się  wykąpał  w  tej 

zatoczce naprzeciw Outhwaitów, jest całkiem płytka.  

–  Naprawdę?  Przestałam  już  robić  spacery  nad  jezioro.  Idziemy 

teraz z Dorą do kościoła.  

Schyliłam  się  i  pozbierałam  porozrzucaną  gazetę,  którą  zrzuciła 

wstając z krzesła.  

–  Kochanie,  myślałam,  że  może  zjemy  potem  w  trójkę  obiad  w 

hotelu Lakę End. Dołączysz do nas? 

– Nie, mamo. Mam trochę pracy.  
– Mam nadzieję, że Roger docenia poświęcenie, z jakim dla niego 

pracujesz.  Ten  chłopak  ma  szczęście  –  podeszła  do  mnie  i  owionął 
mnie zapach jej perfum. Schyliła się i pocałowała mnie w policzek. – 
Roger  zapytał  mnie  kiedyś,  czy  miałabym  coś  przeciwko  temu, 
abyście się pobrali.  

– Zapomnij o tym, mamo. Nie mam zamiaru wychodzić za Rogera.  
Zmarszczyła brwi i zaczęła zakładać rękawiczki.  
–  Będę  modlić  się,  aby  wrócił  ci  zdrowy  rozum  –  powiedziała  i 

odeszła, wołając rozkazująco na Dorę.  

Czy  mama  zawsze  była  taka  apodyktyczna?  –  pomyślałam.  Czy 

Con  pozwalał  jej  sobą  rządzić?  Czy  to  właśnie  z  tego  powodu 
pragnęłam  wyrwać  stąd  swoje  korzenie  i  zacząć  niezależne  życie  z 
dala od niej i Co na? 

W  południe  zrobiłam  sobie  parę  kanapek  i  wybrałam  się  z 

Berneyem  do  zatoczki  nad  brzegiem  jeziora.  Znalazłam  wygodne 
miejsce i usiadłam, obserwując łódź, zakotwiczoną na środku jeziora. 
Siedziało  w  niej  bezruchu  dwóch  mężczyzn  łowiących  ryby.  Nagle 
jeden  z  nich  podrzucił  swoją  wędkę  i  ujrzałam  odblask  światła,  gdy 
zdejmował  rybę  z  haczyka.  Wtedy  drugi  mężczyzna  zaczął 

background image

protestować  wymachując  rękoma  i  podniósł  się  gwałtownie.  Łódź 
zakołysała  się  niebezpiecznie  i  nabrała  wody.  W  panującej  dookoła 
ciszy usłyszałam głos pierwszego mężczyzny: 

– Usiądź, idioto! 
Włożył  wiosło  w  dulkę  i  zaczął  wiosłować  w  stronę  brzegu. 

Przerażona zdałam sobie sprawę, jak łatwo może się przewrócić taka 
łódź.  

Pusta  łódź,  na  środku  znajomego  jeziora.  Ostatnia  część 

łamigłówki,  która  rozwiązałaby  tajemnicę  obsesji  Felice  na  punkcie 
tego miejsca, kołatała mi się po głowie.  

Wróciliśmy  z  Berneyem  powoli  do  domu.  Gdy  otwierałam  drzwi 

wejściowe,  usłyszałam  natarczywy  dźwięk  telefonu.  Podniosłam 
słuchawkę  i  serce  skoczyło  mi  z  radości,  gdy  usłyszałam  głos 
Philippe’a.  

– Cześć, kochanie. Wracam już do Lakeland. Może spotkalibyśmy 

się w hotelu na kolacji? 

– Z przyjemnością.  
–  Świetnie,  spotkajmy  się  o  ósmej,  dobrze?  Uważaj  na  siebie, 

Lindsay! 

W jego głosie brzmiała inna, nowa nuta, jakby nagle powziął jakąś 

decyzję i na przekór zdrowemu rozsądkowi nabrałam nadziei.  

 
Gdy  Felice  wróciła  do  domu,  zapytałam  ją,  czy  ma  może  jakieś 

skończone obrazy, które moglibyśmy już wystawić w Galerii.  

–  Myślę,  że  coś  by  się  znalazło  w  pracowni.  Zajrzyj  tam,  ale  nie 

zabieraj niczego, zanim mi nie pokażesz.  

Rzadko  wchodziłam  sama  do  jej  studia.  Wprawdzie  mama  nigdy 

mi  tego  wyraźnie  nie  zakazała,  jednak  zawsze,  miałam  nieokreślone 
uczucie,  że  mogłam  wkroczyć  nieproszona  na  jakiś  święty, 
zastrzeżony teren.  

Zapach  farb  i  terpentyny,  ostre  światło,  rzeźbione  mahoniowe 

krzesło ze szkarłatną chustą przewieszoną przez poręcze – to wszystko 
było  częścią  jej  świata,  do  wejścia  w  który  nie  czułam  się 
upoważniona.  

O  jedną  ze  ścian  opartych  było  kilka  obrazów,  już  oprawionych. 

Oglądnęłam  je  i  przypomniałam  sobie,  że  zostały  zwrócone  z 
Manchesteru,  gdzie  odbywała  się  wystawa  twórczości  z  Lakeland. 
Felice na pewno nie miałaby nic przeciwko temu, aby je wystawić na 

background image

sprzedaż.  Zainteresowałam się płótnami leżącymi obok,  część z nich 
nie  była  jeszcze  skończona,  a  jednemu  czy  dwóm  brakowało  tej 
charakterystycznej iskry, która prace mamy czyniła tak wyjątkowymi. 
Byłam zaskoczona, jak płodną malarką jest Felice i skierowałam się w 
końcu  do  kilku  oprawionych  obrazów,  stojących  w  niewielkim 
oddaleniu od innych płócien.  

Były  to  portrety,  których  Felice  raczej  nie  lubiła  malować,  ale  te 

były bardzo udane. Pierwszy z brzegu był znakomitą podobizną Dory. 
Emanował z niego jej pogodny charakter, widoczny w półuśmiechu i 
błysku szczęścia w oczach. Spoglądałam po kolei na znajome twarze: 
Dick, Peggy, Roger, Con. Na samym końcu stał oparty o ścianę obraz 
owinięty  białym  płótnem.  Odwinęłam  je  i  spojrzałam  zdziwiona: 
przecież  Felice  nie  namalowałaby  Philippe’a?  Podeszłam  z  obrazem 
do  okna,  tak  aby  światło  padało  wprost  na  niego  i  zdałam  sobie 
sprawę ze swojej pomyłki. To nie był portret Philippe’a, ale jakiegoś 
mężczyzny, który go bardzo przypominał. Mój błąd spowodowany był 
zapewne tym, że w pierwszym momencie wpadł mi w oko tylko zarys 
ust, 

jasność 

oczu, 

charakterystyczne 

pochylenie 

głowy. 

Uzmysłowiłam  sobie,  że  mogło  to  być  podobieństwo  rodzinne, 
widoczne w półuśmiechu błąkającym się wokół ust, kształcie policzka 
i brody, błysku w oczach. Czy to uderzające podobieństwo było tylko 
dziełem przypadku? Ponownie zawinęłam obraz i wzięłam ze sobą do 
salonu.  Felice  oglądała  jakiś  film,  wyłączyłam  więc  telewizor  i 
zdejmując z obrazu płótno przytrzymałam je na wprost niej.  

– Kto to jest? – mój głos zabrzmiał ostrzej, niż zamierzałam. Mama 

zmrużyła oczy, zacisnęła usta, a po chwili odpowiedziała szorstko.  

– Gdzie go znalazłaś? Sądziłam...  
– Ukryłaś go! Dlaczego? 
Spojrzała na mnie, twarz jej poczerwieniała.  
– Prosiłam Cona, aby go zniszczył.  
– Dlaczego? 
–  Bo  nie  chcę,  aby  mi  coś  przypominał.  Con  powiedział,  że  nie 

powinnam czuć się całe życie winna.  

– Winna? O czym ty mówisz, na litość Boską? 
– O wypadku. Byliśmy na łodzi... – ukryła twarz w dłoniach, a ja 

mimowolnie  przypomniałam  sobie  scenę,  jakiej  byłam  świadkiem 
tego  dnia.  Dwóch  mężczyzn  w  łodzi  i  tragedia,  do  której  omal  nie 
doszło.  

background image

– Czy nie byłoby lepiej, gdybyś  mi o wszystkim opowiedziała? – 

zapytałam łagodnie.  

Felice uśmiechnęła się i odsłoniła twarz.  
– Myślę, że masz rację. Jeśli ja ci tego nie powiem, wcześniej czy 

później Philippe Deauville odkryje prawdę. Lepiej będzie, gdy sama ci 
o wszystkim powiem.  

Wyciągnęła  ręce  po  portret  i  przyglądała  mu  się  uważnie  przez 

pełną minutę. Potem, westchnąwszy jeszcze raz, odstawiła go na bok.  

–  Nie  potrzebuję  tego  obrazu,  aby  sobie  o  nim  przypomnieć  – 

powiedziała  cicho.  –  Nie  zapomina  się  mężczyzny,  którego  się 
kochało;  jego  uśmiechu,  głosu,  sposobu,  w  jaki  trzymał  cię  w 
ramionach.  

–  Kochałaś  tego mężczyznę?  Przed  Conem?  Pokiwała  twierdząco 

głową.  

– Przed Conem, ale potem już nie – musisz w to uwierzyć.  
– Kim on jest? 
– To Leslic Outhwait.  
Spojrzałam na nią zdziwiona, a ona podniosła się.  
– Nie chcę o tym mówić.  
– Ale ja chcę. Usiądź, mamo. Felice z powrotem opadła na krzesło.  
– Wyznanie prawdy pomoże ci, mamo. Con zawsze powtarzał, że 

ukryty  strach  rozsadza  serce.  Czy  nie  rozumiesz,  że  mówiąc  mi  o 
wszystkim pozbędziesz się uczucia winy? 

– Nie wiem, kochanie, naprawdę nie wiem. Być może. Ponagliłam 

ją łagodnie.  

– Poznałaś Leslie’ego w Akademii, prawda? 
– Tak. Był wyjątkowym artystą i dodał mi odwagi. Ściągnął mnie 

tutaj, do Dicka i Peggy i zrozumiałam, że ta okolica jest właśnie tym, 
co  zawsze  chciałam  malować.  Zakochałam  się  w  mężczyźnie  i  w 
krajobrazie.  Było  to  szczególne  uczucie,  coś  w  rodzaju  reinkarnacji. 
Czułam  kształty  i  koloryt  gór  całą  sobą,  Leslie  był  taki  sam.  Parę 
widoków z gór,  które namalował, było naprawdę wspaniałych,  rzucił 
nimi  wyzwanie  czasowi.  Dick  i  Peggy  schowali  te  obrazy,  bo 
patrzenie na nie jest dla nich zbyt bolesne.  

– A czy Leslie też cię kochał? 
–  Początkowo  tak.  Ale  potem  pojawiła  się  Eve  Cornell.  –  Felice 

zacisnęła  oczy,  objęła  piersi  ramionami  i  kołysała  się  jak  dziecko  w 
przód  i  w  tył  Widzisz,  nie  wiedziałam,  że  zostali  kochankami  Leslic 

background image

powiedział  mi  o  tym  dopiero  tego  dnia  w  łodzi  –  W  łodzi  – 
powtórzyłam. – W tej pustej łodzi? Przytaknęła.  

– Powiedział mi, ze Eve spodziewa się ich dziecka, miał zamiar się 

z nią ożenić. Podskoczyłam, ogarnięta straszliwym gniewem i wtedy 
łódź przewróciła się, a my wpadliśmy do wody. Ja zdołałam dopłynąć 
do brzego, Leslie utonął.  

Objęłam mamę ramionami, przyciągając do siebie jej drżące ciało.  
–  Nigdy  się  nie  przyznałam,  że  to  była  moja  wina.  I 

znienawidziłam Eve za to, że mi go odebrała.  

– To był wypadek, Felice. Nikt nie był temu winien.  
– Nieprawda.  W głębi serca winiłam za to  Leslie’ego,  uważałam, 

że mnie oszukał.  

Westchnęła ciężko i z oczu popłynęły jej łzy. Otarłam jej policzki i 

od tego momentu zaczęłam ją kochać jeszcze mocniej.  

– Czy nienawidzisz Philippe’a dlatego, że jest synem Leslie’ego? 
– Nie, dlatego, że jest synem Eve. Powiesz mu o wszystkim? 
– Tak – odpowiedziałam. – Powiem mu.  
 
Odłożyłam  obrazy,  które  chciałam  zabrać  do  galerii  i  Felice 

zaaprobowała mój wybór. Zaaprobowała – to nie jest właściwe słowo. 
Kiedy rozłożyłam przed nią płótna, powiedziała po prostu: 

– Weź, które chcesz. Nie ma to już dla mnie większego znaczenia.  
Wiedziałam,  że  prędzej  czy  później  zmieni  zdanie,  więc  starałam 

się  wybrać  te  obrazy,  które  nie  miały  dla  niej  żadnego  ukrytego 
znaczenia. Mama na pewno potrzebowała dużo czasu, ale – być może 
dzięki temu, że w końcu mi się zwierzyła – zaczęła już dochodzić do 
siebie.  

Małe  części  łamigłówki,  które  tak  długo  nie  dawały  mi  spokoju, 

zaczynały  się  układać  w  jedną  całość.  Z  powodu  perfidii  Eve  mama 
podejrzewała Jennę, o podstępne działania, mające jej z kolei odebrać 
Cona.  

Myślałam o rewelacjach, które zdradziła mi Felice przygotowując 

się do spotkania z Philippe’em. Wyobrażałam sobie jego radość, gdy 
dowie  się,  że  rzeczywiście  należał  do  tego  miejsca,  że  jego  instynkt 
jednak  go  nie  zawiódł.  Spodziewałam  się,  że  będzie  to  doniosły 
wieczór,  więc  z  tą  myślą  wyjęłam  z  szafy  nową  sukienkę,  którą 
trzymałam  na  specjalne  okazje.  Moim  kolorem  jest  niebieski,  który 
podkreśla cień moich oczu i lśnienie długich włosów.  

background image

Zawołałam  na  Felice,  aby  pomogła  mi  włożyć  oprawione  i 

zrolowane płótna na dno bagażnika.  

–  Czy  idziesz  na  spotkanie  z  Philippe’em?  –  zapytała  drżącym 

głosem.  

– Najpierw zawiozę obrazy do galerii, a potem jadę na kolację do 

hotelu.  

– Boję się, że... – zaczęła.  
– Nic się nie bój – przerwałam jej twardo, wsiadłam do samochodu 

i ruszyłam w stronę miasta.  

Zatrzymałam  się  na  zapleczu  Galerii,  parkując  koło  drzwi  do 

magazynu. Przecisnęłam się między ścianą a samochodem i stanęłam 
na  chwilę  pod  drzwiami,  szukając  w  torebce  kluczy.  W  końcu 
otworzyłam  magazyn,  gotowa  włączyć  sygnał  alarmowy  po 
pierwszym  dźwięku,  ale  nie  usłyszałam  znajomego  „Biip”. 
Zaskoczona  zapaliłam  światło  i  spostrzegłam,  że  alarm  był 
wyłączony. Czyżby Davies zapomniał go przekręcić? Przypomniałam 
sobie,  że  powiedziałam  mu,  iż  przywiozę  do  galerii  obrazy  Felice, 
więc może Davies czekał już na mnie? 

Wyjęłam  obrazy  z  bagażnika,  zamknęłam  samochód,  a  potem 

drzwi do magazynu i przeszłam do biura. Szklane drzwi prowadzące 
do sali wystawowej były otwarte. Światło nie było zapalone, ale przez 
wysokie  okna  wpadało  trochę  słabych,  wieczornych  promieni 
zachodzącego słońca. Wokół panowała nieprzyjemna cisza.  

Nagle usłyszałam ciche kroki, podeszłam więc do drzwi i ujrzałam 

jakąś postać na samym końcu sali.  

–  Davies!  –  krzyknęłam.  –  Co  ty  tam  robisz?  Nieźle  mnie 

przestraszyłeś.  

Davies  nie  odpowiedział,  zrobił  tylko  parę  kroków  w  moim 

kierunku,  nagle  oświetlony  ostatnim  promieniem  słońca.  To  co 
ujrzałam, zaparło mi z przerażenia dech w piersiach. Postać nie miała 
twarzy, tylko maskę zrobioną z naciągniętej na głowę pończochy, a w 
jej ręku dostrzegłam nóż, którego ostrze zabłysło złowrogo.  

background image

ROZDZIAŁ XII 

 

Zamarłam.  Serce  waliło  mi  jak  młot,  a  dłonie  zacisnęły  się  w 

pięści. Ujrzałam drugą postać, a za chwilę ukazała się jeszcze jedna.  

Człowiek  z  nożem  wepchnął  mnie  z  powrotem  do  biura. 

Próbowałam się poruszyć, ale nogi ugięły się pode mną i upadłabym 
na  podłogę,  gdyby  nie  przytrzymała  mnie  czyjaś  ręka,  która  w 
następnej chwili rzuciła mnie na krzesło.  

Nie mogłam uwierzyć, że przytrafiło mi się coś takiego i poczułam 

histeryczne  pragnienie,  aby  krzyczeć  z  całych  sil  Podszedł  do  mnie 
trzeci  z  mężczyzn.  Był  grubszy,  niż  pozostali.  Moj  wzrok  przesunął 
się po czarnym golfie, w który był ubrany, a następnie powędrował ku 
twarzy  i  wtedy  mężczyzna  zrzucił  maskę  i  oto  wpatrywałam  się  w 
twarde, ciemne oczy Johna Rittera.  

– To pan ! – wydusiłam z siebie.  
– A któżby inny ? Czy  myślisz,  że  puściłbym ci płazem kradzież 

moich obrazów ? 

– Nie rozumiem. Przecież zwróciliśmy panu obrazy...  
– Ale nie oryginały. Chcę właśnie je – natychmiast. Przesunął się i 

pochylił nade mną, a ja wbiłam plecy w oparcie krzesła. Jego oddech 
zalatywał zapachem whisky, – Gdzie one są ? 

– Nie ma ich tutaj – wymamrotałam.  
– Kłamstwo nic dobrego ci nie przyniesie. Przeszukajcie wszystko 

–  krzyknął  do  swoich  dwóch  kompanów  i  podszedł  do  drzwi,  skąd 
mógł obserwować zarówno ich, jak i mnie.  

Co  zrobią,  gdy  nie  znajdą  obrazów  ?  –  myślałam  gorączkowo. 

Miałam  wrażenie,  że  przeszukiwanie  galerii  trwa  wieczność,  przez 
cały  czas  nie  spuszczałam  wzroku  z  Rittera.  W  końcu  mężczyźni 
wrócili i Ritter stanął nade mną z nożem w ręku.  

– Gdzie je schowaliście ? – zapytał miękko, ale wyczułam w jego 

głosie nutę groźby.  

Zebrałam w sobie resztki odwagi i odpowiedziałam.  
– Są tam, gdzie ich miejsce.  
W innych okolicznościach jego pełne niedowierzania spojrzenie na 

pewno przyprawiłoby mnie o śmiech.  

–  Nie,  panie  Ritter.  Nie  policja.  Zostały  zwrócone  do  Galerii 

Thurleyów anonimowo.  

background image

–  Domyślam  się,  że  Reed  nie  byłby  tak  głupi,  żeby  wkroczyć  do 

ich  galerii  z  obrazami  pod  pachą.  Proszę  bardzo,  szanowny  panie. 
Znalazłem je pod krzakiem agrestu.  

– Oczywiście, że nie – powiedziałam zgryźliwie.  
– W takim razie jak ? 
–  Powiedzmy,  że  zostały  szczęśliwie  zwrócone  przez  frontowe 

drzwi.  

– Kłamiesz! 
– Nie. Walczę tylko ze złodziejami twojego pokroju ! Ritter zbliżył 

się do mnie z nożem wymierzonym tuż nad moim sercem.  

– Jeszcze jeden taki żart, panno Lindsay Strong, a twoja buźka nie 

będzie już taka piękna.  

Nasze  spojrzenia  spotkały  się,  ale  wytrzymałam  jego  wzrok.  Po 

sekundzie zrobił krok do tyłu.  

– Do ciebie nic nie mam – wymamrotał, – tylko do Reedów. Jen na 

mnie wykiwała.  

– Ona nie miała z tym nic wspólnego, – Na pewno miała. Byliśmy 

wspólnikami.  

–  To  bardzo  prawdopodobne.  Jenna  nigdy  nie  naraziłaby  na 

szwank  dobrego  imienia  jej  brata  i  galerii.  Wykorzystałeś  ją  w 
bezwzględny  sposób.  Ale  przynajmniej  miała  tyle  rozumu,  aby 
odtrącić twoją ofertę małżeńską – dodałam z niemałą satysfakcją.  

Jego twarz zaczerwieniła się z gniewu.  
–  Niezupełnie.  Widzisz,  to  ja  trzymałem  w  ręku  asa.  Prędzej  czy 

później  musiałaby  za  mnie  wyjść,  bo  jeżeli  jest  taka  lojalna,  jak 
mówisz,  nie  chciałaby,  aby  skradzione  obrazy  zostały  odnalezione 
tutaj.  

–  Szantaż  do  niczego  cię  nie  doprowadzi.  Jenna  zrezygnowała  ze 

wszystkiego, nie ma już nic wspólnego z galerią.  

Nóż zadrżał Ritterowi w ręce.  
– Cholernie dobrze kłamiesz.  
– Idź już Ritter. Powiedziałam ci, gdzie są obrazy.  
– Nie wierzę ci, ale dowiem się prawdy.  
Poprosił  telefonistkę  o  połączenie  z  domem  Thurleyów,  a  kiedy 

ktoś się odezwał, przemówił miękkim głosem.  

–  Dobry  wieczór,  jestem  dziennikarzem  z  „Daily  News”. 

Otrzymałem  wiadomość,  że  dwa  obrazy  skradzione  z  waszej  galerii 
zostały zwrócone. Czy mógłby pan to potwierdzić ? 

background image

Modliłam  się  w  duchu,  aby  okazało  się,  że  Thurley’owie  wrócili 

już  do  domu  i  otworzyli  paczkę.  Nie  słyszałam  głosu  po  drugiej 
stronie,  ale  wyraz  twarzy  Rittera  powiedział  mi  wszystko. 
Odetchnęłam  z  ulgę.  Ritter  wolno  odłożył  słuchawkę  na  widełki  i 
dostrzegłam,  że  jest  tak  wściekły,  jakby  siedziała  w  nim  jakaś  dzika 
bestia.  

–  Zwiążcie  ją  !  –  ryknął  do  swoich  kompanów.  Mężczyźni  tak 

mocno zacisnęli sznurek wokół moich nadgarstków i kostek u nóg, że 
czułam, jak wrzyna mi się w ciało.  

– Krzyk ci nic nie pomoże – powiedział Ritter. – I wierz mi, jeśli 

zawiadomisz policję, będzie to koniec Reedów.  

Zgasił  światło  w  biurze  i  usłyszałam,  jak  wychodzą  z  galerii. 

Zaczęłam po cichu płakać.  

Czas nie miał już żadnego znaczenia, byłam poza nim, zawieszona 

w próżni bólu i rozpaczy. Ostrożnie spróbowałam rozluźnić więzy, ale 
nie  poddawały  się.  Pomyślałam  o  ojcu,  przypomniałam  sobie  dzień, 
kiedy poszliśmy na wspinaczkę w góry i nagle dopadła nas mgła.  

–  Zostajemy  na  miejscu,  panienko  –  powiedział  wtedy.  –  Zawsze 

jest  szansa,  że  nadejdzie  pomoc.  Nigdy  nie  wpadaj  w  panikę, 
kochanie, nigdy nie wpadaj w panikę.  

Wydawało  mi  się  teraz,  że  ojciec  jest  przy  mnie.  Słyszałam  jego 

głos i byłam świadoma jego miłości.  

Odetchnęłam  głęboko  i  zaczęłam  analizować  swoją  sytuację.  W 

najgorszym  wypadku  musiałabym  się  tu  przemęczyć  przez  całą  noc, 
aż  do  chwili,  kiedy  Davies  otworzy  rano  Galerię.  Istniała  jeszcze 
szansa,  że  Philippe,  zaniepokojony  tym,  że  nie  przyszłam  na 
spotkanie,  zadzwoni  do  Felice  i  dowie  się,  że  najpierw  miałam 
zostawić obrazy w galerii.  

Zamknęłam  oczy  i  w  myślach  błagałam  Philippe’a,  aby  zaczął 

mnie szukać, jeśli choć trochę mu na mnie zależy. Tęskniłam za nim 
tak  bardzo,  że  prawie  zapomniałam  o  rozdzierającym  bólu  w  moich 
kostkach.  

– Nie panikuj – powiedziałam głośno do siebie. – Nie panikuj. Po 

chwili straciłam chyba przytomność, a gdy doszłam do siebie, światło 
wpadające  przez  okna  było  już  bladoniebieskie.  Pomyślałam,  że  nie 
wytrzymam  już  tego  wszystkiego  ani  chwili  dłużej  i  zaczęłam 
przeraźliwie  krzyczeć.  Nagle  zdałam  sobie  sprawę,  że  oprócz 
własnego głosu, słyszę jeszcze jakiś hałas. Uciszyłam się natychmiast 

background image

i tym razem usłyszałam huk i trzask łamanego drzewa, serce zaczęło 
mi  szybciej  bić.  Ktoś  szedł  po  drewnianej  podłodze  w  magazynie  i 
usłyszałam znajomy głos wołający moje imię.  

– Philippe – wyszeptałam, gdy ujrzałam go wchodzącego do biura. 

Za  moment  ukazała  się  również  w  drzwiach  tęga  postać  sierżanta 
Bracka.  

– Już wszystko dobrze, kochanie – powiedział Philippe.  
Wziął  nóż  od  sierżanta  i  ostrożnie  przeciął  sznur,  którym  byłam 

skrępowana, po czym zaczął łagodnie masować moje nadgarstki, aby 
przywrócić  w  nich  krążenie.  Łzy  zaczęły  mi  spływać  po  policzkach, 
sama  nie  wiedziałam,  czy  były  spowodowane  ulgą,  czy  też  bólem, 
który  towarzyszył  odzyskiwaniu  władzy  w  zdrętwiałych  rękach  i 
nogach.  

Tymczasem  sierżant  i  dwóch  posterunkowych,  którzy  mu 

towarzyszyli,  rozpoczęli  dokładne  przeszukiwanie  galerii  i  już  po 
chwili odnaleźli Daviesa w męskiej toalecie.  

–  Był  związany  i  miał  zakneblowane  usta  –  powiedział  sierżant, 

pomagając Daviesowi wejść do biura i sadzając go na krześle.  

Twarz  Daviesa  była  popielatoszara,  a  oczy  całkiem  czarne  z 

gniewu.  

– Co się stało ? – zapytałam go słabym głosem.  
–  Porwali  mnie  z  mojego  własnego  domu  i  zmusili  do  otwarcia 

galerii. Nie spodziewali się twojej wizyty.  

Wyrwałam  się  z  opiekuńczych  ramion  Philippe’a  i  złapałam 

Daviesa za rękę.  

– Czy jesteś ranny ? 
– Kości mam całe. Jedynie parę zadrapań: nie poddałem im się tak 

łatwo – znajomy uśmiech rozjaśnił mu twarz.  

Ostrzegałem panią, że w tym rejonie grasuje gang złodziei obrazów 

–  wtrącił  sierżant.  –  Prawdopodobnie  ta  sama  grupa  obrabowała 
Galerię Thurleyów. Sprowadzę zaraz facetów od daktyloskopii, a pani 
niech lepiej sprawdzi, czego brakuje.  

– Mieli rękawiczki – powiedział Davies.  
–  Czy  rozpoznał  pan  którego  z  nich  ?  Davies  zaprzeczył  ruchem 

głowy.  

– Mieli założone na twarzach pończochy.  
– A pani, panno Strong ? 
–  Musiałabym  się  zastanowić  –  odpowiedziałam,  ale  wiedziałam, 

background image

że  nie  wydam  przecież  Rittera.  Nie  wiedziałam,  jak  daleko  zaszła 
Jenna w układach z nim, nie mogłam jej więc narażać.  

Nagle zakręciło mi się w głowie, a głos sierżanta zaczął dobiegać 

jakby  z  bardzo  daleka,  zamknęłam  więc  oczy  i  miałam  już  tylko 
świadomość obejmujących mnie troskliwie ramion Philippe’a.  

 
Philippe  zabrał  mnie  i  Daviesa  na  badania  kontrolne  do  szpitala, 

ale  ponieważ  nie  zgodziliśmy  się  w  nim  zostać,  pojechaliśmy  do 
mojego  domu.  Dora  natychmiast  zabrała  się  do  pracy  i  już  wkrótce 
czekały  na  wszystkich  posłane  łóżka  Mama  czuwała  przy  mnie  całą 
noc. Za każdym razem, kiedy otwierałam oczy, widziałam ją owiniętą 
w  wełniany  koc  i  siedzącą  na  brzegu  łóżka.  Kiedy  wyciągnęłam  do 
niej, rękę, chwyciła moją dłoń i mocno uścisnęła.  

Następnego  ranka Philippe  i  Davies  próbowali  wybić  mi  z  głowy 

wyjazd  do  galerii,  ale  ja  uparłam  się,  aby  im  towarzyszyć.  Davies 
wydawał się być głęboko poruszony naszą przygodą. Wprawdzie jego 
podrapana  twarz  wyglądała  już  lepiej,  ale  złość,  spowodowana 
faktem,  że  dał  się  tak  podejść,  wyzwoliła  w  nim  niebywałą  energię  i 
żądzę zemsty. Jednak najbardziej niepokoiłam się o Rogera. Sierżant 
Brack  zadzwonił  do niego i byłam  pewna,  że Roeger odchodzi teraz 
od zmysłów. Bardzo chciałam z nim porozmawiać, a z drugiej strony 
wiedziałam, że nie zniosłabym jego wypytywania.  

Aż  do  rana  przy  roztrzaskanych  drzwiach  do  galerii  czuwał 

policjant,  a  kiedy  we  trójkę  zjawiliśmy  się  tam,  zastaliśmy  już  także 
sierżanta  Bracka.  Poinformował  nas,  że  Roger  dzwonił  do  niego  z 
lotniska, gdzie czekał na powrotny samolot.  

–  Pan  Reed  bardzo  nam  pomógł,  podając  pewne  nazwisko.  Ale 

kiedy  przyjechaliśmy  po  tego  ptaszka,  zdążył  już  wyfrunąć.  Daleko 
nie ucieknie, dostaniemy wkrótce i jego, i resztę bandy.  

Galeria  wyglądała  tak,  jakby  grasował  w  niej  jakiś  szaleniec, 

ogarnięty żądzą niszczenia.  

–  Wiedziała  pani,  panno  Lindsay,  że  to  sprawka  Rittera  – 

powiedział  Davies,  kiedy  zaczęliśmy  próby  doprowadzenia 
wszystkiego  do  porządku.  –  Dlaczego  nie  powiedziała  pani  o  tym 
policji ? 

– Nie mogłam – odpowiedziałam. – Nie jestem przecież pewna, do 

jakiego stopnia jest w to wszystko zamieszana Jenna.  

–  No  tak  –  powiedział  i  uśmiechnął  się.  –  Chyba  zrobiłbym  to 

background image

samo na pani miejscu.  

Obrazy  Felice  wydawały  się  być  głównym  celem  niszczycielskiej 

działalności bandy.  W  miarę, jak odkrywaliśmy kolejne straty, twarz 
Daviesa stawała się coraz bardziej zawzięta.  

– Nigdy tego Ritterowi nie wybaczę – powiedział, podnosząc jeden 

ze zniszczonych obrazów. – Im szybciej znajdzie się za kratkami, tym 
lepiej dla niego.  

Zamknęliśmy  Galerię  dla  zwiedzających,  ale  musieliśmy  jednak 

otworzyć  oba  sklepy,  więc  ich  pracownicy  nie  mogli  nam  pomóc  w 
porządkach.  Byłam  wdzięczna  Philippe’owi,  że  został  ze  mną  i 
Daviesem, i podjął się tej niewdzięcznej pracy.  

Roger przyjechał koło południa. Wbiegł do Galerii i chwycił mnie 

w ramiona.  

– O Boże !  –  wykrztusił  –  nigdy bym  sobie nie wybaczył,  gdyby 

coś ci się stało.  

– Jestem cała i zdrowa – wyzwoliłam się z jego objęć.  
– Powinienem był tu jednak zostać.  
–  Całe  szczęście,  że  cię  tu  nie  było.  Ritter  chciał  się  zemścić  na 

tobie i Jennie. Powiedział, że go wystawiła do wiatru.  

Roger  zachmurzył  się  i  skierował  swoje  kroki  do  biura,  ciągnąc 

mnie za sobą. Krzyknął coś do Daviesa, zanim otworzył szafkę i wyjął 
z  niej  butelkę  whisky  i  szklanki,  a  jego  twarz  spochmurniała  jeszcze 
bardziej, kiedy dostrzegł zadrapania na twarzy Daviesa.  

–  Co  się  stało  ?  –  zapytał,  siadając  za  biurkiem.  Davies  opróżnił 

swoją szklankę i odstawił na bok, jego twarz wyglądała tak, jakby się 
postarzał o kilka lat w ciągu minionej nocy.  

Opowiedział Rogerowi całą historię aż do momentu, gdy znalazła 

go  policja.  Jego  lekko  skruszony  głos  wywołał  w  Rogerze 
natychmiastową reakcję.  

– Dobrze zrobiłeś, Davies. Nie miałeś przecież żadnych szans, aby 

samemu przeciwstawić się tej trójce.  

Następnie przyszła kolej na mnie i opis wydarzeń rozpoczęłam w 

miejscu,  kiedy  otworzyłam  tylne  drzwi  do  magazynu,  gotowa 
wyłączyć alarm.  

–  Czy  nie  zdziwiło  cię  to,  że  alarm  nie  był  włączony  ?  •  zapytał 

Roger.  

–  Właściwie  nie.  Wspomniałam  Daviesowi,  że  przywidzę  obrazy 

Felice  w  niedzielę  i  byłam  pewna,  że  to  właśnie  on  zjawił  się  w 

background image

Galerii przede mną i wyłączył alarm. Wniosłam obrazy do środka i w 
tym momencie... – zadrżałam na wspomnienie tej strasznej chwili, gdy 
ujrzałam  przed  sobą  zamaskowane  twarze.  Ze  ściśniętym  sercem 
przypomniałam sobie groźby, które rzucał Ritter przeciwko Rogerowi 
i Jennie.  

– Roger, dopóki Ritter jest na wolności, powinieneś zawiadomić tę 

klinikę na Węgrzech, aby dobrze pilnowali Jenny. Czy ona wie, co się 
stało ? 

Roger westchnął ciężko.  
–  Musiałem  jej  powiedzieć.  Chciałem  się  dowiedzieć,  czy 

rzeczywiście  skumała  się  z  tym  Ritterem.  Przyznała  się,  że  zdawała 
sobie sprawę, że on coś knuje, ale nie wiedziała co i domyśliła się, że 
ma  zamiar  ją  w  to  wciągnąć.  Powiedziałem  sierżantowi,  że  Ritter 
może  spróbować  zemsty  na  Jennie,  więc  natychmiast  zawiadomili  o 
tym  tamtejszą  policję.  Nie  mogę  jej  darować,  że  się  związała  z  tym 
łotrem.  

– Nie sądzę, aby chciała zrobić coś złego – wtrącił Davies.  
–  Masz  rację,  Dawies.  Początkowo  był  to  dla  niej  tylko  żart, 

spowodowany  nudą,  ale  potem  przestraszyła  się,  bo  Ritter  zaczął  jej 
grozić.  

–  A  jeżeli  policja  złapie  Rittera,  czy  będzie  próbował  ją  w  to 

wmieszać ? 

–  Myślę,  że  nie.  On  nie  ma  żadnych  dowodów,  sprawdziłem  to 

dokładnie.  

Odetchnęłam  z  ulgą  i  nagle  oczy  napełniły  mi  się  łzami,  Roger 

podszedł do mnie i pomógł mi wstać z krzesła.  

– Lindsay, jesteś wykończona. Jedź do domu i spróbuj odpocząć – 

odprowadził  mnie  w  stronę  wyjścia  z  galerii,  gdzie  czekał  na  mnie 
Philippe.  

–  Uważaj  na  nią  –  powiedział  do  niego  Roger,  odwrócił  się  i 

odszedł do biura, nie patrząc już na nas.  

Ogarnęło  mnie  dziwne  uczucie,  że  skończył  się  dla  mnie  jakiś 

ważny  okres  w  życiu,  nie  miałam  pewności,  czy  przyszłość  się  dla 
mnie otworzy, czy też nie przyniesie mi już nic znaczącego.  

 
Felice  leżała  na  kozetce  w  salonie,  z  kompresem  nasyconym 

wywarem  z  lawendy  na  oczach.  Gdy  zauważyła,  że  wchodzę  do 
pokoju natychmiast się podniosła.  

background image

– O, jesteś już, kochanie.  
– Źle się czujesz, mamo ? – nie potrafiłam ukryć, jak bardzo jestem 

o nią niespokojna.  

– Nie, po prostu odpoczywam – spuściła nogi na podłogę i wstając 

dostrzegła w końcu Philippe’a. – Wejdź dalej, Philippe – zaprosiła go. 
– Macie ochotę na coś do jedzenia ? 

– Ja przygotuję. – powiedziałam.  
– Nie trzeba, kochanie. Dora zostawiła kolację na stole w jadalni. 

Pójdę do kuchni i przygotuję tylko kawę.  

Wyszła  z  pokoju  i  chciałam  iść  za  nią,  ale  Philippe  przytrzymał 

mnie za ramię.  

– Usiądź, ja jej pomogę.  
Nie  miałam  ochoty  zostać  sam  na  sam  ze  swoimi  myślami,  które 

bezładnie  plątały  mi  się  po  głowie.  Usiadłam  na  kozetce,  zrzuciłam 
buty i oparłam wygodnie plecy, starając się odprężyć. Wiedziałam, że 
mogę  nadać  swoim  myślom  sens  i  zrozumieć  moje  uczucia,  jeżeli 
tylko zdołam odnaleźć drogę, która wyprowadzi mnie z tego labiryntu. 
Psychicznie  bowiem  czułam  się  tak,  jakbym  była  zagubiona  w 
labiryncie  i  otoczona  wysokimi  ścianami  z  żywopłotu,  gęstego  od 
ukrytego w nim zła.  

Z zamyślenia wyrwał mnie Barney, który sapiąc wpadł do pokoju. 

Podbiegł do mnie, położył przednie łapy na  moich kolanach i polizał 
moją twarz. Jego psie oczy, pełne oddania i miłości sprawiły, że nagle 
poczułam się spokojna i wróciła mi odwaga.  

Philippe  zawołał  mnie  do  jadalni.  Felice  siedziała  już  przy  stole, 

my  zajęliśmy  miejsca  po  obu  jej  stronach,  naprzeciwko  siebie. 
Nałożyłam na talerz mięso i sałatkę i pomyślałam o kochanej Dorze, 
która zadała sobie tyle trudu, żeby przygotować dla nas kolację.  

Był  to  zapewne  jej  sposób,  aby  okazać  nam  swoją  sympatię  i 

przywiązanie.  

Felice zachowywała się bardzo nerwowo; zarówno jej ruchy, jak i 

drżenie całego ciała przypominały mi ptaka ze złamanym skrzydłem. 
Philippe,  nawet  jeśli  to  zauważył,  nie  dał  nic  po  sobie  poznać,  ale  ja 
czułam,  że  jeszcze  chwila,  a  tego  nie  wytrzymam  i  będę  musiała 
odejść od stołu. Opowiedziałam jej, że Roger wrócił już do domu i że 
jak dotąd, policja nie wpadła na trop złodziei, ale zdawało mi się, że 
wcale nie słucha, co do niej mówię.  

W końcu odezwała się: 

background image

–  Myślałam  Lindsay  o  tym,  że  powinnaś  gdzieś  wyjechać,  zrobić 

sobie wakacje. Może pojechałybyśmy do Włoch ? 

– Nie mogę teraz uciec i zostawić Rogera samego.  
–  Uciec  ?  –  przyjrzała  mi  się  badawczo.  –  O  czym  ty  mówisz? 

Wakacje  nie  są  ucieczką.  Przeżyłaś  okropne  rzeczy  i  prędzej  czy 
później  odbije  się  to  na  twoich  nerwach.  Jestem  pewna,  że  Roger 
zgodziłby się ze mną, że powinnaś odpocząć.  

– Przykro mi, mamo, ale nie mogę sobie teraz pozwolić na wyjazd.  
–  Zobaczysz,  że  to  się  dla  ciebie  źle  skończy  –  powiedziała 

proroczym tonem.  

– Bzdury – odpowiedziałam ostro i schyliłam się pod stół, rzucając 

jakiś kąsek Barneyowi.  

– Nie lubię kiedy karmi się psa przy stole – powiedziała Felice.  
–  Przestań,  całą  cię  obślinił.  Naprawdę  Lindsay  potrzebujesz 

kogoś, kto by się tobą opiekował.  

–  Ach,  więc  to  do  tego  zmierzała  moja  matka  –  pomyślałam  i 

usłyszałam głos Philippe’a.  

– Jestem pewien, że Lindsay sama wie, jak się o siebie troszczyć. 

A poza tym są inni, którzy mogliby się o nią martwić.  

– Na przykład kto ? – zapytała Felice ostrym tonem.  
– Hej, przestańcie mówić o mnie tak, jakby mnie tu nie było.  
– Kochanie uspokój się, chcę przecież dla ciebie jak najlepiej.  
– Ja także – wtrącił Philippe. Felice uśmiechnęła się zgryźliwie.  
–  Jestem  tego  pewna.  I  oczywiście  nie  wolno  nam  zapomnieć  o 

Rogerze. Jest taki życzliwy, a poza tym bardzo zależy mu na Lindsay. 
Uważam, że ma pierwszeństwo.  

Spojrzała z ukosa na Philippe’a.  
– Kiedy zaczyna się rok szkolny ? 
– Za tydzień lub dwa, ale ja stąd nie wyjeżdżam.  
–  Dlaczego  ?  –  tym  razem  mama  obrzuciła  go  lodowatym 

spojrzeniem.  

– Zrezygnowałem z poprzedniej pracy. Zaproponowano mi posadę 

w szkole w Ovesbury, Na dźwięk jego słów serce zabiło mi mocniej.  

–  Przyjąłeś  tą  propozycję  ?  –  zapytałam.  Ovesbury  leży  tylko  o 

dziesięć mil stąd.  

–  Tak  zgodziłem  się.  Jest  to  rodzaj  pracy,  jaki  naprawdę  mi 

odpowiada; mam uczyć francuskiego i krykieta. Nie chcę wyjeżdżać z 
Lakeland, czuję się tutaj jak w domu. Może to trochę śmiesznie brzmi, 

background image

bo urodziłem się przecież we Francji, ale taka jest prawda.  

Dlaczego Philippe powiedział o tym właśnie teraz, a do tego z taką 

zadumą? 

Felice siedziała bez ruchu. Wpatrywała się w okno, skąd roztaczał 

się widok na pochyłe zbocza wzgórz.  

– Mam coś do pokazania Philippe’owi. Chodźcie do pracowni.  
Przeszliśmy za mamą do studia, gdzie stały jej sztalugi, przykryte 

kawałkiem  płótna.  Felice  podeszła  do  nich,  odrzuciła  płótno  i 
odwróciła sztalugi w stronę okna. Philippe grzecznie zrobił krok w ich 
kierunku i nagle zamarł zdziwiony. .  

– Kto to jest ?! – wykrzyknął, chwytając mamę za ramię.  
– Leslie Outhwit. Namalowałam ten obraz trzydzieści lat temu, tuż 

po tym jak utopił się w jeziorze.  

–  On...  My...  –  Philippe  nie  mógł  wydobyć  z  siebie  głosu,  a  jego 

twarz zrobiła się zupełnie biała.  

– Czy dostrzegasz podobieństwo ? – W przeciwieństwie do niego 

Felice  była  całkiem  opanowana.  –  Zupełnie  słusznie.  On  był 
kochankiem twojej matki, a twoim ojcem.  

– Czy jesteś tego pewna ? – Tak mocno zacisnął swoją dłoń na jej 

ramieniu, że aż skrzywiła się z bólu.  

– Oczywiście, że jestem tego pewna. Sam mi powiedział, że kocha 

twoją matkę, która nosiła wtedy jego dziecko. Miał zamiar ją poślubić.  

Tylko  ja  wiedziałam,  ile  wysiłku  musiało  ją  kosztować 

opowiedzenie tej historii Philippe’owi.  

– Ale nie ożenił się z nią – powiedział Philippe.  
– Nie. Zmarł.  
–  Dlaczego  zmarł  ?  –  zapytał  ochrypłym  głosem.  Felice 

oswobodziła swoje ramię.  

–  Lindsay  ci  wszystko  opowie.  –  Przeszła  tuż  koło  mnie,  całując 

mnie delikatnie w policzek.  

– Teraz wszystko zależy od ciebie – wyszeptała. – Od ciebie...  
– Ona wiedziała kim jestem jak tylko mnie zobaczyła, prawda? 
Przytaknęłam,  podeszłam  do  sztalug,  odwróciłam  je  od  okna  i  z 

powrotem przykryłam. Philippe nie powstrzymywał mnie, stał dalej w 
tym  samym  miejscu  oddychając  ciężko,  jakby  brakowało  mu 
powietrza. Czułam, że ja również mam ściśnięte gardło.  

–  Chodź,  przejdziemy  się  w  stronę  jeziora  –  zaproponowałam.  – 

Mam takie uczucie, jakbym się dusiła.  

background image

Philippe pokiwał twierdząco głową i objąwszy mnie, wyprowadził 

w  stronę  ogrodu.  Powietrze  było  parne,  a  ponad  wzgórzami  zbierały 
się  chmury  deszczowe,  ale  na  zachodzie,  na  przekór  nadciągającej 
burzy, ciągle jeszcze świeciło słońce.  

– Będzie burza.  
– Przejdzie.  
Obejmując mnie mocno Philippe dostosował rytm swoich kroków 

do  moich  i  ruszyliśmy  w  kierunku  jeziora.  Zatoczka  naprzeciwko 
domu  Outhwitów  była  pusta  i  usiedliśmy  w  cieniu  skał.  Czułam 
zapach rozgrzanej ziemi, spragnionej nadchodzącego deszczu. Jezioro 
było zupełnie spokojne, tylko od czasu do czasu fale lekko uderzały o 
brzeg.  Kolor  wody,  w  miarę  jak  niebo  nabierało  ciemniejszej  barwy, 
również stawał się coraz bardziej atramentowy.  

Philippe przyciągnął mnie do siebie.  
– Utopił się w jeziorze.  
– Opowiedz mi o tym.  
Zostałam  schwytana  w  sieć,  którą  podstępnie  zastawiła  moja 

matka.  Mogłam oczywiście skłamać czy powiedzieć coś wymijająco. 
Mogłam powiedzieć, że nagle zerwał się sztorm, albo że ktoś w łodzi 
nagle  się  niebezpiecznie  poruszył  i  Philippe’owi  pewnie  by  to 
wystarczyło. Był tak przejęty wyznaniem Felice, że to Leslie Outhwait 
był  jego  ojcem,  że  do  tego,  w  jaki  sposób  zginął,  nie  przykładał  już 
takiej  wagi.  Poza  tym  pragnęłam  jednak  osłonić  i  wybronić  swoją 
matkę.  

Doszłam jednak do wniosku, że Philippe ma prawo poznać prawdę, 

tak samo jak ja miałam prawo, by poznać okoliczności śmierci mojego 
ojca. Kochałam Philippe’a zbyt mocno, aby mu tego odmówić.  

– Felice i Leslie Outhwait studiowali na tej samej Akademii Sztuk 

Pięknych  –  zaczęłam.  –  Tamtego  lata  zaprosił  ją  do  domu 
Outhwaifów.  Przyjechała  więc  i  zakochała  się  w  nim,  tak  samo  jak 
zakochała się w krajobrazie tych okolic. Była pewna, że Leslie też ją 
kocha, jej marzenia związane były z nim i liczyła na to, że czeka ich 
cudowna,  wspólna  przyszłość.  Zgodziła  się  na  małżeństwo  – 
przerwałam i spojrzałam na jezioro.  

–  Wtedy  właśnie  pojawiła  się  Eve  ze  swoimi  znajomymi  z 

uniwersytetu.  Poznały  się  z  Felice,  Eve  bardzo  podobały  się  jej 
obrazy,  wkrótce  poznała  też  Leslie’ego.  Kiedy  jej  towarzystwo 
wyjechało, Outhwait’owie zaproponowali jej, by zamieszkała u nich, 

background image

więc została tutaj.  

– Trójkąt – powiedział Philippe z zadumą.  
–  Tak.  Całe  lato  spędzili  we  trójkę.  Leslie  był  oczarowany  twoją 

matką i wkrótce oboje zakochali się w sobie. Przez cały czas ukrywali 
to przed Felice, aż nadszedł moment, gdy ona i Leslie wybrali się na 
przejażdżkę łodzią. Wtedy Leslie powiedział jej, że Eve spodziewa się 
jego  dziecka  i  poprosił,  aby  mama  zwolniła  go  z  obietnicy 
małżeńskiej. Felice gwałtownie się podniosła i w tym momencie łódź 
przewróciła się. Moja mama była wtedy świetną pływaczką, ale Leslie 
niestety nie. Nie wiedziała także, że miał kłopoty z sercem; woda była 
lodowato zimna, Leslie dostał ataku i utonął.  

–  Więc  to  był  wypadek  –  stwierdził  Philippe  pewnym  głosem,  – 

Mama obwiniała siebie przez te wszystkie lata.  

– Bzdura. Biedna Felice.  
Moje serce zadrżało z miłości do Phillipe’a, a jego litość podziałała 

na moją duszę jak balsam.  

– Teraz wiesz już wszystko. Outhwaitowie też wiedzieli. Philippe 

wstał i wyciągnął ręce, aby mnie także pomóc się podnieść.  

–  Nie  mogło  stać  się  lepiej.  Od  pierwszego  momentu,  kiedy 

ujrzałem obraz mojej matki, wiedziałem, że należę do tego miejsca. A 
teraz, Lindsay, czy jest dla mnie jakaś nadzieja ? Wiem, że nie jest to 
w porządku wobec Rogera. Może nie powinienem pytać? 

– To zależy.  
– Od czego ? 
– Czy mnie kochasz.  
Przyciągnął mnie blisko ku sobie, objął ramionami i pocałował.  
– Kocham cię całym serce, Lindsay. Nigdy cię nie opuszczę.  
– Ja też cię kocham, Philippe. Bałam się, że...  
– Nie musisz się już nigdy więcej o nic bać.  
Pocałował  mnie  mocno  i  namiętnie.  Zagubieni  w  ekstazie  naszej 

wzajemnej miłości, nie zauważyliśmy nawet ciężkich kropli deszczu, 
które zaczęły uderzać o wysuszoną ziemię. W końcu Philippe zwolnił 
swój uścisk i rozejrzał się za jakimś schronieniem.  

– Uciekamy ? – zapytał.  
Nie  miałam  ochoty  rezygnować  z  takiej  cudownej  chwili  jak  ta. 

Philippe, wyczuwając mój nastrój, zdjął swoją kurtkę i przytrzymał ją 
ponad  naszymi  głowami.  Dostrzegłam,  że  od  strony  przystani 
Outhwaitów płynie w naszym kierunku jakaś łódź. Był to Dick.  

background image

–  Wsiadajcie  !  Przemokniecie  do  suchej  nitki!  –  zawołał  do  nas, 

gdy tylko przybił do brzegu.  

Wyciągnął  dłoń,  by  przytrzymać  mnie,  gdy  wskakiwałam  na 

pokład. Philippe usiadł obok mnie, a Dick mocno uścisnął jego rękę.  

– Witaj w domu – powiedział.